background image

Kerrelyn Sparks – Najseksowniejszy istniejący wampir 

 

Rozdzia

ł

 czternasty 

 
 

Następnej nocy, Gregori chodził po swoim biurze w Romatechu, bawiąc się pigułką 
antystresową w ręce. Powiedział Angusowi i Romanowi, że wszystko idzie dobrze. Na 
szczęście, Phineas go poparł, twierdząc, że randka z córkami prezydenta była udana.  
 
Bzdury.
 Ścisnął pigułkę. Był niebezpiecznie blisko zawalania misji. Tysiące Wampirów 
polegało na nim, by zawarł sojusz z rządem USA i zapobiegł Wampirzej Apokalipsie. A 
on, co zrobił? Dobierał się do córki prezydenta na oczach widowni. Na oczach agenta 
wywiadu! 
 
- Idiota, idiota. – mruknął do siebie. Przynajmniej Gordon skasował film, więc nie 
mógłby wpaść w złe ręce Corky Courrant, która wrzuciłaby go na YouTube.  
 
Ale nie mógł skasować swojego zachowania. Całe przymierze mogło polec, jeśli Abigail 
by nie zainterweniowała. Uratowała mu dupę. Nie żeby czuła do niego sympatię. 
Uratowała go z desperacji, by móc ocalić matkę. Bo jak podejrzewał, potajemna 
wyprawa do Chin miała związek z jej matką. Bez wątpienia jej doktorat z biochemii też 
łączył się z matką. Wszystko, co robiła Abigail z taką determinacją, było po to by 
uratować jej matkę.  
 
Taka miłość. Takie poświęcenie. Ona była niesamowita. Cudowna, piękna i tak bardzo 
kochała.  
 
Szkoda, że nie jego. Jej opis jego kochania się, powrócił mu w myślach.  
 
Wypadek.
 
 
Tabletka rozkruszyła się w jego ręce. 
 
- Cholera. – Wyrzucił resztki i wyciągnął nową. 
 
Wypadek. 
Czy ona w ogóle niczego nie czuła? Stała tam znudzona i układała w myślach 
listę zakupów, kiedy on zupełnie stracił swoją kontrolę? 
 

background image

Nigdy wcześniej nie czuł takiego pożądania. Romans był tylko zabawą. Kochał dreszcz 
emocji, kiedy dawał i odbierał rozkosz. Prosta, łatwa zabawa. Ale z Abigail nic nie było 
proste albo łatwe.  
 
Była niemożliwa, ale to go nie powstrzymało. Była zakazana, ale to sprawiało, że była 
jeszcze bardziej kusząca. Potworne pragnienie wyciągnęło swoje pazury po jego serce i 
groziło, że je całkowicie zniszczy. Cholera. Co ona mu zrobiła?  
 
Wtedy zupełnie zapomniał, że są w studiu. 
 
Mógłby przysiąc, że ona coś czuła. Jej serce zdecydowanie przyspieszyło. Jej serce 
zawsze przyspieszało, kiedy był w pobliżu. To mogło oznaczać, że się go bała. Albo 
gorzej. Brzydziła.  
 
Wampirzyc nigdy nie obchodziło czy on jest Wampirem. Ale to mógłby być problem dla 
ślicznej śmiertelniczki takiej, jak Abigail. Upadła na kanapę w Owalnym Gabinecie, 
próbując wyrwać dłoń z jego uścisku. Zemdlała, kiedy zobaczyła go lewitującego pod 
sufitem. I odsunęła się od niego na długość połowy kanapy w nocnym klubie, by od 
niego uciec.  
 
Co mogło spowodować, że ona nawet go nie lubiła? Tak wiele Wampirzyc uganiało się 
za nim przez ostatni rok, że on może już nie wiedział, kiedy był odrzucany. 
 
Ale żart. 
Kobieciarz zakochuje się w kobiecie, która go nie chce. 
 
Rzucił tabletką o ścianę i zamieniła się w chmurę białego proszku. Był szalony, jeśli 
zakochał się w Abigail. Prezydent nie pozwoli jej być w związku z wampirem.  
 
Josh wyraźnie go nie zaakceptował. Kiedy Gregori teleportował się do domu godzinę 
temu, by założyć świeży garnitur, zauważył, że jego mieszkanie zostało przeszukane. 
Prawdopodobnie Josh i Charles szukali czegoś, co mogłoby zerwać ich przymierze z 
prezydentem. Albo może mieli nadzieję, że zastaną go śpiącego i bezbronnego na 
jakiekolwiek ataki.  
 
Dzięki Bogu, że spał w Romatechu. Nie był pewien jak daleko mogą się posunąć Josh i 
Charles, by ochronić, Abigail przed złymi uściskami wampira.  
 
I nadal nie wiedział jak ona się czuje. Samo to doprowadzało go szału.  
 
Telefon na biurku zadzwonił i on odebrał. – Halo? 

background image

 
- Jest tutaj. – powiedziała mu Emma. – Limuzyna z Abigail Tucker przejechała właśnie 
przez przednią bramę.  
 
Wziął inną pigułkę. – Spotkam się z nią przy głównym wejściu. Możesz powiedzieć 
Romanowi, że przyjechała?  
 
- Niestety. – odpowiedziała Emma. – Musiał na chwilę wyjść. 
 
- Co? – Gregori ścisnął w ręce tabletkę. – Zgodził się z nią spotkać. Wie, jakie to ważne.  
 
- Nie martw się. – uspokoiła go Emma. – Roman nie długo wróci. Właśnie teraz musiał 
załatwić pewne rodzinne sprawy. On i Angus musieli się teleportować do szkoły, by 
zabrać Shannę i Caitlyn.  
 
- Dlaczego? Coś się stało? – Gregori martwił się o kobiety. Shanna ostatnio została 
przekształcona i ciągle się przyzwyczajała. Caitlyn uległa bolesnej transformacji w 
panterołaczkę i teraz spodziewała się bliźniaków. – Wszystko z nimi w porządku?  
 
- Z nimi tak, ale z ich matką nie. – wyjaśniła Emma. – Zadzwoniła do Caitlyn i zaczęła 
krzyczeć i była strasznie wkurzona… 
 
- Darlene nigdy nie jest wkurzona! – wrzasnął Sean Whelan w tle. – Ona jest zawsze 
idealnie spokojna!  
 
- Więc, teraz nie jest spokojna. – powiedziała mu Emma. – Gregori, Roman wkrótce 
wróci. Caitlyn i Shanna spotykają się z matką w Romatechu.  
 
- W porządku. – Gregori odłożył słuchawkę, zastanawiając się, co się działo z żoną 
Seana Whelana. Może w końcu zrozumiała, jakim był palantem.  
 
Wepchnął pigułkę do kieszeni i poszedł w kierunku foyer.  
 
Liczba pracowników na nocnej zmianie w Romatechu została wyrównana do liczby 
dziennych pracowników, ale uprzedził ich, że córka prezydenta przyjedzie na 
wycieczkę. Marmurowa posadzka została wypolerowana, a biura i laboratoria 
wysprzątane. Załatwił, aby kafeteria była później otwarta, a najlepszy szef kuchni 
przygotował kilka swoich specjałów.  
 

background image

Phineas poprosił o noc wolnego, by mógł wrócić do DVN z Madison. Zajrzał wcześniej, 
by uprzedzić, że Josh obserwował go jak jastrząb. Gregori przypuszczał, że Charles 
przyjdzie z Abigail.  
 
