background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

REARDON SAVANNAH 

SMOCZA ŻĄDZA 

DRAGON’S LUST 

 

 

Tłumaczenie nieoficjalne 

DirkPitt1 

 

 

UWAGA

  

Książka zawiera obrazowe sceny seksu i wulgarny język. Tylko 
dla dorosłych. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Kości zaśmiecały ścieżkę prowadzącą do mrocznej paszczy jaskini. Podczas, gdy niektóre 

pożółkły  ze  starości,  inne  były  niepokojąco  świeże.  Różne  elementy  pancerza  i  uzbrojenia 
leżały w pyle — kilka błyszczało w słońcu, inne prezentowały rdzę z wielu sezonów deszczu 
i śniegu. W pozostałościach po tej rzezi, zaskoczyło ją odkrycie, że jedyną rzeczą, jaką czuła, 
był słodki aromat kwitnących kwiatów. 

Kiana  zbliżyła  się  do  jaskini,  jej  tarcza  drżała  przed  jej  ciałem.  Gdy  podeszła  bliżej 

wejścia, jasny błysk przykuł jej spojrzenie. Opadła na ziemię przed odbijającą światło tarczą. 
Upuszczając  swoją  własną,  przyciągnęła  drugą  do  piersi  i  kołysała  ją  delikatnie  —  Och, 
tatusiu… — Łzy popłynęły  po jej policzkach,  gdy  potwierdziła los,  który  już dawno znała. 
Obecność tarczy wśród szczątków, wbiła tę wiedzę głęboko w jej duszę. 

Delikatny  wietrzyk  przyniósł  do  jej  uszu  dźwięk,  wyrywając  ją  z  jej  transu  rozpaczy.  Z 

szacunkiem  odłożyła  tarczę  ojca  na  ziemię  i  podniosła  własną.  Cierpienie  rozdzierało  jej 
serce,  gdy  jej  wzrok  przesunął  się  po  tarczach  z  niebieskim  księżycem  i  srebrnymi 
gwiazdami, należących do jej braci, leżących na skałach niedaleko wejścia. 

Jaskinię otaczała nienaturalna cisza. Jedynymi dźwiękami, które słyszała, było bulgotanie 

pobliskiego strumyka, które wyrwało ją z jej zamyślenia i chrzęst kości pod jej stopami. Choć 
ptaki siedziały na gałęziach drzew, żaden z nich nie śpiewał, gdy zbliżała się do wejścia. 

Jej serce dudniło, gdy omijała kości zaścielające podłogę jaskini. Gdy spojrzała do środka, 

jej oczy napotkały atramentową ciemność. Wiosenne słońce nie przenikało w głąb legowiska, 
a w dół jej kręgosłupa przeszedł dreszcz. Ciężar naciskał na nią, gdy wzięła drżący oddech, 
wchodząc głębiej.  

Usłyszała  stukający  dźwięk  i  podrzuciła  w  górę  tarczę,  gdy  pierścień  ognia  skręcił  się 

wokół  pomieszczenia,  liżąc  pokryte  ziemią  ściany  i  zapalając  pochodnię.  Ciepły  podmuch 
powietrza uderzył Kianę, która zmagała się by pozostać na nogach. Dopiero, gdy przemówił, 
zrozumiała, że wiatr był westchnieniem smoka. 

— Kolejny człowiek. — Głęboki głos zagrzmiał tak miękko, że Kianie prawie zdawało się, 

że słyszy je w umyśle, zamiast uszami. — Czy wy, istoty nigdy nie męczycie się umieraniem? 

Kiana  nie  kłopotała  się  odpowiedzią.  Nie  sądziła,  że  potwór  mógłby  zrozumieć  honor  i 

zemstę.  Zamiast  tego  wyciągnęła  miecz  przed  sobą  i  zaszarżowała.

1

  Gdy  jego  ogon 

przewrócił ją na bok, zauważyła, że jego łuski lśniły kolorem  wielkiego oceanu.  Chwila, to 
się  nie  zgadza
.  Pomyślała,  zanim  przeklęła  samą  siebie,  za  rozpraszanie  się,  gdy  śmierć 
spoglądała jej w twarz. 

Podniosła się na nogi. Jej ruchy krępowała waga jej uzbrojenia. Jego ogon ponownie rzucił 

ją  na  ziemię  w  chwili,  gdy  wstała.  Cała  fałszywa  pewność  siebie,  którą  zdobyła  podczas 
długiej  zimy,  spędzonej  na  szkoleniu  do  tej  chwili,  uleciała.  Próbując  zmienić  taktykę, 
przetoczyła się na bok, unikając kolejnego smagnięcia ogonem, zanim wstała. Usłyszała, że 

                                                           

1

 Z serii Ostatnie Słowa Bohaterów: Do ataku!!! 

background image

smok wciągnął oddech. Szybko wystawiła przed siebie tarcze i ustawiła ciało, blokując smugę 
ognia, która wystrzeliła z jego pyska. 

W  chwili,  gdy  gorąca  struga  zgasła,  skoczyła  naprzód.  Ciężki  miecz  błysnął  w  świetle 

pochodni, gdy zbliżyła się do bestii. Tak skupiła się na swym pędzie, że zapomniała o jego 
ogonie. Jedno szybkie trzepnięcie i jej miecz zabrzęczał na kamiennej podłodze. Skoczyła za 
nim, ale masywny ogon zwinął się i zablokował ją. 

W  desperacji  chwyciła  pochodnię  z  wnęki  w  ścianie  i  wyciągnęła  ją  przed  siebie. 

Grzmiący śmiech odbił się głośno w komnacie. — Myślisz, że to mnie przestraszy? 

Wciągnął głęboki oddech, a ona znów się spięła. Pomyślała o ucieczce, ale wiedziała, że 

będzie popiołem w chwili, gdy się odwróci. 

Było tylko kwestią czasu aż straci siły by bronić się przed jego płomieniami. Sfrustrowana, 

zdecydowała się tego nie przeciągać. Z rozmachem rzuciła ciężką tarczą, ale smok po prostu 
ją  odtrącił.  Nie  mając  nic  do  rzucenia,  Kiana  sięgnęła  do  swego  hełmu.  Gdy  nabierał 
powietrza by ją usmażyć, zdarła go z głowy i rzuciła nim. 

Mocno  zamykając  oczy,  czekała  na  gorący  pocałunek  śmierci.  Zamiast  tego  usłyszała 

sykniecie  i  poczuła  wielką  łapę,  owijającą  się  wokół  jej  ciała  i  podnoszącą  ją  z  ziemi.  — 
Kobieta? Wysłali kobietę do walki ze mną? 

— Nikt mnie nie wysłał. — Wyszeptała Kiana, gdy przyciągnął ją do swojej twarzy. Jego 

oczy barwy płynnego srebra były hipnotyzujące i potrząsnęła gwałtownie głową by nie stracić 
swoich myśli. — Przyszłam, ponieważ zabiłeś mojego ojca… i moich braci. 

Kiana  sapnęła  z  zaskoczenia,  gdy  postawił  ją  delikatnie  na  ziemi.  —  Wracaj  do  swojej 

matki. 

Później zrozumiała, że gdyby po prostu  posłuchała jego rozkazu, byłaby  wolna.  Zamiast 

tego wymamrotała. — Moja matka nie żyje. 

Zadrżała,  gdy  pochylił  się  naprzód  i  spojrzał  jej  w  oczy.  —  To  całkowicie  wszystko 

zmienia. 

Kiana skuliła się przed wielką, niebieską bestią, czekając na pocałunek płomieni, który by 

ją  zabił.  Gdy  uderzył  w  nią  jego  gorący  oddech,  zadrżała  i  jęknęła  cicho.  Zrozumienie,  że 
nadal żyła, zajęło jej chwilę. Zerknęła spomiędzy zaciśniętych powiek i zobaczyła, że smok 
przygląda jej się uważnie. 

— Na co czekasz? Nie jesteś głodny? 

— Nie jem ludzi. Okropnie smakujecie. 

— Ale… kości… — Kiana gestem wskazała wejście do jaskini. 

background image

—  Muszę  się  bronić.  Bardzo  niewielu  ludzi,  którzy  przychodzą  do  mojego  legowiska 

poddaje  się  i  ucieka,  nie  ważne,  jak  poważnie  są  ranni.

2

  Inne,  leśne  zwierzęta  zajmują  się 

oczyszczeniem kości. 

— Więc, co ze mną zrobisz? 

—  Nawet  smok  ma  potrzeby,  choć  jestem  pewien,  że  myślisz  o  mnie  tylko,  jako  o 

prymitywnej bestii. Zapewniam cię, że rasa, do której należysz, jest bardziej barbarzyńska niż 
ja kiedykolwiek mógłbym być. — Koniec jego ogona uniósł się i odgarnął włosy z jej twarzy. 
—  Wiele  razy  szedłem  do  twojej  wioski,  szukając  towarzyszki,  ale  nie  znalazłem  żadnej, 
która by mi pasowała. Nigdy nie spodziewałem się, że po prostu się tu pojawisz. — Podkreślił 
wypowiedź,  przesuwając  koniec  ogona  z  jej  twarzy  w  dół,  przesuwając  się  wzdłuż  linii  jej 
obojczyka, zanim zanurzył się w dolinie jej biustu. 

—  Przestań.  —  Kiana  zassała  oddech  i  zgarbiła  ramiona,  jakby  mogła  uciec  przed  jego 

dotykiem. 

— Nie jesteś w pozycji do stawiania żądań. Życie, które znałaś już nie istnieje. Od tej pory 

twoim celem jest służenie mi. 

— Nigdy nie będę ci służyć! 

— Raczej zginiesz i dołączysz do kości na zewnątrz? Przyszłaś tutaj, spodziewając się tej 

możliwości,  jestem  tego  pewien.  A  może  jesteś  głupia.  Chwilę  wcześniej  rzuciłaś  we  mnie 
swoją  ochroną,  uważając  mnie  za  bezrozumne  zwierzę,  które  nie  potrafiłoby  powstrzymać 
rzuconej tarczy. Ale nie jestem bestią, której szukałaś. Powiedz mi, teraz, gdy masz czas na 
myślenie… nadal szukasz śmierci? — Jego ogon owinął się wokół jej delikatnej szyi i ścisnął 
pewnie, wystarczająco mocno by uniemożliwić jej oddychanie, podkreślając jego wypowiedź. 

— N… nie… 

— Tak właśnie myślałem. 

Wyciągnął w jej kierunku łapę, a ona zadrżała. Całe jej ciało znieruchomiało, gdy ostry jak 

brzytwa szpon przejechał w dół tej samej, wąskiej doliny, w której chwile wcześniej był jego 
ogon.  Tym  razem  wtargniecie  nie  zatrzymało  się,  gdy  dotarł  do  dekoltu  jej  stroju.  —  Co 
robisz? — Krzyknęła, gdy rozciął jej strój. 

— Musisz zostać oznaczona. 

Przerażenie  przepłynęło  przez  nią,  gdy  jej  umysł  wytworzył  obraz  rozpalonego  żelaza, 

palącego jej skórę. 

Smok  zauważył  jej  drżenie.  —  Nie  tak,  jak  myślisz.  Smocza  ślina  ma  mistyczne 

właściwości.  Działa  na  ludzkie  kobiety  w…  interesujący  sposób.  —  Mówiąc,  kontynuował 
usuwanie jej odzieży, aż leżała w strzępach u jej stóp. Jej  blada skóra błyszczała w świetle 
pochodni. 

                                                           

2

 Jeśli są takimi idiotami to zasługują na śmierd. 

background image

Kiana chciała biec i ukryć się przed jego badawczym spojrzeniem, ale wiedziała, że jego 

silny  ogon  zatrzymałby  ją,  zanim zrobiłaby  krok.  Podniosła  ręce  by  zasłonić  swoją  nagość, 
ale  opuściła  je  zanim  dotarły  do  celu.  Nie  mogła  zasłonić  całego  ciała.  Duma  i  wyzwanie 
pokonały skromność. 

Położył  ją  na  pokrytej  ziemią  podłodze.  Zadrżała,  gdy  jej  skóra  dotknęła  zimnej 

powierzchni, a on zanurzył pysk pomiędzy jej nogi.

3

 

— Mmm, ludzkie kobiety zawsze pachną tak wspaniale. 

— Och… nie… — Pisnęła, gdy język smoka prześliznął się po ciasnym wejściu jej cipki. 

Spróbowała  odczołgać  się  w  tył,  ale  smoczy  ogon  owinął  się  wokół  jej  ramion, 
powstrzymując ją. Zesztywniała, gdy długi język wcisnął się w nią. Błyskawicznie zalało ją 
ciepło,  żar,  skupiający  się  w  jej  cipce.  Poczuła  jego  język,  poruszający  się  w  niej,  powoli 
liżący  jej  górną  ściankę.  Wirowanie  jego  języka  wyzwoliło  mimowolne  podniecenie. 
Mrowienie przeszło przez nią, gdy pracował nad jej słodkim miejscem, skłaniając jej soki do 
wypłynięcia z niej. 

Jej biodra instynktownie uniosły się z podłogi, a z jej ust wydostało się miękkie kwilenie. 

Wir obcych doznań promieniował w niej. Wiła się, gdy jego język poruszał się w niej szybciej 
i  szybciej.  Mrowienie  robiło  się  coraz  bardziej  naglące  i  jej  plecy  wygięły  się  w  łuk,  gdy 
ekstaza wstrząsnęła jej ciałem. Nawet, gdy jego język cofnął się, przez jej ciało przechodziły 
wstrząsy. 

Świadomość powróciła do niej i zrozumiała, że nadal czuła pulsujący żar. 

