background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

JUDASZ PO ZDRADZIE 

background image

JUDASZ PO ZDRADZIE 

Judasz  podchodzi,  wytrzymując  wzrok  Jezusa.  To  ponownie  jaśniejące  spojrzenie 
najpiękniejszych  dni.  Chrystus  nie  pochyla  głowy.  Zbliża  się  doo  demon-ludzki;  z 
szyderczym uśmiechem hieny i całuje Jezusa w prawy policzek.  

Przyjacielu, po coś przyszedł? Pocałunkiem Mnie zdradzasz?  

Judasz spuszcza na chwilę głowę, potem ją podnosi... nieczuły na upomnienie jak i 
na  wszelkie  zachęty  do  szczerej  skruchy.  Głos  Jezusa  –  po  pierwszych  słowach 
wypowiedzianych  z  dostojeostwem  Nauczyciela  –  przyjmuje  ton  przygnębiony, 
kogoś, kto poddaje się złemu losowi.  

Zbiry,  krzycząc,  podchodzą  ze  sznurami  i  kijami.  Oprócz  Chrystusa  usiłują  ująd 
również apostołów, oczywiście z wyjątkiem - zdrajcy.  

Kogo szukacie? – pyta Jezus spokojnie i uroczyście.  

Jezusa, Nazarejczyka.  

Ja nim jestem! – Jego głos jest jak grzmot. W obliczu świata zbrodniczego i świata 
niewinnego,  wobec  natury  i  gwiazd  Jezus  daje  to  świadectwo,  otwarte,  wierne, 
pełne pewności. Można powiedzied, że jest szczęśliwy, mogąc je dad o Sobie.  

Gdyby zesłał piorun, nie mógłby zrobid więcej. Wszyscy padają jak kłosy koszonego 
zboża. Stoi już tylko Judasz, Jezus i apostołowie. Na widok powalonych żołnierzy w 
takim  stopniu  odzyskują  oni  odwagę,  że  podchodzą  do  Jezusa.  Grożą  tak 
zdecydowanie  Judaszowi,  że  ten  odskakuje  akurat  na  czas,  by  uniknąd 
mistrzowskiego ciosu mieczem Szymona. Ścigany bez skutku kamieniami i kijami, 
które rzucają za nim nie uzbrojeni apostołowie, ucieka za Cedron i znika w mroku 
uliczki. W tym biegu na oślep potrąca błąkającego się psa.  

Wielki i kosmaty szary pies warczy usuwając się, gotowy rzucid się na tego, kto mu 
przeszkadza.  Judasz  otwiera  oczy  i  natyka  się  na  fosforyzujące  źrenice,  które  go 
przeszywają.  Widzi  biel  odsłoniętych  zębów  i  jakby  diabelski  śmiech.  Wydaje 
okrzyk  przerażenia.  Pies,  który  byd  może  bierze  to  za  krzyk  groźby,  rzuca  się  na 
niego i obydwaj tarzają się w pyle: Judasz pod spodem, sparaliżowany ze strachu, 
a pies – na wierzchu. Gdy zwierzę porzuca swą zdobycz, uznaną za niegodną walki, 
Judasz  krwawi  z  powodu  dwóch  lub  trzech  ukąszeo,  a  jego  płaszcz  ma  szerokie 
rozdarcia.  Został  ugryziony  w  policzek,  dokładnie  w  tym  miejscu,  w  które 
pocałował Jezusa. Policzek krwawi i krew plami przy szyi szatę Judasza. 

Piekło  ruszyło  się  dziś  w  swych  posadach,  tysiące  złych  duchów  błąka  się  po 
świętym mieście i kuszą ludzi do grzechu. A złośd szatana wciąż wzrasta, podwaja 

background image

się, miesza i wikła. Niewinny Baranek wziął na Swe barki wszelki ciężar, ale szalony 
Lucyfer  nie  tego  chce,  chce  grzechu.  A  chociaż  ten  Sprawiedliwy  nie  zgrzeszy  i 
daremnie  kuszony  nie  upadnie,  diabeł  stara  się  przynajmniej,  by  nieprzyjaciele 
Jezusa zatwardzili się w grzechu i stali się zdobyczą piekła. Ma już zdrajcę Judasza. 

Szatan opanowawszy Judasza, nie daje mu spoczynku, a wszelka rozpacz rozsiadła 
się  w  jego  sercu.  Gnany  niepokojem,  podszedł  zdrajca  w  pobliże  domu  Kajfasza, 
właśnie  gdy  Jezus  był  w  więzieniu.  Lękliwie  skradał  się  koło  zabudowania,  mając 
przy  sobie  u  pasa  pęk  związanych  srebrników,  zapłatę  swej  zdrady.  W  budynku 
sądowym panowała cisza, widad było tylko pilnujące straże. Zbliżył się Judasz i nie 
poznany  przez  nich,  zapytał  jednego  żołnierza,  co  też  zamierzają  zrobid  z 
Galilejczykiem.  Odpowiedziano  mu,  że  już  skazany  na  śmierd  i  że  dziś  będzie 
ukrzyżowany.  Podszedłszy  dalej,  usłyszał  znów  żołnierzy  rozmawiających  między 
sobą, jak okrutnie obchodzono się z Jezusem i jak cierpliwie On to wszystko znosił.  

