background image

Gabriel Garcia Marquez 

 
 
 
 

Kronika Zapowiedzianej Śmierci 

PrzełoŜył: 

Carlos Marrodan Casas 

background image

W dniu, w którym miał zostać zabity, Santiago Nasar 

wstał o piątej trzydzieści rano, chcąc zdąŜyć na 

uroczystość powitania statku wiozącego biskupa. Śniło mu 

się, Ŝe szedł w mŜawce przez gaj figowców, i przez chwilę 

był szczęśliwy we śnie, ale obudziwszy się, poczuł się cały 

zbryzgany ptasimi gówienkami. „Zawsze śniły mu się 

drzewa - powiedziała mi Placida Linero, jego matka, 

odtwarzając w dwadzieścia siedem lat później szczegóły 

tego nieszczęsnego poniedziałku. - Tydzień wcześniej 

ś

niło mu się, Ŝe leciał sam w samolocie z cynfolii, który 

swobodnie przelatywał pomiędzy migdałowcami". 

Cieszyła się w pełni zasłuŜoną sławą nieomylnej tłumaczki 

cudzych snów, pod warunkiem Ŝe opowiadano je na czczo, 

nie dostrzegła jednak Ŝadnej złowróŜbnej przepowiedni w 

snach swego syna - ani w tych dwóch ostatnich, ani w 

poprzednich z drzewami, które opowiadał jej we wszystkie 

ranki poprzedzające jego śmierć. 

Santiago Nasar równieŜ nie dostrzegł złej wróŜby. Spał 

krótko  i  źle,  nie  zdejmując  ubrania.  Obudził  się  z  bólem 
głowy,  czując  na  podniebieniu  smak  miedzianego 
strzemienia,  szybko  jednak  uznał  to  za  naturalne  skutki 
weselnej  hulanki,  która  przedłuŜyła  się  do  rana.  Nie  dość 
tego:  wiele  osób  napotkanych  przez  niego  od  momentu, 
gdy  wyszedł  z  domu  o  szóstej  pięć,  aŜ  do  chwili  kiedy  w 
godzinę  później  został  zaszlachtowany  jak  wieprz, 
wspominało,  iŜ  był  wówczas  nieco  ospały,  ale  w  dobrym 
humorze,  i  Ŝe  wszystkim  mimochodem  napomknął  coś  o 
pięknym  dniu.  Nikt  nie  był  pewien,  czy  miał  na  myśli 
pogodę.  Wielu  jednomyślnie  wspominało,  Ŝe  ranek  był 
pogodny,  z  nadlatującą  od  plantacji  bananowych  morską 

background image

bryzą,  a  więc  taki,  jakiego  moŜna  było  się  spodziewać  po 
dobrym lutym tamtych czasów. Większość zgodnie jednak 
stwierdzała,  Ŝe  pogoda  była  pod  psem,  niebo  niskie  i 
posępne, w powietrzu unosiła się stęchlizna stojących wód, 
a  w  chwili  nieszczęścia  siąpiła  mŜawka,  taka  sama,  jaką 
widział Santiago Nasar w lesie swego snu. Jeśli zaś chodzi 
o mnie, to po weselnej pijatyce wracałem do przytomności 
na  apostolskim  łonie  Marii  Alejandriny  Cervantes  i 
obudziły  mnie  dopiero  dzwony  bijące  na  trwogę,  choć 
myślałem, Ŝe uderzono w nie na cześć biskupa. 

Santiago  Nasar  ubrał  się  w  białe  lniane  spodnie,  nie 

krochmalone,  takie  same  jak  te,  które  miał  na  sobie 
poprzedniego  dnia  na  weselu.  Było  to  ubranie  na  wielkie 
okazje.  Gdyby  nie  wizyta  biskupa,  włoŜyłby  spodnie  i 
koszulę koloru khaki i buty do jazdy konnej, czyli to, w co 
ubierał  się  w  kaŜdy  poniedziałek,  gdy  jechał  do  hacjendy 
„Divino  Rostro",  odziedziczonej  po  ojcu  i  zarządzanej 
przez  niego  roztropnie,  choć  bez  większych  sukcesów. 
Gdy  wyruszał  konno,  przypinał  do  pasa  magnum  357, 
którego  pociski  z  pancernej  stali,  jak  mawiał,  mogły 
przeciąć  konia  na  pół.  W  sezonie  polowań  na  kuropatwy 
brał  swoje  sokolnicze  akcesoria.  Poza  tym  w  swoim 
arsenale miał: manlicher schonauer 30.06, holand magnum 
300, 

hornet 

22 

celownikiem 

optycznym 

wielostrzałowego  winczestera.  Spał  zawsze  tak  jak  jego 
ojciec,  trzymając  broń  w  poszewce  poduszki,  tego  dnia 
jednak przed wyjściem z domu wyjął naboje i schował do 
szufladki  nocnego  stolika.  „Nigdy  nie  zostawiał  broni 
nabitej"  -  powiedziała  mi  jego  matka.  Wiedziałem  o  tym, 
tak  jak  wiedziałem,  Ŝe  broń  chował  w  jednym  miejscu, 

background image

amunicję  zaś  jak  najdalej  od  niej,  tak  by  nikt,  choćby 
przypadkiem,  nie  uległ  pokusie  załadowania  broni 
wewnątrz domu. Był to roztropny nawyk narzucony przez 
ojca od tego dnia, kiedy to rano jedna ze słuŜących, chcąc 
zdjąć poszewkę z poduszki, zaczęła nią potrząsać; pistolet 
wypadł  i  uderzając  o  podłogę  wystrzelił,  kula  zaś 
roztrzaskała  szafę  w  pokoju,  przebiła  ścianę  salonu,  z 
bitewnym  gwizdem  przeleciała  przez  jadalnię  sąsiedniego 
domu  i  obróciła  w  gipsowy  proch  świętego  naturalnej 
wielkości  z  głównego  ołtarza  kościoła  na  drugim  końcu 
placu.  Santiago  Nasar,  wówczas  małe  dziecko,  nie 
zapomniał  nigdy  tej  poglądowej  lekcji  udzielonej  przez 
nieszczęśliwy traf. 

Ostatnim  obrazem  syna,  jaki  zachowała  w  pamięci 

matka,  była  wizja  jego  przelotnego  pobytu  w  sypialni. 
Obudził ją, gdy usiłował po omacku znaleźć w łazienkowej 
apteczce  tabletkę  aspiryny;  matka  zapaliła  wówczas 
ś

wiatło  i  ujrzała  go,  jak  wyłaniał  się  w  drzwiach  ze 

szklanką  wody  w  ręku,  i  takim  miała  go  zapamiętać  na 
zawsze. Santiago Nasar opowiedział jej wówczas sen, ona 
jednak nie zwróciła uwagi na drzewa. 

-  Wszystkie  sny  z  ptakami  oznaczają  dobre  zdrowie  - 

powiedziała. 

Ujrzała go, leŜąc w tym samym hamaku i w tej samej 

pozycji,  w  jakiej  zastałem  ją,  powaloną  przez  ostatnie 
ś

wiatła  starości,  kiedy  wróciłem  do  tego  zapomnianego 

miasteczka,  próbując  złoŜyć  z  tylu  rozproszonych 
odłamków  rozbite  zwierciadło  pamięci.  Nawet  w  pełnym 
ś

wietle  z  trudem  rozpoznawała  kształty,  a  do  skroni 

przyłoŜone  miała  zioła  mające  uśmierzyć  wieczny  ból 

background image

głowy,  który  pozostawił  jej  syn,  gdy  po  raz  ostatni 
przeszedł  przez  sypialnię.  LeŜała  na  boku,  próbując 
podnieść  się  uczepiona  pali  u  wezgłowia  hamaka,  w 
półmroku  zaś  unosił  się  ten  sam  zapach  baptysterium, 
który  tak  mnie  zdziwił  w  ów  ranek,  gdy  popełniono 
zbrodnię. 

W  chwili,  kiedy  pojawiłem  się  w  pustce  drzwi, 

pomyliła  mnie  ze  wspomnieniem  Santiago  Nasara.  „Tam 
stał - powiedziała mi. - Miał na sobie białe 

lniane  ubranie,  prane  w  samej  wodzie,  bo  miał  tak 

delikatną  skórę,  Ŝe  nie  znosił  chrzęstu  krochmalu". 
Siedziała dłuŜszy czas w hamaku Ŝując nasionka rzeŜuchy, 
póki  nie  otrząsnęła  się  ze  złudzenia,  Ŝe  syn  wrócił. 
Wówczas westchnęła: „To był męŜczyzna mojego Ŝycia". 

Zobaczyłem  go  w  jej  pamięci.  W  ostatnim  tygodniu 

stycznia skończył dwadzieścia jeden lat, był smukły, blady, 
miał  arabskie  rzęsy  i  kręcone  włosy  swego  ojca.  Był 
jedynym synem  małŜeństwa z rozsądku, które nie zaznało 
chwili  szczęścia.  Ale  Santiago  Nasar  wydawał  się 
szczęśliwy  przy  ojcu,  póki  ten  nagle  nie  zmarł,  i  przez 
następne  trzy  lata  wydawał  się  nadal  szczęśliwy  przy 
samotnej matce aŜ do poniedziałku swojej śmierci. Po niej 
odziedziczył  instynkt.  Od  ojca  nauczył  się,  jeszcze  jako 
dziecko, władania bronią palną, miłości do koni i układania 
do łowów drapieŜnych ptaków, ale równieŜ wypróbowanej 
sztuki  odwagi  i  ostroŜności.  Między  sobą  rozmawiali  po 
arabsku,  ale  w  obecności  Placidy  Linero  po  hiszpańsku, 
Ŝ

eby  nie  czuła  się  odepchnięta.  Nigdy  nie  widziano  ich 

uzbrojonych  w  miasteczku  i  tylko  raz  pojawili  się  ze 
swymi  wytresowanymi  sokołami,  i  to  z  okazji  pokazu 

background image

sokolnictwa  podczas  specjalnego  kiermaszu  na  cele 
dobroczynne. Śmierć ojca zmusiła go do przerwania nauki 
pod koniec szkoły średniej, musiał bowiem objąć rodzinną 
hacjendę.  Sobie  samemu  juŜ  Santiago  Nasar  zawdzięczał, 
iŜ był wesoły, spokojny i kochliwy. 

W  dniu,  w  którym  miał  zostać  zabity,  matka, 

ujrzawszy go ubranego na biało, pomyślała, Ŝe pomylił mu 
się dzień. „Przypomniałam mu, Ŝe dziś jest poniedziałek" - 
powiedziała  mi.  Ale  wytłumaczył  jej,  Ŝe  ubrał  się 
odświętnie  na  wypadek,  gdyby  nadarzyła  się  okazja 
ucałować 

pierścień 

biskupa. 

Nie 

okazała 

tym 

najmniejszego zainteresowania. 

-  Nawet  nie  zejdzie  ze  statku  -  odparła.  -  Udzieli 

błogosławieństwa  z  obowiązku,  jak  zwykle,  i  odpłynie 
tam, skąd przypłynął. Nienawidzi tego miasteczka. 

Santiago  Nasar  wiedział,  Ŝe  matka  ma  rację,  ale 

splendor  uroczystości  kościelnych  wzbudzał  w  nim 
nieodparty zachwyt. „To jest jak wino" - wyznał mi kiedyś. 
Jedynym zmartwieniem matki w związku z wizytą biskupa 
było, Ŝeby jej syn nie zmókł na deszczu, słyszała bowiem, 
jak kichał przez sen. Poradziła mu, Ŝeby wziął parasol, ale 
on  pomachał  jej  ręką  na  poŜegnanie  i  wyszedł  z  pokoju. 
Widziała go po raz ostatni. 

Victoria Guzman, kucharka, była całkowicie pewna, Ŝe 

nie  padało  ani  tego  dnia,  ani  przez  cały  luty.  „Wprost 
przeciwnie  -  powiedziała  mi,  kiedy  odwiedziłem  ją  na 
krótko przed jej śmiercią. - Słońce zaczęło grzać wcześniej 
niŜ  w  sierpniu".  Oprawiała  na  śniadanie  trzy  króliki, 
atakowana  przez  dyszące  psy,  gdy  Santiago  Nasar  wszedł 
do  kuchni.  „Zawsze  gdy  wstawał,  wyglądał,  jakby 

background image

łajdaczył się całą noc" - wspominała bez czułości Victoria 
Guzman. Divina Flor, jej rozkwitająca właśnie córka, 

podała  mu  jak  w  kaŜdy  poniedziałek  kubek  gorzkiej 

kawy z odrobiną wódki z trzciny cukrowej, by mógł znieść 
cięŜar minionej nocy. Ogromna kuchnia z rozlegającym się 
w  niej  sykiem  ognia  i  kurami  śpiącymi  na  Ŝerdkach 
wydawała  tajemnicze  oddechy.  Santiago  Nasar  przełknął 
kolejną  aspirynę  i  usiadł,  by  łyk  po  łyku  popijać  kawę  z 
duŜego  kubka,  pogrąŜając  się  w  leniwych  myślach  i  nie 
odrywając  wzroku  od  obydwu  kobiet  patroszących  króliki 
nad  piecykiem.  Victoria  Guzman  mimo  swego  wieku 
zachowała urodę. Dziewczynkę, dziką jeszcze trochę i nie 
oswojoną,  zdawały  się  juŜ  rozpierać  hormony.  Gdy 
podeszła,  Ŝeby  zabrać  pusty  kubek,  Santiago  Nasar  złapał 
ją za przegub dłoni. 

-  JuŜ  moŜna  cię  ujeŜdŜać  -  powiedział.  Victoria 

Guzman pogroziła mu zakrwawionym noŜem. 

- Ty ją, biały, puść - rozkazała mu nie na Ŝarty. - Z tej 

studni  się  nie  napijesz,  póki  ja  Ŝyję.  Została  uwiedziona 
przez Ibrahima Nasara w pełni swej młodości. Przez wiele 
lat kochał się z nią po stajniach swej hacjendy i sprowadził 
na  słuŜbę  do  domu,  gdy  zauroczenie  mu  przeszło.  Divina 
Flor,  córka  z  późniejszego  juŜ  małŜeństwa,  czuła,  Ŝe  jest 
jej  przeznaczone  kłusownicze  łóŜko  Santiago  Nasara  i 
przeświadczenie to budziło w niej przedwczesny niepokój. 
„Taki  męŜczyzna juŜ się nigdy nie narodzi" - powiedziała 
mi,  gruba,  przywiędła  i  otoczona  dziećmi  po  innych 
miłościach.  „Wykapany  ojciec  -  odparowała  jej  Victoria 
Guzman.  -  Zasraniec".  Ale  nie  potrafiła  opanować 
gwałtownego dreszczu trwogi na wspomnienie przeraŜenia 

background image

Santiago  Nasara,  kiedy  jednym  szarpnięciem  wyrwała  z 
królika dymiące wnętrzności i rzuciła je psom. 

- Nie bądź taka okrutna - powiedział jej. - A gdyby to 

był człowiek? 

Victoria Guzman potrzebowała niemal dwudziestu lat, 

by zrozumieć, Ŝe męŜczyzna przyzwyczajony do zabijania 
bezbronnych zwierząt mógł się tak nagle przerazić. „BoŜe 
Ś

więty  -  krzyknęła  wystraszona  -  i  pomyśleć,  Ŝe  to  było 

dla mnie takim odkryciem". W ten poranek zbrodni było w 
niej jednak tyle tłumionych urazów, iŜ nie przestała rzucać 
psom  wnętrzności  królików.  Byle  tylko  uprzykrzyć 
ś

niadanie Santiago Nasarowi. W tym to właśnie momencie 

całe miasteczko zostało zerwane na nogi brutalnym rykiem 
parowca wiozącego biskupa. 

Mieszkali  w  starym  dwupiętrowym  domu,  byłym 

magazynie, o ścianach z surowych desek i dwuspadowym 
cynkowym  dachu,  na  którym  siadały  sępy  wyglądając 
portowych odpadków. Został zbudowany w czasach, kiedy 
rzeka  była  na  tyle  Ŝeglowna,  iŜ  barki,  a  nawet  niektóre 
statki  pełnomorskie  zapuszczały  się  aŜ  tutaj  poprzez 
bagniska  estuarium.  Gdy  Ibrahim  Nasar  przybył  pod 
koniec  wojen  domowych  z  ostatnimi  Arabami,  morskie 
statki  nie  przypływały  juŜ  wskutek  zmiany  nurtu,  wobec 
czego magazyn stał się bezuŜyteczny. Ibrahim Nasar kupił 
go  niemal  za  darmo,  planując  załoŜenie  w  nim  sklepu  z 
artykułami  importowanymi,  którego  nigdy  nie  otworzył,  i 
dopiero przed ślubem przerobił go na dom mieszkalny. Na 
parterze urządził salon do wszystkiego, w głębi dobudował 
stajnię dla czterech koni, słuŜbówki i folwarczną kuchnię z 
oknami wychodzącymi na port, przez które o kaŜdej porze 

background image

wpadał  fetor  wód.  W  salonie  pozostawił  jedynie  kręcone 
schody  wyłowione  po  jakiejś  katastrofie  okrętowej.  Na 
piętrze, gdzie przedtem  mieściły się biura urzędu celnego, 
urządził  dwa  obszerne  pokoje  i  pięć  kajut  dla  gromady 
dzieci,  które  chciał  mieć,  a  nad  rosnącymi  na  placu 
drzewami  migdałowymi  zbudował  balkon,  gdzie  Placida 
Linero  siadywała  w  marcowe  popołudnia,  by  tam  znaleźć 
ulgę w swej samotności. Od frontu zachował główne drzwi 
i  dorobił  dwa  wysokie  okna  z  toczonymi  gałkami. 
Pozostawił  teŜ  tylne  drzwi,  podwyŜszając  je  nieco,  tak  by 
mieścił się  w nich koń. Zachował równieŜ część dawnego 
nabrzeŜa. Właśnie te drzwi były najczęściej uŜywane, choć 
nie  dlatego,  iŜ  były  najprostszym  wejściem  do  stajni  i 
kuchni,  ale  przede  wszystkim  dlatego,  Ŝe  bezpośrednio 
wychodziły  na  ulicę  nowego  portu,  oszczędzając  drogi 
przez  plac.  Główne  drzwi,  poza  świątecznymi  okazjami, 
zawsze  były  zamknięte  i  zaryglowane.  Pomimo  tego 
właśnie  przy  nich,  a  nie  przy  tylnych  drzwiach  czekali  na 
Santiago  Nasara  ludzie,  którzy  zamierzali  go  zabić,  i 
właśnie  nimi  wyszedł  Santiago  Nasar  na  uroczystość 
powitania  biskupa,  aczkolwiek  musiał  okrąŜyć  dom,  Ŝeby 
dojść do portu. 

Nikt 

nie 

mógł 

pojąć 

zbiegu 

tylu 

fatalnych 

okoliczności. Przybyły z Riohacha sędzia śledczy musiał je 
spostrzec,  lecz  nie  miał  odwagi  ich  uznać,  a  świadczą  o 
tym  jego  zabiegi  w  aktach,  by  faktom  nadać  racjonalną 
interpretację.  Drzwi  wychodzące  na  plac  wielokrotnie 
pojawiały  się  w  zeznaniach  pod  nazwą  z  powieści 
odcinkowej  jako  „Fatalne  drzwi".  W  istocie  zaś  jedyną 
wiarygodną  interpretacją  wydawało  się  wyjaśnienie 

background image

Placidy  Linero,  która  odpowiadając  na  pytanie  uŜyła 
matczynego  argumentu:  „Mój  syn  nigdy  nie  wychodził 
tylnymi  drzwiami,  kiedy  był  dobrze  ubrany".  Zdawała  się 
to być prawda tak prosta, iŜ sędzia śledczy odnotował ją na 
marginesie, nie wciągnął jej jednak do akt. 

Victoria  Guzman  ze  swej  strony  kategorycznie 

zaprzeczyła,  jakoby  ona  i  jej  córka  wiedziały,  Ŝe  na 
Santiago  Nasara  czekano,  by  go  zabić.  Ale  po  latach 
przyznała,  Ŝe  obie  wiedziały  juŜ  o  tym,  kiedy  wszedł  do 
kuchni,  Ŝeby  wypić  kawę.  Powiedziała  jej  o  tym 
Ŝ

ebraczka, która przyszła nieco po piątej prosząc o mleko; 

powiedziała  teŜ,  dlaczego  chcą  go  zabić  i  gdzie  na  niego 
czekają.  „Nie  uprzedziłam  go,  bo  myślałam,  Ŝe  te  groźby 
to  pijackie  gadanie"  -  dodała  Victoria.  Ale  podczas 
którychś z rzędu odwiedzin, gdy Victoria Guzman juŜ nie 
Ŝ

yła, Divina Flor wyznała mi, Ŝe jej matka nie powiedziała 

nic Santiago Nasarowi, bo w skrytości serca chciała, Ŝeby 
go zabito. Ona zaś nie uprzedziła go, bo wtedy była 

tylko  przestraszoną  dziewczynką,  niezdolną  do 

podjęcia  samodzielnej  decyzji,  a  przestraszyła  się  jeszcze 
bardziej,  kiedy  chwycił  ją  za  przegub  i  poczuła  dotyk 
dłoni, lodowatej i skamieniałej jak ręka trupa. 

Santiago  Nasar  przeszedł  długimi  krokami  przez 

półmrok 

domu, 

poganiany 

radosnym 

buczeniem 

biskupiego  statku.  Divina  Flor  wyminęła  go,  by  otworzyć 
mu  drzwi,  i  usiłowała  nie  dać  się  złapać  pomiędzy 
klatkami 

ś

piących 

ptaków 

jadalni, 

pomiędzy 

wiklinowymi  meblami  i  wiszącymi  paprociami  w  salonie, 
ale  gdy  odsunęła  zasuwę,  nie  zdołała  juŜ  uniknąć 
wyciągniętych  szponów  drapieŜnego  krogulca.  „Złapał 

background image

mnie za całą  pipę - powiedziała  mi Divina Flor. - Zawsze 
to robił, kiedy mnie przyłapał w jakimś kącie, ale tamtego 
dnia  nie  przestraszyłam  się  jak  zwykle,  tylko  strasznie 
zachciało mi się płakać". Przepuściła go, by mógł wyjść, i 
przez  uchylone  drzwi  zobaczyła  na  placu  migdałowce 
ośnieŜone blaskiem świtu, ale bała się zobaczyć cokolwiek 
więcej. „Wtedy statek przestał wyć i zaczęły piać koguty - 
powiedziała.  -  Zrobił  się  taki  harmider,  Ŝe  trudno  było 
uwierzyć,  aby  w  miasteczku  znajdowało  się  aŜ  tyle 
kogutów,  i  pomyślałam,  Ŝe  przypłynęły  razem  z 
biskupem". Jedyne, co mogła zrobić dla męŜczyzny, który 
nigdy  nie  miał  być  jej  męŜczyzną,  to  zostawić  wbrew 
poleceniom  Placidy  Linero  nie  zaryglowane  drzwi,  aby 
mógł  w  razie  czego  wejść  z  powrotem.  Ktoś,  kogo  nigdy 
nie  zidentyfikowano,  wsunął  pod  drzwi  kopertę  z  kartką 
ostrzegającą  Santiago  Nasara,  Ŝe  czekają  na  niego,  by  go 
zabić,  ujawniając  przy  tym  miejsce,  motywy  i  inne 
szczegóły intrygi. OstrzeŜenie leŜało juŜ na podłodze, gdy 
Santiago Nasar wychodził z domu, nie dostrzegł go jednak, 
tak jak nie dostrzegła go równieŜ Divina Flor, nie dostrzegł 
go zresztą nikt jeszcze długo po tym, jak zbrodnia została 
dokonana. 

Minęła  juŜ  szósta,  jednak  światła  uliczne  jeszcze  się 

paliły.  Z  gałęzi  migdałowców  i  niektórych  balkonów 
zwisały  kolorowe  weselne  girlandy  i  moŜna  było 
pomyśleć,  Ŝe  powieszono  je  dopiero  co  na  cześć  biskupa. 
Ale  wyłoŜony  płytami  plac,  gdzie  stał  podest  dla 
muzyków,  wyglądał  niczym  śmietnisko  pełne  pustych 
butelek,  przeróŜnych  pozostałości  i  odpadków  po 
publicznej  zabawie.  Gdy  Santiago  Nasar  wychodził  z 

background image

domu,  wiele  osób  przynaglonych  buczeniem  statku  biegło 
w  stronę  portu.  Jedynym  czynnym  na  placu  lokalem  był 
sąsiadujący  z  kościołem  sklep  z  nabiałem,  gdzie  w  tym 
czasie  siedzieli  dwaj  męŜczyźni  czekający  na  Santiago 
Nasara,  Ŝeby  go  zabić.  Clotilde  Armenta,  właścicielka 
sklepu, ujrzała go w brzasku świtu i odniosła wraŜenie, Ŝe 
ubrany jest w aluminium. „JuŜ wtedy wyglądał jak zjawa" 
-  powiedziała  mi.  MęŜczyźni,  którzy  mieli  go  zabić, 
zasnęli na krzesłach, przytulając do piersi noŜe owinięte w 
gazetę. Clotilde Armenta wstrzymała oddech, Ŝeby ich nie 
obudzić. 

Pedro  i  Pablo  Vicario  byli  bliźniakami.  Mieli  po 

dwadzieścia  cztery  lata  i  byli  tak  do  siebie  podobni,  Ŝe  z 
trudem ich rozróŜniano. „OcięŜałego wyglądu, 

ale dobrego charakteru" - głosił akt sprawy. Ja, znając 

ich od szkoły podstawowej, opisałbym ich tak samo. Tego 
dnia rano mieli jeszcze na sobie ciemne weselne garnitury, 
zbyt  cięŜkie  i  zbyt  przyzwoite  jak  na  Karaiby,  i  choć  ich 
twarze nosiły ślady wielu godzin rozpusty, dopełnili jednak 
porannego rytuału i ogolili się. ChociaŜ pili nieprzerwanie 
od  przededniu  wesela,  po  tych  trzech  dniach  nie  byli  juŜ 
pijani,  wyglądali  tylko  jak  niewyspani  lunatycy.  Zasnęli 
przy  pierwszych  podmuchach  świtu,  po  prawie  trzech 
godzinach  oczekiwania  w  sklepie  Clotilde  Armenta,  i  to 
był ich pierwszy sen od piątku. 

Gdy statek zabuczał po raz pierwszy, obaj ocknęli się, 

ale  instynkt  wyrwał  ich  całkowicie  ze  snu,  dopiero  gdy 
Santiago  Nasar  opuścił  swój  dom.  KaŜdy  z  nich  chwycił 
wówczas  za  swój  pakiet  owinięty  w  gazetę,  a  Pedro 
Vicario zaczął wstawać. 

background image

-  Na  miłość  boską  -  szepnęła  Clotilde  Armenta.  - 

Zostawcie  to  na  później,  choćby  przez  wzgląd  na  księdza 
biskupa. 

„Jakby  mnie  Duch  Święty  nawiedził"  -  często 

powtarzała  później.  Był  to  istotnie  opatrznościowy 
przypadek,  choć  nie  na  wiele  się  zdał.  Po  tym,  co 
powiedziała, bliźniacy Vicario zreflektowali się i ten, który 
juŜ  wstał,  ponownie  usiadł.  Obaj  odprowadzili  wzrokiem 
Santiago  Nasara  przechodzącego  przez  plac.  „Patrzyli  na 
niego  raczej  z  Ŝalem"  -  mówiła  Clotilde  Armenta.  W  tej 
samej  chwili  przez  plac  przeszły  bezładnie  w  swych 
sierocych  mundurkach  wychowanki  szkoły  prowadzonej 
przez zakonnice. 

Placida  Linem  miała  rację;  biskup  w  ogóle  nie  zszedł 

na  ląd.  W  porcie,  poza  miejscowymi  władzami  i  dziećmi 
ze  szkół,  zebrała  się  masa  ludzi  i  wszędzie  pełno  było 
klatek  z  podtuczonymi  kogutami  przyniesionymi  w 
prezencie  dla  biskupa,  zupa  z  kogucich  grzebieni  była 
bowiem  jego  ulubionym  przysmakiem.  Przy  nabrzeŜu 
zwalono  tyle  stosów  drewna,  iŜ  załadowanie  ich  na  statek 
trwałoby co najmniej dwie godziny. Ale statek w ogóle nie 
przybił do brzegu. Wypłynął zza zakrętu rzeki dysząc niby 
smok i wówczas orkiestra zagrała hymn biskupi, a koguty 
w  klatkach  zaczęły  piać,  budząc  wszystkie  koguty  w 
okolicznych osadach. 

W  owej  epoce  legendarne  parostatki  z  paleniskami  na 

drewno,  napędzane  kołem  łopatkowym,  zanikały  juŜ 
powoli,  a  kursujące  niedobitki  nie  dość,  Ŝe  nie  miały  juŜ 
pianol  ani  specjalnych  kajut  na  miodowe  miesiące,  to 
ledwie  mogły  jeszcze  płynąć  pod  prąd.  Ten  był  jednak 

background image

nowy i zamiast jednego komina miał dwa, opasane, niczym 
banderolą,  barwami  narodowymi,  zaś  koło  łopatkowe  od 
rufy  nadawało  mu  impet  pełnomorskiego  statku.  Na 
najwyŜszym mostku przy kapitańskiej kabinie w otoczeniu 
swej  świty  Hiszpanów,  stał  biskup  w  białej  sutannie. 
„Pogoda była jak na BoŜe Narodzenie" - powiedziała moja 
siostra  Margot.  Przepływając  bowiem  wzdłuŜ  portu,  jak 
wynika  z  jej  opowieści,  statek  wydał  gwizd  i  trysnął 
strumieniem spręŜonej pary, mocząc tych, którzy stali przy 
samym  brzegu.  Wszystko  wydawało  się  ulotną  złudą: 
biskup,  znalazłszy  się  na  wprost  zgromadzonych  przy 
nabrzeŜu tłumów, zaczął kreślić w powietrzu znak krzyŜa i 
nieprzerwanie 

udzielał 

swego 

błogosławieństwa, 

przyzwyczajenia,  bez  cynizmu  i  bez  uduchowienia,  póki 
statek  nie  zniknął  z  oczu  pozostawiając  za  sobą  wrzawę 
kogutów. 

