UZDROWIENIE WEWNĘTRZNE - ZNAKI ZAPYTANIA

Napisał ALEKSANDRA KOWAL

„Nie płaczę już nad sobą, nad mymi ranami”…

(słowa pieœni Błogosławiona wina

z I kasety Wspólnoty Miłoœci Ukrzyżowanej

pt. Dotyk ognia)

Istnieje dzisiaj w œrodowiskach charyzmatycznych praktyka nazywana uzdrawianiem wewnętrznym. Polska Odnowa w Duchu Œwiętym poœwięca mu nawet specjalną stronę internetową[1]. Organizuje się rekolekcje uzdrowienia wewnętrznego, modlitwy i kursy. Wydano wiele książek i publikacji na ten temat. Można œmiało powiedzieć, że to zjawisko przybrało postać potężnego ruchu. Chciałabym zastanowić się nad przydatnoœcią tej praktyki dla chrzeœcijańskiej duchowoœci.

Postać założycielki

Książka dr Jane Gumprecht Abusing Memory (Przeklęta pamięć) przedstawia historię ruchu oraz ujawnia jego założycielkę, Agnes Sanford.

Nowy międzynarodowy słownik ruchów pentekostalnych i charyzmatycznych podaje na jej temat między innymi następujące informacje: „Agnes Mary SANFORD (1897-1982), prekursorka posługi uzdrawiania (healing ministry). Córka prezbiteriańskich misjonarzy, Agnes White, spędziła młodoœć w Chinach, oprócz lat szkoły œredniej, które spędziła w USA. Wyszła za mąż za episkopalnego duchownego, Edgara Sanforda, w 1923 roku, w roku 1925 razem wrócili do Stanów Zjednoczonych.

Zainteresowanie pani Sanford uzdrawianiem rozwinęło się, gdy sama została uzdrowiona z przewlekłej depresji. Studiując Pismo, odkryła u siebie dar uzdrawiania. Jej posługa na szerszą skalę rozpoczęła się, gdy w 1947 r. została wydana jej pierwsza książka, The Healing Light (Uzdrawiające œwiatło), która stała się bestsellerem. Około 1953-54 Sanford przeżyła ostateczne umocnienie w Duchu Œwiętym i wtedy po kontakcie z charyzmatykami otrzymała dar języków. Sanford była główną prekursorką uzdrawiania pamięci, co dla niej było tym samym, co odpuszczenie grzechów”[2].

Jeżeli samo pojęcie uzdrowienia wewnętrznego oraz pomysł takiej praktyki zrodził się dopiero 50 lat temu, to NIE MOŻE mieć, jak się wydaje, swoich Ÿródeł w Piœmie Œwiętym, Tradycji i nauce Koœcioła. Jednak ciężar obowiązku znalezienia takich Ÿródeł pozostawiam zwolennikom i znawcom tego ruchu.

Definicja uzdrowienia wewnętrznego

Na czym, w istocie, polega uzdrawianie wewnętrzne (inner healing)? Na stronie Odnowy w Duchu Œwiętym poœwięconej uzdrowieniu wewnętrznemu znajdujemy kilka definicji tego procesu. Autor strony, Wojciech Godlewski, za najciekawszą uważa definicję podaną przez Jima McManusa. Według McManusa uzdrowienie wewnętrzne jest:

„przeżyciem uzdrawiającej miłoœci Boga, przez co dana osoba uœwiadamia sobie, że jest kochana (uzdrowienie obrazu samego siebie), że jest zdolna kochać i przebaczać (uzdrowienie relacji), że może dziękować Bogu nawet za trudne doœwiadczenia ze swej przeszłoœci, z wdzięcznoœcią korzystając z nich w teraŸniejszoœci (uzdrowienie pamięci)”[3].

Wojciech Godlewski komentuje tę definicję następująco: „[…] uzdrowienie obejmuje trzy etapy. Najpierw poznajemy prawdę o samym sobie, że jesteœmy kochani i akceptowani przez Boga. Następnie przebaczenie, które otrzymujemy od Boga, przekazujemy innym osobom. Na koniec łaska uzdrowienia pamięci daje nam siłę do wyrażania wdzięcznoœci Bogu za wszystkie wydarzenia dotychczasowego życia”.

Zacieranie prawdy o grzechu

Prawda o miłoœci Bożej względem człowieka stanowi pierwszą, pozytywną częœć orędzia wiary. Jednak istnieje też jego częœć druga - negatywna. Takie ujęcie kerygmatu zaciera prawdę o grzesznoœci człowieka i koniecznoœci wyznania grzechów. Właœnie dla Agnes Sanford uzdrowienie pamięci, czyli przyjęcie miłoœci Bożej, było tym samym, co przebaczenie grzechów, ale nam, katolikom, nie wolno zapomnieć, że odpuszczenie grzechów następuje przede wszystkim poprzez chrzest, a grzechy popełnione po chrzcie trzeba wyznać: z ciężkich grzechów oczyszcza nas Chrystus w sakramencie pojednania, grzechy powszednie wystarczy wyznać np. podczas spowiedzi powszechnej albo prywatnie przed Bogiem.

Jedynym prawdziwym zranieniem człowieka, o którym mówi Biblia, jest rana grzechu. A jedynym uzdrowieniem z grzechu jest wyznanie grzechów, pokuta i nawrócenie. Wiele przytoczonych na stronie Odnowy definicji istotnie to podkreœla, ale nieporozumienia pojawiają się, gdy ten aspekt pozostanie pominięty, jak np. w definicji McManusa.

Charakterystyczny dla osób zajmujących się uzdrawianiem wewnętrznym pogląd: „Brak miłoœci własnej jest korzeniem każdego grzechu”[4], który zaczerpnęłam z książki braci Dennisa i Matthew Linnów.

Natomiast Pismo Œwięte ma inną diagnozę, np. taką: „korzeniem wszelkiego zła jest chciwoœć pieniędzy” - a więc upadła natura ludzka (1 Tm 6,10).

Psychologia opisująca uzdrowienie wewnętrzne zamazuje poczucie grzechu, mówiąc o akceptacji samego siebie. Stara się w ten sposób usunąć poczucie winy, które drąży grzesznika, i powinno go drążyć, jeœli nie jest pozbawiony sumienia. Na czym oparty jest pogląd, że człowiek powinien akceptować samego siebie?

Psychologia taka uczy: Czy nasz Pan nie powiedział, że przede wszystkim trzeba miłować samego siebie? - powołując się na słowa Ewangelii według œw. Marka: „Będziesz miłował bliŸniego swego jak siebie samego” (Mk 12,31). Wielu rozumie to w ten sposób, że przede wszystkim należy kochać swoją osobę. Np. Philippe Madre napisał książkę pt. Najpierw pokochaj siebie[5]. Czy Jezus rzeczywiœcie nakazał nam miłować samego siebie? NIE! On nie powiedział: „Będziesz miłował samego siebie”, On powiedział: „Będziesz miłował bliŸniego swego”. To drugiego człowieka nakazuje miłować Jezus. I mało że „jak samego siebie” (to był cytat ze starotestamentowego Prawa - Kpł 19,18), ale tak, jak On nas umiłował, czyli aż do ofiary z życia, znacznie bardziej niż samego siebie (por. J 15,12). Co więc oznacza to „jak samego siebie” w tym przykazaniu? Otóż to znaczy to samo, co zostało nazwane przez redaktorów Pisma Œwiętego „złotą zasadą postępowania”: „Wszystko więc, co byœcie chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie” (Mt 7,12).

O miłoœci samego siebie nie ma wiele w Nowym Testamencie, tyle że: „nigdy nikt nie odnosił się z nienawiœcią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje” (Ef 5,29). To odnosi się do ciała, natomiast na temat duszy słowa Pisma są o wiele bardziej twarde: „Jeœli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiœci swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem” (Łk 14,26). A więc chodzi o pewne oderwanie się nie tylko od więzów krwi, ale również od swojego Ja. Punkt ten budzi zwykle wielki sprzeciw, tak bardzo jesteœmy przywiązani do myœli, że powinniœmy siebie samego kochać, np. dlatego, że człowiek jest wspaniałym dziełem Boga obdarzonym przez Niego godnoœcią i chwałą (por. np. Ps 8,5-9; Ps 139,14), a chrzeœcijanin w sposób specjalny posiada godnoœć dziecka Bożego i stanowi œwiątynię Ducha Œwiętego (por. np. Rz 8,16-18; 1 Kor 6,19). Jednak wysławianie wielkich dzieł Bożych to nie to samo, co zachwyt dla swojej własnej osoby. Gdyby nie wiem jak usiłować tłumaczyć i obłaskawiać przytoczoną wypowiedŸ Jezusa z Ewangelii według œw. Łukasza, w żaden sposób nie uda się słowa NIENAWIŒĆ zamienić na słowo MIŁOŒĆ.

Wydaje się, że psychologia tego rodzaju niepostrzeżenie zamieniła ewangeliczny nakaz miłoœci w zasadę egoistyczną: „będziesz miłował SAMEGO SIEBIE, a bliŸniego swego DLA siebie samego”. Na tym właœnie polega niebezpieczeństwo psychologicznego zwiedzenia. Psychologia (w sensie ogólnym) formułuje prawdy na pozór podobne do prawd naszej wiary, niepostrzeżenie je modyfikuje, zamieniając je w karykaturę chrzeœcijaństwa. Ten proces jest tak subtelny, że naprawdę wiele osób nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa ani z tego, że dało się uwieœć „kultowi swojego Ja”, jak to precyzyjnie nazwał kard. Suenens. Jednym z przejawów „kultu własnego Ja” jest nieustanne wpatrywanie się z upodobaniem w swoje wnętrze.

Przebaczenie

Zwolennicy uzdrowienia wewnętrznego twierdzą, że jednym z warunków relacji z Bogiem jest przebaczenie innym ich win wobec nas. Ale życie chrzeœcijańskie nie wymaga przecież żadnych warunków wstępnych! Wszystkim, którzy przyjmują Słowo, daje Ono moc, aby się stali dziećmi Bożymi (por. J 1,12). Przebaczenie nie jest warunkiem wstępnym życia chrzeœcijańskiego, jakimœ rzadkim i trudnym do zdobycia darem, ale NAKAZEM. Myœlę, że pewne nieporozumienia mogą się brać z nieznajomoœci terminów semickich. Ewangelia œw. Mateusza zawiera następujące ostrzeżenie: „Podobnie uczyni wam Ojciec [tj. wyda was katom - przyp. A.K.], jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu” (Mt 18,35). Przebaczenie jest decyzją człowieka, gdyż serce jest w mentalnoœci żydowskiej siedliskiem woli i osobowoœci, a nie uczuć. Pojmowanie sentymentalne tego nakazu powoduje oskarżanie się, że ciągle - mimo przebaczenia - pojawiają się we mnie wrogie uczucia. Uczucia nie zależą od mojej woli, więc nie jestem za nie odpowiedzialny, odpowiedzialny jestem, co zrobię z tymi uczuciami. W tym wypadku ma zastosowanie surowy nakaz koniecznoœci zaparcia się samego siebie: „Jeœli kto chce pójœć za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weŸmie krzyż swój i niech mnie naœladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt 16,24-25).

Dennis i Matthew Linnowie precyzują pojęcie uzdrowienia wewnętrznego w ten sposób:

„Jesteœmy uzdrowieni nie wtedy, gdy potrafimy powiedzieć: «w porządku», ale «Przebaczam ci, że mnie zraniłeœ, gdyż obdarzyło mnie to wzrostem i jestem wdzięczny, iż tak się stało»”[6].

To by znaczyło: Przebaczam ci, bo - koniec końców - OPŁACIŁO mi się to. To nie jest chrzeœcijańskie podejœcie. Chrzeœcijanin przebacza, dlatego że sam jest grzesznikiem, któremu Bóg przez ofiarę Chrystusa przebaczył wszystkie grzechy: „Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg wam przebaczył w Chrystusie” (Ef 4,32).

Jednak ta ogólna definicja nic nie mówi nam o tym, jakich technik właœciwych dla uzdrawiania wewnętrznego używa się w celu „przeżycia uzdrawiającej miłoœci Boga”. Gdyby uzdrowienie wewnętrzne nie różniło się od tego biblijnego pojęcia, to nie miałoby sensu wprowadzanie jakiejœ innej, niebibijnej terminologii.

Co zatem jest istotą uzdrowienia wewnętrznego?

Technika stosowana w uzdrowieniu wewnętrznym

W książce opracowanej przez Zbigniewa Lityńskiego, wydanej przez Centrum Formacji Odnowy w Duchu Œwiętym „Wieczernik” w Magdalence, znajdujemy takie zalecenie:

„Aby otworzyć się na łaskę uzdrowienia wspomnień, trzeba:

1. dokonać podróży w czasie poprzez historię naszego życia, przeœwietlając każdy szczegół, wyciągając na œwiatło dzienne to, co wydaje się bolesne, raniące, co jest Ÿródłem niepokoju, co negatywnie na nas wpłynęło;

2. poprosić Pana Jezusa, aby uzdrowił skutki bolesnych przeżyć, uzdolnił do przebaczenia i wylał balsam swojej miłoœci, wprowadził radoœć i pokój w miejsce zranień”[7].

Ten pierwszy punkt jest chyba najbardziej kontrowersyjny. Co mówi Biblia na temat odnoszenia się do przeszłoœci?

„Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myœli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: Pojawia się właœnie. Czyż jej nie poznajecie?” (Iz 43,18-19). Słowa te odnoszą się do wyjœcia z Egiptu, które nieustannie jest wspominane z wdzięcznoœcią przez Żydów, podczas gdy obecnie Bóg chce uczynić dla nich coœ nowego: sprowadzić ich z powrotem z niewoli babilońskiej. Skoro nawet wielkie dzieła Boże mają ustąpić temu, co Bóg dla nas przygotował, czy watro w ogóle wspominać zdarzenia niepomyœlne?

„Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już to zdobyłem [Apostoł Paweł mówi o doskonałoœci chrzeœcijańskiej - przyp. A.K.], ale to jedno [czynię]: zapominając o tym, co za mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie” (Flp 3,13-14). Apostoł Paweł również wpatruje się raczej w to, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (por. 1 Kor 2,9).

„Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego” (Łk 9,62). To są słowa Jezusa Chrystusa: powołany przez Pana uczeń należy całkowicie do Niego i postępuje w nowoœci życia, w oderwaniu od wszelkich innych spraw, również przeszłych.

Nie wydaje się więc, aby Pismo Œwięte taką „podróż w czasie” zalecało.

Tak na marginesie przyznam otwarcie, że jest mi trudno zrozumieć, w jaki sposób psychice człowieka może pomóc powracanie do jakichœ zadawnionych przeżyć, zabliŸnionych ran.

W swojej książce Psychologiczne uwiedzenie (Psychological Seduction)[8], z której zaczerpnęłam wiele refleksji natury ogólnej, William Kilpatrick przytacza wyniki badań, które dowodzą, że ludzie poddani psychoterapii oraz ludzie pozostawieni sami sobie jednakowo szybko przychodzili do równowagi psychicznej po traumatycznych wydarzeniach. Wydaje się więc, że czas oraz serdeczna troska najbliższych są w takich wypadkach, jak np. œmierć bliskiej osoby, najlepszym lekarzem i że powracanie po latach do tego rodzaju przeżyć może wyłącznie równowadze człowieka zaszkodzić. Warto zauważyć, że angielskie słowo seduction użyte w tytule oznacza uwiedzenie, jak i zwiedzenie.

Przypomnę: Sama technika zasadza się na przekonaniu, że jesteœmy tacy, jacy jesteœmy, z powodu tego, „co wydaje się bolesne, raniące, co jest Ÿródłem niepokoju, co negatywnie na nas wpłynęło”, czyli zranień w przeszłoœci, które muszą zostać uzdrowione poprzez cofnięcie się do przeszłoœci i wprowadzenie Osoby Jezusa do wydarzeń z przeszłoœci. Jest to typowa wiara w psychologię. Technikę operującą na psychice człowieka próbuje się stosować jako duchową. Natomiast w rozumieniu œw. Pawła œwiat uczuć i przeżyć, czyli psychika człowieka, jest częœcią jego natury wymagającą zbawienia. Psychika jest więc tym, co CIELESNE w rozumieniu œw. Pawła. W V Dokumencie z Malines Kult mojego Ja i moja wiara kard. Suenens zwraca uwagę na to rozróżnienie:

„Kiedy mowa jest o wytyczaniu dróg, jakie musi przebyć pragnący swego wzrastania chrzeœcijanin, to ważną rzeczą jest rozstrzygnięcie, co pochodzi ze zdobyczy psychologii, a co z dziedziny wiary chrzeœcijańskiej. Postępowanie drogą mającą na celu pogłębienie życia wewnętrznego nie może być utożsamiane z pogłębianiem duchowym”[9].

Œwiat uczuć i przeżyć, czyli życie wewnętrzne człowieka właœciwe jego naturze, nie jest tym samym, co życie duchowe, Boży dar życia nadprzyrodzonego. Praktyka „rekolekcji uzdrowienia wewnętrznego” miesza te dwie sfery. Dlaczego zatem nie organizujemy rekolekcji odzwyczajania od nałogów albo rekolekcji zapobiegających chorobie wrzodowej?

Przez pomieszanie technik psychologicznych uzdrowienie wewnętrzne staje się złudną mieszanką psychologii freudowskiej, okultystycznej wizualizacji i chrzeœcijaństwa. Osoba prowadząca modlitwę o uzdrowienie (wspomnień, pamięci, wnętrza - te terminy są stosowane zamiennie) podziela przekonanie, że obecne problemy są przejawem ran, które muszą zostać uzdrowione, aby człowiek przezwyciężył codzienne problemy i zaczął radzić sobie z życiem.

Wizualizacja, wyobrażanie sobie przebaczenia Jezusowego

Osoba prowadząca modlitwę o uzdrowienie wnętrza poprzez różne techniki zachęca człowieka, aby przypomniał sobie wypadki z przeszłoœci i powiązał je z obecnymi problemami lub cierpieniem. Może użyć hipnozy albo tylko zasugerować, co mogło się wydarzyć. Podobne sugestie często działają tak samo jak hipnoza na ludzi, którzy są podatni na sugestię lub mają rozwiniętą wyobraŸnię. „Uzdrowiciel” może poprowadzić daną osobę ponownie wstecz poprzez przeszłe wydarzenia - które mogły się wydarzyć albo i nie - stosując metodę wizualizacji.

„Uzdrowiciel” nie tylko pomaga tej osobie przeżyć na nowo rzeczywistą czy wyimaginowaną przeszłoœć, ale także odczuć ten sam ból i cierpienie. Ten wysoce emocjonalny moment uzdrowienia wewnętrznego jest podobny do wprowadzonego przez Freuda pojęcia odreagowania. Albo uprzednio, albo w tym momencie emocjonalnej intensywnoœci zostaje wprowadzona na scenę postać Jezusa, aby przyniósł uzdrowienie[10].

Przyjrzyjmy się konkretnej metodzie uzdrowienia na przykładzie zaczerpniętym z książki formacyjnej Odnowy. Autor proponuje do rozważenia scenę ewangeliczną z Mk 4,35-41 (Jezus ucisza burzę na jeziorze):

„WyobraŸ sobie wydarzenia opisane w tekœcie biblijnym […]. A potem przeżyj te wydarzenia jeszcze raz, tym razem uczestnicząc w nich. Teraz to ty jesteœ jednym z Apostołów […]. Zobacz, co czyni Pan […]. WyobraŸ sobie, co Jezus ci mówi”[11].

Proponowana metoda odbiega znacząco od klasycznej medytacji scen biblijnych polecanej np. przez œw. Ignacego w Ćwiczeniach duchownych. Tutaj medytuje się sceny „ewangelii pocieszenia” własnego pomysłu. Cały proces wydaje się dziełem wyobraŸni człowieka. Czy ten Jezus, którego powołaliœmy do działania mocą swojej wyobraŸni, który żyje dzięki procesowi wizualizacji, który jest w istocie naszym własnym dziełem, czy to jest na pewno ten sam Jezus, Pan panów i Król królów, któremu dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi? Nie jestem w stanie mocą swojej wyobraŸni sprawić, aby Jezus Chrystus uczynił to czy tamto. Ponadto wydarzenia, która tak naprawdę dzieją się wyłącznie w mojej wyobraŸni, nie mogą w żaden sposób wpłynąć na rzeczywistoœć. Należy również podkreœlić, że wszelkie próby oddziaływania na rzeczywistoœć według własnej woli są ni mniej, ni więcej tylko okultyzmem, nie mają zaœ nic wspólnego z chrzeœcijaństwem.

Jezus działa w cudowny sposób w najskrytszej głębi naszego wnętrza poprzez słowo Boże oraz przez działanie Ducha Œwiętego i przez to powoduje coœ, co można by nazwać „uzdrowieniem wewnętrznym”. Ale tutaj kończy się podobieństwo tego, czego dokonuje Jezus, a co robi osoba prowadząca uzdrawianie. Podobieństwo istnieje wyłącznie przez użycie słów „uzdrowienie wewnętrzne”, i właœnie dlatego jest to takie zwodnicze. Ludzie sądzą, że ponieważ to Jezus działa we wnętrzu, wszystkie osoby zajmujące się tym uzdrawianiem niezawodnie muszą pochodzić od Niego. Niemniej jednak, chociaż ruch uzdrowienia wewnętrznego uważa się za chrzeœcijański - w dużej mierze posługując się Pismem Œwiętym oraz stosując wizualizację czy tylko wyobrażanie sobie Jezusa - ruch ten pochodzi „ze œwiata” i „z ciała”. Polega na ideach psychologicznych i technikach zebranych i wchłoniętych ze œwiata. Cały proces przemawia do „ciała”, ponieważ to właœnie „ciało” może być „uzdrowione”, a nie potępione z powodu grzechu[12]. Należy poddać pod rozwagę, czyim dziełem jest to zwiedzenie.

Drugi przykład pochodzi z książki braci Linnów:

„Teraz pozwól, aby Chrystus wszedł w scenę zranienia, i obserwuj, w jaki sposób ci odpowiada. Jakie słowa kieruje do ciebie Chrystus i co czyni, aby cię uzdrowić? Jakie dobro widzi w tobie i w jaki sposób się modli, by ono wzrosło? […] W jaki sposób Chrystus bierze cię w ramiona takiego, jaki jesteœ, i nie żąda zmiany, a jedynie prosi cię o szansę miłoœci?”[13].

Cały proces uzdrawiania ma na celu, jak się wydaje, aby dana osoba poczuła się lepiej. Czy Pan Jezus jest Wielkim Terapeutą? Jak to się ma do wymagania np.: „W całym swoim postępowaniu stańcie się również œwiętymi na wzór Œwiętego, gdyż jest napisane: Œwiętymi bądŸcie, bo Ja jestem Œwięty” (1 P 1,16, cytat z Kpł 11,44)?

Cele metody

Zgodnie z zaleceniem kard. Suenensa, które zawarł w rozdziale Metody wzrastania w chrzeœcijańskiej analizie cytowanego już V Dokumentu z Malines, zbadamy cele uzdrawiania wewnętrznego: „Każda metoda formacji i wzrostu winna […] jasno ukazywać cel, ku któremu dąży, oraz rozeznawać drogi i œrodki, którymi będzie się posługiwała. Ku czemu kieruje się chrzeœcijanin? Jaki jest ostateczny cel, ku któremu zmierzają jego wysiłki mające na celu rozwój?”[14].

Aby przyjrzeć się celom metody uzdrowienia wewnętrznego, znowu posłużę się fragmentem książki opracowanej przez Zbigniewa Lityńskiego:

„Nasze zranienia, w szczególnoœci te nieuœwiadomione, sprawiają, że nie potrafimy być szczęœliwi […], postępujemy egoistycznie”[15].

A zatem pragniemy osiągnąć szczęœcie. Tymczasem żeby być szczęœliwym, paradoksalnie trzeba przestać o to zabiegać, trzeba zapomnieć o sobie i o swoich uczuciach, przestać nieustannie wpatrywać się w swoje wnętrze, ale skierować się ku innym ludziom, ku innym sprawom, przeżywać coœ całą swoją osobą. Analizowanie własnych uczuć odbiera wszelki autentyzm przeżyciom i powoduje, że w istocie kontemplujemy tylko własne niezaspokojone wnętrze. Np. całkowicie uszczęœliwiające może być przebywanie w towarzystwie ukochanej osoby, natomiast skupienie się w tym samym czasie na własnych odczuciach doœwiadczanych w tej sytuacji szczęœcia żadną miarą przynieœć nie może.

Na cele rozpatrywanej metody pewne œwiatło rzuca następujący cytat z tej samej książki: „Dobrze, jeœli proœba o uzdrowienia fizyczne poprzedzona jest modlitwą o uzdrowienie duchowe (wyzwolenie z grzechu) i wewnętrzne (emocjonalne, uzdrowienie wspomnień), ponieważ często uzdrowienie duchowe i uzdrowienie wewnętrzne są warunkiem otwarcia na łaskę uzdrowienia fizycznego”[16].

A zupełnie już kuriozalny wydaje się tytuł jednego z rozdziałów w książce Linnów: „Zapobieganie nowotworom i ich leczenie poprzez uzdrawianie gniewu i poczucia winy”[17].

Niejawnym celem całego procesu staje się po prostu wyleczenie człowieka z konkretnej choroby lub zapobieganie następnym. Czy to nazwiemy wzrostem duchowym? W takim razie chrzeœcijaństwo niewiele różniłoby się od nauki zwanej higieną.

Ocena metody

Aby dokonać próby oceny metody uzdrawiania wewnętrznego, oprę się ponownie na autorytecie kard. Suenensa: „Osąd, jaki będziemy musieli podjąć co do konkretnej metody, będzie zależał także w dużej mierze od sposobu, w jaki jest ona przedstawiana. Jeœli reklamuje się ona jako taka, bez której i Bóg sobie nie poradzi (samowystarczalnoœć) […], to są powody, by obawiać się zawyżonej oceny […]. le również czujemy się wobec takiej metody, która głosi swoją uniwersalnoœć”[18] .

Tak właœnie się głosi: Bóg nie ma przystępu do ciebie ze swoją miłoœcią, dopóki nie zostaną uleczone twoje zranienia (samowystarczalnoœć metody). Ponadto ta metoda w praktyce jest stosowana do wszystkich bez wyjątku (uniwersalnoœć), głosi się: „Na potrzebę uzdrowienia wewnętrznego mogą wskazywać między innymi: kompleks niższoœci, nienawiœć do samego siebie, poczucie bycia niekochanym przez Boga i ludzi, nienawiœć do innych, nieprzebaczenie sobie lub innym, skoncentrowanie się na sobie, złe nastroje, reakcje agresywne, brak opanowania, nadmierny krytycyzm, skrępowanie z powodu trudnoœci fizycznych, emocjonalnych i umysłowych, samotnoœć, odrzucenie, uporczywy smutek, problemy lękowe, chore poczucie winy, doœwiadczenie bezradnoœci, inercji, trudnoœci w kontaktach z ludŸmi, nieœmiałoœć, zahamowanie, poczucie odrzucenia”[19].

Wymienionych wskazań jest tak wiele, i prawie wszystkie bez wyjątku subiektywne, że każdy może znaleŸć coœ dla siebie i usprawiedliwić koniecznoœć poddania się uzdrowieniu. Z tym że przyczyna nazwana powyżej „skoncentrowaniem się na sobie” wydaje się stanowić następstwo uzdrawiania wewnętrznego, które do takiej postawy zachęca i wychowuje, powodując w rezultacie niekończące się seanse uzdrowieńcze, skutkiem których owo „skoncentrowanie się na sobie” sukcesywnie się pogłębia.

Porównajmy tezę o. Roberta DeGrandisa zacytowaną w książce wydanej przez oœrodek w Magdalence: „Bolesne wspomnienia i te o negatywnym wydŸwięku nastawiają nas nieprzychylnie do œwiata i czynią nas nieszczęœliwymi”[20] - z Kazaniem na Górze: „Błogosławieni (szczęœliwi) ubodzy w duchu, którzy się smucą, którzy cierpią przeœladowania, błogosławieni jesteœcie, gdy ludzie wam urągają i przeœladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie!” (Mt 5,3-12); oraz: „Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spoœród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne” (Łk 6, 22). Kontrast jest porażający!

Celem życia chrzeœcijańskiego nie jest też błogostan i poczucie bezpieczeństwa. „Nie sądŸcie, że przyszedłem pokój przynieœć na ziemię” (Mt 10,34).

O pokoju w ten sposób pisze prorok Jeremiasz:: „Dlaczego wszyscy przewrotni zażywają pokoju?” (Jr 12,1); ale też: „wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, nurtujący w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem” (Jr 20,9). Słowo Boże nie zawsze przynosi pocieszenie, czasem jest trudne i wymagające. Zwolennicy uzdrowienia wewnętrznego zdają się zapominać o tym, że życie chrzeœcijanina jest nieustanną walką duchową: walką ze swoim grzechem.

Zagrożenia

V Dokument z Malines ostrzega przed niebezpieczeństwami związanymi ze wszystkimi metodami wzrostu: „Skoro już metoda zostanie zastosowana, [należy przewidzieć], w jaki sposób stanąć na straży psychologicznej wolnoœci tych, którzy się jej poddają, jak uniknąć niebezpieczeństwa infantylizmu, służalczoœci, prania mózgu, złudzenia wolnoœci, w subtelny sposób manipulowanej nawet przez nieœwiadomego swojej władzy animatora”[21].

To nie są błahe problemy. Wiele osób poważnie ucierpiało wskutek przeprowadzonych modlitw o uzdrowienie. Nie ma nad tym prawie żadnej kontroli. Biorą się za to osoby zupełnie nieprzygotowane. Wystarczy szczery zapał i prywatne objawienie misji uzdrawiania. A szkód niekiedy nie da się już nigdy naprawić. Uważam, że wywieranie nacisku na osoby przychodzące na modlitwę o uzdrowienie, aby ujawniały intymne szczegóły ze swojego życia, grzechy swoje i cudze, powinno być surowo zabronione.

Przyczyny uciekania się do metod psychologicznych

Co sprawia, że nie wierzymy, że formacja prowadzona przez Koœciół jest całoœciową i pełną formacją osoby, że szukamy ratunku w naukach humanistycznych, między innymi w psychologii? Diagnoza kard. Suenensa jest prosta:

Dzieje się to, gdy „słabnie wiara i rozwija się duchowa letnioœć”[22]. Czy Słowo Boże, które przychodzi do nas z całą swoją mocą w Eucharystii, nie wystarczy, aby podŸwignąć każde życie, nawet pogrążone w największej rozpaczy i zmiażdżone grzechem? Modlimy się: Powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja.

W 22. niedzielę zwykłą słuchaliœmy słów Listu œw. Jakuba (Jk 1,21): „przyjmijcie w duchu łagodnoœci zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze”. Czy my w to wierzymy?

Podsumowanie

Uzdrawianie wewnętrzne jest metodą skierowaną bardziej na wzrost życia wewnętrznego, czyli skupia się na psychice, na uczuciach, na subiektywnych doznaniach, dotyczy więc sfery natury, sfery przyrodzonej. Natomiast nie dotyczy wzrostu życia duchowego, jest œlepym zaułkiem, wynikającym z osłabienia wiary w moc sakramentów i samego Jezusa Chrystusa.

Uzdrawianie wewnętrzne przypomina jedną wielką psychoterapię.

PROWADZĄCY I UCZESTNICY SESJI WYPRACOWALI KILKA ZASAD, KTÓRYMI POWINNI KIEROWAĆ SIĘ PROWADZĄCY REKOLEKCJE Z MODLITWĄ O UZDROWIENIE WEWNĘTRZNE:

1. Uczestnikami takowych powinny być osoby pełnoletnie

2. Rekolekcje powinny być prowadzone przez wykwalifikowaną kadrę z psychologiem z misją kanoniczną

3. Rekolekcje powinny być prowadzone przez jeden oœrodek (uczestnicy sugerowali Oœrodek Odnowy w Duchu Œwiętym w Magdalence)

4. Osoby zainteresowane rekolekcjami powinny być kierowane do Oœrodka w Magdalence

5. Należy przypominać we wspólnotach i grupach modlitewnych o miejscu i godzinie dyżurów psychologa w parafii lub Diecezjalnych Poradniach Rodzinnych

Ostatni wniosek sugerowany przez prowadzących i uczestników brzmiał: Osoby potrzebujące szczególnej terapii i modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne to niezmiernie rzadkie przypadki i może się okazać, że właœciwie - przy odpowiednim ukierunkowaniu ludzi na poradnie rodzinne i rozmowy z psychologiem - specjalne rekolekcje mogłyby odbywać się raz na rok w jednym miejscu dla całej Odnowy Charyzmatycznej. Z obserwacji piszącego te słowa wynika że TYLKO uczestnicy Odnowy Charyzmatycznej dostrzegają potrzebę uzdrowienia wewnętrznego...

Jacek Jureczko

P R Z Y P I S Y :

[1] http://uzdrowienie-wew.webpark.pl

[2] Hasło: SANFORD, Agnes Mary, New International Dictionary of Pentecostal and Charismatic Movements, red. S.M. Burgess, G.B. Mc Gee, Grand Rapids (Mi.) 1995, s. 1039 (tłum. własne).

[3] http://strony.wp.pl/wp/uzdrowienie-wew/definicja.htm

[4] D. i M. Linn, Uzdrawianie ludzkich zranień poprzez pięć etapów przebaczenia, Wydawnictwo „M”, Kraków 1993, s. 86.

[5] P. Madre, Najpierw pokochaj siebie, Wydawnictwo „M”, Kraków (b.r.).

[6] D. i M. Linn, Uzdrawianie ludzkich zranień…, dz. cyt., s. 9.

[7] Modlitwa o uzdrowienie duchowe, wewnętrzne, fizyczne, opr. Z. Lityński, Centrum Formacji Odnowy w Duchu Œwiętym „Wieczernik”, Magdalenka 2000, s. 42.

[8] W.K. Kilpatrick, Psychologiczne uwiedzenie. Czy psychologia zastąpi religię?, „W drodze”, (b.m.r.).

[9] PrzyjdŸ, Duchu Œwięty - Dokumenty z Malines pod redakcją kard. Léona Josepha Suenensa. Podstawowe dokumenty dotyczące Odnowy w Duchu Œwiętym w Koœciele katolickim, Dokument V: Kult mojego Ja i moja wiara, Wydawnictwo „M”, Kraków (b.r.), s. 533.

[10] PsychoHeresy Awareness Ministries - strona autorstwa Martina i Deidre Bobganów, Inner Healing, http://www.psychoheresy-aware.org/inner82.html

[11] Z. Lityński, dz. cyt., 94-95.

[12] http://www.psychoheresy-aware.org/inner82.html

[13] D. i M. Linn, Uzdrawianie ludzkich zranień…, dz. cyt., s. 264.

[14] V Dokument z Malines: Kult mojego Ja i moja wiara, dz. cyt., s. 510.

[15] Z. Lityński, dz. cyt., s. 39.

[16] Tamże, s. 64.

[17] D. i M. Linn, Uzdrawianie ludzkich zranień…, dz. cyt., s. 56.

[18] V Dokument z Malines: Kult mojego Ja i moja wiara, dz. cyt., s. 522.

[19] Z. Lityński, dz. cyt., s. 37.

[20] Tamże, s. 40.

[21] V Dokument z Malines: Kult mojego Ja i moja wiara, dz. cyt., s. 524.

[22] Tamże, s. 512.

ZNAKI ZAPYTANIA DO ZNAKÓW ZAPYTANIA O UZDROWIENIE WEWNĘTRZNE

Napisał MAREK PIOTROWSKI

Poniżej podaję moje subiektywne stanowisko w sprawie wygłoszonych (napisanych) tez. Przepraszam Olu, jeœli jest ono zbyt surowe - jednak zwracam uwagę że i Ty uzyłaœ stwierdzeń bardzo stanowczych.

Z ciekawoœcią oczekiwałem punktu programu dnia III Spotkania Apologetycznego w którym miała być mowa o uzdrowieniu wewnętrznym. Z ciekawoœcią i pewną mieszaniną uczuć.

Niestety, po wysłuchaniu referatu Oli owe uczucia zmieszały się jeszcze mocniej, Autorka bowiem nie ustrzegła się kilku poważnych (w moim, rzecz jasna, odczuciu) błędów metodologicznych.

Głównym z nich, promieniującym zresztą póŸniej na całą wieczorno-nocną (skończyliœmy o 1 w nocy !) dyskusję i powodującym że nie za bardzo mogliœmy dojœć do konsensusu, było

1. Zastosowanie szerokiego terminu „uzdrowienie wewnętrzne” do pewnego (ograniczonego) podzbioru okreœlanych tym terminem praktyk, a następnie wyciągnięcie na podstawie badania tych kilku znaczeń wniosków co do całoœci zjawiska okreœlanego tym pojęciem.

Takie zabieg formalny spowodował, iż wszystkie nieprawidłowoœci, pomysły poszczególnych prowadzących i tzw. odloty charyzmatyczne zostały niejako „włączone w zagadnienia” i zadziałały przeciw niemu. W ten sposób interpretując można zanegować KAŻDĄ praktykę (a nawet całą Odnowę czy Neokatechumenat).

Przykład :

Protestanccy krzewiciele „uzdrowienia wewnętrznego” propagowali je jako metodę „na odpuszczenie grzechów”. Jest to oczywiœcie nieprawidłowe - odpuszczenie grzechów przynoszą przede wszystkim sakramenty Chrztu i Pokuty (choć oczywiœcie żal za grzechy, zwłaszcza doskonały też - ale w innym sensie). Niemniej tak się to rozumie w protestantyzmie - natomiast krytykowanie praktyki uzdrowienia wewnętrznego wœród katolików na podstawie poglądów jakie na ten temat mają protestanci jest bezzasadne i bezcelowe.

