background image
background image
background image
background image
background image
background image

Tytuł oryginału

God and Stephen Hawking. Whose Design Is It Anyway?

 

© Copyright 2011 John C. Lennox. Original edition

published in English under the title God and Stephen Hawking

by Lion Hudson plc, Oxford, England

 

© Copyright for this edition by Wydawnictwo

W drodze, 2017

 

Redaktor prowadzący

Lidia Kozłowska

 

Redakcja

Lidia Kozłowska

 

Korekta

Michał Karp, Agnieszka Czapczyk

 

Konsultacja merytoryczna

Łukasz Mścisławski OP

 

Łamanie

Stanisław Tuchołka / panbook.pl

 

Projekt okładki i stron tytułowych

Radosław Krawczyk

 
 

ISBN 978-83-7906-167-9

 
 

Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów

W drodze sp. z o.o.

Wydanie I, 2017

ul. Kościuszki 99, 61-716 Poznań

tel. 61 852 39 62, faks 61 850 17 82

sprzedaz@wdrodze.pl www.wdrodze.pl

background image

 
 
 
 

Dla Rachel, Jonathana i Benjamina, darów
Stwórcy, dzięki którym stałem się ojcem.

 
 

background image

Podziękowania

Kieruję  słowa  podziękowania  do  profesora  Nigela  Cutlanda  i  profesora
Alistera McGratha za ich konstruktywne rady.

background image

Przedmowa

Napisałem  tę  krótką  książkę  w  nadziei,  że  pomoże  moim  czytelnikom
zrozumieć  niektóre  z  najważniejszych  kwestii  stanowiących  sedno
współczesnej  debaty  dotyczącej  Boga  i  nauki.  Z  tego  właśnie  powodu
starałem  się,  ilekroć  było  to  możliwe,  unikać  terminów  i  zagadnień
technicznych,  koncentrując  się  zamiast  tego  na  logice  wywodu.  Jestem
przekonany,  że  na  wszystkich  spośród  nas,  posiadających  wykształcenie
przyrodnicze lub matematyczne, ciąży odpowiedzialność za to, w jaki sposób
opinia publiczna będzie pojmować nauki przyrodnicze. Naszym szczególnym
obowiązkiem  jest  pokazywać,  że  nie  wszystkie  twierdzenia  naukowców  są
twierdzeniami  naukowymi,  a  tym  samym  nie  stoi  za  nimi  autorytet
rzeczywistej nauki, nawet jeśli takowy im się często błędnie przypisuje.

Dotyczy to, rzecz jasna, także i mojej osoby, i dlatego proszę czytelnika,

by poddawał skrupulatnej analizie moje starannie dobrane argumenty. Jestem
matematykiem,  jednak  ta  książka  nie  traktuje  o  matematyce  i  dlatego
poprawność  wyników  matematycznych,  którą  być  może  udowodniłem
w  innych  publikacjach,  nie  gwarantuje  poprawności  tego,  co  przedstawiłem
na  tych  stronach.  Ufam  jednak,  że  czytelnicy  będą  w  stanie  śledzić  moją
argumentację  aż  do  jej  ostatecznych  wniosków.  Poddaję  zatem  to,  co  tu
napisałem, ich osądowi.

background image

Wstęp

Wszyscy dzisiaj mówią o Bogu. Bez wątpienia rozprawiają o Nim naukowcy,
publikując jedna za drugą książki o takich tytułach jak Język  Boga  Francisa
Collinsa,  Bóg  urojony  Richarda  Dawkinsa,  Bóg:  błędna  hipoteza  Victora
Stengera, Historia Boga Roberta Winstona, i tak dalej, i tak dalej.

Niektóre  z  tych  książek  stały  się  niespodziewanie  bestsellerami.  Ludzie

oczywiście  chcą  usłyszeć,  co  w  kwestii  Boga  mają  do  powiedzenia
przedstawiciele  nauk  przyrodniczych.  Wcale  to  nie  dziwi,  ponieważ  nauka
w  naszym  dzisiejszym,  wyrafinowanym  świecie  cieszy  się  autorytetem
intelektualnym i kulturowym. Wynika to po części z tego, że z niebywałym
powodzeniem  udaje  się  jej  tworzyć  wynalazki  techniczne,  z  dobrodziejstwa
których  wszyscy  korzystamy,  a  po  części  z  tego,  że  potrafi  nas  inspirować,
pomagając głębiej wejrzeć w cuda Wszechświata, o których opowiadają nam
wyświetlane w telewizji pięknie nakręcone filmy popularno-naukowe.

Z tego powodu wiele osób, coraz bardziej świadomych tego, że korzyści

materialne,  które  daje  nauka,  nie  zaspokajają  najgłębszych  potrzeb  naszego
człowieczeństwa, zwraca się do naukowców, by dowiedzieć się od nich, czy
mają  coś  do  powiedzenia  w  kwestii  ważkich  pytań  dotyczących  naszej
egzystencji. Dlaczego istniejemy? Po co żyjemy? Dokąd zmierzamy? Czy ten
Wszechświat to wszystko, co istnieje, czy też jest jeszcze coś poza nim?

Tego  rodzaju  pytania  każą  nam  nieuchronnie  myśleć  o  Bogu.  I  dlatego

miliony z nas chcą wiedzieć, co ma o Nim do powiedzenia nauka. Niektóre
ze wspomnianych wyżej bestsellerów wyszły spod pióra ateistów. Niemniej,
co  trzeba  podkreślić,  nie  wszyscy  wymienieni  wyżej  autorzy  są  osobami
niewierzącymi. To zaś mówi nam od razu, że byłoby czymś bardzo naiwnym
przedstawiać  całą  dyskusję  o  Bogu  jako  nieuchronny  konflikt  między  wiarą
a nauką. Przedstawianie relacji między nauką a wiarą w kategoriach konfliktu
już dawno utraciło rację bytu. Weźmy na przykład pierwszego autora z naszej
listy,  Francisa  Collinsa,  dyrektora  Krajowego  Instytutu  Zdrowia  (National
Institute  of  Health)  w  Stanach  Zjednoczonych  i  byłego  szefa  projektu

background image

poznania  ludzkiego  genomu  (Human  Genome  Project).  Poprzednim  szefem
projektu  był  Jim  Watson,  który  razem  z  Francisem  Crickiem  otrzymał
Nagrodę  Nobla  za  odkrycie  struktury  DNA.  Collins  jest  chrześcijaninem,
Watson  ateistą.  Obaj  są  wybitnymi  naukowcami,  co  dowodzi,  że  nie  dzielą
ich poglądy naukowe, lecz światopogląd. To prawda, mamy w naszej debacie
do  czynienia  z  rzeczywistym  konfliktem,  ale  nie  jest  to  konflikt  nauki
z  religią.  To  opozycja  między  teizmem  a  ateizmem,  naukowcy  zaś  znajdują
się po obu stronach barykady.

I  to  właśnie  czyni  tę  debatę  jeszcze  bardziej  interesującą,  ponieważ

możemy  dzięki  temu  skoncentrować  się  na  pytaniu,  o  które  naprawdę  nam
chodzi:  czy  nauka  prowadzi  nas  do  Boga,  odwodzi  od  Niego,  czy  też
pozostaje w tej kwestii neutralna?

Trzeba  powiedzieć  od  razu,  że  jedna  rzecz  nie  ulega  wątpliwości.

Obserwowany znaczący wzrost zainteresowania Bogiem przeczy tak zwanej
hipotezie  sekularyzacji,  która  zbyt  pospiesznie  zakładała,  że  w  następstwie
oświecenia  religia  –  przynajmniej  w  Europie  –  zacznie  zanikać  i  dokona
ostatecznie żywota. A tymczasem niewykluczone, że to właśnie dostrzegana
porażka  sekularyzmu  sprawia,  iż  pytanie  o  Boga  pnie  się  coraz  wyżej  na
liście istotnych dla nas kwestii.

Jak  twierdzą  cieszący  się  renomą  dziennikarze  tygodnika  „The

Economist”,  John  Micklethwait  i  Adrian  Wooldridge,  mamy  do  czynienia
z  „powrotem  Boga”  i  to  nie  tylko  w  przypadku  ludzi  niewykształconych.
„W  przeważającej  części  świata  to  właśnie  awansująca  społecznie,
wykształcona klasa średnia, która, jak przewidywali Marks i Weber, odrzuca
zabobony,  prowadzi  do  eksplozji  wiary

1

.  Zrozumiałe  jest  zatem,  że  tego

rodzaju  trend  budzi  wściekłość  propagatorów  sekularyzmu,  zwłaszcza
naukowców deklarujących ateizm.

Ich  głosy  protestu  najgłośniej  słychać  w  Europie,  być  może  z  tego

powodu,  że  ateiści  są  świadomi,  iż  właśnie  w  Europie  mają  najwięcej  do
stracenia.  I  chyba  się  nie  mylą,  bo  tu  i  ówdzie  pojawiają  się  oznaki
wskazujące na to, że zaczynają przegrywać. Richard Dawkins, nadal na czele
sfory,  gorączkowo  podkręca  potencjometr,  z  głośnego  krzyku  przechodząc
we  wrzask,  gdy  załamuje  się  logika  jego  wywodu  –  a  przynajmniej  tak  się
wydaje,  i  to  nawet  innym  ateistom.  Chce  za  wszelką  cenę  „budzić

background image

świadomość” opinii publicznej, rekrutując w tym celu jak największą liczbę
uczniów,  by  rozpowszechniali  jego  wiarę  w  to,  że  ateizm  stanowi  jedyny
intelektualnie godny szacunku pogląd na świat istniejący w sferze publicznej.
Elementem  prowadzonej  przez  niego  kampanii  stały  się  nawet  plakaty
umieszczane na autobusach

2

 i letnie obozy ateistyczne dla dzieci, nie mówiąc

oczywiście  o  plakietkach  z  dużym  czerwonym  „A”  (od  „ateista”)  i  całej
gamie inteligentnie zaprojektowanych T-shirtów.

Nie wiem, czy w związku z tą właśnie kampanią, czy też niezależnie od

niej,  ale  tak  czy  owak,  do  chóru  ateistów  dołączył  potężny  głos
przedstawiciela  nauk  przyrodniczych,  a  mianowicie  głos  fizyka,  Stephena
Hawkinga.  Nagłówki  gazet  i  paski  wiadomości  telewizyjnych  na  całym
świecie  komunikowały:  „Stephen  Hawking  twierdzi,  że  Wszechświat  nie
został  stworzony  przez  Boga”  lub  „Stephen  Hawking  twierdzi,  że  w  fizyce
nie  ma  miejsca  na  Boga”  i  liczne  temu  podobne  warianty.  Informacje  te
odnosiły się do dopiero co opublikowanej nowej książki napisanej wspólnie
przez  Hawkinga  i  Leonarda  Mlodinowa,  zatytułowanej  Wielki  projekt

3

.

Książka  w  mgnieniu  oka  znalazła  się  na  pierwszych  miejscach  list
bestsellerów. 

Publiczne 

wyznanie 

ateizmu 

przez 

osobę 

takiego

intelektualnego kalibru jak Hawking nakręciło jeszcze bardziej całą dyskusję.
Przyczyniło się także do wzrostu sprzedaży książki.

Co zatem mamy o tym wszystkim myśleć? Czy to zamyka sprawę? Czy

nie ma już o czym dyskutować? Czy wszyscy teolodzy powinni natychmiast
zrezygnować  ze  swoich  katedr,  a  duchowni  i  osoby  udzielające  się  we
wspólnotach  kościelnych  zamknąć  na  cztery  spusty  świątynie?  Czy
Arcymistrz Fizyki zaszachował Projektanta Wszechświata?

To  bezsprzecznie  wspaniały  powód  do  chluby  twierdzić,  że  skazało  się

Boga  na  wygnanie.  Jakkolwiek  by  było,  wierzyła  w  Niego  większość
wielkich  ludzi  nauki  z  przeszłości.  Wielu  nadal  wierzy.  Czy  Galileusz,
Kepler, Newton i Maxwell, by wymienić tylko kilku z nich, całkowicie mylili
się w tej kwestii?

Stawka  jest  bardzo  wysoka  i  dlatego  musimy  bez  wątpienia  poprosić

Hawkinga,  by  przedstawił  jakieś  dowody  na  poparcie  swojego  twierdzenia.
Czy  jego  argumenty  rzeczywiście  się  ostaną,  gdy  podda  się  je  dokładnej
analizie? Wydaje mi się, że mamy prawo to wiedzieć.

background image

Nigdy się jednak tego nie dowiemy, jeśli się im wpierw nie przyjrzymy.

Zróbmy to zatem.

 
 

1

 J. Micklethwait, A. Wooldridge, Powrót Boga. Jak globalne ożywienie wiary zmienia świat, przeł. J.

Grzegorczyk, Poznań 2011, s. 29.

2

  Na  plakatach  umieszczono  napis:  „Bóg  prawdopodobnie  nie  istnieje,  a  zatem  przestań  się  martwić

i ciesz się życiem”. Powiązanie Boga z zamartwianiem się to bez wątpienia mistrzostwo przeinaczenia.
Ciekaw jestem, kto to wymyślił. A co się tyczy tego „prawdopodobnie”…

3

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, przeł. J. Włodarczyk, Warszawa 2015.

background image

1

 Wielkie pytania

Stephen  Hawking  to  bez  wątpienia  najsłynniejszy  z  żyjących  dzisiaj
naukowców. Przed swoim niedawnym przejściem na emeryturę piastował na
Uniwersytecie Cambridge katedrę należącą niegdyś do Isaaca Newtona – The
Lucasian Chair of Mathematics. Hawking pełnił obowiązki szefa tej katedry
godnie i z oddaniem. Królowa brytyjska Elżbieta II odznaczyła go Orderem
Towarzyszy  Honoru,  a  w  ciągu  swej  kariery  akademickiej  otrzymał  wiele
doktoratów  honoris  causa  uczelni  na  całym  świecie,  będących  dowodem
uznania dla jego osiągnięć naukowych.

Stephen Hawking jest także symbolem dzielności i hartu ducha, ponieważ

od  ponad  czterdziestu  lat  cierpi  z  powodu  wyniszczających  jego  organizm
skutków  stwardnienia  zanikowego  bocznego.  Większą  część  swego  życia
spędził przykuty do wózka inwalidzkiego, a jedyną dostępną dla niego formą
komunikacji  ze  światem  pozostaje  zaprojektowany  i  zbudowany  specjalnie
dla  niego  elektroniczny  syntezator  mowy.  Natychmiast  rozpoznawalny
„głos” tego syntezatora znają ludzie na całym świecie.

Wraz  z  wieloma  wybitnymi  kolegami  i  studentami  Hawking  sięga

rozumem ku granicom fizyki matematycznej i kojarzony jest, jak się wydaje,
przede  wszystkim  z  badaniem  przeczących  ludzkiej  intuicji  tajemnic
czarnych 

dziur. 

Wyniki 

jego 

prac 

przewidują 

zjawisko 

zwane

„promieniowaniem  Hawkinga”.  Jeśli  jego  istnienie  zostanie  potwierdzone
eksperymentalnie,  będzie  to  z  pewnością  odkrycie  zasługujące  na  Nagrodę
Nobla.

W swoim bestsellerze zatytułowanym Krótka historia czasu

1

 przedstawił

językiem  zrozumiałym  dla  zwykłego  śmiertelnika  zawiłości  świata  fizyki
fundamentalnej (aczkolwiek wielu czytelników przyznawało, że książka była
dla  nich  za  trudna).  Po  tej  publikacji  było  jeszcze  kilka  innych  książek
napisanych  w  podobny  sposób,  które  okazały  się  dość  udaną  próbą
zainteresowania  szerszej  publiczności  tym,  co  dzieje  się  w  świecie  wielkiej
nauki.

background image

Ponieważ  Hawking  zajmuje  się  w  swoich  książkach  początkiem

Wszechświata,  siłą  rzeczy  musiał  zająć  się  kwestią  istnienia  Boga  Stwórcy.
Co  ciekawe,  Krótka  historia  czasu  pozostawiła  tę  kwestię  kusząco  otwartą,
gdyż Hawking kończy ją cytowanym od tamtej pory często twierdzeniem, że
gdyby  fizykom  udało  się  stworzyć  „teorię  wszystkiego”  (a  więc  teorię
unifikującą  cztery  podstawowe  siły  przyrody:  oddziaływanie  słabe,
oddziaływanie 

silne, 

oddziaływanie 

grawitacyjne, 

oddziaływanie

elektromagnetyczne), poznalibyśmy „myśli Boga”

2

.

W  swojej  najnowszej  książce  Wielki  projekt,  napisanej  wspólnie

z  Leonardem  Mlodinowem

3

,  Hawking  wyzbywa  się  poprzedniej

powściągliwości  i  podważa  wiarę  w  to,  że  świat  został  stworzony  przez
Boga.  Jego  zdaniem  to  nie  wola  Boga,  lecz  prawa  fizyki  dostarczają  nam
rzeczywistego  wyjaśnienia  tego,  jak  zaistniał  Wszechświat.  Nieuchronną
konsekwencją  tych  praw  jest  –  jak  twierdzi  –  Wielki  Wybuch:  „Ponieważ
istnieje grawitacja, Wszechświat może i będzie stwarzał się z niczego”

4

.

Tytuł  książki,  Wielki  projekt,  będzie  sugerował  wielu  osobom  myśl,  że

istnieje  jakiś  Wielki  Projektant  Wszechświata,  tymczasem  książka  została
pomyślana  tak,  by  właśnie  temu  zaprzeczyć.  Wielki  i  wspaniały  wniosek
Hawkinga  brzmi:  „Spontaniczna  kreacja  jest  przyczyną,  dla  której  istnieje
raczej coś niż nic, dla której istnieje Wszechświat i dla której istniejemy my.
Nie  trzeba  przywoływać  Boga,  by  odpalił  fajerwerk  i  stworzył
Wszechświat”

5

.

W  tej  książce  chcę  się  przede  wszystkim  zająć  nie  nauką,  którą  tworzy

Hawking,  lecz  wnioskami,  jakie  z  niej  wyciąga  na  temat  istnienia,
a  właściwie  nieistnienia  Boga.  Chociaż  wielu  przyjmuje  za  przełomowe
twierdzenie  Hawkinga,  iż  nauka  pokazuje  nam,  że  Bóg  jest  niepotrzebny,
twierdzenie  to  nie  jest  niczym  nowym.  Inni  naukowcy  od  wielu  lat  głoszą
podobne  twierdzenia,  utrzymując,  iż  zapierającą  dech  w  piersiach,
wyrafinowaną  złożoność  otaczającego  nas  świata  da  się  zinterpretować,
odwołując  się  jedynie  do  podstawowego  tworzywa  Wszechświata
(masy/energii)  lub  do  praw  fizyki  opisujących  jego  zachowanie,  takich  jak
prawo  grawitacji.  Prawdę  mówiąc,  trudno  na  pierwszy  rzut  oka  zrozumieć,
w  jaki  sposób  ostatnia  książka  Hawkinga  miałaby  wnosić  coś  nowego  do
tego, co pisał w Krótkiej historii czasu.

background image

Książkę  otwiera  lista  ważkich  pytań  stawianych  przez  ludzi  od

niepamiętnych czasów: „Czy możemy zrozumieć Wszechświat, w którym się
znaleźliśmy?  Jaki  jest  Wszechświat?  Jaka  jest  natura  rzeczywistości?  Skąd
się  to  wszystko  wzięło?  Czy  Wszechświat  wymaga  stwórcy?”

6

.  Te  pytania,

przywoływane  przez  tak  wybitną  osobę,  rozpalają  wyobraźnię  czytelnika
oczekującego,  że  oto  sławny  na  cały  świat  naukowiec  przedstawi  swoje
poglądy  dotyczące  niektórych  najgłębszych  kwestii  metafizycznych.  Bo
przecież  trzeba  przyznać,  że  czymś  fascynującym  jest  wsłuchiwać  się,  jak
jakiś  wielki  umysł  poddaje  pod  rozwagę  pytania  filozoficzne,  które  zadaje
sobie od czasu do czasu każdy i każda z nas.

Niewłaściwe rozumienie filozofii

Jeśli  się  tego  spodziewamy,  i  tym  razem  czeka  nas  szok,  gdyż  już
w następnym zdaniu Hawking machnięciem ręki zbywa filozofię i tak pisze
o  tych  pytaniach:  „Tradycyjnie  rzecz  ujmując,  są  to  pytania  z  obszaru
filozofii, ale dziś filozofia jest martwa, nie nadąża za rozwojem współczesnej
nauki,  zwłaszcza  fizyki.  To  uczeni  niosą  obecnie  znicz  odkrycia  w  naszych
poszukiwaniach wiedzy

7

.

Pomijając  niczym  nieuzasadnioną  pychę  takiego  twierdzenia,  której

przejawem  jest  odprawienie  z  kwitkiem  filozofii  (dyscypliny  szanowanej
i  dobrze  reprezentowanej  na  jego  własnym  uniwersytecie  w  Cambridge),
stanowi ono niepokojący dowód na to, że co najmniej jeden naukowiec – sam
Hawking – do tego stopnia nie nadąża za filozofią, że nie jest świadom tego,
iż  na  kartach  swojej  książki,  od  jej  początku  do  końca,  uprawia  właśnie
filozofię.

Pierwszym, co rzuca się w oczy u Hawkinga, jest to, że jego twierdzenie

dotyczące  filozofii  jest  niczym  innym  jak  twierdzeniem  filozoficznym.  Nie
jest to, rzecz jasna, twierdzenie naukowe; jest to twierdzenie metafizyczne na
temat  nauki.  Tym  samym  jego  twierdzenie,  iż  filozofia  jest  martwa,  jest
sprzeczne samo w sobie. Jest to klasyczny przykład niespójności logicznej.

Stosunek  Hawkinga  do  filozofii  kontrastuje  wyraźnie  ze  stosunkiem

Alberta  Einsteina,  przedstawionym  w  liście  opowiadającym  się  za

background image

kształceniem fizyków w historii i filozofii nauki:

Zgadzam  się  całkowicie  z  tobą  co  do  znaczenia  i  wartości  edukacyjnej  metodologii
oraz  historii  i  filozofii  nauki.  Bardzo  wiele  osób  w  dzisiejszych  czasach,  nawet  tych
parających się zawodowo nauką, przypomina mi kogoś, kto widział tysiące drzew, ale
nigdy jeszcze nie widział lasu. Znajomość tła historycznego i filozoficznego uwalnia
człowieka od przesądów jego pokolenia, których ofiarą pada większość naukowców.
Taka wolność, którą daje nam wgląd filozoficzny, odróżnia moim zdaniem zwykłego
rzemieślnika czy specjalistę od rzeczywistego poszukiwacza prawdy

8

.

Ponadto  trzeba  zauważyć,  że  słowa  Hawkinga,  iż  „to  uczeni  niosą

obecnie  znicz  odkrycia  w  naszych  poszukiwaniach  wiedzy”,  pobrzmiewają
scjentyzmem,  czyli  przekonaniem,  że  nauka  jest  jedyną  drogą  do  prawdy.
Tego rodzaju przekonanie cechuje ruch myśli sekularnej, określany mianem
„nowego  ateizmu”,  aczkolwiek  za  nowość  uznać  trzeba  w  tym  wypadku
agresywny  sposób  prezentowania  przezeń  swoich  idei,  a  nie  ich  zawartość
intelektualną.

W  wypadku  każdego  naukowca,  nie  mówiąc  już  o  gwieździe  światowej

nauki,  okazywanie  lekceważącego  stosunku  do  filozofii  z  jednej  strony,
z  drugiej  zaś  opowiadanie  się  za  wewnętrznie  sprzecznym  stanowiskiem
filozoficznym to niezbyt mądry krok, zwłaszcza na początku książki pisanej
po to, by przekonać innych do swego zdania.

Sir  Peter  Medawar,  laureat  Nagrody  Nobla,  zwrócił  uwagę  na  to

niebezpieczeństwo już dawno temu w doskonałej książce Advice to a Young
Scientist
  (Rady  dla  młodego  naukowca),  która  powinna  być  obowiązkową
lekturą dla wszystkich naukowców:

Dla naukowca nie ma szybszego sposobu, by zdyskredytować siebie i własną profesję,
aniżeli zadeklarować z pełną powagą – zwłaszcza gdy nikt nie domaga się od nas tego
rodzaju  deklaracji  –  iż  zna  lub  niebawem  będzie  znać  odpowiedzi  na  wszystkie
pytania,  które  są  warte  zainteresowania  człowieka.  Co  się  zaś  tyczy  pytań,  które
wymykają  się  naukowej  odpowiedzi,  nie  są  to  pytania  lub  są  to  „pytania  pozorne”,
które  stawiają  tylko  prostaczkowie  i  tylko  ludzie  naiwni  twierdzą,  że  potrafią  na  nie
odpowiedzieć

9

.

Dalej  Medawar  pisze  tak:  „Wyraźnym  dowodem  istnienia  granic

poznania  naukowego  jest  to,  że  nauka  nie  potrafi  odpowiedzieć  na
podstawowe i dziecinne pytania dotyczące pierwszych i ostatnich rzeczy; na

background image

pytania w rodzaju: Jak to się wszystko zaczęło? Po co tu jesteśmy? Jaki jest
sens  życia?”

10

.  Dodaje  równocześnie,  że  szukając  odpowiedzi  na  takie

pytania, musimy się zwrócić do cechującej się wyobraźnią literatury i religii.

Tak  samo  jednoznacznie  o  granicach  nauki  wypowiada  się  Francis

Collins:  „Nauka  traci  swoją  moc,  kiedy  pojawiają  się  takie  pytania,  jak:
Dlaczego zaistniał wszechświat? Jaki jest sens ludzkiego istnienia? Co stanie
się z nami po śmierci?

11

.

Nie  trzeba  dodawać,  że  Medawar  i  Collins  to  naukowcy  z  pasją

wykonujący  swój  zawód.  Widać  zatem  wyraźnie,  że  można  być  oddanym
swojej  pracy  naukowcem  o  wybitnych  osiągnięciach,  a  równocześnie  mieć
świadomość,  że  nauka  nie  potrafi  odpowiedzieć  na  wszystkie  pytania,  nie
wyłączając niektórych najbardziej ważkich, które może postawić człowiek.

Panuje  na  przykład  powszechna  zgoda  co  do  tego,  że  bardzo  trudno

odnaleźć  w  nauce  podstawę  dla  ludzkiej  moralności.  Dobrze  rozumiał  to
Albert Einstein. Uczestnicząc w 1930 roku w Berlinie w debacie poświęconej
nauce  i  religii,  powiedział,  że  nasze  ludzkie  poczucie  piękna  i  instynkt
religijny  „wspomagają  władzę  rozumu  w  jego  dążeniu  do  największych
osiągnięć.  Mamy  rację,  mówiąc  o  moralnych  podstawach  nauki,  nie  można
jednak  odwrócić  tego  twierdzenia  i  mówić  o  naukowych  podstawach
moralności”

12

.  Następnie  Einstein  zauważa,  iż  nauka  nie  może  stanowić

podstawy  dla  moralności:  „każda  próba  redukcji  etyki  do  formułek
naukowych musi skończyć się niepowodzeniem

13

.

