background image
background image

Plik jest zabezpieczony znakiem wodnym

background image

Ewa

Gudrymowicz Schiller

A

po burzy, błękitne niebo…

===bFxoXDpZaFxuCD1YblxtWT9aPwdj V29ePA84CWpZPQk=

background image

Projekt

okładki: Maciej Gudrymowicz

Krekta

i redakcja: Jolanta Kowalik

Copy

rights by Ewa Gudrymowicz Schiller

Ewa

Gudrymowicz Schiller selfpublishing

http://egudrymowicz.wix.com/szaragodzina

e.gudrymowicz@gmail.com

ISBN

978-83-7859-541-0

All

rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek

fragmentu tej książki wymaga pisemnej zgody autora.

Wszelkie

zdarzenia, sytuacje oraz postacie występujące w książce są fikcją i jakikolwiek związek ze

zdarzeniami sytuacjami czy osobami rzeczywistymi jest przypadkowy i niezamierzony.

Konwersja

do epub

A3M Agencja Internetowa

===bFxoXDpZaFxuCD1YblxtWT9aPwdj V29ePA84CWpZPQk=

background image

*

–Mamo,

 a

 może  gdzieś  pojedziecie  z  tatą?–  Julia  starała  się  hamować  leciutkie  zniecierpliwienie,

które niespodziewanie zakradło się do jej głosu. Wróciła dopiero z pracy i przed nią piętrzyła się góra
spraw, którym musiała poświęcić swoją uwagę.

–Przecież

niedawno

byliśmy w Europie – sarknęła w słuchawkę starsza pani.

 Po

 pierwsze  już  pół  roku  temu,  a  po  drugie  bardzo  ci  się  podobało.  Europa  to  nie  tylko  Francja,

Hiszpania i Italia. Możesz teraz pojechać w drugą stronę. Na przykład do…

 Julia,  nie

 chcę  nigdzie  wyjeżdżać.  A  moja  emerytura  to  emerytura  nauczyciela  a  nie  dywidendy

Rockefellera. Ja muszę zrobić coś innego, bo tak jak jest teraz, to po prostu nie mam po co rano wstawać.
W bibliotece bywam co drugi dzień, basen i te wszystkie zajęcia z seniorami śmiertelnie mnie nudzą. Oni
wszyscy  rozmawiają  o  chorobach,  o  emeryturach,  stolcach,  o  tym  kto  umarł  w  ostatnim  miesiącu.
Przecież to mnie wykończy.

Julia

 oczami  duszy  i  z  wielką  przesadą  ujrzała  swoją  zadbaną,  energiczną  mamę  w  gronie

zniedołężniałych starców, którzy rzeczywiście byli już bliżej tamtego świata niż tego. Nic dziwnego, że
Nelly Battlefield czuła się sfrustrowana. Po czterdziestu latach pracy w szkole, gdzie prowadziła bardzo
aktywne  życie  zawodowe,  teraz  została  odstawiona  na  boczny  tor.  Po  chwilowym  zachłyśnięciu  się
wolnością, wysypaniu się do syta, odwiedzeniem bliższych i dalszych koleżanek, pójściem z ojcem kilka
razy do teatru i miesięcznej podróży po Europie, przyszedł kryzys i biedna mama nie umiała sobie z tym
poradzić.  Ojciec  wcale  nie  był  pomocą.  Był  już  od  pięciu  lat  na  emeryturze  i  majsterkował  z
zamiłowaniem w swoim warsztacie na dole, zadowolony, że już nie musi zrywać się rano, ani obliczać
przychodów,  dochodów,  strat  i  tym  podobnych.  Tata  przeszedł  to  zupełnie  bezboleśnie,  a  z  mamą  jest
zupełnie inna sprawa.

 Nie

 wiem  sama,  co  ci  poradzić  –  powiedziała  bezradnie.  Julia  dawno  zapomniała,  co  to  jest

nadmiar  wolnego  czasu.  Jej  normalny  dzień  zaczynał  się  o  7  rano,  a  kończył  zwykle  jedenastej  około
wieczorem.  Wtedy  dopiero  mogła  rzucić  okiem  na  telewizję,  albo  poczytać  kilka  stron  książki.  Zwykle
jednak była tak zmęczona, że oczy zamykały jej się same. Paul już dawno ją prosił, żeby przyjęła jakąś
pomoc do Talizmanu. Cóż, kiedy Galeria cały czas nie przynosiła jeszcze takich dochodów, żeby sobie
mogły  pozwolić  na  czwartą  osobę.  Julia  i  jej  wieloletnia  przyjaciółka  Carla,  kilka  lat  temu  otworzyły
Galerię Wyrobów Artystycznych – o wielce obiecującej nazwie Talizman. Początkowo pracowały tylko
we  dwie,  ale  szybko  doszły  do  wniosku,  że  jest  to  niewystarczające  i  przyjęły  do  sklepu  pracownicę.
Ilona  okazała  się  prawdziwym  skarbem.  Znała  się  na  wszystkim  po  trochu,  ale  jej  główna  zaletą  była
znajomość psychiki ludzkiej. Od drzwi umiała określać ewentualnego klienta. Widziała, który coś kupi, a
który tylko ogląda, który jest skłonny zostawić parę setek w ich sklepie, i potrzebuje tylko lekkiej zachęty,
a który jest przygotowany na bardzo skromny zakup. Mając ją w sklepie, obie z Carlą mogły jeździć na
aukcje  i  wynajdować  różne  cacuszka,  cudeńka  i  rarytasy.  Nie  mniej  jednak,  Paul  miał  racje.  Powinny
mieć  jeszcze  jedną  dziewczynę.  Wtedy  nie  musiałby  spędzać  po  tyle  czasu  w  sklepie.  Nie  byłaby  taka
wykończona  wieczorem,  żeby  zasypiać  zanim  dotknie  głowę  do  poduszki.  Nawet  czasami  w  weekendy
siedziała  przy  komputerze  porządkując  rachunki.  Doprawdy  już  nie  pamiętała,  kiedy  pozwolili  sobie  z
Paulem na taką spokojną pełną magicznych zabiegów, rozleniwiającą intymność. Coraz częściej sprawę
załatwiał szybki seks, po którym paradoksalnie czuła się winna wobec męża, ale sama też miała żal do
niego za tak instrumentalne potraktowanie jej ciała. Szybko rozgrzeszała w myślach i siebie i jego, że już
wkrótce,  po  następnej  aukcji,  po  kolejnych  Walentynkach,  po  tych  czy  tamtych  świętach  będzie  więcej
czasu i wszystko nadrobią.

background image

Julia, czy

ty mnie w ogóle słuchasz? – wyrwał ją z zamyślenia głos matki.

–Przepraszam cię mamo, zamyśliłam się

na

chwilkę. Możesz powtórzyć…

–  Zmęczona  jesteś

 dziecko,  a

 ja  ci  jeszcze  truję  głowę  swoimi  problemami.  Idź  odpocznij,

porozmawiamy, kiedy indziej.

Nie, nie, tylko

naprawdę nie wiem, co ci poradzić.

– Oczywiście, że

nie

wiesz, bo tego się nie wie dopóki się przez to nie przechodzi. A i nawet wtedy,

tak  jak  ja.  Ale  w  twoim  wieku  się  jeszcze  o  tym  nie  myśli.  Teraz  masz  pełnię  życia,  masę  spraw  do
załatwienia,  potrzebuje  cię  i  mąż  i  córka  i  nawet  syn,  który  choć  w  innym  mieście,  nadal  dzwoni  do
domu, co najmniej raz w tygodniu. No i oczywiście potrzebuję cię ta twoja najukochańsza galeria. Masz o
tyle lepiej, że mając własną firmę, możesz ją prowadzić tak długo jak będziesz chciała, o ile oczywiście
będzie prosperować. Nikt nie będzie wymagał od ciebie, żebyś przeszła na emeryturę – w głosie starszej
kobiety zabrzmiała gorycz.

Julia

doznała olśnienia!

Mamo, a

może chciałabyś przyjść do nas na kilka godzin dziennie. Muszę oczywiście porozmawiać z

Carlą, ale myślę, że nie powinno być problemu.

Do

galerii? Jak?

– Nooo…

do

pracy?

– Przecież

ja

nie mam pojęcia o tym. Nigdy w życiu nie pracowałam w sklepie. O sztuce wprawdzie

wiem, co nieco, ale wy tam też nie sprzedajecie Van Goghów

Okay

mama. Moja galeria to jednak nie Luwr.

Czekaj, nie

obrażaj się, chciałam ci tylko powiedzieć, że więcej byłoby ze mną kłopotu niż pożytku.

Ty potrzebujesz taką drugą Ilonę, a nie emerytowaną nauczycielkę angielskiego.

Julia

w duchu musiała jej przyznać rację

–  Myślałam

 o

 czymś  innym.  Znów  nauczać  angielskiego.  Jako  woluntariusz,  albo  za  jakieś  małe

pieniądze. Na przykład dla emigrantów. Co o tym myślisz?

–  Świetny  pomysł!

 Trzeba

 się  tylko  dobrze  rozejrzeć.  Może  w  weekend  miała  więcej  czasu,  to

poszukam w Internecie. Z pewnością coś znajdziemy, zwłaszcza jeśli chcesz pracować za darmo.

–Muszę,

kochanie! Tkwienie

tu cały boży dzień mnie zabiję. Muszę wyjść na parę godzin z domu, mieć

powód, żeby się ubrać, podmalować, iść do fryzjera. A w Internecie niech poszuka Melissa. W końcu ma
więcej  czasu.  Ty  jesteś  dosyć  zakręcona  z  galerią  i  z  domem.  Daj  mi  ją  do  telefonu!  –  w  głosie  Nelly
pojawiła się zawodowa nuta, którą Julia znała z dzieciństwa. Nawyk wydawania poleceń

Nawet

nie wiem czy jest w domu? Dopiero wróciłam, ale w domu panuje cisza, więc nie ma ani jej

ani Paula. Tylko Roxie mnie powitała. – Julia pogłaskała swoją dobermankę, która siedziała prawie jej
na nodze i czekała cierpliwie, kiedy pani poświęci jej swoją niepodzielną uwagę.

– Dobrze, córeczko, zadzwonię

do

niej później. Sama też zresztą mogę zajrzeć, ale wiesz, jaką ja mam

wiedzę w tym temacie

Julia

 z  westchnieniem  ulgi  odłożyła  słuchawkę.  Mama  naprawdę  bardzo  przeżywała  przejście  na

emeryturę.

Rozejrzała  się

 po

 domu.  Panował  normalny  rozgardiasz,  jak  zawsze,  kiedy  rano  w  pośpiechu

opuszczali  mieszkanie.  Zaraz  to  trochę  ogarnie,  ale  najpierw  musi  się  przebrać  w  coś  wygodniejszego.

background image

Lubiła  chodzić  w  kostiumach,  bo  były  bardzo  kobiece  i  ładnie  modelowały  sylwetkę,  –  a  kobieta  w
wieku czterdziestu dwóch lat potrzebuje każdego podkreślenia, jakie może osiągnąć, ale najlepiej jednak
czuła się w jeansach.

Na

 górze  spostrzegła  swoją  pomyłkę.  Melissa  była  w  domu,  tylko  wisiała  jak  zwykle  na  komórce.

Kobieta zatrzymała się z ręką gotową do zapukanie, kiedy usłyszała strzęp rozmowy;

…  naprawdę

 nie

 wiem,  co  zrobić,  podoba  mi  się,  ale  nie  chcę  żeby  myślał,  że  mi  na  nim  jakoś

specjalnie zależy. Wiesz, co on mi powiedział dzisiaj po chemii…

Odwieczny

dylemat –pomyślała matka. Co powiedział, co pomyślał, co zrobi?

Nie

 chciała  jednak  słuchać  co  też  powiedział  tajemniczy  „on”.  Szesnastolatka  miała  prawo  do

prywatności. Lekko zapukała do drzwi i otwierając je, pomachała córce ręką.

Kiedy

po prawie godzinie Melissa zeszła do kuchni, Julia miała prawie obiad gotowy? Paul powinien

być lada moment.

– Cześć mama!

–Cześć

Meli, jak

tam?

–Okay!

Tylko

okay?

No, nic

specjalnego się nie dzieje.

Co, Amber

nie była dzisiaj w szkole?

– Była,

ale

przecież w szkole nie można spokojnie pogadać! Mike dzwonił!

Tak?

I co tam u niego?

Michael

 dziewiętnasto–  letni  syn  Julii  i  Paula  był  studentem  Instytutu  Sztuki  w  San  Francisco.

Zarówno Julia jak i jej mąż, woleliby żeby wybrał sobie jakiś inny bardziej stabilny rodzaj kariery, ale
Mike chciał malować. Rozumieli to doskonale, bo od najmłodszych lat była to jego pasja, jego żywioł i
coś, w co wkładał całego siebie. Nie próbowali mu nawet perswadować. Od dawna było wiadome, że
Mike będzie studiował Sztukę, przez duże S.

–  Mówił,  że

 nie

 przyjedzie  do  domu  wcześniej  niż  za  trzy  tygodnie.  Ten  weekend,  kiedy  wypada

Hallowen. Podobno jest strrrasznie zajęty. Ma jakieś dodatkowe zajęcia i wcześniej się nie da. A wiesz,
co ja myślę? Ale nie mów mu jak zadzwoni, ok.?

–Ok!

Co

myślisz, mała czarownico?

–  Że

 nasz

 Mike  kogoś  poznał.  Jakąś  studentkę!  I  się  zabujał.  Na  amen.  Teraz  to  dopiero  będzie

malował. Mówią, że miłość jest twórcza.

–  Hm,  może  być.

 W

 końcu  nie  byłoby  w  tym  nic  dziwnego.  Przecież  z  Emily  zerwali  już  jakiś  czas

temu. A miłość jest twórcza. Sama się przekonasz.

–A wiesz, że

Kayla

urodziny w tym tygodniu. Siedemnaste – zmieniła temat nastolatka.

– Uhm, więc

co?

Mam się jakoś odświętnie ubrać czy co?

Oj, mamo

nie ty, ale ja? Idę do niej w sobotę. Będę tam mogła zostać na noc?

A

jej rodzice będą w domu?

Mamo

 –  zawołała  Melisa  z  pobłażaniem.  Przecież  to  będzie  party  dla  młodzieży,  a  nie  pogadanka

dla rodziców. Zresztą spałam już u niej nieraz.

background image

Tak, ale

zawsze byli jej rodzice.

Teraz

też będą. Tylko później.

– Później.

Kiedy

później?

Nie

wiem dokładnie. Mamo, przecież ja jestem już dorosła. Państwo mi dało prawo do prowadzenia

pojazdu  mechanicznego,  czyli  uznało  mnie  za  dojrzałą  i  odpowiedzialną,  a  ty  cały  czas  mnie  traktujesz
jakbym miała pięć lat.

 Wcale

 nie  Meli.  Traktuje  cię  jak  dorosłą,  ale  nie  możesz  mi  zabronić  się  o  ciebie  niepokoić.

Prowadzenie  samochodu,  to  jedna  sprawa,  a  taka  młodzieżowa  impreza  to  całkiem,  co  innego.  A  poza
tym wcale nie powiedziałam, że nie możesz iść.

I

zostać na noc?

Tak, ale

proszę cie, nie zapomnij użyć mózgu, zanim coś zrobisz.

 Okay,  niech

 ci  będzie.  Będę  używać  –  zgodziła  się  dziewczyna  łaskawie,  jednocześnie  ściskając

matkę. – Ale muszę ci powiedzieć, że babcia mi mówiła, że ty też chodziłaś na takie różne zabawy i też ci
to zawsze powtarzała.

– Co?

– Żebyś używała mózgu,

zanim

coś zrobisz?

I

używałam, jak widzisz!

–Babcia mówiła, że

nie

zawsze!

–Melissa!!!

No

co, to są słowa babci. Mówiła, że kiedyś ty i ciocia Carla skakałyście z pierwszego piętra żeby

się wydostać z jakiegoś party.

Babcia

ci zdecydowanie za dużo opowiada. Ale to prawda, była taka sytuacja, i dała mi nauczkę na

długo. Tak że proszę cie, nie powtarzaj moich błędów – dodała uśmiechając się do wspomnień.– Babcia
ma dla ciebie zadanie. Zadzwoń do niej po obiedzie.

–  Dobrze.  Acha,  zupełnie  zapomniałam.  Dzwoniła  też

do

 ciebie  Tammy  i  prosiła,  żebyś  oddzwoniła

jak najszybciej. Mówiła, że twoja komórka nie odpowiada, a musi się z Tobą koniecznie skontaktować.

–Dobra,

zaraz

do niej zadzwonię. Dokończ sałatkę. Tata powinien być w domu lada moment.

Tammy

 wyrzuciła  z  siebie  kaskadę  słów.  W  pierwszej  chwili  Julia  zupełnie  nie  wiedziała,  o  czym

tamta mówi, ale następne słowa koleżanki, naprowadziły ją na właściwy temat.