Zgadzam się, iż również w gronie katolickim zapewne praktyka ta wielokrotnie jest stosowana w niewłaœciwy sposób. Owe błędy to przede wszystkim :

Stosowanie „cofnięcia się w czasie” na sposób okultystyczny, wizualizujący („cofanie się w czasie” powinno mieć co najwyżej charakter anamnezy)

Stosowanie cofnięcia w czasie na sposób czysto psychologiczny, bez informacji iż wplatane są techniki psychologiczne (mieszanie sacrum i profanum). Psychologia z wyczuciem religii to dobra rzecz, ale niedobrze gdy myli się praktyki duchowe i psychologiczne (mogą być stosowane komplementarnie, ale jednoczeœnie winny być wyraŸnie rozdzielone)

Nadużywanie zaufania uzdrawianego (grzechy przeciw wolnej woli, uzurpacja, manipulacja, „pranie mózgu” itd.)

Przedstawianie uzdrowienia wewnętrznego jako czegoœ innego, niż jest ( a jest po prostu pomocą w udzieleniu głębokiego wybaczenia osobom, które nas w życiu skrzywdziły).

Przedstawianie uzdrowienia wewnętrznego jako praktyki zawsze i dla wszystkich niezbędnej

Traktowanie uzdrowienia wewnętrznego jako integralnego elementu ewangelizacji

Aplikowanie uzdrowienia wewnętrznego przez osoby niedostatecznie do tego przygotowane (zarówno zarówno sensie fachowoœci, jak i ogólnego poziomu)

To są rzeczy o których należało mówić i które należało potępić - zamiast próbować występować przeciw całej praktyce jako takiej

2. Niepotrzebne wątki poboczne

W moim przekonaniu błędem było wplecenie kontrowersyjnych wątków pobocznych.

Przykład : dyskusja na temat kochania samego siebie jedynie zaciemniła zagadnienie, bowiem twierdzenia tego typu silnie zależą zarówno od zastosowanego znaczenia słów (np. słowa „kochać”) jak i kontekstu podmiotu (np. czy chodzi o upodobanie w swojej - grzesznej przecież - naturze czy też o poczucie godnoœci wynikającej z dziecięctwa bożego, lub czy chodzi o akceptację siebie jako osoby, czy o akceptację swoich grzechów).

Oczywiœcie, ów wątek był związany z pewnymi nieprawidłowoœciami występującymi w praktyce modlitwy o uzdrowienie, jednak obawiam się że wyjasnienie raczej zagmatwało sprawę.

Podobnie niepotrzebne były wątki o tym co jest korzeniem wszelkiego zła, rozważania o skutecznoœci/nieskutecznoœci psychoterapii itp.

3. Przeciwstawienie łaski i obowiązku

Za przykład weŸmy rozdział o przebaczeniu. Twierdzenie, iż przebaczenie innym jest darem zostało przeciwstawione twierdzeniu (także niewątpliwie słusznemu !) iż jest ono nakazem, obowiązkiem chrzeœcijańskim i z tego przeciwstawienia wyciągnięty został wniosek iż nie wymaga ono łaski.

Jest to tym bardziej dziwne, że w następnym podrozdziale autorka argumentuje iż „œwiat uczuć i przeżyć, czyli psychika człowieka, jest częœcią jego natury wymagającą zbawienia”.

4. Mylenie kategorii religijnych i psychologicznych

Paradoksalnie, Autorka popełniła w swoim tekœcie ten sam błąd, który (słusznie !) zarzucała wielu aplikacjom „uzdrowienia wewnętrznego”. W omawianym rozdziale o przebaczeniu z obligatoryjnego charakteru nakazu wybaczenia bliŸnim (który rzeczywiœcie ma przede wszystkim charakter rozumowy, a może nawet bardziej angażuje wolę człowieka) wyciąga Ona wniosek, iż zmiana stosunku emocjonalnego nie ma znaczenia - co gorsze, neguje spojrzenie w pewien sposób sublimujące uczucie niechęci do osoby raniącej.

Także przedstawiona w rozdziale „Cele metody” teza, iż nie należy zabiegać o uzdrowienie czy zaleczenie zranień ponieważ… chrzeœcijańskie szczeœcie polega na zapomnieniu o sobie (zapomnijmy o medycynie ?) jest cokolwiek naciągana.

5. Nietrafny dobór cytatów

Rzeczą, która mnie najboleœniej uderzyła w omawianym tekœcie był nietrafny dobór cytatów. Wersety nie tylko byłu nietrafione, ale zdradzały wyraŸnie rodzaj egzegezy nie tyle nastawionej na czerpanie pouczenia z Biblii, co na udowadnianie własnych tez wykorzystując do tego tekst Biblii w sposób instrumentalny. Tu podam jedynie przykład.

Przykład:

Aby uzasadnić tezę (słuszną lub nie - w tym akapicie w to nie wnikam) o niewłaœciwoœci anamnezy, Autorka przytacza następujące wersety:

„Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myœli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: Pojawia się właœnie. Czyż jej nie poznajecie?” (Iz 43,18-19).

Do tego - mówiącego o nie wspominaniu przeszłoœci w zupełnie innym kontekœcie - otrzymaliœmy komentarz Autorki „Skoro nawet wielkie dzieła Boże mają ustąpić temu, co Bóg dla nas przygotował, czy watro w ogóle wspominać zdarzenia niepomyœlne?”

Myœlę że nieadekwatnoœć tego komentarza nie wymaga komentarza.

Apostoł po prostu mówi iż nie wspomina przeszłoœci, nie wspomina swoich przeżyć ani zasług - kontekst przebaczenia w ogóle się tu nie pojawia.

„Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego” (Łk 9,62).

Przytoczenie tego wersetu to nawet nie pomyłka - to klęska okrutna. W istocie bowiem - jeœli w ogóle mógłby on zostac odniesiony do omawianego tematu - potwierdzałby on raczej potrzebę uzdrowienia wspomnień…

6. Swobodna interpretacja opisów zwolenników metody

Z prostego i doœć banalnego w gruncie rzeczy stwierdzenia iż uzdrowienie emocji uwalnia człowieka do dziękowania Bogu (można nad tym dyskutować, ale coœ w tym jest - podobnie jak jedzenie, spanie i picie, mimo iż nie te rzeczy warunkują Łaskę Bożą) Autorka wysnuwa daleko idący wniosek iż zwolennicy „uzdrowienia” uważają iż bez niego „Bóg się nie obejdzie” . Łatwo zauważyć że jest to interpretacja cokolwiek naciągana.

7. Tezy nie do przyjęcia

W końcowej częœci („Przyczyny uciekania się do metod psychologicznych”) pojawia się twierdzenie, które może przeszłoby w piœmie Amiszów (czy amisze mają swoje pisma ?), ale nie w Koœciele Katolicki. Mianowicie Autorka, nie mniej nie więcej ale całkowicie neguje jakąkolwiek pomoc psychologiczną (a właœciwie w ogółe nauki humanistyczne - czyżby także np. pedagogikę ?) oskarżając osoby z niej korzystające o „słabą wiarę i duchową letnioœć”.

Z całym szacunkiem - co innego występowanie przeciw mieszaniu psychologii z wiarą albo przeciw pewnym wypaczeniom i modom współczesnej psychologii, co innego negowanie psychologii jako takiej. Mam to - to mocne słowa - za powiew podejœcia sekciarskiego do wiary.

Podsumowanie

Jak pisałem, oczekiwałem tego akurat referatu z ciekawoœcią. Dlatego tym bardziej jest mi przykro, że szansa krytycznego spojrzenia na szereg realnych i potencjalnych nieprawidlowoœci zwiazanych ze stosowaniem „uzdrowienia wewnętrznego” (pisałem o nich na poczatku - Autorka referatu także zresztą o nich wspomniała, niestety jedynie w parolinijkowym rozdziale przy końcu) została zmarnowana. W zamian usłyszelismy niezbyt wiarygodną, totalną krytykę mogącą raczej zwiekszyć zamieszanie niż cokolwiek wyjasnić w ważnej w końcu sprawie.

Tym bardziej szkoda, że z tego co usłyszałem w trakcie dyskusji metoda rzeczywiœcie bywa używana w sposób skandaliczny - na tyle, by warto było zrobić wokół tego nieco twórczego „hałasu”. Jednak każdy błąd w argumentacji zostanie okrutnie wykorzystany - miejmy tego œwiadomoœć i nie wystawiajmy naszej misji na niepowodzenie przez niewłaœciwą argumentację.

ODPOWIEDZI NA «ZNAKI ZAPYTANIA DO UZDROWIENIA WEWNĘTRZNEGO»

Napisał ELŻBIETA KUPCZAK

Jestem w Odnowie prawie dwadzieœcia lat, widziałam i przeżyłam niejedno „charyzmatyczne dziwactwo”, byłam œwiadkiem niejednego wypaczenia nauki Koœcioła Katolickiego. Na swoją obronę mam to, że nasza wspólnota w Leœnej, powstała jako chyba pierwsza na naszym terenie i przez długie lata skazani byliœmy na prowadzenie przez Ducha Œwiętego i przykład - niestety zielonoœwiątkowców. Dobrego nauczania katolickiego byliœmy pozbawieni, przede wszystkim ze względu na to, że mieszkamy w zapadłym końcu Polski.

Obecnie sytuacja się zmieniła, mamy bardzo dobrą Szkołę Animatora, rekolekcje diecezjalne, które zresztą często prowadzi nasza wspólnota, katolickie książki i czasopisma. Mamy wreszcie swoich księży opiekunów.

Od kilku lat mamy w diecezji rekolekcje o uzdrowieniu. Początkowo były one prowadzone według różnych, przyznaję, nie zawsze najlepszych książek. Zgadzam się z tym, że zostały po drodze popełnione różne błędy. Nie wykluczam tego, że mogły zostać poranione różne osoby, niemniej jednak owoce tych rekolekcji były dobre.

Brak jest dobrego materiału formacyjnego dla Odnowy, są różne próby, ale nie zawsze szczęœliwe. Próbujemy tworzyć nasze własne materiały do seminarium i rekolekcji. Tyle o sobie.

Artykuł Aleksandry Kowal wprawił mnie, delikatnie mówiąc, w zdumienie. Niejednokrotnie uczestniczyłam w modlitwach o uzdrowienie, zarówno jako osoba potrzebująca uzdrowienia, jak i modląca się o uzdrowienie innych. Uzdrowienie wewnętrzne znam z praktyki, nie jestem teologiem, więc moja wypowiedŸ ma charakter czysto praktyczny i jest oparta na doœwiadczeniu gównie naszej wspólnoty i diecezji, bowiem od kilku lat wspólnota nasza, oczywiœcie zawsze z kapłanem, organizuje rekolekcje diecezjalne. Ostatnie nosiły tytuł ot„Jezus Chrystus uzdrowiciel mojej osoby” (www.jeruzalem.alleluja.pl). Nie koncentrowaliœmy się na jakimœ jednym rodzaju uzdrowienia, bowiem wierzymy, że Bóg chce uzdrawiać całego człowieka - nie dzieląc go na ducha, duszę i ciało, nie dzieląc go również na różne okresy jego życia, jak to się niekiedy przedstawia w różnych książkach. Dominikanin Francis MacNutt w swojej książce „Uzdrawianie chorych” tak pisze: „Nawet pobieżna lektura Nowego Testamentu pozostawia nieodparte wrażenie, że Jezus był typowym Hebrajczykiem w swoim poglądzie na człowieka: nie dzielił człowieka na ciało i duszę, ale widział go jaką całą osobę. Przybył na ziemię, aby zbawiać ludzi, a nie tylko ich dusze. Przyszedł pomagać cierpiącym niezależnie na co cierpieli. Choroba ciała była częœcią królestwa szatana, które Jezus przyszedł zniszczyć.”

Aleksandra Kowal pisze: „Istnieje dzisiaj w œrodowiskach charyzmatycznych praktyka nazywana uzdrawianiem wewnętrznym. Można œmiało powiedzieć, że to zjawisko przybrało postać potężnego ruchu.”

Uzdrowienie wewnętrzne w Katolickiej Odnowie w Duchu Œwiętym nie jest z całą pewnoœcią ruchem. To Odnowa Charyzmatyczna jest ruchem, a nie uzdrowienie wewnętrzne.

Dalej Autorka na podstawie jednej z definicji uzdrowienia wewnętrznego -przedstawionej na stronie http://uzdrowienie-wew.webpark.pl , próbuje udowodnić coœ zupełnie dziwnego, a mianowicie to, że uzdrowienie wewnętrzne zaciera prawdę o grzechu. Nic bardziej błędnego. Proszę zresztą zajrzeć na cytowaną wczeœniej stronę. Kilka linijek niżej autor pisze: „Uzdrowienia duchowego dokonuje Bóg poprzez przebaczenie grzechów i odpuszczenie win. Jest ono wstępem do innych uzdrowień zarówno psychicznych i emocjonalnych a nawet fizycznych.” Natomiast w następnym rozdziale Sakramentalne Drogi Uzdrowienia,Wacław Godlewski szeroko opisuje poszczególne sakramenty, wœród nich Sakrament Pokuty, poprzez które przede wszystkim doznajemy uzdrowienia.

Następnie Aleksandra Kowal pisze:

„Psychologia opisująca uzdrowienie wewnętrzne zamazuje poczucie grzechu, mówiąc o akceptacji samego siebie. Stara się w ten sposób usunąć poczucie winy, które drąży grzesznika, i powinno go drążyć, jeœli nie jest pozbawiony sumienia. Na czym oparty jest pogląd, że człowiek powinien akceptować samego siebie?”

Już wiemy, że nie zamazuje poczucia grzechu. Natomiast co do poczucia winy, to wydaje mi się, że nie jest ono czynnikiem wzrostu duchowego. Poczucie winy Judasza doprowadziło wiadomo gdzie. Czymœ zupełnie innym jest żal za grzechy, wyznanie ich Bogu i oddanie się w Jego Miłosierdzie w Sakramencie Pokuty. Po tym nie powinno być już żadnego poczucia winy, jeœli ono dalej jest œwiadczy o niewierze w Boże Miłosierdzie.

Jako osoba wielokrotnie modląca się nad innymi, mogę powiedzieć, że bardzo często ludzie przychodzą z tym właœnie problemem - drążącym przez całe lata poczuciem winy za dawno już wyznane grzechy. Jestem również lekarzem rodzinnym i wyraŸnie widzę, jak takie poczucie winy wpływa ujemnie na stan zdrowia całego człowieka.

A skoro Bóg akceptuje mnie mimo całej mojej grzesznoœci, bo przecież umarł za mnie, gdy byłam jeszcze grzesznikiem, dlaczego ja nie mogę siebie zaakceptować? Siebie, to znaczy swojej osoby jako dziecka Bożego, a nie swoich złych czynów. Na tym opieram swój pogląd o akceptacji siebie. Bardzo biedne są osoby nie potrafiące zaakceptować siebie. Z reguły jeœli ktoœ nie akceptuje siebie, nie potrafi też zaakceptować innych.

Oddajmy głos Autorce:

„Psychologia taka uczy: Czy nasz Pan nie powiedział, że przede wszystkim trzeba miłować samego siebie? - powołując się na słowa Ewangelii według œw. Marka: „Będziesz miłował bliŸniego swego jak siebie samego” (Mk 12,31). Wielu rozumie to w ten sposób, że przede wszystkim należy kochać swoją osobę. Np. Philippe Madre napisał książkę pt. Najpierw pokochaj siebie.” Na pewno jakaœ psychologia tak uczy, ale nie zdarza się to w praktyce uzdrowienia wewnętrznego. Nie czytałam wprawdzie książki „Najpierw pokochaj samego siebie”, ale znając Phlippe Madre nigdy nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że uczy on kochać przede wszystkim siebie. Siebie również trzeba kochać, ale prawdziwa miłoœć siebie, nie egoizm, jest możliwa dopiero po doœwiadczeniu miłoœci Bożej i tego uczymy na wszystkich rekolekcjach o uzdrowieniu. „Zachwyt dla swojej własnej osoby” to jest chyba narcyzm i też stanowi materiał do uzdrowienia.

Jak mogę kochać swego bliŸniego mając w nienawiœci siebie? Jest to niemożliwe!!! Widziałam wiele takich osób i żadna z nich nie potrafiła kochać ani Boga, ani bliŸniego. Ewangeliczna nienawiœć siebie (cytowane przez Autorkę: : „Jeœli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiœci swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem” (Łk 14,26). ) zaœ też jest możliwa, paradoksalnie, dopiero po pokochaniu siebie. Nie chodzi tu o to, by się nienawidzieć w sensie dosłownym, ale by nie być przywiązanym do niczego oprócz Boga. Œwięty Paweł jest tego wzorem, kiedy mówi w Liœcie do Filipian: „Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez œmierć. Dla mnie bowiem żyć - to Chrystus, a umrzeć - to zysk. Jeœli bowiem żyć w ciele - to dla mnie owocna praca, co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejœć, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaœ w ciele - to bardziej dla was konieczne.” (Flp 1, 21-24)

Moim zdanie we fragmencie o miłoœci własnej nastąpiło pomieszanie pojęć przez Autorkę. Zresztą problem ten jest wyjaœniony w cytowanych niejednokrotnie przez Autorkę „Dokumentach z Malines”. Szkoda wielka, że dzieło to nie jest potraktowane przez Aleksandrę Kowal całoœciowo, a jedynie wykorzystane w celu udowodnienia swojej racji. Stosując tą samą zasadę można udowodnić na podstawie Biblii, że Boga nie ma.

Co więc jest napisane w Dokumentach na temat miłoœci siebie?: „Musimy sami siebie poznać(...), a dobrze rozumiane poznanie siebie jest uprawnioną formą miłoœci siebie. Sam nasz Pan dał swoim uczniom nakaz, aby miłowali innych, „jak siebie samego”. Istnieje więc uprawniona i konieczna nawet miłoœć siebie samego, której należy przestrzegać i rozwijać. Jednak owa miłoœć nie może pociągnąć za sobą zamknięcia się w sobie, wręcz przeciwnie, domaga się ona dowartoœciowania otrzymanych darów i talentów, które mają przynieœć owoce(...)obowiązek miłowania siebie samego pociąga za sobą następny: dbania o siebie, rozwijania swych wewnętrznych bogactw. Jednakże Pan wypowiedział także inne słowa, pozornie przeciwstawne, umieszczając w sercach wymóg zapomnienia o sobie.”

Powyższy fragment znajduje się w V Dokumencie z Malines (str 499), tym samym, skąd jest zaczerpnięty następny cytat, wyszukany przez Autorkę:

„Psychologia (w sensie ogólnym) formułuje prawdy na pozór podobne do prawd naszej wiary, niepostrzeżenie je modyfikuje, zamieniając je w karykaturę chrzeœcijaństwa. Ten proces jest tak subtelny, że naprawdę wiele osób nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa ani z tego, że dało się uwieœć „kultowi swojego Ja”, jak to precyzyjnie nazwał kard. Suenens. Jednym z przejawów „kultu własnego Ja” jest nieustanne wpatrywanie się z upodobaniem w swoje wnętrze.”

Zgadzam się z całym powyższym stwierdzeniem, jednakże w odniesieniu do psychologii, a nie uzdrowienia wewnętrznego. Uzdrowienie odwraca wzrok od swojej osoby, od swoich problemów do Boga, przynajmniej tak uczymy na naszych rekolekcjach o uzdrowieniu.

Wiele kontrowersji wzbudziło we mnie także podejœcie Aleksandry Kowal do przebaczenia. Faktycznie, przebaczenie nie może być warunkiem wstępnym do podjęcia relacji z Bogiem, jednak jest ważnym warunkiem uzdrowienia. Najpierw, jak zwykle, trzeba samemu doœwiadczyć miłoœci Bożej i przebaczenia Bożego, by umieć prawdziwie przebaczyć komuœ, albo sobie.

Pięknie o przebaczeniu pisze O. Jean Monbourquette profesor teologii pastoralnej w Ottawie,

"Aby przebaczyć, trzeba uwolnić się od chęci przebaczenia.... zrezygnować z własnego przebaczania. Człowiek nie daje przebaczenia, człowiek pozwala się ogarnąć przez pojednanie. Wybaczenie nie jest obowiązkiem, ale darem. To bezwarunkowa miłoœć Boga pozwala mi przebaczyć. W przeciwnym razie byłoby to zaledwie moje wybaczenie...

W wybaczeniu może być zawarta duma, uczucie duchowej wyższoœci. (...) Jesteœmy więc tylko echem głosu Boga, który w nas dokonuje przebaczenia."

A co zrobić z uczuciami, które nas niszczą? Autorka artykułu proponuje uczynić z nich krzyż. W gabinecie lekarskim codziennie niemalże spotykam ludzi z nieprzebaczeniem. Mają nie tylko depresje, nerwice, ale także choroby ciała. Jest to duży problem, gdyż widzę, że leki są tylko półœrodkiem i nie bardzo pomagają. Nie jestem pewna, czy Jezus chce, byœmy dŸwigali taki krzyż. Wydaje mi się, że za dużo naszych cierpień przypisujemy Panu Bogu.

Na rekolekcjach uczymy, że:

1. Przebaczenie nie jest uczuciem

2. Przebaczenie nie oznacza udawania , że nic się nie stało

3. Przebaczenie nie oznacza, że zachowanie drugiego nie było złe

4. Przebaczenie nie oznacza poddania się dalszemu krzywdzeniu

5. Przebaczenie nie zawsze oznacza natychmiastowe uzdrowienie zranionych emocji

Nie jest to chyba „Pojmowanie sentymentalne tego nakazu”, jak pisze Autorka. Uczymy, że zranione emocje należy oddać Jezusowi, a nie zakopywać je gdzieœ głęboko w podœwiadomoœci i udawać przed sobą, œwiatem i Bogiem, że jest wszystko w porządku. A On zrobi z nimi, co będzie mógł najlepszego. W Liœcie do Rzymian œw. Paweł pisze 8:28 „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra”, także i w tym, tj. w dziedzinie naszych poranionych uczuć, będzie współdziałał. Nigdy nie wiemy z jakim wynikiem, czas i sposób zawsze należy do Boga i tak też uczymy. Bywa, że zostawia oœcień, ale to też z pokorą należy przyjąć.

A jeœli chodzi o fragment „Jesteœmy uzdrowieni nie wtedy, gdy potrafimy powiedzieć: «w porządku», ale «Przebaczam ci, że mnie zraniłeœ, gdyż obdarzyło mnie to wzrostem i jestem wdzięczny, iż tak się stało»” (D i M Linnowie), to ja bym to zinterpretowała troszkę inaczej, niż : „Przebaczam ci, bo - koniec końców - OPŁACIŁO mi się to.”

Za wszystko Panu Bogu trzeba dziękować, nie dlatego, że mi się to opłaciło, choć może i tak być, ale dlatego, że tak chce Bóg: „W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was.” 1 Tesaloniczan 5:18 Mamy za wszystko dziękować, gdyż we wszystkim może być Pan Bóg, nawet w tych sytuacjach, które nam się „nie opłacają”.

W dalszej częœci artykułu autorka zastanawia się nad techniką uzdrowienia wewnętrznego. Cóż, uzdrowienie wewnętrzne w moim pojęciu jest procesem, który nie można wymóc jakąœ techniką. Tu uzdrawia Bóg, a nie technika i to zawsze bardzo mocno podkreœlamy na naszych rekolekcjach, by ludzie nie pokładali nadziei w technikach, czy nawet modlitwach, a w samym Bogu.

Wszystko inne to œrodki, lepsze lub gorsze. To jest właœnie temat do podjęcia szerokiej dyskusji, na temat œrodków oraz błędów i zagrożeń, jakie mogą wynikać z ich stosowania. Zawsze byłam bardzo wyczulona na wszelkie psychologizowanie uzdrowienia wewnętrznego i widzę wiele zagrożeń z tej właœnie strony. Zdaję sobie też sprawę, że różnie to może wyglądać w różnych wspólnotach i dlatego uważam za konieczne uporządkowanie spraw związanych z uzdrowieniem.

Aleksandra Kowal odnosi się do zaleceń zawartych w książce opracowanej przez Zbigniewa Lityńskiego: „Aby otworzyć się na łaskę uzdrowienia wspomnień, trzeba: 1. dokonać podróży w czasie poprzez historię naszego życia, przeœwietlając każdy szczegół, wyciągając na œwiatło dzienne to, co wydaje się bolesne, raniące, co jest Ÿródłem niepokoju, co negatywnie na nas wpłynęło;”

Nie jestem pewna, ale mam wrażenie, że cytowany przez Autorkę na poparcie tezy, że nie należy wracać do wydarzeń z przeszłoœci, fragment z Biblii „Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myœli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: Pojawia się właœnie. Czyż jej nie poznajecie?” (Iz 43,18-19). nie bardzo pasuje do całoœci.

Wniosek Autorki:

”Nie wydaje się więc, aby Pismo Œwięte taką „podróż w czasie” zalecało.”

Tak na marginesie przyznam otwarcie, że jest mi trudno zrozumieć, w jaki sposób psychice człowieka może pomóc powracanie do jakichœ zadawnionych przeżyć, zabliŸnionych ran”.

Jako lekarz przytoczę tu takie proste porównanie. Mam pacjentów, którym blizny bardzo utrudniają życie. Kilka osób cierpi na depresję z powodu oszpecenia, a jedna osoba ma przykurcz w stawie łokciowym, kończyna górna ma 50% sprawnoœci. Po to robi się plastyczne operacje, by usunąć blizny, żeby ludziom przywrócić w miarę normalne funkcjonowanie. Może niepotrzebnie? Może lepiej, żeby potraktowali to jako swój krzyż?

Blizny psychiczne tez mają takie właœciwoœci. Nie jest czymœ dobrym nieustanne grzebanie w przeszłoœci, nic to nie daje, przeszłoœć nie należy do nas. Jednakże czymœ innym jest powrót do tej przeszłoœci ze œwiatłem Ducha Œwiętego, po to, by nam ukazał, co w tej przeszłoœci mamy niezałatwionego, co nas rani, co nie pozwala na dalszy rozwój duchowy. Gdy to oddamy Bogu, nie wracamy do tego więcej.

Dalej Autorka pisze: „William Kilpatrick przytacza wyniki badań, które dowodzą, że ludzie poddani psychoterapii oraz ludzie pozostawieni sami sobie jednakowo szybko przychodzili do równowagi psychicznej po traumatycznych wydarzeniach. Wydaje się więc, że czas oraz serdeczna troska najbliższych są w takich wypadkach, jak np. œmierć bliskiej osoby, najlepszym lekarzem i że powracanie po latach do tego rodzaju przeżyć może wyłącznie równowadze człowieka zaszkodzić.”

Jestem w stanie uwierzyć wynikom badań Williama Kilpatricka. Wydaje się to możliwe właœnie w odniesieniu do psychoterapii. Uzdrowienie wewnętrzne wszakże psychoterapią nie jest. Jednakże druga częœć wniosku, autorstwa, jak podejrzewam, Aleksandry Kowal, budzi we mnie, także jako lekarzu, zdecydowany sprzeciw. Serdeczna troska jest ważna i trudno się bez niej obejœć, zgoda, ale nie zgadzam się że powracanie do ciężkich przeżyć może zaszkodzić. Pracuję w œrodowisku, które znam od mojego dzieciństwa, w związku z tym wiem wiele o swoich pacjentach. Bardzo często widzę Ÿródło ich fizycznych chorób w problemach sprzed lat. To nawet nie jest tylko moje doœwiadczenie, tego uczą nas na kursach medycyny rodzinnej!

Gdy się „załatwi” problem po Bożemu, często znikają choroby fizyczne. Czas nigdy nie zagoi właœciwie problemu, może tylko zabliŸnić ranę, jeœli do tego dojdzie, trzeba usunąć bliznę, która uwiera, a to boli. Uzdrowienie też nie jest przyjemnym procesem, ale jest koniecznym, by prawidłowo funkcjonować.

W następnej częœci artykułu Aleksandra Kowal opisuje techniki jakoby stosowane w procesie uzdrowienia wewnętrznego. Powołuje się przy tym na PsychoHeresy Awareness Ministries - stronę autorstwa Martina i Deidre Bobganów:

Osoba prowadząca modlitwę o uzdrowienie wnętrza poprzez różne techniki zachęca człowieka, aby przypomniał sobie wypadki z przeszłoœci i powiązał je z obecnymi problemami lub cierpieniem. Może użyć hipnozy albo tylko zasugerować, co mogło się wydarzyć. Podobne sugestie często działają tak samo jak hipnoza na ludzi, którzy są podatni na sugestię lub mają rozwiniętą wyobraŸnię. „Uzdrowiciel” może poprowadzić daną osobę ponownie wstecz poprzez przeszłe wydarzenia - które mogły się wydarzyć albo i nie - stosując metodę wizualizacji.

„Uzdrowiciel” nie tylko pomaga tej osobie przeżyć na nowo rzeczywistą czy wyimaginowaną przeszłoœć, ale także odczuć ten sam ból i cierpienie. Ten wysoce emocjonalny moment uzdrowienia wewnętrznego jest podobny do wprowadzonego przez Freuda pojęcia odreagowania. Albo uprzednio, albo w tym momencie emocjonalnej intensywnoœci zostaje wprowadzona na scenę postać Jezusa, aby przyniósł uzdrowienie

Muszę powiedzieć, że osobiœcie się nie spotkałam, ani nawet nie słyszałam i jest to trudne do wyobrażenia, żeby ktoœ stosował przy uzdrowieniu hipnozę!!! Uzdrowicielem zaœ jest Jezus i nikt z osób modlących się o uzdrowienie nie przywłaszcza sobie tego tytułu. Nie wiem, kim są autorzy tych słów, ale bardzo proszę autorkę o wskazanie, kto w Katolickiej Odnowie Charyzmatycznej stosuje hipnozę i nazywa siebie uzdrowicielem.

„Niemniej jednak, chociaż ruch uzdrowienia wewnętrznego uważa się za chrzeœcijański - w dużej mierze posługując się Pismem Œwiętym oraz stosując wizualizację czy tylko wyobrażanie sobie Jezusa - ruch ten pochodzi „ze œwiata” i „z ciała”. Polega na ideach psychologicznych i technikach zebranych i wchłoniętych ze œwiata. Cały proces przemawia do „ciała”, ponieważ to właœnie „ciało” może być „uzdrowione”, a nie potępione z powodu grzechu. Należy poddać pod rozwagę, czyim dziełem jest to zwiedzenie.”

Bardzo jestem ciekawa, co miała Aleksandra Kowal na myœli, pisząc: „chociaż ruch uzdrowienia wewnętrznego uważa się za chrzeœcijański”. Jako odpowiedŸ pozwolę sobie zacytować słowa z I Dokumentu z Malines rozdział pt. „Uzdrawianie” (str. 74)

„Apostolska posługa uzdrawiania była również znana w Koœciele postapostolskim. Odnowa pragnie na nowo włączyć się ten aspekt œwiadectwa biblijnego oraz doœwiadczenia postapostolskiego w życie dzisiejszego Koœcioła. Odnowa zachęca do refleksji nad związkiem między uzdrawianiem a życiem sakramentalnym, szczególnie Eucharystią, Pojednaniem i Namaszczeniem Chorych. Jednym z zadań Odnowy jest stworzenie modelów sprawowania posługi uzdrawiania zarówno w kontekœcie sakramentalnym, jak i poza nim. Uznaje się, że przedmiotem posług uzdrawiania są uzdrowienia zarówno natury fizycznej jak i duchowej(...) Błędnym jest także przekonanie, że posługa uzdrawiania wyklucza tajemnicę odkupieńczego cierpienia”

Następnie Autorka zadaje istotne pytanie, jakie są cele uzdrawiania wewnętrznego i pada bardzo dziwna odpowiedŸ - jest to pragnienie osiągnięcia szczęœcia.

„Aby przyjrzeć się celom metody uzdrowienia wewnętrznego, znowu posłużę się fragmentem książki opracowanej przez Zbigniewa Lityńskiego:

„Nasze zranienia, w szczególnoœci te nieuœwiadomione, sprawiają, że nie potrafimy być szczęœliwi […], postępujemy egoistycznie”

„A zatem pragniemy osiągnąć szczęœcie.”

Bardzo ciekawy wniosek, idąc za logiką Autorki, to mogę œmiało napisać, że pragnieniem życia Aleksandry Kowal posiadanie np. samolotu. A dlaczego? Dlatego, że go nie ma.

Nigdy nie uczymy i nie wydaje mi się, że w innych wspólnotach to się dzieje, że celem życia chrzeœcijanina jest osiągnięcie szczęœcia tu na ziemi. Nie mogę zrozumieć, dlaczego akurat ten fragment posłużył Autorce do odpowiedzi na pytanie o cel uzdrawiania, skoro Zbigniew Lityński użył go w zupełnie innym kontekœcie.

Wystarczyło natomiast poczytać dokładniej cytowaną wczeœniej przez Autorkę stronę http://uzdrowienie-wew.webpark.pl , gdzie jest wyjaœnione, że „celem uzdrowienia wewnętrznego są takie reakcje, które umacniają naszą miłoœć do Boga i bliŸniego tak, aby negatywne reakcje nie wymykały się spod naszej kontroli. Miłoœć pomaga zintegrować naszą osobowoœć do pełnej dojrzałoœci chrzeœcijańskiej i służby, aby w ten sposób wyrazić swą wdzięcznoœć i uwielbienie Bogu. Uzdrowienia również budują naszą wiarę i pomagają nam znosić trudy pielgrzymowania do ojczyzny, która jest w niebie (por. Flp 3, 20). Uzdrowienie wewnętrzne to proces podczas którego zdążamy do pełnego uzdrowienia - zjednoczenia z Bogiem w wiecznoœci.” Wygodniej jest jednak dopasowywać fragmenty różnych opracowań, nie zawsze najszczęœliwiej dobranych, do swojej koncepcji uzdrowienia wewnętrznego.

Z następnym fragmentem artykułu UZDROWIENIE WEWNĘTRZNE - ZNAKI ZAPYTANIA całkowicie się zgadzam.

„Tymczasem żeby być szczęœliwym, paradoksalnie trzeba przestać o to zabiegać, trzeba zapomnieć o sobie i o swoich uczuciach, przestać nieustannie wpatrywać się w swoje wnętrze, ale skierować się ku innym ludziom, ku innym sprawom, przeżywać coœ całą swoją osobą. Analizowanie własnych uczuć odbiera wszelki autentyzm przeżyciom i powoduje, że w istocie kontemplujemy tylko własne niezaspokojone wnętrze.”

Nieustanne analizowanie uczuć jest niszczące dla człowieka, do niczego dobrego go nie prowadzi. Gdy ludzie nie umieją poradzić sobie ze swoimi uczuciami, właœnie wtedy ich wnętrze jest niezaspokojone i właœnie wtedy nieustannie analizują swe uczucia. Proces uzdrowienia polega na oddaniu tych nieuporządkowanych uczuć Bogu, dopiero wtedy można prawdziwie o nich zapomnieć. Dopiero wtedy można swój wzrok skierować na Boga a nie na swoje uczucia. Jeœli będziemy swoimi siłami usiłowali sobie poradzić z tymi niszczącymi nas uczuciami, efekt będzie mizerny.

Następnie Autorka pisze „A zupełnie już kuriozalny wydaje się tytuł jednego z rozdziałów w książce Linnów: „Zapobieganie nowotworom i ich leczenie poprzez uzdrawianie gniewu i poczucia winy”

Zgadzam się z tym w zupełnoœci, z tym zastrzeżeniem, że książki autorstwa Linnów nikomu bym nie odważyła się polecić. Według mnie jest to typowy podręcznik psychoterapii z użyciem Jezusa. Wiele jest takich pozycji, rzucają one fałszywe œwiatło na proces uzdrowienia.

Następnie Autorka dokonując oceny metody uzdrawiania, pisze:

„Tak właœnie się głosi: Bóg nie ma przystępu do ciebie ze swoją miłoœcią, dopóki nie zostaną uleczone twoje zranienia (samowystarczalnoœć metody).”Jest to nieprawda.My głosimy coœ zupełnie przeciwnego - Bóg kocha nas za darmo, kocha nas bezwarunkowo, mimo naszych grzechów, mimo naszych zranień. To Boża miłoœć leczy nasze rany.

W dalszej częœci Autorka dokonuje oceny jej uniwersalnoœci :

„Ponadto ta metoda w praktyce jest stosowana do wszystkich bez wyjątku (uniwersalnoœć), głosi się: „Na potrzebę uzdrowienia wewnętrznego mogą wskazywać między innymi: kompleks niższoœci, nienawiœć do samego siebie, poczucie bycia niekochanym przez Boga i ludzi, nienawiœć do innych, nieprzebaczenie sobie lub innym, skoncentrowanie się na sobie, złe nastroje, reakcje agresywne, brak opanowania, nadmierny krytycyzm, skrępowanie z powodu trudnoœci fizycznych, emocjonalnych i umysłowych, samotnoœć, odrzucenie, uporczywy smutek, problemy lękowe, chore poczucie winy, doœwiadczenie bezradnoœci, inercji, trudnoœci w kontaktach z ludŸmi, nieœmiałoœć, zahamowanie, poczucie odrzucenia”.

Wymienionych wskazań jest tak wiele, i prawie wszystkie bez wyjątku subiektywne, że każdy może znaleŸć coœ dla siebie i usprawiedliwić koniecznoœć poddania się uzdrowieniu. Z tym że przyczyna nazwana powyżej „skoncentrowaniem się na sobie” wydaje się stanowić następstwo uzdrawiania wewnętrznego, które do takiej postawy zachęca i wychowuje, powodując w rezultacie niekończące się seanse uzdrowieńcze, skutkiem których owo „skoncentrowanie się na sobie” sukcesywnie się pogłębia.”

Jeœli chodzi o owe skoncentrowanie się na sobie, powtarzam raz jeszcze i œwiadczą o tym także wypowiedzi uczestników rekolekcji uzdrowienia, że w wyniku procesu uzdrowienia zaczyna być możliwa postawa oderwania się od siebie, a koncentracji na Bogu. To prawda. że zawsze znajdą się ludzie, którzy będą szukać ciągle różnych uzdrowicieli, jeŸdzić z jednych rekolekcji na drugie, ale to problem tych ludzi, a nie uzdrowienia. Reakcje tych ludzi są takie a nie inne, dlatego, że mają oni wypaczoną osobowoœć. Są przecież ludzie, którzy np. przystępują bez potrzeby i umiaru do Sakramentu Pokuty (znam osobę, która potrafiła dwa razy na dzień), a nikt przecież na tej podstawie nie zaneguje tego Sakramentu. Może nie jest to zbyt właœciwe porównanie, ale Autorka właœnie użyła tu takiej właœnie logiki w odniesieniu do uzdrowienia.

