background image

OPOWIADANIE O LETNIEJ ŁĄCE

JESIE

Ń

:: O

POWIADANIE

::

PORY

 

ROKU

 

PRZEDSZKOLAKA

4

pory roku
przedszkolaka

Wakacje minęły. Słonce nadal grzało, ale jakoś słabiej. Jego światło otaczało wszystko złocistą aureolą. 
Łagodziło krawędzie, rozmazywało kształty. W ogródkach pyszniły się astry i rudbekie, prześcigając się 
ilością kolorów z daliami. Lato zmęczone upałami szykowało sobie pożegnalny bukiet. Ranki wstawały 
mgliste i chłodne. Z zasnutych tumanami łąk słychać było klangor żurawi, które zdawały się zastanawiać 
czy już pora wyruszyć w dal.

Po powrocie z wakacji Kasia zauważyła wiele zmian wokół domu. W sadzie czerwieniły się już jabłka. Pod 
jabłoniami pszczoły, osy i liczne motyle spijały słodki sok z opadłych owoców. Koło drewutni piętrzył się 
stos porąbanych drew. Czekały na jesienną szarugę i mroźne zimowe dni, aby zapłonąć w kominku i ogrzać 
dom.

Las zatracił dawną soczystą zieleń, tu i ówdzie przebłyskiwały żółcie i brązy. Taki las kojarzył się dziew-
czynce z szeleszczącymi liśćmi i grzybobraniem. Jakby na potwierdzenie tego, nad piecem w kuchni          
suszyły się nawleczone na sznurek grzyby. 

Wkrótce nadeszły deszcze. Rzęsiste krople spadały na puste pola, pożółkłe łąki, warzywnik i drzewa. Zie-
mia początkowo piła je chciwe. Wkrótce jednak gleba nasyciła się wilgocią i zaczęły powstawać kałuże. 
Dni stały się szare i posępne. Kasia po lekcjach siadała na ganku i obserwowała podwórze, po którym 
kręciły się zmokłe kury i chyba jedyne zadowolone z takiej zmiany pogody kaczki. Na tle ciemnych chmur 
czasem zamigotało stado ptaków w pośpiechu lecących w sobie znanym kierunku.

Wreszcie któregoś sobotniego ranka powróciło słonce. Okolica perliła się ciężkimi kroplami rosy, które 
zdobiły trawy i sieci pajęcze. Kasia wyskoczyła z łóżka i pobiegła do kuchni.

-  Tato, tato, deszcz ustał. Obiecałeś, że wybierzemy się do lasu na grzyby.

Po śniadaniu we dwójkę maszerowali piaszczystą drogą w stronę ciemnej ściany lasu. Z łąki, na ich widok, 
poderwał się myszołów siedzący na polnej gruszy.  Ociężale poleciał za rzekę. Robiło się coraz cieplej. Na 
skraju lasu stado sikor wraz z raniuszkami przeszukiwało korony drzew. Nad drogą przeleciała najpierw 
jedna sikora, potem dwie następne i jeszcze jedna wraz z raniuszkiem, i jeszcze jedna, i jeszcze ... Kasia 
nie nadążyła policzyć ich wszystkich. Z głębi drzewostanu dał się słyszeć głos dzięcioła czarnego, wśród 
drzew mignęła ciemna sylwetka ptaka.

Przy drodze rósł dorodny dąb. Tato stwierdził, że może mieć aż 300 lat. Razem spróbowali objąć jego pień, 
ale nie zdołali. Pod drzewem leżało mnóstwo żołędzi. Jedne większe, inne mniejsze szczelnie przykrywały 
ziemię. Niedaleko od nich w powietrze zerwała się sójka. Spłoszony ptak trzymał w dziobie żołądź na wi-
dok ludzi wypuścił go i zaskrzeczał ostrzegawczo. Tato wyjaśnił Kasi, że żołędzie stanowią dla sójek przy-
smak i są przez te ptaki ukrywane w różnych miejscach na później. Najczęściej o takich spiżarniach sójki 
zapominają. Jeśli owoce dębu ukryte będą w ziemi mogą zacząć kiełkować i dać początek nowemu drzewu. 
W ten sposób ptaki przyczyniają się do odnawiania lasu i przenoszenia nasion drzew na duże odległości.