Santiago  Nasar  miał  powody,  by  poczuć  się 

rozgoryczonym.  Uczestniczył  w  przygotowaniach  w 
odpowiedzi  na  publiczne  apele  księdza  Carmen  Amadora, 
znosząc  wiele  wiązek  drewna  i  osobiście  wybierając 
koguty  o  najbardziej  apetycznych  grzebieniach.  Uczucie 
zawodu  nie  trwało  jednak  długo.  Zdaniem  mojej  siostry 
Margot,  która  stała  razem  z  nim  przy  nabrzeŜu,  był  w 
bardzo  dobrym  humorze  i  pełen  chęci  do  kontynuowania 
zabawy, mimo uporczywego bólu głowy. „Nie wyglądał na 
przeziębionego  i  tylko  cały  czas  rozmyślał  o  tym,  ile 
kosztowało  wesele"  -  powiedziała  mi.  Towarzyszący  im 
Cristo  Bedoya  ujawnił  liczby,  które  spotęgowały  jego 
podziw.  Był  na  weselu  z  Santiago  Nasarem  i  ze  mną 
prawie  do  czwartej,  ale  zamiast  wrócić  do  swoich 

background image

rodziców,  spędził  resztę  nocy  na  rozmowach  w  domu 
swych  dziadków.  Uzyskał  tam  szereg  informacji 
brakujących  mu  dotąd  do  obliczenia  kosztów  wesela. 
Oszacował,  Ŝe  pod  nóŜ  poszło  dla  gości  czterdzieści 
indyków  i  jedenaście  świń,  i  cztery  jałówki,  które  pan 
młody  kazał  upiec  dla  wszystkich  na  głównym  placu 
miasteczka. Oszacował teŜ, Ŝe wypito dwieście pięć skrzyń 
alkoholu  z  przemytu,  a  prawie  dwa  tysiące  butelek  rumu 
rozdano  tłumom.  Nie  było  takiej  osoby,  ni  biednej,  ni 
bogatej, która w ten czy inny sposób nie uczestniczyłaby w 
najgłośniejszym  weselu,  jakie  kiedykolwiek  widziano  w 
miasteczku. Santiago Nasar pomarzył na głos: 

-  Taki  będzie  mój  ślub  -  powiedział.  -  śycia  wam  nie 

starczy, Ŝeby o nim rozpowiadać. 

Moja  siostra  poczuła,  Ŝe  anioł  przeleciał.  Raz  jeszcze 

pomyślała o szczęściu Flory Miguel, która mając w swym 
Ŝ

yciu  juŜ  tak  wiele,  na  dodatek  miała  dostać  jeszcze 

Santiaga Nasara na tegoroczne święta BoŜego Narodzenia. 
„Nagle  zdałam  sobie  sprawę,  Ŝe  nie  mogło  być  lepszej 
partii  od  niego  -  powiedziała  mi.  -  No  bo  pomyśl:  ładny, 
dobrze  wychowany  i  w  wieku  dwudziestu  jeden  lat  z 
własnym  majątkiem".  Miała  zwyczaj  zapraszania  go  do 
nas, kiedy na śniadanie były placki maniokowe, a tego dnia 
rano  moja  matka  właśnie  je  robiła.  Santiago  Nasar  z 
entuzjazmem przyjął zaproszenie. 

- Tylko się ,przebiorę i zaraz cię dogonię - powiedział i 

nagle  zauwaŜył,  Ŝe  zostawił  zegarek  na  nocnym  stoliku.  - 
Która jest godzina? 

Była  szósta  dwadzieścia  pięć.  Santiago  Nasar  wziął 

pod rękę Cristo Bedoyę i ruszył z nim w stronę placu. 

background image

-  Za  piętnaście  minut  jestem  u  ciebie  -  powiedział 

mojej siostrze. 

Nalegała, by pójść od razu razem, gdyŜ śniadanie było 

juŜ  gotowe.  „To  naleganie  było  dziwne  -  powiedział  mi 
Cristo  Bedoya.  -  Tak  dziwne,  iŜ  czasami  myślałem,  Ŝe 
Margot juŜ wiedziała, Ŝe mają go zabić, i chciała go ukryć 
w  twoim  domu".  Mimo  to  Santiago  Nasar  namówił  ją,  by 
pierwsza poszła do domu, on zaś w tym  czasie przebierze 
się  w  ubranie  jeździeckie,  miał  być  bowiem  wcześnie  w 
„Divino  Rostro",  by  kastrować  młode  byczki.  PoŜegnał  ją 
tym  samym  ruchem  ręki,  którym  poŜegnał  swoją  matkę,  i 
oddalił  się  w  stronę  placu,  trzymając  pod  rękę  Cristo 
Bedoyę. Widziała go po raz ostatni. 

Wiele  osób  zgromadzonych  w  porcie  wiedziało,  Ŝe 

mają  zabić  Santiago  Nasara.  Don  Lazaro  Aponte, 
emerytowany  dyplomowany  pułkownik  i  alkad  od 
jedenastu  lat,  pomachał  mu  ręką.  „Miałem  realne 
podstawy,  by  sądzić,  Ŝe  nie  zagraŜa  mu  juŜ  Ŝadne 
niebezpieczeństwo"  -  powiedział  mi.  Ksiądz  Carmen 
Amador  równieŜ  się  nie  przejął.  „Kiedy  zobaczyłem,  Ŝe 
jest  zdrów  i  cały,  pomyślałem,  Ŝe  to  wszystko  było 
fałszywą pogłoską" - wyznał mi. Nikt wówczas nawet nie 
zadał  sobie  pytania,  czy  Santiago  Nasar  został 
przynajmniej ostrzeŜony, wszystkim bowiem wydawało się 
nieprawdopodobne, by mogło być inaczej. 

Moja  siostra  Margot  była  w  istocie  jedną  z  tych 

niewielu  osób,  które  nie  wiedziały,  Ŝe  grozi  mu  śmierć. 
„Gdybym  wiedziała,  przyprowadziłabym  go  do  domu, 
choćbym  musiała  go  związać"  -  oświadczyła  sędziemu 
ś

ledczemu.  Dziwne,  Ŝe  o  tym  nie  wiedziała,  ale  jeszcze 

background image

dziwniejsze  było  to,  Ŝe  nie  wiedziała  o  tym  równieŜ  moja 
matka,  osoba  dowiadująca  się  o  wszystkim  wcześniej  niŜ 
ktokolwiek  w  rodzinie,  mimo  Ŝe  od  lat  nie  wychodziła  z 
domu,  nawet  na  mszę.  Podziwiałem  tę  jej  właściwość  od 
czasu,  gdy  zacząłem  wcześnie  wstawać,  by  iść  do  szkoły. 
Co rano zastawałem ją taką, jaką była w owych czasach  - 
bladą i tajemniczą, zamiatającą podwórze miotłą z gałęzi w 
popielatym blasku świtu i spowiadającą mi między jednym 
a  drugim  łykiem  kawy,  co  wydarzyło  się  na  świecie, 
podczas gdyśmy spali. Zdawała się być zespolona z innymi 
ludźmi  w  miasteczku  niewidzialnymi  nitkami  tajemnej 
łączności,  szczególnie  z  ludźmi  w  jej  wieku,  czasem 
bowiem zaskakiwała nas wieściami wyprzedzającymi sam 
bieg  wydarzeń,  które  znać  mogła  tylko  dzięki  sztuce 
jasnowidzenia.  Ale  tego  ranka  nie  przeczuła  pierwszych 
ziaren  tragedii,  które  zaczęły  wschodzić  o  trzeciej  nad 
ranem.  Wymiotła  juŜ  patio,  a  kiedy  moja  siostra  Margot 
wychodziła  na  przywitanie  biskupa,  zastała  ją  mielącą 
maniok.  „Słychać  było  koguty"  -  mówi  zazwyczaj  moja 
matka  wspominając  tamten  dzień.  Nie  skojarzyła  nigdy 
odległej 

wrzawy 

przyjazdem 

biskupa, 

lecz 

dogasającym weselem. 

Nasz  dom  stał  z  dala  od  głównego  placu  w  zagajniku 

drzew  mangowych  nie  opodal  rzeki.  Moja  siostra  szła  do 
portu  cały  czas  wzdłuŜ  brzegu,  a  ludzie  byli  zbyt 
podnieceni  wizytą  biskupa,  by  zajmować  się  innymi 
sensacjami. ZłoŜono chorych w bramach, by mogli przyjąć 
boŜe  lekarstwo,  kobiety  wybiegały  z  podwórzy  z 
indykami,  prosiakami  i  z  wszystkim,  co  nadawało  się  do 
jedzenia,  z  drugiego  zaś  brzegu  przypływały  czółna 

background image

ozdobione  kwiatami.  Później  jednak,  gdy  biskup 
przepłynął  obok  miasteczka  nie  postawiwszy  nawet  nogi 
na  lądzie,  ta  druga  tajona  dotąd  wiadomość  nabrała 
wymiarów  sensacyjnego  skandalu.  To  właśnie  wówczas 
moja  siostra  Margot  poznała  ją  w  całej  okazałości  i 
brutalności: Angela Vicario, owa piękna dziewczyna, która 
wyszła  za  mąŜ  poprzedniego  dnia,  została  zwrócona  do 
domu  swych  rodziców,  małŜonek  bowiem  odkrył,  Ŝe  nie 
była  dziewicą.  „Poczułam  się  tak,  jakbym  to  ja  miała 
umrzeć  -  powiedziała  moja  siostra.  -  Ale  choć  rozwodzili 
się nad tą bujdą, nikt nie mógł mi wytłumaczyć, jak to się 
stało, Ŝe biedny Santiago Nasar został wplątany w podobną 
intrygę".  Pewne  było  tylko  to,  Ŝe  bracia  Angeli  Vicario 
czekają na niego, Ŝeby go zabić. 

Moja  siostra  wróciła  do  domu  ledwo  powstrzymując 

płacz.  W  jadalni  zastała  mają  matkę  przystrojoną  w 
niedzielną suknię w niebieskie kwiaty, na wypadek gdyby 
biskup  przyszedł  nas  pozdrowić,  i  śpiewającą  podczas 
nakrywania  stołu  faso  o  niewidzialnej  miłości.  Siostra 
dostrzegła,  Ŝe  połoŜyła  o  jedno  nakrycie  więcej  niŜ 
zazwyczaj. 

- To dla Santiago Nasara - powiedziała jej moja matka. 

- Powiedziano mi, Ŝe zaprosiłaś go na śniadanie. 

- Zabierz je - odrzekła moja siostra. 
Wówczas opowiedziała jej wszystko. „Ale to było tak, 

jakby  juŜ  wiedziała  -  zwierzyła  mi  się.  -  Tak  jak  zwykle, 
gdy  zaczynasz  jej  coś  opowiadać  i  nie  dojdziesz  do 
połowy,  ona  juŜ  wie,  jaki  jest  koniec".  Ta  zła  wiadomość 
była zaszyfrowanym węzełkiem dla mojej matki. Młodemu 
Santiago  nadano  to  imię  na  jej  cześć,  ponadto  była  jego 

background image

matką  chrzestną.  Była  jednak  równieŜ  w  jakimś  stopniu 
spowinowacona  z  Purą  Vicario,  matką  zwróconej  panny 
młodej.  Mimo  to,  nie  czekając  juŜ  końca  opowieści, 
włoŜyła  pantofle  na  obcasach  i  narzuciła  mantylkę  do 
mszy,  uŜywaną  wówczas  przez  nią  jedynie  do  wizyt 
kondolencyjnych. Mój ojciec, który wszystko słyszał leŜąc 
w  łóŜku,  pojawił  się  w  jadalni  w  piŜamie  i  wystraszony 
zapytał, gdzie idzie. 

-  Uprzedzić  kumę  Placidę  -  odpowiedziała.  -  To 

niesprawiedliwe, Ŝeby wszyscy wiedzieli, Ŝe mają zabić jej 
syna, a ona była jedyną, która nic o tym nie wie. 

-  Jesteśmy  z  nią  spokrewnieni  w  tym  samym  stopniu, 

co z rodziną Vicario - odparł ojciec. 

-  Zawsze  trzeba  być  po  stronie  zabitego  -  od-

powiedziała. 

Moi młodsi bracia zaczęli wychodzić ze swych pokoi. 

Najmłodsi,  smagnięci  powiewem  tragedii,  uderzyli  w 
płacz. Matka po raz pierwszy w Ŝyciu nie przejęła się nimi 
i nie zwróciła równieŜ uwagi na męŜa. 

- Poczekaj, ubiorę się - powiedział jej. 
Była juŜ na ulicy. Mój brat Jaime, wówczas niespełna 

siedmioletni,  jedyny  ze  wszystkich  dzieci  był  juŜ  ubrany 
do szkoły. 

- Idź z nią - rozkazał mu ojciec. 
Jaime  pobiegł  za  nią,  nie  wiedząc,  co  się  dzieje  ani 

dokąd idą, i chwycił się jej ręki. „Gadała sama do siebie - 
powiedział  mi  Jaime.  -  Złoczyńcy,  mówiła  po  cichu, 
zasrane  bydlaki,  nie  potrafią  nic  zrobić,  co  by  nie  było 
nieszczęściem". Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, Ŝe 
prowadzi  za  rękę  dziecko.  „Ludzie  myśleli  chyba,  Ŝe 

background image

zwariowałam  -  powiedziała  mi.  -  Pamiętam  tylko,  Ŝe  z 
daleka  słychać  było  ludzki  tumult,  tak  jakby  od  nowa 
zaczęło  się  wesele,  i  Ŝe  wszyscy  biegli  w  stronę  placu". 
Przyspieszyła  kroku  z  determinacją,  na  jaką  ją  tylko  było 
stać, gdy chodziło o ludzkie Ŝycie, dopóki ktoś biegnący w 
przeciwnym kierunku nie zlitował się nad jej obłędem. 

-  MoŜe  sobie  pani  dać  spokój,  Luisa  Santiago  - 

krzyknął mijając ją. - JuŜ go zabili. 

background image

Bayardo  San  Roman,  który  oddał  swoją  Ŝonę  jej 

rodzicom,  przyjechał  do  nas  po  raz  pierwszy  w  sierpniu 
poprzedniego  roku,  sześć  miesięcy  przed  ślubem. 
Przypłynął  na  kursującym  raz  w  tygodniu  statku;  przez 
ramię  miał  przewieszone  skórzane  sakwy  ze  srebrnymi 
ozdobami,  dopasowanymi  do  klamry  przy  pasku  i 
sprzączek  przy  getrach.  Dochodził  trzydziestu  lat,  dość 
dobrze  jednak  skrywanych,  miał  bowiem  wąskie  biodra 
początkującego  toreadora,  złotawe  oczy  i  skórę  spraŜoną 
saletrzanym  powietrzem.  Przyjechał  w  krótkiej  kurtce  i  w 
bardzo  wąskich  spodniach,  jedno  i  drugie  z  niebarwionej 
skóry  cielęcej,  i  w  rękawiczkach  z  koźlej  skóry  w  tym 
samym  kolorze.  Magdalena  Oliver  przypłynęła  razem  z 
nim i przez całą podróŜ nie mogła oderwać od niego oczu. 
„Wyglądał  na  pedała.  AŜ  Ŝal  było  patrzeć,  bo  był  taki 
cudny,  Ŝe  tylko  wysmarować  go  masłem  i  schrupać 
całego". Nie tylko jej przyszło to na myśl i nie ona ostatnia 
miała  zrozumieć,  Ŝe  Bayardo  San  Roman  nie  był 
męŜczyzną,  którego  rozpoznaje  się  od  pierwszego 
wejrzenia. 

Pod koniec sierpnia moja matka wysłała mi do szkoły 

list,  w  którym  mimochodem  napisała:  „Przyjechał  bardzo 
dziwny  człowiek".  W  następnym  liście  napisała:  „Ten 
dziwny  człowiek  nazywa  się  Bayardo  San  Roman  i 
wszyscy  mówią,  Ŝe  jest  czarujący,  ale  ja  osobiście  go  nie 
widziałam".  Nikt  nie  dowiedział  się  nigdy,  po  co 
przyjechał.  Komuś,  kto  uległ  pokusie,  by  go  zapytać  o  to 
na  krótko  przed  ślubem,  odpowiedział:  „Jeździłem  po 
wszystkich  miasteczkach,  Ŝeby  znaleźć  sobie  Ŝonę".  Być 
moŜe  powiedział  prawdę,  ale  mógł  równie  dobrze 

background image

powiedzieć  cokolwiek  innego,  miał  bowiem  taki  sposób 
mówienia,  dzięki  któremu  bardziej  ukrywał  myśli,  niŜ  je 
wyjawiał. 

Tej  samej  nocy  dał  w  kinie  do  zrozumienia,  Ŝe  jest 

inŜynierem  kolejnictwa  i  rozprawiał  o  naglącej  potrzebie 
wybudowania  linii  kolejowej  aŜ  po  interior  w  celu 
zabezpieczenia się przed kaprysami rzeki. Następnego dnia 
musiał  wysłać  telegram  i  nadał  go  osobiście,  ucząc  przy 
okazji 

telegrafistę 

sposobu 

zuŜytkowania 

juŜ 

wyczerpanych  akumulatorów.  Z  tą  samą  znajomością 
rzeczy  rozmawiał  o  chorobach  strefy  przygranicznej  z 
lekarzem 

wojskowym, 

który 

tych 

miesiącach 

przeprowadzał  u  nas  werbunek.  Lubił  długie  i  huczne 
zabawy, ale głowę miał mocną, potrafił wspaniale łagodzić 
wszelkie  zatargi  i  był  wrogiem  karcianych  oszustw. 
Pewnej 

niedzieli, 

po 

mszy, 

rzucił 

wyzwanie 

najsprawniejszym  pływakom,  a  było  ich  wielu,  wyprze-
dzając  tych  najlepszych  o  dwadzieścia  długości.  Matka 
opisała  mi  to  w  liście,  na  koniec  zaś  dodała  komentarz  w 
swoim  stylu:  „Zdaje  się,  Ŝe  takŜe  opływa  w  złoto". 
Odpowiadało  to  przedwczesnej  legendzie,  według  której 
Bayardo San Roman nie tylko potrafił zrobić wszystko, i to 
bardzo 

dobrze, 

ale 

miał 

równieŜ 

nieograniczone 

moŜliwości. 

Matka  moja  udzieliła  mu  ostatecznego  błogo-

sławieństwa w jednym z październikowych listów: „Ludzie 
bardzo go lubią - pisała - bo jest uczciwy i dobrego serca, a 
w zeszłą niedzielę przyjął komunię na kolanach i słuŜył do 
mszy  po  łacinie".  W  owym  czasie  nie  moŜna  było 
przyjmować  komunii  na  stojąco,  a  msze  odprawiano 

background image

wyłącznie  po  łacinie,  niemniej  moja  matka  zazwyczaj 
czyni  takie  zbyteczne  uściślenia,  kiedy  chce  dotrzeć  do 
sedna  sprawy.  A  mimo  to,  wydawszy  ten  uświęcający 
werdykt,  w  następnych  dwóch  listach  w  ogóle  nie 
wspominała o Bayardzie San Roman, nawet wtedy gdy juŜ 
dla nikogo nie było tajemnicą, Ŝe chce się oŜenić z Angelą 
Vicario.  Dopiero  w  wiele  lat  po  nieszczęsnym  weselu 
wyznała  mi,  Ŝe  poznała  go,  kiedy  było  juŜ  za  późno,  by 
sprostować  list  z  października,  i  Ŝe  jego  złote  oczy 
przyprawiły ją o dreszcze przeraŜenia. 

„Wydawał  mi  się  diabłem  -  powiedziała  mi  -  ale  ty 

sam  mi  powiedziałeś,  Ŝe  takich  rzeczy  nie  wolno  pisać  w 
listach". 

Poznałem  go  nieco  później  niŜ  ona,  podczas  ferii 

ś

wiątecznych, i nie zrobił na mnie wraŜenia człowieka tak 

dziwnego,  jak  mówiono.  Owszem,  wydał  mi  się 
atrakcyjny,  ale  bardzo  daleki  od  idyllicznej  wizji 
Magdaleny Oliver. Wydał mi się wbrew swoim wybrykom 
męŜczyzną powaŜnym, który pod zbyt hojnie roztaczanym 
urokiem  ledwie  skrywa  tłumione  napięcie.  Przede 
wszystkim  wydał  mi  się  jednak  człowiekiem  bardzo 
smutnym.  W  tym  czasie  sformalizował  juŜ  swe  miłosne 
uczucia względem Angeli Vicario. 

Nigdy  nie  zdołano  ustalić  z  całkowitą  pewnością,  jak 

się  poznali.  Właścicielka  pensjonatu  dla  samotnych 
męŜczyzn,  gdzie  zamieszkał  Bayardo  San  Roman, 
opowiadała,  Ŝe  gdzieś  pod  koniec  września,  gdy  jej  gość 
po  obiedzie  drzemał  w  bawialni  w  fotelu  na  biegunach, 
Angela  Vicario  ze  swą  matką  przechodziły  przez  plac, 
niosąc  dwa  kosze  sztucznych  kwiatów.  Bayardo  San 

background image

Roman  ocknął  się,  zobaczył  obie  ubrane  w  bezlitosną 
czerń  kobiety,  które  wydawały  się  jedynymi  Ŝywymi 
istotami w martwocie drugiej godziny po południu, i zapy-
tał,  kim  jest  ta  dziewczyna.  Właścicielka  odpowiedziała 
mu, Ŝe jest to najmłodsza córka towarzyszącej jej kobiety i 
Ŝ

e  nazywa  się  Angela  Vicario.  Bayardo  San  Roman 

odprowadził  je  spojrzeniem  do  przeciwległego  końca 
placu. 

-  Imię  pasuje  do  niej  jak  ulał  -  powiedział.  Następnie 

złoŜył głowę na oparciu i znowu zamknął oczy. 

-  Kiedy  się  obudzę  -  powiedział  -  proszę  mi 

przypomnieć, Ŝe mam się z nią oŜenić. 

Angela Vicario wyznała mi, Ŝe właścicielka pensjonatu 

opowiedziała  jej  o  tym  zdarzeniu,  jeszcze  zanim  Bayardo 
San  Roman  zaczął  się  do  niej  zalecać.  „Bardzo  się 
przestraszyłam"  -  powiedziała.  Trzy  osoby  przebywające 
wówczas  w  pensjonacie  potwierdziły,  Ŝe  zdarzenie  to 
rzeczywiście  miało  miejsce,  ale  pozostałe  cztery 
powątpiewały w jego prawdziwość. Za to wszystkie wersje 
były zgodne co do tego, Ŝe Angela Vicario i Bayardo San 

Roman  spotkali  się  po  raz  pierwszy  w 
październiku,  w  dniu  święta  narodowego,  na 
festynie  dobroczynnym,  gdzie  jej  zadaniem  było 

ogłaszanie  wylosowanych  numerów.  Gdy  Bayardo  San 
Roman  przyszedł  na  festyn,  udał  się  prosto  do  stoiska 
loterii  fantowej  prowadzonego  przez  bladą  i  wbitą  w 
futerał  Ŝałoby  sprzedawczynię  losów  i  zapytał  ją,  ile 
kosztuje patefon inkrustowany macicą perłową, który miał 
być największą atrakcją festynu. Odpowiedziała mu, Ŝe nie 
jest na sprzedaŜ, tylko do wylosowania. 

background image

-  To  i  lepiej  -  odpowiedział.  -  W  ten  sposób  będzie 

łatwiejszy do nabycia, a poza tym tańszy. Wyznała mi, Ŝe 
udało  mu  się  wówczas  wywrzeć  na  niej  wraŜenie,  ale  z 
przyczyn  nie  mających  nic  wspólnego  z  miłością,  wprost 
przeciwnie. „Gardziłam wyniosłymi męŜczyznami, a nigdy 
nie  spotkałam  nikogo  aŜ  tak  zarozumiałego  -  wyznała  mi 
wspominając  tamten  dzień.  -  Poza  tym  pomyślałam,  Ŝe  to 
Polak".  Jej  zdumienie  było  jeszcze  większe,  gdy  ogłosiła 
pośród  poŜądliwego  oczekiwania  tłumu  numer  losu 
wygrywającego  patefon  i  okazało  się,  iŜ  rzeczywiście 
wygrał  go  Bayardo  San  Roman.  Nie  mieściło  jej  się  w 
głowie,  Ŝe  wykupił  wszystkie  losy  loterii  tylko  po  to,  by 
zrobić na niej wraŜenie. 

Tego  wieczoru  Angela  Vicario  wróciwszy  do  domu 

natknęła  się  na  patefon  zapakowany  w  elegancki  papier 
przewiązany  wstąŜką  z  organdyny.  „Nigdy  nie  zdołałam 
ustalić,  skąd  wiedział,  Ŝe  właśnie  są  moje  urodziny"  - 
powiedziała mi. Wiele wysiłku kosztowało ją przekonanie 
swych rodziców, Ŝe nie dała Ŝadnych powodów Bayardowi 
San  Roman,  by  ośmielił  się  przysłać  jej  aŜ  taki  prezent,  a 
tym  bardziej  by  zrobił  to  w  sposób  tak  ostentacyjny,  Ŝe 
musieli  to  zauwaŜyć  wszyscy.  Koniec  końców  jej  starsi 
bracia,  Pedro  i  Pablo,  odnieśli  patefon  do  hotelu,  by 
zwrócić go właścicielowi, robiąc wokół tego tyle szumu, iŜ 
nie  było  nikogo,  kto  ujrzawszy  jak  wędrował  w  jedną 
stronę,  nie  zobaczyłby,  jak  potem  wracał.  Rodzina  nie 
wzięła jednak pod uwagę nieodpartego uroku Bayarda San 
Roman.  Bliźniacy  powrócili  dopiero  następnego  dnia  o 
ś

wicie  zamroczeni  alkoholem,  taszcząc  z  powrotem 

background image

zarówno  patefon,  jak  i  Bayarda  San  Roman,  by 
kontynuować zabawę juŜ w domu. 

Angela  Vicario  była  najmłodszą  córką  w  niezbyt 

zamoŜnej  rodzinie.  Jej  ojciec,  Poncio  Vicario,  był 
skromnym  złotnikiem,  ale  stracił  wzrok  od  ciągłego 
cyzelowania  cacuszek  ze  złota,  walcząc  w  ten  sposób  o 
zachowanie szacunku dla siebie i rodziny. 

Pura  del  Carmen,  jej  matka,  była  nauczycielką,  póki 

nie  wyszła  za  mąŜ  raz  na  zawsze.  Jej  łagodny  i  nieco 
przygnębiony  wygląd  znakomicie  skrywał  surowość 
charakteru.  „Wyglądała  jak  zakonnica"  -  wspomina 
Mercedes.  Poświęciła  się  z  tak  bezgranicznym  oddaniem 
opiece  nad  męŜem  i  wychowywaniu  swych  dzieci,  iŜ 
niejeden  zapomniał  czasami  o  jej  istnieniu.  Obie  starsze 
córki  wyszły  za  mąŜ  bardzo  późno.  Poza  nimi,  Angelą  i 
bliźniakami mieli jeszcze jedną średnią córkę, która zmarła 
na  zapalenie  opon  mózgowych  i  przez  dwa  lata  po  jej 
ś

mierci  obchodzili  po  niej  Ŝałobę,  nieco  złagodzoną  w 

domu,  ale  rygorystycznie  przestrzeganą  poza  nim.  Braci 
wychowywano po to, Ŝeby byli męŜczyznami. One zostały 
wychowane  po  to,  Ŝeby  wyjść  za  mąŜ.  Potrafiły  haftować 
na  bębenku,  szyć  na  maszynie,  robić  koronki  klockowe, 
prać  i  prasować,  wyrabiać  sztuczne  kwiaty  i  fantazyjne 
desery,  kaligrafować  zawiadomienia  o  zaręczynach,  a  w 
odróŜnieniu  od  ówczesnych  dziewcząt,  które  zaniedbały 
kult  śmierci,  wszystkie  były  mistrzyniami  w  starej  sztuce 
czuwania  przy  chorych,  niesienia  pociechy  umierającym  i 
owijania  zmarłych  w  całun.  Jedyne,  co  miała  im  do 
zarzucenia  moja  matka,  to  zwyczaj  czesania  się  przed 
pójściem spać. „Dziewczęta - mówiła im - nie czeszcie się 

background image

na  noc,  bo  Ŝeglarze  się  spóźniają".  Poza  tym  uwaŜała,  iŜ 
nie  było  lepiej  wychowanych  córek.  „Są  doskonałe  - 
mawiała bardzo często. - KaŜdy męŜczyzna będzie z nimi 
szczęśliwy, bo zostały wychowane po to, Ŝeby cierpieć". A 
jednak  męŜom  obu  najstarszych  córek  było  niezmiernie 
trudno przełamać tę rodzinną zaporę, nigdy się bowiem nie 
rozstawały,  razem  organizowały  potańcówki  dla  kobiet  i 
wciąŜ  doszukiwały  się  niecnych  intencji  w  zamiarach 
męŜczyzn. 

Angela  Vicario  była  najładniejszą  ze  wszystkich 

czterech  sióstr,  zaś  matka  moja  mawiała,  Ŝe  urodziła  się 
tak  jak  wielkie  królowe  w  przeszłości:  z  pępowiną 
owiniętą wokół szyi. Zaniedbany wygląd i ubóstwo ducha 
wróŜyły  jej  jednak  niepewną  przyszłość.  Widywałem  ją 
rokrocznie podczas ferii boŜonarodzeniowych i za kaŜdym 
razem  wydawała  się  coraz  bardziej  upośledzona,  gdy  tak 
tkwiła  w  oknie  swego  domu,  w  którym  siadywała  po 
południu,  by  robić  kwiaty  ze  szmat  i  razem  z  sąsiadkami 
ś

piewać walce niezamęŜnych panien. 

„JuŜ  nadaje  się  do  nadziania  -  mawiał  mi  Santiago 

Nasar - ta twoja głupiutka kuzynka". Niespodziewanie, na 
krótko  przed  śmiercią  jej  siostry,  spotkałem  ją  na  ulicy 
ubraną po raz pierwszy jak dorosła kobieta, z zakręconymi 
włosami,  i  nie  mogłem  wprost  uwierzyć,  Ŝe  to  ona  we 
własnej osobie. Ale było to przywidzenie: jej upośledzenie 
pogłębiało  się  z  roku  na  rok.  Gdy  rozniosło  się  zatem,  Ŝe 
Bayardo  San  Roman  chce  się  z  nią  oŜenić,  wielu 
pomyślało, Ŝe to jakiś perfidny pomysł przybysza. Rodzina 
przyjęła  nowinę  nie  tylko  z  naleŜną  powagą,  ale  i  z  duŜą 
radością.  Oprócz  Pury  Vicario,  która  postawiła  warunek, 

background image

by  Bayardo  San  Roman  poświadczył  swą  toŜsamość.  Do 
tej pory bowiem nikt nie wiedział, kim jest. Wiedza o jego 
przeszłości nie sięgała poza owo popołudnie, kiedy zszedł 
na  ląd  w  swym  stroju  artysty,  zachowując  odtąd  tyle 
dyskrecji  co  do  swego  pochodzenia,  Ŝe  kaŜdy  najbardziej 
nawet  szaleńczy  wymysł  mógł  okazać  się  prawdą.  Doszło 
do  tego,  Ŝe  rozpowiadano,  iŜ  zrównał  z  ziemią  całe 
miasteczka  i  jako  dowódca  oddziału  zaprowadził  terror  w 
Casanare,  Ŝe  był  zbiegiem  z  Cayenne,  Ŝe  widziano  go  w 
Pernambuco,  jak  próbował  nabić  sobie  kabzę  dzięki 
wytresowanej parze niedźwiedzi, i Ŝe  dotarł w kanale Los 
Vientos 

do 

szczątków 

hiszpańskiego 

galeonu 

załadowanego  złotem.  Bayardo  San  Roman  sam  połoŜył 
kres  tym  domysłom  w  bardzo  prosty  sposób:  sprowadził 
całą swoją rodzinę. 

