background image

Dagmara Nowocień: Skąd wzięło się wasze 

zainteresowanie medycyną? 

Robert Dziendziel: Obydwaj skończyliśmy 
wydział elektroniki na Akademii Górni-
czo-Hutniczej w Krakowie o specjalności 
aparatura medyczna, więc wykształcenie 
jak najbardziej odpowiada naszej dzisiej-
szej pracy. Przed założeniem Astar ABR 
pracowałem w jednej z firm medycznych 
i tam zetknąłem się ze sprzętem elektro-
nicznym przeznaczonym do fizykoterapii. 
W pewnym momencie doszedłem do 
wniosku, że sami potrafimy zaprojektować 
aparat konkurencyjny w stosunku do 
produktów obecnych na tym rynku i taki 
był początek. 

Jak rozwijała się firma?

Aleksander Jędrzejowski: W roku 1995 
wraz z jeszcze jednym kolegą, z wykształ-
cenia lekarzem, założyliśmy firmę Astar 
ABR. Początkowo wynajmowaliśmy kilku-
nastometrowe pomieszczenie w Bielskim 
Centrum Przedsiębiorczości. Cała ściana 
budynku była przeszklona, więc w lecie 
musieliśmy sobie jakoś radzić. Z tego 
okresu wspominamy szczególnie duże 
ilości papieru pakowego, bo na rolety nie 
było nas, niestety, stać. 
Po dwóch latach wynajęliśmy piętro 
w domu jednorodzinnym. W miarę rozwo-
ju firmy znów zaczęło brakować miejsca 
i przenieśliśmy się w obecne miejsce, teraz 
wynajmujemy lokal o powierzchni 400 m

2

Zaczynaliśmy od dwóch pracowników, 
obecnie razem z nami w firmie pracuje dzie-
więtnastu, a dwie osoby współpracują. Po-
czątkowo w swojej ofercie mieliśmy jeden 
prosty aparat do elektroterapii, natomiast 
na dzień dzisiejszy posiadamy urządzenia 
z różnych dziedzin: elektroterapii, magne-
toterapii, ultradźwięków, laseroterapii czy 
światłolecznictwa. Wszystkie nasze aparaty 
posiadają certyfikaty europejskie. 

W jaki sposób zorganizowana jest sprzedaż 

urządzeń?

AJ: Sprzedajemy głównie przez dystrybuto-
rów. Są to znane na rynku firmy zajmujące 

„Nie nastawiamy się na spektakularne sukcesy i szybki zysk. Zależy nam na wypra-
cowaniu solidnych fundamentów, na których można budować i rozwijać firmę”.
 Z właścicielami firmy Astar ABR – Aleksandrem Jędrzejowskim i Robertem 
Dziendzielem
 rozmawiała Dagmara Nowocień.

Cenimy porządną, 
uczciwą robotę...

się handlem aparaturą medyczną. Mamy 
również swój własny dział handlowy, który 
zajmuje się aktywną promocją naszych 
urządzeń. Dla dystrybutora nasz sprzęt 
jest uzupełnieniem oferty, jednym z wielu 
sprzedawanych towarów. Trudno w tej 
sytuacji wymagać szczegółowej znajomo-
ści naszych wyrobów. Takie wymagania 
możemy postawić tylko pracownikom. 
Niejednokrotnie zdarza się, że po prezen-
tacji naszego działu handlowego transak-
cji dokonuje nasz dystrybutor, gdyż jest 
w stanie zaproponować lepsze warunki 
finansowe. My jako producent nie możemy 
dawać klientom końcowym dużych upu-
stów, gdyż uniemożliwilibyśmy sprzedaż 
dystrybutorom.

Jakie są różnice pomiędzy obecnym Astarem 

a firmą sprzed jedenastu lat?

RD: Cóż, pozostały te same cele i my jako 
szefowie, osoby wyznaczające kierunek 
rozwoju firmy. Zmieniło się bardzo dużo. 
Mogę śmiało powiedzieć, że na początku 
była to manufaktura. Wszystkie urzą-
dzenia wykonywano ręcznie w oparciu 
o standardowe obudowy. W tej chwili 
firma ma ustaloną strukturę, jest podzielo-
na na konkretne działy. Poza tym montaż 
jest półautomatyczny, a serie aparatów 
są znacznie większe. Wprowadziliśmy 
również system jakości ISO13485 będący 
podstawą znakowania CE dla naszych 
wyrobów. 

Początkowo sami projektowaliście sprzęt. Jak 

to wygląda teraz?

RD: Podzieliliśmy się obowiązkami. Olek 
zajmuje się nadzorem działu handlowego 
i sprawami księgowymi, natomiast ja 
nadzoruję dział rozwoju, w szczególności 
nowe projekty. Opracowuję założenia 
wstępne, funkcjonalne i techniczne oraz 
kluczowe elementy konstrukcji. Olek 
konsultuje projekty w zakresie oprogra-
mowania i koncepcji mechanicznych. 
Zadania projektowe wykonują pracownicy 
lub firmy usługowe. Staramy się rozwijać 
dział projektowy, ponieważ uważamy go 

za zasadniczy kapitał intelektualny firmy. 
Poza tym sami jesteśmy konstruktorami 
z ambicjami, więc tym bardziej nam na 
tym zależy.

