background image

Pięć powodów, dla których warto praktykować 
uwielbienie 

 

  

 

Wśród form modlitwy, jakie praktykujemy w chrześcijaństwie, uwielbienie zajmuje miejsce 
centralne, świadczy o tym choćby fakt, że sam Chrystus nadał mu charakter sakramentalny  
w Eucharystii. Można się zastanowić, dlaczego tak ważne jest uwielbienie dla życia 
chrześcijańskiego? 
 

Uwielbienie zawiera w sobie wielką moc 

 
Zobrazuję to następującym wydarzeniem, jakie miało miejsce kilka lat temu w Rwandzie 
podczas wojny domowej. Do pewnej wioski dotarła wiadomość, że zbliżają się żołnierze  
z wrogiego plemienia, aby wymordować mieszkańców. Przerażeni ludzie przybiegli do 
proboszcza z pytaniem, co mają robić, bo nie uda się im już uciec przed zabójcami, którzy są 
zbyt blisko. Ksiądz powiedział, aby wszyscy zgromadzili się na Eucharystię w kościele.  
Sam kościół nie dawał azylu w czasie tej okrutnej wojny i nie zabezpieczał przed atakiem 
uzbrojonych przeciwników, były przypadki, że wymordowano ludzi zgromadzonych  
w świątyni. 
 
Wierni, którzy przyszli na tę Mszę Świętą, mieli świadomość, że może to być ich ostatnia 
Eucharystia na tej ziemi. Normalnie w Afryce czarni ludzie z wielkim zaangażowaniem 
uczestniczą w liturgii, wyraża się to w oklaskach, tańcu, uwielbieniu, śpiewach 
podejmowanych z wielkim dynamizmem. Tym razem zaangażowanie wiernych było jeszcze 
większe, gdyż mieli świadomość, że za chwilę mogą zostać zabici. Po pewnym czasie 
przybyli do wioski uzbrojeni w karabiny zabójcy i wtargnęli do kościoła. Stanęli w progu 
oniemiali, kiedy zobaczyli wewnątrz świątyni prawdziwe święto. Po chwili, gdy ochłonęli, 
niektórzy z napastników chcieli strzelać do modlących się ludzi, lecz inni pragnęli dalej 
oglądać to świętowanie i obie grupy zaczęły się spierać między sobą. 
 
Eucharystia trwała dalej, ale przecież nawet najdłuższa Msza św. kiedyś musi się skończyć.  
I tak było również w tym przypadku. Kiedy dobiegła ona już do końca, proboszcz zarządził 
wystawienie Najświętszego Sakramentu i dalsze uwielbienie jako adorację. Po kilku 
godzinach napastnicy odeszli z wioski, nikomu nie wyrządzając krzywdy. 
 

Uwielbienie otwiera nas na Ducha Świętego 

 
W Dziejach Apostolskich (16,16-40) mamy opis uwięzienia w Filippi Pawła i Sylasa. Gdy 
Apostoł Paweł dokonał skutecznego egzorcyzmu nad opętaną niewolnicą, jej właściciele 
oskarżyli go o sianie niepokoju w mieście oraz głoszenie złych obyczajów. Na skutek tego 
oskarżenia, zarządcy miasta kazali obedrzeć z szat Pawła i Sylasa, po czym sieczono ich 
rózgami, a na końcu wtrącono do więzienia. Ponieważ przykazano strażnikowi więzienia,  
by dobrze ich pilnował, ten wtrącił ich do wewnętrznego lochu i, aby uniemożliwić im 
ucieczkę, zakuł ich nogi w dyby. 
 
Nie była to ani miła, ani bezpieczna okoliczność znaleźć się ciężko pobitym w więzieniu. 
Jednak obaj uwięzieni nie tracili ducha, nie narzekali, nie mieli pretensji do Boga, że są  
w takiej sytuacji, wręcz przeciwnie modlili się, uwielbiając Boga i śpiewając Mu hymny. 

background image

Była to tak niezwykła reakcja, że pozostali więźniowie ze zdumieniem się im przysłuchiwali, 
gdyż zazwyczaj w tym miejscu słyszano jęki bólu, krzyki pretensji, kłótnie i wyrazy 
rozgoryczenia. 
 
Podczas uwielbienia zanoszonego przez Apostołów nagle powstało silne trzęsienie ziemi,  
tak że zachwiały się fundamenty więzienia. Natychmiast otwarły się wszystkie drzwi i ze 
wszystkich opadły kajdany (Dz 16,26). Strażnik więzienny głęboko poruszony tymi 
wydarzeniami przypadł do nóg Apostołów i prosił o słowo zbawienia, które zostało mu 
ogłoszone, po czym przyjął chrzest wraz z całym domem. Paweł i Sylas zostali oficjalnie 
uwolnieni przez władze miasta i mogli swobodnie odejść. Całe zdarzenie można 
interpretować jako kolejne zesłanie Ducha Świętego, jakie miało miejsce dzięki modlitwie 
uwielbienia uwięzionych Apostołów. Tak, by uwielbienie „prowokowało” Ducha Świętego 
do działania. 