Wszystko

jest już załatwione, odbędzie się to w przyszłą sobotę u Susan, bo ona ma największy dom.

Będzie nas osiem bab. Spotykamy się o szóstej po południu, na stacji benzynowej koło domu Susan. Amy
przyjedzie około siódmej. Tak z nią ustaliła Susan. Zaprosiła ją na babskie plotki. Więc będziemy miały
dość  czasu  na  przygotowanie  wszystkiego.  Ty  zrób  tą  swoją  sławną  sałatkę  z  krewetek  i  jeszcze  coś
małego. Dziewczyny już wiedzą, co która ma zrobić. Oczywiście każda z nas przyniesie jakieś wino czy
coś. Na prezent zbieramy się po 30 dolarów.

Julia

szybko doszła do siebie po tej lawinie. Czterdzieste urodzony Amy, babska impreza u Susan w

przyszłą sobotę. Nie miała specjalnej chęci na żadną bibkę ani babską ani inną, ale wiedziała, że się nie
wykręci. Zresztą bardzo lubiła Amy.

–No

a

co jej kupimy na prezent?

–I

tu

jest prawdziwa perła. Dziewczyny się już zgodziły i tylko czekam na twoja opinię.

background image

No

mów!

– Zamówimy

jej

striptisera.

– Co???

Striptisera?

Młody osiłek z zabudowaną klatą, który rozbiera się i tańczy.

– Ouuuu, aleś

mnie

zaskoczyła! Myślisz, że to dobry pomysł?

– Doskonały!

Wszystkie

się z tym zgadzamy.

Nie

dziwię się, obłudnice! Same chcecie sobie popatrzyć na młodego nagiego bożka.

A

ty nie?

Jak

najbardziej – odpowiedziała ze śmiechem

–No

to

do przyszłej soboty.

Nie

myśl sobie, że tylko ty idziesz na urodziny – powiedziała do córki wchodząc do kuchni – ja w

następną sobotę też idę.

No

to wszystko super – skwitowała Melissa.

*

Amy

podniosła ręce do ust w wyrazie kompletnego zaskoczenia, a zaraz potem zmarszczyła zabawnie

nos.

Ale

zołzy jesteście, żeby mi przypominać o mojej czterdziestce. Od razu dodajcie do tego cellulitis

dziesięć funtów nadwagi i brak męża. Tudzież kochanka. Już będę całkiem szczęśliwa.

–  Właśnie,

 dlatego

 chcemy  cię  upić,  żebyś  nie  myślała  o  tych  wszystkich  nieszczęściach  –  Sandra

objęła ją serdecznie za ramiona,

A

poza tym nie zapominaj, że niektóre z nas już to przechodziły i zapewniam cię, że da się przeżyć. –

dodała Julia.

I

jeszcze wiedz, młoda niewiasto, że brak męża nie zawsze jest tragedią , czasami wręcz przeciwnie.

Jak powiedział filozof, – ostrożnie z życzeniami, bo się mogą spełnić.

–Ale jesteście

wszystkie

mądre i doświadczone, – śmiała się Amy obcałowując swoje koleżanki. –No

to dajcie tego drinka, niech zapomnę o moim podeszłym wieku.

Susan, pani

domu zakrzątnęła się koło barku. Po chwili wszystkie kobiety miały w rekach szklaneczki

z napojami.

– No, więc

wypijmy

zdrowie naszej szacownej jubilatki

Chryste;

to brzmi jak napis na nagrobku – jęknęła Amy

Kobiety

 we  własnym  kole  mają  odmienny  sposób  bycia,  niż  wtedy,  gdy  towarzyszą  im  partnerzy.

Odprężone, niefrasobliwe, niekiedy trzpiotowate, nie zważają na każde słowo i gest. Ubrane rozmaicie,
elegancko,  niedbale,  kolorowo  i  ekscentrycznie  osiem  przyjaciółek  tworzyło  zachwycający  obrazek.
Głosy krzyżowały się nad stołem, pełnym różnorodnych specjałów, brzęk szkła mieszał się ze śmiechem i
gwarem rozmów tworząc nastrój beztroski i jedyny w swoim rodzaju.

Tammy

– spytała po cichu Julia, – kiedy ta niespodzianka ma przyjść?

O

siódmej, zostało jeszcze trochę czasu, żeby wprowadzić ją w fajny nastrój.

Tymczasem

 Amy,  nieświadoma  niczego  rozmawiała  z  Brendą  i  Megan  o  butach,  które  widziała  na

wystawie Bloomingdales

background image

–  Słuchajcie

 dziewczyny,  szpilki

 –sen  Kopciuszka,  ale  kosztują  jak  twarda  rzeczywistość.  Już  bym

dawno je kupiła, ale ostatnia odrobina rozsądku mnie powstrzymuje.

Jak

znam życie i ciebie to stracisz tą odrobinę i je kupisz– wtrąciła dołączając do grona Carla.

Niestety

obawiam się, że masz rację. Chyba, że jakaś czarownica mnie uprzedzi. Ale grzechem jest

wydać tyle forsy na buty!

Grzechem

jest ich nie kupić, kiedy się posiada takie nogi jak ty!

Gong

u drzwi odezwał się rytmiczną melodią.

Tak

miałam wrażenie, że ktoś dzwoni, ale nie byłam pewna czy mi się nie zdaje.

Jeszcze

kogoś namówiłyście na tą moją stypę – zapytała Amy

Nic

nie wiemy!

Do

 salonu  wszedł  młody  mężczyzna  z  naręczem  kwiatów.  Miał  na  sobie  czarną  koszulę  rozpięta  do

połowy torsu i czarne spodnie. Poruszał się z luzacką nonszalancją, właściwą ludziom, którzy się dobrze
czują  we  własnej  skórze.  Obrzucił  grono  kobiet  przeciągłym  spojrzeniem  i  zatrzymał  wzrok  na  Amy.
Zbliżył się do niej i klękając na jedno kolano, podał jej kwiaty;

Dla

ciebie, księżniczko. Niech ci ten dzień przyniesie dużo radości i szczęścia.

Amy

 okrągłymi  ze  zdumienia  oczami  patrzyła  na  mężczyznę  u  jej  stóp.  W  pokoju  panowała  cisza.

Kobiety otoczyły ich szerokim kołem i z wstrzymanym oddechem czekały na dalszą cześć przedstawiania.
Musiały  przyznać,  że  Tammy  dobrze  wybrała.  Młody  był  cholernie  przystojny.  Klęcząc  dalej  przed
jubilatką  jednym  mocnym  ruchem  rozpiął,  a  właściwie  rozerwał  dwie  część  i  koszuli  i  błysnął  nagim
torsem.

Rozległ się

pomruk

uznania.

Susan

 zręcznym  ruchem  prawie  jednocześnie  przyciemniła  światło  i  włożyła  CD  do  odtwarzacza.

Pomieszczenie wypełniła muzyka. Niegłośna, wolna, podniecająca.

W

 ciągu  kilku  minut  chłopak  w  rytmie  tańca  pozbył  się  spodni  i  został  w  samych  stringach.  Tańczył

dalej  przed  Amy,  wykonując  płynne  półobroty  biodrami,  napinając  mięśnie  pośladków,  prezentując
swoją zmysłowość świadomie i z wyrafinowaną kokieterią.

–Piękniś – szepnęła

dowcipnie

któraś. Szmer aprobaty potwierdził, że wszystkie myślały podobnie.

Tancerz

 wyciągnął  rękę  po  Amy  i  pociągnął  na  środek.  Poruszając  się  wokół  niej,  zachęcał  i

prowokował.  Nagle  objął  ją  w  pół  i  okręcił  wokół  siebie,  a  potem  już  nie  pozwolił  odejść.  Tańczyli
blisko siebie, ale prawie się nie dotykając. Pierwsza dołączyła do nich Carla. Zaczęła podrygiwać w takt
muzyki,  wysuwając  się  coraz  bardziej  na  środek,  a  niebawem  wszystkie  kobiety  tańczyły  i  śpiewały,
przekrzykując się i chichocząc.

– Ouuuu…

nie

powiem, niespodzianka wam się udała. – odzyskała głos Amy, padając wyczerpana na

sofę– Mogę go sobie wziąć? Na dłużej, albo na trochę?

Amy, jest

twój – zawyła ze śmiechem Sandra. Była już trochę wstawiona. Zawsze miała najsłabszą

głowę wśród koleżanek. Pozostałe dziewczyny też były na lekkim rauszu.

Jak

masz na imię królewiczu?

– Kevin.

 No

 proszę,  jak  dla  ciebie  stworzone,  ale  przyznać  trzeba,  że  godnie  je  reprezentujesz.  A  teraz,

natychmiast wypij z nami, a zwłaszcza ze mną, bo jakby nie było jesteś moim prezentem.

background image

Impreza

się rozkręcała na dobre. Drinki krążyły wokół, stołu i szumiały w głowach muzyka zagłuszała

słowa, salwy śmiechu odbijały się od sufitu.

Julia

bawiła się dobrze, już nie żałowała, że przyszła. Taki wieczór był jej potrzebny, a zamówiony

striptiser dodał smaczku zabawie. Tańczył, już niestety ubrany, ze wszystkimi kobietami i wyglądało na
to, że bawi się z nimi wyśmienicie. Carla, jak zwykle w obawie o koszta, spytała nawet Susan, czy płacą
mu na godzinę, czy za wieczór, ale Susan odparła, że już jest zapłacony i teraz został z nimi we własnym
prywatnym czasie. Widać to babskie grono mu odpowiadało, a może nie miał już na ten wieczór żadnych
zamówień.  Gdzieś  około  drugiej  w  nocy  towarzystwo  nieco  się  zwiotczało.  Tammy,  Brenda  i  Sandra
oparte o siebie nawzajem, usnęły na ogromnej sofie, w trakcie oglądania filmu, „ Jedz, módl się i kochaj
” . Megan i Amy siedziały na podłodze i pociągając ze szklaneczek rozmawiały cicho o czymś, raz po raz
ocierając  sobie  nawzajem  łzy.  Carla  i  Susan  usiłowały  sprzątnąć  nieco  pobojowisko  w  salonie,
jednocześnie donosząc kawę i herbatę, której I tak nikt nie pił. Julia w pewnym momencie zastanowiła
się, czemu siedzi z Kevinem przy prostokątnym stole w jadalni i czemu opowiada mu o pracy w Galerii,
o dzieciach, o problemach z emeryturą mamy, o rozmijaniu się z Paulem. I czemu na litość boską czuje się
z tym tak dobrze, tak naturalnie, jakby rozmawiała z nim od wielu, wielu lat i jakby nie był o tylko kilka
lat starszy od jej syna.

*

Pierwszy

telefon do Galerii odezwał się już w poniedziałek wczesnym popołudniem.

Witaj

Julio, – powiedział męski, nieznany głos.

Kto

mówi?

– Kevin!

Kevin?

Hm, no tak, teraz poznałam twój głos.

 A

 ja  twojego  nie  mogę  zapomnieć.  Wspominam  tą  naszą  nocną  rozmowę  na  urodzinach  twojej

przyjaciółki i dochodzę do przekonania, że to opatrzności postawiła cię na mojej drodze. Jestem pewien,
że nic nie dzieje się przypadkiem i nie przypadkiem dostałem zamówienie na to przyjęcie.

–  Hm–  mruknęła

 niepewnie

 Julia.  Mimo  że  to  nocne  bełkotanie  pamiętała  niezbyt  dokładnie,  ale

pozostał  jej  po  tym  kac  moralny.  Była  prawie  pewna,  że  naopowiadała  mu  dużo  niepotrzebnych  i  zbyt
intymnych szczegółów. Ot, do czego prowadzi ciągły stres plus jeden kieliszek alkoholu za dużo.

–Julio, poznałem cię

dopiero

dwa dni temu, ale wiem ,że jesteś osobowością o niebywale ciepłym i

bogatym wnętrzu, kimś kto potrafi odpędzić zły dzień czy ukoić ból. Kimś, za kim tęskniłem całe życie, za
kim właściwie całe życie gonię. Kimś, kto potrafi mnie zrozumieć i nie mieć mi za złe moich słabości.
Kiedy  rozmawialiśmy  wtedy  w  nocy,  od  razu  wiedziałem,  że  któregoś  dnia  będę  mógł  ci  wyjawić
bolesne sekrety mojej duszy, opowiedzieć o samotność wśród ludzi, o tym co mnie zżera i dręczy.

–Kevin,

poczekaj. Stop! Za

bardzo galopujesz. Rozmawialiśmy to prawda, ale nawet nie mam bladego

pojęcia,  o  czym.  Nie  zapominaj,  że  to  było  party  i  wszyscy  mieliśmy  spora  dozę  alkoholu  w  sobie.
Mówiliśmy różne rzeczy, większość z nich wyssane z palca pod wpływem trunków. Nie bierz więc tak
wszystkiego  do  serca!  Nie  przywiązuj  wagi  do  tego,  co  mówią  czterdziestolatki  na  rauszu.  Zachowałeś
się  jak  gentelman,  że  wysłuchałeś  mnie  i  za  to  ci  dziękuję,  ale  doprawdy  nie  pamiętam  nawet,  co  ci
mówiłam.  Mój  drogi,  przecież  my  się  wcale  nie  znamy  i  jestem  pewna,  że  masz  obok  siebie  kogoś
bardziej  odpowiedniego  do  wyjawienia  swoich  smutków.  Życzę  ci  powodzenia  w  twojej  pracy  i  dużo
radości w życiu.

Julia

odłożyła słuchawkę, ale telefon natychmiast zadzwonił znowu.

background image

Nie

rób tak nigdy. Nikomu! To jest najgorszy sposób, w jaki można potraktować człowieka. Okazać

mu swoje lekceważenie i wyższość. Nigdy nie rzucaj słuchawki.

–  Słuchaj  chłopcze.

 Ja

 jestem  w  pracy  i  nie  mam  czasu  ani  chęci  na  takie  rozmowy.  Nie  chcę  być

niemiła, ale po prostu nie mam ci nic do powiedzenia.

– Julio, poczekaj. Wysłuchaj mnie. Pozwól

mi

się jeszcze raz z tobą spotkać.

Nie, to

ty posłuchaj. Ja jestem szczęśliwą mężatką i matką. Cokolwiek mówiłam wtedy w nocy, nie

ma  żadnego  znaczenia  i  nie  mam  zamiaru  zdradzać  mojego  męża  z  takim  młokosem  jak  ty,  ani  z  nikim
innym.

– Ależ

mnie

wcale nie o to chodzi. Po prostu chce z tobą porozmawiać. Nic więcej. Mam nieodparte

przekonanie, że w tobie znalazłem bratnią duszę. Nie mam w podtekście żadnych spraw zmysłowych ani
miłosnych. Chcę tylko porozmawiać. Proszę cię nie odmawiaj mi. Wiem, że masz syna prawie w moim
wieku. Nie odmówiłabyś, mu gdyby cię poprosił o rozmowę.

Czy

nie myślisz, że jednak to nie to samo.

–Oczywiście  że

 nie,  ale

 spotkaj  się  ze  mną  jako,  starsza  przyjaciółka.  Starsza  siostra.  Gdzieś  w

publicznym miejscu, na kawie. Na małą godzinkę.

Przepraszam

cię Kevin, ale nie! I proszę cie nie dzwoń do mnie więcej.

Resztę

dnia

w Galerii, Julia spędziła pod wrażeniem tego telefonu. Każdy następny sygnał z aparatu,

witała podejrzliwe, ale Kevin nie dzwonił. Prawdopodobnie zrozumiał, że całą niewłaściwość sytuacji.

Biedny

chłopak, ma niewątpliwie jakieś problemy, rzeczywiste czy urojone. – pomyślała. – Ciekawe

gdzie  są  jego  rodzice,  dlaczego  się  do  nich  nie  zwróci.  Do  matki?  Myślą  pobiegła  do  syna.  Mam
nadzieję, że kiedy Mike będzie miał dylemat nie zwróci się do jakiejś obcej, nawet najsympatyczniejszej
czterdziestki, tylko poprosi o pomoc rodziców. A może tylko Paula.

Rychło zapomniała

o

Kevinie i jego dziwnych propozycjach

Tydzień zapowiadał się pracowicie. Następnego

dnia

Julia pojechała na aukcję, o gdzie udało jej się

dość  tanio  kupić  stylowy  stary  fotel  w  doskonałym  stanie,  cedrowy  sekretarzyk  oraz  dwa  srebrne
lichtarze.  Plon  nie  był  zbyt  bogaty,  ale  bywało,  że  wracała  z  pustymi  rękami.  Carla  w  tym  czasie,
dowiedziała się o licytacji w jednym z domów niedaleko Gilroy gdzie umarł, samotny, ostatni właściciel
i natychmiast tam podążyła.

