background image

TECHNOLOGIA EWANGELII

W Ewangelii jest zawsze dzi

Ks. W odzimierz Sedlak

PALLOTTINUM POZNA  1989

Redaktor Aldona Fabi
Projekt ok adki i opracowanie graficzne Jaros aw Mugaj
ISBN 83-7014-092-0

background image

2

Ka de pokolenie ludzkie przybli a si  na swój sposób do Ewangelii. Nadaje jej
swoisty retusz epoki, do ko ca  wiata nie wyczerpie ewangelicznej tre ci.
W ka dym czasie mo na b dzie mówi  o odczytaniu Ewangelii od nowa. To
nie wspó czesny pomys , tylko wieczna cecha Ewangelii. Dziw jej polega na
tym,  e jest niepowtarzalna i mo na j  zawsze przymierza  do stylu
wszystkich czasów. Czym jest Ewangelia dla prze omu dwóch epok na

wiecie, to znaczy dla cz owieka mi dzy epokowego? Prze om czasu z jednej

epoki do drugiej jest przej ciowo zawsze dezorientacj , jak ma  ycie
wygl da , cho  wiadomo na pewno,  e inaczej ni  dotychczas. Historyczny
zefirek galilejskiej sielanki jest ju  niepowtarzalny. Kto nie widzia  tego
krajobrazu w oryginale, nie wytworzy sobie kopii w wyobra ni. Przewalaj  si
rzeczy konkretne, uzasadnione, dotykalne albo nienamacalne, ale g oszone
przez uczone mózgi. G owacze te  ju  nie maj  racji, bo utracili autorytet,
a du o kosztuje ich utrzymanie. Wiara jako irracjonalne przyjmowanie
czego , co nie ka dy zdolny jest zaakceptowa , te  nie odpowiada,

niepewnych czasach pragnie si  absolutnej prawdy. Epoka jest

zdecydowanie rozkapryszona, zdegustowana, poszukuj ca przez oczekiwanie,
z ogólnym i pod wiadomym czuciem,  e jako  to b dzie.

Wielkie pragnienie, szukanie wygody sprowadza si  u wspó czesnego
cz owieka ostatecznie do idea ów zoologicznych, jak dobrobyt, czyli pe ny

ób, odpowiednia obórka w nowoczesnej termitierze tzw. betoniaku, dobra

aca bez du ej pracy, maksymalna eksploatacja p ci, wygórowane

stanowiska spo eczne i wysokie konto bankowe. Stawia si  g upie pytania:
o sens  ycia, o pocz tek pocz tku, przestaje si  czyta  i staje si  wtórnym
analfabet , bo napa  si  mo na informacj  audiowizualn . Fizycznie
i psychicznie s aby, nawet w ogóle bezsilny, za to ch tnie odkrywa u siebie
si y niezwyk e bez  adnego wysi ku np. radiestezyjne. Zna modlitw

mierci,

ale nie umie si  modli  do Boga. Bóg zreszt  stanowi polis  asekuracyjn .
W razie ostatecznej kraksy istnieje przecie  nadprzyrodzony „automat”,
z którego po wrzuceniu jednej „zdrowa ki” mo e co  po ytecznego wyskoczy .
Cz owiek robi naprawd  wra enie plastikowego manekina uruchomionego
informacj , a wi c co  w rodzaju cybernetycznego zwierz cia, które nauczy o
si  manipulowa  r kami i g ow . Kombinowanie idzie mu wzgl dnie dobrze.

Potrafi nawet Pana Boga cybernetycznie ustawi  i zaprogramowa  Jego
eksploatacj . Wszystko w ramach politechnizacji  ycia, wiary, nauki, kultury.
W Borku Fa ckim jest obraz czczony kiedy  przez Siostr  Faustyn , obraz
z napisem „Jezu, ufam Tobie”. Obraz ujawni  niebywa e w

ciwo ci -

promieniuje, jak tylko niewiele obrazów to robi. Nale y si  jedynie pod czy
w elektroniczny obwód Jezusa. Posiada  kopi  lub fotografi  tego obrazu,
kciuki obu r k po

 d oniach Jezusa, mocno przycisn ,  eby elektrody

przylega y i dzia

y. Trzyma  ca y uk ad elektroniczno-Boski przed sob

i powtarza : „Jezu, ufam Tobie”. Zadzia anie jest pewne. Z obrazu przechodzi
odpowiednia informacja do montera tego przedsi wzi cia. Po czenie dzia a
w ten sposób,  e mo na promienist  mow  obrazu przetoczy  do swojego
organizmu. Oczywi cie jest to moc fizyczna po in yniersku rozumuj c, a nie

aska.

background image

3

Ewangeliczny Jezu, cybernetycznie pojmowany, elektroniczny Synu Bo y,
wystarczy si  tylko nauczy  manipulowania na Twoich obrazach i stajesz si
pos uszny naszej woli, jak inne urz dzenia elektroniczne przy odpowiedniej
eksploatacji. To fakt. Techniczna cywilizacja robi z nas automaty, a my
czynimy z Boga równie  automat. I tak zamyka si  kr g nie znanej
dotychczas Ewangelii.

Mam przybli

 Ewangelie i autentycznego Jezusa stamt d, nie w postaci

wypreparowanej abstrakcji mojego zabiegu. Trzeba plastikowego cz owieka
zmodyfikowa , o ywi , ustawi . Naprawd  cz owieka dopiero stworzy .

Ob udnicy, bezmy lni gracze, klakierzy bywaj  zaskoczeni autentyzmem
jakiego  cz owieka. Odbija od prostackiego t a powszechno ci. Jezus
z Ewangelii jest bardzo prawdziwy, jako cz owiek i Bóg  czy w sobie dwie -
rzekomo - przeciwno ci. Ten cz owiek ma przebóstwion  natur  biologiczn

zmaterializowan   Bosko   w  sobie.  Jest  syntez   najskrajniejszych

przeciwno ci. Jest syntez  spreparowan  w taki sposób,  e musi
przemawia . Cz owiek kocha swoj  zoologiczn  natur , byle podbita by a
idea ami. Niestety, bywa on wtedy stokro  gorszy ni  czyste zwierz ,
poniewa  brutalnie narzuca swe idea y, serwuj c wyroki  mierci za ich
nieprzyj cie. Wszelkie okrucie stwa na  wiecie, ka de zbydl cenie cz owieka
mia o  ród o w zwierz cej naturze naszpikowanej ideologiami czy idea ami.
Jedynie Jezusowi uda o si  zespoli  kontrasty - zwierz

 natur  cz owieka

z Boskim idea em i wymiarem. Ten roztwór cz owieka w Bogu, a Boga
w cz owieku jest w

nie rewelacj  Ewangelii, tym, co od dwóch tysi cleci

urzeka o niezwyk  ilo  ludzi.

To moment zwrotny dla zwierz cia z refleksj . Jest co  urzekaj cego w tej
syntezie i w tej uszlachetnionej naturze hominidalnego ssaka. To cud
przyrody, ale równie  cud Boskiego rozwi zania.

Zwierz co  natury ludzkiej jest nie do wyeliminowania, nawet wiar
w Jezusa egzekwowano przemoc .

Inkwizycja, nawracanie Indian przez Hiszpanów, surowo  i obcesowo
spowiedników, nienawi  do innowierców, administracyjna dominacja w adzy
duchownej. Nawet  w. Pawe  nie uwolni  si  od tego ska enia.
Po przepi knym hymnie do mi

ci w Li cie do Koryntian, ko czy List wedle

dawnej swej natury sekciarza faryzejskiego: „Kto nie kocha Jezusa, niech

dzie przekl ty” (l Kor 16, 22). Po dzisiejszemu odpowiednikiem by oby:

„niech go szlag trafi”.

Historia Jezusa autentyczna i konsekwentna do ko ca musi wi c
przemawia  w momentach refleksji, a wi c podczas fazy lucida intervalla
w zwierz cej naturze. I tu przychodzi tragizm Jezusa - Jego m ka i  mier  na
skutek wielkiego pomieszania poj  - bogobójstwa z powodu wiary w Boga
i ochrony Boga przed blu nierstwem. Znowu ten sam model cz owieka -
bezwzgl dno  i bezmy lno  w likwidowaniu domniemanego przeciwnika
ideologicznego, likwidacja na krzy u w imi  obrony wiary w jedynego Boga.

background image

4

Ca a natura ludzka wysz a przy tej okazji. Zbrodnia na podszewce idea ów,
tutaj religijnych. Gdy czyta si  w Ewangelii opis m ki Pa skiej, trudno nie
dostrzec swojego zak amania i w asnego bigosu poj  dobrych z g upimi,
chwalebnych z m ciwymi przy dumnym potrz saniu swym
cz owiecze stwem, by g

no rezonowa o i by o dostrzegalne przez innych.

Nawet zdrada Judasza nie by a zwyczajn  chciwo ci  zysku 30 srebrników,
lecz wynika a z jakich  ideologicznych za

, by  mo e zaczerpni tych

z przekona  sanhedrynu.

Jezus ustali  dopiero kryteria ka dego prawdziwego idea u - mi

,

przebaczenie przeciwnikom, wykluczenie przemocy we wdra aniu idea ów.
Idea  prawdziwy nie mo e upadla  ani siebie, ani kogo . Tolerancja wynika
tu nie ze wzgl dów politycznych - utrzymania spokoju i  adu spo ecznego, ale
z natury idea u. Dobrowolno  przyjmowania idea u przez innych jest
potocznym probierzem warto ci idea u.

Konglomerat cia a i duszy w cz owieku posiada wszystkie instynkty oraz
przyjemno ci zwierz ce, prócz tego jest spolaryzowany na idea y, w asne
przede wszystkim albo adoptowane. Ten spolaryzowany uk ad nosi cechy
zabawki dzieci cej obci onej w stopach o owiem. Próba zmiany ustawienia
przywraca zabawce pionow  postaw . Cz owiek za  wraca do zwierz cych
idea ów fizjologii lub rozbestwi idea y w sobie i stanie si  jednym z wielu
znanych w historii satrapów, tyranów, okrutników, nieomylnych w racji,
taranem rozdeptuj cym nie jego idea y. Wspólnym mianownikiem jest tu
kra cowo  ideologa nie normowana refleksj ,  le przesiewana przez rozum
z nadmiaru bezwzgl dnego rozmi owania w ideologii.

Polaryzacja fizjologii zwierz cej na idea y ma w sobie jednak co  rzewnie
smutnego. To nie jest determinanta z a i jego  wiadomo ci. To daremne
wleczenie natury zwierz cej ku dobru, a ono przecie  ma z regu y mniejsz
si  przyci gania ni  codzienne sprawy zaspokojenia biologicznej natury. Jest
co  bole nie biednego w tej sytuacji, co , nad czym musia  si  Bóg dopiero
zmi owa . S dz ,  e tragizm ludzkiej natury Bóg szczególnie ukocha .
To mi

 do „kalekiego” dziecka. Mi

 z za

enia dysproporcjonalna

w zestawie obu stron.

mier  Jezusa ma w sobie co  bardzo rzewnego - to Boska niesko czono

obali a si  na ludzkim zerze. Ale to w

nie by o w odwiecznych planach

Boga. To mia o by  losem Mesjasza. Ale przy tej okazji ujawni a si
niesko czona mi

 Boga do cz owieka. Prawdziwy wymiar idea ów.

W prze witach jasno ci dobra u cz owieka mo e si  odezwa  t sknota za
idea em idea ów, a wi c idea em pozbawionym jakiejkolwiek wiek skazy
upodlenia. W takim momencie  ycia Ewangelia i Jezus z niej przemawiaj
w jaki  niesamowity sposób, jak koj cy szmer strumienia w upalny dzie .

Dobrze wpl tani w Ewangeli  zawsze rozsiewali wokó  czar kopii Jezusowej.
Przez wieki urzeka  wiat Franciszek, Schweitzer, Teresa z Kalkuty, Kolbe,

background image

5

Korczak, Edyta Stein. Lubi si  patrze  na  wi tych jak na odbicie jasno ci
Chrystusowej. Jak dzi  ukaza  cz owiekowi Jezusa z Ewangelii? Mi

ci

zawsze, ale to nie jest dokumentem ewangeliczno ci w oczach
wyrachowanego  wiata. To heroizm, jak wiele innych, pozbawiony podbicia
wiary. S  ludzie, którzy lubi  by  oryginalni w dobroci i mi

ci. Te odblaski

ycia nie s  nigdy samorzutnymi tworami. To post powanie wyj te z foremki

aski, która im nada a ewangeliczny rys.

W tej ksi ce nie szukaj niczyjego kopia u postaci Jezusowej. Jezus mo e by
tylko oryginalny - ten z Ewangelii - albo  aden. Je li „Technologia” ma
przybli

 tre  ewangeliczn , to jedynie na podstawie uszanowania

osobowo ci wspó czesnego cz owieka i uzasadnienia wszystkiego. Nie tylko
postulaty etyczne, ale nawet decyzje w adz staj  si

atwiejsze w przyj ciu ich

po uzasadnieniu. Zapomnij, kto ci mówi  lub pisa , zapomnij nazwisko.
Wa ne jest, co ci powiedzia . Je lim kiedykolwiek powo

 si  na autopsj , to

jedynie, by dziwnym rzeczom pozostawi  ich autentyzm, ich historyczn
piecz  czasu, by nie wydawa y si  wymys em.  wiadectwo sceptyka
i analityka w studium rzeczywisto ci jest gwarancj  sumiennego zbadania,
odkrycia powi za  i rozstrzygni , zanim mo na by o co  zakwalifikowa  do
zdarze  niezwyk ych. Na serio - rzeczywisto  nie musi by  jedynie zwyk a,
czyli pospolita. Tak naprawd , to ka da karta Ewangelii jest niezwyk a i na
co dzie  w

nie urzeka t  niecodzienno ci  i jednocze nie powszednio ci .

Nie ma nazwy na tego rodzaju utwór literacki, bo jest to dzie o nie do
na ladowania. „Technologia” nie jest komentarzem ani egzegez  utworu. Jest
prób  podej cia wspó czesnego cz owieka do Ewangelii, by ona zadzia

a na

niego inspiruj co i na innych.

Nie by oby ca kiem s uszne orzekanie o wspó czesnym cz owieku jako
zagubionym w ród idea ów i pseudoidea ów konsumpcyjnej kultury.
Kontrasty s  du e w ka dym spo ecze stwie, kwesti  sporn  mog  by  co
najwy ej relacje ilo ciowe. Jest jaki  g boki ciek zapotrzebowa  na nowe
odczytanie Ewangelii dzisiejszym j zykiem. W lutym 1976 roku ks. prof.
Walerian S omka zorganizowa  sympozjum pod has em „Duchowo  w dobie
bioelektroniki”. Poniewa  notatka ukaza a si  gdzie  wst pnie w prasie,
frekwencja by a tak olbrzymia,  e nie wystarczy o g ównej auli KUL,
przylegaj cego korytarza mieszcz cego bez ma a tyle, ile aula, trzeba by o
nag

ni  sale wyk adowe na pi trze i tam skierowa  cz

 s uchaczy.

Poszukuje si  nowego wyrazu wiary. Instynktownie rozgl da si  cz owiek za
nowymi sposobami wprowadzenia Ewangelii w realn  codzienno .

„Technologia...” jest jedn  z prób przybli enia Ewangelii mi

nikom

wspó czesno ci w jej dobrych, jak i z ych przejawach oraz d eniach. Ogólnie
bior c istnieje jaka  ambicja wiary i poszukiwania oryginalnej dzi  mo no ci
wej cia w Jezusowy  wiat.

background image

6

l. Poszukiwanie i rejonizacja prawdy

Czym jest prawda? Tym, czym j  cz owiek uczyni. O prawdzie i fa szu orzeka
cz owiek. Prawda od cz owieka czego  wymaga. Cz owiek ustali  si  jako
czynnik kwalifikuj cy prawd . Nieprawda nie jest jak kolwiek form
ukszta towania osobowo ci, lecz jedynie szpad , która jest niezawodna
w sporze z bli nim. Architekci od dawna wiedz ,  e adaptacja starego
budynku jest znacznie trudniejsza od wystawienia nowego gmachu.

Co  tam z tego rozumowania znajduje si  w obecnej adaptacji Ewangelii do
cz owieka. Poszukuje si  pewnego rabatu ewangelicznej prawdy, adaptacji
wynikaj cej z nowoczesnych wymogów i mo liwo ci cz owieka. W nast pstwie
niemo no ci ca ego zaaplikowania cz owieka do praw ewangelicznych,
chcieliby my w niektórych wypadkach obni

 poprzeczk  Jezusow .

Poniewa  w staro ci jest znacznie mniej kolizji z postulatami wiary, wobec
tego zbawienie by oby w wi kszo ci przynale ne emerytom.

Trudno  polega na tym,  e staramy si  prze

 Boga na kategorie naszego

rozumu w poznaniu naukowym. W nauce punktem odniesienia jest nasz
rozum. W wierze punkt odniesienia jest w wieczno ci i niesko czono ci –
w Bogu. Tylko przy g bszej analizie dochodzimy do zw tpienia w nasze
poznanie z pytaniem, czy  wiat stworzony przez fizyków nie jest przypadkiem
naszym  wiatem subiektywnym. Tym samym powstaje pytanie - czy my
dobrze odczytali Ewangeli  dotychczas, czy tylko rozumiemy j  po swojemu?
Czy my z obiektywnej Ewangelii w ten sposób dokonali kreacji
ewangelicznego  wiata wierzeniowego i post powania?

W dwuwarto ciowej logice, któr  si  pos uguje cz owiek, istniej  dwie
mo liwo ci - akceptacja i nie akceptacja. Do tej alternatywy przyj cia czy
odrzucenia Ewangelii wprowadzi  wspó czesny cz owiek trzeci  mo liwo  -
adaptacj . Jest to w zasadzie przyj cie Ewangelii z retuszem nieaktualnych,
przepraszam - niedzisiejszych jej stron. Je li wiara wed ug Jezusa jest
bezdyskusyjna, taka sama powinna by  wykonywalno  Ewangelii, a wi c jej
strona moralna. 

damy rabatu dla wspó czesno ci opowiadaj cej si  za

Ewangeli . A wi c poszukujemy md ego smaku chleba na skutek
pozbawienia go „kwasu zaczynowego”, o którym mówi Jezus (por. Mt 13, 33).
W rezultacie po okrawaniu z Ewangelii przez ka

 epok  jakiego

niedopasowanego szczegó u pozosta by bezsmakowy kad ub by ej Ewangelii.

damy paradoksu, na który sobie nigdy rozumny cz owiek nie pozwala, je li

pragnie zachowa  logiczn  twarz. Powstaje podstawowy nonsens, który
musia by si  ukaza  drukiem jako „nowe wydanie” Ewangelii z poprawk
oryginalnego tekstu Jezusowego. Przykrawanie Jezusa do wspó czesno ci
jest zabiegiem krawiectwa ewangelicznego, a nie Dobrej Nowiny - tej samej
dwa tysi ce lat temu co dzisiaj i pojutrze epok ludzkich. Rozumiemy
powiedzenie Jezusowe - wielu jest wezwanych, ale ma o wybranych.

background image

7

Nowoczesny cz owiek lubi pos ugiwa  si  nauk , je li to podkre la jego
indywidualno . Po prostu przekonania naukowe albo naukawe s
przemo ne i wszechw adne nawet w dziedzinie wiary.

adziemy niejako Boga na naszym do wiadczalnym stole i stwierdzamy,  e

Bóg nie pasuje do naszego warsztatu, a wi c nie mo e istnie . Ani na
moment nie u wiadamiamy sobie,  e warsztat nawet najdoskonalszy nie
mo e Go pomie ci , a nasz rozum jest krótki, by taki obiekt bada
empirycznymi przes ankami. Fizyczn  niemo liwo  mo na by tak okre li :
sko czony rozum chcia by ogarn  Boga i to si  okazuje niemo liwe.
Wysuwa si  wobec tego fa szywy wniosek - Boga nie ma. Poprawnie trzeba by
by o powiedzie ,  e nie ma takiego rozumu, który obiektywnie metod
empiryczn  uzasadni by Boga.

Brak nam metodologii poszukiwania Boga. Jedno wydaje si  pewne,  e 50%
takiej metodologii nale y do Boga. Tylko g upi stara si  wszystko wype ni
sob . Szukaj c Boga udaremnia Mu odpowiednie miejsce u siebie,
wype niaj c wszystko szczelnie sob . Oczywi cie na Boga brak o ju  miejsca.

W nowszym uj ciu przyrody - bioelektronicznym -  wiat o  wiadomo ci
i  wiat o  ycia to nie s  metafory dla wyra enia  wiat

ci wiekuistej, której

yczymy umar ym.  wiat o nie jest depersonifikacj  naszej istoty.

Bioelektronika nie powsta a z my

 zmieszczenia w niej „czego ”

z metafizyki. Dane bioelektroniki wynikaj  z analizy kwantowej biologicznego

ycia, a nie naszych wst pnych za

. Je li si  modl  o  wiat

wiekuist , to wyra am tutaj moje rozeznanie niesko czono ci, weryfikuj
moj  wiedz  o cz owieku i  yciu. Wyznaj  g bokie pragnienie zatopienia si
w Boskiej  wiat

ci. U mnie nie ma wtedy przeskoku od zoologizmu

w klasycznej postaci do sublimacji Boskiej. To nie jest  wiadomo  zbawienia
mojej fizjologii wspólnej ze zwierz tami. Moja wiedza uczyni a niesko czony
krok ku Bogu. Nie przypuszcza em nigdy,  e kwantowy  wiat i kwantowa
analiza mojego  ycia tak mnie poj ciowo zbli y do Boga. Paradoks
teoriopoznawczy polega na tym,  e  wiat kwantowy niesko czenie ma y
zbli

 mnie poj ciowo do niesko czenie wielkiego  wiata - Boga. Tego nie

mo na by o przewidzie  w bioelektronice.

O co si  w

ciwie spieramy, przecie  du o trudniej przekre li  ca  istotno

cz owieka, bunty przeciwko  mierci, przyzwyczajenie do egzystencji, by nagle
z nieub agan  konieczno ci  sta  si  nico ci , absolutn  pró ni  bycia.

atwiej - wed ug mnie - przyj  wieczno  trwania w innej formie, zgodn

z kwantow  natur

ycia i  wiadomo ci, ni  fizjologizm i anatomizm cia a

w zbawieniu.

Mimo wszystkie przybli enia, znajdujemy si  w wierze, a nie w rejonie
wiedzy.

background image

8

2. I komu by Syn zechcia  objawi

Istota Ewangelii i jej cel - przybli enie Boga. Ukazanie Go w nowocze niejszej
wizji. W dodatku pe niejszej. Ewangelia jest absolutnie najwi kszym Boskim
gestem uczynionym wobec cz owieka. Szczytowe zdarzenie - Objawienie -
oznajmia to, co Syn wie o swoim Ojcu, nikt nie by by w stanie sam do tego
doj . Ods oni te zosta y przez Syna najwi ksze tajemnice i najpe niej.
To zawrotna prawda o Bogu podana w niezwykle krótkim czasie publicznego
nauczania. Rzucane szybko i w nadmiarze szczegó y tycz ce Boga si gaj
w sam  Jego tre .

