background image

 

 

background image

 

 

background image

 

 
 
 
 
 
 
 
 

ALVIN i HEIDI TOFFLER BUDOWA NOWEJ 

CYWILIZACJI 

 

Polityka trzeciej fali 

 
 
 

Przedmowa 

NewtGingrich 

 
 
 

Przekład 

Jerzy Łoziński 

 
 
 
 
 

Zysk i Ska Wydawnictwo 

background image

 

Tytuł oryginału 

CREATING A NEW CIVILIZATION The Politics of the Third 

Wave 

Copyright © 1995 by Alvin and Heidi Toffler 

Al rights reserved Licensed by: Turner Publishing, Inc. 

Copyright © 1996 for the Polish translation by Zysk i Ska 

Wydawnictwo s.c., 

Pozna

ń

 

 

Grateful acknowledgment is made to the following for 

permission to reprint previously published material: The Third 

Wave by Heidi and Alvin Toffler. © 1980 by Alvin Toffler. 

Reprinted by permission of Bantam Books; Powershift by Alvin 

Toffler. © 1990 by Alvin and Heidi Toffler. Reprinted by 

permission of Bantam Books; War and AntiWar by Alvin and 

Heidi Toffler. © 1993 by Alvin and Heidi Toffler. Reprinted by 

permission of Little Brown and Company. 

 
 
 
 

Redaktor 

Zdzisław Wiese 

 
 

Wydanie I 

 

ISBN 8371501021 

 
 
 

Zysk i Ska Wydawnictwo s.c. 

ul. Wielka l O, 61 774 Pozna

ń

 

tel. 532751, 532767, tel./fax 526326 

 
 

Printed in Germany by ElsnerdruckBerlin 

background image

 

SPIS TRE

Ś

CI 

 
 

Przedmowa 7 
 
Wst

ę

p: Przygotowanie do wieku XXI 11 

 
1. Walna bitwa 17 

Rewolucyjna przesłanka 18. Grzbiet fali 19. Fale przyszło

ś

ci 21 

 
2. Konflikt cywilizacji 25 

Konflikt podstawowy 27. Odwrót od społecze

ń

stwa masowego

 29 

 
3. Uniwersalny substytut 33 

Alchemia informacji 34. Wiedza kontra kapitał 36 

 
4. W jaki sposób tworzymy bogactwo 39 

Czynniki wytwórcze 40. Nieuchwytne warto

ś

ci 40. Koniec masowo

ś

ci 

41. Praca 42. Innowacje 43. Skala produkcji 43. Organizacja 44. 
Systemy integracji 44. Infrastruktura 45. Przyspieszenie 45 

 
5. Materializm jurny 47 

Nowy sens bezrobocia 49. Ró

ż

norodno

ść

 pracy umysłowej 52. Niskie 

zintelektualizowanie kontra wysokie 54. Ideologia niskiego 
zintelektualizowania 56. Ideologia wysokiego zintelektualizowania 57 

 
6. Dziejowa kraksa: socjalizm i przyszło

ść

 61 

Maszyna przedcybernetyczna 62. Paradoks własno

ś

ci 64. Ile 

ś

rub z 

lewym gwintem? 67. 

Ś

mietnik historii 68 

 
7. Kolizja elektoratów 70 

Rzecznicy przeszło

ś

ci 71. Jutrzejszy elektorat 76 

 
8. Trzecia fala: podstawowe problemy 81 

Czy chodzi o co

ś

 w rodzaju fabryki? 81. Czy chodzi o wzmocnienie 

masowo

ś

ci społecze

ń

stwa? 82. Ile jest jajek w koszyku? 83. 

Masywno

ść

 czy wirtualno

ść

? 84. Czy chodzi o wzmocnienie domu? 85 

 
9. Demokracja XXI wieku 88 

Pot

ę

ga mniejszo

ś

ci 91. Demokracja na pół bezpo

ś

rednia 95. Podział 

decyzji 99. Rozbudowuj

ą

ce si

ę

 elity 102. Twórcza powinno

ść

 104 

background image

PRZEDMOWA 

 
 

Ameryka prze

ż

ywa obecnie splot kryzysów, z jakim nie zetkn

ę

ła 

si

ę

  jeszcze  od  chwili  swych  narodzin.  W  kryzysie  znalazła  si

ę

 

instytucja  rodziny,  system  ochrony  zdrowia,  organizacji 
przestrzeni,  system  warto

ś

ci,  a  nade  wszystko  system 

polityczny, który praktycznie rzecz bior

ą

c, utracił zaufanie ludzi. 

Dlaczego  kryzysy  te  -  a  tak

ż

e  mnogo

ść

  innych  -  pojawiły  si

ę

 

niemal w tym momencie naszych dziejów? Czy

ż

by zapowiadały 

one ostateczny upadek Ameryki? Czy

ż

by

ś

my  wła

ś

nie stan

ę

li u 

kresu historii? 
Na  kartach  tej  ksi

ąż

ki  przedstawimy  je  inaczej.  Kryzysy,  które 

nawiedziły  Ameryk

ę

,  nie  s

ą

  konsekwencj

ą

  jej  pora

ż

ki,  lecz 

wcze

ś

niejszych sukcesów. Nie doszli

ś

my do ko

ń

ca historii, lecz 

prehistorii. 
Od 

roku 

1970, 

kiedy 

ksi

ąż

ce 

Szok 

przyszło

ś

ci 

wypracowali

ś

my  poj

ę

cie  „ogólnego  kryzysu  społecze

ń

stwa 

industrialnego",  gał

ę

zie  przemysłu,  których  symbolem  jest 

komin 

fabryczny, 

przestały 

zatrudnia

ć

 

wielkie 

rzesze 

robotników. Zgodnie z wyra

ż

onymi w naszej pracy prognozami, 

rozpadła si

ę

 dawna struktura rodziny, mass media utraciły swój 

masowy charakter, radykalnie zmieniły si

ę

 warto

ś

ci i style 

ż

ycia. 

Ameryka zdecydowanie zmieniła swoje oblicze. 
To wyja

ś

nia dlaczego nieskuteczne s

ą

 dawne kategorie analizy 

politycznej.  Takie  terminy  jak  prawica,  lewica,  liberalizm  czy 
konserwatyzm utraciły tradycyjne znaczenia. W dzisiejszej Rosji 
komunistów  okre

ś

lamy  mianem  konserwatystów,  reformatorów 

za

ś

  uznajemy  za  radykałów.  W  Stanach  Zjednoczonych 

ekonomiczni 

liberałowie 

mog

ą

 

by

ć

 

społecznymi 

konserwatystami  

background image

i vice versa. Lewicowy Ralph Nader jednoczy si

ę

 z prawicowym 

Patem  Buchananem,  aby  wspólnie  przeciwstawia

ć

  si

ę

  NAFTA 

(Północnoameryka

ń

skiemu Zrzeszeniu Wolnego Handlu). 

Jednak  bardziej  znacz

ą

ca  i  zadziwiaj

ą

ca  jest  coraz  wi

ę

ksza 

utrata władzy przez takie formalne ciała polityczne jak Kongres, 
Biały  Dom,  agencje  rz

ą

dowe  i  partie  na  rzecz  powstaj

ą

cych 

spontanicznie i powi

ą

zanych ze sob

ą

 grup oraz mediów. 

Wszystkich  tych  ogromnych  przemian  w  ameryka

ń

skim 

ż

yciu 

politycznym  nie  mo

ż

na  wyja

ś

ni

ć

  jedynie  w  kategoriach 

politycznych,  zwi

ą

zane  s

ą

  one  bowiem  z  równie  gł

ę

bokimi 

przekształceniami  w 

ż

yciu  rodzinnym,  ekonomii,  technologii, 

kulturze  i  warto

ś

ciach.  Aby  odnale

źć

  si

ę

  w  tym  okresie 

błyskawicznych przemian, utraty złudze

ń

 i niemal bratobójczego 

konfliktu społecznego, trzeba wypracowa

ć

 koherentn

ą

 wizj

ę

 XXI 

wieku, której zarysy usiłujemy przedstawi

ć

 w niniejszej ksi

ąż

ce. 

Na gruncie tego ogólnego nastawienia podj

ąć

 mo

ż

na konkretne 

działania,  które  wpłyn

ą

  na  posta

ć

  wi

ę

kszych  jeszcze  przemian 

w  przyszło

ś

ci,  dzi

ę

ki  czemu  b

ę

dziemy  nimi  kierowa

ć

,  zamiast 

stawa

ć

 si

ę

 tylko ich ofiarami. 

Nader  cz

ę

sto  si

ę

  zdarza, 

ż

e  kiedy  autorzy  wprowadzaj

ą

  do 

nowej  ksi

ąż

ki  fragmenty  utworów  wcze

ś

niejszych,  powstaje 

cało

ść

 zło

ż

ona z elementów nie powi

ą

zanych, nie maj

ą

cych ze 

sob

ą

 nic wspólnego. Nie odnosi si

ę

 to jednak do tej ksi

ąż

ki. 

Rozdziały  pierwszy  i  dziewi

ą

ty  były  wcze

ś

niej  opublikowane  w 

roku  1980  w  ksi

ąż

ce  Trzecia  fala.  Rozdziały  drugi  i  czwarty 

zostały  wzi

ę

te  z  naszej  najnowszej  pracy  War  and  AntiWar 

(Wojna  i  antywojna),  która  ukazała  si

ę

  w  roku  1993.  Rozdziały 

trzeci,  pi

ą

ty  i  szósty  pochodz

ą

  z  tekstu  Powershift  (Przej

ę

cie 

władzy) z roku 1990. W postaci tu prezentowanej fragmenty te 
zostały  wła

ś

ciwie  powtórzone,  a  niewielkie  modyfikacje 

zapewni

ć

 miały logiczn

ą

 spójno

ść

. Natomiast rozdziały siódmy i 

ósmy zostaj

ą

 przedstawione po raz pierwszy. 

Chocia

ż

  w  du

ż

ej  mierze  cytujemy  swoje  dawniejsze teksty,  nie 

chodziło  nam  o  stworzenie  antologii.  Jest  to  raczej  zupełnie 
nowa cało

ść

. Zawdzi

ę

czamy to temu, 

ż

e prace nasze,  

background image

koncentruj

ą

c  si

ę

  za  ka

ż

dym  razem  na  pewnej  grupie 

zagadnie

ń

, odwołuj

ą

 si

ę

 zarazem do przemy

ś

lanych wizji tego, 

w  jaki  sposób  przyspiesza

ć

  przemiany  społeczne  i  polityczne. 

Ksi

ąż

ka  ta  byłaby  przeto  czym

ś

  w  rodzaju  wst

ę

pu:  dawałaby 

klucz do zrozumienia kompleksu naszych utworów. 
Do  pracy  tej  zainspirował  nas  Jeffrey  A.  Eisenach, 
przewodnicz

ą

cy 

waszyngto

ń

skiej 

Progress 

Freedom 

Foundation,  przekonany  o  politycznej  potrzebie  syntezy. 
Dostrzegał  on, 

ż

e  Amerykanie  w  ogóle,  a  ich  polityczni 

przywódcy  w  szczególno

ś

ci  maj

ą

  tendencj

ę

  do  traktowania 

ka

ż

dego  nagłówka  w  gazecie,  ka

ż

dej  wiadomo

ś

ci  telewizyjnej, 

ka

ż

dej  batalii  w  Kongresie  i  ka

ż

dej  rewolucji  technologicznej 

jako  zdarze

ń

  oddzielnych  i  niezale

ż

nych.  Jego  zdaniem 

sko

ń

czył  si

ę

  czas  polityki  opartej  na  działaniach  odruchowych. 

Bior

ą

c to pod uwag

ę

, zaproponował nam napisanie poni

ż

szego 

tekstu. 
To miejsce jest odpowiednie, by podzi

ę

kowa

ć

 mu za t

ę

 płodn

ą

 

sugesti

ę

.  Chcieli

ś

my  tak

ż

e  wyrazi

ć

  wdzi

ę

czno

ść

  za  wielk

ą

 

pomoc  edytorsk

ą

  ze  strony  doktora  Alberta  S.  Hansera  z 

Progress  &  Freedom  Foundation,  który  przejrzał  nasze 
wcze

ś

niejsze  prace  i  starannie  wybrał  ich  fragmenty,  jak 

równie

ż

  Ericowi  Michaelowi,  który  zaopiekował  si

ę

  stron

ą

 

redakcyjn

ą

Mamy  nadziej

ę

ż

e  nasza  ksi

ąż

ka  pomo

ż

e  czytelnikom  w 

fundamentalnym  przewarto

ś

ciowaniu  ich  pogl

ą

dów,  którego 

wymaga rodz

ą

ca si

ę

 cywilizacja dnia jutrzejszego. 

Sierpie

ń

 1994 

Alvin Toffler i Heidi Toffler

background image

 

11 

WST

Ę

 
 

Przygotowanie do wieku XXI 

 
Lata 

dziewi

ęć

dziesi

ą

te 

zapocz

ą

tkowały 

fal

ę

 

przemian 

ustrojowych 

politycznych 

historycznym 

znaczeniu. 

Pocz

ą

wszy  od  rozpadu  imperium  sowieckiego,  zawalenia  si

ę

 

ukształtowanej  po  drugiej  wojnie  struktury  politycznej  Włoch, 
eliminacji w wyborach z 1993 roku kanadyjskiej partii rz

ą

dz

ą

cej 

(która  ze  stu  pi

ęć

dziesi

ę

ciu  trzech  miejsc  w  parlamencie 

zachowała  tylko  dwa),  dramatycznej  pora

ż

ki  japo

ń

skiej  Partii 

LiberalnoDemokratycznej  po  czterdziestu  latach  monopolu 
władzy  (i  narodziny  nowego  ruchu  reformatorskiego),  do 
pojawienia si

ę

 w Stanach Zjednoczonych Rossa Perota i ruchu 

United We Stand. 
Politycy,  felietoni

ś

ci  i  akademicy  wszyscy  wydaj

ą

  si

ę

 

zaskoczeni  skal

ą

  przemian.  W  sposób  nieunikniony  do  głosu 

dochodzi  przede  wszystkim 

ż

al  i  dezorientacja  tych,  którzy 

utracili  władz

ę

.  Agonia  przeszło

ś

ci  przy

ć

miewa  nadziej

ę

,  któr

ą

 

niesie przyszło

ść

. W odniesieniu do Renesansu to znane od lat 

zjawisko  wspaniale  ukazał  Huizinga  w  Jesieni 

ś

redniowiecza. 

To  co  nam,  patrz

ą

cym  wstecz,  wydaje  si

ę

  cudownym, 

pasjonuj

ą

cym 

okresem 

innowacji, 

ż

yj

ą

cym 

ówcze

ś

nie 

ukazywało  si

ę

  jako  straszliwy  rozpad  istniej

ą

cego  porz

ą

dku. 

Podobnie  wygl

ą

dał  upadek  konfiicja

ń

skich  Chin  w  połowie  XIX 

stulecia.  Uznawany  był  raczej  za  przera

ż

aj

ą

cy  rozkład  ładu  i 

stabilno

ś

ci, ni

ż

 za zapowied

ź

 wej

ś

cia w epok

ę

 bardziej twórcz

ą

 

i mniej skr

ę

powan

ą

Alvin  i  Heidi  Tofflerowie  pomagaj

ą

  nam  umie

ś

ci

ć

  dzisiejszy 

chaos  wydarze

ń

  w  ramach  dynamicznej  i  fascynuj

ą

cej  wizji 

przyszło

ś

ci. Od 

ć

wier

ć

 wieku mówi

ą

 i pisz

ą

 o przyszło

ś

ci. Tytuł 

ich pierwszej pracy, Szok przyszło

ś

ci, stał si

ę

 obiegowym  

background image

 

12 

okre

ś

leniem  dotycz

ą

cym  skali  i  dramatyzmu  przemian,  które 

prze

ż

ywamy.  (Był  to  bestseller  wi

ę

kszy  w  Japonii  ni

ż

  w  USA, 

je

ś

li  liczb

ę

  sprzedanych  egzemplarzy  odnie

ść

  do  populacji 

potencjalnych  czytelników.)  Szok  przyszło

ś

ci  zwrócił  uwag

ę

  na 

przyspieszenie i mno

ż

nikowy mechanizm zmian, które zewsz

ą

zaskakuj

ą

 ludzi i najcz

ęś

ciej powoduj

ą

 dezorientacj

ę

 jednostek, 

wspólnot, ciał politycznych i 

ż

ycia gospodarczego. Nawet gdyby 

była  to  jedyna  wypowied

ź

  Tofflerów,  ju

ż

  dzi

ę

ki  niej  znale

ź

liby 

si

ę

  w  gronie  wa

ż

nych  interpretatorów  sytuacji  człowieka 

współczesnego.  Tymczasem  kolejna  praca,  Trzecia  fala, 
stanowiła  jeszcze  wa

ż

niejszy  przyczynek  do  rozumienia 

naszych czasów. 
W  Trzeciej  fali  Tofflerowie  od  obserwacji  przeszli  do 
przedstawienia 

prognostycznej 

wizji. 

Na 

rewolucj

ę

 

informatyczn

ą

  spojrzeli  w  perspektywie  dziejowej,  porównuj

ą

j

ą

 z dwoma przełomami o podobnej wadze: rewolucj

ą

 rolnicz

ą

 i 

przemysłow

ą

.  Czujemy,  pisali,  napór  trzeciej  fali  dziejowych 

przemian, za spraw

ą

 której uczestniczymy w procesie narodzin 

nowej cywilizacji. 
Tofflerowie  słusznie  uznali, 

ż

e  przepływ  i  wymiana  informacji 

stały  si

ę

  naczelnym  czynnikiem  wytwórczo

ś

ci  i  władzy 

człowieka.  Gdziekolwiek  spojrzymy:  na 

ś

wiatowe  rynki 

finansowe, całodobowe przekazywanie na cały 

ś

wiat informacji 

via  CNN,  biologiczn

ą

  rewolucj

ę

  oraz  jej  skutki  dla  ochrony 

zdrowia  i  produkcji  rolniczej,  wsz

ę

dzie  widzimy,  jak  rewolucja 

informatyczna  zmienia  rytm,  struktur

ę

  i  tre

ść

  naszego 

ż

ycia. 

Dzi

ę

ki  ukazaniu  sensu  tej  przemiany,  Trzecia  fala  wywarła 

wielki  wpływ  na  strategi

ę

  poczyna

ń

  wodzów  gospodarki  i 

polityki  poza  Stanami  Zjednoczonymi,  w  Chinach,  Japonii, 
Singapurze  i  innych  dynamicznie  rozwijaj

ą

cych  si

ę

  regionach, 

gdzie  poło

ż

ono  nacisk  na  najnowsz

ą

  technik

ę

  i  informacj

ę

Praca ta nie pozostała bez echa tak

ż

e w USA i wielu strategów 

gospodarczych  zacz

ę

ło  przekształca

ć

  podległe  im  organizacje 

tak, aby przygotowa

ć

 je do nadej

ś

cia XXI wieku. 

Znakomitym  przykładem  mo

ż

e  tu  by

ć

  generał  Donn  Stany, 

przeło

ż

ony TRADOC (Dowództwa Szkolenia i Doktryny  

background image

 

13 

Wojennej  Armii  L

ą

dowej  USA),  który  w  pocz

ą

tku  lat 

osiemdziesi

ą

tych  przeczytawszy  Trzeci

ą

  fal

ę

  uznał, 

ż

Tofflerowie  dokonali  rzetelnej  analizy  przyszło

ś

ci.  Oboje 

autorów  zostało  wi

ę

c  zaproszonych  do  kwatery  TRADOC  w 

Fort  Monroe,  gdzie  wizj

ę

  formułowan

ą

  w  Trzeciej  fali 

skonfrontowali  z  pomysłami  strategów  wojskowych,  co  zostało 
wspaniale  opisane  w  niedawnej  ksi

ąż

ce  War  and  AntiWar 

(Wojna  i  antywojna).  Dobrze  wiem,  jak  wielki  wpływ  miał 
przedstawiony w Trzeciej fali obraz rewolucji informatycznej na 
kształtowanie  si

ę

  doktryny  wojennej  w  latach  19791982,  gdy

ż

 

jako  młody  kongresman  wiele  czasu  sp

ę

dziłem  z  generałami 

Starrym i Morellim (obecnie na emeryturze) przy konstruowaniu 
tego, 

co 

przybrało 

ostatecznie 

nazw

ę

 

modelu 

bitwy 

powietrznol

ą

dowej. 

Istot

ą

  nowej  koncepcji  wojennej  stał  si

ę

  system  bardziej 

elastyczny,  dynamiczny  i  zdecentralizowany,  oparty  na 
wymianie  informacji;  system,  który  wykorzystuje  lokalne, 
bezpo

ś

rednio zwi

ą

zane z polem bitwy zasoby i odwołuje si

ę

 do 

decyzji 

znakomicie 

wyszkolonych, 

du

ż

ym 

stopniu 

niezale

ż

nych dowódców. 

W  roku  1991 

ś

wiat  po  raz  pierwszy  ujrzał  starcie  militarnego 

systemu  trzeciej  fali  z  przestarzał

ą

  machin

ą

  wojskow

ą

  drugiej 

fali. 

Pustynna 

burza 

doprowadziła 

do 

jednostronnego 

zniszczenia sił  irackich  przez  Amerykanów  i  ich  sojuszników  w 
du

ż

ej  mierze  z  tej  prostej  racji, 

ż

e  systemy  trzeciej  fali  ukazały 

sw

ą

 nieporównan

ą

 wy

ż

szo

ść

. Zbudowane na modł

ę

 drugiej fali, 

skomplikowane  systemy  obrony  przeciwlotniczej  okazały  si

ę

 

bezu

ż

yteczne  w  obliczu  niewidocznych  maszyn  trzeciej  fali. 

Solidnie  okopane  armie  drugiej  fali  zostały  wymanewrowane  i 
unicestwione,  kiedy  przyszło  im  stawi

ć

  czoło  komputerowym 

systemom namiaru i logistyki. Efekt był równie druzgoc

ą

cy jak w 

roku  1898,  kiedy  naprzeciwko  siebie  stan

ę

ły  siły  pierwszej  fali 

Mahdiego z Omdurmanu i angloegipskie wojska drugiej fali. 
Chocia

ż

  jednak  tak  oczywiste  jest  to, 

ż

e  dzieje  si

ę

  co

ś

 

zasadniczo  nowego  w  polityce,  ekonomii,  sferze  militarnej  i 
całym 

ż

yciu  społecznym,  w  dalszym  ci

ą

gu  zdecydowanie  zbyt 

mał

ą

 

background image

 

14 

wag

ę

  przywi

ą

zuje  si

ę

  do  znaczenia  wizji  Tofflerów.  Wi

ę

kszo

ść

 

ameryka

ń

skich  polityków,  reporterów  i  recenzentów  nie 

dostrzegła  wniosków,  które  płyn

ą

  z  Trzeciej  fali,  a  bardzo 

niewielu  jest  takich,  którzy  poj

ę

ciu  trzeciej  fali  gotowi  byliby 

nada

ć

  no

ś

no

ść

  polityczn

ą

.  To  wła

ś

nie  ów  brak  szerokiej, 

tofflerowskiej  wizji  sprawił, 

ż

e  nasza  polityka  ugrz

ę

zła  we 

frustracji,  negatywizmie,  cynizmie  i  zniech

ę

ceniu.  Kontrast 

pomi

ę

dzy  przemianami 

ś

wiata  jako  cało

ś

ci  a  stagnacj

ą

 

ż

ycia 

politycznego  stanowi  zagro

ż

enie  dla  naszego  systemu 

społecznego.  Je

ś

li  nie  liczy

ć

  koncepcji  trzeciej  fali,  nigdzie  nie 

wida

ć

  prób  zrozumienia,  sk

ą

d  bierze  si

ę

  zniech

ę

cenie  i 

rozgoryczenie,  które,  jak  si

ę

  wydaje,  opanowały  polityków  i 

administracje rz

ą

dowe w całym uprzemysłowionym 

ś

wiecie. Nie 

powstał  j

ę

zyk,  w  którym  mo

ż

na  by  wyrazi

ć

  n

ę

kaj

ą

ce  nas 

problemy,  nie  ma  wizji  odsłaniaj

ą

cej  kształt  przyszło

ś

ci,  ku 

której  zmierzamy,  nie  istnieje  program,  który  miałby  na  celu 
przyspieszenie i ułatwienie przej

ś

cia do nowej epoki. 

Nie  jest  to  bynajmniej  nowy  problem.  Na  pocz

ą

tku  lat 

siedemdziesi

ą

tych  zacz

ą

łem  współpracowa

ć

  z  Tofflerami  nad 

koncepcj

ą

, jak to nazwali

ś

my, demokracji antycypuj

ą

cej. Byłem 

wtedy 

ś

wie

ż

o  upieczonym  wykładowc

ą

  na West  Georgia  State 

College.  Szczególnie  fascynowało  mnie  poł

ą

czenie  spojrzenia 

historycznego  i  wybiegaj

ą

cego  w  przyszło

ść

,  które  stanowi 

istot

ę

  polityki  w  jej  najlepszym  wydaniu.  Od  ponad  dwudziestu 

lat  zabiegamy  wspólnie  o  polityk

ę

 

ś

wiadom

ą

  przyszło

ś

ciowych 

horyzontów  i  staramy  si

ę

  pozyska

ć

  jak  najwi

ę

cej  ludzi  dla 

my

ś

lenia,  które  ułatwi  Ameryce  przej

ś

cie  od  najwyra

ź

niej 

umieraj

ą

cej  cywilizacji  drugiej  fali  do  cywilizacji  trzeciej  fali.  Ta 

nowa posta

ć

 

ś

wiata, która nas czeka, zarysowuje si

ę

 ju

ż

, ci

ą

gle 

jednak  jeszcze  niewyra

ź

nie  i  w  sposób  nie  do  ko

ń

ca  dla  nas 

zrozumiały. 
Usiłowania  te  przyniosły  znacznie  wi

ę

cej  rozczarowa

ń

  i 

znacznie 

mniej 

efektów, 

ni

ż

 

spodziewałem 

si

ę

 

dwa 

dziesi

ę

ciolecia  temu.  Niezale

ż

nie  jednak  od  pora

ż

ek,  próby  te 

trzeba kontynuowa

ć

, albowiem ustrój polityczny trzeciej fali ma 

kluczowe znaczenie dla przyszło

ś

ci wolno

ś

ci i Ameryki. Jestem 

wprawdzie  przywódc

ą

  republikanów  w  Kongresie,  nie  uwa

ż

am 

jednak by 

background image

 

15 

republikanie  czy  Kongres  mieli  monopol  na  rozwi

ą

zywanie 

problemów  i  przystosowywanie  Ameryki  do  rewolucji  trzeciej 
fali, 

rewolucji 

informatycznej. 

Burmistrze 

ramienia 

demokratów, jak na przykład Nor

ą

uist w Milwaukee czy Rendel 

w  Filadelfii  dokonuj

ą

  prawdziwego  przełomu  w 

ż

yciu 

obywatelskim.  Niektóre  z  przedsi

ę

wzi

ęć

  wiceprezydenta  Gore 

maj

ą

cych  na  celu  usprawnienie  administracji  zmierzaj

ą

  w 

dobrym  kierunku  (chocia

ż

  podejmowane  s

ą

  dora

ź

nie  i 

niekonsekwentnie).  Przede  wszystkim  chodzi  o  to, 

ż

e  wielka 

przemiana rozgrywa si

ę

 ju

ż

 na co dzie

ń

 w sektorze prywatnym 

za  spraw

ą

  przedsi

ę

biorców  i  obywateli,  którzy  dokonuj

ą

 

wynalazków  i  znaj  duj 

ą

  nowatorskie  rozwi

ą

zania,  w  czym 

biurokracja  nie  jest  w  stanie  im  przeszkodzi

ć

.  Głównym  przeto 

zadaniem  tej  ksi

ąż

ki  jest  zach

ę

cenie  czytelników,  aby 

zaczerpn

ę

li oddechu, wzi

ę

li rozbieg i sami zacz

ę

li współtworzy

ć

 

cywilizacj

ę

  trzeciej  fali.  Jestem  pewien, 

ż

e  kiedy  zagł

ę

bicie  si

ę

 

w  rozwa

ż

ania  autorów,  podkre

ś

licie  partie  najbardziej  dla  was 

istotne,  rozejrzycie  si

ę

  wokół  siebie  za  pokrewnymi  duszami  i 

wspólnie podejmiecie działania na mał

ą

 zrazu skal

ę

, za kilka lat 

b

ę

dziecie zdumieni, jak wiele udało si

ę

 osi

ą

gn

ąć

 

Newt Gingrich 

background image

 

17 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 
 

WALNA BITWA 

 

Na naszych oczach, w naszym 

ż

yciu rodzi si

ę

 nowa cywilizacja, 

ś

lepcy  usiłuj

ą

  j

ą

  u

ś

mierci

ć

.  Ta  nowa  cywilizacja  niesie  ze 

sob

ą

  nowy  styl 

ż

ycia  rodzinnego,  zmiany  w  sposobie  pracy, 

odnoszenia  si

ę

  do  siebie  i 

ż

ycia,  nowy  kształt 

ż

ycia 

gospodarczego, nowe konflikty polityczne, a przede wszystkim: 
now

ą

 

ś

wiadomo

ść

.  Ludzko

ść

,  która  stan

ę

ła  w  obliczu 

najgł

ę

bszego  w  swoich  dziejach  przewrotu  społecznego  i 

naj

ś

mielszej  twórczej  przebudowy,  oczekuje  teraz  wielkiego 

skoku kwantowego.  Chocia

ż

 dostrzegamy  tego,  uczestniczymy 

w  budowie  od  podstaw  zdecydowanie  nowej  cywilizacji.  To 
wła

ś

nie mamy na my

ś

li, kiedy mówimy o trzeciej fali. 

Do  czasów  obecnych  ludzko

ść

  prze

ż

yła  dwie  wielkie  fale 

przemian,  z  których  ka

ż

da  unicestwiła  dawne  kultury  i 

cywilizacje,  a  na  ich  miejsce  wprowadziła  sposób 

ż

ycia,  który 

byłby  niepoj

ę

ty  dla  ludzi,  którzy 

ż

yli  wcze

ś

niej.  Pierwsza  fala  - 

rewolucja rolnicza - rozci

ą

gn

ę

ła si

ę

 na tysi

ą

ce lat. Druga fala, w 

trakcie  której  powstała  cywilizacja  przemysłowa,  trwała  ledwie 
trzysta  lat.  Dzisiaj  przemiany  s

ą

  jeszcze  bardziej  gwałtowne, 

dlatego  nie  sposób  wykluczy

ć

ż

e  trzecia  fala  przetoczy  si

ę

 

przez  dzieje  w  ci

ą

gu  kilku  dziesi

ę

cioleci.  Dlatego  my  wszyscy, 

którzy  zamieszkujemy  dzi

ś

  Ziemi

ę

,  odczujemy  na  co  dzie

ń

 

impet trzeciej fali. 
Nowy  styl 

ż

ycia,  który  przynosi  trzecia  fala,  za  podstaw

ę

  mie

ć

 

b

ę

dzie zró

ż

nicowane i odnawialne 

ź

ródła energii. Nowe metody 

produkcji,  które  do  lamusa  ode

ś

l

ą

  wi

ę

kszo

ść

  produkcji 

ta

ś

mowej i nowy typ rodziny, która nie b

ę

dzie miała charakteru 

background image

 

18 

zamkni

ę

tej w sobie komórki. Pojawi

ą

 si

ę

 nowe instytucje, które 

b

ę

dzie  mo

ż

na  nazwa

ć

  elektroniczn

ą

  wiosk

ą

.  Radykalnie 

przekształcone zostan

ą

 szkoły i formy współdziałania. Rodz

ą

ca 

si

ę

 cywilizacja spisuje dla nas nowy kodeks zachowa

ń

. Usunie 

standaryzacj

ę

synchronizacj

ę

 

centralizacj

ę

usunie 

koncentracj

ę

  energii,  pieni

ę

dzy  i  władzy.  Ta  nowa  cywilizacja 

ma  swoj

ą

  własn

ą

  wizj

ę

 

ś

wiata,  swoje  własne  podej

ś

cie  do 

czasu,  przestrzeni,  logiki  i  przyczynowo

ś

ci.  Ma  te

ż

  swoje 

własne zasady polityki przyszło

ś

ci. 

 
Rewolucyjna przesłanka 
 

Ż

ywe po

ś

ród nas s

ą

 dwa wyra

ź

nie odmienne sposoby my

ś

lenia 

o  przyszło

ś

ci.  Wi

ę

kszo

ść

  ludzi,  je

ś

li  w  ogóle  si

ę

  nad  ni

ą

 

zastanawia, uwa

ż

a, 

ż

ś

wiat, który znaj

ą

, trwa

ć

 b

ę

dzie po wieki 

wieków. 

Osobom 

takim 

trudno 

jest 

sobie 

wyobrazi

ć

 

zdecydowan

ą

  odmian

ę

  własnego 

ż

ycia,  a  co  dopiero  mówi

ć

  o 

zupełnie  nowej  cywilizacji.  Dostrzegaj

ą

  one,  oczywi

ś

cie, 

ż

rzeczy  si

ę

  zmieniaj

ą

,  na  jakiej

ś

  osobliwej  zasadzie  przyjmuj

ą

 

jednak, 

ż

e  transformacje  te  jako

ś

  omin

ą

  ich  samych,  nie 

naruszaj

ą

c  dobrze  znanej  struktury 

ż

ycia  gospodarczego  i 

politycznego.  Z  ufno

ś

ci

ą

  oczekuj

ą

  od  przyszło

ś

ci, 

ż

e  b

ę

dzie 

kontynuowa

ć

 tera

ź

niejszo

ść

Jednak  najnowsze  wydarzenia  powa

ż

nie  nadszarpn

ę

ły  ten 

obraz  przyszło

ś

ci.  Popularno

ść

  zacz

ę

ła  przeto  zdobywa

ć

  wizja 

bardziej ponura. Wielu ludzi, wykarmionych na codziennej porcji 
tragicznych 

wiadomo

ś

ci, 

katastroficznych 

filmów 

oraz 

złowieszczych  scenariuszy,  które  snuj

ą

  szacowni  autorzy, 

doszło  do  wniosku, 

ż

e  nie  ma  co  mówi

ć

  o  przyszło

ś

ci  ludzkiej 

społeczno

ś

ci,  albowiem  nie  b

ę

dzie 

ż

adnej  przyszło

ś

ci.  Ich 

zdaniem od  Armageddonu  dzieli  nas  kilka chwil.  Ziemia  gna  w 
kierunku ostatecznej zagłady. 
U  podstaw  wszystkiego,  o  czym  tu  mówimy,  le

ż

y  pewne 

zało

ż

enie, 

które 

nazywamy 

rewolucyjn

ą

 

przesłank

ą

Przyjmujemy  oto, 

ż

e  chocia

ż

  najbli

ż

sze  dziesi

ę

ciolecia  mog

ą

 

by

ć

  pełne  zawieruch,  wstrz

ą

sów,  mo

ż

e  nawet  aktów 

zorganizowanej  

background image

 

19 

przemocy,  to  jednak  nie  dojdzie  do  samounicestwienia 
ludzko

ś

ci.  Uznajemy, 

ż

e  gwałtowne  przemiany,  których 

jeste

ś

my 

ś

wiadkami,  nie  s

ą

  chaotyczne,  lecz  układaj

ą

  si

ę

  w 

pewien  spójny  i  daj

ą

cy  si

ę

  odczyta

ć

  wzorzec,  i 

ż

e  co  wi

ę

cej, 

przemiany  te  maj

ą

  charakter  kumulatywny,  przyczyniaj

ą

  si

ę

 

wi

ę

c  do  wielkiej  transformacji,  której  podlega  nasze 

ż

ycie, 

praca,  rozrywka  i  my

ś

lenie.  To  wszystko  czyni  mo

ż

liw

ą

 

pomy

ś

ln

ą

  i  obiecuj

ą

c

ą

  przyszło

ść

.  Mówi

ą

c  krótko,  wszystkie 

nasze tezy wynikaj

ą

 z przesłanki, 

ż

e oto rozgrywa si

ę

 globalna 

rewolucja, wielki przeskok kwantowy. Innymi słowy, z przesłanki 
tej  wynika, 

ż

e  jeste

ś

my  ostatni

ą

  generacj

ą

  starej  cywilizacji,  a 

zarazem pierwszym pokoleniem cywilizacji nowej. Dlatego wiele 
naszych osobistych l

ę

ków, niejasno

ś

ci i uczu

ć

 zagubienia rodzi 

si

ę

 z konfliktu, który rozgrywa si

ę

 w nas samych i w instytucjach 

naszego 

ż

ycia. Jest to konflikt pomi

ę

dzy umieraj

ą

c

ą

 cywilizacj

ą

 

drugiej fali a wynurzaj

ą

c

ą

 si

ę

 cywilizacj

ą

, która domaga si

ę

 dla 

siebie miejsca. 
Je

ś

li  raz  to  zrozumiemy,  wtedy  wiele  z  bezsensownych  na 

pierwszy  rzut  oka  wydarze

ń

  uka

ż

e  sw

ą

  gł

ę

bok

ą

  tre

ść

.  Zaczn

ą

 

odsłania

ć

  si

ę

  zarysy  wielkiego  wzorca  przemian.  Wraz  z  tym 

walka  o  przetrwanie  okazuje  si

ę

  mo

ż

liwa  i  godna  zachodu. 

Krótko mówi

ą

c, rewolucyjna przesłanka wyzwala nasz intelekt i 

wol

ę

 
Grzbiet fali 
 
Nasze  podej

ś

cie 

ś

miało  mo

ż

na  nazwa

ć

  „badaniem  grzbietu 

fali".  Polega  ono  na  obserwacji  dziejów  jako  ci

ą

gu 

wzbieraj

ą

cych  przemian  i  stawia  pytanie,  w  jakim  kierunku 

niesie ludzi grzbiet ka

ż

dej takiej fali. Koncentrujemy si

ę

 nie tyle 

na  w

ą

tkach  ci

ą

gło

ś

ci  historycznej  (sk

ą

din

ą

d  bardzo  wa

ż

nych), 

ile  na  elementach  nieci

ą

gło

ś

ci,  na  innowacjach  i  przełomach. 

Odnajduje  zasadnicze  wzorce  przemian,  pytaj

ą

c  zarazem,  w 

jaki sposób ludzie mog

ą

 na nie oddziaływa

ć

Wychodzimy  od  bardzo  prostej  obserwacji  stwierdzaj

ą

cej, 

ż

pojawienie  si

ę

 

ż

ycia  osiadłego  i  rolnictwa  było  pierwszym 

punktem zwrotnym w społecznym rozwoju ludzko

ś

ci, drugi za

ś

 

background image

 

20 

punkt  przełomowy  stanowiła  rewolucja  przemysłowa.  Niechaj 
jednak czytelnika nie zwiedzie słowo punkt; owe przemiany nie 
miały  charakteru  jednorazowych,  daj

ą

cych  si

ę

  wyra

ź

nie 

zlokalizowa

ć

  wydarze

ń

,  lecz  przypominały  wła

ś

nie  wzbieraj

ą

c

ą

 

fal

ę

, która toczy si

ę

 z wła

ś

ciw

ą

 sobie pr

ę

dko

ś

ci

ą

Zanim  nast

ą

piła  pierwsza  fala  przemian,  ludzie 

ż

yli  na  ogół  w 

małych,  cz

ę

sto  w

ę

drownych  grupach,  które  utrzymywały  si

ę

 

dzi

ę

ki  zbieractwu,  łowieniu  ryb,  polowaniu  i  pasterstwu.  Jakie

ś

 

dziesi

ęć

  tysi

ę

cy  lat  temu  rozpocz

ę

ła  si

ę

  rewolucja  rolnicza  i 

powoli  obejmowała  swym  zasi

ę

giem  cał

ą

  planet

ę

,  daj

ą

pocz

ą

tek  wioskom,  osadom,  uprawie  roli  i  nowemu  trybowi 

ż

ycia. Owa pierwsza fala nie opadła jeszcze całkiem pod koniec 

siedemnastego  stulecia,  kiedy  w  Europie  rozpocz

ę

ła  si

ę

 

rewolucja przemysłowa, daj

ą

c pocz

ą

tek drugiej fali przemian w 

skali  całego  globu.  Ten  nowy  proces  ze  znacznie  wi

ę

ksz

ą

 

gwałtowno

ś

ci

ą

  ogarn

ą

ł  narody  i  kontynenty.  Teraz  dwa 

oddzielne  i  wyra

ź

nie  odmienne  procesy  zmian  przetaczały  si

ę

 

przez Ziemi

ę

 z ró

ż

n

ą

 szybko

ś

ci

ą

Dzisiaj  pierwsza  fala  osi

ą

gn

ę

ła  ju

ż

  wła

ś

ciwie  swój  kres.  Ju

ż

 

tylko  niewielkie  wspólnoty  plemienne  w  Ameryce  Południowej 
czy  PapuiNowej  Gwinei  pozostaj

ą

  jeszcze  nie  tkni

ę

te  przez 

rewolucj

ę

  rolnicz

ą

.  Je

ś

li  nie  liczy

ć

  tych  niewielkich  obszarów, 

mo

ż

na powiedzie

ć

ż

e siła pierwszej fali wyczerpała si

ę

Tymczasem 

druga 

fala, 

kilka 

krótkich 

stuleci 

zrewolucjonizowawszy 

ż

ycie  w  Europie,  Ameryce  Północnej  i 

kilku innych miejscach globu, toczy si

ę

 dalej i widzimy, jak wiele 

krajów  -  dot

ą

d  zdecydowanie  rolniczych  -  z  zapałem  buduje 

szosy,  stalownie,  zakłady  samochodowe,  fabryki  tekstylne  i 
zakłady  spo

ż

ywcze.  Ci

ą

gle 

ż

ywy  jest  p

ę

d  do  industrializacji. 

Drugiej fali daleko jeszcze do wyczerpania swojej siły. 
Chocia

ż

 jednak proces ten ci

ą

gle jest w toku, obserwujemy ju

ż

 

pocz

ą

tki  innego,  jeszcze  bardziej  istotnego  procesu.  Kiedy 

bowiem  industrializacja  osi

ą

gała  swój  szczyt  w  dekadach  po 

drugiej wojnie 

ś

wiatowej, zacz

ę

ła si

ę

 wznosi

ć

 trzecia fala, która 

nie  dostrzegana  wprawdzie  zbyt  wyra

ź

nie,  odmieniała 

wszystko,  czego  dotkn

ę

ła. Wiele  krajów  odczuwa  zatem  napór 

dwóch, 

background image

 

21 

a nawet trzech fal przemian, o odmiennym charakterze, tempie 
posuwania si

ę

 i odmiennej sile. 

