background image

Ksi ka pobrana ze strony 

http://www.ksiazki4u.prv.pl

 

 

 

 

ANTONI PAWLAK 

KSI

ECZKA 

WOJSKOWA 

 

 

O PO YTKACH PŁYN CYCH Z PRZEBYWANIA 

W MIEJSCACH ZAMKNI TYCH 

 

Gdy wiosn  1976 szedłem do wojska, wiedziałem jedno – albo mnie tam wyko cz , albo 

to 

wszystko opisz . Nie wyko czyli. 

Ludowe Wojsko Polskie było wówczas, w latach siedemdziesi tych, tematem tabu. W 

literaturze wła ciwie nie istniało. Oczywi cie, je li nie liczy  propagandowych 

powie cideł 

wydawanych w masowych nakładach przez Wydawnictwo MON. 

Wi c napisałem i – jak si  okazało – wstrzeliłem si . Byłem pierwszy, który po wojnie 

opisał wojsko inaczej. My l ,  e prawdziwie. 

Dzi  nie mam wi kszych złudze . Doskonale wiem,  e „Ksi eczka wojskowa” nie jest 

wielkim dziełem literackim. Jest swego rodzaju dokumentem. Dokumentem o bardzo 

ciekawych, jak s dz , losach. 

Po pierwsze – niezale ny kwartalnik literacki „Zapis” kupił ode mnie tekst w ciemno. A 

rzecz taka młodemu literatowi (miałem wówczas 26 lat) zdarza si , raczej rzadko. 

Po drugie – dwa pełne nakłady tego numeru „Zapisu” w cało ci skonfiskowała Słu ba 

Bezpiecze stwa. Pozwala mi to do dzi   ywi  nadziej ,  e wła nie mój tekst był tak 

wa ny. 

Po trzecie – „Ksi eczka wojskowa” w wielu jednostkach wojskowych stała si  

obowi zkow  lektur  szkoleniow  dla oficerów. Nigdy nie my lałem,  e stan  si  kim  w 

rodzaju autora podr cznika. 

Po czwarte – w drugiej połowie grudnia 1981 roku w wi zieniu w Białoł ce jeden ubek 

powiedział mi,  e wła nie „Ksi eczka...” była głównym powodem mojego internowania. 

I w ten sposób dochodzimy do „Ksi ki skarg i wniosków” – tekstu, w którym staram si  

opisa  obozy internowanych. 

Od grudnia 1981 do lipca 1982 byłem internowany w Białoł ce, Jaworzu i Darłówku. 

Udało mi si  siedzie  z wieloma lud mi, którzy dzi  (pisz  to na pocz tku grudnia 1990 

r. ) tak 

du o znacz .  eby si  pochwali , niektórych wymieni : 

z rz du – Tadeusz Mazowiecki, Waldemar Kuczy ski, Jan Lity ski, Bronisław 

background image

Komorowski, Stefan Kawalec... 

z ambasadorów – Władysław Bartoszewski, Krzysztof  liwi ski... 

z Sejmu i Senatu – Bronisław Geremek, Andrzej Szczypiorski, Adam Michnik, 

Aleksander 

Małachowski, Gabriel Janowski, Andrzej Celi ski, Stefan 

Niesiołowski... 

z telewizji — Andrzej Drawicz, Jan Dworak... 

I jeszcze wielu polityków, działaczy, artystów, wydawców, dziennikarzy i naukowców. 

Jak wida  jestem – do  dobrze ustawiony. Czego wszystkim serdecznie  ycz . 

Antoni Pawlak 

 

„Wrócicie do cywila i skombinujecie tak 

wszystko,  e zrobicie ze mnie dup  i skurwysyna, 

a z siebie inteligenta i pacyfist , 

który jest ponad szarym  yciem pułkowym”. 

Zbigniew Uniłowski „Dzie  rekruta” 

 

Gdy dowiedziałem si ,  e mam i  do wojska, robiłem wszystko, aby to nie doszło do 

skutku. Pomagało mi w tym wielu ludzi, co doprowadziło do pewnego zamieszania. W 

ko cu 

wezwał mnie komendant sztabu dzielnicowego. Usiedli my w jego gabinecie. 

– Naprawd  nie mog  zrozumie , dlaczego z takim uporem stara si  pan unikn  słu by 

wojskowej. Przecie  jest to pa skim obowi zkiem. Zreszt  te wszystkie legendy,  e w 

wojsku 

nie ma mo liwo ci ani czasu, to wierutne brednie. A pan tu jaki  bałagan robi. A poza 

tym, 

nawet jakbym chciał, nie mog  panu i  na r k . Ja, prosz  pana, musz  rozlicza  si  z 

ka dego, kto nie poszedł. 

Starałem si  mu wytłumaczy ,  e studiuj  filozofi , a w wolnych chwilach pisuj  

wierszyki, i obawiam si ,  e dwuletnie koszarowanie nie wyjdzie na dobre ani moim 

studiom, 

ani te  wierszykom. 

– Ale  pan jest w bł dzie! To,  e zajmuje si  pan filozofi  i literatur , w  aden sposób 

nie 

przeszkodzi panu w odbyciu słu by. Zreszt , dobrze,  e mi pan o tym powiedział. 

Postaramy 

si  skierowa  pana do takiej jednostki, w której słu ba b dzie w jaki  sposób współgrała 

pa skimi zainteresowaniami. 

Prawdopodobnie dlatego trafiłem do czołgów. 

– A jakie s  pa skie plany na przyszło ? Jako krytyka, oczywi cie – zapytał mnie w 

Pałacu Kazimierzowskim Nestor Krytyków. 

– Trudno mówi  o planach. Za tydzie  b d  ju  w wojsku. 

– Aha – sapn ł N.K. z nagłym błyskiem w oku. – Tego to panu nawet zazdroszcz . 

Niech 

background image

pan Mnie dobrze zrozumie; jest pan młodym, zdolnym człowiekiem. A groziło panu 

zatoni cie w kawiarnianym bagienku. (Pan wie, co oni o Mnie?) Wie pan, z tego si  

bardzo 

trudno wyci gn . Tam za  b dzie pan miał pole do naprawd  twórczej obserwacji. 

Wej cie 

w tak odmienne  rodowisko, to dla ka dego twórcy cenne, bardzo cenne 

do wiadczenie. 

Zdenerwował mnie tylko. Niby  yd, a takie bzdury opowiada. 

Kazik chciał uprzyjemni  mi ostatni dzie  wolno ci. Chod  – powiedział – poznam ci  z 

Postaci  Historyczn . Lecieli my przez cał  Warszaw , a on do ko ca nie chciał 

wyjawi , 

kogo miał na my li. Posta  Historyczna i tyle. 

A P.H. umiał si  znale . Jak tylko zorientował si , w jakiej jestem sytuacji, zacz ł mnie 

pociesza . 

– Niech si  pan zbytnio nie przejmuje – mówił. – Wojsko to tylko karykatura ustroju 

totalitarnego, do którego – jak s dz  – zdołał si  pan ju  przyzwyczai . Jak panu 

wiadomo, 

ustrój totalitarny zbudowany jest na zasadzie sieci, która nas tak naokoło oplata, oplata. 

Ale 

ka da sie  ma to do siebie,  e posiada oka, w których przeci tnie inteligentny człowiek 

potrafi uwi  sobie spokojne gniazdko. Czego i panu serdecznie  ycz . 

Przy po egnaniu Kazik mocno u cisn ł mi dło . 

– Mam nadziej , Antoni,  e doczekamy jeszcze czasów, gdy młodzi ludzie b d  pełni 

dumy szli do POLSKIEGO wojska. 

Ja nie miałem tej nadziei. Nie mam jej do dzisiaj. Zreszt , Kazik, wojsko jest zawsze 

wojskiem. Poza wszystkim innym. 

Pocz tkiem drogi był Dworzec Wschodni. Całe tłumy młodych ludzi. Pijanych młodych 

ludzi. Pijanych i wyj cych młodych ludzi. 

Wojskowe piosenki wzbijały si  pod dach dworca. Jak barany na rze  wsiadali do 

poci gów kolejni obro cy granic. Ten koszmar towarzyszył mi przez cał  drog . W 

pewnych 

chwilach robiło mi si  wr cz głupio za t  moj  trze wo , za brak  piewu. Wygl dało na 

to, 

e ja jeden boj  si  tego, co nas czeka.  e tamci jad  pełni pijanej rado ci, a ja jeden 

itd. 

Stałem obok jakiego  starszego faceta, który z pewnym niedowierzaniem obserwował 

ten 

Wesoły Poci g. W pewnym momencie facet zacz ł do mnie mówi . 

– Wie pan, wojsko nie jest łatw  rzecz . Ja si  wcale nie dziwi ,  e oni nie maj  ochoty 

tam i . Ale to w sumie niedobrze, bo powinni. Nie, nie dlatego,  e to obowi zek i tak 

dalej. 

Ode mnie pan czego  takiego nie usłyszy, nie jestem dziennikiem telewizyjnym. Po 

prostu tak 

ju  w  yciu jest,  e wojsko i wi zienie to najwi ksza i najlepsza szkoła  ycia. Ja, panie, 

byłem 

ju  w paru wojskach i paru wi zieniach. Najpierw, w trzydziestym dziewi tym, w polskim 

wojsku. Normalne. Zaraz na pocz tku wojny Niemcy wzi li mnie do niewoli. Ale obozu 

background image

jenieckiego nie zobaczyłem, bo udało mi si  uciec z transportu. Do czterdziestego 

trzeciego 

byłem w AK na terenie Warszawy. I w tedy Niemcy znów mnie złapali. Tym razem 

gestapo. I 

po raz drugi udało mi si  uciec. Byłem ju  spalony w mie cie i musiałem i  do lasu, do 

oddziału. A jak w czterdziestym czwartym przyszli Ruskie, to pierwsza rzecz nas 

zamkn li. 

Wtedy wła nie uciekłem z wi zienia po raz ostatni. Ruscy zamykali mnie na fałszywych 

papierach, wi c pod prawdziwym nazwiskiem wst piłem do ko ciuszkowców. Byłem z 

nimi, 

panie, a  do Berlina. Po wojnie chciałem zosta  w wojsku i nawet zostałem. Ale 

niedługo. W 

czterdziestym ósmym kto  wpadł na to,  e zwiałem Ruskim. Wie pan, wtedy si  nie 

patyczkowali, mo na było i czap  lekk  r czk  zarobi . Zamkn li i koniec. Nawet nie 

miałem 

ju  ochoty ucieka . Wyszedłem zupełnie legalnie w pi dziesi tym pi tym. 

I widzi pan: tyle wojsk, tyle wi zie . Ale jak patrz  z perspektywy, to nawet jestem 

zadowolony,  e los mnie tak do wiadczył. Nie ma we mnie ch ci zemsty na kimkolwiek. 

To 

naprawd  wielka szkoła. Oni wszyscy, a w ka dym razie ci inteligentniejsi, tak e dojd  

do 

tego wniosku. Bardzo w to wierz . Oby jak najpr dzej. Nie wyobra a pan sobie, jak taka 

wiadomo  mo e im pomóc. Przynajmniej w pocz tkowym, najtrudniejszym okresie. 

A poza tym, jakby tak porówna  wojsko dwadzie cia lat temu i teraz. To  to sanatorium. 

Co wcale nie znaczy,  e chciałbym umniejsza  ich cierpienia. Nie, chyba po prostu tak 

jest,  e 

ka de pokolenie ma inny, swój udział w cierpieniu. 

W miejscu docelowym byłem rano. Trze wy, tylko zm czony całonocn  podró . I 

gnany 

my l : musz  tutaj, teraz, jeszcze przed przekroczeniem bramy pozna  kilku z tych, z 

którymi 

przyjdzie dzieli  ten okres. Wydawało mi si  to konieczne. Wi cej ni  konieczne. Byłem 

pewien,  e w du ej mierze ułatwi to aklimatyzacj . B dzie wszak kto , z kim mo na 

wróci  

wspomnieniem do tych kilku ubogich chwil pozostawionych na zewn trz. 

Akurat napatoczyło si  dwóch. Przyczepiłem si  do nich, starałem si  upodobni , sta  

si  

jednym z nich lub oboma naraz. Wiedziałem,  e to mo e by  jedyna droga,  eby mnie 

zaakceptowali. 

I poszli my w tan. Najpierw po butelce wina. Zacz ło si  pierwsze macanie: 

Sk d jeste ? 

Ile razy udało ci si  mign ? 

Itd. 

Od pierwszej chwili zdobyłem co  w rodzaju szacunku. Nie byłem nawet najstarszy, 

byłem 

dla nich po prostu stary. Cztery, sze  lat to ju  w tym wieku wiele. Ale dorosło  trzeba 

background image

potwierdzi  siln  głow . Wi c dalej, dalej. Wi c po dwie setki i po dwa piwa. I dalej. 

Szli my 

przez miasteczko zbieraj c innych, takich jak my. Jeszcze sklep i jeszcze po trzy wina 

za 

paski od spodni. Na ulicy, a potem w domu jakiego  miejscowego. Stamt d te  chyba 

jeszcze 

jakie  zakupy. Ale ja si  nie popisałem, nie pami tam, straciłem film. 

Odzyskałem go dopiero w jednostce. Do dzi  nie wiem, w jaki sposób tam trafiłem. 

W jednostce najpierw przechodzi si  przez co  w rodzaju powtórnej komisji 

wcieleniowej. 

Kilku lekarzy i facet wypytuj cy o  yciorys. Tutaj wła nie przydzielaj  do poszczególnych 

pododdziałów. 

Przez komisj  przeszedłem bez wi kszych kłopotów. Tylko przy tym nielekarskim stoliku 

wdałem si  w dyskusj  mocno zawił  z jakim  majorem. Poszło o to, czy jestem karany. 

Powiedziałem mu,  e to skomplikowana historia – i jestem, i nie jestem. Za dał 

wyja nienia. 

A ja z pijackim uporem powtarzałem w kółko to samo, dodaj c co jaki  czas,  e to 

troch  zbyt 

skomplikowane, by on to zdołał zrozumie . 

W ko cu dał mi spokój. 

Zacz to przerabia  mnie na  ołnierza. 

Najpierw strzy enie. Fryzjer o mało nie zwariował z rado ci, gdy zobaczył moje 

spływaj ce na plecy włosy. Od razu na zero. 

Potem rozbierali my si  do naga i pakowali my cywilne ubrania do worków, z których 

próbowali my robi  paczki do domu. I ła nia. Nadzy i łysi pod prysznicami z ledwie 

letni  

wod . Teraz ju  zupełnie nie mogłem pozna   wie ych kolegów. Fryzjer zmienił nas w 

sposób zasadniczy. Byli my grup  anonimowych golców. 

Z ła ni do kilku stoisk – jak w sklepie, tyle,  e bez płacenia. 

STOISKO I – bielizna. 

– Masz tu spodenki i podkoszulk . Co marudzisz? Jak za du e, to i lepiej,  e nie za 

małe. 

Koszulka to nic, ale spodenki ci gle spadaj . 

STOISKO II – moro. 

– Za du e, to skrócisz, za małe, to wymienisz. Co si  tak gapisz – spierdalaj. 

Szybko do nast pnego. 

STOISKO III – komplet alarmowy. 

Jakie  chlebaczki, zapasowe gacie, koszulki itd. Po choler  tego a  tyle? 

STOISKO IV – galanteria skórzana. 

A wi c pasy i buty. Tutaj przynajmniej mo na sobie dobra  na miar . 

STOISKO V – obuwie sportowe. 

tenisówki (j.w.) 

STOISKO VI – berety. 

Te  na miar . 

A poza tym wła nie tutaj jak najszybciej nale ało nauczy  si  zawi zywa  onuce. Co  

nieprawdopodobnie trudnego. Potem wszystko pod pach  i na kompani . 

Le eli my ju  w łó kach próbuj c zasn , gdy – około wpół do jedenastej – przyszło 

background image

dwóch nowych. Spogl dali na nas m tnie, spode łba. Z zaciekawieniem przygl dali my 

si  

ich przygotowaniom do snu. Panowało pełne napi cia milczenie. W pewnym momencie 

jeden 

z nich zapytał: A kiedy tu daj  kolacj ? 

Strasznie nas to roz mieszyło.  mieli my si  długo i niepohamowanie. W tym  miechu 

było co  oczyszczaj cego. Teraz ju  wiedzieli my – jeste my w wojsku. 

 

II 

Drugiego dnia pobytu w jednostce wzbudziłem zainteresowanie sekcji politycznej. Kazali 

mnie do siebie, do sztabu, przyprowadzi . 

Młody porucznik posadził mnie naprzeciw siebie. 

– Tak. Ogl dałe  mo e telewizj  w cywilu? Bo wiesz, ja tam prowadziłem jeszcze 

niedawno program dla młodzie y... 

Z przykro ci  poinformowałem go,  e raczej nie zdarzało mi si  ogl da  programów dla 

młodzie y. Ale specjalnie go to nie zniech ciło. Okazało si ,  e nie tylko po to mnie tutaj 

wezwano. 

– Co wy cie pokr cili wczoraj przy ewidencji z t  wasz  karalno ci ? 

Na wszelki wypadek rozejrzałem si  wokoło. Ale byli my sami. Có , trzeba si  b dzie 

przyzwyczai  do drugiej osoby liczby mnogiej. 

Wyja niłem,  e owszem, byłem karany, ale ju  nie jestem. Bowiem wyrok z 

zawieszeniem 

po zako czeniu zawieszenia ulega automatycznemu zatarciu. Przekonywał mnie,  e tak 

wcale 

nie jest. „Nie znacie prawa, ot co”. Bardzo delikatnie suponowałem mu,  e mo e by  

akurat 

odwrotnie. 

Jako  nie mogli my si  dogada . 

