background image
background image

Mi o  jest luksusem, na który mo esz

ł ść

ż

Mi o  jest luksusem, na który mo esz

ł ść

ż

 

 

sobie pozwoli  dopiero wtedy, kiedy twoi

ć

sobie pozwoli  dopiero wtedy, kiedy twoi

ć

 

 

wrogowie zostan  wyeliminowani.

ą

wrogowie zostan  wyeliminowani.

ą

Do tego czasu, wszyscy, których kochasz,

Do tego czasu, wszyscy, których kochasz,

 

 

to zak adnicy, wysysaj cy z ciebie odwag  i

ł

ą

ę

to zak adnicy, wysysaj cy z ciebie odwag  i

ł

ą

ę

 

 

nie pozwalaj cy ci podejmowa  rozs dnych

ą

ć

ą

nie pozwalaj cy ci podejmowa  rozs dnych

ą

ć

ą

 

 

decyzji.

decyzji.

 

 

 

Orson Scott Card „Empire”.

 

background image

Prolog

15 lat wcześniej...

Niebo przesiąknięte deszczem rozdarł potężny błysk błyskawicy, 

sprawiający, że jedna część twarzy Basilia z potworną blizną, 
wykrzywiającą rysy, została oświetlona, a pozostała ginęła w mroku. 

Człowiek ten uśmiechał się złowieszczo, ściskając w jednej dłoni 
ciężki karabin. Bacznie obserwował swojego wroga, teraz 

uwięzionego w pułapce. Carlos trzymał głowę schyloną ku ziemi, a 
jego ręce opadały bezwładnie. Patrzył jak na ulicę spadają świeże 

krople deszczu, uznając, że woli patrzeć na to niż w twarz mordercy 
w chwili śmierci. Nie widział już zresztą po co miał żyć. Jego żona 

Beata zginęła z rąk tego samego człowieka, który teraz stał 
naprzeciwko niego i odwlekał moment, w którym Carlos miał 

zginąć, pewnie dlatego, żeby zadać mu jeszcze więcej cierpień. 
Wiedział dobrze, dlaczego znajduje się na jego celowniku. Z jego 

winy siostra Basilia  popełniła samobójstwo. Była z nim zaręczona 
przez 4 lata i zakochana po uszy. Kochała go aż za mocno, a Carlos 

jej nie i bez oporów wyrzucił w kąt jak starą zabawkę, którą już się 
znudził, pozwalając jej zakurzyć się i zardzewieć z rozpaczy. W 

młodości traktował tak wszystkie swoje partnerki. Zaintrygował, 
uwiódł,  stworzył w wyobraźni wizję wspólnej przyszłości, a potem 

bezwzględnie porzucał. Siostra Basilia tego nie wytrzymała i 
odebrała sobie życie rok po bolesnym tylko dla niej rozstaniu. Basilio 

został oskarżony przed sądem o jej morderstwo, bo zabiła się jego 
pistoletem, który posiadał nielegalnie. Spędził 15 lat swojego życia w 

więzieniu, pragnąc tylko jednego – zemsty.
Kiedy Carlos zapomniał już imienia kobiety, której samobójstwo 

pośrednio było jego winą, na jego drodze pojawił się Basilio, 
przysięgając, że odbierze mu wszystko, na czym mu zależy. Po 15 

latach nie poznał, że był to brat jego byłej narzeczonej. Nie zabrał 
sobie groźby do serca i nikomu nie powiedział o ich spotkaniu, co 

background image

okazało się najgorszym błędem jego życia. Basilio dwa dni temu 
zabił Beatę. Carlos był przez to wrakiem człowieka, a przy życiu nie 

utrzymywała go żadna optymistyczna myśl. 

Na co czekasz? - uniósł głowę, patrząc jak Basilio opuszcza lufę 
pistoletu. - Zabij mnie, zrobisz mi przysługę.

Właśnie o to chodzi. - odparł Basilio. - Zemsta będzie wtedy za 

łatwa, a ty zasługujesz na coś więcej niż tylko śmierć. Chcę, 
żebyś poznał na własnej skórze jak to jest stracić wszystko, na 

czym ci zależało. - znowu niebo przecięła błyskawica, która 
pojawiła się tym razem za plecami Basilia. - Masz jeszcze o co 

walczyć. Spodziewaj się, że będziemy często się widywać. - lewy 
kącik jego warg wykrzywił się w prowokacyjnym uśmiechu. - I 

pozdrów ode mnie swoją córkę. Julia się nazywa, prawda? 
Kiedy Basilio odwrócił się i odszedł, Carlos poczuł, że śmierć 

Beaty była jedynie preludium tego, co miał mu do zaoferowania 
Basilio. 

background image

Rozdział I

 

Obecnie...

Na plaży w hiszpańskiej miejscowości Almería o tej porze było cicho 

i spokojnie. Jedynymi dźwiękami towarzyszącymi idealnej harmonii 
nocy były szumy fal i trzepot skrzydeł morskich ptaków. Niebo 

miało kolor intensywnego szafiru, który coraz bardziej zbliżał się do 
czerni. Księżyc przeglądał się w nieskazitelnej jak wypolerowane 

lustro wodzie, oświetlając jej dno swoim światłem. Delikatne fale 
kierowane przez wiatr rozbijały się na kamienistym wzgórzu. Kilka 

skał odłamało się już od niego i dryfowało bez celu po wodzie. Dwa 
większe odłamki osiadły już na dnie tak blisko siebie, że dzieliła je 

tylko drobna szczelina, przez którą można było dostać się do małej 
jaskini, stworzonej przez wydrążenie do niej ciasnego wejścia w 

kamieniu. Była cała zalana wodą, a osoba, która decydowała się na 
wejście do niej musiała potrafić bardzo dobrze pływać. Nie wiedział 

o niej prawie nikt z wyjątkiem rodziny Russario en la Capota des 
Rombos

Przez nocną ciszę przedarło się echo krzyku dziewczyny, znajdującej 
się nieopodal i zbliżającej się na skalistą, dziką plażę. Spłoszył on 

dwie mewy siedzące na skalnej półce, które od razu rozłożyły 
skrzydła i uniosły się do góry, a ich białe pióra wyróżniały się na 

ciemnym niebie. Dziewczyna była coraz bliżej. Szybko 
przemieszczała się z jednego miejsca w drugie, a za nią dało się 

background image

dosłyszeć odgłosy pościgu. 
Julia Russario biegła przed siebie jak najszybciej potrafiła. Oddychała 

coraz szybciej, a jej serce waliło jak oszalałe, gdy zmuszała organizm 
do nadzwyczajnego wysiłku. Jej ciemnobrązowe, proste włosy 

rozwiewały się w biegu, a zielone oczy przepełniał strach. Miała na 
sobie ciemne szorty i szary podkoszulek, przez co mogła 

zakamuflować się na tle nocy. Odgłosy pościgu stawały się coraz 
cichsze, ale Julia słyszała jeszcze jak Basilio cedzi hiszpańskie 

przekleństwa pod jej adresem. Nie pozwalała sobie na spoczęcie na 
laurach, gdy jego głos zginął w mroku. Biegła dalej, orientując się, że 

przekroczyła już tak zwany próg zmęczenia, a jej mięśnie poddawały 
się wysiłkowi. Wiedziała, że jeśli teraz przystanie, zmęczenie powróci 

z taką siłą, że nie będzie w stanie nawet się podnieść, więc biegła 
dalej, raniąc się o wystające gałęzie drzew. 

Usłyszała ponownie głosy trójki hiszpańskich przestępców: Basilia, 
Cornelia i Esteli. Musieli znaleźć jakieś skróty, o których Julia nie 

miała pojęcia. W biegu otworzyła szeroko swoje zielone oczy, 
orientując się, że są tuż za nią. Starała się oddychać jak najciszej, co 

przy takim zmęczeniu było nie lada wyzwaniem. Obejrzała się 
dyskretnie za siebie, a w oddali dostrzegła trzy zbliżające się w jej 

stronę sylwetki. Nie widzieli  jej, ale to było tylko kwestią czasu. 
Jęknęła cicho z bezsilności, widząc, że stały ląd już się kończy, a ona 

stoi na skraju skalnego klifu, patrząc prosto w ciemną taflę wody. 
Starała się ocenić, jak tam może być głęboko, a wynik, jaki wyszedł 

sprawił, że na jej karku pojawiły się nowe strużki zimnego potu. 

Tam jest! - usłyszała groźny alt Esteli.

Kroki przeciwników stały się donośniejsze jakby kierowani 
przedsmakiem wygranej zaznali nowej energii.

Jula odwróciła się w ich stronę, zaciskając ręce w pięści, żeby dać do 
zrozumienia baterią w swoim organizmie, że nie mają się jeszcze 

rozładowywać. Poczuła jak morska bryza otula jej szyję. Oddychała z 
trudem łapiąc oddech, który przyspieszył przez wysiłek i strach. 

Patrzyła bez strachu, za to z wrogością na znienawidzoną przez nią 
trójcę. Brakowało jeszcze czwartego i piątego ogniwa tego 

potwornego, metalowego łańcucha, który związał i spuścił na dno 

background image

tak wiele żyć, w tym jej matki i kuzynki. Każdy członek rodziny 
Russario od dziecka był przystosowywany do walki z nimi. Nauka jej 

matki, ojca i starszego brata musiała teraz zostać wykorzystana. 
Z ciemności pierwsza wyłoniła się twarz Basilia, który od dawna 

przewodził całej ich organizacji. Miał 40 na karku, ciemnobrązowe, 
ścięte na jeża włosy, wyraźne zmarszczki wokół oczu i bliznę 

ciągnącą się od kącika ust przez szyję, a kończyła się na ramieniu. 
Światło księżyca skupiło się na niej, przez co Julia cofnęła się o krok, 

a oprych wybuchnął śmiechem, przypominającym rechot ropuchy. 

Najmłodsza z Russariów, a tyle z nią kłopotów. - głos Esteli 

zabrzmiał groźnie. 
Jej długie, falujące loki w odcieniu ognia, powiewające na wietrze 

przywiodły Juli na myśl syczące na nią węże. 

Na szczęście niedługo będziemy od nich wolni- odezwał się 

Cornelio, dołączając jako ostatni. 
Miał on 4 lata więcej od Juli, a wiedział o zabijaniu więcej niż jej 

ojciec. Farbowane blond włosy niemal gryzły się z spaloną 
hiszpańskim słońcem skórą, a na białej koszulce widniały ślady 

świeżej krwi. Uśmiechał się triumfalnie w charakterystyczny dla 
siebie sposób, unosząc tylko jeden kącik ust.

Julia z przerażeniem zaobserwowała, co wywołało ten uśmiech. 
Estela wyjęła z płóciennej, skórzanej torebki czarny rewolwer, a jej 

palce powoli przesuwały się na jego spust. Julia poczuła jak serce 
podchodzi jej do gardła, bijąc tak głośno, że nie słyszała swoich 

myśli. I dobrze, że ich nie słyszała, bo w przeciwnym razie mogłaby 
nie podjąć tak desperackiego czynu.

Błyskawicznie odwróciła się twarzą do morza, którego fale 
obmywały skaliste wzgórza, a plecami do wrogów i nabierając 

rozbiegu skoczyła z klifu. Usłyszała odgłos wystrzału z pistoletu i 
komentarz Cornelia.

Jednak zdecydowała się sama zabić. 

A potem odrażający śmiech całej trójki. 

W locie zatkała nos, szykując się do nurkowania i zamknęła oczy. Po 
chwili poczuła już jak jej ciało zanurza się w wodzie. Była lodowata 

dla dziewczyny, która przebiegła bez zatrzymywania się jakieś 4 

background image

kilometry po stromych skałach. Zrobiło jej się słabo od tak długiego 
wstrzymywania oddechu, ale nie mogła wynurzyć się, ryzykując, że 

wrogowie ją zobaczą. Przepłynęła pod wodą, z zamkniętymi oczami 
odnajdując szparę między dwoma skałami, prowadzącą do 

podwodnej jaskini.
Znajdując się w niej, w końcu mogła wynurzyć się i nabrać oddechu. 

Łapała powietrze w płuca łapczywie jakby spodziewała się kolejnych 
mrożących krew w żyłach wrażeń. Woda sięgała jej do szyi. 

Odrzuciła mokre włosy do tyłu. Położyła się na plecach, unosząc się 
na wodzie, żeby w końcu zaznać trochę odpoczynku. Patrzyła na 

ścianę jaskini tuż nad nią, z której do wody spadały małe kamienie. 
Do środka wpadało trochę księżycowego światła, zapewniając tyle 

oświetlenia, żeby coś zobaczyć przy wytężeniu wzroku. 
Julia powoli dochodziła do siebie. Zrozumiała dwie ważne rzeczy. 

Znowu uciekła od śmierci tym razem bez niczyjej pomocy i była z 
siebie dumna. Jak na szesnastolatkę jej wyczyny były godne nagrody. 

A drugą kwestią było to, że banda Basilia będzie myśleć, iż ona jest 
martwa, co nie tyle zapewni jej bezpieczeństwo, ale da szansę na 

podejście ich. 
Kiedy oddech już całkiem się wyrównał, zdecydowała się płynąć 

dalej do domu. W miarę jak płynęła, mocno przebierając rękami i 
nogami, w jaskini było coraz ciemniej, a poziom wody się podnosił. 

Czuła jak cała drży z zimna, ale i tak była wdzięczna, że nie dostała 
szoku termicznego, skacząc zgrzana i spocona do wody, której 

temperatura była o 20 stopni niższa niż jej ciała.
Nabrała mocno powietrza w płuca, wiedząc, że woda za chwilę 

zacznie sięgać dachu jaskini. Przepłynęła pod wodą i wynurzyła się 
po minucie, oddychając intensywnie. Znowu sięgała jej karku. W 

ciasnym tunelu widziała już otwór, z którego sączyło się słabe 
światło. Jaskinia kończyła się wylotem na kąpielisko, gdzie zlatywało 

się wiele turystów, ale o tej porze nie spodziewała się nikogo tam 
zastać. Jeśli wypłynie z jaskini od stałego lądu będzie ją dzielić tylko 

500 metrów. To stwierdzenie dodawało jej sił, których sama nie była 
do końca świadoma. 

Nagle usłyszała jak ktoś głośno oddycha. Zacisnęła wargi i przestała 

background image

płynąć, kładąc się na plecach, a woda uniosła ją bez najmniejszych 
problemów. Zamknęła oczy, co pozwalało jej wytężyć słuch. Ktoś 

płynął w jej stronę tak szybko jakby urodził się w wodzie. 
Błagała, żeby zawrócił, bo powoli kończyły jej się siły, a z takim 

przeciwnikiem nie ma zbyt wielu szans na ucieczkę, nie mówiąc już 
tu o wygranej. 