Przyj cie Syna Bo ego na  wiat celem wtajemniczenia cz owieka w Boga,
którego ma pozna  i do Niego doj . Sama idea Ewangelii zawrotna, bior c
po ludzku.

Sama idea,  e o bóstwie mo e tylko ono samo mówi , by a przeczuwana
przez wiele religii poga skich. Inaczej z natury jest niedost pne w poznaniu.
W chrze cija stwie cz owiek znalaz  pe ni  mi

ci Stwórcy do siebie

i ca kowit  prawd . Bóg zst pi  na ziemi  najprawdziwiej, by bezpo rednio
poda  wiedz  o sobie.

Nie mamy  adnego nawet elementarnego poj cia, w jaki sposób personifikuje
si  Niesko czono . To zasadnicza trudno . Opieramy si  albo na filozofii
Arystotelesa ochrzczonej przez Tomasza z Akwinu, albo na intuicyjnej wierze
w Boga bez okre lania Go.

wiadomo ,  e Bóg zsy a swego Syna (ju  pierwsza niewiadoma znana

jedynie z Objawienia, jest oszo omieniem naszego autowymiaru dla przyj cia
takiego daru. Naprawd  nie my limy nad tym g biej, traktujemy to jako
dogmat. Do wiary trzeba jednak podej  po cz owieczemu. Nie mog  poj
usynowienia drugiej Osoby Trójcy  wi tej. Przyzna  trzeba,  e sprawy s  zbyt
zawi e na ludzk  logik  i wyd ubywanie istoty rzeczy zwanej abstrakcj . Brak
odpowiednika w przyrodzie, na który mo na by si  powo

. A przecie  tak

wiele rozumiemy przez analogi  z czym  naturalnym.

Czuj  w zupe no ci moj  niewystarczalno  logiczn . Jest to zreszt
wynikiem mi

ci Bo ej ku cz owiekowi, a wszelkie logiczne racje mi

ci

w ogóle s  spalonymi przedsi wzi ciami. Mi

ci nie ocenia si  kryteriami

rozs dku, tym bardziej je li one by y urobione na podstawie obserwacji
codziennych spraw i wy uskanych z nich poj .

Prócz o wiadczenia,  e wierz  w Mi

 Niesko czon , któr  nazywamy

Bogiem, wi cej powiedzie  nie mog . Brak nam zmys u dla odebrania
Niesko czonej Mi

ci. Rozumiemy j  niewiele bardziej ni  rak rzeczny czyst

i po ywn  wod . Chc  orzekanie o Bogu przez Jezusa przyj  bez wagi
analitycznej. Jedynie z prostot  zawierzenia Jezusowi w tym wszystkim, co
podaje w Dobrej Nowinie o swoim Ojcu. Przyjmuj  ponadto to wszystko, co
potrafi  wydedukowa  z nauki Jezusa o Nim samym, jest On bowiem
absolutnym zwierciad em natury Ojca, jest po prostu z Nim jedno ci .

background image

9

Nie modl  si  w sposób subtelnie wyrafinowany. Nie mam zwyczaju ubiera
modlitwy w filozoficzn  draperi . Nie jestem te  zwolennik tworzenia z Jezusa
.kreacji mody przewa aj cej w okre lonym etapie dziejów ludzko ci. Jezus
jest dla mnie do odczytania w Ewangelii, w tym co On zechce mi objawi .
Pragn  si  Jezusem cieszy  i pojmowa  bez przecierania przez sito mojego
krytycyzmu. Po prostu szczerze i ca kowicie. Nie wiem, czy to mo liwe, ale
musz  bardziej czu  Jego mi

 ni  rozgryza  sylogizmy rozumowania i przy

tym sczezn .

Najpi kniejszym mianem, jakim darzono Jezusa, by o: Nauczycielu, Mistrzu
lub Rabbi. Nie mia em nigdy w  yciu nauczyciela, któremu bym zawdzi cza
formacj  intelektualn  czy styl  ycia. Jezus jest pierwsz  postaci
Nauczyciela, którego pragn  nie tylko pozna , ale  yciowo przyj  na
zasadzie ucze  - Nauczyciel.

Nie ma wi c innej drogi poznania Boga i Jego natury jak tylko przez Jezusa.
Je li On jeszcze zechce objawi  wi cej? Nie  miem prosi . On sam wie, co
robi . Dobrze si  sk ada jako dla przyrodnika. Ten bowiem przywyk  bada
po szczegó ach natur  z wyci ganiem wniosków uogólnionych i twórczych.
Jezus jako „szczegó ” upostaciowany przez natur  cz owieka jest niejako
Bogiem „otoczonym” przez natur  cz owieka. Bogiem, który przesyci  sob
natur  ludzk . To mi odpowiada jak najbardziej. Jest jedyne „wej cie”
w Boga – przez Jezusa.

Czy potrzeba jeszcze dodawa , czym jest Ewangelia w  yciu my

cego

cz owieka, poszukiwacza g bin istnienia i rozumowania? Czy tym samym
Ewangelia staje si  narz dziem ustawicznego czerpania rozezna  w Bogu
przez najautentyczniejsz  interpretacj  cz owiecze stwa Jezusowego?

Nie wiem, czy mi Jezus wi cej objawi czy nie. Nie wiem, czy ogranicz  si  do
tego, co przekazuje cz ciowy zapis s ów Jezusowych przez Ewangelistów
wpatrzonych w Jezusa. Mo e si  uda skierowa  jeszcze czyje  oczy na sposób

bszego zrozumienia Boga t  w

nie drog ?

Mo na poj  Aposto ów oraz im wspó czesnych, których szczególnie Jezus
kocha  - Jan Aposto ,  azarz, Maria, Marta i tylu nie notowanych

Ewangelii. Ci ludzie równie  byli w nim zakochani po ludzku.

To przedziwne Boskie cz owiecze stwo zniewala o do kochania,

a w przypadku posiadania garbatej duszy i ob udy do nienawi ci. Mi
wymaga wizualizacji. Oderwane poj cia nie jest  atwo kocha . Mi

 jest

czuciem czyjego  dobra, u miechu,  yczliwo ci. Czuciem cia a ukochanej
osoby, jej wzroku, tonu mowy czy dotkni cia d oni. Fascynacja osob  Jezusa
jest widoczna w Ewangelii, Dziejach Apostolskich i ca ym Nowym
Testamencie. Jezus zniewala  sw  osobowo ci  do szczerej i gwa townej
mi

ci. To przywi zanie do Jezusa jest przedziwne, a u innych dla kontrastu

nienawi  w obronie czystego kultu Jahwe. Mi

 Boga znalaz a po redni

stopie , jakiego nie by o w Starym Testamencie. Jezus jest drog ,
po rednikiem, stopniem w pojmowaniu abstrakcyjnego Boga. W Ewangelii

background image

10

trzeba Jezusa pokocha  albo Go znienawidzi . Innego wyj cia nie ma i nie
by o nigdy. Wygl da po prostu, jakby ludzie kochaj cy Jezusa czuli analogi
swego cz owiecze stwa z Jego osob . Tak g boka mo e by  nie tylko wi
anatomiczno-fizjologiczna, ale wi  drobinowa, atomowa, jaka  dla nas
jeszcze nie poj ta wi  kwantowa tego samego  ycia w Nim, co i w nas.

Mylimy si  s dz c,  e nawrócenie jest tylko akceptacj  Jezusa. Wyra a to
myl cy termin wyznawcy. Mo na by  wyznawc  systemu filozoficznego,
spo ecznego, politycznego, naukowego, ale nie wyznawc  Jezusa. Jezus nie
szuka naszego nawrócenia do Niego, lecz przetworzenia naszej natury
ludzkiej, przemianowania naszych naturalnych warto ci i przebóstwienia ich
nieco na wzór cz owiecze stwa Jezusowego. Natura cz owieka jest mas
operatywn  Boga. Widoczne to w Ewangelii, cho  nie tak ujmuj  to pro ci
ludzie, s uchacze przypowie ci. Chrze cija stwo bez miary Boskiej
i transformacji by oby daremno ci  Dobrej Nowiny. Wszystko tu zmierza do
przebóstwienia natury cz owieka.

Dominacj  ewangeliczn  jest cz owiecze stwo Jezusowe z urokiem rzucanym
na ca e  ycie ludzkie.

background image

11

3. Niedorzeczno ci Bo e i cz owiek

Ulepi

 mnie z gliny ziemi i chcesz, bym gwiazd i s

ca si ga , sw  istot

mierz c do Ciebie. Da

 grawitacj  anatomii i fizjologii, a jednocze nie

ka esz si ga  swej Niesko czono ci. Jestem bytem na wskro  doczesnym,
z materii utkanym w swej naturze, a dajesz mi Boskie przeznaczenie. Czy
rozumem, pe nym tylko wzgl dnej prawdy, bezb dnie trafi  w Twoj
Niesko czono ? Ka c uprawia  doczesno  i czyni  sobie ziemi
podw adn , chcesz, by z niej wst pi  w Twoje niebo. Nie mo na przyrody
bezb dnie pozna , a musz  wierzy ,  e trafi  w Boga pe ni c Jego wol . Do

ycia biologicznego nie staje energii, a tymczasem nale y jeszcze jej zapas

wydoby  z siebie dla królestwa niebieskiego. Grzebi c ziemi  chcesz, by w
niebo spoziera . Si gaj c Wszech wiata ka esz poza nim widzie  jeszcze
Ciebie. Zst puj c za  na dno kwantowej konstrukcji  ycia biologicznego,
ka esz tam ogl da  Ciebie.

Kiedy to wszystko wykona ? Jak to zrobi ?

Przyszed

 i sta

 si  Cia em, czyli mn  - cz owiekiem. Ukaza

wiat Bo y

i okre li

 sposoby doj cia tak daleko. A przecie  zdajemy sobie wszyscy

spraw ,  e podzieli

 nas na kilka kategorii ziarna rzuconego w ziemi  - przy

drodze, w ród cierni, z rado ci  neofity i zag uszenia, gdzie  par  ziaren
zaledwie wyros o w k osy i wyda o plon.   przecie  ca a siejba tak radosna
by a przed jej epilogiem.

Prawda,  e nawet niedo stwo, wrodzone lenistwo czy lekkomy lno  wzrusza
Boga do tego stopnia,  e pracuj c dla królestwa niebieskiego tylko jedn
godzin , ma si  tak  sam  zap at  jak za ca y dzie  znoju. Przypowie
o denarze jest zach

 dla lekkoduchów i maruderów. Ale czy o to chodzi, czy

rzeczywi cie w ci gu kilkunastu minut mo na wi cej dla Boga zrobi  ni
przez ca e  ycie?

Ta Boska rozci

 i tolerancja dla natury ludzkiej z jej fanaberiami jest

wzruszaj ca u Boga. A mo e bardziej chodzi o wn trze cz owieka, a nie
formalne naj cie si  w królestwie niebieskim? Sam Jezus powiedzia ,  e
najmniejszy w tym królestwie jest wi kszy od Jana Chrzciciela, mimo  e on
tak wielki w przygotowaniu ludzi pod siejb  ewangeliczn .

Oczywiste,  e logika nasza oparta na funkcjonowaniu nowej kory mózgowej
i poznawaniu przyrody jest odmienna od Boskiej logiki. Dzieci s  najwi ksze
w Jego królestwie, za dzie mi przepada, a przecie  wie, które z nich
Go zdradzi w  yciu, zapomni, wiele nagrzeszy. A wydaje si  nie wiedzie
o niczym. Do wielkich rzeczy powo uje s abych, nikczemnych w si y,
ograniczonych w dynamice ze wzgl du na dostateczn  biologiczn  wen ,
jakby w ten sposób chcia  sobie zapewni  pierwsze stwo osi gni cia
nieprzeci tnych wyników, a nie przypisywa  tylko ludzkiemu sprytowi
i przebieg

ci twórczej. Sam jest Bogiem pokoju, a ka e w „nienawi ci” mie

matk  i ojca, rodze stwo, nawet w asne  ycie w post powaniu za Nim.
Najwi kszym wymiarem cz owieka jest dla Boga ludzka nico , pokora,

background image

12

zawieruszenie wa no ci. Wi ksz  chwa  otrzymuje z gaworzenia niemowlaka
ni  z uczonego gdakania.

A mo e nawet i ta sama logika jest na ziemi co w niebie, tylko w innych zgo a
proporcjach. Na ziemi jest odniesiona do cz owieka, zamiast by  w relacji do
Niesko czono ci. Wymiary ziemskie maj  zupe nie inne warto ci
w odniesieniu do Niesko czono ci. Cz owiek za  musi si  zmie ci  „tu”
i „tam”. Ca y nasz dylemat codzienno ci i Ewangelii. Chyba tak. Nawet nie

c fizykami l kamy si  niesko czono ci, gdy  nie wiadomo, jak si  to

wszystko liczy w takim uk adzie.

Trzeba mie  dobre oczy, by to zauwa

. A mo e Ewangelia w

nie

popularnie, czyli zrozumiale, o wszystkim poucza?

background image

13

4. Cuda mijaj  roztargnionych

Ka dy cz owiek jest w miar  gapowaty. Pytanie zasadnicze - dlaczego ongi
dzia y si  cuda, a dzisiaj wygas a ich ilo ? Przyczyna mo e by  nie u dawcy
nadzwyczajnych zjawisk, lecz u odbiorcy. Dla widomego nie istniej  kolory,

uchy jest znawc  niemego i bezg osu  wiata z kosmiczn  cisz  woko o. Dla
upszego s  wszyscy ko owaci oprócz niego i jemu podobnych.

Kiedy  ludzie wi cej my leli, cho  nieporównanie mniej posiadali faktów do
rozwa ania. Wchodzono bardziej w siebie, nie zaskakiwa y ich  rodki
natychmiastowego przekazu i gwa townego wzburzenia. Bity nie rozwala y

owy ani nie d awi y serca.

Dzisiaj biegniemy wszyscy na 

lowym torze pijanych i normalnych bitów

informacyjnych. Nomadzi, pasterze, drobni kupcy nie prze ladowani szumem
bitowym tworzyli poj cie Boga, rozumieli Go, wyczuwali.

Jeste my w czasach Jezusowych. Przeci tny przekrój spo eczny w Ziemi

wi tej i gdzie indziej by  mniej wi cej ten sam z infiltracj  kultury greko-

rzymskiej. Dla prostych ludzi cuda by y jedynym wizualnym argumentem
Boskiego pos annictwa Jezusa.

Wed ug Jezusa cuda mia y dalej towarzyszy  uczniom i wiernym, których
sta  by o na wiar  bez w tpienia. „Je li b dziecie mie  wiar  jak ziarno
gorczycy, powiecie tej górze: przesu  si  st d tam. I przesunie si . I nic
niemo liwego nie b dzie dla was” (Mt 17,20). Jezus posy a uczniów na  wiat,
maj  r ce k

 na chorych i gdyby co truj cego pili, nie zaszkodzi im. Póki

ycie chrze cija skie by o spokojne, by y cuda. Ale stawa o si  ono coraz

bardziej wartkie i pogubi o cuda po drodze.

Wydaje si ,  e co innego nast pi o. Cuda mijaj  nas w b yskawicznej
pr dko ci, zanim g os ich doleci do ucha wspó czesnego cz owieka. Pr dko
mijania jest tak wielka,  e obserwacja staje si  niemo liwa. Zreszt
wspó czesny cz owiek nie nastawia si  na tak  kwalifikacj  zdarze .
Uzale ni  wszystko od swej inteligencji, od leków, lekarzy, od  rodków
technicznych. Cuda nie maj  miejsca w naszym  yciu. Cz owiek obecnie
nastawia si  na wychwyt informacji, a nie na zdarzenia przerastaj ce
naturalno , których technika i nauka nie mog  usprawiedliwi .

Uwa

em. My la em. I tak nie dostrzeg em. Wiedzia em na pewno,  e jad  po

cud do szpitala. Wiedzia em,  e uszed em... ci ka operacja, przynajmniej
bardzo krwawa, mog a mie  komplikacje. W dziesi  miesi cy pó niej
dowiedzia em si , jaki by  najwi kszy cud w moim  yciu. A ka po d ugim
wahaniu, obawiaj c si  pogorszenia zdrowia przez t  wiadomo ,
wypowiedzia a prawd . Nie mo na cudu skrywa , Bogu nale y si
niesko czona chwa a za takie zdarzenie. By  zator w mózgu i mog o by
najgorsze albo przynajmniej trwa y parali . By y tylko dwa miesi ce lekkich
zawrotów g owy i konieczno  trzymania si  kogo .

background image

14

Nazwano to najwi kszym cudem  ycia. W roku 1981 na  wi tym Krzy u
zator 

y p ucnej po dzwonieniu na Anio  Pa ski 2 lipca, w dzie

Nawiedzenia. To dwa „najniebezpieczniejsze” cuda.

A bo to prawda,  e te s  najwi ksze? Boje kto  zauwa

, czy te  ja? Ile

prawdziwych cudów mija nasze  ycie z takim p dem,  e nawet nie

wiadamiamy sobie,  e obok przebieg a  aska Bo ej Opatrzno ci, lekko tylko

wion a niedostrzegalnym wiatrem p du. Gdyby my mieli liczniki
rejestruj ce najmniejsze nawet cuda, je li mo na je tak w ogóle
klasyfikowa ... Nie ma przecie  ma ych rzeczy u Boga. Mo e Bóg chce nam
zaoszcz dzi  wzrusze  i cuda Jego sta y si  niewidzialne i niezauwa alne
przez nas? Zawsze tak bywa o,  e cud by  spraw  Bo , a nie obiektu, na
którym on si  dokona . Czy potrafi by wspó czesny cz owiek przypisa
wszystko Bogu?

Przesta em rachowa  cudowne zdarzenia z jednego tylko ludzkiego  ycia.
To nie samochwalstwo. Jak przekona  innych z zatajeniem osoby, czasu
i miejsca,  e cuda si  dziej  w ogromnej liczbie? Jak powiedzie ,  eby to
mia o wyd wi k prawdy, a nie opinii sceptyka przedsi wzi cia dla ratowania
wiary w Boga na  wiecie? Nie ma bezimiennej i tajemnej historii. Musi ona
by  jawna i sprawdzalna. Historia Boga na ziemi nie mo e by  anonimowa,
bezosobowa, bezczasowa i pozbawiona lokaty geograficznej. Nie trzeba si
wiar  w Boga  enowa . „Nie zapala si

wiecy, by j  stawia  pod 

em...”

Mam osobisty obowi zek dawania  wiadectwa o sprawach. A je li to mnie
obesz o praktycznie i zauwa

em, to tym bardziej wiarygodne. Jako

przyrodnik i twórca w asnej wizji biologicznej, na pewno nie odznaczam si

atwowierno ci  i brakiem krytycyzmu. Tu nie chodzi o personalia autora,

Boskie personalia s  tu jedynie wa ne, a tamte stanowi  okoliczno ci do
stwierdzenia nie urojonego faktu.

Jest pewne - mijaj  nas cuda z furkotem p du, tylko w informacyjnym
szumie ich subtelnego tonu nie chwytamy ani uchem, ani tym bardziej
okiem przy pr dko ci dokonuj cych si  zjawisk, przy napi tej uwadze na
zgo a inne rzeczy.

Istniej  cuda - wo am. Z Wieczno ci spadaj  lawinowo. Ingerencja Bo a
z poszumem skrzyde  przebiegaj c obok cz owieka zawadza o Jego natur
i egzystencj . Nie wida  Za pr dko si  to dzieje by dostrzec.

Gdzie si  podzia  cz owiek, który by to zauwa

?

background image

15

5. Antropologia modelowa

Humani ci wzi li si  za okre lanie cz owieka. Pada wiele s ów jak krople
nieurodzajnego deszczu, wielka obracanka s owna prawdy o cz owieku,
miliony o nim prac drukowanych - i ci gle brak odpowiedzi - kim jest
cz owiek. Zw aszcza wolna wola,  wiadome podejmowanie decyzji, celowe
ustawianie si  w zmiennych parametrach  rodowiska. Skoro fizyka do
najmniej nawet z

onego zjawiska u ywa modelu przybli aj cego

rzeczywisto , by j  wreszcie matematycznie opisa , mo e by oby dobrze
troch  modelarstwa wprowadzi  w psychologi , ogólniej w antropologi . Tym
razem chodzi o woln  wol .

Przes anki objawione w Genesis mówi  o zrównowa onym stanie dobra
ludzkiej natury. Powiedzie  mo na,  e cz owiek jest monopolem czyli
jednobiegunowym jestestwem moralnym. Ta monopolowa w

ciwo  by a

jednak bez zas ugi dla cz owieka. By  ustawiony jak elektret, czyli cia o stale
spolaryzowane w kierunku dobra. Cz owiek zosta  poddany moralnemu
egzaminowi i testowaniu, czy jego monopolowy dobry charakter jest
ugruntowany, czy dosy  wzgl dny. Okaza o si ,  e spolaryzowanie natury
ludzkiej ku dobru mo e by  wzgl dne. Stal w

ciwie dipol dobro-z o

mo liwo ci  ustawienia si  dobrym lub z ym biegunem moralnym.

Cz owiek z monopolu dobra sta  si  dipolem, czyli dwubiegunnikiem - dobra
i z a. Jako dipol posiada zdolno  ustawiania hipotetycznego bieguna dobra
lub z a. Powiedzieliby my,  e cz owiek pod wzgl dem moralnym znalaz  si
w podwójnej mo liwo ci - wyk dobra lub z a. By  w stanie równowagi
oboj tnej, której wektoralno  nadawa  swym wyborem. Sta  si  równie
wtedy odpowiedzialny za wybór.

Po tym pierwszym zdepolaryzowaniu si  moralnie (grzech pierworodny) sta
si  wolny wybór faktem i specyficzno ci  cz owieka. Innymi s owy, cz owiek
sta  si

wiadomym dipolem dobra i z a. Zaj cie stanowiska nale y do niego.

Polaryzacja cz owieka w dobro lub z o - stoi do wzi cia. Nietrudno zauwa

,

e usposobienie ci

ego i przemiennego wyboru, czyli dipola obracaj cego

si  ruchem wirowym, nale y nazwa  delikatnie „trza ni ciem”, bo jest to
przemienno  patologiczna albo tylko udana.

Taka dipolowa, czyli podwójna i przeciwstawna sytuacja, istnieje cz ciej
u cz owieka. Nie tylko pod wzgl dem moralnym, ale równie  racji i b du,
prawdy i k amstwa.