Wstukał kod na panelu przy przednich drzwiach, by je otworzyć i wyszedł na zewnątrz, 
by zaczekać. Lekki deszczyk zwilżył powierzchnię parkingu i błyszczał w świetle 
ulicznych latarni. Jak zwykle, jego spojrzenie padło na miejsce, w którym osiemnaście 
lat temu, jako śmiertelnik stracił życie. Casimir zaatakował go i zostawił, aby umarł na 
ciemnym asfalcie. 
 
Później było inne miejsce, gdzie ucierpiał w wybuchu samochodu zbombardowanego 
przez Malkontentów. W ich zasięgu był także kościół prowadzony przez Ojca Andrew. 
Kaplica była teraz smutnym i pustym miejscem, tylko wazon z kwiatami stał na ołtarzu, 
przypominając o śmiertelnym duchownym, który był dla nich jak ojciec.  
 
Gregori westchnął. Wszyscy cieszyli się, że Casimir był w końcu martwy, ale cena była 
zbyt wysoka.  
 
Jego spojrzenie powędrowało z powrotem ku miejscu, gdzie został przemieniony. Dwa 
razy oszukał śmierć na tym parkingu. Nie jesteś nieśmiertelny, głupku. Mógł umrzeć 
równie łatwo jak Ojciec Andrew. Powinien przestać się bawić i sprawić, by życie 
wreszcie coś znaczyło. Ale co mogło dać znaczenie życiu? 
 
Ojciec Andrew powiedziałby, że miłość.  
 
Daleko błysnęły przednie światła limuzyny, która jechała przez lasek.  
 
Abigail.
 
 
Przyjechała. Jego serce ścisnęło się z tęsknoty. 
 
Limuzyna zatrzymała się przed wejściem. Kiedy Charles wysiadł z miejsca dla kierowcy, 
Gregori otworzył tylne drzwi.  
 
- Cofnij się, proszę. – Charles posłał mu surowe spojrzenie, kiedy pospieszył, aby pomóc 
Abigail.  
 
Gregori cofnął się. Widocznie Charles został uprzedzony, że wesoły wampir chciał 
skoczyć na Abigail jak wściekły pies.  

background image

Niestety, w chwili odkąd wysiadła z samochodu, chciał ją wziąć w ramiona. Musiał 
przełknąć, by powstrzymać ślinotok. I nie chodziło, że była seksownie ubrana. Nosiła 
jeansy, bluzkę w granatowo zieloną kratkę i zielony płaszczyk.  
 
Była piękna.  
 
Mgła sprawiła, że jej włosy pofalowały się, a jej policzki były bardziej różowe. Jej oczy 
zaiskrzyły się z podekscytowania, kiedy rozejrzała się wokoło.  
 
Skinął głową. – Witaj w Romatechu, Mądralo.  
 
Uśmiechnęła się. – To miejsce jest ogromne! A teren przepiękny. Jestem pod 
wrażeniem. 
 
- Świetnie. – Gregori przesunął swoją kartą ID przez czytnik, by otworzyć przednie 
drzwi i wprowadził ich do foyer.  
 
- Zauważyłem kilka kamer. – powiedział Charles, kiedy Gregori wstukiwał kod. – Czy 
jest tutaj problem z bezpieczeństwem? 
 
Gregori zastanawiał się jak to ująć, jednak postanowił, że szczerość będzie najlepsza. – 
Kilka razy zostaliśmy zbombardowani. 
 
Abigail złapała oddech. – Dlaczego? Syntetyczna krew ratuje tysiące ludzi. Komu 
mogłoby to przeszkadzać? 
 
- Malkontentom. – wyjaśnił Gregori. – Oni nienawidzą syntetycznej krwi. Myślą, że 
niszcząc Romatech, zmuszą Wampiry do powrotu do gryzienia.  
 
Charles zmarszczył brwi. – Jeśli panna Tucker nie jest tu bezpieczna, to powinniśmy 
odjechać.  
 
- Ona jest tu bezpieczna. – uspokoił go Gregori. – Mamy doskonałą ochronę. Może 
chciałbyś zobaczyć ich biuro? 
 
- Tak. – Charles pokiwał głową.  
 
Gregori poprowadził ich do pomieszczenia na lewo.  

background image

Włożył rękę do kieszeni, by ścisnąć pigułkę. Przeklęty agent wywiadu chodził za Abigail 
krok w krok. W takim tempie, on nigdy nie zostanie z nią sam na sam, by zobaczyć jak 
naprawdę się czuła.  
 
- Za nasze bezpieczeństwo odpowiedzialna jest firma MacKay Usługi Ochroniarskie i 
Detektywistyczne. – wyjaśnił. – Szefem jest Angus MacKay. Jeśli masz w planach jakąś 
tajną misję, może dostarczyć ci najlepszych ludzi w świecie wampirów. 
 
Charles wyglądał na niepewnego. – A mają jakieś doświadczenie? 
 
Gregori parsknął. – Paru z nich zbierało doświadczenie przez wieki. Kilku nowych 
pracowało dla FBI i CIA. Jeden facet nawet teleportował się do Langley, pozostając 
niezauważony.  
 
Charles zmrużył oczy. – Szczerze w to wątpię.  
 
- Chcesz zobaczyć medal, który Brytyjczycy wręczyli Angusowi? W czasie Drugiej Wojny 
Światowej, teleportował się za niemiecką linię wroga i uratował jakichś facetów z 
Królewskich Sił Powietrznych. Ocalił im życie jednej nocy.  
 
- Więc, brytyjski rząd wie o wampirach? – spytała, Abigail. 
 
Gregori pokiwał głową. – Powiedziałem o tym twojemu ojcu, tamtej nocy. Chcielibyśmy 
mieć ten sam rodzaj relacji z amerykańskim rządem.  
 
- Dla mnie brzmi świetnie. – powiedziała Abigail. – Powiem mojemu ojcu, że misja 
dojdzie do skutku.  
 
- Panno Tucker… - zaczął Charles.  
 
- Nie mogę sobie pozwolić na jeszcze większą stratę czasu. – przerwała mu. – Jeśli 
Brytyjczycy ufają Wampirom, to my też powinniśmy. 
 
Charles zerknął na Gregoriego. – Josh powiedział mi o nim. On nie jest godny zaufania.  
 
Gregori zacisnął zęby. – Nigdy nie skrzywdziłbym panny Tucker. Jestem pewny, że ona 
to wie. – Do końca nie był tego pewien, ale spodziewał się, że ona go poprze. 
 
Nie zrobiła tego. Odwróciła się, a jej policzki poróżowiały.  
 

background image

Cholera. Ona go nie lubi? 
 
Gdy zbliżyli się do biura MacKay, drzwi otworzyły się. Bez wątpienia ludzie w środku 
widzieli ich na monitorach.   
 
Emma wyszła na korytarz. – Dobry wieczór. Jestem Emma MacKay, współwłaścicielka 
MacKay S&I. – Uśmiechnęła się. – Pracowałam dla CIA przez pewien czas.  
 
- Ona jest wampirem? – szepnęła Abigail. 
 
- Tak, jestem. – Uśmiech Emmy się poszerzył, sięgając uszu. – Doskonale słyszę. Proszę, 
wejdźcie.  
 
Gregori wszedł do biura, mając za sobą Emmę i Charlesa, który nakazał Abigail zostać 
na korytarzu.  
 