— To nie zniknie. — Powiedział smok. — Zostanie i będzie rosnąć. Jedyną rzeczą, która 

to  łagodzi,  choć  na  krótki  czas,  jest  moje  nasienie.  Jeśli  nie  będziesz  dostawać  go  często, 
oszalejesz z pożądania.

4

 Nic innego tego nie ostudzi. Nie, męskie nasienie, nie, twoje własne, 

namiętne wyzwolenie. To idealny sposób na upewnienie się, że ode mnie nie uciekniesz. 

Kiana  nie  mogła  wyobrazić  sobie  jak  to  wspaniałe  uczucie,  wypełniające  ją,  mogłoby 

kiedykolwiek doprowadzić ją do szaleństwa. Nie trwało długo, zanim odkryła, co dokładnie 
miał na myśli. 

 

**** 

 

Kiana wybiegła przez drzwi za swoimi braćmi, jej długie, kruczoczarne loki powiewały na 

wietrze.  —  Emrak!  Samor!  Czekajcie!  Nie  Możecie  jechać  i  zostawić  mnie  tu  samej.  — 
Zatrzymała się tuż przed braćmi, którzy odwrócili się, słysząc jej błaganie. 

                                                           

3

 A to zboczony smok. A pójdziesz ty. Niedobry smoczek. 

4

 Fajnie byłoby mied taki magiczny język.  

background image

Emrak,  najstarszy  z  nich,  żartobliwie  zmierzwił  jej  włosy.  —  Nie  martw  się  maleńka. 

Smok nie ma szans z Samorem i ze mną.

5

 

Rozdrażnienie błysło na jej twarzy. — Nie jestem maleńka i to już od wielu księżyców. — 

Powiedziała,  gdy  odsunęła  się  od  jego  ręki.  —  Ojciec  mówił  o  smoku  to  samo  i  nigdy  nie 
wrócił do domu. 

—  Aye,  ale  on  był  tylko  jeden.  —  Odparł  Samor.  —  Nas  jest  dwóch.  Wrócimy,  niosąc 

jego złotą głowę. Poza tym, potrafisz o siebie zadbać. 

— Potrafię. — Przytaknęła. — Ale nie mogę sama prowadzić farmy. — Był czas żniw i 

pola  były  gotowe  do  zbiorów.  Bez  hojności  ziemi,  Kiana  i  jej  rodzina,  nie  przetrwaliby 
nadchodzącej, ciężkiej zimy. 

— Wrócimy przed pełnią księżyca. Będzie mnóstwo czasu na zajecie się zbiorami. 

Kiana skrzyżowała ręce na piersi i popatrzyła groźnie na swoich braci. Ktoś musiał zabić 

smoka, który zniszczył wiele farm, pól i zbiorów, ale to nie musieli być oni. Głupia duma i 
wykrzywione poczucie zemsty, zachęciły ich do tego daremnego zadania.  — Jestem równie 
dobrze przygotowana do walki ze smokiem, co wy dwaj, pajace. 

Salwy  śmiechu  wydobyły  się  z  jej  braci,  gdy  dosiedli  swoich  koni.  —  Dzień,  w  którym 

pozwolimy ci walczyć ze smokiem, będzie dniem, gdy będziemy martwi. 

Kiana obudziła się zaskoczona. Nie była w swoim łóżku na farmie. Miękkie futro pieściło 

jej nagą skórę. Zaczęła podnosić głowę by rozejrzeć się po otoczeniu, tylko po to, żeby zostać 
zaatakowaną przez wyczerpanie. Jej oczy pozostały zamknięte. Było większe, niż to, którego 
doświadczyła  w  czasie  swojego  treningu…  treningu  do,  jak  sobie  przypomniała,  jej 
nieudanego  ataku  na  smoka.  Było  jeszcze  coś  innego,  ciepło…  ale  nie  mogła  sobie 
przypomnieć. Jej umysł był zamglony. Gdy z powrotem dryfowała w nieświadomość, ostatnie 
słowa jej braci odbijały się w jej wspomnieniach. Wszystko poszło tak, jak się tego obawiała. 
Ciemność ogarnęła ją ponownie i nie śniła już więcej tej nocy. 

 

**** 

 

Rankiem  po  swoim  schwytaniu,  Kiana  obudziła  się  i  podniosła  z  koca  ze  skóry 

niedźwiedzia,  by  pójść  cicho  kamiennym  korytarzem.  Gdy  weszła  do  olbrzymiego  hallu, 
zauważyła drzwi, które zeszłej nocy umknęły jej uwagi, zanim, zataczając się ze zmęczenia 
doszła do pokoju, który wskazał jej smok. Wyglądały na zbyt małe, żeby smok mógł się do 
nic  dostać.  Wszystkie  drzwi,  które  sprawdziła,  były  dobrze  zamknięte.  Zastanawiała  się, 
jakiemu celowi mogły służyć. 

                                                           

5

 Z Serii Ostatnie Słowa Bohaterów: Nas jest dwóch, a on jeden. Co on nam może zrobid? 

background image

Smoka  nie  było  nigdzie  w  zasięgu  wzroku.  Usiała  przed  ogniem  i  zjadła  chętnie  z 

cienkiego  talerza,  spoczywającego  na  rozgrzanych  kamieniach.  Po  napełnieniu  żołądka, 
zdecydowała  się  zbadać  jaskinię.  Jej  wędrówki  nie  przyniosły  niczego  ekscytującego,  tylko 
kilka  krętych  korytarzy.  W  każdym  korytarzu  były  kolejne  zamknięte  drzwi  i  Kiana 
zastanawiała się czy jaskinia służyła wcześniej za dom dla człowieka. 

Gdy smok nadal nie pojawił się po jej najeździe na kamienne domostwo, Kiana wyjrzała 

na zewnątrz. Uczucie mdłości skradało się do niej, gdy zauważyła, że jej koń zniknął. Kilka 
głębokich  oddechów  zajęło  jej  powstrzymanie  się  przed  zwymiotowaniem  śniadania.  
pewnością nie
. Wytarła nagłe łzy ze swoich policzków. Nawet on nie mógłby być tak okrutny

Nasłuchując  uważnie,  Kiana  wyszła  z  jaskini.  Słyszała  tylko  dźwięki  małych,  leśnych 

stworzeń. To mogła być jej jedyna szansa ucieczki. Nie zważając na swą nagość, wybiegła z 
wejścia  jaskini  i  skierowała  się  ścieżką.  Droga  powrotna  do  jej  domu  zajmowała  dwa  dni 
drogi konno. Pieszo zajmie dwukrotnie dłużej. Nie dbała o to. Szła do domu. 

Kiana  nie  czuła  żadnych  następstw  ciepła,  które  noc  wcześniej  wypełniało  jej  płeć. 

Przekonana, że opowieść o jego ślinie była tylko opowieścią, wypchnęła z umysłu wszelkie 
myśli o konsekwencjach. Przez większość czasu trzymając się ścieżki, zbaczając pod osłonę 
drzew  tylko,  gdy  słyszała  zbliżający  się  dźwięk  końskich  kopyt.  Jeździec  minął  ją,  barwy 
króla oznaczały, że był kurierem. Kiana pozostała w ukryciu, dopóki jej nie minął. Jej nagość 
powstrzymała ją przed szukaniem pomocy. 

Gdy  słońce  świeciło  wysoko  nad  jej  głową,  Kiana  przeszukała  teren  w  pobliżu  ścieżki  i 

znalazła kilka krzaków ciężkich od dojrzałych, czerwonych jagód. Siedząc w bujnej trawie, 
jadła  aż  poczuła,  że  mogłaby  pęknąć.  Tak  pełen  żołądek  sprawił,  że  stała  się  senna,  więc 
położyła  się  na  drzemkę,  pewna,  że  baldachim  liści  ukryje  ją  przed  wzrokiem  smoka,  jeśli 
przeleci nad nią, gdy będzie spała. 

Obrazy wcześniejszej nocy wypełniły jej sny. Wypełnione rozkoszą krzyki odbijały się w 

jej  umyśle,  gdy  wspomnienia  jego  języka,  ślizgającego  się  wewnątrz  niej,  przepływały  jak 
rzeka  przez  jej  sen.  Gdy  osiągnęła  szczyt,  obudziła  się  nagle.  Jej  cipka  była  nabrzmiała  i 
gorąca.  Na  początku  pomyślała,  że  to  tylko  efekty  snu.  Jednak,  gdy  wznowiła  wędrówkę, 
ciepło robiło się coraz silniejsze. 

— To nie jest prawdziwe. To tylko moja wyobraźnia. — Mimo jej zaprzeczenia żar płonął 

w jej cipce, która pulsowała z głodnej potrzeby. Dzień wlókł się, słońce uderzało w jej nagą 
skórę.  Kiana  ledwie  zauważała  pocałunek  słońca  na  swoim  ciele,  gdy  ogniste  piekło  w  jej 
cipce  paliło  goręcej  niż  jakikolwiek  ogień,  który  znała.  Jej  sutki  stwardniały  i  bolały,  gdy 
pulsowanie jej płci wysyłało nici żaru przez jej ciało. 

Jej ręce zabłądziły do jej piersi, palce dręczyły sutki, szczypiąc i ciągnąc je. Potknęła się o 

kamień  i  upadła,  jej  ciało  przechyliło  się  na  bok  i  wylądowała  w  poszyciu  lasu.  Zamiast 
wstać, zwinęła się w kulkę i załkała, gdy potrzeba przetaczała się przez nią. Instynktownie jej 
ręka poruszyła się między jej drżące uda i energicznie potarła wargi jej cipki. 

background image

Pożądanie  sprawiło,  że  były  nabrzmiałe  i  mokre,  gdy  jej  palce  zagłębiły  się  między  nie. 

Krzyknęła, gdy musnęła twardy guziczek. Potarła go, pamiętając jak się czuła, gdy smok użył 
tam  swojego  języka.  Jej  ciało  zadrżało,  gdy  rozkosz  przetoczyła  się  przez  nią,  stan 
podniecenia jej cipki posłał ją przez krawędź prawie natychmiast. 

Łzy frustracji popłynęły po jej policzkach, gdy ogień w jej cipce szalał, orgazm nie zrobił 

nic  by  ostudzić  falę  gorąca.  Potrzeba  ulgi  rządziła  nią,  gdy  kontynuowała  sprawianie  sobie 
przyjemności.  Żar  nie  osłabł.  Jej  myśli  stały  się  niespójne  a  jej  ciało  w  końcu  poddało  się 
wyczerpaniu po wielokrotnych eksplozjach. Nawet przez sen, jej palce pocierały cipkę. 

W ciemnościach nocy Kiana była niejasno świadoma uderzeń końskich kopyt i bełkotała 

niezrozumiale,  gdy  mocne  ramiona  podniosły  ją  z  ziemi  i  położyły  na  gładkim  grzbiecie 
konia. Wróciła do niespokojnych snów, gdy płynne ruchy zwierzęcia ukołysały ją do snu. 

 

**** 

— Po prostu  musiałaś mnie wypróbować, czyż nie?  — Grzmiący  głos  osiągnął  krawędź 

irytacji, gdy przywrócił ją do przytomności, popychając w stan czujności. 

Podniosła  się  gwałtownie,  zanim  przypomniała  sobie,  że  była  naga,  a  potem  po  omacku 

poszukała okrycia. Gdy wciągnęła oddech by odpowiedzieć, pulsujący żar w jej cipce uderzył 
w  jej  świadomość.  Tylko  jąkany  szloch  wydobył  się  z  jej  ust.  Smok  siedział  na  tylnych 
łapach, srebrne oczy przyglądały jej się uważnie. — Teraz mi wierzysz, maleńka? W twoich 
oczach  widzę  palącą  żądzę  przytłaczającą  twoje  ciało.  Nawet  teraz  próbujesz  bezowocnie 
ugasić palące pragnienie. 

Ręka Kiany znów zajęła miejsce pomiędzy jej nogami, pocierając łechtaczkę. 

— Wiem, że nie możesz się powstrzymać, ale to bezużyteczne, moje drogie dziecko. Nic, 

co możesz zrobić tego nie powstrzyma. Tylko ja mogę. 

Strach  zmieszał  się  z  pożądaniem,  gdy  wielka  bestia  ruszyła  w  jej  kierunku.  —  Nie, 

proszę…  nie  możesz…  —  Mamrotała.  Wspomnienie  tego,  co  powiedział,  że  mógłby 
powstrzymać  ogień,  przetoczyło  się  po  jej  umyśle.  Nie  mogła  pojąć  myśli  o  potworze 
biorącym ją w ten sposób. 

— O tak, mogę. — Wysyczał, gdy jego pysk pochylił się, a język prześliznął po jej ustach. 

— I zrobię. 

Przestraszony  szloch  wyrwał  się  z  jej  gardła,  gdy  potężny  ogon  rozdzielił  jej  uda.  Gdy 

patrzyła, lina uniosła się w powietrzu i owinęła się wokół jej uda, przywiązując je do słupka. 
—  Jak?  —  Zająknęła  się,  gdy  jego  ogon  przesunął  jej  drugą  nogę  i  uwięził  ją  w  taki  sam 
sposób. 

—  Smoki  mają  dużo  magii  do  użycia.  —  Jej  nadgarstki  były  następne  i  krzyknęła  w 

proteście, gdy odciągnął jej rękę od mokrej, rozpalonej cipki. — Planowałem być delikatny za 

background image

twoim  pierwszym  razem.  Moim  zamiarem  było  pokazanie  ci  rozkoszy  ponad  twoje 
najdziksze wyobrażenia. 

— Jesteś smokiem. — Wypluła. — Jak mógłbyś… 

— Zapomniałaś już o ostatniej nocy? — Przerwał. — Mam wiele sposobów by sprawić, że 

będziesz krzyczeć z ekstazy. Miałem nadzieję, że wrócę i nagrodzę cię za brak prób ucieczki. 
Zamiast tego uciekłaś, a teraz muszę cię ukarać. 