– No, dobra – zniecierpliwił si  po chwili. – Zostawmy to na razie. Mam nadziej ,  e nie 

przyszli cie tutaj po to, by odsłu y , ale po to, by słu y . Bez wzgl du na wasze 

(katolickie – 

prawda?) pogl dy, powinni cie by  dumni,  e mo ecie spełni  zaszczytny obowi zek 

wobec 

ojczyzny. Je eli b dziecie szczerze słu y , b dzie dobrze. I, mam nadziej , nie 

b dziecie 

próbowali za wszelk  cen  st d si  wyrwa . My my tu nawet mieli jednego takiego, te  

katolik. I wyszedł. Ale co? – do dzi  nie mo e pracy znale , a to ju  przeszło rok. 

Porucznik pocz stował mnie jeszcze obietnic ,  e je li podczas okresu unitarnego b d  

si  

bardzo starał by  dobrym  ołnierzem, to b d  mógł pracowa  w ich sekcji jako „pisarz – 

maszynista”. 

– B dziesz miał złote  ycie. Twoi kumple si  upierdol , a  im si  jaja w pocie zagotuj , 

ty – jak pan. 

Na po egnanie chciał jeszcze sprawdzi , czy rzeczywi cie tak biegle pisz  na maszynie. 

Dał mi papier i kazał pisa : „Jestem dumny i szcz liwy,  e odbywam zasadnicz  słu b  

background image

wojskow ”. Po chwili powa nej rozterki napisałem: „ Urodziłem si  czwartego sierpnia 

pi dziesi tego roku w Sopocie”. 

Nie był ze mnie zadowolony. 

Jak zawsze: najtrudniejsze s  pierwsze dni. 

Wrzucaj  ci  w jak  zbiorowo  i wydaje ci si ,  e  wiat ten, za murami, przestał nagle 

istnie . Zanim otrzymasz pierwszy list – to jedyne potwierdzenie istnienia  wiata – mija 

tydzie  do dwóch. Przez ten czas masz tak  cholern  pewno ,  e wszyscy o tobie 

zapomnieli. 

Przychodz  do głowy ró ne głupie pomysły. Na przykład: czy warto próbowa  ocala  

siebie, swoj  godno . Dla kogo, skoro i tak nikt nie zauwa ył twojego znikni cia z 

tamtego, 

dobrego  wiata. 

Zaczynasz liczy  dni, które dziel  ci  od powrotu. 

Z pocz tku jest ich około siedmiuset czternastu. 

Przez pierwsze dni – mo e tydzie  – mój mózg w ogóle nie pracował. Był wył czony jak 

zb dne urz dzenie. Nie my lałem, nie zastanawiałem si  nad niczym. Kiedy pytano 

mnie o 

nazwisko, musiałem mie  troch  czasu na przypomnienie sobie. Nie tylko ja. Byli my 

wszyscy jak  ci le zaprogramowane automaty. Reagowali my tylko na krzyk i tryb 

rozkazuj cy. Biegali my, maszerowali my,  piewali my, czołgali my (si ), myli my (si ), 

spali my, jedli my, palili my – wszystko tylko na rozkaz. 

Własn  inicjatyw  przejawiali my tylko w sprawie potrzeb fizjologicznych. Zreszt  ja 

dopiero po trzech dniach. Do tego bowiem czasu miałem wył czony tak e  oł dek. 

A poza tym to deprymuj ce uczucie wstydu, gdy musisz przy wszystkich: 

– Obywatelu kapralu, szeregowy Jabłkowski melduje si  z zapytaniem... Czy mog  i  

do 

ubikacji? 

A taki buc na to: Siusiu czy kupk ? 

Pocz tkowo jedn  z najtrudniejszych rzeczy, obok skomplikowanego sposobu słania 

łó ek, 

było poranne mycie. Dokładnie dwie minuty na umycie – nóg, r k wł cznie z 

wyczyszczeniem paznokci (do sprawdzenia), twarzy, i jeszcze si  ogoli . 

Najgorsze było to ostatnie. W domu miałem maszynk  elektryczn , ale tutaj nie wolno. 

Tutaj wszyscy musz  mie  identyczne przybory, wi c najprymitywniejsze maszynki 

yletkowe marki JUNIOR po 45 złotych. Nigdy przedtem nie goliłem si   yletk . Po 

ka dej 

próbie wygl dałem jak korporant po pojedynku. 

ołnierz przed przysi g  nie mo e opuszcza  terenu jednostki. Nie mo e nawet bez 

opieki 

porusza  si  poza budynkiem kompanii. Ale jednemu z nas poszcz ciło si . Był w 

cywilu 

kelnerem i w zwi zku z tym dane mu było prze y  Przygod . Urz dzano dla rodzin 

kadry co  

w rodzaju pikniku nad jeziorem. Potrzebni byli kucharze i kelnerzy. Pojechał i on. Wrócił 

całkowicie załamany. Opowiadał: 

Podsma ałem w gorza dla jakiego  majora. I patrzyłem. Mówi  wam, jakie dziewczyny. 

background image

Jedz , ta cz , pływaj , opalaj  si . Dopiero jak tam byłem, u wiadomiłem sobie, w co ja 

si  

dałem wpakowa . Zrozumiałem,  e  ycie przecieka mi mi dzy palcami.  e wszystko to, 

co 

jest udziałem tych dziewczyn, przemyka obok mnie.  e zostawiłem po tamtej stronie 

muru 

zbyt wiele. Chciało mi si  płaka . Chłopaki, nie potrafi  tego wszystkiego tak dobrze 

opowiedzie , ale naprawd  miałem łzy w oczach. Nie wstydz  si  tego. A poza tym, 

słuchajcie, one mówiły do mnie „prosz  pana”. Słowo honoru. Nie istniałem dla nich jako 

facet, jako m czyzna, ale mówiły „prosz  pana”. 

„Uprzejmie zawiadamiamy,  e syn Wasz............ zameldował swoje przybycie do naszej 

jednostki w nakazanym terminie i przyst pił do odbywania zasadniczej słu by wojskowej 

szeregach Ludowego Wojska Polskiego. 

Przekraczaj c bram  koszar syn Wasz wszedł w nowy okres swego młodzie czego 

ycia, 

który wywrze istotny wpływ na dalszy proces rozwoju jego osobowo ci. Słu ba 

wojskowa 

jest bowiem zaszczytnym patriotycznym obowi zkiem obywateli Polskiej 

Rzeczypospolitej 

Ludowej, w toku której, sposobi c si  do obrony granic i niepodległego bytu Ojczyzny, 

młodzi obywatele zdobywaj  rozległ  wiedz  i praktyczne umiej tno ci ofiarnej i 

rzetelnej 

słu by dla dobra narodu, socjalizmu i pokoju. 

Jednostka wojskowa, w której synowi przypadło odby  ten podstawowy obowi zek 

obywatelski, legitymuje si  powa nymi osi gni ciami szkoleniowo – wychowawczymi. 

Kontynuuj c chlubne post powe i rewolucyjne tradycje narodu polskiego i jego or a 

przysporzyła ona naszej ludowej Ojczy nie liczne zast py ofiarnych i doskonale 

wyszkolonych obro ców – gor cych patriotów i internacjonalistów, słu cych z całego 

serca i 

wszystkich sił sprawie ludu pracuj cego. 

Zdajemy sobie spraw ,  e nieobecno  syna w gronie rodzinnym wywołuje w ród 

najbli szych mu osób t sknot  i trosk  o jego los. Pragniemy przeto uspokoi  Was, 

donosz c 

niniejszym,  e syn wasz godnie przyj ty został do wielkiej rodziny wojskowej, 

pozyskuj c 

nowych serdecznych przyjaciół oraz do wiadczonych, troskliwych i sprawiedliwych 

przeło onych. Otrzymał nale yte umundurowanie i oporz dzenie osobiste, mieszka 

wygodnie 

i schludnie, otrzymuje wysokokaloryczne po ywienie, ma solidn  opiek  lekarsk  oraz 

dobre 

warunki wypoczynku, rekreacji i kulturalnego rozwoju. 

Obecnie syn przechodzi szkolenie unitarne, zapoznaj c si  z podstawowymi 

powinno ciami  ołnierskimi i elementarnymi zasadami rzemiosła wojskowego. Jego 

dotychczasowe zachowanie i podej cie do wykonywania obowi zków słu bowych jest 

nienaganne. Specyfika współczesnej słu by wojskowej oraz to,  e Ludowe Wojsko 

Polskie 

background image

jest armi  na wskro  nowoczesn  sprawia,  e dalsze nale yte wywi zywanie si  z 

ci

cych 

na  obowi zków wymaga  b dzie z jego strony du ej rzetelno ci, wysokiego 

zdyscyplinowania i samozaparcia w pokonywaniu codzienno ci. 

W imieniu dowództwa jednostki oraz bezpo rednich dowódców i wychowawców 

zapewniamy Was,  e uczynimy wszystko, aby syn z honorem mógł wypełni  swój 

zaszczytny 

i odpowiedzialny obowi zek obywatelski. Prosimy jednak o pomoc z Waszej strony w 

postaci ciepłych patriotycznych słów rodzicielskiej zach ty w korespondencji do syna, co 

pewno ci  pomo e mu w pełnej adaptacji do warunków  ycia wojskowego oraz w 

osi gni ciu wzorowych wyników w szkoleniu i wychowaniu. 

 

Z  OŁNIERSKIM POZDROWIENIEM 

Przez pewien czas miałem wra enie pełnego roztopienia si  w zbiorowo ci. 

Przekonanie o 

uniformizacji nie tylko zewn trznej było we mnie stosunkowo silne i sprawiało mi swego 

rodzaju rado . W warunkach pełnej anonimowo ci wydawało mi si  to bardzo 

korzystne. 

Temu prze wiadczeniu zdawało si  wszystko sprzyja . Nie byłem sam – byłem taki 

sam. Tak 

samo jak moi koledzy odczuwałem zm czenie, zimno, t sknot  za domem i nienawi  

do 

kaprali. Ale stosunkowo szybko zostałem wyrwany z samozadowalaj cego uczucia 

to samo ci. I – przynajmniej z pocz tku – w nowej roli, w roli innego, nie czułem si  

najlepiej. 

Pierwszy sygnał odmienno ci odebrałem na zaj ciach politycznych. Prowadz cy 

opowiadał nam o historii hymnu narodowego. W cz ci dyskusyjnej zaj  o głos poprosił 

Ada . 

– Obywatelu poruczniku, jak ja słysz  nasz hymn, jak graj  „Jeszcze Polska nie 

zgin ła”, 

to mnie co  tu, o tu mnie, mnie... 

I szarpie si  za bluz  na piersiach. 

Pomy lałem wtedy: dobry dowcip, tylko gorzej, jak si  porucznik zorientuje,  e z niego 

Ada  balona robi. Po chwili jednak ze zdumieniem zrozumiałem,  e chłopak mówi serio. 

oto wylewa przed nami całe swoje jestestwo. Był to dla mnie swego rodzaju szok. 

Potem dowody tej niewygodnej inno ci posypały si  ju  lawinowo. Byłem chyba jedynym 

ołnierzem LWP, który za nic nie chciał zafundowa  sobie pami tki z wojska w postaci 

fotografii w mundurze. Wszyscy chcieli mie  takie zdj cie, tylko ja jako  nie. Ale mam. 

Do 

jednego zostałem formalnie zmuszony przez dowódc  plutonu. 

Pó niej, kiedy nas puszczano do domów, ró nili my si  stosunkiem do munduru. Oni 

przyje d aj c do domów zabierali si  od razu do prasowania i czyszczenia munduru i 

potem 

robili w nim obchód rodziny i znajomych. Ja inaczej. Z dworca na te swoje Stegny 

niemal 

background image

przemykałem si  podwórkami, byle tylko nikt ze znajomych nie zauwa ył. W domu 

ciskałem 

mundur w k t i a  do wyjazdu starałem si  nawet na niego nie patrze . Wstydziłem si  

swego 

pobytu w wojsku. Ten wstyd pozostał mi do dzisiaj. 

Tak e chusty. Kiedy wychodzi si  z wojska, robi si  na t  okazj  chusty z kawałków 

prze cieradła. Taki zwyczaj. Po brzegach chust  obszywa si  fr dzlami. Na  rodku si  

maluje. 

Najlepsze elementy do wymalowania, elementy nieodzowne to: czołg, orzeł, goła dupa, 

statua 

wolno ci z tego ameryka skiego miasta oraz napis „fredom” albo „fre”. W wolnych 

miejscach koledzy z poboru wpisuj  swoje adresy. 

Wszyscy dziwili si  dlaczego nie mam chusty. 

Uciekaj . Wszyscy mo liwymi sposobami staraj  si  st d wydosta . Od prymitywnych, 

obliczonych na krótk  met  prób przeskoczenia przez mur, po sposoby bardziej 

wyrafinowane. Najcz ciej przez zakład psychiatryczny. 

ZBYSZEK Wzorowy dowódca dru yny. Rok słu by. Raptem znika. Po dwóch dniach 

sam wraca do koszar. Tego samego dnia wieczorem truje si  jakimi  tabletkami. Po 

odratowaniu idzie na miesi czn  obserwacj  do zakładu. Jednak e wraca z 

orzeczeniem,  e 

zdrowy i zdolny do dalszego pełnienia słu by. Stara si  wi c o przeniesienie do innej 

jednostki, co przez kadr  zostaje przyj te z ulg . Tam robi kilka podobnych numerów i 

nareszcie zostaje zwolniony. Na cztery miesi ce przed terminem. 

ANDRZEJ Trzeci dzie  w wojsku. Nie wytrzymuje ci głego krzyku i gadania. Rzuca si  

na dowódc  dru yny z no em od niezb dnika. Miesi czna obserwacja i niezdolny do 

dalszej 

słu by. 

MAREK Pół roku słu by. Z jakich  powodów nie chc  go pu ci  do domu na przepustk . 

W nocy, w  wietlicy demonstracyjnie tnie si   yletk , a raczej – jak sam mówił – mojk . 

Tnie 

si  po przegubach, piersiach, brzuchu i policzkach. Staczamy z nim szalon  walk  o 

yletk , 

bo ma ochot  pokiereszowa  tak e i innych. Miesi czna obserwacja i do domu. 

JAN Uparta, chłopska walka przez całe dwa lata. Obrzucenie kadry kompanii 

taboretami. 

Pogo  za dy urnym z siekier  w dłoniach. Ale zyskał tylko tyle,  e jako jedyny  ołnierz 

pułku nie brał udziału w zaj ciach strzeleckich i nie pełnił warty. Nikt z kadry nie chciał 

bra  

na siebie odpowiedzialno ci za wydanie mu broni czy amunicji. Ale trzymali go, nie 

wiadomo 

po co, przez cały okres słu by. 

ANDRZEJ II Podci ł sobie  yły na tydzie  przed przysi g . Przedtem pisał jakie  

podania 

o zamienienie mu słu by wojskowej na pi  lat wi zienia. Był to typowy „git” przekonany, 

wi zienie, oprócz tego,  e go nobilituje, b dzie łatwiejsze. 

RYSZARD Przez cały rok nocne moczenie, którego w rzeczywisto ci nie miał. W ko cu 

background image

udało mu si , dostał roczne odroczenie. Ten chłopak wzbudził we mnie co  w rodzaju 

szczerego podziwu. Cały rok wysilał si , aby systematycznie la  w nocy pod siebie. 

Wy miewany i bity przez kolegów, nie poddał si . 

Przysi ga wojskowa jest chyba najdziwniejszym ze  wi t  wieckich. Mo e to wina 

niecodziennych warunków, w jakich si  odbywa, w ka dym razie czasem wydaje mi si , 

przypomina ona wszystkie sakramenty naraz. Tak jakby z ka dego z nich brała po 

trochu. 

Na wiele dni przed sam  przysi g  w oddalonych czasem o setki kilometrów domach 

trwa 

podniecenie. Cz ciej odwiedzane s  sklepy. Trzeba synusiowi kupi  przynajmniej 

troch  

w dliny. Tak ich tam  le karmi , pisał przecie . I owoce, bo to zawsze witaminy, na 

pewno 

nie daj  im tam owoców. Aha, i alkohol, niech se chłopak łyknie przy swoim  wi cie. 

Rodzice, dziewczyny, koledzy. Wszyscy chcieliby jecha . Bo trzeba: tyle si  go ju  nie 

widziało, a poza tym podnie  na duchu. Bo wypada: do ka dego przecie  kto  

przyje d a, a 

do naszego nikt? Albo po prostu dlatego,  e nadarza si  jeszcze jedna polska okazja do 

wypicia. 

A potem w poci gach, gromadnie, z tobołami wypchanymi mi sem, w dlin , ciastem; 

słodyczami i wódk . Jedyne polskie  wi to, które zawsze sp dza si  poza domem. Od 

wczesnego rana przed bram  jednostki.  ołnierze z biura przepustek pocz tkowo 

rewiduj  

wszystkie baga e w poszukiwaniu alkoholu. A potem ju  tylko wyrywkowo, zbyt du y 

tłok 

jak na ich mo liwo ci. Przeci tnie na jednej przysi dze konfiskuje si  (czy raczej – 

bierze na 

przechowanie) grubo ponad sto litrów alkoholu. A i tak wiadomo,  e co najmniej drugie 

tyle 

udało si  odwiedzaj cym przeszmuglowa  na teren jednostki. 

Potem to niecierpliwe czekanie. Jeszcze tyle godzin. Sama uroczysto  zacznie si  

dopiero 

około godziny dziesi tej. I potrwa swoje. Wi c kiedy si  nim nacieszy ? 

I ju : maszeruj ! Czasem wr cz trudno pozna  tego, do którego si  przyjechało. Taki 

jaki  

obcy. Bez brody, bez włosów i bez tej dzinsowej kurtki. Ale w sumie, popatrz matka, 

całkiem 

mu do twarzy w mundurze. No, elegancko. I na twarzy si  troch  poprawił. 