W  naszych  rozwa

ż

aniach  przyjmiemy, 

ż

e  pierwsza  fala 

rozpocz

ę

ła  si

ę

  około  roku  8000  p.n.e.  i  niepodzielnie 

dominowała  na 

ś

wiecie  a

ż

  do  lat  16501750  n.e.  Wtedy 

pierwsze

ń

stwo  wzi

ę

ła  druga  fala.  Teraz  zrodzona  przez  ni

ą

 

cywilizacja przemysłowa zapanowała w 

ś

wiecie, ale tak

ż

e i ona 

weszła w faz

ę

 przesilenia. W Stanach Zjednoczonych okres ten 

rozpocz

ą

ł  si

ę

  około  roku  1955,  kiedy  po  raz  pierwszy 

pracownicy  administracyjni  przewy

ż

szyli  liczebnie  robotników. 

To  owa  dekada  była  te

ż

 

ś

wiadkiem  coraz  szerszego 

wykorzystywania komputerów, komunikacji lotniczej, pojawienia 
si

ę

 pigułki antykoncepcyjnej oraz wielu innych brzemiennych w 

skutki  innowacji.  To  wła

ś

nie  wtedy  zacz

ę

ła  wzbiera

ć

  w  USA 

trzecia  fala.  Nieco  pó

ź

niej  zacz

ę

ła  si

ę

  pojawia

ć

  tak

ż

e  w 

ż

yciu 

innych 

pa

ń

stw 

uprzemysłowionych. 

Dzisiaj 

wszystkie 

społeczno

ś

ci,  które  wykorzystuj

ą

  najnowsz

ą

  technik

ę

,  s

ą

 

wstrz

ą

sane  przez  konflikty  trzeciej  fali  z  przestarzałymi, 

zaskorupiałymi instytucjami drugiej fali. 
Kiedy si

ę

 to zrozumie, wtedy mniej tajemnicze staj

ą

 si

ę

 konflikty 

społeczne i polityczne, po

ś

ród których przyszło nam 

ż

y

ć

 
Fale przyszło

ś

ci 

 
Kiedy  w  jakim

ś

  społecze

ń

stwie  dominuje  jedna  fala  przemian, 

niezbyt  trudno  jest  wykry

ć

  wzorzec  jego  przyszłego  rozwoju. 

Pisarze,  arty

ś

ci,  dziennikarze  i  inni  odkrywaj 

ą

  „fale 

przyszło

ś

ci".  W  dziewi

ę

tnastowiecznej  Europie  wielu  my

ś

licieli, 

przemysłowców,  polityków  i  zwykłych  ludzi  miało  jasny  i 
zasadniczo  słuszny  obraz  przyszło

ś

ci.  Wyczuwali, 

ż

e  dzieje 

zmierzaj

ą

  w  kierunku  ostatecznego  triumfu  industrializacji  nad 

nie  korzystaj

ą

cym  z  maszyn  rolnictwem  i  do

ść

  dokładnie 

potrafili  przewidzie

ć

  wiele  zmian,  które  niosła  ze  sob

ą

  druga 

fala:  pot

ęż

niejsze  technologie,  wi

ę

ksze  miasta,  szybsza 

komunikacja, powszechne szkolnictwo i inne. 
Ta jasno

ść

 wizji miała bezpo

ś

rednie efekty polityczne. Partie 

background image

 

22 

i  ruchy  polityczne 

ś

cierały  si

ę

  ze  sob

ą

,  nie  trac

ą

c  z  oczu 

przyszło

ś

ci.  Siły  broni

ą

ce  interesów  przedindustrialnego 

rolnictwa organizowały si

ę

 do obrony przed „wielkim biznesem", 

„szefami  zwi

ą

zkowymi"  i  „grzesznymi  miastami".  Robotnicy  i 

mened

ż

erowie  usiłowali  zdoby

ć

  kontrol

ę

  nad  głównymi 

d

ź

wigniami  rodz

ą

cego  si

ę

  społecze

ń

stwa  przemysłowego. 

Mniejszo

ś

ci  etniczne  i  rasowe  okre

ś

lały  swe  interesy  w 

kategoriach  udziału  w  nowym 

ś

wiecie  i  domagały  si

ę

  miejsc 

pracy, dost

ę

pu do stanowisk kierowniczych, lepszych mieszka

ń

lepszych  płac  i  powszechnej  edukacji.  Owa  industrialna  wizja 
miała  te

ż

  swoje  efekty  psychologiczne.  Wspólny  obraz 

przyszło

ś

ci  okre

ś

lał  równie

ż

  wybory 

ż

yciowe,  sprawiał, 

ż

jednostki  my

ś

lały  nie  tylko  o  tym,  kim  lub  czym  były,  lecz  kim 

mog

ą

  si

ę

  sta

ć

.  Dlatego  nawet  podczas  najwi

ę

kszego  zam

ę

tu 

przemian społecznych ludzie mieli poczucie pewnej stabilno

ś

ci i 

swojej to

ż

samo

ś

ci. 

Kiedy  natomiast  przez  społeczno

ść

  przetaczaj

ą

  si

ę

  dwie  lub 

nawet  trzy  wielkie  fale  przemian  i 

ż

adna  z  nich  wyra

ź

nie  nie 

dominuje,  obraz  przyszło

ś

ci  jest  pop

ę

kany.  Nadzwyczaj  trudne 

staje  si

ę

  wtedy  uchwycenie  sensu  zmian  i  konfliktów.  Kolizja 

grzbietów  fal  rodzi  kotłowanin

ę

,  w  której 

ś

cieraj

ą

  si

ę

  ró

ż

ne 

pr

ą

dy, powstaj

ą

 wiry i lokalne obszary bezruchu, przesłaniaj

ą

ce 

ę

bsze i istotniejsze nurty dziejowe. W Stanach Zjednoczonych 

-  i  w  wielu  innych  krajach  -  zderzenie  drugiej  i  trzeciej  fali 
przynosi  w  efekcie  społeczne  napi

ę

cia,  gro

ź

ne  konflikty  i 

zadziwiaj

ą

ce 

nowe 

postawy 

polityczne, 

które 

burz

ą

 

dotychczasowe  podziały  klasowe,  rasowe,  płciowe  i  partyjne. 
Bezu

ż

yteczne  staj

ą

  si

ę

  tradycyjne  słowniki  polityczne  i  bardzo 

trudno 

jest 

teraz 

odró

ż

ni

ć

 

zwolenników 

post

ę

pu 

od 

reakcjonistów, przyjaciół od wrogów. Znikaj

ą

 dawne polaryzacje 

i p

ę

kaj

ą

 stare koalicje. Ów chaos w 

ż

yciu politycznym przekłada 

si

ę

  na  dezintegracj

ę

  ludzkich  osobowo

ś

ci.  Psychoterapeuci  i 

najró

ż

niejsi  guru  robi

ą

  kokosowe  interesy;  pacjenci  bł

ą

kaj

ą

  si

ę

 

bezradnie  po

ś

ród  rywalizuj

ą

cych  dobroczy

ń

ców.  Ratunku 

szukaj

ą

 w najdziwaczniejszych kultach religijnych i na sabatach 

czarownic  albo  te

ż

  uciekaj

ą

  w  patologiczn

ą

  izolacj

ę

prze

ś

wiadczeni, i

ż

 rzeczywisto

ść

 

background image

 

23 

jest  absurdalna,  szalona,  bezsensowna.  Niewykluczone, 

ż

e  w 

jakim

ś

  globalnym,  kosmicznym  uj

ę

ciu 

ż

ycie  jest  bezsensowne, 

z tego jednak nie wynika, 

ż

e codzienne wydarzenia nie układaj

ą

 

si

ę

 w 

ż

aden rozs

ą

dny wzorzec. Tymczasem, je

ś

li nauczymy si

ę

 

odró

ż

nia

ć

  przemiany,  które  niesie  trzecia  fala,  od  tych,  które 

zwi

ą

zane s

ą

 z odpływaj

ą

c

ą

 drug

ą

 fal

ą

, mo

ż

na dostrzec utajony 

ład. 
To z racji kolizji owych fal widzimy jak oto krzy

ż

uj

ą

 si

ę

 i 

ś

cieraj

ą

 

odmienne  pr

ą

dy  w  sferze  pracy, 

ż

ycia  rodzinnego,  postaw 

seksualnych  i  jednostkowej  moralno

ś

ci.  Ró

ż

nice  te  przejawiaj

ą

 

si

ę

  w  stylu 

ż

ycia  i  postawach  politycznych,  albowiem  w 

ż

yciu 

osobistym i publicznym wi

ę

kszo

ść

 obywateli bogatych krajów to 

albo  ludzie  drugiej  fali,  którzy  staraj

ą

  si

ę

  podtrzyma

ć

 

obumieraj

ą

cy  porz

ą

dek,  albo  ludzie  trzeciej  fali,  którzy  buduj

ą

 

jutro  radykalnie  odmienne,  albo  te

ż

  niepewn

ą

  mieszanin

ę

 

jednego  i  drugiego.  Konflikt  pomi

ę

dzy  ugrupowaniami  drugiej  i 

trzeciej  fali  decyduje  w  istocie  o  najpowa

ż

niejszym  napi

ę

ciu 

politycznym  we  współczesnej  społeczno

ś

ci.  Jak  zobaczymy 

dalej, najwa

ż

niejsze jest nie to, kto panuje nad ostatnimi dniami 

społecze

ń

stwa  industrialnego,  lecz  to,  kto  kształtuje  now

ą

 

cywilizacj

ę

,  która  w  niebywałym  tempie  dojrzewa,  aby  zaj

ąć

 

miejsce  tamtej.  Po  jednej  stronie  mamy  przeto  bojowników 
przemysłowej  przeszło

ś

ci,  po  drugiej  coraz  liczniejsze  miliony 

tych,  którzy  pojmuj

ą

,  i

ż

 najbardziej  pal

ą

cych problemów  nie  da 

si

ę

  ju

ż

  rozstrzygn

ąć

  w  ramach  porz

ą

dku  industrialnego. 

Wydana zatem została walna bitwa o kształt przyszło

ś

ci. 

Ż

ycie 

polityczne  wszystkich  narodów  jest  ju

ż

  teraz  elektryzowane 

przez owo starcie pomi

ę

dzy zestarzałymi interesami drugiej fali 

rzecznikami 

trzeciej 

fali. 

Nawet 

krajach 

nieuprzemysłowionych  nadpłyni

ę

cie  trzeciej  fali  gwałtownie 

przekształciło  fronty  wszystkich  dotychczasowych  batalii 
społecznych.  Dawny  spór  pomi

ę

dzy  interesami  -  nierzadko 

wr

ę

cz  feudalnymi  -  grup  rolniczych  a  elitami  industrialnymi  - 

kapitalistycznymi  czy  socjalistycznymi  -  nabiera  nowego  sensu 
z  uwagi  na  to, 

ż

e  sam  industrializm  ju

ż

  si

ę

  prze

ż

ył.  Czy  teraz, 

kiedy wznosi si

ę

 trzecia fala, gwałtowne uprzemysłowienie  

background image

 

24 

oznacza wyzwolenie si

ę

 od neokolonializmu i ubóstwa, czy te

ż

wprost przeciwnie, decyduje o stałym uzale

ż

nieniu? 

Tylko  wtedy,  kiedy 

ś

wiadomi  jeste

ś

my  tego  niesłychanie 

istotnego  i  rozległego  kontekstu  współczesnych  wydarze

ń

potrafimy  wskaza

ć

  priorytety,  ustali

ć

  hierarchi

ę

  zagadnie

ń

okre

ś

li

ć

 rozs

ą

dne strategie, dzi

ę

ki którym mo

ż

emy kontrolowa

ć

 

przemiany  w  naszym 

ż

yciu.  Samo  zrozumienie  faktu,  i

ż

  oto 

toczy  si

ę

  za

ż

arta  walka  pomi

ę

dzy  tymi,  którzy  chc

ą

  zachowa

ć

 

industrializm,  a  tymi,  którzy  chc

ą

  go  zmieni

ć

,  staje  si

ę

 

narz

ę

dziem  przekształcania 

ś

wiata.  Aby  jednak  z  niego 

skorzysta

ć

,  trzeba  umie

ć

  odró

ż

nia

ć

  te  zmiany,  które  stanowi

ą

 

tylko  przedłu

ż

enie  dawnej  cywilizacji  przemysłowej,  od  tych, 

które s

ą

 zapowiedzi

ą

 nowej cywilizacji. Mówi

ą

c krótko, musimy 

rozumie

ć

  jednocze

ś

nie  dawny  i  nowy  porz

ą

dek,  przemysłowy 

system  drugiej  fali,  w  którym  si

ę

  urodzili

ś

my,  i  cywilizacj

ę

 

trzeciej fali, w której zaczynamy 

ż

y

ć

 my i nasze dzieci. 

background image

 

25 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
 

KONFLIKT CYWILIZACJI 

 

Ludzie  z  opó

ź

nieniem  zacz

ę

li  zdawa

ć

  sobie  spraw

ę

ż

cywilizacja  industrialna  zbli

ż

a  si

ę

  do  kresu.  Jej  schyłek  - 

widoczny ju

ż

 w roku 1970, kiedy w Szoku przyszło

ś

ci pisali

ś

my 

o „ogólnym kryzysie industrializmu" - niesie ze sob

ą

 gro

ź

b

ę

 nie 

rzadszych,  ale  liczniejszych  wojen  i  to  wojen  nowego  typu. 
Poniewa

ż

  wielkie  transformacje  społeczne  nigdy  nie  mog

ą

  si

ę

 

oby

ć

  bez  konfliktów,  uwa

ż

amy, 

ż

e  uj

ę

cie  dziejów  jako  fal 

przemian  jest  bardziej  dynamiczne  i  mówi

ą

ce  wi

ę

cej  od 

dywagacji  na  temat  przej

ś

cia  do  postmodernizmu.  Fale  s

ą

 

nieustannie  w  ruchu,  a  kiedy  zderzaj

ą

  si

ę

,  powstaje  w  efekcie 

wiele  pot

ęż

nych,  a  zarazem  niezgodnych  pr

ą

dów.  Kolizja  fal 

historycznych  oznacza  konflikt  cywilizacji,  wiedza  o  tym 
pozwala za

ś

 ze zrozumieniem spojrze

ć

 na wiele współczesnych 

zdarze

ń

, które sk

ą

din

ą

d wydaj

ą

 si

ę

 bezsensowne i chaotyczne. 

Gdy  konflikty  b

ę

dziemy  ujmowa

ć

  w  kategoriach  fal  przemian, 

wtedy  nie  powiemy, 

ż

e  główny  konflikt  dzisiaj  toczy  si

ę

 

pomi

ę

dzy 

ś

wiatem  islamu  a  Zachodem,  ani 

ż

e  jest  to  starcie 

„Zachodu z reszt

ą

 

ś

wiata" jak sugeruje Samuel Huntington. Ani 

Ameryka nie chyli si

ę

 ku upadkowi, jak głosi Paul Kennedy, ani 

nie  stan

ę

li

ś

my  w  obliczu  „ko

ń

ca  historii",  który  ogłosił  Francis 

Fukuyama.  Najgł

ę

bsze  znaczenie  ekonomiczne  i  strategiczne 

ma  zbli

ż

aj

ą

cy  si

ę

  podział 

ś

wiata  na  trzy  wyra

ź

nie  odmienne  i 

potencjalnie wrogie wobec siebie cywilizacje, których granic nie 
mo

ż

na okre

ś

li

ć

, odwołuj

ą

c si

ę

 do tradycyjnych definicji. 

Cywilizacja  pierwszej  fali  była  i  jest  nierozerwalnie  zwi

ą

zana  z 

ziemi

ą

. Bez wzgl

ę

du na to, w jakiej postaci wyst

ę

puje, jakiego 

background image

 

26 

j

ę

zyka  u

ż

ywaj

ą

 

ż

yj

ą

cy  w  jej  ramach  ludzie,  jakie  s

ą

  ich 

przekonania  religijne,  jest  ona  wytworem  rewolucji  rolniczej. 
Jeszcze  dzisiaj  całe  rzesze  ludzkie 

ż

yj

ą

  i  umieraj

ą

,  zmagaj

ą

si

ę

  z  nieurodzajn

ą

  gleb

ą

,  któr

ą

  uprawiaj

ą

  tak  jak  przed 

stuleciami ich przodkowie. 
Co  do  pocz

ą

tków  cywilizacji  drugiej  fali  tocz

ą

  si

ę

  spory. 

Niemniej  dla  wielkiej  liczby  ludzi 

ż

ycie  zacz

ę

ło  si

ę

  zmienia

ć

  w 

sposób wyra

ź

ny i istotny dopiero jakie

ś

 trzysta lat temu. Wtedy 

narodziła  si

ę

  koncepcja  Newtona,  to  wtedy  na  szersz

ą

  skal

ę

 

zacz

ę

to stosowa

ć

 maszyn

ę

 parow

ą

, to wtedy zacz

ę

ły wyrasta

ć

 

pierwsze  fabryki  w  Wielkiej  Brytanii,  Francji  i  Włoszech,  chłopi 
za

ś

 zacz

ę

li si

ę

 przenosi

ć

 do miast. Pomi

ę

dzy lud

ź

mi zaczynały 

si

ę

  szerzy

ć

  nowe  idee:  post

ę

pu,  praw  jednostki,  teoria  umowy 

społecznej  Rousseau,  przekonanie  o  potrzebie  oddzielenia 
ko

ś

cioła  od  pa

ń

stwa,  a  tak

ż

e  pogl

ą

d,  i

ż

  władcy  winni  by

ć

 

wybierani  przez  naród,  nie  za

ś

  rz

ą

dzi

ć

  moc

ą

  bo

ż

ych  wyroków. 

Wiele  z  tych  przemian  wynikało  z  rozwoju  nowego  sposobu 
tworzenia  bogactwa:  produkcji  fabrycznej.  Nie  trzeba  było 
czeka

ć

ż

eby  poszczególne  elementy  zacz

ę

ły  układa

ć

  si

ę

  w 

zespolon

ą

  cało

ść

:  masowa  produkcja,  masowa  konsumpcja, 

masowa edukacja, masowe 

ś

rodki komunikacji ł

ą

czyły si

ę

 

ś

ci

ś

le 

ze  sob

ą

,  a  dla  ich  potrzeb  powstawały  wyspecjalizowane 

instytucje: szkoły, ugrupowania ekonomiczne, partie polityczne. 
Zmieniła  si

ę

  tak

ż

e  struktura  rodziny  i  w  miejsce  du

ż

ego 

domostwa,  w  którym 

ż

yje  wspólnie  kilka  pokole

ń

,  pojawiła  si

ę

 

niewielka 

komórka 

rodzinna 

charakterystyczna 

dla 

społecze

ń

stwa  przemysłowego.  Ludziom,  którzy  bezpo

ś

rednio 

do

ś

wiadczali  owych  przeobra

ż

e

ń

,  wydawało  si

ę

  z  pewno

ś

ci

ą

ż

ś

wiat  wpadł  w  chaotyczne  konwulsje,  niemniej  wszystkie  te 

przemiany 

ś

ci

ś

le  si

ę

  ze  sob

ą

  wi

ą

zały.  Były  tylko  kolejnymi 

szczeblami  w  pełnym  rozwoju 

ś

wiata  modernistycznego,  w 

kształtowaniu  si

ę

  masowego  społecze

ń

stwa  przemysłowego, 

które zrodziła cywilizacja drugiej fali. Nawet gdyby komu

ś

 w tym 

kontek

ś

cie słowo „cywilizacja" wydało si

ę

 nazbyt pompatyczne, 

to  trudno  znale

źć

  inne,  równie  pojemne,  które  obejmowałoby 

sprawy tak odmienne jak technika, 

ż

ycie 

background image

 

27 

rodzinne,  religia,  kultura,  polityka,  gospodarka,  struktura 
społeczna,  hierarchie  władzy,  warto

ś

ci,  etyka  seksualna  i 

epistemologia.  Kiedy  naraz  zmienia  si

ę

  tak  wiele  ró

ż

nych 

elementów, 

mamy 

do 

czynienia 

nie 

powolnym 

przekształcaniem  jednych  form  w  inne,  lecz  z  transformacj

ą

której  produktem  jest  nie  nowe  społecze

ń

stwo,  lecz  wła

ś

nie 

zupełnie  nowa  cywilizacja.  Owa  nowa  cywilizacja  z  impetem 
wkroczyła  w  dzieje  Europy  Zachodniej,  na  ka

ż

dym  kroku 

napotykaj

ą

c za

ż

arty opór. 

 
Konflikt podstawowy 
 
W  ka

ż

dym  kraju,  który  wkraczał  na  drog

ę

  uprzemysłowienia, 

wybuchały  zaci

ę

te,  cz

ę

sto  bardzo  krwawe  walki  pomi

ę

dzy 

rzecznikami  drugiej  fali,  lud

ź

mi  przemysłu  i  handlu  a 

rzecznikami  pierwszej  fali,  wła

ś

cicielami  ziemskimi  cz

ę

sto 

zjednoczonymi  z  Ko

ś

ciołem,  który  te

ż

  posiadał  wielkie  maj

ą

tki 

ziemskie.  Wielkie  rzesze  chłopów  zostały  wygnane  ze  wsi,  by 
jako  siła  robocza  zasili

ć

  „szata

ń

skie  młyny":  fabryki,  które 

wyrastały jak grzyby po deszczu. 
Wraz  z  tym  jak  kolizja  pierwszej  i  drugiej  fali  stawała  si

ę

 

konfliktem podstawowym, mno

ż

yły si

ę

 strajki i niepokoje, wojny 

domowe  i  powstania  narodowe.  To  przekładanie  si

ę

 

centralnego  napi

ę

cia  społecznego  na  mnogo

ść

  sytuacji 

zapalnych 

mo

ż

emy 

obserwowa

ć

 

ka

ż

dym 

uprzemysławiaj

ą

cym  si

ę

  kraju.  W  Stanach  Zjednoczonych 

trzeba  było  straszliwej  wojny  secesyjnej,  aby  interesy 
industrialno-handlowej  Północy  wzi

ę

ły  gór

ę

  nad  rolniczymi 

elitami Południa. Ledwie kilka lat pó

ź

niej w Japonii dochodzi do 

rewolucji  Meiji,  w  wyniku  której  znowu  modernizatorzy  drugiej 
fali zwyci

ęż

aj

ą

 tradycjonalistów pierwszej. 

Rozprzestrzeniaj

ą

ca 

si

ę

 

cywilizacja 

drugiej 

fali 

jej 

nowatorskim  sposobem  mno

ż

enia  bogactwa  zachwiała  system 

stosunków mi

ę

dzy pa

ń

stwami, ale tak

ż

e spowodowała ogromne 

przesuni

ę

cia  w  strukturach  władzy.  Cywilizacja  przemysłowa, 

produkt wielkiej mnogo

ś

ci przemian drugiej fali, najbardziej  

background image

 

28 

zakorzeniała  si

ę

  na  północnych  wybrze

ż

ach  ogromnego 

basenu  Atlantyku.  Uprzemysłowienie  wielkich  pot

ę

g  tego 

regionu  zrodziło  potrzeb

ę

  nowych,  odległych  rynków  i 

ź

ródeł 

tanich  surowców,  dlatego  te

ż

  rzuciły  si

ę

  one  w  wir  wojen 

kolonialnych,  w  wyniku  których  podporz

ą

dkowały  sobie 

azjatyckie  oraz  afryka

ń

skie  pa

ń

stwa  i  plemiona,  w  znacznej 

cz

ęś

ci 

ż

yj

ą

ce jeszcze w strukturach zrodzonych przez pierwsz

ą

 

fal

ę

.  Znowu  przeto  konfliktem  podstawowym  było  starcie 

przemysłowych  pot

ę

g  drugiej  fali  z  rolniczymi  siłami  pierwszej 

fali. Tym razem jednak dokonywało si

ę

 ono w skali globalnej, a 

jego  skutki  w  du

ż

ej  mierze  zadecydowały  o  kształcie 

ś

wiata 

współczesnego 

wytyczyły 

fronty 

wi

ę

kszo

ś

ci 

wojen. 

Oczywi

ś

cie, tak jak przez całe tysi

ą

clecia, dalej toczyły si

ę

 walki 

mi

ę

dzy plemionami i społeczno

ś

ciami rolniczymi, znaczenie ich 

jednak  było  ju

ż

  teraz  niewielkie,  a  nader  cz

ę

sto  w  efekcie 

wykrwawienia  si

ę

  obu  stron,  padały  one  jeszcze  łatwiejszym 

łupem  kolonizacyjnych  sił  cywilizacji  industrialnej.  Tak  na 
przykład  stało  si

ę

  w  południowej  Afryce,  gdzie  na  skutek 

za

ż

artych  wojen  plemiennych  Cecil  Rhodes  i  jego  uzbrojeni 

agenci  podporz

ą

dkowali  sobie  ogromne  terytoria.  Tak

ż

e  i  w 

całej  reszcie 

ś

wiata  mnóstwo na  pozór  nie  powi

ą

zanych  wojen 

było  w  istocie  wyrazem  podstawowego  konfliktu,  w  którym 

ś

cierały  si

ę

  ostatecznie  nie  pa

ń

stwa,  lecz  rywalizuj

ą

ce 

cywilizacje.  Do  najwi

ę

kszych  i  najbardziej  morderczych  wojen 

dochodziło  mi

ę

dzy  krajami  uprzemysłowionymi,  takimi  jak 

Niemcy  i  Wielka  Brytania,  które  zmagały  si

ę

  o  dominacj

ę

  nad 

ś

wiatem,  podczas  gdy  ludom 

ż

yj

ą

cym  jeszcze  na  grzbiecie 

pierwszej  fali  z  góry  ju

ż

  wyznaczona  była  rola  drugoplanowa  i 

podporz

ą

dkowana.  Ostatecznie  doszło  do  nader  wyra

ź

nego 

podziału 

ś

wiata.  Era  industrialna  przeciwstawiła  cywilizacji 

drugiej fali mnogo

ść

 zniewolonych kolonii pierwszej fali. Wielu z 

nas  wzrastało  w  tym  wła

ś

nie 

ś

wiecie  dwóch  cywilizacji,  gdzie 

nie ulegało najmniejszej w

ą

tpliwo

ś

ci, która wiedzie prym. 

Dzisiaj  owe  linie  podziału  układaj

ą

  si

ę

  odmiennie.  Szybko 

zmierzamy  w  kierunku  zupełnie  nowego  układu  zale

ż

no

ś

ci,  w 

ramach  którego 

ś

wiat  podzielony  b

ę

dzie  nie  mi

ę

dzy  dwie,  lecz 

trzy 

background image

 

29 

rywalizuj

ą

ce  cywilizacje;  jedn

ą

,  ci

ą

gle  symbolizowan

ą

  przez 

motyk

ę

;  drug

ą

,  której  symbolem  jest  ta

ś

ma  produkcyjna,  i 

trzeci

ą

, której uosobieniem jest komputer. 

W  owym  trójdzielnym 

ś

wiecie  sektor  pierwszej  fali  dostarcza 

produktów rolniczych i surowców, sektor drugiej fali jest 

ź

ródłem 

taniej  siły  roboczej  oraz  produkcji  masowej,  natomiast 
intensywnie  rozwijaj

ą

cy  si

ę

  sektor  trzeciej  fali  dominacj

ę

  sw

ą

 

zawdzi

ę

cza nowym sposobom pozyskiwania i wykorzystywania 

wiedzy.  Narody  trzeciej  fali  sprzedaj 

ą

 

ś

wiatu  informacje  i 

innowacje,  kultur

ę

  wyrafinowan

ą

  i  masow

ą

,  zaawansowane 

technologie, 

oprogramowanie 

komputerów, 

edukacj

ę

umiej

ę

tno

ś

ci,  opiek

ę

  medyczn

ą

  oraz  mnogo

ść

  ró

ż

norakich 

usług. Na ich li

ś

cie znale

źć

 si

ę

 mo

ż

e tak

ż

e ochrona wojskowa, 

która korzysta

ć

 b

ę

dzie z elitarnych sił zbrojnych trzeciej fali. (Z 

tak

ą

  wła

ś

nie  ochron

ą

  Kuwejtu  i  Arabii  Saudyjskiej  wysoko 

rozwini

ę

te pa

ń

stwa wyst

ą

piły podczas wojny w Zatoce.) 

 
Odwrót od społecze

ń

stwa masowego 

 
Druga fala stworzyła społecze

ń

stwa masowe, których wymaga i 

potrzebuje  produkcja  masowa.  W  krajach  trzeciej  fali,  których 
gospodarka  odwołuje  si

ę

  przede  wszystkim  do  zasobów 

umysłowych, produkcja masowa (któr

ą

 

ś

miało mo

ż

na by uzna

ć

 

ze  cech

ę

  charakterystyczn

ą

  społecze

ń

stw  industrialnych)  staje 

si

ę

  prze

ż

ytkiem.  Współczesna  wytwórczo

ść

  odchodzi  od 

zunifikowanych  przedsi

ę

wzi

ęć

  na  wielk

ą

  skal

ę

,  gdy

ż

  teraz  jej 

strategi

ą

  staj

ą

  si

ę

  krótkie  serie  produktów  dostosowanych  do 

ś

ci

ś

le okre

ś

lonych potrzeb. Masowy marketing ust

ę

puje miejsca 

segmentacji  rynku  i  wybiórczym  akcjom  promocyjnym 
odpowiadaj

ą

cym  zmianom  w  produkcji.  Wielkie  kolosy  ery 

industrialnej  padaj

ą

  z  powodu  inercji  pod  własnym  ci

ęż

arem. 

Do

ż

ywaj

ą

  swych  dni  zwi

ą

zki  zawodowe  w  sektorach  produkcji 

masowej,  masowe 

ś

rodki  przekazu  przestaj

ą

  by

ć

  wła

ś

nie 

masowe,  gdy

ż

  wielkie  sieci  informacyjne  napotykaj

ą

  gro

ź

n

ą

 

konkurencj

ę

  ze  strony  lokalnych  i  wyspecjalizowanych 

współzawodników. Zmienia si

ę

 tak

ż

e i przestaje  

background image

 

30 

dominowa

ć

  wzorzec 

ż

ycia  rodzinnego:  niewielka  komórka 

rodzinna,  która  była  ongi

ś

  form

ą

  wzorcow

ą

,  ginie  powoli  w 

natłoku  innych  rozwi

ą

za

ń

,  takich  jak  rodziny  z  jednym  tylko  z 

rodziców,  pary  ponownie  wst

ę

puj

ą

ce  w  zwi

ą

zki  mał

ż

e

ń

skie, 

rodziny bezdzietne czy osoby samotne. Radykalnej przemianie 
ulega  przeto  cała  struktura  społeczna  wraz  z  tym,  jak 
homogeniczne  społecze

ń

stwa  drugiej  fali  zast

ę

powane  s

ą

 

przez  heterogeniczn

ą

  cywilizacj

ę

  trzeciej  fali.  Masowo

ść

  staje 

si

ę

  znakiem  przeszło

ś

ci.  Z  kolei  jednak  zło

ż

ono

ść

  nowych 

układów domaga si

ę

 zwi

ę

kszonej wymiany informacji pomi

ę

dzy 

poszczególnymi  jednostkami 

ż

ycia  społecznego:  spółkami, 

agencjami  rz

ą

dowymi,  szpitalami,  zrzeszeniami,  a  tak

ż

pojedynczymi  lud

ź

mi.  W  ten  sposób  jeszcze  bardziej  pogł

ę

bia 

si

ę

  zapotrzebowanie  na  komputery,  sieci  telekomunikacyjne  i 

informatyczne oraz nowe formy porozumiewania si

ę

. W efekcie 

tych 

d

ąż

e

ń

 

nieustannie 

przyspiesza 

si

ę

 

rytm 

zmian 

technologicznych,  zawierania  najró

ż

niejszego  typu  transakcji 

oraz 

ż

ycia codziennego. Gospodarka trzeciej fali działa w takim 

tempie, 

ż

ż

yj

ą

cy  w  dawnych  warunkach  dostawcy  z  trudem 

mog

ą

 nad

ąż

y

ć

 za jej zapotrzebowaniami. Na dodatek, w coraz 

wi

ę

kszym  stopniu  informacja  staje  si

ę

  substytutem  surowców, 

siły  roboczej  i  innych  zasobów.  Kraje  pierwszej  i  drugiej  fali 
coraz bardziej przypominaj

ą

 rynki zbytu pot

ę

g trzeciej fali, które 

współpracuj

ą

  przede  wszystkim  mi

ę

dzy  sob

ą

.  Ostatecznie 

technika  oparta  na  wielkim  kapitale  informacyjnym  przejmie 
wiele zada

ń

, które dzi

ś

 realizowane s

ą

 przez kraje o taniej sile 

roboczej,  a  zadania  te  b

ę

d

ą

  wykonywane  szybciej,  lepiej  i 

taniej.  Mówi

ą

c  inaczej,  przemiany,  o  których  mówimy,  gro

żą

 

zerwaniem 

istniej

ą

cych 

wi

ę

zi 

ekonomicznych 

pomi

ę

dzy 

ś

wiatem bogactwa i biedy. 

Niemo

ż

liwe  jest  całkowite  wyga

ś

ni

ę

cie  tych  powi

ą

za

ń

.  Nie  da 

si

ę

  tak  uszczelni

ć

  granic 

ś

wiata  trzeciej  fali,  aby  nie 

przedostawały  si

ę

  przez  nie  efekty  ska

ż

enia 

ś

rodowiska, 

choroby i imigranci. Bogate narody nie mogłyby prze

ż

y

ć

, gdyby 

n

ę

dzarze  wydali  im  wojn

ę

  ekologiczn

ą

,  w  której  efekcie 

zniszczeniu  musiałoby  ulec  wszystko.  Z  tej  przyczyny  napi

ę

cie 

pomi

ę

dzy 

background image

 

31 

cywilizacj

ą

  trzeciej  fali  a  dwiema  starszymi  formami  cywilizacji 

b

ę

dzie  wzrasta

ć

,  a  owa  nowa  forma 

ż

ycia  społecznego 

najpewniej  walczy

ć

  b

ę

dzie  o  uzyskanie  podobnej  globalnej 

dominacji, jak

ą

 modernizatorzy drugiej fali uzyskali w minionych 

stuleciach  nad  tradycjonalistami  fali  pierwszej.  Wystarczy 
zrozumie

ć

ż

e  mamy  do  czynienia  z  konfliktem  cywilizacji,  aby 

dojrze

ć

  ukryty  sens  w  ró

ż

nych  zdumiewaj

ą

cych  na  pozór 

zjawiskach, 

jak 

na 

przykład 

współczesny 

rozkwit 

nacjonalizmów. 

Nacjonalizm 

jest 

ideologi

ą

 

pa

ń

stwa 

narodowego,  które  samo  zrodziło  si

ę

  w  efekcie  rewolucji 

przemysłowej.  Kiedy  wi

ę

c  społeczno

ś

ci  pierwszej  fali,  rolnicze 

w  swej  istocie,  zaczynaj

ą

  si

ę

  uprzemysławia

ć

  lub  chc

ą

 

industrializacji, odwołuj

ą

  si

ę

  do  haseł niezale

ż

no

ś

ci narodowej. 

Dawne  sowieckie  republiki,  jak  Ukraina,  Estonia  czy  Gruzja,  z 
pasj

ą

 d

ążą

 do uniezale

ż

nienia i zabiegaj

ą

 o wczorajsze oznaki 

nowoczesno

ś

ci:  własn

ą

  flag

ę

,  armi

ę

,  walut

ę

,  czyli  to,  co 

okre

ś

lało  pa

ń

stwa  narodowe  w  epoce  drugiej  fali.  W 

ś

wiecie 

wysoko  rozwini

ę

tej  techniki  z  trudem  pojmuje  si

ę

  motywy 

ultranacjonalizmu. 

Rozbuchany 

patriotyzm 

wydaje 

si

ę

 

zdumiewaj

ą

cy  i  przywodzi  na  my

ś

l  Freedoni

ę

  z  Kaczej  zupy 

braci  Marx  wykpiwaj

ą

cej  d

ąż

enia  do  wyniesienia  narodu  nad 

wszystkie  inne  warto

ś

ci.  Z  kolei  nacjonali

ś

ci  nie  potrafi

ą

  poj

ąć

w  jaki  sposób  mo

ż

na  si

ę

  godzi

ć

  na  pogwałcenie  przez  innych 

u

ś

wi

ę

conej 

niepodległo

ś

ci. 

Niemniej 

globalizacja, 

której 

domaga  si

ę

  gospodarka  trzeciej  fali,  nieustannie  kruszy 

narodow

ą

 suwerenno

ść

, tak drog

ą

 sercu nacjonalistów. 

Ekonomiczne  przeobra

ż

enia  trzeciej  fali  sprawiaj

ą

ż

e  trzeba 

przysta

ć

  na  rezygnacj

ę

  z  cz

ęś

ci  niezale

ż

no

ś

ci  i  zaakceptowa

ć

 

ekonomiczne  i  kulturowe  oddziaływania  z  zewn

ą

trz.  St

ą

d  te

ż

 

widzimy,  jak  poeci  i  intelektuali

ś

ci  w  zacofanych  ekonomicznie 

regionach  oddaj

ą

  si

ę

  pisaniu  narodowych  hymnów,  podczas 

gdy  poeci  i  intelektuali

ś

ci  pa

ń

stw  trzeciej  fali  opiewaj

ą

  „

ś

wiat 

bez  granic"  i  „

ś

wiadomo

ść

  planetarn

ą

".  W  obliczu  tak 

zdecydowanie 

ż

nych 

potrzeb 

dwóch 

zdecydowanie 

odmiennych  cywilizacji  pojawi

ć

  si

ę

  mog

ą

  sprzeczno

ś

ci,  które 

mog

ą

  doprowadzi

ć

  w  niedalekiej  przyszło

ś

ci  do  niesłychanie 

krwawych konfliktów. 

background image

 

32 

Je

ś

li  ów  podział 

ś

wiata  nie  na  dwie,  lecz  na  trzy  cz

ęś

ci  nie 

wydaje si

ę

 dzi

ś

 jeszcze nazbyt oczywisty, to wynika z faktu, 

ż

przej

ś

cie od opartej na sile gospodarki drugiej fali do opartej na 

zasobach  umysłowych  gospodarki  trzeciej  fali  nigdzie  jeszcze 
nie dotarło do ko

ń

ca. Nawet w Stanach Zjednoczonych, Japonii 

i  Europie  wojna  domowa  pomi

ę

dzy  elitami  drugiej  i  trzeciej  fali 

nie doczekała si

ę

 jeszcze rozstrzygni

ę

cia. Ci

ą

gle jeszcze trwaj

ą

 

instytucje i sektory produkcyjne drugiej fali i nie utraciły władzy 
zwi

ą

zane  z  ni

ą

  polityczne  grupy  nacisku.  Ta  mieszanina 

elementów  drugiej  i  trzeciej  fali  ma  w  przypadku  ka

ż

dego  z 

wysoko  rozwini

ę

tych  krajów  swoj

ą

  własn

ą

  specyfik

ę

,  niemniej 

ogólna trajektoria rozwojowa jest całkiem klarowna. W ogólnym 
współzawodnictwie  zwyci

ężą

  te  kraje,  które  przeobra

ż

e

ń

 

trzeciej  fali  dokonaj

ą

  przy  najmniejszych  wewn

ę

trznych 

niepokojach  i  kosztach  społecznych.  Wielkie  historyczne 
przej

ś

cie  od 

ś

wiata  dwudzielnego  do  trójdzielnego  doprowadzi 

do  walk  mi

ę

dzy  społeczno

ś

ciami  o  zapewnienie  sobie 

najkorzystniejszego  usytuowania  w  nowym  układzie  władzy.  U 
podstaw  za

ś

  tych  monumentalnych  politycznych  transformacji 

le

ż

y przemiana roli, znaczenia i natury wiedzy. 

background image

 

33 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 
 

UNIWERSALNY SUBSTYTUT 

 

Ka

ż

dy 

czytelników 

tej 

ksi

ąż

ki 

rozporz

ą

dza 

pewn

ą

 

umiej

ę

tno

ś

ci

ą

,  która  mo

ż

e  wydawa

ć

  si

ę

  tak  oczywista,  i

ż

  z 

pewnym zdziwieniem u

ś

wiadamiamy sobie, 

ż

e nasi przodkowie 

nie  potrafili  czyta

ć

.  Nie  byli  głupcami,  ani  ignorantami,  jednak 

byli analfabetami. Zreszt

ą

 nie potrafili nie tylko czyta

ć

: nie umieli 

te

ż

 

przeprowadza

ć

 

najprostszych 

oblicze

ń

Ci, 

którzy 

rozporz

ą

dzali  tak

ą

  umiej

ę

tno

ś

ci

ą

,  wydawali  si

ę

  niebezpieczni. 

Zdaje  si

ę

ż

e  to 

ś

w.  Augustyn  ostrzegał  chrze

ś

cijan,  aby 

trzymali  si

ę

  z  dala  od  ludzi  znaj

ą

cych  tajniki  dodawania  i 

odejmowania,  ci  bowiem  „zawarli  pakt  z  diabłem".  Dopiero  w 
tysi

ą

c lat po Augustynie widzimy, jak rachmistrze wprowadzaj

ą

 

swoich uczniów w tajniki tego, co uznane jest za nieodzowne w 
karierze  zawodowej.  Wiele  umiej

ę

tno

ś

ci,  które  współcze

ś

nie 

wydaj

ą

 si

ę

 oczywiste w 

ż

yciu  codziennym, jest skumulowanym 

produktem  rozwoju  kulturalnego  trwaj

ą

cego  przez  wieki  i 

tysi

ą

clecia.  Dzisiaj  ludzie  interesu  na  całym 

ś

wiecie  s

ą

 

najcz

ęś

ciej  nie

ś

wiadomymi  dziedzicami  wiedzy,  która  rozwijała 

si

ę

  w  Chinach,  Indiach,  po

ś

ród  Arabów,  fenickich  kupców,  a 

tak

ż

e  w

ś

ród  ludzi  Zachodu.  Kolejne  pokolenia  przyswajały 

sobie  te  wiadomo

ś

ci,  przekazywały  dalej  i  stopniowo 

rozbudowywały. 
Podstaw

ą

  wszystkich  systemów  ekonomicznych  jest  wiedza,  a 

wszelkie przedsi

ę

wzi

ę

cia gospodarcze zale

żą

 od jej społecznie 

zgromadzonych 

zasobów. 

Ekonomi

ś

ci 

przedsi

ę

biorcy 

najcz

ęś

ciej  pomijaj

ą

  ten  składnik  w  swoich  rachunkach 

kosztów,  w  przeciwie

ń

stwie  do  kapitału,  siły  roboczej  i  ziemi. 

Tymczasem ten wła

ś

nie element staje si

ę

 dzi

ś

 najwa

ż

niejszy ze 

wszystkich. 

background image

 

34 

Współcze

ś

nie 

ż

yjemy  w  jednym  z  tych  przełomowych 

momentów dziejowych, kiedy cała struktura ludzkiej wiedzy dr

ż

w  podstawach,  gdy

ż

  padaj

ą

  dawne  granice.  Dzisiaj  nie 

gromadzimy ju

ż

 tylko faktów. Wraz z tym, jak przebudowujemy 

dzi

ś

  struktur

ę

  przedsi

ę

biorstw  i  całych  działów  gospodarki, 

dokonujemy te

ż

 totalnego przekształcenia produkcji i dystrybucji 

wiedzy oraz symboli, które słu

żą

 do jej przekazywania. 