Było  ich  czworo:  ojciec,  matka  i  dwie  oszałamiające 

siostry. Przybyli o jedenastej rano w fordzie T ze słuŜbową 
rejestracją, 

napełniając 

ulice 

niesamowitą 

wrzawą 

kwaczącego  klaksonu.  Matka,  Alberta  Simonds,  rosła 
Mulatka 

Curacao, 

mówiąca 

hiszpańszczyzną 

przesiąkniętą  jeszcze  tamtejszą  mową,  za  swej  młodości 
została  uznana  za  najpiękniejszą  spośród  dwustu 
najpiękniejszych  z  całych  Antyli.  Siostry  dopiero  co 
rozkwitłe zdawały się być dwiema narowistymi źrebicami. 
Największym  atutem  był  jednak  ojciec:  generał  Petronio 
San Roman, bohater wojen domowych z ubiegłego wieku i 
jedna  z  największych  sław  rządu  konserwatywnego  od 
czasu,  gdy  zmusił  pułkownika  Aureliana  Buendia  do 
odwrotu w bitwie pod Tucurinca. Moja matka była jedyną 
osobą,  która  nie  poszła  się  z  nim  przywitać,  gdy 

background image

dowiedziała  się,  kim  jest.  „Nie  miałam  nic  przeciwko  ich 
małŜeństwu,  wprost  przeciwnie  -  powiedziała  mi.  -  Ale 
ś

lub  to  jedno,  a  czymś  zupełnie  innym  jest  podanie  ręki 

człowiekowi,  który  kazał  strzelić  w  plecy  Gerineldowi 
Marquezowi".  Z  chwilą  kiedy  wychylił  się  w  białym 
kapeluszu  z  okna  samochodu,  wszyscy  rozpoznali  go 
dzięki  popularności  jego  portretów.  Ubrany  był  w  płó-
cienny  garnitur  koloru  pszenicy,  getry  z  kurdybanu  ze 
sznurowadłami  wiązanymi  na  krzyŜ,  zaś  na  nosie  miał 
binokle  przytroczone  łańcuszkiem  do  jednej  z  dziurek  w 
kamizelce.  W  klapie  miał  order  za  odwagę,  w  ręku  zaś 
laskę z wyrytym na gałce godłem państwowym. Wysiadał 
pierwszy  z  samochodu,  cały  pokryty  palącym  kurzem 
naszych  złych  dróg,  i  wystarczyło,  Ŝe  pojawił  się  na 
stopniach,  Ŝeby  wszyscy  zrozumieli,  Ŝe  Bayardo  San 
Roman oŜeni się, z kim mu się będzie Ŝywnie podobało. 

To  Angela  Vicario  nie  chciała  wyjść  za  niego.  „Był, 

jak dla mnie, za bardzo męski" - powiedziała mi. Poza tym 
Bayardo  San  Roman  nie  próbował  jej  nawet  uwieść, 
ograniczając  się  do  zauroczenia  całej  rodziny  swym 
wdziękiem.  Angela  Vicario  nie  zapomniała  nigdy  trwogi 
owej  nocy,  kiedy  to  jej  rodzice  i  starsze  siostry  ze  swymi 
męŜami, zebrani w salonie, zmusili ją do wyjścia za mąŜ za 
męŜczyznę, którego dopiero co poznała. Bliźniacy trzymali 
się  na  uboczu.  „To  były  dla  nas  babskie  duperele"  - 
powiedział  mi  Pablo  Vicario.  Decydującym  argumentem 
rodziców  było  stwierdzenie,  Ŝe  rodzina  zawdzięczająca 
swą  godność  skromności  nie  ma  prawa  wzgardzać  takim 
zrządzeniem  losu.  Angela  Vicario  ledwie  odwaŜyła  się 

background image

napomknąć o istnieniu takiej przeszkody jak brak miłości, 
ale matka obaliła to jednym zdaniem: 

- Miłości teŜ się moŜna nauczyć. 

odróŜnieniu 

od 

ówczesnych 

narzeczeństw, 

trwających długo i surowo strzeŜonych, ich narzeczeństwo 
trwało 

jedynie 

cztery 

miesiące 

ze 

względu 

na 

niecierpliwość  Bayarda  San  Roman.  A  nie  było  ono 
krótsze  tylko  dlatego,  Ŝe  Pura  Vicario  zaŜądała,  by  ślub 
odwlec do dnia, gdy skończy się rodzinna Ŝałoba. Czas ten 
jednak minął spokojnie dzięki urzekającej łatwości, z jaką 
Bayardo San Roman załatwiał wszystkie sprawy. „Pewnej 
nocy  zapytał  mnie,  jaki  dom  najbardziej  mi  się  podoba  - 
opowiadała mi Angela Vicario. - A ja odpowiedziałam mu, 
zupełnie  nie  wiedząc,  po  co  mnie  o  to  pyta,  Ŝe 
najładniejszym  domem  w  miasteczku  jest  domek  wdowca 
Xius".  Osobiście  odpowiedziałbym  tak  samo.  Domek  ten 
stał  na  wysmaganym  przez  wiatry  wzgórzu,  z  którego 
widać  było  bezkresny  raj  bagnisk  pokrytych  fioletowymi 
zawilcami,  zaś  w  jasne  letnie  dni  moŜna  było  ujrzeć 
przejrzysty 

widnokrąg 

Karaibów 

transatlantyki 

pasaŜerskie  w  Cartagena  de  Indias.  Bayardo  San  Roman 
udał  się  jeszcze  tej  samej  nocy  do  Club  Social  i  przysiadł 
się do stolika wdowca Xius na partię domina. 

- Szanowny wdowcze - powiedział mu - kupuję pański 

dom. 

- Nie jest na sprzedaŜ - odrzekł wdowiec. - Kupuję ze 

wszystkim,  co  jest  w  środku.  Wdowiec  Xius  wytłumaczył 
mu ze staroświecką uprzejmością, Ŝe wszystkie znajdujące 
się  w  domu  przedmioty  były  kupowane  przez  jego 
małŜonkę  w  ciągu  całego  Ŝycia  pełnego  wyrzeczeń  i  Ŝe 

background image

tym  samym  stanowią  dla  niego  jakby  cząstkę  jej  samej. 
„Mówił  ze  ściśniętym  sercem  -  powiedział  mi  grający 
wówczas z nimi doktor Dionisio Iguaran. - Byłem pewien, 
Ŝ

e  wolałby  umrzeć,  niŜ  sprzedać  dom,  w  którym  był 

szczęśliwy  przez  ponad  trzydzieści  lat".  Bayardo  San 
Roman równieŜ uznał jego racje. 

-  Dobrze  -  powiedział.  -  Wobec  tego  niech  mi  pan 

sprzeda pusty dom. 

Wdowiec  bronił  się  jednak  do  końca  gry.  Po  trzech 

nocach  Bayardo  San  Roman,  juŜ  lepiej  przygotowany, 
ponownie przysiadł się do stolika gry w domino. 

-  Szanowny  wdowcze  -  zaczął  znów  -  ile  kosztuje 

dom? 

- Jest bezcenny. 
- Proszę podać jakąkolwiek cenę. 
-  Przykro  mi,  Bayardo  -  odparł  wdowiec  -  ale  wy, 

młodzi, nie rozumiecie, co to znaczy słuchać głosu serca. 

Bayardo San Roman nawet się nie namyślał. 
- Powiedzmy, pięć tysięcy pesos - zaproponował. 
-  Gra  pan  uczciwie  -  odparł  mu  wdowiec  starając  się 

zachować godność. - Ten dom nie jest tyle wart. 

- Dziesięć tysięcy - powiedział Bayardo San Roman. - 

Od ręki i gotówką, banknot po banknocie. 

Wdowiec  popatrzył  na  niego  oczyma  pełnymi  łez. 

„Płakał z wściekłości - wyznał mi doktor Dionisio Iguaran, 
który  nie  tylko  był  lekarzem,  ale  miał  teŜ  zacięcie 
literackie. - Wyobraź sobie: taka suma w zasięgu ręki, a tu 
trzeba  odmówić  przez  zwykłą  słabość  serca".  Wdowiec 
Xius nie mógł wydać z siebie głosu, lecz bez wahania od-
mówił ruchem głowy. 

background image

- Wobec tego proszę, by wyświadczył mi pan ostatnią 

grzeczność  -  powiedział  Bayardo  San  Roman.  -  Proszę  tu 
na mnie zaczekać pięć minut. 

Po pięciu minutach rzeczywiście wrócił do Club Social 

z  sakwami  inkrustowanymi  srebrem  i  połoŜył  na  stole 
dziesięć  plików  banknotów  po  tysiąc,  jeszcze  opasanych 
sygnowanymi  banderolami  Banku  Narodowego.  Wdowiec 
Xius  umarł  w  dwa  miesiące  później.  „To  go  zabiło  - 
mawiał  doktor  Dionisio  Iguaran.  -  Był  zdrowszy  od  nas 
wszystkich, ale kiedy się osłuchiwało jego serce, w środku 
słychać  było  plusk  łez".  Sprzedał  bowiem  nie  tylko  dom 
łącznie ze wszystkim, co się w nim znajdowało, ale oprócz 
tego  poprosił  Bayarda  San  Roman,  by  naleŜność  spłacał 
mu  ratami,  gdyŜ  nie  pozostała  mu  na  pocieszenie  nawet 
skrzynia, w której mógłby schować tyle pieniędzy. 

Nikomu przez myśl by nie przeszło i zresztą nikt tego 

nigdy nie powiedział, Ŝe Angela Vicario nie była dziewicą. 
Nikt  nigdy  nie  słyszał,  by  miała  narzeczonego,  dorastała 
zaś  przy  swoich  siostrach  w  Ŝelaznym  rygorze  matki. 
Nawet  kiedy  do  ślubu  pozostało  niespełna  dwa  miesiące, 
Pura  Vicario  nie  pozwoliła,  by  Angela  poszła  sama  z 
Bayardem  San  Roman  obejrzeć  dom,  gdzie  mieli 
zamieszkać,  wobec  czego  matka  i  ślepy  ojciec 
towarzyszyli  im  jako  straŜnicy  jej  czci.  „Błagałam  Boga 
tylko o to, aby dodał mi odwagi, Ŝebym mogła się zabić" - 
wyznała  mi  Angela  Vicario.  Była  juŜ  tak  ogłupiona,  Ŝe 
postanowiła  wreszcie  wyznać  matce  całą  prawdę,  byle 
tylko  uwolnić  się  od  męczarni,  wówczas  jednak  jej  dwie, 
jedyne 

zresztą, 

powierniczki 

pomocnice 

przy 

konfekcjonowaniu 

szmacianych 

kwiatów 

oknie 

background image

odwiodły  ją  od  tych  zboŜnych  zamiarów.  „Ślepo  im 
uległam - powiedziała mi - bo dały mi do zrozumienia, Ŝe 
miały  juŜ  doświadczenie  w  oszukiwaniu  męŜczyzn". 
Zapewniły  ją,  Ŝe  niemal  wszystkie  kobiety  tracą 
dziewictwo  w  przypadkowych  przygodach  dziewczęcych. 
Uparcie  utrzymywały,  Ŝe  nawet  nie  dający  się  zwieść 
poddawali się w końcu, pod warunkiem, Ŝe nikt się o tym 
nie dowie. Przekonały ją ostatecznie tym, Ŝe męŜczyzna w 
noc  poślubną  jest  juŜ  tak  spanikowany,  Ŝe  bez  pomocy 
Ŝ

ony  nie  moŜe  nic  zrobić  i  w  godzinę  prawdy  nie  jest  juŜ 

ś

wiadom  własnych  czynów.  „Wierzą  tylko  w  to,  co 

zobaczą  na  prześcieradle"  –  powiedziały  jej.  W  rezultacie 
wyuczyły  ją  wielu  rajfurskich  forteli  zdolnych  na  tyle 
podrobić  jej  utracone  klejnoty,  by  o  pierwszym  poranku 
ś

wieŜo  poślubionej  małŜonki  mogła  nad  podwórzem 

wystawić  na  pełne  słońce  lniane  prześcieradło  z  plamą 
swego honoru. 

Z tym złudzeniem wyszła za mąŜ. Bayardo San Roman 

zaś  Ŝenił  się  przypuszczalnie  w  przekonaniu,  iŜ  kupuje 
szczęście za niezwykłą cenę własnej wartości i fortuny, im 
bardziej  bowiem  rozrastały  się  projekty  uroczystości,  tym 
więcej  rodziło  się  w  nim  obłąkańczych  pomysłów,  by 
uczynić  ją  jeszcze  większą.  Gdy  zapowiedziano  przyjazd 
biskupa,  usiłował  odwlec  wesele  o  jeden  dzień,  pragnąc, 
by  ślubu  udzielił  im  dostojny  gość,  ale  Angela  Vicario 
sprzeciwiła  się.  „Prawdę  mówiąc  -  powiedziała  mi  -  nie 
chciałam,  Ŝeby  błogosławieństwa  udzielił  mi  człowiek, 
który  kogutom  tylko  odcinał  grzebienie  na  zupę,  a  resztę 
wyrzucał  na  śmieci".  A  jednak  mimo  braku  biskupiego 
błogosławieństwa 

uroczystości 

nabrały 

rozmiarów 

background image

trudnych  do  opanowania  i  nawet  Bayardowi  San  Roman 
wymknęły  się  spod  kontroli,  stając  się  w  końcu 
wydarzeniem publicznym. 

Generał  Petronio  San  Roman  i  jego  rodzina  przybyli 

tym razem statkiem naleŜącym do Kongresu Narodowego i 
przeznaczonym  do  wyjątkowych  uroczystości,  który  po 
zacumowaniu  stał  do  końca  przy  nabrzeŜu,  z  nimi  zaś 
przypłynęło 

wiele 

znakomitości, 

zupełnie 

jednak 

niezauwaŜalnych  w  chaosie  tylu  nowych  twarzy. 
Przywieźli  ze  sobą  tak  olbrzymie  ilości  prezentów,  Ŝe 
trzeba było wyremontować zapomniany budynek pierwszej 
elektrowni,  by  zaprezentować  te  najbardziej  godne 
podziwu,  resztę  zaś  odwieziono  hurtem  do  starego, 
gotowego  juŜ  do  przyjęcia  nowoŜeńców  domu  wdowca 
Xius. Pan  młody otrzymał w prezencie  kabriolet ze swym 
imieniem  wygrawerowanym  pismem  gotyckim  pod 
znakiem  fabrycznym.  Pannie  młodej  podarowano  komplet 
sztućców  z  czystego  złota  na  dwadzieścia  cztery  osoby. 
Poza  tym  przywieźli  ze  sobą  trupę  tancerzy  i  dwie 
orkiestry  salonowe,  które  tworzyły  wyraźny  dysonans 
zarówno  wobec  miejscowych  orkiestr,  jak  i  wielu  kapel  i 
zespołów 

akordeonowych, 

które 

ś

ciągały 

zewsząd 

przywabiane zgiełkiem zabawy. 

Rodzina  Vicario  mieszkała  w  skromnym  domu  o 

ś

cianach  z  cegieł  i  dachu  z  drewna  palmowego 

zwieńczonym  dwoma  mansardami,  pod  których  daszkami 
jaskółki co styczeń lepiły swe gniazda. Od frontu dom miał 
balkon niemal w całości zastawiony donicami z kwiatami, 
tam  teŜ  znajdowało  się  wejście  na  duŜe  podwórko  z 
drzewami owocowymi, po którym chodziły kury. W głębi 

background image

podwórza  bliźniacy  mieli  swój  chlew,  kamień  do 
szlachtowania  i  stół  do  ćwiartowania,  które  od  czasu  gdy 
oślepł Poncio Vicario, przynosiły rodzinie niezłe dochody. 
Początkowo zajmował się tym Pedro Vicario, kiedy jednak 
został  powołany  do  wojska,  jego  brat  równieŜ  nauczył  się 
fachu rzeźnika. 

Wewnątrz  domu  ledwie  starczało  miejsca  do 

mieszkania.  Z  tego  teŜ  powodu  starsze  siostry,  gdy  zdały 
sobie  sprawę  z  planowanych  rozmiarów  uroczystości, 
zaczęły starać się o wynajęcie większego lokalu. „Wyobraź 
sobie  -  powiedziała  mi  Angela  Vicario  -  myślały  nawet  o 
domu  Placidy  Linem,  ale  na  szczęście  moi  rodzice  uparli 
się,  jak  zwykle,  Ŝe  albo  nasze  córki  wychodzą  za  mąŜ  w 
naszym  chlewiku,  albo  w  ogóle  nie  wychodzą  za  mąŜ". 
Pomalowali więc swój dom na jego pierwotny Ŝółty kolor, 
wyprostowali  drzwi,  uporządkowali  pokoje,  dopro-
wadzając  mieszkanie,  o  ile  było  to  moŜliwe,  do  stanu 
godnego wesela z taką pompą. Bliźniacy przenieśli świnie 
gdzie indziej i wyczyścili chlew niegaszonym wapnem, ale 
mimo  tych  wysiłków  widać  było,  Ŝe  miejsca  jednak  nie 
starczy. Ostatecznie, dzięki usilnym prośbom Bayarda San 
Roman,  usunęli  ogrodzenie  wokół  podwórza,  poprosili 
sąsiadów  o  udostępnienie  na  tańce  przyległych  terenów  i 
wstawili duŜe stoły, by moŜna było przy nich biesiadować 
w cieniu liści tamaryndowców. 

Jedyny niespodziewany wypadek miał miejsce w dniu 

wesela rano, i to z winy pana młodego, który przyszedł po 
Angelę  Vicario  z  dwugodzinnym  opóźnieniem,  podczas 
gdy ona nie chciała załoŜyć ślubnej sukni, dopóki nie ujrzy 
go  w  domu.  „Wiesz  -  powiedziała  mi  -  nawet  bym  się 

background image

ucieszyła,  gdyby  w  ogóle  nie  przyszedł,  ale  nigdy  bym 
sobie nie wybaczyła, gdyby zostawił mnie juŜ wystrojoną". 
Jej  przezorność  była  uzasadniona,  nie  było  bowiem  dla 
kobiety  większego  wstydu  i  nieszczęścia,  niŜ  zostać  na 
lodzie  w  sukni  ślubnej.  Niemniej  sam  fakt,  Ŝe  Angela 
Vicario śmiała nałoŜyć welon i przyjąć wiązankę kwiatów 
pomarańczy  nie  będąc  dziewicą,  bywał  niejednokrotnie 
uznawany  za  profanację  symbolów  czystości.  Tylko  moja 
matka  uwaŜała  za  akt  odwagi  to,  Ŝe  Angela  Vicario  do 
końca  grała  swymi  znaczonymi  kartami.  „W  tamtych 
czasach  -  wytłumaczyła  mi  -  Bóg  rozumiał  te  sprawy". 
Nikt  zaś  do  tej  pory  nie  wie,  jakimi  kartami  grał  Bayardo 
San  Roman.  Od  momentu,  kiedy  wreszcie  pojawił  się 
wystrojony  w  surdut  i  cylinder,  do  chwili,  gdy  -wymknął 
się  z  miłością  swego  Ŝycia,  był  doskonałym  uosobieniem 
szczęśliwego nowoŜeńca. 

Nigdy  nie  dowiedziano  się  równieŜ,  jakimi  kartami 

grał Santiago Nasar. Byłem z nim przez cały czas, zarówno 
w kościele, jak i na weselu, razem z Cristo Bedoyą i moim 
bratem Luisem Enrique, i nikt z nas nie spostrzegł choćby 
najmniejszej  zmiany  w  jego  zachowaniu.  Musiałem  to 
wielokrotnie  powtarzać,  cała  nasza  czwórka  bowiem 
trzymała  się  razem  w  szkole,  tworząc  później  tę  samą 
wakacyjną paczkę, i nikt nie mógł uwierzyć, by ktoś z nas 
mógł mieć jakiś sekret nie dzieląc się nim z pozostałymi, a 
tym bardziej sekret tak olbrzymi. 

Santiago  Nasar  uwielbiał  uroczystości  i  zabawy,  a 

największą  radość  przeŜył  w  przededniu  swej  śmierci 
obliczając  koszty  wesela.  W  kościele  oszacował,  Ŝe 
kwiatów  porozwieszano  za  kwotę  równą  cenie  czternastu 

background image

pogrzebów  pierwszej  klasy.  Ta  szczegółowa  kalkulacja 
męczyła  mnie  przez  wiele  lat,  Santiago  Nasar  bowiem 
często  mawiał  mi,  Ŝe  zapach  kwiatów  w  zamkniętym 
pomieszczeniu  ma  bezpośredni  związek  ze  śmiercią, 
owego  zaś  dnia  powtórzył  mi  to  wchodząc  do  kościoła. 
„Nie  chcę  kwiatów  na  moim  pogrzebie"  -  powiedział,  nie 
wyobraŜając  sobie  nawet,  Ŝe  następnego  dnia  właśnie  ja 
będę musiał zatroszczyć się o to, by ich nie było. W drodze 
z kościoła do domu Vicariów oszacował cenę kolorowych 
girland  zdobiących  ulice,  wyliczył  koszty  orkiestr  i 
fajerwerków,  a  nawet  ryŜowego  deszczu,  którym 
przywitano  nas  na  weselu.  W  dusznym  upale  południa 
młoda  para  zwyczajowo  obeszła  całe  podwórze.  Bayardo 
San  Roman  szybko  został  naszym  przyjacielem,  takim  od 
wypitki,  jak  to  wówczas  mawiano,  i  przy  naszym  stole 
zdawał się być szczęśliwy. Angela Vicario, juŜ bez welonu 
i  wianka,  w  satynowej  przepoconej  sukni,  bardzo  szybko 
przybrała wyraz twarzy kobiety zamęŜnej. Santiago Nasar 
obliczył i powiedział to Bayardowi San Roman, Ŝe jak do 
tej  pory  wesele  kosztuje  około  dziewięciu  tysięcy  pesos. 
Nie  ulegało  wątpliwości,  Ŝe  Angela  Vicario  uznała  to  za 
impertynencję.  „Moja  matka  nauczyła  mnie,  Ŝe  nigdy  nie 
naleŜy  mówić  o  pieniądzach  w  obecności  innych  ludzi"  - 
powiedziała  mi.  Bayardo  San  Roman,  wprost  przeciwnie, 
przyjął  to  z  humorem,  a  nawet  z  pewnego  rodzaju 
satysfakcją. 

-  Prawie  -  powiedział  -  ale  to  dopiero  początek.  Pod 

koniec wynosić to będzie mniej więcej dwa razy tyle. 

Santiago Nasar postanowił sprawdzić to co do grosza i 

ledwie starczyło mu na to Ŝycia. Następnego dnia uzyskał 

background image

w porcie od Cristo Bedoi najświeŜsze dane i stwierdził na 
czterdzieści  pięć  minut  przed  śmiercią,  iŜ  rzeczywiście 
szacunki San Romana były dokładne. 

Osobiście  zachowałem  o  weselu  dość  mgliste 

wspomnienia, dopóki nie zdecydowałem się ich odgrzebać, 
okruch  po  okruchu,  z  cudzych  pamięci.  Przez  wiele  lat 
ciągle opowiadano w moim domu, jak to mój ojciec po raz 
pierwszy  od  czasów  swej  młodości  zagrał  na  skrzypcach 
na  cześć  młodej  pary,  jak  moja  siostra  zakonnica 
zatańczyła merengue w swym habicie siostry furtianki, jak 
doktor  Dionisio  Iguaran,  kuzyn  mojej  matki,  zdołał 
wywalczyć  miejsce  na  rządowym  statku  i  odpłynąć  nim, 
byle tylko nie być w miasteczku następnego dnia, podczas 
wizyty  biskupa.  W  trakcie  mych  poszukiwań  dla  potrzeb 
niniejszej  kroniki  odtworzyłem  wiele  pomniejszych 
szczegółów,  a  pośród  nich  dość  zabawne  wspomnienie  o 
siostrach Bayarda San Roman, których aksamitne suknie z 
olbrzymimi  motylimi  skrzydłami,  przyczepionymi  do 
pleców  złotymi  klamerkami,  zwróciły  większą  uwagę  niŜ 
pióropusz  i  pancerz  wojennych  orderów  ich  ojca.  Wielu 
wiedziało,  Ŝe  w  weselnym  upojeniu  zaproponowałem 
Mercedes  Barda,  kończącej  wówczas  zaledwie  szkołę 
podstawową,  by  wyszła  za  mnie  za  mąŜ,  jak  mi  to  sama 
przypomniała, kiedy pobraliśmy się czternaście lat później. 
Najwyrazistszym  obrazem,  jaki  na  zawsze  zachowałem  z 
tej  fatalnej  niedzieli,  był  widok  starego  Poncio  Vicario, 
samotnie  siedzącego  na  stołku  pośrodku  podwórza. 
Posadzono  go  tam,  sądząc  być  moŜe,  iŜ  jest  to  honorowe 
miejsce,  lecz  goście  obijali  się  o  niego,  mylili  go  z  kimś 
innym, przesadzali w inne miejsce, Ŝeby nie przeszkadzał, 

background image

on zaś poruszał swą ośnieŜoną głową na wszystkie strony z 
błędnym wyrazem twarzy dopiero co ociemniałego ślepca, 
odpowiadając  na  pytania  nie  do  niego  skierowane  i  na 
przelotne  pozdrowienia,  których  nikt  mu  nie  słał, 
szczęśliwy w swym kręgu zapomnienia, w nakrochmalonej 
koszuli i z laską z drewna gwajakowego, którą kupiono mu 
specjalnie na wesele. 

Część  oficjalna  zakończyła  się  o  szóstej  po  południu, 

kiedy  to  poŜegnali  się  goście  honorowi.  Statek  odpłynął  z 
zapalonymi  światłami,  pozostawiając  za  sobą  smugę 
walców  z  pianoli  i  przez  chwilę  dryfowaliśmy  nad 
przepaścią 

niepewności, 

póki 

nie 

zaczęliśmy 

się 

wzajemnie rozpoznawać i nie zanurzyliśmy się w bagnisko 
zabawy.  NowoŜeńcy  pojawili  się  nieco  później  w 
odkrytym  samochodzie,  z  trudem  torując  sobie  drogę 
poprzez tłum. Bayardo San Roman sam strzelał petardami, 
pił wódkę prosto z butelek wyciąganych w jego stronę, na-
stępnie  wyszedł  z  samochodu  z  Angelą  Vicario,  by 
włączyć  się  w  taneczny  krąg  cumbiamby.  Wreszcie 
rozkazał,  byśmy  dalej  balowali  na  jego  koszt,  póki  nam 
Ŝ

ycia starczy, i odwiózł swą dręczoną trwogą małŜonkę do 

domu jej snów, tam gdzie był kiedyś szczęśliwy wdowiec 
Xius. 

Około  północy  zabawa  weselna  rozbiła  się  na  drobne 

grupki,  jedynym  zaś  otwartym  lokalem  był  wówczas 
sklepik  Clotilde  Armenta  na  placu.  Santiago  Nasar  i  ja, 
razem  z  moi  bratem  Luisem  Enrique  i  z  Cristo  Bedoyą, 
poszliśmy  do  domu  miłosierdzia  Marii  Alejandriny 
Cervantes.  Pośród  wielu  innych  przewinęli  się  wówczas 
przez  ten  dom  równieŜ  bracia  Vicario,  pijąc  tam  z  nami  i 

background image

ś

piewając  z  Santiago  Nasarem  na  pięć  godzin  przed  jego 

zamordowaniem. W tym czasie tu i ówdzie tliły się chyba 
jeszcze  dogorywające  odpryski  właściwego  wesela,  z 
róŜnych  stron  dochodziły  nas  bowiem  falami  odgłosy 
muzyki  i  odległych  bijatyk  i  echa  te  docierały  do  nas 
jeszcze  przez  dłuŜszy  czas,  coraz  smutniejsze,  dopóki  nie 
zabuczał statek biskupa. 

Pura  Vicario  opowiedziała  mojej  matce,  Ŝe  połoŜyła 

się o jedenastej w nocy, uporządkowawszy nieco z pomocą 
starszych  córek  poweselny  rozgardiasz.  Około  dziesiątej, 
kiedy  po  patio  błąkało  się  jeszcze  kilku  śpiewających 
pijaków,  Angela  Vicario  przysłała  gońca  po  walizeczkę  z 
osobisty  mi  rzeczami,  znajdującą  się  w  szafie  jej  sypialni. 
Matka  chciała  co  prawda  odesłać  jej  równieŜ  walizkę  z 
dziennym  ubraniem,  goniec  jednak  spieszył  się.  Spala 
głęboko,  gdy  zapukano  do  drzwi.  „To  były  trzy,  bardzo 
wolne stukania - wyznała mojej matce – ale miały w sobie 
coś  dziwnego,  coś  takiego  jak  złe  wiadomości". 
Opowiedziała jej, Ŝe otworzyła drzwi nie zapalając światła, 
by nie zbudzić nikogo, i zobaczyła Bayarda San Roman w 
ś

wietle  ulicznej  latarni  w  nie  zapiętej  jedwabnej  koszuli  i 

w fantazyjnych spodniach podtrzymywanych elastycznymi 
szelkami.  „Był  zielony  taką  zielenią  ze  snów"  -  powie-
działa  Pura  Vicario  mojej  matce.  Angela  Vicario  stała  w 
cieniu,  matka  zauwaŜyła  ją  dopiero  wtedy,  gdy  Bayardo 
San  Roman  złapał  Angelę  za  ramię  i  postawił  w  świetle. 
Jej satynowa suknia była w strzępach, do pasa zaś owinięta 
była  ręcznikiem.  Pura  Vicario  pomyślała,  Ŝe  spadli 
samochodem w przepaść i leŜą teraz martwi na jej dnie. 

background image

-  Matko  Przenajświętsza!  -  wykrzyknęła  przeraŜona.  - 

Powiedzcie, czy jesteście jeszcze z tego świata. 

Bayardo  San  Roman,  nie  przekroczywszy  progu 

pchnął swoją Ŝonę do środka, nie wypowiadając przy tym 
ani słowa. Następnie pocałował Purę Vicario w policzek i 
przemówił  do  niej  tonem  głębokiego  rozczarowania,  ale  z 
wielką czułością. 

- Dzięki za wszystko, mamo - powiedział. - Mama jest 

ś

więtą kobietą. 

Tylko Pura Vicario wie, co robiła przez następne dwie 

godziny.  Zabrała  swój  sekret  do  grobu.  „Pamiętam  tylko, 
Ŝ

e jedną ręką trzymała mnie za włosy, a drugą waliła z taką 

wściekłością, Ŝe myślałam, Ŝe mnie zabije" - opowiedziała 
mi Angela Vicario. Ale i to czyniła w takim milczeniu, iŜ 
ani  jej  mąŜ,  ani  starsze  córki,  śpiące  w  innych  pokojach, 
nie zdawali sobie sprawy z niczego, aŜ do świtu, gdy było 
juŜ po nieszczęściu. 