A jeœli chodzi o uniwersalnoœć, to na pewno są ludzie (zdecydowana większoœć), którzy nie muszą korzystać z rekolekcji, czy modlitw o uzdrowienie. Pan Bóg uzdrawia na różne sposoby, a przede wszystkim poprzez Sakramenty, niemniej jednak uważam, że każdy musi poddać się uzdrowieniu. Nie powinno się mówić, że się nie potrzebuje uzdrowienia, po co byłyby nam dane Sakramenty Uzdrowienia? Jezus właœnie przecież przyszedł do chorych, zdrowi nie potrzebują lekarza, nie potrzebują Jezusa, są samowystarczalni. Wiele osób w Ewangelii Jezus uzdrowił, ale są również inni. Tych jest znacznie więcej. Są ci, którzy nie zdołali nigdy doœwiadczyć od Jezusa uzdrowienia, ale też byli zawsze przy Jezusie, byli obecni fizycznie, ale nie oddali mu swego serca.

Jedni, tak jak ludzie w Nazarecie, swoją niewiarą związali Jezusowi ręce. Drudzy, jak sprawiedliwi faryzeusze, czy bogaty młodzieniec byli tak porządni w swoich oczach, że nic nie potrzebowali pod Boga.

Był tez tłum, który zawsze otaczał Jezusa. Zagradzał on innym potrzebującym drogę do Jezusa.

Wszyscy potrzebują uzdrowienia, tylko nie wszyscy o tym wiedzą. Trochę sztuczne jest, moim zdaniem, dzielenie uzdrowienia na fizyczne, wewnętrzne i duchowe, Jezus chce uzdrawiać całego człowieka. Jeœli oddaję Jezusowi swoje życie, to pragnę je oddać w całoœci, dlaczego więc mam zatrzymywać dla siebie moje emocje, uczucia, kompleksy, zwłaszcza jeœli są one chore?

Natomiast jeœli chodzi o zagrożenia, to uważam, że właœnie w tym kierunku powinno się poprowadzić dyskusję. Zagrożeń bowiem jest wiele i trzeba, żeby uœwiadomić wszystkim ich istnienie i nazwać je po imieniu. To prawda, że często dochodzi do psychologizowania uzdrowienia. Dobrym tego przykładem jest cytowana tu książka Linnów. To prawda, że biorą się za uzdrawianie osoby do tego nie przygotowane i może powstać z tego więcej szkody niż pożytku. To prawda, że często w różnych książkach opisywane są różne dziwne techniki uzdrawiania. Jest na pewno jeszcze dużo innych nadużyć.

Chcę tu wyjaœnić także, że na naszych rekolekcjach staramy się tego wszystkiego unikać, nie ma miejsca także sytuacja, w której „osoby przychodzące na modlitwę o uzdrowienie, ujawniają intymne szczegóły ze swojego życia, grzechy swoje i cudze”. Jest to niedopuszczalne.

Kończąc swój artykuł Autorka zastanawia się nad przyczynami uciekania się do metod psychologicznych. Pisze:

„Co sprawia, że nie wierzymy, że formacja prowadzona przez Koœciół jest całoœciową i pełną formacją osoby, że szukamy ratunku w naukach humanistycznych, między innymi w psychologii? Diagnoza kard. Suenensa jest prosta:

Dzieje się to, gdy „słabnie wiara i rozwija się duchowa letnioœć.”

Ten sam rozdział zaczyna się od jednak słów:

„Nikt nie zaprzecza użytecznoœci poznania siebie samego, dla dowartoœciowania swoich potencjalnych możliwoœci, tego czym jest ubogacony. Tak więc uznajemy pożytecznoœć metod badania swego wnętrza. Cały problem polega na tym, aby wskazać w jakiej mierze okreœlony sposób badania jest uzależniony od ukrytej filozofii naturalistycznej”.

W rozdziale XI kard. Suenens stwierdza, że:

„Potrzebna jest dobra psychologia, aby chrzeœcijanin mógł prawidłowo badać zawartoœć swego ja, jednak aby owo psychologiczne przedsięwzięcie było dobrym, niezbędne i życiowe jest minimum teologii lub po prostu wiary”

Jeszcze jeden cytat z V Dokumentu z Malines, który tłumaczy, dlaczego ludzie tak powszechnie uciekają do metod, które z chrzeœcijaństwem nie mają wiele wspólnego: „sukces psychologii humanistycznej i jej „pochodnych”, nawet w œrodowisku chrzeœcijańskim, wziął się w dużej mierze z naszego, chrzeœcijan, grzechu zaniedbania. (…) nie wypracowaliœmy jednak do tej pory w wystarczający sposób pedagogiki, która potrafiłaby harmonizować naturę i łaskę w rozwoju człowieka. Nie zwróciliœmy należytej uwagi na to, co może pomóc człowiekowi w poznaniu siebie samego, otwarciu na innych, wychodzeniu z siebie i dzieleniu swymi bogactwami.”

Działanie zaœ Słowa Bożego, Sakramentów w naszym życiu zależy również od naszej wiary. Często tak jest, że ludzie nie doœwiadczają mocy Jezusa poprzez Sakramenty, bo nie wierzą, a nie wierzą, bo nie mają œwiadomoœci, nie rozumieją tego, co dzieje się na Eucharystii, a bierz e się to „w dużej mierze znaszego, chrzeœcijan, grzechu zaniedbania.”

Nie przeczę, że w dziedzinie uzdrawiania zostało popełnionych wiele błędów, myœlę jednak, że nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi. Zdaję sobie też sprawę, że różnie może wyglądać praktyka uzdrawiania w różnych wspólnotach i dlatego konieczne jest jak najszybsze uporządkowanie spraw z tym związanych.

Mam œwiadomoœć, że to, co piszę w obronie praktyki uzdrowienia oparte jest tylko i wyłącznie na moim doœwiadczeniu i na pewno jest skażone subiektywizmem, ale mam nadzieję, że w jakiœ sposób przyczyni się do wyprostowania, tego co robi się w procesie uzdrowienia.

ELŻBIETA KUPCZAK

--------------------------------------------------------------------------------

PS

Pisząc odpowiedŸ na artykuł Aleksandry Kowal codziennie zaglądałam na stronę Apologetyki. Początkowo miałam wrażenie, że artykuł ten jest oficjalnym stanowiskiem twórców Apologetyki. Dzisiaj widzę, że wygląda to trochę inaczej.

Na koniec chciałabym się odnieœć jeszcze do Zasad, które opracowali Prowadzący i Uczestnicy III Sesji.

Po ostatnich rekolekcjach my również widzimy, że uczestnikami powinny być osoby pełnoletnie, ponadto chcemy postawić warunek, by w takich rekolekcjach można było brać udział tylko raz.

Bardzo dobrze by to było, gdyby rekolekcje prowadzone były przez wykwalifikowaną kadrę, skąd jednakże ją zdobyć? W mojej pracy widzę ogromną potrzebę korzystania z pomocy chrzeœcijańskiego psychologa, niestety u nas jest to niemożliwe.

Moim zdaniem niemożliwe jest również, by takie rekolekcje odbywały się raz na rok tylko w Magdalence. Na nasze rekolekcje zgłosiło się w tym roku 190 osób, mogliœmy przyjąć tylko 160. To są dane tylko Diecezji Legnickiej, a reszta? Zapotrzebowanie, przynajmniej u nas, jest ogromne. To nieprawda, mówię to także jako lekarz, że tylko nieliczni potrzebują uzdrowienia. jeœli zaœ „TYLKO uczestnicy Odnowy Charyzmatycznej dostrzegają potrzebę uzdrowienia wewnętrznego”, to wydaje mi się, że to dobrze œwiadczy o Odnowie.

UZDROWIENIE WEWNĘTRZNE: ZA, A NAWET PRZECIW

Napisał KS. ANDRZEJ SIEMIENIEWSKI

Zrobiło się gorąco. Temperatury osiągnęły niebywałe poziomy jak na połowę wrzeœnia, nie tylko na dworze, ale i na łamach apologetyki. Tym gorącym tematem stało się uzdrowienie wewnętrzne. Tekst Aleksandry Kowal na temat uzdrowienia wewnętrznego wywołał tak wielkie zainteresowanie naszych czytelników, że warto dołączyć się do dyskusji na ten temat. Sięgnąłem, na chybił trafił, do dwóch starych numerów „Zeszytów Odnowy w Duchu Œwiętym” oraz do moich ulubionych charyzmatycznych książek na temat uzdrowienia wewnętrznego, aby zobaczyć, o czym właœciwie mówimy, kiedy dyskutujemy o „uzdrowieniu wewnętrznym”.

Okazało się, że w Odnowie Charyzmatycznej jedni, mówiąc o uzdrowieniu wewnętrznym, mają na myœli skutki odpuszczenia grzechów, zwłaszcza w sakramencie pojednania, inni - modlitwy poœwięcone obolałej psychice człowieka uwikłanego w sieć zranień, wspomnień, niepowodzeń, niezdolnego do normalnego chrzeœcijańskiego życia, jeszcze inni zaœ nazwą uzdrowienie wewnętrzne okreœlają specjalne techniki, czyli metody rekolekcyjne stosowane w celu uwolnienia od owych zranień, zwłaszcza w czasie specjalnych rekolekcji o uzdrowieniu wewnętrznym.

Uzdrowienie - dlaczego akurat „wewnętrzne”?

Okreœlenie „uzdrowienie wewnętrzne” nie występuje w Piœmie Œwiętym i zostało wprowadzone do użytku modlitewnego zdecydowanie niedawno. Najpopularniejsze jest w kręgach Odnowy Charyzmatycznej. Dobrze więc byłoby wyjaœnić na wstępie, o co tu właœciwie chodzi. Dlaczego w ogóle mówimy o uzdrowieniu „wewnętrznym”?

Pewnie dlatego, że kiedy mówi się o „uzdrowieniu”, to zwykle kojarzy się to z uwolnieniem od choroby ciała. Ponieważ wiele takich chorób łatwo zauważyć przy pierwszym zetknięciu z chorymi osobami (np. chromi, głusi, œlepi, trędowaci), stąd uzdrowienie ma charakter - w tym właœnie sensie - „zewnętrzny”: od razu widać, że coœ niezwykłego przytrafiło się choremu. Mnóstwo miejsc w Ewangelii i w Dziejach Apostolskich o tym opowiada.

Nazwę „uzdrowienie wewnętrzne” stosuje się więc dla podkreœlenia, że chodzi o coœ innego. Że uzdrowienie, owszem, następuje, ale w dziedzinie nie poddającej się tak łatwo obserwacji jak œlepota, głuchota, niemożnoœć chodzenia czy trąd. Coœ dzieje się w niewidocznym „œrodku” człowieka, właœnie „wewnątrz” niego. Co też może się tam dziać i co właœciwie jest „w œrodku” człowieka?

Jest tam to, co nazywamy „duchem”, i to, co nazywamy „psychiką”[1]. Uzdrowienie „wewnętrzne” odnosi się więc zapewne do przywrócenia zdrowia ludzkiemu duchowi i ludzkiej psychice.

1. Biblijna metoda uzdrowienia wewnętrznego: odpuszczenie grzechów

W sensie właœciwym chorobą ludzkiego ducha nazywamy w chrzeœcijaństwie grzech. Grzech to sprzeciwianie się człowieka Bożemu Prawu wskutek odwrócenia się od miłoœci Bożej. Uzdrowienie z grzechu polega na jego odpuszczeniu. W biblijnym nauczaniu najważniejszą okazją do doznania tego uzdrowienia jest chrzest: „Niech każdy z was ochrzci się na odpuszczenie grzechów waszych” (Dz 2,38). Uzdrawianie z duchowej choroby grzechu polega też na spotkaniu z Jezusem w sakramencie pojednania: „Którym odpuœcicie grzechy, są im odpuszczone” (J 20,23).

Jak z tego wynika, rekolekcje o uzdrowieniu wewnętrznym powinny polegać w pierwszym rzędzie na uœwiadomieniu ludziom ogromu miłosierdzia Bożego, następnie na doprowadzeniu ich do œwiadomoœci grzechów oddzielających ich od Boga, by póŸniej przypomnieć im, jak Bóg udziela odpuszczenia grzechów. Nieochrzczeni niech więc przygotują się w wierze do przyjęcia chrztu (w polskich warunkach raczej rzadki przypadek), a ochrzczeni niech przygotują się do sakramentu pojednania, czyli do spowiedzi.

Jeœli jasno nazwiemy, co nazywa się w chrzeœcijaństwie chorobą ducha (grzech) i jakie są biblijne œrodki uzdrowienia (chrzest, pokuta), to - być może z pewnym zdziwieniem - zauważymy, że typowe rekolekcje wielkopostne dla ludu w większoœci naszych parafii to œwietne rekolekcje o uzdrowieniu wewnętrznym: wiele mówi się tam o grzechu, o Bożym przebaczeniu, dba się o to, by nie zabrakło okazji do spowiedzi. Chorzy na grzech doznają uzdrowienia (rozgrzeszenia) i proponuje się im drogę dla zdrowych: życie w łasce Bożej.

Jeœli pamiętamy o tym nauczaniu biblijnym, to jasne też stanie się, że popularne w Odnowie Charyzmatycznej siedmiotygodniowe Seminaria Odnowy Życia w Duchu Œwiętym to nic innego jak rekolekcje Bożego uzdrowienia wewnętrznego (z wewnętrznej choroby grzechu) prowadzące do tego, by przyjąć rozgrzeszenie (czyli uzdrowienie wewnętrzne z grzechu) i dar nowej obecnoœci Ducha Œwiętego (wewnętrzne zdrowie).

Nauka Koœcioła katolickiego jasno potwierdza taką wizję uzdrowienia wewnętrznego w Katechizmie, obficie mówiąc o „chorobie”, „lekarzu” i „uzdrowieniu”:

„Nasz Pan Jezus Chrystus, lekarz naszych dusz i ciał, chciał, by Koœciół mocą Ducha Œwiętego kontynuował Jego dzieło uzdrawiania i zbawiania. Jest to celem dwóch sakramentów uzdrowienia: sakramentu pokuty i namaszczenia chorych” (por. KKK 1421).

Dalej: „Sakrament pokuty leczy powracającego do komunii koœcielnej” (KKK 1469). Co to znaczy? Leczy z grzechu najpierw przez pojednanie z Bogiem. Są też jednak dalsze skutki pojednania z Bogiem. Nieco podobnie jak skutkiem włączenia œwiatła będzie jego rozchodzenie się coraz dalej i dalej, po wszystkich sferach oœwietlanej przestrzeni, tak i łaska w sercu człowieka przyniesie kolejne fale uzdrowienia:

„Pojednanie z Bogiem rodzi dalsze pojednania: penitent jedna się z samym sobą w głębi własnego ja, odzyskując wewnętrzną prawdę, jedna się z braćmi, w jakiœ sposób przez niego skrzywdzonymi i znieważonymi, jedna się z Koœciołem, jedna się z całym stworzeniem” (por. KKK 1469).

Jak dotąd sprawa wydaje się jasna. Biblijne Ÿródło i wypływający z niego strumień życia koœcielnego rzeczywiœcie mówią o wewnętrznej chorobie grzechu, rzeczywiœcie podają jej przyczyny i rzeczywiœcie podają metodę jej uzdrowienia: wewnętrznego uzdrowienia. Częœcią tej metody jest powracanie w myœlach do przeszłoœci: ma przybrać postać pytania, w czym ja skrzywdziłem innych (co ciekawe: nie przybiera postaci pytania: w czym inni skrzywdzili mnie; zanurzanie się w to drugie pytanie bywało nawet nazywane w tradycyjnych rachunkach sumienia grzechem rozpamiętywania: czy nie rozpamiętywałem swoich krzywd?)

Jeœli członkowie naszych grup charyzmatycznych są właœciwie uformowani, obyci ze słownictwem biblijnym i z terminologią koœcielnego nauczania, to kiedy w kręgach Odnowy charyzmatycznej zapowie się „rekolekcje o uzdrowieniu wewnętrznym”, uczestnicy powinni zrozumieć to na pierwszym miejscu jako cykl spotkań na temat grzechu, sakramentalnego obmycia z grzechu i o wynikającej z tego nieuchronnie łasce uzdrawiania ludzkich wnętrz.

Tak być powinno. I często tak bywa. Kiedy o. E. Tardiff wypowiadał się na ten temat dla polskiej Odnowy, wyraził się tak: „sakrament pojednania jest swego rodzaju uprzywilejowanym miejscem uzdrowienia wewnętrznego”[2]. Podobnie mówiła s. Briege McKenna: „w sakramencie pojednania Jezus przychodzi, by oczyœcić nasze dusze z trądu i uzdrowić nasze życie ze skutków grzechu”[3]. Zamieszczone zaraz po jej artykule „Dwanaœcie kroków wiodących ku uzdrowieniu wewnętrznemu” trudno odróżnić (i całe szczęœcie!) od omówienia dobrze znanej z katechezy listy warunków dobrej spowiedzi lub od (nieco mniej znanego) przepisu na nawrócenie Anonimowych Alkoholików.

2. Uzdrowienie skołatanej psychiki

Hasło „uzdrowienie wewnętrzne” bywa więc kojarzone, jak widzimy, z sakramentalnym uzdrawianiem z choroby grzechu. Ale niekoniecznie: oto na pytanie: „czy każdy potrzebuje uzdrowienia wewnętrznego?” - pada odpowiedŸ wcale nie zaczynająca się od słów: „tak, bo każdy jest grzeszny”, tylko: „każdy bez wyjątku doœwiadczył zranień, które wywarły wpływ na nasze zachowanie. Te rany przejawiają się jako […] smutek, strach, lęki nocne, obsesje”[4].

Drugie skojarzenie z okreœleniem „uzdrowienie wewnętrzne” to także troska o obolałą psychikę człowieka. Każdy doznał w ciągu swojego życia wielu zranień, wskutek tego jest uwikłany w sieć wspomnień o niepowodzeniach i odrzuceniach. Niektórzy - jak widać - sugerują, że skutkiem tej niemiłej sytuacji jest to, że człowiek jest niezdolny do normalnego chrzeœcijańskiego życia, zanim nie podda się specjalnym zabiegom modlitewnym zwanym w tym właœnie drugim znaczeniu „uzdrowieniem wewnętrznym”. Schorowana psychika woła o uzdrowienie, bez którego nie można ani doœwiadczyć miłosierdzia Bożego, ani normalnych relacji z ludŸmi. Aby to uzdrowienie nastąpiło, konieczne jest poddanie się uzdrowieniu wewnętrznemu jako element normalnej formacji ku dojrzałoœci chrzeœcijańskiej. W wielu grupach Odnowy Charyzmatycznej taki element faktycznie proponuje się każdemu uczestnikowi albo w ramach Seminarium Odnowy Życia w Duchu Œwiętym (Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy), albo w postaci osobnych rekolekcji uzdrowienia wewnętrznego, znów zalecanych wszystkim bez wyjątku).

3. Metody uzdrowienia wewnętrznego: powrót do przeszłoœci

W jeszcze innych przypadkach nazwą „uzdrowienie wewnętrzne” okreœla się konkretne metody, za pomocą których pragnie się uwolnić człowieka od jego bolesnych obrażeń duchowych i psychicznych. Kiedy pewien znany propagator uzdrowienia wnętrza mówi: „podczas mojej pracy w posłudze uzdrowienia zaangażowałem się w proces uzdrowienia wewnętrznego” - to nie ma na myœli, że często spowiada ani też że w jakiœ ogólny sposób modli się o umocnienie wątpiących i pokrzepienie zagubionych serc. Chce wyrazić coœ innego: chodzi o „kontakt z duszą dziecka we wnętrzu dorosłego” oraz o „przyprowadzenie tego zranionego dziecka do Pana Jezusa Chrystusa”[5]. Wtedy uzdrowienie wewnętrzne oznacza dobrze sprecyzowany zestaw technik duchowych i psychologicznych stosowanych w wielu œrodowiskach Odnowy Charyzmatycznej dla osiągnięcia upragnionego celu: wewnętrznego zdrowia.

Często możemy zaobserwować, że te metody mają tendencję do swoistej gradacji.

Zaczynają się od pragnienia uzdrowienia wspomnień. Zachęca się więc człowieka, by przypominał sobie rozmaite bolesne momenty z życia, szczególnie momenty zawinione przez innych. Następnie stosuje się technikę wyobrażania sobie, że te trudne momenty przeżywam raz jeszcze, tym razem z Jezusem. Wyobrażam też sobie, że Pan Jezus wypowiada rozmaite pocieszające słowa i wskutek tego przykre doznanie jest łatwiejsze do zniesienia. Niekiedy nawet twierdzi się, że to moje wyobrażenie faktycznie zmienia przeszłoœć. Jest ona inna niż była wczeœniej, przed moimi wyobrażeniami, a to dlatego, że przecież Jezus jest Panem czasu i jest mu wszystko jedno, czy zmienia sytuację dziœ, czy sytuację sprzed 20 lat. Przy uzdrawianiu wspomnień przez modlitwę: „Panie, uzdrów moje serce, uzdrów moje wspomnienia” - rozumie się „moje wspomnienia krzywd, jakich doznałem od innych”.

Drugim stopniem jest sugerowanie, że wiele krzywd mogło zostać przeze mnie zapomnianych, a więc leżą już tylko w nieœwiadomoœci i stamtąd prowadzą swoją niszczycielską działalnoœć. Wskutek tego w ich wydobyciu na jaw często muszą służyć pomocą objawienia prorocze i słowa poznania animatorów charyzmatycznych, którzy podpowiedzą, o jakich doznanych przeze mnie krzywdach już nie pamiętam. „Panie, uzdrów to małe dziecko, którym byłem, i uzdrów moje zranienia”.

Trzecim stopniem jest sięganie po krzywdy doznane w życiu płodowym. Z natury rzeczy człowiek nie pamięta żadnych scen z tego okresu życia, ale jednak bywa zachęcany, aby i ten okres objąć modlitwą o uzdrowienie wewnętrzne. „Panie, wejdŸ ze mną aż do chwili, w której zostałem poczęty w łonie mojej matki. Jeœli byłem dzieckiem niechcianym, proszę, uzdrów mnie, Jezu!”

Wreszcie czwartym spotykanym w praktyce stadium jest kontynuowanie tego swoistego powrotu do przeszłoœci aż poza moment poczęcia. Jak jest to możliwe? Jest, mianowicie przez uzdrowienie międzypokoleniowe. Wydawnictwo jednego z oœrodków Odnowy w Duchu Œwiętym taki właœnie sposób uzdrowienia zaleca: „negatywne czyny i postępowanie przodków mogą dostać się do naszej «krwi» i pobrać opłatę od przyszłych pokoleń”, a to dlatego, że są „zakodowane genetycznie w systemie i ujawnią się w przyszłych pokoleniach[ ]: „jeœli ja się złoszczę, to może i mój ojciec ciągle się złoœcił, i dziadek również”. (Nawiasem mówiąc, na dziadku się nie kończy, bo przecież „dziękujemy ci, Panie, za uzdrowienie rygorystycznego życia w trzynastym pokoleniu matki”).

Oprócz powrotu do przeszłoœci bywa też oferowana wędrówka z Panem Jezusem w przyszłoœć: możemy mianowicie wyobrazić sobie złe doœwiadczenia, które jeszcze się nie wydarzyły i prosić niejako z góry o uzdrowienie negatywnych reakcji na nie[6].

Kilka ważnych pytań

Myœlę, że dopiero po ustaleniu tych trzech znaczeń, w jakich występuje w popularnym nauczaniu charyzmatycznym nazwa „uzdrowienie wewnętrzne”, warto kontynuować dyskusję. Po pierwsze, zadajmy pytanie, jakie znaczenie uzdrowienia wewnętrznego tak krytycznie oceniła Aleksandra Kowal.

Na pewno nie w pierwszym znaczeniu, czyli uzdrowienia wnętrza człowieka chorego na grzech za pomocą odpuszczenia grzechu przez Boga. W definicjach, które podała, nie pojawia się w ogóle ani pojęcie grzechu, ani pojęcie odpuszczenia grzechów.

Częœć tekstu odnosi się za to na pewno do uzdrowienia wewnętrznego w drugim znaczeniu: zainteresowanie polepszeniem stanu psychicznego, relacji międzyludzkich, uœmierzenia niepokoju, bólu czy poczucia krzywdy. Tu leży pewna niedoskonałoœć tego tekstu: ktoœ mógłby odnieœć wrażenie, że chrzeœcijaninowi powinno być wszystko jedno, czy ktoœ jest targany wewnętrznymi sprzecznoœciami czy też żyje w pokoju. Tymczasem z całą pewnoœcią tak nie jest. Tak jak lepiej być zdrowym na ciele niż chorym, tak samo lepiej jest mieć serce pełne pokoju i cieszyć się miłymi relacjami ze wszystkimi naokoło niż być obolałą ofiarą swojej przeszłoœci.

Jednak zasadnicze zainteresowanie A. Kowal odnosi się do dwóch rzeczy:

(1) nadmiernego zainteresowania swoim dobrym samopoczuciem, tak jakby niemal wchodziło to w zakres obowiązków Pana Boga wobec człowieka;

(2) traktowania pewnych metod uzdrowienia wewnętrznego, na przykład wędrowania w wyobraŸni w czasie, jako wniosku z czytania Pisma Œwiętego.

W związku z tymi dwoma obszarami zainteresowania nasunęły mi się pewne pytania do dyskusji, kontynuujące pytania A. Kowal (tu uwaga: nie bójmy się dyskutować! - niech przykładem będzie nam o. DeGrandis, który miał odwagę napisać: „nie jestem ekspertem w tej dziedzinie - mam tylko nadzieję, że uda mi się wzbudzić zainteresowanie i zachęcić do badań, które przyczynią się do powstania dalszych wytycznych postępowania”).

Pytanie pierwsze, dotyczące zacierania prawdy o grzechu

Zdarza się, że częœcią metod uzdrawiania wewnętrznego bywa nadmierne podkreœlanie Bożej akceptacji dla swojego stworzenia. Owszem, jest prawdą, że Bóg kocha każdego z nas takiego, jakim jest, ale czy wynika z tego Jego obojętnoœć wobec grzechu?

Oto przypowieœć o celniku i faryzeuszu. W nowej, charyzmatycznej interpretacji poszukiwacz uzdrowienia wewnętrznego dowiaduje się, że celnik się z całą pewnoœci nie nawrócił, a pomimo to Bóg mu i tak przebaczył: „Nie nawrócił się, bo gdyby się nawrócił, straciłby pracę. Nie jest nawrócony”[7]. Nic nie szkodzi, bo „Bogu podoba się modlitwa złego człowieka, a nie tego dobrego”, jakim był faryzeusz.

Podobnie nowe wyjaœnienie zadziwiającej wypowiedzi Jezusa: „celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa” (Mt 21,31). W nowej interpretacji przestaje to być wezwaniem do nawrócenia: „Dlaczego celnicy i nierządnice wejdą do nieba prędzej? Ponieważ wiedzą, że są grzesznikami, wiedzą, kim są, żyją w prawdzie, nie kłamią”. Czy rzeczywiœcie złodziej, który œmiało mówi zgodnie z prawdą „jestem złodziejem i dalej nim będę”, to typ osoby, która żyje w prawdzie? A co z ewangelicznym „idŸ i nie grzesz więcej”?

Pytanie drugie, dotyczące przebaczenia

Czy to prawda, że „Jezus wybacza mi właœnie teraz i za każdym razem, gdy żałuję za swój grzech”[8]? Owszem, jeœli słowo „żal” rozumiem biblijnie, jako postawę życiową. Ale jeœli rozumiem je w nowoczesnym wydaniu w sensie „ile razy poczuję żal” to nie jest to prawdą.

Biblia nie całkiem tak uczy o przebaczeniu: „Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią” (1 Kor 4,4). „Jeœli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień” (Mt 6,15). „Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuœci je nam” (1 J 1,9). Jeœli „wspomnisz, że brat twój ma coœ przeciw tobie, zostaw twój dar przed ołtarzem, a najpierw idŸ i pojednaj się z bratem swoim” (Mt 5,23-24). Zdaje się, że doœć dobrze odzwierciedla tę biblijną naukę to, czego nauczyliœmy się na katechezie o pięciu warunkach dobrej spowiedzi. W każdym razie do odpuszczenia grzechów trzeba więcej niż uczucie żalu.

Nadmierne skoncentrowanie na wartoœci wewnętrznych odczuć i poruszeń serca może rzeczywiœcie skłaniać do pomniejszania wartoœci obiektywnych sposobów odpuszczenia grzechów. Oto dowiadujemy się z jednej z charyzmatycznych konferencji na temat uzdrowienia wewnętrznego: „Powinienem się wyspowiadać ze wszystkich grzechów ciężkich. Tak naucza Koœciół katolicki. Ale Jezus nie czeka na to, aby mi wybaczyć. On wybacza mi, zanim przystąpię do spowiedzi. Dlaczego więc powinienem się spowiadać? Aby pogodzić się z Koœciołem”[9].

Nie wydaje się to być w zgodzie z tym, czego naucza Koœciół katolicki, który nie zna takiego rozdzielania na pojednanie z Bogiem (wyłącznie przez wewnętrzne akty grzesznika) i pojednanie z Koœciołem (przez zewnętrzny gest sakramentalny). Koœciół uczy: „Celem i skutkiem sakramentu [pojednania] jest pojednanie z Bogiem” (KKK 1468), oraz dalej, że jednoczeœnie ten sam sakrament, „jedna nas z Koœciołem” (KKK 1469). Tak, skutkiem sakramentu jest pojednanie z Bogiem oraz z Koœciołem.

Może dlatego zapowiedŸ rekolekcji o uzdrowienie wewnętrzne w Odnowie Charyzmatycznej mniej kojarzy się z przygotowaniem do dobrej spowiedzi, a bardziej z pytaniami: „czy twoi rodzice kłócili się, kiedy twoja matka była w trzecim miesiącu ciąży z tobą”, albo z proroctwami w stylu: „twoja matka cierpiała na depresję, kiedy miałeœ roczek i właœnie wtedy wypadłeœ z łóżeczka”.

Pozostaje też inne ciekawe pytanie: dlaczego w Odnowie Charyzmatycznej rekolekcje o uzdrowieniu wewnętrznym są często czymœ dodatkowym, po seminarium życia w Duchu Œwiętym, dlaczego w wielu oœrodkach takie rekolekcje uważa się za konieczny etap formacji członka ruchu charyzmatycznego po seminarium (REO), dlaczego wreszcie w wielu wersjach takich seminariów dołączono dodatkowe spotkania pod nazwą modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne?

Czyżby nie wszyscy podzielali optymizm autorów Katechizmu w sprawie uzdrawiającej mocy Ewangelii? Czy nie kryje się za tym przypuszczenie, że zwykle po prostu wcale tak nie będzie, że człowiek doprowadzony do pokuty i wyznania grzechów po przyjęciu uœwięcającej łaski Bożej, mocy Ducha i po zachęcie do aktywnego życia we wspólnocie Koœcioła - że taki człowiek „pojedna się z samym sobą w głębi własnego ja, odzyskując wewnętrzną prawdę, pojedna się z braćmi, w jakiœ sposób przez niego skrzywdzonymi i znieważonymi, pojedna się z Koœciołem, pojedna się z całym stworzeniem” (por. KKK 1469). Czy nie kryje się za tym myœl, że zwykle wcale tak się nie będzie działo i dlatego trzeba znaleŸć inną metodę: po prostu taką, która jest bardziej skuteczna?

Pytanie trzecie, co do technik stosowanych w uzdrowieniu wewnętrznym, a zwłaszcza wizualizacji

Do kolejnych, potęgujących się prób powracania w wyobraŸni do przeszłoœci dołączają się metody usunięcia zranienia w chwili jego powstania, czyli - ni mniej, ni więcej - w przeszłoœci. Polega to na wyobrażaniu sobie, że Jezus staje koło nas, wyobrażaniu sobie, że odbywa z nami wędrówkę w czasie, cofa się - ciągle razem z nami - do czasu naszego dzieciństwa, życia płodowego (a nawet, w wypadku uzdrowienia międzypokoleniowego, o kilkaset lat wstecz!) - i tam wypowiada słowa uzdrowienia: „W wyobraŸni doprowadziliœmy przodka przed miłujące oblicze Jezusa Chrystusa”[10]. Często dochodzi do tego też wyobrażanie sobie, że kogoœ przepraszam: „Widzę tę osobę w moich myœlach. Zarzucam jej ręce na szyję i mówię do tej osoby: przebaczam ci”[11].

Ta praktyka rodzi poważne pytanie: czy moja wyobraŸnia to stosowne narzędzie, by skłonić Boga do zaplanowanego przeze mnie postępowania? Czy można zarzucić ręce na szyję osobie nieobecnej (lub dawno temu zmarłej) za pomocą sił wyobraŸni? Czy nie pozostaje to wszystko - no właœnie, po prostu wyobraŸnią? I czy chrzeœcijaństwo to religia wyobraŸni?

Cele metody

Aleksandra Kowal pisze: „Niejawnym celem całego procesu staje się po prostu wyleczenie człowieka z konkretnej choroby lub zapobieganie następnym”. Wiąże się to z ważnym problemem systematycznego rozbudowywania nierealistycznych oczekiwań dotyczących uzdrowienia w Odnowie Charyzmatycznej. Zresztą tu problem jest szerszy, bo dotyczy już nie tylko uzdrowienia wewnętrznego, ale i całkiem zwyczajnie „zewnętrznego”.

W ruchu Odnowy można spotkać się regularnie z takim stawianiem problemu uzdrowienia: „Dlaczego nie wszyscy zostają uzdrowieni?”. Gdyby ktoœ nigdy nie był na spotkaniach z modlitwą o uzdrowienie, to myœlałby, że pytanie to zrodziło systematyczne powtarzanie się takiej oto sytuacji: zwykle na modlitwę o uzdrowienie przyjeżdża 20 osób na wózkach inwalidzkich. Zwykle po modlitwie 18 z nich zostawia swoje wózki, a dwie osoby - nie wiadomo dlaczego nieuzdrowione - odjeżdżają na wózkach. I trudno to wyjaœnić. Albo: przyszło 30 osób z legitymacją związku niewidomych. Dwadzieœcia szeœć zostawiło po modlitwie swoje legitymacje, bo nie będą im już więcej potrzebne. Powstaje trudne pytanie: dlaczego cztery osoby zostały nieuzdrowione? Czy to nie dziwne?

Postawienie problemu: „Dlaczego nie wszyscy zostają uzdrowieni?” - sprawia wrażenie, jakby realia modlitwy o uzdrowienie wyglądały tak, że znakomita większoœć chorych zostaje w czasie konkretnej sesji modlitewnej uzdrowionych, a nie wiadomo dlaczego nieliczni pozostają nieuzdrowieni. Jednak takie pytanie mogłoby powstać tylko u kogoœ, kto nigdy na takich modlitwach nie był, a nie u kogoœ, kto ich oglądał dziesiątki, zarówno u katolików, u protestantów, jak i w rozmaitych wspólnotach wolnokoœcielnych[12]. Wielokrotnie rozmawiałem z ludŸmi, którzy zapewniali mnie, że Jezus doœć szybko uzdrawia większoœć chorych niezależnie od ich choroby, że jest to tylko kwestia wiary. Zwykle pytałem wtedy: „A gdzie wasza wspólnota ma magazyn wózków inwalidzkich, które jako niepotrzebne zostały po modlitwach? Znam ludzi, którym taki sprzęt mógłby się przydać”.

Ponieważ realia są takie: z ciężkich chorób, które widać gołym okiem (wózek inwalidzki, œlepota, niedorozwój umysłowy), uzdrowienia są niezwykle rzadkie, nie częstsze niż w Lourdes, czyli jedno na wiele tysięcy modlitw. Wiele grup modlących się o uzdrowienie (grup katolickich, protestanckich i wolnokoœcielnych) po latach modlitw nie ma na stanie ani jednego niepotrzebnego wózka inwalidzkiego pozostawionego przez uzdrowioną osobę.

Problemem nie jest: „Dlaczego nieliczni nie są uzdrowieni”, tylko stanięcie w prawdzie: bardzo rzadko następuje uzdrowienie z ciężkich chorób. Realia wyglądają tak: chociaż sala jest pełna inwalidów to œwiadectwa uzdrowienia dotyczą przeważnie ustania bólu głowy i łatwiejszego poruszania sztywną nogą. Statystycznie mało jest œwiadectw uzdrowienia z ciężkich chorób. Chorzy na wózkach w znakomitej większoœci zostają na wózkach, a niewidomi od urodzenia - w większoœci pozostają niewidomi.

W związku z modlitwą o uzdrowienie wewnętrzne warto zadać sobie pytanie, czy nie towarzyszą jej podobnie nierealistyczne oczekiwania co do jej skutecznoœci.

P R Z Y P I S Y :

[1] Np. kiedy o. Józef Augustyn wypowiadał się o uzdrowieniu wewnętrznym na użytek Odnowy Charyzmatycznej, to od razu skierował rozmowę na te właœnie tory: J. Augustyn, Uzdrowienie wewnętrzne, „Zeszyty Odnowy w Duchu Œwiętym” nr 4 (1995), s. 20.

[2] E. Tardif, Przebaczenie i uzdrowienie wewnętrzne, „Zeszyty Odnowy w Duchu Œwiętym” nr 4 (1995), s. 43.

[3] B. McKenna, Prawdziwe uzdrowienie, „Zeszyty Odnowy w Duchu Œwiętym” nr 4 (1995), s. 13.

[4]Co niesie życie, „Zeszyty Odnowy w Duchu Œwiętym” nr 4 (1995), s. 13.

[5] Por. R. DeGrandis, Uzdrowienie międzypokoleniowe, ŁódŸ 2003, s. 13.

[6] D. Linn, M. Linn, Uzdrowienie ludzkich zranień, Kraków 1993.

[7] Por. R. Faricy, Konferencja I, „Zeszyty Odnowy w Duchu Œwiętym” nr 1 (1999). s. 13.

[8] Por. tamże, s. 6.

[9] Por. tamże.

[10] Por. R. DeGrandis, Uzdrowienie międzypokoleniowe, dz. cyt., s. 7, 14, 21, 95.