A w jednostce, w ród nas, ju  na tydzie  przed, nerwowa atmosfera. Dzie  w dzie  

wielogodzinne próby defilady i samej uroczysto ci. A  do znudzenia, do upadłego. 

W przeddzie  zebranie w  wietlicy. Ostrze enie kadry. 

– Obywatele, ju  niedługo wasze wielkie  wi to. Przysi ga, po której staniecie si  

ołnierzami w pełnym tego słowa znaczeniu. Zwi kszy si  wasz zakres obowi zków, ale 

zwi ksz  si  uprawnienia. Na przykład b dziecie mogli ju  je dzi  na przepustki i urlopy, 

background image

wiem,  e o to chodzi wam najbardziej. Tylko ostrzegam:  eby mi tu nie było  adnego 

picia na 

przysi dze. Je eli stwierdz ,  e kto  z was sobie chocia  troch  wypił, ma z głowy 

przepustki 

na co najmniej pół roku. I te pół roku to nie b dzie okres najmilej w  yciu wspominany. 

My l , obywatele,  e doskonale si  wszyscy rozumiemy i nie b dzie  adnych 

nieprzyjemnych 

wypadków. 

A po południu, gdy kadra spokojnie siedzi w domach przed telewizorami, tak  sam  

pogadank  urz dzaj  dla nas dowódcy dru yn. 

– Młodzie  słyszała,  e ma nie pi , nie? Słuchajcie, obywatele, powoli przestajecie by  

jebanymi sier ciuchami. Ale nie my lcie sobie za wiele. Jak mi kto  podskoczy, to i tak 

go 

zajebi , cho by miał i tysi c przysi g. Zrozumiano? I pami tajcie:  adnego picia. Jak 

wam 

przywioz  wódk , to najpierw swojego kaprala poprosi ,  eby z wami wypił. Jasne? No! 

wy  ołnierzu, podobno macie siostr . Fajna chocia ? Fajna, to da dupy kapralowi, nie? 

Niechby spróbowała nie da , to b dziesz miał kocie przesrane do ko ca mojej fali. 

A ja znów obserwuj  t  denerwuj c  inno , która oddala mnie od moich kolegów coraz 

bardziej. Przysłuchuj  si  ich rozmowom w nocy, podczas prasowania mundurów. 

Jeste my 

sami, w swoim gronie, kaprale ju   pi . Chłopcy si  naprawd  ciesz ,  e stan  si  

nareszcie 

prawdziwymi  ołnierzami,  e w zasadniczy sposób zmieni si , poprawi ich sytuacja. Ale 

ja 

wiem,  e zmieni si  tylko o tyle,  e b dziemy mogli z rzadka je dzi  do domu. A to 

przecie  

jest niewiele, nie zmienia to istoty zupełnie wi ziennego odosobnienia. 

– Chłopaki, trzeba si  postara ,  eby nasza kompania wypadła najlepiej ze wszystkich 

na 

przysi dze, nie? 

Nie! Denerwuje mnie to wszystko. A najbardziej przera a perspektywa mojego udziału w 

przysi dze. Ju  teraz czuj  si  tym upokorzony. Nie do ,  e b d  musiał pokazywa  

si  

najbli szym w mundurze, to jeszcze ta defilada. Jak kukła. Jak na próbach, kiedy krok 

defiladowy kazał nam kapral  wiczy  w takt wierszyka. Wi c maszerujemy w t  i z 

powrotem 

w dwudziestu kilku i jak idioci skandujemy: 

r czka 

sprz czka 

nó ka wy ej 

do przysi gi 

coraz bli ej 

A jeszcze mam takie troch  niedorzeczne, swoje problemy, którymi nawet podzieli  si  

nie 

background image

ma z kim. Dowiedziałem si  od kilku bardziej ustosunkowanych  ołnierzy,  e jest 

niedobra 

atmosfera. Nie b dzie przepustek nawet na miasto. W tym pułku po raz pierwszy od 

paru lat. 

– Rozumiesz, stary, podobno w Radomiu i jeszcze gdzie  s  jakie  awantury. To przez 

te 

podwy ki. A jeste my obok du ego miasta przemysłowego. I w razie czego musimy by  

pogotowiu. 

I wła nie w zwi zku z tym mam te swoje kłopoty. Zbyt dobrze pami tam wypadki 

grudniowe, aby si  nie obawia . Co prawda, widziałem je tylko z okna, ale było to okno 

Gda sku, a nie w Honolulu. Zaczynam obsesyjnie my le , co si  stanie ze mn , gdy 

wy l  

nas pacyfikowa  jakie  miasto. Nie wiedziałem, jaki zasi g ma to wszystko w Radomiu. 

Ale 

wiedziałem,  e gdyby zaszła potrzeba, wysłaliby wojsko. Wi c jak post pi , co zrobi ... 

W przeddzie  przysi gi przepisywałem co  na maszynie w sztabie. Bardzo si  z tej 

pracy 

cieszyłem, bo w tym samym czasie moi koledzy mieli wyczerpuj ce przygotowania do 

defilady. Niechc cy stałem si   wiadkiem rozmowy, która podtrzymała, wzmocniła mój 

niepokój. Był to telefon z dywizji. Przekazano wyra nie polecenie, aby a  do odwołania 

nie 

dostarcza   ołnierzom prasy centralnej. Było to co najmniej zaskakuj ce, zwa ywszy,  e 

dzie  przedtem premier odwołał podwy ki. Czy by upadł gabinet? 

Stoimy w kolumnach czwórkowych na nasłonecznionym placu. Wznosimy palce. Jak w 

dzieci stwie nie otwieram ust, gdy  ołnierze powtarzaj  słowa przysi gi. Czy chciałem 

mie  

to dziecinne usprawiedliwienie: ja przecie  nie przysi gałem... T po wpatruj  si  w 

trybun  

honorow . Dowództwo jednostki, ojcowie miasta, kilku wiarusów ze ZBoWiD–u i 

przedstawiciele zaprzyja nionej ze mn  Armii Radzieckiej. Ale t py wyraz twarzy to tylko 

pozór. Bo oto w głowie rodzi si  pomysł skontaktowania si  z prawnikiem. A potem, je li 

moje domysły s  słuszne, napisa  artykuł „Wa no  przysi gi wojskowej w  wietle 

prawa 

polskiego”. I – oczywi cie – udowodni ,  e jest niewa na. Bo przecie  musi by  w 

ustawodawstwie polskim przepis uniewa niaj cy przysi gi i przyrzeczenia składane pod 

przymusem. A je li ma si  do wyboru słu b  wojskow , co w konsekwencji prowadzi do 

przysi gi, lub „do pi ciu lat wi zienia”, to trudno nie mówi  o jakiej  formie przymusu. 

Ta my l pokrzepia mnie. 

Na trybun  wchodzi jeden z nas. Wyci ga kartk  i czyta: 

„Obywatelu Pułkowniku! 

Obywatelu Majorze! 

Szanowni Go cie! 

Drodzy Rodzice! 

ołnierze! 

Przed chwil  zło yli my akt  lubowania Ojczy nie – Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. 

background image

Jest to dla nas wszystkich wielkie prze ycie i wzruszenie. M dre i wiele znacz ce słowa 

przysi gi wojskowej zapadły mocno w nasze  ołnierskie serca, traktujemy je jako 

osobiste 

zobowi zanie wobec narodu i partii. 

Zdajemy sobie spraw  z tego,  e przysi ga wojskowa jest wyra eniem celów i zada  

postawionych nam przez naród. 

Przecie  to przysi ga na całe  ycie, przysi ga Polsce, której synami jeste my, której 

praw i 

honoru b dziemy zawsze broni  jako obywatele i  ołnierze Ludowego Wojska 

Polskiego, 

spadkobiercy jego wspaniałych tradycji bojowych. 

Pragn  podzi kowa  wszystkim przeło onym za ukształtowanie z nas, którzy jeszcze 

dwa 

miesi ce temu nie mieli my poj cia o wojsku, dobrych  ołnierzy. 

Zapewniam,  e nie zawiedziemy naszych przeło onych, nie zawiedziemy naszych 

rodziców, którzy – wiemy o tym – pragn  w nas widzie  swoj  chlub ,  e b dziemy 

wzorowymi  ołnierzami. 

W imieniu wszystkich  ołnierzy dzi kuj  serdecznie naszym drogim rodzicom za 

ofiarno  

w naszym wychowaniu i za przybycie na uroczysto ”. 

Na drugi dzie  przyłapałem go. 

– Słuchaj, stary,  e byłe  współautorem tego idiotyzmu, to jeszcze pół biedy. Ale co si  

stało,  e zgodziłe  si  wygłosi  to? 

Zdziwił si : Przecie  dostałem za to pi  dni urlopu. 

Ale tu, na placu, znowu ogarnia mnie panika. Czekaj  mnie jeszcze przecie  te 

odwiedziny 

z domu. I rzeczywi cie. Tak długo brak osobistego kontaktu, tak mało czasu teraz. 

Duszna, 

nie wietrzona sala pełna potu i kurzu. Z obu stron dyskretne spojrzenia rzucane wprost 

w oczy 

zegarka. I przepraszaj ce gesty. I zapewnienia: jako  to przecie  b dzie, Kiedy  si  

musi 

sko czy . A czas płynie. 

Dochodzi do tego,  e wracam do koszar z pewn  ulg . Poniewa  ko czy si  sztywna 

atmosfera. Wracam do miejsca, które znam, nie czuj  w nim skr powania. Chocia  nie 

ma te  

przyzwyczajenia. 

Wi kszo  wraca pijana. Cz stuj  dowódców dru yn. A raczej daj  im haracz. Dowódcy 

dru yn bowiem nie pytaj , czy mog . Chodz  mi dzy nimi dosłownie wydzieraj c co 

smakowitsze k ski. 

A wi c ko czy si  pewien etap. Od nast pnego dnia, od samej pobudki, b dzie si  tym, 

kogo nazywaj   wiadomym  ołnierzem. Jak si  czujesz,  wiadomy  ołnierzu? Ale 

wła nie 

fakt,  e si  wie o zako czeniu tego pierwszego, podstawowego etapu słu by, z 

przera aj c  

jasno ci  pozwala sobie wyobrazi , jak długo jeszcze trzeba b dzie tu siedzie . To 

przecie  

background image

zaledwie dwa miesi ce. Liczba dni, które jeszcze przed nami, w dalszym ci gu 

niewyobra alna. 

 

III 

KRÓTKI SŁOWNIK OPISOWY 

GWARY WOJSKOWEJ (PRÓBA) 

Słownik ten nie ma ambicji wyczerpania problemu. Ka da jednostka wnosi do gwary 

swoiste, niepowtarzalne elementy. Słu yłem tylko w trzech pułkach, w zwi zku z tym 

moja 

znajomo  gwar jest raczej  rednia. 

ANCEL – Areszt wojskowy. 

BIAŁE SZALE STWO – Biały ser ze  mietan . Bardzo cz sto zamiast posiłku na 

kolacj . 

BLACHA – Blaszana ko cówka Falomierza. Ka dy rezerwista ma prawo nosi  j  na 

pasku od zegarka. Bywa jednak i tak,  e młody  ołnierz jad c na przepustk  zakłada 

Blach . 

To niedopuszczalne. 

FALA – Tym mianem okre la si  liczba dni, jaka została do cywila. Np. 214 dni do cywila 

nazywa si  „Fala 214”, a zapisuje si  (na murze) „F–214”. Ale biada temu, kto pochwalił 

si  

tak  fal . Fal  miał prawo si  chwali  tylko Falowiec. Fal  liczy si  od tyłu. Na pocz tku 

jest 

714, a na ko cu 0. 

FALA SI  JEBŁA – Dostało si  par  dni Ancla, który automatycznie o t  sam  liczb  dni 

przedłu a słu b . Trzeba te dni doliczy  do swojej Fali. 

FALOWIEC –  ołnierz posiadaj cy Fal . Fal  posiada si  wtedy, gdy wyszli ju  

wszyscy, 

którzy mieli wyj  przed tob  i jeste  pierwszym kandydatem do wyj cia. Tylko 

Falowcowi 

przysługuje prawo meldowania Fali na stołówce. Zgodnie z niepisanymi prawami, 

Falowiec 

nic nie robi, wysługuj c si  wszystkimi młodymi. Czasami kadra przestrzega tych 

zwyczajów, a czasami nie. 

FALOWA  – Dawa  wszystkim do zrozumienia,  e jest si  Falowcem. Do 

najwa niejszych atrybutów Falowania nale  mi dzy innymi: czapka na bakier, dłu sze 

włosy, wylegiwanie si  w łó ku w czasie niedozwolonym, trzymanie r k w kieszeniach, 

samowolne bezrobocie, arogancki stosunek do młodych, meldowanie Fali, chodzenie w 

dzie  

w tenisówkach, dobre współ ycie z kadr , wysługiwanie si  kociarstwem (np. 

czyszczenie 

butów, przynoszenie kolacji itp.) 

FALOMIERZ – Odpowiednio spreparowany centymetr krawiecki. Prawie dzieło sztuki. 

Ka da cyfra oznacza jeden dzie  i jest lekko naci ta, aby łatwiej j  było oderwa  

podczas 

meldowania. Wiele dni Wicki pieszcz  swoje Falomierze w ukryciu przed prawdziwymi 

Falowcami. Koloruj , ozdabiaj ... Na odwrotnej (czystej) stronie maluje si  gołe dupy i 

background image

pokrzepiaj ce wierszyki w rodzaju: 

gdy rezerwa gło no chrapie 

to kociarstwo kible drapie 

Falomierz nosi si  w tzw. kondonierce. Instrukcja u ycia Falomierza zawarta jest w 

ha le 

Meldowa  Fal . Ponadto Falomierzem mo na dowoli bi  kociarstwo w my l 

wymalowanej na 

odwrocie zasady: 

je li przyjdzie ci ochota 

we  falomierz uderz kota. 

W niektórych jednostkach oprócz falomierza wła ciwego stosuje si  tak e dodatkowe. 

– Kupon Toto–Lotka. W tym wypadku skre la si  nie od 150, a od 49, i oczywi cie 

zupełnie inaczej wygl da meldowanie. 

– Blaszane kalendarzyki przypinane do paska od zegarka. W tym wypadku liczy si  od 

31 i 

wydrapuje  yletk  poszczególne, zdezaktualizowane liczby. 

GRANAT – Nieregulaminowa komenda. Równoznaczna z „padnij”. 

ILE CI ZOSTAŁO – Jedno z najcz ciej stawianych w ród  ołnierzy pyta . Czasami 

pytanie ma wyd wi k ironiczny, gdy Falowiec zwraca si  z nim do Kota. Biada Kotu, 

który 

odwa y si  odpowiedzie . 

JAKA FALA – Jak wy ej. 

JOLI MELDOWA  – Odsyłacz. Przykładowy zreszt . Ka  ci wykona  jak  prac , a ty 

masz Fal  i nie wypada. Mówisz wtedy: „Joli mo esz to zameldowa ” lub w formie 

skrótowej: „Joli”. Ale jest to tylko odsyłacz przykładowy. „Jola” jest w nim wymienna. 

Rzeczownik ten mo e by  zast piony ka dym innym w zale no ci od osobistej inwencji 

odsyłaj cego. Im bardziej jest to rzeczownik zaskakuj cy, tym wi ksze wra enie. Do 

najcz ciej stosowanych nale : krokodylowi, babci, klempie, Zuzi, łososiowi, koniowi, 

Krupskiej, pi dzie, to ju  wiesz komu, ko skiej kenedykcie itd. 

KALORYFER – Plutonowy (ze wzgl du na du  liczb  belek). 

KAPRAL PODPORUCZNIK – Podpułkownik. 

KOCÓWA – Nocny, anonimowy samos d. Najcz ciej sugerowany przez kadr . Je li 

kadra nie daje sobie rady z  ołnierzem, zaczyna stosowa  odpowiedzialno  zbiorow  

wobec 

pododdziału. Po pewnym czasie: Sami widzicie, obywatele,  e wszyscy macie 

przejebane 

przez tego jednego chuja. Dajcie mu sami wycisk do wiwatu, to mo e si  zmieni, mo e 

zrozumie. Jest to tzw. wychowanie przez kolektyw. 

KOMARUNEK – Drzemka w czasie niedozwolonym. 

KOT – Ka dy  ołnierz nie b d cy Falowcem. 

LASTRYKO – Plaster białego salcesonu. 

LEWIZNA – Nielegalne przebywanie poza terenem jednostki. 

MELDOWA  FAL  – Fal  melduje si  po zako czeniu obiadu w my l zasady: 

obiad zjedzony 

dzie  zaliczony 

Ko cz c obiad Falowiec oddziera aktualny odcinek Fali od Falomierza i wrzucaj c do 

resztek 

na talerzu, krzyczy kolejn  liczb . Wywołuje to nieprawdopodobn  zazdro  kociarstwa i 

background image

przewa nie jest zwalczane przez kadr  za pomoc  sankcji. Je li swoj  fal  próbuje 

meldowa  

jaki  Sier ciuch, jest odpowiednio doceniany przez Falowca i nikogo to nie dziwi, nawet 

rzeczonego Kota. W wypadku posiadania dodatkowego Falomierza w postaci kuponu 

Toto– 

Lotka, zamiast cyfry melduje si  odpowiadaj c  jej dyscyplin  sportow . I tak, zamiast 

np. 

49, krzyczy si  „ UZEL!!” 

MŁODY – Patrz Kot. 

NUREK – Szef kompanii. Od nurkowania pod łó kami w poszukiwaniu kurzu. 

OKRESOWA – Barszcz czerwony. 

OLA  – Np. „Ola  go”, czyli mie  go w dupie. 