— Dokąd idziesz? — Krzyknęła, gdy się odwrócił. — Proszę… ogień… 

— To twoja kara. 

Jej  zawodzenie  odbijało  się  od  kamiennych  ścian.  —  Nie!  Stój!  Proszę,  nie  będę 

próbowała  więcej  uciekać.  Proszę…  —  Nadzieja  drgnęła  w  jej  sercu,  gdy  jego  głowa  się 
odwróciła, jego przeszywające, srebrne oczy patrzyły na nią. 

— Gdy będę sądzić, że pojęłaś lekcję, wrócę. Jeśli będziesz mieć szczęście, wrócę zanim 

oszalejesz. 

Łzy  popłynęły  po  jej  twarzy,  gdy  zostawił  ją  samą,  wijącą  się  z  frustracji  na  podłodze. 

Przez  krótki  czas,  zmagając  się  by  utrzymać  porządek  myśli,  zastanawiała  się  nad 
człowiekiem  i  jego  koniem,  który  zabrał  ją  z  lasu.  Skąd  przyszli  i  jak  skończyła  znów  w 
legowisku  smoka?  Zbyt  szybko  żar  w  jej  cipce  zagłuszył  racjonalne  myśli.  Surowa  żądza 
pożerała jej umysł. 

Ciągnęła więzy, desperacko próbując uwolnić rękę by mogła potrzeć nieustanne swędzenie 

w  jej  cipce.  Pokryta  ziemią  podłoga  pod  nią,  wchłaniała  soki,  które  wypływały  z  jej 
podnieconej  płci.  Wkrótce  olbrzymie  pomieszczenie  pachniało  seksem  i  pożądaniem.  Pot 
zrosił  jej  skórę,  zaczerwienioną  od  słońca.  Jej  głowa  opadała  z  boku  na  bok,  a  szeptane 
prośby wydostawały się z jej ust, gdy szarpała się i skręcała w więzach. Jej lamenty robiły się 
coraz głośniejsze, aż jej krzyki rozbrzmiewały w całej jaskini. Większość z tego, co mówiła, 
było nieskładne, ale okrzyki „Smoku! Proszę! Obiecuję!” przerywały jej bełkot. 

Była  zbyt  zagubiona  w  pożądaniu,  by  zauważyć,  kiedy  bestia  wróciła  do  pokoju,  jego 

olbrzymia postać pochyliła się, gdy zbliżył się do niej. Zatrzymał się, gdy jego wielki brzuch 
musnął  nabrzmiałe  wargi  jej  wzgórka.  Odchylając  się  na  tylnych  nogach,  odsłonił  swego 
olbrzymiego  fiuta.  Gdyby  Kiana  była  wystarczająco  świadoma  by  to  zauważyć, 
najprawdopodobniej krzyknęłaby z powodu jego wielkości.  Okryty  grubą skórą, fiut smoka 
wystawał na szesnaście cali

6

 z jego ogromnego brzucha. Obwód zwiększał się od względnie 

wąskiej główki do grubości męskiego ramienia przy podstawie. 

Kładąc  swój  olbrzymi  trzon  na  jej  brzuchu,  pocierał  o  jej  miękką  skórę,  wzdychając  z 

przyjemności. Chrząknął, a dym wystrzelił z jego pyska, gdy poruszał się szybciej i szybciej. 
Gdy  perłowe  krople  zaczęły  wypływać  z  czubka,  szarpnął  się  w  tył  i  wcisnął  w  gorące 

                                                           

6

 40, 64 cm. 

background image

otwarcie Kiany. Z głośnym rykiem pchnął tylko trochę naprzód i wytrysnął swoją esencja w 
jej wnętrzu. 

Reakcja  była  natychmiastowa.  Oczy  Kiany  zrobiły  się  czyste  i  przestała  bełkotać. 

Spojrzała w górę. Widząc unoszącego się nad nią smoka i czując coś w sobie, krzyknęła. 

—  Uspokój  się,  maleńka.  —  Rozkazał  smok,  jego  głos  był  prawie  pomrukiem,  gdy 

odsuwał  się  od  młodej  kobiety.  —  Nie  zabrałem  twojej  niewinności…  jeszcze.  Wszedłem 
jedynie wystarczająco głęboko by pozwolić mojemu nasieniu uspokoić żar w tobie. 

Kiana przestała krzyczeć, ale jej ciało zadrżało, gdy obraz smoka, pochylającego się nad 

jej ciałem palił jej umysł. Drżenie zelżało, gdy stała się świadoma nieobecności palenia w jej 
cipce. — To… to zniknęło. — Wyjąkała w niedowierzaniu. 

— Na pewien czas, tak. — Odpowiedział smok. — Jednak to nie potrwa długo. Do rana 

żar znów będzie nie do zniesienia. 

Kianę  przeszedł  dreszcz.  Nigdy  więcej  nie  chciała  znów  doświadczyć  tego  szaleństwa. 

Nawet  alternatywa wydawała się lepsza od płonięcia od środka.  — Dziękuję.  — Mruknęła. 
Jej  oczy  otwarły  się  w  zaskoczeniu.  Ta  myśl  wyrwała  się  z  jej  ust,  zanim  zdążyła  ją 
powstrzymać. Zdecydowanie nie miała zamiaru powiedzieć tego głośno. 

— Opanowałaś tę lekcję, maleńka? Czy teraz zostaniesz z własnej woli? 

—  Tak.  —  Powiedziała,  wiedząc,  że  nie  miała  innego  wyboru.  Cokolwiek  zrobił, 

przywiązał ją do siebie. 

 

**** 

 

Kiana  odkryła,  że  gdy  leżała  w  cierpieniu,  zapadła  noc.  Pochodnie  oświetlały  kamienny 

korytarz, gdy szła nim, w poszukiwaniu smoka. Gdyby nie zobaczyła błysku jego rtęciowych 
oczu, przegapiłaby go, zwiniętego w oddalonej wnęce olbrzymiej, wejściowej jaskini. 

— Jedzenie jest przy ogniu. — Powiedział, jego głęboki głos przetoczył się przez jej ciało. 

—  Gdy  już  zjesz,  znajdziesz  w  korytarzu  otwarte  drzwi.  Przejdź  przez  nie,  a  znajdziesz 
komnatę kąpielową. 

Skinęła  głową  i  poszła  na  środek  pomieszczenia,  gdzie  znajdował  się  dogasający  ogień. 

Zgodnie z jego słowami było tam mięso, leżące na rozgrzanych kamieniach obok tlących się 
węgli.  Rzuciła  się  na  jedzenie,  nie  zatrzymując  się,  aż  jej  głód  został  zaspokojony.  Gdy 
ruszyła w kierunku korytarza, zatrzymała się i odwróciła w kierunku masywnej bestii, która 
nie wydała żadnego dźwięku przez cały czas, gdy ona jadła.  — Dlaczego chcesz, żebym tu 
była? 

— Już ci na to odpowiedziałem, maleńka. Jestem samotny… i mam potrzeby. 

background image

— Jak masz na imię? Nie mogę ciągle nazywać cię Smokiem. 

— Nie byłabyś w stanie wypowiedzieć mojego smoczego imienia. Możesz nazywać mnie 

Ranehz. 

— Jestem Kiana. 

Kiana  ruszyła  w  kierunku  korytarza,  ale  zatrzymała  się  natychmiast,  gdy  usłyszała  ciche 

rżenie. Wybiegła z jaskini i znalazła swojego konia przywiązanego do pala w pobliżu wejścia. 
Zarzucając  mu  ręce  na  szyję,  zanurzyła  twarz  w  jego  cieple,  uszczęśliwiona  odkryciem,  że 
jednak  nie  on  był  jej  śniadaniem.  —  Mam  nadzieję,  że  odpowiednio  cię  nakarmił.  — 
Mruknęła przed wypuszczeniem go i powrotem do jaskini. Głos smoka odbił się echem w jej 
uszach, gdy przechodziła przez pomieszczenie, w którym leżał. 

Zaraz za wejściem są przyrządy do oporządzania. Jeśli potrzebujesz czegoś jeszcze, daj mi 

znać. Zwierzę musi być odpowiednio zadbane, żeby było gotowe na podróż do wsi. 

— Mówiłeś to wcześniej. O odwiedzaniu wioski. Nie rozumiem. Jak to pasuje do ciebie, 

palącego  pola  i  farmy?  Mogę  zrozumieć  kradzież  kilku  sztyk  bydła  na  pożywienie,  ale 
złośliwe niszczenie? 

Ranehz  potrząsnął  głową.  Gdyby  uznała  to  za  możliwe,  Kiana  nazwała  by  wyraz  jego 

pyska smutkiem i rezygnacją. To zastanowiło ją. Podobnie jak coś innego, rozterka, o której 
powiedziała głośno. 

— Do czego możesz potrzebować konia, gdy możesz latać? 

— Dowiesz się tego wystarczająco szybko. 

 

**** 

 

Kiana obudziła się następnego ranka by poczuć uparte pulsowanie w jej cipce. — O nie. — 

Wymamrotała,  gdy  nici  żądzy  zwijały  się  w  jej  brzuchu.  —  Ranehz!  —  Szamotała  się  na 
miękkiej  niedźwiedziej  skórze  i  miała  właśnie  wstać,  gdy  do  komnaty  wszedł  przystojny 
mężczyzna. Obsydianowe pasma spływały falami na jego szerokie ramiona, gdy szedł w jej 
kierunku. Cofnęła się, ale mogła zrobić tylko kilka kroków, gdy została powstrzymana przez 
nierówno  ociosaną,  kamienną  ścianę.  —  Kim  jesteś  i  czego  chcesz?  —  Wyjąkała,  aż  zbyt 
świadoma swojego stanu rozebrania. 

— Odpręż się, Kiano. — Głos był znajomy, ale nie pasował do twarzy. — To ja, tylko… 

inny. 

—  Ja?  —  Pomyślała,  że  przysięgłaby,  że  usłyszała  głos  smoka,  wydobywający  się  z 

zachwycającego mężczyzny, choć wiedziała, że nie mogło tak być. Jęknęła, gdy ogień w jej 
cipce rozgorzał, a soki zaczęły ściekać po jej drżących udach. 

background image

Stanął przed nią i sięgnął, by wyznaczyć ścieżkę wzdłuż jej szczęki, na jej bladej twarzy. 

— Ranehz, maleńka. Spójrz mi w oczy. 

To samo lśniące srebro, które patrzyło na nią z twarzy smoka, patrzyło z twarzy człowieka. 

— Ale… jak? 

— Później. — Odpowiedział. Przyciągnął ją w swoje ramiona i przycisnął swoje usta do 

jej.  Jęknęła,  gdy  przesunął  jedną  rękę  i  wsunął  palce  pomiędzy  jej  uda  by  musnąć  jej 
nabrzmiałą płeć. — Mogę wyczuć twoje podniecenie. — Wymruczał, gdy wsunął palec w jej 
gorącą  cipkę.  —  Uwielbiam  twój  zapach.  —  Położył  ją  na  miękkim,  włochatym  futrze  i 
pozwolił swojej wadze ułożyć się nad jej ciałem. 

— Proszę. — Wyszeptała, gdy palący żar groził jej utratą zmysłów. 

—  Wkrótce.  —  Odparł, składając  pocałunki  wzdłuż jej  delikatnego  obojczyka  do  doliny 

między jej dużym biustem. 

Jęknęła  i  wygięła  plecy,  gdy  jego  język  zakręcił  się  wokół  bolącego  szczytu  jej  piersi. 

Ogień przepłynął przez jej żyły, gdy pogładził twardy guziczek między wargami jej cipki. — 
Proszę,  Ranehz,  boję  się,  że  oszaleję.  —  Błagała,  gdy  płonące  w  niej  piekło  groziło 
pochłonięciem jej umysłu. 

— Zbyt długo, czekałem zbyt długo. — Wymamrotał, gdy opuścił spodnie i uwolnił swój 

twardy trzonek. W ludzkiej formie jego fiut nadal był całkiem duży, ale nie tak ogromny. 

— Tak. — Syknęła, gdy poczuła grubą główkę jego fiuta, wciskającą się w jej otwarcie. 

Jęknęła,  gdy  pchnął,  jej  śliskie  ścianki  chwyciły  gruby  czubek,  zaciskając  się  wokół  niego, 
gdy jej cipka rozciągała się wokół jej grubości. Kiana owinęła ręce wokół niego, chwytając 
jego  ubranie,  gdy  unosiła  biodra,  desperacko  próbując  zachęcić  go  do  kontynuowania,  gdy 
szukała ulgi od płomienia. 

Krzyknęła  na  ból,  przechodzący  przez  nią,  gdy  jego  fiut  pchnął  głęboko  w  jej  cipkę, 

zabierając  jej  dziewictwo.  Palący  żar,  przepływający  przez  jej  cipkę,  szybko  stłumił 
dyskomfort  i  zakołysała  się  od  jego  pchnięć,  pragnąc  ulgi,  którą  przyniesie  jego  nasienie. 
Wyjęczana prośba wypłynęła z jej ust, gdy ponaglała go, błagając go by ukoił pulsowanie. 

Spazmy  przetoczyły  się  przez  nią,  gdy  pchnięcia  jego  fiuta  posłały  ją  przez  krawędź. 

Zesztywniała  i  krzyknęła,  gdy  wstrząsały  nią  dreszcze  intensywnej  rozkoszy.  Niski  warkot 
rozbrzmiał w jej uchu i chłód zalał rozpalone ścianki jej cipki, gdy Ranehz wybuchnął w niej. 