- Pamiętasz mnie? – Sean Whelan potrząsnął rękę z agentem wywiadu. – Jestem 
szefem Zespołu CIA „Trumna”.  
 
Charles szybko zeskanował pokój, kiedy pozwolił Abigail wejść.  
 
- Wow. – szepnęła, kiedy zbliżyła się do ściany pełnej monitorów.  
 
- Imponujące. – Charles przyglądał się gablocie z bronią na przeciwległej ścianie pokoju.  
 
- Panno Tucker? – Sean uścisnął z nią rękę. – Cieszę się, że znowu cię widzę. Jeśli mogę 
cokolwiek dla ciebie zrobić, proszę, daj mi znać.  
 
- Dziękuję. – Posłała mu zaciekawione spojrzenie. – Więc, jesteś przyjacielem 
Wampirów? 
 
- Tak. – Pokiwał głową. – Oczywiście nie od razu nim byłem. Jako szefa Zespołu 
„Trumna” miałem na celu zabicie wszystkich wampirów. Ale z czasem, nauczyłem się, 
że dobre Wampiry są po naszej stronie, ochraniając nas przed Malkontentami.  
 
Charles podejrzliwie zmrużył oczy. – Dlaczego tutaj jesteś? 
 
- Wpadam, co jakiś czas, by mieć na wszystko oko. – Sean podszedł do stołu i nalał 
sobie filiżankę kawy. – Napijesz się? 
 

background image

Charles potrząsnął głową.  
 
Gregori przygryzł wargę, by powstrzymać się od śmiechu, jak Sean udawał, że jest 
śmiertelny. 
 
- Mój mąż, Angus, wkrótce wróci. – powiedziała Emma. – Tymczasem, ja mogę 
odpowiedzieć na jakieś wasze pytania dotyczące bezpieczeństwa.  
 
Abigail złapała oddech i wskazała na monitor. – Czterej ludzie pojawili się z nikąd.  
 
Emma zerknęła na monitor. – Tak, to jest mój mąż, Angus i Roman Draganesti, szef 
Romatechu. Teleportowali się tutaj z żoną i szwagierką Romana.  
 
Charles obserwował monitor. – Oni przybyli na zewnątrz? 
 
- Tak, wchodzą teraz przez boczne wejście. – wyjaśniła Emma. – Teleportowanie się 
prosto do środka włączyłoby alarm. W ten sposób wiemy, czy nie teleportują się jacyś 
Malkontenci.  
 
- Przepraszam. – Sean wybiegł na korytarz. 
 
- Tato! – Shanna zawołała do niego. – Co tu tutaj robisz? 
 
Sean skrzywił się i zamknął drzwi do biura.  
 
- Tato? – Charles podszedł bliżej monitora, by się przyjrzeć. – Te kobiety są córkami 
Seana Whelana?  
 
Emma wymieniła spojrzenie z Gregorim. 
 
Wzruszył ramionami. I tak ciężko byłoby ukryć prawdę. – Córka Seana Whelana wyszła 
za Romana Draganestiego.  
 
Charles zadrwił. – Nic dziwnego, że się z nimi przyjaźni. 
 
- Właściwie. – mruknęła Emma. – Minęło kilka lat zanim Sean zaakceptował  
Romana, jako zięcia.  
 
Charles pokiwał głową, kiedy posłał Gregoriemu rozdrażnione spojrzenie. – Żaden 
człowiek nie chciałby, by jego córka związała się z wampirem.  

background image

 
Gregori groźnie na niego spojrzał. – Jakieś kobiety mogą sądzić, że Wampiry są 
idealnymi mężami. One nie muszą nam gotować. Nigdy nie chrapiemy. A kiedy 
jesteśmy niedostępni w ciągu dnia, mają wolny dostęp do naszych kart kredytowych. 
 
Emma zachichotała.  
 
Abigail nadal obserwowała monitory, ignorując go, ale jej usta się skrzywiły. 
 
- Co znaczy, że jesteś niedostępny? – spytał Charles. – Jesteś nieprzytomny w ciągu 
dnia?  
 
Gregori wymienił spojrzenie z Emmą. – Coś w tym stylu. 
 
- Jakiś samochód wjechał na parking. – Abigail skinęła na monitor. 
 
Emma skrzywiła się, ale za chwilę posłała jej szeroki uśmiech. – Może powinnaś 
kontynuować swoją wycieczkę. – Otworzyła drzwi i wyszła. – Chodźcie. 
 
Gregori sięgnął po rękę Abigail, ale Charles uprzedził go, chwytając jej rękę pierwszy i 
wyprowadził ją z pokoju.  
 
Emma szepnęła do Shanny i Caitlyn. – Wasza matka przyjechała.  
 
- Wpuszczę ją. – Caitlyn poszła w dół foyer. 
 
- Pan Draganesti? – Abigail podeszła do Romana.  
 
Odwrócił się do niej.  
 
- Roman, to jest Abigail Tucker. – Gregori szybko dokonał prezentacji. – Jeśli 
zechciałbyś z nią później porozmawiać… 
 
- Oczywiście. – Roman uścisnął jej rękę z uśmiechem. – Z przyjemnością to zrobię.  
 
- Tędy. – Gregori skinął na Abigail i Charlesa, by poszli za nim. Jak dobrze pójdzie może 
unikną widoku piekła, które tu za chwilę się rozegra. 
 
- Tato, wejdź do biura. – Shanna powiedziała do niego. – Mama nie chce cię teraz 
widzieć. 

background image

 
- Ale, mam prawo… - sprzeciwił się Sean. 
 
- Domyśliła się, Tato! – przerwała mu Shanna. – Ona wie, co jej zrobiłeś. 
 
- Niemożliwe. – odpowiedział Sean. – Zawsze miałem całkowitą kontrolę nad jej 
umysłem. 
 
Abigail zatrzymała się, by posłuchać.  
 
- Chodź. – Gregori sięgnął po jej rękę.  
 
- Cofnij się. – warknął Charles.  
 
- On kontrolował umysł swojej żony? – szepnęła Abigail. – On jest wampirem? 
 
Gregori skrzywił się. – Sean zawsze miał wiele psychicznych umiejętności. Właśnie, 
dlatego jest szefem Zespołu CIA „Trumna”. Umie oprzeć się kontroli umysłu. Teraz 
chodźmy. – Poprowadził ich w dół korytarzem.  
 
- Już nie kontrolujesz swojej żony. – rozbrzmiał rozgniewany głos Romana. – 
Prawdopodobnie kontrola została zdjęta, kiedy zapadłeś, w wampirzą śpiączkę.  
 
Charles zatrzymał się.   
 
- Cholera! – krzyknął Sean. – To wszystko twoja wina, Roman! 
 
- Jak możesz tak mówić? – Shanna zganiła go. – On ci uratował życie! 
 
- Mówisz na to życie? – ryknął Sean. – On zmienił mnie w… - Rozejrzał się po korytarzu i 
zauważył Gregoriego z Abigail i agenta wywiadu. – Cholera! – Wpadł do biura 
bezpieczeństwa i trzasnął drzwiami. 
 
- On jest wampirem? – spytał miękko Charles.  
 
Gregori westchnął. – Był śmiertelnie zraniony w bitwie jakiś tydzień temu. Shanna 
błagała męża, by go zmienił. To był wtedy jedyny sposób, by uratować mu życie.  
 
