background image

DZIEJE PANOWANIA AUGUSTA II

III.

background image

Stanisław Leszczyński (1677–1766)

background image

K A Z I M I E R Z   JA R O C H OWS K I

DZIEJE

PANOWANIA AUGUSTA II

OD ELEKCYI STANISŁAWA LESZCZYŃSKIEGO

AŻ DO BITWY PUŁTAWSKIÉJ

(1704–1709)

Z pośmiertnego rękopisu

Kazimierza Jarochowskiego

POZNAŃ.

Czcionkami Drukarni Kuryera Poznańskiego.

1890.

background image

Niniejszy egzemplarz jest przedrukiem z pierwszego wydania książki 

z  1890  roku.  Zachowano  w  nim  pisownię  i  ortografię  oryginału, 

zmieniono zaś czcionkę, układ typograficzny i format książki. Popra-

wiono  znalezione  ewidentne  błędy  drukarskie,  dodano  ilustrację 

na  str.  4.  Kopia  sporządzona  została  dla  użytku  ściśle  prywatnego.

background image

Rozdział I.

Pierwsze dni królowania Leszczyńskiego. — Wrażenie elekcyi na za- 

granicę.  —  Usiłowania  Augusta  na  drodze  akcyi  dyplomatycznéj. 

— Działania wojenne na Rusi i w Wielkopolsce. — Rokowania War- 

szawskie.  —  Pochód  Karola  XII  na  Ruś.  —  Zamach  Augusta  na 

Warszawę.

P

OSPIESZNY i dorywczy akt elekcyi Stanisława Lesz- 

czyńskiego,  rezultat  i  wynik  najrozmaitszych  czyn- 

ników,  mściwego  uporu  i  kłopotów  Karola  XII  o  na- 

stępcę po zdetronizowanym Auguście, pretensyi i potrzeb 

Sobieskich, dobroduszności połączonéj z pewną dozą ambi- 

cyi samego neo-elekta, odbył się, jak nam wiadomo z po- 

przedniego opowiadania, wieczorem dnia 12 Lipca 1704 na 

polu pod Wolą. Z wyjątkiem bardzo nielicznych stronników, 

samych niemal Wielkopolan, Mikołaja Święcickiego bisku- 

pa Poznańskiego, Macieja Gębickiego starosty Nakielskie- 

go, posłów konfederackich województwa poznańskiego i ka- 

liskiego, którzy najmocniéj głos podnosili i najwyżéj czapki 

podrzucali na polu elekcyjném, nie było prawie nikogo, coby 

mimo wszelkich niechęci do słusznie znienawidzonego w na- 

rodzie Sasa, był się chciał wyznawać bezwzględnym zwolen-

nikiem nowéj królewskości. Zamiast być szczęśliwym punk- 

tem wyjścia, stawała się przeciwnie dla Polski hasłem i po- 

czątkiem tém większego, tém zgubniejszego chaosu. Szuka- 

background image

6

libyśmy  napróżno  w  owéj  chwili  ludzi  datujących  od  niéj, 

stawiających około niéj nadzieje i usiłowania wyprowadze- 

nia skołatanéj nawy ojczystéj na jakieś wiodące do zbawczéj 

przystani  tory.  Co  najważniejsza,  nie  widzimy  owéj  wiary 

tyle niezbędnéj człowiekowi podejmującemu wielkie i trudne 

zadanie narodowe, w Leszczyńskim samym. On sam nie ma 

wiary w siebie i swoje posłannictwo, żyje pożyczaném świa- 

tłem, nie umie się oderwać od narodu energicznemi, zrozu- 

miałemi jego uczuciom i potrzebie dźwiękami. W niewąt- 

pliwéj prawdy tym fakcie leży zarazem najważniejszy zarzut, 

jakiby jego charakterowi publicznemu uczynić można, leży 

równocześnie rozwiązanie zagadki jego niepowodzenia wo- 

bec  narodu.  Naród,  choćby  nawet  naród  ówczesny,  nie 

byłby pozostał głuchym na odnośny głos męża, streszcza- 

jącego w swéj osobie dobro Rzeczypospolitéj, odzywającego 

się doń zrozumiałém wołaniem w imię miłości zagrożonéj 

ojczyzny.  Czyż  nie  naturalna  za  to  jego  zimnota  dla  mało 

znanego  dotąd  z  czynów,  przezroczystego  depozytaryusza 

korony Sobieskich, wystraszonego raczéj narzuconą sobie 

rolą, aniżeli podejmującego ją świadomie i ochoczo, wybrań- 

ca łaski szwedzkiéj pod zasłoną rajtarów Karola XII a gro- 

zą natarczywości Arweda Horna? Z innego to niestety kru- 

szcu  męża  trzeba  było  Polsce,  by  wybrnąć  z  pogrążającéj 

ją  co  raz  głębiéj  topieli,  na  twardy  i  bezpieczny  grunt  na- 

rodowéj przyszłości. Nie nadaremno zgadzają się wszystkie 

współczesne świadectwa na prawdę faktu, iż biedny, młody 

Stanisław,  dobroduszny  i  wygodny  magnat  wielkopolski, 

światły i wymowny statysta, mąż przez całe życie raczéj po- 

koju,  aniżeli  wojny,  trudów  i  niebezpieczeństw,  okazywał 

bladą i znużoną twarzą w samymże dniu elekcyi i kilka dni 

po niéj, jak bardzo mu ciąży nowa korona, jakim kłopotem 

obarczyły jego dotychczasowy spokój natarczywa protekcya 

bohaterskiego króla Szwecyi i własna rezygnacya w służeniu 

za wygodną pokrywkę tronowym protekcjom Sobieskich. Na 

miejscu, w Warszawie, odwrócili się odeń chwilowo wszy- 

scy prawie najzawziętsi nawet przeciwnicy Augustowéj spra- 

wy. Na szczególną uwagę pod tym względem zasługuje po- 

Rozdział I.

background image

7

stawa prymasa. Jak wiadomo, zamknął się u siebie w domu 

w  dniu  elekcyi  i  niechciał  choćby  nawet  moralnie  tylko 

uczestniczyć w całym przebiegu jéj aktu. Podobny postępek 

prymasa po tak długiéj i konsekwentnéj począwszy od sejmu 

Lubelskiego,  zmierzającéj  do  detronizacyi  Augusta  akcyi, 

byłby  zagadkowym  i  niezrozumiałym,  gdyby  go  psycholo- 

gicznie nie tłumaczył wszechwładny wpływ wojewodziny Łę- 

czyckiéj Towiańskiéj. Niebezpieczna i namiętna intrygantka, 

jak już wspomniano dawniéj, nie mogła znieść myśli, iż po 

wyniesieniu wojewody poznańskiego na tron królewski, przyj- 

dzie jéj ustępować pierwszeństwa matce neoelekta, Annie 

z Jabłonowskich Leszczyńskiéj, co gorsza młodéj jego mał- 

żonce Katarzynie z Opalińskich. August zdołał w ostatniéj 

godzinie trafić w owe namiętności, być może przemówić do 

Towiańskiéj złotemi według swego zwyczaju argumentami 

i obietnicami. Dość, potrafił ją sobie pozyskać i uczynić z 

niéj skutecznego swéj sprawy przy osobie prymasa agenta. 

Późniejszy jéj, pisany pod wpływem najwyższego rozdraż- 

nienia i goryczy wśród odmiennych okoliczności, pod dniem 

13 Października 1704 z Gdańska list do Augusta, nie pozo- 

stawia pod tym względem najmniejszéj wątpliwości: „Spo- 

dziewałam  się  N. Panie”,  pisze  wojewodzina,  „że  po  tém, 

co wycierpiałam podczas owéj rzekoméj elekcyi, że odwró- 

ciwszy  prawem  wymaganą  nominacyą  neo-elekta  (przez 

prymasa), że po wszystkich krokach, jakie Pan Kardynał po- 

czynił odtąd stosownie do życzeń W. K. Mości, że po tém, 

co  ja  sama  uczyniłam  na  rzecz  W. K. Mości,  że  po  tém 

wszystkiém,  mówię,  miałam  prawo  spodziewać  się  innéj 

przyjemności ze strony W. K. Mości, aniżeli ta, jakiéj doznaję 

obecnie”… Kto się w podobnie stanowczy sposób do króla 

Augusta  odzywał,  miał  bezwątpienia  do  tego  prawo  a  nie 

omylimy się pono, przypisując zimną, jeżeli nie wręcz sro- 

gą względem nowéj królewskości postawę prymasa, wpły- 

wowi wojewodziny łęczyckiéj. Za przykładem prymasa poszli 

naturalnie  obaj  Towiańscy,  ojciec  wojewoda  łęczycki,  syn 

podczaszy koronny, Pieniążek wojewoda sieradzki, co wię- 

céj,  nawet  Bronisz  marszałek  konfederacyi  warszawskiéj. 

Pierwsze dni królowania Leszczyńskiego.

background image

8

Wszystko to trzymało się na uboczu, odgrywało rolę mal- 

kontentów  i  abstynentów  wobec  nowéj  królewskości.  Tyle 

późniéj popularna osoba Stanisława Leszczyńskiego, wyraz i 

hasło jedności narodowéj po zgonie Augusta II w dwadzieścia 

dziewięć  lat  późniéj,  rozpoczynała  obecnie  pierwszy  swój 

występ na wielką widownią własnego kraju w doskonałém 

osamotnieniu. Otaczają młodego króla prócz najbliższéj ro- 

dziny,  jak  już  powiedziano,  Mikołaj  Święcicki  biskup  po- 

znański,  Maciéj  Gębicki  starosta  nakielski,  Benedykt  Sa- 

pieha podskarbi litewski, późniéj nieco przybywa jakoby nie- 

odstępny  stróż  koronnych  pretensyi  własnéj  rodziny,  Ale-

ksander Sobieski.

Dodajmy  do  tego  Szwedów  Arweda  Horna  i  starego 

Wachslagera, istnych ojców chrzestnych jego świeżéj god- 

ności wraz z assystencyą 600 koni i 600 piechoty szwedzkiéj. 

Dni  następne  dopiero,  groźby  inkwaterunku  i  pożogi  ze 

strony króla szwedzkiego, zdołały wprowadzić do komnaty 

zamku warszawskiego z powinszowaniem Stanisławowi wy- 

niesienia na tron i pamiętnego zawsze i wszędzie przede- 

wszystkiem  o  nienaruszalność  swych  majętności  prymasa 

Radziejowskiego, magistrat miasta Warszawy i w. hetmana 

koronnego Hieronima Lubomirskiego. Niemoc nowéj kró- 

lewskości, zależność jéj od wyniosłych opiekunów szwedz- 

kich, przemawiała aż nazbyt wyraźnie z licznych szczegółów. 

Adlersteen i Clas Bonde, intendenci armii szwedzkiéj, nie 

kłopotali się, mając przedewszystkiem kontrybucye i dosta- 

wę żywności na względzie, o polityczne przymierza między 

Karolem  XII  a  Rzecząpospolitą,  mianowicie  zaś  o  osobę 

mającego się wybrać czy wybranego już królem Leszczyń- 

skiego. Zdziercy, okrutnicy, wywołali właśnie około samegoż 

terminu jego elekcyi zbrojny opór ze strony ludności ziemi 

nurskiéj i drohickiéj. Posłuchajmy odpowiedzi Clas Bondego 

na ów akt obrony, odpowiedzi datowanéj z Pułtuska 10 Czer- 

wca 1704, przeznaczonéj „dla ziemi nurskiéj, aby publiko- 

wana była po kościołach i sposobnych miejscach i do koś- 

cielnych drzwi przybita”. Zagroziwszy mieszkańcom ziemi 

nurskiéj i drohickiéj mordem i pożogą za stawiany komen- 

Rozdział I.

background image

9

dom  szwedzkim,  mianowicie  w  miasteczku  Broku  opór, 

kończył  Clas  Bonde:  „Gdy  tedy  nie  poprzestaniecie  tych 

zdradzieckich fakcyi i rebellii, tedy w pień wszyscy poginie- 

cie. Serdecznie bym rad, co i z duszy mojéj proszę i wska- 

zuję, aby zdrajców tych i złych namówców, jako to Sułkow- 

skiego,  paliwodę  podlaskiego  i  innych  pryncypałów,  Wam 

lepiéj wiadomych, ktokolwiek mógł złapać a do mnie przy- 

prowadzić, tedy dla sprawiedliwości według uczynku ich ka- 

rani będą tak, iżby się Bogu i ludziom podobało. Temu zaś, 

ktoby przyprowadzić albo złapać kazał takich i tych złośli- 

wych zdrajców, będzie nieomylna nagroda i zapłata dana”. 

Chciał ogólny zbieg okoliczności, że w kilka dni po elekcyi 

Leszczyńskiego, spełniła się groźba Clas Bondego. Komen- 

dy szwedzkie odniosły łatwe zwycięztwo nad zbrojnym opo- 

rem  broniącéj  po  prostu  swego  dobytku  i  swych  zagród 

szlachty  nurskiéj  i  drohickiéj.  Przypędzono  do  Warszawy 

z powiązanemi rękoma, z kajdanami na nogach kilkudzie- 

sięciu jeńców, winnych czynnego oporu przeciw ściągającym 

żywność i kontrybucye komendom szwedzkim. Widok podo- 

bny  był  za  silny  na  słabe  nerwy  czy  poczciwe  serca  mło- 

dych małżonków królewskich, Stanisława i Katarzyny Lesz- 

czyńskich. Prosili o uwolnienie jeńców, o możność powrotu 

dla nich do domowych zagród. Napróżno; twardy opiekun 

nowego króla, surowy i bezwzględny mimo wszelkich pozo- 

rów ówczesnéj elegancyi, mimo olbrzymiéj peruki, żabotów 

i  koronkowych  mankietek,  Arwed  Horn,  odmówił  prośbie 

Stanisława, jeńców zaś wyprawił do głównéj kwatery szwe- 

dzkiéj. Nie dość na tém, stał August ciągle w okolicy San- 

domierza, oparty na powadze uchwał konfederacyi sando- 

mierskiéj, nasuwający na wszystkie strony tkankę negocya- 

cyi dyplomatycznych, oczekujący, co najważniejsza, z każdą 

niemal chwilą pomocy z dwóch przeciwległych sobie krań- 

ców, od wschodu i zachodu, ze strony Saxonii i ze strony 

Rusi, posiłków saskich i posiłków carskich. Michał Wiśnio- 

wiecki, wojewoda wileński i hetman w. litewski z ramienia 

Augustowego, wisiał nad Warszawą od strony Grodna i Pod- 

lasia. Adam Sieniawski, wojewoda bełzki, hetman polny ko- 

Pierwsze dni królowania Leszczyńskiego.

background image

10

ronny,  przesyłał  ze  swych  dóbr  ruskich  Augustowi  akty 

akcessu do konfederacyi sandomierskiéj. Co wreszcie było 

może mniejszém niebezpieczeństwem i grozą, aniżeli po- 

wodem bólu i przykrości dla Stanisławowego serca, poczęły 

w jego wielkopolskiéj dzielnicy, ze stron niemal rodzinnych, 

w  samejże  prawie  chwili  dokonywającéj  się  już  czy  doko- 

nanéj elekcyi, nadchodzić wiadomości, że niechętni zawsze 

Leszczyńskiemu Radomiccy i Szółdrscy zdołali część szla- 

chty poruszyć w interesie Augustowym, skłonić ją na Lip- 

cowym zjeździe w Kościanie do przyjęcia uchwał Sandomier- 

skich, wreszcie do zbrojnego zebrania w okolicy Szamotuł 

na dzień 18 Lipca. Wśród tylu i takich trudności byłby nie- 

wątpliwie i energiczniejszy, aniżeli Stanisława umysł i cha- 

rakter mógł stracić głowę i równowagę, zwłaszcza, że po za 

opieką  szwedzką  gotowych  środków  podtrzymywania  ku- 

lawéj  królewskości  nie  było,  a  tworzyć  nowych  nie  miał  z 

czego. Cóż zaś dopiero biedny król Stanisław! Przesiadywał 

kłopotliwie pod opieką Horna, pod zasłoną rajtarów i pie- 

choty szwedzkiéj w Warszawie, wyprawiając raz po raz uczty 

dla  przebłagania  opornych,  dla  utrzymania  wątpliwych  i 

chwiejnych  przyjaciół,  do  jakich  zaliczymy  między  innymi 

samegoż  prymasa,  w.  hetmana  Lubomirskiego,  wojewodę 

łęczyckiego Towiańskiego, wojewodę sieradzkiego Pieniąż- 

ka,  wojewodę  podlaskiego  Branickiego…  Tak  to  schodziły 

pierwsze dni królowania Leszczyńskiemu przez drugą poło- 

wę miesiąca Lipca roku 1704. Dodajmy do tego w uzupeł- 

nieniu obrazu owéj chwili, że kiedy wkraczające równocześnie 

do Wielkopolski od Gubna i Krosna w liczbie 18000 ludzi i 24 

dział wojska saskie pod dowództwem generała Schulenburga 

nakładają  Stanisławowemu  Lesznu  kontrybucyą  40000, 

Wschowie 20000 talarów, Wołosi z wojska szwedzkiego do- 

kazują w Pułtusku i Nurze jak „furye piekielne”, palą mia- 

steczka, kościoły, niszczą archiwa, mordują bez różnicy kogo 

i gdzie napotkają; dodajmy daléj, że wobec nadciągających z 

Ukrainy kozackich posiłków Mazeppy i Paleja, wszystko co 

może, szlachta, żydzi, księża, uciekają ku Wiśle, a uprzy- 

tomni nam się w najgłówniejszyeh i najcharakterystyczniej- 

Rozdział I.

background image

11

szych rysach krwawa i ponura fizyonomia pierwszych kilku- 

nastu dni Stanisławowego panowania.

Zobaczmy teraz, jakie wrażenie uczynił fakt Stanisławo- 

wéj elekcyi w obozie Augustowym, doniesiony z wielkiemi 

szczegółami przez posła hollenderskiego Hersolte van Kras- 

senburg, przebywającego nieprzerwanie w Warszawie. Król 

August zostawał ciągle w okolicy Sandomierza, by utrzymać 

węzeł komunikacyi między jądrem przychylnych sobie woje- 

wództw  Rzeczypospolitéj  a  posiłkami  mającemi  mu  nad- 

ciągnąć z jednéj strony z Saksonii, z drugiéj strony z Ukra- 

iny.  Raz  po  raz  robi  tu  ztąd  wycieczki  bądź  to  do  zamku 

Baranowskiego w celu ugoszczenia przyjeżdżającego posła 

tureckiego, bądź do Łańcuta w celu powzięcia języka o zbli- 

żającém się wojsku Carskiém. Głównie jednakże przebywa 

i  w  miesiącu  Lipcu  jeszcze  bądź  to  we  wsi  Przyszowie, 

bądź  to  w  szlacheckim  dworze  tejże  saméj  wsi  Brzezia, 

gdzie właściwie stanęła konfederacya sandomierska i zkąd 

wyjeżdżał bądź to pod czerwony baldachim na narady kon- 

federacyjne,  bądź  wśród  huku  dział  do  katedry  sando- 

mierskiéj  na  uczczenie  aktu  jéj  ostatecznego  zawiązania. 

Do  tegoż  dworku  szlacheckiego  w  Brzeziu,  zajmowanego 

chwilowo przez Augusta i otoczenie jego, przyszła wiado- 

mość o akcie elekcyjnym z Warszawy dnia 17 Lipca. Jeżeli 

zawierzać  sumienności  sprawozdań  saskich,  przeznaczo- 

nych  dla  dworu  berlińskiego,  nie  sprawiła  elekcya  Stani- 

sława Leszczyńskiego na dworze Augusta, czyli lepiéj po- 

wiedziawszy na wędrownym jego obozie z pod Brzezia, zbyt 

wielkiego  wrażenia.  Traktowano  raczéj  cały  ten  akt  jako 

śmieszność, aniżeli obawiano się w nim nowego niebezpie- 

czeństwa, a do pewnego stopnia miano słuszność. Wobec 

usposobienia Rzeczypospolitéj, wobec już zawiązanéj kon- 

federacji sandomierskiéj, wobec zawięzujących się tu i ow- 

dzie,  nawet  w  Wielkopolsce  konfederacyi  wojewódzkich  w 

jéj duchu i celach, wobec spodziewanych posiłków saskich 

i  carskich,  był  sam  fakt  elekcyi  Leszczyńskiego  mało- 

znaczącym, ozdóbką gmachu przewagi szwedzkiéj w Polsce, 

ozdóbką gotową runąć z ruiną samegoż gmachu, skoroby 

Wrażenie elekcyi na zagranicę.

background image

12

go  się  obalić  udało.  W  tym  téż  duchu  pisał  August  do 

Flemminga,  reprezentanta  swego  na  dworze  berlińskim, 

z Kamienia pod dniem 21 lipca o akcie elekcyi swego prze-

ciwnika, dodając: „Jest rzeczą jasną jak słońce i aż nazbyt 

znaną, że zmarły ojciec wojewody poznańskiego, to jest były 

generał wielkopolski a na ostatku podskarbi koronny, był aż 

do grobu oddany najzupełniéj interesowi francuskiemu. Nie 

można się téż czego innego spodziewać, jak że syn wstąpi w 

jego ślady i że będzie zastępował osobę Contego tak dobrze, 

jak gdyby on sam w Polsce był obrany”. —

Dwór wiedeński wiedział według doniesień posła saskie-

go, generała Wackerbartha, że Stanisław przyjął tylko ko-

ronę jako depozyt Sobieskich rodziny i lekceważył sobie jego 

królewskość. Flemming zawiadomiwszy dwór berliński sto-

sownie  do  instrukcyi  Augusta  o  wyborze  Leszczyńskiego, 

według  komentarza  wyżéj  zamieszczonego,  donosi  Augu-

stowi  pod  dniem  25  Lipca  1704:  „Miałem  posłuchanie  u 

króla  dnia  wczorajszego  w  Schönhausen.  Traktuje  sprawę 

téj elekcyi jako śmieszność mówiąc, że nie wie, co ona ma 

znaczyć właściwie. Przedstawiałem mu i z méj strony, jak 

mało  sensu  i  racyi  jest  w  całym  tym  wypadku”.  Mimo  to 

dodaje  Flemming  w  liście  swym  do  powyższych  słów  na-

stępną  uwagę:  „Trzeba  jeszcze  powiedzieć,  że  jakkolwiek 

na tutejszym (berlińskim) dworze są bardzo zadowoleni, że 

wybór padł na człowieka tak małego znaczenia, jakim jest P. 

Leszczyński i że jakkolwiek uważają to za wypadek, którego 

W. K. Mość nie masz powodu się obawiać, ja jednakże oba- 

wiam się z méj strony, aby dwór ten nie popadł w stan obo- 

jętności, skoroby król szwedzki chciał sam wziąść dla siebie 

koronę  polską  lub  wynieść  na  tron  polski  księcia  Conti”. 

Na teraz nie było jednakże powodu podobnéj obawy. Prze- 

ciwnie, nie przestawała elekcya Leszczyńskiego być przed- 

miotem ciągłych żartów na dworze berlińskim. Tak np. przy- 

był Flemming dnia 2 Sierpnia na nową audiencyą do króla 

Fryderyka, prosząc aby nie dawał żadnéj odpowiedzi na za- 

wiadomienie Szwedów i konfederacyi warszawskiéj o wybo- 

rze  Leszczyńskiego.  Król  Fryderyk  odpowiedział,  że  nie- 

Rozdział I.

background image

13

stety żądanie jego przychodzi już za późno, ponieważ właś- 

nie odeszły z kancellaryi jego listy do Warszawy z uznaniem 

neo-elekta polskiego. Zbladł na podobne słowa Flemming 

i zapytał z przerażeniem, czy istotnie coś podobnego stać 

się mogło? Wtedy dopiero wybuchnął król Fryderyk śmie-

chem  i  zaczął  sobie  żartować  z  łatwowierności  i  strachu 

Flemminga. Nie inaczéj zapatrywali się obecni w Berlinie 

reprezentanci  Anglii  lord  Rabby,  Hollandyi  syndyk  Hop, 

na  fakt  téj  elekcyi,  a  August  spoglądając  na  usposobienie 

mocarstw europejskich, rozpatrując się w usposobieniu sa- 

mejże Rzeczypospolitéj, wyczekując od dnia do dnia posiłków 

carskich  na  Rusi,  kiedy  według  odebranych  wiadomości 

Schulenburg na czele 18000 Sasów nowéj formacyi znajdo- 

wał  się  już  w  Poznańskiém,  miał  wszelki  powód  być  spo- 

kojnym  o  przyszłość  swéj  królewskości.  Mimo  to  uważał 

położenie rzeczy za dość groźne, by rąk nie opuszczać i by 

ze zwykłą swéj naturze w przerwach hulanki i rozpusty czyn-

nością  podjąć  dzieło  swego  ratunku  na  wszystkie  strony.

Tuż po odebraniu wiadomości o elekcyi Leszczyńskiego, 

wyruszył August na Kamień ku Łańcutowi, by się zbliżyć do 

posiłków saskich. Dnia 21 Lipca znajdujemy go w Kamieniu. 

W ciągu marszu nadjechał do obozu Patkul, obróciwszy po-

dróż z Berlina na Drezno, z wiadomością o chybionéj swéj 

negocyacyi na dworze berlińskim. Już wtenczas rozpoczynały 

się między nim a królem Augustem, mianowicie jednakże 

poufnym doradzcą królewskim hrabią Bosem owe rozterki 

i nieporozumienia, które wzrastając z czasem i nabierając 

drażliwości, miały zaprowadzić nieszczęsnego rzecznika praw 

inflantskich do celi więziennéj Sonnensteinu, następnie na 

pole okrutnéj egzekucyi pod Kaźmierz. Patkul czuł w obecnéj 

chwili wagę swego stanowiska w obozie Augustowym. Był 

patronem  Augustowéj  sprawy,  był  twórcą  traktatu  między 

królem a Carem, miał teraz przyprowadzić jakoby za rękę 

do skołatanego obozu saskiego nadciągającą od Lwowa pod 

wodzą kniazia Golicyna pomoc carską. W poczuciu ważności 

swego stanowiska zaczął tedy Patkul już w ciągu owego po-

chodu z pod Brzezia czy Kamienia spoglądać zimno przez 

Usiłowania Augusta na drodze akcyi dyplomatycznéj.

background image

14

ramię na saskie otoczenie królewskie, do pewnego stopnia 

na króla samego, co znów wywoływało pewną naturalną re- 

akcyą ze strony Sasów. Prócz podobnie usposobionego re-

prezentanta  cara  Piotra,  towarzyszyli  Augustowi  w  ciągu 

owego  pochodu  Spada  nuncyusz  papieski,  Jessen  poseł 

duński, cały wreszcie tabor senatorów, dygnitarzy i szlachty, 

składających  konfederacyą  sandomierską.  Wojskowe  siły 

składały się na teraz z 3000 koni saskich, batalionu piechoty 

saskiéj,  2000  koni  polskich  pod  dowództwem  generała 

Brandta, kilkanaście wreszcie chorągwi wojska koronnego 

pod wodzą Stanisława Rzewuskiego referendarza koronne- 

go. Towarzyszył także królowi książę Janusz Wiśniowiecki, 

brat  wojewody  wileńskiego  i  hetmana  w.  litewskiego  po 

Sapieże z ramienia Augustowego. Duszą jednakże wojsko- 

wą obozu Augustowego i działalności jego wojennéj był w 

owéj chwili dzielny generał Brandt, znany już z kroniki téj 

nieszczęsnéj  wojny  jako  jedyna  osobistość  nieokrywająca 

się  wstydem  i  sromotą,  zwycięzca  w  podjazdowéj  wojnie 

przeciw Szwedom wszędzie, gdzie się z nimi tylko spotkał. 

Poddany króla duńskiego, Holsztyńczyk, rodem z Sonder- 

burga,  spowinowacony  następnie  z  rodziną  podskarbiego 

koronnego Przebendowskiego, trwał wiernie przy Auguście, 

był  równocześnie  okiem  i  ręką  jego  obozu  w  téj  chwili. 

Dodać jeszcze należy, żeby się zabezpieczyć przeciw możli- 

wemu zamachowi ze strony rozłożonego na lewym brzegu 

Wisły pod Sandomierzem Renskiölda, kazał August przed 

wymarszem z pod Brzezia zerwać most na Wiśle i zniszczyć 

szaniec przedmostowy, zapewniający mu dotąd komunika- 

cyą po obu brzegach rzeki. Obóz królewski nie zatrzymuje 

się  długo  w  Kamieniu,  około  28  Lipca  znajdujemy  go  w 

Łańcucie.

Tutaj to wypadnie nam zatrzymać się na chwilę w opo- 

wiadaniu  nieciekawych  zresztą  szczegółów  zbrojnéj  wę-

drówki króla Augusta ku przystani posiłków carskich, by się 

zwrócić do skreślenia kroków  p o l i t y c z n é j  doniosłości, 

jakiemi na wewnątrz i zewnątrz odpowiedział na akt elekcyi 

Stanisława  Leszczyńskiego.  Działaniu  Augustowemu  pod 

Rozdział I.

background image

15

tym względem nie można odmówić przymiotów pośpiechu 

i  sprężystości.  W  trzy  dni  już  po  odebraniu  wiadomości  o 

fakcie  dokonanéj  elekcyi,  wyprawiają  dnia  20  Lipca  z  pod 

Sandomierza stany królestwa polskiego do mocarstw zagra- 

nicznych list, wyklinający Stanisława Leszczyńskiego jako 

zdrajcę majestatu i ojczyzny, wskazujący ze wzgardą na śmia-

łość  dziesięciu  zaledwie  wichrzycieli,  co  się  pokusili  bez-

bożną ręką ściągać królewski diadem z Augustowéj głowy, 

wzywający w imię wspólnego wszystkich monarchów inte- 

resu ich  m o r a l n e j  przynajmniéj w sprawie ocalenia kró- 

lewskości Augustowéj poręki. Równocześnie z owemi lista- 

mi stanów królestwa polskiego do mocarstw zagranicznych, 

wyszły od nich pod tąż samą datą listy do papieża z oskar- 

żeniem prymasa Radziejowskiego i Święcickiego biskupa po- 

znańskiego również jako zdrajców majestatu i ojczyzny, sprzy- 

jających przez heretyków podjętéj sprawie. Listy te oskar- 

żały prymasa wyraźnie o udział w rozpoczęciu wojny szwedz- 

kiéj,  twierdziły  stanowczo,  że  na  poprzedzającéj  ją  radzie 

senatu  prymas  doradzał  królowi  ową  wojnę,  że  następnie 

prosił w imieniu Rzeczypospolitéj dwór berliński o wolny prze- 

marsz wojsk saskich do Polski, „że przyjął sam kapitulacyą 

Inflantczyków  na  100000  talarów”.  Tém  czarniejsza  teraz 

tedy,  tém  bardziéj  na  potępienie  zasługująca  obecna  jego 

zdrada, pozorowana argumentem, jakoby król bez jego i Rze- 

czypospolitéj wiedzy i woli był rozpoczynał ową nieszczęs- 

ną wojnę. Prosząc tedy stany królestwa polskiego, oddając 

wszelką cześć działalności nuncyusza Horacego Spady przy 

boku  królewskim,  o  odsądzenie  prymasa  Radziejowskiego 

i biskupa poznańskiego Święcickiego od ich biskupich go- 

dności,  tudzież  od  dóbr  arcybiskupstwa  gnieźnieńskiego, 

biskupstwa poznańskiego, probostwa Miechowskiego i opa-

ctwa Sieciechowskiego. Pod tąż samą wreszcie datą wyprawił 

sam  król  August  od  siebie  list  do  papieża,  domagając  się 

cenzur  kościelnych  przeciw  wiarołomnym  biskupom  i  po- 

parcia wobec duchowieństwa i narodu polskiego.

Po tych pierwszych protestach i zastrzeżeniach tak kró- 

la,  jak  stanów  królestwa  polskiego  przeciw  aktowi  elekcyi 

Usiłowania Augusta na drodze akcyi dyplomatycznéj.

background image

16

Leszczyńskiego,  nastąpił  jak  już  powiedziano  wyżéj,  wy- 

marsz  z  pod  Brzezia.  Gromadniejsze  zebranie  senatorów, 

dygnitarzy  i  szlachty  w  obozie  pod  Łańcutem,  dało  spo- 

sobność do wystąpienia z nowym, donioślejszym jeszcze na 

temże samem polu aktem. W samymże dniu prawie przyby-

cia wędrownego, królewskiego zastępu pod Łańcut, odbyła 

się tutaj dnia 28 Lipca walna rada tak obecnych przy boku 

królewskim  senatorów,  jak  licznie  reprezentowanych  dyg- 

nitarzy  i  deputatów  konfederacyi  Sandomierskiéj.  Kronika 

zjazdu łańcuckiego wskazuje nam obecność Teodora Potoc- 

kiego biskupa chełmińskiego, Gomolińskiego biskupa kijow 

skiego,  Michała  Wiśniowieckiego  wojewody  wileńskiego, 

Jana Jabłonowskiego wojewody ruskiego, wuja Stanisława 

Leszczyńskiego, Marcina Chomętowskiego, wojewody ma- 

zowieckiego,  Żaboklickiego,  wojewody  podolskiego;  kasz-

telanów:  rawskiego,  lubaczowskiego,  Przebendowskiego 

podskarbiego koronnego, Jana Szembeka podkanclerzego 

koronnego,  Stanisława  Denhoffa  marszałka  konfederacyi 

sandomierskiéj, miecznika koronnego, — nie wymieniając 

wielu innych.

Rzecz łatwa do zrozumienia, iż wśród podobnego grona 

i w podobnych okolicznościach narady odbywały się wśród 

straszliwego przeciw sprawcom i uczestnikom warszawskiéj 

elekcyi  rozdrażnienia.  W  chwili  rozpoczęcia  narad  ozwały 

się zewsząd z tłumu głosy zaklinające króla, by nie oszczę-

dzał zdrajców. Domagano się, by król nałożył cenę na głowę 

Leszczyńskiego. Andrzéj Olszowski starosta wieluński prze-

mawiał za rozdaniem wakansów po winnych dygnitarzach; 

Bogusławski starosta płocki żądał destytucyi hetmana w. ko-

ronnego i prymasa. Grabski deputat z łęczyckiego domagał 

się ogłoszenia wakansu starostwa łęczyckiego; Ossoliński 

chorąży drohicki wynagrodzenia szlachty województwa ma- 

zowieckiego i podlaskiego, pokrzywdzonéj tak srogo przez 

Szweda; Rosnowski podwojewodzi lwowski zażądał, aby król 

w ciągu obecnego marszu powołał do swego boku cały senat 

i wszystkich dygnitarzy Rzeczypospolitéj, w czém go poparł 

Żaboklicki wojewoda podolski. Wrząca tedy i kipiąca, jak ztąd 

Rozdział I.

background image

17

widzimy,  przeciw  neo-elektowi,  Szwedom  i  konfederacyi 

warszawskiéj,  była  owa  walna  rada  na  zamku  łańcuckim. 

Rezultatem zaś jéj była nasamprzód uchwała ponownego, 

liczniejszego  jeszcze  zebrania  w  Jarosławiu  na  dzień  12 

Sierpnia i ogłoszenia manifestu konfederacyi sandomierskiéj 

z podpisem jéj marszałka Stanisława Denhoffa, z datą z pod 

Łańcuta 28 Lipca 1704. Manifest tenże zbyt obszernéj może 

na podobną chwilę i potrzebę rozciągłości, nie był przecież 

bez pewnéj prawdy i siły. Rozpoczynając rzecz od skreślenia 

przebiegu wojny szwedzkiéj, zwracał się następnie przeciw 

prymasowi i sprawcom konfederacyi wielkopolskiéj. Wspo- 

minając  o  sejmie  lubelskim  z  r.  1703  mówił  konfederacki 

manifest, że mimo chaosu i zamieszania „była już nadzieja 

lepszych  rzeczy”,  lecz  że  w  téj  stanowczéj  chwili  właśnie 

nastąpiła podstępna robota prymasa i hipokryzyjna działal- 

ność  konfederacyi  wielkopolskiéj,  udającéj,  jakoby  p r z y  

m a j e s t a c i e  A u g u s t o w y m  była chciała stawać, kiedy 

w rzeczywistości  p r z e c i w   n i e m u  nurtowała.

Konfederacya ta była dziełem szwedzkiém. „Brzmią nam 

jeszcze”, mówił konfederacki manifest, „w uszach odzywa- 

jące się po całéj Polsce, jak długa i szeroka, głosy generałów 

szwedzkich: Jeżeli nie przystąpisz do konfederacyi, pójdziesz 

z dymem!” Otóż to pod wpływem takich gróźb przyszła do 

skutku konfederacya wielkopolska, następnie generalna — 

warszawska,  któréj  dziełem,  pod  patronatem  szwedzkiego 

gwałtu stała się bezprawna pod każdym względem elekcya 

Stanisława Leszczyńskiego. Przeciw tejże elekcyi protestują 

uroczyście skonfederowane w Sandomierzu stany Rzeczy- 

pospolitéj i oświadczają trwać wiernie przy królu Auguście. 

Co rzecz najbardziéj uderzająca, to że ciskanie owych ofi- 

cyalnych gromów przeciw bohaterom, sprawcom i uczest- 

nikom warszawskiego aktu przez Augusta i w imię Augu- 

sta, nie przeszkadzało równocześnie cichéj, tajemnéj a nie- 

dostrzegalnéj mianowicie oku patronów szwedzkich, robocie 

około ich nawrócenia i pozyskania. Głównym kierownikiem 

i pośrednikiem w téj robocie był poseł duński baron Jessen, 

zwłaszcza po wyjeździe swym w końcu Lipca z obozu kró- 

Usiłowania Augusta na drodze akcyi dyplomatycznéj.

background image

18

lewskiego  do  Krakowa.  Agentami  jego  w  téj  podziemnéj 

robocie  byli  Kczewski  wojewoda  malborgski,  bawiący  w 

Warszawie  i  owdowiała  Anna  Małachowska  wojewodzina 

poznańska, po pierwszym mężu Wielopolska, z domu Lubo- 

mirska,  bawiąca  w  Krakowie.  Doliczmy  jeszcze  do  rzędu 

owych agentów przejeżdżającego się naówczas między Kra- 

kowem a Szląskiem Ferdynanda Kettlera, księcia kurlandz- 

kiego…  Tak  Kczewski,  jak  Małachowska  donosili  jedno- 

zgodnie  posłowi  duńskiemu,  że  konfederacya  warszawska 

nie  ma,  mimo  ciążącéj  opieki  szwedzkiéj,  wiary  w  siebie, 

że  prymas,  w.  hetman  koronny  a  nawet  sam  Stanisław 

mieliby  ochotę  pogodzić  się  z  królem  Augustem  za  ode- 

braniem tylko pewnych rękojmi bezpieczeństwa co do dóbr, 

osób,  dygnitarstw,  a  że  byle  król  August  okazał  się  tylko 

wyrozumiałym, doprowadzenie do skutku podobnego dzieła 

zgody nie byłoby zbyt trudném. Jessen donosił naturalnie 

o podobnych usposobieniach w Warszawie na jedną stronę 

swemu  królowi,  na  drugą  Augustowi,  który  mając  późniéj 

nieco  plon  téj  roboty  skosić,  w   o b e c n é j   c h w i l i   ko- 

rzystać z niéj jeszcze nie mógł czy nie chciał. Tymczasem 

wolał,  zrobiwszy,  jak  widzieliśmy,  co  się  działać  dało  na 

w e w n ą t r z  Rzeczypospolitéj, pukać jeszcze o pomoc  d o  

d w o r ó w  z a g r a n i c z n y c h .  P a p i e ż a  poręka, o którą 

się, jak widzieliśmy wyżéj, upomnieć nie omieszkał, nie była 

ze względu na stanowisko duchowieństwa w Polsce wogóle, 

nie była wreszcie ze względu na usposobienie kraju i narodu 

polskiego rzeczą małéj lub obojętnéj wagi. Odezwy stanów 

królestwa  polskiego  i  samegoż  króla  Augusta  do  papieża 

odniosły téż stosownie do ważności i okoliczności pożądany 

skutek.

Kurya papiezka nie leniła się odpowiedzieć czemprędzéj 

na  wezwanie  Augustowe  zakomunikowane  jéj  przez  nun- 

cyusza. Już pod dniem 3 Sierpnia 1704 wyszły listy papiezkie 

do króla Augusta, do biskupów polskich, do senatorów, do 

stanu rycerskiego, wszystkie oświadczające się za nienaru- 

szalnością praw Augustowych, protestujące przeciw królew- 

skości Stanisława Leszczyńskiego, naganiające udział nie- 

Rozdział I.

background image

19

których  biskupów  w  heretyckiém  dziele  jego  wyniesienia, 

upominające naród do posłuszeństwa dla prawnie obranego 

i panującego króla. Nadto wystosował papież pod tąż samą 

datą  listy  do  prymasa  Radziejowskiego  i  biskupa  poznań- 

skiego Święcickiego, udzielając im uroczystą naganę z po- 

wodu udziału w wyniesieniu Stanisława, upominając ich do 

wierności dla Augusta, wzywając ich wreszcie, aby się pod 

zagrożeniem cenzur kościelnych stawili w przeciągu trzech 

miesięcy  w  Rzymie  ku  wytłomaczeniu  się  z  uczynionych 

sobie przez króla Augusta zarzutów. Nie poprzestając na tém 

odezwaniu się do potęgi, moralnemi tylko rozporządzającéj 

środkami i na skutecznym względnie swego odezwania się 

do niéj rezultacie, kołatał August, jak dotąd ciągle, tak i  w  

t é j   właśnie  chwili,  w  ciągu  kilkunastu  dni  Lipcowych  po 

elekcyi Leszczyńskiego, o pomoc do dworu duńskiego i do 

dworu berlińskiego.  P i e r w s z y  był dlań zawsze jak najle-

piéj usposobionym. Jak już wspomnieliśmy wyżéj, był poseł 

duński Jessen najwierniejszym i najsprawniejszym króla Au-

gusta agentem, czy to w obozie pod Sandomierzem, czy to 

w pochodzie pod Łańcut, czy to późniéj nieco, zawiadując 

jego interesami w Krakowie. Sekretarz ambasady duńskiéj 

Meuschen wędrował wiecznie z Augustem po wszystkich ma-

nowcach i bezdrożach Rusi i przesyłał swojemu pryncypałowi 

Jessenowi  co  kilka  dni  niemal  dokładne  sprawozdania  z 

obozu królewskiego. Poseł duński w Berlinie, Ahlfeld, nie był 

mniéj gorliwym sprawy Augustowéj rzecznikiem; król Fryde-

ryk  IV  sam  wreszcie  pałał  niedwuznaczną  chęcią  podania 

ręki swemu zakłopotanemu bratu ciotecznemu Augustowi 

II. Opierając się tedy na podobnych usposobieniach dworu 

kopenhagskiego i dyplomacyi duńskiéj, poczęli tak August 

we własném, jak Patkul w carskiém imieniu kołatać do Danii 

o przymierze i pomoc. Bezpośredniego do tego powodu do-

starczyła równoczesna komunikacya posła hollenderskiego 

Hersoltego van Krauenburg z Warszawy. Dyplomata ten od- 

grywający po cichu rolę agenta Augustowego, podglądający 

i  donoszący  Augustowi  z  bruku  warszawskiego  tajemnice 

konfederacyi i Szwedów, doniósł, że jest zamiarem Karola 

Usiłowania Augusta na drodze akcyi dyplomatycznéj.

background image

20

XII wtargnąć do Saxonii wraz z Alexandrem Sobieskim, w 

celu uwolnienia uwięzionych jego braci. Pozostanie rzeczą 

wątpliwą,  czy  zamiar  taki  powstał  n a ó w c z a s   już  na 

prawdę w głowie króla szwedzkiego. Co jednakże pewna, to 

że sama o nim pogłoska rzuciła niemały alarm na wędrowny 

obóz saski.

Wtedy to właśnie, jak także powiedzieliśmy wyżéj, wysilił 

się August na formacyą świeżego wojska saskiego, posunął 

je pod dowództwem Schulenburga do Wielkopolski. Saxonia 

była ogołocona, pospieszny marsz Karola II przez kraj cesarski 

lub  brandenburgski  z  pozostawieniem  na  tyłach  swych 

Augusta i Schulenburga w Polsce, strategiczno-polityczny 

wybryk, jakich zawód wojenny Karola II liczy wiele, — mógł 

w przeciągu dni kilku oddać elektorstwo saskie, źródło rze-

czywistéj  potęgi  i  siły  Augustowéj,  w  ręce  nieprzyjaciela. 

Cała sztuka akcji politycznéj i wojennéj króla Augusta po- 

winna była wytężyć się na zapobieżenie podobnego zama-

chu nieprzyjacielowi. W tym celu odwołano się tedy ze stro- 

ny Augustowéj do Danii. Król August i Patkul, ostatni ofia- 

rując na ten cel subsydya pieniężne carskie, odzywali się po 

kilkakroć do Jessena o cichy traktat przymierza, na którego 

podstawie  król  duński  miał  wystawić  nasamprzód  8000, 

potem choćby już tylko 4000 piechoty i 1000 jazdy, których 

przeznaczeniem nie byłby czynny udział w wojnie polskiéj, 

lecz po prostu tylko zajęcie elektoratu saskiego w celu obro- 

ny jego neutralności, jako nienaruszalnéj części niemieckiéj 

Rzeszy. Tak Jessen, jak sam król Fryderyk IV podawali chętne 

ucho podobnéj propozycyi i byliby się zgodzili wreszcie na 

nią, gdyby nie były przeszkadzały z jednéj strony węzły trak- 

tatu trawendalskiego, z drugiéj strony obawa bardzo możli- 

wego odwetu szwedzkiego, którego niebezpieczeństwo mo- 

gło być tylko zrównoważoném przez udział prusko-branden- 

burgski w nowém przymierzu. Ztąd téż to zwracają się po- 

nowne  starania  Augusta  za  pośrednictwem  duńskiém  do 

dworu berlińskiego a jak zobaczymy zaraz, przybierają cie- 

kawy,  choć  nieszczególnie  zaszczytny  dla  polityki  polskiéj 

króla Augusta charakter.

Rozdział I.

background image

21

Jak już nam wiadomo, był stałym reprezentantem Au- 

gusta  na  dworze  berlińskim  Flemming,  obok  niego  rezy-

dentem saskim pilny w swych sprawozdaniach, utrzymujący 

ciągłe stosunki z ministrami pruskimi Wolters, co nie prze-

szkadzało, że w ciągu posłowania obu tych osobistości, ile 

razy Augustowi dolegliwszy jaki kłopot w Polsce doskwierał, 

przybiegali do Berlina co chwila to Patkul, to Bose, to późniéj 

nieco podskarbi koronny Przebendowski, by brać na spowiedź 

króla Fryderyka, ministrów jego Wartenberga, Ilgena i War-

tenslebena,  robić  im  propozycye  przymierza,  słuchać  ich 

ofiar,  konszachtować  z  nimi  kosztem  nie  wiedzącéj  nic  o 

podobnych negocyacyach Rzeczypospolitéj. Widowisko po- 

dobne  powtórzyło  się  dosłownie  ze  wszystkiemi  swemi 

szczegółami  w  porze  owéj  z  miesiąca  Lipca  na  Sierpień 

roku 1704. Obie strony, tak dwór berliński, jak reprezentant 

dworu saskiego Flemming, nie dowierzały sobie koniecznie, 

starały się płatać nawzajem niezgodne trochę poważnéj sy- 

tuacyi i poważnéj sprawy figle. Tak n. p. zaręczali ministrowie 

pruscy  Flemmingowi  z  najpoważniejszą  w  świecie  miną, 

że  nic  ich  nie  wiąże  ze  Szwedami,  jakkolwiek  Flemming 

wiedział  aż  nazbyt  dobrze  o  istnieniu  traktatu,  zawartego 

między królami szwedzkim a pruskim w Sierpniu r. 1703. 

Tak daléj wyprawiał Flemming dla króla i ministrów prus- 

kich uczty w Berlinie, nie w chęci zabawy, ani ze szczegól- 

néj  dla  nich  przyjaźni,  lecz  aby  ich,  jak  pisał  w  swych 

sprawozdaniach  do  króla  Augusta,  w  ten  sposób  w  obec 

Szwedów  kompromitować,  wzbudzać  podejrzenia,  jakoby 

istniało porozumienie pomiędzy dworem berlińskim a duń- 

skim. Również nie nosi zbyt szlachetnego charakteru nego- 

cyacya poważniejszego zakroju, jaka się po za obrębem tych 

witaczek  dyplomatycznych  między  Flemmingiem  a  mini-

strami  pruskimi  toczyła.  Dwór  saski  pragnął  naturalnie 

współdziałania pruskiego przeciw Szwedom w Polsce a sta- 

rał  się  pomoc  ową  wobec  podejrzliwości  Rzeczypospolitéj 

polskiéj  okupić  jak  najtańszym,  o  ile  możności,  kosztem. 

Ministrowie pruscy tymczasem uważali owe negocyacye za 

pożądaną  sposobność  wyrozumienia  Flemminga  i  innych 

Usiłowania Augusta na drodze akcyi dyplomatycznéj.

background image

22

reprezentantów  Augustowéj  polityki,  jak  daleko  by  się  ich 

ofiarność względem Prus posunąć była gotowa i targowali 

się wyraźnie o Gdańsk, Warmią i dolną Wisłę. Po za granicę 

t a r g u  nie odważyła się jednakże sięgnąć naówczas pożąd- 

liwość  pruska,  ponieważ  mimo  wszelkich  swych  apetytów 

była  przecież  mniejszą  od  obawy  mściwych  ciosów  oręża 

szwedzkiego, a Karol raz już oświadczył, iż od korony polskiéj 

ani piędzi ziemi odrywać nie pozwoli. W Lipcu jednakże, w 

Sierpniu  roku  1704  był  Karol  daleko  od  granic  pruskich, 

zagłębił się w Mazowsze, następnie w Małą Polskę i Ruś, 

sprawa Augustowa zdawała się brać korzystny obrót; ztąd 

téż to odżyły znów negocyacye prusko-saskie i wykazują ku 

charakterystyce  polskiéj  polityki  króla  Augusta  następne 

rezultaty.  Flemming,  któremu  Patkul  pod  tym  względem 

nie  przestawał  dodawać  odwagi,  doradzał  Augustowi,  aby 

bez względu na krzyki „ g ł u p i c h  P o l a k ó w ” ,  okazywał 

się nieco powolniejszym w ofiarach na rzecz Prus, aby  „ n i e  

t r a c ą c   m i n u t y ”  w interesie zyskania przymierza prus- 

kiego, oddał królowi pruskiemu w posiadanie bądź to wie- 

czyste,  bądź  czasowe  dwa  miejsca  nad  dolną  Wisłą,  n. p. 

Gniew i Nowe, jako punkta zaręczające swobodną komuni- 

kacyą między elektorstwem brandenburgskiém a księstwem 

pruskiém. Ta koncessya nie wystarczała jednakże apetytowi 

pruskiemu, który łaknął czegoś więcéj, mianowicie posiada-

nia  c a ł é j   d o l n é j   W i s ł y  a coraz téż widoczniéj i Gdań- 

ska. Co się  t e g o  następstwa tyczy, nie miał chęci zgadzać 

się na nie sam dwór saski mimo wszelkiego lekceważenia 

interesu polskiego i draźliwości polskich. Tém bardziéj téż 

zaczynały być Flemmingowi podejrzanemi zachody pruskie 

około tego klucza ujść Wisły. Minister pruski Schlippenbach 

zakomunikował mu nibyto poufnie, że jest zamiarem króla 

pruskiego  zgromadzić  sześciotysięczny  korpus  i  obsadzić 

nim Gdańsk na własne żądanie mieszkańców w celu zabez- 

pieczenia ich od zamachu jakiegobądź nieprzyjaciela. Flem- 

ming przyjął podobną komunikacyą z pewną zimną ostroż- 

nością i nie kwapił się bynajmniéj z podziękowaniem za tak 

przyjacielską  usługę.  Równocześnie  zauważył  jednakże  ze 

Rozdział I.

background image

23

wzrastającą  podejrzliwością,  że  obecny  w  Berlinie  syndyk 

miasta Gdańska Hoppen, odbywa potajemnie, bez jego wie- 

dzy i w jego nieobecności codziennie kilkogodzinne konfe- 

rencye z ministrem pruskim Ilgenem. Flemming zakomuni- 

kował ten fakt posłom Anglii i Hollandyi, którzy mu jedno- 

zgodnie oświadczyli, że zadaniem ich i staraniem będzie pod 

każdym  warunkiem  i  wśród  wszelkich  okoliczności  bronić 

niepodległości miasta Gdańska. Jako sens moralny wszyst- 

kich tych negocyacyi Augustowych dyplomatów czy to Pat- 

kula, czy Flemminga, objawiała się nie dająca się zaprzeczyć 

prawda, że dwór berliński myśli co najwięcéj wyzyskać kło- 

poty króla Augusta w interesie własnych, nowych nabytków 

terytorialnych, że jeźli ich w ten sposób  j u ż  dotąd nie w- 

yzyskał, nie jest dowodem jego dobréj woli, lecz niedomaga- 

jącéj decyzyi i stanowczości, że już pod żadnym warunkiem 

spieszyć Augustowi z pomocą na teraz nie ma zamiaru.

