background image

Rozdział V "Epilog, czyli ile diabłów zmieści się na ostrzu szpilki"

„Kiedy Duch unosił się nad wodami i ciemność panowała nad otchłanią (Rdz 1,2),

Bóg Ojciec postanowił stworzyć niebo i ziemię za pośrednictwem Słowa,

przez które stało się wszystko, co istnieje (J 1,3).

Dlatego też ślady Słowa są obecne również w świecie stworzonym:

«Niebiosa głoszą chwałę Boga, dzieło rąk Jego nieboskłon obwieszcza» (Ps 19 [18],2)”

[1]

.

(

Instrumentum laboris

Przedmowa

)

 

 

Dość powszechne jest dziś przekonanie, że głównym tematem zainteresowań średniowiecznych uczonych o
zamiłowaniach   matematycznych   było  debatowanie   na   temat   liczby  diabłów,  jakie   dałoby  się   zmieścić   na
ostrzu   szpilki.   Jak   można   zapewne   zgadnąć,   nie   sposób   znaleźć   żadnego   średniowiecznego   dokumentu
poświęconego takiemu sformułowaniu problemu. Nie przeszkadza to jednak dość powszechnej wierze w tego
typu   opinie.   Jeśli   jednak   liczenie   diabłów   na   czubku   szpilki   nie   było   zajęciem   średniowiecznych
matematyków, to czym właściwie się zajmowali? Porównywaniem liczebności chórów anielskich?

Wstępne odpowiedzi uzyskaliśmy już podczas naszego spotkania z papieżem Sylwestrem II: zajmowano się
upowszechnieniem cyfr arabskich, studiowaniem i popularyzacją podręczników do geometrii Euklidesa oraz
metodami   obliczania   rozmiarów   kuli   ziemskiej   i   jej   bezpośredniego   otoczenia   kosmicznego.   To   wszystko
otwierało  drugie   tysiąclecie   chrześcijaństwa  na   owocne   spotkanie   wiary  z  naukami   ścisłymi.  A   jakie   były
szczegóły dalszej drogi, która doprowadziła później do wielkiego przełomu naukowego w XVI i XVII wieku?
Temu właśnie poświęcimy obecnie naszą uwagę. Zaczniemy od nieco nieoczekiwanej strony, a mianowicie od
tematyki   katedralnych   rzeźb,   aby   potem   przejść   do   intrygującej   postaci   mieszkańca   pewnej   wyspy   na
pięknym Jeziorem Bodeńskim. Zakończymy zaś, znowu nieoczekiwanie, na obronie katolickiej ortodoksji przez
samego   Galileusza.   Niech   mottem   dla   tej   duchowej   i   intelektualnej   wędrówki   będą   słowa   jednego   z
najsłynniejszych historyków nauki:

 

„Twierdzenie   usiłujące   głosić   niemożliwą   do   pokonania   wrogość   między   duchem   nauki   i   duchem
chrześcijańskim   jest   najbardziej   monstrualnym   i   zuchwałym   kłamstwem,   jakim   kiedykolwiek   usiłowano
otumanić   ludzi  […].  Jeśli  nauka,  którą  tak słusznie  się  szczycimy,  doczekała  czasu   swego  porodu,  to  tylko
dlatego, że położną był Kościół katolicki”

[2]

.

 

a. Witraże z Einsteinem

Jak   zareagowaliby   dziś   wierni,   gdyby   odkryli,   że   podczas  remontu   ich   kościoła   ksiądz   proboszcz   zmienił
wystrój   świątyni   w   dość   niecodzienny   sposób?   Gdyby  pewnego   dnia   zaskoczony   parafianin   w   witrażu   w
prezbiterium   ujrzał   oblicze   Newtona,   a   w   rzeźbie   umieszczonej   w   portalu   nawy   bocznej   rozpoznał
charakterystyczne rysy Einsteina? Zapewne ksiądz musiałby się gęsto tłumaczyć i bronić przed zarzutami i
pretensjami:   miejsca   święte   niech   zdobią   wizerunki   świętych:   postaci   biblijnych   lub   bohaterów   wiary   z
historii Kościoła! Ale fizycy, matematycy i wielcy technicy? Jeśli Einstein, to może jeszcze wynalazca żarówki
Edison, albo nawet matematyk Kurt Gödel? Właściwie dlaczego tego typu osoby miałyby zostać uwiecznione
w wystroju parafialnego kościoła? Z jakiego tytułu?

Z tymi pytaniami w sercu zbliżamy się do portalu katedry w Chartres. To niezwykłe dzieło sztuki powstało w
latach 1145-1155 i zostało ozdobione misternie wykonanymi rzeźbami.

 

 

 

Rozdział V "Epilog, czyli ile diabłów zmieści się na ostrzu szpilki"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

1 z 13

2011-03-06 23:06

background image

 

 

Rys. 19. Portal katedry w Chartres, poniżej od lewej: Boecjusz, Euklides, Pitagoras, Ptolemeusz

[3]

 

Są tam – jak Pan Bóg przykazał – aniołowie w geście adoracji. Jest też symboliczna postać Mądrości Bożej.
Ale   odkryjemy   też   wmieszane   w   sakralny   orszak   postacie   nieco   zaskakujące.   Spostrzegamy   na   przykład
siedem figur  kobiecych i  siedem męskich:  ale  nie są to  bynajmniej  wielcy  bohaterowie wiary ani  święci z
dawnych   wieków.   Nie,   figury   kobiet   przedstawiają   sztuki   wyzwolone,   wśród   nich  

quadrivium

,   a   więc

arytmetykę,  astronomię,  geometrię  i   muzykę.  Dla  dopełnienia  naszego  zdziwienia  trzeba  dodać,  że  figury
mężczyzn   to   przedstawiciele   najwybitniejszych   uczonych   z   tych   dziedzin.   I   tak   arytmetykę   reprezentuje
Boecjusz  (dzięki   swojemu   podręcznikowi  zyskał  największe  uznanie  w   tej   dziedzinie).  Kto  chciałby  w   tym
momencie odetchnąć z ulgą i powiedzieć sobie: „nie jest tak źle, przynajmniej to chrześcijanin”, musi przyjąć
do   wiadomości,   że   kolejną   postacią   zdobiącą   gotycką   katedrę   jest   Euklides,   reprezentant   geometrii   i
niewątpliwie   poganin.   Muzykę   reprezentuje   podobnie   problematyczna   rzeźba   Pitagorasa   (pamiętamy   o
matematycznym   podejściu   do  muzyki  w   tamtym   czasie),  a  astronomię  –  podobizna  Ptolemeusza

[4]

.  Tylko

jeden   z   tych   nauczycieli   jest   chrześcijaninem.   Euklides   i   Pitagoras   zmarli   oczywiście   przed   powstaniem
chrześcijaństwa, a żyjący II wieku Ptolemeusz chrześcijaninem też bynajmniej nie był.

Rozdział V "Epilog, czyli ile diabłów zmieści się na ostrzu szpilki"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

2 z 13

2011-03-06 23:06

background image

Co   więcej,   całej   scenie   towarzyszy   sześć   postaci   aniołów   z   kadzielnicami,   co   podkreśla   łączność   tych
świeckich przecież nauk z darem niebios. Boża Mądrość adorowana przez zastępy aniołów udziela się więc
człowiekowi   nie   tylko   w   objawieniu   tajemnic   zbawienia   (symbolizują   to   postacie   anielskie),   ale   też   w
pracowitej   aktywności   rozumu   ludzkiego,   odkrywającego   Boży   zamysł   stworzenia   przez   zastosowanie
matematyki do fizyki i astronomii (co symbolizują postacie reprezentujące przyrodoznawstwo). Ciekawe, że
to,   co   stało   się   wystrojem   portalu   katolickiej   katedry   w   szczytowym   punkcie   rozwoju   średniowiecznego
gotyku,   dziś   uchodziłoby   zapewne   za   nazbyt   śmiałe   mieszanie   sfery   sakralnej   ze   świecką.   Dziś   projekt
katedralnego witraża z twarzą Einsteina zdecydowanie zostałby odrzucony.

