background image

Leon Knabit OSB: Śmierć wzięła się z 
zawiści diabła 

     

Myślę, że nie trzeba od razu życia oddawać, żeby Bóg spojrzał na 
nas przychylnym okiem…
  

Łukasz Wojtusik: Skąd wzięła się śmierć?  

Leon Knabit OSB: Przez zawiść diabła.  

To odpowiedź biblijna.  

Człowiek był nieśmiertelny i stracił ten przywilej. Jest szansa, że 
jeszcze go odzyska. Mamy przecież żyć wiecznie! Bunt przeciwko 
Panu Bogu spowodował, że człowiek stracił to, co Bóg chciał mu dać, 
zrezygnował z pierwotnej nieśmiertelności. Wolna wola człowieka 
zatriumfowała, choć użyliśmy jej niezbyt roztropnie. Skutek? 
Straciliśmy bardzo ważny kapitał na przyszłość i dopiero Jezus 
Chrystus musi to odzyskiwać.  

Wyszliśmy ze świata idealnego.  

Rajskiego! Mieliśmy rozum, panowaliśmy nad zwierzętami i, co 
najważniejsze, mieliśmy bezpośredni kontakt z Bogiem. Ale w sprawę 
wmieszał się szatan.  

Może uznał, że inaczej byłoby nudno.  

I tu kolejna tajemnica: skąd ten szatan? Bez rogów, prawie równy 
Bogu, wspaniały duch, skąd w takim typie pojawiła się nutka 
sprzeciwu wobec Boga?  

Może grzech istniał od początku świata.  

Oczywiście, były takie koncepcje dualistycznego podejścia, opozycji i 
współistnienia dobra i zła od samego początku. Ale z tego, co wiem, 
współcześnie dominuje przekonanie, że to złamanie reguł, pierwsze 

background image

nieposłuszeństwo, niepohamowana ciekawość była pierwszym 
impulsem do powstania zła, a za nimi szła śmierć.  

Jest szansa, że dobro zwycięży?  

Szansa? To pewne.  

Ale czy nie naiwne?  

Dla wierzących to pewnik. Choć codzienność wygląda zupełnie 
inaczej. Bóg Ojciec zesłał Syna swojego dla zbawienia dusz! Wierzymy 
w nieśmiertelność duszy, obietnicę wieczności. Poza tym obietnica 
życia po śmierci i rozliczenia z ziemskich grzechów trochę nas hamuje. 
Generalnie możemy wyróżnić dwie podstawowe postawy: 
egoistyczną i altruistyczną. Możemy skupić się na tym, co najlepsze, 
najpiękniejsze, na gromadzeniu, rozmnażaniu, wydawaniu, przecież i 
tak nic z nas i po nas nie zostanie. O wiele ciekawsze jest podejście 
altruistyczne, w które wpisana jest potrzeba zostawienia czegoś po 
sobie. Życie się nie powtórzy, dlatego muszę dokonywać 
odpowiedzialnych wyborów, z których rozliczy mnie drugi człowiek 
albo społeczność, w której funkcjonuję, lub – w wersji patetycznej – 
historia. A my tymczasem wierzymy, że człowiek staje w końcu przed 
Bogiem, zdaje rachunek dobra i zła. Gdzie tu różnica w podejściu do 
problemu? W kryteriach oceny naszego życia. My nie jesteśmy w 
stanie poznać wnętrza drugiego człowieka, a Bóg widzi, zna prawdę i 
wie, kto jest godzien nagrody.  

Dlatego chrześcijanin powinien czekać na nią? Z rozmów z ojcem 
wyłania mi się obraz chrześcijanina, który nie myśli o śmierci, tylko 
czeka na to, co wydarzy się po niej, pyta, ponieważ chciałby 
wiedzieć, w co się pakuje, ale nie otrzymuje żadnej konkretnej 
odpowiedzi.
  

 

 

background image

Odpowiedzi daje wiara, nauka w tej kwestii milczy. Myślę, że 
jesteśmy w sytuacji podobnej do ateistów. Niektórzy kwestionują 
przecież założenie o życiu po śmierci tylko dlatego, że nie ma 
dowodów na to, że nie ma życia po śmierci (uśmiech). A objawienia? 
Mówią, że to złuda, że świadkowie z Fatimy są pomyleni. 
Paradoksalnie, właśnie dzięki świadectwom z tych miejsc ludzie się 
nawracają. Wiara może podciąć korzenie pewności osób 
niewierzących. Mam wrażenie, że Pan Bóg znajdzie sposób, by zbawić 
każdego, wystarczy tylko słuchać sumienia.  

