background image
background image
background image

To nie ładnie tak ściągać 

wiedzę w ten sposób. 

Ale skoro już musisz.......

background image

Robert Krakowiak

Robert Krakowiak

Artykuły Portalu

DUCHOWA.PL

DUCHOWA.PL

    N

a wstępie chcę zaznaczyć, iż nie mam stuprocentowych dowodów na słuszność swoich 

teorii,   dlatego   proszę,   aby   każdy,   kto   czyta   moje   artykuły   nie   wierzył   bezwzględnie   we 
wszystko co piszę, a jedynie zastanowił się i odniósł to co przeczytał do swojej wiedzy, 
odczuć i doświadczeń. Na tej podstawie można zweryfikować moje informacje. 
     Proszę również, aby nikt nie krytykował zawartych tutaj treści tylko dlatego, że nie mieści 
się  to w  jego rozumowaniu, nie  jest zgodne  z jego teorią, wiedzą czy doświadczeniami, 
chyba, że ma na to sensowne argumenty.

Wydawnictwo 

DUCHOWA WIEDZA

 

background image

Copyright ©  Robert Krakowiak

Artykuły tutaj zawarte są własnością portalu DUCHOWA WIEDZA i nie mogą być powielane 
ani rozpowszechniane bez wcześniejszej zgody właściciela portalu. 

Robert Krakowiak
tel. 0-601 50 55 54
http://duchowa.pl

background image

K

K

imkolwiek jesteś,

imkolwiek jesteś,

 

 

jesteś człowiekiem, który dąży do zadowolenia

jesteś człowiekiem, który dąży do zadowolenia

z siebie, miłości i wewnętrznej harmonii.

z siebie, miłości i wewnętrznej harmonii.

Cokolwiek robisz,

Cokolwiek robisz,

 

 

starasz się by Twoja praca była doceniona.

starasz się by Twoja praca była doceniona.

 

 

W cokolwiek wierzysz,

W cokolwiek wierzysz,

 

 

starasz się żyć zgodnie ze swoimi ideałami.

starasz się żyć zgodnie ze swoimi ideałami.

Każdemu z nas, także i Tobie,

Każdemu z nas, także i Tobie,

 

 

dana jest droga do miłości, szczęśliwości

dana jest droga do miłości, szczęśliwości

i poznaniu samego siebie.

i poznaniu samego siebie.

Każdy z nas, także i Ty,

Każdy z nas, także i Ty,

 

 

jesteś zdolny do przejawiania

jesteś zdolny do przejawiania

swojej bosko doskonałej natury.

swojej bosko doskonałej natury.

Każdy z nas, także i Ty,

Każdy z nas, także i Ty,

 

 

sam kształtujesz własne życie i od Ciebie zależy

sam kształtujesz własne życie i od Ciebie zależy

jak bardzo szczęśliwy w nim jesteś!

jak bardzo szczęśliwy w nim jesteś!

background image

Artykuł 1

KRÓTKA INSTRUKCJA UŻYWANIA ŻYCIA

KRÓTKA INSTRUKCJA UŻYWANIA ŻYCIA

„Zapukajcie, a będzie wam otwarte.

Proście, a będzie wam dane.”

          Usłyszałem kiedyś stwierdzenie, iż człowiek został stworzony bez instrukcji obsługi. 
Przyglądając się ludzkiemu zachowaniu stwierdziłem, że coś w tym jest. Wystarczy przyjrzeć 
się temu, w jaki sposób ludzie traktują się nawzajem i jakie konsekwencje przynoszą ich nie-
przemyślane decyzje by przekonać się, że człowiek rzeczywiście nie potrafi posługiwać się 
swoim życiem. Każdy z nas w swoim życiu podejmuje określona ilość decyzji, które z zało-
żenia miały doprowadzić nas do szczęścia. Pomyślmy ile z nich przynosi zamierzony efekt. 
Warto więc zastanowić się, co chcemy w życiu osiągnąć, a do czego tak naprawdę dążymy i 
na czym się koncentrujemy.
     Brak dostatecznej wiedzy na nasz temat, a co za tym idzie, nasze życiowe doświadczenia 
skłaniają nas do poszukiwania samego siebie. Każdy z nas niewątpliwie zadał sobie nie raz 
pytania, skąd przyszliśmy i dokąd tak naprawdę zmierzamy. Na to drugie pytanie każdy powi-
nien sam poszukać odpowiedzi, gdyż ścieżka rozwoju duchowego jest indywidualna dla każ-
dego z nas. Jednak niewątpliwie naszym wspólnym celem w życiu jest osiągnięcie pełni 
szczęścia i miłości, a do tego niezbędny jest rozwój pełnej samoświadomości i samowystar-
czalności.   Gdy   zaczynamy   poznawać   siebie,   uświadamiamy   sobie,   że   jesteśmy   nie   tylko 
materialnymi istotami. Zauważamy, że mamy pragnienia, uczucia, emocje i intencje, które 
sterują naszym życiem, chociaż - musimy przyznać - nie zawsze tak, jak byśmy tego chcieli.
         Kiedy nauczam, że każdy z nas decyduje o swoim losie i sam wybiera sposób, w jaki 
będzie żył, spotykam się z częstą krytyką tej teorii typu: „Przecież nikt nie wybrałby sobie 
nędzy i cierpienia, każdy na pewno chciałby być bogaty i to tak, by nie musiał nic w życiu  
robić”
. Jednak myślimy w taki sposób wyłącznie częścią naszego umysłu - świadomym, śred-
nim Ja. Natomiast o naszym losie decydują wszystkie nasze jaźnie. Podświadoma jaźń, mię-
dzy innymi, stara się wyrażać dawne nie uzdrowione urazy, paraliżuje nasze decyzje zakodo-
wanymi w sobie lękami. Nadświadomość inspiruje nas i pcha do dalszego rozwoju, dalszej 
pracy nad sobą, materializując nam różne życiowe lekcje, co może nie zawsze podoba się 
świadomej części naszego umysłu, która skłania się raczej ku bierności.
      Pod wpływem medytacyjnych praktyk między naszymi trzema jaźniami rodzi się coraz 
większy kontakt, zaczynamy myśleć nie tylko świadomą - logiczną częścią umysłu, ale bar-
dziej bierzemy pod uwagę pragnienia i intencje pozostałych jaźni. Wtedy często okazuje się, 
że przestaje być dla nas najważniejszym posiadanie mnóstwa pieniędzy, nie potrzebujemy 
podróżować   po   świecie,   a   zaczynamy   chcieć   mieć  czystość   w   sobie,  harmonię,   spokój   i 
poczucie szczęścia w swoim wnętrzu.
      Postanowiłem napisać ten artykuł dla wszystkich tych, którzy poważnie traktują siebie, 
swój rozwój i swoja obecność na tej planecie. Tekst ten jest przeznaczony do praktycznego 
zastosowania. Ma on za zadanie pomóc w dążeniu do doskonałości, ale doskonałości dobrze 
rozumianej, której miarą jest szczęście.

Poczucie szczęścia jest miarą doskonałości.

           Postanowiłem zamieścić tutaj informacje na temat wszystkich czynności, które należy 
wziąć pod uwagę w czasie realizacji stawianych przez siebie celów. Poszczególne fazy są 
opisane ogólnie, nie wyczerpuję w nich tematu, dlatego należy poszerzyć tę wiedzę.

 

background image

    MAPA ŚWIADOMOŚCI 

„Poznaj swoją mapę i naucz się drogowskazów,

abyś przestał błądzić i szybko dotarł do celu swojego istnienia”

         By bardziej obrazowo przedstawić naszą psychiczną konstrukcję, naszą świadomość, 
spróbuję   porównać   ją   do   mapy.   Będzie   to   mapa   naszej   świadomości,   która   ułatwi 
wyobrażenie sobie zależności zachodzących między obiektami na niej zawartymi. Najpierw 
podzielmy ją na 3 części, trzy jaźnie: świadomą, podświadomą i nadświadomą. Kolejność nie 
jest tutaj przypadkowa, gdyż w takiej kolejności mają kontakt między sobą czyli że umysł 
świadomy   i   nadświadomy   komunikują   się   między   sobą   za   pośrednictwem   jaźni 
podświadomej.

     Umysł świadomy, czyli średnie Ja, przyjmuje informacje z zewnątrz czyli z otaczającego 
nas środowiska i naszych w nim doświadczeń, analizuje je i wyciąga osobiste wnioski. Na 
podstawie których podejmuje decyzje i poprzez to wpływa na nasze życie, kierując się przy 
tym głównie logicznym myśleniem, oraz wyuczonymi schematami. Zdarza się jednak, że 
ulega   emocjom,   pragnieniom,   wyobrażeniom   i   programom,   które   przechowuje 
podświadomość.   W   umyśle   świadomym,   który   cechuje   się   właśnie   logicznym   i 
intelektualnym myśleniem, znajduje się, nazwijmy to „monitor” oraz „kodeks moralny”.

        Podświadoma - niższa jaźń  natomiast przechowuje wszelkie wyobrażenia i programy, 
które powstały przy udziale umysłu świadomego. Steruje również częściowo naszym życiem, 
a dokładniej sytuacjami, które przypisujemy losowi i prawom natury w przekonaniu, iż nie 
mamy na nie najmniejszego wpływu. 

To co potocznie nazywamy losem 

i prawem natury, a co ingeruje w nasze życie, 

leży w kwestii działań naszej podświadomości.

     Za wszystkie losowe zdarzenia  w naszym życiu, jak również za zasady rządzące światem 
fizycznym, które nas dotykają,  jest odpowiedzialna nasza podświadomość, która kieruje się 
przechowywanymi   w   sobie   programami   i   wyobrażeniami   przyjętymi   w   zdecydowanej 
większości   z   zewnątrz,  od   otaczających   nas   ludzi.  To,   że   na   przykład,  ulegamy   prawom 
grawitacji, to tylko nasze wyobrażenie w które świece wierzymy, a wierzymy bo inni w to 
wierzą itd. To prawo znają i zmieniają Jogini którzy lewitują. W świadomości europejskiej 
jest jednak przekonanie, że to tylko wymyślone bajki.  
     Tak więc każdemu zostają wykreowane jego życiowe zdarzenia, przypisywane wypadkom 
losowym, bądź prawom natur. Wykonuje to jednak nasza podświadomość będąca przekonana 
o   wpływie   takiego   prawa   na   nas.   Takie   programy   w   podświadomości   kodują   się,   jak 
wspomniałem, za sprawą naszego umysłu świadomego, a dokładnie za sprawą tego na czym 
się on koncentrował, co zaobserwował, w co uwierzył i do czego dał się przekonać. Nasza 
podświadomość, bacznie przyglądając się temu, na czym koncentruje się umysł świadomy i 
stara się dokładnie odwzorować jego myślenie. Niższa jaźń, za wszelką cenę, stara się więc 
wykreować w postaci „losowego zdarzenia” coś, co w jej odczuciu jest przez nas, czyli umysł 
świadomy, oczekiwane. Wniosek z tego:

Umiejętnie sterując koncentracją umysłu świadomego,

możemy mieć pełny wpływ na nasz los i kontrolę nad nim.

      Naszym losem kieruje również pewien mechanizm, którym częściowo zawiaduje umysł 
podświadomy a częściowo wyższa jaźń. Mechanizm ten znany jest w naukach buddyjskich 

background image

jako prawo karmy - prawo przyczyny i skutku (został on pokrótce przedstawiony przeze mnie 
w   rozdziale:   „Co   tak   naprawdę   decyduje   o   naszym   losie”).   Podświadoma   jaźń   realizuje 
również zakodowane w przeszłości programy i wzorce myślowe, które wydają jej się nadal 
potrzebne, nie zawsze jednak adekwatne do naszej aktualnej sytuacji.
     Niższe Ja cechuje się prostym myśleniem typowym dla dziecka. Ta jaźń bierze wszystko 
dosłownie,   kieruje   się   emocjami,   myśli   jedynie   w   czasie   teraźniejszym   i   wyciąga   proste 
wnioski   na   podstawie   dostarczanych   jej   informacji,   bez   głębszej   ich   analizy.   Z 
podświadomością należy więc rozmawiać podobnie jak rozmawia się z dzieckiem. Jest ona 
bowiem   łatwowierna,   często   nawet   żarty   traktuje   poważnie.   Należy   o   tym   pamiętać 
szczególnie w czasie układania sobie afirmacji. Podświadoma jaźń posługuje się językiem 
obrazów   i   symboli,   tzn.   należy   jej   w   formie   komunikatu   podsyłać   obraz,   np.   jakiegoś 
przedmiotu,   który   kojarzy   się   z   tym,   co   chcemy   jej   przekazać,   i   na   odwrót,   obrazy   z 
podświadomości   należy   odbierać   jako   symboliczne,   czyli   należy   zastanowić   się   nad   ich 
znaczeniem i skojarzeniami.
     Jeśli do czegoś dążymy i koncentrujemy się na tym naszym umysłem świadomym, ale cel 
ten jest niesprecyzowany, nierealny, bądź nasze dążenia są sprzeczne z sobą, wykluczające 
się, to nasza niższe Ja kreuje nam to, co jest najbardziej zbliżone do naszych aspiracji, bądź 
jest im najbliższe skojarzeniowo. W przypadku sprzeczności szuka kompromisów, jednak są 
to kompromisy na miarę jej wyobrażeń, co znaczy, że mogą one być zupełnie niezgodne z 
intencjami świadomej części naszego umysłu. Ta jaźń zawiera w sobie „wyobrażenia o nas” 
oraz „moc sprawczą”.

         Trzecia jaźń - wyższa,  zwana  nadświadomą, przez wielu zapominana i niedoceniana, 
cechuje   się   intuicyjnym,   wydawałoby   się   czasem   nieracjonalnym,   jednak   w   praktyce 
najbardziej trafnym, myśleniem. Pokazuje nam najlepsze rozwiązania, dzięki którym możliwe 
jest nasze w pełni stabilne funkcjonowanie oraz dalszy rozwój. W niej zawarta jest „matryca 
naszej doskonałości” oraz „intuicja”, która podsuwa nam najlepsze rozwiązania zbliżające nas 
do doskonałego obrazu siebie.

background image

     Przyjrzyjmy się teraz poszczególnym częściom naszych trzech jaźni.

         Monitor  ma za zadanie monitorować otaczającą nas rzeczywistość i procesy myślowe 
zachodzące w  świadomej  jaźni. Charakteryzuje  się on zdolnością wizualizacji. Wszystkie 
zaobserwowane otaczające nas zdarzenia, które zarejestrował oraz nasze świadome decyzje, a 
także wizje stworzone oczami wyobraźni, przekazuje na przechowanie do podświadomości, 
gdzie są magazynowane w „zbiorze Ego”.

          Ego  to  magazyn   wyobrażeń  o   sobie,   otaczającym   nas   świecie   i   możliwościach 
przejawiania się w nim. Przechowuje wszystkie informacje i wyobrażenia, które biorą się z 
tego, na czym koncentruje się średnia jaźń a dokładnie nasz „monitor". Średnią wypadkową 
tych wyobrażeń  kieruje się „moc sprawcza” w czasie kreacji zdarzeń, których doświadczamy. 
„Ego” lubi wiedzieć o sobie jak najwięcej, nie lubi zmian i pozbywania się jakichkolwiek 
wyobrażeń, nawet jeśli są one negatywne. Jednym słowem, woli mieć złe wyobrażenia niż nie 
mieć ich w ogóle. Jeśli przechowuje w sobie sprzeczne z sobą wyobrażenia, to wprowadza w 
zakłopotanie,   dysharmonię,  a   nawet   doprowadza   do  głębokiej   depresji   całą   „mapę”   czyli 
naszą świadomość, nas samych. 

          Kodeks   moralny  jest   wyznacznikiem   naszego   świadomego   postępowania.   Został 
wypracowany głównie przez system wychowawczy w okresie naszego dzieciństwa. Zajmuje 
on funkcje centrum dowodzenia naszej świadomości, naszej deski rozdzielczej, gdyż z niego 
wychodzą   wszelkie   decyzje   które   podejmujemy.   Nim   przede   wszystkim   kieruje   się   nasz 
świadomy, logiczny umysł podejmując wszelkie decyzje, wykonanie których zleca kolejnemu 
punktowi naszej mapy, tj. „mocy sprawczej”.

         Moc   sprawcza  zawiera   się   w   podświadomej   części   naszej   mapy   i   przez   nią   jest 
zawiadywana. Owa moc jest odpowiedzialna za nasze zdarzenia losowe, czyli za to, co i kogo 
na swojej drodze życiowej spotykamy, czego dzięki tym osobom i z ich strony doświadczamy 
itp.   „Moc   sprawcza”   obecnie   kieruje   się   zawartością   „magazynu   wyobrażeń”   i   realizuje 
wypadkową tego, co jest w nim zakodowane, mimo iż początkowo, gdy nie mieliśmy jeszcze 
wyobrażeń, słuchała naszego, słabo rozwiniętego wówczas,   „kodeksu moralnego”. Nasza 
świadoma część umysłu, nie wierząc wówczas w siebie i w to, że może sama decydować o 
naszym życiu, zaczęła gromadzić wyobrażenia na swój temat, przyjmując je od otoczenia. 
Średnie Ja nie wiedząc zupełnie, co miałoby zlecić „mocy sprawczej”, nie wierząc jeszcze, że 
cokolwiek   samo   może,   co   wynikało   z   nieznajomości   siebie   i   niskiej   samooceny,   zleciło 
„mocy sprawczej” kierowanie się „zbiorem wyobrażeń”, w których przechowywane są w 
większości wyobrażenia i opinie innych na nasz temat i nasze, wyciągnięte na podstawie 
powyższych wnioski. A działo się tak dlatego, że mieliśmy przekonanie, iż to inni wiedzą 
lepiej, co ja - jako jednostka - mogę, na co ja zasługuję, co ja potrafię, a co mi się nigdy nie 
uda.

     Matryca doskonałości, która jest atutem wyższego Ja, jest niczym innym jak obrazem nas 
doskonałych. W niej znajdują się wszelkie informacje o naszej nieograniczonej doskonałości, 
nasz doskonały wizerunek, nasze wszelkie możliwości, predyspozycje i umiejętności, które 
ułatwiają   i   umilają   nam   życie.   Nasza   nadświadomość,   korzystając   z   „matrycy”,   potrafi 
pokazać   nam   najlepsze   rozwiązania   naszych   problemów,   przy   czym   nakłania   nas   do 
kierowania się miłością, dobrocią i do dążenia ku wiecznemu szczęściu. Jeśli średnia jaźń nie 
ma kontaktu z wyższym Ja, a co za tym idzie, nie wzoruje się na zawartej w niej „matrycy”, 
to za taką matrycę traktuje otaczającą nas rzeczywistość i otaczających nas ludzi, do których 
się upodobniamy.

     Poznając całą naszą świadomość, nietrudno stwierdzić, że im słabszy jest kontakt między 
poszczególnymi   jaźniami,   tym   trudniejsze   jest   funkcjonowanie   całego   umysłu   czyli 

background image

trudniejsze poruszanie się po naszej mapie i w rezultacie - słabsza kontrola naszego losu. 
Jednak dzięki jej poznaniu możemy znacznie łatwiej zrozumieć samych siebie, sprawniej 
poruszać po całej świadomości i nauczyć się żyć w radosny i korzystny dla nas sposób. 

     O różnicach między średnim i niższym Ja, konfliktach między nimi, oraz o tym jak lepiej 
porozumiewać   się   z   podświadomością   możesz   przeczytać   w   artykule:   „REGRESJA   – 
wycieczka w głąb siebie”.

     RUCHY TEKTONICZNE NASZEJ ŚWIADOMOŚCI 

          Z   lekcji   religii   na   pewno   pamiętamy   nauki,   iż   człowiek   jest   stworzony   na   wzór   i 
podobieństwo Boże. Podobne przekonanie panuje prawie w każdej religii, co znaczyłoby, że z 
założenia   mamy   prawo   rozwijać   się   i   urzeczywistnić   porównywalny   do   Boga   poziom 
świadomości. Dlaczego więc takiej doskonałości nie przejawiamy? 
     Sięgnijmy więc do historii i zastanówmy się. Bóg stworzył nas jako istoty doskonałe czyli 
stworzył nas z „matrycą doskonałości” i „mocą sprawczą”, jednak dał nam wolną wolę, no i 
oczywiście   nie   dał   nam   instrukcji   używania   życia   ;).   Na   początku   powstała   jedna   myśl 
„JESTEM” i tak się zaczęło. Wyodrębnił się wówczas „monitor”, który to zaobserwował oraz 
„centrum dowodzenia” (zwane tutaj „kodeksem moralnym”), które to stwierdziło. Owszem, 
dochodziły   do   nas   sygnały   z   naszej   „matrycy”   o   naszej   doskonałości,   ale   mając 
niewypracowane poczucie własnej wartości, brak wiary w siebie i deklaracji, co chcielibyśmy 
robić i jak się rozwijać, odrzucaliśmy sugestie z wyższego Ja, traktując je jako nierealne. 
Powątpiewając   w   swoją   doskonałość,   odizolowaliśmy   się   od   swojej   „matrycy”   czyli 
zamknęliśmy   się   na   „intuicję”.   W   tym   momencie   zrodził   się   podział   na   świadomą   i 
nadświadomą jaźń.
         Życie jednak pchało nas do przodu. Skoro byliśmy świadomi naszego istnienia, ale 
odcięliśmy się od doskonałego obrazu siebie, to w efekcie zaczęliśmy się zastanawiać: „Kim 
jestem i co ja tu robię?”. W tym momencie zaczął się rozwijać intelekt oraz podatność na 
przyjmowanie wyobrażeń o sobie z zewnątrz, w przekonaniu, że skoro ja nie wiem, kim i jaki 
jestem,   to   może   otaczające   mnie   osoby   coś   o   mnie   wiedzą.   I   tak   posypała   się   lawina 
informacji   na  nasz   temat.  Potrzebny  stał   się   nam   więc   magazyn,   który  by   te   informacje 
przechowywał.   W   tym   celu   stworzyliśmy   sobie   „magazyn   wyobrażeń”,   który   zaczął 
gromadzić wszelkie informacje w przekonaniu, że może kiedyś się przydadzą. Z chaosu myśli 
i   sprzecznych   z   sobą   wyobrażeń,   a   co   za   tym   idzie,   braku   klarownego   obrazu   siebie, 
wpadliśmy w pęd gromadzenia informacji. Chcieliśmy mieć ich jak najwięcej wierząc, że 
jeśli dowiemy się jeszcze więcej, to w końcu poznamy siebie i wyklaruje się pełny obraz nas, 
w którym nie będzie sprzeczności. Efektu można było się łatwo domyślać - coraz więcej 
komunikatów z coraz to różnych źródeł, z różnymi wobec nas intencjami, w konsekwencji 
coraz   większy   chaos   informacyjny.   Próba   poskładania   tego   i   stworzenia   sensownego 
wizerunku, biorąc pod uwagę oczywiście wszelkie zakodowane informacje, zawsze spalała na 
panewce, a czasem nawet doprowadzała do wściekłości i depresji. I tak zaczęły rodzić się 
nasze emocje i intencje. Ponieważ dłużej tego nie mogliśmy znieść, nie pozostało nam nic 
innego, jak zacząć odcinać się od magazynowanych wyobrażeń.
     W tym samym czasie nasza „moc sprawcza” ciągle dopytywała się „kodeksu moralnego”, 
co   ma   robić,   jak   się   przejawiać,   co   ma   kreować   w   naszym   życiu,   co   może   nas   w   nim 
spotykać. Zagubiony i słabo rozwinięty wówczas „kodeks moralny” odsyłał ją do „magazynu 
wyobrażeń” w przekonaniu, że sam nic nie wie, a otaczający nas ludzie na pewno są na nasz 
temat   bardziej   poinformowani.   „Moc   sprawcza”   została   więc   skierowana   do   „magazynu 
wyobrażeń” i zaczęła materializować wypadkową zawartych w niej informacji. Efektem tego 
stały się, potocznie uznane za losowe, zdarzenia nie zawsze dla nas korzystne.
         W  powstałym   chaosie,   nie   umiejąc   i   nie   chcąc  decydować  za  siebie   ani   odczuwać 
nagromadzonych informacji, emocji i wyobrażeń postanowiliśmy od nich się odciąć, dzięki 

background image

czemu   stworzył   się   kolejny   podział   naszego   umysłu   na   jego   świadomą   część   oraz 
podświadomą, która zawarła w sobie „magazyn ego” i „moc sprawczą”, którą odesłaliśmy do 
słuchania i materializowania wyobrażeń o sobie. Tak wytworzyła się obecna mapa naszej 
świadomości.
          Początki   i   potyczki   narodzin   podziału   naszej   świadomości   są   również   zawarte   w 
artykułach: „List od aniołka”, „Krótka opowieść o stworzeniu” oraz „Krótka opowieść o 
drodze do urzeczywistnienia”.