Z  rozmowy  dowiedział się dalej Judasz, że z brzaskiem dnia stawią znowu Jezusa 
przed  Wielką  Radę  Sanhedrynu,  by  uroczyście  i  prawomocnie  wydad  nao  wyrok. 
Chciwie, a zarazem z udręczeniem zbierał Judasz te wiadomości, lecz tymczasem 
zaczęło świtad, a w domu i koło domu ruch zrobił się większy, Judasz przeto cofnął 
się na tył domu, by nie byd widzianym; podobnie jak Kain uciekał przed ludźmi, a 
zwątpienie opanowywało go coraz więcej. Lecz, oto, co napotkał! Natrafił właśnie 
na  miejsce,  gdzie  obrabiano  krzyż;  pojedyncze  kawałki  leżały  w  porządku  koło 
siebie a robotnicy spali otuleni w koce; nad Górą oliwną tymczasem niebo zaczęło 
blask  rzucad,  a  światło  zdawało  się  niby  wzdrygad  paśd  na  narzędzie  naszego 
odkupienia. Przerażenie ogarnęło zdrajcę Judasza na widok tego krzyża, na którym 
miał zawisnąd Mistrz przezeo zaprzedany. Uciekł czym prędzej, ale nie zbyt daleko, 
bo chciał tu w ukryciu oczekiwad wyniku rannego sądu.  

Judasz ukrywał się w pobliżu, więc słyszał gwar, jaki powstał przy wyprowadzaniu 
Jezusa  od  Kajfasza;  -  do  uszu  jego  dochodziły  urywki  rozmowy  tych,  którzy, 
opóźniwszy  się,  doganiali  pochód.  Słyszał,  jak  mówili:  „Teraz  prowadzą  Go  do 
Piłata; „Wielka Rada" skazała Galilejczyka na śmierd, musi pójśd na krzyż. Przy życiu 
przecie nie zostanie; obeszli się z Nim już i tak dobrze. Cierpliwy jest, nad miarę; 
nic nie mówił, tylko powiedział, że jest Mesjaszem i że będzie siedział po prawicy 
Boga Ojca; więcej nie chciał się nic tłumaczyd i dlatego musi iśd na krzyż. Gdyby był 
tego nie powiedział, nie mogliby Mu udowodnid, że zasłużył na karę śmierci, a tak 
już przepadło.  

Ten łotr, który Go zaprzedał, był Jego uczniem i na krótki czas przedtem pożywał z 
Nim  baranka  wielkanocnego.  Nie  chciałbym  maczad  ręki  w  tej  sprawie.  Bądź  co 

background image

bądź jaki jest Galilejczyk, ale żadnego przyjaciela nie wydał na śmierd za pieniądze. 
Zaprawdę, ten niecnota zasługuje także na szubienicę. Słyszał to wszystko Judasz, 
widział, że już Jezus zgubiony jest bez ratunku, więc duszę jego owładnęła czarna 
trwoga, spóźniona skrucha i rozpacz.  

Dręczony przez czarta, puścił się cwałem. Trzos srebrników, uwieszony u pasa pod 
płaszczem, był mu bodźcem piekielnym i ościeniem. Ujął go w rękę, by uderzając 
mu  obok,  nie  sprawiał  zbytniego  chrzęstu  i  biegł  na  oślep  przed  siebie;  ale  nie 
pobiegł za Jezusem, by rzucid Mu się do nóg, by błagad Go o litośd i przebaczenie i 
umrzed z Nim razem; nie poszedł wyznad ze skruchą swą winę przed Bogiem, lecz 
chciał  przed  ludźmi  zrzucid  z  siebie  winę  i  pozbyd  się  zapłaty  za  zdradę.  Pobiegł 
więc jak szalony do świątyni, gdzie po osądzeniu Jezusa zebrało się wielu starszych 
członków „Rady", którzy byli przełożonymi nad kapłanami, pełniącymi służbę.  

Gdy Judasz, wielce zmieniony na twarzy, zrozpaczony, stanął przed nimi, spojrzeli 
najpierw  ze  zdziwieniem  po  sobie,  a  potem  z  szyderczym  uśmiechem  utkwili  w 
Judasza dumne spojrzenia. On zaś wyrwał z za pasa trzos srebrników, wyciągnął je 
ku nim i rzekł, gwałtownie wzruszony: „Odbierzcie te pieniądze, którymi skusiliście 
mnie  do  wydania  Sprawiedliwego!  Odbierzcie  te  pieniądze,  a  puśdcie  Jezusa. 
Rozwiązuję nasza umowę; zgrzeszyłem iście ciężko, zdradziwszy krew niewinną".  