Zapewne   więc   było  coś  w   strukturze   średniowiecznej   mentalności   człowieka   wierzącego,  co  powodowało
specjalną   otwartość   na   świat   matematyki   i   astronomii,   niezależnie   od   środowiska,   chrześcijańskiego   czy
pogańskiego,   w   którym   wypracowano   osiągnięcia   tych   nauk.   Cóż   to   było   takiego?   Niech   to   pytanie
towarzyszy nam w przeglądzie kilku kolejnych przykładów zaczerpniętych ze świata średniowiecznych nauk
matematycznych   i   przyrodniczych.   To   już   ostatnie   etapy   naszej   wędrówki   przez   wieki:   zbliżamy   się   do
narodzin nowożytnej nauki w momencie powstania dzieł Kopernika i Galileusza.

Powrócimy   zatem   do   tego   punktu   historii,   w   którym   na   stolicę   Piotrową   wybrano   utalentowanego
matematyka, Sylwestra II. Jego pontyfikat skończył się w 1003 roku, a już dziesięć lat później przyszedł na
świat syn księcia z Althausen, błogosławiony mnich Herman z Reichenau (1013-1054). Reichenau to opactwo
na wyspie Jeziora Bodeńskiego, gdzie Herman spędził większość swojego życia. Wskutek choroby przebytej w
dzieciństwie   zwany   był   Hermanem   Chromym,   a   wniósł   swój   wkład   we   wszystkie   cztery   działy
średniowiecznego

 quadrivium

. Dał się poznać jako historyk (uporządkował w jednym dziele całość dziejów

pierwszego   tysiąclecia   chrześcijaństwa),   jednak   z   naszego   punktu   widzenia   o   wiele   ważniejszy   jest   jego
udział   w   upowszechnieniu   arabskich   osiągnięć   naukowych   w   dziedzinie   matematyki,   astronomii   i
instrumentów naukowych w Europie. Jako kompozytor ułożył nabożeństwa do św. Afry oraz św. Wolfganga,
średniowiecznym   zaś  zwyczajem   łączył  te  uzdolnienia  z  zamiłowaniem   do  nauk  ścisłych:  napisał  nie  tylko
teoretyczny  traktat   o  muzyce

[5]

,  ale   stworzył   również  kilka   prac   z  geometrii   i   arytmetyki.  W   traktacie   o

astronomii,   zafascynowany   arabskimi   nowościami   naukowymi,   zawarł   opis   konstrukcji   astrolabium,   czyli
podręcznej ruchomej mapy nieba widzianego z ziemi

[6]

.

Przyda   się   być   może   na   tym   miejscu   krótkie   przypomnienie   roli   islamskiej   cywilizacji   arabskiej   w
kultywowaniu   nauk   ścisłych   w   okresie   średniowiecza.   Arabowie   przejęli   naukę   grecką   z   ośrodków   na
terenach zajmowanych przez siebie począwszy od VII wieku. Stolicę starożytnej nauki, Aleksandrię, zdobyli
już w 639 roku, a następnie stopniowo aż do XV wieku podbijali kolejne obszary Bizancjum. Oprócz tego już
we wczesnym średniowieczu stanęli nagle w obliczu niezwykłej szansy wejścia w kontakt z naukową myślą
Hindusów:  wojska   muzułmańskie   zajęły  niektóre   tereny  Indii   (dzisiejszy   Pakistan   stał   się   częścią   kalifatu
Ummajadów już w VIII w.). Nic dziwnego, że w VIII i IX wieku Bagdad został światową stolicą matematyki,
a dzieła Arystotelesa, Euklidesa i Ptolemeusza ukazały się po arabsku. Od XII wieku ten właśnie nurt wiedzy
oddziaływał coraz silniej na chrześcijańskie uniwersytety łacińskie poprzez Hiszpanię, opanowaną w znacznej
mierze   przez   Arabów.   Natomiast   tradycja   wywodząca   się   od   Archimedesa,   czyli   związana   z   bardziej
praktyczną mechaniką, zaznaczyła się w Italii

[7]

. Tu właśnie leży przyczyna, dlaczego mówiąc o katolickich

mnichach będących matematykami lub astronomami, nieustannie trzeba zauważać ich kontakty z cywilizacją
stworzoną przez muzułmańskich Arabów.

Ale wracając do Hermana: jego uczeń, Bertold z Reichenau, zdając relację z życia i dzieła tego niezwykłego
jedenastowiecznego   uczonego,   podkreślił   najpierw,   że   w   astronomii   Herman   wyróżniał   się   umiejętnością
stosowania reguł rozumowania i niezbitych argumentów. Korzystając z tego, jasno wyłożył metody ustalania,
jak  o  każdej   porze  dnia  lub   nocy  światło  Słońca  pada  na  Księżyc.  Posłużyło  mu   to  także  do  opisu   reguł
przewidywania   zaćmienia   Księżyca.   W   geometrii   „nikt   nie   przewyższył   go   wiedzą   i   wnikliwością
rozumowania”, „w konstruowaniu zaś instrumentów oraz urządzeń zegarowych i muzycznych nikt nie mógł
mu dorównać”

[8]

. Zresztą zainteresowania tego typu nie mogły być jakimś wyjątkiem w jego klasztornym

środowisku, skoro sam wyznaje, że „często proszony bywał przez wielu przyjaciół o opis astrolabium, jako że
jego pojęcie tak bardzo było wśród nas mętne, niejasne, a często nawet fałszywe”

[9]

. W tekście Hermana

pojawiają się arabskie terminy astronomiczne, takie jak 

almukantar

 albo 

alhancabut

, wiele też nazw znanych

skądinąd po łacinie podaje dodatkowo w brzmieniu arabskim

[10]

.

Dług wdzięczności Europy w dziedzinie nauk ścisłych wobec Arabów dotyczył w tamtych czasach nie tylko
pojedynczych   sformułowań.   Szkoła   w   Chartres  wydała   uczonych,   którzy   jako   pierwsi   zaczęli   tłumaczyć   z
języka arabskiego teksty dotyczące nauk ścisłych. I tak Adelhard z Bath (1090-1150) przetłumaczył na łacinę

Rozdział V "Epilog, czyli ile diabłów zmieści się na ostrzu szpilki"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

3 z 13

2011-03-06 23:06

background image

Elementy

 Euklidesa, natomiast Gerard z Cremony († 1187) dzieło Ptolemeusza o astronomii. Co znamienne,

później przez wieki używano z przyzwyczajenia arabskiego tytułu pracy Ptolemeusza (a więc 

Almagest

), a nie

tytułu greckiego (

Hē megalē syntaxis

)…

Najbardziej   fascynująca   jest   jednak   w   tym   względzie   historia   Leonarda   z   Pizy,   znanego   jako   Leonardo
Fibonacci   (ok.   1170-1250).   Uważano   go   za   najbardziej   utalentowanego   matematyka   średniowiecza,   który
zresztą walnie przyczynił się do ostatecznego upowszechnienia hindusko-arabskiego zapisu liczb, znanego u
nas do dziś jako cyfry arabskie. Te nowinki poznawał, pracując na placówce handlu międzynarodowego w
porcie  Afryki Północnej,  pod   rządami  sułtanów   z  dynastii 

Almohad

ów.  Zafascynowany  nową  wiedzą  odbył

nawet specjalne podróże wzdłuż wybrzeży Morza Śródziemnego, by uczyć się u przodujących matematyków
arabskich.   Wyniki   tak   nabytego   wykształcenia   opublikował   w  

Liber   abaci

  (czyli  

Księdze   rachunków

).   Nie

ominęły go honorowe zaszczyty i finansowe profity: cesarz

 

Fryderyk II, będąc miłośnikiem matematyki i nauk

przyrodniczych, gościł go u siebie, a wdzięczna republika Pizy ufundowała mu w 1240 roku pensję

[11]

.

 

b. Matematyka dla papieży, biskupów, księży i mnichów

Dla   zaprezentowania   pełniejszego   obrazu   średniowiecznej   matematyki   uprawianej   przez   ludzi   Kościoła
dokonamy teraz pobieżnego spojrzenia na kilka przykładów takich zainteresowań u duchownych katolickich:
u pewnego papieża, u niektórych biskupów, u wielu księży i mnichów.

Zaczniemy  od  Piotra  Juliana  Hiszpana (1226-1277).  Ten  późniejszy papież Jan  XXI  zabierał  głos w  kwestii
różnych   nieskończoności   w   matematyce.   W   dyskusji   na   ten   temat   głos  zabierał   m.in.   Grzegorz  z   Rimini
(† 1358), generał zakonu augustianów

[12]

.

