background image

Państwo panów Nguen, Kochinchina, Południowy 

Wietnam  

Grzegorz Łyś 06-03-2009, ostatnia aktualizacja 06-03-2009 06:00  

Na północy Wietnamu w górach Hoang Lien Son pada zimą śnieg. W delcie Mekongu, na 
południu, rosną w tropikalnej dżungli drzewa kauczukowe i kamforowce.  

 

źródło: Archiwum „Mówią wieki” 
Dawny Pałac Prezydencki, obecnie Pałac Zjednoczenia w Ho Chi Minh 

 

źródło: Rzeczpospolita 
+zobacz więcej 

Wietnam ma powierzchnię podobną do Polski (331 tys. km kw.), ale Hanoi dzieli od miasta Ho 
Chi Minh, dawnego Sajgonu, ponad 1500 km. Dlatego m.in. tak wiele miejsca w historii kraju 
zajmują próby jego zjednoczenia i wysiłki zachowania jedności.  

Kolebką państwa wietnamskiego jest Północ, gdzie w I tysiącleciu p.n.e. powstały plemienne 
państwa Van Lac i Au Lang i – po uwolnieniu się w 939 r. spod trwającego tysiąc lat panowania 
chińskiego – narodziło się rządzone przez rodzime dynastie królestwo Dai Co Viet. To 
scentralizowane państwo w XVI w. rozpadło się w praktyce na Północ, gdzie panował ród Trinh i 

Południe, którym władali panowie Nguen. Kraj, zjednoczony na krótko przez cesarza Gia Long w 
1802 r., ponownie podzielili Francuzi – na północny Tonkin i południową Kochinchinę. A w 1954 
r. przecięła go granica wzdłuż 17. równoleżnika.  
Nazwy południowietnamskich miast, znane wcześniej tylko znawcom Indochin – Sajgon, Hue, Da 

Nang, Bien Hoa – codziennie pojawiały się w latach 1965 – 1975 w komunikatach wojennych i 
na czołówkach gazet. Dziś miasto Ho Chi Minh to największy ośrodek finansowy i przemysłowy 
Wietnamu. Plaże Nha Trang i ulice dawnej cesarskiej stolicy Hue, o którą toczono krwawe walki 
podczas ofensywy Tet, pełne są zagranicznych, w tym amerykańskich turystów. Ale w wielu 

okolicach nie należy się samemu wyprawiać na piesze wycieczki – wciąż jeszcze w wielu 
miejscach można natknąć się na miny i inne niebezpieczne wojenne pozostałości.  
Ho Chi Minh (Sajgon)  

Mała rybacka osada na mokradłach kambodżańskiej do XVIII w. prowincji Prey Nokor rozrosła 
się w ruchliwe kupieckie miasto, gdy zamieszkali w niej przed 300 laty Wietnamczycy i 
Chińczycy. W czasach, gdy Sajgon był stolicą francuskiej Kochinchiny, nazywano go Paryżem 
Wschodu. Podczas wojny wietnamskiej i po niej, gdy władze komunistyczne reedukowały 

przemocą jego mieszkańców – stał się symbolem współczesnego piekła. Obecnie 9-milionowe 
Ho Chi Minh City to największe metropolia Indochin – najbogatsze i najbardziej dynamiczne 
miasto Wietnamu, które dzięki zachodnim inwestycjom stało się znanym ośrodkiem 
przemysłów high-tech, zwłaszcza informatycznego.  

background image

W śródmieściu, nad którym wznoszą się wieże neoromańskiej katedry Notre Dame – 
zbudowanej z cegły sprowadzanej z Marsylii, z witrażami zamówionymi w Chartres – wciąż 
dominuje pełna wdzięku kolonialna architektura francuska z XIX/XX w. Najciekawsze jej 

przykłady to budynek Teatru Miejskiego i hotel Majestic. Na dziedzińcu Muzeum Pozostałości 
Wojennych – zwanym dawniej Muzeum Zbrodni Wojennych Imperializmu Amerykańskiego i 
Rządu Marionetkowego – można obejrzeć bogatą kolekcję sprzętu wojskowego, w tym 
myśliwiec F-5 i czołg Patton. W jego wnętrzach tzw. tygrysie klatki, w których policja 

południowowietnamska więziła członków Vietcongu i ludzkie płody zdeformowane na skutek 
działania defoliantów.  
Hue  
Przez półtora wieku na wznoszącej się nad cytadelą w Hue Wieży Flagowej powiewał cesarski 

sztandar. Stare kupieckie miasto położone nad rzeką Perfumową, w pobliżu historycznej granicy 
północnych i południowych prowincji Wietnamu, było za panowania dynastii Nguen, od 1802 r., 
stolicą zjednoczonego Wietnamu. Cytadela zbudowana przez panów Nguen z pomocą 

Francuzów – otoczona wałami 20 m grubości i 7 m wysokości, licząca 500 ha twierdza i dzielnica 
rezydencjonalna – stała się podczas ofensywy Tet terenem szczególnie zaciętych walk. 
Wcześniej jeszcze znaczną jej część zburzyły wojska francuskie. Z ok. 150 dawnych budowli 
cytadeli zachowały się m.in. ruiny znajdującego się w jej sercu pałacu cesarskiego – Zakazanego 

Purpurowego Miasta. Symbolem Hue jest siedmiokondygnacyjna pagoda Thien Mu, najwyższa i 
jedna z najstarszych (z 1602 r.) w Wietnamie. 
Hoi An  
Kiedy nadchodzi pełnia księżyca, właściciele sklepików z jedwabiem i pamiątkami przy 

uliczkach Tran Phu i Nguen Thai Hoc gaszą światła i wystawiają przed próg kolorowe lampiony. 
Miasteczko o prawie dwutysięcletniej historii, niegdyś jeden z najruchliwszych ośrodków 
handlowych tej części Azji, liczy prawie 900 zabytkowych świątyń, domów i gmachów 
publicznych, z których najbardziej okazałe – jak Kantoński czy Fukiański Dom Zgromadzeń – to 

klasyczne przykłady architektury chińskiej, zbudowane przez mieszkających tu kupców z 
Państwa Środka.  
Cu Chi  

Sieć tuneli o szerokości niespełna 1 m łączących podziemne koszary i szpitale, ciągnąca się od 
okolic Ho Chi Minh niemal po granicę z Kambodżą, była podziemną bazą Vietcongu 
wykorzystywaną podczas szturmowania Sajgonu.  
Nha Trang  

Najbardziej znany nadmorski kurort kraju, z pięknymi plażami i widokiem na 20 pobliskich 
wysp.  
Porady praktyczne  
Dojazd 

samolotem Lufthansy z Warszawy do Ho Chi Minh przez Frankfurt – 4043 zł 
z Ho Chi Minh do Hue samolotem Vietnam Airlines – 6 810 000 dongów (VDN), pociągiem – od 
490 000 VDN 
z Ho Chi Minh do Nha Trang – 233 000 VDN 

wynajęcie samochodu z kierowcą od 1 500 000 VDN  
Hotele  
Caravelle, Ho Chi Minh – 1 770 000 VDN  

Kindo, Ho Chi Minh – 1 050 000 VDN  
Liberty, Ho Chi Minh – 600 000 VDN  
Camelie, Hue – 600 000 VDN  
Holiday, Hue – 180 000 VDN  

10 000 dongów VDN – 1,79 zł 
 
Po prostu „Westy” 
Lech Ryżewski 06-03-2009, ostatnia aktualizacja 06-03-2009 06:15  

William Childs Westmoreland urodził się 26 marca 1914 roku w Saxon w Karolinie Południowej. 
Pochodził z zamożnej rodziny o tradycjach militarnych: dziesięciu jego przodków walczyło w 

background image

wojnie secesyjnej, a ojciec uczęszczał do Cytadeli, jednej z najlepszych szkół wojskowych na 
Południu. 

