background image

ELIZABETH WINFREY

WIĘCEJ NIŻ PRZYJAŹŃ

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

DELIA

Nigdy   się   nie   dowiem,   co   spowodowało   zmianę,   jaka   zaszła   we   mnie   tego   dnia. 

Możliwe,   że   jej   powodem   było   niewiarygodnie   błękitne   niebo   i   powietrze   przepojone 

odurzającą wonią róży jerychońskie. A może sprawił to fakt, że przez wszystkie lata liceum 

obserwowałam, jak uczniowie plotkują, ale sama nie puściłam w obieg ani jednej płotki. Albo 

stało się tak, dlatego, że nie widziałam Caina od prawie trzech miesięcy i czułam się nieco 

oszołomiona.   A   może   po   prostu   chciałam   się   zakochać.   -   Wiesz,   na   czym   polega   twój 

problem, Delio Byrne?

- Wiem.   Na   tym,   że   mnie   wciąż   wypytujesz,   na   czym   polega   mój   problem   - 

odpowiedziałam na pytanie Caina Parsona, mojego najlepszego przyjaciela, także, niestety, 

najsurowszego krytyka w jednej osobie. - I znowu się mylisz.

Leżący   na   trawie   Cain   pokręcił   głową   i   przekręcił   się   na   drugi   bok.   Byliśmy   na 

pikniku nad Stawem Hazardzisty i zdałam sobie sprawę, że Caina nudzi układna konwersacja 

na temat minionych wakacji.

Wspólne spędzane Święta Pracy nad stawem weszło już do tradycji. Kiedy człowiek 

przyjaźni się z kimś od ponad trzech lat tworzą się pewne rytuały, i jeśli się je zlekceważy, 

obie strony czują, ze stało się coś bardzo złego. Dlatego, zamiast zostać jeszcze kilka dni na 

obozie w lasach Sherwood i dobrze się bawić w towarzystwie innych instruktorów szkolnych, 

skróciłam pobyt w Minnesocie i przyleciałam do domu kilka dni wcześniej. Nie było to z 

mojej strony wielkie poświęcenie i muszę dodać, że Cain zrezygnował z wyprawy kajakowej 

z Andrew Rice'em, aby spędzić ten dzień ze mną. to jednak wcale nie oznaczało, że jestem 

przygotowana   na   to,   że   będzie   się   starał   zanalizować   moje   zachowanie.   Westchnęłam 

najbardziej dramatycznie, jak umiałam, aby mu to dać do zrozumienia.

- No dobrze, doktorze Parson. Niech mnie pan oświeci. Cain usiadł i wyjął spomiędzy 

zębów źdźbło trawy.

- Ujmując rzecz krotko, jesteś typową przedstawicielką dziewczyn pijących mrożoną 

herbatę bez Cukru. Co gorsza, jest to zawsze herbata cytrynowa, a nigdy brzoskwiniowa czy 

malinowa. - Tu Cain uśmiechnął się bardzo z siebie zadowolony i znowu wyciągnął się w 

trawie. Zachowywał się zupełnie tak jakby właśnie rozwiązał problem głodu na świecie, a nie 

wymamrotał   bzdurę   na   temat   mrożonej   herbaty.   Gdybym   miała   choć   trochę   rozumu, 

założyłabym na uszy słuchawki od walkmana i zlekceważyła Caina. On jednak miał irytującą 

umiejętność wciągania mnie w swoje dziwaczne dywagacje.

background image

- I co jeszcze? - spytałam. - A może powinnam zaprzestać picia mrożonej herbaty i 

uwierzyć, że ostatni rok w liceum przyniesie mi sławę, majątek, urodę oraz miłość?

- No,   proszę.   Nasza   dama   pragnie   usłyszeć   coś   więcej   -   powiedział   Cain 

dramatycznym tonem i potoczył wzrokiem wokół. Pewnie mu się wydawało, że towarzyszy 

nam kilka setek świadków owej pasjonującej rozmowy. - Faktycznie mam na ten temat coś do 

dodania   -   ciągnął.   -   Wiesz,   Delio,   kiedy   idziemy   do   sklepu,   możesz   wybrać   spośród 

rozmaitych  napojów:  Nawet mrożona  herbata  występuje  w dwunastu różnych  smakach. - 

Więc?

Gdybym go nie ponaglała, spędziłabym kilka godzin, wysłuchując, jak Cain zbacza na 

różne tematy, gubiąc wątek.

- Dlaczego nie wybierzesz napoju o smaku mango? Albo ponczu owocowego? Czy 

choćby zwykłej wody sodowej?

- Nie wydaje mi się, żeby poncz był rodzajem mrożonej herbaty - wtrąciłam.

- Masz rację, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że nigdy nie ulegasz kaprysom. Nie 

mówisz: „Ejże, poncz owocowy to ciekawe. Mam go ochotę spróbować”. Wiecznie obnosisz 

się z mrożoną herbatą bez cukru. Jakby to było twoje jedyne towarzystwo.

- Mrożona herbata nie jest moim jedynym towarzystwem. Jesteś jeszcze ty. Cain wyjął 

mi z ręki na wpół opróżnioną butelkę mrożonej herbaty i pociągnął z niej długi łyk.

- O rany, Deels, posłużyłem się metaforą. Staraj się za mną nadążać.

- Ależ, ja nadążam - odparłam, wzdychając.

- W każdej sytuacji wybierasz utartą ścieżkę. Boisz się zakosztować czegoś nowego. 

Wiedziesz żywot niczym zakonnica, która ślubowała podążać jedną jedyną drogą. Zrozum 

wreszcie, że musisz z niej zejść.

- Dlaczego?

- Dlaczego? Dlaczego? Bo gdy z niej zejdziesz mogą ci się przydarzyć niewiarygodne 

rzeczy.

- Na   przykład?   -   Jak   już   wspomniałam,   Cain   potrafił   mnie   wciągnąć   w   swoje 

dywagacje.

- Mogłabyś   zostać   wynalazcą   jak   ten,   kto   wymyślił   automat   do   rozmieniania 

pieniędzy. Mogłabyś opracować choreografię do szałowego musicalu na Broadwayu. Albo, 

co  jeszcze  bardziej  podniecające,   mogłabyś   się  zakochać lub  znaleźć  sobie  chłopaka  czy 

przynajmniej pójść na randkę. Jęknęłam. Moje życie miłosne, a raczej jego całkowity brak był 

jednym z ulubionych tematów Caina. W najbardziej niespodziewanych chwilach, na przykład 

gdy uczyliśmy się matematyki, potrafił mi zarzucić, że nie spotykam się z chłopakami. ,,To 

background image

równanie   jest   zupełnie   jak   twoje   życie   miłosne   -   mawiał.   -   Wiele   nic   nieznaczących 

czynników, które są równe zeru”.

Przedstawiam Caina, jakby był pozbawionym serca obserwatorem tego co oczywiste. 

Ale on wcale taki nie jest. Ani trochę. Po prostu nie rozumie, jak zwykli ludzie przeżywają 

swoje dni. ,,Zwykli to ci spośród nas, którzy nie mierzą ponad metr osiemdziesiąt, nie mają 

czarnych włosów, niebieskich oczu oraz niewiarygodnego ciała. Gdybyście nie zgadli, tak 

właśnie prezentuje się Cain. Na dodatek obdarzony jest nieopisanym wdziękiem, talentem do 

formułowania zgrabnych powiedzonek i darem natychmiastowego zjednywania sobie ludzkiej 

sympatii.

Mówiąc o strachu, Cain miał trochę racji. Nękają mnie różne lęki. Przede wszystkim 

boję się odrzucenia. Widuję dziewczyny wypłakujące się w ubikacji, bo jakiś sportowiec 

uznał   za   stosowne   porzucić   którąś   z   nich   podczas   lunchu.   Patrząc   na   te   nieszczęśnice, 

starannie poprawiające makijaż, aby wystawić się na dalsze tortury, bardzo im współczuję. 

Naprawdę.   Jednocześnie   zastanawiam   się,   dlaczego   znalazły   się   w   takiej   sytuacji.   Czy 

chłopak jest taki ważny? Czy warto przeżywać ból i mdłości za każdym razem, gdy twój 

chłopak obejmuje inną dziewczynę? Według innie stanowczo nie.

Należę do tych dziewczyn, które moja mama nazywa kaktusami. Chodzi jej o to, że 

nie   pozwalam,   by   ktokolwiek   się   do   mnie   zanadto   zbliżył,   tak   to   ujmuje   popularna 

psychologia.  Bezustannie  powtarzam   mamie,   że  nienawidzę popularnej  psychologu,   która 

każdemu  przylepia  etykietkę,  jakby   nie  był  niczym   więcej   niż  pudełkiem   tamponów  czy 

jednorazową   golarką.   Według   mnie   takie   traktowanie   ludzi   jest   niehumanitarne.   Przecież 

każdy   jest   inny,   a   nawet   wyjątkowy.   Dlaczego   sprowadzać   wszystkich   do   jednego 

mianownika?

Zgodnie z tym, co powiedział Cain, paraliżuje mnie strach. Ale nie tylko mnie.

- Uważasz, że jestem strachliwa? - Spojrzałam na Caina zmrużonymi oczami. Właśnie 

wrócił z trzymiesięcznej praktyki w szkółce, gdzie hodowano drzewka na Boże Narodzenie. 

Musiałam   przyznać,   że   sadzenie   świerczków   wzmocniło   jego   bicepsy   i   mięśnie   klatki 

piersiowej. Gdybyż nauka tańca, którą prowadziłam dla garstki dziesięciolatków, podobnie 

rozwinęła moje mięśnie I Cain poważnie skinął głową.

- Owszem. Sama powiedz, Delio. Masz siedemnaście lat i nigdy nie byłaś zakochana. 

Czy   naprawdę   chcesz   samotnie   spędzić   ostatni   rok   szkoły   średniej.   Najwyższy   czas,   by 

odwrócić role.

- A ty, Cain? Otacza cię wianuszek dziewczyn, które wybierasz sobie wedle własnego 

uznania. Chcesz mi wmówić, że wtedy, gdy zabawiasz się z jedną z nich na tylnym siedzeniu 

background image

samochodu, nie czujesz się samotny? - Przynajmniej próbuję.

- Ja też próbuję - upierałam się przy swoim. - Tylko że nic mi z tego nie wychodzi.

Cain roześmiał się. - Ot, i cała ty. W końcu pojawi się ten ideał na białym koniu i tak 

dalej, a ty go przeoczysz i pozwolisz mu odjechać.

- Wcale nie - odparłam.

Coraz bardziej nabierałam wrażenia, że Cain zmierza do jakiegoś celu. Chciałam, żeby 

wreszcie   postawił   kropkę   nad   ,,i”   i   pozwolił   mi   zjeść   kanapkę   z   mielonym   kotletem.   - 

Udowodnij to - powiedział.

- Co mam udowodnić? - Utkwiłam wzrok w ziemi, myśląc o tym, jak zmienić temat 

rozmowy. Zaczęłam wymyślać zabawne anegdotki na temat dziesięcioletnich dziewczynek, 

które   podczas   wakacji   uczyłam   tańca.   Wszystko,   byle   Cain   nie   poruszał   moich   spraw 

osobistych.

- Udowodnij, że naprawdę chcesz się zakochać.

- Jak mam ci to udowodnić?

- Jak to jak? Zakochaj się w kimś, oczywiście.

- Cain,   to   nie   jest   to   samo   co   zdobycie   szóstki   z   historii.   Nie   mogę,   ot   tak,   się 

zakochać.

- Skąd możesz wiedzieć, skoro nigdy nie próbowałaś?

To się robiło niesmaczne. Cain nie dawał za wygraną, a ja czułam, że się rumienię.

Cain uwielbiał, gdy się czerwieniłam. Z jakiegoś powodu uważał to za wzruszające. Ja 

sądziłam, że to poniżające.

- Dajmy   temu   spokój   -   powiedziałam   stanowczo.   Ugryzłam   kanapkę   i   włączyłam 

walkmana. Jeśli nie będę zwracała uwagi na Caina znudzi się i przestanie mnie zamęczać.

Ale on wyciągnął rękę i zdjął mi z uszu słuchawki. Usłyszałam dochodzący z nich 

przytłumiony głos Arethy Franklin.

- Mówię poważnie, Delio. Idę o zakład, że się nie zakochasz.

Sama sobie byłam winna. Nie miałam wyboru. Zdobyłam się na ostatni rozpaczliwy 

wysiłek.

- Dobra. Idę o zakład, że ty się nie zakochasz. I nie chodzi mi o dwutygodniowy 

romans z panienką, która pracuje w Minsky's Pizza.

Rozgrzewałam się, obmyślając, jakimi warunkami obwarować to jego zakochanie się.

- Nie   mówię   również   o   kilku   randkach   z   Sarah   Fain,   tą   cheerleaderką   z   wielkim 

przedsięwzięciem. Mam na myśli prawdziwe zaangażowanie się. Braterstwo dusz.

Cain wzruszył ramionami.

background image

- W porządku. Zgadzam się.

- Co?! - Nie spodziewałam się, że na to pójdzie. Oczekiwałam jakiegoś sprytnego 

wybiegu, który zdezaktualizowałby całą dotychczasową rozmowę.

- Ja   wyzwałem   ciebie.   Ty   wyzwałaś   mnie.   Ten,   komu   się   powiedzie,   zwycięży   - 

powiedział Cain z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a ja wciąż się łudziłam, że cały ten 

pomysł to tylko żart.

- Naprawdę chcesz się założyć o to, które z nas pierwsze się zakocha?

- A   czemu   nie?   -   Cain   skrzyżował   ramiona   na   piersi   i   przybrał   niewiarygodnie 

zarozumiały   wyraz   twarzy.   Wbrew   sobie   poczułam,   że   cała   sprawa   zaczyna   mnie 

interesować. Może Cain ma rację. Może nadszedł czas, by Delia Byrne pokazała chłopakom 

ze szkoły średniej im. Jeffersona, a przynajmniej jednemu z nich, co jest warta. Jeżeli zrobię z 

siebie skończoną idiotkę, to najwyżej będę cierpiała przez cały ostatni rok i nigdy się nie 

pojawię na szkolnym zjeździe koleżeńskim. Skoro już mam się zgodzić na wariacki pomysł 

Caina, to niech stawka będzie wysoka. Nie miałam zamiaru łamać sobie serca tylko dlatego, 

że Cain uznał to za słuszne. Skinęłam głową.

- Masz rację.

- Naprawdę? - Po raz pierwszy glos Caina zabrzmiał troszkę mniej pewnie.

- Jasne. No, to się załóżmy.

Oczy Caina zabłysły. Uwielbiał zakłady.

- Widzę, że to do ciebie rzeczywiście przemówiło. Wyprostowałam się.

- O co się założymy?

- Przegrany przez cały miesiąc stawia wygranemu lunch?

Pokręciłam głową. Skoro musimy to robić, zróbmy to naprawdę dobrze. Jeśli nagroda 

nie będzie kusząca,  zrezygnujemy  ze współzawodnictwa  i wrócimy  do naszych  dawnych 

przyzwyczajeń.

- Może   przegrany   będzie   musiał   przez   cały   rok   sprzątać   raz   w   tygodniu   pokój 

wygranego? - zaryzykował Cain.

- To by było niesprawiedliwe - odparłam. - Je jestem pedantką, a z ciebie niepoprawny 

bałaganiarz.

- Przegrany będzie musiał przez cały tydzień nosić nalepkę z napisem „Daj mi kopa”?

- Nie, to za mało oryginalne.

- Pięćdziesiąt dolców?

- Daj spokój, Parsom Stać cię na coś lepszego.

Cain położył się na wznak. Wyprostował ramiona i nogi i spuścił powieki, chroniąc 

background image

oczy przed jaskrawymi promieniami słońca.

- Daj mi się zastanowić - powiedział. - Wymyśle taką stawkę, to włosy zjeżą ci się na 

głowie.

Położyłam się na brzuchu i oparłam głowę na rękach, Chciałam się skupić, ale nie 

mogłam. Podczas gdy Cain w milczeniu wysilał umysł, dałam upust fantazji, Wyobraziłam 

sobie, te jestem na pierwszym tegorocznym meczu futbolu amerykańskiego i powiewam nad 

głową flagą Szkoły im, Jeffersona. Patrzę, jak mój, na razie, anonimowy obiekt uczuć wbiega 

truchtem   na   boisko.   Ogląda   się   i   patrzy   na   widownię,   aż   jego   wzrok   napotyka   moje 

spojrzenie. Wtedy unosi obydwa  kciuki i dopiero potem zwołuje zawodników na naradę. 

Roześmiałam się, Piłkarze nie byli w moim guście. Zawsze kojarzyli ml się z szatnia, gdzie, 

owinięci ręcznikami, opowiadali sobie sprośne kawały. To nie dla mnie.

Następnie wyobraziłam sobie, ze jestem na scenie i tańczę w „Jeziorze łabędzim”. Po 

przedstawieniu, u moich stóp, ląduje bukiet z trzech tuzinów czerwonych róż. Kłaniam się i 

posyłam całusa mojemu wspaniałemu chłopakowi na widowni. Ów piękny scenariusz miał 

tylko jedno ale: balet „Jezioro łabędzie” jest stanowczo przereklamowany.

Cain usiadł gwałtownie i klasnął w ręce.

- Mam. Jeśli naprawdę chcesz czegoś wielkiego, to ci się spodoba.

Podparłam się na łokciach. - Wal!

- Dobra. Jeśli ty przegrasz, będziesz musiała ściąć włosy na krótko i utlenić je na 

blond. - Cain spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami.

- Co?! - wrzasnęłam.

Uznałam,   że   Cain   stracił   rozum.   Doskonale   wiedział,   że   włosy   były   moją   jedyną 

ozdobą.   Gęste,   czarne   i   długie.   Za   każdym   razem,   gdy   poprawiałam   fryzurę   w   szkolnej 

toalecie,   skąpo   wyposażona   przez   naturę   dziewczyna   zawistnie   przypatrywała   się   moim 

włosom. Czyżby Cain rzeczywiście chciał mnie pozbawić jedynego powodu do dumy?

Najwyraźniej spostrzegł moją minę.

- O co chodzi, Delio? Myślisz, że przegrasz zakład?

Nienawidzę fałszywej ambicji. Sprawia, że mówisz i robisz rzeczy, które człowiek jej 

pozbawiony,   uznałby   za   czyste   szaleństwo.   W   tym   przypadku,   fałszywa   ambicja 

doprowadziła do tego, że przyjęłam warunki Caina.

- Dobra, Panie Zbyt Super By Przegrać. A co będzie, gdy ja wygram?

- To proste. Dam sobie przekłuć ucho.

- O, nie! Wciąż powtarzałeś, że sobie przekujesz ucho. Nie ma mowy.

- W porządku. W takim razie, ty coś wymyśl.

background image

Nieczęsto   miewam   przebłyski   geniuszu,   ale   gdy   już   mi   się   przydarzą,   doznaję 

prawdziwego natchnienia. I oto nadeszła taka chwila.

- Jeżeli   ja   wygram   zakład,   ty,   Cainie   Parson,   wygolisz   sobie   na   głowie   napis 

GAMOŃ. Zrobię to własnoręcznie, aby ci osłodzić przegraną.

Cain gwizdnął. Myślę, że nie odpowiadała mu perspektywa ogłoszenia całemu światu, 

że jest gamoniem. Nie mógł jednak się wycofać.

- Uściśnijmy sobie ręce - powiedział.

Uczyniliśmy to z wielką powagą i wtedy zdałam sobie sprawę, że nie ustanowiliśmy 

limitu czasu. Powinniśmy dać go sobie wystarczająco dużo, żeby się zakochać, ale nie aż tyle, 

byśmy się stali obślinionymi staruszkami. Cain musiał czytać w moich myślach.

- Mamy czas do studniówki - oświadczył. - Kto się na niej pokaże ze swoim obiektem 

uczuć, wygrywa.

- Ejże! - wykrzyknęłam, bo olśniła mnie nowa myśl. - A co będzie, gdy oboje się 

zakochamy? - spytałam.

Cain poklepał mnie po głowie.

- Wtedy oboje wygrywamy. To jasne.

Podczas gdy pakowaliśmy resztę jedzenia, koc i książki, poczułam mdłości. W czasie 

nadchodzących   miesięcy   nie   wystarczą   mi   ciężka   praca   i   łut   szczęścia   -   potrzebowałam 

prawdziwego cudu.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

CAIN

We   wtorek   obudziłem   się,   zaprzątnięty   jedną,   jedyną   sprawą   -   owym   głupim 

zakładem, który zawarłem z Delią. Gdybym przypuszczał, że się zgodzi, nigdy bym czegoś 

takiego nie zaproponował. Niestety; choć byłem przekonany, że potrafię przewidzieć każdy 

jej ruch. Delia zupełnie mnie zaskoczyła. Musiałem się więc zakochać.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wam wydać, że moje zadanie jest łatwiejsze od 

tego, czego miała dokonać Delia. Nigdy nie miewałem problemów z umawianiem się na 

randki. Jestem śmiały i pewny siebie. Natomiast Delia lubi się trzymać na uboczu. Jest jedną 

z   najładniejszych   dziewczyn   w   szkole   (   o   ile   nie   najładniejszą),   ale   gdyby   ktoś   jej   to 

powiedział,   nie   odparłaby   po   prostu:   ,,Dziękuję”   i   pomyślała,   że   oszalał.   Zaczęłaby 

rozprawiać   o   protekcjonalnych   osobnikach,   którym   się   wydaje,   że   wmawiając   kobiecie 

rzeczy, które, w sposób oczywisty, nie mają nic wspólnego z prawdą, sprawią, że owa kobieta 

poczuj   sie   lepiej.   Cóż   mogę   na   to   powiedzieć?   Może   moja   najlepsza   przyjaciółka   ma 

kompleksy.

Teraz, gdy zdecydowała, że musi się zakochać możecie być pewni, że tak się stanie.. 

Delia potrafi wykonywać zadania. Ja rzuciłem wyzwanie, a ona nie spocznie, zanim w jej 

głowie nie zrodzi sie plan. Ja nie miałem żadnego planu i nie wiedziałem, jak się zabrać do 

rzeczy.

Delia   prawdopodobnie   rozejrzy   się   po   klasie   podczas   lekcji   historii,   wymieni 

spojrzenia z jakimś nieudacznikiem i śmiertelnie się w nim zakocha. Tymczasem ja będę 

tkwił na tylnym siedzeniu samochodu (tak jak to wyobrażała sobie Delia) na randce z jakąś 

bardzo sympatyczną dziewczyną, której nawet nie obchodzi, czy jestem żywy, czy umarły. 

Na domiar złego skończę ze słowem GAMOŃ wygolonym na głowie.

Wszedłszy   do   szkoły   owego   słonecznego   wtorkowego   poranka,   rozglądałem   się, 

szukając na korytarzach Delii. Kto wie? Może ona także obudziła się, żałując, że zawarliśmy 

zakład. Jeśli tak, chętnie ją zwolnię z danego słowa i Delia nigdy się nie dowie, ze moja 

pewność siebie została zachwiana. Niestety, Delii nigdzie nie było.

- Prawdopodobnie   zestawia   tabelkę   z   rubrykami:   pierwsza   randka,   pierwszy 

pocałunek, pierwsze ,,kocham cię” - wymamrotałem pod nosem.

I, znając Delię, będzie czekała na owe ,,kocham cię” aż do samej studniówki, na którą 

wkroczy ze swoim ukochanym. Delia ma zmysł dramatyzmu.

Zacząłem się wspinać na czwarty podest (wiem, bo je policzyłem) do mojej klasy, gdy 

background image

dogonił mnie Andrew Rice, mój najlepszy przyjaciel, nie licząc Delii.

Ponieważ nie pojechałem  z nim na spływ kajakowy, nie widziałem go od Święta 

Niepodległości.

- Hej,   Parson   -   powiedział   Andrew   -   Znalazłeś   jakiegoś   aniołka   na   czubku   tych 

bożonarodzeniowych drzewek?

- Nie, ale znalazłem  Scroogea

1

  w osobie mego szefa. Wypłacił mi nędzne trzysta 

dolarów. A ja zasuwałem przez całe lato.

- Witaj w prawdziwym świecie, chłopie. Dlatego zasuwani u własnego ojca. - Pan 

Rice jest prawnikiem I Andrew każdego lata pracuje w jego firmie. Większość czasu spędza, 

wysyłając faksy i sporządzając fotokopie, co mnie doprowadziłoby do samobójstwa.

Dotarliśmy   na   najwyższy   podest.   Musiałem   przyznać   ze   złośliwą   satysfakcją,   że 

Andrew   się   zasapał.   Trzy   miesiące   w   klimatyzowanym,   sztucznie   oświetlonym 

pomieszczeniu okazały się zgubne dla jego kondycji.

- Nie patrz tam teraz, ale w prawo w skos stoi Debbie Jackson - powiedział Andrew, 

dając mi sójkę w bok.

Jęknąłem. Zeszłej wiosny Debbie Jackson była moją dziewczyną przez ponad miesiąc. 

Na początku bardzo ją lubiłem, ale pod koniec doprowadzała mnie do szaleństwa. Cokolwiek 

mówiła,   brzmiało   jak   pytanie,   z   wyjątkiem   prawdziwych   pytań,   bo   te   intonowała   jak 

stwierdzenia.. Czułem się, jakbym brał udział w nieustającym teleturnieju.

Chciałem sie ukryć w szafce, ale Debbie już mnie spostrzegła.

- Cześć, Cain - powiedział całując mnie w policzek. Stwierdziłem, że prezentuje się 

jeszcze lepiej niż w ubiegłym roku. Obcięła na krótko gęste jasne włosy i jej gładka grzywka 

ładnie opadała na czoło.

- Cześć, Debbie. Jak tam wakacje? - Zawsze jestem uprzejmy. I może omyliłem się co 

do Debbie. Może to właśnie ona była moją miłością, a ja, zbyt przejęty jej intonacją, tego nie 

spostrzegłem.

- Było świetnie? Zostałam ratowniczką na basenie dla maluchów. A ty?

W tej chwili zdałem sobie sprawę, że dla mnie i Debbie nie ma wspólnej przyszłości. 

Myślcie, co chcecie, ale lubię rozmowę, która mnie nie męczy. Słyszałem, że stojący obok 

mnie Andrew krztusi się ze śmiechu. Jeśli chodzi o dojrzałość, to znajduje się on na tym 

samym poziomie co Barney Flinston, bohater „Jaskiniowców”.

- Było   dobrze.   W   porządku   -   mruknąłem.   Zerknąłem   na   zegarek.   -   Hola.   Zaraz 

zabrzmi pierwszy dzwonek, a my mamy godzinę wychowawczą z panem Maughnem.

1

 Scrooge - typ zgryźliwego skąpca (przyp. tłum.).

background image

- Rozumiem?   Był   moim   wychowawcą   w   drugiej   klasie?   -   powiedziała   Debbie, 

odwracając się, by odejść. - Chciałbyś się czasem ze mną spotkać.

- Tak? Może kiedyś? - odpowiedział za mnie Andrew. To nie było miłe z jego strony, 

ale nie mogłem się powstrzymać i parsknąłem śmiechem. Moja dojrzałość także pozostawiała 

wiele do życzenia.

Debbie spojrzała na nas zdziwiona i odeszła.

Kręcąc głową, wślizgnąłem się na ostatnią ławkę w klasie pana Maughna. Spotykałem 

się już z wieloma świetnymi dziewczynami, ale zdarzało mi się również chadzać na randki z 

kilkoma  takimi, które nie powinny się pokazywać  na ulicach, a tym  bardziej być  moimi 

przyjaciółkami.

- Rany,   w   tej   szkole   nie   ma   ani   jednej   przyzwoicie   wyglądającej   kobiety   - 

poskarżyłem się Andrew.

Tylko wzruszył ramionami. - Pamiętasz, jak byliśmy w gimnazjum? Wydawało nam 

się, że liceum jest pełne pięknych i podniecających dziewczyn. Musiały zdać maturę, kiedy 

byliśmy w pierwszej klasie.

- Wypisałem właśnie imiona dwudziestu najładniejszych dziewczyn z wyższych klas. 

Mam na tej kartce wszystkie laski, z którymi chciałbym się spotykać w tym roku. Jak możesz 

mówić o braku urodzaju? Znów pokręciłem głową.

- Mówię o kimś wyjątkowym. O dziewczynie w której mógłbym się zakochać.

- Zakochać się? Chyba zwariowałeś. - Andrew przewrócił oczami i dalej wypisywał 

nazwiska.

Zajrzałem   do   jego   notesu,   przebiegając   wzrokiem   imiona.   Skreślałem   w   myśli   te 

dziewczyny,   z   którymi   już   się   spotykałem.   Nie   kusiły   mnie   odgrzewane   kotlety.   Gdy 

doszedłem do dziewczyny numer jedenaście, zrobiłem wielkie oczy.

- Delia? - Aż mnie zatkało.

- Jasne - odparł Andrew. - Spełnia wszystkie moje kryteria. - Nakreślił dużą gwiazdkę 

obok imienia Delii.

Gapiłem się na tę kartkę. Umieścił Delię pomiędzy Amandą Wright a Carrie Starks. 

Nie   do   wiary.   Nie   żebym   uważał,   że   Delia   nie   może   się   podobać   Andrew,   że   nie   jest 

atrakcyjna, inteligentna i inne takie. Jednak pomysł, żeby wypisać jej imię na jakiejś durnej 

liście naprawdę mnie poruszył. Zupełnie jakby Andre nie rozumiał, że Delia jest jedyna w 

swoim rodzaju. Delia jest kimś.

- Jesteś chory - przemówiłem wreszcie. - Zdajesz sobie sprawę, jak się wścieknie, 

kiedy jej to powiem? - Chwyciłem notes i zamachałem nim przed nosem Andrew.

background image

Wzruszył ramionami.

- Uważam,   że   Delię   nic   a  nic   nie   obchodzi,   jak   spędzam   czas   w   oczekiwaniu   na 

początek lekcji. - Uniósł brwi i spojrzał na mnie. - To twój problem, Parson.

- o co ci chodzi? Andrew pstryknął palcami.

- Jesteś zazdrosny.

- Oszalałeś - odparłem. Ludzie od lat wmawiali mi, że w tajemnicy podkochuję się w 

Delii, ale te złośliwości spływały po mnie jak woda po gęsi.

Rozległ się drugi dzwonek. Opadłem na krzesło, patrząc, jak pan Maughn wyjmuje z 

teczki   notatki.   Odchrząknął   i   zaczął   przytruwać   o   tym,   jak   źle   się   spóźniać   na   lekcje   i 

przysypiać   na   zajęciach.   Zaliczywszy   trzy   lata   nauki   w   liceum,   nie   miałem   zamiaru 

przejmować się jego nudziarstwami. Po wysłuchaniu jednego przemówienia na rozpoczęcie 

roku szkolnego znało się wszystkie następne.

Rozmyślając o tym, co powiedział Andrew, poczułem, że się czerwienię. To prawda, 

że  zawsze   broniłem  Delii.   Dobrze   wiedziałem,   jacy   są  faceci.  Nie  życzyłem   sobie,  żeby 

rozmawiali o niej tak samo lubieżnie i ordynarnie jak o innych dziewczynach.

Po   kilku   minutach   pan   Maughn   zakończył   powitalne   przemówienie,   w   którym 

zapewnił nas, że jest w szkole wyłącznie po to, by zatruwać nam życie. Następnie przystąpił 

do równie podniecającego odczytywania listy obecności. Gdy dotarł do litery D, drzwi klasy 

otwarły   się   zamaszyście.   Spojrzałem   na   ściągniętą   twarz   pana   Maughna.   Nauczycielom 

zawsze się wydaje, że jeśli zapanują nad klasą od pierwszego dnia nauki, to bezproblemowo 

przebrną przez cały rok szkolny. Maughn najwyraźniej nie byt zachwycony, że jego plan, 

dotyczący dyscypliny, legł w gruzach.

Obróciłem się, by rzucić okiem na intruza. Stanęła w drzwiach, jakby się wahała, w 

którą stronę klasy ma ruszyć. W rękach trzymała stos zeszytów z których jeden omal się nie 

ześlizgnął.

Jej   jasne   włosy   były   sczesane   do   tyłu,   odsłaniając   zadziwiająco   wydatne   kości 

policzkowe   oraz   wielkie   oczy.   Miała   na   sobie   czarną   mini   spódniczkę   i   prążkowany 

bezrękawnik. Odetchnąłem głęboko, podziwiając długie, opalone nogi. Nagle lista Andrew 

przestała mnie interesować.

- Nazwisko? - warknął pan Maughn.

Dziewczyna rozejrzała się po klasie, jakby miała nadzieję, że znajdzie poparcie. Jej 

oczy spotkały się z moimi.  Przez ułamek sekundy wytrzymałem  jej wzrok. A  potem się 

uśmiechnąłem.

- Rebeka Foster - odparła spokojnym tonem, nie przejmując się, że wkroczyła do klasy 

background image

pełnej ludzi. Sprawiała wrażenie osoby pewnej siebie i panującej nad sytuacją.

Maughn powiódł palcem w dół listy. - Foster. Faster. Foster - mamrotał pod nosem. - 

Zdajesz sobie sprawę, którą mamy godzinę, panno Foster?

Zerknęła na zegar ponad biurkiem pana Maughna.

- Mhm...   piętnaście   po   dziewiątej?   -   powiedziała.   -   Właśnie   -   odparł   nauczyciel, 

skinąwszy głową.

- A lekcje zaczynamy o ósmej pięćdziesiąt pięć. Co masz na swoje wytłumaczenie?

Przeszła na środek klasy i podała mu kartkę szarego papieru.

- Byłam   w   sekretariacie.   Jestem   nowa   w   tej   szkole.   Do   gimnazjum   chodziłam   w 

innym mieście.

Maughn się zdenerwował. W klasie zapadła cisza. W obdarzonych niezwykłą urodą 

kobietach jest coś takiego, co każe ludziom wpatrywać się w nie w milczeniu.

- No, dobrze - powiedział Maughn. - Usiądź. Później powtórzę ci, co straciłaś.

Rebeka uśmiechnęła się z wdziękiem i usiadła w pierwszej ławce. Wpatrywała się w 

pana   Maughna,   jakby   posiadł   wszystkie   rozumy.   Przeklinałem   chwilę,   w   której   zająłem 

miejsce   w   ostatniej   ławce.   Maughn   wziął   plan   zajęć   i   podjął   przemowę   tam,   gdzie   ją 

przerwał. Jego ton brzmiał teraz bardziej przyjaźnie. Widocznie zmienił zamiar. Uznał, że 

jeśli uczniowie go polubią, to zechcą się dobrze zachowywać.

Wpatrywałem   się   w   plecy   Rebeki   tak   zawzięcie,   że   Maughn   musiał   dwukrotnie 

powtórzyć   moje   nazwisko,   zanim   mu   odpowiedziałem.   Może   to   tylko   wyobraźnia,   ale 

przysiągłbym,   że   Rebeka   wyprostowała   się   nieco,   gdy   odchrząknąłem   i   powiedziałem: 

„Obecny”.

Andrew   przysłał   mi   liścik,   krótki   i   celny:   „Niezły   towar.   Twarz   i   reszta!”. 

Zakłopotany podarłem liścik i wsunąłem strzępy do kieszeni. Nie chciałem, żeby dopisał 

Rebekę do swojego spisu imion. Czułem, że Rebeka jest kimś wyjątkowym. Łaskotanie w 

brzuchu utwierdziło mnie w przekonaniu, że będzie moja. Wkrótce.

Przez resztę popołudnia byłem bardzo zamyślony. Jak mam się do niej zbliżyć? Czy 

mam się jej wydać silny i agresywny? A może słodki i nieśmiały?

Nic o niej nie wiedziałem i nie miałem pojęcia, jak rozegrać sprawę. Nie znając jej, 

nie  potrafiłem  prze   widzieć,   w  jakich   facetach  gustuje.   Nie  wiedziałem  czy  lubi  słuchać 

muzyki,   czy   chce   być   cheerleaderką,   czy   może   interesuje   ją   teatr.   Możliwe,   że   ma   już 

chłopaka. Miałem nadzieję, że przeniosła się do naszej szkoły z daleka. Gdyby tak było, 

chłopak nie stanowiłby przeszkody.

Nie   spotkałem   wielu   łudzi,   którym   udałoby   się   utrzymać   związek   z   kimś,   kogo 

background image

widywali   raz   na   miesiąc   łub   na   dwa   miesiące,   choćby   im   się   wydawało,   ze   są   bardzo 

zakochani. Nazywałem to syndromem wakacyjnym. Ludzie jadą na letni obóz, poznają kogoś, 

całują się co wieczór pod drzewem albo na kajaku. Pod koniec wakacji wyznają sobie miłość 

i zapewniają, że czas do następnego obozu szybko zleci. Po kilku listach i paru niezręcznych 

telefonach cała sprawa odchodzi w zapomnienie. A w następnym roku obydwoje decydują, że 

i tak są za starzy na obóz. Tak, mówię to z własnego doświadczenia, chociaż nigdy nie 

zapomnę tych rozgwieżdżonych nocy z Elaine Mason.

Rozmyślanie   o   Rebece   oraz   o   pozbawionych   przyszłości   wakacyjnych   romansach 

prowadziło   donikąd.   Uznałem,   że   będę   po   prostu   sobą,   a   wszystko   dobrze   się   skończy. 

Właśnie   tak   zazwyczaj   postępowałem   z   dziewczynami.   W   drugiej   klasie   liceum 

powiedziałem Ginie Roslin, lekkoatletce z drużyny szkolnej, że świetnie skacze o tyczce. Gdy 

mnie poprosiła, żebym jej pokazał, jak skaczę omal nie zwichnąłem sobie szczęki, padając na 

twarz na twardą matę, To doświadczenie (oraz kilka rozsądnych słów Delii) sprawiło, że 

zdałem sobie sprawę, że większość kobiet jest niewiarygodnie czuła na kłamstwa. Gdy raz 

kogoś przyłapią na oszustwie, odnoszą się do niego z odrazą. Po dzwonku nie ruszyłem się z 

miejsca. Wciąż nie wiedziałem, czy mam podejść do Rebeki. I wtedy usłyszałem, że Maughn 

mówi jej, żeby została w klasie, bo chce jej pokrótce opowiedzieć; co ją czeka w szkole im. 

Jeffersona. To był sygnał, że mam się wycofać.

Zanim wyszedłem, rzuciłem ostatnie spojrzenie na Rebekę. Przesłała mi lekki uśmiech 

i   pomachała.   Ten   gest   sprawił,   że   po   plecach   przebiegły   mi   ciarki.   Już   wiedziałem,   że 

wygram zakład.

Delia czekała na mnie na korytarzu. W pierwszym okresie mieliśmy wspólne lekcje 

fizyki.

- Jeśli chodzi o nasz zakład... - zaczęła. Uniosłem dłoń.