Był coraz bliżej. Julia nie wiedziała co robić. Czy leżeć z nadzieją, że 
ją ominie, co byłoby delikatnie nazwane łudzeniem się, czy oderwać 

kamień ze ścian jaskini i rzucić nim na ślepo w płynącego, czy jak 
najszybciej zerwać się do ucieczki, której miała już dość, ale to 

wyjście wyselekcjonowała spośród innych.
Nadużyła już tyle sił w tak krótkim czasie, że wydawało jej się 

niemożliwe, by w ogóle ruszyła się z miejsca, ale w żyłach ciągle 
pulsowała adrenalina, dzięki której potrafiła robić rzeczy, jakie, 

gdyby była spokojna, nawet jej się nie śniły. Płynęła naprzód na 
brzuchu jak najszybciej potrafiła, ale osoba za nią była coraz bliżej i 

cięła wodę szybko jak torpeda. Woda prawie już wypełniła jaskinię i 
dziewczyna musiała ponownie zanurkować. Kiedy otworzyła oczy, 

widziała przed nimi tylko wirujące mroczki. Jej głowa stała się ciężka, 
a powieki opadały. Adrenalina w żyłach się wyczerpała, zostawiając 

ją samą, zdaną na pastwę losu. Poczuła silne ręce owijające ją w pasie 
i przyciągające do siebie. Zaczęła się szarpać, ale wycieńczenie 

fizyczne nie pozwoliło jej na stawianie jakiegokolwiek oporu. 

To ja. Diego.- powiedział cicho człowiek, przed którym uciekała, 

pomiędzy kolejnymi głębokimi wdechami i wydechami. 
Diego Devastorez. Ciotka dziewczyny – Carmen wyszła za jego wuja 

– Dominigo, wtajemniczając rodzinę chłopaka w toczącą się ponad 
20 lat walkę. Rodzice Diega nie żyją przez Basilia i do niedawna był 

pod opieką wuja, ale miesiąc temu skończył 18 lat.
Obecność jej chłopaka trochę ją ocuciła, ale nie mogła zebrać w 

sobie tyle sił, żeby płynąć samodzielnie. Zamknęła oczy, pozwalając 
nadejść omdleniu, ale ono nie przychodziło jakby znudziło się nią 

akurat w momencie, gdy w końcu poczuła się bezpieczna. 
Jaskinia już się skończyła, a oni płynęli teraz w stronę piaszczystej 

plaży. Czy raczej on płynął, wlokąc półprzytomną i półświadomą 

background image

Julie. 
Zdecydował się na nią spojrzeć dopiero, gdy wyczuł grunt pod 

nogami. Jej usta były niemal białe jakby uszedł z nich cały barwnik, 
powieki przymknięte, włosy zasłaniały czoło. Odgarnął je, 

zauważając pionowe nacięcie z którego wypływała krew. Delikatnie 
przejechał po nim palcami. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy i 

popatrzyła na Diega, który posłał jej dezaprobujące spojrzenie, ale w 
jego niebieskich oczach tlił się podziw. Uśmiechnęła się do niego, ale 

on tylko potrząsnął głową. 

Może zechcesz powiedzieć mi co tym razem zrobiłaś? - spytał, 

starając się brzmieć surowo. 

Ja zrobiłam? - zaakcentowała wzburzonym  głosem, ale 

brzmiącym nadal jak słabe echo. 
Diego powstrzymał uśmiech, wzdychając z ulgą w duchu, że wróciła 

pyskata Ruska. Dopłynął do brzegu i oboje od razu położyli się na 
piasku. Diego widział, że jego zmęczenie jest jak kałuża przy oceanie 

w stosunku do wycieńczenia Juli. Mrugała oczami, powstrzymując się 
przed ich zamknięciem. Mokry piasek oblepił ją całą, ale to w tym 

momencie jej nie obchodziło. Lekki wiatr smagał ją w twarz, 
przynosząc wraz z chłodem głosy mew. Nie zorientowała się, że cała 

drży z zimna, kiedy Diego nie przygarnął jej do siebie. Sam był 
przemoczony do suchej nitki i cały w piasku, ale biło od niego 

ciepło.
Kiedy przestała się trząść, odsunęła się minimalnie, żeby na niego 

spojrzeć. Jego półdługie brązowe włosy już prawie wyschły, chociaż 
nie pomogło im w tym słońce, do którego wchodu jeszcze trochę 

pozostało. Z opalonej twarzy dało się wyczytać wszystkie uczucia jak 
z otwartej księgi. Mieszały się w nim jak przypadkowo dodane 

składniki do potrawy, z czego żaden z nich nie komponował się 
dobrze z drugim, co tworzyło dość dziwną i skomplikowaną 

mieszankę. Troska. Gniew. Radość. Zmartwienie. Strach. 
One wszystkie wypełniały jego niebieskie oczy, w które teraz 

patrzyła Julia. 

Masz u mnie i swojej rodziny przechlapane, wiesz o tym?- 

odezwał się poważnym tonem.

background image

Julia westchnęła, wyplątała się z jego uścisku i położyła się plecami 
na piasku. Patrzyła w gwiazdy, dyskretnie szukając wzrokiem 

gwiazdy polarnej, która wskazywała drogę do domu. Zastanowiła się 
w której części kosmosu jest jej mama. Od razu w jej oczach 

pojawiły się łzy, których nie ukrywała.

Kiedy skapowali, że nie śpię w swoim łóżku? - spytała zduszonym 

głosem.
Diego zauważył, że ma łzy w oczach, ale nie chciał się wtrącać. To 

zawsze jej się w nim podobało – nie zalewał jej falą pytań. 

Odkąd zobaczyli jak w pobliżu domu kręcą się Christian i 

Catalina. Zaatakowali Adána, kiedy zachciało mu się w nocy 
wymykać się do tej jego dziewczyny – Diego wywrócił oczami, 

pokazując, że wolałby, by brat Ruski zdał sobie w końcu sprawę z 
jakiej jest rodziny i przestał ciągle się zabawiać – Miał na szczęście 

przy sobie pistolet i postrzelił  Cataline w rękę, ale ona żyje. - 
ostatnie słowo wymówił z niechęcią. - Zdążył uciec i zdać relację ze 

swojego spotkania, a potem twój ojciec odnalazł tą dwójkę i 
wywiązała się z tego strzelanina, ale obyło się bez ofiar śmiertelnych. 

Florián odniósł dość bolesne rany, ale wszystko wskazuje na to, że u 
nas nie było tak krytycznie jak u ciebie. - zerknął na nią kątem oka. 

Julia wzruszyła z nonszalancją ramionami, a potem na jej twarzy 
zajaśniał szeroki uśmiech, który był jak pierwsze promienie słońca, 

powoli wschodzącego nad horyzontem.

Za to reszta z naszej wspaniałej piątki jest zdania, że nie żyję. 

Diego otworzył szeroko swoje niebieskie oczy, które przy źrenicy 
były jaśniejsze, a w kącikach ciemniejsze. Ruska zaśmiała się, widząc 

jego grymas. 

Skoczyłam z klifu, kiedy Estela chciała strzelić do mnie z 

rewolweru. - w jej głosie brzmiała brawura. 
Diego wstał, otrzepując się z piasku. Musiał nabrać dyskretnie kilka 

wdechów, żeby się uspokoić. Skoczyła z klifu. Nie wiedział, czy sam 
znalazłby w sobie taką odwagę. Był z niej dumny, ale uraziła jego 

męską dumę. Diego jako jedyny dorastał do pięt Juli, wśród 
chłopaków, z którymi chodziła do szkoły. Zresztą dziewczyna nie 

mogła zapuszczać korzeni i trzymała wszystkich na dystans, wiedząc, 

background image

że nie może zwierzać się nikomu, kto nie nazywa się Russario albo 
Devastorez. 

Diego zmrużył oczy i obrzucił ją spojrzeniem.  

Wykończysz mnie kiedyś. 

 

Julia poczuła ulgę , gdy zobaczyła już swój dom. Chciała już się 
pochwalić przed rodziną jak wykiwała Basilia, Estele i Corneria. Nie 

była typem narcystycznej dziewczyny, ale lubiła być chwalona i 
doceniana oraz nie miała trudności z przyjmowaniem 

komplementów. Diego szedł obok niej, przez większą część drogi 
milcząc, a ona w duchu śmiała się z niego, że zachowuje się jak mruk 

przez to, że nie może przetrawić faktu, iż ona, jego dziewczyna, 
młodsza o dwa lata przewyższa go prawie we wszystkim.  

Zawahała się, stając przed białym, wysokim ogrodzeniem domu. 
Mieszkała w dwupiętrowej willi z zewnątrz pokrytą kremową farbą. 

Okna były lekko zaokrąglone i wpuszczały do pomieszczeń dużo 
światła. Dach płaski, bez żadnych zdobień. W oczy rzucało się białe 

ogrodzenie wielkiego, półkolistego balkonu. W salonie paliło się 
światło, co oznaczało, że wszyscy wyczekują w napięciu na jej 

pojawienie się i zamartwiają się czy jeszcze ją zobaczą. 

Poszli mnie szukać? - spytała Diega, który stał oparty o 
ogrodzenie.

Wszyscy są tutaj – wskazał na okno w salonie. Kiedy Julia 

wytężyła wzrok, ujrzała zarys sylwetki jej ojca i ciotki, którzy o 
czymś dyskutowali. 

Nie pasowało jej, że oni nie wybrali się na poszukiwania. 
Przecież kiedy ostatnio zniknęła w środku nocy, porwana przez 

Cornelia, w ciągu piętnastu minut po zniknięciu jej brat i ojciec 
byli już przy niej. 

Nie powiedziałem im, że cię nie ma. - wyjaśnił Diego. - 

Zauważyłem, że zniknęłaś kilka minut po 3 w nocy. - kąciki 
jego warg drgnęły, a Ruska się zaśmiała. 

3 w nocy była ustaloną przez nich godziną, podczas której 

background image

Diego wchodzi przez okno do jej pokoju. Nie jest to trudne, a 
zwłaszcza dla kogoś takiego jak Diego, bo pokój dziewczyny 

znajduje się na pierwszym piętrze. Diego mieszka dwie ulice za 
nią, ale odkąd przez małżeństwo Carmen i Dominiga jego 

rodzina została włączona do tajemnicy, często razem ze bywa w 
tym domu albo nawet zostaje na noc. 

Ruska była ciekawa czy jej ojciec kiedyś w końcu zacznie 
podejrzewać, że chodzi z Diegiem. Niby jest świetnym 

szpiegiem i potrafi na wylot przejrzeć kłamcę, ale jego własna 
córka jest dla niego tak niezrozumiałym zagadnieniem jak dla 

humanisty liczby kwantowe. 

Chciałem od razu zacząć cię szukać, ale znalazłem to. - sięgnął 
do kieszeni spodni, przez chwilę w niej szperając aż w końcu 

wydobył zmoczony skrawek papieru. - Poznajesz? - spytał, 
rozwijając przed nią kartkę i pokazując niedbałe pismo, 

rozmazane dodatkowo przez wodę, co sprawiło, że było nie do 
odczytania. Ale Juli i tak to nie było potrzebne, bo znała treść 

wiadomości od Cornelia na pamięć. 

Mamy twojego brata i jego dziewczynę, której według niego 

chyba ma na imię Andrea. Możemy przystać na to, że 
przyjdziesz na plażę obok klifu i wtedy może jakoś się 

dogadamy bez zbędnych świadków. Masz być sama. - 
wyrecytowała jak uczeń bardzo dobrze znany tekst literacki, ale 

potem od razu przybrała zbolały wyraz twarzy i cicho jęknęła. 

Dałam się nabrać na najstarszy i najprostszy numer.
Diego nie zaprzeczył tylko odwrócił wzrok, co wzięła za 

przyznanie, że naprawdę nawaliła. A taka była z siebie dumna. 
Ze złości kopnęła puszkę od coli, którą ktoś, komu bardzo 

zależy na zanieczyszczonym środowisku, wyrzucił tuż przed jej 
domem. Nie wykluczała, że to jej denerwujący brat, z którym 

były zawsze same kłopoty.
Diego chciał jej wyrzucić, że postąpiła strasznie nierozważnie i 

dała się ponieść emocją, nie dopuszczając do głosu rozsądku, 
ale w porę ugryzł się w język, uznając, że sam postąpił w 

analogiczny sposób, nie mówiąc o jej zniknięciu rodzinie, ale 

background image

sam wyruszając na poszukiwania, dodatkowo łatwo okłamując 
wszystkich, gdy pojawiło się zagrożenie, że Julia śpi w swoim 

pokoju, a on ją obudzi i razem do nich za chwilę dołączą. 
Zastanawiał się teraz jak wyplątać się z tego kłamstwa. 

Powiemy pełną prawdę. - powiedziała z przekonaniem Julia 

jakby czytała w jego myślach. 
Ciągle zaskakiwała go jej chęć do mówienia prawdy. Ruska 

miała wiele umiejętności, ale nigdy nie opanowała nawet w 10 
procentach sztuki kłamstwa. Zawsze uznawała szczerość aż do 

bólu za złotą zasadę, którą kierowała się w życiu i od której nie 
odstąpi, choćby nie wiadomo jak szczerość ją zawiodła. 

Każdemu mówiła to, co o nim myślała, choćby to bolało. 
Ludzie często nazywali to bezczelnością, tupetem, brakiem 

pokory, ale to ją nie obchodziło. Ciągle próbowała zmienić to, 
że ludzie akceptują tylko to, co chcą usłyszeć, co nie wzbudza 

kontrowersji i ciągle trzymają się utartych sposobów myślenia 
opartych na ograniczonym światopoglądzie.  Natomiast, gdy 

ktoś prosto w oczy przedstawia im jakie mają problemy i mówi 
wprost o ich wadach, traktują to jako przejaw bezczelności i 

obrażają się na nie wiadomo jak długi przedział czasu. Tak to z 
nimi jest. Na początku mówią, że owszem szczerość ponad 

wszystko, przyjmę każdą prawdę, bo za nią nie można się 
gniewać, ale gdy potem słyszą o sobie rzeczy stwierdzone 

obiektywnie, które nie są miłe albo opisują coś, co za wszelką 
cenę chcą zataić, nagle ta osoba zostaje potraktowana jako 

przykład braku dobrego wychowania. Ruska chciałaby zdjąć 
ludziom klapki z oczu i pokazać świat taki, jakim jest naprawdę, 

jakim widzimy go, gdy przestaniemy myśleć subiektywnie, 
patrząc przez prymat swoich potrzeb i tego, jak postrzegani 

jesteśmy w oczach innych. 
Odetchnęła głęboko i szybko weszła do środka, ciągnąc za sobą 

Diega. Od razu usłyszała głos swojego brata, który tłumaczył 
się ze swojego nocnego wyjścia. Adán stał oparty o 

pomalowaną kremową emalią ścianę, głową prawie zahaczając o 
zawieszony na niskim suficie kryształowy żyrandol, pełniący 

background image

bardziej funkcje ozdobne niż dający światło. Jego słowa 
uzupełniała jak zwykle żywa gestykulacja. Wyglądałby jak męska 

i doroślejsza wersja swojej siostry gdyby nie miał 185 
centymetrów wzrostu. Jego wilgotne, brązowe włosy okalały 

twarz w kształcie serca, a na karku widniały kropelki potu. 
Carlos, ich ojciec siedział na fotelu, chowając twarz w dłoniach. 

Carmen i Dominigo siedzieli na kanapie, trzymając się za ręce i 
patrząc uważnie na  nieprzestającego mówić Adána. Ruska 

doszła do wniosku, że nie spotkała jeszcze dwójki ludzi, a już 
zwłaszcza innej płci tak mocno uzupełniających się i 

rozumiejących bez słów jak ta para. Diegowi też czasami 
wydawało się, że potrafią czytać sobie nawzajem w myślach, a 

podczas różnych akcji byli niezawodnym duetem. Floriána i 
Pabla, kuzynów Juli. Doszła do wniosku, że w takim razie z 

Floriánem musi być źle skoro leży w swoim pokoju pod opieką 
Pabla, do której miała pewne wątpliwości.

