background image

Alan w Krainie Skanlandii

background image

KRZYSZTOF DMOWSKI

ALAN

W KRAINIE SKANLANDII

Opowieści ze Świata Skanlandii 

Tom I

background image

© Copyright by Krzysztof Dmowski 2005 & e-bookowo 

Grafika i projekt okładki: Robert Zajączkowski

Redakcja i korekta: Ewelina Nakielska 

ISBN e-book 978-83-61184-94-2

ISBN druk 978-83-7859-224-2

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

www.e-bookowo.pl

Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione

Wydanie III poprawione 2013

background image

Od autora

Plany  napisania  pierwszego  tomu  przygód  Alana  zrodziły 

się  w  roku  1998.  Wówczas  zacząłem  robić  wstępne  szkice, 

zastanawiając się, co taka opowieść powinna zawierać? Przede 

wszystkim  pragnąłem  zachować  pewną  formę  oryginalności. 

Przeniesienie bohatera do epoki miecza w równoległym świecie 

mogłoby  wyglądać  na  zbyt  pospolite,  zatem  rozwijając  akcję, 

całkowicie  popuściłem  wodze  fantazji.  Ponadto,  doskonały 

bohater, który zazwyczaj bywa alter-ego pisarza, niezbyt przyciąga 

uwagę. Zatem Alan, do czasu osiągnięcia przemiany, był życiową 

ofermą, który nie potrafił nawet utrzymać żadnej pracy na dłużej… 

Jednak  przez  cały  czas  uparcie  realizuje  swoje  marzenia,  które 

zaczynają go satysfakcjonować dopiero po przybyciu do Krainy 

Skanlandii. Stopniowo zostają wprowadzeni kolejni bohaterowie, 

którzy w powieści mają swój udział. 

Zawsze  pragnąłem  odkrywać  to,  co  nieznane  i  bywać  tam, 

gdzie  nie  stanęła  jeszcze  ludzka  stopa.  Gdy  dorosłem,  okazało 

się,  że  nie  ma  już  „białych  plam”  na  mapach  i  na  wiele  pytań 

świat  przyjął  własne  odpowiedzi,  które  nie  zawsze  są  zgodne 

z rzeczywistością, ale podważanie ich jest wielkim przestępstwem 

w  wyobrażeniu  wielu  ludzi.  Wobec  tego  zacząłem  swoje  myśli 

przenosić  na  papier.  Obserwując  świat  wokół,  wiedziałem,  co 

interesuje czytelnika, a że pisząc o nieznanym, miałem wolne pole 

działania, toteż umieściłem akcję tej powieści w wyimaginowanym 

świecie. Wymyślony świat dawał mi pełną swobodę ruchu, bo nie 

istniały  żadne  ograniczenia,  prawdziwe  czy  też  fałszywe  teorie 

mówiące o przeszłości, bogach, czy demonach.

Krzysztof Dmowski

background image

5

Mężczyzna zazwyczaj nie chce tego, 

co jest łatwe, co ma w zasięgu, 

a pragnie tego, o co musi walczyć.

background image

Prolog

Zdrada

Zapadał zmierzch nad Krainą Skanlandii. Pustoszały z wolna ulice miasta 

Somaria  i  cichły  kroki.  Kupcy  oraz  badylarze  kończyli  handel  na  ulicach 

i pakowali swe towary na wozy. Latarnicy zapalali ogień w ulicznych latarniach. 

Wolno spacerowały patrole Rycerzy Pokoju.

Piękna kruczowłosa dziewczyna o migdałowych oczach, ubrana w czarną 

prostą suknię sięgającą do ziemi z wysokim rozcięciem na prawym biodrze, 

idąc  zdecydowanym  krokiem,  stąpała  wdzięcznie  i  delikatnie.  Przemierzała 

brukowane  ulice  Somarii.  Dumny  wygląd  szlachcianki  dodawał  jeszcze 

elegancji.  Mijani  mieszczanie  i  zbierający  się  kupcy  przy  swych  straganach 

zdawali  się  jej  nie  zauważać.  Niezatrzymywana  minęła  posterunek  gwardii 

królewskiej i znalazła się na drodze do koszar. Weszła do baraku i skierowała 

się  do  sali,  gdzie  szykował  się  do  odpoczynku  młody  żołnierz  Romuald, 

protegowany króla. Stanęła naprzeciw wysokiego, barczystego, ciemnowłosego 

mężczyzny w mundurze Rycerza Pokoju.

Żaden z obecnych żołnierzy leżących na łóżkach lub szykujących się do 

snu,  czy  do  służby,  nie  zwrócił  uwagi  na  wejście  kobiety  do  baraku,  gdzie 

zazwyczaj nikt poza Rycerzami Pokoju nie miał wstępu.

Romuald  zmierzył  wzrokiem  drobną  postać  pięknej  szlachcianki,  która 

sięgała  mu  zaledwie  do  piersi.  Zastanawiał  się  nad  celem  tej  wizyty.  Cóż 

szlachetnie urodzona osoba może też od niego chcieć? Czyżby pomyliła drogę? 

Ale zaraz… nikt z licznie przebywających mężczyzn nie ustępował jej z drogi, 

nie  wyrażał  swego  podziwu  dla  urody  tej  kobiety!  Nie  wierzył,  że  hołota, 

żyjąca z dala od kobiet, nie zwraca uwagi na jedną z jej przedstawicielek

1

, nie 

gwizdał, gdy przechodziła.

— Romualdzie  — odezwała się nieznajoma miękkim głosem, który w uszach 

młodego żołnierza brzmiał jak piękna pieśń w wykonaniu znamienitego barda, 

—  twój  los  niedługo  się  odmieni.  Spotka  cię  interesująca  przyszłość,  na  co 

w pełni zasługujesz i na co od dawna czekałeś. Będziesz bogaty i szanowany. 

Czy  nie  tego  pragnąłeś? Wyzwól  swoje  marzenia  i  weź  wszystko,  co  ci  się 

słusznie należy, nie odwracaj się od szczęścia.

— Kim jesteś, pani? — zapytał Romuald, odzyskując głos.

Nieznajoma uśmiechnęła się figlarnie.

— Jestem zapowiedzią twojego szczęścia...

Po  tych  słowach  i  zalotnym  uśmiechu,  kobieta  odwróciła  się  i  odeszła. 

Romuald patrzył za odchodzącą i pobiegłby za nią, gdyby mógł wykonać krok, 

ale jego stopy tkwiły jak przyrośnięte do posadzki.

Rycerze Pokoju byli reprezentantami boga Joanaosa i szukali sobie żon spośród wybranych 

jak oni.

background image

7

Tuż za barakiem do kobiety podszedł jeden ze strażników, przed którym 

odsłonięto, co dla innych pozostało zakryte.

— Co tu robisz, pani? Kobietom nie wolno tu wchodzić!

Szlachcianka  uniosła  dłoń  i  zacisnęła  pięść,  szepcząc  coś  przy  tym  pod 

nosem.  W  tym  czasie  strażnikowi  poczęło  brakować  tchu.  Upuścił  swoją 

halabardę i chwycił się za gardło, ale w żaden sposób nie mógł złapać powietrza. 