Richard  Feynman,  także  laureat  Nagrody  Nobla,  podziela  pogląd

Einsteina: „Nawet najpotężniejsze czynniki i zdolności nie niosą wyraźnych
instrukcji,  jak  z  nich  korzystać.  Podam  przykład.  Wielkie  nagromadzenie
wiedzy  na  temat  tego,  w  jaki  sposób  działa  świat  fizyczny,  przekonuje  nas
jedynie, że z tym działaniem jest związana pewnego rodzaju bezsensowność.
Nauka  nie  wypowiada  się  bezpośrednio  na  temat  dobra  i  zła

14

.  W  innym

miejscu stwierdza, że „wartości etyczne pozostają poza granicami królestwa
nauki”

15

.

Tymczasem  Hawking  wydaje  się  przeczyć  temu  wszystkiemu,

przypisując  nauce  rolę  wykraczającą  poza  to,  co  wchodzi  w  zakres  jej
możliwości.  Nie  koniec  na  tym,  ponieważ  zdyskredytowawszy  filozofię,
w następnej chwili wygłasza twierdzenia filozoficzne. A to dlatego, że kiedy

background image

Hawking  interpretuje  i  wprzęga  naukę  do  odpowiedzi  na  najważniejsze
i ostateczne pytania, takie jak pytanie o istnienie Boga, uprawia tym samym
metafizykę. Zaznaczmy od razu, że wcale go za to nie obwiniam. Ja sam będę
się zajmował cały czas w tej książce metafizyką. Chodzi mi jedynie o to, że
Hawking – jak się zdaje – nie jest tego świadom.

Przypatrzmy  się  jeszcze  raz  dokładniej  jego  pytaniom.  Oto  ich  pierwsza

lista:

Czy możemy zrozumieć Wszechświat, w którym się znaleźliśmy?

Jaki jest Wszechświat?

Jaka jest natura rzeczywistości?

Skąd się to wszystko wzięło?

Czy Wszechświat wymaga stwórcy?

16

Drugie  pytanie  to  pytanie  o  charakterze  naukowym;  to  typowe  pytanie

o  to,  „jak”  coś  się  dzieje  i  nie  zajmuje  się  kwestią  ostatecznego  celu
Wszechświata.  Pozostałe  pytania  z  listy  to  fundamentalne  kwestie
filozoficzne.

Druga lista pytań Hawkinga znajduje się na końcu pierwszego rozdziału

książki.

Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?

Dlaczego my istniejemy?

Dlaczego właśnie ten konkretny zbiór praw, a nie inny?

17

Są to także dobrze znane wielkie pytania filozofii.
Nie  przeczę,  rzecz  jasna,  że  głos  nauki  ma  także  swój  wkład  w  próbę

odpowiedzi  na  te  pytania;  nie  jest  to  jednak,  żadną  miarą,  głos  jedyny  ani
nawet, siłą rzeczy, najważniejszy.

Filozofia,  jak  twierdzi  Hawking,  jest  już  martwa,  równocześnie  jednak

zdaje  się  wierzyć,  że  można  ją  natychmiast  wskrzesić!  Pisze  bowiem:  „Oto
Ostateczna  Zagadka  Życia,  Wszechświata  i  Wszystkiego”,  a  następnie
dodaje: „Postaramy się rozwikłać ją w tej książce

18

.

background image

Niewłaściwe rozumienie Boga

Gdy  człowiek  przejedzie  raz  skrzyżowanie  na  czerwonym  świetle,  to
prawdopodobnie  zrobi  to  potem  jeszcze  nie  raz,  a  nawet  wiele  razy  –  i  tak
właśnie  jest  w  tym  wypadku.  Niewłaściwe  pojmowanie  przez  Hawkinga
istoty  filozofii  ujawnia  się  w  niewłaściwym  pojmowaniu  Boga.  Pisze  on:
„Brak wiedzy o tym, jak funkcjonuje natura, sprawił, że w dawnych czasach
człowiek wymyślił bogów, którzy mieli władać każdym aspektem ludzkiego
życia

19

. Następnie informuje nas, że wszystko to zaczęło się zmieniać, gdy

na  scenę  wkroczyli  myśliciele  greccy,  tacy  jak  Tales  z  Miletu,  co  miało
miejsce  mniej  więcej  dwa  tysiące  sześćset  lat  temu.  Wraz  z  nimi  „pojawiła
się  myśl,  że  przyrodą  rządzą  logiczne  zasady,  które  można  odkryć.  W  ten
sposób  rozpoczął  się  długi  proces  zastępowania  fantazji  o  władzy  bogów
koncepcją  Wszechświata  rządzonego  prawami  natury  i  powstałego  według
planu, który kiedyś uda nam się zrozumieć

20

.

Powyższe  twierdzenia  Hawkinga  sprawiają  wrażenie,  jak  gdyby  pojęcie

Boga  lub  bogów  było  dla  niego  egzemplifikacją  ludzkiej  ignorancji;  jak
gdyby  Bóg  był  dla  niego  „Bogiem  luk”,  który  będzie  coraz  bardziej  znikał
z horyzontu ludzkiej świadomości w miarę postępów w nauce wypełniającej
luki w naszej wiedzy, aż któregoś dnia zniknie całkowicie, niczym uśmiech
kota  z  Cheshire  z  Alicji  w  krainie  czarów.  W  przeszłości  w  naukowym
obrazie świata istniało wiele luk zajmowanych przez Boga; Hawking jednak
twierdzi, że w fizyce nie ma już miejsca na Boga, gdyż fizyka wyeliminowała
ostatnią  lukę,  w  której  można  by  Go  znaleźć,  czyli  moment  stworzenia.
Włożyliśmy  oto  na  miejsce  dokładnie  pasujący  ostatni  element  naukowej
układanki i mamy przed sobą zamknięty obraz Wszechświata.

Tylko  krok  dzieli  takie  stanowisko  od  twierdzenia,  iż  niezbędnym

warunkiem uprawiania nauki jest bycie ateistą.

Przypatrzmy się najpierw ziarnu prawdy w tym, co mówi Hawking. Gdy

nad  naszymi  głowami  rozlega  się  grzmot,  a  my  –  jak  niektórzy  ludzie
w  starożytności  –  zakładamy,  że  w  ten  sposób  Bóg  komunikuje  nam  swój
gniew,  trudno  uznać  to  za  postawę  sprzyjającą  dokładnemu  zbadaniu,
dlaczego czasami niebo grzmi. Dopiero jeśli przyjmiemy za punkt wyjścia to,
że  nie  ma  żadnych  bogów  objawiających  swój  gniew  grzmotami,  możemy

background image

badać w sposób naukowy różne zjawiska przyrody.

Dlatego  rzeczywiście,  najpierw  musimy  przestać  deifikować  siły

przyrody,  by  móc  ją  swobodnie  badać.  Ten  rewolucyjny  krok  w  naszym
myśleniu to – jak zauważa Hawking – zasługa greckich filozofów przyrody,
takich  jak  Tales,  Anaksymander  i  Anaksymenes,  przedstawicieli  szkoły
milezyjskiej, żyjących ponad dwa i pół tysiąca lat temu.

Myślicieli tych nie zadowalały mitologiczne opisy świata utrwalone przez

Homera  i  Hezjoda  na  przełomie  ósmego  i  siódmego  wieku  przed  naszą  erą.
Starali się wyjaśniać świat w kategoriach procesów naturalnych i odnotowali
na  swoim  koncie  kilka  znaczących  sukcesów  naukowych.  Talesowi
przypisuje  się  poprawne  obliczenie  długości  roku  ziemskiego,  obliczenie  –
dzięki  wykorzystaniu  metod  geometrycznych  –  wysokości  piramid  na
podstawie  ich  cieni  i  oszacowanie  wielkości  Ziemi  i  Księżyca.
Niewykluczone  także,  że  Tales  przewidział  dokładnie  zaćmienie  Słońca
w 585 roku p.n.e. Anaksymander wynalazł zegar słoneczny i zegar odporny
na  warunki  atmosferyczne  i  sporządził  pierwsze  mapy  świata  i  nieba.
Przedstawicieli szkoły milezyjskiej trzeba zatem uznać za najwcześniej nam
znanych 

„naukowców”, 

aczkolwiek 

słowo 

„naukowiec” 

(scientist)

wprowadził  do  angielszczyzny  dopiero  w  dziewiętnastym  wieku  William
Whewell.

W kontekście naszej dyskusji ważna jest postać Ksenofanesa z Kolofonu

(ok.  570–478  p.n.e.),  niedaleko  Izmiru  w  dzisiejszej  Turcji,  który  próbował
zrozumieć  znaczenie  skamielin  organizmów  morskich  znalezionych  na
Malcie. Zasłynął jednak przede wszystkim tym, że w cięty sposób rozprawił
się  z  mitologicznym  oglądem  świata.  Zauważył,  że  bogom  przypisywano
zachowania,  które  przez  ludzi  były  traktowane  jako  godne  potępienia;
bogowie  bywali  oszustami,  złodziejami  i  cudzołożnikami.  Ksenofanes  nie
bez  powodu  utrzymywał,  że  tacy  bogowie  zostali  ukształtowani  na  obraz
ludzi,  którzy  w  nich  wierzyli:  Etiopowie  mają  bogów  śniadych
i  płaskonosych,  mieszkańcy  Tracji  przedstawiali  ich  jako  błękitnookich
i o rudych włosach. A potem dodawał zgryźliwie: „Gdyby woły, konie i lwy
miały  ręce  i  umiały  nimi  malować  i  tworzyć  posągi,  jak  to  czynią  ludzie,
malowałyby  bogów  z  ciałami  podobnymi  do  własnych,  konie  z  końskimi,
woły  z  wolimi”

21

.  A  zatem  dla  Ksenofanesa  tacy  bogowie  byli  dziecinną

background image

fikcją, wywodzącą się z płodnej wyobraźni ludzi, którzy w nie wierzyli.

Mamy  jeszcze  wpływowego  greckiego  filozofa  i  wyznawcę  teorii

atomistycznej,  Epikura  (urodzonego  w  341  roku  p.n.e.,  krótko  po  śmierci
Platona),  twórcę  epikureizmu.  Epikur  także  pragnął  zrezygnować
z  odwoływania  się  do  mitów  w  wyjaśnianiu  świata,  by  w  ten  sposób
udoskonalić  nasze  rozumienie.  „Na  wiele  innych  sposobów  można  (…)
tłumaczyć  powstawanie  piorunów,  byleby  tylko  trzymać  się  jak  najdalej  od
mitów;  a  będzie  się  trzymał  z  dala  od  mitów  ten,  kto  wiernie  idąc
za  zjawiskami,  będzie  na  ich  podstawie  wnioskował  o  rzeczach
niewidocznych

22

.

Takie odrzucenie bogów, wraz z mocnym postanowieniem, by przyjrzeć

się  dokładnie  zjawiskom  natury  rozumianym  dotąd  wyłącznie  jako  rezultat
działania  tychże  bogów,  prowadziło  nieuchronnie  do  zaniku  mitologicznej
interpretacji świata, torując drogę postępowi nauki.

Dodajmy  jednak  od  razu,  że  Ksenofanes  nie  był  jedynym  starożytnym

myślicielem  krytykującym  politeistyczny  ogląd  świata.  Co  więcej,  nie  był
pierwszym takim myślicielem. Prawdopodobnie nieznany mu (nie mamy na
ten  temat  zbyt  wielu  informacji),  żyjący  wiele  wieków  wcześniej  hebrajski
przywódca  Mojżesz  ostrzegał:  „gdy  podniesiesz  oczy  ku  niebu  i  ujrzysz
słońce, księżyc i gwiazdy, i wszystkie zastępy niebios, obyś nie pozwolił się
zwieść,  nie  oddawał  im  pokłonu  i  nie  służył”  (Pwt  4,19)

23

.  Później  prorok

Jeremiasz,  około  600  roku  p.n.e.,  w  podobny  sposób  potępiał  absurdalność
ubóstwiania przyrody i oddawania czci słońcu, księżycowi i gwiazdom.

Dotarliśmy  w  ten  sposób  do  zasadniczego  błędu,  który,  jak  się  zdaje,

umknął  uwadze  Hawkinga.  Ten  błąd  to  wyobrażanie  sobie,  że  pozbycie  się
bogów  czyni  koniecznym  pozbycie  się  Boga.  Dla  Mojżesza  i  proroków
Izraela  absurdem  było  oddawanie  pokłonów  różnym  deifikowanym
elementom  Wszechświata,  takim  jak  słońce,  księżyc  czy  gwiazdy.  Równie
absurdalne  było  jednak  w  ich  przekonaniu  nie  wierzyć  w  Boga  Stwórcę,
który  stworzył  cały  Wszechświat  i  ich  samych,  i  nie  oddawać  Mu  należnej
czci.

Zaznaczmy  od  razu,  że  Mojżesz  i  prorocy  nie  propagowali  żadnej

radykalnie  nowej  idei.  Nie  musieli  od-bóstwiać  świata  tak  jak  Grecy  z  tego
prostego  powodu,  że  nigdy  nie  wierzyli  w  takich  bogów,  w  jakich  oni

background image

wierzyli.  Przed  przesądami  uchroniła  ich  wiara  w  Jednego  Prawdziwego
Boga, Stworzyciela Nieba i Ziemi. Mojżesz i prorocy protestowali przeciwko
„wprowadzaniu”  takich  bogów,  w  których  wierzyli  Grecy,  do  kultury  już
wcześniej monoteistycznej.

Oznacza  to,  że  bałwochwalczy  i  politeistyczny  Wszechświat  Homera

i  Hezjoda  nie  był  pierwotnym  obrazem  świata  ludzkości.  Niemniej  często
można  odnieść  takie  właśnie  wrażenie,  czytając  książki  poświęcone  nauce
i filozofii (w tym Wielki projekt), których autorzy wychodzą od starożytnych
Greków,  by,  całkowicie  słusznie,  podkreślić  znaczenie  wyzbycia  się
mitologicznego 

obrazu 

świata, 

zapominając, 

dziwo, 

zauważyć

równocześnie, 

że 

Izraelici 

protestowali 

zawzięcie 

przeciwko

bałwochwalczym  opisom  świata  na  długo  przedtem,  nim  zaczęli  to  robić
Grecy. Tego rodzaju przeoczenie zaciemnia fakt, iż to właśnie politeizm, jak
się wydaje, stanowi wypaczenie pierwotnej wiary w Jednego Boga Stwórcę.
Właśnie to wypaczenie należało skorygować, przywracając wiarę w Stwórcę,
a nie pozbywając się jej jak zbędnego balastu. To samo jest prawdą i dzisiaj.

Aby  uniknąć  nieporozumień,  przyjrzymy  się  bliżej  przepaści

rozdzielającej  poglądy  na  świat  starożytnych  Greków  i  Izraelitów
i  zobaczmy,  że  jest  ona  ogromna  i  nie  do  zasypania.  Werner  Jaeger,
komentując poemat Hezjoda Teogonia (Narodziny bogów), tak pisze:

Jeśli  porównujemy  grecką  hipostazę  tworzącego  świat  Erosa  z  hipostazą  Logos
w hebrajskiej relacji o stworzeniu, zauważamy głęboką różnicę w poglądzie na świat
obu  ludów.  Logos  jest  substancjalizacją  intelektualnej  właściwości  lub  mocy  Boga
Stwórcy,  który  znajduje  się  poza  światem  i  daje  temu  światu  istnienie  przez  swoje
osobiste fiat.  Bogowie  greccy  znajdują  się  w  świecie;  wywodzą  się  z  Nieba  i  Ziemi
(…), a spłodzeni są przez potężną moc Erosa, który również należy do wnętrza świata
jako wszechrodząca pierwotna siła. Podlegają już więc temu, co moglibyśmy nazwać
prawem  naturalnym.  (…)  Kiedy  myśl  Hezjoda  ustąpi  wreszcie  miejsca  myśleniu
prawdziwie  filozoficznemu,  bóstwa  będzie  się  poszukiwać  wewnątrz  świata,  nie  zaś
poza  nim,  jak  czyni  to  teologia  judeochrześcijańska,  która  rozwija  się  z  Księgi
Rodzaju

24

.

Uderzające jest zatem to, że Ksenofanes, mimo iż był głęboko zanurzony

w  kulturze  politeistycznej,  nie  popełnił  błędu  polegającego  na  utożsamieniu
Boga  z  bogami  i  pozbyciu  się  Go  razem  z  nimi.  Ksenofanes  wierzył

background image

w  jednego  Boga  panującego  nad  światem.  Pisał  między  innymi:  „[Istnieje]
jeden  Bóg,  (…)  niepodobny  do  śmiertelników  formą  i  myślą  (…),  lecz
zupełnie bez wysiłku wstrząsa wszystkim mocą umysłu”

25

.

Hawking  nie  zakłada  chyba,  że  damy  się  złapać  na  prostą  sztuczkę

polegającą  na  tym,  że  wyrzucając  na  śmietnik  prymitywne  koncepcje  Boga
lub bogów, odsyłamy tym samym do lamusa religię. A mimo to, świadomie
bądź  nieświadomie,  myli  Boga  z  bogami.  To  zaś  prowadzi  go  nieuchronnie
do  zupełnie  błędnego  rozumienia  Boga  jako  „Boga  luk”,  stopniowo
usuwanego z naszej świadomości za sprawą postępu nauki. Takiego Boga nie
spotykamy  jednak  w  żadnej  z  liczących  się  religii  monoteistycznych,
w  których  Bóg  nie  jest  „Bogiem  luk”,  lecz  autorem  całego  przedstawienia.
Nie  jest  On  także,  jeśli  już  o  tym  mowa,  Bogiem  deistów,  który  odpalił
fajerwerk i stworzył Wszechświat, a potem udał się na zasłużoną emeryturę
w dalekie strony i w żaden sposób nie obchodzi Go nasz obecny los.

Bóg stworzył Wszechświat i bezustannie podtrzymuje go w istnieniu. Bez

Boga  fizycy  tacy  jak  Stephen  Hawking  i  Leonard  Mlodinow  nie  mieliby
czego badać.

W  szczególności  zaś  Bóg  jest  stwórcą  zarówno  tego,  co  już  we

Wszechświecie  rozumiemy,  jak  i  tego,  czego  jeszcze  nie  rozumiemy.  Nie
trzeba  też  dodawać,  że  to  właśnie  te  aspekty  i  elementy,  które  rozumiemy,
przynoszą nam najwięcej dowodów Jego istnienia i działania. Tak jak rośnie
mój  podziw  dla  geniuszu  artysty  lub  inżyniera,  gdy  rozumiem  lepiej  jakieś
dzieło sztuki lub cud techniki, podobnie coraz większa jest moja cześć wobec
Stwórcy, gdy poznaję coraz lepiej stworzony przez Niego Wszechświat.

 
 

1

 S. Hawking, Krótka historia czasu: od wielkiego wybuchu do czarnych dziur, przeł. P. Amsterdamski,

Warszawa 1990 (w późniejszych latach kilka innych wydań).

2

 Tamże, s. 161.

3

  Od  tej  pory,  by  nie  rozwlekać  wywodu,  będę  mówił  o  tej  pracy  jako  o  książce  Hawkinga.  Nie

oznacza to w żaden sposób braku szacunku dla jej współautora, L. Mlodinowa.

4

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 219.

5

 Tamże.

6

 Tamże, s. 9.

background image

7

 Tamże.

8

  Nieopublikowany  list  Einsteina  do  Roberta  A.  Thorntona,  datowany  na  7  grudnia  1944  r.  (EA  6–

574),  Einstein  Archive,  Hebrew  University,  Jerusalem,  cyt.  za:  D.  Howard,  Albert  Einstein
as
 Philosopher of Science, „Physics Today” 2005, nr 58(12), s. 34.

9

 P. Medawar, Advice to a Young Scientist, London 1979, s. 31.

10

 Tamże; zob. także tenże, The Limits of Science, Oxford 1984, s. 66.

11

 F. Collins, Język Boga. Kod życia. Nauka potwierdza wiarę, przeł. M. Yamazaki, Warszawa 2008, s.

13.

12

  Na  temat  tego  i  innych  stanowisk  Einsteina  w  kwestii  relacji  między  nauką  a  religią,  zob.

rozstrzygającą pracę M. Jammera, Einstein and Religion, Princeton 1999. Powyższy cytat znajduje się
na s. 69.

13

 Tamże.

14

 R. Feynman, Sens tego wszystkiego, przeł. S. Bajtlik, Warszawa 1999, s. 32.

15

 Tamże, s. 40.

16

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 9.

17

 Tamże, s. 15.

18

 Tamże.

19

 Tamże, s. 21.

20

 Tamże, s. 22.

21

  W  kręgu  przedsokratyków:  Anaksymander,  Heraklit,  Ksenofanes,  Parmenides,  Empedokles,

Anaksagoras, wybrał i wstępem poprzedził Wit Jaworski, przeł. W. Heinrich, Kraków 1992, s. 33.

22

  Epikur,  List  do  Pytoklesa,  za:  Diogenes  Laertios,  Żywoty  i  poglądy  słynnych  filozofów,  przeł.

K. Leśniak, Warszawa 1982, s. 634.

23

  Cytaty  biblijne  za:  Pismo  Święte  Starego  i  Nowego  Testamentu.  Biblia  Tysiąclecia,  wyd.  V,

Pallottinum, Poznań 1999 – przyp. tłum.

24

 W. Jaeger, Teologia wczesnych filozofów greckich, przeł. J. Wocial, Kraków 2007, s. 45–46.

25

 A. Drozdek, Teologia Ksenofanesa, „Studia Philosophiae Christiana” 2001, nr 37(2), s. 90.

background image

2

 Bóg czy prawa przyrody?

Kwestia logiki:
samostwarzający się Wszechświat?

Jeden  z  najważniejszych  wniosków  Wielkiego  projektu  brzmi  następująco:
„Ponieważ istnieje prawo grawitacji, Wszechświat może i będzie się stwarzał
z  niczego”

1

.  Zacznę  od  ogólnego  komentarza  odnośnie  do  tego  kluczowego

wyrazu wiary Hawkinga.

Twierdzi on, jak widzieliśmy wcześniej, że filozofia jest martwa. Tyle że

jednym  z  głównych  zadań  filozofii  jest  uczyć  ludzi  sztuki  poprawnego
definiowania,  logicznej  analizy  i  właściwej  argumentacji.  Czy  Hawking
rzeczywiście chce nam powiedzieć, że i ta sztuka jest martwa? Z pewnością
nie.  Niemniej  wydaje  się,  że  niektórym  z  jego  argumentów  wyszłoby  na
dobre,  gdyby  zwracał  większą  uwagę  na  klarowność  definicji  i  analizę
odznaczającą się logiką. Zaczniemy od cytowanego dopiero co stwierdzenia.

Pierwsze  pytanie,  które  należy  zadać,  brzmi:  co  dla  Hawkinga  znaczy

„nic”  w  jego  twierdzeniu,  iż  „Wszechświat  może  i  będzie  się  stwarzał
z  niczego”?  Zwróćmy  równocześnie  uwagę  na  założenie  pojawiające  się
w pierwszej części tego twierdzenia: „Ponieważ istnieje prawo grawitacji…”.
Hawking zakłada zatem, że istnieje prawo grawitacji. Należy też założyć, że
jest  równocześnie  przekonany,  iż  istnieje  także  grawitacja,  z  tego  prostego
powodu,  że  abstrakcyjne  matematyczne  prawo  samo  w  sobie  byłoby  puste,
gdyby  niczego  nie  opisywało;  wrócimy  do  tej  kwestii  później.  W  tej  chwili
ważne  jest  dla  mnie  to,  że  grawitacja  bądź  prawo  grawitacji  nie  jest
„niczym”,  jeśli  tylko  używa  tego  terminu  w  jego  zwykłym,  filozoficznie
poprawnym  znaczeniu  na  oznaczenie  „nie-bytu”.  Jeśli  używa  słowa  „nic”
w innym znaczeniu, powinien nam był o tym powiedzieć.

Na  pozór  Hawking  wydaje  się  zatem  twierdzić  równocześnie,  że

Wszechświat jest stworzony z niczego i z czegoś – nie jest to zbyt obiecujący
początek. W rzeczy samej można by tu dodać dla pewności, że kiedy fizycy

background image

mówią o „niczym”, często mają na myśli, jak się wydaje, próżnię kwantową,
która  w  żadnym  razie  nie  jest  niczym.  Prawdę  mówiąc,  to  właśnie  do  tego
nawiązuje  bez  wątpienia  Hawking,  kiedy  pisze:  „Jesteśmy  wytworem
kwantowych fluktuacji w bardzo wczesnym Wszechświecie

2

.

W  dalszej  części  książki,  odejmując  wartość  rzeczywistą,  ustala  wartość

łącznej  energii  pustej  przestrzeni  na  zero,  a  następnie  zdaje  się  zakładać,  iż
wartość  tej  energii  rzeczywiście  wynosi  zero,  bo  stawia  pytanie:  „Jeżeli
całkowita  energia  Wszechświata  zawsze  musi  być  równa  zeru  i  jeśli
stworzenie ciała wymaga energii, to w jaki sposób cały Wszechświat mógłby
zostać stworzony z niczego?”

3

. Moim zdaniem, to dość wątpliwe posunięcie.

A może to wszystko to jedynie ciut za „wiele hałasu o nic”?
Co się tyczy logiki drugiej części twierdzenia Hawkinga – „Wszechświat

może  i  będzie  się  stwarzał  z  niczego”  –  wcale  nie  jest  lepiej.  Jest  to
twierdzenie  wewnętrznie  sprzeczne.  Jeśli  mówimy,  że  X  stwarza  Y,
zakładamy przede wszystkim istnienie X, bo tylko w ten sposób może zostać
powołane  do  istnienia  Y.  Wynika  to  wprost  z  sensu  wyrażenia  „X  stwarza
Y”.  Jeśli  zatem  mówimy,  że  „X  stwarza  X”,  wynika  z  tego,  że  zakładamy
istnienie  X  po  to,  by  wyjaśnić  istnienie  X.  Mamy  tu  w  sposób  oczywisty
wewnętrzną sprzeczność i niespójność logiczną – nawet jeśli X oznacza dla
nas  cały  Wszechświat!  Zakładać  istnienie  Wszechświata,  by  wyjaśnić  jego
istnienie, przypomina bardziej zdanie wyjęte z Alicji w krainie czarów, a nie
naukę.

