background image

Władysław Kopaliński 
Kot w worku czyli z dziejów pojęć i nazw 
 
Od autora 
KsiąŜeczka niniejsza składa się z osiemdziesięciu ośmiu rozdziałów róŜnej  
długości, z których kaŜdy mówi o czymś innym. Łączy je z sobą jednak to, Ŝe są  
komentarzami do wyrazu, nazwy, wyraŜenia czy przysłowia umieszczonego w ich  
tytule. Ale i objaśnienia te róŜnią się między sobą pod wielu względami. W  
jednym jest mowa o pochodzeniu nazwy, w innym o legendach z nią związanych, w  
jeszcze innym o faktach historycznych, anegdotach, bądź o mitach na jej temat,  
przy czym bieg tej relacji jest przewaŜnie swobodny; dotyczy ona zwykle tylko  
wybranych dowolnie niektórych stron omawianej materii. 
Ten styl gawędy, przyjęty z rozmysłem, nie przeszkadza poruszaniu takŜe spraw  
trudniejszych i za-wilszych, zawsze jednak z jakiegoś powodu (przynajmniej  
zdaniem autora) interesujących. Kolejność rozdziałów, ta a nie inna, słuŜy po  
prostu uprzyjemnieniu, urozmaiceniu lektury. 
Indeks i spis rzeczy umoŜliwiają natomiast szybkie odnalezienie miejsc, gdzie  
przedstawiono jakąś sprawę albo gdzie mowa o konkretnej osobie, miejscowości czy  
nazwie. 
Autor nie występuje tu w roli wszechwiedzącego erudyty w rozlicznych dziedzinach.  
Kompilacyjny charakter tej ksiąŜeczki, w której z rzadka tylko powołuję się na  
ź

ródła, choć oczywisty, lepiej by się uwidocznił, gdyby zaopatrzono ją w  

bibliografię źródeł. Ale byłaby to dla niej ozdoba nieco zbyt preten- 

sjonalna. Zastąpi ją przeto ogólne podziękowanie autorom Ŝywym i nieŜyjącym, a  
takŜe licznym zaprzyjaźnionym specjalistom. Bo, jak powiada mędrzec, choć  
wdzięczność jest najmizerniejszą z cnót, to niewdzięczność jest przewinieniem  
najcięŜszym. 
W. K. 
Na zdrowie! 
Dlaczego osobom kichającym mówi się: Na zdrowie!? Ozy aby się jeszcze mówi?  
Wydaje się, Ŝe juŜ coraz rzadziej. Zwłaszcza, Ŝe w miejscach publicznych, w  
poczekalniach, autobusach itp. kichacze są niemile widziani, szczególnie jeŜeli  
nie rozumieją, Ŝe owe wodogrzmoty z ust i nosa winny być starannie osłaniane  
chusteczką, aby nie obdarzać niewinnych bliźnich własnym katarem. CóŜ, kiedy nie  
zawsze się udaje zdąŜyć w porę z wyciągnięciem chusteczki z głębi kieszeni lub  
torebki. Gorzej jeszcze patrzą na kichających w teatrze lub na koncercie.  
Bardziej utalentowanych kichaczy spotykają tam pomruki: „Trzeba było pójść do  
łóŜka, a nie na koncert". Na pewnych zawodach jeździeckich po prostu wyproszono  
widza, który nieustannym łoskotem apsików wpływał ujemnie na stan nerwowy koni  
szykujących się do wzięcia kolejnej przeszkody. 
Gwałtowne i mimowolne wyrzucenie powietrza z nosa i ust na skutek podraŜnienia  
receptorów śluzówki jamy nosowej od dawna uwaŜano za zjawisko złowróŜbne.  
Znaczna część ludności świata wierzy do dziś, Ŝe kichnięcie jest rodzajem  
niewielkiego grzmotu w głowie, stanowiącym bezpośredni znak od bogów, który  
wieści dobry lub zły los. Rzymianie witali kichnięcie słowami: Absit omen!, aby  
nie stało się zapowiedzią nieszczęścia. Według tradycji papieŜ Grzegorz Wielki,  
Ŝ

yjący w VI wieku, był pierwszym, który nakazał wiernym reagować na kichnięcie  

odpo- 

background image

sjonalna. Zastąpi ją przeto ogólne podziękowanie autorom Ŝywym i nieŜyjącym, a  
takŜe licznym zaprzyjaźnionym specjalistom. Bo, jak powiada mędrzec, choć  
wdzięczność jest najmizerniejszą z cnót, to niewdzięczność jest przewinieniem  
najcięŜszym. 
W. K. 
Na zdrowie! 
Dlaczego osobom kichającym mówi się: Na zdrowie!? Ozy aby się jeszcze mówi?  
Wydaje się, Ŝe juŜ coraz rzadziej. Zwłaszcza, Ŝe w miejscach publicznych, w  
poczekalniach, autobusach itp. kichacze są niemile widziani, szczególnie jeŜeli  
nie rozumieją, Ŝe owe wodogrzmoty z ust i nosa winny być starannie osłaniane  
chusteczką, aby nie obdarzać niewinnych bliźnich własnym katarem. CóŜ, kiedy nie  
zawsze się udaje zdąŜyć w porę z wyciągnięciem chusteczki z głębi kieszeni lub  
torebki. Gorzej jeszcze patrzą na kichających w teatrze lub na koncercie.  
Bardziej utalentowanych kichaozy spotykają tam pomruki: „Trzeba było pójść do  
łóŜka, a nie na koncert". Na pewnych zawodach jeździeckich po prostu wyproszono  
widza, który nieustannym łoskotem apsików wpływał ujemnie na stan nerwowy koni  
szykujących się do wzięcia kolejnej przeszkody. 
Gwałtowne i mimowolne wyrzucenie powietrza z nosa i ust na skutek podraŜnienia  
receptorów śluzówki jamy nosowej od dawna uwaŜano za zjawisko złowróŜbne.  
Znaczna część ludności świata wierzy do dziś, Ŝe kichnięcie jest rodzajem  
niewielkiego grzmotu w głowie, stanowiącym bezpośredni znak od bogów, który  
wieści dobry lub zły los. Rzymianie witali kichnięcie słowami: Absit omen!, aby  
nie stało się zapowiedzią nieszczęścia. Według tradycji papieŜ Grzegorz Wielki,  
Ŝ

yjący w VI wieku, był pierwszym, który nakazał wiernym reagować na kichnięcie  

odpo- 

wiednikiem naszego „Na zdrowie" czy „Bóg strzegł". Mówiąc to kłaniano się nisko  
i uchylano kapelusza, co miało zapewne oznaczać grzeczne, ale — być moŜe —  
ostatnie poŜegnanie się z kichającym. W Persji i Indiach uwaŜano, Ŝe kichanie  
wyrzuca z ciała demony i złe duchy. Teoria ta mogłaby być pociechą dla pewnej  
młodej mieszkanki Florydy, która w roku 1966 pobiła światowy rekord  
nieprzerwanego kichania, czyniąc to przez całe 155 dni. (O ile zwykłe kichnięcie  
jest odruchem obronnym chroniącym drogi oddechowe przed działaniem czynników  
szkodliwych, o tyle nieustanne kichanie jest objawem chorobowym). 
Największa prędkość wyrzutu zawartości nosa w czasie kichnięcia, jaką dotychczas  
zmierzono, wyniosła 174 kilometry na godzinę (wiatr o prędkości 118 km/godz.  
nazywa się juŜ huraganem). Wynik ten nie zdziwi zapewne tego, kto próbował  
zdławić zbliŜające się kichnięcie znalazłszy się (w czasie gry w chowanego albo  
przez rycerskość) pod stołem lub w szafie, albo w celach szpiegowskich za  
dyplomatyczną kotarą. Kichanie jest wielkim równaczem ludzi i, jak pisał pewien  
filozof perski, choć szach moŜe być najpotęŜniejszym człowiekiem na świecie, i  
on nie potrafi powstrzymać zwykłego kichnięcia. 
Polacy nie gęsi 
Wiele osób uwaŜa, Ŝe ma tu do czynienia z przysłowiem. O człowieku miernych  
zdolności i niewielkiej ambicji mawia się czasem: „To nie orzeł, przez lufcik  
nie wyfrunie". Tutaj sens jest oczywisty. Istnieje równieŜ powiedzonko niby  
kelnerskie: „Klient nie struś, wszystko zje". I to jest całkiem zrozumiałe.  
Trudno jednak pojąć, co miałoby oznaczać przysłowie „Polacy nie gęsi". Nie  
wyobraŜam sobie okoliczności, w których moŜna by je było zastosować, nie widzę  
bowiem w gęsi Ŝadnych cech przed wstawia jacy eh się w sposób sensowny cechom  

background image

Polaka, 

Przypuszczać naleŜy, Ŝe powiedzenie to nabrało Ŝywotności pod wpływem tytułu  
sztuki Ludwika Hieronima Morstina. Jest to sztuka o Mikołaju Rej u. Tytuł jej to  
wyrwany z kontekstu urywek autorskiego posłania umieszczonego na końcu ogromnego  
utworu pt. Zwierzyniec. Zdanie to, z którego ów fragment wyrwano, brzmi: „A  
niechaj narodowie wŜdy postronni znają, iŜ Polacy nie gęsi, iŜ swój język mają!".  
Oznacza to oczywiście, Ŝe Polacy mają nie gęsi język, ale swój, Ŝe nie gęgają,  
ale mówią po polsku. Gęsim językiem nazywano wtedy wszelki Ŝargon. Widać stąd,  
Ŝ

e w tytule sztuki Polacy nie gęsi pozbawiono przymiotnik „gęsi" przedmiotu,  

którego właściwość ów przymiotnik określa. Tytuł ten najoczywiściej wprowadza w  
błąd, sprawiając wraŜenie, Ŝe idzie tu o rzeczownik w mianowniku liczby mnogiej  
— gęsi. 
W pełnym, przytoczonym powyŜej zdaniu Rej staje w rzędzie obrońców języka  
polskiego jako tworzywa literackiego, a zatem w szeregu pionierów literatury  
polskiej. I to jest właśnie przyczyną popularności tego cytatu. 
Odstukać 
Stukanie w drzewo, zwłaszcza w nie malowane, ma — według jednego z najbardziej  
rozpowszechnionych we wszystkich krajach i kulturach przesądów — bronić przed  
zapeszeniem sprawy, o której się właśnie mówi. Jest to teŜ jeden z nielicznych  
przesądów, jakie zachowują się nadal, podczas gdy wielu innych poniechano. Po  
ankiecie przeprowadzonej wśród profesorów w jednym z najpowaŜniejszych  
uniwersytetów świata okazało się, Ŝe tylko czwarta część ciała pedagogicznego  
jest całkiem wolna od przesądów. Jeden z zapytywanych profesorów powiedział:  
„Jedyny przesąd, jakiemu ulegam, to pukanie w drzewo w chwili gdy mówię, Ŝe  
zdrowie mi dopisuje albo, Ŝe szczęście mi sprzyja". 
W róŜnych krajach wszelkie stukanie czy kołatanie niewyjaśnionego pochodzenia  
przypisywano chętnie duchom lub innym nadprzyrodzonym przyczynom. Zabobon taki  
rozpowszechniony był takŜe i w Polsce, Pustelnik w IV części Dziadów Mickiewicza  
powiada: „Chodź tu, malcze, pod kantorek. Nachyl się i przyłóŜ uszko; tu biedna  
duszka prosd o troje paciorek. Aha, słyszysz jak kołata?" A dziecko na to: „Tak,  
tak, tak, tak, tata, tata! Jak zegarek pod poduszką". 
Według innego znów, bardzo popularnego wierzenia, trzy stuknięcia usłyszane w  
pobliŜu łóŜka osoby chorej, przepowiadają jej zgon. Przesąd ten ma wiele odmian.  
Według jednej z nich stukanie takie rozlega się przy łóŜku któregoś z krewnych  
chorego. To wierzenie pochodzi być moŜe jeszcze od staroŜytnych Rzymian, którzy  
sądzili, iŜ duchy zmarłych starają się ostrzec krewnych umierającego, Ŝe jego  
chwile są policzone. W Anglii, gdy słyszy się pukanie do drzwi, a po ich  
otwarciu nie zastaje się nikogo, mówi się niekiedy półŜartem, Ŝe najwidoczniej  
diabeł wśliznął się do mieszkania. Na seansach spirytystycznych, które juŜ na  
ogół wyszły z mody, stukanie w stół było po- 

pularnym środkiem porozumiewania się uczestników seansu z rzekomymi duchami. Ten  
kod był bardzo prosty: jedno stuknięcie znaczyło „tak", dwa — ,,nie", trzy —  
„nie wiem" albo „proszę powtórzyć pytanie". Stukacze bywają dobroczynnymi  
duchami albo gnomami zamieszkującymi kopalnie. Pomagają ludziom odnajdywać Ŝyły  
kruszcu, kierując ich krokami za pomocą popukiwań zza węgła. Górnicy walijscy  
utrzymują, Ŝe ich gnomy kopalniane mają cztery cale wzrostu. W legendach  
niemieckich są one przynajmniej trzy razy wyŜsze; są to staruszkowie w.strojach  
górniczych, dobroczynni albo złośliwi. 

background image

Najmocniej jednak utrzymało się wierzenie (oczywiście wierzenie na wpół tylko  
uświadomione, wstydliwe, pokrywane kpiną, a przecieŜ nieustępliwe!), Ŝe  
pyszałkowata postawa chwalenia się przynosi karę albo ze strony zawistnych złych  
mocy, albo od bóstwa, któremu samochwał powinien dziękować za łaski. Aby  
udaremnić ten gniew lub zniweczyć skutki zawiści, trzeba natychmiast stuknąć w  
drzewo, najlepiej trzy razy z rzędu, albo go przynajmniej dotknąć. Czy dotykanie  
drzewa jest delikatniejszą namiastką czy teŜ schyłkową odmianą pukania, lub,  
przeciwnie, było jego formą pierwotną, trudno stwierdzić. Zwykle 
łączy się je ze starą ceremonią religijną dotykania drewnianego krucyfiksu w  
chwili wypowiadania formuły przysięgi. Drewniane amulety, talizmany, nosi się do  
dziś dnia (zabobonni ich właściciele nazywają je lekcewaŜąco maskotkami, co  
bynajmniej nie zmienia ich znaczenia). Znaleźć je moŜna na łańcuszkach albo w  
kieszeni, aby były pod ręką gdy zajdzie potrzeba. 
Zapewne jednak pukanie w drzewo jest starsze i wiąŜe się z dobrze znanym  
zwyczajem wielu ludów prymitywnych, które w groźnych chwilach albo w  
złowróŜbnych miejscach wszczynają róŜnego rodzaju hałasy dla odstraszenia  
demonów. Przesąd ten moŜe mieć równieŜ związek z czcią, jaką druidzi, celtyccy  
kapłani i wróŜbiarze oddawali drzewom albo z wiarą Rzymian w driady, czyli nimfy  
leśne i hama-driady, boginki drzew, które przychodziły na pomoc ludziom  
wzywającym ich pukaniem w drzewo. 
Kupować kota w worku 
Przedmiot handlu wydaje się dość dziwny, tym dziwniejszy, im przysłowie starsze,  
boć przecie nikt normalnie na targu kotów nie kupował, chyba zaraz po ostatniej  
wojnie, na Ziemiach Odzyskanych, gdzie pierwszych osiedleńców trapiła plaga  
myszy, a kotów brakło (taką scenę na targu przedstawia film Sami swoi  
Chmielewskiego). Jest przysłowie rosyjskie: Nie kupuje się konia na ślepo. I  
drugie: Tylko jajkami handluje się na ślepo (tzn. bez zaglądania pod skorupkę).  
I jeszcze zabawniejsze: Na ślepo moŜna tylko placek kupić — nie spodoba się, sam  
zjesz. Te powiedzenia tłumaczą się same. Inaczej jednak wygląda przysłowie o  
kocie. Skąd on się tam wziął? 
Odpowiedź na to pytanie nie moŜe być ani łatwa, ani pewna, bo nie ulega  
wątpliwości, Ŝe przysłowie to 
10 
wywodzi się co najmniej ze średniowiecza, Ŝe jest wspólne wielu językom  
europejskim (co więcej, ma takŜe swój odpowiednik w Chinach!) i Ŝe nie moŜna  
ustalić, kiedy i skąd pojawiło się na gruncie polskim. Jego najwcześniejsza  
forma mówiła prawdopodobnie tylko o „kupowaniu w worku", bez wymieniania  
przedmiotu transakcji. Niemiecki zbiór przysłów z początku XIII wieku notuje:  
„Kto kupuje w worku, ten nieraz cienko zaśpiewa". Jeszcze Luter uŜywa tego  
przysłowia w postaci średniowiecznej. 
Z czasem utworzyły się dwie odmiany. Jedna, angielska, mówi o kupowaniu  
prosięcia w worku. Znajdujemy ją juŜ w końcu XIV wieku, w Opowieściach  
Kanterberyjskich Chaucera. Druga, kontynentalna wersja o kocie figuruje  
dwukrotnie w Próbach Mon-taigne'a, pisanych pod koniec XVI w. Montaigne powiada  
na przykład, Ŝe kobiety, wychodząc za mąŜ, kupują kota w worku. W tym wariancie  
przysłowia szłc zapewne o kota, który miał być oszukańczo podłoŜony na miejsce  
zająca. Niestety, w języku polskim powstaje tu dodatkowe nieporozumienie, gdyŜ  
polscy myśliwi nazywają właśnie zająca kotem. Nam więc łatwiej nasuwa się  
przypuszczenie, Ŝe kot sprzedawany w worku jest nadpsutym zającem, niŜ Ŝe ukryty 
11 

background image

w worku zwierz jest nieŜywym kotem, gdyŜ kotów na targu nigdy nie kupowano,  
nawet Ŝywych, a cóŜ dopiero zabitych! 
Trzeba pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy 
UwaŜa się powszechnie, Ŝe odpowiedział tak Napoleon Bonaparte na pytanie, jakich  
to trzech najwaŜniejszych rzeczy trzeba do prowadzenia wojny. Oczywiście nikt  
nie moŜe dowieść, Ŝe Napoleon tego dobrze za jego czasów znanego powiedzenia nie  
uŜył; nie był on wszakŜe jego autorem. Był nim — takŜe Włoch z urodzenia i takŜe  
oficer francuski — Gian--Jacopo Trivulzio, marszałek Francji. Gdy w roku 1499  
król Ludwik XII zapytał go, jakiego uzbrojenia i zaprowiantowania potrzeba dla  
zdobycia księstwa Mediolanu, odpowiedział: „Sire, do prowadzenia wojny potrzebne  
są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze". 
Odchodząc jednak od strony formalnej stwierdzić wypada, Ŝe ta odpowiedź  
Trivulzia jest tylko przeróbką znacznie dawniejszego, bo pochodzącego z połowy  
IV wieku przed ne. powiedzenia wielkiego ateńskiego mówcy i działacza  
politycznego, Demoste-nesa. Kiedy go zapytano, jakie są trzy najwaŜniejsze  
rzeczy w sztuce krasomówczej, powtórzył trzykrotnie wyraz hypokrisis. To greckie  
słowo w swej długiej historii znaczyło kolejno: odpowiedź, przemawianie,  
deklamację, grę na scenie i udawanie. W znaczeniu dzisiejszym hipokryzja to  
właśnie obłuda, dwulicowość, nieszczerość. W ustach Demostenesa znaczyło to  
oczywiście, Ŝe nauczyć się krasomówstwa 
12 
moŜna tylko przemawiając, przemawiając  i  jeszcze raz przemawiając. 
Znając juŜ ten wzorzec, łatwo rozpoznamy dalsze odmiany. Oto na przykład jeden z  
przywódców Rewolucji Francuskiej, Danton, przemawiając w sierpniu roku 1792 we  
francuskim Zgromadzeniu Narodowym oświadczył, Ŝe tylko trzy rzeczy mogą zbawić  
Francję: odwaga, odwaga i jeszcze raz odwaga. W 1835 roku 
polityk i patriota irlandzki Daniel 0'Connell, przemawiając do wyborców w  
Dublinie, powiedział, Ŝe trzy rzeczy mogą wyzwolić Irlandię: agitacja, agitacja  
i jeszcze raz agitacja. Nie bez racji nazwano go później Wielkim Agitatorem.  
Wreszcie Leon Gambetta, polityk francuski, przemawiając w roku 1872 powiedział,  
Ŝ

e trzy rzeczy potrzebne są do osiągnięcia sukcesu: praca, praca i jeszcze raz  

praca. Historia tej formuły jest klasycznym przykładem na to, jak z powiedzenia  
zaskakującego trafnością i lapidarnością tworzy się w ustach kolejnych  
naśladowców banalny frazes. 
Puszka Pandory 
W mitologii greckiej tytan Prometeusz, przyjaciel ludzkości, wykradł ogień, aby  
ludzie mogli piec na nim mięso i ogrzewać się zimą przy ognisku. Ojciec bogów,  
Zeus, postanowił ukarać za to ludzi. Kazał boskiemu mechanikowi, Hefajstosowi,  
stworzyć ko- 
2» 
13 
bietę, czterem wiatrom — tchnąć w nią Ŝycie, a wszystkim bogom — obdarzyć ją  
wszelkimi urokami kobiecości (stąd jej imię — Pandora — tj. ta, która otrzymała  
„wszystkie dary")- Sam Zeus do tych wdzięków dodał jej głupotę, złośliwość i  
nieposkromiona ciekawość, po czym kazał posłańcowi bogów, Hermesowi, odprowadzić  
Pandorę do brata Prometeusza, Epimeteusza, i pozostawić mu ją jako dar Zeusa. 
Wbrew radom brata (Prometeusz znaczy „przewidujący") Epimeteusz (tzn. „mądry po  
szkodzie") poślubił Pandorę. RównieŜ wbrew ostrzeŜeniom Prometeusza Pandora  
otworzyła gliniane naczynie (puszkę) otrzymane od bogów w prezencie, w którym  
uwięzione były wszelkie nieszczęścia, jakie by mogły trapić ludzkość, takie jak  

background image

Starość, Choroby, Obłęd, Złość i Namiętności. Wyleciały one z puszki i rozbiegły  
się po świecie, aby prześladować ludzi. 
Puszką Pandory nazywamy dziś sprawę, której poruszenie lub przedsięwzięcie  
wywołało bezlik nieoczekiwanie przykrych skutków: kłopotów, przykrości lub  
nieszczęść. 
Do trzech razy sztuka 
Liczba trzy uwaŜana była od zarania dziejów za magiczną lub świętą. Filozof  
grecki Pitagoras uwaŜał ją za liczbę doskonałą, wyraŜającą „początek, środek i  
koniec" i dlatego uczynił z niej symbol bóstwa. Znaczenie Trójcy nie ogranicza  
się tylko do chrześcijaństwa. Hinduska Trimurti to Brahma-Stwórca, Wisz-nu- 
Zachowawca Ŝycia i Siva-Niszczyciel. Świat grecki był pod władzą trzech bogów:  
Zeus-Niebo, Posejdon - Morze i Hades - Królestwo Zmarłych. Ta ulubiona liczba  
występuje w trzech Parkach, trzech 
14 
Gracjach, trzech Harpiach itd., aŜ do... Trzech muszkieterów Dumasa. 
Przykłady aforyzmów będących wyliczankami trójkowymi moŜna czerpać pełną garścią  
z kultur Wschodu i Zachodu. „Są trzy rzeczy, które certię" powiada filozof Lao- 
cy „pierwsza — to łagodność, druga — wstrzemięźliwość, trzecia — skromność".  
Mędrzec Konfucjusz mówi natomiast: „Nienawidzę tych, którzy sądzą, Ŝe mądrość to  
wścibskie mieszanie się do cudzych spraw, Ŝe odwaga to brutalność i Ŝe uczciwość  
to donosicielstwo". Biblijnemu królowi Salomonowi przypisywano aforyzm  
następujący: „Trzy rzeczy wyganiają człowieka z domu: dym (tj. dymiący piec),  
woda (czyli cieknący dach) i zła Ŝona". W biblijnej Księdze przypowieści czytamy:  
„Trzy rzeczy są dla mnie trudne, a czwartej zgoła nie wiem: drogi orłowej w  
powietrzu, drogi węŜowej na skale, drogi okrętu pośród morza i drogi męŜa w  
młodości". 
naleŜy się wystrzegać: pieniacza, pochlebcy i pyszałka". „Trzy zawody przetrwają  
do końca świata: piekarza, piwowara i balwierza". „Trzem rzeczom nie naleŜy  
wierzyć: kobiecie, gdy płacze, kupcowi, gdy przysięga i pijakowi, gdy się modli".  
„Trzy najpiękniejsze rzeczy na świecie to: statek z rozwiniętymi Ŝaglami, rycerz  
w pełnej zbroi i korpulentna niewiasta". „Trzy osoby to za wiele na dochowanie  
sekretu i za mało na zabawę". „Trzy rzeczy kosztują drogo: miłość do psów,  
pieszczoty kochanki i najazd nieprzyjaciela". „Trzy rzeczy naleŜy czynić szybko:  
uciekać przed zarazą, wycofywać się z kłótni i łapać muchy". „Trzech rzeczy nie  
da się poskromić: głupców, kobiet i słonych fal oceanu". „Istnieją trzy rzeczy,  
które dają się poznać tylko w trzech sytuacjach: odwaga tylko na wojnie, mądrość  
tylko w gniewie, przyjaźń tylko w potrzebie". 
Dyskwalifikujemy człowieka, mówiąc: „Do trzech zliczyć nie umie" albo: „plecie  
trzy po trzy". Składamy zaś hołd magicznej liczbie trzy, mówiąc: „Do trzech razy  
sztuka". Warto pamiętać zresztą, Ŝe przed wprowadzeniem obecnego, pozycyjnego  
systemu zapisywania liczb, wykonywanie działań arytmetycznych było tak trudne,  
Ŝ

e człowiek biegły w rachunkach wydawał się nadnaturalną potęgą. To mogło być  

jedną z przyczyn, dla której mistyka liczb była tak rozpowszechniona. 
Wyrwał się jak Filip z konopi 
W Krótkich, przypowieściach dawnych Polaków zebranych przez AmbroŜego  
Grabowskiego i wydanych w r. 1819 czytamy: „Pan Filip z Konopi płoszywszy przez  
lat czterdzieści Turki, Tatary, Wołoszę za króla 
16 
Olbrachta, Kazimierza i Aleksandra (tj. za Kazimierza Jagiellończyka i jego  
synów Jana Olbrachta i Aleksandra), osiadł nareszcie w swoim majątku. Pojechał  

background image

na sejmik. Lecz chowany w obozach, wprawny bardziej do ścinania się z pohańcem  
niŜ do rozpraw publicznych, nie zwaŜał bynajmniej na przedmiot obrady i zaczął  
wcale o czym innym prawić. Śmiech powstał powszechny: KtóŜ tam taki wyrwał się?  
— rzekł któryś z ziemianów. To Filip z Konopi! — krzyknęli usłuŜni sąsiedzi. I  
odtąd prezyduje pan Filip bardzo niewinnie przy kaŜdym niedorzecznym słówku".  
Podobnie twierdzi Mickiewicz w swoich objaśnieniach do Pana Tadeusza: „Raz na  
sejmie poseł Filip ze wsi dziedzicznej Konopie, zabrawszy głos, tak dalece  
odstąpił od materii, Ŝe wzbudził śmiech powszechny w Izbie. Stąd urosło  
przysłowie: wyrwał się jak Filip z Konopi". 
Są to jednak tylko anegdoty dorobione do istniejącego juŜ od dawna przysłowia,  
które pochodzi z Białorusi, gdzie filipem zwano zająca. Właściwe wyjaśnienie  
zawartego w przysłowiu porównania z zającem wyskakującym niespodziewanie z  
konopi znaleziono dopiero w XX wieku. 
I ty, Brutusie? 
Według tradycji miały to być ostatnie słowa Juliusza Cezara, wypowiedziane w  
chwili, gdy jego przyjaciel, Brutus, jako ostatni ze spiskowców, przebijał go  
sztyletem. Cytują je takŜe w formie: „I ty, Brutusie, przeciw mnie?" albo „I ty,  
Brutusie, synu mój?" 
Zdań przedzgonnych, prawdziwych lub tradycyjnych, znamy mnóstwo. Oto dla  
przykładu garść ostatnich słów znanych osobistości. I tak wódz kartagiński  
Hannibal miał powiedzieć umierając ^Pozbądźmy teraz Rzymian strachu przez  
ś

mie/ć^łil^(^sstarca". 

/'-5?     A- 
<s 

Cesarz Oktawian August powiedzieć miał do przyjaciół: „Czy sądzicie, Ŝe dobrze  
odegrałem swoją rolę w tej Ŝyciowej farsie?". Reformator religijny Jan Hus, na  
widok staruszka dokładającego naboŜnie i gorliwie drew do stosu, na którym go  
palono, wykrzyknął: „O święta naiwności!". Znane są ostatnie słowa Nerona, gdy  
odbierał sobie Ŝycie: „JakiŜ artysta ginie". Rabelais'mu przypisywano dwa róŜne  
ostatnie zdania. Pierwsze: „Spuśćcie kurtynę, farsa skończona". Drugie: „idę  
poszukać wielkiego Być-MoŜe". W czasie Rewolucji Francuskiej, w okresie terroru,  
piękna pani Roland w drodze na gilotynę powiedziała: „O wolności, jakieŜ  
zbrodnie popełnia się w two- 
*8 
im imieniu!". Goethe tuŜ przed śmiercią powiedział: „Więcej światła"! —  
prawdopodobnie szło tu o odsunięcie zasłony okiennej, ale zwykło się te słowa  
traktować jako przenośnię. Przedśmiertne słowa Karola Darwina miały brzmieć:  
„Nie jestem ostatni, który się boi śmierci". Wreszcie Ciceron zawołać miał do  
swoich zabójców: „Uderzajcie!" 
W XX wieku nie słychać juŜ zupełnie o ostatnich słowach wielkich ludzi. MoŜe to  
skutki stosowania leków uspokajających, a moŜe po prostu wypowiedzi takie wyszły  
z mody i przestano je przekazywać szerszej publiczności. 
Nie chwal dnia przed wieczorem 
Przysłowie to spotykamy w rozmaitych odmianach u pisarzy antycznych. Jedną z  
nich znajdziemy w opisanej przez pisarza-moralistę Plutarcha i historyka  
Herodota rozmowie mędrca ateńskiego Solona ze słynnym z ogromnych bogactw królem  
Lidii, Krezu-sem. Solon odwiedził Krezusa, który przyjął go bardzo gościnnie w  
swoim pałacu. Rozkazał sługom, aby oprowadzili go po skarbcach i pokazali mu ich  
oszałamiającą zawartość. 

background image

A kiedy się Solon do syta napatrzył, Krezus zadał mu takie pytanie: „Mój gościu  
ateński, doszła juŜ nas nie jedna wiadomość o twojej mądrości i o wędrówkach,  
jakie odbywałeś z pragnienia wiedzy. Dlatego teraz przyszła mi ochota izapytać  
cię, czyś juŜ widział najszczęśliwszego ze wszystkich ludzi?" A zapytał go tak w  
przekonaniu, Ŝe sam jest człowiekiem najszczęśliwszym. Solon jednak bynajmniej  
mu nie schlebił i wymienił Tellosa z Aten, a następnie Kleo-bisa i Bitona, a  
zatem ludzi, którzy mieli piękne Ŝycie 
J 9 
i piękną śmierć. Na to rozgoryczony Krezus zawołał: „A cóŜ moje szczęście,  
gościu ateński, ty je sobie jakby nic odrzucasz?" Lecz Solon odrzekł: „Krezusie,  
człowiek jest całkowicie igraszką przypadku. Widzę wprawdzie, Ŝe jesteś bardzo  
bogaty i królujesz nad wielu ludźmi, ale nie wiem, czy jesteś szczęśliwy, zanim  
się nie dowiem, Ŝe Ŝycie swoje dobrze zakończyłeś. Do tego czasu muszę  
powstrzymać się z sądem i nie mówić »jest szczęśliwy«, ale »dobrze mu się  
wiedzieć'. 
Skandynawski zbiór pieśni i mitów z początku XII wieku, tak zwana Edda, wyraziła  
tę samą myśl tak: „Chwal dzień wieczorem, kobietę — na stosie, broń — po  
wypróbowaniu, dziewczynę — po ślubie, lód — kiedyś go przekroczył, a piwo — po  
wypiciu". 
W Pińczowie dnieje 
Znaczy to mniej więcej tyle, co „Królowa Bona umarła", czyli inaczej: „Rychło w  
czas wybrałeś się ze swoją nowiną, kiedy juŜ wróble o niej ćwierkają". Skąd to  
pochodzi? KtóŜ moŜe wiedzieć na pewno? Istnieją róŜne teorie na ten temat.  
Według jednej z nich, góra św. Anny, która osłania to historyczne miasto od  
południowego wschodu, sprawia, Ŝe słońce wschodzi nad Pińczowem później niŜ w  
sąsiednich grodach, a zatem nowina, Ŝe dzień juŜ wstał, dociera jakoby do  
ś

wiadomości mieszkańców miasta później niŜby naleŜało. Od tego tylko krok do  

stwierdzenia, Ŝe Pińczowianie są rzekomo mniej bystrzy czy mniej rozgarnięci.  
Wszystko to są oczywiście Ŝarty i przekomarzania się w rodzaju niezmiernie  
popularnym w historii wielu miast świata. IleŜ takich gołosłownych pomówień  
zaczerpniętych z obfitych złóŜ powiatowej humor ? styki krąŜy jeszcze dziś po  
miasteczkach! Niedawno piszący te słowa słyszał na własne 

uszy w Kozienicach odpowiedź na czyjeś niezbyt rozgarnięte pytanie: „A co, z  
Brzózyście?!" Sąsiedztwo o piętnaście kilometrów to odległość w sam raz na takie  
niewinne Ŝarty. 
Niemal kaŜdy kraj miał albo ma jakieś miasto czy okolicę, będącą jakoby  
siedliskiem ludzi ograniczonych. W staroŜytnej Azji Mniejszej była to Frygia, u  
Greków — Beocja, u Traków — Abdera. Francuzi mają Saint Maxient, Niemcy —  
Schildburg, Holendrzy — Kampen, Belgowie — Dinant. Niekiedy idzie tu o mędrków- 
spryciarzy udających głupców, jak za króla Jana mieszkańcy wsi Gotham w  
hrabstwie Nottingham w Anglii, którzy w ten sposób nie dopuścili do wybudowania  
zamku w pobliŜu, co naraziłoby ich na cięŜary i wydatki. 
Warto jeszcze przytoczyć kilka typowych anegdot z Ŝycia takiego miasteczka X.,  
owianego wesołą legendą głupoty. Burmistrz miasteczka kwestionował uŜyteczność  
zegara słonecznego w nocy, dopóki jeden z rajców nie wpadł na pomysł, aby  
poŜyczyć burmistrzowi świecę, co mu pozwoli takŜe i o zmroku zobaczyć, która  
godzina. Kiedy pompy odmówiły posłuszeństwa przy gaszeniu ognia w X.,  
rozgniewany kapitan straŜy rozkazał, aby odtąd zawsze w przeddzień poŜaru,  
sprawdzano działanie pomp. Pewien obywatel X. strzelił w nocy do wiszącego  

background image

płaszcza, myśląc, Ŝe to złodziej, a rano, poznawszy swą omyłkę, zawołał: „Całe  
szczęście, Ŝe go w owej chwili nie miałem na sobie!". W kawiarni w X. pewien  
trochę przesądny jegomość powiada koledze: „W tym roku pączki nie będą tak  
smakować jak zwykle, bo Tłusty Czwartek będzie trzynastego". „Całe szczęście —  
odpowiada tamten — Ŝe tego roku nie przypada on, na domiar złego, w piątek!".  
Proboszcz w X. głosił pewnego razu w kazaniu, Ŝe Bóg dobrze uczynił,  
umieszczając śmierć na samym końcu Ŝycia, gdyŜ w ten sposób ludzie mają czas,  
aby się do niej przygotować. Inny znów zacny mieszkaniec X. kazał sobie w  
ogródku wykopać studnię, a kiedy robotnicy spytali go, dokąd 
21 
mają wywieźć spory kopiec wydobytej ziemi, odpowiedział: „To drobiazg! Wykopcie  
tu obok dół i wsypcie do niego tę ziemię". W szkole X. nauczyciel pyta Michałka,  
dlaczego włoŜył pończoszki na lewą stronę. „A bo na wierzchniej są, proszę pana,  
dziurawe!". Grupa mieszkańców X. budowała dom. Jeden z nich podszedł do  
budowniczego i spytał, czy powinni budować od dachu w dół, czy od fundamentów w  
górę. „Oczywiście trzeba zacząć od spodu i budować wzwyŜ!" odpowiedział  
architekt. Tamten zaś wrócił na budowę i zawołał do towarzyszy: „Chłopcy, trzeba  
to wszystko zburzyć. Musimy zacząć jeszcze raz od nowa w przeciwnym kierunku".  
Kilku obywateli X., będących miłośnikami kukania, zbudowało w ogrodzie szczelny  
płot wokół miejsca, gdzie chcieli trzymać kukułkę, aby im kukała przez okrągły  
rok. Ale umieszczona w ogrodzeniu kukułka po chwili wyfrunęła. „Trzeba nam było  
zbudować wyŜszy płot!" stwierdzili zawiedzeni miłośnicy kukułek. 
' CO WAśNIEJSZE W HERBACIE CL/KIER,CZY MIESZANIE? MIESZANIE ~A 
CUKIER SEU2Y  
TYLKO DO TE60, ZĘBY WIEDZIEĆ, KIEDY PRZESTAĆ! 
(????????? 
Barany Panurga 
W ksiąŜce Franciszka Rabelais'go Gargantua i Pan-tagruel jeden z towarzyszy  
Pantagruela, Panurg, w czasie podróŜy okrętem wdaje się w rozmowę z pewnym  
kupcem imieniem Jendorek, który przewoził na tym statku stado pięknych baranów,  
i proponuje mu, aby mu sprzedał jednego barana. Po długich targach Panurg,  
zapłaciwszy umówioną cenę, wybiera spośród całego stada duŜego tryka i uprowadza  
go, beczącego, z sobą. Inne barany, słysząc jego beczenie, zaczęły teŜ pobekiwać  
i oglądać się, dokąd to wiodą towarzysza. Nagle Panurg rzuca w morze beczącego  
tryka. Wszystkie inne barany jęły sznurkiem, jeden po drugim, skakać i zanurzać  
się w morze. Nie było sposobu ich powstrzymać, bo natura barania kaŜe mu zawsze  
iść za przewodnikiem, gdziekolwiek by ów szedł. 
Barany Panurga są więc ilustracją tego, co nazywa się zwykle „owczym pędem". 
Lwia część 
Lwia część oznacza znacznie większą część. Wszelka spółka z lwem (czyli jak się  
ją nazywa po łacinie leonina societas) kończy się przy podziale zdobyczy tak, Ŝe  
lew bierze więcej niŜ mu z udziału przypada, a właściwie tyle, ile chce, „bo on  
nazywa się lew", jak powiada bajkopisarz rzymski Fedrus, Ŝyjący na początku  
naszej ery. Pierwotnie jednak „lwia część" oznaczała zapewne całość. Dowodziłaby  
tego bajka Ezopa pt. Lew, Osioł, Lis i Wilk, gdzie wymieniona w tytule czwórka  
zwierząt upolowała wspólnie jelenia, którego następnie Lew podzielił na cztery  
równe części. Ale kiedy kaŜdy ze wspólników chciał 
23 
juŜ sięgnąć po swoją, Lew powiedział: „Hola, poczekajcie wprzód, aŜ zgłoszę  
swoje pretensje. Pierwszą ćwiartkę dostaję jako współmyśliwy, drugą za moją  

background image

odwagę, trzeciej nie mogę się zrzec z uwagi na apetyt mojej rodziny. Kto zaś  
kwestionuje moje prawo do czwartej, proszę, niech wystąpi". Jak widać lwia część  
wynosiła początkowo cztery ćwiartki, czyli wszystko. 
Między ustami 
i brzegiem pucharu 
Jest to powiedzenie przysłowiowe bardzo rozpowszechnione w róŜnych wersjach i  
wielu językach. W pełnym brzmieniu wyglądałoby ono mniej więcej tak: Wiele moŜe  
się wydarzyć rzeczy niespodziewanych między ustami i brzegiem pucharu. Filozof  
Erazm z Rotterdamu, wyjaśniając około roku 1523 genezę przysłowia, opowiada o  
synu Posejdona, Ankaiosie, który pewnego razu, sadząc winorośl, ostrzeŜony  
został przez wieszczka (czy teŜ przez okrutnie potraktowanego niewolnika), Ŝe  
dosięgnie go śmierć, nim zdąŜy napić się wina z gron tej rośliny. Czas mijał,  
winnica dała obfity plon, aŜ wreszcie pewnego dnia Ankaios wziął w ręce puchar,  
aby po raz pierwszy skosztować młodego wina wyciśniętego z gron owego krzewu... 
Wspomniawszy przepowiednię Ankaios wydrwił wieszczka (czy teŜ niewolnika) i  
wzniósł puchar do ust. W tym momencie nadbiegł sługa z nowiną, Ŝe dzik pustoszy  
winnicę. Ankaios, odstawiwszy w pośpiechu nietknięty ustami puchar, chwycił  
oszczep i pobiegł, aby zabić dzika, sam jednak stracił Ŝycie w walce z  
rozwścieczonym zwierzęciem. (Nawiasem mówiąc, opowieść o śmierci Ankaiosa, który  
wrócił 
24 
z wyprawy Argonautów po złote runo okryty chwałą, jest typową historią z morałem,  
wykazującym niebezpieczeństwa nadmiernej sławy, zbyt wielkiego szczęścia i  
przesadnej pewności siebie). 
NaleŜałoby jednak raczej sądzić, Ŝe przysłowie o ustach i pucharze pochodzi,  
wbrew Erazmowi, nie od mitu o Ankaiosie, ale od tego miejsca w Odysei Homera,  
kiedy Odys w przebraniu Ŝebraka wróciwszy do własnego domu w Itace, w którym  
ucztowali bezczelni zalotnicy jego wiernej Ŝony Penelopy, puścił strzałę z  
wielkiego łuku przez ucha dwunastu toporów. Wtedy, powiada Homer, „przemądry  
Odys zrzucił z siebie łachmany, skoczył na wielki próg, mając w ręku łuk i  
kołczan pełny strzał. Wysypał je tuŜ u swych stóp i odezwał się do zalotników:  
»Tak się więc skończyły te niewinne zawody. A teraz biorę sobie inny cel, w jaki  
nikt jeszcze nie mierzył — i obym trafił z łaski ApoHina!« Rzekł i Antinoosowi  
wymierzył gorzką strzałę. A ten właśnie miał podnieść pięk- 
ny puchar złoty, dwuuszny, i juŜ go w rękach obracał, chcąc napić się wina —  
serce nie przeczuwało mordu. Odys puścił strzałę mierząc w gardło i grot przebił  
na wylot mdekką szyję. Amtinoos padł na wznak, z rąk puchar wypuścił, nosem  
rzucił się gęsty strumień krwi. Gwałtowne uderzenie przewróciło stół, z którego  
jadło rozsypało się po ziemi: chleb, mięso i potrawy". 
Istnieją polskie odmiany tego przysłowia, nieco do-sadniejsze, jak ??.: „Daleko  
od łyŜki do gęby" albo „Co u pyska, to jeszcze nie twoje", ale ich myśl jest  
dokładnie taka sama jak w wytwornych słowach staroŜytnej sentencji 
Broda nie czyni filozofa 
Znaczenie bród, czupryn i wąsów nigdy nie sprowadzało się tylko do sprawy mody.  
Pamiętajmy o tym, Ŝe w aiele ludzkim co raz ucięte, nie odrasta. Z jednym tylko  
wyjątkiem — włosów i paznokci. Dlatego przypisywano im własności magiczne.  
Ludzie silni bywają mocno owłosieni, a starzejący się często łysieją. Dlatego  
włosy uwaŜano za siedlisko siły, a nawet i duszy, a więc sposobowi ich noszenia  
i czesania przypisywano wielkie znaczenie. Biblia uwaŜa za rzecz naturalną, Ŝe  
siła Samsona mieściiła się w jego włosach. Bóg Ojciec, Chrystus, apostołowie,  