Kiana leżała pod jego dobrze zbudowanym ciałem, jej oddech urywał się, gdy dochodziła 

do siebie. Ulga przepłynęła przez nią,  gdy nieznośny żar opadł  a jej mięśnie odprężyły się. 
Jego  palce  odgarnęły  jej  włosy  z  czoła  i  złożył  delikatny  pocałunek  na  jej  ustach.  — 
Następnym  razem,  —  Powiedział.  —  Nie  będę  czekał  tak  długo  i  poznasz  rozkosz,  którą 
twoje ciało może poczuć. 

background image

Podniósł się i pomógł jej wstać. — Umyj się. Odpowiednią suknię znajdziesz w komnacie 

kąpielowej. Włóż ją. Wyjaśnię ci wszystko w drodze do miasta. 

 

**** 

 

—  Czy  twoja  zdolność  do  przekształcenia  się  w  człowieka  jest  kolejną  mistyczną  cechą 

smoków?  —  Zapytała  Kiana,  gdy  jej  koń,  Bartholomew  wiózł  ją  ścieżką,  podczas,  gdy 
Ranehz szedł obok. 

— Nie. Jestem pół smokiem, pół człowiekiem, więc mogę zmieniać się, jeśli chcę. 

—  Więc,  dlaczego  nie  pozostać  w  ludzkiej  postaci  i  żyć  w  wiosce,  wśród  innych  ludzi? 

Mógłbyś mieć normalne życie, z żoną i dziećmi. 

—  Jeśli  pozostaję  w  ludzkiej  formie  zbyt  długo,  staję  się  niespokojny  i  pobudzony,  nie 

mogę  kontrolować  swojego  temperamentu.  By  nie  oszaleć,  muszę  lecieć  i  wyzwolić  moją 
smoczą  połowę.  Poza  tym  nie  sądzę,  żebym  odniósł  duży  sukces  w  poszukiwaniu  kobiety, 
która z własnej woli spędzi ze mną życie. 

— Co z twoją matką? Czy ona nie spędziła chętnie życia ze smokiem? 

Pogardliwy śmiech wybuchnął z jego ust, gdy zatrzymał konia i obrócił się, by spojrzeć na 

Kianę.  —  Moja  matka  zostawiła  mnie  na  śmierć,  gdy  tylko  zorientowała  się,  że  nie  byłem 
normalnym dzieckiem. 

— Ale, czy nie wiedziała, że nie byłeś normalny? 

— Myślała, że byłem dzieckiem jej męża. Jej prosty umysł nie mógł pojąć możliwości, że 

nasze dwa gatunki mogłyby się rozmnażać. 

— Jak doszło do tego, że sparowała się ze smokiem? 

Lekkie  kołysanie  kroku  Bartholomewa  wróciło,  gdy  Ranehz  ruszył  dalej  ścieżką.  —  To 

była część układu zawartego z jej wsią. W zamian za obietnicę Mahora, że pozostawi wioskę 
nietkniętą,  każdego  sezonu  przysyłali  mu  kobietę.  Kobieta  musiała  zostać  z  nim  przez  cały 
sezon, aż przybyła następna. Każda kobieta w wieku rozrodczym musiała to zrobić, a potem 
powtórzyć to, jeśli było to konieczne. Żadna z kobiet nie mówiła nigdy, co działo się podczas 
pobytu u smoka. Z tego, co wiem, byłem jedynym dzieckiem z tych sparowań, ale jeśli inne 
kobiety zrobiły to, co moja matka, prawdopodobnie może być więcej mieszańców takich, jak 
ja. 

Kiana przez pewien czas milczała, jej umysł rozważał to, czyn Ranehz się z nią podzielił. 

Chciała  wiedzieć  więcej,  ale  po  jego  mocno  zaciśniętej  szczęce,  było  oczywiste,  że  nie 
cieszyło  go  mówienie  o  przeszłości.  Zaskoczenie  przepłynęło  przez  nią,  gdy  zaczął  mówić, 
bez dalszego wypytywania. 

background image

— Miałem pięć lat, gdy moja matka nie mogła dłużej zaprzeczać mojemu ojcostwu. Och, 

wiedziała na długo przed tym. Srebrne oczy nie są powszechne wśród ludzi. 

Kiana  nie  mogła  powstrzymać  się  od  pomyślenia  o  własnych  oczach,  które  także  były 

wystarczająco jasne by wyglądać na srebrne w odpowiednim świetle. 

— Nie traktowała mnie lepiej niż zwierzęta na farmie. Prawdopodobnie nie podobała jej 

się  dodatkowa  gęba  do  wykarmienia  i  zdecydowała,  że  zwrócę  wartość  żywności  pracą.  Z 
pewnością  nigdy  nie  spojrzała  na  mnie  z  miłością.  Choć  prawdopodobnie  jej  podejrzenia 
sprawiły,  że  była  ostrożna,  bo  choć  była  szorstka,  rzadko  była  okrutna.  Tamtego  dnia 
powiedziała  coś,  co  mnie  rozgniewało.  Popatrzyłem  na  nią,  nie  ukrywając  emocji.  Zaczęła 
krzyczeć  o  diabelskim  dziecku  i  pobiegła  w  kierunku  pól,  które  orał  mężczyzna,  którego 
znałem,  jako  mojego  ojca.  Poruszyłem  się  i  zrozumiałem,  że  coś  było  inne  Mój  gniew 
spowodował moją pierwszą przemianę. Wypędzili mnie. — Mimo lat, które minęły od jego 
dzieciństwa, żal nadal towarzyszył ciężko Ranehzowi. Jego szerokie ramiona zgarbiły się, a 
głowa zwiesiła nisko, z podbródkiem blisko umięśnionej piersi. 

— Gdybym nie wyglądał dokładnie jak mój smoczy ojciec, zginąłbym prawie natychmiast. 

Zamiast  tego,  podczas  jednego  ze  swoich  popołudniowych  lotów  zobaczył  mnie,  lecącego 
nisko i zabrał do siebie. 

—  Przykro  mi.  —  Wyszeptała  Kiana.  —  Bycie  traktowanym  jak  rzecz  jest  złe.  Żadne 

dziecko nie powinno znosić takiego traktowania, zwłaszcza od swojej matki. 

— Jak możesz być pewna, że nie zrobiłabyś tego samego? — Wypluł. 

— Po prostu wiem. 

— Może pewnego dnia będziesz musiała to udowodnić. 

— Więc niech tak będzie. 

Jechali w ciszy, zatrzymując się tylko na południowy posiłek, a potem wracając na ścieżkę. 

Gdy słońce rzucało na niebo różowy blask, zniżając się nad horyzontem, Kiana przemówiła 
znowu. — Gdybyś mógł znaleźć chętną kobietę, spróbowałbyś normalnego życia? Wiem, że 
to  oznaczałoby  mieszkanie  na  obrzeżach  wsi,  ale  mógłbyś  znaleźć  wolną  przestrzeń,  gdzie 
mógłbyś swobodnie zmieniać się i latać, gdyby to było potrzebne. 

—  Staram  się  nie  myśleć  o  takich  rzeczach.  —  Odpowiedział.  Jego  głos  był  niski  ze 

smutku. — To marzenie głupca. 

Rozmowa pokazała Kianie stronę człowieka bestii, której nie oczekiwała. Jej serce płakało 

nad małym chłopcem, który dorastał bez matczynej miłości. Gdy rozpamiętywała, co musiał 
znieść, narastający żar w jej cipce zaczął wdzierać się do jej umysłu. Przywykła do ciepła i 
zauważała to jedynie, gdy jej cipka zaczynała pulsować z głodnej potrzeby. 

— Ranehz. — Powiedziała z napięciem pożądania wyraźnie słyszalnym w jej głosie. 

— Wiem. Mogę wyczuć piżmo twojej płci. 

background image

Było  dziwne  jak  Kiana  przyzwyczaiła  się  do  polegania  na  nim.  Potrzeba  zmieniła  jej 

rezygnację  w  szybką  realizację.  Potrzebowała  go  by  nie  oszaleć  z  pożądania.  To  było  tak 
proste. 

 

**** 

 

Ranehz  poprowadził  Bartholomewa  do  lasu,  zatrzymując  się,  gdy  drzewa  utworzyły 

naturalną  polanę  z  małą  sadzawką  marszczącej  się  wody.  Pomógł  Kianie  zsiąść  z  konia  i 
wziął pakunek z jego grzbietu. Rozwiązując go, rozciągnął miękką, zwierzęcą skórę i rozłożył 
ją na ziemi. Chwytając Kianę za ramiona, popchnął ją delikatnie na skórę. Położył się obok 
niej. Upajający zapach jej podniecenia sprawił, że jego fiut napiął się w spodniach. 

Był sam, jak się wydawało przez eony. Mimo sposobu, w jaki wychował go Mahor, nigdy 

nie potrafił wziąć sobie kobiety, użyć jej dla własnej przyjemności, a potem ją odrzucić. Małe 
ukłucie winy ścisnęło jego serce, gdy spoglądał  na piękno Kiany. Jej pełne piersi poruszały 
się ekscytująco, gdy jej klatka piersiowa podnosiła się i opadała z jej urywanym oddechem. 
Lekki, różowy rumieniec piął się po jej twarzy i szyi, gdy efekty jego oznaczenia rozpalały jej 
ciało. 

Pożałował swoich działań w chwili, gdy oznaczenie zostało zakończone, ale jego żądza i 

samotność napędzały jego arogancką decyzję. Teraz nie było niczego, co mógł z tym zrobić, z 
wyjątkiem  upewnienia  się,  że  dostanie  ulgę,  której  potrzebowała,  do  czasu  aż  oznaczenie 
minie.  Minie,  chyba,  że  znów  użyje  w  niej  swojego  języka.  Ranehz  nie  zdecydował  czy  to 
zrobi, gdy nadejdzie czas. 

Leżąc  tam,  ze  skórą  zarumienioną  z  podniecenia,  Kiana  przypomniała  mu  kogoś,  kogo 

kiedyś kochał. Powód, dla którego tak długo był sam. Mentalnie potrząsnął sobą, a jego twarz 
stwardniała. Żadna kobieta nie będzie mieć szansy zrobić tego, co zrobiła Arabella, nie ważne 
jak  piękna  by  była.  Odpychając  delikatne  myśli,  chwycił  halkę  Kiany  i  ściągnął  ją  z  jej 
ramion, uwalniając jej krągłe piersi dla jego spojrzenia. 

Pochylił się i ustami złapał sutek, który stwardniał pod atakiem jego języka. Kiana napięła 

się  i  wydała  stłumiony  jęk,  gdy  wygięła  plecy,  wciskając  więcej  różowego  pączka  między 
jego  wargi.  Zapach  dochodzący  z  jej  cipki  otoczył  Ranehza,  a  jego  działania  pokazały  jak 
dzikim go to uczyniło. 

Zsuwając się w dół jej ciała, szarpnął suknię powyżej jej bioder, odsłaniając jej nabrzmiałą 

płeć  dla  jego  srebrnego  wzroku.  Rozsunął  jej  drżące  uda  i  zanurkował  w  jej  cipkę,  liżąc 
obrzęknięte wargi, zanim rozdzielił je palcami. Czerwona i błyszcząca, jego płeć wzywała go, 
zapraszała by świętował, smakując jej soki. Zanurzył twarz w jej cipce, jego język poruszał 
się w górę i w dół różowych płatków i zlizywał jej słodki nektar. 

background image

Gdy  szarpnęła  się  pod  nim,  masując  ją  dziko.  Soki  popłynęły  z  jej  cipki,  gdy  jęknęła 

głośno,  a  jej  ciało  zadrżało  z  rozkoszy.  Niezdolny  czekać  ani  chwili  dłużej,  Ranehz  zsunął 
szorstki  materiał  swoich  spodni  ze  swojego  pulsującego  fiuta  i  z  powrotem  wsunął  się  na 
ciało Kiany. Gdy znalazł się na niej, wessał pomiędzy wargi jeden z jej sutków, w tym samym 
momencie, gdy jego fiut wjechał głęboko w jej gorącą cipkę. 

Jęknęli jednocześnie, gdy wypełnił jej mokry korytarz, jej różowe ściany zacisnęły się na 

jego  trzonie,  gdy  jego  język  zatrzepotał  na  czubku  jej  sutka.  Z  każdym  pociągnięciem  jego 
języka, jej cipka reagowała, zaciskając się wokół jego fiuta, gdy wbijał się w nią. Uderzający 
do  głowy  zapach  jej  pożądania  zaległ  w  jego  nozdrzach,  gdy  poruszał  się  w  jej  cipce.  Za 
każdym razem, gdy ją brał, przysięgał sobie, że to potrwa i da jej doświadczenie ekstremalnej 
rozkoszy, ale za każdym razem zapach jej ekscytacji rozluźniał jego samokontrolę. 

W głębi umysłu zrozumiał, że nigdy nie będzie w stanie nad sobą panować, jak długo była 

pod  wpływem  jego  oznaczenia.  Czucie  jej  mokrej  i  rozpalonej  cipki  na  długości  jego  fiuta 
wysłało  spirale  przyjemności  przez  jego  ciało.  Wypuścił  jej  piersi  ze  swoich  ust  i  zanurzył 
twarz w zgięciu jej szyi, wdychając jej kobiecy zapach. 

Kiana przywarła do niego, gdy ją pieprzył, wydawała miękkie jęki, gdy jego fiut pchał raz 

po  raz  w  jej  płonącą  cipkę.  W  swojej  namiętności,  Ranehz  ugryzł  miękkie  ciało  na  jej 
ramieniu.  Krzyknęła  i  napięła  się  pod  nim.  Jej  cipka  falowała  wokół  niego,  gdy  spazmy 
wstrząsały  jej  ciałem.  Uczucie  jej,  zaciskającej  się  wokół  niego,  zerwało  jego  ostatnią, 
pozostałą odrobinę kontroli. Jego ciało napięło się i z pierwotnym wyciem wystrzelił strumień 
łagodzącego nasienia głęboko w jej cipce. 