Mia em koleg , który swój dipol racji ustawia  zawsze przeciwstawnie do
czyjej  s uszno ci. Kiedy ja twierdzi em,  e A, on automatycznie zabiera
stanowisko B. Kiedy po kilku dniach ja na prób  powtarza em jego
stanowisko B, on okazywa  si  w opozycji, twierdzi ,  e A. Nowoczesny
Kartezjusz wymy li  zasad : Nego ergo sum.

background image

16

Rola  aski w modelowym uk adzie antropologicznym jest bardzo z

ona

i niejednoznaczna. Cz owiek obraca si  z ró nym przyspieszeniem jak
blaszana chor giewka na wietrze. Chor giewka w tym wypadku ma dwa
skrzyd a - dobro i z o. Czasami si  obraca coraz szybciej, ju  si  na dobro
ustawia, zmienia kierunek, wysila si  na utrzymanie stanu pozytywnego,
poczyna si  jak szalona obraca  wokó  swej osi. Kto by z tym doszed  do
rozeznania. Tylko Bóg si  zajmuje takimi okoliczno ciami. Bóg zna naprzód
nasz statystyczny wynik, czego nikt z nas nie potrafi. Bo a prekognicja zna
ostateczne rozegranie statystyczne ka dego cz owieczego dipola moralnego,
dipola inteligencji i hebesowo ci, dipola m dro ci i g upoty. Ustawienie
cz owieka nawet w tych trzech dipolach jest trudniejszym zadaniem ni
mechanika trzech cia  ze wzajemnymi oddzia ywaniami w astronomii i fizyce.
Do tego dochodzi bardzo ruchliwy uk ad zmiany nastrojów, pseudoracji,
innych dora nych wp ywów. Przewidzenie tak z

onej sytuacji z ostatecznym

rezultatem nie jest  atwe.

W takim  ywym uk adzie chodzi o to, by ogólne polaryzowanie ku dobru
nast powa o coraz cz ciej i trwa o jak najd

ej.  ask  uczynkow  mo na

by rozumie  jako impuls polaryzacyjny pomagaj cy do d

szego

utrzymywania pozytywnej polaryzacji, dokonywania si  jej z mniejszym
wysi kiem oraz cz ciej. Idea em by oby sta e spolaryzowanie, czyli
wytworzenie „elektretowego” stanu dobra.

Humanistom nie b dzie odpowiada  ten sposób pomy lanej antropologii ze
wzgl dów zrozumia ych - braku znajomo ci podstawowych spraw fizycznych.
Pami taj c jednak cokolwiek z fizyki, mo na przyj  krótsze i prostsze
rozumowanie ni  na modelu cz owieka. Wprowadzenie jednak nowych
elementów w natur  cz owieka czyni j  bardziej plastyczn , bogatsz
wyobra eniowo, oddaje zreszt  lepiej istot  rzeczy.

Antropologia ewangeliczna nie jest w  adnym wypadku cybernetyczna

wej ciem i wyj ciem informacyjnym. Antropologia ewangeliczna jest

personalistyczna. Cz owiek jest terenem uprawy dobra z obowi zkiem
przemiany w coraz lepszego. Cz owiek swoim stanem duchowym jest
wspó twórc  lepszego  wiata. To antropologia maksymalistyczna - „B

cie

doskonali, jak doskona y jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5, 48). Wed ug
Jezusa „antropologia” jest podstaw  tworzenia królestwa niebieskiego.

Ambitny mamy cel... Przyk adaj c antropologi  ewangeliczn  do przypowie ci
Jezusa, mo na b dzie znale  mechanizmy dzia aj ce w cz owieku.
„Antropologia” w Ewangelii jest cz sto poruszana przez Jezusa

niesprawiedliwym  s dzi,  ziarnie  posianym  w  ró nych  sytuacjach

topograficznych, proszonych na gody, pannach g upich i m drych,
pachol tach graj cych na rynku, przypowie ci o rz dcy, za lepieniu
faryzeuszy, zdradzie Judasza. Co tu wymienia , Ewangelie s  po wi cone
„antropologii i Boskiej dzia alno ci w cz owieku. Modelowe podej cie
otworzy o nieco spojrzenie na mechanizmy dzia ania  aski na przedziwny
dipol ludzki z nieprzewidzian  polaryzacj .

background image

17

Nie beczk  soli nale y spo

, zanim si  pozna cz owieka wed ug starego

przys owia polskiego. Trafniejsze jest okre lenie cz owieka jako „istoty
nieznanej” (Carell). Pewniejsze,  e topografi

ycia ka < cz owieka zna jedynie

Bóg.

Bóg jest jedynym kompetentnym „antropologiem”.

background image

18

6. Pan Bóg i nonsensy

Bystro i z sensem obserwuj c przyrod  mo na si  wiele nauczy .
To w

ciwie jedyny sposób zdobywania wiedzy. I tak dochodzimy do

wniosku,  e wszechmateria sprowadza si  do pól elektromagnetycznych.
W rozmiarach megaskopowych rozumiemy to jako grawitacj . Elektrony,
fotony i fonony sprz one mi dzy sob  w zwi zkach organicznych jawi  si
jako  ycie. Przyjmuj c czas jako parametr kszta totwórczy dla poprzedniego
sprz enia, rozumie si  znacznie g biej ewolucj

ycia i  wiadomo ci.

Co to jest,  e widzenie vis a vis zauwa a si  jako przeciwstawno , która
mimo wszystko nie jest pe

 odr bno ci ? Ju  w cz stkach elementarnych

podwójno  rzeczywisto ci odbieramy jako mas  i  adunek. Co wi cej - przy
dok adnej obserwacji kwantowego problemu dostrzega si  lustrzane odbicie
rzeczywisto ci jako cz stk  i antycz stk . By  mo e to jeszcze nie koniec
zabawy z „lusterkiem” przyrody. Ostatnio astrofizycy dochodz  do wniosku,

e fale grawitacyjne s  równie  falami elektromagnetycznymi.

Znajduj c si  w obliczu niesko czono ci cz owiek zaczyna marzy  o w asnej
nie miertelno ci i wieczno ci Boga. A  do tego momentu by o wszystko
prawdziwe, poniewa  poznawa  to cz owiek na podstawie badania przyrody.
Ostatni etap, równie  przecie  poznawczy, jest wed ug pozytywistów
nieprzekraczalny. Jakby trudno ci by y nie tyle w doj ciu do Boga,
co w rozumieniu w asnej logiki, akceptowanej przecie  gdzie indziej. Zupe nie
jak gdyby w

ciciel dzia ki - w asnego mózgu - mia  podwójn

i nieskoordynowan  mo no  widzenia oraz interpretowania analogicznych
metod. Widocznie do pewnych granic mamy analogiczny mózg. W ka dej

owie s  jednak wymienne soczewki i pryzmaty. Do wiadczy  tego Jezus,

kiedy najoczywistszym faktom dawano inn  interpretacj . Zawsze tak by o,

e n-widzów pl cze to samo inaczej, widzi odmiennie oraz interpretuje na n-

sposobów. Nonsensy zaczynaj  si  nie w okolicy Boga, ale w

nie

w najbli szym zetkni ciu z natur  cz owieka. To cz owiek kalibruje swe
poznanie raz jako genialno , kiedy indziej jako paradoksalno , to znów
jako kompletn  bezmy lno , cho  przebieg poznawania jest analogiczny.

Abstrakcja w logice i matematyce dowodzi niezwyk ych mo liwo ci mózgu
ludzkiego. Kiedy tworzy najwi ksz  abstrakcj  ze wszystkich mo liwych,
abstrakcj , w której widzi sens  wiata,  ycia i swój w asny, budz  mu si
opory co do fantazjowania. Inne niesko czono ci, jak masa, energia,
przestrze , niesko czony Wszech wiat przyjmujemy wzgl dnie  atwo.
Przynajmniej te niesko czono ci nie odstraszaj  jako niedorzeczne. Nauczy
si  cz owiek w obliczeniach fizycznych eliminowa  trudno  przez zabieg
wygaszaj cy niesko czono , zabieg nazywany renormalizacj
w matematyce. Dochodzi si  logicznie do poj cia niesko czonego Boga.
Poczyna si  tutaj cz owiek chwia . Stosuj c renormalizacj  do niesko czonej
inteligencji i mocy, otrzymuje siebie - cz owieka. „Renormalizuj c” Boga,
odkrywa swoj  wielko  bez Boga. Odnalaz  pocz tek uk adu wspó rz dnych

background image

19

wszech-spraw i wszechrzeczy. Tutaj mu si  jednak zamyka kr g
autoprze wiadcze , który fizykom nie daje spokoju, czy nasze poznanie

wiata nie jest przypadkiem tworzeniem  wiata przez nas, a w

ciwy  wiat

mo e ca kiem inaczej wygl da .

Renormalizacj  jest czynno ci  w zasadzie matematyczn  eliminacji
wielko ci niesko czonych. Innymi s owy to sprowadzanie niesko czono ci do
odpowiednio ci cz owieka. Z niesko czonych wielko ci, w obr bie których
znajduje si  równie  Bóg, zostaje On sprowadzony do ludzkiego wymiaru.
Wobec tego Boga nie ma. Zrenormalizowa  si , jak fizykom renormalizuj  si
w równaniach niesko czone wielko ci. Cz owiek jawi si  jako logicznie
sk ócony w sobie, mimo  e t  sam  logik  si ga najg bszych tajemnic
przyrody.

Gdyby nawet uda o si  zobaczy , jak palce Bo e prz

 materi  z pól

elektromagnetycznych, gdyby nawet by

wiadkiem, jak z d oni Bo ej

wszech wiaty spadaj , mo e si  jednak zdarzy ,  e kto  tego nie widzi. Nasza
fenomenologia nie odkrywa nam ca

ci stawania si  oraz istnienia.

Posiadamy bowiem fenomenologi  opart  na ciel co-baranich zmys ach.
Wszystko, co naprawd  ludzkie, wznios e i wielkie, znajduje si  poza
magazynkiem zmys owej obserwacji, jest tworem ludzkiego umys u, a nie
tylko  lizgania si  zmys ami po rzeczywisto ci materialnej i to w pierwszym
przybli eniu prawdziwo ci poznania. Wielkie rzeczy tworzy si  poprzez
poj cia abstrakcyjne i my low  konstrukcj  wnioskowania. Zmys owe
poznanie wspólne ze zwierz tami stanowi tylko podstaw , a nie prefabrykat
poznania. Prefabrykatem jest umiej tnej tworzenia poj  abstrakcyjnych,
a wi c co  znacznie wi cej ni  wyobra enie.

Mo na bezpo rednio w twarz Bosk  patrze  i jej nie dostrzega . Mo na

ledzi  bieg

 palców Boskich w dokonywaniu rzeczy niezwyk ych na co

dzie  i nie zdawa  sobie sprawy,  e to s  Boskie palce w akcji. Tragizmem
Jezusa by y nie tyle grzechy ludzko ci, co g upota wierz cych w Boga w
opaczny sposób. Grzeszników Jezus kocha za ich moraln  niedol , uwik anie

ycia, cierpi

 s abo . G upot  na pobo nej podszewce interpretuj cej

dzie a Boskie jako akcj  Belzebuba pi tnowa  Jezus z ca  si . Ideowym
za

eniem dzie a zbawienia ludzko ci by y wprawdzie jej grzechy, ale

bezpo rednim wykonawc  zast pczej  mierci by a g upota naocznych

wiadków cudów. Ograniczono  g owy i mini-wymiar rozezna  przypisany

chwale Bo ej, to arcysplot g upoty, o który si  Jezus potkn . Bo tak chcia
dokona  Odkupienia. W jakim  sensie grzech jest niekiedy wyrazem g upoty.
Niesko czenie g upi nie powinien si  zajmowa  badaniem Pana Boga.

Widzi si  w tym niedorzeczno  z braku jakiego  koniecznego ogniwa
rozumowania, cho  niezupe nie. Jezus odkry  i ujawni  pewien w ze  logiki,
który okre li  jako grzech przeciwko Duchowi  wi temu. Praktycznie jest to
opaczna interpretacja dzie  Bo ych, faktycznie u podstaw tego nie jest
stosowanie logiki do rozumienia spraw Bo ych, ale jakiej  pokr conej logiki,
której normalnie w poznawaniu przyrody nigdy cz owiek nie stosuje.
Co wi cej, wed ug Jezusa jest to grzech niewybaczalny ani w tym, ani w

background image

20

tamtym  yciu. To grzech pokr conej interpretacji dzie  Bo ych przy
normalnym u ywaniu rozumu we wszystkich innych okoliczno ciach. A wi c
pomylona logika stosowana tylko w ocenie dzie  Bo ych przy osobistej
normalno ci i poczytalno ci cz owieka w innych sprawach.

Rzadko w jakiejkolwiek dziedzinie jest tyle nieporozumienia, co w odniesieniu
do Boga.

Bóg wydaje si  cz sto niedorzeczno ci , ale naszego rozumienia, gdy
podmiot my

cy jest konglomeratem sprzeczno ci. Ma y kaliber rozumu nie

mo e si  porywa  na wyrokowanie o szczytach mo liwo ci. Aby wyrokowa
o Bogu, nale y niezmiernie wiele wiedzie  o naturze

materii, naturze  ycia i  wiadomo ci. Wiedza szko y elementarnej
udekorowana nawet tytu em naukowym jest tutaj za ma a. Stopnie naukowe
oraz tytu y orzekaj  tylko o sumie wiadomo ci wystarczaj cej do ich
osi gni cia, ale nie o m dro ci.

background image

21

7. Co da cz owiek w zamian za dusz  swoj

    (Mt 16, 26)

„Nie bójcie si  tych, co zabijaj  cia o, lecz duszy zabi  nie mog . Bójcie si
raczej tego, który dusz  i cia o mo e zatraci  w piekle” (M t 10, 28).
Rzeczywi cie pot ga cz owieka ogranicza si  do zabicia cia a cz owieka.
Poniewa  zabity przestaje istnie , wypada z rachub  wiata oraz ingerencji
ludzkiej. W kompetencji Boga jest dalszy ci g, niedost pny dla dora nej
sprawiedliwo ci s usznej czy nie.

Problem podstawowy - co da  w zamian za dusz ? Czym przekupi  spraw ,
odpowiednio j  przyciemni  albo rozja ni ? Nie tylko wed ug Jezusa, ale
jakiejkolwiek religii, zgodnym chórem wieków i tysi cleci cz owiek jest
nie miertelny, odpowiedzialny moralnie. Innymi s owy, niezniszczalny. Mimo
pe nej  wiadomo ci  mierci, wed ug ogólnych przekona  statystyczna
wi kszo  jest przekonana o egzystencji ludzkiej poza wrotami  mierci. Od
paleolitu ju  istnieje mgliste przekonanie o innej formie  ycia po  mierci.

Statystyczne przekonanie ludzko ci co do trwania cz owieka po  mierci jest
równie  podstaw  chrze cija stwa, a tym samym Odkupienia. Nie ma
chrze cija stwa bez niezniszczalno ci  ycia. Trwanie poza biologiczn
egzystencj  jest podstaw  ca ego Objawienia.

Po prostu cz owiek jest skazany na nie miertelno . Fakt narodzenia
cz owieka i obudzenia si  jego  wiadomo ci staje si  spraw  Boga, który
ukocha  to stworzenie niezale nie, jak si  uk ada  b

 rzeszota

przesiewaj ce ziarno i plewy. Wed ug Jezusa segregacja dokona si  przy
schy ku wieków, jak w przypowie ci o k kolu i pszenicy to przedstawi .

Przyk adanie miary naukowej do cz owieka, to nasz „uczony” sposób
analizowania mo liwo ci wiary. Której? Tej z paleolitu, pozytywizmu,
agnostycyzmu, materializmu, idealizmu czy biologizmu?  adna filozofia nie
zajmuje si  po miertn  dol  filozofa i jego adherentów. Nie ma te  fizyki
ci gn cej si  poza grób fizyka i jego kadencji uprawiania nauki. To problem
sam w sobie. Cz owiek jest przeznaczony do nie miertelno ci. W odniesieniu
do cia a jest to  adna trudno  zwa ywszy,  e materia jest niezniszczalna.
Nawet jako cz stka elementarna ulegaj c anihilacji, nie staje si  ona niczym,
lecz dwoma kwantami  wiat a. Odwrotnie znów kwanty  wiat a anihiluj c,
staj  si  mas  z  adunkiem.

Cz owieka okre la jednak  wiadomo ,  e jest my

 mas  biologiczn .

Masa, czyli wed ug fizyków masa  yj ca, jest dotychczas taka niewiadom ,
jak wszelka masa i energia w fizyce. Co do drugiego cz onu - masy my

cej -

jest to zupe

 niewiadom . To poj cie operatywne, ale nie wyja niaj ce

istoty. To samostanowienie i rozeznanie zwane  wiadomo ci , pospolicie
dusz , nie powinno stanowi  trudno ci dla naukowego widzenia, cho by
z tego powodu,  e oba cz ony -  ywa masa i my lenie - nie doczeka y si

background image

22

podstaw ich rozumienia. Gdyby my opowiedzieli si  za bioelektronik ,

wiadomo  mia aby cechy elektromagnetyczne z niewiadomym dla nas

sposobem indywidualizowania si  w poznawczy podmiot. W ka dym razie
pole elektromagnetycznej jest równie  niezniszczalne, czyli nie mo na go
doprowadzi  do stanu zerowego. Mo e jedynie wykazywa  zmiany stanu
energii.

Na smutn  pociech  mo na powiedzie ,  e wielu spraw nie znamy. Nie
wiadomo, w jaki sposób  wiat o ma siedmiorak  barw  t czy albo w jaki
sposób oko widzi fal  elektromagnetyczn  od fioletowej do czerwonej poprzez
niebiesk , pomara czow , zielon , skoro fala elektromagnetyczna nie ma

adnego koloru, tylko ró

 cz sto  drga . Nie wiemy, jak niezwyk y szereg

reakcji chemicznych i stanów elektromagnetycznych czujemy jako  ycie.
Z powodzeniem mo emy nie wiedzie , jak pewn  cz sto  elektromagne-
tyczn  odbieramy jako nasz  osobowo  i to samo  podmiotu
nazywanego ja ni .

dz ,  e elektromagnetyczna natura  wiadomo ci jest o  atwiejsza do

przyj cia ni  biochemiczne uwarunkowania psychiki. Nie wiadomo nic
bowiem o sposobie, czyli mechanizmach, przechodzenia psychiki z reakcji
biochemicznych do stanu spodmiotowania. Tymczasem jest tam nie
kwestionowalna wi  chemii z psychik , wi c reaguj cej chemicznie materii.
Personifikacja chemiczna jest bez porównania bardziej trudna do przyj cia
ni  personifikacja pola elektromagnetycznego. Odpada czynnik materii.
Mamy do uwzgl dnienia tylko energi .

Termin duszy jest operatywniejszy i bli szy na skutek codziennej

ywalno ci. W ka dym razie psychologia mówi o wszystkim, tylko nie

orzeka, jak nale y rozumie  dusz . Natura duszy nie jest dana, w sensie
poznana. Upraszczamy sobie równie  sytuacj  w odniesieniu do organizmu.
Mog  go okre li  w skali kwantowej jako uk ad chemiczno-elektroniczny,
albo najpro ciej potocznym terminem - cia o. Mo na przywykn  do takiego

ownika synonimów. Naukowe zmodernizowanie nie jest trudne, wymaga

nieco os uchania i u ywania poj . Nie wiedziemy sporu o terminy duszy czy
elektromagnetycznej ja ni,  wiadomo ci czy podmiotu, egzystencji. To
wszystko oznacza to samo. Autor nawet sam pos uguje si  terminem duszy,
wiedz c o wszystkim innym. Chodzi jedynie o to, co Jezus powiedzia :
„Co w zamian za dusz  odda cz owiek?”

owa Jezusowe o zamiennym oddaniu czego  za dusz  nabieraj  innej wagi.

Oznaczaj  niejako wykupienie si  za zbawienie. Kiedy s uchaj cy podmiot nie
jest w sile wieku ani u szczytu pot gi, albo jest nastolatkiem nie my

cym w

ogóle o w asnej  mierci, s  to s owa obce, nieprawdziwe. Jezusowy zwrot
nabiera pe nej barwy i ostrza problemu, kiedy wszystko zaczyna od cz owieka
odpada , kiedy warunki ziemskie zmierzaj  kolejno do zera, a w ród nich
ko czy si  istnienie biologiczne. Co dalej? Przy absolutnym wypraniu
z doczesno ci staj  si  s owa Jezusa jednobrzmi ce.

background image

23

Zauwa my,  e do zbawienia jest potrzebny pobyt duszy w ciele. Nie wystarcza
sama dusza skazana na wieczn  egzystencj . Dusza musi przej  niejako
praktyk  wi zi z cia em w  yciu cz owieka. Cz owiek ostatecznie jest ca y
i uczestniczy w dobru lub z u, uczestniczy w wiecznym szcz ciu czy
przekle stwie wiecznego istnienia.

„Có  bowiem za korzy  odniesie cz owiek, cho by ca y  wiat zyska , a na
swej duszy szkod  poniós ?” (Mt 16, 26).

background image

24

8. Symetria moralna

Symetri  we Wszech wiecie odkryto dopiero na prze omie XIX i XX stulecia,
symetri  bez której nie ma w ogóle zrozumienia fizyki cz stek elementarnych.
Natomiast symetri  moraln  w formie dobra i jego antywarto ci, czyli „dobra
ze znakiem minus”, stwierdzi  ju  cz owiek paleolitu. Powiedzia bym co
wi cej, poczucie symetrii nale y do istoty poznawania ludzkiego.

Jezus zaakceptowa  symetri  moraln , ewentualnie mo na to nazwa
symetri  warto ci post powania ludzkiego. Bardziej obrazowo mówi c,
warto ci  cz owieka jest jego przyodziewek moralny wyst puj cy zawsze jako
kontrast dobro-z o. Mo na inaczej to okre li : dobro ludzkie posiada zawsze
potencjalno  wykonania z a, a z o znowu nie jest pozbawione potencjalno ci
dobra. Ten dipol, czyli dwubiegunowo , warto ci ludzkiej bierze si
ewangelicznie jako istotn  cech  natury ludzkiej. Dipol „dobro-z o” jest
nieodmienny i nale y go przyj  jako „dane” w cz owieku. Technologia
Ewangelii nie eliminuje tej prawdy. Chodzi jedynie o cz ste, je li nie sta e
spolaryzowanie cz owieka w kierunku dobra. Jest to podstawowa
konstrukcja cz owieka zarysowana w Ewangelii ca kiem dobitnie w ca ym
post powaniu Jezusa. Wiadomo,  e owa polaryzacja nie jest przeszkod
w przyj ciu Ewangelii. Dipol warto ci moralnej nie jest te  przeznaczeniem
nie rozwiazalnym w cz owiecze stwie. Jezus wie,  e dobro mo e wystarcza
na bardzo krótko u wszystkich, nawet u Piotra (zaparcie) czy u aposto ów
(ucieczka podczas pojmania Jezusa). Czy Jezus by  przekonany o absolutnej
bezgrzeszno ci Marii z Magdali po darowaniu jej win? Uzdrowieni cudownie
nie mniej intensywnie krzyczeli „ukrzy uj Go” jak t umu. Ale nawet ta
oscylacja wokó  dobra, ta niepewna polaryzacja nastawiona jedynie na
pozytywy  ycia, jest warta jako pojedynczy akt. Je li dipol b dzie dobr  wol
i  ask  ustawicznie niepokojony, tym samym jest zmuszony do
przebiegunowania si , tym  atwiej przyjdzie kiedy  moment trwalszej
stabilizacji, gdzie wypadkowa oka e si  na Boskich liczyd ach pozytywna.
O to przecie  chodzi w chrze cija stwie.