Skąd miałem wiedzieć, że ten maldito*  Christian  akurat tam 
będzie?! - oburzał się Adán na słowa Carlosa, że powinien być 

bardziej ostrożniejszy. 
Nawet nie upomniał go za słownictwo, zresztą w rodzinie z 

tyloma ostrymi językami takie słowa były na porządku 
dziennym. 

Musimy być ostrożni w każdym miejscu, o każdej porze. - 

odparł Carlos, zerkając w stronę fotografii kobiety o 
słowiańskim typie urody, z którą  przy boku jeszcze dwa lata 

temu był przeszczęśliwy. Przez chwilę zdawało mu się, że jej 
wargi wykrzywiły się w uśmiechu, zachęcającym do 

powiedzenia dzieciom tego, co zamierzał już od pół roku, ale 
nigdy nie mógł się zebrać na odwagę. Na tym polegały 

sprzeczności w jego osobowości – nie bał się wyskoczyć ze 
spadochronem z lecącego samolotu i spotkań twarzą w twarz z 

Basiliem, ale bał się wybuchowych reakcji własnej córki. 
Która teraz stała, opierając się o framugę drzwi obok Diega, 

przysłuchując się ożywionej dyskusji. Odchrząknęła głośno, 
dając znać, że główna zainteresowana przybyła. 

background image

Jej ojciec uniósł głowę i spojrzał w jakiś punkt za jej plecami, 
obawiając się spojrzeć jej w oczy, co wywołało wyraz 

zagubienia na twarzy Juli , bo nie wiedziała, co znaczy jego 
coraz częstsze unikanie jej i wyjazdy do Polski, niby w celach 

,,interesów”. 

maldito – po hiszpańsku cholerny.

O teraz ty się tłumacz. - Adán, usiadł na wezgłowiu kanapy, 
zmęczony bardziej zawiedzioną nim rodziną niż pojedynkiem z 

wrogami,  odstępując jej rolę podejrzanej. Uśmiechnął się ze 
złośliwą satysfakcją, sądząc, że może w końcu Carlos przestanie 

ją idealizować i zobaczy co kryje się pod tym niewinnym 
spojrzeniem. 

I ty tak samo. - dodała Carmen, spoglądając na Diega i 

dostrzegając w jego włosach ziarenka piasku. 
Diego i Ruska popatrzyli na siebie, kłócąc się bezgłośnie, które 

z nich odzywa się pierwsze. Prawdopodobnie żadne by nie 
wygrało ani nie odpuściło, gdyby ciężkie westchnienie Carlosa 

nie zmusiło ich do spuszczenia głów w dół, jak to robili 
słusznie oskarżeni przed usłyszeniem skazującego wyroku.

Ruska wiedziała, że zawiodła na całej linii. Nie tylko sama 
mogła zginąć, ale i naraziła innych. Zrobiło jej się zimniej, gdy 

wyobraziła sobie jak jej ojciec, brat albo Diego odnajdują grupę 
Basilia tuż po jej skoku z klifu. Przesączeni triumfem z pozbycia 

się jednej z Russariów, poczuliby, że szczęście im sprzyja i na 
pewno nie wycofaliby się do odwrotu.

Spojrzała na swojego ojca, a ten spoglądał prosto w oczy Diega, 
który stał jak sparaliżowany od pasa w dół, a na jego twarzy 

zobaczyła lęk. Diego tak rzadko się czegoś bał, że miała ochotę 
zrobić mu teraz zdjęcie. Nagle Adán zaśmiał się krótko, 

rozładowując swoim zaraźliwym śmiechem napiętą atmosferę. 

Mogę iść po aparat? - wykrztusił i poklepał Diega po ramieniu. 
Carlos uśmiechnął się szeroko, odsłaniając rząd prostych, 

background image

białych zębów kontrastujących z osmaganą słońcem skórą. 
Diego uspokoił się i potrząsnął głową. 

Dziękuję. - powiedział do niego Carlos pewnym głosem, 

wstając z fotela i kierując się w stronę schodów. 
Kiedy się odwrócił, Julia dostrzegła w jego profilu zmartwienie, 

które słabo maskował i czując, że za moment wszystko w nim 
pęknie, oddalił się pospiesznie, żeby w samotności wszystko 

sobie poukładać w głowie. Nawet nie chciał słuchać o tym, co 
tak dokładnie się wydarzyło. Dla Carlosa teraz nie liczyło się nic 

prócz tego, że wszyscy są cali. 
Za to Carmen i  Dominigo spoglądali z wyczekiwaniem raz na 

Diega, raz na Julie, oczekując sprawozdania z ostatnich godzin. 
Adán, korzystając z okazji, że nie ma Carlosa, sięgnął do barku i 

wyciągnął z jego szuflady otwartą butelkę z winem i pociągnął z 
niej dużego łyka. Carmen popatrzyła na niego nieprzychylnym 

okiem, a on w odpowiedzi uśmiechnął się łobuzersko i 
wyciągnął z jej stronę  butelkę, patrząc zachęcająco, a ona 

zauważyła, że tego nie widzi. 

To nie. - podsumował, wzruszając ramionami i biorąc jeszcze 
jeden, głęboki łyk.

Ja chce. - wyrwała się Ruska, siadając obok niego. 

 Adán zerknął na nią za butelki i krótko się zaśmiał.  

Znasz taką piosenkę polskiego autora ,,dozwolone od lat 18''? 
Jej zielone oczy zwędziły się w szparki. Nie lubiła słuchać o 

wszystkim, co było związane z Polską. Ten kraj kojarzył się jej 
tylko z dwoma rzeczami: mamą i zimnem. Kiedy czasami latem 

jeździła tam do babci i dziadka właśnie ze strony mamy, czuła 
się jakby po podróży samolotem została przeniesiona w środek 

jesieni. Często padało, wiał mocny wiatr, a woda w jeziorze 
była tak zimna, że Jula odskakiwała od niej, gdy tylko zanurzyła 

palce. 

Na szczęście nie. - odparła, wyrywając mu butelkę. 
Diego wywrócił oczami i zaczął opowiadać co się stało. Jula 

równocześnie sprzeczała się z bratem i wtrącała szczegóły, 
które Diego chciał zataić. Carmen potrząsnęła głową tak 

background image

energicznie, że kilka kosmyków ciemnych włosów wypadło z 
ułożonego koka, słysząc, że Ruska skoczyła prosto do oceanu. 

Dominigo popatrzył na nią początkowo ze zgrozą, ale potem 
na jego twarzy pojawiło się zrozumienie, a nawet aprobata. 

To był najlepszy manewr, jaki mogłaś zrobić w tak krótkim 

czasie. - uznał.
Carmen po chwili kontemplacji przyznała mu w duchu rację, ale 

obawiała się, że sama by tak nie zrobiła. Nie chciała przyznać, 
że obawia się, iż szesnastolatka zaczyna przerastać już 

umiejętności, które przyswoił jej Carlos. Ta mała jest aż za 
dobra. I zdecydowanie Estela i reszta dostrzegli w niej potencjał 

i nie zamierzają dopuścić do tego, żeby rozwinął się jeszcze 
bardziej. Może Carlos podjął dobrą decyzję... potem będzie 

żałować, że przez te śmiertelnie niebezpieczne gry przeleciała 
jej cała młodość i nawet nie poczuła co to znaczy być 

nastolatką. Była zbyt dojrzała. Sam fakt, iż od roku żyje w 
stałym związku i bynajmniej jej to nie nudzi, to wykazuje. 

Teraz, gdy przez wrogów została uznana za unieszkodliwioną, 
może zacząć nowe, bezpieczne życie. 

Carmen spojrzała jak siedzi na kanapie między Adánem i 
Diegiem i głośno się śmieje, zapominając już o tym, co miało 

miejsce kilka godzin temu. Łudziła się, że lata spędzone na 
ciągłym widoku przelewanej krwi i okrucieństwa zatrą się w jej 

pamięci za sprawą nowych, szczęśliwych doświadczeń, jakie 
powinna mieć normalna nastolatka. 

Ruska wymknęła się z salonu, by sprawdzić w jakim stanie jest 
Florián. Miała nadzieję, że szybko dojdzie do siebie. Za każdym 

razem, kiedy ktoś z jej bliskiego otoczenia odniósł obrażenia, 
czuła się jakby to była jej wina. Jakby obserwowała moment, w 

którym tej osobie stała się krzywda, ale stała bezczynnie z boku, 
nie robiąc nic, żeby ją lub jego ochronić. 

Usłyszała jak ktoś niemal zbiega po schodach, przy okazji potykając 
się o najniższy stopień. Pablo przytrzymał się poręczy, co uchroniło 

background image

go przed poślizgnięciem się. Od razu zmierzył wzrokiem Julę, 
unosząc wojowniczo podbródek i mrużąc brązowe oczy. 

Znalazła się zguba. - powiedział, a jego głos drżał ze 

zdenerwowania. 
Napiął wszystkie mięśnie i poczerwieniał na twarzy. Jula 

cofnęła się o krok, przewidując, że za chwilę wybuchnie. Pablo 
był jeszcze większym cholerykiem do niej. Ona była przy nim 

jak spokojny ocean przy wzburzonym morzu podczas sztormu. 

Może zechcesz wytłumaczyć gdzie byłaś?! - wrzasnął. 

Ciszej bądź. - wskazała na zamknięte drzwi do salonu, w 

którym siedział  Adán i prawdopodobnie jak w każdy wieczór 
opróżniał barek ojca, który rano dziwił się jak to się stało, że 

kilka butelek jest do połowy pusta. 
To jeszcze mocniej rozwścieczyło Pabla. Zacisnął dłonie w 

pięści tak mocno aż pobielały mu kłykcie. 

Słyszałem od Carlosa skróconą wersję wydarzeń. - wycedził. - 
Nie myślałem, że jesteś tak głupia, żeby się na to nabrać. 

Uważaj sobie. - ostrzegła cicho. - Ciekawe co ty byś zrobił na 

moim miejscu. 
Pablo nawet się nie zastanowił nad tym, by postawić się w jej 

sytuacji. Kiedy był wściekły po prostu musiał wyładować z 
siebie tą złość, a dopiero po upływie jakiegoś czasu rozważał to, 

co zrobił. Wiedział, że to przez niego Florian doznał ciężkich 
ran, bo kierowany impulsywnością wpadł w zasadzkę Cataliny. 

Jula wywnioskowała z jego wyrazu twarzy, że właśnie o tym 
myśli. Carmen mówiła, że Pablo i Florian byli bliscy zabicia 

Cataliny

 

 , ale jej udało się uciec. Jej kuzyni rozdzielili się i 

szukali jej po obu stronach ulicy. Pablo nie zauważył ukrytego 

w krzakach  Christiana, który rzucił się na niego 
niespodziewanie, a wrzask Pabla przywołał Floriána.  Christian 

miał pistolet, którym prawie go postrzelił, ale bracia zdążyli mu 
go w porę odebrać. 

W Rusce narastała wściekłość. Pablo sam nawalił jeszcze 
mocniej niż ona, o ile to, co zrobiła w ogóle można nazwać 

nawaleniem, bo jak dla niej tak brawurowa ucieczka zasługuje 

background image

na pochwałę, na którą wciąż czekała. 
Zrobiła krok w stronę Pabla, stając tuż naprzeciw niego. 

Musiała stanąć na palcach, by spojrzeć mu w oczy, ale tutaj nie 
liczył się wzrost tylko czyny i pewność siebie. 

Jak ty w ogóle możesz wytykać mi moją ucieczkę i to, że dałam 

się podejść na stary numer, skoro ty przez swoją głupotę i 
nieuwagę prawie zabiłeś siebie i  Floriána. 

Jej głos był tak ostry i pewny, że nie zabrzmiało to wcale jak 
pytanie, nawet retoryczne. 

Pablo lekko zadrżał. To, że miała rację było jeszcze bardziej 
rozwścieczające. 

Ale to nie ja zataiłem przed wszystkimi, że wyruszam na misję 

samobójczą! - wrzasnął, a jego krzyk zabrzmiał bezradnie.

Może i masz rację. Ja przynajmniej potrafię przyznać się, że 
postąpiłam źle i wyciągnąć wnioski z własnych pomyłek. - 

stwierdziła, chcąc by Pablo jak najszybciej zszedł jej z drogi. - A 
nie tak jak ty zawsze popełniam te same błędy. Zawsze, ten, 

komu akurat przydarzy się to nieszczęście bycia z tobą na 
miejscu ataku, ta osoba ledwo co trafia do domu i to często nie 

na własnych nogach, a ty wychodzisz bez szwanku. Zawsze 
trzeba cię ratować. 

Zobaczyła w oczach kuzyna łzy gniewu. 

Kto to mówi! - wrzasnął. - Ciekawe czy teraz byś stała 
naprzeciwko mnie gdyby nie Diego.

Poradziłabym sobie. - uparła się, podnosząc głos. 

Nie wytrzymałabyś. Jesteś dziewczyną, nie masz tyle siły. 

Jej zielone oczy ciskały pioruny.

Odwołaj to. - warknęła.

Bo co? - zaśmiał się kpiąco. - Uderzysz mnie? Tylko złamiesz 
sobie rękę. 

Jej ręka zrobiła zamach bez pomocy jej mózgu, ale kiedy miała 
już wymierzyć Pablowi policzek, ktoś pociągnął ją do tyłu. 

Przestańcie. - łagodny i spokojny głos Floriána nie odwracał 

ciągle uwagi od wściekłości na Pabla. Gdyby jej nie trzymał, 

background image

uderzyłaby kuzyna bez wahania.

Niech to odwoła. - powtórzyła uparcie. 
Florián zaśmiał jej się do ucha, powoli puszczając. Pablo 

przekazał Rusce wzrokiem, że przy nim nie chce się kłócić. 
 Chociaż Florián i Pablo byli bliźniakami i pod względem 

wyglądu różnili się jedynie tym, że Florián miał dłuższe włosy, 
szare oczy i nie taki muskularny jak jego brat. Ale jeśli chodzi o 

ich charaktery, to ludzie często zastanawiali się jak to możliwe, 
że bliźniacy mogą mieć tak odmienny sposób patrzenia na 

świat. Pablo był wybuchowy, żywiołowy i zawsze mówił wprost 
to, co myśli, bez zastanawiania się czy urazi tą osobę. Potem 

tego żałował i przepraszał, nie przyjmując odrzucenia. Był 
chorobliwie ambitny i nigdy nie rezygnował z postawionego 

sobie raz zadania, choćby miało go to wykończyć. W 
niebezpiecznych sytuacjach działał szybko i pochopnie. Był 

typem człowieka, którego można albo kochać albo nienawidzić 
całym sercem. Dla przyjaciół zawsze potrafił się poświęcić, a w 

towarzystwie znajdował się w centrum zainteresowania. 
Wszędzie było go pełno, a pokłady energii w jego organizmie 

wydawały się być nieskończone. Gdy znajdował się wśród 
nowych ludzi, po niecałej godzinie czuł się już jak wśród 

przyjaciół. Osoby znajdujące się w jego towarzystwie od razu 
czuły się rozbudzone. 