Wielką   sławą   w   tej   dziedzinie   odznaczył   się   jeszcze   wcześniej   Robert   Grosseteste   (ok.   1175-1253).   Był
biskupem w brytyjskim mieście Lincoln, a jednocześnie jako najważniejsza postać angielskiego przebudzenia
intelektualnego   w   XIII   wieku   położył   podwaliny   pod   naukową   myśl   przyrodniczą   w   Oksfordzie.   Został
prekursorem naukowego przyrodoznawstwa, kładąc nacisk na matematykę jako drogę do poznania przyrody
oraz na potrzebę potwierdzania naukowych hipotez przez doświadczenie. W ten sposób zapoczątkował drogę,
którą w pełni swobodnie poszedł dopiero Galileusz kilka wieków później.

Oto   kilka   przykładów   podejścia   do  nauki,  jakie   reprezentował   Robert   Grosseteste.   W   sprawie   ruchu   ciał
podkreślał,   że   skoro   polega   on   na   zmianie   położenia   w   czasie,   to   do   jego   zrozumienia   niezbędna   jest
arytmetyka i geometria, gdyż to one pozwalają mierzyć czas i przestrzeń. A jeśli badanymi ciałami w ruchu
są  obiekty kosmiczne,  to konieczna okaże  się astronomia –  w ten  sposób  uzasadnił podstawowe elementy
tradycyjnego 

quadrivium

[13]

.

Zwyczajem   swojej   epoki   nazywał   przyrodoznawstwo   filozofią   przyrody   i   pisał,   że   „najwyższą   użyteczność
widzieć   trzeba   w   nauce  o  liniach,  o  kątach   i   o  figurach   geometrycznych,  gdyż  bez  nich   niemożliwe  jest
poznanie   filozofii   przyrody”

[14]

.   Grosseteste   umiał   też   zastosować   owe   teoretyczne   wskazania   do   celów

praktycznych, na przykład w astronomii. Skoro „widzimy jedną gwiazdę na niebie jako nieruchomą, a inne
gwiazdy poruszają się po okręgach wokół niej w ten sposób, że te, które są bliższe, zataczają mniejsze, a te
dalsze – większe koła”, to należy wnosić, że nieboskłon ma kształt kuli otaczającej Ziemię. Potwierdza się to
przez   fakt,   że   „gwiazda   zarówno   przy   wschodzie,   w   środku   swojego   biegu,   jak   i   przy   swoim   zachodzie
sprawia wrażenie zawsze tej samej wielkości”. Wszystko to nie byłoby możliwe inaczej jak tylko „przy ruchu
okrężnym   obiektów   umieszczonych   na   sferze;   stąd   właśnie   wiemy,   że   piąty   element”   –   czyli   materiał
budulcowy obiektów kosmicznych – „krąży wokół nieruchomej osi”. Przy tym „ten biegun osi, który zawsze
widzimy,   nazywa   się   arktycznym”,   a   „biegun   przeciwny   –   antarktycznym,   gdyż   jest   położony   naprzeciw
bieguna   arktycznego”

[15]

.   Nie   jest   ważne,   że   wiele   elementów   tego   rozumowania   uznamy   dziś   za

przestarzałe; w końcu postęp wiedzy zawsze sprawi, że dzisiejsza nauka jutro okaże się nie całkiem aktualna.
Istotne  jest  coś  innego:  zainteresowanie  przyrodoznawstwem   i   stosowanie  eksperymentu   myślowego  oraz
zasad geometrii do rozwiązywania problemów naukowych.

Robert Grosseteste wyjaśnia też nieco mylącą nazwę „gwiazdy stałe”: „nie dlatego taką noszą nazwę, jakoby
się   nie   poruszały,  ale  dlatego,  że   zachowują   kształty,  jakie  wzajemnie   tworzą:  […]   na  przykład   jeśli   trzy
gwiazdy  tworzą   trójkąt,  to  stale   zachowają   w   swym   ruchu   ten   układ”

[16]

.  Powtarza   też  znane   nam   już

argumenty  dotyczące   Księżyca,  który  „nie  jest  przezroczysty,  skoro  rzuca   cień”,  a   „że  Księżyc   rzuca  cień,
wiemy to z zaćmień Słońca”

[17]

.

Francuski   ksiądz   Jan   Buridan   (1300-1358),   rektor   Uniwersytetu   Paryskiego,   położył   zasługi   dla   fizyki,
proponując   teorię   impetu,   wyjaśniającą   ruch   ciał   rzuconych   w   przestrzeń,   co   do   tej   pory   stanowiło

Rozdział V "Epilog, czyli ile diabłów zmieści się na ostrzu szpilki"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

4 z 13

2011-03-06 23:06

background image

zagadnienie nie do rozwiązania i jeden z głównym problemów fizyki starożytnej i średniowiecznej.

Skoro już jesteśmy przy francuskich duchownych i przyrodnikach, przenieśmy się na chwilę do Lisieux. Miasto
to  znane   jest   dziś  głównie   dzięki   św.  Teresie   od   Dzieciątka   Jezus,   warto  jednak  pamiętać,  że   wiąże   się
również  z  imieniem   Mikołaja   Oresme   (1320-1382),   biskupa   Lisieux.  Snuł   on   nawet   przypuszczenia   co  do
możliwości istnienia życia gdzieś w kosmosie poza Ziemią, ale oczywiście w tamtych czasach nie było nawet
cienia pomysłu, jak można by podjąć próbę weryfikacji takiej teorii. Znacznie bardziej konkretne były jego
osiągnięcia   w   dziedzinie   fizyki,   matematyki   i   astronomii   –   wspomnieliśmy   już   wcześniej   jego   dzieło
astronomiczne 

Księga nieba i ziemi 

(

Le livre du ciel et du monde

).

 

 

 

Rys. 20. Miniatura z traktatu Mikołaja Oresme 

O kuli

[18]

 

Przyjrzymy się teraz pokrótce najbardziej znaczącym osiągnięciom Mikołaja Oresme

[19]

. Mają one najpierw

charakter duszpasterski: został dziekanem kapituły w Rouen, potem kapelanem królewskim, a wreszcie, na
ponad cztery lata, biskupem w Lisieux. Ale potomność zapamiętała go również dzięki osiągnięciom na innym
polu: w dziedzinie nauk ścisłych, a dokładniej – dzięki umiejętnemu zastosowaniu matematyki do zagadnień
fizycznych. W ten sposób postawił pierwsze kroki w kierunku przyszłej geometrii analitycznej, stąd niektórzy
uważają go za dalekiego prekursora żyjącego o trzysta lat później Kartezjusza. „Pierwsze intuicje geometrii
analitycznej pojawiają się w pracach Mikołaja z Oresme (1322-1382)”

[20]

.

Oresme   wystąpił   z  propozycją   nauki   przyrodniczej,   w   której   wyjaśnianie   zjawisk  dokonywałoby  się   przez
odwołanie   do   niewielu   własności   pierwotnych,   a   potem   wspierałoby   się   już   tylko   na   niezawodnym
rozumowaniu matematycznym.

To doprowadziło go do odkrycia, że w ruchu jednostajnie przyspieszonym przebyta droga jest taka sama jak
droga ciała poruszającego się z prędkością jednostajną równą prędkości osiągniętej po upływie połowy czasu
ruchu. Oto jak Oresme graficznie przedstawił tę regułę (od nazwy jednego z kolegiów w Oksfordzie nazwano
ją regułą Mertona):

 

 

 

Rozdział V "Epilog, czyli ile diabłów zmieści się na ostrzu szpilki"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

5 z 13

2011-03-06 23:06

background image

Rys. 21. Oryginalny rysunek Mikołaja Oresme ilustrujący regułę Mertona

[21]

 

Przez trzy wieku, aż do czasów Pascala, reguła ta była prezentowana na uniwersytetach europejskich właśnie
w   postaci   powyższego   diagramu   autorstwa   Mikołaja   Oresme.   A   przy   założeniu   zerowej   prędkości
początkowej,   na   podstawie   analizy   powierzchni   zarysowanych   w   kolejnych   sekundach   ruchu   trójkątów   i
trapezów, uzasadnił wniosek, że ciało poruszające się ruchem jednostajnie przyspieszonym przebywa drogę
proporcjonalną   do   kwadratu   czasu.   Po   wiekach   Galileusz   wpadnie   na   pomysł,   aby   sprawdzić
eksperymentalnie tę regułę, którą znał z dostępnej mu literatury

[22]

.