- Możesz uratować komuś życie przez przemienienie go? – spytała Abigail. 

background image

Gregori ścisnął tabletkę w kieszeni. Nie powinien pozwolić, by Abigail i ten przeklęty 
Charles tu przychodzili. Chcieli wiedzieć za dużo. Praktycznie widział jak w jej głowie 
obracają się trybiki. Rozważała, czyby nie zmienić jej matki? 
 
- Sean jest tutaj? – Kobieta wrzasnęła w foyer. – Powiedział mi, że jest za granicą. Ten 
ohydny kłamca! Gdzie on jest? 
 
- Mamo, uspokój się! – powiedziała jej Caitlyn. 
 
Shanna pobiegła w ich kierunku. – Mamo! 
 
Abigail ruszyła, więc Gregori i Charles poszli za nią. Zatrzymali się w wejściu do foyer. 
 
- Shanna? – Kobieta w średnim wieku patrzyła na Shannę ze łzami w oczach. – Moje 
dziecko! Tyle czasu minęło! 
 
- Mamo! – Shanna objęła ją, kiedy Caitlyn przyłączyła się do uścisku. 
 
Darlene Whelan dotknęła twarzy Shanny. – Spójrz na siebie. Jesteś taka piękna. Tak 
bardzo za tobą tęskniłam.  
 
Oczy Shanny zamigotały łzami. – Wróciłaś, Mamo. Mamy cię z powrotem. 
 
Kontynuowały uściski i płacz. Gregori spojrzał na Abigail i zauważył, że przyglądała się 
temu załzawionymi oczyma. Jak dobrze pójdzie, nikt nie zauważy, że łzy Shanny 
zabarwione są na różowo. 
 
Darlene wytarła twarz i zacisnęła pięści. – Wiem, co on mi zrobił. Ten kontrolujący 
umysły gnojek! Ledwie pamiętam, co się działo przez ostatnie piętnaście lat. On ukradł 
mi życie! 
 
- Wiem, że jesteś zła, Mamo. – powiedziała Caitlyn. – Także byłam zła, kiedy się 
dowiedziałam, co ci zrobił. 
 
Darlene zacisnęła zęby. – Złość to mało powiedziane. Jeśli kiedykolwiek go spotkam, 
zabiję go! 
 
- Mamo… - zaczęła Shanna.  
 

background image

- Mam torby w samochodzie. – zawiadomiła Darlene. – Zostawiłam go. Mam nadzieję, 
ze będę mogła zostać u jednej… - Otworzyła usta. – Caitlyn, jesteś w ciąży? 
 
Ona poklepała swój zaokrąglony brzuch. – Tak, z bliźniakami.  
 
- Sama mam dwójkę dzieci. – dodała Shanna.  
 
- Och mój. – Darlene zbladła. – Nie wiedziałam, że wyszłaś za mąż. – Zmarszczyła brwi. 
– Jesteś mężatką, prawda? 
 
- Tak. – Shanna się uśmiechnęła. – Znam doskonałe miejsce dla ciebie, gdzie mogłabyś 
zostać. Widziałabyś się codziennie z wnukami.  
 
- Och. Mój Boże. – Łzy popłynęły po twarzy Darlene. – Byłoby cudownie. 
 
- Chodź. – Shanna objęła ramieniem matkę. – Pozwól, że przedstawię ci mojego męża.  
 
Gregori, Abigail i Charles przesunęli się, by trzy kobiety mogły przejść. Roman, Angus i 
Emma nadal czekali na korytarzu przed biurem bezpieczeństwa.  
 
- Ich matka wie o Romanie? – szepnęła Abigail do Gregoriego. 
 
On potrząsnął głową.  
 
- Boże. – szepnęła. – Czeka ją więcej dramatu dzisiejszego wieczora.  
 
- Tak. – zgodził się Gregori. Nie tylko jedna z córek Darlene Whelan poślubiła wampira, 
ale sama się nim niedawno stała. A druga córka, Caitlyn była teraz panterołaczkę i 
spodziewała się kociaków.  
 
Drzwi biura bezpieczeństwa otworzyły się i wybiegł z nich Sean. – Darlene! Nie 
zostawiaj mnie! 
 
- Ty gnoju! – Darlene pomaszerowała w jego kierunku. Jej córki przytrzymywały ją.  
 
- Darlene, zrobiłem to, bo cię kocham! – krzyknął Sean.  
 
- Niech to diabli wezmą. – Angus wepchnął Seana z powrotem do biura. – Nie wychodź, 
jeśli nie wiesz jak się traktuje kobitę.  
 

background image

- Ale ona chce mnie zostawić! – wrzasnął Sean.  
 
- Zasługujesz na to. – Angus zamknął mu drzwi przed nosem.  
 
- Tutaj nigdy nie będzie nudno. – mruknął Gregori. – Chodź, oprowadzę cię. – 
Poprowadził Abigail przez foyer i przez dwuskrzydłowe drzwi weszli do innego 
korytarza.  
 
Szła obok niego, a Charles podążał za nimi. – Sean Whelan używał kontroli umysłu na 
żonie? 
 
Gregori pokiwał głową. – On odesłał nastoletnią Shannę, kiedy zorientował się, że nie 
może jej kontrolować.  
 
Abigail się wzdrygnęła. – Nic dziwnego, że jego żona jest taka wkurzona. Jeśli ktoś 
kontrolowałby mi umysł, też bym chciała go zabić. 
 
Spojrzał na Charlesa i zniżył głos. – Dla wiadomości, myślę, że to, co zrobił Sean było 
bez sumienia. Nie tak traktuje się kogoś, kogo się kocha.  
 
Ona nie odpowiedziała, ale zauważył, że zacisnęła pięści.  
 
- Trzymaj. – Wręczył jej pigułkę antystresową. – Pomagają.  
 
Wzięła tabletkę i ścisnęła ją. – Czym się tak stresujesz? Nie możesz żyć wiecznie? 
 
- Nie jesteśmy nieśmiertelni. Możemy umrzeć. I widzimy jak ludzie umierają.  
Pokiwała głową i wrzuciła tabletkę do kieszeni płaszcza. – Myślę, że to negatywna 
strona bycia wampirem… patrzeć jak twoi przyjaciele i rodzina umierają.  
 
Uspokoiła się, gdy przyszli do laboratorium Laszlo.  
 
Laszlo zaprosił ich do środka z nieśmiałym uśmiechem.  
 
- Niesamowite. – Rozejrzała się dookoła, szeroko otwierając oczy. – Opowiedz mi, nad 
czym tutaj pracujesz. 
 
- Oczywiście. – Laszlo wyłożył długi monolog, który dla Gregoriego nie miał 
najmniejszego sensu, ale Abigail kiwała tylko głową, zgadzając się. 
 

background image

Laszlo był wyraźnie zachwycony, że jest ktoś, kto rozumie, co on robi. Charles stał przy 
drzwiach i patrzył. Gregori też stanął niedaleko niego, tylko patrząc, bo nie mógł 
zrozumieć, o czym oni do diabła mówili. Cokolwiek by to nie było, na pewno 
podekscytowało Laszla, bo obracał w palcach guziki u nowego kitla. Abigail także 
wydawała się być podekscytowana. Mówiła szybko, żwawo gestykulując, a jej oczy 
błyszczały.  
 
Gregori westchnął. Został skazany. Ona była zbyt inteligentna dla niego. Zbyt 
energiczna. Zakazana dla niego.  
 