Jego twarz zrobiła się blada, a potem sina i w końcu bez czucia upadł na bruk. 

Dziewczyna odeszła i za bramą zniknęła pomiędzy ludźmi.

Romuald wybiegł z baraku. Kobieta rozpłynęła się jak poranna mgła. Uwagę 

jego przykuły nawoływania strażników i żołnierzy zebranych w jednym miejscu 

na placu. Skierował tam swe kroki. Na ziemi leżał niezdradzający objawów 

życia  strażnik,  a  obok  niego  porzucona  halabarda.  Martwe  oczy  patrzyły 

z przerażeniem, a twarz wykrzywiał grymas bólu. Wartownik najwyraźniej się 

czegoś śmiertelnie wystraszył.

— Mówię wam, stał i nagle zaczął się dusić, a po chwili upadł martwy! 

— wołał jeden z tych, którzy obserwowali scenę. — To magia! Z nikim nie 

rozmawiał!

— Wezwijmy magów, tu dzieje się coś dziwnego — zauważył inny.

W chwilę potem podbiegli medycy i jedynie potwierdzili uwagi żołnierzy.

— Magia nie zostawia śladów — rzekł jeden z medyków.

Romuald  przypomniał  sobie,  jak  to  podczas  rozmowy  z  piękną  kobietą 

nie mógł wykonać kroku. Odwrócił się i poszedł do baraku. W głowie miał 

tylko wspomnienie swojej niedawnej rozmówczyni i jej słowa. Jego przeszłość 

rysowała się nienajlepiej. Wychowywał się bez rodziców i od najmłodszych lat 

musiał ciężko pracować. Nie znał słowa: szczęście. Za sukces uznał przyjęcie 

do zakonu, co zawdzięczał swej postawie. Przez cztery lata odbywał służbę 

kadecką  i  kilka  miesięcy  temu  otrzymał  nominację  na  Rycerza  Pokoju. 

Obecność w zakonie dawała schronienie i wyżywienie; nie musiał się niczym 

martwić.

Tymczasem  wezwano  naczelnego  maga  Zandora.  Zandor  był  średniej 

budowy niezbyt wysokim mężczyzną i nosił prostą czarną szatę spiętą klamrą 

w pasie, a czarne włosy przyprószone siwizną pozostawały bez nakrycia.

Mag natychmiast pochylił się nad ciałem strażnika. Badał dłońmi jego ciało, 

szepcząc pod nosem tajemnicze zaklęcia. Dla tak uczonego męża nie trudno 

było stwierdzić, jakie wydarzenia tu się rozegrały. Nic nie mógł poradzić.

— Zabierzcie go z placu — zwrócił się do żołnierzy. 

Następnie udał się do dowódcy straży, gdzie wezwał również swoich dwóch 

zastępców,  Hektora  i  Rubena.  Magowie,  ubrani  podobnie,  zastali  w  pokoju 

dowódcy straży Antoniego, kupca Barabara. Barabar znacznie wyróżniał się 

pośród znajdujących się w pomieszczeniu. Wysoki i dobrze zbudowany, nosił 

strój marynarza. 

Barabar głośno rozprawiał z Antonim.

— Moje statki mają opóźnienie i najpóźniej jutro muszą wyjść w morze! — 

background image

8

wołał Barabar.

—  Rozkaz  króla  nakazuje  twojej  flocie  pozostać  w  porcie,  bo  istnieje 

niebezpieczeństwo ze strony wrogiej Blodoryndii. 

Na wejście magów rozmowa ucichła, ale zaraz potem przemówił Barabar:

—  Nigdzie  nie  zauważono  wrogiej  floty!  Dlaczego  mam  stać  w  porcie, 

zamiast zarabiać pieniądze dla króla?

—  Jesteś  prawym  człowiekiem,  Barabarze  —  zabrał  głos  Ruben.  — 

Nastąpiły wydarzenia, które zmusiły króla do wydania edyktu, że każdy statek 

musi pozostać w porcie.

— Tak się nie godzi traktować kupców! W porcie łącznie cumuje ze trzysta 

statków! W przypadku ataku są one narażone na przejęcie przez wroga, zaś 

na  otwartym  morzu,  mogą  dzielnie  stawić  czoło  niebezpieczeństwu!  Każdy 

marynarz  woli  dumnie  ponieść  śmierć  w  walce,  niż  zostać  stracony  na 

szubienicy! Tak właśnie postąpiono z marynarzami w Czerwonolandii, którą 

przed rokiem podbiła Blodoryndia!

— Przepowiedziana w starych pismach historia zaczyna się wypełniać — 

oświadczył  Zandor.  —  Jesteś  Barabarze  najbardziej  zaufanym  człowiekiem 

w  królestwie.  Twoje  statki  w  przypadku  ataku  mają  odegrać  znaczną  rolę. 

Jeżeli zostaniemy zaatakowani i nadejdzie obawa o dobro Krainy, wówczas to 

one wywiozą największą tajemnicę do Krainy Mglistych Lasów, z którą nasze 

królestwo jest w przyjaźni. Otrzymasz również zapłatę za swoje oczekiwanie, 

zatem bądź spokojny.

Barabar popatrzył na Zandora z zaufaniem, po czym gwałtownym krokiem 

opuścił pomieszczenie bez pożegnania.

— Skąd podejrzenie o atak na Krainę? — zapytał Antoni.

— Siły zła zaczynają działać. Przed chwilą z użyciem czarnej magii zabito 

strażnika — odrzekł Zandor.

Antoni, dotychczas siedzący na zydlu, poderwał się gwałtownie.

— Jeden z nas będzie czuwał w koszarach — rzekł Zandor. — Każdego 

dnia będziemy się zmieniali, bowiem tylko my jesteśmy w stanie rozpoznać 

siły ciemności.

Tymczasem  Barabar  zmierzał  do  bramy  koszar,  kiedy  natknął  się  na 

Romualda, który, zanim przystąpił do straży, znajdował się pod opieką kupca.

— Cóż to, mój pryncypale, wprawiło cię w tak podły nastój? — zapytał 

Romuald.

— Zatrzymano flotę w porcie! Podobno dzieją się tu dziwne rzeczy.

— Nic to, są przewrażliwieni. Strażnik zwyczajnie wystraszył się czegoś, 

a serce jego nie domagało, więc umarł. 

Barabar  przyjął  taką  odpowiedź  za  możliwą,  bo  spotkał  już  wcześniej 

podobne przypadki nawet na statku. Na morzu marynarze trafiali na dziwne 

widziadła,  choć  bardzo  rzadko  ktoś  umierał  z  przerażenia.  Jednocześnie 

rozumiał dobrze sytuację i skoro król potrzebował jego floty, i płacił za usługi, 

nawet kiedy statki stały na kotwicy, nie musiał martwić się o zyski i straty.

background image

9

Pożegnał Romualda i udał się do swego domu w Somarii. Zaraz po wejściu 

wyciągnął kilka pergaminów, sięgnął po pióro i napisał kilka listów, a następnie 

wezwał  gońców  i  nakazał  zanieść  pisma  do  kapitanów  swoich  statków, 

cumujących w różnych portach. 

