background image

BLIŻEJ SIEBIE 

ROZMOW Y Z MISTRZAMI

O Ż YCIU, UCZUCIACH, MARZENIACH, RELACJACH, ZDROWIU, 

FINANSACH I MOŻLIWOŚCI ZMIANY SIEBIE

REDAKCJA: DOROTA KRZEMIONK A

background image
background image

 

BLIŻEJ SIEBIE 

R OZ M OW Y   Z   M I ST RZ A M I

O Ż YCIU, UCZUCIACH, MARZENIACH, RELACJACH, ZDROWIU,

FINANSACH I MOŻLIWOŚCI ZMIANY SIEBIE 

REDAKCJA: DOROTA KRZEMIONK A

background image

R e d a k t o r 

dr Dorota Krzemionka

P r o j e k t   o k ł a d k i 

Przemek Dębowski (przemekdebowski.com) 

współautor koncepcji graficznej  

Wojtek Kwiecień-Janikowski

P r o j e k t   g r a f i c z n y 

Maja Witecka

K o r e k t a

Anna Zdonek

S k ł a d

Jarosław Głowacki

C o p y r i g h t   @   b y   C h a r a k t e r y   s p .   z   o . o . 
K i e l c e   2 0 1 3

ISBN 978-83-934376-4-1

Wydanie I

Wydawnictwo Charaktery 

25-502 Kielce

ul. Paderewskiego 40

tel. 41 343 28 40

fax 41 343 28 49 

redakcja@charaktery.com.pl

www.charaktery.eu

Druk i oprawa

Drukarnia im. A. Półtawskiego 

www.drukarnia.kielce.pl

background image

3

SPIS TREŚCI

Wstęp

  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  5

PROLOG

Hanna Brycz, Człowiek. Instrukcja obsługi  . . . . . . . . . . . . . . . . . .  9

Kim jestem

Hazel Rose Markus, Ja w wielkim świecie  . . . . . . . . . . . . . . . . . .  21

Elizabeth F. Loftus, Pinokio i fałszywe wspomnienia  . . . . . . . . . . .  28

Bogdan Wojciszke, Złudzenie siebie  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  31

Sonja Lyubomirsky, W pogoni za szczęściem    . . . . . . . . . . . . . . . .  40

Charles S. Carver, Rozważna i impulsywna  . . . . . . . . . . . . . . . . .  43

Robert R. McCrae, Osobliwości osobowości    . . . . . . . . . . . . . . . . .  51

Grażyna Wieczorkowska-Wierzbińska, Wciąż ten sam, choć inny  . .  54

Spełniając mar zenia

Julius Kuhl, Anioł Stróż i obiecanki-cacanki    . . . . . . . . . . . . . . . . .  67

Keith Oatley, Co czytać, by się zmienić    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  75

Roy F. Baumeister, Siły woli do woli    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  77

Mihály Csíkszentmihályi, Popłyń pozytywnie  . . . . . . . . . . . . . . .  86

Janusz Czapiński, Twarze sukcesu    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  88

Drogowskaz y uczuć

Ewa Trzebińska, Korzyści z radości  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  101

Paul Ekman, Emocje wypisane na twarzy  . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  110

Martin Seligman, Okulary szczęścia  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  112

Nico H. Frijda, W głąb uczuć    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  118

Jerzy Trzebiński, Tarcza nadziei    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  121

Jak psujemy sobie ż ycie

Ewa Woydyłło, Konie przed wóz    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  129

William B. Swann, Grupa to ja!  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  134

Agnieszka Popiel, Krótka kołderka psuje życie    . . . . . . . . . . . . . . .  136

background image

Tom Pyszczynski, Bufor przed śmiertelną trwogą    . . . . . . . . . . . . .  147

Milena Karlińska-Nehrebecka, Pogoda na smutek  . . . . . . . . . . . .  150

W drodze do ludzi

John Cacioppo, Na samotnym głodzie    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  161

Steven Pinker, Jak zdradza nas język    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  169

Anna Szuster-Kowalewicz, Pomoc pierwszej potrzeby . . . . . . . . . . .  172

Bernard Weiner, Kto winien?    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  178

Philip Zimbardo, Ludzkość to mój nos  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  180

Michael McCullough, Lepiej ze mną nie zadzieraj   . . . . . . . . . . . .  188

Piotr Sztompka, Zakład o zaufanie    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  191

Recepta na zdrowie

Aleksander Perski, Sen, stres i ciała odrodzenie  . . . . . . . . . . . . . . .  203

Shelley E. Taylor, Zdrowe złudzenia  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  212

Wojciech Eichelberger, Niespodziewanie spotykany spokój  . . . . . . .  215

David M. Buss, Dziwne powody uprawiania seksu    . . . . . . . . . . . .  223

Philip Zimbardo, Wieczna chwila i inne czasy  . . . . . . . . . . . . . . .  227

Ja w świecie biznesu

Kathleen D. Vohs, Dwie strony pieniądza  . . . . . . . . . . . . . . . . . .  237

Howard Gardner, Poszukiwana: dobra praca  . . . . . . . . . . . . . . . .  246

Tomasz Zaleśkiewicz, Wszyscy jesteśmy dłużnikami  . . . . . . . . . . .  248

Jerome S. Bruner, Zabójczy kolor skóry  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  258

Dominika Maison, Ukryta dźwignia handlu  . . . . . . . . . . . . . . . .  260

Robert B. Cialdini, Twoi sąsiedzi już to robią  . . . . . . . . . . . . . . . .  269

Jerzy Gut, Gdy rybeńka nie służy  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  271

Lepsza wersja siebie

Nancy McWilliams, Diagnoza na życie    . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  281

Joseph P. Forgas, Złość myśleniu nie szkodzi  . . . . . . . . . . . . . . . . .  288

Milena Karlińska-Nehrebecka, Zjadanie słonia po kawałku    . . . . .  291

Albert Bandura, Człowiek jako sprawca zła  . . . . . . . . . . . . . . . . .  299

Lidia Grzesiuk, Proszę mnie zmienić  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  301

Susan Folkman, Odrodzeni po traumie  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  309

Elżbieta Zdankiewicz-Ścigała, Świat sklejony na nowo  . . . . . . . . .  311

Epilog

Philip Zimbardo, Christina Maslach,  

Podwójna tożsamość psychologii

  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  323

INDEKS RZECZOWY  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  331 

INDEKS NAZWISK    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  334

background image

5

Książka,  którą  mam  zaszczyt  zaprezentować  tym  krótkim 
tekstem, jest nadzwyczajna. Nie tylko dlatego, że Autorka za-
mieszczonych w niej rozmów, dr Dorota Krzemionka, jest nad-
zwyczajną rozmówczynią – dociekliwą, panującą nad rytmem 
wywiadu, umiejętnie prowadzącą wątki jak wartkie strumienie 
łączące się w spokojny, szeroki nurt rzeki, która wiedzie do 
oceanu pytań już nie postawionych, ale rodzących się w umy-
słach czytelników. Jest ta książka nadzwyczajna, gdyż poka-
zuje  jedną  z  najbardziej  fascynujących  nauk  –  psychologię 
– jako tę dziedzinę ludzkiego poznania, która inspiruje do 
najważniejszych podróży każdego człowieka: w głąb między-
ludzkich relacji, w przestrzenie samopoznania, by ostatecznie 
każdy z nas mógł uchwycić ład swojego losu i losu rodziny  
ludzkiej.
Rozmówcami naukowej redaktorki miesięcznika „Charaktery” 
są najznakomitsi badacze światowi, wielkie gwiazdy, świecące 
jasnym  blaskiem  na  firmamencie  nauki:  Robert  Cialdini, 
Martin Seligman, Philip Zimbardo, David Buss, Paul Ekman, 
Elizabeth Loftus, Roy Baumeister. Są także wybitni polscy na-
ukowcy, znakomici praktycy, psychoterapeuci. Rozmowy pełne 
informacji, praktycznych wskazań, anegdot, osobistych wynu-
rzeń ukazują bogactwo myśli psychologicznej, ogrom zdobytej 
wiedzy, porywającą kreatywność, siłę i skuteczność naukowego 
poznania. Jest trochę ta książka zapisem fascynującej przygody 
z własnym umysłem, gdyż narzędzie ludzkiego poznania, czyli 
umysł, bada sam siebie. Ograniczony przygląda się swoim ogra-
niczeniom, uschematyzowany opisuje własne schematy, wolny 
eksploruje własne więzienie, jakim są przeróżne determinanty, 
zewnętrzne i wewnętrzne, krępujące wszelką swobodę.