Ta chwiejna równowaga po czona ze zdolno ci  do przepolaryzowania si
jest wynikiem wolnej woli cz owieka. Ten wybór pozostawi  Bóg wy cznie
cz owiekowi. Cz owiek mo e wybra  jedynie Boga lub Jego antytez . Wzlot
albo pe zanie po ziemi, niesko czono  albo w asne zero. Wszelkie naciski
w imi  dobra s  ewangelicznie z e. Cz owiek pozostaje wolny w cznie do swej
zguby, je li tego pragnie.

Jezus wprawdzie nie by  dipolem moralnym ani dipolem cz owiecze stwa, ale
nie by  wolny od propozycji przepolaryzowania si  Górze Pokuszenia,

Getsemani. Jako cz owiek podlega  temu samemu prawu niejako

„z dworu”, nie z siebie.

Poznanie konstrukcji cz owieka i dróg  aski Bo ej jest pierwsz  chyba zasad
„Technologii Ewangelii”.

background image

25

9. Radykalizm ewangeliczny

Aplikacja Ewangelii wymaga pewnego minimum stanu duchowego - przyj cia
egzystencji Boga. Inaczej nie bierze si  Ewangelii do r ki, co najwy ej jako
dzie o literackie z I wieku n. e. Uzyskanie wiary z nico ci przekona
religijnych nie jest wykluczone, ale nale y raczej do wyj tków. Co wi cej,
lektura Ewangelii i szczera ch  uczynienia jej swoim systemem duchowo ci
wymaga wiary chrze cija skiej, inaczej co krok b dzie trudno . Ewangelia
stanowi program wiary przyniesiony przez Jezusa. W programie za  ma
miejsce trudne do przyj cia bez wiary ludzkie pocz cie Jezusa, Odkupienie,
Zmartwychwstanie, Eucharystia, zbawienie, piek o, przykazanie wierno ci
w ma

stwie. Przez „technologi  Ewangelii” nale

oby wtedy rozumie

zastosowanie Ewangelii do lepszego  ycia. Do nabycia jakiej  mistyki
codzienno ci przebywania na  wiecie w normalnych okoliczno ciach
cz owieka, ale z pami ci  o Bogu.

Ewangelia by a dobra dla s uchaczy z czasów Jezusowych, ale przy
dzisiejszym rozwoju inteligencji i wykszta cenia? Z obecnymi trudno ciami
znalezienia szcz cia w ma

stwie, prawa do wolno ci my li, do dzia ania

i wyboru, Ewangelia wydaje si  anachronizmem czekaj cym na rewizj  poj
wed ug niektórych orientacji chrze cija skich.

„Technologia Ewangelii” to nie styk z Jezusem tylko, ale konfrontacja
naszych poj  z Jego wymaganiami celem pój cia za Nim.

Trudno ci realizowania w cz owieku postulatów ewangelicznych nale
równie  do „technologii Ewangelii”. Wynika to z podwójnego powodu. Wiara
odznacza si  kolosalnymi trudno ciami przyj cia niektórych zdarze , jak
pocz cie Jezusa i ca a scena Zwiastowania, Zmartwychwstanie, Eucharystia,
pot pienie, u Izraelitów za  tamtych czasów synostwo Bo e Jezusa. Stosuje
si  wtedy tak zwane „wybiórcze Credo”, pozostawiaj c 0,5 prawd
zawieszonych, jako ma o prawdopodobnych. Druga okoliczno  to moralny
program Jezusa, zw aszcza odpuszczenie grzechów, nierozerwalno
ma

stwa, wyrzucenie nienawi ci, wierno  ma

ska. Stosuje si

wówczas ten sam unik przyjmowania wybiórczego niektórych tylko
postulatów moralnych. Mo e to wypa  0,3 wed ug wspó czynnika naszej
akceptacji.

Tymczasem poza liryzmem ewangelicznym, czu

ci  serca Jezusowego dla

grzeszników, wspó czuciem ma ym na  wiecie, twardego poszukiwania
prawdy, Jezus jest radykalist  i typem na wskro  m skim. Jezus nie jest
tylko poet , jest cz owiekiem czynu. Radykalizm Jezusowy jest bezwzgl dny,
mówi o odci ciu r ki, która gorszy, wy upaniu oka prowadz cego do z a.
O przyj ciu krzy a i na ladowaniu Go. 

da okre lonej decyzji. Przyszed

sia  niepokój moralny oraz intelektualny, g osz c prawdy Bo e. W Jezusie
nie ma niedo stwa. Jest konsekwentny. Wyposa a w  ask  dzia ania
i wyboru w  yciu. Przebacza bez miary, daje  ask  nawrócenia, wytrwanie

background image

26

w dobru, dary Ducha  wi tego, si  modlitwy - wszystko zapewnia o mocy
Ewangelii. Cz owiek nie jest rzucony tylko na fal  dobra z przewidywanym
zatoni ciem w bezliku z a.

Jezus nie jest pejza yst

ycia. Jest konkretem. „Technologia Ewangelii”

realizuje si  podwójnym torem - wyznawania prawdy i czynu pe nionego
przez cz owieka. Jezus nie usypia z a w cz owieku. „Technologia Ewangelii”
jest pój ciem za Nim. Na ca ego. Aktywnie. Nie w marzeniu. Po wyborze
królestwa niebieskiego, bez ogl dania si  wstecz Gdyby nie ten radykalizm
ewangeliczny, nauka Jezusowa nie da aby rezultatu na  wiecie. Radykalizm
Jezusa jest jednocze nie si  chrze cija stwa i czynnikiem przebudowy

wiata. Ambicje ewangeliczne s

wiatotwórcze, wed ug innych nawet

wiatoburcze. Nie ma zreszt  ró nicy.

Jezusowi zawierza si  ca kowicie jako Bogu i przyjmuje si  Jego postulaty
nowego cz owiecze stwa albo rezygnuje si  z Ewangelii. W przypadku
bezsilnego szamotania si , a wi c bitewnego zgie ku w duszy mi dzy dobrem
i z em - realizuje si  Ewangeli . Od czego s  grzesznicy- powiedzia by kto
rzeczowo. Jezus nie szuka ludzi kompletnie sko czonych w swoim
ewangelicznym wystroju. Poszukuje zabiegaj cych o znalezienie si  w Dobrej
Nowinie. Z tych powodów Jezus nikogo nie wyklucza za jego winy, jego  al,
jego rozdarcie wewn trzne, za jego upadki.

Jezus to nie sztywny radykalizm. To radykalizm dobry, cierpliwy,
wybaczaj cy, radykalizm d wigaj cy cz owieka wy ej. Nie ma w sobie nic
z bezwzgl dno ci i t poty wymaga , a potem jedynie sankcji. Jezusowy
radykalizm ma kszta towa  cz owieka, a nie ugniata . To radykalizm
pedagogiczny. Bo y radykalizm.

background image

27

10.  wiat si  p awi w informacji

Rozgada  si  kiedy  po ludzku  wiat niewprawn  jeszcze mow . Podkre li
swoj  antyzoologi  sapiensów. Z rozgadaniem rozczyta  si , zapisa
informacj  papirusy, tabliczki gliniane Mezopotamii, pismem pokry
pergaminy.  wiat si  jawi  ci gle lepszy, ustawicznie rozmowniejszy.
Upowszechnia  szybko  informacyjn  przez wynalazek druku. Wreszcie

wiat zapragn  p ywa  w informacji, pluska  si  w bitach. Pocz tkowo

bawi o dosiadanie elektromagnetycznego „rumaka” fali no nej i jazda
wiadomo ci z zawrotn  szybko ci

wiat a.  wiat omywa  si

wie  strug ,

wkrótce lawin , ostatnio powodzi  informacyjn .

piemy si  w bitach informacji, bitach rozrywkowych. Weso ych,

prawdziwych, k amliwych, przera aj cych i pocieszaj cych, w bitach
udanych i zmy lonych ku zbudowaniu cz owieka, kupiecko-handlowych,
bitach naukowych oraz infantylnych, codziennych wydarze  i g boko
schowanych, jawnych i zaszyfrowanych, rozkosznych, pe nych humoru,
beztroskich, bitów krzyku ubogich przeplatanych bitami brzusznego rechotu
sytych, ludzkimi i antycz owieczymi, tajnymi bitami sztabów walcz cych
stron, bitów wmieszanych jak gdyby niechc cy w bezkresny ocean
informacyjny.

Toniemy i chlapiemy si  dla utrzymania si  na powierzchni, by nas bity nie
zala y, nie zrabowa y spokoju ducha i  ycia, by zazna  rado ci bycia na

wiecie.

Poda  elektromagnetyczna  wiata wzros a w ostatnich 70 latach przesz o
10 000 razy, a lokalnie milion razy w porównaniu z naturalnym t em
elektromagnetycznym, jaki prezentuje przyroda i uroda ziemi. Nie tylko
krzy uj ce si  kierunki propagacji fal elektromagnetycznych nas otaczaj , ale
równie  niesiona na nich informacja tak gustownie wymieszana
i przyprawiona sosem technicznych wielko ci i mo liwo ci,  e budzi zachwyt.
Jeste my gotowi zwariowa  dla pieni dzy, wygody i rozrywki z pod czeniami
do banku informacyjnego rozmaitych dziedzin naukowych, kosmicznych,
stratygraficznych, medycznych i zabawowych.

Morze informacyjne jest ustawicznie w fazie rozwojowej. Co 10 lat podwaja
si  ilo  nadajników elektromagnetycznych. Dochodzimy do zawrotnego
obiegu bitowego. G boko  morza informacyjnego mierzy si  grubo ci
otoczki elektromagnetycznej pochodzenia cywilizacyjnego, otoczki wokó
Ziemi. Jest to elektromagnetyczny „oddech ludzko ci”. Informacja si ga
najdalszych planet.

Gdyby cz owiek mia  naturalny zakres  wiadomego odbierania wszelkiej
cz sto ci elektromagnetycznej, zwariowa by w potwornym szumie
informacyjnym. Nasze zmys y nie odbieraj  pól elektromagnetycznych poza
zakresem optycznym, czyli  wiat em. Wystarcza jednak przekr ci

background image

28

potencjometr swego radia i przesuwa  powoli skal  pasma, by si
zorientowa ,  e bytujemy w morzu informacyjnym.  wiat jest rozgadany,
rozwrzeszczany, popl tany, ci gle kto  mówi, g osi, wymawia, nadaje
sprzeczne i równoleg e rzeczy, z przekonania, dla pieni dzy, dla
przyjemno ci, dla podniesienia kultury i pogn bienia innych. Morze
informacji przelewa si , odwraca, wypi trza, cichnie, zanika, nads uchuje,
obserwuje, przeinacza, obraca, wtyka swoje, zmusza do przyj cia, bo si  nie
wy czysz z morskiego szumu.

Od czasu do czasu ten jednostajny szum bitowy przerywa jak b yskawice
informacja o gwa townym zatoni ciu promu p yn cego przez kana
La Manche z kilkuset ofiarami, informacja o zarytym samolocie, który
przelecia  Atlantyk szcz liwie i przed lotniskiem wbi  si  w skarp  dziobem,
o eksplozji gazów w glowych i  mierci termicznej górników. Lokalnie
o przejechaniu si  mamusi i tatusia w asnym samochodem po swoim
dziecku, które w spowodowanym wypadku wypad o z wozu przedni  szyb .
Na odmian  próba zamachu na Papie a. Sukces opanowania raka
w medycynie i leczenie torfem, szcz liwe bity o noblistach z pytaniem za co?
Pozdrowienia nauki i  mierci posy amy w kosmos. B dziemy mieli coraz
ambitniejsz

mier  i coraz bardziej uczony zryw. Co Bóg zawini ? Nie wo ano

Go przy konstrukcji rakiety. Informacja. Przera liwa, ale nasza - ludzka.
In ynier – informatyk - obliczy , jak  dawk  bitów informacyjnych otrzyma a
ludzko ?..

Huraganowa informacja,  e sprinter x-narodu skoczy  o milimetry wy ej od
zesz orocznego rekordzisty  wiata, dwa narody walcz  po dwóch stronach
siatki, wygrali, jak przewidywano - „nasi”. Seksualny skecz po ameryka sku
podany z homoseksualnymi odpowiednio przyprawionymi perwersjami.
I bezmiar jeszcze innych godnych uwagi bitów powoduj cych szok prze ycia
takiej informacji. Morze jak morze, w informacji tak samo, raz ruchliwe, to
tajemniczo spokojne, w najwi kszej ciszy poch ania tysi ce ludzi.
Informacyjne morze jednych wynosi, innych pogr a, bawi i przybija, morze
miliardów zdarze , zachce , pomys ów, zagra , ujawnie  i tragizmów.

I w tym wszystkim zachowa  sw  osobowo , nie zbzikowa  bitowo ani
szumowo, utrzyma  sw  lini , w asn  indywidualno , rozwija  nie w takt
ko ysanki informacyjnej, ale wed ug jakiego  konsekwentnego planu
dzia ania. Kiedy z informacji tworzy si  bezp ciowy i bezrozumowy koktail
bitowy, absorbuj cy ustawicznie i zapraszaj cy na rozko ysan  hu tawk
rzeczywisto ci.

Morze informacyjne nastraja do zajmowania si  wszystkim, by okaza  swoj
inteligencj  dobrze obeznanego, a faktycznie wi cej si  nie jest. Morze
informacyjne dzia a w

nie unifikuj co na psychik  biorców. Ludzie

od ywiaj  si  tym samym serwisem informacyjnym, jedz  duchowo z tej
samej blaszanki z ustawicznie gotuj , bigosem wszelkiej i nijakiej kuchni
bitowej. Cz owiek si  staje kurkiem blaszanym na starych ko cio ach,
obracaj cym si  wed ug kierunku fali wietrznej. Szkoda jedynie,  e kurek jest
ograniczony „dó -góra”, mieliby my wspania y harmonogram bigosowej

background image

29

indywidualno ci. Osobowo  „wszechnico ci”. Na fali no nej  ycia cz owiek
si  staje bitem podstawowej informacji „tak - nie”, „jest - nie ma”. Na scenie
przesuwa si  jak ka dy przedmiot do momentu jego zniszczenia. Nie odgrywa

adnej roli prócz uwzgl dnienia w statystyce jako „jeden” i jako po ykacz

i trawieniec bitów. I jako pad o, które ju

adnej informacji nie odbiera.

Gabaryt cia a wraca w obieg pierwiastków chemicznych via mogi a.

Ewangelia indywidualizuje statystyczny bezmiar jestestw ludzkich.
Wydobywa poczucie swojego ja, odpowiadaj cego za  ycie i po miertny bieg
wieczno ci. Dla Boga nie jest wa na masa cz owiecza o wadze milionów ton

ywego cia a z przej ciem do martwej materii. Jezus jest Bogiem

pojedynczego cz owieka i zbiorowo ci. My

c o  wiecie nie zapomina

pojedynczym  cz owieku.  Trzeba  rzeczywi cie  mie   wmontowany

multikalkulator w g owie,  eby obraca  miliardami egzystencji ludzkich tylko
wed ug zasady warto ci statystycznej. Bóg nas nie widzi jako mas . Nie
operuje poj ciami i ogólnikiem zbioru. Nawet w masie cz owiek zostaje sob .

Jezus okre la swoje stanowisko jasno - „co w zamian za dusz  swoj  da
cz owiek?”

Tylko Bóg nie patrzy na nas statystycznie i nie operuje poj ciami zbiorowymi
w gu cie - wygin a populacja jasnow osych, tej minuty zmar o milion ludzi
na  wiecie, przemiana pokole . Bóg pojedynczo chodzi wokó  ka dego. Nie
jestem przecie  jedynie elementem zbioru zwanego ludzko ci .

Nie chc  by  tylko statystycznym cz owiekiem. Jezus nie odkupi  statystyki
ludzko ci, lecz poszczególnego cz owieka.

background image

30

11. Modernizacja czy ponadczasowo ?

Kiedy  zachwycano si  archaicznym j zykiem Wujkowego przek adu Pisma

wi tego, hebraizmami Starego Testamentu, przypowie ciow  fabu .

Transfuzja czasu i stylu bywa snobizmem, a niekoniecznie wzmocnieniem
rezonansu prze

. Obecnie unowocze niamy styl Ewangelii. Nawet

zachowanie Jezusa widzieliby my ch tnie w nowoczesnej formie. Gdyby
Jezus 

 dzisiaj, zamiast na o

ciu, by  mo e wjecha by do Jerozolimy

traktorem lub „Gol-fem”, osnowa niektórych przypowie ci by aby
zaczerpni ta z techniki, bardziej przemawiaj cej ni  porównania z  ycia
rybaków czy rolników. By  mo e Pawe  poszukuj c odpowiednika dla
wyra enia mistycznego cia a Jezusa, u

by nie anatomicznych nazw

cz onków i narz dów zespolonych fizjologicznie w funkcjonaln  ca

, ale

okre lenia uk adu scalonego sterowanego  ask  wys

on  przez Krzy .

Czy mo na mówi  o „technologii Ewangelii”, je li przez technologi  rozumie
si  b dzie proces produkcyjny? Oczywiste,  e tak. Co wi cej, mo na równie
mówi  o technologii przygotowywania  wi tych przez  ask , o technologii
Opatrzno ci odbieranej przez cz owieka, o technologii mi osierdzia
i Odkupienia. G oszenie Ewangelii mia o na celu tworzenie wiernych, wi c
produkcj  Ko cio a. Ludzko  mia a si  sta  fal  no

 Ewangelii. I tak

przecie  by o zawsze, bo g oszenie Ewangelii nie jest niczym innym jak
procesem technologicznym przetwarzaj cym poj cia s uchacza o Bogu. Dzieje
Apostolskie i Listy Paw owe to po wszystkie czasy dokumenty, jakiemu
procesowi technologicznemu zosta  poddany Szawe . To na  ywo pisana
kronika, jakiej technologii u

 Bóg, by wykszta towa  t  posta .

Jednocze nie dawanie  wiadectwa o Jezusie to nic wi cej, uchwyci  w asny
proces aplikowania Ewangelii w sobie przez obserwowanie  aski
i uzgadnianie z ni  swego sposobu stawania si

wiadkiem Bo ych dozna .

wiadek Jezusowy to cz owiek, w jakim  stopniu przeszed  proces

technologiczny Ewangelii i pragnie si  podzieli  przebiegiem tego procesu
jako dowodem,  e Bóg dzia a w taki w

nie sposób. Sposobów jest za  tyle,

ile osób na  wiecie.

Dawa

wiadectwo Jezusowi, to przedstawi  proces technologiczny, który

Bóg zastosowa , by uczyni  mnie tym, czym jestem. Nie da si  oddzieli  tego,
co uczyni  Bóg we mnie, jednak istotne jest zawsze to, co Bóg zdzia

.

Podmiot wyst puje jedynie dla autentyzmu wypreparowania cz owieka  ask
Bo .

Zdaje si ,  e w odbiorze Ewangelii odgrywa znaczn  i pod wiadom  rol  jej
folklor. Jezus w oprawie czasów i kultury, zwyczajów i tradycji. Lubimy
post p i dumni jeste my z niego, przepadamy jednak za folklorem i jego
prymitywizmem. Wydaje si  nam,  e prymityw folklorystyczny jest reliktem
nie tylko zwyczajów, ale lepszej jako ci ludzi. Jest co  w tym prawdy.
Intelektualny post p ludzko ci ma swoj  wymow , ale jako  ludzka si

background image

31

psuje, traci ze swej dostojno ci naturalnego powabu, codziennej a  adnej

dro ci  ycia. Folklor ma pewien wdzi k wynikaj cy w

nie z tej

tradycyjnej jako ci kulturowej. Innymi s owy, post p dokonuje si  za cen
rozwoju intelektualnego i uwstecznienia cz owiecze stwa na co dzie . Ka da
epoka ma swoj  typow  produkcj  filutów, cwaniaków, mydlarzy, spryciarzy,
parazytów spo ecznych, typowych aberracji post pu ludzko ci, czasami
nawet negatywnych wyznaczników rozwoju. Folklor to resztki spo ecznego
dobra i pi kna.

Nie chcia bym Jezusa we wspó czesnej oprawie i Ewangelii pisanej przez
dziennikarzy oraz telewizyjnego filmowania Jezusa w akcji. We wspania ym
eposie  mierci Jezus przemawia do mikrofonu w ród 500 milionów chorych
czekaj cych na swoj  kolej. Wspania e. Ten sam t um uleczony domaga si

mierci. W Jezusa wmówiono,  e szykuje swoje pa stwo o zaborczych

intencjach. Leczenie jest chwytem strategicznym, a  adn  mi

ci  do

cierpi cego cz owieka. Gdzieniegdzie zacz y si  ju  ruchy inspirowane przez
Jego nauk . Nie trzeba b dzie Ewangelii,. wystarcz  fa szywe dokumenty
procesu i jak zawsze  wiadkowie o dziwnych oczach widzenia zawsze tego, co
jest aktualnie potrzebne.

Jupitery przygotowane na wypadek ewentualnego za mienia S

ca.

Radiofonizacja sprawdzona.

Precz, precz nawet z tak  wyobra ni . Ju  wol  g upaw  min  turysty
pozuj cego do zdj cia w ród b ysku fleszów na miejscu, gdzie kiedy  sta
krzy  Jezusa. Subtelny ból, jaki  straszny i  wi ty jednocze nie, podczas

mierci Jezusowej w Ewangelii jest nie miertelny jako sposób Odkupienia.

Jest bolesny, ale nie smutny.

Odró niam trudne czasy i  adne czasy, obie charakterystyki si  nie
wykluczaj . Przede wszystkim Jezus nie umar by na krzy u, tylko
przypadkowo, a raczej skrytobójczo. Znamienne bowiem jest,  e w miar
post pu ludzko ci coraz inteligentniejsi staj  si  idioci i miewaj  napady
sza u na wybitne dzie a sztuki, jak „Pieta” Micha a Anio a, „Stra  nocna”
Rembrandta czy historyczna figura  w. Wojciecha w srebrze z katedry
gnie nie skiej. Dlaczego  mia by si  nie rozwin  idiotyczny szok na punkcie
wybitnych osobisto ci? Mamy ju  próbki z papie em Janem Paw em II.