- Nie   próbuj   się   wycofać,   Byrne   -   powiedziałem   szybko.   -   Właśnie   znalazłem 

dziewczynę moich marzeń. Możesz już szukać nożyczek i brać się do tlenienia włosów.

Skrzywiła się.

- Ha! Nie mam zamiaru się wycofać. Chciałam ci tylko powiedzieć, że postanowiłam 

spisać naszą umowę, byś nie próbował się wykręcić od wygolenia napisu GAMOŃ.

- Niech zwycięży lepszy - powiedziałem.

Idąc do pracowni, liczyłem dni do następnej godziny wychowawczej.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

DELIA

Wiedziałam, że nawet w dobre dni nie będę lubiła zajęć z fizyki. Przez najbliższe 

dziewięć miesięcy z samego rana, będę się musiała pocić nad okropnymi równaniami lub 

doświadczeniami. Według mnie takie przedmioty powinny być zabronione przed przerwą na 

lunch.

Słuchając, jak pani Gordon przynudza o prędkości przyglądałam się twarzy Caina. Jej 

wyraz  uległ zmianie,  jakby rozmyślał  o czymś  naprawdę przyjemnym.  Przeczuwałam, że 

zajmuje go nasz zakład, a arogancki sposób, w jaki prostował plecy, przyprawiał mnie o 

mdłości.

To   niesprawiedliwe.   Cain   miał   nieprawdopodobne   szczęście,   a   ja   miałam   pecha. 

Pewnego razu namówił mnie, bym poszła z nim i jego babcią do klubu seniora na grę w 

bingo. Do końca spotkania Cain wygrał sto dolców. Kiedy raz jeden udało mi się trafić, 

nagrodą nie była  gotówka, tylko  jedna  z tych  beznadziejnych  koszulek. Cain upierał się, 

żebym nosiła koszulkę za każdym razem, gdy w pobliżu znajdowała się jego babcia. Możecie 

mi wierzyć, że jaskrawa zieleń nie jest moim ulubionym kolorem!

Gdy   wreszcie   rozległ  się   dzwonek,   pani   Gordon   rozdała   nam   kartki   z   pierwszym 

zestawem   pytań.   Kartka   wyglądała   tak,   jakby   zadania   już   zostały   rozwiązane.   Próżne 

nadzieje, po prostu tak prezentują się pytania z fizyki.

Zanim nasze drogi się rozeszły, Cain podał mi kartkę, nad którą mozolił się podczas 

lekcji.   Naszkicował   siebie   wewnątrz   wielkiego   serca.   Ja   znajdowałam   się   na   zewnątrz   i 

usiłowałam przebić je strzałą. Nad moją głową był dymek z napisem: „Tlenione blondyny 

mają więcej szczęścia”.

- Ha, ha , bardzo śmieszne. - Masz zamiar myśleć wyłącznie o tym głupim zakładzie?

Cain uśmiechnął się i poklepał mnie po plecach.

- Jasne,   że   nie.   Niedługo   będę   taki   zakochany,   że   zabraknie   mi   czasu   nawet   na 

napawanie się zwycięstwem. - Pociągnął mnie za włosy i odszedł.

Powlokłam się do mojej szafki, dźwigając dwuipółkilogramowy podręcznik do fizyki, 

który ciążył mi w ramionach jak ołów. Była dopiero dziesiąta, a już wyglądało na to, że 

będzie to najgorszy dzień w mojej karierze licealistki.

Natężając się, by zatrzasnąć drzwiczki szafki, poczułam wibracje w ramieniu, gdy 

metalowe drzwi zetknęły się z framugą.

- Zły dzień, no nie? - usłyszałam przyprawiający o mdłości, słodki głos.

background image

- Ellen! - wrzasnęłam. - Dzwoniłam do ciebie z pięć razy.

- Przepraszam.   Tata   się   uparł,   żebyśmy   się   w   drodze   z   Kolorado   zatrzymali   w 

muzeum Buffalo Billa. To wydłużyło podróż o jakieś dwanaście godzin, więc przyjechaliśmy 

do domu późną nocą. Wciąż mam zdrętwiały tyłek.

Roześmiałam się i uściskałam Ellen. Jeśli nie liczyć Caina, Ellen Frazier była moją 

najlepszą   przyjaciółką.   Niewiarygodnie   chuda   i   wysoka   Ellen   miała   wygląd   zamorzonej 

modelki, jakie widuje się na okładkach pism. Ale stąpała mocno po ziemi i nie widziała w 

sobie nic nadzwyczajnego. Była nawet przekonana, że jej zauważalny brak biustu czyni z niej 

wybryk natury.

- No i jak było na zjeździe rodziny Frazierów? - spytałam. Spojrzała w sufit i złożyła 

dłonie jak do modlitwy.

- Mój tata i jego bracia spędzili całe trzy dni, ścigając się w łowieniu ryb na muchę. A 

wieczorami bezustannie grali w szachy, doprowadzając  mamę do szaleństwa. Tymczasem 

moje małe kuzynięta sikały w pieluszki. I zgadnij, kto się zajmował niemowlakami?

- Innymi słowy, było dokładnie tak, jak się spodziewałaś? - Sięgnęłam do kieszeni i 

wyjęłam z niej czarną frotkę. Wilgotne powietrze sprawiało, że włosy skręcały mi się w 

loczki. Wiedziałam, że jeśli nic nie zrobię, moja głowa upodobni się do kopy siana. Ellen 

wzięła ode mnie podręcznik do historii, więc mogłam obydwiema rękami zgarnąć włosy do 

tyłu. Przez ostatnie dwa lata powtarzałyśmy tę czynność dzień w dzień.

- Tak, właśnie tego się spodziewałam. Ale zdarzyło się coś nieoczekiwanego.

- Zakochałaś się w instruktorze konnej jazdy?

- zapytałam, odbierając od niej książkę do historii. Ellen uśmiechnęła się zagadkowo.

- Lepiej.

Wziąwszy pod uwagę, że zakochanie się było dla mnie najważniejsze na świecie, nie 

mogłam sobie wyobrazić, by mogło jej się przydarzyć coś jeszcze lepszego.

- Co? - spytałam.

- Dwa słowa. Cudowny biustonosz. Babcia mi kupiła.

- Masz obsesję - jęknęłam.

Zielone oczy Ellen zalśniły. - Już nie. Uwydatniwszy moją kobiecość, poczułam się 

nowym człowiekiem.

Ruszyłyśmy wzdłuż korytarza. Odwróciłam się, by na nią spojrzeć. Nie zauważyłam 

najmniejszej zmiany.

- Nie chcę ci psuć przyjemności, ale nie widzę różnicy.

- Bo w tej chwili nie mam go na sobie. Dzisiejszego ranka było tak gorąco, że nie 

background image

chciałam   nakładać   dodatkowej   warstwy  ubrania.   Ale   kiedy   nastanie   jesień,   nic   mnie   nie 

powstrzyma!

Zachichotałam.  Ellen  zawsze   potrafiła  powiedzieć   coś  głupiego  w  taki  sposób,  że 

brzmiało to rozsądnie. Między innymi za to tak bardzo ją lubiłam.

- Jestem pewna, że zaćmisz samą Dolly Parton - powiedziałam.

Ellen odrzuciła długie włosy na ramię.

- Na pewno. A ty sprawisz, że Jane Austen pożałuje, że kiedykolwiek chwyciła za 

pióro.

Skierowałyśmy się do klasy, w której odbywały się warsztaty literackie, zajęcia, na 

które czekałam od pierwszej klasy liceum. Obie z Ellen uwielbiałyśmy układać wiersze, a 

czasami pisywałyśmy razem opowiadania, na przemian wymyślając ich fragmenty.

- Czy to będzie po, czy przed otrzymaniem  nagrody za główną rolę w najbardziej 

kasowym musicalu na Broadwayu?

Dotarłyśmy   do   pracowni   pani   Heinsohn.   Drzwi   byty   otwarte   i   zobaczyłam,   że 

nauczycielka przestawia stojące w rzędach ławki, tak aby utworzyły duży krąg. Spostrzegła 

nas i zawołała:

- Świetnie,   że   jesteście.   Będziecie   doskonałymi   ofiarami   na   moich   pierwszych 

zajęciach z pisania w klasie. Tak trudno namówić uczniów, aby pochwalili się przed resztą 

klasy, czytając swoje utwory.

- Na mnie proszę nie liczyć - odparła Ellen. - Nie mam zamiaru popisywać się w 

pierwszym dniu nauki.

Pani Gordon zwróciła się do mnie.

- A ty, Delio?

Wzruszyłam ramionami. Nie byłam pewna, czy do tego dorosłam.

- Kto wie - powiedziałam enigmatycznie.

Ellen   i   ja   zajęłyśmy   miejsca   obok   siebie.   Wyjęłam   swój   ulubiony   notatnik   (miał 

lśniącą   czarną   okładkę   z   wydrukowanym   wewnątrz   kalendarzem)   i   białym   flamastrem 

wypisałam   z   przodu   „Warsztaty   literackie”.   Właśnie   miałam   pomazać   flamastrem   mój 

polakierowany na różowo paznokieć, gdy Ellen szturchnęła mnie łokciem.

Do klasy wszedł James Sutton i skierował się w naszą stronę. Zaparło mi dech i 

niechcący położyłam dłoń na wciąż mokrym napisie „Warsztaty literackie,,. Kochałam się w 

Jamesie Suttonie od chwili gdy jeszcze jako uczennica pierwszej klasy, zobaczyłam go na 

pokazie talentów szkoły im. Jeffersona. Miał długie, gęste jasne włosy, orzechowe oczy i 

dołek w policzku. Zawsze się wyróżniał. Teraz był solistą zespołu Fale Radiowe i durzyły się 

background image

w nim dziewczyny ze wszystkich klas. W ciągu minionych trzech lat mieliśmy razem niektóre 

zajęcia, ale rozmawialiśmy bardzo rzadko. Spotykał się z Tanyą Reed, piękną cheerleaderką z 

wyższej klasy. Nawet gdyby byt wolny, nie miałabym szansy u kogoś takiego jak on. Mógł 

mieć każdą dziewczynę z naszej szkoły.

Ellen nachyliła się do mnie.

- Krążą słuchy, że Tanya rzuciła Jamesa, kiedy poszła na studia. Jest wolny.

Poczekałam, aż moje serce przestanie galopować, powtarzając sobie, że nie ma nadziei 

na to, by James się mną zainteresował. Elektryzująca nowina, którą przekazała mi Ellen, 

znaczyła tylko tyle, że będę się musiała przyzwyczaić do oglądania Jamesa obejmującego 

inną dziewczynę... nie mnie. Nie było się czym podniecać. Mimo wszystko podparłam głowę 

ręką, tak aby palce zakryły niewielki pryszcz na lewym policzku na wypadek, gdyby James 

spojrzał w moją stronę.

Chociaż bardzo lubiłam pisać, większą część lekcji spędziłam podpatrując Jamesa. 

Fakt, że wybrał warsztaty literackie, czynił go w moich oczach jeszcze bardziej tajemniczym i 

upragnionym. Może miał zostać drugim Hemingwayem. Długie nogi wyciągnął przed siebie. 

Uznałam, że dżinsowe spodnie są fascynujące.

Pani Heinsohn wyjaśniła, na czym polega konstrukcja haiku i dała nam kwadrans na 

napisanie jednego wiersza. Zdobyłam się tylko na tyle, by wypisać swoje nazwisko u góry 

kartki. Myślę, że pani Heinsohn spostrzegła, jak bardzo jestem roztargniona i, ulitowawszy 

się nade mną, wybrała Joego Scaglię, aby na głos odczytał swój wiersz.

W pewnej chwili Ellen napisała do mnie liścik. „Co z Cainem?” - przeczytałam, Ellen 

od dawna interesowała się Cainem, ale nic w tej sprawie nie robiła. Wiedziała o licznych 

romansach Caina i sądziła,  że nic jest on dobrym  materiałem na stałego  chłopaka Miała 

również dziwaczną teorię, ze ja i Cain jesteśmy stworzeni dla siebie. Ilekroć powtarzałam jej, 

że   nie   umawiałabym   się   z   Ca   i   nem,   nawet   gdyby   był   jedynym   facetem   na   Ziemi,   ona 

spoglądała na mnie z chytrym uśmieszkiem.

Pod   koniec   lekcji   pani   Heinsohn   zadała   nam   te   mat   na   piątek.   Mieliśmy   wybrać 

wiersz, przeczytać go w klasie, a potem wyjaśnić, dlaczego nam się spodobał. Przebiegłam w 

myśli moje ulubione i wiersze, zastanawiając się, co w nich tak mnie urzekło.

- Spotkamy się w kolejce po lunch! - zawołałam do Ellen, gdy wybiegła, zmierzając 

do pracowni matematycznej.

Pomachała mi na pożegnanie, a ja znowu ruszy łam w stronę mojej szafki. Przed 

przerwą na lunch miałam jeszcze dwie lekcje. Zanim przeszłam kilka kroków, poczułam na 

ramieniu czyjąś dłoń. Krew odpłynęła mi z twarzy. Choć nigdy przedtem mnie nie dotknął, 

background image

szósty   zmysł   podpowiedział   mi,   że,   gdy   się   odwrócę,   stanę   twarzą   w   twarz   z   Jamesem 

Suttonem.

- Cześć,   Delio.   Jak   się   masz?   -   Spojrzenie   brązowych   oczu   było   pełne   ciepła. 

Poczułam się tak, jakbym miała zaraz zemdleć, zupełnie jak dama z epoki wiktoriańskiej.

- Nieźle.  Zupełnie dobrze. - W tej  chwili  nienawidziłam  samej siebie. James miał 

pewnie niewiarygodnie poetycką duszę, a ja wybąkałam najmniej liryczne słowa, jakie można 

sobie było wyobrazić.

Zbliżył się, a ja poczułam, że ramiona pokrywają mi się gęsią skórką. Przełożyłam 

książki z ręki do ręki usiłując zachowywać się swobodnie. Wyświadczyłabyś mi przysługę? 

Przez wzgląd na dawne dobre czasy? - zapytał. Nie miałam pojęcia, o jakie dawne czasy mu 

chodzi ale byłam bardziej niż chętna, by wyświadczyć mu przysługę.

- Jasne - odparłam, nie pytając, co to za przysługa. - Jak mogę ci pomóc?

- Nie za bardzo znam się na poezji. Czy mogłabyś ze mną przeczytać trochę wierszy? 

Może pokazałabyś mi, co w nich jest dobre, a co złe i w ogóle?

- Sprawiał wrażenie naprawdę zakłopotanego.

- Nie ma sprawy - odparłam. - Skoro nie znasz się na poezji, dlaczego wybrałeś takie 

zajęcia? Skrzywił się i wskazał sekretariat.

- Nieporozumienie.

Skinęłam głową w milczeniu. Nawet jeśli nie miał zostać następnym Hemingwayem, 

jego status jednego z najprzystojniejszych facetów w szkole, nie uległ zmianie.

- Spotkamy się w bibliotece, jutro po lekcjach - powiedziałam takim tonem, jakby 

nasza rozmowa nie zrobiła na mnie najmniejszego wrażenia.

Uścisnął mi lekko rękę i odszedł w przeciwnym kierunku. Patrząc, jakim wzrokiem 

obrzucają go dziewczyny,  powróciłam myślami  do zakładu z Cainem. Możliwe, że Delia 

Byrne zaczyna nowe życie. I nie dbałam o to, czy owa zmiana zaszła na skutek układu planet, 

losu czy zamieszania w sekretariacie. James Sutton poprosił mnie o pomoc w pracy domowej.

Po lekcjach znalazłam Caina na szkolnym stadionie. Powiedział mi kiedyś, że lubi 

tutaj biegać, bo bieżnia ma długość czterystu metrów, więc łatwo mu policzyć, ile kilometrów 

ma za sobą. Według mnie po prostu lubił, żeby podziwiały go dziewczyny ze szkolnych 

drużyn sportowych.

Spostrzegłszy mnie, zwolnił. Moją twarz rozjaśniał szeroki uśmiech. Nieczęsto się 

zdarzało, że miałam do przekazania Cainowi nowinę dotyczącą mego życia uczuciowego.

- Cześć,   Deels.   -   Położył   mi   dłoń   na   ramieniu   i,   ba   lansując   na   jednej   nodze, 

rozmasował sobie ścięgno podkolanowe. - Co słychać?

background image

- Wprawdzie jestem całkowicie przekonana, że nic z tego nie będzie, ale James Sutton 

poprosił   mnie,   żebym   pomogła   mu   się   uporać   z   lekturą   na   warsztaty   literackie.   -   Nie 

potrafiłam   mówić   o   sprawach,   które   w   jakikolwiek   sposób   wiązały   się   z   miłością,   me 

deprecjonując   samej   siebie.   Czekałam   na   zapewnienie   Caina,   że   prośba   Jamesa   to   tylko 

pretekst do czegoś więcej.

Cain milczał przez chwilę. Następnie postawił stopę na ziemi i spojrzał na mnie. - 

James Sutton? Nie mów mi, że ta oferma ci się podoba.

Nie   wierzyłam   własnym   uszom.   Cain   nazwał   Jamesa   ofermą.   -   Słucham?   - 

powiedziałam podniesionym głosem. - James jest super. Utalentowany, seksowny...

Cain się roześmiał.

- Daj spokój, Byrne. Jego czaszka nadaje się najwyżej na przycisk do papierów. A 

poza tym od dzieciństwa prowadza się z tą pustogłową Tanyą.

Pokręciłam głową. Męski brak zrozumienia, co czyni innych chłopców atrakcyjnymi 

w oczach dziewczyn, nie przestawał mnie zadziwiać.

- Otóż dowiedz się, że Tanya wyjechała na studia daleko stąd. James jest do wzięcia.

- No to masz szczęście. - Cain zaczął truchtać w miejscu, a ja się zorientowałam, że 

nie ma mi nic więcej do powiedzenia na interesujący mnie temat.

- Masz rację. Choć raz mi się poszczęściło. A teraz, pozwól, że cię zostawię. Muszę 

iść do biblioteki. - Nie dodałam, że chcę przejrzeć niektóre wiersze, zanim spotkam się z 

Jamesem, by mu pomóc w wyborze lektury. Cain by tego nie zrozumiał.

Opuściłam   stadion   z   podniesioną   głową.   Cain   najwyraźniej   był   zazdrosny. 

Wyprzedziłam   go   w   naszym   wyścigu   do   zwycięstwa,   a   on   nie   mógł   znieść   myśli   o 

przegranej. Pobiegłam do samochodu, machając plecakiem.

Wierciłam   się   w   łóżku   do   północy,   starając   się   zdecydować,   który   wiersz   będzie 

najodpowiedniejszy dla Jamesa. Wyobrażałam sobie jego rozpromienioną twarz i radość ze 

zrozumienia, dlaczego wybrałam właśnie ten utwór.

Weźmie   mnie   za   rękę   i   przybliży   wargi   do   moich   ust.   Właśnie   gdy   miał   mnie 

namiętnie   pocałować,   zadzwonił   telefon   przy   łóżku.   (Moi   rodzice   dali   za   wygraną   i 

podarowali mi własny aparat i numer na czternaste urodziny, bo zorientowali się, że blokuję 

linię   na   dwadzieścia   godzin   na   dobę).   Serce   skoczyło   mi   do   gardła.   Czyż   bym   się 

komunikowała z Jamesem drogą telepatyczną?

- Halo?

- To ja. - Poczułam się jak idiotka. Zawsze cieszy łam się, na dźwięk głosu Caina, lecz 

tym razem to nie jego miałam nadzieję usłyszeć.

background image

Spojrzałam na zegar przy łóżku.

- Co się dzieje? Jest późno.

- Waśnie.   I   zgadnij,   co   ci   ma   do   zakomunikowania   twój   fantastyczny   najbliższy 

przyjaciel.

- Zakochałeś się? - To byłoby bardzo w stylu Caina. Znaleźć sobie w ciągu ośmiu 

godzin dziewczynę, która według niego jest ideałem.

- Nie. W kinie nocnym pokazują ,,Casablankę”. Na czwartym kanale.

- Pozwól, że oddzwonię. - Odłożyłam  słuchawkę. Wzięłam z łóżka prześcieradło i 

zeszłam   do   gabinetu,   gdzie   mieliśmy   telefon   i   telewizor.   Moi   rodzice   spali,   więc   nie 

włączyłam  światła.  W   niebieskawej   poświacie,   płynącej  z  ekranu   telewizora,  wykręciłam 

numer Caina. Podniósł słuchawkę po pierwszym sygnale.

- Humphrey Bogart właśnie zobaczył ją po raz pierwszy. Ona słucha, jak Sam gra na 

fortepianie.

- Wiem,  Cain.  Mam  ich   przed  nosem.   -  Usadowiłam  się  na   kanapie,  przyciskając 

słuchawkę do ucha. Choć zazwyczaj za dużo nie rozmawialiśmy, lubiliśmy od czasu do czasu 

rzucić słówko. „Casablanka” była naszym ulubionym filmem.

Pod koniec usiłowałam stłumić szloch prześcieradłem, chociaż Cain dobrze wiedział, 

że za każdym razem, gdy sie okazywało, że Rick i Ilsa nie mogą być razem, zalewam się 

łzami.

- Znowu płaczesz, Deels? Widziałaś ten film ze trzynaście razy.

- Wiem   -   odparłam,   ocierając   oczy   -   ale   wydaje   mi   się   coraz   smutniejszy   - 

wyszeptałam, nie chcąc budzić rodziców.

Cain roześmiał się cicho.

- Jesteś romantyczką, wiesz o tym?

- Po prostu łatwo się wzruszam, oglądając sentymentalne filmy - odparłam.

- Przyjemnych snów, Byrne.

- Nawzajem, Parson. - Odłożyłam słuchawkę i wyłączyłam  telewizor. Wracając do 

sypialni,   zdałam   sobie   sprawę,   że   nie   zdecydowałam   się,   który   wiersz   mam   wybrać   dla 

Jamesa.

- To się nazywa „Upojna pieśń” - powiedziałam Jamesowi. - Rozumiesz, Yeats tworzy 

metaforę na temat upojenia winem i miłością.

Zamilkłam zakłopotana. A jeśli James pomyśli, że wybrałam ten wiersz specjalnie, by 

mu dać do zrozumienia, że jesteśmy w sobie zakochani, albo coś w tym  rodzaju?  Zaraz 

jednak  przywołałam  się do porządku.  Większość wierszy opowiada  o miłości.  James  nie 

background image

zorientuje się, że mam ukryty motyw.

James wyszczerzył zęby.

- Heinsohn będzie zachwycona. Wciąż nawija o metaforach, porównaniach i o innych 

poetyckich chwytach.

- Tak, spodoba jej się. Jeśli chcesz, możemy przed lekcjami porozmawiać o tym, co 

autor chciał powiedzieć ...

Zamknął   książkę   z   wierszami   i   położył   mi   dłoń   na   kolanie.   Trwało   to   zaledwie 

sekundę, ale poczułam mrowienie na całym ciele.

- Jesteś niezastąpiona, Delio.

Następnie stanął z książką w ręku. Przyglądał mu się, zachwycona długimi nogami, 

opiętymi spranymi dżinsami. Czy James kiedykolwiek dojrzy, we mnie to, co Yeates widział 

w kobiecie opisanej w wierszu? Czy w ogóle zdarzy mi się coś takiego? Dotknęłam swego 

kolana w miejscu, gdzie niedawno James położy! dłoń i wyobraziłam sobie, co powiedziałby 

Cain. „Nie przegap okazji, Deels. Bo życie przemknie obok ciebie”.

Nawet jeśli Cain nie myślał o Jamesie, zamierza lam przejąć filozofię życiową mego 

najlepszego   przyjaciela.   Miałam   dość   sterczenia   na   bocznicy,   gdy   wokół   toczyła   się   gra 

zwana miłością. Uf! Z całą pewnością naczytałam się za wiele poezji…

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

CAIN

Czwartek, 12 Października, godzina 21.00

Sukces. Minęło sześć tygodni nauki, a czuję się tak, jakby upłynęło nie więcej niż sześć  

dni. Nadal nie umówiłem się na randkę z Rebeką, chociaż kilka razy udało mi się z nią  

porozmawiać. Nie dalej jak dziś zdarzyło się coś, co nazwałbym znaczącą wymianą zdań. -  

Wybierasz się na jutrzejszy mecz futbolu? - spytałem od niechcenia.

A powinnam? - Ona na to.

Ja   tam   będę   -  powiedziałem,   wzruszając   ramionami   Rozciągnęła   w  uśmiechu   te  

swoje czerwone wargi, które tak bardzo chciałem pocałować.

W   porządku.   W   takim   razie   zajrzę   do   terminarza   -   odparła.   Podczas   godziny  

wychowawczej na próżno starałem się podchwycić jej wzrok, ale przeczuwałem, ze będzie na 

meczu. Myślę, że jutrzejszy wieczór może być przełomowy. Delia będzie zdruzgotana, bo to ja  

wygram zakład, ale to jej problem. I tak jest przejęta tym Jamesem Suttonem. Wyobraża 

sobie, że skoro pomaga mu w pracy domowej, jest w nim zakochana. Z tego, co mi mówiła,  

James   nie   ma   wiele   do   zaofiarowania   w   dziedzinie   stymulującej   konwersacji   Niby   to  

przypadkiem podsłuchałem, jak rozmawiali w bibliotece, i musiałem zasłonić twarz rękami,  

żeby stłumić śmiech.

Delia (w nawiązaniu do książki, którą trzymała w dłoni):

Uwielbiam ,,Rok 1984”. A ty?

Też. Świetny rok. Zacząłem wtedy właśnie jeździć na desce. Delia:

Miałam na myśli tę książkę. George'a Orwella. Fu turystyczna. James:

Och, tak! Chyba widziałem film w telewizji O komputerze imieniem Sal, no nie?

Delia:

No, tak... Kiedy ona wreszcie dostrzeże, że:

1) jedyne, co ten facet ma do zaoferowania, to przetłuszczony koński ogon, za którym 

tak szaleją dziewczyny

2) on wciąż marzy o Tanyi jak - jej - tam? 

Naprawdę muszę z nią pogadać. Życie Delii staje się żałosne.

- Musisz   coś   zrobić   z   tym   samochodem,   Cain   -   powiedziała   Delia,   gdy   w   piątek 

wieczorem zajeżdżaliśmy na zatłoczony parking przed naszą szkołą.

- Dlaczego? - spytałem, rozglądając się za miejscem, w którym mógłbym postawić 

mój oldsmobil rocznik 1972.

background image

- Obrzydliwość. W tej butelce chyba coś wyrosło. - Uniosła plastikową butelkę, abym 

się jej przyjrzał. Na dnie chlupotało trochę jakiegoś zielonkawego płynu.

Następnie   Delia   spojrzała   na   podłogę   po   stronie   pasażera,   gdzie   walały   się   stare 

gazety, drobniaki, brudne podkoszulki i pusta puszka po napoju gazowanym.

- Masz rację, ja podwiozłem cię na mecz, a ty posprzątaj mi samochód. Będziemy 

kwita. Wmanewrowałem oldsmobil pomiędzy małą toyotę i fiata, a Delia odpięła pas.

- Ale mi się trafiło. Pewnie złapię jakąś zarazę i skończę szpitalu. Zatrzasnęliśmy 

drzwi i ruszyliśmy w stronę boiska. Wyglądało na to, że na pierwszym w tym sezonie meczu 

Raidersów   zjawili   się   wszyscy   byli,   obecni   i   przyszli   uczniowie   liceum   im.   Jeffersona, 

mieszkający w promieniu dziesięciu kilometrów od szkoły.

Delia przepychała się przez tłum uczniów młodszych klas, którzy ustawili się obok 

trybun. Poprowadziła mnie na górę, gdzie siedzieli Ellen Frazier i Mike Feldman.

- Hej, wy! - zawołała Delia. - Dopingujecie Raidersów?

- Nie  mogę się doczekać,  kiedy pojawią  się cheerleaderki  - skrzywiła  się Ellen. - 

Uwielbiam patrzeć, jak Amanda Wright wymachuje pomponami.

- To ci dopiero zbieg okoliczności Ja także - powiedział Mike, unosząc ciemne brwi.

- Właściwie nie wiem, co tutaj robimy - powiedziała Delia, siadając obok mnie.

- Przecież futbol nic nas nie obchodzi.

- Jesteśmy tutaj z tego samego powodu co wszystkie inne dziewczyny - odparła Ellen. 

- Mamy nadzieję, że na trybunach spotkamy naszą wymarzoną miłość.

Nie przysłuchując się rozmowie Delii i Ellen, rozglądałem się dookoła. Chociaż nie 

wierzyłem, że Rebeka Foster przyjdzie na mecz, miałem nadzieję ujrzeć w tłumie jej jasne 

włosy i niebieskie oczy.

W ciągu ostatniego tygodnia codziennie rozmawiałem z Rebeką. Uśmiechała się do 

mnie zalotni prowokacyjnie odrzucała włosy i obdarzała mnie spojrzeniami przeznaczonymi 

wyłącznie dla mnie. Ale po godzinie wychowawczej znikała na korytarzu i nie miałem okazji 

zaprosić jej na randkę. Miałem jednak pewność, że to nastąpi. Widząc, jak staje na progu 

klasy pana Maughna z miną zdobywczyni czułem, że nie spocznę, dopóki jej nie pocałuję.

Gdy   dostrzegłem   Rebekę   na   trybunie   po   przeciwnej   stronie   boiska,   siedzącą   w 

pojedynkę z programem w ręce, serce skoczyło mi do gardła. W ogrodniczkach i obcisłej 

czarnej koszulce, nawet z odległości sześćdziesięciu metrów prezentowała się przepięknie. A 

co najważniejsze, była sama. Nadarzała mi się wspaniała sposobność.

Wstałem i poczułem, że Delia ciągnie mnie za kieszeń dżinsów.

- Dokąd to? Dopiero przyszliśmy.

background image

- Tam jest Andrew - odparłem, wskazując na kiosk po przeciwnej stronie boiska.

- Chcę z nim pogadać. - Nie czułem się na siłach opowiadać przyjaciołom, że mam 

zamiar usiąść obok potencjalnej ukochanej. Nie byłem pewny, czy Rebeka ucieszy się na mój 

widok i czy po chwili do nich nie wrócę, a nie życzyłem sobie, aby ktokolwiek komentował 

ten fakt przez resztę wieczoru.

Zanim zdążyli zaprotestować, zszedłem z trybun, nie spuszczając oka z Rebeki. Na 

wypadek gdyby Delia na mnie patrzyła, ruszyłem w stronę kiosku i na chwilę przystanąłem w 

kolejce. Spojrzałem na tablicę i zobaczyłem, że Raidersi prowadzą siedem do zera. Następnie 

wbiegłem na trybuny i ruszyłem w stronę Rebeki.

Wieczorem   wyglądała   jeszcze   lepiej   niż   rano.   Lśniące   w   świetle   jupiterów   włosy 

spływały jej na ramiona. Na mój widok uśmiechnęła się i przesunęła, robiąc mi miejsce obok 

siebie. Uznałem, że chce, abym usiadł.

- Co u ciebie, Kajmak? - spytała, gdy podszedłem bliżej. Ludzie nazywali mnie tak już 

wcześniej, myśląc  że to zabawne.  Zazwyczaj  dostawałem wtedy gęsiej skórki. Ale w jej 

ustach to głupie przezwisko zabrzmiało pieszczotliwie.

- Nic nadzwyczajnego. Po prostu udaję, że oglądam mecz.

Usiadłszy obok niej, postarałem się, aby nasze kolana się zetknęły. Chociaż był to 

tylko dżins koło dżinsu, po mojej nodze przebiegł prąd. Rebeka spojrzała na boisko, po czym 

westchnęła.

- Zamierzałam zostać wieczorem w domu, ale czułam się taka samotna. Miałam do 

wyboru Davida Lettermana albo wideo.

Skinąłem   głową,   nie   wierząc   własnemu   szczęściu.   Rebeka   najwyraźniej   szukała 

kogoś, z kim mogłaby spędzać wolny czas. Pewnie była nieśmiała i wrażliwa i dlatego tak 

szybko wychodziła z klasy po godzinie wychowawczej. - Już nie jesteś sama. Chętnie zostanę 

twoim   osobistym   przewodnikiem.   Zachichotała   cicho   i   przysunęła   się   odrobinę   bliżej.   - 

Słyszałam, jak jakieś dziewczyny mówiły, że po meczu jest impreza w domu Patricka Mayora 

- powiedziała.

Zdusiłem westchnienie. Pomyślałem, że moglibyśmy pójść razem na hamburgera albo 

na pizzę, a potem przejechać się za miasto. Patrick Mayor był bezmózgim futbolistą. Ale jeśli 

Rebeka chce poznać tutejszego osiłka, nie będę jej mówił, że jej życzenie nie jest dla mnie 

rozkazem.

- Doskonale - powiedziałem. - Powiem kilku moim przyjaciołom i zabierzemy ich ze 

sobą. Poznasz trochę ludzi.

- Z kim się przyjaźnisz?

background image

- Znasz już Andrew Rice'a. Chodzi z nami na godzinę wychowawczą.

- Wiem. Gra w piłkę nożną.

Skinąłem głową, zaskoczony, że Rebeka wie, jaką dziedzinę sportu uprawia Andrew. 

Musiał próbować z nią swoich sztuczek, gdy mnie nie było w pobliżu. Typowe.

- Tak. Jest napastnikiem.

- Z kim jeszcze? - spytała, spoglądając na mnie wyczekująco. A ja uznałem, że nigdy 

w życiu nie widziałem takich długich rzęs.

Przez chwilę się wahałem. Jakoś nie miałem ochoty wspominać jej o Delii. Wielu 

ludzi   błędnie   interpretowano   nasza   znajomość   i   nie   chciałem,   żeby   Rebeka   coś   sobie 

wyobrażała. Ale jeśli nie powiem jej o Delii, a Rebeka dowie się, że jesteśmy najlepszymi 

przyjaciółmi, sprawa wyda jej się podejrzana. . - Delia Byrne jest moją najlepszą przyjaciółką 

-   powiedziałem   obojętnym   tonem.   -   Siedzi   teraz   po   drugiej   stronie   boiska   z   kilkorgiem 

przyjaciół. Rebeka spojrzała na trybuny naprzeciw nas.

- Nie jest cheerleaderką?

Roześmiałem się. Myśl, że Delia mogłaby być w zespole cheerleaderek wydała mi się 

równie śmieszna, jak pomysł, że ja mógłbym rozgrzewać publiczność. Delia nie należała do 

dziewczyn,   które   lubiły   paradować   w   króciutkiej   spódniczce   i   wywrzaskiwać   nazwisko 

rozgrywającego, aby rozruszać widzów. Wolałaby raczej siedzieć na uboczu i wypowiadać 

cyniczne uwagi na temat banalności szkolnego życia Pokręciłem głową.

- Nie, ale jest tancerką. Podczas wakacji uczyła tańca na obozie w Minnesocie. Rebeka 

zmarszczyła nosek.

- Jak... miło - powiedziała.

- Dość na temat Delii. Opowiedz mi o sobie, panno Foster. Rebeka milczała przez 

chwilę, jakby porządkowała myśli.

- No, dobrze. Mówiłam ci już, że przyjechałam z Nowego Jorku.

- Tak - Usiłowałem skupić się na jej słowach, ale rozpraszał mnie jasny kosmyk, który 

opadał jej na oczy. Nie mogłem się powstrzymać i odgarnąłem niesforne pasemko za ucho 

Rebeki.

- Mówiłam   ci,   że   moi   rodzice   przenieśli   się   tutaj,   aby   zapewnić   mnie   i   mojemu 

młodszemu bratu wszystkie korzyści płynące z uczęszczania do prowincjonalnej szkoły?

- Tak - Rozmyślałem o tym, jak jedwabiste są jej włosy. Nie wzdrygnęła się, gdy ich 

dotknąłem, co uznałem za dobry znak.

- Mówiłam ci, jak bardzo mi się podobasz?

- Przygryzła wargę i spojrzała na mnie spod długich rzęs. Byłem tak wstrząśnięty, że 

background image

mnie zamurowało.

- Nie, tego mi nie mówiłaś - wykrztusiłem wreszcie. Wzruszyła ramionami.

- Przypomnij mi na imprezie, to ci powiem.

Uśmiechnąłem   się,   wyobrażając   sobie   Delię   maszerującą   do   szkoły   z   włosami 

utlenionymi na okropny blond. Byłem bliski zwycięstwa.

Mecz skończył się wynikiem dwadzieścia jeden do siedmiu. Raidersi popisali się w 

pierwszej   tegorocznej   rozgrywce   i   kibice   wdzierali   się   na   boisko,   by   im   pogratulować. 

Przedzierając się przez tłum, chwyciłem Rebekę za rękę. Było oczywiste, że Delia może 

wrócić do domu z Mike'em i Ellen, ale wolałem sprawdzić, czy na mnie nie czeka.

Nie   znalazłem   jej   na   trybunie   i,   okrążywszy   jeszcze   raz   boisko,   stwierdziłem,   że 

nigdzie jej nie ma. Rebeka nie była zadowolona, że się tak kręcimy, więc uznałem, że Deels 

musi sobie poradzić sama.

- Czy możemy wpaść po drodze do mnie, bo chcę się przebrać? - zapytała Rebeka, gdy 

zmierzaliśmy przez parking do samochodu.

- Wyglądasz świetnie w tych ciuchach - powiedziałem, zachwycony.

- Dzięki. Ponieważ nikogo tam nie znam, poczuję się lepiej, kiedy zrzucę te niechlujne 

łachy. - Wsunęła do samochodu, kończąc rozmowę.

Jadąc w stronę domu Rebeki, zdałem sobie sprawę, że jeśli teraz wygląda niechlujnie, 

to wystroiwszy się, zakasuje miss Ameryki.

Dwadzieścia   minut   później   siedziałem   na   sofie   w   salonie   Fosterów,   czekając,   aż 

Rebeka zejdzie na dół. Jej rodzice wyszli z domu i panowała w nim cisz. Pokój był obszerny, 

miał wysoki sufit i wielkie drzwi balkonowe. Pani Foster zdążyła przykryć podłogę grubym 

dywanem kremowej barwy oraz powiesić kilka obrazów. - Mój mały braciszek zaświni ten 

dywan - usłyszałem głos Rebeki. Stała w drzwiach i prezentowała się zachwycająco. Miała na 

sobie   krótką   czerwoną   sukienkę   z   głębokim   dekoltem.   Ramiączka   były   wąziutkie,   i 

pomyślałem, że w każdej chwili mogą pęknąć Westchnąłem głęboko.

- Żegnaj, niechlujo - powiedziałem, starając się nie chrypieć.

Obróciła się wkoło, a potem wzięła mnie pod rękę.

- Uznaję to za komplement - odparła pogodnie.

- Takie były moje intencje.