WSTĘP

background image

B l i ż e j   s i e b i e .   R o z m o w y   z   m i s t r z a m i

Książka daje sporą dawkę mądrości życiowej. Wystarczającą, by 
zacząć żyć mądrzej. Już teraz, natychmiast, zaraz po skończeniu 
lektury. A nawet jeszcze w trakcie. 
Philip Zimbardo, badacz zła, przyjaciel naszej redakcji, mówi 
w zamieszczonym w książce wywiadzie: „Mój ojciec przez całe 
życie wierzył, że los się do niego uśmiechnie. Zwykł mawiać: »Czekam, 
aż mój statek przybije do portu«. Zapytany, co robi, żeby ten statek 
przybył, mówił, że wcześniej czy później sam przypłynie. Powiedziałem 
mu kiedyś, że na Bronksie nie ma portu, żadna łódź tu nie zacumuje”

.

Ta książka jest instrukcją, jak znaleźć port, do którego przy-
pływają nasze statki.

Bogdan Białek

background image

P R O LO G

background image
background image

9

Dorota Krzemionka: Czy naprawdę można ułożyć 
instrukcję obsługi człowieka, jak sugeruje tytuł Pani 
książki?
Hanna Brycz:
 Oczywiście nie. Tytuł ma prowokować, budzić 
zaciekawienie. 

I budzi. Nie tylko zresztą tytuł. W swojej książce 
dowodzi Pani, że padamy ofiarą samooszustwa. 
Udajemy, że nas nie dotyczą błędy poznawcze, które 
w rzeczywistości dotyczą wszystkich. Wszyscy tak się 
oszukujemy?
Wszyscy. Ja też!

CZŁOWIEK . INSTRUKCJA OBSŁUGI

Błądzimy wszyscy. Wszyscy, tylko nie ja. Błędy widzimy głównie u innych. Ci, którzy 
potrafią dostrzec je u siebie, są nie tylko bliżsi prawdy, ale także bardziej wytrwali, 
skuteczni i zdrowsi.

HANNA BRYCZ

jest psychologiem, profesorem na Uniwersytecie Gdańskim, gdzie kieruje Zakładem 
Psychologii Społecznej, współpracuje z SWPS we Wrocławiu i w Sopocie. Interesuje się 
uwarunkowaniami dążenia do celu, samoregulacją i metapoznawczym „ja”. Jest członkiem 
stowarzyszeń psychologicznych, m.in. Society for the Study of Motivation, International 
Society for Self and Identity. Autorka m.in. książki Człowiek. Instrukcja obsługi. 

Fot. Archiwum

background image

10

B l i ż e j   s i e b i e .   R o z m o w y   z   m i s t r z a m i

A przecież chcemy mieć wiedzę o ludziach i sobie. 
Dzięki niej potrafimy przewidywać, co się stanie, 
planować działania. I wierzymy, że taką wiedzę mamy!
Co więcej, również psychologowie, jak choćby Fritz Heider czy 
Harold Kelley, początkowo sądzili, że człowiek jest intuicyjnym 
naukowcem, który w poznaniu siebie i innych posługuje się 
rzetelnymi metodami obserwacji.

Ale tak nie jest?
Nie. Już cztery dekady temu Daniel Kahneman i Amos Tver-
sky dowiedli, że nasz umysł chadza na skróty. Od tego czasu 
lawinowo gromadzone są dowody, że poznanie społeczne jest 
tendencyjne, obarczone błędami. Wszyscy im ulegamy z róż-
nych powodów. David Krackhardt i Martin Kilduff uważają, 
że w ten sposób próbujemy uzupełniać luki w informacjach. 
Inni badacze, jak William Ickes i Jeffry Simpson, dopatrują się 
w błędach odbicia naszych celów i motywów.

Opisała Pani aż 129 prawidłowości zakłócających nasze 
poznanie i funkcjonowanie. Które najbardziej?
Prawie wszystkie są wyrazem irracjonalności. Ale myślę, że 
najbardziej niebezpieczny może być częsty błąd koresponden-
cji, czyli samopotwierdzania się hipotez. Wynika on z naszej 
skłonności do zachowania równowagi, zgodności między tym, 
co wiemy, a tym, co się dzieje. W efekcie posiadana przez nas 
wiedza wpływa na to, jak postrzegamy rzeczywistość. Często 
na podstawie pierwszego wrażenia formułujemy sąd o jakiejś 
osobie, a potem dopasowujemy do niego kolejne informacje na  
jej temat. Ludzie przekonani, że Romowie kradną, po zetknię-
ciu się z nimi przeszukują kieszenie i zwykle stwierdzają, że 
ileś złotych już im ubyło. A ci, którzy uważają, że ludzie są źli, 
swoim zachowaniem prowokują mimowolnie ich agresję i w ten 
sposób potwierdzają sobie te przekonania. 
Błąd korespondencji może mieć niekiedy opłakane skutki, na 
przykład w medycynie. Gdy lekarz wstępnie zdiagnozuje u pa-
cjenta zapalenie oskrzeli i przepisuje mu antybiotyk, nie spraw-
dza już innych hipotez, choćby takiej, że również nieleczony 
refluks żołądka może być przyczyną zapalenia górnych dróg 

Wszyscy 

padamy ofiarą 

samooszustwa. 

Wszyscy, ja też.

background image

1 1

C z ł o w i e k .   I n s t r u k c j a   o b s ł u g i

oddechowych. Potwierdza sobie pierwszą hipotezę. Nawet na-
ukowcy ulegają tej tendencji i upojeni swoją koncepcją pomijają 
niezgodnie z nią wyniki. To wielki grzech!

Niektórymi błędami grzeszymy jeszcze bardziej...
Tak, na przykład nadmierną generalizacją – gdy na podstawie 
pojedynczego przypadku wnioskujemy o całych grupach, co 
prowadzi do stygmatyzacji. Słuchałam kiedyś rozmowy z Ja-
nuszem Korwin-Mikkem. Opisując różnice między płciami, 
podał przykład, że koń jest duży, myszka mała, w związku 
z tym konie – czyli mężczyźni – nadają się do pracy, a kobiety, 
jak te myszki, powinny siedzieć w domu. Redaktorka, która 
z nim rozmawiała, nie potrafiła nic sensownego odpowiedzieć.

Może zregresowała się do pozycji myszki...
A może pojawił się u niej efekt ogłupienia, o jakim pisze Roy 
Baumeister, dowodząc, że członkowie wykluczonych grup go-
rzej funkcjonują mentalnie. Tak czy inaczej nadmierna gene-
ralizacja ma poważne konsekwencje – jeśli ktoś na podstawie 
pojedynczego przypadku twierdzi, że tylko mężczyźni potrafią 
pracować, to może zmniejszyć szanse kobiet na rynku pracy. 
Innym groźnym błędem jest dehumanizacja ofiary. Kiedyś tego 
terminu używano wobec okrucieństw, jakich dopuszczano się 
w czasie wojny. Amerykańscy żołnierze zabijając mieszkańców 
My Lai, myśleli o nich per „żółtki”. Okazuje się jednak, że 
wszyscy możemy mieć skłonność do dehumanizacji, broniąc 
pozytywnego wizerunku własnej osoby. Jeśli kogoś skrzywdzimy, 
to nie przepraszamy go, nie próbujemy zadośćuczynić, ale na 
dodatek przypisujemy mu negatywne cechy. Deprecjonujemy 
ofiarę, by móc myśleć o sobie dobrze. 