[11] Por. R. Faricy, Konferencja II, „Zeszyty Odnowy w Duchu Œwiętym” nr 1 (1999). s. 20.

[12] Osobom, które nie mają czasu, aby w dziesiątkach takich sesji uczestniczyć, pozostaje lektura, np. S.J. Pullum, „Foul Demons, come Out”: The Rhetoric of Twentieth-Century American Faith Healing, Westport (Conn.)/London 1999.

Napisz komentarz (0 Komentarze)

APOLOGIA «BEZPRZYMIOTNIKOWEJ» MODLITWY O UZDROWIENIE

Napisał JACEK ŒWIĘCKI

Do artykułu ustosunkuję się najpierw podkreœlając jego niewątpliwe zasługi w wytknięciu poważnych nadużyć w praktyce modlitwy o uzdrowienie. Niemniej potem zastanowię się nad wyraŸnymi nieœcisłoœciami, jakie on zawiera i które mogą byc przez drugą stronę (częœciowo słusznie) posądzone o złą wolę, o bezpardonową walkę z praktyką uzdrawiania w Odnowie itp. Wreszcie postaram się wskazać coœ, czego w tym artykule w ogóle nie ma, mianowicie na propozycję normy regulującej prowadzenie modlitwy o uzdrowienie.

I. Zasługi

Zasługą tego wysoce polemicznego artykułu jest przede wszystkim to, że zwraca uwagę na grube nadużycia, które zdarzaja się gdzieniegdzie w takich czy innych wspólnotach i grupach modlitewnych Odnowy.

1/ Samo okreœlenie «uzdrowienie wewnętrzne» jest w zasadzie niebiblijne. W hebrajskiej antropologii człowiek jest jednoœcią ciała (basar), duszy (nefesz) i ducha (ruach) - por. 1Tes 5,23.

Rozróżnianie uzdrowień cielesnych i psychicznych nie ma w tej pespektywie większego sensu. Dla Żydów każda częœć ciała reprezentuje jakąœ władzę psychiczną (prawica, nerki, żółć/wątroba, serce, koœci…) i gdy uzdrawiana jest jakaœ częœc ciała - jest też równoczeœnie uzdrawiana częœć psychiki reprezentowana przez tę częœć.

Otóż krwotok jest dla Hebrajczyka tożsamy z upływem życia, osoba dotknięta tą dolegliwoœcią jest uważana za nieczystą. Gdy Pan Jezus uzdrawia kobietę cierpiącą na krwotok, uzdrawia też jej poczucie wstydu i niegodnoœci, który kazał jej desperacko szukać pomocy u licznych lekarzy przez kilkanaœcie lat (por. Mk 5,25-34).

Z tego powodu w Piœmie œw. dominuje zdecydowanie opis uzdrowień « fizycznych», ponieważ są one bardziej zgodne z « konkretną» mentalnoœcia semicką i zakładają niemal zawsze także uzdowienie «wewnętrzne».

A zatem koncentrowanie się na uzdrawianiu pamięci, zranień wywołanych przeszłymi wydarzeniami itp. może byc słusznie podejrzewanie o wszelkiego rodzaju freudyzm i modernizm, którego w Ewangelii po prostu nie ma: tam uzdrowienie jest «bezprzymiotnikowe».

2/ Inną słuszną obserwacją jest zauważenie niebezpiecznego nachodzenia na siebie psychologii i spraw œciœle duchowych. Jeœli uzdrowienie pamięci utożsamia się z odpuszczeniem grzechu - to jest to herezja. Jeœli do uzdrawiania pamięci wprzęga się ignacjańską medytację i każe się w niej Panu Jezusowi wypowiadać słowa, których nigdy nie wypowiadał - to jest już tylko krok do okultyzmu i magii potępionych bez ogródek przez Pisma obu Testamentów. Jeœli modlitwa o uzdrowienie staje się stopniowo techniką psychoanalityczną - to tym samym rzeczywiœcie sprowadza się wiarę chrzeœcijańską do higieny psychicznej.

3/ Wreszcie Autorka słusznie broni tezy, że warunkiem wstępnym życia chrzeœcijańskiego nie jest uzdrowienie, ale uznanie własnej grzesznoœci i nawrócenie. Bez tego uzdrowienie może być dla człowieka bardziej zgubne od choroby, bo może doprowadzić do przekonania, że uzdrawianie (w szczególnoœci sfery psychicznej) jest zbawianiem człowieka.

II. Nieœcisłoœci i wątpliwe tezy

Tu będę bezpoœrednio cytował fragmenty z artykułu i komentował je.

1/ «Polska Odnowa w Duchu œw. poœwięca [uzdrowieniu wewnętrnemu] specjalną stronę internetową»

Otóż wymienioma strona (uzdrowienie-wew.webpark.pl) to po prostu streszczenie pracy licencjackiej Wojciecha Godlewskiego + komentarz innego autora co do praktyki egzorcyzmów (wydaje się być poprawny teologicznie). Nie ma tam żadnego «Imprimatur» biskupa Dembowskiego, odpowiedzialnego za Odnowę w Polsce. Nie ma też żadnego odwołania się do Centrum Koordynacyjnego «Magdalenka» itp. instytucji. Jest to po prostu strona prywatna.

2/ «…pojęcie uzdrowienia wewnętrznego oraz pomysł takiej praktyki zrodził się dopiero 50 lat temu…. nie może mieć… swoich Ÿródeł w Piœmie œw. Tradycji i nauce Koœcioła»

No cóż, kiedy œledzimy historię różnych praktyk w Koœciele Zachodnim, widzimy tu wyraŸną ewolucję. SpowiedŸ indywidualna w starożytnoœci i wczesnym œredniowieczu nie istniała, była tylko praktykowana publiczna pokuta chrzeœcijan, którzy dopuœcili się grzechu ciężkiego. Wprowadzenie obowiązkowej corocznej spowiedzi w XIII wieku było istną rewolucją. [Fakt, że rewolucję tę zapoczątkował Rzym, a nie pani Sanford…] Praktyka adoracji Najœw. Sakramentu też zjawiła się dopiero w połowie œredniowiecza. Problem polega tylko na zaakceptowaniu nowych praktyk przez Magisterium, a nie na tym, że dotąd czegoœ podobnego nie było ! Zmiany cywilizacyjne prowadzą przecież do zmian warunków egzystencji Koœcioła, i to musi być brane pod uwagę w formach modlitwy, sprawowania sakramentów, dzieł charytatywnych itp. Jeœlibyœmy tego postulatu nie uznawali, to znaczy że stoimy na gruncie prawosławia, które uważa, że wszystko w zasadzie zostało juz raz na zawsze ustalone w tzw. Pierwszych wiekach i żadne zmiany nie są pożądane. Tam nie ma adoracji konsekrowanej Hostii, bo niczego takiego w Tradycji pierwszego tysiąclecia doszukać się nie sposób (proszę o tym porozmawiać z prawosławnymi !).

3/ «zacieranie prawdy o grzechu»

Owszem, jeœli autentyczną modlitwę o uzdrowienie zastępuje technika psychologiczna, to jest to prawda. Niemniej Autorka przyjmuje, że w zasadzie wszyscy «zwolennicy uzdrowienia wewnętrznego» - jak to doœć nonszalancko okreœla - mają charakterystyczne poglądy, które w katolickiej ortodoksji się nie mieszczą. Uważam tego typu okreœlenia za wysoce niesprawiedliwe, a przynajmniej w stosunku do wielu braci i sióstr, z którymi się modliłem wstawienniczo i którzy na pewno pod tę kategorię nie podpadają.

Powiedziałbym tu coœ wręcz przeciwnego: rzeczywistoœć uzdrowień pozwala dopiero zobaczyć dramat grzechu we właœciwym œwietle i może przyczynić się do pogłębienia doktryny katolickiej na ten temat.

Otóz Katechizm w punkcie 1472 stwierdza, że każdy grzech ma podwójny skutek: pozbawienie komunii z Bogiem i nieuporządkowane przywiązanie do stworzeń. Ponadto grzech rani też całą wspólnotę Koœcioła i uderza w ludzką solidarnoœć (punkty 1443 i 1849). Rozgrzeszenie sakramentalne przywraca nam komunię z Bogiem, ale nie usuwa automatycznie innych skutków grzechu: aby wyeliminować wszystkie złe następstwa potrzebne jest jeszcze zadoœćuczynienie i odpusty.

Na stonie http://www.eleos.religia.net/seminarium/grzech.html bardzo słusznie napisano:

Ojciec przed œmiercią jedna się z Bogiem. Umiera. Jak sądzisz, czy dostanie się do Nieba? Bóg mu mówi: „ChodŸ!”. On jednak nie chce pójœć! „Jak ja mógłbym być szczęœliwy, mając œwiadomoœć zła i spustoszenia, jakie po sobie zostawiłem na ziemi? Mój syn w więzieniu, moja żona schorowana, tyle dobra mógłbym uczynić a nie zrobiłem tego…” On pójdzie do Nieba dopiero wtedy, gdy ktoœ naprawi błędy, które popełnił.

Jest to jak najbardziej zgodne z chrystusowym: «Zaprawdę, powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz.» (Mt 5:26)

No i właœnie: czy grupa osób modlących się nad osobą zranioną kiedyœ przez cudzy grzech nie pomaga właœnie jakiejœ duszy czyœćcowej uzyskać odpustu zupełnego ? To jest zupełnie nowy aspekt tej modlitwy, nad która warto się poważnie zastanowić !

Pomóc osobie zranionej często do żywego przez cudzy grzech może tylko miłoœć ; zadoœćuczynienie może także polegać na poœwięceniu osób, które swą bezinteresowną miłoœcią wyrażoną w modlitwie o uzdrowienie eliminują skutki grzechu (por. Jk 2,13). A nie jest to problem zupełnie teoretyczny. Osoba oczerniona, wyzyskiwana, poszkodowana ma prawo do chrzeœcijańskiej solidarnoœci, do modlitwy wstawienniczej braci i sióstr, którzy mogliby z wiarą uprosić dla niej siłę, aby mogła przebaczyć i wznieœć się ponad swoje trudne doœwiadczenia w mocy Zmartwychwstania Pańskiego.

Dotyczy to także ofiar klęsk żywiołowych, nieuleczalnych chorób itp. przypadłoœci, gdzie trudno byłoby wprost doszukać się czyjegoœ grzechu. Są osoby, których podobne ciosy paraliżują na długie lata, nie potrafią o własnych siłach oprzeć się żądzy odwetu i zaczynają wątpić w miłoœć Bożą. Jak pokazuje przykład sprawiedliwego Hioba, obciążona grzechem pierworodnym ludzka natura może w pewnych przypadkach nie wytrzymywać ogromu cierpień, które się na nią zwalają. Co wtedy powiemy takiemu komuœ ? Czy zachowamy się jak owi trzej przyjaciele, którzy dobijali go bardzo poprawnymi teologicznie wywodami o grzechu, pokucie i nawróceniu ? Czy też raczej okażemy mu współczucie i solidarnoœć zgodnie ze słowami œw. Pawła:

«Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą się wszystkie członki.» (1 Kor 12:26) ?

Oczywiœcie nie po to, aby zacierać prawdę o grzechu, ale po to, aby przez braterską miłoœć nasz cierpiący brat był w stanie otworzyć swe serce na uzdrawiającą miłoœć Boga:

«A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwoœci i uzdrowienie w jego skrzydłach. Wyjdziecie [swobodnie] i będziecie podskakiwać jak tuczone cielęta.» (Ml 3:20)

Nie jest bowiem prawdą, że to «czas leczy nasze zranienia» - leczy je tylko miłoœć.

4/ «Czy Jezus rzeczywiœcie nakazał nam miłować samego siebie ? NIE »

Cóz, istotnie, takiego przykazania nie ma. Jest natomiast surowy nakaz Łk 14,26 cytowany przez Autorkę. Oœmielam się jednak doszukiwać w takim postawieniu sprawy poważnej, choć chyba nie do końca uœwiadomionej, manipulacji. Dlaczego ?

Po pierwsze - w oryginale nie mówi się o nienawiœci samego siebie, ale o nienawiœci swojej duszy, a to z punktu widzenia hebrajskiej antropologii jest ogromną różnicą. Dusza (gr. psyche, hebr. nefesh) jest dla Żydów synonimem tożsamoœci (ale nie «zasadą życia» tak jak duch!), okreœleniem tego za kogo się mamy. To raczej serce, a nie dusza są okreœleniem «samego siebie» ! Ojcowie pustyni bardzo dobrze rozumieli tę różnicę, gdy wskazywali, że jednym z celów życia chrzeœcijańskiego jest porzucenie fałszywej tożsamoœci (czyli właœnie «duszy»), a przyjęcie na to miejsce prawdziwej tożsamoœci, ukrytej na dnie serca, tam gdzie przebywa Chrystus wszczepiony w nas na chrzcie. Œw. Paweł okreœla te dwie rzeczywistoœci słowami «anthropos psychikos» - człowiek zmysłowy, skoncentrowany na duszy - i «anthropos pneumatikos» - człowiek duchowy, skoncentrowany w sercu, miejscu przebywania ducha (por. 1Kor 2,14-15). Kogo więc mamy nienawidzieć ? Człowieka zmysłowego w nas, owego «starego człowieka», którym kierują w życiu rozmaite żądze i który stworzenia przedkłada ponad Stwórcę. Ale mamy też kochać «nowego człowieka» danego nam w postaci embrionalnej na chrzcie i który jest podobny do Syna Bożego. Œw. Jan oddaje to samo wymaganie nieco inaczej:

Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym œwiecie, zachowa je na życie wieczne. (Jn 12:25).

Czy zatem mamy teraz popełnić zbiorowe samobójstwo, by wypełnić ten ewangeliczny nakaz ? Tak jak członkowie sekty «Œwiątynia Słońca» ?

Po drugie - Pan Jezus widzi ogromną wartoœć człowieka, co przebija z następujących wypowiedzi:

Lecz On im odpowiedział: Kto z was jeœli ma jedną owcę, i jeżeli mu ta w dół wpadnie w szabat, nie chwyci i nie wyciągnie jej? O ileż ważniejszy jest człowiek niż owca. (Mt 12:11-12a)

Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteœcie ważniejsi niż one? (Mt 6:26)

Dalej, w przypowieœci o drachmie (Łk 15,8-10) porównuje grzesznika do drachmy. Owszem, choć odnaleziona moneta może być uszkodzona, brudna, «zapaŸdziała» i w ogóle obrzydliwa w wyglądzie i w dotyku - to jest jednak dalej monetą, za którą można kupic chleb, olej i wino ! Póki widnieje na niej nie do końca zatarte podobieństwo do Boga, ma w dalszym ciągu taką samą wartoœć jak œliczna, nowiutka moneta ! Nienawidzieć to, w czym sam Bóg widzi wartoœć jest dla mnie czymœ niezrozumiałym i niemożliwym do przyjęcia.

Dodajmy do tego jeszcze dwa fragmenty ze Starego Testamentu:

Albowiem Ja jestem Pan, twój Bóg, Œwięty Izraela, twój Zbawca. Daję Egipt jako twój okup, Kusz i Sabę w zamian za ciebie.Ponieważ drogi jesteœ w moich oczach, nabrałeœ wartoœci i Ja cię miłuję, przeto daję ludzi za ciebie i narody za życie twoje. (Iz 43:3-4)

Nad wszystkim masz litoœć, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeœ, bo gdybyœ miał coœ w nienawiœci, nie byłbyœ tego uczynił. Jakżeby coœ trwać mogło, gdybyœ Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byœ nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłoœniku życia! (Mdr 11:23-26)

Po trzecie - teologia nienawiœci samego siebie nie jest niczym nowym: w czasach nowożytnych pojawiła się we Francji w połowie XVII wieku pod nazwą jansenizmu i została bardzo szybko potępiona przez Rzym. Podstawą teoretyczną traktatu «Augustinus» biskupa Janseniusa z Ypres we Flandrii (dzisiaj jest to w Belgii) była skrajna interpretacja niektórych pism œw. Augustyna - a zatem bardzo podobny przypadek jak u Lutra. Punktem wyjœcia dla obu teologów była teza o zupełnym zepsuciu ludzkiej natury przez grzech pierworodny - wbrew opinii œw. Tomasza z Akwinu i wbrew dekretom Soborowi Trydenckiemu. Konsekwencją takiego stanowiska jest nieuchronnie postawa nienawiœci do samego siebie - to chyba logiczne. Luter znalazł wyjœcie z sytuacji w postaci aktu wiary. Natomiast nasz katolicki biskup propagował samoumartwianie się, cierpiętnictwo, poniżanie się, w końcu zrezygnowanie z przyjmowania komunii œw. poza niezbędną «komunią wielkanocną» wymaganą przez Koœciół. Mało kto zdaje sobie sprawę, że objawienia Najœwiętszego Serca w Paray-le-Monial i wywodząca się stąd praktyka «dziewięciu pierwszych piątków miesiąca» były reakcją Nieba na tą tragiczną w skutkach wewnątrzkatolicką herezję. Niestety, chociaż oficjalnie janseniœci zostali w teorii wyeliminowani, Koœciół katolicki we Francji (i w ogóle na zachodzie Europy) był całkowicie opanowany przez podobną orientację w swej praktyce duszpasterskiej. Drukowano wtedy tomy wątpliwej jakoœci pobożnych książek zachęcających gorliwych katolików do bezsensownych niekiedy umartwień itp. praktyk - a to zrażało do wiary katolickiej coraz więcej w miarę «normalnych» ludzi. Dopiero œw. Teresa z Lisieux położyła temu nieszczęœciu definitywny kres.

Wątki «jansenizujące» pojawiają się niestety w artykule doœć wyraŸnie i to aż w kilku miejscach.

5/ «przebaczenie nie jest warunkiem wstępnym życia chrzeœcijańskiego, nie jest darem, jest nakazem»

Niestety to sformułowanie jest całkowicie niezgodne z Katechizmem, a już zwłaszcza z punktem 2841, gdzie mówi się, że przebaczenie jest dla człowieka czymœ właœciwie niemożliwym, i że można przebaczyć tylko z pomocą Bożą. Poprzedni zaœ punkt mówi, że bez przebaczenia bliŸniemu «strumień miłosierdzia Bożego nie może przeniknąć do naszego serca».

Autorka stwierdza ponadto bez ogródek, że «przebaczenie w sercu » należy interpretować jako koniecznoœć zdobycia się na akt woli, który jest czymœ normalnym, a nie nadzwyczajnym. W ten sposób jej stanowisko zbliża się niebezpiecznie do stanowiska niejakiego Pelagiusza, który na początku V wieku twierdził, że spełnienie przykazań Bożych zależy tylko i wyłącznie od naszej woli i żadna specjalna łaska nadprzyrodzona nie jest tu potrzebna. No cóż: poglądy te zostały wielokrotnie potępione przez Rzym (ostatni raz na Soborze Trydenckim). No comments.

«Przebaczenie w sercu» to proces, który Katechizm opisuje w następujący sposób:

Rzeczywiœcie, właœnie tu; "w głębi serca" rozstrzyga się wszystko. Nieodczuwanie obrazy i zapomnienie o niej nie leży w naszej mocy; serce, które ofiaruje się Duchowi Œwiętemu, przemienia jednak ranę we współczucie i oczyszcza pamięć, zastępując obrazę wstawiennictwem. (KKK 2843)

Przecież o to właœnie chodzi w modlitwie o uzdrowienie: pomóc naszemu bratu w otwarciu serca na takie właœnie łaski. A że tego oczywiœcie nie osiągnie się za pomocą psychoanalizy przebranej w formę modlitwy, to już zupełnie inna bajka !…

Należy tylko uzupełnić, że serce jest w hebrajskiej antropologii biblijnej uważane za centrum osoby (zarówno Bożej jak i ludzkiej !): tam rodzą się myœli, zapadają najważniejsze, najgłębsze decyzje (zwłaszcza co do celów, jakie sobie osoba stawia) i tam duch ludzki («zasada życia») spotyka się z Duchem Bożym. Serce nie jest więc tożsame z wolą: niemniej to decyzje zapadające w sercu determinują w jaki sposób osoba posługuje się swoją wolą w życiu codziennym. Jeœli serce jest poddane Chrystusowi, to jest tak jak napisał œw. Paweł:

Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą. Flp 2:13

Lecz jeœli serce jest poddane pożądliwoœci, to wtedy ludzka wola nie jest w pełni wolna, jak to objawił nam Pan Jezus w rozmowie z faryzeuszami:

Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: Jeżeli będziesz trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.

Odpowiedzieli Mu: Jesteœmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliœmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: Wolni będziecie?

Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiœcie wolni. (Jn 8:31-36)

W pełni wolne jest zatem tylko ludzkie serce, dlatego biblijni Mędrcy pouczają nas:

«Z całą pilnoœcią strzeż swego serca, bo życie ma tam swoje Ÿródło.» (Prz 4:23)

«Korzeniem zamierzeń jest serce, skąd wyrastają cztery gałęzie:dobro i zło, życie i œmierć, a nad tym wszystkim język ma pełną władzę.» (Syr 38:17-18)

NB «język» i «prawica» są właœnie organami reprezentującymi wolę.

Jest to w ogóle ogromnie subtelny temat wart być może i doktoratu… Toteż nie będę go dalej rozwijał, bo jest to materiał na nowy, ogromny artykuł.

Œwiadectwo osobiste

Było to w 1986 roku, w Paray-leMonial (miejsce objawień Najœw. Serca w 1675) na sesji wspólnoty «Emmanuel» podczas adoracji Najœw. Sakramentu. W pewnym momencie jakaœ dziewczyna podeszła do mikrofonu i powiedziała: Pan wzywa teraz osoby, które zostały zranione podczs swojej edukacji religijnej, aby przebaczyły swoim katechetom. Ledwo to powiedziała, natychmiast stanął mi przed oczyma ksiądz i zakonnica przygotowujacy mnie do pierwszej komunii. Natychmiast też odżyły w mej pamięci sceny wyrzucenia mnie z katechezy z jakiegoœ błahego powodu. Uprzytomniłem sobie, że odtąd duchowni stali się dla mnie tymi, którzy przeszkadzają mi przyjąć Pana Jezusa, a nie tymi, którzy mi pomagaja się do niego zbliżyć. Wtedy otrzymałem też jakby Boże spojrzenie na tamte wydarzenia: ujrzałem zestresowanych katechetów, którzy tak starannie chcą przygotować ceremonię, że nie dostrzegają, iż dzieci nie są w stanie sprostać ich wymaganiom. Wtedy odczułem nagle w swym sercu współczucie dla nich i przebaczyłem im ten incydent doœć spontanicznie. I jakby kamień spadł mi z serca: poczułem, że w tej samej chwili nabrałem więcej życia, a ja stałem się jakiœ bardziej ludzki i bardziej solidarny z całym Koœciołem.

6/ «nie wydaje się, aby Pismo œw. zalecało podróż w czasie »

Cóż, podróż w czasie Pismo odbywa często, ale w kontekœcie dziejów narodu wybranego: najczęsciej chodzi o wspominanie wielkich dzieł Bożych, albo też grzechów ludu (por. Neh 9:). W aspekcie indywidualnym zdarza się to najczęœciej w kontekœcie œwiadectwa (por. Dz 22:), natomiast nie mamy w Pismach właœciwie żadnej wzmianki o praktykowanym we współczesnym katolicyzmie «rachunku sumienia». Owszem, prawosławni dalej uważają, że taka praktyka przed spowiedzią nie jest potrzebna: należy powiedzieć popowi spontanicznie to, co akurat właœnie wyrzuca nam sumienie i nie dbać o całą resztę.

Czy piszę teraz nie na temat? Oceńcie sami ! Krytyka «podróży w czasie» podczas modlitwy o uzdrowienie może być bardzo łatwo obrócona przeciw katolickiemu sposobowi sprawowania sakramentu pokuty - pamiętajmy o tym ! A już zwłaszcza przeciw praktyce « spowiedzi generalnej» z całego życia !

7/ «żeby byc szczęœliwym trzeba przestać o to zabiegać»

Oto kolejny «jansenizujący» wątek: szczęœcie na «tym œwiecie» jest nieosiągalne, a może nawet i niewskazane. Cóż, na pewno pełni szczęœcia już teraz nie osiągniemy, ale na pewno nie jesteœmy skazani na cierpiętnictwo, jak o tym swiadczą następujące fragmenty Pisma:

Synu mój, nie zapomnij mych nauk, twoje serce niech strzeże nakazów,bo wiele dni i lat życia i pełnię ci szczęœcia przyniosą: Dla tego, co strzeże <mądroœci>, drzewem jest życia, a kto się jej trzyma - szczęœliwy. (Prz 3:1-2,18)

Owszem, szczęœcie człowieka bogobojnego nie jest błogostanem i często zmieszane jest z cierpieniem:tego nas właœnie uczą ewangeliczne Błogosławieństwa. Autorka uważa najwyrażniej, że szczęœcie, które one głoszą polega na cierpiętnictwie. Jest to typowa interpretacja jansenistyczna, ale na pewno nie katolicka ! Manipulacja polega na tym, że Błogosławieństwa głoszą szczęœcie autentyczne, choć natury nadprzyrodzonej: oglądanie Boga, doznanie miłosierdzia, zostanie synami Bożymi, nasycenie się sprawiedliwoœcią Bożą (NB. w Biblii jest to synonim œwiętoœci - żydowscy œwięci nazywają się «tsadiqim» - sprawiedliwi). To szczęœcie jest dane nam już teraz - choć w całej pełni otrzymamy je dopiero po œmierci. Warto wiedzieć, że Błogosławieństwa mają przepiękną strukturę, tak że można je ułożyć parami. Z tej struktury wynika właœnie, że - dla przykładu - miłosierdzia dostępujemy, gdy płaczemy nad swoim grzechem, smucimy się z powodu stanu tego œwiata i jesteœmy miłosierni dla bliŸnich. [nie rozwijam tego tematu - to jest znów materiał na ogromny artykuł]. Nasza nadprzyrodzona radoœć jest w życiu chrzeœcijanina nieustannie zmieszana z przyrodzonym smutkiem - jak to słusznie powtarzała sługa Boża Marta Robin. Tak - to nie jest błogostan, ale też nie jest to los nędzarza, płaksy, człowieka miałkiego i stale dostającego od innych po głowie !

Istotą szczęœcia jest pokój, jakiego œwiat dac nie może (hebr. shalom):

Jeszcze chwila, a nie będzie przestępcy: spojrzysz na jego miejsce, a już go nie będzie. Natomiast pokorni posiądą ziemię i będą się rozkoszować wielkim pokojem. (Ps 37:10-11)

Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje œwiat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka. (Jn 14:27)

A przyszedłszy [Jezus] zwiastował pokój wam, którzyœcie daleko, i pokój tym, którzy blisko. (Ef 2:17).

A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myœli w Chrystusie Jezusie. (Flp 4:7)

Cóż jednak znajdujemy w artykule ? Okazuje się, że to właœnie bezbożni, a nie pobożni cieszą się na tym œwiecie pokojem dixit Jer 12,1! Niestety, tu znów mamy do czynienia z nieprawdopodobnym wprost nieporozumieniem (o manipulacji nie œmiem pisać, bo autora tak dobrego artykułu o pokoju-shalom - patrz http://www.apologetyka.katolik.pl/odnowa/nasze_korzenie/szalom/index.php i który wszystkim gorąco polecam - nie podejrzewam o tak dalece idącą hipokryzję !).

Pomińmy już nawet fakt, że Jeremiasz wypowiada te słowa rozgoryczony, pełen bólu, podobnie jak Hiob, który wykrzykuje swoje cierpienie w jeszcze gwałtowniejszych słowach:

Spokojne namioty złoczyńców, kto gniewa Boga, jest dufny; za rękę go Bóg prowadzi. (Job 12:6)

Chodzi o to, że użyte i przez Jeremiasza i przez Hioba słowa nie mają nic wspólnego z pokojem-shalom: chodzi tu raczej o «œwięty spokój», o ogólne powodzenie w życiu, brak cierpień i problemów [hebrajski rdzeń "shalah"], a nie o pokój Boży, o którym mówi Psalm 37 [rdzeń "shalam"]. Bezbożny zażywa fałszywego spokoju, który polega na udanych próbach egoistycznego zaspokajania swoich żądz, ale tak naprawdę nigdy nie jest szczęœliwy. Natomiast szczęœcie pobożnego polega na służeniu innym i doœwiadczaniu pełni istnienia - pomimo cierpień, prób i doœwiadczeń. I takiego właœnie szczęœcia każe nam szukać Słowo Boże:

PójdŸcie, synowie, słuchajcie mnie; nauczę was bojaŸni Pańskiej.

Jakim ma być człowiek, co miłuje życie i pragnie dni, by zażywać szczęœcia?

Powœciągnij swój język od złego, a twoje wargi od słów podstępnych!

Odstąp od złego, czyń dobro; szukaj pokoju, idŸ za nim!

(Ps 34:12-15)

A więc zabiegaj o szczęœcie i bądŸ szczęœliwy- ale wybierz to, co jest nim naprawdę, a nie tylko jego pozorem.

8/ «słowo Boże nie zawsze przynosi pocieszenie» « życie chrzeœcijanina jest nieustanną walką ze swoim grzechem»

Życiem chrzeœcijanina jest Chrystus, a jego celem - upodobnienie się do Niego. Walka z grzechem jest tylko konsekwencją tego fundamentalnego wyboru, a nie celem samym w sobie. Etymologia słowa « grzeszyć» (hebr. chata' , gr. hamartano) to tyle co «chybić, nie trafić w cel, rozminąć się się z czymœ». Gdyby Dobra Nowina polegała na tym, że całe życie będziemy walczyć z grzechem, a potem «ewentualnie» dostaniemy się do nieba (po dłuższym lub krótszym pobycie w czyœćcu) - nie bylibyœmy chyba rozentuzjazmowani podobną perspektywą. Tymczasem Ewangelia przedstawia nam zupełnie inną perspektywę: perspektywę przemienienia naszej natury, uœwięcenia i przebóstwienia. Proces ten zaczyna się juz teraz, od momentu chrztu, a Słowo Boże, sakramenty i wstawiennictwo braci są nam dane po to, aby w pełni ukształtował się w nas Chrystus (por. Gal 3,19). Słowo bywa bolesne, jeœli kruszy nasze serca, wypomina nam zejœcie na bezdroża grzechu, uœmierca starego człowieka w nas - ale NIGDY nie odmawia nam pocieszenia, bo jest słowem Kogos, kto kocha nas bardziej, niż my sami bylibyœmy w stanie kochać samych siebie.

Trzeba tylko odkryć jego słodycz w swoim czasie (por. Ap 10,9-10) . Chyba, że chcemy uparcie tkwić w jansenistycznym duchowym masochizmie i wykrzykiwac co rusz: «jak ja cierpię, ach jak ja cierpię, jak ja wspaniale cierpię dla Pana !».

9/ «czy samo Słowo Boże i Eucharystia nie wystarczają do uzdrowienia?»

Artykuł stawia nas przed bardzo dziwną alternatywą: gdy poszukujesz uzdrowienia to masz do wyboru albo Słowo i sakramenty, albo pseudochrzeœcijańską praktykę «uzdrowienia wewnętrznego».

Tymczasem autentyczna modlitwa o uzdrowienie praktykowana w Odnowie nie jest ani jednym, ani drugim: jest natomiast modlitwą wstawienniczą za brata lub siostrę w potrzebie z użyciem charyzmatów. Charyzmaty są zawsze podporządkowane Słowu i sakramentom: proszący o uzdrowienie otrzymuje obficie słowa z Pisma i jest niemal z reguły gorąco zachęcany do korzystania z sakramentu pojednania i/lub chorych i/lub Eucharystii (było tak przynajmniej zawsze wtedy gdy ja uczestniczyłem w takiej modlitwie).

Autorka zdaje się sugerować, że wszystko, co Słowem lub sakramentem nie jest, jest rodzajem «zwiedzenia psychologicznego». A zatem charyzmaty też ? A jesli tak nie twierdzi, to po co one są? Tylko po to, aby sobie «poœpiewać językami» na zgromadzeniu modlitewnym i przeczytać biblijna perykopę z góry « rozeznaną» przez lidera parę dni wczęœniej (dla większego bezpieczeństwa) ?

10/ «wiele osób poważnie ucierpiało wskutek przeprowadzonych modlitw o uzdrowienie» i «uzdrowienie wewnętrne jest œlepym zaułkiem»

Ile jest zatem tych ofiar modlitwy o uzdrowienie ? Czy na pewno więcej niż ofiar trumatycznych spowiedzi? Stawiam to pytanie bardzo prowokacyjnie, bo zdarzały się w mojej rodzinie przypadki spowiedzi, po których zraniona osoba rzucała Koœciół na kilkadziesiąt nawet lat. I czy z tego powodu odrzucimy sakrament pojednania w formie indywidualnego wyznania grzechów kapłanowi ? Czy tych kilkaset «wpadek» może przesłonić oceany dobra, uzdrowienia i miłosierdzia, które wylały się na miliony penitentów klęczących za kratkami konfesjonału?

Kazda spowiedŸ jest ryzykiem i dla spowiednika i dla penitenta, ale w imię miłoœci Bożej warto je podjąć. Modlitwa o uzdrowienie też wiąże sie z podjęciem ryzyka, ale Bóg błogosławi ryzykantom wypływającym na głębię - byle tylko dobrze się przedtem do takiej misji przygotowali. Owszem, zdarzają się pomyłki, zdarza się, że osoba, za która się modlimy, nie rozumie dobrze naszych słow, gestów i wyjaœnień. Ale jeœli tylko odczuje w swym sercu, że modlimy się z nią i za nią ponieważ ją kochamy, a nie dlatego, aby popisywac się przed nią darami duchowymi - wtedy nigdy nie znajdziemy się w «œlepym zaułku».

III. Propozycja normy pozytywnej

Artykuł koncentruje się na wszystkich możliwych «błędach i wypaczeniach» modlitwy o uzdrowienie praktykowanej w Odnowie. A ponieważ nie powołuje się przy tym na żaden przykład pozytywny, sprawia wrażenie, jakby jego celem było totalne wyeliminowanie podobnej modlitwy z duchowoœci pentekostalnej.

Gdyby tak się istotnie stało, Koœciół utraciłby ogromną częœć na nowo odkrytego dzięki przebudzeniu Charyzmatycznemu skarbu : możliwoœci doœwiadczania autentycznej duchowej solidarnoœci chrzeœcijan, którzy otrzymują od Ducha Bożego charyzmaty (w tym charyzmaty uzdrawiania) nie dla siebie, ale dla innych. Przekonujemy się wtedy na własne oczy, że Bóg autentycznie czyni poœród nas wielkie rzeczy nie dzięki naszym hipotetycznym «zasługom» (np. modlitwom, postom i umartwieniom podjętym w czyjejœ intencji), ale dzięki pokorze tego to brata, czy tej siostry, która zaryzykowała oœmieszenie się, niezrozumienie, a nawet błąd, aby przekazać innemu bratu i siostrze w potrzebie słowa, gesty i obrazy dotykające najczulszych strun jego wnętrza i niosące mu miłoœć Bożą. Niektóre z tych gestów, obrazów i słow, które otrzymałem od innych lub sam otrzymałem dla innych do dziœ tkwią w mej pamięci niczym kamienie milowe mej osobistej «historii œwiętej». Gdy czytam takie oto słowo w Biblii, trudno mi nie pamiętać wtedy o tym bracie, o tej siostrze, która mi go kiedyœ dała i wspomnieć ją przed Panem z wdzięcznoœcią. Albo pomodlic się raz jeszcze za osobę, której takie słowo kiedyœ dałem…

Na końcu chcę zatem przedstawić pokrótce jak przebiega modlitwa wstawiennicza w pewnej francuskiej wspólnocie, z która byłem stowarzyszony przez ponad 4 lata i której zawdzięczam zdrowe fundamenty Odnowy nie skażonej żadnym pozakatolickim « fundamentalizmem».

1/ Osoba, która chce skorzystać z modlitwy wstawienniczej umawia się najpierw u jednej z osób odpowiedzialnych za diakonię (po francusku: service de pričre). Wtedy jest pytana przede wszystkim o motywację i ewentualnie umawiana na okreœloną godzinę. Jest też informowana wstępnie o przebiegu podobnej modlitwy i czasie (ok. 45 minut).

2/ Podczas modlitwy trzy osoby modlą się bezpoœrednio z umówioną osobą («les priants»), a 3-5 innych osób modli się w tym samym czasie tuż obok przed Najœw. Sakramentem.(«les adorants»). Grupa adorująca przekazuje grupie modlącej się słowa, obrazy i inne proroctwa otrzymane podczas adoracji. Polega to na wsuwaniu pod drzwi kartki z zapisanymi przekazami. Grupa adorująca nie wie, kim jest osoba, za którą się modlą poza informacją, czy jest to kobieta, czy też mężczyzna. W przypadku dziecka modlitwa przebiega zupełnie inaczej - przede wszystkim jest znacznie krótsza.

3/ Modlitwa zaczyna się od krótkiego przedstawienia problemu: jest to po prostu pytanie Pana Jezusa «Co chcesz, abym dla Ciebie zrobił?». Pozostałe pytania mogą dotyczyć wyłącznie uczuć, a nie faktów: to nie jest przecież ani spowiedŸ, ani towarzyszenie duchowe. Chodzi o to, aby lepiej współodczuwać z cierpiącym bratem czy siostrą.

4/ Następnie osoba potrzebująca modlitwy jest zachęcona, aby zwróciła się w jakiœ sposób do Pana Jezusa w modlitwie. Gdy to już uczyni, inni uczestnicy dopowiadają do niej swoje «Amen», swoją własną modlitwę, która jakby przedłuża ową pierwszą proœbę. Dopiero potem następuje modlitwa z użyciem charyzmatów.