Bliźniacy  wrócili  do  domu  nieco  przed  trzecią, 

wezwani nagle przez matkę. Zastali Angelę Vicario leŜącą 
na brzuchu, na kanapie w jadalni, z twarzą zmaltretowaną 
od  razów.  JuŜ  jednak  nie  płakała.  „JuŜ  się  nie  bałam  - 
powiedziała  mi.  -  Wprost  przeciwnie:  czułam  się  tak, 
jakbym  wreszcie  wyrzuciła  z  siebie  ten  śmiertelny 
koszmar,  i  tylko  chciałam,  Ŝeby  wszystko  się  jak 
najszybciej  skończyło,  Ŝebym  mogła  wreszcie  zasnąć". 
Pedro  Vicario,  bardziej  zdecydowany  z  braci,  chwycił  ją 
wpół, uniósł w powietrze i posadził na stole w jadalni. 

-  No,  mała  -  powiedział,  trzęsąc  się  z  wściekłości  - 

powiedz nam, który to. 

background image

Odczekała tylko tyle, ile trzeba było, by wypowiedzieć 

imię.  Odszukała  je  w  mrokach,  napotkała  od  razu  pośród 
tylu mylących się imion z tego i z tamtego świata i wbiła je 
w  ścianę  jedną  celną  strzałą,  niczym  bezwolnego  motyla, 
na którego wyrok został juŜ dawno z góry wydany. 

-

 

Santiago Nasar - powiedziała. 

background image

Adwokat  podtrzymał  tezę  o  zabójstwie  dokonanym  z 
pobudek wynikających z całkowicie usprawiedliwionej 
obrony  honoru,  co  zostało  uznane  przez  ławę 
przysięgłych,  bliźniacy  oświadczyli  zaś  w  ostatnim 
dowie,  iŜ  zrobiliby  to  tysiąc  razy  z  tych  samych 
powodów.  Oni  sami  dostrzegli  tę  linię  obrony  z 
chwilą,  gdy  w  parę  minut  po  zbrodni  uciekli  pod 
skrzydła  Kościoła.  Dysząc  wpadli  na  plebanię, 
doganiani juŜ przez grupę rozwścieczonych Arabów, i 
złoŜyli  oczyszczone  ostrza  noŜy  na  stole  ojca 
Amadora.  Obaj  byli  skrajnie  wyczerpani  potworną, 
ś

miertelną  pracą,  ubrania  i  ręce  mieli  całe  mokre,  a 

twarze  ociekały  im  potem  i  jeszcze  ciepłą  krwią,  ale 
proboszcz  wspominaj  ich  poddanie  się  jako  akt 
wielkiej szlachetności. 
- Zabiliśmy go świadomie - powiedział Pedro Vicario - 

ale jesteśmy niewinni. 

- Być moŜe wobec Boga - odrzekł ojciec Amador. 
-  Wobec  Boga  i  wobec  ludzi  -  stwierdził  Pablo 

Vicario. - To była sprawa honoru. 

Mało  tego,  przy  odtwarzaniu  wydarzeń  upozorowali 

zajadłość jeszcze bezwzględniejszą, niŜ to naprawdę miało 
miejsce,  a  przecieŜ  i  tak  główne  drzwi  domu  Placidy 
Linero,  zostały  całkowicie  zdemolowane  ostrzami  noŜy  i 
trzeba  było  je  naprawić  z  funduszy  publicznych.  W 
areszcie śledczym w Riohacha, gdzie przebywali przez trzy 
lata  w  oczekiwaniu  na  rozprawę,  nie  mieli  bowiem  czym 
opłacić  kaucji,  by  uzyskać  zwolnienie  warunkowe, 
aresztanci  o  najdłuŜszym  staŜu  wspominali  ich  dobry 
charakter, ich towarzyską naturę, ale nigdy nie dostrzegli w 

background image

nich  jakichkolwiek  oznak  skruchy.  Pomimo  to  fakty 
ś

wiadczyłyby,  iŜ  bracia  Vicario  nie  uczynili  niczego,  co 

byłoby  niezbędne,  by  zabić  Santiago  Nasara  znienacka  i 
bez  publicznego  rozgłosu,  a  wprost  przeciwnie,  zrobili  o 
wiele  więcej,  niŜ  moŜna  było  sobie  wyobrazić,  aby  ktoś 
uniemoŜliwił  im  morderstwo,  lecz  nie  zdołali  tego 
osiągnąć. 

Zgodnie  z  tym,  co  powiedzieli  mi  wiele  lat  później, 

zaczęli  od  szukania  go  w  domu  Marii  Alejandriny 
Cervantes, gdzie byli razem z nim do drugiej. Ten fakt, jak 
i  wiele  innych,  nie  znalazł  się  w  aktach  śledztwa.  W 
rzeczywistości  Santiago  Nasara  nie  było  juŜ  tam  o  tej 
godzinie,  kiedy  to  ponoć,  jak  sami  zeznali,  poszli  tam  po 
niego, wyszliśmy bowiem, by obejść miasteczko z naszymi 
serenadami;  w  kaŜdym  razie  nieprawdą  było,  Ŝe  tam 
poszli. „Na pewno by juŜ stąd nie wyszli - powiedziała mi 
Maria Alejandrina Cervantes i znając ją dobrze nigdy w to 
nie  wątpiłem.  Poszli  za  to do  lokalu  Clotilde  Armenta,  by 
tam  na  niego  zaczekać,  aczkolwiek  wiedzieli,  Ŝe  tamtędy 
moŜe  przejść  połowa  miasteczka,  ale  nie  Santiago  Nasar. 
„Był  to  jedyny  otwarty  lokal"  -  zeznali  sędziemu  śledcze-
mu.  „Wcześniej  czy  później  musiał  się  tam  znaleźć"  - 
powiedzieli  mi  po  uwolnieniu.  A  przecieŜ  wszyscy 
wiedzieli,  Ŝe  główne  drzwi  od  domu  Placidy  Linero  były 
zawsze  zaryglowane  od  środka,  nawet  w  ciągu  dnia,  i  Ŝe 
Santiago  Nasar  nigdy  nie  rozstawał  się  z  kluczami  od 
tylnego  wejścia.  I  rzeczywiście  tym  wejściem  wrócił  do 
domu,  gdy  bliźniacy  Vicario  juŜ  od  godziny  czekali  na 
niego  z  drugiej  strony,  a  jeŜeli  później,  udając  się  na 
powitanie  biskupa  wyszedł  drzwiami  od  strony  placu,  to 

background image

uczynił to z pobudek tak niespodziewanych, iŜ nawet sam 
sędzia śledczy nie potrafił tego zrozumieć. 

Nigdy  nie  było  śmierci  bardziej  zapowiedzianej.  Po 

ujawnieniu  przez  siostrę  imienia  winnego,  bliźniacy 
Vicario  udali  się  do  chlewu,  gdzie  trzymali  komplet 
narzędzi  rzeźniczych  i  wybrali  dwa  najlepsze  noŜe:  jeden 
do  ćwiartowania,  o  długości  dziesięciu  cali  i  szerokości 
dwa  i  pół  cala,  drugi  zaś  do  czyszczenia,  o  długości 
siedmiu  cali  i  szerokości  półtora  cala.  Owinęli  noŜe  w 
szmaty i poszli je naostrzyć na targ mięsny, gdzie dopiero 
co  zaczęto  otwierać  niektóre  kramiki.  Niewielu  było 
pierwszych  klientów,  jednak  dwadzieścia  dwie  osoby 
zeznały,  iŜ  słyszały  kaŜde  słowo  wypowiedziane  przez 
braci,  i  wszyscy  zgodnie  potwierdzili  swe  wraŜenia,  Ŝe 
jedynym zamiarem obu braci było wypowiedzieć je tak, by 
wszyscy  słyszeli.  Faustino  Santos,  rzeźnik  zaprzyjaźniony 
z  nimi,  zobaczył  obu,  jak  przyszli  o  trzeciej  dwadzieścia, 
gdy  uruchamiał  właśnie  swoje  stoisko  z  podrobami,  i  nie 
potrafił zrozumieć, dlaczego przychodzą w poniedziałek, i 
to tak wcześnie, do tego jeszcze w ciemnych świątecznych 
garniturach.  Przyzwyczajony  był,  Ŝe  przychodzili  zawsze 
w  piątek,  ale  znacznie  później  i  w  skórzanych  fartuchach, 
które  zakładali  na  czas  uboju.  „Pomyślałem,  Ŝe  są  tak 
pijani  -  powiedział  mi  Faustino  Santos  -  Ŝe  nie  tylko 
pomyliła  im  się  godzina,  ale  i  dzień".  Przypomniał  im,  Ŝe 
jest poniedziałek. 

-  A  któŜ  by  o  tym  nie  wiedział,  stary  pierdoło  - 

odpowiedział  mu  grzecznie  Pablo  Vicario.  -  Przyszliśmy 
tylko naostrzyć noŜe. 

background image

Naostrzyli  je  na  kamieniu  szlifierskim,  tak  jak  to 

zawsze  robili:  Pedro  podtrzymywał  obydwa  noŜe  i  na 
przemian  przykładał  je  do  ostrzałki.  Pablo  zaś  kręcił 
korbką.  Jednocześnie  rozmawiali  z  resztą  rzeźników  o 
ś

wietności i przepychu wesela. Co poniektórzy skarŜyli się 

im, iŜ nie otrzymali swej porcji tortu weselnego, mimo Ŝe 
są  kolegami  po  fachu,  bracia  przyrzekli  więc,  Ŝe  tort 
zostanie  im  przysłany  trochę  później.  Wreszcie  dociskane 
do  kamienia  noŜe  zaczęły  śpiewać,  a  Pablo  połoŜy  ł  swój 
nóŜ pod lampą, tak by rozbłyskała jego stal. 

- Idziemy zabić Santiago Nasara - powiedział. 
Cieszyli  się  tak  ugruntowaną  opinią  dobrodusznych 

chłopaków,  Ŝe  puszczano  to  mimo  uszu.  „Myśleliśmy,  Ŝe 
to pijackie bredzenie" - zeznało wielu rzeźników, podobnie 
jak  Victoria  Guzman  i  wielu  innych,  którzy  widzieli  ich 
później.  Niejednokrotnie  pytałem  rzeźników,  czy  ich 
zawód  nie  ujawnia  predyspozycji  do  zabijania  ludzi. 
Protestowali:  „Kiedy  bijesz  zwierzę,  nie  masz  odwagi 
spojrzeć  mu  w  oczy".  Jeden  z  nich  powiedział  mi,  Ŝe  nie 
moŜe  jeść  mięsa  zwierzęcia,  które  sam  ubił.  Inny  wyznał, 
Ŝ

e nie byłby w stanie zabić krowy, którą znałby wcześniej, 

tym  bardziej  jeśli  pił  jej  mleko.  Przypomniałem  im,  Ŝe 
bracia  Vicario  szlachtowali  świnie  hodowane  przez  siebie 
samych i Ŝe byli zŜyci z nimi do tego stopnia, iŜ nazywali 
je po imieniu. „To prawda - odparł mi jeden z nich. - Ale 
proszę zauwaŜyć, Ŝe nie nadawali im ludzkich imion, tylko 
nazwy  kwiatów".  Faustino  Santos  był  jedynym,  który 
dostrzegł cień prawdy w groźbach Pabla Vicario, i Ŝartem 
zapytał go, dlaczego akurat mają zabijać Santiago Nasara, 

background image

jeśli jest jeszcze tylu bogaczy, którzy bardziej zasługują na 
to, Ŝeby umrzeć przed nim. 

-  Santiago  Nasar  wie,  dlaczego  -  odpowiedział  mu 

Pedro Vicario. 

Faustino Santos opowiedział mi, Ŝe wątpliwości nadal 

go dręczyły i poinformował o tym policjanta, który pojawił 
się  nieco  później,  by  kupić  dla  alkada  na  śniadanie  funt 
wątróbki.  Funkcjonariusz,  zgodnie  z  tym,  co  podają  akta, 
nazywał  się  Leandro  Pornoy  i  zmarł  w  następnym  roku, 
gdy  podczas  odpustu  byk  przebił  mu  rogiem  Ŝyłę  szyjną. 
Nie  miałem  więc  nigdy  okazji,  by  z  nim  porozmawiać, 
niemniej  Clotilde  Armenta  potwierdziła,  Ŝe  policjant  był 
pierwszą  osobą,  która  zjawiła  się  w  jej  sklepie,  gdy 
bliźniacy juŜ tam siedzieli i czekali. 

Clotilde  Armenta  zastąpiła  właśnie  swego  męŜa  za 

ladą.  Był  to  juŜ  uświęcony  zwyczaj.  W  sklepie 
sprzedawano  o  świcie  mleko,  a  w  ciągu  dnia  artykuły 
Ŝ

ywnościowe,  zaś  od  szóstej  po  południu  lokal 

przekształcał się w bar. Clotilde Armenta otwierała sklep o 
trzeciej trzydzieści rano. Jej mąŜ, zacny don Rogelio de la 
Flor, zajmował się barem aŜ do jego zamknięcia. Tej nocy 
miał jednak tylu zabłąkanych z wesela klientów, iŜ poszedł 
spać  juŜ  po  trzeciej,  w  ogóle  nie  zamykając  sklepu,  gdy 
Clotilde Armenta była juŜ na nogach wcześniej niŜ zwykle, 
chciała  bowiem  uporać  się  z  robotą  przed  przyjazdem 
biskupa. 

Bracia  Vicario  weszli  o  czwartej  dziesięć.  O  tej  porze 

sprzedawano  tylko  Ŝywność,  ale  Clotilde  Armenta 
sprzedała  im  butelkę  wódki  z  trzciny  cukrowej,  nie  tylko 
dlatego,  Ŝe  ich  lubiła,  ale  równieŜ  dlatego,  Ŝe  była  im 

background image

wdzięczna  za  przysłanie  porcji  tortu  weselnego.  Wypili 
całą  butelkę  dwoma  długimi  pociągnięciami,  lecz  bez 
widocznych  skutków.  „Byli  juŜ  całkiem  ugotowani  - 
powiedziała  mi  Clotilde  Armenta  -  i  nawet  nafta  nie 
ś

cięłaby  ich  z  nóg".  Następnie  zdjęli  marynarki,  powiesili 

je  starannie  na  oparciach  krzeseł  i  poprosili  o  drugą 
butelkę. Koszule mieli brudne od zaschniętego potu, a nie 
golony  od  wczoraj  zarost  nadawał  im  prostacki  wygląd. 
Kolejną  butelkę  wypili  juŜ  siedząc,  powoli,  uporczywie 
patrząc  w  stronę  stojącego  po  przeciwnej  stronie  placu 
domu  Placidy  Linero,  w  którego  oknach  nie  świeciło  się 
Ŝ

adne  światło.  Największe  okno  balkonowe  przylegało  do 

sypialni  Santiago  Nasara.  Pedro  Vicario  spytał  Clotilde 
Armenta,  czy  widziała  światło  w  tym  oknie,  a  ona 
odpowiedziała, Ŝe nie, ale ciekawość ta wydała jej się dość 
dziwna. 

- Stało mu się coś? - zapytała. 
-  Nie,  nic  -  odpowiedział  jej  Pedro  Vicario.  -  Tylko 

chcemy go zabić. 

Była  to  odpowiedź  tak  spontaniczna,  iŜ  nie  mogła 

uwierzyć  w  jej  szczerość.  Dostrzegła  jednak,  Ŝe  bliźniacy 
mieli dwa rzeźnickie noŜe owinięte w kuchenne szmaty. 

-  A  moŜna  wiedzieć,  dlaczego  chcecie  go  zabić  o  tak 

wczesnej porze? - spytała. 

- On wie, dlaczego - odparł jej Pedro Vicario. Clotilde 

Armenta przyjrzała im się powaŜnie. Znała ich tak dobrze, 
Ŝ

e potrafiła ich rozróŜniać, szczególnie po powrocie Pedra 

Vicario  z  koszar.  „Zachowywali  się  jak  dzieciaki"  - 
powiedziała  mi.  I  myśl  ta  przeraziła  ją,  zawsze  bowiem 
sądziła,  Ŝe  tylko  dzieci  są  zdolne  do  wszystkiego. 

background image

Skończyła  więc  zmywanie  i  przygotowywanie  naczyń  do 
mleka i poszła obudzić męŜa, by opowiedzieć, co się dzieje 
w  sklepie.  Don  Rogelio  de  la  Flor  słuchał  jej 
wpółprzytomny ze snu. 

-  Nie  bądź  kretynką  -  powiedział  jej  -  ci  dwaj  nie 

zabiją nikogo, a tym bardziej bogacza. 

Kiedy  Clotilde  Armenta  wróciła  do  sklepu,  bliźniacy 

rozmawiali z policjantem Leandro Pornoy, który przyszedł 
po  mleko  dla  alkada.  Nie  słyszała,  o  czym  mówili,  ale  po 
tym,  jak  wychodząc  spojrzał  na  noŜe,  wywnioskowała,  Ŝe 
musieli mu zdradzić swe zamiary. 

Pułkownik  Lazaro  Aponte  wstał  tuŜ  przed  czwartą. 

Skończył  się  właśnie  golić,  gdy  policjant  Leandro  Pornoy 
ujawnił mu plany braci Vicario. Tej nocy połoŜył kres juŜ 
tylu przyjacielskim sprzeczkom, iŜ nie spieszył się zbytnio, 
by  załagodzić  jeszcze  jeden  spór.  Ubrał  się  spokojnie, 
wielokrotnie  usiłując  zawiązać  muszkę,  póki  nie  zrobił 
tego  nienagannie,  i  powiesił  sobie  szkaplerz  Sodalicji 
Mariańskiej na powitanie biskupa. Podczas śniadania, gdy 
jadł  duszoną  wątróbkę  pokrytą  plasterkami  cebuli,  Ŝona, 

niezwykle  podniecona,  opowiedziała  mu,  Ŝe 
Bayardo  San  Roman  zwrócił  rodzicom  Angelę 

Vicario,  ale  on  nie  przyjął  tej  wiadomości  równie 
dramatycznie. 

-  Mój  BoŜe!  -  zakpił  -  co  sobie  biskup  pomyśli.  Nim 

skończył  śniadanie,  przypomniał  sobie  jednak,  co  przed 
chwilą  powiedział  mu  ordynans,  połączył  obydwie 
informacje  i  natychmiast  odkrył,  Ŝe  pasowały  do  siebie 
niczym dwie części łamigłówki. Udał się wówczas na plac, 
kierując się tam 

background image

przez  ulicę  nowego  portu,  gdzie  z  powodu  wizyty 

biskupa domy zaczynały się budzić do Ŝycia. „Pamiętam z 
całą  pewnością,  Ŝe  była  prawie  piąta  i  zaczynało  padać"  - 
powiedział  mi  pułkownik  Lazaro  Aponte.  Po  drodze 
zatrzymały  go  trzy  osoby,  by  donieść  mu  w  sekrecie,  Ŝe 
bracia Vicario czekają na Santiago Nasara, Ŝeby go zabić, 
ale tylko jedna z nich potrafiła mu powiedzieć, gdzie są. 

Odnalazł ich w sklepiku Clotilde Armenta. „Kiedy ich 

zobaczyłem, pomyślałem, Ŝe to najzwyklejsza fanfaronada 
-  powiedział  z  właściwą  sobie  logiką  -  bo  nie  byli  aŜ  tak 
pijani, 

jak 

sądziłem". 

Nie 

wybadał 

nawet 

ich 

rzeczywistych  zamiarów,  odebrał  im  jedynie  noŜe  i  kazał 
pójść  spać.  Traktował  ich  z  taką  samą,  sobie  właściwą 
pobłaŜliwością, z jaką zbagatelizował przeraŜenie Ŝony. 

- Pomyślcie sobie - wytłumaczył im - co powie biskup, 

jak was zobaczy w takim stanie. 

Poszli.  Clotilde  Armenta  poczuła  się  po  raz  któryś  z 

rzędu  zawiedziona  lekkomyślnością  alkada,  gdyŜ  sądziła, 
iŜ  powinien  on  aresztować  braci  do  chwili  wyjaśnienia 
prawdy.  Pułkownik  Aponte  pokazał  jej  noŜe  jako 
ostateczny argument. 

- JuŜ nie mają czym zabijać - stwierdził. 
-  To  nie  o  to  chodzi  -  odparła  Clotilde  Armenta.  - 

Rzecz  w  tym,  Ŝeby  uwolnić  tych  biednych  chłopaków  od 
strasznego obowiązku, jaki na nich spadł. 

Przeczuła  bowiem  wszystko.  Była przeświadczona,  Ŝe 

bracia  Vicario  pragnęli  nie  tyle  wykonać  wyrok,  co 
spotkać kogoś, kto zechciałby im w tym przeszkodzić. Ale 
pułkownik Aponte postąpił całkowicie zgodnie z własnym 
sumieniem. 

background image

-  Nie  aresztuję  nikogo  wyłącznie  na  podstawie 

podejrzeń  -  powiedział.  -  Teraz  pozostaje  tylko  ostrzec 
Santiago Nasara i daj nam BoŜe zdrowie. 

Clotilde Armenta zawsze wspominała, Ŝe krępa postać 

pułkownika 

Aponte 

kojarzyła 

jej 

się 

jakimś 

nieszczęściem,  ja  zaś  pamiętam  go  jako  człowieka 
szczęśliwego, 

choć 

nieco 

zdziwaczałego 

wskutek 

samotnych  praktyk  spirytualistycznych,  których  nauczył 
się  korespondencyjnie.  Zachowanie  pułkownika  w  tamten 
poniedziałek 

było 

ostatecznym 

dowodem 

jego 

lekkomyślności.  Prawdą  jest,  Ŝe  zapomniał  juŜ  o  Santiago 
Nasarze,  póki  nie  zobaczył  go  w  porcie  i  wówczas 
pogratulował sobie podjęcia słusznej decyzji. 

Bracia  Vicario  powiedzieli  o  swych  zamiarach  co 

najmniej kilkunastu osobom, które przyszły do sklepiku po 
mleko, te z kolei rozpowszechniły wiadomość przed szóstą 
w  całym  miasteczku.  Clotilde  Armenta  wydawało  się 
wręcz  nieprawdopodobne,  by  w  domu  naprzeciwko  nic  o 
tym nie wiedziano. Przypuszczała, Ŝe Santiago Nasara tam 
nie ma, gdyŜ nie zauwaŜyła, by w jego sypialni zapaliło się 
ś

wiatło,  więc  prosiła,  kogo  tylko  mogła,  by  go  ostrzegł, 

gdziekolwiek go spotka. Kazała nawet poinformować ojca 
Amadora  za  pośrednictwem  pełniącej  słuŜbę  nowicjuszki, 
która  przyszła  po  mleko  dla  zakonnic.  Po  czwartej,  gdy 
zobaczyła  światła  w  kuchni  domu  Placidy  Linero,  posłała 
Victorii  Guzman  ostatnią,  naglącą  wiadomość  przez 
Ŝ

ebraczkę,  która  codziennie  przychodziła  prosząc  0 

odrobinę  mleka.  Kiedy  zabuczał  statek  biskupa,  prawie 
wszyscy juŜ wstali, by zebrać się na molo, i niewielu z nas 
nie  wiedziało,  Ŝe  bliźniacy  Vicario  czekają  na  Santiago 

background image

Nasara,  Ŝeby  go  zabić,  a  wówczas  juŜ  i  przyczyny  były 
znane w najdrobniejszych szczegółach. 

Clotilde  Armenta  nie  skończyła  jeszcze  sprzedaŜy 

mleka,  gdy  bracia  Vicario  wrócili  z  dwoma  innymi 
noŜami,  owiniętymi  w  gazety.  Jeden  z  nich  słuŜył  do 
ć

wiartowania,  miał  twarde,  oksydowane  ostrze  o  długości 

dwunastu  i  szerokości  trzech  cali  i  został  zrobiony  przez 
Pedra  Vicario  z  piły,  w  okresie  gdy  z  powodu  wojny  nie 
docierały  do  nas  noŜe  niemieckie.  Drugi  był  krótszy,  ale 
szeroki  i  zakrzywiony.  Sędzia  śledczy  narysował  go  w 
aktach,  być  moŜe  dlatego,  Ŝe  nie  potrafił  go  opisać,  gdyŜ 
odwaŜył  się  tylko  na  ryzyko  porównania  go  do 
zminiaturyzowanego 

jatagana. 

Tymi 

właśnie 

najzwyklejszymi,  często  uŜywanymi  noŜami  popełniono 
zbrodnię. 

Faustina  Santos  nie  mógł  zrozumieć,  co  się  właściwie 

stało. „Przyszli jeszcze raz naostrzyć noŜe - powiedział mi 
-  i  znów  zaczęli  się  wydzierać,  tak  Ŝeby  ich  dobrze 
słyszano, Ŝe flaki wyprują Santiago Nasarowi, pomyślałem 
więc,  Ŝe  sami  sobie  dodają  animuszu,  przede  wszystkim 
dlatego, Ŝe nie przyjrzałem się noŜom i pomyślałem, Ŝe to 
te same". Tym razem jednak Clotilde Armenta spostrzegła, 
w chwili gdy zobaczyła ich wchodzących do sklepu po raz 
drugi, Ŝe nie są juŜ tak zdeterminowani jak przedtem. 

Prawda  zaś  była  taka,  Ŝe  doszło  między  nimi  do 

pierwszego  konfliktu.  RóŜnili  się  bowiem  nie  tylko 
zachowaniem  w  stopniu  znacznie  większym,  niŜ 
wynikałoby  to  z  ich  fizycznego  podobieństwa,  ale  w 
sytuacjach  trudnych  ich  charaktery  były  krańcowo 
odmienne. Będąc ich przyjaciółmi spostrzegliśmy to juŜ w 

background image

szkole  podstawowej.  Pablo  Vicario,  o  sześć  minut  starszy 
od brata, aŜ do pełnoletności odznaczał się większą energią 
i  wyobraźnią.  Pedro  Vicario  zawsze  wydawał  się  bardziej 
uczuciowy,  a  tym  samym  bardziej  despotyczny.  Gdy 
ukończyli dwadzieścia lat, stawili się razem przed komisją 
poborową  i  Pablo  Vicario  został  zwolniony,  by  mógł 
utrzymywać  rodzinę.  Pedro  Vicario  przez  jedenaście 
miesięcy  odbywał  słuŜbę  w  patrolach  Ŝandarmerii. 
Wojskowy  rygor,  zaostrzony  strachem  przed  śmiercią, 
pogłębił  jego  skłonność  do  rządzenia  i  zwyczaj 
decydowania  za  swego  brata.  Wrócił  do  cywila  z 
sierŜancką  rzeŜączką,  która  zniosła  najbrutalniejsze 
metody  wojskowej  medycyny,  zastrzyki  z  arszeniku  i 
dezynfekcje  z  nadmanganianu  potasu  doktora  Dionisio 
Iguarana.  Zdołano  go  wyleczyć  dopiero  w  więzieniu.  My 
wszyscy,  jego  przyjaciele,  byliśmy  zgodni,  Ŝe  Pablo 
Vicario  popadł  nagle  w  dziwną  zaleŜność  od  młodszego 
brata,  kiedy  Pedro  Vicario  wrócił  nabywszy  koszarowych 
manier  i  nawyku  unoszenia  koszuli,  by  kaŜdemu,  kto 
chciał, pokazać bliznę po sączku na lewym boku. Wreszcie 
Pablo  zaczął  odczuwać  rodzaj  fascynacji  rzeŜączką 
prawdziwego  męŜczyzny,  z  którą  jego  brat  obnosił  się 
niczym z odznaczeniem wojennym. 

To Pedro Vicario - jak sam zeznał - podjął decyzję co 

do  zabicia  Santiago  Nasara,  jego  brat  zaś  z  początku 
jedynie  mu  towarzyszył.  Ale  równieŜ  to  on  był  raczej 
skłonny uznać obowiązek za spełniony, z chwilą gdy alkad 
ich  rozbroił,  i  wówczas  to  Pablo  Vicario  przejął 
dowództwo. śaden z nich nie wspominał o tym konflikcie 
w  swych  zeznaniach  składanych  osobno  sędziemu 

background image

ś

ledczemu.  Pablo  Vocario  potwierdził  mi  wielokrotnie,  Ŝe 

z  wielkim  trudem  przyszło  mu  przekonać  brata  do 
ostatecznego 

rozwiązania. 

Być 

moŜe 

był 

to 

rzeczywistości  tylko  krótkotrwały  objaw  paniki,  faktem 
jest  jednak,  Ŝe  Pablo  Vicario  sam  wszedł  do  chlewika  po 
następne noŜe, podczas gdy jego brat konał z bólu usiłując 
kropla  po  kropli  wysikać  się  pod  tamarydowcami.  „Mój 
brat  nigdy  nie  rozumiał,  co  to  znaczy  -  powiedział  mi 
Pedro Vicario podczas naszej ostatniej rozmowy. - To było 
tak, jakbyś sikał drobno potłuczonym szkłem". Gdy Pablo 
Vicario  wrócił  z  noŜami,  zastał  go  wciąŜ  obejmującego 
drzewo.  „Był  oblany  zimnym  potem  -  powiedział  mi  -  i 
próbował powiedzieć, Ŝebym poszedł sam, bo on nie czuje 
się na siłach, Ŝeby kogokolwiek zabijać". Usiadł na jednym 
ze  specjalnie  zbitych  stołów  ustawionych  na  wesele  pod 
drzewami,  i  spuścił  spodnie  do kolan.  „Co  najmniej  przez 
pół  godziny  zmieniał  gazę,  którą  owijał  sobie  kutasa"  - 
powiedział mi Pablo Vicario. W rzeczywistości nie trwało 
to  dłuŜej  niŜ  dziesięć  minut,  ale  było  to  coś  tak 
niezrozumiałego i tajemniczego dla Pabla Vicario, Ŝe uznał 
to  za  następny  wybieg  brata,  by  zyskać  na  czasie  i 
doczekać świtu. Wsadził mu więc nóŜ do ręki i niemal siłą 
wywlókł na ulicę by pomścić utraconą cześć siostry. 

-  Nie  ma  wyjścia  -  powiedział  mu  -  to  tak  jakby  się 

nam to juŜ zdarzyło. 