background image

ojcowie Kościoła, a takŜe prorocy biblijni przedstawiani byli wyłącznie z  
brodami (nagi (i pozbawiony zarostu Chrystus w „Sądzie Ostatecznym" Michała  
Anioła w kaplicy sykstyńskiej był zupełnie niebywałym wyjątkiem). Wolny Grek  
jeszcze w początkach V wieku przed ne. nosił częstokroć włosy długie, spływające  
na ramiona lub związane z tyłu. Wraz ze zwycięstwem demokracji w V wieku  
zwycięŜyła takŜe 'krótka fryzura prostego człowieka, przejęta równieŜ przez  
arystokrację. KsiąŜęta pochowani w Mykenach, jak świadczą ich złote 
26 
maski, nosili chętnie wąsy bez brody. Moda ta przeszła w drugim tysiącleciu  
przed ne. na północ, do Celtów, Karów i Germanów, ale w Grecji i Rzymie znikła  
kompletnie. 
Noszono natomiast brody bez wąsów w Grecji i Etruria epoki archaicznej, tak jak  
to czynili równieŜ bohaterowie Homera, co zmusza nas do wyobraŜania sobie  
Achillesa z wygoloną górną wargą i aureolą włosów dookoła twarzy, a to  
najpiękniejszym nawet rysom nadaje lekko małpią aparycję. Dopiero Aleksander  
Wielki, który golił twarz i nie pozwalał Ŝołnierzom nosić brody, aby jej podczas  
walki wręcz nie pochwyciła krzepka dłoń nieprzyjaciela, wprowadził tę modę w  
całym ówczesnym świecie, takŜe w Rzymie, dokąd pierwszy golibroda, jak twierdzi  
Varro, przybył z Sycylii w roku 300 przed ne. 
Brzytwę odnalazł niemiecki archeolog amator, Heinrich Schliemann, juŜ w ruinach  
Troi. Miała ona w staroŜytności zwykle kształt półksięŜyca z ostrzem po stronie  
zewnętrznej. Występuje ona teŜ bardzo wcześnie w znaleziskach italskich.  
Codzienne golenie się wprowadził w Rzymie Scypion Afrykański Młodszy, wybitny  
wódz, ale teŜ zwolennik wszelkich modnych nowinek, a Klaudiusz Maroellus,  
zdobywca Sy-rakuz, pierwszy kazał wybić swój gładko ogolony profil na monetach.  
Moda ta zmieniła się dopiero w II wieku ne., kiedy to ospowaty cesarz Hadrian  
usiłował przesłonić swoje dzioby długim zarostem. Noszono więc brody aŜ do  
czasów Konstantyna Wielkiego. Począwszy od niego wszyscy władcy cesarstwa, z  
wyjątkiem cesarza-filozofa Juliana, golili się gładko. Z reguły zapuszczali  
długie brody i wąsy ludzie w Ŝałobie, a takŜe oskarŜeni o przestępstwa  
kryminalne, którzy stawali przed sądem brudni, zarośnięci i źle odziani. 
Uczeni greccy i rzymscy, filozofowie, zwłaszcza cynicy i stoicy, nie szli za  
zmienną modą, ale według dawnego obyczaju zapuszczali bujne brody. Siad tej  
tradycji odczytać zapewne moŜna w brodach ducho- 
27 
wieństwa Kościoła wschodniego. Broda stała się w ten sposób oznaką zawodu i  
misji myśliciela, często takŜe przedmiotem kpin, co znalazło odbicie właśnie w  
przysłowiu głoszącym, Ŝe „broda nie czyni filozofa". 
W późniejszych czasach długie włosy męŜczyzn w przewaŜającej liczbie wypadków  
były oznaką naleŜenia do elity społecznej. Niewolnik i jeniec ogoloną głową i  
szczecinastym podbródkiem unaoczniał swój nędzny stan. Podobnie patrzyli  
arystokraci z otoczenia króla angielskiego, Karola I, na krótko, z chłopska  
ostrzyŜone okrągłe łby purytańskich członków stronnictwa parlamentarnego, którzy  
z kolei z tych strzyŜonych łbów czynili rodzaj sztandaru rewolucji. To znów  
skłaniało króla i arystokrację do noszenia loków opadających aŜ na ramiona. 
Broda, wyrastając dopiero w okresie dojrzewania i będąc jedną z cech płci  
męskiej, moŜe miieć pewne znaczenie towarzyskie d z tego punktu widzenia. W tym  
kontekście właśnie występował filozof niemiecki Schopenhauer przeciw brodzie,  
jako „zewnętrznemu objawowi grubiaństwa, oznace płci wyrastającej na środku  
twarzy, świadczącej o tym, Ŝe przekłada się samczość, łączącą nas ze zwierzętami,  

background image

nad humanizm; Ŝe się jest naprzód męŜczyzną, a potem dopiero człowiekiem". 
Ale i długie włosy na głowie słuŜyć mogły za symbol męskości, czego dowodziłyby  
olbrzymie peruki barokowe, nie udające nawet autentycznej czupryny, przeciwnie,  
ukrywające indywidualność nosiciela za stylizowaną maską i kostiumem. Peruka  
oznaczała tu irangę i godność, a nie cechy osobiste. Do dziś w Brytanii peruka  
jest oznaką urzędu i rangi urzędników dworskich i sędziów. Zawodowe wojska  
oświeconego absolutyzmu, będące idealnie wymusztrowa-nym mechanizmem do zabawy  
władcy na paradzie i na polu bitwy, nie mogły sobie pozwolić na rozmaitość  
fryzur Ŝołnierzy. Wszyscy musieli występować w identycznych perukach z harcapem  
w harbajtlu, 
28 
osłaniającym kark przed ciosem szabli. Dopiero Rewolucja Francuska wymiotła  
perukę wraz z pudrem i warkoczem z Francji, a Wkrótce potem i z całej Europy.  
Młody generał Bonaparte zapuścił włosy do ramion i pozwalał im trzepotać się na  
wietrze. 
W Europie, mniej więcej od XV wieku, część młodzieŜy, zwłaszcza studenckiej, ma  
zwyczaj prowokować rodziców, profesorów i inne osoby starsze (i z natury rzeczy  
nastrojone konserwatywnie) przy pomocy fryzur i zarostu odmiennych od  
obowiązującej mody. W okresach, kiedy starsi noszą brody, młodzi się golą i  
odwrotnie, kiedy starsi są wygoleni i krótko strzyŜeni, młodzi zapuszczają włosy.  
W obu wypadkach starsi potępiają tę oryginalność fryzur młodzieŜy nie tylko ze  
względu na obowiązującą modę, ale z uwagi na higienę, moralność, etykę, estetykę,  
politykę itd. dtp., co oczywiście daje młodzieŜy upragnione satysfakcje juŜ od  
dobrych czterystu lat, a końca 
39 
jeszcze ciągle nie widać, mimo iŜ doświadczenie uczy, Ŝe bitwy, kampanie i  
dyskusje na temat fryzur i bród ośmieszają zwykle obie walczące z sobą strony, a  
bardziej rzecz prosta tę, która ma więcej powagi do stracenia. 
Odradza się jak feniks z popiołów 
O feniksie, legendarnym ptaku egipskim pisze He-rodot: „Ja go wprawdzie nie  
widziałem inaczej niŜ na malowidle, bo przylatuje do Egipcjan bardzo rzadko, co  
pięćset lat, jak mówią Heliopolici. Twierdzą zaś, Ŝe pojawia się wtedy, gdy mu  
ojciec umrze. JeŜeli istotnie jest taki jak jego podobizna, to ma następującą  
wielkość i wygląd: część jego upierzenia jest barwy złotej, inna część barwy  
czerwonej, a co do ogólnych zarysów i wielkości najbardziej podobny jest do orła.  
Ten ptak obmyśla rzecz następującą, jak oni opowiadają, ale ja nie mogę w to  
uwierzyć. Nadlatując z Arabii, przynosi swego ojca, spowitego w mirrę, do  
ś

wiątyni Heliosa i tam go grzebie. Przynosi zaś w ten sposób: naprzód lepi z  

mlirry jajo tak wielkie, jakie zdoła unieść, potem wydrąŜa je i wkłada w nie  
swego ojca, poczym mirrą zalepia je." 
Całkiem inaczej opisuje tę sprawę młodszy od He-rodota o pięćset lat przeszło  
historyk rzymski Tacyt. Sceptycyzm autora wyraŜany jest znacznie oględniej, ileŜ  
za to dokładnych danych historycznych związanych z tak cudaczną legendą!  
Posłuchajmy: „Za konsulatu Paulusa Fabiusza i Lucjusza Witełiusza, po długim  
okresie wieków przybył do Egiptu ptak Feniks, który najuczeńszym spośród  
krajowców i Greków dostarczył materiału do wielu dysput nad tym cudownym  
zjawiskiem. Szczegóły, na które się zga- 
3Q 
dzają oraz więcej takich, które są wątpliwe, lecz godne poznania, pragnę tu  
wyłuszczyć. śe stworzenie to poświęcone jest Słońcu, a wyglądem odmienne od  

background image

reszty ptaków, na to zgadzają się wszyscy, którzy jego postać wyobrazili. Co do  
liczby lat rozmaita bywa tradycja. Najbardziej rozpowszechniona podaje okres  
pięćsetletni; niektórzy jednak mówią na serio o odstępie 1461 lat, Ŝe z  
dawniejszych Feniksów pierwszy za rządów Sesosisa, drugi za rządów Amasisa,  
ostatni za Ptolemeusza III przyleciał do miasta Heliopolis w licznym orszaku  
innych ptaków, zdumionych niezwykłością jego wyglądu. Lecz dawne czasy są ciemne,  
a między Ptolemeuszem i Tyberiuszem upłynęło mniej niŜ dwieście pięćdziesiąt lat.  
Stąd niektórzy sądzili, Ŝe ten Feniks był fałszywy, Ŝe nie przybył z kraju  
Arabów i Ŝe nie posiadał Ŝadnej z tych właściwości, jakie stwierdziła dawna  
tradycja; Ŝe mianowicie dopełniwszy liczby swych lat, w chwili zbliŜania się  
zgonu w rodzinnym kraju ściele sobie gniazdo i składa tam rodne nasienie, z  
którego powstaje płód, a pierwszą troską dorosłego ptaka jest sprawić pogrzeb  
swemu ojcu. Skoro podoła cięŜarowi podróŜy, bierze na siebie zwłoki ojca, zanosi  
je na ołtarz Słońca i tam spala. Te szczegóły są niepewne i baśniami upiększone,  
lecz nie ulega wątpliwości, Ŝe ptak ten niekiedy pojawia się w Egipcie". 
Jak widać naocznie z porównania obu przekazów, nowoczesność aparatu naukowego,  
orientacja w chronologii ii postawa umiarkowanie krytyczna rzymskiego historyka  
nie czynią z jego relacji opowieści bardziej godnej zaufania niŜ prosty, czy teŜ  
— jeśli kto woli — naiwny opis „ojca historii" — Herodota. 
Pieczone gołąbki 
nie przyjdą same do gąbki 
Aluzja do średniowiecznej bajki o krainie przyjemności, bogactwa, luksusu i  
bezczynności, gdzie wszelkie jadło, przyrządzone jak trzeba, samo przychodzi do  
rąk i ust szczęśliwych wałkoni, próŜniaków, Ŝarłoków i opojów. Kraj ten w  
łacinie średniowiecznej zwany Cucainia, po francusku Cooagne, po niemiecku  
Schlaraffenland, po polsku zaś — niekiedy — Krajem Jęczmiennym, znany był w  
Polsce juŜ w XVI wieku. A oto typowy opis tego kraju pochodzący z XVII wieku: 
„Na drzewach nie tylko owoce, ale i ptaszki pieczone, gołąbki, oo komu smakuje.  
A za tobą zaraz fontanny, z których wina hiszpańskie (i małmazje cieką; a  
kieliszki stoją, co raczysz, pij. Najadłszy się, napiwszy, to spać. Chcesz-li  
się kąpać, są sadzawki, w których róŜane wody. Jest tam góra jedna z tartego  
twarogu bieluchna, na której wierzchołku kocieł z ogniem, a w nim kluseczki  
drobnliuchne wyskakują z kotła i taczają się po onym twarogu  aŜ  do  rzeki, 
32 
która płynie ? topionego masła. Gdzie widelce długie i łyŜki, jedz smaczno, a  
potem ukłaść się. Są tam teŜ na polach cukry w głowach lodowate robione i melony  
słodziusieńkie. Mosty przez rzeczki z biszkoptu. Są i szkatuły napełnione  
pieniędzmi i złotem, ale tam po tym nic, bo na cóŜ kiedy jest wszystko. Kiełbasy,  
kiszki faszerowane ryŜem i wątrobą z jagłami po ogrodach rosną, ciepłe i  
upieczone. Sery, rnałdrzyki, gomółki lada gdzie, podle płota. W sadzawkach ryby  
pieczone, warzone, pluskają poplątane, byle kto chciał jeść obficie. 
A kto by chciał cokolwiek robić, wina wielka, przyjdzie gospodarz z czeladzią i  
wezmą onego, wsadzą do więzienia między puchowe pierzyny. Gospodarz z lejkiem do  
niego przychodzi i sos leje mu w gębę z kapłona i cielęciny, potem kaszę drobną  
i polewkę, aŜ go nasycą. CóŜ przecie, Ŝe tam ludzie długo nlie Ŝyją, choć się  
mają tak dobrze. Jeszcze Ŝadnego nie znam, oo by się stamtąd wrócił. Ja tylko  
sam le-dwiem isię wymknął dla dobrego bytu, a teraz nędzę klepię. Nazad trudno,  
bo nim tam dojdzie, trzeba dwadzieścia dni na brzuchu po piernatach drapać się  
jak po obłokach; na dzień ledwo ujdziesz ćwierć mili, a wspinać się trzeba do  
góry jak do Tybetu". 

background image

Ta sama kraina występuje teŜ w Chłopach Reymonta w oracji niedźwiedników  
zapustnych, przybywających „z kraju dalekiego, zza morza szerokiego, z lasu  
wielgachnego, gdzie ludzie do góry nogami chodzą, gdzie płoty kiełbasami grodzą,  
gdzie garnki do słońca przystawiają, świnie po wodach pływają, a deszcze  
gorzałką padają". 
Najsławniejszym zaś jej wizerunkiem jest obraz pt. Kraina lenistwa, który w r.  
1565 namalował wielki malarz niderlandzki Pieter Bruegel. 
Syzyfowe prace 
W mitologii greckiej Syzyf był synem Eola, króla Tesalii, i posiadał piękne  
stada bydła na Istmie czyli Przesmyku Korynckim. Sąsiadem jego był niejaki  
Autolikus, złodziej z boŜej łaski. Bóg Hermes obdarzył go mianowicie  
czarodziejską mocą dowolnego przeobraŜania maści kaŜdej ukradzionej sztuki bydła.  
Choć więc Syzyf zauwaŜył, Ŝe jego stada topnieją, a Autołikusa przedziwnie się  
mnoŜą, nie mógł go jednak przyłapać na gorącym uczynku. Postanowił zatem całej  
swej trzodzie wyryć na wewnętrznej stronie kopyta inicjały SS. A gdy Autolikus  
dokonał nocą swej zwykłej sztuczki, Syzyf zwołał sąsiadów na świadków, poszedł z  
nimi po śladach do obór Autołikusa, gdzie rozpoznał swoje krowy po autografach  
na kopytach. Gdy sąsiedzi wdali się w iście grecki, hałaśliwy spór z Autolikusem,  
Syzyf chyłkiem wbiegł na pokoje i porwał córkę gospodarza, Anty-kleję, czym  
obraził bogów. 
Innym razem, kiedy Zeus porwał Eginę, córkę rzecznego boga Azopa, ten,  
poszukując nadaremnie córki, przybył wreszcie do Koryntu. Syzyf, który dobrze  
wiedział, co się z Eginą stało, obiecał Azopowi zdradzić tę tajemnicę pod  
warunkiem, Ŝe na akropolu korynckim wytryśnie Wieczne źródło. Azop zgodził się.  
Ź

ródło to nazwano Peirene. Wtedy Syzyf wyjawił Azopowi, kto mu porwał córkę,  

czym oczywiście znów obraził bogów. Zeus, który cudem tylko uniknął zemsty  
rozwścieczonego boŜka, rozkazał bratu swemu, władcy świata podziemnego, Hadesowi,  
sprowadzić Syzyfa w kajdanach do Tartaru i skazać go na wieczne męki za zdradę  
boskich tajemnic. 
Syzyf poprosił jednak Hadesa o pokazanie mu, jak 
się te kajdany nakłada. Hades prostodusznie zgodził 
się na tę demonstrację, a chytry Syzyf bez -skrupułów 
zamknął mu je na rękach i uwięził potęŜnego boga 
ś

mierci w swoim domu. Wybuchł skandal, gdyŜ w tej 

sytuacji nikt nie mógł umrzeć, nawet ci, którym ucięto głowę! Wreszcie bóg wojny,  
Ares, widząc w tym zagroŜenie swoich podstawowych interesów, przybiegł, wyzwolił  
Hadesa i oddał mu Syzyfa w ręce. Ten jednak zdąŜył na odchodnem rozkazać Ŝonie,  
aby ciału jego nie wyprawiono pogrzebu. Znalazłszy się w podziemnym pałacu  
Hadesa, zdołał wymóc na królowej Persefonie, małŜonce władcy piekieł, aby  
pozwoliła mu wrócić na ,trzy dni do domu dla przygotowania swego pogrzebu i  
ukarania tych, którzy zaniedbali oddania mu ostatniej posługi. Persefona  
zgodziła się. Wtedy Syzyf wrócił do domu i Ŝył sobie spokojnie, jiak gdyby nigdy  
nic, dalej. Dopiero posłan-nik bogów, Hermes, 'Sprowadził go przemocą do Tar- 
taru. 
„I Syzyfa widziałem cierpiącego srodze" opowiada Odyseusz u Homera „oburącz  
dźwigał głaz olbrzymi. Pchał go pod górę, ale kiedy juŜ był u szczytu,  
bezwstydny głaz odwracał się i własnym cięŜarem znów spadał w dół. A Syzyf znów  
napięty jak łuk toczył go w górę, ciało oblewało się potem, głowa dymiła  
kutrzem." 
Współcześni uczeni nie traktują jednak mitologii jako zbioru anegdot i starają  

background image

się zajrzeć pod podszewkę kultu, który był genezą mitu. Niektórzy uwaŜają, 
35 
Ŝ

e Syzyf był pierwotnie korynckiim bogiem Słońca, któremu poświęcono stada bydła  

oznaczane słonecznym znakiem na kopycie. Wyprawy Autolikusa na to bydło  
przypominają najazd towarzyszy Odyseusiza na krowy innego znów boga słonecznego—  
Heliosa. Magii przy zamianie maści owiec Labana uŜywał równieŜ w Biblii Jakub.  
Walka Syzyfa broniącego się przed zejściem z Hadesem do kraju cieni, to coroczna  
walka światła z ciemnością w chwili porównania dnia z nocą. Wreszcie ów  
„bezwstydny głaz" to tarcza słoneczna, a wzgórze, na które Syzyf ją wciąŜ od  
nowa wtacza, to sklepienie niebieskie, po którym słońce odbywa swą wieczystą  
drogę w górę i na dół. 
Ś

limak, ślimak wypuść rogi 

Dziecinne rymy, przenoszone z pokolenia w pokolenie, traktowane przez nas z  
lekcewaŜeniem, bywają niekiedy bardzo stare i mają przeszłość powaŜną, słuŜyły  
bowiem celom magicznym jako zaklęcia. Wierzono, Ŝe sprowadzają poŜądany skutek.  
Jak pisze Bystroń, te dzisiejsze zabawki dziecinne bywają szczątkiem dawnych  
obrzędów i zwyczajów, które w ciągu wieków stały się najczęściej niezrozumiałe.  
Formułami tymi zwracano się do przyrody, do słońca, do deszczu, do zwierząt,  
zaklinając je lub teŜ prosząc o coś. Kiedy ta wiara się przesiliła, pozostały  
tylko tradycyjne formuły, dziś powtarzane przez dzieci. 
A więc dla odpędzenia deszczu: „Nie padaj, deszczyku, nagotuję ci barszczyku,  
bez krupek i soli, na jednym rosole". Na suszę: „DajŜe BoŜe deszcz, Ŝeby na piec  
wleźć". Do tęczy: „Tęczo, tęczo, nie pij wody, bo narobisz ludziom szkody". Do  
bociana: „Kle, kle, 
36 
Wojtuś, kle, kle, twoja matka w piekle". Do kukułki: „Kukułeczko, panieneczko,  
licz licz, licz, wiele lat-ków będę Ŝyć." Do biedronki: „Patroneczko, idź do  
nieba, przynieś mi kromeczkę chleba." I wreszcie do ślimaka: „Ślimak, ślimak,  
wypuść rogi, dam ci grosik na pierogi." 
Te słowa dziecięce, te nieświadomie powtarzane inkantacje dawno przez wszystkich  
zapomnianych kultów, to jedyne ślady po bogach, boŜkach i boŜę-tach, którym nikt  
juŜ nie składa ofiar. 
Laputańczyk 
Nazywamy tak osobę niezwykle roztargnioną i zatopioną w myślach. Laputa, wyspa  
latająca, była celem trzeciej podróŜy Guliwera w ksiąŜce Jonathana Swifta,  
angielskiego pisarza z przełomu XVII i XVIII wieku, zatytułowanej PodróŜe  
Guliwera. Laputanie (czy Lapucjanie jak chce anonimowy tłumacz tego dzieła z  
1784 roku) byli to mieszkańcy tej wyspy. „Nigdy jeszcze nie widziałem ludzi tak  
osobliwych" opowiada Guliwer. „Zwieszali głowę raz na prawą, drugi raz na lewą  
stronę. Jednym okiem patrzyli w niebo, drugim ku ziemi. Widziałem naokoło nich  
wiele sług uzbrojonych poprzywiązywanymi do krótkich kijów pęcherzami, w których  
było nieco grochu i kamyków. Umysły tego narodu zdały mi się być tak  
roztargnione i w zamysłach pogrąŜane, iŜ nie mogli ani mówić, ani uwaŜać, co  
drudzy do nich mówią, bez pomocy tych trzaskających pęcherzy, którymi dla  
ocucenia bito ich albo po ustach, albo po uszach. Dlatego osoby majętniejsze  
utrzymywały człowieka, który im słuŜył za budziciela. Do jego powinności  
naleŜało, gdy się przynajmniej dwie osoby znajdowały razem, uderzać zręcznie po  
ustach tego, który miał mówić, a potem po uszach tych, co mają słuchać." 
4* 
37 

background image

Latający Holender 
Tak nazywano legendarny okręt-widmo, widywany niekiedy (według nordyckich  
opowieści Ŝeglarskich XV wieku) w czasie sztormu w ipobliŜu przylądka Dobrej  
Nadziei. Widok taki uwaŜano za złą wróŜbę. Wielki pisarz szkocki Walter Scott  
pisze, Ŝe był to pierwotnie statek naładowany złotem. Na statku popełniono  
okropną zbrodnię, po której wśród załogi wybuchła zaraza, a Ŝaden port nie  
chciał go przyjąć. Nieszczęsny okręt błądził więc jak widmo, popychany falami,  
nie mogąc odtąd znaleźć spokojnej przystani. Powieść kapitana Marryata Okręt- 
widmo, wydana w r. 1839, opowiada o zgubnych w skutkach poszukiwaniach    
kapitana    „Latającego   Holendra" 
przedsięwziętych przez jego syna, Filipa van der De-kena. Opera Wagnera z roku  
1843 pt. Der Fliegende Hollender, nazywana dziś po polsku Holender Tułacz,  
przedstawia tę legendę w innym kształcie. Stary kapitan, Holender, pośród walki  
z Ŝywiołem ślubuje bezboŜnie, Ŝe opłynie Przylądek, nawet gdyby mu to miało  
zająć wieczność całą. Klątwę ciąŜącą na nim od stuleci zdjąć moŜe tylko kobieta,  
która zechce go poślubić i wszystko  dla niego  poświęcić. W libretcie 
38 
opery dokonuje tego dziewczę norweskie imieniem Senta. Legenda ma wiele  
wspólnego ze staroŜytnym mitem o Odyseuszu i średniowieczną legendą o śydzie  
Wiecznym Tułaczu. 
Zabierać z sobą lary i penaty 
Jest to zwrot Ŝartobliwy i odrobinę juŜ staroświecki, oznaczający wyprowadzenie  
się wraz ze sprzętami domowymi. Dawniej lary ii penaty oznaczały dom, ognisko  
rodzinne. Ale i to była tylko przenośnia. Lary były pierwotnie bóstwami  
italskimi czczonymi później jako duchy opiekuńcze najrozmaitszych miejsc. Ich  
kapliczki, zwykle w kształcie małej niszy, znajdowały się w większości domów  
rzymskich. Taki lar rodzinny (lar familiaris) przedstawiany był jako posąŜek  
tańczącego młodzieńca w tunice wysoko spiętej paskiem i w wieńcu na głowie. W  
ręku trzymał nachylony róg obfitości, pod który drugą ręką podstawiał czaszę.  
Składano im ofiary przed kaŜdym posiłkiem i w uroczyste święta. Pan domu modlił  
się do nich co dzień, z nimi Ŝegnał się wyjeŜdŜając i witał po powrocie z  
podróŜy. Istniały równieŜ lary opiekujące się polami i zagrodami, stawiano je  
teŜ często na rozstajnych drogach. 
Pochodzenie ich jest sporne. Niektórzy uczeni uwaŜają je za duchy zmarłych, gdyŜ  
okruchy jedzenia spadłe w czasie posiłku na podłogę naleŜało spalać przed larami.  
Podłoga zaś uwaŜana była za miejsce szczególnie nawiedzane przez duchy, za ich  
rejon. To, co się tam raz dostało, naleŜało im ofiarować. W czasie kompitaliów  
czyli świąt rozstajnych dróg, równieŜ miejsc nawiedzanych przez duchy, wieszało  
się takŜe zwyczajowo figurki, po jednej dla kaŜdego wolnego 
39 
Lh RAR] UAUSfcOMPEMNUM 

członka rodziny, a po kulce dla kaŜdego niewolnika, aby lary, zaspokojone tymi  
namiastkami, oszczędziły ich Ŝycie. Inni sądzą, Ŝe był to kult czysto rolniczy. 
Penaty zaś to bóstwa italskie opiekujące się spiŜarnią (po łacinie penus), a  
później całym domem. Był to główny prywatny kult rzymskiego domu, zwłaszcza w  
dawniejszych czasach. 
Penaty królewskie, później zwane publicznymi, miały szczególne znaczenie dla  
całej społeczności. Oddawano im cześć w świątyniach Westy, a takŜe ina ich  
własnych ołtarzach. Kapliczki penatów znajdowały się w kaŜdym domu. Czasami były  

background image

to małe posąŜki z brązu. Składano im róŜne ofiary: kwiaty, wino, jaja. szyszki  
pinii w nony (piąty lub siódmy dzień miesiąca), idy (trzynasty lub piętnasty  
dzień miesiąca) i kalendy (pierwszy dzień miesiąca) i w czasie waŜnych świąt  
rodzinnych. Znaczenie węŜów owijających się wokół składanych darów, widniejących    
zwykle   na 
40 
malowidłach, było juŜ w staroŜytności niejasne. Tradycja ołtarzyków domowych,  
przejęta przez chrześcijaństwo, Ŝyje jeszcze do dziś w Kościele katolickim i  
prawosławnym. 
Złapać się we własne sidła 
To znaczy wpaść samemu w zasadzkę przygotowaną dla kogo innego. Przysłowie to  
jest wyrazem bardzo ludzkiej satysfakcji, odzwierciedlającej się podobnie w  
powiedzeniach „kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie" lub „kto pod kim dołki  
kopie, sam w nie wpada". Mamy ten temat w bajkach Ezopa, takich jak Ptasznik i  
Ŝ

mija, gdzie ptasznik, patrząc w górę i lepem smarując gałązki, nastąpił na  

Ŝ

miję i poniósł śmierć od jej jadu. W bajce Lew i wilk, wilk podburza chorego  

lwa przeciw lisowi, ale lis, usłyszawszy o tym, przekonuje lwa, Ŝe najlepszym  
lekiem na lwią chorobę jest wilcze sadło. Lew zabija wilka, a lis na to: „NaleŜy  
pobudzać dobroczynność władców, nie zaś ich gniew". 
U rzymskiego poety Owidiusza w Sztuce kochania czytamy opowieść o tym, jak w  
Egipcie panowała susza przez dziewięć lat, kiedy Tracjusz przyszedł do faraona  
Buzyrysa i oznajmił mu, Ŝe najlepszym sposobem przebłagania Jowisza jest  
utoczenie krwi cudzoziemcowi. Na to Buzyrys: „Ty więc będziesz pierwszą ofiarą  
dla Jowisza, bo jako obcokrajowiec krwią swoją okupisz deszcz dla Egiptu". Poeta  
opowiada dalej, Ŝe Perillus odlał z brązu byka, aby Fala-ris, okrutny władca  
Agrygentu, mógł w nim piec Ŝywcem swoich wrogów. Perillus stał się jednak  
pierwszą ofiarą swego piekarnika, o czym wspomina takŜe Dante w Boskiej Komedii.  
Opowieści takich jest w literaturze światowej mnóstwo. Zaspokajają one widocznie  
głęboko tkwiącą w psychice człowieka potrze- 
41 
bę sprawiedliwości, wyraŜoną w maksymie „Nie czyń drugiemu, co tobie nie miło"  
oraz równie głębokie umiłowanie gagu farsowego, uwiecznionego w słowach: „Złapał  
Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb 
trzyma". 
Stonoga 
Sądząc z nazwy, stonoga powinna mieć sto nóg! I miałaby ich pewno tyle, gdyby  
nasze nazwy zwierząt odznaczały się większą konsekwencją i dokładnością. Ale  
wiemy przecieŜ, Ŝe wieloryby nie są rybami, tylko ssakami; Ŝe świnka morska nie  
jest ani świnką, ani morską, ale lądowym gryzoniem; Ŝe liliowce to nie kwiaty,  
ale morskie szkar łupnie; wiemy teŜ, Ŝe kózki, słoniki orzechowe, wołki zboŜowe  
i jelonki, to nie małe kozy, słonie, woły i jelenie, ale róŜ- -» ne gatunki  
chrząszczów, Ŝe wreszcie sówki i pawiki, to nie małe ptaki, ale motyle. 
Jasne więc, Ŝe stonoga nie ma stu nóg. Ma ich przewaŜnie tylko 24 lub nawet 20,  
zaleŜnie od gatunku. A pareczniki (zwane z grecka chilopoda czyli tysiąco-nogi)?  
Jest to rząd stawonogów z wielkiej gromady wijów. Miewają one, zaleŜnie od  
podgromad i gatunków, od trzydziestu do trzystu sześćdziesięciu odnóŜy, ale  
przecieŜ nie aŜ tysiąc. Ten brak precyzji w naszym sposobie określania gatunków  
zwierząt skłania niejednego powaŜnie myślącego naukowca do nazywania kaŜdej  
Ŝ

yjącej istoty jej łacińską nazwą naukową. MoŜe on iz całą surowością wskazać,  

Ŝ

e gdy kto mówi o baŜancie, moŜe mieć na myśli równie dobrze baŜanta łownego,  

background image

jak przepiórkę, kuropatwę, perliczkę afrykańską czy indyka amerykańskiego.  
Natomiast takie określenia jak Phasianus colchicus, Coturnix co-tumix, Perdix  
per dix lub Otis tarda nie zostawiają 
42 
pola   do  nieporozumień, choć, rzecz prosta, nie dla wszystkich są jednakowo  
zrozumiałe. 
Wiemy lub domyślamy się, jak ograbionym moŜe się czuć więzień oznaczony jedynie  
numerem. W podobny sposób zwierzę — nasz krewniak, współuczestnik przygody Ŝycia  
na swój własny, indywidualny sposób — jest zdegradowane i wynaturzone przez  
nałoŜone mu jak obroŜa sztuczne, grecko-łacińskie przezwisko. Jedną z  
najcudowniejszych rzeczy w zwierzęciu jest właśnie jego zwierzęcość, której  
niemało jest przecieŜ w słowach „dzik" czy „jeleń", a całkiem nic w określeniach  
Sus scrofa i Cervus elaphus, którym brak takŜe jakby odrobiny powietrza  
pachnącego sosną, wilgotną ziemią, poszyciem leśnym, wiatrem i deszczem,  
powietrza, na którym przebywają Owe zwierzęta. Tak przynajmniej sądzą ludzie  
lubiący: włóczyć się po lasach, łąkach i polach.                ", > 
Istnieją niewątpliwie powaŜne powody, aby stosować nazwy naukowe we właściwym  
czasie i odpowiednich okolicznościach, podobnie jak i lekarz moŜe mieć swoje  
racje, kiedy uwaŜa za potrzebne nazwać zwykłą sól kuchenną chlorkiem sodu. Ale  
nasze amatorskie kontakty z przyrodą źle znoszą taką oficjal-ność. Pragniemy  
wiedzieć róŜne rzeczy o zwierzętach jeszcze nim wyjdziemy latem na łąkę (bez  
ksiąŜki--przewodnika do oznaczania gatunków!) i spotkamy sarnę lub zająca, albo  
czaplę, bo pozwala nam to na przeŜycie pewnych dość trudnych do określenia uczuć 
43 
i myśli, czy — prościej — pewnych stanów, bez których czulibyśmy się uboŜsi. 
Czy stonoga ma sto nóg? Nie. Ale czy ona w ? g 1 ą-d a jakby ich miała sto? Czy  
ta mała zwierzęca osoba sprawia takie właśnie ogólne wraŜenie? Czy nazwa  
„stonoga" odzwierciedla jej indywidualność? AleŜ oczywiście! ToteŜ stonoga jest  
dobrą nazwą. Podobnie, chociaŜ kwiczoł, ściśle mówiąc, nie kwiczy, ale przecieŜ  
wydaje głos znacznie bardziej do kwiczenia podobny, niŜby mogła tu sugerować  
nazwa Turdus pi-laris. 
Nadęty pęcherz 
Mówi się tak o człowieku zarozumiałym, a niewiele wartym, bo podobnie jak  
pęcherz pustym w środku. A przecieŜ dzieje pęcherza są pełne sławy i chwały!  
Prawdą jest, Ŝe kauczuk, z którego sporządza się pęcherze i dętki, znany jest w  
Europie od niezbyt dawna. Substancją tą, otrzymywaną z drzew kauczukowych jak  
figowce, maniok, a przede wszystkim he-wea, zainteresowała się po raz pierwszy  
Francuska Akademia Nauk pod koniec pierwszej połowy XVIII wieku. Około 1770 roku  
odkryto, Ŝe moŜna z niego robić gumki do wycierania, ale dopiero w 1811 załoŜono  
pierwszą fabrykę kauczuku w Wiedniu, a w 1839 Charles Goodyear opatentował  
proces wulkanizacji, który zrewolucjonizował przemysł gumowy. 
JuŜ jednak w staroŜytności umiano robić uŜytek z pęcherzy zwierzęcych, a lepszy  
jeszcze z bukłaków czyli skórzanych worków na napoje. Jedną z naczelnych zasad  
staroŜytnej wiedzy wojiskowej był obowiązek posiadania bukłaka przez kaŜdego  
piechura, poniewaŜ na Środkowym Wschodzie, gdzie często w czasie marszu trudno  
było o wodę, transport wystarczających jej ilości był najpowaŜniejszym problemem  
zaopatrzenia armii. Wodzowie usiłowali, kiedy- 
44 
kolwiek to było moŜliwe, maszerować brzegiem rzeki. Czynił tak i Kserkses w swej  
wyprawie przeciw Grecji. O jego olbrzymich armiach mówiono, Ŝe wypijały po  

background image

drodze rzekę za rzeką do sucha. Drogi często uŜywane przez wojska zaopatrywano w  
dogodnych odstępach w studnie, tak jak to w wiele stuleci później czyniła  
królowa Zubaida, Ŝona bagdadzkiego kalifa Hiaruna ar-Raszida, dla pielgrzymów na  
drodze z Bagdadu do Mekki. W okresach walk między wojowniczymi królestwami,  
studni takich naleŜało pilnować dniem i nocą. Było to jedno z głównych zadań  
wojsk okupacyjnych. 
W kraju pustynnym rzeka była zawsze poŜądanym widokiem dla wojska w marszu. Ale  
kiedy ją trzeba było przekroczyć, stawała się nad wyraz kłopotliwą przeszkodą.  
(Jest to sprawa chyba całkiem jasna, szczególnie dla nas, których hymn narodowy  
pełen jest rozwaŜań na temat przepraw rzecznych i morskich). I to był drugi  
powód, dla którego Ŝołnierze zawsze nosili bukłaki. Bo wystarczyło wtedy wylać z  
nich wodę i nadąć je powietrzem, aby się stały skórzanymi pęcherzami pławnymi  
czy teŜ pływakami. Gdy cesarstwa powstawały i upadały, gdy niezliczone rzeki  
przebywali tam i na powrót niezliczeni Ŝołnierze, pierś kaŜdego z nich  
nieodmiennie podpierał nadęty bukłak, albo i dwa, a on sam posuwał się naprzód  
kopiąc zawzięcie wodę nogami. Tak czynili Ŝołnierze najdawniejszych królestw  
Mezopotamii, a takŜe Hiszpanie, których Cezar ujarzmił i od których nauczył się  
tej sztuki. Ta metoda przeŜyła wszystkie imperia staroŜytne. 
Gdy one upadały, a niespokojne plemiona koczownicze rzucały się na ich słabo  
bronione granice, pęcherz skórzany w swych licznych adaptacjach był niezbędną  
częścią ekwipunku, pozwalającą wojownikom wraz z kobietami, dziećmi, zwierzętami  
i sprzętem gospodarskim przekraczać rzeki, które inaczej stałyby się  
nieprzezwycięŜoną zaporą dla tych migracji. 
45 
Jeźdźcy DŜyngis Chana uŜywali pęcherzy w kampanii chińskiej, a hordy jego wnuka,  
Baru Chana, korzystały z nich w wyprawie na Europę, przepływając Wołgę, Don,  
Dunaj, jak równieŜ i Wisłę, i wiele innych rzek polskich w swym marszu przez  
Sando-mierszczyznę, Wiślicę, Kraków do Śląska. Dopiero pierwsze rzymskie mosty  
kamienne, arcydzieła inŜynierii staroŜytnej, zaczęły naruszać znaczenie wojskowe  
nadętego, pustego wewnątrz pęcherza. 
Paniczny strach 
Jest to strach budzący albo szerzący panikę, popłoch, przeraŜenie. Wyraz panika  
pochodzi od imienia Pan, imienia prastarego boga arkadyjskiego, z czasów kiedy  
bogowie mieli jeszcze więcej pierwiastków zwierzęcych niŜ ludzkich. Imię jego,  
Pan, prawdopodobnie pochodzi z pnia pa-, który znajdujemy w wyrazach „pasterz" i  
„pasać", i tłumaczone jest jako „Ŝywiciel" czyli właśnie „pasterz". Arkadia nie  
obfitowała w bydło domowe i jej zwierzęciem charakterystycznym była koza.  
Dlatego Pan był rodzajem półkozica o ludzkim ciele do bioder, a kozich nogach,  
uszach i rogach. Grecy uczynili z niego syna Hermesa, boga stad, jedynego, prócz  
Pana, waŜniejszego bóstwa rodem z Arkadii. Pod opieką Pana były kozy i owce, a  
takŜe pasterze i myśliwi. Chętnie grywał na fujarce, gonił i uwodził nimfy, gdyŜ  
był bogiem lubieŜnym, co jest zrozumiałe nie tylko ze względu na jego capią  
naturę, ale i na to, Ŝe głównym jego zadaniem jako boga było zapewnienie  
płodności stada. 
Mitologia zajmuje się nim mało, jeśli nie liczyć paru późnych historii o jego  
przygodach miłosnych z nimfami, które go nie chciały. Jedna z nich, Echo,  
zamieniła się w znane nam echo leśne, druga, Sy-rinks, w trzcinę, z której Pan  
wycinał sobie fujarki, 
46 
trzecia, Pitys, przeobraziła się w jodłę. Dlaczego Pan cieszył się tak mizernym  

background image

powodzeniem u nimf — nie wiadomo. Ale kiedy stada, pomimo wznoszonych modłów,  
nie chciały się mnoŜyć jak naleŜy, przypominano sobie dawny rytuał i spuszczano  
lamie posągom Pana, chłoszcząc je wiązkami ckliwicy czyli cebuli morskiej,  
prastarej rośliny leczniczej. Miało to bez wątpienia dodać bogu animuszu do  
działania. 
Czasem potrafił on jednak budzić lęk, paniczny strach, przez nagłe, przeraźliwe  
krzyki, zwłaszcza w ciszy południowej sjesty, kiedy w szczytowej godzinie upału  
wszystko śpi, ludzie i zwierzęta. Prze- 
raŜenie ludzi zerwanych ze snu nawiązuje tu zapewne do widoku pędzącego na oślep,  
przestraszonego stada. Krzyk jego miał wywołać panikę wśród Persów w czasie  
bitwy pod Maratonem, co było przyczyną wprowadzenia kultu Parna w Attyce. Miał  
on takŜe zsyłać koszmary senne, choć nie wszystkie wywoływane przez niego sny  
były nieprzyjemne. UwaŜano ogólnie, Ŝe lubił góry, jaskinie, ustronia i Ŝe był  
muzykalny. 
Plutarch opowiada, Ŝe podróŜni na statku płynącym w pobliŜu wyspy Paksos  
usłyszeli w powietrzu potęŜne wołanie: „Wielki Pan umarł!", poczem nastąpiły  
wzdychania i jęki w przyrodzie. Cesarz Tyberiusz kazał nawet wezwać do Rzymu  
sternika statku i opowiedzieć sobie o tym wydarzeniu. A Ŝe Jezus Chrys- 
47 
tus Ŝył właśnie za czasów panowania Tyberiusza, uwaŜano później, Ŝe śmierć Pana  
symbolizuje tu upadek pogaństwa. Ale wszystko to razem jest oczywiście tylko  
bajką Ŝeglarską. Za czasów Plutarcha nikt nie mógł przeczuć nawet przyszłej  
kariery chrześcijaństwa. 
Mówić bez ogródek 
Bez ogródek znaczy prosto z mostu, wprost, bez osłonek, otwarcie, po prostu, nie  
owijając w bawełnę, szczerze, prosto w oczy. Mówić ogródkiem to wyraŜenie  
tracące myszką, rzadkie, trochę wysmakowane i Ŝartobliwe, znaczące: mówić  
niejasno, nie wprost, w rękawiczkach, oględnie, dyplomatycznie. W Rozmowie ojca  
z synem, z XVIII-wiecznej ksiąŜki Karola śery, ojciec synowi przepisuje  
następującą regułę: „Chłopu lub pastuchowi moŜna mówić: Ty nieprawdę mówisz, ty  
łŜesz, ty chytrzysz, ty bałamucisz, ty kręcisz, ty przewrotnie mówisz, ty  
machlujesz, u ciebie prawdy ani za szeląg, ty w owczej skórze, ale wilk  
prawdziwy itd., to znaczy: ty pleciesz, kłócisz, męcisz, oszukujesz. Do zacniej  
szych zaś osób trzeba daleko delikatniej mówić w te na przykład słowa: waćpan  
drukujesz, waćpan hulasz, waćpan polujesz, waćpan malujesz (albo farbujesz),  
waćpan złocisz, waćpan pośliznąłeś się, waćpan przędziesz, snujesz, motasz,  
czeszesz, waćpan przeoraj esz, siejesz, bronujesz, wiejesz, waćpan schybił, do  
celu nie trafił, waćpan galopem jedziesz, waćpan z kolei wyjechał, z drogi  
zboczył, inną drogą jedziesz, waćpan z gościńca zjechał, waćpan z prawdą się  
minął, waćpan słowo skrzywił itp., delikatnymi słowy, z wdziękiem, uśmierzeniem  
się, aby się obydwie strony poznały, Ŝe z sobą rozumnie czynią Ŝarty". To  
właśnie byłyby przykłady, stare ale jare, mówienia ogródkiem. 
4a 
Koń ma cztery nogi, a potknie się 
Przysłowie to ma usprawiedliwić potknięcie się człowieka, istoty zaledwie  
dwunoŜnej, jest przy tym bardzo rozpowszechnione w wlielu językach, a przy tym  
stare, bo pochodzi z czasów rzymskich. ChociaŜ i w staroŜytności powszechnie  
uŜywano konia pod wierzch i w zaprzęgu, uŜywano go jednak inaczej niŜ my, po  
prostu znacznie mniej umiejętnie. 
NajwaŜniejszym brakiem konia antycznego jako wierzchowca był brak strzemion. To  

background image

dopiero moŜe nam uzmysłowić słabość staroŜytnej jazdy w stosunku do pieszych  
kopijników, dla których zdjęcie ka-walerzysty z konia nie musiało być zadaniem  
zbyt trudnym. Strzemię wynaleziono w Chinach, w IV lub V wieku ne. StaroŜytność  
nie znała równieŜ podków (jeŜeli 'nie liczyć niepraktycznych sabotów rzymskich  
przywiązywanych do nóg końskich rzemieniami), co naraŜało kopyta końskie na  
zuŜycie i uszkodzenia. 
Wóz czterokołowy nie mógł w czasach antycznych spełniać swej głównej roli —  
przewoŜenia cięŜkich ładunków na długich trasach w stosunkowo krótkim czasie.  
Składały się na to dwa główne powody. Dopiero średniowiecze wyposaŜyło  
czterokołowy wóz konny w tak zwany „przodek" czyli przednie półwozie, tj.  
ruchomą, obracającą się w płaszczyźnie poziomej przednią oś z dwoma kołami i  
dyszlem, pozwalającą na swobodne kierowanie i zawracanie wozem. Brak ruchomego  
„przodka" zmuszał wóz do jazdy w linii prostej; stąd prawdopodobnie bierze się  
tak charakterystyczny dla rzymskich dróg brak zakrętów. 
Ale głównym niedostatkiem transportu staroŜytnego były wady uprzęŜy końskiej.  
UprząŜ antyczna składała się z postronków przytwierdzonych do giętkiego pasa  
skórzanego, ściskającego gardziel końską w miejscu, gdzie tchawica przechodzi  
tuŜ pod skórą. 
6*                                                                                                             
49 
Pas ten nie miał Ŝadnego kontaktu z łopatkami zwierzęcia. W czasie jiazdy  
wpierał się w gardło, tamując oddech, zwłaszcza jeśli koń pochylał głowę, bo  
wtedy mięśnie szyi nie chroniły tchawicy. Zmuszało to konia do ustawicznego  
podnoszenia głowy, gestu wiernie odtwarzanego przez plastyków antycznych. UprząŜ  
taka nie dawała się specjalnie we znaki przy powolnej jeździe i lekkim ładunku.  
Ale przy znaczniejszym wysiłku, kiedy koń musi opuścić szyję aby przenieść  
ś

rodek cięŜkości ciała ku przodowi, następowała katastrofa. Dopiero wynalazek  

chomąta o strukturze sztywnej, składającego się z drewnianych kleszczy w  
kształcie obłąka na miękkim podkładzie, wspartego o podstawę kostną — o łopatki  
konia, pozwolił przenieść na uprząŜ całą siłę pociągową zwierzęcia, oswobadzając  
mu całkowicie gardziel i pozwalając na przyjęcie najwygodniejszej postawy.  
Chomąto znane było w Chinach juŜ w II wieku ne., ale do Europy przeszło nie  
wcześniej niŜ w VIII wieku, a rozpowszechniło się na dobre dopiero w X i XI  
stuleciu. Nic dziwnego zatem, Ŝe koń w staroŜytności potykać się musiał znacznie  
częściej niŜ dzisiaj. 
Pamiętać przy tym warto, Ŝe noga końska jest kończyną zbudowaną na zasadzie  
mechanicznej dość odmiennej od nogi ludzkiej. Człowiek utrzymuje się w pozycji  
stojącej tylko dzięki nieustannemu wysiłkowi mięśni — dlatego długie stanie  
męczy; człowiek musi wreszcie usiąść albo połoŜyć się, aby odpocząć. Inaczej koń.  
Kiedy stoi, rozluźnia mięśnie nóg, a sta-' wy noŜne zwierają się same. Szkielet  
kostny nogi działa wtedy jak filar. Dlatego koń moŜe spać stojąc. Widocznie  
tabun, którego bezpieczeństwo polegało na błyskawicznej ucieczce, musiał się  
nauczyć wypoczywać tak, aby móc wprost ze snu przejść w wyciągnięty galop.  
Wyjaśnienie to byłoby kompletne, gdyby zoologia była matematyką. Tak jednak nie  
jest. Nie tylko skłonność do ucieczki moŜe być przyczyną przyjęcia takiej  
pozycji we śnie, ale i inne względy. Sypiają tak róŜne inne zwierzęta (takŜe  
ptaki), na przykład tak nieustraszona Ŝywa forteca jak słoń! 
Ale czy koń nie woli się połoŜyć? OtóŜ nie. LeŜący koń ma sen lekki i  
niespokojny. Rzadko tylko dłuŜej uleŜy. CięŜar ciała przygniata go do ziemi. Po  
pewnym czasie koń uczuwa przykry ucisk i ból, oddychanie staje się utrudnione.  