I w ten sposób możemy uznać, że sama jest sobie winna. 
My jesteśmy moralni...
O swojej moralności niewiele myślimy, to innych oceniamy na 
tym wymiarze. A te oceny są bardzo rygorystyczne, co wykazał 
Bogdan Wojciszke. W atrybucji moralności ujawnia się bowiem 
asymetria: informacje negatywne są tu zdecydowanie bardziej 
diagnostyczne niż pozytywne. Zachowania moralne są bowiem 

Jeśli kogoś 

skrzywdzimy, 

to nie tylko nie 

przepraszamy go, 

nie próbujemy mu 

zadośćuczynić,  

ale na dodatek  

deprecjonujemy go.

background image

12

B l i ż e j   s i e b i e .   R o z m o w y   z   m i s t r z a m i

powszechne, więc niewiele o kimś mówią. Nawet mafioso daje 
datki na cele dobroczynne. Natomiast niemoralny postępek 
– brak pomocy, kłamstwo, kradzież – wyróżnia osobę i silnie 
wpływa na jej ocenę. Po jednym grzechu potrzeba aż dziesięciu 
moralnych zachowań, by bilans wyszedł na zero. Tyle tylko, że 
występki widzimy głównie u innych. Jeśli sami zgrzeszymy, za-
wsze potrafimy się usprawiedliwić. Siebie oceniamy częściej pod 
kątem kompetencji, a w tym obszarze bardziej diagnostyczne 
są informacje pozytywne. Możemy kilka razy się wygłupić, 
wystarczy jedno osiągnięcie, świetnie zdany egzamin, by bilans 
wyszedł na plus.

Czasem jednak wiele robimy, by nie zdać egzaminu, 
pogrzebać swoje szanse...
Takie samoutrudnianie, czyli ujawniona w eksperymentach 
Edwarda Jonesa i Stevena Berglasa tendencja do „rzucania sobie 
kłód pod nogi”, pojawia się, gdy jesteśmy niepewni własnych 
kompetencji. Unikamy wówczas diagnostycznych informacji 
o swoich zdolnościach i możliwościach. Zamiast uczyć się do 
egzaminu, rzucamy się w wir imprez albo gotowi jesteśmy całą 
noc siedzieć przy chorym koledze. Zmniejszamy w ten sposób 
szanse sukcesu, ale dostarczamy sobie i innym usprawiedliwień 
na wypadek ewentualnej porażki. Chronimy w ten sposób po-
zytywny obraz „ja” w ważnych dziedzinach, takich jak ocena 
własnej inteligencji, kosztem obniżenia samooceny w mniej 
istotnych sprawach, jak choćby lenistwo.

Czy znajomość tych prawidłowości pozwala  
nie ulegać im? 
I tak, i nie. Nie musimy im ulegać – są one generalizacją staty-
styczną, a nie prawami fizyki: wszystkich nas obowiązuje prawo 
grawitacji, ale nie zawsze musimy na przykład przeceniać swój 
udział w pracy zespołowej. Choć zwykle przeceniamy, bo łatwiej 
przypominamy sobie to, co sami zrobiliśmy, niż to, czego nie 
zrobiliśmy, lub to, co robili inni. W efekcie, gdy każdy ma okre-
ślić procentowo, jaki jest jego udział w zespołowym sukcesie, to 
– jak pokazali Michael Ross i Fiore Sicoly – w pięcioosobowym 
zespole suma szacunków sięga czasem 300 procent. To dlatego, 

Po jednym 

grzechu potrzeba 

aż dziesięciu 

zachowań 

moralnych,  

by bilans wyszedł 

na zero.

background image

13

C z ł o w i e k .   I n s t r u k c j a   o b s ł u g i

gdy szef przyznaje pracownikom równe premie, wierząc, że 
będzie to sprawiedliwe, oni są oburzeni, bo każdy z nich ma 
poczucie, że włożył więcej wysiłku niż pozostali we wspólny 
efekt. Wiedza o tym złudzeniu może złagodzić potencjalne 
konflikty i złość na innych – trudno buntować się przeciw 
regułom funkcjonowania umysłu. 
Niektóre prawa psychologiczne są tak powszechne, że wydają 
się bliskie prawom fizyki – niemal nie sposób im nie ulec. Na 
przykład pierwsze prawo Yerkesa-Dodsona, które opisuje krzy-
woliniową zależność między pobudzeniem emocjonalnym a po-
ziomem wykonania zadania. Zbyt słabe i zbyt silne pobudzenie 
obniżają zwykle poziom wykonania zadania. Przy bardzo sil-
nych emocjach przestajemy się kontrolować, przy zbyt małym 
zaangażowaniu emocjonalnym brak nam motywacji. 
Trudno nie ulec takim prawidłowościom, zwłaszcza gdy dzia-
łamy  impulsywnie.  A  tak  się  dzieje,  gdy  nasza  uwaga  jest 
rozproszona, zajęci jesteśmy czymś innym, gdy nie mamy mo-
tywacji, by analizować sytuację, bo sprawa jest błaha, albo nie 
mamy możliwości do namysłu, bo brak nam wiedzy lub czasu. 
Wtedy do głosu dochodzą heurystyki, zwane przez Daniela 
Kahnemana „zasadami spod palca”. Nawet ogromna wiedza 
nie ochroni nas wtedy przed wpływem społecznym. Uległ mu 
pewien znany profesor psychologii społecznej, który po wyczer-
pującej debacie naukowej wyszedł na ulicę i usiadł na ławce. 
Podszedł do niego mężczyzna i, pokazując swój portfel, zapytał: 
„a pan jaki ma?”. Profesor machinalnie wyciągnął swój portfel. 
Na szczęście, gdy nieznajomy już chciał się zamienić na port-
fele, profesor przytrzymał swój i szybko się oddalił. 

Ciekawe, że takie irracjonalne zachowania dostrzegamy 
tylko u innych...
Tak, ten efekt potwierdził się już w badaniach z udziałem kilku 
tysięcy ludzi. Badani dostawali listę twierdzeń, ułożonych pa-
rami tak, że jedno z nich wyrażało prawidłowość psycholo-
giczną, drugie zaś było jej zaprzeczeniem. Na przykład błąd 
prawa serii opisuje zdanie: „Większość ludzi, grając w ruletkę, uważa, 
że po serii »czerwonych« trafień zwiększa się prawdopodobieństwo tra-
fień »czarnych«

”. Drugie zdanie w parze mówi coś przeciwnego: 

Gdy szef dzieli 

sprawiedliwie 

premie, pracownicy 

są oburzeni,  

bo każdy z nich  

ma poczucie,  

że włożył w pracę 

więcej wysiłku  

niż pozostali.

background image

14

B l i ż e j   s i e b i e .   R o z m o w y   z   m i s t r z a m i

Grając w ruletkę, większość ludzi sądzi, że prawdopodobieństwo wylo-
sowania czarnego lub czerwonego koloru wynosi 50 procent, niezależnie 
od tego, jak często te kolory wcześniej się pojawiały

”. Badani zaś mieli 

wybrać to z twierdzeń, które wydaje im się prawdziwe. Kiedy 
mieli kierować się wiedzą, jak zachowuje się i myśli większość 
ludzi, to trafność ich sądów przeszła najśmielsze oczekiwania. 
Rozpoznali aż 80 procent prawidłowości, co czwartą ze 129 
prawidłowości rozpoznali prawie wszyscy. 

Kiedy jednak mieli zdecydować, które z twierdzeń lepiej 
opisuje ich samych... 
Wtedy trafnie rozpoznali jedynie 18,6 procent prawidłowości. 
A takich, które rozpoznali u siebie prawie wszyscy, było zale-
dwie 3 procent. 

Jakie to były prawidłowości?
Głównie takie, które dobrze o nas świadczą. Na przykład złu-
dzenie patetyczne, polegające na tym, że przychylniej oce-
niamy tych, którzy cierpią, tracą, ponoszą porażkę. Do tego 
jesteśmy w stanie przyznać się. Zdajemy sobie sprawę tylko 
z tych prawidłowości, które pochlebnie o nas świadczą. To 
niezwykłe – choć posiadamy ogromną wiedzę o prawidłowoś-
ciach psychologicznych, jest ona aktywna tylko wtedy, gdy 
obserwujemy innych ludzi. Na własny użytek zamykamy oczy 
na tendencyjność.