Ujadały  za  nimi  psy  podwórzowe,  gdy  z  nie 

owiniętymi  noŜami  wychodzili  drzwiami  od  chlewika. 
Zaczynało  świtać.  „Nie  padało"  -  wspominał  Pablo 
Vicario.  „Wprost  przeciwnie  -  wspominał  Pedro  -  od 
morza  wiał  wiatr  i  jeszcze  moŜna  było  palcem  policzyć 

background image

gwiazdy".  Wiadomość  juŜ  się  tak  wówczas  rozniosła,  Ŝe 
gdy  Hortensja  Baute  otworzyła  drzwi,  właśnie  w  chwili 
gdy  przechodzili  obok  jej  domu,  jako  pierwsza  w 
miasteczku  opłakała  Santiago  Nasara.  „Myślałam,  Ŝe  juŜ 
go zabili - powiedziała mi - bo zobaczyłam noŜe w świetle 
wschodzącego słońca i wydawało mi się, Ŝe spływa z nich 
krew".  Jednym  z  niewielu  otwartych na  tej  odludnej  ulicy 
domów  był  dom  Prudencii  Cotes,  narzeczonej  Pabla 
Vicario.  Bliźniacy,  zawsze  gdy  przechodzili  tamtędy  o  tej 
porze,  zwłaszcza  w  piątki,  kiedy  szli  na  targ,  wstępowali, 
Ŝ

eby  napić  się  pierwszej  porannej  kawy.  Gdy  pchnęli 

drzwi  od  podwórza  natychmiast  opadły  ich  psy,  które 
rozpoznały  ich  w  półmroku  świtu.  Wchodząc  do  kuchni 
pozdrowili matkę Prudencii Cotes. Kawy jeszcze nie było. 

-  Przyjdziemy  później  -  powiedział  Pablo  Vicario  - 

teraz się spieszymy. 

-  ~WyobraŜam  sobie,  synkowie  -  odpowiedziała  - 

honor nie czeka. 

Mimo  to  poczekali  i  właśnie  wówczas  Pedro  Vicario 

pomyślał, Ŝe brat specjalnie zwleka. Gdy pili juŜ kawę, do 
kuchni  weszła  Prudencia  Cotes  w  całej  pełni  swej 
młodości,  z  plikiem  starych  gazet,  by  w  piecu  rozpalić 
ogień.  „Wiedziałam  juŜ,  do  czego  się  szykują  - 
powiedziała  mi  -  i  nie  tylko  się  z  nimi  całkowicie 
zgadzałam,  ale  nigdy  nie  wyszłabym  za  Pabla,  gdyby  w 
tym  momencie  nie  zachował  się  jak  męŜczyzna".  Nim 
opuścili kuchnię, Pablo Vicario wziął od niej dwie gazety i 
jedną  dał  bratu  do  owinięcia  noŜa.  Prudencia  Cotes 
zaczekała  w  kuchni,  póki  nie  zobaczyła,  Ŝe  wychodzą 
drzwiami od podwórza, i tak czekała, bez chwili wahania, 

background image

przez trzy lata, póki Pablo Vicario nie wyszedł z więzienia 
i nie został jej męŜem na całe Ŝycie. 

-  UwaŜajcie  na  siebie  -  powiedziała  im.  Clotilde 

Armenta  nie  bez  racji  sądziła  więc,  Ŝe  bliźniacy  nie  mieli 
tej  samej  determinacji  co  przedtem,  toteŜ  podała  im 
butelkę  dziewanny  z  nadzieją,  Ŝe  tym  ich  dobije.  „Tego 
dnia  zdałam  sobie  sprawę  -  powiedziała  mi  -  jak  bardzo 
my,  kobiety,  jesteśmy  na  świecie  osamotnione!"  Pedro 
Vicario poprosił ją, by poŜyczyła mu męŜowskie przybory 
do  golenia,  przyniosła  mu  więc  pędzelek,  mydło,  wiszące 
lusterko  i  maszynkę  z  nową  Ŝyletką,  ale  on  ogolił  się 
noŜem  do  ćwiartowania.  Clotilde  Armenta  uznała  to  za 
zbyt  juŜ  ekstrawagancki  gest  silnego  męŜczyzny. 
„Wyglądał jak czarny charakter" - wspominała. On jednak 
wytłumaczył  mi  wiele  lat  potem,  i  rzeczywiście  była  to 
prawda, Ŝe w koszarach nauczył się uŜywać brzytwy i juŜ 
nigdy  później  nie  potrafił  się  golić  inaczej.  Jego  brat  z 
kolei  ogolił  się  w  sposób  znacznie  prostszy,  maszynką 
poŜyczoną  od  don  Rogelia  de  la  Flor.  ~Wreszcie  w 
milczeniu  sięgnęli  do  butelki  i  wypili  ją  bardzo  wolno,  z 
tępym  wyrazem  twarzy  osób  przebudzonych  o  świcie 
wpatrzeni  w  ciemne  okno  naprzeciwko,  nie  zwracając 
uwagi  na  wchodzących  pozornych  klientów  kupujących 
bez  potrzeby  mleko  i  pytających  o  nie  istniejące  artykuły 
Ŝ

ywnościowe  z  zamiarem  przekonania  się,  czy  to  aby 

prawda, Ŝe czekają na Santiago Nasara, Ŝeby go zabić. 

Braciom Vicario nie było dane zobaczyć świateł w tym 

oknie.  Santiago  Nasar  wrócił  do  domu  o  czwartej 
dwadzieścia,  ale  Ŝeby  dojść  do  sypialni,  nie  musiał  on 
zapalać  Ŝadnego  światła,  lampka  na  schodach  paliła  się 

background image

bowiem  przez  całą  noc.  W  ubraniu  rzucił  się  w 
ciemnościach  na  łóŜko,  bo  została  mu  tylko  godzina  na 
sen, i tak leŜącego zastała Victoria Guzman, gdy weszła na 
górę,  by  obudzić  go  w  związku  z  przyjazdem  biskupa. 
Byliśmy  razem  w  domu  Marii  Alejandriny  Cervantes  do 
momentu, kiedy, juŜ po trzeciej, sama odprawiła muzyków 
i  zgasiła  światło  na  patio  przeznaczonym  do  tańców,  jej 
Mulatki od płatnych rozkoszy mogły wreszcie udać się na 
spoczynek. Pracowały bez chwili przerwy juŜ trzeci dzień i 
trzecią  noc,  wpierw  opiekując  się  potajemnie  wszystkimi 
honorowymi gośćmi, a później juŜ jawnie i na całego nami 
wszystkimi,  weselnymi  niedobitkami.  Maria  Alejandrina 
Cervantes, o której zwykliśmy mówić, Ŝe uda się jej zasnąć 
na  dobre  dopiero  po  śmierci,  była  najelegantszą  i 
najczulszą  kobietą,  jaką  kiedykolwiek  poznałem,  a 
zarazem  najusłuŜniejszą  w  łóŜku,  ale  i  najbardziej 
bezwzględną. Urodziła się i wychowywała tutaj, w domu o 
otwartych  drzwiach,  z  duŜą  ilością  pokoi  do  wynajęcia  i 
ogromnym patiem do tańca, nad którym wisiały lampiony 
z  tykw  zakupione  w  chińskich  sklepikach  w  Paramaribo. 
To ona pozbawiła cnoty całe moje pokolenie. Nauczyła nas 
o  wiele  więcej,  niŜ  powinniśmy  wiedzieć,  ale  przede 
wszystkim nauczyła nas, Ŝe nie ma smutniejszego miejsca 
na świecie niŜ puste lóŜko. Gdy Santiago Nasar ujrzał ją po 
raz  pierwszy,  stracił  głowę.  Ostrzegałem  go:  sokół,  który 
na  wojowniczą  czaplę  spada,  sam  się  naraŜa.  Ale  nie 
usłuchał  mnie,  oszołomiony  chimerycznymi  gwizdami 
Marii  Alejandriny  Cervantes.  Była  jego  niepohamowaną 
namiętnością,  panią  nauczycielką  jego  łez  piętnastolatka, 
póki Ibrahim Nasar pasem nie wyrzucił go z jej łóŜka i nie 

background image

zamknął  na  ponad  rok  w  „Divino  Rostro".  Od  tej  chwili 
związani  byli  uczuciem  powaŜnym,  ale  pozbawionym 
chaosu  miłości,  ona  zaś  odczuwała  dla  niego  tyle 
szacunku, Ŝe juŜ nigdy nie poszła z innym do łóŜka w jego 
obecności.  Podczas  tych  ostatnich  wakacji  Ŝegnała  się  z 
nami  dosyć  wcześnie  pod  nieprawdopodobnym  u  niej 
pretekstem, Ŝe jest juŜ zmęczona, pozostawiała jednak nie 
zaryglowane  drzwi  i  w  korytarzu  zapaloną  lampkę,  bym 
mógł tam po kryjomu wrócić. 

Santiago  Nasar  miał  magiczny  niemal  talent  i  zami-

łowanie  do  przebieranek,  a  jego  ulubioną  zabawą  było 
całkowite  przebieranie  Mulatek.  Plądrował  garderoby 
jednych, by przebrać pozostałe, póki wszystkie nie poczuły 
się  zupełnie  inne  od  samych  siebie,  toŜsame  zaś  z  tymi, 
którymi  nie  były.  Kiedyś  jedna  z  nich  ujrzała  się 
odtworzona  w  innej  Mulatce  z  tak  uderzającym 
podobieństwem, 

Ŝ

wpadła 

histeryczny 

płacz. 

„Poczułam  się  tak,  jakbym  wyszła  ze  zwierciadła"  - 
powiedziała. Ale tamtej nocy Maria Alejandrina Cervantes 
nie  pozwoliła,  by  Santiago  Nasar  po  raz  ostatni  dał  folgę 
swoim sztuczkom, a posłuŜyła się tak błahymi pretekstami, 
iŜ  gorzki  smak  tego  wspomnienia  całkowicie  odmienił  jej 
Ŝ

ycie. Wzięliśmy więc ze sobą muzyków, by towarzyszyli 

naszym  serenadom,  i  bawiliśmy  się  dalej  na  własny 
rachunek, gdy tymczasem bliźniacy Vicario czekali juŜ na 
Santiago Nasara, Ŝeby go zabić. To on, tuŜ przed czwartą, 
wpadł na pomysł, byśmy wyszli na wzgórze wdowca Xius, 
by odśpiewać coś młodej parze. 

Nie  tylko  odśpiewaliśmy  pod  ich  oknami,  ale  w 

ogrodach  wystrzeliliśmy  równieŜ  race  i  petardy,  nie 

background image

dostrzegliśmy  jednak  w  domu  Ŝadnego  znaku  Ŝycia.  Nie 
przyszło nam nawet na myśl, Ŝe w środku moŜe nikogo nie 
być, przede wszystkim dlatego, Ŝe przy drzwiach stał nowy 
samochód  z  dachem  jeszcze  złoŜonym,  przystrojony 
satynowymi 

wstąŜkami 

wiązankami 

kwiatów 

pomarańczy z  parafiny,  którymi  obwieszono  nowoŜeńców 
na  weselu.  Mój  brat  Luis  Enrique,  w  owych  czasach 
grający  na  gitarze  jak  profesjonalista,  zaimprowizował  na 
cześć  młodej  pary  piosenkę  o  małŜeńskich  niesnaskach. 
Dotąd  nie  padało.  Wprost  przeciwnie,  księŜyc  świecił 
pośrodku  nieba,  powietrze  było  przezroczyste,  a  na  dnie 
przepaści  widać  było  poblask  błędnych  ogników  na 
cmentarzu.  Z  drugiej  strony  widoczne  były  plantacje 
bananowe, niebieskie w świetle księŜyca, smutne bagniska 
i  fosforyzująca  linia  Morza  Karaibskiego  na  horyzoncie: 
Santiago  Nasar  pokazał  pulsujące  światło  na  morzu  i 
powiedział  nam,  Ŝe  jest  to  udręczona  dusza  statku  do 
przewozu  niewolników,  który  zatonął  z  ładunkiem 
Murzynów  z  Senegalu  przy  duŜym  wejściu  do  portu 
Cartagena  de  Indias.  Nie  sposób  było  w  ogóle  wyobrazić 
sobie,  by  odczuwał  jakieś  wyrzuty  sumienia,  chociaŜ  nie 
wiedział  wówczas,  Ŝe  efemeryczne  Ŝycie  małŜeńskie 
Angeli  Vicario  zakończyło  się  dwie  godziny  temu. 
Bapardo San Roman odprowadził ją do domu rodziców na 
piechotę,  by  warkot  silnika  nie  ujawnił  jego  nieszczęścia 
przed  czasem,  a  teraz  znów  był  sam  przy  zgaszonych 
ś

wiatłach w szczęśliwej chatce wdowca Xius. 

Kiedy  zeszliśmy  ze  wzgórza,  mój  brat  zaprosił 

wszystkich  na  smaŜone  ryby  do  kramików  na  targowisku, 
ale  Santiago  Nasar  odmówił,  chciał  bowiem  do  chwili 

background image

przyjazdu biskupa przespać się z godzinę. Poszedł z Cristo 
Bedoyą brzegiem rzeki, nie opodal ruder w starym porcie, 
gdzie  zaczęty  juŜ  się  zapalać  światła,  i  zanim  skręcił  za 
róg,  pomachał  nam  ręką  na  poŜegnanie.  Widzieliśmy  go 
ostatni raz. 

Cristo  Bedoya,  z  którym  umówił  się  na  spotkanie  w 

porcie,  poŜegnał  się  z  nim  przy  tylnych  drzwiach  jego 
domu.  Psy  obszczekały  Santiago  Nasara,  jak  zwykle,  gdy 
czuły,  Ŝe  wchodzi  do  domu,  ale  on  uspokoił  je, 
podzwaniając  w  półmroku  kluczami.  Victoria  Guzman 
pilnowała ekspresu do kawy na palenisku, gdy przechodził 
przez kuchnię kierując się do środka mieszkania. 

-  Biały!  -  zawołała  doń  - zaraz  będzie  kawa.  Santiago 

Nasar  odpad,  Ŝe  wypije  kawę  później,  i  poprosił  ją,  by 
powiedziała  Divinie  Flor,  Ŝe  ma  go  obudzić  o  wpół  do 
szóstej  i  przynieść  mu  ubranie  na  zmianę,  takie  samo  jak 
to, które miał na sobie. W chwilę po jego wejściu na górę, 
gdzie  poszedł  się  przespać,  Victoria  Guzman  otrzymała 
wiadomość  od  Clotilde  Armenta  za  pośrednictwem 
proszącej  o  mleko  Ŝebraczki.  O  piątej  trzydzieści  spełniła 
polecenie, by go obudzić, ale nie posłała Diviny Flor, tylko 
sama  weszła  do  sypialni  z  lnianym  ubraniem,  nie  traciła 
bowiem  Ŝadnej  okazji,  by  chronić  swą  córkę  przed 
szponami tego bojara. 

Maria Alejandrina Cervantes zostawiła drzwi domu nie 

zaryglowane. PoŜegnałem się z bratem, przeszedłem przez 
korytarz,  gdzie  spały  zwinięte  między  tulipanami  koty 
Mulatek,  i  bez  pukania  pchnąłem  drzwi  od  sypialni. 
Ś

wiatła były zgaszone, ale gdy tylko wszedłem, poczułem 

zapach  ciepłej  kobiety  i  ujrzałem  w  ciemnościach  oczy 

background image

bezsennej  lamparcicy,  a  później  zatraciłem  świadomość 
samego siebie, do chwili kiedy zaczęły bić dzwony. 

Wracając do domu, brat mój zaszedł do sklepu Clotilde 

Armenta po papierosy. Wypił tyle, Ŝe jego wspomnienia z 
tamtego  spotkania  były  zawsze  dosyć  mętne,  nie 
zapomniał  jednak  nigdy  piekielnego  trunku,  którym 
poczęstował  go  Pedro  Vicario.  „To  był  czysty  ogień"  - 
powiedział  mi.  Pablo  Vicario,  który  zaczynał  przysypiać, 
gwałtownie obudził się, kiedy poczuł jego kroki, i pokazał 
mu nóŜ. 

- Zabijemy Santiago Nasara - powiedział. 
Mój  brat  nie  pamiętał  tego.  „Ale  nawet  gdybym 

pamiętał, to bym nie uwierzył - powtarzał mi wielokrotnie. 
-  Komu,  do  jasnej  cholery,  przyszłoby  do  głowy,  Ŝe 
bliźniacy  mogą  kogokolwiek  zabić,  tym  bardziej  noŜem 
przeznaczonym  do  świniobicia!".  Później  zapytali  go, 
gdzie jest Santiago Nasar, bo widzieli ich razem, lecz mój 
brat  nie  zapamiętaj  równieŜ  własnej  odpowiedzi.  Clotilde 
Armenta i bracia Vicario byli jednak tak zdziwieni, gdy ją 
usłyszeli,  Ŝe  kaŜdy  z  osobna  przekazał  ją  w  swych 
zeznaniach.  Według  nich  mój  brat  powiedział:  „Santiago 
Nasar 

nie 

Ŝ

yje". 

Później 

udzielił 

episkopalnego 

błogosławieństwa,  potknął  się  o  próg  i  zataczając  się, 
wyszedł.  Na  środku  placu  minął  się  z  ojcem  Amadorem. 
Ten szedł juŜ w stronę portu ubrany w szaty liturgiczne, za 
nim  dzwoniący  akolita  i  szereg  pomocników  niosących 
ołtarz  do  mszy  polowej,  którą  miał  odprawić  biskup. 
Widząc przechodzącego księdza bracia Vicario przeŜegnali 
się. 

background image

Clotilde  Armenta  opowiedziała  mi,  Ŝe  stracili  juŜ 

wszelką  nadzieję,  kiedy  proboszcz,  nie  zatrzymując  się, 
minął  jej  dom.  „Pomyślałam,  Ŝe  nie  otrzymał  mojej 
informacji". Ojciec Amador wyznał mi jednak w wiele lat 
później, gdy odsunął się juŜ od świata w posępnym Domu 
Zdrowia  w  Calafell,  iŜ  w  rzeczywistości  otrzymał 
wiadomość od Clotilde Armenta i inne  alarmujące  wieści, 
gdy  szykował  się  do  wyjścia  do  portu.  „Prawdę  mówiąc, 
po  prostu  nie  wiedziałem,  co  robić  -  powiedział  mi.  - 
Wpierw  pomyślałem,  Ŝe  to  nie  moja  sprawa  tylko  władz 
cywilnych,  ale  później  postanowiłem,  Ŝe  po  drodze 
powiem  coś  Placidzie  Linero".  JednakŜe  gdy  przechodził 
przez  plac,  całkiem  o  tym  zapomniał.  „Musi  to  pan 
zrozumieć - powiedział - tego nieszczęsnego dnia miał być 
u  nas  biskup".  W  chwili  zbrodni  poczuł  się  tak 
zrozpaczony  i  tak  haniebnie  winien,  Ŝe  nic  innego  nie 
przyszło mu na myśl, jak tylko rozkazać, by zadzwoniono 
na trwogę. 

Mój  brat  Luis  Enrique  wszedł  do  domu  drzwiami  od 

kuchni, których moja matka nie zamykała, Ŝeby ojciec nie 
zdawał  sobie  sprawy  z  tego,  kiedy  wracamy.  Przed  snem 
poszedł  do  łazienki,  ale  siedząc  na  sedesie  zasnął  i  kiedy 
mój  brat  Jaime  wstał,  Ŝeby  iść  do  szkoły,  znalazł  go 
leŜącego  z  twarzą  w  miednicy  i  śpiewającego  przez  sen. 
Moja  siostra  zakonnica,  która  nie  wybierała  się  na 
przywitanie  biskupa,  bo  miała  czterdziestostopniowego 
kaca,  nie  zdołała  go  obudzić.  „Właśnie  wybijała  piąta, 
kiedy  poszłam  do  łazienki"  -  powiedziała  mi.  Nieco 
później,  kiedy  moja  siostra  Margot  poszła  wykąpać  się 
przed wyjściem do portu, zdołała z trudnością przenieść go 

background image

do sypialni. Z drugiego brzegu snu, nie budząc się, usłyszał 
pierwsze  buczenie  statku  biskupa.  Następnie  zasnął 
głęboko,  wykończony  weselem,  póki  moja  siostra 
zakonnica nie wpadła do sypialni usiłując w biegu załoŜyć 
habit i nie obudziła go obłąkańczym krzykiem: 

- Zabili Santiago Nasara! 

background image

Straszliwe  rany  od  noŜy  stanowiły  zaledwie  początek 

bezlitosnej  autopsji,  do  przeprowadzenia  której  został 
zmuszony  ojciec  Carmen  Amador  pod  nieobecność 
doktora Dionisio Iguarana. „To było tak, jakbyśmy go, juŜ 
zabitego,  ponownie  zabijali  -  powiedział  mi  były 
proboszcz  w  swym  odosobnieniu  w  Calafell.  -  Ale  to  był 
rozkaz  alkada,  a  rozkazy  tego  barbarzyńcy,  nawet 
najgłupsze,  trzeba  było  wypełniać".  Tylko  po  części  miał 
rację.  W  zamieszaniu  tego  niedorzecznego  poniedziałku 
pułkownik 

Aponte 

natychmiast 

skontaktował 

się 

telegraficznie  z  gubernatorem  prowincji,  ten  zaś  zezwolił 
mu na przeprowadzenie wstępnego postępowania, póki nie 
zostanie  przysłany  sędzia  śledczy.  Alkad,  były  oficer  nie 
posiadający 

Ŝ

adnego 

doświadczenia 

kwestiach 

prawnych,  był  jednak  zbyt  zarozumiały,  by  poradzić  się 
kogokolwiek,  od  czego  powinien  byt  zacząć.  Przede 
wszystkim  niepokoiła  go  autopsja.  Cristo  Bedoya,  student 
medycyny,  zdołał  wymówić  się  ze  względu  na  bliską 
przyjaźń  z  Santiago  Nasarem.  Pułkownik  pomyślał,  Ŝe 
ciało  moŜna  do  powrotu  doktora  Dionisio  Iguarana 
przechować  w lodówce, ale nie znalazł lodówki wielkości 
człowieka,  a  jedyna,  uŜywana  na  targowisku,  która 
mogłaby pasować, była uszkodzona. Ciało, wyciągnięte na 
wąskiej  Ŝelaznej  pryczy,  zostało  wystawione  na  widok 
publiczny  pośrodku  salonu,  póki  nie  przygotowano  mu 
trumny bogacza. Z sypialni i niektórych sąsiednich domów 
przyniesiono wentylatory, było jednak tylu chętnych, by go 
zobaczyć,  iŜ  mimo  wyniesienia  mebli,  klatek  i  donic 
paproci  duchota  była  nie  do  wytrzymania.  Poza  tym 
trwogę  potęgowały  psy  podekscytowane  zapachem 

background image

ś

mierci.  Nie  przestawały  szczekać  od  chwili,  kiedy 

wszedłem  do  domu,  gdzie  dogorywał  jeszcze  w  kuchni 
Santiago  Nasar,  i  natknąłem  się  na  płaczącą  histerycznie 
Divinę Flor, która machając sztabą odganiała psy. 

-  Proszę  mi  pomóc  -  krzyknęła  do  mnie  -  one  chcą 

zeŜreć wnętrzności. 

Zamknęliśmy je na kłódkę w stajniach. Placida Linero 

zarządziła  później,  by  do  czasu  pogrzebu  wyprowadzić  je 
w  odleglejsze  miejsce.  Około  południa  jednak,  nie 
wiadomo,  w  jaki  sposób,  uciekły  z  miejsca  swego 
zamknięcia i  oszalałe  wpadły do domu. Placida Linero po 
raz pierwszy straciła panowanie nad sobą. 

- Zasrane psy! - krzyknęła. - Zabić je! 
Rozkaz  wypełniono  natychmiast  i  w  domu  zaległa 

cisza.  Stan  ciała  nie  wzbudzał  do  tej  pory  Ŝadnych  obaw. 
Twarz  pozostała  nietknięta,  miała  ten  sam  wyraz,  który 
Santiago  przybierał,  kiedy  śpiewał,  zaś  Cristo  Bedoya 
ułoŜył  wnętrzności  na  swym  miejscu  i  owinął  ciało 
płóciennym bandaŜem. Mimo to po południu z ran zaczęła 
wypływać  ciecz,  która  ściągnęła  muchy;  zaś  wokół  ust 
wystąpiła  sina  plama,  rozrastając  się  powoli,  niczym  cień 
chmury  na  wodzie,  po  korzonki  włosów.  Zawsze 
pobłaŜliwa  twarz  nabrała  wrogiego  wyrazu,  wobec  czego 
matka  przykryła  ją  chustką.  Pułkownik  Aponte  zrozumiał 
wówczas,  Ŝe  nie  moŜna  dłuŜej  zwlekać,  i  rozkazał  ojcu 
Amadorowi,  by  dokonał  sekcji.  ;;Będzie  znacznie  gorzej, 
jeśli trzeba go będzie odgrzebać po tygodniu" - powiedział. 
Proboszcz  studiował  medycynę  i  chirurgię  w  Salamance, 
ale wstąpił do seminarium nie ukończywszy tych studiów i 
nawet  alkad  wiedział,  Ŝe  autopsja  pozbawiona  jest 

background image

jakiejkolwiek  mocy  prawnej.  Mimo  to  kazał  wypełnić 
polecenie. 

Masakry  dokonano  w  szkole  publicznej  przy  pomocy 

aptekarza,  który  notował  wyniki,  i  studenta  pierwszego 
roku  medycyny,  przebywającego  właśnie  tutaj  na 
wakacjach.  Dysponowali  jedynie  niektórymi  narzędziami 
małej  chirurgii,  resztę  stanowiły  przybory  rzemieślnicze. 
Pomijając  rzeź,  jakiej  dopuścił  się  na  zwłokach  ojciec 
Amador,  jego  raport  zdawał  się  być  poprawny,  sędzia 
ś

ledczy  załączył  go  więc  do  akt,  uznawszy  jego 

uŜyteczność. 

Z  wielu  zadanych  ran  siedem  było  śmiertelnych. 

Wątroba,  w  wyniku  dwóch  głębokich  pchnięć  od  strony 
przedniej,  była  niemal  przecięta.  Denat  miał  cztery 
nacięcia  w  Ŝołądku,  a  jedno  z  nich  tak  głębokie,  Ŝe 
przeszyło  Ŝołądek  całkowicie  i  zniszczyło  trzustkę.  Poza 
tym miał sześć mniejszych cięć w okręŜnicy poprzecznej i 
wiele  ran  w  jelicie  cienkim.  Jedyne,  które  miał  zadane  od 
strony pleców na wysokości trzeciego kręgu lędźwiowego, 
przecięło prawą nerkę. Jamę brzuszną zalegały duŜe sople 
krwi,  a  spośród  bagniska  treści  pokarmowej  Ŝołądka 
wynurzył się medalik Najświętszej Panny z Góry Karmel, 
który  Santiago  Nasar  połknął  mając  cztery  lata.  Na  klatce 
piersiowej widoczne były dwie perforacje: jedna w drugiej 
komorze  międzyŜebrowej  prawej,  docierająca  do  płuc,  a 
druga  bardzo  blisko  lewej  pachy.  Poza  tym  miał  sześć 
mniejszych  ran  na  ramionach  i  rękach  i  dwa  cięcia 
poprzeczne: jedno na prawym udzie, a drugie na mięśniach 
brzucha.  Na  prawej  dłoni  było  widać  głębokie  ukłucie. 
Raport 

mówi: 

„Podobne 

było 

do 

stygmatu 

background image

UkrzyŜowanego".  Mózgowie  waŜyło  o  sześćdziesiąt 
gramów  więcej  niŜ  u  normalnego  Anglika,  a  ojciec 
Amador  zapisał  w  raporcie,  Ŝe  Santiago  Nasar  odznaczał 
się  wysokim  stopniem  inteligencji  i  miał  olśniewającą 
przyszłość  przed  sobą.  Pomimo  to  w  końcowej  nocie 
stwierdził  hipertrofię  wątroby,  przypisując  ją  źle 
leczonemu  zapaleniu.  „To  znaczy  -  powiedział  mi  -  Ŝe 
mimo  wszystko  pozostało  mu  niewiele  lat  Ŝycia".  Doktor 
Dionisio  Iguaran,  który  rzeczywiście  leczył  Santiago 
Nasarowi  owo  zapalenie,  gdy  ten  miał  dwanaście  lat, 
oburzał  się  na  wspomnienie  owego  orzeczenia:  „To  tylko 
ksiądz mógł być takim durniem - powiedział mi. - Nie było 
sposobu,  Ŝeby  w  końcu  zrozumiał,  Ŝe  my  cv  tropikach 
mamy  o  wiele  większe  wątroby  niŜ  Hiszpanie".  Raport 
kończył  się  konkluzją,  Ŝe  przyczyną  śmierci  byk  silny 
krwotok spowodowany którąkolwiek z siedmiu większych 
ran. 

Oddali  nam  nie  to  samo  ciało.  Połowa czaszki  została 

zdruzgotana  przy  trepanacji,  a  twarz  uwodziciela,  którą 
ś

mierć  zachowała,  teraz  straciła  swą  toŜsamość.  Poza  tym 

proboszcz  wyrwał  jednym  szarpnięciem  poćwiartowane 
trzewia i w końcu nie wiedząc, co z tym zrobić, udzielił im 
z  wściekłości  błogosławieństwa  i  wyrzucił  do  kubka  na 
ś

mieci. Ostatnim ciekawskim zaglądającym przez okna nie 

starczyło  juŜ  w  tym  momencie  odporności,  pomocnik 
zemdlał,  a  pułkownik  Lazaro  Aponte,  który  widział  i  sam 
był  sprawcą  wielu  masakr  dokonanych  w  celach 
represyjnych,  przeistoczył  się  w  końcu  swoich  dni  nie 
tylko  w  spirytystę,  ale  i  w  wegetarianina.  Pusta  skorupa 
zwłok,  nafaszerowana  szmatami  i  niegaszonym  wapnem, 

background image

zszyta  byle  jak  pospolitym  szpagatem  i  igłami  do  szycia 
worków, niemal się rozpadła, kiedy składaliśmy ją w nową 
trumnę wyściełaną pikowanym jedwabiem. „Myślałem, Ŝe 
tak dłuŜej przetrwa" - powiedział ojciec Amador. Stało się 
na  odwrót:  musieliśmy  pogrzebać  go  szybko  o  świcie, 
zwłoki były juŜ bowiem w takim rozkładzie, iŜ nie moŜna 
było znieść ich dłuŜej wewnątrz domu. 