background image

Ma tego wreszcie dość i zrywa się na równe nogi, aby się spokojnie przespać. 
Tabu 
Polinezyjski wyraz tapu, który do języków europejskich przeszedł jako tabu,  
tłumaczy się albo jako „święty, poświęcony", albo jako „przeklęty", podobnie  
zresztą jak łaciński przymiotnik sacer. Rzecz szczególna, Ŝe to rozróŜnienie  
znaczeń, dla nas tak zasadnicze, jest równie nieuchwytne dla Polinezyjczyków,  
jak niedostrzegalne było dla staroŜytnych Rzymian. Polinezyjskie tapu róŜni się  
od łacińskiego sacer głównie tym, Ŝe w silniejszym stopniu łączy się z magią, w  
słabszym zaś — z religią. 
50 
51 
Tabu — to zakaz wykonywania pewnych czynności, uŜywania lub dotykania pewnych  
przedmiotów, wymawiania pewnych słów. Tabu zabrania dotknięcia osoby króla albo  
kapłana, czy teŜ odzywania się do nich. W pewnych okresach nie zezwala na  
spoŜywanie mięsa określonych zwierząt. Zakazuje wstępu na cmentarze, chyba Ŝe w  
kondukcie pogrzebowym. Wzbrania braciom i siostrom rozmowy z sobą, czy nawet  
przebywania w tym samym obejściu. Karą za złamanie tabu moŜe być nieurodzaj,  
choroba, śmierć. W tych wypadkach tabu jest rodzajem magii negatywnej. Często  
jednak za pogwałcenie tabu nie przewiduje się Ŝadnej kary; po prostu postępek  
taki uwaŜa się za niewłaściwość, nieprzyzwoitość. 
Gdyby instytucja tabu była specjalnością czysto polinezyjską, nie byłaby godna  
szczególnej uwagi. Ale istnieje ona, w mniejszym lub większym stopniu, we  
wszystkich społeczeństwach dzikich i na wpół cywilizowanych. Trudno wytyczyć  
granicę między tabu, a pewnymi irracjonalnymi obyczajami naszej własnej  
cywilizacji. Dlaczego, na przykład, w największy nawet upał osłaniamy pewne  
części ciała? Dlaczego nie jadamy ryby noŜem? Dlaczego, kierując się prywatnym  
rytuałem, wkładamy zawsze naprzód lewy (albo zawsze prawy) pantofel, jakby  
zmiana tego porządku mogła nam w dniu dzisiejszym przynieść pecha? 
Ciekawe bywa równieŜ tabu w dziedzinie języka. Większość systemów magicznych  
przyjmuje za pewnik, Ŝe ten, kto zna imię osoby lub przedmiotu, moŜe sprawować  
nad nimi jakąś tajemniczą władzę. Dlatego staroŜytni Egipcjanie mieli po dwa  
imiona: jedno „wielkie", starannie utrzymywane w tajemnicy, drugie „małe", do  
codziennego uŜytku. U róŜnych ludów unika się wymawiania imienia męŜa, Ŝony,  
'krewnych lub powinowatych. Krajowcy australijscy i Indianie amerykańscy nie  
wypowiadają imion osób zmarłych. Dla licznych plemion nie tylko imiona królów  
czy wodzów są tabu, ale nawet wyrazy przypominające te 
52 
imiona. Gdy nowy władca wstępuje na tron, słowa podobne do jego imienia muszą  
wyjść z uŜycia. 
Nie wymienia się równieŜ nazw groźnych zwierząt drapieŜnych. Mówi się o nich  
„'mocarz", „milczący", „stary człowiek" dtp. Takich omówień uŜywano w Szwecji w  
stosunku do wilka, u Indian w odniesieniu do grzechotnika, w róŜnych krajach  
tropikalnych mówi się tak jeszcze o lwie, tygrysie, kobrze. Nasz niedźwiedź,  
zwierzę budzące niegdyś w Polsce najwięcej strachu, jest teŜ omówieniem,  
ominięciem nazwy. Niedźwiedź, co jeszcze u Reja brzmiało „miedźwiedź", znaczy  
właściwie „miodojad", a przeto stanowi tylko niewinną aluzję, której moŜna się  
łatwo wyprzeć, bo przecieŜ nawet i mucha chętnie kosztuje miodu. 
Tabu obejmowało często imiona bogów lub demonów. Wymienienie tych imion mogłoby  
na mówiącego niepotrzebnie ściągnąć uwagę nadprzyrodzonych potęg. Furie  
mitologii greckiej były demonami tak straszliwymi, Ŝe Grecy, nie chcąc ich  

background image

obrazić właściwą nazwą Erynie (wściekłe), nazywali je Eumenidami czyli łaskawymi,  
miłosiernymi. 
W mitologii bramińskiej, gdy niejaki PradŜapati popełnił grzech, kazirodztwa,  
bogowie nadaremnie szukali kogoś, kto by mógł go ukarać za tak przeraźliwą  
zbrodnię. Przeto kaŜdy z nich wydobył z siebie drzemiące w jego wnętrzu  
najgorsze substancje, złoŜyli je pospołu na stos i utworzyli z nich potwornego  
boga Rudrę o czerwonych plecach, granatowym brzuchu, siewcę chorób i zgryzot,  
który ze swego łuku wypuszcza strzały gorączki i kaszlu. Takiemu bogowi  
pomszczenie zbrodni poszło oczywiście jak z płatka. OtóŜ — o ile księgi Wedy  
nazywają jeszcze czasami Rudrę po imieniu, o tyle w późniejszym hinduizmie imię  
to znika zupełnie. Mówi się juŜ o nim śiva — „uprzejmy", albo Nandi — „radosny". 
O tym, Ŝe przodkowie nasi mieli podobne kłopoty, świadczą choćby uŜywane do dziś  
przysłowia: „niech licho śpi" czy „nie wywołuj wilka z lasu". 
53 
Spór o cień osła 
Znaczy to tyle, co spór o głupstwa niegodne uwagi. Bo przecieŜ niegodna jej jest  
nędzna oślina, a cóŜ dopiero coś tak nikczemnego jak jej cień! Jak powiada  
facecja polska z połowy XVI wieku, słynny mówca i polityk ateński Demostenes  
bronił przed senatem swego miasta kogoś w sprawie gardłowej, a widząc, Ŝe go  
słuchali niedbale, rzecze do ndch: „Panowie, powiem wam, co nowego się niedawno  
stało". Więc zaniechawszy gadek, poczęli go słuchać pilnie. „OtóŜ młodzieniec  
jeden w Atenach najął sobie osła, aby na nim swe rzeczy zawieźć do Megary. Przy  
ośle szedł właściciel, który go miał nazad odprowadzić. W drodze, w południe, w  
gorąco wielkie, osioł musiał wypocząć i zostać nakarmiony. Najemca osła, nie  
znajdując cienia, gdzie by spoczął, siadł na ziemi w cieniu zwierzęcia. Chłop  
zaczął go jednak spędzać z tego miejsca, powiadając, Ŝe mu tylko osła wynajął,  
aby swe rzeczy na nim niósł, ale nie cień jego. S warzyli się tak długo, Ŝe w  
końcu jeden pozwał drugiego do sądu". To powiedziawszy Demostenes, widząc, Ŝe go  
senat pilnie słucha, zamilkł. Mówią mu więc, aby dokończył. A ów na to:  
„Chętniej więc o cieniu oślim słuchacie niŜ o sprawie nieboraka, któremu o  
gardło idzie?" Zawstydzili się wszyscy i onej sprawy dosłuchali. 
Trudno tu jednak nie zapytać z kolei, dlaczego biedny, pracowity osiołek stał  
się w literaturze i Ŝyciu przedmiotem drwiny i pogardy? Bo przecieŜ los osła,  
przynajmniej pod względem duchowo-moralnym (jeśli się tak wolno wyrazić) nie  
zawsze był tak poŜałowania godny. Według Strabona, geografa greckiego z  
początków naszej ery, niektóre ludy Wschodu szły na wojnę na osłach. Persowie i  
Grecy uŜywali ich do ciągnięcia taborów wojskowych. Nieraz ich głośny ryk był  
natchnieniem do forteli wojennych. Pozostawione  w  obozie  osły  z  taborów   
napełniały  swym 
54 
wrzaskiem okolicę, dzięki czemu nieprzyjaciel nie spostrzegał, Ŝe wojsko nocą  
uszło z pola walki. Wschód zawsze odnosił się do osła z Ŝyczliwością, a niekiedy  
z respektem. Często wspomina go Biblia. Stada Hioba liczyły pięćset oślic i  
wiele oślich źrebiąt. Aby uśmierzyć gniew brata, Jakub ofiarował Ezawo-wi  
dwadzieścia oślic i dziesięć oślątek. Anna, córka Ezawa, wypuściła razem na  
pustynię klacze i osły z ojcowskiego stada, które to zdarzenie było przyczyną  
pojawienia się pierwszych mułów. W dekalogu Bóg nie pozwala poŜądać Ŝony  
bliźniego swego, ani wołu, ani osła jego. Oślej Ŝuchwy uŜywał Samson jako  
straszliwej broni przeciw Filistynom. Oślica Balaama przemówiła ludzkim głosem  
na widok anioła, którego jadący na niej właściciel, mimo Ŝe wieszczek i jasno- 

background image

widz, dostrzec nie zdołał. Na oślicy wreszcie, za którą postępowało oślątko,  
Chrystus odbył swój triumfalny wjazd do Jerozolimy. 
55 
Jednak nie wszędzie i nie zawsze uwaŜano osła za szlachetnego wierzchowca. W  
Kumach oprowadzano na ośle za karę Ŝony zdradzające męŜów. Bajkopisarze i twórcy  
przypowieści dali osiu rolę zabawki i ofiary. Jest śmieszny przez swe długie  
uszy, chryp-liwy głos, powolność chodu, cierpliwość połączoną z narowistością i  
uporem. Trudno o stworzenie mniej szlachetne. Tu warto zauwaŜyć, Ŝe śmiech i  
drwina zabija współczucie i toruje drogę brutalnemu traktowaniu; za drwinami idą  
uderzenia kija, spadając gradem na grzbiet zrezygnowanego zwierzęcia, które jest  
ofiarą, bo jest zabawką. Osioł to istota szkaradna, gnębiona zarazem przez  
wzgardę d ironię. Nie ma ani odwagi, ani dowcipu, ani wdzięku. 
Dlatego widziano zawsze pokrewieństwo duchowe dwóch uciskanych istot: osła i  
chłopa niewolnego. Osioł nie ufa nowemu źródłu, na nowej drodze nie postąpi  
kroku bez przymusu, czuje wstręt do zmian. Podobnie chłop niewolny szedł drogą  
utartą, obawiając się nowego, zresztą najczęściej słusznie, gdyŜ nowe były  
zazwyczaj tylko haracze i obciąŜenia. Dając osła za wierzchowca giermkowi Don  
Kiszota, Cervan-tes bystro zaobserwował prawa tej uniwersalnej analogii, które  
były równocześnie prawidłami konwencji literackiej. Oto całkowita identyfikacja  
zwierzęcia i człowieka — ten sam grubiański zdrowy rozsądek, tenŜe egoizm, ta  
sama oschłość serca, ta sama potrzeba natrząsania się z zasad i idei, ta sama  
pogarda dla prawa i tenŜe respekt dla faktów — u Sancho Pansy i jego wierzchowca. 
Istotom prześladowanym i wzgardzonym zarzuca się zwykle wykluczające się  
nawzajem wady. OtóŜ upartemu osłu przypisuje się ponadto jeszcze nieumiejętność  
dokonania wyboru, brak decyzji! Początek temu pomówieniu miał dać filozof i  
fizyk francuski z pierwszej połowy XIV wieku, Jean Buridan, parabolą o ośle  
zdychającym z głodu między dwiema wiązkami siana, którą ilustrował trudności  
rozwiązania problemu wolności woli. Opowieść tę powtarza 
56 
pan Jowialski w komedii Fredry, w bajce zaczynającej się od słów: „Osiołkowi w  
Ŝ

łoby dano, w jednym owies, w drugim siano", a kończącej się: „Oślina pośród  

jadła z głodu padła". 
A jak trudno się pozbyć tej opinii istoty głupiej i tępej, będącej zbiorowiskiem  
wszelkich przywar, niech na koniec świadczy bajka Stanisława Jachowicza z  
pierwszej połowy XIX wieku. Tytuł: Osioł i Ezop. „Rzekł osioł do Ezopa: Panie  
bajkopisie! A przecieŜ mię teŜ godniej wystaw w swym opisie. ZawszeŜ tylko pleść  
głupstwa będzie mym udziałem? Niech teŜ kiedy ze zdaniem wyjadę wspaniałym! —  
CoŜby, odpowie Ezop, ludzie powiedzieli? Ciebie by za poetę, mnie za osła  
wzięli". 
Sfinks 
Wielki Sfinks egipski o ciele lwa i głowie męŜczyzny, przykrytej chustą  
królewską i przyozdobionej nad czołem ureuszem (stylizowanym węŜem okularnikiem  
egipskim, będącym symbolem władzy monarszej) był wyobraŜeniem faraona Chafre (po  
grecku — Chefren), Ŝyjącego w XXVII wieku pne., władcy, który prócz Sfinksa  
zbudował równieŜ drugą pod względem wielkości piramidę w Gizeh. Jednak juŜ w  
połowie drugiego tysiąclecia pne. zapomniano, kogo ten monument przedstawiał.  
UwaŜano go za wizerunek boga Słońca, Harmachisa, to znaczy Horusa Świetlanej  
Góry, albo Cheper-Re, albo Atuna, którego ołtarz mieścił się między pazurami  
przednich łap Sfinksa. O jego związku z faraonem nikt, jak się zdaje, juŜ wtedy  
nie pamiętał. 

background image

Taka niepamięć była losem wielu monumentów i pomników. Znane jest zadziwiające  
zjawisko, któremu zawdzięczają swą nazwę kolosy Memnona. Pod Tebami, nową  
stolicą Egiptu, faraon Amenhotep III wybudował w 1400 lat potem wspaniałą  
ś

wiątynię, 

57 
której wejścia strzegły dwa olbrzymie siedzące posągi faraona. Gdy w 27 roku pne.  
trzęsienie ziemi zburzyło tę budowlę, równieŜ i posągi doznały pewnych uszkodzeń.  
ZauwaŜono jednak, Ŝe od tego właśnie czasu, kiedy tylko wschodzące słońce  
rzucało pierwsze promienie, kamienie jednego' z kolosów zaczynały wydawać  
melodyjne brzęczenia. Wkrótce zjawisko to przyciągnęło masy turystów, a kolos  
stał się jedną z osobliwości Egiptu. Zapomniano jednak, kogo on właściwie  
przedstawia, nazwano je więc oba po prostu mennu, co znaczy „pomniki". 
Z tej nazwy rozwinęła się nowa legenda. Głosiła ona, Ŝe dźwięcząca statua  
przedstawia Memnona, syna Tytona i Jutrzenki, o którym Homer powiada, Ŝe witał  
swoją matkę pieśnią, gdy tylko pojawiała się na niebie. Ofiarą podobnego  
nieporozumienia, choć tym razem nie natury językowej, stały się cztery kolumny  
pewnej antycznej budowli w Tessalonikach, znajdujące się obecnie w paryskim  
Luwrze. Przedstawiają one Dionizosa, Hermesa, Ledę i jedną z Menad. W połowie  
XIX wdeku, gdy stały jeszcze na swym dawnym miejscu, znane były mieszkańcom jako  
„Zaczarowani". UwaŜano, Ŝe figury te przedstawiają króla trackiego ze świtą,  
zamienionych w kamień przez sławnego czarnoksięŜnika... Arystotelesa! 
Wspaniały posąg konny cesarza rzymskiego Marka Aureliusza, pełnego cnót i  
mądrości filozofa, który mimo to prowadził nieustanne wojny i prześladował  
chrześcijan, stoi do dziś nienaruszony na placu kapi-tolińskim w Rzymie, jako  
jedyny niemal zachowany cesarski pomnik konny staroŜytności, tylko dzięki  
nieporozumieniu. W średniowieczu bowiern, w czasie kiedy niszczono bez litości  
pomniki „pogańskie", ten wzięty został błędnie za statuę chrześcijańskiego  
cesarza Konstantyna Wielkiego. 
Sfinks mitologii greckiej był natomiast potworem o głowie kobiety, tułowiu lwa,  
skrzydłach orła i ogonie węŜa; przybył do Teb z najodleglejszych regionów  
Etiopii, wysłany przez boginię wierności małŜeńskiej, 
Ŝ

onę Zeusa, Herę, dla ukarania miasta za pewien niegodny czyn; osiedlił się na  

górze Fikion pod Tebami i zadawał kaŜdemu podróŜnemu, przechodzącemu przez wąwóz,  
zagadkę tej treści: „Jakie stworzenie chodzi rano na czterech nogach, w południe  
na dwóch, a wieczorem na trzech?". Kto nie umiał dać prawidłowej odpowiedzi,  
tego Sfinks dusił i poŜerał. Dopiero Edyp rozwiązał tę zagadkę, mówiąc, Ŝe  
stworzeniem tym jest człowiek, bo jako niemowlę raczkuje na czworakach, potem  
chodzi na dwóch nogach, a w starości opiera slię na lasce. Na te słowa Sfinks  
rzucił się w przepaść i zginął na miejscu. 
Rzucać perły przed wieprze 
Powiedzenie to jest cytatem z Biblii. W Ewangelii według Mateusza czytamy: „Nie  
dawajcie psom tego co święte, ani nie rzucajcie pereł waszych przed wie- 
58 
59 
prze, by ich przypadkiem nie podeptały nogami, i obróciwszy się nie rozszarpały  
was". Znaczy to w przenośni: Nie ofiarowujcie rzeczy kosztownych lub wzniosłych  
temu, kto ich ocenić nie potrafi. Perła jest od dawna synonimem rzeczy cennej;  
powiada się: „To istna perła!". Dawniej nazywano je „rosą niebios" albo „łzami  
pięknych kobiet". 
Rezygnując z poetyckich porównań, moŜna by perły określić trafniej jako wynik  

background image

obronnych umiejętności małŜy. Perły powstają wtedy, gdy jakieś obce ciało (jak  
pasoŜyt lub ziarnko piasku) wywołuje podraŜnienie płaszcza małŜy. Wtedy  
wydzielina nabłonkowa płaszcza otacza to obce ciało i twardnieje, a potem, przez  
szereg lat, okrywa je coraz nowymi warstewkami substancji macicy perłowej (czyli  
— chemicznie rzecz biorąc — węglanem wapnia). Gdy powstająca perła przyrasta do  
skorupki małŜa, wartość jej (tzn. wartość handlowa, nie biologiczna!) zmniejsza  
się bardzo. Najbardziej poszukiwane są perły całkiem okrągłe o Ŝywym blasku,  
delikatnej grze barw i moŜliwie jak największe. 
Połowy pereł udają się najlepiej w Zatoce Perskiej i u wybrzeŜy Cejlonu. RóŜowe  
perły cejlońskie są najkosztowniejsze. Ale najpiękniejsza macica perłowa ze  
skorupek małŜ pochodzi z Manili. Obfite łowiska znajdują się równieŜ na wodach  
Celebesu, Japonii, Madagaskaru i w Morzu Czerwonym. MałŜe leŜą zwykle na  
płyciźnie, ale znaleźć je moŜna równieŜ aŜ do czterdziestu metrów głębokości.  
Dobra perła jest, przy wielkiej elastyczności, tak twairda, Ŝe nieraz doradzano,  
aby sprawdzać ich autentyczność przez uderzenie cięŜkim młotem na kowadle. Kwasy  
rozpuszczają perłę, a zasady złuszczają poszczególne warstewki. Od wzajemnego  
pocierania się o siebie, jak przy potrząsaniu w woreczku, perły „umierają", tj.  
tracą tęczowe zabarwienie interferencyjne, stają się „martwe". RównieŜ pot  
ludzki i wyziewy wielkomiejskie (jak bezwodnik kwasu węglowego, dwutlenek siarki)  
powodują korozję pereł. ZaleŜnie od spo- 
60 
sobu obchodzenia się z nimi przez właściciela i od składu chemicznego powietrza,  
Ŝ

yją one od pięćdziesięciu do stu lat, rzadko dłuŜej. RównieŜ słynna per-ła- 

olbrzymka szacha Iranu nie moŜe ujść zagładzie. Perły są zatem piękne, drogie i  
przemijające. O ich znikomości myślała zapewne Kleopatra, królowa Egiptu,  
wypijając z wodzem rzymskim Antoniuszem perły rozpuszczone w kwasie — zapewne w  
occie. 
ś

e małŜe moŜna nakłonić do produkcji pereł, wiedzieli Chińczycy juŜ dawno.  

Wytwarzanie pereł hodowlanych na wielką skalę zaczęło się wszakŜe do piero około  
roku 1920. Najładniejsze perły hodowlane są zaledwie o dwadzieścia procent  
tańsze od naturalnych. 
Klątwa Tut-ench-amona 
Faraon Tut-ench-amon, władca Egiptu z połowy XIV wieku przed ne., likwidator  
reformy religijnej swego wielkiego teścia Amenhotepa IV, zmarł prawdopodobnie w  
18 roku Ŝycia i pochowany został w Dolinie Królów. Odkrycie tego wspaniałego  
grobowca, pełnego bezcennych przedmiotów codziennego uŜytku i dzieł sztuki, w  
lutym 1922 roku, w stanie nienaruszonym, zdobyło olbrzymi rozgłos w całym  
ś

wiecie, gdyŜ uprzednio odkrywane przez archeologów grobowce egipskie były po  

wielokroć grabione przez staroŜytnych rabusiów, w okresach zamieszek i upadku  
silnej władzy. 
Nienaruszone kosztowności, złoty sarkofag i mumia królewska, fotografowane przez  
prasę światową, ściągnęły uwagę mnóstwa ludzi, którzy przedtem nie zdradzali  
najmniejszego nawet zainteresowania egip-tologią. Dla nauki była to nowa  
kopalnia wiedzy o rzeźbie egipskiej, o czasach XVIII dynastii, a dla  
sensacyjnych pism — okazja do wypisywania najróŜ- 
6» 
61 
niejszych bredni i puszczania w obieg bajek o tajemniczych klątwach i czarach. O  
Tut-ench-amonie śpiewano nawet kuplety w kabaretach i music-hallach. Nic  
dziwnego, Ŝe w takiej atmosferze fruwać mogła niejedna kaczka dziennikarska.  

background image

Zadziwiająco długi Ŝywot miała (i niestety ma nadal) ta, która utrzymywała, Ŝe  
grób faraona obłoŜony był przez kapłanów egipskich klątwą, uśmiercającą kaŜdego  
ś

miałka, który ten grób ośmieli się naruszyć. Dowodem skuteczności tej klątwy  

sprzed 3271 lat miał być masowy pomór wszystkich uczestników archeologicznej  
wyprawy. 
JeŜeli taka klątwa naprawdę istniała, skutki jej były nad wyraz mizerne. Przy  
otwarciu grobowca faraona obecni byli, prócz robotników egipskich, lord  
Carnavaron, jego córka, egiptolodzy Carter, Burton, Engelbach, profesor Newbury  
i doktór Derry. Lord Carnavaron zmarł wprawdzie w kwietniu tegoŜ roku w wieku  
lat 57, ale Carter Ŝył lat 66 do roku 1939: prof. Newbury zmarł w 1949 r. w  
wieku lat 79, Burton i Engelbach  doŜyli  normalnej   starości, a córka 
62 
Carnavarona była jeszcze (jak mi wiadomo) w dobrym zdrowiu w roku 1950, podobnie  
jak dr Derry, który liczył wtedy przeszło 80 lat Ŝycia. 
Hermetyczny 
Wyraz ten znaczy to samo, co „nieprzenikalny, szczelnie zamknięty, nie  
przepuszczający powietrza". Natomiast „wiedza hermetyczna" to wiedza „szczelnie  
zamknięta przed niewtajemniczonymi". Przymiotnik ten pochodzi od imienia Hermesa,  
posła greckiego Olimpu, patrona podróŜnych i kupców, a takŜe boga tajemnej  
wiedzy mistycznej. 
Wiele jest w języku nazw pochodzących od imion własnych. Typową taką nazwą jest  
Ameryka, pochodząca od imienia kartografa i podróŜnika włoskiego, Amerigo  
Vespucci, Ŝyjącego w latach 1453—1512. Kwiat begonia nazwano od francuskiego  
gubernatora Santo Domingo, nazwiskiem Michel Begon. Ojcem chrzestnym prysznicu  
był niemiecki lekarz-natu-ralista, twórca nowoczesnego wodolecznictwa, Vin-cenz  
Priessnitz, Ŝyjący w latach 1799—1851. Kamelia od Jerzego Józefa Kamela,  
misjonarza jezuickiego z XVIII wieku, z Moraw. Nazwa klasycznej gonitwy na  
wyścigach konnych pochodzi od tytułu Edwarda Stanleya, lorda Derby, który w 1780  
zapoczątkował doroczny wyścig trzylatków w Epsom Downs w południowo-wschodniej  
Anglii. Gobelin pochodzi od nazwy zakładów farbiarsko^tapiseryjnych w ParyŜu,  
załoŜonych przez rodzinę Gobelin, wykupionych potem przez Ludwika XIV i czynnych  
jako Manufaktura Państwowa. Gilotyna wywodzi się wprost od nazwiska doktora  
Guillotin, który w 1789 zalecił jej uŜywanie we Francji, jako humanitarniejsze  
od ścinania toporem, wprowadzone w Ŝycie w trzy lata później i stosowane tam  
(przynajmniej w teorii) do dziś dnia. 
63 
Przymiotnik „jowialny" pochodzi od Jowisza, ojca bogów religii starorzymskiej,  
gdyŜ urodzonych pod znakiem planety Jowisz uwaŜano za ludzi szczęśliwych i  
wesołych. Magnolia — od nazwiska botanika francuskiego, Piotra Magnol. Prahnka —  
od marszałka francuskiego, hrabiego Plessis-Pralin. Saksofon — od nazwiska  
konstruktora, Belga, Adolfa Saxa. Szrap-nel — od brytyjskiego oficera artylerii  
Henry Shrap-nela. Wyliczanie takie ciągnąć by moŜna jeszcze bardzo długo. 
Pod złym (lub dobrym) znakiem 
Mowa tu o jednym z dwunastu znaków Zodiaku, na które podzielono sklepienie  
niebieskie. W połączeniu z odpowiednią konfiguracją planet, Słońca i KsięŜyca w  
momencie powstania jakiegoś zdarzenia, był podstawą horoskopu astrologicznego,  
mogącego stanowić przepowiednię przebiegu tego zdarzenia lub przedsięwzięcia. 
Ludzie, którym nawet do głowy nie przyjdzie wiara we wróŜby, lubią mimo to, gdy  
im ktoś, zwłaszcza na wakacjach, powróŜy z kart, z ręki czy choćby z fusów. Co  
dziś jest zabawą, przed wiekami traktowane było jak powaŜna nauka, choćby z  

background image

uwagi na jej staroŜytne tradycje. 
Babilończycy, Asyryjczycy, Egipcjanie i Chaldejczycy sądzili, Ŝe zjawiska  
astronomiczne i meteorologiczne mają tę samą naturę i to samo pochodzenie.  
Obserwując ich współzaleŜność w cyklu pór roku i zmienny wygląd Słońca i  
KsięŜyca w róŜnych warunkach atmosferycznych, wskazujący na zmiany pogody, i  
wierząc przy tym, Ŝe światem rządzą bóstwa zamieszkujące niebo, dochodzili do  
wniosku, Ŝe mię- 
64 
dzy zjawiskami na niebie i na ziemi istnieje więź, Ŝe zjawiska we Wszechświecie,  
w Makrokosmosie, powtarzają się w zmniejszeniu na ziemi, w Mikrokosmo-sie.  
Babilońscy kapłani, przeszukując niebo dla odnalezienia znaków woli bogów,  
dotyczącej losów króla i kraju, zgromadzili wielkie bogactwo obserwacji  
astronomicznych, pozwalające im z dość znaczną dokładnością przepowiadać pewne  
zjawiska na niebie. To doprowadziło ich do wniosku, Ŝe mogą równieŜ przepowiadać  
wydarzenia ziemskie, stawiać dobre lub złe prognostyki ?przedsięwzięciom królów  
i wodzów. Nauka ta przyjęta została przez Greków dopiero po śmierci Aleksandra  
Wielkiego, gdy kultura grecka współŜyła z kulturami Wschodu w królestwach Seleu- 
cydów i Ptolemeuszów. Od tych czasów astrologia stawała się czynnikiem o  
irosnącym znaczeniu w cywilizacjach Grecji i Rzymu, dochodząc do szczytu w  
okresie cesarstwa, wpływając na wszystkie warstwy społeczeństwa i znajdując  
gorących zwolenników w najtęŜszych umysłach staroŜytnego świata. Filozofowie ze  
szkoły stoików, wprowadzając świeckie treści do tej starej wiedzy kapłańskiej,  
dodali jej nowego blasku. Wierzyli w nią astronomowie Hipparch 
65 
i Ptolemeusz. Głęboko wpłynęła równieŜ na medycynę, na poezję, aby znaleźć  
wreszcie wcielenie architektoniczne w Panteonie rzymskim. 
Jednak stawianie indywidualnych horoskopów poszczególnym osobom było Wtedy  
rodzajem podziemia astrologicznego, wyśmiewanym przez; satyryków, tępionym przez  
władze. Wczesny Kościół sprzeciwiał się tym wróŜbom, jako niezgodnym z zasadą  
wolnej woli. W średniowieczu astrologia weszła w związki z alchemią i innymi  
naukami tajemnymi, przygotowując mimowiednie rozwój nowoczesnej astronomii. Po  
Koperniku drogi astronomii i astrologii rozeszły się. Pierwsza stała się  
integralną częścią nauk ścisłych, druga, uprawiana przez filozofów hermetycznych  
XVII wieku i przez wiele grup okultystów XIX wieku, zmieniła się dziś w rodzaj  
pseudonaukowego hobby prywatnych zwolenników, których ma obecnie z pewnością  
więcej niŜ kiedykolwiek przedtem, w indywidualne wróŜbiarstwo, w półjarmarczny  
sposób zarobkowania dla wydrwigroszów, Ŝerujących na ludzkiej ciekawości lub  
naiwności. 
JuŜ rzymski pisarz i uczony Pliniusz w swej Historii naturalnej zauwaŜył, Ŝe pod  
tą samą gwiazdą, w tym samym momencie, rodzą się przyszli panowie i niewolnicy,  
królowie i Ŝebracy. Mimo tego niezbitego przeciw niej dowodu, astrologia trwa  
dalej, popierana przez czytelników i redaktorów pism ilustrowanych, babilońska  
'niedorzeczność w czasach tak dumnych ze swych osiągnięć naukowych, w epoce, gdy  
krąŜą juŜ ciała niebieskie zbudowane ludzkimi rękami! 
Lajkonik 
Jest to zabawa ludowa, która odbywała się tradycyjnie po procesji w oktawę  
BoŜego Ciała na ulicach Krakowa, gdzie harcu je w czerwonym stroju, z turba- 
66 
nem na głowie, w Ŝółtych butach, na barwnym drewnianym koniu, udający Tatara  
flisak ze Zwierzyńca. Obok niego orszak przyboczny z kilku innych niby--Tatarów  

background image

z proporczykami. Tradycję Lajkonika (czyli konika zwierzynieckiego) związano,  
prawdopodobnie dość późno, z rzekomym napadem Tatarów na Kraków w XIII wieku i w  
zmyślonym nad nimi zwycięstwem w pobliŜu Bramy Wiślnej w oktawę BoŜego Ciała.  
Jeden z włóczków (czyli flisaków), idąc w procesji, usłyszał o napadzie  
tatarskim i mimo ogólnego popłochu skrzyknął druŜynę włóczków, uratował z ich  
pomocą miasto i powrócił do niego w stroju i na koniu zabitego dowódcy ordy. 
Naprawdę zaś jest to osobliwa pamiątka po średniowiecznych uroczystościach  
cechowych bardzo dawnego pochodzenia. Wiosenny obrzęd ludowy z motywem tańców na  
koniku znany był w czasach zamierzchłych w wielu krajach Azji, jak w Gruzji,  
Japonii, Tybecie, i Europy, jak we Francji, Włoszech, Niemczech, Flandrii i  
Hiszpanii; nawet w Boliwii. I w Polsce znane były podobne przykłady, jak obrzęd  
króla majowego na Zielone Święta na Kujawach i w Poznańskiem, takŜe na Śląsku;  
konik trembowelski, którego obchód pamiętano jeszcze niedawno; takŜe w  
Krakowskiem obchód tak zwanych Pucherów w Palmową Niedzielę z podobnymi harcami. 
Pochodzenie nazwy Lajkonika jest niepewne; niektórzy przypuszczają, Ŝe pochodzi  
ona ze staroniemieckiego wyrazu Lai, oznaczającego świeckie bractwo cechowe.  
Byłby to więc konik bractwa cechowego flisaków, które istniało na Zwierzyńcu co  
najmniej od XIV wieku, a istnieć przestało pod koniec XVIII w. Obrzęd ten byłby  
zatem jedyną po nim pozostałością. 
Obecnie pochód Lajkonika (w czapraku zaprojektowanym w 1904 r. przez Stanisława  
Wyspiańskiego) rozpoczyna doroczne uroczyste obchody Dni Krakowa. Jego marszruta  
zaś juŜ od połowy ubiegłego stulecia (kiedy obchód wyszedł spod opieki  
norbertanek 
67 
zwierzynieckich i zaczął się odbywać na koszt miasta) przestała być w  
jakikolwiek sposób ograniczana terenowo. 
Amazonka 
Amazonką nazywano jeszcze przed pół wiekiem Ŝartobliwie kobietę rycerskiego  
ducha albo kobietę uprawiającą jeździectwo. Jeszcze trochę dawniej nazywano tak  
równieŜ długą, szeroką i fałdzistą suknię noszoną wówczas przez kobiety do jazdy  
wierzchem. Nazwa ta wzięła się od Amazonek z mitologii greckiej, ludu  
wojowniczych kobiet zamieszkałego na krańcach znanego świata. Mit ten powstał  
albo ze zwykłych bajęd podróŜników o dalekich krajach, gdzie wszystko dzieje się  
inaczej niŜ w ojczyźnie, albo z przedhistorycznych wspomnień o społeczeństwie  
matriarchalnym. Państwo to umiejscawiano zwykle w Azji Mniejszej, w okolicach  
Trapezuntu. Amazonki tolerowały u siebie męŜczyzn tylko dla potomstwa, a  
większość chłopców po urodzeniu zabijały. Obcinały sobie prawą pierś, aby nie  
przeszkadzała przy naciąganiu cięciwy łuku, co prawdopodobnie wymyślono dla  
usprawiedliwienia nazwy, którą Grecy wywodzili od słowa „bezpierśna": a — „bez"  
i mazos — „pierś", nazwy pochodzącej w rzeczywistości, być moŜe, od  
staroperskiego hamazan — „wojownik". 
Mit o państwie kobiet, wspólny Staremu i Nowemu Światu, w Ameryce Południowej  
zaczerpnął nowych treści z mniej lub bardziej fantastycznej wizji imperium Inków.  
Królestwo kobiet umiejscawiać zaczęto w Peru lub w jego sąsiedztwie. Mnich  
dominikański Gaspar de Carvajal, który wziął udział w pierwszym spływie  
Europejczyków po Amazonce w roku 1541, a zarazem był kronikarzem tej podróŜy,  
utrzymuje, Ŝe stracił oko w walce z tymi groźnymi wojowniczkami. 
68 
Ta potyczka, której wspomnienie unieśmiertelniło się nadaniem nazwy największej  
rzece Ameryki Południowej, miała się odbyć juŜ niedaleko jej ujścia. Przed owym  

background image

rzekomym spotkaniem z Amazonkami Carva-jal dowiedział się, Ŝe są one bardzo  
bogate i Ŝe Indianie muszą im składać haracz z papuzich piór. Otrzymał te  
wiadomości, jak twierdzi, od pewnego Indianina, którego wypytywał przy pomocy  
słownika ułoŜonego przez siebie samego. Dowiedział się takŜe, Ŝe królestwo  
Amazonek składa się z siedemdziesięciu wsi zbudowanych z kamienia, połączonych z  
sobą drogami, których chroniły mury strzeŜone przez warty. 
Informator jego powiedział mu teŜ, Ŝe kobietami tymi włada królowa i Ŝe  
posiadają niezmierzone bogactwa w złocie i srebrze, tak Ŝe tylko najuboŜsze z  
nich jadają z naczyń glinianych lub drewnianych. W ich stolicy wznosi się pięć  
wielkich budowli poświęconych Słońcu, pełnych posągów złotych i srebrnych,  
przedstawiających kobiety. 
W kilka lat później Hiszpanie, biorący udział w nieszczęśliwej  wyprawie dla  
odszukania tajemniczego 
69 
Peru, dawno juŜ wtedy zdobytego przez Pizarrę, spotkali się u Indian  
paragwajskich z nową wersją mitu o Amazonkach. Twierdzono niekiedy, Ŝe  
amerykański mit wyniknął z niedokładnych wieści o instytucji allacuna u Inków,  
których kobiety zamykano w swego rodzaju klasztorach. Zapewne jednak mit o  
kobietach bez męŜczyzn rozpowszechniony był u Indian leśnych na długo przed  
powstaniem cesarstwa Inków. Ono ozdobiło go tylko dodatkami o bogactwach w  
drogich metalach, o domach z kamienia i potędze bajecznego państwa. Podobnie jak  
legendarne Eldorado, kraj Amazonek wyposaŜono we wszelkie prawdziwe i  
wyimaginowane cuda, jakie Indianie puszczańscy przypisywali zagadkowemu krajowi  
połoŜonemu na zachodnich krańcach kontynentu. 
Warto na koniec dodać, Ŝe tarcza, na której siedzi orzełek polskich czapek i  
hełmów wojskowych, nazywa się w języku heraldyki (nauki o herbach) tarczą  
Amazonek. 
Wychłostać morze 
Znaczy to w przenośni — mścić się za własne niepowodzenia na przedmiotach  
martwych, którym ta zemsta jest całkowicie obojętna. Jednak, biorąc rzecz  
historycznie, dostrzec moŜna w tej sprawie coś więcej. Samo powiedzenie wywodzi  
się z opisu Hero-dota, który w jakie pół wieku po wydarzeniu opowiada, jak król  
perski Kserkses I, w trakcie wyprawy na Grecję, rozkazał swoim egipskim i  
fenickim inŜynierom rzucić przez Hellespont mosty z Azji do Europy. „Fenicjanie  
budowali je z lin z białego lnu, a Egipcjanie z lin papirusowych. A jest 7  
stadiów (około tysiąca trzystu metrów) z Abydos do przeciwległego wybrzeŜa.  
Kiedy juŜ rzucono most przez cieśninę morską, nadeszła wielka burza, która  
wszystko 
rozbiła i rozerwała. Kserkses, głęboko dotknięty tą wiadomością, rozkazał  
wymierzyć Hellespontowi trzysta batów oraz spuścić do morza parę kajdan. Co  
więcej, słyszałem, Ŝe równocześnie wysłał katów, aby cieśninę napiętnowali  
rozŜarzonym Ŝelazem". 
W tychŜe Dziejach Herodota znaleźć moŜna nie tak znany wprawdzie, ale nie mniej  
ciekawy opis, jak poprzednik Kserksesa z tej samej dynastii Achemeni-dów, Cyrus  
II, maszerując na Babilon, napotkał niedaleko Suzy, swej stolicy, rzekę Gyndes  
zagradzającą mu drogę. „Gdy zamierzał się przez nią z wojskiem przeprawić, jeden  
z jego świętych białych koni rzucił się zuchwale do rzeki i próbował ją  
przepłynąć. Ale rzeka pochłonęła go i pod swymi falami precz uniosła. Cyrus  
bardzo się rozgniewał na tę tak butną rzekę i zagroził jej, iŜ ją tak małą  
uczyni, Ŝe na przyszłość nawet kobiety będą ją mogły wygodnie przejść nie mocząc  

background image

sobie kolan. Po tej groźbie zaniechał wyprawy na Babilon, kazał wojsku wytyczyć  
i wykopać sto osiemdziesiąt równych jak sznur kanałów zwróconych po obu brzegach  
Gyndesu we wszystkich kierunkach. PoniewaŜ wielki tłum ludzi pracował nad tym  
dziełem, więc je ukończyli. Mimo to jednak spędzili na tej robocie całe lato. Na  
Babilon Cyrus ruszył dopiero wiosną następnego roku." Tyle Herodot. 
CóŜ, postępki takie nie były jednak tylko kaprysem dumnych d upartych monarchów.  
Cyrus i Kserkses dawali po prostu wyraz animizmowi, jednej z najstarszych  
stworzonych przez człowieka koncepcji zjawisk przyrody. JuŜ w okresie  
neolitycznym, a moŜe i wcześniej, człowiek zaczął kaŜdemu zjawisku przyrody  
przypisywać posiadanie duszy. Drzewa, kamienie, rzeki były Ŝywymi istotami  
wyposaŜonymi w wolę, pragnienia i słabostki, odpowiedzialnymi za swe uczynki.  
MoŜe się tylko wydawać dziwne, gdy mowa o zachowaniu się perskich zdobywców, Ŝe  
poglądy takie przetrwały tak długo w sferze stosunkowo wysokiej cywilizacji.  
Byli to wprawdzie Persowie, a więc swego rodzaju nuworysze, dorobkiewicze  
cywilizacyj- 
ni, na których zachowanie się Herodot, oświecony Grek-racjonalista, patrzy z  
dezaprobatą i z góry. A przecieŜ, kiedy wyraŜa swoją pogardę, nazywając rozkazy  
Kserksesa „zuchwałym sposobem zwracania się do Hellespontu, typowym dla narodu  
barbarzyńskiego", zdradza się z równie z animistycznym światopoglądem. 
To pomieszanie pojęć jest bardzo typowe. W umyśle człowieka staroŜytnego  
wygodnie mieściły się przeciwstawne sobie poglądy, podobnie zresztą jak w umyśle  
człowieka współczesnego, który moŜe np. wierzyć jednocześnie w niebo aniołów i  
ś