Po wymarszu już z Łańcuta wyszły daléj z Jarosławia pod 

dniem 3 Sierpnia protesty Augusta przeciw wyniesieniu Le-

szczyńskiego do cesarza niemieckiego, tudzież do sułtana i 

do w. wezyra Porty Ottomańskiéj, do ostatniego z proźbą i 

upomnieniem, aby nie słuchał zdradnych podszeptów wia- 

rołomnych poddanych królewskich i aby nie pozwolił hanowi 

Tatarów dawać im pomocy, o którą podobno prosili. Dodajmy 

jeszcze, że w tejże saméj chwili pułkownicy Heins i Arnstädt 

znajdowali się z ramienia Augustowego przy boku carskim 

w Inflantach, przypatrując się zdobyciu Dorpatu i oblężeniu 

Narwy,  że  zaś  Tomasz  Działyński  wojewoda  chełmiński, 

udał  się  również  tamdotąd,  by  przyprowadzić  do  skutku 

traktat przymierza między carem i Rzecząpospolitą polską, 

a  będziemy  mieli  wyczerpujący  i  dokładny  obraz  działań 

p o l i t y c z n é j   doniosłości,  jakiemi  August  odpowiedział 

na fakt elekcyi Leszczyńskiego…

Po  tym  szkicu  jego  robót  politycznych,  wypadnie  nam 

się znów zwrócić do opisu jego akcyi wojennéj. W samym 

dniu  jeszcze  rady  łańcuckiéj,  dnia  28  Lipca,  nastąpił  wy- 

marsz  króla  do  Jarosławia,  gdzie  dnia  następnego  stanął. 

Pobyt Augusta trwał tu kilka dni w oczekiwaniu coraz to już 

Działania wojenne na Rusi i w Wielkopolsce.

background image

24

bliżéj nadciągających posiłków carskich i nadejścia generała 

Brandta,  który  na  czele  swéj  jazdy  rozświecał  królewski 

pochód. Nareszcie nadeszła wiadomość dnia 6 Sierpnia, że 

wojska carskie nadciągnęły do Sieniawy pod bezpośrednią 

wodzą  kniazia  Golicyna,  zależne  do  pewnego  stopnia  od 

rozporządzeń Patkula. Ciekawym pochodu owych posiłków 

carskich na pomoc Augustową szczegółem pozostanie, iż we 

Lwowie był mistrzem ceremonii ich uroczystego przyjęcia 

Jan Jabłonowski, wojewoda ruski, wuj nowo obranego króla 

Stanisława i późniejszy jego kanclerz. Wyprawił wspaniałą 

ucztę,  na  którą  zaprosił  kniazia  Golicyna  i  przedniejszych 

oficerów carskiego korpusu. Ze Lwowa ruszyły wojska car- 

skie w stronę północno-zachodnią; dnia 6 Sierpnia znalazły 

się, jak co dopiero powiedziano, o dwie mile od Jarosławia. 

Król August wyjechał wraz z całém swojém otoczeniem pol- 

skiém i saskiém na ich spotkanie; Patkul oddawał mu i przed- 

stawiał nadeszłe posiłki. „Był to wszystko”, mówi sprawo- 

zdanie naocznego świadka, „żołnierz dzielny i silny, umun- 

durowany na zewnątrz bardzo dobrze, przybrany w barwy 

szare z niebieskiemi wyłogami, lub białe i czerwone na spo- 

sób moskiewski, zaopatrzony aż do ostatniego człowieka w 

należytą, dobrą broń tak, że JKMość z podobnego wojska, 

które zdrowego i rzeczywiście pod bronią będącego żołnierza 

10000 ludzi liczy, doznaje najwyższego zadowolnienia”.

Po skończonéj rewii wyprawił August ucztę, na którą za- 

prosił kniazia Golicyna, pułkownika carskiego Rittera i Pat- 

kula, jako reprezentanta Cara. Takie to było pierwsze spo- 

tkanie obu sprzymierzeńców na polskiéj ziemi, w mieścinie 

Czerwonéj  Rusi.  Po  tém  połączeniu  się  z  posiłkami  car- 

skiemi składającemi się z 9 pułków i jednego batalionu pie- 

choty  z  22  działami,  liczyły  siły  Augusta  do  24000  ludzi, 

w liczbę których prócz wspomnianych co dopiero posiłków 

moskiewskich wchodziło 5000 żołnierza saskiego, 4000 ko- 

zaków, 120 chorągwi polskich i litewskich, wreszcie 2000 

jazdy  generała  Brandta.  Była  to  już  siła  poważna,  z  którą 

można było zajrzeć w oczy nieprzyjacielowi, choćby nawet 

tak groźnemu, jakim był król szwedzki, a którą zwiększano 

Rozdział I.

background image

25

według nieustających wieści i doniesień bajecznemi cyframi 

Kozaków nadciągających już, czy mających nadciągnąć pod 

dowództwem  hetmana  Mazeppy  czy  pułkownika  Soroki. 

Raz widziano owe posiłki kozackie pod Dubnem, inny raz 

pod Kamieńcem Podolskim. Ci Kozacy dwoili się i ukazywali 

wszędzie,  dopomagając,  choćby  z  wyobraźni  szlacheckiéj 

tylko,  skołatanéj  sprawie  Augusta.  Rzecz  dziwna  tymcza- 

sem,  stało  się  właśnie  owo  przybycie  tak  długo  wyczeki- 

wanych  a  od  tak  dawna  zapowiadanych  posiłków,  hasłem 

rozstroju między Augustem a Patkulem. August chciał, aby 

się  wojska  carskie  łączyły  niezwłocznie  w  jedną  wspólną 

massę z lotnym oddziałem generała Brandta. Patkul wydał 

rozkaz wręcz przeciwny, chcąc pozostawić korpusowi mos- 

kiewskiemu własną odrębność. Przyszło z tego powodu do 

wyraźnego zatargu między królem a Patkulem, który obec- 

nego  jeszcze  naówczas  w  obozie  augustowym  posła  duń- 

skiego Jessena prawdziwém zdejmował przerażeniem. Pat- 

kul mówił i skarżył się, że August lekceważy sobie widocznie 

alians carski i że się nie trzyma jego stypulacyi, że nie od- 

bywa  żadnych  rad  wojennych.  August  obwiniał  Patkula  o 

nieposłuszeństwo, o mięszanie się w jego własne domowe 

sprawy i zabierał się ze skargą nań do Cara. Niewiadomo 

do  czegoby  spór  podobny  wśród  ówczesnych  okoliczności 

między dowódzcami koalicyi był doprowadził, bo Patkul za- 

bierał się już z carskiemi posiłkami do odwrotu, gdyby przy- 

jacielska interwencya posła duńskiego Jessena, nie była po- 

spieszyła zawczasu jeszcze z usiłowaniami przywrócenia zgo- 

dy. Udało się rzeczywiście zgodę ową choć kulawo skleić a 

bezpośredniem jéj następstwem było wprowadzenie posiłków 

carskich w pewną harmonijną akcyą i w pewien harmonijny 

organizm z resztą armii Augustowéj. Rozdzielono pomiędzy 

żołnierza carskiego oficerów z wojska saskiego, umiejących 

po  polsku,  poddano  go  pod  rozkazy  królewskie,  wprowa- 

dzono  w  całą  siłę  królewską  pewien  ład  i  porządek.  Tym-

czasem przybywają ciągle w ową okolicę między Jarosław, 

Sieniawę a Jaworów, w któréj król August ostatnie dni mie- 

siąca Lipca, pierwsze dni Sierpnia spędza, co raz to nowe, 

Działania wojenne na Rusi i w Wielkopolsce.

background image

26

nie  tyle  materyalnéj,  ile  raczéj  moralno-politycznéj  wagi 

posiłki. List Sieniawskiego hetmana polnego koronnego z 

dnia 18 Lipca z Brześcia, tłumaczący chorobą niemożność 

dotychczasowego przybycia, ale wyrażający najzupełniejszą 

uległość  dla  Augusta,  jest  jakoby  zapowiedzią  przybycia 

jego własnych chorągwi, chorągwi daléj wojewodów krakow- 

skiego i kijowskiego, starostów chmielnickiego, Winnickiego 

i tłumackiego, kasztelana halickiego, Baranowskiego pułko- 

wnika  z  ordynacyi  ostrogskiéj,  które  się  powoli  do  obozu 

królewskiego ściągają. Wprawiwszy swój obóz w pewien ład 

i porządek, wyruszył król August dnia 8 Sierpnia z Sieniawy 

do Olszyc, następnie przez Narol dnia 12 Sierpnia do Bełżca. 

Znajdował  się  tedy  z  siłą  przeszło  20  tysiączną  o  dziesięć 

zaledwie mil od Lwowa, niepewny do téj chwili jeszcze kie- 

runku,  jaki  pochód  jego  miał  obrać,  unikając  widocznie 

mimo poważnéj liczby swego żołnierza walnego spotkania 

ze Szwedem, wystawiając się słusznie na zarzut Patkula, iż 

działa „bez planu i że nic odbywa żadnych rad wojennych”. 

Wśród podobnéj chwilowo bezmyśli i bezopatrzności, toczył 

się pochód królewski w kierunku wschodnim daléj. Nastały 

tymczasem  deszcze  i  słoty,  popsuły  się  drogi,  prawie  do 

nieprzebycia dla wozów, artyleryi i piechoty. W takiém po- 

łożeniu rzeczy i wśród podobnych okoliczności przybył król 

August wieczorem dnia 18 Sierpnia pod wspaniały klasztor 

Sokalski z samą tylko jazdą, piechota i bagaże nadeszły z 

powodu popsutych dróg w kilka dni dopiero późniéj. Brandt 

tymczasem ubezpieczał ze swą lotną jazdą tyły królewskie; 

referendarz koronny Stanisław Rzewuski zaglądał przedniemi 

strażami ku Lwowu i zasłaniał front królewskiego pochodu. 

Ostrożność podobna nie była zbyteczna. Renskiöld przeprawił 

się w te tropy za Augustem pod Sandomierzem przez Wisłę, 

a Wołosi jego pod dowództwem Grudzińskiego starosty raw- 

skiego, przebiegali kraj aż do gór, przecinali dowozy do armii 

Augustowéj, chwytali kuryerów, tak że komunikacya obozu 

Augustowego z Wielkopolską, Krakowem i Dreznem mogła 

się tylko jakoby ukradkowo odbywać wzdłuż podnóża Karpat 

z niesłychanemi przeszkodami.

Rozdział I.

background image

27

Zostawmy teraz na chwilę Augusta z jego obozem sasko- 

moskiewskim,  z  jego  assekuracyą  Brandta  i  Rzewuskiego 

w  Sokalu  w  niepewności  dalszéj  akcyi,  a  przenieśmy  się 

na  widownią  działania  jego  przeciwników  do  Warszawy. 

Sięgnijmy  dla  dokładności  naszego  opowiadania  w  dzieje 

pierwszych dni po dokonanéj elekcyi Stanisława Leszczyń- 

skiego.  Król  szwedzki  nie  omieszkał  natychmiast  otoczyć 

najgorliwszą ale téż zarazem i wielce upokarzającą protek- 

cyą swego wybladłego, znużonego i mocno zakłopotanego 

klienta. Zaraz dnia następnego po elekcyi wyprawił Karol ze 

swéj głównéj kwatery w Błoniu listy z powinszowaniem do 

neo-elekta. Tuż potem, jeszcze tegoż samego dnia wsiadł 

na konia i wyjechał wraz z kanclerzem Piperem i zwykle to- 

warzyszącym  sobie  orszakiem  ku  Warszawie.  Na  połowie 

drogi spotkał Karol wyjeżdżającego naprzeciw siebie Stani- 

sława i Benedykta Sapiehę, podskarbiego litewskiego. Obaj 

monarchowie  zsiedli  z  konia,  przywitali  się  serdecznie  i 

wstąpili następnie do pierwszéj lepszéj chaty wiejskiéj, gdzie 

odbyli czterogodzinną blisko konferencyą w obecności Pipera 

i Sapiehy. Nie ma prawie wątpliwości, że przedmiotem jéj 

był dzień wczorajszéj elekcyi, zachowanie się podczas niéj 

prymasa i innych senatorów Rzeczypospolitéj, tudzież środ- 

ki zabezpieczenia choćby na tymczasem trwałości nowego 

tronu.  Po  odbytéj  konferencyi  powrócili  Karol  do  Błonia, 

Stanisław do Warszawy, by spoglądać na zasępione i kwaś- 

ne  miny  samychże  sprawców  Augustowéj  detronizacyi. 

Wspomnieliśmy już na początku niniejszego rozdziału, jak 

energicznych środków ze strony króla szwedzkiego było po- 

trzeba, by przekonać opornych o konieczności uznania no- 

wéj królewskości. Karol zagroził prymasowi pożogą dóbr i 

inkwaterunkiem  600  żołnierza  szwedzkiego.  Argumenta 

tego  rodzaju  przemawiały  u  prymasa  zawsze  skutecznie. 

We  cztery  dni  po  elekcyi,  we  wtorek  dnia  16  Lipca  około 

godziny 3-ciéj z południa przybyli na zamek prymas, Hie- 

ronim Lubomirski w. hetman koronny, Pieniążek wojewoda 

sieradzki, Towiański wojewoda łęczycki, Bronisz marszałek 

konfederacyi  warszawskiéj  i  złożyli  uroczysty  akt  uznania 

Rokowania warszawskie.

background image

28

nowego króla. Stanisław przyjmował ich w tak zwanéj mar- 

murowéj komnacie, mając przy boku w zastępstwie kanc- 

lerza, Benedykta Sapiehę podskarbiego litewskiego. Zdając 

ten akt uległości, postanowił przemawiający w imieniu de- 

putacyi  prymas,  wyzyskać  go  zarazem  praktycznie.  Prze- 

mówił za posłami podlaskimi, którzy aż do ostatniéj chwili 

stawiali na polu elekcyjném opór wyborowi Stanisława a te- 

raz  przez  Horna  kontrybucyami  i  zemstą  osobistą  zagro- 

żonymi  się  znaleźli.  Tuż  za  prymasem  i  za  ową  uroczystą 

deputacyą uginających karku senatorów i dygnitarzy, poja- 

wiała się patronowana także przez prymasa, równocześnie 

w  tejże  saméj  marmurowéj  komnacie  zamku  deputacya 

szlachty  ziemi  czerskiéj,  biorącéj  dobrodusznie  za  prawdę 

zaręczenie Szwedów, że elekcya Leszczyńskiego to synonim 

niezwłocznego  pokoju,  a  że  z  chwilą  jéj  ustaną  wszelkie 

kontrybucye i ciężary wojenne. Szlachta czerska prosiła po- 

kornie o „zwolnienie swéj ziemi od ciężaru obcego żołnierza”.

Obydwom deputacyom i na obiedwie mowy odpowiedział 

dyplomatycznie  mistrz  ceremonii  i  tymczasowy  kanclerz 

nowéj królewskości, Benedykt Sapieha podskarbi litewski, 

zaręczając uroczyście „wszelką neo-elekta staranność około 

uspokojenia Rzeczypospolitéj i zadosyćuczynienia życzeniom 

współobywateli”. Tegoż samego dnia wreszcie poszedł witać 

na zamek nowego króla, królową i królową-matkę magistrat 

warszawski. Był przyjęty na uroczystém posłuchaniu a usły- 

szał słowa łaskawéj odpowiedzi znowu z ust podskarbiego 

litewskiego. Co ważniejsza wreszcie dla nowéj królewskości, 

przybyła pod Warszawę dywizya wojska koronnego oboźnego 

i podkomorzego Lubomirskich, rozłożyła się obozem na ró-

wninie nadwiślnéj pod Białołęką i podniosła w ten sposób 

gotową  siłę  w  ręku  neo-elekta  do  liczby  siedmiu  tysięcy 

przeszło ludzi. Główna siła szwedzka tymczasem stała w licz-

bie 26000 ludzi między Łowiczem a Błoniem. Karolowi za-

leżało teraz naturalnie na utrwaleniu dzieła swego z dniem 

12 Lipca, na daniu pewnych podstaw i warunków bytu tro-

nowi Leszczyńskiego, który się chwiał na wszystkie strony 

bez ciągłéj assekuracyi i obecności opiekunów szwedzkich. 

Rozdział I.

background image

29

Jeźli tron Leszczyńskiego nie miał być środkiem tylko obli-

czonym na podrażnienie Augusta, jeźli miał rzeczywiście być 

podstawą  nowego  porządku  rzeczy  w  Polsce  i  warunkiem 

pewnego poważnego przymierza między Szwecyą a Polską, 

należało zgnieść i pozyskać pierwiastki oporne, przełamać 

ostatecznie Augustowy potęgę, przekonać wreszcie Rzeczpo-

spolitą  samą  o  możności  istnienia  nowego  stanu  rzeczy. 

Jako pierwsza i naturalna przeszkoda, którą w dążeniu do 

podobnego celu usunąć należało, przedstawia się konfede- 

racya sandomierska z całym swym przyborem prawa pub- 

licznego polskiego, wymierzonym przeciw Stanisławowi Le- 

szczyńskiemu i dziełu konfederacyi warszawskiéj, przedsta- 

wiał się daléj August ze swą organizującą się pod Sando- 

mierzem  na  nowo  siłą  zbrojną  i  oczekiwanemi  posiłkami 

carskiemi. Zniszczenie jednym zamachem zwycięzkiego do- 

tąd  miecza  podobnéj  zawady  kusiło  dość  naturalnie  wyo- 

braźnią i wojenny animusz młodego króla, ale rozwaga po- 

lityczna  i  względy  strategiczne  miały  tu  także  swe  prawa 

i byłyby przemówiły zwycięzko, gdyby upór Karola nie był 

nauczył  uległych  mu  generałów  szwedzkich,  że  wszelkie 

przedstawienia  i  uwagi  pozostają  bez  wpływu  na  twardy 

umysł ich pana.

Rozwaga polityczna i względy strategiczne przemawiały 

za pozostaniem na miejscu, w Warszawie, jak za najskute-

czniejszym środkiem programu konfederacyi sandomierskiéj 

i Augusta. Renskiöld stał z 8000 ludzi, po większéj części 

jazdy, w okolicy Sandomierza na lewym brzegu Wisły i wy-

starczał najzupełniéj do czuwania nad każdym ruchem i kro- 

kiem  Augusta.  Puszczenie  się  z  całą  armią  szwedzką  w 

pogoń za Augustem i konfederacyą sandomierską nie obie- 

cywało  żadną  miarą  pożądanego  skutku,  bo  nie  było  naj- 

mniejszéj rękojmi, że Sas dotrzyma placu i dostarczy swemu 

przeciwnikowi  sposobności  nowego  tryumfu.  Przeciwnie 

było wszelkie prawdopodobieństwo, że go wywiedzie w pole, 

że go zaprowadzi w strony odległe od jego podstawy ope- 

racyjnéj a że następnie, korzystając z jego oddalenia i zna- 

cznych  przestrzeni,  wypłata  nieporównanego  figla  robocie 

Rokowania warszawskie.

background image

30

jego  rozpoczętéj  w  Polsce.  Niedość  na  tém,  przemawiały 

jeszcze inne względy za pozostaniem w Warszawie i akcyą 

wojenną w tamtych stronach a następnie w Poznańskiém. 

Pod koniec miesiąca Lipca zaczęli właśnie poruszać woje- 

wództwo poznańskie i kaliskie w myśl konfederacyi sando- 

mierskiéj Maciéj Radomicki, generał wielkopolski i rodzina 

Szółdrskieh.  Stanęło  dwanaście  chorągwi  pospolitego  ru- 

szenia  owych  województw,  rozkładając  się  obozem  to,  jak 

już powiedzieliśmy wyżéj, pod Buszewem, to pod wsią Cie- 

ślami, o kilka mil na zachód Poznania. — Objął nad temi 

szlacheckiemi  chorągwiami  dowództwo  sam  Radomicki  z 

przewyższającym  go  nieskończenie  w  sztuce  prowadzenia 

partyzanckiéj wojny Adamem Śmigielskim, starostą gnieź- 

nieńskim. Niebezpieczeństwo nie byłoby ztąd dla Szwedów 

zbyt  wielkie,  ponieważ  jeżeli  wierzyć  ich  sprawozdaniom, 

świeże  owe  chorągwie  szlacheckie  nie  kwapiły  się  bardzo 

do  boju.  Rzecz  nabierała  jednakże  wagi,  gdy  z  końcem 

miesiąca  Lipca  od  Krosna  przez  Międzyrzecz  i  Kargowę 

wtargnęła  armia  saska  nowéj  formacyi  pod  dowództwem 

najdzielniejszego z dowódzców saskich, generała Schulen- 

burga,  gdy  się  połączyła  z  Radomickim  i  Śmigielskim,  a 

rozpoczęła dzieło akcyi wojennéj od ciężkich kontrybucyi i 

gwałtów  w  dobrach  Stanisławowych,  Lesznie,  Rydzynie  i 

Wschowie. Najprostsza przezorność głównéj kwatery szwe- 

dzkiéj  w  Błoniu  nakazywała  ograniczyć  się  na  prostéj  ob- 

serwacyi Augusta przez Renskiölda, uprzątnąć się z najbliż- 

szym nieprzyjacielem w Wielkopolsce, czuwać wreszcie nad 

zmienną polityką prusko-brandenburgską, która pokorniała 

w obec Szwecyi w miarę zbliżania się wojsk szwedzkich do 

swych granic, która rozpoczynała natychmiast poufniejsze 

szepty z Flemmingiem i Patkulem, skoro tylko Karola czuła 

w pewnéj odległości. Nie dość na tém wszystkiem jeszcze, 

wołał  natarczywie  wzgląd  na  niebezpieczne  położenie  In- 

flant o pozostanie, co najmniéj, w Warszawie. Była to wła- 

śnie  chwila  konania,  jeżeli  tak  wolno  powiedzieć,  obrony 

szwedzkiéj w Dorpacie i Narwie. Słaba była nadzieja, aby 

módz obie twierdze ocalić. Jakkolwiek z daleka, reprezen- 

Rozdział I.

background image

31

tował  przecież  generał  Löwenhaupt  ze  swym  korpusem 

w  Kurlandyi  pewien  węzeł  komunikacyjny  między  krajem 

nadbałtyckim  a  główną  siłą  szwedzką  w  Polsce.  Ruch  téj 

siły na południe Polski, na Ruś, zrywał bezpowrotnie wszelki 

związek między rozrzuconemi siłami szwedzkiemi, zamie- 

niał od razu, jak się téż rzeczywiście późniéj stało, Inflanty i 

Estonią na stracony posterunek dla Szwecyi. Opuszczenie 

Warszawy, pochód na Ruś, zamieniały, słowem, armią szwe- 

dzką  w  Polsce  na  okręt  wśród  otwartego  morza  bez  bez- 

piecznéj przystani, obalały własne wodza jéj dzieło w wnętrzu 

Rzeczypospolitéj. —

Wszystkie te względy przemawiały wprawdzie w obozie 

szwedzkim,  ale  nie  przemawiały  do  twardéj  głowy  i  nie- 

przełamanego uporu młodego króla szwedzkiego. Jak byk 

podrażniony czerwonym szmatem podstępnego toreadora, 

zabrał się ruszyć ku Sandomierzowi za Augustem i za kon- 

federacyą sandomierską. Postanowienie to zapadło niemal w 

dniu elekcyi czy nazajutrz po niéj. Przed wymarszem trzeba 

jednakże było choć dorywczo i pospiesznie załatwić pewne 

sprawy nowéj królewskości. W tym celu odbyła się dnia 18 

Lipca  nowa,  uroczystsza  nieco  konferencya  między  obu 

królami w Ołtarzewie. Prócz nich byli obecni i brali w niéj 

udział prymas, Hieronim w. hetman koronny, Benedykt Sa-

pieha podskarbi koronny, Jan Pieniążek wojewoda sieradzki 

i  kilku  innych  panów.  Głównym  przedmiotem  konferencyi 

było zaspokojenie domagających się należnego żołdu cho- 

rągwi wojska koronnego. Uchwalono, że po złożeniu przy- 

sięgi  wierności  Stanisławowi,  otrzymają  nasamprzód  jako 

zaliczkę 25000 talarów, późniéj nieco resztę. Równocześnie 

trzeba téż było, wywięzując się z danego przyrzeczenia, że 

elekcya nowego króla sprowadzi nareszcie Polsce pożądany 

pokój, wyznaczyć z własnego ramienia komisarzy ku rozpo- 

częciu negocyacyi w tym celu z komisarzami Stanisławo- 

wemi. Wybór Karola padł na Arweda Horna, starego Wachs- 

lagera i Pahnberga, dawnego wice-prezesa trybunału dor- 

packiego. Obecność Wachslagera w składzie téj komisyi ra- 

ziła  nieco  draźliwości  polskie,  ponieważ  Wachslager,  To- 

Rokowania warszawskie.

background image

32

ruńczyk rodem, był właściwie poddanym Rzeczypospolitéj. 

W niemożności jednakże skutecznego oporu, nie pozosta- 

wało  nic  innego,  jak  poddać  się  woli  króla  szwedzkiego  i 

zgodzić się na obecność Wachslagera. Ze strony Stanisła- 

wowéj  zaś  wyznaczono  do  tychże  traktatów  jako  komisa- 

rzy:  Mikołaja  Święcickiego  biskupa  poznańskiego,  Hiero-

nima Lubomirskiego w. hetmana koronnego, Jana Pienią- 

żka wojewodę sieradzkiego, Stefana Branickiego wojewodę 

podlaskiego, Franciszka Grzybowskiego, kasztelana inowro- 

cławskiego, Władysława Ponińskiego podkoniuszego koron- 

nego,  Antoniego  Lassockiego  starostę  zakroczymskiego, 

Władysława Czarnkowskiego, Wacława Jeruzalskiego cho- 

rążego bielskiego, Kazimierza Skiwskiego, Michała Sapiehę 

pisarza litewskiego, Józefa Sapiehę starostę słonimskiego, 

wreszcie  Daniela  Wyhowskiego  starostę  nieborowskiego. 

Nie  zapominajmy,  że  w  chwili  wymarszu  właśnie  króla 

szwedzkiego z pod Warszawy, że w łonie samychże osobi- 

stości, składających najbliższe neo-elekta otoczenie, znaj- 

dowały się żywioły nie wierzące gwiaździe jego, poszukujące 

za  pośrednictwem  wojewody  malborgskiego  Kczewskiego 

i  posła  duńskiego  Jessena  zgody  i  porozumienia  z  Augu- 

stem, że Stanisław sam był podobno téj myśli niezbyt da- 

lekim,  a  pojmiemy,  jak  bardzo  wiele  i  bardzo  poważnych 

argumentów przeciw owemu wymarszowi mówiło.

Mimo to wszystko nastąpił ów pochód! Dnia 18 Lipca 

pożegnali się Karól i Stanisław w najprzyjaźniejszy sposób 

po odbytéj w Ołtarzewie konferencji. Dnia następnego, 19 

Lipca, w rocznicę bitwy Kliszowskiéj, wyruszył król szwedz- 

ki z pod Błonia, pozostawiwszy w Warszawie pod dowódz- 

twem  Horna  1000  piechoty,  200  jazdy  szwedzkiéj  ku  za- 

bezpieczeniu osoby Stanisława, wyprawiwszy daléj trzy pułki 

jazdy w sile trzech tysięcy koni pod dowództwem generała 

Meyerfelda do Wielkopolski w pomoc zagrożonéj przez Sa- 

sów  załodze  Poznania.  Dosłownie  tedy  tego  samego  dnia 

prawie,  kiedy  August  wybiera  się  z  pod  Brzezia  i  ciągnie 

w  kierunku  wschodnim  na  spotkanie  posiłków  carskich, 

dźwiga się Karol z pod Błonia na gonitwę za nim. Dzieli ich 

Rozdział I.

background image

33

tylko  pięćdziesięciomilowa  przestrzeń.  Że  jeden  drugiego 

nie dogoni, można być aż nadto pewnym, ale czego można 

być pewnym równie, to że kraj i ludność jego ucierpią srogo 

przy owych „mijanych tańcach obu królów”, jak mówi szla- 

checki pamiętnikopisarz Otwinowski.

Pochód armii szwedzkiéj kierował się z Błonia na Mszczo-

nów i Białę do Nowego Miasta. Przez dzień 21 Lipca wy-

poczęła  tu  armia  szwedzka,  22  ruszyła  przez  Ułów  do 

Przytyka, gdzie odpocząwszy znów jeden dzień i przemasze- 

rowawszy  przez  miasto  Radom,  stanęła  dnia  26  Lipca  w 

Kobylanach.  Z  Kobylan  posunął  się  Karol  do  Czerwonéj, 

gdzie  się  zatrzymał  przez  dni  kilka.  Ztamtąd  ruszył  na 

Sienno, Boryą, Gliniany i Ożarów do Wyszmontowa; dnia 2 

Sierpnia stanął nareszcie pod Sandomierzem, gdzie znalazł 

Renskiölda w obliczu rozrzuconego przez Augusta szańca 

przedmostowego i zerwanego mostu. Pierwszém staraniem 

króla  szwedzkiego  po  przybyciu  tamże  była  restauracya 

komunikacyi po obu brzegach Wisły w celu dalszéj gonitwy 

za  królem  Augustem.  Kazał  więc  przedewszystkiém  zbu-

dować most łyżwowy pod Sandomierzem na Wiśle i prze-

prawił się z częścią swéj armii na prawy brzeg rzeki. Dzieje 

tego pochodu króla szwedzkiego z równin mazowieckich w 

żyzne łany województwa sandomierskiego upamiętniają się 

w kronice téj smutnéj i niezaszczytnéj wojny czemś inném 

przecież jeszcze na nieszczęście, aniżeli ową nomenklaturą 

miejsc, do których zachodził i w których się zatrzymywał, 

aniżeli  datami  tylko,  kiedy  się  w  nich  znalazł.  Dostawszy 

się w serce województwa sandomierskiego, w ową dzielnicę 

konfederacyi sandomierskiéj, w owo żarzewie oporu przeciw 

sprawie swojéj i swego nowo-wyniesionego do królewskiéj 

godności klienta, uważał się król szwedzki jakoby w kraju 

nieprzyjacielskim.  Nie  inaczéj  téż  spoglądała  na  pochód 

wkraczających w swe żyzne i zamożne strony ludność woje-

wództwa sandomierskiego. Wsie stawały na wieść o zbliżaniu 

się Szwedów pustkami, chłopi uciekali z bydłem, gotowem 

ziarnem,  wszelkim  dobytkiem  w  lasy;  Szwedzi  znajdowali 

się  często  w  kłopocie  o  żywność,  zmuszeni  szukać  jéj  po 

Pochód Karola XII na Ruś.

background image

34

lasach,  kryjówkach  i  zasiekach  w  ślad  za  mieszkańcami. 

Niekiedy udawało im się dostać żywności za drogą zapłatą, 

niekiedy pomagali w zyskaniu jéj żydzi. Cały marsz jednakże 

przez województwo sandomierskie był wskutek tego mocno 

utrudniony,  nosił  zaś  nadto  charakter  ponury  i  krwawy. 

Upamiętniony okrutnie na Mazowszu i Podlasiu Clas Bonde 

świeci i tutaj prześladowczą czynnością. Wydobywa z kraju, 

ściąga z ludności żywność i kontrybucye. Gdzie nie może 

dobrowolnie, łupi i pali. Owe „wypoczynki” jedno czy kilko-

dniowe armii szwedzkiéj w różnych miejscach województwa 

sandomierskiego, znaczą się regularnie złowrogo w losach 

ludności. Z każdego takiego wypoczynku wychodzą we dnie 

konne komendy Clas Bondego. Skoro noc zapadnie, wzno-

szą się słupy ogniste nad widnokręgiem i przyświecają po-

nuro pochodowi i pobytowi owych szczególnych sprzymie-

rzeńców  na  ziemi  polskiéj.  Przedewszystkiem  zawziął 

się  Clas  Bonde  na  dobra  Stanisława  Denhoffa  marszałka 

kon-federacyi sandomierskiéj a między innemi spłonęły do-

szczętnie wsie jego Pawłowice i Jaroszyn. Nie inaczéj ob-

chodził się z dobrami Stanisława Morsztyna wojewody san- 

domierskiego. Włości jego zniszczone i spalone, wojewoda 

sam,  pozostawiając  pogorzelisko  nieproszonym  gościom, 

schronił się w krakowskie. Ależ i innym nie działo się lepiéj. 

Renskiöld  złupił  klasztor  św.  Krzyża  i  sprowadził  siedmiu 

mnichów  okutych w  kajdany  do  obozu szwedzkiego.  Wsie 

płonęły dziesiątkami, bydło i dobytek wszelki ludności za-

bierano gwałtem. Wystarczało zabicie jednego Szweda, by 

śmierć jego mścić pożogą całéj dokoła okolicy. Miasteczka 

Zwoleń, Tymienica, Jasienice z przyległemi wsiami, zostały 

spalone przez Szwedów. Czego niespalono, obłożono ogrom- 

nemi,  niepodobnemi  do  wydobycia  kontrybucyami.  „Całe 

województwo sandomierskie”, pisze Załuski, „zakrwawione 

mordami, spustoszone pożogą”, a że to nie przesada i nie 

ż a l   P o l s k i   tylko,  że  daléj  praktyka  tego  srogiego  po-

stępowania nie była ani dziełem podkomendnych tylko, ani 

téż  nie  dotykała  walnych  głów  tylko  konfederacyi  sando-

mierskiéj, najlepszym dowodem następny, lakoniczny zapi-

Rozdział I.

background image

35

sek  panegirycznego  kronikarza  Karola  XII,  Nordberga: 

„ K a r o l  wyprawił tymczasem kilka komend, aby wybierać 

kontrybucye i palić włości zwolenników konfederacyi sando-

mierskiéj”. Otóż to illustracya pochodu armii szwedzkiéj z 

pod Warszawy ku Sandomierzowi, otóż sprawdzenie zarę-

czenia  dawanego  tylokrotnie  łatwowiernéj  szlachcie  przez 

Szwedów  i  konfederacyą  warszawską,  że  elekcya  nowego 

króla to rękojmia pokoju i wypoczynku, otóż oryginalna bez 

wątpienia propaganda sprawy nowego, siedzącego na łasce 

Szwedów w Warszawie króla!

Co  zaś  najgorsza,  to  że  ów  biedny  król  stał  na  bardzo 

słabych nogach, że jak wiemy był otoczony gronem chwiej- 

nych przyjaciół, że potrzebował miłości kraju, że zagrożony 

na miejscu, że zagrożony nie mniéj przez Sasów w swych 

posiadłościach wielkopolskich, że zmuszony choć w części 

wywiązać się niecierpliwéj szlachcie i wojsku z danych przy- 

rzeczeń, przyséłał z żalami i prośbami za Karolem do obozu 

szwedzkiego Jana Sapiehę, że sam zdrowy rozum polityczny 

nakazywał w interesie własnego dzieła oszczędzać raczéj i 

łagodzić, aniżeli drażnić i roznamiętniać jego przeciwników.

Wróćmy teraz do opisu dalszego Karola pochodu, który 

nawiasowo powiedziawszy, względem kraju i ludności ciągle 

jeden  i  ten  sam  nosi  charakter.  Zostawiliśmy  go  dnia  2 

Sierpnia pod Sandomierzem, zkąd zrobił wycieczkę pod Za- 

wichost. Tutaj dowiedział się od Renskiölda, że August zni- 

szczywszy  swe  magazyny,  ruszył  z  pod  Łańcuta  ku  Jaro-

sławowi a że odwrót jego zasłania znajdujący się zaledwie 

o dwie mile odległości od obozu szwedzkiego w dwa tysiące 

koni generał Brandt. Za odebraniem téj wiadomości prze-

prawił się Karol dnia 6 Sierpnia z całą swą siłą przez Wisłę, 

by popróbować jeszcze gonitwy za Augustem a przynajmniéj 

zachwycić Brandta. Zamiar ten spełzł jednakże, jak przewi-

dzieć było można, na niczém. Zręczny Brandt, zyskawszy 

jeden dzień marszu, przeprawił się przez San, zniszczył za 

sobą wszelkie materyały mostowe i podążył za główną siłą 

Augusta. Równocześnie zaś doszły od kilku senatorów sa-

skich do obozu szwedzkiego wiadomości, że król August złą- 

Pochód Karola XII na Ruś.

background image

36

czył się z posiłkami carskiemi pod Sieniawą, ale i zarazem, 

że nie czekając ruszył już daléj ku Olszynom. Wiadomości 

te  doszły  Karola  w  Pilchowie  dnia  9  Sierpnia  i  powinny 

były przy szczypcie namysłu skłonić go do niezwłocznego 

odwrotu  na  lewy  brzeg  Wisły  a  następnie  do  powrotu  ku 

Warszawie. Nie było odtąd żadnéj nadziei doścignienia króla 

Augusta, dalsze zagłębianie się z całą swą siłą w Ruś Czer-

woną nie przedstawiało żadnych korzyści politycznych i stra-

tegicznych, narażało tymczasem coraz bardziéj dzieło króla 

szwedzkiego  w  Warszawie,  panowanie  jego  wojenne  nad 

Wielkopolską, komunikacyę z krajem nadbałtyckim.

Wszystkie te jednakże bardzo naturalne względy nie za- 

ważyły  niczém  na  szali  postanowień  króla  szwedzkiego, 

który przekonany już nawet w Pilchowie o niepodobieństwie 

zachwycenia Augusta, ciągnie przecież daléj swą bezmyśl- 

ną, zbrojną wędrówkę. Z Pilchowa posuwa się do Przydziela 

nad Sanem, przeprawia się na prawy brzeg rzeki pod Ula- 

nowem i wędruje daléj wśród niesłychanych upałów, wśród 

niedostatku dobréj i zdrowéj wody, odbywając powolne mar- 

sze, podczas których mnóstwo żołnierzy pada ze znużenia, 

gorąca i pragnienia. W ten sposób postępuje Karol wzdłuż 

Sanu  daléj,  na  Zaszycę,  Rudnik,  Leżajsk  do  Wierzewic, 

gdzie staje dnia 13 Sierpnia. Tutaj zatrzymuje się trzy dni, 

odbierając ze wszech stron niekoniecznie pocieszające wia- 

domości. Wołosi Grudzińskiego, ci sami Wołosi, którzy zmu- 

szają posła duńskiego Jessena do ostrożnéj podróży wzdłuż 

podnóża karpackiego, którzy chwytają kuryerów, wyprawia- 

nych  z  obozu  Augustowego  do  Krakowa,  palą  z  rozkazu 

Karolowego włości stronników konfederacyi sandomierskiéj, 

łowią kilka dział prowadzonych nieostrożnie za augustowym 

obozem,  sprowadzają  żywność  i  bydło  do  obozu  szwedz- 

kiego, zabierają nawet kilku czy kilkunastu jeńców saskich, 

ale co ważniejsza, przynoszą znów wiadomość, że król Au- 

gust nie zatrzymując się na miejscu, postępuje z pod Jaro- 

sławia  daléj  i  że  o  zachwyceniu  głównéj  siły  saskiéj  teraz 

już w żaden sposób mowy być nie może! Równocześnie na- 

deszła  istnie  jakby  ostrzegająca,  złowroga  wskazówka  do 

Rozdział I.

background image

37

obozu szwedzkiego pod Wierzewicami i wiadomość o zdo- 

byciu Dorpatu przez cara, daléj o zagrożeniu przezeń Nar- 

wy. Niedość i na tém jeszcze, nadeszły do Wierzewic wia- 

domości o niefortunném spotkaniu Meyerfelda z Schulen- 

burgiem w okolicach Poznania i listy od biednego Stanisława 

z  Warszawy,  biadające  nad  swém  położeniem,  skreślające 

w  jasnych  barwach  spustoszenia  Sasów  w  Wielkopolsce, 

wzywające w niebogłosy pomocy szwedzkiéj. Karol pociesza 

biednego  neo-elekta  dobremi  słowy  z  obietnicą  wygranéj 

Meyerfelda,  który,  jak  zobaczemy  niżéj,  znajduje  się  wła- 

śnie  w  téj  chwili,  nie  mogąc  utrzymać  placu  Sasom  pod 

Poznaniem, w zupełnym odwrocie ku Gnieznu, następnie 

ku  Łowiczowi,  —  a  posuwa  się  sam  dnia  16  Sierpnia  ku 

Jarosławowi za Augustem! Zawędrowawszy do Jarosławia 

rozkłada się tu Karól wśród okoliczności, jakie skreśliliśmy 

wyżéj, na całe dwa tygodnie, wskazany samem położeniem 

rzeczy na mimowolną bezczynność, zakłopotany co do dal- 

szego planu działania. Obaj królewscy przeciwnicy znajdują 

się tedy w drugiéj połowie Sierpnia, przedzieleni znów zna- 

czną  przestrzenią,  Szwed  w  Jarosławiu,  Sas  w  Sokalu, 

pierwszy pewny niedoścignąć drugiego, drugi w przededniu 

wykonania zamachu odwdzięczającego się dowcipnie pierw- 

szemu za akt z 12 Lipca. —

Zostawmy  ich  tak  przez  chwilę  na  ich  stanowiskach  a 

zobaczmy, co się tymczasem działo na widowni warszawskiéj 

i wielkopolskiéj. —

Znane nam już potrosze z tego, co powiedziano wyżéj, 

smutne i zakłopotane położenie króla Stanisława. Depozy- 

taryusz korony z ramienia rodziny Sobieskich, bez wiado- 

mości o tym originalnym stosunku ze strony swego protekto- 

ra szwedzkiego, czuł niepewny grunt pod nogami, nie miał 

wiary w samego siebie, przeczuwał, jeżeli nie wiedział, że 

prymas, że w. hetman koronny, że marszałek konfederacyi 

Bronisz gotowi po cichu do zgody z Augustem. Z rodzinnéj 

Wielkopolski  dochodziły  go  wiadomości  o  dokazywaniach 

Sasów w dobrach dziedzicznych i o wzrastaniu domowego 

przeciw jego władzy rokoszu Szółdrskich i Radomickich; na 

Pochód Karola XII na Ruś.

background image

38

miejscu  ciążyła  mu  opieka  Horna  i  Wachslagera,  broniła 

zaś bardzo niedostatecznie siła sześciotysięczna wojska ko- 

ronnego, rozłożonego pod Białołęką i 1200 Szwedów, roz- 

kwaterowanych  w  mieście  i  na  zamku.  Przyjeżdża  wśród 

podobnego  położenia  rzeczy  do  Warszawy  Alexander  So- 

bieski w przezroczystem bardzo dla wszystkich incognito

prawdopodobnie  by  czuwać  nad  interesami  swéj  rodziny, 

być może, iż w zamiarze wykołatania na królu Stanisławie 

wyprawy do Saxonii w celu oswobodzenia uwięzionych braci. 

Stanisław  stara  się  przynajmniéj  choćby  tylko  stronników 

swych  utrzymać  w  jakim  takim  ładzie  i  sforności.  Wypró-

bowanemu zwolennikowi sprawy swojéj i Sobieskich, filaro- 

wi  konfederacyi  wielkopolskiéj,  Władysławowi  Ponińskie- 

mu, wypuszcza sposobem dzierżawy żupy Wielickie; innym 

swym stronnikom wyprawia raz po raz uczty i obiady; mimo 

to  jednakże  nie  udaje  mu  się  choćby  we  własnym  obozie 

nawet utrzymać harmonią tyle potrzebną w tak krytycznym, 

tak zakłopotanym młodéj władzy jego momencie. Nie zna- 

jący miary w słowach i postępowaniu rębacz partyi Stani- 

sławowéj Maciéj Gębicki, starosta nakielski, wszczął w sa- 

mychże komnatach zamkowych gorszącą, głośną kłótnię z 

młodym Krzysztofem Towiańskim, podczaszym koronnym, 

zabierającym się właśnie wstąpić w śluby małżeńskie z córką 

w. hetmana koronnego Lubomirskiego. Padały najobelżyw- 

sze wyrazy z ust Gębickiego przeciw osobie podczaszego, 

przeciw matce jego i stosunkowi jéj z prymasem. Nie dość 

na tém, począł Gębicki w obelżywy sposób wyrzucać het-

manowéj koronnéj, jak może wydawać córkę w dom podobną 

hańbą okryty. Podczaszy wyzwał Gębickiego na pojedynek. 

Błagania matki, interwencya prymasa i Stanisława zapobie-

gły krwawemu spotkaniu, nie mogąc naturalnie zapobiedz 

panującemu wskutek podobnego zajścia między pogniewa-

nemi stronami rozdrażnieniu.

Wśród tych kłopotów i domowych swarów trzeba zaś było 

choć dla ocalenia pozorów wystąpić w obec szlachty z jakimś 

aktem, któryby dowodził, że elekcya nowego króla prowadzi 

nibyto  do  przystani  pokoju  i  wypoczynku  tylokrotnie  i  tak 

Rozdział I.

background image

39

stanowczo  obiecywanego.  Wobec  wiadomości  dochodzą- 

cych z Inflant, z Wielkopolski, wobec nadchodzących Augu- 

stowi posiłków carskich, w obec doniesień o pożogach szwe- 

dzkich w Sandomierskiem, stawała się wiara w pokój rzeczą 

nieco  trudną,  ale  tém  większy  może  dla  tego  był  powód 

zatrudnienia wyobraźni i umysłów jaką głośną i pokaźną w 

tym celu ceremonią. Materyał do niej znalazł się gotowy w 

wyznaczonych obustronnie do traktowania o pokój komisa- 

rzach.  Znane  nam  już  z  powyższego  opowiadania  ich  na- 

zwiska i osoby. Dzień właśnie rady łańcuckiéj, dzień może 

daléj, w którym się najwyżéj wznosiły słupy ogniste pożóg 

szwedzkich w Sandomierskiém, dzień 29 Lipca przeznaczo- 

no na termin téj obliczonéj na ukojenie niecierpliwości pu- 

blicznéj komedyi. Zewnętrzne przygotowania i przybory były 

tém hałaśliwsze, pokaźniejsze i głośniejsze, im mniéj treści 

i wartości miała rzecz sama. Komisarze z obu stron byli na 

miejscu, osoby ich znane, przedmiot narad niewątpliwy. W 

razie więc traktowania rzeczy na seryo, w razie gotowości 

i s t o t n e g o  materyału do poważnych negocyacyi, wystar-

czało najzupełniéj zejść się pod wspólny dach, ułożyć naradę, 

a w rezultacie jéj obdarzyć nareszcie Rzeczpospolitę długo 

wyczekiwanym pokojem. Komedya jednakże potrzebna do 

otumanienia szlachty wymagała inaczéj. W tym celu ułożono 

po  niejakich  targach  ze  strony  szwedzkiéj,  dnia  28  Lipca 

uroczysty ceremoniał audiencyi, jaką dnia następnego mieli 

uzyskać u króla Stanisława reprezentanci Karola XII. Rano 

dnia  29  Lipca,  o  godzinie  10-téj,  udali  się  generał  Arwed 

Horn, stary poseł Wachslager i radzca Palenberg do klasz- 

toru Karmelitów na Lesznie, gdzie na ich przyjęcie czekało 

trzech senatorów i Jan Pieniążek wojewoda sieradzki, Franci-

szek Grzybowski kasztelan inowrocławski i Niszczycki ka- 

sztelan płocki, ofiarując im karety królewskie. Inni dignitarze 

konfederacyi wysłali również dworzan i karety na przyjęcie 

komisarzy szwedzkich, którzy wsiadłszy do powozów wraz 

ze wspomnianymi wyżéj trzema senatorami, ruszyli powoli 

ku  zamkowi.  Kolaski  szlachty  poprzedzały  powozy  panów 

większego znaczenia. Po nich następowały karety szlachty, 

Pochód Karola XII na Ruś.

background image

40

należącéj  do  świty  senatorów,  następnie  szlachta  na  ko- 

niach. Albedil marszałek poselstwa szwedzkiego poprzedzał 

konno  karetę  królewską,  zajmowaną  przez  komisarzy.  Je- 

chały  za  nimi  trzy  karety  ich  próżne,  tuż  za  niemi  trzech 

sekretarzy  poselstwa  Schmidberg  i  Rentecholm,  wreszcie 

kilka karet podróżnych. Przed bramą Nowego Miasta, przez 

którą wjazd się odbywał, stała część wojska koronnego na 

koniach, przy tarczach, w zbrojach, przyodziana w lamparcie 

skóry, i tworzyła szpaler, którym komisarze wjeżdżali wśród 

odgłosu trąb i kotłów. Na ulicach stała piechota wojska ko- 

ronnego, zbrojno, ustawiona we dwa szeregi. Na placu przed 

zamkiem stała straż brandenburgska prymasa, na podwó- 

rzu zamkowém dwieście ludzi piechoty szwedzkiéj. Za wja- 

zdem  posłów  na  podwórze  zamkowe  odezwały  się  znów  z 

otaczających galeryi trąby i kotły. Wysiadłszy z karet znaleźli 

komisarze u wschodów na przyjęcie swe Władysława Poniń- 

skiego podkoniuszego koronnego, pełniącego obowiązki mar- 

szałka dworu, poczém ich Pieniążek, Niszczycki i Grzybow- 

ski  wprowadzili  na  górę.  Poprzedzał  ich  marszałek  posel- 

stwa i szlachta należąca do świty, za nimi postępowali obaj 

sekretarze. U pierwszych drzwi pierwszego piętra wyszedł 

naprzeciw nich Lubomirski podkomorzy koronny i zaprowa- 

dził ich przez salę do drzwi komnaty królewskiéj, dokąd ich 

znów wprowadził Benedykt Sapieha podskarbi litewski, peł- 

niący obowiązki kanclerza. Leszczyński przyjmował ich sto- 

jąc pod czerwonym baldachimem. Za wejściem do komnaty 

wyszedł kilka kroków naprzeciw nich, następnie wrócił pod 

baldachim, kiedy tymczasem komisarze ustawili się w pół- 

kolu. Arwed Horn znajdujący się w środku deputacyi, prze- 

mówił następnie po łacinie, wyrażając w imieniu swego pana 

radość ze wstąpienia na tron króla Stanisława, nadzieję, że 

Polska  pod  jego  mądrém  i  szczęśliwém  panowaniem,  od- 

zyska dawny blask i potęgę, pewność wierności, że nieza- 

chwiana przyjaźń będzie odtąd przyświecała wzajemnie obu 

monarchom i ich narodom. Po ukończeniu przemowy, do- 

ręczył Horn królowi listy uwierzytelniające, a Benedykt Sa- 

pieha odpowiedział mu po łacinie w imieniu króla polskiego. 

Rozdział I.

background image

41

Po téj audiencyi króla, poszli komisarze z podobnemi kom- 

plementami  do  młodéj  królowéj  Katarzyny,  w  któréj  imie- 

niu  odpowiadał  w  zastępstwie  marszałka  sufragan  gnieź- 

nieński,  następnie  do  królowéj  matki,  Anny  z  Jabłonow- 

skich, która mądra i najwymowniejsza z całéj swéj rodziny, 

odpowiedziała  komisarzom  szwedzkim  sama  na  ich  kom- 

plement w języku francuzkim. Ztamtąd powrócili komisarze 

znów  do  komnaty  królewskiéj,  byli  następnie  w  przyległéj 

sali przyjęci przez senatorów, odprowadzeni przez nich aż 

do wschodów na dół, poczém w karetach królewskich po- 

wrócili wszyscy do kwatery generała Horna. Ceremonia więc, 

jak ztąd widzimy, była głośna, pokaźna, lśniąca tarczami i 

lamparciemi  skórami,  brzmiąca  kotłami  i  trąbami,  odpra- 

wiona wśród najściślejszego przestrzegania wszelkich form 

i szczegółów etykiety dworskiéj.

Uroczystość podobna, pokrywająca błyszczącą nędzę no- 

wego tronu i nowego króla, mogła na krótki czas przynaj- 

mniéj otumanić łatwowiernych, zwłaszcza, że tuż po jéj od-

byciu,  z  dniem  30  Lipca,  rozpoczęły  się  w  obszernym  re- 

fektarzu Karmelitów na Lesznie posiedzenia tak komisarzy 

szwedzkich, jak polskich w sprawie uspokojenia Rzeczypo- 

spolitéj i zawrzeć mającego się ze Szwecyą pokoju. Około 

długiego stołu zasiedli z prawéj strony komisarze szwedzcy, 

z lewéj liczni polscy. Zagaił konferencye Arwed Horn łaciń-

ską  mową,  na  którą  Mikołaj  Święcicki  biskup  poznański 

stosownie  odpowiedział.  Po  krótkiéj  naradzie  zgodzili  się 

obustronni  komisarze  na  przyjęcie  traktatów  oliwskich  za 

podstawę rozpoczętych negocyacyi, z zastrzeżeniem sobie 

możności  zmiany  pewnych  artykułów,  któreby  takowéj  ze 

względu na obecny stan rzeczy wymagały. Po szczęśliwem 

zyskaniu podobnéj podstawy obrad, nie postępowała jednak- 

że właściwie naprzód, bo nie mogła postępować dalsza ne- 

gocyacya. Każde dziecko pojmowało, że losy Polski, że wojna 

lub pokój rozstrzygają się obecnie na innéj widowni, aniżeli 

przy stole przestronnego refektarza Karmelitów na Lesznie. 

Mimo to, wymaga kronika owych dni w interesie dokładności 

wzmianki o ich treści i przebiegu. Po pierwszéj konferencyi 

Pochód Karola XII na Ruś.

background image

42

z  dnia  30  Lipca  nastąpiła  w  posiedzeniach  pauza  aż  do  7 

Sierpnia, jakoby ku widocznemu dowodowi, że zakłopotani 

komisarze  swego  pokojowego  zadania  zbyt  na  seryo  brać 

nie myślą.