     BŁĘDNE SZLAKI NA MAPIE ŚWIADOMOŚCI 

      Ludzie, podejmując decyzje dotyczące np. współpracy z innymi czy rozpoczęcia jakiejś 
działalności,   kierują   się   zazwyczaj   umysłem   świadomym   czyli   racjonalnym   myśleniem. 
Kierują   się   wówczas   jedynie   informacją,   którą   na   dany   temat   posiadają,   stosując   czystą 
kalkulację,   wyliczając,   co   się   bardziej   opłaca   a   co   nie,   co   wydaje   się   bardziej   realne, 
bezpieczne, a co mogłoby być bardziej ryzykowne. Wyliczenia takie biorą się z rachunku 
prawdopodobieństwa. Taka wiedza, informacje i przemyślenia często są niewystarczające, nie 
jesteśmy bowiem świadomi wielu zagrożeń bądź celowo zostaliśmy wprowadzeni w błąd 
przez innych. Nie jesteśmy również świadomi pozytywnych wartości, które mogą przynieść 
inne   decyzje.   Na   podstawie   takich   informacji   nasze   przemyślenia,   a   nawet   ich   dogłębna 
analiza, może okazać się błędna.
     Adepci ścieżek duchowych, chcący kierować się w życiu intuicją, zaczynają najpierw od 
nawiązywania kontaktu z niższym Ja, dzięki czemu są w stanie uniknąć wielu zagrożeń. 
Zaobserwowałem u takich osób, że często unikają one jednak i pozytywnych decyzji, gdyż 
przestają   one   myśleć   racjonalnie,   a   chcąc   słuchać   wyłącznie   intuicji,   często   nie   potrafią 
odróżnić jej od podświadomych podszeptów, które biorą się z zakodowanych w niej wzorców 
zachowań, często błędnych. Podświadoma jaźń takiej osoby często odradza jej podejmowanie 
decyzji, które przyniosłyby wiele pozytywnych zmian, dlatego że ta jaźń nie lubi właśnie 
zmian nawet wtedy, jeśli są one korzystne.
     Jak to ma się w praktyce. Jeśli kierujemy się wyłącznie świadomą jaźnią czyli logicznym 
myśleniem, to wykorzystujemy wyłącznie wiedzę, jaką posiadamy, a która dotarła do nas z 
zewnątrz, wobec której nie mamy pewności, czy jest słuszna i prawdziwa. Jeśli kierujemy się 
jedynie   umysłem   podświadomym   czyli   odczuciami,   to   jaźń   podświadoma   podsuwa   nam 
pomysły,   które   w   jej   odczuciu   są   dobre   dla   nas   (najczęściej   będzie   to   brak   zmian   i 
realizowanie dotychczasowego stanu). Często ta jaźń może wręcz zachęcać do destrukcyjnego 
działania, gdyż w jej wyobrażeniu właśnie ono jest dla nas korzystne.
          Umysł   podświadomy   przechowuje   wiele   destrukcyjnych   programów,   które   możemy 
traktować jako dobre dla nas, dlatego zdarza się, że swoje wzorce destrukcyjne traktujemy 
jako intuicję. Niższe Ja stara się za wszelką cenę udowodnić rację swoich wzorców, które 
przechowuje, dlatego że kiedyś uznaliśmy je za dobre i od tamtej pory nie zostało zmienione 
nasze stanowisko wobec nich, mimo iż radykalnie mogła zmienić się nasza życiowa sytuacja. 
Dlatego też w czasie pracy z afirmacjami często napotykamy na opór ze strony podświadomej 
części umysłu.

Podświadomość nie odróżnia dobra od zła,

rozróżnia jedynie programy, z którymi się utożsamia,

od tych, które nie zostały zapisane w magazynie ego.

     Skąd się takie programy w nas biorą, szerzej wyjaśnia również artykuł: „Co tak naprawdę 
decyduje o naszym losie”

     Kolejną, bardzo istotną kwestią na ścieżce samorealizacji, o której nie należy zapominać 
jest  praca   nad   podnoszeniem   samooceny.   Jeśli   nasza   samoocena   będzie   niska,   wtedy 

background image

trudniej   jest   nam   uwierzyć   w   pozytywne   programy,   a   łatwiej   ulegamy   destrukcyjnym 
wzorcom, nie umiejąc ich odróżnić od korzystnych dla nas.
         Człowiek, który dąży do doskonałości we wszystkim, chcący sobie udowodnić, że we 
wszystkim jest dobry, tak naprawdę ma niskie poczucie własnej wartości. Najczęściej są to 
wyłącznie   intencje   dowartościowywania   się,   które   bazują   na   jego   niskiej   samoocenie. 
Człowiek naprawdę wartościowy potrafi powiedzieć: „Nie wiem, nie umiem tego, nie jest mi 
to potrzebne”. Będzie w  swoim  życiu realizował wyłącznie  to, co tak naprawdę jest  mu 
przydatne i co będzie dawało satysfakcję, bez potrzeby udowadniania czegokolwiek sobie i 
innym. Ale   równocześnie   musimy   pamiętać,  że  nie   należy  czuć  się   lepszymi   od  innych, 
możemy za to przejawiać w danym momencie większe ambicje i wiarę w siebie od innych 
konkretnych osób.

     PIERWSZE WYPRAWY SZLAKAMI MAPY 

      Co więc należy zrobić, by nasze decyzje były w pełni korzystne dla nas? Należy przede 
wszystkim   zaobserwować   myślenie   obu   jaźni,   świadomej   i   podświadomej,   przyjrzeć   się 
obiektywnie   informacjom,   jakie   dostajemy   z   ich   strony,   nauczyć   się   odróżniać   wzorce 
zachowań   zakodowane   w   podświadomej   części   umysłu   od   informacji   z   umysłu 
nadświadomego, które będą w pełni dla nas korzystne. A jak je odróżnić? W tym celu trzeba 
unikać pożądania, emocjonalnego popędu, pośpiechu, które zazwyczaj towarzyszą sugestiom 
z podświadomości. Sugestii nadświadomej zawsze towarzyszy spokój i przyjemne odczucie, 
pewność, że ta decyzja, to działanie będzie dla nas dobre. Nie będzie tam również lęków czy 
przestróg przed złem, które mogłoby nas spotkać a jedynie, w poczuciu spokoju, przyjemnie 
kojarzące się najlepsze rozwiązanie. W sytuacji błędnych decyzji wyższe Ja przejawia opór 
przed ich realizacją.
         Aby prawidłowo posługiwać się naszą mapą, należy rozróżnić, a następnie umiejętnie 
połączyć informacje z wszystkich trzech jaźni. Umysł świadomy ma wiedzieć, czego chce, 
jednak   ma   skoncentrować   się   na   efekcie   ostatecznym   zamierzonego   celu.   Sugestie   z 
podświadomości   mają   przestrzegać   nas   przed   ewentualnymi   zagrożeniami   i   realizacją 
negatywnych   wzorców,   które   należy   przeprogramować   poprzez   pracę   z   afirmacjami, 
medytacją itp. Powinno nauczyć się umiejętnie, ze spokojem i pokorą, wsłuchiwać w głos 
nadświadomości, która pokazuje nam najlepszą drogę do celu i podpowiada najtrafniejsze 
rozwiązania.   Jednak   kierować   się   nim   możemy   wówczas,   kiedy   będziemy   umiejętnie 
rozróżniać ten głos od podpowiedzi podświadomych, czyli wtedy, kiedy będziemy pewni, że 
jest   to   głos   z   nadświadomej   części   umysłu.   Jeśli   zlecamy   swojej   „mocy   sprawczej” 
przekonanie, że możemy coś zrobić, stać nas na to, są możliwości ku temu, pomimo że nie 
wiemy jeszcze, jak to zrobić, wówczas nasza podświadomość sama kontaktuje się z umysłem 
nadświadomym, by on podsunął nam najlepsze rozwiązanie.
     Należy pamiętać, że intuicja często podpowiada nieoczekiwane, zaskakujące lub, wydające 
się nam, ryzykowne decyzje, które z rachunku prawdopodobieństwa i z posiadanej wiedzy 
mogłyby nie mieć racji bytu, jednak w praktyce okazują się najbardziej trafne i korzystne. 
Intuicyjne   podpowiedzi   wraz   z   wizją   celu   ostatecznego,   na   którym   się   koncentrujemy, 
przechwytuje   umysł   podświadomy,   który   za   pomocą   „mocy  sprawczej”,   popartej  naszym 
świadomym działaniem, wdraża je w życie. 
         W skrócie można powiedzieć, że umysł świadomy jest zleceniodawcą, podświadomy 
wykonawcą a nadświadomy pomysłodawcą. Niższe Ja jest więc robotnikiem, który wykonuje 
zlecenia   pozostałych   jaźni.   Należy   pamiętać,   że   gdy   zostanie   coś   owemu   robotnikowi 
zlecone, ale nie zostanie wyjaśnione, co i jak dokładnie ma zrobić, to on zlecenie wykona po 
swojemu, na miarę wyuczonych przez siebie schematów, co nie zawsze daje pożądany efekt. 
Trzeba więc pamiętać, by dokładnie precyzować i wyjaśniać swoje zlecenia.

background image

Średnie Ja - zleceniodawca.

Niższe Ja - wykonawca.

Wyższe Ja - pomysłodawca.

         Możemy więc wpływać na „moc sprawczą”, naszym „centrum dowodzenia”, ale za 
pośrednictwem „magazynu wyobrażeń” i należy to robić umiejętnie. „Magazyn wyobrażeń” 
nie   ma   również   bezpośredniego   kontaktu   z   naszym   „moralnym   centrum”,   ma   go   za 
pośrednictwem „monitora”. W praktyce wygląda to tak, że podświadomość nie rozumie słów, 
tylko   obrazy,   jakie   tworzą   wypowiadane   przez   nas   słowa,   które   są   systematycznie 
powtarzane.
     Pierwszym krokiem, by umiejętnie wpływać na naszą „moc sprawczą” tak, by cała nasza 
mapa  odzyskała  zdrowe  funkcjonowanie, jest  nauka  pozytywnego myślenia.  Chce  jednak 
podkreślić,   że   chodzi   tutaj   o   zdrowe   podejście   to   takiej   nauki.   Chodzi   mi   o   pozytywne 
myślenie, które nie polega na oszukiwaniu się czy okłamywaniu, ale o takie, które łączy się z 
uwalnianiem   negatywnych   i   destrukcyjnych   wzorców   zachowań.   Na   ten   temat   polecam 
rozdział: „Pamiętaj o optymizmie”.
     Wiedząc, iż „magazyn ego” karmi się obrazami, musimy nauczyć się konstruować swoje 
myśli i wypowiadane zdania tak, by stworzyły one pożądany przez nas obraz. Nasz cel, jaki 
sobie   planujemy,   musi   więc   być   dobrze   zobrazowany   w   sposób   zrozumiały   dla 
podświadomości.   Przez   systematyczne   wizualizacje   tego   celu,   lub   powtarzanie   właściwie 
ułożonych   zdań   -   afirmacji,   formułujemy   podświadomości   cel,   jaki   ma   nam   ona 
zmaterializować.   By   mieć   pewność,   że   nasze   afirmacje   są   prawidłowe,   najlepiej   jest 
powiedzieć je sobie w myślach i sprawdzić, jak te słowa malują się w naszej wyobraźni i 
zastanowić się, czy to jest dokładnie to, czego tak naprawdę oczekujemy. Niezbędne tutaj 
będzie  nauczenie  się  języka podświadomości, która nieco  inaczej  postrzega  i  interpretuje 
wypowiadane przez nas słowa i myśli. Aby samodzielnie pracować z afirmacjami, należy 
nauczyć się umiejętnie je układać, tak by były one trafne i odpowiednie dla nas. Dokładniej i 
szerzej  piszę  o  tym  w  mojej  książce:   DZIECI  REGRESJI  -  Uzdrawianie  dzieciństwa,  w 
rozdziale pod tytułem „Nie bójmy się afirmacji”. Wyjaśniam w nim, jakie afirmacje działają 
w danej sytuacji i jakie afirmacje w pewnych sytuacjach mogłyby okazać się wręcz szkodliwe 
dla nas.
     Podam taki przykład, jeśli będziesz powtarzał sobie myśl: „W moim życiu nie pojawiają 
się   żadne   zagrożenia
”,  to  Twój   umysł   świadomy   zinterpretuje   ją   pozytywnie.   Jednak   w 
„monitorze” powstanie obraz wszelkich zagrożeń, które rzekomo mają się nie wydarzyć w 
Twoim   życiu,   a   zgodnie   z   zasadą:   „W   naszym   życiu   materializuje   się   to,   na   czym   się 
koncentrujemy”,   wizja   wszelkich   zagrożeń   zakoduje   się   w   „magazynie   wyobrażeń”   i 
dokładnie taki obraz zacznie materializować się w Twojej „mocy sprawczej”.
     Należy więc postudiować głębiej techniki pozytywnego myślenia czyli nauczyć się swoimi 
myślami tworzyć pozytywny, pożądany przez nas obraz. W powyższym wypadku poprawna 
afirmacja powinna brzmieć: „Zawsze jestem swobodny, bezpieczny i spokojny, gdyż w moim  
życiu pojawiają się same pozytywne i korzystne dla mnie wydarzenia”
. Co się teraz stało w 
naszym „monitorze”? Powstały w nim pozytywne i dobre dla nas obrazy naszego życia. Takie 
obrazy, coraz częściej podsuwane naszemu „magazynowi wyobrażeń”, sprawiają, że zmienia 
się   jego   ogólny   kształt,   a   co   za   tym   idzie   -   zmienia   się   wypadkowa   wyobrażeń 
przechwytywanych przez „moc sprawczą”.
     I tutaj kolejna miła niespodzianka. Im więcej pozytywnych myślokształtów, może jeszcze 
nie w pełni zgodnych z naszą „matrycą doskonałości”, ale znacznie zbliżonych do niej, a 
przede wszystkim nie zaprzeczających naszej „matrycy”, tym szybciej podświadoma jaźń 
zauważa ową „matrycę”, utożsamia się z nią i stwierdza: „Skoro moje myśli i programy nie 
zaprzeczają tym zawartym w „matrycy”, które jednak są o wiele lepsze, to może warto zacząć 
je   przyjmować   do   swojego   „magazynu   wyobrażeń”?”   I   tak   pomału,   w   myśl   zasady,   że 
praktyka   czyni   mistrza,   odbudowuje   się   zaufanie   do   naszej   doskonałości,   a   wraz   z 
wypracowaną   wysoką   samooceną   i   wiarą   w   siebie   sprawiamy,   że   doceniamy   siebie   i 

background image

zaczynamy w pełni korzystać z przekonania, że jesteśmy stworzeni na wzór i podobieństwo 
Boga.

     Jednak w opisywanej przeze mnie na początku sytuacji, którą raczej każdy z nas jeszcze 
przejawia,   nie   ma   takiej   możliwości,   abyśmy   swoim   „kodeksem   moralnym”   wpływali 
bezpośrednio na „moc sprawczą”, ani też zwrócili ją w stronę „matrycy doskonałości”, co 
jednak jest przecież naszym finalnym celem. Wszystko wymaga czasu i pracy - również 
rozwój duchowy -, a więc zacznijmy od podstaw.

     BUDOWA NOWYCH SZLAKÓW 

         Jednym z pierwszych kroków, jakie powinniśmy zrobić, by zacząć przejawiać w życiu 
codziennym swoje kreacje oraz wizerunek z własnej „matrycy doskonałości”, jest, nierzadko 
radykalna, zmiana naszego stosunku do otaczającego nas świata. Należy wiedzieć, że jeśli 
otoczenie przestanie na nas oddziaływać, wówczas pozwoli to naszej „matrycy” swobodniej 
się ujawniać w naszej codzienności. W mniejszym lub większym stopniu bowiem mamy 
zakodowany przymus standardowego zachowywania się, czujemy się zobowiązani pamiętać, 
jak i gdzie należy postąpić, co i w jakiej sytuacji nam wypada zrobić, a co nie, zastanawiamy 
się, czy nasze zachowanie jest stosowne w danej sytuacji, wobec kogo musimy czuć się 
pokorni, itp. Przy takim podejściu do życia zapominamy o naszej „matrycy” czyli o naszym 
luzie, dobrym samopoczuciu i swobodzie.
     Dobrze jest odpuścić sobie stereotypy materialnego świata czyli życia według wyuczonych 
wzorców   i   schematów,   naśladowanie   innych   ludzi,   przejmowanie   się   opinią   innych, 
kierowanie się emocjami, rywalizacją, pogonią za materią, aktualną modą, itp. Można być od 
tego wolnym, żyć zgodnie z własną wolą i z własnym sumieniem, robiąc to, co uznajemy za 
zdrowe, z czym sami się dobrze czujemy. Zazwyczaj wtedy okazuje się, że ludzie doceniają 
nas i kochają właśnie za nasz własny styl bycia. Wiele osób niewątpliwie może się od nas w 
takiej sytuacji odsunąć, ale mogą to być wyłącznie osoby, które nie miały do nas w pełni 
zdrowego stosunku. Należy nauczyć się nie przejmować opinią ludzi i nie starać się spełniać 
ich oczekiwań oraz uwolnić się od nikomu niepotrzebnego współczucia. Jeśli my sami swój 
nowy styl życia w pełni zaakceptujemy i poczujemy się z nim dobrze i niewinnie, to zostanie 
on   również   zaakceptowany   i   będzie   normalnie   traktowany   przez   innych,   nawet,   jeśli 
będziemy zachowywać się nieracjonalnie.

          Kolejnym   krokiem   do   osiągnięcia   jakiegokolwiek   sukcesu   jest   uwolnienie   się   od 
negatywnych, ograniczających nas wzorców zachowania. 

Należy uświadomić sobie, że jestem Ja, a nie wyobrażenia o mnie.

Trzeba nauczyć się to rozróżniać.

          Nasz   „magazyn   ego”   może   przechowywać   mnóstwo   negatywnych,   destruktywnych 
programów, które nie pozwalają na przejaw pozytywnej kreacji. Dlatego, aby pozytywne 
afirmacje mogły wpływać na nasz los i przybliżać nas do naszej „matrycy doskonałości”, 
musimy   najpierw   oczyścić   „magazyn   ego”   z   negatywnych   wzorców   zachowania.   Stres, 
negatywne   emocje,   lęk   wpływają   w   znaczny   sposób   na   realizację   naszych   planów. 
Koncentrując się na lękach i napięciach, nie potrafimy racjonalnie myśleć, gdyż te emocje 
zaprzątają nasz umysł.
          Gdy   nasze   ciało   jest   napięte   pod   wpływem   negatywnych   emocji,   powstają   w   nim 
długotrwałe mikronapięcia mięśni, które przyczyniają się do nieprawidłowej pracy układu 
nerwowego, co powoduje dostarczanie przez niego nieprawdziwych informacji do naszych 
organów wewnętrznych. W efekcie organizm zaczyna nieprawidłowo funkcjonować i ciężko 
chorować. Napięcia mięśni wokół kręgosłupa doprowadzają z kolei do jego skrzywienia, w 

background image

wyniku czego poszczególne jego kręgi również uciskają na nerwy, wychodzące z rdzenia 
kręgowego.   Napięcia,   stres,   nerwica,   pogarszają   nasze   krążenie.   Nasz   oddech   staje   się 
niepełny, płytki, a nawet przerywany na parę sekund. W konsekwencji doprowadza to do 
niedotlenienia organizmu, w tym mózgu, i wtedy nie potrafimy już trzeźwo i racjonalnie 
myśleć. 

Nasze zdrowie jest zależne od naszego stanu psychicznego.