Wyszliśmy na dwór. Jak na tę porę roku wieczór był bardzo ciepły. Rebeka zamknęła 

drzwi dużego domu w stylu Tudorów. Gdy zmierzaliśmy do mego oldsa, wysokie obcasy 

Rebeki cicho stukały o chodnik. Pośród aksamitnej ciemności każdy jej krok brzmiał jak 

obietnica. Choć powietrze było rozgrzane, przebiegł mnie dreszcz.

background image

Gdy dojechaliśmy do domu Patricka Mayora, okazało się, że jego ulica jest zastawiona 

samochodami.   Zaparkowaliśmy   w   odległości   jakichś   dziesięciu   domów   i   ruszyliśmy   za 

ludźmi,  zmierzającymi  do drzwi państwa Mayorów.  Zanim dotarliśmy do trawnika przed 

domem, usłyszałem dudnienie mocnych głośników. Rebeka zacisnęła dłoń na moim ramieniu. 

Wyobrażałem sobie, jakie denerwujące będzie wejście do domu pełnego nieznanych osób.

Nagle   z   domu   Mayorów   wytoczył   się   Andrew.   Za   nim   wypadła   wrzeszcząca 

dziewczyna, trzymają ca pistolet na wodę.

- Dopadnę cię! - krzyczała, przebiegając obok nas.

Andrew przystanął, chowając się za mną.

- To jest neutralne terytorium! - odkrzyknął. - Za Cainem zaczyna się Szwajcaria.

Dziewczyna,  którą w końcu rozpoznałem jako Carrie Starks (numer dwa na liście 

Andrew), opuściła pistolet.

- Dobrze - powiedziała - ale zaczekam na ciebie w domu.

Andrew wyszedł spoza mnie i klepnął mnie w ramię.

- Świetna impreza - oświadczył.

- Z całą pewnością świetna - odparłem.

Andrew pochylił się, aby zawiązać sznurowadło.

- Gdzie się podziałeś podczas meczu? Delia powiedziała, że poszedłeś mnie szukać, a 

ty się nie pokazałeś. Kiedy jej wyjaśniłem, że nie widziałem cię przez cały wieczór, spojrzała 

na mnie dziwnymi wzrokiem i zaczęła mówić o jakimś zakładzie.

Nagle poczułem się winny. Zostawiłem Delię. Teraz jednak nie warto było się tym 

przejmować.   Jutro   zatelefonuję   do   niej   i   przeproszę.   Zamiast   odpowiedzieć   Andrew, 

zwróciłem się do Rebeki.

- Już się znacie, prawda?

Andrew spojrzał sponad swego buta.

- Jasne, że znam Rebekę Foster. Każdy, kto robi idiotę pana Maughna, jest moim 

przyjacielem.

W ubiegłym  tygodniu Rebece udało się przyprawiać Maughna o rumieniec niemal 

dzień w dzień. Dwukrotnie, kiedy zwracał się do niej, zaprzeczył samemu sobie.

Adrew skłonił się przed Rebeką i pocałował jej dłoń.

- Nie upokarzam go celowo - wyjaśniła. - Po prostu ma dar mówienia głupot.

Andrew i ja roześmieliśmy się. Delikatnie powiedziane!

- W każdym razie Delia jest w środku - zakomunikował Andrew. - Ona i Ellen królują 

na parkiecie.

background image

- Naprawdę?   -   Nie   wiem,   dlaczego   tak   mnie   zaskoczyła   obecność   Delii.   Pewnie 

dlatego,   że   zazwyczaj   musiałem   ją   wyciągać   na   wszystkie   ważniejsze   imprezy.   Zwykle 

zżymała się i kazała odwozić do domu, nim upłynęła godzina.

- Tak. Sam sprawdź, człowieku. - Andrew popędził do środka, wykrzykując powitania 

do wszystkich wyprzedzanych osób.

Prowadziłem Rebekę, mówiąc, jak kto się nazywa i dodając to i owo o każdym z nich. 

Chłonęła moje słowa, kiwając głową i wpatrując się w każdego po kolei.

Gdy weszliśmy do środka, Rebeka poprowadziła mnie prosto na parkiet. Ktoś zwinął 

dywan w salonie Mayorów, a wszystkie kanapy i fotele zostały odsunięte pod ściany.

Zmieniła się muzyka. Usłyszałem starą melodię Eltona Johna i uznałem, że jest to 

sygnał,   żebym   objął   Rebekę.   Wydawała   sie   uszczęśliwiona,   więc   przytuliłem   ją   jeszcze 

mocniej.

Sunąc po parkiecie, spostrzegłem Delię. Tańczyła tuż obok nas, niemal ramię w ramię.

Miała   przymknięte   oczy,   a   głowę   opierała   o   pierś   Jamesa   Suttona.   Nie   byłbym 

bardziej   zdumiony,   gdyby   do   pokoju   wkroczył   słoń.   Delia   nie   należała   do   osób,   które 

skupiają   na   sobie   uwagę,   tańcząc   wolne   kawałki   (prawdę   powiedziawszy,   raczej   stała 

obejmując Jamesa) wśród tłumu.

Delia otworzyła oczy i przyłapała mnie na tym, że się w nią wpatruję. Spodziewałem 

się, że będzie za kłopotana i odsunie się od Jamesa, ale się omyliłem. Mrugnęła do mnie, 

unosząc kciuk triumfalnym gestem.

- Cześć, Cain - powiedziała, bardzo z siebie dumna, jakby taniec z Jamesem Suttonem 

był wart tyle co Nagroda Nobla albo coś w tym rodzaju. - Cześć - odparłem.

- Jak tam, Parson? - zapytał James, poklepując mnie po plecach.

- Jak się nazywa twoja nowa przyjaciółka?

Przez   chwilę   nie   mogłem   sobie   przypomnieć   imienia   Rebeki.   Ale   na   szczęście 

odezwała się Delia.

- Rebeka, prawda? Jestem Delia, a to James. Zobaczyłem, że Delia przyciąga Jamesa 

do siebie, jakby nie chciała, by Rebeka zaczęła coś podejrzewać.

- Cześć, James - odparła Rebeka. Nie odezwała się do Delii.

Nastąpiła długa chwila milczenia, którą rozpaczliwie chciałem zakończyć.

- Może pogadamy później - powiedziałem, odciągając Rebekę.

- Może - odparta Delia. Nawet na mnie nie spojrzała. Wpatrywała się w Jamesa i nagle 

poczułem, że dzieje się coś ważnego, jakby Delia mnie prześcignęła.

Musnąłem   brodą   miękkie   włosy   Rebeki,   wyobrażając   sobie   własną   głowę   z 

background image

wygolonym napisem GAMOŃ. Nie był to miły obrazek.

W niedzielę wieczorem zatelefonowała do mnie Delia.

- Jak tam cudowna Rebeka? - zapytała, gdy podniosłem słuchawkę.

- Cudownie   -   odparłem   sucho.   Czekałem,   że   powie   coś   na   temat   tego,   jak   się 

wygłupiła, klejąc się do Suttona.

- Czyż ta impreza nie była niewiarygodna?

- Była - odparłem. Nie reagowała na moje sygnały.

- Szkoda   tylko,   że   Rebeka   nie   jest   dziewczyną,   w   jakiej   mógłbyś   się   zakochać. 

Przypuszczam, że prowadzę w naszym wyścigu. Ja pierwsza znalazłam partnera doskonałego.

- Co?! - wrzasnąłem. - Niby dlaczego nie miałbym się zakochać w Rebece?!

- Nie widziałeś, jak patrzyła na Jamesa? Najwyraźniej strzelała oczami. Mam nadzieję, 

że James się z nią nie umówi. Jest okropnie ładna.

- Opanuj się. Rebeka nigdy by się nie umówiła z Jamesem. On przecież ustępuje mi 

pod każdym względem. - Chyba mam rację, no nie?

Delia się roześmiała.

- Przepraszam, zapomniałam, z kim rozmawiam. Jesteś najwspanialszym facetem na 

świecie.

- Nie podoba mi się twój sarkazm - powiedziałem, dotknięty.

Delia milczała przez chwilę.

- Mówię   poważnie,   Cain.   Jesteś   najlepszy.   By   się   o   tym   przekonać,   wystarczy 

popatrzeć, kto jest twoją najlepszą przyjaciółką.

Jak zwykle, nie mogłem się gniewać na Delię.

- Przyjemnych snów, Deels.

- Przyjemnych snów, doktorze Parson - odpowie działa.

Odkładając słuchawkę, uśmiechałem się. Delia Byrne była jedyna w swoim rodzaju - 

Bogu niech będą dzięki.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

DELIA

Środa, 18 października

Tak, tak, tak! Dziś było wspaniale; nie wiem, czy zdołam zasnąć. Zanim przejdę do  

szczegółów, powiem, że póki w zeszły weekend nie zatańczyłam z Jamesem na imprezie u  

Patricka,   nasza   znajomość   nie   była   zbyt   obiecująca.   Prawdę   rzekłszy,   przedstawiała   się  

fatalnie.

Przykład:   Po   kilku   tygodniach   pomagania   Jamesowi   w   pracy   domowej,   kiedy 

pewnego   dnia   spoglądałam   na   niego   sponad   książki   z   poezjami   Wallace'a   Stevensa,  

podchwycił mój wzrok i zapytał:

Co? Mam brudną twarz? A ja nie mogłam się powstrzymać i odparłam:

Och,   rozmarzyłam   się   na   temat   nadchodzącego   weekendu.   Co   robisz   w   sobotę  

wieczorem? - Wydawałoby się, idealne zagajenie. Otóż nie.

Mamy próbę zespołu. - On na to.

Och - odparłam i wróciłam do lektury Stevensa.

Z kim się spotykasz? - zapytał James po kilku sekundach. - Z kim się spotykam? -  

wykrztusiłam.

No, tak. Powiedziałaś, że się rozmarzyłaś na temat weekendu. Uznałem, że masz 

randkę. Ja zazwyczaj fantazjuję na ten temat.

Hm.   Nie   znasz   go   -   odparłam   bez   przekonania.   I   to   by   było   tyle   o   subtelnych 

aluzjach.

Minął   tydzień.   James   zapytał   mnie,   jak   mi   się   układa   z   moim   tajemniczym  

nieznajomym, a ja uśmiechnęłam się zagadkowo (mam nadzieję) i odrzekłam ,że źle. James  

przeszył mnie płonącym wzrokiem, a po chwili powiedział:

Zmieniłaś się, Delio. Do tej pory byłaś dziewczyną kumplem, a teraz jesteś... sam nie  

wiem...  bardziej  kobieca.  -  Wyszedł   z  biblioteki,  nie   zdając  sobie  sprawy,  że  moje  serce  

galopuje z prędkością kilometra na minutę.

A   potem,   po   dzisiejszych   warsztatach   literackich,   Ja   mes   wziął   mnie   za   rękę   i 

wprowadził do pustej pracowni. Objął mnie i zaczął tańczyć, zupełnie jak w ostatni piątek 

wieczorem.   Zatrzymał   się   i   zaproponował:   -   A   może   posłuchamy   muzyki   w   sobotę 

wieczorem?

Banalne zagajenia przyznaję,  ale kto by się przejmował? Najważniejsze, że James 

zaproponował mi randkę. Oczywiście, opowiadając o tym Cainowi, jąkałam się, a on się ze 

background image

mnie nabijał. Ale, powiem to jeszcze raz, kto by się przejmował? Teraz muszę do czekać 

soboty...

Czy zauważyliście że tempo życia wzrasta i maleje wbrew wszelkiej logice? Zaraz to 

wyjaśnię.   Trzy   pierwsze   lata   liceum   wlokły   się   niemiłosiernie,   jakby   czas   był   jakimi 

średniowiecznym narzędziem tortur. Każda lekcja ciągnęła się całe wieki, piątkowe wieczory 

nie miały końca, a sobotnie popołudnia spędzałam uwięziona w bibliotece.

A w ostatniej klasie wszystko się zmieniło. Kilka pierwszych tygodni października 

minęło   w   niewiarygodnym   tempie,   przyprawiając   mnie   o  zawroty  głowy.  Coraz   bardziej 

zajęta Jamesem, spotkaniami z Cainem i odrabianiem lekcji, czułam się tak, jakbym była w 

ruchu przez dwadzieścia cztery godziny. Zauważyłam także, że przy odrobinie makijażu moje 

oczy rzeczywiście stają się tak wyraziste, jak uważał Cain. Na dodatek przez kilka dni w 

tygodniu,   po   lekcjach,   pilnowałam   dziecka,   a   co   mi   płacono   (chociaż   były   to   zmięte 

dolarówki,   a   nie   gładziutkie,   urzędowo   wyglądające   czeki),   wiec   czułam   się   jak   osoba 

dorosła.

W   czwartek   rano   obudziłam   się,   zanim   zadzwonił   budzik.   Prawie   po   ciemku 

wyskoczyłam  z łóżka i spojrzałam na ledwo widoczny kalendarz ścienny. Odnalazłam w 

szufladzie biurka stary perfumowany marker (pachnący malinami, żeby nie pominąć żadnego 

szczegółu) i zaznaczyłam na kalendarzu datę 21 października. Nie, żebym bała się zapomnieć, 

kiedy idę na randkę z Jamesem, po prostu chciałam skreślać dni, w miarę jak będą upływały, 

przybliżając mnie do tego wydarzenia.

Kiedy nadeszła sobota (oczekiwałam, że przed weekendem nastąpi koniec świata), 

miałam zaciśnięty żołądek. Około szóstej zamknęłam się w łazience i zwymiotowałam. Tyle 

na temat mego opanowania.

Kiedy   już   było   po   wszystkim,   przystanęłam   przed   kalendarzem,   Wpatrując   się   w 

zaznaczony dzień. Oczywiście wiedziałam, że będę świętować rocznicę naszego pierwszego 

spotkania w bibliotece. Od owej chwili nabrałam pewności (no, może nie całkowitej), że 

wygram zakład z Cainem. Po kilku miesiącach znudzi się Rebeką, a nasza miłość z Jamesem 

rozkwitnie.   Po   warsztatach   literackich   wpatrywałam   się   w   niego,   wyobrażając   sobie   nas 

starych  i posiwiałych, otoczonych  wnukami. Ellen nie mogła uwierzyć,  że tak głupio się 

zachowuję; nigdy nie widziała mnie tak rozmarzonej. Dla ścisłości, nigdy przedtem taka nie 

byłam.

Około ósmej wieczorem stanęłam przed dużym lustrem w moim pokoju. Miałam na 

sobie niebieską sukienkę i niebieskie pantofle na płaskim obcasie Długie włosy okalały moją 

twarz, a wargi umalowałam  ciemnoczerwoną  szminką.  Usłyszawszy klak son, chwyciłam 

background image

torebkę i zbiegłam po schodach.

- To pa! - wrzasnęłam w stronę rodziców, którzy oglądali telewizję.

- Cain zawsze czekał na ciebie w drzwiach! - zawołała mama.

- Cain to głupek! - odkrzyknęłam.

James siedział w czerwonym dżipie. Chociaż było zimno, dach był odsunięty i silne 

podmuchy   rozwiewały   mu   długie,   związane   w   koński   ogon   włosy.   James   był   zabójczo 

przystojny i przez chwilę nie mogłam uwierzyć, że naprawdę umówił się ze mną na randkę.

James wychylił się i uśmiechając się do mnie, otworzył drzwiczki. Wsiadłam, zdając 

sobie sprawę, że mogę zemdleć z wrażenia. Dotychczas bywaliśmy sami tylko w miejscach 

publicznych. Siedząc obok Jamesa, spoglądając na jego dłoń, zaciśniętą na gałce przekładni 

biegów, miałam wrażenie, że jesteśmy jedynymi ludźmi na świecie.

- Pomyślałem,   że   wpadniemy   do   pizzerii   „U   Jona”   -   powiedział   James,   kiedy 

drżącymi palcami zapięłam pas.

- Wspaniale - odparłam słabym głosem.

Przez kilka minut jechaliśmy w milczeniu. Nad naszymi głowami mrugały gwiazdy. 

Odchyliłam głowę i wybrałam najjaśniejszą z nich. Gwiazdko, gwiazdko, pierwsza gwiazdko, 

jaką dziś ujrzałam na niebie, spraw, żebym wygrała zakład z Cainem. Jestem gotowa się 

zakochać,   pomyślałam.   Dla   lepszego   efektu   zamknęłam   oczy   i   wyobraziłam   sobie 

rozgwieżdżone niebo.

Gdy uniosłam powieki, stwierdziłam, ze James spogląda na mnie rozbawiony.

- Spojrzałem na ciebie i westchnąłem - powiedział. - Jesteś taka piękna.

Serce zabiło mi szybciej. James zacytował wers z ,,Upojnej pieśni” Williama Butlera 

Yeatsa, utworu, który kilka tygodni temu pomogłam mu wybrać na warsztaty literackie. Głos 

Jamesa miał głębokie i ochrypłe brzmienie i przyprawił mnie o dreszcz.

„U Jona” podają fantastyczną pizzę prosto z ceglanego pieca i jest to świetne miejsce 

na   randki.   Byłam   tam   z   milion   razy   z   Cainem   i   z   Ellen   i   zawsze   zazdrościłam   parom, 

siedzącym we wnękach wzdłuż ścian restauracji. Czułam, że moja twarz promienieje, kiedy ja 

i James weszliśmy do środka. Wszystkie dziewczyny będą się na mnie gapiły i pękały z 

zazdrości.

James położył mi dłoń na plecach i poprowadził do narożnej wnęki. Poprzez materiał 

sukienki czułam ciepło jego ręki.

- Lubię pepperoni - powiedział James, gdy usiedliśmy.

Przejrzałam   pokryte   plastikiem   menu.   Cain   i   ja   zawsze   zamawialiśmy   niezwykle 

wymyślną   kombinację.   Nasz   ulubiony   zestaw   dodatków   obejmował   bakłażana,   bekon   i 

background image

pieczarki.

- Może być - powiedziałam.

James odchylił się na oparcie krzesła i splótł dłonie na blacie stołu. Nie wiedząc, co 

powiedzieć zrobiłam to samo. Nagle nachylił się ku mnie.

- Więc ty i Cain Parson nie kręcicie ze sobą? - zapytał. Zmartwiałam.

- Co? - zapytałam.

- Ty i Parson. Wszyscy w szkole wiedzą, ze macie się ku sobie.

Nie   mogłam   powstrzymać   śmiechu.   W   ciągu   ubiegłych   dwóch   lat   Cain   miał   ze 

dwadzieścia dziew czyn. Czyżby James wyobrażał sobie, że jestem osobą, która pozwoliłaby, 

aby mój chłopak miewał randki na boku?

- Cain ma wiele dziewczyn, ale ja z całą pewnością nie jestem jedną z nich. Po prostu 

się przyjaźnimy.

James złożył zamówienie, po czym uniósł brwi.

- Nie sądzę, żeby przedstawiciele odmiennych płci mogli się przyjaźnić - oświadczył. - 

Zawsze jest to... napięcie.

- Nie w moim przypadku - odparłam szybko.

Za wszelką cenę chciałam zmienić temat rozmowy, ale jednocześnie ciekawiło mnie, 

co ludzie sądzą o mojej przyjaźni z Cainem. Czy naprawdę wszyscy wyobrażali sobie, ze 

jestem   w   nim   zakochana?   Czy   zakładali,   ze   siedzę   spokojnie,   kiedy   on   prowadza   się   z 

dziewczynami z naszej szkoły? Poczułam się upokorzona. Zawsze uważałam siebie za silną i 

stanowczą kobietę, która musi być na pierwszym miejscu. Być może inni postrzegali mnie 

inaczej. Może mieli mnie za zakochaną smarkulę.

- Wtem jedno - powiedział James, biorąc mnie za rękę.

- Co?   -   Natychmiast   przestałam   myśleć   o   Cainie,   poczuwszy   dotyk   jego   silnych 

palców. - My nie możemy być przyjaciółmi. - Orzechowe oczy Jamesa lśniły, czerwone usta 

były nieodparcie pociągające.

- Dlaczego?  - wyszeptałam. - Bo zawsze będę chciał cię pocałować tak jak teraz. 

Właśnie wtedy podeszła kelnerka z zamówionymi napojami. Jej obecność sprawiła, że czar 

prysnął, ale i tak byłam pewna, że moje policzki płoną.

Nie   wiedziałam,   jak   mam   rozumieć   słowa   Jamesa.   Z   jednej   strony   nigdy   nie 

pozwalałam sobie marzyć  o takiej chwili. Z drugiej sytuacja  wydawała  mi się nierealna. 

Zawsze   sobie   wyobrażałam,   że   miłość   będzie   czymś   w   rodzaju   gromu   z   jasnego   nieba. 

Oczekiwałam poetycznych słów i gorących spojrzeń. James, prawie mnie nie znając, mówił 

rzeczy   niezwykle   intymne.   Czy   rzeczywiście   tak   myślał?   Po   kilku   minutach   kelnerka 

background image

postawiła  przed nami pizzę. Ogarnęły mnie wątpliwości, gdy patrzyłam,  jak James zgina 

kawałek pizzy i odgryza ogromny kęs. Jeżeli James jest taki wspaniały, jak mi się wydaje, to 

dlaczego chce właśnie mnie? Nikt inny jakoś nie chciał.

Choć wciąż bolał mnie żołądek, sięgnęłam po kawałek pizzy. Omal nie udławiłam się 

serem czując na sobie natarczywy wzrok Jamesa. Miałam tak pełne usta i ściśnięte gardło, że 

z   trudem   chwytałam   oddech.   Zakaszlałam,   po   czym   łyknęłam   haust   dietetycznej   coli. 

Pomyślałam, że jeśli James jest mną zainteresowany, teraz straciłam wszelkie szanse. I to 

mnie podkręciło. Zawsze lubiłam wyzwania.

- A co myślisz o warsztatach literackich? - spytałam, chcąc skierować rozmowę na 

bezpieczniejsze tory.

- Pisanie jest całkiem fajne - odparł James.

- Naprawdę?

- Jasne. Myślę, że zacznę pisywać teksty dla naszego zespołu. Zwykle robi to Mark, 

ale jego wiersze są głupie. - Sięgnął po następny kawałek pizzy i serwetkę.

- To świetnie,. Chętnie przeczytam twoje wiersze... oczywiście, jeśli zechcesz.

- Może napiszę piosenkę o tobie.

Znów się zarumieniłam. Spojrzałam na talerz i skupiłam się na jedzeniu. Nie miałam 

pojęcia o flirtowaniu i na próżno wytężałam umysł, by znaleźć jakąś milutką odpowiedź.

James wydawał się zadowolony, że może jeść w milczeniu, więc nadstawiłam ucha, 

by posłuchać rozmów innych. Ilekroć byłam zdenerwowana, pomagało mi skoncentrowanie 

się na czymś poza mną. Tego triku nauczyła mnie mama. Słuchałam, co mówią ludzie we 

wnęce za nami. Pierwszy głos należał do ładnej dziewczyny, którą spostrzegłam, wchodząc 

do pizzerii.

- Tata zabrał mi kartę kredytową. Na miesiąc.

Zląkł się, kiedy w zeszłym tygodniu kupiłam sobie skórzaną kurtkę. Straszne z niego 

skąpiradło.

Gdybym ja skorzystała z karty mojego taty, zamknąłby mnie w moim pokoju na cały 

rok.

- To niesprawiedliwe - odpowiedział chłopak. - Nie zdaje sobie sprawy, że bez karty 

jesteś praktycznie nikim?

- Co ja na to mogę? On nie ma pojęcia, co to znaczy być młodym. Może go powinnam 

oskarżyć o zaniedbanie.

Zachichotałam.. Para za nami prowadziła rozmowę żywcem z kiepskiej telenoweli. 

Mówili to poważnie? - Słyszysz, co mówią? - wyszeptałam do Jamesa. Pokręcił głową.

background image

- O czym rozmawiają?

Odchrząknęłam,   przygotowując   się   do   naśladowania   brzmienia   głosu   tamtej 

dziewczyny. Nazywałam go głosem bogaczki. Była to kombinacja sposobu mówienia pani 

Howell   z   ,,Gilligan   lsland”   oraz   przesadnych   tonów,   przybieranych   przez   angielską 

arystokrację.

- To nazbyt okropne - oznajmiłam,  małpując dziewczynę.  - Tatuś zabrał  mi Rolls 

royce'a. Chce, żebym jeździła beamerem. Czuję się taaaka upokorzona.

- I znowu się roześmiałam.

James siedział z kamiennym wyrazem twarzy. Usłyszawszy, że para znów rozmawia, 

powiedziałam:

- Słuchaj.

- Podoba mi się to, co zrobili w klubie. Chociaż mahoniowa boazeria w pomieszczeniu 

do grilla jest nieco pretensjonalna - oświadczyła dziewczyna. Mrugnęłam do Jamesa, ale on 

spoglądał   na   mnie   jak   na   wariatkę.   Najwyraźniej   nie   uważał   mojego   naśladownictwa   za 

zabawne. Westchnęłam. Gdyby Cain teraz siedział tu ze mną, naśladowałby tego chłopaka. 

Prawdopodobnie spędzilibyśmy cały wieczór na wymyślaniu nowych kwestii. I przez cały 

czas pękalibyśmy za śmiechu.

Poważny wyraz twarzy Jamesa wprawiał mnie w za kłopotanie. Nieładnie z mojej 

strony, że naśmiewam się z innych. Uznałam, że dla Buffy (tak w myślach nazwałam tę 

dziewczynę) pozbawienie karty przez tatusia było prawdziwą tragedią.

James odsunął swój pusty talerz.

- Fale Radiowe będą mogły nagrywać i wydawać płyty w niezależnej wytwórni. W 

przyszłym roku o tej porze będziemy mieli CD.

Byłam   pod   wrażeniem.   Natychmiast   wyobraziłam   sobie   siebie   w   roli   dziewczyny 

gwiazdy rocka. Będę mogła chodzić za kulisy, rozjeżdżać się limuzyną, dostawać darmowe 

koszulki.

- Naprawdę? Będę mogła posłuchać z tobą waszego albumu? - spytałam, trzepocząc 

rzęsami i uśmiechając się szeroko.

No, i proszę. Na tym właśnie polega flirtowanie. Nie było mi łatwo, czułam się głupio, 

ale jakoś to przeżyłam. Może od czasu wydania płyty Jamesa stanę się prawdziwą specjalistką 

w tej dziedzinie.

Sięgnął pod stół i poklepał mnie po kolanie.

- Kiedy tylko zachcesz, Delio. W każdej chwili.

Było około jedenastej, gdy zajechaliśmy pod mój dom. Zdenerwowana, natychmiast 

background image

chwyciłam za klamkę. James położył mi dłoń na ramieniu i przy ciągnął do siebie.

- Jesteś zabawna, Delio - wyszeptał. Zabawna?

Nie   takiego   określenia   oczekiwałam.   Liczyłam   na   coś   w   rodzaju:   Chętnie 

spotykałbym się z tobą częściej.

A   on   pochylił   się   i   niespodziewanie   pocałował   mnie   w   usta.   W   pierwszej   chwili 

pomyślałam   tylko   tyle:   O   rany,   całuję   się   z   Jamesem   Suttonem.   Gdy  nieco   ochłonęłam, 

skupiłam się na cieple jego delikatnych warg. Cieszyłam się, że siedzę, ponieważ zmięły mi 

kolana, więc na stojąco z pewnością straciłabym równowagę.

Oddałam mu pocałunek, starając się nie myśleć o tym, że spotniały mi dłonie, a w 

moim   oddechu   prawdopodobnie   czuć   pepperoni.   Gdy   się   odsunął,   byłam   rozdygotana   i 

zdezorientowana. - Przyjemnych snów, Delio - mruknął. Idąc ścieżką w stronę drzwi domu, 

zdałam sobie sprawę, że ,,przyjemnych snów” zawsze życzył mi Cain. Z cała pewnością w 

ustach faceta, który właśnie mnie pocałował brzmiało to zupełnie inaczej…

W niedzielę rano poszłam do Johnsonów. Kilka razy w tygodniu zostawałam z ich 

dziesięcioletnią córką, Niną. Zastałam ją na trawniku przed domem, ćwiczyła kroki taneczne. 

Od chwili gdy się dowiedziała, że uczę tańca, twierdziła, że taniec jest jej największą pasją. 

Pasją   numer   dwa   było   prowadzenie   rozmów   o   chłopakach   ze   szkoły   podstawowej   im. 

Lincolna.

- Cześć,   Nino!   -   zawołałam.   -   Jak   sobie   radzisz   z   tym   nowym   krokiem,   którego 

uczyłam   cię   w   czwartek?   -   Weszłam   na   trawnik   i   usiadłam.   Przez   większość   nocy 

rozmyślałam o randce z Jamesem i niedostatek snu dawał mi się we znaki.

- Świetnie! Chcesz zobaczyć, jak mi idzie przy muzyce? - Podskakiwała niecierpliwie, 

czekając na moją odpowiedź.

- Z   przyjemnością.   Przynieś   magnetofon.   Poczekam   tutaj.   -   Zamknęłam   oczy, 

wystawiając twarz do słońca, zadowolona, że jest wystarczająco ciepło, by zostać na dworze.

Po minucie Nina wróciła w towarzystwie rodziców i z magnetofonem. Johnsonowie 

wykrzykiwali ostatnie polecenia, a Nina przewijała taśmę, którą dla niej nagrałam.

Wykonywała   ćwiczenia   po   raz   piętnasty,   kiedy   przyjechał   Cain.   Lubił   odwiedzać 

mnie u Johnsonów, ponieważ Nina całowała ziemię, po której stąpał. Nina przerwała w pół 

kroku i pobiegła do Caina.

- Chcesz   zobaczyć   mój   nowy   taniec?   -   zapytała.   Cain   podszedł   do   frontowych 

schodków i usiadł.

- Jasne, że chcę. Chyba nie wyobrażasz sobie, że przyszedłem tutaj, by spotkać się z 

Delią?

background image

Nina   zachichotała   i   pobiegła,   by   znów   przewinąć   taśmę.   Usiadłam   obok   Caina. 

Czasami dziesięcioletnia dziewczynka może cię zadręczyć nadmiarem energii.

- Jak się udała randka? - zapytał Cain, patrząc na Ninę, pląsającą na trawniku.

- Nadzwyczajnie   -   odparłam,   zastanawiając   się,   czy   Cain   pozna,   że   James   mnie 

pocałował. Wciąż czułam na wargach delikatny dotyk jego ust.

- Jesteś pewna, że nie mówisz tak tylko dlatego, że chcesz wygrać zakład? - zapytał, 

unosząc brwi.

- Oświadczam ci, że nasz głupi zakład jest ostatnią rzeczą, o jakiej w tej chwili myślę. 

- Było to kłamstwo, ale miałam dość podejrzeń Caina.

- I Sutton nie wydał ci się ani trochę nudny? - Cain nagrodził popis Niny oklaskami. - 

Jeszcze! - zawołał, kiedy Nina dygnęła.

Dałam znak Ninie, żeby zaczęta od nowa, i zwróciłam się do Caina.

- Przyjmij do wiadomości, że Fale Radiowe wkrótce wydadzą płytę. - powiedziałam 

wzburzona. Cain prychnął.

- Po pierwsze James powtarza to od przeszło roku. Te chłopaki mają taką samą szansę 

zrobienia   kariery  muzycznej,   jak   ja.   Po   drugie   nie   odpowiedziałaś   na  moje   pytanie.   Jest 

nudny?

- Jest fascynujący. A co ważniejsze, jest mną zafascynowany.

- Nie wątpię - odparł Cain. - Po Tanyi Reed musisz mu się wydawać geniuszem.

- Dziękuję za komplement. - Cain zaczynał mnie irytować. Pomimo naszego zakładu 

miałam nadzieję, że ucieszy go mój romans. W dniu Święta Pracy zachowywał się tak, jakby 

znalezienie przeze mnie chłopaka było czymś absolutnie niemożliwym.

- Przepraszam. Naprawdę. Powiedz mi jedno.

- Co? - spytałam, ciężko wzdychając.

- Ile razy spojrzał w lustro?

Musiałam   się   roześmiać.   James   był   naprawdę   próżny.   Przyłapałam   go   nawet   na 

przeglądaniu się w pustym naczyniu po pizzy.

Cain zaczął naśladować Jamesa wdzięczącego się przed dużym lustrem i było po nas. 

Kiedy Nina skończyła taniec, pomyślała, że coś jest z nami nie w porządku.

Odprowadziłam   Caina   do   samochodu,   zostawiając   Ninę.   Miała   pozbierać   sprzęt, 

żebyśmy   mogły   pójść   do   domu   i   przygotować   lunch.   Wiedziałam,   że   jest   rozczarowana 

odjazdem Caina. Lubiła się przed nim popisywać.

- Poważnie, jak bardzo lubisz Jamesa? - zapytał Cain. Otworzył drzwiczki i patrzy! na 

mnie wyczekująco.

background image

Zastanawiałam   sie   przez   chwilę.   Nigdy   bym   nie   przypuszczała,   że   James   Simon 

spędzi ze mną wieczór, a może nawet zostanie moim chłopakiem. Byłabym głupia, tracąc 

taką okazję. Nawet jeśli ma mi złamać serce, wchodzę w to.

- Bardzo go lubię - odpowiedziałam. - To może być facet w sam raz dla mnie.

Cain pokręcił głową.

- Jeszcze nie szykuj tej golarki. Do czasu studniówki może sie mnóstwo wydarzyć. 

Mnóstwo.

Patrząc, jak samochód Caina znika za rogiem, miałam przeczucie, że mój najbliższy 

przyjaciel coś knuje. Czy kiedykolwiek bywało inaczej ?

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

CAIN

Wtorek, 24 października, po lekcjach

Nie mogę przestać  myśleć o Delii i Jamesie. W ciągu ostatnich  dwóch dni wciąż 

widywałem ich flirtujących. Parę razy trzymali się nawet za ręce. Delia zachowuje się tak  

głupio. Nie poznaję jej. Nie jestem pewien, czy mi się to podoba. Kiedy powiedziałem jej we  

wrześniu, że powinna się zakochać, nie przypuszczałem, że tak się z tym pospieszy.

Jasne, James jest bardzo przystojny  - jeśli  lubi się typ ładnego chłopca. I z całą 

pewnością ma wielkie powodzenie. Ale jego osobowość pozostawia wiele do życzenia. Nie  

widziałem , żeby Delia śmiała sie w jego towarzystwie. A kiedy jest ze mną, śmieje się bez  

przerwy.

W ostatni weekend Rebeka wyjechała z rodzicami, ale umówiliśmy się na sobotę. I  

jeśli sprawy nie potoczą się po mojej myśli, będę naprawdę w kłopocie...

Zacząłem się obawiać, że przegram zakład. Jeśli przegram, wyjdę na kompletnego 

idiotę, i Delia nigdy, przenigdy nie pozwoli mi o tym zapomnieć. Andrew nie popuści mi 

przez najbliższe pól wieku. No i jest jeszcze sprawa znalezienia prawdziwej miłości. Mam 

dość samotności i spotykania się z przypadkowymi dziewczynami. Chcę czegoś więcej niż 

miło spędzony czas.

Jestem stanowczo gotowy na to, by zmienić charakter znajomości z Rebeką. To jedna 

z najpiękniejszych dziewczyn, jakie widziałem. I taka mądra. I wyrobiona. I pełna seksu. 

Jednym słowem, idealna.

Nie   wiem,   dlaczego   byłem   taki   zdenerwowany,   kiedy   w   sobotę   po   południu 

zajechałem przed jej dom. Czyżby dlatego, że znalazłem dziewczynę, na której mi naprawdę 

zależy, i paraliżował mnie lęk przed odrzuceniem? A może wyszedłem z wprawy? W każdym 

razie wymyłem  samochód i wyczyściłem wewnątrz, co zdarzyło  mi się pierwszy raz. Na 

tylnym  siedzeniu miałem  piknikowy kosz z kanap kami, chipsami, ciasteczkami i piciem 

(przygotowany   przez   moją   zapobiegliwą   mamę).   Podchodząc   do   drzwi   domu   Fosterów, 

pogwizdywałem pod nosem. Gdy już oczaruję Rebekę, Delia będzie musiała wywiązać się z 

zakładu.

Drzwi   otworzył   jasnowłosy   chłopczyk.   Miał   na   sobie   koszulkę   Power   Rangers   i 

wyglądał tak, jakby się bawił w błocie.

- Kim jesteś? - zapytał, spoglądając na mnie z ukosa.

- Cain   Parson,   proszę   pana.   Mieszka   pan   w   tym   domu?   -   zapytałem   tonem 

background image

domokrążcy, a mały się roześmiał. Otworzył drzwi szerzej i zaprosił ranie do środka.

- Jesteś   chłopakiem   mojej   siostry?   -   zapytał,   przyglądając   mi   się,   jakbym   był 

ciekawym okazem zwierzęcia.

- Nie wiem. Może powinniśmy ją zapytać.

- Jason,   znów   jesteś   nieznośny?   -   zawołała   Rebeka,   zbiegając   po   schodach.   W 

czarnych  dżinsach   i obcisłym   zielonym   sweterku,  prezentowała   się zachwycająco.   Włosy 

uczesała w luźny kok, ale kilka kosmyków wymknęło się z niego, okalając twarz.

- Nie!   -  wrzasnął   Jason,   cofając   się  przed   nią.  Wynoś  się  stąd.   Wracaj  do  swego 

błocka.

Jason podbiegł do siostry, nadepnął jej na stopę i uciekł długim korytarzem.

- Miły   dzieciak   -   powiedziałem.   -   A   jego   siostra   jest   jeszcze   milsza.   Rebeka 

pocałowała mnie w policzek.

- To prawdziwy potwór: Dlaczego dzieci nie mogą przychodzić na świat dorosłe? - 

Rebeka najwyraźniej nie przepadała za dziećmi.

- To mogłoby być uciążliwe dla matek.

- Skoro mowa o matkach. Zmywajmy się, zanim moja mama cię zobaczy. Jak cię 

dorwie, ani się obejrzysz, a będziesz z nią siedział w kuchni, popijając kawę.

- Rebeka   złapała   wypłowiałą   kurtkę   dżinsową   i   przerzuciła   ją   sobie   przez   ramię. 

Ruszyliśmy i Rebeka nastawiła radio.

- Ile   stacji  muzycznych  ma   ta   dziura?   Na  Manhattanie  coś  takiego  byłoby   nie  do 

pomyślenia.

- Jest   jedna   stacja   z   dobrą   muzyką   jazzową   -   powiedziałem,   przyciskając   guzik. 

Wzruszyła ramionami.

- Może być. Na czerwonym świetle obróciłem się ku niej.

- Masz ochotę na piknik?

- Jasne. Żebym tylko nie musiała jeść mrówek. - Odpięła pas i przysunęła się do mnie. 

- Dokąd jedziemy?

- Nad Staw Hazardzisty - odparłem dumnie. Nieczęsto zabieram tam dziewczyny, ale 

ponieważ Rebeka była kimś niezwykłym, chciałem pokazać jej to miejsce.