 

źródło: EAST NEWS 
Gen. William Westmoreland, fotografia z 1965 r.  

+zobacz więcej 
Młody Westmoreland również ją wybrał, kończąc na 33. miejscu w klasie liczącej 169 uczniów. 
W West Point, gdzie został przyjęty w 1931 roku, miał opinię inteligentnego i bardzo 

pracowitego kadeta o zdolnościach przywódczych. Wkrótce „Westy”, jak nazywali go przyjaciele, 
został kapitanem swej klasy, co było najwyższym zaszczytem i sugerowało imponującą karierę.  
Nabrała ona rozmachu wraz z przystąpieniem USA do drugiej wojny światowej – we wrześniu 
1942 roku, w wieku 28 lat, już dowodził batalionem artylerii w stopniu podpułkownika. Podczas 

kampanii w Afryce Północnej wyróżnił się w walkach na przełęczy Kasserine, a następnie 
włączony wraz z jednostką do 82. Dywizji Spadochronowej wziął udział w walkach na Sycylii. Za 
zasługi został wyróżniony medalem Legion of Merit. Z kolei za walki na przyczółku pod 
Remagen jako szef sztabu dywizji został odznaczony Brązową Gwiazdą.  

W lipcu 1952 roku objął dowództwo nad elitarną spadochronową 187. Pułkową Grupą Bojową 
walczącą w Korei. Gdy wojna się skończyła, był już jednogwiazdkowym generałem w wieku 38 
lat. Następnie pełnił różne funkcje w Pentagonie, ukończył Harvard Business School i w roku 
1955 został sekretarzem szefa sztabu Armii gen. Maxwella Taylora. Gdy ten trzy lata później 

reaktywował 101. Dywizję Spadochronową – słynne Krzyczące Orły – mianował Westmorelanda 
jej dowódcą. Był wówczas najmłodszym generałem majorem w armii. Następny awans był 
jeszcze bardziej prestiżowy – na komendanta West Point. Akademię opuścił w 1963 roku i objął 

dowództwo XVIII Korpusu Spadochronowego.  
Rok później trafił na „gorące krzesło” w Wietnamie. Tam wykazywał duże umiejętności w 
zarządzaniu – uważa się, że logistyczna rozbudowa wojsk amerykańskich w początkowym 
okresie wojny była podręcznikowym przykładem dla studentów West Point. Został uznany 

Człowiekiem roku 1965 przez magazyn „Time”. 
Dopiero ofensywa Tet, a raczej jej odbiór w Ameryce, zachwiała jego pozycją. W lipcu 1968 roku 
oddał stanowisko dowódcy MACV gen. Abramsowi, a sam do 1972 r. przewodził Kolegium 
Szefów Połączonych Sztabów, po czym przeszedł w stan spoczynku. Pod koniec lat 70. bez 

sukcesów próbował swych sił w polityce. W 1982 roku został zaatakowany przez telewizję CBS, 
która w filmie dokumentalnym „The Uncounted Enemy: A Vietnam Deception” oskarżyła go o 
manipulowanie danymi na temat sił Vietcongu dla stworzenia korzystniejszego obrazu sytuacji 
militarnej. W odpowiedzi generał wytoczył stacji proces o zniesławienie, żądając 120 mln 

dolarów odszkodowania. Po trzech latach obie strony zawarły ugodę, a Westmoreland odstąpił 
od roszczeń. Zmarł 18 lipca 2005 roku w Charleston w Karolinie Południowej. 
 

Dwa Wietnamy i Amerykanie 
Lech Ryżewski 06-03-2009, ostatnia aktualizacja 06-03-2009 06:37  

background image

Gdy w czerwcu 1964 roku gen. William Westmoreland przejął dowodzenie nad amerykańskim 
Dowództwem Pomocy Wojskowej w Wietnamie (Military Assistance Command Vietnam – 
MACV), sytuacja w Republice Wietnamu (inaczej Wietnamie Południowym) była krytyczna. 

 

źródło: Archiwum „Mówią wieki” 
Amerykański patrol pod Dak To w Wietnamie Południowym, lipiec 1966 r. 

 

autor: Leszek Nabiałek 

źródło: Rzeczpospolita 
Ofensywa tet, styczeń – luty 1968 r. 

 

źródło: Archiwum „Mówią wieki” 
Partyzant Vietcongu, 1968 r.  

+zobacz więcej 
Panował chaos pogłębiany przez zamachy stanu, wszechobecną korupcję i głębokie podziały na 
scenie politycznej. Od momentu powstania w lipcu 1954 roku państwo południowowietnamskie 
zmagało się z komunistyczną dywersją wspieraną przez utworzoną na północy Demokratyczną 

Republikę Wietnamu (DRW). Źle dowodzona Armia Republiki Wietnamu mimo wsparcia USA 
nie potrafiła powstrzymać ofensywy partyzantki Vietcongu (VC), który zmierzał do przejęcia 
władzy na Południu.  
Dopiero w połowie lat 60. prezydent Lyndon Johnson, nie chcąc dopuścić do upadku Wietnamu 

Południowego, zdecydował się na wysłanie tam regularnych jednostek amerykańskich. 8 marca 
1965 roku na plaży w Da Nang wylądowali pierwsi marines. Pod koniec roku kontyngent 
amerykański liczył 180 tys. żołnierzy i stale się powiększał, osiągając w 1967 roku stan 485 tys. 

ludzi. 

background image

Westmoreland opracował tzw. strategię na wyczerpanie, zmierzającą do maksymalnego 
zmęczenia przeciwnika, aby nie mógł kontynuować walki. Duże jednostki amerykańskie podczas 
misji typu „znajdź i zniszcz” wykorzystywały mobilność i potężną siłę ognia, próbując 

zlokalizować i zadać jak największe straty oddziałom Vietcongu i armii północnowietnamskiej 
(Wietnamska Armia Ludowa – WAL). Zadaniem armii południowowietnamskiej była ochrona 
obszarów wiejskich, gdzie poprzez tzw. programy pacyfikcyjne (pomoc medyczna, budowa szkól 
i studni) starano się zdobyć serca i umysły ludności wiejskiej. 

Największą słabością amerykańskiej strategii był brak jasno sprecyzowanych celów poza 
ogólnikową chęcią powstrzymania komunizmu. Tymczasem siły Wietnamu Północnego stale 
rosły. Wietnamska Armia Ludowa liczyła 450 tys. żołnierzy i co roku mogła pozyskać aż 200 tys. 
rekrutów. Z kolei siły Vietcongu szacowano nawet na 500 tys. ludzi. Politbiuro w Hanoi, stolicy 

Północy, nieograniczone takimi czynnikami jak opinia publiczna, wolne media lub ruch 
antywojenny, mogło sobie pozwolić na ponoszenie przerażających strat w bitwach z 
Amerykanami i nadal prowadzić wojnę. Strategia komunistów, dyktowana żelazną determinacją, 

była obliczona na długie lata, a cel jasno sprecyzowany – zjednoczenie Wietnamu pod ich 
przywództwem. 
 