     Jeśli natomiast mamy pogodę ducha, jesteśmy zadowoleni, uśmiechnięci, wolni od lęków i 
negatywnych odczuć, a naszego umysłu nie zaprzątają niepotrzebne myśli, odciągające nas od 
zdrowej i pełnej analizy danej sytuacji, to wówczas łatwiej przychodzą nam do głowy dobre 
pomysły i dobre rozwiązania powstających trudności. Więcej na temat zdrowia w rozdziale: 
„Samouzdrawianie fizyczne”.

     Teraz możemy już postawić pierwszy poważny krok na drodze do realizacji naszego celu. 
Należy podjąć stanowczą decyzję:  „Chcę, by to życie, w którym właśnie się przejawiam, 
dawało mi satysfakcję i możliwości pełnego realizowania siebie. Chcę doświadczać szczęścia 
i radości w tym świecie, tu i teraz. Chcę czuć się niezależny od materii, ale umieć się nią  
cieszyć   i   z   niej   korzystać.   Tu   gdzie   jestem,   czeka   mnie   wspaniałe   życie”
.   Myśląc   tak, 
wypracowujemy w sobie przekonanie, że miejsce, gdzie jesteśmy, jest dla nas najlepsze i 
najkorzystniejsze  dla  naszego  rozwoju  i   urzeczywistnienia  szczęścia,  do  którego  przecież 
dążymy.
     Każdy teraz pomyśli, że przecież to oczywiste, że z takimi intencjami żyjemy i dokładnie 
tego chcemy już  od dawna. Jednak czy tak naprawdę powiedzieliśmy to sobie? Czy tak 
naprawdę zrobiliśmy cokolwiek, by ten swój cel - szczęście zacząć realizować? Czy może 
jednak woleliśmy wybrać narzekanie i poddanie się presji wyobrażeń otoczenia? Jeśli jednak 
ulegałeś temu drugiemu, to nie ma co zwlekać. Stań teraz przed lustrem i powiedz głośno i 
wyraźnie:  „Zrobię   teraz   wszystko,   by   być   szczęśliwym”  i   zacznij   każdą   czynność   dnia 
wykonywać pamiętając o swoim postanowieniu i o codziennym pozytywnym nastawieniu. 
Pamiętaj o tym, to bardzo ważne.

     Jeśli już wiesz, że chcesz być szczęśliwy i gotowy zrobić wszystko, by ten nasz świat do 
tego wykorzystać, możesz przystąpić do dalszej pracy.

      Teraz należy postawić sobie cel jak najbardziej zbliżony do boskiego obrazu siebie. By 
mieć tego pewność, można w medytacji poddać go weryfikacji umysłowi nadświadomemu. Z 
owym   obrazem   należy   dobrze   się   czuć,   mieć   w   i   z   nim   dobre   samopoczucie,   czuć   się 
niewinnie, bezpiecznie i w porządku wobec siebie i innych, a przede wszystkim czuć pełną 
radość   i   wewnętrzną   satysfakcję   z   jego   realizacji.   Nie   powinno   w   nim   być   nic,   co 
wprowadzałoby cię w zakłopotanie czy negatywne emocje. Wtedy masz pewność, że ten 
obraz   jest   bosko   doskonały   lub   zbliżony   do   owego   ideału.   Należy   również   uwierzyć   w 
realność   stawianego   przez   siebie   celu.   Początkowo   nie   musisz   widzieć   szczegółów, 
wystarczy,   że   zobaczysz   siebie   z   wyobrażeniem,   iż   cokolwiek   to   jest,   daje   ci   to   pełną 
satysfakcję. Na tym etapie nie jest jeszcze konieczne byś zobaczył czym dokładnie masz się 
zajmować,   powinieneś   za   to   mieć   pewność,   że   właśnie   to,   pomimo   że   jest   jeszcze   nie 
sprecyzowane,   jest   dokładnie   tym   czymś,   co   daje   ci   pełnie   szczęścia   i   zadowolenia,   w 
dodatku z poczuciem, że przychodzi ci to łatwo i w prosty sposób.
     Ważne jest, by nie szukać drogi do postawionego sobie celu i na niej się koncentrować, ale 
skupiać swoją uwagę na celu ostatecznym, już zrealizowanym czyli zobaczyć siebie już z 
celem urzeczywistnionym, z urzeczywistnionymi cechami pożądanymi przez siebie, zobaczyć 
siebie cieszącego się i korzystającego ze swoich osiągnięć. Należy wszystkie swoje czynności 
wykonywać z silnym przeświadczeniem, iż postawiony przez nas cel jest oczywisty, a my 
jesteśmy   pewni   jego   materializacji.   Należy   pamiętać,   by   każdą   swoją   pozytywną   myśl 

background image

potwierdzać swoimi czynami w codziennym życiu.
         Należy również ustalić z niższym Ja nowy wizerunek siebie - wolny od podatności na 
sugestie   z   zewnątrz,   od   kierowania   się   emocjami,   zwątpień   oraz   z   poczuciem   własnej 
wartości i pewnością siebie. Zapytać, czy niższa jaźń ma coś przeciwko niemu i nakazać jej 
jego realizację. Jeśli będzie od tego wizerunku uciekać w negatywne emocje i zwątpienia, 
wówczas należy jej wydać stanowczy nakaz, by trzymała się zleconego zadania i zaprzestała 
utożsamiania się z negatywnymi emocjami. Należy dobrze jej wyjaśnić nasze idee, zachęcić 
do   realizacji   pozytywnego   celu,   a   w   ostateczności   stanowczo   jej   nakazywać   wykonanie 
powyższego. Trzeba również wysłuchać argumentów podświadomości, spełnić jej ewentualne 
wymagania, o ile są one pozytywne. Należy więc nauczyć się odróżniać potrzeby niższego Ja 
od negatywnych, destrukcyjnych i niepotrzebnych nam obecnie wzorców zachowania.
         Wybór   drogi   do   realizacji   celu   należy   pozostawić   do   uzgodnienia   między   jaźniami 
nadświadomą i podświadomą. W tym momencie umysł świadomy nie powinien ingerować a 
jedynie realizowaną, opracowaną przez pozostałe jaźnie, drogę, zaakceptować i zaufać, że jest 
najlepsza.   Z   upływem   czasu,   w   wyniku   systematycznej   praktyki   koncentrowania   się   na 
doskonałym obrazie siebie, powinny spontanicznie pojawiać się w twoim życiu konkretne 
rzeczy, które mieszczą się w ramach owego obrazu, a ty wtedy będziemy mieć pewność, że są 
one właśnie tym, co daje ci szczęście i satysfakcję. Na tak stworzonym obrazie siebie należy 
się   koncentrować   i   w   miarę   możliwości   najbardziej   do   niego   dostrajać   czyli   starać   się 
każdego dnia robić wszystko to, co jest do tego obrazu najbardziej zbliżone.

     W czasie dłuższej i systematycznej praktyki co jakiś czas mogą pojawiać się opory przed 
dalszą realizacją naszej kreacji. Może pojawić się znużenie, zniechęcenie, nieuzasadnione 
lęki, obawy a nawet, choć to mało prawdopodobne, depresyjne i agresywne stany. Często w 
takiej sytuacji ludzie rezygnują z dalszej pracy nad sobą i pozostają z uzewnętrznionymi 
emocjami. W takich sytuacjach nie przerywając swojej pracy, należy ją kontynuować. Dobrze 
jest postarać się nie ulegać negatywnym odczuciom, zastępując je wiarą w moc pozytywnej 
kreacji. Można powtarzać sobie wówczas myśl typu: „Ja i tak swój cel osiągnę i tak nadal  
jest to możliwe”
. Jednak w sytuacji powtarzających się negatywnych myśli należy zastanowić 
się nad ich przyczyną i skupić się na ich uwolnieniu. Są to emocje i ograniczające wzorce 
zachowań,   które   były   głęboko   stłumione,   a   które   uzewnętrzniają   się   wraz   z   pracą   nad 
pozytywną kreacją i podnoszeniem samooceny. Trzeba pamiętać, że rozwój duchowy, czyli 
praca   nad   sobą,   to   nie   oszukiwanie   siebie,   ale   przekonywanie   samego   siebie   o   swoich 
możliwościach   i   o   słuszności   pozytywnych   wartości   życia.   Ważna   jest   także   praca   nad 
uwolnieniem oporów czyli negatywnych programów przeciwstawnych pozytywnym celom. 

     ŚLEPE ULICZKI

     Możemy wyodrębnić kilka przyczyny bezskutecznego dążenia do realizacji postawionego 
przez siebie celu. 

     Po pierwsze - zbyt niska samoocena czyli niewiara w to, że możemy swój pozytywny cel 
urzeczywistnić, że możemy zmienić swój dotychczasowy sposób życia; pokutujące w nas 
przekonanie, że nie zasługujemy na to, nie mamy prawa, że jesteśmy za mało warci, by 
osiągnąć jakikolwiek sukces. 

          Po   drugie   -   niezrozumienie   siebie   lub   stawianego   przez   siebie   celu.   Można   mieć 
niesprecyzowany swój cel i realizować go bez głębszego zastanowienia się nad jego sensem i 
przydatnością.

         Po trzecie - możemy próbować realizować sprzeczne z sobą programy, a jak wiemy, 
sprzeczności nie dają się zmaterializować. Cel mógł na przykład nie być zgodny z „matrycą 

background image

doskonałości”.   To   znaczy,   że   podświadomość   dostaje   zlecenie   z   umysłu   świadomego 
sprzeczne   z   informacją   z   wyższego   Ja.   Możemy   chcieć   osiągnąć   coś   nie   dla   naszego 
osobistego rozwoju, ale na przykład z egoistycznych pobudek, typu chęć zemsty na kimś. 
Możemy chcieć komuś zaszkodzić swoimi czynami, jednak nasza „matrycowa natura” nie ma 
w sobie zawistnych cech. Możemy chcieć się dowartościować, zaszpanować, lub komuś coś 
udowodnić, natomiast nasza nadświadoma jaźń nie ma w sobie żadnych emocji i nigdy się 
nimi nie kieruje. Egoistyczne cele nigdy nie dają się zmaterializować kiedy angażujemy do 
pracy wszystkie nasze jaźnie.

          Po   czwarte   -   mogły   zostać   uwolnione   nie   wszystkie   negatywne   wzorce   myślowe 
przeciwstawne do stawianego sobie celu. Wiele takich wzorców może być głęboko ukrytych, 
i   dlatego   nie   zdajemy   sobie   sprawy   z   ich   istnienia.   Możemy   się   silnie,   podświadomie 
utożsamiać   z   tym,   co   nas   ogranicza.   Głównie   będzie   to   bazować   na   traumatycznych 
przeżyciach w przeszłości, co przeradza się w brak wiary w siebie i w realność stawianych 
sobie obecnie celów. Możemy również bać się, że wraz z uwolnieniem ograniczających nas 
wzorców,   z   którymi   się   utożsamiamy,   stracimy   coś,   co   wydaje   nam   się   jeszcze   cenne, 
atrakcyjne lub przydatne. Możemy również obawiać się jakiejkolwiek zmian, ponieważ nie 
wierzymy, że może nas spotkać w życiu coś lepszego od tego, co aktualnie doświadczamy.
     W sytuacji pojawienia się wyżej wymienionych powodów należy powrócić do pracy nad 
uwolnieniem przyczyn negatywnych wzorców myślowych.

          Procesów   zachodzących   w   podświadomości   jesteśmy   świadomi   najwyżej   w   10 
procentach. Czasem zdarza się, że ktoś po krótkim czasie pracy z sobą ma wyraźne efekty i 
od razu doświadcza mocy pozytywnej kreacji. Jednak w niedługim czasie może przekonać 
się, że pojawi się problem z osiągnięciem następnego celu. Dzieje się tak dlatego, że mamy 
silnie zakodowane negatywne wzorce, przeciwstawne do kodowanych pozytywnych kreacji. 
Nie   urzeczywistnimy   nic   z   tego,   co   zawiera   nasza   „matryca   doskonałości”,   dopóki   nie 
popracujemy nad uwolnieniem negatywnych wzorców.
     Żyjemy w społeczności, w kraju, w którym od wieku dziecięcego koduje się właśnie takie 
negatywne wzorce. Dzieci motywuje się destruktywnie, strachem, krzycząc np. „Zacznij się, 
głąbie, wreszcie uczyć.”
 Być może jest to przesadny przykład, ale jest on stosowany w wielu 
rodzinach. Z takiego kodowania czasem rodzi się mobilizacja do pracy, ale również zostaje 
ugruntowana niska samoocena, czyli wewnętrzne przeświadczenie, że tak naprawdę to jestem 
mało wartościowy i tylko ciężką pracą mogę coś osiągnąć. Takie przekonania są silne, dlatego 
że   pojawiają   się   w   okresie   naszego   dzieciństwa.   Jako   dzieci   jesteśmy   łatwowierni,   a 
dodatkowo pierwsze przekonania i wyobrażenia silnie się kodują w świadomości dziecka i 
trudno   je   w   późniejszym   okresie   wykorzenić.   Podświadomość   chłonie   jak   gąbka 
uzmysławiane w dzieciństwie wyobrażenia, ale niechętnie zmienia już zaistniałe na nowe i to 
na tym polega cały problem.
     Jeśli nie możemy czegoś urzeczywistnić poprzez pracę nad pozytywną kreacją, to może to 
znaczyć,   że   mamy   silne   przeświadczenie   z   przeszłości,   przeciwstawne   do   tego,   które 
próbujemy wykreować. Zbawienna może okazać się tutaj praca z afirmacjami uwalniającymi 
i przebaczającymi oraz praca z technikami regresywnymi.

     Należy również pamiętać o tym, żeby w czasie stawiania sobie celu nie ingerować w życie 
konkretnych ludzi, gdyż nie mamy pewności, że te osoby są w stanie i gotowe spełnić nasze 
oczekiwania. Masz jednak prawo dostać to, co sobie zaplanujesz od innych osób, ale nie 
możesz sugerować konkretnie od których. Możesz sobie afirmować idealnego partnera, który 
okaże ci  pełną miłość, ale nie możesz  skupiać się na  konkretnej  osobie. Jeśli już mamy 
partnera, a on nie jest w stanie odwzajemnić naszych uczuć i tym samym nie jest w stanie 
ofiarować nam tego, czego od niego oczekujemy, musimy być gotowi na pojawienie się w 
naszym życiu innego partnera.
         Podobnie będzie z pracą. Jeśli ta praca, w której aktualnie pracujesz, nie jest w stanie 

background image

zaspokoić twoich oczekiwań, to musisz być przygotowany na zmianę zatrudnienia. Jednak nie 
zawsze będzie nam to potrzebne. Ta praca, w której pracujesz, może okazać się korzystna i w 
pełni  satysfakcjonująca  cię po  niewielkich zmianach. Również partner,  z  którym  obecnie 
jesteś związany, może nagle się zmienić i zacząć odwzajemniać twoje uczucia. Jednak ty nie 
powinieneś   sugerować,   która   z   sytuacji   miałaby   się   zmaterializować.   Co   do   tworzenia 
związków, to należy pamiętać, że chodzi tutaj o odwzajemnienie uczuć a nie tylko o to, co się 
dostaje   od   innych   czyli   należy   być   gotowym   na   odwzajemnienie   własnych   oczekiwań. 
Natomiast   w   przypadku   kreacji   satysfakcjonującej   pracy   należy   wypracować   również 
poczucie własnej kompetencji, rzetelności i skuteczności, a nie oczekiwać tylko wysokiego 
wynagrodzenia.

     WYPRAWA DO CELU NASZEJ PODRÓŻY

     Jeśli masz już swój cel zaplanowany i jesteś gotów spełnić wszystkie powyższe warunki, 
to możesz wybrać się w dalszą wyprawę.
         Należy, najlepiej w głębokiej medytacji lub modlitwie, powiedzieć sobie to, co chcesz 
osiągnąć i nakazać niższemu Ja, w formie stanowczego żądania, wykonanie tego. Pamiętać 
przy tym, powinniśmy, by odpuścić sobie wszelkie złe, nieczyste i egoistyczne pobudki, czyli 
pozostawać w  pełni wolnym od negatywnych emocji, myśli, zwątpień i lęków, które nie 
pozwoliłyby na przejaw pozytywnej kreacji. Jednak zlecając podświadomej jaźni powyższe 
zadanie,   należy   wysłuchać   tego,   co   ona   na   ten   temat   sądzi.   Umysł   podświadomy   może 
zasygnalizować nam pewne zmiany do spełnienia których potrzebowałby pewnych warunków 
ze strony średniego Ja. Należy pamiętać, że to ma być współpraca między jaźniami, nie 
można traktować niższego Ja jak niewolnika. Należy jednak być stanowczym w  sytuacji 
przejawiania się negatywnych oporów, typu niechęć do zmian. W sytuacji pojawiania się 
lęków należy zastanowić się nad ich przyczyną i popracować nad ich zniwelowaniem. Ma to 
więc być stanowcze zlecenie zadania naszemu podświadomemu „robotnikowi”, wysłuchując 
jego sugestii.
          Jeśli   nasze   żądanie   jest   realne   a   umysł   podświadomy   przejawia   opory   przed   jego 
realizacją,  twierdząc:  „Tego  się   nie   da  zrobić,  to  jest   niemożliwe   do  wykonania”,  wtedy 
powtarzamy mu takie myśli: „Ja nie wiem jak, ale wiem, że to jest możliwe, wiem, że to się da  
zrobić, to jest dla nas naturalne, jest wiele sposobów, by to osiągnąć”
. Jeśli przekonamy 
swoja podświadomość do tego, a mimo to ona nie znajdzie żadnego pomysłu na realizację 
naszego żądania, to zwróci się w stronę nadświadomej jaźni, prosząc ją o wskazówki.
         W czasie przekonywania podświadomości do realności tego, co dla niej wydaje się 
niemożliwe wiem, z własnego doświadczenia, jak silnych argumentów potrafi ona użyć, by 
odciągnąć   nas   od   zamierzonego   celu.   Trzeba   jednak   być   stanowczym,   nieugiętym   i 
wytrwałym. Można do tego używać różnych technik medytacyjnych bądź afirmacyjnych. Na 
początku   takiej   pracy   podświadomość   zazwyczaj   będzie   przekonywać   nas   twierdzeniami 
typu: „To niemożliwe, tego się nie da, to się nam nigdy nie uda, nie ma takich możliwości”. 
Po pewnym czasie zacznie twierdzić, że: „To może jest możliwe, ale nie dla nas, innym tak,  
ale nam się nigdy nie uda”
. W czasie dalszej, wytrwałej pracy zacznie się uginać i pojawią się 
myśli typu:  „To jest możliwe, ale jeszcze nie teraz, nie w tych czasach, warunkach”. Może 
również zrzucać brak możliwości na innych, np. polityków, przełożonych w pracy, rodzinę 
itp. Może wymyślać inne powody, przez które miałaby być niemożliwa nasza kreacja. Należy 
się nad tym zastanowić i ewentualnie inaczej skonstruować naszą afirmację - żądanie lub - w 
zależności od argumentów - zmienić własne podejście bądź przekonać ją, iż jej argumenty są 
bezpodstawne.   W   czasie   dalszej   pracy   negatywne   argumenty   podświadomości   powinny 
słabnąć i powinna ona udzielać coraz to przychylniejszych odpowiedzi.
     Podejrzewam, że w czasie takiej pracy niejeden z was ulegnie podświadomym oporom i 
zwątpi   w   swoje   możliwości,   bądź   pobłądzi   na   swojej   „mapie   świadomości”.   Dlatego 
pamiętaj,   trzeba   być   stanowczym   i   wytrwałym,   jednak   nie   rozkazywać,   terroryzować 

background image

podświadomości, a wsłuchiwać się w nią i pertraktować, przekonywać do realności naszego 
zlecenia.   Dobrze   jest   pamiętać,   że   podświadoma   jaźń,   jak   małe   dziecko,   lubi   zabawę   i 
przyjemności, dobrze jest więc sugerować jej, że w naszym zleceniu będzie to, co ona lubi. 
Dobrze jest również pochwalić ją i nagrodzić w jakiś sposób za choćby niewielki postęp.

         Cała tajemnica mocy kreacji tkwi więc w pełnym spokoju i w silnym niewzruszonym 
przeświadczeniu naszego umysłu, że postawiony przez nas cel jest w pełni realny, jest dla nas 
korzystny, przyjemny i bardzo przez nas oczekiwany, a cały wszechświat już dąży do jego 
realizacji.

Pewność, wiara w siebie i spokojne, ale stanowcze żądanie.

      Z takim przeświadczeniem, oraz w wolności od zwątpień, należy pozostać do momentu 
pełnego urzeczywistnienia naszego celu. Jednocześnie własnymi czynami należy potwierdzać 
swoje przekonanie.

     Co więc w skrócie jest nam potrzebne do osiągnięcia pełnego sukcesu:

1.

Postawienie sobie celu zgodnego z matrycą doskonałości, lub zbliżonego do niej.

2.

Stworzenie nowego wizerunku siebie bazującego na wypracowanych w sobie
pozytywnych cechach.

3.

Stanowcze żądanie realizacji celu skierowane w stronę podświadomości.

4.

Praca nad uwolnieniem negatywnych wzorców, przeciwstawnych do zaplanowanego
celu.

5.

Podtrzymywane przekonanie, że są możliwości do realizacji naszego celu, pomimo,
że świadomie takowych możemy jeszcze nie dostrzegać.

6.

Systematyczna praca związana z koncentrowaniem się nad celem ostatecznym.

    

Do tego niezbędne jest: zaangażowanie, wiara, samozaparcie, wytrwałość 
i systematyczność.

     Jeśli spełnisz warunki o których mowa w artykule i będziesz w pełni wolny od zwątpień, a 
równocześnie pozostaniesz w poczuciu miłości i życzliwości do siebie i innych, cel zaś będzie 
zgodny z „matrycą doskonałości”, to w odpowiednim momencie zostaniesz nagrodzony za 
swoją wytrwałość.

     Może i będzie to od ciebie wymagać trochę pracy, ale nikt za ciebie jej nie wykona, a przy 
systematycznej, rzetelnej praktyce na efekty nie trzeba będzie długo czekać.

     To co zrobisz, w którą pójdziesz stronę, na ile twoje życie będzie szczęśliwe i przybliży cię 
do boskiej doskonałości, zależy wyłącznie od ciebie. Ja ze swojej strony życzę owocnej pracy 
nad   sobą,   a   przede   wszystkim   odkrywania   własnej   mocy,   zdolności   oraz   poznawania   i 
rozwijania pełnej świadomości własnego istnienia.