- Nazwa jak z piosenki Kenny'ego Rogersa. Roześmiałem się. Gdy jechaliśmy tam po 

raz pierwszy, Delia powiedziała to samo.

- Piękny zakątek. Przekonasz się.

- Równie piękny jak Central Park?

- Nie   zobaczysz   tam   powozów,   ale   za   to   nie   ma   ścieków.   -   Położyłem   rękę   na 

background image

ramieniu Rebeki. Za powiadał się cudowny dzień.

Skręciłem w polną drogę, która prowadziła nad staw.

- Jak ci się żyje w liceum imienia Jeffersona?

- Nieźle.   Podlizałam   się   kilku   cheerleaderkom,   więc   pewnie   w   przyszłym   sezonie 

załapię się do ich zespołu. I z tego, co widziałam w samorządzie szkolnym, mam szansę 

zostać przewodniczącą.

- No, no. Jesteś bardzo ambitna. - Jakoś nigdy nie pomyślałam, że Rebeka jest typem 

samorządowca.

- Lubię  być zauważona.  Pomyśl,  jak  dobrze  byłoby  mieć  taki  wpis  w podaniu  na 

studia.

- Myślę, że odzywa się w tobie prawdziwa mieszkanka Nowego Jorku. - Zatrzymałem 

samochód na skraju pola w sąsiedztwie Stawu Hazardzisty.  Chociaż dzień był pogodny i 

ciepły, tylko my przyjechaliśmy nad wodę.

- Muszę przyznać, że naprawdę jest pięknie - powiedziała Rebeka takim tonem, jakby 

się spodziewała, że zabiorę ją na śmietnisko.

- Panno Poster, oto Staw Hazardzisty.

Zachichotała, a ja pomogłem Jej wysiąść z samo chodu. Sięgnąłem po kosz piknikowy 

i koc. Podbiegłem, by ją dogonić.

- Jak zaciszne - powiedziała Rebeka, gdy się z nią zrównałem.

- Tak.   Tylko   ty,   ja   i   słońce.   -   Strzepnęliśmy   koc,   który   wydymał   się   na   wietrze. 

Przycisnąłem jego rogi kamykami i usiadłem.

Oparłem się na łokciu i poklepałem miejsce obok siebie.

- Nakryto do stołu, madame.

Rebeka uklękła przy mnie i uniosła wieko kosza. - Och, masło orzechowe i galaretka.

- Chciałem kupić kawior, ale nie mieli świeżego.

- Kawior nie bardzo pasuje na lunch. Masło orzechowe i galaretka będą w sam raz. - 

Zaczęła   wypakowywać   jedzenie   z   kosza.   Zachowywała   się   tak   swobodnie,   jakbyśmy 

piknikowali razem od lat.

- Może   kiedyś   zabierzemy   tutaj   Jasona   -   odezwałem   się.   -   Tylko   pomyśl,   ile 

wspaniałych babek z piasku mógłby zrobić.

Rebeka spojrzała na mnie, jakbym postradał zmysły.

- Lepiej   nie   -   powiedziała   krótko.   -   Nie   tak   sobie   wyobrażam   idealną   randkę. 

Otworzyłem   puszkę   z   napojem   gazowanym   i   napełniłem   nim   plastikowe   kieliszki   do 

szampana, które ze sobą przywiozłem.

background image

- Może wzniesiemy toast? - zaproponowałem.

- Chętnie, pod warunkiem, że nie będzie dotyczył mojego młodszego brata.

Na   ziemię   wokół   nas   opadały   żółte   i   czerwone   liście.   Staw   był   błękitny,   a   jego 

powierzchnia lśniła w słońcu. Brakowało tylko  faceta ze skrzypcami,  a Staw Hazardzisty 

byłby najromantyczniejszym miejscem na ziemi. Uniosłem kieliszek.

- Za Staw Hazardzisty. I, cytując Johna Denvera, za ciepło słońca na ramionach.

- Za nas i za moje nowe życie w rodzinnej Ameryce. - Rebeka stuknęła się ze mną, 

spoglądając spod długich rzęs.

Odstawiłem   kieliszek   i   przysunąłem   się   do   Rebeki.   Nasze   usta   zetknęły   się   i 

pocałowałem   ją   delikatnie.   Jej   usta   smakowały   jeszcze   lepiej,   niż   wyglądały.   Puls   mi 

przyspieszył, przysiadłem się jeszcze bliżej. Gdy pogłębiliśmy pocałunek, zacząłem żałować, 

że   nie   widzi   nas   Delia.   W   dziedzinie   miłości   została   daleko   z   tyłu.   A   potem   Rebeka 

pogłaskała mnie po włosach i przestałem myśleć o czymkolwiek.

- Było świetnie - oświadczyłem Andrew. - Zaprosiłem Rebekę na imprezę z okazji 

zjazdu absolwentów szkoły. - Właśnie rozegraliśmy partię koszykówki na szkolnym boisku. 

Pochłodniało, ale byłem zlany potem i z trudem chwytałem oddech.

- Zgodziła się? - zapytał Andrew, obracając piłkę na czubku wskazującego palca. Tę 

sztuczkę doskonalił od dwóch lat.

- Jasne. Czy jakaś dziewczyna oparła się moim wdziękom?

- Znam taką - odparł Andrew, rzucając piłką prosto w mój brzuch. Jęknąłem.

- Niby kogo? - Wstałem z ławki, na której siedzieliśmy i zakozłowałem piłką.

- A jak myślisz? Chodzi mi o Delię.

- Co takiego? - Chwyciłem piłkę i przystanąłem bez ruchu.

- Delia Byrne. Dziewczyna, której nie dajesz spokoju. Jakoś nigdy nie uległa twojemu 

czarowi.

- Delia i ja jesteśmy przyjaciółmi. Jeśli nie wiesz, co to znaczy, zajrzyj do słownika.

- Zobacz   w   słowniku,   co   oznacza   odmowa.   Twój   przypadek   jest   beznadziejny.   - 

Myślałem, że rozmawiamy o Rebece. - Zabraliśmy plecaki i ruszyliśmy na parking.

- Bo tak jest. Prawdę powiedziawszy, nie rozumiem, czemu koniecznie chcesz sobie 

znaleźć dziewczynę. Do studniówki jeszcze mnóstwo czasu. Może trafisz na kogoś lepszego.

Pokręciłem   głową.   Całkowity   brak   wrażliwości   Andrew   nie   przestawał   mnie 

zadziwiać. Choć byłem chłopakiem, uważałem, że obraźliwie traktuje dziewczyny.

- Posłuchaj, Andrew. Istnieje jeszcze coś takiego jak miłość, spełnienie i szczęście.

- I?   -   zapytał   Andrew,   przystając.   -   Co   i?   -   Wyobrażasz   sobie,   że   to   wszystko 

background image

znajdziesz dzięki Rebece? - Andrew odebrał mi piłkę. Znowu obracał ją na palcu.

- Jasne. Czemu nie?

Andrew uniósł dłonie obronnym gestem.

- Po prostu nie rozumiem, jak możesz twierdzić, że jesteś zakochany w dziewczynie, 

którą znasz zaledwie od kilku miesięcy.

- Posłuchaj, szukam prawdziwego uczucia. Nie widzę, w tym nic złego. - Ruszyłem 

naprzód, a Andrew podążył za mną.

- Jeśli chcesz znać moje zdanie, uważam, że dziewczyny to tylko kłopot. - Nie chcę 

znać twego zdania.

- Lepiej, żebyś je poznał. Rebeka tylko szuka rozrywki Nie jest typem dziewczyny, w 

której chciał byś się zakochać.

- Wezmę to pod uwagę. Może mi oddasz moją piłkę?

- Weź sobie piłkę - odparł i dodał: - Pakujesz się w kłopoty. Przyłożyłem Andrew w 

ramię. Bo i cóż on wie o kobietach?

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

DELIA

Środa, 1 listopada, 10 wieczorem 

Wczoraj James zaprosił mnie na tańce z okazji zjazdu absolwentów! W Halloween 

byliśmy na imprezie u Caroline Sung. (Przebrałam się za czarownicę, a Ja - mes za pirata).  

James   zaprowadził   mnie   do   czarnego   pomieszczenia,   które   urządziła.   Wcześniej   tego  

wieczoru trochę mnie wkurzył, opowiadając o tym, jak spędzili zeszłoroczny Halloween z  

Tanyą   (na   szaleńczej   jeździe   na   wozie   z   sianem   -   jeśli   chcecie   wiedzieć.)   Byłam   w   nie  

najlepszym nastroju, ponieważ Cain się nie pokazał. Poszedł z Rebeką do domu jednego z 

futbolistów.

Najważniejsze jest to, że James zaprosił mnie na tańce. Spotkanie absolwentów będzie 

pierwszą okazją, na którą przyjdę z moim oficjalnym chłopakiem. Czy to oznacza, że jesteśmy 

zakochani?

PS Me mogę się doczekać, kiedy podzielę się z Cainem tą nowiną. Wydaje mi się, że  

nie rozmawialiśmy całe wieki.

Do liceum im. Jeffersona zawitała zima. Wszyscy wbili się w swetry i rozprawiają o 

tym, że wydychają kłęby pary. Nocą zamykani okno w moim pokoju i zastanawiam się, czy 

nie włączyć elektrycznego koca. Kiedy uczę tańca Ninę Johnson, nie robimy tego na trawniku 

przed   domem,   lecz   w   pomieszczeniu   w   suterenie.   Ellen   Frazier   uznała,   że   czas   włożyć 

osławiony cudowny biustonosz.

Chociaż nie zmieniłam zdania na temat szkolnych potańcówek i nadal uważam je za 

głupie, nie mogę się doczekać chwili, gdy wkroczę na salę, otoczona ramieniem Jamesa. Mały 

bukiecik z czerwonych róż, będzie przypięty do mojej sukienki, tuż ponad ramionami będą się 

kołysały kolczyki z kryształu górskiego, a na nogach będę miała wieczorowe sandałki na 

wysokich obcasach. Niestety, będą grać Fale Radiowe, więc nie będę miała wiele okazji, żeby 

bawić się w towarzystwie Jamesa. Pocieszałam się myślą, że wszystkie dziew czyny na sali 

gimnastycznej będą zazdrościć, że to właśnie ja przyszłam z seksownym solista ze społu.

W piątkowe popołudnie wybrałyśmy się z Ellen do centrum handlowego, żeby wybrać 

odpowiednie sukienki. Choć bez entuzjazmu, Ellen zgodziła się pójść na tance z jednym z 

kolegów Jamesa.

- Co myślisz o tej? - spytała mnie. Chichocząc, oglądała sukienkę z różowej tafty o 

spódnicy w kształcie bombki. Przy ramionach powiewały pióra. Sukienka była ohydna.

- Gdybym  się wystroiła w to okropieństwo, to można by mnie zawinąć w kartki z 

background image

jakiegoś głupiego komiksu, a wyglądałabym jak balonowa guma do żucia.

Podeszłam   do   innego   stoiska   i   wybrałam   krótką   czarną   sukienkę.   Miała   bolerko 

wyszywane paciorkami i była absolutnie doskonała.

Ellen znalazła zielony futerał z jedwabiu i ruszyłyśmy do przymierzalni.

- Wszystko wskazuje na to, że Cain i Rebeka są z sobą na poważnie - powiedziała 

Ellen.   Zdejmowała   przez   głowę   sweter,   więc   jej   głos   byt   przytłumiony,   ale   dobrze   ją 

zrozumiałam. Zajęłam się rozwiązywaniem butów.

- Idą razem na tańce. - Zdjęłam buty i grube czarne skarpety;  nie pasowałyby  do 

sukienki.

Ellen obróciła się plecami do mnie, żebym zapięła jej suwak. Muszę stwierdzić, że jej 

„pomocnik matki natura”, jak nazwała nowy stanik, uczynił cuda.

- Wiem.   Cain   zaprosił   ją   całe   wieki   temu.   A   ta   bransoletka,   którą   jej   podarował, 

wygląda na bardzo drogą. Andrew Rice powiedział mi, że Cain wydał na nią sporą część 

zarobionej w lecie kasy. Moje dłonie znieruchomiały w połowie suwaka.

- O czym  ty mówisz, na Boga? Jaka bransoletka? Zobaczyłam w lustrze, że Ellen 

unosi brwi.

- Nic nie wiesz?

Pokręciłam głową, usiłując wyglądać beztrosko.

- Nie. Chyba zapomniał mi o tym wspomnieć. Drobiazg.

- Jest złota z opalem. Opal to jej szczęśliwy kamień. Zobaczyłam tę bransoletkę, kiedy 

wczoraj byłyśmy razem w toalecie. Trzymała rękę w taki sposób, że musiałabym być ślepa, 

żeby jej nie zauważyć.

Udawałam, że wcale mnie to nie interesuje. - Nie wiedziałam, że Cain jest facetem, 

który może zrobić coś tak głupiego, jak ofiarować dziewczynie jej szczęśliwy kamień. To 

trąci latarni sześćdziesiątymi. - Jestem pewna, że opowie ci o tej bransoletce. Po prostu nie 

miał  jeszcze  okazji. - Ellen wspięła  się na palce, usiłując sobie wyobrazić, czy sukienka 

będzie pasowała do czółenek.

- Tak, na pewna Po prostu wypadło mu z głowy.

Byłam wściekła. Jak Cain mógł nie powiedzieć o czymś tak ważnym swojej najlepszej 

przyjaciółce? Na pewno pochwalił się Andrew. Może nawet naradzał się z nim, co ma jej 

kupić. Cain nigdy nie da wał prezentów swoim dziewczynom, a już na pewno nie kosztowną 

biżuterię.   Jedyne,   co   od   niego   do   stałam,   to   złota   rybka   (która   zresztą   po   kilku   dniach 

zdechła).

Może  Cain  naprawdę  zakochał   się  w   Rebece.   Jeśli   tak,   nasz   zakład  zakończy  się 

background image

remisem, ponieważ jestem pewna, że kocham Jamesa. Czy teraz, gdy znalazł sobie kogoś, 

Cain   mnie   porzuci?   Dawniej   nasza   przyjaźń   zawsze   była   na   pierwszym   miejscu,   Cain 

opowiadał  mi  wszystko,  nie  pomijając  życia   osobistego.  Chyba  teraz   przestałam  mu  być 

potrzebna. Może straciłam najlepszego przyjaciela. Ta myśl mnie przygnębiła.

Ellen   okręciła   się   przed   trzyskrzydłowym   lustrem   wygładzając   na   biuście   zielony 

jedwab. Wyglądała tak, jakby nosiła co najmniej rozmiar B.

- Uważam, że Cain głupio robi spotykając się z Rebeką Foster. Ona jest do niczego.

- Niby  czemu?   -  Musiałam   przyznać,   że   ja   także   nie   przepadałam   za   Rebeką.   Za 

każdym   razem,   gdy   ją   spotykałam,   wiało   od   niej   chłodem.   Przywykłam   do   tego,   że 

dziewczyny Caina odnoszą się do mnie bez sympatii i wcale się tym nie przejmowałam. 

Nawet mnie to podkręcało. A jednak dziwiło mnie, że Ellen ma tak złe zdanie o ostatnim 

podbój Caina.

- Ta dziewczyna to snobka. Słyszałam, jak rozprawiała o Cainie damskiej toalecie. 

Wciąż   powtarzała,   jaki   jest   przystojny,   a   nie   powiedziała   ani   słowa   o   jego   niezwykłej 

osobowości. - Ellen rozpięła suwak i zdjęła sukienkę.

- Naprawdę? - Wciąż przeglądałam się w lustrze. Czarna sukienka jakoś straciła urok. 

Czułam się tak, jakbym miała ciężar w żołądku i raptem zakupy przestały mnie interesować.

- A potem usłyszałam, jak mówiła Amandzie Wright, że Cain to jej bilet do zdobycia 

popularności. Każdy wie, kim jest Cain, więc automatycznie będzie wiedział, kim ona jest. 

Powiedziała, że zanim przejdzie do ostatniej klasy, zostanie cheerleaderką i będzie spotykała 

się z rozgrywającym. Widzisz, jaka jest powierzchowna?

Powiesiłam sukienkę i bolerko na wieszaku. - Nie jesteś chyba zazdrosna o Rebekę? 

Wiem, że Cain ci się podoba, ale to nie jest dobry materiał na stałego chłopaka. Jest zbyt 

kapryśny. Ellen zmarszczyła brwi.

- Nie jestem zazdrosna, Delio. A ty?

- Nie rozśmieszaj mnie - powiedziałam oburzona. - Za żadne skarby nie umawiałabym 

się z Cainem. Powtarzam ci to ciągle od nowa.

- Owszem, powtarzasz. - Ellen włożyła  dżinsy i sięgnęła  po buty.  - Nigdy mi nie 

powiedziałaś, dlaczego właściwie nie chcesz się z nim spotykać?

Westchnęłam.

- Jestem teraz z Jamesem. A poza tym Cain do mnie nie pasuje.

- Jaśniej, proszę - zażądała Ellen, unosząc brwi.

- On jest dla mnie jak brat, jest arogancki, lubimy inne smaki lodów, bijemy się o to, 

kto będzie zdalnie sterował zabawkami...

background image

Wiedziałam, że gadam bzdury ale pytanie Ellen sprawiło mi kłopot. Miałam trudności 

z poważną rozmową na temat Caina. Ellen się roześmiała. - Widzę, że jesteście parą z piekła 

rodem. Zostawmy to. Wiem, że nie lubisz rozmawiać o Cainie. - Dziękuję. A teraz spadajmy. 

Tutaj   nie   ma   mojej   wymarzonej   sukienki.   Wciąż   nie   mogłam   uwierzyć,   że   Cain   nie 

powiedział mi o bransoletce, którą kupił Rebece. Po powrocie do domu od razu do niego 

zadzwonię. Będzie się musiał tłumaczyć.

Owijałam kabel wokół palca, czekając, aż ktoś u Parsonów podniesie słuchawkę. Po 

trzecim sygnale usłyszałam ciepły głos pani Parson.

- Dzień dobry Czy mogę rozmawiać z Cainem? - zapytałam, zrzucając kapcie i kładąc 

się na wznak.

- Delia! Miło cię słyszeć. Bardzo dawno cię nie widziałam.

- Jestem straszliwie zajęta. Myślę, że Cain także - Bardzo lubiłam panią Parsom. Była 

dla mnie nie omal jak druga matka.

- Deels? - Cain podniósł inną słuchawkę i jego mama się rozłączyła.

- Cześć! - Z jakiegoś powodu moje serce galopowało. Cain wydał mi się jakiś obcy.

- Co robisz dzisiaj wieczorem? - Słyszałam, że coś pogryza. Po chrupaniu poznałam, 

że to pewnie kukurydziane chipsy - Pochłaniał prawie całą paczkę dziennie.

- Mam randkę z Jamesem. - Podeszłam z telefonem do szafy. James miał po mnie 

przyjechać za pół godziny, a ja nie wiedziałam, w co się ubrać.

- Wygląda   na   to,   że   nasz   zakład   pozostanie   nierozstrzygnięty.   -   Cain   mówił 

zmęczonym głosem, jakby nie miał ochoty ze mną rozmawiać.

- Tak słyszałam - oznajmiłam gorzkim tonem.

- Co masz na myśli? - Wyczułam, że jest zirytowany, ale nie dbałam o to.

- Ty   i   Rebeka   jesteście   prawdziwą   parą.   Cała   szkoła   trąbi   o   ekstrawaganckiej 

bransoletce, którą uznałeś za stosowne jej kupić.

- Miała urodziny. I co z tego?

- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że jesteś na tyle zakochany, by wydać na swój obiekt 

wakacyjne zarobki? Nie jestem dla ciebie wystarczająco ważna, żebyś podzielił się ze mną 

taką nowiną? - Ogarniała mnie coraz większa złość. Cain mógł mnie przynajmniej poprosić o 

pomoc w wyborze prezentu. Miałam lepszy gust niż on.

- Przepraszam, że w moim życiu w ogóle coś się dzieje. Myślałem, że jesteś zbyt 

zajęta obcałowywaniem tego gogusia Jamesa, by dbać o to, co ja robię. - Teraz Cain także był 

zły i czułam, że nasza rozmowa zmierza donikąd.

- A ty tak przyssałeś się do Rebeki, że sprawiacie wrażenie syjamskich bliźniąt! Nagle 

background image

Cain przestał chrupać chipsy.

- Chyba się boisz, że wygram zakład. Boisz się, że twoja miłość do Jamesa nie dotrwa 

do studniówki.

Wyciągnęłam z szafy spodnie i golf.

- Jestem po uszy i bez pamięci zakochana w Jamesie Suttonie. A ty nie masz pojęcia o 

prawdziwym uczuciu. Zależy ci tylko na ładnej twarzy. Wolną ręką zdjęłam z siebie dżinsy. 

Czas naglił a ja jeszcze się nie przebrałam. Z trudem opanowałam chęć rzucenia słuchawki.

- Nic   o   mnie   nie   wiesz,   Delio.   Ostatnie   trzy   lata   ni   czego   cię   nie   nauczyły.   - 

Najwyraźniej - odpowiedziałam ironicznie. - A teraz, jeśli pozwolisz, muszę się przygotować 

do randki. Udanego życia uczuciowego.

- Nawzajem - odburknął Cain.

- Żegnam. - Z trzaskiem odłożyłam słuchawkę. Byłam bliska łez, a za dziesięć minut 

miał pojawić się James.

Nie   mogłam   uwierzyć,   że   moja   rozmowa   z   Cainem   tak   źle   się   potoczyła.   Nigdy 

przedtem nie bywaliśmy wobec siebie złośliwi i bałam się, że już się nie pogodzimy.

Próbowałam cieszyć się z randki, ale łzy popłynęły mi po policzkach. Miałam bladą 

twarz i zaczerwienione oczy. Może i byłam zakochana, ale wszystko wskazywało na to, że 

straciłam najlepszego przyjaciela.

- Jesteś taka piękna - powiedział James, przyciągając mnie do siebie. Oparłam głowę 

na jego piersi, wsłuchując się w przyspieszone bicie serca.

- Ty też jesteś niczego sobie.

Spałaszowaliśmy sutą kolację i teraz staliśmy pod drzwiami mojego domu. Przez cały 

wieczór James był bardzo troskliwy, czułam się jak księżniczka. - Tak się cieszę,, że jesteśmy 

razem, Delio. Na początku roku szkolnego byłem naprawdę ogłupiały. Kiedy Tanya odeszła, 

myślałem,   że   będę   sam   przez   resztę   życia.   Wtedy   przyszedłem   na   warsztaty   literackie   i 

spotkałem ciebie.

- Myślę, że to przeznaczenie - powiedziałam, spoglądając w orzechowe oczy Jamesa. 

Chciałam się w nich zatracić bez reszty. Czułam się jak księżniczka z bajki.

- Też   tak  myślę.   - Wargi   Jamesa  były  tak  blisko  moich,   że  raczej  wyczułam,  niż 

usłyszałam jego słowa. Objęłam go za szyję, przyciągając jeszcze bliżej. Pogłaskał mnie po 

policzku, a ja pogładziłam go po ciepłej skórze na karku i poczułam, że zadrżał.

Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie. A potem James pocałował mnie w usta, 

rozchylając   je   swymi   wargami.   Poczułam   mrowienie   na   całym   ciele,   ale   jednocześnie 

ogarnęło mnie zakłopotanie. Miałam to, czego pragnęłam, a mimo to prześladowało mnie 

background image

dziwne   poczucie   rozczarowania.   Dlaczego?   Odrzucając   wątpliwości,   przylgnęłam   jeszcze 

bliżej i zamknęłam oczy przed przymglonym światłem latarni nad drzwiami.

Nie   wiem,   jak   długo   staliśmy   razem,   tuląc   się   do   siebie.   Kiedy   wreszcie   się 

rozdzieliliśmy, brakowało nam tchu.

Lampa nad drzwiami zamrugała kilkakrotnie. Najwyraźniej moja mama wiedziała, że 

stoję na zewnątrz i uznała, że mam dość emocji jak na jeden wieczór. Roześmiałam się z 

zakłopotaniem.

James uśmiechnął się, głaszcząc mnie po włosach. Pochylił się i przelotnie cmoknął 

mnie w czoło a potem wyszeptał mi do ucha: - Na zabawie zaśpiewam piosenkę specjalnie dla 

ciebie.

Wślizgnęłam   się   do   domu,   zauważając,   że   mama   dyskretnie   wycofała   się   z   holu. 

Podeszłam do okna w salonie i odsunęłam muślinową firankę. James wsiadł już do dżipa i 

jego twarz była niewidoczna w mroku. Usłyszałam ciche pogwizdywanie i opuściłam firankę.

Wchodząc po schodach, czułam, że jakaś cząstka mnie znajduje się w siódmym niebie. 

Osiągnęłam cel, który sobie wyznaczyłam. Przed nami dopiero jesienny zjazd absolwentów, a 

ja już zakochałam się po raz pierwszy w życiu. Kto by przypuszczał, że cyniczna Delia Byrne 

zdoła rozniecić taką namiętność w oczach Jamesa? Naprawdę zdarzył się cud.

Ale pozostała część mnie była zdruzgotana. Chociaż mogłam zatelefonować do Ellen i 

zdać   jej   dokładnie   relację   z   namiętnego   wieczoru   z   Jamesem,   drzwi   Caina   dla   mnie   się 

zamknęły. Ponieważ nie mogłam się podzielić szczegółami życia uczuciowego z osobą, na 

której zależało mi najbardziej na świecie, było tak, jakby nic się nie wydarzyło.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

CAIN

W poniedziałek rano poszedłem do pracowni fizycznej, nie mogąc się doczekać, kiedy 

zobaczę   Delię.   Po   owej   katastrofalnej   rozmowie   telefonicznej   w   sobotę   wieczorem   nie 

zamieniliśmy ani słowa i właściwie nie byłem pewny, co spowodowało taką okropną kłótnię. 

W jednej chwili rozmawialiśmy jak normalni ludzie, a zaraz potem wrzeszczeliśmy na siebie 

jak   najzacieklejsi   wrogowie.   Byłem   bardzo   zdenerwowany   i   wciąż   myślałem   o   tym,   co 

zaszło.

Delia weszła do klasy po mnie i usiadła w sąsiedniej ławce. Ponieważ było  kilka 

wolnych miejsc, uznałem to za znak, że chce się ze mną pogodzić.

Kiedy   pani   Gordon   zaczęła   wykład   o   zrzucaniu   monet   z   Empire   State   Building, 

wydarłem  kartkę z notesu. „ZAWIESZENIE  BRONI?”  napisałem wielkimi  drukowanymi 

literami. (Chciałem zrobić pierwszy krok, ale nie miałem zamiaru przepraszać).

Od jakiegoś kwadransa Delia urządzała przedstawienie, odwracając głowę ode mnie. 

Postukałem   ją   długopisem   w   ramię   i   pokazałem   kartkę.   Spojrzała   w   moją   stronę. 

Zobaczywszy, co napisałem, uśmiechnęła się lekko. Pociągnąłem ją za włosy i schowałem 

liścik. Poczułem się tak, jakby z mego serca spadł dwutonowy głaz.

Gdy   rozległ   się   dzwonek,   Delia   wstała   i   podeszła   do   mnie.   Oparła   mi   dłonie   na 

ramionach. - Nadal jesteśmy przyjaciółmi? - spytała.

Skinąłem głową, ściskając jej ręce.

- Zawsze. Wyszliśmy z klasy.

- Może po lekcjach wpadniemy do Winsteada? Przekąsimy nachos i przypomnimy 

sobie dawne dobre czasy.

- Świetny pomysł, Parson. Spotkamy się o trzeciej. Na korytarzu czekała na mnie 

Rebeka. Na nadgarstku połyskiwała bransoletka, którą jej podarowałem. Zerknąłem na Delię. 

Miała na twarzy szeroki uśmiech.

- Cześć wam - powiedziała Rebeka, promieniejąc.

- Cześć, Rebeko - odparła Delia. - Piękna bransoletka. - Mówiła takim tonem, jakby 

rozmawiała z najlepszą przyjaciółką. Ucieszyłem się, że stara się być miła dla Rebeki.

Rebeka uniosła rękę.

- Dzięki, Delio. Kajmak mi ją podarował. Czyż nie jest słodki?

Chwyciła mnie za rękę i podeszła bliżej.

Zobaczyłam, że Delia wywraca oczami. Nie wie działem, co sobie myśli.

background image

- Słodki jak cukierek - powiedziała. - Do zobaczenia, gołąbeczki.

Delia oddaliła się korytarzem, a Rebeka pocałowała mnie w policzek.

- Zgadnij? - powiedziała.

- Co?   -   Nie   spuszczałem   oka   z   Delii,   która   stała   z   Jamesem   przy   wyjściu 

przeciwpożarowym. Śmiała się i trudno było uwierzyć, że to ta sama dziewczyna, która tak 

bardzo złościła się w sobotę wieczorem.

- Rozmawiałam z Carrie Starks. Powiedziała, że ona i Patrick wybiorą się z nami na 

sobotnie tańce.

Zmarszczyłem   brwi   na   myśl   o   tym,   jak   okropny   bywał   Patrick   na   szkolnych 

imprezach.   Nie   należał   do   osób   z   którymi   chciałbym   się   afiszować.   A   odkąd   zaczął   się 

spotykać z Carrie Starks, nie mogłem patrzeć na ich publicznie demonstrowane wzajemne 

czułości.   Sposób,   w   jaki   zwalisty   futbolista   na   oczach   wszystkich   obmacywał   swoją 

dziewczynę, budził niesmak. Rebeka zdawała się nie zauważać, że nie jestem zachwycony.

- Będzie   wspaniale   -   zapewniała.   -   Będziemy   się   razem   świetnie   bawić.   Jeśli 

zaprzyjaźnię się z Carrie, pomoże mi się dostać do zespołu cheerleaderek.

Jeśli naprawdę chciała iść z Patrickiem i Carrie, niech jej będzie. Im lepszy będzie 

miała humor, tym bardziej będzie skłonna do romansów. A przecież po to są szkolne zabawy.

- Pojedziemy moim samochodem - powiedziałem, obejmując ją ramieniem.

Zostawiłem Rebekę przed jej klasą i przeskakując po dwa stopnie naraz, pobiegłem do 

biblioteki. Ja i Andrew przygotowywaliśmy referat z historii.

Znalazłem go przy stole. Przed nim piętrzyło  się ze dwadzieścia opasłych  tomów. 

Trzymał w zębach ołówek i sprawiał wrażenie poważnego ucznia, którym wcale nie był.

- Jak tam, Rice? - spytałem, sadowiąc się obok niego.

- Ciii, jesteśmy w bibliotece. - Andrew przyłożył palec do ust, nakazując mi milczenie.

Pochyliłem się w jego stronę. - Co jest? - wyszeptałem, rozglądając się, czy nie patrzy 

na nas bibliotekarka.

Andrew wskazał na dziewczynę za biurkiem. W bibliotece odbywali praktykę różni 

uczniowie, ale Andrew nigdy się nimi nie przejmował. Dziewczyna o drugich brązowych 

włosach miała na sobie rozpinaną z przodu bluzkę. Andrew powiedział:

- Obiecałem Rachel, że będziemy cicho.

Uniosłem   brwi.   Czyżby   przybysze   z   kosmosu   uprowadzili   Andrew   i   zastąpili   go 

klonem? Nigdy przed tern nie przejmował się pomocnicami bibliotekarki.

- No i co z tego?

- To wspaniała dziewczyna. Okażmy jej trochę szacunku - wyszeptał Andrew i wrócił 

background image

spojrzeniem do Rachel, która wpisywała coś do komputera.

Dotknąłem jego czoła.

- Masz gorączkę czy straciłeś rozum? Odepchnął moją rękę.

- Bierzmy   się   do   pracy.   Rachel   była   tak   miła,   że   znalazła   dla   nas   książki. 

Skorzystajmy z nich.

Otworzyłem najbliżej leżący tom i przekartkowałem kilka stron. Po chwili zwróciłem 

się do Andrew, pytając,  jak ma zamiar podzielić pracę. Z otwartymi  ustami gapił się na 

Rachel. Pomachałem mu ręką przed oczami, usiłując zwrócić na siebie uwagę.

Na widok rumieńca, oblewającego policzki Andrew, doznałem olśnienia. Bez względu 

na   to,   czy   zdawał   sobie   z   tego   sprawę,   czy   nie,   ten   renegat   Andrew   zakochał   się   w 

dziewczynie z biblioteki.

- Ma   na   imię   Rachel   -   zakomunikowałem   Delii,   przytrzymując   dla   niej   oszklone 

drzwi, prowadzące do Winsteada. - Pracuje w bibliotece.

Winstead   był   jedyny   w   swoim   rodzaju.   Można   tam   było   dostać   wszystko   od 

hamburgerów   po   burritos,   chociaż   większość   dań   smakowała   tak   samo.   Stoliki   były 

zniszczone, a w rogu stała szafa grająca. Myślę, że Delia i ja spędziliśmy tam większość 

wolnego czasu, zwłaszcza zanim dostaliśmy prawa jazdy. Było to popularne miejsce spotkań 

uczniów pierwszej i drugiej klasy, bo prawie każdy mógł tam dojechać na rowerze.

- Rachel Hall? - spytała Delia, zmierzając do naszego ulubionego stolika. Stał tuż przy 

szafie grającej. Ilekroć tam byliśmy,  Delia okupowała szafę, narzucając innym  swój gust 

muzyczny  - Chyba  tak.  Andrew mówił  o niej  po prostu Rachel.  Za  każdym  razem, gdy 

wypowiadał jej imię, miał durnowaty wyraz twarzy. - Powiesiłem nasze kurtki na wieszaku 

obok sąsiedniego stolika, a potem ciężko usiadłem na krześle. Miałem za sobą trudny dzień.

- Bardzo interesujące. Wydawało mi się, że Rachel nie figuruje na liście Andrew.

Delia otworzyła menu, a ja wykręciłem szyję, żeby móc je czytać do góry nogami.

- Ale najwyraźniej wpadła mu w oko.

- Zastanawiam się, czy on jej także - powiedziała Delia, popychając jadłospis w moją 

stronę. - Weźmiemy nachos do spółki?

- Marzę o nachos od czasu lunchu z sałatką z tuńczyka - odparłem. - Nie wyglądają na 

dobraną parę, ale miłość nie pyta.

- Z nami też tak było - zgodziła się Delia. Złożyła zamówienie u kelnerki. Następnie 

pochyliła się, żeby wsunąć dolara do szafy grającej.

- To prawda. Jeszcze trzy miesiące temu nie mieliśmy pojęcia, że się zakochamy. I 

stało się. - Uśmiechnąłem się do Delii, a ona do mnie. Kelnerka przyniosła nachos prawie 

background image

natychmiast. Składają się one głównie z kupnych chipsów, oblanych topionym serem. Obok 

nich piętrzył się stosik małych papryczek. Krótko mówiąc, nachos u Winsteada były moim 

ulubionym daniem. Delia sięgnęła po rozmoczonego chipsa i wepchnęła do ust w całości.

- Wiesz, Cain, muszę ci się do czegoś przyznać.

- Do czego?

- Jestem naprawdę zadowolona, że namówiłeś mnie na ten głupi zakład. Nie wiem, 

czy wysyłałabym  do Jamesa miłosne sygnały,  gdyby nad moja głową nie zawisła groźba 

utlenionych włosów.

- Cieszę się z twojej nowej roli zakochanej dziewczyny, ale nadal uważam, że James 

jest ofiarą losu. - Zjadłem nachos, rozkoszując się smakiem topionego sera.

- Mówisz tak tylko dlatego, że chcesz wygrać zakład. Nie satysfakcjonuje cię remis?

Wiedziałem, że Delia nie przyjmie mojej rady, ale nie mogłem się powstrzymać od 

wygłoszenia opinii. Taką już mam naturę.

- Nie mówię tego, żeby wygrać zakład. Mówię to, co myślę.

- A jeśli ja powiem, że Rebeka nie jest wystarczająco dobra dla ciebie? - Zaczęła się 

jedna z wybranych melodii i Delia kołysała się w jej rytmie.

- Odpowiem, żebyś pilnowała własnego nosa - odparłem.

- Otóż to.

- Więc mówisz mi, żebym pilnował własnego nosa?

- Tak, Sherlocku.

Pomachałem białą flagą z serwetki.

- Masz rację.

Delia skinęła głową.

- Wiedziałam, że się ze mną zgodzisz.

Delia odsunęła talerz z nachos i sięgnęła po szklankę z wodą, którą wychyliła jednym 

haustem. Patrząc na nią, musiałem się roześmiać. Delia była jedna na milion.

Zjazd absolwentów wypadał w sobotę, 11 listopada. Dzień był zimny i słoneczny. W 

piątek po południu uporałem się z wszystkimi przygotowaniami. Mama pomogła mi wybrać 

bukiecik z czerwonych  róż dla Rebeki, odebrałem z pralni  mój jedyny  garnitur,  a nawet 

umyłem samochód. Byłem gotowy.

Ponieważ Patrick należał do drużyny  futbolowej, a Carrie była  cheerleaderką, ja i 

Rebeka mieliśmy pojechać po nich na mecz Raidersów. Potem wrócić do domu, żeby się 

przebrać, a około ósmej miałem zabrać wszystkich moim samochodem. Nadal nie piałem z 

zachwytu,   że   będziemy   się   bawić   w   nudnawym   towarzystwie   Patricka   i   Carrie,   ale 

background image

pogodziłem się z tą myślą.

Gdy   przyjechaliśmy   na   mecz,   Rebeka   zaprowadziła   mnie   do   sektora   trybuny 

dokładnie naprzeciw cheerleaderek.

- Usiądźmy tutaj - powiedziała. - Stąd będzie widać wszystkich naszych przyjaciół. - 

Pomachała do Carrie, która w odpowiedzi potrząsnęła czerwonym pomponem.

Kątem oka zauważyłem Andrew. Był sam, więc przywołałem go gestem dłoni. Miał 

żałosny wyraz twarzy, co było do niego całkiem niepodobne. Rebeka wstała i uściskała go, 

zanim usiadł.

- Jak leci, Andy?

Andrew podrapał się w głowę i potarł rudawą szczecinę, porastającą jego policzki.

- Prawdę mówiąc, bywało lepiej.

Rebeka jakby nie usłyszała jego odpowiedzi.

- Kogo zabierasz na tańce? Andrew pokręcił głową.

- Nie idę - odparł.

- Myślałem, że idziesz z Rachel Hall - powiedziałem. Od dwóch dni zbierał się na 

odwagę i przysięgał, że ją zaprosi w piątek po lekcjach.

- Uznałem, że to będzie obraźliwe. Nie można zaprosić dziewczyny na dzień przed 

imprezą. Będzie wyglądało na to, ze myślę, że ona nie ma z kim pójść.

- Rachel Hall? - spytała Rebeka, marszcząc nos. - Ta nijaka dziewczynina z biblioteki? 

Szturchnąłem Rebekę w żebra. Była piękna i inteligentna, ale dyplomacja nie należała do jej 

mocnych stron.