W dniu 7 Sierpnia nastąpiło nowe posiedzenie, na któ- 

rém  komisarze  polscy  przedłożyli  następne  warunki:  1) 

Zatwierdzenie  traktatów  oliwskich;  2)  Zaręczenie  w  myśl 

ich całości krajów Rzeczypospolitéj; 3) Zwrot pieniędzy hi- 

bernowych zapłaconych wojsku koronnemu przez Prusy kró- 

lewskie i Wielkopolskę; 4) Przejęcie przez koronę szwedzką 

długu Rzeczypospolitéj, dla którego Elbląg zastawiony elek- 

torowi  brandenburgskiemu,  jako  kompensacyą  poczynio- 

nych w krajach polskich przez armią szwedzką spustoszeń; 

5) Restauracyą zamku krakowskiego spalonego przez Sten- 

boka; 6) Usunienie wszelkich wojsk obcych z krajów Rze- 

czypospolitej; 7) Zrzeczenie się tronu polskiego ze strony 

Augusta pod gwarancyą Rzeszy niemieckiéj; 8) Zniesienie 

wszelkich kontrybucyi dla armii szwedzkiéj i ograniczenie ich 

na dostawę najpotrzebniejszych tylko dla niéj przedmiotów; 

9) nareszcie, ewakuacyą krajów Rzeczypospolitéj ze strony 

wojsk szwedzkich. Warunki te, zaprzeczyć niepodobna, były 

dla Polski korzystne, ale czyż w ówczesnych okolicznościach 

poza teoretyczną wartość tylko mającem przyjęciem trakta- 

tów oliwskich za podstawę, mogły mieć choć cień prakty- 

cznéj doniosłości? Restaurować zamku krakowskiego, wy- 

kupywać Elbląga, oddawać pieniędzy hibernowych, nie mia- 

ła  z  czego  Szwecya,  żyjąca  cudzym  kosztem,  żywiąca  się 

sama wojną: odpowiedzią na uwolnienie kraju z kontrybucyi 

dla armii szwedzkiéj, były rabunki i pożogi sandomierskie 

Clas  Bondego.  Postulat  usunienia  wojsk  obcych  z  krajów 

Rzeczypospolitéj, zakwestyonowany właśnie w téj chwili jak 

najmocniéj  inwazyą  wojsk  saskich  do  W.  Polski,  carskich 

na Ruś, mógł być tylko rezultatem odniesionego nad niemi 

zwycięztwa. Czuli téż to i rozumieli bardzo dobrze Szwedzi, 

i dla tego zwlekali o ile możności nie mniéj jałowe, jak bez- 

owocne pokojowe konferencye, oraz redakcyą pactów con- 

ventów dla nowego króla. Prócz tego przychodził im w po- 

Rozdział I.

background image

43

moc  ważny  wzgląd  formalny.  Traktatem  między  Szwecyą 

a  Brandenburgią  z  dnia  8  Sierpnia  1703  zobowiązały  się 

obie strony nie zawierać bez wzajemnego pozwolenia i poro-

zumienia jakichbądź układów z Rzecząpospolitą polską. W 

ten  sposób  wychodziła  Brandenburgia  na  naturalną  mię- 

dzy  Polską  a  Szwecyą  pośredniczkę  a  obecność  jéj  repre- 

zentanta na konferencyach warszawskich stawała się konie- 

czną. Znane nam przecież ówczesne właśnie usposobienie 

dworu  berlińskiego,  jego  rozmowy  z  Flemmingiem,  jego 

targi  o  Gdańsk  i  dolną  Wisłę.  W  takiem  położeniu  rzeczy 

nie  miał  naturalnie  dwór  berliński  interesu  wyprawiać  do 

Warszawy swego reprezentanta i dopomagać przyspieszaniu 

toczących się tamże pozornych konferencyi, co i Szwedom 

było  na  rękę.  Szwedzcy  komisarze  skorzystali  jednakże 

z  tego  argumentu  w  obec  Polaków,  a  tak  wlokły  się  owe 

próżne  w  przedmiocie  pokoju  i  traktatu  pogadanki  przez 

miesiąc Sierpień, aż im wypadki z innego pola, o których 

niżéj będzie mowa, niefortunnego nie zgotowały końca.

Król Stanisław siedział tymczasem wśród komedyi owych 

konferencyi  z  żoną,  jednorocznią  córeczką  Maryą,  matką, 

zakłopotany  i  stroskany  na  zamku  warszawskim,  mając 

przy boku dawnych i znanych nam towarzyszów i biskupa 

poznańskiego Święcickiego, prymasa Benedykta Sapiehę, 

w. hetmana koronnego Lubomirskiego, Towiańskich, mar- 

szałka konfederacyi Bronisza, Macieja Gębickiego starostę 

nakielskiego,  Szwedów,  również  jako  cichego  i  niewystę- 

pującego publicznie gościa, Alexandra Sobieskiego. Z okien 

zamku wychodzących na Wisłę miał codzienną sposobność 

przyglądania  się  rozłożonéj  na  prawym  brzegu  rzeki  sze- 

ściotysięcznéj dywizyi wojska koronnego, szemrającéj raz po 

raz, niezadowolnionéj, że prócz 30,000 talarów już wypła- 

conych, nie odbiera reszty zaległego żołdu. Z okien wycho- 

dzących na miasto, patrzał na protektorów szwedzkich, sam 

w kłopocie o przyszłość, otoczony niepewnymi przyjaciółmi. 

Dziwna  w  życiu  biednego  Stanisława  fatalność,  która  po 

dwudziestu dziewięciu latach od dnia do dnia niemal, o téj 

saméj porze roku, na téj saméj widowni, miała się ze wszy- 

Pochód Karola XII na Ruś.

background image

44

stkiemi powtórzyć szczegółami! Niekiedy nękały neo-elekta 

marsowe  intencye.  Po  ukończeniu  wlokących  się  między 

komisarzami  szwedzkimi  a  polskimi  negocyacyi  pokojo- 

wych, po ułożeniu pactów conventów, zamierzał wybrać się 

sam w pole i zajrzeć w oczy nieprzyjacielowi. Na tymczasem 

jednakże nie wiedział dobrze co robić, siedział na miejscu 

w Warszawie, nasyłał króla szwedzkiego w pochodzie jego 

ruskim  skargami  na  swe  położenie,  prośbami  o  spieszną 

pomoc. Głównym tego powodem było coraz to drażliwsze 

położenie rzeczy w Poznańskiém, na który to epizod ówcze- 

snéj ogólnéj sytuacyi uwagę zwrócić na teraz wypadnie.

Poznań znajdował się od miesiąca Września 1703 w ręku 

Szwedów. Zajmowało go 500 piechoty, 100 jazdy szwedzkiéj 

z czterma działami pod dowództwem pułkowników Gabryela 

Liliehöka,  Weidenheima  i  kapitana  Arnstädta.  Uciążliwa, 

zdziercza do najwyższego stopnia dla miasta samego, trzy-

mała nadto załoga ta na wodzy szlachtę, województw poz-

nańskiego i kaliskiego, zmuszała Śmigielskiego ograniczać 

się na łowieniu dowozów i pojedyńczych żołnierzy szwedzkich 

bez właściwego niebezpieczeństwa dla politycznego pano-

wania Szwedów i konfederacyi sandomierskiej; sam fakt jéj 

pobytu w stolicy województwa jest przecież dla Augustowych 

stronników w Poznańskiém jakoby hasłem i pobudką ener-

giczniejszéj nieco akcyi. Zwołany na dzień 9 Czerwca pod 

Kościan przez Macieja Radomickiego generała wielkopol-

skiego zjazd województwa poznańskiego i kaliskiego uchwa-

lił akcess do konfederacyi sandomierskiéj, protest przeciw 

detronizacyi  Augusta  i  wszelkim  uchwałom  konfederacyi 

warszawskiéj, mianując zarazem marszałkiem swego związ-

ku Ludwika Szółdrskiego chorążego poznańskiego, pułkow-

nikiem generalnym Macieja Radomickiego generała wielko-

polskiego. Ponowny zjazd szlachty pod Kościanem z dnia 14 

Lipca uchwalał pospolite ruszenie obu województw w myśl 

konfederacyi sandomierskiéj. Nowa uchwała powzięta dnia 

28 Lipca w obozie pod Buszewem oddawała nowo podnie-

sione chorągwie szlacheckie pod komendę nadciągającego 

z posiłkami saskiemi feldmarszałka Steinaua, w pierwszych 

Rozdział I.

background image

45

dniach  Sierpnia  znajdujemy  pospolite  ruszenie  obu  woje-

wództw w liczbie dwunastu chorągwi w obozie pod Cieślami, 

o cztery mile na zachód Poznania. W téj téż to właśnie chwili 

dojrzała  nareszcie  nowa  formacya  kołatanéj  klęskami  kli-

szowskiemi, pułtuskiemi i toruńskiemi armii saskiéj. Udało 

się  wreszcie  staraniom  Augusta,  Patkula,  Bosego,  tajnéj 

rady zarządzającéj Saxonią, wydobyć z kraju nową siłę, za-

opatrzyć w dostateczną broń i przybory wojenne. Pod koniec 

Lipca wyruszyła ta armia saska nowéj formacyi w szczęśliwéj 

nieobecności  feldmarszałka  Steinaua,  bohatera  sromoty 

pułtuskiéj, pod dowództwem najdzielniejszego z wszystkich 

generałów  saskich,  Schulenburga,  ku  granicom  Polski  i 

znalazła się około pierwszych dni Sierpnia na ziemi woje-

wództwa  Poznańskiego.  Siła  ta  składała  się,  jak  już  wyżéj 

powiedzieliśmy, z 18000 ludzi i 24 dział. Z tak poważną siłą 

można było bardzo dobrze zgnieść słabą załogę Poznania, 

znieść trzechtysięczny korpus jazdy Meyerfelda pod Toru-

niem i połączywszy się z nadciągającym z Rusi ku Warszawie 

Augustem, przeważyć stanowczo losy kampanii na stronę 

saską. Niepojętym sposobem jest to przecież jedyny w ciągu 

jego długiego i tyle świetnego zkądinąd zawodu wojennego 

moment,  w  którym  Schulenburg  nie  usprawiedliwia  swéj 

opinii wyższości pomiędzy innymi generałami saskimi. Za-

miast szybkiego pochodu na Poznań, zatrzymuje się nasam-

przód pod Międzyrzeczem, bawi się następnie w nakładanie 

kontrybucyi na dobra Stanisławowe i przychylne mu, pogra-

niczne  miasta  wielkopolskie  Leszno,  Wschowę,  Rydzynę, 

dając tém samem czas Meyerfeldowi przybyć załodze poz-

nańskiéj z pod Torunia na odsiecz. W ten sposób wezbrała 

siła szwedzka w Poznaniu i około Poznania do 3000 ludzi. 

Dopiero około połowy Sierpnia łączy się Schulenburg pod 

wsią Cieślami z chorągwiami szlacheckiemi pospolitego ru-

szenia, liczącemi razem 500 koni i posuwa się pod Poznań, 

oszańcowany tymczasem przez Liliehöka i przyprowadzony 

ciężkim kosztem samegoż miasta, do stanu, o ile się dało, 

należytéj obronności. Być jednak może, iż wykonawszy atak 

wszystkiemi  siłami  razem,  byłby  odniósł  zwycięztwo  nie 

Schulenburg w Wielkopolsce.

background image

46

mniéj nad odsieczą Meyerfelda, jak nad załogą poznańską. 

I w téj części Schulenburga akcyi nie poznajemy przecież 

jego  zwykłéj  zasługi  i  zdolności.  Połączywszy  się  ze  szla-

checkiemi  chorągwiami  pod  Cieślami,  posunął  w  nocy  z 

dnia  14  na  15  Sierpnia  1800  grenadyerów  i  4  działa  pod 

miasto Poznań. Sam puścił się za tą piechotą w 1600 jazdy, 

nadciągnął nad Wartę w górę miasta dnia 16 Sierpnia, a dnia 

następnego przeprawił się na prawy brzeg rzeki, zbadawszy 

poprzednio  stan  obozu  i  sił  szwedzkich.  Siły  swe  własne 

użyte  w  téj  chwili,  oblicza  Schulenburg  na  3700  ludzi  i 

cztery  działa,  kiedy  Szwedzi  dają  mu  6000  ludzi.  Czemu 

nie użył do wykonania tyle ważnego na losy kampanii, całéj, 

znajdującéj się pod jego rozkazami armii, pozostanie dla nas 

rzeczą niezrozumiałą, jak było późniéj nieco przed-miotem 

cierpkich  wyrzutów  ze  strony  Patkula.  Dość  tedy,  uderzył 

Schulenburg  rano  dnia  18  Sierpnia  ze  wskazanemi  wyżéj 

siłami  na  Szwedów  tuż  pod  samem  miastem  z  prawego 

brzegu Warty. Chorągwiom pospolitego ruszenia wielkopol-

skiego  dostało  się  przeznaczenie  zajęcia  przedmieścia 

Chwaliszewa i mostu na Warcie. Obrona Szwedów, którym 

w czasie bitwy przyszła w pomoc wycieczka załogi poznań-

skiéj, była przecież dzielna według raportu samegoż Schu-

lenburga.  Prawe  skrzydło  saskie  było  zrazu  odparte  przez 

jazdę w kiryssach Meyerfelda. Nakoniec jeduakże odniosła 

zwycięztwo po zaciętym boju pod samemiż murami Poznania 

przewaga liczby. Schulenburg wpędził załogę szwedzką do 

miasta, zmusił Meyerfelda z jego jazdą do odwrotu, zdobył 

obóz szwedzki wraz z całym zapasem żywności, furażu i ba-

gażami.  Szwedzi  stracili  według  raportu  saskiego  do  600 

ludzi w rannych i zabitych, między innymi śmiertelnie ran-

nego, dzielnego pułkownika Taubego, 65 w jeńcach, nadto 

dwie chorągwie, dwa kotły i dwa działa, 3–400 koni. Sasi 

podają swe straty na 197 ludzi w rannych i zabitych, między 

którymi poległy generał Brande. Z uznania godną po obu 

stronach ludzkością, odesłał Schulenburg rannych oficerów 

szwedzkich do Poznania, Liliehök rannych oficerów saskich 

do obozu saskiego. Taki to był rezultat owéj bitwy pod Po- 

Rozdział I.

background image

47

znaniem dnia 18 Sierpnia, pierwszéj od czasu rozpoczęcia 

wojny, w któréj Szwedzi nie mogli się chlubić zwycięztwem. 

Stanowczo  jednakże,  choćby  na  tym  ubocznym  teatrze 

wojny  niczego  owo  spotkanie  nie  rozstrzygało.  Meyerfeld 

pobity i poszczerbiony ze swą odsieczą, nie mógł prawda, 

dotrzymać placu przemagającéj sile Schulenburga i cofnął 

się częścią przed nim, częścią spowodowany niedostatkiem 

żywności, w powolnym odwrocie ku Gnieznu, następnie ku 

Łowiczowi. O zdobyciu Poznania jednakże nie można było 

myśleć.  Liliehök  i  Weidenheim  utrzymali  się  szczęśliwie 

przy  posiadaniu  miasta,  odprawili  z  niczém  wysłanego  do 

nich  z  wezwaniem  do  poddania  trębacza  Schulenburga, 

który się dnia 20 Sierpnia cofnął do obozu pod wsią Tomi-

cami. W kilka dni późniéj powrócił Schulenburg w 12 bata-

lionów,  60  szwadronów  i  kilkanaście  dział  polowych  pod 

Poznań,  przeprawił  się  powyżéj  miasta  na  prawy  brzeg 

Warty, zajął zabudowania katedralne wraz z przedmieściem 

Chwaliszewem i strzelał się przez kilka dni z załogą, zajmu-

jącą tak zwany garbarski szaniec.

Otóż to stan wojenny i polityczny w Wielkopolsce przez 

ostatnie  dni  miesiąca  Sierpnia.  Załoga  szwedzka,  jakkol- 

wiek w posiadaniu Poznania, dzięki swéj dzielności, znaj-

dowała się jakoby w stanie uwięzienia, kraj sam w posiada-

niu strategiczném i polityczném Sasów i konfederacyi koś- 

ciańskiéj, Meyerfeld ze swą odsieczą w odwrocie, — wszy-

stko razem dostateczne powody do coraz większych kłopo-

tów w obozie warszawskim. Nie były zaś jedynemi. Próżno 

wzywa prymas obecny jeszcze w Warszawie Szczukę pod-

kanclerzego litewskiego, by przybywał do Warszawy, by po-

mógł układać za pośrednictwem brandenburgskiém traktat 

pokoju  ze  Szwecyą,  by  doprowadził  nareszcie  do  skutku 

„ową zgodę, bez któréj bądź to pod miecze saskie, bądź pod 

jarzmo carskie pójdziemy”. Próżno odzywa się równocześnie 

do Józefa Potockiego wojewody kijowskiego, „by sprowadził 

na  dobrą  drogę  w.  księstwo  litewskie,  aby  i  ta  nareszcie 

odetchnęła prowincya nie wyczekując Moskwy, gorszego od 

choroby lekarstwa”. Milczenie odpowiada na te wołania nie- 

Schulenburg w Wielkopolsce.

background image

48

pewnego, nawet mimo nich, dla nowéj królewskości prymasa. 

Biedny Stanisław wśród złych zewsząd wiadomości osamo-

tniony; nie dość na tém, doznaje co chwila przykrości i upo-

korzeń ze strony obecnych w Warszawie, nibyto oddanych 

swéj sprawie dygnitarzy. Tak n. p. chodzi królowi o wystą-

pienie dnia 15 Sierpnia marszałka w. koronnego Kaźmierza 

Bielińskiego w uroczystości posłuchania, udzielonego szla- 

chcie województwa płockiego. Bieliński odmawia jednakże 

wezwaniu  Stanisława,  tłumacząc  odmowę  swą  argumen- 

tem, iż obowiązki jego urzędu rozpoczynają się od dokonanéj 

koronacyi królewskiéj. Cóż dziwnego, że wśród podobnych 

klęsk, upokorzeń, złych wiadomości, prawdopodobnych na- 

gabywań ze strony ciągle obecnego jeszcze Alexandra So- 

bieskiego, Stanisław tracił głowę, że biadał nad swą błysz- 

czącą  nędzą,  że  nasyłał  swego  zagłębionego  w  awanturę 

ruską protektora skargami i listami, w których pisał, „iż woli 

nie  nosić  korony,  aniżeli  znosić  położenie  tak  szkodliwe  i 

upokarzające”. Trwał ten stan rzeczy w Warszawie aż pod 

koniec miesiąca Sierpnia; byłby prawdopodobnie wśród kło- 

potów i złowrogich widoków, ale ze względnie  m a t e r i a l -  

n y m   d l a   o s ó b   s p o k o j e m ,  ciągnął się daléj, gdyby 

nagle i niespodzianie na wielkim teatrze owéj mało-krwawéj 

wojny, nie były zaszły wypadki, które mu w przeciągu kilku 

dni miały położyć koniec a spowodować nową odmianę wojen 

i politycznéj sytuacyi. W interesie ich opisu wypadnie nam 

powrócić na widownią ruską, na któréj jednym krańcu po- 

zostawiliśmy  w  połowie  miesiąca  Sierpnia  goniącego  za 

Augustem Karola, na któréj drugim widzieliśmy nie mogą- 

cego być dogonionym przez Karola Augusta.

Dnia 16 Sierpnia zostawiliśmy Karola w Jarosławiu, dnia 

18  Sierpnia  Augusta  wśród  słoty  i  deszczów  pod  murami 

klasztoru Sokalskiego. Plan Karola, by zachwycić umykają-

cego ciągle Augusta, chybił najzupełniej; o doścignieniu go 

nie było mowy. Sam Karól stracił wszelką tego nadzieję. Od-

powiednio jednakże narzucało się samą naturą rzeczy natar-

czywie  pytanie,  co  robić  daléj  w  podobném  położeniu,  po 

tak niepotrzebném zagłębieniu się w kraj i widownią obcą 

Rozdział I.

background image

49

głównemu teatrowi wojny? Mimo, że August w odległym od 

stanowisk armii szwedzkiéj Sokalu mógł sobie bezpiecznie 

żartować ze wszelkich gonitw i pościgów swego groźnego 

przeciwnika, panowało przecież od ostatniéj chwili jeszcze 

w obozie szwedzkim pod Jarosławiem przekonanie, że Karól 

puści się za Sasem. Rzeczywiście był téż to, jak na ówczesne 

okoliczności plan najnaturalniejszy i najracyonalniejszy. Nie 

ręczyło  wprawdzie  nic  za  możność  doścignienia  Augusta, 

ale była przynajmniéj w takim razie pewność, że mu się nie 

da spocząć i zatrzymać, a nadewszystko, iż mu się nie da 

czasu  i  sposobności  wykonania  złośliwego  i  szkodliwego 

zamachu,  jakim  ów  epizod  kampanii  świetnie  uwieńczył. 

Stało się tymczasem, jak często bardzo w zawodzie wojen- 

nym Karola XII, wbrew przeciwnie wszelkim kombinacyom 

i  przewidywaniom.  W  ciągu  dwutygodniowego  blizko  pod 

Jarosławiem pobytu, wyprawił Karol w przedniéj straży pod 

Lwów  wypróbowaną  swą  szrubę  kontrybucyjną,  znanego 

w  roli  umiejętnego  i  sprawnego  zdziercy  Rusi  Magnusa 

Stenbocka. Zadaniem Stenbocka było ściągnąć ze stolicy i 

okolicznego kraju kontrybucyą i żywność.

Dowódzcą załogi lwowskiéj był Zygmunt Gałecki woje- 

woda kaliski, jeden z najwierniejszych zwolenników Augu- 

stowéj  sprawy,  nienawistny  osobiście  Karolowi  z  powodu 

udziału, jaki mu przypisywał w zaczepieniu Szwecyi przez 

Augusta; plackomendantem miasta pułkownik Kamieński. 

Gałecki spodziewał się co chwila posiłków kozackich Ma- 

zeppy, August był w Sokalu. Czuwał nadto nad miastem z 

kilkutysięczną siłą Stanisław Rzewuski referendarz koronny 

i Janusz książę Wiśniowiecki. Ufny w bezpieczeństwo swego 

położenia,  dał  Gałecki  odmowną  odpowiedź  na  wezwanie 

Stenbocka, a podobno rzucił nawet o ziemię i podeptał list 

jego.  Kłopot,  jak  się  zdaje,  co  daléj  właściwie  robić  w  po- 

łączeniu  z  rozdrażnieniem  osobistém  przeciw  wojewodzie 

kaliskiemu, spowodował Karóla do nagłego marszu na Lwów 

ku prawdziwemu przerażeniu jego otoczenia, któremu szko- 

dliwość i zgubność podobnego ruchu była aż nazbyt widoczną. 

Pozostawiwszy Renskiölda z sześciu pułkami jazdy i sześciu 

Karol XII we Lwowie

background image

50

pułkami  piechoty  tworzącemi  razem  korpus  10,000  ludzi, 

w tylnéj straży, dźwignął się Karól dnia 30 Sierpnia z obozu 

swego Jarosławskiego. Dnia 31 Sierpnia znajdujemy go w 

Zaleskiéj Woli, gdzie pozostawia artyleryą i piechotę. Przez 

1, 2 i 3 Września posuwa się z samą jazdą tylko i dragonami 

na Krakowiec, Jaworów do Nowego Jazowa. Za przybyciem 

dodaje  mu  nowéj  ostrogi  obawa,  by  czasem  przed  jego 

nadejściem, nie przybyły pod Lwów zapowiedziane posiłki 

Mazeppy. Pozostawia więc bagaże pod zasłoną trochę jazdy 

i  rusza  wśród  słotnéj  pory,  po  nieznanych  drogach,  wśród 

niedostatku  żywności  przez  4  Września  ku  miastu.  Dnia 

5 Września znajduje się Karól w obliczu stolicy Czerwonéj 

Rusi  na  otaczających  ją  wzgórzach.  Referendarz  koronny 

Rzewuski  i  ks.  Janusz  Wiśniowiecki  ukazują  swą  jazdę 

zdala, nad horyzontem, ale za zbliżeniem się Szwedów zni- 

kają bezpowrotnie dając zaledwie ślad swéj obecności kilku 

nieszkodliwemi z powodu zbytniego oddalenia przeciw nie- 

przyjacielowi strzałami. Niedość na tém, uprowadzili z sobą 

z  miasta  200  koni  należących  do  jego  załogi.  Gałecki 

rozporządzając po podobném uszczupleniu swoich sil, za- 

ledwie kilkuset ludźmi, wziął się przecież według możności 

do spełnienia obowiązków obrony, którą tak jemu samemu, 

jak  wysłańcowi  miasta,  doktorowi  Kupińskiemu  August 

przy  ustnéj  konferencyi  w  Sokalu  jak  najwyraźniéj  zresztą 

nakazał.  Spalił  przedmieścia,  osadził  działami  mury  mia- 

sta,  przylegające  do  nich  klasztory  i  czekał  w  podobném 

przygotowaniu nadejścia Szwedów, zaniedbawszy przecież 

najważniejszéj  rzeczy,  obsadzenia  ważnego  strategicznie, 

panującego nad miastem tak zwanego „wysokiego zamku”. 

Rano dnia 5 września ukazali się, jak co dopiero powiedziano, 

Szwedzi pod murami miasta, w obrębie doniosłości strzałów. 

Karól sam zbliżył się pod nie, według swego zwyczaju, w to-

warzystwie nieodstępnego od swego boku młodego księcia 

Emanuela wirtembergskiego, pazia Klinkowströma i kilku 

innych oficerów. Ogień idący z murów i z okien poobsadza- 

nych klasztorów, ranił mocno w bok adjutanta królewskiego, 

generała Heilma, położył trupem dwóch innych oficerów z 

Rozdział I.

background image

51

orszaku Karola. Mimo to ciągnął król swój rekonesansowy 

objazd daléj i nakazał wieczorem poczynić na dzień następny 

wszelkie przygotowania do szturmu. Z brzaskiem jutrzenki 

dnia 6 Września rzucili się Szwedzi ze zwykłym okrzykiem: 

Z a   p o m o c ą   B o g a !   na  mury  i  okopy  miasta.  Ogień 

załogi był silny, ale dzięki niewprawności i nieumiejętności 

rąk nim kierujących, mało nieprzyjacielowi szkodliwy. Karol, 

książę  wyrtembergski,  pułkownicy  Buchwald,  Dueckert, 

Krassau, wyuczeni dnia poprzedniego przez samego króla 

posługiwania  się  ręcznemi  granatami  dragoni,  puścili  się 

pędem  na  utwierdzenia  miejskie  mimo  gęstych  strzałów. 

Napróżno  usiłował  pułkownik  Dueckert  zwrócić  Karola  z 

niebezpiecznego  miejsca.  „Nie”,  odpowiedział,  „zostanę 

z  moimi  żołnierzami.  Jeżeli  wam  zależy  na  sławie  narodu 

szwedzkiego, chodzi mnie o nią tembardziéj, mnie, królowi 

szwedzkiemu!” Zagrzani widokiem podobnego męztwa dra- 

goni  szwedzcy  przełamali  wszelki  opór,  wdarli  się  przez 

okopy i powywracali pallisady do miasta i zajęli je po krótkim, 

mało  krwi  kosztującym  boju.  Najdłużéj  broniła  się  załoga 

klasztoru Franciszkańskiego, lecz i tu udało się przełamać 

obronę pułkownikowi Dueckertowi. Gałecki, pułkownik za- 

łogi lwowskiéj, Berends, plackomendant miasta Kamiński, 

ukryci początkowo po różnych kątach, dostali się jeden po 

drugim w ręce Szwedów. Magnus Stenbock nie wstydził się 

pochwyconego, przyprowadzonego przed siebie jako jeńca 

Gałeckiego, uderzyć kilka razy w twarz i robić mu wyrzuty 

z powodu odrzucenia jego pretensyi kontrybucyjnych. Sam 

Karol był podobno mocno niezadowolnionym z podobnego 

postępowania swego generała i miał go za nie surowo skarcić. 

Arsenał miejski z bronią, amunicyą, stu kilkudziesięciu dzia-

łami stał się również ich zdobyczą. Zwycięzkim żołnierzom 

dozwolono przez dwie godziny rabunku miasta. Ucierpiały 

przecież nie mniéj prywatna własność, Ormiańskich miano- 

wicie kupców, jak bogate kościoły i klasztory lwowskie. Po 

dwóch godzinach powstrzymał Karol rabunek miasta w sku- 

tek przedstawień Pipera; za to nałożył na nie ogromną kon- 

trybucyą  w  dostawach  naturalnych  i  300,000  talarów  w 

Karol XII we Lwowie

background image

52

gotówce. Trzymani w areszcie na ratuszu przez Stenbocka 

prezydent miasta p. Dominik Wilczek, rajcy Majranowski, 

Gordon, doktor Kupiński byli zakładnikami regularnéj spłaty 

owéj kontrybucyi. Strata załogi w szturmie była niewielka; 

ograniczała się na sześćdziesięciu kilku rannych i zabitych. 

Szwedzi stracili zaledwie kilkunastu ludzi; między rannymi 

znajdował  się  jeden  z  głównych  bohaterów  zwycięskiego 

dnia, pułkownik Krassau. We dwa dni po szturmie, w nocy z 8 

na 9 Września podszedł oddział jazdy z korpusu referendarza 

koronnego Rzewuskiego pod miasto i zaalarmował Szwedów. 

Wskutek tego opuścił Karól miasto i rozłożył się w pobliżu 

jego  murów,  aby  być  gotowym  na  możliwy  odwet  bądź  to 

Mazeppy, bądź referendarza koronnego.

Tak więc odniósł król szwedzki nowe zwycięztwo, znalazł 

się  w  posiadaniu  stolicy  Czerwonéj  Rusi,  nabytku  równie 

świetnego dla wyobraźni, jak szkodliwego w rzeczywistości. 

Oczywisty, dotykalny dowód owéj szkodliwości znalazł się 

w obecności Karola w samejże niemal chwili rozpoczynają-

cego się na Lwów szturmu. Właśnie gdy się bić z piątku na 

sobotę, z 5 na 6 Września, jak powiadają miejscowe zapiski, 

zabierał, stanął w jego obozie wyprawiony kuryerem z listami 

Stanisława pułkownik Poniatowski, przywożąc wiadomości 

o  nieznanych  jeszcze  Karolowi  wypadkach  warszawskich. 

Stanął jako zwiastun i dotykalny we własnéj osobie dowód 

tragikomicznéj katastrofy, jaka w chwili istnie danaidowego 

podarku tryumfu lwowskiego, spotkała dzieło Karolowe na 

innéj widowni. Nim szczegóły odwetu Augustowego opowie-

my, przypatrzmy się po krótce gospodarstwu szwedzkiemu 

we Lwowie, charakterystycznemu podwójnie, nie mniéj dla 

postępowania  Szwedów  w  sprzymierzonéj  z  nimi  nibyto 

Polsce, jak dla osoby, stanowiska i polityki nieszczęsnego 

neo-elekta.

Jak co dopiero powiedzieliśmy, nałożył Karol, posługu-

jąc się w tém dziele zdzierczym, barbarzyńskim, umiejącym 

być na przemian „galantuomo” według współczesnych pa- 

miętników Stenbockiem, na miasto Lwów olbrzymią kon- 

trybucyą 300000 talarów i to już po dwugodzinnym rabunku, 

Rozdział I.

background image

53

który mieszczan, kościoły i klasztory niezgorzéj oporządził. 

Kontrybucya ta miała być złożona w przeciągu tygodnia a 

więc  aż  do  dnia  13  września.  Jako  zakładników  téj  spłaty 

trzymali Szwedzi pod swym kluczem na ratuszu prezydenta 

i  rajców  miejskich.  Tymczasem  wyprzątali  arsenały  miej-

skie,  zabierali  kosztowną  broń,  wywozili  działa  miejskie, 

które następnie za miastem rozsadzali prochem. W tyle kry- 

tycznéj  chwili  nadciągnął  dnia  14  Września  pod  eskortą 

sześciotysięcznéj dywizyi wojska koronnego król Stanisław 

Leszczyński wraz z Alexandrem Sobieskim i Władysławem 

Ponińskim podkoniuszym koronnym, jako zwiastun, dodaj- 

my, własnéj klęski w Warszawie. Neo-elekt obrał sobie wraz 

z całém swém otoczeniem i Alexandrem Sobieskim kwaterę 

w  tak  zwanym  „niskim  zamku”.  Dnia  16  Września  udała 

się tu do niego deputacya miejska z prośbą o posłuchanie i 

wyjednanie ulgi w ciężarach. Niemoc biednego Stanisława, 

egoizm  jego  otoczenia,  zdzierstwo  i  chciwość  szwedzka 

wybrnęły  przy  téj  sposobności  od  razu  na  światłość  dnia 

białego.  Szwedzi  niszczyli  ku  istnemu  przerażeniu  miasta 

jego broń i artyleryą. Stanisław błagany o pośrednictwo, nie 

ufał dość wpływowi swemu, aby decyzyą króla szwedzkiego 

w  tym  względzie  zmienić,  ale  radził  deputacyi  miejskiéj 

wywieść po cichu artyleryą swoją do Żółkwi, jako posiadłości 

Sobieskich i przechować ją tamże do lepszych czasów. Prze- 

ciw  podobnemu  zaszczytowi  protestował  przecież  bardzo 

energicznie obecny audiencyi Alexander Sobieski, nie chcąc 

jak mówił, wystawiać swych dóbr dziedzicznych na rabunek 

i pożogę Kozaków i Moskali. Co się tyczy ciężaru kontry- 

bucyi, była widocznie sztuka ułożona z góry między Szwe- 

dami a Leszczyńskim. Że po dokonanym zwłaszcza rabunku 

Lwów  żądanych  300000  talarów  nie  będzie  w  możności 

złożyć, było rzeczą widoczną. Zależało teraz tylko na tém, 

aby nieuniknione spuszczenie z wygórowanéj pretensyi mo- 

gło mieć wobec miasta pozór pośredniczącéj zasługi Lesz- 

czyńskiego. Spuścił tedy w imieniu Karola Stenbock z po- 

czątkowego  targu  i  poprzestał  nibyto  za  łaskawém  wsta- 

wieniem się „króla Jegomości Stanisława” na 50000 tala- 

Karol XII we Lwowie

background image

54

rów. Łaskawość ta nie przeszkadzała przecież, iż, podobnie 

jak późniéj generałowie pruscy za wojen szląskich i siedmio- 

letniéj  w  Czechach  i  Morawii,  wszyscy  niemal  dowódzcy 

szwedzcy kazali sobie miastu ustępczość swą opłacić z oso- 

bna.  Tak  n. p.  dostał  sam  Stenbock  na  swoją  osobę  2000 

talarów,  nadto  kazał  skromną  stosunkowo  summę  50  du- 

katów  wypłacić  sobie  prezydentowi  miasta  Wilczkowi,  za 

pozostawienie go na wolności. Takie same prezenta odbie- 

rają ze strony miasta ranny generał Heilm i Dueckert, nie 

wyliczając innych. Co bolesna i charakterystyczna razem, to 

postawa  Stanisława  Leszczyńskiego  przy  téj  sposobności. 

Szwedzi żądali dlań od miasta złożenia przysięgi wierności 

i akcesu do konfederacyi warszawskiéj, nadto 10000 tala- 

rów  za  łaskę  wstawienia  się  u  króla  szwedzkiego.  Z  pier- 

wszego, ważniejszego naturalnie  p o l i t y c z n i e  warunku 

zwolnił neo-elekt miasto po uczynionych sobie z jego strony 

przedstawieniach,  za  to  nie  odstąpił  od  żądania  pieniędzy 

spuszczając je przecież na 3000 talarów. „Zważył to”, mówi 

użyty  w  historyi  miasta  Lwowa  księdza  Chodynieckiego 

współczesny memoryał mieszczanina Józefowicza, „dobrze 

i  sam  Leszczyński  i  po  kilku  prywatnych  konferencyach  z 

obywatelami i wojskiem szwedzkiém, odstąpił od tych prze- 

łożeń, zadowolniony będąc złożoną sobie summą pieniężną, 

wielce na drogę potrzebną”. —

Otóż  to  postępowanie  sprzymierzeńców  szwedzkich  w 

mieście  przyjaznego  nibyto  sobie  odtąd  mocarstwa;  otóż 

daléj postawa i postępowanie osobistości wskazanéj nosić 

tytuł  polskiego  króla…  Dnia  23  Września  opuścili  ostatni 

Szwedzi Lwów, uprowadzając z sobą broń, skarby miejskie, 

wreszcie jako jeńca i biednego wojewodę kaliskiego. —

Czas  nam  teraz  obejrzeć  się  na  wypadki  współczesne 

prawie owemu wzięciu Lwowa przez Karola, a tłumaczące 

zarazem fakt tyle szybkiéj jego ze strony Szwedów ewaku- 

acyi… Zobaczmy jakim to w samymże dniu niemal szturmu 

Lwowa przez Karola, August wywdzięczył mu się figlem, co 

znaczyło  niespodziane  i  zagadkowe  pojawienie  się  Stani- 

sławowego wysłańca, co znaczyła obecność samegoż neo- 

Rozdział I.

background image

55

elekta  w  obozie  szwedzkim  na  dalekiéj  od  widowni  jego 

młodego królowania Czerwonéj Rusi.

Około dnia 18 Sierpnia, jak wspomnieliśmy wyżéj, nad- 

ciągnął August wśród panujących ciągle dotąd słot i desz- 

czów  pod  mury  klasztoru  sokalskiego  z  samą  tylko  jazdą, 

zasłoniony z resztą od niekoniecznie prawdopodobnego po- 

ścigu  szwedzkiego,  oddziałem  referendarza  koronnego. 

Wkrótce nanadeszła za nim reszta wojska. Dnia 19 Sierp- 

nia  liczył  w  Sokalu  5000  żołnierza  niemieckiego,  tyleż 

piechoty carskiéj, 4000 Kozaków, 120 chorągwi koronnych 

i litewskich. Tegoż samego dnia jeszcze nastąpił wymarsz 

do Kryłowa, 20 do Dubienki, nazajutrz ruch ku Chełmowi. 

Dotąd nosi jeszcze na sobie pochód królewski ów charakter 

niepewności, na którą się Patkul tylokrotnie skarżył, wido- 

cznéj  chęci  umykania  tylko  przed  pościgiem  szwedzkim. 

W  Chełmie,  jak  się  zdaje,  odbyła  się  rada  wojenna,  która 

miała zmienić postać rzeczy i nadać téj zbrojnéj wędrówce 

praktyczny, świadomy siebie wojennie i politycznie cel. Karol 

zagrzązł na Rusi i zawziął się widocznie na Lwów, był zbyt 

daleko, aby pościg jego już teraz mógł być niebezpiecznym. 

Natomiast przedstawiała słabo obsadzona Warszawa z kilku- 

set Szwedami, z chwiejącą się w wierności dywizyą wojska 

koronnego,  ze  swymi  dyplomatami  szwedzkimi,  z  królem 

Stanisławem, Benedyktem Sapiehą, prymasem, Alexandrem 

Sobieskim, Broniszem, biskupem poznańskim, z całym przy- 

borem  nowéj  królewskości,  z  całą  śmietaną  konfederacyi 

warszawskiéj, równie łatwą, jak ponętną zdobycz. Karol brał 

Lwów,  należało  mu  się  odwdzięczyć  Warszawą.  Karol  po- 

chwycił  wojewodę  kaliskiego,  należy  mu  się  odwdzięczyć 

pochwyceniem Leszczyńskiego, rozbiciem w puch konfede- 

racyi warszawskiéj, wywrotem dzieła z dnia 12 Lipca. Wśród 

podobnéj  sytuacyi  i  pod  wpływem  podobnych  usposobień 

zapadł tedy dnia 22 Sierpnia w Chełmie, w obozie Augu- 

stowym, plan zamachu na Warszawę, plan niewątpliwie naj- 

praktyczniejszy strategicznie, najzłośliwszy, jeźli tak wolno 

powiedzieć,  politycznie,  na  jaki  się  zdobyć  można  było. 

Trzeba było jednakże w jego wykonaniu energii i pospiechu. 

Zamach Augusta na Warszawę

background image

56

Szczęśliwym  wyjątkiem  nie  zbywało  akcyi  augustowéj  w 

tym  właśnie  epizodzie  kampanii  i  na  tych  przymiotach. 

Carską piechotę jako powolną w marszu, odesłał August ku 

Brześciowi Litewskiemu z rozkazem zwrotu ku Warszawie 

we wskazanéj chwili. Sam rozporządzając siłą około 10000 

ludzi  i  dwudziestu  kilku  dział,  zwraca  się  ku  Parczowu. 

Tutaj  dzieli  swe  siły,  pozostawia  dzielnemu  i  sprawnemu 

Brandtowi zastęp tysiąca jazdy z rozkazem posuwania się 

ku  Warszawie  po  prawym  brzegu  Wisły;  sam  z  główną 

siłą zdąża pospiesznemi marszami wskroś Lubelskiego ku 

przeprawie na jéj brzeg lewy. Raport sekretarza ambasady 

duńskiéj,  obecnego  całemu  temu  pochodowi  Augusta,  z 

dnia 23 Sierpnia donosi, iż obóz królewski znajduje się już 

tylko  o  22  mil  od  Warszawy.  Dnia  28  Sierpnia  przybywa 

armia królewska rano do Maciejowic i odbywa szczęśliwie 

przeprawę  na  lewy  brzeg  Wisły.  Gdy  tak  z  jednéj  strony 

August,  posuwa  się  równocześnie  i  równolegle  Brandt  z 

drugiéj  ku  Warszawie.  Obaj  znajdują  się  27  i  28  Sierpnia 

zaledwie  o  10  mil  od  stolicy.  Nietrudno  wyobrazić  sobie, 

jaki alarm rzuciły tutaj wiadomości o odwetowym zamachu 

króla Augusta, o posuwaniu się jego, o zapowiadających się 

z każdą godziną bliżéj odwiedzinach Augustowych Sasów, 

Brandtowych Kozaków. Nie tracąc głowy, można było jed- 

nakże pomyśleć o środkach ratunku; przedstawiała się zaś 

pod  tym  względem  alternatywa  następna:  Stawić  śmiało 

czoło nadciągającéj burzy nie było niepodobieństwem, za- 

ręczało  nawet  pewne  wielkie  powodzenia.  W  Warszawie 

saméj było 1200 wypróbowanego żołnierza szwedzkiego; w 

obozie pod Białołęką stała sześciotysięczna dywizya wojska 

koronnego,  oboźnego  i  podkomorzego  Lubomirskich;  w 

Łowiczu  nareszcie  znalazł  się  z  poszczerbioną  wprawdzie 

w niefortunnéj wyprawie wielkopolskiéj, ale niezniszczoną 

przecież trzechtysięczną jazdą generał Meyerfeld. Szybkie 

zgromadzenie  tych  sił  w  Warszawie  lub  pod  Warszawą  z 

szczerém postanowieniem zajrzenia nieprzyjacielowi w oczy, 

mogło  jeszcze  bardzo  łatwo  zamącić  Augustową  radość, 

udaremnić  pewny  już  w  przekonaniu  królewskiego  obozu 

Rozdział I.

background image

57

tryumf.  Dziewięć  tysięcy  blisko  ludzi  mogło  w  Warszawie 

saméj  zmierzyć  się  nie  bez  widoków  zwycięztwa  z  mało 

co większą siłą Augusta. Z drugiéj strony przedstawiał się 

plan skromniejszy, ale udaremniający również w razie nie- 

wątpliwéj  możności  wykonania  mściwe  intencye  zamachu 

Augustowego  na  Warszawę.  Można  było  stolicę  opuścić, 

wyprowadzić z niéj żołnierza szwedzkiego, króla Stanisława, 

dygnitarzy, bohaterów konfederacyi, pozostawić Augustowi 

puste miasto, nie dostarczać mu sposobności taniego try- 

umfu, podążyć pod zasłonę Meyerfelda do otwartego jeszcze 

Łowicza i puścić się wraz z niém ku armii Karola. Pościg 

króla  Augusta  nie  był  w  takim  razie  ani  wykonalny  ani 

prawdopodobny.  Tyczasem  nie  zdobyto  się  w  Warszawie, 

tracąc najzupełniéj głowę, ani na jedno, ani na drugie, lecz 

obrano  najzgubniejszą  w  takich  razach  drogę  pośrednią. 

Meyerfelda pozostawiono najspokojniéj w Łowiczu, nie ku- 

sząc się wcale o ściągnienie go do Warszawy. Równocześnie 

wyprawiono najniepotrzebniéj z Warszawy aż ku Latowicom 

w celu sprowadzenia poczynającéj zbywać żywności majora 

Lejonhielma z 400 ludzi piechoty, 54 jazdy. Dnia 27 Sier-

pnia, właśnie w ten sam dzień, w którym król August zbliżał 

się do przeprawy maciejowickiéj, znalazł się Lejonhielm w 

obliczu 3000 przeszło Kozaków i Sasów generała Brandta. 

O odwrocie nie można było myśleć z powodu piechoty. Ma-

jor szwedzki zamknął się więc na cmentarzu miasteczka i 

postanowił się bronić przemagającéj sile. Rezultat walki nie 

mógł jednakże być wątpliwym. Szwedzi ulegli liczbie i byli 

zmuszeni  złożyć  broń.  Strata  saska  w  tém  spotkaniu  nie 

przenosiła podobno 25 ludzi w rannych i zabitych. Brandt 

przyjął Lejonhielma grzecznie i winszował mu nawet po ry-

cersku walecznéj obrony, co przecież nie przeszkodziło, iż roz-

drażnieni walką, trudni do utrzymania w karbach dyscypliny 

wojskowéj  Kozacy,  już  po  ukończonym  boju  wymordowali 

większą  część  składających  broń  Szwedów.  Ubytek  tych 

kilku  set  walecznych  ludzi,  nie  był  dla  obrony  Warszawy 

obojętnym, miał się jednakże odbić stokroć jeszcze gorzéj 

następstwami  moralnemi.  Na  wieść  o  klęsce  Lejonhielma 

Zamach Augusta na Warszawę

background image

58

pod  Latowicami,  postanowił  Horn  teraz  już  bardzo  nie  w 

porę wyruszyć z całą załogą i dywizyą wojska koronnego prze-

ciw nieprzyjacielowi i stoczyć z nim walkę w otwartém polu. 

Przed klęską latowicką i przy obecności Meyerfelda był może 

plan podobny niezupełnie niewykonalnym. Wśród obecnych 

okoliczności jednakże podniosła zaraz głowę chwiejność w. 

hetmana koronnego Lubomirskiego przeciw Stanisławowi 

w  ten  sam  niemal  sposób,  w  jaki  dwa  lata  temu  na  polu 

bitwy kliszowskiéj przeciw Augustowi. Kuszony przez woje- 

wodę malborgskiego, przez owdowiałą wojewodzinę poznań- 

ską  Małachowską,  przez  posła  duńskiego  Jessena,  Lubo- 

mirski, tkwiał wprawdzie jeszcze chwilowo w obozie Stani- 

sławowym, ale nie miał zamiaru poświęcać się dla niego.

Wobec marsowych intencyi Horna, którym i Stanisław 

nie mając nic lepszego do roboty przytakiwał, wzdrygnął het 

man ramionami i odpowiedział, że nie może być mowy o sto-

czeniu bitwy przez wojsko, na którego wierność liczyć nie 

należy. Mimo to wybrał się przecież wraz ze Stanisławem ku 

Latowicom, niby to na spotkanie zwycięzko posuwającego 

się Brandta. Było to dnia 28 Sierpnia. Zamiast jednakże do 

walki, przyszło między obu stronami do negocyacyi w nocy 

z dnia 28 na 29 Sierpnia. W. hetman koronny wyprawił do 

Brandta synowca swego, oboźnego koronnego z wezwaniem, 

aby jako generał w służbie Rzeczypospolitéj z nim się połą-

czył.  Brandt  odpowiedział,  że  złożywszy  Augustowi  przy-

sięgę  wierności,  łączyć  się  z  hetmanem  nie  może,  ale  że 

niezaczepiony sam, nic przeciw niemu nie przedsięweźmie. 

Obie  strony  zgodziły  się  na  projektowany  kompromis. 

„Pozwól mi spokojnie pójść do Warszawy!”, zażądał Brandt: 

„pozwól nam się usunąć spokojnie z dywizyą naszą w Lu-

belskie”,  odpowiedzieli  Lubomirscy  a  na  tych  warunkach 

stanęła  zgoda,  któréj  sens  moralny  zrozumiawszy  dobrze 

obecny w obozie król Stanisław, czem prędzéj do Warszawy 

umknął. Wobec podobnego figla Lubomirskich, nie pozosta-

wało  już  teraz,  dnia  29  Sierpnia,  całéj  załodze  szwedzkiéj 

w Warszawie nic lepszego do roboty, jak zapakować czém 

prędzéj  manatki  i  ruszyć  ku  Łowiczowi.  Tymczasem  stało 

Rozdział I.

background image

59

się raz jeszcze inaczéj. Prymas naturalnie z nieodłączną od 

swéj  osoby  rodziną  Towiańskich,  marszałek  konfederacyi 

Bronisz,  podskarbi  litewski  Benedykt  Sapieha,  Alexander 

Sobieski, sam Stanisław z matką, żoną, maleńką wówczas 

córeczką  Maryą,  wymknęli  co  prędzéj  pod  zasłoną  trochę 

jazdy szwedzkiéj wieczorem dnia 29 Sierpnia ku Łowiczowi, 

zkąd  Meyerfeld  całą  tę  emigracyą  do  Prus  poeskortował. 

Stanisław  i  Alexander  Sobieski  wyruszywszy  z  Warszawy, 

towarzyszyli téj wędrówce aż do Łowicza, następnie wypra-

wili z listem do króla szwedzkiego o wypadkach warszawskich 

Stanisława Poniatowskiego, zwrócili się ku Wiśle i przepra-

wili na jéj prawy brzeg w okolicy Kaźmierza. We wsi Myśli, 

w okolicy Lublina dostał się Stanisław do obozu tyle wąt-

pliwéj w swéj wierności, kilkotysięcznéj dywizyi wojska ko-

ronnego pod dowództwem oboźnego koronnego Lubomir-

skiego.  Eskorta  ta  odprowadziła  neo-elekta,  Aleksandra 

Sobieskiego i podkoniuszego Ponińskiego nasamprzód do 

korpusu generała Renskiölda pod Jarosław, następnie pod 

Lwów.  Jaką  rolę  odegrali  tutaj,  wiadomo  z  powyższego 

opowiadania. Oboźny koronny zaś, dopełniwszy w ten spo-

sób swego względem neo-elekta obowiązku, odstąpił armią 

szwedzką i ruszył ku Krakowowi. Horn tymczasem posta-

nowił z całą kancelaryą dyplomatyczną, z całą załogą szwe-

dzką,  liczącą  zaledwie  tysiąc  kilkaset  ludzi,  z  niektórymi 

co  więcéj  skompromitowanymi  bohaterami  konfederacyi 

war-szawskiéj i aktu z dnia  12 Lipca, niewiadomo dobrze 

w jakim celu, pozostać na miejscu i odczekać nadciągającéj 

burzy.  Jeżeli  się  mocno  nie  mylimy,  wpłynęły  na  podobne 

posta-nowienie  dwie  osobistości,  Maciéj  Gębicki  starosta 

nakiel-ski, główny bohater pola elekcyjnego w dniu 12 Lipca 

i Mikołaj Święcicki biskup poznański, właściwy wyniesienia 

Stanisławowego  autor.  Znany  nam  potroszę  Gębicki  jako 

rębacz  obozu  i  sprawy  Stanisławowej;  mniéj  może  znany 

Mikołaj  Święcicki.  Typ  to  nierzadki  w  annałach  średnio-

wiecznych,  w  wieku  XVIII  już  anachroniczny;  dygnitarz 

kościelny z szyszakiem na głowie, z pancerzem na piersiach, 

z drabiną szturmową w ręku pod murami oblężonego miasta. 

Zamach Augusta na Warszawę

background image

60

Sama wieść o pochodzie Augusta i Brandta wyprzątnęła jak 

wiatr plewy, Warszawę z całego dygnitarstwa konfederacyi, 

z  całéj  opozycyi  anti-augustowéj.  Widzieliśmy  co  dopiero, 

jak nawet młody król Stanisław nie uznawał potrzeby wy-

stawienia swéj osoby i korony na niepewne próby marsowego 

spotkania. Inaczéj waleczny biskup poznański, nie strateg 

żaden, ale mąż nieustraszoności osobistéj, jakich przykładów 

mało. Karol miał, jak się zdaje, sposobność poznać go do-

brze.  Rozstając  się  z  nim  w  chwili  wymarszu  na  wyprawę 

ruską, dał mu w prezencie, jemu, biskupowi, nie brewiarz 

ani paciorki, ale —  p a r ę   p i s t o l e t ó w.  Biskup okazał 

się godnym tego podarunku bohatera Szwecyi. Ze szpadą 

przy boku, z Karolowemi pistoletami za pasem, pijąc raz po 

raz ze Szwedami i dodając im odwagi, zagrzewał ich do jak 

energiczniejszego oporu, odnalazł zapomnianych w zamko-

wym kącie pięć działek, rozstawił je ku obronie zamku, stał 

się wraz z Gębickim prawdziwą jéj duszą.

W  takim  stanie  były  rzeczy  rano  dnia  30  Sierpnia. 

Wiele  czasu  do  przygotowań  obronnych  nie  pozostawało; 

czynił jednakże Horn jeszcze, co się wśród podobnych oko- 

liczności robić dało. Nakazał zamknąć i zatarasować bramy 

miasta, zaopatrzyć się mieszkańcom na sześć tygodni w ży- 

wność  a  zarazem  oddać  wszelką  broń.  Na  takich  rozpo- 

rządzeniach  zszedł  dzień  30  Sierpnia.  Rano  w  niedzielę 

dnia 31 Sierpnia około godziny 9-téj pojawił się w przedniéj 

straży od Ujazdowa sam król August z jazdą saską i kilku 

chorągwiami wołoskiemi. Nie zatrzymując się wkroczył na- 

tychmiast  do  miasta  i  założył  główną  kwaterę  w  pałacu 

Radziwiłłowskim. Horn za słaby, by mu stawić opór, cofnął 

się  na  zamek  i  postanowił  bronić  się  tutaj.  Wkrótce,  w 

ciągu  tegoż  samego  dnia  nadciągnęła  reszta  augustowéj 

armii wraz z artyleryą. Z prawego brzegu Wisły, na Pradze, 

pokazała się wieczorem jazda Brandta, nie mogąc się jed- 

nakże  z  powodu  zerwanego  mostu  połączyć  z  Augustem. 