Zandor, pozostawiając Rubena w koszarach, udał się do króla i natychmiast 

został przyjęty w kancelarii na osobistą rozmowę.

— Panie — rzekł Zandor. — Nadchodzą zapowiedziane wydarzenia, które 

nie oszczędzą nam wszystkim cierpienia. Może dla dobra swego i królestwa, 

wsiądź na statek, gdzie odbędziesz podróż do Krainy Mglistych Lasów pod 

naszą eskortą?

— Cóż to? Pragniesz, żebym uciekał przed niebezpieczeństwem? Nie, mój 

Zandorze. Zostanę ze swoim ludem tu na miejscu. 

— Wiesz dobrze, królu, że tych wydarzeń nie sposób ominąć? Ta historia 

musi się wydarzyć i nasz kraj zostanie podbity oraz zniszczony!

— Moja obecność w stolicy może podnieść na duchu walczących żołnierzy. 

Zaś  moja  ucieczka  zapewne  wprowadziłaby  wielkie  zamieszanie  w  wojsku. 

Skoro nadchodzi niebezpieczeństwo, stawię mu czoło. Natomiast twoją rolą 

będzie ukrycie największych tajemnic zakonu. Są one cenniejsze niż całe skarby 

naszej Krainy. Muszą przetrwać ciężkie czasy i powrócić tu, kiedy wszystko się 

zakończy. Taka jest moja wola.

W  tym  samym  czasie  Hektor  odwiedził  maga  Mistusa,  który  zajmował 

kwaterę w szkole magii. 

— Usiądź przyjacielu, zaraz podadzą wino — rzekł Mistus na widok druha.

— Nie przyszedłem na towarzyską rozmowę — odrzekł zasępiony mag. — 

Zaczynają rozgrywać się wydarzenia, które zostały zapowiedziane w pismach.

— Tak, wiem o tym — przyznał Mistus. — Nawet nie wiemy, z jak wielką 

mocą przyjdzie nam walczyć.

— Będą intrygi, nie walka — powiedział Hektor. — Pisma nie przewidują 

walki.  W  minionym  okresie  nasiliła  się  liczba  wyznawców  Devidiara.  Nie 

tylko  wieśniacy  i  drobnomieszczaństwo,  ale  i  szlachta  porzuciła  Joanaosa 

i  poczęła  wyznawać  zło.  Bogacze  założyli  wiele  potajemnych  organizacji, 

które mają negocjować z najeźdźcą, zbliżającym się wraz z całą armią. Razem 

z Zandorem i Rubenem zostałem wyznaczony do opuszczenia Krainy. Ale… 

czy nie chciałbyś się ze mną zamienić?

— Nie — odrzekł uśmiechnięty Mistus. — Dopełnię swojego zadania.

Królewski  mag  Mistus,  główny  nauczyciel  w  szkole  białej  magii,  przy 

zakonie  Rycerzy  Pokoju,  został  wezwany  przed  oblicze  młodego  króla 

Aazimala.

Sala tronowa, przez którą szedł mag, urządzona była z przepychem. Ściany 

background image

10

wybito czerwonawą materią zdobioną w złote linijki. Okna przystrojono żółtymi 

zasłonami,  a  pomiędzy  oknami  wisiała  ornamentalna  broń.  Gdzieniegdzie 

zawieszono świeczniki. Kroki tłumił czerwonawy wzorzysty kobierzec.

Mag nosił na sobie sięgającą do ziemi niebieską szatę w magiczny deseń, 

spiętą w pasie i rozchodzącą się ku dołowi. Zatrzymał się przed podwyższeniem 

pokrytym tym samym kobiercem ze wzorami żółtych koron. Na złotym tronie, 

udekorowanym  drogimi  kamieniami,  umieszczonym  pod  baldachimem, 

siedział  dwudziestopięcioletni,  szczupły  młodzieniec,  jasnowłosy  i  blady. 

Z jego szarych oczu przebijała pewność siebie, a z wąskich warg — chłód. 

Nosił zielony frak i spodnie wpuszczone w długie buty z czarnej skóry. 

Mistus ukłonił się monarsze.

— Cóż to, magu, dzieje się w jaskini nieopodal wiosek Dina i Mandar? — 

zapytał monarcha.

— Mój panie, lud uczynił tam świątynię poświęconą bogu zła, Devidiarowi! 

I  co  kilka  miesięcy  jego  wyznawcy  zbierają  się  w  owym  miejscu  w  celu 

oddawania mu czci!

— Wyślemy więc w te strony zbrojny oddział, żeby sprawę załatwił! Nikt 

w Krainie nie ma prawa składać hołdu innemu bogu niż naszemu dobroczyńcy, 

Joanasowi!

—  Panie  mój,  zbrojny  oddział  może  wystraszyć  wieśniaków.  Żyjemy 

w czasach spokoju. Kilku Rycerzy Pokoju z powodzeniem rozpędzi wieśniaków 

i zniszczy świątynię. Jeśli wyślemy zbrojny, duży oddział, wieśniacy gotowi 

uznać, że boimy się wyznawców Devidiara!

—  Dobrze,  magu.  Wyślemy  pięcioosobowy  oddział.  Nie  będzie  żadnej 

walki. Wystosuję odpowiedni edykt, zakazujący wyznawania Devidiara jako 

boga,  pod  groźbą  odebrania  dóbr  i  żołnierze  odczytają  go  ludowi.  Jeśli  nie 

opanują sytuacji, zadziałamy ponownie. Możesz odejść.

Mag  oddalił  się,  a  w  tym  czasie  król  polecił  wezwać  Romualda,  który 

w oczach króla był prawy i miał zadatki na dobrego, lojalnego żołnierza. 

W  tym  czasie  Aazimal  udał  się  do  komnaty  obok,  która  służyła  mu  za 

gabinet. Ściany pokrywał żółty jedwab, a na podłodze ułożono skóry zwierzęce. 

W  centralnym  miejscu  stał  sekretarzyk.  Król  usiadł  na  fotelu.  Rozłożył 

pergamin, umoczył pióro w atramencie i począł kreślić pierwsze litery. Przez 

kilka  minut  układał  treść  dokumentu.  Z  kilkoma  pergaminami  udał  się  do 

kanclerza zajmującego pokój nieopodal. Nakazał ułożyć coś sensownego ze 

swoich myśli i zaraz dostarczyć dokument do sali tronowej. Po czym wrócił 

na tron. 

Po kwadransie Romuald ukłonił się królowi.

— Romualdzie, wybierz pięciu przyjaciół i udaj się do jaskini w okolicy 

wioski  Dina. Tam  odczytasz  ludowi  ten  dokument.  Musisz  zniszczyć  posąg 

Devidiara i zagrodzić wejście do jaskini.

