WOLNA CZY SPOLECZNA GOSPODA, Inne


,,WOLNA" CZY ,,SPOŁECZNA" GOSPODARKA RYNKOWA

KILKA UWAG NA TEMAT ,,POLSKIEJ DROGI" DO RYNKU

Bodaj jesienią 1992 roku ukazał się w ,,Gazecie Wyborczej" artykuł Ernesta Skalskiego, w którym autor starał się opisać i poddać pewnym uogólnieniom reakcje Polaków na dokonujące się w naszym kraju przekształcenia gospodarcze. Nie pamiętam tytułu tekstu Skalskiego, utkwił mi w pamięci podtytuł: ,Nikt nam nie powiedział, że teraz będzie kapitalizm". Wyrażał on głównę tezę autora: polskie społeczeństwo przez wiele lat trwając w mniejszym lub większym, czynnym lub tylko biernym oporze wobec realnego socjalizmu, niezbyt wyraźnie wyobrażało sobie, co nastąpi, kiedy ów opór odniesie skutek; jaka będzie Polska ,,po upadku komunizmu". Wiedzieliśmy dość ogólnie, że na Zachodzie jest demokracja i pluralizm polityczny, że nie ma tam cenzury a ludzie mogą swobodnie podróżować, paszporty trzymając we własnej szufladzie. Wiedzieliśmy też, że mają tam gospodarkę, w której pracownicy lepiej zarabiają niż u nas i cieszą się wyższym standardem życiowym; jeżdżą lepszymi samochodami, mają ładniejsze mieszkania, sklepy pełne są towarów, a uczciwa praca jest opłacalna. Nic dziwnego, iż tego wszystkiego pragnęliśmy także dla siebie. Na pytanie: dlaczego tego nie ma u nas, a tam jest? -- mieliśmy prostą odpowiedź. Ponieważ tam nie ma, a u nas jest realny socjalizm.

Była to odpowiedź prawdziwa, ale i niepełna. Z drugiej strony bowiem w krajach tych występuje zjawisko bezrobocia i w pewnych kryzysowych sytuacjach jego rozmiary są duże; ludzie w poszukiwaniu pracy muszą o nią konkurować z innymi, a na sukces finansowy i pozycję zawodową trzeba ciężko zapracować. Do tego należy jeszcze dodać fakt być może najważniejszy: społeczeństwa wysoko rozwinięte zanim osiągnęły obecny dobrobyt, przebyły do niego długą i uciążliwą drogę. W 1946 roku Edmund Osmańczyk, wówczas polski korespondent podróżujący po terytorium Niemiec, pisał: ,,Przy tych racjach żywnościowych i przy tych pensjach, jakie otrzymują dziś Niemcy, śmiem twierdzić, żaden Polak nie chciałby pracować. A tymczasem Niemcy pracują. Konduktor tramwajowy w Berlinie otrzymuje dwieście czterdzieści marek miesięcznie, kiedy jeden papieros na czarnym rynku kosztuje dziesięć marek, a funt masła czterysta. Konduktor tramwajowy w Berlinie żyje jednak wyłącznie z pensji i z tego, co otrzymuje na kartki (około tysiąca ośmiuset kalorii dziennie)". Oczywiście, przyszłość berlińskiego konduktora tramwajowego w dużej mierze zależała od tego, w której części Berlina mieszkał. Jego pracowitość, oszczędność i zdyscyplinowanie potrzebowały wsparcia ze strony racjonalnej polityki gospodarczej. Jak słusznie zauważył Michael Novak: ,,Szybki rozwój ekonomiczny jest sprawą systemu. Ludzie zdolni są do twórczości wszędzie, na całej ziemi. Jednak systemy, które wyzwalają tę twórczość, nie są już tak powszechne".

W Polsce przechodzimy od jednego systemu, który okazał się nieefektywny, do systemu nowego. Kiedy jesienią 1989 roku premierem został Tadeusz Mazowiecki, tekę wicepremiera i ministra finansów objął Leszek Balcerowicz, który proponował drogę do nowego systemu; system ten -- gwarantujący wolność obywateli w dziedzinie politycznej i gospodarczej - miał z kolei umożliwić osiągnięcie sukcesu poszczególnym ludziom i rodzinom. Wolność gospodarcza to nie to samo, co dobrobyt, choć - jak wiadomo - istnieje między nimi związek. W swojej książce Wolność i rozwój (Kraków 1995) Balcerowicz pisał: ,,Koncepcja docelowego systemu była oparta na założeniu, że uzyskaną w 1989 r. wolność polityczną należy wykorzystać w celu wprowadzenia w Polsce takiego ustroju, który spośród wszystkich empirycznie możliwych stwarza najlepsze warunki dla szybkiego, długofalowego rozwoju gospodarczego. To naczelne kryterium w połączeniu ze znajomością nowoczesnej teorii neoinstytucjonalnej oraz doświadczeń rozmaitych realnych systemów gospodarczych pozwalało na określenie głównych cech docelowej gospodarki. Powinna ona być: makroekonomicznie stabilna, zdecydowanie prywatno-rynkowa, konkurencyjna, zorientowana na świat zewnętrzny, z elastycznym rynkiem pracy" (s. 386). Nie chodziło więc o znalezienie jakiejś szczególnej polskiej drogi rozwoju gospodarczego, lecz o zastosowanie rozwiązań dobrze sprawdzonych w innych krajach. Docelowy porządek powinien charakteryzować się dwoma podstawowymi cechami: pobudzać szybki rozwój gospodarczy oraz zapewniać możliwie największą równość szans wszystkim obywatelom, co wyraża się w postulacie swobodnego udziału w życiu gospodarczym.