- Uważam, że jest bardzo ładna - powiedziałem. Andrew wzruszył ramionami.

- Może Rebeka ma rację. Co mam wspólnego z laską, która pracuje w bibliotece?

- To nie jest dziewczyna dla ciebie - oświadczyła Rebeka stanowczym tonem. - Jestem 

pewna, że znajdziesz sobie kogoś o wiele atrakcyjniejszego.

- Delia lubi Rachel - powiedziałem. - W zeszłym roku, razem chodziły na angielski i 

cały czas rozmawiały o książkach. - Zerknąłem na Rebekę, dając jej do zrozumienia, żeby 

dała spokój Andrew. Rachel była pierwszą dziewczyną, na której naprawdę mu zależało i me 

chciałem, żeby Rebeka wszystko popsuła.

- To,   że   Delia   ją   lubi,   o   niczym   nie   świadczy.   Ona   nie   trzyma   dłoni   na   pulsie 

szkolnego  życia  -  powiedziała  Rebeka  słodkim  tonem,  ale  jej   słowa  przyprawiły  mnie   o 

mdłości.

- Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytałem, nieomal zapominając, że Andrew jest 

tuż obok. Całą moją uwagę pochłonęła Rebeka.

background image

- Uważam, że Delia nie ma pojęcia, kto spośród uczniów ostatniej klasy cieszy się 

popularnością. Ona jest miła, ale... - Rebeka zawiesiła głos.

- Ale   co?   Deels   nie   ma   czasu,   bo   ma   do   roboty   coś   lepszego:   taniec,   pisanie, 

spotykanie się ze mną.

Wiedziałem, że nie powinienem tego mówić, ale nie mogłem się powstrzymać. Krew 

uderzała mi do głowy, ilekroć usłyszałem, że ktoś źle się wyraża o Delii. Mogłem całymi 

godzinami rozprawiać, jak bardzo mnie wkurza, ale gdy ktoś inny ośmielał się ją krytykować, 

miałem ochotę coś rozwalić.

- Wybacz, Cain. To tylko moja opinia - powiedziała Rebeka urażonym tonem, a ja 

natychmiast   zdałem   sobie   sprawę,   że   przesadziłem.   W   końcu   żyjemy   w   wolnym   kraju. 

Rebeka może mówić, co się jej podoba. A poza tym Delia nie potrzebowała adwokata.

- Przepraszam - odezwałem się skruszony. - Myślę, że w przypadku Byrne zachowuję 

się jak starszy brat. Andrew wie, o co mi chodzi, prawda?

Spojrzałem   w   jego   stronę,   spodziewając   się,   że   rozładuje   sytuację   jakimś   żartem. 

Niestety, już go nie było. Zobaczyłem jego plecy w czarnej skórzanej kurtce, gdy zmierzał w 

stronę kiosku.

- Nie   szkodzi   -   powiedziała   Rebeka,   kładąc   mi   dłoń   na   kolanie.   -   Myślę,   że   jest 

mnóstwo   znacznie   zabawniejszych   tematów   niż   rozmowa   o   Delii.   Skinąłem   głową   w 

milczeniu i objąłem Rebekę.

- Masz racje. Pomówmy o nas.

Podczas gdy Rebeka rozwodziła się na temat swojej nowej sukienki, którą włoży na 

tańce, ja omiotłem wzrokiem trybuny.

Na  prawo  od  nas,  o  kilka   rzędów  wyżej,   siedziała  Delia  z  Jamesem.  Byli   okryci 

wielkim kocem i nie było widać, czy ona i Goguś (tak nazywałem go w myśli) trzymają się za 

ręce. Nie, żeby mnie to obchodziło, ale po prostu byłem ciekawy.

Za Jamesem i Delia siedziała Ellen Frazier. Jestem pewien, że facet obok niej był tym, 

z którym  miała pójść na tańce, ale dzieliła ich odległość co najmniej  metra. Ellen miała 

pogardliwy wyraz twarzy, a ja nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Delia po wiedziała 

mi o jej cudownym biustonoszu. Zmrużyłem oczy, by mu się lepiej przyjrzeć. Według mnie 

wyglądała tak samo jak zawsze. Ale miała na sobie gruby sweter. Postanowiłem sprawdzić 

podczas tańców.

Mój wzrok powędrował ku Delii. Koniecznie chciałem wiedzieć, co dzieje się pod 

kocem. Właśnie wtedy spojrzała na mnie. Otworzyła szeroko oczy, a potem odwróciła głowę. 

Poczułem, że się rumienię. Czyżby sobie pomyślała. że sie na nią gapię?

background image

- Mój tata powiedział, że mogę wrócić o dwie godziny później niż zwykle dotarł do 

mnie głos Rebeki. - Wspaniale, no nie?

Przysunąłem się do niej i uściskałem mocno.

- Wspaniale. Po prostu świetnie.

- Wiem - Zwłaszcza że jedna z gwiazd drużyny koszykówki robi imprezę u siebie. 

Tylko za zaproszeniami, ale jestem przekonana, że będziemy na jego liście.

Jęknąłem   bezgłośnie,   znowu   zwracając   głowę   w   stronę   Delii.   Nasze   spojrzenia 

spotkały się na chwilę i zobaczyłem, że się wzdrygnęła. Koc zsunął się z jej kolan i w końcu 

zobaczyłem, że ona i Goguś rzeczywiście trzymają się za ręce.

Zamknąłem oczy, zastanawiając się, czy ona, podobnie jak ja, uważa, że prawdziwa 

miłość nie jest wcale łatwa. Chyba jednak nie.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

DELIA

Czy zauważyliście, że zabawy w liceum mają temat przewodni? Nie jest to po prostu 

impreza   w   sali   gimnastycznej   z   bajeranckim   oświetleniem,   zespołem   i   ponczem.   Istnieje 

niepisane prawo, nakazujące uczniom dostosowanie się do zachcianek specjalnego komitetu, 

zajmującego się dekoracjami. Na tegoroczny zjazd absolwentów komitet wybrał „Wieczór w 

Paryżu”.

Muszę przyznać, że sala gimnastyczna liceum im. Jeffersona wyglądała nawet ładnie. 

Na   ścianach   i   suficie   umocowano   sznury   białych   lampek.   Ustawiono   rzędy   maleńkich 

stolików, wokół których stały krzesełka z kutego żelaza. Na każdym stole płonęła świeczka. 

Na ścianach wisiały ogromne, wykonane przez uczniów malowidła, przedstawiające słynne 

widoki Paryża. A pod tablicą z koszem, wznosiła się wieża Eiffla z papier - mache. Nie był to 

może Paryż jak żywy, ale rzeczywiście komitet się postarał. Powieszenie tych wszystkich 

lampek musiało im zająć wiele godzin.

Przyjechaliśmy z Jamesem przed czasem, ponieważ chłopcy z Fal Radiowych musieli 

rozstawić instrumenty i sprzęt nagłaśniający. Wkrótce zespół był gotowy, chociaż brakowało 

jeszcze wiele osób. Patrzyłam na śpiewającego Jamesa i na dziewczyny, przyglądające się 

śpiewającemu   Jamesowi.   Uwielbiałam   ten   ich   napięty   wyraz   twarzy;   ich   maślane   oczy 

przypominały mi moje własne.

- Jak ci się podoba wesoły Paryż? - spytała Ellen.

Ucieszyłam się na jej widok. Chociaż James na scenie prezentował się doskonale, 

doskwierała mi samotność.

- Piękny widok, ale gdzie jest Sekwana?

Ellen się roześmiała. - Jeżeli rozleje się wystarczająco dużo ponczu, przez środek sali 

gimnastycznej popłynie rzeka.

- A gdzie jest Sam?

Parą Ellen był kolega Jamesa, Sam. Przyjechali do szkoły razem z nami, ale Sam 

zniknął z pola widzenia.

- Jest na parkingu z kilkoma kumplami. Myślę, że nie nadaje się na księcia z bajki.

- Ale ty wyglądasz pięknie. Może powinnaś się rozejrzeć za kimś odpowiedniejszym.

Ellen rzeczywiście prezentowała się fantastycznie. Muszę dodać, że wróciłyśmy do 

sklepu i zdecydowałyśmy się na sukienki, które zwróciłyśmy po przymierzeniu. Ellen była 

prawdziwą królową balu, chociaż nie byłam przekonana, czy rzeczywiście konieczny jest ten 

background image

cudowny biustonosz.

- Poznałam już pewnego chłopaka. O, stoi sam niedaleko wieży Eiffla. Myślę, że do 

niego podejdę. Piękne widoki są jeszcze piękniejsze, gdy się je ogląda w miłym towarzystwie.

Gdy Ellen odeszła, zlękłam się, że będę podpierać ścianę. Sala gimnastyczna zapełniła 

się, a ja tkwiłam samotnie. Byłam znudzona i poirytowana. Fale Radiowe miały występować 

do końca wieczoru, a wszyscy znajomi chłopcy tańczyli na parkiecie.

Nowe czółenka piły mnie w pięty, więc postanowiłam zająć miejsce przy jednym ze 

stolików. Z dogodnego punktu obserwacyjnego, siedząc na krzesełku, zobaczyłam, że Cain 

przyszedł na zabawę z Rebeka, Patrickiem Mayorem i Carrie Starks. Zawsze wyczuwałam 

obecność Caina. W ciągu minionych lat rozwinęło się u mnie coś w rodzaju radaru, który 

informował   mnie   o   miejscu   jego   pobytu.   Czasami   nawet   odczuwałam   z   nim   łączność 

telepatyczną, o jakiej w telewizji opowiadają bliźnięta.

Zobaczywszy,   że  Cain  i  Rebeka  kierują  się   na  parkiet,  oparłam  głowę  o  ścianę  i 

zamknęłam oczy. Miałam za sobą długi dzień i wiele godzin do końca zabawy.

Nagle   usłyszałam   głos   Jamesa,   mówiącego   do   mikrofonu   i   uniosłam   powieki.   - 

Chciałbym zadedykować tę piosenkę Delii Byrne - powiedział niskim, gardłowym głosem. - 

Jest moją brązowooką dziewczyną.

Wszystkie   spojrzenia   natychmiast   skupiły   się   na   mnie.   Wstałam   i   pomachałam 

Jamesowi, czując, że się rumienię. Byłam pewna, że mój puls bije dwa razy szybciej niż 

zwykle. Nigdy przedtem nie dedykowano mi piosenki. Pomysł był niesłychanie romantyczny. 

Patrząc na uśmiechniętą twarz Jamesa, poczułam dreszcz podniecenia. Fale Radiowe zaczęły 

grać własną wersję „Dziewczyny o brązowych oczach” Vana Morrisona. Rytm był powolny i 

duszny. W sam raz na „Wieczór w Paryżu”.

Chociaż   słuchałam   piosenki,   którą   wykonywano   specjalnie   dla   mnie,   byłam 

przygnębiona,   bo   ani   razu   nie   zatańczyłam   i   do   końca   wieczoru   miałam   przyglądać   się 

zabawie innych.

- Czy mogę panią prosić do tańca, madame?

Odwróciłam się. Obok mnie stał Cain. Jego niebieskie oczy lśniły. W granatowym 

garniturze   i   w   krawacie   w   turecki   wzór   prezentował   się   bardzo   elegancko   i   wytwornie. 

Zupełnie jak model z okładki.

- Zatańczę z przyjemnością, proszę pana - odparłam i wtuliłam się w jego rozwarte 

ramiona.

Cain rozejrzał się po parkiecie i uznałam, że wypatruje Rebeki. Myliłam się.

- A więc Andrew nie przyszedł.

background image

- Rachel Hall także się nie pokazała. Szukałam jej.

Cain pokręcił głową.

- Szkoda. Pewnie każde z nich siedzi teraz samotnie w domu.

- Dobrze, że to nie my.

Cain przyciągnął mnie trochę bliżej.

- Dzięki Bogu - odparł. Zamilkliśmy.

Cain i ja często tańczyliśmy razem. Ukończył wszystkie szkolne kursy tańca, a ja 

tylko kilka z nich, przy czym zazwyczaj, zaraz po przyjściu na lekcję, starałam się pozbyć 

partnera i dać nogę. Jak wspominałam, nigdy nie miałam szczęścia w miłości.

- Świetnie wyglądasz, Deels - powiedział Cain, patrząc mi w oczy. Przesunęliśmy się 

na środek parkietu i zdawałam sobie sprawę, że Cain mocno mnie obejmuje. Ale nie z wyboru 

- tańczyliśmy wolny kawałek, więc musiał mnie trzymać blisko siebie.

- Naprawdę   tak   uważasz?   -   spytałam.   Cain   nigdy   nie   prawił   mi   komplementów, 

woleliśmy się czule przekomarzać. - Tak.

- Dzięki. Dlaczego jesteś taki miły? To denerwujące.

W tle rozbrzmiewał bardzo męski głos Jamesa, ale moją uwagę pochłaniał Cain.

- Jestem miły? - roześmiał się. - Niemożliwe. - Obrócił mnie, a potem przygiął niemal 

do podłogi.

Wyraz powagi całkowicie zniknął z jego twarzy.

- Uważasz, że ta sukienka jest wystarczają co obcisła? Wygląda tak, jakby ją zszyto na 

tobie.

Takiego Caina dobrze znałam.

- Tak?   Więc   teraz   ja   ci   coś   powiem.   Ile   tubek   brylantyny   zużyłeś?   -   spytałam, 

chichocząc. - Trzy? A może cztery?

Wybuchnęliśmy   śmiechem.   A   gdy   James   przyspieszył   rytm   piosenki,   zaczęłam 

prowadzić Caina w tańcu podobnym do tanga. Mknęliśmy po parkiecie, zmuszając inne pary; 

by się rozstępowały.

Gdy muzyka ucichła, znajdowaliśmy się w przeciw ległym końcu sali gimnastycznej. 

Było tam znacznie ciemniej. Cain znów przyciągnął mnie bliżej, a ja zarzuciłam mu ręce na 

szyję.

Nagle zabrakło mi tchu. Poczułam silne mięśnie karku Caina i mój puls przyspieszył 

do stu uderzeń na sekundę.

Gdy odchyliłam głowę, aby spojrzeć na jego twarz, zobaczyłam wargi Caina kilka 

milimetrów ponad moimi. Czas się zatrzymał, nie mogłam oderwać wzroku od jego oczu. 

background image

Pewnie widzą to inne dziewczyny, pomyślałam. Oto Cain, jakiego nie znałam.

Zbliżyłam głowę do jego głowy i zamknęłam powoli oczy. Dziwnie się czułam, ale 

nie mogłam się powstrzymać.

- Odbijany! - usłyszałam piskliwy głos nad uchem.

- Rebeka!   -   powiedział   Cain,   gwałtownie   odsuwając   się   ode   mnie.   -   Właśnie 

zamierzałem cię szukać.

- A więc jestem - stwierdziła, zupełnie mnie lekceważąc.

- A więc jesteś - powiedziałam, odsuwając się jeszcze dalej od Caina. - Na razie, 

Parson.

Przepchnęłam się przez tłum par i ruszyłam na poszukiwanie Ellen. Potrzebowałam 

cynicznego komentarza na temat głupoty szkolnych zabaw.

Gdy  znalazłam  się na  środku sali  gimnastycznej,  obejrzałam  się, żeby zerknąć  na 

Caina. Patrzył na mnie, ale znajdował się zbyt daleko, bym mogła odczytać wyraz jego oczu. 

Zabrakło mi tchu i poczułam się jak sparaliżowana.

W   tej   samej   chwili   Rebeka   przyciągnęła   głowę   Caina,   aby   go   pocałować,   i   czar 

prysnął. Nie byłam pewna, co zaszło pomiędzy mną a Cainem, ale łudziłam się i modliłam, 

żeby, cokolwiek to było, nie powtórzyło się nigdy więcej.

- Podobało   się   -  powiedział   James   kilka   godzin   później.   -   Moje   miłosne   piosenki 

zawsze się podobają.

Była   niemal   pierwsza   w   nocy.   Przed   godziną   zatelefonowałam   do   mamy,   by   jej 

powiedzieć, że wrócę później niż zwykle. Zabawa się skończyła, ale James i Fale Radiowe 

musieli zostać dłużej i spakować sprzęt.

- Byliście świetni - pochwaliłam, chowając do płóciennej torby kłąb przedłużaczy. - 

Ludzie was uwielbiają.

- Cóż mogę odpowiedzieć? Mam rock and rolla we krwi. - James chwycił gitarę i 

przysiadł na jednym z krzesełek. Zagrał dwunastotaktowy rytm, nucąc pod nosem.

- Co jeszcze mogę zrobić? - zapytałam, rozglądając się po pustej estradzie. Byłam 

wykończona, a jutro miałam wcześnie wstać i pilnować Niny. James chwycił mnie za rękę i 

pociągnął na krzeseł ko obok siebie.

- Oto blues „Nie chcę odwozić Delii do domu” - zaśpiewał przy akompaniamencie 

gitary. Roześmiałam się.

- Daj spokój, Micku Jaggerze. Jeśli zaraz nie wrócę do domu, mój tata naśle na nas 

Gwardię Narodową.

Gdy zajechaliśmy przed mój dom, nad gankiem świeciło się światło. Poprzez firanki 

background image

dostrzegłam za rys sylwetki mamy, która siedziała na kanapie czekając na mnie.

James wyłączył silnik i zgasił światła. Odwrócił się do mnie i położył dłonie na moich 

biodrach.   Przyciągnął   mnie   do   siebie   i   pocałował   mocniej   niż   zwykle.   W   mroku   nocy 

poczułam się jak owinięta w ciepły kokon. Zapomniałam o minionym meczu, zabawie i o 

czekającej na mnie matce. Istniały tylko nasze usta, ręce i ciche oddechy.

Po plecach przebiegły mi ciarki i każdy mój nerw dygotał z podniecenia.

- Cain - wyszeptałam, czując miękkie włosy pod palcami.

Zaraz   potem   otworzyłam   oczy,   nie   wierząc   w   to,   co   przed   chwilą   wyszeptałam. 

Przerażona, zdałam sobie sprawę, że nazwałam Jamesa Cainem. Jak mogłam? I czy on to 

usłyszał?

Odsunęłam   się   i   spojrzałam   na   Jamesa.   A   wtedy   on   przytulił   mnie   mocniej. 

Najwyraźniej nie usłyszał, że wypowiedziałam imię Caina. Odczułam wielką ulgę, ale nie 

mogłam   się   skupić   na   pocałunkach   Jamesa.   W   mojej   głowie   rozbrzmiewało   imię   Caina, 

Dlaczego je wypowiedziałam? Co się ze mną dzieje? Lekko potrząsnęłam głową, starając się 

pozbierać   myśli.   Wmawiałam   sobie,   że   wypowiedzenie   imienia   Caina   nic   nie   znaczy. 

Niedawno go widziałam, więc utkwił mi w głowie. Przecież jestem zachwycona że tak dobrze 

układa mi się z Jamesem.

- Mógłbym cię całować bez końca - powiedział James, czule ujmując w dłonie moją 

twarz.

- Kocham   cię   -   wyszeptałam,   wtulając   twarz   w   jego   ramię.   Nigdy   przedtem   nie 

wypowiedziałam tych słów do chłopaka (z wyjątkiem Caina, ale to było co innego), i zawsze 

wyobrażałam sobie, że gdy ta chwila w końcu nadejdzie, rozdzwonią się dzwony, a na niebie 

rozbłysną fajerwerki. Nic takiego się nie stało, ale pomyślałam, że oczekuję zbyt wiele. W 

tym  momencie  byłam  pewna, że  dałam wyraz  prawdziwym  uczuciom.  James Sutton  jest 

moim przeznaczeniem. I kropka.

Dopiero gdy zgasiłam lampkę na nocnym stoliku, zdałam sobie sprawę, że James nie 

zrewanżował mi się tymi samymi słowami. Byłam pewna, że to uczyni. Wkrótce.

- Przetańczyłaś   całą   noc?   -   zapytała   mnie   Nina,   wyciągając   pudełko   lodów   z 

zamrażalnika.

Przygotowałam dwa talerzyki i dwie łyżeczki. - Nie. James grał z zespołem, więc nie 

miałam z kim tańczyć. Nina głośno westchnęła.

- Taniec jest taki romantyczny. Tak bardzo chciałabym pójść na zabawę.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy Nina zaczęła się interesować chłopcami i randkami. 

Zadawał mi mnóstwo pytań dotyczących Caina i Jamesa, chcąc zrozumieć, jaka jest różnica 

background image

pomiędzy chłopcem, z którym się spotykam, a chłopcem, z którym się przyjaźnię.

Gdy   dotarłam   do   jej   domu,   podskakiwała,   nie   mogąc   się   doczekać   opowieści   o 

zabawie. Czułam się jak stara, zgorzkniała kobieta, patrząc na jej uszczęśliwioną twarzyczkę.

- Jeszcze się wytańczysz. Jestem przekonana, że wszyscy chłopcy z twojej klasy na 

wyścigi będą cię zapraszali na zabawę.

Wyłożyłam porcje lodów na miseczki i jedną z nich podsunęłam Ninie.

- Czy Cain był na zabawie? - Odkąd dziewczynki z jej klasy zaczęły się interesować 

chłopcami, Nina jeszcze bardziej zwariowała na punkcie Caina.

- Tak. Przyszedł ze swoją dziewczyną, Rebeką. Nina zmarszczyła brwi. Nie podobało 

jej się, że Cain spotyka się z dziewczyną, której nigdy nie widziała.

- Zatańczyłaś z nim chociaż?

- Tak. Raz. - Miałam nadzieję, że Nina nie zauważyła moich rumieńców. Czułam, że 

na samo wspomnienie napięcia, które zaistniało między mną a Cainem, gdy tańczyliśmy przy 

„Dziewczynie   o   brązowych   włosach”,   moja   twarz   purpurowieje.   Nie   chciałam   o   tym 

rozmawiać z Niną.

- Jak myślisz, czy Cain zechce mnie zabrać na tańce? Roześmiałam się.

- A nie jest dla ciebie trochę za stary? Nina wzruszyła ramionami.

- Jak na swój  wiek jestem  dojrzała.  Wpakowałam do ust pełną  łyżeczkę  lodów. - 

Wstawię się za tobą - obiecałam z uśmiechem. Przez chwilę Nina jadła w milczeniu, a potem 

spojrzała na mnie z poważnym wyrazem twarzy.

- Czy ty i Cain pobierzecie się kiedyś? Omal się nie zadławiłam.

- Nie! - Nina i ja setki razy rozmawiałyśmy o tym, że z Cainem łączy mnie tylko 

przyjaźń, ale ona nie chciała przyjąć do wiadomości, że nie jest on moim ideałem mężczyzny.

Nina spojrzała na mnie w zamyśleniu.

- A ja  uważam, że powinnaś zostać jego  żoną. Będę twoją  druhną. Wiedziałam z 

doświadczania,   że   sprzeczanie   się   z   Niną   nie   ma   sensu,   więc   tylko   pokręciłam   głową. 

Dziewczynki w jej wieku muszą się wiele nauczyć o miłości.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

CAIN

Ja i Rebeka wygrzewaliśmy się w promieniach słoń ca, leżąc na kocu nad Stawem  

Hazardzisty. Spoglądałem na wodę, rozmyślając o tym, jak dobrze być młodym i zakochanym.

Odwróciłem głowę, słysząc perlisty śmiech dziewczyny. Lecz to nie Rebeka się śmiała.  

To była Delia. Osłaniała oczy przed słońcem. Jej umięśnione, opalone na brąz nogi leżały na 

kocu obok mnie.

Nie zastanawiając się nad tym, skąd się tam wzięła, położyłem głowę na jej kolanach.  

Uśmiechnąłem się, spoglądając w jej błyszczące oczy. Delia pochyliła się powoli i musnęła  

wargami moje ucho. A potem przybliżyła wargi do moich ust, a ja wsunąłem palce w jej gęste  

czarne włosy. Usiadłem i całowaliśmy się, przywierając do siebie tak mocno, jakbyśmy byli  

dwiema połówkami całości...

Nagle się obudziłem. Serce waliło mi jak młotem, a na skronie wystąpiły kropelki 

potu. Co się ze mną działo?

Oczywiście Delia śniła mi się wiele razy. Każdy, kogo znałem, od czasu do czasu, 

pojawiał się w moich snach. Ale nigdy się nie całowaliśmy! Poczułem się tak, jakby ktoś 

wymierzył   mi   policzek.   Powinienem   przecież   fantazjować   o   Rebece!   To   ona   jest   moją 

dziewczyną  i w  niej  jestem zakochany.  Ale pocałunek z  Delią  był  taki  realny, że wciąż 

czułem go na wargach.

Zegarek przy łóżku wskazywał kwadrans po południu. Zawstydzony, że tak zaspałem, 

powlokłem się do łazienki, żeby wymyć zęby i pozbyć się myśli na temat Delii.

Każdy wie, że nie można serio traktować snów. Chociaż przyśniło mi się, że całuję się 

z Delią, nie oznacza to, że chcę się z nią całować. Poprzedniego wieczoru przydarzyła nam 

się romantyczna chwila podczas tańca i stąd ten sen.

Oblałem   twarz   lodowatą   wodą   i   zadecydowałem,   że   najlepiej   będzie,   jak   pójdę 

porzucać   piłką   do   kosza.   Potrzebowałem   ruchu.   Sen   o   Delii   nie   ma   znaczenia.   - 

Najmniejszego - powiedziałem do mego odbicia w lustrze. - Znaczy tyle, co nic. Zero.

- Jak   było   na   tańcach,   Parson?   -   zagadnął   mnie   Andrew   w   poniedziałek   rano. 

Siedzieliśmy w bibliotece, męcząc się nad referatem. Tematem były egipskie piramidy. Ja 

opracowywałem tło historyczne, a Andrew zbierał dane na temat samych piramid i grobów, 

które się w nich mieściły.

- Zespół był do bani, ale i tak dobrze się bawiłem - odparłem.

Andrew uniósł brwi.

background image

- Dziwne. Słyszałem, jak grają Fale Radiowe, i uważam, że to zupełnie dobry zespół.

- Są gusta i guściki - odpowiedziałem, wzruszając ramionami, i otworzyłem książkę. - 

Nawiasem mówiąc, Rachel nie przyszła.

Zgodnie   z   moimi   przewidywaniami   Andrew   natychmiast   zapomniał   o   Jamesie 

Suttonie i jego głupim zespole. Spojrzał na biurko bibliotekarki i jak na zawołanie Rachel 

Hall weszła do środka i usiadła przy komputerze. Zobaczyłem, że spojrzała w naszą stronę i 

szybko odwróciła wzrok.

Andrew odsunął krzesło.

- Właśnie mi się przypomniało, że muszę oddać książkę. Zaraz wracam.

Odchyliłem się na poręcz krzesła, by popatrzeć jak Andrew zabiera się do rzeczy. 

Chciałem, żeby umówił się z Rachel i przestał się zadręczać. Andrew podał jej książkę, a 

potem sterczał tam jeszcze z minutę, wykręcając sobie palce. Wymienił z nią kilka zdań i 

powlókł się do naszego stołu.

- Jak poszło? - zapytałem, grzmocąc go w plecy.

- Beznadziejnie.   Czuję   się   przy   niej   jak   idiota.   -   Ukrył   twarz   w   dłoniach,   ale 

zauważyłem, że zerka pomiędzy palcami w kierunku Rachel.

Przestałem się przejmować problemami Andrew i wróciłem do książki Referat miał 

być gotowy za tydzień, a ja musiałem się wiele nauczyć o faraonach.

- Jestem   tu  krócej   niż   semestr,  a  już   zaprzyjaźniłam   się  z  wszystkimi,   którzy  coś 

znaczą   -   oświadczyła   Rebeka   w   środę   po   południu.   Siedzieliśmy   w   moim   samochodzie, 

całując się od dobrego kwadransa.

Jak zawsze, gdy Rebeka chwaliła się swoją popularnością, poczułem niemiły skurcz w 

żołądku. Na początku myślałem, że chce poznać nowych ludzi. Ale ona miała jakąś obsesję. 

Widziałem nawet, że bywa niegrzeczna dla uczniów, którzy nie wydają jej się wystarczająco 

atrakcyjni.

- To wspaniale  - powiedziałem  bezbarwnym  tonem - Teraz  masz wszystko,  czego 

pragniesz.

Rebeka skwapliwie skinęła głową.

- Tak, i zawdzięczam to tobie. - Odrzuciła długie włosy na ramię i rzuciła mi zalotne 

spojrzenie.

- Dziękuję Bogu, że cię znalazłam.

- Co masz na myśli?

- Wszyscy cię lubią, więc automatycznie polubili i mnie. Jesteś moim aniołem.

Od kilku tygodni utwierdzałem się w przekonaniu, że Rebeka naprawdę mnie kocha 

background image

i... że ja ją kocham. Ale wątpliwości, które starałem się zagłuszyć, znowu mnie opadły...

Rebeka wcale nie chciała poznać moich przyjaciół. Wyjątek robiła dla cheerleaderek 

albo   sportowców.   Za   każdym   razem,   gdy   zapewniała   mnie,   jak   bardzo   mnie   kocha,   w 

następnym zdaniu mówiła coś o popularności. Traktowała mnie raczej jak zdobycz niż jak 

chłopaka.

Jak błyskawica poraziła mnie myśl, że zakochałem się w Rebece na siłę po to, by 

wygrać zakład z Delią. Moje motywy wcale nie były czystsze od jej motywów, mimo że ona 

chciała przede wszystkim zostać kimś w szkole.

- Uważam,   że   jesteśmy   najładniejszą   parą   w   całej   szkole   -   dobiegł   mnie   pełen 

ożywienia głos Rebeki.

- A ty? Skinąłem głową w milczeniu, czując się tak, jakby mój świat rozpadł się.

W   czwartkowy   wieczór   Delia   i   siedzieliśmy   w   gabinecie   w   jej   domu,   oglądając 

„Pamiętny romans”. Był to jeden z naszych ulubionych filmów i po raz pierwszy, odkąd 

Rebeka nazwała mnie swoim „aniołem”, czułem się odprężony.

Delia   w   milczeniu   wpatrywała   się   w   telewizor,   pogryzając   popcorn.   Chociaż   nie 

paliłem się do tego, by Delia naśmiewała się ze mnie, że przegram za kład, chciałem z nią 

porozmawiać o Rebece. W końcu była moją najlepszą przyjaciółką i wiedziała o kobietach 

znacznie więcej niż ja.

- Wiesz, co, Deels. Uważam, że Rebeka jest typem  karierowiczki - powiedziałem, 

sięgając po prażoną kukurydzę.

- Nie żartuj - odparła Delia z westchnieniem.

- Chyba nie jestem w niej aż tak zakochany, jak mi się wydawało.

- Hm - mruknęła Delia z roztargnieniem.

- Deels, czy ty mnie w ogóle słuchasz? - spytałem, dając jej kuksańca.

- Myślisz, że James wciąż może kochać Tanyę? - spytała, zamiast odpowiedzieć na 

moje pytanie.

- Delio, powiedziałem ci, że chyba nie jestem zakochany w Rebece.

Odsunęła popcorn i spojrzała na mnie.

- Chodzi o to, że pani Heinsohn wywołała Jamesa, żeby odczytał wiersz, który nam 

zadała. - Delia najwyraźniej nie interesowała się tym, co jej powiedziałem. - I co z tego?

Zmarszczyła brwi.

- To   był   wiersz   miłosny.   -   Daruj   mi   szczegóły.   -   Nie   byłem   w   nastroju   do 

odsłuchiwania opowieści na temat poezji Jamesa Gogusia.

- Ten wiersz nie był o mnie.

background image

- Co? - Musiałem przyznać, że pobudziła moją ciekawość. - Było w nim o rozłące i o 

,,okrutnym dystansie”, jak to ujął. - Delia przygryzła wargę, kręcąc głową.

- I? - Czułem, że do czegoś zmierza.

- Myślę,   że   napisał   ten   wiersz   dla   Tanyi,   co   oznacza   że   wcale   nie   jest   we   mnie 

zakochany. - Przysiągłbym, że spostrzegłem łzy w jej oczach.

- Ten facet to kanalia. Szybko się wycofaj, póki wciąż jest zakochany w Tanyi.

Nagle zdałem sobie sprawę, że jeśli Delia zerwie z Jamesem, a ja zerwę z Rebeką, 

będzie   po   równo.   Kto   wie?   Może   zdążę   się   zakochać   przed   studniówką?   Wszystko   jest 

możliwe.

- James nie jest kanalią! - wrzasnęła Delia. - Jeśli powiesz to jeszcze raz, ukręcę ci 

głowę. Lepiej się zamknij!

Zaczynałem mieć dosyć Delii. Przed chwilą powiedziała mi, że James wciąż kocha 

swoją byłą. A teraz złości się, że nazwałem go kanalią. Przecież na to zasłużył, no nie?

- Dobra. Więc co mam ci powiedzieć?

Delia rzuciła się na oparcie kanapy.

- Tanya   wraca   do   domu   na   Święto   Dziękczynienia.   Jak   myślisz,   powinnam   się 

niepokoić?

- Skoro   nie   życzysz   sobie,   żebym   nazywał   Jamesa   kanalią,   nie   mam   ci   nic   do 

powiedzenia - odparłem trochę zły.

Delia zakryła twarz poduszką.

- Mógłbyś sobie pójść, Cain? Chciałabym zostać sama.

Wypadłem z jej domu bez pożegnania. Chciałem z Delią poważnie porozmawiać, a 

ona przejmuje się tylko sobą i tym mięczakiem, którego nazywa swoim chłopakiem.

Jadąc do domu, ujrzałem Rebekę w całkiem nowym świetle. Ma pewne niedostatki, 

ale któż ich nie ma? Przynajmniej zawsze chętnie mnie widzi i ni gdy nie wyrzuciła mnie ze 

swojego domu.

Zawróciłem wpół drogi. Teraz też na pewno ucieszy się na mój widok.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

DELIA

Sobota, 19 listopada

W trakcie nudnego popołudnia

Jest okropny ziąb. Mój nastrój niewiele lepszy. Odkąd James odczytał na warsztatach 

swój sławetny utwór, ja i Ellen wciąż od nowa analizujemy jego znaczenie. Teraz, gdy nad 

moją głową zawisła groźba powrotu Tanyi Reed, stałam się bardzo zaborcza w stosunku do 

Jamesa. Nie lubię siebie w tej roli.

Ostatnio James nie wypowiada jej imienia, a ja nie wypytywałam go o wiersz. Nie 

chcę   się   upokarzać.   Muszę   wyznać,   ze   właśnie   obawa   przed   podobnymi   sytuacjami 

powstrzymywała mnie od uczuciowego zaangażowania. Mam. nadzieje, że wszystko dobrze  

się skończy.

W   środę  przed   Świętem   Dziękczynienia  lekcje  skończyły   się  w   południe   i  mamy 

wolne do poniedziałku. Po szkole zastałam Jamesa przy jego szafce, gdzie wystawał z kolegą 

z zespołu. Gdy pode - szłam, obydwaj zamilkli i odwrócili się, by na mnie spojrzeć.

- Jutrzejszy wieczór jest wciąż aktualny? - zapytałam, obejmując Jamesa w pasie.

- Za   nic   bym   z   niego   nie   zrezygnował   -  odparł   James,   całując   mnie   w   czoło.   W 

czarnych dżinsach i w koszuli w jaskrawą kratę wyglądał wprost nie wiarygodnie.

- Do zobaczenia o ósmej - rzuciłam i czując się nieco lepiej, odeszłam korytarzem.

Gdyby James miał zamiar spędzić czas z Tanyą, nie przyjąłby mego zaproszenia na 

świąteczną kolację. Ellem miała rację, twierdząc, te popadam w paranoję.

W czwartkowy wieczór nakrywałyśmy do stołu przed tradycyjną świąteczną kolacją.

- Cain   dzisiaj   nie   przyjdzie?   -   zapytała   moja   mama,   podając   mi   stertę   naszych 

lepszych talerzy.

Pokręciłam głową. Cain zwykle przychodził do nas na wszystkie ważniejsze święta, 

ale w tym roku za rzuciliśmy tą tradycję. Od czasu zeszłotygodniowej kłótni, która, wybuchła 

podczas oglądania „Pamiętnego romansu”, nasza przyjaźń nie była jut taka sama jak dawniej.

- Cain i James nie przepadają za sobą - wyjaśniłam, ustawiając talerze na stole w taki 

sposób, by zostało dużo miejsca na srebrne świeczniki, które mama wyjmowała na specjalne 

okazje.

- Szkoda - powiedziała, - Babcia bardzo się cieszyła, że zobaczy Caina. Mówi, że on 

zawsze potrafi ją rozśmieszyć, dzięki czemu zapomina o artretyzmie.

Wzruszyłam ramionami.

background image

- Powinna się cieszyć, że pozna Jamesa. To on jest moim chłopakiem.

- Nie jeż się tak, córeczko, Jestem pewna, że babcia i dziadek nie mogą się doczekać, 

kiedy poznają Jamesa. Napomknęłam tytko, że lubią Caina.

- Może odwiedzi nas w święta Bożego Narodzenia, mamo.

Gdy   zadzwonił   telefon,   poczułam   bolesny   skurcz   żołądka.   To   musiała   być   moja 

kobieca intuicja. Poszłam do kuchni i drżącą ręką podniosłam słuchawkę.

- Halo?

- Cześć, Delio - powiedział James, Jego glos brzmiał jak zwykle bardzo męsko.

- Cześć,  James.  - Odetchnęłam   głęboko.  Może  dzwoni,  żeby zapytać,   czy  ma  coś 

przynieść.

- Posłuchaj, nie będę mógł przyjść dziś wieczorem.

- Szkoda - powiedziałam, starając się nie okazać, jak bardzo jestem rozczarowana. - A 

co się stało? Rodzice nie chcą cię puścić?

Spojrzałam na mamę, która udawała, że nie słucha.

- Tak, właśnie. Wiesz, jak to bywa. Przyjeżdżają dziadkowie i w ogóle.

- No tak. Moi dziadkowie także będą na kolacji. - Naciągnęłam kabel, ile tylko się 

dało, żeby znaleźć się poza zasięgiem słuchu mamy.

- Mogę do ciebie zatelefonować w weekend? - zapytał.

- Jasne.   -   Odłożyłam   słuchawkę,   zbierając   siły   przed   indagacjami   mamy. 

Spodziewałam się, że wytknie mi przynajmniej tyle, że Cain nigdy nie odwołał wizyty w 

ostatniej chwili.

Ale mama otworzyła wahadłowe drzwi jadalni i zawołała:

- Kolacja gotowa! Przerwijcie grę!

Usiadłam na moim miejscu i nałożyłam sobie na talerz górę pokrojonego w plastry 

indyka, który znajdował się na półmisku obok nakrycia taty. Ten biedny indyk był w niewiele 

lepszym stanie niż ja. Nagle straciłam apetyt.