Gdy wspominała coś o jakiejś roślinie, którą chciała znaleźć w chińskiej prowincji 
Yunnan, Laszlo urwał guzika, a ten upadł na laboratoryjny stół.  
 
- Tak! Roman użył tej rośliny z tej prowincji, kiedy wymyślił specyfik na niespanie. – 
Laszlo bawił się innym guzikiem. – Lek działa, ale ma jeden skutek uboczny: postarza 
Wampira o jeden rok za jeden dzień używania.  
 
- Niesamowite. – powiedziała Abigail z dziesiąty raz. 
 
- Roman nadal ma tą roślinę w laboratorium. – kontynuował Laszlo. – Może chciałabyś 
ją przebadać? 
 
- Byłoby cudownie! 
 
- Kontynuuję pracę na specyfikiem, by pomniejszyć skutki uboczne, ale ciężko jest 
znaleźć Wampira, który byłby skłonny do testu na nim. Nie podoba im się pomysł 
starzenia o rok. 
 
Abigail złapała oddech. – Testujesz swoje formuły na wampirzych przyjaciołach? 
 
Laszlo zachichotał. – Nie mamy wampirzych szczurów. Poza tym, jeśli poprawa 
specyfiku źle zadziała to i tak efekt nie potrwa długo. Ich ciała uzdrowią się podczas ich 
śmiertelnego snu… 
 
- Laszlo! – Gregori stanął za Abigail i zrobił gest jakby podcinał sobie gardło.  
 
- Śmiertelny sen? – spytała Abigail. – Uzdrowią się? 
 
Oczy Laszlo rozszerzyły się, kiedy zrozumiał, że powiedział za dużo. – Och, ja… znaczy… 
- Nerwowo obracał guzik.  

background image

 
- To znaczy, że wampiry mają większą siłę. – powiedział Gregori. – Możemy uzdrawiać 
się szybciej niż śmiertelnicy. Ale oczywiście, nadal możemy umrzeć. A jeśli stracimy 
jakąś część ciała, nie możemy jej zregenerować. Mamy przyjaciela Wampira, który 
stracił dłoń w bitwie.  
 
- Prawda. – pokiwał głową Laszlo. – Nasze uzdrawiające zdolności są ograniczone. 
Poszukać dla ciebie tej rośliny? 
 
- Ach, tak, dziękuję. – Abigail patrzyła jak Laszlo wybiegł z laboratorium. 
 
- Pozwól, że pokażę ci moje biuro. – Gregori chwycił ją za łokieć i skierował do drzwi.  
Charles zmarszczył brwi na ten widok i poszedł za nimi.  
 
- Co on miał na myśli mówiąc śmiertelny sen? – spytała.  
 
Gregori skrzywił się wewnętrznie. Wampiry byłyby w głębokim gównie, jeśli rząd 
dowiedziałby się jak oni potrafią być bezradni i bezbronni podczas dnia. Jak łatwo 
można ich zabić. – Tak tylko opisujemy nasz sen w ciągu dnia. To… bardzo głęboki sen.  
 
- Więc, jeśli teleportowałbyś mnie do Chin, musiałbyś spać podczas dnia? 
 
- Tak, ale pamiętaj, że możemy przemieszczać się tylko w nocy i teleportować setki mil. 
Możemy zrobić więcej w jedną noc niż śmiertelnik w tydzień. Poza tym, jeśli chcesz 
pozostać w ukryciu, lepiej wykonywać twoją misję w nocy.  
 
- Myślę, że masz rację. – Szła obok niego, przygryzając dolną wargę. – A co oznacza 
uzdrawianie się? 
 
Cholera.
 Nie powinien zapraszać tu Abigail. Jest zbyt inteligentna, zbyt spostrzegawcza.  
 
– Mówiłem ci, uzdrawiamy się szybciej.  
 
Zatrzymała się nagle. – Pozwoliłbyś mi siebie przebadać? 
 
Posłał jej powolny, uwodzicielski uśmiech, mając nadzieję, że to ją rozproszy. – Chcesz 
mnie rozebrać? 
 
Zarumieniła się, machając ręką. – Jestem pewna, że twoja anatomia jest łudząco 
podobna do tej u śmiertelnika. Potrzebuję kilku próbek twojej tkanki i krwi.  

background image

Jego uśmiech zanikł. – Mądralo, zabiorę cię, dokądkolwiek zechcesz na świecie. 
Ochronię cię moim życiem. 
 
- Doceniam to, ale teraz wszystko, czego chcę to twoja krew.  
 
- Ja… nie mogę. Przykro mi. 
 
Zmrużyła oczy. – Jeśli są jakieś lecznicze właściwości w twojej krwi, muszę to wiedzieć. 
To mogłoby pomóc mojej matce. 
 
Zacisnął pięści. Tego właśnie najbardziej się bał, że śmiertelnicy nie tyle dowiedzą się o 
ich istnieniu, ile o uzdrawiających właściwościach ich krwi. – Nie mogę pozwolić ci 
badać naszej krwi.  
 
Złapała oddech. – Mam rację, tak? Twoja krew ma uzdrawiające właściwości? – 
Dotknęła jego ramienia. – Proszę, zrób to dla mojej matki. 
 
Potrząsnął głową. – Każdy Wampir w naszym świecie liczy, że sprawię, że nadal będą 
bezpieczni. Jeśli śmiertelnicy dowiedzą się, że nasza krew może uzdrawiać, polowaliby 
na nas i osuszali nas z niej. To byłoby masowe morderstwo. 
 
Jej oczy napełniły się łzami. – Pozwolisz mojej matce umrzeć? – Chwyciła jego rękę. – 
Daj mi tylko trochę. Nie powiem nikomu, gdzie to zdobyłam. Mogę utrzymać to w 
sekrecie.  
 
- Sekrety zawsze się wydadzą. Popatrz jak dobrze ukryty był sekret o naszym istnieniu.  
 
Przybliżyła się. – Gregori, proszę.  
 
Skrzywił się. Ona nie odpuści. – Przykro mi. 
 
Puściła jego rękę i cofnęła się. – Mogę cię zmusić. Albo dasz mi próbkę krwi, albo 
powiem mojemu ojcu, by zerwał przymierze.  
 
Ciarki przeszły mu po plecach. Bez przymierza, Wampiry byłyby w poważnym 
niebezpieczeństwie. Ale jeśli da jej próbkę krwi, będą skazani. – Abby, nie rób tego. Nie 
zmuszaj mnie. 
 
Łza popłynęła po jej policzku. – Nie dajesz mi żadnego wyboru. 
 

background image

Cholera. Było tylko jedno wyjście z tej sytuacji. Nienawidził tego robić, ale czy miał inny 
wybór? Tysiące Wampirów liczyło na niego.  
 
Jej słowa rozbrzmiewały mu w głowie. Jeśli ktoś kontrolowałby mi umysł, też bym 
chciała go zabić
.  
 
Zacisnął pięści. Nie było innego wyjścia. 
 
Strumień kontroli umysłu napłynął do Charlesa i nagle agent wywiadu oparł się 
nieprzytomny o ścianę. Zapomnisz o wszystkim, co usłyszałeś odkąd opuściliśmy foyer. 
 
Chwycił Abigail w ramiona. – Wybacz mi. 
 
Zamrugała. – Ale co? 
 