Miasto było przerażone niespodzianą wizytą, tém bardziéj, 

że  Kozacy  i  Wołosi  królewskiego  wojska  ostrzyli  zęby  na 

rabunek, a królowi z trudnością tylko udało się powstrzymać 

Rozdział I.

background image

61

ich  od  podobnéj  zabawy.  Nie  pozostawało  nic  innego  jak 

wydać  im  przynajmniéj  na  łup  i  zniszczenie  własność  i 

pałace pogniewanych najwięcéj z królem dygnitarzy i boha- 

terów  konfederacyi.  Pałace  Leszczyńskiego,  prymasa,  w. 

hetmana koronnego zostały przez Kozaków i Wołochów do- 

szczętnie zrabowane i spustoszone. Wszelki znajdujący się 

w  nich  sprzęt,  wina,  żywność,  kosztowności  zostały  zra- 

bowane,  drzwi,  okna,  piece  potłuczone  i  powyłamywane. 

Dwóch małoletnich synów w. hetmana koronnego, uczniów 

warszawskiego kollegium jezuickiego, sprowadzono królowi 

Augustowi do pałacu Radziwiłłowskiego jako zakładników. 

Magistrat warszawski patrząc na to, co się dzieje, pospieszył 

składać Augustowi oświadczenia czołobitności i tłumaczyć 

swe dotychczasowe postępowanie przymusem siły nieprzyja-

cielskiéj. Tymczasem nie ustawały ze strony Horna i biskupa 

poznańskiego  mimo  podobnych  postępów  nieprzyjaciela 

intencye obrony. Znajdowali się jeszcze w posiadaniu jak- 

kolwiek utwierdzonego zamku i Nowego Miasta. Brandt nie 

mógł  chwilowo  być  szkodliwym,  ponieważ,  jak  co  dopiero 

powiedziano, most na Wiśle był zerwany a ustawiona prze- 

cież na Pradze baterya nie mogła z powodu zbytniéj odleg- 

łości sięgać swemi strzałami zamku. Tak przeszła noc z 31 

Sierpnia na 1 Września. Rano w poniedziałek posłał August 

trębacza do Horna z wezwaniem poddania zamku; odebrał 

jednakże odmowną odpowiedź. Zaczęła się tedy obustronna, 

niekoniecznie szkodliwa kanonada, która trwała przez po- 

niedziałek i wtorek dnia 2 Września. Biskup poznański ob- 

sługując według możności pięć działek zamkowych, prze- 

szkadzał, ile się dało restauracyi mostu i przeprawie Brand- 

ta; strzały skierowane na zamek raniły między innymi Gę- 

bickiego starostę nakielskiego. Dnia 3 Września rano jed- 

nakże przeprawił się nareszcie Brandt wraz z całą swą jazdą 

przez Wisłę; Horn opuścił w skutek tego zupełnie miasto i 

zamknął się w zamku August zaś podsunął się podeń, kazał 

zająć przyległe domy i rozpocząć ogień na krótką odległość 

tak z ośmiu dział, jak z broni ręcznéj. Prócz tego kazał zwieść 

pod  zamek  materyały  palne,  aby  puścić  nieprzyjaciela  z 

Zamach Augusta na Warszawę

background image

62

dymem, jeżeli nie złoży broni. W skutek tego zażądał Horn, 

widząc niepodobieństwo skutecznéj obrony, sam wieczorem 

dnia 3 Września kapitulacyi. Ofiarował się poddać zamek i 

wyjść sam z załogą na otwarte pole — w celu połączenia 

się z armią króla szwedzkiego. Łatwo pojąć, że August po- 

dobną propozycyą odrzucił, domagając się zdania na łaskę 

i niełaskę.

Wśród  tego  przeminęła  znów  noc  z  3  na  4  Września. 

Rano dnia tego udał się do Horna umocowany przez Augusta 

do  prowadzenia  układów  kapitulacyjnych  generał  Brandt. 

Kapitulacya przyszła nareszcie do skutku. Horn zdawał się na 

łaskę i niełaskę, oddawał całą załogę bez wyjątku w niewolę, 

zyskał  zaś  tyle  tylko,,  iż  oficerowie  zatrzymywali  broń  a 

stary Wachslager, poddany Rzeczypospolitéj, Toruńczyk ro- 

dem, miał być traktowanym nie jako przeniewierczy więzień 

stanu,  lecz  jako  jeniec  wojenny.  Dla  walecznego  biskupa 

poznańskiego nie mógł czy nie chciał Horn podobnego wa- 

runku wytargować. Uroczysta ceremonia samejże kapitula- 

cyi  odbyła  się  rano  dnia  4  Września,  we  czwartek.  Stanął 

król August w orszaku oficerów swéj armii uszykowanéj w 

szeregi naprzeciw bramy zamkowéj, która na dany znak się 

otworzyła.  Nasamprzód  wyjechał  konno  generał  Horn;  za 

nim komisarze Palenberg i Wachslager; następnie dopiero 

wysypała się, defilując przed królem i rzucając broń, sama 

załoga  zamku.  Horn,  Wachslager  i  Palenberg  zsiedli  na 

widok  króla  czemprędzéj  z  koni,  zbliżyli  się  doń  pieszo  i 

złożyli głęboki ukłon, na który August uchyleniem kapelu- 

sza odpowiedział. Następnie zaprosił król wszystkich ofice- 

rów szwedzkich, stosownie do rycerskiego obyczaju ówcze- 

snego prowadzenia wojen, na sutą ucztę do pałacu Radzi- 

wiłłowskiego.  Względność  jego  posunęła  się  przy  téj  spo- 

sobności do tego stopnia, że dał Hornowi na słowo urlop, 

pozwolił  mu  udać  się  do  obozu  szwedzkiego  Karola  pod 

Lwów, a stawić się na połowę miesiąca Października do Lip-

ska. Inaczéj całkiem znalazł się traktowanym biskup poznań-

ski, o którym szlachecki pamiętniko-pisarz Otwinowski po-

wiada, że „miał ręce po łokcie prochem uczernione i brwi 

Rozdział I.

background image

63

a także włosy na głowie poopalane, bo sam armaty nabijał 

i strzelał”. Biskupowi nie było wolno wyjść z zamku na po-

witanie  króla;  pozostał  w  jego  murach  jako  więzień  silnie 

strzeżony.  Liczba  jeńców,  którzy  się  dostali  w  ręce  Augu-

sta, wynosiła ogółem 949 ludzi, 72 niższych oficerów, 821 

prostych  żołnierzy  szwedzkich;  reszta  Polacy  i  Wołosi  z 

gwardyi Stanisława. Maciéj Gębicki, starosta nakielski leżał 

ranny w zamku. —

Po  zwycięztwie  warszawskiém  pozostał  tylko  August 

trzy  dni  na  miejscu.  8  Września  wyruszył  przez  Pragę  na 

prawy brzeg Wisły i puścił się traktem płockim; 12 stanął w 

Kaźmierzu, 18 w Wyszogrodzie, wlokąc za sobą jako trofeje 

szturmu warszawskiego, biskupa poznańskiego, którego in- 

stancye w. kanclerza koronnego Załuskiego na wolność wy- 

dobyć nie zdołały, a którego nuncyusz Spada i audytor jego 

Vanni Augustowi na więzienie do Saxonii z dalszém prze- 

znaczeniem do Rzymu wywieźć pozwolili.

Otóż przebieg dwumiesięcznych niespełna od czasu elek-

cyi Leszczyńskiego wypadków, których kulminacyjną chwilą 

jest szczęśliwie wykonany zamach króla Augusta na War-

szawę. Zamach ten, zasłużona kara nieoględności i awantur-

niczych przedsięwzięć Karola, dowodził zupełnéj jego nieudol-

ności w przeprowadzeniu podjętego przezeń w Polsce dzieła. 

Podobnie jak na wielkiéj widowni wojennéj poświęcił nadbał-

tyckie prowincye i interesa Szwecyi mściwéj pokusie odwetu 

na Auguście, tak znów na podrzędnéj już dla politycznego 

interesu Szwecyi widowni polskiéj, poświęcił trwałość wznie-

sionéj przez się królewskości Stanisława wojennéj pokusie, 

która go ciągnęła na awanturniczą wyprawę ruską. August 

skorzystał  z  podobnego  błędu  przeciwnika,  pozwolił  mu 

zagrzęznąć w dalekiéj Rusi, tymczasem rozpędził na cztery 

wiatry konfederacyą warszawską, opanował stolicę, zyskał 

możność  połączenia  się  z  posiłkami  carskiemi  i  saskiemi, 

wykazał  całą  nicość  Stanisławowéj  królewskości,  podniósł 

swą sprawę w obliczu nie wierzącéj już gwiaździe jego dy- 

plomacyi europejskiéj. Chwiejne żywioły polskie zaczęły się 

na nowo ku niemu zwracać. Źródła późniejszego do sprawy 

Zamach Augusta na Warszawę

background image

64

królewskiéj akcessu w. hetmana koronnego Lubomirskiego 

należy szukać w owym szczęśliwym zamachu warszawskim. 

Mimo to nie należy przeceniać jego wagi. Na prawdę i sta- 

nowczo niczego nie decydował. Karol znajdował się w po- 

siadaniu Lwowa z nietkniętą armią, którą trzeba było zwy- 

ciężyć  przed  wszelką  myślą  o  bezpiecznym  wypoczynku. 

Zamiast  bohaterów  konfederacyi  warszawskiéj  i  samego 

króla Stanisława, udało się Augustowi pochwycić w ciepłém 

jeszcze gnieździe małego właściwie znaczenia osobistości, 

jakiemi byli biskup poznański i starosta nakielski. Słowem, 

mógł  być  złośliwym  i  przykrym  figiel  splatany  Karolowi 

przez zamach warszawski, ale o losie wojny nie decydował. 

Przekona nas zresztą o tém najdowodniéj dalszy przebieg 

wypadków.

Rozdział I.

background image

Rozdział II.

Rada  senatu  Wyszogrodzka.  —  Usiłowania  Augusta  na  zewnątrz  i 

wewnątrz około podniesienia swéj sprawy. — Car, Dania, Branden- 

burgia. — Papież. — Prymas, Lubomirscy. — Działania wojenne. 

—  Oblężenie  Poznania  przez  Patkula.  —  Marsz  Karola  z  Rusi  ku 

Warszawie. — Ucieczka Augusta do Krakowa. — Zniesienie oblę- 

żenia Poznańskiego. — Bitwa Poniecka. — Akcess Lubomirskich do 

Augusta. — Wyjazd Augusta do Saxonii.

J

AKKOLWIEK zwycięzki zamach Augusta na Warszawę 

nie  rozstrzygał  stanowczo  jeszcze  o  losie  wojny,  jak- 

kolwiek pozostawała jeszcze ważniejsza część zadania 

zależąca na zgnieceniu zapędzonéj pod Lwów armii szwedz- 

kiéj,  nie  można  przecież  zaprzeczyć,  że  zwycięztwo  war- 

szawskie w połączeniu z szalonym błędem Karola nadawało 

mu chwilowo ogromną nad nieprzyjacielem przewagę i ob- 

racało wszelkie widoki powodzenia na jego korzyść. Pomi- 

nąwszy polityczną doniosłość czynu, jakim było opanowa- 

nie stolicy, rozpędzenie konfederacyi warszawskiéj, wywró- 

cenie  efemerycznéj  królewskości  Stanisława,  czynu  ubez- 

władniającego zwolenników polskich Szweda, usposobiają- 

cego,  jak  zawsze  każdy  sukcess,  zagranicę  korzystnie  dla 

zwycięzkiéj  sprawy,  —  zajął  August  po  zwycięztwie  war- 

szawskiém strategicznie stanowisko, które w razie należy-

background image

66

tego  zrozumienia  i  wyzyskania  zdawało  się  rokować  nie- 

chybny  koniec  Karolowi  XII.  Karola  armia  zapędzona  pod 

Lwów, obserwowana przez dziesięciotysięczny korpus refe- 

rendarza koronnego Stanisława Rzewuskiego, nie przeno- 

siła  22000  ludzi,  rozdzielonych  nadto  na  główną  siłę  pod 

dowództwem króla samego, liczącą około 14000 ludzi, na 

znajdujący się od niéj o kilka dni marszu w stronie północno-

zachodniéj  8  tysięczny  korpus  generała  Renskiölda.  Bez 

żadnego naturalnie związku z główną armią szwedzką zaj- 

mował Poznań pułkownik Liliehök z 700 ludzi, daléj Toruń 

i okolicę generał Meyerfeld w 3000 jazdy. Wobec podobnie 

rozrzuconych  po  ogromnéj  przestrzeni  Polski  sił  szwedz- 

kich, zajmował August w pośrodku nich Warszawę. Nie po- 

niosłszy w szturmie stolicy żadnéj prawie straty, rozporzą- 

dzał nawet po odkomenderowaniu referendarza koronnego 

siłą, co najmniéj dwunastotysięczną. Nie dość na tém jed- 

nakże,  dał  trochę  za  pospiesznie  i  niepotrzebnie  tuż  po 

zwycięztwie warszawskiém blokującemu Poznań Schulen- 

burgowi  rozkaz  czémprędszego  opuszczenia  poznańskich 

stron i połączenia się z nim nad Wisłą. Schulenburg odstą- 

pił  wskutek  tego  rozkazu  od  blokady  Poznania  dnia  13 

Września i ruszył ku Włocławkowi, gdzie się przeprawił na 

prawy brzeg Wisły. August wyruszywszy dnia 8 Września z 

Warszawy, rozlokowawszy piechotę saską i moskiewską w 

okolicy między Zakroczymiem a Pułtuskiem, puścił się ku 

Wyszogrodowi,  gdzie  stanął  18  Września.  Tutaj  nastąpiło 

połączenie z Schulenburgiem; cała siła Augustowa wezbrała 

do 30000 ludzi. Koncentracya ta wszystkich sił saskich w 

ręku Augustowyra nie odbyła się wprawdzie bez szkodliwych 

następstw,  ponieważ  tuż  prawie  po  opuszczeniu  okolicy 

Poznania  przez  Schulenburga,  zdołał  przyjść  zręcznie  w 

pomoc  tamtejszéj  załodze,  dnia  20  Września,  Meyerfeld 

z  pod  Torunia  w  3000  jazdy  i  zadać  sromotną  klęskę  pod 

miasteczkiem Stęszewem szlacheckim chorągwiom wielko- 

polskim  Macieja  Radomickiego.  Cokolwiekbądź  przecież 

przedstawiała trzydziestotysięczna, zgromadzona w jednym 

ręku i miejscu siła przewagę, która, dzięki oddaleniu Karola, 

Rozdział II.

background image

67

przedstawiała możność zgniecenia załogi poznańskiéj i Me- 

yerfelda  razem,  a  następnie  zajrzenia  śmiało  w  oczy  wra- 

cającemu z Rusi królowi szwedzkiemu. Jak August w dal- 

szym przebiegu rzeczy zmarnował wszelkie korzyści swego 

położenia,  jak  własną  nieudolnością  i  niedołężnością  nie 

omieszkał sam hojnie i sowicie naprawić wszelkich błędów 

Karola, będziemy się starali wykazać w poniższém opowia- 

daniu. Chwilowo przecież, w ciągu miesiąca AVrześnia 1704 

roku mamy przed sobą Augusta, podniesionego moralnie i 

politycznie w obliczu kraju i zagranicy swém zwycięztwem 

warszawskiém, zajmującego wobec rozrzuconego nieprzy- 

jaciela ważne i korzystne, środkowe stanowisko z trzydzie- 

stotysięczną siłą. Przypatrzmy się jego robocie.

Zbyteczną rzeczą byłoby powiadać, że posiadając podo-

bną  siłę  i  mając  podstawę  podobnego  zwycięztwa,  najra-

cyonalniejszym  pono  obowiązkiem  było  pospieszać  akcyą 

wojenną, wziąść Poznań, zgnieść Liliehöka i Meyerfelda, a 

następnie obrócić się przeciw Karolowi. August mniemał w 

interesie akcyi wojennéj uczynić dosyć, opuszczając Warsza-

wę i koncentrując z nieokreślonym planem dalszego dzia-

łania siły swe od Wyszogrodu do Zakroczymia i Pułtuska, 

a tymczasem podjął według zachowywanego wiernie dotąd 

obyczaju  na  zewnątrz  i  wewnątrz  zabiegłą  około  naprawy 

swych interesów akcyą dyplomatyczną. Zacznijmy od p i e r -

w s z é j .  Na tym polu zbiegł się jednego dnia niemal ważny, 

niesłychanéj  doniosłości  s u k c e s s   d y p l o m a t y c z n y  

Augusta  z  wojennym  sukcesem  warszawskim.  Właśnie  w 

tych  samych  chwilach,  kiedy  Karol  gonił  za  niedoścignio- 

nym  Augustem  po  Rusi  i  zabierał  się  Lwów  szturmować, 

oblegał car Piotr Dorpat i Narwę. Obie warownie szwedzkie 

uległy  po  dzielnéj  obronie.  August  ma  w  obozie  carskim 

swego agenta i korespondenta pułkownika Arnstädta, który 

go o każdym ruchu i kroku Piotra zawiadamia, ale ma téż w 

nim  nie  oddawna  i  z  ramienia  Rzeczypospolitéj  wysłańca, 

Tomasza  Działyńskiego  wojewodę  chełmińskiego,  który 

wbrew podejrzeniom i niechęciom znanéj większości dygni-

tarzy i panów Rzeczypospolitéj, do których zaliczmy pryma- 

Rada senatu Wyszogrodzka.

background image

68

sa i podskarbiego Przebendowskiego nawet, na podstawie 

uchwał sejmu lubelskiego i rady Jaworowskiéj, układa się z 

carem o traktat przymierza. Żar akcyi wojennéj przeszkadzał 

jego przyjściu do skutku. Po wzięciu Narwy, wśród gruzów 

i zgliszcz zdobytéj na Szwedach twierdzy, został podpisany 

dnia  30  Sierpnia  1704,  pieczętując  na  długie  lata  stan 

strasznego zniszczenia i spustoszenia Polski, fakt zwalenia 

na nią ciężaru wojny, któréj ponosząc wszelkie szkody, do-

legliwości i udręczenia, nie miała wynieść ani jednéj korzy- 

ści. Prymas wyrzucał późniéj broniącemu się ostro i wśród 

cierpkich  wyrazów  wojewodzie  chełmińskiemu  zawarcie 

owego traktatu. „Mało nam było”, pisze „na Szwedach i na 

Sasach, sprowadziliśmy jeszcze i Moskwę. Rzecz sama pro-

buje, że się nam na nic ta przyjaźń moskiewska nie przydaje”. 

Niechaj słowa powyższe przewrotnego zkądinąd i zmienne- 

go dygnitarza będą miarą usposobienia, jakim wówczas w 

Polsce  spoglądano  na  słynny  traktat  Narewski  z  dnia  30 

Sierpnia 1704. Cokolwiekbądź, przyszedł przecież do skut-

ku, narzucił Polsce twarde zobowiązania a teraz pozostaje 

nam tylko rozpatrzeć się w jego szczegółowych warunkach. 

Zawierał ośm artykułów.  P i e r w s z y  stwierdzał fakt przy-

mierza  między  obu  monarchami  Polski  a  Moskwy  aż  do 

skończenia wojny przeciw wspólnemu nieprzyjacielowi szwe-

dzkiemu,  z  wyłączeniem  możności  zawierania  traktatów 

osobnych.  D r u g i   warował  obowiązek  wzajemnego  zno-

szenia się w sprawie prowadzenia wojny.  Tr z e c i  wzbraniał 

wchodzić w jakiebądź traktaty partykularne.  C z w a r t y m  

zobowięzywał się car zwrócić Rzeczypospolitéj zabrane jéj 

przez buntownika Paleja ukraińskie twierdze.  P i ą t y,   naj-

ważniejszy dla Polski z wszystkich artykuł brzmiał dosłownie, 

jak następuje: „Jako Jego Carskie Wieliczestwo po te czasy 

swoje zwycięzkie oręża nie tylko w Inflanciech, ale i innych 

miejscach, cokolwiek w posesyach spólnego nieprzyjaciela 

zostawało,  przy  pomocy  Najwyższego  prowadził,  tak  i  na 

potem prowadzić będzie, takim sposobem, że wszystkie te 

fortece, miasta y zamki, które w całém Księstwie Inflantskiém 

i  przynależących  do  niego  ziemiach,  cokolwiek  do  Rzplt. 

Rozdział II.

background image

69

należało i za pomocą Bożą do Jego Carskiego Wieliczestwa 

wziętych  być  może,  że  królewskiemu  Wieliczestwu  i  Naj-

jaśniejszéj  Rzplitéj  bez  nagrody  z  ochotą  odda  i  ustąpi”. 

S z ó s t y m  artykułem zobowięzywał się car dostarczyć na 

czas trwania wojny w charakterze posiłków dla W. Księstwa 

Litewskiego 12000 piechoty sposobem cudzoziemskim ze-

branéj,  mającéj  pozostawać  pod  naczelną  komendą  króla 

polskiego.  Car  miał  płacić  ową  piechotę,  zaopatrzyć  ją  w 

potrzebną  artyleryą  i  amunicyą.  Artykułem  s i ó d m y m  

da-wał car na potrzeby kampanii roku 1705 Rzplitéj do rąk 

Tomasza Działyńskiego wojewody chełmińskiego, 208000 

rubli w charakterze zaliczki. Rzeczpospolita obowięzywała 

się wystawić na tęż kampanią dobrze umundurowanéj pie-

choty  26200  ludzi,  kawaleryi  21800  koni  na  czas  trwania 

wojny.  Car  natomiast  obowięzywał  się  płacić  na  koszta 

utrzymania  tegoż  wojska,  corocznie  w  Maju,  przez  czas 

trwania wojny na ręce Tomasza Dziatyńskiego po 200000 

rubli.  Ó s m y m  wreszcie artykułem przyrzekała Rzplita po 

uwolnieniu swoich ziem od nieprzyjaciela dopomagać carowi 

do zdobyczy na Szwedach…

Otóż to stypulacye ważnego w dziejach swéj epoki trak- 

tatu  Narewskiego,  otwierającego  pod  nazwą  i  firmą  przy- 

mierza carowi wstęp w kraje Rzeczypospolitéj, zwalającego 

na nią ciężar wojny, nie przynoszącego jéj żadnéj ulgi drogą 

przeznaczonych  subsydiów  pieniężnych,  ponieważ  carskie 

ruble,  jak  zobaczymy  późniéj,  tonęły  w  przestwornéj  kie- 

szeni  króla  Augusta,  najczęściéj  na  cele  wcale  n i e   w o -  

j e n n e .  Korzystną niewątpliwie dla Rzplitéj była stypula- 

cya  traktatu,  zaręczająca  jéj  zwrot  zajętych  przez  Paleja 

ukraińskich  zamków  i  Inflant  po  odebraniu  ich  Szwedom. 

Na nieszczęście przecież pozostała ta pierwsza, jak druga 

stypulacya martwą literą. Stan rzeczy na Ukrainie nie zmie- 

nił się wskutek traktatu Narewskiego w niczém; co się zaś 

zrobiło  z  przyrzeczeniem  zwrotu  kraju  nadbałtyckiego  po 

odebraniu go Szwedom, miały dopiero wykazać o wiele póź- 

niejsze wypadki. Jakiekolwiek przecież znaczenie dla Polski 

miał traktat Narewski; jakiekolwiek nakładał Rzeczypospo- 

Traktat Narewski.

background image

70

litéj ciężary; jakiegokolwiek doznawał ocenienia i przyjęcia 

ze  strony  usposobienia  ogólnego  i  dygnitarzy  polskich, 

trudno przecież zaprzeczyć, iżby dla skołatanych interesów 

samegoż króla Augusta nie był miał przedstawiać radosnego 

i korzystnego wypadku.

Nie inaczéj przyjęto wiadomość o zawarciu traktatu Na- 

rewskiego  w  obozie  Augustowym.  Znane  nam  już  stano- 

wiska  armii  Augustowéj  po  wyjściu  z  Warszawy.  Główna 

kwatera króla znajduje się w Pułtusku, wśród częstych prze- 

jazdek między Zakroczymiem a Wyszogrodem; piechota mo- 

skiewska pod dowództwem Patkula obozuje we wsi Wilcz- 

kowéj;  saska  w  pobliskiéj  okolicy.  Od  dnia  18  Września 

bawi August w Wyszogrodzie. Tutaj to schodzą się razem 

dwie  wiadomości,  pierwsza  o  wzięciu  Narwy  i  Iwangrodu 

przez cara, druga o zawarciu traktatu przymierza przez wo- 

jewodę chełmińskiego. Obie wywołują niezmierną radość w 

obozie saskim, obchodzą w nim radosny dzień uroczystém 

Te Deum i licznemi salwami armatniemi. Pod wpływem ich 

daléj nawięzuje August sztuczną siatkę robót politycznych, 

których hasłem i początkiem staje się zwołana przezeń na 

dzień 24 Wrześna do Wyszogrodu rada senatu.

Augusta otoczenie ówczesne składało się głównie z Sasów 

i cudzoziemców. Widzimy około niego w. marszałka Pflugka, 

w.  koniuszego  Recknitza,  pół-kamerdynera,  pół-poufnego 

agenta Spiegla, audytora papiezkiego Vanni i Patkula. Pol- 

skie dygnitarstwo słabo i nielicznie około niego reprezen-

towane. Najwydatniejsze stanowisko w nieobecności w. kan-

clerza koronnego Załuskiego, zajmuje przy osobie królew-

skiéj  Szembek  podkanclerzy  koronny;  daléj  widzimy  przy 

Auguście podskarbiego koronnego Przebendowskiego, Kcze- 

wskiego wojewodę malborgskiego, Żaboklickiego wojewodę 

podolskiego, Jana Jabłonowskiego wojewodę Ruskiego, Sta- 

nisława Denhoffa miecznika koronnego, wojewodę mazowie- 

ckiego, wreszcie biskupa chełmińskiego Teodora Potockie- 

go,  reprezentującego  cały  obóz  Potockich,  starający  się 

chwilowo o względy królewskie, przeszkadzający wszelkiemi 

siłami zgodzie króla z rodziną Lubomirskich, spekulujący na 

Rozdział II.

background image

71

opróżnione po nich dygnitarstwa Rzplitéj. Wśród podobnego 

grona polskich i saskich dygnitarzy, przyszła pod dniem 24 

Września  do  skutku  w  Wyszogrodzie  rada  senatu,  któréj 

głównym  rezultatem  było  zwołanie  pospolitego  ruszenia 

w myśl uchwał konfederacyi sandomierskiéj, wejście w po- 

rozumienie z województwami pruskiemi, nałożenie kontry- 

bucyi na miasto Warszawę, co najważniejsza wreszcie, za- 

wiązanie drogą osobnego poselstwa nibyto z ramienia Rze- 

czypospolitéj nowych dyplomatycznych stosunków z dwo- 

rem berlińskim. Świeżo co dopiero odniesione zwycięztwo 

dyplomatyczne przez zawarcie traktatu przymierza z Carem, 

było jakoby żywą pokusą do podjęcia równoległéj próby na 

ważniejszéj  może,  bo  bliższéj  widowni  berlińskiéj.  Zwy- 

cięztwo warszawskie, powodzenie dyplomatyczne na dworze 

carskim, zdawało się przemawiać za prawdopodobieństwem 

podobnegoż  powodzenia  i  na  berlińskim,  wrażliwym  nie- 

słychanie wobec wszelkiego sukcesu dworze. Sascy dyplo-

maci nie starczyli zaś ani na podobną potrzebę, ani na podo-

bny  zamiar.  Czy  to  Flemming,  czy  to  Bose,  czy  Patkul, 

czy  Moreau  i  Jordan,  czy  to  pilny  i  wytrwale  wśród  tych 

wszystkich  pokaźniejszych  poselstw  na  swém  stanowisku 

berlińskiém wytrzymujący rezydent Wolters, reprezentowali 

tylko  samegoż  króla  Augusta,  nie  reprezentując  Rzeczy- 

pospolitéj.

Tymczasem  zależało  w  interesie  zyskania  pomocy  ga-

binetu  berlińskiego  na  wplątanie  R z e c z y p o s p o l i t é j  

właśnie w podobny z nim stosunek, w jaki się ją już za po-

mocą wojewody chełmińskiego udało wprowadzić z carem. 

Trzeba  więc  było  Augustowi  sięgnąć  w  tym  celu  na  owéj 

radzie i przez ową radę Wyszogrodzką po dygnitarza Rze-

czypospolitéj  działającego  przecież,  co  już  trudniéj  nieco, 

w  myśl  intencyi  i  interesu  króla.  Dawniéj  przemyśliwano 

nad powierzeniem podobnéj missyi Stanisławowi Szczuce, 

pod-kanclerzemu litewskiemu. Obecnie tak on, jak Załuski 

na-leżeli do dygnitarzy, którzy nie przechodząc wyraźnie do 

Szweda, stanęli przecież na obojętnem uboczu i nie cieszyli 

się zaufaniem królewskiém. Minęło więc Szczukę poselstwo 

Usiłowania Augusta około podniesienia swéj sprawy.

background image

72

berlińskie. Natomiast wybrał sobie August na owéj radzie 

Wyszogrodzkiéj  osobistość,  jak  stósowniejszéj  i  lepiéj  od-

powiadającéj podobnemu zadaniu znaleźć było trudno. Był 

nią Jan Przebendowski podskarbi koronny. Nie było zape-

wnie, powtarzamy, dygnitarza Rzeczypospolitéj, któryby się 

był lepiéj do tego rodzaju roli nadawał. Nawrócony na ka-

tolika kalwin, szwagier Flemminga, raczéj Niemiec niż Po-

lak, podpisujący się w swych korespondencyach z niemiecka 

„ J .   G .   v o n   P r e b e n d a u ” ,  równie podejrzany naro-

dowi i niepopularny pośród niego, ile wierny i oddany spra-

wie  królewskiéj,  czynny,  energiczny,  przebiegły  i  bystry 

mimo zbliżającéj się siedemdziesiątki życia, obok tego wszy-

stkiego  dygnitarz  wysokie  w  Rzeczypospolitéj  zajmujący 

stanowisko,  łączył  w  sobie  wszelkie  warunki  i  przymioty 

potrzebne do spełnienia powierzonego sobie zadania. Bez 

wystawienia się na niebezpieczeństwo wobec niechęci i po-

dejrzliwości  polskiéj,  można  mu  było  podszepnąć  do  dys-

kretnego  użytku  choćby  nawet  propozycyą  terytorialnego 

wynagrodzenia Brandenburgii za pomoc daną królowi Au-

gustowi; można mu było daléj pozostawić z ufnością zadanie 

czuwania nad krętemi i zmieniającemi się co chwila drogami 

polityki  brandenburgskiéj.  Szlachta,  jak  podejrzliwa  i  nie-

chętna  traktatowi  z  carem,  była  równie  podejrzliwą  i  nie-

chętną  wobec  misyi  podskarbiego  koronnego  do  Berlina. 

Zgromadzony  późniéj  nieco  z  ramienia  Stanisławowego 

„extraordynaryjny”  sejmik  województwa  kaliskiego  i  po-

znańskiego  pod  laską  Franciszka  Radzewskiego  starosty 

wschowskiego w Środzie, zakłada na dniu 2 Grudnia głośny 

protest przeciw „legacyi Przebendowskiego od króla Augu-

sta do Berlina, ponieważ nie wiadomo, co pod tém haeret”. 

Podejrzliwość owa szlachecka nie była całkiem bez podstawy 

a frymark rozpoczęty w Czerwcu 1704 na dworze berlińskim 

za  pośrednictwem  Flemminga,  Patkula  i  Bosego  miał  się 

przez Przebendowskiego ciągnąć daléj. W ciągu późniejsze- 

go opowiadania będziemy mieli jeszcze nie raz sposobność 

przypatrzenia się oscylacyom i ewolucyom polityki gabinetu 

berlińskiego, równie pożądliwéj w apetytach i niewyczerpal- 

Rozdział II.

background image

73

néj w pomysłach, jak niezdecydowanéj w akcyi. Wobec fak- 

tów  missyi  Przebendowskiego,  wystarcza  nam  scharakte-

ryzować obustronną sytuacyą, jak się przedstawia w jesien- 

nych miesiącach roku 1704. Augustowi chodzi o powstrzy- 

manie Brandenburgii od przymierza szwedzkiego, od wspie- 

rania  zaprzyjaźnionego  z  nią  Leszczyńskiego,  od  dawania 

poręki  kretowéj  robocie  prymasa.  Wszystko  to  uważa  za 

p i e r w s z e  zadanie chwili i misyi podskarbiego koronnego. 

W   d r u g i m  dopiero rzędzie staje usiłowanie około zyska- 

nia czynnéj pomocy brandenburgskiéj i zabezpieczenia elek- 

torstwa  saskiego  od  inwazyi  szwedzkiéj.  W  nagrodę  tych 

korzyści ze strony brandenburgskiéj zawozi Przebendowski 

do Berlina ofiarę uznania królewskości pruskiéj, ustąpienia 

Elbląga, wreszcie nieokreślonych terytoryalnych koncessyi, 

w kwestyi, których miał dopiero wysłuchać propozycyi bran-

denburgskich. W lecie r. 1704, kiedy sprawa Augusta stała 

rozpaczliwie, występowali ministrowie pruscy Wartenberg, 

Ilgen, Wartensleben, Schlippenbach z bardzo wygórowane- 

mi  pretensyami.  W  razie  zabezpieczającéj  kraje  branden-

burgskie  od  inwasyi  szwedzkiéj  koncentracyi  sił  saskich  i 

carskich nad dolną Wisłą i Notecią obiecywali akcess Prus 

do  koalicyi  przeciw  Szwedowi,  żądając  wszakże  w  zamian 

Gdańska,  Warmii,  Kurlandyi,  wreszcie  Żmudzi  łączącéj 

Prusy  książęce  z  Kurlandyą.  Wobec  Wrześniowych  powo-

dzeń Augusta zeskromniały owe pretensye i ograniczały się 

w samejże chwili wyjazdu podskarbiego koronnego do Ber-

lina na żądanie skrawka kraju nad Dolną Wisłą a przynaj- 

mniéj  strategicznych  punktów  przeprawy  przez  Wisłę,  jak 

Gniewu  i  Nowego,  następnie  Warmii  i  Elbląga,  pomijając 

naturalnie  jako  rzecz  rozumiejącą  się  samo  przez  się,  uz-

nania  królewskości  pruskiéj  ze  strony  Rzeczypospolitéj. 

Otóż czego w jesieni r. 1704 chciał August, otóż czego do-

magała się Brandenburgia. Wobec niemocy Augusta z jed-

néj, wobec ciągłego wahania się z drugiéj strony, kończyło 

się przecież na długoletnich szeptach niedoprowadzających 

do żadnego stanowczego i wyraźnego rezultatu. Karól XII 

oświadczył nie ustępować choćby piędzi ziemi z krajów Rze-

Usiłowania Augusta około podniesienia swéj sprawy.

background image

74

czypospolitej; przymierze z nim więc nie przedstawiało ża- 

dnych korzyści, tém mniéj, że po za słabemi plecami Au-

gusta stoi car z groźbą „wyprawienia maskarady w Księstwie 

pruskiém”, gdyby się gabinet berliński z królem szwedzkim 

miał połączyć. Łączyć się przeciwnie z carem i Augustem 

przeciw  Karolowi  XII  grozi  perspektywą  najazdu  szaleńca 

szwedzkiego  w  kraje  brandenburgskie,  najazdu  tem  nie-

bezpieczniejszego  wobec  bezbronności  spowodowanéj  za-

trudnieniem całéj armii prawie prusko-brandenburgskiéj na 

teatrze współczesnéj wojny z Francją. Strach z jednéj strony 

cara, z drugiéj Karola staje tedy na kilka lat, podczas całéj 

misyi podskarbiego koronnego, regulatorem polityki bran-

denburgskiéj i sprowadza ów stan ustawicznéj oscylacyi, nie 

dopuszczającéj żadnéj stanowczéj decyzyi. Nie przeszkadza 

to przecież ustawicznym szeptom i intrygom polityki bran-

denburgskiéj na dwie strony, nie przeszkadza jéj podstępnéj 

grze w sprawach polskich, jak zarazem daje, co będzie rze-

czą późniejszego opowiadania, Przebendowskiemu sposob-

ność rozwinięcia prawdziwéj zdolności i sztuki dyplomaty-

cznéj na powierzonem sobie stanowisku. Dodajmy jeszcze, 

że  w  charakterze  pomocnika  czy  pierwszego  sekretarza 

poselstwa był mu dodany Ossoliński starosta chmielnicki, 

chorąży  ziemi  Drohickiéj.  Tyle  o  misyi  podskarbiego  do 

Berlina,  jako  o  jednym  z  najważniejszych  rezultatów  wy-

szogrodzkiéj rady i akcyi dyplomatycznéj Augusta.

Prócz cara i Brandenburgii, zwraca się jeszcze uwaga jego 

z  owego  nadwiślanego  zakątka  na  dwie  dziedziny  polityki 

zagranicznéj,  na  Danią  i  Rzym.  Zaczynając  od  pierwszéj, 

dowodzi ówczesna korespondencya między dworem kopen- 

hagskim a drezdeńskim, dowodzą mianowicie poufne sto- 

sunki pomiędzy królem Augustem a posłem duńskim Jes- 

senem, bawiącym ówczas ciągle w Polsce lub w miejscach 

blizkich Polsce, szczególnie serdecznego udziału, jaki  D a -  

n i a  a lepiéj powiedziawszy król Fryderyk IV w losach króla 

Augusta  bierze.  Król  August  miałby  ochotę  skusić  Danią 

do zerwania traktatu Trawendalskiego, do oświadczenia się 

przeciw Szwecyi, do wystąpienia zbrojnego, a co najmniéj 

Rozdział II.

background image

75

do dania jakiejkolwiek ubezpieczającéj rękojmi przeciw mo- 

żliwemu najazdowi elektorstwa saskiego przez Karola XII. 

Dwór kopenhagski miałby tego niezgorszą ochotę, ale czyni 

akcess  do  koalicyi  zależnym  od  postawy  Brandenburgii. 

Powstrzymując się w ten sposób od akcyi na widowni wojny, 

nie ustaje przecież Dania ani na chwilę w robocie skrytéj, 

niedostrzegalnéj a przecież ważnéj na rzecz Augusta. Herby 

poselstwa duńskiego błyszczą przez jesienne miesiące roku 

1704  w  Krakowie  jako  niewątpliwe  godło  pracującego  dla 

Augusta i sprzyjającego mu mocarstwa. Baron Jessen utrzy- 

muje  przy  boku  Augusta  nieodstępnego  odeń  sekretarza, 

koresponduje  z  samymże  królem,  marszałkiem  Pflugkiem 

i Patkulem: zaopatruje go skutecznemi radami, działa za- 

biegle  w  jego  interesie,  pracując  nad  zjednaniem  mu  po- 

gniewanych dygnitarzy Rzeczypospolitéj. Poufny kuryer jego, 

Polak, Antoni Zdanowski, snuje się ciągle wskroś codzien- 

nych niebezpieczeństw między obozem Augustowym a zmie- 

niającemi  się  miejscami  pobytu  barona  Jessena.  Słowem 

jest  allians  duński  jedynie  bezinteresowny  a  pewny,  jakim 

się August poszczycić może, a mimo pozornéj swój niemocy, 

jak zobaczymy niżéj, dla interesów wewnętrznych polskich 

Augusta wcale nie bezskuteczny.

F r a n c y a   pogrążona  chwilowo  w  wojnę  coraz  mniéj 

dla  niéj  korzystny  biorącą  obrót,  nie  wchodzi  chwilowo  w 

rachubę, staje po stronie Karola i stronników jedynie tylko 

by przedłużyć stan wojny w Polsce, by zatrudnieniem Au- 

gusta tutaj, powstrzymać go od udziału na widowni wojny 

nadreńskiéj  i  flandryjskiéj,  liczebnie  znaczenia  i  wartości 

dla Augusta i Polski saméj jest natomiast w latach 1704 i 

1705 postawa tak zwanych mocarstw morskich w kolejach 

i  przebiegu  wojny  północnéj,  H o l a n d y i   i   A n g l i i .  

August miał reprezentantami w Londynie Kirchnera, w Ha- 

dze Gersdorffa, a interes jego schodził się tutaj przypadko- 

wo wiernie z interesem Rzeczypospolitéj. Mimo wszelkiego 

machiawelizmu  i  mimo  wszelkiéj  obojętności  dla  dobra  i 

sławy Polski, nie był przecież August skłonnym poświęcać 

apetytom brandenburgskim Gdańska a nawet zezwalać na 

Usiłowania Augusta około podniesienia swéj sprawy.

background image

76

jego okupacyą przez Brandenburczyków. Nie innym natu- 

ralnie pod tym względem był interes samejże Polski. Otóż, 

tak August, jak Polska znajdowali czy to wobec pożądliwości 

brandenburgskich,  czy  szwedzkich  na  Gdańsk  i  miasta 

pruskie, w imię swobody handlu bałtyckiego gotowych za- 

wsze i skutecznych sprzymierzeńców w Anglikach i Holen- 

drach.  Gersdorff  pisze  w  tej  sprawie,  późniéj  nieco,  pod 

dniem  16  maja  1705  z  Hagi:  „Panowie  Stany  Generalne 

uważają  za  rzecz  dobru  publicznemu  najodpowiedniejszą, 

sprawy  polskie,  mianowicie  Gdańska,  Elbląga,  Torunia  i 

Malborga,  doprowadzić  znów  do  dawniejszego  stanu  i  w 

tym celu wejść w porozumienie z J. K. Mością Pruską”. Nie 

inaczéj odzywał się na dworze berlińskim poseł angielski lord 

Rabby, nie inaczéj za bytnością swoją tamże Marlborough.

Nie  ostatnią  wreszcie  rolę  w  owych  miesiącach  jesieni 

roku 1704 odgrywa dla interesu i w zabiegach dyplomaty-

cznych króla Augusta  R z y m ,  reprezentowany przy Rze-

czypospolitéj przez nuncyusza Spadę, przez audytora jego 

Vanni.  W  téj  mianowicie  chwili  stawała  się  jego  pomoc, 

choć moralnéj tylko doniosłości ważną, interwencya nieuni-

knioną. Pominąwszy stwierdzony tylu przykładami z dawniej-

szych dziejów Polski, mianowicie z epoki Jana III fakt wpły- 

wu papiezkiego na politykę polską wogóle, za pomocą pod- 

ległych sobie biskupów i duchowieństwa, odgrywających tyle 

przeważną rolę w składzie politycznego organizmu Rzeczy- 

pospolitéj, — przedstawiała właśnie chwila obecna jakoby 

osobną i specyalną konieczność wejścia w porozumienie z 

Rzymem.  Konfederacya  warszawska  orzekła  bezkrólewie, 

ogłosiła  Leszczyńskiego  królem,  prymas  zajął  wobec  tych 

wypadków postawę nasamprzód stanowczo wrogą, następ- 

nie zagadkową względem Augusta. Prymas, choćby nawet 

ten prymas był i nazywał się Radziejowskim, reprezentował 

przecież ze stanowiska publicznego prawa polskiego i po- 

czucia  narodowego  piastuna  i  dzierżyciela  prawowitości. 

Akt detronizacyi przezeń wyrzeczony, akt koronacyi nowego 

króla  przezeń  spełniony  miał  swą  rzeczywistą  i  dotykalną 

w  oczach  i  wyobrażeniu  narodu  doniosłość.  Powstrzymać 

Rozdział II.

background image

77

prymasa  w  jego  działalności  przeciw  sobie,  nie  dopuścić 

mu uczestniczyć w akcie elekcyjnym Leszczyńskiego, prze- 

szkodzić mu we włożeniu korony na jego głowę, znaczyło 

dla  Augusta  pozostawić  fakt  własnéj  detronizacyi  jedno- 

stronnym, nic nie znaczącym wybrykiem Karola XII, elekcyą i 

królewskość Leszczyńskiego wypadkiem pozbawionym san- 

kcyi prawnéj, pozostawiającym rzeczy w stanie niepewności 

i  zawieszenia.  Napomknęliśmy  już  wyżéj,  będziemy  mieli 

sposobność jeszcze niżéj opowiedzieć, jak dalece August w 

téj części swéj działalności umiał się posłużyć wszechwład- 

nym na prymasa wpływem wojewodziny łęczyckiéj Towiań- 

skiéj,  jak  dalece  i  o  ile  ten  wpływ  zdołał  być  skutecznym. 

Podobny sprzymierzeniec nie wyłączał przecież potrzeby i 

konieczności posłużenia się innym, skuteczniejszym jeszcze 

co  R z y m ,  jako  n a c z e l n a   k o ś c i e l n a   w ł a d z a  pry- 

masa,  przedstawił  się  Augustowi  najważniejszym  czynni- 

kiem w spełnieniu tego czysto  p o l i t y c z n e g o  zadania. 

Naturalnie że w podobnéj akcyi ze strony Rzymu nie mogły się 

prędzéj czy późniéj nie zatrzeć granice między kompetencyą 

kościelną Rzymu a jego polityczną w sprawach polskich am- 

bicyą i uzurpacyą. Najlepszy tego przykład na swéj osobie 

przedstawiał pod tym względem biskup poznański Święci- 

cki, odstawiony za czyn  p o l i t y c z n é j  wyłącznie natury 

przeciw  Augustowi,  wbrew  przedstawieniom  w.  kanclerza 

koronnego Załuskiego, z wyraźnem przyzwoleniem nuncyu- 

sza  Spady  i  jego  audytora  Vanniego,  pod  ścisłą  klauzurą 

do Budyszyna w Saxonii. Nie miało zbywać późniéj na bre- 

wiach  i  exkomunikach  Klemensa  XI,  stwierdzających  tęż 

samą  prawdę.  Aby  zyskać  w  Rzymie  sprzymierzeńca,  aby 

go w charakterze sprzymierzeńca utrzymać dla siebie, aby 

mieć zeń gotowe na każde zawołanie i na każdą potrzebę 

narzędzie paraliżowania wszelkiéj akcyi prymasa i biskupów 

polskich na rzecz Leszczyńskiego, postanowił August w tym- 

że samym czasie, w tejże saméj jesieni roku 1604 wyprawić 

w  osobnéj  nadzwyczajnéj  misy  i  do  papieża  Klemensa  XI, 

przebiegłego, wyłamanego we wszelkich dyplomatycznych 

sztukach Piemontczyka, hrabiego Lagnasco. Lagnasco umiał 

Car, Dania, Brandeburgia, papież.

background image

78

się pośród ziomków znaleźć na powierzoném sobie stanowisku 

oddał królowi Augustowi na niem, jak zobaczymy niżéj, nie-

słychanéj wagi usługi, a złożył, nawiasowo powiedziawszy, 

przekonywające dowody swéj zręczności i zabiegłości w ob-

szernéj korespondencyi z Rzymu, zalegającéj do dziś dnia 

archiwum drezdeńskie.

Otóż jesienna akcya króla Augusta w dziedzinie  p o l i -  

t y k i   z a g r a n i c z n é j .

Zwróćmy się teraz do  w e w n ę t r z n é j .

Zależało wśród obecnych okoliczności, po przepłoszeniu 

Stanisława z Warszawy, po odniesieniu choć nie stanowczego 

jeszcze,  to  ważnego  zwycięstwa  na  odbudowaniu  własnéj 

zachwianéj władzy, na zapobieżeniu, by taktyczna królew- 

skość Leszczyńskiego nie zyskała w obliczu narodu sankcyi 

prawa. W tym kierunku wyszły uchwały rady wyszogrodzkiéj 

postanawiające pospolite ruszenie w myśl konfederacyi san- 

domierskiéj, nakładające podatek na województwa pruskie 

i  miasto  Warszawę.  W  Wielkopolsce  uprzedziły  je  już  po- 

niekąd na rzecz Augusta lauda zjazdów Kościańskich i Bu- 

szewskich a Maciéj Radomicki i Adam Śmigielski stali na 

czele kilkunastu chorągwi pospolitego ruszenia szlacheckie- 

go, niepokojących przez miesiące Sierpień i Wrzesień szwe- 

dzką załogę miasta Poznania, wspierających działania gene- 

rała  Schulenburga.  Głównie  przecież  streszczała  się  we- 

wnętrzna  akcya  króla  Augusta  około  pozyskania  d w ó c h  

naczelnych  w  Rzeczypospolitéj  o s o b i s t o ś c i ,   prymasa 

Michała  Radziejowskiego  i  w.  hetmana  koronnego  Hiero- 

nima Lubomirskiego. Oba te filary Rzeczypospolitéj i prawo- 

witości  polskiéj  znamy  już  z  poprzedniego  opowiadania. 

Tak prymas, jak hetman przeszli wprawdzie do obozu prze- 

ciwnego,  ale  postawa  ich  obecna  nie  pozbawiała  nadziei, 

że się nawrócą, że prymas nie włoży korony na głowę Le- 

szczyńskiego, że hetman powróci wraz z wojskiem koron- 

ném  pod  Augustowe  znaki.  Na  symptomach,  że  podobna 

nadzieja się ziści, niezbywało. Prymas zwolennik kandyda- 

tury księcia Conti, późniéj może w. hetmana, stanął na zi- 

mném uboczu podczas elekcyi Leszczyńskiego, dzięki wpły- 

Rozdział II.

background image

79

wowi wojewodziny Towiańskiéj. Odtąd staje się mimo wszel- 

kich gróźb i nagabywań szwedzkich raczéj obojętnym spe- 

ktatorem, aniżeli aktorem wypadków. Opuściwszy Warszawę 

w przededniu Augustowego szturmu wraz z nieodłączną od 

swéj  osoby  rodziny  Towiańskich,  wyjechał  na  krótki  czas 

tylko do Łowicza. Tu ztąd wyruszył pod eskortą jazdy szwe- 

dzkiéj geuerała Meyerfelda do Torunia, następnie do bez- 

piecznego,  po  za  sferą  wojennéj  grozy  leżącego  Gdańska. 

Rodzinę Towiańskich pomieścił w pobliskiéj, oddzierżawio- 

néj sobie przez Jakóba Sobieskiego ekonomii Tygenhoffskiéj, 

sam osiadł w mieście, gromadząc około siebie rodzaj dworu, 

ściągając liczne odwiedziny najrozmaitszych dyplomatów za- 

granicznych dworów, panów i dygnitarzy polskich, agentów 

wszystkich interesów i wszystkich stronnictw polskich. Prze- 

bywają naówczas w Gdańsku poseł francuski Bonac, repre- 

zentant  dworu  berlińskiego  radzca  Werner,  agent  Augu- 

stowy  Stenzel,  marszałek  konfederacyi  warszawskiéj  Bro- 

nisz; rodzina Stanisława, podskarbi litewski Benedykt Sa- 

pieha bawią w Elblągu lub Frauenburgu, komunikując się 

często  z  Gdańskiem.  Prymas  przejeżdża  się  pod  opieką 

władz miejskich między Gdańskiem a Tygenhoffem; co chwi- 

la,  jak  zobaczemy  późniéj  jeszcze,  przybywają  doń  z  naj- 

rozmaitszemi propozycyami reprezentanci na przemian Au- 

gustowego  lub  Stanisławowego  interesu.  Wspomnieliśmy 

już,  że  jedném  z  najważniejszych  zadań  i  starań  polityki 

Augustowéj  w  obecnéj  chwili  było  przeciągnąć  stanowczo 

prymasa  na  swą  stronę,  zapobiedz,  by  się  nie  dał  użyć 

Szwedom za narzędzie uprawnienia królewskości Leszczyń- 

skiego. Miał August w tém staraniu swojém skuteczną za- 

wsze  pośredniczkę  w  osobie  wszechwładnéj  u  prymasa 

wojewodziny łęczyckiéj, posługiwał się daléj pomocą woje- 

wody malborgskiego Kczewskiego i nuncyusza Spady. Wia- 

domo nam nadto z powyższego opowiadania, że zadaniem 

wysłanego do Rzymu hrabiego Lagnasco było postarać się 

u kuryi rzymskiéj o utrzymanie prymasa w karbach choćby 

pewnéj nieszkodliwości tylko dla sprawy augustowéj. Ukła- 

dy owe z prymasem znajdowały się w końcu miesiąca Wrze- 

Prymas, Lubomirscy.

background image

80

śnia, w początku miesiąca Października na najlepszéj drodze 

i  zapowiadały  pożądany  dla  Augusta  rezultat.  Jakim  spo- 

sobem je popsuł i jak korzystny ich obrót sam sparaliżował, 

zobaczmy niżéj.

Drugim  przedmiotem  ówczesnych  zabiegów  augusto- 

wych z niezawodnemi widokami dobrego skutku, była oso- 

ba w. hetmana koronnego Hieronima Lubomirskiego. Het- 

man,  osobistość  chwiejna,  niepewna  swych  dróg  i  celów, 

dotknięty w swéj ambicyi wyniesieniem Leszczyńskiego, co- 

raz mniéj wierzący w ostateczne zwycięztwo Szwedów, przed- 

stawiał już choćby ze wskazanych co dopiero tylko powodów, 

wdzięczny i pożądany grunt pokusy. Prócz tego, nie zbywało 

Augustowi  na  bardzo  skutecznych  i  zręcznych  agentach 

około jego osoby. W pierwszym ich rzędzie widzimy prze- 

bywającą stale w Krakowie ciotkę hetmańską, owdowiałą wo- 

jewodzinę Annę Małachowską z domu Lubomirską, po pier- 

wszym  mężu  Wielopolską.  Z  nią  wchodzi  w  stosunki  ba- 

wiący  również  w  Krakowie  poseł  Duński  baron  Jessen,  w 

dodatku książę Kurlandski Ferdynand Kettler a wszyscy trzéj 

pracują zabiegle nad sprowadzeniem hetmana do Krakowa, 

nad pozyskaniem go dla sprawy króla Augusta.