Gdy   rozległ   się   dzwonek,   zerwałam   się   od   stołu   i   pomknęłam   ku   drzwiom. 

Spodziewałam się, że zobaczę Jamesa, może nawet z bukietem kwiatów w dłoni. Zamiast 

niego ujrzałam Caina. Przyniósł dyniowe ciasto. Miał kurtkę przyprószoną śniegiem.

- Specjalna dostawa dla rodziny Byrne - powiedział, wchodząc.

Pod wpływem impulsu rzuciłam mu się na szyję. Jak mogłam zapomnieć, że na Caina 

mogę   liczyć   w   każdej   sytuacji?   Cain   potrafił   rozproszyć   mój   smutek   nawet   wtedy,   gdy 

postanowiłam pogrążyć się w rozpaczy.

- Wydawało   mi   się,   że   miałeś   zanieść   ciasto   twojej   mamy   do   domu   Rebeki   - 

background image

powiedziałam.

Cain rozpiął suwak i zdjął parkę.

- Pojechali do Nowego Jorku odwiedzić przyjaciół. A poza tym chyba nie myślałaś, że 

zapomnę o naszej tradycji? - Pociągnął mnie za koński ogon i wszedł do jadalni.

- Cain Parson! - wykrzyknęła babcia. - Czyżby padał śnieg? Cain podszedł do babci i 

ucałował ją w policzek.

- Właśnie zaczął, pani Byrne. Matka natura musiała się zwiedzieć, że zawita pani do 

naszego miasta.

Jak już wspominałam, Cain miał dar wprawiania ludzi w dobry nastrój. Bez względu 

na   to,   jak   kiepskie   były   jego   żarty,   babcia   śmiała   się   z   nich,   jakby   słuchała   samego 

Johnny'ego Garsona. - Oj, dzieciaki - powiedziała. - Tak się cieszę, że cię tu widzę. Delia 

snuła się po domu smętna, jakby zgasł dla niej ostami promyk słońca.

Cain   spojrzał   na   mnie   ponad   głowami   zebranych.   Uniósł   brwi.   Wzruszyłam 

ramionami.

- Nie stój tak z deserem w ręce - wtrącił się mój tata. - Weź sobie talerz i siadaj.

Cain   posłusznie   poszedł   do   kuchni,   a   ja   wróciłam   na   swoje   miejsce   przy   stole. 

Dyniowe ciasto wydało mi się doskonałym lekarstwem na moje zmartwienia.

- Chodźmy się przejść po śniegu - zaproponował Cain godzinę później.

Skończyliśmy ciasto, które przyniósł Cain, oraz wypieki mojej mamy i siedzieliśmy 

wszyscy przy kominku. Dziadek i babcia drzemali w fotelach, a tata wyglądał jak ktoś, kto 

także zaraz zaśnie. Na dworze padał gęsty śnieg i nasz trawnik pokrył się warstwą lśniącej 

bieli.

- Idźcie koniecznie - powiedziała mama. - Do jutra zostanie z niego tylko ciapa.

- Po   tych   wszystkich   ciastach   przyda   mi   się   trochę   ruchu   -   orzekłam,   zrzucając 

kraciasty pled, którym się przykryłam.

Cain poszedł za mną do holu i przyniósł nasze parki. Podczas gdy się ubierałam, Cain 

pogrzebał   w   szafie,   gdzie   znalazł   koszyk   pełen   czapek,   szalików   rękawiczek   i   łapawic. 

Wybrał starą wełnianą czapkę w czerwone i zielone paski i nasadził mi ją na głowę.

- Ejże, w tym nie wyjdę - zaprotestowałam. - Nie chcę z siebie robić pośmiewiska.

- Jeśli ty wyjdziesz w tym, ja włożę to - powiedział i wyjął zza pleców rękę, w której 

trzymał jaskrawo pomarańczową czapkę, którą mój tata kupił na swoje jedyne polowanie. 

Miała zwisające nauszniki i napis na daszku: Uwaga, jeleń!

Zachichotałam, obwiązując sobie szyję starym szalikiem.

- Skoro tak, nie mogę odmówić! Lećmy wystraszyć sąsiadów!

background image

Cain otworzył drzwi i wypadliśmy na dwór, wzniecając spod nóg śniegową zamieć. 

Na   ulicy   skręciliśmy   w   lewo.   Kilka   przecznic   od   mego   domu   znajdowała   się   prawie 

nieuczęszczana droga i wiedziałam, że do niej idziemy.

Przez chwilę szliśmy w milczeniu. Sypał, gęsty śnieg, ale ponieważ nie było wiatru, 

czułam  się  przytulnie   w   mojej  puchówce.  Wystawiłam   język,   żeby  skosztować  świeżego 

śniegu. Cain dreptał zakosami, starając się zostawić jak najwięcej śladów.

- Może   powinniśmy   zatelefonować   do   Andrew   -   powiedziałam,   żeby   przerwać 

milczenie. Cain wzruszył ramionami.

- Pewnie i tak by nie wyszedł. Myślę, że w tajemnicy spędza czas, wpatrując się w 

zdjęcia Rachel Hall w rocznikach z ubiegłych lat.

- Czemu jeszcze się z nią nie umówił? - spytałam, kopiąc kamień.

- Twierdzi, że nie chce się wiązać, ale na mój gust obawia się odrzucenia. Przedtem 

było mu wszystko jedno, czy dziewczyna zgodzi się z nim spotkać.

Skinęłam głową.

- Znam to uczucie.

- Wolałabyś teraz być z Jamesem? - nagle zapytał Cain, obchodząc mnie szerokim 

łukiem.

Nie   od   razu   odpowiedziałam.   Przez   ostatnie   półtorej   godziny   zdążyłam   zupełnie 

zapomnieć   o   moim   rozczarowaniu.   Radowałam   się   śniegiem   i   świątecznym   nastrojem   w 

towarzystwie Caina.

- Nie. Cieszę się, że jestem z tobą - odparłam wreszcie. - Czemu pytasz? Tęsknisz za 

Rebeką?

Cain podniósł garść śniegu i ulepił z niego kulkę.

- Nie, Rebeka nie nadaje się do obrzucania śniegiem!

Cain rzucił we mnie śnieżką i roześmiał się głośno w ciemności nocy. Trafił mnie 

prosto w twarz, a ja wrzasnęłam przenikliwie. Natychmiast uklękłam i nabrałam tyle śniegu, 

ile mogłam unieść. Dogoniłam Caina i zwaliłam całą stertę na jego plecy.

Krzyknął, usiłując otrzepać kurtkę.

- Traktuję to jako wypowiedzenie wojny! - zawołał.

Dobiegliśmy   do   pustej   drogi,   gdzie   było   pełno   świeżego   śniegu.   Przez   kwadrans 

zachowywaliśmy się jak kompletni wariaci, obrzucając się śniegiem i turlając się po ziemi. 

Przez cały czas śmiałam się do rozpuku.

Wreszcie opadliśmy z sił. Leżałam na ziemi wykończona, wpatrując się w niebo i 

ciężko   dysząc.   Kiedy   zdałam   sobie   sprawę,   że   mam   przemoczone   spodnie   i   zziębnięte 

background image

pośladki, powiedziałam:

- Było fajnie, ale teraz musimy się rozgrzać gorącą czekoladą.

- Ale najpierw  odciśnijmy orła - zaproponował Cain. - Od lat  tego nie robiłem. - 

Położył się obok mnie na wznak i zaczął uklepywać śnieg rękami i nogami.

- Za mało śniegu - zaoponowałam. - Potrzeba co najmniej paru centymetrów, żeby 

zrobić porządne orły.

Cain wpakował sobie do ust garść śniegu i głośno siorbnął.

- No i co z tego? Liczy się pomysł. Z takim argumentem nie mogłam dyskutować więc 

wykonałam najlepszego orła, na jakiego po zwalały warunki atmosferyczne, i wstałam, żeby 

podziwiać rezultat.

- Zupełnie nieźle - stwierdziłam.

- Zaryzykowałbym, że bardzo dobrze - zgodził się Cain. - Czy mi się wydawało, czy 

ktoś wspomniał o gorącej czekoladzie, z naciskiem na określenie gorąca?

Po chwili zadyszani staliśmy w mojej kuchni. Ściągaliśmy z siebie przemoczone buty, 

skarpetki i swetry. Mokre włosy Caina sterczały na wszystkie strony, a jego wargi miały 

sinawy odcień.

Wszyscy położyli się spać, więc na palcach poszłam do pralni i przyniosłam Cainowi 

dres taty. Potem w moim pokoju włożyłam  flanelową  piżamę. Kiedy z gorącą czekoladą 

zasiedliśmy   przed   dogasającym   kominkiem,   byliśmy   wysuszeni   i   rozgrzani.   Nagle   Cain 

westchnął.

- Czemu tak ciężko wzdychasz? - zapytałam.

- Sam nie wiem. Pomyślałem, że dzisiejszy wieczór jest bardzo romantyczny.

Wpatrzyłam   się   w   kominek,   zastanawiając   się,   czy   James   siedzi   gdzieś   z   Tanyą, 

popijając gorącą czekoladę i opowiadając jej, jak bardzo za nią tęsknił. Poczułam ucisk w 

gardle i z trudem przełknęłam ślinę.

- Tak - odparłam. - Wiem, co masz na myśli.

Kiedy Cain odwrócił się w moją stronę, jego oczy były niemal czarne. Przysunął się 

bliżej   i   owinął   sobie   moje   włosy   wokół   wskazującego   palca.   Serce   zabiło   mi   szybciej   i 

poczułam to samo zakłopotanie, które ogarnęło mnie podczas tańca na zabawie.

- Znasz tę piosenkę? - zapytał mnie cicho.

Pokręciłam głową, nie mogąc oderwać od niego wzroku.

- Jaką piosenkę?

- Jeśli nie możesz być z tym, kogo kochasz...

- Pokochaj tego, z kim jesteś - dokończyłam.  Mój wzrok padł na czerwone wargi 

background image

Caina i zahipnotyzowała mnie ich bliskość.

Cain położył dłoń na moim karku i delikatnie przyciągnął mnie do siebie. Zamknęłam 

oczy, pragnąc, by dotknął moich ust wargami.

Gdy mnie pocałował, poczułam się tak, jakby spłynęło we mnie roztopione żelazo. 

Bez zastanowienia chwyciłam kurczowo za jego bluzę, nie chcąc, by się odsunął. W mojej 

głowie rozbłysły fajerwerki, które miałam nadzieję zobaczyć, gdy całował mnie James. Skóra 

na całym ciele płonęła, jakbym brała udział w reakcji rozszczepienia jądra atomowego. Świat 

zewnętrzny przestał istnieć i jedyną istotą oprócz mnie był Cain.

Po chwili odsunął się ode mnie.

Gdy nasz pocałunek się skończył, poczułam się upokorzona. Naprawdę to zrobiłam? 

Całowałam się z Cainem, moim najlepszym przyjacielem?

- Rany, nie wiedziałem, że będzie tak gorąco - powiedział Cain, rozczesując palcami 

włosy.

Oszołomienie ustąpiło miejsca złości.

- Dlaczego to zrobiłeś? - wysyczałam.

- Ja? - zapytał. - Ty też tutaj byłaś. Zacisnęłam pięści.

- To   był   twój   pomysł.   Nie   zaprzeczaj.   -   Starałam   się   mówić   cicho,   ale   chyba 

wrzeszczałam.

Cain przeszył mnie gniewnym spojrzeniem.

- Cóż, najwyraźniej był to zły pomysł - powie dział, waląc pięścią w kanapę.

- Po prostu nie możesz znieść myśli, że jest w tym mieście dziewczyna, która nie ma 

ochoty z tobą chodzić.

- Nie pochlebiaj sobie, Delio. To się już nigdy więcej nie zdarzy.

- I bardzo dobrze! - zawołałam, krzyżując ramiona na piersi.

- Pewnie, że dobrze! - odparł Cain, wstając. - Podziękuj tacie za ubranie. Oddam je 

przy najbliższej okazji.

- Nie musisz się nam odwdzięczać - powiedziałam, idąc do holu.

- Nie obawiaj się. Nie będę. - Chwycił wciąż mokrą kurtkę i włożył ją na siebie. - I 

bardzo dobrze. - Otworzyłam drzwi, patrząc na Caina. Ręce mi dygotały. Czułam, że się zaraz 

rozpłaczę.

- Pozdrów   babcię   i   dziadka   -   powiedział   Cain   i   wyszedł   w   śnieżną   noc,   a   ja 

zatrzasnęłam drzwi. Tym razem nie przejmowałam się, że mogę obudzić wszystkich w domu. 

To był najgorszy dzień w moim życiu. Chciałam się położyć i porządnie wypłakać.

Słuchając, jak Cain uruchamia  samochód i odjeżdża, poczułam łzy na policzkach. 

background image

Wpadłam do swego pokoju, szlochając rozdzierająco. Znowu narozrabiałam.

- Dlaczego ja? - wyszeptałam w ciemności. - Dlaczego to się zdarzyło właśnie mnie?

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

CAIN

Gdy   w   piątek   rano   otworzyłem   oczy,   wiedział   że   coś   jest   nie   w   porządku. 

Potrzebowałem dłuższej chwili, żeby poskładać razem wszystkie zdarzenia? poprzedniego 

wieczoru. A potem przypomniało mi się, że całowałem się z Delią.

Jęknąłem, waląc głową w ścianę przy łóżku. Jednym głupim pociągnięciem złamałem 

kardynalną   zasadę   platonicznej   przyjaźni.   Delia   mnie   znienawidziła   i   nic   mogłem   na   to 

poradzić.

Odtwarzałem w pamięci tamtą scenę wciąż od nowa. Co mi strzeliło do głowy, żeby ją 

pocałować? Czy to z powodu śniegu? A może z siedzenia przy kominku? Pokręciłem głową. 

To zbyt bolesne i w gruncie rzeczy nieistotne. Popsułem coś pięknego i rozpamiętywanie tego 

nie zmieni.

Była jeszcze sprawa Rebeki. Technicznie rzecz ujmując, oszukałem ją. Nawet jeśli 

pocałowałem   Delię   w   chwili   niepoczytalności,   nie   mogłem   zaprzeczyć,   że   zdradziłem 

Rebekę.

Męczyła mnie jeszcze jedna wątpliwość. Czy Rebeka by się przejęła, gdyby się o tym 

dowiedziała? Oczywiście ucierpiałaby jej duma. Ale czy byłaby naprawdę zmartwiona, czy 

tylko zła? Obiecała mi, ze zadzwoni z Nowego Jorku, ale jak dotąd się nie odezwała. Czy 

odwiedziła swego byłego chłopaka?

Myśl,  że   mogła   się   całować   z   kimś   innym,   była,   o   dziwo,   pocieszająca.   Chociaż 

wyobrażając sobie moją dziewczynę w ramionach cwanego nowojorczyka, nie ucieszyłem 

się, to ten obraz uśmierzał poczucie winy. Rebeka i ja byliśmy młodzi, więc nic dziwnego, że 

obydwoje popełniliśmy błędy.

Uporawszy się z tym problemem, znowu zacząłem myśleć o Delii. Zanim zdążyłem 

sformułować sensowne przeprosiny, do drzwi zastukała mama. - Cain, obudziłeś się już?

- Niestety,   tak.   -   Przekręciłem   się   na   brzuch,   mając   nadzieję,   że   pojmie   aluzję   i 

odejdzie.

- Przyszła Delia, kochanie.

- Delia? - Usiadłem gwałtownie, zrzucając z siebie kołdrę. - Daj mi dwie minuty i 

przyślij ją na górę.

Skacząc  po  pokoju,   włożyłem   dżinsy  i  uczesałem   włosy.   Gdy zapinałem  koszulę, 

otworzyły się drzwi i Delia wsunęła głowę do pokoju.

- Czy mój były najlepszy przyjaciel może mi poświęcić trochę czasu? - zapytała. Całe 

background image

złe samopoczucie zniknęło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Głos Delii brzmiał przyjaźnie, więc wszystko będzie dobrze.

- Tylko pod warunkiem, że opuścisz słowo „były” - odparłem, otwierając drzwi na 

oścież.

- Przyniosłam coś na zgodę - powiedziała, podając mi pudełko pączków, po czym 

usiadła na starym leżaku, który trzymałem w pokoju.

- Wiesz, Delio, obudziłem się dziś z ochotą na pączki. I oto jesteś.

- Widzisz, jak dobrze cię znam - powiedziała Delia i dodała: - Kiepsko dziś spałam.

- Ja także. - Wziąłem pączka i podałem pudełko Delii.

Odgryzła połowę pączka.

- Nie możemy zaprzepaścić naszej przyjaźni. Oby dwoje przesadziliśmy.

- Całkowicie się z tobą zgadzam - odparłem.

W dziennym świetle incydent wydawał się mniej katastrofalny. Pocałowaliśmy się. 

Jeden   pocałunek   to   jeszcze   nie   koniec   świata.   W   końcu   jesteśmy   gorąco   krwistymi 

amerykańskimi nastolatkami. Nastolatki całują się bez przerwy. Nie popełniliśmy zbrodni.

Przez chwilę Delia jadła w milczeniu, po czym odezwała się:

- Uważam,   że   kłopot   byłby   dopiero   wtedy,   gdyby   ten   pocałunek   sprawił   nam 

przyjemność.

Skinąłem głową, zastanawiając się, dokąd zmierza. Zawsze wiedziałem, kiedy Delia 

ma zamiar teoretyzować.

- Kiedy się pomyśli o całej sprawie w sposób racjonalny, można dojść do wniosku, że 

pocałunek   wyszedł   nam   na   dobre.   -   Przerwała,   czekając   na   moją   reakcję.   -   Jesteśmy 

przyjaciółmi różnych płci. To naturalne, że odczuwamy w stosunku do siebie pewną, hm, 

ciekawość.

- Ciekawość - powtórzyłem, tylko po to, by potwierdzić, że jej słucham.

- Właśnie. A teraz, gdy mamy pocałunek za sobą, możemy go zaliczyć do przeszłości. 

Już wiemy, że nie zrobimy tego nigdy więcej. Koniec pieśni.

Byłem trochę zawiedziony, że tak łatwo przeszła do porządku nad moim pocałunkiem. 

Dla mnie było to jak lot w kosmos na zderzaku rakiety międzyplanetarnej. Gdy się w końcu 

odsunąłem od Delii, potrzebowałem dłuższej chwili, by się przekonać, że grawitacja nadal 

istnieje. Nie mogłem zaprzeczyć, że Delia mnie podnieca, i to bardzo!

Ale   nie   miałem   zamiaru   się   z   nią   wykłócać.   Przyznałbym   jej   rację,   nawet   gdyby 

twierdziła, że Ziemia jest płaska. Za wszelką cenę chciałem to zamknąć i pójść naprzód.

- Koniec pieśni - potwierdziłem.

background image

Delia podała mi rękę, a ja nią silnie potrząsnąłem.

- Cieszę się, że już po kłopocie - powiedziała takim tonem, jakby chodziło o sprzeczkę 

na temat tego, kto ma pozmywać naczynia.

Uśmiechnąłem się.

- Ja też, Deels. Jestem pewien, że tej nocy będzie nam się lepiej spało.

- Och, tak, z pewnością.

- Bez wątpienia. - Opadłem na poduszki, czując się jak nowo narodzony. Mój świat 

nie legł w gruzach i byłem za to bardzo wdzięczny.

Byłem bardzo niespokojny, jadąc w sobotę wieczorem do Rebeki. Zatelefonowała do 

mnie zaraz po powrocie z Nowego Jorku i teraz tylko minuty dzieliły mnie od chwili, gdy 

ujrzę jej piękną twarz. Chciałem usłyszeć jej głos, zwłaszcza że czułem się tak, jakbyśmy 

mieli zacząć wszystko od początku. Od czasu epizodu z Delią uznałem, że brak mi Rebeki 

bardziej, niż oczekiwałem. Najwyraźniej przeniosłem swoje uczucia na Delię, która z kolei 

przeniosła na mnie uczucia, jakie żywiła do Jamesa, i w sumie doprowadziło to do znanego 

epizodu.

W   niedzielę   temperatura   nadal   utrzymywała   się   poniżej   zera.   Więc,   gdy   Rebeka 

zapytała, czy nie chciałbym pójść na łyżwy do parku Hamiltona, pomyślałem, że to świetny 

pomysł. Wyobraziłem sobie nas dwoje, trzymających się za ręce i mknących po zamarzniętej 

tafli. Będziemy tam sami, nie licząc kilkoro dzieciaków. A potem pójdziemy do jej domu, 

napijemy się gorącej czekolady (choć, po namyśle, gorący jabłecznik wydał mi się lepszym 

pomysłem) i pocałujemy się na dobranoc. Nie mogłem się tego doczekać.

Gdy   dojechałem   do   domu   Fosterów,   Rebeka   natychmiast   mi   otworzyła.   Zanim 

zdążyłem ją pocałować na powitanie, zawirowała w holu.

- Jak ci się podoba mój nowy strój do jazdy na łyżwach? - zapytała.

- No, no! - Lepszej odpowiedzi nie potrafiłem wymyślić.

Rebeka   włożyła   króciutką   różową   sukienkę,   która   musiała   być   uszyta   z   lycry, 

ponieważ opinała ją jak druga skóra. Na nogach miała cielistej  barwy trykoty,  a w ręku 

trzymała nieskazitelnie białe buty z łyżwami. Prawdę powiedziawszy, moi znajomi ślizgali się 

w dżinsach i w swetrach, i nie przyszło mi do głowy, że Rebeka wystroi się jak na rewię na 

lodzie. Ale nie miałem powodu, by się skarżyć. Wyglądała jak mistrzyni olimpijska, która 

została supermodelką.

- Chodźmy. Wszyscy zaraz tam będą. - Chwyciła wiatrówkę i wyszła.

Nie miałem pojęcia, kogo miała na myśli, mówiąc „wszyscy”, ale nie zapytałem, bo 

zamurowało mnie na widok jej stroju i obawiałem się, że gdy otworzę usta, wydobędzie się z 

background image

nich skrzek.

W zaciszu samochodu przygarnąłem Rebekę. Nasz pocałunek położy kres tej okropnej 

historii z Delią. Święto Dziękczynienia  odejdzie  w niepamięć.  Przynajmniej  taką miałem 

nadzieję. Rebeka była  ciepła i pełna życia, a gładki materiał jej sukienki przypominał  w 

dotyku jedwab. Ucałowałem jej usta, potem policzek, wreszcie czoło. Nie mknąłem przez 

wszechświat z szybkością światła, ale czułem wrzenie hormonów.

Pocałowałem   Rebekę   mocniej,   starając   się   zniweczyć   wrażenie,   jakie   pozostawił 

pocałunek  z   Delią.   Po   kilku,   pozbawiających   tchu,   minutach,   doszedłem   do  wniosku,   że 

wybuch, który poczułem przy Delii, był wynikiem tęsknoty za moją dziewczyną oraz obawą, 

że spędza ona czas ze swym  byłym  chłopakiem. Istniało na to mnóstwo psychologicznie 

uzasadnionych   wyjaśnień.  Umysł  ludzki  ma   wielką   siłę...  czyż  nie   to  właśnie  powtarzali 

ludzie? Rebeka rozwichrzyła mi włosy.

- Nie było mnie zaledwie cztery dni, a ty zachowujesz się jak facet, który umiera z 

pragnienia po przebyciu pustyni.

- I właśnie tak się czuję - odparłem, całując ją znowu.

- Cieszę  się,  że   mnie   doceniasz.   Nie  każda   dziewczyna   potrafiłaby  się   spotkać  ze 

swoim byłym chłopakiem i oprzeć się jego błaganiom.

Zerknąłem na Rebekę, zastanawiając się, skąd kobiety wiedzą, co powiedzieć, żeby 

facet poczuł się jak kompletny idiota. Cieszyłem się, że na dworze szybko zapada zmrok, 

ponieważ miałem czerwone policzki ze wstydu.

- Lepiej już jedźmy - powiedziałem.

Parking   przed   parkiem   Hamiltona   był   w   połowie   zastawiony   samochodami. 

Rozpoznałem kilka z nich. Nagle pojąłem, kogo miała na myśli Rebeka, mówiąc ,,wszyscy”.

- Cała banda już jest! - wykrzyknęła uradowana gdy szliśmy wokół zamarzniętego 

stawu. - Nie powiedziałaś mi, że zastanę na lodowisku połowę szkoły - odparłem trochę 

ostrzej, niż chciałem.

- To wspaniale, prawda? Tak się cieszę, że ich wszystkich zobaczę! Wyprzedziła mnie 

biegiem i zniknęła za budką, w której wypożyczano łyżwy.

Po chwili usłyszałem jej pisk. Następnie wyłoniła się, obściskując Carrie Starks, jakby 

odnalazła dawno utraconą siostrę. Poczułem niesmak. Mimo uwielbienia, jakie Rebeka żywiła 

dla cheerleaderek w rodzaju Carrie Starks i Amandy Wright, uważałem, że obydwie są głupie 

i powierzchowne, zwykłe plotkarki i manipulantki. Zmuszały człowieka do tego, żeby na 

powitanie całował je w policzek. Ale były zbyt niecierpliwe, by poczekać, aż przytkniesz usta 

do ich skóry i w końcu twój pocałunek lądował w powietrzu. Oczywiście Carrie podbiegła do 

background image

mnie.

- Nie pocałujesz mnie, Cain? - zapytała. Nachyliłem się w jej stronę. Zgodnie z moimi 

oczekiwaniami   ucałowałem   miejsce,   w   którym   jeszcze   przed   chwilą   znajdował   się   jej 

policzek.

Rebeka   pociągnęła   mnie   w   stronę   stawu.   Wyjąłem   z   torby   hokejówki.   Gdy 

spostrzegłem   Patricka   Mayora,   Barta   Langleya   i   Josha   Nielsona,   wiedziałem,   że   moje 

marzenia o romantycznym wieczorze z Rebeką się nie spełnią. Od czasu owej imprezy, na 

której ujrzałem Delię tańczącą w ramionach Jamesa, nie przepadałem za Patrickiem. I wprost 

nie znosiłem Josha Nielsona.

Josh leciał na Delię, gdy byliśmy w drugiej klasie liceum. Raz poszła z nim na randkę, 

znienawidziła go i nigdy więcej się do niego nie odezwała. A ten neandertalczyk, Josh, zaczął 

się na niej okrutnie mścić. Gdy nie zareagowała na jego kąśliwe zaczepki, wypisywał o niej 

obraźliwe słowa w męskiej przebieralni. Raz przyłapałem go na gorącym uczynku, co stało 

się   powodem   jedynej   walki   na   pieści,   jaką   stoczyłem.   Po   tym,   jak   rozdzielił   nas   trener, 

obiecałem   sobie,   że   nigdy   więcej   nikogo   nie   uderzę.   Następnego   roku   rodzice   Josha 

przeprowadzili się do innej dzielnicy i Josh przeniósł się do innej szkoły, dzięki czemu nie 

widywałem go aż do dzisiaj. (Nawiasem mówiąc, Delia nigdy nie dowiedziała się o naszej 

bójce).

Szybko zasznurowałem buty, mówiąc sobie, że przez półtora roku Josh pewnie stał się 

człowiekiem i, jeśli będę dla niego miły, nie będzie powodu do bijatyki.

Rebeka już była na lodzie i ślizgała się, zataczając ogromne ósemki. Zrobiłem kilka 

głębokich wdechów i dogoniłem ją, zdecydowany zachować spokój.

Wziąłem ją za rękę i okrążyliśmy ślizgawkę. Zaczynałem dobrze się bawić, ponieważ 

nie zwracałem uwagi na Josha Nielsena.

- Jest tak romantycznie - powiedziała Rebeka, spoglądając na rozgwieżdżone niebo i 

księżyc w pełni.

- Dlatego, że ty tutaj jesteś - odparłem, ujmując obie dłonie Rebeki i obracając się z 

nią w koło.

Kątem   oka   spostrzegłem   Josha   i   zatrzymałem   się   w   miejscu.   Z   szyderczym 

uśmiechem mknął prosto na nas. Zacisnąłem zęby, starając się, aby mimo to wyraz mojej 

twarzy pozostał pogodny i przyjazny.

- Cześć, Josh - powiedziałem. - Znasz Rebekę Foster?

Zmierzył ją od stóp do głów i uśmiechnął się obleśnie.

- Jak dotąd tylko ze słyszenia. Miło mi cię poznać, Rebeko.

background image

Uśmiechnęła się do niego zalotnie.

- Jak to możliwe, że dotąd się nie spotkaliśmy?

- Chodzę do liceum Rosedale'a., ale lubię się spotykać z kumplami z dawnej budy. - 

Josh spojrzał na mnie i po złośliwym błysku w jego spojrzeniu poznałem, że umiera z chęci 

zakomunikowania mi czegoś.

Ponieważ nie byłem zainteresowany, znowu wziąłem Rebekę za rękę.

- Nie stójmy w miejscu - powiedziałem, żegnając Josha skinieniem głowy.

Ale on zatrzymał mnie, kładąc mi dłoń na ramieniu.

- Skoro   mowa   o   dawnych   kumplach,   Mayor   powiedział   mi,   że   nasza   wspólna 

sympatia, Delia Byrne, spotyka się z Jamesem Suttonem.

Zobaczyłem, że Rebeka zmrużyła oczy i nie miałem jej tego za złe. Josh powiedział to 

w   taki   sposób,   jakbyśmy   ja   i   Delia   stanowili   parę.   Nie   chciałem   rozwijać   tematu. 

Postanowiłem, że wyjaśnię to Rebece kiedy indziej.

- Wiem. Są w sobie zakochani do nieprzytomności - powiedziałem, zadowolony, że 

jego szyderczy uśmiech zmienia się w grymas.

- Przekaż jej ode mnie wiadomość.

- Co takiego? - spytałem, czując, że sztywnieją mięśnie karku. Postanowiłem jednak, 

że nie dam po sobie poznać, jak bardzo mnie zdenerwował.

- Przedwczoraj   wieczorem   widziałem   Jamesa   z   Tanyą   Reed   w   pizzerii   „U   Jona”. 

Czulili się w zacisznym kątku - powiedział, uśmiechając się złośliwie.

- Kłamiesz.   - Nie  zależy  mi  na  tym,  byś mi  uwierzył,   Parson.   Powinieneś   jednak 

powtórzyć swojej przyjaciółce, że ten Sutton wykorzystuje ją na czas rozłąki z Tanyą.

Podszedłem do Nielsona dygocząc ze złości. Bez względu na to, czy mówił prawdę, 

chciałem zetrzeć z jego twarzy ten obmierzły uśmiech.

- Po prostu jesteś zazdrosny, bo Delia nie interesowała się twoją żałosną osobą.

- Delia to ofiara losu - odparł Josh. - Spytaj, kogo zechcesz.

Rebeka uznała za stosowne wtrącić swoje trzy grosze.

- On ma rację, Cain. Każdy wie, że Delia jest trochę... dziwna.

- Dzięki za twoją opinię, Rebeko, ale rozmawiam z Joshem.

- Chcesz się bić, Parson? - zapytał Josh.

- Nie mam z kim - odparłem. Spostrzegłem, że Patrick i Bart podjeżdżają do nas, 

wymieniając porozumiewawcze spojrzenia.

Josh wykorzystał moją nieuwagę. Ni stąd, ni zowąd, rąbnął mnie pięścią w szczękę. 

Upadłem, lądując na siedzeniu.

background image

- Delia jest najfajniejszą dziewczyną, jaką znam! - wrzasnąłem. - Bije na głowę każdą, 

którą uda ci się namówić na randkę.

Gdy usiłowałem się podnieść, Josh zamachnął się znowu, ale nim zdążył mi przyłożyć 

Patrick i Bart chwycili go za ramiona i odciągnęli go ode mnie.

- Masz dość na dzisiaj - orzekł Bart. On i Patrick zjechali z tafli, holując Josha.

Stanąłem   na   lodzie.   Byłem   wściekły.   Odwrócił   wzrok   od   Josha   i   spojrzałem   na 

Rebekę. Wzięła się pod boki i mierzyła mnie gniewnym wzrokiem.

- Skoro tak przepadasz za Delią, może powinieneś się z nią spotykać! - wrzasnęła. - 

Pasujecie do siebie!

Patrzyłem na Rebekę, zbyt wstrząśnięty, by jej od powiedzieć. Uśmiechnęła się do 

mnie lodowato.

- Między nami skończone.

Patrząc   na   jej   oddalającą   się   sylwetkę,   poczułem   się   jak   przekłuty   balon.   Rebeka 

dojechała do skraju tafli, odpięła łyżwy i pobiegła w stronę parkingu.

- Josh, zaczekaj! - Usłyszałem jej krzyk. A potem zniknęła mi z oczu.

Usiadłem   na   lodzie,   zbyt   zmęczony,   żeby   się   poruszyć.   Czułem   się   zraniony 

zerwaniem   Rebeki,   ale   w   głębi   duszy  zdawałem   sobie   sprawę,   że   nasza   znajomość   była 

skazana na niepowodzenie. Rebeka zawsze miała więcej wspólnego z Carrie i z Amandą, niż 

chciałem przyznać. Teraz przekonałem się, jak bardzo była powierzchowna.

Świąteczna przerwa i moja znajomość z Rebeką Foster dobiegła końca.

Rozejrzałem się wokół po pustej ślizgawce i pokręciłem głową.

- Wygląda na to, że przegrałem zakład - powiedziałem głośno.

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

DELIA

Gdy w poniedziałek rano wraz z Ellen przyszłam do pracowni na warsztaty literackie, 

miałam   spocone   dłonie   i   ściskało   mnie   w   żołądku.   Od   Święta   Dziękczynienia   nie 

rozmawiałam z Jamesem i niedzielny wieczór spędziłam na zastanawianiu się dlaczego do 

mnie nie zatelefonował. Przyjechali jego dziadkowie. Wiedziałam również, że Fale Radiowe 

miały wkrótce wystąpić w miejscowej uczelni, więc James z pewnością codziennie ćwiczył. 

Wzięłam pod uwagę również czwartkową śnieżycę - możliwe, że w piątek James odśnieżał 

podjazd przed ich domem.

Ale i tak na myśl, że go zobaczę, drżały mi ręce. Doszła do głosu Delia pesymistka. 

Prawie   się   spodziewałam,   że   przyjdzie,   niosąc   transparent   z   napisem:   SPĘDZIŁEM 

WEEKEND Z TANYĄ REED.

- Jestem pewna, że po prostu nie miał czasu - powiedziała Ellen, starając się mnie 

pocieszyć. - Tanya nie umywa się do ciebie. To pozerka.

- Od razu poczułam się lepiej - odparłam ironicznie. - Każdy wie, że siedemnastoletni 

chłopak najbardziej ceni w dziewczynie autentyczność. Jesteś kompletnie niedzisiejsza.

- Przynajmniej   staram   się   dostrzec   jaśniejszą   stronę   -   odparła   Ellen,   wzruszając 

ramionami.

- Nie ma żadnej jaśniejszej strony - mruknęłam posępnie. Usiadłyśmy w ławkach, 

James się nie pokazał.

Pani   Heinsohn   kazała   nam   zajrzeć   do   nowelek,   więc   otworzyłam   zeszyt,   nie 

spuszczając oka z drzwi.

- O czym jest twoja nowela? - zapytała Ellen, za puszczając żurawia do mego zeszytu.

- O niczym - Takie tam głupoty - zbyłam ją.

Moja nowelka opowiadała o chłopaku i dziewczynie, którzy się przyjaźnili. Pewnego 

romantycznego wieczoru pocałowali się, siedząc przy kominku, i to omal nie zniszczyło ich 

przyjaźni. Jednak w końcu się pogodzili. Intryga nie była szczególnie oryginalna, ale wszyscy 

mówili, że pisanie ma przynosić catharsis. Pomyślałam, że przelanie na papier tego co zaszło 

miedzy mną a Cainem, może się okazać dobrą terapią, i rzeczywiście tak się stało. - A twoja? 

- zwróciłam się do Ellen.

- Moja także jest głupia - odparła.

Zerknęłam do jej zeszytu. U góry strony widniał tytuł, napisany drukowanymi literami 

RATUNKU! PODKOCHUJĘ SIĘ W NAJLEPSZYM PRZYJACIELU MOJEJ NAJLEPSZEJ 

background image

PRZYJACIÓŁKI! To wystarczyło, bym miała pojęcie o tym, czego dotyczyła jej nowela. 

Jeśli pani Heinsohn ma choć trochę oleju w głowie, dopatrzy się uderzającego podobieństwa 

łączącego bohaterów obydwu opowiadań. Westchnęłam. Poniedziałek nie zapowiadał się zbyt 

dobrze.

Pięć minut po dzwonku do klasy wszedł James. Uśmiechnął się przepraszająco do 

pani Heinsohn i usiadł na krześle przy drzwiach. Usiłowałam podchwycić jego spojrzenie, ale 

wpatrywał się w konspekt, który nauczycielka położyła na jego pulpicie.

Przez następny kwadrans omijałam Jamesa wzrokiem. Jeśli on mnie me zauważa, nie 

mam zamiaru robić do niego słodkich oczu. To koniec, powtarzałam sobie ciągle na nowo. 

On wciąż kocha Tanyę.

Gdy Ellen klepnęła mnie w ramię, podskoczyłam na krześle. Podała mi złożony liścik 

i wskazała głowa Jamesa.

Z bijącym sercem rozłożyłam karteczkę i przeczytałam: ,,Delio, czy spotkasz się ze 

mną po lekcjach? Kochając James”.

Zerknęłam w jego stronę i przekonałam się, że na mnie patrzy. Skinęłam głową z 

uśmiechem i znów zwróciłam się ku nauczycielce. Może James naprawdę miał powody, by 

do mnie nie dzwonić. Teraz byłam pełna nadziei.

- Nie mogę długo rozmawiać - oświadczyłam Jamesowi, zamykając drzwi dżipa.

- Za pół godziny muszę być u Niny Johnson.

W czarnym swetrze z golfem i w spranych dżinsach James był jak zwykłe zabójczo 

przystojny. Jego oczy lśniły. Cieszy się na mój widok! - powiedziałam sobie. Poczułam miłe 

łaskotanie wzdłuż kręgosłupa. Nareszcie wszystko wraca do normy.

- Przepraszam, że nie zatelefonowałem w czasie weekendu - odezwał się cicho.

Wzruszyłam ramionami, jakbym w ogóle nie zauważyła, że milczący telefon śmiał się 

ze mnie przez trzy dni.

- Och, nic nie szkodzi. Byłam bardzo zajęta. Opiekowałam się babcią i dziadkiem.

James skinął głową.

- Taaa, ja też byłem bardzo zajęty...

Uznałam, że trzeba spojrzeć niebezpieczeństwu prosto w twarz i zapytać Jamesa o 

jego byłą dziewczynę. Jeśli należała już do przeszłości, nie miałam się czego obawiać.

- Spotkałeś się z Tanyą w czasie weekendu? - zapytałam od niechcenia. - Słyszałam, 

że przyjechała do domu.