Rzadko  się  zdarza,  by  w  jednym  twierdzeniu  można  było  znaleźć  dwa

różne poziomy sprzeczności, ale Hawking, jak się zdaje, skonstruował takie
właśnie twierdzenie. Mówi nam, że Wszechświat bierze się z niczego, które
okazuje  się  być  czymś  (pierwsza  sprzeczność),  a  potem  dodaje,  że
Wszechświat  stwarza  sam  siebie  (druga  sprzeczność).  To  jednak  nie
wszystko.  Jego  przekonanie,  że  jakieś  prawo  przyrody  (w  tym  wypadku
prawo  grawitacji)  wyjaśnia  istnienie  Wszechświata,  jest  także  wewnętrznie
sprzeczne, gdyż istnienie prawa przyrody z samej swej definicji zależeć musi
bez wątpienia od uprzedniego istnienia przyrody, którą ma opisywać. Więcej
o tym, czym są prawa przyrody, napiszę później.

A  zatem  główna  konkluzja  książki  okazuje  się  nie  tylko  wewnętrznie

sprzeczna,  co  już  samo  w  sobie  jest  wystarczającą  katastrofą,  lecz  potrójnie

background image

wewnętrznie sprzeczna. Filozofowie mogą w tej chwili odczuwać pokusę, by
spuentować  to  krótko  i  treściwie:  „Takie  są  skutki  twierdzenia,  że  filozofia
jest martwa!”.

W  konkluzji  Hawkinga  pobrzmiewa  echo  słów  oksfordzkiego  chemika

Petera  Atkinsa  (także  słynnego  ateisty),  który  był  przekonany,  iż
„czasoprzestrzeń  generuje  w  procesie  własnej  samoorganizacji  swe  własne
cząstki

4

.  Atkins  nazywa  to  zjawisko  zasadą  kosmicznego  bootstrapu  (ang.

„Cosmic Bootstrap”), odwołując się w ten sposób do wewnętrznie sprzecznej
sytuacji kogoś, kto chciałby podnieść samego siebie, ciągnąc się za cholewki
butów.  Jego  kolega  z  tej  samej  uczelni,  filozof  religii  Keith  Ward,  ma  bez
wątpienia  rację,  gdy  zauważa,  że  jawnej  wewnętrznej  sprzeczności
twierdzenia  Atkinsa  dorównać  może  jedynie  równie  jawna  wewnętrzna
sprzeczność  wymyślonego  przez  niego  terminu  i  zauważa,  iż  „niemożliwe
jest z punktu widzenia logiki, by przyczyna powodowała jakiś skutek, jeśliby
nie  istniała  przed  nim”

5

.  Ward  konkluduje:  „Hipoteza  Boga  i  hipoteza

kosmicznego  języka  u  cholewki  buta  wcale  z  sobą  nie  konkurują.  Zawsze
mieliśmy  rację,  sądząc,  że  działanie  ludzi  bądź  wszechświatów  pragnących
samodzielnie  się  podnieść  lub  wyciągnąć  z  niebytu,  ciągnąc  w  tym  celu  za
języki u cholewek butów, jest skazane na porażkę

6

.

Wszystko to ma na celu pokazać, że nonsens pozostaje nonsensem, nawet

jeśli  głoszą  go  światowej  sławy  naukowcy.  Nielogiczność  tego  rodzaju
twierdzeń  trudniej  dostrzec  właśnie  dlatego,  że  wygłaszają  je  naukowcy
i  dlatego  opinia  publiczna,  co  zrozumiałe,  przyjmuje  je  jako  twierdzenia
poparte autorytetem nauki. Dlatego właśnie trzeba przypominać, że nie są to
twierdzenia  naukowe  i  że  każde  twierdzenie,  niezależnie  od  tego,  czy
wypowiada  je  naukowiec,  czy  ktokolwiek  inny,  należy  poddać  logicznej
analizie. Prestiż i autorytet nie rekompensują wadliwej logiki.

Niepokój  musi  budzić  fakt,  iż  takie  nielogiczne  przedstawianie

Wszechświata, który stwarza sam siebie, nie jest w książce Hawkinga jakimś
marginalnym  stwierdzeniem.  Przeciwnie,  wydaje  się,  że  to  jego  kluczowy
argument.  A  jeśli  kluczowy  argument  nie  ma  żadnej  siły  argumentacyjnej,
cóż jeszcze więcej można powiedzieć?

Niemniej, z racji tego, że w argumentacji Hawkinga dużą rolę odgrywają

prawa natury (a zwłaszcza prawo grawitacji), będziemy musieli przyjrzeć się

background image

bliżej  temu,  co  wygląda  na  poważne  niezrozumienie  natury  i  zakresu
działania takich praw.

Natura praw natury

Hawking  zauważa,  iż  początkowo  w  myśli  greckiej  nie  rozróżniano  praw
ludzkich  od  praw  natury,  i  jako  klasyczny  przykład  podaje  Heraklita  (ok.
535–ok.  475  p.n.e.),  który  sądził,  że  słońce  porusza  się  po  nieboskłonie,
ponieważ  ucieka  przed  żądną  zemsty  boginią  sprawiedliwości.  Pogląd,
zgodnie  z  którym  byty  nieożywione  posiadały  umysł  i  odznaczały  się
intencjonalnością, promował Arystoteles i narzucił go kulturze zachodniej na
blisko dwa tysiąclecia.

Hawking  przypomina  nam,  że  pojęcie  praw  natury  we  współczesnym

rozumieniu tego słowa sformułował po raz pierwszy Kartezjusz (1596–1650).
Oto,  jak  Hawking  definiuje  prawa  natury:  „Współczesny  uczony
powiedziałby,  że  prawo  natury  to  wysnuta  na  podstawie  zaobserwowanej
powtarzalności reguła i że wynikają z niej przewidywania wykraczające poza
sytuacje,  które  posłużyły  do  jego  sformułowania”

7

.  Dobrze  znany  przykład

takiego  prawa  to  twierdzenie,  że  „słońce  wstaje  na  wschodzie”.  Z  drugiej
strony, twierdzenie: „łabędzie są białe” nie jest prawem natury. Nie wszystkie
łabędzie  są  białe;  niewykluczone,  że  kolejny  łabędź,  którego  zobaczymy,
będzie czarny.

Rzecz  jasna,  gdy  mówimy,  że  twierdzenie,  iż  „słońce  wstaje  na

wschodzie”,  to  prawo  natury,  opieramy  się  na  szeregu  przyjmowanych
milcząco  założeń.  Jak  zauważył  David  Hume,  filozof  reprezentujący  nurt
szkockiego  oświecenia,  to,  że  widzieliśmy  już  tysiąc  razy  wschód  słońca,
wcale nie jest dowodem na to, że jutro znowu go zobaczymy. Do cytowanego
przed  chwilą  twierdzenia  o  wschodzie  słońca  musimy  zatem  dodać
zastrzeżenie w rodzaju: „jeśli nie zmienią się okoliczności”, „jeśli słońce nie
eksploduje” itp.

W rzeczy samej, na pozór proste pojęcie prawa natury okazuje się nie być

wcale  takie  proste.  Czy  prawa,  aby  być  prawami,  muszą  obowiązywać
wszędzie  z  taką  samą  dokładnością  i  bez  żadnych  wyjątków?  Pomyślmy

background image

o  słynnych  prawach  ruchu  Newtona.  Są  na  tyle  dokładne,  by  na  ich
podstawie  przeprowadzić  obliczenia  umożliwiające  lądowanie  na  Księżycu,
nie  radzą  sobie  jednak  z  prędkościami  bliskimi  prędkości  światła,  gdzie
potrzebna jest bardziej dokładna teoria względności Einsteina.

Innymi  słowy,  nie  wystarczy  jedynie  ustalić  treści  praw  Newtona.

Musimy ponadto określić przynajmniej zakres ich obowiązywania.

Pochodzenie praw natury

Hawking stawia w swojej książce trzy pytania dotyczące praw natury:

Skąd się wzięły?

Czy istnieją odstępstwa od nich, na przykład cudy?

Czy istnieje tylko jeden zestaw możliwych praw?

8

Hawking mówi nam, że tradycyjna odpowiedź na pierwsze pytanie, której

udzielali  wielcy  pionierzy  nauki,  tacy  jak  Galileusz,  Kepler,  Kartezjusz
i Newton, brzmiała następująco: prawa przyrody są dziełem Boga. I dodaje:
„Jest  to  jednak  po  prostu  definicja  Boga  jako  uosobienia  praw  przyrody.
Dopóki  nie  obdarzy  się  Boga  dodatkowymi  atrybutami,  takimi  jakie
cechowały  Boga  Starego  Testamentu,  posłużenie  się  Bogiem  w  odpowiedzi
na pierwsze pytanie prowadzi tylko do zastąpienia jednej tajemnicy drugą

9

.

Tyle że Bóg, w którego wierzyli Galileusz, Kepler, Kartezjusz i Newton,

nie był jedynie ucieleśnieniem praw przyrody. Był (i jest) odznaczającym się
inteligencją  Stwórcą,  który  podtrzymuje  świat  w  istnieniu;  osobą,  a  nie
zbiorem abstrakcyjnych praw. I w rzeczy samej, był Bogiem Biblii. A zatem
twierdzenie Hawkinga wprowadza pewien zamęt.

Ja sam mówiłem przed chwilą o prawach Newtona, nie o prawach Boga.

Powód  tego  jest  oczywisty.  To  Newton  sformułował  prawa  streszczające
zachowanie  się  ciał  w  ruchu  w  określonych  warunkach.  Prawa  Newtona
opisują  regularności,  wzorzec,  do  którego  dostosowuje  się  ruch  we
Wszechświecie  przy  założeniu  określonych  warunków  początkowych.
Niemniej  to  Bóg,  a  nie  Newton,  stworzył  świat  odznaczający  się  takimi

background image

prawidłowościami  i  wzorcami.  To  Bóg  był  ostatecznym  sprawcą  tego,  że
umysł Newtona był na tyle przenikliwy, a jego intelekt obdarzony taką mocą,
iż dostrzegł on te prawa i nadał im elegancką formę matematyczną. Te prawa
zatem są w tym sensie dziełem Newtona.

Niedorzecznym byłoby z pewnością twierdzenie, iż przypisując te prawa

Newtonowi,  definiujemy  równocześnie  Newtona  jako  ucieleśnienie  praw
natury.  Równie  błędne  jest  twierdzić  to  samo  w  odniesieniu  do  Boga.
Niewykluczone,  że  niektórzy  pragną  definiować  Boga  jako  zbiór  praw
przyrody.  Wydaje  mi  się,  że  to  właśnie,  praktycznie  rzecz  biorąc,  robi
Hawking,  gdy  przypisuje  tym  prawom  moce  stwórcze.  Tego  rodzaju
niewłaściwe  pojmowanie  Boga  nie  ma  nic  wspólnego  z  Bogiem,  w  którego
wierzyli Galileusz, Kepler, Newton i Kartezjusz.

Bóg czy prawa fizyki?

Błędne rozumienie przez Hawkinga Boga, pojmowanie Go jako „Boga luk”
ma dla jego książki poważne konsekwencje. Myślenie w rodzaju „im więcej
nauki,  tym  mniej  Boga”,  prowadzi  go  nieuchronnie  do  błędu  (popełnianego
często także przez Richarda Dawkinsa i innych) polegającego na tym, że każe
nam  wybierać  między  Bogiem  a  nauką,  lub  też  –  jak  to  ma  miejsce
w  wypadku  Hawkinga  –  między  Bogiem  a  prawami  fizyki.  Wypowiadając
się  na  temat  M-teorii  (będącej  dla  niego  kandydatką  na  ostateczną,
unifikującą  wszystko  teorię  fizyki),  Hawking  pisze:  „Według  M-teorii  nasz
Wszechświat nie jest jedynym wszechświatem, przeciwnie, wynika z niej, że
z niczego wyłoniła się olbrzymia mnogość wszechświatów”

10

.

Byt  nadprzyrodzony  lub  bóg  to  podmiot  sprawczy  wykonujący  jakieś

działanie.  W  wypadku  Boga  Biblii,  podmiot  ten  jest  osobą.  Hawking,
odrzucając  taki  podmiot,  przypisuje  moc  stwórczą  prawu  fizyki,  tyle  że
prawo  fizyki  nie  jest  podmiotem  sprawczym.  Hawking  popełnia  tutaj
klasyczny  błąd  niewłaściwej  kategoryzacji,  myląc  dwa  całkowicie  różne
rodzaje  bytu:  prawo  fizyki  i  podmiot  sprawczy.  Wybór,  który  stawia  przed
nami,  to  fałszywa  alternatywa.  Pomylił  dwa  poziomy  wyjaśniania:
sprawczość  i  prawo.  Bóg  jest  wyjaśnieniem  Wszechświata,  ale  nie  takim

background image

samym rodzajem wyjaśnienia, które daje nam fizyka.

Zastąpmy,  żeby  było  prościej,  Wszechświat  silnikiem  odrzutowym

i  spróbujmy  wyjaśnić  jego  istnienie.  Czy  wytłumaczeniem  istnienia  silnika
odrzutowego  będzie  przywołanie  osobowej  sprawczości  jego  wynalazcy,
Franka  Whittle’a,  czy  też  pójdziemy  śladem  Hawkinga:  zrezygnujemy  ze
sprawczości  osobowej  i  wyjaśnimy  powstanie  takiego  silnika,  mówiąc,  że
wyłonił się w sposób naturalny na mocy prawa fizyki?

Oczywistym  nonsensem  jest  domagać  się  od  ludzi,  by  szukając

wyjaśnienia dla silnika odrzutowego, wybierali między Frankiem Whittle’em
a nauką. Bo nie mamy tu do czynienia z wyborem albo – albo. Rozumie się
samo  przez  się,  że  potrzebne  nam  są  oba  poziomy  wyjaśnienia,  by  uzyskać
pełny opis tego, co nas interesuje. Oczywiste jest także i to, że opis naukowy
ani  nie  koliduje,  ani  nie  konkuruje  z  wyjaśnieniem  odwołującym  się  do
przyczynowości  sprawczej;  przeciwnie,  wyjaśnienia  te  uzupełniają  się
nawzajem.  Podobnie  jest  z  Wszechświatem.  Bóg  jako  jego  wyjaśnienie  nie
koliduje  ani  nie  konkuruje  z  prawami  fizyki.  Bóg,  w  rzeczy  samej,  jest
podstawą  wszystkich  wyjaśnień  w  tym  sensie,  że  jest  pierwszą  przyczyną
tego, iż istnieje świat, który da się opisać za pomocą praw fizyki.

Proponowanie  ludziom  wyboru  między  Bogiem  a  nauką  jest  zatem

nielogiczne. Co więcej, jest nierozsądne, ponieważ niektórzy mogliby wybrać
Boga,  a  wówczas  Hawkinga  można  by  oskarżyć  o  to,  że  odciąga  ludzi  od
nauki!

Isaac  Newton,  poprzednik  Hawkinga  na  katedrze  w  Cambridge,  nie

popełnił  tego  błędu,  co  autor  Wielkiego  projektu,  opisując  odkryte  przez
siebie prawo grawitacji. Newton nie powiedział: „Teraz, gdy mam już prawo
grawitacji, nie potrzebuję Boga”. Zamiast tego napisał Philosophiae naturalis
pincipia  mathematica
,  najsłynniejszą  książkę  w  historii  nauki,  wyrażając
w niej nadzieję, że przekona ona myślącego człowieka do wiary w Boga.

Prawa fizyki potrafią wyjaśnić działanie silnika odrzutowego, ale nie to,

skąd  wziął  się  silnik  odrzutowy.  Oczywistością  jest,  że  prawa  fizyki  nie
byłyby  w  stanie  same  z  siebie  stworzyć  silnika  odrzutowego.  Tego  rodzaju
zadanie  wymagało  inteligencji,  wyobraźni  i  kreatywności  naukowej
Whittle’a.  Ba,  nawet  same  prawa  fizyki  i  Frank  Whittle  nie  wystarczą  do
tego,  by  pojawił  się  silnik  odrzutowy.  Potrzebny  jest  jeszcze  materiał,

background image

z  którego  Whittle  mógłby  go  zbudować,  czyli  materia.  Materia  to  może
i niezbyt wzniosła rzecz, ale same prawa nie są w stanie jej stworzyć.

Wiele  wieków  temu  rozmyślał  o  tych  sprawach  bardzo  intensywnie

Arystoteles

11

.  Grecki  filozof  mówił  o  czterech  różnych  „przyczynach”,  co

można  w  sposób  nieformalny  dość  zasadnie  rozumieć  jako  „poziomy
wyjaśnienia”.  W  wypadku  silnika  odrzutowego  pierwszą  przyczyną  jest
przyczyna  materialna  –  czyli  materiał,  z  którego  wykonano  silnik;  potem
mamy  przyczynę  formalną  –  pomysł,  teorię,  plany  i  rysunki  Franka
Whittle’a,  będące  podstawą  jego  pracy.  Następnie  mamy  przyczynę
sprawczą, czyli osobę samego wynalazcy, który wykonał całą pracę. Czwarta
i  ostatnia  na  liście  jest  przyczyna  celowa  –  ostateczny  cel,  dla  którego
wymyślono i zbudowano silnik odrzutowy, czyli zapewnienie szybszego, niż
było to możliwe wcześniej, napędu dla samolotu.

Przykład  silnika  odrzutowego  może  nam  pomóc  wyjaśnić  jeszcze  jedno

nieporozumienie.  Nauka,  według  opinii  wielu  badaczy,  skupia  się  przede
wszystkim  na  przyczynowości  materialnej.  Pyta  o  „jak”:  jak  działa  silnik
odrzutowy?  Pyta  także  „dlaczego”,  próbując  dociec  w  ten  sposób  funkcji
jakiegoś  elementu:  dlaczego  w  tym  miejscu  znajduje  się  rurka?  Nie  pyta
jednak  „po  co”,  czyli  nie  pyta  o  cel:  po  co  zbudowano  silnik  odrzutowy?
Istotne  jest  także  i  to,  że  w  naukowym  opisie  silnika  odrzutowego  nie  ma
miejsca  na  samego  Franka  Whittle’a.  Możemy  w  tym  miejscu  zacytować
Laplace’a  i  powiedzieć,  że  „nauka  nie  potrzebuje  takiej  hipotezy

12

.

Oczywiście,  byłoby  rzeczą  śmieszną  wnioskować  z  istnienia  silnika
odrzutowego, że Whittle nigdy nie istniał, bo to on jest przecież odpowiedzią
na pytanie, dlaczego w ogóle istnieje silnik odrzutowy.

A tymczasem tak właśnie postępuje wielu naukowców (i nienaukowców)

z  Bogiem.  Określają  zakres  prawomocnych  pytań  naukowych,  wykluczając
od razu Boga, a następnie twierdzą, że Bóg jest niepotrzebny lub nie istnieje.
Nie  widzą,  że  ich  nauka  nie  odpowiada  na  pytanie,  dlaczego  istnieje  raczej
coś  niż  nic,  z  tego  prostego  powodu,  że  ich  nauka  nie  potrafi  odpowiedzieć
na  to  pytanie.  Nie  widzą  także  tego,  że  to  nie  nauka  wyklucza  Boga,  ale
zakładany przez nich światopogląd ateistyczny.

To nie naukowcy sprawili, że istnieje świat. Nie sprawiły tego ich teorie

ani prawa fizyki matematycznej. Tymczasem Hawking wydaje się sądzić, że

background image

tak  właśnie  jest.  W  Krótkiej  historii  czasu  podpowiada  nam  tego  rodzaju
wyjaśnienie,  sugerując,  że  Wszechświat  mogła  powołać  do  istnienia  jakaś
teoria:

Normalne  podejście  naukowe  polega  na  konstrukcji  matematycznych  modeli
opisujących  rzeczywistość,  nie  obejmuje  natomiast  poszukiwań  odpowiedzi  na
pytanie,  dlaczego  powinien  istnieć  Wszechświat  opisywany  przez  te  modele.  Czemu
Wszechświat  trudzi  się  istnieniem?  Czy  jednolita  teoria  jest  tak  nieodparta,  że
Wszechświat  sam  powoduje  własne  istnienie?  Czy  może  Wszechświat  potrzebuje
Stwórcy,  a  jeśli  tak,  to  czy  Stwórca  wywiera  jeszcze  jakiś  inny  wpływ  na
Wszechświat?

13

.

Chociaż  trudno  mi  w  to  uwierzyć,  Hawking,  jak  się  zdaje,  pragnie

zredukować  wszystkie  wyjaśnienia  do  przyczyn  formalnych.  Twierdzi,  że
jedyne, czego trzeba do stworzenia Wszechświata, to prawo grawitacji. Gdy
spytano go

14

, skąd się wzięła grawitacja, odpowiedział: „M-teoria”. Jednakże

twierdzić,  że  jakaś  teoria  lub  prawa  fizyki  mogły  powołać  do  istnienia
Wszechświat (lub w ogóle cokolwiek, jeśli już o tym mowa), to nie rozumieć
tego,  czym  są  teoria  i  prawa  przyrody.  Naukowcy  spodziewają  się,  że
tworząc  teorie  wykorzystujące  prawa  matematyki,  będą  w  stanie  opisać
zjawiska  naturalne,  co  z  kolei  umożliwi  im  ich  przewidywanie,  i  jak  dotąd
czynią  to  z  ogromnym  powodzeniem.  Niemniej,  te  teorie  i  prawa  same
z  siebie  nie  mogą  być  przyczyną  czegokolwiek,  nie  mówiąc  już  o  tym,  by
mogły cokolwiek stworzyć.

Dawno  temu  nie  kto  inny  jak  filozof  chrześcijański  William  Paley

powiedział  dokładnie  to  samo.  Podał  przykład  kogoś,  kto  znalazł  na
wrzosowisku zegarek. Człowiek ten, pisze Paley,

byłby  niezmiernie  zdumiony,  gdyby  powiedziano  mu,  że  zegarek,  który  trzyma
w  ręce,  to  wynik  działania  praw  „metalicznej”  przyrody.  Nadużyciem  języka  jest
traktować  jakiekolwiek  prawo  jako  skuteczną  i  działającą  przyczynę  czegokolwiek.
Prawo  zakłada  istnienie  podmiotu  sprawczego;  jest  ono  bowiem  jedynie  sposobem
działania, zgodnie z którym postępuje ów podmiot; zakłada jakąś siłę lub moc, będąc
samo  porządkiem,  zgodnie  z  którym  ta  siła  działa.  Bez  tego  podmiotu,  bez  tej  siły,
obu wyraźnie różnych od niego samego, prawo nic nie uczyni; jest niczym

15

.

Otóż  to.  Prawa  fizyki  nie  są  w  stanie  niczego  stworzyć.  Stanowią  opis

tego,  co  normalnie  dzieje  się  w  pewnych  z  góry  ustalonych  warunkach.

background image

Wynika  to  w  sposób  oczywisty  już  z  pierwszego  przykładu  prawa  fizyki
przedstawionego  przez  Hawkinga.  Codziennie  na  wschodzie  wstaje  słońce;
prawo to jednak nie stwarza Słońca ani Ziemi z jej wschodem i zachodem. To
prawo  ma  charakter  opisowy  i  predyktywny,  ale  nie  jest  twórcze.  Podobnie
prawo grawitacji Newtona nie tworzy grawitacji ani materii, na którą działa
grawitacja.  W  rzeczy  samej,  prawo  Newtona  nie  wyjaśnia  nawet  grawitacji
w taki sposób, w jaki wyobrażał to sobie sam Newton.

Prawa fizyki nie tylko nie są zdolne niczego stworzyć, ale i nie są także

zdolne spowodować, by coś się wydarzyło. Na przykład słynne prawa ruchu
Newtona  nigdy  nie  spowodowały,  by  bila  sama  z  siebie  potoczyła  się  po
pokrytym  zielonym  suknem  stole.  Bilę  może  wprawić  w  ruch  jedynie  kij
bilardowy  i  mięśnie  gracza.  Prawa  Newtona  pozwalają  nam  analizować
przyszły  ruch  bili  (pod  warunkiem,  że  nie  zakłócą  go  żadne  zewnętrzne
czynniki);  nie  są  jednak  w  stanie  jej  poruszyć,  nie  mówiąc  już
o powoływaniu jej do istnienia.

Można  zrozumieć,  co  mamy  na  myśli,  mówiąc,  że  zachowaniem

Wszechświata  kierują  prawa  przyrody.  Co  jednak  może  mieć  na  myśli
Hawking, mówiąc, że Wszechświat wyłania się w sposób naturalny z prawa
fizyki, lub że grawitacja wyłania się z M-teorii?

Innym  przykładem  tego  samego  podstawowego  niezrozumienia  natury

praw  przyrody  jest  wypowiedź  znanego  fizyka  Paula  Daviesa:  „Nie  ma
potrzeby  przywoływania  jakiejś  nadprzyrodzonej  mocy  stojącej  za
początkiem  Wszechświata  lub  życia.  Nigdy  nie  podobał  mi  się  pomysł
takiego  majstrowania  Boga  i  zawsze  bardziej  inspirujące  było  dla  mnie
przekonanie,  że  zbiór  praw  matematycznych  może  być  tak  sprytny,  iż  jest
w stanie powołać do istnienia całą rzeczywistość”

16

.

Tyle  że  w  świecie,  w  którym  żyje  większość  z  nas,  zwykłe  prawo

arytmetyki, takie jak to, że 1+1=2, nigdy jeszcze samo z siebie nie powołało
niczego  do  istnienia.  A  już  na  pewno  nie  zwiększyło  stanu  posiadania  na
moim  koncie  bankowym.  Jeśli  wpłacę  do  banku  tysiąc  funtów,  a  potem
kolejny tysiąc, prawa arytmetyki wyjaśnią mi w sposób racjonalny, jak to się
stało, że mam po tych operacjach dwa tysiące funtów. Jeśli jednak nie wpłacę
do banku żadnych pieniędzy i zdam się na prawa arytmetyki, żeby powołały
do  istnienia  pieniądze  na  moim  rachunku  bankowym,  cały  czas  będę  bez

background image

grosza.