Co  to  wła

ś

ciwie  znaczy?  Otó

ż

  znaczy  tyle, 

ż

e  tworzymy  nowe 

sieci upowszechniania wiedzy... w zaskakuj

ą

cy sposób ł

ą

czymy 

ze 

sob

ą

 

poj

ę

cia... 

budujemy 

zdumiewaj

ą

ce 

hierachie 

oddziaływania... krzewimy nowe teorie, hipotezy i wyobra

ż

enia, 

dla  których  przesłankami  s

ą

  nowe  zało

ż

enia,  j

ę

zyki,  kody  i 

systemy  logiczne.  Jeszcze  wa

ż

niejsze  jest  to, 

ż

e  na  mnóstwo 

sposobów kojarzymy dane, ł

ą

cz

ą

c je z wielorakimi kontekstami i 

w  ten  sposób  tworzymy  z  nich  informacj

ę

,  jej  fragmenty  za

ś

 

wbudowujemy  w  coraz  rozleglejsze  modele  i  uporz

ą

dkowane 

konstrukcje.  Nie  zawsze  jest  to  wiedza  powszechnie  uznana  i 
wypowiadana.  Gdy  mówimy  tutaj  o  wiedzy,  mamy  na  my

ś

li 

tak

ż

e prze

ś

wiadczenia nie do ko

ń

ca u

ś

wiadamiane, odwołuj

ą

ce 

si

ę

  do  przesłanek,  które  same  oparte  s

ą

  na  przesłankach, 

fragmentarycznych  modelach,  nie  zauwa

ż

anych  analogiach. 

Mamy na my

ś

li cało

ść

 zło

ż

on

ą

 nie tylko z logicznych i na pozór 

beznami

ę

tnych  danych,  ale  tak

ż

e  z  emocji,  wyobra

ż

e

ń

  i 

przeczu

ć

.  To  ów  ogromny  wstrz

ą

s  w  społecznym  fundamencie 

wiedzy, a nie komputerowy szok czy wpływ pieni

ą

dza, tłumaczy 

narodziny super-symbolicznej ekonomiki trzeciej fali. 
 
Alchemia informacji 
 
Zmiany w społecznym systemie wiedzy s

ą

 na ogół natychmiast 

przekładane  na  j

ę

zyk  przedsi

ę

wzi

ęć

  ekonomicznych.  To 

wła

ś

nie  system  w  i  e  d  z  y  jest  dla  współczesnych  firm 

ś

rodowiskiem  bardziej  nawet  istotnym  ni

ż

  system  bankowy, 

polityczny  i  energetyczny.  Obok  oczywistego  faktu, 

ż

e  bez 

j

ę

zyka, kultury, 

background image

 

35 

danych, 

informacji 

nie 

mogłoby 

si

ę

 

narodzi

ć

 

ż

adne 

przedsi

ę

wzi

ę

cie,  ogromne  znaczenie  ma  to, 

ż

e  najbardziej 

wszechstronnym  ze  wszystkich  zasobów,  które  pozwalaj

ą

 

tworzy

ć

 bogactwo, jest wiedza. 

 
Zastanówmy  si

ę

  dla  przykładu  nad  masow

ą

  produkcj

ą

  drugiej 

fali.  W  wi

ę

kszo

ś

ci  tradycyjnych  fabryk  ka

ż

da  zmiana  produktu 

była niezwykle kosztowna. Trzeba było zatrudni

ć

 budowniczych 

nowych  narz

ę

dzi  i  maszyn,  specjalistów  od  organizacji  cyklu 

produkcyjnego  oraz  wielu  innych  ekspertów.  W  trakcie  za

ś

 

zmiany  profilu  produkcji  maszyny  stały  bezczynnie,  a 
zamro

ż

ony  w  nich  kapitał  nie  przynosił  zysków.  To  dlatego 

jednostkowe  koszty  wytwarzania  zmniejszały  si

ę

  wraz  z 

wydłu

ż

aniem  serii  identycznych  produktów,  co  dało  pocz

ą

tek 

teorii ekonomii skali. Tymczasem nowe technologie stawiaj

ą

 na 

głowie  teorie,  które  powstały  w  epoce  drugiej  fali.  Produkcja 
traci  charakter  masowy;  wytwory  i  usługi  dostosowuj

ą

  si

ę

  do 

specyficznych  zamówie

ń

  i  potrzeb.  Współczesne  techniki 

produkcyjne,  korzystaj

ą

ce  ze  sterowania  komputerowego, 

niskim 

kosztem 

umo

ż

liwiaj

ą

 

nieograniczon

ą

 

niemal 

ż

norodno

ść

  efektów.  Dzi

ę

ki  informatyce  koszt  wielorako

ś

ci 

redukowany jest do zera, co oznacza kres ekonomii skali. 
Sprawa  przedstawia  si

ę

  podobnie,  kiedy  oceni

ć

  j

ą

  od  strony 

materiałów.  Tokarka  zaopatrzona  w  niewielki  program 
komputerowy potrafi wyci

ąć

 z tego samego kawałka stali wi

ę

cej 

elementów  ni

ż

  najsprawniejsi  ludzcy  operatorzy.  Dzi

ę

ki 

miniaturyzacji  powstaj

ą

  rzeczy  mniejsze  i  l

ż

ejsze,  co  mi

ę

dzy 

innymi  prowadzi  do  obni

ż

enia  kosztów  magazynowania  i 

transportu,  a  te  ostatnie  s

ą

  na  dodatek  powa

ż

nie  zmniejszane 

dzi

ę

ki  optymalizacji  przewozów.  Dostawy  w  systemie  just-in-

time  -  czyli  lepsza  informacja  -  oznaczaj

ą

  oszcz

ę

dno

ś

ci  na 

transporcie.  Za  spraw

ą

  współczesnej  wiedzy  powstaj

ą

  nie 

znane dot

ą

d materiały, poczynaj

ą

c od powłok samolotowych, a 

na nowych gatunkach ro

ś

lin i szczepach bakteryjnych ko

ń

cz

ą

c. 

Zwi

ę

ksza  to  mo

ż

liwo

ść

  korzystania  z  nowych,  mniej 

kosztownych surowców. Dlatego te

ż

 

background image

 

36 

nie ma przesady w stwierdzeniu, 

ż

e informacja jest substytutem 

zasobów  materiałowych  i  transportowych,  dzi

ę

ki  niej  bowiem 

radykalnie mo

ż

na zoptymalizowa

ć

 ich wykorzystanie. 

Podobnie  rzecz  przedstawia  si

ę

  z  energi

ą

.  Najdobitniejszym 

tego  dowodem  s

ą

  rewolucyjne  osi

ą

gni

ę

cia  w  dziedzinie 

nadprzewodnictwa, 

które 

pozwalaj

ą

 

na 

niebywałe 

zredukowanie ilo

ś

ci energii zu

ż

ywanej na jednostkowy wyrób. 

Wiedza  pozwala  jednak  oszcz

ę

dza

ć

  nie  tylko  materiały, 

ś

rodki 

transportu  i  energi

ę

,  ale  równie

ż

  czas.  Jest  on  jednym  z 

najwa

ż

niejszych zasobów, chocia

ż

 nigdzie nie znajdzie si

ę

 go w 

rachunku  kosztów  powstaj

ą

cym  w  przedsi

ę

biorstwach  drugiej 

fali.  Tam  jednak,  gdzie  dokonuj

ą

ce  si

ę

  zmiany  pozwalaj

ą

  na 

oszcz

ę

dno

ść

  czasu  -  dzi

ę

ki  szybszej  komunikacji  b

ą

d

ź

 

sprawniejszej dostawie - nader cz

ę

sto decyduje on o zysku albo 

stracie. 
Wiedza  pozwala  równie

ż

  oszcz

ę

dza

ć

  i  zdobywa

ć

  przestrze

ń

Oddział  transportowy  General  Electrics  zajmuje  si

ę

  mi

ę

dzy 

innymi  produkcj

ą

  lokomotyw.  Kiedy  dla  potrzeb  ł

ą

czno

ś

ci  z 

dostawcami 

wykorzystano 

zaawansowane 

systemy 

informatyczne,  czas  wykorzystania  zapasów  udało  si

ę

  skróci

ć

 

dwunastokrotnie,  przestrze

ń

  magazynow

ą

  za

ś

  zredukowa

ć

  o 

cały jeden akr. 
Oszcz

ę

dno

ść

  kosztów  daleko  wykracza  poza  miniaturyzacj

ę

 

produktów  i  ograniczenia  powierzchni  składowania.  Nowe 
techniki  porozumiewania  si

ę

,  które  wykorzystuj

ą

  mo

ż

liwo

ś

ci 

komputerów  i  innych  urz

ą

dze

ń

,  pozwalaj

ą

  lokalizowa

ć

  zakłady 

poza  zatłoczonymi  centrami  miejskimi,  co  równie

ż

  wpływa  na 

obni

ż

enie kosztów energii i transportu. 

 
Wiedza kontra kapitał 
 
Tak  wiele  napisano  o  zast

ę

powaniu  ludzkiej  pracy  przez 

skomputeryzowane  systemy, 

ż

e  cz

ę

sto  zapomina  si

ę

  o  tym,  i

ż

 

staj

ą

  si

ę

  one  tak

ż

e  substytutami  kapitału.  W  istocie,  wiedza  i 

informacja  na  dłu

ż

sz

ą

  met

ę

  stanowi

ą

  dla  pot

ę

g  finansowych  o 

wiele  wi

ę

ksze  zagro

ż

enie  ni

ż

  organizacje  pracownicze  czy 

antykapitalistyczne partie polityczne. Jednym z istotnych 

background image

 

37 

efektów  rewolucji  informatycznej  jest  to,  i

ż

  relatywnie  rzecz 

bior

ą

c, zmniejsza ona nakłady kapitału na jednostkowy produkt, 

co  z  pewno

ś

ci

ą

  jest  czynnikiem  rewolucyjnym  w  ustroju 

kapitalistycznym.  Nie  ma  rzeczy,  która  byłaby  bardziej 
radykalna. 
Yittorio  Merloni  jest  sze

ść

dziesi

ę

ciojednoletnim  włoskim 

businessmanem.  Dziesi

ęć

  procent  wszystkich  sprzedawanych 

w  Europie  pralek,  lodówek  i  innych  sprz

ę

tów  gospodarstwa 

domowego wytwarzanych jest przez przedsi

ę

biorstwa nale

żą

ce 

do  Merloniego,  którego  głównymi  konkurentami  s

ą

  szwedzki 

Electrolux i holenderski Philips. Jak powiada Merloni: „Obecnie 
potrzeba  mniej  kapitana  na  wytworzenie  tej  samej  rzeczy  i 
dlatego biedniejsze kraje mog

ą

 osi

ą

ga

ć

 wi

ę

ksze korzy

ś

ci z tego 

samego kapitału ni

ż

 pi

ęć

 czy dziesi

ęć

 lat temu". Powodem jest 

to  -  tłumaczy  Merloni  - 

ż

e  technologie  oparte  na  najnowszej 

wiedzy  i  osi

ą

gni

ę

ciach  informatyki  pozwalaj

ą

  na  sprawniejsze 

wytwarzanie  zmywarek  do  naczy

ń

,  kuchenek  i  odkurzaczy. 

Szybka i natychmiastowa informacja pozwala na zredukowanie 
kosztownych 

zapasów. 

Dzi

ę

ki 

szybszemu 

reagowaniu 

wytwórców na zapotrzebowanie rynku, a tak

ż

e dzi

ę

ki skróceniu 

serii  produkcyjnych,  bardzo  powa

ż

nie  mo

ż

na  zmniejszy

ć

  ilo

ść

 

le

żą

cych  w  magazynach  surowców,  półproduktów  oraz 

gotowych wyrobów. W jednym z przypadków Merloniemu udało 
si

ę

 zmniejszy

ć

 koszty magazynowe a

ż

 o sze

ść

dziesi

ą

t procent. 

Przykład  Merloniego  jest  powielany  wsz

ę

dzie:  w  Stanach 

Zjednoczonych,  Japonii  i  Niemczech,  gdzie  mo

ż

liwa  dzi

ę

ki 

komputerowej informacji dostawa bezpo

ś

rednio na zamówienie 

pozwala rezygnowa

ć

 z uci

ąż

liwego i kosztownego składowania. 

Umo

ż

liwia to nie tylko lepsze, bardziej efektywne wykorzystanie 

przestrzeni magazynowej, ale równie

ż

 obni

ż

a stawki podatków i 

ubezpiecze

ń

.  Chocia

ż

  wi

ę

c  wst

ę

pny  koszt  komputerów, 

oprogramowania  i  sieci  ł

ą

czno

ś

ci  jest  sam  w  sobie  wysoki,  to 

jednak szybko okazuje si

ę

ż

e dla utrzymania produkcji na tym 

samym poziomie potrzeba teraz mniej kapitału. 
Michael  Milken,  prawdziwy  specjalista  je

ś

li  chodzi  o  problemy 

inwestycji, zamkn

ą

ł cał

ą

 kwesti

ę

 w siedmiu słowach:  

background image

 

38 

„Kapitał pieni

ęż

ny zast

ę

powany jest przez kapitał ludzki". Skoro 

wi

ę

c  wiedza  zmniejsza  zapotrzebowanie  na  surowce,  sił

ę

 

robocz

ą

,  czas,  przestrze

ń

,  kapitał  i  inne  czynniki  produkcyjne, 

to 

ś

miało  mo

ż

na  j

ą

  nazwa

ć

  uniwersalnym  substytutem: 

kluczowym zasobem rozwini

ę

tej gospodarki. To za

ś

 sprawia, 

ż

niepomiernie wzrasta jej warto

ść

background image

 

39 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 
 

W JAKI SPOSÓB TWORZYMY BOGACTWO 

 

W  roku  1956  przywódca  ZSRR  Nikita  Chruszczow  oznajmił 
chełpliwie:  „Pogrzebiemy  was".  Miał  na  my

ś

li  to, 

ż

e  komunizm 

w  najbli

ż

szych  latach  całkowicie  pogr

ąż

y  gospodarczo 

kapitalizm. Mi

ę

dzy wierszami kryła si

ę

 te

ż

 pogró

ż

ka zwyci

ę

stwa 

militarnego.  Słowa  Chruszczowa  odbiły  si

ę

  w 

ś

wiecie  gło

ś

nym 

echem. 
Wtedy  niewielu  ludzi  miało  niejasne  chocia

ż

by  podejrzenia,  w 

jakim  stopniu  rewolucja  w  zachodnim  systemie  tworzenia 
bogactwa 

zmieni 

układ 

sił 

militarnych, 

radykalnie 

przekształcaj

ą

c przy tym natur

ę

 samych działa

ń

 wojennych. Nie 

tylko  Chruszczow,  ale  tak

ż

e  i  wi

ę

kszo

ść

  Amerykanów  nie 

u

ś

wiadamiała  sobie, 

ż

e  rok  1956  był  pierwszym  rokiem,  w 

którym  liczba  urz

ę

dników  i  osób  zatrudnionych  w  sferze  usług 

przewy

ż

szyła  w  Stanach  Zjednoczonych  liczb

ę

  robotników 

fabrycznych, co było pierwsz

ą

 oznak

ą

, i

ż

 ekonomika drugiej fali 

wchodzi  w  faz

ę

  schyłkow

ą

,  a  rodzi  si

ę

  nowa  gospodarka 

trzeciej fali. 
Aby  zrozumie

ć

  sens  niezwykłych  przemian,  które  nast

ą

piły  od 

tego  czasu,  a  tak

ż

e  bardziej  jeszcze  dramatycznych 

przeobra

ż

e

ń

,  które  nas  czekaj

ą

,  musimy  zaj

ąć

  si

ę

  teraz 

głównymi  cechami  owej  nowej  ekonomiki  trzeciej  fali.  Trzeba 
b

ę

dzie  przy  tym  powtórzy

ć

  niektóre  z  wygłoszonych  ju

ż

 

stwierdze

ń

. Rzecz jednak w tym, 

ż

e rozwa

ż

ane poni

ż

ej kwestie 

stanowi

ą

  klucz  nie  tylko  do  efektywno

ś

ci  przedsi

ę

wzi

ęć

 

gospodarczych i ich konkurencyjno

ś

ci, ale równie

ż

 do ekonomii 

politycznej XXI wieku. 

background image

 

40 

Czynniki wytwórcze 
 
O  ile  głównymi  czynnikami  wytwórczymi  w  ekonomice  drugiej 
fali były ziemia, siła robocza, surowce i kapitał, o tyle głównym 
zasobem  ekonomiki  trzeciej  fali  jest  wiedza.  Termin  ten  trzeba 
jednak  potraktowa

ć

  na  tyle  szeroko,  aby  obj

ą

ł  informacj

ę

obrazy, symbole, kultur

ę

, ideologi

ę

 i warto

ś

ci. 

Jak  widzieli

ś

my  ju

ż

  wcze

ś

niej,  odpowiedni  zasób  danych  i 

informacji pozwala zredukowa

ć

 nakład innych czynników, które 

potrzebne  s

ą

  do  wytwarzania  bogactw.  Ci

ą

gle  jednak  wiedza 

nie  jest  powszechnie  rozpoznawana  jako  „uniwersalny 
substytut". Wi

ę

kszo

ść

 ekonomistów i strategów gospodarczych 

boczy  si

ę

  na  to  poj

ę

cie,  gdy

ż

  z  trudem  poddaje  si

ę

  ono 

kwantyfikacji. 
Tym,  co  decyduje  o  rewolucyjno

ś

ci  ekonomiki  trzeciej  fali,  jest 

fakt, 

ż

e  o  ile  ziemia,  siła  robocza,  surowce,  a  tak

ż

e  kapitał 

uzna

ć

  trzeba  za  ograniczone  zasoby,  o  tyle  wiedza  jest 

bogactwem  niewyczerpywalnym.  W  przeciwie

ń

stwie  do  pieca 

hutniczego  czy  ta

ś

my  produkcyjnej  wiedza  mo

ż

e  by

ć

 

wykorzystywana  jednocze

ś

nie  przez  ró

ż

nych  u

ż

ytkowników, 

którzy  na  dodatek  po

ż

ytkuj

ą

c  j

ą

,  mog

ą

  si

ę

  przyczynia

ć

  do  jej 

pomno

ż

enia.  Z  tej  przyczyny  teorie  ekonomiczne  drugiej  fali, 

które  odwołuj

ą

  si

ę

  do  ograniczonych,  wyczerpywalnych 

zasobów, nie stosuj

ą

 si

ę

 do gospodarki trzeciej fali. 

 
Nieuchwytne warto

ś

ci 

 
Warto

ść

  firm  niesionych  przez  drug

ą

  fal

ę

  okre

ś

li

ć

  mo

ż

na  na 

podstawie  ich  trwałego  dobytku:  budynków,  maszyn,  akcji, 
zapasów,  natomiast  warto

ść

  skutecznych  firm,  które  rodzi 

trzecia  fala,  w  coraz  wi

ę

kszym  stopniu  zwi

ą

zana  jest  z  ich 

strategiczn

ą

 

operacyjn

ą

 

umiej

ę

tno

ś

ci

ą

 

pozyskiwania, 

tworzenia,  dystrybucji  oraz  stosowania  wiedzy.  Prawdziwa 
warto

ść

  takich  korporacji  jak  Compaq,  Kodak,  Hitachi  czy 

Simens  w  o  wiele  wi

ę

kszym  stopniu  opiera  si

ę

  na  pomysłach, 

wizjach  i  informacjach,  które  maj

ą

  w  głowach  ich  pracownicy, 

oraz na posiadanych przez te 

background image

 

41 

firmy bazach danych i patentach, ni

ż

 na liczbie ci

ęż

arówek, linii 

produkcyjnych  i  innych  elementów  fizycznego  dobytku.  Kapitał 
tych  firm  w  coraz  wi

ę

kszym  stopniu  staje  si

ę

  nienamacalny  i 

dlatego z punktu widzenia drugiej fali nieuchwytny. 
 
Koniec masowo

ś

ci 

 
Wraz  z  tym  jak  współczesne  przedsi

ę

biorstwa  instaluj

ą

 

systemy,  które  dzi

ę

ki  skutecznemu  wykorzystaniu  informacji,  a 

nader cz

ę

sto i robotyzacji, zdolne s

ą

 do stałej i mało kosztownej 

zmiany  profilu  produkcji,  ko

ń

czy  si

ę

  czas  produkcji  masowej, 

tak  charakterystycznej  dla  gospodarki  drugiej  fali.  Dzi

ę

ki 

wykorzystaniu  owych  „gi

ę

tkich  technologii"  mo

ż

liwe  staje  si

ę

 

takie  zró

ż

nicowanie  propozycji  dla  konsumentów, 

ż

e  w 

sklepach  Wal-Mart  mo

ż

na  wybiera

ć

  spo

ś

ród  stu  dziesi

ę

ciu 

tysi

ę

cy  towarów  o  najró

ż

niejszych  rozmiarach,  modelach  i 

kolorach.  Sam  Wal-Mart  nale

ż

y  jednak  do  masowych  kolosów 

handlowych,  a  rynek  masowy  rozpada  si

ę

  na  silnie 

zró

ż

nicowane  sektory,  gdy

ż

  dzi

ę

ki  doskonalszej  informacji 

kupcy  lepiej  mog

ą

  rozpoznawa

ć

  zró

ż

nicowane  potrzeby 

klientów  i  odpowiednio  do  nich  kształtowa

ć

  mikro-rynki. 

Wyspecjalizowane 

sklepy, 

butiki, 

system 

zakupów 

za 

po

ś

rednictwem  telewizji,  sieci  komputerowych,  bezpo

ś

redniej 

dostawy pocztowej: wszystko to ró

ż

nicuje i wzbogaca sposoby, 

dzi

ę

ki  którym  producenci  dostarcza

ć

  mog

ą

  swoje  produkty 

klientom  na  rynku,  który  jest  w  coraz  mniejszym  stopniu 
masowy.  Kiedy  pisali

ś

my  Szok  przyszło

ś

ci,  najwi

ę

ksi  handlowi 

wizjonerzy  zaczynali  rozprawia

ć

  o  segmentacji  rynku.  Dzi

ś

 

uwaga  skupia  si

ę

  ju

ż

  nie  na  segmentach,  lecz  na  niszach  czy 

wr

ę

cz pojedynczych konsumentach. 

Poniewa

ż

  równolegle  rozwija  si

ę

  proces,  w  którym  masowego 

charakteru  wyzbywaj

ą

  si

ę

  tak

ż

ś

rodki  przekazu,  wi

ę

c  tak

ż

e  i 

reklama  koncentruje  si

ę

  na  coraz  mniejszych  niszach 

rynkowych.  Temu  rozpadowi  masowej  publiczno

ś

ci  towarzyszy 

kryzys  pot

ęż

nych  ongi

ś

  sieci  telewizyjnych,  takich  jak  ABC, 

CBS  i  NBC  i  to  w  czasie  gdy  Tele-Communications  Inc.  z 
Denver 

background image

 

42 

proponuje  sie

ć

  z  włókien  optycznych,  która  potrafi  pomie

ś

ci

ć

 

pi

ęć

set  działaj

ą

cych  jednocze

ś

nie,  interaktywnych  kanałów 

telewizyjnych.  Jaka

ż

  to  mo

ż

liwo

ść

  bezpo

ś

redniego  dotarcia  do 

klienta!  To  jednoczesne  wyzbycie  si

ę

  masowego  charakteru 

przez  produkcj

ę

,  dystrybucj

ę

  i  ł

ą

czno

ść

  rewolucjonizuje  cał

ą

 

gospodark

ę

, decyduj

ą

c ojej radykalnej heterogeniczno

ś

ci. 

 
Praca 
 
Zdecydowanemu  przeobra

ż

eniu  ulega  równie

ż

  sama  praca. W 

ś

wiecie  drugiej  fali  chodziło  przede  wszystkim  o  nisko 

wykwalifikowan

ą

  sił

ę

  robocz

ą

,  któr

ą

  mo

ż

na  było  przenosi

ć

  z 

jednych  stanowisk  na  inne.  Tymczasem  w  epoce  trzeciej  fali 
wymagania, je

ś

li chodzi o kwalifikacje, wzrastaj

ą

 tak ogromnie, 

ż

e coraz trudniej jest mówi

ć

 o mo

ż

liwo

ś

ci zast

ę

powania jednych 

pracowników innymi. 
Siła fizyczna jest z istoty swej anonimowa, dlatego te

ż

 miejsce 

jednego  nisko  wykwalifikowanego  robotnika  bez  trudu  i  niskim 
kosztem mo

ż

e zaj

ąć

 inny. Tymczasem w ekonomice trzeciej fali 

wymaga si

ę

 tak 

ś

ci

ś

le okre

ś

lonych umiej

ę

tno

ś

ci, 

ż

e wyszukanie 

odpowiedniej  osoby  staje si

ę

 coraz  trudniejsze  i  coraz  bardziej 

kosztowne.  Dozorcy,  którego  zwalniaj

ą

  z  przedsi

ę

biorstwa 

zbrojeniowego,  w  podj

ę

ciu  zbli

ż

onej  pracy  w  szkole  czy  firmie 

ubezpieczeniowej  przeszkodzi

ć

  mo

ż

e  tylko  konkurencja  ze 

strony  innych  kandydatów.  Tymczasem  umiej

ę

tno

ś

ci  in

ż

yniera 

elektronika,  który  całe  lata  sp

ę

dził  przy  budowie  satelitów,  nie 

musz

ą

 by

ć

 przydatne w konsorcjum, które zajmuje si

ę

 ochron

ą

 

ś

rodowiska.  Ginekolog  nie  b

ę

dzie  potrafił  przeprowadzi

ć

 

operacji  mózgu.  Zaw

ęż

enie  specjalizacji  i  wzrost  wymaga

ń

 

dotycz

ą

cych 

ś

ci

ś

le  okre

ś

lonych  umiej

ę

tno

ś

ci  bardzo  ogranicza 

uniwersalno

ść

 siły roboczej. 

W  rozwini

ę

tej  ekonomice  proporcjonalnie  coraz  wi

ę

ksza  rola 

przypada pracy po

ś

redniej, nie za

ś

 bezpo

ś

redniej. Przez prac

ę

 

bezpo

ś

redni

ą

 albo produkcyjn

ą

, tradycyjnie rozumiano t

ę

, która 

wykonywana  na  stanowisku,  bezpo

ś

rednio  zwi

ą

zana  jest  z 

powstawaniem 

background image

 

43 

produktu.  To  wła

ś

nie  dzi

ę

ki  pracownikom  produkcyjnym 

powstawała  warto

ść

  dodana,  do  czego  wszyscy  inni  - 

pracownicy  nieprodukcyjni  -  przyczyniali  si

ę

  tylko  po

ś

rednio. 

Takie  rozró

ż

nienie  staje  si

ę

  dzi

ś

  coraz  bardziej  niejasne,  jako 

ż

e  w  powstaniu  wytworu  coraz  wi

ę

kszy  udział  -  i  to  nawet  w 

samej  hali  produkcyjnej  -  maj

ą

  osoby  zwi

ą

zane  z  nadzorem  i 

projektowaniem,  a  warto

ść

  w  co  najmniej  tym  samym  stopniu 

powstaje dzi

ę

ki sile fizycznej, jak i dzi

ę

ki poczynaniom, które si

ę

 

bez niej obywaj

ą

 
Innowacje 
 
Gdy Japonia i Europa zacz

ę

ły gospodarczo od

ż

ywa

ć

 po drugiej 

wojnie 

ś

wiatowej,  zwi

ę

kszała  si

ę

  te

ż

  ich  konkurencyjno

ść

 

wobec  przedsi

ę

biorstw  ameryka

ń

skich,  co  zmusiło  te  ostatnie 

do  nieustannej  pogoni  za  innowacjami:  nowymi  produktami, 
technologiami,  procesami  produkcyjnymi,  marketingiem  i 
finansowaniem.  W  ameryka

ń

skich  supermarketach  co  miesi

ą

pojawia si

ę

 około tysi

ą

ca nowych produktów. Zanim komputer z 

procesorem  486  zast

ą

pił  model  386,  gotowy  ju

ż

  był  procesor 

586.  W  tej  sytuacji  najbardziej  rzutkie  firmy  zdecydowanie 
zach

ę

caj

ą

  swoich  pracowników,  aby  zgłaszali  si

ę

  z  nowymi, 

cho

ć

by 

najbardziej 

nieszablonowymi, 

obrazoburczymi 

pomysłami. 
 
Skala produkcji 
 
Zmniejsza si

ę

 wielko

ść

 jednostek produkcyjnych. Miniaturyzacji 

ulegaj

ą

  nie  tylko  wyroby,  ale  tak

ż

e  i  same  poczynania 

wytwórcze.  Miejsce  rzeszy  robotników  wykonuj

ą

cych  t

ę

  sam

ą

 

prac

ę

  fizyczn

ą

  zajmuj

ą

  niewielkie,  wyspecjalizowane  zespoły. 

Rozpadaj

ą

  si

ę

  molochy  wytwórcze,  stale  za

ś

  wzrasta  liczba 

małych  firm.  Dla  IBM,  który  zatrudnia  trzysta  siedemdziesi

ą

tysi

ę

cy  pracowników,  ogromnym  wyzwaniem  s

ą

  tysi

ą

ce 

niewielkich,  rozsianych  po  całym 

ś

wiecie  producentów.  Aby 

prze

ż

y

ć

,  kolos  musiał  zredukowa

ć

  zatrudnienie,  a  tak

ż

podzieli

ć

 si

ę

 na trzyna

ś

cie zró

ż

nicowanych produkcyjnie cz

ęś

ci. 

background image

 

44 

ś

wiecie trzeciej fali korzy

ś

ci płyn

ą

ce z wielkiej skali produkcji 

zostaj

ą

  unicestwione  przez  straty  wynikaj

ą

ce  z  zawiło

ś

ci 

struktury.  Im  bardziej  skomplikowana  konstrukcja  firmy,  tym 
mniej  prawa  r

ę

ka  wie  o  poczynaniach  lewej.  Pojawiaj

ą

ce  si

ę

 

szczeliny  i  p

ę

kni

ę

cia  powoduj

ą

  coraz  wi

ę

ksze  straty,  które 

zjadaj

ą

 zyski płyn

ą

ce z produkcji masowej. Do lamusa odchodzi 

hasło, 

ż

e wi

ę

ksze jest lepsze. 

 
Organizacja 
 
Aby 

przystosowa

ć

 

si

ę

 

do 

dynamicznych 

przemian, 

przedsi

ę

biorstwa 

pospiesznie 

zmieniaj

ą

 

struktury 

biurokratyczne, które powstały w warunkach drugiej fali. Firmy z 
epoki  industrialnej  miały  bardzo  podobn

ą

  piramidaln

ą

monolityczn

ą

  i  biurokratyczn

ą

  organizacj

ę

.  Współczesne 

przemiany  na  rynku,  w  technologiach  i  w  upodobaniach 
konsumentów  dokonuj

ą

  si

ę

  tak  szybko, 

ż

e  biurokratyczna 

uniformizacja  staje  si

ę

  tylko  przeszkod

ą

.  Zaczyna  si

ę

  przeto 

poszukiwa

ć

 zupełnie nowych form organizacyjnych. Obecnie na 

przykład  wielk

ą

  popularno

ś

ci

ą

  po

ś

ród  ekspertów  do  spraw 

zarz

ą

dzania cieszy si

ę

 taka przebudowa firm, aby ich struktura 

dostosowana  była  do  procesów  produkcyjnych,  nie  za

ś

  do 

rynku  czy  specjalno

ś

ci  pracowniczych.  Widzimy  przeto  jak 

bli

ź

niacze  struktury  ust

ę

puj

ą

  miejsca  powstaj

ą

cym  dora

ź

nie 

zespołom  i  grupom,  wspólnym  przedsi

ę

wzi

ę

ciom  i konsorcjom, 

bardzo cz

ę

sto ponadpa

ń

stwowym, których celem jest realizacja 

pewnego  konkretnego  zamierzenia.  Przy  nieustannych  i 
radykalnych  zmianach  rynku,  mniejsze  znaczenie  zaczyna 
odgrywa

ć

  pozycja,  a  znacznie  wi

ę

ksze  -  elastyczno

ść

  i 

zdolno

ść

 manewru. 

 
Systemy integracji 
 
Coraz  wi

ę

ksza  zło

ż

ono

ść

  problemów  gospodarczych  wymaga 

coraz  bardziej  subtelnych  form  integracji  i  zarz

ą

dzania.  Niech 

przykładem  typowej  sytuacji  b

ę

dzie  Nabisco,  wielka  firma 

spo

ż

ywcza,  która  codziennie  wystawi

ć

  musi  ponad  pi

ęć

set 

zamówie

ń

  na  setki  tysi

ę

cy  produktów  dostarczanych  z 

czterdziestu  dziewi

ę

ciu  zakładów  i  trzynastu  hurtowni,  a 

zarazem odby

ć

 około trzydziestu tysi

ę

cy promocyjnych spotka

ń

 

z  klientami.  Kierowanie  tak  skomplikowan

ą

  cało

ś

ci

ą

  wymaga 

nowych  form  zarz

ą

dzania  i  niezwykle  sprawnych  powi

ą

za

ń

 

background image

 

45 

integracyjnych.  To  z  kolei  czyni  koniecznym  nasycanie  całej 
organizacji coraz wi

ę

ksz

ą

 ilo

ś

ci

ą

 informacji. 

 
Infrastruktura 
 
Aby  zapewni

ć

  swobodny  przepływ  składników  i  produktów, 

skoordynowa

ć

  dostawy,  uzgodni

ć

  poczynania  in

ż

ynierów  i 

specjalistów  od  zbytu,  informowa

ć

  pracowników  zajmuj

ą

cych 

si

ę

 

planowaniem 

rozwojem 

potrzebach 

działów 

produkcyjnych,  a  nade  wszystko:  aby  zapewni

ć

  kierownictwu 

wierny  i  wyra

ź

ny  obraz  tego,  co  dzieje  si

ę

  w  firmie  i  z  firm

ą

wydaje si

ę

 miliardy dolarów na najnowocze

ś

niejsze sieci, które 

gromadz

ą

,  przetwarzaj

ą

  i  przesyłaj

ą

  informacje.  Ogromna 

struktura  elektroniczna,  nader  cz

ę

sto  korzystaj

ą

ca  z  poł

ą

cze

ń

 

satelitarnych,  wi

ąż

e  rozrzucone  po 

ś

wiecie  firmy,  przy  czym  z 

tych  samych  sieci  korzystaj

ą

  te

ż

  na  ogół  dostawcy  i  odbiorcy. 

Powstaje  cała  struktura  sieci  ró

ż

nych  rozmiarów  i  zasi

ę

gów. 

Japonia przeznaczy dwie

ś

cie pi

ęć

dziesi

ą

t miliardów dolarów na 

stworzenie  w  najbli

ż

szym 

ć

wier

ć

wieczu  lepszych  i  szybszych 

sieci;  Biały  Dom  zaanga

ż

ował  si

ę

  w  kontrowersyjny  plan 

„autostrady  informacyjnej".  Cokolwiek  mo

ż

na  s

ą

dzi

ć

  o  tym  czy 

innym  konkretnym  rozwi

ą

zaniu,  nie  ulega  w

ą

tpliwo

ś

ci, 

ż

elektroniczna  magistrala  informacyjna  b

ę

dzie  podstawow

ą

 

infrastruktur

ą

 trzeciej fali. 

 
Przyspieszenie 
 
Zmiany  te,  nakładaj

ą

c  si

ę

  na  siebie  i  wzajemnie  warunkuj

ą

c, 

zwi

ę

kszaj

ą

 jeszcze szybko

ść

 poczyna

ń

 i uzgodnie

ń

. Ekonomika 

wielkiej skali wypierana jest przez ekonomik

ę

 tempa. Wymogi 

background image

 

46 

konkurencyjne  s

ą

  tak  ostre,  a  wymagana  szybko

ść

  reakcji  tak 

wielka, 

ż

e  dawne  hasło:  „Czas  to  pieni

ą

dz"  zast

ą

pi

ć

  trzeba 

nowym:  „Ka

ż

da  nast

ę

pna  chwila  jest  warta  wi

ę

cej  od  tej,  która 

j

ą

 poprzedza". 

To wła

ś

nie czas staje si

ę

 czynnikiem najbardziej krytycznym, o 

czym 

ś

wiadczy  rozwój  dostaw  just-in-time,  z  omini

ę

ciem 

magazynu, czy te

ż

 naciski na skracanie procedur decyzyjnych. 

Powolne, 

stateczne, 

dokonuj

ą

ce 

si

ę

 

krok 

po 

kroku 

rozwi

ą

zywanie  problemów  zast

ę

powane  jest  przez  „strategie 

symultaniczne",  za

ś

  tre

ś

ci

ą

  współzawodnictwa  coraz  cz

ęś

ciej 

staje 

si

ę

 

sam 

czas. 

Du-Wayne 

Peterson, 

jeden 

zarz

ą

dzaj

ą

cych Merrill Lynch,  wyraził to  w słowach: „Pieni

ą

dze 

poruszaj

ą

 si

ę

 z szybko

ś

ci

ą

 

ś

wiatła. Informacja musi rozchodzi

ć

 

si

ę

 jeszcze szybciej". 

Omówione  wy

ż

ej  podstawowe  cechy  ekonomiki  trzeciej  fali, 

wraz  z  ogromn

ą

  mnogo

ś

ci

ą

  innych,  bardziej  szczegółowych, 

decyduj

ą

 o gigantycznej przemianie, je

ś

li chodzi o wytwarzanie 

bogactwa.  Przestawienie  si

ę

  Stanów  Zjednoczonych,  Japonii  i 

Europy  na  ten  nowy  system  ci

ą

gle  jeszcze  trwa.  Niemniej  ju

ż

 

teraz mo

ż

na powiedzie

ć

ż

e jest to najwa

ż

niejsze wydarzenie w 

ś

wiatowej  gospodarce  od  czasu,  gdy  rewolucja  przemysłowa 

pokryła  cały  glob  sieci

ą

  fabryk.  Ta  ogromna  transformacja 

dziejowa, która tempo swe znacznie przyspieszyła ju

ż

 w latach 

siedemdziesi

ą

tych,  w  latach  dziewi

ęć

dziesi

ą

tych  jest  ju

ż

 

znacznie  bardziej  rozwini

ę

ta.  Niestety,  ekonomiczne  my

ś

lenie 

Amerykanów pozostaje jeszcze w tyle za owym procesem. 

background image

 

47 

ROZDZIAŁ PI

Ą

TY 

 
 

MATERIALIZM JURNY 

 

Kiedy  w  Białym  Domu  urz

ę

dował  jeszcze  Ronald  Reagan, 

pewnego  dnia  w  Jadalni  Rodzinnej  przy  stole  zebrała  si

ę

 

grupka osób dyskutuj

ą

cych o przyszło

ś

ci Ameryki. Do o

ś

miorga 

znanych futurologów i prezydenta doł

ą

czyli wiceprezydent oraz 

trzech  bezpo

ś

rednich  doradców  Reagana,  w

ś

ród  których 

znajdował  si

ę

  tak

ż

e  Donald  Regan, 

ś

wie

ż

o  mianowany  szef 

kancelarii. 
Spotkanie  rozpocz

ę

ło  si

ę

  od  stwierdzenia, 

ż

e  chocia

ż

 

futurologowie  ró

ż

ni

ą

  si

ę

  w  ocenie  wielu  kwestii  techniczych, 

politycznych  i  społecznych,  to  jednak  zgodnie  uznaj

ą

,  i

ż

 

gospodarka znajduje si

ę

 w trakcie gł

ę

bokiej transformacji. 

Natychmiast wtr

ą

cił si

ę

 Donald Regan: „Wi

ę

c waszym zdaniem 

odt

ą

d  ju

ż

  wszyscy  zajmiemy  si

ę

  tylko  strzy

ż

eniem  włosów  i 

sprzeda

żą

 hamburgerów? Czy Stany Zjednoczone nigdy ju

ż

 nie 

b

ę

d

ą

 wielk

ą

 pot

ę

g

ą

 produkcyjn

ą

?" 

Prezydent  i  wiceprezydent  spojrzeli  pytaj

ą

co  po  zebranych. 

Wi

ę

kszo

ść

  m

ęż

czyzn  siedz

ą

cych  przy  stole  wydawała  si

ę

 

zdziwiona  bezpo

ś

rednio

ś

ci

ą

  i  ostro

ś

ci

ą

  ataku.  Wtedy  Heidi 

Toffler  odparła  spokojnie:  „USA  dalej  b

ę

d

ą

  wielk

ą

  pot

ę

g

ą

 

produkcyjn

ą

,  tyle 

ż

e  zmniejszy  si

ę

  udział  osób  pracuj

ą

cych  w 

fabrykach".  Pó

ź

niej,  pokazuj

ą

c  ró

ż

nic

ę

  pomi

ę

dzy  tradycyjnymi 

sposobami  produkcji  a  ówczesnymi  metodami  wytwarzania 
komputerów  Macintosh,  Toffler  zwróciła  tak

ż

e  uwag

ę

  na  to, 

ż

Stany  Zjednoczone  nale

żą

  do  grona  najwi

ę

kszych  na 

ś

wiecie 

producentów 

ż

ywno

ś

ci, chocia

ż

  tylko  dwa  procent  zdolnych  do 

pracy zatrudnionych jest w rolnictwie. W istocie przez cały wiek 
XIX im bardziej 

background image

 

48 

malało  statystyczne  znaczenie  grupy  pracuj

ą

cych  na  farmach, 

tym  wi

ę

ksz

ą

  -  nie  za

ś

  mniejsz

ą

  -  pot

ę

g

ą

  rolnicz

ą

  stawały  si

ę

 

Stany  Zjednoczone.  Dlaczego  nie  miałoby  by

ć

  podobnie  z 

produkcj

ą

 przemysłow

ą

Jest  rzecz

ą

  zastanawiaj

ą

c

ą

ż

e  niezale

ż

nie  od  waha

ń

  w  gór

ę

  i 

w dół, liczba osób zatrudnionych w przemy

ś

le ameryka

ń

skim w 

roku  1988  jest  niemal  taka  sama  jak  w  roku  1968  i  wynosi 
odrobin

ę

  ponad  dziewi

ę

tna

ś

cie  milionów.  Nie  zmienił  si

ę

  te

ż

  w 

tym  okresie  udział  przemyski  w  całkowitym  produkcie 
narodowym,  natomiast  pracownicy  przemysłowi  stanowi

ą

  dzi

ś

 

znacznie  mniejsz

ą

  cz

ęść

  ludno

ś

ci  czynnej  zawodowo  ni

ż

 

dwadzie

ś

cia  lat  temu.  Wida

ć

  te

ż

  wyra

ź

nie,  jakie  b

ę

d

ą

 

perspektywy:  zatrudnieni  w  fabrykach  stanowi

ć

  b

ę

d

ą

  coraz 

mniejszy  fragment  ogółu  pracuj

ą

cych,  z  jednej  bowiem  strony 

nieustannie  wzrasta  ludno

ść

  USA  i  liczba  osób  w  wieku 

produkcyjnym,  z  drugiej  za

ś

  -  w  latach  osiemdziesi

ą

tych 

wi

ę

kszo

ść

  ameryka

ń

skich  przedsi

ę

biorstw  przemysłowych 

automatyzowała  si

ę

  i  przechodziła  bardzo  powa

ż

ne  przemiany 

organizacyjne.  Je

ś

li  zgodnie  z  niektórymi  ocenami  w  ci

ą

gu 

najbli

ż

szej  dekady  w  USA  b

ę

dzie  powstawa

ć

  dziesi

ęć

  tysi

ę

cy 

nowych  miejsc  pracy  dziennie,  tylko  bardzo  nieliczne  spo

ś

ród 

nich  pojawi

ą

  si

ę

  w  sektorze  przemysłowym.  Podobny  proces 

zmienia  obecnie  gospodark

ę

  Japonii  i  Europy.  Jednak  wci

ąż

 

jeszcze cz

ę

sto z ust marnych kierowników ameryka

ń

skich firm, 

przywódców karlej

ą

cych zwi

ą

zków zawodowych, ekonomistów i 

historyków  usłysze

ć

  mo

ż

na  słowa  bardzo  podobne  do  tych, 

których  u

ż

ył  Donald  Regan.  Owa  obrona  wielkiego  przemyski 

wyrasta z przekonania, 

ż

e przej

ś

cie od pracy fizycznej do usług 

i  pracy  umysłowej  jest  w  pewien  sposób  szkodliwe  dla 
gospodarki  i 

ż

e  drobn

ą

  przedsi

ę

biorczo

ść

  z  uwagi  na  liczb

ę

 

zatrudnionych  nale

ż

y  uzna

ć

  za  rodzaj  „upustu  zdrowej  krwi". 