Wydaje się, że mamy dwie odmienne perspektywy 
poznania: perspektywę aktora i obserwatora...
Tę  asymetrię  widać  w  atrybucji:  odmiennie  spostrzegamy 
przyczyny własnego i cudzego zachowania. Bernard Weiner 
z Uniwersytetu w Los Angeles twierdzi, że szukając przyczyn 
zachowań, automatycznie wykorzystujemy trzy wymiary. Do-
strzegamy, po pierwsze, przyczyny zewnętrzne, w sytuacji, bądź 
wewnętrzne, tkwiące w osobie; po drugie, stałe – np. trudność 
zadania, lub zmienne – np. przypadek, szczęście czy pech; 
po trzecie, kontrolowalne, czyli takie, na które mamy wpływ  
– np. wysiłek, lub niekontrolowalne – np. pogoda. Ale odmien-
nie je wykorzystujemy: własne zachowania widzimy jako od-

Zdajemy sobie 

sprawę tylko z tych 

prawidłowości, 

które pochlebnie 

o nas świadczą.

background image

15

C z ł o w i e k .   I n s t r u k c j a   o b s ł u g i

powiedź na sytuację, czyjeś – jako wyraz cech tej osoby. Jeśli 
ja się spóźniłam, to zawiniły korki albo klucz, który się zaciął 
w zamku, czyli dostrzegam przyczyny zewnętrzne, nie miałam 
wpływu i zdarza mi się to wyjątkowo. Ale gdy ktoś się spóźnia, 
to mógł przewidzieć, że będą korki, nie umie zorganizować so-
bie czasu, zwykle się spóźnia i w ogóle jest nieodpowiedzialny.  
A na dodatek pewnie mnie lekceważy. To ostatnie jest przeja-
wem błędu personalizmu, zgodnie z którym myślimy, że czy-
jeś zachowania są wymierzone w nas: celowo się spóźnił, by mi 
dokuczyć

Dlaczego te perspektywy są tak różne? 
Edward  Jones  i  Richard  Nisbett  upatrują  tej  odmienności 
w przyczynach zarówno poznawczych, jak i motywacyjnych. 
Te pierwsze wiążą się z dostępem do innego typu informa-
cji. My znamy swoje myśli, uczucia, motywy. Wiemy, jak się 
zachowujemy w różnych sytuacjach. Ta wiedza zawarta jest 
w pamięci autobiograficznej – jak pisze Tomasz Maruszewski. 
I ciągle konstruujemy ją na nowo. Natomiast kiedy myślimy 
o ludziach, korzystamy z wiedzy nagromadzonej przez lata 
i ujętej w schematach i kategoriach społecznych. Dzięki niej 
wiemy, jacy są na przykład urzędnicy, a jacy policjanci, nawet 
gdy nie mieliśmy z nimi kontaktu. Operujemy stereotypami. 
Odmienne są też motywy, jakie kierują wyjaśnianiem zacho-
wania czyjegoś i własnego. Z perspektywy obserwatora zależy 
nam, by mieć trafną wiedzę o ludziach, by nie inwestować czasu 
i wysiłku w osoby, które nie są tego warte. Z perspektywy aktora 
głównie chronimy własny wizerunek. 

Zatem inni wiedzą lepiej, kim my jesteśmy. Chcąc się 
dowiedzieć czegoś o sobie, lepiej pytać innych?
Nie. My też mamy tę wiedzę, wystarczy tylko odnieść ją do 
siebie. Jak to zrobić? Jean Decety udowodnił, że u ludzi, którzy 
koncentrują się na własnym punkcie widzenia, dochodzi do 
aktywizacji kory sensomotorycznej, zaś u osób przejmujących 
cudzy punkt widzenia obserwuje się silną aktywność w prawym 
dolnym płaciku ciemieniowym oraz brzuszno-przyśrodkowej 
korze przedczołowej. Co ciekawe, niektóre osoby z łatwością 

Jeżeli  

się spóźniłam,  

to zawiniły korki 

albo klucz się zaciął 

w zamku. Ale gdy 

ktoś się spóźnia, to 

mógł przewidzieć 

korki, więc jest 

nieodpowiedzialny.

background image

16

B l i ż e j   s i e b i e .   R o z m o w y   z   m i s t r z a m i

zmieniają punkt widzenia i przekraczają perspektywę aktora, 
co wiąże się z dojrzewaniem kory przedczołowej.

W jakich warunkach takie przekraczanie perspektyw 
jest możliwe i potrafimy dostrzec własną tendencyjność?
Dzieje się tak, gdy doświadczamy wpływu prawidłowości na 
sobie i ktoś pomaga nam zrozumieć, co się stało. Prowadzi-
łam eksperyment, w którym osoby badane doświadczały np. 
efektu aureoli, czyli na podstawie urody spostrzeganych osób 
przypisywały im inne pozytywne cechy. Gdy tej tendencji to-
warzyszyło wytłumaczenie, na czym polega błąd, ich trafność 
spostrzegania siebie wzrastała. Nie skutkowały natomiast na-
grody za trafne wnioski, nie działa też samo przyswojenie sobie 
definicji prawidłowości.

Są jednak osoby, które trafniej widzą siebie. Mierzy to 
skonstruowana przez Panią Skala Metapoznawczego Ja. 
Czym jest metapoznanie?
To myślenie o własnym myśleniu i świadomość wpływu różnych 
prawidłowości również na własne zachowanie. Wyłoniliśmy 40 
odchyleń od racjonalności, które najsilniej związane są z sa-
moregulacją, a ich znajomość może sprzyjać lepszemu funk-
cjonowaniu. One składają się na wspomnianą skalę. Badania, 
jakie prowadzę z Yalomem Bar-Talem, wskazują, że osoby, które 
osiągają w niej wysokie wyniki, częściej poszukują diagnostycz-
nych informacji o sobie, także w sytuacji porażki, wtedy nawet 
silniej. Chcą jak najwięcej dowiedzieć się o swoich błędach, by 
lepiej funkcjonować. One też, jak wszyscy, chcą o sobie dobrze 
myśleć, ale „metapoznawcze ja” chroni je przed nadmierną au-
towaloryzacją, dzięki temu ujawniają się inne motywy związane 
z „ja” – dążenie do samopoznania i samonaprawy. 

Jak się tworzy „metapoznawcze ja”?
To jest coś przez lata przepracowanego w myśleniu na swój 
temat. Kiedy w różnych sytuacjach analizujemy swoje zacho-
wanie, dowiadujemy się, że my też błędnie spostrzegamy rze-
czywistość. Jeśli to sobie uświadomimy, to wprawdzie nadal 
popełniamy te błędy, ale wiemy, że tak jest. Z czasem ta wiedza 

Kiedy 

uświadomimy 

sobie, że my 

też błędnie 

spostrzegamy 

rzeczywistość, to 

wprawdzie nadal 

popełniamy błędy, 

ale już wiemy,  

że tak jest.

background image

17

C z ł o w i e k .   I n s t r u k c j a   o b s ł u g i

o sobie wchodzi do przedświadomości. Nawet schowana po-
woduje, że zyskujemy dystans do siebie, nie czujemy się już 
pępkiem świata. Przyjmujemy wobec siebie inną perspektywę. 
Ta zmiana przekłada się na uczucia do ludzi: jeśli akceptujemy 
błędy u siebie, to przyzwalamy, by również inni je popełniali.