Za to Florián był spokojny, trochę nieśmiały, opanowany i 
powściągliwy w kontaktach z innymi, ale każdy mógł liczyć na 

jego pomoc i usłyszeć słowa, na których dźwięk robi się lżej na 
sercu. Miał łagodne usposobienie i nienawidził się bić, choć 

wbrew temu wychodziło mu to doskonale. Słynął ze skłonności 
do melancholii i często nocami przesiadywał na dachu domu, 

na który wchodził przez strych, gdy czuł się antyspołeczny. Nie 
mówił dużo, ale kiedy się odezwał jego słowa wywoływały 

ogólne poruszenie. On jako jedyny w rodzinie nie słynął z 
wybuchowego temperamentu i wyżywania się na tych, którzy 

akurat znajdą się w zasięgu jego wzroku, gdy coś mu nie 
wychodzi. Jego stoicki spokój był często nawet niepokojący. W 

background image

stresujących momentach to on pierwszy odzyskiwał zimną 
krew, chociaż miał zaledwie 18 lat. 

Ruska lubiła wbrew temu, do czego przed chwilą doszło z 
Pablem, przebywać z dwoma kuzynami tak samo. Na Pablu 

mogła wyżywać się do woli, wiedząc, że zawsze może na niego 
liczyć, kiedy chce się z kimś pokłócić. No i można się z nim 

nieźle zabawić i mieć pewność, że dotrzyma nie powie o niczym 
ojcu, jak to robi rodzinna gaduła Adán. Za to w towarzystwie 

Floriána mogła się odprężyć i uspokoić. Wiedział jak ją 
pocieszyć, kiedy się odezwać, a kiedy milczeć. 

Miałeś nie wstawać z łóżka. - powiedział Pablo do brata bez 
urazy, ale z niepokojem w głosie.

Florián posłał mu subtelny, uspokajający uśmiech. Mimo 
oliwkowej karnacji, Juli zawsze wydawał się z jakiś przyczyn 

blady. Tym razem naprawdę miała powody tak stwierdzić. Pod 
lewym okiem widniało zasinienie. Miał na sobie białą koszulkę, 

która przyklejała się do jego pleców. Na rękach miał kilka 
siniaków, ale były widoczne dopiero na drugi rzut oka. Jego 

oddech był chrapliwy jakby stanie tutaj z nimi było dla niego 
ogromnym wysiłkiem.

Masz dziesięć sekund, żeby wrócić do łóżka. - zarządziła 

despotycznym tonem. - A jeśli jeszcze raz zobaczę cię dzisiaj 
chodzącego po domu, osobiście cię uderzę i wcale nie obchodzi 

mnie to, w jakim jesteś stanie.
Florián przełknął głośno ślinę. Pablo pokiwał potakująco 

głową. 

Ona nie żartuje. Pamiętasz jak kiedyś oberwał Diego, gdy ją 
zdradził? 

Ruska uśmiechnęła się pod nosem.

Dwa tygodnie z ręką w gipsie. - poinformowała z szerokim 
uśmiechem , przypominając sobie wściekłość Diega, gdy został 

praktycznie uwięziony w domu przez wzgląd na swój stan. 
Należało mu się za ten skok w bok.

Florián spojrzał na Julię, ciągle ze spokojem, zastanawiając się 
jak to możliwe, że coś tak małego jak jego kuzynka może mieć 

background image

taki charakterek. Ruska zaczęła odliczać po cichu od dziesięciu 
w tył, coraz bardziej się niecierpliwiąc. 

Sześć. - powiedziała. - Na co ty czekasz? Mam cię pogonić? - 

zrobiła dwa stanowcze kroki w jego stronę.

Uciekaj. - podsunął mu szeptem Pablo.
Kiedy Ruska robiła trzeci krok,  Florián odwrócił się na pięcie i 

prawie pobiegł do swojego pokoju. Pablo odwrócił od niego 
wzrok, gdy zniknął za drzwiami i zerknął na zadowoloną z 

siebie Julie. 

Mówiłem ci już, że jesteś terroryzujących facetów  potworem w 
ładnym opakowaniu? 

Tylko jakieś 125 razy, ale zawsze miło słyszeć. - odparła, 

uznając to za jeden z najlepszych komplementów, jakie w życiu 
słyszała.

Rozdział II

Julia wstała jak zwykle o 5 nad ranem, równo ze słońcem. 

Wszystkich zadziwiało to, że nie potrzebowała dużo snu po wysiłku, 
jaki kosztowało ją życie. Potrafiła spać trzy godziny dziennie i 

nazajutrz być idealnie wypoczęta i gotowa na nowe wyzwania. 
Przebrała się szybko w strój do biegania, a z kuchni wzięła na drogę 

butelkę wody mineralnej i wybiegła z domu, zaczynając codzienny 
trening. 

Biegła wzdłuż plaży, patrząc jak wschodzi słońce, a fale biją leniwie 
o piaszczysty brzeg. Przypominała sobie wczorajsze chwile grozy i 

od razu poczuła żal do samej siebie. Zadręczała się, że postąpiła 

background image

zgodnie z planem Basilia. Poszła do niego jakby prowadził ją na 
sznurku, ani na chwilę nie odstępując od jego zamiarów do chwili 

skoku z klifu. Następnym razem nie da się tak zwieść. Jeszcze 
pożałują, że ją tak oszukali. 

Poczuła jak ktoś łapie ją za łokieć. Wszystkie jej mięśnie 
przygotowały się do ataku i nie odwracając się obaliła napastnika na 

ziemię, stosując chwyt, którego kiedyś nauczył ją ojciec. Usłyszała 
ciche przekleństwo. Popatrzyła na leżącego na plecach Adána bez 

cienia skruchy. Skrzywił się i roztarł bolące ramię. 

Mogłabyś czasem wyluzować, wiesz?
Nie rozumiała dlaczego wypowiedział to z nutą tajemniczości w 

głosie. Pomogła mu wstać. Otrzepał się z piasku i zaczęli biec 
wzdłuż brzegu plaży, rozmawiając o błahych tematach takich 

jak  prywatna nauka, stwierdzając, że Ruska będzie musiała 
podszkolić swojego starszego brata w matematyce oraz o tym, 

że  Adána rzuciła kolejna dziewczyna.

I tak długo z tobą wytrzymała. - stwierdziła Jula, śmiejąc się 
złośliwie.

Popchnął ją  w stronę wody, ale zdążyła szybko odskoczyć. 

Może nie mogą wytrzymać pędu mojego życia. - powiedział, 
poważniejąc trochę i zwalniając, żeby popatrzyć na pierwsze 

promienie słońca. 
Po niebie przesuwały się bardzo powoli białe obłoczki. Woda 

miała idealną turkusową barwę i była tak czysta, że śmiało mógł 
zobaczyć w niej ich odbicia. Adán był przystojny, ale jego uroda 

chowała się w cieniu siostry. Nie zauważył jak szybko ten czas 
minął. Za dwa lata ona będzie dorosła i wtedy będzie mogła 

sama za siebie odpowiadać. Ale póki co zostało jej tylko 
pogodzić się z decyzją ich ojca, który nie przespał całej nocy, 

zastanawiając się jak ma jej to powiedzieć tak, żeby go nie 
znienawidziła. Adánowi po części się to podobało, ale będzie 

brakowało mu hiszpańskiego słońca, widoków i dziewczyn z 
ognistym temperamentem.

Co się tak rozmarzyłeś? - spytała go jego siostra, przyglądając 

mu się uważnie swoimi zielonymi i dużymi oczami. Była 

background image

przyzwyczajona do tego, że  Adán często zapominał, że 
wykonywał jaką czynność w ciągu jej trwania, i to równocześnie 

ją bawiło i irytowało.
Obdarzył ją  szerokim uśmiechem, chcąc jak najlepiej 

wykorzystać ostatnie dni w Hiszpanii. 

Fajnie byłoby porzucać czymś do wody. - powiedział i nim 

zdążyła zareagować, wziął ją na ręce i bez trudu wrzucił do 
morza. 

Mój brat jest największym kretynem na świecie, pomyślała 
Ruska, gdy była już w domu i wycierała się ręcznikiem. Słońce 

jeszcze nie świeciło tak mocno, żeby mogła na nie wyjść i po 15 
minutach już być sucha, bo było dopiero kilka minut po 

siódmej. Wyszła na balkon, żeby zawiesić ręcznik. Zobaczyła 
jak  Verónica, córka sąsiadów w jej wieku właśnie wychodzi do 

szkoły, niosąc na plecach niebieskoszary plecak. Rozmawiała 
przez komórkę i po chwili dołączyły do niej jej dwie 

przyjaciółki, które Jula często widywała w okolicy, ale nigdy nie 
mogła poznać. Dziewczyny śmiały się i głośno rozprawiały z 

podekscytowanej o zbliżającej się szkolnej dyskotece. Jula 
poczuła się jak szpieg, podsłuchując ich rozmowę i ukrywając 

się na balkonie. Zresztą miała zadatki na szpiega, o ile już nim 
nie była. Życie, jakie prowadziły te trzy dziewczyny było dla 

niej obce, nie znała jego smaku, nie wiedziała jak to jest chodzić 
do szkoły, nie uważać na lekcjach, co tydzień zakochiwać się w 

kimś innym, wariować z przyjaciółkami. Zresztą nie miała 
przyjaciółek. Jedyną kobietą, z którą mogła porozmawiać była 

ciotka Carmen. Reszta z jej rodziny nie żyła, a spoza swojego 
kręgu nie mogła ufać nikomu, nawet gdyby jakaś osoba nie 

miała złych intencji, mogłaby wygadać coś przez przypadek. 
Każda przyjaźń albo nawet znajomość jest zobowiązująca, 

przyciąga nas mocniej do pewnych miejsc, powodując 

background image

sentymenty, przez które nie chcemy wyjeżdżać. A miłość jest 
najgorsza. Po pewnym czasie nawet nie zauważamy jak przez 

nią jesteśmy przywiązani i ograniczeni. Nie możemy się na 
niczym skupić, bo myślami ciągle znajdujemy się przy tej 

osobie. Ludzie, których kochamy w pewnych sytuacjach są dla 
nas ciężarem. Uczucia nie pozwalają się rozwijać, realizować 

marzeń, blokują wewnętrznie. Miłość wymaga poświęceń, a na 
takie trzeba być gotowym. Nim wejdzie się w jakieś 

zobowiązanie, trzeba zastanowić się, czy jest się do tego 
gotowym. Julia nie chciała trwać w wielkiej miłości na miesiąc. 

Chociaż z drugiej strony, patrząc z balkonu na rozpromienione 
rówieśniczki, poczuła ostre ukłucie. Dopiero po chwili 

zrozumiała, że nie był to ból fizyczny, ale skumulowany 
wewnątrz niej. Zazdrość. 

Odpuściła, tym razem ostatecznie, dalsze wpatrywanie się w 
dziewczyny i weszła do swojego pokoju. Usiadła przy biurku z 

postanowieniem zabrania się do nauki. Odgarnęła 
porozrzucane na nim książki. Jej oczom ukazał się mały, czarny 

rewolwer. Zapomniała, że wcześniej go tutaj zostawiła. 
Obróciła delikatnie w dłoniach niebezpieczny, zwłaszcza w jej 

rękach, przedmiot. Nigdy nikogo nie zabiłam, przeszło jej przez 
myśl. Wiedziała, że Diego ma na sumieniu jednego ze szpiegów 

Basilia. Zastanowiła się jak się czuł, patrząc w oczy tego, choć 
złego, to jednak człowieka. Sama nie miała pojęcia , czy byłaby 

w stanie zabić, choćby we własnej obronie. Przesunęła rękę na 
spust. Kryła się w niej chęć zemsty za śmierć matki. Zawsze 

była mściwa i musiała ukarać tego, kto ją skrzywdził. A 
odebranie na zawsze ukochanej osoby było największym 

rodzajem krzywdy. Zasada oko za oko, ząb za ząb, która 
przyświeca prowadzonej wojnie, wydawała jej się sprawiedliwa. 

Dlaczego niby ma być lepsza od swoich wrogów, okazując 
litość, co oni bez wahania wykorzystają? 

background image

Na co ty tyle czekasz? -  Adán siedział w dużym pokoju na 
fotelu, patrząc uważnie na ojca i nagrywaniem się z jego obaw, 

maskując swoje.
Carlos nie mógł usiedzieć w miejscu. Przechadzał się nerwowo 

po pokoju, zatrzymując się wzrokiem od czasu do czasu na 
widoku  za oknem. Jego czarne włosy były potargane, cienie 

pod oczami zdradzały nieprzespaną z lęku noc, w kącikach ust i 
oczu widniały pojedyncze zmarszczki. Mimo tego, że miał 

ponad 40 lat, wyglądał ciągle młodo i zachował sprawność 
fizyczną 20-latka. Czuł ucisk w żołądku i suchość w gardle, gdy 

wyobrażał sobie reakcję własnej córki. 

Strach cię obleciał? - zadrwił  Adán. - Czyżbyś obawiał się 
powiedzieć prawdę swojemu ulubionemu dziecku? - ciągnął 

dalej, gdy Carlos nawet na niego nie spojrzał, przystając przy 
oknie i podziwiając widok na piaszczystą plażę.  - Jeszcze 

zobaczysz, że tylko przy tobie udaje aniołka. Może teraz nie 
będzie twoją ulubienicą. Będziesz musiała przyjąć do 

wiadomości, że świat nie kończy się tylko na niej. Jak 
obstawiasz? - spytał zaczepnie. - Kiedy się dowie, wybiegnie bez 

słowa z domu, trzaskając drzwiami tak mocno, że trzeba będzie 
wstawić nowe szyby, czy zacznie krzyczeć z wściekłości i powie 

ci, że cię nienawidzi? 

Dziękuję ci za wsparcie. - mruknął Carlos z ironią, lekko się 
krzywiąc. 

Zawsze byłem bardzo pożyteczny. - odparł, wymawiając każde 

słowo takim samym tonem jak jego ojciec, dając mu jasno do 
zrozumienia, że przyzwyczaił się już do roli czarnej owcy w 

rodzinie. 
Przesiedzieli chwilę w milczeniu, aż  Adán się nie znudził i 

postanowił iść do swoich spraw. Miał już wycofywać się z 
salonu, gdy usłyszał jak ktoś schodzi po schodach energicznym 

krokiem, zeskakując z ostatniego stopnia. Popatrzył znacząco 
na Carlosa, którego tętno przyspieszało z każdym krokiem jego 

córki, która zbliżała się do salonu. Wydawało mu się, że słyszy 
w głowie nerwowe tykanie zegara. Odetchnął z ulgą, gdy Jula 

background image

weszła do pokoju Floriana, dając mu jeszcze trochę czasu na 
znalezienie odpowiednich słów.

Rozpaczliwie próbował wyswobodzić się z plątaniny własnych 
myśli. Czuł się jak zaplątany w sieć. Bezradny. Przestraszony. 

A przecież to była jego córka. Nie mógł się jej bać. Jej nie, ale 
reakcji na słowa, które za chwilę padną z jego ust - tak. Adán 

cicho się zaśmiał, przez co ojciec zgromił go wzrokiem, a ten 
nic sobie z tego nie zrobił, będąc już przyzwyczajonym do jego 

zawiedzionych i zagniewanych wyrazów twarzy. 
Usłyszał rozmowę Juli z Florianem, którego głos był cichy, ale 

pewny, co pozwoliło cieszyć się z jego powrotu do zdrowia. 