Od dłuższego czasu rozmawiamy o śmierci, w religii chrześcijańskiej 
nierozerwalnie powiązanej ze zmartwychwstaniem.
  

To oczywista oczywistość.  

Mam wrażenie, że żeby uwiarygodnić zmartwychwstanie, 
ewangeliści bardzo dokładnie opisują agonię Chrystusa, Jego 
konanie.
  

Pewnie. Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, (…) próżna jest nasza 
wiara
. Zresztą motyw zmartwychwstania obecny był w wielu innych 
wierzeniach. Ozyrys, bóg śmierci i jednocześnie odrodzonego życia. 
Horus, który był słońcem zasypiającym wieczorem i 
zmartwychwstającym rano. Motyw przekroczenia czegoś, przemiany, 
dalszego ciągu życia pod inną postacią występuje w wielu systemach 
religijnych, różne są jedynie formy przedstawienia i interpretacje. 
Nam z kolei objawione zostało w księgach, że Bóg stworzył człowieka 
do nieśmiertelności, pierwszy człowiek tę nieśmiertelność stracił i 
musiał pojawić się Jezus Chrystus, który mówi: Kto we Mnie wierzy, 
choćby i umarł, żyć będzie
.  

A jeśli nie uwierzę?  

To zobaczymy, czy się spotkamy na drugim brzegu (uśmiech).  

Ci, którzy zobaczyli Zmartwychwstałego, musieli wierzyć?  

background image

To bardzo ciekawe zagadnienie. Jeszcze idąc na górę 
Wniebowstąpienia, nie dowierzali. Myślę, że to, co się wydarzyło, 
zupełnie przekraczało ich sposób pojmowania świata. Jezus objawia 
się uczniom i jeszcze by uwiarygodnić rzecz niewiarygodną, namawia 
ich, by Go dotknęli, chce towarzyszyć im przy posiłku. Chwilę później 
znika. Normalny człowiek mógłby sfiksować!  

Ale jednocześnie ci, którzy widzieli Jezusa Chrystusa 
zmartwychwstałego, są najważniejszymi świadkami.
  

Formalnie uwiarygodniają podstawy naszej wiary. Najciekawsze w 
tym kontekście jest nawrócenie świętego Pawła Apostoła. W drodze 
do Damaszku dzieją się rzeczy dziwne. Dochodzi do spotkania Szawła 
ze zmartwychwstałym Jezusem. Oczywiście są ludzie, którzy twierdzą, 
że spadł z konia, że jego przemiana to skutek epilepsji, dla mnie to 
absurd. Symbolem zmiany jest nowe imię Szawła. Już jako Paweł 
pisze listy, stwarza całą teologię chrześcijaństwa. Ginie za wiarę, staje 
się taki, jak ci, z którymi przez wiele lat jako Szaweł walczył. Z 
racjonalnego punktu widzenia tę przemianę trudno pojąć. Łatwiej 
przyjąć jej symboliczny wymiar, kiedy wierzymy. W historii Apostoła 
Narodów zawarte jest także ważne świadectwo zmartwychwstania.  

Wróćmy do symbolicznego wymiaru męki Chrystusa na krzyżu, do 
której zmierzają wszystkie wydarzenia Nowego Testamentu.
  

Ewangeliści oszczędnie opisują, co się działo podczas drogi krzyżowej. 
Nie epatują okrucieństwem. Dziś relacja taka mogłaby być, podobnie 
jak Pasja Gibsona, krwawa i bardzo dosłowna. Jeden z żołnierzy 
ciągnął Jezusa za rękę, drugi trzymał mocno, po chwili usiadł na Jego 
klatce piersiowej, zadając konającemu mężczyźnie niewyobrażalny 
ból. Twarz Jezusa pokryta krwią i piaskiem zdawała się mówić, że już 
dość, a to był dopiero początek prawdziwej męki – i tak dalej, i tak 
dalej.  