Przed

weekendem Julia wygospodarowała godzinkę żeby wczesnym wieczorem wpaść do rodziców.

Taty  wyjątkowo  nie  było  w  domu,  bo  zaprosił  go  sąsiad  na  partyjkę  szachów,  ale  mama  się  bardzo
ucieszyła z odwiedzin jedynaczki.

– Dobrze, że się pokazałaś

mam

przepyszną szarlotkę i wspaniałą wiadomość. Nie ma to jak wnuczka,

biegła  w  tych  nowych  wynalazkach.  Melissa  poszukała  w  Internecie  i  podała  mi  kilka  telefonów,  pod
które  niezwłocznie  zadzwoniłam  i  wczoraj  była  na  jednej  rozmowie  a  dzisiaj  na  drugiej.  Są  bardzo
zainteresowani  moją  ofertą,  bo  właśnie  jedna  z  nauczycielek  odeszła  na  dłuższe  zwolnienie  lekarskie  i
nie wiadomo, kiedy wróci i czy w ogóle wróci. Z półsłówek dyrektorki wywnioskowałam, że chyba jest
jakaś poważniejsze niedomaganie. Oczywiście nie pytałam dokładniej. Niewykluczone, że wkrótce będę
mogła zacząć, cztery godzinki dziennie.

A

co to za szkoła?

–To

jest

 placówka,  specjalnie  stworzona  dla  emigrantów,  żeby  im  pomóc  w  porozumiewanie  się  po

angielsku.  Większość  studentów  jest  hiszpańskojęzyczna,  ale  nie  tylko.  Są  i  inne  nacje.  Trzeba  ich

background image

nauczyć właściwie od podstaw.

No

to wyzwanie. Nie obawiasz się?

Czego?

Myślę że dlatego jestem tak bardzo podniecona tą pracą , bo to się jednak trochę różnie od

tego co do tej pory robiłam.

Na

policzki Nelly Battlefield wystąpiły rumieńce.

–No

 ale

 może  być  nudne  dla  ciebie.  Tu  sobie  o  Shakespeare  nie  pogadasz,  czy  o  innym  geniuszu

pisarskim.

–A

tego

nie wiesz. Ci ludzie nie znają tylko angielskiego, ale zasób wiedzy mogą mieć rozległy. Ale

powiedz, co u ciebie. Jak się udawała bibka z dziewczynami? Poszalałyście?

–  Trochę!

 A

 może  nawet  więcej  niż  trochę  –  powiedziała  Julia  i  cień  irracjonalnego  niepokoju  na

moment ścisnął jej serce. Nie chciała tego odczucia teraz analizować.

–  Stało  się  coś?  Miałaś

 przez

 moment  taką  spiętą  minę  –  oczom  matki  nie  ujdzie  żaden  grymas  na

twarzy dziecka

Wszystko

w porządku domu? Dzieci i Paul, zdrowi?

Zdrowi

i zapracowani tak, że się widzimy późnym wieczorem albo zgoła drugiego dnia. Wprawdzie

Mike już nie był parę tygodni w domu, ale dzwoni i się melduje co tydzień.

A

Melisa? Nie zauważyłaś, że bardzo schudła ostatnio.

Oj

mamo masz skrzywienie zawodowe. U ciebie jak dziewczyna trochę zjedzie z wagi, to do razu

anorektyczka. Melisa chodzi do siłownię, biega rano regularnie, nie rozumiem, że jej się też tak chce rano
zrywać. Wolałabym godzinę pospać, Poza tym uważa na to, co je. Nie łączy węglowodanów z białkami,
tylko z warzywami ,a w ogóle mięsa to od wielkiego dzwonu.

Ja

wiem, one tak wszystkie się teraz odżywiają. Ty jednak popatrz bliżej na swoją córkę, bo coś ona

mi się nie bardzo podoba. Schudła to schudła, ale te sińce pod oczami i ta ziemista bladość.

Julia

 wyszła  od  matki  z  nowym  zmartwieniem.  Bo  jeśli  Nelly  ma  rację.  Melisa  faktycznie  schudła

trochę, ale to jeszcze nie jest powód do paniki. Postanowiła się przyjrzeć córce lepiej i spróbować z nią
umiejętnie porozmawiać.

Melissa

była już w domu. Siedziała w salonie obłożona młodzieżowymi pismami.

Szukasz

czegoś specjalnego, czy tak po prostu nudzisz się w oczekiwaniu na obiad.

Nie, nie

jestem głodna, zjadłam dziś sałatkę w szkole. Ale szukam jakiegoś cudownego przepisu na

dietę. Coś takiego na1000 kalorii, albo jeszcze mniej. Do połowy grudnia muszę schudnąć 20 funtów.

– Przecież

z

ciebie nic nie zostanie, sam szkielet.

Okay, mamo, nie

przesadzaj.

– Melissa, chodź

porozmawiamy, zrobimy

sobie jakąś ekstra herbatkę i pogadamy jak baby.

Julia

była już nieco zaniepokojona, jeszcze nie w panice, ale już wiedziała, że tej sprawy nie może tak

zostawić. Czyżby Nelly miała rację.

 Sorry

 mamcia,  ale  dzisiaj  nie  mogę.  Zaraz  wychodzę.  Umówiłam  się  z  kilkom  osobami  z  klasy.

Pogadamy jak wrócę, albo jutro ok?

Telefon

przerwał im rozmowę. – Pewnie po mnie już dzwonią. A ty się nie martw nie mam anoreksji,

czy bulimii czy coś tam jeszcze z babcią wymyśliła.

background image

Halo

– Chwilę słuchała.

– Tak, już proszę!

Mamo, telefon

do ciebie. Trzymaj się, ja już lecę, pa. Będę około 10 wieczór.

– Dobrze, kochanie. Uważaj

na

siebie!

Dopiero

teraz podniosła słuchawkę.

– Halo?

Witaj

Julio – poznała głos Kevina.

 Jak

 znalazłeś  mój  numer  telefonu.  Zadała  mu  głupie  pytanie,  numer  telefonu  był  w  książce

telefonicznej. Do tej pory nie było powodu żeby go ukrywać.

Jakim

prawem dzwonisz do mojego domu i zakłócasz spokój mojej rodzinie i mnie.

Julko, jedno

 spotkanie,  nic  więcej,  jedna  rozmowa  i  dam  ci  spokój.  Przecież  tyle  możesz  do  mnie

zrobić. Proszę nie odmawiaj mi.

–Nie

i

jeszcze raz nie. Nie dzwoń więcej i nie zmuszaj, żebym musiała podjąć jakieś radykalne kroki.

*

Paul

 przyglądał  się  żonie  z  zafrasowaną  miną.  Od  jakiegoś  czasu  zachowywała  się  dziwnie,

niepokojąco.  Przez  tyle  lat  małżeństwa,  przez  tyle  wzniesień  i  upadków,  dni  chłodnych  i  głodnych,
radości  i  problemów,  które  przechodzili  razem,  zawsze  miał  pewność,  że  mogą  sobie  powiedzieć
wszystko,  że  mogą  liczyć  na  wzajemną  pomoc  i  zrozumienie.  A  przecież  w  ciągu  dwudziestu  lat  ich
pożycia, rozmaitych sytuacji było mnóstwo. Nie zawsze się zgadzali ze sobą, czasami się kłócili, czy byli
na siebie obrażeni, ale nigdy nie było najmniejszej wątpliwości, że jakiekolwiek zdarzenie może zagrozić
ich związkowi. To, że razem pokonają wszystko i dalej pójdą w życie było do tej pory dogmatem. Teraz
po raz pierwszy Paul w to zwątpił. Julia nie była sobą. Obserwował ją, kiedy nerwowo drgała na dźwięk
telefonu, lub kiedy otwierała swoją komórkę i po przeczytaniu wiadomość, twarz jej chmurniała, a cała
postać  jakby  kurczyła  się  w  sobie.  Na  jego  pytanie,–  czy  coś  się  stało,–  odpowiadała  sztucznie
beztroskim  tonem.  Próbował  się  dowiedzieć,  czy  może  ma  jakieś  kłopoty  w  pracy,  czy  może  jakieś
finansowe  problemy  z  pożyczką,  która  obie  z  Carlą  wzięły  na  otwarcie  Galerii.  Nie  mogło  to  być
związane ani z dziećmi, ani z rodzicami, bo zawsze do tej pory takie sprawy rozważali razem.

Któregoś

 dnia,  kiedy

 siedziała  nieobecna  w  fotelu,  trzymając  w  dłoniach  od  pół  godziny  zamknięty

katalog, podszedł do niej i spytał jasno:

Julio, czy

chcesz porozmawiać? Czy jest coś, co chcesz mi powiedzieć?

– Nie, czemu?

Mam

wrażenie, że coś cie gnębi.

–Nie,

 kochanie!  Wszystko

 jest  w  porządku.  Jestem  może  trochę  bardziej  zmęczona  niż  zwykle  i

zabiegana. Miałam w tym tygodniu trzy aukcje pod rząd w trzech dość odległych od siebie miejscach i to
mnie nieco podkopało

Paul

nie uwierzył w te zapewnienia, bo cała postawa i zachowanie Julii zaprzeczało temu, co mówiła.

Coś się w życiu jego żony działo i było to coś, o czym nie chciała mu powiedzieć.

Któregoś

wieczoru, kiedy

Julia brała prysznic, zadźwięczała jej komórka. Ktoś przysłał jej SMS. Paul

nigdy tego nie robił, ale teraz się nie zastanawiał; Otworzył wiadomość i przeczytał; „ Proszę cię spotkaj
się ze mną. Nie odmawiaj mi. Nie mogę zapomnieć tamtej nocy. Kevin”

background image

–Nie mogę zapomnieć

tamtej

nocy– powtórzył cicho Paul. Poczuł się zdruzgotany. Była więc jakąś noc

do wspominania. Nigdy nie przypuszczał, że żona mogłaby go zdradzić. Zawsze ufali sobie wzajemnie,
ale ostatnio ich wzajemne relacje pozostawiały wiele do życzenia. Nie mieli czasu żeby ze sobą pobyć,
rozmawiali  zdawkowo  w  przelocie,  a  nieliczne  zbliżenia  trąciły  rutyną  i  bardziej  przypominały
obowiązek niż miłość i pożądanie, które jak wydaje się jeszcze nie tak dawno odczuwali. A Julia była
wciąż atrakcyjną i ponętną kobietą.

*

Julia

 wracała  do  domu  z  mieszanymi  uczuciami.  Zrobiła  coś,  czego  w  żadnym  wypadku  robić  nie

zamierzała. Spotkała się Kevinem. Młody człowiek dzwonił do niej regularnie, co kilka dni. Nie zraził
się  po  pierwszych  telefonach,  kiedy  była  dla  niego  zdecydowanie  przykra  i  mimo,  że  stanowczo
odmówiła jakichkolwiek z nim kontaktów, nie rezygnował. Był w swoich tych rozmowach niesłychanie
sugestywny,  a  przy  tym  subtelny  i  otwarty.  Kobieta  cały  czas  odmawiała,  ale  w  którymś  momencie
uderzyła ją uporczywość Kevina. I spojrzała na sprawę inaczej. Może właśnie ktoś, –może właśnie ona –
jest  mu  w  danej  chwili  potrzebna,  na  jakimś  życiowym  zakręcie  i  tylko  ona  może  mu  w  jakiś  sposób
pomóc. Wierzyła w stare powiedzenie, że ludzie wchodzą w swoje życie, czasami na zawsze, czasami na
kilka  lat,  a  niektórzy  na  jeden  sezon,  czy  chwilę.  Żeby  nas  coś  nauczyć,  dzięki  nam  coś  odkryć,  coś
przeżyć lub ominąć. Więc i może ona ma być kimś takim dla Kevina? A może on dla niej?

Kiedy

zadzwonił wczoraj, powiedziałam mu, że jest gotowa się z nim spotkać.

–Nie

wiem, dlaczego

zmieniłam zdanie, ale mam wrażenie, że potrzebujesz, kogoś, przed kim mógłbyś

się otworzyć i jeśli nadal chcesz, żebym to ja była tą osobą, to spotkajmy się, powiedzmy jutro. O dwie
ulice dalej od mojej galerii, jest taka mała kawiarenka, nazywa się „Kryształowy Glob” i tam mogę być
około trzeciej po południu.

– Dziękuję

ci

Julio, będę czekał. Nie wiesz, nawet ile to dla mnie znaczy.

–No cóż

mam

nadzieję, że będę umiała być ci pomocna.

Kevin

 wyglądał  inaczej  niż  wtedy  na  party  u  Susan.  Ubrany  był  większość  młodych  ludzi  w

dwudziestym pierwszym wieku. Jeansy wąskie i dopasowane, opinały pośladki, ciemna podkoszulka a na
nią  z  niedbała  nonszalancją,  narzucona  kurtka.  Wyglądał,  jak  mógł  wyglądać,  student  medycyny,  młody
prawnik, czy sportowiec w przerwie między zawodami. I tym wszystkim mógłby być, jakaż siła rzuciła
go  na  ścieżkę  striptizu.  Wyraz  twarzy  i  sylwetka,  świadczyły  raczej  o  tymże  ich  właściciel  przechodzi
jakiś  impas  wewnętrzny  i  nie  jest  najradośniej  ustosunkowany  do  świata.  Uśmiechnął  się  jednak  na
widok  Julii  siedzącej  w  rogu  niedużej  kawiarenki,  gdzie  każdym  na  stoliku,  zgodnie  z  nazwą  stał
kryształowy glob. A przynajmniej przypominający kryształ.

Rozmowa

zaczęła się od razu, bez żadnych wstępów. I to właśnie zdumiało Julię. Rozmawiała z nim

po raz drugi w życiu, nie licząc tych rozmów telefonicznych, kiedy się od niego odpędzała i znów czuła
się  tak,  jak  rozmawiała  z  nim  od  wielu  lat.  Jakby  to,  co  on  mówił  znajdowało  oddźwięk  w  jej  duszy,
jakby  wiedziała,  jakie  następne  słowo  wypowie.  Było  to  coś  nieprawdopodobnego,  zważywszy,  że  się
właściwie prawie nie znali i różnice wieku, jaka ich dzieliła.

Kevin

 zaczął  od  początku.  Stwierdził,  po  prostu,  że  chce  jej  powiedzieć  o  sobie.  I  miał  takie

pragnienie od tamtej nocy, kiedy ją poznał. Nie wie, dlaczego, ale nie mógł się od tego odpędzić.

 Nie

 obawiaj  się  Julio,  ja  nie  zamierzam  zatruwać  życia  tobie  ani  twojej  rodzinie,  choć  te  moje

uporczywe telefony mogły tak wyglądać początkowo. Nie, chcę tylko z tobą porozmawiać i jeśli będziesz
chciał się ze mną spotkać jeszcze raz czy dwa, będę szczęśliwy. Ale nie będę nalegał, jeśli powiesz nie.

background image

Urodziłem  się

 chyba

 w  San  Francisco,  choć  do  tego  pewności  nie  mam,  ale  tak  mam  zapisane  w

papierach.  I  stało  się  to  dwadzieścia  pięć  lat  temu.  Cóż  ci  mogę  powiedzieć  o  moich  rodzicach?  Otóż
niewiele! Nigdy ich nie poznałem. Nie dokładnie tak, ale o tym za chwilę. Nie znaczy, że nie żyją, teraz
właściwie już nie wiem, ale wiem, że jeszcze kilka lat temu żyli. Przez pierwsze dwa lata byłem u jakiejś
przyszywanej  ciotki,  ale  tego  nie  pamiętam  znam  to  jedynie  z  opowiadań  kucharki  z  domu  dziecka.
Najbardziej lubiłem z nią rozmawiać, bo zawsze mi na każde pytanie odpowiedziała, a też często dała w
rękę babeczkę czekoladową, a czasami i przytuliła i pogłaskała po głowie. Niestety, kiedy miałem pięć
czy sześć lat odeszła z pracy i nigdy już potem jej nie widziałem. Od niej tez wiem, że rodzice zrobiliby
lepiej gdyby zamiast zostawiać mnie u jakieś dalekiej krewnej, od razu oddaliby mnie do domu dziecka.
Miałbym  większe  szanse  na  adopcje  prawie  każde  małżeństwo,  które  chce  zaadoptować  dziecko,  chce
jak najmniejsze. Najlepiej zaraz po urodzeniu. Ja spędziłem tam ponad pięć lat, kiedy w końcu ktoś mnie
zaadoptował.  Nie  wiem,  czemu  mnie  omijali.  Może,  dlatego,  że,  mimo,  iż  bardzo  chciałem  trafić  do
normalnego  domu,  nie  umiałem  zagrać  słodkiego  ułożonego  chłopczyka.  A  może  ta  moja  przeolbrzymia
desperacka  chęć  wydobycia  się  z  bidula,  wyzierała  z  moich  oczu  i  straszyła  ewentualnych  przyszłych
rodziców. W końcu straciłem nadzieję i przestałem się tym łudzić. Kiedyś się jednak taka odważna para
znalazła  i  mimo,  że  miałem  już  na  swoim  koncie  niezłe  wybryki,  o  czym  byli  poinformowani,  mimo  to
zdecydowali  się  otworzyć  dla  mnie  swój  dom.  Nie  byli  już  najmłodsi,  mogli  mieć  około  czterdziestki.
Facet podszedł do mnie, kiedy siedziałem z dumną, a raczej impertynencką miną, która miała oznaczać, że
nie chce żadnej łaski od nikogo. Ale on nie dał się nabrać na to, podszedł do mnie i powiedział;

Słyszałem,  że  życie  dało

 ci

 już  niejednego  kopa,  chociaż  jesteś  jeszcze  młody.  Nam,  mnie  i  mojej

żonie  też.  I  dlatego  pomyśleliśmy,  że  we  troje  raźniej  byłoby  temu  życiu  sprostać.  Co  na  to  powiesz?
Chciałbyś mieć takich starych rodziców, czy opiekunów? Zaniemówiłem ze szczęścia, a potem wpadłem
w ramiona najpierw tej kobiety, a potem jej męża. Wszystko potoczyło się błyskawicznie i choć tydzień,
który  dzielił  mnie  od  wprowadzenia  się  do  tych  ludzi,  był  najdłuższym  tygodniem  w  moim  życiu  to  w
końcu jednak minął i wreszcie opuściłem tą instytucję na zawsze.