Jakie nowe aparaty wprowadziliście ostatnio? 

RD: W roku ubiegłym do produkcji weszły 
aparaty serii Plus. Wiązało się to z odno-
wieniem części wizualnej, czyli nową 
formą graficzną i katalogami. Niebawem 
zacznie działać nasza „odświeżona” strona 
internetowa. Poza tym już w 2004 roku 
rozpoczęły się prace nad nowymi urzą-
dzeniami.

Co to będą za urządzenia? 

RD: Wolałbym na razie nie zdradzać tajem-
nicy. Nie chcemy zapeszyć. Już niebawem 
będzie premiera nowego aparatu bardzo 
konkurencyjnego, jak sądzę.

Jesteście firmą produkcyjno-handlową. 

Wasza oferta kształtuje rynek czy słuchacie 

klientów i dopasowujecie swoje aparaty do 

ich potrzeb?

AJ: Sytuacja nie jest do końca jasna 
i oczywista. Z jednej strony firmy, które 
wprowadzają sprzęt na rynek, wyznaczają 
trendy. Użytkownik może to zaakceptować 
lub nie. Z drugiej, dopiero odzew klientów 
decyduje o popularności danego aparatu. 
Sytuacja na rynku zmienia się, ponieważ 
poza naszą rodzimą konkurencją poja-
wiają się firmy światowe, które kiedyś nie 
były dla nas groźne ze względu na wysokie 
ceny. Teraz to się zmieniło. 

Obawiacie się konkurencji?

AJ: Z pewnością nas to motywuje, wymaga 
większego zaangażowania w pracę i uważ-
nego śledzenia rynku. Konkurencję trak-
tujemy jako czynnik stymulujący rozwój, 
między innymi dlatego tak długo trwało 
wprowadzanie serii Plus. Chcieliśmy 
zaprezentować urządzenia w obudowach 
zaprojektowanych indywidualnie dla 
naszych potrzeb przez firmę zajmującą 
się wzornictwem przemysłowym. Plano-
waliśmy również wprowadzenie nowych 
rozwiązań technologicznych. Zaryzykuję 
stwierdzenie, że jesteśmy jedyną polską 
medyczną firmą produkcyjną z dziedziny 
fizykoterapii, która pozwoliła sobie na wła-
sne wzornictwo przemysłowe, a co za tym 
idzie, na własne formy wtryskowe do tych 
urządzeń. Z jednej strony konkurencji, za-
równo tej krajowej, jak i zagranicznej, nie 
wolno bagatelizować, a z drugiej dobrze, 
że istnieje, bo dzięki niej firma szybciej 
się rozwija. 

Potraficie określić swoją pozycję wśród firm 

o podobnym profilu?

AJ: Nie jest tajemnicą, że firmy posiada-
jące osobowość prawną, będące spółka-
mi z ograniczoną odpowiedzialnością, 
mają obowiązek składania sprawozdań 

10

REHABILITACJA W PRAKTYCE 1/2006

LIDERZY RYNKU

background image

finansowych do KRS. Na podstawie tych 
informacji wiemy, że Astar ABR ma ponad 
dwukrotnie większe obroty ze sprzedaży 
swoich aparatów niż każdy z producentów 
krajowych. Na tym rynku poza nami są 
jeszcze trzy polskie firmy produkcyjne.

Co jest dla was najważniejsze?

AJ: Dla mnie najistotniejsza jest uczciwość, 
zarówno pomiędzy nami i pracownikami, 
jak i wobec naszych klientów i partnerów 
handlowych. Staramy się postępować fair 
i tego wymagamy od innych. 
RD: Według mnie najważniejsza jest rze-
telność. Jeśli mogę użyć kolokwialnego 
powiedzenia, to staramy się wykonywać 
porządną, uczciwą robotę we wszystkich 
aspektach działalności firmy. Nie na-
stawiamy się na spektakularne sukcesy 
i szybki zysk. Zależy nam na wypracowa-
niu solidnych fundamentów, na których 
można budować i rozwijać firmę. Udaje 
nam się zachować stałe tempo rozwoju, 
założyliśmy, że średni wzrost obrotów 
będzie się kształtował na poziomie 20-30% 
rocznie. Jest to wyjście o tyle optymalne, 
że firma się rozwija. Na szczęście zmiany 
nie zachodzą zbyt szybko, dzięki temu 
nadążamy ze stroną organizacyjną. 

Jakie są wasze plany na przyszłość?

AJ: W ubiegłym roku kupiliśmy halę 
produkcyjną o powierzchni 500 m

2

, pla-

nujemy podnieść ją o jedną kondygnację 
i oczywiście zasiedlić. Myślę, że to inwesty-
cja na kilka następnych lat, która zaspokoi 
nasze potrzeby lokalowe. 

Poszerzacie również skład osobowy?