Ewangeliści wykazali się dyskrecją?  

background image

Dyskrecja sprawdza się w przypadku opisywania śmierci, mam 
wrażenie, że ważna jest także w czasie Eucharystii. Ukrzyżowania były 
wydarzeniami publicznymi, często towarzyszyły im tłumy gapiów. W 
przypadku Eucharystii też mamy wspólnotę. Pierwszy raz dzielono się 
chlebem i winem, Ciałem i Krwią. Symboliczny, dyskretny wymiar 
przemiany – o to również chodzi w religii. Dyskretny, ale na oczach 
wszystkich, którzy chcą widzieć. Mamy więc znaki, które jednak 
powinny nam przekazywać jakąś treść, odnosić się do rzeczywistości.  

Jak do rzeczywistości miały się słynne hagiografie, losy świętych z 
klasycznym, szkolnym przykładem na czele, czyli z historią świętego 
Aleksego?
  

Teksty hagiograficzne spełniały ściśle określoną rolę literacką i 
społeczną. Miały być opisem żywota osoby uznanej za świętą i 
jednocześnie realizować bardzo konkretny cel – pokazywać, że 
człowiek jest w stanie wyrzec się dla Boga prawie wszystkiego. Że 
dopiero nie mając niczego, można być blisko. Każdy porządny tekst 
hagiograficzny zawiera powtarzające się elementy, nieco 
wyolbrzymia wagę albo charakter niektórych wydarzeń. No i aura 
cudowności po śmierci! Nie mogło jej zabraknąć, wynikała z ogromnej 
potrzeby udowodnienia zasadności wyniesienia danej osoby na 
ołtarze. Hagiografie traktujemy z dystansem jak legendy z dawnych 
czasów. Ale w każdej legendzie jest element prawdy. Nie ma dymu 
bez ognia, musi coś się tlić, żeby dymek leciał.  

We mnie tli się nadzieja, że poruszymy jeszcze jeden z aspektów 
związanych ze śmiercią, a dotyczący średniowiecza. W starożytności 
mieliśmy często kult świętych miejsc, od średniowiecza rozpoczyna 
się w Kościele katolickim kult relikwii.
  

Nie zgodzę się – kult męczenników znali już pierwsi chrześcijanie, na 
ich grobach odprawiano Msze święte.  

Chcąc nie chcąc, wracamy do miejsc i przedmiotów religijnego kultu.  

background image

Miejsc było wiele, choć konkretna symboliczna dla religii przestrzeń 
zwana świętą niewiele znaczy bez człowieka. Święty gaj albo święta 
rzeka, a nieopodal krowa się pasie. I tu rodzi się pytanie, czy i krowa 
nie uszczknęła sobie odrobiny tej świętości (śmiech). Ewangelizacja za 
czasów pierwszych chrześcijan była nierozerwalnie związana z 
niszczeniem takich miejsc. Z kolei relikwie spełniały role symbolu. 
Miały przypominać o śmierci, a ludziom dawać nadzieję na lepsze 
życie. W Kościele katolickim wierzymy, że z relikwii świętych płynie 
łaska, obdarzone są szczególna mocą, czasami za ich sprawą stajemy 
się świadkami niewytłumaczalnych wydarzeń.  

Odłóżmy relikwie na bok, ponieważ interesuje mnie kwestia o wiele 
poważniejsza – czy można śmiercią poniesioną w ofierze odkupić złe 
życie
.  

O jaką ofiarę chodzi?  

Na przykład oddanie za kogoś życia.  

Myślę, że nie trzeba od razu życia oddawać, żeby Bóg spojrzał na nas 
przychylnym okiem. Szczery akt żalu doskonałego powinien w 
zupełności wystarczyć, zapewniając nam okupienie win. 
Zapominamy, że chrześcijanin przede wszystkim powinien szukać 
relacji z Panem Bogiem; dla jednych to trudne, dla innych banalne, 
próbować warto. Nie ma konieczności oddawania życia. Choć z 
drugiej strony Chrystus oddał za nas życie, ojciec Maksymilian Kolbe 
w obozie koncentracyjnym oddał życie za innego człowieka. Przykłady 
można by mnożyć, mnie zawsze zastanawia fakt, że o wielu historiach 
prawdziwego męstwa i poświęcenia nie wiemy. Prawdziwa odwaga 
lubi anonimowość.  

Zostańmy na chwilę przy wielkich postaciach Kościoła. Teresa z 
Avila napisała: „Umieram, bo nie umieram”.
  