Wojna w powietrzu 

Michał Mackiewicz 06-03-2009, ostatnia aktualizacja 06-03-2009 06:09  

 

źródło: Archiwum „Mówią wieki” 

Sowiecki MiG-17, niezwykle groźny oręż w rękach Wietnamczyków z Północy  

 

źródło: Archiwum „Mówią wieki” 
Amerykański myśliwiec wielozadaniowy F-4 Phantom II  

+zobacz więcej 
Amerykańskie lotnictwo poniosło w Wietnamie relatywnie duże straty zarówno od ognia obrony 
przeciwlotniczej (rakietowe zestawy S-75), jak i na skutek działalności myśliwców przeciwnika. 
Wśród tych ostatnich znajdowały się radzieckie MiG-17, 19 i 21. Zaletą tych maszyn była 

doskonała aerodynamika, która w połączeniu z niewielkimi rozmiarami (zwłaszcza „17”) 
predysponowała je do walki manewrowej na niskich wysokościach. Chociaż wśród 
wietnamskich asów przeważają zdecydowanie ci, którzy odnieśli zwycięstwa na MiG-21, piloci 
USA najbardziej obawiali się „17”. Te pierwsze uzbrojone były w cztery rakiety powietrze-

powietrze  
R-3S, które okazywały się często orężem nieefektywnym, poza tym mimo większej szybkości 
były mniej zwrotne; natomiast MiG-17, charakteryzujący się niewielkim promieniem skrętu, 
miał działka niezwykle groźne w walce na małych odległościach.  

Na większych atuty były po stronie przeciwnika; najlepszy amerykański myśliwiec wojny 
wietnamskiej, wielozadaniowy McDonnel-Douglas F-4 Phantom, uzbrojony był w kierowane 
pociski rakietowe powietrze-powietrze Sparrow i Sidewinder, po cztery każdego typu. 

Największą zaletą F-4 była prędkość,  
która na dużych wysokościach przekraczała 2Ma; w połączeniu z doskonałym pilotem była to 
niesamowicie groźna i skuteczna maszyna. Warto zaznaczyć, iż samoloty amerykańskie 
posiadały znacznie lepszą awionikę, czyli radary, systemy nawigacyjne i inne. 

Przewaga Amerykanów przejawiała się także w o wiele lepszej koordynacji działań już podczas 
samej akcji (latające stanowiska dowodzenia EC-121), większej agresywności i szukaniu walki. 
Piloci DRW mieli przede wszystkim za zadanie rozbijać wyprawy bombowe, a walkę z 

background image

myśliwcami podejmowali tylko w najbardziej sprzyjających sytuacjach. Podczas całego konfliktu 
wietnamskie lotnictwo nie dysponowało jednocześnie więcej niż 200 samolotami bojowymi. 
Arsenał minionych wieków 

Michał Mackiewicz 06-03-2009, ostatnia aktualizacja 06-03-2009 06:08  

 

źródło: US AIR FORCE 

B-52 w locie 

 

źródło: Archiwum „Mówią wieki” 
Sowiecki karabin automatyczny AK-47 skonstruowany przez Michaiła Kałasznikowa  

 

źródło: Archiwum „Mówią wieki” 

Amerykański karabin szturmowy M16 wersja A2 
+zobacz więcej 
B-52 Stratofortress  
Ofensywa bombowa nad Wietnamem była imponująca; B-52 zrzuciły w czasie tej kampanii 

większą łączną masę bomb niż samoloty bombowe podczas II wojny. Maszyna zaprojektowana 
została jako bombowiec strategiczny do przenoszenia głowic nuklearnych (cztery bomby) i była 
najcięższym i najdroższym samolotem w historii; weszła do służby w amerykańskich siłach 

powietrznych w 1956 roku. Jednocześnie dzięki licznym modernizacjom B-52 okazał się jednym 
z najdłużej pozostających w linii. Napęd stanowiło osiem silników odrzutowych, załoga składała 
się z pięciu ludzi. 
Wersję D przystosowano do przenoszenia konwencjonalnych bomb; w wewnętrznych komorach 

znajdowały się 84 bomby o wadze 227 kg, natomiast na podskrzydłowych węzłach dodatkowe 
24 o masie 340 kg każda. Łącznie było ponad 40 tys. kg śmiercionośnego ładunku. W celach 
obronnych samolot wyposażono w kierowaną radiolokacyjnie wieżyczkę z czterema nkm 12,7 
mm. Prędkość maksymalna wynosiła 925 km/h (na dużej wysokości), zasięg 11 861 km, a pułap 

praktyczny 13 700 m. B-52 w wersjach D i H przystosowano z kolei do przenoszenia 
kierowanych pocisków powietrze-ziemia służących do niszczenia stanowisk obrony przeciw- 
lotniczej; dodatkowo B-52H wyposażono w znakomite sześciolufowe obrotowe działko Vulcan 
kal. 20 mm zamiast nkm.Oczywiście każda z kolejnych wersji ulepszana była także pod kątem 

awioniki; zaawansowane systemy do zakłócania stacji radiolokacyjnych oraz zestawy 
radiolokacyjne do nawigacji i bombardowania czyniły z boeinga doskonałą broń. Wszystkie 
strącone nad Wietnamem B-52 zniszczone zostały na skutek ognia z ziemi. 

AK-47 kontra M16  
AK-47 został przyjęty na uzbrojenie Armii Czerwonej w 1949 roku i bez wątpienia stanowił 
kontynuację idei wyznaczonej przez rewolucyjny niemiecki StG44, choć nie był, jak chcą 
niektórzy, jego kopią (np. inny sposób ryglowania). Działał na zasadzie odprowadzania gazów 

prochowych przez boczny otwór w lufie; gazy te działały na tłok połączony z suwadłem, które z 
kolei uruchamiały mechanizm zamka. Zasilany był z 30-nabojowego magazynka łukowego. 
Nabój 7,62 x 39 oceniany jest bardzo dobrze i chwalony za dużą moc obalającą. 

background image

M16 z kolei wszedł do uzbrojenia armii USA już w trakcie wojny wietnamskiej i mimo wielu 
początkowych problemów technicznych (wprowadzenie słynnego popychacza zamka) okazał się 
doskonałą bronią. Działał na podobnej zasadzie jak „kałach”, ale Amerykanie wyeliminowali tłok 

i suwadło (gazy parły bezpośrednio na zamek), co w połączeniu z zastosowaniem tworzyw 
sztucznych i aluminium sprawiło, iż lżejszy był od swego konkurenta o prawie kilogram. 
Ponieważ strzelał małokalibrową amunicją 5,56 x 45 mm, lekkość nie wpływała ujemnie na 
celność. Doskonałym rozwiązaniem okazał się także liniowy układ broni (kolba i lufa w jednej 

linii), dzięki czemu broń nie podbijała w trakcie strzelania do góry jak w AK-47, który miał 
pochyloną pod kątem kolbę. Broń była bardzo ergonomiczna; zasilało się ją z magazynka na 20 
nabojów. 
Oba karabiny odpowiadały innym koncepcjom walki. AK-47 to broń ofensywna, stworzona do 

strzelania głównie serią, także z biodra, gdy precyzja nie była bardzo istotna. Prostota 
konstrukcji i odporność na zanieczyszczenia sprawiała, że karabin ten działał niezawodnie w 
rękach słabo wyszkolonego żołnierza z masowej armii poborowej. M16 jest zdecydowanie 

bardziej skomplikowany, ma ściśle pasowane części i jest podatniejszy na zabrudzenia. Trafić 
miał jednak do rąk użytkownika potrafiącego dbać o broń, dobrze wyszkolonego, dzięki czemu 
walory broni mogły być wykorzystane. Podczas wojny wietnamskiej generalnie lepszym okazał 
się AK-47; walka toczyła się zazwyczaj na niewielkim dystansie, a tu liczyła się przede 

wszystkim niezawodność i siła rażenia, a nie precyzja. 
Ofensywa, która zdarza się raz na 1000 lat 
Lech Ryżewski 06-03-2009, ostatnia aktualizacja 06-03-2009 06:32  
W lipcu 1967 roku w Hanoi podjęto decyzję o zmianie strategii i podjęciu ofensywy generalnej 

wymierzonej w południowowietnamskie miasta, dotychczas oszczędzone przez wojnę.  