–Kiedy  słucham

 o

 dzieciach,  które  spędziły  dzieciństwo  w  sierocińcu,  zawsze  doznaję  uczucia,  że

życie  po  takim  doświadczeniu,  ma  prawo  im  zaoferować  jak  najwięcej  szczęścia,  miłości  ciepła,
wszystkiego,  czego  im  wtedy  zabrakło.  Że  nic  dobrego,  co  ich  spotka,  to  nie  będzie  za  dużo–wtrąciła
Julia

– Może

tak

to nawet pracuje, ale często robimy wiele rzeczy przeciwko sobie, jakbyśmy byli swoimi

najgorszymi wrogami – powiedział Kevin z goryczą

––Domyślam się, że

tak

to i było twoim przypadku?

Przez

pierwsze tygodnie była euforia. Miałem swój pokój, swoje zabawki, książki, swoje miejsce

na  ziemi,  do  którego  mogłem  wracać.  Kąt  gdzie,  jeśli  chciałem  mogłem  być  sam,  kiedy  miałem  na  to
ochotę – co jak wiesz w domu dziecka jest prawie niemożliwie. I ludzi, do których należałem. Zaraz na
początku poprosili mnie, żebym sam zadecydował jak chcę do nich mówić. Czy po imieniu, czy ciociu,
wujku, czy też mamo, tato? Mamo, tato było dla mnie jak muzyka. Zawsze zazdrościłem chłopakom, kiedy
mówili,  że  widzieli  się  z  tatą,  albo,  że  mama  ma  do  nich  przyjść,  co  też  nie  było  zawsze  prawdą,  ale
mieli tą osobę, którą mogli tak nazwać. Bez względu na to, że niekiedy taka mama, albo tata, to był ktoś z
samego  dna  życiowego.  Ja  nawet  w  najdalszych  wspomnieniach  nie  mogłem  takiej  osoby  odnaleźć.
Zdecydowałem, więc natychmiast, że mam rodziców i do tej pory zawsze tak się do nich zwracałem. Nie
żałowałem  tego  nigdy,  byli  dla  mnie  dobrzy,  ciepli,  robili  wszystko  żebym  mi  wynagrodzić  tamte  lata.
Zwłaszcza ojciec. Prowadził ze mną długie, mądre rozmowy, odpowiadał na wszelkie pytania, traktował
jak  równorzędnego  partnera.  Brał  na  ryby,  na  rowery,  mecze.  Wciągał  mnie  do  pomocy  przy

background image

samochodzie.  Mama  jak  to  mama,  otulała  mnie  na  noc,  całowała  przed  wyjściem  do  szkoły,  dbała  o  to
żebym jadł witaminy i owoce. Oboje pracowali zawodowo, więc zorganizowali się tak, żeby moc mnie
odebrać  ze  szkoły,  czy  do  szkoły  wyprawić.  Razem  z  nimi  dostałem  jeszcze  kilku  wujków  i  cioć,  oraz
dwie  babcie  i  jednego  dziadka.  Słowem  całą  rodzinę.  Czułem  się  naprawdę  szczęśliwy.  W  szkole  też
było  w  porządku,  nikt  nie  wiedział,  że  jestem  adoptowany,  powiedziałem  kolegom,  że  się  niedawno
przeprowadziliśmy w te strony. Może w niecały rok później odkryłem coś, co, zachwiało moim życiem na
dobre. Miałem tylko osiem lat, ale w sierocińcu dorasta się szybciej, więc i ja byłem rozwinięty bardziej
niż rówieśnicy, co niekoniecznie było cechą dodatnią.

Przy

 któryś  z  rodzinnych  spotkań  na  grilla  w  ogrodzie,  babcia  od  strony  ojca  odezwała  się  do  mnie

niespodziewanie.

Oscar, podaj

mi widelec, proszę.

W

ogóle bym na to nie zwrócił uwagi, gdyby nie to, że babcia, zawołała kilka razy głośnie;

–Oscar, Oscar, przecież mówię

do

ciebie, nie udawaj, że nie słyszysz.

Podałem

 babci

 ten  widelec,  nadmieniając,  że  mam  na  imię  Kevin,  i  zapomniałbym  o  tym

prawdopodobnie,  ale  taka  sytuacja  się  powtórzyła  jeszcze  kilka  razy.  IW  końcu  zaintrygowało  mnie,
dlaczego nie tylko babcia, ale i dziadek, a czasami któraś z ciotek usiłowały mi zmienić imię. Zapytałem
w  końcu  o  to  ojca.  Milczał  długa  chwile,  a  potem  powiedział;  –  Chyba  przyszedł  czas,  żeby  ci
powiedzieć, choć nie planowaliśmy tego jeszcze teraz. Poczekaj zawołam mamę, bo chcemy być przy tej
rozmowie oboje. Wtedy mi powiedzieli;

Nikt

nie zamierza ci zmieniać imienia, babcia i ciotki się po prostu pomyliły Nazwały cię imieniem

innego chłopca. Chłopca, który już nie żyje od wielu lat. Oscar był naszym synem, utonął sześć lat temu,
miał wtedy miał dwanaście lat.

To

dlatego mnie wzięliście – zawołałem oskarżająco, – żebym wam go zastąpił.

 Nie,  nie

 dlatego!  Nie  można  zastąpić  jednego  człowieka  drugim.  Ciebie  wzięliśmy  dla  ciebie

samego. Dlatego że pokochaliśmy cię od pierwszej chwili, i dlatego, że bardzo potrzebowałeś rodziny. A
my bardzo chcieliśmy mieć syna. Pamiętasz, co ci powiedziałem, wtedy, że ty dostałeś kopa od życia i my
też.  I  że  siebie  nawzajem  potrzebujemy.  Nie  jesteś  dla  nas  Oscarem.  Oscar  był  naszym  synem,  którego
bardzo  kochaliśmy  i  mieliśmy  przez  dwanaście  lat.  Kiedy  utonął,  było  nam  niewyobrażalnie  ciężko,  i
nigdy  nie  myśleliśmy,  że  się  podniesiemy  po  tej  stracie.  Ale  czas  daje  nam  nadzieje  i  leczy  nawet
najbardziej krwawiące rany, z biegiem lat nauczyliśmy się z tym żyć i w końcu zaakceptowaliśmy to, że
był nam dany tylko na ten okres. I przyszedł dzień, że oboje z mama, zapragnęliśmy znów usłyszeć tupot
dziecięcych  stóp  na  schodach,  młody  radosny  śmiech.  Tak  trafiliśmy  do  domu  dziecka,  w  którym  ty
mieszałeś.

A

dlaczego wybraliście właśnie mnie? Jestem do niego podobny?

Nie

jesteś. I nie tym się kierowaliśmy. Za serce nas chwyciły twoje myślące duże i wtedy tak smutne

oczy. Rozmowa z tobą, choć trwała tylko chwilę, przekonała nas, że to właściwa decyzja. Nie miałeś nam
zastąpić Oscara, miałeś być naszym drugim synem, Kevinem, którego bezgranicznie kochamy.

– Rozumiem, że

im

nie uwierzyłeś? – spytała Julia cicho.

Takich

rozmów miedzy rodzicami a mną było jeszcze kilka. I w każdej mówili to samo. Poza ty na

każdym  kroku  widziałem  ich  miłość  i  oddanie.  Nie  umieli  mnie  jednak  przekonać.  Teraz  myślę,  że  po
prostu nie chciałem być przekonany. Niepewność wkradła mi się w serce, nie chciała go już opuścić. I
wkrótce zaczęło się wszystko zmieniać.

background image

–W

jakim

sensie zmieniać? Co masz na myśli?– Zapytała Julia.

–Do dziś

sobie

nie mogę tego darować. To byli jedyni ludzie, którzy mnie naprawdę kochali, a ja im

tak odpłaciłem – Kevin sprawiał wrażenie jakby nie słyszał pytania siedzącej naprzeciwko kobiety.

–Chłopak

a

zwłaszcza taki jak ja, z bidula, jeśli chce znaleźć złe towarzystwo, to je zawsze znajdzie.

Oczywiście nie w mojej klasie, bo koledzy w moim wieku byli dla mnie za dziecinni i za dobrze ułożeni.
Ja zacząłem się zdawać z chłopakami o cztery, pięć, a nawet sześć lat starszymi od siebie. Początkowo
odganiali mnie od siebie, ale musiałem im udowodnić, że nie jestem mięczak, bo wkrótce przyjęli mnie
do swojej paczki. Oczywiście byłem i workiem treningowym i chłopakiem na posyłki i do wyśmiewania,
ale  utrzymałem  się  z  nimi  długi  czas.  Z  nimi  popróbowałem  pierwszy  alkohol,  papierosy  już  znałem
wcześniej, ale z nimi zacząłem palić codziennie, z nimi też spróbowałem pierwszych narkotyków. Wiesz,
niby  każdy  musi  spróbować  wszystkiego  raz  w  życiu,  ale  co  innego  jest  spróbować  i  zostawić,  a  co
innego jest w tym tkwić. Ja dodatkowo jeszcze chciałem się wykazać, więc wszystko starałem się robić
więcej  i  lepiej  niż  starsi  kumple.  Nie  wspomnę,  że  byłem  postrachem  w  swojej  klasie.  A  potem  to  już
poleciało jak z górki.

A

rodzice?

 Robili

 wszystko,  żeby  mnie  odciągnąć  od  tej  paczki,  przenieśli  mnie  nawet  do  innej  szkoły,

rozmawiali  ze  mną  setki  razy,  chodzili  do  psychologa,  próbowali  nagradzać  i  karać,  zatrzymywać  w
domu, przychodzić pod szkołę. Wszystko na nic. Im bardziej oni się starali i cierpieli, tym bardziej ja się
zacinałem w sobie. Cały czas miałem żal do nich, że przede mną mieli innego syna i nie wierzyłem im w
żadne zapewnienia.

–Smutne,

bo

miałeś szanse na dobre, szczęśliwe dzieciństwo.

Tak, kiedy

to zrozumiałem było już za późno. Moje piętnaste urodziny, oczywiście w domu był tort i

małe rodzinne przyjęcie, ale mnie ciągnęło do kolegów. Z nimi miało się odbyć prawdziwe party. I się
odbyło. Szybko nam zabrakło alkoholu i trawki, postanowiliśmy, więc coś zorganizować. Pierwszy sklep,
który otwarty był całą dobę wydawał się doskonałym celem. Chłopaki weszli, ja najmłodszy, zostałem na
czatach.  Podobno,  jeszcze  zanim  zażądali  pieniędzy,  sprzedawca  zdążył  uruchomić  przycisk  alarmowy.
Mówił potem, że w ich całej postawie, było coś, co intuicyjnie podpowiedziało mu, że to nie są zwykli
klienci.  Zgarnęli  nas  wszystkich.  Tamci  dużo  starsi  ode  mnie  trafili  do  aresztu.  Nie  wiem,  jakie  plany
mieli  dla  mnie,  czy  mieli  mnie  zatrzymać  na  noc,  czy  wypuścić,  ale  zadzwonili  do  rodziców.  Ojciec
wyjechał z domu natychmiast. Nie dojechał. Prawdopodobnie myślał, że w nocy będzie mniejszy ruch i
spieszył  się  na  posterunek.  Powiedzieli  nam  później,  że  przejechał  na  czerwonym  świetle.  A  z  lewej
strony leciał, też za szybko Jeep. Ojciec nie miał żadnych szans.

Julia

dyskretnie otarła łzę. Historia Kevina poruszyła nią do głębi. Biedny chłopak. Nic dziwnego, że

nie może znaleźć spokoju. Pomyślała z czułością o własnych dzieciach. Czasami odpysknęli coś, często
złościła się na nich o bałagan w pokoju, czy rozrzucone wszędzie ciuchy, o późne powroty czy dzwoniące
w  nocy  telefony,  ale  czym  to  było  w  porównaniu  z  opowieścią  Kevina.  W  porównaniu  z  tym,  co
przechodzą inni rodzice ze swoimi pociechami. Dzisiejszy, supernowoczesny pędzący świat stwarza dla
dzieci tyle zagrożeń i pokus, tyle obietnic i niebezpieczeństw, coś, co jej dzieciństwu nie towarzyszyło. A
przynajmniej nie w takim stopniu.

Kevin

opowiadał dalej, ale Julia słuchała go nieuważnie. Oczami duszy zobaczyła buźkę Melisy. Do

niedawna jeszcze zawsze uśmiechniętą, z dołeczkami w policzkach i iskierkami w ciemnych oczach, ale
ostatnio, jakoś nazbyt dorośle poważną, a właściwie smutną. I bladą. Ależ tak, teraz zdała sobie z tego
sprawę. Melissa jest blada, ma podkrążone oczy i jest dużo szczuplejsza niż jeszcze kilka tygodni temu. –

background image

Może mama ma rację? –Pomyślała w popłochu. –Może rzeczywiście Melisa ma anoreksję?

 No

 i  właśnie  dzięki  temu,  mogłem  się  wyprowadzić  z  domu  cztery  lata  temu  i  kupić  mieszkanie.

Wiem, że mamę to boli, ale mam nadzieję, że kiedyś się z tym pogodzi.

Julia

nie miała pojęcia, o czym on mówi, ale pokiwała głową ze zrozumieniem.

 Matki

 zawsze  patrzą  na  wszystko  inaczej.  Od  tego  jesteśmy  matkami.  Słuchaj  Kevin,  muszę  się

zbierać,  prawdopodobnie  już  czekają  na  mnie  w  domu.  Dziękuje  za  zaufanie,  mam  nadzieję,  że
wyrzucenie z siebie tego pomogło ci w jakiś, może niedużym stopniu.

Julio, mam

do ciebie jeszcze jedną prośbę.

–Tak?– spytała

bez

zapału.

– Chciałem

cie

poprosić, żebyś przyszła do mnie… do domu

–Kevin, myślałam, że

sobie

to wyjaśniliśmy już przedtem.

Roześmiał się serdecznie

– Oczywiście!

Nie

 obawiaj  się,  jakkolwiek  jesteś  piękna  i  pociągającą  kobietą,  to  ja  jestem  jeszcze

zbyt zbolały i naprawdę nie gotowy na żaden nowy związek. Poza tym…

Ucichła speszona. Coś musiało

jej

umknąć z tej rozmowy, kiedy zajęta własnymi myślami, nie słuchała

go.

–  Wiedzę,  że  wybiegłam

 przed

 karetę  –  usiłowała  zażartować.  –  Dobra,  a  teraz  powiedz,  o  co  ci

chodzi?

 Teraz,  kiedy

 mieszkam  sam,  muszę  coś  zmienić  w  moim  domu,  nie  chcę  mieć  nic,  co  by  mi

przypominało, że kiedyś mieszkaliśmy razem. Chcę zamknąć tamten rozdział całkowicie.

To

aż tak boli?

 Tak,  ale

 bardziej  by  bolało  gdybym  to  kontynuował.  Człowiek  nie  może  żyć  po  ciągłym

podejrzeniem,  po  nieustannym  sprawdzaniem.  Zazdrość  jest  tylko  potrzebna  w  bardzo  niewielkich
dawkach. Zwłaszcza przy moim rodzaju pracy. Jeszcze trochę z pozabijalibyśmy się z tej zazdrości. Nie
mogłem tak dalej żyć.