         Jeśli zainspirował cię mój artykuł to już teraz odpowiedz sobie na pytanie, od czego 
zaczniesz i co zrobisz by zrealizować swoje życiowe plany? 

background image

Artykuł 2

KRÓTKA OPOWIEŚĆ

KRÓTKA OPOWIEŚĆ

O DRODZE DO URZECZYWISTNIENIA

O DRODZE DO URZECZYWISTNIENIA

      Anioł pyta Boga: 

„Boże, skoro jestem tak samo doskonałą istotą jak ludzie, 
 to dlaczego ich nie uszczęśliwiasz tak jak mnie? 
Dlaczego z nimi nie rozmawiasz? 
Nie mówisz im o tych samych możliwościach doświadczania co mnie? 
Nie mówisz o bezwarunkowej miłości i o wiecznym szczęściu?”
 

      Na co Bóg odpowiedział:

„Dlatego że życie ziemskie było jedynym, 
na które te istoty były w stanie się otworzyć,
a cokolwiek bym im powiedział o tym, o czym mówię tobie,
 
to i tak by nie uwierzyli.”
 

      Na co anioł stwierdził:

„Przecież wystarczy, że zejdę na ziemie, 
 by im o istnieniu tego wszystkiego powiedzieć 
i staną się szczęśliwi, zaczną się kochać,
 
 przestaną się nienawidzić i niszczyć nawzajem.”
 

      Na co Bóg rzekł:

„Nie został byś przez nich zauważony, 
ponieważ ludzie nic poza światem fizycznym nie chcą widzieć,
 
a ty jesteś aniołem.”
 

      Na co anioł odparł: 

„To zejdę na ziemie i stanę się jednym z nich, 
człowiekiem, który będzie nauczał o szczęściu i miłości.”
 

      Na co Bóg nieustępliwie:

„Jeśli byś to zrobił, został byś przez nich tylko wyśmiany i odrzucony,
a ich krzywdy dotknęłyby również ciebie.”
 

Anioł jednak nie posłuchał i chcąc udowodnić Bogu, że się myli, 
zszedł na ziemie... 

background image

         Jak sam tytuł artykułu wskazuje tekst ten nawiązuje do artykułu: „Krótka opowieść o 
stworzeniu” i jest jego kontynuacją. Chcę w nim rozważyć błędy, jakie popełniają istoty z 
doświadczeniem upadku świadomości, tak zwane „upadłe anioły” na swojej drodze do samo 
urzeczywistnienia związane z wzorcami, które powstały w czasie owego upadku. 

Wszystkie opisane tutaj potyczki jak również sam upadek świadomości

wzięły się z zanegowania w sobie boskości, wyparcia się Boga. 

         Nieporozumienie   z   Bogiem   wzięło   się   głównie   z   dwóch   powodów:   Po   pierwsze: 
niezrozumienie przez buntujące się anioły, dlaczego Bóg nie uświadamia ludziom w pełni 
swojego istnienia i nie daje im tego całego dobra, raju, w jakim żyje anioł, co przedstawiłem 
symbolicznie w dialogu anioła z Bogiem na początku artykułu. Człowiek otwiera się na Boga 
w powolnym tempie, co należy zaakceptować i zaufać, że w swoim czasie w pełni się na 
niego   otworzy   i   urzeczywistni   oświecony   stan   swojej   świadomości.   Tego   właśnie   ów 
polemizujący z Bogiem anioł nie mógł zrozumieć, dlatego postanowił udowodnić Bogu, że 
jest inaczej. 
      Anioł wiedział, że chcąc nauczać ludzi i być przez nich zauważonym trzeba było się nim 
po prostu stać. By stać się człowiekiem i zacząć przejawiać świadomość ludzką, trzeba było 
zamknąć się na Boga, na doświadczaną z jego strony miłość i na to wszystko, co się od niego 
doświadczyło.   Trzeba   było   więc   zamknąć   się   na   bezwarunkową   miłość   by   móc   o   niej 
nauczać. Aby taki anioł z ludzką świadomością nie starał się powrócić do anielskiego bytu 
przed zrealizowaniem swojej misji, wmówił sobie, że do tego czasu nie będzie pamiętał o 
swoim pochodzeniu. „Upadłe anioły” dostrajając się do ludzkiej świadomości często jednak 
zachowywały wiele odmiennych od ludzi cech, przez co mimo wszystko były postrzegane 
jako odmieńcy. Takie odrzucenie i nie rozumienie ze strony ludzi sprawiło, iż „upadłe anioły” 
niepamiętający o swoim pochodzeniu poczuły się nie w pełni wartościowe, co stało się siłą 
napędową   większego   dostrajania   się   do   świadomości   ludzkiej   nawet   za   cenę   porzucenia 
mądrości   duchowych,   czy   zdolności   postrzegania   pozazmysłowego,   co   za   tym   idzie   całą 
misję nawracania ludzi, z jaką przyszły na świat. Wielu z nich wręcz przekornie zaczęło 
negować   istnienie   Boga   i   świata   pozafizycznego   i   tego   zaczęli   nauczać   w   miejsce 
wcześniejszej misji porzuconej dla ratowania swojej samooceny. Mimo wszystko dalej czuły 
się nie na swoim miejscu i nie mogły się w pełni odnaleźć w nowej sytuacji, czuły się więc 
niegodne korzystania z dóbr materialnych. Często taki „upadły anioł” może zachowywać się 
wręcz wulgarnie lub agresywnie, mimo że to nie leży w jego naturze, nie mając ku temu 
potrzeby i zupełnie sam może nie rozumieć, po co to robi. 

Drugim powodem zaparcia się Boga była nieumiejętność

pełnego docenienia i korzystania 

z „rajskiej świadomości” przez nieoświecone anioły. 

      Wzięło się to głównie z przekonania: „to co przychodzi łatwo, nie jest wartościowe, a to, 
co wypracowuje się z trudem i mozołem jest bardziej trwałe i jedynie to można naprawdę  
docenić”
. Doszły więc do wniosku że:  „to co od Boga jest wciąż od Boga, a to, do czego  
dążą ludzie i osiągają w trudzie i mozole jest ich tak naprawdę, dzięki czemu bardziej to  
doceniają i bardziej się z tym utożsamiają”

      Głównym celem upadku świadomości w tej sytuacji mogła być podjęta przez upadające 
istoty   decyzja,   iż   bez   Boga   osiągną   swój   cel,   czyli   dojdą   do   tego   sami   ciężką   pracą   i 
mozolnym   trybem   życia.   Zaczęły   się   więc   wzorować   na   ludziach,   którzy   to   właśnie   nie 
widząc Boga i możliwości łatwego przejawiania zadowolenia z życia, sprawiali wrażenie, że 
osiągają wszystko sami bez udziału Boga. Dla tak postrzegających rzeczywistość aniołów 
oczywiste   stało   się,   że:  „Bóg   to   oszust,   który   manipuluje   i   ściąga   do   siebie   urojonym  
przekonaniem   o   lekkości   i   łatwości,   ale   to   co   daje   jest   tak   naprawdę   bez   wartości   i 

background image

możliwości  pełnego doświadczania”. Paradoks  polega  na  tym,  że  to,  co  wypracowane w 
trudzie przez ludzi jest również od Boga, o czym do końca ludzie nie wiedzą. Natomiast to, co 
dostajemy od Boga jest również nasze tak naprawdę gdyż jesteśmy jego nieoderwalną częścią 
czy jesteśmy tego świadomi czy nie, czy to akceptujemy i bez względu na poziom naszej 
świadomości. W tym wypadku anioły zaczęły zazdrościć ludziom, iż oni to co mają, mimo że 
mają znacznie mniej, mają to tak naprawdę. Dlatego postanowiły zamknąć się na to wszystko, 
co doświadczyły od Boga i z zatraceniem „rajskiej świadomości” otwierać się na realizacje 
swoich   celów   z   trudem   i   mozołem   naśladując   w   tym   ludzi.   Bóg   powiedział   aniołom: 
„będziecie mieć moc i władzę nad swoim życiem jak będziecie kierować się w życiu miłością”
więc „upadłe anioły” postanawiając urzeczywistnić moc i szczęście bez Boga zamknęły się na 
miłości w przekonaniu, że nie przejawiając jej, nie pozwolą by Bóg je kontrolował, co według 
nich miało gwarantować w pełni samodzielne i wartościowe życie. 
      „Upadłe anioły” zarówno w pierwszym i drugim przypadku wyrobiły sobie przekonanie, 
że ludzie są doskonali tacy, jacy są i nie ma co tego u siebie polepszać tylko dokładnie 
wzorować   się   na   ludziach   przyjmując   ich   wady   i   zalety.  Wypracowały   w   sobie   również 
przeświadczenie,   że   nie   wolno   tego   udoskonalać,   bo   można   wtedy   zatracić   w   sobie 
człowieczą formę, co za tym idzie możliwości doświadczania w ludzkiej formie, a z zatraconą 
świadomością   swoich   korzeni,   czyli   przekonaniem,   iż   forma   ludzka   jest   jedyną   forma 
przejawiania się, przeradza się to w paniczny lęk przed nicością. W takiej sytuacji „upadłe 
anioły” pozostają w stagnacji i mają problemy z rozwijaniem się. Jeśli osiągną coś więcej niż 
zezwala na to średni standard otaczających ich ludzi często łatwo upadają i zatracają to co 
osiągnęły. Pozostają więc przekonanie, że nie mogą osiągnąć nic więcej niż otaczająca ich 
norma, a muszą realizować średnią wypadkowa ludzkich doświadczeń. Często mają przymus 
robienia  tego, czego nie chcą,  tylko  dlatego, że robią  to ludzie. Z  drugiej  strony  resztki 
świadomości   swoich  korzeni,  co  za  tym  idzie  świadomość,  iż  są  nie  na   swoim   miejscu, 
zmuszają je do buntowania się również przeciwko przejawianiu w sobie ludzkiej natury, a 
wyobrażenia   o   nicości,   która   miałaby   nastąpić   po   zatraceniu   w   sobie   człowieczeństwa 
sprawia, iż niektóre istoty zaczęły dążyć właśnie do niej. 

Dążenie do nicości jest kolejna pułapką,

w której sidła wpadły „upadłe anioły”. 

         Mając dodatkowy opór przed przyznaniem Bogu racji ciągle usiłują realizować misję 
wyciągania   ludzi   ze   „świadomości   ciężaru,   trudu   i   mozołu”   typowej   dla   ludzi.   Takie 
zachowania doprowadzają je jedynie do chaosu i pomieszania w ich życiu i ich umysłach, co 
finalnie wprowadza je w zupełne zwątpienie i zawód. 

Jeszcze jednym ograniczającym wzorcem, nie pozwalającym

na dalszy wzrost istot, które przeżyły upadek świadomości, 

jest syndrom ucieczki od siebie. 

         Istoty   które   nie   potrafiły   umiejętnie   przejść   przez:   (nazwijmy   to)   „świetlistą   bramę 
oświecenia”, o której mowa w "krótkiej opowieści o stworzeniu" szukały praktyk i sposobów 
na życie mających za zadanie uwolnić je od szoku, rozpaczy i przerażenia, jakie pozostało im 
po   pierwszej   nieudanej   próbie   przejścia   przez   ową   bramę.   „Upadłe   anioły”   po   tych 
doświadczeniach nie potrafiąc odnaleźć się w sferze anielskiej, która ciągle przypominała im 
o doświadczonych urazach, postanowiły ją zanegować i znaleźć inną formę przejawiania się, 
na którą nieświadomie przeniosły jednak ogólny szok i niechęć do życia, które zostały w ich 
psychice silnie zakodowane. Takie doświadczenia i powstałe w ich psychice wzorce sprawiły, 
że również na planie fizycznym, który to miał być od owego szoku ucieczką, czuły podobną 
niechęć do życia, dlatego że po szoku powstała w nich niechęć i ogólny uraz do przejawiania 
się w jakiejkolwiek formie. Obecnie ta niechęć przeradza się często w intencje ucieczki przed 

background image

światem fizycznym, do formy astralnej, w której również nie są w stanie zanegować wzorców 
szoku i niechęci do życia, co sprawia, że z powrotem wracają na plan fizyczny. Takie ciągłe 
czucie się nie na właściwym sobie miejscu sprawia, że istoty te ciągle czują się zagubione, 
niechciane, niegodne życia i odrzucone. Takie poczucie ciągle im towarzyszy bez względu, w 
jakiej formie się przejawiają. Niestety do formy anielskiej nie ma powrotu do momentu, kiedy 
nie   przeprogramuje   się   wszelkich   negatywnych   wzorców   i   nie   wypracuje   się   w   sobie 
przekonania,   że   w   jakiejkolwiek   formie   pozostaję   mam   pełne   prawo   do   szczęścia, 
zadowolenia i dalszego rozwoju. Zadaniem upadłej istoty jest więc, uwolnić się od niechęci 
do życia i przejawiania się w formie, w której akurat się znajdują oraz od intencji uciekania 
od siebie. 

Nie istotna jest forma, tylko stan naszej świadomości,

czy potrafimy się z niej cieszyć i ją doceniać. 

         Jeśli nauczymy cieszyć się życiem w formie materialnej to również będziemy umieli 
cieszyć   się   bytem   anielskim   czy   stanem   oświecenia.   Jeśli   tego   nie   zrobimy   a   będziemy 
próbowali zmieniać formę przejawiania się to swój stan niezadowolenia i poczucie braku 
możliwości realizowania się, przeniesiemy na nową formę. 
      Istoty upadłe panicznie boją się powrotu do Boga i uznać się jako istoty anielskie mające 
bezgraniczne prawo do wszystkiego oraz realizacje tego w bezwysiłkowy sposób z kilku 
powodów:   Pierwszym   powodem,   bardziej   właściwym   dla   osób   opisanych   w   pierwszym 
przypadku, może być przeświadczenie, że powrót okaże się nudny i dalej będą doświadczać 
takiej stagnacji, której doświadczali przed upadkiem świadomości a która wynikała jedynie z 
nieumiejętności docenienia tego, co dostawały od Boga. Pozostają więc z przekonaniem, iż 
byt ludzki jest lepszy od anielskiego gdyż sprawia wrażenie bardziej realnego. Dodatkowo 
pojawia   się   obawa,   że   powracając   do   anielskiego   raju   stracą   wszystkie   cenne   rzeczy 
wypracowane na ziemi. Może być również lęk przed karą bożą za zaprzepaszczenie Jego dóbr 
i zniszczenie „rajskiej świadomości” z dodatkowym przekonaniem, że Bóg się na nie obraził i 
wyparł jako swoje dzieci. Do tego dochodzi poczucie winy i niegodności, które nie pozwalają 
im wrócić i dalej się rozwijać. 
         Kolejnym   i   trudnym   do   uwolnienia   jest   strach   bezprzyczynowy,   kodowany   przy 
autoinicjacji upadku:  „sam nie wiem czemu ale muszę się panicznie bać powrotu do Boga, 
wzrostu duchowego jak również jakichkolwiek łatwych sukcesów”

        Aby uwolnić się od oporu przed przejawianiem tego, co zatraciliśmy w czasie upadku 
świadomości   musimy  najpierw  przyznać  Bogu  rację,  wybaczyć  i  odpuścić  sobie  intencje 
udowadniania   Bogu,   że   jej   nie   miał,   uznać   jego   racje   za   swoją   i   przyjąć   na   nowo   jego 
schronienie w pełnym do niego zaufaniu. Zaakceptować stan, iż jestem jego nieoderwalną 
częścią   i  że  Bóg  chce  z  miłością  dla  mnie  jak  najlepiej.  Należy  również  docenić  to,  co 
przychodzi z łatwością jako w pełni wartościowe i realne doświadczenie oraz dać sobie pełną 
zgodę na korzystanie z tego przywileju. By odzyskać aspekty świadomości anielskiej (która 
nie   jest   jeszcze   oświeconą   świadomością),   trzeba   zdjąć   kilkakrotnie   nakładane   blokady 
pamięci   służące   temu   by   nie   pamiętać   o   swoich   korzeniach.   Blokady   takie   bazowały 
zazwyczaj na panicznym, jednak nie uzasadnionym strachu. Samo odnawiająca się blokada 
pojawiała   się   w   momencie,   kiedy   przypominało   nam   się   coś   z   poziomu   świadomości 
anielskiej. Automatycznie nakładaliśmy sobie blokadę o takiej lub podobnej treści: „nie chcę 
o tym pamiętać, nie chcę tego, nie chcę do tego wracać, tego nigdy nie było”

         Następnym krokiem jest uwolnienie pierwotnego wzorca, na którym bazowała nasza 
ludzka świadomość, chodzi o uświadomienie sobie sytuacji, kiedy zaczęliśmy utożsamiać się 
z wzorcami pierwszego człowieka, do którego się dostrajaliśmy i zaprzestanie traktowania 
tego jako fundamentu swojej osobowości, swojej egzystencji na ziemi, swojego istnienia, 
czyli   jako   siebie.   Należy   również   uświadomić   sobie,   iż   bez   ów   wzorców   „pierwszego 
człowieka” również jest możliwa egzystencja na ziemi, czyli uwolnić się od przekonania: 
„bez naśladowanie ludzkich zachowań nie mogę żyć, bez tego stracę siebie, swoje życie, 

background image

możliwość doświadczania tego, co wydaje mi się najcenniejsze i najbardziej wartościowe  
oraz możliwość przejawiania się w ciele na ziemi”
. Oczywiście należy pamiętać o uwolnieniu 
panicznego lęku towarzyszącego takim przemianą. 
         Kolejnym   krokiem   na   drodze   do   pełnego   urzeczywistnienia,   czyli   otwarcie   się   na 
świadomość oświeconą, jest rozróżnienie i rozdzielenie świadomość anielską od świadomość 
ludzkiej i zaprzestanie utożsamiania się z jakąkolwiek z nich. Nie chodzi tutaj o zanegowanie 
owej   formy   a   o   zaprzestania   uzależniania   się   od   niej.   Chodzi   o   wypracowanie   w   sobie 
przekonania,   iż   ta   forma,   w   której   jestem,   nie   jest   w   żaden   sposób   ograniczająca   mnie, 
jednocześnie nie jestem zamknięty na inne formy przejawiania się. Czyli w każdej z nich 
mogę realizować stawiane przez siebie cele, w każdej z nich mogę robić coś, co daje mi pełną 
satysfakcję   i   mogę   przejawiać   pełne   szczęście,   miłość   i   zadowolenie   z   siebie.   Następnie 
należy  postawić  sobie  jasno  określony  celu,  jaki  chce  się  w  życiu  osiągnąć,  weryfikując 
wcześniej jego konsekwencje i konsekwentnie go realizować. 
         Należy   podjąć   wyzwanie   pracy   również   z   ewentualnymi   negatywnymi   wzorcami, 
odczuciami i wspomnieniami, które sprawiały, że czuliśmy się nieszczęśliwy i nie na swoim 
miejscu. Przede wszystkim chodzi tutaj o wszelkie intencje ucieczki od siebie, negatywne 
emocje związane głównie z formą, w której chcemy dany cel realizować, i przeprogramować 
wszelkie niekorzystne dla nas, podjęte wcześniej decyzje. Uwolnić się od żalu i pretensji do 
życia,   świata   fizycznego,   do   siebie   do   losu   oraz   Boga.   Również   należy   przetrawić   szok 
pierwszego   nieudanego   przejścia   przez   opisywaną   wcześniej   „bramę   oświecenia”, 
wypracować   w   sobie   poczucie   pewności   siebie,   spokoju   i   bezpieczeństwa   na   myśl   o 
kolejnych   etapach   rozwoju   i   o   osiągnięcia   stanu   oświecenia   swojego   umysłu.   Należy 
przekonać się, że dalszy rozwój i powtórne przejście przez „bramę oświecenia” z czystymi 
intencjami   jest   w   pełni   bezpieczne.   Oczywiście   należy   pamiętać   przy   tym   wszystkim   o 
przejawianiu w pełni czystych intencji, które zagwarantuje nam kierowanie się życzliwością 
do siebie i innych. Można poprosić opiekuna duchowego by pokazał najlepszą drogę i z 
pokorą z naszej strony, poprowadził przez nią do pełnego urzeczywistnienia. 

      Błędną wydaje mi się postawa powrotu upadłych aniołów. 

Dla umysłu świadomego powrót może wydawać się atrakcyjny,

jednak podświadomie mamy przed nim opór. 

         Boimy się, że powrócilibyśmy do sytuacji, która doprowadziłaby nas do ponownego 
upadku,  którego  nie   chcemy  powtórnie  przeżywać.  Taka   postawa   dodatkowo  sprawia,  że 
podświadomie negujemy wszystko, co wypracowaliśmy po upadku świadomości, również to, 
co dobre. Należy więc koncentrować się nie na powrocie a dalszym rozwoju. Nie patrzeć w 
przeszłość i rozpamiętywać popełnione błędy i zmarnowaną energie a wyciągając pozytywne 
wnioski ze swoich doświadczeń iść dalej do przodu. 
         Należy   również   nauczyć   się   rozdzielać   formę   anielską   od   ludzkiej.   Zdarza   się,   iż 
niektórzy ludzie z wzorcami upadku świadomości na siłę próbują przejawiać pewne anielskie 
wartości zaniedbując ludzkie potrzeby. 

Na plan fizyczny nie da się przełożyć

pewnych reguł i wartości ze sfery anielskiej. 

      Niektórzy w pewniej nieprzytomności, zapominając, że znajdują się na planie fizycznym i 
przejawiają się w ludzkiej formie, zaniedbując ją, próbują uskuteczniać wartości znane im ze 
świata   anielskiego.   W   sferze   anielskiej   nie   trzeba   było   sprzątać,   jeść,   załatwiać   potrzeb 
fizjologicznych. Owszem są na ziemi np. niejedzący adepci ścieżek duchowych, ale osiągają 
to poprzez pracę nad sobą i rozwój a nie poprzez zapomnienie i zanegowanie formy fizycznej. 

background image

Należy zaobserwować, na jakim etapie swojego rozwoju się aktualnie znajdujemy,

w jakiej formie, zaakceptować w pełni swój aktualny stan

i z tego poziomu kontynuować swój rozwój. 