Ś

witał  mętny  wtorek.  Nie  miałem  odwagi  spać 

samotnie  po  tak  przygnębiającym  dniu,  pchnąłem  więc 
drzwi  domu  Marii  Alejandry  Cervantes,  chcąc  sprawdzić, 
czy nie zasunęła zamka. Na drzewach paliły się lampiony z 
tykw,  a  na  podwórzu  przeznaczonym  do  tańców  płonęło 
kilka  drewnianych  stosów  pod  olbrzymimi  dymiący  mi 
saganami, w których Mulatki farbowały w Ŝałobnej czerni 
swoje  suknie  weselne.  Marię  Alejandrinę  Cervantes 
zastałem obudzoną jak zwykle o świcie i całkowicie nagą, 
jak  zwykle  gdy  w  domu  nie  było  obcych.  Siedziała  po 
turecku 

na 

królewskim 

łóŜku 

przed 

babilońskim 

półmiskiem 

pełnym 

jedzenia: 

cielęcych 

kotletów, 

ugotowanej kury, schabu i dodatków, bananów i jarzyn, w 
ilościach,  które  starczyłyby  na  pięć  osób.  Potrafiła 
rozpaczać  jedynie  w  ten  sposób  -  jedząc  bez  umiaru, 
pierwszy raz jednak widziałem, by robiła to z taką trwogą. 
PołoŜyłem  się  obok  niej,  w  ubraniu,  zaledwie  coś 
bąknąwszy i równieŜ płacząc na swój sposób. Myślałem o 
Santiago  Nasarze  i  okrucieństwie  jego  losu,  który  kazał 
sobie  zapłacić  za  dwadzieścia  lat  szczęścia  nie  tylko 
ś

miercią, ale i poćwiartowaniem ciała, jego rozrzuceniem i 

unicestwieniem.  Śniłem,  Ŝe  do  pokoju  weszła  kobieta  z 
dziewczynką  na  ręku,  Ŝarłocznie  chrupiącą  ziarna 

background image

kukurydzy,  które  wpół  zgryzione  spadały  na  gorset. 
Kobieta powiedziała mi: „Ona je gryzie, jakby chciała i nie 
mogła  w  Ŝaden  sposób".  Nagle  poczułem  łapczywe  palce 
rozpinające mi guziki od koszuli; poczułem niebezpieczny 
zapach  miłosnej  bestii  leŜącej  za  moimi  plecami; 
poczułem,  Ŝe  zanurzam  się  w  rozkoszach  ruchomych 
piasków  jej  miłości.  Ale  raptownie  powstrzymała  się, 
zakasłała z daleka i wyśliznęła się z mojego Ŝycia. 

-  Nie  mogę  -  powiedziała  -  śmierdzisz  nim.  Nie  tylko 

ja.  Owego  dnia  wszystko  śmierdziało  Santiago  Nasarem. 
Bracia Vicario poczuli to w areszcie, w którym osadził ich 
alkad  do  czasu  podjęcia  decyzji  co  do  ich  dalszego  losu. 
„Choć  szorowałem  się  i  szorowałem  mydłem  i  gąbką,  nie 
mogłem zmyć z siebie tego smrodu" - powiedział mi Pedro 
Vicario. Nie  spali juŜ trzy noce, ale  mimo to teraz teŜ nie 
mogli  odpocząć,  bo  gdy  tylko  zaczęli  zasypiać,  znów 
popełniali  zbrodnię.  Pablo  Vicario,  juŜ  niemal  u  progu 
starości,  usiłując  wytłumaczyć  mi  swój  stan  w  owym  nie 
kończącym  się  dniu,  powiedział  mi  nie  zastanawiając  się: 
„To  było  tak,  jakby  być  podwójnie  obudzonym".  Wtedy 
zrozumiałem,  Ŝe  w  areszcie  najtrudniejsza  do  zniesienia 
musiała być dla nich jasność umysłu. 

Cela miał trzy metry szerokości, bardzo wysokie okno 

z Ŝelaznymi kratami, polowy sedes, umywalkę z miednicą i 
dzbanem  i  dwie  prycze  zasłane  matami.  Pułkownik 
Aponte,  pod  którego  kierunkiem  ją  wybudowano,  zwykł 
mawiać,  Ŝe  nigdy nie  było  bardziej  ludzkiego  hotelu.  Mój 
brat  Luis  Enrique  podzielał  ten  sąd,  pewnej  nocy 
aresztowano  go  bowiem  za  bójkę  między  muzykantami, 
alkad  zaś  pozwolił  z  litości,  by  towarzyszyła  mu  jedna  z 

background image

Mulatek.  Być  moŜe  bracia  Vicario  pomyśleli  to  samo  o 
ósmej  rano,  kiedy  poczuli  się  ocaleni  przed  Arabami.  W 
tym  momencie  utrzymywała  ich  przy  siłach  duma  ze 
spełnienia obowiązku, a niepokoiła jedynie trwałość woni. 
Poprosili  o  duŜą  ilość  wody,  szarego  mydła  i  gąbki,  by 
zmyć  krew  z  rąk  i  z  twarzy,  a  takŜe  uprać  koszule,  nie 
zdołali jednak odpocząć. Pedro Vicario poprosił równieŜ o 
swoje  środki  przeczyszczające  i  moczopędne  oraz 
opakowanie  gazy  wyjałowionej,  by  móc  zmienić  sobie 
opatrunek,  a  rano  zdołał  nawet  dwa  razy  oddać  mocz. 
Mimo  to  z  upływem  dnia  było  im  coraz  trudniej,  tak  iŜ 
zapach zszedł na drugi plan. O drugiej po południu, kiedy 
to  mogła  ich  wreszcie  powalić  senność  upału,  Pedro 
Vicario  był  tak  zmęczony,  Ŝe  nie  mógł  juŜ  wytrzymać 
leŜenia na łóŜku, to samo jednak zmęczenie nie pozwalało 
mu ustać. Ból w pachwinie promieniował aŜ po szyję, nie 
mógł oddać  moczu i opanowała go przeraŜająca pewność, 
Ŝ

e  nie  zaśnie  juŜ  do  końca  Ŝycia.  „Nie  spałem  jedenaście 

miesięcy" - powiedział mi, i znałem go na tyle dobrze, by 
być  pewnym,  Ŝe  nie  kłamie.  Nie  mógł  jeść  nic.  Pablo 
Vicario zaś spróbował wszystkiego, co mu przyniesiono, i 
w  kwadrans  później  rozłoŜyła  go  cuchnąca  choleryna.  O 
szóstej  po  południu,  gdy  przeprowadzano  jeszcze  sekcję 
zwłok  Santiago  Nasara,  alkad  został  wezwany na  ratunek. 
Pedro  Vicario  był  bowiem  święcie  przekonany,  Ŝe  brata 
otruto.  „Wylała  się  ze  mnie  cała  woda  -  powiedział  mi 
Pablo  Vicario  -  i  owładnęła  nami  myśl,  Ŝe  to  jakieś 
sztuczki  Turków".  Do  tej  pory  zalał  juŜ  dwukrotnie  sedes 
polowy,  po  czym  straŜnik  musiał  go  jeszcze  sześć  razy 
prowadzić  do  ubikacji  w  radzie  miejskiej.  Tam  właśnie 

background image

zastał go pułkownik Aponte, gdy w szalecie bez drzwi, pod 
okiem celującego weń straŜnika, wydalał z siebie tak obfite 
strumienie  wody,  iŜ  myśl  o  truciźnie  wcale  nie  wydawała 
mu  się  aŜ  tak  absurdalna.  Podejrzenie  to  natychmiast 
jednak  odrzucono,  gdy  okazało  się,  iŜ  spoŜył  jedynie  to 
jedzenie i wodę, które przysłała im Pura Vicario. Niemniej 
jednak  zrobiło  to  na  alkadzie  takie  wraŜenie,  Ŝe  zabrał 
więźniów ze sobą do własnego domu, gdzie przetrzymywał 
ich pod specjalną straŜą, póki nie przybył sędzia śledczy i 
nie przeniósł ich do aresztu w Riohacha. 

Obawy bliźniaków zgodne były z nastrojami ulicy. Nie 

odrzucano  myśli  o  zemście  Arabów,  ale  nikt  poza  braćmi 
Vicario  nie  pomyślał  o  truciźnie.  Sądzono  raczej,  Ŝe 
poczekają,  aŜ  zapadnie  zmierzch,  by  wlać  przez  lufcik 
benzynę  i  spalić  więźniów  Ŝywcem  w  areszcie.  Ale  i  ten 
domysł  był  zbyt  prosty  i  łatwy.  Arabowie  stanowili 
wspólnotę  pokojowo  nastawionych  imigrantów,  którzy  w 
początkach  wieku  osiedlili  się  w  najróŜniejszych,  nawet 
tych 

najdalszych 

najbiedniejszych 

miasteczkach 

wybrzeŜa  Morza  Karaibskiego  i  pozostali  juŜ  tam, 
sprzedając  kolorowe  gałganki  i  odpustową  tandetę.  Byli 
ludem  zjednoczonym,  pracowitym  i  religijnym.  śenili  się 
między  sobą,  importowali  swoją  pszenicę,  hodowali  owce 
na  podwórzach,  uprawiali  lebiodkę  i  bakłaŜany,  a  ich 
jedyną  ślepą  namiętnością  byty  karty.  Starsi  nadal  mówili 
swym  wiejskim  arabskim  przywiezionym  z  ojczystej 
ziemi, zachowując ten język w nietkniętym stanie nawet w 
drugim pokoleniu, najmłodsi jednak, z wyjątkiem Santiago 
Nasara,  wysłuchiwali  swych  rodziców  mówiących  po 
arabsku,  ale  odpowiadali  im  juŜ  po  hiszpańsku.  Trudno 

background image

więc było przypuścić, aby nagle mogli sprzeniewierzyć się 
swemu  pasterskiemu  usposobieniu  chcąc  pomścić  śmierć, 
której  winni  mogliśmy  być  wszyscy.  Z  kolei  nikomu  na 
myśl  nie  przyszła  zemsta  ze  strony  najbliŜszych  Placidy 
Linem,  rodu  w  swoim  czasie,  póki  fortuna  im  sprzyjała, 
tyle  władczego  co  wojowniczego,  który  zdołał  spłodzić 
znacznie  więcej  niŜ  dwóch  knajpianych  zabijaków, 
chronionych wdziękiem swego nazwiska. 

Pułkownik  Aponte,  przejęty  pogłoskami,  odwiedził 

Arabów,  kaŜdą  rodzinę  z  osobna,  i  okazało  się,  Ŝe 
przynajmniej  tym  razem  wyciągnął  prawidłowe  wnioski. 
Zastał  ich  zatrwoŜonych  i  smutnych,  przy  ołtarzykach 
przybranych  symbolami  Ŝałoby,  kilka  osób  siedząc  na 
podłodze  płakało  nawet  rozdzierająco,  ale  nikt  z  nich  nie 
nosił  się  z  najmniejszym  zamiarem  zemsty.  Poranne 
reakcje były bezwiednym odruchem po dokonanej dopiero 
co zbrodni i sami sprawcy przyznali, iŜ poza pobiciem nie 
doszłoby  w  Ŝadnym  wypadku  do  niczego  więcej. 
Przeciwnie,  to  właśnie  Suseme  Abdala,  stuletnia  matrona, 
poradziła,  by  zastosować  cudotwórczy  wyciąg  z  kwiatów 
męczennicy i piołunu, który 

zatamował 

wreszcie 

cholerynę 

Pabla 

Vicario 

otwierając  zarazem  oŜywczy  strumień  u  jego  bliźniaka. 
Pedro  Vicario  zapadł  wówczas  w  bezsenną  drzemkę,  a 
wyleczony  brat  zapadł  w  swój  pierwszy  sen  bez 
jakichkolwiek  wyrzutów  sumienia.  W  tym  stanie  zastała 
ich  Pura  Vicario  we  wtorek  o  trzeciej  nad  ranem,  kiedy 
alkad  przyprowadził  ją,  by  mogła  się  z  nimi  poŜegnać.  Z 
inicjatywy  pułkownika  Aponte  wyjechała  cała  rodzina, 
nawet  najstarsze  córki  z  męŜami.  Odjechali  przez  nikogo 

background image

nie  zauwaŜeni,  pod  osłoną  znuŜenia  całego  miasteczka, 
podczas gdy my, jedyni, którzy byliśmy w stanie . ustać na 
nogach  i  nie  spaliśmy  po  tym  nieodwracalnym  dniu, 
grzebaliśmy  Santiago  Nasara.  wyjechali,  by  zgodnie  z 
decyzją alkada powrócić wtedy, gdy uspokoją się nastroje, 
ale  nie  wrócili  juŜ  nigdy.  Pura  Vicario  swej  oddanej  z 
powrotem  córce  owinęła  twarz  chustą,  aŜeby  nikt  nie 
dostrzegł śladów pobicia, i ubrała ją w krzykliwą czerwień, 
by  nikomu  nie  przyszło  na  myśl,  iŜ  nosi  Ŝałobę  po  swym 
sekretnym  kochanku.  Przed  wyjazdem  poprosiła  ojca 
Amadora,  by  wyspowiadał  w  więzieniu  jej  synów,  ale 
Pedro  Vicario  odmówił  i  przekonał  brata,  Ŝe  nie  mają  po 
czym  wyraŜać  skruchy.  Zostali  sami  i  w  dniu 
przetransportowania  ich  do  Riohacha  byli  juŜ  tak 
przekonani  o  swych  racjach,  Ŝe  nie  chcieli,  by  wywoŜono 
ich nocą, jak uczyniono to z rodziną, lecz w biały dzień i z 
podniesionymi głowami. Ojciec Poncio Vicario niebawem 
umarł.  „Zabiło  go  cierpienie  moralne"  -  powiedziała  mi 
Angela  Vicario.  Gdy  bliźniacy  zostali  uwolnieni, 
zamieszkali  w  Riohacha,  dzień  drogi  od  Manaure,  gdzie 
mieszkała  reszta  rodziny.  Tam  teŜ  pojechała  Prudencia 
Cotes,  by  wyjść  za  Pabla  Vicario,  który  w  warsztacie 
swego  ojca  wyuczył  się  zawodu  i  został  jubilerem.  Pedro 
Vicario, bez miłości i pracy, zgłosił się w trzy lata później 
do  sił  zbrojnych,  dosłuŜył  się  stopnia  sierŜanta,  by 
pewnego  wspaniałego  poranka  razem  ze  swym  oddziałem 
przedostać  się,  z  piosenkami  o  kurwach  na  ustach,  na 
terytorium  opanowane  przez  partyzantkę,  i  tyle  o  nich 
słyszano. 

background image

Większość  ludzi  uwaŜała,  Ŝe  ofiarą  padł  tylko  jeden 

człowiek:  Bayardo  San  Roman.  Sądzono,  Ŝe  inni 
bohaterowie  tragedii  wypełnili  z  godnością,  a  nawet  z 
pewną  wzniosłością,  tę  część  łaski,  której  udzieliło  im 
Ŝ

ycie.  Santiago  Nasar  odpokutował  zniewagę,  bracia 

Vicario 

potwierdzili 

swą 

kondycję 

prawdziwych 

męŜczyzn,  a  uwiedziona  siostra  znów  odzyskała  swą 
utraconą  cześć.  Jedynym,  który  stracił  wszystko,  był 
Bayardo  San  Roman.  „Ten  biedny  Bayardo",  jak 
wspominano  go  przez  wiele  lat.  A  jednak  wszyscy  o  nim 
zapomnieli aŜ do następnej soboty, po zaćmieniu księŜyca, 
kiedy to wdowiec Xius opowiedział alkadowi, iŜ zobaczył 
jakieś  świecące  ptaszysko  trzepocące  nad  jego  dawnym 
domem i pomyślał, Ŝe to duch jego Ŝony domaga się swej 
własności. Alkad uderzył się w czoło, co nie miało zresztą 
Ŝ

adnego związku z przywidzeniem wdowca. 

-  Cholera!  -  krzyknął.  -  Zapomniałem  o  tym  biednym 

człowieku. 

Wszedł  w  eskorcie  na  wzgórze  i  zobaczył  odkryty 

samochód  obok  domku  i  w  sypialni  samotne  światełko, 
nikt  mu  jednak  nie  odpowiedział  na  jego  wołania.  Wobec 
tego wywaŜyli boczne drzwi i przebiegli wszystkie pokoje 
oświetlone  jeszcze  dogasającą  łuną  zachodu.  „Wszystko 
wyglądało  tak,  jakby  było  pod  wodą"  -  opowiedział  mi 
alkad. Bayardo San Roman leŜał nieprzytomny na łóŜku, a 
wygląd  jego  nie  róŜnił  się  od  stanu,  w  jakim  w 
poniedziałek  o  świcie  ujrzała  go  Pura  Vicario,  cały  czas 
miał  bowiem  na  sobie  fantazyjne  spodnie,  jedwabną 
koszulę i tylko buty zdołał zrzucić. Na podłodze walały się 
puste  butelki,  przy  łóŜku  zaś  stało  jeszcze  więcej  nie 

background image

otwartych,  nigdzie  nie  było  jednak  śladu  jedzenia. 
„Znajdował  się  juŜ  w  ostatnim  stadium  zatrucia 
alkoholowego"  -  powiedział  mi  doktor  Dionisio  Iguaran, 
który natychmiast przybył na ratunek. Bayardo San Roman 
wrócił  jednak  po  kilku  godzinach  do  siebie  i  gdy  tylko 
odzyskał  świadomość,  natychmiast  wyrzucił  wszystkich  z 
domu, obchodząc się z nimi moŜliwie najukładniej: 

-  Odpierdolcie  się  wszyscy  -  powiedział.  -  Łącznie  z 

moim kochanym tatusiem i jego kombatanckimi jajami. 

Alkad  poinformował  o  tym  epizodzie  generała 

Petronio  San  Roman  przytaczając  bez  najmniejszych 
zmian  ostatnie  zdanie  w  telegramie  utrzymanym  w 
alarmistycznym  tonie.  Generał  San  Roman  dosłownie 
widać  odczytał  wolę  swego  syna,  zrezygnował  bowiem  z 
osobistego  przyjazdu,  wysyłając  jedynie  Ŝonę  z  córkami  i 
dwie  starsze  kobiety,  które,  zdaje  się,  były jego  siostrami. 
Przypłynęły  statkiem  towarowym  z  rozpuszczonymi  z 
boleści włosami i szczelnie aŜ po szyję okryte Ŝałobą z po-
wodu  nieszczęścia  Bayarda  San  Roman.  Zanim  zeszły  na 
ląd,  zdjęły  pantofle,  by  następnie  przejść  boso  całą  drogę 
aŜ  do  wzgórza  w  parzącym  pyle  południa,  wyrywając 
sobie włosy i zanosząc się tak rozdzierającym płaczem, iŜ 
zdawało  się,  Ŝe  krzyczą  z  radości.  Widziałem  kondukt 
stojąc  na  balkonie  Magdaleny  Oliver  i  pamiętam,  Ŝe 
pomyślałem, iŜ podobną rozpacz moŜna było udawać tylko 
po to, by ukryć inne, większe hańby. 

Pułkownik  Lazaro  Aponte  towarzyszył  im  aŜ  do 

stojącego  na  wzgórzu  domu,  gdzie  nieco  później  wjechał 
na  swym  mule  od  nagłych  wypadków  doktor  Dionisio 
Iguaran.  Gdy  zelŜał  upał,  dwóch  funkcjonariuszy  władz 

background image

miejskich zniosło Bayarda San Roman w zawieszonym na 
drąŜku  hamaku,  okrytego  kocem  aŜ  po  głowę;  w  asyście 
Ŝ

ałobnych  płaczek.  Magdalena  Oliver  pomyślała,  Ŝe  nie 

Ŝ

yje. 

-  Na  jajca  Trójcy  świętej  -  krzyknęła  po  katalońsku.  - 

CóŜ za marnotrawstwo! 

Alkohol  znowu  zwalił  go  z  nóg.  Nie  sposób  jednak 

było  uwierzyć,  Ŝe  niosą  Ŝywego  człowieka,  jego  prawe 
ramię  wlokło  się  bowiem  po  ziemi,  a  przenoszone  przez 
matkę  na  hamak  natychmiast  opadało  pozostawiając  ślad 
od skraju przepaści aŜ do pokładu statku. I to było ostatnie 
wraŜenie, jakie nam po sobie zostawił: wspomnienie tego, 
który padł ofiarą. 

W  domu  niczego  nie  ruszono.  Penetrowałem  tę 

posiadłość  z  moimi  braćmi  dość  często  podczas  naszych 
nocnych  zabaw  wakacyjnych,  za  kaŜdym  :razem 
odnajdując  w  opuszczonych  pomieszczeniach  coraz  mniej 
cennych 

rzeczy. 

Kiedyś 

trafiliśmy 

na 

podręczną 

walizeczkę, o której przysłanie Angela Vicario prosiła swą 
matkę  w  noc  poślubną,  do  jej  odnalezienia  jednak  nie 
przywiązywaliśmy większego znaczenia. To, co zawierała, 
uznaliśmy  za  najzwyklejsze  środki  higieniczne  i  kobiece 
kosmetyki, 

ich 

rzeczywistym 

przeznaczeniu 

dowiedziałem  się  dopiero  wtedy,  gdy  Angela  Vicario 
opowiedziała  mi  wiele  lat  później,  na  czym  polegały 
rajfurskie  fortele,  których  ją  nauczono,  by  mogła  oszukać 
męŜa. Była to jedyna pamiątka, jaką zostawiła po sobie w 
pokojach,  które  były  jej  domem  małŜeńskim  przez  pięć 
godzin. 

background image

Po wielu latach, gdy wróciłem, by dotrzeć do ostatnich 

ś

wiadectw dla potrzeby tej kroniki, nie zachował się nawet 

najmniejszy  ślad  szczęścia  Yolandy  de  Xius.  Wszystkie 
rzeczy, mimo ścisłego nadzoru pułkownika Lazaro Aponte, 
powoli zniknęły, nawet olbrzymia szafa o sześciu lustrach, 
którą cieśle z Mompox musieli złoŜyć wewnątrz domu, nie 
mieściła  się  bowiem  w  drzwiach.  Wdowiec  Xius  był 
początkowo  szczęśliwy,  sądząc,  Ŝe  to  są  pośmiertne 
starania  Ŝony,  by  odebrać  wszystko,  co  do  niej  naleŜało. 
Pułkownik  Lazaro  Aponte  wyśmiewał  się  z  niego.  Ale 
pewnej  nocy  zdarzyło  mu  się  wziąć  udział  w  seansie 
spirytystycznym  mającym  wyjaśnić  tajemnicę  i  duch 
Yolandy de Xius potwierdził własnoręcznym podpisem, Ŝe 
w  rzeczy  samej  to  właśnie  ona  odzyskuje  dla  swojego 
domu  wszystkie  pamiątki  szczęścia.  Posiadłość  zaczęła 
obracać  się  w  ruinę.  Samochód  stojący  przy  drzwiach 
rozpadał  się  powoli,  wreszcie  została  z  niego  tylko  zŜarta 
przez  ulewy  karoseria.  Przez  wiele  lat  nie  było  Ŝadnych 
wieści  o  jego  właścicielu.  W  aktach  widnieje  jego 
zeznanie,  ale  jest  ono  tak  krótkie  i  konwencjonalne,  iŜ 
wydaje  się  być  spreparowane  w  ostatniej  chwili,  by 
dopełnić  nieuchronnej  formalności.  Jedyny  raz,  gdy 
spróbowałem  z  nim  porozmawiać  dwadzieścia  trzy  lata 
później,  przyjął  mnie  dość  wrogo  odmawiając  wniesienia 
choćby najmniejszego szczegółu, który pozwoliłby rozjaś-
nić  nieco  udział  w  dramacie.  W  kaŜdym  razie  nawet  jego 
rodzice  nie  wiedzieli  o  nim  więcej  od  nas,  nie  mając 
najmniejszego  pojęcia,  co  go  przywiodło  do  zagubionego 
miasteczka, jeśli - jak widać - jego jedynym zamiarem było 

background image

małŜeństwo  z  kobietą,  której  nigdy  przedtem  nie  widział 
na oczy. 

Za  to  o  Angeli  Vicario  miałem  zawsze  przelotne 

wiadomości,  które  przyczyniły  się  do  stworzenia  przeze 
mnie  wyidealizowanego  obrazu.  Moja  siostra  zakonnica 
wędrowała  przez  jakiś  czas  po  górnej  Guajira  usiłując 
nawrócić 

ostatnich 

bałwochwalców 

zazwyczaj 

zatrzymywała się na rozmowę u Angeli 

Vicario,  w  miasteczku  zŜartym  przez  sól  Morza 

Karaibskiego,  gdzie  matka  usiłowała  pogrzebać  ją  za 
Ŝ

ycia.  „Masz  pozdrowienia  od  swojej  kuzynki"  -  mówiła 

mi zawsze. Moja siostra Margot, która w pierwszych latach 
równieŜ  składała  jej  wizyty,  opowiadała  mi,  Ŝe  kupili 
murowany  dom  z  duŜym  patio  otwartym  na  wiatry,  gdzie 
jedyną uciąŜliwością były noce w czasie przypływów, gdy 
woda  wylewała  się  przez  ubikacje  tak,  iŜ  o  świcie  po 
pokojach  skakały  ryby.  Wszyscy  znający  Angelę  z  tych 
czasów zgodnie podkreślali, Ŝe pochłaniała ją bez reszty jej 
zręczna  praca  przy  maszynie  do  haftowania  i  Ŝe  dzięki 
temu zdołała osiągnąć zapomnienie. 

Wiele  lat  później,  w  epoce  niepewności,  w  której 

starałem  się  zrozumieć  coś  z  siebie  samego,  sprzedając 
encyklopedie i ksiąŜki medyczne po miasteczkach Guajiry 
przypadkiem  dotarłem  do  tego  indiańskiego  odludzia.  W 
oknie  domu  na  wprost  morza,  haftując  na  maszynie  w 
porze  największego  upału,  siedziała  siwa  kobieta  w 
drucianych  okularach  i  jakby  w  Ŝałobie,  a  nad  jej  głową 
wisiała  klatka  z  kanarkiem,  który  nie  przestawał  śpiewać. 
Kiedy  ją  zobaczyłem  w  tym  idyllicznym  obramowaniu 
okna,  nie  mogłem  uwierzyć,  Ŝe  to  właśnie  ona,  gdyŜ  nie 

background image

chciałem  przystać  na  to,  Ŝe  Ŝycie  moŜe  być  w  końcu  tak 
podobne do złej literatury. Ale to była ona: Angela Vicario 
w dwadzieścia trzy lata po dramacie. 

Przyjęła  mnie  jak  zwykle,  jak  dalekiego  kuzyna,  i 

odpowiedziała  na  moje  pytania  z  rozsądkiem  i  poczuciem 
humoru.  Była  tak  dojrzała  i  rozgarnięta,  Ŝe  z  wielkim 
trudem  moŜna  było  uwierzyć,  Ŝe  to  ta  sama  kobieta. 
Najbardziej  zdziwił  mnie  sposób,  w  jaki  doszła  do 
zrozumienia  własnego  Ŝycia.  Po  paru  minutach  nie 
wydawała  mi  się  juŜ  tak  postarzała  jak  na  pierwszy  rzut 
oka,  ale  niemal  tak  młoda  jak  we  wspomnieniach,  i  nie 
miała  nic  wspólnego  z  tą  dziewczyną,  którą  w 
dwudziestym roku Ŝycia zmuszono do wyjścia za mąŜ bez 
miłości.  Jej  matka,  zgorzkniała  wskutek  źle  znoszonej 
starości, przyjęła mnie jak nienawistne widmo. Nie chciała 
mówić  o  przeszłości  i  pisząc  tę  kronikę  musiałem 
zadowolić się niektórymi luźnymi zdaniami z jej rozmów z 
moją matką i z paru innymi osobami przywołanymi w mej 
pamięci. Zrobiła o wiele więcej, niŜ to moŜliwe, by Angela 
Vicario umarła za Ŝycia, ale jej własna córka pokrzyŜowała 
te  zamiary,  nigdy  bowiem  nie  robiła  tajemnicy  ze  swego 
nieszczęścia.  Wprost  przeciwnie,  kaŜdemu,  kto  chciał  jej 
wysłuchać,  opowiadała  o  tym  ze  wszystkimi  szczegółami, 
oprócz  tego  jednego,  który  zawsze  miał  pozostać  nie 
wyjaśniony:  kto,  jak  i  kiedy  był  prawdziwym  sprawcą  jej 
krzywdy,  nikt  bowiem  naprawdę  nie  wierzył,  Ŝe  to  był 
Santiago  Nasar.  NaleŜeli  do  dwóch  odrębnych  światów. 
Nikt  ich  nigdy  nie  widział  razem,  a  tym  bardziej  na 
osobności.  Santiago  Nasar  był  zbyt  wyniosły,  by  zwrócić 
na nią uwagę. „Twoja głupiutka kuzynka", tak ją nazywał, 

background image

kiedy  o  niej  rozmawialiśmy.  Poza  tym,  jak  wówczas 
zwykliśmy  mówić,  był  krogulcem  na  kurczaki.  Chodził, 
tak jak i jego ojciec, własnymi ścieŜkami, zrywając pączek 
kaŜdej zbłąkanej pannie, która zaczynała rozkwitać w tych 
stronach,  ale  w  miasteczku  wiedziano  jedynie  o  jego 
konwencjonalnym  związku  z  Florą  Miguel  oraz  o 
burzliwym romansie z Marią Alejandriną Cervantes, który 
przez  czternaście  miesięcy  doprowadzał  go  do  obłędu. 
Wersja  najbardziej  rozpowszechniona,  być  moŜe  dlatego, 
Ŝ

e  i  najbardziej  perwersyjna,  głosiła,  Ŝe  Angela  Vicario 

chroniła  kogoś,  kogo  naprawdę  kochała,  i  wskazała 
nazwisko  Santiago  Nasara,  gdyŜ  nie  przypuszczała,  Ŝe  jej 
bracia  odwaŜą  się  wystąpić  przeciwko  niemu.  Ja  sam 
próbowałem wydobyć z niej prawdę, kiedy odwiedziłem ją 
po raz drugi, wytaczając wszystkie starannie przygotowane 
argumenty, ona jednak ledwie podniosła wzrok znad haftu, 
Ŝ

eby je odeprzeć. 

- Daj juŜ temu spokój, kuzynie - powiedziała. - To był 

on. 

Całą  resztę  opowiedziała  bez  niedomówień,  nie 

pomijając  nawet  szczegółów  katastrofy  nocy  poślubnej. 
Opowiedziała, jak przyjaciółki wyuczyły ją, Ŝeby w łóŜku 
upiła  męŜa  do  nieprzytomności,  udawała  większy  wstyd, 
niŜ  będzie  naprawdę  czuła,  po  to  by  zmusić  go  do 
zgaszenia  światła,  Ŝeby  podmyła  się  mocnym  roztworem 
ałunu, podrabiając w ten sposób utratę dziewictwa, a takŜe 
poplamiła prześcieradło chromianem rtęci, by wywiesić je 
następnego  dnia  na  swym  patio  młodej  męŜatki.  Dwóch 
tylko  rzeczy  nie  wzięły  pod  uwagę  osłaniające  ją 
wspólniczki: niezwykłej pijackiej odporności Bayarda San 

background image

Roman  oraz  zwykłej  prawości,  którą  Angela  Vicario 
ukrywała  pod  wmówioną  jej  przez  matkę  głupotą.  „Nie 
zrobiłam nic z tego, czego mnie nauczyły - powiedziała mi 
-  bo  im  więcej  o  tym  myślałam,  tym  bardziej  zdawałam 
sobie  sprawę,  Ŝe  byłoby  to  świństwo,  którego  nie  moŜna 
zrobić  nikomu,  a  juŜ  zwłaszcza  temu  biednemu 
człowiekowi,  który  miał  pecha  oŜenić  się  ze  mną".  Tak 
więc bez oporów dała się rozebrać w oświetlonym pokoju, 
wolna  juŜ  od  wszystkich  wyuczonych  strachów,  które 
złamały jej Ŝycie. „To było bardzo łatwe - powiedziała mi - 
bo byłam gotowa umrzeć". 