Otóż to, raz jeszcze, polityczne położenie rzeczy w po-

czątku  jesieni  roku  1704,  rezultaty  rady  Wyszogrodzkiéj, 

pobytu w Pułtusku, przeciągającego się prawie do połowy 

miesiąca  Października.  Zobaczmy  teraz,  jak  nieoględnie, 

nieopatrznie, ale i niepotrzebnie zarazem, porywczość króla 

Augusta zepsuła sobie w stanowczéj chwili z takim trudem, 

ale  i  z  tak  szczęśliwym  zarazem  skutkiem  dotąd  podjęte 

zadanie. Mniejsza już naturalnie, że chcąc pozyskać sobie 

prymasa, August pracował przez Lagnaskę w Rzymie prze- 

ciw prymasowi, że wywołał ztamtąd, ze strony papieża Kle- 

mensa XI brewia pod dniem 3 Sierpnia, pod dniem 10 Li- 

stopada, powołujące prymasa w trzechmiesięcznym termi- 

nie do Rzymu, pociągające go do odpowiedzialności za jego 

przeciwne interesowi króla Augusta roboty. Akcya tego ro- 

dzaju,  jakkolwiek  nieprzyjazna  prymasowi,  była  wynikiem 

sytuacyi,  środkiem  obliczonym  może  nie  bez  widoków  na 

Rozdział II.

background image

81

skuteczność powstrzymania chwiejnego prymasa od zbytnie- 

go zagłębiania się w stosunki ze Szwedami. Wśród jednakże 

właśnie rozpoczętych z prymasem za pośrednictwem nun- 

cyusza, wojewody malborgskiego i wojewodziny Towiańskiéj 

negocyacyi, w saméj właśnie chwili uznania jego ważności 

dla  sprawy  królewskiéj,  następuje  ze  strony  Augusta  naj- 

niepolityczniéj szereg czynów, mogących wywołać tylko re- 

zultat  wręcz  przeciwny.  Wspomnieliśmy  już  o  zniszczeniu 

pałacu prymasowskiego, o zrabowaniu mienia prymasowego 

po szturmie Warszawy. Nie poprzestając na tém, niszcząc 

dobra Stanisława w Wielkopolsce niszcząc i równając z zie- 

mią położoną tamże posiadłość Racotską marszałka konfe- 

deracyi Bronisza, przebywającego ani zaszczytnie, ani po- 

trzebnie w Gdańsku, — rzucili się Sasi czy ich stronnicy z 

istną namiętnością niszczenia na prymasowe włości. Łowicz, 

Nieborów,  Skierniewice  uległy  zniszczeniu;  pozabierano 

wspaniałe cugi prymasowe, wyprzątniono kosztowności, po- 

niszczono  budynki,  naśladowano  wiernie  przykład  Karola 

XII  względem  przeciwników  Stanisławowéj  i  szwedzkiéj 

sprawy.  Nie  zaszczytnéj  pracy  niszczenia  i  rabunku  dóbr 

prymasowych,  podjął  się  „ze  swymi  łotrami”,  jak  ich  sam 

Radziejowski  w  liście  z  Gdańska  dnia  22  Listopada  1704 

nazywa, — partyzant Augustowy Felicyan Czermiński kasz- 

telan połaniecki. Łatwo pojąć wrażenie podobnych wiado- 

mości na umysł i usposobienie prymasa.

Jedną z najczulszych strun jego moralnéj istoty była — 

chciwość. Z pośród wszystkich jego czynów i aktów polity- 

cznego  znaczenia,  z  wszystkich  jego  prywatnych  kores- 

pondencyi, a są one bardzo rozległych rozmiarów, przemówi 

ostatecznie w równie charakterystyczny, jak decydujący spo- 

sób  —  wzgląd  materyalnego  interesu.  Wśród  skarg  na 

krzywdy Rzeczypospolitéj, wśród biadań na ucisk Kościoła 

wyjdzie regularnie, prędzéj czy późniéj szczegół dowodzący, 

jak  dalece  przyczyną  niezadowolenia  i  żalów,  jak  dalece 

swém hinc lacrymae, — jest interes osobisty materyalnego 

znaczenia. Wobec podobnego usposobienia prymasa, łatwo 

pojąć, jakie wrażenia sprawić mogły w Gdańsku wiadomości 

Prymas, Lubomirscy.

background image

82

o ruinie pałaców prymasowych w Warszawie i Łowiczu, o 

dokazywaniach „połanieckiego łotra” w prymasowych dob- 

rach, jak podziałały na podjętą przez nuncyusza, wojewodę 

malborskiego,  wojewodzinę  łęczycką  sprawę  zgody  króla 

z prymasem. Nie dość jednakże i na tém jeszcze, nastąpił 

ze strony króla Augusta w pierwszych dniach miesiąca Pa- 

ździernika czyn najwyższéj politycznéj nierozwagi, psujący 

do reszty dzieło podjętéj z prymasem zgody. Znany nam z 

dotychczasowego opowiadania aż nazbyt dobrze stosunek 

prymasa z rodziną Towiańskich. Wojewodzina łęczycka Kon- 

stancya z Niszczyckich Towiańska jest osobistością wszech- 

władnego  na  prymasa  wpływu,  nosi  w  ustach  ówczesnéj 

publiczności ironiczną nazwę „kardynałowéj”, kieruje jego 

krokami politycznemi. Syn jéj Krzysztof, podczaszy koron- 

ny, zięć w. hetmana koronnego, stanowiący przez ten sto- 

sunek  pokrewieństwa  węzeł  jak  zobaczymy  niżéj,  mającéj 

swe polityczne znaczenie komunikacyi między rodziną Lu- 

bomirskich a prymasem, jest młodym człowiekiem nie bez 

zdolności i obracającéj się zawsze na własną korzyść zręcz- 

ności wychowania francuzkiego. Najniewinniejszą i najmniéj 

godną uwagi w tem codzienném gronie postacią jest sam 

wojewoda-małżonek,  noszący  urzędowe  miano  marszałka 

prymasowego  dworu,  człowiek  przeszło  siedmdziesięcio- 

letni,  bez  żadnego  znaczenia  i  bez  żadnéj  samodzielności 

politycznej; lekceważony przez prymasa, nazywany przezeń 

„homo magis ruralis, quam curialis”. Byłoby miało sens ze 

strony Augustowéj urządzić zamach na osobę prymasa, jak 

go wykonał poprzednio na Sobieskich. Prymas pod klauzurą 

królewską na Königsteinie był niewątpliwie pożądanym na- 

bytkiem. Dostać pod podobnąż klauzurę w charakterze za- 

kładników bądź to samąż wojewodzinę łęczycką, bądź wre- 

szcie jéj syna, mogło także mieć pewne znaczenie dla sprawy 

królewskiéj. Czepiać się przecież z pośród całego tego grona 

niewinnego  figuranta,  jakim  był  stary  wojewoda  łęczycki, 

było wybrykiem równie bez wartości i korzyści politycznéj, 

jak obliczonym nieledwie naumyślnie na rozdrażnienie pry- 

masa i jego otoczenia, na popsucie podjętych z nim ukła- 

Rozdział II.

background image

83

dów  pokojowych.  A  przecież  wybrał  sobie  August  właśnie 

tę  niewinną  figurę  na  nowy  przedmiot  swéj  w  tak  liczne 

przykłady obfitującéj „zamachowéj polityki”. W pierwszych 

dniach  miesiąca  Października  z  pewnéj  soboty  na  pewną 

niedzielę pojawił się w nocy w zamieszkałym przez Towiań- 

skich Tygenhoffie oddział jazdy saskiéj, splądrował przede- 

wszystkiem  stajnie,  obory  i  stodoły,  pozabierał  wszystkie 

cugi i powozy prymasowe. Następnie wpadli Sasi do same- 

goż dworu, porwali starego wojewodę łęczyckiego z łóżka, 

oświadczając mu, iż z rozkazu królewskiego jest ich więź- 

niem. Zabrawszy daléj w dodatku wszystkie kufry, pienią- 

dze, wszelkie kosztowności, nie pozwolili nawet korzystać 

starcowi  z  kolasy;  wsadzili  go  na  konia  i  uprowadzili  w 

szybkim pochodzie wskroś posuwających się właśnie z War- 

szawy ku Poznaniowi oddziałów armii szwedzkiéj na Stry- 

ków, daléj na Szlązk i Wrocław do Saxonii, gdzie go wraz 

z  biskupem  poznańskim  Święcickim  osadzono  w  mieście 

Budyszynie. Późniéj przeniesiono go razem z innymi więź- 

niami, jako to starostą Grabowieckim i sekretarzem Sapie- 

żyńskim, Francuzem Limontem, na zamek Stolpen. „Król 

Imć szwedzki”, pisze prymas, „dnia 2 Novembris przejeż- 

dżał Dmoszyn X. X. Misyonarzy łowickich fundacyi moiey; 

W. K. Mość  (Leszczyński)  nazajutrz  z  królewiczem  JMcią 

(Alexandrem  Sobieskim),  a  P.  Wojewodę  łęczyckiego  na 

Stryków  o  dwie  mile  ztamtąd  wieziono.  Był  czas  uwolnić 

go jeszcze z Wrocławia”. Wypadek ten rozdrażnił prymasa, 

rozdrażnił nie mniéj wojewodzinę łęczycką, stał się hasłem 

zerwania negocyacyi pokojowych między Augustem a pry- 

masem, przeszkodą do ich ponownego zawiązania. Niepo- 

jętym mianowicie pozostaje upór, z jakim August trzyma się 

biednéj osoby starego Towiańskiego. Napróżno tłomaczy mu 

Przebendowski ze swego stanowiska berlińskiego koniecz- 

ność  uwolnienia  wojewody  łęczyckiego;  napróżno  późniéj 

Szwedzi sami proponują wymianę wojewody kaliskiego Zyg- 

munta  Gałeckiego,  wziętego  w  szturmie  Lwowa  za  woje- 

wodę łęczyckiego, pokutującego na zamku Stolpen. August 

odmawia. Co zaś najważniejsze w przedmiocie mogących i 

Prymas, Lubomirscy.

background image

84

mających się odnowić z prymasem traktatów, naraził sobie 

August śmiertelnie wojewodzinę Towiańską. Najwymowniej- 

szym jéj usposobienia pomnikiem pozostanie list datowany 

z  Gdańska  13  Października  170-1,  wyprawiony  do  króla 

Augusta. Wspomniawszy o usiłowaniach nuncyusza, pod- 

skarbiego koronnego i własnych około pozyskania prymasa 

dla sprawy królewskiéj, pisze wojewodzina do króla Augusta: 

„Ten  sam  los,  który  dzisiaj  łączy  województwa  Małéj  Pol- 

ski, łączy i nas z królem szwedzkim, a W. K. Mość nie znaj- 

dzie  ani  jednéj  duszy  w  Polsce  z  wyjątkiem  żebraków  i 

nędzników, nie omieszkujących dworować W. K. Mości, któ- 

raby  chciała  tracić  majątek  i  przychodzić  do  nędzy  przez 

chęć przypodobania się bądź to W. K. Mości, bądź królowi 

szwedzkiemu,  bądź  neo-elektowi”.  Ton  tego  listu  niechaj 

będzie miarą rozdrażnienia panującego na gdańskim dwo- 

rze  prymasa  przeciw  królowi  Augustowi,  co  przecież,  jak 

zobaczymy  niżéj,  nie  przeszkadza  tak  jemu,  jak  królowi 

szwedzkiemu współubiegać się tysiącznemi kanałami około 

pozyskania prymasa dla swéj sprawy.

Drugą osobistością, do któréj August z pobytu Wyszo- 

grodzko-Pułtawskiego  zwraca  z  lepszym  i  szczęśliwszym 

skutkiem  swe  starania,  jest  w.  hetman  koronny  Hieronim 

Lubomirski. Rodzina Lubomirskich znajduje się naówczas 

licznie reprezentowaną w dygnitarstwach Rzeczypospolitéj. 

Obok hetmana widzimy brata jego Jerzego podkomorzego 

koronnego,  szczęśliwego  małżonka  kochanki  królewskiéj 

Ur-szuli z Bokumów, daléj synowca hetmańskiego paliwodę 

i awanturnika Teodora Lubomirskiego starostę Spiskiego, 

syna w. marszałka koronnego Stanisława, wreszcie drugie- 

go synowca Jerzego oboźnego koronnego, syna brata het- 

mańskiego  Alexandra.  Przeciwnym  mocno  w  owéj  chwili 

domowi Lubomirskich był dom Potockich, reprezentowany 

głównie  przez  Teodora  biskupa  chełmińskiego  i  Stefana 

strażnika  koronnego.  Potoccy  spekulując  u  króla  Augusta 

na osierocone po Lubomirskich stanowiska, byli najzabie- 

glejszymi przeciwnikami zgody ich z królem, a baron Jes- 

sen,  główny  zgody  téj  autor,  skarży  się  ciągle  w  swéj  ko- 

Rozdział II.

background image

85

respondencyi  na  przeszkadzającą  rękę  Potockich.  Mimo 

podobnéj przeszkody leżała przecież owa zgoda w naturze 

rzeczy i w charakterze interesowanych osób. Nie zapomi- 

najmy, że chorobą owéj smutnéj epoki są prywata i chwiej- 

ność. Jak pisze poseł duński, tylokrotnie wspominany przez 

nas  baron  Jessen,  w  swéj  korespondencyi,  poczynił  Karol 

XII hetmanowi i całéj rodzinie Lubomirskich świetne przy- 

rzeczenia, których dotrzymać nie mógł, czy nie chciał. Nad- 

to  nie  mylimy  się  pono,  przypuszczając,  że  po  zawarciu 

traktatu Narewskiego sprawa Karola i Leszczyńskiego nie 

zdawała mu się zapowiadać zwycięztwa, a że żadna prywata i 

spekulacya z klęską sprzymierzać się nie skłonne. Dodajmy, 

że obaj synowie hetmańscy, wpadłszy w ręce Augusta w sztur-

mie  Warszawy,  znajdowali  się  jako  zakładnicy  w  Saxonii. 

Wierzyć-że wreszcie pojawiającym się częstokroć we współ-

czesnych  listach  hetmana  do  prymasa  twierdzeniom,  że 

samo  wojsko  koronne  przychylne  królowi  Augustowi  a  że 

„hetmanowi wypada dzielić usposobienie i losy wojska?” — 

Skarżył  się  nadto  hetman  na  rozmaite,  wyrządzone  swéj 

hetmańskiéj powadze i godności krzywdy ze strony szwedz- 

kiéj  i  Stanisławowéj.  Twierdził,  że  za  przybyciem  swém  z 

Radomia do Warszawy w pierwszych miesiącach roku 1704, 

był właściwie więźniem bawiących tamże ministrów szwe- 

dzkich, że nie miał swobody swych czynów, że nadewszystko 

zawiodły go nadzieje, aby król szwedzki był miał na prawdę 

chęć zawarcia pokoju z Rzecząpospolitą, którą niszczy i pu- 

stoszy swemi wojskami.

Grunt tedy do zgody między królem a hetmanem był wy- 

bornie  przysposobiony  a  interesowane  w  niéj  osoby  nie 

omieszkały z położenia rzeczy zręcznie i zabiegle korzystać.

Zostawiliśmy w. hetmana koronnego z sześciotysięczną 

dywizyą wojska koronnego, ustępującego w Lubelskie po spot-

kaniu Latowickiém, w przededniu warszawskiego szturmu. 

Bezpośrednia komenda owéj siły, która się rozdzieliła, jedna 

przechodząc (w pierwszéj połowie miesiąca Września) w Lu-

belskiém na lewy brzeg, druga pozostając na prawym brzegu 

Wisły, znajdowała się pierwsza w ręku podkomorzego, druga 

Prymas, Lubomirscy.

background image

86

w ręku oboźnego koronnego, brata i synowca hetmańskiego. 

Obie siły zmierzały koncentrycznym ruchem ku Krakowu, 

nie pytając już widocznie ani o Szweda, ani o Stanisława; 

sam  w.  hetman  koronny  zapowiadał  swe  przybycie  tuż  za 

niemi. Obie dywizye wojska koronnego wraz z dowódzcami 

swymi stanęły dnia 22 Września po jednéj i po drugiéj stro- 

nie Wisły w pobliżu Krakowa, z zapowiedzianym zamiarem 

dania  wypoczynku  znużonym  ludziom  i  zniszczonym  ko- 

niom, zajęcia kwater w dobrach biskupa krakowskiego, księ- 

stwie Siewierskiém i Zatorze. W samejże niemal chwili przy- 

bycia  obu  Lubomirskich  pod  Kraków,  znalazł  się  u  posła 

duńskiego jako usłużny agent Augustowéj sprawy, Morsztyn 

starosta sieradzki, oświadczając mu pod pieczęcią tajemnicy, 

że w. hetman koronny i cała rodzina Lubomirskich gotowi 

przejść na stronę Augusta, że zaś on, Morsztyn, i owdowiała 

wojewodzina poznańska, nieobecna właśnie w Krakowie, — 

gotowi podjąć się w tym celu pośrednictwa. Jessen zawsze 

gorliwy  dla  sprawy  Augusta,  pochwycił  ze  skwapliwością 

propozycyą  Morsztyna  i  odbył,  jak  powiada,  „ w   t r z e -  

c i e m   m i e j s c u ” ,  wieczorem dnia 24 Września konfe- 

rencyą z przyprowadzonym przez Morsztyna podkomorzym. 

Rezultat  téj  konferencyi  był  do  tyla  dla  podjętego  dzieła 

pożądanym, iż podkomorzy potwierdzał fakt intencyi zgody 

własnéj i hetmańskiéj z Augustem. Mianowicie oburzał się 

podkomorzy na barbarzyńskie obejście się króla szwedzkiego 

z miastem Lwowem, na pożogę, na zniszczenie kraju, prakty- 

kowane przez Szwedów pod pozorami przyjaźni i przymierza 

z Rzecząpospolitą.

Jako  główna  trudność  patronowanéj  mianowicie  przez 

samegoż króla duńskiego zgody, który w tym celu wyprawił 

nawet  do  w.  hetmana  koronnego  na  ręce  podskarbiego 

Przebendowskiego list własnoręczny, przedstawiała się za- 

zdrość i ambicya domu Potockich, biskupa chełmińskiego 

Teodora, strażnika koronnego Stefana, wojewody kijowskie- 

go Józefa, czyhających na zagarnienie wakansów po Lubo- 

mirskich  dla  siebie;  przedstawiały  się  daléj  wygórowane  i 

upokarzające  warunki  Augusta.  August  żądał,  by  hetman 

Rozdział II.

background image

87

usunął  własną  swą,  bawiącą  chwilowo  w  Królewcu,  nie- 

przychylną sprawie królewskiéj, z domu Bokum małżonkę 

do Saksonii, aby wydał w jego ręce Stanisława Leszczyń- 

skiego, aby bezwarunkowo i bez ogródki przystąpił do kon- 

federacyi sandomierskiéj. O warunkach tych jako przedło- 

żonych hetmanowi przez starostę Spiskiego (Teodora Lubo- 

mirskiego), a niegodnych przyjęcia, wspomniał podkomorzy 

na  owéj  konferencyi  Jessenowi.  Co  zastanowienia  godna, 

to  że  warunek  pochwycenia  Leszczyńskiego  nie  uważano 

może ze strony hetmańskiéj za rzecz ubliżającą czci i god- 

ności,  lecz  za  rzecz  niewykonalną  (inpracticable),  ponie- 

waż neo-elekt znajduje się już w obozie szwedzkim. Nato- 

miast oświadczał podkomorzy, że akcess hetmana do kon- 

federacyi  sandomierskiéj  i  do  króla  Augusta  nie  napotka 

właściwie trudności, byle tylko hetman odzyskał ze strony 

królewskiéj całą pełnię swéj godności i stanowiska zagrożo-

nych przez uchwały zapadłe w Sandomierzu. Po tym wiele 

zapowiadającym początku, z którego baron Jessen nie omie-

szkał zdać na dwie strony sprawy, Augustowi do Pułtuska, 

swemu  własnemu  królowi  do  Kopenhagi,  nastąpiła  kilko-

dniowa przerwa w konferencyach ugodnych. Wojewodziny 

poznańskiéj nie było przez ten czas w Krakowie; podkomo-

rzy wyjechał dnia 25 Września z miasta w celu objazdu od-

ległych o kilka mil stanowisk swojéj dywizyi wojska koron-

nego, zapowiadając jednakże w krotce swój wraz z samym 

hetmanem powrót, co najważniejsza zaś, tak dalece rozdraż-

niony przeciw sprzymierzonym dotąd z sobą Szwedom, że 

gdy mu Jessen po akcesie jego domu do Augusta z ośmiotysię-

czną siłą wojska koronnego przedstawiał możność zawarcia 

korzystnego  pokoju,  podkomorzy  oświadczał  się  przeciw 

wszelkiemu pokojowi, ponieważ Szwed winien zdać wprzód 

rachunek ze zniszczenia i złupienia krajów Rzeczypospolitéj. 

Zgoda między Augustem a hetmanem mogła wśród podo- 

bnych  okoliczności  być  naturalnie  tylko  kwestyą  bardzo 

niedługiego  czasu.  W  kilka  dni  po  téj  konferencyi  między 

posłem duńskim a podkomorzym koronnym, przybył w po- 

łudnie dnia 4 Października do Krakowa sam w. hetman ko- 

Prymas, Lubomirscy.

background image

88

ronny,  mając  przy  swym  boku  jako  poufnego  pośrednika 

brata swéj żony Bokuma, biskupa przemyskiego, nominata 

krakowskiego. Nie czekając ani chwili wysłał hetman do ba- 

rona Jessena biskupa Przemyskiego z prośbą o bezwłoczną 

konferencyą, wśród zachowania jednakże wszelkich ostroż- 

ności i potrzebnéj tajemnicy. Złośliwy bowiem często w ta- 

kich razach przypadek sprawił swobodzie zamierzonéj kon- 

ferencyą nieprzewidzianą przeszkodę.

Wzięty w szturmie Warszawskim przez Augusta do nie- 

woli  Arwed  Horn,  który  późniéj  dopiero  w  zimie  z  roku 

1704 na 5 miał być wymieniony za wziętego do niewoli car-

skiego generała Allarda, — uzyskał według szlachetnie ry- 

cerskiego obyczaju ówczesnéj praktyki wojennéj, od wspa- 

niałomyślnego zwycięzcy sześciotygodniowy urlop z pozwo- 

leniem udania się do armii Karola pod Lwów, z warunkiem 

stawienia się na dzień 15 Października w Lipsku. Przypadek 

zrządził, że wracający pod eskortą 100 rajtarów z pod Lwowa, 

dążący do Lipska, na oznaczony termin Arwed Horn, stanął 

jednego i tego samego dnia w Krakowie z hetmanem, a więc 

z łaski samegoż Augusta jako żywa przeszkoda mającego się 

zawierać z Lubomirskimi w interesie Augustowym układu!

Hetman  nie  chciał  tak  nagle  i  od  razu  zrzucić  maski, 

narażać sobie Szweda, najprawdopodobniéj obawiał się o swe 

dobra Rymowskie, pragnął więc mieć fakt swéj negocyacyi 

z posłem duńskim w najgłębszéj tajemnicy. Po zaręczeniu 

takowéj stawił się w nieoznaczonem bliżéj, trzeciem miejscu, 

gdzie  w  cztery  oczy  odbyła  się  między  nim  a  Jessenem 

kilkogodzinna konferencya, rzucająca nieszczególne światło 

na charakter i rozum hetmana. Na samym wstępie zaczął 

Lubomirski tłumaczyć akcess swój do konfederacyi warsza- 

wskiéj  względami  dobra  publicznego,  czém,  jak  widzimy 

ze sprawozdania do króla duńskiego, Jessen ani na chwilę 

złudzić się nie pozwolił, tłumacząc sobie po cichu obecny 

zwrot hetmana do Augusta okolicznością, iż mu król szwe- 

dzki świetnych przyrzeczeń nie dotrzymał. Tonąc następnie 

hetman  w  objawach  życzliwości  i  wdzięczności  dla  króla 

duńskiego,  który  go  własnoręcznym  listem  zaszczycić  ra- 

Rozdział II.

background image

89

czył, przestrzegał za to Jessena przed dworem wiedeńskim, 

który  dla  Augusta  jest  co  najmniéj  bardzo  zimnym,  który 

zaś jego, hetmana, mimo możności i mimo wpływu na swą 

osobę,  nie  usiłował  bynajmniéj  powstrzymać  od  akcessu 

do  Szwedów  i  konfederacyi  warszawskiéj.  Po  wystawieniu 

podobnego świadectwa własnéj dojrzałości i samodzielności, 

oświadczał się hetman z najlepszemi życzeniami dla króla 

Augusta, z gotowością przyjścia mu w pomoc z szesnasto, 

może nawet z ośmnasto-tysięczną siłą, ale żądał w zamian 

bezogródkowéj i zupełnéj restytucyi własnych swych i całe- 

go domu swego dygnitarstw. Najtwardszym pod tym wzglę- 

dem szkopułem okazywała się jak wiadomo, opozycya domu 

Potockich; przyrzekł jednakże Jessen uczynić się rzeczni- 

kiem  żądań  hetmańskich  u  króla  Augusta,  a  tymczasem 

zgodzili się na układ następny. Hetman wystawił w imieniu 

własnem  i  całego  domu  Lubomirskich  piśmienny  rewers, 

jako oświadczy się stanowczo za królem Augustem, skoro 

za rękojmią króla duńskiego, pruskiego, (do którego obja- 

wiał  szczególne  jakieś  współczucie  i  zaufanie)  i  Cesarza 

odbierze zapewnienie żądanéj restytucyi. Rewers hetmański 

opieczętowany ma tymczasem znajdować się w depozycie 

biskupa  Przemyskiego,  aż  deklaracya  ze  strony  Augusta 

nie nadejdzie. Po dojściu konferencyi do takiego rezultatu, 

poprosili obaj interesenci do komnaty w cztery oczy odby- 

wającéj  się  narady,  biskupa  Przemyskiego,  któremu  dorę-

czyli opieczętowany skrypt, a wobec którego hetman obo- 

więzywał się dodatkowo być rzecznikiem sprawy augustowéj 

u prymasa Radziejowskiego. Niezwłocznie wyprawili list z 

wiadomością  o  podobnym  rezultacie  odbytéj  z  hetmanem 

konferencyi  Jessen  do  podkanclerzego  koronnego  Jana 

Szembeka,  biskup  przemyski  do  samegoż  bawiącego  w 

Pułtusku Augusta. Przed nadejściem odeń odpowiedzi, miał 

układ  między  Jessenem  a  hetmanem  pozostać  głęboką 

dla wszystkich tajemnicą. Po skończonéj konferencyi udali 

się obecni w Krakowie Lubomirscy, baron Jessen a może i 

nieprzeczuwający, co się święci Arwed Horn na wieczór do 

wojewodziny  poznańskiéj  Małachowskiéj,  „gdzie  było  to- 

Prymas, Lubomirscy.

background image

90

warzystwo”, „wo zu dem Ende eine Assemblée wahr”, jak 

donosi  Jessen  swemu  królowi…  Otóż  rezultat  negocyacyi 

podjętych w imieniu Augustowem z najgłówniejszym ś w i e -  

c k i m  filarem Rzeczypospolitéj. Zobaczymy teraz ich prze- 

bieg z bawiącym ciągle w Gdańsku jéj filarem  d u c h o w -  

n y m ,   obrażonym,  jak  powiedzieliśmy  wyżéj,  najniepo- 

trzebniéj przez uwięzienie wojewody łęczyckiego, napad na 

Tygenhoff i zniszczenie dóbr swych w Polsce. Dzieło zgody 

z nim znalazło się przez to mocno utrudnioném, mimo to 

jednakże nie ginie nadzieja jego powodzenia. Prymas staje 

się  od  téj  chwili  celem  wyścigowego  turnieju  między  kró- 

lem  szwedzkim  a  Augustem;  co  zaś  najciekawsza,  to  za- 

biegi skrycie na stronę augustową nawróconego hetmana, 

by  w  prymasie  znaleźć  co  prędzéj  wspólnika  swego  od- 

stępnego paktu z Augustem. Wiadomo nam już z dotych- 

czasowego opowiadania, że pakt tenże miał według umowy 

interesowanych stron pozostać przez niejaki czas tajemnicą.

Otóż to czasu owéj tajemnicy, drugiéj połowy Paździer-

nika, pierwszéj Listopada 1704, używa Hieronim Lubomirski 

z  niesłychaną  skrzętnością  ku  przeciągnieniu  prymasa  na 

Augustową stronę. Agentem w. hetmana koronnego jest na 

ten raz niejaki ksiądz Jałowiecki, zakulisowymi patronami 

prymasowéj zgody z Augustem nominat krakowski, biskup 

przemyski, Bokum, podskarbi koronny Przebendowski i nun- 

cyusz Vidoni. Ksiądz Jałowiecki jedzie w początku Paździer-

nika do Gdańska, przywożąc prymasowi list nominata kra-

kowskiego  z  zaręczeniami  łaski  królewskiéj  i  papieskiéj,  z 

błaganiami w imieniu w. hetmana koronnego, by pospieszał ze 

swym akcessem, „ponieważ interess jest bliskim ukończenia 

a jest nie tylko saluberrimum patriae”, lecz „y prywatnym 

interessem  Pana  Krakowskiego”.  Równocześnie  jednakże 

przyznawał  nominat  krakowski  w  swym  liście,  że  nic  nie 

zaszkodzi, jeźliby akcess hetmański poprzedził prymasową 

zgodę, „bo praevideo, że na reassumcyą rady pro die 12 

Novembris manet summa dies na honory, na substancye, 

y  na  dalsze  nadzieje  jakiejkolwiek  potem  rekoncyliacyi”. 

Prywata,  jak  ztąd  widzimy,  odgrywa  główną  rolę  i  w  tych 

Rozdział II.

background image

91

układach,  bezowocnych  dodajmy,  mimo  że  pod  koniec 

Października  towarzyszy  w  drugiéj  wycieczce  do  Gdańska 

księdzu  Jałowieckiemu  po  cichu  sam  w.  hetman  koronny, 

usiłując osobistą interwencyą skłonić prymasa do stawienia 

się w Krakowie na dzień 12 Listopada, jako na termin mają- 

céj się tamże rozpocząć rady królewskiéj. Obie jednakże mis- 

sye  pozostały  nadaremnemi;  przyczynę  zaś  ich  niepowo- 

dzenia tłumaczy najlepiéj własnoręczny list prymasa do no- 

minata  krakowskiego  z  dnia  4  Listopada.  I  tutaj  miesza 

się interess Kościoła, Rzeczypospolitéj z dotkniętą najnie- 

polityczniéj przez Augusta prywatą prymasa, by udaremnić 

dzieło zgody jego z tyle potrzebnym mu dygnitarzem. „Pa- 

łace wszystkie”, pisze prymas „zdezolowane, dobra spusto- 

szone, depozyta pozabierane, samym nawet świętym Pań- 

skim non indultum, o które, choćbym nie miał inszéj mocy 

jako pierwszy kapłan, ujmować się powinienem. Co to już 

daléj za securitas w Królestwie, kiedy nad kościoły profani 

jecerunt  manus.  Co  za  immunitates  dóbr  szlacheckich, 

którą  przodkowie  nasi  cum  sanctuariis  Dei  porównywać 

chcieli… Nie moja zatem, ale całey Rzeczypospolitey et le- 

gum  publicarum  jest  uraza,  które  wprzód  se  conciliare 

trzeba, aniżeli moją osobę… Inter alia temu mi najbardziéj 

śmieszno, że W. Pan życzysz ad amplexum króla Imci sine 

mora festinare, a ja tu jednym cugiem po bruku jeżdżę, bo mi 

drugie wszystkie Sasi w Tygenhoffie pobrali. Nie nauczyłem 

się zaś pieszo et sine comitatu służyć, ani téż testudo pro- 

perare może. Taką tedy dawszy rezolucyą W. Panu wzglę- 

dem  Imci  Pana  Krakowskiego,  iż  w e d l e   i n t e r e s s ó w  

m o i c h   p o s t ę p o w a ć   b ę d ę ” .  Wyprzedzając chrono- 

logiczny porządek naszego opowiadania, dodajmy jeszcze, 

że już p o  zrzuceniu stanowczém maski i p o  akcessie uczy- 

nionym do Augusta, w. hetman koronny kołata raz jeszcze 

do prymasa w imię naturalnie prywaty. Jak wiadomo, była 

córka hetmańska za tyle bliskim sercu hetmańskiemu Krzy- 

sztofem Towiańskim, synem wojewodziny łęczyckiéj. Inte- 

ress  córki,  karyera,  powiedziawszy  po  dzisiajszemu,  jéj 

męża, występują tedy w roli czynników mających wpłynąć 

Prymas, Lubomirscy.

background image

92

na prymasa. W liście z dnia 23 Listopada, ponawiając raz 

jeszcze  szturm  do  oporności  prymasowéj,  przedstawiając 

mu mianowicie rozżalenie nuncyusza Vidoniego i następ- 

stwa  niełaski  papieskiéj,  kończy  hetman  list  swój  prośbą, 

by  prymas  pozwolił  młodemu  Towiańskiemu  przystąpić  w 

przeciągu  czterech  tygodni  do  Augusta  ,,dla  konserwacyi 

jego interesów…” „abym miał konsolacyą widzieć go z cór- 

ką moją na tey stronie, którą z dyspozycyi rzeczy wojsko- 

wych pro conservatione osoby moiey przedsięwziąć mi na- 

leżało”. I ten argument niezdolny przecież uczynić pryma- 

sa przystępniejszym propozycyi hetmańskiéj, co się tłuma- 

czy  nie  mniéj  obelgami  i  pokrzywdzeniami  poniesionemi 

świeżo  co  dopiero  od  Augusta,  jak  równoważącym  pierw- 

sze wpływom przeciwnéj strony. Prymas mściwy, pamiętny 

uraz, ale obok tego wygodny, spekulant pieniężny i polity- 

czny, znajduje się równocześnie wystawionym na niemniej- 

sze  i  nie  mniéj  ponętne  nagabywania  Karola  XII,  Lesz- 

czyńskiego, ich licznych agentów i zwolenników. Jeźli jed- 

nemi drzwiami wchodzą doń agenci interessu Augustowego 

ks.  Jałowiecki,  w.  hetman  koronny,  wysłańcy  nuncyusza 

Vidoniego, wojewodziny Poznańskiéj Małachowskiéj, nomi- 

nata krakowskiego, Przebendowskiego, — dostają się dru- 

giemi nie mniéj licznie reprezentanci i agenci sprawy prze- 

ciwnéj.  Tyle  dumny  król  szwedzki,  lekceważący  niekiedy 

prymasa, traktuje z nim od czasu królewskości Stanisława, 

jak  z  osobną  niemal  potęgą.  Podczas  pochodu  z  Rusi  ku 

Warszawie, dnia 6 Października, przesyła mu list z powin- 

szowaniem, iż zdołał ujść szczęśliwie grożącego mu w War- 

szawie niebezpieczeństwa. Późniéj utrzymuje go w ciągłéj 

wiadomości  o  swych  ruchach  i  powodzeniach  wojennych 

i wyprawia z umyślnym o nich listem do Gdańska wypró- 

bowanego sprawy Leszczyńskiego zwolennika, Ludwika Gó- 

rzeńskiego. Co chwila widzimy krzyżujących się z agenta- 

mi Augustowymi na progach prymasowego domu Stefana 

Urbanowskiego, wspomnianego co dopiero Ludwika Górzeń- 

skiego, Kawęczyńskiego podkomorzego chełmińskiego, nie- 

jakiego  Baranowskiego,  Benedykta  Sapiehę  podskarbiego 

Rozdział II.

background image

93

litewskiego, szwedzkiego generała Meyerfelda, przejeżdża- 

jącego  do  cara  posła  angielskiego,  —  wszystko  agentów 

interessu  i  królewskości  Stanisława  Leszczyńskiego.  On 

sam wreszcie, neo-elekt, przyjedzie, zbaczając od bawiącéj 

swéj  w  Elbląga  rodziny,  odwiedzić  prymasa  w  Gdańsku 

i stać się u niego rzecznikiem własnéj sprawy. W dodatku 

zajrzy doń jaki P. Aleksander Gurowski miecznik poznański, 

jaki P. Bardzki w charakterze delegata połączonych na sej- 

miku  średzkim  województw  poznańskiego  i  kaliskiego,  by 

wspólnie z przebywającym również w bezpieczném schro- 

nieniu  gdańskiém  marszałkiem  konfederacyi  Broniszem 

„obmyślili  środki  połączenia  Rzeczypospolitéj”.  Jak  ztąd 

widzimy,  równoważy  tedy,  co  najmniéj  u  prymasa  wpływ 

szwedzko-stanisławowy,  usiłowania  i  nagabywania  Augu- 

stowe,  by  utrzymać  akcyą  jego  polityczną  w  stanie  neu- 

tralności i zawieszenia, co nie przeszkadza mu przecież, ku 

hańbie  i  wstydowi  własnemu,  wyzyskiwać  materialnie  tak 

Szweda, jak Stanisława. Jeden i drugi mają mu płacić szkody 

saskie. Korespondencja ówczesna prymasa zawiera pod tym 

względem nader ciekawe wskazówki. Między innemi koń- 

czy prymas list swój do Leszczyńskiego z Gdańska 4 Listo- 

pada  1704  następnemi  słowy:  „Sam  przyjeżdżać  y  wdać 

się tak głęboko nie mogę w Konfederacją si mal soutenue

Zamilczam o sobie, który supra humanum petivi, a mó- 

głem być nie tylko kontent, ale y szczęśliwy par les grands 

avantages,  que  (N.)  (król  August)  on  m’offre  réels.  Od 

króla zaś szwedzkiego dotąd mirrha tylko y kadzidło, in pu- 

blicum  zaś  miliony  supra  folium,  quod  vento  capitur”. 

Nie  poprzestając  na  tém,  staje  się  prymas  w  liście  z  dnia 

22 Listopada jeszcze wyraźniejszym. „Pani Towiańska”, pi- 

sze do Leszczyńskiego, „spodziewała się usłyszeć coś pocie- 

szającego  o  mężu,  ja  sam  o  spłacie  długu  38000  talarów, 

których  termin  minął  z  dniem  24  Października…  W  liście 

W. K. Mości, jako y króla Imci szwedzkiego, nic więcey nie 

czytamy,  tylko  pro  dote  triumphos…”  Nie  wiadomo,  czy 

wskutek téj ostatniéj przymówki, donosi Karol XII pryma- 

sowi w liście z dnia 22 Listopada z Rawicza, iż mu przez 

Prymas, Lubomirscy.

background image

94

Pipera wyséła do Gdańska wexel na pokrycie kosztów po- 

dróży…  Mimo  to  przecież  pozostaje  prymas  w  dotych- 

czasowym  stanie  biernéj  neutralności,  a  czy  to  jedna,  czy 

druga strona, nie może się poszczycić na tymczasem zyska- 

niem jego drogocennéj wśród obecnych okoliczności osoby.

Znajdujemy się naszem opowiadaniem w drugiéj poło- 

wie  miesiąca  Października  1704.  Znane  nam  usiłowania 

polityczne Augusta na wewnątrz i zewnątrz około ratowania 

swych  interesów,  znane  położenie  strategiczne  obu  stron 

wojujących. Wypadnie nam teraz od opisu dyplomatycznych 

rokowań i politycznych robót zwrócić się do obozu wojennych 

działań, które, jak zobaczymy, dzięki niedołężności Augu- 

sta na téj widowni, przekreślają i mażą skuteczność wszy- 

stkiego, co w dziedzinie polityczno-dyplomatycznéj nie bez 

zręczności i nie bez początków powodzenia podjął.

Uprzytomnijmy sobie stan rzeczy na widowni wojenne w 

Polsce około daty dnia 1 Października 1704.

Obraz podjętych w skutek rady Wyszogrodzkiéj działań 

w o j e n n y c h  nie wchodzi już przecież w zakres niniejsze- 

go  opowiadania,  które  zamierzyliśmy  sobie  ograniczyć  na 

przedstawieniu przebiegu ówczesnéj akcyi polityczno-dyplo- 

matycznéj króla Augusta.

August jest panem Warszawy, zajmuje z siłą 10 tysięczną 

Sasów,  piechoty  moskiewskiéj  pod  Golicynem  i  Patkulem 

wszystkie  ważniejsze  miejsca  przeprawy  przez  Wisłę  po 

prawym  jéj  brzegu,  Zakroczym,  Wyszogród,  obiera  sobie 

główną  kwaterę  w  Pułtusku,  ściąga  do  siebie  wreszcie  do 

Wyszogrodu  z  Poznańskiego  10  tysięczną  siłę  generała 

Schulenburga. Stanowisko to z armią, przedstawiającą cyfrę 

blisko 30 tysięczną w pośrodku rozdzielonego, rozrzuconego 

na niezmiernéj przestrzeni i w niezmiernych odległościach 

nieprzyjaciela, zapewnia mu w razie szybkiego i energicznego 

działania  ważne  korzyści.  Karól  XII  znajdował  się  w  20 

kilka tysięcy ludzi na Rusi, między Lwowem a Zamościem 

i  nie  mógł  przeszkodzić  zniesieniu  generała  Meyerfelda, 

zajmującego  w  3000  koni  Toruń,  ani  zdobyciu  Poznania, 

zajmowanego przez 700 Szwedów pod dowództwem pułko- 

Rozdział II.

background image

95

wnika Liliehöka. August miał aż nazbyt wiele czasu znieść 

Meyerfelda i Liliehöka, by następnie zajrzeć w oczy prze- 

magającemi siłami powracającemu z Rusi Karolowi.

Zadaniem  późniejszego  opowiadania  będzie  wykazać, 

jak dalece wszystkie te korzyści przemagającéj liczby i zna- 

komitéj strategicznie sytuacyi zmarniały i zniszczały w Au- 

gustowym ręku.

Data politycznéj rady Wyszogrodzkiéj, między 23 a 27 

Września, jest zarazem datą wojennych postanowień w Au- 

gustowym obozie. Postanowienia owe zapadłe wśród wrażeń 

jeszcze świeżego warszawskiego tryumfu, wśród radosnych 

wiadomości o zdobyciu Narwy przez cara Piotra, o zawarciu 

przez  wojewodę  chełmińskiego  traktatu  zaczepnego  i  od- 

pornego  w  co  dopiero  zdobytéj  twierdzy  estońskiéj,  wśród 

salw  artyleryi  na  cześć  tych  sukcessów,  —  były  jak  naj- 

niefortunniejsze, lekkomyślnie podjęte, lekkomyślniéj wyko- 

nane. Zamiast akcyi wspólnéj, połączonemi siłami, szybkiéj, 

przeciw Meyerfeldowi w Toruniu, przeciw trzymanemu na 

wodzy przez chorągwie pospolitego ruszenia pod dowódz- 

twem  Macieja  Radomińskiego,  generała  Wielkopolskiego 

i  Adama  Śmigielskiego  Liliehökowi  w  Poznaniu,  zapadło 

najnieszczęśliwsze postanowienie podziału armii i to jeszcze 

podziału  w  najgorzéj  obliczonych  warunkach.  Rozpatrując 

się w składzie osobistości tworzących naczelne dowództwo 

armii  saskiéj,  nie  ręczylibyśmy  doprawdy  czy  ich  rozterki 

i  wzajemne  nienawiści  nie  wpłynęły  na  rozporządzenia  i 

plany zgubnych dla sprawy Augustowéj następstw. Uzdol- 

niony,  wykształcony,  może  odważny  osobiście  ale  lekko- 

myślny,  cyniczny,  zarozumiały  a  nadewszystko  gadatliwy 

i  piśmienny  Patkul,  obecnie  naczelny  dowódzca  posiłków 

carskich  i  reprezentant  interesu  carskiego  przy  boku  Au- 

gustowym, był już od czasu spotkania w Jarosławiu w nie- 

dobrych stosunkach z królem. W przeświadczeniu ważności 

swego stanowiska chciał odgrywać rolę patrona króla Au- 

gusta,  któréj  tenże  przyjmować  nie  chciał.  Gorszy  może 

jeszcze stosunek istniał pomiędzy Patkulem a najdzielniej- 

szym  z  generałów  saskich,  Schulenburgiem.  Bywalec  po 

Działania wojenne.

background image

96

dworach, nieposiadał przecież Patkul przymiotu właściwego 

i zwykłego dworakom, umiejętności chowania się ze swemi 

myślami. Jak późniéj tedy, tak i w obecnéj chwili prześla- 

dował istnie mową i pismem Schulenburga z powodu jego 

Sierpniowéj kampanii wielkopolskiéj, która się według nie- 

go  skończyła  tylko  na  złupieniu  i  zniszczeniu  stronników 

Szweda w obu województwami poznańskiém i kaliskiém, a 

która mimo tak korzystnych warunków i przewagi liczebnéj 

nie  zdołała  nawet  wprowadzić  Sasów  w  posiadanie  słabo 

utwierdzonego i nielicznie obsadzonego przez Szwedów Po- 

znania.  Nie  dość  na  tém,  uczynił  się  Patkul  przy  osobie 

króla Augusta patronem młodego hr. Löwenwoldego. Schu- 

lenburg zdyskredytowywał go przeciwnie w oczach Augusta 

i spowodował jego usunienie od dworu. Patkul wziął sobie 

tę sprawę bardzo do serca i napisał do Schulenburga list, 

który wywołał skandaliczne zajście i byłby doprowadził do 

pojedynku, czemu tylko interwencya królewska zapobiegła. 

Pod  świeżém  wrażeniem  tego  zajścia  i  rekryminacyi  Pat- 

kulowych  z  powodu  kampanii  wielkopolskiéj,  nastąpiła  w 

Wyszogrodzie  wspomniana  wyżéj  rada  wojenna.  Rezulta- 

tem  jéj  głównym  było,  jeżeli  tak  wolno  powiedzieć,  pod- 

stępne schwycenie Patkula za słowo, którego on się niedo- 

patrzył, a rzecz sobie poleconą wziął równie lekkomyślnie, 

jak zarozumiale na swe barki, bez obliczenia się z jéj tru- 

dnościami. Chybiony przez Schulenburga zamach na Poz- 

nań polecono teraz Patkulowi. W tym celu oddano mu całą 

piechotę  moskiewską,  rozkwaterowaną  między  Zakroczy- 

miem  a  wsią  Wilczkową  w  liczbie  4  do  6000  ludzi,  kilka 

tysięcy Kozaków mających iść w przedniéj straży, pod do- 

wództwem dzielnego Brandta, 23 dział; nadto obiecywano 

mu za przybyciem pod Poznań 6 batalionów saskich i ob- 

lężniczy materyał z Saxonii, wreszcie miał zastać na miej- 

scu chorągwie pospolitego ruszenia województw Kaliskiego 

i Poznańskiego pod dowództwem Radomickiego i Śmigiel- 

skiego.  Kilka  tysięcy  ludzi  odprawiono  w  ten  sposób  na 

uboczny  zamach  od  armii  głównéj,  która  tymczasem  za- 

miast  korzystać  z  drogiego  czasu,  wskazywała  się  na  zu- 

Rozdział II.

background image

97

pełną, kilkotygodniową bezczynność. Co się tyczy Patkula, 

wziął  swe  niełatwe,  jak  zobaczymy  zadanie  nader  lekko, 

wśród przechwałek, konceptów i pewności zwycięztwa. Wy- 

prawiony z obozu Wyszogrodzkiego do Saxonii pułkownik 

Bose, miał mu od księcia-namiestnika Fürstenberga spro- 

wadzić owych sześć batalionów saskich i oblężniczy mate- 

ryał. Obietnica ta wystarczała Patkulowi, rozpisywał w chwili 

niemal  samego  wymarszu  z  pod  Zakroczymia  (dnia  23 

Września) do posła duńskiego barona Jessena, do bawią-

cego  w  Berlinie  Flemminga  listy,  że  idzie  na  Poznań,  że 

Meyerfeld ze swą załogą 1200 ludzi będzie wkrótce dopro- 

wadzony do kapitalacyi, że królowanie „Pana Stacha” (Mon- 

sieur Stenzel), weźmie niezadługo koniec.

Tymczasem, pisząc, i przechwalając się w podobny spo-

sób,  nie  obliczył  się  Patkul  z  energią  i  zręcznością  swych 

przeciwników. Bawiący w Poznaniu generał Mardefeld i plac- 

komendant miasta pułkownik Gabriel Liliehök, rozporządzali 

wprawdzie tylko siłą 600 piechoty, 100 jazdy i 10 dział, ale 

nie zaniedbali niczego, ściągając z miasta kontrybucye pie- 

niężne, zaprzągając do roboty wszystkie niemal ręce miej- 

scowe i okoliczne, wprowadzając ogromne zapasy żywności 

i  furażu,  by  podnieść  stan  obronny  powierzonego  sobie 

punktu i utrzymać się w jego posiadaniu. Nie dość na tém, 

nastąpił korzystny dlań wypadek, któremu czujność obozu 

Augustowego oddawna przeszkodzić była powinna. Stał w 

Toruniu, odprowadziwszy tu dotąd prymasa z trzechtysię- 

cznym  korpusem  jazdy  szwedzki  generał  Meyerfeld,  na 

istnie straconym posterunku. Zguba jego zdawała się pewna. 

Czy  to  Schulenburg  w  pochodzie  swym  z  Poznańskiego 

ku Wyszogrodowi nad Wisłą, czy połączona tutaj cała siła 

Augustowa,  czy  Patkul  i  Brandt  powracający  z  tamtąd  w 

Poznańskie,  przemagali  go  znacznie  liczbą  i  powinni  go 

byli  znieść  do  szczętu.  Meyerfeld  tymczasem  uniknąwszy 

szczęśliwie zguby z rąk Schulenburga i Augusta, uprzedził 

nie mniéj szczęśliwie zamach grożący mu ze strony Patkula, 

opuścił śmiało zniszczony przeszłoroczném oblężeniem To- 

ruń i stanął dnia 19 Września z całym swym korpusem jazdy 

Oblężenie Poznania przez Patkula.

background image

98

na przedmieściach poznańskich z prawego brzegu Warty. W 

ten  sposób  wezbrała  załoga  szwedzka  w  Poznaniu  do  siły 

trzechtysięcznéj i nie przedstawiała dla wyprawy Patkulowéj 

tak łatwéj zdobyczy. Natychmiast po przybyciu Meyerfelda 

do Poznania, postanowili dowódzcy szwedzcy w Poznaniu, 

Mardefeld, Liliehök i sam Meyerfeld, nie tracąc ani jednéj 

chwili  czasu,  zrobić  silną  wycieczkę  przeciw  chorągwiom 

pospolitego ruszenia szlacheckiego, napierającym Poznań 

od południa i nie dopuszczającym dowozów. Wycieczka ta 

powiodła się najzupełniéj. Zaskoczony niespodzianie w mia- 

steczku Stęszewie dnia 20 Września rano Maciéj Radomicki 

nie  dotrzymał  placu,  widział  rozgromioną  na  wszystkie 

strony  swą  komendę,  stracił  swój  bogato  przyozdobiony 

buńczuk, pierzchnął ku Przemętowi, zostawiając Szwedom 

łupy i wszelki sprzęt obozowy, a co najważniejsza możność 

sprowadzenia  żywności  dla  ludzi  i  furażu  dla  koni  do  Po- 

znania.  Nie  dość  na  tém,  dołożyli  dowódzcy  szwedzcy 

wszelkich starań, aby uczynić o ile możności obronném mia-

sto z natury bardzo nie obronne, w nad wartańskiéj kotlinie 

wśród otaczających półkolem wzgórz położone. Stary zapa- 

dający mur naprawili, o ile się dało, tam gdzie go wcale nie 

było,  jak  od  strony  Garbar,  zastąpili  go  opalisadowanemi 

szańcami;  obsadzili  nadto  silnie  dwie  bramy  miasta,  wro- 

cławską  i  wroniecką,  uczynili  z  przylegającego  do  muru 

miejskiego  dawnego  zamku  Przemysławowego,  klasztoru 

Katarzynek na Wronieckiéj, Teresek na Wrocławskiéj ulicy, 

główne punkta obrony, zabezpieczyli sobie Szeroką ulicę i 

przez zamykającą ją tak zwaną Wielką Bramę wolną prze- 

prawę  na  prawy  brzeg  Warty  i  czekali  tak  przygotowani  z 

wszelką  otuchą  zbliżającego  się  nieprzyjaciela.  Jedynym 

może błędem ich systemu obrony było, iż zaniedbali spalić 

przedmieścia  i  znajdujące  się  na  nich  klasztory  i  kościoły 

św.  Wojciecha,  św.  Marcina  i  Bernardynów.  Wszystkie  te 

miejsca stały się w późniejszém oblężeniu punktami oparcia 

dla nieprzyjaciela.

W  kilka  dni  po  potyczce  Stęszewskiéj,  ukazał  się  pod 

Poznaniem,  na  prawym  brzegu  Warty  idący  w  przedniéj 

Rozdział II.

background image

99

straży Patkula, z jazdą głównie kozacką, generał Brandt*). 