Pojawił  się  kanclerz,  odczytał  królowi  dokument,  a  następnie  przekazał 

żołnierzowi zwój pergaminu. Rycerz odebrał pismo, ukłonił się i wyszedł.

background image

11

Romuald na czele swego oddziału wkroczył do jaskini, która ukazała się po 

przejściu krótkiego korytarza. Naprzeciw wejścia stał posąg Devidiara, a przed 

nim ołtarz ofiarny. Nie spotkał tu żadnych wieśniaków. Przed ołtarzem u stóp 

posągu stał młody, wysoki, postawny szlachcic.

Nieznajomy odwrócił się ku wchodzącym. Na ich widok uśmiech pojawił 

się na jego twarzy.

— Witaj, Romualdzie. Czekałem na ciebie.

Romuald stanął jak wryty. Jego pięciu żołnierzy zatrzymało się razem z nim. 

Ale  wystarczyło  pstryknięcie  palcami  tajemniczego  młodzieńca,  aby  tamci 

zatrzymali się w miejscu i stali niczym kamienne posągi. Romuald przestraszył 

się nie na żarty. 

— Nic im nie będzie — wyjaśnił młodzieniec. — Zasnęli. Mój Romualdzie…

Romuald zwrócił się w kierunku rozmówcy.

— Skąd mnie znasz, panie?

— Jesteś bohaterem.

— Ja? Od kiedy? — kpiąco zapytał Romuald, wyczuwając drwinę w głosie 

szlachcica.

— Od jutra! — z pewnością w głosie przemówił szlachcic.

Romuald znów się zawahał. Jego serce nie znało strachu, lecz w konwersacji 

ze  swym  rozmówcą  serce  podeszło  mu  do  gardła.  Skojarzył  wizytę  pięknej 

kobiety przed kilkoma dniami z obecnym wydarzeniem.

— Kim jesteś? — zapytał.

— Jestem kimś, kto spełni twe najskrytsze marzenia. Będziesz najważniejszą 

osobą w królestwie, zaraz po Aazimalu! Ludzie będą ci się kłaniali na ulicy. 

Zyskasz  ogólny  szacunek,  władzę  i  bogactwo!  Czyż  nie  tego  pragniesz? 

Wychowywałeś się w ciężkich warunkach, bez rodziców i często kładłeś się 

spać z pustym żołądkiem. Czy nie należy ci się odrobina szczęścia?

Romuald spojrzał realnie na sprawę i zapytał nieśmiało:

— Wszystko ma swoją cenę. Czego chcesz ode mnie?

—  Przybyłeś  tu  zniszczyć  tę  świątynię.  Jak  nagrodzi  cię  Aazimal? 

Podziękuje? — szlachcic wzruszył ramionami. — Nie zaprosi cię na obiad, nie 

da złota w nagrodę. A ja mogę dać ci wiele więcej, niż myślisz.

— Czego chcesz w zamian?

Szlachcic sięgnął po kielich stojący na ołtarzu i napił się z niego.

— Pokaż, że jesteś wart opieki, oddaj się pod rozkazy Devidiara.

— Co? — Romuald przeraził się nie na żarty.

Właśnie zza jego pleców wyszła kobieta, która już go odwiedziła, zatrzymała 

się naprzeciw niego. Palcami pogładziła Romualda po policzku, a następnie 

pociągnęła za sobą. Zostawiła go na kilka metrów przed ołtarzem. Usiadła na 

background image

12

jego kamiennym blacie, ukazując nogę w rozcięciu sukni.

Romuald czuł, że dzieje się z nim coś dziwnego.

—  Masz  pragnienia  jak  każdy,  a  czego  pragniesz  teraz?  —  zapytała 

uwodzicielsko.

Młody żołnierz nie mógł powiedzieć słowa.

—  Przyszedłeś  rozgonić  wyznawców  Devidiara  —  mówiła  kobieta.  — 

Dalej więc… odbierz mi życie! 

Dłoń  Romualda  spoczęła  na  rękojeści  miecza  wiszącego  przy  pasie. 

Jednak  nie  mógł  się  przemóc,  żeby  zacisnąć  palce  na  rękojeści.  Migdałowe 

oczy  patrzyły  na  niego  porażająco.  To  spojrzenie  odbierało  mu  możliwość 

podejmowania  decyzji.  A  o  czym  teraz  myślał?  O  czymś,  czego  nie  znał. 

O dziwnych dreszczach, które go właśnie ogarnęły i nie był w stanie się z tego 

otrząsnąć. On, dzielny żołnierz, uczony walczyć, stoi bezradny jak dziecko pod 

władaniem kobiety.

— Dlaczego tego nie zrobisz? Wahasz się? Ty? Najdzielniejszy z dzielnych?

— Wybacz, pani… nie takie było moje zadanie — odrzekł z trudem.

— Jestem oddaną sługą Devidiara i opiekunką jego świątyni. Zabij mnie…! 

Wykonaj zadanie!

Romuald spuścił wzrok i bąknął pod nosem:

— Dobrze wiesz, pani, że tego nie zrobię! Wolę stracić honor!

— Zbliż się do mnie, dzielny żołnierzu…

Romuald  postąpił  nieśmiało  kilka  kroków  i  zatrzymał  się  przy  samym 

ołtarzu. Kobieta chwyciła go za dłoń i położyła na swym obnażonym udzie.

— Nazywam się Divala i tak się do mnie zwracaj, bohaterze — powiedziała, 

patrząc mu prosto w oczy.

— Dobrze… Divala.

— Mamy trudną sytuację. Nie chcesz mnie zabić i nie wypełnisz zadania. 

Król cię ukarze i cóż ci z bycia żołnierzem? To jedno rozwiązanie. Jest jeszcze 

inne… o wiele prostsze, które uczyni cię bohaterem. Zabij swoich żołnierzy! 

— Dziewczyna spojrzała nakazująco. 

Romuald  zbladł.  Divala,  widząc  jego  wahanie,  wykonała  ruch  dłonią 

i  zakręciwszy  koło  w  powietrzu  wyprostowanym  palcem  wskazującym, 

gwałtownie zatrzymała rękę. W tym momencie dał słyszeć się trzask za plecami 

niezdecydowanego Rycerza Pokoju. Oto zamknęło się wejście do jaskini.

— Nie będzie świadków, nie będzie zarzutów.

Divala  popatrzyła  łagodnie  na  swego  rozmówcę,  oparła  dłoń  na  jego 

ramieniu i stanęła na nogach. Wyjęła sztylet zza paska Romualda i wepchnęła 

rękojeść w jego bezwładną rękę. Romuald od zawsze odznaczał się odwagą, ale 

cóż znaczyła odwaga w stosunku do działań sił wyższych? 

— Zabij mnie i wróć do króla i na zawsze pozostań nikim! Szary żołnierzu… 

pomyliłam się co do ciebie, nie jesteś wart mojej pomocy i opieki Devidiara. 