Prawda zaś jest taka, Ŝe mówiła o swoim nieszczęściu 

bez  Ŝadnego  wstydu,  by  zataić  inne  nieszczęście,  to 
rzeczywiste, które paliło jej wnętrzności. Do momentu gdy 
zdecydowała mi się to powiedzieć, nikomu przez  myśl by 
nawet nie przeszło, Ŝe Bayardo San Roman pozostał w jej 
Ŝ

yciu  na  zawsze  od  tej  chwili,  kiedy  zaprowadził  ją  z 

powrotem  do  domu.  Było  to  gwałtowne  nawiedzenie. 
„Nagle,  gdy  mama  zaczęła  mnie  bić,  zaczęłam  go 
wspominać"  -  powiedziała  mi.  Uderzenia  bolały  ją  coraz 
mniej,  gdyŜ  wiedziała,  Ŝe  cierpi  dla  niego.  Myślała  o  nim 
dalej dziwiąc się samej sobie, gdy płakała leŜąc na sofie w 
jadalni.  „Nie  płakałam  z  bólu  ani  z  powodu  tego 
wszystkiego,  co  się  stało  -  powiedziała  mi  -  ale  płakałam 
za  nim".  Myślała  o  nim,  gdy  matka  okładała  jej  twarz 
kompresami  z  pomornika,  i  jeszcze  intensywniej,  gdy 
usłyszała krzyki na ulicy i dzwony na trwogę, a jej matka 
weszła,  by  powiedzieć,  Ŝe  teraz  juŜ  moŜe  spać  spokojnie, 
bo najgorsze minęło. 

background image

Odtąd  stale  myślała  o  nim  bez  Ŝadnej  nadziei  i  sporo 

czasu  upłynęło  do  dnia,  kiedy  wybrała  się  z  matką  na 
badanie oczu do szpitala w Riohacha.  Wstąpiły po drodze 
do  Hotelu  del  Puerto,  którego  właściciela  znały,  i  Pura 
Vicario  poprosiła  w  barze  o  szklankę  wody.  Piła  ją 
właśnie,  odwrócona  plecami  do  córki,  kiedy  ta  ujrzała 
swoje własne myśli odbite we wszystkich lustrach na sali. 
Angela  Vicario  z  zapartym  tchem  odwróciła  głowę  i 
zobaczyła go, jak nie widząc jej przeszedł obok i wyszedł z 
hotelu. Następnie z trwogą w sercu spojrzała raz jeszcze na 
matkę. Pura Vicario skończyła pić, otarła rękawem usta i w 
nowych okularach uśmiechnęła się do niej zza lady. W tym 
uśmiechu  po  raz  pierwszy  od  swych  narodzin  Angela 
Vicario ujrzała ją taką, jaką była naprawdę: biedną kobietą 
oddaną kultowi swoich wad. „Gówno" - powiedziała sobie. 
Była tak skołowana, Ŝe przez całą podróŜ śpiewała na głos, 
a  po  powrocie  rzuciła  się  na  łóŜko,  by  płakać  przez  trzy 
dni. 

Urodziła się na nowo. „Oszalałam z miłości do niego - 

powiedziała  mi  -  bez  opamiętania".  Wystarczyło  jej 
zamknąć  oczy,  by  go  zobaczyć,  w  szumie  morza  dyszała 
jego  oddech,  o  północy  w  łóŜku  budził  ją  płomień  jego 
ciała. Pod koniec tego tygodnia, nie odzyskawszy spokoju 
ani  na  minutę,  napisała  do  niego  po  raz  pierwszy.  Był  to 
konwencjonalny  liścik,  w  którym  opowiadała,  Ŝe  widziała 
go,  jak  wychodził  z  hotelu,  i  Ŝe  byłoby  jej  przyjemnie, 
gdyby  ją  zauwaŜył.  Na  próŜno  czekała  na  odpowiedź.  Po 
upływie  dwóch  miesięcy,  zmęczona  czekaniem,  wysłała 
mu następny list, pisany tymi samymi ukośnymi literkami 
co poprzedni, którego jedynym celem było, jak się wydaje, 

background image

wytknięcie  mu  braku  dobrego  wychowania.  Przez  sześć 
następnych miesięcy napisała sześć listów; odpowiedzi nie 
było, ale zadowoliła się stwierdzeniem, Ŝe listy te do niego 
dochodzą. 

Będąc  po  raz  pierwszy  panią  swego  losu  Angela 

Vicario odkryła, Ŝe nienawiść i miłość są namiętnościami, 
które  się  uzupełniają.  Im  więcej  listów  wysyłała,  tym 
bardziej  rozpalała  ogień  swej  gorączki,  ale  i  podsycała 
szczęśliwą dla niej urazę do swej matki, „Na sam jej widok 
przewracały mi się wnętrzności - powiedziała  mi - ale nie 
mogłam  jej  widzieć  nie  wspominając  go".  Jej  Ŝycie 
zwróconej  męŜatki  było  równie  zwyczajne  jak  panieński 
Ŝ

ywot  i  mijało  na  haftowaniu  razem  z  przyjaciółkami,  tak 

jak  przedtem  upływało  jej  na  wyrabianiu  tulipanów  z 
gałganków i ptaków z papieru, ale gdy jej matka kładła się 
spać,  ona  zostawała  w  pokoju,  by  aŜ  do  świtu  pisać  listy 
bez  Ŝadnej  przyszłości.  Stała  się  bystra,  stanowcza,  była 
teraz  panią  swojej  woli  i  tylko  dla  niego  była  znów 
dziewicą  i  prócz  jego  władzy  nie  uznał  Ŝadnej  innej  ani 
Ŝ

adnej uległości poza uległością wobec swej obsesji. 

Przez pół Ŝycia pisała jeden list tygodniowo. „Czasami 

nie  wiedziałam,  co  pisać  -  opowiadała  mi  trzęsąc  się  ze 
ś

miechu  -  ale  wystarczało  mi  wiedzieć,  Ŝe  on  otrzymuje 

moje  listy".  Z  początku  były  to  listy  konwencjonalne, 
później liściki potajemnej kochanki, perfumowane bileciki 
przelotnej 

narzeczonej, 

sprawozdania 

handlowe, 

dokumenty miłosne, w końcu podłe listy porzuconej Ŝony, 
która  wymyślała  sobie  okrutne  choroby,  by  zmusić  go  do 
powrotu. Pewnej nocy wylał się jej atrament na gotowy juŜ 
list  i  zamiast  go  podrzeć,  dodała  w  postscriptum:  „Na 

background image

dowód  mej  miłości  posyłam  ci  moje  łzy".  Czasami, 
zmęczona  juŜ  płaczem,  kpiła  ze  swego  szaleństwa.  Sześć 
razy zmieniano urzędniczkę na poczcie i sześć razy zdołała 
skłonić  kaŜdą  do  wspólnictwa.  Nigdy  jednak  nie  przyszło 
jej  na  myśl,  Ŝeby  się  poddać.  Mimo  to  on  wydawał  się 
niewraŜliwy na jej obłęd: było tak, jakby pisała w pustkę. 

Pewnego  ranka  w  czasie  silnych  wiatrów,  gdzieś  w 

dziesiątym  roku  pisania,  obudziło  ją  przekonanie,  Ŝe  on 
leŜy  nagi  w  jej  łóŜku.  Napisała  mu  wówczas  Ŝarliwy 
dwudziestostronicowy  list,  w  którym  wyrzuciła  z  siebie 
bez Ŝadnego wstydu prawdy gorzkie i juŜ przegniłe, które 
nosiła  w  sercu  od  owej  fatalnej  nocy.  Opowiedziała  mu  o 
trwałych  bliznach,  jakie  zostawił  na  jej  ciele,  o  soli  jego 
języka, 

ognistym 

cepie 

jego 

afrykańskiego, 

murzyńskiego członka. Oddała list pocztowej urzędniczce, 
która  przychodziła  w  piątkowe  popołudnia  haftować  i 
odbierać od niej listy, przekonana, Ŝe ten końcowy wybuch 
będzie ostatnim w jej agonii. Ale nie było odpowiedzi. Od 
tego  czasu  juŜ  nie  zdawała  sobie  sprawy,  co pisała  ani  do 
kogo, ale nadal pisała bez litości przez siedemnaście lat. 

W  pewne  sierpniowe  południe,  gdy  haftowała  z 

przyjaciółkami,  poczuła,  Ŝe  ktoś  zbliŜa  się  do  drzwi.  Nie 
musiała  odwracać  się,  by  wiedzieć  kto.  „Był  gruby, 
zaczynały mu wypadać włosy i juŜ potrzebował okularów, 
Ŝ

eby  patrzeć  z  bliska  -  powiedziała  mi.  -  Ale  to  był  on, 

cholerny  skurwysyn,  to  był  on".  Przestraszyła  się,  gdyŜ 
wiedziała,  Ŝe  widzi  ją  tak  samo  zmienioną  na  gorsze  jak 
ona  jego,  i  nie  wierzyła,  by  miął  w  sobie  tyle  miłości  co 
ona,  by  to  znieść.  Miał  na  sobie  koszulę  przesiąkniętą 
potem,  jak  wtedy  gdy  zobaczyła  go  po  raz  pierwszy  na 

background image

odpuście,  i  nosił  ten  sam  pas  i  te  same  sakwy  z 
rozpruwającej  się  skóry  ze  srebrnymi  ozdobami.  Bayardo 
San  Roman  postąpił  krok  do  przodu  nie  zwracając  uwagi 
na oszołomione hafciarki i połoŜył sakwy na maszynie do 
szycia. 

- No dobrze - powiedział - jestem. 
Miał  ze  sobą  walizkę  z  ubraniem,  Ŝeby  juŜ  zostać,  i 

drugą  taką  samą,  wypełnioną  prawie  dwoma  tysiącami 
listów,  które  ona  do  niego  napisała.  Były  uporządkowane 
według  dat,  w  paczuszkach  związanych  kolorowymi 
wstąŜkami, i wszystkie co do jednego nie rozpieczętowane. 

background image

Przez wiele lat nie mogliśmy mówić o niczym innym. 

Nasze  codzienne  Ŝycie,  podporządkowane  do  tego  dnia 
tylu  zwykłym  i  regularnym  przyzwyczajeniom,  zaczęło 
obracać  się  gwałtownie  wokół  wspólnego  wszystkim 
niepokoju. Koguty zaskakiwały nas o świcie przy próbach 
porządkowania  tylu  połączonych  ze  sobą  przypadków, 
które  umoŜliwiły  ten  absurd,  i  oczywistym  było,  Ŝe  nie 
robiliśmy  tego  z  Ŝądzy  wyjaśnienia  tajemnic,  ale  dlatego, 
Ŝ

e  nikt  z  nas  nie  mógł  juŜ  Ŝyć  bez  określenia  z  całkowitą 

pewnością, jakie miejsce i rolę wyznaczył mu los. 

Wielu  nigdy  się  tego  nie  dowiedziało.  Cristo  Bedoya, 

który  został  cenionym  chirurgiem,  nie  mógł  sobie  nigdy 
wytłumaczyć,  dlaczego  uległ  chwilowej  pokusie,  by  dwie 
godziny  brakujące  do  przyjazdu  biskupa  przeczekać  u 
swoich  dziadków,  zamiast  udać  się  na  spoczynek  do 
rodziców czekających nań aŜ do świtu, by go ostrzec. Ale 
większość  tych,  którzy  mogli  coś  zrobić,  by  zapobiec 
zbrodni,  i  jednak  nie  zrobili  tego,  rozgrzeszała  się 
pretekstem,  Ŝe  sprawy  honoru  są  świętością,  do  którego 
dostęp mają tylko bohaterowie dramatu. „Honor to miłość" 
-  mawiała  moja  matka.  Hortensja  Baute,  której  udział  w 
wydarzeniach 

ograniczył 

się 

do 

ujrzenia 

dwóch 

zakrwawionych  noŜy,  w  chwili  gdy  nie  zostały  jeszcze 
uŜyte,  tak  bardzo  przejęła  się  własną  halucynacją,  iŜ 
popadła  w  stan  nieustającej  pokuty  i  pewnego  dnia,  nie 
mogąc juŜ tego wytrzymać, rzuciła się nago na ulicę. Flora 
Miguel,  narzeczona  Santiago  Nasara,  z  rozgoryczenia 
uciekła  z  porucznikiem  wojsk  pogranicza,  który  następnie 
sprostytuował  ją  w  obozach  zbieraczy  kauczuku  w 
Vichada.  Anna  Villeros,  akuszerka,  która  pomogła  w 

background image

przyjściu na świat trzem pokoleniom, dowiedziawszy się o 
zbrodni  dostała  skurczu  pęcherza  i  aŜ  do  dnia  swojej 
ś

mierci  musiała  oddawać  mocz  za  pomocą  sondy.  Don 

Rogelio de la Flor, zacny mąŜ Clotilde Armerita, w wieku 
osiemdziesięciu  sześciu  lat  cudowny  okaz  Ŝywotności, 
wstał  po  raz  ostatni,  by  zobaczyć,  jak  zarzynają  Santiago 
Nasara opartego o zamknięte drzwi swego własnego domu, 
i  tego  wstrząsu  juŜ  nie  przeŜył.  Drzwi  w  ostatniej  chwili 
zamknęła  Placida  Linero,  ale  szybko  uwolniła  się  od 
poczucia winy. „Zamknęłam je, bo Divina Flor przysięgła, 
Ŝ

e widziała, jak mój syn wszedł do domu - powiedziała mi 

-  a  to  była  nieprawda".  Natomiast  nigdy  nie  wybaczyła 
sobie  pomylenia  wspaniałej  wróŜby  drzew  z  niosącą 
nieszczęście 

wróŜbą 

ptaków 

uległa 

zgubnemu 

przyzwyczajeniu swoich czasów - Ŝucia nasion rzeŜuchy. 

Dwanaście  dni  po  zbrodni  sędzia  śledczy  zastał 

miasteczko  rozjątrzone  do  Ŝywego.  W  obskurnym  biurze 
urzędu  celnego  w  Pałacu  Municypalnym,  popijając 
zaparzoną  w  garnku  kawę  z  rumem  przeciwko 
przywidzeniom  z  upału,  musiał  zaŜądać  dodatkowych 
posiłków  wojskowych,  by  zaprowadzić  spokój  w 
napierającym  tłumie  tych  wszystkich,  którzy  wcale  nie 
wzywani  pragnęli  złoŜyć  zeznania  chcąc  ujawnić  swe 
kluczowe znaczenie w dramacie. Był świeŜo po dyplomie, 
chodził  jeszcze  w  czarnym  uniformie  szkoły  prawniczej, 
obnosił złoty sygnet z emblematem swego roku i pretensje 
oraz  liryzm  szczęśliwego  debiutanta.  Nigdy  jednak  nie 
poznałem  jego  nazwiska.  Wszystko,  co  wiemy  o  jego 
charakterze,  zostało  wywiedzione  z  akt  odnalezionych 
przeze  mnie  przy  pomocy  wielu  osób  w  Pałacu 

background image

Sprawiedliwości  w  Riohacha,  w  dwadzieścia  lat  po 
zbrodni.  Archiwa  nie  posiadały  Ŝadnej  numeracji,  zaś 
dokumenty  gromadzone  tu  od  ponad  wieku  walały  się  po 
podłodze  kolonialnego  gmachu  w  ruinie,  który  przez  parę 
dni był główną kwaterą Francisa Drake'a. Parter zalewany 
był falami przypływu, a w opuszczonych urzędach unosiły 
się  podarte  tomy.  Sam,  brodząc  po  kostki  w  wodzie, 
wielokrotnie przeszukiwałem dno tego stawu zagubionych 
spraw i jedynie przypadek pozwolił mi odzyskać po pięciu 
latach poszukiwań trzysta dwadzieścia dwie luźne kartki z 
ponad pięciuset, jakie liczyły akta. 

Nazwisko  sędziego  nie  pojawiło  się  na  Ŝadnej  z  nich, 

ale  jest  rzeczą  oczywistą,  Ŝe  był  to  człowiek  trawiony 
przez 

gorączkę 

literatury. 

Bez 

wątpienia 

czytał 

hiszpańskich  klasyków,  niektórych  pisarzy  łacińskich  i 
znał  bardzo  dobrze  Nietzschego,  który  był  modnym 
autorem  wśród  prawników  jego  generacji.  Notatki  na 
marginesie,  i  to  nie  tylko  ze  względu  na  kolor  atramentu, 
zdawały  się  być  pisane  krwią.  Był  tak  zaszokowany 
tajemniczą  sprawą, której rozwiązywanie przypadło mu  w 
udziale, iŜ wielokrotnie uciekał się do lirycznych igraszek 
przeciwnych  rygorom  jego  zawodu.  Przede  wszystkim 
zawsze  wydawało  mu  się  wysoce  podejrzane  to,  Ŝe  Ŝycie 
posłuŜyło  się  naraz  tyloma  przypadkami  zakazanymi 
literaturze,  by  bez  Ŝadnych  przeszkód  spełniła  się  śmierć 
tak zapowiedziana. 

Ale  tym,  co  go  najbardziej  zaniepokoiło  pod  koniec 

nadgorliwego 

dochodzenia, 

była 

jego 

całkowita 

bezradność  w  odnalezieniu  jakiegokolwiek  śladu,  choćby 
najmniej  prawdopodobnego,  wskazującego  na  to,  Ŝe 

background image

Santiago Nasar rzeczywiście był sprawcą zhańbienia. Te z 
przyjaciółek Angeli Vicario, które były jej wspólniczkami 
w  oszukaństwie,  przez  długi  czas  opowiadały,  Ŝe  przed 
ś

lubem  dopuściła  je  do  swej  tajemnicy,  ale  nie  ujawniła 

Ŝ

adnego  nazwiska.  W  dochodzeniu  zeznały:  „Powiedziała 

nam o cudzie, ale nic nie wspominała o świętym". Angela 
Vicario  ze  swej  strony  obstawała  przy  swoim.  Kiedy 
sędzia  śledczy  zapytał  ją  w  swym  pokrętnym  stylu,  czy 
wie,  kim  był  nieboszczyk  Santiago  Nasar,  ona  z 
kamiennym wyrazem twarzy odpowiedziała: 

- Był moim sprawcą. 
Tak  zapisane  jest  w  aktach,  ale  bez  Ŝadnych 

dodatkowych  uwag  dotyczących  okoliczności  i  miejsca. 
Podczas  trwającej  jedynie  trzy  dni  rozprawy  oskarŜyciel 
prywatny  największy  nacisk  połoŜył  na  słabość  tego 
zarzutu. 

Zaskoczenie 

sędziego 

ś

ledczego 

brakiem 

dowodów  przeciwko  Santiago  Nasarowi  było  tak 
olbrzymie,  Ŝe  jego  rzetelną  robotę  zdaje  się  chwilami 
wypaczać  rozczarowanie.  Na  stronie  416  własnoręcznie  i 
czerwonym  atramentem  z  receptariusza  dopisał  na 
marginesie:  „Dajcie  mi  przesąd,  a  poruszę  świat".  Pod  tą 
parafrazą  zniechęcenia  trafną  kreską  nakreśloną  tym 
samym atramentem dorysował serce przeszyte strzałą. Dla 
niego, 

tak 

jak 

dla 

najbliŜszych 

przyjaciół 

zamordowanego,  samo  zachowanie  Santiago  Nasara  w 
ostatnich  godzinach  było  ostatecznym  dowodem  jego 
niewinności. 

Santiago  Nasar  w  dniu  swej  śmierci  rzeczywiście  nie 

miał cienia wątpliwości, choć bardzo dobrze wiedział, jaka 
jest  cena  hańby,  którą  mu  przypisywano.  Znał  obłudny 

background image

charakter  swojego  świata  i  nie  mógł  nie  wiedzieć,  Ŝe 
naturalna prostota bliźniaków niezdolna jest przyjąć takiej 
zniewagi obojętnie. Nikt nie znał zbyt dobrze Bayarda San 
Roman, ale Santiago Nasar znał go na tyle, by wiedzieć, Ŝe 
pod  wielkoświatowymi  pretensjami  był,  jak  kaŜdy, 
całkowicie 

uległy 

wobec 

swych 

wielowiekowych 

przesądów.  Świadome  lekcewaŜenie  sprawy  byłoby  więc 
samobójstwem.  Zresztą  gdy  w  ostatniej  chwili  dowiedział 
się  wreszcie,  Ŝe  bracia  Vicario  czekają  nań,  by  go  zabić, 
wcale  nie  zareagował,  wbrew  temu,  co  rozpowiadano, 
panikarskim 

strachem, 

ale 

raczej 

zakłopotaniem 

niewinnego człowieka. 

Osobiście  mam  wraŜenie,  Ŝe  umarł  nie  rozumiejąc 

swojej  śmierci.  Obiecawszy  mojej  siostrze  Margot,  Ŝe 
przyjdzie  do  nas  na  śniadanie,  odszedł  nabrzeŜem 
trzymany  pod  ramię  przez  Christo  Bedoyę  i  obaj  zdawali 
się  być  tak  niefrasobliwi,  Ŝe  wzbudzili  wiele  fałszywych 
złudzeń.  „Szli  tacy  uradowani  -  powiedziała  mi  Meme 
Loaiza  -  Ŝe  podziękowałam  Bogu,  bo  pomyślałam,  Ŝe 
wszystko  skończyło  się  dobrze".  Nie  wszyscy  oczywiście 
tak  lubili  Santiago  Nasara.  Polo  Carrillo,  właściciel 
elektrowni,  sądził,  Ŝe  jego  spokój  bierze  się  z  cynizmu,  a 
nie  z  niewinności.  „Wydawało  mu  się,  Ŝe  dzięki  swej 
forsie jest nietykalny" - powiedział mi. Fausta López, jego 
Ŝ

ona,  dodała:  „Jak  kaŜdy  Turek".  Indalencio  Pardo  był 

właśnie  w  sklepie  Clotilde  Armenta,  gdzie  bliźniacy 
powiedzieli  mu,  Ŝe  gdy  tylko  odpłynie  biskup,  zabiją 
Santiago  Nasara.  Pomyślał,  jak  tylu  innych,  Ŝe  były  to 
jakieś majaki bliźniaków znajdujących się w stanie mocno 
wczorajszym,  ale  Clotilde  Armenta  dała  mu  do 

background image

zrozumienia, Ŝe nie są to czcze przechwałki, i poprosiła, by 
odnalazł Santiago Nasara i uprzedził go. 

-  Nie  masz  co  się  fatygować  -  powiedział  mu  Pedro 

Vicario - było nie było, jest tak, jakby juŜ nie Ŝył. 

Było  to  wyzwanie  nazbyt  oczywiste.  Bliźniacy  znali 

więzi  łączące  Indalencia  Pardo  z  Santiago  Nasarem  i 
przypuszczalnie  pomyśleli,  Ŝe  jest  to  najodpowiedniejsza 
osoba, by zapobiec zbrodni, tak by i oni czuli się wolni od 
hańby. Ale Indalencio Pardo, spotkawszy Santiago Nasara 
prowadzonego  pod  ramię  przez  Cristo  Bedoyę  między 
grupkami opuszczającymi port, nie odwaŜył się go ostrzec. 
„Rura  mi  zmiękła"  -  powiedział  mi.  Poklepał  kaŜdego  po 
ramieniu i zszedł im z drogi. Oni zaś ledwie go zauwaŜyli, 
całkowicie zaabsorbowani obliczaniem kosztów wesela. 

Ludzie  rozchodzili  się  idąc  w  stronę  placu,  w  tym 

samym  co  i  oni  kierunku.  Był  to  zwarty  tłum,  niemniej 
Scholastyce  Cisneros  zdawało  się,  iŜ  widzi,  jak  obaj 
przyjaciele  idą  środkiem  bez  Ŝadnych  trudności  wewnątrz 
pustego kręgu, ludzie bowiem wiedzieli, Ŝe Santiago Nasar 
ma  zginąć,  i  nie  mieli  odwagi  go  dotknąć.  Cristo  Bedoya 
równieŜ  przypomniał  sobie  dziwne  zachowanie  ludzi. 
„Patrzyli na nas tak, jakbyśmy mieli pomalowane twarze" - 
powiedział mi. Więcej, Sara Noriega otworzyła swój sklep 
obuwniczy  właśnie  w  tej  chwili,  gdy  przechodzili  obok,  i 
przeraziła  się  bladością  Santiago  Nasara.  Ale  on  ją 
uspokoił: 

-  Niech  się  tak  ciocia  Sara  nie  dziwi  -  powiedział  jej 

nie zatrzymując się - mam takiego kaca. 

Celeste  Dangond  siedział  w  piŜamie  w  drzwiach 

swego  domu  naśmiewając  się  z  tych,  którzy  ubrali  się 

background image

odświętnie,  by  przywitać  biskupa,  i  zaprosił  Santiago 
Nasara  na  kawę.  „To  było  tylko  dla  zyskania  na  czasie, 
dopóki  bym  czegoś  nie  wymyślił"  -  powiedział  mi. 
Santiago Nasar odpowiedział mu jednak, Ŝe spieszy się, bo 
musi  się  przebrać  na  śniadanie  z  moją  siostrą.  „No  i  sam 
się  wpuściłem  w  kanał  -  tłumaczył  mi  Celeste  Dangond  - 
bo wydało mu się nagle, Ŝe nie mogą go zabić, jeśli on jest 
taki pewien tego, co będzie robić". Jedynie Yamil Shaium 
zrobił  to,  co  sobie  załoŜył.  Gdy  tylko  usłyszał  pogłoskę, 
stanął  w  drzwiach  swego  sklepu  czekając  na  Santiago 
Nasara,  by  go  ostrzec.  Przybył  tu  jako  jeden  z  ostatnich 
Arabów, razem z Ibrahimem Nasarem, był jego partnerem 
w  kartach  aŜ  do  śmierci  i  wciąŜ  pozostawał  rodzinnym 
doradcą. Nikt nie miał takiego jak on autorytetu, by poroz-
mawiać  z  Santiago  Nasarem.  Mimo  to  uznał,  Ŝe  jeśli 
pogłoska  okaŜe  się  bezpodstawna,  to  moŜe  spowodować 
niepotrzebny  popłoch,  wolał  więc  porozmawiać  wpierw  z 
Cristo  Bedoyą,  na  wypadek  gdyby  ten  okazał  się  lepiej 
poinformowany.  Gdy  nadchodzili,  zawołał  go.  Cristo 
Bedoya juŜ przy rogu placu klepnął lekko Santiago Nasara 
po plecach i usłuchał wezwania Yamila Shaiuma. 

- Do soboty - powiedział Santiagowi. 
Santiago Nasar nic mu nie odpowiedział, tylko zwrócił 

się po arabsku do Yamila Shaiuma, ten zaś odrzekł mu coś, 
równieŜ  po  arabsku,  skręcając  się  ze  śmiechu.  „To  była 
taka gra słów, która zawsze nas bawiła" - wytłumaczył mi 
Yamil  Shaium.  Nie  zatrzymując  się  Santiago  Nasar 
pomachał im ręką na poŜegnanie i skręcił na plac. Widzieli 
go po raz ostatni. 

background image

Cristo  Bedoya,  ledwo  wysłuchawszy  informacji 

Yamila Shaiuma, wyskoczył ze sklepu i rzucił się biegiem 
za Santiago Nasarem. Ujrzał go jeszcze, jak skręcał za róg, 
ale  nie  zdołał  go  juŜ  odnaleźć  pomiędzy  grupkami  ludzi 
rozchodzących się po placu. Wiele osób, które wypytywał 
o niego, odpowiedziało mu identycznie: 

- Przed chwilą widziałem go z tobą. Wydawało mu się 

niemoŜliwe,  by  w  tak  krótkim  czasie  Santiago  Nasar 
zdąŜył  dojść  do  swego  domu,  zajrzał  tam  jednak,  by  o 
niego  zapytać,  drzwi  od  frontu  zastał  bowiem  uchylone,  z 
odsuniętą  zasuwą.  Wszedł,  nie  dostrzegłszy  kartki  na 
podłodze,  przeszedł  przez  salon  w  półmroku,  usiłując  nie 
robić  hałasu,  było  bowiem  zbyt  wcześnie  jak  na 
odwiedziny,  ale  psy  wewnątrz  domu  zaniepokoiły  się  i 
wybiegły  mu  na  spotkanie.  Uspokoił  je  pobrzękując 
kluczami,  tak  jak  się  tego  nauczył  od  ich  pana,  i  w  ich 
otoczeniu  ruszył  do  kuchni.  W  korytarzu  minął  się  z 
Diviną  Flor  niosącą  wiadro  i  szczotkę,  by  wyszorować 
pokoje  na  parterze.  Zapewniła  go,  Ŝe  Santiago  Nasar  nie 
wrócił.  Victoria  Guzman  właśnie  postawiła  na  ogniu 
potrawkę z królików, kiedy wszedł do kuchni. Zrozumiała 
natychmiast.  „Serce  mu  wyskakiwało"  -  powiedziała  mi. 
Cristo Bedoya zapytał ją, czy Santiago Nasar jest w domu, 
a  ona  z  udawaną  naiwnością  odparła,  Ŝe  jeszcze  nie 
przyszedł spać. 

- To powaŜna sprawa - powiedział jej Cristo Bedoya - 

szukają go, Ŝeby go zabić. 

Victoria Guzman zapomniała o naiwności. 
- Ci biedni chłopcy nikogo nie zabiją - odrzekła. - Piją 

bez przerwy od soboty - powiedział Cristo Bedoya. 

background image

-  Właśnie  dlatego  -  wyjaśniła.  -  Nie  ma  pijaka,  który 

by zjadł własne gówno. 

Cristo  Bedoya  wrócił  do  salonu,  gdzie  Divina  Flor 

otworzyła  właśnie  okna.  „Oczywiście,  Ŝe  nie  padało  - 
stwierdził  Cristo  Bedoya.  -  ZbliŜała  się  siódma  i  przez 
okna wpadało złote słońce". Ponownie zapytał Divinę Flor, 
czy jest pewna, Ŝe Santiago Nasar nie wszedł drzwiami od 
salonu.  Wtedy  nie  była  juŜ  tego  tak  pewna  jak  za 
pierwszym  razem.  Zapytał  ją  o  Placidę  Linem  i 
odpowiedziała  mu,  Ŝe  przed  chwilą  postawiła  jej  kawę  na 
nocnym stoliku, ale Ŝe jej nie budziła. Tak było zawsze: o 
siódmej  obudzi  się,  wypije  kawę  i  zejdzie,  by  wydać 
polecenia  co  do  śniadania.  Cristo  Bedoya  spojrzał  na 
zegarek:  była  szósta  pięćdziesiąt  sześć.  Wówczas  wszedł 
na  piętro,  by  przekonać  się  osobiście,  czy  Santiago  Nasar 
nie wrócił. 