Jest 

to 

sposób  my

ś

lenia, 

który 

przywodzi 

na 

my

ś

osiemnastowiecznych  fizjokratów  francuskich,  którzy  z  zasady 
wrodzy  ekonomice  przemysłowej,  za  jedyn

ą

  prawdziwie 

wytwórcz

ą

 gał

ąź

 uznawali rolnictwo. 

background image

 

49 

Nowy sens bezrobocia 
 
Wiele  lamentów  nad  spadkiem"  przemysłu  wyrasta  z  nostalgii 
za 

ś

wiatem  drugiej  fali  oraz  odwołuje  si

ę

  do  całkowicie  ju

ż

 

przestarzałych  poj

ęć

  bogactwa,  produkcji  i  bezrobocia. 

Poczynaj

ą

c  od  lat  sze

ść

dziesi

ą

tych,  dokonuje  si

ę

  rozległy, 

dramatyczny  i  nieodwracalny  proces  przechodzenia  od 
charakterystycznej  dla  drugiej  fali  pracy  fizycznej  do  zwi

ą

zanej 

z  trzeci

ą

  fal

ą

  działalno

ś

ci  w  sferze  usług  i  symboli.  Dzi

ś

  w 

Stanach 

Zjednoczonych 

ten 

rodzaj 

poczyna

ń

 

zaanga

ż

owanych  jest  ponad  trzy  czwarte  zdolnych  do  pracy 

Amerykanów.  Ta  wielka  przemiana  znajduje  nader  znamienny 
wyraz  w  zadziwiaj

ą

cym  fakcie, 

ż

ś

wiatowy  eksport  usług  i 

„własno

ś

ci  intelektualnej"  jest  dzi

ś

  równy  ł

ą

cznemu  eksportowi 

produktów  elektronicznych  i  samochodów  lub  ł

ą

cznemu 

eksportowi 

ż

ywno

ś

ci i paliw. 

Autorzy  niniejszej  ksi

ąż

ki  oraz  inni  futurologowie  ju

ż

  w  latach 

sze

ść

dziesi

ą

tych  zapowiadali  dokonanie  si

ę

  takiej  ogromnej 

transformacji,  poniewa

ż

  jednak  powszechnie  zlekcewa

ż

ono  te 

wczesne  ostrze

ż

enia,  zmiana  dokonała  si

ę

  z  gwałtowno

ś

ci

ą

  i 

burzliwo

ś

ci

ą

,  których  mo

ż

na  było  unikn

ąć

.  Nast

ą

piły  masowe 

zwolnienia  z  pracy,  pojawiły  si

ę

  bankructwa  i  pora

ż

ki,  gdy

ż

  ci 

wszyscy, którzy oci

ą

gali si

ę

 z instalacj

ą

 komputerów, robotów i 

systemów informacyjnych, a tak

ż

e z przebudow

ą

 niewydolnych 

struktur, nie potrafili dotrzyma

ć

 kroku bardziej rzutkim rywalom. 

Wielu  win

ą

  za  swe  niepowodzenia  obarczało  zagraniczn

ą

 

konkurencj

ę

,  zbyt  wysokie  lub  zbyt  niskie  oprocentowanie  w 

bankach,  uci

ąż

liwe  regulacje  prawne  i  tysi

ą

ce  innych 

czynników. 
Niektóre  z  tych  elementów  rzeczywi

ś

cie  wpływały  mniej  lub 

bardziej  niekorzystnie  na  sytuacj

ę

  gospodarcz

ą

,  przede 

wszystkim jednak win

ą

 za bolesno

ść

 przemian nale

ż

y obarcza

ć

 

arogancj

ę

  wielkich  kolosów  przemysłowych:  producentów 

samochodów, 

stalowni, 

stoczni, 

wielkich 

producentów 

odzie

ż

owych, 

które 

od 

dawna 

dominowały 

ż

yciu 

gospodarczym.  Za  ow

ą

  mened

ż

ersk

ą

  but

ę

  płaci

ć

  przyszło 

osobom, które maj

ą

 niewielki 

background image

 

50 

wpływ  na  industrialne  zacofanie,  a  zarazem  s

ą

  najbardziej 

bezbronne: robotnikom. 
Z faktu, 

ż

e ł

ą

czna liczba zatrudnionych w fabrykach jest w roku 

1988  taka  sama  jak  dwadzie

ś

cia  lat  wcze

ś

niej,  nie  nale

ż

wnosi

ć

ż

e  ludzie  uprzednio  zwolnieni  powrócili  potem  do 

swoich zaj

ęć

. Wraz z tym, jak rozprzestrzeniały si

ę

 technologie 

trzeciej  fali,  tak

ż

e  korporacje  wielkoprzemysłowe  zacz

ę

ły 

potrzebowa

ć

 pracowników zupełnie nowego typu. 

Stare  fabryki  drugiej  fali  zatrudniały  robotników,  których  łatwo 
było  zast

ą

pi

ć

  innymi.  Natomiast  przedsi

ę

wzi

ę

cia  trzeciej  fali 

wymagaj

ą

  umiej

ę

tno

ś

ci  coraz  bardziej  wyspecjalizowanych,  co 

sprawia, 

ż

e  ludzi  nimi  dysponuj

ą

cych  trudno  jest  zast

ą

pi

ć

,  to 

za

ś

  w  zupełnie  nowym 

ś

wietle  stawia  problem  bezrobocia.  W 

fabrycznych  społeczno

ś

ciach  drugiej  fali,  zastrzyk  w  postaci 

kapitałów  inwestycyjnych  czy  zakupów  konsumenckich  mógł 
o

ż

ywi

ć

  gospodark

ę

  i  rodzi

ć

  nowe  miejsca  pracy.  Je

ś

li  było, 

powiedzmy,  dwa  miliony  bezrobotnych,  to  w  zasadzie  problem 
polegał  na  tym, 

ż

eby  za  pomoc

ą

  bod

ź

ców  ekonomicznych 

stworzy

ć

 dwa miliony nowych stanowisk. Poniewa

ż

 kwalifikacje 

do zaj

ęć

 produkcyjnych były nieskomplikowane i mo

ż

na si

ę

 było 

ich nauczy

ć

 w ci

ą

gu kilku godzin, wi

ę

c ka

ż

dy niemal bezrobotny 

nadawał si

ę

 do ka

ż

dej niemal pracy. 

Zupełnie  inaczej  przedstawia  si

ę

  sprawa  we  współczesnej 

super-symbolicznej  gospodarce.  Dlatego  nie  bardzo  wiadomo, 
co  zrobi

ć

  z  wielk

ą

  cz

ęś

ci

ą

  bezrobotnych,  a  tradycyjne 

ś

rodki 

zaradcze, autorstwa Keynesa i monetarystów, okazuj

ą

 si

ę

 tutaj 

nieskuteczne.  W  obliczu  Wielkiego  Kryzysu  John  Maynard 
Keynes  zalecał  jako  lekarstwo  deficyt  bud

ż

etowy:  wydatki 

rz

ą

dowe płyn

ę

ły do kieszeni konsumentów, ci zwi

ę

kszali swoje 

zakupy,  wi

ę

kszy  za

ś

  popyt  skłaniał  przedsi

ę

biorców  do 

rozszerzania  produkcji  i  zatrudniania  nowych  pracowników. 
Dzi

ę

ki  temu  znikało  bezrobocie.  Monetary

ś

ci  z  kolei  zalecaj 

ą

 

manewrowanie  stawkami  procentowymi  i  poda

żą

  pieni

ą

dza, 

aby  w  ten  sposób  zgodnie  z  potrzebami  regulowa

ć

  sił

ę

 

nabywcz

ą

 ludno

ś

ci. 

W  warunkach  dzisiejszej  globalnej  ekonomiki  wlewanie 
pieni

ę

dzy 

background image

 

51 

do kieszeni konsumentów mo

ż

e pozosta

ć

 bez 

ż

adnego wpływu 

na  wewn

ę

trzn

ą

  sytuacj

ę

  gospodarcz

ą

,  je

ś

li  strumie

ń

  pieni

ą

dza 

popłynie  za  granic

ę

.  Je

ś

li  Amerykanin  kupuje  nowy  telewizor 

czy odtwarzacz płyt kompaktowych, po prostu wysyła dolary do 
Japonii,  Korei  czy  Malezji  i  nie  przybywa  przez  to  w  kraju 

ż

adnego nowego miejsca pracy. 

Jednak bł

ą

d dawnych strategii polega jeszcze na czym

ś

 innym: 

uparcie  koncentruj

ą

  si

ę

  one  na  obiegu  pieni

ą

dza,  nie  za

ś

  na 

wiedzy.  Tymczasem  dzisiaj  nie  mo

ż

na  ju

ż

  zredukowa

ć

 

bezrobocia  przez  samo  tylko  stworzenie  nowych  miejsc  pracy, 
cały  problem  nie  daje  si

ę

  bowiem  rozwi

ą

za

ć

  czysto  liczbowo. 

Bezrobocie  nabrało  obecnie  charakteru  jako

ś

ciowego,  a  nie 

ilo

ś

ciowego.  Ludzie  pozostawieni  bez  pracy  rozpaczliwie 

potrzebuj

ą

  pieni

ę

dzy,  aby  mogli  wy

ż

y

ć

  oni  sami  oraz  ich 

rodziny.  Z  ekonomicznego,  psychologicznego  i  moralnego 
punktu  widzenia  wskazane  jest,  aby  społecze

ń

stwo  nie 

pozostawiało  ich  samym  sobie.  Jednak  w  super-symbolicznej 
gospodarce  efektywna  strategia  walki  z  bezrobociem  w 
mniejszym  stopniu  musi  polega

ć

  na  alokacji  bogactwa,  a  w 

znacznie wi

ę

kszym na alokacji wiedzy. Poniewa

ż

 coraz rzadziej 

b

ę

dzie  mo

ż

na  znale

źć

  zaj

ę

cie  w  tradycyjnie  pojmowanym 

przemy

ś

le,  trzeba  ludzi  przygotowywa

ć

  poprzez  szkolenia, 

ć

wiczenia  praktyczne  i  obserwacje  uczestnicz

ą

ce  do  podj

ę

cia 

pracy  w  coraz  szybciej  rozwijaj

ą

cej  si

ę

  sferze  usług.  Mo

ż

na  tu 

wspomnie

ć

  o  opiece  nad  tworz

ą

cymi  coraz  liczniejsz

ą

  grup

ę

 

lud

ź

mi  w  podeszłym  wieku,  opiece  nad  dzie

ć

mi,  słu

ż

bie 

zdrowia, 

ochronie 

własno

ś

ci, 

tak

ż

zapewnieniu 

bezpiecze

ń

stwa,  rozrywce,  turystyce  i  mnóstwie  innych 

dziedzin.  Do  tego  potrzebne  jest  jednak  traktowanie  pracy  w 
szeroko  rozumianym  sektorze  usług  z  tak

ą

  sam

ą

  powag

ą

  i 

takim  samym  szacunkiem  jak  pracy  w  fabryce,  nie  za

ś

 

zbywanie  jej  pogardliwymi  wzmiankami  o  „fryzjerach  i 
sprzedawcach  hamburgerów".  McDonald's  -  przy  całym  dla 
niego  szacunku  -  nie  mo

ż

e  wyst

ę

powa

ć

  jako  symbol 

reprezentuj

ą

cy  ogromn

ą

  ró

ż

norodno

ść

  zaj

ęć

,  która  od 

nauczania, poprzez słu

ż

b

ę

 gromadzenia informacji, si

ę

ga a

ż

 do 

szpitalnego  o

ś

rodka  radiologicznego.  Je

ś

li  za

ś

  płace  w 

usługach s

ą

 ci

ą

gle 

background image

 

52 

niskie,  to  trzeba  zatroszczy

ć

  si

ę

  o  wzrost  efektywno

ś

ci  tych 

zaj

ęć

,  a  tak

ż

e  o  nowe  formy  obrony  interesów  ludzi 

zatrudnionych  w  tej  sferze. Zwi

ą

zki  zawodowe,  które  powstały, 

aby walczy

ć

 o sprawy robotników wielkoprzemysłowych, musz

ą

 

si

ę

 

zdecydowanie 

przekształci

ć

 

albo 

ust

ą

pi

ć

 

miejsca 

organizacjom  nowego  typu,  bardziej  dostosowanym  do 
charakteru  gospodarki  super-symbolicznej.  Aby  przetrwa

ć

musz

ą

  zacz

ąć

  wspiera

ć

  takie  rozwi

ą

zania  jak  praca  w  domu, 

ruchomy  czas  pracy  i  wspólne  rozwi

ą

zywanie  zada

ń

,  nie  za

ś

 

za

ż

arcie si

ę

 im sprzeciwia

ć

Mówi

ą

c  krótko,  powstanie  ekonomiki  super-symbolicznej 

wymaga od nas przemy

ś

lenia problemu bezrobocia od samych 

podstaw. Tyle 

ż

e wyst

ą

pienie przeciw zastarzałym przesłankom 

jest  zarazem  wyst

ą

pieniem  przeciw  tym,  którzy  czerpi

ą

  z  nich 

korzy

ś

ci.  Tworzony  przez  trzeci

ą

  fal

ę

  system  wytwarzania 

bogactwa  zagra

ż

a  przeto  utrwalonym  układom  władzy  i 

wpływów 

korporacjach, 

zwi

ą

zkach 

zawodowych 

administracji rz

ą

dowej. 

 

ż

norodno

ść

 pracy umysłowej 

 
W  warunkach  ekonomiki  super-symbolicznej  przestarzałe  staje 
si

ę

 nie tylko dawne poj

ę

cie bezrobocia, ale w ogóle pracy. Aby 

urobi

ć

  sobie  nowe,  trzeba  dokona

ć

  jeszcze  bardziej 

radykalnych zmian w naszym słowniku. 
Zacznijmy  od  tego, 

ż

e  tradycyjny  podział  gospodarki  na 

rolnictwo,  przemysł  i  usługi  wi

ę

cej  zaciemnia  ni

ż

  wyja

ś

nia. 

Gwałtowne  zmiany  zachodz

ą

ce  w 

ś

wiecie  sprawiaj

ą

ż

rozmywaj

ą

  si

ę

  podziały  ongi

ś

  wyraziste  i  klarowne.  Zamiast 

wi

ę

c  trzyma

ć

  si

ę

  starych  klasyfikacji,  zapytajmy  lepiej,  czym 

ludzie  zajmuj

ą

  si

ę

  w  konkretnych  firmach,  aby  wytworzy

ć

 

bogactwo,  a  wtedy  oka

ż

e  si

ę

,  i

ż

  we  wszystkich  tych  trzech 

sektorach  praca  w  coraz  wi

ę

kszym  stopniu  polega  na 

przetwarzaniu symboli, jest przeto prac

ą

 umysłow

ą

Farmerzy  wyliczaj

ą

  dzi

ś

  na  komputerach,  jakie  trzeba  b

ę

dzie 

zrobi

ć

 zasiewy; pracownicy stalowni czuwaj

ą

 przy konsoletach 

background image

 

53 

i monitorach; bankierzy na przeno

ś

nych komputerach modeluj

ą

 

rynki finansowe. W tej sytuacji zupełnie bez znaczenia jest, czy 
ekonomi

ś

ci wpisz

ą

 te poczynania do rubryki rolnictwo, przemysł 

czy usługi. Bezu

ż

yteczne staj

ą

 si

ę

 dawne okre

ś

lenia zawodów. 

Niewiele w istocie nam to mówi, kiedy dowiadujemy si

ę

ż

e kto

ś

 

jest magazynierem, tokarzem czy agentem handlowym. O wiele 
lepiej  jest  grupowa

ć

  pracowników  wedle  tego,  jak  wiele  z  ich 

czynno

ś

ci 

polega 

na 

przetwarzaniu 

symboli, 

zupełnie 

niezale

ż

nie  od  kwestii,  czy  czynno

ś

ci  owe  wykonuj

ą

  w 

magazynie,  ci

ęż

arówce,  fabryce,  szpitalu  czy  urz

ę

dzie.  W 

grupie  pracowników  umysłowych  znajd

ą

  si

ę

  badacz  naukowy, 

analityk  finansów,  programista  komputerowy,  ale  tak

ż

e  na 

przykład  archiwista.  Dlaczego  archiwista  znalazł  si

ę

  obok 

naukowca? Gdy

ż

 ich praca - sk

ą

din

ą

d nader ró

ż

na i tocz

ą

ca si

ę

 

na  ró

ż

nych  poziomach  abstrakcji  -  polega  na  przekazywaniu 

informacji  i  ich  mno

ż

eniu.  Jest  to  działalno

ść

  dotycz

ą

ca 

całkowicie  sfery  symboli.  Do  pracowników  umysłowych 
przyjdzie  jednak  zaliczy

ć

  tak

ż

e  najró

ż

niejsze  przypadki 

„mieszane",  to  znaczy  takie  zaj

ę

cia,  przy  których  u

ż

ywa  si

ę

 

wprawdzie  siły  fizycznej,  ale  zarazem  korzysta  si

ę

  te

ż

  z 

informacji.  Dzisiaj  nawet  ludzie  zajmuj

ą

cy  si

ę

  przyjmowaniem, 

segregowaniem, 

wysyłaniem 

dostarczaniem 

przesyłek 

ekspresowych  musz

ą

  na  co  dzie

ń

  korzysta

ć

  z  komputera.  W 

nowoczesnej  fabryce  robotnikowi  obsługuj

ą

cemu  maszyn

ę

  nie 

mog

ą

  by

ć

  obce  arkana  informatyki.  Recepcjonista  hotelowy, 

piel

ę

gniarka i wiele, wiele innych osób o zbli

ż

onych zawodach, 

wiele  czasu  sp

ę

dzaj

ą

  wprawdzie  w

ś

ród  ludzi,  zarazem  jednak 

tworz

ą

,  gromadz

ą

  i  rozprowadzaj

ą

  informacje.  Mechanicy 

samochodowi na stacjach remontowych Forda maj

ą

 jak dawniej 

zabrudzone  smarem  r

ę

ce,  ale  musz

ą

  te

ż

  umie

ć

  korzysta

ć

  z 

komputerów  Hewlett-Packard,  które  pozwalaj

ą

  im  na  szybkie 

zlokalizowanie  usterki,  a  tak

ż

e  zapewniaj

ą

  dost

ę

p  do  setek 

megabitów  rysunków  i  danych  technicznych  zarejestrowanych 
na  CD-ROMach.  Program  pyta  o  uszkodzenie  samochodu,  a 
nast

ę

pnie  udost

ę

pnia 

żą

dane  informacje,  ale  tak

ż

e  podsuwa 

sugestie  i  opracowuje  kolejno

ść

  czynno

ś

ci  naprawczych.  Czy 

ten, kto 

background image

 

54 

w  ten  sposób  konsultuje  si

ę

  z  komputerem,  jest  mechanikiem 

czy pracownikiem umysłowym? 
Zanikaj

ą

  te

ż

  bezpowrotnie  te  zaj

ę

cia,  które  maj

ą

  charakter 

czysto fizyczny. Im mniej jest pracy r

ę

cznej, tym bardziej kurczy 

si

ę

  proletariat,  jego  miejsce  za

ś

  zajmuje  intelektuariat,  czy 

mo

ż

ś

ci

ś

lej:  wraz  z  rozwojem  super-symbolicznej  ekonomiki 

proletariat przekształca si

ę

 w intelektuariat. Kiedy współcze

ś

nie 

chcemy  scharakteryzowa

ć

  czyj

ąś

  prac

ę

,  kluczowe  staj

ą

  si

ę

 

nast

ę

puj

ą

ce pytania: Jak wielk

ą

 jej cz

ęść

 stanowi przetwarzanie 

informacji?  Jak  wielka  jej  cz

ęść

  ma  charakter  rutynowy, 

powtarzalny?  Na  jakim  poziomie  abstrakcji  si

ę

  rozgrywa?  Jaki 

dost

ę

p  ma  pracownik  do  centralnego  banku  danych  i  systemu 

informacyjnego  kierownictwa?  Jak  wielka  jest  autonomia  i 
odpowiedzialno

ść

 
Niskie zintelektualizowanie kontra wysokie 
 
Tak powa

ż

ne przemiany nie mog

ą

 dokonywa

ć

 si

ę

 bez walki, a 

je

ś

li  chcemy  przewidzie

ć

,  kto  w  niej  wygra,  kto  za

ś

  poniesie 

pora

ż

k

ę

,  po

ż

yteczne  mo

ż

e  si

ę

  okaza

ć

  spojrzenie  na  ró

ż

ne 

przedsi

ę

biorstwa  wła

ś

nie  z  punktu  widzenia  pracy  umysłowej. 

Spróbujmy  je  przeto  klasyfikowa

ć

  nie  ze  wzgl

ę

du  na  to,  czy 

działaj

ą

  w  przemy

ś

le,  rolnictwie  czy  w  usługach,  lecz  z  uwagi 

na rzeczywisty charakter wykonywanej w nich pracy. 
CSX,  na  przykład,  jest  firm

ą

,  która  zajmuje  si

ę

  komunikacj

ą

 

kolejow

ą

 we  wschodniej cz

ęś

ci USA, a tak

ż

e prowadzi jeden z 

najwi

ę

kszych na 

ś

wiecie systemów kontenerowych w 

ż

egludze 

oceanicznej.  Niemniej  CSX  uwa

ż

a, 

ż

e  w  coraz  wi

ę

kszym 

stopniu przedmiotem jej poczyna

ń

 jest informacja. Alex Mandl z 

CSX ujmuje to tak: „Coraz wi

ę

ksz

ą

 cz

ęść

 naszej oferty zajmuj

ą

 

usługi informacyjne. Nie wystarczy ju

ż

 sama dostawa towarów. 

Konsumenci domagaj

ą

 si

ę

 informacji. Chc

ą

 wiedzie

ć

, kiedy ich 

towary  zostan

ą

  umieszczone  w  kontenerach  i  z  nich 

wyładowane, gdzie b

ę

d

ą

 w jakiej chwili, chc

ą

 zna

ć

 ceny, opłaty 

celne i mnóstwo innych szczegółów. Nasze poczynania karmi

ą

 

si

ę

  informacj

ą

  i  s

ą

  z  ni

ą

 

ś

ci

ś

le  zwi

ą

zane".  Znaczy  to  tyle, 

ż

po

ś

ród  

background image

 

55 

pracowników CSX coraz wi

ę

cej jest takich, których zaj

ę

cia maj

ą

 

charakter umysłowy czy głównie umysłowy. 
Dlatego 

te

ż

 

byliby

ś

my 

skłonni 

grubsza 

podzieli

ć

 

przedsi

ę

biorstwa 

na 

wysoko, 

ś

rednio 

nisko 

zintelektualizowane.  Niektóre  firmy  i  niektóre  typy  potrzebuj

ą

 

wi

ę

kszej  ilo

ś

ci  informacji  od  innych,  i  dlatego,  podobnie  jak 

jednostkowe zaj

ę

cia, mo

ż

na je uszeregowa

ć

 zgodnie z ilo

ś

ci

ą

 i 

stopniem 

skomplikowania 

wykonywanej 

nich 

pracy 

umysłowej. 
W  przedsi

ę

biorstwach  nisko  zintelektualizowanych  prac

ę

 

umysłow

ą

  wykonuje  kilka  osób  ulokowanych  na  szczycie, 

reszcie za

ś

 zatrudnionych pozostawiona jest praca fizyczna czy 

te

ż

  taka,  która  nie  wymaga 

ż

adnego  wysiłku  my

ś

lowego. 

Działanie  takich  firm  opiera  si

ę

  na  prze

ś

wiadczeniu, 

ż

pracownicy  s

ą

  ignorantami  albo  te

ż

 

ż

e  ich  wiedza  nie  jest 

istotna 

dla 

produkcji. 

Nawet 

sektorach 

wysoko 

zintelektualizowanych  mo

ż

na  znale

źć

  jeszcze  zaj

ę

cia  nie 

wymagaj

ą

ce 

ż

adnych  kwalifikacji,  ogłupiaj

ą

ce,  które  ze  swych 

wykonawców  czyni

ą

  trybiki  wielkiej  maszyny.  Takie  jednak 

próby obstawania przy metodach, które zalecał Frederick Taylor 
w  pocz

ą

tkach  naszego  stulecia,  s

ą

  ju

ż

  tylko  reliktami 

bezmy

ś

lnej  przeszło

ś

ci,  nie  za

ś

  elementami  przyszło

ś

ci 

przepojonej  my

ś

leniem.  Czynno

ś

ci  monotonne  i  tak  proste, 

ż

mo

ż

na  je  wykonywa

ć

  bez 

ż

adnego  wysiłku  umysłowego, 

pr

ę

dzej  czy  pó

ź

niej  zostan

ą

  przekazane  robotom.  Gospodarka 

jest  w  trakcie  przestawiania  si

ę

  na  produkcj

ę

  trzeciej  fali,  a 

wszystkie  firmy  musz

ą

  gruntownie  zastanowi

ć

  si

ę

  nad 

znaczeniem wiedzy. Najbardziej rzutkie z tych, które działaj

ą

 w 

sektorach  wysoko  zintelektualizowanych,  ju

ż

  to  zrobiły  i 

odpowiednio  zreorganizowały  swoje  poczynania.  Ich  działanie 
opiera  si

ę

  na  przekonaniu, 

ż

e  efektywno

ść

  i  zyski  b

ę

d

ą

 

gwałtownie  rosn

ąć

,  gdy  do  minimum  zredukuje  si

ę

  ilo

ść

  pracy 

bezmy

ś

lnej  (albo  te

ż

  przeka

ż

e  si

ę

  j

ą

  automatom),  do 

maksimum za

ś

 wykorzysta potencjał intelektualny pracowników. 

Celem jest zbudowanie lepiej opłacanego, ale za to mniejszego 
i bardziej sprawnego zespołu pracowników. 
W dziedzinach 

ś

rednio zintelektualizowanych, w których 

background image

 

56 

ci

ą

gle  spor

ą

  rol

ę

  odgrywa  praca  fizyczna,  obserwujemy,  jak 

wzrasta  rola  informacji  i  pracy  umysłowej.  Firmy  wysoko 
zintelektualizowane 

nie 

s

ą

 

bynajmniej 

instytucjami 

charytatywnymi. Chocia

ż

 praca w nich jest mniej wyczerpuj

ą

ca 

fizycznie i przebiega w znacznie wygodniejszych warunkach, to 
przecie

ż

  wymagania,  jakie  si

ę

  tutaj  stawia  zatrudnionym,  s

ą

 

znacznie  wy

ż

sze.  Oczekuje  si

ę

  od  nich, 

ż

e  w  pracy 

wykorzystywa

ć

  b

ę

d

ą

  nie  tylko  swe  zdolno

ś

ci  umysłowe,  ale 

tak

ż

e  uczucia,  intuicj

ę

  i  wyobra

ź

ni

ę

.  To  dlatego  krytycy  ze 

szkoły Marcusego podnosz

ą

 larum, 

ż

e oto pojawiła si

ę

 bardziej 

złowroga ni

ż

 dot

ą

d forma wyzysku. 

 
Ideologia niskiego zintelektualizowania 
 
W  nisko  zintelektualizowanych  ekonomikach  przemysłowych 
maj

ą

tek  mierzyło  si

ę

  po  prostu  ilo

ś

ci

ą

  posiadanych  dóbr,  ich 

wytwarzanie  za

ś

  uznawano  za  zasadniczy  cel  gospodarki.  Z 

kolei działania w sferze symboli i usług, poniewa

ż

 nie przynosiły 

materialnych  efektów  były  traktowane  lekcewa

żą

co  jako 

nieproduktywne.  Wytwarzanie  przedmiotów  -  samochodów, 
odbiorników  radiowych  i  telewizyjnych,  traktorów  -  uznawane 
było  za  czynno

ść

  dowodz

ą

c

ą

  siły  i  pr

ęż

no

ś

ci  gospodarki,  w 

której z lubo

ś

ci

ą

 posługiwano si

ę

 takimi słowami jak konkretny, 

praktyczny  czy  realistyczny.  O  wytwarzaniu  wiedzy  czy 
wymianie informacji mówiono z kolei pogardliwie, i

ż

 jest to tylko 

robota  papierkowa.  Postawa  taka  miała  mnóstwo  zwykle  nie 
dotrzeganych  konsekwencji.  Produkcja,  działalno

ść

  wytwórcza, 

miała rodzi

ć

 si

ę

 ze skojarzenia materialnych surowców, maszyn 

i  mi

ęś

ni...  O  warto

ś

ci  firmy  decydował  jej  maj

ą

tek  rzeczowy... 

Narodowe  bogactwo  rodziło  si

ę

  z  nadwy

ż

ki  w  wymianie  dóbr 

materialnych... 

Znaczenie 

usług 

polegało 

jedynie 

na 

usprawnianiu  procesów  rzeczowych...  Edukacja  oznaczała 
strat

ę

  czasu,  je

ś

li  nie  słu

ż

yła  przygotowaniu  do  konkretnego 

zawodu...  Badania  naukowe,  to  zawracanie  głowy...  Wiedza 
humanistyczna  nie  pomagała  w  interesach,  a  nawet  w  nich 
przeszkadzała. Mówi

ą

c krótko, liczyło si

ę

 to, co przeliczalne. 

background image

 

57 

Postawa  taka  nie  ograniczała  si

ę

  jednak  tylko  do  kapitalizmu  i 

jego  Babbittów,  jako 

ż

e  dominowała  tak

ż

e  w 

ś

wiecie 

komunistycznym.  Marksistowscy  ekonomi

ś

ci  wiele  musieli  si

ę

 

napoci

ć

ż

eby  umie

ś

ci

ć

  gdzie

ś

  w  swoich  schematach  prac

ę

 

umysłow

ą

, za

ś

 realizm socjalistyczny w tysi

ę

cznych odmianach 

sportretował 

szcz

ęś

liwych 

robotników, 

którzy 

stylu 

Schwarzeneggera pr

ężą

 muskuły na tle kół z

ę

batych, kominów 

fabrycznych  i  lokomotyw  parowych.  Gloryfikacja  proletariatu, 
teza, 

ż

e  to  on  jest  sił

ą

  nap

ę

dow

ą

  dziejowych  przemian, 

wyrastała 

istocie 

przesłanek 

ideologii 

niskiego 

zintelektualizowania. W  ten  sposób  nie  powstawały  bynajmniej 
tylko  lu

ź

ne  opinie,  prze

ś

wiadczenia  i  zachowania.  Wprost 

przeciwnie,  tworzył  si

ę

  zwarty  system  samoodtwarzania  i 

samouzasadnienia,  ideologiczny  system  jurnego  i  triumfalnego 
materializmu.  Ów  jurny  materializm  był  w  istocie  ideologi

ą

 

masowej  produkcji  przemysłowej  drugiej  fali.  Kiedy

ś

  miał  on 

niew

ą

tpliwie  swoje  racje  i  swój  sens.  Dzisiaj,  kiedy  prawdziwa 

warto

ść

  wi

ę

kszo

ś

ci  produktów  wi

ąż

e  si

ę

  z  ilo

ś

ci

ą

  zawartej  w 

nich  wiedzy,  ideologia  taka  jest  reakcyjna  i  głupia.  Ka

ż

dy  kraj, 

który z rozmysłem wybiera drog

ę

 jurnego materializmu, skazuje 

sam  siebie  na  rol

ę

  Bangladeszu  dwudziestego  pierwszego 

stulecia. 
 
Ideologia wysokiego zintelektualizowania 
 
Firmy, instytucje i ludzie, którzy ju

ż

 mocno si

ę

 zaanga

ż

owali w 

ekonomik

ę

  trzeciej  fali  nie  stworzyli  jeszcze  własnej  ideologii, 

niemniej  zaczynaj

ą

  si

ę

  ju

ż

  pojawia

ć

  jej  zasadnicze  elementy. 

Zapowiedzi  tej  nowej  ideologii  mo

ż

na  znale

źć

  w  ci

ą

gle 

niedocenianych pracach takich pisarzy jak Eugene Loebl, który 
przez jedena

ś

cie lat sp

ę

dzonych w czechosłowackim wi

ę

zieniu 

gruntownie  przemy

ś

lał  podstawy  ekonomiki  marksistowskiej  i 

zachodniej;  Henry  K.H.  Woo  z  Hongkongu,  który  badał 
„niewidoczne wymiary bogactwa"; Orio Giarini z Genewy, który 
w  rozwa

ż

aniach  nad  usługami  w  przyszło

ś

ci  odwołuje  si

ę

  do 

poj

ęć

  ryzyka  i  nieoznaczono

ś

ci,  czy  Amerykanin  Walter 

Weisskopf, 

background image

 

58 

który  zastanawia  si

ę

 nad  znaczeniem  nierównowagi  w  rozwoju 

gospodarczym. 
Nauki  przyrodnicze  zastanawiaj

ą

  si

ę

  dzi

ś

,  jak  ró

ż

ne  układy 

zachowuj

ą

  si

ę

  w  warunkach  zakłóce

ń

,  w  jaki  sposób  z  chaosu 

wyłania  si

ę

  porz

ą

dek  i  jak  rozbudowane  systemy  wznosz

ą

  si

ę

 

na  wy

ż

szy  stopie

ń

  zró

ż

nicowania.  S

ą

  to  kwestie  niesłychanie 

podobne  do  tych,  z  którymi  mamy  do  czynienia  we 
współczesnej  ekonomii  i 

ż

yciu  gospodarczym.  Podr

ę

czniki 

zarz

ą

dzania  mówi

ą

  o  „karmieniu  si

ę

  chaosem".  Ekonomi

ś

ci  na 

nowo  odkrywaj

ą

  prac

ę

  Josepha  Schumpetera,  który  mówił  o 

„twórczej  destrukcji"  jako  warunku  rozwoju.  W  bezliku 
bankructw, 

zmian 

wła

ś

cicieli, 

reorganizacji, 

wspólnych 

przedsi

ę

wzi

ęć

,  efektownych  startów  współczesna  gospodarka 

jest  bez  porównania  bardziej  zró

ż

nicowana,  dynamiczna  i 

zło

ż

ona  ni

ż

  stateczna  ekonomika  produkcji  fabrycznej.  Ów 

przeskok  na  wy

ż

szy  szczebel  zró

ż

nicowania,  szybko

ś

ci  i 

komplikacji  wymaga  te

ż

  przej

ś

cia  do  wy

ż

szych,  bardziej 

wyszukanych form integracji, a temu z kolei musi towarzyszy

ć

 o 

wiele  doskonalsze  przetwarzanie  wiedzy.  Wzoruj

ą

c  si

ę

  na 

koncepcji 

siedemnastowiecznego 

my

ś

liciela 

Kartezjusza, 

kultura industrializmu ceniła tych ludzi, którzy potrafili rozkłada

ć

 

problemy  na  najdrobniejsze  elementy  składowe.  W  ekonomii 
efektem  takiego  analitycznego  podej

ś

cia  jest  traktowanie 

procesu  produkcyjnego  jako  ci

ą

gu  niezale

ż

nych  poczyna

ń

Tymczasem  model  produkcji,  który  rodzi  si

ę

  w  warunkach 

ekonomiki  super-symbolicznej,  jest  zdecydowanie  odmienny. 
Mamy tu do czynienia z postaw

ą

 systemow

ą

, integruj

ą

c

ą

, która 

ka

ż

e  widzie

ć

  produkcj

ę

  jako  zespół  czynno

ś

ci  jednoczesnych  i 

zsyntetyzowanych. 

Ż

adna  z  cz

ęś

ci  tego  procesu  nie  jest  w 

sobie  zamkni

ę

ta  i  nie  mo

ż

e  by

ć

  rozpatrywana  niezale

ż

nie  od 

innych. Zaczynamy dostrzega

ć

ż

e w gruncie rzeczy działalno

ść

 

fabryki nie ogranicza si

ę

 tylko do produkcji. We współczesnych 

modelach  działania  firmy  zostaj 

ą

  rozci

ą

gni

ę

te  daleko  poza 

czynno

ś

ci  czysto  wytwórcze,  czego  przejawem  s

ą

  chocia

ż

by 

naprawy  gwarancyjne  czy  serwis  usług,  które  zapewniaj

ą

 

swoim  nabywcom  wytwórcy  komputerów.  Niedługo  te

ż

 

powszechnie b

ę

dzie si

ę

 rozwa

ż

a

ć

 takie 

background image

 

59 

kwestie,  jak  przyjazne  dla 

ś

rodowiska  pozbycie  si

ę

  zu

ż

ytych 

produktów,  co  sprawi, 

ż

e  wytwórcy  b

ę

d

ą

  musieli  na  innych 

zasadach  oprze

ć

  projektowanie  nowych  modeli,  rachunek 

kosztów,  metody  produkcyjne  i  wiele,  wiele  innych  elementów. 
Jeszcze  bardziej  rozszerzy  si

ę

  skala  usług  poprodukcyjnych, 

które  jeszcze  wi

ę

ksz

ą

  rol

ę

  b

ę

d

ą

  odgrywa

ć

  w  maj

ą

tku  firmy. W 

efekcie,  poj

ę

cie  produkcji  rozszerzy  si

ę

  tak,  aby  obejmowa

ć

 

wszystkie  te  funkcje.  Wszystkie,  a  nie  tylko  te,  które  pojawiaj

ą

 

si

ę

  ju

ż

  po  powstaniu  wyrobu.  Firmy  musz

ą

  zatroszczy

ć

  si

ę

  o 

szkolenie  swoich  pracowników,  opiek

ę

  nad  ich  dzie

ć

mi  i  inne 

codzienne 

ułatwienia. 

Niezadowolonego, 

przygn

ę

bionego 

robotnika  fizycznego  mo

ż

na  było  uznawa

ć

  za  tak  czy  inaczej 

„produktywnego".  Tam,  gdzie  chodzi  o  poczynania  w  sferze 
symboli,  zadowoleni  pracownicy  s

ą

  bardziej  twórczy,  problem 

ich  u

ż

yteczno

ś

ci  zatem  zaczyna  si

ę

  dla  firmy  długo  przed  ich 

przyjazdem  do  pracy.  Ludziom  starej  daty  takie  rozszerzone 
poj

ę

cie produkcji mo

ż

e si

ę

 wydawa

ć

 dziwaczne i nonsensowne. 

Jest ono natomiast zupełnie naturalne dla kierowników nowego 
typu,  którzy  przywykli  do  my

ś

lenia  systemowego,  nie  za

ś

 

rozwi

ą

zywania zagadnie

ń

 krok po kroku. Produkcja okazuje si

ę

 

przeto  procesem  o  wiele bardziej  rozległym i  wszechstronnym, 
ni

ż

  s

ą

dzili  ekonomi

ś

ci  i  ideologowie  gospodarki  niskiego 

zintelektualizowania.  Z  ka

ż

dym  kolejnym  dniem  wida

ć

,  jak 

coraz powszechniej uciele

ś

nieniem i 

ź

ródłem warto

ś

ci staje si

ę

 

wiedza, a nie tani mozół, symbole i surowce. 
Takie  gruntowne  przewarto

ś

ciowanie  opinii  na  temat  warto

ś

ci 

podwa

ż

a  wszystkie  fundamentalne  zało

ż

enia  teorii  wolnego 

rynku,  marksizmu  i  jurnego  materializmu.  Niezale

ż

nie  od  tego, 

czy  materializm  ów  b

ę

dzie  głosił, 

ż

e  warto

ść

  rodzi  si

ę

  w  pocie 

robotniczej  harówki,  czy  te

ż

 

ż

e  wytwarza  j

ą

  dziarski 

przedsi

ę

biorca kapitalistyczny. W obu przypadkach jest to fałsz 

szkodliwy  i  politycznie,  i  ekonomicznie.  Zgodnie  z  pogl

ą

dami 

nowej  ekonomii,  do  powstania  warto

ś

ci  przyczyniaj

ą

  si

ę

 

sekretarka  i  bankowiec,  sprzedawca  i  ksi

ę

gowy,  programista  i 

specjalista od telekomunikacji. Wi

ę

cej nawet: przyczynia si

ę

 do 

niej klient. 

background image

 

60 

Warto

ść

  rodzi  si

ę

  w  zbiorowym  wysiłku,  nie  za

ś

  w  kolejnych, 

odizolowanych posuni

ę

ciach. 

Temu  wzrostowi  znaczenia  pracy  umysłowej  w 

ż

aden  sposób 

nie potrafi

ą

 zaszkodzi

ć

 panikarskie artykuły, które przedstawia

ć

 

b

ę

d

ą

 

straszliwe 

konsekwencje 

zaniku 

przemysłowych 

fundamentów  i  wyszydza

ć

  poj

ę

cie  gospodarki  informacyjnej. 