więtych Pańskich, i niebo sputników i galaktyk. Kiedy Achilles u Homera  

ofiarowuje lok swoich włosów rzece Sper-cheios, nie łatwo orzec, czy traktuje on  
rzekę jak przyjaciela, któremu się daje prezent, czy teŜ próbuje przekupić lub  
udobruchać ducha, który nie jest rzeką, ale mieszka w niej. To samo pytanie  
budzić moŜe zwyczaj staroŜytnych Trojan, wrzucających Ŝywe konie do Skamandra,  
swego świętego strumienia, jak i ceremoniał Indian Algonkinów, polegający na  
ciskaniu tytoniu do niektórych wodospadów. Czy sądzili oni, Ŝe woda potrzebuje  
koni lub tytoniu, Ŝe będzie miała z nich jaki poŜytek? Albo był to moŜe gest  
respektu dla potęŜnego ducha płynącej wody? Czy ta dobrowolna darowizna  
przedmiotu bardzo cennego miała duchową wartość ofiary, tym skuteczniejszej  
jeszcze przez jej oczywistą nieuŜyteczność dla obdarowanego ? 
Stosunek Persa Kserksesa do Hellespontu byłby moŜe tylko przykładem animizmu,  
gdyby nie drwiąca uwaga, jaką król obelŜywie rzuca na ostatek: „Tobie zaś  
słusznie Ŝaden człowiek nie składa ofiar, bo jesteś zamuloną i słoną rzeką". W  
dalszym marszu przybywszy do DziewięciodroŜa w kraju Edonów, gdy wojsko  
przekraczało mosty na rzece Styrmon, magowie złoŜyli jej w ofierze białe konie,  
aby ją ułagodzić. Słysząc zaś, Ŝe to miejsce nazywa się DziewięciodroŜe,  
zagrzebali tam Ŝywcem dziewięciu chłopców i tyleŜ 
72 
dziewcząt tubylczych. I tu znów Herodot daje komentarz człowieka gardzącego  
podobnym barbarzyństwem: „Perski to zwyczaj grzebania Ŝywcem, bo takŜe się o  
Amestris, małŜonce Kserksesa dowiaduję, Ŝe zestarzawszy się, kazała czternastu  
chłopców, synów znakomitych Persów, za swoje Ŝycie pogrzebać, aby okazać  
wdzięczność rzekomemu bogu podziemi." 
Ale mimo tych protekcjonalnych uwag o „magicznych sztuczkach" i „rzekomych  
bogach" sami Grecy takŜe nie zaniedbywali naleŜnej rzekom kurtuazji. Według  
opisu innego greckiego historyka, Ksenofon-ta, w jego słynnym reportaŜu wojennym  
pt. Wyprawa Cyrusa, gdy iarmia jego przechodziła w bród rzekę Kentrites,  

background image

wieszczkowie greccy składali rzece ofiary, podrzynając nad wodą gardła  
zwierzętom. A przecieŜ Ksenofont nigdy w swym raporcie nie traci słów na sprawy  
nieistotne z wojskowego punktu widzenia! Magia, rytuał, zabobon i cześć  
religijna są tu tak pomieszane z sobą, Ŝe nie sposób wyodrębnić poszcze- 
7* 
73 
górnych elementów. Ale gdziekolwiek w pobliŜu dawnych osad ludzkich przepływały  
rzeki, człowiek zbliŜał się do nich ze strachem i szacunkiem, a pamięć o tych  
uczuciach tkwi jeszcze dotąd w podświadomości ludzkiej. Mieszkańcy miast  
połoŜonych nad rzeką, jeziorem czy morzem lubią wychodzić przed wieczorem na  
brzeg wody, i długo, w zamyśleniu wpatrywać się w jej ruchliwą i zmienną  
powierzchnię, z powodów, które dla nich samych z pewnością są tajemnicą. 
Eureka 
Eureka, a właściwie heureka, znaczy „znalazłem!". Okrzyk ten łączy się z jednym  
z najdawniejszych, bo staroŜytnych kawałów profesorskich, to znaczy dowcipów o  
rzekomo roztargnionych profesorach. W rzeczywistości charakteryzowało ich zawsze  
nie tyle roztargnienie, ile całkowite zatopienie się myślami w przedmiocie swych  
badań. JuŜ o ojcu nauki greckiej, Talesie z Miletu opowiadano, Ŝe pochłonięty  
obserwacją gwiazd, wpadł do studni. Uczonego Didymosa nazywano b i b 1 i o 1 a t  
h a s, tj. za-pominacz ksiąŜek. Napisawszy 3.500 prac naukowych, miał rzekomo  
pozapominać, co w nich się mieści, a wiele prac wydał dwukrotnie. O pewnym  
profesorze fizyki w Getyndze, w dwudziestych latach naszego stulecia, opowiadają,  
Ŝ

e pewnego razu potknął się i wywrócił na ulicy. Kiedy chciano pomóc mu wstać,  

leŜący bronił się zaciekle, wołając: „Zostawcie mnie! Jestem zajęty!" Jak widać,  
dystans kilku tysięcy lat nie wpływa zasadniczo na charakter kawałów  
profesorskich.    • 
Nasza anegdota dotyczy słynnego matematyka staroŜytności, Archimedesa. Głosi ona,  
Ŝ

e król Syrakuz, Hieron, kupił sobie koronę zrobioną jakoby z czystego 

74 
złota. Król jednak podejrzewał, Ŝe zawiera ona ukryty rdzeń srebra. Nie chcąc  
jej przecinać, spytał Archimedesa, jak moŜna by się o tym przekonać, nie  
naruszając korony. Pomysł rozwiązania tego zagadnienia przyszedł uczonemu do  
głowy nagle, w wannie łaźni publicznej. Ba, nie tylko pomysł, ale i podstawowa  
zasada hydrostatyki, Ŝe ciało zanurzone w cieczy traci pozornie tyle na cięŜarze,  
ile waŜy ciecz przez nie wyparta. Z okrzykiem „Heureka!" wybiegł więc nago z  
łaźni na ulicę, aby bez zwłoki, w domu, sprawdzić doświadczalnie słuszność  
ś

wieŜo odkrytej zasady. NaleŜy się jednak odnieść do tej historyjki z odrobiną  

sceptycyzmu. Bieganie nago po ulicy nie było zapewne rzeczą dopuszczalną w  
Syrakuzach za czasów Archimedesa. 
Jeszcze mniej prawdopodobna jest inna anegdota o tymŜe uczonym, tym razem  
historia raczej liryczna. W czasie drugiej wojny punickiej   Archimedes  brał  
udział w obronie Syrakuz przed oblegającymi je pod. wodzą Marcellusa Rzymianami.  
Legenda głosi, Ŝe zapalał okręty rzymskie za pomocą wklęsłego zwierciadła, co  
trzeba jednak zaliczyć do fantazji naukowych (choć  dziś w Syrakuzach  na   
bulwarze  nadmorskim stoi  pomnik  przedstawiający  Archimedesa z owym  
zwierciadłem). Gdy nieprzyjaciel  wtargnął  wreszcie do miasta, jeden z  
Ŝ

ołnierzy rzymskich wbiegł do domu Archimedesa dla rabunku i zastał  

siedemdziesięciopięcioletniego uczonego zatopionego w pracy nad problemem    
matematycznym,   rysującego  przy tym pałeczką figury na piasku. Zapytany o  
ukryte skarby, odpowiedział tylko: „Nie niszcz mi moich kół!", poczerń  padł,    

background image

przebity  mieczem  Rzymianina. I w tej opowieści trudno się doszukać choćby  
pozorów prawdopodobieństwa. Gdy wróg zdobywa   miasto,   paląc, niszcząc i  
mordując,   Ŝaden   matematyk nie zagłębia się wtedy w abstrakcyjnych  
obliczeniach, tym bardziej obywatel współodpowiedzialny za obronę tego miasta. 
75 
Złoty 
©rbmbom wlbm ?1? 
#olbenen 
Polską jednostkę monetarną nazywa się „złoty", choć nie jest ona złota. Złoty  
oznaczał pierwotnie monetę złotą, złote floreny d dukaty, będące w obiegu w  
Polsce od XIV—XV wieku. Gdy za Jana Kazimierza nastały złotówki srebrne, to  
dukaty bite ze złota zaczęto nazywać dla odróŜnienia czerwonymi złotymi. Tak  
powstała tradycja złotówek z innych niŜ złoto 
metali. Warto równieŜ pamiętać, Ŝe przymiotnik „złoty", tak jak jego  
odpowiedniki w innych językach europejskich, ma wiele znaczeń przenośnych, w  
ogromnej większości pozytywnych, do-V V/^Ł. «filP y/ datnich, miłych; „złoty" o- 
?.^?? /             znaczą   równieŜ:  szczęśliwy, 
błogosławiony, luby, kochany, nieoceniony, nieoszaco-wany. JakaŜ więc pomyślna 
nazwa dla krajowego pieniądza! 
Złoty wiek oznacza od bardzo dawna okres prawdziwej, a częściej jeszcze  
wyimaginowanej szczęśliwości powszechnej (w przeciwieństwie do wieku brązu czy  
Ŝ

elaza). W historii kaŜdego niemal narodu lub państwa wyróŜnia się okres zwany  

złotym. W naszych dziejach szczytowy okres „złotego wieku" stanowiło panowanie  
Zygmunta Augusta w XVI stuleciu. Półwiecze szczęśliwego małŜeństwa  nazywamy   
„złotym 
76 
weselem", W architekturze stosowano dawniej powszechnie „złoty podział", któremu  
przypisywano idealne własności estetyczne, tj. podział odcinka na takie dwie  
części, aby cały odcinek miał się tak do części większej, jak ta do mniejszej.  
Złote runo skrzydlatego barana, na którym Fryfcsos doleciał do Kolchidy, a potem  
złoŜył w ofierze Zeusowi, stało się w mitologii greckiej symbolem  
najtrudniejszego do osiągnięcia celu jako przedmiot marzeń wszystkich bohaterów  
zgromadzonych na statku Argo. 
Wejścia do dwóch portów uznawanych za najpiękniejsze na świecie nazywają się  
Złoty Róg (do Bosforu) i Złota Brama (do zatoki San Francisco). Najlepszą,  
pośrednią drogę między skrajnościami nazywali staroŜytni „złotym umiarkowainiem".  
Dewizę: „Nie czyń drugiemu, co tobie nie miło" nazywano „złotą regułą". 
Nie da się jednak zaprzeczyć, Ŝe wcześnie dostrzeŜono w złocie równieŜ godny  
potępienia symbol chciwości, Ŝe wspomnę choćby o biblijnym Złotym Cielcu i o  
złotym jabłku bogini niezgody, Eris, wręczonym młodemu pasterzowi, Parysowi, aby  
rozsądził spór między boginiami, co skończyło się zburzeniem Troi. 
O tym wszystkim nie musimy oczywiście myśleć, wysupłując z kieszeni nasze  
złotówki na wydatki dnia powszedniego. 
Bujda księŜycowa 
Nazwą tą określono w swoim czasie serię reportaŜy, jaka ukazała się w dzienniku  
„New York Sun" w ostatnich dniach sierpnia 1835 roku, zdających sprawę z  
obserwacji poczynionych przez słynnego astronoma sir Johna Herschela w nowo  
otwartym obserwatorium w Południowej Afryce. 
Czytamy tam na przykład co następuje: „Nowy, niesłychanie   potęŜny   teleskop    
nastawiono   na   po- 

background image

77 
wierzchnie KsięŜyca. Po zdjęciu pokrywy ukazał się wspaniale wyraźny, plastyczny  
obraz góry bazaltowej, u której stóp rozciągał się las księŜycowy. W cieniu  
drzew ujrzeliśmy liczne stada brązowych czworonogów do złudzenia  
przypominających bizony. Następne dostrzeŜone przez nas stworzenia uwaŜano by na  
Ziemi za potwory. Były one barwy niebiesko--ołowianej, z głową i brodą kozy. Na  
występie skalnym, ku zdumieniu obserwatorów, ukazały się wielkie skrzydlate  
stwory, nie przypominające Ŝadnego z ziemskich ptaków. Skrzydła ich zrobione  
były z cienkiej, elastycznej skóry, a Ŝółtawe twarze stanowiły jakby  
uszlachetnioną nieco wersję gęby orangutana. Istoty te najwidoczniej rozmawiały  
z sobą, gestykulując z oŜywieniem rękami i nogami. Nazwaliśmy je po łacinie  
Vespertilio homo czyli człowiekiem nietoperzowym. Są to niewątpliwie stworzenia  
naiwne i szczęśliwe, choć niektóre ich rozrywki z trudem pogodzić by się dały z  
ziemskimi pojęciami o moralności." 
Ta próbka wystarczy do zrozumienia, Ŝe w całym tym reportaŜu tylko nazwisko  
astronoma Herschela i obserwatorium na Przylądku Dobrej Nadziei miały coś  
wspólnego z prawdą. Reszta była czystym wymysłem, tak zręcznie jednak opakowanym  
w pseudonaukowe komentarze, iŜ setki tysięcy wzięły ten Ŝart za dobrą monetę.  
Dla gazety był to niesłychany sukces finansowy: nakład jej wzrósł w krótkim  
czasie pięciokrotnie, mimo Ŝe seirię reportaŜy wydano oddzielnie w nakładzie  
60.000 egzemplarzy. Za granicą ukazały się liczne przekłady na róŜne języki.  
Autorem tego sukcesu był stały korespondent pisma, Richard Adams Locke. 
KaŜdy specjalista mógł się zresztą łatwo zorientować, Ŝe ma do czynienia z  
Ŝ

artem. Owej nocy, kiedy dokonywano rzekomych obserwacji, KsięŜyc był na nowiu.  

RównieŜ teleskop o czterdziestodwutysięcz-nym powiększeniu nie mógł być wtedy  
zbudowany; nie moŜe być skonstruowany takŜe i dzisiaj. Z tym 
78 
Ŝ

artem łączy się jeszcze dodatkowa historyjka. Locke zaznaczył na wstępie swej  

serii reportaŜy, Ŝe jest ona w zasadzie przedrukiem zeszytu specjalnego edyn- 
burskiego kwartalnika naukowego, z opuszczeniem ustępów zawierających formuły  
matematyczne, zbyt trudnych dla czytelników gazety. Tą właśnie jakoby opuszczoną  
częścią naukową zainteresowali się bardzo dwaj profesorowie uniwersytetu Yale i  
odwiedzili Locke'a w redakcji, prosząc go O pokazanie tego zeszytu. Locke  
skierował ich do drukarni, poczem wybiegł tylnym wyjściem z redakcji, aby zdąŜyć  
do drukarni przed nimi i uprzedzić drukarzy o ich wizycie. Przybyłym wkrótce  
potem profesorom wskazano znów inny adres, zmuszając ich do odbycia licznych  
kursów po Nowym Jorku. 
W końcu udało się pewnemu sprytnemu reporterowi z konkurencyjnego pisma wydobyć  
od Locke'a całą prawdę i ogłosić ją w swojej gazecie. Całe miasto pokładało się  
od śmiechu. Pewien teatrzyk na Broadwayu wystawił nawet komedię na ten temat. 
w elieryzm 
Jest to określenie pewnego chwytu pisarskiego, którego ojcem chrzestnym jest  
postać dobrze znana polskiemu czytelnikowi, Sam Weller, jeden z  
najpopularniejszych bohaterów Karola Dickensa, centralna postać komiczna  
powieści Klub Pickwicka, czyściciel butów w oberŜy „Biały Jeleń", a później  
wierny słuŜący pana Pickwicka. 
Welleryzmem nazywamy właśnie ulubiony przez Sama Wellera sposób wygłaszania  
pewnych mądrości Ŝyciowych, maksym czy epigramów, z charakterystycznym dodatkiem:  
„Jak powiedział X." albo „Jak Y. powiedział w danych okolicznościach". A oto  
parę przykładów autentycznych welleryzmów Sama Wel- 

background image

79 
lera; muszę od razu uprzedzić, Ŝe mają one, niemal wszystkie, cechy tak modnego  
dziś czarnego humoru, a więc charakter mniej lub więcej makabryczny: „Nie, nie,  
po kolei — jak mówił mistrz Jan Wiesidełko do dŜentelmenów, których miał  
wieszać". Albo: „Myślę, Ŝe był on ofiarą małŜeństwa — jak ze łzą w oku mówił  
kapelan domowy Sinobrodego na jego pogrzebie." (Sinobrody był, według bajki,  
zabójcą swych dziesięciu kolejnych Ŝon). Albo: „Piękny dziś czas dla tych, co są  
ciepło 'odziani, jak powiedział niedźwiedź na ślizgawce". Albo: „Co się stało,  
to się nie odstanie, i to jest jedyna pociecha, jak zawsze mawiają Turcy, gdy  
przez pomyłkę utną głowę niewinnemu". I tak dalej. 
Dickens oczywiście nie jest wynalazcą tej formy wypowiedzi. Jest ona tak stara  
jak literatura. Kiedy słynny mówca i teoretyk retoryki Kwintylian w I wieku pne.  
pisze o „przysłowiach, które mogą być uwaŜane za 'skomprymowaną bajkę", mówi o  
wel-leryzmach.  Przykłady welleryzmów  znaleźć  moŜna 
80 
nawet u wielkiego greckiego filozofa Platona. Wszystkie one pochodzą moŜe od  
bajki Ezopa: „JakiŜ pył wzbijam, powiedziała mucha siedząca na kole od wozu". 
W Trylogii Sienkiewicza równieŜ znajdujemy wel-leryzmy, choć trochę innego typu.  
Są to zwykle fałszywe cytaty czyli popularne przysłowia lub powiedzenia, które  
mówca przypisuje najbardziej niespodziewanym autorom. A więc w Ogniem i mieczem  
znajdujemy: „Filozofowie mówią, Ŝe kot powinien być łowny, a chłop mowny",  
„Któryś filozof staroŜytny powiada: »Jak nie ty Kachnę, to Kachna cie-bie«". W  
Potopie: „Pan Jezus powiedział tak: »Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie«", „Gdzie ojca  
nie ma, tam, Pismo mówi, wuja słuchał będziesz" oraz „Mędrzec pański powiada:  
»Ten się drapie, kogo swędzi«". Wreszcie w Panu Wolodyjowskim czytamy: „Salomon  
powiada: »Nie wścibiaj nosa do cudzego trzosa«". 
W Jarmarku Rymów Juliana Tuwima moŜna na koniec znaleźć sporą garść welleryzmów  
pozostawionych przez poetę w rękopisie. Oto, dla przykładu, jeden z nich: 
„Nadstaw uszko, moja duszko, Jak zwykł mawiać St. Moniuszko". 
Czas to pieniądz 
Znane obecnie jako przysłowie angielskie, powiedzenie to jest jednak  
naśladownictwem z filozofa greckiego Teofrasta, Ŝyjącego na przełomie IV i III  
wieku pne. i pochodzi z pewnością ze znacznie dawniejszych epok. Bo juŜ w  
zamierzchłej przeszłości pojęcie czasu miało dla ludzi znaczenie zasadnicze. Nie  
rozumieli go w sposób abstrakcyjny, ale całkiem konkretny. Nie odczuwali go jako  
jednostajnego trwania   albo   jako   następstwa    obojętnych    jakościowo 
81 
chwil. Nie wyodrębniali oni idei czasu od jego odczuwania. A przeŜycia czasowe,  
nawet dla ludów prymitywnych, są bogate i subtelne. Odczuwają go one w  
okresowości i rytmie Ŝycia zarówno człowieka, jak i przyrody. KaŜda faza Ŝycia  
ludzkiego — dzieciństwo, młodość, dojrzałość i starość — to czas o szczególnych  
właściwościach, czas biologiczny. A odbicie czasu w naturze, następstwo pór roku  
i ruch ciał niebieskich, wcześnie zaczęto pojmować jako oznaki procesów  
Ŝ

yciowych podobnych do ludzkich czy pokrewnych im. Ale i one nie były rozumiane  

jako naturalne w naszym znaczeniu. 
Gdzie jest zmiana, tam jest przyczyna, gdzie jest przyczyna, tam musi być czyjaś  
wola. Czytamy na przykład w Biblii, Ŝe Bóg zawiera umowę z istotami Ŝywymi,  
przyrzekając nie tylko, Ŝe Potop się nie powtórzy, ale takŜe, iŜ „po wszystkie  
dni Ziemi siew i Ŝniwo, zimno i gorąco, lato i zima, noc i dzień nie ustaną".  
Bóg Starego Testamentu w pełni swej potęgi ustanawia porządek czasu i porządek  

background image

natury, stanowiące nierozłączną całość. Ale zmienna długość nocy,, róŜnorodność  
obrazu wschodów i zachodów słońca, burze towarzyszące zrównaniu dnia z nocą,  
wszystko to przeczy myśli o automatycznym, gładkim przechodzeniu z jednej fazy w  
drugą. Mówi raczej o walce, budząc lęk człowieka, zaleŜnego całkowicie od pogody  
i pór roku. Co rano słońce pokonuje ciemność i chaos, jak to czyniło w pierwszym  
dniu stworzenia i czyni w kaŜdym dniu noworocznym. 
Ta dramatyczna koncepcja przyrody, dostrzegają-jąca wszędzie walkę między bogiem  
i demonem, siłą kosmosu i siłą chaosu, nie pozwalała człowiekowi na rolę  
biernego świadka. Byt jego zaleŜy tak kompletnie od zwycięstwa sił dobroczynnych,  
Ŝ

e człowiek czuje się zmuszony do wzięcia udziału w walce po ich stronie.  

Widzimy więc, w Egipcie i w Babilonie, Ŝe człowiek wspomaga zasadnicze zmiany w  
naturze odpowiednimi rytuałami. Nowy Rok na przykład w obu tych krajach był  
okazją do szeroko rozbudowanych 
82 
uroczystości,  w których  odgrywano  równieŜ bitwy między bogami światła i  
ciemności. 
Pamiętajmy, Ŝe obchody te nie były symboliczne. Stanowiły one istotny składnik  
wydarzeń kosmicznych. Były udziałem człowieka w tych wydarzeniach. Człowiek  
organizował swoje Ŝycie społeczne tak, aby harmonia z naturą, koordynacja sił  
społecznych z siłami przyrody, wspierały jego przedsięwzięcia, sprzyjały  
sukcesom. Cała skomplikowana wiedza o wróŜbach i prognostykach dąŜy do tego celu.  
W Egipcie i w Babilonie koronację władcy odkładano do chwili, aŜ początek nowego  
cyklu naturalnego stworzy pomyślny punkt wyjścia dla nowych rządów. U Egipcjan  
mogła to być wczesna wiosna, biedy Nil wzbiera, lub jesień, gdy opadające wody  
odsłaniają uŜyźnione pola, gotowe do przyjęcia siewu. 
Taka świadoma koordynacja wydarzeń kosmicznych i społecznych wskazuje jasno, Ŝe  
czas dla dawnego człowieka nie oznaczał naturalnego i abstrakcyjnego układu  
odniesienia, ale był następstwem powtarzających się faz, z których kaŜda była  
bogata we właściwe sobie wartości i znaczenia. Czas mógł być więc walutą  
dawniejszą niŜ pieniądz. 
Znany nam tak dobrze „nastrój świąteczny" czy „przedświąteczny szał czystości i  
porządków" w okresie najwaŜniejszych świąt iroku, związanych w swojej genezie z  
obchodami równonocy zimowej czy nadejścia wiosny, są śladami niesłychanego  
znaczenia, jakie człowiek pierwotny przypisywał uroczystemu charakterowi i  
czystości swoich rytuałów związanych z czasem, ich doniosłości dla siebie i dla  
prawidłowego funkcjonowania Wszechświata. 
Fatamorgana 
Fatamorgana, zwana inaczej miraŜem, znaczy po włosku dosłownie: wróŜka Morgana.  
Opiewano ją w średniowiecznym cyklu rycerskich Opowieści Okrągłego Stołu króla  
Brytów Artura (czy Artusa). Przypisywano jej zdolność wywoływania miraŜy. 
Jest to złudzenie optyczne powodowane przez wielokrotne odchylanie się promieni  
ś

wietlnych, przechodzących przez warstwy powietrza o róŜnych temperaturach. Ze  

zjawiskiem tym łatwo się spotkać jadąc po szosie w słoneczny dzień, kiedy się  
nam wydaje, Ŝe w pewnej odległości przed nami szosę pokrywa tafla wody lub  
szereg kałuŜ rozlanych na asfalcie. Gdy podjeŜdŜamy bliŜej, kałuŜe znikają.  
Rozgrzany przez słońce asfalt ogrzewa z kolei najbliŜszą, kilkucentymetrową  
warstwę powietrza, skutkiem czego gęstość jej i kąt załamania się przechodzących  
przez nią promieni są inne niŜ w powietrzu znajdującym się nad nią. Promień  
ś

wietlny, uderzając w górną powierzchnię tej ciepłej warstwy pod bardzo ostrym  

kątem, odchyla się ku górze, tak jakby napotykał na zwierciadło wody. 

background image

Przy znacznie silniejszych kontrastach temperatury, kiedy ciepłe powietrze  
porusza się nad zimną powierzchnią wody, na przykład na wiosnę, kiedy powietrze    
zwrotnikowe   napływa   nad  chłodne   wody północnego Atlantyku, granica między  
zimną i ciepłą warstwą atmosfery znaleźć się moŜe wtedy o kilkanaście metrów nad  
powierzchnią oceanu. Promienie odbite od niej sprawić mogą, Ŝe przedmioty  
znajdujące się poza horyzontem wydają się zawieszone tuŜ nad nim w powietrzu.  
Statki i kontury wybrzeŜy odległych o sto pięćdziesiąt kilometrów stają się  
niekiedy widoczne. Gdy wieje wiatr, granica między warstwami   zaczyna   falować,    
wywołując   fantastyczne zmiany w kształtach odległych przedmiotów. Podob- 
84 
3EDNA Z MOśLIWOŚCI POWSTANIA MIRAśU W EFFKCIE PRZE3ŚCIA PROMIENI 
PRZEZ KILKA  
WARSTW POWIETRZA, ROśNIE ZAS fcAMWĄCYCH SWlATiO 
POZORNV(tu-odwrócony) ??? OBIEKTU 
ne zjawiska obserwuje się, zresztą bardzo rzadko, na pustyniach. 
Znacznie częstsze natomiast i groźniejsze dla podróŜnika na pustyni niŜ miraŜe  
na niebie, są miraŜe na ziemi, podobne do tych, jakie w małych rozmiarach  
spotykamy na naszych szosach. Powstają wtedy złudne, ale bardzo przekonywające  
obrazy kałuŜ, stawów i całych jezior. Kamienie zamieniają się we wzgórza, a kępy  
traw — w lasy. Spiczaste nierówności terenu wyciągają się w wysokie kolumny, na  
których wyrastają czapy nla nowo łączące się z podłoŜem. Zachęcony tym widokiem  
podróŜny dąŜy do brzegu wody, gdzie nierównomiernie wznoszące się powietrze  
wywołuje wraŜenie kołysania się fal. Kiedy podróŜny jest juŜ blisko brzegu,  
jezioro znika, a na jego miejscu pojawiają się szare, płaskie skały. Takie  
zejście na manowce moŜe się smutno skończyć. Arabskie przysłowie, pochodzące  
jeszcze z czasów sprzed wynalezienia prochu, powiada, Ŝe na pustyni omylić się  
moŜna tylko raz. 
8* 
Nike 
Nike, bogini zwycięstwa mitologii greckiej, nieznana jeszcze Homerowi,  
wspomniana jest po raz pierwszy u poety Hezjoda, który Ŝył na przełomie VIII i  
VII wieku pne. Przedstawiano ją często ze skrzydłami, śpieszącą z Olimpu na pole  
bitwy, aby zapewnić zwycięstwo tej stronie, której zechciał go udzielić Zeus,  
władca bogów i ludzi. Jako Nike bez-skrzydła utoŜsamiana była z boginią Atenę.  
Ona to właśnie miała na Akropolu ateńskim, na bastionie przed Propyle jami,  
czarującą świątyńkę, zbudowaną około roku 430 pne., zburzoną przez Turków. Z  
niewielu pozostałych resztek moŜna było wyczytać wymiary kamieni ciosowych, a  
kiedy po wygnaniu Turków z Grecji rozebrano wszystkie budowle tureckie na  
Akropolu, odnaleziono pozostałe kamienie świątyni w obudowie tureckich baterii.  
Z nich udało się odbudować świątyńkę w latach 1835—36. Była to pierwsza  
rekonstrukcja staroŜytnych Aten. Na płaskorzeźbie balustrady bastionu znajdują  
się dwie Niki (obecnie w muzeum na Akropolu), jedna prowadząca krowę, druga —  
wiąŜąca rozluźniony sandał. 
Jej to właśnie wizerunek kreśli Stanisław Wyspiański w Nocy Listopadowej,  
przypisując ją zresztą, błędnie, Fidiaszowi: 
„Znacie tę Nike Fidiaszową, 
jak sandał wiąŜe szybka, 
jak ze zwróconą w górę głową 
(tej brak, gdyŜ dzieło jest fragmentem), 
wstrzymana w locie, gibka 

background image

sandał chce splątać rozplatany, 
a strój jej, taśmą nie wiązany, 
z polotnych fałdów tors odkrywa 
i pierś na ciele wpółprzegiętem". Szereg posągów Nike otwiera słynna Nike z  
Delos. Wojny perskie przyczyniły się do wielkiej popularności bogini. Ateńczycy  
poświęcili jej posąg w Del- 
86 
fach po bitwie pod Salaminą. Odtąd zaczęła się często pojawiać na wazach, a  
takŜe jako mała, uskrzydlona postać w locie, staje się atrybutem, znakiem  
rozpoznawczym innych bogów. W tym kształcie pojawia się na rzeźbach Fidiasza:  
Ateny Partenos i Zeusa Olimpijskiego. Arcydzieła te zaginęły. Z istniejących  
słynna jest hellenistyczna (II wiek pne.). Nike z Samotraki w Luwrze paryskim.  
Najsłynniejsza zaś jest Nike Pajoniosa z Olimpii, wzniesiona około roku 420 pne.  
PajonSios w sposób mistrzowski rozwiązał problem przedstawienia bogini  
sfruwającej z nieba. Na tym arcydziele oparto wszystkie niemal późniejsze próby  
przedstawienia aniołów w locie. 
Nazwą „Nike" ochrzczony został przez warszawiaków posąg kobiety na pomniku  
Bohaterów Warszawy trochę przez nieporozumienie. Był to tylko kryptonim, pod  
którym ukrywał się rzeźbiarz, Marian Konieczny, wysyłając swój projekt na  
konkurs. Mimo to, nazwa, choć nieoficjalna, pozostała. 
Morowa ZclTciZcl 
Przymiotnik „morowy" znaczy nie tylko „godny uznania, dzielny, fajny, mocny,  
przyjemny", nie tylko „zrobiony z mory", ale takŜe (i to nas tylko w tym wypadku  
interesuje) „niosący mór, czarną śmierć, dŜumę". 
Zaczęło się wszystko od cudu. Było to pewnej nocy jesiennej roku 1347, przed  
bramami miasteczka portowego Caffa na Krymie. Od tygodni juŜ oblegali je Tatarzy.  
O odsieczy nie było co marzyć; los małego przyczółka chrześcijaństwa zdawał się  
przypieczętowany. Nic nie mogło go uchronić od zguby. PrzeraŜeni mieszkańcy,  
którzy oczekiwali przed świtem ostatecznego szturmu, dowiedzieli się nagle, Ŝe  
obóz pohańców jest pusty. Tatarzy znikli równie szybko, jak się przed tym  
pojawili. Stojący na wale miejskim burmistrz chwycił w objęcia młodego prawnika  
z Italii, Gabriela de Mussis (który opisał później te wypadki), wołając: „Bóg  
uczynił cud, o który wznosiliśmy modły". 
Mieszkańcy Caffy, a było ich około dwóch tysięcy, oddawali się nieposkromionej  
radości. Ale juŜ około południa kilku z nich krew rzuciła się ustami. Po  
niewielu chwilach wydali ostatnie tchnienie. Jednocześnie prawie zjawili się w  
mieście ludzie wysłani na zwiady do opustoszałego obozu. Znaleźli tam kilkaset  
niepogrzebanych trupów. Przywołani lekarze stwierdzili, Ŝe u Tatarów wybuchła  
morowa zaraza, dŜuma. 
W dwie godziny później wyludniły się równieŜ ulice Caffy. Biedacy pozamykali się  
w swoich domostwach, zamoŜni pospieszyli do portu. Dwanaście galer genueńskich  
opuściło port. Pod wieczór umarł pierwszy pasaŜer. W nocy zmarł następny.  
Szyprowie porozumieli się między sobą —? zawiną do pierwszego portu włoskiego,  
do Messyny. Nazajutrz po przybyciu do portu zaczęli umierać pierwsi mieszkańcy  
miasta. Oburzony tłum zmusił flotyllę do odpły- 
88 
nięcia. Galery opuściły port. Odtąd słuch o nich zaginął. Nawet Gabriel de  
Mussis, który nie uległ zarazie, nie wspomina o ich dalszych losach. 
Ale los Europy był juŜ przypieczętowany. W kilka tygodni potem zaraza opanowuje  
całą Italię, a na BoŜe Narodzenie przerzuca się do Grecji, Egiptu i Tunisu.  

background image

Stamtąd wędruje do Hiszpanii, potem na Bałkany, aby wreszcie spaść na Europę  
Ś

rodkową. W rok później czarna śmierć wybucha w Polsce, w Niemczech,  

Niderlandach, Francji i Skandynawii. Wyludniają się miasta, handel i komunikację  
ogarnia paraliŜ, rolnik nie wychodzi w pole. Głód i nędza szerzą spustoszenia,  
ludność ogarnia panika. Wtedy takŜe, w roku 1348, miła kompania siedmiu młodych  
pań i trzech młodych ludzi ucieka przed szalejącą we Florencji zarazą na wieś,  
gdzie zabawiają się dowcipnymi opowieściami, z których w kilka lat potem powstał  
słynny zbiór opowiadań Giovanniego Boccacio pod tytułem Dekameron. 
Zaraza nie była wtedy nowością. Wybuchała juŜ nieraz, lokalnie, w staroŜytności;  
w V wieku występowała nawet epidemicznie w Italii i w Konstantynopolu, ale  
pandemii groŜącej wytępieniem ludności całego kontynentu jeszcze dotąd nie  
bywało. Współcześni odczuwali ją jako Apokalipsę, jako próbę zniszczenia świata  
chrześcijańskiego przez moce szatańskie. 
A tymczasem dŜuma przeorywała Europę systematycznie i dokładnie. W dziewięć lat  
po pierwszym pojawieniu się w Caffie dotarła okręŜną drogą ponownie do tego  
miasteczka nad Czarnym Morzem, dziś zwanego Teodozją. Przez ten czas zdąŜyła  
zabić 42.800.000 ludzi według obliczeń przeprowadzonych na polecenie papieŜa  
Klemensa VI. Zginęło wówczas ćwierć ludności Europy. 
DŜuma i trąd nie były jedynymi epidemiami, jakie z nieznaną dotąd siłą nawiedzać  
zaczęły ten kontynent. Ogromne szkody czyniła ospa, nieco mniejsze gruźlica i  
tyfus. Prawdopodobnie przyczynił się do ich  rozprzestrzenienia  kontakt  świata    
zachodniego 
89 
z niezbadanymi przestrzeniami Azji i Afryki. Typowe jest pierwsze pojawienie sdę  
dŜumy w Caffie, na kresach cywilizacji. Szybkiemu rozwojowi epidemii pomagał  
brak higieny. Średniowieczny ParyŜ. Londyn, Mediolan czy Kolonia nie mogły  
równać się pod względem higieny z poziomem staroŜytnych Aten, Rzymu czy  
Aleksandrii. Wspomagała epidemie ciasnota zamkniętych murami, pełnych zaduchu i  
nieczystości miast o wąskich ulicach. 
Lekarz średniowieczny stał przed przeciwnikiem tak przeraŜająco potęŜnym, jak  
Ŝ

aden inny lekarz poprzednich czy późniejszych czasów. Stosunek sił między  

lekarzem i chorobą przesunął się ma korzyść choroby tak dalece, Ŝe wysiłki  
ówczesnej medycyny, aby tę nierówność skorygować, mają w sobie z dzisiejszego  
punktu widzenia coś wzruszająco tragicznego. Tę słabość średniowiecznego lekarza  
przedstawia się nieraz jako ciemnotę lub brak energii. W 'rzeczywistości jednak  
robił on wszystko, co tylko mógł. Jeśli idzie o środki zapobiegawcze, to —  
zwłaszcza w stosunku do trądu i dŜumy — działał nadzwyczaj zręcznie i nie bez  
sukcesów. Nie oddawali się teŜ ówcześni lekarze wyłącznie spekulacjom  
filozoficznym, jak się to często twierdzi. Od owych właśnie czasów bierze  
początek nowoczesna anatomia, rozbudowana w okresie odrodzenia w samodzielną  
dyscyplinę; średniowiecze odkryło infekcję jako zjawisko powodujące chorobę; to  
właśnie ówczesne epidemie dały początek medycynie społecznej. Dlaczego jednak  
zaraza morowa przybrała akurat w XIV wieku aŜ takie rozmiary, dlaczego się w  
pewnej chwili skończyła, aby sdę juŜ nigdy w podobnym stopniu nie powtórzyć,  
pozostaje do dziś tajemnicą. 
Nić Ariadny 
Znaczy to — nić przewodnia, sposób wybrnięcia z beznadziejnie zagmatwanej  
sytuacji. W mitologii greckiej Pazifae, Ŝona Minosa, potęŜnego króla Krety,  
urodziła Minotaura, potwora o ludzkim ciele i głowie byka. Dla niego właśnie, na  
polecenie króla Minosa, wielki inŜynier Dedal zbudował Labirynt — pałac o  

background image

zagmatwanym układzie sal i korytarzy. Minos rozkazał Ateńczykom, aby raz na  
dziewięć lat składali mu haracz w postaci siedmiu dziewic i siedmiu młodzieńców,  
których umieszczano w Labiryncie, gdzie juŜ czatował na nich Minotaur, aby ich  
kolejno poŜreć. Kiedy Ateńczycy wysłać mieli trzeci taki haracz Minosowi, obecny  
w mieście bohater ateński Tezeusz tak głęboko współczuł rodzicom, których dzieci  
miały być wybrane w drodze losowania na ofiary Minotaura, Ŝe postanowił pojechać  
wraz z nimi. Na Krecie Ariadna, córka Minosa, zakochała się w Tezeuszu od  
pierwszego wejrzenia. Obiecała mu teŜ pomóc zabić swego przyrodniego brata,  
Minotaura, pod warunkiem, Ŝe zabierze ją do Aten jako swoją Ŝonę. Tezeusz  
zgodził się chętnie i przyrzekł uroczyście oŜenić się z nią. OtóŜ Dedal, nim  
wyjechał z Krety, pozostawił Ariadnie magiczny kłębek włóczki i nauczył ją, jak  
się nim posługiwać przy wejściu i wyjściu z Labiryntu. NaleŜy otworzyć drzwi  
wejściowe i przywiązać nić do nadproŜa. Wtedy kłębek się potoczy zawiłymi  
drogami, zmniejszając się ciągle, aŜ do najdalszego zakątka, w którym mieszka  
Minotaur. Ten kłębek Ariadna dała Tezeuszowi. 
Kiedy zabił Minotaura mieczem ofiarowanym mu przez Ariadnę i wydostał się przy  
pomocy nici z Labiryntu, zbryzgany jeszcze krwią potwora, Ariadna ucałowała go i  
poprowadziła, wraz z dziewczętami i chłopcami do portu, gdzie wsiedli na  
oczekujący ich okręt i odpłynęli pod osłoną ciemności. W parę dni później, kiedy  
wylądowali na wyspie Naksos, Tezeusz 
BI 
pozostawił tam uśpioną Ariadnę i poŜeglował dalej. Dlaczego postąpił w sposób  
tak haniebny — nie wiadomo. Obudziwszy się, Ariadna gorzko zapłakała. Jedna z  
legend powiada, Ŝe wtedy właśnie wylądował na wyspie bóg Dionizos, który Ariadnę  
pocieszył i bezzwłocznie poślubił. 
Superman 
JuŜ w głębokiej staroŜytności ludzie marzyli o postaciach heroicznych, podobnych  
bogom, bohaterach, którzy by (uŜywając przykładów współczesnych) łączyli w sobie  
siłę fizyczną goryla z inteligencją Einsteina, uzdolnienia muzyczne Beethovena z  
urodą greckiego boga. śe i obecnie taka postać nie przestaje zaprzątać nam  
wyobraźni, świadczą bohaterowie przygodowych seriali telewizyjnych, takich jak  
Superman (po angielsku: Nadczłowiek), niezwycięŜeni, mądrzy, dzielni, umiejący  
nawet fruwać! Nieosiągal-ność wszelkich prób stworzenia takiego supermana za  
pomocą doboru sztucznego najłatwiej wyjaśnić na przykładzie zwierząt hodowlanych,  
choćby psa, którego oswojono co najmniej dziesięć tysięcy lat temu. 
Cykl pokoleniowy psa jest średnio dziesięć razy krótszy od cyklu człowieka,  
wynosi bowiem dwa lata zamiast dwudziestu. Szacując więc z grubsza, od czasu  
oswojenia przeszedł on przez cztery tysiące pokoleń, podczas gdy człowiek  
przeszedł w tym okresie przez czterysta. Dlatego skutki genetyczne Ŝycia  
cywilizowanego powinny być u psa wyraźniejsze i stanowić pewną wskazówkę co do  
genetycznej przyszłości człowieka, jeśli przyjmiemy, Ŝe w warunkach Ŝycia  
ludzkiego nie zajdą jakieś radykalne zmiany. 
Sytuacja wilka i człowieka, nawet przed oswojeniem psa, była o tyle podobna, Ŝe  
tak jak lew na południowej, tak wilk na północnej  półkuli zajmował 
92 
dominującą pozycję drapieŜnego mięsoŜercy polującego na ssaki Ŝyjące w stadach.  
Od czasu kiedy człowiek wynalazł włócznię, łuk i strzały, i on takŜe mógł z  
powodzeniem polować na duŜe zwierzęta kopytne. Plemiona myśliwskie epoki  
kamiennej współzawodniczyły więc bezpośrednio z wilkami polującymi na tę samą  
zwierzynę. Co więcej, zarówno wilki jak i ludzie Ŝyją (a przynajmniej polują) w  

background image

gromadach wykazujących znaczny stopień współdziałania i wzajemnej pomocy  
wewnątrz grupy. Wreszcie, jako zwierzę dominujące w swym środowisku, nie mające,  
poza człowiekiem, współzawodnika, walk, podobnie jak człowiek, odznacza się  
wielopostaciowością, niezaleŜnie od zwykłego podziału na płcie i osobniki młode.  
Wilki wykazują tak znaczne odmiany indywidualne w kształtach, ubarwieniu i  
zachowaniu się, Ŝe obserwujący je przyrodnik z łatwością rozpoznaje kaŜdego  
członka stada. 
Pies, jedno z pierwszych zwierząt domowych, nabrać musiał od razu niemałego  
znaczenia społecznego jako obrońca i pomocnik w łowach. Szybko teŜ zapewne stał  
się poŜądanym nabytkiem dla kaŜdego szczepu. Wkrótce więc rozpowszechnił się,  
ulegając zróŜnicowaniu na odmiany południowe krótkowłose, jak dingo, i — na  
przeciwległym krańcu zasięgu — na silnie uwłosione, jak pies eskimoski. Hodowla  
zwierząt i roślin była przyczyną powstawania dalszych odmian psów. Teraz pies  
występuje jako obrońca stad przed wilkami, specjalizuje się w polowaniu na  
najróŜniejsze zwierzęta. Po rewolucji przemysłowej pies staje się takŜe  
towarzyszem i ulubieńcem mieszkańców miasta. 
Pomysł wzmacniania i utrzymywania poŜądanych cech psa przez hodowlę naukową ma  
niewiele ponad sto lat; dopiero w drugiej połowie XIX wieku dostrzeŜono  
moŜliwości sztucznej selekcji dla tworzenia współczesnych czystych ras. Ale całe  
długotrwałe współŜycie z człowiekiem dało jako wynik niiebywałe wprost  
zróŜnicowanie się form: mamy dziś karły wa- 
93 
Ŝą

ce mniej niŜ 2 kg i olbrzymie dogi i bernardyny, waŜące tyle, co największe  

wilki; bezwłose meksy-kany i kudłate pudle, uszy sterczące i obwisłe, nogi  
krótkie łub długie. ZróŜnicowanie cechuje równieŜ człowieka, nigdy jednak nie  
osiągając tak kontrastowych róŜnic wymiarów i wagi. 
Porównując te odmiany psów hodowlanych z ich przodkiem wilkiem, znajdujemy jakąś  
z jego moŜliwości, wziętą oddzielnie i w formie spotęgowanej, w kaŜdej rasie  
psów. Teriery są agresywniejsze od wilka, charty — szybsze itd. Jednak Ŝadnej  
rasy psów nie moŜna określić jako superwilka. Ich specjalne uzdolnienia  
osiągnięto przez rezygnację z innych. Na przykład szybkość charta — kosztem  
rezygnacji z potęŜnego umięśnienia, zwłaszcza szczęk, które pozwalają wilkowi w  
potrzebie Ŝywić się kośćmi. 
ś

adna rasa psów nie mogłaby współzawodniczyć z wilkiem w warunkach naturalnych,  

nawet pies eskimoski. Psy zdziczałe mają szansę sukcesu tylko w wypadku braku  
współzawodników, jak na kontynencie australijskim, lub w pobliŜu osiedli  
ludzkich. Wilk to zwierzę potęŜne i wytrwałe, dostosowane do Ŝycia w  
najróŜniejszych wariantach niepomyślnych i twardych warunków. W porównaniu z nim  
psy przedstawiają się jak grupa specjalistów pełniących swe poszczególne funkcje  
pod opieką człowieka. Stąd wynika, Ŝe rozwój wszechstronnych uzdolnień,  
pozwalających dawać sobie radę w zmiennych warunkach otoczenia, nie prowadzi do  
doskonałości tych cech, ale 
94 
do równowagi między nimi, do umiejętności przystosowania się, a nie do  
rekordowych wyczynów na wszystkich polach. 
Rozwinięte społeczeństwo ludzkie korzystać moŜe z niezwykle udoskonalonych,  
wyspecjalizowanych uzdolnień jednostek. Nadczłowieka nie szukajmy zatem w  
poszczególnych indywiduach, ale w społeczeństwie jako całości. Kto by usiłował  
wyselekcjonować sztucznie ludzi doskonałych pod kaŜdym względem, fizycznie i  
umysłowo, otrzymałby zapewne w rezultacie grupę ludzi pod kaŜdym względem  