W  traktacie 

O proporcjach proporcji

 (

De proportionibus proportionum

)  biskup Oresme wprowadził pojęcie

potęgi liczb o wykładniku ułamkowym:

czyli np., a nawet potęgi o wykładniku niewymiernym, np. .

Rozważał   też,  ile  jest  liczb   niewymiernych   w   porównaniu   z  liczbami   wymiernymi,  co  po  zastosowaniu   do
obliczenia   ruchów   planet   doprowadziło  go  do  ścisłego  dowodu   irracjonalności   astrologii.  Mikołaj   Oresme,
polemizując z astrologią, dowodził, że wiele proporcji orbit obiektów kosmicznych nie daje się ująć w postaci
ułamka  dwóch   liczb   naturalnych,  są  to  więc   liczby  niewymierne.  Wynika  z  tego,  że  kosmos  nie   powraca
cyklicznie do swoich poprzednich stanów, a więc nie da się przewidzieć przyszłości za pomocą astrologii

[23]

.

W napisanym po francuski 

Traktacie o kuli

 (

Traité de la sphère

) przypomniał wyniki kosmografii i geografii,

znane z wielu podobnych dzieł od starożytności po średniowiecze, jak na przykład znany nam traktat Jana
Sacrobosco.

Najciekawsze są wspomniane już wcześniej objaśnienia Oresme na marginesie jego tłumaczenia 

Traktatu o

niebie  i ziemi

  Arystotelesa.  Oresme  zredagował  ten   tekst  w  latach   1376-1377,  jednak  pozostał   on   bardzo

słabo znany, a wiadomości o nim upowszechniły się dopiero po wydrukowaniu go w 1942 roku. W glosach do
traktatu  Arystotelesa  biskup  z  Lisieux krytykuje ideę  wiecznego  ruchu  głoszoną przez  starożytnego filozofa
greckiego   i   proponuje   inną:  ciała   niebieskie   otrzymały   przy   stworzeniu   impuls   ruchu   (

qualitez   et   vertus

motives

), który w sposób naturalny utrzymują do tej pory. Porównuje powstały w ten sposób wszechświat ze

skonstruowanym   przez   człowieka   zegarem,  który   wprawdzie   porusza   się   dzięki   planowi   konstruktora,   ale
przecież   w   aktualnym   ruchu   utrzymują   go   już   tylko   prawa   przyrody.   Zapewne   natchnieniem   do   tych
rozważań były pojawiające się wtedy na wieżach kościołów pierwsze zegary. Mechanizm zegara wydawał się
podobny   do   mechanizmu   niebios:   zaplanowany   i   zbudowany   przez   mechanika,   dzięki   prawom   przyrody
działał niezawodnie bez potrzeby późniejszej interwencji konstruktora.

Najciekawsze  zaś  są  dwa  długie  objaśnienia  do  komentowanego  przez  Oresme  tekstu,  w  których   rozważa
możliwość obrotu kuli ziemskiej wokół własnej osi co 24 godziny. Znamy już dość szczegółowo jego wywód,
tu więc wystarczy nam szkicowe jego przypomnienie. Przy założeniu nieruchomości nieba obrót Ziemi wokół
swojej osi wywołałby dokładnie takie same wyniki obserwacyjne jak obrót nieba wokół Ziemi. A zatem nie
sposób   rozstrzygnąć   tego   zagadnienia   za   pomocą   eksperymentu.   Jednak   Oresme   znajduje   przekonujące
argumenty na rzecz swojej nowatorskiej hipotezy. Na przykładzie dwóch okrętów mijających się na morzu
wskazuje,   że   nie   mając   innych   punktów   odniesienia,   nie   da   się   stwierdzić,   który   okręt   stoi,   a   który   się
porusza. Podobnie – wywodzi Oresme – gdyby ktoś obserwował Ziemię, będąc wśród gwiazd, na obracającej
się wkoło sferze niebieskiej, odniósłby wrażenie, że to Ziemia się obraca wokół swej osi. „Tak samo gdyby to
jednak Ziemia obracała się wkoło w codziennym ruchu, a niebo stało nieruchome, zdawałoby się nam, że
Ziemia trwa w spoczynku, a niebo było w ruchu: każdy, kto umie myśleć, wyobrazi to sobie z łatwością”. Przy

Rozdział V "Epilog, czyli ile diabłów zmieści się na ostrzu szpilki"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

6 z 13

2011-03-06 23:06

background image

braku argumentów pochodzących z doświadczenia Oresme odwołuje się do zasad filozoficznych: prościej jest
wyjaśnić zjawisko ruchem jednego ciała (Ziemi) niż ruchem wielu ciał (gwiazd i planet). Poza tym skoro to
Ziemia korzysta ze światła i ciepła słonecznego, to raczej ona powinna się obracać, a nie Słońce. Wspiera się
też  argumentem   fizycznym:  prędkość   obracającego  się   nieba   musiałaby  być   niewyobrażalnie   większa   niż
prędkość   liniowa   punktów   na   obwodzie   Ziemi.   Kopernik   prawdopodobnie   nie   znał   tych   myśli   Mikołaja   z
Oresme, jednak „uderzająca jest analogia myśli kanonika z Torunia i biskupa z Lisieux”

[24]

.

c. Pożytek dla Kościoła z dzieła Kopernika

W   poszukiwaniu   śladów   harmonijnego   łączenia   duchowości   chrześcijańskiej   z   osiągnięciami   nauk
matematyczno-przyrodniczych   przeszliśmy  przez  wieki  chrześcijańskiej  starożytności,  po  czym   przyjrzeliśmy
się  wybranym przykładom  zaczerpniętym  ze  średniowiecza. Zbliżamy się więc  do epilogu  naszej wędrówki
przez   chrześcijańskie   wieki   szlakiem   wiary   i   rozumu.   Epilog   ten   dopisali   ludzie   już   całkiem   innej,
pośredniowiecznej   epoki.  Spośród   nich   na   plan   pierwszy  wysuwa   się  dwóch   największych:  Kopernik  oraz
Galileusz.

Raz jeszcze podkreślimy dostrzeganą przez wielu harmonijną łączność tych dwóch geniuszów nauki z tymi,
którzy   ich   poprzedzili:   „narodziny   nauki   o   świecie   w   ruchu   zaczęły   się   wraz   z   paryskimi   prekursorami
Galileusza”,   ponieważ   „byli   oni   przeniknięci   tym,   co   dla   chrześcijan   jest   ewangeliczną   prawdą:   że
wszechświat nie jest Bogiem, a jedynie w pełni spójnym dziełem rozumnego Stwórcy”

[25]

. Jednak wskutek

niewiedzy o stanie nauk ścisłych w XIV i XV wieku najczęściej nie zauważa się tego, jak wiele czerpali z nich
intelektualni giganci początków nowożytnej nauki, chociaż na przykład główne wątki i tezy Galileusza mają
swoje pierwowzory we wstępnych sformułowaniach średniowiecznych

[26]

.

Częściej  patrzy  się  na  spotkanie  naukowej  myśli   Kopernika  i  Galileusza  z  chrześcijaństwem   w   kategoriach
konfliktu.   Na   pewno   jest   to   po   części   uzasadnione:   niezbyt   dogłębnie   przemyślane   decyzje   ze   strony
siedemnastowiecznych kościelnych komisji do dziś zaważyły na takim postrzeganiu całej sprawy. Niefortunne
błędy sprzed wieków są faktami i trzeba mieć tego świadomość. Ale równie uzasadnione, a do tego o wiele
ciekawsze jest postrzeganie obu tych uczonych jako ludzi Kościoła szczerze zainteresowanych obroną wiary
katolickiej.  W  ramach  tej  obrony  dostrzegali  wagę  uzgodnienia  najnowszych   kierunków   w  nauce  z  treścią
wiary. Świadomie odwoływali się przy tym do najlepszych wzorców starożytności i średniowiecza.

Dlatego  obecnie   dokonamy  pewnego  skoku   w   czasie,  aby  zastanowić   się,  co  ma   nam   do  powiedzenia   o
spotkaniu   wiary  chrześcijańskiej   z  naukowym   umysłem   sprawa  Galileusza  (żyjącego  w   latach   1564-1642),
związana z wcześniejszą o siedemdziesiąt lat publikacją wielkiego dzieła Mikołaja Kopernika 

O obrotach sfer

niebieskich

 (1543).