PASOWANIE – Po przysi dze na  ołnierzy, przed odej ciem na Falowców itd. 

Oczywi cie pasami. I to bardzo mocno. 

PI CIOBÓJ –  ołnierz słu by pi cioletniej, ochotnik. Ostatnio słu ba ta została 

zlikwidowana. Z Pi ciobojami bowiem zbyt du o kłopotów, a za mało po ytku. 

PRZYCINKA – Inna nazwa Pasowania, bowiem Pasowanie polega na przycinaniu kity 

(ogona). 

ROZJECHANY KAPITAN – Plutonowy; kapitan, któremu gwiazdki rozjechał walec 

drogowy. 

SIER

 – Patrz Kot. 

SIER CIUCH – Jak wy ej, tyle,  e najcz ciej w towarzystwie przymiotników w rodzaju 

jebany, zapchlony, niemiły... 

SKR CI  MURZYNKA – Delikatniej: wydali  kał. 

TROTYL – Ser  ółty. 

UCHO CZOMBEGO – Salceson czarny. 

WICEK – Wicerezerwista. Według Falowców klasa nie istniej ca. 

WYGONI  KRETA – patrz Skr ci  Murzynka. 

WY CIG POKOJU – Kara ZOK– u (Zakaz Opuszczania Koszar). Polega ona na tym,  e 

trzeba si  kilka razy dziennie meldowa  u oficera dy urnego w pełnym oporz dzeniu. W 

bardzo ró nych celach, to troch  jak loteria. Czasami po nic. Czasami oficer sprawdza, 

czy 

czego  nie brakuje w plecaku. Czasem zalicza si  odpowiedni  liczb  rundek wokół 

jednostki 

(w pełnym obci eniu: plecak, maska, hełm), a pomocnik oficera jedzie z tyłu na 

rowerku i 

pogania. Cz sto ZOK– owiczów wysyła si  do prac nadprogramowych, jak np. 

rozładowywanie wagonów. Wła ciwie wszystko zale y od tego, jaki oficer ma akurat 

słu b . 

Bo bywaj  ró ni oficerowie. Na przykład dowcipni. Miałem akurat słu b  w kuchni, gdy 

na 

ZOK– owiczach wy ywał si  taki dowcipni . Stawiał im pytania i je li nie znali 

odpowiedzi, 

musieli w ci gu pi ciu minut znale  kogo , kto mógł im podpowiedzie . Pytania były 

przeró ne. 

– Jak miał na imi  Zagłoba? 

– Tytuły pi ciu polskich miesi czników? 

background image

– Kto to naprawd  jest Joe Alex? 

Siedziałem na krzesełku przed stołówk  i udzielałem odpowiedzi spoconym chłopcom. 

Bywaj  te  oficerowie pieprzni ci. Jeden taki ogłaszał alarm ZOK– u zaraz po 

capstrzyku. 

Zbierał wszystkich w Klubie  ołnierskim i przez godzin  czytał co  z Marksa. W ramach 

resocjalizacji zapewne. 

ZIOM – Kolega z tych samych stron. 

ZLEW –  ołnierz zawodowy. 

ZLEWISKO – Jak wy ej. Najcz ciej z przymiotnikami w rodzaju: jebane. 

ZLEWOWSKI URLOP – Dziesi ciodniowy urlop przysługuj cy  ołnierzowi, który 

deklaruje ch  podpisania na Zlewa. Przewa nie po wykorzystaniu tego urlopu chłopcy 

wycofuj  si  z poprzedniej deklaracji. Niemniej musz  odsłu y  ten urlop – czyli siedzie  

dziesi  dni dłu ej. Nie opłaca si . 

 

IV 

Pierwsza przepustka na miasto garnizonowe. Po dwóch miesi cach prawie absolutnej 

izolacji. 

Jakie  to krzepi ce! Ta błoga  wiadomo ,  e jeszcze nie cały  wiat maszeruje. Istnieje 

co  

takiego jak spacerowy krok. 

e dziewczyny s  takie, jakie s , a nie takie, jak w opowie ciach  ołnierskich przy 

skrobaniu ziemniaków. 

e nie wszystkich jeszcze podstrzy ono. 

Marian pisał do pisarza, który „ma chody”. Zarzucił mu,  e ten nic nie robi w celu 

wyci gni cia mnie z wojska. A powinien, od czego niby ma t  funkcj . 

Pisarz odpisał: „Mog  obieca ,  e poczyni  starania na tyle, na ile to b dzie mo liwe. 

Musz  jednak doda ,  e czyni  to b d  wbrew własnym przekonaniom, nie uwa am 

bowiem, 

aby słu ba wojskowa, tak cz sto lekcewa ona przez młodych, była czym  uci liwym 

czy 

ubli aj cym”. 

To cudowne! – dla mnie akurat była jednym i drugim. Ale tego mu nie napisałem. 

Opisałem mu jeden dzie  z  ycia przeci tnego  ołnierza. Tylko tyle. 

Odpisał,  e; 

– nie wiedział 

– nie my lał 

– nie wyobra ał sobie. 

A od czego si  – pytam – jest pisarzem? Chyba od tego,  eby wiedzie , my le  i 

wyobra a  sobie. 

Szkolenie polityczne jest najwa niejszym przedmiotem szkoleniowym w wojsku. To 

jedyne zaj cia, z których prawie nikomu nie udaje si  zwolni . 

Program tych zaj  nie nale y do najatrakcyjniejszych. Ale nie chodzi przecie  o pogo  

za 

atrakcj . Wła ciwie mo na wyró ni  trzy podstawowe zagadnienia, które przez całe dwa 

lata 

przeplataj  si  ze sob  w najprzeró niejszych wariantach: 

background image

– Pr  do wojny  li Niemcy z RFN. 

– Miesza si  w nieswoje sprawy zły Ko ciół. 

– My i Rosjanie jeste my cacy (cały nasz wielki obóz z małymi wyj tkami Chin i Albanii). 

Tematy te przeplatane s  informacjami czy raczej komentarzem dotycz cym wydarze  

politycznych oraz nieustaj cym zapewnieniem,  e kapitalizm chyli si  ku upadkowi. 

Po serii wykładów za witał mi w głowie pomysł groteski: Zreszt  nie takiej znów 

groteskowej i oderwanej, jak to si  z pocz tku wydawa  mo e. 

Próbuj  pisa : 

„Kapitan rze ko przechadzał si  mi dzy stolikami. Zacierał raz po raz r ce, jakby mu 

zimno było. 

– Dobrze, obywatele – rozpocz ł nagle. – Dzi  pomówimy o konieczno ci 

przestrzegania 

tajemnicy wojskowej i pa stwowej oraz o potrzebie czujno ci. 

Prosz  tak wła nie zanotowa  temat. 

Zapewne doskonale orientujecie si , dlaczego w zasadzie wszystko w wojsku otoczone 

jest 

cisł  tajemnic  wojskow . Otó , s  jeszcze ludzie, którzy my l  tylko o tym, aby 

nacisn  

spust karabinu wymierzonego w nasz  pier . Chc  oni,  e tak si  wyra , zniszczy  

nasz 

naród, obali  ustrój itede. 

Nie b d  nawet konkretyzował, o jakich to ludziach mówi , gdy  wszyscy doskonale 

wiemy, ze chodzi o rz d i mieszka ców Republiki Federalnej Niemiec. 

Wiecie dobrze, obywatele,  e najskuteczniej mo na przeprowadzi  atak maj c wszelkie 

mo liwe dane o sile zbrojnej przeciwnika. I tym wła nie tłumaczy si  potrzeba 

zachowania 

tajemnicy wojskowej oraz stałej czujno ci wobec agentów wywiadu 

zachodnioniemieckiego. 

Dla nikogo na  wiecie, a szczególnie dla nas, nie jest tajemnic ,  e Niemcy maj  

doskonale 

rozbudowany aparat szpiegowski w znacznej mierze oparty na dawnych siatkach 

wywiadowczych gestapo, abwehry czy SS. Agenci niemieccy, dzi ki pomysłowo ci i 

finansom swoich ameryka skich chlebodawców, s  nieprawdopodobnie trudni do 

wychwycenia. A to z kolei wymaga naszej podwojonej czujno ci. 

Posłu  si  przykładem dla lepszego zilustrowania tego wszystkiego, co tu wam 

powiedziałem. A nawet paroma przykładami. 

My, w Polsce, doskonale wiemy,  e ka dy egzemplarz mercedesa, volkswagena czy 

opla 

ma fabrycznie wbudowany mały zestaw wywiadowczy, który składa si  z mikrokamer i 

mikronadajników. Dobrze, obywatele, my o tym wiemy, ale przeci tny obywatel Niemiec 

Zachodnich nie ma o tym poj cia. I na tym polega kłopot. Co roku przyje d a do 

naszego 

kraju bardzo wielu turystów zachodnioniemieckich takimi wła nie samochodami. 

Absurdem 

byłoby przypuszcza ,  e ka dy z nich jest szpiegiem czy dywersantem. A przecie  w 

ka dym 

background image

ich samochodzie znajduje si  sprz t szpiegowski. Sami teraz widzicie, jak trudno 

naszemu 

kontrwywiadowi wyłuska  szpiega z tego morza prawie niewinnych ludzi. Inny przykład. 

Par  lat temu nieopodal naszych koszar mieszkał pewien emeryt. Przez około pół roku, 

wcze nie rano, wyprowadzał na spacer olbrzymiego wilczura. Emeryt był niezwykle 

sympatyczny i zawsze podczas swoich porannych spacerów znalazł chwil  czasu, aby 

zamieni  par  słów z wartownikami na biurze przepustek. Po pewnym czasie  ołnierze 

przyzwyczaili si  do niego i jego spokojnego psa. Jednak e pewnego ranka pies 

przyszedł 

sam i przedostał si  na teren jednostki. Biegał po budynkach koszarowych, po Parku 

Wozów 

Bojowych i łasił si  do  ołnierzy. Nikt na niego nie zwracał szczególnej uwagi. Ale 

zainteresował si  tym przypadkiem nasz ówczesny oficer kontrwywiadu. Co  mu w tym 

wszystkim, jak to si  mówi, nie grało. Kazał  ołnierzom złapa  psa i przyprowadzi  do 

siebie. 

Nie b d  wchodził w szczegóły, których zreszt  nie znam, tylko powiem, obywatele, co 

si  w 

ko cu okazało. Otó  pies ten jedno oko miał prawdziwe, a drugie sztuczne. I w tym 

sztucznym oku zamontowana była mikroskopijna kamera filmowa. 

Widzicie, jak daleko posuni ta jest pomysłowo  i perfidia naszego wroga. Mam 

nadziej , 

e nikt z was nie b dzie, obywatele, w tpił w konieczno  zachowania czujno ci”. 

Ale czy potrzebna groteska? 

Pewien porucznik opowiadał nam o Ko ciele. Bo Ko ciół jest zły i trzeba nam o tym 

zaraz 

opowiedzie .  eby my wiedzieli, pami tali i strzegli si  na przyszło . 

Jeden nasz kardynał (tu bł d: nie zanotowałem nazwiska, które padło) to ma dobra 

ziemskie w Turcji. Jaki  pałac. A wi c po co tak wtr ca si  w nasze polskie sprawy? 

A ka dy ksi dz to ma swoj  bab , któr  wali. Absolutnie ka dy. To przecie  normalne, 

ka dy od czasu do czasu musi, nie? Tylko dlaczego tak si  wypieraj ? 

A poza tym Ko ciół jako taki jest ju  niegro ny. Stał si  prze ytkiem, a wierni wymieraj . 

Jak w rezerwacie. Wystarczy wej  do pierwszego lepszego ko cioła. I co widzimy? 

Widzimy 

obywatele, tylko jakie  stare babcie, które boj  si   mierci i dlatego tu przychodz . 

Młodzie  

do ko cioła nie chodzi wcale. Naprawd . Młodzie  jak gdzie  chodzi, to tylko do 

dyskoteki. I 

to jest objaw ze wszelkich miar pozytywny. 

I w tym momencie nie wytrzymałem. Co  mnie kopn ło najwyra niej. Wstałem i 

przepisowo poprosiłem o głos. 

Obywatelu poruczniku, chciałbym obywatelowi porucznikowi podzi kowa . Naprawd . 

Bo, okazuje si , jeszcze w cywilu, to ja miałem okazuje si , ró ne tam omamy 

wzrokowe. 

Jeszcze w Warszawie chodziłem cz sto do takiego lokalu na Freta. I tam było kup  

młodzie y. Mnie si  wtedy wydawało,  e to było Duszpasterstwo Akademickie 

prowadzone 

przez dominikanów. Teraz wiem,  e to była po prostu dyskoteka. 

background image

Kiedy zorientował si  w moich intencjach, obiecał,  e zostan  ukarany. Ale jako  mi si  

udało. 

Jest informacja polityczna. Taki przegl d bie cych wydarze  z komentarzem. A mo e 

raczej przegl d bie cych komentarzy. Gdzie  stycze  1977. Prowadz cy opowiada o 

„Arabach czy Murzynach”. W ka dym razie o jakich  facetach, których bij . Nie 

pami tam. 

W pewnym momencie o głos prosi Józiu, taki prosty chłopak z lubelskiej wsi. 

– Obywatelu kapitanie, ja chciałem zapyta  o jedn  spraw . Wła ciwie to chciałem sam 

doj  do tego, ale ani w gazetach, ani w Dzienniku Telewizyjnym nic na ten temat nie 

było. 

Wi c mo e obywatel kapitan nam powie – co to jest Komitet Obrony Robotników i 

dlaczego 

w Dzienniku nic o tym nie ma? 

Zmartwiałem. Mo e nie tak bardzo jak prowadz cy zaj cia, ale jednak. Kapitan przełkn ł 

gło no  lin  i zapytał: 

– No, dobrze. Ja si  nie b d  uchylał od tego trudnego pytania. Ale chciałbym,  eby  mi 

powiedział, sk d ty wiesz o istnieniu tej organizacji? 

Józiu na to ze szczerym u miechem: 

– Z Wolnej Europy, a co, nie wolno słucha ? 

– Nie, nie, oczywi cie,  e wolno. Tego nikt nie mo e zabroni . Przecie  wiesz,  e w 

Polsce 

takie rzeczy masz zagwarantowane konstytucyjnie... Co to jest Komitet Obrony 

Robotników? 

Widzisz, odpowied  na to pytanie nie jest taka prosta. W prasie i telewizji nie mówi  o 

tym, 

poniewa  jest to marginalna grupka nie posiadaj ca  adnego znaczenia. Prasa i 

telewizja 

zajmuj  si  powa nymi problemami, nie mog  sobie pozwoli  na zajmowanie si  

głupotami. 

Co to jest KOR? Widzicie, jest to taka organizacja antypa stwowa, która wymy la 

oszczercze 

i nieprawdziwe rzeczy i przekazuje je na Zachód. W skład tej organizacji wchodzi kilka 

dziadków, którzy nie odgrywaj  w naszym kraju  adnej roli. Wi kszo  z nich zawsze 

próbowała walczy  z władz  ludow  i socjalizmem. To przewa nie byli członkowie takich 

faszystowskich organizacji jak NSZ. Zreszt  w wi kszo ci to nie s  tak do ko ca Polacy, 

przewa nie  ydzi. 

To mi si  bardzo spodobało. Przez kilka dni nie opuszczała mnie wizja  ydów z 

Narodowych Sił Zbrojnych. To naprawd  wielki pomysł! 

Pragn  zaznaczy ,  e powy sza rozmowa nie miała  adnych skutków. Tylko 

nast pnego 

dnia okazało si ,  e  ołnierzom zabroniono posiadania radioodbiorników 

tranzystorowych. 

Pobiegłem do Józia. 

– Widzisz, co  zrobił, palancie... 

– Nic – odpowiedział spokojnie – przecie  ja i tak słuchałem Wolnej Europy na 

wietlicowym radiu. 

Ale bywa te  odwrotnie. Prowadz cy zaj cia chce by   mieszny. 

background image

– Dzi  mam mówi  o Zwi zku Radzieckim. Ale, prawd  mówi c, to nie bardzo wiem, co 

mógłbym wam powiedzie . O, tu mam spis wszystkich republik! – Leci palcem po tym 

spisie 

i po chwili z udanym zdumieniem: 

– Polski tu jeszcze nie ma?!? 

Kiedy  zauwa yłem,  e w ród moich kolegów kr y jaki  poszarpany zeszyt. Próbuj  

dowiedzie  si , co to takiego. Słysz : pornografia. Na moje zdziwienie dookre laj : no, 

wiesz, 

gołe dupy. 

Oczywi cie od razu po yczyłem sobie ten zeszyt. 

Pełno zdj  porozbieranych kobiet. Z „Panoramy”, „Razem’’, „Itd.”. A poza tym 

autentyczna twórczo  ludowa. Utwory pisane przez nich i dla nich. Czytam wiersz. 

WARTOWNIK 

Stoi  ołnierz na warcie 

i my li uparcie 

co lepsze: czy dupa czy  arcie 

Dobra jest dupa 

dobre jest  arcie 

lecz przejebane jest sta  na warcie. 

I rzeczywi cie. Ten wiersz wyraził moje najintymniejsze uczucia zwi zane ze słu b  

wojskow . 

Ale reszta wierszy rozczarowuje. Prymitywna, wierszowana pornografia. „ ycie 

seksualne”, „Bal Bernardynów”, „Uczucia nocy po lubnej”, „Kurewski poci g” oraz 

poemat 

„O królewnie Pizdolinie”. 

Ale jest i proza. Próbuj  czyta . 