5/ Każda grupa (zarówno adorująca jak i modląca się) ma jedną osobę odpowiedzialną za przebieg modlitwy. Inne osoby są jej poddane, niemniej zawsze aktywnie uczestniczą w modlitwie. Osoba, za którą się modlimy zawsze jest proszona o wypowiedzenie tego co odczuwa, gdy otrzymuje jakieœ słowo, proroctwo czy też obraz. Jeœli nic jej to nie mówi - natychmiast jest to uznawane za fałszywy trop. Tylko wyraŸne poruszenie serca jest znakiem autentycznoœci przekazanej treœci, które może zapoczątkować dalszy dialog z modlącymi się. Wypłynać mogą także sprawy wymagające przebaczenia z doœć odległej przeszłoœci, ale nie jest to bynajmniej regułą. Każda modlitwa przebiega inaczej i jest zawsze jakąœ Bożą niespodzianką. Nigdy nie zmusza się nikogo do poszukiwania swoich zranień w zamierzchłej przeszłoœci.

6/ Nigdy modlitwa wstawiennicza nie przeradza się w modlitwę o uwolnienie. W razie odkrycia takiej koniecznoœci modlitwa jest natychmiast przerywana, a osoba jest zapisywana do moderatora wspólnoty, który jest diecezjalnym egzorcystą (jednym z trzech w tej diecezji). Moderator zawsze czuwa w pobliżu w osobnym pokoju.

7/ Po modlitwie ma zawsze miejsce podsumowanie («relecture de la pričre») z udziałem obu grup. Wtedy przeżywamy w pełni raz jeszcze wszystkie piękne (niekiedy jednak trudne) chwile jakie miały miejsce w czasie modlitwy za 2-3 osoby z danego dnia i uczymy się nawzajem od siebie jak lepiej otrzymywać charyzmaty, jak unikać błędów, jak wspierać się nawzajem w naszej służbie. Są to bardzo szczególne chwile, kiedy czujemy się naprawdę Koœciołem i jest nam z tym dobrze..

8/ Osoby posługujące modlitwą wstawienniczą muszą przejœć najpierw doœc intensywną formację we wspólnocie. Potem muszą zaliczyć staż w grupie adorujących. Nie wszyscy chcą wtedy przejœć do grupy modlących się bezpoœrednio za osoby: na ogół tylko niektóre osoby się na to decydują (muszą być jednak najpierw o to proszone przez odpowiedzialnego za diakonię modlitwy). Grupa adorujących jest bowiem czymœ niesamowitym - to ona często prowadzi modlitwę, bo to co przekazuje jest na ogół o wiele cenniejsze i trafniejsze od charyzmatów otrzymywanych przez grupę modlącą się bezpoœrednio.

Sapienti sat (czyli «mądremu wystarczy»). Innych szczegółow nie przekazuję, bo nie mam do tego prawa. Jeœli szanownych kolegów Apologetów nie przekonałem - trudno. Posłuchajcie przynajmniej, wy wszyscy, którzy z tak niekłamanym zapałem walczycie z modlitwą o uzdrowienie, co powiedział u progu dziejów Koœcioła mądry rabbi Gamaliel:

Mężowie izraelscy - przemówił do nich - zastanówcie się dobrze, co macie uczynić z tymi ludŸmi. Bo niedawno temu wystąpił Teodas, podając się za kogoœ niezwykłego. Przyłączyło się do niego około czterystu ludzi, został on zabity, a wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni i œlad po nich zaginął. Potem podczas spisu ludnoœci wystąpił Judasz Galilejczyk i pociągnął lud za sobą. Zginął sam i wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni. Więc i teraz wam mówię: Odstąpcie od tych ludzi i puœćcie ich. Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myœl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiœcie od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem. Usłuchali go. (Dz 5:35-39)

Czy i wy usłuchacie ?

UZDROWIENIE WEWNĘTRZNE - MÓJ GŁOS W DYSKUSJI

Napisał MAŁGORZATA BORECKA

Z przyjemnoœcią zauważyłam w mojej skrzynce pocztowej zawiadomienie o aktualizacji serwisu internetowego Apologetyka, z którego dowiedziałam się o artykule Aleksandry Kowal poœwięconemu uzdrowieniu wewnętrznemu. PóŸniejsza aktualizacja zawierała informację, że toczy się gorąca dyskusja dotycząca tego zagadnienia. Postanowiłam zapoznać się z wymienionym artykułem, zamieszczoną polemiką Marka Piotrowskiego i wnioskami, do których doszli uczestnicy III sesji Apologetycznej. Cieszę się, że takie artykuły zostały napisane - są bardzo ciekawe.

Pragnę w związku z lekturą tych tekstów podzielić się moją refleksją na temat tego, co potocznie rozumiane jest w kręgu Odnowy w Duchu Œwiętym pod pojęciem uzdrowienia wewnętrznego.

ODZYSKAĆ MOC DUSZY, ABY ROZPOCZĄĆ BIEG OLBRZYMA.

Czy o istnieniu uzdrowienia wewnętrznego możemy mówić w kontekœcie wzrostu życia duchowego i czy w Koœciele istnieją na to przykłady?

Aleksandra Kowal nie pozostawia nam wątpliwoœci pisząc: „Uzdrawianie wewnętrzne jest metodą skierowaną bardziej na wzrost życia wewnętrznego, czyli skupia się na psychice, na uczuciach, na subiektywnych doznaniach, dotyczy więc sfery natury, sfery przyrodzonej. Natomiast nie dotyczy wzrostu życia duchowego, jest œlepym zaułkiem, wynikającym z osłabienia wiary w moc sakramentów i samego Jezusa Chrystusa”.

Z lektury całego artykułu skupiającego się głównie nie na uzdrowieniu wewnętrznym, ale bardziej na „metodach” wyprowadzony jest ogólny wniosek, że takie uzdrowienie nie istnieje i nie ma na to przykładów ani w tradycji Koœcioła ani w Piœmie œwiętym.

Czy jest tak naprawdę ?

Myœlę, że jest inaczej. Nie zagłębiając się w tym miejscu w Słowo Boże, uważam, że możemy mówić o doœwiadczaniu przez ludzi Koœcioła uzdrowienia wewnętrznego jako doœwiadczenia uzdrawiającej łaski Jezusa Chrystusa odnoszącej się do uwolnienia od skutków przeżycia traumatycznych wydarzeń. Uzdrowienie to może się dokonać i ma ono wpływ na rozwój nie tylko życia wewnętrznego, ale przede wszystkim duchowego (działanie Boga służy przecież nie tylko naszemu zdrowiu - w tym psychicznemu, ale przede wszystkim naszemu zbawieniu - drodze œwiętoœci).

Moim zdaniem bardzo dobrze udokumentowanym przykładem doœwiadczenia uzdrowienia wewnętrznego jest œwięta Teresa z od Dzieciątka Jezus, potocznie nazywana Małą Œwiętą Treską.

Jej drogę wzrostu duchowego możemy œledzić od bardzo wczesnych lat dzieciństwa - niejako „od poczęcia do naturalnej œmierci”, dzięki szczegółowej autobiografii zawartej w pamiętniku pt. „Dzieje Duszy”.

Œw. Teresa, wychowana w bardzo religijnej rodzinie, mogłaby uchodzić za osobę która nie potrzebowała nawrócenia, gdyż - jak sama wyznała - nigdy w życiu nie popełniła grzechu ciężkiego. A jednak mówi o sobie, że w wieku lat czternastu nawrócenia doœwiadczyła.

Opisując to zdarzenie, odwołuje się do innego, które miało miejsce w jej życiu, kiedy skończyła cztery i pół roku - wtedy umarła mądra, czuła i kochająca Matka Teresy.

Œmierć Matki rozpoczyna nowy okres w życiu 4,5-letniego dziecka, zakończony po dziesięciu latach. Moment œmierci Matki i to co nastąpiło póŸniej œw. Teresa opisuje słowami: „Okres ten obejmuje lata od czterech i pół do czternastego roku życia, kiedy to odzyskałam w pełni moje dziecięce usposobienie, nabierając równoczeœnie powagi życia. Muszę Ci wyznać, moja Matko, że po œmierci Mamusi moje usposobienie zmieniło się całkowicie; dotąd żywa nad miarę, skłonna do wynurzeń, stałam się nieœmiała i łagodna, zbyt przewrażliwiona. Wystarczyło jedno spojrzenie, a zalewałam się łzami; by mnie zadowolić, trzeba było zupełnie mną się nie zajmować; nie mogłam znieœć towarzystwa ludzi obcych, wesołoœć odzyskiwałam tylko w gronie rodzinnym…” (Dzieje Duszy, 1988, s. 52)

Działo się tak pomimo wielkich miłoœci, jaką otoczyli ją najbliżsi. Dopiero łaska Boga wpłynęła na przemianę Teresy.

Œwięta daje o tym œwiadectwo: „A przecież otaczano mnie nieustanną serdecznoœcią najbardziej delikatną. Serce Tatusia, już przedtem tak czułe i, wzbogaciło swą miłoœć w uczucia prawdziwie macierzyńskie… (…) Ach, gdyby dobry Bóg nie udzielił dobroczynnych promieni swojemu kwiatuszkowi nie zdołałby on nigdy zaaklimatyzować się na ziemi, był jeszcze zbyt słaby, by mógł znieœć deszcze i burze, potrzebował ciepła, słodkiej rosy i wiosennego wietrzyka” (tamże, s. 52).

Œwięta Teresa pisząc o swoim nawróceniu, mówi o małym cudzie, jakiego Bóg musiał dokonać w jej życiu.

„Moja nadmierna uczuciowoœć czyniła mnie nieznoœną; jeœli komuœ z mych ukochanych sprawiłam mimo woli choćby najmniejszą przykroœć, wówczas zamiast przejœć nad tym do porządku dziennego, płaczem powiększałam swoją winę zamiast ją zmniejszyć. (..) Nie pomogły żadne perswazje; nie byłam w stanie zdobyć się na poprawę z tej brzydkiej wad . (..) Dobry Bóg musiał sprawić mały cud, bym w jednej chwili dojrzała; uczynił to w niezapomnianym dniu Bożego Narodzenia” (tamże, s. 108-109).

Pisze póŸniej o miłoœci Boga ku niej i o przemianie nocy duszy w strumienie œwiatła: „Tej nocy, w której z miłoœci ku mnie sam stał się słabym i cierpiącym, mnie uczynił silną i odważną, (…) od tej błogosławionej nocy nie uległam już żadnej walce, ale przeciwnie, szłam ze zwycięstwa w zwycięstwo, rozpoczynając - rzec można - „bieg olbrzyma”… ródło moich łez wyschło i odtąd rzadko i z trudem się otwierało” (tamże, s. 109).

Wyznaje, że właœnie w tym dniu otrzymała łaskę dojrzałoœci, czyli całkowitego nawrócenia, odzyskała coœ co utraciła przeżywając œmierci Matki w dzieciństwie: „Terenia odzyskała na zawsze moc duszy, którą utraciła w wieku lat czterech i pół”. Było to dla Teresy wydarzenie cudowne: „Od tej nocy pełnej œwiatła rozpoczął się trzeci okres mego życia, najpiękniejszy z poœród wszystkich, obfitujący w łaski Nieba! Jezus (…) w jednej chwili dokonał dzieła, jakiemu nie mogłam sprostać przez dziesięć lat (tamże, s. 110).

Jezus sprawił, że Teresa zapomniała o sobie, doœwiadczyła miłoœci i poczuła się szczęœliwa. Œwięta pisze: „Jednym słowem, w serce moje wstąpiła miłoœć połączona z pragnieniem zapomnienia o sobie, by innym sprawić przyjemnoœć, i od tej chwili poczułam się szczęœliwa”. (tamże, s. 110).

Wszystkim, którzy kiedykolwiek czytali œwiadectwo osoby za którą modlono się o uzdrowienie wewnętrzne słowa œw. Teresy z Liseux zabrzmią dziwnie znajomo.

Na pewno warto praktykę nazywaną przez Ruch Odnowy w Duchu Œwiętym uzdrowieniem wewnętrznym uporządkować, zwłaszcza dokonać oceny prowadzonych rekolekcji czy wręcz modlitw - bo może nie są to modlitwy, tylko terapie. Ale w nurcie modlitw o uzdrowienie wewnętrzne, z którym się zapoznałam w Ruchu Œwiatło-Życie, nigdy nie chodziło o coœ innego, jak o proœbę skierowaną do Boga, aby jeżeli jest taka Jego wola, pozwolił osobie, za którą się modlimy, odzyskać utraconą przez bolesne doœwiadczenia „moc duszy”, aby rozpoczął się w życiu pokrzywdzonego człowieka wzrost duchowy - „bieg olbrzyma”.

Œwięta Teresa odzyskała tę moc przez pozornie niemające znaczenia wydarzenie - być może to właœnie modlitwy sióstr wyprosiły łaskę przemiany Teresie. Modlitwa za cierpiącego (niezależnie jaki jest powód cierpienia) jest czynem miłoœci wobec pokrzywdzonego.

Bo trzeba postawić tu następne pytanie:

CZY NALEŻY SIĘ MODLIĆ O ZDROWIE?

CZY NIE JEST TO WYRAZEM ODRZUCANIA WOLI BOŻEJ?

Czy można osobie, która cierpi czy jest chora (fizycznie lub psychicznie) przypisać za to winę w postaci np. braku dojrzałoœci duchowej, nawrócenia czy wręcz braku wiary? Albo osobie, która szuka zdrowia i w przypadku choroby modli się o nie, a jednoczeœnie chodzi do lekarza, przypisać brak posłuszeństwa Bogu, brak wiary? A może powinniœmy modlić się o zdrowie tylko w przypadku raka, a w przypadku grypy już nie?

Pytania te są czysto retoryczne, bo odpowiedzi są oczywiste. To wszystko odnosi się także do braku zdrowia w dziedzinie psychiki.

Œw. Paweł wyznaje w liœcie do Koryntian, że doœwiadcza słaboœci pomimo modlitwy do Boga (2 Kor 12, 7-9): Aby zaœ nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oœcień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował - żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz [Pan] mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słaboœci się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słaboœci, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa”.

Jeżeli nikt nie neguje modlitwy o zdrowie czy uzdrowienie, gdy mamy do czynienia z chorobą ciała, to tak samo nie możemy negować proœby o zdrowie czy uzdrowienie w dziedzinie ludzkiej psychiki. Modlitwa o zdrowie i chodzenie do lekarza nie są czynnoœciami, które się wzajemnie wykluczają (albo - albo). To samo dotyczy modlitwy i terapii psychologicznej. I tak, jak nie leczymy się z byle powodu antybiotykami, tak też nie trzeba z każdym problemem udawać się do terapeuty.

Aleksandra Kowal bardzo pięknie zauważyła, że czas oraz serdeczna troska najbliższych są w takich wypadkach traumatycznych wydarzeń, jak np. œmierć bliskiej osoby, najlepszym lekarzem. Ale prawdą jest też, że tak jak wyznaje œw. Teresa nawet wielka miłoœć rodziny nie pomagała jej.

Bolesną prawdą jest też, że nie każdy ma w swojej rodzinie oparcie. Nie każdy ma przyjaciela czy nawet kierownika duchowego, który w takich momentach nam towarzyszy nie tylko obecnoœcią, ale przede wszystkim modlitwą. W Piœmie œwiętym czytamy, że taka osoba jest rzadkim skarbem danym nam przez Boga. Syr 7:15 „Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia; znajdą go bojący się Pana”.Osoby, które mają wierzących przyjaciół (lub jeszcze lepiej kierowników duchowych), być może nigdy nie odczują potrzeby korzystania z takiej modlitwy. Natomiast my chrzeœcijanie jesteœmy powołani do tego, aby kochać innych - czyli być przyjaciółmi dla innych. Jesteœmy powołani do tego, aby wysłuchać drugiego człowieka bez oceniania jego problemów, do modlitwy za daną osobę, a czasami do udzielenia dobrej rady. Koœciół zna to doskonale - zawiera się to w uczynkach miłosierdzia co do duszy i uczynkach miłosierdzia co do ciała (wiedza ta powinna być opanowana na poziomie przystępowania do I Komunii Œwiętej).

Warto też sięgnąć do Katechizmu Koœcioła Katolickiego. W rozdziale „Sakramenty uzdrowienia” - jest miejsce poœwięcone wewnętrznej pokucie, która może wyrażać się w bardzo zróżnicowanych formach, w tym: „wysiłki podejmowane w celu pojednania się z bliŸnimi, łzy pokuty, troskę o zbawienie bliŸniego, wstawiennictwo œwiętych i praktykowanie miłoœci, która `zakrywa wiele grzechów'” (KKK 1434).

CZY ISTNIEJĄ ZRANIENIA?

Jedną z największych ran ostatniego czasu, spowodowanych przez grzech nie tylko w sercu grzesznika, ale i w sercu ofiary, a tak naprawdę w ciele całego Koœcioła, jest głoœna sprawa księży-pedofili. Słowa Papieża przytoczone za Agencją KAI brzmią wstrząsająco:

„Jan Paweł II przyznał, że jest zdruzgotany skandalem pedofilii w amerykańskim Koœciele. W Watykanie trwa narada Papieża z kardynałami USA nt. kryzysu spowodowanego nadużyciami seksualnymi duchownych tego kraju.

- „Podobnie jak wy jestem głęboko zdruzgotany faktem, że księża i zakonnicy, których powołaniem jest pomoc ludziom w osiągnięciu œwiętoœci, wywołali cierpienia i zgorszenie” - powiedział Papież otwierając bezprecedensowe spotkanie.

Przyznał, że z powodu dotychczasowego podejœcia do tego skandalu spadło zaufanie wiernych do hierarchii Koœcioła. - Nadużycia, które do tego doprowadziły, słusznie zasługują na miano przestępstwa; są one także grzechem budzącym grozę w oczach Boga - dodał Jan Paweł II.

Wyraził on solidarnoœć i współczucie ofiarom i ich rodzinom. Papież ma nadzieję, że zapoczątkowany proces oczyszczenia przyniesie spodziewane rezultaty. - Oczyszczenie to - podkreœlił - jest pilnie potrzebne w całym Koœciele, jeżeli ma on skutecznie głosić Ewangelię” (Wiadomoœć KAI z 23.04.2002 r.).

Te słowa nie wymagają komentarza.

Jezus mówi o krzywdzie wyrządzonej drugiemu człowiekowi tak wielkiej, że może doprowadzić drugiego niewinnego człowieka aż do grzechu - Łk 17, 1-2: „Rzekł znowu do swoich uczniów: Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie”..

CZY MOŻEMY MÓWIĆ O PROBLEMIE NIEWŁAŒCIWEGO DOBORU CYTATÓW?

W artykule Aleksandry Kowal dobór cytatów jest nie tyle niewłaœciwy, co nieprzypadkowy - jest po prostu bardzo charakterystyczny.

Wszyscy „starzy wyjadacze” pamiętają okres, kiedy lekturą obowiązkową, której uczyliœmy się na pamięć, była książeczka „Cztery prawa życia duchowego”. Nie trzeba było wypowiadać wersetów z Pisma œwiętego, wystarczyło rzucić hasło „Jan 3, 16” - na poparcie jakiejœ tezy i każdy wiedział o co chodzi. Podobnie jest z cytatami wybranymi przez Aleksandrę Kowal. Są one bardzo charakterystyczne dla jednego z ruchów koœcielnych.

Odnowa w Duchu Œwiętym - która prawdę o jednym ze Ÿródeł „zła” w sercu człowieka opiera na cytacie Mt 6, 14-15: „Jeœli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeœli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień” - będzie organizować rekolekcje „uzdrawiania wspomnień”, mające na celu uzyskanie pewnoœci, „że się przebaczyło” ; mogą tu występować nadużycia.

A ruch - który prawdę o złu w sercu opiera na cytacie 1 Tm 6,10: „Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwoœć pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleœciami” - będzie organizował obowiązkowe na okreœlonym etapie rekolekcje „dawania pieniędzy” w celu wykazania, czy dana osoba zerwała już z grzechem i ma wiarę ; tu też mogą występować nadużycia.

Pierwsza grupa przez tą drugą będzie postrzegana jako ci, którzy są w błędzie, bo szukają zbawienia w psychologii, a zbawienie jest w Chrystusie. A druga grupa przez tą pierwszą będzie postrzegana jako ta, która szuka zbawienia w cierpieniu (a może w nawet w cierpiętnictwie bo „im gorzej tym lepiej”) lub w uczynkach i jest w błędzie, bo przecież zbawienie jest w Chrystusie.

Czy jest to powód do sporu? Jedni i drudzy wskazują ten sam fundament - Jezusa Chrystusa, a przy tym zarówno w przebaczaniu jak i w dawaniu pieniędzy nie ma nic złego. Bóg jednak zawsze patrzy na serce (intencje człowieka); w każdym nawet zewnętrznie dobrym czynie mogą być intencje niewłaœciwe, ale o tym do końca wie tylko Bóg.

Odpowiedzmy sobie sami na pytanie, co jest nam łatwiej uczynić: przebaczyć drugiemu człowiekowi i powiedzieć „przebaczam ci”, czy dać komuœ dużą sumę pieniędzy.

Korzystając z wiedzy ekonomicznej (jestem z wykształcenia ekonomistką) i teologicznej (studiowałam teologię), mogę powiedzieć, że na œwiecie grzech pojawił się prędzej, niż pieniądze. To zdanie wypowiedziane jest oczywiœcie w formie żartu, aby podkreœlić, że do patrzenia na prawdy wiary nie możemy używać jedynie cytatów (zwłaszcza tych obiegowo „używanych” w danej grupie religijnej), ale wsłuchać się w głos Koœcioła. Po przeczytaniu artykułu widzę, że zarówno Aleksandrze Kowal, jak i braciom Linn chodzi, mimo różnicy argumentacji, o upadłą naturę ludzką.

To co wydaje się brzmieć dziwnie: „uzdrowienie wewnętrzne” - w innym ruchu będzie mieć swój odpowiednik pod nazwą „egzorcyzmowanie afektów”. Która z tych nazw jest bardziej dziwaczna i porażająca, to pewnie zależy od subiektywnej oceny.

W Odnowie w Duchu Œwiętym czy w Ruchu Œwiatło-Życie jest stosowana praktyka duchowa nazywana „Oddanie Życia Jezusowi i przyjęcie Go jako Pana i Zbawiciela” - czy to oznacza, że to co jest charakterystyczne dla tych ruchów, nie jest poza nimi obecne w Koœciele?

Wzorem dla naszej modlitwy powinna być liturgia Koœcioła. W akcie pokuty po wyznaniu grzechów zwracamy się z proœbą o modlitwę za nas nie tylko do Maryi i œwiętych, ale też prosimy o modlitwę „braci i siostry”. Wyznajemy Bogu przed nimi, że zgrzeszyliœmy myœlą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Prosimy Boga o odpuszczenie grzechów, ale też modlimy się o UWOLNIENIE SERCA OD NIEUPORZĄDKOWANYCH PRZYWIĄZAŃ.

UWOLNIENIE SERCA OD NIEUPORZĄDKOWANYCH PRZYWIĄZAŃ

- jest tym, o co w najgłębszej istocie chodzi w modlitwie o uzdrowienie wewnętrzne. Modlimy się tu również o porządkowanie naszych uczuć zarówno tych negatywnych, jak i tych tzw. „pozytywnych”, które mogą prowadzić do grzechu, a przede wszystkim o właœciwe ukierunkowanie naszego życia.

W czasie pierwszego skrutynium nad katechumenami celebrans wyciągając ręce odmawia modlitwę egzorcyzmu: „Panie Jezu, Ty jesteœ Ÿródłem, którego wybrani pragną, i nauczycielem, którego poszukują. Tylko Ty jesteœ œwięty, dlatego oni wobec Ciebie nie odważają się powiedzieć, że są niewinni. Ufnie otwierają swoje serca, wyznają grzechy i odsłaniają ukryte rany. Z miłoœci zatem uwolnij ich od słaboœci, przywróć zdrowie chorym, nasyć pragnących i udziel im pokoju. Mocą Twego imienia, które z wiarą wyznajemy, przybądŸ teraz i ulecz ich. Wydaj rozkaz duchowi, którego zmartwychwstając pokonałeœ. Ukaż swoim wybranym drogę w Duchu Œwiętym, aby krocząc do Ojca, czcili Go w prawdzie”. ( OCHWD, 1988, s. 78)

A co z sytuacją, gdy ktoœ pragnie osiągnąć to niewłaœciwymi metodami? Jakiejkolwiek byœmy nie użyli metody prawda jest jedna: to Bóg uwalnia nasze serca. Zła jest na pewno ta „metoda”, która koncentruje wiarę w uzdrowienie (nie mylić z wyleczeniem przez terapię) na metodzie, na technice, osobie, a nie na Bogu. Może się też zdarzyć, ze jakiœ ruch buduje w sobie przekonanie, że „ma metodę” - „patent na œwiętoœć”.

1 Kor 3, 7-11: „Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. Ten, który sieje, i ten, który podlewa, stanowią jedno; każdy według własnego trudu otrzyma należną mu zapłatę. My bowiem jesteœmy pomocnikami Boga, wy zaœ jesteœcie uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą. Według danej mi łaski Bożej, jako roztropny budowniczy, położyłem fundament, ktoœ inny zaœ wznosi budynek. Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje. Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus”.

Bóg dał nam rozum i przemawia do naszego rozumu - to oczywiste.

Może to, co krytykujemy jako metody okultystyczne (czy konieczne jest widzenie diabła we wszystkim?), jest po prostu próbą przemówienia do naszego rozumu w celu przyjęcia orędzia Ewangelii? W ewangelizacji używane są różne metody: tradycyjne takie jak słowo i œwiadectwo, ale też i bardziej współczesne jak: pantomima, scenki dialogowane. Nie zawsze scenki możemy pokazać - bo nie jest to fizycznie możliwe. A przecież obraz silnie przemawia do człowieka i może mu pomóc w przyjęciu Słowa Bożego. Zawsze jednak możemy odwołać się do wyobraŸni człowieka i poprosić, aby to on sam odegrał w wyobraŸni „scenkę”, która przemówi do jego rozumu. Zły podsuwa nam obrazy złe, aby nas kusić. Czy my nie powinniœmy podsuwać innym dobrych obrazów, aby innym pomóc?

Nie czytałam książek braci Linn i to, co piszę, nie jest oceną metod tam proponowanych, a jedynie głosem o umiar i trzeŸwoœć w ocenie tych metod, którą to ocenę zostawiam teologom i specjalistom.

Na koniec tych pisanych na gorąco luŸnych myœli, nie tyle polemicznych, co będących raczej próbą innego podejœcia do zagadnienia uzdrowienia wewnętrznego i uzasadnienia modlitwy o takie uzdrowienie, pragnę odnieœć się do „nieroztrząsania przeszłoœci”.

MĄDROŒĆ SERCA

Psalmista woła do Boga (Ps 90, 12): „Naucz nas liczyć dni nasze, abyœmy osiągnęli mądroœć serca”. Myœlę, że o takiej pięknej mądroœci serca mówi Aleksandra Kowal (nie chodzi chyba o brak wdzięcznoœci wobec Boga i brak pokory w uznaniu tego, co było w naszym życiu). Są ludzie, którzy nie dokonują refleksji nad tym, co było. Mówimy potocznie, że wszystko po nich „spływa”, idą do przodu jak „po trupach”. Ale też są inni, którzy osiągnęli szczególną mądroœć serca, coœ w rodzaju patrzenia na swoje życie z perspektywy wiecznoœci.

Najczęœciej są to ci, o których wiemy, że nawrócili się w obliczu swojej œmierci. Miałam wielkie szczęœcie przyjaŸnić się z taką osobą. Starała się ona (już nie żyje) przekazać mi mądroœć człowieka, który nie grzebie się w przeszłoœci (w sensie obciążania serca niepotrzebnymi troskami), bo wie, że jeszcze dziœ może stanąć przed Bogiem.

Taka mądroœć serca jest łaską daną przez Boga - w ten sposób Bóg dokonuje w nas uzdrowienia wewnętrznego (czyli uwolnienia serca).

Cokolwiek byœmy nie napisali, ważnym jest, abyœmy wszyscy (o co się modlę, mam wiarę i nadzieję) spotkali się w Niebieskim Jeruzalem, gdzie ludzie (Ap 7, 16-17): „Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć, i nie porazi ich słońce ani żaden upał, bo paœć ich będzie Baranek, który jest poœrodku tronu, i poprowadzi ich do Ÿródeł wód życia: i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu”.

Małgorzata Borecka,

Ruch Œwiatło-Życie

GŁOS W DYSKUSJI

Napisał O. KOSMA BUDZIŃSKI OFM

Pokój i Dobro!

Na łamach strony Apologetyka trwa dyskusja na temat uzdrowienia wewnętrznego. Jak już zdążyłem się zorientować, zdania są podzielone. I dobrze. Ja osobiœcie jestem zwolennikiem tej modlitwy, bo widzę jej dobre owoce. Otwarty jestem na wszelkie głosy, bo zależy mi na dobru człowieka. Człowiek to nie jest rzecz, którą można manipulować, dlatego jestem bardzo wdzięczny za podjęcie dyskusji na temat tak bardzo delikatny. Jako kapłan prowadzę te modlitwy już od dziesięciu lat i powiem, że ciągle się uczę. Patrzę w tej chwili na kalendarz, w którym są odnotowane wizyty ludzi, którzy byli u mnie prosząc o modlitwę. Przez trzy lata mego pobytu w Legnicy było ich około osiemset osób. Nie liczę lat poprzednich. Wydaje mi się, że mam jako takie doœwiadczenie w tej służbie.

Szczerze wyznam, że troszeczkę przeraża mnie radykalny i negatywny ton w artykule pani Aleksandry Kowal - Uzdrowienie wewnętrzne - znaki zapytania, który ukazał się jako „reklama” na stronie Apologetyki. Jakoœ w tonie tego artykułu nie dostrzegam zaproszenia do dyskusji, ale wydaje mi się, że jest to próba znokautowania. Może się mylę, bo jest to moje subiektywne odczucie, ale dostrzegam dużo emocji i osobistych niechęci do modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne. Dostrzegam próbę oœmieszenia osób, które takie modlitwy przeprowadzają. Powiem szczerze, że moja pierwsza reakcja była taka, że chciałem ubrać rękawice bokserskie i dołożyć pani Oli. Ale pomyœlałem sobie, że przecież każdy ma prawo do wyrażania swego osobistego zdania i trzeba je uszanować. Pomyœlałem bardzo praktycznie o pani Oli - może ten artykuł to znak, że potrzebuje pani Ola uzdrowienia wewnętrznego, które tak zajadle atakuje? Zapraszam pani Olu!!!??? Po takim krótkim zastanowieniu postanowiłem przeczytać ten artykuł w sposób pozytywny, szukając w nich dobrych rzeczy. Pani Olu postaram się nie znokautować pani. Nie widzę przyjemnoœci w zadawaniu ciosów.

Ogólnie dostrzegam w nim troskę o to, by oczyœcić modlitwę o uzdrowienie z tego wszystkiego co złe (wynika to z wniosków, które są umieszczone na końcu artykułu. Są to wnioski uczestników III sesji apologetycznej, a więc także i pani Oli i Ks. Andrzeja Siemieniewskiego, którego bardzo szanuję);

Takie odkrycie było dla mnie bardzo radosne i powiem szczerze, że nabrałem troszeczkę sympatii dla pani Oli, bo pomyœlałem: jej zależy na dobru, nie chce całkowicie wykreœlić modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne z Odnowy, ale chce ją zreformować. W tym momencie doznałem genialnego odkrycia - mi też na tym zależy i wtedy pojawiła się następna genialna myœl - ja Jej w tym pomogę. Powiem szczerze, że w tym momencie polubiłem panią Olę;

1. „Sanford była główną prekursorką uzdrawiania pamięci, co dla niej było tym samym, co odpuszczenie grzechów”- jako protestantka mogła tak uważać, ponieważ u nich nie ma sakramentalnej spowiedzi, ale ogólna, która polega na wyznaniu swoich grzechów bez poœrednictwa kapłana (bo kapłaństwa w naszym katolickim znaczeniu też u nich nie ma), bezpoœrednio przed Bogiem albo przed wspólnotą, nieraz przed pastorem. Przyznam, że nieraz słyszałem jak ludzie mówili wychodzący z modlitwy, że rozmowa była podobna do spowiedzi, co mnie bardzo niepokoiło. Myœlę, że trzeba nad tym pomyœleć, by nie dawać powodów aby ludzie tak myœleli.

Od razu podam praktyczne porady: nie wolno na ludziach wymuszać wyznania, niech mówią to co chcą, jeżeli nie chcą mówić - uszanować to. Przecież Jezus wie wszystko, my nie musimy wiedzieć, to nie my uzdrawiamy ale Jezus!!!

2. Jeżeli chodzi o definicję uzdrowienia wewnętrznego, które cytuje pani Ola, to trudno mi się do tego ustosunkować, ponieważ dawno czytałem te książki i nie mam ich teraz pod ręką, ale mogę podzielić się tym, co ja uważam za istotę uzdrowienia wewnętrznego - to odbudować swoje człowieczeństwo na obraz i podobieństwo Boga. Takich właœnie nas Pan Bóg stworzył (por. Rdz 1,26). Przez grzech pierworodny obraz i podobieństwo Boże zostały w nas zamazane, zdeformowane (natura deformata), dlatego wiele razy na kartach Pisma Œwiętego spotykamy wezwanie Boga: „BądŸcie œwiętymi, bo Ja jestem œwięty!” (Kpł 11,44; 11,45; 19,2; 20,7). Także i Jezus wzywał: „BądŸcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,48). „On (Jezus) jest obrazem Boga niewidzialnego - Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim wszystko zostało stworzone” (Kol 1,15). Chyba nie muszę udowadniać, że mamy się upodobnić do Jezusa. Ojciec Œwięty wzywa nas do „kontemplacji oblicza Chrystusa”. W kontemplacji Chrystusa dokonuje się nasze uzdrowienie. „Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53,5). Jeżeli chodzi o definicje Jima McManusa to wydaje mi się, że raczej jest w niej mowa o owocach uzdrowienia wewnętrznego.

Pojawia mi się w tym miejscu takie trochę niedorzeczne pytanie, wybaczcie: Czy Bóg jest w pełni zdrowy? Tak. Wniosek nasuwa się sam - im bardziej staniemy się do Niego podobni, im bardziej będziemy z Nim zjednoczeni, im bardziej się Mu poddamy tym bardziej będziemy uzdrowieni wewnętrznie. Owoce naszego wewnętrznego stanu będą widoczne w każdej dziedzinie naszego życia. Przedstawiam to bardzo ogólnie. Pełne uzdrowienie nastąpi w niebie, bo tam będziemy naprawdę podobni do Boga.

3. Zacieranie prawdy grzechu.

”Prawda o miłoœci Bożej względem człowieka stanowi pierwszą, pozytywną częœć orędzia wiary. Jednak istnieje też jego częœć druga - negatywna. Takie ujęcie kerygmatu zaciera prawdę o grzesznoœci człowieka i koniecznoœci wyznania grzechów”.

Nie wiem czy dobrze to zrozumiałem. Chodzi pani, droga pani Olu, o przesadne zwracanie uwagi jedynie na miłoœć Bożą? Chodzi o to, żeby była równowaga w głoszeniu miłoœci Bożej i grzesznoœci człowieka? Jeżeli o to chodzi to się z tym zgadzam. Był taki trend w Odnowie, zaczerpnięty zresztą od protestantów, który zacierał grzesznoœć - tylko alleluja. Teologia mówi o takich dwóch rzeczach: misterium tremendum (tajemnica bojaŸni bożej) i misterium fascinosum (tajemnica fascynacją Boga). To trzeba połączyć. Bardzo ważną rzeczą w procesie uzdrawiania wewnętrznego jest to, by stanąć przed Bogiem w prawdzie: „Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: Jeżeli będziesz trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,31-32). Wiem, że to Jezus jest Prawdą (por. J 14,6). Ważne też jest, by spojrzeć na naszą grzesznoœć przez pryzmat miłoœci Bożej. Też bardzo ważną rzeczą jest uznać swoją grzesznoœć.

3. Miłoœć do samego siebie

„Charakterystyczny dla osób zajmujących się uzdrawianiem wewnętrznym pogląd: „Brak miłoœci własnej jest korzeniem każdego grzechu”[4], który zaczerpnęłam z książki braci Dennisa i Matthew Linnów”.

W tym miejscu droga pani Olu tracę do pani troszeczkę sympatię. Dlaczego? Po pierwsze, bo „zajmuję się modlitwą o uzdrowienie wewnętrzne”, a wcale takiego poglądu nie mam. Po drugie, stosuje pani kwantyfikator ogólny rozciągając pogląd braci Linów na wszystkich. Wygląda to mniej więcej tak: pani Ola nie zna teologii to znaczy, że wszyscy z Apologetyki jej nie znają. Zgadza się pani z tym? Nie! I słusznie. Bo jest wœród Was na pewno chociaż jedna osoba, która zna się na teologii, to ks. Andrzej. Ja też się nie zgadzam z pani poglądem.

„Natomiast Pismo Œwięte ma inną diagnozę, np. taką: „korzeniem wszelkiego zła jest chciwoœć pieniędzy” - a więc upadła natura ludzka (1 Tm 6,10).”

Pragnę panią obronić droga pani Olu, ale niestety się nie da. Nie rozumiem powiązania tego cytatu z wypowiedzią Linnów. Na jakiej podstawie wyciąga pani taki wniosek właœnie z tego cytatu: „a więc upadła natura ludzka”. TO JEST NACIĄGANIE SŁOWA BOŻEGO. BARDZIEJ DOBITNIE - MANIPULACJA SŁOWEM BOŻYM. STAJESZ SIĘ W TYM MOMENCIE BARDZO NIEWIARYGODNA, PONIEWAŻ NACIĄGASZ PISMO ŒWIĘTE DO WŁASNYCH POGLĄDÓW. Zresztą robi to pani wiele razy w tym artykule. Podpowiem pani, już bardziej by pasowało słowo z 1J 2,16 (pożądliwoœć ciała, pożądliwoœć oczu i pycha tego œwiata).

Zresztą wydaje mi się, że jest użyte niefortunnie przez Linnów sformułowanie „miłoœć własna” ponieważ w teologii duchowoœci jest to negatywne sformułowanie mówiące o egoizmie i skoncentrowaniu się na sobie. Może po prostu jest to Ÿle przetłumaczone. Tego nie wiem. Parafrazując to brzmi to miej więcej w ten sposób: „Brak (miłoœci własnej) egoizmu jest korzeniem każdego grzechu”. Œmieszne prawda?