Wiele   już   mówiono   i   pisano   o   reakcji   Kościoła   na   dzieło   Galileusza.   Wydaje   się   jednak,   że   nie   dość
naświetlano przy tym sprawę równie pouczającą: reakcję samego Galileusza na kontrowersje, jakie wzbudziło
jego własne wystąpienie. Nie był to przecież „spór Galileusza z Kościołem”, gdyż dla tego włoskiego uczonego
Kościół  bynajmniej  nie  był  czymś  obcym   ani  wrogim. Galileusz  czuł  się  do  głębi  katolikiem   należącym   do
Kościoła i współodpowiedzialnym za Kościół. Tę współodpowiedzialność aktywnie wprowadzał w życie.

Kiedy spotkał się ze zdecydowanym frontem odrzucenia swoich argumentów na rzecz nowej astronomicznej
teorii   Kopernika,   ocenił   tę   krytykę   za   błąd   przede   wszystkim   teologiczny.  Podkreślał,   że   jego   krytycy  źle
rozumieją   Pismo   Święte,   nie   znają   wystarczająco   nauki   ojców   Kościoła,   a   nawet   opinii   niektórych
współczesnych   teologów.   Słowem,   najszczytniejszych   starożytnych   i   średniowiecznych   tradycji   katolickich
dialogu   wiary   i   wiedzy   bronił   przed   naporem   nowej   postawy,   cechującej   się   podejrzliwością   wobec
naukowych hipotez.

Poszukamy  więc   w  pismach   Galileusza  świadectw   postawy  wobec   chrześcijańskiej  wiary.  Znajdziemy  je  w
jego  uwagach  odnośnie  do  Biblii,  Tradycji  i  bieżącego nauczania  współczesnych  mu   pasterzy  Kościoła. Te
właśnie trzy źródła chrześcijańskiego nauczania składały się w jego umyśle na jeden żywy przekaz prawdy
wiary. Poprzedzimy zaś to wszystko wstępem, krótkim spojrzeniem na to, co ma nam do powiedzenia w tej
kwestii   sam   Mikołaj   Kopernik,   na   którego   Galileusz   powoływał   się   jako   na   autorytet,   bez   wątpienia
decydujący w kwestiach astronomicznych.

Musimy więc cofnąć się o cały wiek, do czasów Mikołaja Kopernika (1473-1543). Jego przełomowe dzieło 

O

obrotach   sfer   niebieskich

  zawierało  długą   dedykację   dla   papieża   Pawła   III   (1468-1549).  Jak  astronom   z

Torunia przekonywał papieża o zasadności swojej tezy? Ważna część dowodowej siły rozumowania Kopernika
opierała się na tym, że w XV wieku, podobne jak w całym średniowieczu, wszyscy wykształceni ludzie byli
przekonani, że Ziemia ma kształt kuli. Odwołując się do tej powszechnej wiedzy, Kopernik przypomniał, że w

Rozdział V "Epilog, czyli ile diabłów zmieści się na ostrzu szpilki"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

7 z 13

2011-03-06 23:06

background image

historii Kościoła pojawił się kiedyś marginalny nurt negujący ten fakt. Sięgnął po znany nam już przykład,
mianowicie Laktancjusza (ok. 250-330), który jako jedyny z łacińskich pisarzy kościelnych, wypowiadając się
na temat kształtu Ziemi, zdecydowanie twierdził, że jest ona płaska.

Kopernik  prowadzi   myśl   czytelnika  w   takim   oto  kierunku:  nie  wystarczy  być   wierzącym   chrześcijaninem   i
czytać   Biblię,   aby   wypowiadać   się   na   temat   wniosków   z   lektury   Pisma   Świętego   co   do   wyników   nauk
przyrodniczych. Laktancjusz sądził, że nie jest mu potrzebna specjalistyczna wiedza z zakresu astronomii, aby
rozstrzygać zagadnienia z tej dziedziny, że wystarczy mu wiara i znajomość Biblii. Oczywiście Laktancjusz się
mylił – dowodzi Kopernik – o czym od wieków wszyscy doskonale wiedzą. Kto postąpi analogicznie w kolejnej
kwestii,   tym   razem   w   sprawie   obrotu   Ziemi   wokół   nieruchomego   Słońca,   ryzykuje   intelektualny   los
Laktancjusza:  ośmieszy  się  przez  wypowiadanie  się   –  jak  określił   to  Kopernik  –  „dziecinnie”  (

pueriliter

)   o

sprawach, na których się nie zna.

Cały  dowód   Kopernika   odtwarza   rozumowanie   znane   nam   już  dobrze   z  analizy   dzieł   św.   Augustyna   we
wcześniejszych   rozdziałach   niniejszej   pracy.  O   ile  jednak  w   starożytności   i   w   średniowieczu   styl   myślenia
Laktancjusza pozostał słabo zauważalnym marginesem, a styl Augustyna wyraźnie dominował, o tyle – jak się
wydaje – próg czasów nowożytnych zaznaczył się w tej materii wyraźnym regresem. Po okresie wyczekiwania
i   niepewności   co   do   zagadnienia   heliocentryzmu   w   XVI   wieku,   wiek   XVII   przyniósł   niefortunne
rozstrzygnięcie w postaci teologicznego odrzucenia nauki Kopernika i Galileusza o ruchu Ziemi.

A oto kluczowe zdania ze wstępu do 

De revolutionibus

. Kopernik, jako duchowny katolicki, pisze do papieża

Kościoła katolickiego tymi słowami:

 

„Zapewne znajdą się jacyś dyletanci, którzy uznają się za sędziów w sprawach astronomii, choć zupełnie się
na  tym   nie  znają.  Wypaczą  pewne  fragmenty  Pisma  Świętego  dla  swoich   celów,  ośmielą  się  wyszukiwać
błędy w moim dziele i poddać je cenzurze. Nie biorę sobie tego do serca, a nawet gardzę ich krytyką, gdyż
nie ma ona żadnych podstaw. Wiadomo przecież, że Laktancjusz, skądinąd znamienity pisarz, ale przecież nie
astronom, wypowiadał się zgoła dziecinnie na temat kształtu Ziemi: wyśmiewał tych, co głosili, że Ziemia ma
kształt   kuli.  Niech   więc   nie  dziwią  się  ludzie  uczeni,  że  takie  osoby  i   mnie  będą  wyśmiewać.  Astronomia
pisana jest dla astronomów. A w ich oczach, o ile się nie mylę, moje dzieło przyniesie też pożytek Kościołowi,
na   którego   czele   stoi   obecnie   Wasza   Świątobliwość.   Moje   osiągnięcia   poddaję   pod   osąd   Waszej
Świątobliwości oraz wszystkich uczonych astronomów”

[27]

.

 

Wypada ze smutkiem zauważyć, że pomimo całkiem trafnych uwag Kopernika, dla pewnej grupy teologów
na  przełomie  XVI   i   XVII   wieku   niechlubnym   wzorcem   podejścia  do  problemów   przyrodniczych   okazał   się
jednak  Laktancjusz.  Stało  się  tak,  choć   teologowie  mieli   do  dyspozycji   przemyślenia  najlepszych   twórców
Tradycji starożytnej i średniowiecznej: św. Augustyna, Boecjusza i św. Tomasza. Chwilowo zwyciężył jednak
duch Laktancjusza, zamiast prawdziwego autorytetu w tej dziedzinie, jakim powinien być przede wszystkim
św. Augustyn. „O ile się nie mylę, moje dzieło przyniesie też pożytek Kościołowi”, pisał Kopernik. Tak mogło
stać się w pełni, gdyby nie błędny wybór teologiczny niektórych autorytetów Kościoła początków XVII wieku,
kiedy swój niefortunny finał przed kościelną komisją znalazła sprawa Galileusza. Komisja Świętego Oficjum
odrzuciła   jako  „naukę   głupią   i   absurdalną”  tezę   brzmiącą:  „Słońce   jest   centrum   świata   i   jest   absolutnie
nieporuszone”   (nawiasem   mówiąc,   również   dziś   każdy   wykształcony   człowiek   uzna   tak   brzmiącą   tezę   za
nieprawdziwą  i   absurdalną,  choć   oczywiście  z  innych  powodów   niż  wspomniane  gremium   z  XVII   w.).  To
samo grono Świętego Oficjum uznało też za „błąd w wierze” głoszenie, że „Ziemia nie jest centrum świata
oraz że nie stoi nieporuszona”

[28]

.

d. Galileusz obrońcą Tradycji Kościoła

Galileusz,   jako   człowiek   wierzący,   a   do   tego   gorliwy   wierny   Kościoła   katolickiego,   w   pełni   przyjmował
nadprzyrodzony   autorytet   Pisma   Świętego   jako   natchnionego   słowa   Bożego.   Znał   również   świetnie
patrystyczne komentarze  Biblii  przekazywane  w  długiej  historii Kościoła i dlatego zdawał sobie sprawę, że
aby pozostać w zgodzie z katolicką Tradycją, nie można opierać się wyłącznie na samodzielnej interpretacji
Pisma. Potrzebne jest też wsłuchiwanie się w głos bieżącego Magisterium Kościoła. On sam formułuje to w
takich słowach:

 

„Mam w najwyższej czci Pismo Święte, świętych teologów i sobory, a ich autorytet uważam za największy.
Uważałbym   też  za  przejaw   wielkiej   zuchwałości,  gdyby  ktoś  chciał   się  im   sprzeciwić,  kiedy  są  stosowane

Rozdział V "Epilog, czyli ile diabłów zmieści się na ostrzu szpilki"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

8 z 13

2011-03-06 23:06

background image

zgodnie z zasadami Kościoła”

[29]

.

