background image

 

 

Piosenka dla pani J. 
 

Pani w oczach ma tę piękną radość, 
gdy całuje pani swego chłopca... 
I leciutko muska go spojrzeniem, 
chcąc odnaleźć spokój w dwóch jeziorach... 
 
Pani w oczach ma ten dziwny smutek, 
tylko chwilkę trwa to zapatrzenie, 
jakby za kimś, kto kiedyś odszedł 
i powraca dziś tylko wspomnieniem... 
 
A przecież to dla pani grają walca, 
pani uśmiecha się do kwiatów i do ludzi, 
przytula dziwnych gości do serca, 
napełnia wiarą kruche marzenia. 
 
A przecież to dla pani grają walca, 
pani uśmiecha się do kwiatów i do ludzi, 
przytula dziwnych gości do serca, 
i błądzi z nimi po ich marzeniach. 
 
Nie zapytam pani o życie, 
dobrze wiem, odpowiedzią uśmiech... 
Nie zapytam pani o szczęście, 
przecież są ci kochani ludzie... 
 
Nie zapytam pani o miłość, 
boję się obudzić to spojrzenie... 
 
Gdy się miało szczęście, które się nie trafia, 
czyjeś ciało i ziemię całą, 
a zostanie tylko fotografia, 
to jest... bardzo mało... 
 
Pani w oczach ma ten dziwny smutek, 
tylko chwilkę trwa to zapatrzenie, 
jakby za kimś kto kiedyś odszedł 
i powraca już tylko wspomnieniem... 
 
A przecież to dla pani grają walca, 
to dla pani grają... 
 
 

background image

 

 

Już lustra dźwięk walca powoli obraca 
i świecznik kołując odpływa w głąb sal. 
I patrz: sto świeczników we mgłę się zatacza, 
sto luster odbija snujący się bal. 
 
I pyły różowe jak płatki jabłoni, 
i skry słoneczniki chwiejących się trąb, 
rozpięte szeroko jak krzyże w agonii 
szkło ramion, czerń ramion, biel ramion i rąk. 
 
Naprawdę po ciebie nie sięga dłoń żadna, 
przed lustrem na palcach kołysząc się stań. 
Za oknem jutrzenka i gwiazda poranna 
i dzwonią wesoło dzwoneczki u sań. 
 
Zapomnij... 
Zapomnij! 
 
Nic nie ma prócz jasnej tej sali 
i walca, i kwiatów, i świateł, i ech. 
Świeczników sto w lustrach kołysząc się pali, 
i oczy, i usta, i wrzawa, i śmiech. 
 
Naprawdę po ciebie nie sięga dłoń żadna, 
za oknem jutrzenka i gwiazda poranna, 
i dzwonią wesoło dzwoneczki u sań. 
 
Zapomnij... 
Zapomnij...

 

 
(***...) 
 

Piosenka dla pani J. 

 

Kim  jest  tytułowa,  tajemnicza  pani  J.?    P  a  n  i,  a  nie  współczesna  dziewczyna, 

całująca  swego  chłopca?  To  zapewne  młoda  kobieta,  która  jednak  zdążyła  już  poznać 
całą  gamę  uczuć,    właściwszą  dojrzałej  kobiecie:  słodycz  spełnionej  miłości  i  gorycz 
odtrącenia,  utratę  bliskiej  osoby,  smutek  przemijania.  Paradoksalnie  ta  świadomość 
przemijania  nie  odbiera  jej  pogody  ducha,  ale  powoduje,  że  dostrzega  piękno 
otaczającego świata, wyraża afirmację życiem.  
 

Do  kogo  zwraca  się  podmiot  liryczny,  który  zapewne  można  utożsamić  z 

autorką - Agatą Budzyńską? Tekst piosenki, jak każdy komunikat językowy, ma swego 
nadawcę i odbiorcę. Wydaje się, że kluczem do rozwiązania zagadki są słowa:  
 

Gdy się miało szczęście, które się nie trafia, 
czyjeś ciało i ziemię całą, 

background image

 

 

a zostanie tylko fotografia, 
to jest... bardzo mało... 

