Dilten i jego brat popatrzyli z gniewem na Burito. Dilten syknął, już nie takim ciepłym głosem jak wcześniej:

-Byliśmy tak blisko...

Łatka zamrugała nerwowo.

-Co to znaczy, Dilten?

Kocur roześmiał się.

-Tak, to prawda tylko za wcześnie wyszła na jaw...

Puszek odwrócił się. Usłyszał szept w krzakach.

-Uwaga!!

Szybko skoczył na Bellę, ocaliwszy ją przez pazurami Tonii, właśnie na nią skaczącej. Z krzaków wyszli pozostali: Fliko, Lisa...

Łatka i Buria patrzyły na nich, jak porażone... Myślały, że oni sobie już odpuścili, zabijając rodzeństwo...

Fliko, jakby czytał w ich myślach.

-Myśleliście sobie, że już macie spokój?

Roześmiał się i dodał:

-Dziś rozegramy to ostatecznie. Nie boimy się waszej Yyy... "przewagi liczebnej" -jesteśmy silni, wyuczeni i damy sobie radę z dwoma kocurami, dwójką starszych kotów, oraz trzema kocicami... Haha!!

-Ataaaak! -Wrzasnęła Tonia donośnie.

Fliko skoczył na Togo, Lisa na Bellę. Łatka przeraziła się, i razem z Burią pobiegły w stronę kotłowni.

Tonia oderwała się na chwilę od Rity i uśmiechnęła się mściwie.

-Aha! Mam was...

I pobiegła za nimi.

-Musimy znaleźć kogoś, do pomocy... -Łatka cała drżała. Nie tak bardzo jednak jak wrażliwa Buria, która przytuliła się do niej i szepnęła:

-Boję się, siostro...

Zaczął padać deszcz. Usłyszały grzmoty. Łatka zacmokała z niechęcią.

-Oho, burza...

-Co za piękne tło dla tej chwili...

Kotki odwróciły głowy. Za nimi stała Tonia, szczerząc zęby mściwie. Krzyknęły przerażone.

-Rozdzielmy się! -Poleciła Łatka.

Obie pobiegły w dwóch różnych kierunkach. Łatka odwróciła głowę. Spostrzegła kątem oka, że Tonia biegnie za nią. Odetchnęła z ulgą-Buria była wolniejsza i słabsza od niej...

Zatrzymała się pod kasztanowcem. Ślepa uliczka.

-I to koniec twojej podróży... -Warknęła czarna kotka.

Zaczęła przybliżać się do kotki. Łatka szybko wdrapała się po kasztanowcu i wskoczyła na garaż. Potem na ten wyższy obok niego, i kolejny..

Zeskoczyła po drugiej stronie i uciekła dalej, czując wciąż za sobą oddech przeciwniczki.

W tym momencie spostrzegła Burię. Tonia też ją ujrzała i puściła się do niej pędem.

-Ahhh!! -Krzyknęła bura kotka przerażona.

Tonia wskoczyła na nią. Łatka szybkim ruchem znalazła się przy nich i sypnęła mokrym żwirem prosto w pyszczek Tonii. Kotka puściła Burię, ocierając oczy. Za krótko to jednak trwało-z jeszcze większą wściekłością Tonia zaczęła ścigać dwie siostry.

Łatka wdrapała się na jeden z gołębników, Buria tymczasem uciekła...

Łatka przeraziła się. To niemożliwe...

Tonia wybuchnęła gromkim śmiechem.

-I to jest siostra... Zostawiająca drugą w opałach... Co za tchórz!

TRACH!!!!

Pod gołębnikiem trafił piorun. Sucha trawa w mgnieniu oka stanęła w płomieniach.

Tonia weszła na budynek z Łatką. Miała już plan...

Zaczęła iść ku kotce, więc ta cofała się. Poczuła wtem żar za plecami... Za blisko... Ognia! Już wiadomo, o co chodzi przeciwniczce..!

Kotka uskoczyła w bok, ku zdziwieniu Tonii.

-Nie wykiwasz mnie! -Stwierdziła.

Tonia miała już dosyć tej zabawy. Wskoczyła na naszą bohaterkę. Zaczęły się szarpać, niebezpiecznie zbliżając do krawędzi.

Łatka poczuła, że Tonia wbija jej pazury w nogę. Wrzasnęła głośno, lecz jej wrzask zagłuszył kolejny grzmot.

Płomienie rozprzestrzeniały się, chwilę potem cały teren stał w ogniu. Nie ma ucieczki-śmierć lub życie...

Zęby Toni wbiły się w ogon Łatki, gdy próbowała się wyrwać. Zdesperowana natychmiast oddała córce Nessy ugryzieniem w plecy. Tonia natomiast przygniotła ją do mokrego dachu i podrapała mocno w pyszczek. Łatka poczuła gorącą krew, płynącą po jej twarzy.

Tonia popchnęła kotkę, która w tym momencie zawisła nad ogniem. Chwyciła ją za łapy. Łatka z przerażeniem spojrzała w uradowane oblicze kocicy, która powiedziała z mściwą satysfakcją:

-I co? Załatwiam was partiami-kiedyś dwójka z was, dziś też tak się stanie... Tę Burię dorwę w mgnieniu oka... No, i może załatwię też tego biało czarnego kota...

Łatka słysząc o Burii i Puszku spięła w sobie wszystkie mięśnie i mimo uścisku wroga, wyskoczyła z powrotem na dach gołębnika.

Tonia zdziwiła się. Łatka zmarszczyła brwi i orzekła;

-Nie pozwolę ci skrzywdzić rodziny!

-I co teraz, zabijesz mnie?

Łatka skrzywiła się.

-Nie. To poniżej mojej godności...

Tonia z powrotem skoczyła na nią. Łatka odepchnęła ją. Tonia poślizgnęła się i zawisła tam, gdzie Łatka przed chwilą.

Łatka tymczasem nie chciała jej śmierci. Pobiegła do niej, lecz w innych intencjach.

-Chwyć się moich łap!

-NIE! -Prychnęła Tonia, choć niepewnie.

-Chcesz umrzeć?! -Spytała Łatka.

Tonia westchnęła i złapała się łap przeciwniczki. Jedna natychmiast się ześlizgnęła.

-AH! -Wrzasnęła kotka. Łatka zadrżała.

-Trzymaj się mocniej! -Poleciła.

Tonia zebrała swe siły i chwyciła się ponownie. Wtedy stało się coś zupełnie nieoczekiwanego..

TRACH!

Piorun uderzył w dach. Huk spowodował, że Tonia puściła się.

-Nie! -Jęknęła biało bura kotka.

Cisza.

Łatka tymczasem przeraziła się też o siebie. Dym sprawił, że zaczęła się krztusić. Poczuła, że odpływa...


-Łatka??

Kotka otworzyła oczy. Była wciąż na gołębniku, ogień jednak był już dużo mniejszy.

-Czy wszystko dobrze? -Pytał Puszek zaniepokojony. -Pokonaliśmy tamtych, nikt nie ucierpiał, choć wszyscy jesteśmy trochę ranni-wskazał na naderwany ogon.

-Buria nas powiadomiła. -Wyjaśniła jej matka. -A gdzie Tonia?

Łatka rzuciła się w objęcia matki i zaczęła płakać.

-Tak się bałam...!