Na co jeszcze wpływa metawiedza o sobie?
Jak wykazał Karol Karasiewicz, ludzie z większą metawiedzą 
na swój temat lepiej potrafią działać, wytrwalej pracują. Z ko-
lei Paweł Ziemiański badał wyznaczniki jakości pracy mene-
dżerów. Okazało się, że wysokie „metapoznawcze ja” sprzyja 
zdolności do współpracy z ludźmi, co przekłada się na lepsze 
wyniki firmy. Metapoznanie bywa na wagę zdrowia i przeży-
cia. Badania prowadzone wśród diabetyków pokazały, że ci 
z wyższym „metapoznawczym ja” częściej zdrowo reagowali, 
bardziej przestrzegali zaleceń lekarza, w efekcie dłużej żyli. 
Z ostatnich moich badań wynika, że metapoznanie chroni nas 
przed niektórymi przejawami depresji. I pozwala skuteczniej 
realizować cele. Wiedza o sobie działa stale, także wtedy, gdy 
jej nie przywołujemy. Jak dowodzi Michael Gazzaniga, mózg 
nigdy nie zasypia, cały czas pracuje w trybie bezrefleksyjnym.

I choć lecimy na automatycznym pilocie, to dzięki temu, 
co wcześniej na swój temat przemyśleliśmy, lepiej go 
możemy zaprogramować!
Dokładnie tak. 

Wiedza o sobie 

działa stale, także 

wtedy, gdy jej nie 

przywołujemy. 

background image
background image

K I M

JESTEM

background image
background image

2 1

Dorota Krzemionka i Agnieszka Chrzanowska:  
Może zaczniemy od… testu. W Teście Dwudziestu 
Stwierdzeń Manforda Kuhna i Thomasa McPartlanda 
odpowiadamy na pytanie: kim jestem? Jak Pani 
odpowiedziałaby na nie?
Hazel Rose Markus:
 Teraz, podczas pobytu w Polsce [Hazel 
Markus uczestniczyła w 2010 roku w konferencji poświęconej 
pamięci jej męża Roberta Zajonca – dop. red.], czuję się… 

JA W WIELKIM ŚWIECIE

Przypominamy czasem Zeliga, bohatera filmu Woody’ego Allena, który w niewytłumaczalny 
sposób upodabnia się do ludzi, z którymi przebywa. Zachowuje się jak oni, nawet 
wygląda podobnie. A kim jest prawdziwy Zelig? Kim naprawdę my jesteśmy, powiązani 
z innymi ludźmi niczym węzły w sieci.

HAZEL ROSE MARKUS 

jest profesorem psychologii Stanford University, gdzie kieruje Research Institute of 
Comparative Studies in Race and Ethnicity. Wprowadziła pojęcie schematów „ja” jako 
uogólnionych przekonań człowieka na własny temat. Pisała o „ja” roboczym (working 
self) jako aktualnej wersji siebie, która kieruje naszym zachowaniem w bieżącej sytuacji, 
i o „ja” możliwych (possible selves) – wyobrażonych wizjach siebie w przyszłości, które 
mogą motywować nas do podejmowania różnych działań. Zajmuje się badaniem wpływu 
czynników socjokulturowych na kształtowanie pojęcia „ja”. Autorka i współautorka wielu 
publikacji dotyczących „ja”. Była żoną Roberta Zajonca.

Fot. Krzysztof Plebankiewicz

background image

22

B l i ż e j   s i e b i e .   R o z m o w y   z   m i s t r z a m i

Amerykanką. W polskim kontekście wyraźnie odczuwam, jak 
bardzo jestem amerykańska. Polacy w kontakcie z innymi są 
bardzo wrażliwi i uważni. Starają się przyjmować perspektywę 
innych. Martwią się o to, jak druga osoba się czuje, zastana-
wiają się, co myśli, co robi. Nawet wtedy, gdy prezentują własne 
pomysły, wyjaśniają, że zainspirowała ich praca innych. Zdają 
sobie też sprawę, że to, co robią, może mieć wpływ na innych, 
inspirować ich. Właśnie tu, w innym otoczeniu kulturowym, 
uderza mnie, jak bardzo Amerykanie są skoncentrowani na 
sobie. Jesteśmy przyzwyczajeni, że koncentrujemy się na swo-
ich odczuciach, wyrażamy swoje opinie i pomysły. Nawykowo 
poświęcamy mniej uwagi relacjom, nawet jeśli są dla nas ważne. 
Polacy zaś bardzo cenią relacje i pielęgnują je. O ile zatem Ame-
rykanie są indywidualistyczni i niezależni, Polacy są w więk-
szym stopniu współzależni. 

Czy to znaczy, że „ja” zależy od kultury, w której jest 
osadzone? Czy kultura, w której jesteśmy zanurzeni, 
wyznacza sposób, w jaki opisujemy siebie? 
Prowadziliśmy szerokie badania, w których porównywaliśmy 
Amerykanów oraz Azjatów – Koreańczyków, Japończyków, 
Azjatów  mieszkających  w  Stanach  Zjednoczonych.  Zaob-
serwowaliśmy, że w tych odmiennych kulturach funkcjonują 
inne modele Ja. W USA wśród przedstawicieli klasy średniej 
powszechne jest „ja” niezależne, independent self, z kolei 
w krajach wschodniej Azji powszechne jest „ja” współzależne, 
interdependent self. 
Amerykanie to niezależni indywidualiści. Koncentrują się na 
„ja” – swoich preferencjach, cechach, zdolnościach, celach. Za-
kładają, że energia, która napędza działanie, pochodzi z nich 
samych, z „ja”. W USA normalnym i akceptowanym zacho-
waniem jest ekspresja siebie, wyrażanie swoich potrzeb, celów, 
preferencji. Bardzo duże znaczenie ma dla nas możliwość po-
dejmowania decyzji, dokonywania wyborów. To mój wybór! 
Takie są moje potrzeby, takie są moje pragnienia. 
Taki model „ja” jest wbudowany w świat. Jest widoczny w domu, 
w szkole, w pracy, w mediach. Jest obecny nawet w systemie 
prawnym i w polityce! Chronimy prawa jednostki. Prawo gwa-

Polacy martwią 

się o to, jak 

druga osoba się 

czuje. Nawet 

gdy prezentują 

własne pomysły, 

wyjaśniają, że 

zainspirowała ich 

praca innych.

background image

23

J a   w   w i e l k i m   ś w i e c i e

rantuje nam wolność słowa, wolność wyrażania myśli. Oczywi-
ście nie musimy cały czas myśleć o tym, że jesteśmy niezależni. 
Nikt nie musi nam tego przypominać. Wystarczy, że wychowu-
jemy się i żyjemy w amerykańskiej kulturze. 

Zatem Bob Harris, bohater filmu Sofii Coppoli „Między 
słowami”, Amerykanin o „ja niezależnym”, w Japonii 
zetknął się nie tylko z innym językiem i kulturą, ale też 
z innym modelem „ja”. 
W krajach Dalekiego Wschodu dominuje „ja współzależne”. 
U podstaw tego modelu „ja” tkwi założenie, że ludzie są niczym 
węzły w sieci. Wszyscy są ze sobą powiązani, są współzależni. 
Oznacza to, że każde moje działanie wpływa na inne osoby, 
z którymi jestem powiązana. Jest to zupełnie inny sposób my-
ślenia niż ten widoczny w kulturze amerykańskiej. Istnieje 
zatem sieć społeczna, w którą się włączamy. Taki punkt wyjścia 
sprawia, że budujemy zupełnie inne pojęcie „ja”. 
Wyobraźmy sobie teraz japoński dom. To matka sama ocenia, 
co jest najlepsze dla jej dziecka i podejmuje za nie decyzję. Je-
żeli zdecyduje, że do śniadania najlepszy będzie sok owocowy, 
to poda go dziecku, nie pytając go wcale o zdanie. Zupełnie 
inaczej postąpi amerykańska matka. Zapyta dziecko, co chce 
do picia i przedstawi mu możliwe opcje: sok pomarańczowy, 
mleko, woda. Dziecko samo dokonuje wyboru i w ten sposób 
wyraża swoją indywidualność. Japońscy rodzice bardziej też 

Amerykanie 

koncentrują 

się na swoich 

preferencjach, 

i zdolnościach. 

Zakładają, że 

energia, która 

napędza działanie, 

pochodzi z nich 

samych, z własnego 

„ja”.