      Jeśli np. chcesz koniecznie stać się niejedzącym to powinieneś zaobserwować, jakie na 
danym poziomie masz możliwości, na co możesz sobie pozwolić, a na co jeszcze nie i z 
aktualnego poziomu kontynuować realizacje postawionego sobie celu. Pewne rzeczy trzeba 
rozwijać,   nie   da   się   ich   po   prostu   przeskoczyć,   gdyż   takie   działanie   może   doprowadzić 
jedynie do chaosu i bałaganu w swoim życiu. 

      Należy jednak pamiętać że: 

Świat materialny zapewnia nam stuprocentowe warunki

do przejawiania pełni szczęścia, rozwoju i drogi do pełnego oświecenia. 

1. W tym miejscu w którym jestem, mogę przejawiać siebie prawdziwego, szczęśliwego 

zadowolonego i w pełni zrealizowanego. 

2. Świat czas i warunki w których żyję, dają mi pełne możliwości przejawiania siebie, 

szczęścia i satysfakcji. 

3. Uzewnętrzniany prze ze mnie boski potencjał, jest w pełni bezpieczny i sprzyjający 

mnie, światu i innym ludziom. 

4. Już teraz umiejętnie rozpoznaję rzeczywistość i korzyści dla siebie. 
5. Już teraz są idealne dla mnie warunki, bym urzeczywistnił swoją prawdziwą bosko 

doskonałą naturę. 

6. Idę do przodu i rozwijam się jako w pełni doskonała istota.

background image

Artykuł 3

KRÓTKA OPOWIEŚĆ O STWORZENIU

KRÓTKA OPOWIEŚĆ O STWORZENIU

      Słyszałem   wiele   o   początku   powstania   istnienia   ludzkiego,   o   różnicy   między   ludźmi, 
aniołami i istotami oświeconymi. Wiele z tych opowieści wydaje się być sprzecznych z sobą 
jednak wiele z nich, nawet pochodzących z różnych źródeł, w rzeczywistości mówi o tym 
samym.
    Często jeden człowiek czuje się zupełnie odmienny od drugiego, ma wrażenie, że los mu 
bardziej sprzyja a inny czuje się wyjątkowo pokrzywdzony i nie widzi sprawiedliwości Boga 
w   stworzeniu   ludzi   różniących   się   od   siebie.   Jeden   człowiek   ma   wrażenie,   że   inaczej 
postrzega świat i  zupełnie nie  rozumie postępowania  drugiego. Niektórzy wręcz boją się 
objawić światu swoje odkrycia, umiejętności lub doświadczenia z obawy, że ktoś uzna ich za 
nienormalnych lub chorych psychicznie. 
     Każdy   z   nas   na   pewno   zastanowił   się   kiedyś   nad   pytaniem:   skąd   tak   naprawdę   się 
wzięliśmy, co jest celem naszego istnienia i czemu różnimy się od innych istot?
      Z założenia ponoć wszyscy jesteśmy tacy sami, mamy takie samo źródło pochodzenia, 
mówiąc krótko: "wszystkich nas stworzył Bóg na wzór i podobieństwo swoje". Gdzieś już to 
słyszałeś, prawda?
      Pozwolę sobie teraz w niniejszym artykule przedstawić swoją krótką wersję powstania i 
przyczyny wielu różnic w zachowaniu i poglądach między ludźmi. Może ta historia jest zbyt 
bajkowa, ale coś w niej chyba jest, a być może pomoże ona komuś rozwiać swoje wątpliwości 
i zrozumieć swoją inność.
    Przyglądając się trendom i rozwojowi współczesnej techniki zauważyłem, iż człowiek w jej 
postępie dąży do tego by stworzyć samodzielnie myślącą maszynę, samodzielnie działającego 
robota   itp.,   czyli   mówiąc   krótko   sztuczną   inteligencję.   Jak   doskonale   wiemy   daremny 
dotychczasowy ludzki trud. Bóg doskonale wiedział, że żeby stworzyć w pełni samodzielną 
istotę musi ona tak naprawdę stworzyć się sama. Bóg mógł stworzyć "formy", w jakich ta 
istota mogła się przejawiać, ale to ona sama musiała się zauważyć i jak gdyby "zaskoczyć" 
swoje istnienie. 
    Bóg stworzył więc istotę i powiedział jej "możesz być, kim sobie tylko chcesz i robić to na 
co masz ochotę" po czym pokazał jej bramę i powiedział: "pomyśl sobie życzenie i przejdź 
przez nią a ono spełni się". W ten sposób myśląc sobie życzenie owa istota wykształciła sobie 
"formę" w jakiej chciała się przejawiać i w którą, po przejściu przez wskazana przez Boga 
bramę, miała wlać się energia przybierająca jej kształt. 
    I tak: jedni uwierzyli w siebie i swoje możliwości, pomyśleli sobie jakieś fajne życzenie, 
jakby chcieli się przejawiać i przeszli. - Obecnie będą to tak zwane oświecone istoty, które w 
pełni przejawiają boską doskonałość i doświadczają pełni szczęścia i miłości.
      Drudzy myślą sobie tak: "przejść, nie przejść, jeszcze nie wiem, co bym tak naprawdę 
chciał" - i to będą tak zwane anioły. Anioły żyją w raju, ale nie potrafią tego jeszcze w pełni 
doświadczać,   nie   potrafią   tego   docenić,   są   świadome   oświecenia   ale   nie   koniecznie 
zainteresowane dążeniem do niego, są jakby trochę rozkojarzone i za bardzo same nie wiedzą 
jeszcze   czego   chcą.  W  zasadzie   anioły   w   niewielkim   stopniu   różnią   się   od   ludzi.  Anioł 
przejawia się w miłości (nie doświadcza cierpienia), natomiast człowiek bardziej w emocjach. 
Poziom świadomości i postrzeganie rzeczywistości aniołów od ludzi są raczej większe, reszta, 
np.   samoocena,   jest   podobna.  Anioły   swoim   bytem   i   zachowaniem   przypominają   dzieci. 
Naturalny   jest   dla   dzieci   przejaw   miłości.   One   kochają   swoją   mamę   za   to,   że   jest,   bez 
względu jaka jest. Naturalne dla nich jest okazywanie uczyć, spontaniczność, cieszenie się 
chwilą i beztroskość. Przejawiają to wszystko, co jest typowe dla aniołów. Jednak tak jak i 
anioły są roztargnione, nie zawsze wyciągają słuszne wnioski, nie w pełni dobrze oceniają 
rzeczywistość i łatwo ulegają sugestii z zewnątrz, co właśnie było zgubne dla poniżej opisanej 

background image

formy. 
    Następni pomyśleli coś, co było sprzeczne z sobą, z ideą doskonałości, wytworzyli w sobie 
emocje, pragnienie i pożądanie typu: "chcę być lepszy od innych, chcę mieć coś, czego nie 
mają   inni,   chcę   mieć   coś,   w   co   mnie   Bóg   nie   wyposażył,   itp.".   W   ten   sposób   emocje 
wytworzyły w nich napięcia i cudotwórcza energia nie mogła swobodnie przepływać wiec 
uszkodziła ową "formę". - To są anioły, których świadomość upadła. 
    Czwarta część pomyślała tak: "Ja tam w to nie wierzę, to niemożliwe bym ja mógł mieć 
wszystko co najlepsze, to niemożliwe że jestem, ja tak naprawdę nie istnieje" - To są ludzie, 
którym Bóg stworzył materialne ciała by mogli się zauważyć i w ten sposób zaskoczyć swoje 
istnienie. To była jedyna forma, na którą się godzili i pomału przez ewolucje do oświecenia 
jednak dążyli. Człowiek charakteryzuje się tym, że żyje podsuniętymi mu schematami, nie 
lubi sam nic wymyślać, świetnie się podporządkowuje, ale nie najlepiej sprawdza się na 
przywódczych stanowiskach. Jest raczej bierny wobec życia a cele w życiu stawia sobie 
raczej wyłącznie materialne i raczej nie za wiele od siebie i życia oczekuje. Człowiek żyje w 
troskach,   rozważając   o   przyszłości   i   o   przeszłości,   planując   i   zamartwiając   się   nad   nią, 
zapomina o doświadczaniu chwili obecnej, co jest naturalne dla aniołów. Człowiek nigdy nie 
uwierzył w oświecenie i nadal powątpiewa w jego istnienie, mimo to ludzie to też anioły 
zdolne do rozwoju, tylko zazwyczaj tego zupełnie nieświadome. 
      Bóg,   zbłąkane,   zszokowane   i   rozwścieczone   "upadłe   anioły",   które   w   rezultacie   nie 
wiedziały co o sobie myśleć i co z sobą w owej sytuacji zrobić, umieścił na tym samym 
świecie   co   ludzi,   by   mogli   od   nich   uczyć   się   pokory,   a   ludzie   od   owych   aniołów   że 
doskonałość,   moc   i   nieograniczone   możliwości   jednak   są   możliwe,   bo   te   anioły,   choć 
zbłąkane i zagubione, czasem swoją anielskość przejawiają. "Upadłe anioły" oświecenia jak 
gdyby   dotknęły   -   z   jednoczesnym   przerażeniem,   szokiem   i   upadkiem   świadomości,   ale 
dotknęły, obecnie wiec boją się oświecenia, bo boją się, że ta energia znów ich uszkodzi i 
zrobi   im   krzywdę,   dlatego   nie   chcą   o   tym   pamiętać,   często   wmawiając   sobie,   iż   poza 
ziemskim życiem nic innego nie istnieje. Owe "upadłe anioły" nie lubią popadać w schematy, 
wolą się z nich wyłamywać, prowadzą raczej oryginalny tryb życia i pociągają ich mniej 
ziemskie tematy. 
      Ale nie zawsze tak jest z racji tego, że owym aniołom często zależy by się do ludzi 
upodobnić, dlatego silnie koncentrują się na ludzkich wzorcach zachowań, traktując je jak 
własne. "Upadłe anioły" trzymają się ludzkiego życia również dlatego, że jako anioły nie w 
pełni oświecone nie potrafiły docenić i w pełni doświadczyć tego, co miały, czyli raju, w 
którym   się   przejawiały,   mimo   że   były   go   świadome,   miały   więc   poczucie   straty   nie 
korzystając   z   tego.   Posiadanie   wszystkiego   było   dla   nich   normą   i   to   stanowiło   główny 
problem. Zazdrościły ludziom tego, że oni nie posiadając pożądanej przez siebie rzeczy, a 
otwierając się na nią w pewnym momencie, potrafili się nią przez chwile cieszyć. Gryzło więc 
aniołów sumienie, że mając świadomość swojej doskonałości i życia w raju nie potrafiły się 
tym tak naprawdę cieszyć i tego w pełni doświadczać. Dlatego postanowiły swój raj porzucić 
by   stać   się   ludźmi   mającymi   znacznie   mniej,   ale   mającymi   możliwości   emocjonalnego 
doświadczania namiastki szczęścia. "Upadłe Anioły" upodabniają się do ludzi, więc często 
przejawiają ich cechy i świadomość typową dla ludzi. Dla anioła pragnącego ludzkiej formy i 
dostrajającego się do świadomości i wibracji człowieka nie było istotne czy dostraja się do 
pozytywnych czy negatywnych emocji. Liczył się dla niego jedynie fakt uczłowieczenia i 
możliwości doświadczania ludzkiego życia za wszelką cenę. Zanegowały więc swą anielskość 
z przekonaniem, że to ona jest zła i ograniczająca a nie cierpienie typowe dla ludzi oraz 
wyrzekły się Boga, kontaktu z nim i pomocy z jego strony, co miało gwarantować pełne 
wyzbycie się anielskości. Anioły, mając do dyspozycji tylko miłość i szczęście nie rozumiały 
cierpienia i niemocy, wydawało im się to niewiele różniące się od dostępnych im wówczas 
uczuć, nie rozumiały, że te doświadczenia mogą być nieprzyjemne. Gdy się opamiętały, że te 
emocje, do jakich się dostrajały nie należą do najprzyjemniejszych było już za późno. Jako 
anioły mogły wszystko, więc również zaniżyć sobie wibracje i stracić moc, ale jak tu ze 
świadomością ludzką i brakiem mocy stać się z powrotem aniołem - to był już problem. 

background image

Problem w tym, że dostrajając się do świadomości i wibracji ludzkiej doszły do wniosku, że 
muszą uznać za swoje wszelkie aspekty przejawiania się w formie ludzkiej. Miały poczucie, 
iż tylko to gwarantuje im pełne uczłowieczenie się. Owe anioły były zachłanne na ludzkie 
przeżycia, doznanie i uczucia a ludzie cechują się częstym przeżywaniem niskich emocji, 
więc i one były pożądane przez "Upadłe anioły". W związku z tymi emocjami zdarza się 
czasem, iż czują wewnętrzną radość, że stały się ludźmi i mogą doświadczać jak ludzie, co 
było ich największym pragnieniem.
    Dlatego teraz często trudno im osiągać sukcesy bez przeżywania negatywnych emocji. To 
może wyjaśniać niezrozumiałe zadowolenie przeżywaniem negatywnych emocji oraz szybkie 
wzloty   i   nagłe   upadki   niektórych   osób.   Tłumaczyć   to   może   również   niezrozumiałe 
zachowanie   niektórych   osób,   które   przy   łatwych   i   oczywistych   możliwościach   poprawy 
jakości swojego życia wolą pozostać w trudnej sytuacji życiowej lub w dołku psychicznym, 
udając, że takowych możliwości nie widzą i przekonują o tym również innych.
    Mogą czuć się również niezadowolone z tego stanu, ale mają wrażenie, że to jest niezbędna 
składnia człowieka i że to jest cena, jaką się płaci za ludzkie doświadczenia. Dlatego więc 
takie anioły w pełni się godzą na negatywne emocje, depresje itp. "Upadły anioł" często nie 
chce   się   wywyższać,   osiągać   poważnych   sukcesów   w   życiu   i   systematycznie   stara   się 
powracać do negatywnych emocji z lęku, że zatraci w sobie człowieczeństwo. Jeśli już odnosi 
sukcesy, to często je niszczy lub w tym samym czasie przyciąga do siebie sytuacje, które 
wywołują w nim niskie emocje np.: żalu, pretensji, cierpienia, zawiści, lęku itp. Takie właśnie 
zachowania charakteryzują anioły chcące upodobnić się do ludzi. 
    Czasem więc trudno rozróżnić człowieka od dostrajającego się do niego "upadłego anioła". 
Może   jedynie   po   tym,   że   człowiek   niedowierza   w   swoją   doskonałość   i   jest   wobec   niej 
emocjonalnie obojętny, jest przekonany, że pozostaje ona jedynie w sferze jego marzeń i 
fikcji. Człowiek jeśli już zauważy i uwierzy w możliwości poprawy jakości swojego życia 
natychmiast przystępuje do jej realizacji, problem jedynie w tym, że trudno jest mu w to 
uwierzyć.   Natomiast   "upadły   anioł"   pragnący   upodobnić   się   do   człowieka   będzie   się 
pozytywnych   zmian   wystrzegał   i   bronił   przed   nimi   jak   ognia,   jego   marzeniem   będzie 
pozostanie w stagnacji typowej dla człowieka. Anioły bywają zachłanne, często nawet na 
wyjątkowo niskie emocje, gdyż one gwarantują głębokie doświadczanie, upragnionej przez 
nich formy ludzkiej. 
    Jednak nie trudno zauważyć, że są na świecie ludzie, którzy przejawiają nadprzyrodzone 
zdolności,   wyjątkowo   genialny   umysł.   Są   ludzie,   którzy   czują   się   inni,   niezrozumiani, 
wyjątkowo   pokrzywdzeni   i   zagubieni.   Są   również   ludzie,   którzy   zupełnie   nie   rozumieją 
innego   zachowania   i   postępowania   od   potocznie   przyjętych   norm   poddając   wątpliwości 
wszystkie od tego odstępstwa.
     "Upadłe anioły" różnią się od ludzi jedynie tym, że przeżyły doświadczenia, których nie 
przeżyli ludzie, są o nie bogatsze - nic więcej. Zadaniem anioła z upadłą świadomością nie 
jest zanegowanie i zaprzestanie przejawiania się w ludzkiej formie a otwarcie się na Boga. 
Forma ludzka wcale nie ogranicza. Jest wiele osób przejawiających anielskość w ludzkiej 
formie, a nawet bliskich oświecenia. Należy więc uświadomić sobie iż anielskość można 
przejawiać w ludzkim ciele i że ciało materialne nie ogranicza nas na drodze do pełnego 
urzeczywistnienia.
     Oświecenie   jest   stanem   pełnego   urzeczywistnienia   szczęśliwości   i   miłości   oraz 
umiejętności świadomego korzystania z tego. Do tego stanu mogą oczywiście dojść wszystkie 
anioły jak i ludzie, czyli doskonałość można osiągnąć przejawiając się zarówno w ludzkiej jak 
i w anielskiej postaci, jednak wszystkie wyżej opisane formy mają do przejścia odpowiednią 
drogę, by ten stan urzeczywistnić. Jedni i drudzy, by osiągnąć pełne oświecenie, mają więc 
wiele   do   zrobienia.   Mimo   że   anioły   sprawiają   wrażenie   bardziej   urzeczywistnionych   to 
możliwe, że to właśnie "upadłe anioły" są jeszcze w najlepszej sytuacji, gdyż doświadczyły 
zarówno anielskości, jak i formy ludzkiej, ale doświadczenia to oczywiście nie wszystko. Być 
może   niektóre   formy   przejawiania   się   są   do   tego   stanu   bliższe,   ale   niewątpliwie   by   go 
osiągnąć należy podjąć wyzwanie, jakim jest praca nad sobą, głównie nad oczyszczaniem 

background image

swoich intencji i rozwojem świadomości. Oświecenie nie mieści się ani w anielskości ani w 
człowieczeństwie,   jest   to   zupełnie   inna   forma   przejawiania   się.   Nie   trzeba   więc 
urzeczywistniać formy anielskiej również powracać do niej i na odwrót. To jest zupełnie inna 
forma leżąca zarówno obok anielskości jak i formy ludzkiej. 
      Nie wszystko w tej opowieści należy brać dosłownie a jedynie jako symbol, ważna jest 
jednak idea i przesłanie tego tekstu. Pomyśl nad tym, co napisałem i spróbuj zrozumieć siebie 
samego jak i  również innych. Pamiętaj! Wszyscy z założenia  jesteśmy tacy sami, mamy 
prawo do tego samego, wszyscy jesteśmy doskonałymi dziećmi Boga i mamy prawo dążyć do 
pełnego oświecenia, choć niektórzy nie są tego w  pełni świadomi, a niektórzy sprawiają 
wrażenie zupełnie jeszcze uśpionych.

background image

Artykuł 4

LIST OD ANIOŁKA

LIST OD ANIOŁKA

       Witaj!

      Pewnie chcesz wiedzieć skąd się wziąłem i kim jestem. Jestem anielską częścią swojego 
pana. To ja zawsze mam rację, ale mój pan nie zawsze mnie słucha. To dobry człowiek, stara 
się pomagać ludziom i nawet mu to wychodzi. Czasem jednak mnie nie posłucha i zaufa 
niewłaściwym osobom, potem ja muszę go wyciągać z opresji. Na szczęście w krytycznych 
sytuacjach umie się zwrócić do mnie o pomoc. Szkoda tylko, że nie słucha mnie jeszcze na co 
dzień, ale staram się mu wiele rzeczy tłumaczyć i pomału się przekonuje. 
      Pokazałem mu już szerokie duchowe sfery. Zgodził się odbyć kilka razy daleką podróż w 
głąb   swojej   duszy.   Parę   razy   odwiedziliśmy   wspólnie   moich   przyjaciół.   Najbardziej 
zaprzyjaźnił się z Siddharthą i nawet długo ze sobą rozmawiali. Ale wciąż ciągną go mało 
istotne przyziemne sprawy. Choć ostatnio przyznał się, że chciałby w życiu osiągnąć coś 
więcej niż to, co oferuje mu świat fizyczny. Uczę go więc ciągle, jak patrzeć na świat, by 
doświadczać w nim duchowych aspektów, ale on ciągle jest taki nieufny. Czasami popełnia 
podstawowe błędy i błądzi jeszcze na swojej duchowej ścieżce, choć ma na niej już niemałe 
osiągnięcia. 
     Ach, jak byłoby fajnie gdyby już teraz zgodził się przejść w duchowy wymiar do moich 
znajomych, oświeconych istot. 
     Staram się ciągle zapoznawać go z nowymi ludźmi, którzy pomogą mu przekonać się, by 
bardziej mnie słuchał i zaufał, że ja dobrze go prowadzę przez życie. Wierzę w niego i ufam, 
że   kiedyś   razem   zasiądziemy   do   stołu,   wyjaśnimy   sobie   wszystko,   pozwolimy   by   stare 
doświadczenia i urazy odeszły w przeszłość, a my zjednamy się w jedną całość i powrócimy 
do domu naszego ojca Boga. 

         W  momencie,   kiedy   pojawiłem   się   jako   istota   byłem   doskonały.   Byłem   szczęśliwy, 
czułem się kochany, przejawiałem dostatek i bezwzględny wpływ na swoje życie. Jednak nie 
byłem   pewny   czy   na   to   wszystko   zasługuję,   więc   czułem   pewien   niedosyt.   Dlatego 
postanowiłem zejść na ziemię i stać się człowiekiem. Jednak bałem się, że jako człowiek 
zawładnie mną pycha tak, jak innych i dlatego odciąłem się od swojej mocy i mądrości, by 
swej mocy i wiedzy nie wykorzystywać przeciwko innym. W tym momencie dokonał się we 
mnie podział na, jak to ludzie nazywają, świadomość i nadświadomość, o której to istnieniu 
średnie Ja przestało wiedzieć. Jednak znając ludzi i ich zachłanność bałem się, że mój umysł 
świadomy z braku wyobrażeń o sobie będzie drążyć i może w nieodpowiednim momencie 
odkryć istnienie nadświadomości, czyli mnie Aniołka. Dlatego stworzyłem zbiór sztucznych 
wyobrażeń oraz intelekt, które to miały zajmować mojego pana, czyli umysł świadomy. Miały 
one sprawiać wrażenie dających moc i wiedzę jednak brnąć w pustkę i nicość, by pycha nie 
zawładnęła mojego pana, a on, zajmując się tym w poczuciu, że to ciekawe i słuszne, nie 
dowiedział się za wcześnie o mnie i w pokorze czekał na właściwy moment. Ta trzecia część 
to zwana przez ludzi podświadomość, która te bzdury wymyślone przeze mnie przechowuje. 
Tą trzecią jaźń postawiłem właśnie między siebie, a mojego pana po to, by mój pan gdyby 
chciał mnie odkryć zbyt wcześnie i spoglądał w moją stronę, widział właśnie ten sztuczny 
wizerunek siebie i jego traktował jako mnie Aniołka. Wiem, że to była manipulacja moim 
panem, ale cóż miałem czynić. Dlatego też utarło się wśród osób otwierających się już na 
swoje anioły, że umysł nadświadomy jest w podświadomości. Tak istoty, które są w drodze do 
ich odkrycia postrzegają anioły. Odnajdują swoją nadświadomą jaźń, gdy przedrą się przez 
sztucznie stworzony i wypychający umysł intelekt. 

background image

         Ten moment, w którym mój pan jest gotów do poznania mnie i zjednania się ze mną 
właśnie nadszedł. 
         Jednak to mój pan o wszystkim decyduje, a przyzwyczajony do urojonych i sztucznie 
kręcących pociech, które sam mu stworzyłem, nie chce teraz uwierzyć w moje istnienie, gdyż 
próbując mnie odkryć nie raz wcześniej zawiódł się i zwątpił. 
         Dlatego teraz potrzebuję pomocy takich osób jak Ty, które pomogą mu uwierzyć w 
anielskość swojego istnienia. 
         Pomału mój pan przekonuje się do mnie i pozwala sobie na przejaw swojej anielskiej 
jaźni na planie fizycznym, czasami mój pan pozwala mi więc przejawiać się w jego ciele i 
dzięki temu mogłem napisać ów list. Ale to wciąż za mało, by móc zabrać swojego pana do 
ogrodu wiecznej miłości, szczęścia, piękna i bogactwa. 