 

źródło: AFP 
Vo Nguyen Giap, szef sztabu armii północnowietnamskiej, fot. z lat 50.  

 

źródło: AFP 
Kolumna z zaopatrzeniem dla Vietcongu na szlaku Ho Chi Minha 

 

źródło: EAST NEWS 
Amerykański samolot rozpoznawczy zestrzelony przez Wietnamczyków pod Khe Sanh, luty 

1968 r 
+zobacz więcej 
Minister obrony Wietnamu Północnego gen. Vo Nguyen Giap był zaniepokojony agresywną 
amerykańską taktyką, która wydawała się odsuwać w czasie perspektywę zwycięstwa. 

Komuniści nie przegrywali wojny, ale też jej nie wygrywali. Giap uważał, iż udana ofensywa na 

background image

południu wywoła ogólnonarodowe powstanie wymierzone w Amerykanów i rząd w Sajgonie. Jej 
termin wyznaczono w święto Tet obchodzone na początku lunarnego nowego roku 
rozpoczynającego się 31 stycznia. 

Podobna sytuacja miała już miejsce w historii: w 1789 roku podczas obchodów Tet powstańcy 
rozgromili chińskich okupantów w Hanoi. Gwarantowało to uzyskanie zaskoczenia, gdyż 
zazwyczaj w tym okresie trwał nieformalny rozejm, a wielu żołnierzy armii 
południowowietnamskiej dostawało przepustki. Komuniści dobrze wykorzystali sześć miesięcy 

do rozpoczęcia ofensywy na zgromadzenie i dostarczenie na Południe odpowiedniej ilości 
zaopatrzenia siecią dróg zwaną szlakiem Ho Chi Minha, biegnącą przez tereny Laosu i 
Kambodży, oficjalnie neutralnych, lecz kontrolowanych przez wojska Północy. 
W ramach intensywnej akcji propagandowej kadrom partyjnym i lokalnym dowódcom 

Vietcongu oświadczono, iż wezmą udział w ofensywie, „która zdarza się raz na 1000 lat” i 
„doprowadzi do zakończenia wojny”. Cele w miastach miały zostać zdobyte i utrzymane do czasu 
nadejścia posiłków, dlatego nie opracowano planów odwrotu.  

Oznaczało to konieczność koncentracji sił i wystawienie się na potężne ciosy artylerii i lotnictwa 
aliantów (oprócz Amerykanów wojsko Wietnamu Południowego wspierały także oddziały 
południowokoreańskie, australijskie, nowozelandzkie i tajskie). Do specjalnie przygotowanych 
kryjówek w miastach przemycono broń i amunicję (np. w trumnach podczas fałszywych procesji 

pogrzebowych), a wyposażeni w podrobione dokumenty agenci Vietcongu przeprowadzali 
rozpoznanie celów za pomocą siatki szpiegów pracujących w alianckich bazach. 
Jesienią 1967 roku wojska Wietnamskiej Armii Ludowej i partyzanci z Vietcongu zaczęli 
prowokować zacięte starcia wzdłuż granicy z Kambodżą i w północnych prowincji Republiki 

Wietnamu, odciągając siły amerykańskie od miast. W styczniu kilka elitarnych dywizji WAL (w 
sile prawie 40 tys. ludzi) przekroczyło strefę zdemilitaryzowaną, oddzielającą obie części 
Wietnamu, otaczając bazę marines w Khe Sanh. 
Spóźnione ostrzeżenia 

Lech Ryżewski 06-03-2009, ostatnia aktualizacja 06-03-2009 06:30  
Westmoreland przekonany, że zdo- bycie Khe Sanh będzie wstępem do zajęcia północnych 
prowincji, nakazał swym żołnierzom bronić bazy za wszelką cenę.  

 

źródło: Archiwum „Mówią wieki” 
Schwytany Wietnamczyk brutalnie przesłuchiwany przez Amerykanów, 1967 r. 
+zobacz więcej 

Poparł go prezydent Johnson, który nie życzył sobie „żadnego cholernego Dien Bienh Phu” (w 
1954 roku oddziały wietnamskie otoczyły i zmusiły do kapitulacji pod Dien Bien Phu silne 
zgrupowanie francuskie, co przesądziło o wycofaniu się Francuzów z Indochin). Wzmocnił 

obronę I Korpusu elitarną 1. Dywizją Kawalerii Powietrznej, która dołączyła do 250 tys. 
alianckich żołnierzy zgromadzonych na północy Republiki Wietnamu (operowała tam połowa ze 
102 amerykańskich batalionów walczących w Wietnamie).  
Niewiele zrobiono, by wzmocnić obronę miast, ale Westmoreland świadomie podjął to ryzyko. 

Gdy nocą z 20 na 21 stycz- nia 1968 roku na Khe Sanh spadł grad pocisków i rakiet, dając 
początek trwającemu 77 dni oblężeniu, generał był przekonany, iż główny atak komunistów 
nastąpi na obszarze I Korpusu. 
Nagły spadek liczby dezercji w szeregach VC (partyzantom wmówiono, że zwycięstwo jest 

blisko) i jeńcy zeznający, że raj zostanie wyzwolony w okresie Tet, były kolejnymi zwiastunami 
zbliżającej się ofensywy. Jednak analitycy amerykańskiego wywiadu nie potrafili należycie 
zinterpretować tych sygnałów, lekceważąc też zdobyczne dokumenty wspominające o atakach 
na miasta. Mimo to generał poinformował Waszyngton, że komuniści zamierzają dokonać fali 

ataków w całym kraju przed lub po Tet. 

background image

Trzeba pamiętać, że w roku 1968 w USA odbywały się wybory prezydenckie. Choć do grudnia 
1967 roku w Wietnamie poległo ponad 11 tys. Amerykanów, a wojna kosztowała podatników 
miliardy dolarów, jej końca nie było widać. Mimo ostrzeżeń Johnson nie zdecydował się na 

poinformowanie opinii publicznej o możliwym wybuchu ciężkich walk, gdyż jesienią jego 
administracja przekonywała opinię publiczną o poprawie sytuacji w Wietnamie. Był to poważny 
błąd, który później pogłębił szok wywołany ofensywą. Jedynie gen. Wheeler, przewodniczący 
Kolegium Szefów Połączonych Sztabów, ostrzegł 18 grudnia: „Jest bardzo możliwe, że komuniści 

mogą podjąć wysiłek podobny do desperackiej ofensywy Niemców w Ardenach podczas drugiej 
wojny światowej”. 
Gen. Weyand dowodzący siłami amerykańskimi w III Korpusie (obejmującym tereny od Sajgonu 
po granicę z Kambodżą) był zaniepokojony brakiem kontaktu z wrogiem i meldunkami nasłuchu 
radiowego, który wykrył zwiększoną aktywność radiostacji komunistów w okolicach Sajgonu. 
Nie wiedział, że w tym czasie zaprawione w bojach dywizje Vietcongu po cichu maszerowały w 
kierunku wyznaczonych celów, a ich żołnierze w cywilnych ubraniach i mundurach armii 
południowowietnamskiej przenikali do miast. 9 stycznia Weyand przekonał Westmorelanda, by 
przerzucić  

15 batalionów w pobliże Sajgonu, aby w razie ataku zaskoczyć komunistycznych planistów. 