James przygryzł wargę i wlepił wzrok w kierownicę, jakby to był obraz Picassa, a nie 

metal i plastik.

background image

- Tak. Właśnie dlatego byłem taki zajęty - powiedział wreszcie.

- Och   -   wybąkałam.   Powinnam   była   wysiąść   z   samochodu   i   nigdy   więcej   nie 

rozmawiać   z   Jamesem.   Poczucie   winy   i   pobrzmiewające   w   jego   głosie   podniecenie, 

powiedziały mi wszystko, co chciałam wiedzieć. Zlękłam się, że zwymiotuję.

Tkwiłam w samochodzie jak idiotka, czekając, aż James powie coś więcej.

- Nie poznała nikogo na studiach. I naprawdę bardzo za mną tęskniła... Ja chyba także 

za nią tęskniłem.

- Och - powtórzyłam. Do oczu napłynęły mi łzy, więc zamrugałam gwałtownie, by je 

powstrzymać. Nie zamierzałam okazać Jamesowi Suttonowi, jak bardzo jestem upokorzona i 

zraniona.

- Postanowiliśmy spróbować związku na odległość - ciągnął James. - To nie znaczy, 

że   cię   nie   kocham...   Uważam,   że   jesteś   wspaniała.   Ale   Tanya   i   ja   jesteśmy   sobie 

przeznaczeni.

Przełknęłam ślinę i wyprostowałam się na tyle, na ile było to możliwe na siedzeniu 

dżipa.

- To cudowne, Jamesie. - Mój głos zabrzmiał zupełnie naturalnie.

- Naprawdę? - zapytał zaskoczony.

- Ja także chciałam ci coś powiedzieć. - Wsunęłam dłonie do kieszeni kurtki, żeby nie 

zauważył, że drżą.

- Co takiego? - Uniósł swoje piękne brwi i spojrzał mi prosto w oczy.

- Podczas   tego   weekendu   ja   i   Cain   zdaliśmy   sobie   sprawę,   że   jesteśmy   w   sobie 

zakochani. - Wypowiadając te słowa, nie wierzyłam własnym uszom.

Przepraszam, Cain, pomyślałam.

- Och.   -   Na   widok   wyprowadzonego   z   równowagi   Jamesa   poczułam   odrobinę 

satysfakcji.

- Czyż   to   nie   jest   niewiarygodny   zbieg   okoliczności?   -   spytałam   pogodnie.   - 

Obydwoje możemy się cieszyć, że nie zraniliśmy tej drugiej osoby.

- Taaa - zgodził się James. Sprawiał wrażenie zmieszanego.

- Myślę, że będziemy się widywali. - Pochyliłam się i pocałowałam go w policzek. 

Następnie otworzyłam drzwi i wysiadłam z samochodu.

- Do widzenia, Delio.

- Do widzenia, Jamesie - powiedziałam, zatrzaskując za sobą drzwi.

Dopiero gdy James odjechał z parkingu, ugięły się pode mną kolana i upadłam na 

ziemię, szlochając.

background image

Zazwyczaj lubię zostawać z Niną, ale tego popołudnia moja praca wydawała mi się 

czymś   w   rodzaju   kary.   Nina   zasypywała   mnie   pytaniami.   Większość   z   nich   dotyczyła 

stosunków łączących chłopaka i dziewczynę.

- W ten piątek Marcy Grey organizuje imprezę - oświadczyła Nina. Siedziałyśmy w 

gabinecie Johnsonów i pomagałam jej w odrabianiu lekcji.

- To   miło   -   odparłam,   nieobecna   duchem.   Nie   miałam   nastroju   na   rozmowy   o 

imprezach.

- I zaprosi chłopców - ciągnęła Nina. Nieomal wstrzymywała  oddech, czekając na 

moją odpowiedź.

- Niesamowite. - Zdałam sobie sprawę, że jestem dla Niny niemiła, a jej urażona mina 

rozbudziła we mnie poczucie winy.

- Przepraszam   -   powiedziałam,   przytulając   ją.   -   Jestem   pewna,   że   będziecie   się 

świetnie bawili.

Nina była mała, ale niegłupia. Wiedziała, że coś przed nią ukrywam.

- Co się stało, Delio? Jesteś jakaś smutna. Wzruszyłam ramionami, powstrzymując 

łzy.

- Zerwaliśmy z Jamesem. Wyczułaś pismo nosem.

- I tak nie lubiłam Jamesa - oświadczyła, jakby to załatwiało sprawę.

- Przecież nigdy go nie widziałaś - zauważyłam.

- Wiem, ale Cain mi o nim opowiadał. - Wycięła z kartonu serce i wypisała na nim 

swoje inicjały.

- Co ci powiedział?

- Mówił, że James to mięczak i że ty zasługujesz na kogoś lepszego.

Omal się nie roześmiałam. Odkąd to Cain rozprawia o moim życiu uczuciowym z 

dziesięciolatką?

- Cain nie powinien mówić czegoś takiego. Nie jego sprawa, z kim się spotykam. I nie 

twoja. - Patrzyłam, jak Nina dopisuje na sercu inne inicjały. Domyśliłam się, że H. R. To jej 

najnowsza sympatia.

- Ale miał rację, prawda?  - Spojrzała  na mnie, otwierając szeroko ufne niebieskie 

oczy.

- Tak - westchnęłam. - Myślę, że miał.

Stałam na schodkach przed domem Parsonów, dygocząc z zimna. Wyszłam w takim 

pośpiechu, że nie zdążyłam zabrać kurtki.

- Delia! - Cain natychmiast mnie objął. - Przykro mi - wyszeptał mi wprost do ucha. 

background image

Otarłam łzy o jego sweter i zajrzałam mu w oczy.

- Skąd wiedziałeś?

- Poznałem   po   wyrazie   twojej   twarzy,   że   albo   umarł   ktoś   z   twojej   rodziny,   albo 

zerwałaś z Jamesem. A ponieważ twoja mama była w dobrym nastroju, gdy przed chwilą 

rozmawiałem z nią przez telefon, wyciągnąłem odpowiednie wnioski. Zakryłam twarz rękami 

i padłam na sofę w salonie.

- Czuję się okropnie.

- Wiem, jak się czujesz - powiedział, siadając obok mnie i niezręcznie poklepując 

mnie po ramieniu.

- Skąd możesz wiedzieć? - zapytałam, pociągając nosem.

- W niedzielę poszliśmy z Rebeką na łyżwy i zerwała ze mną - odparł obojętnym 

tonem.

- Dlaczego? - Ta nowina wstrząsnęła mną do tego stopnia, że zapomniałam o własnym 

nieszczęściu.

- Kto to wie? - Cain odchylił się na oparcie kanapy. Wyglądał na zakłopotanego.

- Nigdy jej nie lubiłam. - Współczułam Cainowi, ale nie żałowałam, że już nie muszę 

być miła dla Królowej Rebeki.

- A ja nigdy nie lubiłem Jamesa.

- Skoro mowa o Jamesie, powiedziałam mu coś okropnie głupiego. - Uznałam, że 

mogę wyznać Cainowi prawdę. W końcu miał prawo wiedzieć.

- Co takiego? - zapytał.

- Obiecaj, że się nie wściekniesz.

- Co takiego? Powiedz mi - ponaglił mnie pełnym irytacji głosem i nie chciałam, żeby 

rozgniewał się jeszcze bardziej, zanim stracę odwagę.

- Kiedy   James   powiedział,   że   on   i   Tanya   się   schodzą,   poczułam   się   straszliwie 

upokorzona...

- I? - naciskał Cain.

- I, żeby zachować twarz, powiedziałam, że ty i ja jesteśmy w sobie zakochani. - 

Utkwiłam   wzrok   w   wazonie   stojącym   na   półce   ponad   kominkiem   czekając   na   wybuch 

wściekłości. Ku memu zaskoczeniu, Cain się roześmiał.

- I co to szkodzi?

- Naprawdę? - Przynajmniej ten kłopot miałam z głowy.

- Jasne.   Ludzie   wciąż   rozpowiadają,   że   są   zakochani,   sama   wiesz.   Za   tydzień 

powiemy, że znów wolimy być tylko przyjaciółmi, i po sprawie.

background image

Uśmiechnęłam się po raz pierwszy, odkąd James ze mną zerwał.

- Masz rację! To, co robimy, nie powinno nikogo obchodzić.

Cain skinął głową.

- I   nie   mogę   się   doczekać,   kiedy   zobaczę   minę   Rebeki!   To   będzie   chwila   warta 

uwiecznienia na fotografii.

background image

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

CAIN

Czwartek, 30 listopada 11.30 wieczorem

Widziałem dziś na korytarzu Rebekę, flirtującą z Patrickiem Mayorem. I wiecie co?  

Nic nie poczułem; no, może litość dla Patricka (to byt żart). Prawdę mówiąc, byłem odrobinę 

dotknięty. Czy nic dla niej nie znaczyłem? I jeszcze jedno, czy ona znaczyła coś dla mnie?  

Może Delia przez cały czas miała rację. Może ja rzeczywiście nie mam pojęcia o prawdziwej 

miłości Ale któż je ma?

W   piątek   wieczorem   ja   i   Delia   topiliśmy   nasze   smutki   w   koktajlu   bananowym   u 

Swensona. Był z nami Andrew, ale siedział w milczeniu. Gapił się w swój pucharek, jakby 

była w nim wypisana jego przyszłość. Wszyscy troje byliśmy w ponurym nastroju.

- Wiesz, na czym polega twój problem, Delio Byrne? - zapytałem.

- Wiem. Na tym, że wciąż mnie pytasz, na czym polega mój problem - odpowiedziała 

automatycznie. Odbyliśmy milion rozmów, które zaczynały się w ten sposób.

- Otóż, nie. Twój problem polega na tym, że zbyt łatwo się zakochujesz.

- Ha!   I   to   mówi   facet,   który   zarzucał   mi,   ze   nie   potrafię   się   zakochać.   Cóż   za 

hipokryzja!

- Teraz jestem starszy i mądrzejszy niż wtedy - od parłem. - Uznałem, że miłość jest 

zakazana.

Delia postukała łyżeczką w pięknie udekorowaną szklankę z koktajlem.

- A ja mam pewną sugestię, która zachęci do miłości nawet kogoś tak znudzonego jak 

ty. Zlizałem trochę koktajlu z łyżeczki.

- Wątpię, ale spróbuj.

- Powinieneś umówić się z Ellen. - Delia odchyliła się na oparcie z bardzo zadowoloną 

miną.

- Z Ellen Frazier? - zapytałem zaskoczony, wiedziałem, że Ellen trochę na mnie leci, 

ale nawet do głowy mi nie przyszło, by się z nią umówić. Ellen była najlepszą przyjaciółką 

Delii. Sam pomysł wydawał mi się dziwaczny.

- Jasne, że z Ellen Frazier. Jest ładna, inteligentna i dziesięć razy fajniejsza niż inne 

dziewczyny, z którymi się umawiałeś.

Pokręciłem głową.

- Myślę, że zostanę przy swoim. Dziękuję bardzo. Wtedy Andrew uniósł głowę znad 

pucharka z lodami.

background image

- Zgadzam się z Delią. Co masz do stracenia? Spojrzałem na niego.

- I to mówi facet, który od początku semestru nie był ani razu na randce? - spytałem.

- To co innego.

- Niby dlaczego? - Spojrzałem na niego wyczekująco. Mógłbym przysiąc, że Delia 

także była ciekawa. Ostatnio Andrew był bardzo tajemniczy.

Oblizał do czysta łyżeczkę i otarł usta serwetką.

- Ponieważ   mam   zamiar   umówić   się   z   Rachel   Hall.   Wkrótce.   Bardzo   niedługo. 

Wzniosłem oczy do nieba.

- Tak, jasne. Tak samo jak umówiłeś się z nią dwanaście razy w ciągu ostatnich dwóch 

miesięcy. Andrew lekko poczerwieniał.

- Zaprosiłbym   ją,   ale   byłem   zajęty   procesem   eliminacji.   Teraz,   odrzuciwszy 

kandydatury czterdziestu  dwóch dziewczyn z naszego liceum, doszedłem  do wniosku, że 

warto się umówić tylko z Rachel Hall. Bez obrazy, Delio.

Delia wzruszyła ramionami. Była przyzwyczajona do zgryźliwych uwag pod adresem 

dziewczyn.

- Ale   z  ciebie  kłamczuch  -  powiedziałem.   -  Nie  próbowałeś  się   z  nią  umówić   ze 

strachu, że ci odmówi.

Andrew położył na stole kilka monet.

- Myśl sobie, co chcesz, Cain. Po prostu przyjmij  radę Delii i umów się z Ellen. 

Przesiadywanie samemu w domu w sobotni wieczór nie należy do przyjemności. - Wstał. - 

Zobaczymy się później. Gdy Andrew wyszedł, Delia odłożyła łyżeczkę.

- Nie   mów   potem,   że   nie   próbowałam.   Jeśli   ci   przyjdzie   umrzeć   w   samotności, 

pamiętaj, że Delia usiłowała ci pomóc.

- Zastanowię się nad tym - ustąpiłem. - Teraz całą energię włożę w to, by zapomnieć, 

że Rebeka Foster kiedykolwiek istniała. To praca na pełnym etacie.

- Chyba  zatrudnia nas ten sam pracodawca. Ciężka praca, mała  płaca - zauważyła 

sentencjonalnie Delia, - Skończ to za mnie. - Podsunęła mi prawie pustą szklankę.

Wyskrobałem z dna resztki.

- Może sprawdzimy, co dają w nocnym kinie?

- Dobry   pomysł   -   zgodziła   się   Della.   -   Na   czwartym   kanale   jest   tydzień   z   Cary 

Grantem.

Wstała. Pomogłem jej włożyć parkę. Zerknąłem na nasze odbicie w staroświeckim 

lustrze na ścianie.

Uśmiechaliśmy   się.   Spostrzegłem,   że   niczym   się   nie   różnimy   od   innych   par   u 

background image

Swensona.   Gdybym   nie   znał   prawdy,   pomyślałbym,   że   jesteśmy   stałą   para;   młodą   i 

zakochaną.

Dwie godziny później Delia włączyła pilotem telewizor w gabinecie w swoim domu. 

Wiele razy oglądaliśmy „Filadelfijską historię” i za każdym razem na jej twarzy gościł wyraz 

rozmarzenia. Pomimo szorstkiego sposobu bycia Delia miała słabość do romansów.

- Myślisz, że jakiś facet pokocha mnie kiedyś tak, jak Jimmy Stewart kochał Katherine 

Hepburn w tym filmie?

- Głupie pytanie - odparłem.

- Bo myślisz, że to niemożliwe? - spytała ze smutkiem.

Delia leżała na sofie, opierając łydki na moich kolanach. Stwierdziłem, że nie jest już 

rozmarzona, lecz posępna.

- Nie, Deels. Jestem pewien, że jest co najmniej tysiąc facetów, którzy mogliby cię 

pokochać tak, jak Jimmy kochał Kate.

Uśmiechnęła się.

- Naprawdę tak myślisz?

- Delio, przecież jesteś najwspanialszą laską w całej szkole. Na całym świecie. Facet 

musiałby mieć nie po kolei w głowie, żeby się w tobie nie zakochać.

Usiadła i objęła mnie ramionami. Uściskałem ją, zadowolony, że znów się uśmiecha. - 

Tak się cieszę, że jesteś moim najlepszym przyjacielem - powiedziała stłumionym głosem.

- Nie tak bardzo jak ja - odparłem i uściskałem ją jeszcze mocniej.

- Kocham cię - wyznała, tuląc się do mnie.

- Ja także cię kocham.

Delia i ja często wypowiadaliśmy owo magiczne słowo „kocham”, aby określić nasze 

przyjazne uczucia. Tego wieczoru jednak nasze słowa nabrały głębszego sensu niż zazwyczaj. 

Myślę, że spowodowały to ciężkie przejścia, dzięki którym zdaliśmy sobie sprawę, jak bardzo 

polegamy na łączącej nas trwałej przyjaźni.

Delia cmoknęła mnie w policzek. Ja także pocałowałem ją w policzek. Wtedy ona 

pocałowała mnie w drugi policzek. I ja pocałowałem ją w drugi policzek. I tak na przemian, 

chyba ze dwadzieścia razy.

W końcu, kiedy znów miałem  pocałować  ją w policzek, moje wargi niechcący,  a 

zarazem naumyślnie znalazły się na jej ustach. Zamiast się szybko odsunąć, pocałowałem ją 

w usta, a ona oddała mi pocałunek. I nagle zdałem sobie sprawę, że ją całuję i całuję i nie 

mam dosyć.

Delia rozchyliła ciepłe wargi. Wsunąłem palce w jej włosy, a ona wczepiła się w moją 

background image

koszulę. Straciłem poczucie czasu, wydało mi się, że jesteśmy połówkami całości.

Delia odsunęła się raptownie. Wstała i opadła na fotel obok kominka. Bez ostrzeżenia 

zalała się łza mi. Ukryła twarz w dłoniach i cicho chlipała.

Obezwładniło mnie poczucie bezradności. Podniosłem się z sofy. Poklepując ją po 

plecach, mamrotałem słowa pociechy. Po jakiejś minucie Delia zaczęła mówić.

- Z Jamesem... pocałunek... nigdy... ja nie...

Rozumiałem jedno słowo na dziesięć, ale nie trze ba było geniusza, by pojąć, że jest 

zdenerwowana z powodu Jamesa. Stało się dla mnie jasne, że moje pocałunki przypomniały 

jej,   że   facet,   którego   naprawdę   kochała,   zostawił   ją   na   lodzie.   -   Nie   martw   się,   Delio. 

Wszystko będzie dobrze - powiedziałem, żeby ją pocieszyć.

- Naprawdę? - zapytała, spoglądając na mnie mokrymi od łez oczami.

Skinąłem głową.

- Posłuchaj, obydwoje jesteśmy roztrzęsieni po zerwaniu. Nic dziwnego, że szukamy 

pociechy. Przyrzekam, że nic się między nami nie zmieni.

- Masz rację - powiedziała, ocierając łzy rękawem.

- Po prostu jestem podenerwowana z powodu Jamesa. To wszystko.

Wyglądało na to, że się pozbierała. Ucieszyłem się, choć czułem się przybity, że wciąż 

myślała   o   Gogusiu.   Na   mnie   nasze   pocałunki   zrobiły   kolosalne   wrażenie.   Ale   nadal,   z 

biegłością aktora nagrodzonego Oscarem, odgrywałem rolę najlepszego przyjaciela.

- Jesteśmy przyjaciółmi. Jak zawsze - podkreśliłem stanowczo.

Delia uśmiechnęła się radośnie, a potem podała mi rękę.

- Przyjaciele - powiedziała.

Wymieniliśmy uścisk dłoni, jakbyśmy dobijali targu.

- Oto najpiękniejsze słowo w słowniku - zauważyłem tonem profesora.

Delia spuściła wzrok.

- Taaa - powiedziała do siebie. - Po prostu smutno mi z powodu Jamesa...

Nagle poczułem, że muszę uciec od Delii i jej chlipania z żalu po Jamesie. Chciałem 

znaleźć się w domu i móc się zastanowić.

- Chyba   obydwoje   przegraliśmy   zakład   -   powiedziałem,   starając   się   sprowadzić 

rozmowę na inny temat.

- Masz rację - przyznała Delia głosem, w którym pobrzmiewał smutek i rozbawienie, 

ale wyraz jej twarzy pozostał obojętny.

Prawdę mówiąc, nie bardzo wiedziałem, jak wybrnąć z sytuacji.

W   drodze   do   domu   rozmyślałem   o   Delii   opłakującej   rozstanie   z   Jamesem.   Nie 

background image

mogłem pojąć, co mogła w nim widzieć oprócz urody modela.

Gdy się rozebrałem i położyłem do łóżka, byłem pewien jednego: przywiązanie Delii 

do Gogusia okropnie mnie irytowało. Obrażało mnie.

Wpatrując   się   w   sufit,   rozmyślałem   o   wszystkich   dziewczynach,   z   którymi   się 

całowałem. Wszystkie cokolwiek warte dziewczyny z naszej szkoły spotykały się ze mną. 

Rebeka była jedyną, która ze mną zerwała. Ale nawet ona rozstała się ze mną z powodu 

dumy. Poczuła się urażona, że wstawiłem się za Delią. Choć nie powiedziałem tego Delii, 

byłem pewien, że Rebeka wróciłaby do mnie, gdybym ją poprosił. Przez cały tydzień posyłała 

mi powłóczyste spojrzenia.

Ale   ja   nie   zamierzałem   umawiać   się   z   Rebeką.   Jedyne   czego   pragnąłem,   to 

uświadomić Delii, jak wiele dziewczyn chciałoby się znaleźć na jej miejscu. I żadna z nich 

nie wybuchłaby płaczem z powodu moich pocałunków. Wprost przeciwnie.

Usiadłem i walnąłem pięścią w poduszkę. Pora działać. Fakt, że pocałowałem Delię i 

że zamartwiałem się teraz, ponieważ ona wciąż zamartwiała się z powodu Jamesa, świadczył 

o tym, iż nie mam zbyt wiele czasu. Gdy tylko umówię się z inną dziewczyną (z mocnym 

postanowieniem, że się nie zakocham), moje życie powróci do normy.

Natychmiast   przypomniało   mi   się,   że   Delia   radziła,   abym   się   umówił   z   Ellen. 

Przedtem   nie   miałem  zamiaru   iść  z  nią   na  randkę,   ale  Delia  była   taka   zachwycona   tym 

pomysłem, że może powinienem spróbować. Przynajmniej udowodnię jej, że podczas gdy 

ona zalewa się łzami po stracie tego frajera, którego nazywa swoim chłopakiem, ja posuwam 

się naprzód. Z pewnością nie musi się obawiać, że jeszcze kiedyś ją pocałuję.

Zamknąłem oczy, czując, że w końcu zasnę. Z samego rana zatelefonuję do Ellen 

Frazier. Spotkam się z przyjaciółką Delii i przyjemnie spędzę czas; choćby mnie to miało 

zabić.

background image

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

DELIA

Sobotni   ranek   spędziłam,   snując   się   z   kąta   w   kąt.   Rodzice   pojechali   na   kiermasz 

wyrobów rzemieślniczych i w domu panowała głucha cisza. Miałam pilnować Niny, ale na 

razie nie wiedziałam  co z sobą zrobić. Uznałam, że życie  nastolatki, która nie  może się 

doczekać wieczoru z dziesięciolatką, jest naprawdę beznadziejne.

Koło   południa   zasiadłam   przed   komputerem,   żeby   napisać   pracę   na   warsztaty 

literackie,   ale   nie   miałam   nic   do   powiedzenia.   W   głowie   kłębiły   mi   się   myśli   na   temat 

wczorajszego   wieczoru,   nie   potrafiłam   jednak   nadać   im   żadnego   sensownego   kształtu. 

Czułam się jakby zawieszona w przestrzeni. Czekałam, aż coś się wydarzy, ale nie miałam 

pojęcia, co by to mogło być.

Gdy   odezwał   się   dzwonek   u   drzwi,   zbiegłam   po   schodach.   W   tej   chwili 

uszczęśliwiłaby mnie nawet rozmowa z domokrążcą. Byle tylko się czymś zająć.

Na widok samochodu Ellen natychmiast poweselałam. Postanowiłam, że opowiem jej, 

co zaszło wczorajszego wieczoru między mną a Cainem.

- Mam   nowinę.   Jak   usłyszysz,   padniesz   z   wrażenia   -   oświadczyła,   gdy   tylko 

otworzyłam drzwi.

- Napadli na nas najeźdźcy z kosmosu? - spytałam, wieszając jej kurtkę w groszki.

- Najeźdźcy z kosmosu to pestka w porównaniu z tym, co mnie spotkało - odparła z 

błyskiem oku.

Weszłyśmy do kuchni i wyjęłam z lodówki dwie puszki coli.

- Nie trzymaj mnie w napięciu! Opowiedz wszystko! Ellen otworzyła puszkę.

- Dziś rano w najlepsze czytałam gazetę, niczego się nie spodziewając. Niczego.

- Do rzeczy - przerwałam jej. - Nie mogę się doczekać.

- Zadzwonił Cain i umówił się ze mną na dzisiejszy wieczór.

Zachłysnęłam się colą i odkaszlnęłam.

- Żartujesz. Pokręciła głową.

- Nie. Idziemy razem na kolację.

- No, no. - Poczułam się tak, jakbym dostała obuchem w głowę.

Ellen spojrzała na mnie.

- Nie przeszkadza ci to? To znaczy domyśliłam się, że mu to podszepnęłaś i...

Zmusiłam się do uśmiechu.

- Ani trochę. Po prostu jestem zaskoczona, że nic mi nie powiedział. To wszystko.

background image

- Jesteś jakaś zielonkawa - stwierdziła Ellen, przyglądając mi się uważnie.

- Zawsze uważałam, że będzie z was zachwycająca para. Jestem taka uradowana, że 

odebrało mi mowę.

Ellen znów się rozpromieniła.

- Skoro tak mówisz. W takim razie czy możesz mi pożyczyć jakiś odpowiedni ciuch?

- Znajdziemy   coś   ekstra.   Gdy   Cain   cię   w   tym   zobaczy,   Rebeka   Foster   stanie   się 

bladym wspomnieniem.

Czułam się okropnie. To prawda, że pomysł, aby Cain umówił się z Ellen, pochodził 

ode mnie. Jakoś nigdy nie wierzyłam, że Cain wprowadzi go w czyn.

Jedno   było   pewne.   Nie   mogłam   powiedzieć   Ellen   o   pocałunkach   Cain   a. 

Wyobrażałam sobie ich dwoje, żartujących ze mnie podczas kolacji. „Nieszczęsna Delia - 

powie Cain. - Nigdy nie znajdzie sobie chłopaka”.

Zadrżałam. Za żadną cenę nie mogę pozwolić, by Cain albo Ellen domyślali się, że 

przejmuję się ich randką.

- Chodźmy na górę - powiedziałam, wstając. - Nie mamy ani chwili do stracenia.

- Dzięki, Delio. Wiedziałam, że mnie wesprzesz. - Ellen uściskała mnie. Widziałam, 

że nie posiada się z radości.

Gdy znalazłyśmy się w moim pokoju, zaczęłam przeszukiwać szafę. Wyjęłam zieloną 

sukienkę z bufiastymi rękawami i podałam ją Ellen.

- Przymierz to - powiedziałam.

- Patrząc na mnie, miej na względzie, że wieczorem włożę mój cudowny biustonosz - 

przypomniała Ellen. - Dodaj pięć centymetrów w obwodzie.

Usiadłam na łóżku i patrzyłam, jak się przebiera.

- Ten biustonosz to jakby koło ratunkowe - rzuciłam.

Zachichotała.

- No, i jak wyglądam?

- Świetnie. - Sukienka prezentowała się na niej znacznie lepiej niż na mnie. - Daję ci 

ją. Ten fason jest odpowiedniejszy dla ciebie.

Ellen obróciła się przed lustrem.

- Myślisz, że Cainowi się spodoba?

- Z całą pewnością.

Ellen podeszła do lustra i przyjrzała się swojej twarzy.

- Chyba robi mi się pryszcz na brodzie.

- Wcale nie - starałam się, żeby mój  głos za brzmiał  wesoło i zachęcająco.  Ellen 

background image

usiadła na krześle przy biurku.

- Jestem zdenerwowana - wyznała.

- Nie ma powodu. Jesteś sto razy fajniejsza od dziewczyn, z którymi spotykał się Cain.

Nagle Ellen podskoczyła na krześle.

- Znasz   Caina   lepiej   niż   ktokolwiek   inny.   Co   powinnam   zrobić,   żeby   mu   się 

spodobać?

Przymknęłam oczy i zastanawiałam się przez chwilę. Jak ująć wszystko, co wiem o 

Cainie, w kilku treściwych zdaniach? Przelatywałam w myślach istotne szczegóły, o których 

mogłabym jej powiedzieć. Nabrałam powietrza w płuca.

- Nie znosi pikli i na hamburgerze. Nie mów mu, że jesteś za gruba. Nie przeszkadza 

mu, gdy się śpiewa w samochodzie, nawet fałszując. Lubi bawić się w naśladowanie. Jeśli nie 

będziesz umiała poznać, kogo udaje, powiedz, że Elvisa. Jeżeli drga mu mięsień nad okiem, 

to znaczy, że nie chce ci pokazać, że się złości...

Teraz, kiedy już zaczęłam, nie mogłam przestać. Czułam się tak, jakbym otworzyła 

zawór   tamy.   Ellen   przyglądała   mi   się   w   milczeniu.   Wydawało   mi   się   że   słucha,   więc 

wyliczałam dalej.

- Jego ulubionym kolorem jest zielony. Przepada za muzyką disco. Wieczorami słucha 

radia. Nie znosi powierzchownych dziewczyn, chociaż patrząc na jego ostatnią dziewczynę, 

nigdy   byś   tego   nie   zgadła.   Prędzej   umrze,   niż   podejmie   pracę   w   biurze   prawniczym. 

Najzabawniejszy jest wtedy, gdy...

- Delio,   wszystko   z   tobą   w   porządku?   -   nagle   zapytała   Ellen.   Uniosła   dłoń, 

przerywając potok wymowy. Zdałam sobie sprawę, ze niemal zapomniałam, że jest ze mną.

- Co? Och, przepraszam, zasypałam cię szczegółami. - Ellen pracowicie odpychała 

skórki paznokci.

Przygryzła wargi i spojrzała na mnie.

- Kochasz się w Cainie, prawda? - spytała cicho, ale jej słowa dudniły mi w uszach.

- Co? - Objęłam poduszkę, żeby się czymś zająć. Ellen uniosła brwi.

- Słyszałaś, co powiedziałam. Myślę, te jesteś zakochana w Cainie Parsonie.

- To najgłupsza rzecz, jaką słyszałam - zaprotestowałam głośno, odwracając wzrok. - 

Nie bądź śmieszna.

- Z tego, jak o nim opowiadasz, Delio, wynika, że...

- Nie kocham się w Cainie. Koniec. - Wiedziałam, że mój głos brzmi nienaturalnie, ale 

nie mogłam na to nic poradzić.

- Jesteś pewna...

background image

- Jasne, że jestem pewna. Weź tę sukienkę i idź się przygotować.

Po kilku minutach Ellen wyszła. Stałam bez ruchu, wsłuchując się w ciszę pustego 

domu. Nie jestem zakochana w Cainie, powiedziałam sobie. Gdy te słowa rozbrzmiały w 

mojej głowie, omal w nie uwierzyłam.

W sobotę wieczorem Nina była tak podekscytowana, że siłą zawlokłam ją do sypialni. 

Koniecznie chciała zdać mi dokładną relację z wczorajszej imprezy u Marcy Stein.

- I wtedy Peter Ross wrzucił mi za kołnierz kostkę lodu - powiedziała, wkładając żółtą 

nocną koszulę.

- A ty? - spytałam, sięgając po jej szczotkę i pokazując, że ma usiąść na brzegu łóżka.

- Najpierw wrzasnęłam, a potem zrobiłam mu to samo. Pękaliśmy ze śmiechu, aż 

myślałam, że się posikamy. - Nina zaśmiała się na samo wspomnienie.

- Nie wierć się, bo zrobi ci się kołtun. - Rozczesując długie włosy, czekałam na dalszy 

ciąg.

- Jeszcze ci nie opowiedziałam najlepszego.

- A to nie koniec? - Mimo kiepskiego nastroju nie mogłam powstrzymać uśmiechu. 

Entuzjazm Niny był zaraźliwy.

Skinęła głową.

- Powiem ci, jeśli obiecasz, że nie wygadasz moim rodzicom.

- Przysięgam.

- Graliśmy w butelkę!

- Nie! - starałam się, by w moim okrzyku za brzmiało zgorszenie. Wiedziałam, że 

Nina spodziewa się dramatycznej reakcji.

- No! Chłopcy byli tacy ordynarni, że o mało się nie porzygałam.

- Kogo musiałaś pocałować? - zapytałam. Zepchnęłam ją z łóżka, żeby je pościelić.

- Petera Rossa! Pfuj! - Nina skrzywiła się i wywaliła język.

- Jakoś to przeżyjesz. A może kiedyś zechcesz go znowu pocałować. Pokręciła głową, 

wydając gardłowe dźwięki.

- Nawet za milion lat.

- Skoro tak mówisz - powiedziałam wesoło, całując ją na dobranoc. Zgasiłam lampkę 

przy je] łóżku.

Gdy byłam przy drzwiach, Nina usiadła i z powrotem zapaliła lampkę.

- Hej, Delio.

- Co? - zapytałam, opierając dłonie na biodrach. - Myślisz, te w końcu wyjdę za Petera 

Rossa? No, bo się całowaliśmy.

background image

- Tak. I będziecie żyli długo i szczęśliwie. - Zgasiłam światło, mając nadzieję, że nie 

wyczuła w moim tonie goryczy.

Zeszłam   na  dół,  całkowicie   pewna,  że   za  dwie  minuty  będzie  spała,   śniąc  o  tym 

okropnym Peterze Rossie. Nie miałam serca, by jej powiedzieć, że od piątej klasy wzwyż 

romansowanie jest coraz mniej przyjemne. Wkrótce, sama się dowie.

Po   położeniu   Niny   nie   miałam   wiele   do   roboty.   Wzięłam   torebkę   z   preclami   i 

włączyłam telewizor. Powtarzałam sobie, że naprawdę, ale to naprawdę, mam nadzieję, że 

Ellen i Cain dobrze się razem bawią.

Przez godzinę oglądałam wideoclipy. Spojrzałam na zegarek i uznałam, że Ellen musi 

być już w domu. W końcu, ile może trwać taka kolacja? Umierałam z ciekawości, jak udała 

się randka.

Dopiero   po   trzech   sygnałach   odebrała   telefon   mama   Ellen.   Wiedziałam,   że   pani 

Frazler wcześnie chodzi spać. Była zaspana i trochę poirytowana. Gdyby Ellen była w domu, 

jej   mama   nie   fatygowałaby   się,   żeby   podnieść   słuchawkę.   Przerwałam   połączenie,   nie 

odezwawszy się słowem.

Ellen nie wróciła do domu, co oznaczało, że ona i Cain są ciągle razem. Randka 

najwyraźniej była udana. Wkrótce zaczną się trzymać za ręce w publicznych miejscach, a ja 

stanę się piątym kołem u wozu, sama i niepotrzebna.

Absolutnie nie zniosę zwierzeń Caina na temat tego, jak bardzo podoba mu się Ellen. 

Nasza przyjaźń nie wytrzyma tej próby. Nie zamierzałam stawać im na drodze do szczęścia.

- Przez   jakiś   czas   będę   się   trzymała   na   uboczu   -   powiedziałam,   zwracając   się   do 

telewizora. - Tak będzie najlepiej dla wszystkich.

background image

ROZDZIAŁ SZESNASTY

CAIN

- Czy to jest sukienka Delii? - zapytałem Ellen. Spojrzała na nią z uśmiechem.

- Tak. Podarowała mi ją.

- Dlaczego? - Wiedziałem, że moje pytanie nie jest zbyt uprzejme, ale nie mogłem 

sobie wyobrazić, że Delia kiedykolwiek odda komuś zieloną sukienkę. Należała do moich 

ulubionych, a trudno było nie zauważyć, że na Deels sukienka wygląda znacznie lepiej.

- Chyba jej się znudziła - odparła Ellen, wzruszając ramionami.

- Ostatnio strasznie mnie wkurza - powiedziałem, jakby nie było przy mnie Ellen.

Siedzieliśmy   przy   stoliku   w   Pasta   House.   Przez   cały   wieczór,   począwszy   od 

przystawek po danie główne, starałem się nie wypowiadać imienia Delii i zachowywać się 

tak, jakby Ellen była dziewczyną, z którą chcę się spotykać. Ale gdy kelner przyniósł nam 

kawę,   wiedziałem,   że   romans   z   Ellen   to   stracona   sprawa.   Dla   mnie   była   wyłącznie 

przyjaciółką Delii. Musiałem przyznać, że jest wspaniała, ale za każdym razem, gdy na nią 

spojrzałem, widziałem Delię. I pozwoliłem sobie mówić o tym, co przez cały dzień leżało mi 

na sercu - o Delii Byrne.

- Rozumiem, że mówimy teraz o Delii - odezwała się Ellen, unosząc brwi.

- Tak.

- Myślę, że ty ją także wkurzasz - oznajmiła Ellen poważnym tonem. Upiła łyk kawy, 

czekając, że powiem coś więcej.

- Strasznie ją kocham - wyznałem i nalałem sobie śmietanki.

- Ona także ciebie kocha - powiedziała Ellen, wzdychając.

- Naprawdę?

- Naprawdę. - Ellen zamilkła na chwilę. - I pomyśleć, że wyobrażałam sobie, że idę na 

prawdziwą randkę. Wygląda na to, że potrzebujesz terapeuty. - Pokręciła głową.

Nagle zdałem sobie sprawę, jaki ze mnie palant.

- Przepraszam, Ellen. Nie miałem zamiaru wałkować sprawy Delii. Porozmawiajmy o 

czymś innym. Dokąd chcesz iść na studia?

Ellen się roześmiała.

- Nie próbuj mi wmawiać, że obchodzi cię, gdzie się wybieram na studia. Prawdę 

mówiąc, kiepski z ciebie aktor.

- Tak łatwo mnie rozgryźć? - spytałem zmartwiony.

- Od chwili gdy podjechałeś po mnie pod dom, jesteś myślami daleko stąd. - Ellen 

background image

odchyliła się na oparcie krzesła, bawiąc się papierową serwetką.

- Myślałem, że jak się umówię, uda mi się zapomnieć, jak bardzo... - Urwałem.

- Jak bardzo kochasz Delię? - spytała Ellen z lekką drwiną.

- Nie!   -   zaprotestowałem   gwałtownie.   -   To   znaczy   właśnie   zerwałem   z   Rebeką   i 

wszystko...

- Oszczędź mi kłamstw - przerwała Ellen. - Ty i Delia jesteście w sobie zakochani i 

wszyscy w szkole wiedzą o tym od lat. Jeśli to do was wreszcie dotrze i zechcecie być razem, 

cała reszta pogodzi się z tym.

Moje serce galopowało i nie mogłem złapać oddechu.

- Naprawdę myślisz, że Delia mnie kocha? Ellen z trzaskiem odstawiła filiżankę.

- Ja wiem, że tak jest, Cain. Szkoda, że jej dzisiaj nie widziałeś. Udawała, że się nie 

przejmuje naszą randką. Ale ja widziałam łzy w jej oczach.

- Mówisz  prawdę?  - Wyschło  mi w  ustach  i musiałem  przepłukać  je wodą. Ellen 

pomasowała sobie skronie.