Rozumiem intencję, jaką mieli Linnowie. Na pewno chodzi im o zdrową miłoœć do samego siebie. Wtedy to zabrzmi tak: „Brak (miłoœci własnej) zdrowej miłoœci do samego siebie jest korzeniem każdego grzechu”. Dlaczego nad tym troszeczkę się rozwodzę, ponieważ uważam, że należy kochać samego siebie. Zadam proste pytanie, które nasuwa mi się gdy rozwodzi się pani nad problemem - czy kochać siebie czy nie. Czy Pan Jezus siebie nie kochał? Czy Bóg siebie nie kocha? I znowu niefortunny cytat o nienawiœci z (Łk 14,26). Wydaje mi się, że jednym z owoców modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne jest zdrowo pojęta miłoœć do samego siebie i ona też promieniuje miłoœcią do drugiego człowieka.

Proszę popatrzeć na Jezusa, tak zdrowo pojęta miłoœć do samego siebie ma wyglądać. Pytanie które jakoœ samoistnie mi się nasuwa: czy sugeruje pani, że Jezus każe nam siebie samych nienawidzić? Szkoda, że nie zacytowała pani tego: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłoœci mojej! Jeœli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłoœci mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłoœci. To wam powiedziałem, aby radoœć moja w was była i aby radoœć wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyœcie się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (J 15,9-12).

Jest taka prosta zasada: można dać tylko to, co się ma. Podobnie jest z miłoœcią. Jeżeli jej nie masz, nie możesz jej dać. Zna pani, droga pani Olu chyba i ten cytat: „Kto nie miłuje, nie zna Boga, BO BÓG JEST MIŁOŒCIĄ” (J 4,8). Przypomnę w tym miejscu to, co napisałem wczeœniej odnoœnie istoty uzdrowienia wewnętrznego: odbudować swoje człowieczeństwo na obraz i podobieństwo Boga. Skoro Bóg jest miłoœcią, to czy uzdrowienie nie będzie polegać na tym, abyœmy i my stali się „Miłoœcią”? ODBUDOWAĆ W SOBIE OBRAZ I PODOBIEŃSTWO BOGA TO NIC INNEGO JAK OBUDOWAĆ W SOBIE MIŁOŒĆ. Warto też w tym miejscu przytoczyć Hymn o Miłoœci œw. Pawła 1 Kor 13: a zwłaszcza ostatnie zdanie „Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłoœć - te trzy: Z NICH ZAŒ NAJWIĘKSZA JEST MIŁOŒĆ” (w 13).

Do czego ma zmierzać uzdrowienie wewnętrzne? Do pełni łaski, czyli do pełni Boga. Skąd to wiem? Przekonują mnie o tym cytaty z Pisma Œwiętego. Pierwszy dotyczy naszego Pana z Prologu z Ewangelii œw. Jana: „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wœród nas. I oglądaliœmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, PEŁEN ŁASKI I PRAWDY” (J 1,14). Drugi cytat dotyczy Maryi: „Anioł wszedł do Niej i rzekł: BądŸ pozdrowiona, PEŁNA ŁASKI, Pan z Tobą, błogosławiona jesteœ między niewiastami” (Łk 1,28). Trzeci dotyczy œw. Szczepana: „Szczepan PEŁEN ŁASKI I MOCY działał cuda i znaki wielkie wœród ludu” (Dz 6,8); dalszy cytat odnoszący się do œw. Szczepana „I rzekł: Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga” (Dz 7,56). Co ich łączy? Czyste serce. To, że nasz Pan nie miał grzechu nie muszę udowadniać. Maryja jest Niepokalanie Poczęta, jest to dogmat wiary Koœcioła. Natomiast do Szczepana mogę odnieœć słowa z Kazania na Górze: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8). On widzi Boga, widzi niebo otwarte.

Zgadzam się, że istnieje „kult własnego ja” i trzeba być bardzo ostrożnym nie tylko przy modlitwie o uzdrowienie wewnętrzne. Kult własnego ja to raczej odnosi się do bałwochwalstwa. Ja staję w miejscu Boga. Kręcę się wokół siebie. Jestem zapatrzony na przysłowiowy czubek swojego nosa. Żeby zobaczyć czubek własnego nosa muszę zrobić zeza a to niestety zniekształca widzenie.

Najlepiej wyraża to zasada Nietschego „zabiliœmy Boga i sami stańmy się bogami”. Kult własnego ja to pozostałoœć po grzechu pierworodny. Ta pokusa ciągle nas dotyka „staniecie się jak bogowie, znający dobre i złe” (Biblia Gdańska Rdz 3,5). Wydaje mi się, że jest to dobra uwaga, aby w czasie modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne w centrum stawiać Boga, a nie siebie samego, swoje problemy.

„Ten proces jest tak subtelny (chodzi o kult własnego ja), że naprawdę wiele osób nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa ani z tego, że dało się uwieœć „kultowi swojego Ja”, jak to precyzyjnie nazwał kard. Suenens. Jednym z przejawów „kultu własnego Ja” jest nieustanne wpatrywanie się z upodobaniem w swoje wnętrze”.

Jeżeli chodzi o wypowiedzi kard. Suenensa na temat miłoœci samego siebie, to mówi także i tak: „Jeden z moich przyjaciół, szkocki biskup, w czasie rekolekcji głoszonych dla młodzieży, przy pomocy następujących słów dokonał syntezy naszych obowiązków wobec siebie samych: poznaj siebie, miłuj siebie, zapomnij o sobie. Jest to w istocie potrójny nakaz, który ukazuje jednoczeœnie wszystkie aspekty, których trzeba przestrzegać. Musimy samych siebie poznać: radził to już swoim uczniom Sokrates; a dobrze rozumiane poznanie siebie samego jest uprawnioną formą miłoœci siebie. Sam nasz Pan dał swoim uczniom nakaz, aby miłowali innych jak siebie Samego. Istnieje więc uprawniona i konieczna nawet miłoœć siebie samego, której należy przestrzegać i ją rozwijać” (Dokumenty z Malines s. 499). Oczywiœcie ostrzega o niebezpieczeństwach.

4. Przebaczenie.

„Zwolennicy uzdrowienia wewnętrznego twierdzą, że jednym z warunków relacji z Bogiem jest przebaczenie innym ich win wobec nas”.

Droga pani Olu bardzo dziękuję za tę myœl, a wie pani dlaczego? Ponieważ, może wyciągam złe wnioski, przez to także Pana Jezusa czyni pani zwolennikiem modlitwy o uzdrowienie. Na pewno zna pani modlitwę, której nas nauczył. Jedno z wezwań tej modlitwy brzmi: „i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili” (Mt 6,12). Otóż komentarz biblijny z Prymasowskiej Serii na str. 934 do tego właœnie cytatu daje taki komentarz: „W języku aramejskim eufemistycznym okreœleniem grzechu był dług. Jak i my przebaczamy - ta częœć zdania zakłada zależnoœć od przebaczenia i potwierdzenia istnienia pewnego związku między postępowaniem wobec innych a tym jak Bóg będzie względem nas, nie mówi jednak o bezpoœredniej zależnoœci. Bóg jest bardziej miłosierny i hojny od nas, por. 18,21-35; 20,1-16. naszym obowiązkiem jest naœladowanie Boga przebaczenie zgodne z przykładem, jaki nam daje. Przebaczenie jest społecznym obowiązkiem, jeœli chce się ustrzec konfliktów z powodu nagromadzonych urazów”. Jest też takie błogosławieństwo w Mt 5,7 „błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”.

Ja dopowiem nawet więcej. Nieraz jest tak, że czujemy nieprzebaczenie do Boga, do innych i do siebie, a ponadto jesteœmy dręczeni wyrzutami, że skrzywdziliœmy innych i oni przez to czyją do nas żal. Dlaczego przebaczenie jest tak bardzo ważne dla nas? Ponieważ nieprzebaczenie wypływa ze zranienia, jakie ktoœ nam zadał albo sami sobie zadaliœmy. Czujemy do tego kogoœ żal. Jeżeli nie odrzucimy nieprzebaczenia z serca to może się ono w nas przemienić w nienawiœć i zemstę do danej osoby. Jestem przekonany, czego doœwiadczyłem wiele razy w czasie modlitwy za innych, że modlitwa o uzdrowienie wewnętrzne pomaga nam w przebaczeniu innym i w przyjęciu przebaczenia.

Pani Olu z pani wywodów przeciw modlitwie o uzdrowienie wewnętrzne wynika, żeby człowieka traktować całoœciowo i nie dzielić na ducha, duszę i ciało. Skoro tak, to pozwólmy temu całemu człowiekowi przeżywać cierpienie spowodowane zranieniem całoœcią swego człowieczeństwa także i emocjami i uczuciami. Nie chcę więcej wchodzić w ten problem, ale proponuję przeczytać Encyklikę Ojca Œwiętego Dives In Misericordia - O Bożym Miłosierdziu.

Przytoczę jeszcze krótkie œwiadectwo. Przychodziła do mnie na modlitwę młoda dziewczyna, która nie mogła spać. Taki stan trwał już około trzech lat. Chodziła z tym problemem do psychologa, nawet do psychiatry. Dawano jej lekarstwa, ale efekt był taki, że jeszcze gorzej się czuła. W rozmowie ujawniło się kilka problemów, między innymi nieprzebaczenie ojcu. Ojciec ich opuœcił i czuła do niego żal. Przez to jej relacja z Bogiem też nie była najlepsza. Zadawała Bogu często pytanie - dlaczego dopuœciłeœ do tego Boże? Omijała ojca z daleka, złorzeczyła w sercu za to , co jej zrobił. Gdy zaproponowałem jej, aby przebaczyła ojcu, by go błogosławiła nie potrafiła tego zrobić. Wytłumaczyłem jej, że jej cierpienie jest bezsensowne, ponieważ ona nie zawiniła i cierpi z powodu cudzego grzechu. Powiedziałem jej, że to nieprzebaczenie ją niszczy, że nie pochodzi od Boga. Zrozumiała to. Oczywiœcie modliłem się do Boga u uzdrowienie tego zranienia w jej sercu. Efekt był piorunujący otworzyła się na łaskę Bożą i przebaczyła ojcu w Imię Jezusa i o dziwo w miarę jak przebaczała zaczynała też lepiej spać. Nawet spotkała się ze swoim ojcem i powiedziała mu, przebaczam tobie, tato. Przedtem wydawało jej się to niemożliwe. Dlaczego? Bo nie przebaczyła!

5. Technika stosowana w uzdrowieniu wewnętrznym.

„Tak na marginesie przyznam otwarcie, że jest mi trudno zrozumieć, w jaki sposób psychice człowieka może pomóc powracanie do jakichœ zadawnionych przeżyć, zabliŸnionych ran”.

Jeżeli chodzi o zagojone rany to nie warto do nich powracać. Z tym się zgadzam. Rana uzdrowiona nie zadaje bólu.

Zadam pani Oli takie proste pytanie: czy negatywne lub pozytywne przeżycia, których doœwiadczyliœmy w przeszłoœci mają wpływ na nasze życie obecne czy nie? Podzielę się moim osobistym doœwiadczeniem.

Kilka lat temu miałem wypadek samochodowy. Dzisiaj już wiem, że to negatywne doœwiadczenie w moim życiu zostało uzdrowione. Ale był taki czas, trwało to około pół roku, że stąd ni zowąd cała scena z wypadku przychodziła i dotykała mnie z taką intensywnoœcią jakby wypadek stał się wczoraj. Nie dziwiłbym się temu, gdyby dotykało mnie to tydzień po wypadku, ale to dotknęło mnie i po pół roku. Wtedy czułem lęk, było to niezależne ode mnie. Przez jakiœ czas nie mogłem dojœć do siebie. Pojawiały się wyrzuty sumienia, ze naraziłem klasztor na wydatki, że jakoœ zawiodłem, czułem do siebie niesmak. Proponuje pani, aby nie powracać do dawnych ran, ale co zrobić jak one same powracają, albo ujawniają się w dziwny sposób? Każde trudne doœwiadczenie jest dla każdego szokiem, który niestety pozostawia w nas œlady. Gdy zacząłem się nad tym zastanawiać, to zrozumiałem, że chciałem o wypadku zapomnieć w taki sposób, jak by go w ogóle nie było. Rzeczywistoœć jednak była inna - wypadek był, poniosłem straty finansowe. Bałem się skonfrontować z tym problemem. Zrozumiałem wtedy także, że nie zaprosiłem Jezusa do tej sytuacji. Zrozumiałem, że problem powraca, bo rana po nim nie została uzdrowiona, ale ciągle „krwawi”. Powróciłem myœlami do wydarzenia i nie miało to nic wspólnego z wizualizacją, nie wmawiałem sobie pozytywnie myœląc, ale zaprosiłem tam Jezusa. Uœwiadomiłem sobie wtedy, że Jezus w tej trudnej sytuacji był ze mną. Pokazał mi Jezus też bardzo dużo rzeczy pozytywnych w tym negatywnym doœwiadczeniu. Mogłem zginąć, a jednak żyję, mogłem być kaleką, a jednak nie jestem, mogłem skrzywdzić innych, a jednak nie skrzywdziłem. Zacząłem wtedy Jezusowi dziękować, bo naprawdę miałem za co. O dziwo problem się skończył. Gdybym to zbagatelizował, wiem, że trwało by to do dzisiaj.

Tak może być z każdym problemem z naszego życia. Tak też jest z pozytywnymi zdarzeniami w naszym życiu. Po co w ogóle wspominać to, co wydarzyło się na Golgocie i mówić, to ja ukrzyżowałem Pana Jezusa. Przecież nie żyłem dwa tysiące lat temu. Jest to niestety fakt wiary, ja też przez swoje grzechy ukrzyżowałem Pana, zadałem mu cierpienie.

Pojawia mi się też pytanie: kto mi dał uczucia, emocje, wyobraŸnię, zmysły? Kto? Bóg. One też mi o czymœ mówią. Nie wyobrażam sobie siebie bez tych rzeczy.

Dlatego wydaje mi się, że w modlitwie o uzdrowienie wewnętrzne, a więc tych wszystkich doœwiadczeń z przeszłoœci, ważne jest uœwiadomienie sobie, że dla Boga czas nie istnieje. On może z każdego zła wyprowadzić dobro.

Uważam też, że krzywdzące jest przeszkadzać człowiekowi przecierpieć i wyżalić się nad swoim życiem. Jest takie coœ w Piœmie œwiętym, co nazywa się lamentacje. Zdrowa lamentacja, uzasadniona jest jak najbardziej potrzebna. Wiele razy doœwiadczyłem tego, że wystarczyło, że ktoœ po prostu się wygadał przede mną ze swoich kłopotów i mu ulżyło. Dlaczego jest taka tradycja, która ku nieszczęœciu ludzi zanika, że po œmierci bliskiej osoby jest rok żałoby? Osoba nosi czarne szaty albo jakiœ znak żałobny. Po co to jest? Bo nie da się tak łatwo pogodzić ze œmiercią kogoœ bliskiego. To boli i trzeba czasu aby się z tym pogodzić. Potrzeba czasu na wyżalenie. Każdy trudny problem i zdarzenie potrzebuje wyżalenia i współczucia. Tacy jesteœmy. Jeżeli są w naszym życiu zdarzenia, które nie przelamentowaliœmy, to ból gdzieœ w nas tkwi i nas niszczy. Jeżeli takich problemów nazbiera się w nas więcej to w pewnym momencie może to w nas wybuchnąć chorobą psychiczną, depresją, schizofrenią itp.

Kiedy przychodzi ktoœ do mnie pierwszy raz, to zazwyczaj jest tak, że „grzebię” w jego życiu bardzo szczegółowo. Ale oczywiœcie nie wbrew woli tego kogoœ. Po co? Żeby mieć obraz życia! Po co? Żeby człowiek wyrzucił to z siebie! Po co? Żeby mocą Jezusa wkroczył w jego życie tak bardzo upragniony pokój. I nie uważam, żeby taka rozmowa była czymœ złym, wręcz przeciwnie. Nie uważam tego też jako metody na uzdrowienie, ale jest to bardzo pomocne w doprowadzeniu człowieka do Jezusa, który go uzdrawia.

Zawsze staram się odwodzić ludzi od niepotrzebnego grzebania w swojej przeszłoœci i sumieniu a staram się skierować ich uwagę ku Jezusowi. Wiem, że istnieje takie niebezpieczeństwo kręcenia się wokół swoich problemów. Problem jest w centrum. Wiem też, że im większy problem i ból tym trudniej go z tego centrum wyrzucić. Proszę sobie wyobrazić pani Olu, że klęczy pani przed Najœwiętszym Sakramentem z nożem w brzuchu. Proszę spróbować nie myœleć o bólu. Udawać, że bólu nie ma. Ja tak nie potrafię. Może mam małą wiarę, ale nie potrafię. W tym momencie potrzebny jest mi lekarz, ale to wcale nie oznacza, że nie ma w tym Jezusa. Problemy duchowe, psychiczne, emocjonalne itp. Działają podobnie. Nie jestem zwolennikiem przesadnego grzebania w sobie, ale jest taka zasada, że o problemach trzeba mówić.

Nieraz wręcz upominam bardzo stanowczo, aby przestać grzebać. Bo wydaje mi się, że takie bezsensowne grzebanie może doprowadzić do takiej sytuacji, ukażę ją bardzo obrazowo: można siedzieć na łące pełnej pięknych kwiatów, podziwiać ich barwę, zachwycać się nimi, ale nie czuć ich zapachu, bo siedzę nad œmierdzącym rynsztokiem własnych problemów i grzebie w nim.

Neguje też Pani wartoœć bogactwa psychologii w modlitwie o uzdrowienie wewnętrzne, to może też zanegujmy całe doœwiadczenie medycyny. Po co korzystać z porad lekarza, po co brać lekarstwa. Przez takie myœlenie dojdziemy do jakiejœ paranoi. Jeżeli negujemy udział psychologii w modlitwie o uzdrowienie wewnętrzne , to proponuję zanegować wszelką filozofię w dogmatyce. Po co Arystoteles, po co Platon. Wiemy, że filozofia jest służebnicą teologii. Ja tak samo traktuję psychologię w modlitwie o uzdrowienie wewnętrzne.

6. Leczenie chorych

„A zupełnie już kuriozalny wydaje się tytuł jednego z rozdziałów w książce Linnów: „Zapobieganie nowotworom i ich leczenie poprzez uzdrawianie gniewu i poczucia winy”[17].

Niejawnym celem całego procesu staje się po prostu wyleczenie człowieka z konkretnej choroby lub zapobieganie następnym. Czy to nazwiemy wzrostem duchowym? W takim razie chrzeœcijaństwo niewiele różniłoby się od nauki zwanej higieną”.

Mogę powiedzieć jasno, że celem modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne nie jest leczenie z chorób ale leczenie chorych. Bóg chce dotknąć łaską uzdrowienia całego człowieka. Jest to Jego rzecz jak tego dokona. Zadaję sobie pytanie: czy zranienia duchowe (grzechy), psychiczne emocjonalne mają wpływ na zdrowie fizyczne człowieka?

Zanim przejdę do odpowiedzi na to pytanie warto też napomknąć, że w mojej posłudze spotkałem się z wieloma zniewoleniami przez złego ducha. Z całą pewnoœcią mogę powiedzieć, że szatan też może wykorzystywać zranienia ludzkie dla własnych celów. Nie rzadko spotykałem się z tym, że to on ukrywał się w chorobach psychicznych, bądŸ nawet „symulował” choroby fizyczne. Bez poruszenia tego problemu cała dyskusja na temat modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne nie byłaby pełna, ponieważ nie możemy pominąć obecnoœci złego ducha w naszym życiu.

Posłużę się przykładami.

Przychodziła do mnie kobieta, która miała chyba wszystkie choroby œwiata. W każdym bądŸ razie bardzo cierpiała. Miała między innymi mocną cukrzycę i z tego powodu otwarte rany, które w żaden sposób lekarze nie potrafili zagoić. Gdy poznałem jej życie, zadałem sobie pytanie: jak ta kobieta to wszystko wytrzymała? Zaczęliœmy się modlić i okazało się, ze jest zniewolona. W czasie modlitwy o uwolnienie zaczęły goić się rany, których lekarze nie potrafili uleczyć od dziewięciu lat.

Przychodziła do mnie kobieta, która cierpiała na krwotok z narządów rodnych. Trwało to kilka lat. Lekarze nie potrafili sobie z tym poradzić. Popełniła w swoim życiu wiele grzechów i między innymi aborcję. W czasie modlitwy wszystko wskazywało na zniewolenie. Po modlitwie krwotoki odeszły.

Przychodziła do mnie kobieta, która miała dwa mięœniaki na macicy wielkoœci pięœci. Był to owoc aborcji. Miała już nawet skierowanie do szpitala na usunięcie narządów kobiecych. Gdy o tym opowiedziała zrobiło mi się jej bardzo żal. Porozmawialiœmy o jej życiu. Byłem przekonany, że te mięœniaki są spowodowane obecnoœcią złego. W czasie modlitwy objawił swoją obecnoœć zły duch. Modliłem się o uwolnienie. Poszła za kilka dni na badanie przed szpitalem i okazało się, że mięœniaki znikły. Lekarz, jak sama opowiedziała, był w szoku i wypowiedział słowa to cud.

Mógłbym przytaczać jeszcze wiele œwiadectw osób, które zostały uzdrowione podczas modlitwy o uwolnienie.

Jeżeli chodzi nazwę uzdrowienie wewnętrzne to faktycznie nazwa ta nie występuje w Piœmie œwiętym, ale proszę mi pokazać gdzie znajduje się nazwa odpust zupełny.

Jako moje dopowiedzenie, czego nie chciałem dublować, uważam artykuł pani Elżbiety Kupczak. Proszę go przeczytać.

o. Kosma Budziński ofm

Coœ o sobie!

Jestem zakonnikiem, franciszkaninem. Kapłanem jestem od dziesięciu lat. Wyrosłem z Odnowy w Duchu Œwiętym. Właœciwie to w niej (konkretnie we Wspólnocie w Leœnej) odkryłem swoje powołanie zakonne, za co jestem wdzięczny. Jeżeli chodzi o tematy uzdrowienie wewnętrzne, modlitwa wstawiennicza, modlitwa o uzdrowienie to zajmuje się tym blisko dwadzieœcia lat. Prowadziłem wiele serii rekolekcji o uzdrowienie wewnętrzne i inne. Przyznaję że jestem zwolennikiem tego typu modlitw, chociaż nie bez krytycznego spojrzenia. Od około roku przeprowadzam modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe, czego wyraz dałem w artykułach, które możecie przeczytać na stronie http://www.jeruzalem.alleluja.pl/[1]. W Diecezji Legnickiej służę od trzech lat. W tym czasie służyłem jako egzorcysta (pozwolenie ustne biskupa). W ciągu tych trzech lat odwiedziło mnie około osiemset osób. Mogę powiedzieć, że raczej jestem praktykiem jeżeli chodzi o modlitwy wstawiennicze, o uzdrowienie wewnętrzne i o uwolnienie…

[1] Artykuły o których mówi ojciec Kosma można również przeczytać na naszej stronie pod adresem http://www.apologetyka.katolik.pl/polemiki/gorace-polemiki/uzdrowienie_wewnetrzne

KILKA UWAG DO ARTYKUŁU PANI ALEKSANDRY KOWAL - «UZDROWIENIE WEWNĘTRZNE - ZNAKI ZAPY

Napisał KS. DR MIROSŁAW CHOLEWA

Ze zdumieniem przeczytałem tekst Aleksandry Kowal „Uzdrowienie wewnętrzne - znaki zapytania”. Przekazuję kilka uwag do tego tekstu.

1. Błędem jest twierdzenie, że osoby związane z katolicką Odnową w Duchu Œwiętym, a podejmujące posługę modlitwy o uzdrowienie, uznają jako„założycielkę posługi uzdrawiania” Agnes Mary Sanford, gdyż w Koœciele katolickim wierzymy, iż tym który uzdrawia jest Jezus Chrystus mocą Ducha Œwiętego.

2. Niedopuszczalnym jest wmawianie przez Aleksandrę Kowal tym, którzy podejmują posługę modlitwy o uzdrowienie, a związani są z Odnową w Duchu Œwiętym w Koœciele katolickim, że „uzdrawianie pamięci… [jest] tym samym, co odpuszczanie grzechów”. Utożsamianie w tym względzie poglądów Agnes Mary Sanford, z poglądami osób wskazanych wyżej jest niedopuszczalną manipulacją.

3. Na jakiej podstawie Aleksandra Kowal wyprowadza wniosek, że podejmujący posługę modlitwy o uzdrowienie w ramach Odnowy w Duchu Œwiętym w Koœciele katolickim „zacierają prawdę o grzesznoœci człowieka i koniecznoœci wyznania grzechów”? Tym bardziej, że sama Aleksandra Kowal przyznaje, iż „wiele przytoczonych na stronie Odnowy definicji istotnie to podkreœla”. Wyrywanie z kontekstu całoœci nauczania jakichœ pojedynczych stwierdzeń poszczególnych autorów jest poważnym nadużyciem. Sprawia to wrażenie, że Aleksandra Kowal ma swoją tezę i na siłę szuka jej potwierdzenia w wyrwanych z kontekstu zdaniach.

4. Bardzo dziwną interpretację stosuje Aleksandra Kowal do tekstów biblijnych, jak choćby Łk 14,26. Nie jest to interpretacja Koœcioła katolickiego, gdy pisze „w żadan sposób nie uda się słowa nienawiœć zamienić na słowo miłoœć”, gdyż kluczem do zrozumienia tego fragmentu jest zdanie: „ kto nie wyrzeka się wszystkiego co posiada, nie może być moim uczniem” (Łk 14,33). Ostatecznie chodzi tu o wyrzeczenie, a nie o nienawiœć kogokolwiek. Chrystus Pan w swoich przypowieœciach używał takich rodzajów literackich, które były pomocne dla słuchaczy, także i w tym przypadku. Takie literalne i fundamentalistyczne interpretowanie tekstu bliblijnego, jak przez Aleksandrę Kowal, nie jest zgodne z interpretacją w duchu Koœcioła katolickiego.

5. Zupełnie nie rozumiem na jakiej podstawie Aleksandra Kowal identyfikuje „kult własnego ja” z posługą modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne, jest to daleko idąca nadinterpretacja z jej strony nie odpowiadająca stanowi faktycznemu w podejœciu do tej posługi modlitwy. Podobnie jak czym innym jest na przykład właœciwa troska o zdrowie fizyczne, a czym innym hipochondria, czyli nadwrażliwoœć na punkcie swojego zdrowia. Nie każda troska o zdrowie zaraz będzie hipochondrią.

6. Dziwna jest również interpretacja Aleksandry Kowal w kwestii przebaczenia, gdy nie potrafi rozróżnić decyzji woli i uczucia krzywdy, które nie zależy już od woli człowieka i jakie może być uzdrowione jedynie mocą Boga.

7. Poza tym autorka nie potrafi rozróżnić owocu przebaczenia i motywów dla jakich, ktoœ przebacza, gdy pisze: „Przebaczam ci, bo - koniec końców - opłaciło mi się to”.

8. Przedziwnie też Aleksandra Kowal interpretuje „technikę stosowaną w uzdrowieniu wewnętrznym” odmawiając zasadnoœci retrospekcji w dotychczasowe życie i podpierając się cytatami biblijnymi, z których tak naprawdę to nie wynika. Autorka choć zarzuca to osobom podejmującym modlitwę o uzdrowienie wewnętrzne, ale to ona sama nie rozróżnia działań psychologicznych i modlitwy jaka wspierać ma na drodze uzdrowienia wewnętrznego naszych uczuć.

9. Ale już szczytem fałszywej interpretacji dokonanej przez Aleksandrę Kowal jest wmawianie okultyzmu osobom podejmującym modlitwę o uzdrowienie wewnętrzne. W tym względzie okultystą jest też Papież Jan Paweł II, który w liœcie o różańcu (p.29) zachęca do zaangażowania wyobraŸni podczas modlitwy.

10. „Analizowanie własnych uczuć odbiera wszelki autentyzm przeżyciom i powoduje, że w istocie kontemplujemy tylko własne niezaspokojone wnętrze” - pisze Aleksandra Kowal. Przedziwne wnioski, jakie wyprowadza autorka z wczeœniejszego cytatu książki Z. Lityńskiego. W takim razie bezmyœlne życie, w którym człowiek nie podejmuje refleksji nad œwiatem swoich przeżyć, zapewnia autentyzm tym przeżyciom?

11. Na jakiej podstawie twierdzi Aleksandra Kowal, że osoby podejmujące posługę modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne głoszą, że „Bóg nie ma przystępu do ciebie ze swoją miłoœcią, dopóki nie zostaną uleczone twoje zranienia”?

12. Aleksandra Kowal twierdzi ponadto, że „wiele osób poważnie ucierpiało wskutek przeprowadzonych modlitw o uzdrowienie. Nie ma nad tym prawie żadnej kontroli. Biorą się za to osoby zupełnie nieprzygotowane.”

Zgadzam się z tym, że może się zdarzyć iż dojdzie do jakiegoœ nadużycia w tym względzie, ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Jeœli zdarzy się jakieœ nadużycie w sprawowaniu sakramentu pokuty, to czy Koœciół zrezygnuje z jego sprawowania? Lub jeœli trafimy na złego lekarza, to przestaniemy się leczyć?

Nie wiem jaka kontrola jest w innych rejonach, ale wiem jak to się dzieje z grupami modlitewnymi związanymi z Centrum Formacyjnym Odnowy w Duchu Œwiętym w Magdalence (jest to kilkanaœcie diecezji Polski północnej i wschodniej, czyli prawie 25% terenu Polski). Mogę zapewnić Aleksandrę Kowal, że na naszym terenie przykłada się wiele starania i troski, ażeby osoby które prowadzą rekolekcje „uzdrowienie wspomnień” i osoby podejmujące posługę modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne były należycie do tego przygotowane. Prowadzi się odpowiednie seminaria w ciągu roku i weryfikacja następuje poprzez osobisty kontakt odpowiedzialnych za te rekolekcje i posługę modlitwy wstawienniczej. Dlatego tezy Aleksandry Kowal są w tym wypadku „wyssane z palca”.

13. Kolejnym fałszywym wnioskiem napisanym przez Aleksandrę Kowal jest stwierdzenie przez nią w podsumowaniu: „Uzdrawianie wewnętrzne jest metodą skierowaną bardziej na wzrost życia wewnętrznego, czyli skupia się na psychice, na uczuciach, na subiektywnych doznaniach, dotyczy więc sfery natury, sfery przyrodzonej. Natomiast nie dotyczy wzrostu życia duchowego, jest œlepym zaułkiem, wynikającym z osłabienia wiary w moc sakramentów i samego Jezusa Chrystusa. Uzdrawianie wewnętrzne przypomina jedną wielką psychoterapię”. Wręcz przeciwnie kulminacją rekolekcji „uzdrowienie wspomnień” jest sprawowanie sakramentu pokuty i pojednania, gdzie rekolektanci otwierają swoje życie dla Bożego miłosierdzia. W rekolekcjach „uzdrowienie wspomnień” owszem bierze się pod uwagę sferę przyrodzoną, ale bynajmniej nie redukuje się do niej człowieka. Wnioski Aleksandry Kowal są bezzasadne i œwiadczą o jej ignorancji w tym względzie.

Dziwię się, że na stronie Apologetyka zamieszczono tak kompromitujący artykuł (kompromitujący autorkę i odpowiedzialnych za tę stronę). Dałem w swoim tekœcie tylko kilka uwag, praktycznie niemal każde zdanie napisane przez Aleksandrę Kowal jest fałszywym interpretowaniem lub wnioskowaniem.

ODPOWIED NA LIST KS. DR MIROSŁAWA CHOLEWY

Napisał KS. ANDRZEJ SIEMIENIEWSKI

„Prawo do roztrząsań filozoficznych

ma zarówno człowiek wolny, jak i niewolnik,

oraz wedle płci, jak się zdarzy, mężczyzna lub kobieta”

(Klemens Aleksandryjski)

Szanowny Księże,

Cieszę się bardzo, że nasza strona internetowa, choć jest prywatnym przedsięwzięciem grupy entuzjastów, znalazła zainteresowanie u wielu osób, w tym także u Księdza. Ponieważ w gronie wrocławskich apologetów znamy się dobrze, a na zewnątrz reprezentowani bywamy czasem jedynie przez teksty, stąd całkiem możliwe są nasze trudnoœci w jasnym przekazaniu naszych myœli, szczególnie w krótkim tekœcie. Takim krótkim tekstem jest na pewno artykuł Aleksandry Kowal „Uzdrowienie wewnętrzne - znaki zapytania”. Jak wskazuje tytuł, jest on zaproszeniem do dyskusji, a w takim zaproszeniu łatwo o nie doœć jasne wyrażenie tego, co chciało się powiedzieć. Może więc przyda się kilka moich uwag: z tytułu dobrej znajomoœci między członkami naszego zespołu mogłem być może lepiej uchwycić intencje autorki. Korzystając z ujęcia „Uwag” Księdza w tak jasne i klarowne punkty, pozwolę sobie na refleksje według porządku wyznaczonego właœnie według tego porządku.

--------------------------------------------------------------------------------

1. „Błędem jest twierdzenie, że osoby związane z katolicką Odnową w Duchu Œwiętym, a podejmujące posługę modlitwy o uzdrowienie, uznają jako „założycielkę posługi uzdrawiania” Agnes Mary Sanford, gdyż w Koœciele katolickim wierzymy, iż tym, który uzdrawia, jest Jezus Chrystus mocą Ducha Œwiętego”.

A. Kowal pisze tylko i wyłącznie na temat tego, co nazywa się współczeœnie „uzdrawianiem wewnętrznym”, a nie na temat uzdrawiania jako takiego. Nazwa „uzdrawianie wewnętrzne” na okreœlenie specjalnych modlitw i rekolekcji dla uzdrowienia emocjonalnych zranień międzyosobowych jest całkiem œwieżej daty, a jeœli chodzi o zakorzenienie treœci tego pojęcia w historii Koœcioła, to A. Kowal prosiła o wypowiedzi zwolenników „uzdrawiania wewnętrznego”. Napisała:

„Pojęcie uzdrowienia wewnętrznego oraz pomysł takiej praktyki zrodził się dopiero 50 lat temu, to NIE MOŻE mieć, jak się wydaje, swoich Ÿródeł w Piœmie Œwiętym, Tradycji i nauce Koœcioła. Jednak ciężar obowiązku znalezienia takich Ÿródeł pozostawiam zwolennikom i znawcom tego ruchu”.

Dlatego myœlę, że można jednoczeœnie wierzyć zarówno w to, że tym, który uzdrawia, jest Jezus Chrystus mocą Ducha Œwiętego, oraz w to, że praktyka współczesnego uzdrawiania wewnętrznego ma konkretną postać założyciela. Te dwie rzeczy nie są ze sobą sprzeczne.

Pani Kowal prosi, jak się wydaje, o podanie przykładów, że Nowy Testament i Tradycja Koœcioła w czasach poprzedzających p. Sanford poleca modlić się za ludzi w taki sposób, jak to się praktykuje w „uzdrawianiu wewnętrznym”.

--------------------------------------------------------------------------------

2. Niedopuszczalnym jest wmawianie przez Aleksandrę Kowal tym, którzy podejmują posługę modlitwy o uzdrowienie, a związani są z Odnową w Duchu Œwiętym w Koœciele katolickim, że „uzdrawianie pamięci… [jest] tym samym, co odpuszczanie grzechów”. Utożsamianie w tym względzie poglądów Agnes Mary Sanford, z poglądami osób wskazanych wyżej jest niedopuszczalną manipulacją.

Może warto przyjrzeć się bliżej tekstowi p. Kowal, aby sprawdzić, czy rzeczywiœcie utożsamia poglądy A.M. Sanford z poglądami osób związanymi z uzdrawianiem wewnętrznym w Koœciele katolickim. Ja mam wrażenie, że raczej wskazując na błędne poglądy tej ważnej osoby z ruchu modlitwy uzdrawiania wewnętrznego (czyli p. Sanford), przestrzega, że podobne błędy mogą się odradzać wœród katolików, chociaż wcale nie zawsze tak jest. Na przykład A. Kowal napisała:

„Jedynym uzdrowieniem z grzechu jest wyznanie grzechów, pokuta i nawrócenie. Wiele przytoczonych na stronie Odnowy definicji istotnie to podkreœla, ale nieporozumienia pojawiają się, gdy ten aspekt pozostanie pominięty, jak np. w definicji McManusa”.

To chyba doœć łagodne sformułowania i chyba można się na nie zgodzić?

--------------------------------------------------------------------------------

3. Na jakiej podstawie Aleksandra Kowal wyprowadza wniosek, że podejmujący posługę modlitwy o uzdrowienie w ramach Odnowy w Duchu Œwiętym w Koœciele katolickim „zacierają prawdę o grzesznoœci człowieka i koniecznoœci wyznania grzechów”? Tym bardziej, że sama Aleksandra Kowal przyznaje, iż „wiele przytoczonych na stronie Odnowy definicji istotnie to podkreœla”. Wyrywanie z kontekstu całoœci nauczania jakichœ pojedynczych stwierdzeń poszczególnych autorów jest poważnym nadużyciem. Sprawia to wrażenie, że Aleksandra Kowal ma swoją tezę i na siłę szuka jej potwierdzenia w wyrwanych z kontekstu zdaniach.

Czy rzeczywiœci p. Kowal pisze, że podejmujący posługę modlitwy o uzdrowienie w ramach Odnowy w Duchu Œwiętym w Koœciele katolickim „zacierają prawdę o grzesznoœci człowieka i koniecznoœci wyznania grzechów” w tym sensie, że robią tak wszyscy (albo prawie wszyscy)? Napisała, że spotyka w literaturze przykłady zacierania prawdy o grzesznoœci człowieka i koniecznoœci wyznawania grzechów oraz że spotyka inne przykłady, które takich wątpliwoœci nie budzą. Z tym też chyba możemy się zgodzić? Czy też może takich niepokojących przykładów nie ma?