C.S.  Lewis  ujął  tę  kwestię  z  charakterystyczną  dla  siebie  klarownością,

tak pisząc o prawach przyrody:

[Prawa przyrody] nie wywołują zdarzeń – określają wzór, do którego każde zjawisko,
jeśli tylko można je wywołać, musi się dostosować. Podobnie jak prawa matematyki
określają  wzór,  według  którego  muszą  się  odbywać  wszelkie  transakcje,  jeśli  tylko
mamy  jakieś  pieniądze.  Tak  więc  w  jednym  sensie  prawa  natury  obejmują  całą
przestrzeń  i  czas,  ale  w  innym,  nie  obejmują  całego  rzeczywistego  świata  –
nieprzerwanego potoku zdarzeń, tworzącego prawdziwą historię. Ten musi pochodzić
skądinąd.  Jeśli  ktoś  uważa,  że  prawa  mogą  go  wywołać,  to  tak,  jakby  uważał,  że
można uzyskać prawdziwe kwoty, jedynie dodając je na papierze. Każde prawo mówi
bowiem  w  ostateczności:  „Jeśli  masz  A,  to  będziesz  miał  B”.  Ale  najpierw  musimy
złapać  nasze  A,  bo  prawa  za  nas  tego  nie  zrobią.  (…)  Prawa  dają  nam  tylko
wszechświat  „Jeśli,  to”  –  a  nie  wszechświat  rzeczywiście  istniejący.  Prawa  i  ogólne
zasady  dają  nam  tylko  serię  związków.  Jednak,  by  mógł  istnieć  prawdziwy
wszechświat,  te  związki  muszą  coś  łączyć;  do  wzoru  trzeba  dopasować  strumień
nieprzeniknionych,  istniejących  rzeczy.  Jeśli  Bóg  stworzył  świat,  to  od  Niego
pochodzi ten strumień i On sam daje naszym najprawdziwszym zasadom coś, o czym
mogą  mówić  prawdę.  Ale  jeśli  to  Bóg  jest  ostatecznym  źródłem  wszystkich
konkretnych  pojedynczych  rzeczy  i  zdarzeń,  to  sam  Bóg  musi  być  w  najwyższym
stopniu  konkretny  i  indywidualny.  Gdyby  źródło  wszystkich  rzeczy  nie  było
konkretne  i  indywidualne,  nic  nie  mogłoby  być  właśnie  takie,  trudno  bowiem  pojąć,
jak  coś  abstrakcyjnego  i  ogólnego  mogłoby  stworzyć  konkretną  rzeczywistość.
Wieczna księgowość nigdy nie stworzyłaby nawet pensa

17

.

Świat  czystego  naturalizmu,  w  którym  sprytne  prawa  matematyki  same

z  siebie  powołują  do  istnienia  Wszechświat  i  życie,  to  czysta  fikcja.  Teorie
i  prawa  nie  powołują  do  istnienia  materii/energii.  Pogląd,  jakoby  mimo  to
jednak  w  jakiś  sposób  posiadały  tę  zdolność,  to  raczej  dość  rozpaczliwa
próba  ucieczki  przed  drugą  możliwością,  którą  zakłada  cytowane  wyżej
pytanie Hawkinga: „Czy Wszechświat wymaga stwórcy?”.

Gdyby  Hawking  miał  mniej  pogardliwy  stosunek  do  filozofii,  być  może

natknąłby się na twierdzenie Wittgensteina, który zauważył kiedyś, iż „ułudą
modernizmu” jest przekonanie, że prawa przyrody wyjaśniają nam świat, gdy
tymczasem  jedyne,  co  robią,  to  opisują  jego  strukturalne  regularności.
Richard  Feynman,  laureat  Nagrody  Nobla  w  dziedzinie  fizyki,  idzie  nawet
dalej:

background image

To,  że  w  ogóle  istnieją  prawa,  które  możemy  sprawdzać,  jest  swego  rodzaju  cudem.
To,  że  można  odnaleźć  zasadę  –  na  przykład  zależność  siły  grawitacyjnej  od
odwrotności  kwadratu  odległości  od  centrum  –  stanowi  swego  rodzaju  cud.  Jest  to
zupełnie niezrozumiałe, ale stwarza możliwość wysuwania przewidywań, czyli mówi
nam, czego się powinniśmy spodziewać w wyniku doświadczenia, którego jeszcze nie
przeprowadziliśmy

18

.

Już  samo  to,  że  prawa  przyrody  można  przedstawić  w  formie

matematycznej,  było  dla  Einsteina  bezustannym  źródłem  zdumienia
wskazującym  poza  Wszechświat  fizyczny.  Pisał  on:  „Każdy,  kto  jest
poważnie  zaangażowany  w  wyścig  nauki,  przekonuje  się,  że  w  prawach
wszechświata  manifestuje  się  jakiś  duch;  duch,  który  znacznie  przewyższa
ducha człowieczego [i w obliczu którego my, z naszymi skromnymi mocami
musimy z pewnością doświadczać pokory]

19

.

Hawking,  co  uderzające,  nie  potrafi  odpowiedzieć  na  najważniejsze

pytanie:  „Dlaczego  jest  raczej  coś  niż  nic?”.  Informuje  nas,  że  istnienie
grawitacji oznacza, iż stworzenie świata było czymś nieuchronnym. No tak,
ale  skąd  w  ogóle  wzięła  się  grawitacja?  Jaka  siła  stwórcza  stała  za  jej
narodzinami?  Kto  sprawił,  że  jest  i  że  posiada  właściwości,  które  da  się
opisać  matematycznie  i  przedstawić  w  kategoriach  prawa  przyrody?
Podobnie,  gdy  Hawking,  broniąc  swojej  teorii  spontanicznego  stworzenia,
twierdzi,  że  wystarczyło  tylko  odpalić  fajerwerk,  by  stworzyć  Wszechświat,
korci mnie, by spytać: a skąd się ten fajerwerk wziął? Z całą pewnością nie
może być częścią Wszechświata, jeśli to on ma go stworzyć. W takim razie,
kto go odpalił, w sensie, kto był jego ostateczną przyczyną, jeśli nie Bóg?

Allan  Sandage,  powszechnie  uważany  za  ojca  współczesnej  astronomii,

odkrywca  kwazarów  i  laureat  Nagrody  Crafoorda  (odpowiednika  Nagrody
Nobla dla astronomów), nie ma w tej kwestii żadnych wątpliwości: „W moim
przekonaniu zupełnie nieprawdopodobne jest, by tego rodzaju ład wyłonił się
z chaosu. Bóg jest dla mnie tajemnicą, ale równocześnie wyjaśnieniem cudu
istnienia – dlaczego raczej jest coś niż nic”

20

.

Zdumiewające  jest  to,  że  Hawking,  atakując  religię,  czuje  się  zmuszony

tak  bardzo  podkreślać  teorię  Wielkiego  Wybuchu,  gdyż  –  nawet  jeśli  to  się
nie  podoba  osobom  niewierzącym  –  Wielki  Wybuch  współgra  doskonale
z biblijną narracją o stworzeniu. Z tego właśnie powodu, jeszcze zanim teoria

background image

Wielkiego  Wybuchu  zyskała  uznanie  w  świecie  nauki,  wielu  czołowych
naukowców było skłonnych ją odrzucić, ponieważ wydawało się, że stanowi
ona  wsparcie  dla  Biblii.  Niektórzy  naukowcy  trzymali  się  poglądu
Arystotelesa, mówiącego o „wiecznym kosmosie” nieposiadającym początku
ani końca, jednak teoria ta i jej późniejsze warianty została dzisiaj zarzucona.

Hawking tymczasem zadowala się następującym twierdzeniem:

Według  Starego  Testamentu  Bóg  powołał  do  istnienia  Adama  i  Ewę  zaledwie
szóstego dnia po stworzeniu świata. Biskup Ussher, prymas Kościoła Irlandii w latach
1626–1656,  wskazał  początek  świata  bardzo  precyzyjnie:  godzina  9  rano  27
października 4004 roku p.n.e. Obecnie mamy inne zdanie na ten temat: ludzie pojawili
się niedawno, ale Wszechświat trwa bardzo długo, bo liczy sobie 13,7 miliarda lat

21

.

Widać  wyraźnie,  że  Hawking  przemyślał  gruntownie,  jak  interpretować

dane  nauki,  nie  zastanowił  się  jednak  należycie  nad  tym,  jak  interpretować
dane  biblijne.  Niektórzy  mogliby  dojść  do  wniosku,  że  osoba  zadowalająca
się interpretacją Biblii Usshera nie różni się zbytnio od tego, kto zadowala się
ptolemejskim wyobrażeniem Wszechświata z nieruchomą Ziemią w centrum
i krążącymi wokół niej ciałami niebieskimi – a przecież Hawkingowi nawet
by się nie śniło, by przyjąć taki właśnie model kosmosu.

Gdyby  Hawking  poczytał  trochę  więcej,  o  czym  piszą  bibliści,  zamiast

wkładać  biblijny  opis  stworzenia  do  jednej  przegródki  z  mitami  Majów  lub
mieszkańców Chin bądź Afryki, dowiedziałby się być może, że sama Biblia
pozostawia  otwartą  kwestię  czasu  stworzenia.  Zdanie:  „na  początku  Bóg
stworzył  niebo  i  ziemię”,  otwierające  Księgę  Rodzaju,  nie  jest  częścią
„tygodnia”  stworzenia,  ale  go  wyraźnie  poprzedza  i  dlatego  niezależnie  od
tego,  jak  interpretujemy  opis  poszczególnych  dni  stworzenia,  Biblia  nie
podaje konkretnego wieku Ziemi lub Wszechświata. Nie zachodzi więc żaden
konieczny  konflikt  między  tym,  co  mówi  Księga  Rodzaju,  a  wiekiem
Wszechświata,  będącym  wynikiem  obliczeń  naukowców  i  szacowanym
na 13,7 miliarda lat.

Jak  pisze  Hawking,  pierwsze  rzeczywiste  dowody  naukowe  na  to,  że

Wszechświat  miał  jakiś  początek,  pojawiły  się  dopiero  na  początku
XX wieku. Tymczasem Biblia bez zbytniego rozgłosu potwierdza ten fakt od
tysiącleci. Dobrze zatem byłoby oddać zasługę temu, komu się ona należy.

background image

 
 

1

 Cytat za tekstem angielskim Hawkinga i Mlodinowa, S. Hawking, L. Mlodinow, The Great Design, s.

180. W polskim przekładzie mamy: „Ponieważ istnieje grawitacja, Wszechświat może i będzie stwarzał
się  z  niczego”,  S.  Hawking,  L.  Mlodinow,  Wielki  projekt,  s.  219.  To,  że  Hawking  odwołuje  się  do
prawa grawitacji, a nie do grawitacji ma kluczowe znaczenie dla dalszego wywodu Lennoxa – przyp.
tłum.

2

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 168.

3

 Tamże, s. 218.

4

 P. Atkins, Creation Revisited, Harmondsworth 1994, s. 143.

5

 K. Ward, God, Chance and Necessity, Oxford 1996, s. 49.

6

 Tamże.

7

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 34.

8

 Tamże, s. 36.

9

 Tamże.

10

 Tamże, s. 14.

11

 Arystoteles, Fizyka, w: tegoż, Dzieła wszystkie,  t.  2,  przeł.  K.  Leśniak,  Warszawa  1990,  s.  50–52,

57–59.

12

 Trzeba jednak zaznaczyć, że odpowiedź na niektóre z tych pytań może stanowić dowód naukowy na

to, że za jakimś badanym przez naukę fenomenem stoi zewnętrzna inteligencja – kwestię tę omawiam
bardziej szczegółowo w książce God’s Undertaker (Oxford 2007, 2009), np. na s. 11 (Polskie wydanie
książki  zatytułowane  Czy  nauka  pogrzebała  Boga?  ukaże  się  wkrótce  nakładem  Wydawnictwa  W
drodze – przyp. red.).

13

 S. Hawking, Krótka historia czasu, s. 161.

14

 W programie telewizyjnym Larry King Live, 10 września 2010.

15

 W. Paley, Natural Theology, Philadelphia 1802, s. 7.

16

 Cytat za: C. Cookson, Scientists who glimpsed God, „Financial Times”, 29 kwietnia 1995, s. 2.

17

 C.S. Lewis, Cuda. Rozważania wstępne, przeł. K. Puławski, Poznań 2010, s. 97, 140–141.

18

 R. Feynman, Sens tego wszystkiego, s. 26.

19

  A.  Calaprice  (red.),  Panie  Profesorze  Einstein.  Alberta  Einsteina  listy  do  i  od  dzieci,  przeł.  E.

Pankiewicz,  Warszawa  2005,  s.  123.  Fragmentu  w  nawiasach  kwadratowych  brak  w  książce  Dear
Professor  Einstein,
  której  tłumaczeniem  jest  książka  Panie  Profesorze  Einstein,  znajduje  się  on
natomiast w pracy H. Dukas, B. Hoffmann (red.), Albert Einstein, The Human Side: Glimpses from His
Archives
, Princeton 2013, s. 33 i pojawia się w tekście Lennoxa – przyp. tłum.

background image

20

 „New York Times”, 12 marca 1991, s. B9.

21

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 150.

background image

3

 Bóg czy wieloświat?

Starając  się  nie  dostrzegać  widocznych  dla  wszystkich  dowodów  istnienia
jakiejś  boskiej  inteligencji  kryjącej  się  za  światem  przyrody,  naukowcy
ateiści  zmuszeni  są  przypisywać  moce  stwórcze  coraz  mniej  wiarygodnym
kandydatom na „stwórcę”, takim jak masa/energia, prawa przyrody, a nawet
ich własne teorie odnoszące się do tych praw. Prawdę mówiąc, Hawking nie
tylko  nie  pozbył  się  ze  swego  rozumowania  Boga,  ale  nawet  nie  pozbył  się
„Boga luk”, w którego nie wierzy już dzisiaj żaden rozsądny człowiek. A to
dlatego, że teorie, które forsuje, by wygnać z nauki „Boga luk”, same w sobie
są wysoce spekulatywne i niemożliwe do weryfikacji.

Hawking, podobnie jak każdy inny fizyk, musi zmierzyć się z mocnymi

dowodami  przemawiającymi  za  tym,  że  świat  stanowi  realizację  jakiegoś
projektu:

Wydaje się, że nasz świat i obowiązujące w nim prawa mają postać uszytą na miarę
tak,  by  wspierać  nasze  istnienie,  a  gdy  już  się  pojawimy,  nie  pozostaje  zbyt  dużo
miejsca  na  zmiany.  Niełatwo  to  wyjaśnić  i  rodzi  się  naturalne  pytanie,  dlaczego  tak
jest.  (…)  Odkryte  stosunkowo  niedawno  niezwykłe  dostrojenie  się  tak  wielu  praw
przyrody może niektórych skłonić do powrotu do starej koncepcji, według której ten
wielki  projekt  jest  tworem  jakiegoś  potężnego  projektanta.  (…)  Nie  jest  to  jednak
odpowiedź,  jakiej  udziela  współczesna  nauka.  (…)  Nasz  Wszechświat  może  być
jednym z wielu wszechświatów, w których panują różne prawa przyrody

1

.

Oczywiste  jest  zatem,  że  Hawking  dostrzega  we  Wszechświecie  „wielki

projekt”. Poświęca prawie cały rozdział na to, by przedstawić wyczerpująco
i  w  szczegółach  spektakularne  dostrojenie  się  zarówno  praw  przyrody,  jak
i  stałych  wartości  powiązanych  z  fizyką  fundamentalną.  Przedstawiane
przezeń dowody są imponujące i nie ma wątpliwości, że pasują one do tego,
co  określa  mianem  „starej  koncepcji,  według  której  ten  wielki  projekt  jest
tworem  jakiegoś  potężnego  projektanta”.  Oczywiście,  że  pasują  i  to  pasują
jak ulał, a to dlatego, że istnieje Wielki Projektant.

Sama idea Wielkiego Projektanta jest bez wątpienia bardzo stara, jednak

background image

kluczowe pytanie dotyczy tego, czy jest prawdziwa. Jeśli powiemy, że jest po
prostu  stara,  może  to  stworzyć  błędne  wrażenie,  że  to,  co  stare,  musi  być
z  konieczności  fałszywe  i  że  zostało  zastąpione  czymś  nowym.  Po  drugie,
może  rodzić  kolejne  błędne  przekonanie,  iż  nikt  jej  dzisiaj  nie  wyznaje.
Tymczasem,  jak  widzieliśmy  to  wcześniej,  niektóre  z  najtęższych  umysłów
w  nauce  właśnie  taką  ideę  wyznają.  Przekonanie,  że  istnieje  Wielki
Projektant, Bóg, Stwórca, żywią miliony, jeśli nie miliardy ludzi – i jest ich,
nawiasem  mówiąc,  znacznie  więcej  niż  ludzi  opowiadających  się  za  opcją
ateistyczną.

Wieloświat

A zatem Hawking posuwa się zbyt daleko, twierdząc, że istnienie Wielkiego
Projektanta  nie  jest  odpowiedzią  współczesnej  nauki.  Jaka  jest  zatem  jego
odpowiedź  na  to,  co,  jak  sam  przyznaje,  jest  „prawdziwym  cudem”
dostrojenia się elementów Wszechświata?

Ta odpowiedź brzmi: wieloświat. Z grubsza rzecz biorąc, chodzi o to, że

istnieje  szereg  scenariuszy  wielu  światów  i  tym  samym  tak  wiele
wszechświatów  (niektórzy  mówią,  że  nieskończenie  wiele,  cokolwiek  by  to
miało  znaczyć),  iż  wszystko,  cokolwiek  może  się  wydarzyć,  wydarzy  się
w  którymś  z  nich.  Nie  ma  zatem  nic  dziwnego  w  tym  –  jak  twierdzą
zwolennicy  tego  rozwiązania  –  że  jest  przynajmniej  jeden  wszechświat  taki
jak nasz.

Zauważmy na marginesie, że Hawking już raz wpadł w pułapkę fałszywej

alternatywy.  Tym  razem  alternatywa  brzmi:  Bóg  albo  wieloświat.
Z  teoretycznego  punktu  widzenia,  jak  zauważyli  to  już  filozofowie,  Bóg
mógł  stworzyć  tyle  wszechświatów,  na  ile  miał  ochotę.  Koncepcja
wieloświata  sama  z  siebie  nie  wyklucza  i  nie  może  wykluczyć  istnienia
Boga

2

.  Hawking,  jak  się  wydaje,  nie  przedstawił  nam  na  to  żadnych

kontrargumentów.

Poza  tym,  jeśli  zostawić  na  chwilę  z  boku  inne  wszechświaty,  stałe

fizyczne w naszym Wszechświecie są dostrojone względem siebie. Mogłyby
być  inne,  co  oznacza,  że  teoria  wieloświata  w  żadnym  wypadku  nie

background image

unieważnia dowodów na istnienie „wielkiego projektu” Boga, który możemy
obserwować w tym Wszechświecie

3

.

A co z samym wieloświatem? Czy też odznacza się takim dostrojeniem?

Jeśli tak, to Hawking znowu znalazł się w punkcie wyjścia

4

. Bo w którym to

miejscu udowadnia nam, że tak nie jest?

Przyjmując hipotezę wieloświata, Hawking wychodzi poza granice nauki

i wkracza na teren filozofii, której śmierć zbyt szybko obwieścił. Jak zauważa
Paul  Davies,  „wszystkie  modele  kosmologiczne  tworzy  się,  uwypuklając
wyniki obserwacji w oparciu o jakąś zasadę filozoficzną”

5

.

Ponadto  w  środowisku  samych  naukowców  słychać  głosy  wybitnych

autorytetów,  które  nie  są  aż  tak  entuzjastycznie  nastawione  do  hipotezy
wieloświata. 

Pośród 

nich 

wybija 

się 

głos 

Rogera 

Penrose’a,

współpracującego  niegdyś  z  Hawkingiem;  obaj  zresztą  otrzymali  wspólnie
prestiżową  Nagrodę  Wolfa.  O  powoływaniu  się  przez  Hawkinga  w  Wielkim
projekcie
  na  hipotezę  wieloświata  Penrose  tak  powiedział:  „Jest  ona
nadużywana  i  ta  książka  jest  tego  przykładem.  To  wymówka  mająca  ukryć
brak dobrej teorii

6

. Prawdę mówiąc, Penrose nie lubi terminu „wieloświat”,

ponieważ jest on, jego zdaniem, niedokładny.

Albowiem  chociaż  powszechnie  uważa  się  ten  pogląd  za  wyraz  wiary  w  równoległe
współistnienie alternatywnych światów, takie stanowisko jest nieuprawnione. Według
tej  koncepcji  alternatywne  światy  w  rzeczywistości  nie  „istnieją”  oddzielnie  –  za
rzeczywistą uważa się tylko ogromną, szczególną ich superpozycję

7

.

Inny  wybitny  fizyk  teoretyczny,  John  Polkinghorne,  odrzuca  koncepcję

wieloświata:

Powiedzmy jednak wyraźnie, czym są tego rodzaju spekulacje. Nie jest to fizyka, lecz
w  najściślejszym  znaczeniu  metafizyka.  Nie  ma  żadnego  naukowego  powodu,  dla
którego mielibyśmy wierzyć w zbiór wszechświatów. Z samej swej natury inne światy
byłyby  dla  nas  niepoznawalne.  Innym  wytłumaczeniem  szczególnych  właściwości
znanego  nam  Wszechświata  –  równie  wiarygodnym  intelektualnie,  a  jak  sądzę
bardziej oszczędnym i eleganckim – byłby pogląd, że jest on właśnie taki, gdyż chciał
tego powołujący go do istnienia Stwórca

8

.

Korci  mnie,  żeby  dodać  w  tym  miejscu,  iż  wiara  w  Boga  jest  dla  mnie

bardziej  racjonalnym  rozwiązaniem,  jeśli  alternatywą  miałaby  być  wiara

background image

w to, że każdy inny świat, który może istnieć, istnieje. Nie wyłączając świata,
w  którym  Richard  Dawkins  jest  arcybiskupem  Canterbury,  Christopher
Hitchens papieżem, a Billy Graham dopiero co został wybrany ateistą roku!

M-teoria

Mówiąc  poważnie  (ale  kto  wie,  może  mówiłem  całkiem  poważnie?),
ostateczna  teoria,  która  zdaniem  Hawkinga  ma  wyjaśnić,  dlaczego  prawa
fizyki są takie, jakie są, to tak zwana M-teoria, czyli teoria supersymetrycznej
grawitacji,  obejmująca  bardzo  wyrafinowane  koncepcje,  takie  jak  struny
drgające  w  jedenastu  wymiarach.  Hawking  nazywa  ją  bez  wahania  „teorią
zunifikowaną, której poszukiwał Einstein”

9

. Jeśli będzie ona rzeczywiście tą

teorią,  będzie  to  niebywałe  osiągnięcie  fizyki  matematycznej.  Niemniej,
z powodów podanych wyżej, nie jest to wcale śmiertelny cios dla idei Boga,
przeciwnie,  pomoże  to  nam  spojrzeć  jeszcze  głębiej  w  Jego  stwórczą
mądrość.  Don  Page,  fizyk  teoretyczny  z  University  of  Alberta,  który  był
studentem  Hawkinga  i  opublikował  razem  z  nim  osiem  artykułów,  mówi:
„Zgodziłbym  się  bez  wątpienia  z  twierdzeniem,  że  nawet  gdyby  M-teoria
była  całkowicie  dopracowana  (a  jeszcze  nie  jest),  i  poprawnie  opisywała
rzeczywistość  (a  tego  oczywiście  nie  wiemy),  nie  wynikałoby  z  tego,  że
Wszechświat nie jest dziełem Boga

10

.

Jeszcze  raz  trzeba  podkreślić,  że  M-teoria  to  pewna  abstrakcyjna  teoria,

a nie jakiś stwórca. Opisuje ona scenariusz (a właściwie ciąg scenariuszy, bo
jest to zbiór teorii) dopuszczający istnienie 10

500

 różnych wszechświatów

11

 

zakładając  oczywiście,  że  M-teoria  jest  prawdziwa,  co,  jak  zobaczymy
niebawem,  nie  jest  wcale  takie  pewne.  Jeśli  nawet  jest  prawdziwa,  to  M-
teoria sama z siebie nie stwarza ani jednego z tych wszechświatów. Hawking
mówi nam, że „prawa M-teorii dopuszczają istnienie różnych wszechświatów
z innymi prawami obserwowanymi”

12

. „Dopuszczać” to jedno, a „stwarzać”

to  zupełnie  coś  innego.  Teoria  dopuszczająca  wiele  wszechświatów  nie  jest
tożsama 

podmiotem 

sprawczym, 

który 

je 

zaprojektował 

lub

z mechanizmem, który je wytwarza.

Najbardziej  interesujące  jest  w  tym  wszystkim  wrażenie,  które  mogą

background image

odnieść  czytelnicy  Wielkiego  projektu,  iż  nauka  w  jakiś  sposób  sprawia,  że
Bóg staje się niepotrzebny lub przestaje istnieć. Kiedy jednak przyjrzymy się
dokładnie argumentom Hawkinga, dostrzeżemy, że koszty intelektualne tego
rodzaju  zabiegu  są  niepomiernie  wysokie,  ponieważ  oznacza  on,  iż
próbujemy  pozbyć  się  Stwórcy,  obdarzając  mocami  stwórczymi  coś,  co  nie
jest samo w sobie zdolne do jakiegokolwiek stwarzania, a mianowicie jakąś
abstrakcyjną teorię.

Tim  Radford  wyraził  to  bardzo  zgrabnie  w  swojej  recenzji  Wielkiego

projektu:

W  tej  bardzo  zwięzłej  historii  współczesnej  fizyki  kosmologicznej  prawa  fizyki
kwantowej  i  relatywistycznej  przedstawiają  sobą  coś,  co  budzi  nasze  zdumienie,  co
jednak  powszechnie  akceptujemy;  coś  na  podobieństwo  cudów  w  Biblii.  M-teoria
wywołuje  zupełnie  odmienne  skojarzenia  i  przywołuje  na  myśl  Pierwszego
Poruszyciela,  rodziciela,  siłę  stwórczą,  która  jest  wszędzie  i  nigdzie.  Nie  da  się  jej
rozpoznać za pomocą instrumentów naukowych ani zbadać za pomocą zrozumiałych
przewidywań matematycznych, a mimo to w niej zawierają się wszystkie możliwości.
Zawiera  w  sobie  wszechobecność,  wszechwiedzę  i  wszechmoc,  i  jest  ogromną
tajemnicą. Czy Kogoś nam nie przypomina?

13

Na coś podobnego zwrócił już uwagę wcześniej Paul Davies, sam będący

fizykiem:

To  ogólne  wyjaśnienie  odwołujące  się  do  wieloświata  to  po  prostu  naiwny  deizm
przystrojony  w  język  nauki.  Oba  te  wyjaśnienia  wydają  się  jakimś  nieskończenie
nieznanym,  niewidzialnym  i  niepoznawalnym  systemem.  Oba  domagają  się  od  nas
odrzucenia  nieskończonej  ilości  informacji,  tylko  po  to,  by  wyjaśnić  (skończony)
Wszechświat, będący przedmiotem naszej obserwacji

14

.

Zasadność M-teorii

Należy zauważyć (chociaż pozostaje to bez wpływu na mój wywód), że nie
wszyscy fizycy są tak samo jak Hawking przekonani co do wiarygodności M-
teorii i nie omieszkali tego zauważyć. I tak na przykład fizyk teoretyczny Jim
Al-Khalili mówi:

background image

Między koncepcją multiświata a M-teorią zachodzi słaby związek. Obrońcy M-teorii,
tacy jak Witten i Hawking, chcieliby, abyśmy sądzili, że sprawa jest już rozstrzygnięta
i  nie  ma  o  czym  mówić.  Ale  jej  krytycy  ostrzą  już  sobie  na  nią  od  kilku  lat  zęby
i twierdzą, że skoro nie można jej przetestować eksperymentalnie, nie zasługuje nawet
na miano teorii naukowej. W chwili obecnej to rzeczywiście robiąca wrażenie piękna
konstrukcja matematyczna, lecz w rzeczywistości jest tylko jedną z wielu kandydatek
na Teorię Wszystkiego

15

.