Paul! - wrzasnęła nagle z oburzeniem, a potem rozległa się seria 
zgrzytów, dźwięk tłuczonego szła, uderzenia o podłogę i 

uciszania Floriana, żeby przestali. 
Carlos przełknął ślinę, czując jak wyrosło w jego gardle coś 

twardego. 

To tylko próbka jej wściekłości. - skomentował Adán.

Zamknij się w końcu. - odparował stanowczo. 
Na chwilę na twarzy Adána pojawiła się rysa, a oczy nabrały 

smutnego blasku, czego Carlos nie zauważył. Zresztą trwało to 
tak krótko, że mógłby uznać to zjawisko za grę światła. 

Ruska, przeproś go. - Florian podniósł głos i od razu zaniósł się 

kaszlem.
Ich rozmowa przeszła w niewyraźny szmer.

Carlos popatrzył na czarny zegar ze srebrnymi wskazówkami na 
ścianie. Przesuwały się leniwie i powoli, przedłużając chwile 

pełne napięcia. Od jego tykania szumiało mu w uszach. 

Masz jeszcze whisky? - spytał znienacka  Adán, rozglądając się 
po pokoju. 

Wczoraj wypiłeś całą. - odparł matowym głosem i powrócił do 

patrzenia na zegar.
Kiedy drzwi od pokoju Floriana zamknęły się za Julią, rozbolał 

go brzuch. Jak to się działo, że w sytuacjach, gdy trzeba było 
ryzykować życie, podczas strzelanin, nieoczekiwanych ataków, 

potrafił zachować zimną krew i zachowywać się jakby nie miał 

background image

uczuć, a własna córka napawała go przerażeniem? 
Ruska pokłóciła się jeszcze chwilę z Pablem, a już podali sobie 

odpowiednią dawkę docinek, która starczy na kilka godzin, 
pokierowała się w stronę salonu. 

Carlos usiadł na kanapie i położył ręce pod stołem. Zaczęły 
drżeć, nie pamiętał kiedy ostatnio tak się bał. Patrzył na 

podłogę, nie mógł więc zobaczyć, kiedy jego córka weszła do 
salonu, uśmiechając się na jego widok. Usłyszał tylko, że 

przechodzi przez pokój i w pewnym momencie się zatrzymuje. 
Adán przybliżył się do niej, patrząc z powagą w zielone jak 

wiosenne liście oczy. Od razu wyprostowała się jak struna, 
wiedząc, że jej brat jest poważny tylko, kiedy dzieje się coś 

naprawdę złego. 

Powiesz jej w końcu? - spytał, patrząc na ojca, który ciągle nie 
podnosił wzroku. Jego głos zabrzmiał wrogo, ale to teraz nie 

intrygowało Carlosa. 
Zegar tykał równomiernie, towarzyszyły mu dźwięki stukania 

Adána o blat stolika palcami. Jula patrzyła to na brata, to na 
ojca z coraz większą dezorientacją. 

Może zostawię was samych. - zdecydował po chwili  Adán, nie 

chcąc mieszać się do rozmowy ojca z ukochaną, przynajmniej 
do tej pory, córką. Zawsze czuł się przy nich jak piąte koło u 

wozu. Potrafili rozumieć się bez słów i rozmawiać o wszystkim. 
Podzielali swoje zainteresowania, a Carlos zawsze mówił Juli 

jaki jest z niej dumny.  Kiedy przebywali tylko w trójkę, Carlos 
zawsze słuchał Juli z uwagą, zastanawiając się nad każdym jej 

słowem, a kiedy Adán się odzywał, kiwał tylko głową lub nawet 
nie reagował.  

Jula patrzyła jak za bratem zamykają się drzwi. Odgarnęła 
włosy, które zasłaniały twarz i popatrzyła na ojca. Poczuł na 

sobie jej wzrok i wzdrygnął się ledwie zauważalnie, tak że gdyby 
mrugnęła, przeoczyłaby tę pozornie nic nie znaczącą reakcję.

Ale ona widziała ją dobrze. Zacisnęła dłonie na oparciu kanapy. 
Carlos uniósł wzrok. Starał się spojrzeć jej w oczy, ale odwrócił 

głowę już po kilku sekundach. Miał już słowa, które chciał jej 

background image

powiedzieć na końcu języka. Smakowały gorzko, powodując 
nieprzyjemne uczucie w gardle. 

Wyprowadzamy się do Polski. - kiedy już zaczął zdania same 

wylewały się z jego ust. Mówił tak szybko, że Ruska ledwo 
mogła go zrozumieć. Zresztą, nawet gdyby mówił głośno, 

wyraźnie i dobitnie, jego słowa i tak dotarłyby do niego z 
opóźnieniem. - Zdecydowałem, że tam będziesz bezpieczna. To 

doskonała okazja na ucieczkę, skoro Basilio ma cię za martwą. 
Rozpoczniesz tam życie, jakie ci się należy. Przez naszą walkę 

nie zauważyłem jak ucieka ci młodość. Twoja osobowość ma 
już gdzieś tak z 25 lat. Powinnaś żyć tak, jak twoje rówieśniczki, 

poznać smak życia, a nie śmierci.  
Patrzyła się na niego z wyrazem zagubienia na twarzy. 

Wydawało jej się, że przemówił jakimś obcym językiem. 
Carlos miał już połowę za sobą. Musiał wydobyć z siebie 

jeszcze pozostałą część tego, co zamierzał. A z tym może być 
trudniej. 

O czym ty mówisz? - wydukała Ruska. - Jak ty to sobie 

wyobrażasz? Chcesz mnie wsadzić w samolot i wysłać do babci 
jak paczkę na święta? Mam zamieszkać z nią w tej małej, zimnej 

miejscowości, której nazwy nawet nie potrafię wymówić. - jej 
głos brzmiał coraz ostrzej, a perfekcyjne rysy twarzy 

wykrzywiał gniew. 

Osieczna. - podsunął jej szeptem. 

Nieważne. I tak się tam nie wybieram. - odparła 
bezkompromisowo.

Odetchnął głęboko, czując niewidzialny ciężar przygniatający 
mu gardło. 

Nie będziesz mieszkać u babci. - powiedział. - Ja, ty,  Adán 

będziemy mieć własny dom. - nie odważył się dodać jeszcze 
trzech imion.

Jej oczy zwędziły się w szparki. 

Nie. - odparła, specjalnie przeciągając samogłoski. - Ty możesz 

sobie robić, co chcesz.  Adán tak samo. Chcecie wynosić się do 
Osie... - wymówienie nazwy miasteczka sprawiło jej trudności. - 

background image

Gdzieś tam. To proszę bardzo.  Nie będę was zatrzymywać. - 
gdy to wymówiła, nie była już taka pewna czy pozwoliłaby im 

odejść. W jej oczach pojawiły się łzy. 
Carlos poczuł jak ściska go za serce. Ból go obezwładnił, 

sprawiając, że nie mógł wykrzesać z siebie słowa.

 Nie podzielił się z tobą jeszcze jedną, widocznie dla niego nic 
nie znaczącą informacją. - przy wejściu do salonu stanął  Adán, 

opierając się o framugę drzwi. Jego oczy płonęły niezdrowym 
blaskiem. Spoglądał na ojca z pogardą, kopiując wzrok, którym 

często on patrzył na niego. 
Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Carlos miał ochotę 

podejść do niej, zapewnić, że wszystko będzie dobrze, 
wytłumaczyć, dlaczego to robi, ale siedział jak sparaliżowany, 

coraz bardziej wątpiąc w to, że kiedykolwiek będzie w stanie 
spojrzeć w oczy któremuś ze swoich dzieci. 

Pominął, że podczas jego podróży służbowych do Polski. - 

Adán nakreślił w powietrzu cudzysłów. - Zakochał się w 
seksownej blondynce o imieniu Patrycja. - polskie imię z 

hiszpańskim akcentem dziwnie zabrzmiało w jego ustach. Jula 
poczuła w gardle gorzki smak. Zacisnęła mocniej ręce na 

oparciu kanapy, wbijając w nie długie paznokcie. - Mają już 
ustaloną datę ślubu i planują zamieszkać w kupionym bez naszej 

wiedzy domu, do dekoracji swojego nowego życia dodając nas i 
dwójkę dzieci pani Patrycji z poprzedniego małżeństwa. 

Cudowny szkic życia sobie nakreślili, prawda? Trzeba tylko 
temu nadać barwy. - westchnął ciężko. - A na razie widzę tylko 

szary, czarny i trochę czerwonego. 
Rozejrzał się po pokoju, omijając Carlosa spojrzeniem. 

Ruska siedziała jak przybita gwoździami do kanapy. O tym, że 
nie była posągiem, świadczyła tylko unosząca się i opadająca 

przy każdym wdechu pierś i spływające po policzkach łzy furii.
Poszukała wzrokiem fotografii, na której widniała jej matka, 

ojciec, brat i ona. Typowa szczęśliwa rodzinka. Ale miejsce na 
półce przy telewizorze było puste. Jedynym dowodem na to, że 

znajdowała tu się jakaś fotografia był brak kurzu w 

background image

prostokątnym kawałku na blacie. Starała w głowie odtworzyć 
twarz matki, jej słowiańskie rysy, naturalne, długie włosy w 

odcieniu pszenicy i dobrze jej znany serdeczny uśmiech, ale 
napotkała przeszkody. To ulotność pamięci. Wymazuje z głowy 

wszystko to, co chcesz pamiętać, a zagraca głowę tym, czego 
najmocniej chcesz się pozbyć. 

Myślisz, że możesz ją zastąpić? - powiedziała specjalnie po 

polsku, a Carlos się skrzywił. - Wynoś się do swojej kochanki, ja 
nawet nie chcę jej widzieć na oczy. - przyjrzała mu się uważnie, 

wpadając w coraz większy amok. - I ciebie zresztą też nie chce 
widzieć. 

Po tych słowach, wybiegła z domu, trzaskając drzwiami z taką 
siłą, że chyba wyleciała z nich jedna szyba. Czuła spływające po 

policzkach słone łzy, których nie była w stanie powstrzymać. 
Adán miał ochotę ruszyć za nią, ale dotarło do niego, iż lepiej, 

żeby pobyła sama ze swoim gniewem. Nie chciał, żeby i jemu 
się oberwało, a gdy Ruska jest zła, wyżywa się na otoczeniu bez 

względu na to czy jakaś osoba jest winna, czy chce jej pomóc. 

Dziesięć na dziesięć trafionych. - Cornelio zagwizdał z aprobatą 
i przygładził swoje farbowane na słoneczny blond włosy, które 

okropnie kontrastowały z resztą twarzy. Spojrzał z mieszanką 
zazdrości i podziwu na Christiana.

 Stał bokiem do niego, wpatrując się w tarczę  i obracając w 
dłoniach mały pistolet, którym właśnie wykonał 10 

bezbłędnych strzałów w sam środek tarczy. Christian i Cornelio 
nie byli ze sobą spokrewnieni, ale traktowali się jak bracia. 

Urodzili się tego samego dnia i na dodatek prawie o tej samej 
porze. Oboje skończyli niedawno 18 lat. Ich podobieństwo 

ograniczało się do wieku. Różnili się niemal wszystkim. 
Zarówno charakterem jak i wyglądem, a tego drugiego Cornelio 

zazdrościł, kiedy widział jak Christan działa na dziewczyny. 
Patrząc na niego, wiedział, dlaczego wzbudza takie pożądanie. 

Ciemnobrązowe włosy sięgały połowy karku i zawsze były 

background image

niestarannie ułożone. Miał ciekawy kolor oczu – bursztynowy. 
Koszulka w kolorze khaki z elastycznej bawełny uwydatniała 

jego delikatne mięśnie i podkreślała oliwkową karnację. 

Szkoda, że cię nie było wczoraj z nami. - Cornelio zaśmiał się 
zjadliwie. 

Christan odwrócił się w jego stronę i lekko zmrużył oczy. 

Jesteście pewni, że ta mała nie przeżyła? 

Staliśmy przez chwilę po tym jak skoczyła na skraju klifu i nie 
widzieliśmy, żeby chociaż się wynurzyła z wody. - odparł bez 

wahania. - Zachłysnęła się wodą i udusiła.
W głosie Cornelia była taka pewność, że Christian przestawał 

wątpić w jego wiarygodność. Nigdy nie widział na żywo Juli 
Russario, a wiedział o niej jedynie tyle, ile mówił mu Cornelio i 

reszta z gangu. Jaka była wedle ich opinii? Pyskata, wygadana, 
szczera, wybuchowa, przekorna, a co najważniejsze – 

chorobliwie ambitna i zaborcza. Tak jak on. 

To smutne, że nie poznałem swojego wroga nim zabili ją moi 
sprzymierzeńcy. - powiedział cynicznie.

Cornelio zaśmiał się krótko i przejął od niego pistolet, bo 
nadeszła jego kolej na poćwiczenie strzałów. Ścisnął przedmiot 

mocno obiema rękami, błagając w duchu, żeby znowu nie 
upokorzyć się przed Christianem swoimi marnymi strzałami. 

 Żałuj, że jej nie poznałeś. - stwierdził, oddając pierwszy strzał. 

Kula trafiła w sam środek tarczy, co wywołało na jego twarzy 
uśmiech. - Było w niej coś. - urwał szybko, widząc rozbawione 

spojrzenie Christiana. 

Podobała ci się? - spytał go zaczepnie. 
Cornelio spojrzał na niego i cicho się zaśmiał.

Była piękna i sprytna. 

Co równa się zabójcza. - uzupełnił Christan. 

Cornelio ponownie oddał strzał z pistoletu. Tym razem wydał z 
siebie syk zawodu, gdy kula ledwo otarła się o krawędź tarczy. 

Dacie spróbować? - usłyszeli głos Cataliny, która weszła cicho 

jak kot do pomieszczenia do ćwiczeń. 

background image

Nie. - zbył siostrę Christan, dokładnie w momencie, gdy 

Cornelio odpowiedział jej tak. 
Dziewczyna przeszła przez pomieszczenie. Jej obcasy zastukały 

o metalowe płytki. Cornelio śledził każdy jej ruch, a jego oczy 
zabłysły. Christian musiał popatrzeć na niego spode łba, żeby 

przestał się na nią gapić. Catalina przypominała młodszą wersję 
Penelope Cruz. Pełne wargi, duże, piwne oczy, brązowe, długie, 

kręcone włosy opadały na opalone ramiona. Miała na sobie 
obcisłą, czerwoną bluzkę na ramiączkach i krótkie szorty, co 

podkreślało jej idealną figurę i subtelne krągłości. Christian nie 
mógł winić Cornelia, że ciągle się na nią gapi, bo reagował jak 

każdy facet, a Catalinie się to podoba, ale mimo wszystko 
denerwowały go jego słabości. On nie oglądał się za 

dziewczynami, traktując każdą jak przygodę na jedną noc. Jeśli 
któraś się w nim zakochała – jej problem. On niczego nie 

obiecywał. Christian był zimny, cyniczny i wyrachowany. Nie 
obchodziły go czyjeś uczucia. Patrzył teraz jak Catalina i 

Cornelio konkurują ze sobą, kto więcej razy trafi w sam środek. 
Catalina tak rozpraszała Cornelia, że nie udało mu się ani razu 

trafić i po 5 minutach zakład został rozstrzygnięty. 
Christan zaśmiał się z zawiedzionej miny Cornelia, ale i był na 

niego trochę zły, że dał się tak zbajerować. Ale czy kiedyś jakiś 
facet oparł się jego seksownej siostrze? 