Nie  powstrzymaj

ą

  one  tak

ż

e  narodzin  nowego  pogl

ą

du  na 

powstawanie  warto

ś

ci.  Na  naszych  bowiem  oczach  nakładaj

ą

 

si

ę

  na  siebie  i  wzmacniaj

ą

  zmiany  niesione  przez  trzeci

ą

  fal

ę

przekształcaniu  si

ę

 

produkcji 

towarzysz

ą

 

przeobra

ż

enia 

kapitana i pieni

ą

dza. Wszystko to razem prowadzi do powstania 

rewolucyjnie nowego systemu tworzenia bogactwa na Ziemi. 

background image

 

61 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 
 

DZIEJOWA KRAKSA: SOCJALIZM I PRZYSZŁO

ŚĆ

 

 

Dramatyczna 

ś

mier

ć

  pa

ń

stwowego  socjalizmu  w  Europie 

Wschodniej, jego krwawa agonia od Bukaresztu przez Baku po 
Pekin,  nie  jest  czym

ś

  przypadkowym.  Socjalizm  zderzył  si

ę

  z 

przyszło

ś

ci

ą

.  Rz

ą

dy  socjalistyczne  upadły  nie  za  spraw

ą

 

spisków  CIA,  okr

ąż

enia  przez  kapitalizm  czy  zewn

ę

trznych 

restrykcji.  Komunistycze  rz

ą

dy  w  Europie  Wschodniej  zacz

ę

ły 

si

ę

  wali

ć

  jak  domki  z  klocków,  ledwie  tylko  Moskwa  dała  do 

zrozumienia, 

ż

e  nie  b

ę

dzie  ju

ż

  wi

ę

cej  wysyłała  swoich  wojsk, 

aby broni

ć

 tych re

ż

imów przed ich obywatelami. Jednak kryzys 

ustroju  socjalistycznego  w  ZSRR,  Chinach  i  we  wszystkich 
innych  krajach  ma  o  wiele  gł

ę

bsze  podstawy.  Podobnie  jak 

wynalezienie  przez  Gutenberga  w  połowie  XV  wieku  ruchomej 
czcionki 

umo

ż

liwiło 

rozprzestrzenianie 

si

ę

 

reformacji 

protestanckiej,  tak  pojawienie  si

ę

  w  drugiej  połowie  XX  wieku 

komputera  i  nowych 

ś

rodków  ł

ą

czno

ś

ci  podminowało  władz

ę

 

Moskwy  nad  umysłami  w  krajach,  które  podbiła  lub  sobie 
podporz

ą

dkowała.  Marksistowscy  ekonomi

ś

ci  (podobnie  jak 

bardzo  wielu  rzeczników  klasycznej  ekonomii  politycznej) 
traktowali  pracowników  umysłowych  z  lekcewa

ż

eniem  jako 

nieproduktywnych. Tymczasem najprawdopodobniej to bardziej 
oni  ni

ż

  jakakolwiek  inna  grupa  stali  si

ę

  w  połowie  lat 

sze

ść

dziesi

ą

tych dla ekonomiki  Zachodu  tym,  czym  adrenalina 

jest  dla  układu  krwiono

ś

nego.  Dzisiaj,  przy  ci

ą

głym  trwaniu 

nierozwi

ą

zalnych  pono

ć

  sprzeczno

ś

ci,  wysoko  zaawansowane 

technologicznie kraje Zachodu daleko wyprzedziły 

background image

 

62 

pod wzgl

ę

dem ekonomicznym cał

ą

 reszt

ę

 

ś

wiata. To kapitalizm 

korzystaj

ą

cy  z  komputera,  nie  za

ś

  fabryczny  socjalizm 

zrealizował  zapowiadany  przez  Marksa  skok  jako

ś

ciowy. 

Podczas  gdy  w  krajach  Zachodu  dokonywała  si

ę

  prawdziwa 

rewolucja,  pa

ń

stwa  socjalistyczne  tworzyły  blok  prawdziwie 

reakcyjny,  w  którym  władza  nale

ż

ała  do  starców  gor

ą

co 

wierz

ą

cych  w  ideologi

ę

  dziewi

ę

tnastego  wieku.  Pierwszym 

sowieckim  przywódc

ą

,  który  zrozumiał  ten  fakt,  był  Michaił 

Gorbaczow. W roku 1989, trzydzie

ś

ci lat po tym, jak zacz

ą

ł si

ę

 

wyłania

ć

  nowy  system  tworzenia  bogactwa,  Gorbaczow 

oznajmił  w  jednym  z  przemówie

ń

:  „Jako  jedni  z  ostatnich 

u

ś

wiadomili

ś

my  sobie, 

ż

e  w  wieku  informatyki  najcenniejsza 

jest wiedza". 
Marks  sformułował  klasyczn

ą

  definicj

ę

  sytuacji  rewolucyjnej. 

Pojawia si

ę

 ona wtedy, gdy „społeczne stosunki produkcji" (czyli 

stosunki własno

ś

ci i nadzoru) przeszkadzaj

ą

 w dalszym rozwoju 

„sił wytwórczych" (z grubsza rzecz bior

ą

c: technologii). Formuła 

ta  znakomicie  opisuje  kryzys 

ś

wiatowego  socjalizmu:  tak  jak 

feudalne stosunki społeczne hamowały ongi

ś

 rozwój przemyski, 

tak  współczesne  socjalistyczne  stosunki  produkcji  zupełnie  nie 
pozwalały  krajom  socjalistycznym  skorzysta

ć

  z  nowego 

systemu  tworzenia  bogactwa,  który  za  przesłanki  ma 
komputery,  ł

ą

czno

ść

,  a  nade  wszystko:  otwarty  obieg 

informacji. Zasadniczym przeto bł

ę

dem wielkiego eksperymentu 

XX  wieku,  którym  był  pa

ń

stwowy  socjalizm,  były  przestarzałe 

pogl

ą

dy na znaczenie wiedzy. 

 
Maszyna przedcybernetyczna 
 
Pa

ń

stwowy socjalizm, z nielicznymi wyj

ą

tkami, nie prowadził do 

dobrobytu, 

równo

ś

ci 

wolno

ś

ci, 

lecz 

do 

systemu 

jednopartyjnego,  pot

ęż

nej  biurokracji,  wszechobecnej  tajnej 

policji,  pa

ń

stwowej  kontroli  nad  publikatorami,  ogranicze

ń

  i 

represji  w  sferze  wolno

ś

ci  intelektualnej  oraz  artystycznej. 

Pomi

ń

my  kwesti

ę

  oceanów  krwi,  któr

ą

  trzeba  było  rozla

ć

,  aby 

utrzyma

ć

 ustrój przy 

ż

yciu; dla nas wa

ż

ne jest tutaj to, 

ż

e ka

ż

dy 

z elementów 

background image

 

63 

tego  systemu  słu

ż

ył  nie  tylko  organizowaniu  mas  ludzkich,  ale 

tak

ż

e organizowaniu, kanalizowaniu i kontroli wiedzy. 

Jednopartyjny  ustrój  ma  na  celu  panowanie  nad  komunikacj

ą

 

polityczn

ą

, poniewa

ż

 jednak nie istniej

ą

 

ż

adne rywalizuj

ą

ce siły 

polityczne,  wi

ę

c  ograniczony  zostaje  przepływ  informacji 

politycznej  przez  społecze

ń

stwo,  blokuj

ą

  si

ę

  p

ę

tle  sprz

ęż

enia 

zwrotnego, a w efekcie ludzie u władzy przestaj 

ą

 zdawa

ć

 sobie 

spraw

ę

  ze  zło

ż

ono

ś

ci  problemów,  z  którymi  maj

ą

  si

ę

  upora

ć

Kiedy  z  dołu  do  góry  płyn

ą

  -  i  to  tylko  limitowanymi  kanałami  - 

bardzo  w

ą

sko  okre

ś

lone  informacje,  z  góry  za

ś

  spływaj

ą

 

polecenia, wykrywanie bł

ę

dów i ich naprawa staj

ą

 si

ę

 ogromnie 

trudne.  W  istocie,  w  krajach  socjalistycznych  informacja 
dopływaj

ą

ca  do  rz

ą

dz

ą

cych  oparta  była  w  wielkim  stopniu  na 

przekłamaniach  i  półprawdach,  jako 

ż

e  przekazywanie 

niepomy

ś

lnych  wiadomo

ś

ci  bywało  ryzykowne.  Tak  wi

ę

decyzja  o  budowie  systemu  jednopartyjnego  jest  jednocze

ś

nie 

decyzj

ą

 o wiedzy i informacji. 

Wszechwładna  biurokracja,  która  w  socjalizmie  kontrolowała 
wszystkie  sfery 

ż

ycia,  tak

ż

e  ograniczała  przepływ  informacji, 

albowiem  wtłaczała  je  do  gotowych  rubryk,  a  komunikowanie 
si

ę

 ograniczała do „oficjalnych kanałów", zarazem delegalizuj

ą

organizacje i kanały nieformalne. Do tego samego celu słu

ż

yły: 

aparat  policyjny,  pa

ń

stwowa  kontrola 

ś

rodków  ł

ą

czno

ś

ci, 

zamykanie ust intelektualistom i dławienie swobody wypowiedzi 
artystycznej.  Za  wszystkimi  tymi  kwestiami  kryje  si

ę

  jedna 

podstawowa  przesłanka:  arogancka  pewno

ść

ż

e  ludzie 

pełni

ą

cy  władz

ę

  -  funkcjonariusze  partyjni  lub  urz

ę

dnicy 

pa

ń

stwowi - powinni decydowa

ć

 o tym, co inni mog

ą

 wiedzie

ć

Te  cechy  charakterystyczne  dla  wszystkich  pa

ń

stw  socjalizmu 

pa

ń

stwowego  gwarantowały  idiotyzmy  ekonomiczne,  a  były 

efektem  zastosowania  do  społecze

ń

stwa  i 

ż

ycia  społecznego 

przed-cybernetycznego  poj

ę

cia  maszyny.  Maszyny  drugiej  fali 

obchodziły  si

ę

  najcz

ęś

ciej  bez  jakichkolwiek  elementów 

sprz

ęż

enia  zwrotnego.  Wł

ą

czało  sieje  do  sieci,  uruchamiało 

silnik,  one  za

ś

  zaczynały  działa

ć

  bez  wzgl

ę

du  na  to,  co  poza 

tym działo si

ę

 dookoła. 

Natomiast 

trzecia 

fala 

przynosi 

maszyny 

inteligentne, 

zaopatrzone 

background image

 

64 

w  czujniki,  które  wchłaniaj

ą

  informacj

ę

  z  otoczenia,  wykrywaj

ą

 

zmiany i do nich dostosowuj

ą

 funkcjonowanie cało

ś

ci. Maszyny 

te  dokonuj

ą

  samoregulacji  i  jest  to  rewolucyjna  zmiana 

techniczna. 
Tymczasem  teoretycy  marksistowscy  ugrz

ęź

li  w  industrialnej 

przeszło

ś

ci,  co  znalazło  swój  wyraz  tak

ż

e  w  ich  słowniku.  Dla 

marksistowskich  socjologów  walka  klasowa  była  lokomotyw

ą

 

historii,  a  zasadniczym  jej  celem  było  przej

ę

cie  machiny 

pa

ń

stwowej.  Poniewa

ż

  samo  społecze

ń

stwo  uznawano  za 

maszyn

ę

,  wi

ę

c głównym  problemem  politycznym  wydawało  si

ę

 

takie  jej  wyregulowanie,  aby  produkowała  dobrobyt  i  wolno

ść

Lenin,  przej

ą

wszy  w  1917  roku  władz

ę

  w  Rosji,  został 

Naczelnym  Mechanikiem.  Ten  bystry  intelektualista  pojmował 
wprawdzie znaczenie idei, był jednak przekonany, 

ż

e produkcj

ę

 

symboli  -  i  sam  umysł  -  mo

ż

na  zaprogramowa

ć

.  Marks  pisał  o 

wolno

ś

ci,  Lenin  natomiast  przez  przej

ę

cie  władzy  postanowił 

sterowa

ć

  wiedz

ą

.  Dlatego  domagał  si

ę

,  aby  sztuka,  kultura, 

nauka,  dziennikarstwo,  wszelka  w  ogóle  działalno

ść

  w  sferze 

symboli, były słu

ż

ebne wobec generalnego planu społecznego. 

Z  czasem  wszystkie  gał

ę

zie  nauki  zostan

ą

  schludnie 

zorganizowane  w  ramach  akademii,  z  wydziałami  i  rangami 
urz

ę

dniczymi,  a  wszystko  poddane 

ś

cisłemu  nadzorowi  partii  i 

pa

ń

stwa. Pracownicy kulturalni b

ę

d

ą

 zatrudniani w instytucjach 

dogl

ą

danych  przez  Ministerstwo  Kultury.  Wydawnictwa,  stacje 

radiowe, stacje telewizyjne nale

ż

e

ć

 b

ę

d

ą

 wył

ą

cznie do pa

ń

stwa. 

Sama  wiedza  została  przeto  z  czasem  uczyniona  cz

ęś

ci

ą

 

machiny  pa

ń

stwowej.  Takie  bazuj

ą

ce  na  ograniczeniach 

podej

ś

cie 

do 

wiedzy 

utrudniało 

rozwój 

nawet 

nisko 

zintelektualizowanej  gospodarki  fabrycznej,  natomiast  zupełnie 
go uniemo

ż

liwia w epoce komputera. 

 
Paradoks własno

ś

ci 

 
Powstaj

ą

cy  w  warunkach  trzeciej  fali  system  tworzenia 

bogactwa 

stanowi 

zaprzeczenie 

trzech 

podstawowych 

pewników  socjalistycznej  wizji  społecze

ń

stwa.  Zacznijmy  od 

własno

ś

ci. 

 Od  samych  swych  pocz

ą

tków  socjalizm  win

ą

  za  ubóstwo, 

depresje  ekonomiczne,  bezrobocie  i  wszystkie  pozostałe 
grzechy  industrializmu  obci

ąż

ał  prywatn

ą

  własno

ść

 

ś

rodków 

produkcji. Wszystkie te negatywy znikn

ąć

 miały dzi

ę

ki przej

ę

ciu 

przez  robotników  fabryk  na  własno

ść

:  za  po

ś

rednictwem 

background image

 

65 

pa

ń

stwa  lub  kolektywów.  Kiedy  to  nast

ą

pi,  wszystko  stanie  si

ę

 

proste.  Miejsce  zabójczej  konkurencji  zajmie  racjonalne 
planowanie.  Produkowa

ć

  b

ę

dzie  si

ę

  nie  dla  zysku,  lecz  dla 

po

ż

ytku  konsumentów.  Rozumnie  b

ę

dzie  si

ę

  wykorzystywa

ć

 

społeczny potencjał, aby zagwarantowa

ć

 nieustanny rozwój. Po 

raz  pierwszy  w  dziejach  zi

ś

ci  si

ę

  sen  o  powszechnym 

dobrobycie. 
W XIX wieku, kiedy formułowano t

ę

 wizj

ę

, mogło si

ę

 wydawa

ć

ż

e  odzwierciedla  najnowsze  ustalenia  nauki.  Marksi

ś

ci  z  dum

ą

 

powiadali  o  sobie, 

ż

e  opu

ś

cili  krain

ę

  mglistych  utopii  i  wst

ą

pili 

na  twardy  grunt  naukowego  socjalizmu.  Utopi

ś

ci 

ś

nili  o 

samorz

ą

dnych  wspólnotach  wiejskich.  Naukowi  socjali

ś

ci 

wiedzieli ju

ż

ż

e w warunkach rozwijaj

ą

cego si

ę

 społecze

ń

stwa 

przemysłowego  s

ą

  to  pomysły  niepraktyczne.  Utopi

ś

ci  w 

rodzaju  Charlesa  Fouriera  spogl

ą

dali  w  kierunku  rolniczej 

przeszło

ś

ci.  Naukowi  socjali

ś

ci  wpatrywali  si

ę

  w  industrialn

ą

 

przyszło

ść

.  Chocia

ż

  potem  socjali

ś

ci  mieli  eksperymentowa

ć

  z 

komunami,  spółdzielniami  i  samorz

ą

dami  robotniczymi,  to 

jednak 

całym 

socjalistycznym 

ś

wiecie 

dominowała 

pa

ń

stwowa  forma  własno

ś

ci.  To  pa

ń

stwo,  nie  za

ś

  robotnicy, 

czerpało korzy

ś

ci z rewolucji socjalistycznej. 

Socjalizm  nie  spełnił  swych  obietnic  radykalnego  polepszenia 
materialnych warunków 

ż

ycia. Kiedy po rewolucji stopa 

ż

yciowa 

w  Zwi

ą

zku  Radzieckim  spadła,  odpowiedzialno

ść

  za  to 

składano  -  cz

ęś

ciowo  słusznie  -  na  pierwsz

ą

  wojn

ę

 

ś

wiatow

ą

  i 

kontrrewolucj

ę

.  Potem  niedostatki  tłumaczono  obl

ęż

eniem 

kapitalistycznym,  jeszcze  pó

ź

niej  -  drug

ą

  wojn

ą

 

ś

wiatow

ą

Tymczasem  nawet  w  czterdzie

ś

ci  lat  po  wojnie  brakowało  w 

Moskwie  takich  rarytasów  jak  kawa  czy  pomara

ń

cze.  Rzecz 

jednak osobliwa, 

ż

e chocia

ż

 znacznie ju

ż

 ubyło ortodoksyjnych 

socjalistów, ci

ą

gle słyszy si

ę

 ich na całym 

ś

wiecie, jak wzywaj

ą

 

do nacjonalizacji 

background image

 

66 

przemysłu i finansów. Od Brazylii i Peru po Afryk

ę

 Południow

ą

ą

cznie  nawet  z  uprzemysłowionymi  pa

ń

stwami  Zachodu, 

wsz

ę

dzie  ostali  si

ę

  wierni  wyznawcy,  którzy  na  przekór 

wszelkim 

ś

wiadectwom  historycznym  własno

ść

  publiczn

ą

 

uznaj

ą

  za  post

ę

pow

ą

  i  gło

ś

no  sprzeciwiaj

ą

  si

ę

  wszelkim 

próbom  prywatyzacji  sektorów  pa

ń

stwowych.  To  prawda, 

ż

nader  zliberalizowana  gospodarka 

ś

wiatowa,  bezkrytycznie 

wychwalana  przez  wielkie,  ponadnarodowe  korporacje,  jest 
dosy

ć

  niestabilna.  Jest  te

ż

  niestety  prawd

ą

ż

e  sama 

liberalizacja  gospodarki  nie  powoduje  automatycznej  poprawy 
losu  biednych.  Z  drugiej  jednak  strony  niepodwa

ż

alne  dowody 

ś

wiadcz

ą

  o  tym, 

ż

e  pa

ń

stwowe  przedsi

ę

biorstwa  wyzyskuj

ą

 

pracowników, niszcz

ą

 

ś

rodowisko i naci

ą

gaj

ą

 społecze

ń

stwo co 

najmniej  równie  efektywnie  jak  firmy  prywatne.  Wiele  z  nich 
staje  si

ę

  gniazdami  nieefektywno

ś

ci,  korupcji  i  chciwo

ś

ci.  Ich 

nieudolno

ść

  bardzo  cz

ę

sto  staje  si

ę

  bod

ź

cem  do  rozkwitu 

czarnego rynku, który zawsze stanowi zagro

ż

enie dla trwało

ś

ci 

pa

ń

stwa. Jednak na prawdziw

ą

 ironi

ę

 zakrawa fakt, 

ż

e zamiast 

zgodnie 

obietnicami 

przodowa

ć

 

technicznym 

technologicznym  post

ę

pie,  znacjonalizowane  przedsi

ę

biorstwa 

s

ą

 

najcz

ęś

ciej 

najbardziej 

zachowawcze: 

najbardziej 

zbiurokratyzowane,  najwolniej  si

ę

  reorganizuj

ą

ce,  najmniej 

ch

ę

tne,  aby  dostosowa

ć

  si

ę

  do  zmiany  potrzeb  konsumentów, 

najbardziej  oporne,  gdy  chodzi  o  informowanie  obywateli, 
ostatnie w kolejce do nowinek technicznych. 
Przez  ponad  stulecie  socjali

ś

ci  oraz  zwolennicy  kapitalizmu 

toczyli  za

ż

art

ą

  walk

ę

  w  imi

ę

  powszechnej  b

ą

d

ź

  prywatnej 

własno

ś

ci.  Stawk

ą

  w  tym  starciu  bywało  nierzadko  ludzkie 

ż

ycie.  Tymczasem 

ż

adna  ze  stron  nawet  nie  przypu

ś

ciła,  i

ż

 

powstanie nowego sytemu tworzenia warto

ś

ci niemal wszystkie 

ich  argumenty  uczyni  przestarzałymi.  Tak  si

ę

  wła

ś

nie  stało, 

albowiem 

najwa

ż

niejsza 

dzi

ś

 

posta

ć

 

własno

ś

ci 

jest 

nienamacalna. Jest super-symboliczna, a stanowi j

ą

 wiedza. T

ę

 

sam

ą

 wiedz

ę

 wielu ludzi mo

ż

e jednocze

ś

nie wykorzystywa

ć

 do 

tworzenia  bogactwa  i  pomna

ż

ania  samej  wiedzy.  W 

przeciwie

ń

stwie 

za

ś

 

do 

fabryk 

pól 

wiedza 

jest 

niewyczerpywalna. 

background image

 

67 

Ile 

ś

rub z lewym gwintem? 

 
Drugim z filarów katedry socjalizmu było centralne planowanie. 
Rozumne  planowanie  przez  centrum  decyzyjne  miało  zast

ą

pi

ć

 

chaos  gospodarki  rynkowej,  koncentruj

ą

c  społeczne  zasoby  w 

kluczowych  sektorach  i  przyspieszaj

ą

c  w  ten  sposób  rozwój 

technologiczny.  Tyle 

ż

e  centralne  planowanie  wymaga  wiedzy, 

a  ju

ż

  w  latach  dwudziestych  obecnego  stulecia  austriacki 

ekonomista Ludwig von Mises wykazał, 

ż

e wła

ś

nie brak wiedzy 

czy,  jak  on  to  okre

ś

lił,  problem  rachunkowy  stanowi  pi

ę

t

ę

 

achillesow

ą

  socjalizmu.  Ile  butów  i  jakich  rozmiarów  powinna 

wytwarza

ć

  fabryka  w  Irkucku?  Ile  potrzebujemy 

ś

rub  z  lewym 

gwintem  albo  arkuszy  papieru  w  kratk

ę

?  Jak

ą

  ustali

ć

  relacj

ę

 

cen  pomi

ę

dzy  karburatorami a  kartoflami?  Ile  złotych,  rubli  czy 

jenów  nale

ż

y  zainwestowa

ć

  w  ka

ż

de  z  dziesi

ą

tków  tysi

ę

cy 

stanowisk, linii produkcyjnych i zakładów? 
Całe pokolenia sumiennych planistów socjalistycznych zmagały 
si

ę

  desperacko  z  podobnymi  pytaniami.  Potrzebowali  coraz 

wi

ę

cej  danych  i  otrzymywali  coraz  wi

ę

cej  kłamstw.  Dyrektorzy 

bowiem  nie  kwapili  si

ę

  z  informacjami  o  zawaleniu  zada

ń

 

planowych,  faszerowali  wi

ę

c  biurokratów  łgarstwami.  Przy 

braku sygnałów rynkowych dostarczanych przez poda

ż

 i popyt, 

ekonomi

ś

ci 

usiłowali 

szacowa

ć

 

gospodark

ę

 

roboczogodzinach  i  liczy

ć

  rzeczy  raczej  na  sztuki,  ni

ż

  wyra

ż

a

ć

 

je w pieni

ą

dzu; szukali pomocy w modelach ekonometrycznych; 

chwytali  si

ę

  analizy  nakładów  i  wyników.  Nic  jednak  nie 

pomagało.  Im  wi

ę

cej  gromadzili  informacji,  tym  bardziej 

rozpadała si

ę

 gospodarka. Całe trzy czwarte wieku po rosyjskiej 

rewolucji prawdziwym symbolem ZSRR były nie sierp i młot, ale 
kolejki przed sklepami. 
Dzisiaj  wszystkie  kraje  socjalistyczne  i  postsocjalistyczne 
wprowadza

ć

  chc

ą

  gospodark

ę

  rynkow

ą

.  Ró

ż

ne  s

ą

  strategie 

oraz  próby  stworzenia  „siatki bezpiecze

ń

stwa"  dla  zwalnianych 

pracowników,  ale  niemal  uniwersalnym  uznaniem  cieszy  si

ę

 

prawda, 

ż

e kiedy poda

ż

 i popyt okre

ś

laj

ą

 ceny (przynajmniej w 

pewnym zakresie), uzyskana zostaje informacja, której 

background image

 

68 

brakowało  centralnemu  plani

ś

cie,  gdy

ż

  to  ceny  wyra

ź

nie 

wskazuj

ą

, co jest, a co nie jest potrzebne. 

Niemniej  w  całej  tej  dyskusji  nad  nieodzownymi  sygnałami 
ekonomi

ś

ci 

przeoczaj

ą

 

niesłychanie 

wa

ż

n

ą

 

rzecz: 

ż

wprowadzanie  zmiany  zakłada  fundamentaln

ą

  zmian

ę

  w 

strukturze kanałów komunikacyjnych, te za

ś

 powoduj

ą

 ogromne 

transformacje  w  układzie  władzy.  Najwa

ż

niejsza  ró

ż

nica 

pomi

ę

dzy  gospodark

ą

  centralnie  planowan

ą

  a  gospodark

ą

 

rynkow

ą

  polega  na  tym, 

ż

e  w  pierwszej  informacja  przepływa 

pionowo,  podczas  gdy  w  drugiej  o  wiele  wi

ę

cej  informacji 

przemieszcza  si

ę

  poziomo  i  po  przek

ą

tnych,  gdy

ż

  na  ka

ż

dym 

szczeblu  nast

ę

puje  jej  wymiana  pomi

ę

dzy  nabywcami  i 

sprzedawcami.  Zmiana  ta  stanowi  zagro

ż

enie  nie  tylko  dla 

biurokratów  w  ministerstwach  i  najwy

ż

szych  instytucjach,  ale 

tak

ż

e  dla  wielomilionowej  rzeszy  minibiurokratów,  dla  których 

jedynym 

ź

ródłem  władzy  była  kontrola  nad  kanałami 

informacyjnymi.  Nowe  metody  tworzenia  bogactwa  wymagaj

ą

 

tak wiele wiedzy, tak ró

ż

norodnej informacji, tak bogatych form 

komunikacji, 

ż

e  absolutnie  niemo

ż

liwe  jest  ich  uzyskanie  przy 

centralnym  planowaniu  gospodarki.  Tak  oto  powstanie 
ekonomiki 

super-symbolicznej 

burzy 

drugi 

filarów 

socjalistycznej ortodoksji. 
 

Ś

mietnik historii 

 
Trzecim  z  owych  krusz

ą

cych  si

ę

  filarów  socjalizmu  jest  jego 

całkowita koncentracja na sprz

ę

cie i przedmiotach materialnych 

oraz pogarda dla rolnictwa i pracy umysłowej. 
Po roku 1917 w ZSRR brakło kapitału, aby budowa

ć

 stalownie, 

tamy  i  fabryki  samochodów.  Przywódcy  sowieccy  ukuli  przeto 
teori

ę

  „socjalistycznej  akumulacji  pierwotnej",  któr

ą

  ostatecznie 

sformułował  E.  A.  Prieobra

ż

enskij.  Głosiła  ona, 

ż

e  konieczny 

kapitał wycisn

ąć

 trzeba z chłopów, obni

ż

aj

ą

c standard ich 

ż

ycia 

do egzystencjalnego minimum i odbieraj

ą

c wszystkie nadwy

ż

ki. 

Zebrane  w  ten  sposób 

ś

rodki  posłu

ż

y

ć

  miały  budowie 

przemysłu ci

ęż

kiego. W efekcie rolnictwo stało si

ę

 miejscem 

background image

 

69 

kl

ę

ski  wszystkich  gospodarek  socjalistycznych,  w  których 

strategi

ę

 drugiej fali realizowano kosztem ludzi fali pierwszej. 

Oprócz  tego  w  socjalizmie  nader  cz

ę

sto  poniewierano  tymi, 

którzy  trudnili  si

ę

  usługami i  prac

ą

  umysłow

ą

.  Poniewa

ż

  celem 

socjalizmu była wsz

ę

dzie burzliwa industrializacja, pod niebiosa 

wychwalana była praca fizyczna, czemu towarzyszyło skupienie 
wszystkich zainteresowa

ń

 na produkcji, nie za

ś

 na spo

ż

yciu, na 

wytwarzaniu  dóbr  produkcyjnych,  nie  za

ś

  konsumpcyjnych. 

Ortodoksyjni marksi

ś

ci głosili z reguły materiał i styczn

ą

 tez

ę

ż

idee,  informacje,  sztuka,  kultura,  prawo,  ogółem  wszystkie 
nienamacalne  produkty  umysłu  składaj

ą

  si

ę

  na  nadbudow

ę

która  nało

ż

ona  jest  na  ekonomiczn

ą

  baz

ę

 

ż

ycia  społecznego. 

Chocia

ż

  zgadzano  si

ę

ż

e  istnieje  mi

ę

dzy  nimi  jaki

ś

  rodzaj 

sprz

ęż

enia  zwrotnego,  to  jednak  baza  okre

ś

lała  nadbudow

ę

nie  za

ś

  odwrotnie.  Głosicieli  odmiennych  w  tym  wzgl

ę

dzie 

pogl

ą

dów  okre

ś

lano  mianem  idealistów,  który  to  epitet  bywał 

czasami  nader  niebezpieczny.  Dla  marksistów  sprz

ę

t  i 

przedmiot  były  wa

ż

niejsze  od  teorii  i  symbolu;  rewolucja 

komputerowa  pokazuje  nam  dzisiaj, 

ż

e  jest  odwrotnie.  Je

ś

li  w 

ogóle  zdecydowa

ć

  si

ę

  na  tego  typu  stwierdzenia,  to  raczej 

nale

ż

ałoby  powiedzie

ć

,  i

ż

  to  informacja  okre

ś

la 

ż

ycie 

gospodarcze, nie za

ś

 odwrotnie. 

Społecze

ń

stwa nie s

ą

 jednak ani maszynami, ani komputerami; 

nie  sposób  zredukowa

ć

  ich  do  bazy  i  nadbudowy,  sprz

ę

tu  i 

oprogramowania.  Trzeba  raczej  powiedzie

ć

ż

e  s

ą

  cało

ś

ciami 

zło

ż

onymi  z  wielkiej  mnogo

ś

ci  elementów,  które  ł

ą

cz

ą

  zawiłe  i 

liczne  p

ę

tle  sprz

ęż

enia  zwrotnego,  co  tworzy  niesłychanie 

skomplikowany  układ  wzajemnego  oddziaływania.  Im  bardziej 
wzrasta  zło

ż

ono

ść

  tych  cało

ś

ci,  tym  wi

ę

ksza  staje  si

ę

  rola 

wiedzy, 

która 

zapewnia 

mo

ż

liwo

ść

 

ekonomicznego 

ekologicznego trwania. 
Tak  przeto 

ś

wiat  socjalistyczny  okazał  si

ę

  kompletnie  nie 

przygotowany  do  nadej

ś

cia  ekonomiki  trzeciej  fali,  której 

podstawowy surowiec jest w istocie niewidzialny, nienamacalny. 
Zderzenie si

ę

 socjalizmu z wymogami przyszło

ś

ci doprowadziło 

do dziejowej kraksy. 

background image

 

70 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 
 

KOLIZJA ELEKTORATÓW 

 

Niesko

ń

czona  jest  lista  problemów,  przed  którymi  staje  nasze 

społecze

ń

stwo.  Otacza  nas  zapach 

ś

miertelnej  zgnilizny,  który 

roztacza  wokół  siebie  umieraj

ą

ca  cywilizacja  industrialna; 

widzimy,  jak  na  skutek  nieefektywno

ś

ci  i  korupcji  jedna  po 

drugiej 

wal

ą

 

si

ę

 

najró

ż

niejsze 

szacowne 

instytucje. 

Powszechne  i  dr

ę

cz

ą

ce  staje  si

ę

  poczucie  potrzeby 

radykalnych  zmian.  Pojawiaj

ą

  si

ę

  tysi

ą

ce  inicjatyw,  z  których 

ka

ż

da  twierdzi, 

ż

e  jest  fundamentalna  i  rewolucyjna. 

Tymczasem  nowe  ustawy,  regulacje,  plany  i  przedsi

ę

wzi

ę

cia, 

które  miały  za  zadanie  rozwi

ą

za

ć

  trudno

ś

ci,  powracaj

ą

  do  nas 

niczym  bumerang  i  pogarszaj

ą

  sytuacj

ę

  oraz  przyczyniaj

ą

  si

ę

 

do pogł

ę

bienia uczucia, 

ż

e nic ju

ż

 nie da si

ę

 zrobi

ć

W  takiej  sytuacji  pojawia  si

ę

  niesłychanie  gro

ź

na  dla  ka

ż

dej 

demokracji  t

ę

sknota  za  „zbawc

ą

  na  białym  koniu".  Je

ś

li  my 

sami  nie  wyka

ż

emy 

ś

miało

ś

ci  i  wyobra

ź

ni,  tak

ż

e  nasza 

cywilizacja znale

źć

 si

ę

 mo

ż

e na „

ś

mietniku historii". 

Publikatory 

niezmiennie 

pokazuj

ą

 

ameryka

ń

skie 

ż

ycie 

polityczne 

jako 

ci

ą

nieprzerwanych 

zmaga

ń

 

dwóch 

gladiatorów: 

partii 

demokratycznej 

republika

ń

skiej. 

Tymczasem  przeci

ę

tni  Amerykanie  stopniowo  zaczynaj

ą

 

odczuwa

ć

 znu

ż

enie i irytacj

ę

 dziennikarzami i politykami. Coraz 

wi

ę

cej  ludzi  partyjne  zmagania  uwa

ż

a  za  rodzaj  maskarady: 

kosztownej,  nierzetelnej  i  nieuczciwej.  Coraz  cz

ęś

ciej  pojawia 

si

ę

  pytanie:  „Czy  to  kto  wygra  ma  jakie

ś

  znaczenie?" 

Odpowied

ź

 brzmi: „Tak!", ale jej racje s

ą

 zupełnie inne od tych, 

którymi si

ę

 nas faszeruje. 

W  roku  1980  pisali

ś

my  w  Trzeciej  fali:  „Najwa

ż

niejszym 

współcze

ś

nie wydarzeniem politycznym jest pojawienie si

ę

 na 

background image

 

71 

naszych  oczach  dwóch  wrogich  obozów:  tego,  który  zwi

ą

zany 

jest  z  cywilizacj

ą

  drugiej  fali  i  tego,  który  jest  rzecznikiem 

trzeciej  fali.  Pierwszy  za  wszelk

ą

  cen

ę

  stara  si

ę

  ochroni

ć

 

podstawowe 

instytucje 

masowego 

społecze

ń

stwa 

industrialnego:  społeczn

ą

  komórk

ę

  rodziny,  system  masowej 

edukacji,  wielkie  korporacje,  masowe  zwi

ą

zki  zawodowe, 

scentralizowane  pa

ń

stwo  narodowe  oraz  ustrój  rz

ą

dów 

pseudoprzedstawicielskich. 
Obóz  przeciwny  uwa

ż

a, 

ż

ż

aden  z  pal

ą

cych  problemów 

współczesno

ś

ci, poczynaj

ą

c od kwestii energii, wojen i n

ę

dzy, a 

na  zagro

ż

eniu  ekologicznym  i  rozpadzie 

ż

ycia  rodzinnego 

ko

ń

cz

ą

c,  nie  mo

ż

e  znale

źć

  rozwi

ą

zania  w  ramach  cywilizacji 

przemysłowej.  Granica  pomi

ę

dzy  dwoma  obozami  nie  jest 

ostra.  Wi

ę

kszo

ść

  z  nas  jest  wewn

ę

trznie  rozdarta,  wyznaj

ą

oba  przekonania  naraz.  Ci

ą

gle  jeszcze  codzienne  wydarzenia 

wydaj

ą

  si

ę

  nam mroczne  i  zagadkowe.  Na  dodatek,  w  ka

ż

dym 

stronnictwie widzimy wiele grup, z których ka

ż

da ma na uwadze 

jedynie  swój  w

ą

sko  okre

ś

lony  interes  i  nie  zabiega  o 

ż

adn

ą

 

bardziej uniwersaln

ą

 wizj

ę

Ż

adna ze stron nie ma monopolu na 

moralno

ść

:  ludzie  szlachetni  i  uczciwi  znajduj

ą

  si

ę

  po  obu 

stronach.  Tak  czy  owak,  ró

ż

nice  pomi

ę

dzy  tymi  dwiema 

politycznymi formacjami s

ą

 ogromne". 

 
Rzecznicy przeszło

ś

ci 

 
Fakt, 

ż

e nawet dzisiaj nie dostrzega si

ę

 powszechnie istotno

ś

ci 

tego  starcia,  daje  si

ę

  wyja

ś

ni

ć

  tym,  i

ż

  prasa  koncentruje  si

ę

  w 

rzeczywisto

ś

ci  na  tradycyjnych  konfliktach  politycznych,  które 

s

ą

 walk

ą

 grup drugiej fali o resztki starego systemu. Jakkolwiek 

jednak  za

ż

arte  byłyby  ich  boje,  grupy  te  natychmiast  zwieraj

ą

 

szeregi,  kiedy  pojawiaj

ą

  si

ę

  inicjatywy  wyrastaj

ą

ce  z  ducha 

trzeciej  fali.  To  wła

ś

nie  dlatego  w  roku  1984  (a  wi

ę

c  trzy  lata 

przed  tym,  jak  jego 

ż

ycie  prywatne  stało  si

ę

  politycznym 

problemem),  kiedy  Gary  Hart  ubiegał  si

ę

  o  nominacj

ę

 

prezydenck

ą

  z  ramienia  Partii  Demokratów  i  wygrał  prawybory 

w  New  Hampshire  pod  hasłem  nowego  my

ś

lenia,  wierni 

kategoriom 

background image

 

72 

drugiej  fali  baronowie  Partii  Demokratycznej  zjednoczyli  si

ę

  i 

dokonali  wyboru  statecznego,  bezpiecznego  rzecznika  drugiej 
fali,  jakim  był  Walter  Mondale.  To  wła

ś

nie  dlatego  w  czasach 

jeszcze  nam  bli

ż

szych  zwolennicy  Nadera  i  Buchanana 

wspólnie  zwalczaj

ą

  NAFTA.  To  wła

ś

nie  dlatego,  gdy  w  roku 

1991 

Kongres 

decydował 

rozdziale 

funduszy 

na 

infrastruktur

ę

, sto pi

ęć

dziesi

ą

t miliardów dolarów przeznaczone 

zostało  na  szosy,  autostrady,  mosty  i  likwidacj

ę

  wybojów  -  co 

zagwarantowało  zyski  konsorcjom  drugiej  fali  i  prac

ę

  dla 

działaczy  zwi

ą

zkowych  spod  jej  znaku  -  podczas  gdy  na 

budow

ę

  autostrady  elektronicznej  wydzielono  marny  jeden 

miliard dolarów. Nikt nie b

ę

dzie polemizował z tym, 

ż

e potrzeba 

nam  autostrad  i  mostów,  ale  nale

żą

  one  do  infrastruktury 

drugiej  fali,  podczas  gdy  sieci  cyfrowe  stanowi

ą

  serce 

infrastruktury  trzeciej  fali.  Nie  chodzi  nam  tutaj  o  problem,  czy 
rz

ą

d powinien subsydiowa

ć

 sieci informacyjne, lecz o widoczn

ą

 

dysproporcj

ę

  sił  w Waszyngtonie:  wyra

ź

nie  na  korzy

ść

  drugiej, 

a  na  niekorzy

ść

  trzeciej  fali.  Z  racji  owej  dysproporcji 

wiceprezydent  Gore  -  który  jedn

ą

  nog

ą

  stoi  w  obozie 

rzeczników cywilizacji super-symbolicznej - pomimo wszystkich 
wysiłków  nie  zdołał  zreorganizowa

ć

  administracji  rz

ą

dowej 

zgodnie  z  wymogami  trzeciej  fali.  Scentralizowana  biurokracja 
jest  jedn

ą

  z  naczelnych  form  społecze

ń

stw  drugiej  fali.  W 

czasach, gdy współzawodnictwo zmusza najwi

ę

ksze korporacje 

do  rozpaczliwych  prób  pozbycia  si

ę

  własnego  garbu 

urz

ę

dniczego i poszukiwania zgodnych z potrzebami trzeciej fali 

form  zarz

ą

dzania,  agencjom  rz

ą

dowym,  wspieranym  przez 

protesty urz

ę

dniczych zwi

ą

zków zawodowych, udało si

ę

 oprze

ć

 

wszelkim  próbom  odmiany  i  zachowa

ć

  dawn

ą

  nieruchaw

ą

 

posta

ć

,  struktur

ę

  wytworzon

ą

  i  umocnion

ą

  przez  cywilizacj

ę

 

drugiej  fali.  Elity  drugiej  fali  walcz

ą

  o  zachowanie  przeszło

ś

ci, 

gdy

ż

  to  dzi

ę

ki  dawnym  zasadom  doszły  do  znaczenia  i 

bogactwa,  którym  zagra

ż

aj

ą

  wszelkie  reformatorskie  pomysły. 

Nie  chodzi  jednak  tylko  o  elity.  Miliony  Amerykanów, 
nale

żą

cych  do  warstw  biednych  i  do  klasy 

ś

redniej  tak

ż

przeciwstawiaj

ą

 si

ę

 transformacjom trzeciej fali, albowiem 

ż

ywi

ą

 

- cz

ę

sto niebezpodstawne - obawy, 

ż

background image

 

73 

utrac

ą

  prac

ę

,  a  pozostawieni  samym  sobie  b

ę

d

ą

  skazani  na 

stoczenie si

ę

 na społeczne dno. 