SPOSOBY BYCIA JA

Hazel Markus i Sinobu Kitayama dowodzą, że ludzie określają swoje „ja” na dwa sposoby:

„ja niezależne”, charakterystyczne dla kultury Zachodu, jest unikatowe, odrębne od kon-

tekstu społecznego, stabilne i spójne w różnych sytuacjach, definiowane poprzez wewnętrzne 

zdolności i uczucia, nastawione na ekspresję siebie i osiąganie własnych celów; indywidualny 

sukces i sprawczość są podstawą samooceny; 

„ja współzależne”, charakterystyczne dla Dalekiego Wschodu, jest określane poprzez przy-

należność, uwikłane w relacje, płynne i zmieniające się wraz z kontekstem, definiowane przez 

status i role społeczne, nastawione na zachowanie się właściwie i osiąganie celów grupy; 

podstawą samooceny jest harmonia z otoczeniem.

background image

24

B l i ż e j   s i e b i e .   R o z m o w y   z   m i s t r z a m i

koncentrują się na budowaniu relacji z dzieckiem. Jeżeli dają 
dziecku samochodzik, to starają się wymyślać zabawy, w któ-
rych będzie się nim dzieliło z innymi dziećmi. W ten sposób 
będą wzmacniać więź z maluchem. Natomiast amerykańscy 
rodzice skoncentrują się na przedmiocie, na zabawce. Osadzą 
ją w szerszym kontekście – na przykład przypomną, że taki 
sam samochód widzieli poprzedniego dnia podczas spaceru. 
Podobne różnice są widoczne w szkole. W USA każdego roku 
dziecko zmienia klasę i uczy się z innymi dziećmi. W Japonii 
dziecko przez całą szkołę przebywa w tej samej klasie. Uczy się 
w ten sposób, że jest członkiem grupy, że trzeba przestrzegać 
obowiązujących w niej reguł; że trzeba się dostosować do jej 
potrzeb, oczekiwań, celów. 

Ameryka rodzi zatem indywidualistów, a Japonia 
społeczników. 
Niekoniecznie. „Ja” wcale nie musi występować w „czystej” 
postaci, może posiadać domieszkę cech typowych dla drugiego 
modelu. Zatem nawet jeżeli w USA dominuje „ja niezależne”, 
to jest też obecna potrzeba współzależności. Na przykład ko-
biety, niezależnie od kultury, mają większą „domieszkę” „ja 
współzależnego”. 

Trawestując Johna Lennona, który śpiewał, że „kobieta 
jest Murzynem świata”, można powiedzieć, że raczej jest 
Azjatą świata…
Tak, to kobiety zwykle podejmują działania, które mają charak-
ter współzależny. Pielęgnują relacje, dbają o innych, podtrzymują 
więzi. Można powiedzieć, że kobiety – te żyjące w kulturach 
niezależnych – mają hybrydowy czy dualny model „ja”. 
Mówimy, że w Stanach dominuje „ja” niezależne, ale prze-
cież w kontekście ograniczonych możliwości edukacyjnych nie 
ma możliwości podkreślania swojej indywidualności. Brakuje 
bowiem zasobów, w tym finansowych, które umożliwiłyby 
ekspresję niezależności. Stąd Amerykanie z klasy pracującej 
zachowują się inaczej, prezentują inny model „ja”, który przy-
pomina ten widoczny w Japonii. Zamiast podkreślać niezależ-
ność, Japończycy polegają na sobie nawzajem, są współzależni. 

W krajach 

Dalekiego Wschodu 

dominuje myślenie, 

zgodnie z którym 

ludzie są niczym 

węzły w sieci. 

Wszyscy są ze 

sobą powiązani, 

od siebie 

współzależni. 

Oznacza to, 

że każde moje 

działanie wpływa 

na inne osoby, 

z którymi jestem 

powiązana.

background image

2 5

J a   w   w i e l k i m   ś w i e c i e

W mniejszym stopniu koncentrują się na tym, by decydować 
o sobie, bo tak naprawdę nie mają zbyt dużego wyboru. Nie 
podkreślają swojej niepowtarzalności, różnic. Tacy ludzie są 
podobni do siebie. 

A co lepiej służy naszemu zdrowiu? Czy są zdrowsze 
i mniej zdrowe modele „ja”?
Obecnie prowadzimy duże badanie dotyczące związku „ja” 
i zdrowia. Przypuszczaliśmy, że zarówno zdrowie fizyczne, jak 
i psychiczne zależą od tego, czy mamy warunki, w których mo-
żemy realizować swoje „ja”, niezależnie jakie ono jest. Badania 
potwierdziły naszą hipotezę. Amerykanin będzie zdrowszy, 
jeżeli będzie mógł realizować swoją potrzebę indywidualności 
i niezależności. Okazuje się, że posiadanie kontroli i wysoka 
samoocena są bardzo ważne dla jego zdrowia psychicznego 
i fizycznego. Japończyk za to będzie się cieszył lepszym zdro-
wiem, jeżeli będzie żył w warunkach odpowiadających jego 
współzależności. Dla niego posiadanie kontroli nie jest aż tak 
ważne. Większe znaczenie ma brak napięć w relacjach. Stres 
w kontaktach interpersonalnych, napięcia i zgrzyty wpływają 
negatywnie na samopoczucie osoby o „ja współzależnym”. Do-
bre relacje oznaczają lepsze zdrowie. Kluczem jest tu zatem nie 
rodzaj „ja”, ale zgodność pomiędzy „ja” i kontekstem, w którym 
jest ono osadzone.

Na różnych krańcach świata stykamy się z różnymi 
modelami Ja. Czy jednak pojęcie „ja” ma pewien 
uniwersalny rdzeń? 
Czymś, co jest wspólne dla wszystkich ludzi, niezależnie od 
miejsca, czasu, kultury, jest szukanie odpowiedzi na dwa py-
tania: kim jestem ja jako odrębna osoba i kim jesteśmy my, 
ludzie, z którymi się identyfikuję. Każdy z nas zadaje sobie te 
pytania. Niektórzy uważają, że pojęcie „ja” jest stosunkowo 
młodym wytworem. XII wiek jest wskazywany jako czas, kiedy 
zaczęliśmy myśleć o sobie jako kimś odrębnym od innych ludzi. 
Jeśli zawsze jesteśmy w grupie i nie mamy prywatności, po co 
pytać, kim jestem? Myślę jednak, że nawet wcześniej ludzie 
mieli pewną świadomość swojej odrębności – swoich osobistych 

Zawsze 

w człowieku 

istniało pewne 

poczucie odrębności, 

własnej tożsamości. 

Jednak dopiero 

w czasach 

współczesnych 

zaczęliśmy się 

koncentrować 

na sobie jako kimś 

odrębnym 

od otoczenia.

background image

26

B l i ż e j   s i e b i e .   R o z m o w y   z   m i s t r z a m i

myśli, marzeń, reakcji, które są tylko moje i nie należą do in-
nych. To mógł być początek myślenia o sobie jako jednostce 
odrębnej od innych. Choć myślę, że zawsze w człowieku ist-
niało pewne poczucie odrębności, własnej tożsamości. Jednak 
dopiero w czasach współczesnych, od rewolucji przemysłowej, 
zaczęliśmy się koncentrować na sobie, na „ja” jako kimś od-
rębnym od otoczenia społecznego. Staliśmy się samolubni. 
Jest to szczególnie widoczne w Stanach Zjednoczonych, gdzie 
ludzie posiadają bardzo dużo zasobów pozwalających im zadbać 
o siebie i wyrazić własną indywidualność.