         Mój   pan   zaczął   od   pozwalania   sobie   na   to,   na   co   nie   pozwolono   mu   w   okresie 
dzieciństwa,   w   ten   sposób   odkrył   swoją   podświadomość   i   zaskarbił   sobie   jej   zaufanie. 
Niektórzy ten etap nazywają "uzdrawianie wewnętrznego dziecka". Teraz mojemu panu do 
pełnego urzeczywistnienia potrzebny jest następny krok, w którym również Ty możesz mu 
pomóc.   Taki   krok   jest   potrzebny   niejednemu   panu   swojego   anioła!   A   aniołowie   lubią 
pomagać sobie nawzajem! 
      Dlatego niech nasi aniołowie pomagają sobie nawzajem i wspólnie się inspirują! Niejeden 
anioł jeszcze błądzi i nie może odnaleźć swojego pana, a wspólnie możemy pomóc aniołom 
dotrzeć do swoich właścicieli. 
      Proszę Cię więc, jeśli możesz porozmawiaj z moim panem i przekonaj go do mnie, by 
bardziej mi ufał, on na pewno Ciebie posłucha. To dobry człowiek, ale potrzebuje więcej 
miłości i ciepła. 

      Czekam na twoją pomoc oraz pozdrawiam Ciebie i twojego Anioła.

background image

Artykuł 5

ANIELSKI SEKS

ANIELSKI SEKS

Poznając różne kultury religijne oraz teorie na temat aniołów - ich "życia i funkcjonowania" 
zazwyczaj spotykałem się z teorią, iż anioły nie miały pożycia seksualnego a ów brak był 
głównym motorem całej transformacji z anioła w człowieka. Moim zdaniem anioły są jednak 
zdolne do przeżywania seksualnych uniesień, choć myślę, że nie wszystkie anioły są tym 
zainteresowane. Nie jest to jednak zbliżenie dwóch ciał, ani tym bardziej „kopulacja”, ale 
bardziej połączenie energetyczne i po części psychiczne, nazwałbym to „energetyczny dotyk”. 
Taki „akt miłosny” odbywa się w pełnym spokoju, pojawia się delikatnie i delikatnie wygasa, 
nie paraliżuje, nie wytrąca z równowagi, ale rozpływająca się po ciele energia daje ogromną 
ilość przyjemnych doznań. Z punktu widzenia ziemskiego trudno to nazywać seksem, ale 
śmiało nazwałbym to „erotyczna ekstaza miłości”, doznanie takie jest szalenie przyjemne, ale 
w pełni trzeźwe i spokojne.

    Aniołom seks ludzki zdawał się być bardziej efektywny, wydawał się on im być bardziej 
satysfakcjonujący   i   dający   znacznie   więcej   ciekawych   wrażeń.   Przeżywanie   ludzkiego 
orgazmu było dla nich obce tak jak i pożądanie, pragnienie i podniecenie, bo jak tu pożądać 
czy   pragnąć   czegoś   w   sytuacji,   kiedy   z   założenia   wszystko   jest   jakby   w   zasięgu   ręki   i 
dostępne w każdej chwili. Zachowanie człowieka w czasie gry wstępnej przed stosunkiem 
przypominało aniołom ów akt miłosny w ekstazie, typowy dla nich, dlatego podejrzewały, iż 
ludzie   w   czasie   samego   orgazmu   doświadczają   czegoś   znacznie   lepszego,   o   czym   może 
świadczyć   zachowanie   człowieka,   który   orgazm   stawia   sobie   za   cel,   a   w   trakcie 
doświadczania go sprawia wrażenie bardziej szczęśliwego niż w czasie gry wstępnej. Sądzę, 
iż w czasie owej gry wstępnej ludzie czasem doświadczają uniesienia erotycznego typowego 
dla   anielskiego   seksu,   jednak   nie   zawsze,   a   nawet   rzekłbym   bardzo   rzadko.  Wygasa   on 
niestety natychmiast, kiedy u człowieka włącza się instynkt samozachowawczy i dążenie do 
orgazmu – wytrysku.

    Dlatego to właśnie anioły były zachłanne na przeżywanie seksualnych uniesień w ludzkiej 
formie, jednak szukały czegoś, co raczej nie istnieje. Rozczarowane, ciągle więc poszukują, 
uciekając się do bardziej wymyślnych form pożycia, próbując wzbudzać w sobie większe 
emocje np. poprzez różne formy perwersji, ciągle jednak nie znajdują tego, co wydawało im 
się, że przeżywają ludzie w czasie stosunku. Często przy tym zakłamują się, że taka forma od 
owej   anielskiej   bardziej   ich   satysfakcjonuje,   ale   to   już   chyba   dlatego,   iż   o   niej   dawno 
zapomniały. To, co człowieka zazwyczaj wprowadza w euforię podczas stosunku i czego 
zazdrościły mu anioły, to był instynkt samozachowawczy, w który człowiek, jako istota nie w 
pełni  świadoma,  został   wyposażony,  a  który  dla   anioła  był  zupełnie   niezrozumiały,  gdyż 
aniołowi, jako istocie bardziej od człowieka świadomej, jest on niepotrzebny.

      Pożądanie   jest   właśnie   niczym   innym,   jak   tylko   pozostałością   po   instynkcie 
samozachowawczym z czasów, kiedy człowiek przejawiał jeszcze świadomość zwierzęcą, 
może   trochę   inną,   zmienioną,   ale   ciągle   bazującą   na   instynkcie   samozachowawczym. 
Pożądanie było częścią owego instynktu, który zapewnia zachowanie danego gatunku i raczej 
niczym więcej.

    Anioły mogły mieć więc seks, można by nazwać, typowo ludzki, bazujący na instynkcie 
samozachowawczym,   ale   wydaje   mi   się,   iż   nie   znalazły   w   tym   satysfakcji   i   spełnienia. 
Okazuje się, że tak samo ludzie mogą w ludzkim ciele doświadczać uniesień seksualnych 

background image

typowych dla aniołów, jest to jednak zupełnie inne doświadczenie od typowego dla człowieka 
instynktu do zachowania gatunku.

    Być może to moje osobiste spostrzeżenia doświadczeń erotycznych, ale warto zastanowić 
się czy takich doznań jak: „ekstaza miłości”, rozkosz seksualna, rozerotyzowanie, czy jakby 
to nazywać inaczej, nie doświadczamy najczęściej i w najprzyjemniejszej formie właśnie nie 
w czasie samego aktu seksualnego, a tak bardziej spontanicznie, w czasie owej gry wstępnej, 
w czasie spaceru, w czasie pocałunku. O czym wtedy myślimy? Pragniemy wtedy z tą osobą 
jak   najszybciej   odbyć   stosunek   seksualny,   prawda?   A   teraz   warto   zastanowić   się   nad 
następnym, ciekawym pytaniem: czy przypadkiem w czasie takiego szybkiego stosunku to 
piękne uczucie nie zatraca się? Może jednak warto nie spieszyć się, nie ulegać zwierzęcym 
instynktom, a pozwolić sobie nacieszyć się tym uczuciem, cieszyć się nim tak, jakby nie było 
nic   innego   i   pozwolić,   by   właśnie   to   uczucie   rozwijało   się.   Przypomnij   sobie   o 
najpiękniejszych chwilach uniesienia erotycznego, które przeżyłeś a potem zastanów się czy 
choć raz pomyślałeś o orgazmie?

    Wyróżniłbym więc dwa doświadczenia, które można nazwać orgazmem: 

1. Orgazm – wytrysk: typowy dla człowieka, dążenie do zapłodnienia, instynkt 

samozachowawczy. 

2. Orgazm – ekstaza miłości: seks bardziej anielski, ze świadomą koncentracją na 

uczuciach, erotycznych doznaniach i przepływie energii, koncentracja na sercu, bez 
emocji w pełnym poczuciu spokoju.

Zdarza   się,   że   te   dwie   formy   łączą   się   ze   sobą   i   ktoś   w   czasie   dążenia   do   orgazmu   w 
niewielkim stopniu doświadcza ekstazy miłości, ale chwilę później ulega pożądaniu i dostaje 
wytrysk, który natychmiast niweluje całą ekstazę.

    Seks anielski, czyli ekstazę miłości, odczuwa się w całym ciele, czasem może się ta energia 
kumulować   w   różnych   częściach   ciała,   ale   nie   ma   to   wiele   wspólnego   z   tak   zwanymi 
punktami   erogennymi.   By   odkryć   taką   formę   doświadczeń   erotycznych   należy   na   seks 
spojrzeć w zupełnie nowy sposób, nie poprzez pożądanie, a jak na zupełnie nowe doznanie z 
poczuciem   spokoju,   ciepła,   miłości   do   siebie   i   swojego   partnera   oraz   z   oczekiwaniem 
doświadczania przyjemności w miejsce pożądania i dążenia do szybkiego zaspokojenia się. 
Należy nie ulegać mechanizmom – instynktowi samozachowawczemu, a podejść do aktu 
miłosnego   w   pełni   świadomie,   zastanawiając   się,   jakie   zachowanie,   uczucia   i   sposób 
kierowania w sobie energii daje większą przyjemność w danej chwili i co sprawi, że będzie 
ona   dłuższa   i   pogłębiająca   się.   Na   początku   tej   praktyki   należy   pamiętać,   iż   instynkt 
samozachowawczy jest wyłączony, że on nie stanowi o twoim zachowaniu, a dzięki temu nie 
będziesz mu ulegać. Pożądanie, jeśli się pojawia, należy zaakceptować, nie walczyć z nim, 
nie tłumić, jednocześnie mu nie ulegać, tylko pozostać w spokoju i poczekać by wygasło. 
Takie   przestawienie   się   nie   jest   trudne,   wymaga   jednak   trochę   treningu.   Na   początku 
przydatne będzie powtarzanie sobie: „instynkt samozachowawczy teraz nie decyduje” lub 
„pożądanie teraz nie decyduje”, „pożądanie teraz mnie nie interesuje” i przypominanie sobie 
o tym, powtarzanie za każdym razem, kiedy czujesz, że cię to „ściąga”, zniewala.

    By doświadczać owej ekstazy i nie ulegać pożądaniu należy, jak już wspomniałem, podejść 
do aktu seksualnego w nowy sposób, również pod kontem „technicznym”. W sytuacji, gdy na 
początku   pożycia   pojawia   się   pożądanie   należy   pozostać   w   nieruchomym   połączeniu 
narządów i poczekać, aż ono wygaśnie. Tak wiem, każdy mężczyzna będzie się bał, że straci 
wzwód, jednak by taką ekstazę doświadczyć należy być wolnym od jakichkolwiek lęków, 
kompleksów   itp.   Również   należy   być   wyrozumiałym   dla   swojego   partnera.   Pierwsze 
nieudane próby należy potraktować jako trening, zastanawiając się i uzgadniając z partnerem, 

background image

co należy zmienić i jak do tego podejść bardziej świadomie. Jeśli nawet członek miałby opaść 
w   czasie   pierwszych   prób,   należy   się   tym   nie   przejmować   i   nie   bać   krytyki   ze   strony 
partnerki,   natomiast   pozwolić   sobie   na   to   i   poczekać,   aż   erekcja   znów   się   pojawi.   Gdy 
jesteśmy   już   wyciszeni   i   emocjonalnie   uspokojeni   pozwalamy   sobie   na   wykonywanie 
głębszych, wolniejszych ruchów od typowego, mechanicznego dążenia do wytrysku. To tak 
jakby   wykonywało   się   wszystko   w   zwolnionym   tempie   z   większą   koncentracją   na 
wewnętrznych   doznaniach   i   uczuciach.   Dobrze   jest   także   nie   wykonywać   monotonnych, 
automatycznych   ruchów,   a   pozwolić   sobie   troszkę   pofantazjować   np.   wykonywać   kilka 
luźniejszych ruchów, a potem jeden głębszy. Można również w czasie stosunku wykonywać 
jednocześnie ruch biodrami na boki, czy inne fantazje, ale najważniejsze jest by być w pełni 
świadomym swoich doznań i uczuć do partnera. Takie podejście do pożycia intymnego, na 
początku jego praktykowania, może wydawać się nudne, można mieć wręcz wrażenie, iż w 
czasie takiego aktu zatracamy w sobie pewną przyjemność, ale jest to niezbędne do tego by 
przestawić się na nowe doświadczenia.

    Sama jednak strona techniczna nie jest taka ważna. Jak wspomniałem anielska ekstaza nie 
musiała   być   związana   z   kontaktem   cielesnym   i   nie   należy   jej   utożsamiać   z   punktami 
erogennymi. Ważne jest więc, by bardziej koncentrować się na sercu i na uczuciach. Jeśli 
ważny jest dla nas kontakt wzrokowy to lepiej jest koncentrować się na całym kształcie ciała 
partnera,   a   nie   na   poszczególnych   jego   częściach.   Koncentracja   na   sercu   –   to   znaczy 
traktowanie pożycia seksualnego jako akt uczuciowy, czyli stan, jakby serca kochanków były 
połączone.  Wtedy   zachowania   narządów   płciowych   można   pozostawić   samym   sobie,   nie 
koncentrując na nich swojej uwagi, pozwalając by to się samo działo, pod warunkiem, że nie 
ma już pożądania, a my czujemy już przepływ  przez  swoje  ciało oczekiwanej przez nas 
ekstazy miłości. Kontrola narządów płciowych i ich ruchów przydaje się na początku, gdy 
uwalniamy się od instynktu i pożądania po to, by im nie ulegać. W czasie takiego aktu, bez 
zwierzęcych instynktów, a  z  koncentracją  na  uczuciu  miłości  w  sercu, orgazm  –  ekstaza 
pojawia się spontanicznie, błogie uczucie ekstazy miłości odczuwa się raczej w całym ciele, 
trwa znacznie dłużej i spokojnie wycisza się. W czasie takiego orgazmu wytrysk w ogóle nie 
powinien   się   pojawić,   natomiast   mężczyzna   jest   zdolny   do   dalszego   stosunku   i   może 
doświadczyć   nawet   do   kilkunastu   takich   orgazmów,   które   jednak   są   zupełnie   innym 
doświadczeniem, niż związanym z orgazmem – wytryskiem, jednak o wiele przyjemniejszym, 
dodatkowo energetyzującym a nie wypompowującym jak w przypadku wytrysku.

    Piszę z punktu widzenia mężczyzny, bo nim jestem, jednak myślę, iż w dużym stopniu ten 
tekst może przydać się również kobietom, bo sądzę, iż często podobnie przeżywają orgazm, a 
niewątpliwie mają prawo do anielskiej jego formy. Takie podejście do aktu seksualnego może 
przydać się kobietom również po to by np. zainspirować do innych doznań swoich partnerów. 

background image

Artykuł 6

„PIENIĄDZOWI SIĘ ZAWIERZYŁEM”

„PIENIĄDZOWI SIĘ ZAWIERZYŁEM”

         Kilkadziesiąt lat temu nie było Internetu, telewizji i innych środków, którymi obecnie 
dopływa do nas masowa reklama. Słyszy się obecnie o setkach uzdrowicieli, bioterapeutów, 
radiestetów, jasnowidzów, wróżek czy mistrzów duchowych oferujących nam cudotwórczą 
pomoc i masowo reklamujących się gdzie i jak popadnie. Potencjalny klient uważnie śledzi 
owe reklamy i stara się dobrać sobie terapeutę, który sprawia wrażenie najwiarygodniejszego, 
nie znając jednak kompetencji i kwalifikacji owej osoby. Jedynym sposobem na sprawdzenie 
wiarygodności i skuteczności wydaje się być sprawdzenie uprawnień i wykształcenia, czyli 
"papierka"   wystawionego   przez   inną   osobę   oznajmującego,   że   dana   osoba   ukończyła 
odpowiedni kurs czy szkołę, przeszła szkolenie w zakresie swojej działalności i pomyślnie 
zdała egzamin. Jednak w praktyce owy "papierek" nie zawsze trudno jest zdobyć, a nierzadko 
potwierdza on jedynie wiedzę teoretyczną danej osoby, a jak doskonale wiemy, teoria nie 
zawsze idzie w parze z praktyką, więc owy papierek nie będzie 100%-owym gwarantem, że 
osoba   go   posiadająca   jest   rzeczywiście   kompetentna   i   skuteczna   w   tym,   co   robi.   Mocy, 
skuteczności i wiarygodności bioterapeutów, radiestetów, jasnowidzów, wróżek, itp. nie da się 
zmierzyć i potwierdzić, a reklamować się może kto chce, jak chce, kiedy chce i z czym chce. 
Myślę że w owych dziedzinach oszustów jest nie mało, chyba nie przesadzę jeśli napiszę, iż 
jest ich większość spośród reklamujących się. To znaczy osób, które stwarzają jedynie image 
swojej   osoby   jako   wiarygodnego   terapeuty,   co   jednak   nie   ma   poparcia   w   autentycznych 
zdolnościach. No cóż, wiarygodnie mówić o sobie, ładnie składać rączki i gestykulować, przy 
czym szczerze się uśmiechając każdy może. Myślę więc, że mniej wiarygodni są ci, którzy 
bardziej krzyczą o swoich zdolnościach i starają się wywołać szerokie zainteresowanie swoją 
osobą tworząc image wiarygodnego terapeuty. 
        Jak to ma się w praktyce? Każdemu dana została taka sama ilość czasu w ciągu dnia. 
Jedni   dany   im   czas   przeznaczają   na   rozwijanie   swoich   zdolności,   a   inni   wolą   ten   czas 
poświęcić   na   stwarzanie   swojego   wizerunku,   szukaniu   skutecznych   form   reklamy   itp. 
Owszem są i tacy, którzy potrafią swój czas podzielić na rozwijanie swoich zdolności i na 
tworzeniu image, jednak zdolności to zdolności, a image to image. Pozostaje jeszcze jedno 
wyjście, znaleźć sobie dobrego menadżera, jednak dobry menadżer równie skutecznie może 
wypromować kompetentną osobę jak i tą niekompetentną, zależy to tylko od tego, która lepiej 
mu zapłaci. Niewątpliwie wiarygodny terapeuta będzie się czuł bardziej pewny siebie, swojej 
wiedzy i ewentualnych sprawdzianów, ale to chyba jedyny atut w gąszczu ludzi potrafiących 
stworzyć fantastyczny lecz sztuczny show wokół swojej osoby. Jednak potencjalni klienci 
bardziej "lecą" na owy image, niż na rzeczywistą wiarygodność. To proste, ktoś kto spokojnie 
opowiada   o   swoich   zdolnościach   i   możliwościach   może   łatwo   zostać   zakrzyczany   przez 
osoby, które zawsze znajdą jakąś wymówkę i sposób by podważyć wiarygodność swojego 
przedmówcy,   przy   czym   pokażą   znacznie   lepsze   przedstawienie   przekonujące   odbiorców 
takiej reklamy o ich większej mocy, gdyż to jest ich specjalnością, niestety często jedyną!! 
Jak więc reklamowali się ludzie ze swoimi zdolnościami za czasów, kiedy nie było Internetu, 
prasy, radia, telewizji? I dlaczego nie było tylu oszustów, a wróżki, jasnowidzowie itp. byli 
chyba   od   zawsze.   Czy   jednak   w   ostatnich   latach   zdecydowanie   nie   przybywa   osób 
reklamujących różne zdolności, których nijak nie da się sprawdzić? Czy przybywa ludzi, 
którzy mają moc? Czy jednak przybywa tylko oszustów? 