 

MIŁO

 PO FRANCUSKU 

„Rodzice moi pojechali do Włoch ale ja postanowiłam zosta . Obok mnie mieszkał 19 – 

letni chłopiec i miał na imi  Jan. Zaprosiłam go pewnego razu do siebie. Gdy przyszedł 

do 

mojego pokoiku postawiłam kaw  i ciastka. Rozmow  zacz li my na do  oboj tny 

temat 

lecz szybko doszli my do wniosku,  e dalsza dyskusja nie miałaby sensu. Mimo woli 

dotkn łam kolanem jego kolana tak  e Janek drgn ł. Wzi łam go za r k  i czule 

gładziłam. 

Czułam jak Janek dr ał. Wreszcie wzi ł mnie za r ce i przeniósł na tapczan. Ostro nie 

mnie 

na nim poło ył. Całowali my si  do  długo. Nagle poczułam jak Janek zacz ł mnie 

rozbiera . Gdy zostałam tylko w biustonoszu i majteczkach  ci gn łam mu koszul  i 

slipki, i 

po raz pierwszy zobaczyłam m ski członek. Wygl dał jak kr ek kiełbasy ale po chwili 

był 

długi i napr ony i twardy jak kamie . Jan w mi dzyczasie rozebrał mnie całkowicie. 

Przytulili my si  do siebie, ale ja od razu nie chciałam straci  cnoty. Chciałam tylko 

dozna  

background image

przyjemno ci. Jan zrozumiał to doskonale dlatego przyciskał mnie coraz mocniej do 

siebie i 

całowali my si  nami tnie. Czułam dr enie jego członka. Wzi łam jego członek do r ki i 

zacz łam nim si  bawi  zdejmowałam skórk  do góry i do dołu. 

Jan pie cił mnie i rozchylał moje  ci ni te kolana podci gał mnie do góry. Miałam 

ochot  

wci gn  go do siebie i wło y  go do pochwy. Musiałam jednak ch  wstrzyma . Jan 

wzi ł 

mnie na siebie i mocno przycisn ł. Zacz ł mnie całowa  po po ladkach i szparze. Ja 

za  

wzi łam jego członek do ust i j zykiem dotykałam główki na jego ko cu. Podniecali my 

si  

bardzo. Jan za  musiał go powstrzyma  aby mnie nie zadusi , poniewa  bardziej 

wpychał 

głow  w pi dzisko. Ja natomiast  ciskałam nogami jego głow , tak,  e trudno było mu 

si  

poruszy . W ko cu poczułam  e jeszcze chwila a u Jana nast pi wytrysk. Wyj łam jego 

członek z ust i wło yłam go mi dzy piersi. Wkrótce poczułam ciepły płyn na mojej piersi i 

brzuchu. Zreszt  to uczucie dotarło do mnie jak przez sen gdy  w tym samym czasie 

nast pił 

wytrysk u mnie. Takie sny powtarzali my przez 7 dni”. 

A wi c w ten sposób przeci tny  ołnierz wyobra a sobie  ycie erotyczne. Bo przecie  

napisał to, czytał (ba – rozczytywał si , chłon ł!) tak e  ołnierz. Ale krzywdz ce byłoby 

stwierdzenie,  e w tych zeszytach znajduje si  sama pornografia. Zaraz po opowiadaniu 

cytowanym wy ej znajduje si  drugie. 

Niestety, w tym zeszycie, który ja miałem, opowiadanie to było pozbawione tytułu. A 

dopiero zestawienie tych dwóch opowiada  daje poj cie o  yciu wewn trznym  ołnierza. 

To 

drugie opowiadanie jest jednak bardzo długie, a wi c zacytuj  tylko jeden z ko cowych 

fragmentów. 

„Były tu te  dzieci z Domu Dziecka. Nie znały one pot gi  mierci. Jednocze nie 

wyobra ały sobie,  e jest to co  najgorszego. Pewnego razu kilkoro dzieci widziało jak 

na 

cmentarz weszło małe dziecko. Z ciekawo ci chciały tam pój . Poruszali si  gromadk  

po 

alejach cmentarza wpatrywały si  ciekawie w mogiły i zrywały z grobów kwiaty. Nagle 

Mariusz krzykn ł. 

– Nino zobacz jaka ładna pani. 

Kilkoro dzieci stan ło obok. Ni ej pod zdj ciem widniały kształtne litery, lecz  adne z 

nich nie umiało czyta . Nina z Mariuszem stała najbli ej pomnika i przygl dała si  

miej cej 

pani. 

Nina patrzyła na włosy i du e oczy. 

Nawet kiedy  za miała si , bo Mariusz powiedział  e te du e oczy to ozdoba kobiety, 

któr  

widziała na zdj ciu. Nina patrzyła na  miej ce si  usta i wydawało si ,  e ta pani inaczej 

si  

background image

mieje ni  przedtem. Co  poci gało j  i nie mogła ani na chwil  oderwa  wzroku od 

fotografii. Nie widziała nawet jak wszystkie dzieci odeszły i poszły do innej mogiły. Obok 

Niny pozostał tylko Mariusz. Ten równie  wyobra ał sobie,  e ta pani  mieje si  tylko do 

niego, jest bardzo zadowolona,  e j  tutaj odnalazł. Patrz Nina jak ta pani patrzy na 

mnie 

powiedział Mariusz. Przyj yj si  Nino, dobrze zobacz. Widz , odpowiedziała Nina. 

Wiesz co 

Nina powiedział Mariusz jutro my tu przyjdziemy. Rozejrzeli si  dookoła, nikogo te  nie 

było. Byli szcz liwi, ni  kiedykolwiek, znale li pani , która była ich najwi kszym 

przyjacielem. Od tego czasu przesiadywały na cmentarzu przez długie godziny. Od 

trzech dni 

przychodził ksi dz, chodził i czytał ksi k ” 

I tak dalej. Bardzo to wszystko wzruszaj ce. Ta pani z nagrobkowej fotografii to, 

oczywi cie, matka Niny i Mariusza. Natomiast ksi dz to wielka, młodzie cza jej miło . 

li 

rodzice tej pani nie zezwolili im na mał e stwo i st d wszystkie nieszcz cia. 

Obiektywnie rzecz bior c opowiadanka te nie zasługuj  na gł bsz  uwag . Ale to tylko 

pozór. Poniewa  dla moich kolegów były najprawdziwszym przekazem o  wiecie 

rzeczywistym. Były zgodne z ich mniemaniem o  yciu. Zgoda,  e było to mniemanie 

ubogie, 

ale jednak. Ich  wiat układa si  w uproszczon  kombinacj  prymitywnego wyobra enia 

seksu 

i du ej skłonno ci do taniego sentymentalizmu. Pocz tkowo trudno mi było w ogóle 

uwierzy  

w mo liwo  takiej kombinacji. Pó niej przyzwyczaiłem si  do tych, i wi kszych, 

pozornych 

niekonsekwencji. 

Z wielu pisemek przeznaczonych dla  ołnierzy  adne, jak s dz , nie jest zorientowane 

potrzebach rynku. 

adne z nich nie preferuje tego typu literatury. Mo na w nich spotka  co najwy ej 

opowiadanka i reporta e o wzorowych  ołnierzach. Po ytek z tego tylko taki,  e w 

jednostkach nie u ywa si  papieru toaletowego i cz sto ka da gazeta jest na wag  

złota. 

22 

 

 

Przez prawie cały okres słu by wojskowej byłem przewodnicz cym S du 

Kole e skiego. 

Instytucja S dów Kole e skich to przedziwny ukłon w stron  tak modnej 

samorz dno ci. 

Teoretycznie S d jest odbieralny i rozpatruje sprawy kierowane do  przez dowódc  

kompanii. W wi kszo ci sprawy te dotycz  samowolnych oddale  oraz nadu ywania 

alkoholu. Ale,  eby było ciekawiej, S dy te nie maj  prawa karania. Mog  tylko, w razie 

background image

uznania winy, wyst pi  z wnioskiem o ukaranie. Decyzja S du ogranicza si  tylko do 

tego, 

którego z przeło onych poprosz  o ukaranie winnego. Prawd  mówi c, to i tak wiele, 

bowiem 

im wy szy przeło ony, tym posiada wi kszy zakres kar. Niby wi c jest jaka  mo liwo  

manewru. 

W praktyce działalno  S dów Kole e skich bardzo przypomina działalno  s dów PRL 

w sprawach politycznych. Przede wszystkim skład s du wyznaczany jest przez dowódc  

kompanii. Oczywi cie robi si  to przy zachowaniu pozorów demokratycznych wyborów, 

ale 

te  nie zawsze. Przed ka d  rozpraw  (posiedzeniem) dowódca wzywa 

przewodnicz cego 

S du i komunikuje mu, jakiego to spodziewa si  orzeczenia. Zadziwiaj ce, ale 

przewa nie 

orzeczenia pokrywały si  z sugestiami. Czasami, gdy przypadkiem zapadł inny wyrok, 

dowódca kompanii zarz dzał ponowne rozpatrzenie sprawy, na co S d przystawał bez 

zb dnych dyskusji. Nie musz  chyba dodawa ,  e były to tzw. działania pozaprawne. 

Zgodnie 

bowiem ze Statutem nikt nie ma prawa sugerowa  s dowi jego orzecze  oraz 

orzeczenia te s  

prawomocne i niepodwa alne. Ale kto by si  tam stawiał dowódcy kompanii? Otó  to – 

ja 

zacz łem si  stawia . Bo w przeciwie stwie do moich poprzedników urz dowanie na 

stanowisku przewodnicz cego zacz łem od przeczytania Statutu. I wzi łem to wszystko 

bardzo powa nie. Albo kierowała mn  naiwno , albo te  swoiste poczucie humoru. W 

ka dym razie, po ka dym posiedzeniu miałem du e kłopoty. Stałem si  bardzo 

niewygodny 

dla dowództwa kompanii. Pod koniec słu by dowódca kompanii bezprawnie pozbawił 

mnie 

funkcji. 

Ale u podło a decyzji dowódcy kompanii, oprócz ustawicznych moich sprzeciwów, 

le ała 

jeszcze inna sprawa. Otó  wyczytałem w Statucie,  e przewodnicz cy mo e i powinien 

zajmowa  si  tak e działalno ci  interwencyjn . I wła nie gdy to wyczytałem, nadarzyła 

si  

okazja. Szeregowiec S. Po trzech dniach aresztu zwykłego powrócił na kompani . Nie 

był to 

powrót z tarcz  ale raczej na. Chodził jaki  poskr cany, niemrawo skar ył si ,  e 

traktowano 

go w areszcie niezbyt delikatnie. Wzi łem go na bok i zacz łem namawia , aby napisał 

skarg  na wartowników do dowódcy pułku. Z pocz tku bał si , ale zapewniłem go,  e 

nic mu 

nie grozi. 

W ko cu zgodził si , ale pod warunkiem,  e mu pomog . Była to z jego strony 

niew tpliwie asekuracja. Ale nie tylko, chłopak był niemal wtórnym analfabet . Zacz łem 

spisywa  jego opowie  o trzech dniach aresztu i doł czyłem potem do raportu do 

dowódcy 

background image

pułku. Zatytułowałem to O WIADCZENIE, ale to był horror. 

S. został doprowadzony do aresztu szesnastego wrze nia około godziny trzynastej. 

Półtorej 

godziny pó niej na wartowni , w której znajdował si  areszt, przybyła nast pna zmiana 

warty. Zapowiedziano aresztantom,  e od tej chwili wszystkie czynno ci nale y 

wykonywa  

w pełnym biegu. Ale to podobno normalne w ka dym areszcie. Zreszt  podobnie jest w 

całym 

wojsku podczas okresu unitarnego. 

Wła ciwe przedstawienie rozpocz ło si  dopiero o godzinie siedemnastej. 

S. został ubrany w plecak (około dwudziestu paru kilogramów) i kazano mu w nim 

wykonywa  tzw. pompki. Liczba pompek nie została okre lona. Wartownicy przygl dali 

si  

słabn cemu powoli chłopakowi. W ko cu ju  S. nie mógł podnie  si  z cementowej 

podłogi. 

Jeden z wartowników, przekonany,  e ten symuluje, kilkakrotnie uniósł go za kołnierz 

oraz 

pas i rzucił o ziemi . Zorientowawszy si ,  e to na S. nie działa, dał mu spokój na jaki  

czas. 

Akurat na tyle, by troch  odzyskał siły. Dodano mu drugi plecak, który nale ało trzyma  

sztywno przed siebie wyci gni tych r kach. I z tymi dwoma plecakami nie okre lona 

porcja 

przysiadów. Potem odpoczynek. Ale odpoczynek w do  wymy lnej formie: kucanie na 

czubkach palców, Kolana razem, plecakiem nało onym na plecy wolno opiera  si  o 

cian , 

ale drugi nadal w wyci gni tych sztywno r kach. 

Nast pnie mo na było odło y  jeden plecak. Z drugim marsz kucany z trzymaniem si  

za 

pi ty. Znów odpoczynek w opisanej formie. Przysiady z dwoma plecakami i pompki z 

jednym. W ko cu S. ponownie bez sił pada na ziemi . Nie reaguje na polecenie 

powstania. 

Wartownik kilka razy wskakuje S– owi na klatk  piersiow . Po pół godzinie wzgl dnego 

spokoju S. ponownie „odpoczywa”. Potem biegi po korytarzu wartowni przerywane co 

chwila 

komend  „granat”. Ci ko pada na betonow  posadzk . Nast pnym punktem programu 

były 

zbiórki. 

– Szeregowy S., w kiblu zbiórka! 

– Szeregowy S., na korytarzu, w dwuszeregu zbiórka! 

A  e na zbiórki  ołnierz musi wychodzi  biegiem, niewiele si  wła ciwie zmieniło. 

W pewnym momencie wyszedł ze swego pokoju dowódca warty i kazał przerwa  

przedstawienie. Ale jego rozkaz nie był spowodowany tym,  e takich zabaw nie powinno 

si  

urz dza , lecz po prostu tym,  e przywieziono kolacj . Po kolacji sam dowódca warty 

ubrał 

background image

S- a w plecak i granaty, przysiady, biegi, podskoki, zbiórki. Trwało to tylko pi tna cie 

minut, 

bowiem dowódcy si  to znudziło i przekazał S- a innemu wartownikowi. 

Siedemnastego S. nie mógł rano wsta . Bolały go wszystkie mi nie. Miał tylko kilka 

granatów. Co prawda, mieli ochot  dalej go pompowa , ale doszli do wniosku,  e 

chłopak ju  

naprawd  nie mo e, i dali mu spokój. 

Nast pny skład warty okazał si  dla S- a darem boskim. Dowódca warty był ziomkiem i 

chłopak miał dwadzie cia cztery godziny spokoju. To znaczy, i tak wszystkie czynno ci 

wykonywał biegiem, ale tym razem był traktowany na równi z innymi aresztantami. Był to 

rzeczywi cie powód do szcz cia. Ale osiemnastego wrze nia powrócił poprzedni skład 

warty. 

Zaraz po obiedzie jeden z wartowników zawołał S- a na sal  wartownicz . I od razu 

zdenerwowała go  lamazarno  ruchów aresztanta. Aby wi c „wyrobi  mu szybko ”, 

r bn ł 

go trzy razy  elaznym taboretem przez plecy. Za trzecim razem S. wyleciał z sali i upadł 

na 

korytarzu, co poprawiło humor wartownika. 

– No, S.! – zawołał. – W co powinien by  wyposa ony spadochroniarz? 

Ale S. nie wiedział. Wezwano wi c aresztanta o dłu szym sta u. 

– Spadochroniarz powinien by  wyposa ony w dwa spadochrony: spadochron wła ciwy 

oraz spadochron dodatkowy. 

– No, widzicie, S.? – u miechn ł si  wartownik wskazuj c stoj ce pod  cian  plecaki. 

Nast piły  wiczenia łudz co podobne do tych, z którymi zapoznał si  pierwszego dnia. 

Gdy 

wicz cy go wartownik musiał i  na posterunek, komendy wydawał dowódca warty. 

Kiedy w ko cu pozwolono mu i  do celi osłabiony obijał si  o  ciany. Na ten widok 

dowódca  miej c si  przywołał wszystkich wartowników znajduj cych si  na wartowni. 

– Zobaczcie, obywatele, młody  ołnierz, przysłany do aresztu, zamiast karnie podda  

si  

procesowi resocjalizacji, upija si  jak  winia. 

Aby wytrze wiał, kazali mu si  czołga . Po wszystkich pomieszczeniach wartowni. 

Nawet 

ubikacji, gdzie z powodu zepsutej instalacji było po kostki ró nych nieczysto ci. Wła nie 

tej ubikacji był taki moment,  e S. zatrzymał si  na krótki odpoczynek. Dostał wtedy 

kopniaka w podbrzusze. Z pocz tku zatkało go, ale potem czołgał si  ze zdwojon  

energi . 

Czołgał si  tak, jak mu kazano – z szybko ci   wiatła. 

Spisałem to wszystko i pobiegłem do Jasia, który mimo kapralskich dystynkcji robił na 

mnie wra enie inteligentnego i wra liwego chłopaka. 

– Normalka – powiedział. – Tak jest we wszystkich aresztach. Znajduj  sobie ofiar  i 

wy ywaj  si . Nie wiedziałe ? 

Nie, nie wiedziałem. A nawet wi cej – trudno mi było w to uwierzy . Zacz łem 

wypytywa  innych. 

Potwierdzili. Zacz ł mi si  rysowa  zupełnie niesamowity, makabryczny obraz aresztu. 

Napisałem raport do dowódcy pułku, w którym za dałem skierowania sprawy do 

background image

prokuratury wojskowej. Nadmieniłem,  e opowiadanie szeregowego S– a „przypomina 

mi 

łudz co wspomnienia z Alei Szucha”. Ale obowi zywała mnie droga słu bowa, wi c 

zaniosłem to do dowódcy kompanii. Przeczytał i popatrzył na mnie ze zdziwieniem, 

pomieszanym z lekkim podziwem. 