Wszelako aby poj

ąć

 ogromn

ą

, bezwładn

ą

 pot

ę

g

ę

 sił drugiej fali 

w Ameryce, trzeba zwróci

ć

 uwag

ę

 nie tylko na stare przemysły 

fabryczne,  ich  robotników  i  działaczy  zwi

ą

zkowych.  Sektory 

drugiej  fali  wspierane  s

ą

  przez  te  grupy  z  Wall  Street,  które  je 

obsługuj

ą

,  a  tak

ż

e  przez  tych  wszystkich  intelektualistów  i 

nauczycieli  akademickich,  którzy  otrzymuj

ą

  ga

ż

e,  stypendia 

b

ą

d

ź

  fundusze  badawcze  od  ró

ż

norakich  instytucji  zwi

ą

zanych 

z  cywilizacj

ą

  industrialn

ą

.  Ich  zadaniem  jest  dobór  korzystnych 

dla  tej  cywilizacji  danych  oraz  wykuwanie  ideologicznych 
argumentów  i  sloganów  głosz

ą

cych  -  na  przykład  - 

ż

e  sektory 

usług  i  przetwarzania  informacji  s

ą

  nieproduktywne, 

ż

symbolem  wszystkich  zaj

ęć

  usługowych  jest  budka  z 

hamburgerami,  czy 

ż

e  zdrowym  j

ą

drem  gospodarki  jest 

przemysł  fabryczny.  Trudno  si

ę

  dziwi

ć

ż

e  pod  takim 

zmasowanym  ostrzałem  obie  partie  polityczne  uciele

ś

niaj

ą

 

my

ś

lenie  w  kategoriach  drugiej  fali.  Nadzieja,  jak

ą

  demokraci 

pokładaj

ą

  w  biurokracji  i  rozwi

ą

zaniach  centralistycznych,  gdy 

chodzi  o  takie  problemy  jak  chocia

ż

by  kryzys  ubezpiecze

ń

 

leczniczych,  wyrasta  bezpo

ś

rednio  z  industrialnych  teorii 

efektywno

ś

ci. Je

ś

li nie liczy

ć

 pojedynczych polityków, takich jak 

wiceprezydent  Gore,  który  rozumie  znaczenie  najnowszej 
techniki 

pełnił 

przez 

pewien 

czas 

funkcj

ę

 

współprzewodnicz

ą

cego komitetu kongresowego do bada

ń

 nad 

przyszło

ś

ci

ą

,  demokraci  tak  silnie  uzale

ż

nieni  s

ą

  od  swoich 

o

ż

ywianych  duchem  drugiej  fali  popleczników  w  przemy

ś

le, 

zwi

ą

zkach  zawodowych  i  urz

ę

dach, 

ż

e  jako  partia  s

ą

  w 

ogromnym  stopniu  bezradni  wobec  wyzwa

ń

  XXI  wieku.  Czy 

byłby  to  Hart  w  latach  osiemdziesi

ą

tych,  czy  Gore  w 

dziewi

ęć

dziesi

ą

tych,  najwa

ż

niejsze  odłamy  elektoratu  Partii 

Demokratycznej  uniemo

ż

liwiaj

ą

jej  podj

ę

cie  działa

ń

  zgodnych  z 

tym,  co  mówi

ą

  najbardziej  post

ę

powi  przywódcy.  Po

ś

ród 

demokratów  niezmiennie  dominuje  urz

ę

dnicza  wizja 

ś

wiata. W 

sytuacji,  gdy  demokraci  nie  potrafi

ą

  sta

ć

  si

ę

  parti

ą

  przyszło

ś

ci 

(jak

ą

  kiedy

ś

  rzeczywi

ś

cie  stanowili),  otwiera  si

ę

  szansa  przed 

ich adwersarzami. Republikanie, którzy maj

ą

 

background image

 

74 

mniejsze  poparcie  w  starych,  przemysłowych  stanach 
północnowschodnich, mogliby zaj

ąć

 pozycj

ę

 rzeczników trzeciej 

fali,  chocia

ż

  jest  rzecz

ą

  charakterystyczn

ą

ż

e  dwaj  ich  ostatni 

prezydenci  zmarnowali  t

ę

  sposobno

ść

.  Ostatecznie,  tak

ż

e  i 

republikanie  odruchowo  trzymaj

ą

  si

ę

  retoryki  drugiej  fali.  Maj

ą

 

oni  zasadniczo  racj

ę

,  kiedy  nastaj

ą

  na  rozlu

ź

nienie  gorsetów 

prawnych,  w  sferze  gospodarki  potrzeba  teraz  jak  najwi

ę

kszej 

elastyczno

ś

ci i mobilno

ś

ci, aby sprosta

ć

 wymogom konkurencji. 

Maj

ą

  oni  tak

ż

e  racj

ę

,  kiedy  nastaj

ą

  na  prywatyzacj

ę

 

przedsi

ę

wzi

ęć

 

pa

ń

stwowych, 

gdy

ż

 

pa

ń

stwo 

racji 

zasadniczego  braku  kompetencji  na  ogół 

ź

le  przeprowadza 

swoje zamierzenia. Maj

ą

 oni równie

ż

 racj

ę

, kiedy nawołuj

ą

, aby 

robi

ć

 jak najwi

ę

kszy u

ż

ytek z  dynamizmu i twórczej wyobra

ź

ni, 

których  wyzwalaniu  sprzyja  gospodarka  rynkowa.  Przecie

ż

 

tak

ż

e  i  oni  pozostaj

ą

  niewolnikami  ekonomiki  drugiej  fali.  Dla 

przykładu,  nawet  ci  wolnorynkowi  ekonomi

ś

ci,  którzy  s

ą

 

wyroczniami  dla  republikanów,  nie  potrafili,  jak  na  razie,  poj

ąć

 

nowej roli wiedzy i jej niewyczerpywalno

ś

ci. Tak

ż

e republikanie 

zwi

ą

zani s

ą

 z pewnymi przemysłowymi dinozaurami drugiej fali, 

a  w  konsekwencji  ulegaj

ą

  wpływowi  ich  zwi

ą

zkowców,  grup 

nacisku  i  „okr

ą

głych  stołów".  Co  wi

ę

cej,  republikanie 

najwyra

ź

niej  lekcewa

żą

  skal

ę

  społecznych  przemieszcze

ń

które  musz

ą

  wynikn

ąć

  z  przeobra

ż

e

ń

  tak  ogromnych  jak  te, 

które  niesie  ze  sob

ą

  trzecia  fala.  Dla  przykładu,  skoro  pewne 

umiej

ę

tno

ś

ci z dnia na dzie

ń

 staj

ą

 si

ę

 przestarzałe, du

ż

a grupa 

ludzi  z  klasy 

ś

redniej,  wł

ą

cznie  z  wysoko  wyszkolonymi 

specjalistami,  mo

ż

e  nagle  znale

źć

  si

ę

  bez  pracy.  Wyrazistym 

tego  przykładem  mog

ą

  by

ć

  naukowcy  i  in

ż

ynierowie  z 

kalifornijskich  firm  zbrojeniowych.  Je

ś

li  hasło  wolnego  rynku  i 

kropelkowego  spływania  dobrobytu  w  dół  traktowa

ć

  jak 

teologiczne 

dogmaty, 

przestaj

ą

 

one 

by

ć

 

skutecznymi 

rozwi

ą

zaniami. Partia otwarta na przyszło

ść

 powinna uprzedza

ć

 

o  zbli

ż

aj

ą

cych  si

ę

  problemach  i  proponowa

ć

  antycypuj

ą

ce 

zmiany.  Załó

ż

my  przykładowo, 

ż

e  dzisiejsza  rewolucja  w 

ś

rodkach  przekazu  oka

ż

e  si

ę

  niesłychanie  zyskowna  dla 

rodz

ą

cej si

ę

 ekonomiki trzeciej fali, zarazem jednak z uwagi na 

zakupy przy pomocy telewizji i inne 

background image

 

75 

usługi  elektroniczne,  ogromnie  zredukowana  mo

ż

e  zosta

ć

 

liczba  stanowisk  sprzedawców  i  pomocników,  które  tradycyjnie 
były  miejscem  startu  dla  młodych  ludzi  o  niewielkich 
kwalifikacjach.  Je

ś

li  wolny  rynek  i  demokracja  maj

ą

  przetrwa

ć

 

nawałnic

ę

  ogromnych  przemian,  polityka  musi  nabra

ć

 

charakteru  antycypuj

ą

cego  i  prewencyjnego.  Ju

ż

  teraz  trzeba 

wzywa

ć

  nasze  partie  polityczne,  aby  my

ś

lały  w  perspektywie 

si

ę

gaj

ą

cej  dalej  ni

ż

  najbli

ż

sze  wybory.  Jest  to  bardzo  trudne  i 

niewdzi

ę

czne zadanie. 

Jednak  zamiast  tego  obie  partie  podtrzymuj

ą

  w

ś

ród  swych 

wyborców  nostalgi

ę

  za  przeszło

ś

ci

ą

.  Demokraci  jeszcze  do 

niedawna  rozprawiali  na  temat  reindustrializacji  i  przywrócenia 
ameryka

ń

skiemu  przemysłowi  pot

ę

gi  z  lat  pi

ęć

dziesi

ą

tych,  co 

musiałoby oznacza

ć

 niemo

ż

liwy powrót do ekonomiki produkcji 

masowej.  Republikanie  z  kolei  t

ę

sknie  rozwodz

ą

  si

ę

  nad 

tradycyjn

ą

 kultur

ą

 i dawnymi warto

ś

ciami, jak gdyby mo

ż

na było 

powróci

ć

  do  moralno

ś

ci  lat  pi

ęć

dziesi

ą

tych,  epoki,  która  nie 

znała  jeszcze  powszechnej  telewizji,  pigułki  antykoncepcyjnej, 
taniej  komunikacji  samolotowej,  satelitów  i  komputerów 
osobistych.  Z  jednej  strony  marzenia  o  River  Rouge,  z  drugiej 
sny  o  Ozzie  i  Harriet.  Religijny  odłam  Partii  Republika

ń

skiej, 

wzywaj

ą

c do powrotu do tradycyjnych zasad, oskar

ż

a liberałów, 

humanistów i demokratów o spowodowanie upadku moralnego. 
Zupełnie  nie  potrafi

ą

c  dostrzec, 

ż

e  kryzys  naszego  systemu 

warto

ś

ci  jest  odzwierciedleniem  znacznie  rozleglejszego 

kryzysu  całej  cywilizacji  drugiej  fali,  i  to  nie  tylko  w  Stanach 
Zjednoczonych.  Zamiast  pyta

ć

,  jak  zadba

ć

  o  prawo

ść

moralno

ść

  i  demokracj

ę

  w  Ameryce  trzeciej  fali,  przywódcy 

tradycjonalistów  chcieliby  wróci

ć

  do  przeszło

ś

ci.  Zamiast 

zastanowi

ć

  si

ę

,  jak  chroni

ć

  warto

ś

ci  w  społecze

ń

stwie,  w 

którym  wal

ą

  si

ę

  struktury  masowo

ś

ci,  oni  raczej  chcieliby 

uczyni

ć

  z  Amerykanów  jedn

ą

,  niezró

ż

nicowan

ą

,  ale  za  to 

pot

ęż

n

ą

 mas

ę

Istotna ró

ż

nica pomi

ę

dzy obu partiami polega jednak na tym, 

ż

o  ile  nostalgiczni  piewcy  drugiej  fali  stanowi

ą

  najwa

ż

niejsz

ą

 

cz

ęść

  elektoratu  demokratów,  o  tyle  ich  odpowiednicy  u 

republikanów  znale

ź

li  si

ę

  na  hała

ś

liwych  marginesach,  co 

sprawia, 

ż

background image

 

76 

centrum partii, gdyby starczyło mu wyobra

ź

ni i odwagi, mogłoby 

wzi

ąć

  si

ę

  za  bary  z  przyszło

ś

ci

ą

.  To  wła

ś

nie,  na  razie  bez 

specjalnych  sukcesów,  usiłuje  unaoczni

ć

  swojej  partii  Newt 

Gingrich, odpowiedzialny w Izbie Reprezentantów za dyscyplin

ę

 

po

ś

ród  republikanów.  Je

ś

li  jego  próby  si

ę

  powiod

ą

,  demokraci 

na długo mog

ą

 si

ę

 znale

źć

 na politycznym bocznym torze. Lee 

Atwater był w roku 1980 jednym z najwa

ż

niejszych politycznych 

doradców 

prezydenta 

Reagana, 

potem 

towarzyszył 

prezydentowi  Bushowi  w  codziennym  bieganiu  i  organizował 
mu  kampani

ę

  wyborcz

ą

.  Wkrótce  po  elekcji  Reagana,  Atwater 

rozprowadził  po

ś

ród  urz

ę

dników  Białego  Domu  egzemplarze 

naszej ksi

ąż

ki Trzecia fala. Poinformował nas o tym, a w ci

ą

gu 

nast

ę

pnych  lat  zdarzały  si

ę

  okazje  do  wymiany  pogl

ą

dów  i 

dyskusji. Ostatni raz widzieli

ś

my si

ę

 z Atwaterem w roku 1989, 

niedługo  przed  jego 

ś

mierci

ą

.  Podczas  tej  ostatniej  kolacji 

powiedzieli

ś

my, 

ż

naszym 

zdaniem 

prawdziwym 

nieszcz

ęś

ciem  dla  kraju  jest  to,  i

ż

  demokraci  nie  maj

ą

 

ż

adnej 

pozytywnej  wizji  Stanów  Zjednoczonych  trzeciej  fali.  Lee 
przytakn

ą

ł, ale ku naszemu zdziwieniu szybko dodał: „Nie maj

ą

 

jej  równie

ż

  republikanie". 

Ż

adna  z  partii,  powiedział,  nie  ma 

pozytywnego obrazu przyszło

ś

ci i „dlatego kampanie wyborcze 

maj

ą

  przede  wszystkim  charakter  negatywny".  Cała  Ameryka 

cierpi z powodu krótkowzroczno

ś

ci obu partii. 

 
Jutrzejszy elektorat 
 
Jakkolwiek jednak pot

ęż

ne byłyby siły drugiej fali, w przyszło

ś

ci 

musz

ą

  one  osłabn

ąć

.  U  progu  rewolucji  przemysłowej  siły 

pierwszej  fali  dominowały  w 

ż

yciu  społecznym  i  politycznym. 

Wydawało  si

ę

ż

e  elity  ziemia

ń

skie  zawsze  b

ę

d

ą

  gór

ą

.  Jednak 

tak  si

ę

  nie  stało.  Gdyby  nie  utraciły  one  swoich  wpływów, 

rewolucji przemysłowej nie udałoby si

ę

 zmieni

ć

 oblicza 

ś

wiata. 

Dzisiaj 

ś

wiat znowu znalazł si

ę

 w procesie wielkiej przemiany, a 

Amerykanie w przytłaczaj

ą

cej wi

ę

kszo

ś

ci nie s

ą

 ani farmerami, 

ani robotnikami fabrycznymi, lecz w ten czy inny sposób 

background image

 

77 

zwi

ą

zani  s

ą

  z  prac

ą

  umysłow

ą

.  W  Stanach  Zjednoczonych 

obecnie  najszybciej  si

ę

  rozwijaj

ą

  i  maj

ą

  najwi

ę

ksze  znaczenie 

te gał

ę

zie wytwórczo

ś

ci, które szeroko wykorzystuj

ą

 informacj

ę

Sektory  trzeciej  fali  nie  ograniczaj

ą

  si

ę

  bynajmniej  do 

producentów 

komputerów, 

firm 

elektronicznych 

czy 

zaczynaj

ą

cych 

dopiero 

raczkowa

ć

 

przedsi

ę

wzi

ęć

 

biotechnicznych.  Tak  naprawd

ę

  rzeczników  trzeciej  fali 

znajdziemy  w  ka

ż

dej  gał

ę

zi  gospodarki,  gdy

ż

  w  ka

ż

dej  z  nich 

znajduj

ą

  si

ę

  firmy  nowoczesne,  potrafi

ą

ce  korzysta

ć

  z 

dobrodziejstw  rewolucji  informacyjnej.  Naturalni  zwolennicy 
nowych  przemian,  to  ludzie  zatrudnieni  w  coraz  bardziej 
nasycaj

ą

cej  si

ę

  informacj

ą

  sferze  usług,  wsz

ę

dzie  tam,  gdzie 

praca  umysłowa  dominuje  nad  fizyczn

ą

:  w  finansach, 

programowaniu,  rozrywce,  mediach,  opiece  zdrowotnej, 
doradztwie,  szkoleniu,  edukacji  i  mnóstwie  innych  sfer.  Ci 
wła

ś

nie ludzie niedługo b

ę

d

ą

 stanowi

ć

 w USA najpowa

ż

niejsz

ą

 

grup

ę

  wyborców.  W  przeciwie

ń

stwie  do  mas,  które  tworzyła 

rewolucja drugiej fali, rodz

ą

cy si

ę

 elektorat trzeciej fali jest silnie 

zró

ż

nicowany.  Składaj

ą

  si

ę

  na  niego  jednostki,  które  bardzo 

sobie  ceni

ą

  odmienno

ść

  i  niezale

ż

no

ść

.  Z  racji  owej 

heterogeniczno

ś

ci  brak  im  politycznej 

ś

wiadomo

ś

ci  i  o  wiele 

trudniej  ich  zjednoczy

ć

  ni

ż

  dawne  rzesze  wyborców.  Tak  wi

ę

elektorat  trzeciej  fali  musi  dopiero  stworzy

ć

  sw

ą

  ideologi

ę

 

polityczn

ą

 i kategorie poj

ę

ciowe. Nie uzyskuje stałego wsparcia 

z kr

ę

gów akademickich. Ró

ż

ne jego stowarzyszenia oraz grupy 

nacisku w Waszyngtonie s

ą

 nader 

ś

wie

ż

ej daty i dlatego słabo 

ze  sob

ą

  powi

ą

zane.  Jedynym  wyj

ą

tkiem  jest  tu  NAFTA.  Kiedy 

zwolennicy  drugiej  fali  ponie

ś

li  pora

ż

k

ę

,  ów  nowy  elektorat  nie 

odniósł 

ż

adnego znacz

ą

cego zwyci

ę

stwa w sferze legislacyjnej. 

Niemniej  istnieje  pewna  liczba  kwestii,  co  do  których  ów 
powstaj

ą

cy  dopiero  elektorat  mo

ż

e  si

ę

  zgodzi

ć

.  Po  pierwsze: 

oswobodzenie.  Oswobodzenie  od  wszystkich  starych  reguł 
drugiej  fali,  od  wszystkich  starych  podatków,  regulacji  i  ustaw, 
które  słu

ż

y

ć

  maj

ą

  tylko  baronom  wielkiego  przemysłu  i 

biurokratom. Wszystkie one były zapewne zasadne w czasach, 
gdy 

przemysł 

drugiej 

fali 

stanowił 

serce 

gospodarki 

ameryka

ń

skiej, dzi

ś

 jednak 

background image

 

78 

jest  ju

ż

  tylko  przeszkod

ą

  na  drodze  trzeciej  fali  przemian.  Dla 

przykładu,  stawki  podatkowych  odlicze

ń

  amortyzacyjnych, 

wywalczone  przez  grupy  nacisku  zwi

ą

zane  ze  starym 

przemysłem  fabrycznym,  zakładaj

ą

  długotrwało

ść

  maszyn  i 

produktów, 

podczas 

gdy 

gał

ę

ziach 

nowoczesnych 

technologii,  a  zwłaszcza  w  bran

ż

y  komputerowej,  narz

ę

dzia  i 

wytwory  trac

ą

  u

ż

yteczno

ść

  w  przeci

ą

gu  miesi

ę

cy,  a  nawet 

tygodni.  Przyj

ę

te  rozwi

ą

zanie  jest  niekorzystne  dla  tych,  którzy 

korzystaj

ą

  ze  zdobyczy  techniki.  Podobnie  te

ż

  potr

ą

cenia 

podatkowe  z  tytułu  bada

ń

  rozwojowych  faworyzuj

ą

  wielkie, 

stare  korporacje,  nie  za

ś

  młode,  dynamiczne  firmy,  które 

stanowi

ą

  trzon  sektorów  trzeciej  fali.  Sposób,  w  jaki  regulacje 

podatkowe  traktuj

ą

  maj

ą

tek  nienamacalny,  sprawia, 

ż

e  firma  z 

du

żą

  liczb

ą

  przestarzałych  maszyn  do  szycia  zostanie 

potraktowana  łaskawiej  ni

ż

  wytwarzaj

ą

ca  oprogramowanie 

firma,  w  której  stosunkowo  niewiele  jest  materialnych  dóbr. 
(Nawet  normy  rachunkowo

ś

ci,  ustalane  nie  przez  rz

ą

d,  lecz 

przez  Financial  Accounting  Board,  faworyzuj

ą

  inwestowanie  w 

sprz

ę

t,  nie  za

ś

  w  informacj

ę

,  ludzk

ą

  wiedz

ę

  i  inne  składniki 

maj

ą

tku  niematerialnego,  tak  istotnego  dla  przedsi

ę

biorstw 

trzeciej fali.) Zmiana tych wszystkich ustale

ń

 wymaga stoczenia 

najpierw  zaciekłej  walki  ze  stronnikami  drugiej  fali,  którzy 
czerpi

ą

 korzy

ś

ci z obecnej sytuacji. 

Firmy  trzeciej  fali  maj

ą

  pewne  cechy  charakterystyczne.  Na 

ogół s

ą

 młode, zarówno je

ś

li chodzi o czas ich powstania, jak i 

wiek  pracowników.  Zespoły  pracownicze  s

ą

  najcz

ęś

ciej 

niewielkie  w  zestawieniu  ze  swymi  odpowiednikami  w 
korporacjach drugiej fali. Znacznie powy

ż

ej przeci

ę

tnej krajowej 

kształtuj

ą

  si

ę

  ich  inwestycje  w  badania  rozwojowe,  szkolenie, 

edukacj

ę

  i  osobowo

ść

  pracowników.  Zaciekła  konkurencja 

zmusza  je  do  nieustannego  wprowadzania  innowacji,  co 
oznacza  szybkie  cykle  produkcyjne,  a  tak

ż

e  gwałtown

ą

 

wymian

ę

  personelu,  narz

ę

dzi  i  procedur  zarz

ą

dzania.  Ich 

główny  maj

ą

tek  stanowi  wiedza  zgromadzona  w  głowach 

pracowników.  Czy  mo

ż

na  oczekiwa

ć

ż

e  firmy  te  i  całe  gał

ę

zie 

wytwórcze  b

ę

d

ą

  chciały  dostosowa

ć

  si

ę

  do  reguł  gry,  które 

karz

ą

 je za te wła

ś

nie cechy? 

background image

 

79 

Czy

ż

  nie  wygl

ą

da  to  tak,  jak  gdyby  do  walki  z  wyzwaniami 

przyszło

ś

ci  kr

ę

powano  Ameryce  r

ę

ce  na  plecach?  Ogromna 

liczba  przedsi

ę

wzi

ęć

  trzeciej  fali  wi

ąż

e  si

ę

  ze 

ś

wiadczeniem 

niesłychanie  rozbudowanych  i  ci

ą

gle  zmieniaj

ą

cych  si

ę

  usług. 

Czy

ż

  zatem  zamiast  ubolewa

ć

  nad  rozwojem  tego  sektora, 

atakowa

ć

  go  za  nisk

ą

  produktywno

ść

,  niskie  płace  i  marne 

osi

ą

gni

ę

cia,  nie  nale

ż

ałoby  zdecydowanie  go  wesprze

ć

,  a 

przynajmniej 

oswobodzi

ć

 

dawnych 

kajdan? 

Stanom 

Zjednoczonym  potrzeba  nie  mniej,  lecz  wi

ę

cej  osób 

zajmuj

ą

cych  si

ę

  usługami,  aby  podwy

ż

szy

ć

  stop

ę

 

ż

yciow

ą

 

całego  narodu.  Dzi

ę

ki  rozwojowi  tego  sektora  pojawi  si

ę

 

mo

ż

liwo

ść

  pracy  dla  ka

ż

dego:  przy  naprawie  sprz

ę

tu 

elektronicznego,  usuwaniu  odpadów,  produkcji  ekologicznej 

ż

ywno

ś

ci,  opiece  nad  osobami  starszymi,  w  policji,  stra

ż

po

ż

arnej a tak

ż

e - co jest spraw

ą

 ogromnie wa

ż

n

ą

 - przy opiece 

nad  dzie

ć

mi,  która  staje  si

ę

  coraz  wi

ę

kszym  kłopotem  w 

milionach  rodzin,  w  których  pracuje  oboje  mał

ż

onków.  Polityka 

gospodarcza  trzeciej  fali  powinna  polega

ć

  nie  na  typowaniu 

zwyci

ę

zców  i  przegranych,  lecz  na  usuwaniu  wszystkich  tych 

przeszkód,  które  ograniczaj

ą

  mo

ż

liwo

ść

  profesjonalizacji  i 

rozbudowy  sfery  usług.  Dzi

ę

ki  temu  za

ś

  rozwojowi 

ż

ycie 

Amerykanów  stanie  si

ę

  mniej  bezosobowe,  frustruj

ą

ce  i 

denerwuj

ą

ce. Z przykro

ś

ci

ą

 trzeba stwierdzi

ć

ż

ż

adna z partii 

politycznych nie zacz

ę

ła jeszcze my

ś

le

ć

 w ten sposób. 

Chocia

ż

  politycznie  niedojrzały,  niemniej  elektorat  trzeciej  fali 

ka

ż

dego dnia wzbiera na sile, co znajduje wyraz poza oficjaln

ą

 

aren

ą

 

ż

ycia  politycznego,  albowiem 

ż

adna  z  partii  nie 

u

ś

wiadomiła  sobie  dot

ą

d  istnienia  tej  grupy  wyborców.  W 

efekcie  to  ludzie  trzeciej  fali  napływaj

ą

  w  szeregi  coraz 

liczniejszych  i  coraz  pot

ęż

niejszych  nieformalnych  organizacji, 

które  powstaj

ą

  jak  kraj  długi  i  szeroki.  To  oni  stanowi

ą

 

wi

ę

kszo

ść

 elektronicznych kół towarzyskich, które zawi

ą

zuj

ą

 si

ę

 

w  Internecie.  To  wła

ś

nie  oni  przede  wszystkim  wzi

ę

li  si

ę

  za 

destrukcj

ę

  masowego  przekazu  drugiej  fali  i  tworzenie  ich 

interaktywnych konkurentów. Tradycyjni politycy partyjni, którzy 
b

ę

d

ą

 ignorowa

ć

 takie zjawiska, zostan

ą

 odrzuceni na margines, 

jak ci posłowie angielskiego 

background image

 

80 

parlamentu  w  XIX  wieku,  którzy  s

ą

dzili, 

ż

e  ich  wiejskie  okr

ę

gi, 

fikcyjne  i  dlatego  zwane  „zgniłymi",  zapewni

ą

  im  wieczysty 

spokój oraz błogostan. 
Siły  trzeciej  fali  w  Ameryce  musz

ą

  dopiero  znale

źć

 

reprezentanta,  a  partia  polityczna,  która  si

ę

  nim  stanie, 

zdominuje 

przyszło

ść

 

USA. 

Wtedy 

ruin 

ostatków 

dwudziestego stulecia wyłoni si

ę

 nowa, zupełnie inna Ameryka. 

background image

 

81 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
 

TRZECIA FALA: PODSTAWOWE PROBLEMY 

 

Kiedy  rozgrywaj

ą

  si

ę

  wokół  nas  pot

ęż

ne  przemiany,  które 

wymagaj 

ą

  błyskawicznych  reakcji,  nader  cz

ę

sto  mamy 

poczucie,  jakby

ś

my  ze  wszystkich  sił  zmagali  si

ę

  z  pot

ęż

nym, 

nieposkromionym  przypływem.  Niestety,  wiele  razy  nie  jest  to 
wcale  złudzenie.  Tymczasem  gdyby

ś

my  wzorem  zr

ę

cznego 

surfisty  wykorzystali  impet  fali,  bez  pró

ż

nych  wysiłków 

znale

ź

liby

ś

my  si

ę

  o  wiele  dalej.  Trzecia  fala,  któr

ą

  tutaj 

opisujemy,  mogłaby  ponie

ść

  Ameryk

ę

  ku  lepszej,  bardziej 

zgodnej, prawej i demokratycznej przyszło

ś

ci. B

ę

dzie to jednak 

mo

ż

liwe  dopiero  wtedy,  kiedy  nauczymy  si

ę

  rozró

ż

nia

ć

 

pomi

ę

dzy  ekonomik

ą

,  polityk

ą

  oraz  poczynaniami  społecznymi 

drugiej  i  trzeciej  fali.  Ta  nieumiej

ę

tno

ść

  dokonania  owego 

krytycznego 

rozró

ż

nienia 

sprawia, 

ż

wiele 

innowacji 

przeprowadzanych  w  najlepszej  wierze  tylko  pogarsza  stan 
rzeczy. 

Ż

yjemy  w  epoce  boli  porodowych  nowej  cywilizacji, 

której  instytucje  jeszcze  si

ę

  nie  uformowały.  Podstawow

ą

 

umiej

ę

tno

ś

ci

ą

 polityków i czynnych politycznie obywateli, którzy 

chc

ą

  post

ę

powa

ć

  sensownie,  jest  wi

ę

c  dzi

ś

  zdolno

ść

  do 

oddzielenia tych propozycji, które maj

ą

 na celu utrzymanie przy 

ż

yciu  obumieraj

ą

cego  systemu  drugiej  fali,  od  tych,  które  maj

ą

 

ułatwi

ć

 narodziny nowej cywilizacji trzeciej fali. 

Oto kilka porad. 
 
Czy chodzi o co

ś

 w rodzaju fabryki? 

 
Fabryka 

stała 

si

ę

 

jednym 

podstawowych 

symboli 

społecze

ń

stwa 

background image

 

82 

industrialnego,  a  nawet  wi

ę

cej:  stała  si

ę

  modelem  wi

ę

kszo

ś

ci 

instytucji  powstałych  w  warunkach  drugiej  fali.  Widzieli

ś

my  ju

ż

 

jednak, 

ż

e  czas  fabryk  si

ę

  ko

ń

czy,  albowiem  stanowi

ą

  one 

uciele

ś

nienie  takich  zasad  jak  standaryzacja,  centralizacja, 

maksymalizacja,  koncentracja  i  biurokratyzacja.  Wytwórczo

ść

 

trzeciej  fali  opiera  si

ę

  na  innych  zasadach,  a  rozwija  si

ę

  w 

miejscach  mało  podobnych  do  fabryk.  Coraz  wi

ę

cej  produktów 

trzeciej  fali  rodzi  si

ę

  w  domach,  urz

ę

dach,  samochodach  czy 

samolotach. 
Najłatwiejszym  sposobem  na  ustalenie,  czy  jaka

ś

  inicjatywa  - 

oboj

ę

tne,  w  Kongresie  czy  w  korporacji  -  nale

ż

y  do 

ś

wiata 

drugiej fali, jest zadanie sobie pytania, czy nie odwołuje si

ę

 ona 

do  modelu  fabryki.  Przykładowo  wi

ę

c,  ameryka

ń

skie  szkoły 

ci

ą

gle  poczynaj

ą

  sobie  jak  fabryki,  w  których  surowiec 

(uczniowie)  poddawany  jest  standardowej  obróbce  oraz 
rutynowej  kontroli.  Ilekro

ć

  przeto  spotykamy  si

ę

  z  jak

ąś

 

inicjatyw

ą

  edukacyjn

ą

,  wystarczy  zapyta

ć

:  Czy  jej  celem  jest 

usprawnienie  działania  fabryki,  czy  te

ż

  zamierza  ona  uwolni

ć

 

si

ę

  od  systemu  fabrycznego,  aby  zast

ą

pi

ć

  go  kształceniem 

bardziej  zindywidualizowanym,  bardziej  dostosowanym  do 
osobowo

ś

ci  uczniów?  Podobne  pytania  stawia

ć

  trzeba  tam, 

gdzie  chodzi  o  ochron

ę

  zdrowia,  zasiłki  społeczne  czy 

reorganizacj

ę

  biurokracji  federalnej.  Ameryce  potrzebne  s

ą

 

nowe 

instytucje, 

których 

podstaw

ą

 

s

ą

 

modele 

postbiurokratyczne,  postfabryczne.  Propozycji,  których  intencj

ą

 

jest  usprawnienie  b

ą

d

ź

  rozbudowanie  poczyna

ń

  fabrycznych 

mo

ż

e  by

ć

  bardzo  du

ż

o,  niemniej  zawsze  b

ę

d

ą

  mie

ć

  ze  sob

ą

 

co

ś

 wspólnego: nie b

ę

d

ą

 nale

ż

ały do cywilizacji trzeciej fali. 

 
Czy chodzi o wzmocnienie masowo

ś

ci społecze

ń

stwa? 

 
Ludzie,  którzy  kierowali  fabrykami  w  siłowej  ekonomice 
przeszło

ś

ci,  cenili  sobie  wielkie  rzesze  przewidywalnych, 

wymiennych, nie zadaj

ą

cych zb

ę

dnych pyta

ń

 robotników. Wraz 

za

ś

  z  tym,  jak  całe  społecze

ń

stwo  było  poddawane  masowej 

produkcji,  masowej  dystrybucji,  masowej  edukacji,  masowemu 
przekazowi  i  masowej  rozrywce,  tak

ż

e  ono  samo  stawało  si

ę

 

masowe. 

background image

 

83 

W  gospodarce  trzeciej  fali  poszukiwani  i  cenieni  b

ę

d

ą

  innego 

typu  pracownicy:  my

ś

l

ą

cy,  krytyczni,  twórczy  i  gotowi  do 

podj

ę

cia  ryzyka.  Takich  ludzi nie  mo

ż

na  dowolnie  zast

ę

powa

ć

gdy

ż

  o  ich  warto

ś

ci  decyduje  indywidualno

ść

  (która  nie  jest 

bynajmniej  tym  samym  co  indywidualizm  post

ę

powa

ń

).  Nowa 

zintelektualizowana  gospodarka  rodzi  społeczne  odmienno

ś

ci. 

Skomputeryzowana, 

dostosowana 

do 

wymaga

ń

 

klienta 

produkcja umo

ż

liwia niezwykłe materialne zró

ż

nicowanie stylów 

ż

ycia.  Zajrzyjcie  tylko  do  najbli

ż

szego  sklepu  Wal-Mart  z  jego 

stu  dziesi

ę

cioma  tysi

ą

cami  artykułów.  Porównajcie  liczb

ę

 

odmian  kawy  oferowanych  przez  Starbucks  z  tym,  co  mo

ż

na 

było  dosta

ć

  w  USA  ledwie  kilka  lat  temu.  Nie  chodzi  jednak 

tylko o zmian

ę

 przedmiotów. O wiele wa

ż

niejsze jest to, 

ż

e pod 

wpływem trzeciej fali masowy charakter trac

ą

 kultura, warto

ś

ci i 

moralno

ść

.  Nowego  typu  media  wnosz

ą

  do  kultury  ogromnie 

zró

ż

nicowane  i  cz

ę

sto  konkurencyjne  informacje.  Pojawiło  si

ę

 

nie tylko wiele nowych form pracy, ale tak

ż

e wypoczynku, dzieł 

sztuki,  działa

ń

  politycznych,  a  nawet  systemów  religijnych.  W 

wieloetnicznej  za

ś

  Ameryce  mamy  teraz  znacznie  wi

ę

cej  ni

ż

 

dawniej  ró

ż

nych  grup  narodowo

ś

ciowych,  j

ę

zykowych  i 

rasowych.  Bojownicy  drugiej  fali  pragn

ą

  zachowa

ć

  lub 

przywróci

ć

  społecze

ń

stwo  masowe.  Zwolennicy  trzeciej  fali 

zastanawiaj

ą

 si

ę

 nad tym, jak z korzy

ś

ci

ą

 dla nas spo

ż

ytkowa

ć

 

utrat

ę

  charakteru  masowego  przez  zasadnicze  elementy 

ż

ycia 

społecznego. 
 
Ile jest jajek w koszyku? 
 
Zró

ż

nicowanie 

zło

ż

ono

ść

 

społecze

ń

stwa 

trzeciej 

fali 

rozsadzaj

ą

  scentralizowane  organizacje.  Koncentracja  władzy 

na 

samym 

szczycie 

była 

ci

ą

gle 

jeszcze 

jest 

charakterystycznym  dla  drugiej  fali  sposobem  zmagania  si

ę

  z 

problemami.  Chocia

ż

  centralizacja  bywa  niekiedy  po

ż

yteczna, 

to  jednak  jej  przerosty  sprawiaj

ą

ż

e  zbyt  wiele  decyzyjnych 

jajek  zostaje  wło

ż

onych  do  koszyka  jednej  kwoki.  W  efekcie 

decydenci  znajduj

ą

  si

ę

  w  stanie  permanentnego  przeci

ąż

enia. 

W Waszyngtonie Kongres i Biały 

background image

 

84 

Dom  na  wy

ś

cigi  usiłuj 

ą

  podejmowa

ć

  zbyt  wiele  decyzji  na 

temat 

zbyt 

wielu 

raptownie 

zmieniaj

ą

cych 

si

ę

 

skomplikowanych  rzeczy,  o  których  politycy  maj

ą

  coraz 

mniejsze  poj

ę

cie.  Natomiast  organizacje  trzeciej  fali  usiłuj

ą

 

mo

ż

liwie  jak  najwi

ę

cej  decyzji  przekaza

ć

  w  dół  i  na  peryferie. 

Kierownicy 

sceduj

ą

 

prawo 

podejmowania 

decyzji 

na 

szeregowych  pracowników  nie  z  racji  altruizmu  czy  w  imi

ę

 

wzniosłych ideałów, lecz z tego prostego powodu, 

ż

e ludzie na 

dole  maj

ą

  cz

ęś

ciej  znacznie  lepsze  informacje  i  znacznie 

szybciej  potrafi

ą

  reagowa

ć

  na  zagro

ż

enia  oraz  wykorzystywa

ć

 

okazje ni

ż

 zasiadaj

ą

ce w gabinetach szychy. 

Rozkładanie  jaj  do  ró

ż

nych  koszyków,  aby  zatrudni

ć

  kilka 

kokoszek  nie  jest  oczywi

ś

cie  nowym  pomysłem,  a  jednak  jest 

jednym z tych, których ludzie drugiej fali nie mog

ą

 

ś

cierpie

ć

 
Masywno

ść

 czy wirtualno

ść

 
Organizacje  drugiej  fali  przejmuj

ą

  na  siebie  z  czasem  coraz 

wi

ę

cej  funkcji  i  obrastaj

ą

  tłuszczem.  Organizacje  trzeciej  fali 

zamiast dodawa

ć

 sobie funkcji, redukuj

ą

 ich liczb

ę

 i dzi

ę

ki temu 

staj

ą

 si

ę

 smuklejsze i bardziej zwinne. U progu ery lodowcowej 

maj

ą

  zdecydowan

ą

  przewag

ę

  nad  dinozaurami.  Te  pierwsze 

nie  mog

ą

  przeciwstawi

ć

  si

ę

  pokusie  integracji  poziomej:  je

ś

li 

chcesz  produkowa

ć

  samochody,  to  musisz  wydoby

ć

  rud

ę

dostarczy

ć

 j

ą

 do huty, wytopi

ć

 stal i t

ę

 dostarczy

ć

 do fabryki aut. 

Natomiast  przedsi

ę

biorstwa  trzeciej  fali  mo

ż

liwie  jak  najwi

ę

cej 

zada

ń

  zlecaj

ą

  na  zewn

ą

trz,  czasami  niniejszym  i  bardziej 

wyspecjalizowanym 

firmom, 

czy 

wr

ę

cz 

pojedynczym 

wykonawcom,  którzy  potrafi

ą

  upora

ć

  si

ę

  z  danym  problemem 

szybciej,  lepiej  i  taniej.  Wielko

ść

  przedsi

ę

biorstwa  jest  wi

ę

c  z 

rozmysłem  zredukowana  do  granic  mo

ż

liwo

ś

ci,  jego  personel 

zminimalizowany, zadania realizowane w ró

ż

nych miejscach, co 

sprawia, 

ż

e  sama  instytucja  staje  si

ę

,  jak  to  nazwał  Oliver 

Williamson z Berkeley, „centrum kontraktowym". Charles Handy 
z  London  Business  School  dowodzi, 

ż

e  owe  „mikroskopijne, 

niemal  niewidzialne  organizacje"  stanowi

ą

  „sól  współczesnego 

ś

wiata". Chocia

ż

 wielu z nas 

background image

 

85 

nie  ma  z  nimi  bezpo

ś

redniego  kontaktu,  to  jednak  im  wła

ś

nie 

b

ę

dziemy sprzedawali swoje usługi i to od nich „zale

ż

e

ć

 b

ę

dzie 

dobrobyt  naszych  społecze

ń

stw".  Handy  i  Williamson  nie  s

ą

 

bynajmniej  jedynymi,  którzy  podkre

ś

laj

ą

ż

e  owa  radykalnie 

nowa  rola  organizacji  wirtualnych  stała  si

ę

  mo

ż

liwa  dzi

ę

ki 

technikom informacyjnym i ł

ą

czno

ś

ciowym trzeciej fali. 

Heidi Toffler, współautorka tej ksi

ąż

ki i wszystkich prac, które tu 

wykorzystano, wprowadziła bardzo wa

ż

ne poj

ę

cie pokrewno

ś

ci; 

chodzi  o  to, 

ż

e  sektor  prywatny  i  sektor  publiczny  musz

ą

  do 

siebie  przystawa

ć

  w  okre

ś

lonym  stopniu,  je

ś

li  nie  maj

ą

 

nawzajem  si

ę

  zadusi

ć

.  Dzi

ś

  sektor  prywatny  gna  do  przodu  z 

szybko

ś

ci

ą

 nadd

ź

wi

ę

kow

ą

.  Sektor publiczny  nawet  jeszcze  nie 

zacz

ą

ł ładowa

ć

 baga

ż

y na pokład samolotu. 

Ilekro

ć

  przeto  oceni

ć

  macie  warto

ść

  jakiego

ś

  pomysłu  czy 

programu  politycznego,  tylekro

ć

  sprawd

ź

cie,  kto  za  nimi  stoi: 

rzecznicy  form  masywnych  i  opasłych  czy  te

ż

  wirtualnych,  a 

natychmiast 

otrzymacie 

odpowied

ź

czy 

chodzi 

podtrzymywanie  na  sił

ę

  dogorywaj

ą

cych  molochów  przeszło

ś

ci 

czy o narodziny pr

ęż

nych organizmów przyszło

ś

ci. 

 
Czy chodzi o wzmocnienie domu? 
 
Przed  rewolucj

ą

  przemysłow

ą

  rodziny  były  du

ż

e,  a 

ż

ycie 

koncentrowało si

ę

 wokół wspólnego domu. Tutaj si

ę

 pracowało, 

tutaj  piel

ę

gnowało  chorego,  tutaj  wychowywało  si

ę

  dzieci.  To 

było  miejsce  rodzinnych  rozrywek  i  opieki  nad  starszymi.  W 
społeczno

ś

ciach  pierwszej  fali  du

ż

e,  rozbudowane  rodziny 

stanowiły  centrum  społecznego  uniwersum.  Upadek  rodziny 
jako  pot

ęż

nej  instytucji  nie  zacz

ą

ł  si

ę

  ani  od  doktora  Spocka, 

ani  od  „Playboya":  zapocz

ą

tkowała  go  rewolucja  przemysłowa, 

która  odebrała  rodzinie  wi

ę

kszo

ść

  jej  dawnych  funkcji.  Praca 

przeniosła  si

ę

  do  fabryki  lub  urz

ę

du.  Chorzy  w

ę

drowali  do 

szpitala,  dzieci  do  szkoły,  narzeczeni  do  kina.  Osoby  wiekowe 
umieszczano w domach dla starców. Kiedy wszystkie te funkcje 
ulokowały  si

ę

  na  zewn

ą

trz,  pozostała  ju

ż

  tylko  „komórka 

rodzinna", w mniejszym 

background image

 

86 

stopniu spajana przez czynno

ś

ci członków, a w wi

ę

kszym przez 

o wiele bardziej nietrwałe wi

ę

zi psychiczne. 