     Mieszkam od dziecka w Częstochowie i obecnie przeglądając lokalne gazety, wizytówki i 
reklamy znajdę np. wielu kręgarzy, masażystów, uzdrowicieli, bioterapeutów, którzy oferują 
mi swoją pomoc w zakresie dolegliwości z kośćmi i stawami, w których niekompetentni są 
lekarze. Jako małe dziecko miałem problem ze stawem kolanowym, rodzice postanowili coś 

background image

zaradzić   jednak   nie   zastanawiali   się   zbyt   długo.   Znany   był   wówczas   w   Częstochowie 
człowiek, który specjalizował się w owych dolegliwościach, nie miał on żadnej reklamy, 
mieszkał   w   małym   domku   na   uboczu   miasta,   gdzie   w   zasadzie   trudno   go   było   znaleźć. 
Dziwne. Wszyscy w Częstochowie go znali i wszyscy byli pewni jego zdolności. Jak on to 
robił? W dobie współczesnych mediów rzadko komu się to tak świetnie udaje. To proste, 
jedyna reklama jaka wówczas działała to "poczta pantoflowa", pomógł jednej osobie a ta 
opowiedziała o jego skuteczności innym i tak wieść o cudotwórczym uzdrowicielu szybko 
rozeszła   się   po   całym   mieście,   a   owi   reklamodawcy   byli   naocznymi   świadkami   jego 
zdolności. Do dziś są znane jego dwie córki, które owej pomocy uczyły się od ojca. Chyba 
wszystkie babcie w Częstochowie i okolicy do dziś je dobrze znają. Dlaczego jego reklama 
była tak skuteczna i dlaczego taka reklama nie skutkuje obecnie? Sam tego do końca nie 
wiem. Myślę że obecny łatwy dostęp do reklamy i możliwości reklamowania się oszustów 
zmieniły ludzką mentalność. Ktoś mógłby zapytać: "Dlaczego miałbym wierzyć komuś, kto 
obecnie mi kogoś poleca skoro "przejechałem się" na 10-ciu innych? Skąd mam wiedzieć, że 
to nie jest kolejny naciągacz? Skąd mam wiedzieć, że osoba, która mi ją poleca nie ma z nią 
jakiegoś   interesu?   Dlaczego   miałbym   wierzyć   jakiemuś   "małemu   człowieczkowi"   skoro 
wkoło słyszę o innych znacznie lepszych i skuteczniejszych..? Skąd mam wiedzieć, kto tak 
naprawdę mi pomoże a nie chce mnie tylko naciągnąć?" Takie pytania i wątpliwości biorą się 
z naszej obecnej mentalności i nieufności, która wzięła się z obecnie dostępnej reklamy i 
niejednokrotnym nacięciu się na oszusta. Kiedyś był jeden, wszyscy go znali, polecali i mu 
ufali.   Obecnie   świat   jest   o   wiele   bardziej   podporządkowany   pieniądzu.   Pieniądz   narzuca 
modę i styl życia. 

     Dlaczego dawni mistrzowie brali co łaska, a świetnie zarabiali i byli darzeni szacunkiem, a 
obecnie ta forma "cennika" rzadko się sprawdza? Obecnie łatwy dostęp do reklamy, a co za 
tym idzie możliwość natknięcia się na oszusta, jak wspomniałem, zmieniło naszą mentalność 
i stosunek do wydawanych przez nas pieniędzy. Ostrożniej je wydajemy, bojąc się, że mogą 
one być po prostu "wyrzucone w błoto", gdyż owa cudowna terapia, której się poddaliśmy 
może nie zadziałać tak, jak zapewniał nasz "genialny uzdrowiciel". Boimy się także, że po 
wielu   próbach   zabraknie   nam   funduszy   na   wiarygodnego   i   skutecznego   uzdrowiciela,   na 
którego w końcu trafimy. Dlatego słysząc "co łaska" staramy się wydać jak najmniej tzn. 
możliwie   najniższą   cenę.   "Co   łaska"   obecnie   znaczy   coś   w   rodzaju   "a   daj   parę   złoty, 
symboliczną opłatę, nie będę z ciebie zdzierał". Ja obecnie za swoje usługi mam ustalony 
ścisły cennik. Z praktyki wiem, że mówiąc "co łaska" dostałbym zaledwie jakieś 15-20zł w 
miejsce   oczekiwanych   100zł.  W  takiej   sytuacji   nie   zarobiłbym   na   przysłowiowy   chleb   i 
musiałbym iść np.: na hutę do roboty (o ile by mnie przyjęli), ale wtedy nie miałbym czasu, 
ani tym bardziej ochoty, by uskuteczniać jakąś cudotwórczą działalność, a skąd tu jeszcze 
wziąć   czas   na   zareklamowanie   się   i   przebicie   się   w   mass-mediach   przez   nawał   osób 
reklamujących   jedynie   swój   image?   Osobiście   marzą   mi   się   czasy,   w   których   mógłbym 
mówić "co łaska"! Zdaję sobie sprawę, że narzucając swoją cenę, klient którego nie stać na 
zapłacenie takiej ceny po prostu do mnie nie przyjdzie, bo go na to nie stać, natomiast klient 
którego stać jest zapłacić znacznie więcej, więcej nie zapłaci, bo skoro sam zaproponowałem 
cenę,   to   dlaczego   nagle   miałby   ktoś   zapłacić   więcej.   Kiedyś   "co   łaska"   znaczyło   "sam 
zweryfikuj na ile cenisz moją pracę, na ile ona zaskutkowała i na ile realnie cię stać byś mógł 
mi zapłacić". Wiedziałbym wtedy że przyszedłby, klient który jest otwarty na moją pomoc, 
ale   nie   zbyt   bogaty.   Zapłaciłby   mniej   ale   by   zapłacił,   co   nie   zaniżyłoby   wcale   moich 
zarobków z innych źródeł, natomiast bogaty klient, który doświadczyłby pomocy z mojej 
strony zapłaciłby więcej, znacznie więcej. Moje zarobki w takiej sytuacji byłyby znacznie, 
znacznie większe, niż przy cenie narzucanej przez samego siebie. A obecnie ksiądz, mówiąc 
"co łaska" często dodaje "ale nie mniej niż 200", sam słyszałem! Niech więc klienci, którzy 
mają pretensje, iż obecnie nawet mistrzowie duchowi mają swoje cenniki zastanowią się, tak 
rzetelnie   i   bez   skąpstwa,   na   ile   tak   naprawdę   cenią   czyjąś   zbawienną   pomoc,   ile   w 
ostateczności byliby gotowi zapłacić i czy na pewno nie wyjdzie im znacznie więcej niż 

background image

obecnie narzucany cennik. 

     Zastanówmy się jeszcze nad źródłem czyichś kompetencji. 
      Wiedza i umiejętności skądś muszą się wziąć. Kompetencje mogą bazować na zdobytej 
wiedzy i obytym szkoleniu, ewentualnie ktoś sam do czegoś doszedł poprzez samodzielną 
pracę   i   dzięki   niej   wypracował   u   siebie   cenne   umiejętności.  Ale   te   przypadki   mówią   o 
poświęconej dużej ilości czasu i zaangażowaniu w zdobycie swoich umiejętności. Pozostaje 
jeszcze jedna możliwość, że ktoś z cudotwórczymi zdolnościami się po prostu urodził, ale to 
by   znaczyło,   że   ma   je   od   dziecka,   więc   raczej   nie   mogłyby   nagle   się   ujawnić.   Samo 
przeczytanie książek nie wystarcza by mieć kompetencje i móc się z nimi reklamować. 
      Zdarza mi się jednak spotykać z takimi sytuacjami, że ktoś, przez całe swoje życie, nie 
przejawiał żadnej większej umiejętności, a nawet, przez dłuższy czas nadużywał alkoholu czy 
narkotyków i nagle, postanawiając zmienić swoje życie, zaczyna interesować się ezoteryką. 
Poznając   społeczność   ezoteryczną,   zaczyna   nagle   nazywać   siebie   ezoterykiem,   magiem, 
mistykiem, oświeconym mistrzem itp. nie mając do tego żadnych kompetencji, a nierzadko 
prywatnie pozostając dalej przy swoich nałogach, wulgarnym zachowaniu czy nieuczciwości. 
Kompetencji nie da się sprawdzić, więc osoby niekompetentne zaczynają mieszać się wraz z 
kwalifikowanymi mistrzami, reklamując się w tych samych miejscach i w taki sam, jak oni, 
sposób. Taka osoba może na przykład, poznając mandale, pomyśleć sobie, że dlaczego ona 
nie mogłaby ich malować i sprzedawać. Tworzenie prawidłowej mandali polega na pracy w 
stanie medytacyjnym i dobieraniu do siebie energetycznie pasujących kolorów, kształtów i 
symboli.   Nie   przygotowana   do   ich   tworzenia   osoba   kieruje   się   wyłącznie   wyglądem 
estetycznym i logiką, która to nie daje możliwości stworzenia dobrze oddziaływujących na 
podświadomość zestawów kształtów, symboli i barw. Wniosek z tego taki, że pseudo mandala 
stworzona przez nieświadomą osobę wizualnie nie odróżnia się od prawdziwych mandal, a 
może nawet być od niej ładniejsza, czy bardziej staranna. Skutki praktyki medytacyjnej z 
takimi obrazkami mogą jednak przynieść ugruntowanie negatywnych emocji, gdyż ich twórca 
mógł, przejawiając negatywne emocje w czasie ich tworzenia, nieświadomie zawrzeć w nich 
symbolicznie   swój   stan   emocjonalny.   Podobnie   może   być   z   uzdrowicielem,   radiestetą, 
bioterapeutą czy egzorcystą. 
         Moim zdaniem osoba chcąca nazywać się nauczycielem duchowym czy podobnie, nie 
powinna stosować jakichkolwiek używek. Używki to używki, a do przejawiania duchowości 
niezbędna jest czysta, przytomna świadomość.

     Zabawnymi jak dla mnie, ale jednocześnie groźnymi oszustami okazują się ludzie, którzy 
w celach marketingowych uczą się języka perswazji oraz tak zwanej "mowy ciała". Chodzi o 
osoby które poprzez takie techniki wypracowują u siebie sztuczny wizerunek. Uczą się, czyli 
prosty wniosek że ich gesty i wypowiedzi nie wypływają z ich natury, czyli wypowiadane 
przez nich zdania nie są ich naturalnymi wypowiedziami a jedynie wyuczonymi schematami, 
natomiast ich ciało swoimi gestami wcale nie miałoby ochoty potwierdzać wypowiadanych 
przez nich słów. Prosty z tego wniosek, iż osoba ucząca się mowy ciała chce ukryć ruchy i 
gesty   demaskujące   ją   jako   niekompetentną   i   niewiarygodną.   Osoba   ucząca   się   języka 
perswazji  chce  zmieniać  swoje   wypowiedzi  tak,  by  świadczyły  one  o  jej   wiarygodności. 
Jedna   i   druga   technika   stosowana   w   celach   marketingowych   oczywiście   nie   podnosi 
kompetencji   i   umiejętności,   a   jedynie   wprowadza   w   błędne   wyobrażenie   o   osobie   je 
stosującej.  Techniki   takie   dodatkowo   zabijają   w   osobach   fanatycznie   je   praktykujące   ich 
naturalne uczucia oraz zdolność do naturalnego i spontanicznego wyrażania siebie. Stają się 
marketingowymi  automatami,  czego  ceną  jest   nierzadko  utrata  przez   nich  przyjacielskich 
relacji. 
         Podsumowując: wykorzystywanie nauk mowy ciała i języka perswazji w promowaniu 
swoich   usług,   jest   zwykłą   manipulacją   mającą   zataić   brak   kompetencji,   wiarygodności   i 
pewności siebie. Dla osoby kompetentnej, co za tym idzie pewnej siebie i proponującej swoje 
rzetelne   usługi,   ruchy,   gesty   i   słowa   potwierdzające   wiarygodność   będą   naturalne   i 

background image

spontaniczne.   Nie   chcę   jednak   do   końca   takich   nauk   krytykować,   gdyż   mogą   one 
wyeksponować pewność siebie osoby kompetentnej nie umiejącej jednak do tej pory sprzedać 
swoich ofert, lub mające inne przyczyny braku pewności siebie. Mnie jednak nasuwa się 
pytanie.   Jak   teraz   odróżnić   ładnie   gestykulującą   i   wypowiadającą   się,   kompetentną,   od 
wyuczonej gestykulacji i mowy niekompetentnej osoby?

          Zaobserwowałem,   że   osoby   mające   autentyczne,   nadprzyrodzone   zdolności   np: 
jasnowidzenia nie zapewniają o 100%-owej skuteczności. Często dopuszczają możliwości 
pewnych pomyłek a nierzadko zaczynają od słów: "zaznaczam że mogę się mylić". Takie 
osoby jednak chętniej poddają się weryfikacji klienta, który chce skorzystać z ich usług (choć 
na   pewno   będą   unikać   sytuacji,   w   których   ktoś   będzie   próbował   robić   z   nich   "króliki 
doświadczalne"). Po prostu się tego nie boją, w przeciwieństwie do oszusta, który będzie się 
wystrzegał sprawdzianów powtarzając np. że ich technika jest pewna skuteczna i nie ma 
sensu jej testować.

     Spotkałem się wielokrotnie z zarzutem iż za nauki i pomoc duchową nie powinienem brać 
żadnych   opłat,   gdyż   prawdziwi   mistrzowie   mieszkający   np.   w   Indiach   takowych   nie 
pobierają. Biorąc pod uwagę taką sytuację w której praktyka duchowa i pomaganie innym za 
jej pośrednictwem jest moim głównym środkiem utrzymania, nie wiem z czego miałbym 
zarabiać   chociażby   na   stworzenie   godziwych   warunków   do   prowadzenia   terapii   swoim 
klientom? Skąd więc ów wielcy mistrzowie Jogi biorą na swoje utrzymanie? Tutaj znów 
okazuje   się   różnica   w   mentalności,   tym   razem   miedzy   ludźmi   zamieszkującymi   różne 
kontynenty. Okazuje się iż w Indiach wielcy mistrzowie nie pobierają opłat za same nauki, 
jednak łatwo przyjmują oferty noclegu, pokarmu, jak również datków pieniędzy od ludzi 
którzy czują się zaszczyceni iż dany mistrz zgodził się na posiłek lub nocleg właśnie u nich. 
Nie wyobrażam sobie jak takie podejście do czerpania korzyści materialnych przenieś na 
polskie warunki i nie wiem jakim wyobrażeniem byłbym potraktowany gdybym wpychał się 
na noc i na obiad swoim klientom? Mogę się jednak tych wyobrażeń domyśleć. Gdybym ja w 
obecnych czasach w Polsce stał i żebrał pod kościołem, raczej nie byłbym odbierany przez 
mijających   mnie   przechodniów   za   wielkiego   duchowego   mistrza,   a   jedynie   za   zwykłego 
biedaka, który nie potrafi zapracować na bochenek chleba. W przeciwieństwie do Indii gdzie 
mistrzowie duchowi nierzadko w taki sposób się utrzymują. 
       Jako ciekawostkę i podsumowanie dodam, iż niedawno dostałem reklamę zajęć mistrza 
Jogi z Indii z informacją iż 3 dniowe zajęcia z ów mistrzem kosztowały prawie 400zł. Jak 
widać jest pewna  różnica  w mentalności Polaków  i Hindusów  która obowiązuje również 
mistrzów duchowych nawet hinduskiego pochodzenia próbujących nauczać w Polsce.

     Do wszystkich osób krytykujących moją postawę. 

     Wobec klientów otwartych na moją pomoc, jednak nie mających na nią pieniędzy, stosuję 
zasadę: "co możesz dla mnie w zamian zrobić?". Nie do końca chodzi mi o to by za wszystko, 
co robię mieć jakąś zapłatę, jednak potrzebuję pewności, że ów klient jest w stanie docenić 
moją pracę.

background image

      Obecnie Ameryka narzuca niemalże całemu światu styl, modę jak również stosunek do 
pieniędzy.

     Pieniądze, jak wszyscy dobrze wiemy, są środkiem płatniczym i pomimo, że różne waluty 
różnie   stoją   na   światowym   rynku   to   każdy   przyzna,   iż   pieniądz   każdego   kraju   nie   ma 
większego od płatniczego znaczenia. Dlaczego wobec tego ludzie starają się podporządkować 
pieniądzom i ich zarabianiu niemalże wszystko, od ustalania sobie rozkładu zajęć w ciągu 
dnia, podporządkowaniu im własnej osobowości, na oddawaniu za nie życia skończywszy? 
Czy nie jest tu uderzające podobieństwo ludzkich zachowań w stosunku do pieniędzy, jak u 
wielu ugrupowań religijnych, które w imię stworzonego przez siebie obrazu Boga, są skłonni 
oddać nawet swoje życie? Może to właśnie fanatyczne podejście do pieniędzy, które narzuciła 
nam Ameryka, bierze się stąd, iż Amerykanie w pieniądzu widzą właśnie Boga? Dosłownie 
widzą, gdyż wystarczy spojrzeć gołym okiem na banknoty dolarowe, by go tam zobaczyć. 
Oszczerstwo? Otóż nie. A oto dowody:

     To jest „oko w trójkącie” - znany z chrześcijaństwa symbol Boga, wyraźnie widniejący na 
rewersie banknotu dolarowego.

         To   również   fragment   tego   samego   banknotu.   Kto   choć   trochę   zna   język   angielski, 
doskonale powinien poradzić sobie z przetłumaczeniem tego tekstu. 

     Ktoś przyzna, że intencja umieszczenia takich znaków i napisów była słuszna, iż miało to 
służyć   temu,   by   ludzie   wydając   i   zarabiając   pieniądze   nie   zapomnieli   o   Bogu   i   jemy 
powierzać się w czasie obracania nimi. Jednak ja myślę, iż efekt takiego czynu był nieco 
odwrotny, czego rzeczywistość zdaje się być najlepszym dowodem. Ludzie zamiast pamiętać 
o Bogu wydając pieniądze, zaczęli Boga postrzegać w samych pieniądzach. Należy wiedzieć, 
że podświadomość bierze wszystko dosłownie to, co postrzega, a postrzega symbole Boga na 

background image

banknotach amerykańskich, które to później właśnie z Bogiem zaczynają jej się kojarzyć. 
Taka sugestia skojarzeń na podświadomość niestety działa tym bardziej, jeśli nie zwróciło się 
na   takie   symbole   świadomie   większej   uwagi   i   nie   zajęło   się   wobec   nich   świadomego 
stanowiska, czyli obserwująca je osoba nie zastanowiła się, co owe symbole mogą dla niej 
znaczyć. Ludzie najprawdopodobniej z pogoni za pieniądzem zapomnieli o Bogu i o tym, by 
zastanowić   się,   co   oznaczają   owe   symbole   na   banknotach   i   jakie   mają   przesłanie,   a 
niewątpliwie, każdy kto miał taki banknot w ręku musiał je dostrzec. W powyższej sytuacji, 
bez deklaracji umysłu świadomego, umysł podświadomy próbuje wyciągnąć własne wnioski 
biorąc wszystko wprost i dosłownie, wykorzystując mechanizm skojarzeń. Skoro nie zrobił 
tego człowiek świadomie to podświadomość danej osoby wyciągnęła sobie własne wnioski, 
widząc symbole Boga na kawałku papieru, który dla umysłu świadomego jest bardzo ważny i 
potrzebny, a który później z samym Bogiem podświadomości zaczyna się kojarzyć i tak owe 
papierki zaczyna postrzegać. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, iż dla Amerykanów 
pieniądz stał się symbolem religijnym, któremu się podporządkowali, a zarabianie pieniędzy 
zaczęli traktować jako największy, a nawet jedyny cel i sens swojego życia. Dlatego właśnie 
Amerykanom pieniądz narzuca modę i styl życia.

     Pieniądze to pieniądze, Bóg to Bóg, o czym wydaje się, Amerykanie trochę zapomnieli i 
trochę im się to poplątało.

         Na koniec tego artykułu każdy czytelnik powinien się zastanowić: jaka dla niego jest 
największa wartość w życiu, dla której poświęca najwięcej czasu i uwagi? 

     Oczywiście nie chcę krytykować pieniędzy i ich zarabiania, ale uważam, iż ludzie obecnie 
w swoim działaniu bardziej kierują się wartościami materialnymi niż duchowymi, a moim 
zdaniem zdrowiej jest odwrotnie. Dla tych, którzy w swoim działaniu kierują się sercem, 
pieniądze jakoś się zawsze znajdują. 

background image

Artykuł 7

REGRESJA – wycieczka w głąb siebie

REGRESJA – wycieczka w głąb siebie

Aby coś zmienić, 

najpierw należy to poznać.

Aby zmienić siebie, 

najpierw należy poznać siebie.

      W naszym codziennym życiu bardzo często zachowujemy się nie tak jak byśmy chcieli. 
Ulegamy emocjom, boimy się w różnych sytuacjach, jesteśmy często niepewni, nieśmiali, nie 
wierzymy   we   własne   możliwości   lub   nieprawidłowo   postrzegamy   sytuacje,   w   której   się 
znaleźliśmy itp. 
          Najczęstszą  przyczyną   takiego   zachowania  są   nasze   traumatyczne  doświadczenia   w 
przeszłości, w czasie których powstały w nas błędne decyzje i negatywne emocje. Takie nie 
odreagowane urazy przejawiają się więc w naszym dorosłym życiu w postaci negatywnych, 
nieracjonalnych wzorców zachowania oraz emocjonalnego reagowania. Uzdrawianie takich 
wzorców wymaga naszej konfrontacji z dawnymi, nierzadko przykrymi doświadczeniami. 
Taka konfrontacja z przeszłością nazywana jest stanem regresywnym. 

Regresja jest to zjawisko celowego wywołania powrotu pamięcią 

z obecną świadomością do wcześniejszej fazy rozwoju 

celem uwolnienia powstałym w owym czasie negatywnych wzorców reagowania.

     Samo słowo regresja pochodzi z języka łacińskiego i oznacza dosłownie: cofanie się, ruch 
wsteczny.   Opisywane   przeze   mnie   zjawisko   regresji   polega   na   cofaniu   się   pamięcią   do 
pierwotnej   przyczyny   psychicznego   urazu.   Takie   cofnięcie   się   pamięcią   z   obecną 
świadomością   umożliwia   nam   uświadomienie   dawnych   doświadczeń,   co   za   tym   idzie, 
zrozumienie i zweryfikowanie błędnych decyzji oraz wyobrażeń powstałych w owym okresie, 
w rezultacie zmianę ich na przytomne i korzystne dla nas w obecnym życiu. Jest to więc 
konfrontacja umysłu świadomego z przetrzymywanymi przez podświadomość negatywnymi 
wzorcami   zachowania.   Regresja   umożliwia   nam   uświadomienie   przeżyć   z   okresów: 
wczesnego dzieciństwa jak również prenatalnego oraz poprzednich wcieleń. 
          W   większości   przypadków   wykorzystane   w   tej   książce   przykłady   wspomnień   z 
dzieciństwa ujawniły się pod wpływem zjawiska regresji wykorzystywanego w terapii. W 
stan regresywny można wprowadzić poprzez głęboki relaks, w czasie którego, poddająca mu 
się osoba koncentruje się na pozytywnym obrazie siebie przeciwstawnym do negatywnego, 
psychicznego   wzorca.   Jeśli   taka   koncentracja   jest   wystarczająco   mocna,   wówczas 
podświadomość   tej   osoby   uzewnętrznia   wszystkie   negatywne   opory   przed   przejawianiem 
pozytywnych   aspektów   osobowości.   Takie   opory   przejawiają   się   zazwyczaj   w   postaci 
odczuwanych   emocji,   tych   samych   jakie   towarzyszyły   danemu   traumatycznemu 
doświadczeniu. Osoba poddana takiej terapii, czyli wprowadzona w stan regresywny, bardzo 
często uzewnętrznia i chwilowo wzmacnia odczuwanie owych emocji. Takie ponowne ich 
uzewnętrznienie umożliwia nam wgląd w przeszłe doświadczenia, co za tym idzie poznanie i 
zrozumienie   przyczyn   powstałych   wówczas   urazów,   emocji   i   wzorców   nieracjonalnego 
zachowania. Dzieje się to za pośrednictwem sugestii terapeuty, który widząc przejaw emocji u 

background image

swojego klienta, sugeruje mu powrót pamięcią do pierwotnej przyczyny tych emocji, czyli do 
traumatycznego   przeżycia.   Dzięki   temu   ta   osoba   jest   w   stanie   przyjrzeć   się   i   zrozumieć 
przyczynę powstania swoich emocji oraz zaobserwować, jakie błędne decyzje podjęła pod ich 
wpływem i jak one pokutowały w jej dorosłym życiu. Dzięki takiemu przeglądowi możemy 
łatwo zmienić błędne, bazujące na ówczesnym niezrozumieniu, wzorce myślowe, co za tym 
idzie uwolnić się od zaburzeń oraz napięć psychicznych.  