Omijając  przedmieście  Chwaliszewo  i  wieś  Rataje,  ruszył 

wprost  nad  rzekę  w  toż  samo  miejsce  tuż  za  dzisiajszą 

Dębiną,  gdzie  poprzednio  w  miesiącu  Sierpniu  generał 

Schulenburg zbudował zniszczony przez Szwedów most na 

Warcie. Stan wody był tak niski, iż jazda Brandta zaczęła się 

przez rzekę wpław przeprawiać. Już blisko 300 koni przeszło 

na lewy brzeg Warty, kiedy hr. Gyllenstolpe wypadł z miasta 

na czele 350 dragonów szwedzkich i wpędził Brandtową ja-

zdę do rzeki. Sam Gyllenstolpe został przy téj sposobności 

niebezpiecznie  ranny  w  rękę.  Utarczki  te  z  Radomickim  i 

Brandtem były jednakże tylko jakoby zapowiedzią i wstępem 

ważniejszego, mającego zagrozić miastu i załodze poznań-

skiéj niebezpieczeństwa.

Plackomendant  pułkownik  Gabriel  Liliehök,  dowódzca 

korpusu jazdy generał Meyerfeld, przeznaczony przez Ka- 

rola XII na naczelnego dowódzcę sił szwedzkich w Wielko- 

polsce, a bawiący w Poznaniu generał Mardefeld, historyk 

tego  oblężenia,  nic  zaniedbali  niczego,  aby  burzy  godnie 

i energicznie stawić czoło. Żywności i furażu było pod do- 

statkiem, miasto, dzięki strasznemu uciskowi mieszkańców, 

doprowadzone do odpowiedniego stanu obrony. Jedyny kło- 

pot obrony przedstawiała zbyt znaczna liczba koni wpusz- 

czonego ze wsi Ratajów do miasta korpusu jazdy generała 

Meyerfelda. Mały ówczesnego Poznania obszar nie pozwa- 

lał ich należycie pomieścić. Ztąd téż tłumaczy się, iż pod- 

czas  późniejszego  oblężenia  zabijali  Szwedzi  po  kilkaset 

koni naraz, by zyskać więcéj miejsca dla obrony a jeźdźców 

używali do pieszéj służby…

____________

*) Nic mniéj pewnego, jak Patkulowe siły pod Poznaniem. Mardefeld 

w  swym  pamiętniku  oblicza  je  na  blisko  10000,  co  nam  się  zdaje  dość 

prawdopodobném jeżeli zważymy, że piechota moskiewska w Wilczkowéj 

liczyła 6000 ludzi, jeźli dodamy do tego 500 piechoty saskiéj, Kozaków 

Brandta i pospolite ruszenie Radomickiego. Patkulowi zmniejsza się owa 

siła za każdym nowym listem. Tak n. p. pisze w liście do Flemminga z pod 

Poznania  z  dnia  27  Października:  „J’ai  3500  Moskowites,  et  500  Alle-

mands, 800 Cosaques et quelques centaines des polonais, sur lesquels ou 

ne peut rien compter”.

Oblężenie Poznania przez Patkula.

background image

100

Wśród takich okoliczności obserwowali Poznań Brandt 

i  Radomicki  ze  swemi  chorągwiami  pospolitego  ruszenia. 

Nadciągał tymczasem Patkul, jak widzimy a czego nie poj- 

mujemy, nie najkrótszą od Wyszogrodu do Poznania drogą. 

Dnia 9-go Października znajdujemy go w Śremie, zajętego 

nawiasowo  powiedziawszy,  pisaniem  rekomendacyjnego 

listu wziętemu do niewoli w Warszawie Wachslagerowi do 

księcia-namiestnika saskiego Egona von Fürstenberg. Dnia 

10 Października stanął Patkul pod Poznaniem*), obliczając, 

o ile nam się zdaje, zbyt nisko całą swą siłę na 4000 pie- 

choty  moskiewskiéj  w  szarych  mundurach  z  niebieskiemi 

wyłogami (wyszło jéj z pod Wyszogrodu 6000) i 500 ludzi 

czerwonéj piechoty saskiéj. W liczbę tę, dodajmy, nie wcho- 

dzą przecież ani Sasi i Kozacy Brandta, ani chorągwie Ra- 

domickiego. Dział miał Patkul 23. Rano dnia 14 Paździer- 

nika przelewa się ciągłym jakoby strumieniem cała Patku- 

lowa siła w obliczu spoglądających na podobne widowisko 

z  wież  miasta  Szwedów,  z  prawego  na  lewy  brzeg  Warty. 

Przeprawiwszy  się  tutaj,  otoczyła  armia  Patkulowa  szero- 

kiém półkolem fortyfikacye miejskie, poczynając od klasz- 

toru Bernardynów, skończywszy na klasztorze Karmelitów 

Bosych i kościele św. Wojciecha. Ze wzgórz panujących nad 

miastem  przedstawiała  się  łatwa  możność  celnego  zbom- 

bardowania leżących w dole nadwartańskim warowni i za- 

budowań poznańskich. Choć najmniéj wprawnemu oku były 

dostrzegalnemi dwa przedewszystkiem słabe punkta owych 

utwierdzeń; pierwszy: zapadły, zestarzały, słabo naprawiony 

mur  na  lewo  bramy  wrocławskiéj  ku  klasztorowi  Teresek; 

drugi nie mniéj licho i na prędce załatany mur przy szańcu 

Garbarskim  między  tak  zwaną  Ciemną  Bramką  a  Bramą 

Wodną, zamykającą wstęp na dzisiajszą Wodną ulicę. Głó- 

wne stanowisko obrał sobie Patkul w zabudowaniach około 

kościoła św. Marcina. Główném jego zatrudnieniem w chwili 

rozpoczynającego się i przez czas trwającego oblężenia są 

____________

*) Archiwum drezdeńskie. List Patkula do Flemminga z obozu pod Po-

znaniem dnia 11 Października 1704. „Hier à midi j’arrivai ici au camp”.

Rozdział II.

background image

101

piśmienne  skargi  do  bawiącego  w  Berlinie  Flemminga,  z 

jednéj strony na generała Schulenburga, że nie zdobył Po-

znania wtedy, kiedy to mógł z łatwością uczynić, z drugiéj 

strony  na  księcia-namiestnika  saskiego  Egona  von  Für-

stenberg, że mu nie dostarcza przyrzeczonego oblężniczego 

materyału.  Zamiast  2000  piechoty  saskiéj  nadesłano  mu, 

jak powiada, tylko 500 niewprawnych rekrutów, mimo na-

legań  wyprawianych  przez  pułkownika  Bosego  z  Między-

rzecza  do  Drezna  nie  przysłano  mu  ani  moździerzy,  ani 

granatów, ani kul palnych, lecz zaledwie cztery 12-funtówki; 

nadesłano mu daléj żądanych górników, lecz bez potrzebnych 

narzędzi.  Wśród  takich  okoliczności  rozpoczynał  Patkul  z 

dniem 14 Października działania oblężnicze, ale rozpoczynał 

je kulawo i z takim samym upadkiem ducha, jaką otuchą i 

pewnością  siebie  ręczył  poprzednio  za  sukcess.  Dnia  13 

Października rozpoczął ogień z góry św. Marcina z bateryi 

sześciu dział 10 funtowych do bramy wrocławskiéj i muru na 

lewo niéj się ciągnącego. Dosłownie to samo działo się od 

strony zajętego przez Sasów klasztoru bernardyńskiego ku 

szańcowi Garbarskiemu. Ogień trwał nieprzerwanie przez 

całą noc z 15 na 16 Października bez wielkiéj szkody warowni 

i miasta, wśród wielkiego przerażenia jednakże mieszkańców, 

którym  plackomendant  nakazał  mieć  w  pogotowiu  środki 

gaszenia ognia w razie pożaru. Niebezpieczeństwo stanęło 

z  całą  swą  grozą  w  obliczu  załogi  miasta  Poznania  a  jak-

kolwiek dowódzcy jéj i załoga byli pełni otuchy i o poddaniu 

nie myśleli, uważał przecież Mardefeld za rzecz koniecznéj 

przezorności, zawiadomić, jeżeli się uda, czy to króla szwe-

dzkiego,  czy  generała  Renskiölda  o  położeniu  miasta  i  o 

potrzebie dania mu odsieczy. Komunikacyą z prawym brze-

giem Warty miała jeszcze załoga szwedzka wolną. Dnia 15 

Października tedy, właśnie w chwili najgorętszego bombar-

dowania, wyprawił Mardefeld majora Duderberga z 10 dra-

gonami z rozkazem dotarcia gdziekolwiek bądź do głównéj 

armii  szwedzkiéj  i  obznajmienia  jéj  z  położeniem  miasta  i 

załogi.  Odtąd  przez  kilka  dni  następnych  trwa  z  różnemi 

krótszemi  i  dłuższemi  przerwami  bombardowanie  miasta 

Oblężenie Poznania przez Patkula.

background image

102

rozpalonemi aż do czerwoności kulami z góry św. Marcina 

do Bramy Wrocławskiéj, od klasztoru Bernardyńskiego do 

szańca  Garbarskiego.  Wielką  korzyścią  zagrożonéj  załogi 

była  swobodna  komunikacya  załogi  z  prawym  brzegiem 

Warty. Co chwila wychodziły z miasta przez ulicę Wielką, 

przez  most  na  Warcie  oddziały  jazdy  ku  zabudowaniom 

katedralnym,  sprowadzając  tu  ztąd  furaż  i  żywność.  Naj-

niebezpieczniejszym był dzień 19 Października. Siedmnaście 

dział  Patkulowych  sprowadzonych  na  Górę  św.  Marcina 

miota nieprzerwanie ogień od rychłego poranku aż do po-

łudnia,  następnie  od  4-éj  do  10-éj  wieczorem,  tak  że  na-

reszcie w murze przy bramie Wrocławskiéj powstaje wyłom… 

Przez cztery dni następne trwa bez przerwy bombardowanie, 

rozszerzając coraz bardziéj ów wyłom, nie sprawiając wielkiéj 

straty w ludziach załogi. Przy szańcu Garbarskim tylko pada 

d. 23 Października od kuli muszkietowéj szwedzki porucznik 

Taube.  Działania  oblężnicze  postępują  odtąd,  uprzątając 

drogę zamierzonemu ostatecznie przez Patkula szturmowi. 

Dnia 24 Października rozprzestrzenił się w skutek ciągłego 

bombardowania wyłom w murze przy bramie Wrocławskiéj 

do  szerokości  dwudziestu  kroków.  Dnia  następnego  prze-

prawił Patkul pewną część swéj siły poniżéj miasta na prawy 

brzeg  Warty,  zajął  zabudowania  katedralne,  przedmieście 

Chwaliszewo i rozpoczął tu ztąd ogień ku Wielkiéj Bramie i 

Garbarom. Wobec podobnego niebezpieczeństwa grożącego 

z téj strony, zdobyła się rada wojenna szwedzka, złożona z 

generałów Mardefelda, Meyerfelda i plackomendanta Lilie-

höka  na  postanowienie  zniszczenia  mostu  Wartańskiego, 

na środek ryzykowny, obosieczny, ale jedyny wśród obecnych 

okoliczności  ku  zabezpieczeniu  się  od  nieprzyjacielskiego 

zamachu z jednéj, niezagrożonéj dotąd jeszcze strony. Ko-

munikacya z prawym brzegiem Warty była jednakże natu-

ralnie  odtąd  straconą.  Wieczorem  dnia  25  Października 

spłonął most na Warcie, zapalony szczęśliwie mimo gęstych 

strzałów idących z przedmieścia Chwaliszewa przez kapitana 

Pullmanna. Tymczasem poczyna z dniem następnym zagra-

żać załodze nowe niebezpieczeństwo. Patkul kazał usypać 

Rozdział II.

background image

103

na  stoku  wzgórza  kościoła  św.  Wojciecha  nową  bateryę  i 

rozpoczął z niéj ogień do bramy Wronieckiéj i przylegającego 

muru. Po całodniowem trwaniu roztworzył się w niem sze-

roki wyłom, większy i niebezpieczniejszy dla załogi od wy-

łomu  przy  bramie  Wrocławskiéj.  Téj  chwili  jak  się  zdaje, 

czekał Patkul, by rozpocząć z załogą układy czy próby ka-

pitulacyjne. Pod wieczór (26 Października) ustał na chwilę 

ogień,  a  u  posterunku  przy  bramie  Wrocławskiéj  stanął 

trębacz saski z dwoma listami, jednym od oficera nieznanego 

nazwiska do generał-porucznika Gyllenstierny, z drugim od 

Patkula do Liliehöka. List ten był, jak powiada Mardefeld w 

swym pamiętniku, napisany stylem zarozumiałym i nadę-

tym, wzywał miasto do poddania, grożąc ostatecznościami 

w razie zdobycia go szturmem. Wezwanie to spotkała słu-

sznie  pogardliwa  odmowa,  ponieważ  jeśli  kiedy,  to  teraz, 

przy dwóch gotowych wyłomach, była raczéj pora myśleć o 

walnym  szturmie,  aniżeli  o  bezowocnych  kapitulacyjnych 

układach. Nachodzą zresztą, nie można zaprzeczyć, Patkula 

w  owych  chwilach  pokusy  szturmowe,  do  wykonania  ich 

przecież nie przychodzi. Pod dniem 27 Października pisze 

Patkul z obozu pod Poznaniem do Flemminga: „Mam już 

jeden dobry wyłom; drugi będzie zrobiony jutro pod wieczór; 

tak szturm ogólny wykona się pojutrze z brzaskiem jutrzenki, 

w kilka godzin będzie wszystko skończone”. Na nieszczęście 

nie dotrzymuje Patkul sobie samemu słowa, poprzestaje na 

ciągłem bombardowaniu miejskich murów. Strzały bateryi 

ze wzgórza kościoła św. Wojciecha rozprzestrzeniały z każdą 

godziną  wyłom  przy  Wronieckiéj  Bramie.  Szwedzi  zatara-

sowali  go,  o  ile  się  dało  mierzwą  i  ziemią,  co  jednakże 

chwilowo tylko zdołało zapobiedz niebezpieczeństwu. Wyłom 

liczył  już  tutaj  blisko  30  kroków,  szturm  zdawał  się  nie-

uchronnym. Chcąc się na ten wypadek przygotować, wznie-

śli Szwedzi tuż za bramą Wroniecką wał z głęboką fossą i 

zamienili przylegający do niéj prawie klasztor Katarzynek na 

rodzaj  obronnego  bastyonu,  obsadzając  go  60-ciu  ludźmi 

pod dowództwem pułkownika Bagena. Przez całą noc z dnia 

28 na 29 Października trwa bombardowanie. Dnia 29 Paź- 

Oblężenie Poznania przez Patkula.

background image

104

dziernika,  a  więc  w  dniu  zapowiedzianego  przez  Patkula 

szturmu, obalają jego działa mur po prawéj stronie Bramy 

Wronieckiéj,  niszczą  klasztor  Katarzynek,  a  kule  sięgają 

przez ulicę Wroniecką aż do Rynku. Jestto jeden z najkry-

tyczniejszych  momentów  całego  oblężenia.  Kapitan  Pull-

mann odbiera rozkaz zrobienia wycieczki w 180 ludzi bramą 

wroniecką, ale nieprzyjaciel odgaduje ten zamiar, gromadzi 

u  stóp  góry  kościoła  św.  Wojciecha  przeważną  siłę  i  uda-

remnia  pomysł  Mardefelda.  Z  drugiéj  strony  rozbija  się 

podjęta przez kapitana Bandholza równocześnie wycieczka 

z  szańca  Garbarskiego  o  dziwaczny  jakiś  postrach  nocny, 

ogarniający nagle tyle dzielnego zwykle żołnierza szwedz-

kiego  po  za  murami  miasta…  Tejże  saméj  nocy  jednakże 

jeszcze  wypadają  kapitanowie  Pullman  i  Morton  bramą 

wroniecką i turbują piechotę moskiewską naprzeciw dzisiaj-

szych jatek żydowskich… Dzień 30 Października jest groź-

niejszym dla załogi od dnia poprzedniego… Wyłom na prawo 

bramy wronieckiéj rozszerzony aż do 40 kroków, tak że nic 

już  nieprzyjacielowi  w  przypuszczeniu  szturmu  nie  prze-

szkadza.  Sam  Mardefeld  nie  ma  żadnéj  wątpliwości,  że 

szturm lada moment nastąpi. Cała załoga pod bronią w go-

towości udania się na każde, jakie jéj tylko wskażą miejsce. 

Jazda załogi stoi w szyku bojowym na rynku, czekając roz-

kazu  pogalopowania  ku  najbardziéj  zagrożonym  stanowi-

skom.  Dwa  działa  nabite  kartaczami  ustawione  w  bramie 

wronieckiéj,  obok  nich  w  klasztorze  Katarzynek  180  żoł-

nierzy  pod  dowództwem  dwóch  kapitanów  jazdy,  jednego 

piechoty, w gorączkowem wytężeniu i oczekiwaniu nieprzy-

jacielskiego szturmu. Tymczasem zbliża się wieczór, zapada 

noc, kanonada nieprzyjacielska trwa nieprzerwanie, ale wy-

czekiwany szturm odwleka się widocznie. Z zapowiedzianego 

w liście Flemmingowym terminu 29 Października, odkłada 

go Patkul do dnia 1 Listopada, jak widzimy z późniejszego 

jego listu. Załoga szwedzka nie wie jednakże naturalnie o 

podobnem postanowieniu, a w wątpliwość tego, co nastąpi, 

idą  czuwać  Mardefeld  i  Liliehök  nad  niebezpieczniejszym 

wyłomem przy bramie wronieckiéj, Meyerfeld nad pierwszym 

Rozdział II.

background image

105

wyłomem przy bramie wrocławskiéj. Groźna noc owa prze-

mija jednakże dość spokojnie, pominąwszy kilka bomb og-

nistych  i  rzadkich  muszkietowych  strzałów,  aż  nad  ranem 

dopiero przerażają Szwedów z obozu piechoty moskiewskiéj 

przenikliwe  przeciągłe  wołania,  istne  wycie  wilków,  des 

hurlemens, jak się wyraża pamiętnik Mardefelda. Wszyscy 

pewni,  że  to  niezawodny  sygnał  rozpoczynającego  się 

szturmu, czekają go z nastawionemi muszkietami i z zapa-

lonemi  lontami.  Mimo  to  wita  ranek  bez  szturmu,  odsła-

niając  natomiast  na  bruku  poznańskim  kilkanaście  pusz-

czonych przez nieprzyjaciela w obręb miasta strzał z listami 

otwartemi do niemieckich żołnierzy załogi, by rzucali szeregi 

szwedzkie i przechodzili do Sasów. Wezwanie to, do którego, 

jak  się  zdaje,  dala  powód  dezercya  dwóch  dragonów  nie-

mieckich  z  pułku  Meyerfelda,  pozostało  przecież  bezsku-

tecznem. Dzień 31 Października rozszerza wyłom przy bra-

mie  wronieckiéj  do  szerokością  80  kroków.  Mimo  to  nie 

następuje  i  teraz  wyczekiwany  co  chwila  szturm.  Wręcz 

przeciwnie, ustaje około południa ogień a przy bramie wro-

cławskiéj ukazuje się trębacz z listami do Meyerfelda i Lilie-

höka, z żądaniem wymiany jeńców. Wielki wyłom przy bra-

mie  wronieckiéj  zajęty  tymczasem  wraz  z  klasztorem 

Katarzynek przez silny, jak na liczbę załogi oddział 460 ludzi 

pieszych pod dowództwem majorów Rothusen i Borumann, 

kiedy naczelna komenda przez noc z 31 Października na 1 

Listopada  powierzona  od  bramy  wronieckiéj  aż  do  zamku 

pułkownikowi Gustawowi Horn, od zamku do bramy wro-

cławskiéj  pułkownikowi  Taube.  Tymczasem  uchodzi  owa 

noc  w  stosunkowéj  spokojności,  raz  po  raz  tylko  strzelają 

Moskale z muszkietów do robotników załogi, zatrudnionych 

w  wyłomie  przy  bramie  wronieckiéj,  co  przecież  nie  prze-

szkadza zasłonić go wałem i pallisadami. Kronika oblężenia 

z  dnia  1  Listopada  zapisuje  znów  tylko  ciągły  ogień  nie-

przyjaciela z dział i muszkietów do warowni miejskich, go-

towość załogi do odparcia wyczekiwanego szturmu i obec-

ność  odprawionego  z  niczem  trębacza  nieprzyjacielskiego 

przy  bramie  wronieckiéj.  Trwało  tak  już  17  dni  ścisłe  ob- 

Oblężenie Poznania przez Patkula.

background image

106

lężenie i bombardowanie utwierdzeń miasta Poznania wśród 

niepojętego  kunkatorstwa  oblegających,  wśród  niezaprze-

czonych świetnych dowodów wytrwałości i męztwa oblężo-

nych.

Czas wyjrzeć teraz z cieśni otoczonych przez nieprzyja-

ciela, odciętych od komunikacyi z resztą świata murów sto-

licy wielkopolskiéj, na wielką widownią współczesnych, wo-

jennych i politycznych wypadków, które nie miały pozostać 

bez wpływu na ostateczne rozwiązanie rozgrywającego się 

w murach czy pod murami Poznania ubocznego epizodu.

Los  oblężonego  Poznania  zaciekawiał  i  interesował  w 

przeświadczeniu politycznéj i strategicznéj wagi wielkopol- 

skiéj  stolicy  zarówno  obie  wojujące  strony.  Strona  Augu-

stowa jest pewną zdobycia miasta przez Patkula, wyczekuje z 

gorączkową niecierpliwością szturmu lub kapitulacyi załogi, 

przeznacza  zdobytemu  Poznaniowi  ważną  w  politycznych 

zamiarach  króla  rolę.  Główny  choć  zakulisowy  naówczas 

agent Augustowéj sprawy, poseł duński Jessen, przebywa 

na  Szląsku,  osiada  tuż  nad  granicą,  w  Sycowie,  aby  o  ile 

możności, być jak najbliżéj teatru wojny poznańskiej; zbiera 

wiadomości przez poufnego swego kuryera polskiego, Anto- 

niego  Zdanowskiego,  przesyła  je  w  treści  swemu  królowi. 

Doniesienia te są różnego rodzaju, mętne, prawda pomię- 

szana z fałszem. „Poznań zdobyty!” — donosi razu jedne- 

go w ostatnich dniach Października Jessen królowi Fryde- 

rykowi,  by  nieledwie  nazajutrz  wiadomość  swą  odwołać  i 

zmodyfikować również fałszywe doniesienie o pożarze miasta 

i zniszczeniu kollegium jezuickiego. Mimo to wszystko uwa- 

żają w obozie Augustowym zdobycie Poznania za kwestyą 

czasu  tylko  a  poseł  duński  wysnuwa  z  niewątpliwego  we- 

dług siebie faktu opanowania miasta daleko sięgające, poli- 

tycznéj natury plany. „Mogłabyś”, pisze w liście z Szycowa 

dnia  3  Listopada  1704  do  króla  duńskiego,  „W. K. Mość 

we własném imieniu poradzić królowi polskiemu łaskawie, 

aby skorzystał z obecnéj sposobności i zajął, co mu wśród 

zwyczajnych okoliczności nie byłoby wolno, jakie utwierdzo- 

ne miejsce w Polsce, a tym końcem zajęty jure belli Poznań, 

Rozdział II.

background image

107

z powodu wybornego położenia tegoż miasta ufortyfikował”. 

Właśnie tymczasem wśród owych najpiękniejszych nadziei i 

najoptymistyczniejszych oczekiwań, uderza istnie, jak grom 

z pogodnego nieba własnoręczny list Patkula, datowany z 

obozu pod Poznaniem 29 Października o 3-ciéj z południa, 

pisany,  jeźli  tak  wolno  powiedzieć,  między  dwoma  wyło- 

mami,  z  którego  niechaj  nam  będzie  wolno  przytoczyć  co 

charakterystyczniejsze  ustępy.  Doniósłszy  nasamprzód  o 

przybyciu  „w  dniu  wczorajszym”  kuryera  z  Warszawy  od 

króla  polskiego,  który  go  zawiadamia,  iż  Szwedzi  ukazują 

się już od strony Pragi, że on sam zamyśla wkrótce o od- 

wrocie  w  Krakowskie  a  w  dodatku  przesyła  rozkazy  i  in- 

strukcye, o których niżéj będzie mowa, pisze Patkul do posła 

duńskiego:  być  może,  iż  ruszymy  ku  Krakowu.  J e s t e m  

c i ą g l e   z a t r u d n i o n y   t u t a j ,   dokąd  mnie  posłano, 

przypuszczając, że załoga nie liczy nad 500 ludzi. Podczas 

marszu, jaki odprawiłem, rzucił się generał major Meyerfeld 

z całą swą jazdą do miasta, tak że zamiast 500 ludzi mam 

do  czynienia  z  załogą  trzechtysięczną,  zdecydowaną  bro- 

nić się do upadłego w mieście, otoczonem podwójnym mu- 

rem. Otóż to widownia wielce zmieniona. Mimo to wszy- 

stko zaatakowałem ich energicznie. Pierwszego dnia zaraz 

obrałem  stanowisko  na  wzgórzu  przeciwległém  murom, 

gdzie  kazałem  z  początku  ustawić  trzy  baterye,  z  których 

dnia następnego zacząłem ich bombardować. Mam już do- 

stateczny wyłom dla szturmu a drugi będzie skończony jutro. 

Wtedy téż to przypuszczę ogólny szturm w 6000 ludzi. Co 

najgorsza, to że opóźniono się tak bardzo z nadesłaniem mi 

artyleryi  z  Saxonii,  również  amunicyi  i  batalionów,  tak  że 

trzeba mi było kilka tygodni przepędzić bezczynnie. Nare-

szcie nadeszło jedno i drugie, lecz nie wszystko, czego mi 

było  potrzeba.  Między  innemi  miałem  dostać  aż  do  2000 

ludzi  z  Saxonii,  aby  oblegać  miasto,  gdy  jeszcze  przypu-

szczano, że załoga liczy tylko 500 ludzi. Teraz zaś, gdy się w 

mieście znajduje 3000 ludzi, przysełają mi tylko 500. Osądź 

sam,  jakiego  powodzenia  można  się  spodziewać?  Będę 

pełnił mój obowiązek, a jeźli nie przyjdę do końca, niechaj 

Oblężenie Poznania przez Patkula.

background image

108

się król polski trzyma tych, co z całą armią przepędzili lato w 

Polsce, nie wziąwszy Poznania, kiedy w nim było tylko 500 

ludzi.  Wtedy  pora  była  dobra,  nieprzyjaciel  ze  swą  armią 

daleko,  załoga  słaba.  Tymczasem  plądrowano  do  zbytku  i 

oddalono się, pozostawiając robotę innym, którzy tutaj gonią 

ostatkami.  Z  tém  wszystkiem  zły  czy  niegodny  znajduje 

większy kredyt, aniżeli ten, co się stara robić dobrze”. List 

ten  charakteryzujący  dostatecznie  usposobienie  dla  gene- 

rała Schulenburga i namiestnika księcia Fürstenberga, zna- 

mionuje zarazem stanowcze przesilenie w kronice poznań- 

skiego  oblężenia.  Odtąd  wiąże  się  jego  przebieg,  a  raczéj 

jego  koniec,  zbyt  ściśle  i  nierozerwalnie  z  losami  wojny 

wielkiéj widowni, abyśmy na nią właśnie nic mieli potrzeby 

zwrócić uwagi i oka. Wypada nam w tym celu powrócić do 

akcyi i położenia obu głównych armii nieprzyjacielskich.

August wyprawiwszy Patkula pod Poznań, pozostał sam 

na dawnych stanowiskach między Warszawą a Wyszogro- 

dem,  na  prawym  brzegu  Wisły,  a  główną  kwaterą  w  Puł- 

tusku. Znajdujemy go tu w pierwszéj połowie miesiąca Pa- 

ździernika*). Siły jego rozrzucone na obszernéj stosunkowo 

przestrzeni,  wywodzą  poważną  cyfrę  dwudziestu  kilku  ty- 

sięcy  ludzi.  August  pozostaje  przecież  bezczynnym.  Nie 

wspiera ani Patkula w jego zamachu na Poznań, nie kon- 

centruje swych sił, aby niemi zajrzeć w oczy królowi szwe- 

dzkiemu. Głównie widzimy Augusta zatrudnionego podczas 

owego  pobytu  Pułtuskiego  sprawami  politycznemi,  akcya 

wojenna  podrzędną  tu  widocznie  na  tymczasem  odgrywa 

rolę. Wyseła przez poufnego kamerdynera Spiegla listy od 

księcia namiestnika Fürstenberga, w których się przyznaje 

bez ogródki, iż jeszcze nie wie, co począć; wyprawia Prze- 

bendowskiego do Berlina, pracuje nad przeciągnieniem Lu- 

bomirskich i prymasa, odbywa wreszcie konferencye z dyg- 

____________

*) Archiwum drezdeńskie, list własnoręczny Augusta do namiestnika 

księcia  Fürstenberga  z  Pułtuska  9  Października  1704.  „Spiegel  qui  re-

tourne Vous apprendra ce qui se passe; je n’ai pas encore déterminé ma 

demeure, étant obligé de  me régler  suivant les  mouvements des  enne-

mis”.

Rozdział II.

background image

109

nitarzami  Rzeczypospolitéj  i  dyplomatami  zagranicznymi, 

którzy  go  w  Pułtusku  otaczają.  Mianowicie  znajdujemy 

tutaj  Andrzeja  Załuskiego  w.  kanclerza  koronnego,  Jana 

Szembeka podkanclerzego koronnego, Ludwika Załuskiego 

biskupa  płockiego,  Zaboklickiego  wojewodę  podolskiego, 

Stanisława Morsztyna wojewodę mazowieckiego, Stanisła- 

wa Denhoffa, miecznika koronnego, marszałka konfederacyi 

sandomierskiéj. Do tego wędrownego dworu przybywa Vanni 

audytor  nuncyusza  papieskiego  Spady.  Dwa  przeciwne  w 

otoczeniu swojém króla Augusta objawiają się prądy, jeden 

łagodniejszy,  względniejszy,  pragnący  pewnego  umiarko- 

wania w traktowaniu partyzantów szwedzkich, drugi schle- 

biający gorączkowéj mściwości króla. Pierwszy chciałby osz- 

czędzać  uwięzionego  biskupa  poznańskiego,  objawia  nie- 

dwuznacznie niezadowolnienie z pochwycenia wojewody łę- 

czyckiego, drugi utrzymuje Augusta w intencyach zemsty 

i  prześladowania.  Pierwszy  ma  swym  reprezentantem  w. 

kanclerza koronnego i brata jego biskupa płockiego, drugi 

podkanclerzego  Szembeka  i  audytora  Vanni.  Nadaremnie 

chciałby  Załuski  wyrwać  biskupa  poznańskiego  jako  nie 

podległego jurysdykcyi świeckiéj ze szponów saskich, zwy- 

ciężają  podszepty  podkanclerzego  i  Vanniego,  biskup  po- 

znański  wraz  z  wojewodą  łęczyckim  idą,  jak  wiadomo,  na 

pokutę więzienną, do Saxonii. Raz tylko odnosi interwencya 

w. kanclerza koronnego pożądany skutek. Niewiadomo dla 

czego i w jakim celu zabłąkał się na ówczas do obozu Au- 

gustowego pod Pułtuskiem Oborski, starosta liwski, jeden 

z głównych bohaterów elekcyi Leszczyńskiego na polu pod 

Wolą. August kazał go uwięzić; wstawienie się Załuskiego 

wyjednało mu ponownie wolność i dyspensę od przymusowéj 

podróży  do  Stolpen  czy  Augustusburga.  Znalazł  się  téż 

naówczas w otoczeniu królewskiém Adam Śmigielski sta- 

rosta gnieźnieński, smutny, zgryziony lekceważeniem, jakie 

mu  król  August  mimo  tylu  usług  okazywał.  Niewiadomo, 

czy téż nie w kwasach i przykrościach owego pobytu Puł- 

tuskiego należy szukać początkowéj przyczyny odstępstwa 

dzielnego partyzanta od sprawy króla Augusta, jakie nastą- 

Oblężenie Poznania przez Patkula.

background image

110

piło  w  dwa  lata  późniéj  po  bitwie  kaliskiéj…  Jak  ztąd  wi- 

dzimy,  zatrudniały  tedy  króla  Augusta  w  Pułtusku  przez 

pierwszą połowę miesiąca Października raczéj kłopoty poli- 

tycznéj, aniżeli wojennéj natury. Zaczęły przecież nadcho- 

dzić  od  strony  nieprzyjacielskiéj  doniesienia,  zmuszające 

poniekąd pomyśleć przecież o akcyi wojennéj. Dnia 11 Pa-

ździernika nadeszła wiadomość, że idący w przedniéj straży 

wracającego  z  Rusi  Karola  Stenbock,  zajmuje  już  Lublin, 

dnia 14-go Października uzupełniły się doniesienia nowemi 

szczegółami.  Pod  wpływem  tych  wiadomości,  postanowił 

nareszcie August opuścić Pułtusk: 20 Października stanął 

w Warszawie nibyto w zamiarze stawienia oporu Szwedom. 

Jak tego postanowienia dotrzymał, zobaczymy niżéj, a teraz 

zwróćmy się do obozu szwedzkiego i działań Karola XII.

Zostawiliśmy go zagłębionego na Rusi, w posiadaniu jéj 

stolicy. Przywieziona mu przez Stanisława Leszczyńskiego 

i  Poniatowskiego  wiadomość  o  wzięciu  Warszawy  przez 

Augusta, dotknęła go głęboko i przykro. „Karol”, powiada 

jego  historyograf  Nordberg,  „pałał  żądzą  spotkania  się  z 

nieprzyjacielem  i  pomszczenia  straty  Warszawy”.  Słowa 

te nie są czczym frazesem, a młody król szwedzki spieszył 

istotnie z odwetem za poniesioną w stolicy polskiéj klęskę. 

Na nieszczęście dla swéj sprawy, był przecież za daleko, aby 

odwet ów mógł nastąpić prędko. Na tymczasem trzeba było 

przygotować  politycznie  i  wojskowo  wymarsz.  Politycznie 

należało  skorzystać  z  pobytu  ruskiego  i  utwierdzić,  o  ile 

się da, w tych dalekich stronach Stanisławową władzę. Do 

podobnego  celu  nadawało  się  Karolowi  niezmiernie  przy-

bycie do Lwowa Józefa Potockiego wojewody kijowskiego, 

który stanąwszy tutaj z ziemi Halickiéj w poczcie zbrojnéj 

szlachty, złożył akt uznania króla Stanisława. Karol przyjął 

z jego strony podobny czyn dobréj woli i oddał mu wraz z 

wypuszczonym na wolność pułkownikiem Kamieńskim straż 

nad Lwowem i okolicą. Równocześnie prawie znalazł się téż 

w Lwowie z eskortą saską jeniec Augusta, wzięty przezeń do 

niewoli w Warszawie Arwed Horn. Jeniec na słowo, przybył za 

pozwoleniem Augusta do obozu swego króla z obowiązkiem 

Rozdział II.

background image

111

stawienia  się  w  połowie  miesiąca  Października  w  Lipsku. 

Horn przywiózł Karolowi wiadomości uzupełniające o klęsce 

warszawskiéj  wraz  z  powziętém  z  własnych  ust  Augusta 

zaręczeniem,  że  postanowieniem  jego  odtąd  jest  unikać 

spotkania ze Szwedami w otwartém polu. Wyjeżdżając dnia 

24 Września ze Lwowa, dostał Horn od Karola pełnomocni-

ctwo układania się z Augustem o wymianę jeńców, a w pier-

wszym  rzędzie  swojéj  własnéj  osoby.  W  kilka  dni  późniéj 

znalazł się, jak nam już wiadomo, w Krakowie wśród tajnych 

robót przygotowujących akcess Lubomirskich do Augusta. 

Załatwiwszy  się  w  ten  sposób  ze  sprawami  miejscowemi, 

zaopatrzywszy  Lwów  w  załogę,  utwierdziwszy,  o  ile  było 

można,  w  tamtych  okolicach  władzę  neo-elekta,  wyruszył 

Karól z nim razem w pochód ku Warszawie. Piechota wy- 

brała  się  dnia  22  Września  i  ruszyła  ku  Żółkwi;  król  dnia 

następnego z jazdą po najgorszych drogach w tym samym 

kierunku. Marsz wskutek tego odbywał się z niesłychaną po- 

wolnością. Dnia 27 Września znajdujemy Karola po przejściu 

przez Doroszów, Macoszyn, Żółkiew, Dobroszyn, Rawę Ru- 

ską w Hrebiennem. Tutaj zatrzymał się król szwedzki przez 

dwa dni, chcąc dać znużonemu marszem wojsku nieco po- 

trzebnego  wypoczynku.  Stanisław  Leszczyński  opuścił  w 

Hrebiennem główną armią szwedzką i udał się do korpusu 

generała Renskiölda zajmującego lewy brzeg Wisły między 

Sandomierzem a Zawichostem. Karol sam tymczasem po- 

suwał się daléj. 29 Września zajął Tomaszów, dnia następ- 

nego znalazł się w Łabuniu pod Zamościem. Słynny zdzier- 

ca, kwatermistrz armii szwedzkiéj, Magnus Stenbock, po- 

przedzał  marsz  Karola  o  dni  kilka,  urządzał  magazyny  w 

Rawie Ruskiéj, w Lublinie, straszył Zamość, wyciągał z kraju 

straszne w gotówce i w dostawach naturalnych kontrybucye. 

Zbliżywszy się pod Zamość, postanowił Karol bądź to za- 

jąć twierdzę, bądź kazać się, co najmniéj, drogo opłacić or- 

dynacyi. Stenbock stawiał w imieniu Karola twarde warun- 

ki,  żądał  otworzenia  bram  twierdzy,  wpuszczenia  załogi 

szwedzkiéj, kontrybucyi i 50,000 talarów gotówki. Ordynacja 

znajdowała  się  naówczas  po  zgonie  w  r.  1689  czwartego 

Marsz Karola z Rusi ku Warszawie.

background image

112

z rzędu ordynata Marcina Zamojskiego, w posiadaniu nie- 

letniego syna jego Tomasza, zostającego pod opieką świą- 

tobliwéj,  oddanéj  dobrym  i  pobożnym  uczynkom  matki, 

Anny z Gnińskich. Młodego ordynata nie było na miejscu; 

w  zastępstwie  jego  wybrał  się  do  obozu  groźnego  króla 

szwedzkiego w Łabuniu jeden z dwóch młodszych jego braci, 

ofiarował Karolowi swój dom, zgodził się na wszystkie jego 

warunki,  oświadczył  gotowość  spłacić  natychmiast  część 

żądanéj kontrybucyi pieniężnéj, oddawał co do reszty własną 

osobę w zastaw. Podobna ustępność usposobiła Karola ła-

skawie dla rodziny ordynackiéj. Pułkownik Clas Bonde zajął 

wprawdzie  z  jego  rozkazu  twierdzę  i  miasto,  załoga  miej- 

scowa  złożyła  broń.  Dnia  następnego  już  jednakże  wyszli 

Szwedzi, nie ściągnąwszy żądanéj kontrybucyi… Przez czas 

kilkodniowego w Łabuniu pod Zamościem pobytu, widzimy 

Karola załatwiającego znowu bieg swych spraw politycznych 

i wojennych. Przedewszystkiém podejmuje dzieło napoczęte 

już we Lwowie, restauracyi zachwianych klęską warszawską 

interesów  Stanisława.  Stara  się  pozyskać  prymasa,  pisze 

doń pod dniem 6 Października list powinszowalny, iż uszedł 

szczęśliwie grożącego w Warszawie niebezpieczeństwa; za- 

wiązuje  daléj  stosunki  z  niedobitkami  konfederacyi  War- 

szawskiéj, znajdującymi się w Tykocinie pod opieką gościn- 

ności Branickiego wojewody podlaskiego. Przyjeżdża tu doń 

od  owéj  szlachty  i  od  wojewody  podlaskiego  słynny  w  in- 

trygach i tajnych robotach owéj epoki sekretarz Sapieżyński, 

Francuz Limont, z zapewnieniami niezachwianéj dla spra- 

wy  Karola  i  Stanisława  wierności  z  prośbą  o  co  prędsze 

przybycie i pomoc. Karol zadowolniony wielce z podobnych 

oświadczeń, obiecuje żądaną odsiecz, chce jednakże niesz- 

częście,  że  wyprawiony  z  podobną  wiadomością  do  Tyko- 

cina  Limont  wpada  w  ręce  Sasów  i  znajduje  się  w  krótce 

potem towarzyszem niewoli biskupa poznańskiego i woje- 

wody łęczyckiego na zamku Stolpen, późniéj nieco w Au- 

gustusburgu. Krótko potem odbiera Karol od znajdującego 

się  przy  korpusie  Renskiölda  Leszczyńskiego,  wiadomość 

o  gotującym  się  akcessie  w.  hetmana  Lubomirskiego  do 

Rozdział II.

background image

113

Augusta, wiadomość potwierdzoną przez list wojewody ki- 

jowskiego Józefa Potockiego ze Lwowa, który donosił, że i 

jego Lubomirski namawia do oświadczenia się za Sasem… 

Co się tyczy działań wojennych, wyprawia nasamprzód Ka- 

rol swego kwatermistrza Stenbocka z poleceniem ściągania 

kontrybucyi i zakładania magazynów do Lublina. Zapewnie 

zaś z powodu trudności wyżywienia całéj swéj armii, dzieli 

ją i nakazuje Renskiöldowi i Stanisławowi zdążać ku War- 

szawie tuż traktem wzdłuż samego prawego brzegu Wisły, 

kiedy  on  sam  posuwa  się  tym  samym,  równoległym  kie- 

runkiem o kilkanaście mil daléj na wschód. Ze względu na 

zajmowane przez Sasów w Warszawie i jéj okolicy stanowiska 

dają sobie oba korpusy armii szwedzkiéj ostateczne miejsce 

spotkania na Pradze. Stosownie do podobnéj umowy, idzie 

Karol z pod Łabunia, nie znajdując żadnéj przeszkody prócz 

niegodziwych,  namiękłych  ciągłemi  deszczami  dróg,  na 

Mokre, Twarzyczów i Wysokie do Bychawy; posuwa się na- 

stępnie przez Bełżyce, Palikije, Baranów, Drażgów do Zie- 

lichowa, gdzie go znajdujemy 13 i 14 Października. Prze- 

szedłszy mimo Wodyni i Łupin, stanął dnia 15 Października 

w Węgrowie. Tutaj to przecież dali po raz pierwszy znak życia 

i  obecności  Sasi.  Oddział  jazdy  saskiéj  pod  dowództwem 

pułkownika  Henwekina  zapędził  się  na  rekonesans  w  te 

strony.  Wysłany  przeciw  niemu  z  oddziałem  Wołochów 

szwedzkich pułkownik Mentz, zachwycił go w Wysokowie 

przy przeprawie przez Bug i zabrał mu trochę niewolnika, 

dnia 16 Października. Tak to zbliżał się Karol z każdym dniem 

bliżéj  do  stanowisk  augustowych;  obie  nieprzyjacielskie 

armie znajdowały się zaledwie od siebie o kilka dni marszu. 

Na nieszczęście tylko zapanowało w obozie saskim na wieść 

o zbliżaniu się Szwedów straszne zamieszanie, kiedy prze- 

ciwnie  Karol  miał  plan  gotowy  i  wiedział  bardzo  dobrze, 

czego chce i do czego zdąża. —

Z Węgrowa posuwa się do Kamieńczyka, wyseła na zwia- 

dy Wołochów swego wojska, którzy się posuwają aż do Puł- 

tuska, przyprowadzają mu co chwila saskich jeńców, prze- 

rażają  Augusta,  zmuszają  ich  do  czemprędszéj  przeprawy 

Marsz Karola z Rusi ku Warszawie.

background image

114

na lewy brzeg Wisły tak pod Wyszogrodem, jak pod samą 

Warszawą. Mogło się teraz zdawać, że zamiarem Augusta 

będzie teraz bronić wszelkiemi siłami Szwedom przeprawy 

na  lewy  brzeg  Wisły;  zobaczymy  jednakże,  że  i  ten  plan 

nawet na prawdę nie postoi mu w głowie.

Dnia  18  Października  opuszcza  Karol  swą  kwaterę  w 

Węgrowie i posuwa się z jazdą do Radzymina. Spędziwszy 

znajdujący się tutaj po lewym brzegu Bugu posterunek sa- 

ski, zajął Karol to miejsce przeprawy i kazał obsadzić dwom 

pułkom dragonów pod dowództwem pułkownika Dueckerta. 

Równocześnie  stanęli  na  Pradze  Stanisław  Leszczyński, 

Renskiöld wraz z całym swym korpusem; pozostawiona nie- 

co w tyle piechota armii saskiéj znalazła się powoli także tutaj; 

sam król szwedzki wraz z młodym księciem wirtembergskim 

Maksymilianem Emanuelem, nieodstępnym od swego boku 

towarzyszem  paziem  Klinkowströmem,  zaglądali  także  co 

chwila z Radzymina na Pragę; obie nieprzyjacielskie armie 

przegradzała  teraz  tylko  szerokość  Wisły.  Jeżeli  wierzyć 

biografowi młodego księcia Wirtembergskiego, odbywały się 

nawet  między  samymiż  wojującymi  królami  przez  rzekę 

rozmowy, przypominające nie źle dyalogi walczących około 

murów Troi bohaterów. Karol usiłował przeprawić się gdzie- 

kolwiekbądź  przez  Wisłę  i  przygotować  własne  ku  temu 

środki, ponieważ August za zbliżeniem się Szwedów kazał 

poniszczyć wszystkie mosty i statki na Wiśle, Bugu i Nar- 

wi.  Między  innemi  zaczął  król  szwedzki  próbować  owéj 

przeprawy w okolicy Karczewa, cztery mile w górę rzeki od 

Warszawy,  gdzie  znajdująca  się  na  środku  prawie  łożyska 

kępa przedsięwzięcie podobne ułatwiała. Karol, Stanisław, 

młody książę Maxymilian Emanuel wirtembergski, przepra- 

wili się na ową kępę. Z lewego brzegu Wisły ukazali się król 

August z szambelanem Vitzthumem przy boku. „Panowie”, 

odezwał  się  tenże  do  Szwedów,  „czyż  nie  przyjdziecie  do 

nas?” Sam Karol odpowiedział: „Nie jesteśmy tyle złośliwi”. 

Szambelan Vitzthum zapytał znów: „Nie ma tam Waszego 

króla?” Paź znajdujący się przy boku Karola, prawdopodobnie 

Klinkowström, odpowiedział, wskazując go: „Tak, jest tutaj!” 

Rozdział II.

background image

115

Po kilku ironicznych zapytaniach i odpowiedziach, odezwał 

się znów Vitzthum do Szwedów: „Panowie, będziemy was 

tutaj czekali”, na co paź odpowiedział: „Słowo padło!” August 

dodał: „Słowo królewskie”, poczem ukłonił się Szwedom i 

rzekł: „Adieu, Panowie!” Pominąwszy anegdotyczną stronę 

opisu tego spotkania, pozostanie przecież jego niewątpliwą 

prawdą, że Karol próbował bardzo na seryo przeprawy przez 

Wisłę,  a  że  tém  samem  zmawiał  wahającego  się  dotąd 

Augusta od powzięcia jakiegobądź postanowienia. Oddziały 

pospolitego ruszenia polskiego, Wołosi referendarza koron- 

nego Stanisława Rzewuskiego, niepokoili wprawdzie Szwe- 

dów,  zaalarmowali  wprawdzie  dnia  28  Października  pułk 

jazdy  Ostrogockiéj  w  Kleszewie,  generał  Hummerhielm 

przepłoszył  ich  jednakże  z  łatwością  a  przeprawa  na  lewy 

brzeg Wisły niedoznawała z wyjątkiem trudności o materiał 

mostowy, żadnéj poważniejszéj przeszkody. Stanęły dwa mo- 

sty ze strony szwedzkiéj, jeden o cztery mile od Warszawy 

w górę rzeki, drugi między Warszawą a Pragą za staraniem 

Stenbocka. Przeprawiając się przez pierwszy, nie utonęli o 

mało co Karol z księciem wirtembergskim. Słabo sklecone 

tratwy rozerwały się, prąd rzeki zaczął króla i jego towarzysza 

unosić; z trudnością tylko ocaliło ich niezrównane męztwo 

kilkudziesięciu  grenadyerów.  Zmoczeni,  przeziębli  dostali 

się wreszcie na lewy brzeg rzeki.

Czas zwrócić się teraz do obozu saskiego i przypatrzeć 

się jego działaniom. Błąd dotychczasowéj akcyi augustowéj 

objawiał  się  teraz  w  całéj  swéj  dotykalnéj  i  zgubnéj  pełni. 

Mając dzięki szalonemu odskokowi Karola na Ruś, aż na- 

zbyt wiele czasu do zniszczenia korpusu Meyerfelda i zgnie- 

cenia załogi poznańskiéj, dopuścił bezmyślnie połączyć się 

Meyerfeldowi  z  ową  załogą,  podzielił  swą  armią,  pozwolił 

jednéj jéj części pod Patkulem rozbijać sobie głowę o mury 

Poznania,  przemarnował  z  drugą,  silniejszą,  drogi,  kilko- 

tygodniowy czas w zupełnéj bezczynności, przyznając się w 

liście do Fürstenberga z pewną naiwnością, „że nie wie, co 

robić, a że dalsze jego kroki zależą od akcyi nieprzyjaciela”. 

Wahanie się owo trwało bardzo długo, niemal aż do chwili, 

Marsz Karola z Rusi ku Warszawie.

background image

116

kiedy  osobisty  ukłon  króla  szwedzkiego  pod  Karczewem  i 

przygotowania  jego  do  przeprawy  przez  Wisłę,  zmuszały 

natarczywie cokolwiekbądź przecież przedsięwziąć. Jakkol- 

wiek  August  zarzekał  się  Hornowi,  iż  nie  będzie  się  wy- 

stawiał na spotkanie w otwartém polu z Karolem, zdaje się 

przecież, że przez chwilę miał intencyą stawienia mu oporu 

w Warszawie i przeszkadzania przeprawy przez Wisłę. Wła- 

sne jego listy do Fürstenberga i Patkula, zachowane w ar- 

chiwum drezdeńskiém, liczniejsze z téj właśnie, aniżeli ja- 

kiejkolwiekbądź  innéj  chwili,  nie  pozostawiają  pod  tym 

względem żadnéj wątpliwości. Był téż to istotnie plan naj- 

racyonalniejszy wśród obecnych okoliczności. Nie dopusz- 

czał  w  najgorszym  nawet  razie  owéj  klęski  bez  boju,  jaka 

nastąpiła późniéj, dawał Patkulowi możność zgniecenia za- 

łogi poznańskiéj i opanowania Poznania. Intencye te poku- 

towały jednakże krótko bardzo w obozie augustowym. Na 

widok gotującéj się przeprawy szwedzkiéj przez Wisłę, za- 

pada postanowienie i to postanowienie pospieszne, doryw- 

cze, opuszczenia Warszawy i odwrotu, którego właściwy cel 

także, w saméj niemal chwili wykonania, nie jest wyraźnie 

oznaczony.  „Do  Krakowa  lub  ku  Szląskowi”,  otóż  ogólny 

kierunek,  jaki  August  zamyśla  nadać  swemu  odwrotowi. 

Powody zaś i przyczyny samegoż odwrotu tłomaczy własno- 

ręczny list Augusta do Fürstenberga, napisany już po ukoń- 

czeniu odwrotu, dnia 10 Listopada. Obliczając, nie wiado- 

mo nam, na jakiéj podstawie, całą swą siłę, a więc wojsko 

saskie pod dowództwem feldmarszałka Steinaua i generała 

Schulenberga, piechotę moskiewską, pod wodzą pułkownika 

Görtza, polskie chorągwie referendarza Stanisława Rzewu- 

skiego na 10000 ludzi zdolnych do boju — pisze, że wobec 

nieprzyjaciela  przemagającego  liczbą,  zdążającego  trzema 

kolumnami ku przeprawom Narwi, Bugu i Wisły, nie można 

było myśleć o oporze. Obrona w Warszawie stawała się według 

Augusta  tém  mniéj  podobną,  że  wypadało  w  niepewności 

punkta  przeprawy  szwedzkiéj  zasłaniać  kilkunastomilową 

linią  od  Wyszogrodu  do  Góry,  co  znów  pociągało  za  sobą 

konieczność rozdrobnienia sił saskich i kolejnego ich znie- 

Rozdział II.

background image

117

sienia przez nieprzyjaciela. Wśród takich okoliczności, po- 

wiada  August,  postanowił  odwrót,  coby  jeszcze  może  nie 

było najgorszém złem, gdyby tylko ów odwrót był nastąpił 

rychléj i mniéj pospiesznie, gdyby daléj wykonanie jego nie 

było nastąpiło, jak zobaczemy niżéj, w sposób równoważący 

zupełnemu rozbiciu armii saskiéj.

Ostatnie dni pobytu warszawskiego znaczą się zresztą 

jeszcze niektóremi szczegółami z dziedziny akcyi politycznéj. 

Nie ustają z jego strony instancye do Cara o posiłki wojskowe 

i pieniężne wśród obecnych opałów. Zapewnie pod wraże- 

niem owego kłopotu Augusta, przybiera wobec niego poseł 

Carski Golicyn dumniejszą zaraz postawę i grozi odjazdem 

od  boku  króla,  gdyby  w.  hetman  koronny  Lubomirski  do 

łaski  miał  powrócić.  W  wilią  wreszcie  niemal  wymarszu  z 

Warszawy bierze August w areszt Głogowskiego, starostę 

grabowieckiego i wyprawia go na pokutę więzienną do zam- 

ku  Stolpen  w  Saxonii.  Otóż  to  roboty  politycznéj  natury 

Augusta  na  samym  niemal  schyłku  sromotnie  przegranéj 

kampanii. Dnia 26 Października wyseła nasamprzód baga- 

że do Rawy, zawiadamiając ogólnie tylko oblegającego Po- 

znań  Patkula,  iż  prawdopodobnie  przyjdzie  mu  się  cofnąć 

z  Warszawy  do  Krakowa  lub  ku  Szlązkowi.  Rano  dnia  28 

Października opuszcza sam król z całém wojskiem Warsza- 

wę,  kiedy  tegoż  samego  wieczora  jeszcze  1500  Szwedów 

przeprawia się przez Wisłę i wkracza do opuszczonéj stolicy. 