No

tak! Związek między dwojgiem ludzi ma to do siebie, ze nie zawsze się dzieje w nim to, co sobie

życzymy,  ale  tak  naprawdę,  to  dopiero  wtedy  jest  źle,  kiedy  nic  sie  nie  dzieje  i  ludzie  stają  się  sobie
obojętni.  Takie  jest  moje  zdanie.  Jednak  chorobliwa  zazdrość  też  może  zniszczyć  prawdziwe  uczucie.
Musisz, jednak zrozumieć, że właśnie twoja praca mogła być powodem tej zazdrości. Może powinieneś
ją zmienić

– Julio, jeśli

nie

ma zaufania między ludźmi, to żebym ja pracował, jako woźny czy urzędnik, nic by to

nie zmieniło.

Kobieta

ze współczuciem pokiwała głową.

– Wróćmy

jednak

do twojego mieszkania. Czego oczekujesz ode mnie?

Pomocy

w tej zmianie. Pracujesz w sklepie, w którym z pewnością musisz doradzać klientom, jak

dobierać meble i drobiazgi do mieszkania, więc przyjdź i doradź i mnie. Oczywiście odpłatnie.

O

pieniądzach nawet nie mówmy. Oczywiście, że ci pomogę w miarę swoich sił. Pozwól mi tylko

sprawdzić mój terminarz. –Wyciągnęła duży notes z torby.

Jutro

mam całe przedpołudnie zajęte, a potem jestem w galerii, następny dzień wcale nie lepiej…,

ale czekaj, czekaj… mam tu w środę o czwartej po południu trochę luzu. No tak, rano jadę za miasto, tam

background image

ma być nieduża aukcja, potem będę w galerii, a o trzeciej przyjdzie już Carla. Tak, o czwartej możemy
się  na  jakąś  godzinkę  spotkać.  Pasuje  ci  ten  dzień  i  pora?  Tak!  To  super!  Czy  będę  ci  umiała  pomóc
przemeblować  twoje  mieszkanie,  to  jest  sprawa  druga?  Ale  spróbuję!  Gdzie  ty  mieszkasz,  podaj  mi
adres, a ja tam podjadę około czwartej?

A

teraz uciekam, bo już pewnie cała rodzina mnie poszukuje.

*

Melissa

 wróciła  ze  spaceru  z  Roxie.  Miała  nadzieję,  że  nie  będzie  jeszcze  mamy  w  domu.  Chciała

uniknąć jej uważnego, zatroskanego spojrzenia, któremu nie umknie cień przygnębienia w twarzy i żadne
nadrabianie miną i udaną beztroską w głosie, nic nie pomoże. Chciała niepostrzeżenie przemknąć się do
swojego pokoju i odgrodzić drzwiami od całego świata. Niestety, właśnie, kiedy odpinała Roxie obrożę,
mama weszła do domu.

–Cześć Meli, dobrze, że już jesteś

w

domu. Nie mam pojęcia, co wymyślić dzisiaj na obiad, może ty

będziesz miała jakiś pomysł…

Jedno

spojrzenie w twarz dziewczyny sprawiło, że Julia umilkła w pół zdania.

–Co się stało?

–Nic!

– Melissa!

–Boże

czy

w tym domu nawet nie można mieć złego humoru? Zawszę muszę być jak skowronek?

Nie, nie

zawsze, ale zauważyłam, że od jakiegoś czasu jesteś przygnębiona i właśnie chciałam z tobą

o tym porozmawiać.

–  Gratuluję

 ci

 spostrzegawczości,  ale  nie  tylko  ty  masz  pozwolenie  na  przygnębienie.  Mnie  to  też

czasami może dopaść.

– Naprawdę myślisz, że

nie

mogę ci w tym pomóc? Albo przynajmniej wysłuchać, czy …

Mamo, zostaw

mnie teraz w spokoju – powiedziała Melissa przez łzy.

–Chryste Panie, usiłuje pomagać czyimś

dzieciom, a

swojemu nie mogę – westchnęła Julia myśląc o

Kevinie. Poszła do kuchni zająć się obiadem. Wszystko po godzinie było gotowe, ale nie wołała jeszcze
córki na dół, czekała na powrót męża.

Minęła

godzina, a

potem następna. Julia przysnęła nad książką. W domu było cicho jakby wszyscy z

niego  pouciekali.  Spojrzała  na  zegarek.  Paul  już  od  dawna  powinien  być  w  domu.  A  Melissa?  Co  robi
tyle czasu sama w swoim pokoju? Poczuła nieprzyjemny chłód całym ciele. I niewytłumaczalny lęk. Jakby
coś  się  miało  stać,  coś,  czemu  nie  będzie  w  stanie  zapobiec.  Pobiegła  szybko  na  górę.  Bez  pukania
wbiegła  do  pokoju  córki.  Melissa  rozmawiała  prze  telefon.  Julia  wycofała  się  na  korytarz,  machając
przepraszająco ręką. W tym momencie usłyszała też odgłos otwieranych na dole drzwi. To Paul wrócił do
domu.

–Co się stało?

Czemu

tak późno, przecież dochodzi już ósma?

Paul

lekko się zachwiał i wtedy zorientowała się, że jest podchmielony.

A

co stęskniłaś się w końcu za mężem? To coś niebywałego.

–Mamo,

co

się stało, czemu wpadłaś do mnie jak burza– odezwała się z góry Melissa.

–Czy

wy

myślicie, że ja mam nerwy ze stali. Ty się zamykasz w pokoju i nie chcesz rozmawiać, ojca

nie ma w kilka godzin po pracy, czy ja nie mogę sobie wyobrazić, że któremuś z was się coś stało?

background image

–Tak? – Odezwał się Paul, zgryźliwie. –

A

czy ty myślisz, że my to wyobraźni nie mamy. Też możemy

sobie wyobrażać różne rzeczy!

O

czym ty mówisz Paul? Co ty sobie chcesz wyobrażać? Przestań jesteś wstawiony! – Roześmiała

się  Julia.  –  Nie  wiem  wprawdzie,  z  jakiej  okazji  i  z  kim  wypiłeś  kilka  drinków,  ale  ważne,  że  jesteś
szczęśliwie w domu.

–Nie

 wiesz?

 No  to  może  ja  ci  powiem!  A  może  raczej  ty  mi  powiesz,  bo  pewnie  lepiej  się  w  tym

kołowrotku orientujesz.

– Może byśmy coś

zjedli

w końcu, bo zdaje mi się, że oboje zaczynacie mówić od rzeczy – wtrąciła

Melissa.

Matka

 spojrzała  uważnie  na  dziewczynę.  To  też  było  dziwne.  Melissa  nigdy  nie  odzywała  się  do

rodziców w taki sposób.

Późnym

 wieczorem,  Paul

 chrapał  obok,  a  Melissa  w  swoim  pokoju  prawdopodobnie  wisiała  na

telefonie, w Julii odezwał się poprzedni niepokój. A właściwie nigdy jej nie opuścił. Był cały czas, ale
starała się go ignorować. Nie mogła się pozbyć uczucia irracjonalnego lęku. Wstała cicho z łóżka, żeby
nie  budzić  męża  i  wyszła  z  sypialni.  W  salonie  ze  zdziwieniem  stwierdziła,  że  telefon,  jest  wolny.
Melissa niechybnie zasnęła.

Ujęła  słuchawkę

 i

 zadzwoniła  najpierw  do  rodziców.  Wiedziała,  że  jest  późno,  ale  musiała  się

przekonać, czy wszystko z nimi w porządku.

Odezwał się

wcale

niezaspany glos Nelly. Mama niewątpliwie jeszcze czytała w łóżku.

– Cześć mamo, przepraszam, że

tak

późno dzwonię!

–Stało się coś, Julio?

Julia

szybko zmieniła plan.

–Nic  się

 nie

 stało,  przepraszam,  jeśli  cię  obudziłam,  ale  miałam  zadzwonić  do  Carly  i  machinalnie

wycisnęłam twój numer. Widać mam go zakodowany w sobie –zażartowała.

– Dzięki

Bogu, bo

już się wystraszyłam.

Nie

ma powodów, u nas wszystko w porządku,. A u was?

U

nas też. Tata już śpi, a ja jeszcze czytam.

–No

to

fajnie, dobrej nocy i przepraszam. Buźka mamo – dodała ciepło.

Podobną

 operacje

 powtórzyła  z  synem.  U  Mike’a  też  było  bez  zmian.  Był  zmęczony,  bo  oprócz

studiów znalazł sobie pracę na kilka dni w tygodniu, jako przewodnik w muzeum.

Julia

usiadła przy oknie w kuchni. Rodzina była bezpieczna. Więc skąd to nerwowe drganie w środku?

Skąd ten lęk? Skąd to przeczucie zagrożenia?

*

Środowe

 spotkanie

 z  Kevinem  minęło  szybko.  Julia  postanowiła,  że  udzieli  mu  kilka  rad  na  temat

wnętrza, dostarczy jakieś broszury i adresy sklepów, które mogą być mu pomocne i na tym zakończy tę
znajomość. Dała mu dość swojego czasu i dobrej woli, ale nie chce więcej się w to angażować.

Mieszkanie

 striptizera  było  duże  i  jasne.  Niestandardowy  wystrój  wnętrza  zachwycał  prostotą  i

harmonią  i  Julia  pomyślała,  że  ten,  kto  urządzał  ten  dom  musiał  go  naprawdę  kochać.  Pomyślała  też
szkoda ten styl zmieniać, bo tchnie lekkością i świeżością.

Podzieliła się swoją opinią

z

Kevinem, ale jego zdanie się nie zmieniło. Powtórzył, że chce tu zmienić

background image

wszystko. Jakby jednym słowem otworzyła furtkę, potok słów popłynął wartkim strumieniem. Pozwoliła
mu mówić, zadowolona, że sama może skupić się na szkicowaniu projektu.

–Jeśli

 chcesz

 to  wszystko  zmienić,  to  myślę,  że  taki  sekretarzyk,  który  mamy  w  galerii  i  dwa  fotele

nieźle pasowałyby do tego salonu. Oczywiście będzie to inny styl niż jest teraz, ale chyba o to ci chodzi.
Jednocześnie, jeśli chcesz możesz niektóre sprzęty wstawić do nas, albo powiesić ogłoszenie na tablicy
w sklepie, że sprzedajesz. Tak się też praktykuje, bo nie wszystko przyjmujemy. Ale o tym to musisz już
porozmawiać z Iloną, ona się zajmuje tymi sprawami.

–Jestem

 ci

 prawdziwe  wdzięczny,  bo  właściwie  nie  wiedziałem  jak  się  do  tego  zabrać.  A  jeszcze

bardziej, jestem ci wdzięczny za wysłuchanie mnie, co było znacznie ważniejsze. Nie mam przyjaciół, bo
z  takim  kimś  jak  ja  niewiele  ludzi  się  chce  przyjaźnić,  a  mama?  No  cóż,  owszem  odwiedzam  ją  nawet
dość często, ale porozmawiać szczerze nie możemy. Julio, ty jesteś dla mnie jak prawdziwa matka.

No, no, nie

przesadzaj… nie czuję się jeszcze na tak dorosłego syna.

Napijmy

się po lampce wina, co na to powiesz?

Po

lampce zgoda, ale nie więcej, bo jestem samochodem i zresztą wkrótce muszę iść.

Kevin

 zniknął  w  kuchnia,  a  Julia  usiadła  w  jednym  z  kremowych  foteli  i  strzepnęła  szpiki  ze  stóp.

Poczuła się bardzo zmęczona. A do weekendu jeszcze całe dwa dni. Przymknęła oczy.

–Dobrze się

tu

komponujesz – usłyszała po chwili głos gospodarza. Podał jej kieliszek z winem.

– Może

i

dobrze, ale za to ta figurka zdecydowanie mi zgrzyta w tym wnętrzu – powiedziała biorąc do

ręki  statuetkę  przedstawiająca  starszą  kobietę  w  chustce  na  głowie  i  fartuchu  zarzuconym  na  długą
spódnicę. W ręku trzymała wypełniony czymś do połowy garnek.

Kevin

roześmiał się.

–Tak,

wiem. Sam

to kupiłem na jakimś pchlim targu. Ale mam wyraźny sentyment do tej figurki. Dla

mnie to jest babcia, u której zawsze jest gorąca zupa i ciasto z mlekiem. Takie ciągoty z dzieciństwa. I nic
mi  nie  przeszkadza,  że  to  jest  kicz.  Lubię  tę  babcię  i  to  jest  chyba  jedyna  rzecz,  która  zostanie  z  tego
mieszkania po zmianie dekoracji.

 Wszyscy

 mamy  jakieś  sentymenty  do  różnych  dziwolągów  i  brzydactw  –  powiedziała

sentencjonalnie Julia na pożegnanie.

O, do

diabła, zapomniałam mu zostawić ten szkic projektu, – zaklęła parkując na podjeździe przed

swoim  domem.  –  No  trudno,  będę  musiała  się  z  nim  jeszcze  raz  spotkać  i  wtedy  mu  powiem,  żeby
zostawił mnie w spokoju i znalazł inną, młodszą powierniczkę.

*

Dzwonek

do drzwi zabrzmiał nagląco. Julia odczekała jeszcze chwilę, mając nadzieje, że Paul wstanie

z łóżka, ale mąż tylko odwrócił się na drugi bok. Z niechęcią sięgnęła po szlafrok. Właściwie powinna
udać,  że  ich  nie  ma  w  domu,  bo  w  sobotę  rano  mogą  być  tylko  jacyś  wędrowni  sprzedawcy,  albo  ci,
którzy chodzą po kweście w różnych zbożnych celach.

Z

ociąganiem uchyliła drzwi. Na progu zobaczyła mundury policyjne. Otworzyła szerzej.

–Julia Spencer?

– Tak!

–  Jesteś

 aresztowana

 pod  zarzutem  popełnienia  morderstwa  na  osobie  Kevina  Boyd.  Wszystko,  co

powiesz od tej chwili, może być użyte przeciwko tobie.

background image

*

Czas

 mijał  i  Julia  mogła  się  dokładnie  przyjrzeć  każdej  upływającej  minucie.  Nie  była  pewna  jak

długo  już  tu  przebywała,  kilka  godzin,  dzień,  kilka  dni.  Nieprawdopodobny  koszmar  trwał.  Myśli
rozsadzające głowę, goniące jedna za drugą, przerażone, zdziwione, niedorzeczne. Julia czuła się, jakby
została  wrzucona  do  głębokiego  wąskiego  dołu  o  płaskich  ścianach,  z  którego  można  wprawdzie
zobaczyć kawałek błękitnego nieba, wydostać się z tego wądołu nie sposób.

Adwokata,  który  pojawił  się

 w

 celi  niespodziewanie,  przywitała  nieufnie.  Była  przekonana,  że

wszyscy są przeciwko niej.

–Nazywam  się

 Raymond

 Kerr  i  jestem  twoim  obrońcą,  zaangażowanym  przez  twojego  męża.  Od  tej

pory nie rozmawiaj z nikim bez mojej obecności. A teraz opowiedz mi wszystko, od początku;

–  Opowiadałam  już

 kilka

 razy  temu  inspektorowi,  który  mnie  przesłuchiwał,  ale…  on  miał  jakąś

swoją bzdurną teorię i w kółko powtarzał tylko jedno; Czy przyznaję się do zabicia Kevina?

No

tak, właśnie z nim nie powinnaś rozmawiać beze mnie, ale tego nie mogłaś wiedzieć. No dobrze,

opowiedz wszystko.

Julia

 zaczęła  od  urodzinowego  przyjęcia  u  Susan,  na  którym  poznała  Kevina.  Opowiedziała  o  tej

pierwszej – nic nieznaczącej – jak wtedy myślała rozmowie z nim, o telefonach i tekstach wysłanych na
telefon komórkowy, które ignorowała i w końcu o obu spotkaniach z Kevinem, jednym w kawiarni i tym
drugim u niego w domu. To było wszystko.

–,

 Na

 jakiej  podstawie  mnie  zaaresztowano?  Przecież  ja  go  prawie  nie  znałam!  To  jakiś  potworny

absurd, żeby oskarżać mnie o morderstwo! – wyrzuciła z siebie z furią.

Dobrze, podoba

mi się twoje nastawienie. Z pasją i gniewem pomożesz mi dużo więcej, niż gdybyś

popadła w odrętwienie i obojętność. Ale musisz być ze mną bezwzględnie szczera.

–  Przecież

 jestem

 szczera.  Powiedziałam  ci  wszystko  i  powtórzyłam  chyba  każde  słowo  po  słowie,

które między nami padło, od czasu, kiedy poznałam go. Swoją drogą biedny chłopak, nie miał wesołego
życia i teraz już nic tego nie naprawi.

Julia, on

już nie żyje, a ty skoncentruj się na sobie. Nie bagatelizuj sprawy, przez myślenie, że skoro

twierdzisz, że jesteś niewinna, to nie mogą ci nic zrobić. Dla sądu liczą się fakty i dowody a oni mają
dowody skoro cię zaaresztowali i według mnie, o ile nie wyjdzie w sprawie nic nowego, na podstawie
tych dowodów, mogą cię skażać. Więc proszę, cię, nie zajmuj się Kevinem teraz, tylko sobą.