 Oboje opuścili stanowiska przy strzelnicy i podeszli do 
Christana, który popatrzył na zabandażowaną lewą rękę 

Cataliny, ale nie wyraził swojego zmartwienia. 

Dobrze się czujesz? - zrobił to za niego Cornelio. 

Doskonale. - odparła. - Na myśl, że oni odnieśli większe straty, 
ból przechodzi. 

Odnaleziono ciało tej dziewczyny? - zaintrygował się Christian. 

Cornelio zmarszczył brwi.

Nie wiem. Pewnie ciągle myślą, że żyje i jej szukają. 

W takim razie trzeba będzie podzielić się z nimi wesołą nowiną. 
- perlisty, przyjemny śmiech Cataliny przeczył jej słowom, w 

które włożyła pełno jadu. 

background image

Pośledzimy ich dyskretnie i zobaczymy czy są już na etapie 

rozpaczy. - podsunął Cornelio. 
Christiana nie obchodziło to, jak rodzina Juli będzie przeżywać 

jej śmierć. Zaczęłoby to go interesować jedynie, gdyby ktoś 
spośród ich wrogów z żałoby popełnił samobójstwo – wtedy 

mieliby jeszcze jednego z głowy. Czuł się czasami jakby oni 
wszyscy byli pionkami do gdy w warcaby. Musiał zniknąć 

ostatni pionek po stronie przeciwnika. 

Diega ze snu wyrwało coraz głośniejsze pukanie do drzwi. 

Przekręcił się na drugi bok i przykrył twarz poduszką, sądząc, 
że to Pablo postanowił zbudzić go z samego rana. Poranek w 

słowniku Diega oznaczał godziny od 9 do 13. Był zadowolony 
z siebie, że zakluczył drzwi przed pójściem spać. Pablo prędzej 

czy później znudzi się dobijaniem do drzwi i da mu spokój.  
Tymczasem okazało się, że nie poddawał się tak łatwo. Diego 

przez materiał poduszki słyszał głośne walenie w drzwi. 
Westchnął ciężko i położył się na plecach.

Pablo, spadaj. Wiesz, że dla mnie jest. - sprawdził godzinę na 

telefonie. 7.30. Obiecał sobie, że jak już się wyśpi, Pablowi nie 
będzie to puszczone płazem. - Środek nocy! - wrzasnął.

To nie Pablo. - odpowiedział mu znajomy sopran. - Wstawaj. - 

nakazała ostrym tonem.  
Zarejestrował, że coś jest nie tak już po brzmieniu jej głosu. 

Wściekłością wyrażała rozpacz. Wiedział, że za chwilę 
przypadnie mu rola worka treningowego, na którym będzie się 

mogła wyżyć, ale jeśli to ma jej pomóc, nie ma nic przeciwko. 
Wyskoczył z łóżka i przekręcił klucz. Julia od razu wpadła w 

jego ramiona. Objął ją mocno, przyciskając go siebie.  Nie 
widział wyrazu jej twarzy, bo w porę ją ukryła, ale poczuł 

background image

wilgoć przebijającą się przez cienki materiał białej koszulki. 
Płakała bezgłośnie. Pogładził ją po włosach w uspokajającym 

geście. Wydawała mu się teraz taka krucha i delikatna, że mimo 
iż wiedział jak cierpi, chciałby żeby większą ilość razy 

okazywała przy nim słabość. Czuł się potrzebny, na swoim 
miejscu, mógł dać jej poczucie bezpieczeństwa, którego 

potrzebowała jak każda normalna dziewczyna. 
Oderwała głowę od jego piersi. Mógł w końcu spojrzeć jej w 

oczy. Wyglądały jak pokryte szkłem. Na policzkach widniały 
ślady łez. 

Nie spytał, wiedząc, że za chwilę i tak wszystko mu powie. Nie 
minęło nawet kilka sekund, a z jej ust wydobył się potok słów. 

Jej głos drżał, gdy mówiła o rozmowie z ojcem. Co trzy słowa 
wplatała w swoją relację przekleństwo, co zawsze robiła, 

denerwując się. Kiedy skończyła, ledwo co udało jej się 
powstrzymać nową falę łez. 

Niebieskie oczy Diega pociemniały. Zagryzł dolną wargę i 
spojrzał w dół, mając nadzieję, że nie domyśli się, iż on wiedział 

od dłuższego czasu o planach Carlosa. Wszyscy wiedzieli. 
Oprócz Juli. 

Co zrobisz? - spytał. 

Zostaje tutaj. - padła przewidywalna odpowiedź. 

Diego westchnął ciężko. Wiedział, że z nią nie pójdzie łatwo, 
ale obawiał się jak wpłynie to na relacje Ruski z ojcem. Nie 

chciał, by wyjeżdżała. Ale jeśli miałoby tak być, nie będzie 
próbował jej zatrzymywać. Rozmawiał wcześniej z Carlosem na 

temat tej decyzji.  Jej ojcem nie sterowały egoistyczne pobudki. 
Może nawet nie kochał tej kobiety, a chciał wyjść za nią, 

szukając stałości  w swoim życiu i pragnąc poczucia 
bezpieczeństwa. To samo miał w planach zapewnić swoim 

dzieciom. Może i nigdy Ruska nie poczuje się w pełni 
bezpiecznie przez doświadczenie otarcia się o śmierć, które na 

zawsze odciśnie piętno na jej psychice, ale to nie znaczy, że nie 
warto próbować dać jej choć namiastkę normalnego życia. 

Diego zacisnął wargi, gdy uporządkowując swoje myśli, doszedł 

background image

do wniosku, że musi pozwolić jej wyjechać. Nawet nie tyle 
pozwolić, co wręcz przekonać. 

Usiadł na swoim łóżku i przyciągnął ją do siebie. Jego milczenie 
i spokój stopniowo pozwalały jej emocjom się ulotnić. 

Obiecaj mi jedno. - zaczął z wahaniem Diego, patrząc prosto w 

zielone oczy, od których odbijały się wpadające przez okno 
promienie słońca. -  Nie zapomnisz o mnie, gdy wyjedziesz. 

Odsunęła się od niego jak oparzona. Spodziewał się wybuchu i 
odruchowo zmrużył oczy, ale takowy nie nastąpił. Siedziała na 

krawędzi łóżka, lekko się garbiąc jakby przytłoczył ją ciężar 
życia i pogrążyła się w rozmyślaniach.

Ja nie chce niczego zmieniać w swoim życiu. Kocham je takim, 

jakim jest. - powiedziała cicho, ale wbrew wszystkiemu 
przypomniała sobie co czuła, przyglądając się swojej 

równolatce, która, choć była tak do niej podobna, żyła zupełnie 
innym rytmem. 

Właśnie kochasz życie. - odparł łagodnie Diego. - A w tej 

śmiertelnej grze w każdej sekundzie możesz je stracić. 
Ruska potrząsnęła głową, starając się zlikwidować łzy, które 

pojawiły się w jej oczach.

Nie wyjadę. - obstawała przy swoim. - Nie i koniec. Dlaczego 
inni mają się narażać, a ja żyć jak normalna nastolatka. Co w 

ogóle mam rozumieć przez określenie ,,normalna”? - 
zastanawiała się głośno. - Taka, która nie przekracza norm 

postępowań narzuconych przez społeczeństwo? Dla mnie 
normalność to wieczne balansowanie na granicy życia i śmierci. 

Ja już nie wbiję się w rytm zwyczajnej nastolatki. Nawet nigdy 
nie byłam w szkole. - zaśmiała się, wyobrażając sobie jak ktoś, 

kto jej nie zna odebrałby te słowa.
Diego powstrzymał się resztkami wolnej woli i instynktu 

samozachowawczego, by nie podzielić się z nią swoim 
spostrzeżeniem – Ruska sama przed sobą nie chciała przyznać, 

że kusi ją perspektywa beztroskiego życia nastolatki. 

Zrobisz, co będziesz chciała. - powiedział, obejmując ją w tali i 
przysuwając do siebie. Przechyliła się do tyłu tak, że prawie na 

background image

nim leżała. Pocałował ją policzek, powoli przesuwając wargami 
w kierunku szyi. Westchnęła cicho. 

Może prześpisz się u mnie? - zaproponował, odsuwając się na 

moment, żeby popatrzeć jej w oczy i od razu zaśmiał się na 
widok spłoszonej miny. 

Nie bój się, nie mówię, że chce się z tobą przespać. - wyjaśnił. 

A nie chcesz? - spytała, a w jej oczach pojawiły się zawadiackie 

iskierki. 
Diego uśmiechnął się ledwie zauważalnie. 

Może jeszcze nie teraz. 

Carlos siedział samotnie na dzikiej, skalistej plaży, patrząc 
beznamiętnym wzrokiem na statek przesuwający się powoli po 

czystej, turkusowej wodzie. Wrzucał do niej kamienie jakby przeniósł 
się do czasów, gdy miał 12 lat i zakładał się ze swoim bratem, który 

rzuci dalej. Jego brat był chronologicznie drugą osobą, którą zabrał 
mu Basilio. Pamiętał dobrze dzień pogrzebu. Nad cmentarzem 

unosiła się tak gęsta mgła, że trudno było cokolwiek dojrzeć. 
Powietrze było ciężkie i gęste, co sprawiało, że trudniej się 

oddychało. Nie słuchał kazania księdza na mszy pogrzebowej, 
domyślając się jego treści. Stojąc między 10-letnim wówczas synem i 

8-letnią córką, wybudzał się z otępienia po śmierci Beaty. Czuł się 
jakby na kilka miesięcy zapadł w śpiączkę, a kiedy już się z niej 

wybudził, świat był wywrócony do góry nogami. Na cmentarzu w 
trakcie mszy zobaczył Basilia. Opierał się  o nagrobek swojej siostry i 

patrzył uważnie na Carlosa, który od tamtego dnia śmiertelnie go 
znienawidził, nie dopuszczając już do siebie, że Basilio ma za co się 

mścić. On teraz też miał. I oboje nie spoczną, dopóki rachunki nie 
zostaną wyrównane, a wiele wskazywało na to, że się w nich 

pogubili. 
Ciszę zagłuszył dźwięk jego telefonu. Sprawdził, kto do niego 

dzwoni, nim odebrał. Miał nadzieję, że to Jula, ale ona nie dała 
znaku życia, odkąd wybiegała z domu. Patrycja. Powinien jako jej 

przyszły mąż ucieszyć się, że do niego dzwoni i zapewne chce 

background image

powiedzieć, że niedługo wylatują z Warszawy, co znaczyło, iż za 
jakieś 4 godziny już się zobaczą. Sylwia i Hubert – jej dzieci, go 

uwielbiały. Poznał tą dwójkę już 3 lata temu, gdy zaczął romansować 
z Patrycją. Sylwia i Hubert byli jak woda w porównaniu z Julią i 

Adánem, którzy byli ogniem. Nie myślał teraz optymistycznie o 
zmianie swojego życia o 180 stopni. Może Adán i Ruska mieli rację, 

uznając, że nie wbiją się już w rytm normalnego życia? Telefon 
przestał dzwonić, a po chwili przyszedł już SMS o treści 

,,wyjeżdżam”. Poczuł bolesny ucisk w żołądku. Bał się tego, co jego 
córka może zrobić Patrycji prawie tak mocno jak spojrzeć Julii teraz 

w oczy, mówiąc, że tak dla nas wszystkich będzie lepiej. W jego 
głosie nie brzmiało już by takie przekonanie i pewność.

Rozdział III

 

Głośne dźwięki klubowej muzyki sprawiały, że jeśli chciało zamienić 
się z kimś kilka zdań trzeba było krzyczeć. Po ścianach i podłodze 

przesuwały się niebieskie i zielone neonowe światła. Na parkiecie 
tańczyło kilka par, ale większość ludzi siedziała w grupkach na 

czarnych, skórzanych sofach, pijąc kolejne drinki. Tak samo zrobili 
Adán, Pablo i  Florián, po którym nie było już śladu, że dwa dni 

temu otarł się o śmierć. Dwie dziewczyny – brunetka i blondynka 
przysiadły się na chwilę do nich, ale po chwili musiały odejść, 

zauważając, że chłopak jednej z nich wszedł do pomieszczenia. 
Adán zaśmiał się cicho, gdy pędziły jak szalone schować się w 

damskiej toalecie. 

Przypomniało mi się, że kiedyś byłem postawiony w podobnej 
sytuacji. - powiedział, kładąc obie dłonie na butelce z piwem.

Masz na myśli oczywiście, że uciekałeś przed dziewczyną, a nie 

przed facetem. - podchwycił Pablo, podciągając rękawy koszuli w 

background image

kratę, bo od atmosfery panującej w nocnym klubie zrobiło mu się 
gorąco. 

Przed facetem też kiedyś uciekałem. Przed jej facetem. - w 

kącikach jego pełnych warg zamajaczył szelmowski uśmiech, a 
zielone oczy rozbłysły. 

Ładowanie się w kłopoty mamy we krwi. - skomentował Florián. 
Jego głos był ochrypły. Zakaszlał kilka razy, a Pablo posłał mu 

zmartwione spojrzenie, które ten całkiem zbagatelizował.

A właśnie jak już mówimy o kłopotach. - zaczął Pablo, odsuwając 

od ust szklankę. - Gdzie jest Ruska?

    Adán wzruszył lekceważąco ramionami. W duchu trochę się o nią 

martwił, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że jutro przyjeżdża do 
Polski Patrycja wraz z Sylwią i Hubertem. Adán miał okazję ją 

poznać, ale zachowała się wobec niego tak powściągliwie, że 
trudno było mu wystawić jej jakąś opinię.

Pewnie z Diegiem. - odpowiedział. 
Florián ponownie zakaszlał. Nawet przy słabym świetle, które 

dodatkowo co po chwilę zmieniało swoje barwy, można było 
dostrzec, że zbladł.  

To by wyjaśniało dlaczego nie chciał iść z nami. - stwierdził. 
Nabrał w płuca powietrza. Jego oddech raz urywał się, a raz 

przyspieszał. 

Dobrze się czujesz? - spytał go Adán, kładąc rękę na ramieniu, 

którą Florián delikatnie strząsnął. 

   

Przymknął na chwilę oczy, starając się wyrównać swój oddech, co 

przychodziło mu z trudem. Potrzebował lekarstw. 

Muszę iść się przewietrzyć. - skłamał podnosząc się szybko z 

kanapy, co okazało się nieprzemyślanym pomysłem, bo od razu 
poczuł zawroty głowy. Nie spojrzał na żadnego z nich i 

pokierował się w stronę wyjścia. 
Adán śledził go wzrokiem, nie wiedząc, jak ma sobie wytłumaczyć 

to zachowanie. 

Co z nim?

   

Pablo wiedział, że jego brat dzisiaj już do nich nie wróci. Zacisnął 
ręce w pięści, a potem od razu je rozprostował. Chwycił prawie 

background image

pełną butelkę z piwem Floriána i  opróżnił do połowy. 