Nie chcia bym Jezusa zamiast w Jerozolimie w Nowym Jorku, Londynie,
Moskwie, Tokio czy Pekinie. Jezus depta  ziemi  umi owan  przez Boga od
tysi cy lat, ziemi

yzn , nabrzmia  naukami proroków, ziemi  z histori

Bo ej mi

ci do niej! Ziemi  Obiecan . Ziemi  Przymierza.

Przede wszystkim nie móg by Jezus pos ugiwa  si  przypowie ciami
w nauczaniu. Wspó czesny cz owiek nie ma czasu na oczekiwanie ko ca
zmy lonej fabu y, gdzie dopiero w ostatnim zdaniu wiadomy staje si  sens.

Wspó czesno  odar aby Jezusa z ca ego uroku tamtej ziemi, ludzi, klimatu.
Ponadto Jezus historyczny jest obecnie w naszej wyobra ni podretuszowany.

background image

32

Jest dla ka dego „nasz”. Ten  yj cy dzisiaj by by postrzegany jako osoba
znajduj ca si  w zasi gu teleobiektywu. Daleka przesz

 dodaje uroku

czasu.

Zamiast czterech przecudnych Ewangelii, dzie a historycznego i literackiego,
powsta yby uczone dysertacje  ród owe - teologiczna, filozoficzna,
socjologiczna, pedagogiczna. Ch odne, rozumne p ody naszej epoki, dziwne
ju  w nast pnej, zapomniane po kilkuset latach. Zamiast apokryfów
ewangelicznych zjawi yby si  kontrdysertacje: Jezus i niebezpiecze stwo
konfliktu ludzko ci. Polityczne wykorzystywanie nauki Jezusowej. Jezus

równo   spo eczna.  Jezus  zwodziciel  narodów  i  ustroju  wiata.

Niedorzeczno  cudów ze stanowiska nauk empirycznych. Najbardziej
kontrowersyjny cz owiek ostatnich 500 lat, czyli od powstania nowo ytnej
nauki. Jezus i niebezpiecze stwo ekonomiczne  wiata, skoro najlepsz
„cz stk ” wybran  jest siedzie  u Jego stóp i ws uchiwa  si  w Jego s owa
jak Maria (por.  k 10, 42). Nie obs

one kombajny, zmarnowane  niwa.

Niewydajno  kopalnictwa i hutnictwa. Popularno  Jezusa i zagro enie
spokoju publicznego. Dezorganizacja  ycia gospodarczego i zwodzenie

umów. Co wreszcie medycyna na to wszystko?

Nie chc , w  adnym wypadku nie chc  Jezusa  yj cego dzisiaj. w naszym
skomplikowanym i napi tym  wiecie. Ten Jezus sprzed dwóch tysi cy lat jest
najpi kniejszy i znacznie bli szy ni  hipotetycznie wspó czesny. On jest
dzisiejszy nasz

wie

ci  czucia, rozumienia i urzekania prostot . Wol

tego Jezusa niesionego wiar  tylu pokole  ludzkich, tylu porywów serca,
przyj tego cierpienia, zapatrzenia w Nim z mi

ci. Jezusa mojej

wspó czesnej, bo  ywej wyobra ni i wiary. Wszystko, byle nie Jezusa
ogrodzonego wspó czesno ci , w czym innym tak mi blisk .

background image

33

12. Bóg przekonuje sceptyków

Za ewangelicznych czasów cuda bywa y nagminnie. Czegokolwiek Jezus
dotkn  albo tylko wypowiedzia  - stawa o si  cudem. Chorób   znacznie
wi cej, ni  Jezus uzdrawia . Ewangelizacja sz a równie  torem cudowno ci
innych zdarze , nie tylko samych uzdrowie .

Cuda bywa y dawniej... Czy moc Bo a si  sko czy a? Nie, nie wierz

ustanie mo liwo ci Bo ych. Zreszt  ustalmy wreszcie,  e cudami

niekoniecznie musi zajmowa  si  s

ba zdrowia. Jakiekolwiek zdarzenie

trudne, niepospolite, wymagaj ce interwencji lekarza lub nietypowego go
zbiegu okoliczno ci, czy zdarzenie w niebywale skróconym czasie - mo na
nazwa  przynajmniej niezwyk ym. Zreszt  zdarze  na  wiecie dokonuj  si
miliardy dziennie i które s  cudowne, a które nie, to zale y od wielu
okoliczno ci Boskich i ludzkich.

Wierz cy by em zawsze, nie polowa em jednak na cudowno ci, anim pragn
by

wiadkiem cudu. Bo ja wiem, mo em wydawa  si  nie wart ujrzenia

takiego zjawiska. Zreszt  nie musi Bóg dzia

 cudów, by w Niego uwierzy .

Nie chc  cudów i koniec. Bogu si  nie podpowiada dobroci.

Mija y lata i zwykle si  one rzekomo ci gn  w monotonii codzienno ci. Kiedy
tam wpadnie w pole uwagi jakie  zdarzenie. Nazywa si  je szcz liwym
przypadkiem, niekiedy przywidzeniem albo przypisuje si  to w asnej
zr czno ci. Nadal si  ma przekonanie,  e ongi  bywa y cuda. Mniejsza
krytyka,  atwowierno , prymityw wiedzy. Znowu si  tam co  trafi w  yciu,  e
trzeba si  zastanowi , bo odbiega od codzienno ci. Dlaczego nie ma by
du ym szcz ciem? Przecie  cz owiek jest  akomy na szcz cie.

By o si  takim m drcem, dopok d nie trzeba by o bardzo wnikliwie  ledzi
przyrod . W ród przyrody znajduje si  równie  cz owiek. W tworzeniu syntezy
przyrody trzeba porównawczej analizy faktów, wyostrzonej uwagi i my lenia.
Segregowania faktów na zwyk e, urojone, niecodzienne, nade wszystko
potwierdzone. Sama obserwacja przyrody bez udowodnienia nie wystarczy.

Trzeba jedynie pami ta , co by o i jak by o. Musi by  ci

 czasowa

obserwacji. Zaczynaj  si  w ród pojedynczych zjawisk fakty dubeltowe tego
samego typu. Jeste  przyrodnikiem, masz wi c swój sposób metodyczny -
potwierdzenie faktu. Tego ju  nie nazwiesz przypadkiem. Tylko informacja
z podwójno ci  to samych zdarze :

a) Badania w Górach  wi tokrzyskich. Niebezpieczna robota zw aszcza po
deszczu,  lisko na kwarcytach. Zapomina si  o przestrodze danej
pracownikom. Nie cofa  si  ty em. Po lizg. Pracownik powiada,  e pada em
jak w zwolnionym filmie, wykr caj c si  tak, by spokojnie si  po

. Mog o

by

le - uderzenie g ow  o ska y, z amanie kr gos upa, przetr cenie

ramienia, z amanie nasady czaszki. Wiedzia em,  e by  to jedynie cud.

background image

34

Po pewnym czasie w tej samej okolicy zapada si  prawa noga w dziur
przykryt  listowiem. Otwór si ga po kolano. Dlaczego nie by o krwawego
otarcia o ostr  kraw

, zwichni cia stopy lub z amania nogi? Rozumiem.

Dublet zdarze . Powtórzenie w innej wersji.

b) W klasztornej kuchni uziemnionej rurami wodoci gowymi na wierzchu
i paskami blachy wbetonowanymi w posadzce, dwóch kucharzy i ja. Czekam
jeszcze na trzech pracowników. Bracia zakonni proponuj  przej cie do
ma ego refektarzyka obok. Potworny grzmot pioruna po wej ciu do
pomieszczenia. Kucharz idzie zamkn  okno w kuchni. Wraca
z przera eniem w oczach - piorun uderzy  w kuchni . Wy upa  ko o
kratownicy  ciekowej kawa ek posadzki. Min o oko o 2 minut od naszego
wyj cia. Gdyby my byli wszyscy w niewielkiej kuchni przy tym uziemieniu,
staliby my na drodze pioruna. Prze ycie wielkie. Zapar o dech na sekundy.
By  rok 1956. Podczas burzy nie wchodzi em ju  nigdy do kuchni.

Min o 12 lat. Musz  pój  zapyta  o pracownika, wybra  si  na  ysic
z nowym kucharzem. W kuchni zmywa pomoc domowa i podrostek ch opak.
Odchodz  od tej samej kratownicy  ciekowej. W w skich drzwiach mijam si
z piorunem kulistym. Widz , jak w tablicy rozdzielczej powstaje drgaj ce
powietrze jak w upa  na polach i trzask. Obs uga widzia a piorun, jak
uziemia  si  w kratownicy. Wieczorem mierz  czas odej cia od tego miejsca
do drzwi, w których by o spotkanie. Cztery do pi ciu sekund. By  rok 1968.
Potwierdzenie to samo ci ?

c) Marysia Gonek, lat 15, sz a na majowe nabo

stwo. P dz cy ulic

Lubartowsk  w Lublinie z góry „Tytan” zawadzi  o id

 brzegiem chodnika

i na miejscu zabi . Tego dnia by a spowied  szkolna, u której ona by a.
Z s siedniej apteki wyskoczy  ksi dz i udzieli  jeszcze rozgrzeszenia. U ywam
przyk adu w katedrze lubelskiej... Kiedy przysz o do referowania dziwnej

mierci, spada napi cie w sieci miejskiej,  yrandole zamiast  wieci  jasno,

staj  si  czerwone, robi si  mrok.  wiece elektryczne w  yrandolach ledwo
utrzymuj  czerwony kolor. Robi si  niesamowicie, szczególnie mnie,
prowadzi em j  na cmentarz.

Po kilku miesi cach w katedrze w Che mie Lubelskim podczas kazania
z przedstawieniem Marysi Gonek i jej dziwnej  mierci powtarza si  to samo
zjawisko – spada napi cie sieci,  yrandole ciemniej , przyjmuj  barw
czerwon , ale nie gasn  zupe nie. Zrobi o mi si  dziwnie i przera liwie. Nie
pomn  roku, ale gdzie  1950. Czy znowu dublet?

d) Rekolekcje wielkopostne dla studentów w  odzi u Jezuitów. Rzadko mówi
konferencje o Matce Bo ej, unikam uzewn trznie  w asnych widze
duchowych. Tym razem by a taka konferencja. By a po owa tygodnia -  roda.
Kl cza em przed konferencj  na ambonie, gdy zgas o  wiat o nade mn  i po
mojej stronie ko cio a. Przeciwleg e jarzeniówki o lepiaj . Jak na ironi

arówka nad g ow  rozja nia si  na kilka sekund i definitywnie ga nie.

Konferencja zepsuta nastrojowo. Mój manuskrypt nieu yteczny. Lubi  go

background image

35

mie  pod r

 dla niezgubienia sekwencji mowy. Po konferencji dowiedzia em

si ,  e spali a si  instalacja elektryczna w tej cz ci ko cio a.

Równy tydzie  pó niej w Lublinie równie  rekolekcje akademickie. Mo na
powtórzy  t  sam  konferencj , równie  w  rod  wieczorem. W zakrystii za

no, nie mo na si  skupi . Ucieczka na pi terko przy ko ciele

akademickim. Jest Podniesienie. Trzeba zej . Jedno Ave jeszcze. W tym
momencie ogromny huk i ciemno  zupe na. Ko cielny przychodzi ze  wiec .
Mijam na pó  drogi zakr t i tablic  rozdzielcz . Opalona wybuchem spi cia
dwóch faz. Mija bym t  tablic  i mog em snop ognia w twarz otrzyma  w
ciasnym przej ciu. Konferencja Maryjna po tej przygodzie. Po owa ko cio a
ciemna. Za du o ju  potwierdze !

e) Nowa fauna kambryjska, wyprawa taksówk  do Poznania, gdzie moi
konsultorzy, prof. M. Ró kowska i ówczesny doc. J. Fedorowski. Mam sen.
Asfaltow  nawierzchni , lekko na skos porusza si  odci ta ludzka d

 jakby

ucieka a z szosy. Telefon od Ró kowskiej. Konsultacja dzie  pó niej, jest
zaj ta. Ten sam sen nast pnej nocy o uciekaj cej d oni ludzkiej podpieraj cej
si  palcami. Modl  si , by to nie sta o si  m odej towarzysz cej mi osobie.
Lepiej mnie staremu straci  d

. Wyjazd o 3 rano taksówk . Niedaleko

miejscowo ci Ko o jad cy przed nami TIR ucieka do rowu. Widz  p dz cego
„Stara” z góry ta cz cego na jezdni w po lizgu. Skr camy nad sam rów.
„Star” mija nas dwa lub trzy metry poza tylnymi ko ami i l duje w rowie
odwracaj c swój bieg.

f) Podczas pracy w rejonie  ysicy mieli my dwa namioty. Wieczorem ko o
godziny 22 na namiocie trzy paski grubo ci palca, najwi kszy oko o 20 cm

ugi, po bokach dwa mniejsze pomara czowo-seledynowe. Zjawisko trwa o

ponad minut . Na rano by a planowana penetracja w wozu z r baniem

upkowego dna potoku. Obudzony Czesiek wtajemniczy  mnie noc ,  e nikt

nie chce i  do tego w wozu. Wiem,  e setki niewypa ów artyleryjskich po
wojnie stamt d wyci gano. Przestroga? Czy wró y  mier  po uderzeniu
kilofem w zap on?...

By  rok prawdopodobnie 1958. Bodaj w 22 lata pó niej podczas pobytu
w sanatorium na Dolnym 

sku znajdowa em si  o szarówce wieczornej nad

brzegiem stawu. Wieczorem szuwary s  ledwo dostrzegalne. Nagle staw
rozja ni  si

tym  wiat em. „Co to?  wiat o?” Towarzysz ca osoba

poradzi a z niepokojem i  do domu. Wyra nie wida  szuwary, padaj cy ich
cie  na powierzchni wody i brzegi. Trwa o mo e kilkadziesi t sekund. Brak
potwierdzenia tym razem? Nic nadzwyczajnego si  nie sta o. Mo e wi c
iluzja?

W sanatorium w Mosznej korzysta em ze starej, niebywale ci kiej maszyny
do pisania. Napi ta praca w du ym pochyleniu i uwaga spowodowa y
którego  dnia niezwykle silny ból mi dzy praw  skroni  i brwi . Prac
nale

o przerwa  tym bardziej,  e nast pi o przekrwienie prawej powieki.

Lekarz po powrocie do domu kilka dni pó niej stwierdzi  wylew do oka. Ca a
bia kówka by a jednostajn  krwaw  mas  z wyj tkiem t czówki. Lekarz

background image

36

uwa a to za szcz cie,  e tak wielki wylew dokona  si  do oka, a nie do
mózgu. W dodatku dno oka jest nienaruszone.

Widzia em ju  raz  wiat o. Ostrzega o wówczas. Tym razem uspokoi o
w obawach. Nawet tak drobnymi sprawami zajmuje si  Bóg. Rozumiem.
Dzi kuj .

Dawniej bywa y cuda... A dzisiaj? Czy ich nie ma? Chyba cz owiek sta  si
bardziej sceptyczny na sprawy Bo e i nie dostrzega wokó  siebie niczego poza
pospolito ci . Cz owiek nie tyle sta  si  realist , co raczej gapiem  wiata. Nie
pami ta, nie umie  ycia podgl da  ani dostrzec czego  nietypowego. Cuda
dziej  si  ka dego dnia. Ale Pan Bóg nie bierze ludzkiego barana za ucho i
nie szepce mu: „Uwaga, bo teraz b dzie si  cud robi ”.

Mocy Bo ej nie zabrak o do cudu. Zgubi a si  uwaga cz owieka. Ka dy z nas
mo e zarejestrowa  kilka przynajmniej zdarze , których nie da si  wyja ni
codzienn  prawid owo ci .

Dualizm zdarze  analogicznych jest dla ugruntowania sceptyka
o cudotwórczej mocy Boga, kiedy osobi cie patrzy na dziwy wyja nialne
kryteriami Bo ymi. Ostro nego badacza przyrody trzeba przekona
o niezwyk

ci potwierdzaj c j  now  niezwyk

ci , lecz analogiczn  o ile nie

prawie tak  sam . Dobry Bóg dzia a cz sto nie tylko pojedynczymi
zdarzeniami w zaskakuj cych okoliczno ciach. W mojej Ziemi  wi tej -
Górach  wi tokrzyskich - naliczy em szczególne zag szczenie dziwów
Bo ych.  rednio raz na dwa i pó  roku dzieje i co , co mo na jedynie do Niego
odnie .

ycie jest pe ne dziwów Bo ych. Trzeba umie  tylko patrze .

background image

37

13. Dok d odszed

, Jezu czasów ewangelicznych?

mieszna, ale niemniej prawdziwa jest mo liwo  zab dzenia w terenie,

który si  dok adnie zna. Albo z y dzie , albo po piech czy dzia anie klimatu
na uwag  i zaczyna si  chodzi  po spirali wracaj c ci gle do i samego punktu
tylko o malej cym promieniu. Zamkni ty kr g b du terenowego, to nasza
dola w niektórych okoliczno ciach, które wydawa y si  zwykle bardzo proste
i czytelne. Choroba, nieszcz cie, jesie

ycia, jakakolwiek troska albo po

prostu sm tna godzina. Taka zwyk a bardzo sm tna w  yciu. Ucieka si
wtedy w szcz liw  jako  do wspomnie  przesz

ci. Te stany zrodzi y chyba

jakie  ogólne ludzkie przekonanie o szcz liwych ongi  czasach, jakowy
Saturnaliach, o przepad ym raju. W tym ostatnim wypadku cho by
minionego dzieci stwa.

Takim azylem dobra odbijaj cego si  od codziennego t a pozosta a Ewangelia.
Ale wtedy stawia si  pytanie: gdzie si  podzia y owe czasy szcz liwych
nieszcz ników dotykaj cych Jezusa z wiar ,  e to zmienia wszelkie z o na
inn  warto . Czy dzisiaj mniej nam smutno na skutek post pów
w medycynie i mniej sm tnie ni  tamtym? Przecie  dzisiaj s  choroby, na
które lekarz wydaje wyrok  mierci. „Nie ma innego wyboru.” Kiedy  tak samo
bywa o. Te werdykty nie sko cz  si  nigdy w ludzko ci. A przecie  w Twoich
czasach mia y one koniec i to pomy lny. Gdzie si  podzia o Twoje przedobre
serce?

Ucze  - Nie podejrzewa Ci  nikt,  e to by  jedynie chwyt, na który we mie si
ka dego. Gdzie jeste  dzi  w godzinie sm tku i w szarej godzinie naszego

yciowego smogu? Na jakich Ci  drogach szuka ?

Jezus - Na tych samych, na których jak twierdzisz, dozna

 ponad

dwudziestu cudów  ycia. A gdyby  sobie przypomnia  dok adnie, to by oby
ich trzydzie ci. Sam by

 na tych drogach. To by a twoja przecie  droga. Inni

maj  swoj  w asn . Zaskakuj  cz owieka dobrem.

Ucze  - Czy dlatego zagarn

 ludzi w potrzask wiary swoimi cudami

i dzia aniem dobra, by ich potem udr czy ? Najpierw powo

 szcz liwych

prostaków na aposto ów, a potem musieli wypi  Twój kielich goryczy.
Prawda,  e si  radowali z tego powodu. Czy a  tak Ci  kochali,  e smak
znale li w cierpieniu dla Imienia Twego?

Jezus - Nie ma wi kszej mi

ci jak  ycie odda  za kogo . Oni to rozumieli.

A je li chcieli i radowali si  z takiej mo liwo ci?

Ucze  - Je li taka jest miara mi

ci w odniesieniu do Ciebie, to ja Ci

jeszcze w ogóle nie kocham. Szukam czasów ewangelicznych, ale nie jestem
cz owiekiem z Ewangelii. To ca y i najwi kszy paradoks. Je li mo esz mnie
zmie ci  mimo wszystko w kategoriach cz owieka ewangelicznego...

background image

38

Jezus - Zauwa ,  e w mojej Ewangelii jest miejsce na ró norodno  typów
ludzkich, a wszystkich  czy to samo - moja nauka. Pozostawiam
indywidualno  ka demu cz owiekowi, bo mu j  da em jako znak
rozpoznawczy jego to samo ci. Znajdzie si  miejsce i dla ciebie.

Ucze - To samo  to moja w asna dusza, któr  stworzy

 na swój obraz

w miliardowym wariancie jako niepowtarzaln  jedno . Przywi za em si  do
mojej duszy, nie wymieni bym jej na  adn  inn . Mo e by  grzeszna,
kapry na, zbola a, zm czona, stara, ale w asna i przecie  Twoja z natury. Nie
gniewaj si ,  e Ci  tak uparcie tropi  na Twoich ewangelicznych  cie kach.

Jezus - Jak ty ma o jeszcze wiesz o mnie. A przecie  tak cz sto bywa

 na tej

samej drodze. I ta nale y do moich najmilszych. Spowiadaj c dawa

 moje

mi osierdzie. To przecie  droga, na któr  wprowadzi

 drugiego cz owieka.

Nigdy mnie nie widzia

 w ród nowoczesnych Magdalen, dzisiejszych

Piotrów, s

bowych Nikodemów, zm czonych codzienno ci  Mart

i zas uchanych we mnie Marii? Nie zauwa

 obok mnie wspó czesnego

otrostwa, które segregowa o si  na refleksyjne z  alem,  e jest takie jakie

jest, i to drugie cyniczne? Nie zauwa

 nigdy nowoczesnych Judaszów

z Niekariotu? Wszystko jak w Ewangelii, bo te  przebywanie moje w ród
grzeszników jest zawsze moim powo aniem Mesjasza. Ucze  - Rozumiem ju .
I ja bardzo cz sto bywa em na Twej drodze ewangelicznej, radowa em si
ka dym zbli eniem cz owieka do Ciebie. Widzia em w doros ych dzieciach
pi kno duchowe, widzia em tragizm l ku przed Tob . Wystarcza mi kki ton
mowy,  agodniejsze s owo, aby stopnia y opory i panika zjawienia si  przed
Tob . P aka  mi si  chcia o ze wzruszenia, gdy ludzie na moich oczach
odkrywali dopiero Ciebie. Dos ownie odkrywali Boga, jakiego w ogóle nie
rozumieli. Boga dobroci, Boga mi osierdzia i przebaczenia.

Jezus – Niczego wi cej nie dostrzeg

?

Ucze  - Jak na wszystkich drogach Ewangelii towarzyszy o Ci z o nie nabyte,
ale chyba wrodzone, wynikaj ce z wypatroszenia duszy ludzkiej.
Towarzyszy a Ci nienawi  w imi  najszczytniejszych idea ów, nawet samego
Boga. Niewiara i nieufno . Walka z Tob , „bo przyjd  Rzymianie” itd.
Powiedz, Ty wiesz, czy obecne czasy s  er  zaczynaj cego si
krypto otrostwa? Mikro otrostwo na parotygodniowych p odach jest od
dawna znane i praktykowane. Z okazji Twojego mi osierdzia op akiwano
kogo  niezwykle bliskiego. Pada o jakie  zdrobnia e imi  pieszczotliwie
wypowiadane. Pociesza em w Twoim imieniu. Za moment inny cz onek
rodziny te  zrozpaczony, pada to samo kochane imi . Pytam kto to, jedyny
brat, siostra czy matka? Nie - piesek. Skamienia em. Ohydne z o dzia a
parali uj co sw  bezczelno ci  i brutalno ci .