Gdy znieruchomiała pod nim, naciągnął  kolejną skórę na ich spocone  ciała. Zwijając się 

obok niej, zasnął, z ramionami zarzuconymi zaborczo wokół niej. 

 

**** 

 

Ranehz obudził się z nią, nadal leżącą cicho pod nim. To sprawiło mu przyjemność. Po raz 

kolejny rozważył swój dylemat. Wiedział, że oddziaływanie jego smoczej śliny skończy się 
wkrótce po tym, jak wrócą ze swojej podróży do wsi. Do tego czasu musiał zdecydować czy 
oznaczyć  Kianę  raz  jeszcze,  czy  nie.  Część  jego  serca,  którą  zamknął  na  zbyt  długo  miała 
nadzieję, że to nie będzie konieczne, ale cyniczna część jego mózgu mówiła mu, że to będzie 
jedyny  sposób,  żeby  utrzymać  ją  przy  sobie…  a  nie  miał  zamiaru,  żeby  była  gdziekolwiek 
indziej. 

Jego  myśli  zostały  przerwane  przez  melodyjny  głos  Kiany.  —  Czy  twój  ojciec 

kontynuował wykorzystywanie kobiet po tym, jak wziął cię do siebie? 

background image

Spojrzała na nią z uniesioną brwią, gdy pytanie przebiło się przez mgłę w jej umyśle.  — 

Tak,  robił  to.  I  bardzo  się  starał,  żeby  upewnić  się,  że  o  tym  wiedziałem.  Tak  bardzo,  że 
właściwie dostawałem lekcje. 

— Lekcje? 

—  Jak  myślisz,  gdzie  się  nauczyłem,  że  smocza  ślina  ma  tak  interesujący  wpływ  na 

ludzkie  kobiety?  —  Ranehz  wiedział,  że  jeśli  pomyśli  wystarczająco  nad  tym,  co  jej 
powiedział, zrozumie, że skutki oznaczenia nie trwają wiecznie. To było ryzyko, które musiał 
podjąć.  —  Odczuwał  wielką  przyjemność  z  pokazywania  mi  smoczego  sposobu  używania 
kobiet. Był brutalny. Nigdy nie okazywał im litości. Och, miały z tego przyjemność, ale to nie 
było  jego  zamiarem.  Oznaczał  ją,  więc  błagałyby  o  to.  Uwielbiał  słuchać  ludzkich  kobiet, 
błagających o jego fiuta. 

Kianę przeszedł widoczny dreszcz. — Nie zmieniał się? 

— Nie mógł. Pełnokrwiste smoki nie mogą przyjąć ludzkiej postaci. 

— Więc on… 

—  Pieprzył  je  swoim  wielkim,  smoczym  fiutem?  Tak.  Mówiłem  ci,  że  to  możliwe.  Nie 

kłamałem. To coś, o czym prawdopodobnie niedługo się przekonasz. 

— Ale dlaczego? — Wyszeptała. — Dlaczego miałbyś to zrobić, skoro możesz zmienić się 

w człowieka? 

By powstrzymać cię przed zbytnim zbliżeniem, pomyślał.  — Ponieważ jestem  pewien, że 

będą  momenty,  gdy  moje  pragnienie  ciebie  będzie  tak  wielkie,  że  nie  będę  miał  czasu  na 
przemianę. 

Wyraz jej twarzy zranił go do głębi, ale nic nie można było na to poradzić. Nie przetrwałby 

kolejnej straty jak Arabella. To było zbyt wiele do zniesienia dla niego. Krzywdzenie Kiany 
nie  było  jego  zamiarem,  ale  nie  mógł  pozwolić  jej  dowiedzieć  się,  że  znaczyła  dla  niego 
cokolwiek poza ciałem do użycia dla jego przyjemności. — Jedziemy do wsi by zgromadzić 
zapasy.  Nie  mogę  oczekiwać,  że  będziesz  żyć  tak,  jak  ja.  Są  rzeczy,  których  będziesz 
potrzebować. Ubrania, zapasy jedzenia. Jeśli ktokolwiek zapyta, jesteś moją żoną. 

— Ale ludzie w wiosce znają mnie. Jak zamierzasz wyjaśnić swoją nagłą obecność, jako 

mój mąż? 

— Kiedy był ostatni raz, gdy widział cię ktokolwiek ze wsi? 

— Krótko przed odejściem mojego ojca. Potem wszyscy byli zbyt zajęci żniwami, żeby się 

odwiedzać,  a  gdy  przychodzi  zima,  nikt  nie  podróżuje  tak  daleko  jak  nasza  farma,  bez 
dobrego powodu. 

— Nie martw się. Mam gotowe wyjaśnienie. 

 

background image

**** 

 

Resztę  dnia  podróży  spędzili  w  ciszy.  Kiana  pozwoliła  umysłowi  analizować  słowa 

Ranehza.  Gdy  tak  myślała,  coś  przyszło  jej  do  głowy.  Jeśli  każda  kobieta  była  zdolna  do 
opuszczenia  Mohara  na  zakończenie  sezonu,  to  jak  powstrzymywały  się  od  popadnięcia  w 
szaleństwo. Z tego, co Ranehz powiedział o swojej matce, wydawała się być przy zdrowych 
zmysłach. To musi mijać, pomyślała Kiana. 

Przez  chwilę  poczuła  się,  jakby  zabrano  z  niej  ciężar.  Ulga  trwała  tylko  kilka  sekund, 

zanim się skończyła. Mógł wyczuć, gdy robiła się podniecona, więc będzie wiedział, gdy jego 
ślina zacznie przestawać działać. Nie pozwoli jej odejść. Po prostu ponownie ją oznaczy. Jej 
umysł podryfował do pierwszego razu, gdy ją oznaczył, dreszcz przyjemności przeszedł przez 
jej ciało. To nie było takie złe, pomyślała, gdy na jej twarzy pojawił się uśmiech. 

O  czym  ja  myślę?  Bycie  przetrzymywaną  wbrew  mojej  woli  nie  jest  dobrą  rzeczą! W  jej 

umyśle  uformował  się  protest,  ale  Kiana  poddała  się  już  faktowi,  że  była  przywiązana  do 
smoka na zawsze. Odkrycie, że to mogła nie być prawda, było trudne do pojęcia. 

Gdy  Bartholomew  wiózł  ją  ścieżką,  obserwowała  Ranehza.  Jego  postawa  była  prawie 

królewska, ramiona wyprostowane i dumne. Patrzył prosto przed siebie, jego wzrok nigdy nie 
błądził, gdy obserwował drogę przed nimi. Jeśli był świadomy tego, że jej oczy były w nim 
utkwione,  nie  pokazywał  tego  po  sobie.  Jego  zachowanie  zaskakiwało  ją.  Czasami  był 
delikatny,  prawie  kochający.  Potem  wydawało  się,  że  przyłapywał  się  na  tym  i  twardniał, 
wracał  nieczuły  człowiek.  Czasami  wyłapywała  przebłysk  zranionego  smutku  w  jego 
srebrzystych oczach, zanim wypierała je twardość. 

Nie znał niczego poza bólem. Jej serce ciągnęło do niego, ale nie mogła pogodzić smoka z 

mężczyzną. Mężczyzna jej się podobał, ale bestia przerażała ją. 

 

**** 

 

Kiana czuła na sobie wwiercające się w nią oczy, gdy weszli na plac. Sprzedawcy ustawili 

się  na  obwodzie,  a  wieśniacy  gromadzili  się  w  centrum,  niektórzy  tylko  rozmawiali,  a  inni 
przeglądali towary. Dzieci śmiały się i biegały między nogami dorosłych, którzy plotkowali i 
kupowali.  Wesoły  nastrój  zdawał  się  opaść  o  kilka  stopni,  gdy  ona  i  Ranehz  podeszli  do 
straganu farmera, sprzedającego owoce i warzywa. 

Prawie jak jeden, mówiące głosy opadły do szeptu. Nieufne oczy farmera odzwierciedlały 

to,  co  jak  podejrzewała  Kiana,  czuło  cale  miasto.  Do  czasu,  gdy  została  uwięziona  prze 
smoka,  była  jedną  z  nich.  Nikt  nie  miał  powodu  by  pytać  o  jej  nieobecność,  jako  że  żyła 
daleko od miasteczka, i prawie nigdy nie miała gości w czasie ciężkiego zimowego sezonu. 
Teraz,  ponieważ  towarzyszyła  do  wsi  obcemu,  też  nim  została.  Jedynym  sposobem  by 

background image

odzyskać  akceptację  ludzi,  których  znała  od  dzieciństwa,  było  podanie  wyjaśnienia,  które 
wszyscy zaakceptują bez podejrzeń. 

Uprzejmie  skinęła  głową  farmerowi,  gdy  Ranehz  wybierał  najlepsze  oferowane  towary. 

Choć wyglądała, jakby  uważnie obserwowała swojego „męża”, Kiana nie widziała niczego, 
co  robił.  Zamiast  tego  jej  umysł  pędził,  gdy  starała  się  stworzyć  historię,  która  wyjaśni 
zarówno  jej  przetrwanie  i  „małżeństwo”  z  obcym,  jak  i  zostanie  zaakceptowana  przez 
mieszkańców miasta. Nie ośmieliła się rozejrzeć, gdyż wiedziała, że mężczyźni i kobiety będą 
zebrani  z małych  grupkach wokół placu, dyskutując o jej zbrodni  wyjścia za mąż za kogoś 
spoza wsi. Będą plotkowali bez przerwy, ale ona nie zbliżyła się do wyjaśnienia, do czasu, aż 
zakupy zostały zrobione. 

Gdy  kluczyli,  okazjonalnie  zatrzymując  się  przy  straganie,  by  spojrzeć  na  coś,  co 

przyciągnęło  oko  Ranehza,  Kiana  nie  unikała  spojrzeń  tych,  którzy  ich  mijali.  Stwarzanie 
aury  należenia  do  nich  było  ważne.  Była  rozbawiona,  odkrywając  zazdrosne  spojrzenia 
niektórych młodych kobiet ze wsi. Wiele z nich marzyło o poślubieniu przystojnego obcego, 
ale mało której udało się spełnić takie marzenie. Większość kończyła z wdowcem, który miał 
już dzieci albo synem sąsiada. 

Gdy  zbliżyli  się  do  ostatniego  straganu,  podeszła  do  niej  akuszerka.  Kiana  nie  była 

zaskoczona.  Wrenna  prowadziła  małą  grupę  kobiet,  które  robiły  ze  spraw  innych  swoje 
własne.  Pomoc  przy  sprowadzaniu  na  świat  nowego  życia,  zapewniła  jej  duży  szacunek. 
Często proszono ją o radę, która nie miała nic wspólnego z rodzeniem dzieci. 

— Kiana, moja droga. — Wykrzyknęła, mocno chwytając dłoń Kiany. — Baliśmy się, że 

zostałaś  zabita  przez  smoka.  Tomas  doniósł  nam,  że  twój  dom  i  ziemia  zostały  zniszczone 
przez ogień. 

Kiana zrobiła, co mogła, by ukryć swój szok. Jeśli to była prawda, wiedziała, że to Ranehz 

był za to odpowiedzialny. To było kolejne ogniwo łańcucha, który przywiązywał ją do niego. 
Jakby wyczuwając jej myśli, obrócił się w kierunku kobiet. 

— Dzień dobry, dobre panie. — Pozdrowił, kłaniając się z szacunkiem. 

— To Ranehz. Mój mąż. 

Potwierdzenie  ich  przypuszczeń  pojawiło  się  wyraźnie  na  twarzach  kobiet.  Wyraz 

dezaprobaty pojawił się na każdej twarzy, gdy patrzyły na nią z wyrzutem. 

— Proszę, nie posądzajcie mojej  kochanej  żony  o złą wolę.  Jej  ojciec czuł,  że to  jedyna 

właściwa decyzja, jaką mógł podjąć, biorąc pod uwagę, że uratowałem jej życie. 

— Uratowałeś jej życie przed czym? — Zapytała Wrenna. 

— Jak to, przed smokiem oczywiście. 

Kiana ledwie zdołała stłumić zaskoczone sapnięcie. Ocalił ją przed smokiem, oczywiście. 

background image

Kiana zauważyła, że zaczęli przyciągać całkiem duży tłum, gdy słowa Ranehza o smoku 

rozniosły się po placu targowym. Zobaczyła, że wielu kiwało głowami na jego stwierdzenie. 

—  Zaatakował  dom  Kiany.  Przejeżdżałem  w  pobliżu,  w  drodze  do  domu  i  zobaczyłem 

dym.  Niestety  dotarłem  tam  zbyt  późno  by  uratować  jej  braci,  a  jej  ojciec  potykał  się, 
śmiertelnie raniony. Odważni wojownicy zadali bestii większość obrażeń. Ja dołączyłem do 
walki  i  zadałem  śmiertelny  cios.  Gdy  bestia  padła  by  umrzeć,  jej  ojciec  upadł  na  ziemię. 
Starczyło mu oddechu tylko na kilka słów w chwili, gdy do niego dotarłem. W podzięce za 
zabicie smoka i uratowanie jego najukochańszej córki, dostałem jej rękę. Biorąc pod uwagę, 
że umierał, a biedna dziewczyna zostałaby sama, co mogłem zrobić, oprócz zaakceptowania 
jego najłaskawszej oferty? 

— Ale, co ze smokiem? Nikt nie mówił, że widział zwłoki. 

— Padł w lesie. Ścierwojady prawdopodobnie obgryzły go, zanim ciało ostygło. 