Ma swoje humory. -  odparł, starając się, by zabrzmiało to 
nonszalancko.

Christian przemykał się niezauważony jak duch po ulicach Almeríi. 

Promienie słońca odbijały się od jego twarzy jak od lustra, 
sprawiając, że nabierała ona jeszcze więcej blasku. Mimo że 

wzbudzał zainteresowanie swoim wyglądem, potrafił wtopić się w 
tłum, gdy tego potrzebował. Cornelio próbował wiele razy 

wyciągnąć od niego jak to robi, ale zawsze zostawiał zbywany 
docinkami lub czymś niezrozumiałym.  

Wszedł w następną ulicę. Była wąska, a każdy dom wyglądał prawie 
tak samo. Pomalowany na jasno-beżowo, z płaskim dachem, 

okrągłymi oknami i kolumnami przy wejściu. Kiedy doszedł do jej 
końca, stwierdził, że obszedł już prawie całą miejscowość i jedyne, 

co znalazł to nudę. Zadzwonił do Cataliny. Odczekał niecierpliwie 
aż osiem sygnałów, a za dziewiątym w końcu odebrała. 

Masz coś? - spytała. W jej otoczeniu słyszał głośne rozmowy. 

Zmarszczył brwi.

Gdzie ty jesteś? Mieliśmy pozostać niezauważeni. - przypomniał 
ostro. 

W moim przypadku bycie niezauważoną jest niemożliwe. 

Wywrócił oczami, ale nie mogła tego zobaczyć.

Nudzi mi się. - powiedział, przeciągając samogłoski dla 
podkreślenia swojej okropnej sytuacji. Monotonność była dla 

Christiana najgorszą rzeczą na świecie. Może trochę dlatego, że 
nigdy nie poznał smaku desperacji. 

I co ja mam ci na to poradzić? - spytała z irytacją zmieszaną z 

rozbawieniem i zaśmiała się z czegoś, co powiedział do niej 
jakiś facet. 

A co ty robisz? - ponowił swoje pytanie, przed którego 

odpowiedzią  Catalina uchyliła się wcześniej.

background image

Dosłyszał stukot szklanek wypełnionych napojami. 

Jestem na plaży. - odparła. - Rozglądam się. - dodała ze 
śmiechem. 

Z kim? - drążył, używając nieznoszącego sprzeciwu tonu. 

Usłyszał jak odsuwa od siebie na chwilę słuchawkę. 

Jak masz na imię? - zabrzmiało pytanie. 
Christian westchnął z rozdrażnieniem. 

Miałaś się zająć śledzeniem Russariów, a nie podrywaniem jakiś 

nieznajomych  facetów. - warknął. 

Nie denerwuj się. Zmarszczek dostaniesz. - odparła półżartem.

Jak mam się nie denerwować, skoro zachowujesz się jak 
rozpieszczona... - odebrało mu głos, gdy zobaczył jak z domu, 

od którego dzieliło go jakieś 200 metrów wychodzi dziewczyna, 
która kogoś mu przypominała. Bez słowa pożegnania czy 

wyjaśnienia, rozłączył się i zaczął cicho się za nią skradać. 
Zahaczył głową o wystającą gałąź drzewa, co wydało cichy 

szmer. Christian błyskawicznie schował się za jego grubym 
pniem, patrząc na nią kątem oka. 

Szybko się odwróciła i wyprostowała. Była niska i bardzo 
szczupła. Nie było w jej oczach strachu ani nawet zagubienia. A 

jakie te oczy były... Christianowi przez ułamek sekundy 
wydawało się, że widzi tylko je, a reszta pozostała w tyle. Duże i 

zielone, okolone kaskadą długich, czarnych rzęs, które rzucały 
cienie na drobną, owalną, twarz. Ciemnobrązowe włosy 

dziewczyny były potargane jakby dopiero co wstała z łóżka. 
Krótka, brązowa sukienka z dekoltem w szpic, którą miała na 

sobie wtapiała się w tło śniadej skóry. 
 Widział ją tylko na paru zdjęciach, ale już wiedział, że to ona, 

choć nie chciał w to wierzyć. Odwróciła się i poszła przed 
siebie, tym razem niemal biegnąc aż się kurzyło. Christian 

powstrzymał się, żeby nie ruszyć za nią i powoli wyszedł ze 
swojej kryjówki.

Czyli jednak żyjesz. - mruknął cicho, patrząc jak traci ją z oczu. 

- Sprytnie. - przyznał, lekko się krzywiąc. 

background image

 

Florián położył się na leżaku na balkonie i wygrzewał się w słońcu. 

Starał się nie myśleć o niczym innym jak tylko o jego cieple, ale 

gdy jego wzrok przypadkowo padł na rzucone na łóżku lekarstwa, 
w jego duszy zagościł smutek. Problemy z oddychaniem i kaszel 

chwilowo ustąpiły, ale ciągle czuł ból w okolicy płuc. Wiedział, że 
z dnia na dzień jest coraz gorzej, a życie przecieka mu przez palce 

jakby nabrał w garść wody, a ta powoli wypływała. Jeszcze 
niedawno kaszel następował tylko po wysiłku, a teraz każdego 

ranka dręczyły go ostre napady. 

Z balkonu przy swoim pokoju miał wspaniały widok na plażę. Kilka 

chmur przesuwało się coraz szybciej po niebie, którego odcień z 
każdą chwilą ciemniał. Słońce wyglądało jakby kąpało się w 

wodzie, rzucając na nią złotożółty blask. 

Usłyszał jak ktoś wchodzi do jego pokoju i przekrzywił głowę, żeby 

sprawdzić kto to był. Spodziewał się Pabla, tymczasem okazała się 
to Ruska. Cały się spiął w obawie, że zobaczy rozrzucone na 

łóżku lekarstwa. Niby napis na nich był po angielsku, ale ona 
znała ten język już od dwóch lat.  Zauważyła, że Florián 

przesiaduje na balkonie, uśmiechnęła się do niego i weszła na 
balkon. Przyjrzała mu się uważnie i z ulgą stwierdziła, że jego stan 

znacznie się poprawił. 

Przypomniałaś sobie, że tutaj mieszkasz? - spytał, ale nie 
zabrzmiało to złośliwie ani z urazą.

Pablowi oberwałoby się za takie pytanie, ale Florián potrafił ująć 
wszystko delikatnie. 

Właśnie tutaj. - zaakcentowała. - A nie w jakieś Osiecznej z obcą 

babą i dwójką jej dzieciaków. 
Florián posłał jej spojrzenie pełne troski, ale o nic nie zapytał. 

Zrobisz, co chcesz. 

Pokiwała głową i oparła się o barierkę balkonu. Florián  nie mógł 
zobaczyć wyrazu jej twarzy, ale z samego ułożenia ramion wyczuł 

od niej niepewność. Przez dłuższy czas przebywali tak ze sobą w 

background image

milczeniu. Florián poczuł nagłą suchość w gardle i powstrzymał 
się, by nie odkrztusić zalegającej w płucach wydzieliny. Był 

wdzięczny Rusce, że do niego przyszła i odwróciła jego uwagę. 

Gdzie jest Carlos? - spytała.
Kiedy nie odpowiedział, odwróciła się do niego i posłała mu 

wyczekujące spojrzenie, przestępując nerwowo z nogi na nogę. 
Florián nabrał głębokiego oddechu.  

Nie zdążył ci powiedzieć, że przyjeżdża do niego Patrycja. - 

powiedział. 
Julia poczuła jak wszystkie jej mięśnie napinają się w obronnym, 

bezwarunkowym odruchu. Reagowała na to imię gorzej niż na 
Basilio czy Cornelio. Ich intencje przynajmniej były dla nich jasne. 

Wiedziała, że nienawidzą jej z wzajemnością, a Carlos pochwali ją 
jeśli któremuś z nich zrobi krzywdę. A ta jego narzeczona, o której 

dowiedziała się 2 dni temu? Będzie zwykłą, prostą kobietą, o 
jakich Ruska nie miała pojęcia, czy szpiegiem, a przynajmniej 

detektywem? A może... i tu poczuła obawy – jest to kobieta 
spoufalona z gangiem Basilia, której zlecono udawanie zakochanej 

w Carlosie i zaatakowanie go i jego bliskich w najmniej 
spodziewanej chwili? Postanowiła całą sobą okazać tej kobiecie 

nieufną, wręcz wrogą postawę. W jej życiu trzeba było uważać na 
każdego, a najlepiej nie dopuszczać do siebie ludzi. Tak nawet 

kiedyś powiedział jej Carlos, ale sam nie zastosował się do swoich 
słów.  

 

Czekała na niego przy swoim samochodzie zaparkowanym w cieniu 
ogromnego i starego drzewa. Opierała się o jego czerwoną maskę. 

Miała na sobie sukienkę do kolan z nadrukiem w kwiaty. Połowę 
twarzy zasłaniały okulary przeciwsłoneczne. Jej jasne i długie włosy 

były starannie zebrane w kok. Promienie słońca odbijały się od 
złotego pierścionka zaręczynowego z rubinowym oczkiem, który 

background image

widniał na jej serdecznym palcu. 
Carlos przybliżył się do niej i przyciągnął do siebie. Traktował 

Patrycję jako jedyną zwyczajną rzecz w swoim życiu i to pozwalało 
jej mieć nad nim przewagę. Była zwykłą kobietą, nie wyróżniającą się 

specjalnie wśród innych i to sprawiało, że pragnął jej jak niczego 
innego. Stanowiła jego przepustkę do zaczęcia nowego życia, 

którego sensem nie będzie zemsta.
Odsunęli się  i popatrzyli na siebie. 

Jesteś gotowa na poznanie małego potwora? - spytał, siląc się 

na swobodny ton głosu.
Patrycja wybuchnęła śmiechem. 

Mam już dwa potwory w domu. - odparła. -  Dwa więcej nie 

zrobią mi różnicy. 
Szczególnie, że jego syn pewnie nie będzie z nimi mieszkał, bo 

wyjedzie na studia, a trzy lata z jego córką jakoś przetrzyma.
Carlos nie mówił jej nic o swoich niewyrównanych 

porachunkach z przeszłości. 

A właśnie, gdzie Sylwia i Hubert? - spytał, rozglądając się 
dookoła.

Na plaży. - odpowiedziała z niepewnością w głosie.

Carlos ją wyczuł i uniósł brwi. 

Przyjechaliśmy już dwie godziny temu, ale musiałam sobie 
jeszcze wszystko przemyśleć. - wyjaśniła, nie patrząc na niego. 

Masz wątpliwości? - uniósł jej podbródek do góry, zmuszając, 

żeby spojrzała mu w oczy. - Jeśli tak to powiedz teraz, żebym 
potem się nie zaskoczył, kiedy uciekniesz sprzed ołtarza. 

Zostało w nim trochę dawnego uwodzicielskiego uroku. Kiedyś 
mógł mieć każdą. Myślał, że cechy, które mu to umożliwiały już 

dawno go opuściły, ale zdał sobie teraz sprawę, iż jest inaczej. 

Mam wątpliwości czy ty nie uciekniesz. - powiedziała, a na jej 
wargach igrał uśmiech. 

background image

Wiesz, że nie wolno ci pić coli. - ostrzegł Florián, zabierając 
Julii szklankę.

Popatrzyła na niego ze złością, ale on tylko się zaśmiał i jednym 
łykiem opróżnił jej zawartość. 

Siostrzyczko, mam ci przypomnieć jak zareagował twój 

organizm, kiedy ostatnio wypiłaś dwie szklanki? - zawołał z 
dużego pokoju  Adán.

Siedział na kanapie między Pablem a Diegiem. Cała ich trójka 
wpatrywała się w powtórkę meczu między Madrytem a 

Barceloną, kibicując tej drugiej stronie. Ruska i  Florián zmywali 
w kuchni, bo dzisiaj przypadała ich kolej. 

Nie. - ucięła szybko, prosząc, żeby nie zdecydował się poruszyć 

ten temat, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecność Diega. 
Usłyszała śmiech swojego brata dochodzący z salonu i 

resztkami opanowania będącym jej słabą stroną, powstrzymała 
się, żeby nie rzucić w niego talerzem, który właśnie wycierała. 

Po chwili razem z  Floriánem dołączyła do chłopaków. 
Gdzieś w połowie meczu usłyszała dziewczęcy głos 

wywołujący imię jej ojca.  Adán posłał siostrze zaniepokojone 
spojrzenie. 

Już wiedziała kim była ta dziewczyna, która coraz bardziej 
zbliżała się do niej. Zapanowała cisza. Nikt nie odzywał się, 

czekając na reakcję Julii. Odetchnęła głęboko i postanowiła 
wyjść jej naprzeciw. 

Lepiej pójdę z tobą. - stwierdził Adán.

Zobaczyła ją, gdy tylko wyszła z pokoju. Dziewczyna 
przystanęła gwałtownie, widząc swoją rówieśniczkę. Jej szare, 

małe oczy patrzyły na nią uważnie. Julia robiła to samo, nie 
odzywając się ani słowem. Sylwia była drobną, niską blondynką. 

Jej włosy były spięte w wysoki kucyk. Miała na sobie różowe 
szorty i biały top z nadrukiem, w czym wyglądała bardzo 

infantylnie. 

Cześć, Sylwia – odezwał się do niej po polsku  Adán, 

przejmując kontrolę nad sytuacją, co zdarzało mu się 

background image

niezmiernie rzadko. 

Cześć. - odparła speszona osobą Julii. 
Adán szturchnął siostrę w ramię, żeby w końcu coś 

powiedziała. Dopiero później zdał sobie sprawę, że milczenie 
jest dla niej najlepszą opcją jeśli nie chce powiedzieć niczego 

niestosownego i zachowywać się przyzwoicie. 

Ruska. - wyciągnęła rękę do Sylwii i ujęła ją, ściskając 
energicznie. - Miło mi poznać moją przyszłą przyszywaną 

siostrę. - jej promienny uśmiech przeczył zimnemu spojrzeniu i 
ostremu głosowi. - A właśnie gdzie twoja mama Paulina? 

Sylwia poczuła jak głos więźnie jej w gardle. Cofnęła się 
odruchowo o krok, na co spojrzenie Ruski stało się jeszcze 

bardziej przerażające. 

Patrycja, a nie Paulina, idiotko. - poprawił ją po hiszpańsku 
brat, coraz bardziej wściekły za to, że specjalnie straszy Sylwię, 

która bała się własnego cienia. 

Bardzo cię przepraszam. - zwróciła się do Sylwii z ostentacyjną 
skruchą. - Musisz mi wybaczyć, że przekręciłam imię, bo 

dopiero wczoraj dowiedziałam się o jej istnieniu. 

Nic się nie stało, skarbie. - odezwał się za jej plecami kobiecy, 
głęboki głos. Ruska zesztywniała. - Będziemy miały jeszcze 

bardzo dużo czasu, by się lepiej poznać, z czego bardzo się 
cieszę. 

Na twarzy Sylwii zarysowała się ulga. Julia odwróciła się i 
ujrzała przed sobą kobietę, całkiem niepodobną do swojej 

córki. Miała wyraziste rysy twarzy, pełne usta pomalowane na 
czerwono, długie, kręcone blond włosy, które opadały luźno na 

opalone ramiona. Emanowała z niej pewność siebie. Patrzyła 
na Julię badawczo, a przy tym uśmiechała się w sztuczny i 

wyreżyserowany sposób. Przy jej boku stał około 13-letni 
chłopak, który cały czas rozglądał się wokoło i przestępował 

nerwowo z nogi na nogę. 