– No, no. Aleja Szucha, nie przebierasz w słowach. Mógłby  zosta  oficerem 

politycznym. 

Nie odpowiedziałem. Po chwili dowódca odchylił si  na krze le i zapytał: 

– To ciebie pobili? 

– No, nie . 

– Wi c, o co chodzi? 

Próbowałem wytłumaczy ,  e zostały drastycznie przekroczone pewne przepisy. 

Dowódca 

jednak stwierdził,  e to nie szkodzi, bo S– owi i tak nale ał si  „ci ki wpierdol”. Mój 

argument,  e został jednak ukarany trzema dniami aresztu, a nie „ci kim wpierdolem”, 

nie 

znalazł poparcia w jego oczach. W ogóle nie potrafił zrozumie , dlaczego si  t  spraw  

przej łem. W ko cu obiecał mi to załatwi . Ale, jak si  nale ało domy la , sprawa 

została 

zatuszowana. Przede wszystkim raport mój nie trafił do dowódcy pułku. Mój dowódca 

poszedł po prostu z nim na kompani  wartownicz  i zapoznał z tre ci  dowódc  tej 

kompanii. 

Oczywi cie, wartownicy, jak jeden, wyparli si  wszystkiego. A ten, który nad S– em 

najbardziej si  zn cał, dostał trzy dni aresztu z zawieszeniem na trzy miesi ce, za 

„przeprowadzenie z aresztantem musztry specjalnej w budynku aresztu”. Bo, zgodnie z 

regulaminem, trzeba przed. Był to skandal, lecz wydawało mi si ,  e nic ju  w tej 

sprawie nie 

mog  zrobi . 

Wkrótce zreszt  S. dopi ł swego i został przedterminowo zwolniony z wojska. Kiedy, ju  

w cywilnym ubraniu, przyszedł si  ze mn  po egna , namawiałem go,  eby si  nie 

poddawał. 

Radziłem, by spróbował pisa  skarg  do Głównego Zarz du Politycznego WP. Dałem 

mu 

nawet adres. 

Prawdopodobnie S. skorzystał z mojej rady, bowiem po dwóch miesi cach w jednostce 

wybuchła bomba wodorowa. Zjechała si  cała ekipa  ledcza WSW. Przesłuchiwano 

aresztantów z całego półrocza. By  mo e to tylko przypadek, ale gdy zjawiła si  ekipa 

ledcza, wezwał mnie dowódca kompanii. 

– Chciałe  jecha  na urlop. No, na  lub tego twojego kumpla. Jutro mo esz jecha . 

Czterech wartowników, w tym dowódca warty, stan ło przed s dem wojskowym. 

Najwy szy wyrok, jaki zapadł w tej sprawie: półtora roku. 

Niedługo potem przestałem by  przewodnicz cym S du Kole e skiego. 

 

VI 

Wszystkich puszczano na przepustki w pi tek po południu. Mnie nie. Dowódca kompanii 

powiedział: pojedziesz jutro rano. 

background image

Niby jaka  pilna robota. Jednak zbyt długo byłem pisarzem kompanijnym, bym si  dał na 

to nabra . Do  szybko zorientowałem si ,  e nie jest to nic pilnego. Równie dobrze 

mo na to 

było zrobi  i za tydzie . Zacz łem zastanawia  si , dlaczego mam jecha  dzie  pó niej 

ni  

wszyscy. Jaki  powód musiał istnie , ale nic m drego nie przychodziło mi do głowy. 

W sobot  po południu stałem na peronie czekaj c na poci g do Warszawy. W pewnym 

momencie podszedł do mnie sier ant WSW. 

– Wy nazywacie si  Pawlak? Tak, to pozwólcie. Musz  sprawdzi , co macie w tej 

paczuszce, a nie chciałbym tego robi  tak tu, przy ludziach. Wiecie, to nie wypada. 

Pójdziemy 

na dworcowy komisariat milicji. Bo wiecie – u miechn ł si  pojednawczo – mo ecie 

przecie  

wywozi  tajne materiały. 

Przestraszyłem si . Było to niemal jawne podejrzenie o szpiegostwo. Poszli my. 

W komisariacie za dał osobnego pomieszczenia. Zacz ł przegl da  zawarto  paczki. 

Były tam dwie ksi ki, które odwoziłem do domu, i szkice wierszy. Ksi ki interesowały 

go 

tylko przez chwil . Sprawdził, gdzie wydane, i odło ył na bok. Bardziej przej ł si  

r kopisami. 

– Słuchaj, ty  pieszysz si  na poci g, wi c b d  musiał te wierszyki zatrzyma . Jest 

tego 

dosy  du o, a jeszcze tak niewyra nie piszesz. Jak wrócisz z urlopu, to ci zwrócimy. 

– W  adnym wypadku, obywatelu sier ancie. To s  jedyne egzemplarze. Nie mam 

adnej 

pewno ci, czy to gdzie  u was si  nie zawieruszy. A dla mnie byłaby to zbyt du a strata. 

– Daj  ci słowo,  e nic si  im nie stanie. 

– Niemniej nie zgadzam si . B d  w tej sprawie zmuszony zło y  skarg . 

Zrozumiałem,  e podró  do domu mam ju  z głowy. Trudno, ale tak łatwo ze mn  nie 

pójdzie. Ale on miał wida  troch  inne instrukcje. Spojrzał na mnie wrogo i przeszedł do 

drugiego pomieszczenia. Przez szyb  w drzwiach widziałem,  e gdzie  dzwoni. Po 

chwili 

wrócił i oddał mi r kopisy. Jeszcze tylko małe obmacanie i kazał biec na poci g, który 

akurat 

zatrzymał si  na peronie drugim. 

Wezwano mnie do kancelarii tajnej w sztabie. 

– To wy? – zapytał zaspany sier ant. – zapl tała si  tu przesyłka do was. Kolega z 

Krakowa przesyła ksi k . 

I dali mi. Osobno kopert , osobno ksi k , osobno list. „Szkice z psychologii religii” 

Fromma, od Adama. 

Zaskoczyła mnie forma. Co prawda, dotychczas wszystkie przesyłki te  przychodziły 

rozdarte, ale zachowywano jakie  pozory. Zawsze odbierałem je w wewn trznej poczcie 

jednostki. O ile si  orientuj , byłem pierwszym  ołnierzem pułku, który otrzymał 

korespondencj  za po rednictwem kancelarii tajnej. To zaczynało by  niepokoj ce. A 

poza 

tym była to jaka  nieostro no , która dawała mi wreszcie pretekst do jakiego  

działania. Nie 

background image

namy laj c si  pobiegłem do zast pcy dowódcy pułku do spraw politycznych. 

Zameldowałem 

o całym wydarzeniu i wyraziłem rozgoryczenie faktem, i  została złamana 

praworz dno . To 

podziałało na politycznego jak czerwona płachta na byka. 

– Ale  słuchaj, to na pewno jaka  pomyłka. Nieporozumienie. Ja to osobi cie sprawdz . 

Jutro ci  w tej sprawie wezw , ale to na pewno jakie  nieporozumienie. 

Czekałem cały miesi c i nic. Przez ten czas rozwa yłem sobie wszystko od pocz tku. 

Je eli rzeczywi cie kontrolowano mi korespondencj , to niew tpliwie była to sprawka 

kontrwywiadu. To nie ulegało w tpliwo ci. 

Ostatecznie ten pion sam z siebie jest najbardziej policyjny. Postanowiłem zastosowa  

troch  hazardow  rozgrywk . To si  chyba nazywa va banque. Zgłosiłem si  do oficera 

kontrwywiadu. Zacz łem mu wmawia ,  e jest on tutaj tak e po to, aby sta  na stra y 

poszanowania praw konstytucyjnych, paktów praw, paktów helsi skich i wielu innych, 

jakie 

mi tylko do głowy przyszły. We wszystkich tych dekretach zapewnione jest prawo do 

tajemnicy korespondencji. Moje prawo zostało w tej jednostce naruszone w sposób 

oczywisty 

i nie podlegaj cy dyskusji przez kancelari  tajn  albo te  kogo , „kto za tym stoi”. I oto 

zgłaszam si  do niego jako do osoby kompetentnej, pełen wiary w jego pomoc. 

Oficer kontrwywiadu  ledził mój natchniony monolog z lekkim niedowierzaniem. Co 

chwila rzucał mi baczne spojrzenia. Ale to była rola mojego  ycia. Nie wygl dałem wcale 

na 

takiego, który by z kogo  robił balona. A poza tym miałem za sob  wielki atut: twarz o 

wyrazie pełnego ufnej naiwno ci imbecyla. I to przewa yło. Obiecał,  e zbada spraw . 

– Tak, dobrze,  e cie si  do mnie z t  spraw  zwrócili, kolego. Co prawda, nie 

przypuszczam,  eby to była jaka  represja w stosunku do ciebie, ale rozumiem,  e 

mo esz tak 

my le . Sam bym tak my lał. Szczególnie,  e ten idiota polityczny tak to załatwił. Ja to 

zbadam. I gdzie  za tydzie  wpadn  tutaj,  eby tobie powiedzie  co i jak. No, cze , 

kolego. 

W ten sposób zostałem koleg  oficera kontrwywiadu. Ale to nic. Oczywi cie, nie zjawił 

si  

po upływie tygodnia. W ogóle starał si  mnie unika . Czekałem półtora miesi ca, a 

potem 

przeniesiono mnie do innej jednostki. 

Kontrolowano mi korespondencj , rewidowano na dworcu, nie puszczano przez pewien 

czas na urlopy i przepustki, przepytywano niektórych kolegów, o czym z nimi 

rozmawiałem. 

Niby nic takiego – mo na si  przyzwyczai . Ale w ko cu sytuacja stała si  nie do 

zniesienia. Napisałem skarg  do Głównego Zarz du Politycznego WP. Opisałem te 

wszystkie 

dziwne przypadki mnie dotycz ce i ostro zaprotestowałem,  e niby kontrwywiad mi 

przeszkadza. 

Reakcja była wyj tkowo szybka. Ju  po tygodniu siedziałem w wygodnym fotelu 

naprzeciw trzech umundurowanych panów: przedstawiciela władz wy szych, 

przedstawiciela 

background image

dowództwa jednostki oraz oficera kontrwywiadu. Przedstawiciel władz wy szych zapytał, 

czy 

zgodz  si  rozmawia  w tym gronie, czy te  mam specjalne  yczenie rozmawia  z nim 

cztery oczy. Odpowiedziałem,  e nie mam si  czego wstydzi  i w razie czego gotów 

jestem 

rozmawia  „w obecno ci całego stanu osobowego pułku”. I rozpocz ła si  rozmowa, 

której 

celem było udowodnienie mi,  e nie mam racji.  e jestem po prostu głupi. 

Oficer kontrwywiadu wmawiał mi nawet,  e powinienem odczuwa  co  w rodzaju 

wdzi czno ci dla odpowiednich czynników wojskowych,  e po wi caj  mi tyle uwagi i 

czasu. 

Wdzi czno ci nie wyraziłem. By  mo e było to niedopatrzenie, wi c t  drog  

nadrabiam. 

Moja sytuacja na skutek skargi poprawiła si  o tyle,  e „wyrzucono” mnie na upragniony 

urlop. Po powrocie jednak wszystko wróciło do normy. 

Ale  eby zupełnie nie przewróciło mi si  w głowie, na nast pn  skarg  nie otrzymałem 

odpowiedzi. A szkoda, bowiem oprócz powtórzenia wszystkich zarzutów z pierwszej 

skargi, 

za dałem natychmiastowego zwolnienia mnie ze słu by wojskowej z powodu 

szykanowania 

mnie za pogl dy polityczne. Wiem tylko,  e był kto  z władz wy szych, ale tym razem 

nie 

wyraził ochoty porozmawiania ze mn . Szkoda, miałem mu tyle do powiedzenia. W 

ka dym 

razie do dzi  nie trac  nadziei i cierpliwie czekam na odpowied  Głównego Zarz du 

Politycznego Wojska Polskiego. 

 

VII 

Odbywa si  wielka dyskusja nad nowymi regulaminami. Co  maj  zmienia . Trend na 

nowoczesno . 

PRÓBÓJ  PISA : 

„Pułkownik R. Na inspekcji w garnizonie jakim  niewa nym. Ponury, stary budynek 

koszar z poniemieckiego odzysku. Buntuj  si  nie remontowane od lat instalacje 

sanitarne. R. 

Z obrzydzeniem przygl da si  zapchanym, cuchn cym klozetom. Raptem napada go 

my l 

zbawienna. Przyszpila j  długopisem do notatnika. 

– W raporcie do Ministerstwa zaproponowa  istotn  poprawk  do Regulaminów. (Słowa 

zdecydowanie skapuj  na kartk ).  ołnierz zobowi zany jest do powstrzymania swoich 

potrzeb fizjologicznych w wypadku awarii instalacji sanitarnych a  do odwołania. 

Zreszt  nie musi by  od razu poprawka do Regulaminów. Na pocz tek wystarczy 

drobne 

Zarz dzonko. Okólniczek male ki. Ot, taka sobie Dyrektywka”. 

Izba chorych to co  po redniego mi dzy lazaretem polowym a aresztem. Ka dy chory 

wie, 

background image

e jego podstawowym obowi zkiem jest nie chorowa  oraz sprz ta  tzw. rejony. Rejony 

sprz ta si  bez przerwy, bowiem bardziej chodzi o to, by sprz tano, ni  o to, by było 

sprz tni te. Sanitariuszy ani szefa izby nie interesuje, czy chory jest zdolny do 

jakiejkolwiek 

pracy. Od pracy zwalnia tylko fala lub kapralski stopie . 

Ponadto sanitariusze  ywi  si  kosztem chorych. I słusznie: le cy zu ywa mniej energii 

nie musi tyle je . Porcje wi c dostawali my zmniejszone. A takich rarytasów jak 

kompot, 

czy co  w tym rodzaju, wcale. 

Najciekawsza jest jednak rola lekarza. Przez sze  dni pobytu w izbie, nie widziałem, 

aby 

dotkn ł pacjenta. Na przykład po to, aby osłucha  czy zajrze  do gardła. Obchód 

przypominał 

z lekka karty z Dzielnego Wojaka Szwejka. Sanitariusz ogłaszał zbiórk  chorych. 

Czekali my 

cierpliwie na korytarzu, a  wywołaj  ka dego z nas osobno do gabinetu lekarskiego. 

Lekarz 

pytał o samopoczucie i temperatur . Pytał – nic wi cej. 

Gdy tylko udawało mu si  u kogo  zbi  temperatur , wyrzucał z izby. Chodziło si  

potem 

z nie zaleczon  chorob . 

Prawdziwe  ycie erotyczne  ołnierzy ludowego Wojska Polskiego jest niezwykle ubogie. 

Co najwy ej niektórzy próbuj  nadrabia  na przepustkach i urlopach. Zreszt  

najcz ciej jest 

to tylko nadrabianie min . W ka dym razie w dobrym tonie jest po powrocie z przepustki 

rzuci  tak od niechcenia: Chłopaki, ale mnie czubek boli. 

Co ciekawsze, nie zauwa yłem nawet prób homoseksualizmu. A przecie  warunki były 

bardzo sprzyjaj ce. 

Tylko wieczorem, po capstrzyku kwitł onanizm. Mieli my stare, skrzypi ce łó ka. Trudno 

było zasn  przy skrzypieniu dwudziestu kilku łó ek. Ale do wszystkiego si  w ko cu 

mo na 

przyzwyczai . Po powrocie do domu nawet mi troch  brakowało tych d wi ków. 

Przez ostatni okres słu by zastanawiałem si  tylko nad jednym: jak opowiedzie . 

Dot d nie było tego problemu. Dotychczasowe pobyty w domu były tak krótkie,  e 

ograniczałem si  do pozdrawiania przyjaciół. Nie było czasu na rozmowy. Teraz b dzie. 

Mógłbym opowiedzie  o honorowym krwiodawstwie. 

Kto  tam próbował namówi  mnie do oddania krwi. Odmówiłem. Powiedziałem,  e nie 

mog . Przechodziłem kiedy   ółtaczk  i moja krew mo e okaza  si  szkodliwa. A na 

tym tle 

jestem szczególnie dra liwy. 

miał si . Przecie  nie musz  si  zorientowa  – przekonywał – a dwa dni urlopu to jest 

co . 

Bo to jest zwykły handel krwi . Za dwie cie mililitrów kupowało si  dzie  urlopu. Za 

czterysta – dwa dni. 

 

background image

VIII 

Mógłbym tak e opowiedzie  o pewnej kantynie na poligonie. O tym jednym kiosku na 

przestrzeni wielu kilometrów. O kawiarence na pi tna cie stolików. 

Pracowali my na tym poligonie kilka tygodni. Dwustu  ołnierzy i sze ciu opiekunów, 

ekonomów z kadry. 

Był to cholernie zimny grudzie  siedemdziesi tego szóstego roku. Otwarta przestrze  

pełna ustawicznych wiatrów od morza. Praca przez cały czas na wolnym, odkrytym 

terenie. 

Mieszkanie w namiotach i ci głe kłopoty z w glem do piecyków. Kadra mieszkała w 

znakomicie ogrzewanym hotelu garnizonowym. Całe dni, oprócz krótkich wypadów w 

celu 

sprawdzenia, czy zamiast pracowa  nie grzejemy si  przy ogniu, sp dzała w kantynie. 

My do kantyny nie mieli my wst pu. Dwustu  ołnierzy wracaj c z pracy ustawiało si  

cierpliw  kolejk  przed drewnianym podestem pod oknem kantyny. Kupowali my 

papierosy, 

znaczki, zapałki... 