  

 

Uwielbienie jest potężną bronią do walki ze złym duchem 

 
Zły duch nie lubi atmosfery modlitwy i uwielbienia, bardzo źle się w niej czuje, dlatego będzie 
próbował nakłaniać każdego człowieka do tego, by złorzeczył Bogu i ludziom. Klasycznym 
przykładem uwielbienia jest tu biblijny Hiob, który został dotknięty przez różne nieszczęścia, 
ale nie dał się sprowokować i nie złorzeczył Bogu: „Bóg dał i Bóg zabrał, niech Jego imię 
będzie błogosławione”. 
 
Podobnie i nas zły duch będzie nękał różnymi niedogodnościami, niewygodami i drobnymi 
przeciwnościami, byśmy przeklinali i złorzeczyli. Pewnie każdy z nas miał takie sytuacje,  
gdy bardzo się śpieszył, a coś stanęło mu na przeszkodzie. Dobrze jest w tym momencie nie 
poddawać się zniecierpliwieniu i uwielbiać Boga. Jeśli faktycznie była to sprawa złego ducha, 
odstąpi on od swego działania, gdy zobaczy, że nie może „dopiąć” swego. Podobnie zły będzie 
także próbował zatrzymać nas przed działaniem apostolskim, dotykając nas jakąś 
niedogodnością lub stawiając przeszkody na naszej drodze, ważne jest wówczas zdecydowanie 
w naszym działaniu, wytrwałość i czysta intencja „na chwałę Boga”. 
 
Także egzorcyści potwierdzają, że w czasie podejmowanych przez nich modlitw bardzo mocno 
reaguje zły duch na uwielbienie. Znane są konkretne sytuacje, gdy demon manifestował swoją 
bezsilność i wściekłość w czasie prowadzonej przez egzorcystów modlitwy językami. 
 

Uwielbienie rozpala w nas wiarę

 

 
W naszej codzienności grozi nam czysto naturalne spojrzenie, iż to, co się z nami i wokół nas 
dzieje, będziemy przypisywali jedynie sobie. Grozi nam wówczas, że będzie wzrastać w nas 
pretensjonalność albo pycha. Pretensje będą w nas rosły wówczas, gdy coś będzie się działo  
nie po naszej myśli. Natomiast pycha wówczas, gdy towarzyszyć nam będzie pomyślność. 
Temu zapobiega dziękczynienie i uwielbienie, w którym wyznajemy, że Bóg jest Panem 
naszego życia, zarówno w pomyślności, jak i w przeciwnościach. Taka modlitwa wyostrza 
spojrzenie wiary na naszą codzienność. Nie będziemy wtedy przypisywać dobra wyłącznie 

background image

sobie, lecz uznamy je za dzieło Boże. Podobnie w trudnościach uznamy, że Pan jest pośród  
nas i wspiera nas, byśmy mogli przejść nawet przez ciemną dolinę. 
 
Bardzo wskazane jest korzystanie z doświadczenia św. Ignacego Loyoli, mistrza życia 
duchowego. Proponuje on, by codzienny rachunek sumienia rozpoczynać od dziękczynienia  
i uwielbienia. Oznacza to wyznanie wiary, że Pan Bóg jest obecny w moim życiu, że On 
udziela się mi i udziela mi swoich, konkretnych darów. 
 

Uwielbiać będziemy Boga w niebie

 

 
Przez kilka ostatnich lat wychowawcy i wykładowcy naszego seminarium byli zapraszani  
po Bożym Narodzeniu przez ojców bazylianów „na kutię” – tradycyjną ukraińską potrawę 
świąteczną. Ale zanim nastąpiła wieczerza i czas degustacji różnych smakołyków (np. 
pierogów), szliśmy do cerkwi, by wspólnie się modlić. 
 
Jednego roku był śpiewany piękny Akatyst ku czci Matki Bożej, a w nim znajdowała się 
zwrotka, której treść przypominała nam, że „Herod nie mógł wejść do nieba, bo nie nauczył się 
śpiewać Alleluja”. W niebie nie będziemy niczego innego robili, tylko śpiewali Alleluja, tzn. 
będziemy wielbili Boga. Potrzeba więc, byśmy nauczyli się uwielbiać Boga już tu, na ziemi,  
by móc robić to także później w niebie. Nie chodzi tu tylko o uwielbienie płynące jedynie 
ustami, lecz o wielbienie Go całym naszym życiem, by to, co myślimy, mówimy i robimy, było 
na większą chwałę Boga. Gdy takie będzie nasze podejście do życia, z całą pewnością najlepiej 
przygotujemy się do udziału w radościach nieba. 
 
ks. Mirosław Cholewa