Westmoreland z kolei próbował przekonać prezydenta Republiki Wietnamu Nguyena Van Thieu 
do odwołania rozejmu, jednak ten zwlekał z powodów politycznych. Ostatecznie ograniczono go 
do 36 godzin, ale rząd nie ogłosił tego na czas i do wielu jednostek południowowietnamskich 
ostrzeżenie dotarło na krótko przed atakiem, gdy wielu oficerów i żołnierzy wyjechało już do 
domów na świąteczne przepustki (ocenia się, że w jednostkach brakowało 50 proc. stanów).  

W całym kraju ludzie przygotowywali się do obchodów święta Tet, odwiedzając krewnych i 
przyjaciół. Na ulicach Sajgonu fajerwerkami witano nadchodzący rok małpy. W Sajgonie 
Amerykanie odwołali rozejm, ale 716. Batalion Żandarmerii, ochraniający ponad 130 
amerykańskich obiektów, liczył w chwili ataku zaledwie 30 proc. stanu etatowego. 

Atak na ambasadę USA w Sajgonie – klęska przekuta w zwycięstwo 

Lech Ryżewski 06-03-2009, ostatnia aktualizacja 06-03-2009 06:27  

Zapewne na skutek złej koordynacji pierwsza faza ofensywy rozpoczęła się dzień przed 
terminem – 30 stycznia. Szturmy na miasta na obszarach I i II Korpusu dość łatwo odparto.  

 

źródło: Archiwum „Mówią wieki” 

Żołnierze armii południowowietnamskiej podczas walk w Sajgonie, luty 1968 r. 

background image

 

źródło: AFP 

Ulica w Sajgonie po ataku Vietcongu, 31 stycznia 1968 r.  

 

źródło: EAST NEWS 

Prezydent Johnson podczas narady poświęconej sytuacji w Wietnamie, luty 1968 r.  

+zobacz więcej 

Choć komunikaty mówiły o „poważnej sytuacji”, w Sajgonie nie ogłoszono godziny policyjnej, a 
większość członków rządu Republiki Wietnamu przebywała poza miastem. Wydawało się, że 
komunistów nie stać już na większy wysiłek. Gdy 31 stycznia zaatakowali oni 36 z 44 stolic 
prowincji, pięć z sześciu dużych miast, 64 stolice okręgów oraz liczne obiekty militarne, skala i 
zasięg ofensywy zaskoczyły alianckich dowódców.  

Siły Wietnamskiej Armii Ludowej i Vietcongu, które wzięły udział w tej operacji, oblicza się na 
80 tys. żołnierzy. Na czele, korzystając z osłony ostrzału rakietowego i moździerzowego, 
podążały oddziały saperów, łącząc się w miastach z jednostkami, które przeniknęły tam 
wcześniej. Potem przybywały oddziały wsparcia, podczas gdy inne czekały w zasadzce na 
spodziewane alianckie posiłki. Oficerowie polityczni zachęcali ludność, by przyłączyła się do 
rzekomego powstania i przeczesywała ulice w poszukiwaniu „wrogów ludu”.  

Spośród 35 batalionów atakujących sześć głównych celów w rejonie Sajgonu 11 (ponad 4000 
ludzi) szturmowało centrum miasta bronionego przez 10 batalionów armii 
południowowietnamskiej i 17 tys. policjantów. Na szpicy podążał elitarny batalion saperów C-10 
(250 kobiet i mężczyzn), którego celem była m.in. ambasada USA. O godz. 2.45. 19-osobowy 
oddział wysadził dziurę w murze otaczającym teren ambasady. Ochrona budynku została 
całkowicie zaskoczona. Żołnierz strzegący wejścia zatrzasnął ciężkie, tekowe drzwi, ale po chwili 
został ranny po wybuchu pocisku z granatnika. Jego kolega ukryty na dachu próbował 
ostrzeliwać napastników, lecz zacięła mu się broń.  

background image

Mimo to Amerykanom sprzyjało szczęście, gdyż dowodzący atakiem dwaj oficerowie Vietcongu 
pierwsi wtargnęli na dziedziniec i zaraz zostali zabici. Pozbawieni dowódców saperzy, choć 
dysponowali dużą ilością materiału wybuchowego C-4, nie wdarli się do środka. Ostrzelali 
fasadę kancelarii z granatników, po czym zalegli pośród betonowych klombów, strzelając do 
przybywającej odsieczy. Po sześciu godzinach walki wszyscy zostali zabici lub ranni. Mimo to ich 
ofiara nie poszła na marne.  

O godz. 9.20. w ambasadzie pojawił się gen. Westmoreland i podczas zorganizowanej naprędce 
konferencji prasowej oświadczył, że sytuacja została opanowana. Jednak przerażeni 
dziennikarze przyjęli te słowa sceptycznie, gdyż z dziedzińca na ich oczach wynoszono 
zakrwawione zwłoki komunistów, a z oddali cały czas słychać było eksplozje i serie broni 
maszynowej. Do tego niektórzy żandarmi z 716. batalionu, będący pierwszy raz w boju, mylnie 
informowali ich, że Vietcong wtargnął do ambasady. 

W świat poszły dramatyczne korespondencje, iż zaatakowano i rzekomo zajęto symbol 
amerykańskiej obecności w Wietnamie. Donosiły o tym wielkimi literami nagłówki wpływowych 
porannych gazet Wschodniego Wybrzeża, a także serwisy i programy informacyjne stacji 
telewizyjnych i radiowych. Wydawało się, że zaprzeczenia Westmorelanda były kłamstwem.  

Ten mały, odważny, ale źle zaplanowany i wykonany rajd na cel o znikomej wartości militarnej 
miał wywołać wrażenie przede wszystkim na Wietnamczykach z Południa. Ale jego wpływ na 
amerykańską opinię publiczną uczynił go paradoksalnie jedną z ważniejszych akcji tej wojny. 
Komunistyczne dowództwo, choć początkowo uważało ją za porażkę, na wieść o reakcji 
amerykańskich mediów nagłośniło atak na ambasadę propagandowo. 

Klapa nieprzytrzymana 

Jarosław Krawczyk 06-03-2009, ostatnia aktualizacja 06-03-2009 06:42  

Media krzyczały: Gdzie jesteśmy z tą wojną, skoro Vietcong atakuje naszą ambasadę! Był to 
mocny cios wymierzony USA przez wolne media, znak, warunek konieczny i dumę demokracji...  

 

źródło: bridgeman art library 

+zobacz więcej 

Wojna wietnamska to problem, który łatwo nazwać moralnym. Z jednej strony mamy napalm i 
rozmaite okrucieństwa US Army, co u zdrowo myślącego człowieka musi budzić odpychające 
uczucia. Z drugiej zaś jeszcze większe (w niezapomnianym „stylu wschodnim”) okrucieństwa 
Vietcongu.  

background image

No i dość prostą konstatację, że mimo wszystko i poza wszystkim Ameryka broniła wolnego 
świata wraz z całą konstelacją jego idei i instytucji. Oczywiście można sobie powiedzieć, że na 
wojnie, jak na wojnie, że każda wojna jest brudna i okrutna i używa się takich środków, jakie się 
akurat posiada, co wynika z rozwoju technologicznego, poziomu cywilizacyjnego itd., itp. 