 

To dobrze znany chyba wszystkim dorastającym dziewczynom w iersz "zalotnicy 

niebieskiej",  poetki  Marii  Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej  (córki  znanego  krakowskiego 
malarza,  Wojciecha  Kossaka  i  jednocześnie  siostry  Magdaleny  Samozwaniec). 
Starszym  miłośnikom  poezji  śpiewanej  słowa  te  kojarzą  się  z  "Pocałunkami"  w 
wykonaniu Ewy Demarczyk. To ślad fascynacji Agaty tzw. poezją kobiecą, przesyconą 
emocjonalnością  i  erotyką  ("pierwiastek  kobiecości"!).  I  to  zapewne  Maria 
Pawlikowska-Jasnorzewska  jest  adresatką  tego  wyznania.    A  i  wcześniejsze  słowa  tej 
piosenki prawdopodobnie są adresowane do tej poetki:  
 

Nie zapytam pani o życie, 
dobrze wiem, odpowiedzią uśmiech... 
 
Nie zapytam pani o szczęście, 
przecież są ci kochani ludzie... 
 
Nie zapytam pani o miłość, 
boję się obudzić to spojrzenie... 

 

Maria  Pawlikowska-Jasnorzewska  była  znana  z  bujnego  życia  uczuciowego  (nie 

zawsze  szczęśliwego),  co  pięknie  umiała  wyrazić  w  swych  przepojonych  erotyką 
wierszach.  W  okresie  Dwudziestolecia  Międzywojennego  było  to  swoistym  novum. 
Niestety,  nie  wiemy,  kiedy  powstał  ten  tekst  Agaty,  ale  zapew ne  uprawnione  jest 
myślenie, że pochodzi z późniejszego, słodko-gorzkiego okresu jej twórczości. 
 

Tylko  jak  potraktować  drugą  część  tekstu  piosenki  Agaty  Budzyńskiej,  jeśli  to 

fragment wiersza Czesława Miłosza pt. „Walc”? 

 

Już lustra dźwięk walca powoli obraca  
I świecznik kołując odpływa w głąb sal.  
I patrz: sto świeczników we mgłach się zatacza,  
Sto luster odbija snujący się bal.  
 
I pyły różowe jak płatki jabłoni,  
I skry, słoneczniki chwiejących się trąb.  
Rozpięte szeroko jak krzyże w agonii  
Szkło ramion, czerń ramion, biel ramion i rąk.  
 
I krążą w zmrużone swe oczy wpatrzeni,  
A jedwab szeleści o nagość, ach cyt...  
I pióra, i perły w huczącej przestrzeni,   
I szepty, wołanie, i zawrót i rytm.  
 
Rok dziewięćset dziesięć. Już biją zegary,  
Lat cicho w klepsydrach przesącza się piach.  

background image

 

 

Aż przyjdzie czas gniewu, dopełnią się miary  
I krzakiem ognistym śmierć stanie we drzwiach.  
 
 
A gdzieś tam daleko poeta się rodzi.  
Nie dla nich, nie dla nich napisze ich pieśń.  
Do chat drogą mleczną noc letnia podchodzi  
I psami w olszynach zanosi się wieś.  
 
Choć nie ma go jeszcze i gdzieś kiedyś będzie,  
Ty, piękna, nie wiedząc kołyszesz się z nim.   
I będziesz tak tańczyć na zawsze w legendzie,  
W ból wojen wplątana, w trzask bitew i dym.  
 
Stań tutaj przy oknie i uchyl zasłony,  
W olśnieniu, widzeniu, na obcy spójrz świat.  
Walc pełznie tu, liśćmi złotymi stłumiony  
I w szyby zamiecią zimowy dmie wiatr.  
 