Trzecia  fala  przywraca  znaczenie  rodzinie  i  domowi,  znowu 
wi

ążą

c  je  z  wieloma  utraconymi  funkcjami,  które  ongi

ś

 

odgrywały  centraln

ą

  rol

ę

  w 

ż

yciu  społecznym.  Ocenia  si

ę

ż

około  trzydzie

ś

ci  milionów  Amerykanów  przynajmniej  cz

ęść

 

swej  pracy  wykonuje  dzi

ś

  w  domu,  korzystaj

ą

c  z  pomocy 

komputerów,  faksów  i  innych  technologii  trzeciej  fali.  Wielu 
rodziców  skłania  si

ę

  dzi

ś

  do  uczenia  dzieci  w  domu,  ale 

prawdziwa rewolucja nast

ą

pi dopiero wtedy, gdy do domowego 

procesu  edukacyjnego  wł

ą

cz

ą

  si

ę

  komputery  i  telewizja.  A  co 

b

ę

dzie  z  chorymi?  Wiele  z  czynno

ś

ci  medycznych,  które 

dawniej  wykonywano  tylko  w  szpitalu  lub  gabinecie  lekarskim, 
dzi

ś

  z  powodzeniem  mo

ż

na  spełnia

ć

  w  domu.  Wszystkie  tego 

typu  zmiany  zwiastuj

ą

  nie  spadek,  lecz  zwi

ę

kszenie  si

ę

  roli 

domu  i  rodziny,  ale  rodziny  wyst

ę

puj

ą

cej  w  ró

ż

norodnych 

formach: komórkowej, wielopokoleniowej, tworzonej przez ludzi, 
których mał

ż

e

ń

stwa wcze

ś

niej si

ę

 rozpadły, rodziny bezdzietne, 

powi

ę

kszaj

ą

ce  si

ę

  natychmiast  lub  odkładaj

ą

ce  decyzj

ę

  o 

potomstwie  do  odpowiedniej  chwili.  Te  zró

ż

nicowane  postacie 

ż

ycia  rodzinnego  odzwierciedlaj

ą

  ró

ż

norodno

ść

  ekonomiczn

ą

  i 

kulturow

ą

  społecze

ń

stw,  które  wyzbywa

ć

  si

ę

  b

ę

d

ą

  swego 

masowego charakteru. 
Jest  paradoksem, 

ż

e  wielu  obro

ń

ców  „warto

ś

ci  rodzinnych" 

nie

ś

wiadomie  przeciwstawia  si

ę

  umocnieniu  rodziny,  gdy

ż

 

nawołuj

ą

c  do  powrotu  modelu  rodziny  komórkowej,  usiłuj

ą

 

broni

ć

  rozwi

ą

zania,  które  okazywało  si

ę

  skuteczne  w  czasach 

drugiej  fali,  ale  dzi

ś

  jest  ju

ż

  przestarzałe.  Je

ś

li  naprawd

ę

 

chcemy  wesprze

ć

  rodzin

ę

,  a  dom  znowu  uczyni

ć

  instytucj

ą

  o 

kluczowym  znaczeniu,  przesta

ń

my  zajmowa

ć

  si

ę

  kwestiami 

marginalnymi,  a  opowiedzmy  si

ę

  za  zró

ż

nicowaniem  i 

powrotem w domowe pielesze wielu wa

ż

nych funkcji 

ż

yciowych, 

co,  oczywi

ś

cie,  sprawi, 

ż

e  rodzice  baczniej  b

ę

d

ą

  musieli 

przygl

ą

da

ć

 si

ę

 dzieciom. 

background image

 

87 

Ameryka jest miejscem, w którym najcz

ęś

ciej 

ś

wita przyszło

ść

je

ś

li  wi

ę

c  nawet  w  bólach  prze

ż

ywamy  walenie  si

ę

  dawnych 

instytucji,  to  jeste

ś

my  tak

ż

e  pionierami  nowej  cywilizacji,  a  to 

oznacza 

ż

ycie  w  stanie  wielkiej  niepewno

ś

ci.  Czekaj

ą

  nas 

czasy  nierównowagi  i  niepokojów.  W  takich  czasach  nikt  nie 
zna  ostatecznej  i  jedynej  odpowiedzi  na  pytanie  o  cel,  do 
którego zmierzamy, czy nawet o kierunek. Musimy wyszukiwa

ć

 

drog

ę

 i nie wolno nam zostawi

ć

 z tyłu 

ż

adnej grupy, gdy tak we 

mgle  tworzymy  przyszło

ść

.  Tych  kilka  wymienionych  powy

ż

ej 

kwestii powinno pomóc tam, gdzie chodzi o odró

ż

nienie polityki 

zakorzenionej  w  przeszło

ś

ci  drugiej  fali  od  tej,  która  pomaga 

torowa

ć

  drog

ę

  dla  trzeciej  fali.  Zarazem  ilekro

ć

  formułuje  si

ę

 

pewne kryteria, natychmiast pojawia si

ę

 niebezpiecze

ń

stwo, 

ż

kto

ś

 b

ę

dzie chciał je traktowa

ć

 z mechaniczn

ą

 dosłowno

ś

ci

ą

, a 

chodzi przecie

ż

 o podej

ś

cie zupełnie przeciwne. Wyrozumiało

ść

 

dla 

ę

dów, 

wieloznaczno

ś

ci, 

przede 

wszystkim 

ż

norodno

ś

ci, wspierana przez poczucie humoru i umiej

ę

tno

ść

 

widzenia  wszystkiego  we  wła

ś

ciwych  proporcjach  -  oto  co 

trzeba  wzi

ąć

  ze  sob

ą

  na  zdumiewaj

ą

c

ą

  wypraw

ę

  w  nowe 

tysi

ą

clecie.  Gotujcie  si

ę

  do  podró

ż

y,  która  mo

ż

e  si

ę

  okaza

ć

 

najbardziej fascynuj

ą

c

ą

 w naszych dziejach. 

background image

 

88 

ROZDZIAŁ DZIEWI

Ą

TY 

 
 

DEMOKRACJA XXI WIEKU 

 

Do Ojców i Matek Stanów Zjednoczonych Ameryki! 
Jeste

ś

cie rewolucjonistami, którzy odeszli. M

ęż

czy

ź

ni i kobiety, 

chłopi,  kupcy,  rzemie

ś

lnicy,  adwokaci,  drukarze,  dziennikarze, 

sklepikarze  i 

ż

ołnierze:  to  wy  stworzyli

ś

cie  razem  nowy  naród 

na  odległych  wybrze

ż

ach  Ameryki.  Było  po

ś

ród  was  owych 

pi

ęć

dziesi

ę

ciu pi

ę

ciu,  którzy  zeszli  si

ę

,  aby  w  upalne  lato  1787 

roku  stworzy

ć

  w  Filadelfii  zdumiewaj

ą

cy  dokument  zwany 

Konstytucj

ą

  Stanów  Zjednoczonych.  Wsłuchuj

ą

c  si

ę

  w  odległe 

d

ź

wi

ę

ki  dnia  jutrzejszego  rozumieli

ś

cie, 

ż

e  oto  umiera  jedna 

cywilizacja,  a  rodzi  si

ę

  druga.  Dokument  ten,  uzupełniony  w 

roku 1791 o Kart

ę

 Praw, jest jednym  z najwi

ę

kszych osi

ą

gni

ęć

 

w  ludzkich  dziejach.  Wiemy, 

ż

e  w  pewnym  sensie  został  wam 

narzucony,  został  na  was  wymuszony  przebojow

ą

  fal

ą

 

wydarze

ń

; obawiali

ś

cie si

ę

 rychłego upadku rz

ą

dów, które dalej 

odwoływałyby  si

ę

  do  przebrzmiałych  zasad  i  skostniałych 

struktur. 
Wasze  zasady  daj

ą

  nam  sił

ę

  po  dzi

ś

  dzie

ń

,  podobnie  jak 

niezliczonym  rzeszom  ludzi  na  całym 

ś

wiecie.  S

ą

  takie 

fragmenty  u  Jeffersona  i  Paine  'a,  których  pi

ę

kno  i  doniosło

ść

 

sprawiaj

ą

 

ż

e nie potrafimy ich czyta

ć

 bez łez w oczach. 

Dzi

ę

kujemy wam, dawni rewolucjoni

ś

ci, za to, 

ż

e umo

ż

liwili

ś

cie 

nam,  ameryka

ń

skim  obywatelom, 

ż

ycie  pod  rz

ą

dami  prawa,  a 

nie ludzi. Szczególnie wdzi

ę

czni jeste

ś

my za Kart

ę

 Praw, która 

pozwoliła  nam  my

ś

le

ć

  i  wypowiada

ć

  rzeczy  niepopularne, 

chocia

ż

by  nawet  były  głupie  czy  bł

ę

dne;  tak

ż

e  niniejsze  słowa 

piszemy bez strachu przed jakimikolwiek szykanami. Wła

ś

nie z 

tego  wzgl

ę

du, 

ż

ż

yli

ś

cie  pomi

ę

dzy  dwiema  cywilizacjami, 

starym 

ś

wiatem rolniczym 

background image

 

89 

oraz przyszłym 

ś

wiatem przemysłu, którego zapowiedzi wła

ś

nie 

zacz

ę

ły si

ę

 pojawia

ć

, dobrze rozumieli

ś

cie, 

ż

e tak

ż

e urz

ą

dzenia 

polityczne  maj

ą

  swój  rytm  wzrastania  i  starzenia  si

ę

Zrozumieliby

ś

cie, 

dlaczego 

nawet 

Konstytucja 

Stanów 

Zjednoczonych  wymaga  ponownego  przemy

ś

lenia  i  zmian:  nie 

po  to,  aby  przycina

ć

  bud

ż

et  federalny  czy  te

ż

  przeformułowa

ć

 

t

ę

 czy inn

ą

 zasad

ę

, lecz po to, by rozszerzy

ć

 Kart

ę

 Praw, bior

ą

pod  uwag

ę

  zagro

ż

enia  dla  wolno

ś

ci,  których  ongi

ś

  nie  sposób 

było  sobie  wyobrazi

ć

.  Chodzi  nam  o  zupełnie  nowy  system 

rz

ą

dzenia, który umo

ż

liwiłby rozumne i demokratyczne decyzje, 

konieczne,  aby  na  grzbiecie  trzeciej  fali  Ameryka  bezpiecznie 
wpłyn

ę

ła w XXI stulecie. 

Nie  mamy  gotowego  projektu  przyszłej  konstytucji.  Nie 
dowierzamy  tym,  którzy  chełpi

ą

  si

ę

  posiadaniem  odpowiedzi, 

podczas  gdy  my  dopiero  usiłujemy  formułowa

ć

  pytania. 

Nadeszła  jednak  pora,  aby  przedstawi

ć

  sobie  zupełnie  nowe 

alternatywy,  aby  w  dyskusji,  debacie,  sporach  od  podstaw 
zaprojektowa

ć

 budowl

ę

 jutrzejszej demokracji. 

Z pewno

ś

ci

ą

  zrozumieliby

ś

cie t

ę

 potrzeb

ę

. To przecie

ż

 jeden  z 

was  -  Jefferson  -  sformułował  roztropn

ą

  uwag

ę

:  „  S

ą

  ludzie, 

którzy  spogl

ą

daj

ą

  na  konstytucj

ę

  z  nabo

ż

n

ą

  czci

ą

  zupełnie 

jakby  była  Ark

ą

  Przemierza,  nazbyt 

ś

wi

ę

t

ą

  aby  wolno  było  j

ą

 

tkn

ąć

.  Ludziom  ubiegłych  wieków  przyznaj

ą

  m

ą

dro

ść

  wr

ę

cz 

nadludzk

ą

 skoro zakładaj

ą

 

ż

e w niczym nie mo

ż

na ulepszy

ć

 ich 

dokona

ń

...  Nie  nawołujemy  bynajmniej  do  cz

ę

stych  i 

nieprzemy

ś

lanych zmian praw i konstytucji... wiemy jednak

ż

e, i

ż

 

ustawy  oraz  instytucje  musz

ą

  by

ć

  zgodne  z  post

ę

pami 

ludzkiego umysłu... Skoro wraz ze zmian

ą

 warunków, dokonuje 

si

ę

 nowych odkry

ć

, pojawiaj

ą

 si

ę

 nowe prawdy oraz odmieniaj

ą

 

opinie,  tak

ż

e  i  instytucje  musz

ą

  si

ę

  rozwija

ć

  i  dotrzymywa

ć

 

kroku czasowi". 
Za  t

ę

  m

ą

dro

ść

  jeste

ś

my  ogromnie  wdzi

ę

czni  Thomasowi 

Jejfersonowi, jednemu z twórców ustroju, który tak długo dobrze 
nam  słu

ż

ył,  a  który  teraz,  zgodnie  ze  swym  losem,  musi 

obumrze

ć

 i ust

ą

pi

ć

 miejsca nast

ę

pnemu. 

 

Alvin Toffler i Heidi Toffler 

background image

 

90 

Taki  list  wyobrazili

ś

my  sobie...  Z  pewno

ś

ci

ą

  w  wielu  krajach 

znale

ź

liby si

ę

 ludzie, którzy skłonni byliby da

ć

 wyraz podobnym 

uczuciom.  Anachroniczno

ść

  dzisiejszych  ustrojów  nie  jest 

wszak  naszym  wył

ą

cznym  odkryciem  i  nie  jest  to  bynamniej 

choroba, która dotkn

ę

ła jedynie Ameryk

ę

Budowa  cywilizacji  trzeciej  fali  na  szcz

ą

tkach  instytucji  drugiej 

fali  wymaga  bowiem  zaprowadzenia  nowych,  bardziej 
adekwatnych  porz

ą

dków  politycznych  w  wielu  krajach  naraz. 

Jest  to  straszliwie  trudne,  ale  konieczne  zadanie,  którego 
ogrom  sprawia, 

ż

e  b

ę

dzie  z  pewno

ś

ci

ą

  rozwi

ą

zywane  przez 

całe 

dekady. 

Wedle 

wszelkiego 

prawdopodobie

ń

stwa 

nieodzowna  b

ę

dzie  radykalna  przebudowa  Kongresu  Stanów 

Zjednoczonych,  Izby  Gmin  i  Izby  Lordów  Wielkiej  Brytanii, 
Parlamentu  Francji,  Bundestagu  Niemiec,  rosyjskiej  Dumy, 
ogromnych 

ministerstw 

zaskorupiałych 

systemów 

urz

ę

dniczych  ró

ż

nych  narodów.  Konieczna  b

ę

dzie  zmiana 

konstytucji  i  s

ą

downictwa,  konieczne  b

ę

dzie,  mówi

ą

c  krótko, 

radykalne przeobra

ż

enie wi

ę

kszo

ś

ci tego nieruchawego i coraz 

bardziej bezpłodnego systemu, który tworz

ą

 współczesne rz

ą

dy 

przedstawicielskie. 
Owa  fala  politycznych  przewrotów  nie  zatrzyma  si

ę

  bynajmniej 

na  szczeblu  narodów.  W  ci

ą

gu  nadchodz

ą

cych  dekad  cała 

ś

wiatowa 

machina 

prawna, 

od 

Organizacji 

Narodów 

Zjednoczonych  pocz

ą

wszy,  a  na  radzie  miejskiej  czy  gminnej 

sko

ń

czywszy, stanie wobec pot

ęż

niej

ą

cej i nieodpartej potrzeby 

przeobra

ż

enia. 

Wszystkie  stare  struktury  musz

ą

  zosta

ć

  całkowicie  zast

ą

pione 

nie  dlatego, 

ż

e  s

ą

  one  całkowicie  złe,  czy  dlatego, 

ż

e  s

ą

 

kontrolowane przez t

ę

 czy inn

ą

 klas

ę

 lub grup

ę

, ale dlatego, 

ż

s

ą

  niewydolne  i  zupełnie  nie  pasuj

ą

  do  radykalnie  zmienionej 

rzeczywisto

ś

ci. 

Aby  zbudowa

ć

  od  podstaw  sprawne  systemy  rz

ą

dzenia  -  co 

b

ę

dzie,  by

ć

  mo

ż

e,  najwa

ż

niejszym  zadaniem  politycznym 

naszego 

ż

ycia - b

ę

dziemy musieli pozby

ć

 si

ę

 nagromadzonych i 

zaskorupiałych  form  my

ś

lowych  drugiej  fali,  a  problemy 

ż

ycia 

politycznego przyjdzie nam przeformułowa

ć

 w zgodzie z trzema 

background image

 

91 

podstawowymi  zasadami.  Niewykluczone, 

ż

e  to  one  stan

ą

  si

ę

 

pryncypiami jutrzejszych ustrojów trzeciej fali. 
 
Pot

ę

ga mniejszo

ś

ci 

 
Pierwsza z heretyckich zasad trzeciej fali w sferze polityki głosi 
pot

ę

g

ę

  mniejszo

ś

ci.  Zasada  wi

ę

kszo

ś

ci,  podstawowa  reguła, 

która  legitymizowała  instytucje  drugiej  fali,  jest  coraz  wyra

ź

niej 

anachroniczna.  To  mniejszo

ś

ci  b

ę

d

ą

  zyskiwały  na  znaczeniu  i 

ustrój polityczny musi znale

źć

 sposób na odzwierciedlenie tego 

faktu. 
Wyra

ż

aj

ą

c pogl

ą

dy swego pokolenia rewolucjonistów, Jefferson 

twierdził, 

ż

e  rz

ą

d  musi  post

ę

powa

ć

  „w  całkowitej  zgodzie  z 

decyzjami  wi

ę

kszo

ś

ci".  W  chwili,  kiedy  te  słowa  były 

wypowiadane, Stany Zjednoczone i Europa stały u progu epoki 
drugiej fali: dopiero rozpoczynały długi pochód, który miał nada

ć

 

im 

ostatecznie 

charakter 

masowych 

społecze

ń

stw 

industrialnych.  Zasada:  „wi

ę

kszo

ść

  decyduje"  znakomicie 

odpowiadała  potrzebom  tych  społecze

ń

stw.  Istniej

ą

ca  obecnie 

masowa 

demokracja 

politycznie 

odzwierciedla 

masow

ą

 

produkcj

ę

,  masow

ą

  konsumpcj

ę

,  masow

ą

  edukacj

ę

,  masow

ą

 

komunikacj

ę

.  Widzieli

ś

my  ju

ż

  jednak, 

ż

e  zarazem  zaczynamy 

wykracza

ć

  poza  industrializm, 

ż

ycie  społeczne  za

ś

  w  szybkim 

tempie  traci  charakter  masowy.  W  efekcie  widzimy,  jak  coraz 
trudniejsze  jest  zmobilizowanie  wi

ę

kszo

ś

ci,  czy  chocia

ż

by 

zmontowanie rz

ą

dowej koalicji. Walter Dean Burnham, politolog 

z  Massachusetts  Institute  of  Technology,  wyznaje:  „Nie  widz

ę

 

dzi

ś

  w  Stanach  Zjednoczonych 

ż

adnej  kwestii,  wokół  której 

mogłaby si

ę

 zorganizowa

ć

 pozytywna wi

ę

kszo

ść

". 

Miejsce  społecze

ń

stwa  o  wyra

ź

nej  budowie  warstwowej,  w 

którym  zawsze  istniała  mo

ż

liwo

ść

,  by  które

ś

  z  kilku  wielkich 

ugrupowa

ń

  poł

ą

czyły  si

ę

,  tworz

ą

wi

ę

kszo

ść

,  zajmuje 

wspólnota zło

ż

ona z tysi

ę

cznych cz

ę

sto dora

ź

nych mniejszo

ś

ci, 

które  w  nieustannym  wirze  przemian  tworz

ą

  zmieniaj

ą

ce  si

ę

 

układy  relacji  i  napi

ęć

,  z  rzadka  tylko  mog

ą

c  doj

ść

  do  zgodnej 

decyzji w kluczowych 

background image

 

92 

kwestiach.  Nadpływaj

ą

ca  trzecia  fala  podmywa  przeto  same 

prawne podstawy wi

ę

kszo

ś

ci funkcjonuj

ą

cych dzi

ś

 rz

ą

dów. 

Trzecia  fala  niesie  te

ż

  ze  sob

ą

  wyzwanie  wobec  naszych 

konwencjonalnych  prze

ś

wiadcze

ń

  w  sprawie  zwi

ą

zku,  który 

ł

ą

czy  zasad

ę

  wi

ę

kszo

ś

ci  ze  sprawiedliwo

ś

ci

ą

  społeczn

ą

.  W 

cywilizacji  drugiej  fali  walka  o  ustanowienie  zasady  wi

ę

kszo

ś

ci 

miała  charakter  humanistyczny  i  wyzwalaj

ą

cy,  ma  go  zreszt

ą

 

nadal  w  krajach,  które  ci

ą

gle  jeszcze  s

ą

  w  trakcie 

uprzemysłowienia,  jak  chocia

ż

by  Afryka  Południowa.  W 

społecze

ń

stwach  drugiej  fali  panowanie  reguły  wi

ę

kszo

ś

ci 

niemal  zawsze  oznaczało  uczciwsze  potraktowanie  mas 
biedoty, bowiem stanowiły one wi

ę

kszo

ść

Wszelako  w  krajach  wstrz

ą

sanych  przemianami  trzeciej  fali 

rzecz  ma  si

ę

  dokładnie  odwrotnie.  Ludzie  prawdziwie  biedni 

wcale nie musz

ą

 by

ć

 w wi

ę

kszo

ś

ci. W bardzo wielu krajach oni i 

wszystkie  inne  grupy  stanowi

ą

  mniejszo

ść

.  Dzieje  si

ę

  tak  nie 

tylko z zasad

ą

 wi

ę

kszo

ś

ci, która przestaje by

ć

 postrzegana jako 

ź

ródło uprawnie

ń

 decyzyjnych; w społecze

ń

stwach porywanych 

przez  trzeci

ą

  fal

ę

  wcale  nie  musi  ona  mie

ć

  charakteru 

humanitarnego czy demokratycznego. 
Ideologowie drugiej fali a

ż

 do znudzenia biadaj

ą

 nad rozpadem 

społecze

ń

stwa  masowego.  W  powstaj

ą

cym  zró

ż

nicowaniu  nie 

potrafi

ą

  dostrzec  okazji  do  rozwoju  ludzkiego,  a  wprost 

przeciwnie  -  pomstuj

ą

  na  fragmentaryzacj

ę

,  bałkanizacj

ę

wywodz

ą

c  ów  proces  heterogenizacji  ze  wzrastaj

ą

cego 

sobkostwa  mniejszo

ś

ci.  W  wywodach  takich  skutek  pomylony 

zostaje  z  przyczyn

ą

.  Aktywizacja  mniejszo

ś

ci  nie  jest 

bynajmniej  skutkiem  nagłej  epidemii  egoizmu;  to  potrzeby 
nowego  systemu  produkcji  s

ą

  w  cz

ęś

ci  odpowiedzialne  za 

kształtowanie  si

ę

  społecze

ń

stwa  bardziej  zró

ż

nicowanego, 

wieloaspektowego i otwartego. Mamy do wyboru: albo mo

ż

emy 

wyst

ą

pi

ć

  do  walki  z  ró

ż

norodno

ś

ci

ą

,  staj

ą

c  si

ę

  w  ten  sposób 

obro

ń

cami  ostatnich  politycznych  redut  drugiej  fali,  albo 

zaakceptowa

ć

  zró

ż

nicowanie  jako  niezbywaln

ą

  cech

ę

 

ś

wiata 

współczesnego i do niej dostosowywa

ć

 rozwi

ą

zania polityczne. 

Jednak pierwsz

ą

 z tych strategii mo

ż

na zrealizowa

ć

 

background image

 

93 

tylko  przy  u

ż

yciu 

ś

rodków  totalitarnych,  w  efekcie  uzyskuj

ą

jedynie  ekonomiczn

ą

  i  kulturow

ą

  stagnacj

ę

;  druga  strategia 

wspomaga  rozwój  społeczny  i  prowadzi  do  demokracji 
XXI wieku, której podstaw

ą

 b

ę

d

ą

 mniejszo

ś

ci. 

My

ś

lenie  o  demokracji  w  kategoriach  trzeciej  fali  wymaga 

odrzucenia  fałszywej,  a  budz

ą

cej  l

ę

k  przesłanki, 

ż

e  bogatsza 

ż

norodno

ść

  automatycznie  prowadzi  do  wzrostu  napi

ęć

  i 

konfliktów  społecznych.  Tymczasem  słuszno

ść

  mo

ż

e  by

ć

  po 

stronie  tezy  przeciwstawnej.  Po  pierwsze,  społeczne  konflikty 
s

ą

  nie  tylko  nieuniknione,  ale  w  pewnych  granicach  równie

ż

 

po

żą

dane.  Po  drugie,  je

ś

li,  powiedzmy,  stu  m

ęż

czyzn  ubiega 

si

ę

  zaciekle  o  t

ę

  sam

ą

  br

ą

zow

ą

  bransolet

ę

,  najpewniej  b

ę

d

ą

 

musieli  stoczy

ć

  walk

ę

.  Je

ś

li  jednak  ka

ż

dy  z  tej  setki  zabiega  o 

co  innego,  o  wiele  bardziej  ni

ż

  walka  popłatne  s

ą

  dla  nich 

umowa,  współpraca  i  jaki

ś

  system  symbiozy.  Je

ś

li  tylko 

zaistniej

ą

  odpowiednie  społeczne  warunki,  zró

ż

nicowanie 

prowadzi

ć

  mo

ż

e  do  bezpiecze

ń

stwa  społecznego  i  stabilno

ś

ci. 

Brak  odpowiednich  instytucji  politycznych  sprawia, 

ż

e  konflikt 

mi

ę

dzy  mniejszo

ś

ciami  bez  potrzeby  nabiera  charakteru  wr

ę

cz 

brutalnego.  Wła

ś

nie  brak  owych  instytucji  decyduje  o 

bezkompromisowo

ś

ci  mniejszo

ś

ci.  To  wła

ś

nie  brak  owych 

instytucji  coraz  bardziej  utrudnia  znalezienie  jakiejkolwiek 
wi

ę

kszo

ś

ci. 

Odpowiedzi

ą

  na  te  problemy  nie  mo

ż

e  by

ć

  zduszenie 

odmienno

ś

ci czy oskar

ż

anie mniejszo

ś

ci o egoizm (zupełnie jak 

gdyby  obecne  elity  i  ich  or

ę

downicy  nie  post

ę

powali  w  sposób 

sobkowski).  Odpowiedzi

ą

  musi  by

ć

  wyobra

ż

enie  sobie  takich 

rozwi

ą

za

ń

które 

uprawniałyby 

wykorzystywały 

heterogeniczno

ść

 

instytucji, 

które 

wra

ż

liwe 

b

ę

d

ą

 

na 

dynamicznie  si

ę

  przekształcaj

ą

ce  potrzeby  zmiennych  i  stale 

p

ą

czkuj

ą

cych  mniejszo

ś

ci.  Przyszli  historycy  b

ę

d

ą

  mo

ż

e  na 

nasze  dzisiejsze  mechanizmy  głosowania  i  poszukiwania 
wi

ę

kszo

ś

ci  spogl

ą

da

ć

  jak  na  archaiczne  rytuały  ludzi,  którzy 

porozumiewaj

ą

 si

ę

 w sposób nader prymitywny. Atoli w pełnym 

niebezpiecze

ń

stw 

ś

wiecie  współczesnym  nie  mo

ż

emy  sobie 

pozwoli

ć

 na to, by cał

ą

 władz

ę

 odda

ć

 w przypadkowe r

ę

ce, nie 

mo

ż

emy zlekcewa

ż

y

ć

 głosu opinii 

background image

 

94 

publicznej,  jakkolwiek  byłby  on  nikły  i  niewyra

ź

ny  w  ramach 

systemów  wi

ę

kszo

ś

ciowych,  niepodobna  by

ś

my  pozwolili 

drobnym 

mniejszo

ś

ciom 

tyranizowa

ć

 

swymi 

decyzjami 

wszystkie  inne  grupy.  Wła

ś

nie  dlatego  musimy  radykalnie 

przekształci

ć

 prostackie metody drugiej fali, które po dzi

ś

 dzie

ń

 

słu

żą

  do  kreowania  rzekomej  wi

ę

kszo

ś

ci.  Potrzebne  nam  s

ą

 

nowe  pomysły  przeznaczone  dla  demokracji  mniejszo

ś

ci; 

pomysły,  które  pomog

ą

  ujawnia

ć

  odmienno

ś

ci,  nie  za

ś

 

maskowa

ć

  je  przy  u

ż

yciu  siły  czy  za  spraw

ą

  fałszywych 

wi

ę

kszo

ś

ci  montowanych  dzi

ę

ki  komplikowaniu  procedur 

głosowania i zasad ustalania wyników.  Mówi

ą

c krótko, musimy 

tak 

zmodyfikowa

ć

 

cały 

system, 

aby 

wzmocni

ć

 

rol

ę

 

rozproszonych  mniejszo

ś

ci,  i  umo

ż

liwi

ć

  im  wykreowanie 

rzetelnej wi

ę

kszo

ś

ci. 

W  społeczno

ś

ciach  drugiej  fali  wybory  jako  wyraz  głosu  ogółu 

były  dla  elit  rz

ą

dz

ą

cych  wa

ż

nym  mechanizmem  sprz

ęż

enia 

zwrotnego. Kiedy wi

ę

kszo

ść

 przestawała akceptowa

ć

 istniej

ą

ce 

warunki  i  odzwierciedliło  si

ę

  to  w  głosach  co  najmniej 

pi

ęć

dziesi

ę

ciu  jeden  procent  wyborców,  elity  rz

ą

dz

ą

ce  musiały 

wymieni

ć

 partie u władzy, zmieni

ć

 koalicje, programy polityczne 

czy  te

ż

  dokona

ć

  jakich

ś

  innych  zmian.  Nawet  w  masowych 

społecze

ń

stwach 

dnia 

wczorajszego, 

owa 

zasada 

pi

ęć

dziesi

ę

ciu  jeden  procent  stanowiła  instrument  toporny, 

czysto  ilo

ś

ciowy.  Wyznaczanie  wi

ę

kszo

ś

ci  na  mocy  decyzji 

wyborców  niczego  w  istocie  nam  nie  mówi  o  jako

ś

ci  ludzkich 

pogl

ą

dów. Mo

ż

emy si

ę

 w ten sposób dowiedzie

ć

, jak wielu ludzi 

w  danym  momencie  chce  X,  ale  nie  b

ę

dziemy  wiedzieli  nic  o 

tym  jak  bardzo.  Zupełnie  ju

ż

  nie  wiadomo,  co  byliby  gotowi 

ofiarowa

ć

  za  X,  co  jest  informacj

ą

  o  kluczowym  znaczeniu  w 

społeczno

ś

ciach  zbudowanych  z  mniejszo

ś

ci.  Podobnie  te

ż

 

mechanizm  wyborczy  nie  potrafi  przekaza

ć

  ostrze

ż

enia, 

ż

jaka

ś

 mniejszo

ść

 czuje si

ę

 tak zagro

ż

ona, albo 

ż

e jaka

ś

 kwestia 

jest  dla  niej  w  takim  stopniu  spraw

ą

 

ż

ycia  lub 

ś

mierci,  i

ż

 

pogl

ą

dom  owej  mniejszo

ś

ci  nale

ż

y  si

ę

  wi

ę

ksza  ni

ż

  normalnie 

uwaga. 
Owe  dobrze  znane  niedostatki  zasady  wi

ę

kszo

ś

ci  były 

tolerowane  w  społecze

ń

stwach  masowych  z  tej  mi

ę

dzy  innymi 

racji, 

background image

 

95 

ż

e  mniejszo

ś

ciom  brak  było  z  reguły  siły,  która  pozwoliłaby 

stawi

ć

  czoło  funkcjonuj

ą

cemu  systemowi.  W  dzisiejszym 

społecze

ń

stwie,  w  którym  powstały  niesłychanie  bogate 

systemy  poł

ą

cze

ń

,  w  którym  jednocze

ś

nie  wszyscy  nale

ż

ymy 

do grup mniejszo

ś

ciowych, nie jest to ju

ż

 prawd

ą

. W odartym z 

masowo

ś

ci  społecze

ń

stwie  trzeciej  fali  systemy  sprz

ęż

e

ń

 

zwrotnych  pochodz

ą

ce  z  industrialnej  przeszło

ś

ci  staj

ą

  si

ę

 

całkowicie niewydolne, co sprawia, 

ż

e z takich form jak wybory 

czy  badania  opinii  publicznej  trzeba  b

ę

dzie  korzysta

ć

  na 

zupełnie  nowe  sposoby.  Na  szcz

ęś

cie  technologie  trzeciej  fali 

toruj

ą

  drog

ę

  demokracji  trzeciej  fali.  W  zdumiewaj

ą

co  nowym 

kontek

ś

cie raz jeszcze stawiaj

ą

 one na porz

ą

dku dnia kwestie, 

które  zaprz

ą

tały  twórców  Stanów  Zjednoczonych  dwie

ś

cie  lat 

temu.  Owe  technologie  umo

ż

liwiaj

ą

  pojawienie  si

ę

  nowych, 

dot

ą

d nierzeczywistych form demokracji. 

 
Demokracja na pół bezpo

ś

rednia 

 
Drugim kamieniem w

ę

gielnym jutrzejszego ustroju politycznego 

musi  sta

ć

  si

ę

  zasada  „demokracji  na  pół  bezpo

ś

redniej",  która 

oznacza

ć

  b

ę

dzie, 

ż

e  zamiast  zdawania  si

ę

  na  reprezentantów 

b

ę

dziemy  w  wi

ę

kszym  stopniu  reprezentowa

ć

  sami  siebie. 

Poł

ą

czenie  tych  dwóch  rozwi

ą

za

ń

  daje  wła

ś

nie  demokracj

ę

  na 

pół bezpo

ś

redni

ą

Widzieli

ś

my  ju

ż

ż

e  rozpadni

ę

cie  si

ę

  jednogło

ś

nej,  wspólnej 

opinii  podwa

ż

a  samo  poj

ę

cie  reprezentacji.  Je

ś

li  po  powrocie 

od  urn  ginie  te

ż

  jedno

ść

  wyborców,  to  kogo  wła

ś

ciwie 

reprezentuje  poseł?  Z  drugiej  za

ś

  strony,  członkowie  ciał 

prawodawczych  w  coraz  wi

ę

kszym  stopniu  polega

ć

  musz

ą

  na 

zawodowych  urz

ę

dnikach  i  odwoływa

ć

  si

ę

  do  pomocy 

ekspertów  z  zewn

ą

trz.  W  Wielkiej  Brytanii  członkowie 

parlamentu  z  racji  braku  kompetencji  w  poszczególnych 
sprawach  notorycznie  okazuj

ą

  si

ę

  bezsilni  wobec  biurokracji  z 

Whitehall,  co  sprawia, 

ż

e  władza  w  du

ż

ej  mierze  nale

ż

y  do 

nieobieralnych urz

ę

dników. 

W Stanach Zjednoczonych Kongres postanowił zrównowa

ż

y

ć

 

background image

 

96 

wpływy  władzy  wykonawczej,  ale  w  efekcie  stworzył  tylko 
własn

ą

  biurokracj

ę

:  Kongresowe  Biuro  Bud

ż

etowe,  Biuro 

Rzeczoznawców  Technicznych  i  wiele  innych  agencji  oraz 
instytucji  doradczych,  przenosz

ą

c  w  ten  sposób  problem  z 

zewn

ą

trz na sam Kapitol. Nasi wybieralni reprezentanci wiedz

ą

 

coraz mniej o wielu kwestiach, które przychodzi im rozstrzyga

ć

musz

ą

 wi

ę

c w coraz wi

ę

kszym stopniu polega

ć

 na opinii innych. 

Nasi przedstawiciele przestali ju

ż

 nawet reprezentowa

ć

 samych 

siebie. 

ż

nego  typu  zgromadzenia ustawodawcze  teoretycznie  miały 

te

ż

  by

ć

  miejscami,  w  których  dochodziłoby  do  pogodzenia 

konkurencyjnych 

żą

da

ń

  ró

ż

nych  mniejszo

ś

ci.  Przedstawiciele 

mieli  w  ich  imieniu  dobija

ć

  kompromisowych  targów.  Przy 

dzisiejszych topornych narz

ę

dziach politycznych rodem z epoki 

drugiej  fali, 

ż

aden  z  posłów  nie  jest  w  stanie  dotrze

ć

  do 

niezliczonych grupek, których interesy ma reprezentowa

ć

, a có

ż

 

dopiero  mówi

ć

  o  efektywnej  obronie  ich  interesów.  Wszystko 

wygl

ą

da  tym  gorzej,  im  bardziej  ugina  si

ę

  pod  ci

ęż

arem  prac 

Kongres  w  USA,  Bundestag  w  Niemczech  czy  Storting  w 
Norwegii. 

To 

pozwala 

zrozumie

ć

sk

ą

bierze 

si

ę

 

bezkompromisowo

ść

  grup  nacisku,  które  zawi

ą

zuj

ą

  si

ę

  wokół 

jednej, 

konkretnej 

sprawy. 

Nie 

widz

ą

mo

ż

liwo

ś

ci 

wyrafinowanych  uzgodnie

ń

  czy  targów,  grupy  te  ani  my

ś

l

ą

 

wchodzi

ć

  w  jakiekolwiek  ugody  z  istniej

ą

cym  systemem.  W 

efekcie  upada  tak

ż

e  teoria  rz

ą

du  przedstawicielskiego  jako 

najwy

ż

szego mediatora. 

Załamanie 

si

ę

 

systemu 

negocjacji, 

parali

ż

 

instytucji 

przedstawicielskich  oznaczaj

ą

ż

e  w  długim  okresie  wiele  z 

decyzji,  które  obecnie  podejmowane  s

ą

  przez  niewielk

ą

  liczb

ę

 

pseudoreprezentantów,  b

ę

dzie  musiało  by

ć

  przekazanych 

samym  wyborcom.  Skoro  wybierani  przez  nas  rozjemcy  nie 
potrafi

ą

  zawiera

ć

  umów  w  naszym  imieniu,  musimy  to  robi

ć

 

sami.  Je

ś

li  prawa  przez  nich  stanowione  coraz  bardziej 

odbiegaj

ą

  od  naszych potrzeb  i nie  daj

ą

 im  wyrazu,  to  musimy 

sprawy  przej

ąć

  we  własne  r

ę

ce,  do  tego  jednak  potrzeba  nam 

nowych instytucji i nowych technologii. 
Rewolucjoni

ś

ci drugiej fali, którzy zaprojektowali najwa

ż

niejsze 

background image

 

97 

dzisiaj  instytucje,  dobrze  orientowali  si

ę

  w  mo

ż

liwo

ś

ciach 

demokracji  bezpo

ś

redniej:  znali  do

ś

wiadczenia  rad  miejskich  z 

Nowej  Anglii  i  organicznego  formowania  si

ę

  wspólnej  opinii  w 

niewielkich  grupach.  Wi

ę

ksze  jednak  wydawały  si

ę

  wówczas 

ograniczenia  takiej  formy  demokracji.  McCauley,  Rood  i 
Johnson,  którzy  wyst

ą

pili  z  propozycj

ą

  wprowadzenia  w  USA 

instytucji  referendum  ogólnonarodowego  pisz

ą

:  „W  «The 

Federalist»  podnoszono  dwa  zastrze

ż

enia  wobec  takiego 

rozwi

ą

zania. Po pierwsze, bezzwłocznie przekłada ono na j

ę

zyk 

polityki  dora

ź

ne  i  emocjonalne  reakcje  publiczne.  Po  drugie, 

istniej

ą

ce 

podówczas 

ś

rodki 

ł

ą

czno

ś

ci 

czyniły 

pomysł 

niemo

ż

liwym do zrealizowania". 

Problemy  te  nie  straciły  na  znaczeniu.  Czy  sfrustrowana  i 
podekscytowana  publiczno

ść

  ameryka

ń

ska  głosowałaby  w 

połowie  lat  sze

ść

dziesi

ą

tych  za  zrzuceniem  na  Hanoi  bomby 

nuklearnej  czy  te

ż

  przeciw?  Czy  ludzie  w  Niemczech 

Zachodnich  oburzeni  na  terrorystów  z  grupy  Baader-Meinhof 
opowiedzieliby  si

ę

  za  stworzeniem  obozów  dla  organizatorów 

zamachów i ich zwolenników? Jakiemu stanowisku daliby wyraz 
Kanadyjczycy  w  plebiscycie  na  temat  Quebecu  w  tydzie

ń

  po 

przej

ę

ciu  władzy  przez  Ren

ę

  Levesque'a?  Przyjmuje  si

ę

ż

wybierani  przedstawiciele  reagowa

ć

  b

ę

d

ą

  w  sposób  mniej 

emocjonalny i bardziej rozwa

ż

ny ni

ż

 ich elektorat. 

Niemniej  z  problemem  nadmiernie  emocjonalnych  reakcji 
mo

ż

na  stara

ć

  si

ę

  upora

ć

  na  ró

ż

ne  sposoby:  ogłaszaj

ą

referendum  z  pewnym  opó

ź

nieniem,  które  pozwoliłoby  na 

ochłoni

ę

cie  nastrojów,  albo  te

ż

  przeprowadzaj

ą

c  powtórne 

głosowanie  dla  potwierdzenia  rozstrzygni

ę

cia,  które  zapadło  w 

pierwszym. 

Mo

ż

na 

sobie 

poradzi

ć

 

tak

ż

innymi 

zastrze

ż

eniami.  Dawne  ograniczenia,  je

ś

li  chodzi  o  charakter 

ś

rodków  ł

ą

czno

ś

ci,  nie  stanowi

ą

  ju

ż

  przeszkody  dla  rozwijania 

form 

demokracji 

bezpo

ś

redniej. 