To zacne, a proste rozumowanie ma wszakże jedną wadę – usprawiedliwia też drugą stronę, w 
tym kontekście – Wietnamczyków. Wojowali, jak umieli, na własnym poziomie. Wszyscy mamy 
w oczach sławną scenę z filmu „Łowca jeleni”, gdy Wietnamczycy torturują amerykańskich 
jeńców grą w rosyjską ruletkę. A kiedy to i na jakiej wojnie ludy tego regionu obywały się bez 
wyrafinowanych tortur? To ich tradycja, specjalność, ich sposób. Niestety dziś jest też 
Guantanamo. Przy wnikliwszym spojrzeniu można więc teorię „a la guerre, comme, a la guerre” 
o kant d... potłuc. 

Wszelako sprawa walki Amerykanów o wolny świat to problem poważniejszy, bo w istocie ktoś 
– podobnie jak w Korei – musiał pokazać kułak komunistycznej ofensywie tak w sowieckim, jak i 
chińskim wydaniu. Problem polega na tym, że w zderzeniu z czymś takim (bo są jeszcze formy 
pochodne) wojująca demokracja musi mieć kłopoty wynikające z samej jej natury. Doskonałym 
przykładem jest ofensywa Tet, którą Amerykanie i Wietnamczycy z Południa migiem odparli, 
wyrzucając komunistów z chwilowo zajętych przedmieść miast, ze specjalnym 
uwzględnieniem… amerykańskiej ambasady. US Army dała sobie radę, wszelako potężne media 
zrobiły z sukcesów komunistów supernews. „No to gdzie jesteśmy z tą wojną, skoro Vietcong 
atakuje naszą ambasadę!”.  

Był to mocny cios w morale Ameryki wymierzony przez wolne media, znak, warunek konieczny i 
dumę demokracji.A później poszło, jak poszło, i doczekaliśmy się makabrycznej ewakuacji 
Amerykanów z Sajgonu: te straszne obrazy z kapotującym śmigłowcem i tłumem 
rozhisteryzowanych autochtonów pragnących uciec od nadciągającej hekatomby. Sojusznik 
został porzucony jak zużyty przedmiot, koszula, spodnie czy co tam jeszcze. Wyjątkowa klapa, 
ale jeśli uwierzymy, że tak być musi, to klapa przywali nas na zawsze. 

background image

 

 

 

 

 

Komuniści wietnamscy prowadzą ofensywę Tet, a tymczasem... 

Tomasz Bohun 06-03-2009, ostatnia aktualizacja 06-03-2009 06:39  

 

źródło: Archiwum „Mówią wieki” 

Martin Luther King zamordowany 40 lat przed wyborem pierwszego czarnoskórego na 
prezydenta USA 

background image

 

źródło: Archiwum „Mówią wieki” 

≥Aleksander Dubček, pierwszy sekretarz KC KPCz, który chciał wprowadzić w Czechosłowacji 
„socjalizm z ludzką twarzą” 

 

źródło: PAP/CAF 

Wiec poparcia dla polityki władz PRL, które rozpętały nagonkę na protestujących studentów  

+zobacz więcej 

Na Świecie  

4 kwietnia 1968 roku podczas przemówienia na wiecu w Memphis zginął z ręki nieznanego 
zamachowca Martin Luther King, pastor Kościoła baptystów, działacz na rzecz 
równouprawnienia czarnej ludności USA. W 1964 roku został laureatem Pokojowej Nagrody 
Nobla. Dzięki jego aktywności największe organizacje murzyńskie w USA rozpoczęły 
skoordynowaną akcję na rzecz zniesienia dyskryminacji rasowej. Udało mu się także zjednać dla 
tej idei prezydenta Johna F. Kennedy’ego. 

W Europie  

5 stycznia 1968 roku ze stanowiska pierwszego sekretarza KC Komunistycznej Partii 
Czechosłowacji został odwołany Antonín Novotný. Zastąpił go Aleksander Dubček, który w 
kwietniu poparł nowy, proreformatorski rząd Oldřicha Černícha. Praska wiosna spotkała się ze 
zdecydowaną reakcją ZSRR i innych państw bloku komuni- stycznego. W sierpniu 1968 roku 
Armia Czerwona oraz wojska Bułgarii, NRD, Polski, Węgier dokonały inwazji na Czechosłowację. 
Ekipa Dubčeka została odsunięta od władzy, a w kraju rozpoczęły się represje. 

W Polsce  

30 stycznia 1968 roku, na wieść o zdjęciu ze sceny Teatru Narodowego „Dziadów” Adama 
Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka, pod pomnikiem wieszcza w Warszawie odbyła się 
manifestacja studentów, którą rozpędziła milicja. Przeciwko represjom wobec jej uczestników 
zaprotestowali 8 marca studenci Uniwersytetu Warszawskiego. Wiec został jednak brutalnie 
spacyfikowany przez milicję i tzw. aktyw robotniczy. Wkrótce wystąpienia i strajki studenckie 

background image

ogarnęły też Politechnikę Warszawską oraz uczelnie we Wrocławiu, Łodzi, Krakowie, Poznaniu, 
Toruniu i Gdańsku. 

Zdobycie i rzeź starej stolicy  

Lech Ryżewski 06-03-2009, ostatnia aktualizacja 06-03-2009 06:24  

Jedynym dużym miastem zajętym przez Wietnamską Armię Ludową i Vietcong było leżące na 
północy Republiki Wietnamu 140-tysięczne miasto Hue. Dawna cesarska stolica Annamu, w 
której znajdowały się liczne zabytki, do tej pory uchodziła za oazę spokoju.  

 

źródło: AFP 

Śmigłowiec UH-1 w akcji w Wietnamie 

 

źródło: EAST NEWS 

Amerykańskie czołgi i transportery opancerzone w walce 1968 r.  

 

źródło: Archiwum „Mówią wieki” 

Wietnamka z ręcznym granatnikiem przeciwpancernym w ataku na bazę amerykańską, luty 
1968 r.  

+zobacz więcej 

Miasto miało znaczenie strategiczne, gdyż biegły przez nie szlaki komunikacyjne, tu 
rozładowywano zaopatrzenie i wysyłano je Pachnącą Rzeką do oddziałów walczących w rejonie 
strefy zdemilitaryzowanej.  

background image

Gdy o świcie 31 stycznia komuniści ruszyli do szturmu, sztab po- łudniowowietnamskiego 
generała Truonga usytuowany w północnym rogu XIX-wiecznej, wzniesionej przez Francuzów 
Cytadeli, broniony przez elitarną kompanię Czarnych Panter, a także siedziba MACV po drugiej 
stronie rzeki (w tzw. Nowym Mieście) były jedynymi zorganizowanymi punktami oporu. Pięć 
batalionów z Północy opanowało Hue w dwie godziny, zdobywając więzienie (gdzie przyłączyło 
się do nich  

500 ludzi) i arsenał z dużą ilości broni. Źle skoordynowany atak na bronioną przez ok. 200 
amerykańskich doradców i twardych Australijczyków siedzibę MACV został odparty.  

Dopiero ok. godz. 15, przebijając się przez gąszcz zasadzek, dotarły tam dwie niepełne kompanie 
marines i cztery czołgi M-48 Patton wysłane z pobliskiej bazy w Phu Bai. Skuteczna obrona 
MACV oraz sztabu 1 Dywizji pokrzyżowała plany komunistów, stając się podstawą do 
alianckiego kontrataku. 

