Pod posępną panoramą miast,
Bez przyczyny w wolnej chwili,
Tak zwyczajnie…
Za pomarańczowym łukiem dnia,
W gęstej nocy mruczy czas…
Leśny mądry dziad,
Wiśniową fajkę pyka
Granatowe pękło niebo,
Nad kipiącą katastrofa gwiazd…
Warknął jak pies?
Na srebrzystej sprężynce drżący czas,
Pełną grozy dusznością,
Splątał myśli staruszkowi
Zaniepokoiło się miękkie, stare serce,
W głowie mąci przebarwiona latem noc,
Rzadko starość znużoną nawiedza…
Jak z mgieł srebrnych…
Jak echo markotne,
Gołębie z dachów zleciały,
Ruchomy kożuch,
Gęsty kocioł,
Kipiący gar,
Dymiące chaty
A szkoda bo tak fajnie?,
Zapowiadał się wieczór,
Miałem tyle brudnych myśli,
Ukradzionych sąsiadowi,
Miałem malinowe słowa,
Nie wiedziałem, co z tym zrobić,
Aaa…
Wielkim długopisem spisałem,
Bezkrytycznie i beztrosko,
Myśli lekkie i bezwonne,
Tak jak przedwiosenny wiatr.