Zgoda, ale najpierw trzeba umierać w sobie. Bo kto chce zachować 
swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je 
zachowa
. Teresa z Avila zdaje się mówić: „Moje ziemskie życie jest 

background image

spełnione”. Śmierć ma tu zresztą inne znaczenie, chodzi o 
pozbywanie się tego, co jest dla nas balastem, obciążeniem. Lękamy 
się, boimy, ale kto nie ryzykuje, ten później nie ma satysfakcji. 
Czasami umieramy dla wielu rzeczy, wypowiadając słowo „Nie”. 
Wódka? Nie, ja dla niej jestem już nieboszczykiem. Przygodny seks? 
Nie, dziękuję. Zabijam coś, co może uśmiercić moje relacje z 
najbliższymi.  

Trudne doświadczenia dają więcej satysfakcji. Ja umieram 
wszystkiemu, co nie służy mi do zbawienia. Mogę nie istnieć dla tego, 
co ludzie nazywają „prawdziwym życiem”. Moje jest nieprawdziwe, 
bo klasztorne?  

Memento mori” – pamiętaj, że umrzesz. Pamiętajmy, że śmierć 
kiedyś przyjdzie i używajmy, ile się da?
  

Tylko potem się nie zdziw, gdy przyjdzie ci zdać rachunek z dobrych i 
złych spraw, które w życiu zrobiłeś.  

Próbuje mnie ojciec przekonać do nonkonformistycznego sposobu 
życia. A co z chwilą, używaj dnia! Potem sobie powiesz – pora 
umierać.
  

I wtedy zabraknie księdza do ostatniej spowiedzi! (śmiech) Używaj 
dnia, ale kochaj, żebyś nie musiał potem wyznawać: kochałem siebie i 
przemijające rzeczy.  

Co ojciec sądzi o satanistach? U nich także istnieje swego rodzaju 
kult, fascynacja śmiercią.
  

Zabijają siebie i tym zabijają innych. Satanizm stoi w opozycji do 
moich przekonań, niszczy wiarę. Poczucie wewnętrznego rozbicia po 
tym, gdy zrobimy coś złego, wiąże się z działaniem zła. Jesteś rozbity, 
ponieważ rozbiłeś w sobie na moment obraz Boga. Pękło lustro, w 
którym mogłeś się przeglądać. Wiara, na szczęście, pomaga je skleić.  

Satanizm należy traktować poważnie?  

background image

Ludzie ulegają różnym modom. Kolczyk w pępku, krok spodni w 
kolanach, majtki wystające nad paskiem. Jeśli nosząca się tak osoba 
jest szczupła, to pół biedy. W innym wypadku robi się niesmacznie. 
Przyglądanie się kobietom ubranym w ten sposób na ulicy utwierdza 
mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłem – dziękuję bardzo, wolę 
celibat. Wracając jednak do satanistów, myślę, że z nimi jest 
podobnie – to moda, która przeminie, wróci, by po kilku sezonach 
znów odejść w zapomnienie. Przyglądajmy się zjawiskom społeczno-
kulturowym, ale zachowujmy jednak zdrowy dystans do świata.  

Ojciec ma dystans do świata?  

Zdrowy dystans. Po wskrzeszeniu Łazarza część ludzi padła na kolana, 
inni jednak pomyśleli pewnie: „Cwaniak z tego Jezusa”. I chętnie 
pozbyliby się cudotwórcy i Łazarza. Co z tego wynika? Świata nie 
zmienię, ale mogę mu się bacznie przyglądać. Różnimy się, nie tylko w 
wierze, inaczej nazywamy świat, ale właśnie dlatego warto się temu 
przyglądać. Byleby sobie z tego powodu żył nie wypruwać! (śmiech).  

Na dzisiaj kończymy; wiem, że ojciec się spieszy.  

Ja się nie spieszę, póki siedzę (uśmiech).  

W teatrze greckim nie pokazywano śmierci, przez wieki była ona 
tematem tabu. A dziś żyjemy w teatrze śmierci?
  