— Znów popatrzyła mu w oczy, a następnie przesunęła wzrok i wskazała na 

przyjaciół Romualda.

background image

13

Musnęła ustami jego wargi i zbliżyła się do szlachcica, który w milczeniu 

oglądał całą scenę. Romuald przeżywał rozterki… Nigdy nikt nie zaoferował 

mu tak wiele. Zawsze brakowało mu dostatku, a w sercu nierzadko rodziła się 

zazdrość. Teraz mógł mieć tak wiele…

Podjął wreszcie decyzję! Wyciągnął z pochwy miecz i ruszył w kierunku 

swoich  podwładnych.  Wtedy  młodzieniec  ponownie  pstryknął  palcami, 

a żołnierze odzyskali możliwość poruszania się. 

Rycerze  Pokoju  może  zupełnie  inaczej  zrozumieliby  zachowanie 

przełożonego, ale teraz znajdowali się w świątyni zła i spodziewali się tego, 

że ich dowódca jest pod władaniem złych mocy. Dwaj pierwsi wcale się nie 

bronili,  choć  dobyli  mieczy.  Romuald  miałby  niewielkie  szanse  pokonać 

trzech innych rycerzy, ale pomagała mu Divala. Potrafiła ona zatrzymać ruchy 

każdego  człowieka,  który  nie  znajdował  się  pod  opieką  Joanaosa. A  zatem 

przeciwko mocy zła ten oddział nie miał szans. Romuald z łatwością przebił 

ciało kolejnego rycerza. Z dwoma ostatnimi walczył jednocześnie i pokonanie 

ich  nie  zajęło  więcej  niż  dwie  minuty.  Jednak  potrzebny  był  bohater,  toteż 

Divala pozwoliła, aby i Romuald odniósł w walce poważne rany.

Romuald leżał na podłodze obolały, nie mogąc się poruszać. Divala pochyliła 

się nad nim.

—  Dokonałeś  właściwego  wyboru.  Wziąłeś  w  ręce  klucz  do  szczęścia. 

Niedługo odnajdzie cię twój władca i zostaniesz bohaterem. Ja także zjawię się 

niebawem…

— Divala! — donośnym głosem zawołał szlachcic stojący przy otwartym 

wejściu do jaskini.

Dziewczyna odwróciła głowę.

— Już idę, panie!

Wstała i lekko kołysząc biodrami, podążyła za szlachcicem.

Król Aazimal bardzo niepokoił się nieobecnością oddziału Romualda. Od 

trzech dni powinni przebywać w zamku! Wezwał przed swe oblicze dowódcę 

straży  przybocznej  —  Criteriona 

2

.  Wszedł  mężczyzna  wysoki  i  słusznej 

postawy.  Miał  czarne  jak  aksamit  włosy  sięgające  poniżej  uszu,  czesane 

z przedziałkiem na środku. Nosił mundur Rycerza Pokoju, zdobiony złotymi 

haftami, wskazującymi żołnierza wyższej rangi.

— Criterionie, nie powrócił mój oddział wysłany do siedliska zła. Bardzo 

martwię  się  o  ludzi.  Weźmiesz  pięćdziesięcioosobowy  odział  i  wyruszysz 

zbadać sprawę.

Criterion  ukłonił  się  władcy  i  ruszył  do  wyjścia.  W  przejściu  napotkał 

królewską małżonkę, królową Elenę, szczupłą blondynkę średniego wzrostu, 

Czyt.: Criterion, nie Kriterion — od crit, crit.

background image

14

noszącą włosy sięgające do pasa, ubraną w bogato zdobioną zieloną suknię. 

Criterion wymienił z nią znaczące spojrzenie. Żadna z panien towarzyszących 

królowej nie dostrzegła tego manewru, a Criterion, wychodząc, trzymał w dłoni 

niewielki liścik, którego nie miał wcześniej.

Szybkim  krokiem  dotarł  do  kwatery.  Starannie  zamknął  za  sobą  drzwi 

i dopiero wtedy przeczytał bilet:

Spotkajmy się pilnie, zaraz po twoim powrocie,

twoja Elena.

Przycisnął do serca list, a następnie spalił go w ogniu świecy. 

Criterion wraz ze swoim oddziałem zatrzymał się przy jaskini, która w swym 

wnętrzu skrywała posąg Devidiara. Zsiedli z koni i, zachowując ostrożność, 

zbliżyli się do wejścia. Criterion jako pierwszy bez wahania wszedł do wnętrza. 

Jeszcze z korytarza zauważył w słabym świetle ciała ludzi nieruchomo leżące 

na podłodze. Broń spoczywała wokół. Krwawe plamy na podłodze i na ciałach 

mówiły wszystko.

W umyśle Criteriona zagościł niepokój. Nigdzie nie dostrzegł ciał wrogów, 

a ślady walki wyglądały dziwnie. Potyczki w Krainie zdarzały się nad wyraz 

rzadko, ale tak doświadczony wojownik jak Criterion, z łatwością odtworzył 

bieg wydarzeń. To nie była walka, a morderstwo!

Podczas  gdy  Criterion  analizował  przebiegiem  wydarzeń  jego  ludzie 

oglądali ciała.

— Dowódco! — zawołał jeden z żołnierzy. — Ten oddycha!

Criterion szybko zbliżył się do leżącego. Pochylił się nad nim i natychmiast 

rozpoznał Romualda. 

Zdrada! — zawołały jego myśli. 

Ślady  wskazywały,  że  wyczołgał  się  spomiędzy  pozabijanych  ludzi. 

Criterion nie wierzył własnym oczom.

Królewski chirurg pochylił się nad rannym wojakiem Romualdem. Wiele 

ran widział w życiu i niemało wyleczył. Nie dostrzegał niczego niesamowitego 

w jego obrażeniach.

Criterion  krok  po  kroku  badał  całą  jaskinię,  a  następnie  wyszedł  na 

zewnątrz.  Tu  również  przebadał  najbliższą  okolicę.  Wokół  rosła  wysoka 

trawa. Niepognieciona! Jeśli prawdą miało być, że niedawno gościli w jaskini 

wyznawcy złego boga, musieli tu jakoś dojść. Oczywiście dało się dostrzec 

niedawne  ślady  wydeptane  przez  rycerzy  Romualda.  Criterion  usiadł 

zafrasowany  na  głazie.  Dlaczego  ktoś  miałby  królowi  przekazać  fałszywe 

informacje  o  licznych  wyznawcach?  Czy  ktoś  chciał  tu  świadomie  zwabić 

właśnie Romualda? Kto?

Żeby  poznać  fakty,  należało  zabrać  rannego  do  zamku.  Zatem  Criterion 

background image

15

nakazał  umieścić  go  na  płachcie  pomiędzy  dwoma  wierzchowcami 

i niezwłocznie ruszył do króla. 

Criterion zdał królowi relację, ten zaś nie wierzył w oskarżające podejrzenia. 

Miał  ku  temu  powody,  bowiem  nikt  będący  w  zakonie  nigdy  nie  wykonał 

niegodnego czynu i uznał Criteriona za oszczercę.

Criterion  udał  się  do  kwatery  maga  Mistusa  i  zdał  relację  z  wydarzeń. 

Mistus  w  swych  magicznych  przyrządach  zobaczył  cały  przebieg  sytuacji. 