Zawahał się. Dlaczego nie? To mogła być jego jedyna szansa. 
 
Pocałował ją.  
 
Zesztywniała zaskoczona, ale powoli rozluźniła się, kiedy jego pocałunek był jak 
przeprosiny. Jej wargi na jego były takie miękkie i słodkie.  
 
Wybacz mi, Abby. 
 
Przerwał pocałunek i wszedł do jej umysłu.  
 
Zapomnisz o wszystkim, co usłyszałaś odkąd opuściliśmy foyer.
 

 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

background image

Kerrelyn Sparks – Najseksowniejszy istniejący wampir 

 

Rozdzia

ł

 pi tnasty 

 
 
 
 Abigail zachwiała się, kiedy przeszła przez nią fala zawrotów głowy.  
 
Gregori chwycił ją za ramiona. – Wszystko w porządku? 
 
- Ja… - Potarła czoło. – Chyba tak. – Dlaczego, do cholery, czuła się tak słabo? Ona nigdy 
nie mdlała. Poprawka, zemdlała dwie noce temu, kiedy zobaczyła Gregoriego 
unoszącego się pod sufitem. Od chwili, w której go spotkała, jej dotychczasowe życie 
się zawaliło. 
 
- Kiedy ostatnio coś jadłaś? – spytał, nadal ją podtrzymując.  
 
- Ja… - Przeszukiwała swój zaćmiony umysł. – Nie jestem pewna. – Gdzie ona była? Ach, 
tak, w Romatechu. Widziała rodzinny dramat i odkryła, że Sean Whelan jest 
wampirem. 
 
I coś jeszcze…, ale nie mogła sobie przypomnieć, co. Miała imię tej osoby na końcu 
języka. Wiedziała, że to było ważne, ale ta informacja jej uciekła.  
 
Spojrzała na Gregoriego, a on patrzył na nią ostrożnie. Zmarszczył brwi z niepokojem. A 
jego oczy… Dziwne, wyglądał na zdenerwowanego. Jego usta, było w nich coś 
znajomego.  
 
Jej wargi zapiekły, więc je oblizała.  
 
On złapał oddech i zacisnął pięści.  
 
- Panno Tucker, wszystko w porządku? – spytał Charles.  
 
Zerknęła na agenta wywiadu, który pocierał kark i zmarszczył brwi.  
 
- Tak, ja… 
 

background image

- Chodźmy do kafeterii. – przerwał Gregori. – Zatrudniłem najlepszego szefa kuchni. 
Będzie strasznie rozczarowany, jeśli nie zjecie jego potraw.  
 
- Och, to bardzo miłe z twojej strony. – Abigail pozwoliła się poprowadzić korytarzem. 
Powstrzymała chęć dotknięcia swoich ust.  
 
Dlaczego miała wrażenie, że się całowała? 
 
Charles szedł tuż za nimi.  
 
Korytarz był prosty z oknami po obu stronach, przez które dobrze było widać ogrody na  
zewnątrz. Po lewej stronie zauważyła boisko do koszykówki.  
 
- Cudowne udogodnienie. – mruknęła. – chciałabym zobaczyć jedno z laboratoriów.  
 
- Oczywiście. – powiedział cicho Gregori. 
 
- To tutaj produkujecie syntetyczną krew? 
 
- Tak. – Pokiwał głową. – Pakujemy syntetyczną krew w plastikowe torebki na użytek 
śmiertelników. Robimy to 24/7. W nocy pracują wampirzy pracownicy, oni butelkują 
syntetyczną krew i napoje z Kuchni Fusion dla Wampirów. 
 
- Więc, macie śmiertelnych pracowników, którzy wiedzą o Wampirach? – Jej spojrzenie 
jeszcze raz padło na jego usta.  
 
Na jego twarzy pojawił się smutek. – Większość z nich nie ma innego wyjścia. – 
Otworzył jakieś dwuskrzydłowe drzwi i wprowadził ją do kafeterii.  
 
To była typowa stołówka dla pracowników – prostokątne stoliki i plastikowe krzesełka, 
ale spodobało jej się boisko do koszykówki i ogród. – Nikogo tu nie ma. 
 
- Większość nocnej zmiany to Wampiry, więc oni tutaj nie jedzą. – wyjaśnił Gregori. – 
Czuj się jak u siebie. Przyniosę ci coś do jedzenia. – Poszedł w stronę kuchni. 
 
Usiadła, gdzie miała widok na ogród. Z daleka widziała altankę porośniętą jakąś 
kwitnącą winoroślą. Śliczne i romantyczne.  
 
Jeśli miałaby wystarczająco dużo odwagi, poprosiłaby o wycieczkę.  
 

background image

Tylko ona i Gregori. I może by ją pocałował.  
 
Potrząsnęła głową. Dlaczego tak nagle myślała tyle o całowaniu? To było śmieszne w 
porównaniu jak wiele ważnych rzeczy miała na głowie.  
 
Jak jej matka. Podróż do Chin. Ale ubiegłej nocy zasypiała w myślą o jego dłoniach i 
ustach na jej skórze.  
 
Był tak blisko od pocałowania jej, kiedy kręcili reklamę. I chciała tego.  
Dotknęła swoich ust. Pocałunek wampira. To szaleństwo.  
 
Charles pochylił się, by szepnąć jej do ucha. – Miałaś przez moment zawroty głowy? 
 
Opuściła rękę. – Tak. 
 
- Ja też. Coś jest nie tak. – Wyprostował się, marszcząc brwi, gdy obserwował pokój. 
To było bardzo dziwne. On nigdy nie czuła zawrotów głowy. Zjadła obiad z Madison o 
siódmej.  
 
Zerknęła na zegarek. Dziesiąta czterdzieści siedem? Była w Romatechu już czterdzieści 
siedem minut? 
 
- Witaj! – powiedział kobiecy głos za nią.  
 
Abigail obróciła się na krześle, by zobaczyć kobietę wchodzącą do kafeterii. Może była 
po sześćdziesiątce? Abigail oszacowała jej wiek na podstawie siwych pasemek na jej 
ciemnych włosach i drobnych zmarszczek na jej twarzy, ale i tak była piękną kobietą. I 
bardzo szczęśliwą, odkąd uśmiechała się szeroko. Nosiła drogie czarne spodnie i 
stylowy żakiet, który przypominał Abigail jak jej matka uczestniczyła w kampanii.  
 
- Jak się masz? – Szła prosto do Abigail. – Jestem zachwycona, że mogę cię poznać. 
 
Charles podniósł rękę, by ją zatrzymać. – Dowód, proszę. 
 
Kobieta się zatrzymała. – Nie wzięłam mojej torebki. – Oparła ręce na biodrach z 
rozdrażnieniem. – Młody człowieku, czy naprawdę wyglądam dla ciebie jak jakaś 
terrorystka? – Jej oczy migotały humorem, gdy na niego patrzyła. – I mam nadzieję, że 
nie masz na myśli mnie przeszukiwać.  
 
Charles przełknął ślinę. – To nie będzie konieczne.  

background image

 
Abigail uśmiechnęła się, kiedy wstała. Kimkolwiek była ta kobieta, już ją polubiła.  
 
- Mamo! – Gregori szedł do nich, trzymając tacę. – Co tu tutaj robisz?  
 
- To tak mnie witasz? – Posłała mu surowe spojrzenie. – Przyszłam poznać twoją 
randkę, oczywiście. 
 