Epatuje się nią, gra w mediach. Bardzo bolesnym, ale dobrym 
przykładem są nagrania wojowników islamskich z różnych organizacji 
publikowane w Internecie. To bardzo dobrej jakości produkcje 
filmowe, w których głównym elementem jest, często dokonana w 
bestialski sposób, egzekucja. Wideo z krwawej rzezi między innymi na 
chrześcijanach ląduje w Internecie, gdzie w ciągu kilku chwil ta śmierć 
urasta do rangi publicznej egzekucji. To prawie to samo, co w 
średniowieczu, tylko zasięg o wiele większy. Często w tych 
produkcjach widzimy nie tylko śmierć. Autorzy chcą nas postraszyć, 
publikując również zdjęcia torturowanych więźniów. Epatujemy 
śmiercią, dając relację wideo z tego, jak ktoś umiera, pokazując 

background image

śmierć na żywo w dokumencie telewizyjnym. Zwolennicy takich 
praktyk chcą w ten sposób nakłonić nas do publicznej dyskusji, ale ja 
nie chcę tego oglądać, nie zamierzam wdawać się w polemikę, 
ponieważ śmierć jest czymś bardzo intymnym. To spotkanie Boga z 
człowiekiem. Przecież widownia w takich sytuacjach i tak musi obejść 
się smakiem.  

Czego nie należy pokazywać w mediach?  

Śmierci, umierania, zabijania.  

Podczas II wojny światowej dokumentaliści angielscy stanęli przed 
etycznym dylematem: czy pokazywać w zbliżeniu ciała zmarłych w 
obozach koncentracyjnych?
  

Materiały filmowe pełniły w tamtym wypadku zupełnie inną funkcję, 
chodziło zapewne o dokumentację zbrodni hitlerowskich. 
Współcześnie często śmierć pokazywana jest w mediach z pobudek 
finansowych. Ja pierwszy w swojej stacji pokażę śmierć naprawdę, 
zapowiem materiał w Internecie, wszyscy będą chcieli zobaczyć, 
choćby z ciekawości, co się wydarzy, sprawdzą, czy nie blefowałem, i 
ja zgarnę kasę za reklamy. Czwarta władza powinna być świadoma, że 
ma brudne ręce, jeśli epatuje śmiercią, by zarobić. To jest po prostu 
nieuczciwe.  

Dlaczego ludzie chcą kupować śmierć? Dlaczego kupują tabloid, 
który na pierwszej stronie pokazuje zdjęcia ciała zmarłej, kilkuletniej 
dziewczynki? Dlaczego tak bardzo chcemy uczestniczyć w spektaklu 
śmierci?
  

To pytanie zadajemy sobie od wieków. Zmieniły się tylko technologie 
i skala rozpowszechniania tego typu materiałów. Dawniej gawiedź 
wyła z rozkoszy, gdy torreador zabijał byka, ale część widzów z 
nadzieją czekała na wypadek przy pracy, na porażkę torreadora.  

W „Pasji” Mela Gibsona jest scena, w której żołnierze rzymscy 
katują Chrystusa; widać, że sprawia im to przyjemność.
  

background image

Na filmach z egzekucji chrześcijan przez fanatyków z tak zwanego 
Państwa Islamskiego także widać pewien rodzaj satysfakcji z 
zadawania cierpienia. Ludzie cieszą się zabijaniem, niszczą w imię 
Allaha; Bóg kazał im zrobić coś, co napełnia ich dumą. Oprawcy z 
Auschwitz też kierowali się w swoim działaniu poczuciem 
sadystycznej przyjemności z zadawania bólu. Co ciekawe, w fabryce 
śmierci, którą zarządzali, próbowali jednocześnie prowadzić 
normalne życie. Mieli tam swoje rodziny, chodzili na spacery, bawili 
się ze zwierzętami domowymi, organizowali potańcówki, koncerty. 
Nie potrafię tego wytłumaczyć.  

W 2004 r. jeden z tabloidów opublikował zdjęcia ciała Waldemara 
Milewicza, korespondenta wojennego TVP, który zginął podczas 
pracy w Iraku. Fotografie wywołały ogromne poruszenie w 
środowisku dziennikarzy, stały się pretekstem do bardzo poważnej 
dyskusji o granicach tego, co nam, dziennikarzom, wolno.
  

Warto zwrócić uwagę na zmianę we wrażliwości odbiorców i 
nadawców w mediach publicznych i komercyjnych w Polsce po 1989 
r. Z innej kultury wyrośliśmy, w innej wychowujemy swoje dzieci. 
Mam wrażenie, że przez narodziny Internetu straciliśmy kontrolę nad 
mediami. Pluralizm jest wartością komunikacji w sieci, ale 
jednocześnie samoregulacja, autocenzura użytkowników Internetu 
jest utopią. Dzisiejsza młodzież zabija postacie w grach 
komputerowych, uśmierca swoich oponentów na portalach 
społecznościowych, publikując kompromitujące ich materiały. Cały 
czas próbujemy przekraczać granicę, sprawdzamy, czy ktoś nas 
ukarze, jeśli skopiemy staruszkę na ulicy. Przemoc stała się medialna. 
Chcemy walczyć z mową nienawiści, ale brakuje nam narzędzi, 
ponieważ Internet jest szybszy. Chcesz zobaczyć, jak zrobić w domu 
narkotyk, jak wygląda seks? Proszę bardzo! Wstukujesz hasło w 
wyszukiwarkę i po chwili masz co najmniej kilka odpowiedzi. Nie tylko 
tam przesuwa się granica, w głupich gazetach znajdujemy historie w 
stylu „chciałam zobaczyć, jak to będzie”. Stąd już tylko krok do 