Ale ju  do . Mo e mnie ponie , i zamierzona chłodna relacja zmieni si  w płaczliw  

dziewczynk  z zapałkami... 

ołnierze zawodowi poza jednostk : 

Całuj  panie w r k . 

Rozmawiaj  czasem o literaturze i filmie. 

Znaj  takie słowa, jak „prosz ” oraz „dzi kuj ”. 

Ale to tylko pozór. Udawanie kulturalnego człowieka, na które wielu ludzi daje si  

nabra . 

Nie ma kulturalnych oficerów. Oczywi cie, je eli przyjmiemy,  e kultura osobista to co  

wi cej ni  natr tne  linienie kobiecych r k. Aby naprawd  oceni  tych ludzi, trzeba ich 

widzie  wtedy, gdy s  w swoim  ywiole. Gdy s  w jednostce. 

Bowiem przekroczy  bram  jednostki to nie to samo, co przekroczy  bram  zakładu 

pracy. 

Wchodz c na teren jednostki przekraczasz granic  kultur. Z w miar  demokratycznej 

Polski 

wchodzisz w kastow  społeczno  koszar. Cofasz si  o kilka wieków w historii 

ludzko ci. 

Tutaj  ołnierz zawodowy jest niemal wszechwładny. Taki facet mo e z tob  zrobi  

prawie 

wszystko. 

Postawi  ci  w kolejce do wewn trznego sklepu mi snego, co wi e si  z wstaniem o 

godzin , dwie wcze niej. 

Wybieraj c si  z  on  na całonocn  zabaw  do kasyna, zostawi  ci  do pilnowania 

dzieci. 

Wysyłaj c na przepustk , zobowi za  ci  do po wi cenia krótkiego pobytu w domu na 

bieganie po sklepach. Po link  do sprz gła, klej „Skorolep”, ksi ki dla studiuj cej 

córki... 

Kaza  wysprz ta  sklep, w którym pracuje jego  ona. 

Posła  do sklepu po chleb i masło, bo  onie nie chce si  rano wsta , a trzeba  niadanie 

dzieciom do szkoły. 

background image

Poleci  malowanie mieszkania. 

Poprzestawianie mebli. 

Załatwi  przeprowadzk , bo koleg  przenosz  do innej jednostki. 

Wytrzepa  dywany. 

Nazwa  ci  przy wszystkich chujem i kaza  przytakn  – tak jest, obywatelu sier ancie. 

Przeczołga  bez powodu, ot tak, gdy brak mu innych rozrywek. 

STOP!!! 

Przecie   adnej z tych rzeczy nie mo e on, nie ma prawa wymaga  od  ołnierza. Fakt. 

Ale 

wymaga.  ołnierz to parias i Murzyn. Polski niewolnik. Zwierz . 

Nie wiem, dlaczego zlikwidowano istniej c  jeszcze przed wojn  funkcj  ordynansa. 

Prawdopodobnie chodziło o wprowadzenie demokratycznych zasad współ ycia w 

wojsku. 

Prawdopodobnie niektórym reformatorom wydawało si ,  e funkcja ta obra a godno  

ołnierza. I bardzo dobrze,  e tak si  stało. Dzi  pan oficer nie ma ordynansa. Dzi  

ordynansem jest ka dy  ołnierz. Dowódca kompanii wystawia głow  z kancelarii na 

korytarz 

i woła pierwszego lepszego  ołnierza: wyczy cie mi buty! Oczywi cie. Wyczy cimy! 

Ale sprawa ta ma jeszcze drugi aspekt. Traktowani jak bydło  ołnierze cz sto sami 

ponosz  cz

, i to niebagateln , winy za tak  sytuacj . Ta cz

 winy polega na 

przyzwoleniu. Nie sta  ich nawet na delikatne zamanifestowanie swojej godno ci. 

Zepchni cie do roli sługi cz sto, wida , wytwarza w człowieku pewne zadowolenie z 

takiej 

sytuacji. Jest wi c i taka mo liwo ,  e kadra zawodowa po prostu nie zdaje sobie 

sprawy z 

tego,  e  ołnierzy mo na traktowa  inaczej. 

Pozwolono nam ogl da  jaki  film. Nie zdarzało si  to zbyt cz sto, wi c frajda du a. 

Było 

to na poligonie zimowym. Telewizor stał w namiocie –  wietlicy. Oczywi cie w 

najwy szej 

cenie były miejsca przy kopc cej kozie. Zostały zaj te na długo przed rozpocz ciem 

filmu. 

Ale pech chciał,  e akurat tego dnia zepsuł si  telewizor w  wietlicy hoteliku 

garnizonowego 

(do którego, notabene, nie mieli my wst pu). Trzech oficerów przyszło wi c ogl da  

telewizj  do nas. Weszli tu  przed rozpocz ciem filmu. 

– No, obywatele, ju  widz  trzy wolne miejsca przy piecyku – za dał jeden z nich. 

Oczywi cie nikt si  nawet nie ruszył. Uparcie gapili my si  w rozkoszn  Edytk , udaj c, 

e jego słowa skierowane były do kogo  zupełnie innego. Podobnie zareagowali my na, 

tym 

razem du o gło niejsze, ponowne polecenie. Ten brak subordynacji wyra nie 

zdenerwował 

oficerów. 

– Powsta . Baczno . Przed namiotem w dwuszeregu, zbiórka! 

Tego mo na si  było spodziewa . Ale był to ju  najbardziej formalny rozkaz i nie mo na 

było dłu ej ci gn  zabawy w głuchy telefon. 

Stoj c pod namiotami pozwalali my sobie na niewybredne epitety pod adresem naszych 

background image

przeło onych. Oczywi cie, nie na tyle gło no, by mogli nas usłysze . Chodziło raczej o 

wyładowanie własnego gniewu. W pewnym momencie wpadł mi do głowy pomysł – 

zaproponowałem zrezygnowanie z filmu. 

– Pewnie, niech si  trepy pierdolone same udławi . 

– Dobrze mówi. 

Poparli mnie koledzy. Nie jestem pewien, czy był to najlepszy pomysł. Ale zawsze była 

to 

jaka  manifestacja, jaka  zapowied  istnienia pewnej granicy, do której mo na nami 

pomiata . Jednak z mojego pomysłu nic nie wyszło. Gdy po chwili pozwolono nam wej  

do 

wietlicy, wszyscy skwapliwie skorzystali. 

Le c na pryczy słyszałem cz ste wybuchy  miechu. Podobno była to niezła komedia. 

Mojego aktu kontestacji nikt nie zauwa ył, a film straciłem. 

Chcesz u niego załatwi  przepustk ? To trzeba tak: 

– Obywatelu sier ancie, jaka  przepustka by si  zdała... 

A on na to: To zapierdalaj  ołnierz do „Zochy” po dwa wina i zobaczymy, co da si  

zrobi . 

I tachasz zlewowi te wina, za własn  kupione fors . I wcale nie wiesz, czy pojedziesz. 

Bo 

wina niczego jeszcze nie gwarantuj . S  tylko czym , co pozwala mu w ogóle 

zastanowi  si  

nad tym, czy zasługujesz na przepustk . 

Jedn  z najwi kszych zdobyczy socjalnych dwudziestolecia mi dzywojennego w 

naszym 

kraju było zapewnienie o miogodzinnego dnia pracy. I dzi  jest on nam prawnie 

gwarantowany. 

Cz

 słu by upłyn ła mi w jednostce budowlanej. Na niektórych placówkach praca 

trwała 

dwana cie godzin na dob . Oczywi cie, po odliczeniu przerw na posiłki – chodzi mi o 

czas 

czystej pracy. W niedziel  trwa troch  krócej. Przewa nie do obiadu. Taki system, 

szczególnie w lecie, był czym  zupełnie normalnym. 

Szlag trafia nasze zdobycze socjalne w tym najlepszym z ustrojów? A mo e miał racj  

Wojtek, gdy mówił,  e słu ba wojskowa to czasowe pozbawienie praw obywatelskich? 

Jaki  m drzec w sztabie wpadł z nudów na pomysł: oszcz dniej gospodarowa  

materiałami p dnymi. A tymczasem trzeba było wykona  dosy  powa ne roboty ziemne. 

Wi c: wojska rakietowe. Szczyt techniki: ziemia – powietrze, czyli stara, dobra łopata w 

naszych dłoniach. A obok stoj  przedsi – i zasi bierne koparki, stoj  spychacze... 

Murzyni? Chyba Wojtek miał racj . 

 

IX 

To nie Daniel Olbrychski ani grupa Smokie kojarzy nam si  z poj ciem gwiazdora. Dla 

nas gwiazd  numer jeden był Wojciech Zyms i jego koledzy. Bowiem Dziennik 

Telewizyjny, 

a potem Wieczór z Dziennikiem to audycje obowi zkowe. Nawet regulamin to  ci le 

okre la. 

background image

Za uchylanie si  od ogl dania tej audycji gro  surowe kary. 

Organizacja młodzie owa teoretycznie odgrywa niezwykle wa n  rol  w  yciu 

wewn trznym jednostki. Praktycznie za  jest w ka dym punkcie  ci le 

podporz dkowana 

sekcji politycznej i nie bardzo j  sta  na jak kolwiek samodzielno . Niemniej wszystkie 

pozory s  zachowane. I tak, na przykład, wybór na stanowisko przewodnicz cego 

zarz du 

pułkowego jest – jednoznaczny ze zwolnieniem z niemal wszystkich tzw. obowi zków 

ołnierskich. Przewodnicz cy zarz du pułkowego to prawie etat. 

Ale moje kontakty z organizacj  nigdy nie odbywały si  na tak wysokich szczeblach. Nie 

mniej były do  swoiste. 

Ale wszystko, jak zawsze, zacz ło si  bardzo niewinnie. Było zebranie sprawozdawczo 

– 

wyborcze na szczeblu kompanii. Ust puj cy zarz d chwalił si  tym, co zrobił, a potem 

mieli my wybra  nowy zarz d. Mieli my – bowiem było to zebranie otwarte, na którym 

musieli by  wszyscy  ołnierze pododdziału. Jeden z kaprali, który jeszcze par  tygodni 

temu 

lubił patrze , jak si  czołgam, zaproponował moj  kandydatur  na stanowisko 

przewodnicz cego. 

– I tak jest pisarzem – uzasadniał. – To nie chodzi na zaj cia. Ma czas. 

Wszystkim si  ten pomysł bardzo spodobał. 

– Bardzo dzi kuj  za okazane mi zaufanie – powiedziałem wstaj c – ale nie mog  

przyj  

tej funkcji. 

– Co to znaczy nie mo esz – zdenerwował si  mój kapral. 

– Poniewa  nie nale  do organizacji. 

Wydawało mi si  to proste. Ale nie doceniałem moich kolegów. Dla nich nie było spraw 

niemo liwych. 

– To nie szkodzi – zapewnił mnie autentycznie jeden z nich. 

– Jak nie nale ysz to si  mo esz zapisa . 

– Ale ja nie chc . 

– Dlaczego? 

– Poniewa  nie odpowiada mi program tej organizacji. 

I potem pytano mnie przez kilka dni, co to znaczy. Bo niby dlaczego miałby mi nie 

odpowiada . Zreszt , co za program, ostatecznie nikt z nich go i tak nie czytał – po co? 

Wła ciwie – przekonywali mnie – to  adna ró nica, czy si  nale y, czy nie. Jedna 

legitymacja 

wi cej czy mniej... 

Ale ja si  uparłem. 

Po roku, ju  w innej jednostce, miałem podobn  propozycj . Tyle,  e tym razem bardziej 

konkretn  i pochodz c  od przeło onego. Było to podczas rozmowy z oficerem 

opiekuj cym 

si  z ramienia partii (polskiej, robotniczej i zjednoczonej) organizacj  kompanii. 

– A nie chciałby  by  przewodnicz cym? Zapiszemy ci , wybierzemy... 

– No, nie wiadomo. 

– A wiesz, jak to jest. A potem dostaniesz własn  kancelari  i b dziesz miał  wi ty 

spokój. 

background image

Wykr ciłem si . Ale otrzymałem polecenie zostania czym  w rodzaju nieoficjalnego 

sekretarza przewodnicz cego kompanijnej organizacji. Nie pomogły zapewnienia,  e 

organizacja jest mi obca ideologicznie. Rozkaz to rozkaz. Prowadziłem dokumentacj , 

pisałem sprawozdania, co zwalniało mnie z pracy. Gdyby kto  na serio zechciał 

poczyta , co 

tam wypisywałem, miałby niezł  zabaw . 

W ko cu ponownie zostałem wezwany na rozmow  do tego  oficera. Na rozmow  tak 

powa n ,  e ta poprzednia zbladła przy niej zupełnie. 

– Nie zapisałby  si  do partii? 

– Nie. 

– Słuchaj, zastanów si  dobrze. O ile wiem, co  tam sobie piszesz. A chyba zdajesz 

sobie 

spraw ,  e przynale no  do partii mo e ci wiele ułatwi . 

– No, tak. Ale ja nie mam ochoty bra  na siebie odpowiedzialno ci, nawet po redniej, za 

to 

wszystko, co ta organizacja w kraju wyrabia. A poza tym nie odpowiada mi jej program. 

– Ale  to  aden problem! Kto by si  tam przejmował programem? Musisz zrozumie , na 

jakim  wiecie  yjesz. 

– No, wła nie, wydaje mi si ,  e rozumiem. Jak mógłbym spojrze  w oczy moim 

przyjaciołom, gdybym to zrobił? 

– A czy oni musz  o tym tak od razu wiedzie ? 

I tak rozmawiali my godzinami przez par  dni. Nie mogli my si  zupełnie porozumie . 

Niby obaj mówili my tym samym j zykiem (był to j zyk polski), ale nijak nie 

rozumieli my 

si  nawzajem. W ko cu obaj przestali my traktowa  t  rozmow  w kategoriach sporu 

ideologicznego. Przerzucali my si  słowami dla zwykłego zabicia czasu. 

Stan ło na tym,  e zostałem, niemal sił , wci gni ty na list  uczestników kursu wiedzy o 

partii. Chciałem sobie  wiadectwo kursu powiesi  na słomiance obok  wiadectwa 

uko czenia 

kursu przedmał e skiego przy ko ciele  w. Mikołaja w Gda sku. Ale nie dostałem 

wiadectwa. Zreszt  nie  ałuj ,  e uczestniczyłem w tym kursie. Byłem tylko na jednym 

wykładzie, ale dowiedziałem si  od prelegenta  e „fakt, i  kontrolujemy prac  robotnika, 

nie 

jest wynikiem naszego braku zaufania do jego pracy, a wr cz odwrotnie – dowodem 

naszego 

do niej zaufania”. Sam bym tego nie wymy lił. 

Jednym z najbardziej rozbudowanych pionów w wojsku jest pion polityczny. Jego 

głównym zadaniem jest podnoszenie moralno – politycznego poziomu  ołnierza oraz 

przekonanie go,  e Pana Boga nie ma. Po prostu. Widocznie jaki  wariat go sobie 

wymy lił. 

Polityczni robi  to w sposób prymitywny, przewa nie na zaj ciach politycznych, niemniej 

s  konsekwentni. Boga nie ma – kto przeciw? 

Zabawne jest to,  e zdarzaj  si  im wpadki. W dodatku, wpadki, które nie maj  prawa 

zdarzy  si  powa nym pracownikom propagandy. 

ołnierze odchodz cy do rezerwy zostali obdarowani przez sekcj  polityczn  nagrodami 

za ofiarn  – jak si  tutaj mówi – słu b . W ród nagród rzeczowych tak e ksi ki. Jedna 

z nich 

background image

wła nie wzbudziła moj  zgroz . To,  e wydana przez PAX, to jeszcze pół biedy. Ale jej 

tre !!! 

Było to jakie  irlandzkie powie cidło historyczne. Bez przerwy kto  si  tam z kim  bił. 

Przewa nie dobrzy katolicy ze złymi protestantami. Po stronie katolickiej co rusz 

pojawiali 

si  ró ni  wi ci faceci i czynili cuda. Pełna groza. 

Widocznie znów kupiono ksi ki na sztuki. Bez pomy lenia. Bywa. 

W przeddzie  wyborów do Rad Narodowych wezwał mnie dowódca kompanii. 

– Słuchaj, jutro s  wybory... 

– Wiem. 

– Ja wiem,  e ty wiesz – zniecierpliwił si . – Chciałbym si  ciebie wła nie zapyta : jak to 

b dzie? 

Zrobiło mi si  ciepło na sercu,  e oto stałem si  dla mojego dowódcy wyroczni  w 

sprawach politycznych. Postanowiłem nie zawie  pokładanego we mnie zaufania. 

– No, có  – odrzekłem zgodnie z najszczerszym przekonaniem. – S dz ,  e Front 

Jedno ci 

Narodu wygra. 

Ale okazało si ,  e niezupełnie o to chodziło. Chciał si  dowiedzie , czy ja, w zwi zku z 

wyborami, nie szykuj   adnego „numeru”. Nie szykowałem. 

Wybory w wojsku maj  swoist  poetyk , zwi zan   ci le z atmosfer  miejsca, w którym 

si  odbywaj . Przede wszystkim ka da jednostka stanowi odr bny okr g wyborczy. W 

przeddzie  wyborów w ka dej kompanii odbyły si  spotkania z dowódcami 

pododdziałów. U 

nas dowódca powiedział: „MAM POMYSŁ”. I był to naprawd  fajny pomysł. Bo niby 

dlaczego, rzeczywi cie, mamy głosowa  dopiero po  niadaniu, jak tam b d  wszyscy, 

b dzie 

tłok i stracone pół dnia, kiedy mo emy wsta  półtorej godziny wcze niej i głosowa  

przed 

niadaniem, kiedy b dzie zupełnie pusto. No pewnie, wsta  półtorej godziny wcze niej 

czy 

pó niej to  adna sprawa. Przynajmniej dla niego. Potem okazało si ,  e na ten pomysł 

wpadli, 

zupełnie przypadkowo, wszyscy dowódcy. I w dalszym ci gu przypadkowo, komisja 

składaj ca si  z wy szych oficerów sztabu mogła ju  o ósmej i  do domu. Ale to 

oczywi cie 

czysty przypadek. Ponadto nie było w tej sprawie  adnego rozkazu, ale zgodnie z 

delikatnymi 

sugestiami dowódców wszyscy  ołnierze poszli do urn w mundurach wyj ciowych. Na 

cały 

pułk tylko ja z Ry kiem w polowych i, mimo nieprzychylnych spojrze , nikt si  wła ciwie 

nie 

przyczepił. 