Balcerowicz zwraca uwagę, że pewna liberalizacja polityczna, jaka nastąpiła w Polsce tuż przed 1989 r. odbyła się kosztem gospodarki (hiperinflacja), inaczej niż np. w Czechosłowacji i na Węgrzech. ,,Masa pieniądza (broad money) powiększyła się w 1988 r. o 63 proc., w 1989 r. o 615 proc. Odpowiednie liczby dla dwóch ostatnich lat przed początkiem reform wynosiły w Czechosłowacji 3,5 proc. i 0,5 proc.; na Węgrzech 17 proc. i 29 proc. [...] W I kwartale 1989 r. płace były o 120 proc. wyższe niż rok wcześniej, a później wzrost ten uległ jeszcze przyspieszeniu. Upadkowi socjalistycznego systemu politycznego w polsce towarzyszyła destrukcja makroekonomicznej dyscypliny" (s. 383). Program transformacji gospodarczej realizowany przy takim dziedzictwie polegał na uruchomieniu trzech mechanizmów. Pierwszym był proces stabilizacji polskiej gospodarki realizowany głównie poprzez politykę monetarną powstrzymującą hiperinflację. Towarzyszył mu proces liberalizacji, czyli wycofywania wpływu aparatu administracji państwowej na szczegółowe decyzje gospodarcze. W ten sposób wyniki finansowe przedsiębiorstw zaczęły nabierać rzeczywistej wartości informacyjnej o ich kondycji. Trzecim, najbardziej złożonym, procesem była (i jest) głęboka przebudowa instytucjonalna, czyli likwidacja struktur typowych dla gospodarki socjalistycznej i tworzenie instytucji typowych dla nowoczesnej gospodarki wolnorynkowej (banki, giełda, samorząd). Trzy powyższe procesy można było uruchamiać powoli i stopniowo, bądź szybko i wszystkie naraz. Plan Balcerowicza opierał się na wyborze drugiego wariantu, na czym polegał jego osławiony i krytykowany przez niektórych radykalizm.

Jako alternatywę dla zbyt liberalnej, w opinii niektórych, drogi rozwoju polskiej gospodarki wyznaczonej planem Balcerowicza proponuje się czasem tzw. społeczną gospodarkę rynkową. ,,Termin 'społeczna gospodarka rynkowa' -- pisze Balcerowicz -- zrobił w Polsce w ostatnich latach w debatach o gospodarce wielką karierę. Obawiam się jednak, że tej popularności nie towarzyszy zrozumienie, skąd się on wziął i co pierwotnie oznaczał. Słowo 'społeczna' wywołuje natomiast zapewne emocjonalne przeświadczenie, że chodzi o zasadniczo odmienny, a przez to lepszy, typ gospodarki niż wolnorynkowy kapitalizm" (s. 295). Do hasła społecznej gospodarki rynkowej odwoływał się także rząd T. Mazowieckiego, mieliśmy zatem pewną niejasność w łonie samego rządu. Odwołanie to ma oznaczać z jednej strony nawiązanie do nauczania społecznego Kościoła katolickiego, z drugiej zaś do sukcesu gospodarczego Republiki Federalnej Niemiec po II wojnie światowej, gdyż właśnie w tym kraju wymyślono i wprowadzono w życie koncepcję społecznej gospodarki rynkowej. Kiedy jednak sięgniemy po publikacje autorów z wymienionych wyżej kręgów, to trzeba przyznać wiele racji spostrzeżeniu Balcerowicza, iż termin ,,społeczna gospodarka rynkowa" nie znajduje w nich jakiegoś szerszego opisu, z którego moglibyśmy się dowiedzieć, na czym ten typ gospodarki miałby polegać i czym istotnie miałby się różnić od gospodarki wolnorynkowej. Żeby nie być gołosłownym: w Słowniku katolickiej nauki społecznej pod red. W. Piwowarskiego (Warszawa 1993) przy haśle ,,społeczna gospodarka rynkowa" widnieje jedynie odsyłacz do hasła ,,interwencjonizm" (s. 160).