Wspaniałe 

osi

ą

gni

ę

cia 

współczesnej  techniki  komputerowej  otwieraj

ą

  zawrotne  wr

ę

cz 

mo

ż

liwo

ś

ci,  je

ś

li  chodzi  o  powszechny  udział  obywateli  w 

podejmowaniu decyzji politycznych. 
Kilka lat temu mogli

ś

my odnotowa

ć

 historyczne wydarzenie: 

background image

 

98 

pierwsze  na 

ś

wiecie  elektroniczne  posiedzenie  wspólnoty 

mieszka

ń

ców,  które  przeprowadzono  w  mie

ś

cie  Columbus  w 

Ohio  przy  u

ż

yciu  sieci  telewizji  kablowej  Qube.  Dzi

ę

ki  owemu 

systemowi 

ł

ą

czno

ś

ci 

interakcyjnej, 

mieszka

ń

cy 

małych 

przedmie

ść

  Columbus  uczestniczyli  w  decyzjach  dotycz

ą

cych 

przyszło

ś

ci miasta. Siedzieli u siebie w domach, a przyciskaj

ą

guziki  natychmiast  wypowiadali  si

ę

  w  takich  sprawach  jak 

przeznaczenie 

ż

nych 

obszarów 

miejskich, 

przepisy 

budowlane  czy  budowa  autostrady.  Ich  mo

ż

liwo

ś

ci  nie 

ograniczały si

ę

 tylko do głosowania tak-nie, kanałem fonicznym 

mogli  bowiem  dawa

ć

  wyraz  bardziej  zło

ż

onym  opiniom, 

chocia

ż

by  monituj

ą

c  prowadz

ą

cego,  aby  przeszedł  ju

ż

  do 

nast

ę

pnego punktu programu. Była to pierwsza i bardzo jeszcze 

nieporadna zapowied

ź

 przyszłych mo

ż

liwo

ś

ci, jakie otworz

ą

 si

ę

 

przed  demokracj

ą

  bezpo

ś

redni

ą

.  Za  spraw

ą

  coraz  bardziej 

zaawansowanych  komputerów,  satelitów,  telefonów,  ł

ą

czy 

kablowych,  wyrafinowanych  technik  badania  opinii  publicznej  i 
wielu,  wielu  innych  narz

ę

dzi,  wykształcony  obywatel  mo

ż

e  po 

raz pierwszy w dziejach uczestniczy

ć

 samodzielnie w tworzeniu 

politycznych  decyzji.  Nie  chodzi  tu  o  rozstrzyganie  alternatyw, 
wybór  typu  alboalbo.  Nie  chodzi  o  zast

ą

pienie  obecnego 

systemu  elektronicznymi  zgromadzeniami  miasteczkowymi,  o 
czym  m

ę

tnie  wspominał  Ross  Perot.  Potrzebne  i  mo

ż

liwe  s

ą

 

bardziej  wyszukane  i  elastyczne  procedury  i  z  cał

ą

  pewno

ś

ci

ą

 

nie  chodzi  o  konflikt  demokracji  po

ś

redniej  i  bezpo

ś

redniej, 

opieraj

ą

cej  si

ę

  na  przedstawicielach  obywateli  i  na  nich 

samych. Z pewno

ś

ci

ą

 zostanie wymy

ś

lonych wiele formuł, które 

pozwol

ą

  na  poł

ą

czenie  obu  postaci  demokracji.  Ju

ż

  teraz 

członkowie 

Kongresu 

najró

ż

niejszych 

innych 

ciał 

ustawodawczych 

tworz

ą

 

własne 

komisje 

problemowe, 

aczkolwiek  sami  wyborcy  w 

ż

aden  sposób  nie  mog

ą

  zmusi

ć

 

swoich reprezentantów, aby powołali robocze zespoły dla spraw 
zaniedbywanych  czy  wysoce  kontrowersyjnych.  Dlaczego  by 
jednak  nie  umo

ż

liwi

ć

  tego  wyborcom,  poprzez  uznanie 

obliguj

ą

cej mocy petycji? 

Nie upieramy si

ę

 przy tej propozycji ani przy 

ż

adnym innym 

background image

 

99 

konkretnym  rozwi

ą

zaniu,  albowiem  w  tej  chwili  najwa

ż

niejsze 

jest, aby postawi

ć

 pewien generalny problem: jest mo

ż

liwa cała 

mnogo

ść

  sposobów  uelastycznienia  i  zdemokratyzowania 

ustroju, który jest dzi

ś

 bliski zapa

ś

ci, gdy

ż

 bardzo niewiele osób 

czuje, 

ż

e ma  w  nim swoich  przedstawicieli.  Musimy  wyst

ą

pi

ć

  z 

kolein  my

ś

lowych,  które  zostały  wyci

ś

ni

ę

te  w  ci

ą

gu  ostatnich 

trzystu lat. Niepodobna ju

ż

, by

ś

my rozstrzygali swoje problemy 

przy  u

ż

yciu  ideologii,  modeli  i  rachitycznych  struktur,  które 

nale

żą

 do przeszło

ś

ci drugiej fali. 

Gro

żą

  one  trudnymi  do  przewidzenia  konsekwencjami,  dlatego 

wszelkie tego typu innowacje musz

ą

 najpierw zosta

ć

 dokładnie 

wypróbowane  w  wersji  lokalnej,  zanim  zastosuje  sieje  w 
globalnej  skali.  Cokolwiek  mo

ż

emy  s

ą

dzi

ć

  o  tej  czy  innej 

szczegółowej  propozycji,  dawne  w

ą

tpliwo

ś

ci  pod  adresem 

demokracji  bezpo

ś

redniej  trac

ą

  na  sile  dokładnie  wtedy,  gdy 

coraz  silniej  wysuwane  s

ą

  zastrze

ż

enia  wobec  ustrój  ów 

przedstawicielskich.  Dziwaczna,  czy  nawet  niebezpieczna  przy 
pierwszym  wejrzeniu,  demokracja  na  pół  bezpo

ś

rednia  jest 

zapewne 

ide

ą

 

umiarkowan

ą

która 

dopomo

ż

zaprojektowaniu sprawnych instytucji dnia jutrzejszego. 
 
Podział decyzji 
 
Przekazanie w ramach ustroju wi

ę

kszej siły mniejszo

ś

ciom oraz 

pozwolenie  obywatelom  na  to,  aby  bardziej  bezpo

ś

rednio 

uczestniczyli w rz

ą

dach, to wa

ż

ne przedsi

ę

wzi

ę

cia, ale i one s

ą

 

rozwi

ą

zaniami  tylko  cz

ą

stkowymi.  Trzecia  z 

ż

ywotnych  zasad 

polityki  przyszło

ś

ci  b

ę

dzie  musiała  przeciwstawi

ć

  si

ę

  pichceniu 

decyzji  politycznych  w  jednym  rondlu,  w  imi

ę

  przeniesienia  ich 

w  sfery,  których  dotycz

ą

.  Nie  wystarczy  sama  wymiana 

przywódców; nieodzowny jest tak

ż

e podział decyzji. 

Niektórych  problemów  nie  daje  si

ę

  rozwi

ą

za

ć

  na  szczeblu 

lokalnym,  inne  s

ą

  nie  do  rozstrzygni

ę

cia  na  szczeblu 

ogólnokrajowym, 

jeszcze 

inne 

wymagaj

ą

 

działa

ń

 

podejmowanych  jednocze

ś

nie  na  wielu  szczeblach.  Co  wi

ę

cej, 

miejsce, w którym 

background image

 

100 

rozstrzygaj

ą

  si

ę

  losy  danej  kwestii,  nie  pozostaje  stałe,  lecz 

zmienia  si

ę

  w  czasie.  Aby  usun

ąć

  dzisiejsze  zatory  decyzyjne, 

które  powstaj

ą

  z  racji  przeci

ąż

enia  instytucji,  trzeba  decyzje 

rozczłonkowywa

ć

,  cz

ęś

ci  składowe  czyni

ć

  problemem  bardziej 

powszechnej  rozwagi,  a  miejsce  dokonywania  wyboru 
dostosowywa

ć

 do charakteru zagadnienia. 

Dzisiejsze  rozwi

ą

zania  polityczne  stanowi

ą

  jawne  pogwałcenie 

tej zasady. Problemy poprzenosiły si

ę

 w bardzo ró

ż

ne miejsca, 

ale władza decyzyjna jest bez porównania bardziej nieruchawa. 
Zdecydowanie zbyt wiele rozstrzygni

ęć

 podejmowanych jest na 

szczeblu  centralnym,  a  struktura  instytucji  jest  najbardziej 
zawiła  i  pełna  organizacyjnych  ornamentów  na  poziomie 
pa

ń

stwowym.  Niedostateczna  liczba  decyzji  zapada  na 

szczeblu  ponadnarodowym  i  potrzebne  do  tego  celu  struktury 
s

ą

  dopiero  w  powijakach;  podobnie  jest  te

ż

  z  kwestiami,  które 

regulowane  s

ą

  na  poziomach  lokalnych:  w  skali  stanów, 

hrabstw,  miast,  grup  społecznych,  które  powstaj

ą

  nie  wedle 

kryterium geograficznego. 
Je

ś

li  chodzi  o  ów  poziom  ponadpa

ń

stwowy,  jeste

ś

my  dzi

ś

 

politycznie równie niedojrzali i zacofani, jak byli

ś

my na poziomie 

pa

ń

stwowym trzysta lat temu, kiedy rozpoczynała si

ę

 rewolucja 

przemysłowa.  Tymczasem  przez  przeniesienie  decyzji  na 
szczebel  wy

ż

szy  od  pa

ń

stwa  narodowego  nie  tylko  otwiera  si

ę

 

mo

ż

liwo

ść

  skutecznego  uporania  si

ę

  z  problemami,  które 

nale

żą

 

współcze

ś

nie 

do 

najtrudniejszych 

najbardziej 

zapalnych, 

ale 

zarazem 

odci

ąż

zablokowane 

centra 

pa

ń

stwowe.  Podział  decyzji  jest  rozwi

ą

zaniem  o  bardzo 

istotnym  znaczeniu.  Niemniej  przeniesienie  cz

ęś

ci  decyzji  na 

wy

ż

szy  szczebel  jest  rozwi

ą

zaniem  dopiero  cz

ęś

ci  problemu, 

gdy

ż

  równie  oczywista  jest  konieczno

ść

  manewru  w 

przeciwnym  kierunku,  w  wyniku  którego  znaczna  cz

ęść

 

rozstrzygni

ęć

 podejmowana by była na szczeblach ni

ż

szych od 

centrum pa

ń

stwowego. 

Znowu  nie  chodzi  tutaj  o  sytuacj

ę

  antynomiczn

ą

;  o  wybór 

mi

ę

dzy  absolutn

ą

  decentralizacj

ą

  a  absolutn

ą

  centralizacj

ą

Problemem  jest  inne  rozmieszczenie  praw  do  podejmowania 
decyzji 

background image

 

101 

w  systemie,  który  tak  przesadnie  akcentował  centralizacj

ę

ż

centrum  jest  parali

ż

owane  przez  coraz  obficiej  napływaj

ą

ce 

informacje.  Polityczna  decentralizacja  sama  przez  si

ę

  nie 

gwarantuje 

demokracji: 

mo

ż

liwe 

s

ą

 

przypadki 

bardzo 

dokuczliwej  tyranii  lokalnej,  a  lokalni  politycy  bywaj

ą

  o  wiele 

bardziej  skorumpowani  ni

ż

  ich  odpowiednicy  na  niwie 

pa

ń

stwowej. Co wi

ę

cej, całkiem cz

ę

sto przeniesienie uprawnie

ń

 

decyzyjnych na ni

ż

sze szczeble ma charakter pozorny i słu

ż

y w 

istocie  interesom  centrum.  Tak  czy  owak,  niezale

ż

nie  od  tych 

wszystkich zagro

ż

e

ń

, to jedno nie ulega w

ą

tpliwo

ś

ci, 

ż

e nie uda 

si

ę

  przywróci

ć

  sprawno

ś

ci  i  skuteczno

ś

ci  bardzo  wielu 

instytucjom  rz

ą

dowym  bez  podziału  centralnej  władzy.  Ci

ęż

ar 

problemów  decyzyjnych  trzeba  zmniejszy

ć

  przez  jego 

rozczłonkowanie  i  przeniesienie  znacznej  cz

ęś

ci  na  ni

ż

sze 

poziomy. 
Nie chodzi tutaj o nawoływania romantycznych anarchistów, by 
przywróci

ć

  gminn

ą

  demokracj

ę

,  ani  te

ż

  gniew  zamo

ż

nych 

podatników, którzy chcieliby zredukowa

ć

 system 

ś

wiadcze

ń

 dla 

ubogich. Chodzi tu o prosty fakt, 

ż

e ka

ż

da polityczna struktura - 

nawet je

ś

li wyposa

ż

ona jest w rozbudowan

ą

 sie

ć

 komputerow

ą

 

-  mo

ż

e  zawsze  przetworzy

ć

  i  zu

ż

ytkowa

ć

  tylko  okre

ś

lon

ą

  ilo

ść

 

informacji,  mo

ż

e  upora

ć

  si

ę

  tylko  z  okre

ś

lon

ą

  liczb

ą

  decyzji  o 

okre

ś

lonym  charakterze,  obecne  za

ś

  instytucje  rz

ą

dowe 

bezradnie  uginaj

ą

  si

ę

  pod  brzemieniem  wyra

ź

nie  dla  nich  zbyt 

wielkim. 
Na  dodatek  prawd

ą

  jest, 

ż

e  instytucje  rz

ą

dowe  musz

ą

 

przystawa

ć

  do  struktury  gospodarki,  systemu  informacyjnego  i 

do  wielu  innych  cech 

ż

ycia  społecznego.  Jeste

ś

my  dzi

ś

 

ś

wiadkami  zasadniczej  decentralizacji  i  regionalizacji  produkcji 

oraz  przedsi

ę

wzi

ęć

  gospodarczych.  Nie  jest  wykluczone, 

ż

podstawow

ą

  jednostk

ą

  przestaje  by

ć

  gospodarka  w  skali 

pa

ń

stwa. 

Podkre

ś

lali

ś

my  ju

ż

  wcze

ś

niej, 

ż

e  widzimy  oto,  jak  pojawia  si

ę

 

ogromna 

wielo

ść

 

wytwarzaj

ą

cych 

rozliczne 

powi

ą

zania 

podukładów  w  ramach  gospodarki  ka

ż

dego  narodu.  W 

przypadku  korporacji  dostrzegamy  d

ąż

enia  nie  tylko  do 

wewn

ę

trznego  rozczłonkowania,  ale  tak

ż

e  do  geograficznej 

decentralizacji. 
Wszystko to jest w znacznej mierze odzwierciedleniem  

background image

 

102 

ogromnego  przeobra

ż

enia  w  przepływie  informacji  przez 

społecze

ń

stwo. Wraz z tym jak słabnie pot

ę

ga centralnych sieci 

przekazu,  dokonuje  si

ę

  wskazywana  przez  nas  wcze

ś

niej 

redukcja  masowego  charakteru  komunikacji  w  obr

ę

bie 

społecze

ń

stwa. 

Mno

żą

 

si

ę

 

sieci 

kablowe, 

systemy 

komputerowe, 

układy 

prywatnej 

poczty 

elektronicznej, 

informacja  w

ę

druje  mi

ę

dzy  u

ż

ytkownikami  zarejestrowana  na 

kasetach,  a  wszystko  to  s

ą

  składniki  wielkiego  procesu 

decentralizacji. 
Nie  jest  przeto  mo

ż

liwe,  aby  wyzbywanie  si

ę

  owych  form 

masowych przez poczynania gospodarcze, komunikacyjne oraz 
przez  wiele  innych  wa

ż

nych  społecznie  sfer  nie  wymusiło 

wcze

ś

niej  lub  pó

ź

niej  decentralizacji  tak

ż

e  w  obszarze  decyzji 

politycznych.  To  za

ś

  nie  mo

ż

e  si

ę

  ograniczy

ć

  do  czysto 

kosmetycznych 

ulepsze

ń

 

istniej

ą

cych 

instytucjach 

politycznych.  B

ę

d

ą

  toczone  wielkie  batalie  o  kontrol

ę

  nad 

bud

ż

etem,  podatkami,  ziemi

ą

,  energi

ą

  i  innymi  zasobami. 

Podział  uprawnie

ń

  decyzyjnych  nie  b

ę

dzie  łatwy  jest  jednak 

nieunikniony w krajach, w których nast

ą

pił przerost centralizmu. 

 
Rozbudowuj

ą

ce si

ę

 elity 

 
Poj

ę

cie  „baga

ż

u  decyzyjnego"  jest  bardzo  wa

ż

ne  dla 

zrozumienia  problemów  demokracji.  Ka

ż

da  społeczno

ść

,  aby 

funkcjonowa

ć

,  wymaga  pewnej  liczby  decyzji  politycznych  o 

odpowiednim  charakterze. W istocie,  ka

ż

de  społecze

ń

stwo  ma 

sobie 

wła

ś

ciw

ą

 

struktur

ę

 

decyzyjn

ą

Im 

liczniejsze, 

zró

ż

nicowane,  cz

ę

ste  i  skomplikowane  s

ą

  decyzje  konieczne 

dla jego działania, tym wi

ę

kszy jest „baga

ż

 decyzyjny". Sposób, 

w  jaki  ów  baga

ż

  jest  dzielony,  okre

ś

la  stopie

ń

  demokratyzacji 

danego społecze

ń

stwa. 

W  społeczno

ś

ciach  preindustrialnych,  gdzie  podział  pracy  miał 

charakter  szcz

ą

tkowy,  a  zmiany  dokonywały  si

ę

  nad  wyraz 

powoli, 

liczba 

niezb

ę

dnych 

decyzji 

politycznych 

czy 

administracyjnych była minimalna, a w efekcie niewielki te

ż

 był 

ich 

baga

ż

 

decyzyjny. 

Małe, 

niezbyt 

wykształcone, 

niewyspecjalizowane  elity  feudalne  czy  monarchiczne  mogły  z 
lepszym lub gorszym 

background image

 

103 

skutkiem  polega

ć

  na  sobie  samych,  z  nikim  nie  dziel

ą

brzemienia decyzji. 
Demokracja  w  naszym  dzisiejszym  rozumieniu  pojawia  si

ę

 

dopiero wtedy, gdy baga

ż

 decyzyjny nabrzmiewa tak bardzo, 

ż

stare elity nie potrafi

ą

 si

ę

 z nim upora

ć

. Druga fala przyniosła ze 

sob

ą

  rozbudowany  handel,  znacznie  gł

ę

bszy  podział  pracy,  a 

tak

ż

e  wyd

ź

wign

ę

ła  społecze

ń

stwa  na  zupełnie  nowy  poziom 

skomplikowania  i  w  ten  sposób  spowodowała  tego  samego 
rodzaju  implozj

ę

  decyzyjn

ą

,  któr

ą

  wiedzie  dzi

ś

  ze  sob

ą

  trzecia 

fala. 

Zdolno

ś

ci 

decyzyjne 

starych 

elit 

okazały 

si

ę

 

niewystarczaj

ą

ce i trzeba było nowych elit i subelit, aby uporały 

si

ę

  z  baga

ż

em  decyzji.  W  tym  za

ś

  celu  trzeba  było 

zaprojektowa

ć

 rewolucyjne instytucje polityczne. 

Wraz  z  tym,  jak  rozwijało  si

ę

  i  dalej  komplikowało 

społecze

ń

stwo  industrialne,  elity  odpowiedzialne  za  jego 

integracj

ę

  -  „technicy  władzy"  -  nieustannie  potrzebowały 

zastrzyku 

ś

wie

ż

ej krwi, aby podoła

ć

 baga

ż

owi informacyjnemu. 

Był  to  niewidoczny,  a  zarazem  nieunikniony  proces,  dzi

ę

ki 

któremu  klasa 

ś

rednia  coraz  silniej  była  wci

ą

gana  na  aren

ę

 

polityczn

ą

.  To  owa  potrzeba  skutecznych  decyzji  politycznych 

prowadzi  do  łamania  systemu  przywilejów,  wytwarzaj

ą

c  coraz 

wi

ę

cej  nisz,  które  wypełnia

ć

  trzeba  z  ni

ż

szych  poziomów 

hierarchii społecznej. 
Jest  to  by

ć

  mo

ż

e  uproszczony  obraz 

ż

ycia  społecznego, 

niemniej poucza nas on, 

ż

e zakres demokracji mniej zale

ż

y od 

dzieł  kultury,  Marksowskich  klas,  odwagi  wojennej,  zdolno

ś

ci 

retorycznych  czy  politycznej  woli,  a  bardziej  jest  zale

ż

ny  od 

charakteru 

baga

ż

decyzyjnego, 

który 

d

ź

wiga 

dane 

społecze

ń

stwo.  Im  bardziej  wzrasta  ów  baga

ż

,  tym  bardziej 

wymusi  on  ostatecznie  demokratyczne  uczestnictwo  w 
rozstrzygni

ę

ciach.  Kiedy  wzrasta  ów  baga

ż

,  wtedy  problem 

demokracji przestaje by

ć

 kwesti

ą

 ch

ę

ci czy niech

ę

ci, a staje si

ę

 

spraw

ą

  konieczno

ś

ci,  gdy

ż

  bez  demokratycznych  rozwi

ą

za

ń

 

ustrój społeczny nie mo

ż

e sobie poradzi

ć

Z  uwag  tych  wynika  sugestia, 

ż

e  najprawdopodobniej 

stan

ę

li

ś

my  u  progu  nowego  obszaru  demokracji.  Chocia

ż

 

brzemi

ę

 

background image

 

104 

decyzyjne  przytłacza  dzi

ś

  prezydentów,  premierów  i  rady 

ministrów, to zarazem - po raz pierwszy od pocz

ą

tków rewolucji 

przemysłowej  -  otwiera  przed  nami  fascynuj

ą

ce  perspektywy 

radykalnie  nowego  uczestniczenia  w  sferze  polityki.  Potrzeba 
nowych  instytucji  politycznych  towarzyszy  potrzebie  nowych 
form 

ż

ycia  rodzinnego,  edukacji  i  organizacji  wspólnotowych. 

Potrzeba  ta  ma  gł

ę

bokie  korzenie  w  poszukiwaniu  nowych 

ź

ródeł  energii,  nowych  technologii  i  nowych  sposobów 

produkcji.  Odzwierciedla  ona  przewrót  w  systemie  komunikacji 
mi

ę

dzyludzkiej 

zwi

ą

zana 

jest 

potrzeb

ą

 

nowego 

ukształtowania  relacji  ze 

ś

wiatem  nieindustrialnym.  Mówi

ą

krótko,  chodzi  tu  o  polityczny  odblask  tych  wszystkich 
kumulatywnych  zmian,  które  dokonuj

ą

  si

ę

  naraz  w  mnogo

ś

ci 

innych sfer. Je

ś

li nie widzi si

ę

 tych powi

ą

za

ń

, nie mo

ż

na poj

ąć

 

sensu  wydarze

ń

,  o  których  ka

ż

dego  dnia  powiadamiaj

ą

  nas 

nagłówki  gazet.  Gdyby  usiłowa

ć

  sprowadzi

ć

  współczesne 

konflikty  polityczne  do  wspólnego  mianownika,  to  nie  chodzi 
bynajmniej  o  walk

ę

  bogaczy  z  biedot

ą

,  wa

ż

niaków  z 

niewa

ż

nymi,  nie  chodzi  o  starcie  grup  etnicznych  czy  nawet 

kapitalistycznej 

wizji 

ś

wiata 

wizj

ą

 

socjalistyczn

ą

Najwa

ż

niejsza  walka  rozgrywa  si

ę

  dzi

ś

  pomi

ę

dzy  tymi,  którzy 

chc

ą

  wspiera

ć

  i  utrwala

ć

  społeczno

ść

  industrialn

ą

,  a  tymi, 

którzy chc

ą

 poza ni

ą

 wykroczy

ć

 
Twórcza powinno

ść

 

 
Zadaniem  jednych  pokole

ń

  staje  si

ę

  tworzenie  cywilizacji, 

zadaniem  innych  ich  ochrona.  Generacje,  które  rozpocz

ę

ły 

drug

ą

  fal

ę

,  zostały  przez  warunki  zmuszone  do  działa

ń

 

twórczych.  Ludzie  typu  Monteskiusza,  Milla,  Madisona  musieli 
dopiero  wymy

ś

li

ć

  wi

ę

kszo

ść

  tych  form,  które  my  dzisiaj 

traktujemy  jako  oczywiste  i  stałe.  Poniewa

ż

  znale

ź

li  si

ę

 

pomi

ę

dzy  dwiema  cywilizacjami,  byli  skazani  na  wyobra

ź

ni

ę

We  wszystkich  sferach 

ż

ycia  społecznego:  w  rodzinach, 

szkołach,  firmach,  ko

ś

ciołach,  w  systemie  energetycznym  i 

systemie  ł

ą

czno

ś

ci  stajemy  w  obliczu  konieczno

ś

ci  stworzenia 

nowych form trzeciej fali. Tak samo 

background image

 

105 

zaczyna  dzia

ć

  si

ę

  z  milionami  ludzi  w  wielu  krajach.  Nigdzie 

jednak  anachroniczno

ść

  nie  jest  bardziej  jawna  i  bardziej 

niebezpieczna  ni

ż

  w  sferze 

ż

ycia  politycznego,  nigdzie  te

ż

  nie 

ma  wi

ę

kszego  niedostatku  wyobra

ź

ni,  rzutko

ś

ci  i  gotowo

ś

ci  do 

przygotowania  przyszłych  zmian.  Nawet  ludzie  ol

ś

niewaj

ą

co 

innowacyjni  w  miejscu  swojej  pracy  -  biurze  prawniczym, 
laboratorium, kuchni,  klasie  szkolnej,  magazynie  -  dr

ę

twiej

ą

  na 

sam

ą

  wzmiank

ę

  o  tym, 

ż

e  nasza  konstytucja  i  polityczne 

struktury  s

ą

  przedawnione  i  wymagaj

ą

  radykalnej  przebudowy. 

Wizja  gł

ę

bokich  politycznych  transformacji,  ze  wszystkimi  tego 

niebezpiecze

ń

stwami, okazuje  si

ę

  tak  przera

ż

aj

ą

ca, 

ż

e  obecny 

stan  rzeczy,  sk

ą

din

ą

d  surrealistyczny  i  zniewalaj

ą

cy,  nagle 

wydaje si

ę

 najlepszym na 

ś

wiecie rozwi

ą

zaniem. 

Z  drugiej  strony  mamy  w  ka

ż

dym  społecze

ń

stwie  grupk

ę

 

pseudorewolucjonistów, którzy gł

ę

boko zakorzenieni w ideologii 

drugiej  fali, 

ż

adnej  propozycji  nie  traktuj

ą

  jako  wystarczaj

ą

co 

radykalnej: 

mamy 

przeto 

dyluwialnych 

marksistów, 

anarchoromantyków,  fanatyków  prawicowych,  rasistowskich 
demagogów,  religijnych  zelotów,  gabinetowych  buntowników  i 
bogobojnych terrorystów, którzy 

ś

ni

ą

 o totalitarnych technokraci 

ach, 

ś

redniowiecznych utopiach czy pa

ń

stwach teokratycznych. 

Nawet wtedy, kiedy w wielkim p

ę

dzie wkraczamy w now

ą

 epok

ę

 

dziejow

ą

, oni dalej hołubi

ą

 swoje marzenia, rodem z po

ż

ółkłych 

kart  niegdysiejszych  traktatów  politycznych.  Tym  jednak,  co 
czeka nas jako efekt zaostrzaj

ą

cego si

ę

 podstawowego starcia, 

nie jest spełnienie którejkolwiek z dawnych rewolucyjnych wizji: 
ani  awangardowa  partia  nie  b

ę

dzie  obala

ć

  rz

ą

dz

ą

cych  elit  w 

imieniu  zacofanych  mas,  ani  nie  dojdzie  do 

ż

adnego 

spontanicznego,  oczyszczaj

ą

cego  przewrotu  masowego,  który 

wyzwoli

ć

  miały  akty  terroryzmu.  Nowe  polityczne  struktury 

cywilizacji  trzeciej  fali  nie  narodz

ą

  si

ę

  w  jednym,  gwałtownym 

zrywie,  lecz  pojawi

ą

  si

ę

  w  wyniku  tysi

ę

cznych  innowacji  i 

konfliktów,  które  na  ró

ż

nych szczeblach i  w  ró

ż

nych  miejscach 

rozgrywa

ć

 si

ę

 b

ę

d

ą

 przez całe dekady. 

Wcale to nie wyklucza mo

ż

liwo

ś

ci u

ż

ycia przemocy w drodze 

background image

 

106 

do  dnia  jutrzejszego.  Przej

ś

cie  od  cywilizacji  pierwszej  fali  do 

cywilizacji  fali  drugiej  jest  krwawym  dramatem  pełnym  wojen, 
rebelii,  głodu,  wymuszonych  migracji,  zamachów  stanu  i 
okrucie

ń

stw.  Dzisiaj,  gdy  stawka  jest  wy

ż

sza,  czas  krótszy  i 

wi

ę

ksze 

przyspieszenie, 

niebezpiecze

ń

stwa 

s

ą

 

jeszcze 

wi

ę

ksze. Wiele zale

ż

y od zr

ę

czno

ś

ci i inteligencji obecnych elit, 

subelit 

superelit. 

Gdyby 

miały 

si

ę

 

okaza

ć

 

równie 

krótkowzroczne,  wyzbyte  wyobra

ź

ni  i  sparali

ż

owane  strachem 

jak wi

ę

kszo

ść

 panuj

ą

cych grup w przeszło

ś

ci, zwi

ę

kszy to tylko 

ryzyko przemocy i gwałtownego unicestwienia samych elit. Je

ś

li 

natomiast,  przeciwnie,  dadz

ą

  si

ę

  one  nie

ść

  trzeciej  fali,  je

ś

li 

zrozumiej 

ą

  potrzeb

ę

  rozszerzenia  formuły  demokracji,  wtedy 

mog

ą

 same wł

ą

czy

ć

 si

ę

 w proces budowania nowej cywilizacji, 

jak  zrobiły  to  najm

ą

drzejsze  z  elit  pierwszej  fali,  które  potrafiły 

dostrzec 

nadchodzenie 

społecze

ń

stwa 

industrialnego, 

zbudowanego  na  technice  i  potrafiły  współdziała

ć

  w  jego 

tworzeniu. 
Warunki  zmieniaj

ą

  si

ę

  w  zale

ż

no

ś

ci  od  kraju,  ale  nigdy  dot

ą

nie  było  tak  wielu  dobrze  wykształconych  ludzi,  których 
zbiorowym  or

ęż

em  jest  niebywale  rozbudowana  wiedza.  Nigdy 

dot

ą

d nie było tak liczne grono osób 

ż

yj

ą

cych w dostatku, który 

by

ć

  mo

ż

e  niepewny  i  budz

ą

cy  ró

ż

ne  problemy,  jest  jednak 

wystarczaj

ą

cy,  by  da

ć

  im  czas  i  zapał  do  obywatelskich  trosk 

oraz  działa

ń

.  Nigdy  dot

ą

d  nie  było  tak  wielkich  rzesz,  które 

mog

ą

  podró

ż

owa

ć

,  zapoznawa

ć

  si

ę

  z  innymi  kulturami  i  uczy

ć

 

si

ę

 od nich. Nade wszystko za

ś

: nigdy dot

ą

d tak wielu nie miało 

do  zyskania  tak  wiele,  gdyby  koniecznym  i  gł

ę

bokim 

przemianom  zapewni

ć

  spokojny  przebieg.  Elity,  chocia

ż

by 

najbardziej  wykształcone,  same  z  siebie  nie  stworz

ą

  nowej 

cywilizacji.  Do  tego  potrzeba  b

ę

dzie  energii  całego  narodu, 

która  jest  ju

ż

  dost

ę

pna  i  tylko  trzeba  pomóc  jej  si

ę

  wyzwoli

ć

Powiemy  wi

ę

cej:  je

ś

li  zwłaszcza  my, 

ż

yj

ą

cy  w  krajach  o 

najwy

ż

ej rozwini

ę

tej technice, za jasny i wyra

ź

ny cel obierzemy 

sobie  stworzenie  zupełnie  nowych  instytucji,  konstytucji  i 
ustrojów,  damy  uj

ś

cie  nie  tylko  energii,  ale  tak

ż

e  czemu

ś

 

wi

ę

cej: 

zbiorowej 

wyobra

ź

ni. 

Im 

wcze

ś

niej 

zaczniemy 

projektowa

ć

 alternatywne rozwi

ą

zania 

background image

 

107 

polityczne, których podstaw

ą

 b

ę

d

ą

 trzy omówione wy

ż

ej zasady 

-  siła  mniejszo

ś

ci,  demokracja  na  pół  bezpo

ś

rednia,  podział 

decyzji - tym wi

ę

ksze mamy szans

ę

 na pokojowe przemiany. To 

próby  ich  blokowania,  a  nie  one  same,  gro

żą

  zaburzeniami  i 

niepokojami. To wynikaj

ą

ce z za

ś

lepienia usiłowania, by broni

ć

 

tego, co anachroniczne, rodz

ą

 niebezpiecze

ń

stwo rozlewu krwi. 

Wynika z tego, 

ż

e aby unikn

ąć

 wstrz

ą

sów i przemocy, ju

ż

 teraz 

musimy si

ę

 zaj

ąć

 problemem przestarzałej struktury politycznej 

współczesnego 

ś

wiata.  Kwestia  ta  musi  sta

ć

  si

ę

  przedmiotem 

zainteresowania  nie  tylko  specjalistów:  konstytucjonalistów, 
ekspertów  od  prawa  wyborczego,  polityków,  ale  tak

ż

e  opinii 

publicznej:  stowarzysze

ń

,  zwi

ą

zków  zawodowych,  ko

ś

ciołów, 

organizacji kobiecych, grup etnicznych i rasowych, naukowców, 
gospody

ń

 domowych i biznesmenów. 

Po pierwsze, trzeba zainicjowa

ć

 mo

ż

liwie jak najszersz

ą

 debat

ę

 

w  sprawie  potrzeby  nowego  systemu  politycznego,  który  byłby 
dostrojony  do  wymaga

ń

  trzeciej  fali.  Potrzebne  b

ę

d

ą

 

konferencje, 

programy 

telewizyjne, 

konkursy, 

ć

wiczenia 

symulacyjne,  fingowane  konstytuanty,  aby  uzyska

ć

  jak 

najwi

ę

cej 

ś

wie

ż

ych  pomysłów,  jak najszerzej  wyzwoli

ć

  odwag

ę

 

my

ś

lenia  na  temat  politycznej  przebudowy.  Trzeba  b

ę

dzie  do 

tego  u

ż

y

ć

  najnowocze

ś

niejszych 

ś

rodków,  od  satelitów  i 

komputerów po kasety wideo i interakcyjn

ą

 telewizj

ę

Nikt  nie  wie  dokładnie,  co  niesie  ze  sob

ą

  przyszło

ść

  ani  co 

najlepiej  b

ę

dzie  słu

ż

y

ć

  społecze

ń

stwu  trzeciej  fali.  Nie  nale

ż

wyobra

ż

a

ć

 sobie jakiej

ś

 jednej masowej reorganizacji czy jednej 

rewolucyjnej i totalnej przemiany, która zostałaby podyktowana 
od 

góry. 

My

ś

le

ć

 

trzeba 

tysi

ą

cach 

ś

wiadomych, 

zdecentralizowanych  eksperymentów.  W  nich  nowe  modele 
rozstrzygni

ęć

 

politycznych 

wypróbowane 

zostan

ą

 

na 

szczeblach lokalnych i regionalnych, zanim wykorzysta si

ę

 je na 

płaszczy

ź

nie  pa

ń

stwowej  i  ponadpa

ń

stwowej.  Zarazem  jednak 

ju

ż

  teraz  trzeba  zacz

ąć

  pozyskiwa

ć

  zwolenników  takich 

eksperymentów  w  skali  narodowej  i  mi

ę

dzynarodowej.  Z 

powszechnego  dzi

ś

  zniech

ę

cenia,  gniewu  i  rozgoryczenia  w 

stosunku do rz

ą

dów drugiej fali 

background image

 

108 

demagodzy  mog

ą

  wykrzesa

ć

  ogie

ń

  fanatycznego  poparcia  dla 

rz

ą

dów  autorytarnych,  ale  mo

ż

na  je  te

ż

  wykorzysta

ć

  na  rzecz 

demokratycznej transformacji 

ś

wiata. 

Gdyby  udało  si

ę

  uruchomi

ć

  wielki  proces  edukacyjny  - 

dokonywane  naraz  w  wielu  krajach  antycypuj

ą

ce  wprawki  w 

nowej 

demokracji 

wtedy 

zostałoby 

za

ż

egnane 

niebezpiecze

ń

stwo  totalitarne.  Całe  miliony  ludzi  trzeba 

przygotowa

ć

  do  przyszłych  przemieszcze

ń

  i  gro

ź

nych 

kryzysów,  jednocze

ś

nie  wywieraj

ą

c  presj

ę

  na  istniej

ą

ce 

instytucje polityczne, aby te szybciej poddały si

ę

 nieuniknionym 

zmianom. 
Przy  wielkim oddolnym parciu nie mo

ż

na zbyt wiele obiecywa

ć

 

sobie  po  dzisiejszych  nominalnych  przywódcach;  prezydenci  i 
premierzy,  senatorzy  i  członkowie  władz  partyjnych  w 
wi

ę

kszo

ś

ci nie b

ę

d

ą

 pali

ć

 si

ę

 do tego, by kwestionowa

ć

 zasady 

funkcjonowania  tych  wła

ś

nie  instytucji,  które  jakkolwiek 

zacofane,  zapewniaj

ą

  im  pieni

ą

dze,  presti

ż

  i  władz

ę

,  a 

przynajmniej  jej  pozór.  Zdarz

ą

  si

ę

  z  pewno

ś

ci

ą

  nieliczni 

dalekowzroczni  politycy,  którzy  przył

ą

cz

ą

  si

ę

  do  walki  o 

przebudow

ę

  w  imi

ę

  przyszło

ś

ci,  wi

ę

kszo

ść

  jednak  reagowa

ć

 

b

ę

dzie  dopiero  wtedy,  gdy  nie  uda  si

ę

  ju

ż

  lekcewa

ż

y

ć

 

zewn

ę

trznych  nacisków  lub  gdy  kryzys  b

ę

dzie  ju

ż

  tak 

zaawansowany  i  bliski  konwulsyjnych  wstrz

ą

sów, 

ż

e  nie 

zobacz

ą

  ju

ż

 

ż

adnej  innej  mo

ż

liwo

ś

ci.  Odpowiedzialno

ść

  za 

zmiany  spoczywa  zatem  na  nas  i  wła

ś

nie  od  siebie  musimy 

zacz

ąć

,  gdy

ż

  to  siebie  musimy  nauczy

ć

  tego,  by  nie  odwraca

ć

 

si

ę

 odruchowo z l

ę

kiem od wszystkiego co nowe, zaskakuj

ą

ce, 

pozornie  ekstrawaganckie.  Oznacza

ć

  to  b

ę

dzie  wydanie  walki 

wszystkim  t

ę

picielom  idei,  którzy  ka

ż

d

ą

  now

ą

  sugesti

ę

 

bezzwłocznie usiłuj

ą

 ukatrupi

ć

 jako niepraktyczn

ą

 i iluzoryczn

ą

broni

ą

c  w  ten  sposób  tego,  co  dzi

ś

  praktyczne  i  rzeczywiste, 

chocia

ż

  zarazem  jak

ż

e  cz

ę

sto  absurdalne,  zniewalaj

ą

ce  i 

niefunkcjonalne.  Oznacza

ć

  to  b

ę

dzie  przeto  walk

ę

  o  wolno

ść

 

wypowiedzi, o prawo do głoszenia pomysłów nawet najbardziej 
heretyckich. 
Ów proces wielkiej przebudowy zainicjowa

ć

 trzeba teraz, zanim 

dalsza dezintegracja systemów politycznych sprawi, 

ż

e na 

background image

 

109 

ulice wypełzn

ą

 siły tyranii i nie uda si

ę

 ju

ż

 przej

ść

 do demokracji 

XXI  wieku  drog

ą

  pokój  ow

ą

.  Je

ś

li  zaczniemy  ju

ż

  teraz,  tak

ż

e  i 

my  wraz  ze  swoimi  dzie

ć

mi  we

ź

miemy  udział  w  fascynuj

ą

cym 

przeobra

ż

aniu  nie  tylko  zmurszałych  struktur  politycznych,  ale 

wr

ę

cz całej cywilizacji. Podobnie jak niegdysiejsi rewolucjoni

ś

ci, 

tak

ż

e i my zdani jeste

ś

my na twórcze my

ś

lenie. 

background image

 

110 

KILKA INFORMACJI O AUTORACH 

 

Prace  Alvina  i  Heidi  Tofflerów  przez  „Washington  Post"  zostały 
okre

ś

lone jako wspaniałe, przez „Wall Street Journal" jako błyskotliwe i 

elektryzuj

ą

ce,  przez  „Business  Week"  jako  niezwykle  nowatorskie, 

podobnie  zostały  przyj

ę

te  przez  krytyków  w  innych  krajach. Wydane  w 

milionach  egzemplarzy  w  ponad  trzydziestu  j

ę

zykach,  publicznie  lub 

prywatnie  cytowane  były  przez  takie  postacie  ze 

ś

wiata  polityki  jak 

Richard  Nixon,  Yasuhiro  Nakasone  czy  Michaił  Gorbaczow.  Kiedy 
Trzeci

ą

 

fal

ę

 

opublikowano 

Chinach, 

została 

natychmiast 

zaatakowana jako rozsiewacz „duchowej zgnilizny Zachodu" i wycofana 
z  obiegu.  Kiedy  jednak  po  wyst

ą

pieniu  Deng  Xiaopinga  ponownie 

zezwolono  na  jej  sprzeda

ż

,  znalazła  si

ę

  na  drugim  miejscu  chi

ń

skiej 

listy  bestsellerów.  Stała  si

ę

  bibli

ą

  ruchu  demokratycznego,  a  kiedy  ze 

stanowiska  przewodnicz

ą

cego  partii  komunistycznej  usuwano 

Ż

ao 

Ziyanga,  który  wykazał  zbyt  wiele  zrozumienia  dla  studentów 
demonstruj

ą

cych na placu Tienanmen, jednym z argumentów stało si

ę

 

jego spotkanie z Tofflerami. 
Chocia

ż

 oboje broni

ą

 si

ę

 przed słowem „przepowiednie", argumentuj

ą

c, 

ż

e nikt nie mo

ż

e zna

ć

 przyszło

ś

ci, jest zarazem prawd

ą

ż

e udało im si

ę

 

z  wyprzedzeniem  -  czasami  o  kilka  dziesi

ę

cioleci  -  opisa

ć

  wiele 

zdarze

ń

,  które  potem  wstrz

ą

sały 

ś

wiatem.  Mówili  wi

ę

c  o  komputerach, 

o upadku ZSRR, zjednoczeniu Niemiec, rozpadzie rodziny komórkowej, 
klonowaniu  i  kontroli  urodzin,  o  nowych  formach  organizacji 
antybiurokratycznych, 

mno

ż

eniu 

si

ę

 

nisz 

rynkowych 

nisz 

komunikacyjnych,  o  rozwoju  aliansów  politycznych  na  rzecz  jednej, 
konkretnej  sprawy,  o  grupach  nieformalnych  i  zainteresowaniu 
demokracj

ą

 elektroniczn

ą

Główne prace Alvina i Heidi Tofflerów - Szok przyszło

ś

ci, Trzecia fala i 

Powershift (Przej

ę

cie władzy) - tworz

ą

 trylogi

ę

, która prezentuje spójny 

model rodz

ą

cej si

ę

 gospodarki i wyłaniaj

ą

cego si

ę

 społecze

ń

stwa. 

W  ostatniej  ksi

ąż

ce,  War  and  AntiWar  (Wojna  i  antywojna), 

wypracowanym  wcze

ś

niej  metodom  analizy  poddaj

ą

  współczesne 

problemy wojny i pokoju. 
Je

ś

li  ta  czy  inna  ksi

ąż

ka  pa

ń

stwa  Tofflerów  zainteresowała  Was, 

bardzo chcieliby

ś

my si

ę

 o tym dowiedzie

ć

, szczególnie gdyby nasun

ę

ły 

si

ę

  Wam  pomysły,  jak  przyspieszy

ć

  nadej

ś

cie  w  Ameryce  trzeciej  fali. 

Wszelkie uwagi prosimy przesyła

ć

 pod adresem: 

The Progress & Freedom Foundation 
1250 H Street N W, Suit

ę

 550 

Washington, DC 20005 
Tel: 202/4842312 
Fax: 202/4849326 
Poczta elektroniczna: PFF@aol.com