Patrzymy na siebie z bardzo różnych perspektyw. 
Jak zakładają kolejne teorie, mamy „ja realne”, „ja 
idealne”, „ja powinnościowe” i wiele „ja” możliwych. 
Tyle przeróżnych „ja”, jak wśród nich można znaleźć… 
prawdziwego siebie?
Obecnie dochodzimy do wniosku, że nie istnieje jedno praw-
dziwe „ja”, wydaje się ono raczej dynamiczną pulą myśli, uczuć, 
motywów, wspomnień. W danym momencie wyciągamy z tej 
puli „próbkę”. I to, co wtedy otrzymujemy, jest naszym „ja robo-
czym”. To ono reguluje nasze zachowanie w danym momencie 
i w danej sytuacji. Teraz rozumiemy, dlaczego „ja” w dużym 
stopniu jest produktem oddziaływań środowiskowych, wytwo-
rem tych wszystkich środowisk, których jesteśmy częścią. Wraz 
ze zmianą środowiska, zmienia się „ja” i wcale nie oznacza to, 
że jesteśmy nieprawdziwi, nieautentyczni.
Pewne elementy „ja” mają jednak charakter trwały. Tworzymy 
pewną narrację, historię „ja”, którą możemy porównać do na-
szyjnika. Ta historia niczym sznurek podtrzymuje poszczególne 
koraliki, które tworzą dzięki temu całość, nie rozsypują się. 
Możemy jednak zmieniać ich kolejność, nawlekać je w inny 
sposób. 
Dawniej takie zmiany uważano za niekorzystne dla naszego 
zdrowia psychicznego. Teraz wiemy, że plastyczność jest ko-
rzystna. Powinniśmy być elastyczni, ale nie chaotyczni i zdez-
organizowani. Nie jest dobrze, gdy nasze „ja robocze”, czyli 
„próbki” wyciągane z puli wiedzy o sobie, są kompletnie różne, 
przypadkowe. Przecież koraliki naszyjnika nie mogą być zu-

Tworzymy historię 

„ja”, możemy 

ją porównać 

do naszyjnika. 

Niczym sznurek 

podtrzymuje 

ona poszczególne 

koraliki, które 

dzięki temu 

tworzą całość. 

Możemy 

jednak zmienić 

ich kolejność, 

nawlekając je 

w inny sposób. 

background image

27

J a   w   w i e l k i m   ś w i e c i e

pełnie różne. W ostatnich latach nastąpiła znacząca zmiana 
w rozumieniu Ja. Do niedawna dominował pogląd, że mamy 
być niezależni, wolni, autentyczni, niczym nieograniczeni, 
że mamy opierać się wpływom zewnętrznym. Teraz widzimy, 
że „ja” jest dynamiczne, plastyczne i relacyjne. Oczywiście 
konieczna jest pewna jego organizacja, inaczej przestaniemy 
istnieć jako jednostki. 

Kenneth Gergen, psycholog społeczny, w swojej 
koncepcji „ja” nasyconego zwraca uwagę, że obecnie 
jesteśmy non stop powiązani z coraz większą liczbą osób 
i instytucji. Przejmujemy ich opinie, wartości, styl życia. 
To zaludnienie i nasycenie „ja” sprawia, że staje się ono 
wydmuszką pozbawioną osobistych treści. 
To jest ekstremalna sytuacja, gdy ktoś tak nasyca się innymi, 
że nie ma swojego „ja”. Myślę, że to wielkie wyzwanie dla 
psychologów i społeczeństwa – szukanie odpowiedzi na pyta-
nie, jak odnaleźć się w świecie internetu, ciągłej komunikacji, 
„ćwierkania” na Twitterze. Musimy jednak uświadomić sobie, 
że mamy różne „ja” w różnych sytuacjach. Jest to bardzo wy-
raźne w kulturze wschodniej Azji. Dla Japończyka jest jasne, 
że w domu zachowujemy się w określony sposób, na przykład 
skaczemy na krześle. Ale gdy idziemy do sąsiada, nie będziemy 
tego robić – to inna sytuacja: krzesło należy do sąsiada, zmienił 
się kontekst. Dla nich jest to jasne i zrozumiałe. W pewnych 
sytuacjach powściągamy nasze reakcje, nie wyrażamy naszych 
uczuć. W innych z kolei dajemy im upust. Amerykanin powie 
natomiast, że to niespójne, że zachowaniem powinna kierować 
jedna określona zasada, bo skąd w przeciwnym razie ma wie-
dzieć, co jest dobre. Ale przecież to naturalne, że zachowujemy 
się inaczej w różnych sytuacjach. I nie jest to brak autentycz-
ności, fałsz czy konformizm. Nie świadczy też o słabych gra-
nicach ego albo że siebie nie znamy. Po prostu różne sytuacje 
wymagają różnych „ja”.

Jak odnaleźć się  

w świecie 

internetu, ciągłej 

komunikacji, 

„ćwierkania”  

na Twitterze…

background image

28

PINOKIO I FAŁSZ Y WE WSPOMNIENIA

Choć nasza pamięć jest cenna i pozwala nam kierować swym życiem, nie jest trudno 
sprawić, żebyśmy pamiętali rzeczy, które się nigdy nie zdarzyły.

ELIZABETH F. LOFTUS 
jest amerykańskim psychologiem poznawczym, światowej sławy ekspertem w dziedzinie 
ludzkiej pamięci i wiarygodności zeznań naocznych świadków. Wykłada na University 
of California, Irvine, na Wydziale Psychologii, Zachowań Społecznych i Prawa, gdzie 
jest profesorem ekologii społecznej, prawa i nauk o poznaniu. Jej słynne eksperymenty 
dowodzą możliwości zniekształceń pamięci i zaszczepiania fałszywych wspomnień oraz 
ich konsekwencji dla zachowań. 

W jednym ze swoich wystąpień przedwyborczych przed laty Hi-
lary Clinton opowiedziała, jak podczas wizyty w Bośni znalazła 
się w samym centrum ognia. Jej wspomnienia były niezwykle 
żywe i szczegółowe: „Pamiętam lądowanie pod ostrzałem snaj-
perów… Miała być ceremonia powitalna na lotnisku, a zamiast 
tego biegliśmy, zakrywając głowy rękami i chcąc jak najszybciej 
dotrzeć do samochodów, które miały nas zawieźć do bazy”.
Te wspomnienia przysporzyły Hilary kłopotów. Media pokazały 
bowiem zdjęcia z jej przylotu do Bośni. Widać było na nich wy-
raźnie panią Clinton wysiadającą spokojnie z helikoptera w to-
warzystwie córki i kilku żołnierzy oraz witających ją uczniów. 
Sprawdzono fakty, przeprowadzono wywiady z gwiazdami, 
które leciały wtedy razem z Clinton. Okazało się, że jej wspo-

Fot. Archiwum

background image

2 9

P i n o k i o   i   f a ł s z y w e   w s p o m n i e n i a

mnienia nie zgadzały się z faktycznym przebiegiem zdarzeń. 
Pamiętamy Pinokia, bohatera powieści Carla Collodiego? Po 
każdym kłamstwie wydłużał mu się nos. Jeden z komentato-
rów ocenił pamięć Clinton na cztery punkty w skali Pinokia. 
Jej wspomnienia były bowiem błędne w co najmniej czterech 
obszarach: nie było lądowania pod ostrzałem ani żadnego 
ostrzału snajperskiego; nie odwołano powitania na lotnisku; 
i nie była ona pierwszą żoną amerykańskiego prezydenta, która 
pojechała do strefy wojny.
Imię Pinokia sugerowało, że Hilary mogła celowo kłamać. 
Znany dziennikarz, Chris Matthews, wydawał się przyjmować 
taką interpretację, kiedy mówił w swym programie telewizyj-
nym: „Wydaje mi się, że każdego z nas pamięć czasem zawodzi 
– zapominamy rzeczy, które się zdarzyły. Ale rzadko pamiętamy 
coś, co nigdy nie miało miejsca”.
Hilary przyznała się do błędu, ale wytłumaczyła go inaczej: „Po-
myliłam się. Miałam inne wspomnienie. Pomyliłam się – zdarza 
się. To dowodzi, że jestem człowiekiem, co dla niektórych osób 
jest zaskakujące”.
Po trzydziestu latach badania pamięci jestem po stronie Hilary. 
Badania prowadzone przeze mnie i wielu innych psychologów 
pokazały, jak podatna na wpływy jest ludzka pamięć. Tysiące 
eksperymentów przeprowadzonych w ostatnim stuleciu ujaw-
niło tę prawdę: choć nasza pamięć jest cenna i pozwala nam 
efektywnie kierować naszym życiem, wcale nie jest trudno 
sprawić, żebyśmy pamiętali rzeczy, które się nigdy nie zdarzyły. 
Dziennikarz Matthews mylił się, sądząc, że zdarza się to rzadko. 
Historia Hilary mówi nam, że ewidentne zniekształcenia pa-
mięci mogą się zdarzyć nawet bardzo inteligentnym, świetnie 
wykształconym prawie prezydentom Stanów Zjednoczonych. 
Jeśli coś takiego przydarzyło się Hilary Clinton w sprawie, którą 
łatwo można było sprawdzić i obalić, to może się to przydarzyć 
każdemu z nas.
Moje własne badania nad zniekształceniami pamięci obrały 
w ostatnim czasie nowy kierunek. Przez lata badaliśmy, czy 
można zaszczepiać fałszywe wspomnienia. Teraz wraz z moimi 
współpracownikami zainteresowaliśmy się skutkami takich 
wspomnień. Czy fałszywe przekonania i wspomnienia mają 