 

Co  do   swoich   ewentualnych   błędów   teologicznych   w   interpretacji   Biblii,  ogłasza   zaraz   potem:  „nie   tylko
chętnie usunę takie błędy, w które wskutek niewiedzy mogłem popaść w kwestiach dotyczących religii (

in

materie attenenti a religione

), ale ponadto zapowiadam, że w ogóle nie pragnę wchodzić z nikim w spór w

takich sprawach, nawet gdyby dotyczyło to jakichś dyskusyjnych problemów”.

Galileusz szczególnie wyraźnie sformułował te myśli około 1615 roku w swoim liście do księżniczki Krystyny z
Lotaryngii. Krytycy  heliocentryzmu  –  jak  wyjaśnia –  „czynią  sobie  tarczę  z  pozornej  gorliwości religijnej, a
nawet wciągają w to Pismo Święte, posługując się nim w swoich własnych, niezbyt czystych celach”. Zaraz
potem pada teza, która jest centralna dla całej linii obrony Galileusza:

 

„Wbrew intencji samej Biblii i świętych ojców Kościoła rozciągają autorytet Pisma Świętego – by nie rzec, że
go nadużywają – tak iż stosują go do dziedziny wniosków czysto przyrodniczych, niedotyczących wiary […].
Chcę wykazać, że ja sam postępuję z dużo większą gorliwością religijną niż oni”

[30]

.

 

Nietrudno nam dziś zauważyć, że owa teza Galileusza – oraz wielu jego chrześcijańskich poprzedników, tak
starożytnych, jak średniowiecznych – zadomowiła się dziś tak bardzo w Kościele, że uważamy ją za oczywistą.
Przekonanie, że tekst Pisma Świętego po prostu nie służy jako bezpośrednia podstawa wyciągania wniosków
astronomicznych   czy   fizycznych,   stało   się   powszechne   w   Kościele.   Opiera   się   to   na   tradycji   sięgającej
Orygenesa  i   św.  Augustyna,  tradycji   kontynuowanej   przez  licznych   przedstawicieli   tego  nurtu   myślenia  w
następnych   wiekach.   To   prawdziwy   paradoks   historii,   że   komisja   kościelna   nie   wzięła   pod   uwagę   tez
Galileusza podczas jego procesu, a dziś stały się one powszechną interpretacją danych biblijnych o świecie
przyrody.

Galileusz wysuwa kilka bardzo prostych argumentów: najpierw dla wskazania, że nie zawsze da się utrzymać
bezpośredni sens przekazu biblijnego – nawet w sprawach teologicznych. Podaje bardzo oczywiste przykłady:
„trzeba by uznać, że Bóg ma nogi, ręce i oczy”, stwierdza, czyniąc aluzję do takich tekstów, jak: „Oczy Pana
patrzą,   Jego   wzrok   bada   synów   ludzkich”  (Ps   11,4);  albo:   „prawica   Pańska   wysoko   wzniesiona,   prawica
Pańska moc okazuje” (Ps 118,16). Dalej – jak pisze – trzeba by uwierzyć, „że Bóg kieruje się takimi ludzkimi
emocjami, jak gniew, żałowanie podjętych wcześniej decyzji czy nienawiść”, co odwołuje się z kolei do takich
sformułowań Starego Testamentu, jak np. „Bóg żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się” (Rdz 6,6).
Tego typu wypowiedzi – pisze Galileusz – „zostały oczywiście napisane pod natchnieniem Ducha Świętego,
ale tak sformułowane przez świętych autorów, by pasowały do zdolności pojęciowych ogółu ludzi (

capacità

del vulgo

)”, dlatego konieczne jest, aby „mądrzy interpretatorzy podali stosowne znaczenie” tych słów

[31]

.

Przykłady te ilustrują jasną dla wszystkich potrzebę takiego interpretowania tekstów Biblii, aby wydobyć ich
prawdziwe   znaczenie.   W   ten   sposób   Galileusz   postawił   pierwszy   krok   w   debacie   ze   zwolennikami
krytykowania jego astronomii na podstawie tekstów biblijnych.

Krokiem drugim było odniesienie tej metody do zjawisk przyrodniczych: jeśli nawet w opisie postaw samego
Boga   (co   jest   przecież   centralnym   zagadnieniem   Pisma   Świętego)   autor   biblijny   dostosowywał   się   do
możliwości   rozumienia   prostego   człowieka   dawniejszych   czasów,   to   tym   bardziej   tę   samą   zasadę   należy
zastosować do opisu zjawisk przyrody (co jest w Biblii zagadnieniem raczej marginalnym):

 

„W dyskusji o zjawiskach naturalnych nie należy zaczynać od autorytetu fragmentów Pisma Świętego, ale od
wrażeń   dostarczanych   przez   zmysły   (

sensate   esperienze

)   i   od   stosownych   dowodów   (

dimostrazioni

necessarie

)”

[32]

.

 

Warto zauważyć, że – jak się wydaje – Galileuszowa fraza 

le sensate esperienze e le dimostrazioni necessarie

nawiązuje  do  argumentów   św.  Augustyna.  To  przecież  on   tysiąc   dwieście  lat  wcześniej  poruszał  problem
spotkania  naukowej   wiedzy  pogan   z  przekazem   biblijnym.  Co  będzie  –  pytał   Augustyn   –  jeśli   owi  uczeni
poganie „pomyślą, że księgi biblijne zawierają błędy w kwestiach, które oni już wcześniej mogli zgłębić czy to
za pomocą doświadczenia, czy też na podstawie solidnych wyliczeń matematyki?”

[33]

.

W   tym   miejscu   Galileusz   wysuwa   jeszcze   jeden,   całkiem   zdroworozsądkowy  argument:  tekst   biblijny   nie
może   przecież   zawierać   wiadomości   zaczerpniętych  

z   przyszłych

  odkryć   naukowych,   „aby   nie   pomnażać

Rozdział V "Epilog, czyli ile diabłów zmieści się na ostrzu szpilki"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

9 z 13

2011-03-06 23:06

background image

zamieszania  w umyśle  ludu”

[34]

.  Dzisiejszy czytelnik  nie byłby w stanie zrozumieć Pisma Świętego, gdyby

posługiwało się ono danymi naukowymi, jakie będą osiągnięte dopiero w przyszłości.

Samym   sednem   argumentu   jest   teologiczna   prawda   chrześcijańska   o   stworzeniu   świata   przez   Boga:
„zarówno Pismo Święte, jak i przyroda tak samo pochodzą od słowa Bożego: Biblia – jako tekst podyktowany
przez Ducha Świętego, a natura – jako najbardziej posłuszny wykonawca Bożych rozkazów”

[35]

.