Na pewno zadrwi em pod wiadomie udzielaj c Twojego przebaczenia
grzechów za butelk  wódki, któr  kto  dosta  za zdobycie podpisanej kartki
spowiedzi przed lubnej. Z rozmów na placach fabrycznych wiem,  e bywa
taka praktyka. Wybacz mi.

background image

39

Przebacz,  e w sporze cz owieka z Tob  bra em stron  tego pierwszego. Nie
w znaczeniu akceptacji grzechu. Kiedy mia em do wyboru postawi  spraw
na zwyk ych podstawach przepisów porz dkowych w udzieleniu sakramentu
i nale

o odmówi  odpuszczenia grzechów, wybiera em stron  cz owieka.

Jego rozpacz, jego ból, jego poczynaj

 si  dezintegracj  psychiczn .  al mi

by o cz owieka. Stawa em po jego stronie. Nie wiem, Jezu, ukarz albo
wybacz, by em zdania,  e Ty nie chcesz rozpaczy z roz

eniem psychiki.

Odpuszcza em w Twoim imieniu. Gdy przez d awi ce  zy pos dzano mnie,  e
jestem dobry, zwraca em im uwag ,  e dobry jeste  tylko Ty. Tam niech
adresuj  swoj  rado . Wybacz, ale ja naprawd  nie wygrywa em sytuacji dla
mojej chwa y. Bola o mnie serce. To cz owiek, taki jak i ja. Równie biedny.
Tak mi cz sto by o w  yciu potrzebne jedno dobre s owo - i nie znajdowa em
go…

Ju  wiem. Nie Ty odszed

 daleko od stylu ewangelicznego. Nie czasy si

zmieni y. My stan li my poza Ewangeli  na co dzie . I dlatego wierz c, tak
nam bywa nijako. W najlepszym jeszcze wypadku - jako  niewyra nie.

background image

40

14. Nie ma chrze cija stwa bez materii

Zak adamy,  e ludzko  jest w ogólnych rzutach my li, poczynaj c od
najprymitywniejszych przejawów do wspó czesnych wy yn - nieomylna
w istotnych aspektach. Ró na mo e by  co do drugo- i dalszo-rz dnych
szczegó ów. Odwieczne przekonanie ludzko ci przypisuje bogom oprócz
transcendencji jeszcze materialno . Chocia  bogowie przewy szaj
kompetencj  cz owieka, s  jednak materialni. Ten sam element materialno ci
nosi duch w stosunku do  ywego cz owieka, jak wykazuj  rytua y
pochówkowe u starych ludów ró nych grup etnicznych. Najbardziej
charakterystyczne s  one dla staro ytnych Egipcjan, natomiast obrz dek
celtycki wyposa

 zmar ego w rynsztunek i jad o, religie azjatyckie wierz

w reinkarnacj , greckie w przej cia do herosów, a wi c niejako pó bogów,
rzymskie lararia.

Wiara jest odwiecznym wspólnym elementem ludzko ci. To nie tyle fantazja
czy b dzenie, co wyraz buntu przeciwko  mierci, a wi c najstarszy
zdecydowany protest przeciwko konieczno ci umierania z zupe nym
unicestwieniem. Wspólne elementy logiczne ludzko ci s  nie tyle b dem, co
genialno ci  mimo prymitywizmu. Nie dziwna rzecz,  e Jezus realizuje te
wszystkie sny i marzenia ludzko ci. To powszechne prawo  mierci
z anihilacj  wszystkiego, co cz owiecze, z ama  Jezus zmartwychwstaj c,
i u wi ci  materi , która jest wieczna podobnie jak Bóg. Materia ziemska,
w naszym przypadku - biologiczna - nie wyklucza niezniszczalno ci. Tym
samym mo e by  w jaki  sposób nie miertelna, jak wszelka materia.
Cz owiek s usznie si  buntowa  przeciwko prawu  mierci. Nawet na
dzisiejszym poziomie wiedzy fizykalnej uznaje si  niezniszczalno  wszelkiej
materii, tym samym biotycznej.

Nie ma co si  dziwi  patrz c na Jezusa. Bóg kocha materi . Jest ona Jego
tworem. Jezus jest przecie  Bosko-ludzkim w

em natur. Jest to

najistotniejszy w ze  w chrze cija stwie.

Oddzielili my filozoficznie Boga od materii, poczytuj c to za dwie
kra cowo ci wykluczaj ce si  zupe nie. Tymczasem Bóg przejawia si
w dzia aniu na materii. To mylna wizja,  e Bóg sam si  materi  kala. Dzie o
stworzenia jest przecie  mieszaniem materii przez Boga i to w takiej skali,  e
najwi ksi fizycy nie wiedz , co to jest materia, a najwi ksi biolodzy s
zupe nie wyprani z jakiegokolwiek racjonalnego poj cia co do o ywienia
materii, nie mówi c ju  o niewiedzy wywlekania inteligencji z materii

ywionej. Styk Boga z materi  jest tak zaszyfrowany,  e mimo zawartego

przymierza z ludzko ci , zwyci stwa ducha nad  mierci , sakralizacji materii
cho by w sakramentach, materia jest chybotliwym gruntem naszych
przekona . W Jezusie schodz  si  wszystkie t sknoty ludzko ci
o nie miertelno ci ducha i cia a. To istotny punkt ludzkiej inteligencji
z twórczym buntem. Zmartwychwstanie Jezusa, to szczytowe misterium
wiary, dziwnie koresponduje z odwiecznymi przekonaniami ludzko ci.

background image

41

Rzekome mroki ludzkie w przesz

ci s  znacznie mniejsze od mroków

obecnej wiedzy o materii.

Pogranicza wiary i wiedzy nie da si  obej  ani skwitowa  milczeniem. Gra
o mo liwo ci „transcendencji przyrodniczej”, nazwijmy to umownie, a wiar
bywa zwykle zapalna i podejmowana najcz ciej z niedoborami po stronie
zarówno wiary, jak i nauki. Mimo woli trzeba si  zapyta  o kompetencje
upowa niaj ce do rzeczowego zabierania g osu na tym zapalnym pograniczu.

Wielostronne ujmowanie naukowe materii o ywionej poszerza znacznie nasze
pojmowanie Zmartwychwstania, uwzgl dniaj c wieczno  by ej masy

ywionej.

Wierz c, wolno mi analizowa  i bada  pogranicze Boga i materii,
najdziwniejsze pogranicze, bo przechodz ce przez moj  ludzk  natur , cho
nie w nadziei zast pienia wiary przez nauk . I tutaj wiedza mo e si ga
swoich szczytów. Prawdopodobnie nie wykorzystano tego momentu wiary dla
wielko ci rozeznania przyrodniczego. W tej chwili mo emy sobie pozwoli  na
dwa odst pstwa od metodologicznego kanonu nauk przyrodniczych: po
pierwsze - istnieje ju  tak wielki park szczegó owych wiadomo ci zdobytych
w eksperymentalnych warsztatach nauki,  e zaaplikowanie twórczej idei nie
jest odst pstwem na rzecz dowolno ci my lenia. Rozumie si  to jedynie

fizyce  teoretycznej,  gdzie  gwa townie  oczekuje  si   nowych  idei

inspiruj cych nauk  o materii. W tej samej sytuacji znajduje si  wspó czesna
biologia przy kompletnym niestety lekcewa eniu dedukcyjnych za

,

mimo niezwykle licznego materia u do wiadczalnego. Po drugie - zamiast
uwa

 wiar  za opozycyjny ciemnogród, sta  nas obecnie na obiektywn

analiz  odwiecznych przekona  ludzkich i wydobywanie t  drog  twórczych
inspiracji w odniesieniu do materii o ywionej. Krótko mówi c, trzeba
najpierw co  reprezentowa , co  zrobi , do czego  doj  i nie by  jedynie
encyklopedyst  wiadomo ciowym.

Oczywi cie  aden robot naukowy tego nie zrozumie, w ciasnej przestrzeni
intelektualnej odbieraj c to jako nawrót do obskurantyzmu. Prawdziwy
twórca poszukuj cy nowych orientacji, najbardziej nawet paradoksalnych,
nie pogardza tak  metod . Ameryka skie fabryki my li, które na swoim
koncie maj  niebywa e wyniki, wzbogac  si  zapewne o nowe aspekty
intelektualne.

Wracamy do zmartwychwstania. Od czasów spotkania Paw a z areopagiem
w Atenach do dzisiaj, zmartwychwstanie rozpatruje si  w skali fizjologicznej,
czyli arcyb dnej. Skala fizjologiczna jest obecnie jeszcze domen  weterynarii.
Biologia posun a si  dalej do skali molekularnej i submolekularnej.

 ostatni  reprezentuje bioelektronika.

Zmartwychwstanie nie jest wi c cofni ciem procesu destrukcji struktur
i fizjologicznych funkcji oraz ich wtórnym powo aniem do bycia. Okaza o si ,

e zmartwychwstanie by o ju  dawniej trudnym punktem chrze cija stwa.

Pawe  wyja nia istotne tre ci zmartwychwstania. „Wsiewa si  to, co

background image

42

zniszczalne - powstaje za  niezniszczalne; sieje si , co niechwalebne -
powstaje chwalebne; sieje si , co s abe -powstaje mocne; zasiewa si  cia o
zmys owe - powstaje cia o duchowe” (l Kor 15,42). Zmartwychwstanie mo na
okre li  jako biologiczn  trudno  wiary. Pawe  wyklucza to samo
fizjologiczn  zmartwychwsta ego cia a, tym samym anatomiczn
odpowiednio . Wcze niej zgani  Jezus fizjologizm zmartwychwsta ych cia
w rozmowie z saduceuszami.

Czy wobec tego nie nale

oby przyj  odpowiednio  to samo ci mi dzy

pierwiastkami chemicznymi organizmu  ywego i zmartwychwsta ego?
Pozosta aby wi c to samo  fizyczna lub analogia cia a biologicznego
i zmartwychwsta ego, je li to mo na w ten sposób okre li . Nie chodzi rzecz
naturalna o wyja nienie dogmatu naukami przyrodniczymi, lecz

przybli enie  w  jakim   stopniu  wyobra eniowo  zagadnienia.  W ród

wszystkich stanów materii najwi ksz  dynamik  odznacza si  stan plazmowy
materii. Wynika to z bioelektroniki. Plazmowe struktury nazywaj  si
pinchami i mog  przybiera  przeró ne konfiguracje. Mo na by wi c
zaryzykowa  „pinch cz ekokszta tny”. Ale najpierw co to jest plazma? To stan
materii sprowadzony do  adunków elektrycznych w równej ilo ci, w tym
wypadku elektronów i  adunków dodatnich. W sumie plazma jest
elektrycznie oboj tna, ale zachowuje si  jak ciecz elektryczna. Pinch
plazmowy jest to wi ksza g sto

adunków obojga znaków w pewnej

przestrzeni. By oby to pewne ugeometryzowanie bioplazmy. Pinch staje si
bardziej dynamiczny od zwyk ego t a plazmowego, w którym powstaje.

Wydawa oby si  ze stanowiska to samo ci fizycznej cia a,  e jest wszystko
w porz dku. Istnieje przenikalno  plazmy przez materi , dynamiczno ,
mo liwo  przybierania kszta tu. To samo  fizyczna z cia em kiedy
posiadanym. To samo  mog aby istnie  w przypadku posiadania niektórych
elektronów, które bra y udzia  w procesach biologicznych cia a. Szkopu  nie
rozwi zany jest tu nieco analogiczny jak w identyfikacji cia a jako swojego,

asnej równie  psychiki,  wiadomo ci ci

ci tego samego istnienia

inteligencji.  Podmiotowanie  jest  ci gle  w  nauce  nie  rozwi zane.

Identyfikacja pinchu plazmowego jako w asnego kiedy  cia a jest spraw
nadal otwart . Trudno jednak si ga  do dna tajemnic, których ostateczne
rozwi zanie zna tylko Bóg. Mo emy jednak du o wi cej wiedzie  na temat
natury zmartwychwsta ego cia a ni  Pawe .

Przedziwnie b dzie zapewne wygl da  ten moment poznania sytuacji, która
jest koniecznym nast pstwem stworzenia materii z nico ci, czyli pró ni,

ywienia materii, wyprowadzenia z niej inteligencji i zmartwychwstania

w ludzkiej postaci pinchu materii plazmowej zidentyfikowanej jako w asne
kiedy  cia o. Jeste my w potencjalno ci pozna  by  mas  cia a o ywionego
Bo  moc . Niepotrzebnie przekopali my definitywn  granic  mi dzy Bogiem
i materi . A przecie  materia jest zawsze na styku z moc  Bo , czyli na
kontakcie energii Bo ej i materii. Uwidacznia si  to nie tylko podczas
tajemnicy Wcielenia Syna Bo ego, lecz ca ej historii stworzenia i zbawienia.
Wszystko staje si  prostsze, gdy si  rozpatruje materi  w skali kwantowej.

background image

43

15. Ewangelia dla intelektualistów

Dobrze wypad o Jezusowi, bo za Jego czasów intelektuali ci w sprawach
Boskich byli takimi samymi prostakami, jak i znawcy poga stwa. Jezusowa
forma opowie ci o Bogu potwierdzana zastanawiaj c cudami wystarcza a, by
w tym ujrze  now  rzecz w dotychczasowych wierzeniach. Intelektualny

wiat  ydowski w swojej masie by  opozycyjny wobec wszystkiego, co si

odnosi o do Jezusa, cho by ubocznie. Klimat by  ca kiem nowoczesny

spo ecze stwie rozbitym na frakcje górne, podejrzliwe i niech tne

wzgl dem mot ochu. Spo ecze stwo dzieli o si  na wybitnych sytuacyjnie
i pariasów, z oficjalnym podzia em na proklamowanych grzeszników i nie
mniej spo ecznie napi tnowanych zawodem celników.

Trudno sobie wyobrazi , jak powinna wygl da  Ewangelia pisana dla
intelektualistów wszystkich epok, przyk adowo naszych obecnie, w jakiej

redniej arytmetycznej mi dzynarodowej.

Ten i ów inteligent chcia by dzi  Jezusa zmodernizowanego, a wi c Jezus
z aktówk  pod pach , dosiadaj cy „Volvo” lub „Forda”. Teren przemówie
by by nag

niony, by miliony wyra nie s ysza y. Wokó  Jego osoby zamiast

aposto ów goryle pilnuj cy bezpiecze stwa Mistrza. Mo e wi c
unowocze niona i zmodernizowana w formie Ewangelia

przy tej samej tre ci? Nauka nazywana przez pierwszych chrze cijan „drog ”,
odpowiednio przystosowana,  eby nie by o za du o wymaga , ale nieco wi cej
rabatu na wspó czesno . Trzeba du o „amerykanizmu”, by unowocze ni
Jezusa do stadium nakr cania autentycznego i powtarzanego przez wieki
filmu o Jezusie, pod frapuj cym tytu em „Jesus Super Star”, z odpowiednimi
przybli eniami do sytuacji uzdrowicielskich. Znowu na odmian  Jezus ma
konferencj  prasow , jak si  cuda produkuje. Tym razem lekarze naturali ci
w uzdrawianiu musz  t  okazj  wykorzysta . Wreszcie paru re yserów
teatralnych szykuje sztuk  z nowoczesnymi reklamami. Udzia  bierze Jezus,
by si  pokaza

wiatu. Ale... dokonuje si  zamach na Jezusa, uchodzi ca y,

bo nie przysz a Jego godzina jeszcze. Zamachu dokonuje idiota, bo ci maj
jedynie wszelkie prawa nawet w bezprawiu. I dobrze,  e istniej  tacy ludzie,
nie ma si  do nich  alu z racji inteligentnej niepoczytalno ci. Ukrzy owanie
jest ekstra sensacj  filmowan  ze szczegó ami. Dosy , dosy  nowoczesno ci.
Precz z tak  widowiskow  Ewangeli . W unowocze nionym spo ecze stwie
pr dko by si  Jezus ze swoj  karier  Mesjasza postarza  i poszed by do
przechowalni zdezaktualizowanych filmów.

Jezus nigdy nie jecha  na kapry nej fali no nej t umów. Jezusa prze ywa si

boko w pojedynk , nie na spektaklu ani w filmie. Bo e, jak to dobrze,  e

Twój Syn sta  si  naszym Cia em tak dawno i pozosta  w prostocie Ewangelii
dziwnie tak dzisiejszy, jak ongi . Pseudointeligencja jest straszn  rzecz ,
gorsz  ni  naturalne prostactwo.

background image

44

Dosy . Nie chc  parodii nowoczesno ci w moim Bogu, który jest tak  ywy
i m ody, jak obecna chwila. Wol  mozolnie sk ada  drobne epizody mojego

ycia w obraz Boga, tworz c Jego histori  w moim  yciu.

Marzyciele zracjonalizowanej g upoty nie wzi li pod uwag ,  e ich przeboje s
modne kilka dni i co  nowego wkracza na modn  aren , elektryzuje
ko owatych. Pr dko w manifestacyjnym t umie zjawi yby si  transparenty
z napisami „Jezu, wracaj do nieba, ziemi  nam zostaw”. Rumaki podkute
kaprysem i rozleniwieniem bywaj  nied ugo w biegu.

Dobrze,  e Ewangelia ma zamkni ty kszta t,  e nawet jej interpretacja nie
mo e si ga  nihilizmu ani faz mody,  e w ród zwe nionych idea ów,
pokr conych g ów jest jaki  stabil, na którym mo na si  oprze . Nie wszystko
na szcz cie jest ruchom  pod og  naszych mikroidea ów  yj cych
kilkana cie dni do nast pnej gruntownej zmiany idea ów na  wiecie.

Jak dobrze,  e Jezus chodzi  po ziemi tak dawno,  e mówi  przypowie ci,  e
jest zrozumia y dla prostaków i geniuszy,  e nowoczesny cz owiek ka dej
epoki odnajdywa  sens przeznaczony dla siebie, bo nowoczesnymi oczami
i m od  dusz  czyta  prastar  tre , której nigdy nie przybywa, jakby ci, co j
pisali, robili to na  kach z anemonami w rozkwicie, w ród palmowych ga zi,
pod pachn

 winnic  w rozwiciu albo figowcem. Zamkn li wieczn  m odo

tre ci i formy, odkopywanej przez ka de pokolenie z jednakowym pietyzmem
i o dziwo - nowocze nie.

owaczom nie jest potrzebna znowu zawi

, by cokolwiek rozumie . Na

zebrania naukowe i sympozja o nowo ciach my

cego rozumu przychodzili

z prasowym artyku em, bo to tak  adnie, po dziecinnemu by o tam wy

one.

Szkoda,  e bez kolorowego obrazka. Nowo ci naukowe  atwiej wtedy  ledzi
przy naszym zm czeniu i trudno ciach analizowania ich prawdziwej czy

amliwej tre ci. Tym uczonym prawda jest potrzebna w dziecinnym

rozdrobnieniu, bo g owa nie lubi trawi  kamieni teorii. Nie przesadzajmy tak
z tymi uczonymi. Prawdziwy uczony potrafi sam sobie zbanalizowa , czyli
upro ci  z

ono . Prawda, coraz cz ciej szkoda mu fatygi.

Nie trzeba inteligentom innej Ewangelii. Miar  w

nie inteligencji jest

zdolno  przybli ania sobie wizualnie przesz

ci znajduj c w niej nie

starzej

 si  tre .

Kto nie s ysza  nigdy wstaj cego brzasku dnia po krótkiej nocy, nie s ysza ,
jak s

ce nuci swój hymn poranny, nie widzia  ognia zmieniaj cego barwy

gór wysokich o zachodzie, nie s ysza  ko ysanki puszczy, nie dotyka
upieczonego piasku pustyni, nie widzia  uciekaj cego s

ca zachodz cego

nad morzem, ton cego szybko w wodzie. Bo e, raz jeden musz  gwiazdy
sypa

wietlisto ci  w pogodn  noc i to kontemplowa . Kogo nigdy piorun

nie  ciga ... i wreszcie min  nie wyrz dzaj c szkody na  yciu. I wiele innych
rzeczy jak dymy kadzielne kartoflisk, jesieni  kapi ce z oto drzew. Bo e,

background image

45

trzeba mie

yw  dusz , wra liw , dostrzegaj

 wi cej ni  oczy psa

prowadzonego na smyczy. Trzeba umie  patrze . To podglebie Ewangelii i jej
sensu.

Inteligencja w obliczu Ewangelii to nie dyplom doktorski, tytu  profesorski,
godno  uczonego, my liciela, papiery artysty.  le mówi … Ewangelia po

szym czasie obcowania z ni  zaczyna dzia

 cz owieka. To sprz one

oddzia ywanie. Musi by  co , co gwa townie zbli a do Ewangelii, a potem
wpada si  w obr b jej si  przyci gaj cych i ch onie si  j  ca ym jestestwem.
Ewangelia bierze w posiadanie. Jarzmo Jezusowe staje si  nie do porzucenia.

Inteligencja w ka dej epoce w stosunku do Ewangelii polega na umiej tno ci
wybierania z otego py u prawdy o Bogu w starym i jedynym korycie
ewangelicznego piasku codzienno ci tamtych zamierzch ych czasów. My l
wówczas jest ci gle ta sama,  wie a i dzisiejsza, nade wszystko w asna
ka dego cz owieka, na ka dym etapie historii  wiata.

My si  mylimy przypisuj c tyle w

ciwo ci starym pergaminom notuj cym

Ewangelie.  wie

 i powab Ewangelii daje cz owiek swoj  niezaprzeczaln

nowo ci  nadawan  jej w

nie przez u ytkownika. Nie mówi  czytelnika.

Ewangelii nie ma czytelników, s  jej u ytkownicy, kontynuatorzy,

poszukiwacze, szcz liwi znalazcy, cisi odkrywcy.

background image

46

16. Historyzm ewangeliczny

Cz owiek pozbawiony historycznego patrzenia na  ycie jest zwierz ciem bez
czasu przesz ego. Jest nawet mniej ni  zwierz ciem, ono ma bowiem histori
biologiczn  swej filogenezy, a z ontogenezy przynajmniej matk -samic ,
której potrzebuje do czasu zupe nej samodzielno ci. Historyzm w  yciu
cz owieka zjawi  si  bardzo dawno jako odkrycie czasu przesz ego
z rzutowaniem na czas przysz y. Cz owiek z nie istniej cego ju  czasu
minionego zrobi  sobie czas przesz y, czyli historyczny. Przeskoczy  czas
tera niejszy i stworzy  poj cie czasu przysz ego, którego jeszcze przecie
fizycznie nie ma. Cz owiecze stwo w tym rozumieniu to operowanie trzema
rodzajami czasu, a nie tkwienie jedynie w tera niejszo ci.