- Zastanów się, Cain. Od dwóch lat podkochuję się w tobie. A teraz udało mi się pójść 

na coś, co przynajmniej zaczęło się jak randka. Naprawdę sobie wyobrażasz, że spędziłabym 

ten wieczór na wmawianiu ci, że ty i Delia powinniście być razem, gdybym nie miała co do 

tego stuprocentowej pewności?

- Ellen skinęła na kelnera, żeby przyniósł nam rachunek.

- Rozumiem, co masz na myśli - powiedziałem. - To dobrze. A teraz chodźmy stąd. 

Na pewno chcesz wrócić do domu i rozmyślać o Delii.

- Obiecaj   mi,   proszę,   że   nie   powiesz   jej   o   tym,   co   ci   mówiłem   dziś   wieczór.   - 

Wstrzymałem oddech, modląc się, by się zgodziła trzymać buzię na kłódkę.

- Obiecuję. Westchnąłem z ulgą.

- Jak mam ci podziękować za to, że jesteś taką równą babką? Wskazała ręką rachunek.

- Powiem ci. Pozwolę ci zapłacić za moją kolację.

- Zrobione - odparłem. Oczywiście, i tak bym zapłacił.

- A możesz zrobić dla mnie coś jeszcze? - spytała, wkładając płaszcz.

- Co tylko zechcesz.

- Nie umawiaj się ze mną nigdy więcej. - Uśmiechnęła  się. Wziąłem ją za rękę i 

pocałowałem w czoło.

- Wiesz, co, Ellen Frazier? Jesteś naprawdę w porządku.

Wychodząc   z   restauracji,   pogwizdywałem   pod   nosem.   A   w   drodze   do   domu 

podśpiewywałem.

background image

W domu natychmiast popędziłem na górę. W myślach wykręcałem numer do Delii. 

Mieliśmy wiele do omówienia.

Ale gdy usiadłem na łóżku ze słuchawką w ręce, nagle  uszło ze mnie  powietrze. 

Podczas rozmowy z Ellen wszystko wydawało mi się takie proste. Teraz, gdy zostałem sam, 

sprawy się skomplikowały. Przez trzy lata Delia i ja byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Nie 

spodziewałem się, że nasza znajomość może ulec zmianie.

Odłożyłem   słuchawkę   i   podszedłem   do   korkowej   tablicy   na  ścianie.   Były   na  niej 

zdjęcia z trzech pierwszych lat liceum. Na połowie z nich znajdowała się Delia. Mój wzrok 

przykuła duża fotografia pośrodku tablicy.

Zdjęcie zrobiła moja mama, kiedy byliśmy w pierwszej klasie. Pracowaliśmy wtedy z 

Delią   w   myjni   samochodów.   Wysiliłem   pamięć   i   przypomniałem   sobie,   że   zbieraliśmy 

pieniądze na miejscowy szpital pediatryczny. Około trzeciej po południu ruch trochę zelżał. 

Byliśmy wykończeni i lekko nam odbiło.

Nagle chwyciłem gumowy wąż i oblałem Delię wodą. Wtedy ona wylała mi na głowę 

wiadro mydlin. Jak na komendę, wszyscy inni także zaczęli rozrabiać. Przez najbliższe kilka 

minut oblewaliśmy się, rechocząc histerycznie.

Gdy wreszcie odłożyłem wąż, zobaczyłem, że mama przyprowadziła do mycia nasz 

stary samochód combi. Trzymała w ręku aparat, stojąc kilka metrów od nas. Delia podeszła 

do mnie i przybiła mi piątkę. Do dziś pamiętam, jak nasze dłonie się ześlizgnęły, bo były 

pokryte mydlinami. I tę właśnie chwilę mama uwieczniła na zdjęciu.

Jeszcze teraz, stojąc samotnie w pokoju, roześmiałem się na to wspomnienie. Wesoła i 

klepiąca mnie Delia była uosobieniem radości.

Przeniosłem   wzrok   na   inne   zdjęcia   przyczepione   do   tablicy.   Kilka   z   nich 

przedstawiało mnie i Andrew, grających w koszykówkę i zajmujących się innymi męskimi 

sprawami.  Moją  ulubioną fotografią  była  ta, na której Delia i ja, z pomocą mojej babci, 

lepimy bałwana.

A co będzie, gdy powiem Delii, co czuję, i okaże się, że ona nie podziela moich 

uczuć?   Będę   okropnie   upokorzony   i   stracę   najlepszą   przyjaciółkę.   Nasze   żarciki, 

przekomarzanie się i zwierzenia bezpowrotnie odejdą w przeszłość.

A jeśli zaczniemy się spotykać i nasz związek zakończy się tak jak poprzednie? Nie 

było   żadnej   gwarancji,   że   nasza   miłość   przetrwa.   Delia   może   poznać   kogoś,   kto   jej   się 

spodoba bardziej niż ja, albo uzna, że nie potrafię dobrze całować, albo zda sobie sprawę, że 

moje żarty już jej nie śmieszą. Będę miał złamane serce i utracę to, co liczyło się dla mnie 

najbardziej na świecie.

background image

Westchnąwszy ciężko, wyciągnąłem się na łóżku. Milczący telefon zdawał się drwić 

ze   mnie   i   omal   nie   rzuciłem   nim   o   ścianę.   Zamiast   tego   jednak   wziąłem   słuchawkę   i 

wybrałem sześć pierwszych cyfr numeru Delii.

Gdy miałem przycisnąć ostatnią cyfrę, zawahałem się. Przez kilka minut siedziałem 

bez ruchu, wpatrując się w plakat przedstawiający Michaela Jordana. Nie mogę tego zrobić. 

Nie mogę ryzykować utraty przyjaźni. Stawka jest zbyt wysoka.

Nie zawracając sobie głowy przebieraniem się w piżamę, zgasiłem światło i wsunąłem 

się pod kołdrę. - Delia nigdy się nie dowie, co do niej czuję - poprzysiągłem sobie. - Nigdy.

background image

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

DELIA

W niedzielny poranek obudziłam się z okropnym bólem głowy. Z dołu docierały głosy 

rodziców, spierających się żartobliwie na temat ewentualnego kupna nowej termy. Jęknęłam i 

na   wspomnienie   tortur,   które   spotkały   mnie   w   ciągu   ostatniej   doby,   wtuliłam   twarz   w 

poduszkę. Ellen i Cain. Cain i Ellen. Delia i nikt. Była chyba piąta trzydzieści nad ranem (tak, 

większość nocy przeleżałam bezsennie, wpatrując się w rysy na suficie), gdy zdałam sobie 

sprawę, dlaczego czuję się tak paskudnie. Po raz pierwszy wypowiedziałam te słowa na głos, 

żeby się przekonać, czy brzmią prawdziwie.

- Kocham Caina - wyszeptałam. - A on mnie nie kocha. - Wypowiedzieć to było mi 

jeszcze trudniej, niż pomyśleć. Starłam łzy z twarzy. Nie ma nawet dziesiątej, a już płaczę.

- Życie jest piękne - rzekłam sarkastycznie. Przekręciłam się na łóżku, powtarzając 

sobie nowo uświadomioną prawdę.

Zwlokłam się z łóżka, czując, że nie zniosę własnych myśli ani chwili dłużej. Wciąż 

było  wcześnie, ale odkładanie tego, co nieuniknione, na później, nie miało  sensu. Muszę 

zerwać wszelkie więzy łączące mnie z Cainem, i muszę to zrobić dzisiaj.

Ubrałam się w najstarsze dżinsy i znalazłam wyblakłą bluzę z emblematem naszej 

szkoły. Dla lepszego efektu nasadziłam na głowę czapkę bejsbolową, a nogi wsunęłam w 

znoszone mokasyny.

Walcząc   z   frotką,   którą   usiłowałam   zebrać   włosy,  uznałam,   że   gdy   już   przegram 

zakład i tak je obetnę, nawet jeżeli Cain nie będzie się przy tym upierał. Po co sobie zawracać 

głowę wyglądem? Zresztą wtedy będę spędzała weekendy w towarzystwie rodziców.

Poszłam do przedpokoju i wyjęłam z szafy kartonowe pudło, które postawiłam na 

niezaścielonym łóżku. W pudle były zgromadzone pamiątki z różnych chwil szkolnego życia. 

Wyjęłam je wszystkie. Większość z nich, w ten, czy w inny sposób, przypominała mi Caina, i 

z   moich   oczu   popłynęły   łzy.   Muszę   się   tego   wszystkiego   pozbyć.   Zachowanie   choćby 

najmniejszej pamiątki przyprawi mnie o trudne do zniesienia cierpienie.

Ostrożnie   odłożyłam   do   pudła   pluszowego   misia,   którego   Cain   wygrał   dla   mnie 

podczas balu karnawałowego, gdy chodziliśmy do drugiej klasy. Nazwałam misia Chichotek, 

bo   Cain   zawsze   mnie   rozśmieszał.   Za   misiem   podążyły   srebrne   kolczyki   w   kształcie 

wisiorków - prezent od Caina na szesnaste urodziny.

Podeszłam  do  ściany  i  zdjęłam   znad  biurka   oprawioną  fotografię,  przedstawiającą 

mnie   i   Caina   w   myjni   samochodów.   Przyglądając   się   naszym   uśmiechniętym,   pokrytym 

background image

mydlinami   twarzom,   poczułam   bolesny   skurcz   serca.   Wrzuciłam   zdjęcie   do   kartonu   i 

zaczęłam grzebać w szufladach komody. W ciągu ubiegłych trzech lat zgromadziłam stos 

koszulek Caina i nigdy nie pomyślałam, żeby mu je oddać.

- Ucieszy   się,   gdy   mu   je   odniosę   -   wyszeptałam,   przytulając   do   twarzy   czarny 

podkoszulek.

Po   chwili   zapełniłam   pudło.   Rozejrzałam   się   po   pokoju,   który   teraz   był   nagi   i 

pozbawiony charakteru. Większość mego życia wylądowała w kartonie. Chwyciłam pudło i 

podeszłam do drzwi.

- Żegnaj, Chichotku - powiedziałam. - Cieszę się, że cię poznałam.

Pani Parson nie starała się mnie zatrzymać, gdy ją wyminęłam i podążyłam schodami 

na górę. Miałam do wypełnienia misję i nic mnie przed tym nie mogło powstrzymać. Schody 

wydawały się nie mieć końca, a ciężkie pudło przyprawiało mnie o ból ramion i pleców.

Przed drzwiami pokoju Caina upuściłam pudło na podłogę. Huk rozległ się echem po 

domu, anonsując moje przybycie. Następnie głośno zastukałam do drzwi, nie przejmując się 

tym, że jego rodzice prawdopodobnie uznają mnie za pomyloną.

- Kto tam? - zapytał Cain. Jego głos był mi tak dobrze znany, tak bliski, że omal się 

nie wycofałam, by jeszcze raz przeanalizować moje mieszane uczucia.

Stanowczo pokręciłam głową, przypominając sobie, że nie należy ulegać pokusom. 

Wiedziałam, że spotkanie z Cainem nie będzie łatwe, ale nie miałam wyboru.

- To ja! - zawołałam, starając się, by nie zawiódł mnie głos. Otworzyłam drzwi i stopą 

wepchnęłam pudło do środka. Następnie wkroczyłam do pokoju, krzyżując ramiona na piersi.

- O co chodzi? - zapytał Cain bardzo zaspany i oszołomiony. Miał potargane włosy i 

był   owinięty   zmiętoszonym   kocem.   Nawet   w   takim   stanie   wyglądał   wspaniale.   Mógłby 

reklamować materace.

- Przyniosłam   ci   twoje   rzeczy   -   powiedziałam   bezbarwnym   tonem.   Nie   miałam 

pojęcia, jak mu wytłumaczyć, że nie możemy już być przyjaciółmi. - Zdałam sobie sprawę, 

że... hm... mam mnóstwo twoich koszulek.

Cain rzucił okiem na zegar nad łóżkiem.

- Uznałaś, że powinnaś zwrócić mi koszulki w niedzielę o dziesiątej rano?

- Muszę - odrzekłam, jakby to wszystko wyjaśniało. - Na pewno jesteś zmęczony po 

waszej   wspaniałej   randce   z   Ellen,   więc   już   cię   zostawiam   i   będziesz   sobie   spał   dalej.   - 

Obróciłam się na pięcie, gotowa uciec.

- Zaczekaj! - powiedział Cain, zupełnie obudzony. - Czy możesz mi wyjaśnić, co się 

dzieje? Nadajesz jakoś bez sensu.

background image

Wbiłam wzrok w podłogę, zastanawiając się, co mu powiedzieć. Mój plan zerwania z 

Cainem   najwyraźniej   miał   jakieś   braki.   -   Nie   możemy   być   przyjaciółmi   -   oznajmiłam 

wreszcie.

Nie   mogłam   powstrzymać   łez.   Cain   zmarszczył   brwi   i   wyglądał   tak   ufnie   i 

sympatycznie, że zapragnęłam zarzucić mu ręce na szyję i błagać, by się we mnie zakochał. 

Ale potem mój wzrok spoczął na jego wargach i wyobraziłam sobie Caina całującego Ellen. 

Prawdopodobnie   podczas   deseru   nie   przestawali   się   czulić.   Ten   obraz   sprawił,   że   serce 

przeszył mi przejmujący ból.

- Niby dlaczego? - zapytał Cain drżącym głosem.

- Między nami nie jest już tak jak dawniej - powiedziałam, wstrząsana łkaniem.

- Nie potrafię tego wyjaśnić.

Cain   milczał,   przypatrując   mi   się   z   szeroko   otwartymi   ustami.   Zapragnęłam,   by 

rozstąpiła się pode mną podłoga, ale nic się nie stało, nie pojawiła się choćby najmniejsza 

błyskawica.

- Ty i Ellen będziecie wspaniałą parą - powiedziałam. - Z całego serca, życzę wam 

obydwojgu szczęścia.

- Ellen i ja? My nie...

- Nie mów nic więcej! - wrzasnęłam. - Nie chcę tego słuchać.

- Ależ, Delio, to nie ma sensu. - Cain wstał z łóżka i podszedł do mnie.

- Przykro mi, Cain. Zawiodłam jako przyjaciółka. Wiem. Ale proszę, nie mów nic 

więcej. Po prostu daj mi spokój, na zawsze.

Wybiegłam z pokoju i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Łzy, zalewające mi oczy, zupełnie 

mnie oślepiły.

Zbiegłam   na   dół   i   ruszyłam   do   wyjścia,   nie   zwracając   uwagi   na   zaniepokojone 

spojrzenie pani Parsom Słyszałam, że Cain wykrzykuje moje imię, ale nie zatrzymałam się.

Wypadłam   na   dwór   i   popędziłam   do   brązowej   toyoty   mojej   mamy,   którą 

zaparkowałam na podjeździe. Obejrzałam się, by wycofać samochód, i zobaczyłam Caina, 

stojącego w drzwiach. Machał rękami i podskakiwał w miejscu. Odwróciłam głowę.

Mknęłam ulicą, zostawiwszy za sobą serce.

Chociaż   było   bardzo   zimno,   opuściłam   szybę   i   pozwoliłam,   by   owiewało   mnie 

lodowate   powietrze.   Było   mi   duszno.   Jechałam   bez   celu,   modląc   się   o   to,   by   w   miarę 

oddalania się od Caina przybyło mi rozumu.

Włączyłam radio. Popłynął z niego cichy melodyjny głos spikera. Byłam zadowolona, 

że słyszę ludzki głos. Przy odrobinie szczęścia zagłuszy on wołanie Caina wykrzykującego 

background image

moje imię.

- A oto stary złoty przebój „Zakochajmy się”, dla Rachel od Andrew, który mówi, że 

spędził wczoraj wspaniały wieczór i cieszy się, że w końcu się odważył poprosić Rachel, aby 

została jego dziewczyną - powiedział spiker.

Wyłączyłam   radio,   uśmiechając   się   gorzko.   Ironia   losu.   Musiałam   zatrzymać 

samochód na parkingu, żeby zebrać myśli. Jakie było prawdopodobieństwo, że włączywszy 

radio, usłyszę dedykację od Andrew Rice'a dla Rachel Hall? Wygląda na to, że wszyscy w 

naszym liceum są szczęśliwie zakochani. Wszyscy z wyjątkiem mnie.

Oparłam głowę na kierownicy, oddychając głęboko. Nie pójdę na studniówkę. Nie 

będę miała pary, żeby pójść na całonocny bal maturalny. Nie pójdziemy z Ellen w dwie pary 

na karnawałową zabawę. Ja i Cain nie damy sobie prezentów pod choinkę i nie będziemy 

razem jeździć na sankach. Od jutra będę się snuła po szkolnych korytarzach jak cień dawnej 

siebie.

Zaczęłam   się   zastanawiać,   czy   nie   zrezygnować   ze   szkoły   i   nie   zdawać   matury 

eksternistycznie.

Przeniosę   się   do   innego   miasta.   Znajdę   pracę   i   zacznę   zupełnie   nowe   życie. 

Wyobraziłam sobie, jak mieszkam w Nowym Jorku i tańczę w jakimś okropnym musicalu. A 

potem wyobraziłam sobie nowe życie  na Środkowym Wschodzie. Mogę się przenieść do 

Nebraski i pomagać na farmie. Albo pojechać do Kalifornii i zostać hipiską. Może nawet 

przybiorę inne imię. Będę się nazywała Tęcza albo Księżycowa Poświata.

Wreszcie się otrząsnęłam i otarłam łzy. Na razie wciąż byłam dawną Delią Byrne i 

czułam się podle. Rodzice nie pozwolą mi wyjechać ze stanu. Zmuszą mnie, abym cierpiała 

nędzny żywot, znosząc jeden samotny dzień za drugim.

Włączyłam silnik i wyjechałam z parkingu. Jechałam przed siebie nie wiem jak długo, 

aż znalazłam się przed starym kinem Tivoli. W soboty i w niedziele wyświetlano tam stare 

filmy. Zobaczyłam, że o pierwszej zaczyna się „Casablanka” i zaparkowałam samochód.

„Casablanka” to film, który we wrześniu oglądaliśmy, kontaktując się z Cainem przez 

telefon. Wtedy nasze wzajemne uczucia były czyste i nieskomplikowane. Ach, gdybym tak 

mogła cofnąć czas i wymazać wszystko, co zaszło po owej nocy.

Kiedy kupowałam bilet, pani w kasie spojrzała na mnie zdziwiona.

- Seans zaczyna się dopiero za trzy kwadranse - powiedziała. - Możesz się przejść. 

Masz dużo czasu.

Pokręciłam głową, zdając sobie sprawę, że nie mam dokąd pójść. Pusta widownia kina 

była doskonałym miejscem, żeby spędzić czas w samotności.

background image

- Poczekam - powiedziałam płaczliwym głosem.

- Dobrze, kochanie - odparta dobrotliwie. - Wejdź. Bez publiczności sala kinowa była 

niesamowita i nierealna. Usiadłam.

Zmęczona zamknęłam oczy, nie patrząc na rzędy pustych krzeseł. Wszystko jedno, 

czy mam czekać trzy kwadranse, czy całą wieczność. Moje życie straciło sens.

background image

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

CAIN

Tkwiłem w progu, dopóki samochód Delii nie zniknął za rogiem. Mama stała za mną. 

Wyglądała na wstrząśniętą.

- Co się stało? - spytała.

- To długa historia - odparłem z westchnieniem.

A potem bez słowa wróciłem do mego pokoju i postawiłem na łóżku pudło, które 

przyniosła   Delia.   Z   krwawiącym   sercem   zacząłem   sztuka   po   sztuce   przeglądać   jego 

zawartość. Znalazłem na dnie Chichotka i przytuliłem go do piersi, a potem wsunąłem pod 

kołdrę.

Nie wiedziałem, co napadło Delię. Może Ellen powtórzyła jej to, co powiedziałem 

zeszłego wieczoru. Pokręciłem głową. Wierzyłem, że Ellen dochowa tajemnicy.

Przebiegłem   pamięcią   wszystko,   co   zdarzyło   się   od   dnia   Święta   Pracy.   Chociaż 

kłóciliśmy się częściej niż zazwyczaj (o wiele częściej), nie przyszło mi do głowy, że Delia 

zechce zakończyć naszą przyjaźń. Dla mnie taki pomysł był równie dziwaczny, jak pomysł, 

żeby przestać oddychać. Byliśmy stworzeni dla siebie, a Delia nas rozdzieliła. Dlaczego?

Całym sercem pragnąłem wierzyć, że Delia jest zazdrosna o Ellen. Ale to przecież był 

jej   pomysł,   żebym   poszedł   na   randkę   z   jej   najlepszą   przyjaciółką.   Delia   chciała,   żebym 

wyleczył   się   z   Rebeki   i   ruszył   naprzód.   I   to   Delia   chlipała   z   powodu   utraty   Jamesa, 

zachowując się tak, jakby jej świat się zawalił, gdy James wrócił do Tanyi. Co więcej, gdy 

całowaliśmy   się   w   piątek,   to   ona   się   odsunęła.   Na   wspomnienie   jej   łkań   zrobiło   mi   się 

niedobrze.

Przez cały ranek oglądałem różne przedmioty, które odniosła Delia. Za każdym razem, 

gdy spojrzałem na kosmaty pyszczek brązowego misia, na nowo robiło mi się smutno. Delia 

błagała mnie, abym ją zostawił w spokoju, więc nie mogłem nic zrobić.

W   końcu   się   rozłościłem.   Co   ona   sobie   wyobraża?!   Od   kiedy   to   ona   podejmuje 

wszystkie decyzje związane z naszą przyjaźnią? Sięgnąłem po telefon. Zmuszę ją, by ze mną 

porozmawiała,   nawet  gdybym   miał   się siłą  wedrzeć   do jej  domu  i  zabarykadować   w  jej 

pokoju.

Odłożyłem   słuchawkę,   gdy   odezwała   się   automatyczna   sekretarka.   Nie   chciałem 

nagrywać rozpaczliwej wiadomości, zwłaszcza że Delia mogła być u siebie. Nie mogłem jej 

zmusić   do   rozmowy.   Wściekłaby   się   i   nazwałaby   mnie   tyranem.   Mogłem   co   najwyżej... 

właściwie nic nie mogłem.

background image

Gdy   zadzwonił   telefon,   byłem   zdumiony.   Podniosłem   słuchawkę   po   pierwszym 

sygnale, mając nikłą nadzieję, że Delia poszła po rozum do głowy.

- Cześć, Parson - usłyszałem radosny głos Andrew.

- Cześć, Andrew. - Musiałem szybko wymyślić jakiś sensowny powód, dla którego tak 

szybko odebrałem telefon.

- Człowieku. Wreszcie to zrobiłem. Zrobiłem.

- Co? - spytałem, masując wolną ręką obolały kark.

- Rachel. Wczoraj wieczorem zabrałem Rachel na randkę. Nie do wiary. Rano, kiedy 

się obudziłem, powiedziałem sobie: Rice, dzisiaj postąpisz, jak prawdziwemu mężczyźnie 

przystało i zadzwonisz do dziewczyny, przez którą zachowujesz się jak skończony wariat. 

Zatelefonowałem do niej, a ona się zgodziła i tak się zaczęła ta romantyczna historia.

- Na   pewno   świetnie   się   bawiliście   -   powiedziałem,   starając   się,   by   mój   głos   nie 

brzmiał cynicznie.

- Rany, jesteśmy stworzeni dla siebie. I wiesz, co jest najlepsze?

- Co? - Z całych sił uścisnąłem Chichotka, starając się cieszyć ze szczęścia Andrew i 

Rachel.

- Powiedziała, że kocha się we mnie od początku semestru. Czy to nie jest kapitalne?

- Niesamowite.

Nie mogłem uwierzyć, że Andrew Rice jest zakochany. Naśmiewał się ze mnie, że 

szukam idealnej dziewczyny. A teraz paplał jak idiota, nieziemsko uszczęśliwiony.

- Chcesz się dowiedzieć, co dzisiaj zrobiłem? - Mów.

Andrew zdawał się nie zauważać, że ta rozmowa nie cieszyła mnie tak bardzo jak 

jego.

- Zatelefonowałem do radia i zadedykowałem Rachel piosenkę. A potem wykręciłem 

do Rachel i powiedziałem jej, żeby włączyła radio. Obydwoje zostaliśmy przy telefonie. Nie 

rozmawialiśmy, tylko czekaliśmy na piosenkę. - Andrew westchnął z zadowoleniem.

- Chyba nieźle wpadłeś - powiedziałem, nie wiedząc, jak mu dać do zrozumienia, że 

rozprawiając o miłości, wbija mi nóż w serce.

- Zaprosiłem ją na karnawałową zabawę. Hej, a może pójdziemy w dwie pary?

- Jakoś się nie wybieram.

- Jasne,   że   się   wybierasz,   Cain.   Jeśli   nie   znajdziesz   sobie   kogoś   innego,   zawsze 

możesz wziąć Delię. Obydwoje nie macie pary... a większość ludzi i tak myśli, że ze sobą 

chodzicie.

Usłyszałem,   że   się   śmieje   jak   wariat.   Jeśli   porozmawiam   z   Andrew   choć   chwilę 

background image

dłużej, chyba wyskoczę przez okno.

- Słuchaj, stary. Muszę kończyć. Mama mnie woła. Jestem pod wrażeniem twojego 

wyczynu. Tak trzymaj.

Odłożyłem słuchawkę, zanim zdążył mi odpowiedzieć. Miałem zaledwie siedemnaście 

lat, a w moim życiu był tylko ból i samotność. Leżąc na łóżku, zastanawiałem się, ile jeszcze 

zdołam wytrzymać.

Nie mam pojęcia, ile czasu upłynęło, zanim mama zajrzała do mojego pokoju. Mogły 

to być sekundy, godziny albo dni.

- Tata   i   ja   wybieramy   się   na   aukcję   -   powiedziała.   -   Chcesz   pojechać   z   nami? 

Schowałem Chichotka pod kocem i pokręciłem głową.

- Myślę, że zostanę w domu.

Mama uśmiechnęła się swoim najbardziej macierzyńskim uśmiechem, a ja poczułem 

się, jakbym miał pięć lat.

- Dobrze, kochanie, ale nie przeleż całego dnia w łóżku. To niezdrowo. - Zamknęła 

drzwi, a ja wyjąłem Chichotka z ukrycia.

Słysząc, że otwierają się drzwi garażu, sturlałem się z łóżka. W łazience zmusiłem się, 

by wyszorować zęby i umyć twarz. Uczesanie się było ponad moje siły.

Czując się tak, jakbym poruszał się w próżni, zszedłem do kuchni i nalałem sobie 

filiżankę   czarnej   kawy.   Następnie   przejrzałem   pobieżnie   gazetę,   mając   nadzieję,   że   to 

oderwie moje myśli od Delii.

Skupiłem się na dziale sportowym, ale kiedy odwróciłem wzrok od tabeli wyników, 

zdałem sobie sprawę, że nie pamiętam, kto wygrał mecz futbolowy. I że wcale mnie to nie 

obchodzi.

Przerzuciłem parę stron i w dziale poświęconym sztuce moje oczy przykuła ogromna 

reklama filmu „Casablanka”.  Film wyświetlano w Tivoli i pierwszy seans zaczynał  się o 

pierwszej  po  południu.  Przypomniałem  sobie,  jak  oglądałem  ten  film  poprzednim razem. 

Delia była już w łóżku, gdy do niej zatelefonowałem, ale wstała i obejrzała film do końca.

Spojrzałem   na   zegarek.   Do   seansu   pozostał   kwadrans.   Popędziłem   do   drzwi, 

narzuciłem kurtkę i chwyciłem kluczyki. Następnie automatycznie podszedłem do telefonu, 

żeby zapytać Delię, czy by się ze mną nie wybrała.

Już miałem podnieść słuchawkę, ale się rozmyśliłem. Uświadomiłem sobie, że idę do 

kina, żeby zapomnieć o tym, co spotkało mnie dzisiaj rano. Powoli odszedłem od telefonu. 

Delia powiedziała, żebym dał jej spokój. Muszę się przyzwyczaić do samotnego oglądania 

starych filmów. Żaden z moich kolegów nie rozumiał, jak można lubić czarno - białą filmową 

background image

klasykę.

Jadąc do kina, zdałem sobie sprawę, że wpatrywanie się w Humphreya Bogarta i w 

Ingrid Bergman nie odciągnie moich myśli  od Delii. I że rozpłaczę się, gdy siedzący za 

fortepianem Sam zagra dla Ilsy „Gdy mija czas”.

Ale i tak kupiłem bilet. Skoro nic nie zdoła zagłuszyć moich wspomnień o Delii, mogę 

równie dobrze rozpaczać w ciemnym kinie.

- Masz się tam z kimś spotkać? - spytała kasjerka, wydając mi resztę.

- Nie. Wprost przeciwnie - odparłem. Wzruszyła ramionami.

- Coś pewnie wisi w powietrzu - mruknęła.

- Chyba tak - zgodziłem się z nią, nie wiedząc i nie dbając o to, co miała na myśli.

Ponieważ   już   i   tak   byłem   spóźniony,   podszedłem   do   bufetu   i   kupiłem   prażoną 

kukurydzę. Przez całe przedpołudnie nic nie jadłem i burczało mi w brzuchu. Nie byłem 

pewien, czy uda mi się pochłonąć całą porcję kinowego popcornu, ale na wszelki wypadek 

poprosiłem o podwójne masło.

Widownia   była   w   połowie   pusta.   Zobaczyłem   Humphreya   Bogarta   i   usłyszałem 

muzykę. Mogłem się utożsamić z Bogartem, który grał Ricka. Jego bohater utracił swą jedyną 

prawdziwą miłość i wiódł pozbawioną sensu egzystencję. Był chłodny i niedotykalski, bo nic 

się dla niego nie liczyło.  Postanowiłem, że od dzisiaj będę taki sam - trzymający się na 

uboczu macho, który prześlizguje się przez życie, odporny na wszystkie emocje i pragnienia.

Zatopiony   w   ponurych   myślach,   czekałem,   by   moje   oczy   przyzwyczaiły   się   do 

ciemności. Następnie ruszyłem naprzód, wypatrując wolnych miejsc. Chciałem być sam ze 

swoją rozpaczą.

Dotarłem do trzeciego rzędu i zatrzymałem się z walącym sercem. Tuż przed sobą 

zobaczyłem   dobrze   mi   znaną   ciemną   głowę.   Patrzyłem   z   niedowierzaniem,   omal   nie 

upuściwszy popcornu.

Przetarłem jedno oko, potem drugie. Czyżbym miał halucynacje? Jakie były szanse na 

to, że tuż przede mną siedzi Delia, jakby czekała, że przyjdę i ją znajdę?

Na chwilę zamknąłem oczy, a gdy je otworzyłem Delia nadal tam była. Gdy ruszyłem 

z miejsca, nie mogłem się pozbyć uczucia, że w przeciwieństwie do romansu Ricka, mój 

skończy się happy endem.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

DELIA

Ingrid Bergman nie pojawiła się jeszcze, a ja już przełykałam łzy. Zazwyczaj moje 

oczy pozostawały suche co najmniej do chwili, gdy Rick znajduje przy fortepianie Sama, 

grającego dla Ilsy „Gdy mija czas”. Myśląc o sile Ilsy, postanowiłam nie zachowywać się jak 

idiotka. Ilsa nie uroniła ani jednej łzy przez cały film, nie płakała nawet podczas wojny.

Otarłam oczy swetrem i wyprostowałam się w fotelu. Moje myśli niezmordowanie 

krążyły   wokół   Caina.   Zamiast   roztrząsać   przykry   koniec   naszej   przyjaźni,   zaczęłam 

wspominać wszystkie spędzone razem, miłe chwile.

Oczyma wyobraźni ujrzałam film o nas i uśmiechnęłam się. Najpierw zobaczyłam, jak 

wywracamy  się z  kajakiem na  Stawie Hazardzisty.  Potem  Cain  pojawił  się  przed moimi 

drzwiami, przebrany w strój Wielkanocnego Królika. Wreszcie roześmiałam się głośno na 

wspomnienie   Caina   koziołkującego   z   góry   na   nartach   podczas   szkolnej   wycieczki.   Po 

wywrotce wstał i skłonił się nisko zdumionym narciarzom.

A potem pojawiło się wspomnienie pocałunku. Niemal czułam ciepłe wargi Caina na 

moich ustach i jego palce, przesuwające się po moich włosach. A gdy tańczyliśmy na zjeździe 

absolwentów, było  mi tak, jakbyśmy się znaleźli w naszym  prywatnym  świecie. Trzymał 

mnie mocno w ramionach i zupełnie zapomniałam, że jestem zakochana w Jamesie.

To śmieszne, pomyślałam. Nigdy nie byłam zakochana w Jamesie. Chyba nawet nie 

bardzo go lubiłam. Chęć posiadania chłopca wzięłam za miłość. Teraz sama myśl o tym, że 

płakałam z powodu Jamesa i Tanyi, wydała mi się śmiechu warta.

Byłam tak bardzo pogrążona we wspomnieniach o Cainie, że nie zauważyłam, że ktoś 

podszedł. Siedziałam w pustym rzędzie i nagle poczułam, że ktoś usiadł koło mnie. Zjeżyły 

mi się włosy na karku i po całym ciele przebiegł dreszcz. Nie musiałam odwracać głowy, by 

wiedzieć, że to Cain. - Czy ktoś zamawiał popcorn? - wyszeptał mi do ucha.

Gapiłam się na niego oszołomiona, kręciło mi się w głowie. Zupełnie jakbym go z 

materializowała  siłą  wspomnień.  I oto, siedzi  tuż  obok mnie i  nawet w  ciemności  mogę 

dostrzec ciepłe lśnienie jego oczu. Spojrzałam na jego zmierzwione włosy, na cień zarostu. 

Spuściwszy wzrok, stwierdziłam, że ma na sobie buty nie do pary. Wygląda jeszcze gorzej niż 

ja, pomyślałam z szaleńczo bijącym sercem.

Nie mogłam z siebie wydobyć głosu, ale sięgnęłam do rożka i zaczerpnęłam pełną 

garść popcornu. Następnie utkwiłam wzrok w ekranie, bojąc się, że wybuchnę płaczem. Nie 

bardzo wiedziałam, co czuję, ale cieszyłam się, że Cain jest blisko mnie. Jego obecność koiła 

background image

ból po utracie naszej długoletniej przyjaźni. Będziemy razem przynajmniej przez najbliższe 

półtorej godziny.

Przez dłuższą chwilę tkwiliśmy sztywno w fotelach, nie mając odwagi spojrzeć na 

siebie. W „Casablance” upływały dni i noce, ale dla mnie film był zasnuty mgłą. Bliskość 

Caina zajmowała mnie bez reszty.

Nie   dotykaliśmy   się,   ale   otaczało   mnie   ciepło   promieniujące   z   jego   ciała.   Raz 

jednocześnie wetknęliśmy dłonie do rożka z prażoną kukurydzą i natychmiast je cofnęliśmy.

Gdy rozgrywała się ostatnia scena filmu, nasze ramiona mocno się stykały i ja prawie 

straciłam   oddech.   Nigdy   dotąd   obecność   drugiego   człowieka   nie   zrobiła   na   mnie   tak 

piorunującego wrażenia. Ale on przecież nie był jakimś tam człowiekiem - był Cainem, moim 

najlepszym przyjacielem, moją prawdziwą miłością.

Gdy z ekranu padły słowa Humphreya Bogarta „Zawsze będziemy mieli Paryż”, w 

moich oczach zabłysły łzy po raz pierwszy od chwili, gdy usiadł koło mnie Cain.

Nagle poczułam na policzku jego oddech i pochyliłam ku niemu głowę. Każdy nerw w 

moim ciele dygotał, czekając na to, co się stanie.

- Zawsze będziemy mieli... - wyszeptał Cain do mojego ucha. Myślałam, że powie 

„Paryż”, ale on dokończył: - ...nasze szczęście na zawsze.

Wzięłam  go  za   rękę  i   mocno  zacisnęłam  palce.  Gdy   zwróciłam  ku  niemu  głowę, 

palcami   drugiej   dłoni   delikatnie   obrysował   linię   moich   warg.   Byłam   pewna,   że   wszyscy 

widzowie słyszą bicie mego serca, ale nie dbałam o to.

- Kocham cię - wyszeptałam.

- Kocham cię - odpowiedział Cain.

Gdy na ekranie pojawiły się napisy,  pocałowałam go, dając upust całej tęsknocie, 

nagromadzonej przez ostatnie tygodnie, miesiące i lata. Pocałunek Caina był równie namiętny 

i poczułam, że po raz pierwszy w życiu naprawdę się rozumiemy.

Trwaliśmy złączeni uściskiem, pogłębiając pocałunek. Zupełnie zapomniałam, gdzie 

się znajdujemy. Nie liczyło się nic poza nami. Cały świat składał się z Caina i mnie, ze mnie i 

Caina. Wszystko inne było złudzeniem ulatującym w powietrze, mirażem.

Nagle bez ostrzeżenia rozbłysły światła. A my wciąż się całowaliśmy. Aż wszyscy na 

widowni zaczęli nam bić brawo i śmiać się. Wtedy się rozdzieliliśmy. Spojrzeliśmy na siebie 

zawstydzeni, a potem wybuchnęliśmy śmiechem. Gdy ktoś, przechodzący obok, przeciągle 

gwizdnął,   roześmialiśmy   się   jeszcze   głośniej.   I   wciąż   wpatrywaliśmy   się   w   siebie. 

Napawaliśmy się doskonałością chwili.

Gdy wszyscy widzowie opuścili kino, Cain wziął mnie za rękę i pomógł mi wstać. 

background image

Szliśmy wąskim przejściem pomiędzy rzędami, nie przestając się obejmować, nie przejmując 

się tym, że za każdym krokiem wpadamy na siebie.

W jasno oświetlonym holu, czekała na nas kasjerka.

- Miałam   przeczucie!   -   wykrzyknęła   na   nasz   widok.   -   Mówiłam,   że   coś   wisi   w 

powietrzu.

Wyszliśmy   na   ulicę   uśmiechając   się   i   chichocząc   jak   głupki.   Zakochane   głupki, 

pomyślałam uszczęśliwiona.

Nagle Cain przystanął i objął mnie mocno. Ja także go przytuliłam, ściskając z całej 

siły.

- Hej, Deels? - powiedział.

- Co? - spytałam, odgarniając mu włosy z twarzy.

- Masz z kim pójść na bal karnawałowy? Jest pewien zakład, który muszę wygrać.

Przyciągnęłam   go   jeszcze   mocniej,   obsypując   pocałunkami   jego   twarz.   A   potem 

roześmiałam się i żartobliwie szturchnęłam go w ramię.

- Chciałeś powiedzieć, że to ja go muszę wygrać - sprostowałam, zaglądając mu w 

oczy.

Cain spoważniał i ujął moją twarz w dłonie.

- Myślę, że obydwoje wygraliśmy - powiedział cicho.

Pocałował mnie i nie bardzo pamiętam, co działo się później. W każdym razie wieczór 

skończył się przy kominku i nad gorącą czekoladą. Reszty możecie się domyślać...


Document Outline