background image

przeciętnych. Natomiast wysoki stopień organizacji społecznej pozwala na coraz  
dalsze róŜnicowanie się indywidualności. Nawet w społeczności wilków korzystne  
jest posiadanie osobników bardzo śmiałych i bardzo bo-jaźliwych. Te najwcześniej  
zwęszą niebezpieczeństwo i wycofają się, ostrzegając stado, podczas gdy  
najśmielsze prą naprzód szukając łupu. W społeczeństwie ludzkim zróŜnicowanie  
jednostek jest jeszcze o wiele poŜyteczniejsze. 
Uczta Lukullusa 
Nazywamy tak wystawną biesiadę odznaczającą się przepychem, obfitością i  
smakowitością potraw. Lu-cius Licinius Lucullus (około 117—56 pne.), wódz i  
polityk rzymski, słynął z bogactw, rozrzutności i smakoszostwa. Sława taka nie  
była łatwa do osiągnięcia u Rzymian, którzy, jeśli byli zamoŜni, zaspokajali  
zachcianki swego podniebienia z pasją nlie znającą granic, zresztą znacznie  
bardziej jeszcze w okresie cesarstwa niŜ za czasów Lukullusa. Bankiety  
przygotowywano niesłychanie skrupulatnie i zapobiegliwie. W willach (czyli na  
folwarkach) hodowano ryby, zwierzynę i ptactwo w sposób wysoce fachowy.  
Udoskonalono metody tuczenia nie tylko kur i zajęcy, 
95 
ale nawet strusi. Czego ziemia italska nie płodziła, to sprowadzał handel. Ze  
wszystkich stron znanego wówczas świata sprowadzano wykwintne wina i przysmaki.  
Mimo to, gdyby kto z czytelników tej ksiąŜki miał uczestniczyć w bankiecie  
rzymskim, wątpić trzeba, czy jego podniebienie i przewód pokarmowy miałyby powód  
do zachwytu. Kucharze, kupieni za olbrzymie pieniądze, uŜywali sekretów swej  
sztuki i najkosztowniejszych przypraw do przygotowania potraw, które często  
uznalibyśmy za niejadalne. 
Wiadomo przecieŜ, Ŝe róŜnice smaku mieszkańców róŜnych krajów, ludzi róŜnych  
pokoleń, mogą być ogromne, toteŜ nie powinny nas dziwić róŜnice między naszym a  
rzymskim gustem w gastronomia. Trudno o całkowitą precyzję w tej sprawie, gdy  
nie zawsze moŜna dokładnie zidentyfikować potrawy czy sosy, ale z pewnością  
uwaŜalibyśmy za marnowanie darów bogów potrawkę z gołębia według przepisu  
Apiciusa: z pieprzem, daktylami, miodem, octem, winem, oliwą, musztardą i wielu  
innymi, trudnymi do rozpoznania przyprawami. Rzymianie lubili grzyby, tak jak my,  
ale dusili je w miodzie. Trudno jednak twierdzić, Ŝe nasz smak jest obiektywnie  
lepszy, bo Rzymianie woleli na przykład sery świeŜe, a my jadamy je nieraz  
sfermentowane, z niezłym fetorkiem. Oni teŜ nie tknęliby dziczyzny skruszałej, a  
my inie lubimy świeŜej. 
Trzeba pamiętać, Ŝe wielu naszych ulubionych typów jadła i napojów staroŜytni  
nie znali. Rzymianie nie wiedzieli co to kawa, herbata, cukier, wódki, trufle,  
ziemniaki czy pomidory. Słodycze robiono z miodu, lub z gotowanego moszczu  
winnego. Jedynym napojem alkoholowym było wino, nawet w barach (czyli  
thermopoliach), które, jeśli sądzić według ruin Pompei, były równie popularne  
jak dziś. Ceniono wielce np. umiejętność nadziewania kiszek lub pęcherzy  
ś

wińskich niezliczonymi, wyszukanymi ingrediencjami. UŜycie chleba upowszechniło  

się prawdopodobnie dopiero na początku II wieku pne. Przedtem je- 
96 
dzono puls czyli bryję z kaszy, albo polentę z tartej, praŜonej kaszy  
jęczmiennej, po grecku zwanej madza. 
Z mięs, prócz ulubionej wołowiny i wieprzowiny, uŜywano dziczyzny, mięsa dzikich  
osłów, a takŜe ko-szatek (gryzoni hodowanych z wielkim staraniem w glirariach).  
Kurami na ogół gardzono, woląc od nich ptactwo dzikie, hodowane jednak na wzór  
domowego, co musiało wpływać ujemnie na ich smak. Ceniono bardzo flamingi (a  

background image

zwłaszcza ich języki), bociany, Ŝurawie i pewien gatunek papuŜek. Pawie  
stanowiły przedmiot wielkiego entuzjazmu gastronomicznego. Dobra ryba była  
jednak potrawą najbardziej poszukiwaną. 
RóŜnice smaku między nami a Rzymianami zaznaczają się bardziej jeszcze w sosach  
niŜ w samych potrawach. Lubili oni mieszać na tym samym talerzu rzeczy gorzkie i  
słodkie, ocet, miętę, miód, gotowany moszcz winny, suszone owoce. Ale główną  
cechą kuchni rzymskiej była obfitość pewnych sosów rybnych, nie przygotowywanych  
dla jakiegoś określonego posiłku, ale wytwarzanych w sposób zawiły i długotrwały,  
a potem przechowywanych w słojach w piwnicy. Przyrządzano je w setkach odmian, a  
mało było potraw, których smaku nie ulepszano by którymś z nich. KaŜdy miał  
własną nazwę, jak garum, ???????? czy liąuamen. Zręczność kucharza polegała w  
niemałej mierze na dodawaniu właściwej ilości owego garum. Dwa jajka z odrobiną  
garum stanowiły 
9* 
juŜ prostą a wyborną potrawę. Produkcja garum wymagała niezwykłej troski, pracy  
i kosztownych domieszek, dlatego było bardzo drogie. UŜywano go jednak tak  
powszechnie, Ŝe ośrodki specjalizujące -się w jego produkcji znajdujemy nawet  
daleko od Rzymu. Przemysł garum kwitł na przykład w Pompei. Najlepsze  
sprowadzano z Hiszpanii. Trudno dziś orzec jak garum smakowało. Z zachowanych  
przepisów wynikałoby, Ŝe było ono ostre, kwaśne i nieco mdlące. Nasze Ŝołądki  
zbuntowałyby się najpewniej przeciw niemu. A przecieŜ nie znając dobrze smaku  
garum, nie moŜna chyba rzetelnie ocenić kuchni staroŜytnych Rzymian! 
Jabłko Newtona 
Posłuchajmy naprzód, co pisał o nim angielski poeta romantyczny Byron w X pieśni  
Don Juana: „Gdy Newton widział jabłko spadające z drzewa, ockniony z swojej  
kontemplacji znalazł, czego się ludzkiej przez tysiące lat nie udało znaleźć  
kalkulacji, prawdę, Ŝe Ziemia to jest wirujące ciało — powszechnej prawem  
grawitacji. I to jedyny był w świecie przypadek, Ŝe człeka wzniosły: jabłko i  
upadek. Odtąd jest płodna wynalazków gleba, człowiek maszyny ciągle nowe kleci i  
wkrótce parą do KsięŜyca wzięci". Trudno tu odmówić Byronowi zdolności trafnego  
przewidywania. Wydarzenie z jabłkiem było jednak trochę  bardziej    
skomplikowane,   niŜ  w  przypadku Adama, Ewy i drzewa wiadomości w biblijnym  
Raju. W roku 1665, kiedy Newton miał 22 lata, w południowej Anglii wybuchła  
dŜuma i uniwersytet w Cambridge został zamknięty. Dlatego Newton spędził poł- 
aś 
torą  roku w  domu,  z  dala  od  tradycyjnej   nauki, w okresie, kiedy płonął  
Ŝą

dzą wiedzy. 

W tym właśnie entuzjastycznym, młodzieńczym nastroju siedząc pewnego dnia w  
ogrodzie swej matki, zobaczył spadające z drzewa jabłko. Do tego miejsca  
anegdota zgadza się z prawdą. MoŜe nawet autentyczny jest gatunek tego jabłka:  
„Kwiat Kentu". Ale tu historyjka gubi istotę sprawy. Bo to, co przyszło na myśl  
Newtonowi na widok spadającego jabłka nie było ideą, Ŝe siła cięŜkości musi je  
przyciągać do ziemi. Ta koncepcja jest starsza od Newtona. Uderzyło go natomiast  
przypuszczenie, Ŝe ta sama siła grawitacji, która sięga czubka jabłoni, moŜe  
sięgać dalej, poza Ziemię i jej atmosferę, bez kresu, w przestrzeń, moŜe teŜ  
docierać do KsięŜyca. I to była właśnie nowa myśl Newtona: Ŝe prawdopodobnie  
właśnie grawitacja utrzymuje KsięŜyc na orbicie okołoziemskiej. Newton zabrał  
się do obliczenia, jaka potrzebna by była siła z Ziemi, zmniejszająca się  
proporcjonalnie do kwadratu odległości, aby utrzymać KsięŜyc, i porównał ją ze  
znaną siłą ciąŜenia na wierzchołku jabłoni. Te siły zgadzały się z sobą. (Mówiąc  

background image

ś

ciślej — na początku nie zgadzały się wcale i to spowodowało kilkunastoletnie   

opóźnienie   sformułowania   ostatecznego 
99 
prawa grawitacji. Dopiero gdy astronom angielski John Flamsteed dostarczył  
Newtonowi nowych danych o KsięŜycu, prawo ciąŜenia zaczęło „grać"). Newton  
powiada lakonicznie: „Wyszło mi, Ŝe siły zgadzają się w znacznym stopniu". Tylko  
w znacznym stopniu! Podobieństwo jest nierozłączne z przybliŜeniem, bo Ŝadna  
analogia nie jest całkiem ścisła. W tym zdaniu Newtona mieści się juŜ wiedza  
współczesna w pełnej zbroi. 
Wyrasta ona z porównania, które uchwyciło podobieństwo między całkiem róŜnymi  
zjawiskami. Bo jabłko w sadzie i KsięŜyc na niebie są od siebie tak odmienne w  
ruchach, jak to tylko jest moŜliwe. Newton dostrzegł w nich dwa objawy tego  
samego pojęcia — grawitacji. I to pojęcie, i to połączenie, jest aktem twórczym  
uczonego. Bo wszelki postęp w nauce to odkrywanie na kaŜdym kolejnym szczeblu  
rozwoju nowego porządku, łączącego z sobą rzeczy, których dotąd, w naszym  
mniemaniu, nic z sobą nie łączyło. Uczynił to Faraday, spajając ogniwem  
elektryczność z magnetyzmem; Clerk Maxwell ?—? łącząc je oba ze światłem;  
Einstein — kojarząc czas z przestrzenią, masę z energią, drogę światła w pobliŜu  
Słońca z lotem pocisku. 
Proszę ciebie 
Jest to jeden z ulubionych wtrętów do potocznej mowy wielu osób, ulubionych  
oczywiście tylko przez te właśnie osoby, ale nie przez ich rozmówców. Uniknąć  
zanudzenia tym wyraŜeniem moŜna w dwojaki sposób: albo unikać rozmów z takimi  
osobami, albo nie wypijać z nimi bruderszaftu. Wtrętów takich istniało i  
istnieje mnóstwo. MoŜna by je nazwać mechanicznym sposobem rozwadniania mowy ku  
swojej wygodzie a utrapieniu słuchających. 
100 
Za czasów naszych dziadków wielu starszych męŜczyzn wtrącało co chwila wyraz  
„panie", nawet rozmawiając z kobietami. Był to skrót starszego o jeszcze jedno  
pokolenie powiedzonka „panie dzieju" i jeszcze starszego „panie dobrodzieju".  
Współczesną plagą jest retoryczne pytanie „prawda?", albo, zwłaszcza u dziewcząt  
„wiesz?", wtrącane do kaŜdego zdania, często po kilka razy i nie oczekujące  
odpowiedzi. W miarę skuteczną metodą tępienia tych dwóch ostatnich automatyzm ów  
jest pedantyczne odpowiadanie za kaŜdym razem: „Prawda" (albo „Nieprawda") i  
„Wiem" (albo „Nie wiem"). 
WyraŜenia takie nazywano takŜe przysłowiami osobistymi. Etnograf i historyk  
kultury, Zygmunt Gloger, uwaŜa je za świadectwo lenistwa umysłowego a takŜe mody  
w dawnej Polsce bardzo rozwielmoŜ-nionej, nawyknieniem narodowym, pozostałością  
czasów, kiedy to zarówno magnat jak i szaraczek albo chłop miał jakieś ulubione  
wyraŜenie, które często powtarzał, pod którym znano go wszędzie, od którego  
dostawał nieraz przezwisko. 
Wiadomo na przykład, Ŝe „panie kochanku" było przysłowiem a takŜe przezwiskiem  
Karola Radziwiłła, miecznika litewskiego i wojewody wileńskiego, natomiast  
„rybeńko" było wyraŜeniem i przydomkiem jego ojca, Michała Kazimierza, hetmana  
wielkiego litewskiego. Stanisław Potocki, hetman wielki koronny i wojewoda  
krakowski, miał przysłowie łacińskie re vera, co znaczy „zaiste", „w rzeczy  
samej" i dlatego nazywano go Rewera. Przysłowia „mopanie" uŜywał ksiąŜę  
Sanguszko, starosta czerkaski. „Moja panno" mówił do najbardziej nawet wąsatych  
szlachciców Jan Klemens Branicki, hetman wielki koronny. Kraj-czy koronny  
Wielopolski powiadał „bała, bała", co zaliczyć by moŜna do mniej wymyślnych  

background image

przysłów, podobnie jak „bracie kuku" Kacpra Maciejowskiego. Przysłowia te jednak  
miały chociaŜ zaletę oryginalności — powtarzane w nieskończoność przez jednego 
101 
tylko człowieka stanowiły w końcu jakąś jego dość absurdalną cechę. 
Późniejsze czasy aŜ do dni współczesnych charakteryzuje jednak moda powszechna.  
Takie wyraŜenia jak „uczciwszy uszy" czy „panie dobrodzieju" moŜna było słyszeć  
zarówno od wojewody, jak zagonowego szlachcica podlaskiego, mieszczanina z  
Wielkopolski czy kmiecia mazowieckiego. Zwyczaj ten utracił zatem cechy  
oryginalności. Ignacy Krasicki w Panu Podstolim wylicza kilka pospolitych w  
końcu XVIII wieku przysłów mowy potocznej. Są to: tandem tedy; ale, ale; jak się  
zowie; mospanie; mościwy panie. Jan Chryzostom Pasek często powtarzał słowa „po  
staremu". Ksiądz Kamieński, słynny kaznodzieja czasów saskich, powiadał do  
kaŜdego: „królu mój polski". Michał Czajkowski (czyli Sadyk Pasza) przytacza  
nader oryginalne przysłowia osobiste: „basam terem tetem" oraz „pieszczona Filis  
fantazję straciła". 
102 
Modne obecnie „wiesz" w ustach młodego, czy nawet trochę juŜ starszego  
dziewczęcia, jest znacznie krótsze, prostsze, ale bodaj czy nie równie nuŜące,  
zwłaszcza przy współczesnym tempie Ŝyda. 
Męki Tantala 
Nazywamy tak cierpienia wynikające z dręczącego poŜądania rzeczy znajdujących  
się blisko, na widoku, w obfitości, a jednak niedostępnych. W mitologii greckiej  
Tantal, król lidyjski, był przyjacielem Zeusa, uczestnikiem uczt na Olimpie,  
gdzie pijał nektar i jadał ambrozję, co mu w końcu tak zawróciło w głowie, Ŝe  
zaczął wykradać to boskie jadło, aby się nim popisywać przed przyjaciółmi. Nim  
jednak zdołano odkryć tę zbrodnię, popełnił gorsze. Chcąc wypróbować  
wszechwiedzę Zeusa, zaprosił bogów na ucztę, zabił swego syna Pelopsa, pokrajał  
go na kawałki i dodał je do mięsa przygotowanego na posiłek. Nikt z bogów nie  
tknął jednak ohydnego jedzenia, z wyjątkiem bogini ziarna i ziemi uprawnej,  
Demetry, która, obłąkana rozpaczą po stracie swej córki Persefony, zjadła  
kawałek mięsa z lewej łopatki. Legenda o Tantalu dotyczy w głównej mierze kary,  
jaką poniósł z rąk Zeusa za te przestępstwa, za haniebne naduŜycie udzielonych  
mu przywilejów. Był jednak nieśmiertelny, gdyŜ jadał pokarm i napitek bogów, a  
zatem kara jego musiała być wieczna, bo nie mógł zostać zabity. 
U Homera i u większości innych autorów jest on ciągle głodny i spragniony.  
Czytamy w Odysei: „Tantal stał w jeziorze, a woda sięgała mu do brody. Łaknął, a  
nie mógł ugasić pragnienia. Ilekroć bowiem nachylał się starzec, chcąc się napić,  
woda z szumem przepadała i pod nogami ukazywała się czarna ziemia, którą siła  
boska osuszyła. Śmigłe drzewa zwieszały nad jego głową swe owoce, grusze,  
granaty, jabłonie 
103 
wspaniałe, słodkie figowce i oliwki rozrosłe, ale gdy starzec sięgał do nich  
ręką, wiatr porywał je ku ciemnym chmurom". Grecki poeta Pindar pisze, Ŝe wielki  
głaz wisi nad głową Tantala nieustannie groŜąc upadkiem, tak Ŝe karą jest tutaj  
wieczysty strach. Tragik Eurypides natomiast nie umieszcza Tantala w podziemiach  
Tartaru, ale zawiesza go w powietrzu. 
Po ukaraniu Tantala Zeus przywrócił Ŝycie Pelop-sowi, a Demeter zrobiła mu nową  
łopatkę z kości słoniowej na miejsce poprzedniej, obgryzionej przez siebie.  
TenŜe Pelops był bratem Niobe i ojcem Atreusza, a zatem dziadkiem Atrydów:  
Agamemnona i Menela ja. 

background image

Jak pies z kotem Ŝyją 
To znaczy, juŜ co najmniej od XVI wieku, źle z sobą Ŝyją, gryzą się, drą się,  
Ŝ

rą się, nie lubią się. A przecieŜ dobrze wiadomo, Ŝe szczenię wychowane razem z  

kotkiem tworzą równie zgraną uczuciowo parę jak dwa psy lub dwa koty. Pies goni  
koty wtedy tylko, kiedy jest tego wyuczony przez szczucie. Im lepiej poznajemy  
zwierzęta, tym bardziej się przekonujemy, Ŝe ich zwierzęcą osobowość kształtuje  
doświadczenie. Czy kaczęta dąŜą instynktownie do wody? Czy młode wydry są  
instynktowymi pływakami? Czy cipki instynktownie dziobią ziarna zboŜa? Czy koty  
instynktownie zabijają myszy? Ozy ptaki instynktownie unikają niesmacznych  
gąsienic? Czy małe ssaki instynktownie zabierają się do ssania swych matek? Na  
wszystkie te pytania i na wiele podobnych odpowiedź brzmi — nie (z pewnymi  
zastrzeŜeniami). 
Zwierzęta mają pewną liczbę wrodzonych popędów i skłonności. Im prymitywniej sze  
zwierzę, tym mniej wprowadzić umie zmian i przekształceń do wrodzonych wzorców  
postępowania. Ale wszystkie zwierzęta 
104 
posiadające choćby iskrę świadomości, ciemniejszą czy jaśniejszą, przechodzą  
przez doświadczenia Ŝyciowe jak przez szkołę. Im forma zwierzęca jest wyŜsza,  
tym mniejszą część osobowości zajmuje dziedziczne wyposaŜenie instynktu, a  
większą — korzyści z doświadczenia. Małe słonie często zabierają się do ufnego  
ssania ogona czy trąby swojej matki. Nie mają instynktu piersi; tylko głód a  
takŜe zapach mleka są ich przewodnikami. Małe pisklęta, choćby nie wiedzieć jak  
spragnione, nie poznają wody instynktownie. Dziobią ją na chybił trafił, tak jak  
dziobią wszystko inne, a dopiero przy tej sposobności przekonują się, co nadaje  
się do zaspokojenia pragnienia. Z początku dziobią z jednakowym entuzjazmem Ŝwir  
i ziarno. Muszą się dopiero nauczyć rozróŜniać swoje poŜywienie. Ale sam  
instynkt dziobania jest wrodzony. 
RóŜne zwierzęta obdarzone są róŜnymi moŜliwościami przyswajania i zapamiętywania  
nauki. Pewien biolog umieścił karalucha w pudełku, którego jedna połowa była  
szklana i mocno oświetlona, druga — drewniana i ciemna. Karaluch, kierowany  
potęŜną reakcją ruchową, nakazującą mu ucieczkę od światła, szukał oczy wiście  
schronienia w najciemniejszym zakątku. Jednak za kaŜdym razem zostawał tam  
raŜony prądem elektrycznym. Po pewnej liczbie takich prób podniecony karaluch  
krąŜyć zaczął, wahając się, na granicy światła i cienia. Z czasem wahania te  
trwały dłuŜej i dłuŜej, aŜ wreszcie pewnego dnia owad zatrzymał się stanowczo po  
stronie oświetlonej i prawie 
105 
przez godzinę nie wchodził w obręb cienia. Reakcja instynktowa została pokonana.  
Karaluch wzniósł się ponad prymitywny mechanizm podstawowego kara-czaństwa.  
Trwało to tylko godzinę, bo karaluch nie potrafi utrzymać dłuŜej w pamięci  
nabytej wiedzy, zwłaszcza idącej wbrew instynktowi. Umiał jednak, choć w  
skromnej mierze, okazać, Ŝe jest zwierzęciem a nie rośliną, Ŝe potrafi  
asymilować proste fakty doświadczenia i przechować je choćby na krótko w swej  
owadziej wyobraźni. 
Całej tej rprawie, jak zwykle gdy mowa o zjawiskach w przyrodzie, niezbędny  
byłby szereg zastrzeŜeń. NaleŜałoby tu wspomnieć o róŜnych rodzajach stosunków  
między zwierzętami, jak np. stosunek między drapieŜnikiem i ofiarą. Zarówno psy,  
jak i koty, nawet nigdy nie szczute, mają jednak tendencję (dającą się stłumić  
tresurą) chwytania i co najmniej tarmoszenia wszystkiego, co przed nimi ucieka,  
a nie jest od nich wyraźnie silniejsze. Ale to by nas zaprowadziło zbyt daleko. 

background image

Inkunabuł 
Wyrazem tym określamy ksiąŜkę wydrukowaną przed rokiem 1501. Pochodzi on z  
łacińskiego incuna-bula oznaczającego „powijaki, kołyskę, pochodzenie, miejsce  
urodzenia". Nauka, zajmująca się badaniem inkunabułów od strony drukarskiej i  
bibliograficznej, nazywa się inkunabulistyką. 
Przed Gutenbergiem druku uŜywano głównie do reprodukcji rysunków, wzorów na  
płótnie, kart do gry itp. Rysunek wycinano w drzewie, kamieniu lub metalu, a  
otrzymany w ten sposób blok wkładano do zmodyfikowanej prasy do wina, smarowano  
farbą i odbijano na papierze, płótnie lub welinie. Dopiero pomysł uŜycia  
ruchomych czcionek zrewolucjonizował drukarstwo.   Wpadli na tę myśl   Chińczycy    
juŜ   na 
106 
czterysta lat przed Gutenbergiem, ale później zarzucili tę ideę zapewne z powodu  
trudności, jakie sprawiało rycie i magazynowanie olbrzymiej liczby charakterów  
alfabetu chińskiego. 
Początkowo celem drukarza było naśladownictwo. Szło o mechaniczne wyprodukowanie  
ksiąŜki najwierniej przypominającej manuskrypt. Biblie Gutenberga były ręcznie  
iluminowane, aby wygląd ich był zgodny z ideą czytelnika o właściwym wyglądzie  
ksiąŜki. Dopiero pod koniec XV wieku drukarze odkryli trzy główne zasady, na  
których odtąd opiera się produkcja ksiąŜki. Łatwiej jest czytać zadrukowaną  
stronicę, jeśli 1) litery są mniejsze i cieńsze niŜ pismo manuskryptu, 2)  
stronica jest mniejsza i węŜsza, 3) linijki druku oddzielone są od siebie  
odstępami. 
Drukarstwo stało się pierwszym przemysłem produkcji masowej. Jak kaŜdy taki  
przemysł opierało się ono na uproszczeniu i standaryzacji. Drukarze bardzo  
wcześnie zatroszczyli się o ujednostajnienie pisowni i przestankowania. Przedtem  
kaŜdy pisał i przestankował jak chciał; dziś czynimy to zgodnie z normami  
ustalonymi przez drukarzy. Druk przyspieszył standaryzację języków narodowych,  
proces, który był juŜ w toku u schyłku średniowiecza dzięki powszechnemu  
rozwojowi transportu i komunikacji. Druk przyczynia się do „zamroŜenia" języka,  
do wyrównania jego odmian środowiskowych i regionalnych. RóŜnice takie silniej  
utrzymują się w mowie, język mówiony róŜni się od pisanego. A druk przyczynia  
się do mocniejszego jeszcze zróŜnicowania mowy i pisma. Przede wszystkim zaś  
druk powiększył liczbę odbiorców pisarza. Obliczono, Ŝe pod koniec XV wieku  
znajdowało się w obiegu w Europie około dziewięciu milionów egzemplarzy ksiąŜek  
drukowanych, a zaledwie kilkadziesiąt tysięcy manuskryptów. 
Dopóki ksiąŜki uwaŜano bardziej za dzieła sztuki graficznej niŜ za wyraz myśli  
ludzkiej, ksiąŜki drukowane traktowano z lekcewaŜeniem. Niektórzy właściciele  
bibliotek odmawiali przyjęcia druków. Ale 
107 
^?????? 
?&?&????? 
??????? 
??? ??? ?? ??? ??*'r ??: ?????? et oj** 
ksiąŜki drukowane naśladujące manuskrypty były bardzo drogie. W 1498 roku pewien  
uczony skarŜył się wielkiemu drukarzowi włoskiemu Aldusowi Ma-nutiusowi, Ŝe  
mógłby kupić dziesięć pięknych manuskryptów łacińskich za cenę pięciu tomów  
Arystotelesa in folio (czyli w formacie arkusza raz złoŜonego), wydanych przez  
Manutiusa. Ta reklamacja skłoniła drukarza do rozpoczęcia serii tanich wydań  
klasyków w formacie ósemki (tj. ósmej części arkusza). Było to pierwsze na  

background image

ś

wiecie wydanie tanich przedruków arcydzieł, które moŜna było nosić w kieszeni.  

A zatem „kieszeniowce" nie są bynajmniej wynalazkiem naszego wieku! 
Narodziny drukarstwa przypadły na okres zaciekłych sporów religijnych o egzegezę  
(interpretację, objaśnianie) Biblii. Nic dziwnego więc, Ŝe tak wiele wydań  
Biblii ukazało się w pierwszym stuleciu drukarstwa. Pierwsza ksiąŜka Gutenberga  
jest kopią Wulgaty, oficjalnej Biblii Kościoła rzymskiego. Jej łacina była  
jednak niedostępna dla przeciętnego czytelnika. Około roku 1500 istniało juŜ 30  
wydań Biblii w Ŝywych językach europejskich, głównie w niemieckim, a pod koniec  
XVI wieku wszystkie narody Europy mogły juŜ czytać Biblię we własnym języku.  
Prze- 
108 
kłady te złamały monopol Kościoła katolickiego na nauczanie religii. Zbierano  
się dla odczytywania ustępów Biblii na głos, aby ją mogli poznać ci, co nie  
umieli czytać. Przekłady te wywarły takŜe potęŜny wpływ na formowanie się Ŝywych  
języków europejskich, uwaŜanych przez ludzi wykształconych za wulgarne i  
pozbawione uroku w porównaniu z łaciną. Słowa Pisma świętego odczuwane były  
takŜe jako święte; ale teraz juŜ nie były to słowa łacińskie, ale niemieckie,  
angielskie, holenderskie, polskie itd. WaŜność tekstu przydawała godności  
językowi, w którym był pisany i drukowany. 
Niekiedy przekłady te były arcydziełami literackimi, co nadawało im podwójny  
autorytet: religijnej treści i wielkiej prozy. Przekład Lutra stał się wzorem  
niemczyzny, czyniąc z dialektu, którym posługiwał się Luter, ogólnoniemiecki  
język literacki. W Niderlandach dokonano własnego przekładu Biblii na dialekt  
dolnofrankoński, nadając mu tym samym rangę oddzielnego języka germańskiego,  
mianowicie języka holenderskiego. W Szwajcarii natomiast wydano Biblię w  
przekładzie Lutra, toteŜ i tam jego niemczyzna stała się językiem literackim  
kantonów mówiących dialektem germańskim. „Autoryzowana wersja" Biblii z roku  
1611 jest wielkim dziełem literatury angielskiej, kształtującym, na równi z  
dziełami Szekspira, angielski styl literacki. Wpływ jej dostrzec moŜna nawet u  
autorów współczesnych. 
Pierwszym bestsellerem poza Biblią było Naśladowanie Chrystusa św. Tomasza a  
Kempie; wydane w 1473 miało 99 wydań do końca stulecia, łącznie z przekładami na  
francuski i włoski. Drukarze nie poprzestawali jednak na ksiąŜkach religijnych.  
Wśród dziewięćdziesięciu tytułów, jakie wydał pierwszy drukarz angielski William  
Caxton, znajdujemy wydania poetów średniowiecznych, przekłady klasyków, jak  
Ezopa i Cicerona, popularne romanse, ksiąŜkę szachową, dzieła o wychowaniu  
moralnym, historię świata, encyklopedię i almanach. Sam Gutenberg wydał 24 
10» 
109 
edycje Gramatyki łacińskiej Donata, której uŜywano w szkołach przez blisko  
tysiąc lat. Pierwszy atlas wydano juŜ w 1478 — Geografię Ptolemeusza, dzieło  
astronoma z II wieku, uwaŜane za autorytatywne jeszcze przez Kolumba, które  
ustąpiło placu dopiero atlasowi Merkatora, opublikowanemu przez jego wnuka w  
końcu XVI wieku. 
His Master9s Voice 
Jest to napis na znaku handlowym firmy gramofonowej, oznaczający w języku  
angielskim „Głos jego pana". Znak przedstawia siedzącego kundla (podobnego do  
foksteriera), nasłuchującego głosu swego pana, płynącego (jak się łatwo domyślić)  
z tuby gramofonu. Imię tego angielskiego kundla brzmi Nipper, ale nie Ŝyje on  
juŜ od dawna, bo ten najsłynniejszy chyba na świecie znak handlowy istnieje od  

background image

roku 1898. Nieznany i dość mierny malarz angielski Francis Barraud odziedziczył  
po swoim zmarłym bracie kundla imieniem Nipper. Pewnego razu, nie mając nic  
lepszego do roboty, zrobił jego portret. Potem przyszło mu na myśl, aby  
domalować do obrazu jeden z nowomodnych wynalazków zwany fonografem i spróbować  
sprzedać to fabrykantowi. Pierwszy, do którego przyszedł, odrzucił tę propozycję.  
Powędrował więc nasz malarz do firmy Gramophone Company, dziś noszącej nazwę EMI.  
Właściciele złapali obraz z miejsca, zapłaciwszy sto funtów, 09 Barrauda bardzo  
ucieszyło. Z czasem miał nawet więcej powodów do zadowolenia, gdy wdzięczna  
firma zdecydowała się płacić mu doŜywotnią rentę. W późniejszych latach Ŝycia  
robić musiał bez końca kopie oryginału dla coraz nowych filii EMI na całym  
ś

wiecie. Na długo przed pojawieniem się filmowej i telewizyjnej Lassie,  

nadstawione ucho Ndppera  zaskarbiło  mu  przyjaźń 
110 
niezliczonych psiarzy na wszystkich kontynentach, a po śmierci wyprawiono mu  
okazały pogrzeb i pochowano pod pięknym drzewem morwowym. 
Siedem cudów świata 
Siódemka uwaŜana była w staroŜytności za liczbę mistyczną, świętą (podobnie jak  
trójka, dziewiątka, a niekiedy trzynastka). Dlaczego? Nie wiadomo. MoŜe pod  
wpływem liczby znanych wówczas ruchomych ciał niebieskich (Słońce, KsięŜyc i 5  
planet), które, według astrologów, decydować miały o losach ludzi. W kaŜdym  
razie chętnie grupowano osoby, rzeczy, miasta i pojęcia w siódemki. Jedną z  
takich grup było siedem cudów świata, czyli siedem cudów architektury  
staroŜytnej. Oto one: 
Piramida Cheopsa (albo wszystkie pirami-. dy ze Sfinksem lub bez niego). 
Wiszące ogrody Semiramidy w Babilonie, które ani nie wisiały, ani nie miały nic  
wspólnego z Semiramidą, ale były ogrodami załoŜonymi na płaskich dachach i  
tarasach pałacowych. 
Dalej Mauzoleum w Halikarnasie. Był to wspaniały grobowiec Mauzolosa,  
niezaleŜnego niemal satrapy perskiej prowincji Karii, na południowo--zachodnim  
wybrzeŜu Azji Mniejszej, w wyniesionym przez niego do godności stolicy  
Halikarnasie. Tę potęŜną budowlę z białego marmuru rozpoczął sam Mauzolos, a  
skończyła ją jego Ŝona, Artemizja, po jego śmierci, powierzając przyozdobienie  
grobowca największym mistrzom IV wieku pne., m. im. Skopa-sowi. 
Chwałą innego znów miasta w Karii, prastarego Efezu, była świątynia Artemidy,  
zbudowana z niesłychanym przepychem. Niejaki Herostrates, szewc z Efezu, chcąc w  
jakiś sposób zdobyć sławę, 
lll 
podpalił tę świątynię w 356 roku pne., rzekomo tej samej nocy, kiedy urodził się  
Aleksander Wielki. Skazano Herostrata na śmierć, a imię jego na zapomnienie,  
jednak jeden z historyków ówczesnych, Teo-pomp, zapisał jego imię, dając mu w  
ten sposób tak poŜądaną przez niego nieśmiertelną (choć idiotyczną) sławę. Warto  
wspomnieć, Ŝe Herostratowi pozazdrościł tej sławy pewien Anglik, który w 1845  
rozbił w Muzeum Brytyjskim jedną z najcenniejszych waz antycznych. Wazę sklejono  
z powrotem z ułamków i okruchów, a nazwisko sprawcy dla celów pedagogicznych za  
chowano w najgłębszej tajemnicy. 
Piątym cudem był Kolos r o d ? j s ? i, posąg brązowy wysokości około  
trzydziestu metrów, postawiony w porcie Rodosu. Stał tam tylko przez lat  
sześćdziesiąt, bo w końcu roku 224 pne. wywróciło go trzęsienie ziemi. Szczątki  
Kolosa leŜały tam jeszcze przez kilka wieków. 
Szóstym cudem był posąg Zeusa w jego świątyni w Olimpii, olbrzymia rzeźba kryta  

background image

złotem i kością słoniową, dzieło Fidiasza. Pomówiony przez wrogów politycznych o  
manko w tych właśnie cennych materiałach, Fidiasz musiał uciekać z Aten. 
Siódmy cud świata to latarnia morska na wyspie F a r o s pod Aleksandrią,  
wysokości około stu pięćdziesięciu metrów. Zamiast niej wymieniają niektórzy,  
jako siódmy cud świata, mury Babilonu, ale oczywiście nikomu by nie przyszło do  
głowy dodawać je do owych siedmiu jako ósmy cud świata, a wiięc coś nie do  
pojęcia, bo wykraczającego poza daną uświęconą siódemkę, których poczet jest  
niezmiernie długi. 
Mamy więc na przykład siedmiu mędrców. W staroŜytności zaliczano do nich Talesa  
z Miletu, prawodawcę Aten Solona, Chilona ze Sparty, Biasa z Prie-ny, Kleobulosa  
z Lindos, Pittakosa z Mityleny i Pe-riandra z Koryntu. Siedem miast greckich  
walczyło o to, aby uznać je za miejsca urodzenia Homera: Smyrna,   Rodos,    
Kolofon,   Sauamina,   Chios,   Argos 
112 
i Ateny. Według mitologii greckiej było siedem córek Atlasa i Plejony, zwanych  
Plejadami, które na wieść o śmierci swych sióstr Hyad popełniły samobójstwo, a  
Zeus umieścił je na niebie jako grupę siedmiu jasnych gwiazd w gwiazdozbiorze  
Byka. Odtąd plejadą nazywa się grupę (pierwotnie tylko siedmioosobową) ludzi  
wybijających się w jakiejś dziedzinie, a związanych wspólnymi poglądami, np.  
plejada aleksandryjska, siedmioosobowa grupa tragików greckich z III wieku pne.  
albo plejada siedmiu poetów francuskiego odrodzenia (XVI wiek, Ronsard, du  
Bellay i inni). Rzym zbudowano na siedmiu wzgórzach: Pa-latyn, Kapitol, Kwirynał,  
Awentyn, Eskwilin, Celius, Wiminał. Siódemka teŜ odgrywała waŜną rolę przy  
zdobywaniu Jerycha. Czytamy w biblijnej Księdze Jozuego: „I rzekł Pan do Jozuego:  
Obchodźcie miasto, wszyscy wojownicy, raz na dzień, i tak czynić będziecie przez  
sześć dni. A siódmego dnia kapłani niech wezmą siedem trąb i siedmiokroć  
obejdziecie miasto..." Biblijny faraon śnił o siedmiu tłustych i siedmiu chudych  
krowach, co mu Józef wyłoŜył jako siedem lat urodzaju i siedem lat suszy,  
przeznaczonych w najbliŜszym czasie Egiptowi. Katechizm wylicza siedem grzechów  
głównych: pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i  
piciu, gniew i lenistwo. Tradycja przekazuje imiona siedmiu królów rzymskich, z  
których tylko trzech ostatnich, pochodzenia etruskiego, moŜna by uwaŜać za  
postacie historyczne: Romulus, Numa Pompiliusz, Tullus His-tiliusz, Ankus  
Marcjusz, Tarkwiniusz Stary, Serwiusz Tulliusz, Tarkwiniusz Pyszny. Wreszcie w  
ś

redniowieczu siedem nauk świeckich stanowiło wstęp do studiów akademickich:  

stopień niŜszy — gramatyka, retoryka, dialektyka; stopień wyŜszy — arytmetyka,  
geometria, astronomia i muzyka. 
Chimery 
Mieć chimery to znaczy tyle, co kaprysić, dziwa-czyć, stroić fochy, fanaberie,  
mieć humory. Ten sam wyraz w liczbie pojedynczej, chimera, oznacza zwykle  
jeszcze coś innego, mianowicie: mrzonkę, urojenie, fantazję, ułudę. Chimera w  
mitologii greckiej był to zwierz, który miał głowę lwa, tułów kozy, a węŜa w  
miejsce ogona. Nic dziwnego, Ŝe ten dziwaczny stwór stał się synonimem urojeń  
czy kaprysów. W Muzeum Archeologicznym we Florencji znajduje się słynna rzeźba w  
brązie przedstawiająca Chimerę, rzeźba bardzo stara, prawdopodobnie pochodzenia  
etruskiego. 
Według mitu, Chimerę zgładzić miał bajeczny bohater Bellerofont. Polatując nad  
nią na Pegazie, wraził jej do pyska kawał ołowiu na ostrzu włóczni. Ognisty  
oddech Chimery roztopił ołów, który spłynął jej do gardzieli i, jeśli się tak  
moŜna wyrazić, usmaŜył ją od środka. Specjaliści twierdzą, Ŝe Chimera była  

background image

bardzo dawną, przedgrecką jeszcze boginią Roku. W owych czasach rok dzielił się,  
jak się zdaje, na trzy, a nie cztery pory. Lwi łeb symbolizował wiosnę, ciało  
kozy — lato, a wąŜ — zimę. 
Ale i sama nazwa Chimery jest takŜe interesująca. Bierze się mianowicie od  
tułowia potwora, od kozy. Chimaira znaczy po grecku „koza roczniak, koza, która  
przeŜyła juŜ jedną zimę". O tę zimę właśnie w nazwie chodzi, bo cheima to po  
grecku „zima lub zamieć". Wyraz ten ma krewniaków w całej indoeuro-pejskiej  
rodzinie językowej. Wystarczy powiedzieć, Ŝe sanskryckie hima to „zima albo  
ś

nieg", Ŝe Himalaje to nic innego, jak „siedziba śniegu". Wreszcie nasza polska  

zima to teŜ kuzynka — zarówno Himalajów jak Chimery! 
Pegaz 
Najsławniejszy koń, skrzydlaty, który uderzeniem kopyta wydobył z ziemi Końskie  
Ź

ródło — Hippo-krene, na górze Helikon, a drugie — Peirene, pod Koryntem (jak  

twierdzi mit grecki). Nosił herosa Belle-rofonta w czasie walki z Chimerą (patrz  
wyŜej), a takŜe grzmoty i błyskawice Zeusa. Jako Ŝe Helikon poświęcony był Muzom,  
Pegaz stał się rumakiem natchnienia poetyckiego, ale dopiero w czasach  
nowoŜytnych (jako przenośnia literacka, wyszła juŜ zresztą całkiem z mody). 
Jest wiele innych sławnych koni znanych z imienia w legendzie, literaturze,  
historii. Drugim po Pegazie w kolejności sławy byłby chyba Bucefał (co znaczy  
„byczogłowy"), ulubiony wierzchowiec Aleksandra Wielkiego. Pozwalał się dosiadać  
tylko swemu panu, klękając przy tym. śył lat trzydzieści. Skończył swój Ŝywot w  
Indiach, gdzie król zbudował mu mauzoleum i załoŜył na tym miejscu miasto  
Bucefalię. 
Bajard, czyli Gniadosz, z romansów rycerskich, słuŜył jednocześnie czterem synom  
Aj mona i czynił się mniejszym lub większym, zaleŜnie od wzrostu aktualnego  
uŜytkownika. Siady jego kopyta pokazują do dziś w lesie w Soignes i na skale  
niedaleko Dinant 
116 
w Belgii. Pisali o nim w swych poematach Boiardo, Ariosto ;i Tasso. 
Rosynant, czyli Chabeta albo Były Koń, był rozpaczliwie chudą szkapą, której  
dosiadał równie chudy i kościsty bohater satyrycznej powieści Cervantesa — Don  
Kiszot. Bawieka albo Prostaczek nosił hiszpańskiego bohatera narodowego, obrońcę  
chrześcijaństwa, pogromcę Maurów, na pół legendarnego Rodry-ga Diaz de Bivar  
zwanego Cydem, czyli z arabska Panem. Gdy młody Rodrygo miał sobie wybrać  
wierzchowca, pominął najszlachetniejsze rumaki i wybrał niepozornego źrebca.  
Ojciec chrzestny nazwał wtedy chłopca „bawieka", a Rodrygo przeniósł ten  
przydomek na konia. Bawieka przeŜył swego pana o dwa lata. Pogrzebano go przed  
wrotami klasztoru w Walencji, a na miejscu tym zasadzono dwa wiązy. 
Ksantos był ostatnim koniem, którego uŜywał Achilles. Niesprawiedliwie połajany  
przez pana, obwieścił ludzkim głosem Achillesowi zbliŜającą się chwilę śmierci.  
Grani był bajecznie szybkim koniem Zygfryda, bohatera starogermańskiej sagi  
Pieśń o Ni-belungach. W operze Wagnera Zmierzch bogów słuŜy on dla odmiany  
Brunhildzie, ponurej sekutnicy, sprawczyni śmierci tegoŜ Zygfryda, przystojnego  
germańskiego blondyna. W utworach dramaturgów angielskich okresu elŜbietańskiego  
często wymienia się imię Marokka, konia niezwykle wytresowanego. Największej  
sztuki dokonał Marokko wdrapując się na wieŜę katedry św. Pawła w Londynie. 
Trudniejszego jeszcze wyczynu dokonał bajeczny Al Borak (po arabsku Błyskawica),  
mlecznobiały siwek o skrzydłach orlich i ludzkim obliczu. Zawiózł on proroka  
Mahometa z ziemi prosto do siódmego nieba. 
Z polskich koni pamiętamy Taranta, który Ŝegnał hetmana Stefana Czarnieckiego na  