W tym uj ciu cz owiek nie jest jedynie zwierz ciem oznaczonym nazwiskiem,
nie jest zwierz ciem zamieszkuj cym stajni  czy obor .

Ewangelie s  czysto cz owieczym epizodem Boskim, a wi c maj  w pe ni swój
historyzm. Zacz  si  on ju  od stworzenia cz owieka i jego upadku.
Nawiasem mówi c, upadek jest równie  spraw  wy cznie ludzk . Jest
przekre leniem niejako Boskiej przesz

ci cz owieka i czynnikiem

z konsekwencjami w przysz ym czasie, cho  w czasie tera niejszym zosta a
zaci gni ta wina.

Historia Ewangelii rozpocz a si  na kilkana cie tysi cleci przed przyj ciem
Jezusa. Symbolem stoj cym jak tajemniczy znak nad ludzko ci  by a
niewiasta i w .

Historyczne korzenie Ewangelii si gaj  bardzo g boko w czas cz owieka,
cho  tera niejszo  Ewangelii trwa a bardzo krótko - ko o trzech lat. W skali
ludzko ci jest to czasowe nic, ale nie tutaj.

Jednym z cudów ewangelicznych nie dopatrzonym przez nikogo jest wieczna
tera niejszo  Ewangelii. Ona jest taka dzisiejsza,  e nawet niepowtarzalne
zdarzenia, jak m ka, Zmartwychwstanie czy Wniebowst pienie nie s  wcale
przesz

ci . Chyba tajemnic  Ewangelii jest tera niejszo  obecnie, mimo

przesz ego czasu dwóch tysi cleci.

Nawet wi cej - cz owiek bez smakowania historycznej wagi Ewangelii niezbyt
pojmuje Jezusa, rozumie cud jako zdarzenie pozaprzesz ego czasu nie
istniej cego ju  dzisiaj, nie doznaje nigdy  ywego odczucia wiary. Nie zobaczy
smugi  aski przesuwaj cej si  wyra nie przez jego  ycie. Nigdy nie dozna
fizycznie obecno ci w nim i obok niego  aski Bo ej.

Istniej  oczy, które patrz , a nie widz . S  r ce, które dotykaj

, a nie

potrafi  oceni  dotkni tego kszta tu. W dziejach ludzkich jest to niemal
codzienne, cho  absolutnie nie jedyne. W sprawach Bo ych - to regu a. By o
to wsz dzie, gdzie wyst puje ludzka percepcja. Tak by o w Starym

background image

47

Testamencie, jak si  wyra aj  prorocy. Takiej doli Jezus czyni c dos ownie
na przytomnych oczach ludzkich cuda, których nie pojmowano. Czy
katarakta na oczach w zetkni ciu z akcj  Bo ? Czy zas ona rzucona na
twarz rzekomego cz owiecze stwa i reakcja i Bo e sprawy?

Jezus i Ewangelia s  w przechodzie jedynie. Jezus by  w drownym
Nauczycielem, id c rzuca  s owa prawdy. I szed  dalej. Ewangelia okazja
w  yciu s uchaczy. Chwytano w lot, od razu, po refleksji znacznie pó niej,
kiedy jakie  zdarzenie  yciowe nagle uderzy o w rezonansie z prze ytym

owem Bo ym. Albo nigdy.

Tak rozumiej c dochodzi si  do wniosku,  e Ewangelia jest spraw  obecn ,
zawsze dla ka dego pokolenia aktualn . Dziwna rzecz - czytaj c cztery
Ewangelie oko o 40 razy w ci gu 60 lat  ycia mo na w nich za ka dym razem
zupe nie inn  tre  znale , synchronizuj

 z aktualnym stanem duchowym

cz owieka. Zna si  niemal na pami  tre  tych ksi g, a nagle jakie  zdanie
daje w

ciwy w danej chwili rezonans, którego jakby si  nigdy nie

dostrzega o przedtem. Z czytaniem Ewangelii zwi zana jest  aska Bo a. Ale
i co  mojego - historia Boga w moim  yciu. Historyzm Ewangelii nie mo e by
oderwany od wyznacznika czasu w osobistym  yciu. Te dwa historyzmy -
ewangeliczny i mój - musz  si  jako  styka  albo skrzy owa . Po prostu
pozwoli  przemówi  Jezusowi, kiedy uzna to za stosowne. W sposób, który
Jezus b dzie uwa

 za najbardziej stosowny dla mnie. Ja musz  by

wiadom historii Boga w mojej duszy.

Mów do mnie. Spraw, bym to zauwa

 odró niaj c Twój g os od szumu

wiata. Spraw, bym instynktownie dostrzeg  nawet w Twoim szepcie,  e to

dla mnie.

background image

48

17. Bóg - technologia i cz owiek

Trzy wielko ci, z tego jedna dana, druga stworzona, trzecia za  stanowi
wypadkow  poprzednich. Mo e to by  uzasadnieniem tytu u tego rozdzia u.

Nie trzeba Panu Bogu niedyskretnie zagl da  przez rami , co i jak robi.
Po prostu Bóg si  nie kryje z metod  swego dzia ania. O ile dobrze poznano
ju  taktyk  Bosk ,  atwo odtworzy  technologi  u wi cania cz owieka.
Technologia jest terminem wzi tym z produkcji fizyko-chemicznej i to w skali
przemys owej. Technologia to przebieg procesu, który prowadzi do udanego
wyniku. W tym wypadku chodzi oby o produkcj  Cz owieka - pisanego
z wielu powodów od du ej litery. Najwa niejszym zadaniem cz owieka dla
zapobie enia atawizmowi, czyli wstecznej ewolucji do zwierz t, jest pog bia
ustawicznie cz owiecze stwo. Naszym przeznaczeniem jest stawa  si  ci gle
cz owiekiem. Rozwój retro nie prowadzi nigdy do zwierz t z powrotem, lecz do
okropno ci, którym zwierz ta nie podlegaj . Jest to smutnym wydarzeniem
zmienionego kierunku ewolucji cz owiekowatych. Rola Boga to u atwienie
procesu hominizacji. Niestety cz owiekiem nie jest si  z tytu u wpisania do
ksi g ruchu ludno ci, lecz rozwoju cech cz owieczych w mo liwie
maksymalnym wymiarze. Lud mi si  nie rodzimy. Lud mi si  dopiero
stajemy. To psychologiczna okoliczno  ró ni ca nas od zwierz t. Zwierz
jest tym, czym si  rodzi. Cz owiek jest tym, czym si  stanie w trakcie  ycia.
Jest pos giem przyrody, który sam musi si  dopiero wyrze bi  nadaj c sobie
cechy cz owiecze. Kanony starohelle skiego pi kna w rze bie, cho  urzekaj
nie miertelnym pi knem, s  lichym refleksem w porównaniu z dojrza ym
pi knem ludzkiej duszy.

W tym miejscu wkracza Pan Bóg ze swym sposobem realizowania dobra,
pi kna i prawdziwo ci. Cz owiek nie jest po to, by wieczne hosanna Mu
wy piewywa . Niczego Bogu nie brakuje do chwa y. Racja istnienia Boga jest
w cz owieku, by potrafi  si  ima  Boskich kanonów Prawdy, Pi kna i Dobra.
Cz owiek za  grzebi cy si  w mniej lub bardziej udany sposób do tych wy yn
jest czym  przepi knym w samym mozole parcia ku Bogu.

Zasady technologii Boskiej w tworzeniu cz owieka:

1. Pozostawi  cz owiekowi dobrowolno  wyboru.
2. 

Pozostawi   cz owiekowi  z udzenie,  e  wszystko zawdzi cza  sobie.

Przyjdzie taki moment,  e sam zrozumie, jak niewiele znaczy
w procesie hominizacyjnym.
3. 

Najwi kszy nawet m drzec jest  tylko raczkuj cym dzieckiem ku

dobru. Bóg kocha go tak, jak my kochamy urok dziecka staraj cego
si  wywo

 u miech ojca i matki.

4. Dyskretnie wspiera  ustawiczn

ask  wysi ki ucz owieczania si .

5. 

Droga  ku  cz owiecze stwu  wymaga  cierpliwo ci  zainteresowanego

i Boga.

background image

49

6. Upadaj cego trzeba podnie  i wybaczy  mu „po lizg”.
7. To wszystko w jedynym motywie - doj cia do niesko czenie dobrego Ojca,
jak gdyby pod ss cym dzia aniem Jego Mi

ci!

Technologia ewangelizacji to dobrowolne podjecie drogi hominizacyjnej
z poczuciem mi

ci do niesko czonego Dobra. Bez przesady jest to proces

dwustronnej mi

ci. Jedna zawoalowana, niesko czona w intensywno ci,

mi

 p on cego ognia (ignis ardens), druga - mi

 dziecka grzebi cego si

w stron  intuicyjnie wyczuwanego Boga. Dziecko nie zna logicznych racji
mi

ci. Czuje j  ca ym swoim jestestwem biologicznym. Czuje nieomylnie.

Technologia Ewangelii nie ma nic z produkcji przemys owej. Wszystko
natomiast z potrzeb ucz owieczania si  na co dzie , instynktownego
szukania dobra, wyczuwania mi

ci Bo ej. Technologia Ewangelii zamyka

si  w relacji Ojciec-dziecko, Bóg-cz owiek. Bez Jezusa by aby tylko ide
starotestamentowej mi

ci Jahwe do Izraela. W Nowym jest wype nieniem

tre ciowym, bynajmniej nie domniemanym tylko, lecz rzeczywistym w Mi

ci

ukrzy owanej. Technologia Ewangelii ma na celu melioracj

wiata.

Ucz owieczenie  wiata. Przebóstwienie go. W  adnym wypadku osobiste
warto ci nie mog  nosi  bocznego napisu jak na samochodzie - „U ytek

asny”. Osobiste warto ci moralne funkcjonuj  spo ecznie.

Tak istotny liryzm ewangeliczny, to nie tylko egzotyczna oprawa Ziemi

wi tej, tematyka przypowie ci, odleg

 czasowa, ale to ciep o ca ego

zdarzenia. Rozstrzygalno  w skali mi

ci Boga do cz owieka i cz owieka do

Niego, jak  niesie wzbudzona fala mi

ci rozprzestrzeniaj ca si  w

ludzko ci. Technologia Ewangelii to proces melioracji  wiata rozstrzygany
mi dzy dwiema mi

ciami Boga i cz owieka. Wszystkie inne zabiegi nie

wynikaj ce z mi

ci s  tu dyplomacj , z udzeniem, gr  interesów, polityk ,

ambicj , przemoc , ingerowaniem w intymne stany duszy, zelotyzmem,
przynajmniej moralnym przymusem.

Jest to wiec liberalizm poczyna  ograniczany ramami Ewangelii. Pro ciej
i ja niej - technologia Ewangelii ma za zadanie przebóstwia  ludzk  natur .

Technologia Ewangelii posiada swoje rozwa ne tempo, rzadziej gwa towne,
operuje w asnymi katalizatorami, którym nadawano znacznie wcze niej
nazw

aski uczynkowej. Technologia tutaj nie ma nic z ludzkiej

kombinatoryki, zak adanego planu, docieru, rachub na zyski. To inny  wiat
poj ciowy, swoisty klimat pracy, nietypowej dla naszej logiki, odmiennej
warto ci akcji, zgo a innego rozliczenia. Z procesu tego nie mo na zrobi
pomocy szkolnej, na przyk adzie której uda oby si

ledzi  poszczególne

etapy przebiegu.

A jednocze nie  wiat jest pe en w

nie takich zabiegów technologicznych,

niezwykle zró nicowanych, bez mo no ci znalezienia duplikatu, ka dy proces
jest oryginalny i niepowtarzalny. Substratem procesu jest potencjalno
cz owieka z rozpi to ci  od nikczemno ci do heroizmu. Retorty tego procesu

background image

50

fermentuj  powoli. Wstrz sa nimi osobi cie Bóg. Proces jest najcz ciej
pod wiadomy jak wzrost 

a po wrzuceniu ziarna w ziemi  wed ug

okre lenia Jezusowego. Tylko w sporadycznych przypadkach proces jest
z pe

 fascynacj  cz owieka, czuciem ka dego niuansu  aski,  wiadomo ci

jakiego  duchowego ciep a, przedziwnym doznawaniem obecno ci Bo ej,
pasji posuwania si  w kierunku Boga. Ale to wszystko jest od momentu

oszenia Ewangelii przez Jezusa Chrystusa.

Zbyt naturalistyczne wp ywanie na technologiczny proces ewangelizacyjny
daje niemal z regu y pokr

a psychoreligijne, jak bigoteria, skrupulanctwo,

sceptycyzm, dewocja, ma oduszno , wadliwy zelotyzm, zarozumia

,

faryzeizm.

background image

51

18. Chrystus odchodzi w historyczny cie

Od Wniebowst pienia Jezusa zacz o si  oddalaj ce dzia anie czasu
w wyobra eniu sobie Jego postaci. Poniewa  przestwór i czas nie s  nigdy
idealnie czyste, wobec tego kontur osobowo ci staje si  coraz mniej wyra ny.
Póki  yli naoczni  wiadkowie Jezusa, którzy z Nim jedli i pili, byli obecni przy
dzia aniu cudów, czu o si  jeszcze emanacj  Jezusa pozosta  w oczach,
które Go widzia y. Towarzyszy a temu cz sto moc cudotwórcza. Jezus by
ci gle jeszcze niedalekim wspomnieniem. Czas wydaje si  tylko pozornie
absolutnie przezroczysty. Faktycznie jak gruba warstwa przejrzystej wody nie
przepuszcza ju

wiat a na znacznej g boko ci. Czas zaciera sylwet ,

przes ania niekiedy realno  nawet w asnych prze

. Trudno po latach

prze ywa  aktualnie co , co odsun o si  poza bezmiar ludzkich drobiazgów.
Jezus w odbiorze wiernych ulega  temu samemu procesowi zacierania
konkretów. Przypominaj  Go krzy e i obrazy, ale nie prze ywa si  Go ju  bez
przes ony czasu, mimo wiary. Nawet modl c si  ka de nast pne pokolenie
ludzkie przebija si  przez coraz grubsz  warstw  czasu. Cz owiek czuje,  e
trzeb nada  modlitwie wi ksz  si  przebicia. Ale jak?

Jezus z odleg

ci czasu nie jest fenomenem urzekaj cym przy spotkaniu,

nie jest ra cym blaskiem Bosko ci i wyrazisto ci cz owiecze stwa. Jest
stonowany, pastelowy czasem i w przestrzennej perspektywie. Podczas
ka dej modlitwy czynimy kilkaset kroków wstecz, mistycy tysi ce i wi cej
kroków. To ju  nie ten ciep y,  yj cy Jezus z Betanii, Kafarnaum, Kany czy
Nazaretu. To Jezus „odgrzewany” modlitw , wiar  i wspomnieniem. Jezus
wskrzeszany w naszej wyobra ni, o ywiany we wspomnieniach. Jezus
przyzywany z odleg

ci, by si  zechcia  przybli

, aby wyszed  na spotkanie

naszym potrzebom. Wydaje si  nam niekiedy,  e Jezus ma odpowiednio
zatart  s yszalno  w porównaniu z reakcj  na bezpo rednie wo ania
ewangelicznych interesantów. „Synu Dawida, zmi uj si  nade mn .”

Jezus jako fakt historyczny nie jest tylko rzeczywisto ci , bo o to
apologetycznie chodzi, urodzi  si  za Augusta, umar  podczas panowania
Tyberiusza, ale wszelkie konsekwencje zdarze  historycznych podziela

naszym odbiorze. Historia jest prawdziwa, ale ju  nie  ywa, jest

rzeczywista, ale nie ciep a t  temperatur  ludzkiego cia a. Historia jest
przede wszystkim odleg a i z ka dym rokiem staje si  dalsza, mniej wyra na,
a nade wszystko odbierana w wyciszony sposób, bez emocji spotkania  ywej
istoty z  yw .

To wszystko stanowi prawa  ycia i prawa czasu, którym podle równie  Jezus
jako fakt historyczny. To nic,  e przyrzek , i  gdzie dwóch lub trzech b dzie
zgromadzonych w imi  Jego, tam On jest obecny. To nic,  e w Eucharystii
istnieje rzeczywi cie, ale w niezwyk y dla nas sposób zakonspirowany pod
os on  chleba i wina. Zreszt  obarczenie czasem i odleg

ci  zdarze

historycznych odnosi si  nie tylko do czucia pobli a Jezusa w trakcie
modlitwy, ale równie  tragizm Golgoty jest nie tak drastycznie prze ywany,

background image

52

jak przez naocznego  wiadka. Przesz

 mo emy sobie jedynie odtworzy ,

a przy normalnej bezw adno ci wyobra eniowej nie jest to  atwe ani mo liwe
na zawo anie.

Wiara w rzeczywisto ci staje si  ustawicznym wydobywaniem Jezusa
z przesz

ci wieków, by Go jeszcze móc prze ywa  na ciep o, z sentymentem,

po prostu na  ywo. Nasze odbieralniki si  zmieniaj , podlegaj  procesowi
konturowania zdarze  przy zacieraniu szczegó ów oraz intensywno ci
kolorystycznej. To nie Jezus taki si  staje z czasem. To nasze widzenie,
odbiór. To nasza bezw adno  czasu przesz ego daje zna  o sobie.

Na pustyni czasu pozaprzesz ego wskrzeszamy Jezusa tamtych dni, kiedy

osi  Ewangelie i czyni  dobrze. Ale nasze cudotwórcze powo ywanie do  ycia

jest wy cznie wiar . Ta posiada du o wytrwa

ci, si y przekonania,

miejscami bohaterstwa bycia cz owiekiem wed ug jej wskaza , ale ma o
ciep a. To raczej adhezja rozumowa, zwyczajowa poniek d nawet. Nie daje
poczucia ciep a bij cego od  ywego Jezusa.

To moja konstrukcja psychiczna mierzy czas od Tyberiusza do dzi . To moja
precyzja stawiania zdarze  historycznie, a wi c ze wszystkimi nast pstwami
historyzmu - widzenia przez mg  odleg

ci. S abego czucia obecno ci

Jezusa. A przecie  nie prze ywam chrztu Polski ani Chrobrego z takiego
oddalenia, chod  g adz  pierwsze za

enia architektoniczne  wi tyni

z tamtych czasów. Kamie  jest zimny. Nie czuj  r k, które go tam po

y.

Je li nawet ksi dzu katolickiemu powiem,  e ewangeliczny Jezus chodzi
nadal po  wiecie, to w imi  inteligencji wspó czesnego cz owieka u miechnie
si , cho  bez zakre lania kó ka na czole.

A przecie  ja, detektor wyczuwaj cy Ciebie, jestem niedok adny i z olbrzymi
bezw adno ci . To ja jestem obarczony konsekwencjami czasu historycznego.
Ja, cz owiek, jestem zmienny w odbiorze Ciebie, mam swoje niehumory i z e
dni. Ja sta em si  niewidomy na Twoj  obecno  i winiene  mnie w

ciwie

uzdrowi , jak to czyni

 ze  lepcami Twoich czasów na ziemi.

Daj mi odczuwa  Twoje ciep o  ywego cz owieka. Je li nie mo esz rozproszy
mojej mg y historyczno ci czasu, to daj czucie s

ca jak w zamglony letni

dzie . Bym wiedzia  zawsze,  e przechodzisz blisko mnie. Bym Twoj
obecno  wyczuwa  jak niewidomy. Ale naprawd  chcia bym widzie  jako
konkret ewangeliczny Twoje Bóstwo i Cz owiecze stwo. Jak bardzo mnie
ograniczy a moja inteligencja kszta cona na logicznych przes ankach
i przyrodnicza obserwacja. Zaiste, jeste  nie zmieniony w sobie. Widzisz
i czujesz z cz owiekiem. Wzruszasz si  jak w Naim, Betanii, Jerychu i na tylu
polnych drogach w tamtej ziemi. Wokó  Eucharystii powinna by  nieco
wy sza temperatura ni  w dalszym otoczeniu. Dlaczego jej nie wyczuwam?
Czy zawsze musz  patrze  jak historyk przez mg  czasu?

Nie zw tpienia si  l kam, lecz mroku historycznego i niemo no ci zagrzania
swego jesiennego  ycia przy Tobie.

background image

53

19. Technologii Ewangelii jest wiele...

Bóg nie wi e sobie r k w dzia aniu. Aplikacji Ewangelii do  ycia jest nie
tylko wiele, ale tyle, ile ludzkich istnie  pragnie Ewangelie wprowadzi
w swoje  ycie. Uczynienie Ewangelii swoj  spraw  jest sterowane nie tylko

yciowymi okoliczno ciami i punktami obserwacyjnymi, ale równie

ask .

Ta 

ostatnia mo e przybiera  ró ne formy przybli aj ce Ewangeli  do

cz owieka. Mo e to by  pradziadek prowadz cy dwakro  pielgrzymk
z Pszczyny do Ziemi  wi tej. Pozosta y po nim pami tki rodzinne w postaci
krucyfiksu i obrazka z nalepianych ro lin z Getsemani. Mo e to by  stara,
z lat dziecinnych ksi ka do nauki religii z ilustracjami Ziemi  wi tej,
ilustracjami dzia aj cymi kiedy jak narkotyk z t sknot  zobaczenia tego
w oryginale. Tymczasem by o kilka m odzie czych lat prze ywanych w euforii
czego , co dziwnie dzia

o na podrostka.

Bóg sam zapala wyobra ni  dziecka doros ymi wizjami Ziemi  wi tej, po
której niewidzialny Pan Jezus chodzi jeszcze dzisiaj. Kiedy indziej
z niewiadomych powodów ch opak rozczytuje si  w Ewangelii, nie wiadomo
dlaczego staje si  ona bli sza ni

ywio owy p d w tym wieku do zabawy czy

sensacji.

Kto zreszt  zbada drogi dzia ania  aski, wszystkie jej odchylenia i odcienie?
Mo e to by  ksi eczka dla dzieci z wierszykami, która rozpala wyobra ni  do
jakiego  lirycznego nastroju poszukiwanego potem w ród wzgórz Judei
i Galilei.

Czy nie w klasztorze ukry  si  ewangeliczny Jezus i czeka na swego
odkrywc ? Przecie  tyle m odzie czych pó nych wieczorów i do pó nocy
marzy o si  o wielkich odkryciach.

Nie zliczy  aden komputer tych wszystkich niuansów wyra aj cych stany
ludzkiej duszy i dróg prowadz cych do tego.