Drzwi  do  sypialni  były  zamknięte  od  wewnątrz, 

Santiago  Nasar  wyszedł  bowiem  przez  sypialnię  matki. 
Cristo  Bedoya  nie  tylko  znał  ten  dom  równie  dobrze  jak 
swój,  ale  był  równieŜ  na  tyle  spoufalony  z  rodziną,  Ŝe 
pchnął  drzwi  do  sypialni  Placidy  Linero,  by  przejść  do 
sąsiedniego pokoju. Przez  okno wpadał snop zakurzonego 
słońca,  zaś  piękna  kobieta  śpiąca  w  tej  poświacie  w 
hamaku,  z  dłonią  panny  młodej  na  policzku,  wyglądała 
nierealnie.  „Była  jak  zjawa"  -  wyznał  mi  Cristo  Bedoya. 
Patrzył  na  nią  przez  chwilę,  zafascynowany  jej  urodą, 
następnie  przeszedł  w  milczeniu  przez  pokój,  minął 
łazienkę i wszedł do sypialni Santiago Nasara. ŁóŜko było 
nietknięte,  a  na  fotelu  leŜał  idealnie  wyprasowany  strój 
jeździecki, na nim jeździecki kapelusz, a na podłodze, przy 

background image

ostrogach, stały buty. Na nocnym stoliku zegarek Santiago 
Nasara  wskazywał  szóstą  pięćdziesiąt  osiem.  „Nagle 
pomyślałem,  Ŝe  wrócił,  aby  się  uzbroić"  -  powiedział  mi 
Cristo Bedoya. Ale odnalazł magnum w szufladce nocnego 
stolika. „Nigdy w Ŝyciu nie strzelałem  - wyznał mi  Cristo 
Bedoya  -  ale  postanowiłem  wziąć  rewolwer,  Ŝeby  zanieść 
go Santiago Nasarowi". Wsadził go za pas, pod koszulę, i 
dopiero po dokonanej zbrodni zdał sobie sprawę, Ŝe był on 
nie naładowany. Placida Linero pojawiła się w drzwiach z 
filiŜanką kawy w chwili, gdy zamykał szufladę. 

- BoŜe Święty! - wykrzyknęła. - Aleś mnie wystraszył! 
Cristo Bedoya równieŜ się przestraszył. Zobaczył )ą w 

pełnym  świetle,  w  szlafroku  w  złote  skowronki,  z 
potarganymi  włosami,  i  oczarowanie  prysło.  Nieco 
zmieszany zaczął się tłumaczyć, Ŝe wszedł, Ŝeby odnaleźć 
Santiago Nasara. 

-  Poszedł  na  powitanie  biskupa  -  odparła  Placida 

Linero. 

- Przepłynął tylko - powiedział. 
-  Tak  przypuszczałam  -  odrzekła.  -  To  syn  najgorszej 

matki. 

Przerwała,  w  tej  samej  bowiem  chwili  uświadomiła 

sobie,  Ŝe  Cristo  Bedoya  nie  wie,  co  z  sobą  zrobić.  „Mam 
nadzieję, Ŝe Bóg mi wybaczył - wyznała mi Placida Linero 
-  ale  zauwaŜyłam,  Ŝe  był  bardzo  zmieszany,  i  nagle 
przyszło  mi  na  myśl,  Ŝe  przyszedł  tu  kraść".  Zapytała  go, 
co mu jest. Cristo Bedoya zdawał sobie sprawę, iŜ znajduje 
się  w  podejrzanej  sytuacji,  ale  nie  miał  jednak  odwagi 
wyznać jej prawdy. 

background image

- Nie spałem ani minuty - powiedział jej. Odszedł bez 

Ŝ

adnych innych wyjaśnień. „Tak czy siak - powiedział mi - 

ona  zawsze  wyobraŜała  sobie,  Ŝe  ją  okradają".  Na  placu 
spotkał  ojca  Amadora,  który  wracał  z  kościoła  z 
akcesoriami  nie  odbytej  mszy,  nie  wydało  mu  się  jednak, 
by  ten  mógł  cokolwiek  zrobić  dla  Santiago  Nasara  poza 
ocaleniem  jego  duszy.  Szedł  ponownie  w  stronę  portu, 
kiedy usłyszał, Ŝe od sklepiku Clotilde Armenta wołają go. 
W  drzwiach  stał  Pedro  Vicario,  blady,  rozczochrany,  w 
rozpiętej koszuli, z podwiniętymi powyŜej łokci rękawami 
i z noŜem, który sam zrobił z ostrza piły. Jego zachowanie 
było  zbyt  zuchwałe,  aby  mogło  być  przypadkowe,  a 
przecieŜ  nie  robił  tego  po  raz  pierwszy  i  nawet  nie  tak 
jawnie w porównaniu z tym, co usiłował zrobić w ostatnich 
minutach, by uniemoŜliwiono mu popełnienie zbrodni. 

- Cristóbal - krzyknął - powiedz Santiagowi Nasarowi, 

Ŝ

e  czekamy  tutaj  na  niego,  Ŝeby  go  zabić.  Cristo  Bedoya 

uczyniłby  mu  nawet  przysługę,  by  uniemoŜliwić  jego 
zamiary. „Gdybym umiał strzelać z rewolweru, to Santiago 
Nasar  Ŝyłby"  -  powiedział  mi.  Ale  juŜ  sama  myśl  o 
strzelaniu sparaliŜowała go, po tym wszystkim, co usłyszał 
o niszczącej sile opancerzonej kuli. 

-  Ostrzegam  cię,  Ŝe  jest  uzbrojony  w  magnum  zdolne 

przebić silnik na wylot - krzyknął. 

Pedro  Vicario  wiedział,  Ŝe  to  nieprawda.  „Nigdy  nie 

chodził  z  bronią,  jeśli  nie  był  ubrany  do  jazdy"  - 
powiedział  mi.  Ale  kiedy  podjął  decyzję  o  zmyciu  hańby 
siostry,  mimo  wszystko  wziął  pod  uwagę  to,  Ŝe  mógł  być 
uzbrojony. 

- Umarli nie strzelają - odkrzyknął. 

background image

Wtedy  w  drzwiach  pojawił  się  Pablo  Vicario.  Był 

równie blady jak brat, miał na sobie marynarkę z wesela, a 
w ręku nóŜ owinięty w gazetę. „Gdyby nie to - zwierzył mi 
się  Cristo  Bedoya  -  nigdy  bym  nie  wiedział,  który  z  nich 
jest  który".  Zza  Pabla  Vicario  wyszła  Clotilde  Armenta  i 
krzyknęła  do  Cristo  Bedoi,  Ŝeby  się pospieszył,  bo w  tym 
miasteczku  mięczaków  tylko  taki  męŜczyzna  jak  on  moŜe 
zapobiec tragedii. 

To,  co  wydarzyło  się  do  tej  pory,  widzieli  wszyscy. 

Wracający z portu ludzie, zaalarmowani krzykami, zaczęli 
zajmować  miejsca  na  placu,  by  być  świadkami  zbrodni. 
Cristo  Bedoya  rozpytywał  znajomych  o  Santiago  Nasara, 
nikt  go  jednak  nie  widział.  W  drzwiach  Club  Social 
natknął  się  na  pułkownika  Lazaro  Aponte  i  opowiedział 
mu,  co  przed  chwilą  zdarzyło  się  przy  sklepie  Clotilde 
Armenta. 

- NiemoŜliwe - stwierdził pułkownik Aponte - przecieŜ 

kazałem im pójść do łóŜka. 

- Przed chwilą widziałem ich z noŜami do świniobicia 

- odparł Cristo Bedoya. 

-  Cholera  -  krzyknął  alkad  -  to  znaczy,  Ŝe  chyba 

wrócili z innymi! 

Przyrzekł  zająć  się  tym  natychmiast,  ale  wszedł  do 

Club  Social,  by  umówić  się  na  partyjkę  domina  na 
wieczór,  a  kiedy  wyszedł,  zbrodnia  została  juŜ  dokonana. 
Cristo  Bedoya  popełnił  wówczas  swój  śmiertelny  błąd: 
pomyślał, Ŝe Santiago Nasar postanowił w ostatniej chwili 
zjeść śniadanie u nas nie przebierając się, ruszył więc tam. 
Rzucił  się  pospiesznie  brzegiem  rzeki,  pytając  kaŜdego, 
kogo spotkał, czy widział go gdzieś po drodze, nikt jednak 

background image

nie potrafił mu odpowiedzieć. Nie przestraszył się, gdyŜ do 
naszego  domu  prowadziły  równieŜ  inne  drogi.  Prospera 
Arango, pięknisia, zaczęła go błagać, by zrobił coś dla jej 
ojca,  który  konał  na  progu  swego  domu,  nie  tknięty 
ulotnym błogosławieństwem biskupa. „Jak przechodziłam, 
to  go  widziałam  -  powiedziała  mi  moja  siostra  Margot  -  i 
juŜ miał trupią twarz". Cristo Bedoya potrzebował czterech 
minut, by ustalić stan chorego, i przyrzekł wrócić później, 
by  znaleźć  jakiś  doraźny  środek,  ale  stracił  następne  trzy 
minuty  pomagając  Prosperze  Arango  zanieść  ojca  do 
sypialni.  Kiedy  wyszedł,  usłyszał  odległe  krzyki  i  wydało 
mu  się,  Ŝe  w  okolicach  placu  strzelają  z  petard.  Usiłował 
pobiec,  ale  przeszkodził  mu  w  tym  rewolwer  źle 
umieszczony za pasem. Minąwszy ostatni zakręt rozpoznał 
od  tyłu  moją  matkę,  która  nieomalŜe  wlokła  za  sobą 
najmłodszego syna. 

-  Luiso  Santiago  -  wykrzyknął  -  gdzie  jest  pani 

chrześniak? 

Moja matka ledwie odwróciła twarz oblaną łzami. 
- Och, synu - odpowiedziała - mówią, Ŝe go zabili! 
Tak było w istocie. Podczas gdy Cristo Bedoya szukał 

go  wszędzie,  Santiago  Nasar  zaszedł  do  domu  Flory 
Miguel, swej narzeczonej, tuŜ za rogiem, gdzie widzieli się 
po  raz  ostatni.  „Do  głowy  mi  nawet  nie  wpadło,  Ŝe  mógł 
tam zajść - powiedział mi - bo ci ludzie nigdy nie wstawali 
przed  południem".  To,  Ŝe  cała  rodzina  z  rozkazu  Nahira 
Miguela,  mędrca  całej  wspólnoty,  spała  zawsze  do 
dwunastej,  było  dość  rozpowszechnioną  pogłoską.  „To 
dlatego  Flora  Miguel,  która  juŜ  dawno  przestała  być 
podlotkiem,  trzymała  się  jak  róŜa"  -  mówi  Mercedes.  To 

background image

prawda,  Ŝe  do  późna  nie  otwierali  domu,  tak  jak  wielu 
innych,  ale  byli  ludźmi  pracowitymi  i  w  rzeczywistości 
wstawali  bardzo  wcześnie.  Rodzice  Santiago  Nasara  i 
Flory Miguel uzgodnili, Ŝe ich dzieci pobiorą się. Santiago 
Nasar,  gdy  w  pełni  dojrzał,  przystał  na  tę  umowę  i  gotów 
był  jej  dotrzymać,  być  moŜe  dlatego,  Ŝe  miał  o 
małŜeństwie  takie  samo  utylitarne  pojęcie  jak  jego  ojciec. 
Flora  Miguel  ze  swej  strony  odznaczała  się  rozkwitającą 
urodą,  niemniej  pozbawiona  była  zarówno  wdzięku,  jak 
rozsądku,  i  całemu  pokoleniu  słuŜyła  podczas  ślubów  za 
druhnę,  kontrakt  był  więc  dla  niej  opatrznościowym 
rozwiązaniem.  Narzeczeństwo  ich  było  łatwe,  bez 
grzecznościowych  odwiedzin  ani  sercowych  niepokojów. 
Ś

lub, odkładany juŜ wielokrotnie, został wreszcie ustalony 

na najbliŜsze BoŜe Narodzenie. 

Flora  Miguel  obudziła  się  w  ten  poniedziałek  z 

pierwszym  buczeniem  statku  biskupa,  zaś  wkrótce  potem 
dowiedziała  się,  Ŝe  bracia  Vicario  oczekują  Santiago 
Nasara,  Ŝeby  go  zabić.  Mojej  siostrze  zakonnicy,  jedynej, 
która  z  nią  rozmawiała  po  nieszczęściu,  przyznała  się,  Ŝe 
nie pamięta nawet, kto jej to powiedział. „Wiem tylko, Ŝe o 
szóstej  rano  wszyscy  juŜ  o  tym  wiedzieli"  -  powiedziała 
jej.  Mimo  to  wydało  jej  się  to  niepojęte,  by  rzeczywiście 
mogli  zabić  Santiago  Nasara,  za  to  pomyślała,  Ŝe  zmuszą 
go do małŜeństwa z Angelą Vicario, by zwrócił jej honor. 
PoniŜenie  spowodowało  u  niej  szok.  Podczas  gdy  połowa 
miasteczka  czekała  na  biskupa,  ona  zamknęła  się  w 
sypialni,  płacząc  z  wściekłości  i  porządkując  w  szkatułce 
listy,  które  Santiago  Nasar  pisał  do  niej  z  internatu 
szkolnego. 

background image

Zawsze  gdy wstępował  do  domu  Flory  Miguel, nawet 

jeśli nie było nikogo, Santiago Nasar chrobotał kluczami o 
metalową siatkę na oknach. W ten poniedziałek czekała juŜ 
na  niego  przyciskając  do  piersi  szkatułkę  z  listami. 
Santiago Nasar nie mógł jej dostrzec z ulicy, ona natomiast 
zauwaŜyła  go  przez  siatkę,  zanim  zaczął  pobrzękiwać 
kluczami zbliŜając się do domu. 

- Wejdź - powiedziała. 
Nikt,  nawet  lekarz,  nie  wszedł  nigdy  do  tego  domu  o 

szóstej  czterdzieści  pięć  rano.  Santiago  Nasar  zostawił 
właśnie  Cristo  Bedoyę  przy  sklepie  Yamila  Shaiuma,  na 
placu  zaś  zgromadziło  się  tyle  ludzi  oczekujących  jego 
nadejścia, iŜ było czymś niepojętym, Ŝe nikt nie dostrzegł, 
jak  wchodził  do  domu  narzeczonej.  Sędzia  śledczy  szukał 
choć  jednej  osoby,  która  widziałaby  wchodzącego 
Santiago Nasara, i czynił to równie uporczywie jak ja, ale 
nie  sposób  było  odnaleźć  nikogo  takiego.  Na  marginesie 
strony  382  akt  dopisał  czerwonym  atramentem  kolejną 
sentencję: „Fatum czyni nas niewidzialnymi". Faktem jest, 
Ŝ

e  Santiago  Nasar  wszedł  głównym  wejściem,  na  oczach 

wszystkich i nie robiąc nic, Ŝeby nie zostać dostrzeŜonym. 
Flora  Miguel  czekała  na  niego  w  salonie,  zielona  z 
wściekłości,  w  jednej  z  tych  swoich  sukien  z 
nieszczęsnymi  Ŝabotami,  które  miała  zwyczaj  zakładać 
przy  okazji  pamiętnych  uroczystości,  i  wepchnęła  mu  w 
ręce szkatułkę. 

- Masz to - powiedziała mu. - I oby cię zabili. 
Santiago  Nasar  był  tak  zaskoczony,  Ŝe  szkatułka 

wypadła mu z rąk, a jego pisane bez miłości listy rozsypały 
się  po  podłodze.  Spróbował  dogonić  Florę  Miguel  w 

background image

sypialni, ale zamknęła drzwi i zaryglowała je. Pukał wiele 
razy  i  wołał  ją  głosem  zbyt  przynaglającym  jak  na  tę 
godzinę, w rezultacie czego zbiegła się cała zaalarmowana 
rodzina.  Licząc  najbliŜszych  członków  rodziny  i  dalekich 
krewnych,  starszych  i  niepełnoletnich,  było  ich  razem 
czternaścioro.  Ostatni  zjawił  się  ojciec,  Nahir  Miguel, 
rudobrody,  w  przywiezionej  ze  swoich  stron  dŜilabie 
Beduina, którą zawsze nosił w domu. Widziałem go wiele 
razy,  był  olbrzymi  i  flegmatyczny,  ale  najbardziej  działał 
na mnie blask jego autorytetu. 

- Floro - zawołał w swoim języku. - Otwórz drzwi. 
Wszedł  do  sypialni  córki,  podczas  gdy  cała  rodzina 

wpatrywała  się  z  przejęciem  w  Santiago  Nasara.  Klęczał 
zbierając z podłogi listy i układając je w szkatułce. „Jakby 
odprawiał pokutę" - powiedzieli mi. Nahir Miguel wyszedł 
z  sypialni  po  paru  minutach,  dał  znać  ręką  i  cała  rodzina 
zniknęła. 

Zaczął  mówić  do  Santiago  Nasara  po  arabsku. 

„Natychmiast  zrozumiałem,  Ŝe  nie  ma  najmniejszego 
pojęcia,  co  do  niego  mówię"  -  wyznał  mi.  Wówczas 
zapytał  go  wprost,  czy  wie,  Ŝe  bracia  Vicario  szukają  go, 
Ŝ

eby go zabić. „Zbladł i tak stracił panowanie nad sobą, Ŝe 

trudno uwierzyć, aby udawał" - powiedział mi. Zgodził się, 
Ŝ

e  zachowanie  Santiago  Nasara  spowodowane  było  nie 

tyle strachem co zakłopotaniem. 

-  Ty  wiesz  najlepiej,  czy  mają  rację,  czy  teŜ  nie  - 

powiedział mu. - Ale w kaŜdym przypadku zostają ci tylko 
dwa wyjścia: albo schowasz się tutaj, bo to jest twój dom, 
albo wyjdziesz z moją strzelbą. 

background image

-  Ni  cholery  nie  rozumiem  -  powiedział  Santiago 

Nasar. 

Były  to  jedyne  słowa,  jakie  zdołał  powiedzieć,  i 

powiedział  je  po  hiszpańsku.  „Wyglądał  jak  zmoczone 
pisklę" - powiedział mi Nahir Miguel. Musiał wyjąć mu z 
rąk szkatułkę, ten nie wiedział bowiem, gdzie ją odstawić, 
Ŝ

eby otworzyć sobie drzwi. 

- Będzie dwóch na jednego - powiedział mu. Santiago 

Nasar  wyszedł.  Ludzie  poustawiali  się  na  placu  jak  w 
dniach defilad. Wszyscy widzieli, jak wychodził, i wszyscy 
zrozumieli,  Ŝe  juŜ  wie,  Ŝe  mają  go  zabić,  i  był  tak 
przeraŜony,  iŜ  nie  potrafił  znaleźć  drogi  do  swego  domu. 
Podobno ktoś krzyknął z balkonu: „Nie tędy, Turku, przez 
stary port". Santiago Nasar zaczął rozglądać się za głosem. 
Yamil  Shaium  krzyknął,  by  schował  się  w  jego  sklepie, 
sam  zaś  wszedł,  by  odnaleźć  swą  myśliwską  strzelbę,  ale 
nie  pamiętał,  gdzie  schował  naboje.  Ze  wszystkich  stron 
zaczęto  krzyczeć  do  Santiago  Nasara,  ten  zaś  kręcił  się  w 
kółko,  odchodził  raz  w  lewo,  raz  w  prawo,  oszołomiony 
tyloma głosami na raz. Było jasne, Ŝe pragnie dostać się do 
domu przez drzwi kuchenne, ale widać przypomniał sobie 
nagle, Ŝe główne drzwi są otwarte. 

- Idzie - powiedział Pedro Vicario. 
Obaj  zauwaŜyli  go  w  tym  samym  momencie.  Pablo 

Vicario  zdjął  marynarkę,  złoŜył  na  stołku  i  odwinął  nóŜ  z 
gazety w kształcie jatagana. Zanim opuścili sklep, obaj, nie 
umawiając  się,  przeŜegnali  się.  Clotilde  Armenta  złapała 
wówczas Pedra Vicario za koszulę i krzyknęła do Santiago 
Nasara,  Ŝeby  uciekał,  bo  chcą  go  zabić.  Był  to  krzyk  tak 
rozpaczliwy, Ŝe przytłumił wszystkie pozostałe. „Najpierw 

background image

przestraszył się - powiedziała mi Clotilde Armenta - bo nie 
wiedział,  kto  do  niego  krzyczy  ani  skąd".  Ale  kiedy  ją 
zauwaŜył,  dostrzegł  równieŜ  Pedra  Vicario,  który  jednym 
pchnięciem  rzucił  ją  na  ziemię  i  dogonił  brata.  Santiago 
Nasar,  znajdując  się  co  najmniej  pięćdziesiąt  metrów  od 
domu, zaczął biec w stronę głównych drzwi. 

Pięć  minut  wcześniej  Victoria  Guzman  opowiedziała 

w  kuchni  Placidzie  Linero  to,  co  wiedzieli  juŜ  wszyscy. 
Placida  Linero  była  kobietą  o  twardych  nerwach,  nie  dała 
więc  po  sobie  poznać  zdenerwowania.  Zapytała  Victorię 
Guzman,  czy  powiedziała  o  tym  jej  synowi,  ta  zaś 
ś

wiadomie  kłamiąc  odparła,  Ŝe  kiedy  Santiago  Nasar 

zszedł  wypić  kawę,  ona  jeszcze  o  niczym  nie  wiedziała. 
Zmywając wciąŜ podłogę w salonie Divina Flor ujrzała w 
tym  momencie,  jak  Santiago  Nasar  wrócił  drzwiami  od 
placu  i  okrętowymi  schodami  wszedł  na  górę.  „To  było 
bardzo  wyraźne  przywidzenie  –  opowiedziała  mi  Divina 
Flor.  -  Miał  na  sobie  białe  ubranie,  a  w  ręku  coś  trzymał, 
nie mogłam tego dobrze zobaczyć, ale wydawało mi się, Ŝe 
to bukiet róŜ". Kiedy więc Placida Linero zapytała o niego, 
Divina Flor uspokoiła ją. 

- Przed minutą wszedł do pokoju - powiedziała jej. 
Placida  Linero  ujrzała  wówczas  kartkę  na  podłodze, 

ale nie przyszło jej na myśl, aby ją podnieść, a o jej treści 
dowiedziała się dopiero wtedy, gdy ktoś pokazał jej ten list 
w  zamieszaniu  tragedii.  Przez  drzwi  zobaczyła  braci 
Vicario biegnących w stronę domu z obnaŜonymi noŜami. 
Z  miejsca, w którym się  znajdowała,  mogła ich zobaczyć, 
ale  nie  mogła  widzieć  syna,  biegnącego  ku  drzwiom  z 
drugiej strony. „Pomyślałam, Ŝe  chcą  dostać się do domu, 

background image

Ŝ

eby  zabić  go  w  środku"  -  powiedziała  mi.  Podbiegła 

wówczas  do  drzwi  i  zatrzasnęła  je  jednym  ruchem. 
Ryglowała  je,  kiedy  usłyszała  krzyki  Santiago  Nasara  i 
usłyszała  przeraŜające  walenie  o  drzwi,  ale  pomyślała,  Ŝe 
on  jest  na  górze  i  obrzuca  obelgami  braci  Vicario  z 
balkonu swojej sypialni. Poszła na górę, by mu dopomóc. 

Santiago Nasarowi zabrakło zaledwie kilku sekund, by 

schronić  się  w  domu,  gdy  drzwi  zatrzasnęły  się.  Zdołał 
jeszcze  uderzyć  w  nie  parę  razy  pięściami  i  natychmiast 
odwrócił  się,  by  z  gołymi  rękami  stawić  czoło  swym 
wrogom.  „Przestraszyłem  się,  kiedy  go  zobaczyłem  na 
wprost siebie - powiedział mi Pablo Vicario - bo wydał mi 
się  jakby  dwa  razy  większy,  niŜ  był  w  rzeczywistości". 
Santiago  Nasar  uniósł  rękę,  by  odparować  pierwszy  cios 
Pedra  Vicario,  który  zaatakował  go  z  prawej  strony 
prostym noŜem. 

- Skurwysyny - wrzasnął. 
NóŜ  przebił  mu  prawą  dłoń,  a  następnie  zanurzył  się 

cały w boku. Wszyscy usłyszeli, jak zaskowyczał z bólu. 

- Mamo! 
Pedro  Vicario  cofnął  dłoń  bezwzględnym  ruchem 

rzeźnika  i  zadał  drugi  cios,  niemal  w  to  samo  miejsce. 
„Najdziwniejsze było to, Ŝe nóŜ wychodził czysty - zeznał 
Pedro  Vicario  sędziemu  śledczemu.  -  Zadałem  mu  co 
najmniej  trzy  ciosy  i  nie  było  ani  jednej  kropli  krwi". 
Santiago  Nasar  po  trzecim  pchnięciu  skręcił  się  z  rękoma 
skrzyŜowanymi  na  brzuchu,  wydał  z  siebie  jęk  cielaka  i 
usiłował  odwrócić  się  plecami.  Pablo  Vicario  stojący  z 
zakrzywionym  noŜem  w  jego  lewej  strony  zadał  mu 
wówczas  jedyne  pchnięcie  od  tyłu  i  strumień  krwi  pod 

background image

wysokim ciśnieniem zbryzgał mu koszulę. „Miała ten sam 
zapach  co  on"  -  powiedział  mi.  Trzykrotnie  juŜ  ugodzony 
ś

miertelnie, Santiago Nasar ponownie odwrócił się do nich 

twarzą  i  oparł  plecami  o  drzwi  domu  swojej  matki,  nie 
stawiając  najmniejszego  oporu,  jakby  chciał  dopomóc  im, 
by  wreszcie  zabili  go  z  obu  stron  po  równo.  „JuŜ  nie 
krzyczał - zeznał Pedro Vicario sędziemu śledczemu. - Na 
odwrót,  wydawało  się,  Ŝe  się  śmieje".  Wówczas  obaj,  nie 
przestając  przybijać  go  do  drzwi,  zaczęli  na  przemian 
zadawać  łatwe  ciosy  unosząc  się  na  powierzchni 
oślepiającej  zatoki  spokojnych  wód,  którą  napotkali  po 
drugiej  stronie  strachu.  Nie  słyszeli  krzyków  całego 
miasteczka przeraŜonego własną zbrodnią. „Czułem się jak 
ktoś  galopujący  na  koniu"  -  zeznał  Pablo  Vicario.  Obaj 
jednak nagle wrócili do rzeczywistości, poczuli się bowiem 
całkowicie  wyczerpani,  a  mimo  to  wydawało  im  się,  Ŝe 
Santiago  Nasar  nigdy  nie  padnie.  „Cholera,  kuzynie  - 
powiedział mi Pablo Vicario - nawet sobie nie wyobraŜasz, 
jakie to trudne zabić człowieka!" Usiłując skończyć raz na 
zawsze, Pedro Vicario zaczął szukać serca, ale umiejscowił 
je  nieomal  pod  pachą,  tam  gdzie  mają  je  świnie.  W 
rzeczywistości zaś Santiago Nasar nie padał, gdyŜ oni sami 
podtrzymywali 

go 

przybijając 

noŜami 

do 

drzwi. 

Zrozpaczony  Pablo  Vicario  ciął  go  w  poprzek  brzucha  i 
wszystkie  wnętrzności  wypłynęły.  Pedro  Vicario  miał 
zamiar zrobić to samo, ale przeraŜenie wykręciło mu dłoń i 
zadał  chybiony  cios  w  udo.  Santiago  Nasar  stał  jeszcze 
oparty  o  drzwi,  póki  nie  dostrzegł  w  słońcu  własnych 
trzewi, czystych i niebieskich, i po chwili padł na kolana. 

background image

Placida Linero, bezskutecznie wołając go po pokojach 

i słysząc nie wiadomo skąd dochodzące wrzaski, które nie 
były  jego  krzykami,  wyjrzała  przez  okno  wychodzące  na 
plac  i  zobaczyła  bliźniaków  Vicario  biegnących  w  stronę 
kościoła.  TuŜ  na  nimi  biegł  Yamil  Shaium  ze  swoją 
strzelbą  na  jaguary  i  inni  Arabowie  bez  broni,  Placida 
Linero  pomyślała  więc,  Ŝe  niebezpieczeństwo  zostało 
zaŜegnane.  Wyszła  na  balkon  od  sypialni  i  zobaczyła 
Santiago  Nasara  przy  drzwiach,  leŜącego  twarzą  w  pyle, 
usiłującego  powstać  z  kałuŜy  własnej  krwi.  Podniósł  się 
przechylony  na  bok  i  zaczął  iść  lunatycznym  krokiem, 
podtrzymując rękami wypływające wnętrzności. 

Przeszedł ponad sto metrów całkowicie okrąŜając dom, 

by  wejść  kuchennymi  drzwiami.  Był  na  tyle  jeszcze 
przytomny,  by  nie  iść  ulicą,  która  była  najdłuŜszą  drogą, 
tylko  wszedł  przez  przyległy  dom.  Poncho  Lanao,  jego 
Ŝ

ona i pięcioro dzieci w ogóle nie zorientowali się, co stało 

się  przed  chwilą  dwadzieścia  kroków  od  ich  drzwi. 
„Usłyszeliśmy  wrzaski  -  powiedziała  mi  Ŝona  -  ale 
pomyśleliśmy, Ŝe to biskupia feta". Zaczęli jeść śniadanie, 
kiedy 

zobaczyli 

wchodzącego 

Santiago 

Nasara 

spływającego  krwią  i  niosącego  w  dłoniach  kiść  swych 
wnętrzności.  Poncho  Lanao  powiedział  mi:  „Nigdy  nie 
zapomnę tego straszliwego smrodu gówna". Ale Argenida 
Lanao,  starsza  córka,  opowiedziała,  Ŝe  Santiago  Nasar 
szedł  tak  samo  dumnie  jak  zawsze,  stawiając  uwaŜnie 
kroki, a jego twarz Saracena z potarganymi kędzierzawymi 
włosami  była  piękna  jak  nigdy.  Przechodząc  obok  stołu 
uśmiechnął  się  do  nich  i  poszedł  przez  pokoje  do  tylnego 
wejścia domu. „SparaliŜował nas strach" - powiedziała mi 

background image

Argenida  Lanao.  Moja  ciotka,  Wenefrida  Marquez, 
skrobała  rybę  na  patio  swego  domu,  po  drugiej  stronie 
rzeki,  i  ujrzała  go,  jak  schodził  po  schodkach  starego 
nabrzeŜa szukając pewnym krokiem drogi do swego domu. 

-  Santiago,  synu!  -  krzyknęła.  -  Co  ci  jest?  Santiago 

Nasar rozpoznał ją. 

- Zabili mnie, ciociu Wene - odpowiedział. Potknął się 

na ostatnim schodku, ale wstał natychmiast. „Nawet zadbał 
o  to,  by  strzepnąć  ręką  ziemię,  która  została  mu  na 
wnętrznościach"  -  powiedziała  mi  moja  ciotka  Wene. 
Następnie  wszedł  do  swego  domu  tylnymi  drzwiami 
otwartymi od szóstej i padł w kuchni na twarz.