 

Rys.   22.   Ilustracja   z   końca   XVI   wieku:   chrześcijański   filozof   medytujący   nad   słowem   Bożym   w   Piśmie
Świętym oraz nad Jego dziełami w przyrodzie: „verbum et opera Iehovae”

[36]

 

 

Jeśli tak mają się sprawy, to potrzebny będzie jeszcze krok trzeci. Co zrobić w przypadku, gdy brzmienie słów
Pisma   nie   jest   zgodne   z   naukową   obserwacją   przyrody?   Galileusz   podaje   następujący   punkt   wyjścia   w
poszukiwaniu procedury postępowania

[37]

: Pismo Święte dość często podaje swój przekaz za pomocą słów,

których dosłowne brzmienie różni się od prawdziwego znaczenia biblijnego orędzia. Jest tak dlatego, że język
biblijny jest językiem potocznym, używa przenośni, obrazów i zwrotów zaczerpniętych z codziennego języka
ludzi   nieznających   przecież  nauk  przyrodniczych.  Ten   sposób   przekazu   dostosowany  jest   do  przeciętnego
poziomu ogółu czytelników czy słuchaczy.

Natomiast  nauki  przyrodnicze  mają  do  czynienia  z  naturą,  która  nigdy  nie  przekracza  nadanych   jej  praw.
Natura nie dostosowuje się do przeciętnego poziomu ludzi: „nie dba o to, czy jej utajone przyczyny i sposoby
działania   będą,   czy   też   nie   będą   przedstawione   do   zrozumienia   człowiekowi”.   Dlatego   wyniki   nauk
przyrodniczych, o ile osiągnięte są za pomocą doświadczenia zmysłów albo stosownych eksperymentów, nie
podlegają tego typu interpretacjom jak niejednokrotnie przenośny i poetycki język Biblii.

Galileusz,   ogłaszając   z   dumną   śmiałością,   że   „odkrywamy   Boga   w   zjawiskach   naturalnych   nie   mniej
doskonale   niż  w   świętych   słowach   Biblii”,   ma   pełną   świadomość   zgodności   z   najszacowniejszym   nurtem
Tradycji Kościoła. Wynika to jasno z tego, że od razu powołuje się na słowa starożytnego pisarza kościelnego:

Rozdział V "Epilog, czyli ile diabłów zmieści się na ostrzu szpilki"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

10 z 13

2011-03-06 23:06

background image

„to właśnie wypowiedział Tertulian słowami: «My, chrześcijanie, głosimy, że Boga należy najpierw poznać z
[obserwacji] przyrody, a potem poznać Go głębiej z [chrześcijańskiego] nauczania: z natury poznaje się Go
przez Jego dzieła, a z nauczania – przez głoszenie»”

[38]

.

Galileusz krytykuje tych, którzy odrzucają jego poglądy, powołując się przy tym na Pismo Święte. Jednym z
ważnych argumentów jest odwoływanie się do autorytetu św. Augustyna. Źródło cytatów z tego wielkiego
doktora   starożytnego   Kościoła   jest   dobrane   znakomicie.   Na   przykład   w   liście   do   księżniczki   Krystyny   z
Lotaryngii większość tekstów zaczerpnięta jest z rozprawy św. Augustyna 

O Księdze Rodzaju

. Jak pamiętamy

z   naszych   wcześniejszych   rozważań,   znajduje   się   tam   nadzwyczaj   wiele   wypowiedzi   na   temat   relacji
chrześcijańskiej wiary do odkryć nauk przyrodniczych. Oto jak wygląda linia rozumowania Galileusza, wsparta
potężnym   autorytetem   wielkiego   nauczyciela   starożytnego   Kościoła.   Najpierw   wskazuje,   że   teologowie
odrzucający heliocentryczną teorię Kopernika interpretują Biblię niezgodnie z Tradycją Kościoła:

 

„Nie  tylko  ich   argumenty  są  bezpodstawne,  ale  –  co  jest  błędem   o  wiele  poważniejszym   –  są  okraszone
tekstami   z   Pisma   Świętego,   przez   nich   źle   rozumianego   i   niewłaściwie   zastosowanego   do   rozważanego
problemu. Nie popadliby w ten błąd, gdyby zwrócili uwagę na bardzo pomocne pismo św. Augustyna”

[39]

.

 

Po czym Galileusz wskazuje na właściwą linię Tradycji co do spotkania wiary i nauki, przytaczając znakomite
słowa   tego   wielkiego   doktora   Kościoła.   Św.   Augustyn   –   właśnie   w   odniesieniu   do   badania   obiektów
kosmicznych, takich jak gwiazdy i planety – pisze, co następuje:

 

„Przy problemach tak niejasnych nie należy zbyt zuchwale przyjmować niczego na wiarę, aby uniknąć tego,
że  gdyby  w   przyszłości  odkryto  prawdę,  która  wcale  nie  byłaby  sprzeczna  z  księgami   świętymi  Starego  i
Nowego Testamentu, okazałoby się, że odrzuciliśmy prawdę z powodu przywiązania do naszego błędu”

[40]

.

 

Z Augustyna cytuje dalej umiejętnie te właśnie fragmenty, który odnoszą się do astronomii, jak na przykład:
„wielu   pyta,  jaką  formę  i   jaki  kształt  mają  niebiosa  według   naszego  Pisma  Świętego;  wielu   też  debatuje
niemało na te tematy, które jednak  nasi [biblijni] autorzy z większej roztropności pominęli, jako że nie są
żadną pomocą dla naszych uczniów w osiągnięciu zbawienia”

[41]

. Pismo Święte nie jest więc źródłem wiedzy

o astronomii, a więc zapewne też i o innych tego typu naukach przyrodniczych.

Wszystko   to   streszcza   się   w   maksymie,   którą   Galileusz   przytacza   „za   duchownym   najwyższego   stopnia”
(prawdopodobnie był nim kardynał Cesare Baronio, żyjący w latach 1538-1607): „Duch Święty pragnął nas
nauczyć, jaka jest droga do nieba, a nie jakie są drogi niebios (

come si vadia al cielo, e non come vadia il

cielo

)”

[42]

. Nawiasem mówiąc, słowa te nagminnie przypisuje się błędnie św. Augustynowi.

Poza  cytowanym   już  Tertulianem  i  najobszerniej  wykorzystywanym   Augustynem   (w  jednym  tylko  liście do
księżnej Krystyny jest aż kilkanaście odwołań do tego doktora Kościoła) Galileusz w obronie swojej astronomii
powołuje   się   na   wielu   innych   ojców   Kościoła,  dowodząc,  że   jest   ona   zgodna   z  najlepiej   pojętą   katolicką
Tradycją.  Znajdziemy  więc   u   niego  odwołania  do  św. Hieronima  (331-420),  Boecjusza  (480-524),  Pseudo-
Dionizego Areopagity z przełomu V i VI wieku, św. Tomasza (1225-1274), poza tym wielokrotnie sumarycznie
na  „wszystkich   świętych   ojców   Kościoła”.  Nie  brak  też  powoływania  się   na   współczesnych   mu   katolickich
astronomów,  zarówno  osób  świeckich,  jak  i  jezuitów.  Galileusz umiejętnie przypomina też  stosowne teksty
Soboru Trydenckiego oraz – także sumarycznie – „dekrety soborowe”.

Dla uzupełnienia naszego obrazu horyzontów intelektualnych Galileusza można jeszcze dodać, że w obronie
zgodności   teorii   kopernikańskich   z   biblijną   ortodoksją   powołuje   się   na   przedstawiciela   judaizmu,   Józefa
Flawiusza (ok. 37-94), oraz na uczonego Żyda nawróconego na katolicyzm, Selemcha ha-Leviego, a nawet na
starożytnych uczonych greckich.

Galileusz  nie  tylko  nie  przeciwstawiał   kopernikanizmu   nauce  Kościoła,  lecz  nawet  wskazywał,  że  w   nauce
toruńskiego astronoma kontynuowane są najlepsze tradycje katolicyzmu:

 

„Kopernik, będący nie tylko katolikiem, ale księdzem i kanonikiem, tak był ceniony, że za papieża Leona X,
przy   opracowaniu   przez   Sobór   Laterański   nowego   kalendarza,   wezwano   go   do   Rzymu,   aby   w   tym
pomógł”

[43]

.

Rozdział V "Epilog, czyli ile diabłów zmieści się na ostrzu szpilki"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

11 z 13

2011-03-06 23:06

background image

 

Rozwijając   ten   wątek,   Galileusz   podkreśla,   jak   wiele   wspólnego   z   wysoko   postawionymi   osobistościami
Kościoła miało opublikowanie dzieła Kopernika 

De revolutionibus orbium coelestium

 z 1543 roku. Zostało ono

wydane   na   życzenie   arcybiskupa   Capui,   kardynała   Mikołaja   Schönberga   (1472-1537),   oraz   biskupa   z
Chełmna,   Tiedemana   Giese   (1480-1550).   List   kardynała   Schönberga   popierający   naukę   o   ruchu   Ziemi
stanowił  wstęp   do  pierwszego  wydania 

De revolutionibus

[44]

,  a  w   kolejnych   wydaniach   dodano  do  niego

także list Tiedemana  Giese.  Galileusz przypomniał  dalej,  że  Kopernik  zadedykował  swoją  księgę  papieżowi
Pawłowi III, że dzieło to „zostało przyjęte przez Kościół święty, było czytane i studiowane przez cały świat,
nie wzbudzając przecież najmniejszego cienia wątpliwości co do poprawności nauczania”

[45]

.