Znał prawdę o Romualdzie, ale do końca pewności nie miał. Król zastanawiał 

się,  skąd  Mistus  miał  informacje  o  sługach  Devidiara  i  dlaczego  oczerniał 

Romualda.  Uważał,  że  inni  zazdroszczą  mu  sukcesu.  Wszelkie  wątpliwości 

króla wpłynęły na Mistusa tak mocno, że sam zaczął wątpić w swoją rację. 

Jednak udał się na rozmowę z monarchą.

Aazimal siedział w gabinecie przy sekretarzyku.

— Aazimalu!

—  Magu…  lepiej  zamilcz.  Z  twojej  winy  zginęło  kilku  rycerzy,  a  i  sam 

Romuald ledwo uszedł z życiem.

— Wybacz, królu, ale ta interwencja nie dałaby rezultatu, nawet gdyby do 

jaskini  poszło  i  dziesięć  tysięcy  żołnierzy.  Joanaos  pozwolił,  żeby  Devidiar 

odniósł sukces! Aazimalu! Ty ponosisz winę, że Joanaos się od ciebie odwrócił.

— Milcz, błaźnie! Usiłujesz na mnie zwalić swój błąd? Po raz ostatni się 

pomyliłeś!  Nie  chcę  cię  więcej  słuchać  i  widzieć.  Jesteś  złym  doradcą.  Nie 

potrzebna mi taka oferma. Od dziś przestajesz sprawować swój dawny urząd 

i  wynoś  się  z  zamku!  Od  dziś  nikt  nie  ma  prawa  nazywać  cię  Mistusem! 

Będziesz nazywany: Psotnik!

Mistus pokornie ukłonił się królowi.

—  Skoro  taka  twoja  wola,  tak  się  stanie.  Bacz  jednak,  aby  zdradziecki 

Romuald, sługa Devidiara, nie wsadził ci któregoś pięknego dnia noża w plecy, 

jak to zrobił ze swoimi ludźmi!

— Dosyć! Straże! Zabrać tego błazna! Wyrzucić z zamku na zbity pysk!

Czterech strażników dopadło maga.

— Zbyteczne, sam opuszczę to gniazdo rozpusty! — odrzekł mag i ruszył 

ku wyjściu w otoczeniu strażników, którzy do niego odnosili się z respektem, 

bowiem wielu podzielało jego zdanie, co do poczynań Romualda.

Wśród żołnierzy wyprowadzających maga z zamku, znajdował się Criterion.

— Miałem z tobą do pogadania…

— Tę sprawę załatwisz z moim następcą.

Mistus popatrzył smutno.

— Mój druhu! — zawołał Criterion. — Coś dziwnego zawładnęło sercem 

króla… Muszę wyprowadzić cię z zamku, wierny przyjacielu.

background image

16

Wyszli obaj na przedzie, a żołnierze szli za nimi.

—  Król  popadł  w  niełaskę  Joanaosa!  Najwyższy  odwrócił  od  niego  swe 

oblicze — rzekł mag. — Moja magia straciła moc.

— Mówisz o wydarzeniach w świątyni zła?

Mag przytaknął.

—  Nie  wiem,  jaką  rolę  odgrywał  w  tym  Romuald,  ale  uważam,  że  swe 

palce  w  sprawie  maczała  Divala,  uczennica  Devidiara,  która  z  córki  króla 

Czerwonolandii stała się zdrajczynią.

— Romuald przeszedł na stronę zła?

— Nie ujmujmy tego w ten sposób, król nie pozwolił mi zbadać sprawy, 

bym mógł pojąć sens wydarzeń. Romuald może coś zrobił, a może nie. Król 

mnie obarcza winą.

— Dlaczego nie broniłeś swojego stanowiska, co z magią?

Mag zawahał się nad odpowiedzią.

—  Przecież  byłeś  najlepszy  —  kontynuował  Criterion.  —  Dlaczego  się 

poddajesz?

— Wybacz, Criterionie, obecne wydarzenia zostały ustalone z góry i ciesz 

się, że nie twoje serce oddało się złu. Teraz przypadek będzie sprawiał, że wielu 

samym sobie będzie szkodzić.

— Czym zawiniłeś wobec króla?

— Moja magia straciła moc. Za bardzo jej nadużywałem. Byłem dumny 

i wydawało mi się, że jestem nieskończenie podporządkowany siłom natury. 

Popisywałem  się  swoimi  umiejętnościami,  aż  obraziłem  samego  Joanaosa. 

Wybacz, nie powinienem o tym mówić. Udam się do swego zamku, usuwam 

się  w  cień.  Nie  jestem  wojownikiem  jak  ty,  którego  umiejętności  zależą  od 

doświadczenia.  Całe  życie  poświęciłem  magii.  Uważaj  na  króla  i  strzeż  się 

kobiety, która mnie zastąpi… A teraz, żegnaj.

— Skąd wiesz, że zastąpi cię kobieta? — zapytał zaskoczony Criterion.

— Wiem o wiele więcej i gdyby było inaczej, z całych sił przekonywałbym 

ciebie, abyś odstąpił od uwiedzenia królowej…

Criterion stanął jak wmurowany. Mag pozostawił go w takiej pozycji i poszedł 

przed siebie, ku wyjściu z miasta. Mistus, od tej pory zwany Psotnikiem, po 

opuszczeniu stolicy ruszył przez las na północ, gdzie nad morzem dziedziczył 

zamek.

Wieści noszone na ustach wszystkich w królestwie szybko się rozchodziły. 

O  Psotniku  opowiadano  dowcipy,  żartowano  na  każdym  kroku,  stał  się 

pośmiewiskiem, aż ktoś nazwał go dostojnie: Psotnis. I tak zostało.

Tymczasem  mag  wędrował  ku  swemu  zamkowi,  odziany  jedynie  w  swą 

szatę, wspierając się na lasce. Po kilku tygodniach doszedł na miejsce, gdzie 

natychmiast  zwerbował  sobie  ogrodnika,  a  następnie  założył  magiczne 

background image

17

pieczęcie na bramie, aby nikt do zamku nie wchodził. 

Criterion  zaraz  po  powrocie  z  wyprawy  spotkał  się  z  królową  Eleną 

w komnacie nieopodal swego gabinetu. Gdy weszła, rzucili się sobie w ramiona.

— Jesteś wreszcie, mój Criterionie.

— Jestem, ukochana.

— Martwiłam się o ciebie. Siły zła przybrały materialną postać…

Usiedli obok siebie na ławie, trzymając się za ręce.

— Cóż za straszne rzeczy dzieją się w królestwie? — zapytała królowa.

— Ktoś bardzo psuje wszystko, na czym zbudowany jest świat. Nadchodzą 

niedobre czasy.

— Co teraz poczniemy, kto wskaże nam drogę?

— Bohater, który nadejdzie…

Romuald znajdował się pod opieką najlepszych medyków. Zdrowie wracało 

powoli.  Którejś  nocy  do  jego  pokoju  weszła  drobna  postać  okryta  grubym 

płaszczem z kapturem na głowie. Zbliżyła się do łoża Romualda. Przez chwilę 

patrzyła na niego w milczeniu. Powoli zdjęła płaszcz. Ranny spojrzał na nią 

i uśmiechnął się mimowolnie na widok Divali.