Około siódmej rano oficer dy urny jednostki wezwał do siebie wszystkich podoficerów 

dy urnych. 

– Słuchajcie podoficerowie – powiedział – do godziny ósmej sto procent ka dej kompanii 

ma by  na głosowaniu. Zrozumiano? 

background image

Zrozumiano. Co mieli my nie zrozumie  – był to przecie  wyra ny rozkaz. I tylko ja 

jeden 

zastanawiałem si , jak on z tego wybrnie. Przecie  wydanie takiego rozkazu stawia go 

kolizji z kodeksem prawnym. Ale nikt tego nie zauwa ył. Zreszt , kto by si  tam 

przejmował 

drobnostkami, najwa niejsze,  e FJN wygrał wybory. 

 

Prace porz dkowe w wojsku wykonuje tylko młodzie . Tak mówi niepisane prawo, wedle 

którego nie liczy si  nic, nawet stopnie wojskowe, oprócz przynale no ci do okre lonych 

poborów, oprócz fali.  ołnierze maj cy ponad rok słu by nie zajmuj  si  prac , co 

najwy ej 

przypilnowaniem, aby młodzie  solidnie pracowała. Jest to w naszym wojsku chyba 

najstarsze, a w ka dym razie najrygorystyczniej przestrzegane prawo. 

Prawo to funkcjonuje w my l zasady: kiedy  mnie goniono, teraz ja goni . Takie jest 

poj cie sprawiedliwo ci. 

W pierwszej chwili to zaskakuj ce, ale nigdy nie dostałem tak w ko  od przeło onych, 

jak 

od starego wojska. Ale to zupełnie normalne. 

Zawsze jest do wykonania jaka  praca zlecona przez przeło onych. Wiadomo,  e starzy 

nawet palcem nie rusz . Tak wi c młodzi, przy nieustannym pop dzaniu, wykonuj  

podwójn  

robot . Za siebie i za „panów falowców”. Na ogół nawet si  nie skar . Bo to w ogólnym 

rozrachunku si  nie opłaca. Lepiej cierpliwie czeka . Niedługo samemu b dzie si  

starym, a 

wtedy pogoni si  innych młodych. 

Najciekawszy jest stosunek kadry zawodowej do tego problemu. Bo staje si  to problem 

du ej wagi. Sekcja polityczna próbuje z tymi zwyczajami walczy , jednak robi to bez 

specjalnego przekonania. I nic dziwnego. Na dobr  spraw , trzeba by bowiem zacz  

od 

uzdrowienia całej instytucji. A na to oni nie pójd , bo st d prosta droga do zanegowania 

armii 

w jej obecnym kształcie. A połowiczne próby rozwi zania problemu przez politycznych 

doprowadzaj  do groteskowych rezultatów. Zreszt  zachowuj  si  oni cz sto jak słonie 

składzie porcelany. 

Kiedy  wezwano nas, pi ciu kotów przed przysi g , do sekcji politycznej. 

Przesłuchiwano 

ka dego osobno. Ja byłem ostatni. Poprosili (nie kazali!), abym usiadł, dali papierosa i w 

ogóle bardzo si  chcieli ze mn  skumplowa . Po paru tygodniach, w ci gu których 

słyszałem 

tylko krzyk, było to dla mnie co  niesamowitego. Zacz łem nabiera  zaufania, 

rozlu niłem 

si . Ju  chciałem wyla  przed nimi całe moje biedne serce, gdy wtem przyszła mi z 

pomoc  

background image

opatrzno . A raczej pewien nawyk. Bowiem, gdy znajduj  si  w nowym otoczeniu i 

minie 

pocz tkowe spi cie, pierwszym objawem rozlu nienia jest u mnie ciekawskie 

rozgl danie si . 

I wtedy tak e – omiotłem wzrokiem całe pomieszczenie. Pod biurkiem zauwa yłem 

zwykły 

mikrofon do magnetofonu. Kabel biegł do biurka. To rozwiało cał  moj  ufno . Inna 

sprawa, 

e zaraz po wyj ciu zacz łem zastanawia  si , czy sobie czasem tego wszystkiego nie 

wymy liłem. Przecie  to a  nieprawdopodobne, by próbowali robi  to w tak prymitywny 

sposób. Ale tego samego dnia jeden z kolegów zapytał, czy ja tak e zauwa yłem ten 

mikrofon pod biurkiem. A wi c to nie był  aden zwid. 

Troch  podobna historia wydarzyła si  na egzaminach z zaj  politycznych, zaraz po 

przysi dze. Egzaminował nas zast pca dowódcy jednostki do spraw politycznych. W 

pewnym 

momencie zapytał nas, jakie ksi ki przeczytali my tu, w wojsku. Był zaszokowany i 

zrozpaczony,  e nikt z nas nic nie przeczytał. Przez chwil  zastanawiałem si , czy to 

jego 

pytanie podyktowane było naiwno ci , czy te  wyj tkowym sadyzmem. Bowiem fakt,  e 

nie 

czytali my, tylko po cz ci dawał si  wytłumaczy  naszym niskim poziomem 

intelektualnym. 

Wyobra am sobie, co by si  działo, gdyby który  ze starych  ołnierzy lub dowódców 

dru yn 

zobaczył mnie z ksi k . Dostałbym tak  szkoł ,  e do ko ca  ycia bym zapami tał. 

Zupełnie inaczej na problem stosunków mi dzy  ołnierzami ró nych poborów zapatruje 

si  kadra kompanii. Ci ludzie s  dalej od sprawozda  miesi cznych, a bli ej 

rzeczywisto ci. I 

dlatego bardzo cz sto kadra kompanii popiera niepisane prawa. S  jej na r k . Daj  

pewno , 

e przynajmniej cz

 ludzi b dzie co  robi  i praca b dzie wykonana. 

Próby walki z tymi zwyczajami na szczeblu kompanii ko cz  si  przewa nie sromotn  

kl sk  kadry. Prowadz  do sytuacji, kiedy nikt nie pracuje. Starzy, bo nie wypada ze 

wzgl du 

na fal , a młodzi, bo „co, mamy by  gorsi...” 

Jeszcze b d c kotem zastanawiałem si  nad tym, jak b d  si  zachowywał, gdy b d  

ju  

starym  ołnierzem, gdy b d  miał fal . Była mi bardzo potrzebna  wiadomo ,  e b d  

wtedy 

inny. Wiedziałem te ,  e b dzie to najtrudniejsza próba zachowania własnej godno ci. 

Nie 

spodziewałem si ,  e b dzie to próba tak ci ka. 

Wojsko bowiem wytwarza pewne ci nienie psychiczne. Niezwykle trudno jest nie 

„przypierdala ” młodych, nie wysługiwa  si  nimi. O wiele trudniej ni  wydaje si  to 

tobie, 

moralisto, siedz cy w wygodnym fotelu. Jest bowiem w nich (a przedtem była i w nas) 

jaka  

background image

trudna do zniesienia słu alczo . Czasami brała ochota przegoni  chłopaka wła nie za 

t  

mentalno  słu cego, aby mu to wybi  z głowy. Kilka razy próbowałem co  zrobi  dla 

tych 

zagonionych i wystraszonych ludzi. Brałem takiego na bok i tłumaczyłem,  e nie 

powinien 

dawa  si  poni a . Ale – odpowiadał – przecie  to wojsko. Tak, dla nich to wszystko 

było 

normalne. Zrozumiałem,  e tak nie mo na. Ale nie mogłem podawa  siebie za przykład 

faceta, który nie dał si  zgnoi  w pocz tkowym okresie. Ja nigdy nie byłem słu alczy i 

cz sto 

si  stawiałem, ale miałem za sob  atuty, których oni nie mieli. Byłem pisarzem kompanii 

jeszcze przed przysi g  i narazi  mi si , mimo  e przecie  byłem młodym  ołnierzem, 

nie 

było najm drzej. Ja mogłem sobie na wiele pozwoli . Zreszt  moje próby podburzania 

młodych odnosiły jeszcze jeden nieprzewidziany skutek. W swej nieufno ci nie ufali 

moim 

intencjom. Podejrzewali,  e moje post powanie jest tylko wst pem do jakiej  perfidnej 

gry, 

której maj  by  przedmiotem, a której jeszcze nie mogli poj . Inna sprawa,  e przez 

moje 

apostolskie zap dy i wyskoki współ ycie z kolegami z jednego poboru stawało si  

mocno 

utrudnione. Zacz to mnie traktowa  z wrog  pobła liwo ci . Jak stukni tego. 

Odsun łem si  wi c od wszystkiego. Przyj łem postaw  biernego obserwatora. 

Opowiadano mi: 

Miał tylko osiemdziesi t dni do cywila. Wyobra am sobie – tylko osiemdziesi t. I na 

słu bie zamkn ł si  w magazynku broni i strzelił sobie w łeb. Widziałem go. Cała 

czaszka 

rozwalona. Krew i mózg. Na samochód wrzucili go jak worek kartofli. 

Podobno dziewczyna go rzuciła i dlatego. I – popatrz, co za wariat – tylko osiemdziesi t 

dni do cywila! A taki idiotyzm. 

Tutaj wszystko liczy si  dniami do cywila. Reszta nie jest wa na. Samobójstwo młodego 

ołnierza wzbudziłoby tylko politowanie, ale nie zdziwienie. Lecz ten? 

W stosunkach mi dzyludzkich w wojsku istnieje jednak, jak s dz  problem daleko 

wa niejszy ni  konflikt młodzi – starsi. Mam na my li podoficerów słu by zasadniczej, 

czyli 

kaprali, dowódców dru yn. W pewnym sensie s  to tacy sami  ołnierze jak wszyscy inni. 

Te  

z poboru na dwa lata. I raczej wbrew własnym ch ciom. A jednak s  tak bardzo ró ni. 

Ich wojskowa edukacja przebiega nieco inaczej. Pierwsze pół roku słu by sp dzaj  w 

szkołach podoficerskich, gdzie ucz  si  dowodzenia na szczeblu dru yny. Ucz  ich 

tak e 

wielu innych rzeczy. Cz sto zastanawiałem si , czego i jak. Nigdy nie dowiedziałem si . 

Widziałem tego rezultaty, a te były zaskakuj ce. 

Kapral wie,  e w hierarchii wojskowej jest czym  gorszym od  ołnierza zawodowego. 

Ale 

background image

z drugiej strony jest  wi cie przekonany,  e jest czym  daleko lepszym od  ołnierza 

słu by 

zasadniczej. 

Znałem do  blisko wielu kaprali. Byli to cz sto bardzo inteligentni i kulturalni ludzie. 

Nigdy nie potrafiłem zrozumie , jak dali sobie wmówi  t  nieprawdopodobn  lepszo . 

Prawie  aden z nich nie spoufalał si  ze wszystkimi  ołnierzami. Cz sto dziwili si , 

dlaczego 

mnie tak traktuj  jak równego sobie. Zreszt  przepisy chroniły ich przed zbytnim 

kumplowaniem si  z nami, szarymi  ołnierzami. Spali w osobnych salach zwanych 

podoficerkami, w stołówce jadali przy wydzielonych stolikach. Mieli daleko wi cej praw 

ni  

przeci tny  ołnierz. Ju  chocia by to,  e na ZOK biegali bez plecaków i hełmów. Nigdy 

nie 

byli wyznaczani do prac porz dkowych. Nawet podoficerki sprz tane były przez innych, 

gorszych  ołnierzy. 

Ich pogarda dla  ołnierza była konieczna z wychowawczego punktu widzenia. Tylko 

bowiem człowiek, który nami gardził, mógł nas w tak nieludzki sposób gania  po 

poligonie. 

Jeden z tych inteligentniejszych opowiadał mi nast puj c  histori : 

– Wiesz, nie potrafi  tego zrozumie . Byłem w domu na urlopie. Chciałem zrobi  

rodzicom przyjemno . Opowiedziałem im, jak si  ze mn  licz , jakie znaczenie mam 

tutaj. 

Opowiedziałem, jak post pujemy z młodymi.  e czyszcz  mi buty,  e bez szemrania 

słuchaj , 

jak im ka  raptem pompowa  za listy albo co. I matka w czasie obiadu wyszła do 

kuchni, a 

ojciec zbeształ mnie jak szczeniaka.  e niby faszysta. Jak tak mo na? 

Tak, jak mo na? Przecie  oni robi  to w celu wychowania dobrych i karnych  ołnierzy. 

Zdyscyplinowanych  ołnierzy. 

Dobry  ołnierz nie klnie. Szczególnie, gdy jest młodym  ołnierzem. Wi c w twarz. 

Dobry  ołnierz nie choruje. Ka da choroba ma w sobie co  z symulacji. Wi c je li 

któremu  zbierze si  na kaszel, to aplikuje mu si  przysiady a  do skutku. To znaczy, a  

przestanie kasła . 

I tak dalej. Bo trzeba nam zdrowych i kulturalnych  ołnierzy. 

A to,  e czasem za ciel  nam łó ko, wyprasuj  mundur, wyczyszcz  bro , dadz  paczki 

domu, wyczyszcz  buty, przynios  obiad ze stołówki,  piewaj  i ta cz , aby nas 

rozerwa ... 

To co? Oni nawet zadowoleni,  e mog  co  zrobi  dla swojego kaprala. 

 

XI 

Ostatnie miesi ce wojska... 

Ania przestrzegała mnie przed tym. Przypominała wi zienne do wiadczenia swoich 

przyjaciół. I rzeczywi cie. Ostatni okres przymusowego skoszarowania jest najci szy 

psychicznie. Im mniej czasu dzieli nas od wyj cia, tym trudniej wytrzyma . I jeszcze to 

denerwuj ce, ci głe liczenie dni. 

background image

Wzrasta nerwowo . Coraz cz ciej si  pije. Z pocz tku jeszcze w pełnej konspiracji, 

potem ju  coraz cz ciej przestaje si  zwa a  na własne bezpiecze stwo. Nie chce si  

my le  

i czyta . Nie mówi c ju  o robieniu jakichkolwiek notatek. Potrafiłem w ostatnim tygodniu 

przele e  w łó ku około dwudziestu godzin na dob . I nikt nam nawet nie zwracał uwagi 

na 

niestosowno  zachowania. 

Wiarygodno  wyj cia oddalała si  prawem jakiego  paradoksu. 

Przeci tny  ołnierz dwa razy w  yciu ma okazj  spo ycia obiadu w towarzystwie 

dowódcy 

jednostki. Po raz pierwszy w dniu przysi gi, po raz drugi w dniu odej cia do rezerwy. 

I nie s  to takie zwykłe obiady. To jakby starochrze cija ska AGAPA – uczta miło ci i 

pojednania. Całe misterium. 

Ten pierwszy obiad jest po to, by  ołnierz zapomniał o okresie unitarnym. Aby 

zapomniał 

o tych kilku tygodniach, kiedy traktowano go jak zwierz  wymagaj ce bezwzgl dnej 

tresury. 

Ten drugi jest po to, aby  ołnierz zapomniał,  e było dwadzie cia i par  miesi cy. 

Miesi cy, gdy był kim  z ni szej kasty: 

pariasem 

murzynem 

ydem 

metekiem. 

Najcz ciej pami  knebluje si  kotletem schabowym. 

ołnierze powoli ko czyli obiad. Rezerwista dokładnie, z namaszczeniem składał 

niezb dnik. Wstał, wrzucił do cynowej miski po zupie blach  i gło no krzykn ł: 

Koniec syfu, 

Koniec fali. 

Ju  nie b d  w chuja grali 

ZEROOOO... 

U miechn ł si  wyrozumiale widz c pełne zazdro ci spojrzenia kociarstwa 

Tak wła nie wygl dał koniec. 

 

XII 

Adam, gdy sam wychodził po jakim  kilkutygodniowym przeszkoleniu, przestrzegał mnie 

przed tym momentem. Pisał o tym, jak długie oczekiwanie na upragnione wyj cie 

fałszuje 

perspektyw .  wiat, do którego ma si  wyj , przestaje by  w nas  wiatem 

rzeczywistym. 

Powstaje gdzie  w gł bi marze  w opozycji do tego, który tak długo był naszym 

udziałem. 

A przecie  to, co nas wita, to nie Eldorado. To nie Utopia. Zakres wolno ci si  zwi ksza, 

ale nie jest za du y. Zwi ksza si  nasza mo no  poruszania si , ale te  tylko w obr bie 

trzydziestoletnich granic, z których cz sto trudniej jest si  wyrwa  si  ni  na przepustk  

background image

jednostki. Ju  nie trzaskamy obcasami, r ka bezwiednie nie w druje do daszka czapki. 

Fakt, 

ale w dalszym ci gu potulnie wysłuchujemy krety skich rozkazów byle sier anta. 

Z pocz tku dajemy si  nabra  na pełni  wolno ci. Potem na nowo uczymy si  sztuki 

ycia 

w tym kraju. Jak dziecko ucz ce si  chodzi , uczymy si  widzie . 

Na razie stawiam pierwsze kroki. 

 

Kwiecie  – sierpie  1978 

 

Ksi ka pobrana ze strony 

http://www.ksiazki4u.prv.pl