background image

łoŜu śmierci w So-kołówce, 16. II. 1665 ?., jasnopłowego Pałasza króla Jana III,  
któremu uratował Ŝycie w bitwie pod Parkanami nad Dunajem i wreszcie Kasztankę  
marszałka Józefa Piłsudskiego. 
1? 
Arka Noego 
Biblijny patriarcha Noe był człowiekiem prawym i sprawiedliwym, którego Bóg  
postanowił oszczędzić wraz z rodziną i zwierzętami w powszechnym potopie,  
mającym zgładzić grzeszną ludzkość. W tym celu kazał mu zbudować arkę, pomieścić  
w niej po parze zwierząt i przeczekać w niej bezpiecznie katastrofę. Arka  
spoczęła wreszcie, gdy wody zaczęły opadać, na górze Ararat, a Noe wraz z trzema  
synami Semem, Chamem i Jafetem i ich Ŝonami wysiedli na ląd i zaludnili ziemię  
od nowa. Według jednej z legend Ŝona Noego nie chciała wejść do arki, co  
spowodowało wielką kłótnię między małŜonkami. W Koranie Ŝona Noego, Waila,  
usiłuje przekonać wszystkich, Ŝe jej mąŜ oszalał. 
Jehowa, nakazując Noemu zbudowanie arki, zastrzegł sobie wymiary dość pokaźne:  
długość trzysta łokci, szerokość pięćdziesiąt, wysokość trzydzieści, co w  
metrach wyniosłoby mniej więcej 135X22X15. A więc korab wcale nie mały, co  
najmniej równy co do rozmiarów niezłemu frachtowcowi oceanicznemu. Mimo to  
zastanowić by się moŜna, jak praojciec Noe rozwiązać mógł na swej arce kwestię  
mieszkaniową, jeśli wprowadzić tam musiał po parze z kaŜdego gatunku zwierząt (z  
wyjątkiem ryb i ssaków morskich oczywiście, którym arka nie była potrzebna, a  
takŜe innych stworów pływających). Sprawę tę traktować naleŜy, rzecz prosta, w  
sposób nie całkiem powaŜny, gdyŜ współczesny podział zwierząt na gatunki nie  
mógł być znany autorom Biblii. Nie mieli oni takŜe najmniejszego wyobraŜenia o  
liczbie gatunków Ŝyjących na Ziemi. 
Nie wiedzieli na przykład, Ŝe istnieje około pięciuset oddzielnych gatunków  
pcheł, z których Ŝaden nie krz3TŜuje się j nie moŜe mieć potomstwa z Ŝadnym  
innym. Trzeba teŜ pamiętać o tym, Ŝe jedna para słoni nie mogłaby arce  
wystarczyć, gdyŜ słoń afrykański 
118 
(Loxodon) i słoń azjatycki (Elephas) to dwa róŜne, nie krzyŜujące się z sobą  
gatunki. Aby dać jednak pełniejszy obraz sytuacji na arce, wystarczy dodać, Ŝe  
istnieje przeszło dwa tysiące gatunków samych węŜy, ptaków izaś — około  
piętnastu tysięcy gatunków. A juŜ Ŝaden przyrodnik nie umiałby określić  
dokładnie liczby gatunku owadów. Dotychczas odkryto dopiero ponad trzy czwarte  
miliona, choć bezlik zapalonych entomologów ugania się za nimi z siatką w ręku  
po wszystkich zakątkach globu. 
Niestety, nie ma szans na to, aby arka pomieścić mogła całe to towarzystwo, a  
jeszcze po parze z gatunku! Przez trap prowadzący na statek musiałoby przejść —  
o zgrozo! — przynajmniej sześć milionów istot. O ile moŜna sobie jeszcze  
wyobrazić przemarsz gęsiego pięciuset par pcheł, to urąga wyobraźni defilada  
piętnastu tysięcy pierwotniaków, które mogłyby się zresztą pojawić pojedynczo,  
gdyŜ rozmnaŜają się przewaŜnie przez podział lub pączkowanie. 
Atlantyda 
Legenda o Atlantydzie jest bardzo stara i ma zdumiewająco twardy Ŝywot. Jej  
chrzestnym ojcem był Platon, który w swoich dwóch dialogach, Timaios i Kritias,  
opisuje wspaniałą cywilizację Atlantydy, ogromnej wyspy na Morzu Zachodnim, za  
Słupami Heraklesa (tj. Cieśniną Gibraltarską), o której filozofowi Solonowi  
opowiedzieć miał pewien kapłan egipski. Morze pochłonęło ją w czasie trzęsienia  
ziemi na 9.000 lat przed Solonem. Miało to być państwo potęŜne o kulturze  

background image

barbarzyńskiej, lubujące się w zbytku i przepychu, z tej właśnie przyczyny  
ukarane przez bogów, którzy zatopili je w ciągu jednej doby. 
Wielu dawnych pisarzy usiłowało dowieść, Ŝe Atlantyda istniała rzeczywiście;  
wiele dawnych map 
119 
rysuje jej kontury na zachód od Gibraltaru. Większość uczonych średniowiecznych  
wierzyła w jej istnienie. Francis Bacon nazwał Nową Atlantydą swoją, napisaną w  
1618 r. opowieść o imaginacyjnej wyspie, na której mieściła się rzeczpospolita  
filozofów. Echa Atlantydy wciąŜ na nowo odzywają się w marzeniach ludzkich, a  
zatem i w literaturze. Takiego marzyciela, pana Preemby, przedstawia pisarz  
angielski H. G. Wells w powieści Ojciec Krystyny Alberty (1925 ?.). W powieści  
20.000 mil podmorskiej Ŝeglugi (1870 r.) Juliusza Verne kapitan Nemo odwiedza w  
swej łodzi podwodnej ruiny wieŜ Atlantydy. W Głębiach Marakotu Conan Doyle'a  
ekspedycja uczonych opuszcza się na dno morza w stalowej kuli i znajduje  
kwitnące miasto nakryte wodoszczelnym dachem, zaopatrzone w klimatyzację i  
fluorescencyjne oświetlenie, miasto zamieszkałe przez ludzi szczęśliwych. 
120 
Niezwykłe powodzenie zyskała wydana w 1882 r, pseudonaukowa rozprawa Amerykanina  
Ignacego Donnelly, który zgromadził w niej imponującą liczbę wszelkiego rodzaju  
materiału dowodowego: geologicznego, archeologicznego i legendarnego, na  
poparcie tezy, Ŝe Atlantyda istniała, Ŝe tam właśnie mieści; się Raj biblijny, i  
Ŝ

e kultura Starego i Nowego Świata była rezultatem kolonizacji Atlantydów. Od  

czasów Donnelly'ego, którego ksiąŜka jest zresztą wznawiana do dziś, a  
tłumaczona była na wiele języków, ukazało się na ten temat kilka tysięcy pozycji  
ksiąŜkowych! 
ChociaŜ wiadomo, Ŝe w poprzednich epokach geologicznych układ lądów i oceanów  
był odmienny od dzisiejszego, jednak jest całkiem pewne, Ŝe Ŝadne tego rodzaju  
zapadnięcie się pod wodę sporego kontynentu nie mogło się zdarzyć w stosunkowo  
krótkim czasie istnienia człowieka na Ziemi. ToteŜ legenda o Atlantydzie  
pozbawiona jest jakichkolwiek realnych podstaw. Pomarzyć jednak o niej moŜna. 
Kulig 
O pochodzeniu tego wyrazu sądzono róŜnie. Jedni uwaŜali, Ŝe pochodzi od słowa  
„kul", znaczącego snop czegoś, a w tym wypadku kompanię sąsiadów zebranych na  
zabawę. Inni wywodzili go od czeskiego wyrazu „koleg" czyli krąŜek, inni znów  
twierdzili, Ŝe początek nazwie dała „kula" czyli krzywuła, to znaczy laska  
zakrzywiona, jaką obsyłano niegdyś od domu do domu, zwołując wiece powiatowe, w  
danym wypadku moŜe jako hasło do kuligu. Aleksander Bruckner, wielki  
językoznawca polski, twierdził natomiast, Ŝe kulik-ptak błotny i kulig-ząbawa  
zapustna jest tym samym słowem, odmiennie tylko pisanym, i Ŝe szlachta  
odwiedzała w tłumnym i szumnym korowodzie dwory sąsiedzkie szukając niby ptaka  
kulika czy 
u» 
121 
kuligą. Na szczęście ukazujący się zeszytami „Słownik etymologiczny" profesora  
Franciszka Sławskiego minął K, wobec czego mamy teraz ostatnie słowo nauki w  
sporze. Okazuje się, Ŝe etymologia kuligu jest niepewna, a Bruckner moŜe miał  
rację, a moŜe nie. Dobrze przynajmniej wiedzieć, Ŝe czegoś się nie wie. 
Jak to barwnie opisuje Jędrzej Kitowicz, kulig wyprawiał się tak, Ŝe kilku  
sąsiadów zmawiało się, zabierało dorosłą rodzinę i czeladź na sanki lub kolaski,  
karety, wózki, na wierzchowce, jak kto mógł; jechali do sąsiada ani zaproszeni,  

background image

ani przestrzegłszy go (bo by się im skrył lub uciekł z domu), bez wszelkiej  
ceremonii poty u niego hulając, póki do szczętu nie wypróŜnili mu piwnicy,  
spiŜarni i spichlerza. Gdy juŜ wyŜarli i wypili wszystko co było, brali owego  
nieboraka z całą familią z sobą i ciągnęli do innego sąsiada, któremu podobne  
pustki zrobiwszy, ciągnęli dalej, aŜ póki wreszcie do tych, którzy zaczęli kulig  
nie dotarli. Kuligi zaczynały się w przedostatni tydzień zapustny i trwały do  
Wstępnej Środy. 
Heros 
Greccy herosowie byli najczęściej postaciami mitycznymi, półbogami, otaczanymi  
czcią. Traktowano ich pod pewnymi względami jak .duchy czy widma, których  
względy naleŜy sobie zjednać. Oddawano im podobną cześć jak bogom podziemnym.  
Poświęcano im czarne zwierzęta, ofiary składano nocą u ołtarzy w pobliŜu ich  
domniemanych grobów, urządzano dla nich lokalne święta i obchody, choć niektórzy  
herosowie, jak na przykład Herakles, czczeni byli w róŜnych miejscach. Mogli to  
być dawni bogowie z czasem obniŜeni, z róŜnych powodów, do roli śmiertelników,  
albo rzekomi przodkowie Ŝyjących rodów, lub postacie historyczne, na pół  
historyczne, albo jeszcze Ŝywi zasłu- 
122 
Ŝ

eni obywatele, obdarzeni tytułem herosa, którym poświęcano igrzyska i śpiewano  

peany (pieśni, hymny). 
Cechy charakterystyczne herosa określa w szóstej księdze Iliady Homera Glaukos:  
„Hipoloch, ojciec mój, gdy wysyłał mnie pod Troję, zalecił mi, abym był zawsze  
dzielnym, abym swą walecznością wsławił się ponad wszystkich innych i bym nie  
przyniósł wstydu swoim przodkom". Jest to równieŜ pogląd samego Homera, czego  
dowodem są słowa Peleja do syna swego, głównego bohatera Iliady, Achillesa,  
brzmiące niemal identycznie. Taki jest bowiem heroiczny ideał wojownika,  
zapewniający mu sławę u potomności. Na całym świecie znaleźć moŜna to samo  
pragnienie pośmiertnej chwały. Wielu niedocenionych artystów i uczonych  
pocieszała myśl, Ŝe przyszłe pokolenia otoczą ich czcią, której współcześni im  
poskąpili. 
Nie jest to jednak nasz ideał. Mamy dziś bohaterów nauki i techniki, a nawet  
filmu i sportu. Niewiele tu zostało z dawnego ideału herosa, chyba tylko to, Ŝe  
i dzisiejszy bohater przewyŜsza wszystkich innych na jakimś polu działania i  
znajduje się, choćby na chwilę, na widoku publicznym. Ta krótkotrwałość ich  
blasku, oŜywająca co najwyŜej w rocznice szeregiem artykułów lub ksiąŜek, róŜni  
ich najbardziej od herosów, których legendy Ŝyły przez stulecia w pamięci ludu.  
Opiewali ich poeci. Pieśni te recytowano nieustannie, a przysłuchiwano się im  
bez znuŜenia. Legendy nie tylko przechowywano, ale takŜe odnawiano i wzbogacano. 
Rycerze dworu Hohenstaufów, dynastii królów i cesarzy niemieckich, czuli się  
krewnymi legendarnego bohatera germańskiego Zygfryda, choć naleŜał on do  
barbarzyńskiej przeszłości. CóŜ przynosiła ludziom XIII wieku opowieść o  
burgundzkich ksiąŜętach, którzy zginąć mieli w V stuleciu, naleŜących do innego,  
nie istniejącego juŜ ludu, do innych czasów o innych 
123 
zgoła pojęciach rycerskości? A przecieŜ Pieśń Nibe-lungów budziła potęŜny odzew  
w sercach słuchaczy. 
JeŜeli to prawda, Ŝe Pizystrat, tyran ateński, powołał komisję do zweryfikowania  
i ustalenia tekstu poematów Homera, jakŜe waŜne musiały być dla niego te  
opowieści o herosach, którzy o siedem wieków wcześniej prowadzili jakąś pozornie  
bezcelową wojnę w dalekim zakątku Azji Mniejszej! Kiedy Aleksander Wielki  

background image

wkroczył do Azji, wylądował on, jak twierdzi Plutarch w swych śywotach sławnych  
męŜów, pod Troją. ZłoŜył ofiarę ze zwierząt Atenie, a libację —? ofiarę z wina —  
bohaterom Iliady. Zgodnie ze starym zwyczajem wziął udział nago, wraz z  
przyjaciółmi jako współzawodnikami, w biegu ku czci bohaterów. O samym  
Achillesie powiedział wtedy, Ŝe błogosławiony to mąŜ, który w Ŝyciu znalazł  
wiernego przyjaciela, Patrokla, a po śmierci wielkiego piewcę swojej sławy  
Homera. 
Co skłaniało Aleksandra do tego wszystkiego? Nie było przecieŜ wówczas agencji  
prasowych ani dzienników, które by poświęciły pierwszą stronę reportaŜom i  
fotografioni z tych uroczystości. Czuł on zapewne prawdziwą potrzebę oddania  
czci Achillesowi u progu swego niesłychanego przedsięwzięcia — wyprawy przeciw  
Persji, na podbój państwa Achemeni-dów. Czy potrafimy, my, ludzie współcześni,  
czytając tego rodzaju staroŜytny tekst, zrozumieć go w pełni? Odczuć to, co czuł  
wtedy Aleksander? Chciałoby się zapytać z uśmiechem:   „Drogi  Aleksandrze,    
czy   ta 
twoja Troja stała naprawdę tam, gdzie myślisz? Czy jesteś pewny, Ŝe Achilles  
rzeczywiście istniał? MoŜe okazujesz cześć czemuś, co jest tylko wymysłem  
poetyckim?" 
Są to pytania, na które Aleksander nie umiałby odpowiedzieć i które wydawałyby  
mu się zapewne pozbawione sensu. I miałby o tyle rację, Ŝe realne jest tu nie to,  
co odbyło się lub nie odbyło około roku 1100 czy 1200 pne. w dolinie Skamandra,  
ale to, co Ŝyło przez Wieki w pamięci wielu pokoleń, jako bezcenne świadectwo  
ich pełnej chwały przeszłości. 
Herosem moŜna się stać tylko w świecie heroicznym. Pewien filozof przewidywał,  
Ŝ

e urny wyborcze mogą się stać grobem bohaterów. Nawet wojny, których nasze  

stulecie nie szczędzi, nie tworzą juŜ herosów. Brak bowiem niezbędnej do ich  
utworzenia wyobraźni i szczodrobliwości uczuć w epoce maszyn cyfrowych i  
kolegialnych decyzji. W czasach heroicznych dzieje były grą dla niewielu: jeden  
człowiek mógł wszystko zmienić. Grecy przegrywali wojnę trojańską, póki nie  
udało im się wywabić obraŜonego Achillesa z namiotu. Rzymianin Horacjusz Kokles  
obronił most na Tybrze przed Etruskami z dwoma tylko przyjaciółmi. Nawet jeszcze  
w 1532 roku konkwistador hiszpański Pizarro mógł zniszczyć potęŜną cywilizację  
Inków w Peru przy pomocy 167 Ŝołnierzy (w tym 27 jeźdźców). Dziś, dowodząc  
tysiącami lub dziesiątkami tysięcy, działać moŜna na niewielkim odcinku, a  
decyzja bywa często syntezą róŜnych opinii. 
Istotą heroizmu jest jego wyjątkowość; gdzie zbyt wielu bohaterów, tam giną oni  
w tłumie. Nawet kosmonauci i selenauci pogrąŜają się z wolna w heroizmie  
zespołowym. JakŜe niewiele osób potrafiłoby wymienić z pamięci uczestników  
wszystkich lotów kosmicznych... 
Bohaterowie klasyczni byli wyŜsi o głowę od wszystkich współplemieńców.  
Strzelali z łuku dalej, robili mieczem dzielniej, dęli w róg głośniej niŜ inni 
-  Achilles i Odyseusz,   Zygfryd i Roland,   Beowulf 
123 
i Ryszard Lwie Serce. Przy współczesnych środkach masowego przekazu tworzenie  
mitów — nieodłączne od kreowania herosów — stało się znacznie trudniejsze.  
Aleksander Wielki mógł uzyskać pozycję herosa przez samo proste oświadczenie, Ŝe  
pochodzi od Zeusa, a wieści o jego zwycięstwach na odległych frontach dochodziły  
do chłopów macedońskich przez jarmarcznych obwoływaczy — wieści tym magiczniej- 
sze, im mniej dokładne. 
Grecka i Szekspirowska idea herosa stworzonego na obraz i podobieństwo swego  

background image

Stwórcy zaczęła się przeŜywać od czasów Kopernika i Galileusza, którzy wykazali,  
Ŝ

e Ziemia nie jest środkiem Wszechświata, a więc i człowiek nie jest moŜe  

szczytowym punktem stworzenia. Darwin opisał go jako produkt ewolucji, inni —  
jako więźnia abstrakcji zwanej Historią. „UkaŜ naszym krytykom wielkiego  
człowieka, na przykład Lutra" skarŜył się historyk i pisarz angielski Tomasz  
Carlyle (1795—1881), „a powiedzą, Ŝe był on tworem swego Czasu: Czas go powołał,  
Czas dokonał wszystkiego, a on sam — nic." 
Jak widać, nie są to najszczęśliwsze warunki dla kultu herosów. 
Kości zostały rzucone 
W roku 49 pne. Cezar, wbrew zakazowi senatu rzymskiego, wkroczył ze swymi  
kohortami do Italii. Przekroczenie rzeczki Rubikon, stanowiącej granicę między  
Galią Przedałpejską i Italią, było wypowiedzeniem wojny domowej. Wydając  
legionom rozkaz przejścia przez Rubikon, Cezar miał powiedzieć: „Kości zostały  
rzucone!" (jest to cytat z komediopisarza ateńskiego Menandra, który Cezar — sam  
pisarz i intelektualista — przytoczył oczywiście w oryginą- 
126 
aveppt<pTo xujsoc IACTA ALEAIST 

 

 

•   # 

• • 

•         • •         • •        # 

•   # • m   m 

• • • 

%JM   

 

le, po grecku!). Znaczyło to, Ŝe rozkazem tym rzucił on nieodwołalne wyzwanie  
losowi. 
I tu nasuwa się dość prozaiczne pytanie, czy staroŜytni rzeczywiście grali w  
kości i to takimi kostkami, jakich my uŜywamy do zabawy? Odpowiedź na pierwszą  
połowę tego pytania jest całkiem prosta — tak. Odpowiedź na drugą jest niezwykle  
kłopotliwa i to z dziwnego powodu: z braków terminologii tego tematu w  
polszczyźnie. Kostki do gry Rzymianie mieli dwojakie. Pierwsze z nich, zwane  
tali, to kostki naturalne, jakie znajdują się w nogach wielu zwierząt między  
golenią i stopą czy kopytem. Do gry uŜywano więc prawdziwych kostek cieląt,  
owiec, kóz i antylop lub przedmiotów podobnego kształtu, wykonanych z metalu,  
kości, kości słoniowej lub w kamieniu. Tali miały tylko cztery ścianki uŜywane  
do gry, dwie pozostałe były zbyt wąskie, aby talus mógł się na nich utrzymać.  
KaŜda z czterech ścianek reprezentowała inną wartość: jeden punkt, trzy, cztery,  
sześć punktów. Innym rodzajem kostek były tesserae, sześcienne, podobne do  
naszych kostek do gry. 
Gra w kości dawała zapalonym hazardzistom łatwą sposobność do szybkiego   
bogacenia się lub  tracenia 
127 
wielkich sum. Cesarz Oktawian August w liście zachowanym przez historyka  
Swetoniusza donosi, Ŝe przegrał 20.000 sestercji jednego wieczora. Cesarz  
Klaudiusz grywał takŜe w podróŜy i miał stół do gry przymocowany do ściany wozu  
podróŜnego. Będąc literatem, ułoŜył nawet i wydał podręcznik gier hazardowych.  
Mimo wszystko jednak Rzymianie nie odznaczali się tak gwałtownym upodobaniem do  
gier losowych, jakim według historyka rzymskiego Tacyta odznaczali się  
Germanowie, którzy, jak notuje ze zdziwieniem, uprawiają grę w kości w stanie  
trzeźwym jako powaŜne zajęcie, i to z tak wielką lekkomyślnością w zyskach lub  
stratach, Ŝe skoro wyczerpią się wszystkie środki, ostatnim rzutem rozstrzygają  
o własnej wolności i Ŝyciu. 
Kosmos 
Kosmos ? nic innego jak Wszechświat. Po cóŜ więc uŜywać tego obcego wyrazu, gdy  
mamy własny? Czy opisując nowe wynalazki i sukcesy techniki, nie wprowadzamy do  

background image

języka codziennego zbyt wielu obcych i niepotrzebnych nazw? 
Istotnie, pochłonięci niezwykłymi wydarzeniami w róŜnych dziedzinach, nie  
spostrzegamy nawet jak łatwo sięgamy po nowe słowa, i to przewaŜnie obce. Co  
więcej, nie zauwaŜamy, jak często stare wyrazy nabierają nowych odcieni  
znaczeniowych. Przy obecnym tempie rozwoju nauki (obliczono, Ŝe 90 procent  
uczonych w dziejach ludzkości — to nasi współcześni!) powstają co rok setki i  
tysiące nowych terminów. Na ogół nie uświadamiamy sobie tego, bo ogromnej  
większości tych nazw uŜywają tylko specjaliści. W Ŝyciu codziennym takie nazwy  
jak np. Irmnologia czy syner-gidy po prostu nie docierają do nas, póki nie  
zaczniemy wgłębiać się w jakąś   specjalną   dziedzinę.   Jeśli 
128 
jednak któryś z tych wyrazów odnosi się do spraw Ŝywo nas obchodzących,  
przyswajamy go sobie, nie wiedząc nawet kiedy i jak. 
Zjawisko to istniało takŜe dawniej. W pewnych przypadkach znamy nawet autorów  
wyrazów, które dziś są w powszechnym uŜyciu. W czasach, gdy uczonych nazywano  
sofistami czy mędrcami, jednemu z nich, wielkiemu myślicielowi staroŜytności,  
Pitagorasowi, nazwa ta wydała się zbyt pretensjonalna, zbyt szumna. UłoŜył zatem  
inną, oznaczającą tylko „przyjaciela mądrości". W ten sposób (jeśli wierzyć  
pewnemu historykowi filozofii z II wieku ne.) powstał termin   filozof. 
Van Helmont (1577—1644), lekarz, chemik i fizyk rodem z Brukseli, odkrywca  
dwutlenku węgla, pierwszy wyróŜnił gazy jako pewną klasę substancji, obok ciał  
stałych i cieczy. Jemu teŜ przypisuje się wprowadzenie terminu g a z we  
współczesnym znaczeniu naukowym, tj. na określenie ogółu ciał lotnych powyŜej  
temperatury krytycznej. Helmont utworzyć miał tę nazwę pod wpływem greckiego  
wyrazu ? h a-o s. (MoŜna by tu przypomnieć, Ŝe tak powszechnie występujące w  
przyrodzie gazy jak wodór, azot i tlen odkryto dopiero w 120—130 lat po śmierci  
van Hel-monta). Wyraz radioaktywny (proimieniotwór-czy) zaproponowała w roku  
1898 nasza wielka rodaczka, Maria Skłodowska-Curie. 
Przechodząc na nasz własny teren językowy, wyliczyć by moŜna równieŜ niejednego  
twórcę nowych słów. W XVI wieku Marcin Kromer utworzył przymiotnik „powszechny"  
zamiast ówczesnego „pospolity". Poeta Alojzy Feliński wymyślił wyobraźnię (na  
miejsce imaginacji), czego mu nie mógł wybaczyć Jan Sniadecki. Przed Stanisławem  
Staszicem posiedzenie była to „zabawa, spotkanie towarzyskie". Staszic uŜył tego  
nowotworu językowego po raz pierwszy na zebraniu Towarzystwa Naukowego  
Warszawskiego w znaczeniu dzisiejszym. Płodnym twórcą  nowych   słów był filolog  
i poeta  Jacek  Idzi 
129 
Przybylski (1756—1819), który językoślednię (gramatykę) podzielił na pismownię,  
wywodnię, szykownie i wyśpiewnię. Ale inne jego neologizmy, jak pomnik  
(monument), ksiąŜnica (biblioteka), wszechnica (uniwersytet) zdały egzamin,  
znalazłszy sobie własny odcień znaczeniowy. 
NajwaŜniejsze nowe wyrazy to takie, które oznaczają nowe zgrupowania faktów,  
nowe podziały, klasy rzeczy. Główna róŜnica między sposobem myślenia człowieka  
dzikiego i człowieka cywilizowanego polega właśnie na tym, Ŝe dziki postrzega  
przedmioty oddzielnie, często umiejąc zaobserwować bardzo subtelne róŜnice  
między nimi, ale rzadko potrafiąc zgrupować je w pojęcie zbiorcze, w klasy. 
Południowoamerykańscy Indianie Bakairi mają nazwy na rozmaite gatunki papug, ale  
nie znają wyrazu oznaczającego ogólnie papugę. RozróŜniają liczne odmiany palm,  
ale brak im słowa „palma". Jeden wyraz natomiast oznacza u nich grzmot i  
błyskawicę, a inny wyraz znaczy zarazem deszcz, burzę i chmurę. Widocznie nie  

background image

uwaŜają tych rozróŜnień za godne uwagi. (Ale i my mówimy potocznie: „Zachmurzyło  
się", nie zwracając uwagi na to, czy chmury są strzępiaste, pierzaste czy  
warstwowe). 
Pierwotny język indoeuropejski, z którego pochodzą wszystkie języki słowiańskie,  
romańskie, germańskie, miał wyrazy oznaczające ojca i matkę, ale, o ile nam  
wiadomo, nie miał wyrazu określającego rodź i-c ó w. Obfitował w określenia  
krewnych róŜnych stopni, ale, jak się zdaje, nie znał pojęcia krewnego. 
Dziś w Polsce róŜnica między wujem i stryjem zatarła się, a teściowa juŜ chyba  
wyparła świekrę;' ale jeszcze przed dwustu, trzystu laty, kiedy familia była  
klanem o wielkim znaczeniu dla kaŜdego jej członka,.mieliśmy dziesiątki  
precyzyjnych nazw na oznaczenie róŜnych stopni pokrewieństwa. Kto obecnie, prócz  
specjalistów, Wie, co znaczyły wyrazy:  snecha,   dziewierz,   zełwa,  ją- 
130 
trew, szurzyn albo świeść? (Znaczyły: synowa, brat męŜa, siostra męŜa, Ŝona  
brata męŜa, brat Ŝony, siostra Ŝony). 
Jeśli zaś idzie o Kosmos i Wszechświat, to zdaje się, Ŝe w związku z pojawieniem  
się sztucznych satelitów, sputników, pojazdów międzyplanetarnych, przestały juŜ  
znaczyć to samo. Zaryzykowałbym twierdzenie, Ŝe Kosmos oznacza dziś potocznie  
Wszechświat z wyłączeniem Ziemi i jej atmosfery. Obawiam się, Ŝe nazwanie  
sputnika pojazdem wszechświatowym zbiłoby bardziej z tropu słuchacza lub  
czytelnika niŜ nazwanie go pojazdem kosmicznym. To samo dałoby się powiedzieć o  
„podróŜach wszechświatowych". Kosmos to dobre, stare słowo, choć obce. 
Włosy stają dęba 
Kiedy mówimy, Ŝe z wielkiego strachu włosy na głowie wstają albo jeŜą się, albo  
stają dęba, cytujemy Biblię. Czytamy mianowicie w Księdze Hioba: „A gdy duch  
przechodził przede mną, powstały włosy na ciele moim." 
Zwrotów zaczerpniętych z Biblii uŜywa się w mowie potocznej mnóstwo. Gdy kto  
„zmoknie od stóp do głów" albo „śpi snem sprawiedliwego", gdy „patrzy przez  
palce" lub „umywa ręce" od czegoś, nie zwaŜając na „wyrzuty sumienia"; gdy  
„czyni się pośmiewiskiem"; gdy ma „chwalebny zwyczaj" „mierzyć tą samą miarą"  
„kozła ofiarnego" i „zbłąkaną owcę"; gdy wreszcie, stanąwszy „twarzą w twarz" z  
dziewczyną, mówi jej „słodkie słówka", gdy „znalazłszy łaskę w jej oczach", „bez  
szemrania" „nosi ją na rękach", gdyŜ jest to jego „pierwsza miłość", którą kocha  
„iz całego serca i z całej duszy", której moŜe wszystko „zapomnieć i przebaczyć",  
wtedy właśnie całkiem nieświadomie cytuje Biblię. 
131 
Spis ten moŜna by przedłuŜać aŜ do znudzenia, bo Biblia jest jeszcze ciągle  
najintensywniej cytowanym, choć moŜe najmniej czytywanym z bestsellerów świata. 
Wóz Drzymały 
Uchwała Sejmu pruskiego z 1904 roku, dotycząca prawa osadniczego, zabroniła  
Polakom stawiania budynków mieszkalnych na nowo nabytych parcelach. Na tej  
podstawie odmówiono chłopu wielkopolskiemu, Michałowi Drzymale, pozwolenia na  
postawienie chaty na ziemi kupionej od osadnika niemieckiego we wsi Podgradowice  
w Poznańskiem. Wówczas Drzymała zamieszkał w wozie cyrkowym (słynnym potem pod  
nazwą „wozu Drzymały"), który przesuwał z miejsca 
132 
na miejsce w obrębie posiadanej ziemi, i inie ustępował pomimo prześladowań i  
więzienia pruskiego. W 1909 usunięto wóz z parceli, traktując ustawienie wozu  
mieszkalnego jako próbę obejścia ustawy. Drzymała przeprowadził się wtedy do  
ziemianki, za co był kilkakrotnie aresztowany pod pretekstem przekroczenia  

background image

przepisów ogniowych, bo ogrzewał dół ziemny piecykiem Ŝelaznym. W rok później  
sprzedał ziemię. Sprawa ta nabrała szerokiego rozgłosu w Europie jako symbol  
walki chłopów polskich z polityką germani-zacyjną. 
Rząd polski, w uznaniu jego patriotycznej działalności, nadał Drzymale w 1928  
roku na własność gospodarstwo rolne, a w dwa lata po jego śmierci, w 1939, wieś  
Podgradowice nazwano Drzymałowem. 
Grecki nos 
Grecki nos, to znaczy nie mający u nasady ani wklęśnięcia, ani wypukłości, ale  
będący przedłuŜeniem linii czoła, uwaŜali plastycy greccy, zwłaszcza V wieku  
pne., za szczególnie piękny i dlatego dawali takie nosy rzeźbionym czy  
'malowanym przez siebie bogom i bohaterom obu płci. Jednak liczne portrety,  
jakie się z owych czasów dochowały, dowodzą, Ŝe Ŝywi Grecy nie odznaczali się  
wcale w staroŜytności taką linią nosa. Wprawdzie uczony niemiecki Fallmerayer, 
12* 
133 
Ŝ

yjący w pierwszej połowie XIX wieku, dowodził, Ŝe współcześni Grecy są  

pochodzenia słowiańskiego albo albańskiego, ale teorię tę dawno odrzucono jako  
pozbawioną podstaw. Przeczą jej między innymi niezliczone podobieństwa  
obyczajowe i kulturowe między Ŝyciem Greków antycznych i współczesnych. 
Ceremonia herbaciana 
Picie herbaty Japończycy zapoŜyczyli z Chin juz w 805 roku. ale na dobre  
przyjęła się tam ona w roku 1191. Z początku traktowano listki herbaciane z  
wielką nieufnością, wkrótce jednak arystokracja i szlachta przekonały się, jak  
radykalnie poranna filiŜanka herbaty usuwa skutki naduŜycia wódki sake  
poprzedniego wieczoru. Wysoka cena herbaty dodawała jej jeszcze uroku. Maleńki  
jej słoiczek stanowił cenny podarek, którym moŜna było nagrodzić zwycięskiego  
wojownika. Tak uhonorowany rycerz spraszał wtedy przyjaciół, aby podzielić się z  
nimi królewskim napojem. 
Picie herbaty stało się z czasem w Japonii piękną i skomplikowaną ceremonią  
zwaną ? i a n o j u, a jej prawodawca, Rikju, ustalił około 1590 r. sześć  
przykazań kultu herbacianego. Oto one: 
1)  sygnałem wzywającym gośoi do pawilonu herbacianego musi być dźwięk  
drewnianej kołatki;1 
2)  miseczka do polewania rąk musi być stale napełniona czystą wodą; 
3)  gość, który zauwaŜy jakąkolwiek niewłaściwość w umeblowaniu czy urządzeniu  
pawilonu, powinien natychmiast wyjść po cichu i bez słowa; 
4)  rozmowa przy herbacie dotyczyć moŜe tylko tematów powaŜnych i godnych, nigdy  
zaś plotek czy obmowy; 
134 
5)  ust Ŝadnego z gości nie powinno skazić ani jedno słowo kłamstwa lub  
pochlebstwa; 
6)  cała ceremonia danoj u nie moŜe trwać dłuŜej niŜ cztery godziny. 
Nie uŜywano przy niej imbryczków. Sproszkowaną herbatę sypano do filiŜanek o  
wymyślnym kształcie, dodawano wrzątku, poczem filiŜanka wędrowała od gościa do  
gościa, a kaŜdy z nich, łyknąwszy, starannie wycierał jej brzeŜek serwetą. Kiedy  
ostatni wysączył ostatnią kroplę, filiŜankę znów puszczano w obieg, tym razem  
dla krytycznego jej zanalizowania jako dzieła sztuki ceramicznej. W ten sposób  
ceremonie herbaciane stanowiły bodziec do rozwoju ceramiki artystycznej,  
wpływając zarazem na subtelność i finezję obyczajów. 
RównieŜ kwiaty stały się w Japonii przedmiotem kultu, a ten sam Rikju, który  

background image

ustanowił ceremonię herbacianą, cenił kwiaty na równi z filiŜankami.  
Dowiedziawszy się, Ŝe sam wielki siogun (czyli namiestnik wojskowy cesarza, a w  
istocie jeden z faktycznych władców Japonii w latach 1603—1687 Hidejosi wybiera  
się do niego, aby obejrzeć jego słynną kolekcję chryzantem, Rikju zniszczył  
wszystkie w swoim ogrodzie z wyjątkiem jednej tylko chryzantemy, aby nic nie  
mąciło pełni jej urody. Sztuka układania kwiatów, doskonaląc się stopniowo w XV  
i XVI wieku, stała się w XVII wieku waŜnym i samodzielnym zawodem, a takŜe, wraz  
z kunsztem podawania herbaty, niezbędnym składnikiem wychowania dziewcząt  
japońskich do dnia dzisiejszego. Najcharakterystycz-niejszym zaś objawem  
powszechnego uwielbienia kwiatów są uroczystości i pielgrzymki do sadów w  
okresie kwitnienia wiśni. 
Kameleon 
Nazwa ta pochodzi z greckiego ? h a m a i 1 e o n, co 
znaczy dosłownie „lew na ziemi czyli lew karłowaty". Zmienność ubarwienia  
kameleona jest jego cechą tak mocno wrośniętą w naszą świadomość i język, Ŝe  
znaczna większość ludzi, która o kameleonie nic właściwie nie wie, zna przecieŜ  
tę właśnie jedną jego cechę i uŜywra jego nazwy w przenośni na określenie osoby  
o zmiennych poglądach czy uczuciach, chorągiewki na dachu. 
JeŜeli jednak porzucimy przenośnie i wrócimy do owej rodziny jaszczurek zwanych  
kameleonami, rodziny liczącej zresztą przeszło sto gatunków, sprawa ulegnie  
zmianie. Nie są one zdolne do tak magicznych sztuk, o jakie je chętnie pomawiamy.  
RównieŜ anegdota o kameleonie, który, rzucony na wielobarwny szkocki pled,  
dostał pomieszania zmysłów, jest tylko Ŝartem lub, jeśli kto woli, legendą  
podobnej wartości jak opowieści o bazyliszku lub jednoroŜcu. 
Kameleony, jak wiele innych rodzin jaszczurek, łatwo zmieniają ubarwienie,  
dzięki znajdującym się w ich skórze chromatoforom czyli komórkom zawierającym  
ziarnka pigmentu. Ciemniejszy kolor skóry następuje skutkiem rozproszenia  
barwnika w całych komórkach, jaśniejszy zaś — skutkiem skupienia barw- 
136 
???? w środku komórki. Jaszczurka moŜe szybko zmienić barwę od jasnozielonej do  
róŜowawobrązowej i czarnej niemal, ale nie czyni tego w celu upodobnienia się do  
tła bardziej niŜ my, kiedy bledniemy czy rumienimy się. Wystarczy trochę choćby  
poobserwować kameleona, aby się przekonać, Ŝe moŜe on równie łatwo przybrać  
kolor seledynowy znalazłszy się na purpurowej łodydze, jak zabarwić się na  
ciemny brąz, gdy postawimy go na świeŜym, zielonym liściu. Zmiany te następują  
pod wpływem róŜnych czynników, takich jak ciepło i zimno, światło słoneczne i  
ciemność, strach czy głód, a więc przyczyn, które wpływają takŜe na zmiany barw  
naszej ludzkiej skóry, choć przyznać trzeba, Ŝe na nas nie działają one ani w  
tym stopniu, ani w tak błyskawicznym tempie. 
Mieć z kim na pieńku 
Znaczy to tyle, co mieć do kogo urazę, mieć z kim porachunki. A cóŜ to za  
pieniek? W „Monitorze Warszawskim" z roku 1775 czytamy: „Znać, Ŝeś niewiele  
wziął plag w szkołach, znać, Ŝe cię niedobrze bito, Ŝeś nieczęsto pieniek  
wycierał." Na pieńku właśnie, czyli na klocku, kładziono winowajców, w szkole i  
we dworze. Jędrzej Kitowicz w swoim Opisie obyczajów za panowania Augusta III  
pisze: 
„Kara szkolna na tych, którzy się uczyć nie chcieli albo swawolę jaką popełnili,  
były: niedopuszczenie jedzenia obiadu, klęczenie albo plagi. Instrumenta kary: p  
1 ? ? e n t a, to jest skóra okrągła, gruba, w kilkoro złoŜona, na dłoń ręki  
szeroka, na trzonku ... którą ... bito w rękę; rózga brzozowa albo dyscyplina,  

background image

pospolicie rzemienna ... Na spor-szych chłopaków, więcej nad lat siedem  
starszych, uŜywano   kańczuga.   Był to rzemień twardy, in- 
137 
nym rzemieniem tęgo opleciony, na trzonku drewnianym osadzony, na łokieć  
długi...". 
Te metody wychowawcze, powszechne jeszcze w XIX wieku, choć narzędzia kary,  
aczkolwiek bolesne, były juŜ stopniowo coraz mniej straszliwe — wykpiwał juŜ  
anonimowy autor epoki stanisławowskiej w słynnej, satyrycznej odzie Do bizuna: 
„O, z wieków cudotworny synu byczej skóry! Złych duchów egzorcysto, poprawco  
natury! 
Tyś   był   wszystko   przed   czasy!   choć   gruby 
Sarmata Nie wysyłał po rozum do obcego świata Swych dzieci, ale przodków  
chwalebnym 
nałogiem Bez wielkich kosztów miewał kańczug 
pedagogiem." Tam teŜ znajdujemy dokładny opis egzekucji, przed rozpoczęciem  
której „zamkną drzwi się na rygiel, kloc pośrodku stanie". Ten kloc to właśnie  
pieniek z naszego przysłowia. 
Swierzop 
Swierzop umieszczony przez Mickiewicza wśród nadniemeńskich pól „malowanych  
zboŜem rozma-item", stanowił od dawna zagadkę dla filologów i botaników. Marian  
Wachowski w ksiąŜce pt. Gospodarstwo soplicowskie, omawiając poemat ze  
stanowiska rolniczo-warzywniczego, uwaŜa świerzopa za nowotwór językowy poety.  
Najzabawniej opisał kłopoty ze świerzopem Konstanty Ildefons Gałczyński w 1934 r.  
w wierszu pt. Ofiara świerzopa: 
„Bo gdy spytałem Kridla, co to takiego swierzop, Kridl   odpowiedział:    —   Hm,     
moŜe   to   jakiś 
przyrząd? 
133                  , 
Potem spytałem Pigonia, 
A Pigoń podniósł ramiona. 
Potem ryłem w cyklopediach, 
w katalogach i słownikach, 
i w staropolskich trajediach, 
i w herbarzach, i w zielnikach... 
Idzie jesień i zima, 
ale świerzopa ni ma..." Dziś jednak jesteśmy w o tyle lepszym połoŜeniu, Ŝe  
moŜemy zajrzeć do tomu VIII Słownika Języka Polskiego (pod redakcją prof. W.  
Doroszewskiego), gdzie swierzop określono jako synonim świrzepy, po łacinie  
sinapis, inaczej gorczyca polna, z której robiono kiedyś synapizmy czyli plastry  
gorczyczne przeciw róŜnym bólom. Słownik powołuje się przy tym na cytat z dzieła  
dość dawnego, mianowicie z popularnej niegdyś ksiąŜki Bohdana Dyakowskiego Z  
naszej przyrody (1909 ?.). Czytamy tam: „Jest to rzepnioa czyli świrzepa albo  
swierzop, zwana takŜe ognichą dla barwy kwiatów, uprzykrzony chwast polny,  
zarastający nieraz pole w takiej obfitości, Ŝe przytłumia wzrost zboŜa i w  
czasie kwitnienia nadaje całemu łanowi barwę jednolicie Ŝółtą". 
Nie naleŜy oczywiście mylić świerzopa z świerzopa, czyli ze staropolską nazwą  
młodej klaczy. 
439 
Wyspa szczęśliwości 
Legendy o dalekich wyspach obfitujących w jadło, trunki i piękne kobiety,  

background image

znaleźć moŜna w folklorze większości ludów świata. W umyśle staroŜytnych Greków,  
nie krępowanych ogólnie przyjętym dogmatem lub objawieniem, istniały obok siebie  
liczne, często sprzeczne z,sobą, koncepcje Ŝycia po śmierci. Wiara w to, Ŝe  
umarli przebywają wszyscy razem pod ziemią, w królestwie Hadesa i Persefony,  
ciemnym i ponurym jak grób, wyraŜa się w sposób najklasycz-niejszy w Odysei  
Homera, i jako taka utrwaliła się w popularnych poglądach staroŜytności. Tam  
udają się wszyscy śmiertelni, źli i dobrzy, aby się wiecznie snuć w smutnym  
korowodzie cieni. 
Istnieje jednak, choćby w tejŜe Odysei, a równieŜ u Hezjoda, całkiem inna  
koncepcja, mianowicie Eliz-jum czyli Wyspy Błogosławionych, na krańcach Ziemi,  
dokąd bogowie przenoszą pewnych godnych tego wyróŜnienia bohaterów nie  
podlegających śmierci. Elizjum jest zapewne pozostałością po religii minoj-skiej.  
Kiedy w czasach późniejszych zaczęto się interesować losem błogosławionych  
zmarłych, Elizjum przeniesiono do podziemi, zgodnie z pojęciami greckimi. 
TakŜe celtyckie Wyspy Błogosławionych były siedzibą nieśmiertelnych i bohaterów.  
Avalon to wyspa, na której król Artus (z legendy Okrągłego Stołu), zabawiany  
przez liczne czarodziejki, bez zbytniej nie-cierpliwośoi oczekuje chwili, aŜ  
jego kraj znajdzie się w potrzebie. Odyseusz spędził dziesięć lat na wyspie  
nimfy Kalipso, która by go tam trzymała wiecznie, gdyby nie wtrącenie się bogów.  
Irlandczycy, którzy sami są wyspiarzami i wielkimi podróŜnikami, mają w swym  
folklorze opowieści o Wyspach Kobiet, pięknych, nieśmiertelnych, wiecznie  
młodych i gościnnych dla wędrownych bohaterów. Historii o takich wyspach pełen  
jest równieŜ folklor Japonii, Chin i Aj nosów. 
140 
Rozpowszechnienie się tych opowieści ma zapewne więcej wspólnego z mechaniką  
wyobraźni Ŝeglarzy niŜ z drogami handlu i rozprzestrzenianiem się wątków  
mitycznych. Zresztą wczesne opisy szczęśliwego i beztroskiego trybu Ŝycia  
krajowców na Tahiti nie róŜnią się zbyt zasadniczo od wyobraŜeń autorów legend. 
Dziewięć Muz 
W mitologii greckiej była naprzód tylko jedna Muza, opiekunka śpiewu i poezji.  
Dopiero Hezjod w swej Teogonii  przedstawia   dziewięć  Muz,   córek  Zeusa,  
mieszkających na Olimpie, gdzie radują bogów swym śpiewem. Opiekują się  takŜe   
muzykami  i  poetami (później w ogóle sztuką d nauką). Hezjod teŜ pierwszy  
wylicza ich imiona. W późnych   czasach   rzymskich zaczęto róŜnicować Muzy w  
zaleŜności od przydzielanych im dość pedantycznie funkcji. Kaliope stała się  
Muzą poezji epickiej (atrybutami jej stały się tabliczka do pisania i rylec),  
Klio — historii (greckie kłeos to „sława"; wyobraŜana ze zwojem papirusu),  
Euter-pe — gry na flecie- i chórów tragicznych (z aulosem), Terpsychora — tańca  
(a właściwie uciechy z tańca; z lirą i plektronem), Erato — poezji miłosnej lub  
hymnów (z małą lirą), Melpomenę — pieśni lub tragedii (greckie melpein znaczy    
„śpiewać";   z   maską   tragiczną), Talia — komedii (z maską komiczną),  
Polihymnia   (dosłownie:   bogata w hymny) — sakralnej poezji chóralnej lub gry  
na lirze, albo sztuki mimicznej   i   wreszcie   Urania (greckie uranos to  
„niebo") — astronomii i geometrii (z cyrklem i kulą). 
Najstarszy kult Muz był w Pierii (w Macedonii); ale mniejsze ośrodki tego kultu  
rozsiane były po całej Grecji. Pitagorejczycy, Platon i Arystoteles organizowali  
swoje szkoły jako stowarzyszenie kultu Muz. Dlatego  Muzeum (w Aleksandrii)   
stało  się  słowem 
141 
KLIO-METERTAL EUERWPO-KAL 