Historia Hilary 

Clinton mówi, 

że zniekształcenia 

pamięci mogą 

zdarzyć się 

nawet bardzo 

inteligentnym, 

świetnie 

wykształconym 

osobom, prawie 

prezydentowi 

USA. A co dopiero 

nam…

background image

30

B l i ż e j   s i e b i e .   R o z m o w y   z   m i s t r z a m i

jakieś konsekwencje dla ludzi? Czy wywierają wpływ na ich 
intencje, myśli i zachowania?
Podjęliśmy próby odpowiedzi na to pytanie. Wszczepiliśmy 
badanym fałszywe wspomnienie o tym, że w dzieciństwie roz-
chorowali się po zjedzeniu jajka na twardo lub ogórka konser-
wowego. W efekcie tego byli mniej skłonni jeść te produkty 
podczas przyjęcia. To samo zdarzyło się, kiedy wszczepiliśmy 
fałszywe wspomnienie dolegliwości, jakie mieli po spożyciu 
lodów truskawkowych.
Badania  nasze  i  innych  naukowców  pokazały,  że  zaszcze-
pione  wspomnienia  mogą  wpływać  na  rzeczywiste  nawyki 
żywieniowe. Wpływ ten utrzymuje się przez pewien czas, co 
wykazano w kanadyjskim eksperymencie z użyciem jogurtu 
brzoskwiniowego oraz holenderskim badaniu z zastosowaniem 
sałatki z jajkiem. Co więcej, fałszywe pozytywne wspomnienia 
związane ze zdrową żywnością, na przykład ze szparagami, 
również miały wpływ na badanych. Osoby, które uległy sugestii, 
twierdziły potem, że lubią szparagi bardziej niż badani z grupy 
kontrolnej; chętniej też jadły szparagi, gotowe były więcej za nie 
zapłacić, a zdjęcia szparagów uznawały za bardziej atrakcyjne. 
Podsumowując, uzyskane rezultaty wykraczają poza zwykłe 
wykazanie, że wspomnienia są podatne na wpływy i mogą być 
uzupełniane czy zmieniane przez nowe informacje. Dowo-
dzą, że zniekształcenia pamięci mogą mieć dla nas reperkusje, 
wpływając na nasze zachowania długo po tym, kiedy takie 
pseudowspomnienie nam zaszczepiono.

Tłum. Przemysław Bąbel

Zaszczepione 

wspomnienia 

mogą wpływać 

na rzeczywiste 

nawyki 

żywieniowe.

background image

31

Dorota Krzemionka: Ja jestem piękny, ja jestem silny, ja 
jestem mądry, ja jestem dobry. I ja sam to wszystko odkryłem!
 
– ironizuje Stanisław Jerzy Lec. Identycznie myśli osoba 
o wysokiej samoocenie. Dobrze jest tak o sobie myśleć?
Bogdan Wojciszke: 
To zależy. Z punktu widzenia posiadacza 
wysokiej samooceny jest to korzystne, ale z perspektywy innych 
niekoniecznie. Wszystko ma swoje jasne i ciemne strony. Osoby 
z wysoką samooceną mają lepsze osiągnięcia, wyższe poczucie 
kontroli, sprawstwa, lepiej się czują, mniej jest u nich objawów 
psychopatologicznych, szczególnie depresji.

Czy samoocena sprzyja osiąganiu coraz wyższych celów, 
czy to osiągnięcia budują nam wyższą samoocenę? 

ZŁUDZENIE SIEBIE

Uważamy, że lubimy siebie za to, za co tak naprawdę lubimy innych ludzi – za dobroć, 
życzliwość. Tymczasem wysoką samoocenę zawdzięczamy przekonaniom o własnej 
efektywności. 

BOGDAN WOJCISZKE 

jest profesorem, psychologiem społecznym, dziekanem sopockiego wydziału SWPS. 
Interesuje się spostrzeganiem i ocenianiem ludzi, dynamiką bliskich związków i następ-
stwami sprawowania władzy. Dwukrotnie nagrodzony za swoje książki Nagrodą Teofrasta. 
W 2011 roku ukazał się znakomity podręcznik jego autorstwa pt. Psychologia społeczna.

Fot. Archiwum SWPS

background image

3 2

B l i ż e j   s i e b i e .   R o z m o w y   z   m i s t r z a m i

Kali Trzesniewski z University of California w Davis twierdzi, 
że ci, którzy w okresie dorastania mają wysoką samoocenę, dalej 
w życiu zachodzą: w wieku dwudziestu kilku lat mają lepsze 
wyniki na studiach, wyższe zarobki, mniej konfliktów z pra-
wem etc. Takie wnioski wysnuto na podstawie eksperymentu 
z udziałem tysiąca Nowozelandczyków. Prowadzono badanie 
podłużne: analizę samooceny i aktualnego stanu osiągnięć ba-
danych powtórzono po 10 latach od pierwszego badania. Nie-
stety, podobnych danych jest niewiele – eksperymenty trwają 
bardzo długo.

A ciemne strony samooceny?
Czasami osoby o wysokiej samoocenie przeceniają siebie i swoje 
możliwości, wykazują upór, który zwykle jest zbawienny, ale 
czasem trzyma nas przy działaniach skazujących na klęskę. 
Samoocena może sprzyjać podejmowaniu zadań przerastających 
nas i trwaniu przy nich, nawet gdy nie dają efektów. 

Czy to największe zagrożenie, jakie niesie zbyt wysoka 
samoocena?
Nie. Większość ciemnych stron samooceny wiąże się z odbiorem 
danej osoby przez innych. Ludzie o wysokiej samoocenie są 
często odbierani jako zadufani w sobie aroganci, którzy ignorują 
innych. Kiedy pojawia się zagrożenie, ludzie reagują różnie, 
zależnie od samooceny. Ci o niskiej wycofują się, rezygnują 
i utwierdzają się w przekonaniu, że niewiele potrafią. Ci o wyso-
kiej starają się odbudować zagrożone poczucie wartości poprzez 
własne osiągnięcia, koncentrują się na działaniach. Ale z tym 
często łączy się też ignorowanie uczuć innych ludzi.

Ludzie z wysoką samooceną mogą też deprecjonować 
wyniki innych, by udowodnić sobie, że są lepsi…
Jest sporo danych pokazujących, że osoby wysoko postawione 
na drabinie społecznej, które mają powody, by lepiej o sobie 
myśleć, mają tendencję do myślenia o innych gorzej. A wyda-
wałoby się, że nie mają powodów. Przecież ich poczucie własnej 
wartości rzadziej bywa zagrożone. Jednak myślenie, że inni są 
gorsi ode mnie, więc ja jestem lepszy, to najłatwiejszy sposób 

Osoby wysoko 

postawione na 

drabinie społecznej, 

które mają 

powody, by lepiej 

o sobie myśleć, 

mają tendencję 

do myślenia 

o innych gorzej.