Regresja udowadnia, że każda dolegliwość, jak również wszelkie 

powstające w naszym obecnym życiu problemy, mają swoją przyczynę 

w błędnych i niekorzystnych dla nas wyobrażeniach i decyzjach, 

podjętych w przeszłości, w różnych stanach naszej świadomości 

i w różnym stanie emocjonalnym, 

co powodowało niepełny przegląd konsekwencji owych decyzji. 

         Przyjrzyjmy się temu procesowi bardziej szczegółowo. Najpierw należy rozróżnić dwa 
rodzaje pamięci: świadomą i podświadomą. 
     Świadomie zapamiętujemy to, co było niedawno, natomiast łatwo zapominamy to, co jest 
odległe. Nasza podświadomość zapamiętuje to, co uznaje za ważne, a za ważne uznaje to, 
wobec czego mieliśmy stosunek emocjonalny. Wszystkie takie emocjonalne kody pozostawia 
w swojej pamięci dopóty, dopóki świadomie nie podejmiemy innej decyzji związanej z daną 
sytuacją i nie uznamy ich za niepotrzebne. Rzeczy mało istotne nie są w niej rejestrowane. 

      Pamięć świadoma rozwija się u dzieci od trzeciego miesiąca życia, wcześniej nie jest w 
niej nic rejestrowane. Pamięć podświadoma natomiast towarzyszy nam od zawsze, jednak my 
na co dzień mamy z nią znikomy kontakt. 
         Jak ma się to w praktyce i na czym polegają najczęstsze konflikty między obiema 
jaźniami? Główny problem polega na słabym kontakcie i braku umiejętności porozumienia 
się   z   własną   podświadomością.   Umysł   podświadomy,   by   przestać   podtrzymywać   dawny, 
wyuczony,   systematycznie   powtarzany   a   niepotrzebny   nam   w   obecnym   czasie   wzorzec 
zachowania, potrzebuje deklaracji i decyzji w tej sprawie ze strony umysłu świadomego. 
Jednak   my   świadomie   nie   pamiętając   już   zdarzenia,   które   doprowadziło   do   błędnego 
myślenia i postępowania, nie potrafimy zmienić podjętych wówczas decyzji. Godzimy się 
więc   na   dalszą   jego   realizacje   twierdząc:   „Taki   już   jestem   i   nie   wiem   jak   miałbym   to 
zmienić”. 
     Na przykładzie wygląda to tak: Jako małe dziecko usłyszeliśmy od własnej mamy, że nie 
możemy wchodzić sami do ciemnego pokoju, gdyż tam są „baboki, które mogą nas pożreć”. 
Jako   małe   i   łatwowierne   dzieci   uwierzyliśmy   w   to,   gdyż   w   tym   okresie   wierzymy   we 
wszystko, do czego przekonują nas inni, a w szczególności rodzice. Dla podświadomego 
umysłu to twierdzenie stało się ważne i zostało przez niego zapamiętane, co w dorosłym życiu 
przeradza się w ciągły i nieuzasadniony lęk przed ciemnymi pomieszczeniami. 
     Wydaje się to śmieszne i mało racjonalne, jednak w rzeczywistości takie, wydawałoby się, 
banalne wzorce z dzieciństwa sterują naszym dorosłym życiem. Nasza podświadoma jaźń, 
mając   słaby   kontakt   ze   średnim   Ja,   nie   potrafi   przekazać   nam   zapamiętanego   obrazu 
przeszłych i  obciążających nas  doświadczeń, mimo to powstałe w  owym okresie  emocje 
często   paraliżują   funkcjonowanie   całej   naszej   osobowości.   By   swój   wzorzec   zachowania 
zmienić,   potrzebujemy   decyzji   naszego   średniego   Ja,  które   miałoby   zlecić   podświadomej 
jaźni, by ta przestała się bać ciemności tłumacząc, iż „baboków” po prostu nie ma, gdyż były 
one wyłącznie wymysłem naszej mamy. Jednak umysł świadomy tego nie robi, ponieważ nie 
pamięta już zdarzenia odpowiedzialnego za ten wzorzec zachowania. 
     Jedynym znanym mi skutecznym sposobem na uzdrowienie wzorców zachowania, w tym 
wypadku   lęku   przed   ciemnymi   pomieszczeniami,   jest   nawiązanie   lepszego   kontaktu   z 
niższym   Ja,   aby   przypomnieć   sobie   całe   zdarzenie.   Taka   pamięć   przeszłości   umożliwia 
rozwiązanie problemu poprzez spojrzenie w dojrzały, przytomny sposób na dawną sytuację i 

background image

wyciągnięcie zdrowych wniosków, oraz podjęcie odpowiednich decyzji uwalniających nas od 
destrukcyjnych wzorców zachowania. Takim wspomnieniom powinny towarzyszyć emocje, 
co   jest   gwarantem   ich   autentyczności.   Ponieważ   wyobrazić   sobie,   że   byłem   „księciem   z 
bajki” nie będzie nam trudno, natomiast z rozpłakaniem się na urojone wspomnienie pięknej 
księżniczki będziemy mieć już problem. 
        Ważnym   czynnikiem   wpływającym   na   nasze   zachowanie   są   również   wzorce 
skojarzeniowe.  Jeśli doświadczaliśmy czegoś, co wywołało w nas silne emocje, na przykład, 
zostaliśmy przez kogoś skarceni, a towarzyszyło temu coś charakterystycznego, lub działo się 
to w charakterystycznych okolicznościach, wówczas to coś, czy takie okoliczności, będą nam 
się   zawsze   kojarzyć  z   odczuwaną  wówczas   emocją   i  w   podobnych  okolicznościach   owa 
emocja będzie paraliżować nasze funkcjonowanie. W takiej sytuacji również potrzebujemy 
powrotu pamięcią do danego zdarzenia, po to, by uświadomić sobie, że przeżywane obecnie 
emocje są tylko na zasadzie skojarzenia z dawnym doświadczeniem i że teraz pojawienie się 
podobnych sytuacji nie pociąga za sobą kary, której wówczas doświadczyliśmy. 

Wyuczone w dzieciństwie, nie przeprogramowane schematy, 

choć nie racjonalne i nie adekwatne do obecnych sytuacji, 

mają na nas wpływ i paraliżują nasze funkcjonowanie.

      Regresja umożliwia nam więc zweryfikowanie dotychczasowych wyobrażeń i poglądów 
oraz zmianę naszego myślenia i postępowania. Czyli stwarza możliwości otwarcia się na 
przemiany w naszym życiu. Jest jednak skuteczna wówczas, kiedy dajemy sobie zgodę na 
pozytywne  myślenie   i   koncentrujemy  się   na   realizacji   swoich  celów. Terapia   regresywna 
stawia nas w sytuacji, w której nie musimy już iść starą i błędną dla nas drogą, do której 
czuliśmy się przywiązani i zobowiązani. Otwiera nas ona na nowe kierunki postępowania i 
stwarza możliwość wybrania nowej drogi, ale gotowej receptury na zdrowe życie nam jeszcze 
nie   podsuwa.   Uczy   nas   jednak   podejmowania   w   pełni   korzystnych,   rozsądnych   i 
bezpiecznych dla nas decyzji, oraz jak w zdrowy i bezpieczny sposób korzystać z kryteriów, 
które sobie obraliśmy. Jest więc skuteczna wówczas, gdy realnie dopuszczamy możliwości 
pozytywnych zmian w swoim życiu. Dlatego należy łączyć regresję z innymi praktykami, 
które   umożliwiają   nam   nowe   i   korzystne   dla   nas   kierunki   i   możliwości.   Regresja   w 
połączeniu   z   innymi   praktykami   pozwala   również   bardziej   efektywnie   z   nich   korzystać, 
uwierzyć w ich realność oraz skuteczność.  

Regresja uwalnia od wszelkich zablokowań, starych wzorców myślenia

 i postępowania a w zamian pozwala zobaczyć nowe możliwości, 

ale tylko wówczas, gdy jesteśmy na nie ukierunkowani.

         Regresja jest dla osób zdrowych psychicznie. Dla osób, które samodzielnie dążą do 
osiągnięcia konkretnych, stawianych przez siebie celów, wykorzystując w tym celu, oprócz 
terapii, inne praktyki. 
         Regresja odwołuje się do pamięci na płaszczyźnie emocjonalnej, czyli jest to praca z 
emocjami i ewentualnie towarzyszącymi im wspomnieniami. Najpierw więc pojawiają się 
emocje, a dopiero później ewentualne obrazy związane z tymi emocjami. 
          Regresja   jest   to   stan   podwyższonej   świadomości,   w   której   uaktywnia   się   pamięć 
przeszłych   doświadczeń.  Nie   jest   to   więc   hipnoza,   ani   żaden   inny   odmienny, 
nieprzytomny stan świadomości

         Dzięki zjawisku regresji odreagować można praktycznie każdą dolegliwość i wzorzec 
błędnego   zachowania.   Jednak   regresja   nie   działa   na   każdego   człowieka.   W   stanie 
regresywnym cofamy się z obecną świadomością, czyli możemy świadomie, na trzeźwo i 
przytomnie zweryfikować błędnie podjęte, nieświadome wówczas decyzje. Jesteśmy teraz 
bardziej świadomi, potrafimy więc podejmować słuszne decyzje i wyciągać wnioski zgodne z 

background image

rzeczywistością.   Jeśli   jednak   osoba,   która   poddaje   się   regresji   nie   jest   wciąż   w   pełni 
świadoma,   przytomna   lub   ma   nieczyste   intencje,   którymi   podtrzymuje   stare   urazy, 
ewentualnie nie potrafi szczerze przyznać się do własnych intencji i programów, a także nie 
dąży do realizacji stawianych przez siebie celów, nie będzie mogła uwolnić się od swoich 
destrukcyjnych   wzorców,   gdyż   nie   zmieni   błędnych   decyzji   i   nie   wyciągnie   słusznych 
wniosków z dawnych doświadczeń. 
     Regresja umożliwia nam więc szczere wejrzenie w głąb siebie, czyli jest to konfrontacja z 
przechowywanymi w podświadomości emocjami i myślokształtami.

background image

Robert Krakowiak

Robert Krakowiak

Autor książki:

DZIECI REGRESJI

DZIECI REGRESJI

 

 

- Uzdrawianie dzieciństwa

- Uzdrawianie dzieciństwa

    O swoim podejściu do klienta

    Zanim przystąpię do współpracy z klientem, przeprowadzam z nim konsultację, w czasie której poznaję bliżej 
jego życie, czyli sposób, w jaki żyje: jakie ma problemy z sobą, kryteria w życiu, dążenia i pragnienia, co mu 
ewentualnie w realizacji tego przeszkadza, jakie ma lęki, obawy, opory, czyli wzorce psychiczne nie pozwalające 
mu realizować swoich planów i do czego tak naprawdę go to doprowadzało. Potrzebuję również rozpoznać jego 
predyspozycje dane mu przez naturę. By bliżej poznać klienta staram się poznać sposób, w jaki on sam siebie 
postrzega, czyli w co wierzy, co deklaruje i na ile to realizuje. Dążę również do tego by poznać, jaką ma ogólnie 
samoocenę,   na   ile   wierzy   w   realność   stawianych   przez   siebie   celów   i   na   ile   jest   w   nie   zaangażowany. 
Decydująca się osoba na współpracę ze mną powinna być otwarta na rozmowę o sobie i gotowa odpowiedzieć 
na każde pytanie, które zadam dotyczące każdej dziedziny życia. Następnie prowadzę klienta tak, by sam poznał 
i zrozumiał siebie, nauczył się poruszać po swojej świadomości i umiejętnie z nią pracował, czyli odkrył swoją 
prawdziwą naturę, zweryfikował swój dotychczasowy obraz siebie oraz swoje kryteria i odnalazł w sobie to, co 
tak naprawdę jest dla niego najlepsze. Prowadzę więc sesję na podstawie wiedzy o kliencie, zdobytej w wyżej 
opisany sposób. 
       Współpraca ze mną jest czymś indywidualnym dla każdego klienta. Każdy klient to inna historia, inne 
przeżycia,   doświadczenia,  inne   pragnienia  i   potrzeby.   Mam   więc   indywidualne   podejście   do  każdej   osoby, 
staram się ją zrozumieć i zaobserwować, co na danym poziomie jest jej potrzebne. Prowadzę sesje tak, aby taka 
osoba zaczęła realizować swoje cele, o ile są one oczywiście zgodne z jej bosko-doskonałą naturą. 
     Pierwsze spotkanie to sama konsultacja. To pierwsze spotkanie jest po to, bym dobrze poznał daną osobę, 
zapoznał ją z możliwościami i warunkami dalszej współpracy, oraz by wspólnie poszukać sposobów i kierunków 
takich, by dana osoba realizowała postawione przez siebie cele i samodzielnie kontynuowała pracę nad sobą. 
Każde   następne   spotkanie   to   już   krótsze   konsultacje   wraz   z   sesją   medytacyjną   opartą   na   niżej   opisanej 
procedurze.

    O swoich praktykach

     W swoim życiu spotkałem się z różnymi technikami pracy z umysłem oraz naukami i praktykami duchowymi 
wschodu   i   zachodu.   Dzięki   temu   nauczyłem   się   różnych   technik:   medytacji,   pracy   z   psychiką   i   energią 
człowieka oraz uwalniania od psychicznych napięć. Stosując owe nauki koncentrowałem się na poznaniu ich 
szkieletu, podstaw tych praktyk. Postanowiłem zrozumieć, na podstawie jakich mechanizmów naszej psychiki 
one powstały. To pomogło mi znaleźć wspólne ich aspekty świadczące o możliwościach ludzkiego umysłu. 
Takie studiowanie różnych praktyk, pozwoliło mi więc poznać i zrozumieć ludzką świadomość, jej zdolności i 
możliwości. Z praktyk, które poznałem wykorzystuję wiele aspektów łącząc je i wykorzystując w swojej obecnej 
współpracy z klientami.

    Obecnie stosuję opracowaną przez siebie metodę na podstawie zdobytych doświadczeń stosowanych praktyk 
oraz własnych odkryć. Moja współpraca z ludźmi polega głównie na łączeniu praktyk: Huny, Jogi i Buddyzmu 
wraz ze współczesnymi technikami terapeutycznymi i doskonalenia osobowości.

    Z Huny wykorzystuję naukę o trzech jaźniach, wizualizację i przekonanie, że cel, który się sobie postawi jest 
do osiągnięcia, pod warunkiem zachowania zdrowych intencji do siebie i innych. W modlitwie odwołuję się do 
nadświadomości,   w   której   każdy   przechowuje   doskonały   obraz   siebie:   swojego   doskonałego   ciała,   stanu 
emocjonalnego, wyobrażeniowego oraz informacje o najlepszych zdolnościach i predyspozycjach, które ma 
każdy z nas. Dzięki takiemu kontaktowi pomagam klientowi stworzyć w wyobraźni doskonały obraz siebie, po 

background image

czym ma on za zadanie utrzymać go w swojej wizualizacji.

    Z Jogi wykorzystuję głównie naukę o oddechu i pracę z energią człowieka. Uczę klienta obserwować różnicę 
energetyczną  między jego aktualnym   stanem  a  doskonałym   obrazem  siebie. Poprzez  odpowiednie  oddechy 
klient dostraja się do owej energii i urzeczywistnia ją w swoim ciele.
       W czasie takiego dostrajania się energetycznego do nadświadomego obrazu siebie, pracy z energią i z 
głębokim, świadomym oddychaniem uzewnętrzniają się wszelkie dawne urazy, porażki, napięcia energetyczne i 
tłumione   negatywne  emocje,  czyli  wszystko  to,  co  nie   pozwala   nam  na  przejawianie  na   planie  fizycznym 
naszego doskonałego obrazu siebie, o którym informacje przechowuje nasza nadświadomość.
    Tutaj niezbędne okazują się nauki buddyjskie, z których pochodzi nauka prawa karmy - prawa przyczyny i 
skutku, nauka o reinkarnacji i wyzwoleniu z cierpienia poprzez wyzbycie się emocji. Okazuje się, że każdy 
problem, negatywne doświadczenie czy nawet dolegliwość fizyczna mają swoją przyczynę w błędnym myśleniu 
czy postępowaniu w przeszłości. Negatywne przekonania pozostają w nas do póki ich nie zmienimy, a nie 
zmienimy do póki nie przypomnimy sobie kiedy i dlaczego je podjęliśmy. W takiej sytuacji sugeruję klientowi 
powrót pamięcią z obecną świadomością do pierwotnej przyczyny danej emocji lub negatywnego odczucia po 
to, by przyjrzeć się podjętym wówczas decyzjom, ich motywom i ich konsekwencjom oraz zmienić owe decyzje 
na pozytywne i korzystnie działające w obecnym życiu. Taki powrót pamięcią pozwala zintegrować negatywne i 
ograniczające   wzorce   myślowe,   dzięki   czemu   ułatwia   przejaw   pozytywnej   wizualizacji,   do   jakiej   osoba 
dostrajała się na początku takiej sesji.

       Oczywiście ja nie gwarantuję takiego sukcesu za pierwszym razem. Taka współpraca z klientem wymaga 
zgody, chęci i pełnego zaangażowania z jego strony oraz wspierania jej samodzielną pracą nad sobą, chodzi 
głównie o skoncentrowanie swojej uwagi poprzez medytacje i afirmacje na zalecanym przeze mnie temacie. 
Współpraca taka jest tym bardziej owocna im bardziej zaangażowana w nią jest osoba ze mną współpracująca. 
Ważne   jest   więc   aby   dany   klient   jak   najwięcej   od   siebie   oczekiwał,   nie   zakłamywał   się,   był   gotowy   do 
współpracy i do zaangażowania w siebie czasu i energii. W czasie sesji ze mną zdaża się, że konfrontacje klienta 
ze stłumionymi w sobie emocjami mogą być dla niego nieprzyjemne i nie chce on kontynuować współpracy, 
chodzi   głównie   o   to   by   przestać   złorzeczyć   i   podtrzymywać   żale   a   nauczyć   się   wybaczać,   odpuszczać   i 
akceptować. W takiej sytuacji dana osoba powinna podjąć wyzwanie typu: "Akceptuję swój stan, nie będę się 
dłużej oszukiwać, chcę to zmienić i zrobię to". Zdarza się również, że klient nie chce się zaangażować w 
intensywne oddechy, które również mogą wywoływać chwilowe, negatywne odczucia. Ale cóż, współpraca ta 
wymaga   pewnych   poświęceń,   jednak   daje   swoje   rezultaty   w   postaci   nawet   uzdrowień   "nieuleczalnych" 
dolegliwości.

    Skutki uboczne ;)

       Klient przychodzący do mnie na sesje doświadcza prawdy o sobie, czyli wszystko to, co nosi w sobie 
stłumione   uzewnętrznia   i   zaczyna   odczuwać.   To   jest   niezbędne   w   procesie   oczyszczania.   Zdarza   się,   że 
samoocena pewnej osoby może być zbudowana na sztucznym wizerunku, czyli urojonych wartościach. Taka 
osoba ma wysokie mniemanie o sobie, mimo że nosi w sobie mnóstwo stłumionych wzorców niskiej samooceny. 
Oczywiście, z wyjątkiem urojonego dowartościowywania się, takim wizerunkiem nie da się osiągnąć żadnego 
większego sukcesu na ścieżce rozwoju duchowego. Zdarza się więc, że osoba przychodząca na spotkanie nie jest 
w   stanie   zaakceptować   prawdy   na   swój   temat,   którą   uświadamia   sobie   w   czasie   konfrontacji   ze   swoimi 
wzorcami zachowań. W związku z czym może ona nie podejąć dalszej współpracy. Jest to jedyna znana mi 
sytuacja, w której ktoś może krytykować moją pomoc, gdyż uzewnętrznione zostały u tej osoby stłumione 
wzorce, wobec których nie zostało podjęte wyzwanie dalszej pracy. W ten sposób zburzony został sztuczny 
wizerunek,   którym   taka   osoba   nie   potrafi   się   już   dowartościowywać,   a   brak   intencji   dalszej   pracy   z 
uzewnętrznionymi wzorcami sprawia, że zostaje ona pozostawiona ze świadomością swoich urojeń.

    Pracy z oddechem, energią i powrotem do pierwotnych przyczyn obecnych problemów nauczyłem się głównie 
praktykując Rebirthing oraz Regresing.

         Efektem owej kilkuletniej praktyki terapeutycznej jest moja książka: "DZIECI REGRESJI -Uzdrawianie 
dzieciństwa"

    Do współpracy ze mną zapraszam wszystkie osoby, które są gotowe na konfrontacje z samym sobą oraz do 
zaangażowania   się   w   swój   proces   samouzdrawiania   i   samodoskonalenia.   Korzystając   z   własnej   wiedzy   i 
umiejętności  pomogę  w   odkryciu  i   uzewnętrznieniu Waszych  naturalnych  talentów  i   predyspozycji   oraz   w 
uwalnianiu oporów (destrukcyjnych wzorców psychicznych) przed ich przejawianiem.

Robert Krakowiak

0-601 50 55 54

0-601 50 55 54


Document Outline