Galileusz odwołuje się wreszcie także do bliskich mu czasowo katolickich teologów. Cytuje wydany w 1589
roku   komentarz   do   Księgi   Rodzaju   hiszpańskiego   jezuity   Benito   Pereyry   (1535-1610),   przytacza
wspomnianego wyżej kardynała Cesare Baronio oraz orzeczenia Soboru Trydenckiego (1545-1563). Wszystko
to składa się na obraz gorliwego katolika, który ze wszelkich sił pragnie przekonać osoby dźwigające brzemię
duszpasterskiej odpowiedzialności za Kościół, że nie ma sprzeczności między najnowszymi osiągnięciami nauk
przyrodniczych   a   Biblią   i   katolicką   Tradycją,   zawierającą   się   w   nauce   ojców   Kościoła   i   przypominaną   w
bieżącym nauczaniu Magisterium oraz komentowaną przez wybitnych, współczesnych mu teologów.

 

* * * * *

 

„Niech   chrześcijanie,  duchowi  i  rozumni  zarazem,  uznają,  że  są  z  pokolenia  królewskiego  i  mają  udział w
urzędzie kapłańskim”

[46]

, tymi słowami papieża Leona Wielkiego z V wieku zaczynaliśmy naszą intelektualną

wędrówkę szlakiem wiary i rozumu, które razem prowadziły starożytnych i średniowiecznych chrześcijan ku
Bogu.   Choć   oczywiście   zawsze   zdarzały   się   wyjątki,   to   jednak   najwybitniejsze   umysły   dawnych   wieków
Kościoła   nieodmiennie   wyznawały,   że   do   poszukiwania   obecności   Boga   w   modlitwie   trzeba   dołączyć
aktywność umysłu poszukującego porządku w przyrodzie na gruncie nauki, co otwiera drogę do zrozumienia
zamysłu Stworzyciela świata. „Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Sprawcę”
(Mdr 13,5).

[1]

 XII Zwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów, 

Słowo Boże w życiu i misji Kościoła

 (11 V 2008),

za: http://www.vatican.va/roman_curia/synod/ (2008).

[2]

 P. Duhem, za: S.L. Jaki, 

Uneasy Genius: The Life of Pierre Duhem

, Boston – Lancaster 1984, s. 399.

[3]

  Ilustracja   za:   http://www.er.uqam.ca/nobel/r14310/Ptolemy/Chartres.html   (2008),   źródło:   V.   de

Montchalin, 

Iconographie du portrait de Ptolémée

.

[4]

 P. Sergescu, 

Les mathématiques à Paris…

, s. 29.

[5]

 Hermannus Contractus, 

Opuscula musica

.

[6]

 Hermannus Contractus, 

De mensura astrolabii liber

 oraz 

De utilitatis astrolabii libri due

.

[7]

 P. Sergescu, 

Les mathématiques à Paris…

, s. 30.

[8]

 

Hermanni Contracti vita seu elogium a Bertholdo ejus discipulo scripta

, 0028B.

[9]

 

Hermanni Contracti Monachi Augiensis de mensura astrolabii liber

.

[10]

 

Hermanni Contracti Monachi Augiensis de mensura astrolabii liber

, IV.

[11]

 Por. P. Sergescu, 

Les mathématiques à Paris…

, s. 27-42.

[12]

 Tamże, s. 32-34.

[13]

 Por. Robert Grosseteste, 

De artibus liberalibus

.

[14]

 Robert Grosseteste, 

De lineis angulis et figuris

, 60.

[15]

 Robert Grosseteste, 

De sphaera

, I, 13.

[16]

 Robert Grosseteste, 

De sphaera

, V, 25.

[17]

 Robert Grosseteste, 

De generatione stellarum

, 34-35.

[18]

 Ilustracja za: http://www.nicole-oresme.com/seiten/oresme-bibliography.html (2008).

Rozdział V "Epilog, czyli ile diabłów zmieści się na ostrzu szpilki"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

12 z 13

2011-03-06 23:06

background image

[19]

 Por. A. Costé, 

L’œuvre scientifique de Nicole Oresme

, „Bulletin de la Société Historique de Lisieux” I

(1997)   z.   37,   za:   http://www.math.unicaen.fr/lmno/Oresme/Oresme.html#sdfootnote2sym#sdfootnote2sym
(2008).

[20]

 R. Cooke, 

The History of Mathematics: A Brief Course

, Wiley-Interscience 2005, s. 329-330.

[21]

 Ilustracja za: http://scientia.artenumerica.org/oresme.gif (2008).

[22]

 Por. A. Costé, 

L’œuvre scientifique de Nicole Oresme

.

[23]

 „Que aucuns des mouvements du Ciel soient incommensurables, c’est plus vraysemblable que ne est

l’opposite, si comme je monstray jadis en un traictié intitulé 

De commensurabilitate vel incommensurabilitate

motum   coeli

”,   w:   P.   Duhem,  

Le   système   du   monde.   Histoire   des   doctrines   cosmologiques   de   Platon   à

Copernic

, t. VII, Paris 1956, s. 453.

[24]

 A. Costé, 

L’œuvre scientifique de Nicole Oresme

.

[25]

 S.L. Jaki, 

The Origin of Science and the Science of Its Origin

, s. 84-85.

[26]

 E. Grant, 

Physical Science in the Middle Ages

, s. 58.

[27]

 

Nicolai Copernici Torinensis de revolutionibus orbium coelestium libri VI

, s. 8.

[28]

 Orzeczenie z 1616 roku, w: Galileo Galilei, 

Lettera a Cristina di Lorena

, s. 167 (numery stron odnoszą się

do oryginału z 1613 roku wydanego w Strassbourgu).

[29]

 Galileo Galilei, 

Lettera a Cristina di Lorena

, s. 9.

[30]

 Galileo Galilei, 

Lettera a Cristina di Lorena

, s. 7.

[31]

 Galileo Galilei, 

Lettera a Cristina di Lorena

, s. 11.

[32]

 Galileo Galilei, 

Lettera a Cristina di Lorena

, s. 12.

[33]

 Augustyn, 

De Genesi ad litteram…

, I, 19 (39).

[34]

 Galileo Galilei, 

Lettera a Cristina di Lorena

, s. 11.

[35]

 Galileo Galilei, 

Lettera a Cristina di Lorena

, s. 12.

[36]

  Ilustracja   za:   http://www.bbk.ac.uk/english/conf/exegesis/GeorgeHartgillChristianPhilosopher.jpeg

(2008).

[37]

 Por. Galileo Galilei, 

Lettera a Cristina di Lorena

, s. 12-13.

[38]

  Galileo   Galilei,  

Lettera   a   Cristina   di   Lorena

,   s.   13.   Galileusz   cytuje   tu   dzieło   Tertuliana  

Adversus

Marcionem

, I, 18.

[39]

 Galileo Galilei, 

Lettera a Cristina di Lorena

, s. 2.

[40]

 Augustyn, 

De Genesi ad litteram…

, II, 18 (38).

[41]

  Galileo  Galilei, 

Lettera  a  Cristina  di   Lorena

,  s.  15;  por.  Augustyn, 

De   Genesi   ad   litteram…

,  II,  9-10

(21-23).

[42]

 Galileo Galilei, 

Lettera a Cristina di Lorena

, s. 17.

[43]

 Galileo Galilei, 

Lettera a Cristina di Lorena

, s. 5.

[44]

 

Nicolai Copernici Torinensis de revolutionibus orbium coelestium libri VI

, s. 3-4.

[45]

 Galileo Galilei, 

Lettera a Cristina di Lorena

, s. 6.

[46]

 Leon Wielki, 

Kazanie 4

, 2.

 

Rozdział V "Epilog, czyli ile diabłów zmieści się na ostrzu szpilki"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

13 z 13

2011-03-06 23:06