Kiana  wpatrywała  się  w  niego  zszokowana.  Czy  to  była  po  prostu  opowieść,  żeby 

zaspokoić ciekawość wieśniaków, czy złoty smok naprawdę zniszczył jej dom i zginął z rąk 
Ranehza? 

—  Bardzo  mi  przykro,  że  nie  możemy  zostać  i  porozmawiać,  ale  droga  powrotna  do 

naszego domu w lesie trwa kilka dni, więc musimy wyruszyć teraz. 

Zanim któryś z wieśniaków mógł zaprotestować i zaoferować schronienie na noc, Ranehz 

poprowadził  Kianę  w  kierunku  Bartholomewa.  Pomógł  jej  dosiąść  wierzchowca,  a  potem 
zabezpieczył  zakupy,  zanim  chwycił  wodze  i  wyruszyli  z  miasta.  Kiana  odwróciła  się  i 
pomachała  na  pożegnanie,  czując  ulgę,  gdy  zobaczyła  ręce,  unoszące  się  w  odpowiedzi. 
Niesamowita  opowieść  została  zaakceptowana  i  będą  mile  widziani  za  każdym  razem,  gdy 
wrócą do wsi. 

 

**** 

 

Przez  pewien  czas  Kiana  zachowywała  ciszę,  kołysząc  się  na  grzbiecie  Bartholomewa. 

Ranehz nie powiedział słowa, odkąd opuścili wioskę. Gdy szedł, jego plecy nie dawały żadnej 
wskazówki czy był pogrążony  głęboko  w myślach, czy też cieszył  się pięknym  dniem. Czy 
smoki  w  ogóle  zauważają  takie  rzeczy
?  Rozmyślała,  zanim  przypomniała  sobie,  że  był 
przynajmniej w połowie człowiekiem. Być może więcej niż w połowie, gdyż posiadał głębię, 
której nie zauważyła nigdy u żadnego innego mężczyzny. 

Gdy  patrzyła  na  jego  szczupłe  ciało,  idące  przed  nim,  jego  umięśnione  nogi  i  rzeźbiony 

tyłek  w  ciasnych  spodniach,  poczuła  znajome  drgnięcie  w  swojej  cipce.  Chwilę  zajęło  jej 
zrozumienie,  że  mrowienie  nie  było  efektem  oznaczenia,  gdyż  nie  towarzyszyło  mu  ciepło. 
Przez  jakiś  czas  martwiła  się  swoją  reakcją,  zmieszana  tym,  dlaczego  czuła  to,  co  Ranehz 

background image

nazywał  podnieceniem,  jeśli  nie  było  spowodowane  przez  mistyczną  ślinę.  Matka  Kiany 
zmarła przy jej narodzinach. Nie było nikogo, kto powiedziałby jej o tych sprawach. 

Niezdolna sama znaleźć odpowiedzi, zdecydowała, że nic się nie stanie, jeśli zapyta. Mimo 

wszystko, nie będzie wiedział, dlaczego o to pytała. 

— Ranehz… 

Puszczając wodze, zwolnił krok, aż szedł obok Kiany? Potrzebujesz czegoś, maleńka? — 

Przegapiła znaczącą iskierkę, która mignęła w jego błyszczących oczach. 

— Czy mogę zadać ci pytanie? 

— Oczywiście.

7

 

—  To  uczucie…  to  które  mam  z  powodu  twojego,  umm,  smoczego  języka.  Czy  jeszcze 

coś innego je powoduje? 

— O tak. Ślina powoduje po prostu ekstremalną formę podniecenia. 

— Ale co normalnie powoduje podniecenie? 

— Bycie z kimś, kto ci się podoba, kimś, do kogo masz jakieś uczucia. Bycie dotykaną w 

pewnych miejscach. Różne rzeczy mogą wywołać podniecenie, ale to powinno być dla ciebie 
wystarczające wyjaśnienie, żebyś zrozumiała, o co mi chodzi. 

— I to prowadzi do… tego, co robimy, żeby zmniejszyć palenie śliny? 

—  Tak.  Nawet  bez  pomocy  śliny,  to  akt,  którym  byś  się  cieszyła.  Bycie  z  drugą  osobą 

może przynieść ci rozkosz ponad wszystko, co kiedykolwiek sobie wyobrażałaś. — Przerwał 
na  moment,  jego  srebrne  oczy  szukały  jakiegokolwiek  znaku  na  jej  bladej  twarzy,  że 
zrozumiała,  dlaczego  czuła  bolesne  uczucie  podniecenia  w  swojej  cipce.  —  Czy  jest  jakiś 
szczególny powód, że zapytałaś? 

— Umm, nie… po prostu się zastanawiam. 

Ukryła to dobrze, ale wiedza, że czuła do niego pociąg, rozszerzyła jej oczy, choć żaden 

ślad zrozumienia nie pojawił się na jej twarzy. To był wystarczający znak dla niego i wrócił 
na swoje miejsce przed koniem. 

Kiana przetrawiała to, czego właśnie się dowiedziała. Najwyraźniej jej ciało nie słuchało 

rad jej umysłu, co do angażowania się z mężczyzną, który trzymał ją, jako więźnia. 

 

**** 

 

                                                           

7

 Miał nadzieję na coś innego, a tu go męczy pytaniami. 

background image

Kiana obudziła się z ciepłem między nogami. Na początku myślała, że po prostu znów był 

czas.  Ale,  gdy  się  rozbudziła,  zauważyła  miękkie  smagnięcie  oddechu  na  jej  biodrach  i 
falowanie czegoś wewnątrz niej. Natychmiast pokonała resztę drogi do pełnej przytomności. 
— Nie, Ranehz, proszę… nie. 

Wielka  bestia  leżała  na  miękkiej  ziemi,  z  pyskiem  zanurzonym  w  jej  płci.  Choć  nie 

przestał,  jego  wzrok  napotkał  i  zatrzymał  się  na  jej.  Siła  samotności,  emanująca  z  jego 
srebrnych  oczu,  uciszyła  jej  protesty.  Bycie  przywiązaną  do  niego  w  taki  sposób  nadal 
powodowało  jej  gniew,  ale  byli  pokrewnymi  duszami.  Ona  również  była  sama  na  tym 
świecie. 

W przeciwieństwie do pierwszego oznaczania, tym razem było krótko, jakby Ranehz nie 

chciał zmuszać jej dłużej niż to było konieczne. Jak tylko pulsujące pulsowanie podniecenia 
zaczęło  narastać,  cofnął  swój  wężowaty  język  z  jej  cipki.  Kwilący  jęk  uciekł  z  jej  gardła, 
zanim zacisnęła usta. Nie chciała, żeby wiedział jak bardzo pragnęła by kontynuował. 

Zmagała się by trzymać oddech pod kontrolą, gdy mon podniósł się i rozwinął skrzydła. 

Powietrze poruszyło gałęziami wokół nich, gdy wystartował. Jej oczy nie opuszczały go, aż 
zniknął  na  niebie.  Podnosząc  się  z  ziemi,  dosiadła  Bartholomewa  i  kontynuowała  drogę  do 
jaskini. Wiedziała, że mógł ją dogonić, gdy umieścił potrzebę w jej ciele. 

Pojedyncza łza spłynęła z kącika jej oka, gdy jej uszy nasłuchiwały dźwięku jego skrzydeł. 

Choć większość niej nadal drżała na widok ogromnej bestii, mała część zaakceptowała go. 

 

**** 

 

Kiana  dotarła  do  jaskini,  zanim  Ranehz  ponownie  do  niej  dołączył.  Przywiązała 

Bartholomewa  i  wyszczotkowała  go  zanim  usiadła  by  czekać  na  powrót  ogromnej  bestii. 
Cienie  wydłużyły  się,  a  słońce  zaszło.  Chodziła  w  kółko  po  kamiennej  pieczarze,  targana 
niepokojem. Jeśli nie wróci, ona zostanie pozostawiona na pastwę szaleństwa, gdy soki jego 
znakującego języka, zaczną swą magię. 

Po  raz  pierwszy  od  nocy,  gdy  zaczęła  się  jej  niewola,  Kiana  zauważyła  dźwięki 

otaczającego jej lasu. Zwierzęta nawoływały się wśród nocy, szukając partnerów. Chrząszcze 
świergotały,  a  wiatr  gwizdał  wśród  drzew.  W  każdy  inny  wieczór,  to  napełniłoby  Kianę 
spokojem. Tej nocy nie zrobiło nic by ją uspokoić. 

Podchodząc do wejścia jaskini, wpatrywała się w nocne niebo, szukając ciemnej postaci, 

zakrywającej  gwiazdy.  Nie  było  tam  nic  do  zobaczenia,  a  księżyc  świecił  jasno.  Mimo 
zmartwienia  jego  nieobecnością,  jej  powieki  stały  się  ciężkie,  a  jej  chodzenie  po  gładkim 
kamieniu  zwolniło.  Poddając  się  zmęczeniu,  położyła  się  na  twardej  podłodze  i  zasnęła,  jej 
ciało przesuwało się i przewracało, gdy umysł śnił o cierpieniu. 

background image

Ciężki  dźwięk  skrobania  wyszarpnął  Kianę  z  niespokojnego  snu.  Wielka  postać 

niebieskiego smoka wtoczyła się do jaskini. Kilka chwil zajęło Kianie zrozumienie, dlaczego 
poruszał się tak powoli. 

— Jesteś ranny! 

Strach poderwał ją na nogi i popędziła do niego. Przyćmione światło pochodni sprawiło, że 

Kianie ciężko było zobaczyć rozległość obrażeń. 

— Przeżyję, ale potrzebuję pomocy w oczyszczeniu rany w miejscu złączenia skrzydeł. 

Kiana zmoczyła szmatkę w komnacie kąpielowej i wróciła do Ranehza, który rozciągnął 

się  na  zimnej  podłodze.  Poza  raną  w  miejscu,  gdzie  jego  lewe  skrzydło  łączyło  się  z 
grzbietem, były też dwa długie cięcia przez jego pierś. 

— Co się stało? 

—  Myśliwy  zaskoczył  mnie  nieprzygotowanego,  gdy  piłem  ze  strumienia.  Byłem 

zatopiony w myślach i nie usłyszałem jak się zbliżał. Głupota z mojej strony. 

Kiana  zastanawiała  się,  co  mogło  tak  zająć  jego  umysł,  że  nie  usłyszał  nadejścia  łowcy. 

Wszystkim, co musiała zrobić, by przyciągnąć jego uwagę, było oddychanie. 

 

**** 

 

Gdy Kiana oczyściła jego rany, Ranehz przekonał ją, żeby wróciła do snu. Położył się na 

podłodze,  obserwując  jak  jej  pierś  podnosi  się  i  opada  rytmicznie.  Jej  kruczoczarne  włosy 
rozsypały  się  wachlarzem  na  podłodze  i  poczuł,  że  coś  szarpie  go  za  serce.  Jeśli  maił 
jakąkolwiek  szansę  by  zatrzymać  ją  bez  użycia  siły,  musiał  traktować  ją  lepiej.  Pozwolił 
goryczy i zranieniu przez Arabellę znieczulić go. Kiana nie zasługiwała na obojętność, z jaką 
ją traktował. 

Ranehz spostrzegł ją podczas podróży do pobliskiej wsi po zapasy. Była zapierającą dech 

w  piersi  pięknością.  Ciemnokasztanowe  włosy,  które  opadały  falami  do  jej  pasa  i  głębokie, 
szmaragdowe  oczy,  były  tylko  początkiem  jej  doskonałości.  Jej  szczupłe  ciało  i  skóra  w 
kolorze kości słoniowej tylko dodawały jej uroku. 

Natychmiast podjął niezbędne kroki by się do niej zalecać. Smocze imiona miały tendencję 

do  brzmienia  po  królewsku,  więc  nie  miał  problemu  by  swym  rodowodem  zaimponować  jej 
ojcu, miejscowemu baronowi. Arabella akceptowała jego zaloty i spędził wiele popołudni w 
jej czarującej obecności. 

Po  czterech  sezonach  byli  małżeństwem.  Zatrzymywał  dla  siebie  sekret  swojego 

dziedzictwa,  aż  była  ciężarna  z  ich  pierwszym  dzieckiem.  Myśląc,  że  ich  miłość  była 
wystraczająco silna, by wytrzymać prawdę, powiedział jej, że był  pół  smokiem, co ukrywał, 

background image

chodząc  na  wiele  wypraw  łowieckich.  Na  początku  wydawało  się,  że  zaakceptowała  to 
odkrycie. Wszystko nadal było takie, jak wcześniej, choć odrobinę się od niego odsunęła. 

Nawet,  gdy  odmówiła  by  przyprowadził  jej  matkę  na  poród,  nie  oczekiwał  problemów. 

Jednak, gdy wrócił z wiadrem wody, którego zażądała, znalazł ją stojącą. Na łóżku leżał jego 
nowonarodzony syn z głową skręconą pod niemożliwym kątem.

8

 

— Był zboczeniem natury i nie można było pozwolić mu żyć! — Krzyknęła, rzucając się na 

niego.  W  jej  osłabionym  stanie,  nie  mogła  mierzyć  się  z  jego  siłą.  Łatwo  przycisnął  ją  do 
łóżka. 

— Jak mogłaś? — Srebrne łzy popłynęły po jego twarzy, która była wykrzywiona z żalu. 

— Jesteś demoniczną bestią! Żadne twoje nasienie nie może przetrwać. Jestem chora, że 

kiedykolwiek mnie dotknąłeś! Wynoś się ode mnie! Wynoś się! 

Zostawił  ją  na  łóżku  obok  ich  syna,  jej  krzyki  odbijały  się  echem  w  jego  uszach,  gdy 

odlatywał.  Wiedząc,  że  nie  mógł  zostać,  ponieważ  najprawdopodobniej  zdradzi  jego 
tajemnicę  innym  wieśniakom,  leciał  całymi  dniami  aż  dotarł  do  lasów,  w  których  teraz 
mieszkał. 