— Leż spokojnie. O wszystko zadbaliśmy. Mag, który mógł coś powiedzieć 

o zdarzeniach z jaskini, już opuścił króla. Criterion coś węszy, ale i on niczego 

nie osiągnie, zadbaliśmy i o jego szczęście. Teraz zajmę się tobą… Wrócisz do 

zdrowia i do łask. Teraz porozmawiamy o cenie, którą zapłacisz.

— Cena? — wyszeptał Romuald.

—  Ach,  nic  wielkiego.  Król  ma  córkę.  Kiedy  dziewczyna  osiągnie 

pełnoletniość,  złożysz  jej  serce  na  ołtarzu  naszego  pana,  ale  do  tego  czasu 

będziesz ją chronił.

Romuald  w  końcu  poznał  cenę  swojego  szczęścia.  Skoro  zabił  kilku 

podwładnych i przyszło mu to łatwo, a w zamian otrzymał uznanie króla, teraz 

ma być bogatym i szanowanym przez wiele lat, może przystać na propozycję, 

przecież do osiągnięcia pełnoletniości przez niemowlę jest jeszcze dużo czasu.

Divala  zsunęła  z  rannego  okrycie,  powiodła  wzrokiem  po  jego  ranach. 

Przyłożyła dłonie do ciała i delikatnie masowała je z góry na dół. Szeptała przy 

tym jakieś niezrozumiałe dla Romualda słowa. On zaś czuł dziwne mrowienie 

przy każdym dotyku dziewczyny. Spoglądał na Divalę z zaufaniem i podziwem. 

Naraz  poczuł  się  senny  i  przez  chwilę  walczył  z  ciężkimi  powiekami,  aż 

w końcu usnął.

Rankiem nie odczuwał już bólu. Rozglądał się za Divalą, ale nigdzie jej nie 

dostrzegł, a tak pragnął z nią porozmawiać.

Skrzypnęły  drzwi.  Romuald  odwrócił  głowę.  Wystraszonym  wzrokiem 

obserwował swego monarchę, który właśnie złożył mu wizytę. Twarz Aazimala 

background image

18

miała posępny wyraz, a Romuald przypuszczał, że zaraz usłyszy wyrok.

Król zbliżył się do posłania.

—  Leż  spokojnie,  mój  żołnierzu,  i  wypoczywaj.  Ubolewam  nad  faktem, 

że  posłuchałem  maga  i  wysłałem  ludzi  na  pewną  śmierć.  Przeklęty  mag! 

Rozegrała się tragedia. Nie takie jest zadanie Rycerzy Pokoju. Nie ma wojny, 

a giną ludzie. Nie będę cię teraz męczył, jak tylko wydobrzejesz natychmiast 

zdasz mi dokładny raport z wydarzenia.

Twarz Romualda przebiegła zmarszczka.

— Wiem, że to nie jest miłe wspomnienie, a i pora nie najlepsza, wypoczywaj 

i wracaj do zdrowia. Myślę, że niczego ci tu nie brak…?

Tego  samego  wieczoru  o  spotkanie  z  królem  poprosił  Criterion.  Król 

zaprosił go do swego gabinetu.

— Cóż to zaprząta ci głowę, Criterionie, mój dzielny żołnierzu?

—  Panie…  Mam  uzasadnione  podejrzenia  co  do  osoby  Romualda.  Jego 

wizyta w świątyni Devidiara…

—  Byłeś  przyjacielem  Romualda.  Czy  z  zazdrości  rzucasz  na  niego 

oskarżenia?  Wstrzymaj  się  przed  wypowiedzeniem  nieprzemyślanej  opinii. 

I na ciebie przyjdzie czas, żeby się wykazać.

— Królu mój, to nie zazdrość. Proszę tylko, jeśli mi nie wierzysz, byś wysłał 

bardziej doświadczonych, żeby sprawę zbadali.

— Skoro nalegasz, tak zrobię.

Criterion  wyszedł  zawiedziony.  Nie  wiedział,  czemu  król  tak  mocno  ufa 

Romualdowi. Miał jednak coś na sumieniu i jego myśli wypełniało poczucie 

winy.

Król,  jak  obiecał,  wysłał  najznamienitszych  magów  królestwa,  Hektora 

i Rubena, do świątyni zła, aby zbadali sprawę. Bogowie jednak, tak źli, jak i ci 

dobrzy, mają większą od człowieka władzę na ziemi. Z tego powodu magowie 

zobaczyli zupełnie inny obraz tego, co widział Criterion i Mistus. W ich raporcie 

Criterion wyszedł na oszczercę, a Romuald na bohatera.

Criterion nie pojmował tej sytuacji. Stracił zaufanie króla, a zatem postanowi 

opuścić  zamek.  Wraz  z  nim  uciekła  również  żona  króla.  Elena  pozostawiła 

mężowi list, w którym wyznała, że kocha innego. 

Criterion wraz z królową wyjeżdżali pod osłoną nocy. Z pochodnią w dłoni 

przemierzali tajne przejścia.

— A Ravena, moja córka? — zapytała królowa. — Która matka pozostawia 

swoje dziecko obcym ludziom?

—  Walczymy  z  siłami  zła.  Król  uległ  wszystkiemu,  z  czym  dotychczas 

walczył. Królewscy magowie są również pod władaniem sił ciemności.

— Jak to, a Zandor? Nie wierzę. Przecież jest jednym z najbardziej oddanych 

background image

19

sług Joanaosa. 

— Każdy człowiek ma swoje słabości… wszystkie obecne wydarzenia już 

dawno zostały opisane. Obiecuję, że uprowadzę z zamku twoje dziecko, przy 

pierwszej sposobności.

Następnego  dnia  w  sali  tronowej  pojawiła  się  piękna  kobieta,  która 

przedstawiła się jako polecony przez Zandora mag. Romuald, przebywający 

właśnie obok króla, z miejsca rozpoznał w kobiecie Divalę.

Do sali tronowej wprowadzono adeptkę magii. Miała na sobie szeleszczącą 

jedwabiem  ciemnozieloną  suknię  do  samej  ziemi.  Dziewczyna  ukłoniła  się 

królowi,  a  następnie  podała  pismo  polecające.  Nakreślił  je  sam  Devidiar, 

dokument  obłożony  został  magią,  w  ten  sposób,  że  każdy  kto  go  dotknął 

musiał przystać na zawarte w nim słowa. Z tego powodu Divala zajęła miejsce 

królewskiego maga.

— Witam cię, panie — Ukłoniła się królowi. — Czemu na mnie nie patrzysz 

i milczysz?

— Jestem twą pokorną służebnicą, mój panie — odrzekła cicho.

— Jesteś kandydatką na miejsce głównego nauczyciela w szkole magii — 

mówił Aazimal i rozwinął rulon, który przyniosła kobieta. Szybko przeczytał.

— Więc nazywasz się Divala, przysyła cię moja zaufana służebnica Solaria 

— król mówił z uśmiechem. — Co u niej?