Oddziały komunistyczne, regularnie zaopatrywane z pobliskich baz, wzmocniło pięć kolejnych 
batalionów – ich siły wzrosły do ok. 6 tys. żołnierzy. Komuniści ufortyfikowali liczne budynki, 
umieszczając w nich świetnie zamaskowane stanowiska snajperów, moździerzy i gniazda ckm. 
W sumie w okolicach Hue dysponowali dwoma pułkami WAL (12 batalionów) i dwoma 
batalionami Vietcongu, mając przeciw sobie dziewięć batalionów amerykańskich i 11 
południowowietnamskich. 

Podobnie jak w Sajgonie grupy specjalne Vietcongu na podstawie przygotowanych list 
aresztowały tzw. elementy reakcyjne, czyli ludzi pracujących dla rządu lub Amerykanów. Zostali 
oni wymordowani: ofiary z rękami związanymi drutem zatłuczono kolbami, zabito strzałem w 
głowę bądź pogrzebano żywcem. Byli wśród nich politycy, urzędnicy, policjanci, żołnierze, 
intelektualiści, studenci i przywódcy religijni.  

Po odbiciu miasta w 18 masowych grobach znaleziono 2810 ciał, a prawie 2 tys. osób uznano za 
zaginione. Amerykańskie media zajęte ukazywaniem zniszczeń i wyławianiem sensacyjnych 
newsów zignorowały tę masakrę dokonaną przez komunistów. Dziennikarze, nierozumiejący 
skomplikowanych realiów wojny partyzanckiej w odległym kraju, często nierzetelnie 
relacjonowali przebieg walk, nie korygując błędów nawet po opadnięciu „mgły wojny” i 
utrwalając w ten sposób wizerunek rzekomej klęski wśród amerykańskiej opinii publicznej. 

Krwawe odbicie Hue  

Lech Ryżewski 06-03-2009, ostatnia aktualizacja 06-03-2009 06:22  

1 lutego Amerykanie i Wietnamczycy z Południa przystąpili do wypierania komunistów z Hue. 
Walki uliczne trwały ponad trzy tygodnie, m.in. dlatego, że walczący dotychczas w dżungli 
marines nie byli do nich przygotowani, a zła pogoda i chęć ocalenia zabytków i mieszkańców 
Hue uniemożliwiły początkowo użycie lotnictwa i artylerii.  

 

background image

źródło: AKG/East News 

Żołnierze amerykańskiej piechoty morskiej walczą o Cytadelę w Hue, 22 lutego 1968 r.  

 

źródło: Archiwum „Mówią wieki” 

Żołnierze 2. Batalionu 5. Pułku Marines podczas walk w Hue, początek lutego 1968 r.  

+zobacz więcej 

Zawzięty opór komunistów sprawił jednak, że wprowadzono do walki armaty, samoloty i 
śmigłowce. Grupki szturmowe marines, korzystając ze wsparcia czołgów i dział 
bezodrzutowych, walczyły o każdy dom i każdą uliczkę, niszcząc kolejne punkty oporu. W 
większych ufortyfikowanych budynkach nierzadko dochodziło do walki wręcz o każde piętro i 
pokój przy użyciu granatów i gazu łzawiącego. Domy poprzedzielane okolonymi murem 
ogrodami i wąskimi alejkami stwarzały idealne warunki do obrony, umożliwiając komunistom 
podciąganie posiłków i przeprowadzanie nagłych kontrataków. Bój w Hue był zawzięty, 
brutalny i krwawy. 

Siły marines, które z czasem osiągnęły stan dwóch niepełnych batalionów, oczyszczały Nowe 
Miasto kwartał po kwartale, a oddziały południowowietnamskie, ponosząc duże straty, 
usiłowały wyprzeć wroga z cytadeli. Na przedmieściach nacierająca z północy i zachodu 1. 
Dywizja Kawalerii, wspomagana przez atakującą z południa 101. Dywizję Spadochronową, 
przecięła linie zaopatrzenia komunistów. 

Ponieważ ataki wykrwawionych sojuszników straciły impet, zdobycie Cytadeli powierzono  

1. Batalionowi z 5. Pułku Marines. Komuniści bronili się desperacko, amerykańskim czołgom 
trudno było manewrować w wąskich alejkach w pobliżu wysokich murów i wież fortecy. 
Ostatecznie marines zepchnęli przeciwnika do południowej części Cytadeli i pobliskiego pałacu 
cesarskiego. Ze względów politycznych ostateczny szturm przypuścili żołnierze armii 
południowowietnamskiej, którzy 24 lutego zerwali z głównego masztu Cytadeli powiewającą 
tam od 25 dni komunistyczną flagę.  

Następnego dnia wkroczyli do pałacu, skąd nocą uciekły niedobitki obrońców. Bitwa była 
zakończona. Oddziały komunistyczne straciły ponad 5 tys. zabitych i 89 jeńców. Wśród 
Amerykanów zginęło 142 marines i 74 żołnierzy z innych formacji, a 1364 odniosło rany. Armia 
Republiki Wietnamu straciła 384 zabitych i 1830 rannych. Ponad 40 proc. miasta legło w 
gruzach, zginęło 5800 cywilów, a 116 tys. zostało bez dachu nad głową. To była straszliwa cena 
najkrwawszej bitwy ofensywy Tet. 

Fiasko komunistycznej ofensywy  

Lech Ryżewski 06-03-2009, ostatnia aktualizacja 06-03-2009 06:26  

background image

Uderzenia na inne strategiczne obiekty w Sajgonie również zakończyły się niepowodzeniem 
Vietcongu. Atak na Pałac Prezydencki szybko odparła ochrona.  

 

źródło: Bridgeman Art Library, ARCHIWUM „MÓWIĄ WIEKI” 

Zrzut zaopatrzenia dla oddziałów amerykańskich na pograniczu Wietnamu Pd. i Laosu  

 

źródło: Bridgeman Art Library, ARCHIWUM „MÓWIĄ WIEKI” 

Generał południowowietnamskiej policji strzela w głowę schwytanemu dywersantowi 
Vietcongu, Sajgon, 1 lutego 1968 r. To zdjęcie wzburzyło amerykańską opinię publiczną i 
podważyło zaufanie do władz Wietnamu Pd.  

 

źródło: Bridgeman Art Library, ARCHIWUM „MÓWIĄ WIEKI” 

Zabici partyzanci Vietcongu na ulicy Sajgonu, 1968 r.  

+zobacz więcej 

Komunistom przebranym za policjantów wprawdzie udało się zająć rozgłośnię radiową, ale nie 
zdołali odtworzyć nagrania przywódcy Wietnamu Północnego Ho Chi Minha obwieszczającego 
zdobycie stolicy Południa i wybuch powstania, gdyż nadajnik został wyłączony. Mimo 
początkowych sukcesów fiaskiem zakończyły się też szturmy na sztab marynarki, siedzibę 
Głównego Dowództwa Połączonych Szefów Sztabów i ba-zę lotniczą Than Son Nhut. Ludność nie 
przyłączyła się do komunistów. O świcie Vietcong kontrolował kwartały w zachodniej i 
południowej części miasta oraz chińskiej dzielnicy Cholon.  

background image

W tym czasie gen. Weyand przerzucił w okolice Sajgonu 5 tys. spadochroniarzy i żołnierzy 
kawalerii zmechanizowanej. Krwawe żniwo zebrały działka i karabiny maszynowe 
zamontowane na transporterach opancerzonych kawalerii, której szybkie przybycie poprawiło 
w wielu miejscach sytuację obrońców. Oddziały Vietcongu odrzucone przez kontratak aliantów 
zgrupowały się w okolicy toru wyścigów konnych Phu Tho, gdzie przez kilka dni trwały zacięte 
boje. Mimo to komuniści walczyli z determinacją – ostatnie grupy zbrojne zlikwidowano dopiero 
7 marca. 