— Proszę, nie bądź drugą Arabellą. — Wyszeptał do śpiącej Kiany. 

 

**** 

 

Gdy  Kiana  obudziła  się  następnego  ranka,  pulsujący  żar  w  jej  cipce  był  prawie  nie  do 

zniesienia.  Soki  wypływały  z  niej,  tworząc  mokrą  plamę  na  jej  ubraniu.  Pomimo  potrzeby 
przepływającej  przez  jej  ciało,  wstała  i  poszła  do  komnaty  kąpielowej.  Mocząc  miękką 
szmatkę, wróciła do ogromnej jaskini i podeszła do odpoczywającej postaci ogromnej bestii. 
Delikatnie  obmyła  jego  rany,  mając  nadzieję,  że  utrzyma  jej  w  czystości  i  powstrzyma 
Ranehza przed cięższą chorobą. 

Gdy skończyła, obeszła jego wielkie, pokryte łuską ciało aż stanęła cale przed jego twarzą. 

Z bijącym sercem, wzięła głęboki oddech i uklękła przy nim. 

Drżąc sięgnęła i pogładziła jego pysk. — Jak się czujesz? 

— Lepiej niż ostatniej nocy. 

Poczuła  wibracje  jego  głębokiego  głosu  przez  grubą  skórę,  gdy  wymawiał  zgrzytliwe 

słowa. Ściskając razem uda, przygryzła dolną wargę by powstrzymać jęk, gdy gorący wybuch 
potrzeby przeszedł jak włócznia przez jej cipkę. — Ranehz… ja… 

                                                           

8

 A to kurwa, co ona zrobiła. Zabid taką to mało. 

background image

Jego  srebrne  oczy  obserwowały  ją  uważnie,  gdy  usiłowała  wyrazić  swoją  potrzebę. 

Wiedział,  że  chwiała  się  na  krawędzi.  Piżmowa  esencja  jej  podniecenia  dryfowała  do  jego 
nosa i potężnie naprężała gruby trzon jego fiuta. Łatwo mógłby pchnąć ją na ziemię i wziąć ją 
tu i teraz, zamiast tego czekał. Chciał słyszeć jak to mówiła. 

— Jestem gorąca… płonę. — Jej głowa opadła, gdy różowy rumieniec wkradał się na jej 

twarz. — Potrzebuję cię. 

— Czy to tylko potrzeba, Kiano? — Zadrwił. — A może to także pragnienie? 

Jej głowa podniosła się, gdy wybełkotała zaprzeczenie. — Nie! To, to, co mi zrobiłeś. Nie 

mam  nad  tym  kontroli.  —  Jej  słowa  były  mocne,  ale  ślad  niepewności  w  jej  oczach 
powiedział Ranehzowi, że była nadzieja. — Proszę… zmień się… potrzebuję… 

— Nie mogę się zmienić Kiano. 

— Co? — Jej serce waliło dziko, gdy strach zalewał ciało. — Ale musisz! 

— Przykro mi, maleńka, ale nie mogę się zmienić, gdy jestem ranny. Po prostu będziesz 

musiała uzyskać ulgę dzięki temu ciału. 

Podpierając się, uniósł się by usiąść na tylnych łapach, odsłaniając spuchnięty trzon. 

—  Och,  nie…  jest…  jest  zbyt  duży.  Nie  mogę.  —  Zatoczyła  się  do  tyłu,  z  szeroko 

otwartymi oczami, utkwionymi w jego ogromnym fiucie. 

— Musisz. Minie trochę czasu, zanim będę w stanie się przemienić. A ty nie dotrwasz do 

kolejnego  świtu.  —  Używając  ogona,  trącił  ją  by  podeszła  bliżej.  Próbowała  opierać  się, 
wbijając  pięty  w  podłogę,  ale  jej  siła  nie  równała  się  z  jego.  Nie  zatrzymał  się,  dopóki  nie 
siedziała bezpośrednio przed nim, wystarczająco blisko by dotknąć jego twardości. 

Wstała  z  westchnieniem  rezygnacji.  Wiedziała,  że  miał  rację.  Przy  takim  gorącu,  jakim 

płonęła  jej  cipka,  prawdopodobnie  nie  wytrzymałaby  do  zachodu  słońca,  a  jeszcze  mniej 
prawdopodobne, że przez noc. Wcześniej udało się tylko z samym czubkiem, więc to mogło 
być zrobione. 

— Ściągnij sukienkę. 

Patrząc w górę, na niego, zobaczyła ogień żądzy płonący w jego żywych oczach. Ściągając 

suknię  przez  głowę,  usłyszała  wessanie  powietrza,  gdy  jej  ciało  zostało  odsłonięte.  Po  raz 
pierwszy zrozumiała, że miała nad nim jakąś władzę. Po prostu jeszcze nie zrozumiała jak jej 
użyć. 

— Jak? — Podeszła do jego fiuta, który stał wyprostowany, oczekując. 

— Dosiądź go… jak konia. Przytrzymaj się mojego ciała dla równowagi i poruszaj się na 

nim w górę i w dół. Możesz kontrolować jak głęboko w ciebie wchodzi.

9

 

                                                           

9

 Toż to czysta smokofilia.  

background image

Dreszcz  przeszedł  przez  jej  ciało,  gdy  obraz  siebie,  ślizgającej  się  na  jego  olbrzymim 

trzonku błysnął jej w umyśle. Opierając ręce na jego brzuchu, rozłożyła nogi i przesunęła się 
nad jego olbrzymiego fiuta. Namiętny jęk wystrzelił z jej ust, gdy gruba główka musnęła jej 
nabrzmiałą, śliską cipkę. 

Kiana powoli obniżyła się aż czubek rozdzielił jej błyszczące wargi. Jej oczy zamknęły się 

w  ekstazie,  gdy  jej  cipka  została  rozciągnięta.  Mrowienie  rozkoszy  przeszło  przez  nią,  gdy 
coś mokrego i szorstkiego prześliznęło się wokół jednego z jej różowych sutków. Otwierając 
oczy, zobaczyła język Ranehza, owinięty wokół wzwiedzionego czubka.

10

 Jej głowa opadła w 

tył, gdy go pociągnął, doznania przepłynęły przez nią. 

— Och. — Jęknęła w zaskoczeniu, gdy jego język uwolnił jej sutek i ześliznął się w dół, 

owijając wokół jej łechtaczki. Gorący błysk przeszył ją, gdy lizał wokół twardej wypukłości. 
Cudowne  uczucia  przetaczały  się,  szalejąc,  przez  jej  ciało,  zwiększając  jej  żądzę  i  zaczęła 
poruszać się szybciej na jego trzonie. Za każdym razem, gdy zsuwała się w dół, przyjmowała 
więcej jego wielkiego fiuta, w swojej śliskiej, ciasnej cipce. 

Jej  oddech  przeszedł  w  sapnięcia.  Jej  kruczoczarne  włosy  spłynęły  kaskadą  na  ramiona, 

gdy lekki połysk potu pokrył jej skórę barwy kości słoniowej. Drżenie przechodziło przez nią, 
gdy ujeżdżała jego fiuta. Lekkie wstrząsy przechodziły przez jej łechtaczkę, gdy lizał ją jego 
wężowaty  język.  Głośne,  płaczliwe  krzyki  rozbrzmiały  w  kamiennej  pieczarze,  gdy  jasne 
światła  eksplodowały  w  jej  umyśle,  a  ciało  drżało  z  rozkoszy.  Jej  palce  po  omacku 
przesuwały się po jego łuskach, próbując znaleźć oparcie, gdy jej soczysta cipka rzuciła się 
mocno na jego gruby trzon. 

Różowe ściany zacisnęły się na jego fiucie i Ranehz ryknął i stężał by powstrzymać się od 

pchnięcia  zbyt  głęboko  w  jej  gorącą  cipkę,  gdy  szerokie  strumienie  kremu  wystrzeliwały  z 
jego  czubka.  Kiana  jęknęła,  gdy  kojący  płyn  rozprysnął  się  wewnątrz  niej,  pokrywając 
pulsujące ścianki jej cipki. 

Wyczerpana,  osunęła  się  na  jego  brzuch,  gdy  jego  wciąż  twardy  fiut  pulsował  i  drgał 

wewnątrz niej. Ranehz delikatnie opuścił ją na gładką podłogę jaskini i lizał zmieszane soki, 
wypływające  z  niej.  Uważał  by  w  nią  nie  wejść,  gdy  ją  lizał.  Gdy  czubek  jego  języka 
zatrzepotał na jej łechtaczce, Kiana jęknęła, a jej biodra wypchnęły się naprzód. 

— Więcej… — Zaskomlała. — Proszę, Ranehz… we mnie… więcej. 

Jego srebrne oczy zaświeciły na jej błaganie. Jej słowa nie były spowodowane przez żar 

oznaczenia. Jego nasienie ostudziło go w momencie, gdy doszedł. Wyszeptane prośby mogły 
znaczyć tylko,  że miała do niego jakieś uczucia. W przeciwnym  razie obrzydzenie i  strach, 
jakie okazywała jego smoczej postaci, przytłoczyłyby jakąkolwiek fizyczną potrzebę. 

Ranehz poruszył się między jej nogami, wiedza, że była nadzieja, błyszczała jasno na jego 

twarzy. 

                                                           

10

 To się nazywa język wielozadaniowy. Ciekawe, co jeszcze potrafi nim zrobid. 

background image

 

**** 

 

—  Twoje  rany  się  wyleczyły.  —  Jedynym,  co  pozostało  po  głębokich  cięciach,  były 

cienkie blizny. 

—  Tak.  Proces  zakończył  się  w  ciągu  nocy.  —  Srebrne  oczy  uważnie  przyglądały  się 

młodej kobiecie. — Chcesz, żebym się przemienił? 

Kiana przesunęła ręką po błyszczących łuskach jego szyi aż dosięgnęła twarzy. — To twój 

wybór.  Cieszę  się  twoim  towarzystwem  w  ludzkiej  postaci,  ale  muszę  przyznać,  że  ta  już 
mnie tak nie odrzuca. 

Coś  wewnątrz  niej  zmieniło  się  podczas  tej  wspólnej  nocy.  Zamiast  odsunąć  się,  gdy 

chłodzące  nasienie  rozprysło  się  wewnątrz  jej  cipki,  błagała  o  więcej.  Rozkosz  tego 
połączenia przepłynęła przez nią i wypełniła ją tęsknotą, której do końca nie rozumiała. 

Zabierając  rękę  z  jego  twarzy,  skrzyżowała  ramiona.  —  Jest  coś,  co  muszę  wiedzieć. 

Naprawdę zabiłeś złotego smoka, jak powiedziałeś w wiosce? A może to ty zniszczyłeś mój 
dom? 

— Nie niszczę domów i ziem ludzi, nie ważne, co próbują mi zrobić. I tak, zabiłem złotego 

smoka. 

Ulga przepłynęła przez ciało Kiany. Wiedza, że to nie on spalił jej dom znaczyła dla niej 

więcej niż sądziła. 

 

**** 

 

Ranehz nie żądał już od Kiany by ściągała ubrania i pozostawało nago w jaskini, jak robił 

to  przed  podróżą  do  wsi.  Zamiast  tego,  gdy  budziła  się  każdego  ranka,  znajdowała  świeżą 
suknię,  leżącą  na  ziemi  obok  niej.  Spanie  na  zimnej  ziemi  nie  było  dla  niej  łatwe,  ale  nie 
narzekała. Traktował ją przyzwoicie, a ona nie chciała go rozgniewać. 

Odwróciła się od ognia i wessała oddech, gdy Ranehz w swojej ludzkiej formie podszedł 

do  niej.  Sposób,  w  jaki  jego  ubranie  opinało  jego  ciało,  posłał  mrowienie  przez  jej  ciało, 
nieodmienne od tych, które czuła, gdy żar oznaczenia zaczynał płonąć wewnątrz niej. — To 
nic. 

Końce  jego  palców  musnęły  jej  policzek,  gdy  jego  srebrne  oczy  poszukiwały  jej.  — 

Zraniłaś się? 

— Nie. 

background image

— Więc, co się dzieje? 

— Spanie na ziemi sprawia, że budzę się sztywna i obolała. 

Widoczny błysk bólu przeszedł przez jego twarz. — Dlaczego mi nie powiedziałaś? 

— Nie chciałam cię rozgniewać. 

Zaskoczenie  przeszło  przez  nią,  gdy  wziął  ją  w  ramiona  i  przyciągnął  do  siebie.  —  Nie 

wolno  ci  tego  znów  zrobić,  Kiano.  Oznaczyłem  cię  tylko  po  to,  żeby  zatrzymać  cię  przy 
sobie.  Nie  chcę,  żebyś  cierpiała.  —  Biorąc  ją  za  rękę,  poprowadził  ją  w  głąb  wielkiego, 
kamiennego korytarza. 

Używając  klucza,  który  wyciągnął  z  kieszeni,  otworzył  drzwi  na  końcu  korytarza. 

Wewnątrz  znajdował  się  piękny  pokój,  taki,  o  którym  Kiana  myślała,  że  istnieje  tylko  w 
bajkach. Zwierzęce skóry pokrywały podłogę, a wielkie, kamienne podium znajdowało się na 
środku  pokoju.  Pościel,  leżąca  na  stosie  materaców  z  najmiększego  puchu,  pasowała  do 
królewskiego łoża. W kącie olbrzymiego pokoju stała drewniana szafa. 

— Uważaj to za swój pokój. Twoje sukienki są w szafie. 