Divala  wspomniała  osobę  przykutą  do  ścian  celi  potężnymi  łańcuchami, 

przebywającą w lochach jednego z zamków, którego władca w obawie o zły 

los oddał się na rozkazy Devidiara.

— Jak tylko ustaliła, że masz kłopoty, natychmiast wezwała mnie i nakazała 

ruszać, by ci służyć. Solaria ma się dobrze, ale na razie nie może opuścić zakonu 

w Czerwonolandii. Obiecała, że zrobi to jak tylko będzie mogła wyjechać.

— Dobrze, Divalo. Otrzymujesz stanowisko maga u mego boku, ale czeka 

cię kilka prób…

Król, zrozpaczony odejściem żony, chętnie przystał na towarzystwo pięknej 

kobiety i zrobiłby to, nawet gdyby nie otrzymał zaczarowanego dokumentu, bo 

było tu coś, czego jeszcze nie rozumiał.

Pierwsze  dni  nie  wprowadziły  żadnych  zmian  w  królestwie.  Divala 

pocieszała króla i w jego obecności troskliwie zajmowała się małym dzieckiem. 

Król cieszył się na ten widok, choć nigdy nie pogodził się z utratą żony.

Zło  jednak  nie  może  istnieć  bez  dobra,  ani  na  długo  tkwić  w  sercach 

ludzi.  Z  tego  powodu  Joanaos  przejął  opiekę  nad  królestwem.  Magowie 

króla  wówczas  dostrzegli,  kto  zajął  miejsce  Mistusa,  ale  król  z  miejsca  ich 

odprawił. Wówczas magowie, zrozumiawszy, że następują wydarzenia opisane 

w księgach, postanowili przygotować się na pojawienie się wybawcy Krainy.

Kiedy odeszli magowie, Divala postanowiła zlikwidować małą królewnę, 

ale  nie  magią,  bo  magia  nie  pozostawia  śladów.  Podała  dziecku  truciznę. 

Jednak nad królewną opiekę przejął sam Joanaos, a zatem działania człowieka 

nie mogły wpłynąć na jego plany. Guwernantka natomiast zauważyła zmiany 

background image

20

w stanie dziecka i wezwała króla. Król zaś dobrze wiedział, że najlepszymi 

uzdrowicielami  królestwa  są  elfy.  Zatem  guwernantka  została  zwerbowana 

spośród elfiej społeczności.

Divala  została  odprawiona,  zaś  król  wyznaczył  Romualda  jako  eskortę 

swojego dziecka do wioski elfów, gdzie Devidiar nie miał wstępu.

Król z dnia na dzień tracił kontrolę nad królestwem. Jego zaufana służka 

Rebeka wprowadziła do Zakonu Rycerzy Pokoju, wielu żołnierzy z sąsiedniego 

wrogiego  królestwa,  Blodoryndii.  W  ten  sposób  doprowadziła  do  upadku 

zakonu.

W  ciągu  kilku  tygodni  miejsce  Rycerzy  Pokoju  zajęli  Czarni  Rycerze. 

Król Aazimal został obalony, a jego miejsce zajął Uzurpatus. W całym kraju 

heroldowie głosili nowe prawo o przymusowej służbie w wojsku dla każdego 

mężczyzny oraz przymusowej służbie każdej kobiety w zakonie. 

Wielu bogaczy, którzy wcześniej oddali swe usługi Devidiarowi pozostało 

nietkniętych, dla nich jedynie zmienił się król.

Trzej magowie: Zandor, Ruben i Hektor, mając do dyspozycji statki Barabara 

udali  się  w  daleką  podróż.  W  ładowniach  statków  spoczywały  historyczne 

księgi, magiczne zwoje oraz skarbiec królestwa.

Divala leżała u stóp Devidiara.

— Panie, powiedz mi, dlaczego ów prawy i dobry Joanaos nie wtrąca się do 

rozgrywek pomiędzy twymi wyznawcami a ich wrogami?

— Romuald miał w sobie pociąg do władzy i majątku. Został wypróbowany 

przez  Joanaosa  i  wybrał  zło.  Criterion  uwiódł  królową,  więc  też  nie  będzie 

błogosławiony. Król stracił wszystko, bowiem także nie słuchał rad Joanaosa, 

często oddawał się rozpuście. Mistus poszedł moją ścieżką, używając zakazanej 

magii. Każdy z nich otrzymał to, na co zasłużył.

— A kiedy ja otrzymam swoją nagrodę?

— Ty? Dla ciebie zostanie wybraniec. Też musi zejść ze ścieżki prawości. 

Wierzę  w  ciebie  i  twoja  w  tym  głowa,  by  udaremnić  nadzieję  pokładaną 

w przybyszu!

Przez  kolejnych  dwadzieścia  lat  sytuacja  nie  uległa  zmianie.  Niedługo 

miał nadejść dzień, kiedy pojawi się wybraniec. Ten, o którym wspomniano 

w pismach:

I  przyjdzie  ON,  człowiek  z  innego  wymiaru. 

Zwycięzca.  Pokona  chaos  i  zaprowadzi  porządek 

w królestwie.

background image

404

Spis treści

Od autora

Prolog. Zdrada 

 

6

Rozdział 1. Obce miejsce 

 

21

Rozdział 2. Zabić szpiega   

32

Rozdział 3. Dom w leśnej gęstwinie   

42

Rozdział 4. Na zamku królewskim   

51

Rozdział 5. Rycerze Pokoju   

58

Rozdział 6. Sprawdzian 

 

72

Rozdział 7. Droga do miasta   

90

Rozdział 8. Tajemnicza sekta  

98

Rozdział 9. Kryształowy Posąg 

 

113

Rozdział 10. Elfia Wojowniczka 

 

123

Rozdział 11. Ponura rzeczywistość   

136

Rozdział 12. Ravena w tarapatach   

148

Rozdział 13. W bandyckim więzieniu  

167

Rozdział 14. Przymierze 

 

184

Rozdział 15. Zajęcie zamku maga   

192

Rozdział 16. Zapomniany Rycerz Pokoju 

 

200

Rozdział 17. Dolina Czarnego Kamienia 

 

210

Rozdział 18. Upadek Magnatusa 

 

221

Rozdział 19. Laska maga 

 

230

Rozdział 20. Devidiar i jego sługi 

 

250

Rozdział 21. Najazd na bandytów   

255

Rozdział 22. Nizina zachodnia 

 

268

Rozdział 23. Jak przerwa w życiorysie? 

 

277

Rozdział 24. Skarby Vanica   

287

Rozdział 25. Bitwa w zrujnowanym porcie   

305

Rozdział 26. Na zamku Rebeki 

 

313

Rozdział 27. U nekromanty   

329

Rozdział 28. Upadek Uzurpatusa 

 

342

Rozdział 29. Trucizna 

 

355

Rozdział 30. Choroba Alana   

365

Rozdział 31. W niewoli 

 

372

Rozdział 32. Ostatnie starcie  

380

Zakończenie. Pożegnanie przyjaciela  

396

background image

405


Document Outline