Odwrót Augusta odbywa się w południowo-zachodnim kie- 

runku; Szwedzi niepokoją go i siedzą w ciągu całego marszu 

ustępującemu nieprzyjacielowi na karku. Noc z dnia 28 na 29 

Października przepędza August w Mszczonowie, gdzie jego 

bezbojne i wcale nie tryumfalne przybycie, ogłaszają jakby 

na  ironią  salwy  artyleryi  saskiéj.  Po  bardzo  krótkim  tutaj 

wypoczynku zdąża augustowy odwrot w widocznéj niepewno-

ści między Krakowem a Szlązkiem, w kierunku zachodnio-

południowym.  Dnia  30  Października,  właśnie  w  téj  saméj 

niemal chwili, kiedy Karol ze Stanisławem Leszczyńskim od- 

bywają swoją reinstallacyą w Warszawie, przybywa August 

do  Piątku.  Tu  ztąd  przesyła  Patkulowi  rozkaz,  aby  jeżeli 

Ucieczka Augusta do Krakowa.

background image

118

już Poznań zdobyty, jeńców i artyleryą ciężką wyprawił do 

Saxonii,  jeżeli  zaś  jeszcze  miasto  niezdobyte,  aby  sam  z 

piechotą i polną artyleryą zajął stanowisko nad tak zwaną 

zgniłą Obrą, Brandta zaś z jazdą odesłał doń pod Uniejów. 

W tymże samym liście tłumaczył się August z konieczności 

swego  odwrotu  z  Warszawy  i  zapowiadał,  że  moskiewską 

piechotę wyseła ku Kołu, saską ku Warcie i że w tym celu 

nakazał  wzdłuż  biegu  rzeki  Warty  wypiekać  w  potrzebnéj 

ilości chleby i przygotowywać furaż. W ten sposób znalazła 

się cała, poważna jeszcze liczbą siła saska wobec połączo-

nego  i  rozgonionego  za  nią  nieprzyjaciela,  doszczętnie 

rozbitą na cztery rozpierzchające się w różne strony oddziały, 

z  których  jedyny  Schulenburg  przedstawia  zdolny  oporu  i 

obrony zastęp.

Dnia 2 Listopada dochodzi odwrót Augusta miasteczka 

Uniejowa, zkąd po odesłaniu już piechoty moskiewskiéj ku 

Kołu, odprawia Schulenburga z piechotą saską ku Kaliszowi. 

Sam  w  towarzystwie  marszałka  Pflugka,  podkanclerzego 

koronnego,  Jana  Szembeka,  nieodstępnego  kamerdynera 

Spiegla z nieliczną, jak się zdaje eskortą jazdy, cofa się ku 

miasteczku Warcie, wskazuje feldmarszałkowi Steinau z kilku 

pułkami jazdy i piechoty odwrót ku Piotrkowu. Przybywszy 

do  Piotrkowa,  pisze  August  dnia  4  Listopada  tu  ztąd  na- 

stępny  lakoniczny  bilecik  do  namiestnika  Fürstenberga: 

„Moje interesa nie znajdują się tutaj w najlepszym stanie, 

odkąd znalazłem się w konieczności opuszczenia Warszawy. 

Zobaczę, czy będę mógł dostać się do Krakowa, czy téż puścić 

się do Szląska”. Pościg szwedzki tymczasem, powstrzymany 

nieco  wspomnianą  co  dopiero  reinstallacyą  w  Warszawie, 

zkąd Stanisław pod dniem 30 Października wydaje uroczysty 

manifest, zaręczający narodowi własne i króla szwedzkiego 

dobroczynne dlań intencye; powstrzymany daléj widocznie 

fałszywemi informacyami o kierunku odwrotu saskiego, — 

nie omieszkał teraz dawać się dokuczliwie we znaki. Karol 

w widoczném przekonaniu że August zmierza najprostszą 

drogą ku Krakowa, ruszył za nim, jak zwykle, nie odczekując 

piechoty, z pułkami Dalekarlijskim i Warmlandzkim, zabra- 

Rozdział II.

background image

119

nemi daléj Renskiöldowi po drodze sześciu pułkami jazdy, 

na  Łęczycę,  pozostawiając  Tarczyn  na  lewo,  ku  Nowemu 

Miastu  nad  Pilicą.  Towarzyszył  mu  w  tym  pościgu  z  od- 

działem Wołochów znany partyzant Jan Grudziński, starosta 

Rawski, zabierając po drodze maroderów saskich. Nie zna- 

lazłszy  nieprzyjaciela,  zwraca  się  król  szwedzki  ku  Rawie, 

gdzie  przybywa  dnia  1  Listopada.  Tutaj  to  dochodzą  go 

nareszcie prawdziwe wiadomości o kierunku Augustowego 

odwrotu. Przejmuje list Augusta do feldmarszałka Steinaua 

z  rozkazem  pomaszerowania  z  jazdą  do  Piotrkowa,  zkąd 

daléj ma ruszyć ku Krakowu, dokąd, nawiasowo powiedzia-

wszy,  miał  przybyć  znajdujący  się  dotąd  ze  swą  dywizyą 

w Myślenicach w. hetman koronny. Nie dość na tém, po-

wziął jeszcze król szwedzki z przejętego listu Augustowego 

wiadomość o rozkazach danych Patkulowi i o kierunku od-

wrotu  Schulenburga.  Z  chwilą  zyskania  tych  wiadomości, 

zmienił Karol południowy kierunek swego pościgu i rzucił 

się, pozostawiając piechotę po za sobą w tyle, z istną gorą-

czką za uchodzącym nieprzyjacielem ku zachodowi. Spędza-

jąc noce na wiązce słomy lub siana, żywiąc się często suchym 

chlebem z kawałkiem słoniny, gonił z drabantami i ośmiu 

pułkami jazdy generała Wellingka nieprzyjaciela, niekiedy po 

siedem mil dziennie. Nie mylimy się pono, przypuszczając, 

że zamiarem tak szalonego pościgu było pochwycenie sa- 

megoż  króla  Augusta.  Jeżeli  ten  zamiar  nie  powiódł  się 

i  nie  mógł  się  powieść  z  powodu  zbyt  szybkiéj  ucieczki 

Augusta, powiodło się natomiast królowi szwedzkiemu naj- 

zupełniéj  dzieło  rozprzężenia  i  dezorganizacyi  siły  saskiéj, 

zasłaniającéj  Augustowy  odwrót.  Pomiędzy  następującego 

żołnierza saskiego wkradła się na wielką skalę maroderka. 

Pościg szwedzki staczając co chwila utarczki z uchodzącymi 

Sasami, zagarniał sporą liczbę jeńców. Ogółem znalazło się 

ich w ręku szwedzkim według raportu posła duńskiego Jes- 

sena do 1000. Przybiegając wszędzie kilka dni po Auguście, 

stanął  Karól  dnia  2  Listopada  w  Piątku,  3  w  Uniejowie, 

gdzie przyszło do małego spotkania z jazdą saską tuż nad 

samą  rzeką  Wartą.  Tutaj  to,  jak  się  zdaje  przyszedł  król 

Ucieczka Augusta do Krakowa.

background image

120

szwedzki do przekonania, iż dalszy pościg za Augustem nie 

ma właściwego celu i że pochód za ustępującym z piechotą 

saską Schulenburgiem przedstawia racyonalniejsze korzyści. 

Dnia  4  Listopada  tedy  kiedy  August  przybywa  do  Warty, 

zwraca się król szwedzki na Dobrą i Działoszyn ku Kaliszowi. 

Zwrot ten nieprzyjacielskiego pościgu daje wędrownemu ta- 

borowi Augustowemu nieco wytchnienia, Król sam, w. mar- 

szałek  dworu  saskiego  hr.  Pflugk,  szambelan  Vitzthum, 

podkanclerzy koronny Jan Szembek, dyplomata-kamerdy- 

ner  Spiegel  zatrzymują  się  jeden  dzień  na  miejscu,  6  Li- 

stopada widzimy ich w Złoczewie. Tu ztąd wyprawił August 

swe  kosztowności  i  bagaże  wraz  ze  Spieglem  do  Sycowa 

na  Szląsk,  wzywając  zarazem  przezeń  bawiącego  tamże 

posła duńskiego Jessena do jak najprędszego stawienia się 

na  konfenrencyą  w  Częstochowie.  Jessen  nie  lenił  się  ani 

na chwilę z posłuchaniem wezwania, ale przybył za późno. 

August,  który  liczył  prawdopodobnie  na  możność  zatrzy- 

mania się przez kilka dni w Częstochowie, nie przypuszczał, 

że go Szwedzi i tu ztąd spłoszą. Stało się tak przecież; jazda 

nieprzyjacielska  znalazła  się  w  pobliżu  miasteczka;  król 

August wyniósł się co prędzéj, rano dnia 8 Listopada „nie 

bez  konfuzyi”,  jak  powiada  w  swém  sprawozdaniu  poseł 

duński,  z  Częstochowy;  po  dwóch  dniach  podróży  stanął 

w  południe  dnia  10  Listopada  w  Krakowie.  Pozostawiając 

go tutaj w oczekiwaniu ściągających się powoli sił feldmar-

szałka Steinaua, w. hetmana Lubomirskiego, referendarza 

koronnego Stanisława Rzewuskiego, partyzantów polskich 

Stanisława Chomentowskiego i Adama Śmigielskiego; — 

zastrzegając sobie sami na późniéj opowiadanie jego podję- 

tych tutaj politycznych robót, — wróćmy teraz dla nieza- 

tracenia wątku rzeczy na widownią mającéj się rozegrać w 

krótce wielkiéj wojny téj ponuréj jesieni.

Patkul, odebrawszy dnia 2 Listopada datowany z Piątku 

dnia 30 Października rozkaz Augusta, rozkaz niedorzeczny, bo 

zalecający co mniejsza, odstąpić od oblężenia Poznania, lecz 

pozbawiający, co ważniejsza, cofającego się Schulenburga 

przynajmniéj 6000 ludzi, z którymi w połączeniu byłby mógł 

Rozdział II.

background image

121

zgnieść rozpędzonego nieostrożnie Karola, — odstąpił dnia 

3  Listopada  pospiesznie  od  murów  poznańskich.  Cofając 

się ku niesłychanemu tryumfowi Mardefelda, Meyerfelda i 

Liliehöka, ku granicy brandenburgskiéj, stanął już 5 Listo- 

pada  pod  Zbąszyniem,  gdzie  go  widzimy  jeszcze  9  Listo- 

pada, spoglądającego bezczynnie na mordercze zapasy pie- 

choty  moskiewskiéj  Görtza  i  Schulenburga  z  pościgiem 

szwedzkim.

Króla szwedzkiego zostawiliśmy za to dnia 4 Listopada 

w  pochodzie  z  Działoszyna  ku  Kaliszowi  za  ustępującym 

Schulenburgiem. Siła Karola składała się wyłącznie prawie 

z jazdy, Schulenburga z 4000 ludzi dzielnéj piechoty i 900 

koni.  Dnia  5  Listopada  stanął  król  szwedzki  pod  murami 

Kalisza, zajętego przez słabą, liczącą zaledwie 100 ludzi pod 

dowództwem pułkownika Riebe arriergardę korpusu Schulen-

burga,  który  naówczas  był  się  już  cofnął  do  Raszkowa. 

Szczupła liczba załogi nie pozwalała myśleć o obronie miasta 

przeciw 18 szwadronom jazdy nieprzyjacielskiéj. Stanowiło 

to przecież dla Szwedów przeszkodę w pościgu a nadto, jak 

zaraz zobaczymy, miało się sprzątnienie owéj zawady opłacić 

niecierpliwemu  Karolowi  dotkliwą  boleścią  osobistą.  Sam 

młodzieniec dwudziestoletni miał król szwedzki, jak zawsze 

tak  i  tu  nieodstępnie  przy  swym  boku,  dwóch,  znanych 

nam  już  z  poprzedniego  opowiadania  towarzyszów,  pazia 

Klinkowströma i księcia Wirtembergskiego, obu dzieci wie- 

kiem,  mężów  bohaterstwem.  Klinkowström,  mianowicie 

był wiernym uczestnikiem wszelkich rozpustnych figli i wy- 

bryków Karola jeszcze z czasów pokojowego pobytu sztok- 

holmskiego. Potknąwszy się w owym gorączkowym pościgu 

o zawadę kaliską, wyprawił Karól swego pazia z wezwaniem 

poddania miasta do pułkownika Riebego. Towarzyszył mu 

pułkownik  Dueckert.  Właśnie  podczas  toczącéj  się  parla- 

mentarki, padł przypadkiem czy umyślnie strzał z murów i 

położył Klinkowströma trupem. Gniew i żal Karola był stra- 

szny.  Mszcząc  się,  kazał  w  pierwszém  uniesieniu  zamor- 

dować  kilkunastu  jeńców  rzucających  broń  załogi  saskiéj. 

Ciało poległego towarzysza broni zalecił włożyć do trumny 

Zniesienie oblężenia poznańskiego.

background image

122

i odesłał następnie do Pomeranii. Tuż prawie po tym przy- 

krym wypadku, nadjechał do Kalisza d. 6 listopada przyby- 

wający  z  Warszawy  Stanisław  Leszczyński  i  towarzyszy 

odtąd dalszemu pościgowi króla szwedzkiego. Samobójcze 

rozprężenie,  na  jakie  ucieczka  i  szaleńsze  jeszcze  od  niéj 

rozkazy  Augusta  armią  saską  wskazały,  pokazują  się  do- 

piero  teraz  w  całéj  swéj  szkodliwości.  W  razie  połączenia 

Patkula, jazdy Brandta, piechoty moskiewskiéj Görtza pod 

wspólnem  dowództwem  Schulenburga,  byłaby  się  zebrała 

kilkotysięczna  siła,  mogąca  i  teraz  nawet  jeszcze  zdławić 

pogoń szwedzką a może przez wzięcie do niewoli samegoż 

rozpędzonego  najnieostrożniéj  Karola,  nadać  całéj  wojnie 

inny obrót. Dzięki swemu rozprzężeniu nie pozostaje istotnie 

dzielnemu Schulenbergowi ze swym pięciotysięcznym blisko 

korpusem nic lepszego do roboty, jak spieszyć co prędzéj ku 

bezpiecznéj przystani szląskiéj i ocalić przynajmniéj honor 

broni saskiéj.

Nie ma może chwili w ciągu całych dziejów owéj wojny, 

lepiéj i dokładniéj wyświeconéj przez samychże głównych jéj 

bohaterów i aktorów. Archiwum drezdeńskie posiada druko-

waną  relacyą  owego  odwrotu,  nadto  własnoręczny  raport 

Schulenburga  do  Augusta,  datowany  ze  Zgorzelic  12  Li-

stopada 1704. Szwedzkie sprawozdania Nordberga i Adler-

felda nie pozostawiają również pod względem dokładności 

niczego do życzenia. Przypatrzmy się teraz dalszemu prze-

biegowi odwrotu Schulenburga według jego własnego spra-

wozdania. Kiedy Karol 5 Listopada brał Kalisz i zagarniał po 

słabym oporze w niewolę szczupły oddział pułkownika Rie-

ben, znajdował się generał saski z całym swym korpusem 

rozłożony  pod  Raszkowem,  o  trzy  mile  od  następującego 

nieprzyjaciela. Przyniesiona mu pod noc przez postępującego 

z jazdą w tylnéj straży generała Oertza wiadomość o wzięciu 

Kalisza, spowodowała Schulenburga jeszcze w ciągu tejże 

saméj nocy, z 5 na 6 Listopada, mimo straszliwego znużenia 

żołnierza i zakradającéj się coraz gęściéj maroderki, do dal-

szego, pospiesznego odwrotu ku Kobylinowi, gdzie stanął w 

ciągu  dnia  6  Listopada.  Jazda  pozostała  pod  generałem 

Rozdział II.

background image

123

Oertzem w Raszkowie, by zasłaniać odwrót głównéj siły w 

obec pogoni 18 szwadronów szwedzkich. W ciągu dalszego 

marszu z Kobylina do Jutrosina, dnia 7 Listopada, spotkał 

się  Schulenburg  z  wracającą  z  pod  Poznania  jazdą  saską, 

pod  dowództwem  generała  Plötza.  Jeszcze  teraz  i  w  tym 

przypadku  miała  się  objawić  szkodliwość  wydanych  przez 

Augusta z pod Warszawy czy w ciągu odwrotu rozporządzeń. 

Schulenburg chciał Plötza zatrzymać przy sobie, a w naj-

gorszym  razie  wyznaczał  mu  na  miejsce  wspólnego  spot-

kania miasteczko Krobię. Nadaremno. — Plötz tłumaczył 

się  nasamprzód  wyraźnym  rozkazem  Augusta,  następnie 

trudnością wyżywienia tak znacznéj siły, skoro pozostanie 

razem i puścił się ku Piotrkowu, osłabiając Schulenburga, 

nie  wzmacniając  spieszącego  do  Krakowa  Augusta.  Pod 

wieczór dnia 7 Listopada znalazł się Schulenburg w Jutro-

sinie wśród niesłychanego znużenia żołnierza, któremu na 

domiar  złego  wybuchły  w  miasteczku  pożar  wypocząć  nie 

pozwolił. Tutaj doszła generała saskiego wiadomość o za-

jęciu Kobylina przez dziewięć pułków jazdy szwedzkiéj ge-

nerałów Wellingka i Renskiölda, przy których znajdował się 

sam  król  szwedzki  wraz  ze  Stanisławem  Leszczyńskim. 

Spotkanie niebieskiéj pogoni szwedzkiéj z czerwonym od-

wrotem saskim, stawało się odtąd nieuchronném. Zamiarem 

Schulenburga było teraz ruszyć przez dzień 8 Listopada do 

Krobi, połączyć się tutaj z piechotą moskiewską, ruszyć na-

stępnie do Leszna, by się zaopatrzyć w chleb i piwo i zdążać 

tu z tąd do bezpiecznego schronienia szląskiego. Rachuby 

te chybiły jednakże. Mimo, że okolica była Sasom znana z 

czasu jeszcze kampanii latowéj, zmarnowano, dzięki niezrę-

czności szpiegów i przewodników trzy godziny w drodze. W 

Krobi nie zastał Schulenburg Moskali, lecz tylko doniesie-

nie dowódzcy ich pułkownika Görtza, że nie daleko tu z tąd 

się  rozłożył.  A  więc  i  tu  jeszcze  zawód  i  rozprzężenie  sił 

własnych  w  obec  nieprzyjacielskiego  pościgu!  Wyznaczy-

wszy  tedy  Görtzowi  na  noc  z  8  na  9  Listopada  miejsce 

wspólnego  spotkania  pod  miasteczkiem  Poniecem,  ruszył 

tamże sam Schulenburg wśród zapadającego zmroku. Było 

Bitwa Poniecka.

background image

124

już  jednak  zapóźno  na  możność  podobnego  połączenia,  a 

zaledwie Schulenburg ze swym znużonym żołnierzem zdo-

łał stanąć pod Poniecem, odsłonił mu się na rozległéj rów-

ninie  groźny  widok  nadciągającéj  od  Krobi,  niebieskiéj 

chmury kawaleryi szwedzkiéj. Generał saski obliczał jéj siłę 

bez przesady na 7000 koni, kiedy sam nie liczył więcéj nad 

5000 ludzi, prawda, że bardzo dobréj piechoty. O dalszym 

odwrocie nie można było myśleć bez wystawienia się na nie-

chybną klęskę ze strony pościgu szwedzkiego. Przytomny 

Schulenburg  postanowił  przyjąć  nierówną  walkę,  by  pod 

osłoną stawianego oporu uskutecznić odwrot do Szląska i 

poczynił doń, o ile czas i okoliczności pozwalały, odpowiednie 

przygotowania. Nie przypuszczając, aby nieprzyjaciel śmiał 

go  czepiać  wśród  zapadającéj  ciemności,  kazał  piechocie 

obsadzić  opłotki  i  ogrody  w  leżącéj  tuż  pod  samem  mia-

steczkiem  Poniecem  wsi  Janiszewie,  lazaret  zaś,  bagaże, 

artyleryą wyprawił na tyły z rozkazem spiesznego pochodu 

ku  Odrze.  Nad  ranem  spodziewał  się  nadejścia  Görtza  z 

piechotą moskiewską. I tę rachubę przekreśliła przecież, na 

ten raz, gorączka walki Karola. Nie zważając na ciemność, 

nie kłopocąc się o widoczną obronność stanowiska piechoty 

saskiéj,  nie  pytając  o  roztropne  rady  swych  generałów, 

przedstawiających,  iż  z  samą  tylko  do  tego  przez  pogoń 

rozwleczoną  jazdą  Sasów  zagarnąć  i  zgnieść  nie  będzie 

można,  okazał  się  Karol  i  pod  Poniecem  Karolem  z  nad 

Dźwiny, z pod Kliszowa, Pułtuska i Lwowa. Wbrew wszelkim 

oczekiwaniom i rachubom, spostrzegł Schulenburg szwa-

drony  szwedzkie  pędzące  ostrym  kłusem  ku  zajmującéj 

Janiszewo swéj piechocie. Wobec podobnéj zaczepki, uznał 

generał saski za rzecz konieczną wyprowadzić swego żoł-

nierza z opłotków i ogrodów wiejskich na otwarte pole, aby 

go  przewaga  nieprzyjacielska  nie  zaskoczyła  splątanym  i 

ubezwładnionym,  zwłaszcza  że  na  domiar  niedogodności 

zajętéj  przez  Sasów  pozycyi,  tuż  za  wsią,  znajdowało  się 

niebezpieczne w razie odwrotu, grząskie trzęsawisko. Słoń-

ce zaszło, ciemność Listopadowego wieczoru zapadała co-

raz  grubiéj  nad  widownią  rozpoczynającéj  się  walki.  Siła 

Rozdział II.

background image

125

znajdująca się pod ręką Karola składała się z odziałów ka-

waleryi  pułku  Skanijskiego,  z  dragonów  generałów  Ren-

skiölda,  Dueckerta  i  Krassaua.  Generał  Wellingk  z  4000 

koni znajdował się o jeden dzień marszu w tyle, by oskrzydlić 

nieprzyjaciela.  Przy  boku  rozpoczynającego  akcyą  Karola 

znajdowali  się  Stanisław  Leszczyński,  książę  Maxymilian 

Wirtenbergski,  książę  Sachsen-Gotha,  generałowie  Ren-

skiöld,  Stenbock  i  Lagercrona.  Schulenburgowi,  jak  sam 

powiada we własnoręczném sprawozdaniu, pozostawało w 

obec nawały szwedzkiéj bardzo niewiele czasu do sformo-

wania swéj siły. Wyprawiwszy swego żołnierza za wieś, usta-

wił go we dwie linie. Pierwszą, opartą prawém skrzydłem o 

wieś Janiszewo, złożył z ośmiu; drugą z czterech batalionów 

piechoty. Po obu skrzydłach drugiéj linii stanęła kawalerya 

saska, w przedziale między pierwszą a drugą linią, składająca 

się z dziewięciu dział artylerya. Schulenburg objeżdżał sze-

regi swych żołnierzy, upominał ich do wytrwania na miejscu, 

przypominał smutny los towarzyszów wziętych w Toruniu, 

jęczących dotąd w twardéj niewoli szwedzkiéj, kazał przy-

puszczać Szwedów blisko i mierzyć koniom w głowy a strze-

lać  celnie.  Pierwsze  szeregi  miały  po  każdym  wystrzale 

przyklęknąć, by następnie dać możność wystrzału drugim. 

Zaledwie było dość czasu, by te rozporządzenia powydawać, 

gdy jazda szwedzka z Karolem na czele rzuciła się na Sasów, 

wybierając sobie przedewszystkiém za miejsce i przedmiot 

ataku owe szczerby pomiędzy obu liniami piechoty, wypeł-

nione przez jazdę. Jazda saska nie dotrzymała placu i zaczęła 

pierzchać. — Wpadający za uciekającymi Szwedzi, zagarnęli 

dwa bataljony saskie i wprawili je w nieład. Niebezpieczeństwo 

zaczynało być groźném; w stanowczéj téj chwili dał dowód 

niesłychanego męztwa i przytomności umysłu sam Schu-

lenburg.  Ranny  już  w  rękę,  w  mundurze  poszczerbionym 

nieprzyjacielskiemi kulami, pędzi ku swym wprawionym w 

nieład  batalionom,  ścigany  przez  kilku  nieprzyjacielskich 

dragonów, nawraca je, komenderuje ognia i jeszcze raz og-

nia, który przetrzebia rozwleczone pogonią i wprawione w 

nieład własném zwycięztwem szwadrony szwedzkie. Szwe-

Bitwa Poniecka.

background image

126

dzi zdziesiątkowani, straciwszy mnóstwo ludzi i koni wracają 

pędem ku swoim. Schulenburg korzystając przytomnie z téj 

chwili  wytchnienia,  cofa  całą  swą  piechotę,  ustawia  ją  w 

podługowaty czworobok, opierając z tyłu o lasek, zasłaniając 

z  przodu  głębokim,  długim  rowem.  Artylerya  po  stracie 

jednego działu wśród zamieszania odwrotu, staje w liczbie 

ośmiu dział po obu skrzydłach czworoboku saskiego i daje 

bez przerwy ognia do uchodzących Szwedów. Żołnierz saski 

widząc pierwszy atak szwedzki odparty, siebie w bezpiecznéj 

pozycyi, nabiera odwagi. Sam Schulenburg pisze w swym 

raporcie do Augusta, „iż odtąd z radością już można było 

widzieć, jak nieprzyjaciel drugi raz będzie przyjęty”. Nadzieja 

ta miała się spełnić w zupełności, a wytchnienie zaledwie co 

sformowanych między laskiem a rowem Sasów, nie trwało 

długo. Dragonia szwedzka rzuciła się po raz drugi rozpu-

szczonym pędem ku czworobokowi saskiemu. Powstrzymał 

ją nieco rów; salwa pierwszego, ponowna salwa drugiego, 

strzelającego  po  nad  głowami  przyklękłych  towarzyszów 

szeregu, pokryła ziemię niebieskiemi mundurami szwedz-

kiemi, zabitemi i rannemi końmi. Mimo to wdarli się Szwe-

dzi w czworobok saski, na to jednakże tylko, aby zamknięci 

w  nim,  wyginąć  nieledwie  co  do  nogi.  „Było  to”,  pisze 

Schulenburg,  „ciekawe  widowisko,  jak  ci,  co  się  wdarli  w 

czworobok  marnie  poginęli  i  zrąbani  zostali”,  tak,  że  nie 

widziałem, aby trzech lub czterech było z nich uszło. Ataki 

te ponawiały się ze strony szwedzkiéj, choć z coraz mniej-

szym ogniem i z coraz mniejszą nadzieją skutku do pięciu 

razy.  Wszystkie  były  szczęśliwie  przez  Schulenburga  od-

parte. Roztoczyła się nareszcie na dobre ciemność, a z do-

datkiem zapadła głęboka mgła jesienna. Szwedzi cofnęli się 

do miasteczka Ponieca, zostawiając na polu pod Janiszewem 

mnóstwo trupów i rannych bez żadnéj opieki. Schulenburg 

miał prawo uważać się za pierwszego zwycięzcę Karola XII, 

choć zwycięztwo jego było drogo okupione. Sam był kilka-

krotnie, choć nie ciężko ranny, adjutant jego, wszyscy ofice-

rowie ordynansowi, waleczny pułkownik Han polegli. W żoł-

nierzach  wynosiła  strata  saska  ogółem  489  ludzi  według 

Rozdział II.

background image

127

sprawozdań  szwedzkich.  Straty  szwedzkie  obliczał  sam 

Schulenburg na 1500 ludzi, oni sami przyznają się do 280 

zabitych  i  rannych,  nie  mogąc  przecież  zapierać  znacznéj 

straty w szeregach oficerskich. Mianowicie polegli adjutant 

króla  szwedzkiego  Lanttinghausen,  kapitanowie  Hiepen, 

Gager, Gyllentrost i Basilier. Pomiędzy rannymi znajdujemy 

pułkowników Patkula, Torstensona, Hardta, Düringa, Ble-

ckerta i Fahlmanna.

Taki to był przebieg owego wieczornego spotkania mię-

dzy Karolem a Schulenburgiem, dnia 8 Listopada 1704 na 

krawędzi wielkopolskiéj ziemi od Szląska. Zwycięstwo podo-

bne nie pozwalało jednakże zwycięzcy spoczywać długo na 

laurach a w nocy jeszcze trzeba było powziąść szybką de-

cyzyą  i  poczynić  odpowiednie  przygotowania,  by  jutro  nie 

stracić  owoców  dzisiajszych  wysileń.  Schulenburg,  należy 

mu  oddać  tę  sprawiedliwość,  spełnił  nie  mniéj  świetnie 

i nie mniéj szczęśliwie i tę drugą część trudnego zadania. 

Na-samprzód, korzystając z ciemności nocnéj, ściągnął do 

swéj  głównéj  siły,  postawiony  we  wsi  Janiszewie,  odcięty 

chwilowo  przez  Szwedów  oddział  generała  Birona.  Oficer 

saski wysłany przezeń, przewróciwszy na wierzch niebieską 

podszewkę swego czerwonego płaszcza, uszedł w ciemności 

szczę-śliwie za Szweda, przejechał przez szeregi szwedzkie 

i przeniósł Sasom w Janiszewie rozkaz połączenia się z głó-

wną  siłą.  Pozostawało  jeszcze  obmyślić  przed  brzaskiem 

jutrzenki,  na  samém  pobojowisku,  dalsze  szczegóły  dzia-

łania. — Schulenburg zawahał się chwilowo, czy nie ruszyć 

ku  Lesznu,  nie  ściągnąć  do  siebie  piechoty  moskiewskiéj 

Görtza,  nie  zawezwać  pomocy  odległego  zaledwie  o  kilka 

mil  w  Zbąszyniu  Patkula.  Położenie  rzeczy  było  jednakże 

zbyt krytyczne, aby plan podobny był mógł liczyć na urze-

czywistnienie.  Przy  sprężystszém  działaniu,  przy  większéj 

zdolności strategicznéj Patkula, przy lepszéj woli dowodzą-

cego Moskalami pułkownika Görtza, mogło i powinno było 

połączenie zapędzonych w ów kąt Wielkopolski sił saskich 

nastąpić rychléj. Teraz na polu stoczonéj co dopiero na rów-

ninach Ponieckich bitwy, nie było już na to czasu. Że król 

Bitwa Poniecka.

background image

128

szwedzki ponowi z brzaskiem jutrzenki przerwany tylko cie-

mnością nocną atak, nie ulegało najmniejszéj wątpliwości. 

Nie  dość  na  tém,  doszła  do  obozu  saskiego  wiadomość, 

że  generał  Wellingk  nadciąga  Karolowi  w  pomoc  z  resztą 

jazdy  szwedzkiéj,  nadto,  że  generał  Meyerfeld  wyruszył  z 

oswo-bodzonego od oblężenia Poznania i że się w 700 koni 

znajduje  już  w  Kościanie.  Zatrzymywać  się  tedy  choćby 

kilka godzin tylko na ziemi polskiéj i zapuszczać się wzdłuż 

pierwotnego zamiaru ku Lesznu, znaczyło iść dobrowolnie 

w niechybną klęskę. Po krótkiém tedy zastanowieniu, roz-

począł  Schulenburg  w  nocy  jeszcze  odwrot  ku  granicy 

szląskiéj, dokąd już poprzednio wyprawił artyleryą i bagaże. 

Rannych  ku  wielkiemu  żalowi  nie  mógł,  wszystkich  przy-

najmniéj, uwieść z sobą i pozostawił ich w znacznéj części 

na placu spotkania. Przekraczając granicę Szlązka, wyprawił 

Schulenburg oficera z listami do prezydenta kamery cesar-

skiéj i w. mistrza zakonu niemieckiego we Wrocławiu, tłu-

macząc nadwerężenie neutralności cesarskiego terytorium 

nieuniknioną koniecznością wojenną. Z resztą zalecił swym 

żołnierzom przestrzeganie najściślejszéj dyscypliny, a płacił 

wszystkie  rekwizyta  wojskowe  za  przekroczeniem  granicy 

brzęczącą monetą. Pogoń szwedzka stępiła nieco swą za-

palczywość przez wieczorną potyczkę, i dała uchodzącemu 

Schulenbergowi kilka godzin swobodnego czasu. Przed po-

łudniem jeszcze dnia po bitwie znalazł się korpus saski na 

terytoryum szlązkiém. Około godziny czwartéj po południu 

stanęli znużeni i wyczerpnieni pospiesznym marszem Sasi 

w miasteczku Górze nad Baryczą. Schulenburg kazał poni-

szczyć za sobą wszystkie mosty, pozostawił w odwodzie dla 

ostrożności w punkcie przeprawy przez rzeczkę 50 grena-

dyerów, a sam ruszył z korpusem ku Odrze. W téj to chwili 

zaczęła się pokazywać pogoń szwedzka, która za przykładem 

Sasów  nie  uszanowała  również  neutralności  terytoryum 

cesarskiego. Na szczęście jednakże ocaliły i na teraz Sasów 

ciemność  wieczorna,  mgła  i  niski  stan  wody  na  Odrze. 

Późnym wieczorem dopadł Schulenburg, we wsi Łupkiniu 

(Lubchen)  tuż  nad  rzeką,  dogodnego  punktu  przeprawy. 

Rozdział II.

background image

129

Korzystając  z  osłony  nocnéj,  spędził  ile  się  dało  promów, 

łodzi i rozpoczął przeprawę. Do godziny pierwszéj w nocy 

było  trudne  to  dzieło  uskutecznione;  korpus  saski  znalazł 

się na lewym brzegu rzeki i był stanowczo ocalony. Pewna 

już  niemal  zdobycz  uszła  Karolowi,  uznał  się  na  ten  raz 

zwyciężonym przez Schulenburga, a sam przeciwnie znaj-

dował się przez kilka godzin w niebezpieczeństwie, którego 

się nie domyślał i nie przeczuwał. W przedniéj, jak zwykle, 

straży,  szwedzkiéj  pogoni,  dopadł  przeprawy  saskiéj  przez 

Odrę  nieco  po  północy.  Nie  mogąc  jéj  już  przeszkodzić, 

zanocował  w  młynie,  pobliskiéj  wsi  Krągłowic  z  bardzo 

szczupłą  tylko  eskortą.  Właściciel  młyna  doniósł  o  tem 

Schulenburgowi,  który  się  już  gotował  powrócić  z  kilku-

dziesięciu  ludźmi  na  prawy  brzeg  rzeki  i  pochwycić  nie-

ostrożnego króla. Znużenie żołnierza jednakże, niedostatek 

łodzi i promów, które po dokonanéj przeprawie poniszczono, 

przeszkodziły wykonaniu podobnego zamachu. Obie armie 

nieprzyjacielskie odczepiły się odtąd od siebie. Schulenburg 

cofa się nienapastowany daléj do Zgorzelic. Równocześnie 

prawie uchodzi Patkul z pod Zbąszynia ku Odrze; pozostają 

jeszcze  tylko  na  placu  nieszczęsne  resztki  moskiewskiego 

korpusu  pułkownika  Görtza  i  Kozacy  z  oddziału  generała 

Brandta  rzuceni  na  łaskę  opatrzności  od  chwili  zniesienia 

oblężenia Poznańskiego. Tak jeden, jak drugi oddział wojsk 

moskiewskich  szukał  widocznie  ratunku  w  połączeniu  z 

Schulenburgiem, ale było już za późno. Schulenburg schro-

nił się w nocy z dnia 9 na 10 Listopada za Odrę, dwa tysiące 

blisko Kozaków z oddziału Brandta, zdezorganizowanych, 

znużonych, mających zaledwie 200 koni, reszta pieszo, zna-

lazło się odciętych na prawym brzegu rzeki we wsi Oderbeltz. 

Karol kazał pułkowi dragonów pułkownika Ornstedt zsiąść 

z  koni  i  zaatakować  ich  pieszo.  Jedni  zaczęli  uciekać  ku 

Odrze, usiłując przeprawy, drudzy zamknęli się w domach 

wsi z postanowieniem obrony. Pierwsi zostali bądź to wy-

strzelani, bądź potonęli, tak że zaledwie trzydziestu dostało 

się  na  lewy  brzeg  rzeki;  drudzy  stawiali  rozpaczliwy,  ale 

nadaremny opór. 213 wpadło żywo w ręce Szwedów; reszta, 

Bitwa Poniecka.

background image

130

blisko 1500, jak powiada sprawozdanie szwedzkie, wyginęła 

już  po  wzięciu  w  niewolę,  a  jeźli  wierzyć  temuż  samemu 

sprawozdaniu,  współubiegali  się  rozdraźnieni  barbarzyń-

skiem postępowaniem Kozaków żołnierze szwedzcy, z cho-

rągwiami polskiemi Grudzińskiego w okrutném, nieludzkiém 

wymordowaniu jeńców. Dzień poprzednio a więc dnia 9 Li-

stopada spotkała podobna klęska drugi oddział moskiewski, 

1500  piechoty,  który  nie  zdążywszy  za  Schulenburgiem, 

znalazł  się  w  okolicy  Wschowy.  Ten  to  oddział  zachwyciła 

pogoń generała Wellingka, który idąc od Kobylina w 4000 

koni, stanął nazajutrz po bitwie Ponieckiéj na placu spotka-

nia, a nie znalazłszy ani swoich, ani Sasów na miejscu, po-

pędził daléj w kierunku Wschowy. Moskale zabarykadowali 

się w pobliskiéj miasta wsi Tylewicach; wezwani do złożenia 

broni, odpowiedzieli silnym ogniem z dział i z ręcznéj broni. 

Wellingk kazał dragonom Stenbocka zsiąść z koni i uderzyć 

na zamkniętych w chałupach Moskali. Atakiem tym dowo-

dził  hr.  Eryk  Lejonhufwud,  który  w  nim  poległ.  Moskale 

stracili nasamprzód swą artyleryą, mimo to nie przestawali 

stawiać rozpaczliwego oporu wśród zabudowań i opłotków 

wiejskich.  Szwedzi  zapalili  im  nad  głowami  dachy;  mimo 

to  nie  ustawała  obrona.  Moskale  woleli  ginąć  wśród  pło-

mieni, aniżeli rzucać broń. Nareszcie zwyciężyła przewaga 

liczebna Szwedów. 900 przeszło Moskali zginęło w boju i w 

pło-mieniach; Szwedzi zabrali im 14 dział, całą amunicyą i 

cztery beczki z pieniędzmi; sami, jeźli wierzyć ich sprawo-

zdaniu, nie stracili w owym boju nad 80 ludzi w zabitych i 

rannych, między którymi pułkownika Burenschölda i kapi-

tana Treffenhielma.

Dwa te spotkania, pod Oderbeltz i Tylewicami, zakoń- 

czone klęską porzuconych tak niedbale i niesumiennie na 

łaskę  pościgu  nieprzyjacielskiego  sprzymierzeńców  mos-

kiewskich, zamykają téż zarazem dzieje kampanii roku 1704, 

jeślibyśmy nie zaliczyli jeszcze do niéj odbywających się tu 

i owdzie, n. p. między Radomskiem a Częstochową utarczek 

między chorągwiami pospolitego ruszenia szlacheckiego a 

furażującymi i ściągającymi kontrybucye z kraju Szwedami. 

Rozdział II.

background image

131

Karol wydobywszy się szczęśliwie z matni, w jaką go sza- 

lony zapęd na Ruś i zamach Augusta na Warszawę wpro- 

wadził,  odniósł,  dzięki  bezprzykładnemu  niedołęstwu  nie- 

przyjaciela najzupełniejszy tryumf. August chroni się do Kra- 

kowa prawie bez wojska, pod wątpliwą opieką dywizyi woj- 

ska  koronnego  i  nawracających  się  powoli  na  jego  stronę 

Lubomirskich. Natomiast rozprysła się i zmarniała w roz- 

strzelonéj  ucieczce  i  cząstkowych  bojach  cała  jego  siła, 

Patkul, Moskale Görtza, Schulenburg. Jeden Schulenburg 

tylko zdołał stawić skuteczny i zaszczytny opór, ale ostate-

cznie  także  tylko  zasłaniając  odwrot  i  poświęcając  posiłki 

moskiewskie. Karol wyrzucił ostatniego nieprzyjaciela przez 

granice Wielkopolski i znalazł się ponownie panem sytua- 

cyi.  Nazajutrz  po  zniszczeniu  oddziału  kozackiego  pod 

Oderbeltzem,  dnia  11  Listopada,  znajdujemy  go  we  wsi 

Ossowéj  Sieni  pod  Wschową,  gdzie,  nawiasowo  powie- 

dziawszy, zapewnie na instancye dobrego „sąsiada”, króla 

Stanisława Leszczyńskiego, właścicielce wdowie Annie Ba- 

klanowskiéj, wystawia skrypt libertacyjny od kontrybucyi wo- 

jennych. Następnie, odebrawszy od przybyłego doń ze swą 

jazdą  generała  Meyerfelda  rapport  o  przebiegu  oblężenia 

miasta Poznania, postanawia sam udać się tamże i rozpatrzeć 

się w położeniu i obronności stolicy wielkopolskiéj.

Dnia  16  Listopada  przybył  Karol  do  Poznania,  oglądał 

nędzne, poszczerbione ogniem Patkulowym, a przecież ob- 

ronione  tak  walecznie  warownie  miejskie,  oddawał  zasłu- 

żone pochwały dzielności załogi i środkom obrony, użytym 

przez swych generałów. Według tradycyi miejscowéj, któréj 

autentyczności najtroskliwszy przegląd dokumentów archi- 

wum  miejskiego  z  owéj  epoki,  nie  pozwolił  nam  przecież 

stwierdzić, obrał sobie król szwedzki podczas swego poby- 

tu  w  Poznaniu  na  kwaterę  istniejący  dziś  jeszcze  dom  tz. 

„pod daszkiem” w rynku. Co natomiast pewna, to że wszel- 

kie błagania prezydenta miasta, p. Pawła Pothuna o zwol- 

nienie ciężarów, pod jakiemi Poznań od 14 miesięcy stękał, 

nie  zostały  przez  króla  uwzględnione.  Mieszkańcy  płacili 

odtąd, jak dotychczas, ciężkie pieniądze tygodniowe, przeszło 

Karol w Poznaniu.

background image

132

2000 tynfów, dostawiali odtąd jak dotychczas, piwo, chleb, 

wino, tytuń, mięsiwa na potrzeby zostającéj znów pod do- 

wództwem pułkownika Gabryela Liliehöka załogi szwedz- 

kiéj. Karol odprawił prezydenta Pothuna z niczém i opuścił 

Poznań  po  kilkodniowym  pobycie.  Na  zimowe  leże  obrał 

sobie odtąd ze względów politycznych Wielkopolskę, mia- 

nowicie województwo poznańskie i kaliskie; na miejsce wła- 

snego  pobytu  miasto  Rawicz.  Podobnym  wyborem  pokie- 

rował nasamprzód wzgląd na konieczność restauracyi sko- 

łatanych interesów króla Stanisława, które właśnie od Wiel- 

kopolski odbudowywać przyszło; daléj zamożność i ludność 

kraju, blizkość Szlązka i tyle niezbędne dla zaopatrywania 

potrzeb wojska fabryki sukna w wielkopolskich miasteczkach 

Lesznie, Rawiczu, Sarnowie, Miejskiéj Górce i Kościanie. 

Zamieszkał  tedy  król  szwedzki  na  długi  wypoczynek  leż 

zimowych wraz ze zwykłém otoczeniem swém wojskowém i 

dyplomatyczném w Rawiczu, kiedy Stanisław, wyprawiwszy 

małżonkę, matkę i córeczkę do bezpiecznego Elbląga, osiadł 

w Rydzyńskim zamku. Według pamiętników o księciu Ema- 

nuelu Maxymilianie Wirtembergskim, były częste stósunki 

i  komunikacye  między  obozem  szwedzkim  w  Rawiczu  i 

dworem Stanisława w Rydzynie, a młody książę nie może 

się dość nachwalić gościnności, wspaniałomyślności i świet- 

nych polowań rydzyńskiego zamku.

Nie  mniéj  staje  się  przez  kilka  miesięcy  Rawicz  ogni- 

skiem  i  punktem  centralnym  bardzo  ożywionego  ruchu 

politycznego i wojennego. Co chwila zjeżdżają tu deputacye 

szlacheckie od województw wielkopolskich z najrozmaitszemi 

instancyami bądź to do pana konsyliarza Pipera, bądź to do 

samego Karola lub króla Stanisława. Co chwila przyjeżdżają 

najrozmaitsi  generałowie  szwedzcy  z  raportami  do  króla 

lub po rozkazy. Pojawi się tu wkrótce Arwed Horn z tajne- 

mi  propozycyami  pokoju  od  Augusta,  przybędzie  niespo- 

dzianie od dworu wiedeńskiego w osobnéj missyi hr. Zin- 

zendorff. Kują się daléj między Rydzyną a Rawiczem plany 

i projekta przeciągnienia prymasa na Stanisławową stronę 

(?), — dość, przedstawia nadgraniczna, zamieszkała przez 

Rozdział II.

background image

133

niemieckich  sukienników  mieścina  wielkopolska,  sielankę 

niezwykle  ożywioną  i  urozmaiconą.  Pierwsze  kroki  króla 

szwedzkiego  z  rozpoczynającego  się  spoczynku  leż  zimo- 

wych są politycznego znaczenia a obliczone na podniesienie 

chromającéj  królewskości  neo-elekta.  On  sam  wydał  już 

podczas  marszu,  pod  dniem  30  Października  z  Warszawy 

manifest do stanów Rzeczypospolitéj, w którym się powta- 

rzały  zwykłe  ogólniki  o  miłości  dobra  Rzeczypospolitéj,  o 

bezinteresowności króla szwedzkiego, o Moskalach i Koza- 

kach  sprowadzonych  we  wnętrze  kraju  przez  króla  Augu- 

sta,  o  potrzebie  łączenia  się  około  jego  osoby  w  celu  zy- 

skania nareszcie pokoju. Wszystko rzeczy może dobre i pra- 

wdziwe, ale chybiające celu w obec rozstrzelonych intere- 

sów  i  stanowisk  obranych  z  góry  przez  różnych  ludzi  i 

różne stronnictwa Rzeczypospolitéj. Posypały się téż na ów 

manifest odpowiedzi przeciwników, zamieniając wystąpienie 

neo-elekta  na  bezpłodną  wojnę  papierową.  Innego  nieco 

rodzaju i skuteczniejszéj doniosłości był akt samegoż Karola. 

Pod  dniem  28  Listopada  wydał  z  Rawicza  manifest  do 

szlachty województw wielkopolskich, w którym oświadczał, 

że tylko szlachetna interwencya króla Stanisława oszczędza 

im czynów zemsty i surowości, na które zasłużyły, wspie- 

rając działania wojsk i stronników zdetronizowanego króla. 

Ukazać neo-elekta łaknącéj spokoju i bezpieczeństwa szla- 

chcie  w  charakterze  skutecznéj,  rozjemnéj  instancyi,  nie 

było rzeczywiście krokiem niezręcznym.

Pozostawmy  teraz  Karola  na  jego  zimowych  leżach  w 

Rawiczu  i  przypatrzmy  się  robotom  i  działaniu  Augusta, 

który  jak  sobie  przypominamy  stanął  w  Krakowie  dnia  10 

Listopada  około  południa.  Położenie  jego  nie  było  szcze-

gólnie korzystne. Co się tyczy nasamprzód będącéj na po-

gotowiu siły zbrojnéj, rozporządzał August tysiącem zale-

dwie koni jazdy saskiéj, która zostawała pod dowództwem 

zamianowanego plackomendantem miasta Krakowa gene-

rała Kyau. Obozowała daléj w pobliżu dywizya wojska ko-

ronnego z pod komendy hetmańskiéj. Nadto znajdowały się 

przy boku królewskim chorągwie pospolitego ruszenia pol-

Kwatera zimowa Karola w Rawiczu.

background image

134

skie Adama Śmigielskiego starosty gnieźnieńskiego i Mor-

sztyna starosty sieradzkiego, gotowe na każde zawołanie do 

nowych  partyzanckich  wypraw.  Wszystko  to  razem  nie 

przedstawiało  siły  dostatecznéj  do  stawienia  oporu  Szwe-

dom,  nadciągającym  pod  wodzą  generałów  Renskiölda  i 

Stromberga od Łęczycy, Nowego miasta nad Pilicą i Czę-

stochowy.  Sam  marszałek  nadworny  Pflugk  oświadczył  z 

dobroduszną rezygnacyą posłowi duńskiemu, „że dwór sa-

ski  zabawi  zapewnie  w  Krakowie  tak  długo,  dopóki  na  to 

Szwedzi pozwolą”. Tak to potrafiła najzupełniejsza nieudol-

ność króla Augusta odwrócić wszystkie warunki wojennego 

powodzenia przeciw sobie samemu, tak zmarniały i stopniały 

w jego ręku wszelkie zasoby w ludziach i materyale, jakiemi 

przed  dwoma  jeszcze  zaledwie  miesiącami  rozporządzał. 

Pobity i zwyciężony bez boju, z rozproszoną na cztery wiatry 

armią,  pozbawiony  możności  oparcia  akcyi  politycznéj,  o 

jedynie skuteczną podstawę powodzenia wojennego, — ze 

źle tajoną tęsknotą za wypoczynkiem saskim, za rozkazami 

Drezna, za jarmarkiem lipskim, stanął August w Krakowie 

bez zamiaru długiego pobytu, z chęcią jakiegokolwiek za-

łatwienia  co  więcéj  naglących  spraw  polskich,  do  których 

zaliczamy zgodę z Lubomirskimi, pozyskanie prymasa, przy- 

gotowania wreszcie środków dalszego prowadzenia wojny. 

W otoczeniu jego znajdujemy z panów polskich Denhoffa, 

marszałka konfederacyi sandomirskiéj, Jana Szembeka pod-

kanclerzego  koronnego,  biskupa  przemyskiego  Bokuma, 

nominata krakowskiego, ze Sasów nadwornego marszałka 

Pflugka,  generała  Kyau,  skład  tak  zwanego  komissaryatu 

czyli intendantury saskiéj, wreszcie nieuniknioną, snującą 

się  ciągle  i  wszędzie  osobistość  kamerdynera  dyplomaty 

Spiegla.  Ostatni  raz  téż  znajdujemy  naówczas  przy  boku 

królewskim w smutnych dniach owych Listopadowych roku 

1704 — księżną Cieszyńską (Lubomirską), któréj gwiazda 

ma w krotce zgasnąć, by ustąpić wznoszącéj się nowéj Pani 

Anny Konstancyi Hoym. Gromadzi się téż około osoby Au-

gusta w Krakowie dyplomacya zagraniczna. Spada nuncyusz 

papiezki, Golicyn poseł carski, dnia 14 Listopada przybywa 

Rozdział II.

background image

135

poseł duński baron Jessen. Wszyscy owi reprezentanci za-

granicznych mocarstw zawieszają swe godła i herby po nad 

bramami zajętych przez się domów, nadają życia i rozmaitości 

zniszczonemu dwukrotnym pobytem Szwedów, sterczącemu 

ruiną spalonego na Wawelu zamku grodowi Jagiellońskiemu. 

Pomiędzy  osobistościami  czynnemi  dla  sprawy  Augusta 

spostrzegamy  znów  naszych  dawnych  znajomych,  wspo-

mnianego co dopiero nominata krakowskiego Bokuma, wo-

jewodzinę  poznańską  Annę  Małachowską  i  księcia  Ferdy-

nanda  Kurlandzkiego.  Na  pierwszym  planie  zajęć  i  zatru- 

dnień Augusta stanęło właśnie to, co sam tak lekkomyślnie 

i  niedbale  z  rąk  wypuścił,  restauracya  powodzenia  wojen-

nego, za pomocą sprzymierzeńców. Wychodząc ze słusznéj 

racyi, że najłatwiéj o pomoc i sprzymierzeńców zwycięzkim 

sprawom,  wyzyskiwał  August,  aż  do  najostateczniejszego 

przesytu  wątpliwy  tryumf  Schulenburga  pod  Poniecem. 