Na prowincji ciężar obrony przed komunistami przyjęły na siebie oddziały armii 
południowowietnamskiej i lokalne milicje. Z miasteczka Ben Tre w delcie Mekongu napastników 
wyparto dopiero po wezwaniu lotnictwa i artylerii, co przyczyniło się do dużych zniszczeń. W 
wywiadzie anonimowy amerykański oficer stwierdził nierozsądnie, iż „konieczne stało się 
zniszczenie miasta, by je uratować”. Dla przeciwników wojny wietnamskiej w USA ten wyrwany 
z kontekstu cytat stał się symbolem jej bezsensu. Z większości miast, oprócz Sajgonu i Hue, 
napastników wyparto po tygodniu zażartych walk.  

21 lutego komunistyczne dowództwo uznało niepowodzenie ofensywy i wobec dużych strat 
nakazało odwrót oddziałom walczącym jeszcze w okolicach miast. Zarządzono powrót do 
tradycyjnej taktyki nękania alianckich baz ostrzałem z moździerzy i rakiet oraz rajdów saperów. 
W marcu alianci w całym kraju przeszli do kontrofensywy. 

Bilans korzystniejszy dla komunistów 

Lech Ryżewski 06-03-2009, ostatnia aktualizacja 06-03-2009 06:17  

Szacuje się, że straty Wietnamskiej Armii Ludowej i Vietcongu w całej ofensywie wyniosły ok. 45 
tys. zabitych i 7000 jeńców. Armia południowowietnamska straciła co najmniej 3 tys. zabitych, 
ponad 8 tys. rannych i 587 zaginionych.  

 

źródło: Archiwum „Mówią wieki” 

Reporter stacji CBS Walter Cronkite rozmawia z oficerem marines pod Hue, luty 1968 r.  

 

źródło: Archiwum „Mówią wieki” 

Czołgi armii północnowietnamskiej wkraczają do Sajgonu, 30 kwietnia 1975 r. 

+zobacz więcej 

background image

Zginęło 1536 Amerykanów, a 7764 odniosło rany. W wyniku walk zginęło i zostało rannych 
36 tys. cywilów, liczbę uchodźców oceniano na 630 tysięcy. 

Westmoreland, oczekując głównej ofensywy w I Korpusie, uważał ataki na miasta za dywersję 
mającą odciągnąć uwagę aliantów od Khe Sanh, której konsekwentna obrona miała kosztować 
komunistów 10 tys. zabitych. Intensywna rozbudowa sił komunistycznych wzdłuż granicy z 
Laosem i w strefie zdemilitaryzowanej wspierałaby tezę, że władze w Hanoi chciały opanować 
północne prowincje Południa (co miało stanowić kartę przetargową podczas ewentualnych 
negocjacji pokojowych), zatem wzmocnienie obrony mogło pokrzyżować te plany.  

Jednak wielu historyków wątpi w zasadność ocen Westmorelanda. Wydaje się, że oblężenie Khe 
Sanh było częścią strategii obliczonej na odciągnięcie uwagi od miast i nadmierne rozciągnięcie 
alianckich sił. Termin ataku na bazę 10 dni przed Tet wydaje się to potwierdzać. Westmoreland 
połknął przynętę, cały czas wzmacniając obronę I Korpusu kosztem innych miejsc.  

W lutym okazało się, że trzy pułki WAL, które powinny tkwić pod Khe Sanh, odnalazły się na 
przedmieściach Hue. Za porażkę Westmorelanda uważa się nieostrzeżenie wszystkich 
oddziałów na czas i to, że ofensywa zaskoczyła go podczas przemieszczania jednostek na północ. 
Co gorsza, generał zbagatelizował psychologiczne znaczenie walk w Sajgonie oraz Hue i nie 
zdołał skoordynować z dowództwem armii południowowietnamskiej planu obrony miast. 

Jakie były rzeczywiste cele komunistów? Mimo upływu lat odpowiedź nadal jest trudna. Wydaje 
się, że zmieniając strategię, zamierzali przełamać patową sytuację w wojnie wietnamskiej. 
Zaatakowali w najmniej spodziewanym okresie w miastach, gdzie alianci byli najbardziej 
wrażliwi na ciosy. Zniszczenia i tysiące nowych bezdomnych były im na rękę, przysparzając 
rządowi Republiki Wietnamu kolejnych problemów ekonomicznych i społecznych.  

Przenosząc wojnę z dżungli do miast i szerząc tam terror, zniszczyli iluzję bezpiecznego 
schronienia dla milionów uchodźców, których odpływ z terenów wiejskich ograniczał 
możliwości rekrutacji i zaopatrzenia Vietcongu. Konieczność wycofania wielu oddziałów armii 
południowowietnamskiej do miast sprawiła, że przynoszący niezłe efekty proces pacyfikacji 
został zahamowany. 

Te długofalowe zyski nie zmieniają jednak faktu, że ofensywa Tet zakończyła się militarną klęską 
komunistów, a zwłaszcza Vietcongu, który utracił najlepszych ludzi. Morale partyzantki 
wyraźnie osłabło i wzrosła liczba dezercji. Ciężar walk spoczął teraz na żołnierzach 
Wietnamskiej Armii Ludowej, którzy przeprowadzili w maju drugą falę ataków (tzw. mini-Tet), 
ponownie szerząc chaos w Sajgonie. Niepowodzeniem komunistów był też brak poparcia 
apatycznej ludności dla proklamowanego powstania. 

Komuniści odnieśli za to wielki sukces na płaszczyźnie propagandowej – nie tyle w Wietnamie 
Południowym, ile w Stanach Zjednoczonych. Ofensywa wstrząsnęła Ameryką i uświadomiła 
amerykańskim politykom oraz opinii publicznej, że nie widać światełka na końcu tunelu – wojna 
może potrwać długie lata, a przeciwnik jest gotów do poświęceń. Społeczeństwo amerykańskie 
nie było przygotowane na przedłużający się konflikt, rosnące wydatki i tysiące poległych. 
Administracja prezydenta Johnsona popełniła błędy, przekonując o postępie w Wietnamie i nie 
ostrzegając społeczeństwa o możliwym wybuchu ciężkich walk.  

background image

Podczas każdego kryzysu istotna jest reakcja prezydenta, a ten nie zajął zdecydowanego 
stanowiska w okresie Tet, nie wyjaśnił też przekonująco, czy i jak zmienia się sytuacja na polach 
bitew. 31 marca niepopularny Johnson wygłosił słynne przemówienie, w którym zrzekł się 
ubiegania o reelekcję i ogłosił decyzję o częściowym zawieszeniu bombardowań 
Demokratycznej Republiki Wietnamu, wyrażając gotowość do rozmów pokojowych z jej 
przedstawicielami.  

Rozpoczął się proces „wietnamizacji” wojny, stopniowego przejmowania ciężaru walk przez 
armię południowowietnamską i wycofywania oddziałów amerykańskich. Do roku 1973 opuściły 
one Wietnam Południowy, który pozbawiony pomocy finansowej i militarnej USA nie mógł 
oprzeć się agresji z Północy. W tym sensie ofensywa Tet była punktem zwrotnym wojny 
wietnamskiej. 30 kwietnia 1975 roku czołgi Wietnamskiej Armii Ludowej wtoczyły się na ulice 
Sajgonu. Zjednoczenie Wietnamu pod rządami komunistów stało się faktem.