background image

TAŁtA        EUTERft    ERAT0 
+ ??????? 
UH telewizja 
URANIA       POŁI- 
HYMNW 
K»tlOPE 
oznaczającym miejsce poświęcone nauce i badaniom. Dlaczego było dziewięć Muz? 
Bo dziewiątka, podobnie jak trójka czy siódemka, była liczbą mistyczną.  
Dziewiątka składa się z trzech trójc. Według Pi tagore jeŜyków człowiek jest  
pełnym akordem czyli ośmioma nutami, do których dochodzi jeszcze bóstwo jako  
dziewiąte. Trzy, będąc trójcą, tworzy doskonałą jedność, a trzy trójce —  
doskonałą mnogość. Szczególne znaczenie dziewiątki datuje się od najdawniejszych  
czasów. Arka Deukalióna, zbudowana za radą Prometeusza, błąkała się po  
wzburzonych wodach przez dziewięć dni, póki nie zatrzymała się na szczycie  
Parnasu. Dzieci Nioby leŜały przez dziewięć dni, nim zostały pochowane. Hydra  
miała dziewięć głów. W czasie Lemuraliów, świąt -obchodzonych przez Rzymian 9,  
11 i 13 maja, ojciec rodziny wychodził z domu w nocy boso i po umyciu rąk, nie  
odwracając głowy rzucał poza siebie ziarna grochu lub bobu, dziewięciokrotnie  
wymawiając słowa: „Przez ten bób wykupuję siebie i swoich!". Wtedy egzorcyzm był  
kompletny i duchy uciekały. 
W piekle było dziewięć rzek, według innych zaś Styks opływał Hades  
dziewięciokrotnie. Bóg Wulkan, 
142 
zrzucony z Olimpu, leciał przez 9 dni, aŜ spadł na wyspę Lemnos. We wczesnym  
systemie astronomicznym Ptolemeusza niebo składało się z dziewięciu sfer: sfera  
KsięŜyca, Merkurego, Wenus, Słońca, Marsa, Jowisza, Saturna, sfera firmamentu  
czyli gwiazd stałych i sfera kryształowa. Tradycja chrześcijańska odróŜnia  
dziewięć chórów anielskich, a mianowicie: Serafiny, Cherubiny, Trony, Państwa,  
Księstwa, Zwierzchności, Mocarstwa, Archaniołów i Aniołów. 
Dziewiątka pojawia się często w folklorze wielu krajów. Abrakadabrę jako amulet  
noszono przez 9 dni, a potem wrzucano do rzeki. Aby móc podejrzeć tańczące na  
łące wróŜki, trzeba na czterolistnej koniczynie połoŜyć dziewięć ziarn pszenicy.  
Dziewięć supełków na nitce czarnej wełny słuŜyło jako lek czarodziejski na nogę  
zwichniętą w kostce. Kiedy dziewczyna znajdowała dziewięć ziarn zielonego  
groszku w strączku, kładła go na nadproŜu drzwi kuchennych. Pierwszy wchodzący  
męŜczyzna powinien był zostać jej przyszłym męŜem. 
Czarownice w tragedii Szekspiira Makbet tańczą wokół kotła i śpiewają: 
„Dalej, dalej, siostry wiedźmy, Czarodziejski krąg zawiedźmy, Trzykroć tak i  
trzykroć wspak, Trzykroć jeszcze do dziewięciu I juŜ będzie po zalklędiu." Warto  
równieŜ dodać, Ŝe dzierŜawa gruntu czy budynków na 99 lat, tak powszechna w  
Polsce międzywojennej, miała niewątpliwie takŜe magiczne pochodzenie. 
Sucha Ewa 
Imiona występują często w charakterze przezwisk i to nie tylko w gwarach  
wiejskich, ale i w języku literackim.  Wystarczy przypomnieć Ksantypę,  Juda- 
143 
sza, Horpynę, Łazarza, Penelopę. Wiejskie imiona--przezwiska pochodzą od imion  
chrzestnych, łączonych zapewne początkowo z jakimś człowiekiem, ale stosowanych  
później do wielu osób i to właśnie nie jako przezwisko, a więc nie wprost do  
konkretnej osoby, ale jako określenie osoby trzeciej. 
Alfred Zaręba pisze, iŜ takie imiona-przezwiska określają przede wszystkim cechy  

background image

charakteru, usposobienia, i to zawsze ujemne, takie jak głupota, złośliwość,  
mściwość, upór, kłótliwość. W mniejszym stopniu ujemne właściwości fizyczne, jak  
otyłość, chudość, niski wzrost, brzydotę itp. Niekiedy w jednym określeniu łączą  
się dwie cechy, jak głupota i niezaradność, albo brzydota i wysoki wzrost. 
Najpowszechniejszym imienierrnprzezwiskiem jest właśnie Ewa albo Jewa,  
oznaczająca właściwie niemal w całej Polsce kobietę kłótliwą lub chudą, chudą i  
złośnicę, kobietę skąpą. Popularne w tym względzie jest takŜe imię Jan, Janek,  
Jaś, Jasiek, Ja-siu-zielone ucho, w sensie: człowiek nieporadny, zaniedbany,  
albo małomówny i flegmatyk. Następnie Maciek w znaczeniu: człowiek niski i gruby  
albo obŜartuch, czy blady i schorowany, lub prostak. RównieŜ Wojtek, określający  
człowieka głupiego. Inne imiona występują w tej roli sporadycznie i to w  
niektórych tylko okolicach. I tak na przykład w Nawsdu pod Jasłem Brygida do  
dziewczyna uparta i kłótliwa, w Moszczenicy pod Wodzisławiem o kobiecie  
złośliwej, plotkarce mówią Tekla, a o męŜczyźnie głupim i niezgrabnym — Adam. 
Często imiona-przezwiska występują z przydaw-ką, słuŜącą jako wyjaśnienie lub  
wzmocnienie, jak właśnie sucha Ewą, głupi Jaś, zasmolony Jaś, które nie wymagają  
wyjaśnień. Mazany Jaś, słomiany Jaś i Jasiu^zielone ucho — to wszystko znaczy  
„niedołęga". Diabla Hana, chuda Jaga, chciwy Albin, ślepa Kacha teŜ rozumieją  
się same przez się. Ale malowana Kasia moŜe oznaczać dziewczynę zarozumiałą, a  
sprosty Wojtek czy głupi Szymek — chłopca 
144 
nienormalnego. Odszukanie przyczyny uŜycia tego a nie innego imienia w  
określonej okolicy w danym znaczeniu jest na ogół niemoŜliwe, bo dotyczy zwykle  
spraw dawnych, jednostkowych i przypadkowych. KtóŜ by się na przykład domyślił,  
dlaczego Tekla oznacza w Moszczenicy plotkarkę? Sądzić by moŜna, Ŝe istotnie  
była tam jakaś plotkarka o tym imieniu. Jest to tymczasem tytuł cotygodniowego  
felietonu „Tekla Klebetnica" (tj. Mąciwoda) w jednym z czasopism śląskich sprzed  
pierwszej wojny światowej. 
Iluzjonizm 
Iluzjonizm w malarstwie lub rzeźbie to dąŜenie do wywołania iluzji (czyli  
złudzenia) rzeczywistości, do zmylenia oka. Idzie tu o stworzenie wizerunku  
przedmiotów rzeczywistych. Naśladowanie rzeczywistości z wiernością tworzącą  
złudzenie prawdy, to dla wielu laików obcych sprawom plastyki był najwyŜszy cel  
sztuki. Znawcy Ŝądali jednak od sztuki czego innego, chcieli mianowicie, aby  
artysta wyraŜał idee, czy tajniki swojej duszy, czy teŜ, mówiąc prościej,  
wypowiadał w swoim dziele swą osobowość, indywidualność. 
Mimo to w róŜnych epokach dziejów malarstwa mistrzowie uŜywali wielu starań i  
kunsztu na precyzyjne i trafne oddanie wyglądu zewnętrznego ludzi i rzeczy.  
Nawet niektórzy spośród największych usiłowali niekiedy dokonać takiej sztuki,  
jeśli kto woli, takiego tricku, aby się mogło zdawać, Ŝe natura przegląda się w  
ich obrazach jak w lustrze. Malarze staroŜytni zaszli ma tej drodze bardzo  
daleko i, jeŜeli moŜna wierzyć świadectwom historyków, rozwinęli w tej  
dziedzinie zręczność niebywałą. 
Ś

wiadczy o tym choćby antyczna anegdota o wino- 

13* 
145 
gronach Zeuksisa i zasłonie Parrasjosa. Obaj ci malarze greccy rywalizowali z  
sobą właśnie w umiejętności stwarzania malarskich złudzeń optycznych. Zeuksis  
wystawił na pokaz malowidło przedstawiające winogrona, oddane z taką prawdą, Ŝe  
ptaki przylatywały, aby się nimi uraczyć. Dumny z osądu płynącego z tak wysoka,  

background image

Zeuksis wyzwał Parrasjosa, aby przedstawił coś równie doskonałego. Parrasjos  
przystał na to i po pewnym czasie przedstawił sędziom swój obraz. „ZdejmŜe  
zasłonę z obrazu, jeŜeli chcesz, aby go widziano!" — wykrzyknął zniecierpliwiony  
Zeuksis. Zasłona była jednak właśnie tematem obrazu. Zeuksis, zrozumiawszy, Ŝe  
padł ofiarą iluzji, uznał się za pokonanego. Trzeba było niewątpliwego talentu,  
aby oszukać ptaki, ale złudzić artystę tej miary co Zeuksis, mógł tylko  
prawdziwy mistrz. 
Pliniusz pisze, Ŝe kiedy innym razem Zeuksis namalował obraz pt. Dziecko z  
winogronami, znów jakiś wróbel próbował dziobać owoce. Tu juŜ malarz się zeźlił  
i powiedział: „Gdybym namalował dziecko tak wiernie jak winogrona, wróbel nie  
ośmieliłby się zbliŜyć." Seneka twierdzi, Ŝe uwagę tę wypowiedział któryś z  
gości malarza i Ŝe Zeuksis, powodowany dumą, zaraz zabrał się do retuszowania,  
ale inie dziecka, tylko winogron, bo chciał zachować raczej to, co było odbiciem  
jego indywidualności niŜ to, co było identyczne z modelem. 
Wielki malarz grecki, Apelles z Kołofonu, przypisywał takie znaczenie precyzji  
szczegółu, Ŝe pewnego razu poprawił na swym obrazie but pod wpływem fachowych  
zarzutów szewca. Kiedy jednak ów zacny rzemieślnik, zachęcony takim obrotem  
sprawy, zaczął ganić takŜe udo namalowanej postaci, Apelles powiedział: „Niech  
szewc nie osądza powyŜej obuwia!" albo w popularniejszej jeszcze, choć mniej  
wiernej oryginałowi formie: „Szewcze, trzymaj się kopyta!". W swojej młodości  
Apelles namalował obraz iluzjo-nistyczny, który cieszył się olbrzymim  
powodzeniem. Było to dzieło na konkurs, którego tematem był koń. 
146 
Widząc, Ŝe na skutek intryg klikowych nagroda zostanie przyznana jednemu z jego  
współzawodników, Apelles odwołał się od sądu ludzi do trybunału zwierząt.  
Zgodzono się na jego propozycję i pokazano kolejno obrazy konkursowe kilku  
prawdziwym, Ŝywym koniom. Widok obrazów rywali Apellesa nie zainteresował  
zwierzęcego jury, ale ujrzawszy Apeilesow-skiego konia sędziowie zaczęli  
chóralnie rŜeć, jakby na powitanie nowego towarzysza. Te historyjki, których  
wiarygodność naleŜałoby, rzecz prosta, traktować z lekkim przymruŜeniem oka,  
ś

wiadczą jednak niewątpliwie o wadze, jaką staroŜytni przywiązywali do  

dokładnego odtwarzania natury w plastyce. 
TakŜe w sztuce nowoŜytnej znaleźć moŜna mnóstwo przykładów iluzjonizmu.  
Wszystkie szkoły Północy i niemała część szkoły włoskiej XV wieku wykazywały  
niezmierną dbałość w odtwarzaniu akcesoriów, mebli, materii, klejnotów, starając  
się bardziej olśnić oczy widza niŜ poruszyć jego uczucia. Holender Van Eyck i  
jego uczniowie malowali w tym gatunku dzieła zdumiewającej prawdziwości. W tymŜe  
XV wieku tworzyli równieŜ w podobnym duchu artyści w Niemczech, w Wenecji i w  
Neapolu, z zadziwiającą zręcznością i cierpliwością. 
Przeszło sto lat wcześniej Giotto, będąc jeszcze uczniem malarskim, skorzystał  
pewnego dnia z nieobecności Cimabuego, swego mistrza, aby namalować muchę na  
nosie jednej z figur przez niego rozpoczę- 
147 
tych. Cimabue wrócił i, wziąwszy się do pracy, próbował parokrotnie spędzić  
owada z obrazu. Zrozumiał o eo idzie dopiero dotknąwszy muchy palcem. I Rafael  
nie gardził iluzjonistyeznym przedstawianiem akcesoriów na wielu swych obrazach.  
Na jego słynnym Przemienieniu Pańskim (1520 r.) typową iluzję tworzy otwarta  
ksiąŜka, którą trzyma stary apostoł siedzący z przodu po lewej stronie obrazu. 
RównieŜ portrety malowane przez wielkiego Niemca Hansa Holbeina (1497—1543)  
odznaczają się tego typu realizmem. Opowiadają, Ŝe kiedy mieszkał w Bazylei,  

background image

prowadząc dość wesołe Ŝycie, zamówiono u niego fresk na ścianie publicznej sali  
balowej, przedstawiający taniec chłopski. Robota przeciągała się jednak  
nadmiernie, bo karczma była blisko, a Holbein czuł zbyt wielki pociąg do flaszki,  
aby z tego sąsiedztwa nie korzystać. Nie mogąc się opędzić ponagleniom i  
wyrzutom swego klienta, artysta wymalował wreszcie na ścianie, pod rusztowaniem,  
dwie zwisające nogi naśladujące [rzeczywistość tak idealnie, Ŝe właściciel sali,  
myśląc, Ŝe widzi stale Holbeina przy pracy, nie mógł się nachwalić jego pilności  
i zapału. 
Mówiono teŜ o Rembrandde, Ŝe chcąc craz nabrać ciekawych natrętów, wymalował na  
fasadzie swego domu pokojówkę w trakcie zamykania okiennicy, wychylającą się z  
nieistniejącego w rzeczywistości okna. Wywiązał się z tego zadania tak zręcznie,  
Ŝ

e przechodnie brali ją za Ŝywą kobietę. W opowiadaniach tych jest oczywiście  

duŜo przesady, a w samym iluz-jonizmie malarskim widzieć zapewne trzeba więcej  
niezwykle sprawnego rzemiosła niŜ prawdziwej sztuki. 
Goły jak święty turecki 
Ź

ródłem tego powiedzenia jest prawdopodobnie pewien znakomity reportaŜ z podróŜy.  

Mikołaj Krzysztof Radziwiłł (zwany Sierotką), kiedy był marszałkiem wielkim  
litewskim, udał się w roku 1582 z pielgrzymką do Ziemi Świętej przez Wenecję,  
Trypolis i Damaszek, skąd przez Egipt, Kretę i Italię wrócił na Litwę w dwa lata  
później. W pamiętniku z tej podróŜy napisanym około 1595 i wydanym pod tytułem:  
Peregrynacja albo Pielgrzymowanie do Ziemie Świętej, w opisie Damaszku jest  
ustęp pt. „Owoc tureckiej wiary" ze zjadliwym opisem derwisza muzułmańskiego:  
„Znajdują się teŜ tu ludzie, którzy się za naboŜne udawają, tak zimie, jako i  
lecie nagucko bez wszego zgoła okrycia chodzą, głowę i brodę ogoliwszy. Napadłem  
(tj. napotkałem) w Damaszku na jednego i rozumiałem, Ŝe szalony, ale gdym pytał,  
powiedziano: Ŝe to człek święty i Ŝywota niewinnego, który światem i doczesnym  
szczęściem pogardziwszy, na ziemi anielski Ŝywot prowadzi." 
Kula Sykstusa Piątego 
O kuli tej mówi się jak o pozorze, symulacji, masce, którą w pewnej chwili, gdy  
przestaje być potrzebna, moŜna nagle i jawnie odrzucić. Felice Perretti,  
urodzony pod Montalto w 1521 ?., wstąpił we wczesnej młodości do zakonu  
franciszkanów, zasłynął jako kaznodzieja, a w r. 1556 został radcą weneckiej  
Inkwizycji. Jednak jego nadmierny zapał sprawił, Ŝe go stamtąd odwołano po  
czterech latach. Następnie pojechał do Hiszpanii, aby zbadać sprawę rzekomej  
herezji arcybiskupa miasta Toleda. Naraził się przy tej funkcji bardzo swemu  
towarzyszowi podróŜy kardy- 
149 
nałowi Ugo Buoncampagni, tak Ŝe stali się wrogami do końca Ŝyci^. 
A kiedy Buoncampagni został w 1572 obrany papieŜem pod imieniem Grzegorza XIII,  
Perretti, juŜ wtedy kardynał, popadł w całkowitą niełaskę i nie otrzymał Ŝadnego  
stanowiska w Rzymie. Niełaską tą umiał się jednak Perretti posłuŜyć dla swych  
ambitnych planów. Rzymianie ujrzeli nagle, jak ten człowiek w sile wieku wycofał  
się ze świata w swoje ustronie, aby pracować odtąd, jak powiadał, tylko dla  
własnego zbawienia. Wydawał się upadać pod brzmieniem lat i chorób. Widziano go,  
jak wsparty na kuli sunął z opuszczoną głową, słyszano jak mówił zacinając się i  
chrypiąe, a nagłe napady kaszlu zdawały się wieścić juŜ bliski koniec. Wszystkie  
te objawy zgrzybiałości wizmogły się w dwójnasób od śmierci Grzegorza XIII,  
kiedy aktualna stała się sprawa wyboru jego następcy. Objawy te przemówiły  
wówczas na korzyść kandydatury kardynała Perrettiego, dając skłóconym frakcjom w  
łonie konklawe nadzieję, Ŝe słaby i krótkotrwały pontyfikat da im czas na  

background image

zgromadzenie środków dla tym pewniejszego osiągnięcia swoich sprzecznych celów. 
Perretti został więc wybrany jednogłośnie 24 kwietnia 1585. Zaledwie jednak  
zakończono obliczenie głosów, kardynał zerwał się z miejsca ruchem tak  
gwałtownym, Ŝe sąsiedzi jego cofnęli się odruchowo, cisnął swą kulę na posadzkę,  
podniósł głowę i zaintonował Te Deum — Ciebie BoŜe (chwalimy) — głosem, od   
któregc   zabrzęczały  szyby w oknach.   Zdumieni 
kardynałowie nie mogli uwierzyć własnym zmysłom. W kilka dni potem kardynał  
Medici winszował Sykstusowi V (gdyŜ takie imię obrał nowy papieŜ) tej  
szczęśliwej odmiany zdrowia. „Nie ma się czemu dziwić" odparł papieŜ, „przed  
wyborem szukałem kluczy do raju i, aby lepiej je dojrzeć, pochylałem głowę.  
Teraz jednak, gdy je znalazłem (aluzja do „kluczy Pio-trowych" symbolu władzy  
papieskiej), patrzę w niebo, nie potrzebując juŜ Ŝadnych rzeczy ziemskich". Po  
tym nagłym ozdrowieniu, w którym nie było zresztą nic cudownego, Sykstus V  
sprawował funkcję papieŜa przez pięć lat, cztery miesiące i szesnaście dni,  
będąc jedną z największych postaci reformy w Kościele. Odnosił się przychylnie  
do planów wojennych Stefana Batorego, widząc w nim przyszłego wodza wyprawy  
przeciw Turkom. ZuŜył ogromne sumy na przebudowę Rzymu, niszcząc jednak przy tym  
wiele monumentów staroŜytnych, traktując je jako kamieniołomy, pozbawiając je  
rzeźb i brązów. 
Arlekin 
W języku starofrancuskim wyraz helleąuin oznaczał orszak złych duchów  
polatujących w powietrzu nocą. Imię ich przywódcy uŜyte zostało po raz pierwszy  
w dziele, które by moŜna nazwać dramatycznym, przez tak zwanego Garbusa z Arrasu  
czyli Adama de la Halle, pisarza francuskiego z XIII wieku, w komedii będącej  
satyrą na współczesny kler i mieszczaństwo, noszącej tytuł Igrce w listowiu.  
Później, pod koniec XVI wieku pewien aktor włoskiej trupy commedia deWarte, na  
gościnnych występach w ParyŜu, zainteresował się tą postacią, Ŝywą jeszcze we  
francuskiej tradycji plebejskiej, aby uŜyć jej cech w roli, w której się  
specjalizował, w postaci Zanniego, komicznego sługi, błazna, pajaca, akrobaty,    
nadając 
151 
nowej roli imię Arlekina. Był to prostak z gór Bergamo, który przywędrował za  
chlebem do Wenecji i poszedł w słuŜbę do Pantalona, stając się przedmiotem drwin  
mieszczuchów. 
Niektórzy twierdzą, Ŝe ów pierwotny Helleąuin pochodził od germańskiego  
Herlekinga czy Erlkoniga, króla Herle, który miał być identyczny z Wodanem czy  
Wotanem, głównym bogiem Germanów. Samą postać Arlekina inni wywodzą znów z  
głębokiej staroŜytności. Znajdują tam komika greckiego, satyra z brodą lub bez  
brody, odzianego w skórę zwierzęcą ściśle opinającą ciało, z pałeczką w ręku,  
brązową maską na twarzy i czarnym albo białym kapelusikiem na głowie,  
przedstawiającego wiejskiego gbura ateńskiego, szczwanego grubianina, śmiesznego  
kpiarza, mającego wszelkie zadatki na Szwejka z powieści Haszka. Ten błazen  
grecki odnalazł się z czasem w Rzymie pod imieniem Miacco lub Bucco albo Pap-pus  
z widowisk attellańskich. Wielu pisarzy staroŜytnych, którzy przekazali nam  
niektóre sztuczki i gesty tego błazna, zapewnia nas, Ŝe była to rozrywka  
nieszczególna. Później nazywał się Sannio, od wyrazu sanna (szyderstwo,  
przedrzeźnianie) i ukazywał się na scenie z ogoloną głową, z twarzą uozernioną  
sadzą, w stroju zszytym z róŜnokolorowych kawałków. Wszystkie te cechy  
charakterystyczne rozpoznać moŜna w portretach wesołków na wazach antycznych, z  
czego łatwo wywnioskować, Ŝe podobieństwo rodzinne między Arlekinem i jego  

background image

protoplastami nie ulega najmniejszej wątpliwości. 
Wystarczyło więc Włochom nowoŜytnym sięgnąć do swoich własnych tradycji, aby  
stworzyć włoskiego Arlekina, któremu trzeba jeszcze było w rękę wetknąć  
'drewnianą szablę, a głowę przystroić w kapelusz i maskę błazna. Rzymska nazwa  
Sannio mogła nawet przetrwać w imieniu Zanni, bergamońskiego sługi z commedia  
delFarte. Warto przytoczyć w tym miejscu bajkę włoską, wyjaśniającą pochodzenie  
stroju Arlekina. W czasie karnawału w Bergamo był zwy- 
152 
czaj dawania dzieciom nowego ubrania. Uczniowie oczekiwali tego dnia z  
niecierpliwością. Na długo przedtem rozmawiali z dumą i przejęciem o nowej  
odzieŜy. Jednak w domu Arlekina bieda aŜ skwierczy, nie ma więc mowy o Ŝadnych  
strojach. Dowiedziawszy się o tym przypadkiem, dzieci postanowiły, nie mając  
własnych pieniędzy, zrobić składkę z resztek materiałów, z których robiono im  
ubrania, nie zastanowiwszy się wcale nad rozmaitością kolorów i materiałów. Ale  
Arlekin, widząc ich zakłopotanie, pocieszył je. Powiedział mianowicie, Ŝe będzie  
to dla niego ubiór najmilszy i najbogatszy z moŜliwych, bo kaŜdy kawałek  
reprezentuje jednego przyjaciela. 
Jakiekolwiek jest jego pochodzenie, Arlekin wydaje się być w zasadzie  
uosobnieniem Ŝycia prowincji Bergamo, tak jak kiedyś przodek jego przedstawiał  
chłopstwo ateńskie czy niewolników rzymskich, jak z kolei Pantalone i Skapen  
identyfikowali się z we-necjanami i neapolitańczykami. Po zdobyciu popularności  
we Włoszech, to wesołe trio pojawiło się równieŜ we Francji, gdzie przyjęto je,  
a zwłaszcza Arlekina, z entuzjazmem. Tu jednak Arlekin musiał odmienić swoje  
obyczaje i mowę. W Bergamo był błaznem  prostackim,   bezczelnym  Ŝarłokiem i  
tchó- 
153 
rŜem; w takiej postaci właśnie przeszedł do komedii niemieckiej pod imieniem  
Hanswurst (a w XIX wieku odŜył w Wiedniu jako Kasperl). We Francji zaś, gdzie  
pod patronatem kardynała Mazarina, wielkiego ministra młodego Ludwika XIV,  
pokazał się naprzód przed towarzystwem wytwornym i wykształconym, Arlekin nabył  
ogłady, dowcipu, a nawet ciętości języka. 
Arlekin dawno zniknął z teatrów, a władza jego minęła chyba bezpowrotnie.  
Niekiedy tylko, w karnawale, który jest dziś mizernym szczątkiem dawniejszych,  
odwaŜa się on przemknąć ukradkiem w tłumie długowłosych młodzieńców i dziewcząt  
odzianych w dŜinsy i kloszowe spódnice. A oto kostium Arlekina: opięta kurtka i  
spodnie w romby zielone, czerwone, Ŝółte i niebieskie, pantofle czarne,  
pończochy białe, piuska i maska czarne, szabla drewniana biała, kryza drobno  
plisowana i pas z czarnej skóry. I jeszcze dwie typowe scenki. 
W jednej z komedii Arlekin chce sprzedać swój dom, udaje się więc do kumpla  
Kassandra. Aby ten jednak nie kupował kota w worku, przynosi mu próbkę towaru.  
Wyciąga mianowicie z wielką powagą spod bluzy potęŜną cegłę. Oto zaś druga.  
Pewnego dnia zdarzyło się, Ŝe na przedstawieniu włoskiej komedii były puchy po  
prostu przeraźliwe. Kolombina, zgodnie z biegiem akcji scenicznej, nachyla się  
do Arlekina i szepce mu jakiś sekret. „AleŜ mów głośno", powiada aktor,  
„przecieŜ i tak nikt nas nie słyszy". 
Bojkot 
Wyraz ten pochodzi od nazwiska angielskiego zarządcy dóbr, Ŝyjącego w latach  
1832—97, Karola Boy-cotta, o którym było głośno w okresie agitacji w kwestii  
problemu rolnego w Irlandii. Był synem 
154 

background image

pastora, z wojska wystąpił w randze kapitana, a od 1873 zarządzał majątkami  
księcia ????'? w hrabstwie Mayo w Irlandii. Liga Rolna, utworzona w sześć lat  
później, kiedy nieurodzaj groził ponownym wybuchem wielkiego głodu, uprzedziła  
Boycotta o konieczności przyznania ulg dzierŜawcom, a w roku następnym wysunęła  
kategoryczne Ŝądanie obniŜenia dzierŜawnego o dwadzieścia pięć procent. We  
wrześniu 1880, kiedy Boycott uzyskał z sądu pierwsze nakazy eksmisji dzierŜawców,  
Karol Parnell, irlandzki działacz narodowy i członek Izby Gmin, wezwał  
dzierŜawców, aby nie uciekając się do aktów przemocy, zerwali wszystkie stosunki  
z kaŜdym, ktokolwiek sprzeciwi się ich Ŝądaniom. 
Taktyki tej uŜyto po raz pierwszy właśnie przeciw Boycottowi, a powodzenie jej  
stało się oczywiste, kiedy dla zbioru swych plonów uŜyć musiał pomocy  
pięćdziesięciu ochotników sprowadzonych z Ulsteru, pracujących pod ochroną  
pięciuset uzbrojonych Ŝołnierzy. Koszt takich Ŝniw okazał się zbyt wysoki, a  
Boycott opuścił Irlandię jeszcze w tymŜe roku. 
Nazwisko jego stało się synonimem zmowy mającej na celu wywarcie nacisku przez  
utrudnienie albo uniemoŜliwienie komuś utrzymywania normalnych stosunków  
towarzyskich, zawodowych, ekonomicznych, politycznych, przez zerwanie kontaktów,  
nie kupowanie towarów, odmowę zatrudnienia itp. 
Sądy BoŜe 
Był to rodzaj odwołania się do instancji wyŜszej niŜ ziemskie, do bogów, Boga  
albo sił nadprzyrodzonych, środek dowodowy dający bóstwu moŜliwość ochrony  
niewinnego i przyczynienia się do wykrycia sprawcy przestępstwa. Do najczęściej  
stosowanych środków naleŜały: próba bólu, trucizny, ognia, wody, pojedynek lub  
wróŜba.  KaŜdy  z nich spowodować  mógł 
155 
ś

mierć podejrzanego lub jego oskarŜyciela. Sądy boŜe zwane teŜ o r daliami  

stanowiły próbę wiarygodności przysięgi. Prawo rzymskie nie uznawało ich. W  
Chinach tolerowano je bardziej jako ustępstwo dla wierzeń ludu niŜ jako godną  
szacunku procedurę prawną. 
W czasach nowoŜytnych najpopularniejszym rodzajem ordaliów było wrzucenie  
oskarŜonego do wody, przewaŜnie zresztą kobietę oskarŜoną o czary. Jeśli utonęła  
— była niewinna (bo normalny człowiek toinie), jeŜeli zaś utrzymywała się na  
powierzchni wody, uznawano jej winę za dowiedzioną i palono ją na stosie. Inny  
wariant tej próby polegał na trzymaniu głowy oskarŜonej pod wodą. Często  
stosowaną próbą było przyjmowanie trucizn albo substancji uwaŜanych wówczas za  
trucizny. Na Nowej Gwinei robi się tak zwaną „czerwoną wodę" przez zanurzenie w  
wodzie kory pewnego drzewa. Woda taka powoduje mdłości albo odurza. Stosownie do  
wyniku podejrzany uznany jest za niewinnego lub za przestępcę. W staroŜytnej  
Grecji sądzono, Ŝe krew byka jest trująca. Według Pliniusza pijały ją kapłanki  
dla uzyskania daru wieszczenia, ale Pauzaniasz sądzi, Ŝe była to próba mająca  
stwierdzić, czy kapłanka dotrzymuje ślubu czystości. 
Wiele ordaliów zaleŜało od odporności na gorąco. Zwyczaj beduiński wymagał  
polizania rozgrzanej do czerwoności łyŜki Ŝelaznej; indiański — noszenia  
gorącego Ŝelaza w ręku; w Skandynawii gorący przedmiot trzeba było nosić pewną  
określoną liczbę kroków. Zwyczaje afrykańskie, indyjskie, południowoamerykańskie  
kazały wyjmować kamień z wrzątku. W staroindyjskiej epopei rycerskiej, Ramajanie,  
cnotliwa Sita dowodzi swej niewinności zazdrosnemu męŜowi, Ranie, przechodząc  
przez ogień. W Europie IX wieku cesarz Karol Gruby, król wschodnioiran-kijski,  
uwierzył w niewinność swej Ŝony Richardis wtedy dopiero, kiedy bez szkody  
przeszła przez ogień w nawoskowanej koszuli. Ciekawym faktem, godnym 

background image

156 
odnotowania w związku z próbami gorąca, jest wyraźna odporność niektórych ludzi  
na gorąco, przyrodzona lub nabyta, czego dowiodły eksperymenty jogów. 
Próba bitwy lub pojedynku, obie znane od dawna na Borneo, w Grecji i Skandynawii,  
szczególnie odpowiadają naturze ludzkiej. Bóg daje zwycięstwo tylko  
sprawiedliwemu! Jeszcze w 1818 roku pewien Anglik oskarŜony o morderstwo zaŜądał  
pojedynku sądowego, co zmusiło parlament brytyjski do zniesienia prastarego  
prawa. W Polsce ordalia zniesiono znacznie wcześniej, bo na początku XIV wieku.  
Inne próby sądowe mają charakter psychologiczny. Na przykład wariograf Keelera,  
czyli aparat do badania prawdomówności (uŜywany dziś, za zgodą oskarŜonego,  
głównie w Stanach Zjednoczonych), notujący zmiany tętna, oddechu, ciśnienia krwi  
badanego itp., opiera się na dość prawdopodobnym domniemaniu, Ŝe aktowi   
kłamstwa  towarzyszą  określone zmiany fizjolo- 
14» 
157 
giczne. Wynalazek ten świadczy jednak głównie o tym, Ŝe człowiek ciągle szuka  
obiektywniej szych dowodów niŜ uroczyste oświadczenie. 
Próba gorąca stosowana jakoby w kołach gangsterów amerykańskich i  
przesłuchiwanie „trzeciego stopnia", stosowane oficjalnie w amerykańskich  
komisariatach policji, róŜnią się w pojęciu szerokich warstw ludności od  
ordaliów tylko tym, Ŝe do sądów boŜych uciekano się dopiero wtedy, kiedy  
zawodziły wszelkie inne rozporządzalne środki dojścia do prawdy. 
Jedynym sądem boŜym wspomnianym w Biblii jest próba czystości. W Księdze Liczb  
Bóg nakazuje osobiście, aby Ŝonę podejrzaną o cudzołóstwo przyprowadzać do  
kapłana, który po odpowiednich ceremoniach da pić niewieście wodę bardzo gorzką,  
zmieszaną z pyłem posadzki tabernakulum. Jeśli jest winna, umrze w cierpieniach,  
a jeśli jest niewinna, zostanie zdrowa i dziatki mieć będzie. Czynność  
wieszczenia uŜyta tu jest w celach prawniczych. W Birmie zdarza się jeszcze, Ŝe  
stronom prowadzącym proces wręcza się po jednej równocześnie zapalonej świecy;  
ten, którego świeca pali się dłuŜej, wygrywa proces. 
Warszawa 
Nazwa miejscowości Warszawa znaczyła: zagroda War sza, dom War sza, osada, wieś  
Warsza, jest to więc, biorąc historycznie, nazwa dzierŜawcza, rodzaj  
przymiotnika, podobnie jak ojcowa chata, Wojtkowy pług, Michałowe Ŝarna.  
Pierwotną postać Warszewa, przez e, spotykamy w najstarszych dokumentach i w  
dzisiejszych dialektach północnopolskich. Najdawniejszy ze znalezionych zapisów  
jest w dokumencie z 1241 roku, podpisanym przez księcia mazowieckiego Konrada I,  
zaświadczającym, Ŝe ksiąŜę, chcąc wynagrodzić rycerza Gotarda za odwagę w  
walkach z Jadź- 
158 
wingami, podarował mu wieś SłuŜewo „koło Warsze-wy". Jeszcze Sebastian Klonowie,  
poeta polski z XVI wieku, powiada w poemacie Flis, opisując dwa rodzaje brzegów  
wiślanych, Ŝe flisowie wolą brzeg stromy, bo przy nim nurt jest głębszy. 
„A takich brzegów nawięcej na lewej Stronie, do Gdańska płynąc od Warszewy". 
TakŜe Kochanowski zatytułował fraszkę Na most Warszewski. Nawet pisarze XVII- 
wieczni piszą jesz-sze niekiedy o Warszewie. 
Pełna nazwa osady brzmiała pierwotnie „Warszewa wieś" czyli „Wieś Warsza",  
później drugi człon tej nazwy odpadł i pozostała tylko Warszewa, podobnie jak z  
nazwy „Kraków gród" pozostał sam Kraków. Pierwszy zapis nowej formy, przez a,  
znajdujemy dopiero w 1431 roku. W XVI stuleciu forma z a jest coraz  

background image

popularniejsza, aby w XVII wieku ostatecznie zwycięŜyć. Nawet pisarz polityczny  
z XV w., Krzysztof Warszewicki, zmienia swoje nazwisko na War-szawicki. Ową  
tajemniczą literę a wyjaśnia profesor Stanisław  Rospond z Uniwersytetu   
Wrocławskiego. 
W dialektach mazowieckich, na których terenie leŜy Warszawa, samogłoskę a  
wymawia się niekiedy jak e, na przykład: wiedro, powiedać, wietrak, zapletać —  
zamiast: wiadro, powiadać, wiatrak, zaplatać. Bardziej   wykształceni  Mazurzy,    
chcąc się wyzbyć   tej, 
159 
przez krakowiaków zwłaszcza wyśmiewanej wymowy, wpadli w drugą skrajność, mówiąc  
zamiast jeden — jaden, zamiast mieszkać — miaszkać, zamiast zielony — zialony,  
itd. UwaŜając takŜe nazwę Warszewa za gwarową i wyśmiewaną przez innych,  
zamienili ją na „elegantszą" Warszawę. Przyszło to im tym łatwiej, Ŝe istniało  
wiele nazw geograficznych z pierwotnym przyrostkiem — awa, jak Mława, Rawa czy  
Sieniawa. 
Tak więc przyjąć naleŜy, Ŝe imię osobowe Warcisław (znane takŜe jako Wrocisław —  
i stąd nazwa miasta Wrocław) otrzymało zdrobnienie Warsz. Od imienia Warsz  
powstała Warszewa wieś, potem po prostu Warszewa, która na skutek przesadnej  
poprawności Mazurów stała się ostatecznie Warszawą. Natomiast opowieść o  
małŜonkach imieniem Wars i,Sawa trzeba włoŜyć między bajdy, tym głupsze, Ŝe  
„Wars" to mazurząca forma Warsza, Sawa zaś to imię nie polskie, ale ukraińskie,  
a w kaŜdym razie imię męskie! 
Wychowanie spartańskie 
Dumą i ideałem Sparty było wojsko, jego odwaga, dyscyplina i sztuka wojenna.  
Ć

wiczył się w niej kaŜdy obywatel do sześćdziesiątego roku Ŝycia. Spartańscy  

hoplici, owe zwarte kompanie cięŜkozbrojnej, ciskającej włóczniami piechoty,  
były postrachem nawet dla Ateńczyków i pozostały niezwycięŜone aŜ do czasu  
klęski z rąk Epaminondasa pod Leuktrami w 371 roku pne. Armia ta ukształtowała  
spartański kodeks moralny: być dobrym znaczyło być silnym i śmiałym; śmierć w  
bitwie była największym honorem i szczęściem; przeŜycie klęski było hańbą,  
jakiej nawet matka Ŝołnierza nie mogła darować. „Wróć z tarczą albo na tarczy" —  
takie było poŜegnanie sy- 
160 
na idącego na front. A ucieczka z cięŜką tarczą była niepodobieństwem. 
Do osiągnięcia takiego ideału potrzebne było zastosowanie najsurowszej  
dyscypliny od lat najmłodszych. Nie tylko ojciec miał prawo zabić niemowlę,  
musiano je teŜ okazywać państwowej komisji inspekcyjnej. Dziecko z jakąkolwiek  
wadą fizyczną zrzucano w przepaść z góry Tajget. Dalsze eliminacje wynikały z  
obyczaju umyślnego naraŜania dzieci na zimno, niewygody i głód. Potępiano  
małŜeństwo z partnerem o słabym zdrowiu. Nawet sam król Ar-chidamos musiał  
ponieść karę za poślubienie kobiety o delikatnej budowie. 
Historyk Tukidydes przekazuje nam takie zdanie Archidamosa: „Nie naleŜy sądzić,  
Ŝ

e jeden człowiek wiele róŜni się od drugiego, lecz przyjąć zasadę, Ŝe najlepszy  

jest ten, kto wychował się w twardej szkole konieczności." Siedmioletniego  
Spartanina odbierało rodzinie państwo 1 oddawało na wychowanie do czegoś w  
rodzaju szkoły kadetów. W kaŜdej klasie najzdolniejszy i najdzielniejszy  
chłopiec zostawał przywódcą, a pozostali musieli się go słuchać, podlegać karom,  
jakie miał ochotę im wymierzać i dąŜyć do przewyŜszenia go w stopniach i  
dyscyplinie. Celem nie była tu, jak w Atenach, sprawność i siła atlety, ale  
Ŝ

ołnierska odporność i odwaga. Gry uprawiano nago pod okiem starszych, którzy  

background image

często prowokowali kłótnie i walki między chłopcami lub grupami chłopców, aby  
ich wypróbować i wyćwiczyć w za-czepności i uporze. KaŜdą chwilę wahania karano  
długotrwałą niełaską. Od wszystkich zaś wymagano umiejętności znoszenia w  
milczeniu bólu, trudów i niepowodzeń. 
W dwunastym roku Ŝycia chłopca pozbawiano bielizny. Przez okrągły rok musiał  
nosić to samo ubranie. Kąpał się nieczęsto, przeciwnie niŜ chłopcy ateńscy, bo  
uwaŜano, Ŝe woda i oliwa wydelikacają ciało, podczas gdy chłodne powietrze i  
twarde leŜe czynią je odpornym.   Spał   zimą i latem   pod  gołym 
161 
niebem na posłaniu z sitowia rosnącego na brzegach Eurotasu. AŜ do trzydziestego  
roku Ŝycia Spartanin mieszkał w koszarach ze swoją kompanią i nie znał Ŝadnych  
wygód domu rodzinnego. 
Uczono go czytać i pisać, ale nie po to, aby się stał czytelnikiem ksiąŜek,  
które nie znajdowały wielu nabywców. Przykładano większą wagę do wychowania  
moralnego niŜ umysłowego, bo waŜniejszy od intelektu był charakter. Młodego  
Spartanina uczono wstrzemięźliwości w piciu, a helotów (tj. niewolników)  
zmuszano niekiedy do naduŜywania alkoholu, aby młodzieŜ mogła się przyjrzeć, jak  
Ŝ

ałośnie wyglądają pijacy. Uczono go kraść Ŝywność w polu gdy był głodny.  