background image

artykułu: Chciałem zobaczyć, jak to jest zabić człowieka? Zresztą i 
takie historie w ostatnim czasie w Polsce już przerobiliśmy.  

   

Co zrobić z tą przesuwającą się granicą, z przyzwoleniem na 
pokazywanie śmierci w mediach?
  

Nie wiem. Przede wszystkim chciałoby się powiedzieć: „Ciszej nad tą 
trumną”. Warto zmieniać przestrzeń, na którą mamy wpływ, dlatego 
zacznijmy od własnego podwórka. Zachowajmy większą ostrożność 
przy śmierci bliskiego. Dajmy sobie prawo do ciszy. O nieobecnych tuż 
po ich śmierci starajmy się nie mówić źle, lepiej pomilczeć. Skupmy 
się na relacjach, niekoniecznie tych w telewizji.  

Ale pogrzeb też stał się wielkim „show”. Uczestniczymy w 
ceremoniach pogrzebowych ikon popkultury, gwiazd, autorytetów. 
Długa jest lista pogrzebowych ceremonii, którym przyglądał się cały 
świat: księżna Diana, Michael Jackson, Jan Paweł II.
  

Czułem, że Jan Paweł II znajdzie się w tym zacnym gronie (śmiech). 
Powiedzmy szczerze, ceremonia pogrzebowa połączona z Mszą św. 
po śmierci papieża była wielkim wydarzeniem, które zgromadziło przy 
telewizorach wierzących i niewierzących. Ponoć relację z tego 
wydarzenia oglądali ludzie z blisko dwustu krajów na świecie. Kto by 
pomyślał, że uroczystość religijna będzie cieszyła się takim 
powodzeniem! To był pewnego rodzaju cud.  

Wpisujący się jednak w konwencję medialnego spektaklu.  

Proszę wybaczyć, ale śmierć i pogrzeb Jana Pawła II nie miały nic ze 
spektakularności tego gatunku. Było wielkie theatrum, piękna 
oprawa, elementy reżyserii w sposobie relacjonowania wydarzeń na 
Placu św. Piotra w Watykanie. Sama liturgia jest przecież formą 
przedstawienia, w dobrym tego słowa znaczeniu. Ale nikt tu nie 
rzucał się na trumnę, nie było protestujących grup, żarcików i 
anegdot z życia. Dominowały zaduma, liturgia, smutek i cisza.  

background image

   

Jednak przed Mszą świętą media anonsowały listę kardynałów 
przybyłych do Watykanu na uroczystości pogrzebowe, zapowiadały 
przedstawicieli państw, którzy przyjechali do Rzymu, by oddać 
zmarłemu hołd. To również elementy medialnego „show”.
  

Tak działają media, która muszą czymś żywić swoją publikę nie tylko 
w czasie wydarzenia, ale również wypełnić czas przed i po nim.  

Jest tu jakaś granica, której nie można przekroczyć? Żeby medialnie 
też „ciszej nad trumną” było?
  

Jak ją wyznaczyć? Ograniczyć czas transmisji, liczbę faktów, gości 
wspominających zmarłego? Zmienić ton wypowiedzi na bardziej 
wysublimowany? Przypominam, że korzystamy z dobrodziejstwa 
wolnych mediów, nie może być mowy o żadnych odgórnych 
ograniczeniach. Można po prostu niektóre rzeczy pokazać w 
stonowany sposób.  

Przyszło nam żyć w ciężkich czasach; gdzie ucho nie przyłożysz, tam 
zagadnienie okazuje się być bardziej skomplikowane, niż wydawało 
się na początku.
  

Trudnych? A kiedy były łatwe? (śmiech).  

   

Fragment książki 

Dusza z ciała wyleciała. Rozmowy o śmierci i nie 

tylko