–Skazać?

Jak

to skazać? Na więzienie?

Na

długie lata więzienia. Więc przemyśl jeszcze wszystko każdy najmniejszy drobiazg, każde słowo,

które  on  powiedział,  może  znajdzie  się  coś,  co  rzuci  światełko,  iskierkę  na  sprawę  i  my  to  już
rozdmuchamy.  Na  razie  nie  wygląda  to  dobrze.  Nie  mówię  tego,  żeby  cię  straszyć,  ale  żeby  cię
zmobilizować. Prokurator jest w posiadaniu dowodów świadczących, że kontaktowaliście się z sobą, że
spotykaliście się, że treść tekstów miedzy wami była dość intymna. I dająca dużo do myślenia..

To

nieprawda!

–Nie

 przerywaj

 mi,  wszystkiemu  się  przyjrzymy  bliżej.  Wiedzą,  że  byłaś  ostatnią  osobą,  która

widziała Kevina żywego, a poza tym mają twoje odciski palców na narzędziu zbrodni. Tak, że dowodów
jest więcej niż dość, żeby prokurator mógł żądać najwyższego wyroku. A jeśli przekona sąd, że było to
morderstwo z premedytacją, to bez trudu to uzyska.

–Wielki Boże,

jakim

cudem? Jakim cudem w ciągu jednego dnia moje życie się rozpadło w kawałki?

background image

Przecież ja nic złego nie zrobiłam. Rozumiesz! Nic! Ja mu chciałam pomóc, bo w końcu zrobiło mi się go
żal. Wierzysz mi? Wierzysz, że jestem niewinna?

–  Ważne,  żeby  sąd  uwierzył,

 a

 ja  jestem  twoim  adwokatem  i  zrobię  wszystko,  żeby  tak  się  stało.

Niestety,  będziesz  musiała  tu  zostać.  Starałem  się  o  zwolnienie  za  kaucją,  żebyś  mogła  odpowiadać  z
wolnej stopy, ale oczywiści, zostało oddalone. Ale w takich wypadkach, zwykle jest odmowa.

– Czuję się

chyba

gorzej niż przed twoją wizytą. Przedtem miałam złudzenie, że to jest jakieś głupie

nieporozumienie,  i  się  zaraz  wyjaśni,  a  ty  mi  to  odebrałeś.  No,  nieźle  mnie  pocieszyłeś,  jak  na  mojego
obrońcę.

Julio, ustalmy

jedno. Moim zadaniem jest cię wyciągnąć z tej kabały, a nie pocieszać. Dlatego chcę

żebyś  zrozumiała  jak  trudna  jest  twoja  sytuacja  i  zaczęła  mi  pomagać.  A  teraz  wróćmy  jeszcze  raz  do
wieczoru, kiedy poznałaś denata.

Julia

 opowiadał  w  nieskończoność.  Wszystko,  co  pamiętała,  ważne,  nieważne,  głupie,  zabawne,

infantylne. Krok po kroku, przerobili całą tę krótką znajomość do dnia ostatniego.

– Muszę

o

 to  zapytać,  choć  ze  względu  na  preferencje  Kevina,  wydaje  się  to  mało  prawdopodobne,

ale nigdy nic nie wiadomo.

No

pytaj!

–Czy łączyły

was

jakieś kontakty seksualne? Tego ostatniego dnia, albo któregokolwiek innego?

–  Nie,  już

 ci

 powiedziałam.  Wprawdzie  robił  jakieś  delikatne  podejścia  i  mówił,  że  jestem  kobietą

atrakcyjną,  ale  również  powiedział,  że  jest  zbyt  świeżo  po  rozbiciu  poprzedniego  związku,  żeby  móc
myśleć o następnym. Poza tym, ja kocham mojego męża i nie miałam zamiaru go zdradzać z nikim, a już
tym bardziej z chłopcem starszym o kilka lat od mojego syna. Acha, z tego, co mówił Kevin, zerwał z tą
dziewczyną z powodu jej chorobliwej zazdrości. Ale przez dłuższy czas mieszkali razem – nie wiem jak
długo,  nie  powiedział,  –  a  właśnie,  dlatego  chciał  zmienić  wystrój  mieszkania,  żeby  mu  nic  nie
przypominało o poprzednim związku.

–Czekaj

 czekaj,  bo

 od  razu  mi  się  nasuwa  kilka  pytań.  Po  pierwsze,  czy  ty  jesteś  pewna,  że  Kevin

mówił o tym, że mieszkał z dziewczyną? Wspomniał może jej imię?

Julia

 zastanowiła  się.  Żadne  imię  kobiece  nie  przychodziło  jej  do  głowy.  Ani  inne.  On  w  ogóle  nie

używał imion. O rodzicach mówił, tata, mama, ale nic poza tym.

–Więc

 jak

 wywnioskowałaś,  że  jego  partnerką  była  dziewczyna.  Czy  powiedział  coś,  co  by  o  tym

wyraźnie świadczyło?

Kobieta

miała całkowicie zdezorientowany wyraz twarzy.

A

nie mieszkał z dziewczyną? Nie, nic takiego wprawdzie nie powiedział. Ja po prostu wzięłam to

za pewnik, kiedy mówił, że niedawno zerwał z kimś. Poza tym w tej pierwszej rozmowie, na urodzinach,
byłam  nieźle  wstawiona  i  chyba  ja  mówiłam  najwięcej,  prawdopodobnie  różnych  bzdur,  –  a  Kevin
słuchał.  Albo  może  i  nie,  bo  muszę  przyznać,  że  ja  też  nie  zawsze  słuchałam  wszystkiego,  co  mówił.
Chociaż  nie,  Kevin  chyba  jednak  słuchał,  bo  potem  nawiązywał  do  różnych  spraw,  które  tamtego
wieczoru mogłam mu powiedzieć. Tym bardziej się czuję winna wobec niego teraz. – westchnęła. Może
było coś, co powiedział, a co mogło go uratować przed tą niepotrzebną śmiercią.

Raymond

Kerr dyskretnie spojrzał na zegarek. Za godzinę musiał być w sądzie w innej sprawie, którą

prowadził

Czy

ty chcesz powiedzieć, że jego partnerem był mężczyzna? Czyli ty chcesz powiedzieć, że Kevin

background image

był gejem?

–Tak właśnie było.

On

zresztą tego nie ukrywał, w środowisku obaj byli dość dobrze znani, on i jego

wieloletni  przyjaciel.  Dziwię  się,  że  tego  nie  rozpoznałaś.  Od  lat  mieszkał  z  partnerem,  ale  kilka
miesięcy temu zerwali ze sobą i tamten się wyprowadził. Ale mniejsza z tym teraz. Mam do ciebie inne
pytanie; –Jak układało się twoje pożycie z mężem?

Nie

rozumiem! A cóż to ma do rzeczy?

–Bardzo  dużo.

 To

 tylko  pozornie  nie  jest  związane  ze  sprawą,  ale  my  chcemy  być  przygotowani  na

wszystko, co może wykorzystać prokurator, prawda. Więc odpowiedz!

–  Dobrze.  Normalnie.  Jesteśmy  już

 tyle

 lat  po  ślubie,  że  wiemy,  czego  od  siebie  oczekiwać.  Oboje

dużo pracujemy i niekiedy się mijamy w drzwiach, ale staramy się spędzać jak najwięcej czasu razem. Z
pewnością się kochamy.

Czyli

nie było żadnych jakiś drastycznych scen między wami, oddalenia, czy znudzenia sobą.

–Nie

wiem, po

co o to pytasz – powiedziała Julia niezbyt pewnym tonem, bo była świadoma tego, że

od jakiegoś czasu oddalili się z Paulem od siebie.

–Julio, rozmawiałem

z

twoim mężem zanim tu przyszedłem i powiedział, że ostatnio działo się z tobą

coś niedobrego. Byłaś zamyślona, przygnębiona, dostawałaś jakieś tajemnicze telefony, które kasowałaś
zaraz i nic mu o nich nie wspominałaś. Słowem zachowywałaś się jak ktoś, kto ma coś do ukrycia. Paul
zaczął  podejrzewać,  że  masz  kogoś  i  kiedyś  sprawdził  twoją  komórkę  i  znalazł  tam  wiadomość  od
Kevina. Bardzo intymną. Coś w tym sensie. „Nie mogę zapomnieć tamtej nocy”.

–O

jakiej

nocy pisał Kevin?

Nie

było żadnej nocy, jedynie wtedy na przyjęciu, u Susan, trochę z nim tańczyłam, jak zresztą każda

z nas, a potem gadaliśmy prawie do czwartej rano przy jakimś drinku. Ani przez chwile nie byliśmy sami.
A potem wzięłam taksówkę do domu. Sama!

No

twój mąż inaczej to zrozumiał.

O

Chryste Panie! Paul wiedział! I w to uwierzył!

–Na

to

wygląda i muszę ci powiedzieć, że odniosłem wrażenie, że był bardzo zazdrosny.

 Co

 ty  sugerujesz?  Że  to  Paul  zabił  Kevina  z  zazdrości  o  mnie?  To  największy  nonsens,  jaki

słyszałam. Poza tym sam mówiłeś, że ja byłam ostatnią osobą, która widziała Kevina i zostawiłam swoje
odciski palców na …

–Ostatnią,

 przed

 mordercą.  Bo  jeśli  ty  twierdzisz,  że  tego  nie  zrobiłaś,  to  ktoś  musiał  go  odwiedzić

zaraz po tobie. Kevin zginął w środę, między piątą po południu a dziesiątą wieczorem. Rano znalazła go
jego sprzątaczką.

–I

ty

myślisz, że to był Paul?

Na

razie tylko spekuluje. Powód miał. Tak samo jak i ty.

A

co ten kochanek Kevina? On miał największy powód!

Nie

było go podobno w mieście tego dnia w ogóle. Ale sprawdzają jego alibi.

–Powiedz

mi

Raymond, na czym zostały te moje odciski palców, które tak świadczą przeciwko mnie.

Przecież nie wypieram się, że tam byłam, dotykałam różnych rzeczy, piłam wino z kieliszka, chodziłam po
mieszkaniu, doradzałam mu jak przemeblować. Z pewnością ruszyłam jakiś fotel czy komódkę.

Kevin

został uderzony w głowę, niedużą, ale ciężką figurką, przedstawiającą starszą kobietę niosąca

background image

garnek. Na tej figurce znaleziono odciski palców kilku osób, Kevina, jego sprzątaczki, czyjeś jeszcze, ale
twoje były na wierzchu i bardzo wyraźne.

–A skąd wiedzieli, że

to

moje odciski? Przecież nie przyszli spytać, tylko od razu z oskarżeniem.

–Nie

wiem, dlaczego, ale

były twoje odciski palców w systemie. Policja musiała je kiedyś od ciebie

pobrać z jakichś powodów.

 Tak

 pamiętam,  kiedy  miałyśmy  włamanie  do  sklepu  i  wszystkie  ja,  Carla  i  Ilona  byłyśmy  na

posterunku i tam wzięto moje odciski. Czyli wszystko mieli jak na tacy. Tą figurkę babci z garnkiem, też
brałam do ręki i oglądałam ze wszystkich stron, jakbym specjalnie miała zamiar zostawić tam swoje linie
papilarne. Co za niesamowity splot okoliczność?

–Ja  cię  już  zostawię

 na

 dzisiaj.  Nie  zadręczaj  się,  ale  postaraj  się  jeszcze  raz  wszystko  odtworzyć.

Najdrobniejszy szczegół może być ważny i zmienić cały obrót sprawy. Ja przyjdę jutro

–Raymond, będziesz się widział

z

moim mężem? –

–Nie wiem, możliwe.

Powiedz

mu, że bardzo go kocham i nigdy nie zrobiłabym niczego żeby go zranić. Powiedz mu, że to

się musi wyjaśnić, bo nie może być tylu ludzi ukaranych za coś, z czym mieli nic wspólnego. Powiesz mu
to?

Tak, Julio, powiem. Ty

też bądź dobrej myśli, nie będzie łatwo, ale się nie damy.

*

Gdyby

nie posiłki, które przynoszono trzy razy dziennie i adwokat, który ją odwiedzał systematycznie,

Julia  nie  miałaby  pojęcia,  kiedy  jest  dzień,  a  kiedy  jest  noc.  Po  pierwszej  fali  gniewu  i  wściekłości
przyszła  apatia.  Leżała  na  łóżku  pogrążona  w  letargicznym  zawieszeniu.  Wizyty  Raymonda,  które
początkowo witała z nadzieją, bo każda mogła zwiastować koniec tego koszmaru, teraz przyjmowała jak
rutynę  adwokacką,  marne  usprawiedliwienie  za  pobieranie  wysokiego  honorarium,  które  niewątpliwie
Paul mu płacił.

Któregoś

 dnia,  Kerr

 wszedł  do  pokoju  widzeń  i  od  razu  zapowiedział,  że  muszą  podjąć  ważną

decyzję. Julia bezmyślnie skinęła głową.

–Alibi

 Fostera,  partnera

 Kevina  zostało  potwierdzone.  W  czasie,  kiedy  nastąpiła  prawdopodobna

śmierć Kevina, Allan Foster był cały czas między ludźmi. Od drugiej do szóstej po południu pracował w
swoim salonie, miał trzy klientki na strzyżenie, potem, jak co dzień spędził dwie godziny na siłowni, po
czym  wrócił  do  zakładu  dopilnować  zamknięcia,  przeliczyć  kasę  i  temu  podobne.  Był  właścicielem
studia  fryzjerskiego  od  wielu  lat  i  podobno  bardzo  dbał  zarówno  o  biznes  jak  i  o  klientelę  i  personel.
Wszyscy  pytani  potwierdzili  jego  obecność  w  danych  miejscach,  fryzjerzy  z  salonu,  klientki,  które
przyjął, oraz trener i szatniarz w centrum sportowym. Nie ma się do czego przyczepić, nie można niczego
podważyć. Był cały czas na oku ludzi.

–No

 i

 co  ja  mam  ci  powiedzieć?  –  zapytała  biernie  Julia.  Nie  znam  Fostera,  nic  o  nim  nie  wiem  i

jeszcze do niedawna nie wiedziałam o jego istnieniu.

–Tak. Mówię

ci

to, dlatego, że on był ostatnią tamą, która wstrzymywała zakończenie śledztwa. Został

przesłuchany, zeznał że z Kevinem widział się po raz ostatni kilka tygodni temu, kiedy zabierał od niego
swoje  książki.  Owszem,  przyznał,  że  początkowo  bardzo  przeżywał  rozstanie  z  ukochanym,  ale  to  już
minęło i jest w tej chwili zaangażowany w inny związek, który –jak powiedział– ma szansę, przerodzić
się w coś trwałego i poważnego. Czyli Foster nam odpadł. Nie mamy nikogo innego.

background image

– Mógł

go

zabić zwykły włóczęga, roznosiciel gazet, czy jeden z tych domokrążców, którzy wiecznie

pukają  do  drzwi  i  usiłują  nas  namówić  na  coś  do  kupienia,  albo  do  podpisania  –  mruknęła  Julia.
Zachowywała się tak jakby nie była w samym środku zagrożenia, jakby sprawa dotyczyła kogoś obcego,
nieznanego.

 Inspektor

 Wade  z  pewnością  nie  omieszkał  tego  sprawdzić.  Ale  do  budynku,  w  którym  mieszkał

Kevin  nie  sposób  się  dostać  niezauważonym.  Sąsiedzi  Kevina  i  konsjerż  zgodnie  stwierdzili,  że  gazety
były  dostarczone  do  godziny  trzeciej,  domokrążców  recepcjonista  nie  wpuszcza,  ulotki  reklamowe
zostawiają u niego, a najbliżej mieszkające Kevina małżeństwo, zeznało, że jedyną osobą, którą widzieli
tego dnia byłaś właśnie ty.

–Julio,  śledztwo  wkrótce

 zostanie

 zakończone,  od  tego  tylko  krok  do  wyznaczenia  daty  procesu.

Prokurator ma mocne dowody obciążające ciebie, twoje odciski palców na figurce, którą został zabity i
zeznania świadków, którzy widzieli, jak wchodziłaś z nim do mieszkania. Dla jury sprawa będzie jasna i
przejrzysta. Kiedy zostanie przedstawiony ci akt oskarżenia, zostaniesz zapytana, czy przyznajesz się do
winy? Jak zamierzasz na to odpowiedzieć?

–Jestem

niewinna. Nic

nie zrobiłam.

–No właśnie!