Lodowe pole w blasku żółtej zorzy  
W nagle rozdartej nocy się otworzy  
Tłumy biegnące wśród śmiertelnej wrzawy,  
Której nie słyszysz, odgadujesz z ust.  
 
Do granic nieba sięgające pole  
Wre morderstwami, krew śniegi rumieni,  
Na ciała skrzepłe w spokoju kamieni  
Dymiące słońce rzuca ranny kurz.  
 
Jest rzeka na wpół lodami przykryta  
I niewolnicze na brzegach pochody,  
Nad siną chmurą, ponad czarne wody  
W czerwonym słońcu, błysk bata.  
 
Tam, w tym pochodzie, w milczącym szeregu,  
Patrz, to twój syn. Policzek przecięty,   
Krwawi. On idzie, małpio uśmiechnięty,  
Krzycz! W niewolnictwie szczęśliwy.  
 
Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica,  
Za którą się uśmiech pogodny zaczyna,  
I mija tak człowiek, i już zapomina,  
O co miał walczyć i po co.  
 

background image

 

 

Jest takie olśnienie w bydlęcym spokoju,  
Gdy patrzy na chmury i gwiazdy, i zorze,  
Choć inni umarli, on umrzeć nie może  
I wtedy powoli umiera.  
 
Zapomnij. Nic nie ma prócz jasnej tej sali   
I walca, i kwiatów, i świateł, i ech.  
Świeczników sto w lustrach kołysząc się pali,  
I oczy, i usta, i wrzawa, i śmiech.  
 
Naprawdę po ciebie nie sięga dłoń żadna,  
Przed lustrem, na palcach unosząc się, stań.  
Na dworze jutrzenka i gwiazda poranna,  
I dzwonią wesoło dzwoneczki u sań. 
 
1942, Warszawa  

 

To  truizm,  że  poeci  korzystają  z  dorobku  swoich  poprzedników  w  sposób 

bardziej  lub  mniej  świadomy,  nawiązują  do  znanych  motywów.  Ale  w  tym  wypadku 
mamy  do  czynienia  z  dosłownym  "wkopiowaniem"  sporego  fragmentu  wiersza 
Czesława  Miłosza  w  tekst  piosenki.  Powstaje  pytanie,  kogo  uznać  za  autora  tekstu 
piosenki, bo na pewno nie wyłącznie Agatę. Gdyby posłużyć się maksymą T. S. Eliota, 
że  zły  poeta  naśladuje,  dobry  -  kradnie,  rzecz  byłaby  załatwiona.  Ale  wyrobiony 
literacko  słuchacz  dostrzega  "pęknięcie"  w  tekście  piosenki.  Wraz  ze  słowami:  "Już 
lustra dźwięk walca powoli obraca" wyraźnie odczuwamy przyspieszenie; rytm wiersza 
staje  się  melodyjny,  harmonijny,  słowa  wirują  w  rytmie  walca,  co  podkreślają  
naprzemienne  rymy  męskie  i  żeńskie.  W  tym  fragmencie  czuć  rękę  poety  najwyższej 
próby,  czego  nie  daje  się  powiedzieć  o  początkowym  fragmencie  tekstu  piosenki, 
obfitującym  w  „watę  słowną”.  Uczucia  ludzkie  trudno  wartościować,  ale  kunszt  słowa 
poetyckiego  –  jak  najbardziej.  Agata,  absolwentka  filologii  polskiej  na  KUL-u, 
zapewne  miała  świadomość  własnych  ograniczeń  w  tym  względzie,  dlatego  często 
sięgała po utwory  najlepszych poetów, takich jak Krzysztof  Kamil Baczyński, ks. Jan 
Twardowski, Edward Stachura czy Halina Poświatowska.   
 

A co do głosów krytyki jej twórczych poczynań... Cóż... Przychodzi mi na myśl 

dowcipne  powiedzenie  zapomnianego  już  dziś  Artura  Sandauera:  Krytyk  jest  jak 
impotent; wie jak, ale sam nie potrafi!.
 
 

 

Ika