Paul  Davies  tak  mówi  o  M-teorii:  „Nie  da  się  jej  przetestować,  nawet

w najbliższej przyszłości

16

. Frank Close, fizyk z Oksfordu, idzie dalej: „M-

teoria  nie  jest  nawet  zdefiniowana.  (…)  Mówi  się  nam  nawet,  że  »nikt  nie
wie,  co  oznacza  M  w  jej  nazwie«”

17

.  Całkiem  możliwe,  że  to  „mit”.  Close

konkluduje: „Nie widzę, by M-teoria dodawała chociaż jotę do sporu o Boga,
ani  za,  ani  przeciw  Jego  istnieniu

18

.  John  Butterworth,  który  pracuje  przy

Wielkim  Zderzaczu  Hadronów  w  Szwajcarii,  stwierdza:  „M-teoria  jest
w dużym stopniu spekulatywna i z pewnością nie mieści się w tym obszarze
nauki, w którym mielibyśmy jakieś dowody na jej prawdziwość

19

.

Jeszcze  przed  ukazaniem  się  książki  Hawkinga  Roger  Penrose

przestrzegał:

W  kręgach  pewnych  siebie  teoretyków  nierzadko  można  było  spotkać  pogląd,  że
„teoria  wszystkiego”  jest  w  zasięgu  ręki,  a  z  pewnością  nie  dalej  niż  horyzont  XX
wieku.  Często  komentarze  tego  rodzaju  poparte  były  nadziejami  związanymi
z  aktualnym  statusem  „teorii  strun”.  Obecnie,  kiedy  teoria  strun  uległa  magicznej
metamorfozie  w  konstrukcje  (takie  jak  na  przykład  teoria  M  lub  teoria  F),  których
natura  pozostaje  fundamentalnie  niewyjaśniona,  ów  punkt  widzenia  jest  trudny  do
utrzymania

20

.

Penrose pisze dalej:

Moim  zdaniem  jesteśmy  znacznie  dalej  od  „ostatecznej  teorii”,  niż  to  się  może
wydawać. (…) Niewątpliwie, idee strunowe (oraz inne z nimi związane) doprowadziły
do powstania ciekawych konstrukcji matematycznych. Jednak nie przekonuje mnie to,
że  przedstawiają  one  coś  innego  niż  tylko  ciekawe  konstrukcje  matematyczne,  które
zawdzięczają swoje pochodzenie głębokim ideom fizycznym. Nie widzę powodu, aby
wierzyć,  iż  teorie,  w  których  przyjmuje  się  wyższe  wymiary  czasoprzestrzeni  niż  te,
jakie  możemy  bezpośrednio  obserwować  (a  więc  1+3),  mogłyby  w  istotny  sposób
pogłębić nasze zrozumienie fizyki

21

.

background image

Podczas  rozmowy  w  audycji  radiowej  z  Alisterem  McGrathem,  już  po

opublikowaniu  książki  Hawkinga,  Penrose  był  jeszcze  bardziej  szczery

22

.

Odpowiadając na pytanie, czy nauka pokazuje, że świat mógł „stworzyć się
sam  z  niczego”,  wypowiedział  się  zdecydowanie  krytycznie  na  temat  teorii
strun promowanej przez Hawkinga:

Na  pewno  teraz  jeszcze  tego  nie  robi.  Moim  zdaniem,  ta  książka  ma  więcej
niedociągnięć  niż  wiele  innych  książek.  Dość  często  w  książkach  popularyzujących
naukę  autorzy  podczepiają  się  pod  jakąś  ideę,  zwłaszcza  pod  wszystko,  co  łączy  się
z  teorią  strun,  a  co  nie  ma  żadnego  potwierdzenia  w  obserwacjach.  To  tylko  takie
ładne pomysły

23

.

Mówił  dalej,  że  M-teorii  „daleko  jeszcze  do  tego,  by  można  ją  było

weryfikować  eksperymentalnie.  (…)  To  zbiór  pewnych  pomysłów,  nadziei,
aspiracji

24

.  Następnie,  odnosząc  się  wprost  do  Wielkiego  projektu,

powiedział: „Ta książka wprowadza trochę w błąd czytelnika. Powoduje, że
ma  wrażenie,  iż  oto  mamy  teorię,  która  wszystko  wyjaśni,  tymczasem  M-
teoria niczym takim nie jest. To nie jest nawet teoria”

25

. W rzeczy samej, jak

twierdzi Penrose, M-teorię „trudno uznać za naukę”

26

.

Trzeba  dodać,  że  krytyczne  uwagi  Penrose’a  to  jego  opinia  jako

naukowca  i  że  nie  wynikają  one  z  jakichkolwiek  przekonań  religijnych.  Co
więcej, sam Penrose jest członkiem British Humanist Association, organizacji
zrzeszającej osoby deklarujące się jako niereligijne.

Zdaniem Hawkinga, model naukowy jest dobrym modelem, gdy:

Jest elegancki.

Zawiera 

niewiele 

elementów 

wprowadzanych 

arbitralnie

i wymagających dopasowania.

Zgadza się z wszystkimi wynikami obserwacji i je wyjaśnia.

Daje 

szczegółowe 

przewidywania 

wyników 

przyszłych

obserwacji,  które  mogą  go  obalić,  czyli  sfalsyfikować,  jeśli  nie
zostaną potwierdzone

27

.

Porównując te kryteria z przedstawionymi wyżej komentarzami na temat

M-teorii,  trudno  dociec,  dlaczego  Hawking  wydaje  się  ją  uważać  za  dobry

background image

model.  Wyjaśnianie  dostrojenia  się  kosmosu  przez  postulowanie  istnienia
jednego 

inteligentnego 

Stwórcy 

wydaje 

się 

bardziej 

eleganckie

i  ekonomiczne  niż  postulowanie  istnienia  10

500

  różnych  światów

pozostających  poza  zasięgiem  naszej  obserwacji  i  stanowi  bez  wątpienia
znacznie lepszy „model”.

Działanie  na  rzecz  ateizmu  przez  odwoływanie  się  do  wysoce

spekulatywnej i nieweryfikowalnej teorii, która wykracza poza obszar nauki
opartej  na  dowodach  i  która,  nawet  jeśli  byłaby  prawdziwa,  nie  byłaby
w  stanie  wyeliminować  Boga,  to  nie  najlepiej  przemyślane  posunięcie,  jeśli
chce  się  wywrzeć  wrażenie  na  tych  spośród  nas,  których  wiara  w  Boga  nie
jest  spekulatywna,  lecz  weryfikowalna,  tkwiąca  mocno  w  sferze  myśli
racjonalnej, opartej na dowodach.

Modelowanie rzeczywistości:
natura naszego poznania

Ponieważ  dla  Hawkinga  M-teoria  to  model,  należy  kilka  słów  poświęcić
trzeciemu rozdziałowi książki, w którym wyjaśnia, czym są dla niego teorie
matematyczne rozumiane jako modele. Odwołując się do analogii złotej rybki
percypującej świat przez wypaczające jego obraz kuliste akwarium, Hawking
stwierdza:

Nie  istnieje  koncepcja  rzeczywistości  niezależna  od  teorii.  Dlatego  reprezentować
będziemy  pogląd,  który  nazywamy  realizmem  zależnym  od  modelu.  Według  niego
teoria  fizyczna  (obraz  świata)  jest  modelem  (ogólnie  rzecz  biorąc,  matematycznym
w  swej  naturze)  i  zbiorem  zasad  łączących  elementy  modelu  z  obserwacjami.  (…)
Według  realizmu  zależnego  od  modelu  nie  ma  sensu  pytać,  czy  model  jest  realny,
ważne jest, czy zgadza się z obserwacją

28

.

Rogera Penrose’a nie do końca przekonuje ten antyrealizm. Odnosząc się

do stanowiska Hawkinga, pisze: „Moje stanowisko w tej materii zakłada, że
zagadnienie  ontologiczne  jest  kluczowe  dla  mechaniki  kwantowej,  chociaż
pojawiają  się  tutaj  problemy,  które  w  chwili  obecnej  są  wciąż  dalekie  od
rozwiązania”

29

.

background image

Z  kolei  w  swojej  recenzji  Wielkiego  projektu  wyraża  niechęć  do

subiektywności:

Jedną  z  cech  współczesnej  mechaniki  kwantowej,  z  którą  nie  umiał  pogodzić  się
Einstein,  było  to,  że  prowadziła  ona  do  subiektywnych  obrazów  rzeczywistości
fizycznej  –  co  było  dla  niego  czymś  odstręczającym,  podobnie  jak  i  dla  mnie.
Perspektywa „realizmu zależnego od teorii”, za którą opowiadają się autorzy książki,
wydaje się być swego rodzaju kompromisem polegającym na tym, że nieobiektywna
rzeczywistość  nie  znika  całkowicie,  lecz  przybiera  różne  formy  zależnie  od  tego,
z  jakiej  konkretnej  teoretycznej  perspektywy  ją  percypujemy,  dopuszczając
możliwość ekwiwalencji między czarnymi a białymi dziurami

30

.

Następnie Penrose komentuje analogię „kulistego akwarium złotej rybki”:

Przykład  autorów  mający  ilustrować  ich  tezę  to  złota  rybka  próbująca  sformułować
teorię przestrzeni fizycznej poza swym kulistym akwarium. Ściany pokoju, w którym
stoi akwarium, są dla złotej rybki zakrzywione, gdy tymczasem dla ludzi znajdujących
się w tym samym pokoju są one proste. Jednakże perspektywy złotej rybki i ludzi są
równie  spójne,  pozwalając  formułować  identyczne  przewidywania  dotyczące  działań
fizycznych, możliwych równocześnie dla obu tych form życia. Żaden z tych punktów
widzenia nie jest bardziej rzeczywisty od drugiego i są sobie równoważne, gdy chodzi
o formułowanie przewidywań.

Nie  rozumiem,  co  jest  nowego  lub  „zależnego  od  teorii”  w  takiej  percepcji
rzeczywistości.  Ogólna  teoria  względności  Einsteina  radzi  sobie  bez  problemu
z  sytuacjami,  w  których  różni  obserwatorzy  mogą  zdecydować  się  na  różne  układy
współrzędnych  w  celu  lokalnego  opisywania  geometrii  jednej,  stałej  i  obejmującej
wszystko  obiektywnej  czasoprzestrzeni.  To  prawda,  że  matematyka  w  tej  teorii
odznacza  się  wyrafinowaniem  i  zniuansowaniem,  wychodzącymi  znacząco  daleko
poza to, co zawiera się w geometrii przestrzeni, wypracowanej w starożytności przez
Euklidesa.  

N i e m n i e j  

„ c z a s o p r z e s t r z e ń ”  

m a t e m a t y c z n a ,  

z a

p o m o c ą   k t ó r e j   t e o r i a   t a   o p i s u j e   ś w i a t ,   o d z n a c z a   s i ę
c a ł k o w i t ą   o b i e k t y w n o ś c i ą   [podkr. J.C.L.].

Nie  zmienia  to  faktu,  że  współczesna  teoria  kwantowa  stanowi  zagrożenie  dla  tej
obiektywności  fizyki  klasycznej  (włączając  w  to  ogólną  teorię  względności)  i  nie
dostarczyła  nam  jeszcze  powszechnie  akceptowanego  obiektywnego  obrazu
rzeczywistości.  Moim  zdaniem,  odzwierciedla  to  niekompletność  teorii  kwantowej
w  jej  obecnej  postaci,  i  takie  było  także  zdanie  Einsteina.  Całkiem  możliwe,  że  aby
stała  się  kompletna  i  mogła  być  obiektywnym  obrazem  rzeczywistości,  potrzebne
będą 

nowe 

koncepcje 

matematyczne 

odznaczające 

się 

zniuansowaniem

background image

i  wyrafinowaniem,  wychodzącymi  nawet  poza  poziom  matematycznego  opisu
czasoprzestrzeni w ogólnej teorii względności Einsteina, jest to jednak wyzwanie dla
pomysłowości  przyszłych  fizyków  teoretycznych  i  moim  zdaniem   n i e   s t a n o w i
ż a d n e g o  

r z e c z y w i s t e g o  

z a g r o ż e n i a  

d l a  

i s t n i e n i a

o b i e k t y w n e g o   w s z e c h ś w i a t a   [podkr. J.C.L.]. To samo mogłoby dotyczyć
M-teorii, jednak w przeciwieństwie do mechaniki kwantowej, nie wspierają jej żadne
obserwacje

31

.

Rozumienie  rzeczywistości  przez  Hawkinga  wywodzi  się  z  jego

pojmowania  naszej  percepcji.  Twierdzi,  że  nie  jest  ona  „niezaburzona,
kształtuje  ją  bowiem  swego  rodzaju  soczewka,  interpretacyjna  struktura
ludzkiego  mózgu”

32

.  W  tym  momencie  Hawking  wkracza  na  jeden

z  najtrudniejszych  i  najbardziej  złożonych  obszarów  filozofii,  a  mianowicie
na  obszar  epistemologii.  Epistemologia  zajmuje  się  teoriami  dotyczącymi
naszej  wiedzy  –  tym,  w  jaki  sposób  wiemy  to,  co  wiemy,  i  jakie  mamy  dla
tego  uzasadnienie.  Epistemologia  każe  nam  przyglądać  się  dokładnie  temu,
jak  dalece  nasze  uprzedzenia,  wyznawane  wartości,  co  więcej  metody
badania naukowego ograniczają, a nawet wypaczają wrażenia płynące do nas
ze świata.

I  tak  na  przykład  mechanika  kwantowa  mówi  nam,  że  sam  sposób

badania cząstek elementarnych ma na nie taki wpływ, że naukowiec nie jest
w stanie zmierzyć równocześnie położenia i pędu jakiejkolwiek cząstki. Jest
także  rzeczą  powszechnie  znaną,  że  światopogląd  naukowca  może  wpłynąć
na interpretację wyników jego eksperymentów i formułowane przezeń teorie.

Interesującą  nas  tu  kwestią  epistemologiczną  jest  nasza  percepcja.

Filozofowie  starają  się  zrozumieć  rzeczywisty  proces  towarzyszący  naszej
percepcji  zjawisk  w  świecie  zewnętrznym  i  nawet  na  tym  podstawowym
poziomie spotykamy się z odmiennością opinii. Na jednym biegunie sytuuje
się  stanowisko  określane  mianem  naiwnego  bądź  bezpośredniego  realizmu.
Jego  przedstawiciele  twierdzą,  iż  w  normalnych  warunkach  percypujemy
świat  bezpośrednio.  Widzę  na  przykład  drzewo  i  percypuję  jego  istnienie
i  jego  cechy  przez  samo  patrzenie  na  nie,  przez  to,  że  go  dotykam,  a  nawet
czuję jego zapach.

Na  drugim  biegunie  mamy  reprezentacjonizm,  który  twierdzi,  że  nigdy

nie  percypujemy  bezpośrednio  drzewa  lub  czegokolwiek  innego.  Kiedy

background image

spoglądamy na drzewo, w naszym umyśle pojawiają się pewne subiektywne
wrażenia lub reprezentacje drzewa. Nazywamy je „danymi zmysłowymi” i to
właśnie  te  dane  zmysłowe  percypujemy  wprost  i  bezpośrednio,  a  nie  samo
obiektywnie  istniejące  drzewo.  Nasza  wiedza  o  tym  właśnie  drzewie  zależy
od  tych  danych  zmysłowych.  Niektórzy  filozofowie  opowiadający  się  za  tą
teorią porównują nasz mechanizm percepcji do oglądania meczu piłki nożnej,
nie  bezpośrednio  z  trybun  stadionu,  lecz  w  telewizji.  Ta  teoria  nie  twierdzi
bynajmniej,  iż  musimy  być  świadomi  istnienia  tych  subiektywnych  danych
zmysłowych  w  taki  sam  sposób,  w  jaki  jesteśmy  świadomi  istnienia  ekranu
telewizora; ani tego, że w jakiś formalny sposób wnioskujemy z tych danych
zmysłowych  o  istnieniu  i  cechach  konkretnego  drzewa.  Twierdzi  jednak,  że
taki  jest  właśnie  mechanizm  naszej  percepcji,  że  tym,  co  percypujemy,  są
owe  subiektywne  dane  zmysłowe,  a  nie  samo  drzewo,  i  że  nasza  wiedza
o drzewie jest nabudowana właśnie na nich.

Jasne  są  już  chyba  teraz  dla  nas  implikacje  tej  teorii.  Jeśli  miałaby  być

prawdziwa,  oznaczałoby  to,  że  nigdy  nie  bylibyśmy  w  stanie  zweryfikować
poprawności  naszych  subiektywnych  wrażeń  obiektywnego  świata
w odniesieniu do tegoż świata, ponieważ niezależnie od tego, jak intensywnie
badalibyśmy obiektywny świat, nigdy nie percypowalibyśmy samego świata,
a  jedynie  niektóre  płynące  z  niego  subiektywne  wrażenia.  Moglibyśmy
uznać, że niektóre zbiory tych danych zmysłowych są lepsze niż inne (jakim
jednak  standardem  mielibyśmy  to  mierzyć?).  Nigdy  jednak  nie  mielibyśmy
pewności,  że  jakikolwiek  zbiór  danych  zmysłowych  reprezentowałby
rzeczywistość obiektywną z absolutną dokładnością.

Mogłoby  się  wydawać,  że  Hawking  przyjmuje  za  podstawę  swej

argumentacji  coś  bardzo  podobnego  do  reprezentacjonizmu.  Nie  jest
oczywiście możliwe, bym zaczął się teraz zagłębiać w tej książce w kwestie
epistemologiczne.  Wystarczy,  jeśli  wrócę  na  chwilę  do  analogii  Hawkinga

złotej 

rybce 

kulistym 

akwarium, 

ponieważ 

zwolennicy

reprezentacjonizmu dla uzasadnienia swojej teorii odwołują się najczęściej do
naszej  percepcji  wzrokowej,  która  mówi  nam  na  przykład,  że  zanurzona
w szklance z wodą łyżka zmienia kształt.

Jednakże  koncentrowanie  się  wyłącznie  na  percepcji  wzrokowej  może

być  zwodnicze.  Oprócz  pięciu  zmysłów  mamy  do  dyspozycji  także  rozum

background image

i  pamięć,  a  ponadto  niejednokrotnie  odbieramy  bodźce  płynące  ze  świata,
wykorzystując  łącznie  dwa  lub  więcej  zmysłów.  Pamięć  i  rozum  mogą
połączyć je równocześnie z sobą, co umożliwia nam poprawną i bezpośrednią
percepcję.  Wykonajmy  prosty  eksperyment  myślowy,  by  się  przekonać,  że
tak właśnie jest.

Wyobraźmy  sobie,  że  stoimy  między  szynami  biegnącego  prosto  na

bardzo  długim  odcinku  toru  kolejowego.  Gdy  spoglądamy  hen  przed  siebie,
wydaje  się  nam,  jakby  na  samym  końcu  szyny  się  zbiegały,  i  nie  jesteśmy
w stanie odróżnić jednej od drugiej. Nasze dane zmysłowe informują nas, że
szyny  się  zbiegły.  W  pewnej  chwili  słyszymy  za  plecami  zbliżający  się
w  naszą  stronę  pociąg.  Schodzimy  z  toru,  pociąg  mija  nas  i  się  oddala,
z  każdą  chwilą  malejąc,  i  zgodnie  z  tym,  co  mówi  nam  reprezentacjonizm,
nasze  dane  zmysłowe  rzeczywiście  przekazują  nam  obraz  zmniejszającego
się z każdą chwilą pociągu.

W tej chwili jednak do działania wkraczają rozum i pamięć. Rozum mówi

nam, że lokomotywy nie mogą maleć tylko dlatego, że są w ruchu (chyba że
będą  się  poruszać  z  prędkością  bliską  prędkości  światła!);  podobnie  nasza
pamięć  dotycząca  pociągów,  którymi  kiedyś  podróżowaliśmy,  podpowiada
nam, że nie zmniejszają się one po drodze. I dlatego, mimo iż nasza percepcja
wzrokowa  mówi  nam,  że  pociąg  maleje,  wiemy,  że  w  rzeczywistości  wciąż
jest  taki  sam  jak  w  chwili,  gdy  nas  mijał.  Oznacza  to,  że  kiedy  pociąg  staje
się  już  niemal  kropką  w  miejscu,  w  którym  szyny  się  zbiegają  (bo  tak  nas
o tym wciąż informują dane zmysłowe), możemy posłużyć się znanym nam
rozmiarem lokomotywy i wagonów, by zmierzyć odległość między szynami
w  miejscu,  w  którym  się  one,  według  naszego  wzroku,  zbiegają  i  możemy
z  całą  pewnością  powiedzieć,  że  mimo  tego,  co  się  nam  wydaje,  odległość
między szynami w miejscu, do którego sięga nasz wzrok, jest taka sama, jak
w miejscu, w którym stoimy w danej chwili.

Co  więcej,  wszystko  to  dzieje  się  w  naszych  głowach  równocześnie.

Początkowo  percepcja  wzrokowa  sugerowała  nam,  że  szyny  się  w  pewnym
miejscu zlewają. Teraz nasza percepcja wzrokowa pozwala nam dostrzec, co
się  dzieje,  gdy  pociąg  dociera  do  miejsca,  w  którym  rzekomo  szyny  się
zbiegają:  nie  zatrzymuje  się,  lecz  jedzie  dalej.  Równocześnie  nasz  rozum
percypuje  z  absolutną  pewnością,  że  szyny  nie  mogły  się  zbiec  i  odległość

background image

między nimi wcale się nie zmieniła. Innymi słowy, niekoniecznie prawdziwe
jest twierdzenie, iż wzrok zawsze tworzy subiektywne dane zmysłowe, które
rozum następnie zamienia w prawomocne pojęcia, co sugeruje jedna z wersji
reprezentacjonizmu.  U  osoby  posiadającej  właściwą  wiedzę  pamięć  i  rozum
działają  równocześnie  ze  wzrokiem,  pomagając  w  uzyskaniu  prawdziwej
percepcji obiektywnej rzeczywistości.

Filozof  Roger  Scruton  wypowiada  następujące  uwagi  na  temat

reprezentacjonizmu:

Reprezentacjonizm  wydaje  się  twierdzić,  że  percypujemy  obiekty  fizyczne,
postrzegając  coś  innego,  reprezentujący  je  obraz  lub  ideę.  Ale  wówczas  rodzi  się
pytanie,  w  jaki  sposób  percypujemy  tę  ideę  lub  obraz?  Będziemy  bez  wątpienia
potrzebowali  jeszcze  jednej  idei,  która  będzie  przedstawiać  tę  pierwszą  naszej
świadomości, jeśli mamy ją percypować. To jednak oznacza regres w nieskończoność.
„Chwileczkę! – mówi nam druga strona. – Wcale nie powiedziałem, że reprezentacje
mentalne  percypujemy  w  taki  sam  sposób,  w  jaki  percypujemy  obiekty  fizyczne.
Przeciwnie,  reprezentacje  percypujemy  bezpośrednio,  natomiast  obiekty  jedynie
pośrednio”.  Co  to  jednak  znaczy?  Można  założyć,  że  znaczy  to,  iż  mogę  się  mylić,
gdy idzie o obiekt fizyczny, natomiast nie mogę się mylić, gdy idzie o reprezentację,
która  jest  dla  mnie  bezpośrednio  niekorygowalna,  jest  częścią  mojej  samowiedzy  –
częścią tego, co jest „dane” świadomości. Jednak w takim razie po co w ogóle mówić,
że  ją  percypuję?  Percepcja  to  sposób  postrzegania  „tego,  co  poza  mną”;  zakłada
oddzielenie  percypującego  od  tego,  co  percypowane,  i  właśnie  skutkiem  tego
oddzielenia jest możliwość błędu. Przeczyć możliwości błędu to przeczyć oddzieleniu.
Reprezentacja  mentalna  wcale  nie  jest  percypowana;  jest  po  prostu  częścią  mnie.
Wyrażając  to  inaczej:  reprezentacja  mentalna  jest  percepcją.  A  w  takim  wypadku
przeciwieństwo  między  percepcją  bezpośrednią  a  pośrednią  przestaje  istnieć.
Rzeczywiście,  percypujemy  obiekty  fizyczne  i  percypujemy  je  bezpośrednio.  (…)
Percypujemy 

zaś 

obiekty 

fizyczne 

przez 

„posiadanie” 

doświadczeń

reprezentacyjnych

33

.

Innymi  słowy,  nie  ma  czegoś  trzeciego,  pośredniego  i  na  pozór

niezależnego,  co  nazywamy  danymi  zmysłowymi,  znajdującego  się  między
naszą  percepcją  a  obiektami  świata  zewnętrznego.  Dane  zmysłowe  bądź
reprezentacje to właśnie nasza percepcja świata zewnętrznego, i ta percepcja
świata ma charakter bezpośredni. Nie znaczy to oczywiście, że bezpośrednia
percepcja  jest  zawsze  nieomylna.  Faktem  jednak  jest,  że  gdy  trzeba
wykorzystać zmysły do zdobycia informacji dotyczących tego zewnętrznego

background image

i  obiektywnego  świata,  ludzie  nauczyli  się  wykorzystywać  swoje  pięć
zmysłów  w  sposób  prawidłowy  i  prawidłowo  interpretować  informacje.
Każdy  z  nas  musi  tak  właśnie  postępować  jako  jednostka.  Ktoś  słyszy
dźwięki  muzyki  w  postaci  fal  dźwiękowych  docierających  do  jego  uszu,
a potem w formie przetworzonej do mózgu, a mimo to może pomylić się co
do  tego,  jaki  konkretnie  słyszy  instrument.  Doświadczenie,  wzrok,
informacja od nauczyciela i pamięć, wszystko to będzie nam potrzebne, nim
nauczymy  się  natychmiast  rozpoznawać,  który  instrument  wydał  dźwięk,
słyszany  w  danej  chwili.  Wszystko  to  jednak  nie  znaczy,  że  za  pierwszym
razem  nie  słyszeliśmy  bezpośrednio  tego  właśnie  dźwięku.  Osoba,  która
niedawno  straciła  wzrok,  będzie  musiała  wyostrzyć  zmysł  dotyku,  by  móc
czytać alfabet Braille’a. A ponieważ światło zachowuje się w taki, a nie inny,
znany nam już dzisiaj sposób, musimy nauczyć się widzieć, a także nauczyć
się  gromadzić  poprawne  informacje  płynące  do  nas  za  pośrednictwem
wzroku.  Czasami  błędnie  interpretujemy  to,  co  widzimy,  słyszymy,
smakujemy lub wąchamy, czego dotykamy, i musimy nauczyć się korzystać
z  naszych  zmysłów  z  większą  roztropnością.  Wszystko  to  jednak  nie
oznacza,  że  nie  mamy  możliwości  bezpośredniej  percepcji  czegokolwiek
w  świecie  zewnętrznym,  niezależnie  od  tego,  z  jakimi  dodatkowymi
trudnościami mielibyśmy do czynienia na poziomie kwantowym.