- Ona nie jest moją randką. – Gregori zacisnął zęby, kiedy postawił tacę na stoliku. 
 
Uśmiech Abigail się poszerzył. Widok emocji malujących się na twarzy Gregoriego był 
bezcenny. Szok, przerażenie, a później zmartwienie.  
 
- Co to? – Jego matka popatrzyła na dwa dania na tacy.  
 
- Homar i risotto ze szparagami. – wymamrotał, stawiając dania na stoliku. – Jedno dla 
każdego z moich gości. Nie przypominam sobie, bym cię zapraszał.  
 
- Cudownie pachnie! – zawołała jego matka. – Wezmę jedno. Dziękuję.  
 
- Mamo. – mruknął. – To jest biznesowe spotkanie.  
 
- Byłabym zachwycona, gdybyś została. – powiedziała Abigail. Było dużo zabawniej, 
móc patrzeć jak Gregori się skręca od środka.  
 
- Czy nie jest słodka? – Wyciągnęła rękę. – Jestem Radinka Holstein. Ale proszę, mów 
mi Radinka.  
 
- Jestem Abigail Tucker.  
 
- Nie dotykaj… - jęknął Gregori, kiedy Abigail potrząsała rękę jego matki.  
 
Radinka objęła jej dłoń swoimi i mocno ścisnęła. Na jej twarzy malował się szeroki 
uśmiech. – Tak, nareszcie! Ona jest… 
 
- Nie! – krzyknął Gregori, kiedy się skrzywił. – Przepraszam. – Pochylił się do swojej 
matki. – Pobożne życzenie, to wszystko. 
 
Prychnęła. – Nigdy nie mylę się w tych sprawach. 
 

background image

Ręce Gregoriego zacisnęły się w pięści, kiedy rozluźnił uścisk. – Usiądź, Mamo. Weź 
risotto. – Chwycił komplet sztućców zawiniętych i położył je na stoliku. Potem postawił 
przed nią talerz risotta.  
 
Abigail usiadła naprzeciwko jego mamy, a Gregori wręczył jej sztućce i postawił drugie 
risotto.  
 
- Drobne ostrzeżenie. – szepnął. – Ona poruszy temat dzieci, w mniej, niż pięć sekund. 
– Wyprostował się. – Więc, skąd się dowiedziałaś, że tu będę dzisiejszego wieczora, 
Matko? 
 
Rozwinęła serwetkę. – Roman, Angus i Emma teleportowali się do szkoły i przynieśli ze 
sobą Shannę, jej siostrę i ich matkę. Matka chciała się spotkać z wnukami. –  
 
Uśmiechnęła się do Abigail. – Wiedziałaś, że wampiry mogą mieć dzieci? 
 
Gregori jęknął.  
 
Usta Abigail się skrzywiły. Przypomniała sobie jak Gregori o tym wspominał w nocnym 
klubie, ale chciała usłyszeć więcej. – Bardzo interesujące. 
 
- Więc, co cię tutaj sprowadza, Mamo? – spytał, Gregori.  
 
- To bardzo proste. – Strzepała swoją serwetkę i rozłożyła na kolanach. – Emma 
powiedziała mi, że będziesz tutaj ze swoją randką, więc poprosiłam ją by mnie tutaj 
teleportowała, żebym mogła ją poznać.  
 
- Ona nie jest moja randka. – mruknął Gregori. – Ona jest córką prezydenta.  
 
- Wiem to. – Popatrzyła na Abigail, a jej oczy błyszczały. – Ona jest wszystkim, czego 
chciałam dla ciebie. I jest taka śliczna. Nie uważasz, że jest piękna, Gregori? 
 
- Mamo… 
 
- Nie bądź nieśmiały. Powinieneś powiedzieć jej, co do niej czujesz.  
 
Abigail zakryła usta, by ukryć swój szeroki uśmiech. Duży silny wampir nie mógł 
poradzić sobie z własną matką. Zerknęła na niego i zauważyła, że on groźnie na nią 
patrzył.  
 

background image

- Jest piękna. – szepnął. 
 
Jej serce załomotało. Wspomnienia z ubiegłej nocy napłynęły jej do umysłu. Przyznał 
się, że jej pragnął. A jego oczy pałały czerwienią z tego pragnienia.  
 
Jej spojrzenie znowu zabłądziło na jego szerokie zmysłowe wargi. 
 
Dobry Boże, usta tego mężczyzny ją prześladowały. Wszystko, o czym mogła teraz 
myśleć, to tylko całowanie go. 
 
- Zostaw nas na minutkę. – Radinka skinęła na Charlesa. – Nie musisz przynieść panu 
jedzenia? I potrzebujemy czegoś do picia.  
 
Gregori odchrząknął i dumnym krokiem udał się do kuchni.  
 
- Co z twoją matką, kochanie? – spytała, Radinka. – Zawsze ją podziwiała. Wydaje się, 
że ma w sobie dużo siły. 
 
Abigail przełknęła. – Tak, ma. Dziękuję. – Bawiła się serwetką. Miała wrażenie, że 
Gregori nie do końca rozumiał jak rozpaczliwie chciała pomóc swojej matce. – Muszę, 
znaleźć dla niej lekarstwo.  
 
- To bardzo wspaniały gest. – Radinka spróbowała risotto. – Doskonałe. Mój syn cię 
dobrze traktuje? 
 
- Tak. – Abigail czuła jak rumieniec wkrada jej się na policzki, kiedy przypomniała sobie 
usta i palce Gregoriego na swojej szyi. 
 
Popatrzyła na niego, kiedy zbliżył się do nich z tacą. Postawił szklanki wody z lodem dla 
każdego z nich i podał Charlesowi talerz z risottem.  
 
Odwrócił się do nich, marszcząc brwi. – To jest tylko pierwsze danie. Szef kuchni 
przygotowuje chilijską rybę Centropristes, jako następne. I wybrał dla was wino.  
 
- Cudownie! Dziękuję. – Radinka uśmiechnęła się do niego, a potem do Abigail. – Czyż 
nie jest słodki? 
 
Abigail uśmiechnęła się. Swatanie Radinki było dalekie od subtelnego.  
 

background image

- Mogę spytać, dlaczego tak uważałaś, by nie stać się obiektem obserwacji 
dziennikarzy? – spytała Radinka.  
 
Jej uśmiech zanikł. 
 
Gregori uniósł brwi, oczywiście czekając na jej odpowiedź.  
 
- Nigdy nie czułam się komfortowo z tą całą uwagą. – wymamrotała. 
 
Skrzyżował ramiona na piersi. – I? 
 
- I kiedy poszłam do college’u chciałam zostać sama, bym mogła skoncentrować się na 
moich studiach. Moje dane zostały całkowicie zmienione, używałam panieńskiego 
nazwiska mojej matki, May. 
 
- Abigail May? – spytał Gregori. 
 
Pokiwała głową. – Zrobiłam doktorat na formule, która wprawia ludzi w zastój. 
Zrobiłam to, by ratować ofiary wypadku zanim doczekaliby się operacji. Lub gdyby 
mojej matce się pogorszyło i by tego potrzebowała.  
 
- Interesujące. – powiedziała Radinka. 
 