Ja osobiœcie też spotykam przykłady dobre i przykłady, które mnie niepokoją w dziedzinie uzdrawiania wewnętrznego. Zdarza się uczenie rzeczy ewidentnie niezgodnych z Ewangelią; popularni bracia Linn piszą na przykład:

„Prawdziwy problem nie polega na tym, że nie lubimy Boga albo naszego bliŸniego, ale na tym, że nie kochamy samych siebie” i dlatego „brak miłoœci siebie jest korzeniem wszelkiego grzechu” (s. 68-69 ang.).

Trudno nie zauważyć, że Jezus i Jego apostołowie mieli inną opinię niż bracia Linn na temat tego, co jest „prawdziwym problemem” i co jest korzeniem grzechu. A bracia Linn wywarli i wywierają (przez swoje pisma) silny wpływ na praktyki uzdrowienia wewnętrznego, także w Polsce.

Czy zdaniem Księdza powinno się polecać takie wypowiedzi ludziom, którzy nauczają o uzdrowieniu wewnętrznym? To oczywiœcie tylko przykład, i nie wynika z niego, jak wielu nauczycieli uzdrawiania wewnętrznego tak uczy.

Jak się wydaje p. Kowal też mówiła po prostu o różnych przykładach w literaturze odnowowej i w odnowowej praktyce: dobrych i złych.

--------------------------------------------------------------------------------

4. Bardzo dziwną interpretację stosuje Aleksandra Kowal do tekstów biblijnych, jak choćby Łk 14,26. Nie jest to interpretacja Koœcioła katolickiego, gdy pisze „w żaden sposób nie uda się słowa nienawiœć zamienić na słowo miłoœć”, gdyż kluczem do zrozumienia tego fragmentu jest zdanie: „kto nie wyrzeka się wszystkiego co posiada, nie może być moim uczniem” (Łk 14,33). Ostatecznie chodzi tu o wyrzeczenie, a nie o nienawiœć kogokolwiek. Chrystus Pan w swoich przypowieœciach używał takich rodzajów literackich, które były pomocne dla słuchaczy, także i w tym przypadku. Takie literalne i fundamentalistyczne interpretowanie tekstu bliblijnego, jak przez Aleksandrę Kowal, nie jest zgodne z interpretacją w duchu Koœcioła katolickiego.>

Wydaje się, że w interpretacji tekstu Łk 14,26 („Jeœli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiœci swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”) pani A. Kowal i Ksiądz jesteœcie zupełnie zgodni. Napisała ona bowiem na temat tego fragmentu:

„Chodzi o pewne oderwanie się nie tylko od więzów krwi, ale również od swojego Ja. […] wysławianie wielkich dzieł Bożych to nie to samo, co zachwyt dla swojej własnej osoby. Gdyby nie wiem jak usiłować tłumaczyć i obłaskawiać przytoczoną wypowiedŸ Jezusa z Ewangelii według œw. Łukasza, w żaden sposób nie uda się słowa NIENAWIŒĆ zamienić na słowo MIŁOŒĆ.

Jak widać, A. Kowal nie zachęca do tego, aby siebie nienawidzić, ale do tego, aby być gotowym do wyrzeczeń nie tylko w rzeczach zewnętrznych, ale i w tym, co się odnosi do mojego Ja. I dlatego właœnie wydaje się, że ma rację: wyrzeczenie się siebie to rzeczywiœcie nie to samo, co miłowanie siebie. Zresztą wielu innych znanych autorów też tak komentowało ten tekst. Pomijam komentarze ojców Koœcioła (łatwe do znalezienia), ale nawet słynny apologeta angielski C.S. Lewis pisał: nie ma w Ewangelii polecenia miłowania siebie, bo jest to niepotrzebne; normalny człowiek miłuje samego siebie z natury rzeczy i nie potrzebuje do tego zachęt; zachęt potrzebuje natomiast do miłowania bliŸniego, gdyż tego z natury wcale nie chce czynić.

--------------------------------------------------------------------------------

5. Zupełnie nie rozumiem na jakiej podstawie Aleksandra Kowal identyfikuje „kult własnego ja” z posługą modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne, jest to daleko idąca nadinterpretacja z jej strony nie odpowiadająca stanowi faktycznemu w podejœciu do tej posługi modlitwy. Podobnie jak czym innym jest na przykład właœciwa troska o zdrowie fizyczne, a czym innym hipochondria, czyli nadwrażliwoœć na punkcie swojego zdrowia. Nie każda troska o zdrowie zaraz będzie hipochondrią.

Znowu warto odwołać się do tekstu A. Kowal: czy rzeczywiœcie stawia znak równoœci między uzdrawieniem wewnętrznym a kultem własnego Ja? Czy też może raczej pisze, że jeœli w takiej modlitwie za dużą rolę odgrywa egocentryczna psychologia, to wtedy modlitwa o uzdrowienie wewnętrzne zamieni się w kult własnego Ja? A. Kowal napisała nawet dokładnie, o jaką psychologię jej chodzi:

Psychologia taka uczy: Czy nasz Pan nie powiedział, że przede wszystkim trzeba miłować samego siebie? - powołując się na słowa Ewangelii według œw. Marka: „Będziesz miłował bliŸniego swego jak siebie samego” (Mk 12,31) Wielu rozumie to w ten sposób, że przede wszystkim należy kochać swoją osobę.

Jest faktem, że często uczy się, że Pan Jezus powiedział, aby miłować samego siebie. I jest równoczeœnie faktem, że w rzeczywistoœci Jezus niczego takiego nie powiedział. Ta obserwacja wydaje mi się bardzo cenna, jeœli Odnowa ma być ruchem biblijnym.

--------------------------------------------------------------------------------

6. Dziwna jest również interpretacja Aleksandry Kowal w kwestii przebaczenia, gdy nie potrafi rozróżnić decyzji woli i uczucia krzywdy, które nie zależy już od woli człowieka i jakie może być uzdrowione jedynie mocą Boga.

Trudno mi się ustosunkować do tej myœli, ponieważ nie udało mi się znaleŸć odpowiedniego fragmentu u p. Kowal. Znalazłem natomiast taki fragment:

Przebaczenie jest decyzją człowieka, gdyż serce jest w mentalnoœci żydowskiej siedliskiem woli i osobowoœci, a nie uczuć. Uczucia nie zależą od mojej woli, więc nie jestem za nie odpowiedzialny, odpowiedzialny jestem, co zrobię z tymi uczuciami.

--------------------------------------------------------------------------------

7. Poza tym autorka nie potrafi rozróżnić owocu przebaczenia i motywów dla jakich, ktoœ przebacza, gdy pisze: „Przebaczam ci, bo - koniec końców - opłaciło mi się to”.

Zgadzam się, że ktoœ tu nie potrafi odróżniać owocu od motywu, ale czy rzeczywiœcie jest to autorka? Czy nie są to czasem bracia Linn?

Napisali oni:

„Przebaczam ci, że mnie zraniłeœ, gdyż obdarzyło mnie to wzrostem i jestem wdzięczny, iż tak się stało” („We are healed when we can say not «That's O.K.» but «I forgive you for hurting me because it brought so much growth that I'm grateful it happened»” [s. 2]).

To zadanie podaje skutek (przebaczenie) i motyw (mój osobisty wzrost), oraz związek przyczynowy (dlatego przebaczam). A bracia Linn to autorzy bardzo wpływowi w œwiatowej posłudze uzdrawiania wewnętrznego

--------------------------------------------------------------------------------

8.Przedziwnie też Aleksandra Kowal interpretuje „technikę stosowaną w uzdrowieniu wewnętrznym” odmawiając zasadnoœci retrospekcji w dotychczasowe życie i podpierając się cytatami biblijnymi, z których tak naprawdę to nie wynika. Autorka choć zarzuca to osobom podejmującym modlitwę o uzdrowienie wewnętrzne, ale to ona sama nie rozróżnia działań psychologicznych i modlitwy jaka wspierać ma na drodze uzdrowienia wewnętrznego naszych uczuć.

Zgadzam się, że w tym aspekcie tekst A. Kowal warto uzupełnić. Podane teksty biblijne niespecjalnie ilustrują potrzebę (lub jej brak) wspominania, a cały fragment bardziej dotyczy gustów osobistych: jednemu wspominanie pomaga, a drugiemu - raczej nie.

--------------------------------------------------------------------------------

9. Szczytem fałszywej interpretacji dokonanej przez Aleksandrę Kowal jest wmawianie okultyzmu osobom podejmującym modlitwę o uzdrowienie wewnętrzne. W tym względzie okultystą jest też Papież Jan Paweł II, który w liœcie o różańcu (p. 29) zachęca do zaangażowania wyobraŸni podczas modlitwy.

To bardzo ciekawy temat. Gdyby A. Kowal zdecydowanie sprzeciwiała się jakiemukolwiek używaniu wyobraŸni w modlitwie, to rzeczywiœcie byłby to problem. Ale czy istotnie się temu sprzeciwia?

Wydaje się, że nie: nie zgadza się jedynie z tym, aby uczyć, że Jezus zrobi to, do czego Go skłonimy naszą wyobraŸnią.

Wygląda na to, że panią Kowal dziwi taki sposób modlitwy: planujemy sobie, co Jezus ma uczynić, potem wyobrażamy sobie, jak to czyni, a w końcu wierzymy, że faktycznie to uczynił, skoro sobie to wyobraziliœmy. Muszę powiedzieć, że ten sposób modlitwy mnie też dziwi (œwieże opisy takich modlitw można znaleŸć u o. DeGrandisa, Uzdrawianie międzypokoleniowe).

A teraz dla kontrastu warto spojrzeć na chwilę do Listu Jana Pawła II o różańcu, aby przekonać się, do czego zachęca, czy naprawdę do czegoœ podobnego jak modlitwie uzdrowienia za pomocą wyobrażonego Jezusa:

Słowa kierują wyobraŸnię i ducha ku temu okreœlonemu wydarzeniu czy momentowi z życia Chrystusa. W duchowoœci, która rozwinęła się w Koœciele, czy to kult ikon, czy liczne nabożeństwa bogate w elementy postrzegane zmysłami, jak również metoda zaproponowana przez œw. Ignacego z Loyoli w Ćwiczeniach duchownych odwoływały się do elementu wzrokowego i obrazowego (compositio loci), uważając go za bardzo pomocny w koncentracji ducha na misterium (Jan Paweł II, Rosarium Virginis Mariae, 29).

Papież zachęca do wyobrażenia sobie tego, o czym na pewno wiemy, że jest prawdą: mianowicie konkretnej sceny ewangelicznej. Podobnie czynił Ignacy Loyola, na przykład w swoich Ćwiczeniach:

„Wyobrażając sobie Chrystusa Pana naszego obecnego i wiszącego na krzyżu rozmawiać z nim, pytając go, jak to on, będąc Stwórcą, do tego doszedł…” (Ex 53).

„Słuchać [w wyobraŸni], co mówią Osoby Boskie, a mianowicie: dokonajmy odkupienia rodzaju ludzkiego” (Ex 107).

„Widzieć [w wyobraŸni] Panią naszą i anioła, który ją pozdrawia” (Ex 106); „Oczami wyobraŸni widzieć drogę z Nazaretu do Betlejem…” (Ex 112).

Jednak Ignacy nie zachęcał, abyœmy wyobrażali sobie, że Jezus realizuje upragnione przez nas cele modlitewne i wierzyli, że wskutek tego faktycznie je zrealizował. Z bardzo prostego zresztą powodu: otóż nie wiemy, czy Pan Jezus planuje właœnie w tej chwili wykonać właœnie takie uzdrowienie, jakie sobie u niego zamówiłem.

Dalej: Czy œw. Ignacy do szukania w wyobraŸni pomocy do skłonienia Jezusa, aby nam pomógł w emocjonalnych kłopotach? Chyba nie:

„Nie trzeba się starać o myœli radosne […], lecz pobudzać się do boleœci, cierpienia i udręczenia, przypominając sobie często udręki, trudy i boleœci Chrystusa” (Ex 206b).

Jeœli natomiast „prosimy o łaskę wesela i silnej radoœci” to „z powodu wielkiej chwały i radoœci Chrystusa” (Ex 221).

O pocieszeniach i radoœci wewnętrznej Ignacy pisze zgoła inaczej, nie w kategoriach zaplanowania sobie najpierw, co Jezus ma uczynić, potem wyobrażeniu sobie tego, a wreszcie - na wierzeniu, że faktycznie to uczynił, skoro sobie to wyobraziłem (por. Ex 316b)

A jak ma się sprawa z okultyzmem? Okultyzm polega na przekonaniu, że człowiek posiada siły psychiczne pozwalające nie tylko poznać wewnętrzne zasady œwiata, ale i wpływać na nie samą tylko siłą psychiki lub też przez poznane nadnaturalne sposoby działania. Jeżeli w Odnowie nauczymy ludzi, że Jezus uczyni to, do czego Go skłonimy siłą naszej psychiki (wyobraŸni), to istnieje poważne niebezpieczeństwo pomieszania zdrowej wiary z okultyzmem. I przed tym niebezpieczeństwem całkiem słusznie przestrzega autorka.

--------------------------------------------------------------------------------

10. „Analizowanie własnych uczuć odbiera wszelki autentyzm przeżyciom i powoduje, że w istocie kontemplujemy tylko własne niezaspokojone wnętrze” - pisze Aleksandra Kowal. Przedziwne wnioski, jakie wyprowadza autorka z wczeœniejszego cytatu książki Z. Lityńskiego. W takim razie bezmyœlne życie, w którym człowiek nie podejmuje refleksji nad œwiatem swoich przeżyć, zapewnia autentyzm tym przeżyciom?

Ma Ksiądz rację. Rzeczywiœcie, w tekœcie zabrakło jednego słówka: „nadmierne”. Powinno być: „Nadmierne analizowanie…”. Ale czy faktycznie jest tam ono potrzebne? Czy podany dalej przykład nie wyjaœnia klarownie, o co chodzi?:

Np. całkowicie uszczęœliwiające może być przebywanie w towarzystwie ukochanej osoby, natomiast skupienie się w tym samym czasie na własnych odczuciach doœwiadczanych w tej sytuacji szczęœcia żadną miarą przynieœć nie może.

--------------------------------------------------------------------------------

11. Na jakiej podstawie twierdzi Aleksandra Kowal, że osoby podejmujące posługę modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne głoszą, że „Bóg nie ma przystępu do ciebie ze swoją miłoœcią, dopóki nie zostaną uleczone twoje zranienia”?

Myœlę, że na podstawie doœwiadczeń wielu œrodowisk Odnowy i lektur. Na przykład moi ulubieńcy, bracia Linn (to moi faworyci, ustępują tylko o. DeGrandisowi), piszą: „Jeœli nie mogę zaakceptować mojego gniewu, strachu i depresji, będę stać przed sędzią, a nie Œwietlistą Istotą […]. Jak mogę zaakceptować moje uczucia, abym mógł się modlić i zostać uzdrowionym?” (s. 79).

--------------------------------------------------------------------------------

12. Aleksandra Kowal twierdzi ponadto, że „wiele osób poważnie ucierpiało wskutek przeprowadzonych modlitw o uzdrowienie. Nie ma nad tym prawie żadnej kontroli. Biorą się za to osoby zupełnie nieprzygotowane.”

Zgadzam się z tym, że może się zdarzyć, iż dojdzie do jakiegoœ nadużycia w tym względzie, ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Jeœli zdarzy się jakieœ nadużycie w sprawowaniu sakramentu pokuty, to czy Koœciół zrezygnuje z jego sprawowania? Lub jeœli trafimy na złego lekarza, to przestaniemy się leczyć?

A. Kowal nie ma żadnej władzy, aby spowodować rezygnowanie lub nierezygnowanie z jakiejkolwiek praktyki modlitewnej. Ona tylko stawia znaki zapytania. Znaki stawia się po to, aby doczekać się na nie odpowiedzi.

--------------------------------------------------------------------------------

Nie wiem jaka kontrola jest w innych rejonach, ale wiem jak to się dzieje z grupami modlitewnymi związanymi z Centrum Formacyjnym Odnowy w Duchu Œwiętym w Magdalence (jest to kilkanaœcie diecezji Polski północnej i wschodniej, czyli prawie 25% terenu Polski). Mogę zapewnić Aleksandrę Kowal, że na naszym terenie przykłada się wiele starania i troski, ażeby osoby które prowadzą rekolekcje „uzdrowienie wspomnień” i osoby podejmujące posługę modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne były należycie do tego przygotowane. Prowadzi się odpowiednie seminaria w ciągu roku i weryfikacja następuje poprzez osobisty kontakt odpowiedzialnych za te rekolekcje i posługę modlitwy wstawienniczej. Dlatego tezy Aleksandry Kowal są w tym wypadku „wyssane z palca”.

Hm… Myœlę, że tezy A. Kowal byłyby wyssane z palca, gdyby napisała, że sprawa dotyczy grup związanych z Magdalenką. Ale tak nie napisała. Natomiast jeœli Ksiądz pisze: „Nie wiem, jaka kontrola jest w innych rejonach” (czyli terenu Polski), to może by tak… najpierw się dowiedzieć?

--------------------------------------------------------------------------------

13. Kolejnym fałszywym wnioskiem napisanym przez Aleksandrę Kowal jest stwierdzenie przez nią w podsumowaniu: „Uzdrawianie wewnętrzne jest metodą skierowaną bardziej na wzrost życia wewnętrznego, czyli skupia się na psychice, na uczuciach, na subiektywnych doznaniach, dotyczy więc sfery natury, sfery przyrodzonej. […] Uzdrawianie wewnętrzne przypomina jedną wielką psychoterapię”.

Wręcz przeciwnie kulminacją rekolekcji „uzdrowienie wspomnień” jest sprawowanie sakramentu pokuty i pojednania, gdzie rekolektanci otwierają swoje życie dla Bożego miłosierdzia. W rekolekcjach „uzdrowienie wspomnień” owszem bierze się pod uwagę sferę przyrodzoną, ale bynajmniej nie redukuje się do niej człowieka. Wnioski Aleksandry Kowal są bezzasadne i œwiadczą o jej ignorancji w tym względzie.

Chętnie wierzymy, że w Magdalence 25% polskiej Odnowy ma dostęp do właœciwej formy prowadzenia rekolekcji o uzdrowienie. Natomiast nie wszędzie tak jest. Wskazuje na to zarówno doœwiadczenie (trudno sprawdzalne), jak i spora iloœć publikacji po polsku na temat uzdrowienia wewnętrznego (łatwo sprawdzalne) w stylu „Uzdrowienia międzypokoleniowego” o. DeGrandisa lub „Uzdrawianie życiowych zranień” braci Linn. Ktoœ przecież kupuje te książki, i to zwykle nie w celu pisania prac magisterskich na ich podstawie, ale w celu wprowadzania w życie zawartych tam nauk. A że tego typu publikacje bywają firmowane przez najpoważniejsze oœrodki Odnowy Charyzmatycznej w Polsce, to trudno się dziwić wnioskom Aleksandry Kowal.

--------------------------------------------------------------------------------

Dziwię się, że na stronie Apologetyka zamieszczono tak kompromitujący artykuł (kompromitujący autorkę i odpowiedzialnych za tę stronę). Dałem w swoim tekœcie tylko kilka uwag, praktycznie niemal każde zdanie napisane przez Aleksandrę Kowal jest fałszywym interpretowaniem lub wnioskowaniem. Ks. Dr Mirosław CHOLEWA, Asystent koœcielny Odnowy W Duchu Œwiętym Archidiecezji Warszawskiej

Jeœli tekst p. Kowal przeczytamy zgodnie z zapowiedzianym w jego tytule charakterem („Znaki zapytania”), pamiętając, że znaki zapytania stawia się po to, aby ludzie lepiej poinformowani i kompetentni udzielili odpowiedzi, że kto pyta, nie błądzi, a kto nie pyta, może trwać w błędzie do końca życia, muszę się przyznać, że nie widzę nic specjalnie kompromitującego w zaproszeniu ludzi zainteresowanych Odnową w Polsce do dyskusji na temat modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne.

A tak nawiasem: wydaje się, że w starożytnoœci łatwiej tolerowano stawianie pytań i proszenie o wyjaœnienie rozmaitych tematów w Koœciele. Już Klemens Aleksandryjski pisał: „Prawo do roztrząsań ma zarówno człowiek wolny, jak i niewolnik, oraz wedle płci, jak się zdarzy, mężczyzna lub kobieta”.

Raz jeszcze, cieszę się bardzo, że nasza strona internetowa, choć jest prywatnym przedsięwzięciem grupy entuzjastów, znalazła zainteresowanie u wielu osób, w tym także u Księdza. Ponieważ często muszę „œwiecić oczami” w różnych trudnych rozmowach, np. z duszpasterzami i z rodzicami młodzieży, więc nareszcie mam solidny argument w ręku. Bardzo przydałoby mi się następujące oœwiadczenie Księdza:

„Zapewniam z całą odpowiedzialnoœcią, że ludziom, którzy byli w tym roku na rekolekcjach Odnowy charyzmatycznej o uzdrowienie wewnętrzne w Polsce nie przydarzały się rzeczy opisane przez Aleksandrę Kowal w tekœcie UZDROWIENIE WEWNĘTRZNE - ZNAKI ZAPYTANIA (zamieszczonym we wrzeœniu 2003 na stronie http://www.apologetyka.katolik.pl), że nie nauczano w duchu krytykowanym przez tę autorkę, nie wykorzystywano cytowanych przez nią książek i zapewniam też, że każdy na takie rekolekcje może dalej na terenie naszego kraju bezpiecznie jeŸdzić”.

/……………………………../

Czy mógłby Ksiądz przesłać mi takie podpisane oœwiadczenie?

Z wdzięcznoœcią,

ks. A. Siemieniewski

REFLEKSJE PO LEKTURZE ARTYKUŁU PANI ALEKSANDRY KOWAL «UZDROWIENIE WEWNĘTRZNE - ZNAKI ZAPYTANIA»

Napisał KS. MARIUSZ POHL

Jestem najpierw bardzo wdzięczny Gosi Boreckiej, że skierowała mnie na stronę Apologetyki, a dalej wdzięczny Aleksandrze Kowal za jej polemiczny artykuł. Albowiem wywiązała się ze swego zadania doskonale: tekstem ze "znakami zapytania" sprowokowała do polemiki tylu znakomitych autorów i pobudziła do napisania tylu wartoœciowych tekstów, że gdyby chcieć ten cel osiągnąć innymi metodami, np. honorariami, trzeba by wydać całe setki złotych. Przez kilka godzin czytałem z zainteresowaniem wszystkie komentarze i dowiedziałem się wiele na temat uzdrowienia wewnętrznego, a co najcenniejsze: wieloaspektowo, z różnych punktów widzenia. Daje to w miarę wszechstronny i pełny obraz.

Faktycznie, tekst p. Oli zawiera pewne przerysowania w kierunku "minusów" i pewną jednostronnoœć - ale jako tekst o charakterze "kija w mrowisko" i "znaku zapytania" ma do tego prawo. Przecież chodziło o sprowokowanie dyskusji, a nie o kompendium obiektywnej wiedzy na ten temat. O to uzupełnienie zadbali inni uczestnicy dyskusji. Nie można mieć żalu, że p. Ola daje wyraz swemu niepokojowi i ukazuje różne potencjalne zagrożenia. Takie postawienie sprawy niejako wymusza - u polemistów, ale jeszcze bardziej u "praktyków uzdrowienia" - ostrożnoœć i samokrytycyzm, a o to chodzi. Przegięcia bowiem bardzo łatwo znajdują do nas przystęp, jeœli zabraknie "cucącego", trzeŸwego głosu z drugiej strony.

Może też i trochę tak było z jej tekstem: gdy człowiek pobudzony ciekawymi rozmowami i gorącą dyskusją, siada póŸną nocą przed komputerem i zaczyna "na żywo" spisywać swoje wrażenia i bieżące refleksje, łatwo może się zagalopować. Myœl biegnie jednym tropem, zdania same się układają i wszystko - wydaje się - idealnie do siebie pasuje. Po kilku godzinach gorączkowej pracy tekst się wysyła i - traci się nad nim kontrolę. Niekiedy następnego dnia, gdy na spokojnie czyta się pisane nocą zdania, wiele chciałoby się zmienić, stonować, wykreœlić. Ale jest już za póŸno - słowa poszły w œwiat. Może to jednak dobrze, bo takie "gorące" teksty dobrze się czyta i chętnie się je krytykuje (w pozytywnym znaczeniu tego słowa, czyli: polemizuje, a nie potępia). Chęć wyrażenia swoich racji, odmiennych od autora pierwotnego tekstu, to najlepsza mobilizacja do własnej pracy. I za tę mobilizację jestem p. Oli wdzięczny.

Nie wnikam w szczegóły i merytorykę, bo nie mam rzeczowego doœwiadczenia. Ale jako ksiądz w małej wiejskiej parafii mogę potwierdzić, że sama praktyka sakramentu pokuty - w realnym stosowaniu, a nie w idealnej teorii - jest niekiedy niewystarczająca. Owocnoœć sakramentu jest jakby ograniczona, spętana. Warto zatem uzupełnić go, albo poprzedzić przygotowaniem, wykorzystującym wiedzę psychologiczną, pedagogiczną itp. To może ułatwić działanie łasce.

Z drugiej strony: znając życie i działania duszpasterskie, pewną powierzchownoœć i fascynację spektakularnymi, zewnętrznymi efektami, dążenie do natychmiastowych, doraŸnych i wymiernych owoców, wyobrażam sobie, że dla ich osiągnięcia łatwo można zboczyć z właœciwej ale dalekiej drogi i spróbować obiecujących szybki sukces skrótów. A to zwykle prowadzi do uproszczeń, przegięć i nadużyć. Skoro ulegają im w różnych dziedzinach liczni księża (po œcisłej formacji), to zagraża to również i œwieckim. To jest na pewno Ÿródło niepokoju p. Oli. I słusznie: trzeba się tego obawiać. I lepiej dmuchać na zimne. Dlatego winniœmy jej wdzięcznoœć za to, że zwróciła naszą uwagę na niebezpieczeństwa. Na pewno nie są wyssane z palca.

A teraz pewne uzupełnienia: Zbawcze działanie łaski jest adresowane do całego człowieka, a więc także jego władz psychicznych, uczuć, także do cielesnoœci, a nie tylko do jakiegoœ wyabstrahowanego "centrum duchowego". Jednak działanie to nie zawsze musi oznaczać uzdrowienie w tym sensie, że znikają wszelkie dolegliwoœci. Nieraz choroba i cierpienia psychiczne są po to, by nas hartować, uczyć cierpliwoœci i pobudzać do większej ufnoœci w Bogu - jak u sw. Pawła. A nieraz po to, byœmy spróbowali głębiej wniknąć w ducha błogosławieństw. Może więc w uzdrowieniu wewnętrznym powinno chodzić także o zaakceptowanie choroby, stresów, urazów, niepokoju, lęków? Może wewnętrzny pokój nie musi oznaczać psychicznego komfortu, a tylko złożenie wszystkich swych nadziei w Bogu? Wtedy "terapia" powinna polegać na "wizualizacji" (wyobrażaniu sobie) i trwaniu z Chrystusem w Ogrójcu - jak wiemy, Apostołowie tego nie potrafili.

Obawiam się, że jeœli chodzi o parafialne "duszpasterstwo stosowane", problematyka wewnętrznego uzdrowienia jest w zasadzie nieobecna, to zupełnie inny pułap i poziom zaawansowania. Zwykle koncentrujemy się tylko na samym "sprawowaniu" sakramentów, nie martwiąc się, czy jest to skuteczne, owocne i czy coœ konkretnego ludziom daje. Ważne, że robimy (zaliczamy) to, co do nas księży należy. Szczególnie powinniœmy się "przyłożyć" do zrozumienia i wykorzystania możliwoœci, jakie niesie sakrament namaszczenia. Często traktujemy go po macoszemu. A to w dalszej konsekwencji powoduje, że tę próżnię, "niszę" wypełnia się powierzchowną czy zafalszowaną "duszoterapią", nie mówiąc już o różnych praktykach okultystycznych.

Natomiast w tego typu polemikach niepokoi powierzchownoœć i naginanie interpretacji biblijnych, tak by pasowały do naszych doraŸnych potrzeb i potwierdzały nasze mniemania. Szczególnie tego należy się wystrzegać. Do każdej swojej teorii i poglądu da się dopasować jakiœ cytat biblijny, ale jest to "branie imienia Pana Boga nadaremno", a nawet œwiętokradztwo. Raczej należy się uczciwie, odważnie i pokornie wczytywać w teksty natchnione, by na nich budować swoje przekonania i weryfikować praktykę duszpasterską. Niestety, często jest odwrotnie: nasze pomysły i widzimisię uznajemy bezkrytycznie za najsłuszniejsze i dla większej powagi i pewnoœci siebie, podpieramy je arbitralnie dobranymi wyjątkami Pisma, wyrwanymi z kontekstu. Trudno jest nam czytać Biblię integralnie, całoœciowo, a łatwiej uwzględniać tylko wyselekcjonowane wątki. Niestety, wtedy nie da się dotrzeć do prawdy objawionej, a tylko do swoich wizji, czesto fałszywych, niepełnych lub jednostronnych.

ks. M. Pohl,

Skrzebowa, Diec. Kaliska

KILKA PYTAŃ DO KS. ANDRZEJA SIEMIENIEWSKIEGO

Napisał KS. DR MIROSŁAW CHOLEWA

Szanowny Księże,

W związku z odpowiedzią Księdza na moje uwagi pozostało we mnie jeszcze kilka pytań.

Aleksandra Kowal pisze:

„Pojęcie uzdrowienia wewnętrznego oraz pomysł takiej praktyki zrodził się dopiero 50 lat temu, to NIE MOŻE mieć, jak się wydaje, swoich Ÿródeł w Piœmie Œwiętym, Tradycji i nauce Koœcioła. Jednak ciężar obowiązku znalezienia takich Ÿródeł pozostawiam zwolennikom i znawcom tego ruchu”.

Zwłaszcza zaciekawia mnie argument Pani Kowal, że coœ jest podejrzane w praktyce Koœcioła, dlatego że nie zostało wprost i literalnie zapisane w Piœmie œw. i ma dopiero 50 lat. Przecież w Koœciele katolickim nauka stale się rozwija, podobnie jak liturgia, czy formy modlitwy. Niektóre z tych form modlitewnych pojawiły się w konkretnym kontekœcie historycznym, jak choćby adoracja Najœwiętszego Sakramentu w formie nabożeństw pojawiła się w Koœciele katolickim w XIII wieku. Pierwsze moje pytanie w związku z tym brzmi:

1. Jakie Ÿródła w Piœmie œw. ma adoracja Najœwiętszego Sakramentu?

Natomiast, gdy chodzi o przesłanki biblijne dla modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne, to moim zdaniem widziałbym dwie:

— Wezwanie Apostołów przez Pana Jezusa do modlitwy za chorych np. : „Na chorych ręce kłaœć będą, i ci odzyskają zdrowie”(Mk 16,18)

— Antropologia biblijna np.: „Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uœwięca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało (pneuma, psyche, soma) * bez zarzutu zachowały się na przyjœcie Pana naszego Jezusa Chrystusa.(1 Tes 5,23)”

Zgadzam się w pełni z Księdzem, że modlitwa chrzeœcijańska respektuje nieskończoną wolnoœć Boga i ograniczoną wolnoœć człowieka.

Pisze Ksiądz, że:

„Papież zachęca do wyobrażenia sobie tego, o czym na pewno wiemy, że jest prawdą: mianowicie konkretnej sceny ewangelicznej. Podobnie czynił Ignacy Loyola, na przykład w swoich Ćwiczeniach”.

Œw. Ignacy Loyola proponował rozważanie nie tylko scen ewangelicznych, ale proponował pewne zabiegi pomocne we wzbudzeniu strachu przed karami i przez to w uniknięciu grzechu (por. Ex 65) np. w rozważaniu o piekle scen, których w Ewangelii nie znajdziemy:

„Widzieć oczami wyobraŸni owe ogromne ognie i dusze jakby w ciałach ognistych.” (Ex 66)

„Słuchać uszami wyobraŸni lamentów, wycia, krzyków i bluŸnierstw przeciw Chrystusowi, Panu naszemu, i przeciw wszystkim jego œwiętym.” (Ex 67)

„Węchem wyobraŸni wąchać dym, siarkę, kał i zgniliznę.” (Ex 68)

„Smakiem wyobraŸni smakować rzeczy gorzkich, jak łzy, smutek i robak sumienia.” (Ex 69)

„Dotykiem wyobraŸni dotykać i doœwiadczać, jak ognie owe dotykają i palą duszę.” (Ex 70)

Działania wyobraŸni, do jakich zachęca œw. Ignacy idą nieraz bardzo daleko:

„Widzieć i rozważać, jak trzy Osoby Boskie siedzą na swojej królewskiej stolicy, albo na tronie swego Boskiego Majestatu, i jak patrzą na powierzchnię i cały okrąg ziemi i na wszystkie ludy, które w zaœlepieniu umierają i idą do piekła.” (Ex 106)

„Słuchać, co mówią osoby na obliczu ziemi, a mianowicie jak ze sobą rozmawiają, jak przeklinają i bluŸnią itd. Podobnie słuchać, co mówią Osoby Boskie, a mianowicie: Dokonajmy odkupienia rodzaju ludzkiego itd., a potem, co mówią Anioł i Pani nasza.” (Ex 107)

„Oczami wyobraŸni widzieć drogę z Nazaretu do Betlejem, przypatrując się jej, jak jest długa, jak szeroka, czy idzie ta droga po równinie, czy przez doliny i wzgórza. Patrzeć także na miejsce, czyli na grotę narodzenia, czy jest obszerna czy szczupła, czy niska, czy wysoka, i jak jest urządzona.” (Ex 112)

„Widzieć osoby, a mianowicie Panią naszą i Józefa, i służącą, i Dzieciątko Jezus po jego narodzeniu. Ja zaœ sam stanę się służką ubożuchnym i niegodnym, patrząc na nich, kontemplując ich i służąc im w ich potrzebach tak, jakbym tam znalazł się obecny, z całym, jakie tylko możliwe, uszanowaniem i ze czcią.” (Ex 114)

„Rozważyć mowę, którą Chrystus, Pan nasz, kieruje do wszystkich swoich sług i przyjaciół, których posyła na taką wyprawę, zalecając im, aby pragnęli wszystkim pomagać, pociągając ich najpierw do najwyższego ubóstwa duchowego, a jeœliby to się podobało Boskiemu Majestatowi i zechciałby ich do tego wybrać, to także i do ubóstwa zewnętrznego.” (Ex 146)

Przytoczyłem tutaj kilka fragmentów z Ćwiczeń Duchownych œw. Ignacego Loyoli, abyœmy zobaczyli jak daleko idzie zaangażowanie wyobraŸni, do jakiego on sam zachęca.

2. Czy zdaniem Księdza œw. Ignacy Loyola też stosuje wizualizację?

Aleksandra Kowal wybiórczo podchodzi do literatury przedmiotu, pragnąc znaleŸć argumenty dla swojej tezy. Posłużę się przykładem tekstu Zbigniewa Lityńskiego (za jego zgodą), któremu autorka zarzuca wizualizację i okultyzm.

Przypomnę, co napisała Aleksandra Kowal posiłkując się fragmentem publikacji Zbigniewa Lityńskiego:

„Przyjrzyjmy się konkretnej metodzie uzdrowienia na przykładzie zaczerpniętym z książki formacyjnej Odnowy. Autor proponuje do rozważenia scenę ewangeliczną z Mk 4,35-41 (Jezus ucisza burzę na jeziorze):

„WyobraŸ sobie wydarzenia opisane w tekœcie biblijnym […]. A potem przeżyj te wydarzenia jeszcze raz, tym razem uczestnicząc w nich. Teraz to ty jesteœ jednym z Apostołów […]. Zobacz, co czyni Pan […]. WyobraŸ sobie, co Jezus ci mówi”[11](Z.Lityński).

Proponowana metoda odbiega znacząco od klasycznej medytacji scen biblijnych polecanej np. przez œw. Ignacego w Ćwiczeniach duchownych. Tutaj medytuje się sceny „ewangelii pocieszenia” własnego pomysłu. Cały proces wydaje się dziełem wyobraŸni człowieka. Czy ten Jezus, którego powołaliœmy do działania mocą swojej wyobraŸni, który żyje dzięki procesowi wizualizacji, który jest w istocie naszym własnym dziełem, czy to jest na pewno ten sam Jezus, Pan panów i Król królów, któremu dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi? Nie jestem w stanie mocą swojej wyobraŸni sprawić, aby Jezus Chrystus uczynił to czy tamto. Ponadto wydarzenia, która tak naprawdę dzieją się wyłącznie w mojej wyobraŸni, nie mogą w żaden sposób wpłynąć na rzeczywistoœć. Należy również podkreœlić, że wszelkie próby oddziaływania na rzeczywistoœć według własnej woli są ni mniej, ni więcej tylko okultyzmem, nie mają zaœ nic wspólnego z chrzeœcijaństwem.

Jezus działa w cudowny sposób w najskrytszej głębi naszego wnętrza poprzez słowo Boże oraz przez działanie Ducha Œwiętego i przez to powoduje coœ, co można by nazwać „uzdrowieniem wewnętrznym”. Ale tutaj kończy się podobieństwo tego, czego dokonuje Jezus, a co robi osoba prowadząca uzdrawianie. Podobieństwo istnieje wyłącznie przez użycie słów „uzdrowienie wewnętrzne”, i właœnie, dlatego jest to takie zwodnicze. Ludzie sądzą, że ponieważ to Jezus działa we wnętrzu, wszystkie osoby zajmujące się tym uzdrawianiem niezawodnie muszą pochodzić od Niego. Niemniej jednak, chociaż ruch uzdrowienia wewnętrznego uważa się za chrzeœcijański - w dużej mierze posługując się Pismem Œwiętym oraz stosując wizualizację czy tylko wyobrażanie sobie Jezusa - ruch ten pochodzi „ze œwiata” i „z ciała”. Polega na ideach psychologicznych i technikach zebranych i wchłoniętych ze œwiata. Cały proces przemawia do „ciała”, ponieważ to właœnie „ciało” może być „uzdrowione”, a nie potępione z powodu grzechu[12]. Należy poddać pod rozwagę, czyim dziełem jest to zwiedzenie”(A.Kowal).