AJ: W zasadzie cały czas poszukujemy 
pracowników. Z przykrością muszę 
stwierdzić, że na rynku mimo ogromnego 
bezrobocia brakuje wykwalifikowanych 
pracowników. 
RD: W związku z rozwojem firmy po-
trzebujemy większej liczby ludzi. Nie 
mogę polecić mojemu pracownikowi, aby 
wykonywał dwa lub 
trzy razy więcej 
pracy w tym 

Co was wyróżnia spośród konkurencyjnych 

dostawców sprzętu?

AJ: Mamy własne projekty wzornicze 
urządzeń sporządzone przez profesjona-
listów. Nasze obudowy wykonywane są 
w technologii wtryskowej, ale o tym już 
wspominaliśmy. Ponadto jesteśmy jedy-
ną firmą w branży, która poza działem 
serwisu posiada również własny dział 
badań technicznych. Z naszych informacji 
wynika, iż żadna inna polska firma nie ma 
takiego działu, gdyż zwracaliśmy się do nich 
z propozycją wykonywania tego typu usług 
w przypadku ich sprzętu. Tak jak np. samo-
chody również sprzęt medyczny powinien 
co roku przejść badania techniczne. Mimo 
że jest taki obowiązek, to niewielu klientów 
tego przestrzega. Kupiliśmy odpowiednie 
urządzenia, uzyskaliśmy również zgodę 
trzech innych firm na przeprowadzanie 
badań technicznych ich aparatów. Taki 
przegląd jest dobrą okazją, aby upewnić 
się, czy wszystko jest w porządku i dokonać 
ewentualnych napraw. Zgodnie z prawem, 
jeśli w czasie zabiegu pacjent poniesie jakiś 
uszczerbek na zdrowiu nawet niezwiązany 
z działaniem konkretnego urządzenia, a nie 
posiada ono aktualnego badania technicz-
nego, poszkodowany może rościć żądania 
wobec podmiotu, który tego obowiązku nie 
dopełnił. Koszt takiego badania to kilkadzie-
siąt złotych, a może uchronić użytkownika 
przed ewentualnymi przestojami w pracy 
i innymi niedogodnościami.

A czym lubicie zajmować się po pracy? Jakie 

jest wasze hobby? 

RD: Wolne chwile spędzam z rodziną. Poza 
tym pasjonuje mnie fotografia i muzyka 
jazzowa. 
AJ: Jako, że natura ostatnio hojnie obdarza 
nas śniegiem, moje hobby to odśnieżanie. 
A tak poważnie, lubię dobrą lekturę, wę-
drówki po górach i zbieranie grzybów. 

Serdecznie dziękuję za rozmowę 

‰

Aleksander Jędrzejowski

Robert Dziendziel

samym czasie. Jest to po prostu fizycznie 
niemożliwe. 

Co uważacie za największy sukces zawodowy?

AJ: W oparciu o rozwiązanie chronione 
patentem opracowaliśmy urządzenie do 
przezskórnego wprowadzania leku za 
pomocą prądu i fali ultradźwiękowej – jest 
to metoda elektrofonoforezy. Udało nam 
się ją upowszechnić na trudnym rynku 
usług medycznych i przekonać środowiska 
medyczne o jej skuteczności.
RD: Dla mnie osobiście wielkim sukcesem 
jest opanowanie techniki ultradźwiękowej 
w zastosowaniu terapeutycznym. Jesteśmy 
jedynym producentem krajowym, który 
oferuje własny aparat do terapii ultradź-
więkowej z głowicą naszej konstrukcji. 
Dodatkowo, o czym wspominał już Olek, 
sukces to również nowa metoda, elek-
trofonoforeza oparta na zastosowaniu 
ultradźwięków.

A porażka?

RD: Nie przypominam sobie jakiś spekta-
kularnych porażek. Oczywiście zmagamy 
się z uciążliwościami dnia codziennego, 
ale staramy się prowadzić firmę bez 
większych rewolucji i gigantycznych 
zakrętów. 

Jedenaście lat na trudnym polskim rynku 

należy uznać za sukces, prawda?

RD: Rzeczywiście polski rynek medyczny 
jest dość trudny. Zwłaszcza biorąc pod 
uwagę fakt, że jako polska firma prywatna 
finansujemy się samodzielnie. Dlatego też 
musimy bardzo rozsądnie gospodarować 
pieniędzmi. Nie mamy hojnego sponsora 
z zagranicy, który by nam pomagał. Musi-
my znaleźć środki na materiały, bieżące 
opłaty i oczywiście na rozwój. Nowe opra-
cowania kosztują bardzo dużo. Szczególnie 
po wejściu Polski do Unii Europejskiej 
drastycznie wzrosły wymagania wobec 
sprzętu. 

Planujecie wejście na rynki UE?

AJ: Jesteśmy przygotowani od strony 
technicznej, ponieważ nasz sprzęt spełnia 
normy europejskie. Natomiast w tej chwili 
nie jesteśmy jeszcze całkowicie gotowi 
organizacyjnie. Nie chcemy wprowadzać 
prowizorycznych rozwiązań, ale sprawa 
jest otwarta. 

11 

REHABILITACJA W PRAKTYCE 1/2006

LIDERZY RYNKU