Na odmian  znowu Jezus jak za dawnych czasów w Ziemi tej leczy  choroby,
stawia  w dziwny sposób na nogi. Ingerowa  w  ycie wyczuwalnie. Czasami
obejmuje niemal ca kowicie sterowanie cz owiekiem niedostrzegalnie. Mo na
by powiedzie ,  e technologia Ewangelii dokonuje si  niejako sama bez

wiadomego udzia u cz owieka. S dz ,  e starotestamentowy termin

„nawiedzony” mo na cz ciej, a nawet zawsze odnie  do dzia ania  aski
w cz owieku. Nie wiadomo, z jakiego w

a wychyli si  Bóg i wezwie na swoj

drog . Jest jedno pewne,  e Jezus mówi  o w skiej i mozolnej drodze
królestwa niebieskiego i o szerokiej oraz przestronnej drodze wiod cej do
pot pienia. Bóg ma przed sob  wszystkie  cie ki i drogi ludzkie, orientuje si
w ca ym „ruchu ludzko ci”, widzi pojedyncze darcie si  na drogach
cz owieczych. Jest ich tyle, ilu piechurów To jest to najdziwniejsze,  e ka dy
mo e powiedzie  - powo

 mnie Bóg na mojej drodze przez  wiat. Mo e to nie

background image

54

by  tak typowe, jak wy ej wspomniano, ale cz stokro  du o oryginalniejsze,
trzeba umie  patrze  i analizowa .

Kronika w asnego  ycia, która si  sk ada jedynie z dorywczych
i niezwi zanych epizodów zawsze tylko tera niejszych - nie uchwyci nigdy
powo ania. Trzeba by  historykiem w asnego  ycia, umie  patrze
i przyczynowo  czy  wi

c czas przesz y z przysz ym poprzez tera niejszo

ci gle w  ywy sposób. Zobaczy  Bo e ingerowanie w  ycie. Bóg si  chowa
w dzia aniu. Jest niedostrzegalny dla gapowatych. Dla ewangelicznych spraw
w swoim  yciu trzeba by  spostrzegawczym Powiedzia bym nawet, trzeba si
odznacza  du  subtelno ci  duszy, by nie by  rol , gdzie ziarno rzucone
przez Boga, zanim wzejdzie, zostanie wydziobane w ród koniecznych
i banalnych stara .

Technologii Ewangelii jest wiele, bardzo du o. Bóg si  nie powtarza
w dzia aniu. On jeden jest niesko czony w pomys ach i to stanowi t  cudn
mozaik

ycia, na któr  nie sposób si  napatrze . To powód jednocze nie, dla

którego pod wiadomie stajemy si  ciekawi jak dzieci, albo g bocy jak m drcy
i geniusze. Rozumiem powiedzenie Jezusowe: „Je li si  nie staniecie jak
dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”.

Technologii Ewangelii istnieje wi c bezlik, zale nie od usposobienia cz owieka
i ró norodno ci  aski Bo ej.  yciorysy  wi tych i nie  wi tych wykazuj
przeogromne bogactwo reakcji cz owieka na Ewangeli  i towarzysz

 jej

ask , bo nie mo na tego inaczej nazwa . Wybrany tutaj bieg rzeczy jest tylko

pogl dowy w ród miliardów innych, ciekawszych, oryginalniejszych,
prostszych, ja niejszych, bardziej szokuj cych i cichych jak kosmiczna g usz.
Zawsze jednak wyst puje to nieod czne trio -  aska, Ewangelia i cz owiek.
Ten ostatni aplikant tamtych dwóch.

background image

55

20. Prawo rezonansu ewangelicznego

Nietrudno doj  do w

ciwego poj cia technologii ewangelicznej.

To optymalne ustawienie si  sw  ca  natur  na dzia anie  aski. Istniej
ludzie, którzy fizycznie wyczuwaj  w jaki  sposób  ask  Bo , jak twórca
orientuje si  w swojej godzinie odkrywczej pracy. S onecznikowe obracanie
si  i prowadzenie niejako s

ca swoim zwrotem od  witu do zmroku nie jest

kiepskim pomys em, kiedy potrzeba maksymalnie wykorzysta

wiat o.

Technologia Ewangelii to zwrócenie ca  twarz  w kierunku, sk d idzie Boski
blask. To poznanie miejsca i czasu nawiedzenia Bo ego.

Istot  Ewangelii jest Bosko  prze

ona na j zyk ludzki. To Bóg daj cy si

cz owiekowi w jego kryteriach pojmowania. Ewangelia to Bóg pozbawiony
abstrakcji. Bóg codzienny. To najpi kniejsza strona ca ego przedsi wzi cia,
które nazywa si  dzie em zbawienia. Wszystko czytelne, takie proste, nasze,
cz owiecze. Urzekaj ce w Ewangelii nie jest kwiecie na Górze

ogos awie stw, nie po ów ryb i kazanie o Ojcu z  odzi do stoj cych t umów

na brzegu. Urzeka czytelnika cz owieczo  Boga, Jego naturalno  w naszych
odbiorach. Nareszcie uchwyc  liryzm Ewangelii, nieprzeparte oddzia ywanie
w jaki  niepoj ty sposób. Jest to pe ne cz owiecze stwo Boga daj cego si
w niesko czony sposób, a jednak czytelny nawet dla niewykszta conych.
Znale li my cz owieka prze wietlonego Bogiem, bo by  te  nim istotnie  cz c
w sobie wszystkie atrybuty Boga z najpospolitsz  opraw  ludzkiego cia a oraz
cz owieczej psychiki.

Zestrojenie swej duszy z dzia aniem Bo ym jest jakim  dostosowaniem si  do
rytmiki  aski. Fizycznie jest to absurd, ale te  „Technologia Ewangelii” nie
jest pisana pod kompetencje fizyków. S dz ,  e rytmika jako termin dobrze
oddaje rzeczywisto  pulsacji  aski i cz owiecze wówczas stanowisko.
Pozostawia cz owiekowi czas zorientowania si  i czas „relaksacji”, czyli
wi kszego samostanowienia o sobie. Nazywano to dawniej zgadzaniem si
z wol  Bo . Jest to jednak raczej statyczne widzenie. Rezonans jest bardziej

ywy, dynamiczny, pulsuje i t tni. Rezonans jest mimo wszystko tutaj

obrotniejszy. Typowszy dla cz owieka i jego niepokoju. Cz owiek chce mie
równie  swój aktywny udzia  w dziele Bo ym.

Taki ucz owieczony Bóg jest do przyj cia, do pokochania i pój cia za Nim.
Tutaj kryje si  supercud Ewangelii. Sam go w tej chwili dopiero dostrzeg em,
cho  w najprostszy sposób odbiera em to doznanie ju  od lat dziecinnych.
Trzeba by o zakola ponad 60 lat, by zrozumie , na czym polega sekret
oddzia ywania Ewangelii. Mo na w jakim  momencie zobaczy  mozolne
przebijanie si  do poznania Boga, cho  ca e  ycie by o si  na Jego bie ni.
Czuje si  to, ale nie potrafi cz owiek tego sprecyzowa  jakby po d ugim
letargu zacz o si  odbiera

wiat o. W tym przypad  proces trwa

przynajmniej kilkadziesi t lat niepokoju odczuwanego z ró
intensywno ci ,  ledzenia Bo ych dróg, obserwacji Opatrzno ci i szukania
zrozumienia ewangelicznego oddzia ywania. Nie lada ci ar tre ciowy

background image

56

nale

o zaobserwowa , prze

 na zrozumia y j zyk i wreszcie nada

kszta t. Cz owiecze stwu Boga ogl danemu w Ewangelii nie mo na si
nadziwi  ani nasyci . Bóg poda  si  nam w cz owieczej cz stotliwo ci. Na
skutek tego cz owiek staje w rezonansie z Jezusem. Prawo rezonansu
obowi zuje widocznie nie tylko w fizyce, lecz równie w rzeczach Boskich. Jest
to wspó brzmienie Boskiego cz owiecze stwa z naszym, psychobiotycznym
jako podstaw  naszego dzia ania i ch oni cia Boskiej cz stotliwo ci. Pi kne.
Wspania e. Takie codzienne w naszych kryteriach, a tak wspania omy lne ze
strony Boga.

Poczynam wreszcie rozumie , co to znaczy „technologia” Ewangelii.
To 

skuteczny i produktywny sposób dzia ania Boga w stosunku do

cz owieka. Technologia tutaj to takie ustawienie si , by maksymalnie ch on
wszystko, co Ewangelia prezentuje. To ustawienie si  ci gle w tej samej
cz stotliwo ci, na której pracuje od wieków Ewangelia, z gotowo ci
ch oni cia jej przez cz owieka. To takie wyregulowanie swojego potencja u
psychobiotycznego, by si  znale  w rezonansowej cz stotliwo ci. Wed ug
praw fizyki nast puje wtedy najwi ksze poch anianie.

Jednocze nie dok adnie wida ,  e ustawienie si  w odmiennej cz stotliwo ci
jest z regu y odrzuceniem Ewangelii. Nader widoczne jest to u faryzeuszy
i saduceuszy. Jezus nie by  w stanie prze ama  tej bariery oporów. Rezonans
z Bogiem musi by  dobrowolny, nie wymuszony. To prawo dobrowolno ci
rezonansu szanowa  zawsze Jezus. Jednocze nie brak rezonansu by  ju
przepowiadany przez proroków.

Bóg musia  si  zni

 do Wcielonego S owa Bo ego, by zapewni  podstaw

rezonansowej odbieralno ci Odkupienia przez cz owieka. To elementarna
i najistotniejsza „fizyka” Ewangelii.

background image

57

21. O technologii Ewangelii jeszcze raz

Technologia Ewangelii nie wymaga  adnych odno ników ani powo ywania si
na kogokolwiek. Jedyna pozycja bibliograficzna to Ewangelie. Reszta
z „naocznego” do wiadczenia. Ani teolog, ani filozof nie siedzia  nad ni
ob

ony cudzymi my lami, z których robi w asn  mieszank  tre ciow .

Przyrodnika nauczy a natura obserwacji i to ci

ej oraz porównawczej.

Obserwacja Pana Boga jest niesko czenie bardziej pouczaj ca ni  obserwacja

wiata. Trzeba raczej powiedzie  - obserwacja Boga bez odniesienia Go do
wiata, czy badanie  wiata bez odniesienia do Boga stanowi jedyne - chyba

perpetuum mobile nonsensu. Nie ma dzie a bez Mistrza ani Mistrza
pozbawionego dzie a. Po bystrej obserwacji mo na stwierdzi , jakim
behawiorem Bóg si  odznacza. Jest to konieczne, by po raz pierwszy
zdecydowanie stwierdzi ,  e  aden szczegó

ycia nie dokonuje si  bez palca

Bo ego. Najtrudniej po raz pierwszy wyostrzy  uwag  na Boskie dzia anie.
Potem nabiera si  wprawy poznaj c zachowanie Boga.

„Technologia” robi niekiedy wra enie na sceptyku,  e jest chodzeniem
w somnambulizmie trzymaj c Boga pod r

. Autor nie jest ani poet , ani

teologiem czy filozofem, absolutnie nie jest mistykiem, nie jest specjalist
jednego przyczynku w poznaniu natury, lecz jest przyrodnikiem
i syntetykiem my lenia naukowego, ma tam co  nawet istotnego do
powiedzenia. Tym cenniejsze. Pewne wtajemniczenie czytelnika mo e by
przydatne. Pisanie tej ksi ki mog o dopiero wówczas nast pi , kiedy si
posiad o odpowiedni stopie  znawstwa przyrody. Podej cie z arsena em
duchowo ci obecnie bez utrwalonych podstaw naukowych mo e by  cenne,
ale pozbawione pewnego fundamentu, który staje si  widoczny w trakcie
czytania. O nauce mo na mówi , ale mo na te  w niej mie  co  do
powiedzenia.

Podej cie do Boga jest oparte na behawioryzmie tak modnym w naukach
przyrodniczych, rejestruj cym poznane fakty na zasadzie inwentaryzowania
ich. Autor nie jest behawioryst -inwentaryzatorem. Ma odwag
syntetycznego patrzenia nie tylko na przyrod , ale równie na jej Twórc .
Znajomo  kilkunastu punktów pozwala ekstrapolowa  prawd , cho
w Ewangelii jest to zupe nie niepotrzebne.

Przywykli my krytycznie patrze  na sprawy Bo e z absolutn  pewno ci
naukow . Autor jest innego zdania - nauka wspó czesna wymaga bardzo
krytycznego podej cia w niektórych wypadkach, a sprawy Bo e ujmuje
w kontek cie przyrodniczych wiadomo ci i rozezna .

W niektórych rozdzia ach, kiedy autor u ywa pierwszej osoby czytaj c nale y
na to miejsce wsadzi  siebie, a w niektórych fragmentach nie my le , kto
pisze, bo zgo a jest to niewa ne. Istotne jest „co” powiedziane, a nie przez
kogo. Czasami chodzi o o to, by faktom nada autentyzm osobistego
stwierdzenia, a nie pozostawia  pola pos dzenia o fantazj . Nie wiem,

background image

58

dlaczego cudze  wiadectwa mia yby by  prawdziwsze od w asnego ostro nego
i analitycznego podchodzenia. Przyrodnik ma instynktowne zami owanie do
obiektywizacji i pewno ci mo liwie najwy szej. I tutaj jest w

nie pointa

wszystkiego. W naukach przyrodniczych osi gamy przy najgenialniejszej
nawet pracy tylko wyniki o prawdopodobnym wektorze. Dziwne mi si
wydaj  obiekcje,  e wiar  uwa a si  za prawdopodobn , a wiedz  za osobliwie
pewn .

W XIX wieku poszukiwano „dziur” w naukach przyrodniczych Stanowi y one
nisz  nauki, gdzie mo na jeszcze by o umie ci  Pana Boga. Z biegiem czasu
nauka wype nia a pustki wypieraj c z nich Boga. S dzono,  e wyparcie
ca kowite Boga ze  wiatopogl du b dzie osi gni te w najbli szej przysz

ci.

Dzi  inaczej - trzeba bardzo du o wiedzie  i by  nieprzeci tnie
wykszta conym, by do Pana Boga przylgn  ca kowicie, bez zastrze

.

Trzeba by  na tyle wykszta conym, by wierzy  bez obawy b du i nierealno ci
ufaj c Bogu i swojemu rozumowi. Nie widz  ani jednego powodu uwa ania
niewiary za bardziej m dr  ni  wiar . Utar o si  g upawe prze wiadczenie,  e
niewiara jest inteligentniejsza od wiary. Nale y troch  m drzej podchodzi  do
problemu, nie ze stanowiska krytycyzmu wiary przy absolutnym braku
krytycyzmu nauki. Dzisiaj sprawy wygl daj  inaczej i g biej. Nie jest
wykluczone inne stanowisko - jeszcze bardziej wierz , poniewa  tak du o
wiem o naukach przyrodniczych.

Technologia Ewangelii wyros a w klimacie intelektualnym. Nauka jest
partnerem rozwoju duchowego, a nie antagonist  w stosunku do wierzenia.
Jest przyjemnie du o wiedzie  z przyrody i jednocze nie ze spraw jej Twórcy.
To ogólne dope nienie poznaj cego cz owiecze stwa. Wiara musi dawa  polot
w badaniu przyrody. Nauka za  natchnienie i satysfakcj  szerokiego
patrzenia równie  na cz owieka. Nauka i wiara stwarzaj  zamkni te
i rozwijaj ce si  rondo zagadnieniowe.

Pozostajemy przy tytule „Technologia Ewangelii”. Ksi ka wyrasta a z formy
mówienia na rekolekcjach dla inteligencji o profilu zarówno politechnicznym,
jak i humanistycznym. Forma by a równie  zrozumia a dla innych.
Zostaniemy wi c przy tym. Nic nie szkodzi,  e tutaj technologia, czyli
przyswajanie sobie pi kna i uroku Ewangelii b dzie nieco indywidualne.
Wszelkie zreszt  poczynania cz owieka nosz  zawsze pi tno indywidualno ci.

Ka dy cz owiek stosuje w asn  technologi  do Ewangelii. Realizowanie
Ewangelii w swym  yciu zale y nie tylko od poda y darów Ducha  wi tego,
wymiaru  aski, ale tak e od inteligencji, uwagi cz owieka, temperamentu,
dzia ania  rodowiska. Rozbe ta  siebie w Bogu musi ka dy na swój sposób,
nie mo e by  dwu jednakowych technologii Ewangelii. Bóg widzi miliardy
ludzi ró ni cych si  wyra nie w konfrontacji z Ewangeli .

„Technologia” wymaga jednak w tym wypadku dodatkowej ksi ki jako
pierwszego za

enia - Ewangelii.

background image

59

„Technologia” nie obj a wszystkich kwestii ewangelicznych. Dla Jana by o
niemo liwo ci  zmieszczenie w ksi gach wszystkiego, co Jezus czyni  i mówi .
Zachodzi obawa,  e „Technologia” musia aby obejmowa  nie jeden tom
refleksji. „Technologia” ma s

 jako ma e yademecum podczas czytania

Ewangelii. Prze ywanie jej b dzie zawsze czysto osobiste i niemo liwe do
zaczerpni cia od kogo . Jedynie do wysnucia z w asnej duszy. Bez przesady
mo na powiedzie ,  e sposobów prze ywania Ewangelii jest tyle, ilu jej
czytelników. To równie  jedna z istotnych cech tych czterech ksi g.

Rozejrze  si  woko o

owa rwa y si  niekiedy ze strz pami duszy, a mo e tylko wspomnie .

Niekiedy przeciska y si  jak przez przyciasne uj cie, to na odmian
wyprzedza y pr dko  wybijania liter na maszynie do pisania. To co  mówi.
Ksi ka nie powsta a jak referat z przepisanymi cudzymi my lami. Tu nie ma
przepisywania od nikogo. Ksi ka mo e by  mniej warto ciowa, gdy  nie daje

wiatowego przegl du problemu technologii Ewangelii w mentalno ci

wspó czesnego cz owieka i upodoba , potrzeb i zb dno ci cz owieka nowej
epoki.

Prawd  mówi c, jest to tre  wywleczona z Ewangelii przepuszczonej przez

asne motowid a  yciowe, przez informacyjne kana y w asnej duszy.

Ksi ka ma w sobie jeszcze  yw  krew, dr enie czasu tera niejszego, lekki

kit minionego czasu i pal ce si  zorze nieznanego czasu przysz ego.

Ksi ka bardzo cz owiecza i jednocze nie jako  Boska. M dra, miejscami
banalna, trafna, denerwuj ca - wszystko zale y od tego, w jakim stopniu
nast puje zestrojenie czytelnika z tre ci . To normalny rozrzut upodoba
w zbiorze ludzkim.

Faktycznie jest jednak inaczej. W ka dym z nas znajduje si  co  ze
wszystkich. Nie mamy tylko pozornie  adnych po cze  i zale no ci.

wi tych obcowanie. Mistyczne Cia o Chrystusa to jedynie sakralizacja wi zi,

której nie da si  unikn . Uczestniczymy w jaki  sposób w antropogenezie
filogenetycznie jako ród ludzki i ontogenetycznie, obserwuj c rozwój
okre lonego kszta tu cz owiecze stwa w  yciu osobniczym. Geniusze,  wi ci,
zbrodniarze, zbocze cy, m drcy, arcydebile, despoci s  wypadkow  fluktuacji
cz owiecze stwa wszystkich tysi cleci historii ludzko ci. Ewangelia stoi jak
ska a dobra i Bosko ci.

Wracamy do ksi ki, wi c podobno nie pami tnik ani zbiór przyk adów do
kaza , pi knych i buduj cych, ale nieautentycznych. Przyk adów
sfabrykowanych. W ksi ce nie ma nic wymy lonego. To nie traktat ani
rozprawa. Mo e notatnik cz owieka z niedyskretnego podpatrywania Pana
Boga, z prób poznania Go w akcji wywieranej na cz owieka. I dlatego jest to
ksi ka taka nasza, nazwijmy to - ludzka. Poniewa  jest co  wspólnego
wszystkim ludziom - jaka  najmniejsza wielokrotna - wobec tego mo na
w niej znale  siebie. Poniewa  splot zale no ci w antroposferze jest taki
przedziwny, mo e z jednego cz owieka w jakim  stopniu odczyta  potencja

background image

60

mo liwo ci ludzkich. Przecie  pojedynczy cz owiek to mikroludzko . W tym
znaczeniu prze ycia jednego s  poniek d jakim  echem ca ej ludzko ci.
Z drugiej znów strony ta zale no  jest powodem,  e odzywa si  rezonans
u bardzo wielu osób. Jest to prawo dzia ania tego samego lub przybli onego
stroju.

Bóg daje zreszt  dary temu tak, drugiemu inaczej - poucza Pawe . Nie daje
Bóg darów do samotnej konsumpcji. „Nie umieszcza si

wiat a pod 

em,

ale na  wieczniku” i „Nie mo e si  zakry  miasto po

one na górze”. Bóg

rozdaje nie wed ug miary  ask , by chwalone by o Jego imi .

W „Technologii Ewangelii” wa na jest jedynie tre . Autor daje tylko
gwarancj ,  e nie podaje fantazji i prefabrykatów swojej wyobra ni. Autor jest
czynnikiem autentyzmu podanych obserwacji niezale nie, czy one komu
odpowiadaj .

Przy subiektywnych i z

onych problemach fizyki robi si  za

enia i to

niekiedy w du ej ilo ci i na tak wytyczonym polu przez aksjomaty próbuje si
rozwi zywa  zawi e sprawy materii. Zajmuj c si  Ewangeli , je li si  nie
posiada mocno ugruntowanego przekonania,  e Bóg jest rzeczywisto ci ,
nale

oby zrobi  przynajmniej to jedno za

enie. W Niesko czono ci

Boskiej natury jeden aksjomat w porównaniu np. z trzydziestoma w fizyce
mówi o wielkiej dysproporcji naszych poczyna  poznawczych w obu
wypadkach. Ale dla samego klimatu przy lekturze Ewangelii monoaksjomat
istnienia Boga nie jest du ym wysi kiem ani ryzykiem.

Dziwi  mo e kogo ,  e w jednym podmiocie autorskim mog  si  znajdowa
równoleg e linie patrzenia na  wiat - materi  i  ycie - obok bardzo prostej
wiary w Boga. Autor ma t  satysfakcj ,  e mo e sobie pozwoli  na
prostoduszno  wiary, nikt go bowiem nie mo e pos dzi ,  e czyni to z braku
wspó czesnego wykszta cenia. Prostota jego wiary nie jest wynikiem
nierozgarni cia. Przeciwnie - znajduje si  du o bardziej do przodu
w biologicznych naukach od wszystkich innych wyznawców akademickiego
kursu biologii. To nie jest wiara braków, lecz wiara nadmiaru rozeznania
przyrody. W tym uj ciu przekonania o Bogu mog  by  proste, ale nie naiwne,
gdy  nie prymitywne. Na tym poziomie przeciwwagi naukowej ta prostota
wiary ma zupe nie inne znaczenie. Jest w

nie czym  do przyj cia, skoro je

godzi autor z wiadomo ciami przyrodniczymi, zw aszcza stworzonej przez
siebie bioelektroniki.