I  wreszcie,  gdybyśmy  nie  mogli  bezpośrednio  percypować  tego,  że

Hawking  i  Mlodinow  to  obiektywnie  rzeczywiści  ludzie,  autorzy  książki
Wielki  projekt,  która  przedstawia  jako  prawdziwe  określone  twierdzenia
dotyczące  Wszechświata,  wówczas  można  się  zastanawiać,  po  co  w  ogóle
zadawali  sobie  tyle  trudu  i  pisali  tę  książkę.  To  właśnie  jest  ciekawa  rzecz
dotycząca  wszystkich  opowiadających  się  za  jakąś  formą  relatywizmu.
Wszystkie  takie  osoby  prędzej  czy  później  twierdzą,  że  zasadniczo  rzecz
biorąc,  prawda,  percepcja  itp.  są  względne,  oczywiście  z  wyjątkiem  tej
jedynej  prawdy,  do  ujrzenia  której  próbują  nas  z  takim  zaangażowaniem
przymusić.  Innymi  słowy,  nie  potrafią  odnieść  własnego  relatywizmu  do
samych siebie.

Element subiektywny w nauce

background image

Trzeba oczywiście przyjąć do wiadomości, że i w nauce mamy do czynienia
z  subiektywizmem.  Wyobrażenie  całkowicie  niezależnego  obserwatora
nieskrępowanego 

żadnymi 

przyjętymi 

góry 

teoriami, 

który

przeprowadzając  badania,  dochodzi  do  całkowicie  bezstronnych  wniosków,
stanowiących prawdę absolutną, to po prostu mit. A to dlatego, że naukowcy,
podobnie  jak  wszyscy  inni  ludzie,  też  mają  swoje  przyjmowane  z  góry
przekonania, więcej nawet, światopogląd, co ma znaczenie w każdej sytuacji.
Ponadto,  są  oni  doskonale  świadomi  tego,  że  w  nauce  praktycznie
niemożliwe jest prowadzenie obserwacji bez posiadania jakiejś teorii; nie da
się  na  przykład  mierzyć  temperatury,  nie  mając  wcześniej  jakiejś  teorii
ciepła.  Ponadto  teorie  naukowe  najczęściej  pozostają  niedookreślone  przez
dane  obserwacyjne.  Innymi  słowy,  ten  sam  zestaw  danych  obserwacyjnych
da  się  wyjaśnić  za  pomocą  więcej  niż  jednej  teorii.  Jeśli  na  przykład
przedstawimy  te  dane  w  postaci  skończonego  zbioru  punktów  na  wykresie,
wystarczy  znajomość  matematyki  na  poziomie  podstawowym,  by  wiedzieć,
że istnieje nieskończona liczba krzywych, które da się poprowadzić przez ten
konkretny  zbiór  punktów.  To  znaczy,  że  dane  reprezentowane  przez  punkty
na  papierze  nie  determinują  krzywej,  którą  powinniśmy  przez  te  punkty
poprowadzić, aczkolwiek w każdym konkretnym wypadku możemy mieć do
czynienia z zasadami fizyki znacząco ograniczającymi nasz wybór.

A  zatem,  większość  naukowców  przyzna  bez  oporów,  że  nauka  z  samej

swej  natury  zawiera  w  sobie  nieuchronnie  pewien  stopień  niepewności.
Trzeba jednak wyjaśnić od razu, że w ogromnej większości przypadków jest
to  stopień  znikomy.  Nie  ulega  wątpliwości,  że  oparta  na  nauce  technika
w spektakularny sposób zmieniła oblicze świata, w którym żyjemy: od radia
i  telewizji,  przez  komputery,  samoloty,  sondy  kosmiczne,  po  zdjęcia
rentgenowskie  i  sztuczne  serca.  Całkowitą  niedorzecznością  jest  zatem
twierdzić,  jak  czynią  to  często  postmoderniści,  że  brak  pewności
i  subiektywność  w  nauce  stanowią  dowód  tego,  że  jest  ona  jedynie  tworem
społecznym. Jak zauważa fizyk Paul Davies:

Oczywiście,  nauka  posiada  wymiar  kulturowy,  jeśli  jednak  powiadam,  że  siła
przyciągania  między  Słońcem  a  krążącymi  wokół  niego  planetami  jest  odwrotnie
proporcjonalna  do  kwadratu  odległości  między  nimi,  jak  mówi  o  tym  prawo
powszechnego  ciążenia,  i  potrafię  nadać  temu  dokładne  znaczenie  matematyczne,  to

background image

właśnie  o  to  chodzi  w  nauce.  Nie  sądzę,  że  tego  rodzaju  twierdzenie  jest  tworem
kulturowym  –  nie  jest  to  coś  będącego  wytworem  naszej  wyobraźni  lub  co
wymyśliliśmy, by sobie ułatwić opis rzeczywistości – moim zdaniem jest to fakt. I to
samo dotyczy innych podstawowych praw fizyki

34

.

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać co do tego, że gdybyśmy sądzili, iż

nauka,  która  doprowadziła  nas  do  skonstruowania  samolotu  odrzutowego,
jest  jedynie  subiektywnym  tworem  społecznym,  do  dnia  dzisiejszego  nie
wiedzielibyśmy,  co  to  samoloty,  bo  by  ich  po  prostu  nie  było.  Mówiąc
jeszcze  inaczej,  najpewniejszy  sposób  na  to,  by  się  przekonać,  czy  prawo
powszechnego  ciążenia  jest  lub  nie  jest  tworem  społecznym  bądź
kulturowym,  to  stanąć  na  skraju  dachu  drapacza  chmur  i  zrobić  krok  przed
siebie!

 
 

1

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 198, 200.

2

 Zob. np. R. Collins, The multiverse hypothesis: a theistic perspective, w: B. Carr (red.), Universe or

Multiverse?, Cambridge 2007, s. 459–481.

3

 Przystępny opis tego, jak ma się to twierdzenie do odwrotnego paradoksu hazardzisty, przedstawia P.

Dowe w książce Galileo, Darwin and Hawking, Grand Rapids 2005, s. 160 i nast.

4

 Zob. R. Collins, The multiverse hypothesis…, s. 464.

5

 P. Davies, Universes galore: where will it all end?, w: B. Carr (red.), Universe or Multiverse?, s. 487.

6

 Audycja J. Brierleya „Unbelievable”, Premier Christian Radio, 25 września 2010.

7

  R.  Penrose,  Droga  do  rzeczywistości.  Wyczerpujący  przewodnik  po  prawach  rządzących

Wszechświatem, przeł. J. Przystawa, Warszawa 2006, s. 753.

8

  J.C.  Polkinghorne,  Jeden  świat.  Wzajemne  relacje  nauki  i  teologii,  przeł.  M.  Chojnacki,  Kraków

2008, s. 147.

9

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 220.

10

 Informacja uzyskana w czasie bezpośredniej rozmowy. Przytaczam za zgodą autora.

11

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 144.

12

 Tamże.

13

 T. Radford, „The Guardian” 18 września 2010.

14

 P. Davies, Universes galore…, s. 495.

15

  J.  Al-Khalili,  Science.  Life.  The  Planets,  „Eureka”  (magazyn  dziennika  „The  Times”)  nr  12,

background image

wrzesień 2010, s. 23.

16

 H. Devlin, „The Times” 4 września 2010.

17

 J. Al-Khalili, Science. Life. The Planets, s. 23.

18

 Tamże.

19

 Za: H. Devlin, „The Times” 4 września 2010.

20

 R. Penrose, Droga do rzeczywistości…, s. 971–972.

21

 Tamże.

22

 Audycja J. Brierleya „Unbelievable” 25 września 2010.

23

 Tamże.

24

 Tamże.

25

 Tamże.

26

  Tamże.  R.  Penrose  zaproponował  swoją  własną  teorię  w  książce  Cykle  czasu.  Niezwykły  obraz

wszechświata, przeł. B. Bieniok, E.L. Łokas, Warszawa 2011.

27

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 62.

28

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 52, 55.

29

 R. Penrose, Droga do rzeczywistości…, s. 754.

30

 Tenże, „Financial Times” 4 września 2010.

31

 Tamże.

32

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 56.

33

 R. Scruton, Modern Philosophy, London 1996, s. 333.

34

 Found in space, wywiad z Paulem Daviesem, „Third Way” lipiec 1999.

background image

4

 Czyj to w końcu projekt?

W ostatnim rozdziale swojej książki Hawking i Mlodinow podejmują kwestię
„wielkiego  projektu”.  Na  początku  przyznają,  że  chociaż  prawa  przyrody
mówią  nam,  jak  zachowuje  się  Wszechświat,  nie  odpowiadają  na  pytania
rozpoczynające  się  od  słowa  „dlaczego”,  stawiane  na  początku  książki:
„Dlaczego  istnieje  raczej  coś  niż  nic?  Dlaczego  my  istniejemy?  Dlaczego
właśnie ten konkretny zbiór praw, a nie inny?”

1

. Jak na razie, nieźle. Prawa

przyrody rzeczywiście nie odpowiadają na pytania „dlaczego”. Niemniej, jak
widzieliśmy  w  rozdziale  drugim  mojej  książki,  wnioski,  które  formułują
Hawking  i  Mlodinow  w  swojej  książce,  przeczą  powyższemu  twierdzeniu,
ponieważ sugerują oni, że prawa przyrody, a zwłaszcza prawo powszechnego
ciążenia dostarcza odpowiedzi na te pytania.

Aby  mieć  pewność,  że  niczego  nie  przekręciliśmy,  przypomnijmy  sobie

jeszcze  raz  te  wnioski:  „Ponieważ  istnieje  prawo  grawitacji,  Wszechświat
może i będzie się stwarzał z niczego”

2

. „Spontaniczna kreacja jest przyczyną,

dla  której  istnieje  raczej  coś  niż  nic,  dla  której  istnieje  Wszechświat  i  dla
której  istniejemy  my

3

.  A  zatem  tak  właśnie,  czarno  na  białym,  twierdzą

Hawking  i  Mlodinow.  Prawo  powszechnego  ciążenia  odpowiada  na  te
właśnie pytania, na które, jak twierdzi Hawking, nie potrafi odpowiedzieć.

Ponadto,  co  Hawking  rozumie  przez  „spontaniczną  kreację”?

Sformułowanie  to  przypomina  bardzo  „bezprzyczynową  przyczynę”,  często
cytowany  termin  będący  paradoksalną  formą  opisu  Boga.  A  nawet  jeśli
istniałoby coś takiego jak „spontaniczna kreacja”, trudno byłoby ją uznać za
jakiś  powód,  czyż  nie  tak?  Powodem  może  być  coś,  co  można  wstawić  na
końcu  następującego  twierdzenia:  „Jest  raczej  coś  niż  nic,  ponieważ…”.
Tymczasem Hawking zdaje się mówić, że „jest raczej coś niż nic, ponieważ
jest  coś  i  to  coś  zachodzi  spontanicznie  bez  jakiejkolwiek  przyczyny  czy
powodu,  z  wyjątkiem  być  może  tego,  że  jest  to  możliwe  i  się  po  prostu
urzeczywistnia”.

Trudno  oczekiwać,  by  tego  rodzaju  argument  robił  na  nas  wrażenie  –

background image

zwłaszcza kiedy komplikują go liczne wewnętrzne sprzeczności wspomniane
wcześniej.

Jeśli  jednak  zwrócimy  się  do  Boga  jako  odpowiedzi  na  wcześniejsze

pytania  „dlaczego”,  tak  jak  ja  bezwstydnie  czynię,  wówczas  Hawking
zareplikuje: „Pytanie o to, kto lub co stworzyło Wszechświat, ma sens, lecz
jeśli odpowiedzią jest »Bóg«, musimy zapytać, kto stworzył Boga”

4

.

No cóż, skoro wolno Hawkingowi, wolno i mnie. Jeśli odpowiedź brzmi

„prawo  grawitacji”  (co,  jak  widzieliśmy  w  rozdziale  drugim,  nie  może  być
odpowiedzią),  wówczas,  zgodnie  z  tym,  co  powiedział  sam  Hawking,
musimy zapytać „kto stworzył prawo grawitacji?”. A na to pytanie Hawking
nam nie odpowiada.

Argumentacja  Hawkinga  pokazuje  jedynie,  że  posiada  on  nieadekwatne

pojęcie Boga. Pytać o to, kto stworzył Boga, to zakładać, zgodnie z logiką, że
Bóg  jest  bytem  stworzonym.  Nie  jest  to  z  pewnością  koncepcja  Boga,  jaką
przyjmuje chrześcijaństwo, a także judaizm ani islam. Bóg jest wieczny. Bóg
jest  ostateczną  rzeczywistością,  ostatecznym  faktem.  Pytać,  kto  stworzył
Boga, to dowód niezrozumienia istoty Boga

5

.

Austin  Farrer  trafnie  pokazuje,  co  jest  stawką  w  tym  sporze:  „Kwestią

sporną między ateistą a wierzącym nie jest to, czy ma sens zadawanie pytań
w  związku  z  ostatecznym  faktem.  Kwestią  jest  to,  jaki  fakt  jest  ostateczny.
Ostatecznym  faktem  dla  ateisty  jest  świat;  dla  teisty  zaś  –  Bóg”

6

.  Może

powinniśmy  zmodyfikować  to  twierdzenie  i  powiedzieć,  że  dla  niektórych
ateistów ostatecznym faktem jest wieloświat lub prawo grawitacji; nie czyni
to  jednak  żadnej  różnicy,  gdy  idzie  o  istotę  omawianego  tu  problemu.
Większą  część  ostatniego  rozdziału  książki  Hawkinga  zajmuje  szczegółowy
opis  przykładu  pewnego  modelu  matematycznego,  który,  jego  zdaniem,
stwarza swą własną rzeczywistość: „Gry w życie” Johna Conwaya. Conway
wymyślił  „świat”  składający  się  z  kwadratowych  komórek  tworzących
szachownicę,  tyle  że  jest  to  szachownica  o  nieskończonych  rozmiarach,
rozciągająca się we wszystkich kierunkach. Każda komórka może znajdować
się  w  jednym  z  dwóch  stanów  i  być  „żywa”  lub  „martwa”,  co  reprezentują
dwa  kolory,  odpowiednio  zielony  i  czarny.  Każdą  komórkę  otacza  osiem
innych komórek: cztery przylegające do jej boków i cztery stykające się z nią
rogami.  Czas  w  modelu  Conwaya  ma  charakter  nieciągły.  Wychodzimy  od

background image

dowolnie  ustalonego  zestawu  żywych  i  martwych  komórek  i  istnieją  tylko
trzy  reguły  bądź  prawa  determinujące,  co  się  stanie  później;  kierują  one
w  sposób  deterministyczny  losem  komórek.  Niektóre  proste  konfiguracje
komórek  nie  zmieniają  się;  inne  zmieniają  się  przez  kilka  generacji,
a  następnie  umierają;  jeszcze  inne  wracają  po  kilku  generacjach  do  swej
wyjściowej  postaci,  a  potem  powtarzają  w  nieskończoność  ten  sam  proces.
Wśród  tych  konfiguracji  mamy  „szybowce”  składające  się  z  pięciu  żywych
komórek, które przeobrażają się i przechodzą przez kilka stanów pośrednich,
by  znów  wrócić  do  pierwotnej  formy,  przesuwając  się  ukośnie  o  jedną
komórkę.  Można  też  zaobserwować  znacznie  więcej  wyrafinowanych  form
zachowania  demonstrowanych  przez  bardziej  złożone  konfiguracje
początkowe.

Część  świata  Conwaya  (nie  zapominajmy,  że  rozciąga  się  on

w nieskończoność we wszystkich kierunkach) można przedstawić na ekranie
komputera,  wówczas  zobaczymy,  co  się  dzieje  w  miarę  następowania  po
sobie  kolejnych  generacji.  Dostrzeżemy  na  przykład  przesuwające  się
ukośnie po ekranie szybowce

7

.

Świat stworzony przez Conwaya cieszy się ogromnym zainteresowaniem

matematyków  i  odegrał  istotną  rolę  w  rozwoju  ważnej  teorii  automatów
komórkowych.  Jak  zauważa  Hawking,  Conway  i  jego  studenci  pokazali,  że
zgodnie  z  tymi  prawami  mogą  tworzyć  się  złożone  struktury  początkowe
zdolne  do  replikacji.  Niektóre  z  nich  to  tak  zwane  uniwersalne  maszyny
Turinga, które, co do zasady, potrafią wykonać każde obliczenie wykonalne
przy  pomocy  komputera.  Oszacowano,  że  zdolne  do  tego  konfiguracje
w  świecie  Conwaya  mają  olbrzymie  rozmiary  i  składają  się  z  bilionów
żywych i martwych komórek

8

.

Dla  mnie  jako  matematyka  osiągnięcia  Conwaya  są  niezwykle

fascynujące. Słuchanie jego wykładów, podczas których matematyka stawała
się  tętniącą  życiem  dyscypliną,  było  dla  mnie  jednym  z  najwspanialszych
doświadczeń  podczas  moich  studiów  w  Cambridge.  Tutaj  jednak  interesuje
mnie, w jakim celu Hawking posłużył się tą analogią:

Przykład  „Gry  w  życie”  Conwaya  pokazuje,  że  nawet  bardzo  prosty  zestaw  praw
może  spowodować  powstanie  złożonych  struktur  przypominających  inteligentne
życie. Musi istnieć wiele zbiorów praw obdarzonych taką własnością. Skąd wzięły się

background image

fundamentalne  prawa  (bo  nie  chodzi  tu  o  prawa  obserwowane),  które  obowiązują
w naszym Wszechświecie? Podobnie jak we wszechświecie Conwaya, prawa naszego
Wszechświata określają ewolucję systemu, jeśli ustalimy jego stan dla zadanej chwili.
W  świecie  Conwaya  to  my  jesteśmy  stwórcami  –  wybieramy  początkowy  stan
wszechświata, definiując obiekty i ich położenia na początku gry

9

.

Potem  dodaje:  „W  fizycznym  Wszechświecie  odpowiednikami  takich

obiektów jak szybowce z »Gry w życie« są izolowane ciała materialne”

10

.

W  tym  miejscu  Hawking  porzuca  „Grę  w  życie”,  pozostawiając

czytelników w niepewności co do tego, jakie ma ona dokładnie zastosowanie
w  odniesieniu  do  jego  argumentacji.  Niemniej,  nie  ulega  wątpliwości,  że
chce,  by  odnieśli  oni  wrażenie,  iż  podobnie  jak  w  przypadku  świata
Conwaya,  w  którym  prosty  zestaw  reguł  może  wytworzyć  złożoność
przypominającą  życie,  także  i  w  naszym  świecie  prosty  zestaw  praw
przyrody mógł stworzyć samo życie.

Tyle  że  jego  analogia  nic  takiego  nie  pokazuje,  przeciwnie,  dowodzi

czegoś  dokładnie  odwrotnego.  Przede  wszystkim  należy  powiedzieć,  że
w  świecie  Conwaya  prawa  nie  wytwarzają  złożonych  i  replikujących  się
struktur.  Prawa,  jak  to  wielokrotnie  podkreślaliśmy,  niczego  nie  stwarzają
w  żadnym  ze  światów;  mogą  one  działać  w  odniesieniu  do  czegoś,  co  już
istnieje.  W  świecie  Conwaya  cechujące  się  ogromną  złożonością  struktury
zdolne  do  samoreplikacji  zgodnie  z  ustalonymi  wcześniej  prawami  muszą
być na początku skonfigurowane w systemie, co dzieje się za sprawą wysoce
inteligentnych  umysłów  matematycznych.  Nie  są  stwarzane  z  niczego  ani
przez  przypadek,  lecz  przez  inteligencję.  To  samo  dotyczy  rządzących  nimi
praw.

Po  drugie,  świat  Conwaya  musi  być  w  czymś  umieszczony

i wykorzystuje się do tego wyrafinowany sprzęt komputerowy i towarzyszące
mu oprogramowanie oraz bardzo szybkie algorytmy. Żywe i martwe komórki
reprezentowane  są  przez  kwadraty  na  ekranie,  składające  się  z  szeregu
pikseli,  a  prawa  rządzące  ich  zachowaniem  stają  się  programem  całego
systemu. Nie trzeba dodawać – aczkolwiek należy to wyraźnie powiedzieć –
że  wszystko  to  wiąże  się  z  olbrzymią  aktywnością  intelektualną
i dostarczeniem ogromnej ilości informacji.

W ten oto sposób Hawking, chociaż ma alergię na pojęcie inteligentnego

background image

projektu

11

,  przedstawił  doskonały,  przemawiający  za  nim  argument.  Jak  na

ironię,  przyznaje  to,  gdy  pisze,  że  w  świecie  Conwaya  to  my  jesteśmy
stwórcami. Zaś w naszym Wszechświecie Stwórcą jest Bóg.

 
 

1

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 15.

2

 Tamże, s. 180.

3

 Tamże, s. 219.

4

 Tamże, s. 208.

5

 W sposób bardziej pogłębiony omawiam tę kwestię w książce God’s Undertaker, s. 182 i nast.

6

 A. Farrer, Nauka o Bogu?, przeł. T. Mieszkowski, Warszawa 1971, s. 33.

7

 Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Gra_w_%C5%BCycie; dostęp 24 maja 2017.

8

 Zob. http://rendell-attic.org/gol/utm/index.htm; dostęp 24 maja 2017.

9

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 217.

10

 Tamże.

11

 Tamże, s. 200–201.

background image

5

 Nauka a racjonalność

Spora  część  argumentacji  Hawkinga  zasadza  się  na  przekonaniu,  że  istnieje
głęboko zakorzeniony konflikt między nauką a religią. Ja takiego rozdźwięku
nie  dostrzegam.  Dla  mnie  jako  dla  chrześcijanina  piękno  praw  nauki
wzmacnia  moją  wiarę  w  jakiegoś  odznaczającego  się  inteligencją,  boskiego
Stwórcę.  Im  więcej  pojmuję  z  nauki,  tym  bardziej  wierzę  w  Boga,  a  moja
wiara wypływa z zachwytu nad rozmachem, wyrafinowaniem i integralnością
Jego stworzenia.

Nie  wolno  nam  zapominać,  że  wspaniały  rozwój  nauki  za  sprawą

Galileusza, Keplera i Newtona wiązał się w dużej mierze z ich przekonaniem,
że  prawa  przyrody  odzwierciedlają  wpływ  jakiegoś  boskiego  prawodawcy.
Jednym  z  fundamentalnych  wątków  chrześcijaństwa  jest  pogląd,  iż
Wszechświat  został  skonstruowany  zgodnie  z  jakimś  racjonalnym,
inteligentnym zamysłem. Taki punkt widzenia nie ma nic wspólnego z wiarą
w Boga, który przeszkadza nauce; przeciwnie, jest siłą napędową nauki.

Fakt,  iż  nauka  pozostaje  (przede  wszystkim)  zajęciem  racjonalnym,

pozwala  nam  dostrzec  jeszcze  jedną  ułomność  w  myśleniu  Hawkinga.
Hawking,  podobnie  jak  Francis  Crick,  chce,  żebyśmy  uwierzyli  w  to,  że
człowiek  to  nic  innego  jak  jedynie  „zbiór  występujących  w  przyrodzie
cząstek  elementarnych”

1

.  Crick  pisze:  „Ty,  Twoje  radości  i  smutki,  Twoje

wspomnienia  i  ambicje,  Twoje  poczucie  tożsamości  i  wolna  wola,  nie  są
w  rzeczywistości  niczym  innym  niż  sposobem,  w  jaki  zachowuje  się
ogromny zbiór komórek nerwowych i związanych z nimi cząsteczek”

2

.

Co  w  takim  razie  mamy  myśleć  o  miłości  i  lęku  doświadczanych  przez

ludzi,  o  radości  i  smutku?  Czy  są  to  nieposiadające  znaczenia  schematy
zachowań  neuronów?  Albo  co  mamy  myśleć  o  pojęciach  takich  jak  piękno
i  prawda?  Czy  malowidło  Rembrandta  to  nic  innego  niż  rozrzucone  na
płótnie  cząsteczki  farby?  Hawking  i  Crick  właśnie  tak  zdają  się  sądzić.
Zastanawiające  jest  w  takim  razie,  jakim  sposobem  mielibyśmy  dojść  do
takiego wniosku. Przecież skoro samo pojęcie prawdy wynika z tego, co nie

background image

jest  „niczym  innym  niż  sposobem,  w  jaki  zachowuje  się  ogromny  zbiór
komórek nerwowych”, skąd mielibyśmy wiedzieć – jeśli chcemy być wierni
logice – że nasze mózgi składają się z komórek nerwowych?

Argumenty  te  przywodzą  na  myśl  to,  co  czasami  określa  się  mianem

„wątpliwości  Darwina”:  „Jeśli  chodzi  o  mnie,  zawsze  budzi  się  we  mnie
przerażająca wątpliwość, czy przekonania ludzkiego umysłu, który rozwinął
się z umysłu niższych zwierząt, mają jakąkolwiek wartość lub czy w ogóle są
wiarygodne

3

.

Nie ulega wątpliwości, że najbardziej miażdżącą krytyką dla tego rodzaju

skrajnego  redukcjonizmu  okazuje  się  to,  że  podobnie  jak  scjentyzm,  jest  on
samodestrukcyjny. John Polkinghorne, fizyk, informuje nas, że redukcjonizm

okazuje  się  samobójczy.  Nie  tylko  sprowadza  on  nasze  doświadczenie  piękna,
obowiązku  moralnego  i  religijnego  spotkania  z  Bogiem  do  epifenomenalnego  kurzu,
lecz  burzy  też  fundamenty  rozumu.  Myśl  redukuje  do  zjawisk  elektrochemicznych
zachodzących w neuronach. Dwa tego rodzaju zdarzenia nie mogą przeciwstawić się
sobie  w  racjonalnym  dyskursie.  Nie  są  ani  prawdziwe,  ani  fałszywe.  Po  prostu
zachodzą. (…) Już same twierdzenia redukcjonistów są jedynie błyskami wyładowań
w  neuronalnych  sieciach  ich  mózgów.  Świat  dyskursu  racjonalnego  to  jedynie
absurdalny  terkot  iskrzących  synaps.  Mówiąc  szczerze,  wszyscy  uważamy,  że  to
niemożliwe; nikt z nas w to nie wierzy

4

.