KradzieŜ taka była dozwolona, nie wolno było tylko dać się na niej przyłapać;  
schwytanego na gorącym uczynku karano chłostą. Po ukończeniu trzydziestego roku  
Ŝ

ycia, jeśli z honorem zdołał przeŜyć trudy młodości, udzielano mu pełni praw i  

obowiązków obywatela. Mógł juŜ teraz zasiąść ze starszymi do posiłku. 
Dziewczyna spartańska, choć wychowywana w domu, równieŜ podlegała regułom  
państwowym. Musiała brać udział w wytęŜających siły grach i ćwiczeniach — w  
biegach, zapasach, rzutach pierścieniem i dzirytem — aby przysposobić się do  
sprawnego macierzyństwa. Uczestniczyła w tańcach i procesjach nago, nawet w  
obecności młodych ludzi, co miało ją zachęcać do dbania o urodę, aby jej  
ewentualne defekty moŜna było wcześnie odkryć i usunąć. „Nie było nic  
wstydliwego w nagości młodych kobiet" pisze fi-lozof-moralista Plutarch;  
„towarzyszyła im skromność, o kokieterii nie było mowy". Tańcząc, śpiewały peany  
na cześć bohaterów wojennych i rzucały zniewagi tchórzom. O rozwój umysłowy  
dziewcząt w Sparcie nie dbano. 
System spartański był co się zowie niegościnny. Cudzoziemców przyjmowano rzadko  
i dawano im do zrozumienia, Ŝe powinni się szybko zabierać z powrotem.  
Odgradzano się szczelnie od wolności, luk- 
16? 
susu, literatury i sztuki innych narodów, bo wpływ ich mógłby wywrócić to dziwne  
i sztuczne społeczeństwo. 
Jaki typ człowieka, jaki rodzaj cywilizacji był skutkiem takiego wychowania i  
tego systemu? Platon, Plutarch, Ksenofont i wielu innych myślicieli greckich,  
znuŜonych i strwoŜonych chaosem demokracji, wielbiło i wychwalało spartańskie  
prawa i porządki, a takŜe spartańskich bohaterów. Mieszkając z dala od tego  
kraju, nie czuli na własnej skórze samolubstwa i zimnego okrucieństwa charakteru  
spartańskiego i systemu, który nie tworzył nic prócz dobrych Ŝołnierzy. Jego  
triumf oznaczał wyrok śmierci dla sztuki. Po roku 550 pne. nie słyszymy juŜ o  
poetach, rzeźbiarzach lub architektach w Sparcie. Z własnej woli wyłączeni z  
handlu światowego, z podróŜy, ignoranci w zakresie nauki, literatury czy  
filozofii greckiej, Spartanie stali się narodem doskonałych hoplitów. W końcu  
ciasnota umysłów podwaŜyła nawet siłę ducha. Uświęcano wszystkie środki słuŜące  
spartańskim celom. ZniŜono się do zaprzedania  Persom  wolności  wywalczonych   

background image

przez 
}63 
Ateny pod Maratonem. Militaryzm Sparty, niegdyś tak wielbiony, stał się  
znienawidzony, był postrachem jej sąsiadów. Kiedy Sparta upadła, zdumiewano się.  
Nikt jednak nie nosił po niej Ŝałoby. Dziś wśród nielicznych ruin dawnej stolicy  
trudno znaleźć nawet resztki posągu lub przewróconej kolumny, które mogłyby  
zaświadczyć, Ŝe niegdyś mieszkali tu Grecy. 
Kohinur 
Brylanty to potoczna nazwa szlifowanych diamentów, ale właściwie brylant to  
znaczy „szlif brylantowy", rodzaj szlifu diamentów nadający im szczególnie silny  
ogień. W Azji diamenty znano juŜ w staroŜytności, ale w Europie stały się modne  
dopiero w XII wieku, kiedy zaczęły napływać ze wschodu po raz pierwszy w  
większych ilościach na skutek wypraw krzyŜowych. AŜ do XVI stulecia nie ceniono  
ich jednak bardziej niŜ kryształy górskie. Na tronach i koronach władców  
błyszczały raczej rubiny i szmaragdy. Pod koniec średniowiecza wszakŜe magnaci  
Europy przydawać zaczęli nową iluzję estetyce Zachodu — ideę absolutnej  
piękności i trwałości diamentów. 
Na dzieje Kohinuira (czyli „Góry światła"), diamentu indyjskiego, jednego z  
najpiękniejszych kamieni świata, o historii sięgającej XII wieku, składają się  
liczne wojny, morderstwa i spory rodzinne. Na przykład w 1739 r. perski wódz  
Nadir Szach, po zwycięstwie nad cesartwem Mogoła dowiedział się od pewnej damy  
swego haremu, Ŝe Wielki Mogoł ukrył Kohinura w swoim turbanie. Nadir Szach,  
zawierając ze swym zwycięŜonym przeciwnikiem pokój w imieniu Allaha,  
zaproponował na znak zgody wymianę nakryć głowy. Była to propozycja nie do  
odrzucenia, więc diament zmienił właściciela. Ale juŜ w 1747 r. chytry Pers sam  
został przez swoją straŜ 
164 
osobistą pozbawiony Ŝycia i diamentu. Obecnie Kohinur błyszczy w skarbcu korony  
brytyjskiej. 
Szlifierze diamentów kaŜą sobie tradycyjnie dobrze płacić za swoją pewną rękę i  
bystre oko. Szlifierz Coster zarobił na przykład 160.000 marek w złocie w 1852  
roku za zredukowanie Kohinura ze stu osiemdziesięciu do stu ośmiu karatów. Znano  
juŜ wówczas od dwustu lat prawdziwą tajemnicę diamentów: ich zdolność do  
odbijania niemal wszystkich wpadających w nie promieni przy odpowiednich  
załamaniach światła, pod warunkiem, Ŝe dolny stoŜek szlifowanego klejnotu jest  
dwa razy grubszy od górnego. Pierwszymi tak uszlachetnionymi kamieniami były  
mazaryny (nazwane tak na cześć wielkiego kardynała i pierwszego ministra Ludwika  
XIV, Juliusza Mazarin) w liczbie dziesięciu, oszlifowane w roku 1650. BudŜet  
Ludwika XIV zawierał w przeciętnym roku 1685 w pozycji zatytułowanej kryptonimem  
„naczynia srebrne" (drugiej pod względem wielkości po pracach budowlanych) sumę  
2.250.000 liwrów. Za te pieniądze jubilerzy paryscy kupowali, szlifowali,  
polerowali i sprzedawali klejnoty, aŜ ich sława na świecie stała się równie  
nieprześcigniona, jak sława paradnego stroju ich króla, ubioru waŜącego pół cet- 
nana i ozdobionego diamentami wartości 14.000.000 franków. 
Rzadkość i czystość diamentów połączyła się tu z nową zawartością symboliczną  
przedmiotu. Nic dziwnego więc, Ŝe wraz z upadkiem ich właścicieli, 
165 
dynastii Burbonów, takŜe ich błyszczące atrybuty traciły, jeśli nie na wartości,  
to na szacunku. W trzy lata po wybuchu rewolucji, 16 sierpnia 1792, nie wykryci  
sprawcy włamali się do składu przy paryskim Placu Zgody, gdzie jakobini z iście  

background image

rewolucyjną niedbałością umieścili klejnoty korony francuskiej — bez zamka, bez  
krat. Tylko plakietka rekwizycyjna miała bronić bogactwa powalonych Burbonów  
przed złodziejami. W ten sposób skradziono najsłynniejsze diamenty wszystkich  
czasów, wśród nich przepadł „Sancy", „Zwierciadło Portugalii", „Błękitny  
OberŜysta", a przede wszystkim owe bezcenne mazaryny. Z wyjątkiem Sancy i  
OberŜysty (dziś Blue ????, Błękitna Nadzieja) większość zrabowanych kamieni juŜ  
się nie odnalazła, mimo intensywnych poszukiwań nakazanych przez Napoleona I,  
który, rzecz jasna, szukał odpowiednich symbolów tradycji monarszej,  
przeciwdziałających opinii o nim jako o samozwańczym par-weniuszu. 
Jeszcze Polska nie zginęła 
Wiadomo kto napisał słowa Mazurka Dąbrowskiego, polskiego hymnu państwowego od  
1918 roku, ale kto jest kompozytorem melodii? Przypuszczano zrazu, Ŝe był nim  
Michał Kleofas Ogiński, który przesłał generałowi Dąbrowskiemu w kwietniu 1797  
swój marsz Jak pisze Juliusz Willaume, wielu historyków i publicystów okresu  
międzywojennego snuło mozolne dociekania na temat, jak to mazurek Dąbrowskiego  
zmienił się w marsz, poniewaŜ Ogiński w swoich pamiętnikach pisał wyraźnie o  
Marszu dla Legionów. Dopiero Aleksander Poliński wyjaśnił sprawę: „Jeszcze  
Polska" ujęta jest w formę typowego mazura, nie zaś marsza. śadnemu muzykowi nie  
przy- 
166 
szłoby na myśl nazywać tego mazura marszem, uczynić to mógł jedynie dyletant. 
Przypuszczenie Sowińskiego, Ŝe do tekstu Wybickiego podłoŜono rodzimą melodię  
ludową, potwierdził muzykolog poznański Łucjan Kamieński, który odkrył w  
Bibliotece Państwowej w Berlinie, w rękopisie z 1800 roku, zawierającym 86  
tańców polskich, identyczną melodię mazura do tańca, pochodzącego z rdzennej  
muzyki ludowej drugiej połowy XVIII wieku. Na dobitkę dr Włodzimierz Poźniak  
ogłosił tuŜ przed wojną, Ŝe w zbiorach Biblioteki Towarzystwa Muzycznego w  
Wiedniu znalazł ów marsz Ogińskiego, wydany w 1797 r. Marsz ten nie ma Ŝadnego  
związku z melodią Mazurka Dąbrowskiego, jest zatem utworem odrębnym. W ten  
sposób wszystko wyjaśniło się ostatecznie, równieŜ ów zadziwiający fragment Pana  
Tadeusza, w którym Mickiewicz opowiada, jak Tadeusz, przyjechawszy do rodzinnego  
domu, „Nawet stary stojący zegar kurantowy W drewnianej szafie poznał, u wniścia  
alkowy, I z dziecinną radością pociągnął za sznurek By stary Dąbrowskiego  
usłyszeć mazurek." Mogło to być dla uwaŜnego czytelnika zagadką, jak Mazurek  
Dąbrowskiego napisany przez Wybickiego w 1797, a więc zaledwie na czternaście  
lat przed opisywaną tu przez poetę sceną, moŜe być określony jako „stary", a  
przy tym być kurantem „starego" (a więc stojącego tam od paru pokoleń) zegara.  
Teraz jest jasne, Ŝe melodia mazurka mogła mieć wówczas dobre pół wieku. 
Ale raz rozpowszechnione błędy i legendy mają niepoŜytą siłę trwania. Zarówno  
kalendarz „Iskier" na rok 1925/6, jak i kalendarz ścienny „KsiąŜki i Wiedzy" na  
rok 1971 informują zgodnie, Ŝe kompozytorem muzyki naszego hymnu jest... Michał  
Ogiński! 
Trwałym pomnikiem podobnie fałszywej legendy jest tzw. „pokój śeromskiego" w  
latarni morskiej w Rozewiu, po którym oprowadza się od lat tysiączne 
167 
rzesze turystów, pokój z meblami, łóŜkiem, stołem, przy którym pisarz tworzyć  
miał Wiatr od morza, popatrując na sine fale Bałtyku. Jest tam nawet pióro i  
kałamarz śeromskiego! Cały ten pamiątkarski zespół istniał juŜ tam przed  
ostatnią wojną, po śmierci pisarza, wraz z pościelą pani latarnikowej, oglądany  
przez mniej licznych wówczas wczasowiczów. Hitlerowscy zaborcy z teutońską pasją  

background image

i sumiennością wszystko to doszczętnie spalili, sądząc, Ŝe niszczą jeszcze jeden  
skarb kultury polskiej. Po wojnie jednak pamiątki te cudownie zmartwychwstały i  
działają dalej ku zbudowaniu licznych wycieczek. Bieda tylko w tym, Ŝe śeromski  
nigdy w latarni rozewskiej nie mieszkał, ani tam nie pracował. CóŜ jednak znaczą  
fakty wobec potęgi legendy! 
Nagroda Nobla 
Opiera się ona na Fundacji z siedzibą w Sztokholmie, załoŜonej w 1900 roku w  
celu realizowania testamentu szwedzkiego chemika i przemysłowca Alfreda Bernarda  
Nobla, zmarłego w 1896 roku. W testamencie swoim pisał on: 
„Z całą resztą mego nadającego się do upłynnienia majątku naleŜy postąpić w  
sposób następujący: wykonawcy testamentu mają zainwestować kapitał w godnych  
zaufania papierach wartościowych, aby stanowił fundusz, od którego odsetki będą  
corocznie rozdzielane w formie nagród osobom, które w czasie ubiegłego roku  
uczyniły najwięcej dla dobra ludzkości. Jedna część tych odsetek przypaść winna  
osobie, która dokonała najwaŜniejszego odkrycia lub wynalazku na polu fizyki;  
następna — na polu chemii; inna jeszcze — w dziedzinie medycyny lub fizjologii;  
inna — twórcy najwybitniejszego dzieła literackiego o tendencji idealistycznej;  
ostatnia wreszcie część dla 
168 
osoby, która uczyniła najwięcej dla braterstwa między narodami, zniesienia lub  
zmniejszenia stałych armii i dla organizowania kongresów pokojowych. Nagrody za  
fizykę i chemię przydzielać będzie Szwedzka Akademia Nauk, za literaturę —  
Akademia w Sztokholmie, a za obronę pokoju —komitet pięcioosobowy wybrany przez  
parlament norweski. Jest moim wyraźnym Ŝyczeniem, aby przydzielając nagrody nie  
brano pod uwagę narodowości kandydatów, aby otrzymał ją ten, kto najbardziej na  
nią zasłuŜył, czy będzie Skandynawem, czy nie". 
Tyle testament Nobla z roku 1895, ustalający nagrody, których zaczęto udzielać  
od 1901 roku. Autor testamentu nie był osobą o anielskim usposobieniu. Nie  
cierpiał ludzi, którzy kradli mu patenty chemiczne i w ogóle nienawidził  
oszustów i kłamców. Nie cierpiał wojny i dlatego wynalazł dynamit, aby uczynić  
ją tak krwawą i nieopłacalną, by wyrzekły się jej wszystkie państwa. Czuł teŜ  
wielką niechęć do rekla-miarstwa, czemu nieraz dawał wyraz, mówiąc np. Ŝe:  
„Blaga jest, zaraz po rolnictwie, największym przemysłem świata". Nie napisał  
jednak w swym krótkim testamencie nic, co by mogło wskazywać, Ŝe szwedzka elita  
finansowa, rządowa i akademicka, zarządzająca rozdzielaniem nagród, powinna  
dokonywać wyboru kandydatów w tajemnicy. Jednak wykonawcy testamentu powetowali  
sobie to przeoczenie z naddatkiem. 
Zgodnie ze statutami fundacji Nobla, kaŜdy dokument przygotowany przez  
szwedzkich jurorów od roku 1901, mówiący o tym, kto był kandydatem, kto wygrał,  
a kto nie i dlaczego, strzeŜony jest fanatycznie przed osobami postronnymi, choć  
papiery te stanowią naj kompletniej szy zapewne w dziejach zapis ocen  
wartościujących w nauce, niezmiernie cenny dla wychowawców i organizatorów badań  
naukowych. Są one tajne i takimi pozostają, chociaŜ pewni jurorzy Nobla ostatnio  
zgodzili się uprzystępnić te dokumenty  starannie  wyselekcjonowanym   
jednostkom...  po 
15*                                                                                                        
169 
upływie lat pięćdziesięciu. Najczęściej podawanym powodem tej tajemniczości jest  
chęć ochrony jurorów przed naciskami ze strony nazbyt zapalczywych kandydatów.  
Pozwala ona równieŜ na szczerość wypowiedzi, nie do pomyślenia przy jawniejszym  

background image

sposobie działania. 
Jeśli tajna dyplomacja dobra jest dla archiwów Nobla, dobra jest takŜe i w  
innych sprawach fundacji. Nawet dziś jeszcze orzeczenia publikowane przez  
Sztokholm, wyjaśniające, dlaczego uczony otrzymał nagrodę, wyraŜane są językiem  
skąpym i mglistym. Klasycznym przykładem jest oficjalne wyjaśnienie powodów  
nagrody dla fizyka angielskiego Paula Diraca w 1933 r. Nie wspomniano tam o jego  
pomnikowej teorii antymaterii, ani o podstawach elektrodynamiki kwantowej.  
Mianowano go laureatem za „odkrycie produktywnych form teorii atomu". 
Na skutek przeoczenia w testamencie Nobla, nagrody dotyczą znacznie mniejszego  
odcinka nauki niŜ się na ogół przypuszcza. Na przykład nie ma tam miejsca dla  
astronomii, a zatem równieŜ dla odkrycia Hubbla, Ŝe wszechświat się rozszerza,  
dla kwazarów, pulsa-rów, radioźródeł, „czarnych dziur" i innych odkryć,  
czyniących obecnie z astronomii jedną z najbardziej pasjonujących dziedzin nauki.  
Nie przewidziano teŜ nagród  dla  matematyki  czystej, ani oczywiście dla 
rozwoju komputerów, geofizyki, cudownych odkryć w zakresie wędrówek kontynentów,  
psychologii, psychiatrii, etnografii lub archeologii, prawie nic z chirurgii czy  
meteorologii. 
Wiele z tych opuszczeń wynika z reguły ustalającej, Ŝe najwyŜej trzech uczonych  
dzielić moŜe jedną nagrodę. Wszystkie te okoliczności sprawiły, Ŝe na liście  
laureatów nagrody Nobla brak takich nazwisk jak np. Tomasz Edison, Graham Bell,  
Zygmunt Freud, William James, bracia Wright, Roald Amundsen, August Piccard,  
Jurij Gagarin i Neil A. Armstrong. Wielu kandydatów (m. in. wielki geniusz  
chemiczny Men-delejew) zmarło nie doczekawszy się nagrody. 
Utopia 
Jak pisze Jean Prevost, nie zawsze oddawano się pięknym marzeniom o przyszłości  
rodu ludzkiego. Aby spodziewać się społeczeństwa lepszego, aby stworzyć je w  
wyobraźni, nie wystarczy sama fantazja. Trzeba do tego mieć rozum, a nawet i  
nieco odwagi. Nie gardźmy więc utopiami — są one nie tylko ciekawe, ale i  
pouczające. 
Zawiszę niemal zaczynają się one od idei całkiem przeciwnej: staroŜytni  
rozmyślali o wieku złotym, kiedy wszyscy byli jeszcze szczęśliwi mieszkając w  
szałasach i Ŝywiąc się Ŝołędziami. Myśleli, Ŝe w czasach poprzedzających wiek  
Ŝ

elaza — ich własną epokę — wszystko zdąŜyło się wynaturzyć i zwyrodnieć. U  

Homera mędrzec Nestor oświadcza, Ŝe w czasach jego młodości ludzie byli  
odwaŜniejsi i silniejsi od tych, których spotyka będąc juŜ starym. Takie starcze  
pochwały czasów młodości są bardzo szczere i często zawierają ziarnko prawdy. Na  
szczęście nie wszyscy staroŜytni wierzyli w istnienie złotego wieku; byli i tacy,  
którzy spodziewali się lepszej przyszłości. 
170 
16* 
171 
Pierwszą wielką utopią była Republika Platona. Nie marzył on jednak, jak później  
H. G. Wells, o świecie cudownych machin. Prawdę mówiąc, nie troszczył się o nie  
wcale. Myślał o małym państwie, nie większym niŜ pół powiatu, ale rządzonym  
przez mędrców, mającym maleńką armię pięknych Ŝołnierzy i amazonek. Wszyscy  
znakomici obywatele tego państwa Ŝyć mieli w pełnym komunizmie. Choć tworząc tę  
republikę Platon chciał przede wszystkim ukazać naturę ludzką, ksiąŜka jego  
wywarła ogromny wpływ na wszystkie późniejsze marzenia społeczne. 
W kilkaset lat potem, u schyłku świata antycznego, kiedy ludzie, mając juŜ wyŜej  
uszu Jowisza i cesarstwa rzymskiego, tęsknili za innym porządkiem rzeczy,  

background image

zaczęto znów tworzyć światy imaginacyjne. Satyryk grecko-syryjski Lukian z  
Samosat napisał zabawną parodię pomysłów i marzeń poetyckich, pełną  
fantastycznych anegdot i nazwał ją Historią prawdziwą uprzedzając czytelnika w  
przedmowie, Ŝe nie zawiera ona ani słowa prawdy. Mieszczą się tam aŜ dwie utopie:  
jedna w brzuchu wieloryba, a druga w niebie. Bogactwo i rozmaitość pomysłów  
uczyniła z tego dzieła wzór całego gatunku. Stąd wzięła się teŜ podróŜ po jamie  
ustnej Pantagruela w ksiąŜce Rabe-lais'go. Rabelais, który był mnichem, chcąc  
wymyś-leć lepsze społeczeństwo, zadowolił się opisem lepszego klasztoru. W  
opactwie Telemy obowiązywała jedna tylko reguła: „Czyń, coć się podoba". Z  
Lukiana czerpali teŜ "natchnienie Jonathan Swift i Wolter w, swoich powiastkach  
filozoficznych. Lukian stworzył takŜe prototyp barona Munchhausena i Tartari-na  
z Taraskonu Alfonsa Daudeta. 
Ale nazwę swą otrzymała utopia dopiero w Anglii. Pod tym właśnie tytułem (bierze  
się on z greckich słów u czyli „nie" i topos czyli „miejsce"; to znaczy miejsce,  
którego nigdzie nie ma, stworzone w wyobraźni) kanclerz Henryka VIII, Tomasz  
Morus, opublikował w roku 1516 swoją ksiąŜkę. Nie uczynił tego dla ubawienia  
swoich współczesnych; napisał ją po 
172 
łacinie. Czym była ta utopia? Wyspą mądrości i dobroci. Wszyscy pracowali tam  
tylko nad rzeczami poŜytecznymi; jedyną zaletę ubioru stanowiła jego trwałość.  
Nie ma tam lenistwa, skąpstwa, kradzieŜy; wychowanie utopian było na to zbyt  
doskonałe. Racjonalnie urządzone społeczeństwo Utopii Morusa stanowiło jakby  
odwrotność współczesnej rzeczywistości społecznej, a więc i jej krytykę.  
Utopianie praktykowali teŜ tolerancję. Niestety, Tomasz Morus, jako potęŜny  
minister nie mógł być wierny swoim ideałom i sam nieraz dopuszczał się  
prześladowań. Utopia Morusa była tylko wyspą. Wkrótce jednak, po odkryciach  
astronomicznych, utopie przeniosły się na planety i gwiazdy. Kiedy Cyrano de  
Bergerac ogłaszał swoje Cesarstwo KsięŜyca i Cesarstwo Słońca, nie był juŜ  
pierwszy na tej niwie. 
W Guliwerze Swifta Lapucjanie przy pomocy olbrzymiego magnesu utrzymują wysoko w  
powietrzu miasto diamentowe, pełne wynalazków i cudów techniki. Ale wszystkie te  
wynalazki nie przynoszą nic prócz niesmaku i zgryzot. Ten świat uczonych nie  
jest światem szczęśliwym. RównieŜ wielka obfitość utopii naszych czasów,  
powieści fantastyczno-naukowych, nie odznacza się nadmiernym optymizmem. Ale to  
juŜ jest inny gatunek literacki. 
ISIS 
Indeks 
zawierający 220 (spośród przeszło czterystu w 'tekście) imion własnych, ułatwia  
znalezienie poszukiwanego miejsca w ksiąŜce. 
SKRÓTY: ang. — angielski, celt. — celtycki, egip. — egipski, fr. — francuski,,  
gł. — główny, gr. •— grecki, hiszp. — hiszpański, hol. — holenderski, jap. —  
japoński, mit. — mitologia, ne. — naszej ery, niderl. — niderlandzki, mm. —  
niemiecki, ok. — około, pne. — przed naszą erą, pol. — polski, poł. — połowa, rz.  
?—? rzymski, skand. — skandynawski, sta-roŜ. — staroŜytny, śrdw. —  
ś

redniowieczny, ur. — urodził się, w. — wiek, wg — według, wł. — włoski, zm. —  

zmarł. 
Achilles mit. gr. gł. bohater „Iliady" Homera; broda, 27; lok, 72; koń, 117;  
ojciec, 123; Aleksander Wielki, 124; obraŜony, 125. 
Adam de la Halle ok. 1237—1287, pisarz fr., 151. 
Agamemnon mit. gr. bohater „Iliady" Homera, 104. 

background image

Akropol, 86. 
Aleksander Wielki ???—323 pne., król macedoński (od 336); brody, 27; asitrologia,  
65; narodziny, 112; koń, 116; „Iliada", 124; heros, 126. 
Amenhotep III zm. ok. 1377 pne., król Egiptu (od ok. 1413); świątynia, 57. 
Amenhotep IV Echnaton zm. ok. 1358 pne., król Egiptu (od ok. 1377); reforma, 61. 
Ankaios mit. gr.; puchar, 24. 
Antinoos mit. gr. zalotnik Penelopy, 25. 
Antoniusz Marek (Mareus Antonius), ok. 82—30 pne.; Kleopatra, 61. 
Apelles z Kolofonu 2 poł. IV w. pne.; but, 146. 
Archimedes ck. 287—ok. 212; heureka, 74; śmierć, 75. 
Argo mit. gr. statek wyprawy argonautów, 77. 
Artemida mit. gr. bogini łowów; świątynia (Artemizjon), 111. 
Artemizja Ŝona Mauzolosa, 111. 
Artur (Artus) V—VI w., legendarny król celt.; Morgana, 84; Avalon, 140. 
Arystoteles 384—322 pne., filozof i uczony gr.; „Zaczarowani", 58; in folio, 108. 
174 
Atena (Pallas Athena) mit. gr. bogini mądrości, rzemiosł i wojny; świątynia, 86;  
Partenos (Dziewica), 87; Aleksander Wielki, 124. 
Bacon, Francis 1561—1626, filozof ang.; „Nowa Atlantyda", 120. 
Bajard, Gniadosz, 116. 
Balaam w Biblii: wieszczek pogański; oślica, 55. 
Barraud, Francis malarz ang.; Nipper, 110. 
Bellerofont bohater mit. gr.; Chimera, 115; Pegaz, 116. 
Beowulf legendarny heros-wiking z eposu staroang., VI wieku, 125. 
Bonaparte (Buonaparte) zobacz Napoleon. 
Boycott, Charles, 154. 
Branicki, Jan Klemens 1689—1771;  „Moja panno", 101. 
Bruckner, Aleksander 1856—1939, filolog i historyk pol.; kulig, 121. 
Bruegel, Pieter zwany Chłopskim, ok. 1527—1569, malarz niderl.; „Kraina  
lenistwa", 33. 
Bucefat, 116. 
Buridan, Jean ok. 1300 — ok. 1358; przykład z osłem, 56. 
Buzyrys faraon w „Sztuce kochania" Owidiusza, 41. 
Byron, George Gordon 1788—1824; „Don Juan" o Newtonie, 98. 
Bystroń, Jan Stanisław 1892—1964, socjolog i etnolog pol.; rymy dziecinne, 36. 
Carvajal, Gaspar de ok. 1464—1548, konkwistador hiszp.; Amazonka, 68. 
Caxton, William 1422—1491, drukarz ang., 109. 
Cervantes Saavedra, Miguel de 1547—1616, pisarz hiszp.; osioł Sancho Pansy, 56;  
Rosynant, 116. 
Cezar (Caius Iulius Caesar) ok. 101—44 pne., wódz, polityk i pisarz rz.; Brutus,  
17; bukłaki, 45; Rubikon, 126. 
Chafre (gr. Chefren), król Egiptu; Sfinks, 57. 
Cham wg Biblii jeden z synów Noego, 118. 
Chaucer, Geoffrey ok. 1343—1400, poeta ang.; „Opowieści kanterberyjskie", 11. 
Cheops (egip. Chufu), III tysiąclecie pne., król Egiptu; piramida, 111. 
Cianoju jap. ceremonia herbaciana, 134. 
Ciceron (Mareus Tullius Cicero) 106—43 pne., mówca, filozof i polityk rz.;  
ostatnie słowa, 19; przykłady, 109. 
Cocagne fr. (śrdw łac. Cucania), Kraj Jęczmienny 32. 
Cyd ok. 1030—1099, rycerz kastylski; koń, 116. 

background image

Cyrus II Starszy zm. 529, król perski (od 550), 71. 
Czajkowski, Michał (Sadyk Pasza) 1804—1886, pisarz pol.; przysłowia, 102. 
175 
Czarniecki, Stefan 1599—1665, hetman; koń, 117. 
Dante Alighieri 1265—1321, poeta wł.; „Boska komedia", 41. 
Darwin, Charles 1809—1882, przyrodnik ang.; ostatnie słowa, 19; ewolucja, 126. 
Daudet, Alphonse 1840—1897, pisarz fr.; „Tartaren z Taras-konu", 172. 
Dąbrowski, Jan Henryk 1755—1818, generał pol.; „Mazurek", 166. 
Dedal (Daidalos) mit. gr. budowniczy i mechanik ateński; Labirynt, 91. 
Demostenes 384—322 pne., mówca ateński; hypokrisis, 12; cień osła, 54. 
Dickens, Charles 1812—1870, pisarz ang.; Sam Weller, 79. 
Dionizos mit. gr. bóg wina i ekstazy, 58; Ariadna, 92. 
Donat (Aelius Donatus), IV w., gramatyk rz., 110. 
Don Kiszot (Don Kichote) bohater tytułowy powieści (1605—1615) Cervantesa, 56;  
koń, 117. 
Doyle, sir Arthur Conan 1859—1930, pisarz ang.; „W głębiach Marakoitu", 120. 
Dumas, AIexandre, ojciec 1802—1870, pisarz fr.; „Trizej muszkieterowie", 15. 
Dyakowski, Bohdan 1864—1940, biolog i pedagog pol.; „Z naszej przyrody", 139. 
DziewięciodroŜe, 72. 
„Edda starsza" IX—XI w., zabytek literatury staroskaind., 20. 
Einstein, Albert 1879—1955, fizyk nrn., 92; teoria względności, 100. 
Eldorado (hiszp. ,pozłacany'), legendarna kraina bogactwa, 70. 
Elizjum mit. gr. Pola Elizejskie, Wyspy Szczęśliwości, 140. 
Erynie mit. gr. boginki pomsty, 53. 
Eumenidy mit. gr. boginki pomsty, 53. 
Eurypides ok. 480—407/6 pne., tragediopisarz ateński; Tantal, 104. 
Ezaw (wg Biblii pierworodny syn Izaaka, brat Jakuba, 55. 
Ezop (Aisopos) VI w . pne., bajkopisarz gr.; „Lew, Osioł, Lis i Wilk", 23;  
„Ptasznik i śmija", „Lew i Wilk", 41; mucha, 81; przekłady, 109. 
Faros latarnia morska, 112, 
Feliński, Alojzy 1771—1820, poeta pol.; wyobraźnia, 129. 
Fidiasz (Pheidias) V w. pne. rzeźbiarz gr.; Nike, 86/7; Zeus, 112. 
Fredro, Aleksander 1793—1876, komediopisarz pol.; „Pan Jowialski", 57. 
176 
Furie mit. rz. boginki pomsty, 53. 
Gałczyński,   Konstanty   Ildefons    1905—1953,    poeta   pol.; „Ofiara  
ś

wierzopa", 138. 

Giotto, Bondone di 1266—1337, malarz i architekt wł., 147. Glaukos mit. gr.  
jeden z bohaterów greckich „Iliady" Homera, 123. Gloger, Zygmunt 1845—1910:  
przysłowia osobiste, 101. Goethe, Johann Wolfgang von 1749—1832, pisarz nm.;  
ostatnie słowa, 19. 
Grabowski, AmbroŜy 1792—1868, księgarz i historyk pol., 16. 
Grzegorz XIII, Ugo Buoncampagni, 1502—1585, papieŜ (od 1572),   150. Grzegorz  
Wielki ok. 540—604, papieŜ (od 590), 5. Guliwer bohater tytułowy ksiąŜki Swifta;  
Laputa, 37. Gutenberg, Johann ok. 1397—1468, wynalazca druku, 106. Hades (Pluton)  
mit gr. (bóg) świat(a) zmarłych, 14; Syzyf, 34; Persefona, 140; Styks, 142.  
Hellespont cieśnina (obecnie Bardanele), 70. Hermes mit. gr. posłaniec bogów, 14;  
Autolikus, 34; ojciec Pana, 46; posąg, 58; hermetyczny, 63. 
Herodot  ok.  485—ok.   425   pne.,   historyk gr.,   19;  Feniks, 30/31;  
Kserkses, 70; Cyrus 71; racjonalista, 72. Herostrates IV w. pne., szewc z Efezu,  

background image

111. Hezjod poeta gr.; Nike, 86; Elizjum, 140; Muzy, 141. Hiob  postać  biblijna   
(„Księga Hioba");   stada,  55;   włosy, 131. Hipparch ok. 190—ok. 125 pne.,  
asitronom gr., 65. Holbein, Hans malarz nm., 148. 
Homer VIII w. pne., poeta gr.; „Odyseja", 25; brody, 27; Syzyf, 35; Memnon, 58;  
Achilles, 72; Nike 86; Tantal, 103; miejsce urodzenia, 112; heros, 123;  
Aleksander Wielki, 124; Elizjum, 140; Nestor, 171. 
Jachowicz, Stanisław 1796—1857, pedagog i poetta pol.; „Osioł i Ezop", 57. 
Jafet wg Biblii jeden z synów Noego, 118. Jakub w Biblii: patriarcha, syn Izaaka;  
Laban, 36; Ezaw, 55. 
Jan III Sobieski 1629—1696, król pol. (od 1674); koń, 117. Jęczmienny Kraj, 32. 
Jowisz (luppiter), mit. ??. bóg nieba i piorunów, 41; jowialny, 64; 172. 
Kitowicz, Jędrzej 1728—1804, pamiętnikarz pol.; kulig, 122; pieniek, 137. 
Kleopatra VII 69—30 pne., królowa Egiptu (od 51); perły, 61. 
1?7 
Klonowie, Sebastian ok. 1545—1602, poeta pol.; Warszawa, 159. 
Kochanowski, Jan 1530—1584 poeta pol.; „Na most Warszewski", 159. 
Kolchida (dziś w Gruzji), 77. 
Konieczny, Marian ur. 1930, rzeźbiarz pol.; „warszawska Nike", 87. 
Konstantyn Wielki (Flarius Valerius Constantinus), ok. 280—337, cesarz rz. (od  
306); brody, 27; Marek Aureliusz, 58. 
Kopernik, Mikołaj 1473—1543, uczony pol.; astronomia, 66; Ziemia, 126. 
Krasicki, Ignacy 1735—1801, pisarz pol.; przysłowia, 102. 
Krezus (Kroisos) zm. ok. 546 pne., król Lidii (od ok. 560); Solon, 19. 
Kromer, Marcin 1512—1589, pisarz pol., biskup warmiński; „powszechny", 129. 
Ksenofont ok. 430—ok. 355 pne., historyk ateński; ofiary rzece, 73; Sparta 163. 
Kserkses I ok/517—465 pne., król perski (od 486); armie, 45; chłosta, 70. 
Laputa wyspa latająca (u Swifta); Laputanie, 37; 173. 
Locke, Richard Adams, „Bujda księŜycowa", 78. 
Ludwik XIV 1638—1715, król Francji (od 1643) Mazarin, 154; diamenty, 165. 
Lukian z Samosat ok. 120—po 180, satyryk gr., 172. 
Luter, Marcin 1483—1546, reformator Kościoła; przekład Biblii, 109; Carlyle, 126. 
Mahomet (Muhammad ibn 'Abd Allah), ok. 570—632, twórca islamu; koń, 117. 
Manutius, Aldus 1449—1515, drukarz wł., 108. 
Maraton miejsce zwycięstwa (490 pne.) Ateńczyków nad Persami, 47. 
Marek Aureliusz (Marcus Aurelius Antonius), 121—180, cesarz rz. (od 161); posąg,  
58. 
Marryat, Frederick, kapitan, 1792—1848, pisarz ang.; „Okręt-widmo", 38. 
Mauzolos zm 352 pne., satrapa Karii (od 377); mauzoleum, 111. 
Mazarin, Jules, kardynał, 1602—1661; Arlekin, 154; ???????-ńy, 165. 
Memnona kolosy, 57. 
Michał Anioł (Michelangelo Buonarroti) 1475—1564, malarz i rzeźbiarz wł., 26. 
Mickiewicz, Adam 1798—1855, poeta pol.; „Dziady", 8; Filip, 17; „Mazurek  
Dąbrowskiego", 167. 
Minos legendarny król Krety, 91. 
178 
Minotaur mit. gr. kreteński półbyk i półczłowiek, 91. 
Montaigne, Michel 1533—1592, pisarz fr.;  „Próby", 11. 
Morstin, Ludwik Hieronim 1886—1966, pisarz pol.; „Polacy nie gęsi",. 7. 
Morus, Tomasz (sir Thomas Morę), 1478—1535, humanista ang.; „Utopia", 172. 
Napoleon Bonaparte (Buonaparte), 1769—1821, cesarz Francuzów (1804—15);  

background image

pieniędzy, 12; włosy, 29; diamenty, 166. 
Neron (Nero Claudius Caesar), 37—68, cesarz rz. (od 54); ostatnie słowa, 18. 
Niobe mit gr. córka Tantala, Ŝona Amfiona, króla Teb, 104; dzieci, 142. 
Nipper pies z „His Master's Voice", 110. 
Noe patriarcha biblijny, 118. 
Odys(eusz) mit gr. król Itaki; zalotnicy. 25; Syzyf, 35; krowy Heliosa, 36;  
tułacz, 39; heros, 125; Kalipso, 140. 
Ogiński,   Michał   Kleofas    1765—1833,    kompozytor    pol.; „Marsz dla  
Legionów", 166. 
Oktawian August (Caius Iulius Caesar Octavianus Augus-tus), 63 pne. — 14 ne„  
cesarz rz.; ostatnie słowa, 18; kości 128. 
Olimp masyw górski w Grecji, w mit. gr. siedziba bogów, S6; Tantal, 103. 
Owidiusz (Publius Ovidius Naśo) 43 pne. — 17(18) ne., poeta rz., 41. 
Pan mit. gr. bóg arkadyjski, 46. 
Parys mit. gr. bohater „Iliady" Homera,  syn Priama,  77. 
Pauzaniasz ok. 115 — ok. 180, geograf gr., autor „Przewodnika po Helladzie", 156. 
Peirene źródło, 34; Pegaz, 116. 
Penelopa mit. gr. Ŝona   Odyseusza, 25; symbol   wierności małŜeńskiej, 144. 
Persefona (Kora) mit. gr. Ŝona Hadesa; Syzyf, 35; Demeter, 103; 140. 
Piłsudski,   Józef,   marszałek,   1867—1935, pol. mąŜ stanu; klacz, 117.  . 
Pitagoras ok. 572—ok. 497 pne., matematyk i filozof gr.; trójka, 14; „filozof",  
129. 
Pizarro, Francisco ok. 1471—1541, konkwistador hiszp.; Peru, 70; Inkowie, 125. 
Platon ok. 427—347 pne., filozof gr.; welleryzmy, 81; Atlantyda, 119; Sparta,  
163; „Republika", 172. 
Plejady mit. gr., 114. 
Pliniusz Starszy (Caius Plinius Secundus),  23(24) — 79, pisarz rz.; „Historia  
naturalna", 60; Zeuksis, 146. 
Plutarch ok. 47—ok. 123, pisarz gr.; Solon, 19; śmierć Pana, 47; Aleksander  
Wielki, 124; Spartanki, 162; Sparta, 163. 
179 
Posejdon mit. gr. bóg morza, 14; Ankaios, 24. 
Potocki, Stanisław 1579—1667, hetman; Rewera, 101. 
Prometeusz mit. gr. tytan; ogień, 13; arka, 142. 
Przybylski, Jacek Idzi: pomnik, ksiąŜnica, wszechnica, ???.: 
Ptolemeusz Klaudiusz ok. 100—ok. 168, uczony gr.; astronom, 66; „Geografia", 110;  
system, 143. 
Ptolemeusz III Euergetes (gr. .dobroczyńca'), ok. 284—222 pne., król Egiptu, 31. 
Rabelais, Francois ok. 1494—1553, pisarz fr.; ostaltnie słowa, 18; Panurg, 23;  
Telema, 172. 
Radziwiłł, Karol Stanisław 1734—1760; „Panie kochanku", 101. 
Radziwiłł, Michał Kazimierz 1702—1762; „Rybeńko", 101. 
Radziwiłł, Mikołaj Krzysztof zwany Sierotką 1549—1616; „Peregrynacja do Ziemie  
Ś

więtej", 149. 

Rafael (Raffaelo Santi), 1483—1520, malarz i architekt wł.; „Przemienienie  
Pańskie", 148. 
Rej, Mikołaj 1505—1569, pisarz pol.; „gęsi język", 7. 
Rembrandt Harmensz van Rijn 1606—1669, malarz hol., 148. 
Reymont, Władysław Stanisław 1867—1925, pisarz pol.; niedźwiednicy, 33. 
Roland (Orłand), VIII w., hrabia Marchii Bretońskiej, 125. 

background image

Roland de la Platiere, Jeanne Marie 1754—1793, Ŝyroindyst-ka, 19. 
Rosynant, 116. 
Rubikon rzeka, granica płn. sltaroŜ. Italii, 126. 
Ryszard Lwie Serce (fr. Richard Coeur de Lion), 1157—1199, król ang. (od 1189),  
126. 
Salomon izm. ok. 930 pne., król izraelski (od ok. 970); trójka, 15; welleryzm,  
81. 
Samson wg Biblii bohater i siłacz izraelski; włosy, 26; ośla Ŝuchwa, 55. 
Sancho Pansa giermek Don Kiszoła w powieści (1605—1615) Cervantesa, 56. 
Sanguszko, Dymitr ok. 1530—1554;  „Mopanie", 101. 
Schlaraffenland nm.,  Kraj  Jęczmienny,  32. 
Schliemann, Heinrich 1822—90, archeolog nm.; brzytwa, 27. 
Schopenhauer, Artur 1788—1860, filozof nm.; brody, 28. 
Scott, Walter 1771—1832, pisarz szkocki;  okręjt-widmo,  38. 
Sem wg Biblii jeden z synów Noego, 118. 
Semiramida wg legendy gr. królowa Asyrii; ogrody, 111. 
Seneka Młodszy (Lucius Annaeus Seneca) ok. 3—65, pisarz i filozof rz.; Zeuksis,  
146. 
180 
Sienkiewicz,  Henryk   1846—1916,  pisarz  pol.;   welleryzmy, 81. 
Sinobrody, 80. 
Skamander  rzeczka  w  staroŜ.  Troadzie;  konie,  72;  wojna trojańska, 125. 
Sklodowska-Curie. Maria 1867—1934, fizyczka i chemiczka pol.; „radioaktywny",  
129. 
Sławski, Franciszek ur. 1916, językoznawca pol.; „Słownik etymologiczny", 122. 
Solon ok. 6S5—ok. 560 pne., ateński mąŜ stanu; mędrzec, 19; 112; Atlantyda, 119. 
Staszic, Stanisław 1755—1826, pisarz i uczony pol.; „posiedzenie", 129. 
Swift, Jonathan 1667—1745, pisarz ang.; Laputa, 37; Lu-kian, 172; Lapucjanie,  
173. 
Sykstyńska kaplica papieska (1473—1481) w Watykanie; „Sąd ostateczny", 26. 
Szekspir, William (Shakespeare), 1564—1616, dramaturg i poeta ang.; „Makbet",  
143. 
Ś

iva jedno z gł. bóstw hinduizmu; Niszczyciel, 14; Rudra, 53. 

Tacyt (Publius Cornelius Tacitus), ok. 55—ok. 120, historyk rz.; Feniks, 30;  
kości, 128. 
Tales z Miletu ok. 620—ok. 540 pne., filozof i matematyk gr.; studnia, 74;  
mędrzec, 112. 
Tartar mit. gr. dno Hadesu, 104. 
Tezeusz mit. gr. bohater ateński; Ariadna, 91. 
(św.) Tomasz a Kempis (Thomas Hemerken von Kempen), ok. 1380—1471, mnich nm.,  
pisarz ascetyczny; „Naśladowanie Chrystusa", 109. 
Troja (Ilion) gród w Azji Mniejszej, o który, wg tradycji gr., toczyła się wojna  
trojańska; brzytwa, 27; Parys, 77; Aleksander Wielki, 124, 125. 
Tukidydes (Thoukydides) ok. 460—ok. 400 pne., historyk gr.; Sparta, 161. 
Tuwim, Julian 1894—1953, poeta pol.; „Jarmark rymów", 81. 
Tyberiusz (Tiberius Claudius Nero), 42 pne.—37 ne., cesarz rz. (od 14 ne.), 31;  
ś

mierć Pana, 47. 

Verne, Jules 1828—1905, pisarz fr.; „20.000 mil", 120. Vespucci, Amerigo Ŝeglarz  
wł., 63. 
Wagner, Richard 1813—1883, kompozytor nm.; „Holender tułacz", 38; Grani, 117. 

background image

Wells, Herbert George 1866—1946, pisarz ang.; Atlantyda, 120; utopia, 172. 
181 
Wulgata łaciński przekład Biblii (382—406) przez św. Hieronima, 108. 
Wyspiański, Stanisław 1869—1907, pisarz i malarz pol.; Nike, 86. 
Zeus mit. gr. bóg nieba i piorunów; Pandora, 13; Hera, 59; złote runo, 77; Nike,  
86; Olimpijski, 87, 112; Tantal, 103; Plejady, 114; Pegaz, 116; Aleksander  
Wielki, 126; Muzy, 141. 
Zodiak, Zwierzyniec Niebieski, 64. 
Zygfryd (Siegfried) bohater mit. germańskiej; koń, 117; Hohenstaufciwie, 123;  
heros, 125. 
Zygmunt II August 1520—1572, król pol. (od 1529); złoty wiek, 76. 
ś

eromski, Stefan 1864—1925, pisarz pol.; Rozewie, 167. 

SPIS    RZECZY 
Od autora............     .         3 
Na zdrowie!............         5 
Polacy nie gęsi      ...........         ? 
Odstukać.............         8 
Kupować kota w worku.........       10 
Trzeba pieniędzy, pieniędzy..........     .       12 
Puszka Pandory...........       13 
Do trzech razy sztuka.........       14 
Wyrwał się jak Filip z Konopi.......       16 
I ty, Brutusie?...........       17 
Nie chwal dnia przed wieczorem......       19 
W Pińczowie dnieje..........       20 
Barany Panurga...........    .       23 
Lwia część.............       23 
Między ustami i brzegiem pucharu......       24 
Broda nie czyni filozofa.........       26 
Odradza się jak feniks z popiołów.....•       30 
Pieczone gołąbki..............       32 
Syzyfowe prace.........•             34 
Ś

limak, ślimak wypuść rogi........       36 

I.aputańczyk............       37 
Latający Holender..........       38 
Zabierać z sobą lary i penaty.......       39 
Złapać się we własne sidła........       41 
Stonoga.............       42 
Nadęty pęcherz...........       44 
Paniczny strach...........       46 
Mówić bez ogródek..........       48 
Koń ma cztery nogi, a potknie się......       49 
Tabu..............       51 
Spór o cień osła...........       54 
Sfinks.............     >     57 
Rzucać perły przed wieprze........       59 
Klątwa Tut-ench-amona.........       61 
Hermetyczny......'......       63 
Pod złym (lub dobrym) znakiem......       64 
Lajkonik.............       66 

background image

Amazonka        ............       68 
Wychłostać morze       ........     .     ?       70 
Eureka   ....~..........       74 
Złoty..............       76 
Bujda księŜycowa..........       77 
Welleryzm............       79 
Czas to pieniądz    ...:.......       81 
Fatamorgana............       84 
Nike 86 
Morowa zaraza 
Nić Ariadny 
Superman 
Uczta Lukullusa 
Jabłko Newtona 
Proszę ciebie 
Męki Tantala 
Jak pies z kotem Ŝyją 
Inkunabuł 
His master's voice 
Siedem cudów świata 
Chimery 
Pegaz 
Arka Noego 
Atlantyda 
Kulig 
Heros 
Kości zostały rzucone 
Kosmos 
Włosy stają dęba 
Wóz DŜymały 
Grecki nos 
Ceremonia herbaciana 
Kameleon 
Mieć z kim na pieńku 
Ś

wieŜob 

Wyspa szczęśliwości 
Dziewięć muz 
Sucha Ewa 
Iluzjonizm 
Goły jak święty turecki 
Kula Sykstusa V 
Arlekin 
Bojkot 
Sądy boŜe 
Warszawa 
wychowanie Spartańskie 
Kohinór 
Jeszcze POlska nie zginęła 
Nagroda Nobla 
Utopia 

background image

Indeks