Nie mów do mnie skarbie. - wycedziła Ruska przez zaciśnięte 
zęby. 

Chłopiec zaśmiał się cicho, a Patrycja spiorunowała go 

background image

spojrzeniem.  

Wiem, że to dla ciebie trudne. - odezwała się do Julii, unosząc 
głowę. - Ale Carlos jest przy mnie szczęśliwy, czy to dla ciebie 

się nie liczy? Kochamy się i...

Nie obchodzi mnie co robicie po nocach, gdy jesteście sami. - 
weszła jej ostro w zdanie. 

Oczy Patrycji rozszerzyły się. Chłopiec o imieniu Hubert 
znowu się zaśmiał, a Sylwia stała jak sparaliżowana. Adán trącił 

siostrę łokciem. 

I chcemy to sformalizować i stworzyć prawdziwą rodzinę. - 
dokończyła wcześniej przerwaną jej wypowiedź starając się 

ignorować wrogie nastawienie córki swojego przyszłego męża. 
Julia patrzyła na nią badawczo, spod zmrużonych powiek jakby 

starała się wejść do jej umysłu i odczytać prawdziwe intencje. 
Czego mogła chcieć od jej ojca? Czy wiedziała cokolwiek o ich 

małym, rodzinnym sekrecie, czy trwała w nieświadomości. Jeśli 
była szpiegiem Basilia, należało pozbyć się jej jak najszybciej. 

Trochę nie mieściło się jej w głowie, że Carlos by tego nie 
poznał. A jeśli była nieświadoma, to jak on wyobrażał sobie ich 

przepełnioną kłamstwem i niedopowiedzeniami przyszłość? 

Prawdziwą rodzinę? - powtórzyła, powoli cedząc każde słowa. - 
A menos que vagaba. - mryknęła pod nosem po hiszpańsku.

Nagle przy drzwiach balkonowych pojawił się Carlos, który 
doskonale słyszał każde słowo.  Adán ugryzł się w język, żeby 

nie powiedzieć ,,a nie mówiłem”. Patrycja przysunęła się do 
niego i wsunęła mu rękę pod ramię. Ruska odczytała ten gest 

jednoznacznie – znaczył on, że Carlos jest jej, a Julia nie ma już 
nic do powiedzenia. Spojrzała ojcu w oczy zaledwie przez 

sekundę, a potem wybiegła z domu, trzaskając drzwiami. 

I znowu trzeba będzie wymieniać szyby. - podsumował Adán 
znużonym głosem.

background image

Jedna z najgorszych rzeczy jaka może ci się przydarzyć? Poczucie, że 
zostałaś zastąpiona. Tak teraz myślała Ruska. Stała przy brzegu 

oceanu, patrząc jak powoli zachodzi słońce, póki nie został już ani 
jeden promień. Gwiazdy świeciły jasno na niebie, a ich blask odbijał 

się od tafli wody. Wiał dość silny jak na Hiszpanię wiatr, ale nie czuła 
zimna, będąc zbyt pochłoniętą biciem się z myślami. Zrobiło się 

całkiem pusto, przez co poczuła się jeszcze bardziej samotna. 
Opuszczona. Zdana tylko na siebie. Tyle myśli wirowało w jej 

głowie, a każda wywoływała jedną łzę. Starała się początkowo nie 
płakać zbyt głośno, ale potem doszła do wniosku, że nie ma to 

zbytnio znaczenia, skoro i tak nikogo tutaj nie ma. Jej uczucia 
zmieniały się tak szybko jakby ktoś właśnie przełączał kanały w 

telewizorze, nie mogąc zdecydować się na konkretny. Myśli o mamie 
wywoływały przytłaczający smutek. O ojcu – zwątpienie, wydawało 

jej się, że przez tyle lat żyła z całkiem obcym człowiekiem, który 
teraz pokazał jej swoją drugą stronę. A o jego nowej partnerce? 

Nienawidziła jej bardziej niż kogokolwiek na świecie. I nikt nie 
przetłumaczy jej, że Patrycja właściwie nie zrobiła nic złego. 

Julia przeszła się jeszcze chwilę wzdłuż plaży. Łzy nieustannie 
napływały do oczu.  Jak w takiej sytuacji zachowałaby się jej matka? 

Załamałaby się, pozwoliłaby pokornie komuś ułożyć sobie życie, 
sama nie dysponując prawem do decydowania o sobie, zbuntowałaby 

się się, uciekła z domu? Potrząsnęła głową, żeby w końcu przestać 
się zadręczać. Jednocześnie zastanawiała się dlaczego tyle o tym 

myśli. Z reguły nie miała refleksyjnej natury. Nie zastanawiała się nad 
sensem i filozofią życia. Bo po co? Kiedy to wszystko rozpatrujesz, 

wychodzi na to, że byt jest całkiem pozbawiony sensu. No, może 
oprócz jednego, jeśli patrzeć z punktu wiary : umrzeć. Bo co liczy się 

w życiu? Pasja, przyjaciele, rodzina? Wydawało jej się, że już nikomu 
nie zaufa. Jej własny ojciec tak ją rozczarował – to co dopiero 

mógłby zrobić ktoś zupełnie obcy? Bliskie relacje z ludźmi są 
przereklamowane. Wychodzą z nich tylko zawody. 

Dlaczego ja tak wszystko analizuję? - zdenerwowała się i przeklęła w 

background image

myślach. Nigdy jeszcze nie zdarzyło jej się tak chodzić brzegiem 
plaży i  zagłębiać się w swoje życie. Nie była skrytą osobą, kiedy 

miała jakiś problem, wyżywała się na kimś lub komuś wypłakiwała. 
Zależy kto to był i jak wielki był zawód. Teraz też powinna zrobić po 

staremu, ale obawiała się, że nie istnieje taka miara, którą mogła z 
oszacować  rozmiar swojego  rozczarowania.

Humor nie dopisuje? - usłyszała za swoimi plecami niesłyszany 

wcześniej głos, jednak brzmiący bardzo znajomo.
Poczuła ukłucie niepokoju. Odrzuciła od siebie sentymentalne 

refleksje i odwróciła się błyskawicznie za siebie. 
Na twarzy chłopaka naprzeciwko niej zamajaczył zimny 

uśmiech. Przyglądała się mu przez dłuższą chwilę, wiedząc, że 
kiedyś go widziała, ale nie chciała tego przyznać. Te same 

półdługie, brązowe włosy, śniada skóra i wyraziste bursztynowe 
oczy. Christian. Cofnęła się odruchowo o krok, a on się 

zaśmiał. W myślach prosiła, żeby nie zauważył, że wcześniej 
płakała, ale z jego wyrazu twarzy dało odczytać się coś całkiem 

innego. 

Komuś kto niby zginął powinien dopisywać . - powiedział 
zbliżając się krok, ale sam nie był pewny co zamierza zrobić. 

Jak on się dowiedział, że ona żyje? Przecież nie było go na 
miejscu, bezpośrednio po tym jak zeskoczyła z klifu. Chyba że 

widzi ją teraz naprawdę po raz pierwszy. Poczuła jak jej serce 
wykonuje szaleńcze obroty. 

Jesteś kuzynem Cornelia? - spytała, ignorując jego wcześniejsze 

słowa. 
Pokiwał tylko głową z tajemniczym uśmiechem na ustach. 

Wiedział, że da sobie z nią radę, mimo że przecież nie miał ze 
sobą żadnej broni, ale coś spowodowało u niego nagłe opory. 

Ale to tylko na chwilę, bo potem przybliżył się jeszcze o krok. 

I co zamierzasz zrobić, co? - spytała brawurowo Ruska, patrząc 
w jakiś punkt za jego plecami, a na twarz przybrała wyraz ulgi. 

Christian odwrócił się na sekundę, wędrując za jej wzrokiem 
czy aby nikt nie nadchodzi jej z pomocą. 

Julia uśmiechnęła się triumfalnie w myślach. Niby coś tak 

background image

prostego jak wpatrywanie się w coś za plecami przeciwnika, 
udając ulgę lub zaskoczenie, a zawsze skutkuje. Szybko rzuciła 

się do wyminięcia go, ale Christian domyślił się o co jej 
chodziło i natychmiast wyciągnął rękę i pociągnął ją mocno za 

łokieć, przyciągając do siebie. Byli teraz tak blisko siebie, że 
dzieliła ich tylko cienka warstwa powietrza. Uniosła głowę i 

spojrzała na niego. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. 
Poczuła jego oddech na swojej twarzy i mimowolnie zadrżała. 

Idziemy. - nakazał jej apodyktycznym tonem i pociągnął za 

sobą. 

Nigdzie nie idę. - odparła przekornie, starając się zignorować 
strach, który ją ogarnął. 

Zaczęła się szarpać, ale on zacieśnił uścisk. Jego palce wbijały 
się boleśnie w jej skórę. 

Boisz się, że sam nie dasz sobie ze mną rady i musisz zaciągnąć 

mnie do swoich? - spytała drwiąco. 
Christian zatrzymał się i odwrócił ją do siebie, tak że popatrzyli 

sobie prosto w oczy. Jej tętno przyspieszyło jeszcze bardziej. 
Wiedziała, że pytaniem, które wypowiedziała przed chwilą, 

wystawiła na próbę jego męską dumę. 

Mógłbym cię zabić w tej chwili jak i w każdej innej. - 
powiedział spokojnym, przyciszonym głosem, ale brzmiało w 

nim ostre napięcie. Popatrzył jej przeciągle w oczy, czekając aż 
odwróci od niego swoje lub chociaż zmruży, ale ona 

przyglądała mu się bez żadnych oznak speszenia. 

To na co czekasz? - prowokowała. 
Christian nie przyznał się sam przed sobą, ale był pod 

wrażeniem, że dziewczyna o metrze sześćdziesiąt wzrostu 
zachowywała się tak śmiało w obliczu śmiertelnego 

niebezpieczeństwa, jakie on dla niej stanowił. 

Na to, żebyś pokazała, że się boisz. - odparł, powoli 
przybliżając swoją twarz do jej twarzy. 

Przez chwilę do jej głowy wpadło jej coś całkiem absurdalnego 
- że Christian chce ją pocałować, i ta myśl ją oszołomiła do 

tego stopnia, że nie była w stanie się poruszyć.  

background image

Bez twojego strachu nie będę miał z tego żadnej satysfakcji. - 

powiedział cicho. 
Na sekundę jego usta dotknęły jej karku. Od razu jej ciało 

zalała fala niepohamowanych dreszczy. Dopiero po kilku 
sekundach zorientowała się, że cała drży. Christian uśmiechnął 

się z ledwie zauważalnie.

Tak lepiej. - wyszeptał. 
Ruska, opanuj się, skarciła się w myślach. Kim teraz jesteś, żeby 

pociągał cię twój śmiertelny wróg? Na pewno nie tą Julią 
Russario, która skoczyła z klifu i potrafi przebiec 4 kilometry 

bez zadyszki.
 Ponownie zaczął ją ciągnąć za łokieć przez plażę. Przez chwilę 

się szarpała, ale gdy doszła do wniosku, że do dużo nie daje, 
zaczęła zastanawiać się jak mu uciec.   Zaczęcie krzyczeć nic jej 

nie da. Kto mógłby ją usłyszeć na dzikiej plaży późnym 
wieczorem? Obezwładnienie Christiana na chwilę, może nie 

wystarczyć. Co prawda Ruska biegała szybciej od swojego brata, 
ale była niemal pewna, że umiejętności Christiania są znaczenie 

większe. Musiałaby pozbawić go całkowicie przytomności. Jej 
wzrok padł na rzuconą na piasku pustą, szklaną butelkę po 

piwie.  Połową sukcesu będzie jeśli uda jej się ją podnieść. 
Kiedy Christian robił kolejny krok, wolną ręką popchnęła go z 

całej siły na piasek. Mimo że upadał, nie puścił jej i wylądowała 
na nim.  Przetoczył się w mgnieniu oka tak, żeby Julia znalazła 

się pod nim. Oparł obie ręce przy jej ramionach. 

 Sądziłem, że sprawisz mi chociaż minimalny problem, ale 
twoje posunięcia są tak łatwe do przewidzenia, że nie muszę ani 

trochę się wysilać. - powiedział, a na jego ustach widniał 
ironiczny uśmiech. Przyglądał jej się przez dłuższą chwilę. 

Nawet przy nikłym świetle mógł dostrzec jak intensywna jest 
zieleń jej oczu. Część jej twarzy przysłoniły teraz 

ciemnobrązowe, długie włosy.

Za dużo oczekiwałeś. - odpowiedziała, patrząc mu prosto w 
oczy i dłonią szukając butelki. 

Cornelio i Catalina twierdzili, że jesteś niebezpieczna. Ale to 

background image

idioci, są beznadziejni. 
Wywróciła oczami. Jej palce natrafiły na szkło. Powstrzymała 

triumfalny uśmieszek. 

Za to ty jesteś doskonały. 

To nie podlega dyskusji. - odparł takim tonem jakby stwierdzał 
najoczywistszą rzecz na świecie. 

Mocno ścisnęła butelkę w dłoni. Była stłuczona w jednym 
miejscu. Szkło poraniło jej skórę, ale zagryzła wargę i jednym 

zwinnym ruchem uniosła ją i zamachnęła się, by uderzyć nią 
Christiana prosto w głowę. Zdążył zrobić centymetrowy unik i 

zamiast tego trafiła w kark. Krzyknął i osunął się na piasek, 
cedząc przez chwilę przez zaciśnięte zęby kilka przekleństw aż 

w końcu nie stracił przytomności.
Julia podniosła się przykucnęła przy nim. Jego oczy były 

zamknięte, wargi lekko rozchylone, na szyi widniała głęboka 
rana, z której obficie wypływała ciemnoczerwona posoka, która 

zdążyła już spłynąć na materiał białej koszulki, włosy i piasek. 
Może tak jej się jedynie wydawało, ale wyglądał na bledszego 

niż jeszcze przed chwilą. Nie poczuła wcale ulgi. Zakręciło się 
jej w głowie. Nie wiedziała czy go zabiła, czy tylko mocno mu 

przyłożyła. Nie mogła zdobyć się na to, żeby wyciągnąć rękę w 
jego kierunku i sprawdzić czy jego serce bije. Zrobiło jej się 

zimno, a wszystko co ją otaczało traciło kontury. Nawet nie 
spojrzała na ranę na wewnętrznej stronie swojej dłoni, którą 

rozcięło szkło. Chociaż powinna, by sprawdzić czy nie został 
przypadkiem żaden odłamek. Była tak sparaliżowana, że była w 

stanie tylko patrzeć na Christiana. Kiedy zarejestrowała, że jego 
pierś unosi się i opada przy wdechach i wydechach, poczuła 

niewysłowioną ulgę. 
A powinna raczej czuć zawód... Nie miała teraz siły 

interpretować własnych reakcji. Wyciągnęła z kieszeni telefon i 
wybrała numer Pabla. Zwykle w takich sytuacjach kierowała się 

do ojca abo Diega. Ale do tego pierwszego nie zamierzała się 
odzywać, a do Diega jakoś dziwnie było jej dzwonić, gdy 

patrzyła teraz na Christiana. 

background image