Musimy

przyjąć najlepszy sposób postępowania. I moim obowiązkiem jest doradzić ci,

że w obecnej sytuacji uważam, że najkorzystniejszą dla ciebie drogą będzie przyznanie się do winy. Sąd i
jury  wezmą  to  pod  uwagę,  potraktują,  jako  akt  skruchy,  poza  tym  zażądamy  badań  psychiatrycznych.
Możliwe,  że  uda  się  udowodnić,  że  kierowały  tobą  silne  emocje  w  danej  chwili,  wzburzenie,  może
obrona własna. Najpierw jednak musimy postanowić, w która stronę pójdzie nasza obrona.

–Przecież

 ty

 wiesz,  że  ja  jestem  niewinna.  Jakże  mogę  się  przyznać  do  czegoś,  czego  nie  zrobiłam.

Chcesz żeby moje dzieci żyły ze świadomością, że mają matkę morderczynię. To po to cię zaangażował
mój  mąż?  Ty  miałeś  udowodnić,  że  trzymanie  mnie  w  więzieniu,  zamiast  szukanie  prawdziwego
mordercy to totalna bzdura. Ja nie miałam powodu do zabijania Kevina, bo ja go po prostu nie znałam.
Szukaj gdzieś indziej, między jego znajomymi, srtiptiserami, panienkami, które być może kiedyś odrzucił,
czy może chłopcami. Ja jestem niewinna! – krzyknęła Julia zrywając się z krzesła. Strażnik stojący przy
drzwiach wykonał krok w jej stronę, ale uspakajający gest Kerra zatrzymał go na miejscu.

–Widzę,  że

 nic

 nie  rozumiesz.  Ja  nie  jestem  cudotwórcą  tylko  adwokatem.  Moim  zadaniem  jest

otrzymać  dla  ciebie  jak  najmniejszy  wyrok,  a  to  tylko  mogę  osiągnąć  przy  pomocy  strategii,  którą  ci
właśnie  przedstawiłem.  Nie  jest  moim  zadaniem  węszenie  wśród  znajomych  i  kolegów  denata;  To  jest
sprawa  policji  i  jestem  przekonany,  że  sprawdzili  każdy  najmniejszy  ślad.  Musisz  to  przemyśleć.  Masz
jeszcze trochę czasu, proces prawdopodobnie będzie wyznaczony za dwa trzy miesiące, ale …

–Wyjdź!

I

nie pokazuj mi się więcej na oczy!

Julia

wstała i dała strażnikowi znak, że chce wrócić do celi.

W

drzwiach jednak zatrzymała się i powiedziała;

–Jeżeli  więcej

 nic

 nie  możesz  zrobić,  to  przynajmniej  postaraj  się  dla  mnie  o  zgodę  na  widzenie  z

Paulem.

–Źle  robisz,  Julio.  Przemyśl

 to

 jeszcze.  Postaram  się,  żebyś  mogła  zobaczyć  męża,  może  on  ci

wytłumaczy, że działam w twoim najlepszym interesie.

*

Płomień  świec  rzucał  ciepłe,

 przyjazne

 światło  na  twarze  siedzących  wokół  stołu  ludzi.  Julia

spoglądała radosnym, szczęśliwym wzrokiem na swoją rodzinę. Jakże ich wszystkich kochała. Czuła, jak

background image

od ogromu tej miłości, serce nabrzmiewa i pęcznieje, wydaje się, że wprost nie jest w stanie pomieścić
tyle uczucia. Obręcz, która zaciska się wokół piersi i pleców ma siłę stali. Czy można kogoś kochać za
bardzo?  –  pomyślała.  Spojrzała  na  córkę  właśnie  pałaszującą  kawał  ciasta.  Przyjemność  podniebienia
musiała  być  ogromna,  bo  na  buzi  Melissy  ukazał  się  rozkoszny  uśmiech.  Ojciec  Julii  nachylił  się  do
wnuczki i coś powiedział i zaraz potem wrócił do rozmowy z zięciem. Julia nie słyszała słów, jakby od
rodziny  obdzielała  ją  szklana  tafla.  Mama  sącząc  swoją  kawę  ze  śmietanką  rozmawiała,  z  Mike’m.
Wnuczek z zainteresowaniem słuchał tego, co mówiła babcia Nelly. Żaden z tych dźwięków nie docierał
jednak  do  Julii  i  zastanawiała  się,  dlaczego.  Spojrzała  na  Paula  i  chciała  go  o  to  spytać,  a  mąż  chyba
wyczuł jej wzrok, bo w tym samym momencie uśmiechnął się do niej i przesłał jej wargami pocałunek.
Błogość rozpłynęła się po ciele Julii. – To nic, że nie słyszy, co mówią, najważniejsze, że są wokół niej,
najważniejsze, że w ogóle są.

Julia

 otwiera  oczy  i  ze  zaskoczeniem  patrzy  wokoło!  Zniknął  pokój  jadalny  w  domu,  rodzina  przy

stole, płomień świec. Jest w więzieniu oskarżona o zabójstwo. I jedynie ból wokół serca jest prawdziwy.

*

Dni

 po  tym  śnie  były  napędzane  nadzieją  na  zobaczenie  Paula.  Nadzieją,  ale  i  lękiem  też.  Czy  i  on

myśli, że zabiła Kevina? Gdyby mogła wymazać z życia tamten wieczór, kiedy poszła na to przyjęcie do
Susan. Gdyby mogła cofnąć czas o te kilka miesięcy. Wrócić do momentu, kiedy egzystencja wydawała
sie mało atrakcyjna, nudnawa, ale bezpieczna i stabilna. Wrócić do czasu, kiedy Kevina nie było jeszcze
w jej życiu.

Czemu

 nie  powiedziała  o  wszystkim  Paulowi?  Czemu  ukrywała  te  głupie  telefony  i  teksty  od

chłopaka?

Julia

przewróciła się na łóżku, skuliła się teraz prawym boku, przymknęła oczy, usiłowała przywołać

do  świadomości  obraz  rodziny.  Bezskutecznie.  W  mózgu,  a  może  w  sercu  pojawiło  się  rozdwojenie.
Jakiś niezrozumiały niepokój. Drzazga, która nie pozwala o sobie zapomnieć. Może przyszedł czas, żeby
rozmówić się ze sobą. Szczerze.

Przyznać,  że

 pojawienie

 się  Kevina  w  życiu  było  jak  podmuch  morskiego  wiatru.  Orzeźwiający  i

dodający  skrzydeł.  Nie,  nie  wiedziała,  że  jest  gejem.  A  niekłamana  adoracja  i  upór,  jaki  wykazywał  w
zabieganiu o spotkanie z nią tkliwie i rozkosznie głaskały jej kobiecą próżność. Krzyczała wprawdzie na
niego  i  groziła,  że  wezwie  policję,  jeśli  nie  zostawi  jej  w  spokoju,  ale  wytrwałość  Kevina  jej
imponowała. Nie miała zamiaru zdradzić z nim męża, ale czterdziestoletniej kobiecie może zaszumieć w
głowie, kiedy względy jej okazuje dwudziestopięcioletni Apollo.

To,  dlatego

 nie  powiedziała  o  tym  Paulowi,  dlatego  tak  skwapliwie  ukrywała  te  wiadomości  w

telefonie. Boże, jakaż była głupia i próżna. I teraz wszystko to obraca się przeciwko niej. Tak ją kiedyś
uczyła nieżyjąca już babcia– „za próżność i głupotę zawsze się w życiu płaci najdrożej”

Przypomniał

jej

 się  tamten  sen.  Rodzina  siedząca  wokół  stołu.  Co  to  mogło  być?  Boże  Narodzenie?

Czyjeś urodziny? Zastanowiła się na chwilę. Coś w tym śnie zazgrzytało? Coś było nie tak?

I

 nagle  zrozumiała.  Melissa.  Kiedyż  ona  ostatnio  widziała  córkę  tak  pałaszującą  jedzenie,  a  tym

bardziej  ciasto.  Chyba  wtedy,  kiedy  Mel  była  małą  dziewczynką.  Od  lat  Melissa  była  na  ciągłych,
zmiennych  dietach.  Nie  wierzyła,  że  córka  ma  anoreksję,  tak  jak  sugerowała  matka.  Ale  w  ostatnich
tygodniach przed swoim aresztowaniem, Julia zauważyła, że dziewczynę coś gnębi. Próbowała przecież z
nią rozmawiać, ale zrezygnowała zbyt szybko pewna, że dziewczyńskie dąsy przejdą same.

Ile

 ma  jeszcze  takich  grzechów  wobec  rodziny?  Zagoniona  pracą,  z  głową  zaprzątniętą  myślami  o

background image

kolejnej  aukcji,  ileż  razy  odpowiadała  im–„  Jutro,  dziś  nie  mogę,  w  przyszłym  tygodniu,  poczekaj  aż
znajdę chwilę wolnego czasu”. Niezmienne wymówki od spędzenia niedzieli z rodzicami, od spotkania
się z matką na kawie, od długiej czułej rozmowy z córką, od romantycznego wieczoru i nocy z mężem. A
przecież kiedyś było inaczej. Mogła z mamą rozmawiać godzinami, jak z najlepszą przyjaciółką. Śmiały
się i opowiadały sobie różne zdarzenia z pracy, z domu, chodziły razem na zakupy i Julia ceniła sobie te
spotkania i matczyne uwagi. Kiedy to się zmieniło? Kiedy rozmowa z mamą zaczęła ją męczyć i nudzić?
Czy  wtedy,  kiedy  matka  przeszła  na  emeryturę  czy  jeszcze  wcześniej?  A  Melissa?  Wydawało  się,  że
jeszcze  nie  tak  dawno,  przybiegała  do  niej  z  każdym  problemem,  z  najmniejszą  sprawą,  radością  czy
smuteczkiem.  Nawet  nie  zauważyła,  kiedy  córka  przestała  to  robić.  Julia  przypomniała  sobie
weekendowe noce z Paulem. Jeszcze trzy, cztery lata temu. Niekoniecznie musieli się kochać. Lubili po
prostu  ze  sobą  być.  Czasami  czytali  koło  siebie,  czasami  oglądali  razem  telewizję  i  zaśmiewali  się  z
jakiejś głupotki. A niekiedy brali dwa kieliszki i butelkę dobrego wina ze sobą do sypialni i na przemian
przez  pół  nocy  kochali  się  i  rozmawiali,  jakby  nie  spędzili  ze  sobą  poprzednich  piętnastu  lat.  Teraz  to
widzi wyraźnie, Bardzo wyraźnie. Zajęta Galerią i sobą odganiała się od nich wszystkich jak od czegoś,
co  zawsze  jest  i  będzie,  od  czegoś,  na  co  kiedyś  znajdzie  czas.  Często  nawet  nie  słuchała,  co  mówią  i
jedynym współudziałem w rozmowie było jej nieartykułowane mruknięcie. Boże, przecież ich wszystkich
kochała.  Za  każdego  z  nich  oddałaby  życie,  więc  czemu  nie  dawała  im  samej  siebie,  swojej  uwagi,
swoich  myśli  niezaprzątniętych  innymi  sprawami,  swojego  czasu.  Jedynie  Mike,  który  bywał  w  domu
rzadkim gościem miał nieco inne prawa.

Julia

otarła łzy płynące po skroniach.

–Panie,  spraw,  żeby

 nie

 było  za  późno  na  wszystko.  Daj  mi  szansę  przekonać  ich,  że  ich  naprawdę

kocham.

*

Cisza

 w  domu  brzmi  inaczej,  kiedy  jesteś  sam  –  pomyślał  Paul,  po  raz  kolejny  przewracając  się  na

bok.  Wyciągnął  rękę  i  dotknął  leżącej  obok  poduszki.  Od  dwóch  miesięcy  pustej,  nieużywanej,
niepotrzebnej. Zaraz jednak przestraszył się tej myśli. To tak jakby pogodził się z tym, że Julia zostanie
skazana. A przecież od początku wiedział, że żona jest niewinna. Nie potrzebne mu były żadne dowody,
żadne jej alibi, on po prostu wiedział, że Julia nie mogłaby zabić człowieka. Ta rozmowa z żoną przez
szybę w więzieniu, niczego w nim nie musiała zmieniać, w niczym nie musiała go utwierdzać. Julia nie
zabiła Kevina. Był tego tak pewny jak tego, że za kilka godzin wstanie nowy dzień. Jak jednak przekonać
o tym wszystkich innych, a przede wszystkim sąd i jurorów? Proces został wyznaczony za dwa tygodnie i
istniało  bardzo  realne  zagrożenie,  że  Julia  zostanie  w  więzieniu  na  długie  lata.  Paul  czuł  się  bezsilny  i
wściekły na swoją bezsilność. Wściekły na ludzi, którzy wydają się ślepi i nie widzą tego, że popełniają
błąd skazując Julię. Niejednokrotnie myślał o tym, żeby się samemu przyznać do zabicia Kevina, i nawet
w  początkowej  fazie  śledztwa  był  brany  pod  uwagę  przez  policję,  jednak  czas  śmierci  mężczyzny
absolutnie wykluczył takie prawdopodobieństwo. W tym czasie, kiedy zginął Kevin, Paul znajdował się
w  samolocie  lecącym  z  Toronto  do  San  Francisco.  Wracał  z  konferencja  w  pięcioosobowej  grupie  ze
swojej firmy, po podpisaniu ważnej umowy z kanadyjskim klientem

–Chryste,

co

mogę zrobić, żeby ją ratować.

Ani

kolejny adwokat, którego zatrudnił, ani prywatny detektyw, nie dawali mu dużej nadziei, a teraz,

kiedy  już  data  procesu  została  wyznaczona,  tej  nadziei  z  każdym  dniem  ubywało.  Bał  się  myśli,  które
kotłowały  mu  się  w  głowie,  a  których  nie  umiał  się  pozbyć.  Za  wszelką  cenę  chciał  wierzyć,  że  Julia
wróci  wkrótce  do  domu,  ale  mózg  napędzany  strachem  o  żonę  podsuwał  mu  inne  wizje.  Przymknął

background image

zmęczone oczy i usiłował przywołać obraz Julii, tuż obok siebie. Głowę leżącą na poduszce, rozsypane,
miękkie włosy, ciepło jej ciała. Nie było łatwo, ale próbował tak długo, aż odniósł wrażenie, że jest, że
leży obok niego i wystarczy tylko sięgnąć i będzie mógł trzymać ją w ramionach, bezpieczną i szczęśliwą,
Tak jak to było jeszcze niezbyt dawno. Nie otwierał oczu nie poruszał się, bał się spłoszyć obraz, który
miał pod powiekami.

Czyż

 nie

 słyszał  gdzieś,  że  jeśli  się  czegoś  bardzo  pragnie,  całym  sercem,  całym  jestestwem,  to  się

spełni.

*

Melissa

wracała teraz po szkole do babci. Nie chciała być w pustym domu. A babcia Nelly, mimo że

postarzała  się  w  ciągu  tych  kilku  miesięcy  o  dziesięć  lat,  była  nadał  optymistycznie  nastawiona,  pełna
wiary, że wszystko się dobrze skończy. Melissa rozmawiała o tym przez telefon z Mikem.

Nie

mogę zrozumieć, nie mogę wprost znieść tego jej głupiego optymizmu. Wszystko zawiodło, nie

ma innych podejrzanych, proces już za niecałe dwa tygodnie, a ona cały czas wierzy, że mama wyjdzie z
więzienia.

A

ty nie chciałabyś, żeby wyszła– zapytał brat.

–Mike,

nie

 bądź  głupi,  oczywiście,  że  bym  chciała,  tylko  boję  się  tego  rozczarowania  potem.  Kiedy

będę miała nadzieję i ona zwiedzie.

Wierzysz

w to, że mama mogła coś takiego zrobić?

–  Pewnie,  że

 nie,  ale

 to  czy  my  wierzymy  czy  nie,  nie  ma  żadnego  znaczenia.  I  myślę,  że  musimy

realnie na to spojrzeć.

Mike

 zamilkł.  Jego  też  to  przerastało.  Obraz  matki  w  celi  więziennej  był  czymś  więcej  niż  mógł

znieść. Mama to była opoka. Niezachwiana, nietykalna, pewna. I nagle okazało się, że ktoś myśli inaczej.
Ktoś  chce  ją  skrzywdzić  i  on  nie  może  nic  zrobić,  żeby  temu  zapobiec.  Obronić  ją,  tak  jak  ona  broniła
jego  przez  wszystkie  lata  dzieciństwa  i  dorastania.  Nigdy  nie  czuł  jeszcze  takiej  niemocy.  Zawsze
wiedział, że może się zwrócić do mamy o radę a teraz…

– Mike, jesteś

tam, czy

coś się rozłączyło? – dobiegł go głos Melissy.

Młody mężczyzna rozumiał siostrę. Widział, że

 czeka

 na  jakieś  zapewnienie,  od  niego,  utwierdzenie

jej w przekonaniu, że świat nie do końca zwariował i po chwilowym zachybotaniu, wszystko wróci na
swoje miejsce.

–Melissa,

babcia

Nelly ma rację. Jeśli przestaniemy wierzyć, że wszystko się dobrze skończy, to tak

jakbyśmy już teraz sami wydali na mamę wyrok.