— Dziękuję. — Kiana zastanawiała się, dlaczego trzymał ten pokój zamknięty i tak długo 

zmuszał  ją  do  snu  na  ziemi.  Czy  mogło  być  tak,  że  po  prostu  nie  rozumiał,  że  spanie  na 
twardej  podłodze  było  dla  niej  niewygodne?  A  może  ten  pokój  był  nagrodą  za  to,  że  nie 
myślała dłużej o ucieczce? 

Zaskakując  zarówno  Ranehza,  jak  i  siebie,  Kiana  stanęła  na  palcach  i  pocałowała  go 

miękko w usta. Różowy rumieniec wspiął się na jej twarz, gdy szybko się odsunęła. — Lepiej 
zobaczę, co z naszym jedzeniem. 

Gdy spieszyła korytarzem jej serce tłukło się w piersi. Co ty robisz? Jej umysł i ciało były 

mieszaniną  wprawiających  w  zakłopotanie  emocji.  Nadal  była  na  niego  wściekła  za 
oznaczanie jej i trzymanie jej, jako więźnia. Jednak coraz bardziej i bardziej, odkrywała, że 
przywiązywała się do niego. 

Pochyliła się nad ogniem i obróciła rożen by sprawdzić mięso. Chłodny wietrzyk wpłynął 

pod  spódnice  jej  sukni  i  podskoczyła,  gdy  poczuła  dotyk  palców  na  swoim  nagim  tyłku. 
Odwracając  się,  sapnęła  z  zaskoczenia,  odkrywając,  że  nikogo  tam  nie  było.  Gdyby  nie 
usłyszała zduszonego, męskiego śmiechu z korytarza, pomyślałaby, że szaleństwo w końcu ją 
dopadło. 

— Przepraszam, maleńka. — Powiedział, gdy wszedł do olbrzymiej jaskini. — Ale byłaś 

tak zachęcająco pochylona nad ogniem, że nie mogłem się powstrzymać. 

Nie  kłopotała  się  pytaniem,  jak,  gdyż  wiedziała,  że  nigdy  nie  zrozumie  magii,  którą 

posiadał smok. — Nie wiem, dlaczego przepraszasz. Jestem twoim więźniem. Możesz zrobić 
ze mną wszystko, co ci się podoba. 

background image

— Taki był mój zamiar. — Powiedział, gdy zatrzymał się przed nią. — Ale odkryłem, że 

nie mogę. 

— Nie rozumiem. 

Jego silne ręce objęły jej twarz i przechyliły głowę tak, że patrzyła w górę na niego. Nie 

mogę  zmusić  się  do  działania  przeciw  tobie.  Oznaczenie  ciebie  jest  jedyną  rzeczą,  na  jaką 
mogę się zdobyć, żeby zrobić bez twojego pozwolenia. 

Puścił  ją.  Niepewna,  jak  zareagować,  Kiana  wróciła  do  swojego  zadania. Jego  wyznanie 

sprawiło, że zrozumiał, że wydział w niej więcej, niż więźnia. Gdy stanął za nią i owinął ręce 
wokół niej, westchnęła. 

— Nie popełnij błędu, Kiano. Chcę, żebyś była moja, bardziej niż czegokolwiek innego, 

ale to musi być twój wybór. Nie oznaczę cię ponownie. Gdy to oznaczenie minie, będziesz 
musiała zdecydować czy zostaniesz, czy odejdziesz. 

Jego słowa sprawiły, że była smutna i szczęśliwa jednocześnie. Tęskniła za wolnością od 

momentu, gdy ją uwięził, ale teraz nie była tak pewna czy, mimo wszystko, tego chciała. 

 

**** 

 

Dni mijały, a Ranehz nie próbował uwodzić Kiany w żaden sposób. Wychodził o świcie i 

wracał, gdy słońce zachodziło na ciemnoniebieskim niebie. Kiana miała mieszane uczucia, co 
do jego nieobecności. Na początku czuła ulgę, że zostawił ją samą, ale gdy dni mijały, rósł 
ból  w jej sercu.  Zrozumiała, że tęskniła za nim. Jedyny  fizyczny kontakt między nimi  miał 
miejsce, gdy żar w cipce Kiany robił się zbyt silny by mogła go znieść, a nawet wtedy Ranehz 
wchodził w nią na wystarczająco długo do orgazmu i wypełnienia jej chłodzącym balsamem 
ze swego smoczego nasienia. 

Pewnej  nocy,  gdy  leżała  w  łóżku,  kręciła  się  i  przewracała  niespokojnie.  Jej  umysł  był 

wypełniony zmieszanymi myślami. Wiedziała, że zbliżał się czas na jej decyzję. Minęły trzy 
dni,  odkąd  była  wystarczająco  rozgrzana  by  potrzebować  jego  płynu,  wypełniającego  jej 
cipkę. 

Wiedziała,  że  prawdopodobnie  nie  będzie  w  niej  już  więcej  ognia  nie  do  zniesienia. 

Przebłyski jego ciała poruszały się w bezładnych myślach jej udręczonego umysłu, a jej cipka 
zareagowała pulsowaniem. 

Wiedziała, że wolność była oddalona tylko o kilka kroków. Wszystko, co musiała zrobić, 

to przejść korytarzem i wyjść z jaskini. Nie zatrzymałby jej. Na myśl o odejściu, ból zalał jej 
serce.  Nie  chciała  go  opuszczać.  Wiedziała,  że  został  zraniony  wcześniej  i  dlatego 
zachowywał  dystans,  ale  mogła  zobaczyć,  że  sięgał  do  niej  drobnymi  sposobami.  Jego 

background image

ostatnie  słowa  do  niej  musiały  być  bardzo  trudne  do  wyrażenia.  Ryzykował  wszystko, 
mówiąc jej, że pragnął ją z jej własnej, nieprzymuszonej woli. 

Wyślizgując się z łóżka, owinęła prześwitującą szatę wokół nocnej sukni i wymaszerowała 

z  pokoju.  Ranehz  leżał,  śpiąc,  w  wejściu  do  wielkiej  jaskini,  jego  wielkie  ciało  było 
rozciągnięte na kamiennej podłodze. Cicho podeszła do niego i uklękła przy jego głowie. Gdy 
przesunęła dłonią po jego pysku, łzy pociekły jej z oczu. Jak mogła kochać tę bestię? Nie było 
odpowiedzi na to pytanie, ale jedno było pewne… kochała go. 

—  Co  się  stało,  maleńka?  —  Jego  srebrne  oczy  błyszczały  w  promieniach  księżyca, 

migocząc. 

— Nic. — Odparła, gdy otarła łzy wierzchem dłoni. — Po prostu mówię żegnaj, życiu, o 

którym myślałam, że go pragnęłam. 

Jego głowa podniosła się z pełną nadziei ekscytacją. — Zostajesz? 

—  Tak.  —  Przesunęła  ręką  pod  jego  twarzą  i  z  miłością  pogładziła  szorstką  skórę.  — 

Zmienisz się dla mnie, Ranehz? Potrzebuję cię poczuć… skóra przy skórze. 

— Oczywiście. 

Nigdy nie widziała jego przemiany i to, co stało się przed jej oczami, nie było tym, czego 

się spodziewała. Jego smocze ciało po prostu zniknęło, a na jego miejscu pojawiła się ludzka 
postać. Chwilę zajęło Kianie zauważenie, że nie był ubrany. 

— Powiedziałaś skóra przy skórze. — Iskry migotały w jego srebrnych oczach, gdy wziął 

Kianę na ręce i zaniósł do sypialni. 

— Tak. Sądzę, że to oznacza, że jestem odrobinę zbyt ubrana. 

— Odrobinę. — Odparł, kładąc ją na łóżku. Zadrżała, gdy przesunął rękami po jej ciele, 

zanim chwycił brzeg jej nocnej sukni i ściągnął ją. — No… teraz nie jesteś. 

Przesunął  się  na  nią,  przyciskając  skórę  do  skóry,  gdy  jego  usta  schwytały  jej  usta. 

Wplątała  ręce  w  jego  gęstą  czuprynę  i  poddała  się  uczuciu  jego  dotyku,  gdy  jego  usta  ją 
pożerały. Całował w dół jej szyi, zatrzymując się na chwilę, by polizać i possać jej sutki, gdy 
dotarł do piersi. Wygięła się w jego kierunku, przytrzymując jego głowę przy niej, gdy jego 
język trzepotał na twardym szczycie. 

Bolesne pulsowanie wypełniło  jej cipkę,  gdy opuścił jej piersi,  całując jej płaski brzuch. 

Zakwiliła  z  potrzeby,  gdy  przesunął  językiem  nad  miękkim  skrawkiem  loczków  na  jej 
wzgórku.  Gdy  rozsunął  jej  biodra,  przeszedł  przez  nią  dreszcz  oczekiwania,  szybko 
zastąpiony frustracją, gdy ominął jej cipkę i całował kremowe ciało jej drżących ud. 

Całował  w  dół  jednej  nogi,  trzymając  ją  w  swoich  rękach,  gdy  jego  język  przesunął  się 

między jej palcami. Pierwszym odruchem Kiany było się cofnąć, ale początkowe łaskotanie 
zniknęło i zostało zastąpione przez mrowiące ciepło, które wystrzeliło do jej cipki. Do czasu, 
gdy wycałował sobie drogę w górę jej drugiej nogi, wiła się z pożądania. 

background image

Gdy  w  końcu  dotarł  do  jej  cipki  i  przeciągnął  językiem  po  jej  wilgotnej  szczelinie, 

szarpnęła się w jego kierunku i krzyknęła. Iskry rozkoszy zalały jej ciało. Wsunął rękę pod 
nią,  obejmując  jej  pośladek,  przyciągając  ja  bliżej,  gdy  zanurzył  twarz  w  jej  mokrych 
fałdkach. Ze stopami opartymi na jego ramionach, dociskała się do jego ust, gdy agresywnie 
ucztował na jej cipce. Fale rozkoszy przetoczyły się przez jej ciało, gdy kołysała się przy nim. 

Jej  palce  wbiły  się  w  prześcieradła,  gdy  cudowne  napięcie  w  jej  ciele  zwiększało  się. 

Mocniej  i  mocniej,  jego  język  smagał  jej  łechtaczkę,  aż  przyjemność  wewnątrz  niej 
eksplodowała. Jej krzyki odbiły się echem w kamiennej komnacie, a jej ciało zadygotało w 
ekstazie. Ranehz kontynuował czułe lizanie jej guziczka. Spazmy jej ciała zelżały. 

Gdy  podniósł  głowę,  jego  twarz  błyszczała  od  jej  soków.  Mogła  posmakować  siebie  na 

jego ustach, gdy ją pocałował. Unosząc biodra na spotkanie z nim, jęknęła w jego usta, gdy 
gruba  główka  jego  fiuta  musnęła  śliskie  wargi  jej  cipki.  Jej  ścianki  rozciągnęły  się  wokół 
niego, gdy wepchnął się w nią. 

Wbiła palce w jego plecy, gdy wbijał się w nią, jej gruby fiut wypełniał ją. Przylgnęła do 

niego, jej plecy wygięły się w łuk, jej kruczoczarne loki rozsypały się po kołdrze. Z każdym 
pchnięciem jego fiuta w jej spragnioną cipkę, gorące iskry rozkoszy strzelały przez jej ciało. 
To  było  pierwotne,  ich  przytłaczająca  namiętność  wybuchła,  gdy  wszystkie  ich  stłumione 
uczucia, które oboje hamowali napłynęły potężną falą. 

Doszli razem, ciała uderzały o siebie w oszalałych ruchach, ich zmieszane krzyki odbijały 

się od kamiennych ścian. Jej imię wypłynęło z jego ust, jego nasienie skąpało ją, gdy wbił się 
głęboko  w  jej  pulsującą  cipkę  i  opróżnił  wewnątrz  niej. Jej  paznokcie  wbiły  się  w  ciało  na 
jego  plecach,  gdy  jej  ciało  drżało  w  orgazmie.  Opadł  obok  niej  i  objął  ją  mocno,  gdy 
namiętność chłodła na ich skórze. 

Gdy bicie ich serc zwolniło do normalnego tempa, Ranehz podniósł się z łóżka i opuścił 

pokój.  Kiana  usiadła,  zastanowienie  zmarszczyło  jej  twarz.  Chwilę  później,  wrócił,  niosąc 
malutkie pudełko. 

—  Trzymałem  to  z  nadzieją,  że  będzie  chwila,  gdy  będę  mógł  ci  to  dać.  —  Otwierając 

pudełko,  odsłonił  błyszczący,  niebieski  kamień,  oprawiony  w  najczystsze  złoto.  —  Daję  ci 
moje serce. Czy zwiążesz się ze mną przez ten pierścień? 

Kiana wzięła go za rękę i wpatrzyła się w jego żywe oczy. — Zwiążę się z tobą w każdy 

sposób, w jaki chcesz. Jestem twoja. 

Wziął jej rękę i wsunął pierścionek na jej palec. — Kocham cię, maleńka. 

— A ja kocham ciebie. 

 

**** 

 

background image

Ranehz  i  Kiana  przenieśli  się  na  jej  starą  farmę,  po  zbudowaniu  małej  chaty.  Dla 

wszystkich,  którzy  ich  znali,  wyglądali  jak  normalna  rodzina.  Nikt  nigdy  nie  połączył 
rzadkich obserwacji błyszczącego, niebieskiego smoka z obcym, który został mężem Kiany. 

Choć oddała mu  się ciałem,  sercem  i  duszą, Kiana nadal  okazjonalnie żądała,  by została 

oznaczona smoczym językiem Ranehza. Cieszyła się silną potrzebą, którą ją to wypełniało i 
kochała być przywiązana do niego w tak intymny sposób. 

Kilka sezonów po przeniesieniu się z jaskini, Kiana urodziła syna.