Biegając wokół dębu Kasia usłyszała z daleka przeciągły ryk. Zatrzymała się zaciekawiona. Ryk powtórzył 
się cichszy i nieco dalej. Obawy rozwiał tato mówiąc, że to jeleń ogłasza się królem lasu.

prz

OPOWIADANIE O JESIENNYM LESIE

1

background image

JESIE

Ń

:: O

POWIADANIE

 ::

PORY

 

ROKU

 

PRZEDSZKOLAKA

4

pory roku
przedszkolaka

Do tej pory nie mieli szczęścia na grzybobraniu. Wzdłuż leśnej drogi spotkali jedynie muchomory pokry-
te niewielkimi białymi plamkami. Były one jednak niejadalne, więc  pozostawili  je  w  spokoju.  Dopiero            
w brzozowym zagajniku Kasia pierwsza dostrzegła pomarańczowe kapelusze koźlarzy. Rosło ich niezwy-
kle dużo. Sprawnie wykręcali grzyby z ziemi, oczyszczali i wkładali do wiklinowego kosza. Niektóre były 
nadjedzone przez ślimaki, na jednym można było dostrzec nawet ślady zębów. Kasia pokazała  je  tacie,                
a ten wyjaśnił, że posilała się nim wiewiórka. Przed zimą wszystkie zwierzęta starają się zjadać jak najwię-
cej wszelkich dostępnych pokarmów. Gromadzą w ten sposób zapasy tłuszczu pod skórą. Będą one wy-
korzystywane gdy spadnie śnieg i do jedzenia będzie dużo trudniej dotrzeć. Nad ich głowami zaszeleściły 
gałęzie i ruda wiewiórka ukazała się na pniu. W pyszczku trzymała orzech laskowy, Przystanęła na sekundę 
zdziwiona widokiem ludzi, jednak zaraz potem pomknęła dalej, zwinnie skacząc z gałęzi na gałąź.

Jesienny las tętnił życiem. W koronach dębów, brzóz, klonów i sosen odzywały się ptaki. Spłoszone sarny 
z trzaskiem łamanych gałęzi uciekły w gąszcz młodnika. Na środku drogi wokół dużego bajora można było 
dostrzec ślady dzików, jeleni, a nawet borsuka. Zapewne poszukiwał on nory, w której mógłby ułożyć się 
do zimowego snu.

Kasia z tatą postanowili już wracać. Kosz prawie po brzegi wypełniony był koźlarzami,  prawdziwkami          
i maślakami. Na dnie płytkiego wąwozu tato pokazał dziewczynce pień martwego drzewa pokryty niezli-
czoną ilością grzybów. Było tam kilka hub, opieńki i inne gatunki, których nazw nie znał. 

-  Grzyby - tłumaczył - są jednymi z najważniejszych mieszkańców lasu. Niektóre z nich współpracują             
z żyjącymi drzewami dostarczając im potrzebnych składników odżywczych. Inne rosną na martwym drewnie 
rozkładając go i zamieniając w próchnicę. Nie można niszczyć nawet tych, które są niejadalne dla ludzi. 
Bez nich las przestałby istnieć.

-  I są takie smaczne - pomyślała Kasia - Już marzę o zupie grzybowej.

W drodze powrotnej wysoko nad głowami usłyszeli znane sobie dobrze głosy żurawi. Ptaki uformowane  
w klucz leciały na południe. 

 Jednak podjęły decyzję, że już pora - stwierdziła Kasia - Do zobaczenia na wiosnę. Szczęśliwej drogi - 
dziewczynka pomachała im ręką.

OPOWIADANIE O JESIENNYM LESIE

2