Oddajmy teraz głos Zbigniewowi Lityńskiemu, który podejmuje polemikę z autorką:

Dalej autorka przypisuje mi propagowanie okultyzmu, poprzez medytację wyobrażeniową z tekstem Ewangelii. Celem takiej medytacji nie jest zmiana woli Pana Boga, ale nas samych, budowanie relacji z Panem Jezusem.

Chciałbym zwrócić uwagę na to, co w cytowanej książce napisałem:

„Nie ma takiego przepisu, który gwarantowałby absolutną skutecznoœć proœby o uzdrowienie. Działanie Boże jest tajemnicą. To Pan decyduje, komu, kiedy i jak na modlitwę odpowiedzieć. Dlatego praca niniejsza nie jest podręcznikiem manipulowania Panem Bogiem, nie zawiera algorytmu gwarantującego, że otrzymamy dokładnie to, o co prosimy.

Nie oznacza to jednak, że nie istnieją żadne zasady sprzyjające owocnoœci modlitwy. Pismo Œwięte i doœwiadczenie modlitwy ukazują nam pewne zalecenia, które mogą mieć istotne znaczenie. Celem tej książki jest pomóc w otwarciu serc, usunięciu przeszkód na drodze do uzdrowienia i przyjęciu takiego uzdrowienia, jakie jest wolą Bożą dla nas. (…)

Chcę zwrócić twoją uwagę na niebezpieczeństwo instrumentalnego traktowania Pana Boga. Nie chodzi o to, abyœmy używali Pana Boga do realizacji naszych celów, ale o to, by to Pan Bóg się nami posługiwał do realizacji swoich planów. Jezus nie jest magikiem ani złotą rybką.

Uzdrowienie przyjmujemy wtedy, kiedy otwieramy się na Boży plan dla naszego życia, gdy chcemy żyć według woli Bożej, w miłoœci Bożej. Aby poznać wolę Bożą, potrzebujemy karmić się słowem Bożym, czytać i rozważać Pismo Œwięte, poznawać naukę Koœcioła. (…) Nie godzi się traktować Boga instrumentalnie, np. jako magika, bioenergoterapeutę czy czarnoksiężnika. On jest Panem panów i Królem królów. Prawdziwa wiara wyraża się poddaniem Bogu całego życia.

Wiele z niekonwencjonalnych technik medycznych niesie ze sobą ogromne zagrożenia. Gdy człowiek wchodzi w kontakt z okultyzmem, naraża się na niebezpieczeństwo ze strony sił demonicznych".

Żeby nie było wątpliwoœci -- to był fragment z mojego opracowania”(pisze Z. Lityński).

Kieruję, więc do Księdza kolejne pytanie:

3. Czy Aleksandra Kowal oddała faktyczną treœć, jaką zawarł Zbigniew Lityński w swojej książce?

Jeœli tak traktuje Pani A. Kowal także innych autorów, to cały jej tekst wydaje się mało wiarygodny.

Porównajmy jeszcze raz fragment z Ćwiczeń Duchownych œw. Ignacego Loyoli i fragment z publikacji Zbigniewa Lityńskiego

„Widzieć osoby, a mianowicie Panią naszą i Józefa, i służącą, i Dzieciątko Jezus po jego narodzeniu. Ja zaœ sam stanę się służką ubożuchnym i niegodnym, patrząc na nich, kontemplując ich i służąc im w ich potrzebach tak, jakbym tam znalazł się obecny, z całym, jakie tylko możliwe, uszanowaniem i ze czcią.” (Ex 114)

„Słuchać, co mówią osoby na obliczu ziemi, a mianowicie jak ze sobą rozmawiają, jak przeklinają i bluŸnią itd. Podobnie słuchać, co mówią Osoby Boskie, a mianowicie: Dokonajmy odkupienia rodzaju ludzkiego itd., a potem, co mówią Anioł i Pani nasza.” (Ex 107)

„WyobraŸ sobie wydarzenia opisane w tekœcie biblijnym […]. A potem przeżyj te wydarzenia jeszcze raz, tym razem uczestnicząc w nich. Teraz to ty jesteœ jednym z Apostołów […]. Zobacz, co czyni Pan […]. WyobraŸ sobie, co Jezus ci mówi” (Z.Lityński)[11].

4. Na podstawie tych fragmentów, kto stosuje wizualizację, œw. Ignacy, Lityński, czy obydwaj?

Jeszcze raz pragnę nawiązać do fragmentu tekstu Aleksandry Kowal, który już poprzednio komentowałem w moich uwagach:

„Wiele osób poważnie ucierpiało wskutek przeprowadzonych modlitw o uzdrowienie. Nie ma nad tym prawie żadnej kontroli. Biorą się za to osoby zupełnie nieprzygotowane”(A.Kowal).

Oskarżenie Aleksandry Kowal jest bardzo poważne, gdyż mówi, że „wiele osób poważnie ucierpiało wskutek przeprowadzonych modlitw o uzdrowienie”. Ja osobiœcie wczeœniej nie spotkałem takich przypadków, ale nie przeczę, że mogą mieć miejsce. Stąd kolejne pytanie:

5. Jakie nadużycia Ksiądz zna (z wiarygodnego Ÿródła), gdzie osoby poważnie ucierpiały wskutek przeprowadzonych modlitw o uzdrowienie? Jaka jest skala tych nadużyć?

Jeœli Ksiądz zna konkretne takie przypadki na terenie Archidiecezji Warszawskiej, to bardzo proszę mnie poinformować, a podejmę konkretne kroki, aby im przeciwdziałać. Jeœli są to przypadki z Archidiecezji Wrocławskiej, to uważam, że Ksiądz powinien podjąć odpowiednie kroki, aby im przeciwdziałać. Jeœli są to przypadki z innych diecezji, to również proszę o informację, abym mógł przekazać je odpowiedniemu Koordynatorowi lub Asystentowi Koœcielnemu Odnowy w Duchu Œwiętym.

Uważam, że jeœli naprawdę nam zależy na walce z nadużyciami podczas modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne, to:

—Po pierwsze powinniœmy szukać rzeczywistych, realnych nadużyć w modlitwie o uzdrowienie wewnętrzne

— Po drugie powinniœmy dążyć do okreœlenia rzeczywistych, realnych przyczyn tych nadużyć

— Po trzecie podjąć konkretne działania w celu wyeliminowania tych nadużyć, w tym do wykluczenia z posługi modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne osób, które tych nadużyć się dopuszczają

Kolejna sprawa dotyczy tekstu, jaki Ksiądz napisał w ramce, nie bardzo rozumiem, czemu to miało służyć, gdyż wyraŸnie zaznaczyłem w swoich uwagach:

„Zgadzam się z tym, że może się zdarzyć, iż dojdzie do jakiegoœ nadużycia w tym względzie (podczas modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne), ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Jeœli zdarzy się jakieœ nadużycie w sprawowaniu sakramentu pokuty, to czy Koœciół zrezygnuje z jego sprawowania? Lub, jeœli trafimy na złego lekarza, to przestaniemy się leczyć?”(ks.M.Cholewa)

To oczywiste, że nie mogę podpisać takiego oœwiadczenia, jakie Ksiądz umieœcił w ramce, jak Ksiądz nie mógłby również podpisać następującego:

Zapewniam z całą odpowiedzialnoœcią, że żaden z księży katolickich w Polsce nie dopuœcił się w ostatnim roku nadużyć w sprawowaniu sakramentu pokuty i pojednania

………………………..

Podpis

I sprawa ostatnia. Pisze Ksiądz, „że nasza strona internetowa, (…) jest prywatnym przedsięwzięciem grupy entuzjastów”, to, dlaczego nosi ona nazwę „Katolicki Serwis Apologetyczny”. O ile mi wiadomo, to media są okreœlane jako katolickie, gdy podlegają konkretnemu biskupowi i mają asystenta koœcielnego wyznaczonego przez biskupa (por. Kodeks Prawa Kanonicznego kan. 823, kan. 824, kan. 830). Stąd moje ostatnie pytanie:

6. Któremu Biskupowi podlega „Katolicki Serwis Apologetyczny” i kto jest Asystentem Koœcielnym tego serwisu wyznaczonym przez Biskupa?

Pozdrawiam w Panu

ks. Mirosław Cholewa

Warszawa dnia 16.10.03r.

ZAMIAST GŁOSU W DYSKUSJI

Napisał KS. ANDRZEJ SIEMIENIEWSKI

Chcę podrzucić nieco drew do ogniska naszej dyskusji, aby nie przygasł jej płomień. Dziœ proponuję - zamiast głosu w dyskusji - mój (stronniczy, niewyważony, prowokacyjny i tendencyjny) zestaw cytatów z pewnej książki:

William Kirk Kilpatrick, katolicki profesor psychologii w Boston College w USA napisał książkę Psychologiczne uwiedzenie (Poznań 2002). Książka wydana jest przez katolickie, dominikańskie wydawnictwo „W drodze” i opatrzona stosownym „zezwoleniem władz koœcielnych”.

Czytamy tam:

- o chrzeœcijaństwie i ruchu charyzmatycznym wobec psychologii

„Wzrost popularnoœci psychologii kosztem życia chrzeœcijańskiego wynika przede wszystkim ze zdolnoœci zaoferowania przez psychologię doznań emocjonalnych, na tyle bliskich przeżywaniu wiary, że są one brane za samą wiarę. Ponieważ członkowie ruchu charyzmatycznego kładą tak wielki nacisk na przeżywanie wiary, są oni szczególnie podatni na owe imitacje (por. s. 190).

„Na pierwszy rzut oka psychologia przypomina chrzeœcijaństwo” (s. 11), jednak „Psychologia popularna ma wiele elementów wspólnych z religiami Wschodu; trwa wręcz proces ich wzajemnego łączenia się. Jeœli jednak mówimy o chrzeœcijaństwie, to znacznie prawdziwsze będzie stwierdzenie, że psychologia i religia to dwie rywalizujące ze sobą wiary” (s. 10).

- o kochaniu i akceptowaniu samego siebie

Erich Fromm powiedział, że aby kochać innych, trzeba najpierw pokochać samego siebie” (s. 13), a także: „Książkowe poradniki [psychologiczne] najczęœciej zaczynają się od propozycji, byœmy pokochali samych siebie” (s. 35).

Wielu ludzi „wyobraża sobie Boga jako wyrozumiałego psychoterapeutę, który pragnie tylko tego, byœmy pokochali i zaakceptowali siebie takimi, jakimi jesteœmy” (s. 36).

„Niektórzy ludzie dzięki akceptacji samych siebie stają się lepsi […] inni poprzez akceptację samego siebie stają się gorsi” (s. 80): „Pomyœlcie o tych, którzy utrudniają życie wam lub komuœ, na kim wam zależy. Dostrzegliœcie ich okrucieństwo, egoizm, brak uczciwoœci i bezwzględnoœć, z jaką manipulują innymi. Czy naprawdę chcielibyœcie, aby zaakceptowali siebie takimi, jacy są?” (s. 82).

„W podręcznikach do religii w liberalnym Koœciele katolickim […] odnosi się wrażenie, że chrzeœcijaństwo sprowadza się wyłącznie do miłoœci własnej” (s. 91).

„Zanikała moja œwiadomoœć istnienia grzechu - była to bez wątpienia konsekwencja nawyku niemal całkowitej akceptacji samego siebie” (s. 16).

- o skutkach nadmiaru psychologii w ewangelizacji

„W Los Angeles w 1967 roku [psychologa] Carla Rogersa oraz jego kolegów z Western Behavioral Science Institute poproszono o eksperymentalne wprowadzenie «edukacyjnych innowacji» do dużej sieci szkół zatrudniających zakonnice. Efektem był intensywny program zajęć w ramach grup wspólnotowych, trwający ponad dwa lata. Końcowy rezultat przypominał skutki zaproszenia diabła do klasztoru urszulanek w Loudun. Na początku eksperymentu sieć zatrudniała 600 zakonnic w 59 szkołach; rok po zakończeniu eksperymentu istniały dwie szkoły i ani jedna zakonnica. Zakonnice zerwały z Koœciołem katolickim; wiele z nich całkowicie porzuciło życie religijne. Coulson całą zasługę (lub winę) przypisuje grupie Rogersa: „Coœ udało nam się zrobić”, zauważył. [Jednoczeœnie] wiele [byłych] zakonnic wyznawało, że jeszcze nigdy nie czuły się tak bardzo uduchowione” (por. s. 187).

„Ewangelia osobistej doskonałoœci oraz sukcesu - stoi za tym przekonanie, że wiara zapewni nam zdrową osobowoœć, która jest lekarstwem na choroby” (s. 22).

„Psychologia popularna to w połowie wychwalanie godnoœci ludzkiej, w połowie zwalnianie nas z odpowiedzialnoœci” (s. 88).

„Członkowie grup wspólnotowych rozmawiają o zachodzących w nich procesach: «jakie uczucia we mnie wzbudzasz?», «jak reaguję, kiedy mówisz to o mnie?». Znakomicie, Lecz nie można tak rozmawiać w nieskończonoœć. Staje się to nieznoœnie nudne” (s. 233).

- o właœciwym kierunku ewangelizacji

„Jeœli chce się odkrywać nowe œwiaty, najlepiej szukać ich poza psychologią. Daje ona złudzenie głębi, lecz przecież takie samo złudzenie wywołują umieszczone naprzeciw siebie lustra, i obawiam się, że psychologia jest jedną z tych sal lustrzanych, które spotyka się w lunaparkach” (s. 241).

GDZIE LEŻĄ PROBLEMY W MODLITWIE O UZDROWIENIE?

Napisał KS. ANDRZEJ SIEMIENIEWSKI

Najpierw muszę się nieco pokajać. Otóż nasza dyskusja przybrała charakter „dyskusji nad dyskutantami” zamiast „dyskusji nad problemami”, czemu sam jestem po częœci winien, skręcając koło sterowe dyskusji jeszcze bardziej w tę stronę. Dziœ więc zamiast o dyskutantach - znowu o problemach. Kilka takich niezmiernie interesujących problemów zdaje się wyłaniać na obecnym etapie. Najciekawszy z nich dotyczy roli wyobraŸni w modlitwie (1), potem - stopień zaufania, jakim powinniœmy obdarzać modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne w porównaniu np. ze spowiedzią (2), wreszcie - jak to jest z koœcielnoœcią strony apologetycznej (3). Więc zabierzmy się do rzeczy, po kolei, od strony problemów (dyskutantów zostawiając tym razem na boku).

1. Co można sobie na modlitwie wyobrażać?

Wyobrażanie sobie rozmaitych rzeczy na modlitwie porównajmy z oglądaniem filmu na video. W końcu te dwa urządzenia są doœć podobne: wewnętrzny telewizorek fantazji i zewnętrzny ekran telewizyjny.

Przypuœćmy, że oglądamy film dokumentalny o wizycie Papieża w Polsce. To œwietny œrodek, aby bliżej poznać Jana Pawła II. Załóżmy dalej, że potem oglądamy drugi film o życiu Papieża: fakty są w nim autentyczne, ale sceneria - sfabularyzowana. Na ekranie pojawią się w tym drugim filmie kasztany kwitnące przed maturą Karola Wojtyły lub aktorzy grający jego kolegów z lat szkolnych. Taki film, chociaż zawierający wiele wytworów fantazji reżysera, też œwietnie pomoże w poznaniu osoby Papieża.

WyobraŸmy sobie jednak, że sam zmontowałem trzeci film, w którym Jan Paweł II mówi: „Księże Andrzeju, gratuluję wspaniałych tekstów na stronie apologetycznej”. Chociaż mamy ten sam ekran i to samo urządzenie video, to jednak wartoœć tego ostatniego filmu jest zdecydowanie inna niż dwóch poprzednich. Dlaczego? Bo z tego ostatniego nie dowiem się niczego o Janie Pawle II, a tylko o wytworach mojej fantazji. Przecież prawdziwy Papież równie dobrze mógłby chcieć powiedzieć coœ zupełnie innego w wypadku (nieprawdopodobnym, przyznajmy) zainteresowania się stroną „Apologetyka”. Na przykład: „Księże Andrzeju, co ksiądz tam wypisuje? Proszę się natychmiast poprawić!” Jak widać, video może odtwarzać rzeczywistoœć, może pomagać w poznaniu rzeczywistoœci za pomocą wymyœlonych szczegółów, może jednak rzeczywistoœć fałszować.

Podobnie ma się sprawa z wyobraŸnią na modlitwie. To nasze wewnętrzne „video” może najpierw służyć do wyobrażenia sobie autentycznej sceny z Ewangelii („wyobraŸmy sobie wypędzeniu kupców ze œwiątyni)”. Dalej, może służyć ubarwieniu autentycznej sceny, o której wiemy, że jest na pewno prawdziwa, rozmaitymi pochodzącymi z fantazji szczegółami („usłysz œwist bicza i zobacz, jak pędzące owce wzbijają kurz”).

WyobraŸnia może też jednak służyć do fałszowania rzeczywistoœci na modlitwie. Dlaczego? Bo kiedy zbliżam się do Jezusa, to jest możliwe, że chce mnie przeniknąć ciepłym strumieniem uzdrawiającej mocy, zwrócić ku mnie swą promienną twarz i łagodnym głosem powiedzieć: „Uzdrawiam cię”. Ale możliwe jest też coœ innego. Na przykład, że powie: „Pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mojego imienia” (Dz 9,16). Albo na modlitewną proœbę o odsunięcie „oœcienia dla ciała, wysłannika szatana” zabrzmi krótka i zdecydowana odpowiedŸ - nie: „wystarczy ci mojej łaski; moc bowiem w słaboœci się doskonali” (2 Kor 11,9).

Jak często na modlitwie o uzdrowienie wewnętrzne uczestnicy wyobrażają sobie Jezusa niosącego krzyż, potem wyobrażają sobie samych siebie niosących ten krzyż, wyobrażają sobie trudy życia, rozgoryczenie, odrzucenie, zranienia i wzgardę, a potem wyobrażają sobie Jezusa, który mówi do nich: „[…] niech weŸmie swój krzyż na każdy dzień i niech mnie naœladuje” (Mt 16,24)?

Wydaje się, że Ignacy Loyola zachęcał (używając naszej telewizyjnej terminologii) do fabularyzowanej scenerii wydarzeń, o których skądinąd wiemy, że są prawdziwe (wiemy, że istnieje piekło, istnieje niebo, że osoby Trójcy pragną zbawienia ludzi itd.). Natomiast nie wydaje się, aby zachęcał do wkładania w usta Jezusa upragnionych przez nas słów, które miałyby przynieœć nam korzyœć (uzdrowienie czy jakieœ inne zamówione przez nas błogosławieństwo). Dlaczego? Bo wcale nie wiemy, czy Bóg tu i teraz tego właœnie chce dokonać. Jeœli jednak to zrobimy, to stajemy twarzą w twarz nie z Jezusem, ale z wytworem naszej wyobraŸni. Czy to w dalszym ciągu jest modlitwa?

Jak powiedział amerykański profesor psychologii W. Kilpatrick o okresie swojej nadmiernej psychologicznej fascynacji: „jeœli chodzi o Boga, to zaczął On stawać się w moim umyœle kimœ w rodzaju życzliwego psychologa […]. Nigdy nie uchylałem się przed wypełnianiem Jego woli. Jego wola była zawsze zbieżna z moją własną”.

2. Jakie są gwarancje bezpieczeństwa wobec nadużyć przy modlitwie o uzdrowienie wewnętrzne (w porównaniu, na przykład, ze spowiedzią)?

Jeœli chodzi o spowiedŸ, to czasem zdarza się spotkać każdemu z nas z jakimiœ nadużyciami: a to ksiądz jest zmęczony, a to nerwowy lub zgoła Ÿle wychowany. To się zdarza. Jakie jest na to lekarstwo? Odwołać się do nauczania na temat spowiedzi, które jest wyjątkowo obszerne i wyjątkowo dobre. Nadużycia są spowodowane przez słaboœć człowieka (ksiądz też człowiek), a lekarstwem jest powrót do nauczania na ten temat.

A jak ma się sprawa z modlitwami o uzdrowienie wewnętrzne? Otóż problem sformułujmy tak: Czy jeœli wypoczęty, łagodny i dobrze wychowany animator modli się modlitwą o uzdrowienie wewnętrzne (i nie zdarzą mu się przy tym żadne słaboœci ludzkie), czy to wystarczy? Stawiany w dyskusji na „Apologetyce” problem tu właœnie leży: Czy nauczanie o tym, że korzeniem wszelkiego grzechu jest brak akceptacji siebie, jest prawdziwe? Czy nauczanie o tym, że nieœmiałoœć bywa wywołana przez genetyczne przenoszenie złych doœwiadczeń prababci, jest pomocne we wzroœcie duchowym? Czy dobrze jest w Koœciele uczyć, że doœwiadczony animator może rozeznać Ÿródło moich rozproszeń na modlitwie w lęku praprapradziadka, który zginął w bitwie pod Chocimiem?

Jak widać, problemy ze spowiednikami to problemy ludzkiej słaboœci spowiedników. Problemy z modlitwą o uzdrowienie wewnętrzne to problemy z nauczaniem. To zupełnie inna kwestia.

Łączy się z tym pytanie, czy naszym obowiązkiem jest podawanie rozmiarów tego typu zjawisk w odnowowej praktyce? A niby skąd mamy o tym wiedzieć? „Stanowiska” zajmowane przez nas w Odnowie są bardzo skromne: dotyczą pojedynczych wspólnot. ródłem do stawiania problemów nie jest nasza znajomoœć stanu Odnowy w Polsce (to trudne zadanie spełniają inni ludzie, są nawet specjalne gremia do tego powołane). ródłem do dyskusji są najpierw jednostkowe obserwacje i œwiadectwa. Potem lektura książek używanych, upowszechnianych lub propagowanych przez Odnowę. Wreszcie - zadanie sobie pytania, czy czasem w tych książkach nie ma jakichœ elementów będących przyczynami niektórych problemów. Nie mamy œrodków, aby sprawdzić, jak jest w całej Polsce. Mamy natomiast œrodki, aby sprawdzić, czego się uczy w książkach na temat uzdrowienia wewnętrznego. I to właœnie poruszamy w naszej dyskusji.

3. Jak to jest z koœcielnoœcią strony apologetycznej?

Najważniejsze: nie zapomnieć, że „Apologetyka” to między innymi forma dialogu pasterzy z „odnowowymi”, „postodnowowymi” (a czasem jeszcze innymi) owieczkami. Pomysł takiej strony jest pomysłem grupy ludzi œwieckich; pomysły kolejnych tematów lub dyskusji - tak samo. Ci ludzie poprosili księdza (to znaczy mnie), aby był obecny w tym gronie na sposób duszpasterski. Czasem spotykam się z niedowierzaniem czytelników „Apologetyki”, czy aby na pewno ta lub tamta osoba nie jest œwiecką „tubą” używaną do zakulisowych nacisków.

No cóż, każdy ma swój obraz Koœcioła, ale naprawdę 1800 lat temu uważano, że „prawo do roztrząsań filozoficznych ma zarówno człowiek wolny, jak i niewolnik, oraz wedle płci, jak się zdarzy, mężczyzna lub kobieta” (Klemens Aleksandryjski). I naprawdę niektórzy ludzie œwieccy dziœ też interesują się Koœciołem. Naprawdę niektórzy z nich po przeżyciach - bywa, że trudnych - chcą zadawać pytania. Naprawdę tak jest, że chcą te pytania poddać do dyskusji na przykład na stronie internetowej. Takie już są niektóre z tych owieczek, trudno. Co więcej, niektóre z owieczek (a może i większoœć…) nie kończyła studiów teologicznych (w przeciwieństwie do wspomnianych wyżej pasterzy). A mimo to traktują Koœciół jak swoją rodzinę, w której działają, którą kochają, dla której cierpią i o której chcą dyskutować (np. aby innych nie spotkało niepotrzebne cierpienie). Niech to pasterzy ucieszy, a nie martwi.

A w tak zwanej kwestii formalnej: nasz administrator jest w trakcie rozeznawania, jak w polskiej praktyce stosuje się podporządkowywanie stron internetowych katolickim stronom nadrzędnym, których są częœcią lub internetową agendą.

KONIECZNIE PRZECZYTAJ:

«KATOLICKOŒĆ» SERWISU APOLOGETYCZNEGO:

KRÓTKA HISTORIA JEDNEGO SERWISU

JACEK JURECZKO

PODSUMOWANIE: DOGONIĆ ŒREDNIOWIECZE!

Napisał KS. ANDRZEJ SIEMIENIEWSKI

Na tym etapie naszej dyskusji wypada serdecznie podziękować bardzo wielu osobom. Tym, którzy podali tezy do dyskusji i tym, którzy na nie zareagowali: jedni popierając owe tezy, inni - gwałtownie się im przeciwstawiając. Wypada też podziękować wszystkim, którzy wczytywali się w nasze sprzeczne opinie i albo nadsyłali swoje e-maile, albo po prostu przemyœleli na nowo ważne problemy związane z uzdrowieniem wewnętrznym w Odnowie charyzmatycznej.

Jest też jeszcze jedna grupa, której głosy do mnie docierały w tym czasie rozmaitymi kanałami. To ci, którzy nie pytali: kto ma rację? Nie pytali: Czy da dyskusja może pomóc wyœwietlić wątpliwoœci związane z wewnętrznym uzdrowieniem? Ich pytania były całkiem inne:

- Kto za tym tak naprawdę stoi? Jaki ukryty plan chce zrealizować?

- Jakie skryte interesy ma pan X. skoro porusza ten problem właœnie teraz? Dlaczego ten termin wybrał do dyskusji?

- Dlaczego grupa z miast Y. popiera tych, co są z frakcji Z?

No i w końcu najważniejsze pytanie: czy nie da się tego wszystkiego jak najszybciej uciszyć?

Tej ostatniej grupie (choć jest - na szczęœcie - najmniej liczna) możemy zadedykować serdeczne życzenie: aby po drodze do wizji Koœcioła według II Soboru Watykańskiego zauważyli, że po drodze była jeszcze starożytnoœć i œredniowiecze.

W starożytnoœci, w odległym II wieku, Klemens Aleksandryjski napisał: „Prawo do roztrząsań filozoficznych ma zarówno człowiek wolny, jak i niewolnik, oraz wedle płci, jak się zdarzy, mężczyzna lub kobieta”.

A w œredniowieczu? Bardzo popularne były wtedy publiczne dyskusje dotyczące pasjonujących aspektów wiary chrzeœcijańskiej. W dyskusjach zawsze brał udział obrońca jakiejœ tezy i jej przeciwnicy. Czasem dyskusje trwały kilka dni. Kończyło je podanie rozstrzygnięcia dyskusji. Dyskusje takie były niezmiernie częste: dyskusje zwyczajne odbywały się co tydzień (!!!) lub co dwa tygodnie. Bywały też rzadsze - tzw. dyskusje na „wolne tematy”, które odbywały się w okresie Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Cieszyły się one wielką popularnoœcią, a omawiano w nich kwestie o palącej aktualnoœci. Pisemne sprawozdania z takich dyskusji były bardzo rozpowszechnione, zwłaszcza w XIII i XIV wieku.

Argumentowano w tych dyskusjach różnie: a to powołując się na opinie ważnych autorytetów, a to prowadząc logiczne wnioskowania. Natomiast dwa rodzaje argumentu absolutnie „nie uchodziły” w dobrym, œredniowiecznym towarzystwie. Był to argument ad personam: „nie zgadzam się z tą opinią, ponieważ została ona wygłoszona przez niewłaœciwą osobę” - oraz argument ad baculum: „jakby tu kijem uciszyć to gadające towarzystwo…”

WARTO PRZECZYTAĆ: UZDROWIENIE DUCHOWE (FRAGMENT)

Napisał O. RANIERO CANTALAMESSA OFMCap

WYSTĄPIENIE NA TEMAT MODLITWY O UZDROWIENIE

W RAMACH „OKRĄGŁEGO STOŁU” NA MIĘDZYNARODOWYM KOLOKWIUM W RZYMIE (XI 2001)

ZORGANIZOWANYM PRZEZ ICCRS WE WSPÓŁPRACY Z PAPIESKĄ RADĄ DO SPRAW LAIKATU[1]

[Tekst o. R. Cantalamessy nie ma wprawdzie rangi nauczania Koœcioła, ale jego waga jest bardzo istotna. Teologicznie rzecz biorąc, jest to „opinia teologa”, wzmocniona jednak bardzo przez fakt okolicznoœci jej wygłoszenia: w ramach „okrągłego stołu” na międzynarodowym kolokwium w Rzymie (XI 2001) na temat modlitwy o uzdrowienie zorganizowanym przez Międzynarodowe Służby Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej (ICCRS) we współpracy z Papieską Radą do spraw Laikatu. W tym sensie należy ją zapewne traktować jako miarodajną dla katolickiego ruchu Odnowy w Duchu Œwiętym - przyp. redakcji.]

1. Uzdrowienie wewnętrzne: uzdrowienie z czego?

[s. 219-221]

Uzdrowienie duchowe oznacza, na pierwszym miejscu, uzdrowienie z grzechu. Sam grzech widzieć należy jako chorobę, zranienie (vulnus) duszy, oraz często jako przyczynę niemocy ciała. Z tego powodu trąd kojarzono z grzechem i brano za jego zewnętrzny przejaw. Œwięty Ambroży używa sformułowania „nasza gorączka” w odniesieniu do pychy, pożądliwoœci, złoœci i wszystkich innych grzechów głównych[2].

W szczególnoœci związek między uzdrowieniem z grzechu i uzdrowieniem fizycznym stał u podstaw kilku opowiadań ewangelicznych, takich jak to o paralityku, który został spuszczony przez dach (Mk 2,1-12), i inne, np. o paralityku przy sadzawce Betesda. Jednak ten rodzaj uzdrowienia lepiej nazywać nawróceniem, oczyszczeniem z grzechu, pojednaniem […]. W istocie sakrament specjalnie z tym związany nazywa się „sakramentem pojednania”.

Okreœlenie uzdrowienie wewnętrzne albo duchowe zwykle oznacza uzdrowienie z czegoœ, co - choć samo grzechem nie jest - ma związek z grzechem albo jako jego skutek, albo jego przyczyna, albo jako podnieta do grzechu; albo oznacza uzdrowienie stanu czy sytuacji, która nie ma nic wspólnego z grzechem, ale jednak przeszkadza w pełnym rozkwicie życia łaski. Ten rodzaj uzdrowienia jest przedstawiony przez Jezusa jako integralna częœć Jego mesjańskiej posługi, kiedy mówi:

„Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaœcił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więŸniom głosił wolnoœć, a niewidomym przejrzenie; abym uciœnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana” (Łk 4,18-19)[3].

Wymieńmy niektóre negatywne czynniki, które są przedmiotem uzdrowienia duchowego:

a. Konsekwencje minionych grzechów: złe nawyki, różne formy zniewolenia - uzależnienie od narkotyków i alkoholu, utrata kontroli nad odruchami seksualnymi.

b. Głęboko zakorzenione zranienia, bolesne wspomnienia, brak kochającej troski w dzieciństwie, zahamowania ukryte głęboko w podœwiadomoœci, ale nigdy nie rozwiązane i wciąż krępujące zdolnoœć do wzrostu i osiągnięcie duchowej dojrzałoœci. W tej dziedzinie psychologia może okazać się konieczną pomocą, szczególnie skuteczną, kiedy złączy się ją z modlitwą[4].

W tej dziedzinie niektórzy mówią o uzdrowieniu doœwiadczeń w łonie matki. Współczesna nauka wydaje się wspierać taką możliwoœć. W przeciwieństwie do tego pozostaję bardzo sceptyczny wobec idei uzdrowienia rodzinnego drzewa (genealogicznego). Prowadzi nas to na teren bardzo wątpliwy i nie wydaje się mieć jakiegokolwiek wsparcia w Biblii.

c. Nieakceptowanie siebie albo zaniżony obraz samego siebie. Jest to częstszym niż jakakolwiek inna przyczyna Ÿródłem zaburzeń osobowoœci i nienormalnych reakcji. Powodami złego obrazu samego siebie może być wygląd zewnętrzny osoby albo jakiœ jego szczegół, albo jakiœ aspekt charakteru, albo czyjaœ rodzina. Osoba nie jest wolna, ale zawsze zatroskana na tym punkcie, wyobrażając sobie, że inni nic innego w niej nie widzą jak tylko ten punkt, którego ona u siebie nie lubi. Prowadzi to czasem do kompleksu niższoœci i do nieœmiałoœci, ale - co dziwne - może prowadzić też do zaburzeń całkiem przeciwnego rodzaju.

d. Kiedy œw. Paweł mówi o kontraœcie miedzy starym i nowym człowiekiem, jednym poddanym ciału i drugim - pod rządami Ducha, to podkreœla usilnie, że obok wyzwolenia z grzechu konieczne są dwa inne rodzaje wyzwolenia: wyzwolenia z prawa (czyli od legalizmu i literalizmu) oraz od lęku. Wystarczy przeczytać rozdziały od 6 do 8 Listu do Rzymian, a zwłaszcza Rz 8,1: „Teraz jednak dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie, nie ma już potępienia. Albowiem prawo Ducha, które daje życie w Chrystusie Jezusie, wyzwoliło cię spod prawa grzechu i œmierci”.

e. Doœwiadczenie pokazuje, że resentymenty, zadawnione żale, nigdy nie udzielone w pełni przebaczenie są głównymi i głęboko zakorzenionymi przeszkodami do całkowitego wyzwolenia i wewnętrznego pokoju. Osoba w takich okolicznoœciach nie może wejœć w pełną harmonię z Bogiem i sama doœwiadczać przebaczenia z powodu więzi, jaka istnieje między przebaczaniem i otrzymywaniem przebaczenia.

f. W końcu, musimy wspomnieć zaburzenia relacji, zakłóconych przez zadawnione nieporozumienia, szorstkoœć, brak komunikacji między małżonkami, między rodzicami i dziećmi, między przełożonymi i podwładnymi, między członkami wspólnoty. Œwięty Augustyn mówi, że jesteœmy „naczyniami glinianymi, które łatwo uszkodzić przez zwykłe uderzenie jednym o drugie”. Złe relacje, zwłaszcza z kimœ, z kim żyjemy na co dzień, mogą rozwinąć się w nieprzezwyciężalną przeszkodę na drodze do osiągnięcia pokoju czy do możliwoœci modlenia się, czy do miłoœci, czy do czynienia czegokolwiek dobrego.

tłum. ks. A. Siemieniewski

--------------------------------------------------------------------------------

[1] R. Cantalamessa, Spiritual Healing, w: Prayer for Healing, International Colloquium - Rome, November 2001, International Catholic Charismatic Renewal Services in collaboration with the Pontifical Council for the Laity, Rome 2003, s. 219-225

[2] Œw. Ambroży, Komentarz do Ewangelii œw. Łukasza, IV, 772.

[3] Izajasz 61,1 dodaje: „aby pocieszać wszystkich zasmuconych”.

[4] Por. wystąpienie Guérison affective et psychologie dr Michelle Greschar na Międzynarodowym Seminarium w San Giovanni Rotondo, opublikowane w: Le ministčre de guérison, Pneumathčque, Nouan-le-Fuzelier, 1996, ss. 107-118.

WARTO PRZECZYTAĆ: STOLICA APOSTOLSKA O UZDROWIENIU - CIĄG DALSZY

Napisał KS. ANDRZEJ SIEMIENIEWSKI

W roku 2001 w dniach od 10 do 13 listopada Papieska Rada ds. Laikatu we współpracy z ICCRS (Międzynarodowa Koordynacja Odnowy Charyzmatycznej w Koœciele Katolickim) zorganizowała Międzynarodowe Kolokwium na temat Modlitwy o Uzdrowienie i Odnowy Charyzmatycznej (International Colloquium on Prayer for Healing and the Charismatic Renewal in the Catholic Church). Kolokwium odbyło się w Casa del Pellegrino w sanktuarium Madonna del Divino Amore w Rzymie. Obradom przewodniczył sam kard. James Francis Stafford, a udział brało 87 uczestników, głównie ze œwiatowej Odnowy, oraz 12 przedstawicieli Watykanu. Kolokwium było komentarzem do wczeœniejszej Instrukcji na temat modlitwy w celu osiągnięcia uzdrowienia od Boga (Kongregacji Nauki Wiary).

O wadze spotkania wymownie przemawia fakt, że było to pierwsze oficjalne spotkanie w tej formie na temat interesujący obie strony (Papieską Radę i koordynację œwiatowej Odnowy katolickiej) oraz że referat wprowadzający wygłosił ks. abp Tarcisio Bertone, sekretarz Kongregacji Nauki Wiary. Po kolokwium zapowiedziano wydanie oficjalnych materiałów z jego przebiegu.

Chociaż kolokwium miało za temat modlitwy o uzdrowienie jako takiej, to temat uzdrowienia wewnętrznego również się tam pojawiał. Na przykład w czasie dyskusji panelowej („okrągłego stołu”) poruszano m.in. psychologiczne aspekty związane z uzdrowieniem.

Szczególnie interesujące z punktu widzenia naszej dyskusji było wystąpienie o. Raniero Cantalamessy, kaznodziei Domu Papieskiego. To on poruszył temat uzdrowienia wewnętrznego. Mówił, że uzdrowienie może być również wewnętrzne. Powiedział też: „Uzdrowienie duchowe jest związane nie tylko z nawróceniem od grzechu, ale także z traumatycznymi przeżyciami i z emocjonalnymi słaboœciami, w tym także z trudnoœciami z szacunkuiem dla samego siebie”. O. Cantalamesa wyjaœniał też, że koniecznie trzeba modlić się o uwolnienie ze strachu, w którego sidła się popadło: „Ufajmy w Słowo, w niezrównaną wartoœć uzdrowieńczą Bożej miłoœci i w pocieszenie Ducha Œwiętego”.

Trudno przecenić wagę tego spotkania dla Odnowy charyzmatycznej, a zwłaszcza dla modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne, i to z wielu powodów. Oto nie tylko charyzmatyczna „centrala” zabiera głos na temat uzdrowienia, ale - co więcej - ma to charakter spotkania organizowanego przez Papieską Radę. Na kolokwium przybywają i zabierają głos przedstawiciele najwyższych apostolskich władz Koœcioła związani z obecnoœcią katolickiej Odnowy charyzmatycznej.

koniec