Właśnie.  We  wszystkich  próbach  wyprowadzenia  racjonalności

z  irracjonalności,  chociażby  nie  wiadomo  jak  wyrafinowanych,  bije  w  oczy
ich  wewnętrzna  sprzeczność.  Gdy  rozłożymy  je  na  czynniki  pierwsze,
wszystkie  one  w  przedziwny  sposób  przypominają  daremne  próby
wywindowania  się  przez  pociąganie  za  cholewki  własnych  butów,  o  czym
wspominaliśmy w pierwszym rozdziale książki. Bo przecież to ludzki umysł
doprowadził Hawkinga i Cricka do przyjęcia wizji człowieka prowadzącej do
wniosku, iż nie ma powodu, by ufać naszym umysłom, gdy podsuwają nam
jakąkolwiek informację; nie mówiąc już o tym, że tego rodzaju redukcjonizm
jest prawdą.

Już  sam  fakt,  że  zdolni  jesteśmy  do  racjonalnego  myślenia,  stanowi  bez

wątpienia  jakąś  wskazówkę.  Nie  kieruje  ona  naszego  wzroku  w  dół,  ku
przypadkowi  i  konieczności,  lecz  w  górę,  w  stronę  inteligentnego  źródła  tej
zdolności.  Żyjemy  w  epoce  informacji  i  wiemy  doskonale,  że  informacja

background image

o  charakterze  językowym  wiąże  się  ściśle  z  inteligencją.  Wystarczy  na
przykład,  że  zobaczymy  na  piasku  napisane  nasze  imię,  by  domyślić  się,  że
musiał to zrobić ktoś obdarzony inteligencją. O ileż bardziej prawdopodobne
jest  zatem  istnienie  inteligentnego  Stwórcy,  kryjącego  się  za  ludzkim  DNA
będącym  ogromną  biologiczną  bazą  danych,  składającą  się  z  nie  mniej  niż
trzech  i  pół  miliarda  „liter”,  a  zarazem  najdłuższym  jak  dotąd  odkrytym
„słowem”?

Powyższe  stwierdzenie  przenosi  nas  z  fizyki  na  obszar  biologii,  gdzie

pojawiają się podobne do omawianych tu kwestie. Poświęciłem biologii dużo
uwagi  w  książce  Czy  nauka  pogrzebała  Boga?  i  dlatego  nie  będę  tutaj
powtarzał mojej argumentacji.

Argumenty rozumowe za istnieniem Boga
pochodzące spoza obszaru nauki

Argumenty rozumowe za istnieniem Boga odnaleźć można nie tylko w sferze
nauki,  ponieważ  trzeba  pamiętać,  że  wbrew  temu,  co  sądzi  wielu  ludzi,
racjonalność  wykracza  poza  naukę.  I  tak  na  przykład  przekonujemy  się,  że
jesteśmy bytami moralnymi, zdolnymi odróżnić dobro od zła. Do takiej etyki
nie  prowadzi  żadna  naukowa  droga,  co  przyznają  wszyscy,  z  wyjątkiem
najbardziej  zagorzałych  zwolenników  scjentyzmu.  Fizyka  nie  potrafi
wzbudzić  w  nas  troski  o  drugiego  człowieka  ani  też  nauka  nie  odpowiada
w żaden sposób za ducha altruizmu obecnego w społeczeństwach tworzonych
przez  ludzi  od  zarania  dziejów.  To  wcale  jednak  nie  znaczy,  że  etyka  jest
nieracjonalna.

Co  więcej,  tak  jak  dostrojenie  się  pewnych  stałych  wartości  przyrody

i  możliwość  jej  rozumowego  poznania  i  zrozumienia  wskazują  na  istnienie
jakiejś  transcendentnej  inteligencji  niezależnej  od  tego  świata,  podobnie
istnienie  wspólnego  zbioru  wartości  moralnych  wskazuje  na  istnienie
transcendentnego bytu moralnego.

Inną bardzo ważną dyscypliną opartą na rozumie jest historia. Co więcej,

często  się  zapomina,  że  metody,  którymi  posługuje  się  historyk,  mają  do

background image

spełnienia  bardzo  ważną  rolę  w  samej  nauce.  Mówiliśmy  już  o  możliwości
opisu  Wszechświata  w  kategoriach  praw  fizyki  i  większość  z  nas  jest
świadoma  tego,  iż  prawa  fizyki  formułowane  są  często  metodą  indukcji.
Innymi  słowy,  powtarza  się  wielokrotnie  obserwacje  i  eksperymenty,  i  jeśli
za każdym razem i w tych samych warunkach uzyskujemy te same rezultaty,
wówczas  możemy  ze  spokojem  stwierdzić,  że  dzięki  temu,  co  określamy
mianem  „wnioskowania  indukcyjnego”,  poznaliśmy  rzeczywiste  prawo
przyrody.  Możemy  na  przykład  obserwować  po  wielekroć  ruch  planet
krążących po swoich orbitach wokół Słońca i potwierdzić prawdziwość praw
Keplera.

Jednak  w  takich  obszarach  nauki  jak  kosmologia  nie  da  się  powtórzyć

pewnych 

obserwacji. 

Najbardziej 

oczywisty 

przykład 

to 

historia

Wszechświata  od  chwili  jego  początku.  Nie  możemy  jeszcze  raz
spowodować  Wielkiego  Wybuchu  i  powiedzieć,  że  potwierdziliśmy  to,  iż
miał miejsce przez powtórzenie doświadczenia.

takim 

wypadku 

możemy 

wykorzystać 

(i 

rzeczywiście

wykorzystujemy)  metody  historyka.  Korzystamy  z  procedury  zwanej
„wnioskowaniem  do  najlepszego  wyjaśnienia”  (lub  „wnioskowaniem
abdukcyjnym”)

5

.  Wszyscy  doskonale  znamy  tę  procedurę,  ponieważ  jest

podstawą  każdego  dobrze  napisanego  kryminału.  Zostaje  zamordowany
A i okazuje się, że motyw miał B, bo miałby z tego korzyść finansową. Czy
w  takim  razie  to  on  zamordował?  Możliwe.  Tyle,  że  okazuje  się,  iż  w  noc
morderstwa  A  pokłócił  się  ostro  z  C.  Więc  może  to  jednak  C?  Może.  Ale
potem  okazuje  się,  że…  I  tak  Hercules  Poirot  cały  czas  trzyma  nas
w  niepewności,  aż  wreszcie  na  końcu  ujawnia  tożsamość  mordercy.
Nazwijmy  zatem  sytuację,  w  której  kilka  hipotez  pozostaje  zgodnych
z wynikami obserwacji, zasadą Poirota.

W  zagadkach  kryminalnych  rozwiązywanych  przez  Poirota  nie  można

cofnąć czasu, tak jak można cofnąć film na taśmie lub płycie, i zobaczyć, kto
zabił.  Nie  możemy  zatem  oczekiwać,  że  uzyskamy  taki  sam  stopień
pewności, jak w wypadku powtórzonego eksperymentu. To właśnie sprawia,
że tak lubimy kryminały.

Dokładnie  z  taką  samą  sytuacją  mamy  do  czynienia  w  kosmologii.

Tworzymy  pewną  hipotezę.  Przypuśćmy,  że  był  Wielki  Wybuch  i  niech  to

background image

będzie  nasza  hipoteza  A.  Następnie  mówimy:  „Jeśli  miało  miejsce  A,  jakie
ślady  tego  wydarzenia  możemy  spodziewać  się  znaleźć  w  dniu
dzisiejszym?”. Ktoś mówi: „Moglibyśmy się spodziewać, że znajdziemy B”.
A  zatem  naukowcy  biorą  się  do  pracy  i  znajdują  B.  Czego  to  dowodzi?  Na
pewno  tego,  że  B  jest  spójne  z  A,  ale  nie  dowodzi  tego,  że  A  w  ogóle  się
wydarzyło, z taką samą pewnością, która towarzyszy argumentacji z indukcji,
z  tego  oczywistego  powodu,  że  może  być  jeszcze  inna  hipoteza  A1  –
całkowicie różna od A, niemniej także spójna z obserwowanym B. W rzeczy
samej  może  być  bardzo  wiele  innych  hipotez  różnych  od  A  i  równocześnie
pozostających  w  zgodzie  z  obserwowanym  B.  W  kosmologii  też  mamy  do
czynienia z zasadą Poirota.

Z  tego  właśnie  powodu  wnioskowanie  do  najlepszego  wyjaśnienia

(abdukcja)  nie  ma  takiej  samej  mocy  dowodowej  jak  wnioskowanie
indukcyjne.  M-teoria  ma  charakter  spekulatywny;  prawa  Keplera  nie  mają
takiego charakteru. Niebezpieczeństwo polega na tym, że ponieważ w nauce
wykorzystuje  się  indukcję  i  abdukcję,  tej  drugiej  przypisuje  się  często
autorytet należny tej pierwszej.

Nie  zmienia  to  faktu,  iż  wnioskowanie  do  najlepszego  wyjaśnienia

odgrywa  ważną  rolę  w  gałęziach  nauki  badających  niepowtarzalne
wydarzenia z przeszłości – takie jak pochodzenie Wszechświata i życia.

Jest  zatem  rzeczą  całkowicie  zasadną  zwrócenie  się  do  historii

z pytaniem, czy dostarcza nam jakichś dowodów na istnienie Boga. Bo jeśli
istnieje  Bóg  będący  ostateczną  przyczyną  tego  Wszechświata  i  istnienia
człowieka, nie byłoby z pewnością dla nikogo zaskoczeniem, gdyby miał się
objawić ludziom. Jednym z głównych powodów mojej wiary w Boga jest to,
że  istnieją  dowody  mówiące,  iż  Bóg  objawił  się  ludziom  w  okresie  dziejów
spisanych.  Koncentrują  się  one  przede  wszystkim  na  życiu  i  dziele  Jezusa
Chrystusa, zwłaszcza na Jego zmartwychwstaniu, przedstawianym nam jako
fakt, który miał miejsce w historii.

Wydarzenia te mają swoje potwierdzenie w zapisach biblijnych, których

autentyczność  została  wielokrotnie  potwierdzona.  Dysponujemy  także
ważnymi  źródłami  pozabiblijnymi  i  mnóstwem  znalezisk  archeologicznych
potwierdzających wiarygodność narracji biblijnej. To oznacza, że moja wiara
w Boga opiera się nie tylko na świadectwie nauki, lecz także na świadectwie

background image

historii, zwłaszcza na fakcie, iż Jezus Chrystus powstał z martwych.

Wracamy  zatem  do  tego,  co  jednostkowe  i  niepowtarzalne,  i  w  świetle

cytowanych  wcześniej  słów  Hume’a  –  jeśli  chcemy,  by  wiara
w  zmartwychwstanie  była  wiarygodna  –  będzie  nam  potrzebny  mocny
dowód. Hawking każe nam się jednak w tym miejscu zatrzymać i powie, że
moje twierdzenie, iż zmartwychwstanie rzeczywiście miało miejsce, stanowi
pogwałcenie  jednej  z  fundamentalnych  zasad  nauki,  która  mówi  nam,  że
prawa  natury  mają  charakter  powszechny  i  nie  dopuszczają  wyjątków.  Jak
widzieliśmy,  sam  Hawking  jest  gotów  korzystać  z  zasady  wnioskowania  do
najlepszego wyjaśnienia w odniesieniu do niepowtarzalnych wydarzeń. Jeśli
jednak chodzi o zmartwychwstanie, pozostaje ono dla niego, z samej zasady,
nie do przyjęcia.

Hawking  podejmuje  tę  kwestię  w  kontekście  przyjmowanego  przezeń

„determinizmu naukowego”, sięgającego swymi początkami Laplace’a. „Gdy
znamy  stan  Wszechświata  w  pewnej  chwili,  kompletny  zbiór  praw  określa
zarówno  jego  przyszłość,  jak  i  przeszłość.  To  wyklucza  możliwość
pojawienia się cudów czy aktywnego działania Boga”

6

.

Następnie,  kierując  się  tak  zdefiniowanym  determinizmem,  redukuje

biologię  do  fizyki  i  chemii  i  konkluduje:  „Trudno  sobie  wyobrazić,  jak
mogłaby  działać  wolna  wola,  skoro  nasze  zachowanie  jest  determinowane
przez  prawa  fizyki,  należy  więc  sądzić,  że  jesteśmy  jedynie  biologicznymi
maszynami, a wolna wola to iluzja

7

.

Przyznaje jednak, że zachowania człowieka są tak skomplikowane, że ich

przewidywanie  byłoby  niemożliwe  i  dlatego  w  praktyce  „posługujemy  się
teorią efektywną, która mówi, że człowiek ma wolną wolę”

8

.

Dalej  Hawking  pisze,  że  „niniejsza  książka  ma  swoje  korzenie

w naukowym determinizmie,  co oznacza, że  (…) cuda czy  wyjątki od praw
przyrody nie istnieją

9

. Czy jest możliwe, że jego naukowy determinizm jest

właśnie  taką  iluzją?  Bardzo  wyraźnie  definiuje  implikacje  swojego
determinizmu.  Odnosząc  się  do  trudności  przewidywania  w  praktyce
ludzkich zachowań, wypowiada się w taki sposób, który znowu przypomina
opinię  Laplace’a:  „Musielibyśmy  (…)  znać  stany  początkowe  każdej
z  tysięcy  bilionów  cząsteczek  ludzkiego  ciała  i  rozwiązać  podobną  liczbę
równań

10

.  Na  pierwszy  rzut  oka  taka  argumentacja  wydaje  się  dziwna

background image

u  znawcy  teorii  kwantowej,  której  podstawowym  założeniem  jest  między
innymi  zasada  nieoznaczoności  Heisenberga,  mówiąca  nam,  że  nie  da  się
równocześnie  określić  położenia  i  pędu,  powiedzmy,  elektronu.  Zasada  ta,
jak 

się 

wydaje, 

niweluje 

jakąkolwiek 

możliwość 

realizacji

deterministycznego marzenia Laplace’a, nawet tylko w teorii.

Jak  się  jednak  okazuje,  Hawking  wcale  nie  zapomniał  o  zasadzie

nieoznaczoności,  ponieważ  w  kolejnym  rozdziale  informuje  nas,  iż  zasada
nieoznaczoności  stwierdza,  „że  nasza  zdolność  jednoczesnego  mierzenia
pewnych  wielkości,  takich  jak  położenie  i  prędkość  cząstki,  jest
ograniczona”

11

.  Z  tego  też  powodu  modyfikuje  od  razu  swoją  wizję

determinizmu naukowego:

Może się wydawać, że fizyka kwantowa podważa pogląd, iż istnieją prawa przyrody,
ale tak nie jest. Po prostu każe nam zaakceptować nową postać determinizmu: mając
dany  stan  układu  w  pewnej  chwili,  prawa  przyrody  nie  przewidują  dokładnie  jego
przyszłości  i  przeszłości,  lecz  określają  prawdopodobieństwo  różnych  przyszłości
i przeszłości

12

.

A  zatem  absolutny  determinizm  Hawkinga  został  poważnie  złagodzony

i to przez samego Hawkinga. W jaki sposób, a nawet czy w ogóle sądzi on,
że  tak  zmodyfikowany  „determinizm”  (jeśli  to  rzeczywiście  determinizm)
neguje wolną wolę i możliwość cudów – tego już nam nie mówi.

Zacytujmy  w  takim  razie  komentarz  dotyczący  implikacji  determinizmu

innego fizyka, Johna Polkinghorne’a:

Zdaniem  wielu  myślicieli  wolność  człowieka  jest  ściśle  powiązana  z  jego
racjonalnością.  Jeśli  bylibyśmy  bytami  podlegającymi  całkowicie  determinizmowi,
jak w takim razie bylibyśmy w stanie uprawomocnić twierdzenie, iż to, co mówimy,
stanowi  racjonalny  wywód?  Czy  nie  byłoby  tak,  że  dźwięki  wydobywające  się
z naszych ust lub znaki kreślone na papierze byłyby jedynie działaniem automatów?
Wszyscy 

zwolennicy 

teorii 

deterministycznych 

charakterze 

społeczno-

ekonomicznym  (Marks),  seksualnym  (Freud)  lub  genetycznym  (Darwin  i  E.O.
Wilson)  potrzebują  jakiejś  zawoalowanej  klauzuli  wyjątku  dotyczącej  ich  samych,
wyłączającej ich twierdzenia spod mocy unieważniającego wszystko redukcjonizmu

13

.

Wydaje się, że także Hawkinga można śmiało dodać do tej listy.

background image

Cuda a prawa przyrody

A  zatem,  jak  pisze  Hawking,  prawa  przyrody  mają  charakter  absolutny.
Determinują wszystko i nie ma od nich żadnych wyjątków. To zaś oznacza,
że  nie  może  być  w  świecie  żadnych  cudów.  Hawking  pisze:  „Prawa  te
powinny  obowiązywać  wszędzie  i  zawsze,  gdyż  w  przeciwnym  razie  nie
byłyby prawami. Nie ma miejsca na jakiekolwiek wyjątki czy cuda. Bogowie
i demony nie wywierają żadnego wpływu na Wszechświat”

14

.

Po  raz  kolejny  Hawking  każe  nam  wybierać  jedną  z  dwóch

wykluczających  się  nawzajem  możliwości:  albo  wierzymy  w  cuda,  albo
w  naukowe  rozumienie  praw  przyrody,  ale  nie  równocześnie  w  jedno
i drugie.

Nie  dziwi,  że  taki  sam  argument  forsuje  także,  w  charakterystyczny  dla

siebie sposób, Richard Dawkins:

[W  dziewiętnastym  wieku]  skończyła  się  epoka,  w  której  wykształcony  człowiek
mógł, absolutnie się tego nie wstydząc, wyznać, że wierzy w cuda i w dzieworództwo.
Oczywiście  i  dziś,  gdy  mocno  naciskamy,  wielu  wykształconych  chrześcijan
zachowuje zbyt wielkie przywiązanie do swojej wiary, by zakwestionować narodziny
z  matki-dziewicy  czy  zmartwychwstanie,  ale  to  wprowadza  ich  w  wyraźne
zakłopotanie,  gdyż  racjonalna  część  umysłu  podpowiada,  że  to  musi  być  absurd.
Dlatego wolą nie słyszeć takich pytań

15

.

Tyle, że to wszystko nie jest tak proste, jak sądzą Hawking i Dawkins. Bo

mamy  bardzo  inteligentnych  i  wybitnych  naukowców,  którzy  by  się  z  nimi
nie  zgodzili.  Są  to  na  przykład:  profesor  William  Phillips,  laureat  Nagrody
Nobla w dziedzinie fizyki z 1998 roku; profesor John Polkinghorne, członek
The 

Royal 

Society, 

fizyk 

kwantowy, 

wykładowca 

Uniwersytetu

w  Cambridge;  sir  John  Houghton,  były  dyrektor  Brytyjskiego  Urzędu
Meteorologicznego  i  przewodniczący  Międzyrządowego  Zespołu  ds.  Zmian
Klimatu;  obecny  dyrektor  Krajowego  Instytutu  Zdrowia  oraz  były  dyrektor
Projektu Poznania Ludzkiego Genomu, Francis Collins. Wszyscy ci wybitni
naukowcy doskonale znają argumenty wysuwane przeciwko cudom. A mimo
to  publicznie,  bez  zażenowania  i  jakiegokolwiek  poczucia  absurdalności,
każdy  z  nich  potwierdza  swą  wiarę  w  to,  co  nadprzyrodzone,
a  w  szczególności  w  zmartwychwstanie  Chrystusa,  będące  dla  nich  –

background image

podobnie  zresztą  jak  i  dla  mnie  –  najwyższym  dowodem  prawdziwości
światopoglądu chrześcijańskiego.

Jeden  ze  wspomnianych  przed  chwilą  naukowców,  Francis  Collins,  daje

nam równocześnie mądrą przestrogę dotyczącą cudów:

Ważne  jest  zachowanie  zdrowego  sceptycyzmu  przy  interpretacji  potencjalnie
cudownych  wydarzeń,  żeby  ocen  wynikających  z  wierności  swoim  religijnym
przekonaniom  i  religijnej  perspektywy  nie  przyjmować  bezkrytycznie.  Tym,  co
unicestwiłoby  możliwość  cudu  jeszcze  szybciej  niż  skrajny  materializm,  byłoby
nadawanie  cudownego  statusu  takim  codziennym  zdarzeniom,  dla  których  bez  trudu
można znaleźć wyjaśnienie w kategoriach najzupełniej naturalnych

16

.

Z  tego  właśnie  powodu,  by  nie  rozmywać  problemu,  skoncentruję  się

teraz  na  zmartwychwstaniu  Chrystusa.  To  właśnie  cud  zmartwychwstania
Chrystusa  powołał  do  życia  chrześcijaństwo  i  to  właśnie  ten  cud  jest  jego
głównym orędziem. Więcej nawet, tym, co przyznaje komuś status apostoła,
jest  bycie  naocznym  świadkiem  zmartwychwstania  (zob.  Dz  1,22).  C.S.
Lewis  tak  pisze:  „Pierwszym  faktem  z  historii  chrześcijaństwa  są  liczni
świadkowie,  którzy  twierdzą,  że  widzieli  Zmartwychwstanie.  Gdyby  umarli
i  nie  przekonali  innych  do  swojej  »ewangelii«,  nie  napisano  by  żadnych
innych  Ewangelii

17

.  Jak  bowiem  twierdzili  pierwsi  chrześcijanie,  bez

zmartwychwstania  nie  byłoby  żadnego  chrześcijańskiego  orędzia.  Apostoł
Paweł  pisze:  „A  jeżeli  Chrystus  nie  zmartwychwstał,  daremne  jest  nasze
nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15,14).

Przypomnijmy  sobie,  co  współczesna  nauka  sądzi  o  prawach  natury.

Ponieważ  prawa  nauki  mają  charakter  przyczynowo-skutkowy,  naukowcy
traktują  je  nie  tylko  jako  klucz  do  opisywania  tego,  co  zdarzyło  się
w  przeszłości.  Przy  założeniu,  że  nie  znajdujemy  się  na  poziomie
kwantowym,  prawa  takie  z  powodzeniem  przewidują,  co  się  zdarzy
w  przyszłości  i  to  z  taką  dokładnością,  że  potrafimy  obliczyć  precyzyjnie
orbity  satelitów  komunikacyjnych  i  potrafiliśmy  wysłać  i  posadzić  pojazdy
kosmiczne  na  powierzchniach  Księżyca  i  Marsa.  Z  tego  właśnie  powodu
wielu  naukowców  jest  przekonanych,  że  Wszechświat  to  zamknięty  układ
przyczynowo-skutkowy.

W świetle tego zrozumiałe jest, że takim naukowcom nie podoba się idea,

jakoby  jakiś  Bóg  mógł  arbitralnie  interweniować  w  prawa  przyrody

background image

i  zawieszać  lub  odwracać  ich  działanie,  poprawiać  je  lub  w  inny  sposób
„gwałcić”.  W  ich  przekonaniu  przeczyłoby  to  niezmienności  takich  praw,
a  tym  samym  wywracałoby  samą  podstawę  naukowego  rozumienia
Wszechświata.  W  rezultacie,  wielu  takich  naukowców  wysuwałoby  dwa
następujące argumenty przeciwko cudom.

Pierwszy  głosi,  że  wiara  w  cuda  w  ogólności  i  wiara  w  cuda

przedstawione  w  Nowym  Testamencie  w  szczególności  zrodziła  się
w kulturach prymitywnych i przednaukowych, gdy ludzie nie byli świadomi
istnienia praw przyrody i dlatego tak łatwo akceptowali opowieści o cudach.

Nawet  jeśli  to  wyjaśnienie  może  nam  się  wydawać  w  pierwszej  chwili

zadowalające,  traci  ono  natychmiast  swoją  wiarygodność,  gdy  odnieść  je
do  takich  cudów  opisanych  w  Nowym  Testamencie,  jak  cud
zmartwychwstania. Wystarczy chwila refleksji, by uświadomić sobie, że jeśli
chcemy  uznać  jakieś  wydarzenie  za  cud,  musi  istnieć  pewna  postrzegana
regularność  innych  wydarzeń,  w  stosunku  do  których  interesujące  nas
wydarzenie  jest  oczywistym  wyjątkiem!  Nie  można  uznać  czegoś  za
nienormalne, jeśli nie wiemy, co jest normą.

Wiedziano już o tym doskonale dawno temu; wiedziano o tym, w rzeczy

samej,  w  czasie,  gdy  spisywano  teksty  Nowego  Testamentu.  Co  ciekawe,
ewangelista  Łukasz,  historyk,  który  był  również  lekarzem  i  posiadał  wiedzę
medyczną  swoich  czasów,  podnosi  tę  właśnie  kwestię.  W  swojej  relacji
przedstawiającej  narodziny  chrześcijaństwa  informuje  nas,  że  pierwszy
sprzeciw  wobec  chrześcijańskiego  orędzia  mówiącego  o  zmartwychwstaniu
Chrystusa nie pochodził od ateistów, lecz jego wyrazicielami byli żydowscy
arcykapłani.  Byli  to  ludzie  bardzo  religijni,  należący  do  stronnictwa
saduceuszy.  Wierzyli  w  Boga,  modlili  się  i  pełnili  służbę  w  świątyni
w Jerozolimie. Nie znaczy to jednak wcale, że kiedy po raz pierwszy dotarło
do ich uszu twierdzenie, iż Jezus został wskrzeszony z martwych, uwierzyli
w  nie.  Nie  wierzyli  w  nie,  ponieważ  już  wcześniej  przyjęli  światopogląd
wykluczający  możliwość  cielesnego  zmartwychwstania  kogokolwiek,  nie
tylko Jezusa Chrystusa.

W  rzeczy  samej  był  to  wówczas  powszechnie  przyjmowany  pogląd,  jak

o tym pisze historyk Tom Wright:

W  kultach  pogańskich  starożytności  znajdziemy  wszelkiego  rodzaju  teorie,  ilekroć

background image

jednak  mowa  o  zmartwychwstaniu,  mamy  do  czynienia  ze  zdecydowanym
zaprzeczeniem  takiej  możliwości:  wiemy,  że  coś  takiego  się  nie  zdarza.  (Warto  to
podkreślić  zwłaszcza  dzisiaj.  Słyszy  się  czasami,  jak  ktoś  mówi  lub  zakłada,  że  nim
narodziła się nowożytna nauka, ludzie wierzyli we wszelkiego rodzaju dziwne rzeczy,
takie  jak  zmartwychwstanie,  obecnie  jednak,  gdy  mamy  po  swojej  stronie  ponad
dwieście  lat  badań  naukowych,  wiemy,  że  ci,  którzy  zmarli,  pozostają  zmarli  na
zawsze. To śmieszne twierdzenie. W starożytności, podobnie jak i dziś, było bez liku
dowodów  na  to,  że  zmarli  pozostają  zmarli  na  zawsze,  i  wszyscy  wyciągali  z  tego
takie same wnioski)

18

.