Rozgłaszał  owo  spotkanie  w  Krakowie  jako  fakt  wielkiego 

swéj  armii  nad  Szwedami  zwycięztwa.  W  takiém  świetle 

przedstawia je posłowi duńskiemu Jessenowi, nie inaczéj w 

liście do cara Piotra z dnia 19 Listopada, żądając równocze-

śnie  posiłków  i  subsydiów  pieniężnych.  Bitwa  Poniecka 

figuruje w konferencyach i korespondencjach Augustowych 

z  owéj  chwili  jako  argument  powodzenia  jego  zachwianéj 

sprawy.  Pewny  pomocy  znajdującego  się  już  we  wspólnéj 

akcyi Cara, pracuje jeszcze August z Jessenem nad pozy-

skaniem  przymierza  duńskiego,  brunświckiego,  meklem-

burgskiego i heskiego, obiecując płacić sprzymierzeńcom, 

carskiemi naturalnie pieniędzmi, za każdego żołnierza 30–

50 talarów. Równocześnie postanawia król w interesie ure-

gulowania spraw wewnętrznych Rzeczypospolitéj poczynić 

znów kroki około pozyskania osoby bawiącego w Gdańsku 

prymasa,  wyrażając  tylko  wobec  posła  duńskiego  obawę, 

czy  mu  przebywający  przy  boku  Radziejowskiego  poseł 

fraucuzki Bonac przeszkadzać nie będzie. Zasnuwszy w ten 

sposób  działania  tak  —  zewnętrznéj,  jak  —  wewnętrznéj 

polityki na wszystkie strony, opierając się w sprawie pozy-

skania prymasa w Rzymie, dokąd w tym celu, jak wiadomo, 

Akcess Lubomirskich do Augusta.

background image

136

wyprawił  hr.  Lagnasco;  licząc  na  dwór  berliński,  dokąd 

wyprawił Przebendowskiego, — odniósł August na widowni 

krakowskiéj jeden przecież niewątpliwy, choć problematycznéj 

wartości tryumf. Tryumfem owym było pozyskanie wreszcie 

w.  hetmana  koronnego  Hieronima  Lubomirskiego,  nadto 

jego brata Jerzego i synowca Teodora, za gorliwém pośred-

nictwem wojewodziny poznańskiéj, nominata krakowskiego 

biskupa Bokuma i posła duńskiego barona Jessena. Dzieło 

przygotowywane  oddawna,  trzymane  dotąd  w  tajemnicy, 

ujrzało nareszcie ku niesłychanemu zadowoleniu wszystkich 

swych twórców i pośredników, światło dzienne. Istna cho-

rągiewka na dachu, w. hetman koronny Hieronim Augustyn 

Lubomirski,  przeor  Maltański,  niegdyś  za  króla  Jana  III 

gorliwy stronnik Francyi i otwarty zwolennik zbuntowanego 

przeciw domowi carskiemu Tekelego; późniéj stronnik Con-

tego,  następnie  nawrócony  zwolennik  Augusta,  którego 

opuszcza pod Kliszowem; daléj znów sprzymierzeniec Szwe- 

da,  by  go  zawiedziony  w  ambitnych  swych  marzeniach 

również porzucić, — przybywa do Krakowa, odprawia uro-

czysty akt przeprosin króla, — zatwierdzając według relacyi 

naocznego świadka szczerość jego wylewanemi łzami, na-

stępnie udaje się na mszę do kościoła Panny Maryi wraz z 

królem, bratem Jerzym, synowcem Teodorem, by przypie-

czętować swój akcess uroczystością nabożeństwa. Akt ten 

odbył się dnia 17 Listopada. Po niém nastąpiła między na-

wróconymi  Lubomirskimi  a  Augustem  godzinę  przeszło 

trwająca  konferencya,  która  według  świadectwa  najpouf-

niejszego jéj uczestnika, barona Jessena, nie zdołała prze-

konać króla o zupełnéj szczerości pokutników. Cokolwiek-

bądź, był to tém pożądańszy, że jedyny tryumf wewnętrznéj 

polityki królewskiéj, tryumf, po którym się August spodziewał 

ważnych następstw, który rzeczywiście zachwiał ponownie 

biedną królewskością Stanisława Leszczyńskiego, a znalazł 

ostateczny wyraz i przypieczętowanie w manifeście hetmana 

do Rzeczypospolitéj z dnia 21 Listopada 1704. Lubomirski 

tłomaczył w nim swoją dotychczasową politykę, a mianowicie 

obecny swój akcess do króla Augusta. Żaden adwokat zmu- 

Rozdział II.

background image

137

szony bronić złéj sprawy, nie posługiwał się wykrętniejszemi 

od zmiennego hetmana argumentami. Intrygant i spekulant 

polityczny,  który  z  wysokości  zajmowanego  przez  się  sta-

nowiska mogąc przyczynić się w znacznéj części do tego, 

czego  Polsce  ówczesnéj  najwięcéj  było  potrzeba,  do  jéj 

jedności i niepodzielności moralnéj wśród tylu sprzecznych, 

w różne strony ciągnących prądów, — wichrzył przeciwnie 

ciągle, podżegał pokrewnych sobie Sapiehów, zdradzał na 

polu  bitwy  pod  Kliszowem,  rzucał  Augusta  dla  Szwedów, 

Szwedów następnie i Leszczyńskiego dla Augusta, — wy-

stawiał sobie w pomienionym manifeście do Rzeczypospolitéj 

świadectwo poświęconego dla dobra jéj obywatela, gotowego 

przelać  krew  za  nią  i  za  „naszego  jedynie  prawego  króla 

Augusta II”. Akcess swój do konfederacyi warszawskiéj tło-

maczył chęcią sprowadzenia pokoju, co gdy się nie udało, 

powziął natychmiast postanowienie wrócić do boku prawego 

króla. W elekcyi Stanisława nie brał, jak zaręczał, żadnego 

udziału, — a skoro mu tylko możność była dana, usunął się 

od spółki ze Szwedami i pospiesza stanąć przy królu i Rze-

czypospolitéj. Odpowiedź na hetmański manifest Stanisława 

Leszczyńskiego należy wyjątkowo do najtrafniejszych i naj-

prawdziwszych dokumentów smutnéj owéj epoki. Neo-elekt 

stawiał bezogródkowo oblicze zmiennego hetmana w zwier-

ciedle jego własnéj politycznéj działalności od początku woj-

ny szwedzkiéj, przypominał konszachty z Sapiehami, odda-

nie  trybunału  Radomickiego  pod  opiekę  szwedzką,  wyła- 

manie się z pod uchwał ze sejmu lubelskiego, pozostawienie 

Torunia na łasce oblężenia szwedzkiego. W chęci dokuczenia 

Lubomirskiemu przemawia replika Leszczyńskiego ze sta-

nowiska najgorliwszego istnie rzecznika Augustowéj sprawy. 

Najdotkliwszą obelgę zawierała Stanisławowa odpowiedź w 

ustępie dotyczącym bitwy Kliszowskiéj. „Ofiarujesz”, mówił 

neo-elekt, „krew Twoją! Nie odpychamy Twéj ofiary, ale do-

tąd  nie  widzimy  skutku,  zwłaszcza,  że  zgasiłeś  sławę,  że 

zniszczyłeś wielkie bohaterskiéj waleczności sarmackiéj imię 

pod Kliszowem a siebie samego całemu światu na pośmie-

wisko podałeś”. — Król z łaski szwedzkiéj wyrzucający w 

Akcess Lubomirskich do Augusta.

background image

138

żywe  oczy  hetmanowi  zdradę  i  nikczemność  w  usługach 

swego  przeciwnika,  sięgał  bez  wątpienia  szczytów  obelgi, 

na  jaką  się  choćby  nawet  w  obliczu  ówczesnego  społe-

czeństwa  zdobyć  było  można.  Cokolwiekbądź,  pozyskał 

August hetmana, jego imię, jego stanowisko i jego rodzinę, 

sam przecież mimo to nie dowierzając według poufnych z 

posłem duńskim szeptów, trwałości i szczerości swego na-

bytku. Najlepszym dowodem, że się nie mylił, pozostanie, 

że  w  niespełna  trzy  miesiące  późniéj,  w  początku  Lutego 

1705 przyszło do krwawéj burdy na Podgórzu Krakowskim 

między chorągwiami Teodora Lubomirskiego starosty Spis-

kiego,  a  zajmującymi  obok  nich  zimowe  leże  Sasami  i  że 

zaledwie  spieszna  interwencya  nominata  krakowskiego  i 

hetmana zajściu temu w groźną pożogę zamienić się prze-

szkodziła.

Tak  stanęły  tedy  rzeczy  na  widowni  krakowskiéj  pod 

koniec Listopada 1704. Mimo bezkrwawéj klęski poniesionéj 

na teatrze wojny, nie było stanowisko Augusta w Krakowie 

wyraźnie  zagrożoném.  Karol,  jak  nam  już  wiadomo,  zajął 

zimowe  leże  w  województwach  poznańskiém  i  kaliskiém; 

Renskiöld stanął z piechotą szwedzką w Kujawach, by póź- 

niéj nieco rozkwaterować się również w okolicy Poznania; 

Stenbock zatrzymał się z jazdą w Sieradzkiém; Stromberg w 

2000 koni w okolicy Częstochowy i Wielunia. Chwilowo tedy 

nie groziło Augustowi żadne niebezpieczeństwo. Zaszczytne 

spotkanie  Ponieckie  Schulenburga,  świeży  pogrom  daléj 

Sapieżyńców na Litwie przez wojska carskie, ucieczka zwy- 

ciężonych bądź to do Prus, bądź w Płockie, dodawały otu- 

chy otoczeniu Augusta, przedstawiały i na zewnątrz może 

sprawę  jego  wcale  nie  w  rozpaczliwém  świetle.  Nie  prze- 

stawał nadto obecny w Krakowie poseł carski Golicyn na- 

stawać  na  jak  najprędsze  spotkanie  między  Augustem  a 

carem,  dające  się  najlepiéj  uskutecznić,  skoro  król  polski 

pozostanie na miejscu. Rzeczywiście téż przedstawił pobyt 

krakowski mimo wszystkich błędów politycznych i wojennych 

najprawdopodobniejsze jeszcze widoki jeżeli nie zupełnego 

powodzenia,  to  jakiéj  takiéj  naprawy  interesów  polskich. 

Rozdział II.

background image

139

Zatrzymując się tutaj, opierając się na dywizyi wojska ko- 

ronnego Lubomirskich, na chorągwiach pospolitego rusze- 

nia  Śmigielskiego,  na  żołnierzu  saskim  generała  Kyau, 

sprowadzając  wreszcie,  czemu  nic  nie  przeszkadzało,  ze 

Szląska  i  Saxonii  przez  Czechy  i  Morawią  Schulenburga, 

i  Moskali,  uchronionych  z  pogromu  szwedzkiego,  można 

było jeszcze zgromadzić siłę, zdolną stać się punktem opar- 

cia  przez  zimę,  zdolną  nadto  zajrzeć  Szwedom  w  oczy  z 

nadejściem wiosny. Dyplomacya zagraniczna znajdowała się 

przy boku Augusta w Krakowie; zaczęło się również około 

niego gromadzić dygnitarstwo polskie. W najgorszym razie 

znaczyło pozostać na miejscu to samo co zrównoważyć poli- 

tyczną akcyą Karola i Leszczyńskiego w Wielkopolsce, co 

faktem podobnéj obecności złożyć dowód wiary i zaufania w 

powodzenie własnéj sprawy, nadewszystko zaś, co zapobiedz 

rozbiciu  się  stronników  własnych,  nieładu  i  rozkładu,  jaki 

odjazd  królewski  w  te  strony  za  sobą  pociągał.  Tak  byłby 

rozumował  w  obecnéj  chwili  władzca,  dbały  o  Polskę  i  jéj 

losy, a choćby tylko o swój własny system. Inaczéj przecież 

August. Jeszcze dnia 26 Listopada odbywa z posłem duń- 

skim konferencyą, w któréj zaręcza mu o postanowieniu jak 

najenergiczniejszego prowadzenia wojny i naradza się nad 

przygotowaniem najodpowiedniejszych do niéj środków. W 

cztery dni późniéj już, nie mówiąc słowa, nie zwierzając się 

nikomu  z  Polaków,  nie  zabierając  nikogo  z  nich  z  sobą, 

znika August po cichu, podobnie, jak rok temu właśnie, z 

Krakowa, by pospieszyć do ukochanéj Saxonii. Pozornego 

argumentu  dostarcza  mu  dżuma,  poczynająca  pod  koniec 

jesieni,  choć  z  niezbyt  wielką  gwałtownością  grasować  w 

okolicy Krakowa, na całéj daléj przestrzeni aż do Lwowa. Pod 

wpływem podobnego niebezpieczeństwa nibyto, pozostawił 

August  podkanclerzemu  koronnemu  Janowi  Szembekowi 

rozkaz odroczenia walnéj rady, jaką miał początkowo zamiar 

złożyć w Krakowie, na dzień 8 Stycznia 1705 do Wiśnicza, 

obiecując sam solennie własny swój do Polski na dzień ten 

powrót. Wyjazd królewski z Krakowa stał się tuż, jak zoba- 

czymy niżéj, hasłem nasamprzód krwawych zatargów mię- 

Wyjazd Augusta do Saxonii.

background image

140

dzy Sasami a żołnierzem koronnym, nieporozumień między 

dwoma filarami królewskiéj sprawy, Denhoffem marszałkiem 

konfederacyi sandomierskiéj a w. hetmanem koronnym Lu- 

bomirskim, wreszcie zbiorowych przenosin w. hetmana ko- 

ronnego, panów i dygnitarzy polskich, kancelaryi królewskiéj 

saskiéj, nadwornego marszałka Pflugka, komisaryatu czyli 

intendentury wojska saskiego, księżnéj Cieszyńskiéj do Wi- 

śnicza.  Wszystko  to  przepełnione  częścią  obawą  dżumy, 

częścią  chcąc  być  na  miejscu  zapowiedzianéj  walnéj  rady, 

wynosi się z zapowietrzonego nibyto Krakowa na bezpiecz- 

niejsze ubocze. Wspomnieliśmy o księżnéj Cieszyńskiéj i o 

zapowietrzonym nibyto Krakowie. Wcale nie przypadkowo, 

a nie winą historyka owéj epoki, jeżeli sprężyn — i przyczyn 

ważnych,  rozgrywających  się  pośród  niéj  wypadków  i  po- 

stanowień,  zmuszony  szukać,  w  godnych  raczéj  melodra- 

matu czynnikach. Nie ma się co łudzić. August wyprawia 

do Wiśnicza obojętną już sobie księżnę Cieszyńską, sam nic 

nie przerażając się niebezpieczeństwem krakowskiéj dżumy. 

Za to ciągną go z zaniedbaniem sprawy polskiéj, z najzu- 

pełniejszem lekceważeniem cierpień i dolegliwości krwawią- 

cego się wśród trzech najazdów narodu, bez żadnego na ten 

raz  zamiaru  jakiejbądź  działalności  politycznéj,  rozkosze 

karnawałowe drezdeńskie, zbliżający się jarmark lipski, wre- 

szcie po nad wszystko owa Kosel, nosząca naówczas jeszcze 

skromne miano baronowéj „Anny Konstancyi von Hoymb”. 

Wygląda to na wstęp z romansu lub z komedyi, a przecież 

jest  czystą,  dającą  się  dokumentowo  stwierdzić  prawdą. 

Mogła  ucieczka  z  Polski,  dziewięciomiesięczna  przeszło 

w niéj nieobecność, wtrącanie spraw polskich w trudny do 

opisania nieład, pozostawianie wolnego pola w Polsce Ka- 

rolowi  XII,  poszukiwanie  z  nim  następne  partykularnego 

pokoju,  —  wszystko  to  streszcza  się  naówczas  w  jedném 

mianie Koseli. Charakterystyczny to pod koniec roku 1704 

na widowni Polski światłocień walki zwycięzkiéj namiętności 

z ulegającym obowiązkiem; jaskrawego przeciwieństwa lub 

innych rozkoszy Drezna, Moritzburga i Lipska ze zniszczo- 

nym dworkiem, ze spaloną chatą, z rozstrzeliwanym w razie 

Rozdział II.

background image

141

oporu szlachcicem, ze zdzieranym do krwi mieszczaninem, 

z zaprząganym do taczki szwedzkiéj, saskiéj i moskiewskiéj 

chłopem  polskim.  W  słowach  tych  przesady  niestety  nie 

ma,  a  dowieść  ich  najściślejszéj  prawdy  będzie  zadaniem 

poniższego opowiadania naszego.

Wyjazd Augusta do Saxonii.

background image

Rozdział III.

Straszny zamęt pod koniec roku 1704. — Cztery ogniska ówczesne 

ważących się losów polskich: Drezno, Rawicz, Gdańsk i Kraków. — 

Zatrata myśli patryotycznéj. — Dwa wypoczynki ciążące Polsce: dre- 

zdeński Augusta, rawicki Karola XII. — Spustoszenie kraju. — Usiło- 

wania Augusta około zawarcia partykularnego pokoju za plecami Cara. 

— Arwed Horn i Patkul. — Zabiegi około pozyskania osoby prymasa. 

— Dwór pruski i manifest prymasa z dnia 31 Maja 1705. — Koniec 

szwedzkich leż zimowych i wstęp w akcyą wojenną.

O

STATNIE dni kończącego się roku 1704 przedstawiają 

obraz  strasznego  i  ponurego  zamętu,  jakiego  dzieje 

nawet téj smutnéj epoki nie dawały dotąd przykładu. 

Rok temu, o te czasy, mimo spustoszenia kraju, mimo sko-

łatanych  interesów  Rzeczypospolitéj,  był  przecież  jeszcze 

August opierający się na postanowieniach sejmu lubelskiego, 

poszukujący z niezawodnemi widokami sukcesu carskiego 

przymierza, jedynym królem Polski, reprezentował, jakkol-

wiek kulawo i niedołężnie, zborny sztandar Rzeczypospolitéj. 

Wprowadzenie na scenę królewskości Leszczyńskiego oba-

liło  ten  sztandar,  nie  stawiając  nowego,  zwiększając  tylko 

nieład i zamieszanie. Na Litwie dotychczasowe gonitwy mię- 

dzy Moskwą i Wiśniowieckimi a Sapieżyńcami, w Koronie 

rozstrzelenie wszystkich powag, wszelkiéj jakiejbądź repre-

zentacyi władzy na najrozmaitsze strony. August z dworem 

background image

143

saskim w swéj nadelbiańskiéj Kapui, dokąd ściągają się po-

woli ci i owi z panów i dygnitarzy polskich. Kraj pozostawiony 

bez rady i opieki, pod grozą dżumy, pod zasłoną kłócących 

się  z  Sasami  Lubomirskich,  w  oczekiwaniu  walnéj  rady, 

mającéj  się  z  początkiem  Stycznia,  późniéj  z  początkiem 

Lutego nowego roku, za przybyciem króla Augusta, odbyć 

w Wiśniczu. Okolice Wielunia, Częstochowy, Kujawy, część 

płockiego, pobliże Warszawy zajęte przez Szwedów. Wielko-

polskę zaległ sam król szwedzki, zamieszkawszy w Rawiczu, 

Renskiöld rozłożył się w pobliżu Poznania, obierając sobie 

za miejsce głównéj kwatery wieś Konarzewo, włość Jędrzeja 

Radomickiego  starosty  osieckiego.  Samo  miasto  Poznań, 

uciemiężone strasznemi kontrybucyami, zajmuje dotychcza-

sowy plackomendant pułkownik Gabriel Liliehök. Stanisław 

Leszczyński przebywał w bezpośredniém sąsiedztwie głów-

néj kwatery szwedzkiéj w Rydzynie, prymas Radziejowski w 

dalekim Gdańsku. Przerażający obraz rozbicia i rozstrzelenia 

wszystkich  żywiołów  władzy  i  powagi.  Jeden  król  na  ob-

czyźnie,  drugi  pod  zasłoną  szwedzką  na  pograniczu  szlą-

skiem; najwyższa powaga kościelna i polityczna nad Bałty-

kiem;  naczelna  głowa  jéj  siły  zbrojnéj  u  podnóża  Karpat. 

Gdzież  tu  krajowi  niszczonemu,  zdzieranemu,  palonemu 

przez swoich i obcych, wyględującemu, jak zbawienia, po-

koju,  szukać  rady,  pomocy  i  ładu!  W  dodatku  przebiegają 

kraj chorągwie pospolitego ruszenia Adama Śmigielskiego 

starosty gnieźnieńskiego, by urwać tu i owdzie furażujących, 

oddalających  się  od  głównéj  siły  Szwedów,  by  następnie 

ściągnąć ich krwawy odwet nie na siebie, lecz na nieszczę-

snych,  wystraszonych  mieszkańców  kraju.  Zawichrzony, 

za- niepokojony, spustoszony kraj szuka rady i pomocy na 

wszystkie strony, wszędzie, gdzie się ją znaleść spodziewa. 

Jeżeli Małopolska wyględuje pokojowego zbawienia od spo-

dziewanéj walnéj rady Wiśnickiéj, jeżli się kupi około Lubo-

mirskich, nominata krakowskiego Bokuma, jeśli wyprawia 

poselstwa do prymasa, do Gdańska, — radzi sobie Wielkopol-

ska na sejmikach w Środzie, kołace na przemian czy to w 

Dreźnie do króla Augusta, czy w Rydzynie do króla Stani- 

Straszny zamęt pod koniec roku 1704.

background image

144

sława, czy w Rawiczu do króla szwedzkiego, czy w Gdańsku 

do Radziejowskiego. Podstawnym akordem wszystkich tych 

skarg,  krzątań  i  instancyi  jest  —  tęsknota  za  utraconym 

rajem pokoju.

Stronnictwo Augustowe milczy chwilowo na ziemi wielko- 

polskiéj.  Przebiegają  wprawdzie  raz  po  raz  kraj,  jak  już 

powiedziano, partyzanci Augustowi, czy to starosta gnieź- 

nieński Adam Śmigielski, czy pułkownik Mikołaj Świnarski, 

szlachta za to miejscowa odzywa się tylko w owéj zimie z 

roku  1701  na  5  zjazdami  i  laudami  średzkiemi,  z  których 

przemawiają  dwie  rzeczy:  najprzykładniejsza  uległość  dla 

króla szwedzkiego i jego klienta, króla Stanisława; następ- 

nie chęć doprowadzenia Rzplitéj do zgody i pokoju. Rozpo- 

czyna  się  szereg  owych  zjazdów  i  uchwał  dnia  2  Grudnia 

1704 sejmikiem extraordynaryjnym województw kaliskiego 

i poznańskiego w Kościanie, pod laską Franciszka Radzew- 

skiego starosty wschowskiego, „za uniwersałami króla Sta- 

nisława I”. Łatwo ztąd pojąć, w jakim duchu podobny zjazd się 

odbywał i jakie były ostateczne jego postanowienia. Szlachta 

oświadczyła się na nim za „królem Stanisławem I”, polecała 

marszałkowi i wybranym do boku jego konsyliarzom wydanie 

manifestu przeciw konfederacyi sandomierskiéj, jako „radzą- 

céj  o  nas  bez  nas”;  zanosiła  do  grodów  kościańskiego  i 

wschowskiego protest przeciw poselstwu Przebendowskiego 

do Berlina, ponieważ niewiadomo, co pod tém haeret”,  na- 

kładała wreszcie marszałkowi obowiązek napisania listu do 

Ojca  św.  w  interesie  uwięzionego  w  Saxonii  biskupa  po-

znańskiego. Sięgając w ten sposób postanowieniami swemi 

w zagadnienia i sfery wielkiéj polityki, uchwalała wielkopol-

ska szlachta nadto osobne deputacye do króla szwedzkiego, 

do króla Stanisława I, by im odpowiedzieć na ich listy i uni-

wersały. Prócz tego wyprawiała do Gdańska, do prymasa i 

do marszałka konfederacyi warszawskiéj Bronisza, Alexan- 

dra Gurowskiego miecznika poznańskiego i Mikołaja Bar- 

dowskiego „dla obmyślenia środków połączenia Rzeczypo- 

spolitéj”. Rozumie się samo przez się, że, jak protesty przeciw 

berlińskiéj  misyi  Przebendowskiego  nie  przeszkodziły  mu 

Rozdział III.

background image

145

bawić w stolicy pruskiéj, tak list Radzewskiego do Ojca św. w 

interesie biskupa Święcickiego, nie odniósł żadnego skutku. 

Również  nie  zdołało  wyprawić  ze  stanu  dotychczasowéj 

bierności  prymasa  poselstwo  Gurowskiego  i  Bardzkiego. 

Mimo to widzimy szlachtę wielkopolską pod naciskiem in- 

wazyi  szwedzkiéj,  samegoż  bawiącego  w  Rawiczu  króla 

szwedzkiego i poczciwego osobiście neo-elekta, wyjednywu- 

jącego jéj „libertacye” od kontrybucyi i ciężarów wojennych, 

krzątającą się jakkolwiek około organizacyi politycznéj i woj- 

skowéj swych województw. Organizacya owa ma naturalnie 

na  celu  utrwalenie  i  zasłonę  panowania  króla  Stanisława 

od  jakichbądź  zamachów  i  usiłowań  strony  przeciwnéj. 

Zjazd średzki z dnia 15 Grudnia 1704 oświadcza gotowość 

wsiadania na koń za uniwersałami prymasa i gromadzenia 

się do boku króla Stanisława I. W tym celu uchwala szlachta 

województw kaliskiego i poznańskiego wystawienie dwuna- 

stu chorągwi po 122 koni; obiera naczelnym ich pułkowni- 

kiem znanego z udziału w elekcyi Leszczyńskiego Włady- 

sława  Bronikowskiego  podstolego  wschowskiego,  wyzna- 

cza dwunastu rotmistrzów, którym postanawia płacić rocznie 

po 6000 złotych. Towarzysze tych chorągwi mają pobierać 

na jednego konia 70 złotych płacy. Kto zaś wstępuje w służbę 

do tych chorągwi, winien się zobowięzywać do wysłużenia 

całego roku. Chorągwiom tym była przykazana najsurowsza 

dyscyplina. Miały pełnić swą służbę „bez aggrawacyi ludzi 

ubogich”, „u granic wojewódzkich”, „konsystencye” były im 

przeznaczone w dobrach biskupich, mianowicie w dobrach 

biskupa poznańskiego. Składająca się z licznych członków 

komisya, z których każdy miał pobierać 2000 złotych płacy, 

dostała polecenie zająć się w samym mieście Poznaniu, a 

więc pod zasłoną załogi szwedzkiéj, formacyą nowych cho- 

rągwi, służba w nich miała się rozpoczynać z dniem 1 Lu- 

tego  1705.  Jako  fundusz  mający  uchwaloną  organizacyą 

chorągwi  pospolitego  ruszenia  pokrywać,  miało  być  użyte 

szelężne z dóbr szlacheckich, duchownych, miast i miaste- 

czek wielkopolskich. Dziesiąty grosz owego szelężnego prze- 

znaczał się „sub juramento” na pokrycie kosztów pomie- 

Straszny zamęt pod koniec roku 1704.

background image

146

nionéj komisyi, i to od dnia 1 Stycznia 1705. Urządzając w 

ten sposób obronę wojskową swych województw, obronę, jak 

tuż zobaczymy niżéj, wymagającą coraz to nowych nakła- 

dów  i  ciężarów,  uwalniając  wyjątkowo  miasto  Wschowę  i 

Poznań z powodu klęsk poniesionych w ostatniém oblężeniu 

od  postanowionego  podatku  szelężnego,  —  organizowała 

szlachta wielkopolska i rząd polityczny, wyprawiając do boku 

króla Stanisława osobnych rezydentów: Władysława Poniń- 

skiego podkoniuszego, Maxymiliana Miaskowskiego cześ- 

nika poznańskiego, Adama Ponińskiego starostę babimost- 

skiego,  Adama  Radońskiego  burgrabiego  wieluńskiego. 

Ostatni  z  wymienionych  miał,  nawiasowo  powiedziawszy, 

wyjść na osobę zaufania i na sekretarza przy królu Stani- 

sławie; obaj Ponińscy należą od początku wojny szwedzkiéj 

do stanowczych przeciwników augustowéj sprawy. Później- 

sze  zjazdy  i  lauda  średzkie  z  dnia  12  Stycznia,  9  Lutego 

i  9  Marca  1705  nakazywały,  rzecz  szczególna,  miastom  i 

miasteczkom  wielkopolskim  ściągać  zaległości  kontrybu- 

cyjne saskie i moskiewskie na rzecz chorągwi pospolitego 

ruszenia Stanisławowego, uchwalały formacyą 1200 piecho- 

ty,  podnosiły  płacę  towarzysza  z  70  na  100,  płacę  rotmi- 

strzów z 6 na 7000 złotych, mianowały wreszcie w miejsce 

Władysława Bronikowskiego, naczelnym pułkownikiem cho- 

rągwi  pospolitego  ruszenia  wielkopolskiego,  wsławionego 

późniéj w czasie bojów konfederacyi tarnogrodzkiéj Andrzeja 

Skórzewskiego. Najważniejszym wreszcie  p o l i t y c z n y m  

aktem zostającéj w kleszczach szwedzkich szlachty wielko- 

polskiéj był protest przeciw zwołanéj przez Augusta nasam- 

przód do Krakowa, następnie do Wiśnicza walnéj radzie.

Otóż to streszczony w najgłówniejszych zarysach obraz 

działalności, znajdującéj się chwilowo na świeczniku krajów 

Rzeczypospolitéj Wielkopolski. Jak widzimy, świeci się tutaj 

tylko  i  ukazuje  na  widowni  wypadków  stronnictwo  Stani- 

sławowe; Augustowe, Szółdrscy, Radomiccy milczą. Raz po 

raz tylko jaki zajazd szwedzki, jaka egzekucya poświadczają 

istnienie żywiołu opornego. Między innemi spotykamy się 

właśnie w epoce owych zjazdów i laudów na rzecz Stanisła- 

Rozdział III.

background image

147

wową z faktem rozstrzelania przez Szwedów w miasteczku 

Czempiniu  szlachcica  Macieja  Zakrzewskiego,  obwinio- 

nego o ich zaczepkę „wraz z ustępującymi z oblężenia po- 

znańskiego kwarciannymi”. Król Stanisław, jak już powie- 

dziano,  jest  istną  opatrznością  swego  domowego  gniazda 

podczas kłopotów téj opieki szwedzkiéj. Zjazd średzki z dnia 

12 Stycznia 1705 uchwala mu za to przez swego marszałka 

Radzewskiego akt osobnego podziękowania. Mimo to, nie 

może naturalnie opieka jego sięgać  w s z ę d z i e ,  a woje- 

wództwa wielkopolskie stękają wbrew wszelkim sporadycz- 

nym  „libertacyom”,  pod  ciężarem  kontrybucyi  wojennych 

szwedzkich.

Wyjrzyjmy teraz z pod strzechy wielkopolskiéj na szer- 

szą widownią ówczesnych wydarzeń. W pierwszym rzędzie 

nowéj  lustracyi  rozpierzchnionych  w  różne  strony  ognisk 

ówczesnego  życia  politycznego  polskiego,  wypadnie  nam 

się  przypatrzeć  D r e z n u ,   dokąd  król  August,  rzucając 

Kraków, w pierwszych dniach Grudnia 1704 przybył.

Król  August,  jak  późniejsza  jego  postawa  wyraźnie 

stwierdza, wyjechał z Polski z zamiarem nietylko dłuższego 

pobytu w Saxonii, ale co więcéj ze skrytemi, choć jeszcze 

nie dość stanowczo sformułowanemi planami zawarcia z Ka-

rolem  osobnego  pokoju.  Wchodziły  w  powzięcie  podobnéj 

myśli  najrozmaitsze  czynniki  i  znużenie  niepowodzeniami 

wojennemi, wpływ zręcznego Arweda Horna, bawiącego w 

roli swobodnego jeńca w Dreźnie, wreszcie stosunek miło-

sny z Anną Konstancyą baronową Hoym, która zaczęła wy-

pierać powoli ze stanowiska pierwszéj kochanki królewskiéj 

Urszulę Lubomirską. Saxonia zapowiadała lepszą widownią 

zabawy od spustoszonéj, zniszczonéj, nie przedstawiającéj 

miejsca  stałego  schronienia  Polski,  a  kronika  życia  dwor-

skiego saskiego nie zapisuje nigdy może dłuższego i licz-

niejszego szeregu zabaw, niż właśnie w zimie z roku 1704 

na  5.  W  Dreźnie  samem  liczne  zebrania,  wieczory,  bale 

dworskie i u dygnitarzy saskich, na których ku łzom i upo-

korzeniu  królowéj  poczyna  świecić  pani  Anna  Hoym.  Co 

chwila  wyjazdy  na  polowania  do  Moritzburga  z  licznym 

Drezno, Rawicz, Gdańsk i Kraków.

background image

148

udziałem dygnitarzy krajowych, obcych dyplomatów, obec-

nych  przypadkowo  w  Dreźnie  panów  polskich.  Nadchodzi 

wreszcie  pora  lipskiego  jarmarku,  którego  król,  będąc  w 

Saxonii, nigdy nie pomijał, a dokąd się i na ten raz z całym 

dworem wybrał. Tego rodzaju życie i rozkosze usposabiają z 

pewnością nie-wojennie, dla czego się zapewnie nie mylimy, 

przypisując im nieskąpy wpływ na omdlenie, jakie wówczas 

działalność Augusta charakteryzuje. Mimo to, nie dojrzała 

przecież w postanowieniach jego myśl pokojowa do tyla, aby 

przybrać jakiebądż wyraźniejsze i stanowcze kształty. Star-

czy do sparaliżowania akcyi wojennéj i politycznéj w Polsce, 

nie daje zniszczonemu krajowi żadnego wytchnienia, pozo-

stawia, co najgorsza, stan rzeczy w kłopotliwem zawieszeniu. 

Cała sztuka Augusta w owéj zimie z roku 1704 na 5 wysila się 

na utrzymaniu swych stronników polskich w jakiém takiém 

posłuszeństwie i w ułudnéj nadziei rychłego swego na ziemię 

polską powrotu, nie dość na tém, na leniwych usiłowaniach 

około pozyskania sobie prymasa. O p r a w d z i w é j  jego i 

r z e c z y w i s t é j   akcyi  politycznéj,  o  ile  od  niéj  poza  ob- 

rębem zabaw i rozkoszy drezdeńskich pozostawało czasu i 

miejsca, wspomniemy jeszcze niżéj…

Tymczasem sprowadzał August do Saxonii z Polski nie 

mniéj przeciwników, jak stronników swoich. Pierwsi zwożeni 

i trzymani w charakterze surowo strzeżonych jeńców, sta-

nowią uderzającą, rażącą sprzeczność ze świetnością pobli-

skiego, dworskiego życia. Biskup poznański Święcicki, wo-

jewoda łęczycki Towiański, starosta grabowiecki Głogowski, 

sekretarz Sapiehów, Francuz Limont, znaleźli się w miesiącu 

Grudniu 1704 więźniami w mieście Budyszynie, przeniesieni 

późniéj na zamek Stolpeński, następnie do Augustusburga, 

pozbawieni pierwszych potrzeb życia, odcięci od komunikacyi 

ze światem. Po długich dopiero staraniach udało się bratu 

biskupa poznańskiego, Święcickiemu, kasztelanowi santoc-

kiemu, uzyskać pozwolenie zniesienia się z nim w prywat-

nych interesach. Więżąc w ten sposób przeciwników, starał 

się równocześnie król August utrzymać stosunki ze stron-

nikami  swymi  w  Polsce.  Pośrednikiem  jego  był  tu  wspo- 

Rozdział III.

background image

149

mniany  wyżéj  przez  nas  kamerdyner  dyplomata  Spiegel. 

On  to  jeździ  w  zimie  z  roku  1704  na  5  między  Dreznem 

a Krakowem, Bochnią i Wiśniczem, zawozi do Polski owe 

listy obiecujące królewski powrót, uspokojające niecierpli-

wości  polskie.  Prócz  tego  sprowadza  król  do  Drezna  w 

Grudniu roku 1704, w Styczniu 1705 Załuskiego biskupa 

warmińskiego,  Przebendowskiego  podskarbiego  koronne- 

go, Osolińskiego chorążego drohickiego, późniéj nieco Jana 

Szembeka podkanclerzego koronnego. Wszystkich tych dy-

gnitarzy Rzeczypospolitéj zaprasza król na zabawy, usiłuje 

w  dobrem  dla  siebie  utrzymać  usposobieniu;  nie  widzimy 

jednakże, aby ich wtajemniczał w skrytości swych intencyi 

pokojowych. Mianowicie tyczy się to zaproszonego z Wro-

cławia do Drezna, obsypywanego grzecznościami, ale skłó-

conego w gruncie rzeczy z interesem dworu saskiego, Za-

łuskiego. Wyższy stopień w zaufaniu królewskiém zajmują 

podskarbi koronny Przebendowski i towarzysz jego amba-

sady berlińskiéj Osoliński. Obaj przybyli pod koniec Grudnia 

1704 z Berlina do Drezna, przywożąc niekoniecznie dobre 

wiadomości o uspokojeniu pruskiego dworu dla przymierza 

z  Augustem.  Przebendowski  dostał  polecenie  wybadać  w 

Dreźnie posła pruskiego i żądać za jego pośrednictwem na-

stępnych koncesyi od berlińskiego dworu: 1) aby nie uznawał 

król pruski nigdy Stanisława Leszczyńskiego; 2) że będzie 

zawsze podtrzymywał Augusta na tronie polskim; 3) że nie 

pozwoli ukrócać ani wolności polskiéj, ani uszczuplać granic 

polskich; 4) że nie dopuści inwazyi Szwedów do Saxonii; 5) 

że daruje Rzeczypospolitéj winną z jéj strony summę zastawu 

Elblągskiego 300,000 talarów, za co Rzeczpospolita zrzecze 

się zaręczonych jéj traktatem welawskim 1500 żołnierza po-

siłkowego. Naturalnie nie odniosła ta negocyacya bezzwło-

cznego rezultatu, a Marschal mógł tylko zakomunikować jéj 

treść swemu dworowi… Podkanclerzy Szembek przybywając 

do Drezna w miesiącu Styczniu 1705, był za to dla dworu 

drezdeńskiego człowiekiem zaufania w sprawach polskich. 

Wezwany najprawdopodobniéj do Drezna przez wyprawio-

nego  do  Krakowa  Spiegla,  utrzymywał  następnie  w  jakim 

Drezno, Rawicz, Gdańsk i Kraków.

background image

150

takim  ładzie  i  składzie  zniecierpliwionych  długą  nieobec-

nością  króla,  stronników  jego  polskich…  Najwierniejszym 

kronikarzem  owego  stanowiska  Polaków  na  dworze  drez-

deńskim, owych wieczorów u dworu, u w. marszałka Pflugka 

i  generała  Schulenburga,  polowań  Moritzburgskich,  uczt 

i  biesiad,  wśród  których  zbytnia  grzeczność  Augusta  dla 

pani Hoym wyciska łzy zaniedbanéj królowéj, jest w listach 

swych biskup warmiński Załuski, streszczający sens moral-

ny swych wrażeń w następnym frazesie: „Augustus noster 

nec se, nec nos amat”. Co także go uderza i korci, to mie-

szanie się carskiego posła Golicyna do spraw wewnętrznych 

polskich.  Mianowicie  zaprotestował  z  Warszawy  przeciw 

przyjęciu do łaski królewskiéj w. hetmana Lubomirskiego, 

grożąc odjazdem, jeźli to nastąpi… Otóż szczegóły polskiéj 

akcyi i polskich stosunków na dworze drezdeńskim w pier- 

wszych tygodniach po wyjeździe Augusta z Polski.

Nieobecność jego tamże wtrąca rzeczy w stan chaosu, 

zamieszania  i  zawieszenia,  staje  się  jedną  z  najcięższych 

plag nieszczęsnego kraju. Zostawiając sobie na późniéj opo- 

wiadanie  ponownych  zabiegów  Augusta  około  pozyskania 

osoby prymasa i tajnych, podziemnych nieledwie nurtowań 

około zawarcia osobnego pokoju z królem szwedzkim, po- 

wiedzmy  jeszcze  ku  dopełnieniu  obrazu  ówczesnych  dni 

dworu drezdeńskiego, że powoli zaczyna się doń, prócz wspo- 

mnionych wyżéj dygnitarzy polskich, zjeżdżać dyplomacya 

zagraniczna.  Wspomnieliśmy  już  o  przybyciu  do  Drezna 

posła pruskiego Marschalla. Bawi tu nieprzerwanie w cha-

rakterze reprezentanta carskiego Patkul, bystry, podejrzliwy 

i niewygodny świadek tajnych negocyacyi, podjętych między 

Augustem  a  Hornem,  nienawidzący  otoczenia  Augusta  i 

prześladujący je dokuczliwemi memoriałami, gotujący sobie 

tém  samém  powoli,  ale  nieubłaganie  mściwy  jego  odwet. 

W  końcu  Stycznia  1705  przybywa  wreszcie  po  długiéj  w 

Polsce i po różnych zakątkach Szląska wędrówce do Dre- 

zna poseł duński baron Jessen, nie mniéj wierny badacz i 

spostrzegacz  wszelkich,  choćby  najtajniejszych  ewolucyi 

polityki Augustowéj, nieodstępny towarzysz króla czy to w 

Rozdział III.

background image

151

jego  zabawach  drezdeńskich,  czy  w  jego  wycieczkach  na 

polowania  Moritzburgskie,  czy  na  jarmark  lipski.  Taki  to 

zewnętrzny  obraz  przedstawia  dwór  drezdeński  w  pierw- 

szych miesiącach nowego roku 1705, obraz zabaw i rozko- 

szy, zasłaniający dość przezroczyście dla uważniejszego oka 

skrytą,  polityczną  robotę,  z  któréj  treścią  i  dążnością  za- 

poznamy się jeszcze bliżéj, a która wraz z osobą pani Hoym 

składa się na owo pozostawienie Polski łasce opatrzności. 

Zobaczmy więc, co się tutaj dzieje, kiedy król bawi się na 

przemian lub intryguje w Dreźnie.

Powiedziano  już  wyżéj,  w  jak  ścisłe  kleszcze  wzięte 

przez  Szwedów  województwa  poznańskie  i  kaliskie,  jakim 

oba  ulegają  ciężarom,  jak  stanowią  podstawę  i  ognisko 

Stanisławowego panowania przeciw sadowiącemu się w Ma-

łopolsce  bezkrólewiu  Augustowemu.  Król  szwedzki  siedzi 

sobie, wypoczywając w Rawiczu; oddziały jego wojska, liczą- 

ce niekiedy do dwustu koni, patrolują bez względu na neu- 

tralność cesarskiego terytorium po Szląsku aż do Lignicy, 

werbując mniéj lub więcéj przymusowo rekruta, niepokojąc 

swobodę  przejazdu  między  Polską  a  Saxonią.  Piechota  z 

wielkopolskiéj  komendy  generała  Renskiölda  ciąży  Kuja- 

wom,  sięga  niekiedy  aż  w  Płockie  i  daje  mu  się  we  znaki 

wraz  z  przepędzonymi  tu  dotąd  przez  Moskwę  z  Litwy  i 

Prus Sapieżyńcami. Znany z zdzierstw  „ g a l a n t u o m o ”  

Stenbock, jak go nazywa dobry jego znajomy Zawisza sta- 

rosta  miński,  zajmuje  z  jazdą  województwa  sieradzkie,  na 

wschód  odeń  plądruje,  dość  charakterystycznie  dla  fizyo- 

nomii owéj epoki do współki i na przemian z partyzantem 

Augustowym Felicyanem Czermińskim kasztelanem poła- 

nieckim, generał szwedzki Lübeker. Na południe, wysuniony 

ku Krakowu, zajmuje okolicę między Częstochową a Wie- 

luniem w dwa tysiące piechoty generał szwedzki Stromberg. 

Car znajduje się równocześnie w pierwszych owych dniach 

roku  1705  w  Inflantach,  nie  wiedząc  o  niczém,  co  się  w 

Dreźnie praktykuje, domagając się ciągle bądź przez posła 

swego  Dołgorukiego,  bądź  przez  bawiącego  przy  boku 

swym pułkownika saskiego Heinsa, bądź przez wysłanego 

Drezno, Rawicz, Gdańsk i Kraków.

background image

152

umyślnie kuryerem do Drezna kapitana Gersdorffa, osobi- 

stego  spotkania  z  Augustem.  „Z  Litwy  to  tylko  mamy”, 

mówi współczesny list z Królewca, z dnia 7 Lutego 1705, „że 

confluxus Moskwy i innych narodów, Szwedów, Kozaków i 

naszych opiekunów pełno; w Wilnie, Kownie i w Kiejdanach 

Moskwa.  Szwedzi  zaś  w  ekonomii  szawelskiéj.  Podjazdy 

od Imć Zawiszy (starosty mińskiego, stronnika Sapiehów) 

wyprawione, spłoszywszy chorągwie komputowe, poszły ad 

corpus wojska szwedzkiego. Czekamy in momento, co się 

tam stanie, ponieważ Moskwa zbliżyła się ku Szwedom i w 

Nowém Mieście, mil dziesięć od Szawelszczyzny rozłożyła 

się. O caru moskiewskim piszą, że sam swoją osobą stoi pod 

Derptem mil 30 od Rygi. Zatem Ryga bojąc się oblężenia, 

zbiera  się  ad  repressalia  i  dla  tego  generał  Lewenhaupt 

nie  oddala  się  daleko  od  Rygi  i  w  Janiszkach  consistit”. 

Sapiehowie, wojewoda wileński i stolnik litewski, odbywszy 

w początku Lutego konferencyą z Leszczyńskim w Elblągu, 

bawią w Warszawie, która naówczas nie ma żadnéj załogi. 

W okolicy tylko niezbyt dalekiéj, czy to w Łowiczu i Skier- 

niewicach, czy w Czerwińsku i Wyszogrodzie, grasują Szwe- 

dzi, nakładają ciężkie kontrybucye, uprowadzają w niewolę 

niechętną sobie szlachtę, jak n. p. między innymi Sempła- 

wskiego cześnika wyszogrodzkiego i Milewskiego. „Z Litwy, 

osobliwie z Wilna”, zapisuje taż sama gazetka z Warszawy 

pod  dniem  12  Lutego  1705:  „zwożą  się  do  Królewca  i  po 

Prus, umykając przed moskiewskiém tyraństwem”. Słowem, 

gdziekolwiek spojrzymy, stan strasznego zamieszania i za- 

mętu.  Wszędzie  uciska,  ciemięży,  nakłada  ciężary  czy  to 

sprzymierzeniec, czy nieprzyjaciel, choć prawdę powiedzia- 

wszy,  nie  wiedzieć  kto  przyjacielem  a  kto  wrogiem.  Król 

bawi się w Dreźnie, dygnitarstwo rozpierzchnione, znikąd 

rady, znikąd pomocy. Straszna chwila, w któréj nieszczęsny 

naród,  niezdolny  sobie  radzić  w  swéj  bezsilności  czynem, 

daje wyraz swym mękom i kłopotom, rzecz dziwna, — przez 

krwawą satyrę. Obfitowała w nią zawsze Polska, obfituje w 

nią mianowicie w owéj męczeńskiéj zimie z roku 1704 na 5. 

Jest  ich  wiele  właśnie  z  owej  chwili.  Posłuchajmy  jednéj, 

Rozdział III.

background image

153

skreślającéj  z  krwawą  ironią  jaskrwawy  obraz  ówczesnego 

położenia  pod  tytułem:  Karnawału  cudzoziemskiego  w 

Polsce ab anno 1701–1705. Rzecz rozpoczyna się tańcem, 

śpiewami  saskim,  kozackim  i  chłopskim.  Chłopski  śpiew 

kończy się słowami:

 

Niestety nam téż na te nasze pany,

 

Że nas ze skóry jak jakie barany

 

To Sas, to Szwedzi y ich oraz łupią”.

Następuje potem obraz kolacyi króla szwedzkiego i cara… 

„W tym król szwedzki jednę w Polsce, a drugi car moskiew- 

ski w Litwie sprawują. U stołu szwedzkiego króla wszystko 

szwedzcy oficerowie, z Polaków żadnego nie widać. Orzeł 

tylko polski herbowny, pieczony i warzony na stole. Panowie 

Sapiechowie z talerzami nadsługują, wyględując, co które- 

mu  —  Szwedowi  z  wąsa  spadnie,  albo  rychło  im  co  król 

szwedzki na talerzu poda. Pan Kawęczyński (starosta Bro- 

dnicki, stronnik króla Stanisława) co prędzéj talerze zmywa 

a  lisi  ogon  ma  za  pasem.  W i e l k o p o l a n i e   z  flaszami 

stoją; jednym wino a drugim piwa co go nawarzyli, nalewają. 

A Szwedzi wołają: Giess ein Becneiter! (?) A gdy tak piją 

wesoło Szwedzi, na wiwat we Lwowie z dział tak uderzono, 

aż  się  roztrzasły,  a  gdy  wina  nie  stało,  aż  Pan  wojewoda 

poznański niesie kielich kościelny pełen krwi ludzkiéj, pan 

zaś podskarbi litewski czarę łez ludzkich i podaje Szwedom, 

aby pili. Szwedzi podpiwszy sobie i winem wprawdzie, ale 

nie mniéj fantazyą Polaków zrozumiawszy, nie poznali trun- 

ków, piją go nienasycenie wołając coraz: Gieb mir Schelm 

Polak!  Pijanych  panowie  Prusacy  na  nocleg  do  dworów 

swoich proszą, lecz im domy poplwali i osmrodzili, przecież 

to im miło, że nie Sasowie, ale goście i przyjaciele Szwedzi, 

w czem im miasta pruskie aplaudują… Przy stole zaś cara 

moskiewskiego  obaczysz  książęta  Wiśniowieckie,  panów 

Ogińskich, Zaranków, Pociejów, a wszyscy piją za zdrowie 

króla Augusta. Coraz to były litewskie po tatarsku karwasze. 

(?) Krając, bać się tylko na ostatku trzeba, aby się, skoro jéj 

nie stanie, ogon samiż nie pobili. (?) Na obydwóch stołach 

Drezno, Rawicz, Gdańsk i Kraków.

background image

154

cukrów  i  marcepanów  dostatkiem;  to  dziwna  tylko,  że 

wszystkie na formę albo djabłów, albo piorunów. Znać to z 

ludzkiego  przekleństwa:  Bodajeście  wszyscy  djabła  zjedli 

bodaj was piorun strzasł, bodaj was wszyscy djabli porwali! 

Taniec repetując po kolacyi nie raz, ani dziesięć, (?) a temu 

wszystkiemu Brandeburczyk się przypatruje, Szwedom się 

dziwuje,  Moskala  uważa,  z  Polaków  się  śmieje.  Jednak 

jeszcze nie koniec karnawału, bo i na przyszłą wiosnę opery 

się zaczną…”

Rękopiśmienna  ta  satyra,  jakich  bardzo  wiele  podów- 

czas,  ani  arcydzieło  treści,  ani  arcydzieło  formy,  wyraża 

przecież, podobnie jak ustępy ze współczesnych pamiętni- 

ków  Otwinowskiego,  lub  Skrupułu  bez  skrupułu  Jabło- 

nowskiego, nader charakterystycznie stan ogólnego uspo- 

sobienia  szlachty  i  ludu  polskiego.  Kiedy  król  się  bawi, 

dygnitarstwo Rzeczypospolitéj spekuluje i intryguje na prze- 

mian, cierpi ogół, nie znajdując niestety lepszego i innego 

na  swe  cierpienie  lekarstwa  nad  rezygnacyą,  nad  ponury 

treścią, nieociosany formą humor satyry. Szukajmy nadare- 

mno patryotycznéj myśli, szukajmy nadaremno choćby nie- 

udolnéj chęci czynu w jéj imię.

Wspomnieliśmy  już  wyżéj,  że  podobnie,  jak  organizu- 

jąca się według możności i okoliczności pod opieką szwedz- 

ką  Polska  Stanisławowa  uczyniła  sobie  przybytek  z  woje- 

wództw poznańskiego i kaliskiego, tak oficyalizm wojskowy 

i cywilny Polski Augustowéj uczynił sobie takież ognisko z 

Krakowa i poblizkiéj okolicy. August wyjeżdżając w końcu 

Listopada 1704 do Saxonii, utrzymuje go zwodniczo, od dnia 

do  dnia  niemal  w  nadziei  rychłego  powrotu.  Przypatrzmy 

się  fizyonomii  Krakowa  i  stron  krakowskich  w  chwilach 

przesilenia roku 1704 na 1705…

Jak już wspomnieliśmy wyżéj, przepłoszyła nieco groza 

dżumy zgromadzonych w Krakowie saskich i polskich dy- 

gnitarzy. Powynosili się w skutek tego częścią do Wiśnicza 

częścią do Bochni i wsi okolicznych. W. hetmana koronnego 

Lubomirskiego widzimy przez pierwszych kilka tygodni roku 

1705 w miasteczku Tuchowie pod Tarnowem……

Rozdział III.

background image

Spis rzeczy

 

I. 

Pierwsze  dni  królowania  Leszczyńskiego.  —  Wrażenie 
elekcyi na zagranicę. — Usiłowania Augusta na drodze 
akcyi  dyplomatycznéj.  —  Działania  wojenne  na  Rusi 
i w Wielkopolsce. — Rokowania Warszawskie. — Pochód

 

 

Karola XII na Ruś. — Zamach Augusta na Warszawę.   5

 

II. Rada senatu Wyszogrodzka. — Usiłowania Augusta 

na zewnątrz i wewnątrz około podniesienia swéj spra- 

wy. — Car, Dania, Brandenburgia. — Papież. — Pry- 

mas, Lubomirscy. — Działania wojenne. — Oblęże- 

nie Poznania przez Patkula. — Marsz Karola z Rusi 

ku Warszawie. — Ucieczka Augusta do Krakowa. — 

Zniesienie oblężenia Poznańskiego. — Bitwa Ponie- 

cka. — Akcess Lubomirskich do Augusta. — Wyjazd

 

  Augusta do Saxonii.   .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    65

  III. Straszny zamęt pod koniec roku 1704. — Cztery og- 

niska ówczesne ważących się losów polskich: Drezno, 

Rawicz, Gdańsk i Kraków. — Zatrata myśli patryo- 

tycznéj. — Dwa wypoczynki ciążące Polsce: drezdeń- 

ski  Augusta,  rawicki  Karola  XII.  —  Spustoszenie 

kraju. — Usiłowania Augusta około zawarcia party- 

kularnego  pokoju  za  plecami  Cara.  —  Arwed  Horn 

i Patkul. — Zabiegi około pozyskania osoby pryma- 

sa.  —  Dwór  pruski  i  manifest  prymasa  z  dnia  31 

Maja  1705.  —  Koniec  szwedzkich  leż  zimowych

 

  i wstęp w akcyą wojenną.    .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .  .    142

background image

Przygotowanie do druku zakończono w lipcu 2011 roku 

w Portet-sur-Garonne (Francja)


Document Outline