Abigail westchnęła. – Wojsko chciało to wykorzystać, jako broń, by wprawić w zastój 
przeciwników. Zgodziłam się, bo myślałam, że to lepsze niż zabijanie wrogów. Więc, 
pozwoliłam im wykorzystać moją formułę, a oni dali mi laboratorium i urządzenia na 
mój użytek. To jest tajna wojskowa aparatura, więc nie mogę sobie pozwolić na media 
śledzące każdy mój ruch.  
 
- Poświęciłaś wiele ze swojego życia, by pomóc swojej matce. – kontynuowała Radinka. 
 
- Tak. – Abigail zerknęła na Gregoriego. – Zrobię wszystko, co będzie trzeba.  
 
On poprawił swój krawat. – Zobaczę czy Roman może już się z tobą spotkać. – Poszedł 
do dwuskrzydłowych drzwi i zniknął za nimi. 
 
Na pewno się śpieszył, aby stąd uciec. Abigail podniosła widelec i zaczęła grzebać w 
risotcie.  
 
Radinka prychnęła. – Zapomniał przynieść nam wino. 

background image

 
Abigail wzruszyła ramionami. – Nie jestem pewna, czy on rozumie jak ważna jest dla 
mnie matka.  
 
- On może nie chce się do tego przyznać, ale wie. – westchnęła Radinka. – Widzisz, mój 
mąż umarł na raka kości. Gregori zaczął studia na Yale, kiedy dostaliśmy tą wiadomość. 
Zrezygnował ze szkoły, wrócił do domu i spędzał każdą chwilę z ojcem. Wiedział, co się 
stanie, ale był załamany po śmierci Heinricha. Oboje byliśmy. 
 
- Tak mi przykro. – powiedziała Abigail. Więc to było smutne wspomnienie dla 
Gregoriego, kiedy powiedziała mu o chorobie matki. Rozumiał, przez co przechodziła. 
 
Oczy Radinki migotały łzami. – To był ciężki okres. Tak wiele smutku. I tak wiele 
długów. Gregori mieszkał w domu i pracował w dwóch miejscach, by pomóc mi je 
spłacić. Wzięłam pracę tutaj, jako kierownik biura Romana Draganestiego. Jak tylko 
spłaciliśmy dług, Gregori skończył studia magisterskie na NYU. On jest dobrym 
człowiekiem. Lojalnym i pracowitym. Mam nadzieję, że nie masz nic, przeciwko, że jest 
wampirem. 
 
Abigail nie wiedziała, co powiedzieć. – Więc, ja… 
 
Radinka sięgnęła przez stół, by ścisnąć jej dłoń. – Proszę, nie myśl o nim źle. To 
wszystko moja wina.  
 
- Twoja wina? Jak? 
 
Radinka rozsiadła się i pociągnęła nosem. – Po kilku miesiącach pracowania tutaj na 
nocną zmianę, zaczęłam się przyzwyczajać. Roman jest wspaniałym naukowcem, ale 
nieuważnym, jeśli zaangażuje się w jakiś projekt. Zostawiał na wpół puste butelki krwi 
w swoim gabinecie. Odkąd mieszkałam w starym kraju, Czechosłowacji, byłam 
świadoma wszystkich starych opowieści o wampirach. Później je zrozumiałam. 
 
 - Powiedziałaś mu? – spytała Abigail. 
 
Radinka pokiwała głową. – Przysięgłam zachować sekret. Potrzebowałam pracy. A 
Roman potrzebował mnie. Wszystko się dobrze układało, dopóki Gregoriemu nie 
przyszło do głowy, że to niebezpieczne dla mnie, pracować i jeździć tutaj w nocy. 
Chciał, żebym pracowała podczas dnia, ale oczywiście to było niemożliwe. 
Posprzeczaliśmy się o to. - Westchnęła. – Straciłam panowanie nad sobą i 

background image

powiedziałam Gregoriemu, że pracuję dla wampirów. Możesz sobie wyobrazić jego 
reakcję.  
 
Abigail wzięła łyk wody. – Co zrobił? 
 
- Najpierw, bał się, że postradałam rozum. Później, kiedy zaczął podejrzewać, ze to 
prawda, dostał bzika na punkcie mojego bezpieczeństwa. Przyjechał tutaj, by stawić 
czoło Romanowi. I właśnie wtedy to się stało. – Łza popłynęła po policzku Radinki. – 
Mój biedny syn. Próbował tylko mnie chronić.  
 
Abigail pochyliła się do przodu. – Co się stało? 
 
- Został zaatakowany na parkingu. Później dowiedzieliśmy się, że to był Casimir, lider 
Malkontentów. Kontrolował umysł Gregoriego i rozszarpał mu szyję. Pił z niego i 
zostawił go na pewną śmierć.  
 
Abigail przełknęła. Biedny Gregori.  
 
- Wtedy nie mieliśmy żadnych kamer. W końcu strażnicy znaleźli go, kiedy robili 
obchód. – Radinka wytarła łzę. – Już straciłam mojego męża. Nie mogłabym stracić 
także mojego syna. Błagałam Romana, by go zmienił. I zrobił to. 
 
Abigail wzięła głęboki oddech. Nie mogła winić Radinki. Także byłaby taka 
zdesperowana, by ratować kochającą osobę. – To musiał być wielki szok dla 
Gregoriego.  
 
- Tak, myślę, że był. – Radinka osuszyła oczy serwetką. – Ale próbował tego nie 
okazywać. Próbował się dopasować. Roman zaoferował mu pracę tutaj i pracował 
bardzo ciężko. Teraz jest prezesem ds. marketingu. 
 
Abigail się uśmiechnęła. Radinka była wyraźnie z niego dumna. – Ile miał lat, gdy został 
przemieniony? 
 
- Dwadzieścia dziewięć. – Radinka zjadła trochę risotto. – Ale to było w 1993. 
Najwyższy czas, by przestał zajmować się tymi głupimi Wampirzycami. Musi 
ustatkować się z miłą śmiertelną dziewczyną. Nie będę żyła wiecznie, wiesz,  
a chcę się doczekać wnuków.  
 

background image

- Jestem pewna, że to zrobisz. – Abigail skosztowała risotto. Naprawdę było doskonałe. 
Spojrzała na Charlesa, który skończył swoją porcję. - Jest więcej jedzenia w kuchni. – 
zwróciła się do niego. – I jakieś wino. Mógłbyś to przynieść? 
 
Zmarszczył brwi, obserwując Radinkę, kiedy pośpieszył do kuchni. 
 
Radinka parsknęła. – Czy on naprawdę myśli, że cię skrzywdzę? Moją własną przyszłą 
synową? 
 
Abigail otworzyła usta. – Ja… sądzę, że mogłaś źle odczytać mój związek z twoim 
synem. Nie jesteśmy na randce. 
 
Radinka wzruszyła ramionami. – Wszystko w swoim czasie. – Wskazała widelcem na 
Abigail. – Ale nie robię się coraz młodsza, więc nie karzcie mi czekać zbyt długo.  
 
- Ale ja… 
 
- Przynajmniej dwójka wnuków. – kontynuowała Radinka.  
 
Abigail wepchała zaciśniętą do kieszeni płaszcza, kiedy poczuła coś pod palcami.  
Zajrzała do kieszeni i znalazła tabletkę. Skąd to się wzięło? Wyciągnęła ją, by się jej 
przyjrzeć.  
 
Radinka zachichotała. – Gregori dał ci jedną z swoich pigułek antystresowych? 
 
Abigail ścisnęła ją. Dał? Kiedy? 
 

 
 
 
Tłumaczenie  by  karolcia_1994