*

Nelly

 pokazywała  mężowi,  zięciowi  i  wnukom  spokojną,  niezamąconą  obawą  twarz,  ale  nikt  nie

wiedział jak wiele ją to kosztuje. Jak z lęku o Julię zamiera jej serce. Jak ból toczy każdą tkankę na myśl
o tym, przez co przechodzi jej dziecko. Ale wiedziała też, że nie może się poddać i ujawnić im swojego
strachu  przed  tym,  co  ma  przyjść.  Bała  się  o  swoją  córkę  i  bała  się  tego,  co  się  stanie  z  całą  rodziną,
kiedy Julia zostanie skazana. Była pewna niewinność córki, ale z każdym dniem, coraz trudniej było jej
wierzyć w szczęśliwe zakończenie sprawy. Wiedziała, że jest tylko jedna strona, w którą się skierować
po pomoc dla swoich bliskich.

*

– Czekałam

na

ciebie – powiedziała Nelly, kiedy Melissa pojawiła się w progu.– Chodź, pojedziesz

background image

ze mną.

–Gdzie?

–Zobaczysz!

Babciu, ja

nie mogę pojechać do więzienia do mamy. Ja jej nie mogę w takiej sytuacji zobaczyć. Ja

wiem, że jestem egoistką, ale po prostu nie mogę.

–  Dziecko,  –  powiedziała  łagodnie  babcia.  –  Możemy  unieść

 tylko

 tyle,  ile  możemy.  Ani  grama

więcej. Nie obwiniaj się, każdy nas ma własną drogę do uporania się z zgryzotami. A teraz, zaufaj mi i
chodź.

Kościół był

prawie

pusty o tej porze. Nelly po umoczeniu palców w wodzie święconej i przeżegnaniu

się,  zdecydowanym  krokiem  przeszła  główna  nawą  aż  do  ołtarza.  Tam  uklęknęła  i  wspierając  ręce  na
blacie klęcznika pochyliła głowę i pogrążyła się w modlitwie. Nie wiedziała, co robi Melissa, ale czuła
wnuczkę przy sobie. Po bardzo długiej chwili jej rozmowę z Bogiem przerwało ciche łkanie dobiegające
z klęcznika obok. I zaraz potem duży szloch i prośba skrzywdzonego dziecka;

– Mamusiu, wróć

do

domu!

*

Detektyw

Jerry Scherer pociągnął łyk piwa z butelki i wrócił do swoich rozmyślań. Czuł, że wpadł na

jakiś  ślad.  Ale  wszystko  jeszcze  było  tak  zamazane,  że  gubił  się  we  własnych  deliberacjach.  Był
przekonany,  że  w  informacjach,  jakie  zebrał,  jest  klucz  do  całej  sprawy.  Musi  go  tylko  odnaleźć  i
dopasować. Cóż, kiedy w dalszym ciągu nie wiedział, do czego. A czasu zostało coraz mniej, proces tej
kobiety zbliżał się nieuchronnie. Miesiąc temu, kiedy jej mąż go zatrudnił, nie był wcale przekonany, że
powinien  brać  tą  sprawę.  Wydawała  się  klarowna  i  zakończona.  Babka  była  zdecydowanie  winna.
Poderwała sobie młodego chłopaka i zapomniała o bożym świecie. Coś się potem jednak popsuło, może
dowiedziała się, że jest gejem, a może on zaczął ją straszyć, że opowie wszystko mężowi, więc go zabiła.
Możliwe, że w kłótni i możliwe, że niezamierzenie.

Tak

 myślał  miesiąc  temu.  Ale  wtedy  jego  wiedza  pochodziła  tylko  z  mediów.  Ale  teraz  się  sytuacja

zmieniła.  Przekonała  go  niezachwiana  wiara  jej  męża.  No  i  oczywiście  honorariom.  Kiedy  zaczął  się
rozglądać  wśród  znajomych  Kevina,  coś  mu  zaczęło  zgrzytać.  Im  dalej  się  zagłębiał  tym  bardziej  był
przekonany, że nie jest to tak, jak początkowo wyglądało. Rozmawiał nawet o tym z inspektorem Wade,
którego  znał  jeszcze  z  czasów  studiów,  ale  tamten  oczywiście  go  wyśmiał.  Powiedział,  że  sprawa  jest
jasna jak halogen. Jerry, zresztą nie oczekiwał od inspektora niczego więcej, policja zawsze była bardzo
w sobie zadufana i nigdy nie lubili, kiedy prywatny detektyw pokazywał im jak się zabrać do śledztwa.

Jerry

wstał nagle z krzesła, jakby poderwany sprężyna.

– Jasne! Rękawiczki.

To

 był  ten  szczegół,  który,  błąkał  mu  się  po  głowie,  ale  nie  wiedział  gdzie  go

może dopasować. Teraz już wie. Musi tylko jeszcze dwie rzeczy sprawdzić. Pospiesznie wybiegł z biura.

*

Już

nie

 było,  na  co  liczyć.  Julia  zdawała  sobie  z  tego  sprawę.  Do  procesu  zostało  cztery  dni.  Nowy

adwokat miał takie same zdanie, co poprzedni. On również, tak jak Raymond Kerr uważał, że najlepszą
obroną, będzie przyznanie się do winy.

Julia

 nie  mogła  już  tego  słuchać.  Nie  miała  zamiaru,  nawet  za  cenę  mniejszego  wyroku,  przyznawać

się do czynu, którego nie popełniła. Teraz jednak oddaliła od siebie ten temat. Myślała o rodzinie. Już w
czwartek, zobaczy ich wszystkich. Na sali sądowej, Jakże im spojrzy w oczy? Oni wiedzą, że nie zabiła

background image

Kevina. Ale wiedzą też, że sama zaplątała siebie i rodzinę w tą historię, przez własną lekkomyślność i co
tu ukrywać głupotę. Czy jej to wybaczą? Jak będą żyć bez niej, kiedy ona po wyroku zostanie na długie
lata w więzieniu? Melissa ma niecałe siedemnaście lat, to jest właśnie wiek, kiedy matka musi być przy
córce  i  mieć  baczenie  na  wszystko.  Nie  zdawała  sobie  sprawy  z  tego  aż  tak  bardzo,  kiedy  widywała
córkę co dnia. Zdawkowa wymiana zdań załatwiała wszystko. Teraz, kiedy była oddalona od niej, drżała
o  nią  nieustanie.  Niebezpieczeństwo  dla  młodej  dziewczyny  kryło  się  każdym  kroku.  Julia  przeżywała
katusze w wyobraźni widząc Melissę w różnych drastycznych groźnych sytuacjach.

A

Mike, jej uzdolniony z duszą artysty, syn. Jak on sobie z tym radzi? Czy nie wpłynie to na jego życie,

czy  nie  złamie  jego  wrażliwej  natury?  Paul,  z  czasem  pewnie  rozejrzy  się  za  kimś,  kto  zapełni  życie  i
nawet  nie  będzie  miała  do  niego  o  to  pretensji.  Jest  mężczyzną  w  sile  wieku,  nie  można  oczekiwać  od
niego, żeby był sam. Julia pomyślała też o rodzicach, że może ich już nie inaczej niż przez szybę w sali
widzeń.  Jak  ciężko  musi  im  być?  W  pewnym  momencie  uświadomiła  sobie,  że  przygląda  się  temu  jak
historii opowiadanej przez kogoś, lub czytanej w magazynie. Cały czas jej się wydaje, że nie dotyczy to
jej bezpośrednio. Przecież nie może być tak, żeby ukarali ją za coś, czego nie zrobiła. Świat nie może być
aż tak okrutny.

*

– Cześć

Wade, tu

Scherer.

– Cześć „Colombo”,

kogo

rozpracowałeś tym razem?– Powiedział inspektor zgryźliwie.

–Jak

zwykle

robię za ciebie robotę!

– Hm, czyżby?

–Słuchaj

nie

czas na żarty, ta Spencer, ta, która ma proces za dwa dni.

–Tak,

co

z nią?

No, co! Jest

niewinna, schrzaniliście robotę!. Nigdy by nie uwierzył, że kończyliśmy te same studia i

uczył nas ten sam stary Bradley. Widać tylko ja wyniosłem z tego jakieś korzyści.

–Jerry,  przestań,

 o

 czym  ty  mówisz?  Jakim  cudem  niewinna?  Przecież  wszystkie  dowody,  odciski

palców,  świadkowie,  którzy  ją  widzieli,  te  teksty  w  telefonie.  Myślisz,  że  prokurator  wydałby  nakaz
aresztowani, gdyby miał wątpliwość.

– Będziecie

musieli

to teraz odszczekać. Ty i ten twój prokurator.

–A

kto

według ciebie zabił Boyda?

– Były ukochany!

Foster?

Ma alibi! Poza tym odciski palców..

– Słuchaj

Tom

i się ucz! Jego alibi jest dziurawe jak stare sitko. Wystarczyło przycisnąć trochę tego

trenera z klubu, żeby zaczął śpiewać. Okazało się, że tego dnia, kiedy zginął Boyd, Foster, owszem był w
klubie, ale był dużo krócej niż zamierzał. Ten trener dał mu alibi, bo jak sam to określił, Foster już dawno
wpadł mu w oko i myślał, że coś z tego będzie, ale okazało się, że nasz fryzjer, ciągle jeszcze liże rany po
Kevinie  i  nie  może  go  zapomnieć.  Trener  z  klubu  jest  na  niego  wściekły,  rozżalony,  upokorzony  i  Bóg
wie,  co  jeszcze.  Bez  oporu  mi  się  wyspowiadał,  że  Foster  mu  wręcz  powiedział,  że  poza  krótkim
epizodem nie ma co liczyć na nic więcej. Dodał też, że Kevina nikt nie jest w stanie zastąpić.

–To

jeszcze

o niczym nie świadczy? Rozmawiałeś z nim, Jerry?

Z

Fosterem? Rozmawiałem i żałuje tego, bo boję się, że go mogłem tym spłoszyć. Poza tym, słuchaj

dalej, poszedłem do tych sąsiadów Kevina. Też ich przesłuchiwałeś, bo mi mówili. Ale trafiłem akurat

background image

na  chwilę,  kiedy  była  u  nich  ich  córka.  A  tej  nie  przesłuchiwałeś.  Sąsiedzi  Kevina,  potwierdzili,  że
widzieli tego dnia Julię wychodzącą od niego, a ja przy bliższej rozmowie z córką dowiedziałem się, że
tego  dnia,  ale  znacznie  później,  około  siódmej  piętnaście,  spotkała  Alana  Fostera  na  korytarzu.  Zanim
Boyd mu otworzył drzwi, wymieniła z nim zdawkowe uwagi, bo znali się z widzenia. Nie wspomniała o
tym rodzicom, bo nawet nie wiedziała, że oni się rozeszli i spotkanie Fostera w tym miejscu, nie było dla
niej niczym dziwnym, bo była pewna, że nadal tam mieszka.

–Jeśli

 twoja

 teoria  jest  prawdziwa,  to  znaczy,  że  Kevin  żył  jeszcze  długo  potem  jak  Julia  opuściła

mieszkanie.

Po

śmierci mu drzwi nie otworzył, to pewne, nie?

Ciekawe

jak ominął portiera, bo przecież ten zeznał, że od dawna go nie widział.

 Nie

 wiem,  może  wszedł  od  garażu,  niewykluczone,  że  miał  jeszcze  klucz.  To  łatwo  będzie

sprawdzić. Ale to jeszcze nie koniec.

No

mów, dobij mnie do końca.

Wcale

nie chodzi o ciebie, tylko o Julię Spencer. Przesłuchiwałeś Alana Fostera, tak?

– Zauważyłeś, że miał rękawiczki

na

dłoniach.

Tak, ale

on w ogóle był cudacznie ubrany, więc rękawiczki na mnie większego wrażenia nie zrobiły.

Ot pomyślałem ten typ tak ma!

 Tylko

 może  zmienisz  zdanie,  jak  się  dowiesz,  że  on  rękawiczek  w  ogóle  nie  zdejmuje.  To  znaczy,

zdejmuje pewnie w domu żeby zmienić na inne, ale tak poza domem to zawsze ma je na rękach. Posiada
ich całą masę w różnych kolorach i z różnych tworzyw i nawet czesząc klientki, ich nie zdejmuje.

–Dziwne, co?

Jedna

z fryzjerek w salonie powiedziała mi, że Alan cierpi na bielactwo. I pod tymi rękawiczkami

ukrywał  białe  plamy  na  dłoniach.  Prawdopodobnie  ma  je  również  na  ciele,  bo  dziewczyna  mówiła,  że
nigdy nie widziała, żeby miał koszulę z krótkim rękawem.

– Myślisz…

–Tak,

 tak

 myślę!  Przyszedł  do  Kevina,  żeby  jeszcze  raz  z  nim  porozmawiać,  a  kiedy  tamten

zdecydowanie  powiedział,  że  nie  ma  szans  na  powrót,  Alan  wpadł  w  szał.  Możliwe,  że  się  kłócili,
szarpali, w pewnym momencie Foster złapał figurkę i uderzył nią Kevina. Śmiertelnie. Dlatego nie ma na
figurce jego odcisków palców.

–  Chryste!  –  Westchnął  Wade.  –Dobra,

 Jerry

 masz  u  mnie  wódkę,  z  czym  chcesz.  A  teraz  biorę

chłopaków i jadę. Żeby się tylko nam nie wymknął.

*

Inspektor

 Wade  mówił  chyba  w  proroczym  natchnieniu.  Alan  Foster  jednak  zdołał  umknąć

sprawiedliwości, chociaż inaczej niż inspektor myślał.

Kiedy

 podjechał  pod  dom  Fostera,  zobaczył  odjeżdżającą  karetkę  pogotowia  i  kilka  wozów

policyjnych. Błysnął odznaką i został puszczony dalej.

Co

jest – spytał jednego z policjantów.

–Samobójstwo!

Przez

powieszenie! Właśnie go zabrali

–Kto

was

zawiadomił?

–Jedna

z

fryzjerek w salonie, kiedy nie pojawił się w pracy.

background image

– Skąd wiesz, że samobójstwo! Zostawił

list

czy coś?

Tak, do

niejakiego inspektora Wade. Znasz go?

Nawet

bardzo dobrze – odpowiedział Tom Wade.

W

chwile potem miał ten list w ręku.

Alan

Foster pisał;

Nie

chciałem go zabić. To stało się nagle. Cały czas miałem nadzieję, że do mnie wróci. A on nie

chciał. Powiedział ma dość mnie, mojej miłości i mojej zazdrości. I wtedy nie zapanowałem nad sobą.
Chciałem  się  od  razu  przyznać,  ale  wiem  co  z  takimi  jak  ja  robią  w  więzieniu.  Wybrałem,  więc  inną
drogę.  Kochałem  Kevina  tak,  jak  tylko  można  kochać  drugą  istotę.  Zabijając  go,  zabiłem  również
nadzieję, że może kiedyś do mnie wrócić. Życie bez niego nie ma dla mnie sensu. Inspektorze Wade, nie
było moim zamiarem nikogo krzywdzić. Oczywiście kobieta, która aresztowaliście jest niewinna. Niech
wybaczy mi to, co musiała przeze mnie przejść.

Alan

Foster”

*

Julia

 wyszła  przed  furtkę  więzienia.  Zaczerpnęła  duży  haust  powietrza.  Jakie  było  świeże,  jak

cudownie pachniało. Niedawno musiał padać deszcz, bo chodniki były jeszcze mokre.

Po

drugiej stronie ulicy dostrzegła męża. Był sam, tak ja go prosiła. Nie chciała, żeby w takiej chwili

widzieli ją dzieci albo rodzice. Oni czekali na nią w domu.

Paul

 zobaczył  ją  również.  Szybkim  krokiem  przeszedł  przez  jezdnię.  Julia  też  ruszyła  w  jego  stronę.

Bez  słowa  objęli  się  i  wtulili  w  siebie.  Jak  było  dobrze,  nic  nie  potrzeba  było  mówić.  Czuli  jakby
wracali do siebie z bardzo dalekiej, śmiertelnie niebezpiecznej wyprawy.

Po

 chwili,  Paul  zagarnął  żonę  ramieniem  i  poprowadził  do  samochodu.  Otwierając  drzwi

powiedział;–

 Kiedy

 jechałem  po  ciebie,  przez  miasto  przeszła  potężna  burza.  Zobacz  teraz,  jakie  jest  piękne,

czyste, błękitne niebo.

Koniec.

===bFxoXDpZaFxuCD1YblxtWT9aPwdj V29ePA84CWpZPQk=

background image

Spis treści

Start

===bFxoXDpZaFxuCD1YblxtWT9aPwdj V29ePA84CWpZPQk=

background image

===bFxoXDpZaFxuCD1YblxtWT9aPwdj V29ePA84CWpZPQk=