Takie utożsamienie społecznej gospodarki rynkowej z doktryną interwencjonizmu wydaje się nieuprawanione i mylące. Nb. w Centesimus annus czytamy: ,,Interweniując bezpośrednio i pozbawiając społeczeństwo odpowiedzialności, państwo opiekuńcze powoduje utratę ludzkich energii i przesadny wzrost publicznych struktur, w których -- przy ogromnych kosztach -- raczej dominuje logika biurokratyczna, aniżeli troska o to, by służyć korzystającym z nich ludziom" (nr 48). Ostrożność wobec interwencji ze strony państwa jest tu związana z krytyką państwa opiekuńczego, ściśle związanego z doktryną interwencjonizmu. Balcerowicz pisząc o problemie utrzymania dyscypliny finansowej wobec przedsiębiorstw nie wyklucza interwencji państwa, lecz pisze o niej bardzo ostrożnie ,,im bardziej państwo angażuje się w szczegółową interwencję, tym bardziej miękkie jest ograniczenie finansowe przedsiębiorstw i tym bardziej chwiejna stabilizacja gospodarki" (s. 387).

Czym jest społeczna gospodarka rynkowa, zwłaszcza w wydaniu niemieckim, stara się L. Balcerowicz odpowiedzieć swym adwersarzom w rozdziale ,,Niemcy: od gospodarki 'społecznej' do 'przedsocjalizowanej'". Jak stwierdza w nim autor: ,,koncepcję 'społecznej gospodarki rynkowej' wylansowali [...] wybitni ekonomiści... l i b e r a l n i: Walter Eucken, Wilhelm Roepke, Alfred Mueller Armack (autor samego terminu)" (s. 294). Pierwotna formuła Mueller Armacka brzmiała: freie oder soziale Marktwirtschaft i nie przeciwstawiała gospodarki ,,społecznej" gospodarce ,,wolnej". Chodziło raczej o zwrócenie uwagi na to, że gospodarka jest wolna wówczas, gdy jest społeczna w tym sensie, iż jest niezależna od szczegółowych decyzji państwa a oddana w ręce społeczeństwa. Według tej koncepcji ,,rola państwa miała głównie polegać na stanowczym przeciwdziałaniu monopolom, dbałości o środowisko naturalne", prymacie ,,całościowej polityki kształtowania sprzyjających instytucjonalnych i monetarnych warunków dla prywatnej inicjatywy i konkurencyjnego rynku nad odcinkowym interwencjonizmem" oraz prymatem ,,rozwoju nad redystrybucją" (s. 295). Zarówno Eucken, jak i Ludwig Erhard (minister gospodarki RFN) byli przeciwni rozwiniętemu państwu opiekuńczemu. Szeroko rozbudowane świadczenia socjalne pojawiły się w Niemczech znacznie później, zasadniczo już po ,,cudzie gospodarczym", a można odnieść wrażenie, że to z nimi właśnie bardzo często kojarzy się w Polsce zarówno niemiecki ,,cud gospodarczy", jak i ,,społeczną gospodarkę rynkową".



Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
wolna czy spoleczna gospodarka rynkowa (3 str), Ekonomia, ekonomia
Społeczne i gospodarcze problemy II Rzeczypospolitej, XX wiek, Polska - Kaczmarek (PWN 2010), Inne
3Ubezpieczenie społeczne a gospodarcze PANKOU
Rozwój społeczno-gospodarczy państw świata. Mierniki rozwoju gospodarczego, usługi i komunikacja
7 2 Mierniki poziomu rozwoju spoleczno gospodarczego
Przemiany społeczno gospodacze XIX w II gim
Solv zad, Inne, Nauka, Nauka - Studia, Ekonomia, Informatyka gospodarcza, Inne materiały z internetu
Przedsiębiorca i jego rola w życiu społeczno gospodarczym
Ruchy społeczne, pedagogika i inne
GENEZA PRAWA GOSPODARCZEGO , Inne
Sytuacja społeczno gospodarcza w okresie średniowiecza
HISTORIA SPO ECZNO5, HISTORIA SPOŁECZNO - GOSPODARCZA
Mikroekonomia - ściąga, Ekonomia to nauka, która analizuje, w jaki sposób społeczeństwo gospodaruje
Polityka gosp. III, Tomidajewicz, ściąga do poprawki , TEORIA SPOŁECZNEJ GOSPODARKI RYNKOWEJ
PSIG, III semestr, Polityka społeczna i gospodarcza
Prawo pracy skrypt, Politologia UAM 2013-2016, Semestr IV, Prawo pracy i ubezpieczeń społecznych - S
SOLVERx, Inne, Nauka, Nauka - Studia, Ekonomia, Informatyka gospodarcza, Inne materiały z internetu,

więcej podobnych podstron