A  zatem  przypuszczenie,  że  chrześcijaństwo  zrodziło  się  w  świecie

przednaukowym, łatwowiernym i odznaczającym się ignorancją, okazuje się
fałszywe w konfrontacji z faktami. Ludzie starożytni, równie dobrze jak i my,
znali  prawo  przyrody  mówiące  nam,  że  martwe  ciała  nie  wstają  z  grobów.
Chrześcijaństwo  zwyciężyło  mocą  samego  dowodu  na  to,  że  pewien
człowiek rzeczywiście powrócił ze śmierci do życia.

W  przekonaniu,  iż  cuda  są  „pogwałceniem”  praw  przyrody,  kryje  się

jeszcze  jeden  błąd,  który  C.S.  Lewis  ilustruje  za  pomocą  następującej
analogii:

Jeśli prawa natury są prawdami koniecznymi, nie złamie ich żaden cud, ale też nie ma
potrzeby,  by  to  robić.  Jeśli  w  poniedziałek  włożę  do  szuflady  sześć  pensów,  a  we
wtorek  dodam  jeszcze  sześć,  to  według  prawa  –  przy  niezmienionych  warunkach  –
w  środę  znajdę  tam  dwanaście  pensów.  Ale  jeśli  ktoś  mnie  okradnie,  mogę  tam
znaleźć  zaledwie  dwa  pensy.  Coś  zostanie  złamane  (zamek  szuflady  albo  prawo
karne), ale nie będzie to prawo matematyczne

19

.

Z  tego  cytatu  wynika,  iż  rzeczą  śmieszną  byłoby  twierdzić,  że  prawa

matematyki wykluczają możliwość wiary w istnienie złodzieja lub możliwość
wiary  w  to,  że  może  mnie  on  okraść.  Przeciwnie,  to  właśnie  normalne
działanie tych praw ujawnia obecność i działanie złodzieja.

Analogia  Lewisa  przypomina  nam  także,  iż  naukowcy  posługują  się

terminem  „prawo”  nie  w  takim  samym  znaczeniu  jak  prawnicy,  którzy,
mówiąc  o  prawie,  mają  często  na  myśli  regulacje  ograniczające  nasze
działania.  Prawa  arytmetyki  w  żaden  sposób  nie  ograniczają  ani  nie
przymuszają do niczego złodzieja, o którym mówi Lewis w swojej analogii.
Prawo  powszechnego  ciążenia  Newtona  mówi  mi,  że  upuszczone  jabłko

background image

będzie  spadać,  kierując  się  do  środka  ziemi.  Ale  to  prawo  nie  zabrania
nikomu  złapać  jabłka,  nim  spadnie.  Innymi  słowy,  prawo  ciążenia
przewiduje,  co  się  stanie,  pod  warunkiem,  że  nie  ulegną  zmianie  warunki
przeprowadzanego eksperymentu.

Z  teistycznego  punktu  widzenia  oznacza  to,  że  prawa  przyrody

antycypują, co się na pewno zdarzy, jeśli wykluczyć ingerencję Boga. A jeśli
z  jakichś  powodów  Stwórca  ingeruje  w  swoje  stworzenie,  trudno  tu  mówić
o  akcie  kradzieży.  Twierdzenie,  iż  prawa  przyrody  uniemożliwiają  wiarę
w istnienie Boga i w prawdopodobieństwo Jego ingerencji we Wszechświat,
jest ewidentnie fałszywe. Byłoby ono podobne do twierdzenia, iż znajomość
praw leżących u podstaw działania silnika odrzutowego powoduje, że nie da
się  wierzyć  w  to,  iż  projektant  takiego  silnika  nie  może  lub  nigdy  nie
chciałby  ingerować  we  własną  konstrukcję,  by  na  przykład  usunąć
wentylator.  Oczywiście,  że  może  ingerować.  Co  więcej,  jego  ingerencja
w żaden sposób nie unieważnia tych praw. Te same prawa, które wyjaśniały,
dlaczego silnik działał z zamontowanym wentylatorem, będą teraz wyjaśniać,
dlaczego nie działa bez wentylatora.

Czymś błędnym i nieprecyzyjnym jest zatem twierdzić, jak David Hume,

że  cuda  stanowią  „pogwałcenie”  praw  przyrody.  Po  raz  kolejny  pomocny
okazuje się C.S. Lewis:

Jeśli  Bóg  unicestwia,  tworzy  lub  zmienia  jakiś  fragment  materii,  tworzy  w  tym
momencie  nową  sytuację.  Cała  natura  natychmiast  obejmuje  tę  nową  sytuację,
przyjmuje ją i dostosowuje do niej wszystkie inne zdarzenia. Sytuacja zaś dostosowuje
się  do  wszystkich  praw.  Jeśli  Bóg  tworzy  cudowny  plemnik  w  ciele  dziewicy,  to
w  konsekwencji  nie  niszczy  żadnych  praw!  Natychmiast  zaczynają  one  działać.
Natura  jest  gotowa  –  następuje  ciąża  ze  wszystkimi  naturalnymi  następstwami
i dziewięć miesięcy później rodzi się dziecko

20

.

Idąc  tokiem  rozumowania  Lewisa,  możemy  powiedzieć,  że  zgodnie

z prawami przyrody, za sprawą „naturalnych przyczyn” zmarli nie budzą się
do  życia.  Chrześcijanie  wcale  jednak  nie  twierdzą,  że  Chrystus
zmartwychwstał  za  sprawą  takiej  właśnie  przyczyny,  i  to  jest  kluczowa
kwestia w naszej dyskusji. Twierdzą natomiast, że Chrystus zmartwychwstał
za  sprawą  jakiejś  nadprzyrodzonej  siły.  Prawa  przyrody  same  z  siebie  nie
mogą  wykluczyć  takiej  możliwości.  Gdy  ma  miejsce  cud,  to  właśnie  prawa

background image

przyrody  zwracają  naszą  uwagę  na  to,  że  doszło  do  cudu.  Należy  mieć
świadomość  tego,  że  chrześcijanie  nie  przeczą  istnieniu  praw  przyrody.
Istotnym elementem stanowiska chrześcijańskiego jest wiara w istnienie praw
przyrody  jako  opisujących  prawidłowości  i  relacje  przyczynowo-skutkowe
wbudowane  we  Wszechświat  przez  jego  Stwórcę,  zgodnie  z  którymi  ów
Wszechświat  funkcjonuje.  Gdybyśmy  ich  nie  znali,  nigdy  byśmy  nie
dostrzegli żadnego cudu, nawet gdyby miał miejsce tuż przed naszym nosem.
Zasadnicza  różnica  między  chrześcijańskim  punktem  widzenia  a  punktem
widzenia  Hawkinga  polega  na  tym,  iż  chrześcijanie  nie  wierzą  w  to,  że
Wszechświat,  w  którym  żyjemy,  jest  zamkniętym  układem  przyczynowo-
skutkowym.  Wierzą,  że  jest  otwarty  na  sprawcze  działanie  jego  boskiego
Stwórcy.

A  zatem  i  dla  Hawkinga,  i  dla  chrześcijan,  cuda,  z  samej  definicji,  to

wyjątki  w  stosunku  do  tego,  co  dzieje  się  zwykłą  koleją  rzeczy.  Są  czymś
szczególnym  i  niezwyczajnym.  Niemniej,  jedna  rzecz  to  powiedzieć:
„doświadczenie  pokazuje  nam,  że  normalną  koleją  rzeczy  dzieje  się  to  a  to,
mogą  być  jednak  wyjątki,  aczkolwiek  jak  dotąd  nikt  ich  nie  zaobserwował;
innymi  słowy,  nasze  doświadczenie  do  tej  pory  było  jednorodne”,  czymś
innym natomiast jest twierdzić: „czegoś takiego doświadczamy zwykłą koleją
rzeczy i zawsze musimy tego doświadczać, ponieważ nie ma i być nie może
żadnych wyjątków”.

Hawking  jednak  opowiada  się  całkowicie  –  jak  się  wydaje  –  za

twierdzeniem, iż przyroda ma charakter jednorodny i że prawa przyrody nie
znają  żadnych  wyjątków.  Widzieliśmy  już,  że  prawa  przyrody  nie  mogą
zabronić  cudów.  Skąd  w  takim  razie  Hawking  wie,  że  cuda  nie  mogą  się
zdarzyć? Aby wiedzieć, że doświadczenie przeczące cudom jest pozbawione
całkowicie  wyjątków,  musiałby  mieć  całkowity  dostęp  do  każdego
wydarzenia we Wszechświecie w każdym miejscu i czasie, co jest oczywiście
niemożliwe.  Ludzie  mieli  możność  zaobserwowania  jak  dotąd  tylko  bardzo
drobnej  cząstki  wydarzeń,  które  miały  miejsce  we  Wszechświecie,  a  i  z  tej
cząstki  tylko  drobna  cząstka  została  zapisana.  I  dlatego  Hawking  nie  może
wiedzieć tego, czy kiedykolwiek w przeszłości nie zdarzyły się jakieś cuda,
jak i tego, że nie mogą się one wydarzyć w przyszłości. Zakłada jedynie to,
co chce udowodnić. Daje wyraz temu, w co wierzy, a co ma oparcie w jego

background image

ateistycznym światopoglądzie, nie w nauce.

Problem  polega  na  tym,  że  jednorodność  działania  przyrody,  zwana

zasadą  indukcji,  na  której  opiera  się  większość  argumentacji  w  nauce,  jest
niemożliwa  do  udowodnienia.  Zauważyliśmy  wcześniej,  że  zwrócił  na  to
uwagę  David  Hume.  Alister  McGrath  twierdzi,  że  „jest  to  niczym
nieuzasadnione  (a  w  rzeczy  samej  stanowiące  błędne  koło)  założenie
istniejące  w  obrębie  każdego  światopoglądu  nieteistycznego”

21

.  A  na

poparcie swoich słów powołuje się na nie byle jaki autorytet, mianowicie na
słynnego filozofa i ateistę, Bertranda Russella:

Doświadczenie  mogłoby  potwierdzić  zasadę  indukcji  w  odniesieniu  do  przypadków,
które  już  zostały  zbadane,  ale  jeśli  chodzi  o  przypadki  niezbadane,  to  jedynie  owa
zasada  uzasadnić  może  jakiekolwiek  wnioski  o  tym,  czego  nie  zbadano,
wyprowadzone  na  podstawie  tego,  co  zbadane  zostało.  Wszystkie  rozumowania,
które,  opierając  się  na  doświadczeniu,  prowadzą  do  wniosków  dotyczących
przeszłości,  lub  doświadczalnie  niepoznanych  fragmentów  przeszłości  czy
teraźniejszości,  zakładają  tę  zasadę.  A  zatem,  bez  popadnięcia  w  błędne  koło,  nie
możemy  odwołać  się  do  doświadczenia,  by  dowieść  zasady  indukcji.  Musimy  więc
albo przyjąć zasadę indukcji na podstawie jej wewnętrznej oczywistości, albo wyrzec
się jakichkolwiek prób uzasadniania naszych oczekiwań co do przyszłości

22

.

Jedyna racjonalna kontrpropozycja dla takiego stanowiącego błędne koło

rozumowania  to  nie  wykluczać  możliwości,  iż  cuda  się  zdarzały.  Jest  to
kwestia historyczna, nie filozoficzna, i zależy ona od świadectw i dowodów.
Tymczasem  w  książce  Hawkinga  brak  jakichkolwiek  przesłanek,  że  gotów
jest  wziąć  pod  uwagę  kwestię  istnienia  jakichś  wiarygodnych  dowodów
historycznych na to, iż miał miejsce taki cud jak zmartwychwstanie. A może
zdaniem Hawkinga historia, podobnie jak filozofia, jest także martwa?

Zgadzam  się  oczywiście  z  tym,  że  cuda  są  same  w  sobie

nieprawdopodobne  –  aczkolwiek  trudno  nie  zadać  sobie  pytania,  czy  są
równie  nieprawdopodobne,  co  pojawiające  się  i  wyskakujące  znikąd
wszechświaty.  Powinniśmy,  rzecz  jasna,  domagać  się  mocnych  dowodów
przemawiających  za  każdym  konkretnym  cudem.  Nie  jest  to  jednak
rzeczywisty problem w przypadku cudów, o których mówi Nowy Testament.
Rzeczywisty problem z tymi cudami polega bowiem na tym, że zagrażają one
podstawom  naturalistycznego  oglądu  świata,  dla  którego  aksjomatem  jest

background image

twierdzenie,  iż  przyroda  jest  wszystkim,  co  istnieje,  i  że  nie  ma  nikogo
i niczego poza przyrodą, zdolnego czasami interweniować w jej bieg. Tyle że
ten  aksjomat  nie  jest  wynikiem  dociekań  naukowych  i  równie  dobrze  może
być  wynikiem  lęku,  że  Bóg  mógłby  w  jakiś  sposób  przeniknąć
nieodpowiednio dostrojony radar ateisty.

Co więcej, to właśnie chrześcijanie – o ironio – będą twierdzić, że „tylko

wiara  w  Stwórcę  gwarantuje  nam  podstawę  do  wiary  w  to,  że  przyrodę
cechuje  jednorodność  (czyli  do  wiary  w  zasadę  indukcyjną)”.  Przecząc
istnieniu  Stwórcy,  ateiści  usuwają  sobie  spod  nóg  podstawę  własnej
argumentacji! Trafnie oddaje to C.S. Lewis:

Jeśli istnieje tylko natura, wielkie, nierozumne, powiązane wzajemnie zdarzenie, jeśli
nasze najgłębsze przekonania są tylko produktami ubocznymi irracjonalnego procesu,
wówczas  nie  ma  najmniejszych  podstaw,  by  przypuszczać,  że  poczucie,  iż  „tak  jest
dobrze”, i wynikająca z niego wiara w niezmienność praw natury mogły nam mówić
coś  na  temat  istniejącej  poza  nami  samymi  rzeczywistości.  Nasze  przekonania  są  po
prostu  faktem,  dotyczącym  nas  samych  –  tak  jak  kolor  naszych  włosów.  Jeśli
naturalizm mówi prawdę, nie mamy najmniejszych powodów, by ufać przekonaniu, że
natura  jest  niezmienna.  Możemy  mu  zaufać  jedynie  przy  założeniu  prawdziwości
innej  metafizyki.  Jeśli  najgłębsza  rzeczywistość,  fakt,  który  stanowi  źródło  innych
faktów,  przypomina  nas  do  pewnego  stopnia  –  jeśli  jest  to  Rozumna  Duchowość,
będąca źródłem naszej rozumnej duchowości – wówczas możemy bez obaw ufać temu
przekonaniu.  Niechęć  wobec  nieporządku  pochodzi  od  Tego,  który  stworzył  naturę
i nas samych

23

.

A  zatem,  wykluczenie  możliwości  cudu  i  uczynienie,  w  imię  nauki,

absolutem  przyrody  i  jej  procesów  kończy  się  tym,  że  znika  wszelka
podstawa  zaufania  w  racjonalność  nauki,  nie  mówiąc  już  o  jednorodności
samej  przyrody.  Z  drugiej  strony,  jeśli  traktujemy  przyrodę  jako  część
większej  od  niej  rzeczywistości,  obejmującej  także  naturę  inteligentnego
Boga  i  Stwórcy,  zyskujemy  racjonalne  uzasadnienie  tego,  by  wierzyć  w  ład
istniejący  w  przyrodzie.  Tego  rodzaju  przekonanie  doprowadziło  do
pojawienia  się  i  rozwoju  nauki  w  okresie  nowożytnym.  Zacytujmy  jeszcze
raz McGratha: „Myśl, iż przyroda rządzi się »prawami«, nie wydaje się być
szczególną  cechą  nauki  greckiej,  rzymskiej  czy  azjatyckiej,  jest  natomiast
mocno  zakorzeniona  w  tradycji  judeochrześcijańskiej,  odzwierciedlając
konkretne elementy chrześcijańskiej doktryny stworzenia

24

.

background image

Jeśli 

jednak, 

chcąc 

wyjaśnić 

jednorodny 

charakter 

przyrody,

przyznajemy,  że  musi  istnieć  jej  stwórca,  uchylamy  równocześnie  furtkę
umożliwiającą  temuż  stwórcy  ingerowanie  w  bieg  natury.  Nie  ma  czegoś
takiego jak nudny i nijaki stwórca, który nie potrafi, nie śmie lub któremu nie
wolno  angażować  się  w  sposób  aktywny  w  stworzony  przez  siebie
Wszechświat. Cuda rzeczywiście mogą się zdarzyć.

A  tak  nawiasem  mówiąc,  czy  to  nie  dziwne,  że  Hawking  wierzy

w istnienie wieloświata i odrzuca cuda? Czy istotą teorii wieloświata nie jest
przekonanie, że istnieje tyle wszechświatów, że wszystko może się zdarzyć?
Paul Davies, także fizyk, wyjaśnia to w następujący sposób:

Pomyślmy  o  najbardziej  ogólnych  teoriach  wieloświata  (…),  w  którym  nie
obowiązują  żadne  prawa  i  wszystko  może  się  zdarzyć.  Przynajmniej  w  niektórych
z wszechświatów wieloświata będą zdarzać się jakieś cuda – woda zmieni się w nich
w  wino  itp.  Będą  się  w  nich  także  zawierać  całkowicie  przekonujące  doświadczenia
religijne, takie jak bezpośrednie objawienie jakiegoś transcendentnego Boga. Wynika
z tego, że jakiś ogólny zbiór wszechświatów wieloświata musi zawierać podkategorię
pozostającą  w  zgodzie  z  tradycyjnymi  poglądami  religijnymi  dotyczącymi  Boga
i zaprojektowania przez Niego świata

25

.

Idąc  tym  tokiem  rozumowania,  należy  przyjąć,  jak  mówi  filozof  Alvin

Plantinga  z  Notre  Dame  University,  że  jeśli  istnieje  każdy  możliwy
wszechświat, musi być także Wszechświat, w którym istnieje Bóg, ponieważ
Jego  istnienie  jest  logicznie  możliwe.  Z  tego  zaś  wynika,  że  skoro  Bóg  jest
wszechmocny i wszechobecny, musi istnieć w każdym wszechświecie; z tego
zaś wynika, że jest tylko jeden Wszechświat, ten właśnie Wszechświat, który
On stworzył i podtrzymuje w istnieniu!

Jeśli  Stephen  Hawking  ma  zamiar  schować  się  gdzieś  przed  Bogiem,

wieloświat  nie  jest  chyba  dla  niego,  mimo  wszystko,  najmądrzejszą
kryjówką.

Z  tego,  co  piszę  powyżej,  wynika,  że  nauka  rzeczywiście  nie  może

wykluczyć  cudu.  Bez  wątpienia  oznacza  to,  że  otwarta  postawa,  której
domaga się rozum, każe nam przyjrzeć się teraz dowodom na cuda, by ustalić
fakty,  a  potem  znaleźć  w  sobie  gotowość,  by  pójść  tam,  dokąd  zaprowadzi
nas  nasze  dociekanie,  nawet  jeśli  będzie  to  oznaczać  korektę  wcześniej
przyjętych  założeń.  Nigdy  nie  będziemy  wiedzieli,  czy  mamy  na  strychu

background image

mysz,  jeśli  nie  pofatygujemy  się  po  schodach  lub  drabinie  na  górę  i  nie
sprawdzimy  tego  osobiście!  Tyle  że  niektórzy  bardziej  boją  się  znalezienia
Boga niż znalezienia myszy.

Wrócę  jeszcze  na  chwilę  do  Hume’a.  Warto  pamiętać,  że  chociaż  miał

obiekcje co do możliwości istnienia cudów, pisał:

Cała  budowa  świata  świadczy  o  rozumnym  twórcy  i  żaden  racjonalnie  myślący
człowiek, skoro poważnie się zastanowi, nie zdoła ani przez chwilę powstrzymać się
od wiary w podstawowe zasady prawdziwego teizmu i prawdziwej religii

26

.

Komentarz końcowy

Nauka i historia to nie jedyne źródła dowodów na istnienie Boga. Ponieważ
Bóg  jest  Osobą,  nie  teorią,  należy  się  spodziewać,  że  jednym  z  głównych
dowodów na Jego istnienie jest nasze osobiste doświadczenie. Aby rozwinąć
tę  ważną  kwestię,  musielibyśmy  wyjść  daleko  poza  zamierzone  ramy  tej
książki. Niemniej chciałbym dodać mój głos do głosu wielu milionów innych
osób,  które  mogą  zaświadczyć  i  zaświadczyłyby  o  tym,  jak  głęboką
i  kluczową  rolę  odgrywa  w  ich  życiu  wiara  w  Chrystusa  jako  Pana,
przynosząc im pewność pokoju z Bogiem, nową siłę do życia i niezachwianą
nadzieję,  dla  której  fundamentem  jest  zmartwychwstanie  Chrystusa.  Taka
nadzieja nic sobie nie robi z granicy śmierci i ponurego, redukcjonistycznego
przekonania  Hawkinga,  że  jesteśmy  jedynie  przypadkowym  zbiorem
cząsteczek powstałych kiedyś w gwiazdach. Bo w rzeczywistości przeżyjemy
gwiazdy.

Hawking wyobraża sobie, że potencjalne istnienie innych form życia we

Wszechświecie  podważa  tradycyjne  religijne  przekonanie,  iż  żyjemy  na
jedynej i niepowtarzalnej planecie stworzonej przez Boga. Trochę mnie bawi
to,  że  ateiści  tak  często  opowiadają  się  za  istnieniem  pozaziemskiej
inteligencji,  a  równocześnie  tak  skwapliwie  potępiają  możliwość  tego,  że
„gdzieś  tam”  istnieje  pewien  nieogarniony  inteligentny  byt,  a  mianowicie
Bóg, który pozostawił swój ślad na całym stworzeniu

27

.

Zmasowany  atak  Hawkinga  nie  jest  w  stanie  osłabić  fundamentów

background image

inteligentnej  wiary  opartej  na  kumulujących  się  dowodach,  pochodzących
z nauki, historii, narracji biblijnej i osobistego doświadczenia.

 
 

1

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 220.

2

  F.  Crick,  Zdumiewająca  hipoteza,  czyli  nauka  w  poszukiwaniu  duszy,  przeł.  B.  Chacińska-

Abrahamowicz, M. Abrahamowicz, Warszawa 1997, s. 17.

3

  Cytat  z  listu  do  Williama  Grahama  (przed  5  sierpnia  1881).  Wydanie  polskie  w:  Autobiografia

Karola Darwina. Życie i wybór listów, przeł. J. Nusbaum, Warszawa 1891, s. 196 („Wtedy zjawia się
w mej duszy zwątpienie, ażali mają jakąbądź wartość przekonania ducha ludzkiego i czy można na nich
w ogóle polegać, skoro człowiek rozwinął się z niższych zwierząt?”) – przyp. tłum.

4

 J.C. Polkinghorne, Jeden świat…, s. 168.

5

 Więcej na temat tej reguły, zob. A. McGrath, A Scientific TheologyReality, Edinburgh 2002, s. 157

i nast.

6

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 37–38.

7

 Tamże, s. 40.

8

 Tamże, s. 41.

9

 Tamże, s. 42.

10

 Tamże, s. 40.

11

 Tamże, s. 84.

12

 Tamże, s. 86.

13

 J. Polkinghorne, Science and Theology, London 1998, s. 58.

14

 S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 207–208.

15

 R. Dawkins, Bóg urojony, przeł. P.J. Szwajcer, Warszawa 2007, s. 223.

16

  F.S.  Collins,  Język  Boga.  Kod  życia  –  nauka  potwierdza  wiarę,  przeł.  M.  Yamazaki,  Warszawa

2008, s. 48.

17

 C.S. Lewis, Cuda…, s. 233.

18

 Wykład im. Jamesa Gregory’ego (James Gregory Lecture), Uniwersytet w St Andrews, 2007.

19

 C.S. Lewis, Cuda…, s. 95–96.

20

 Tamże, s. 98.

21

 A. McGrath, A Scientific Theology…, s. 153.

22

 B. Russell, Problemy filozofii, przeł. W. Sady, Warszawa 2003, s. 76.

background image

23

 C.S. Lewis, Cuda…, s. 170.

24

  A.  McGrath,  A  Scientific  Theology…,  s.  154.  Czytelnikowi,  który  chciałby  prześledzić  dokładniej

(szeroko  zakrojoną)  dyskusję  naukową  i  filozoficzną  dotyczącą  statusu  praw  przyrody,  polecam
poświęcone temu zagadnieniu sekcje pracy McGratha.

25

 P. Davies, Universes galore…, s. 495.

26

  D.  Hume,  Naturalna  historia  religii,  Wstęp,  w:  tegoż,  Dialogi  o  religii  naturalnej.  Naturalna

historia religii wraz z dodatkami, przeł. A. Hochfeldowa, Warszawa 1962, s. 139.

27

  Więcej  na  ten  temat,  zob.  P.  Davies,  Milczenie  gwiazd:  poszukiwanie  pozaziemskiej  inteligencji,

przeł. U. i M. Seweryńscy, Warszawa 2013.

background image

Wnioski

Nie  łudzę  się,  iż  udało  mi  się  przedstawić  wszystkie  zagadnienia,  które
mógłbym  lub  powinienem  był  podjąć  w  tej  krótkiej  książce.  Więcej  nawet,
wiele  poruszonych  przeze  mnie  zagadnień  zasługuje  na  znacznie  więcej
uwagi.  Mam  jednak  nadzieję,  że  udało  mi  się  przynajmniej  pokazać  Wam,
drodzy czytelnicy, że powszechne przekonanie, iż ateizm to naturalny punkt
widzenia  kogoś,  kto  posługuje  się  rozumem,  jest  nie  do  utrzymania.  Co
więcej, mam nadzieję, że to bliższe przyjrzenie się ateistycznemu systemowi
wierzeń Hawkinga pomoże wam utwierdzić się w wierze w Boga, tak jak to
było  w  moim  wypadku,  zachęcając  nie  tylko  do  tego,  by  nie  wstydzić  się
wypowiadać  publicznie  o  Bogu,  lecz  także,  by  osobiście  włączyć  się  do
debaty.

Ośmielam  się  nawet  mieć  nadzieję,  iż  dla  części  z  Was  ta  książeczka

może  być  początkiem  wędrówki  intelektualnej,  która  doprowadzi  Was
ostatecznie  do  wiary  w  Boga,  który  nie  tylko  stworzył  Wszechświat,  lecz
także  obdarzył  Was  godnością  bez  miary,  stwarzając  Was  na  swój  obraz,
obdarzając zdolnością myślenia i ciekawości intelektualnej, za sprawą której
sięgnęliście  po  tę  książkę.  To  z  kolei  może  być  –  tak  jak  to  miało  miejsce
w moim wypadku – pierwszym krokiem do przyjęcia tego, co z definicji jest
najwspanialszą życiową przygodą, czyli poznania Stwórcy przez Syna, który
Go nam objawił.

John C. Lennox

Oksford, październik 2010


Document Outline