Lecz kapłani teraz dopiero dali mu odczud całą swa pogardę dla niego. Wyciągnęli 
ręce, niby odpychając podawane srebrniki, jak gdyby nie chcieli się zanieczyszczad 
przez dotknięcie nagrody za zdradę, i rzekli: „Co nas to obchodzi, że ty zgrzeszyłeś? 
Jeśli mniemasz, żeś sprzedał niewinną krew, to już twoja rzecz. My wiemy, cośmy 
kupili  od  ciebie  i  znaleźliśmy  Go  winnym  śmierci.  Pieniądze  sobie  schowaj,  nie 
chcemy  się  ich  nawet  dotykad!"  Tak  mówili  prędko  i  z  roztargnieniem,  jak  ludzie 
którzy,  zajęci  interesami,  chcą  okazad  natrętnemu,  że  radzi  aby  się  go  pozbyd; 
wreszcie z pogardą odwrócili się od niego.  

Jego  zaś  złośd  porwała  i  rozpacz,  przyprawiająca  go  prawie  o  utratę  zmysłów; 
włosy  zjeżyły  mu  się  na  głowie.  Rozerwał  obiema  rękami  łaocuszek,  na  którym 
nanizane były srebrniki, rzucił im je w twarz i pod nogi, że aż rozsypały się po całej 
świątyni  i  wybiegł  jak  szalony  za  miasto.  I  błądzi  ten  demon-ludzki  na  oślep  po 
dolinie  Hinnom,  a  Lucyfer  w  swej  strasznej  szataoskiej  postaci  trzymał  się  wciąż 
jego boku i szeptał mu do ucha wszystkie przekleostwa Proroków, wypowiedziane 
o tej dolinie, na której Żydzi niegdyś ofiarowali bałwanom własne dzieci; chciał go 
w ten sposób przywieśd do ostatecznej rozpaczy. Zdawało się Judaszowi, że prorok 
palcem wskazuje na niego, mówiąc te słowa: „Wyjdą i będą oglądad zwłoki tych, 
którzy zgrzeszyli przeciw Mnie, a robak ich nie umrze, a ogieo ich nie wygaśnie." 

background image

To znowu brzmiało mu w uszach: „Kainie, gdzie jest Abel, brat twój? Co uczyniłeś? 
Krew jego woła o pomstę do Mnie. Przeklęty będziesz na ziemi, błąkad się będziesz 
i uciekad od widoku ludzi!"  

Błądząc tak, przybył Judasz nad potok Cedron i spoglądał ku Górze oliwnej, lecz w 
tej chwili szybko odwrócił się ze zgrozą. Wszak niedawno słyszał słowa Chrystusa: 

„Przyjacielu,  po  co  przyszedłeś?  Judaszu,  pocałowaniem  zdradzasz  Syna 
Człowieczego!"

  Straszne  przerażenie  przejęło  duszę  zdrajcy  Judasza,  gdy  to 

wspomniał,  zmysły  odmawiały  mu  służby,  jednej  myśli  nie  mógł  zebrad,  a  czarny 
wróg (Lucyfer) szeptał mu wciąż do  uszu: „Tu, przez Cedron uciekał Dawid przed 
Absalonem;  Absalon  obwiesił  się  na  drzewie  i  tak  zginął.  O  tobie  to  zarazem 
prorokował  król  Dawid,  gdy  mówił:  „Złem  odpłacili  dobre,  będzie  miał  surowego 
sędziego,  szatan  stanie  po  jego  prawicy,  wszelki  sąd  go  potępi,  krótkie  będą  dni 
jego  życia;  urząd  jego  obejmie  kto  inny,  Pan  zawsze  mied  będzie  w  pamięci 
złośliwośd  jego  przodków,  i  grzechy  matki  jego,  bo  bez  litości  prześladował 
ubogich,  zabił  zasmuconego.  Lubował  się  w  przekleostwach,  niech  więc  będzie 
przeklęty; i oto wziął na siebie przekleostwo jak szatę, jak woda wcisnęło się ono w 
jego wnętrzności, jak oliwa weszło w jego golenie, odziała go klątwa jak szata, jak 
pas, który go opasuje na wieki".  

Poznawał Judasz, jak na jotę stosuje się to wszystko do niego, a sumienie dręczyło 
go strasznie, gorzej niż męki cielesne. Właśnie zabłądził w miejsce bagniste, pełne 
rumowisk  i  nieczystości,  na  południowy  wschód  od  Jerozolimy  u  stóp  góry 
Zgorszenia, gdzie go nikt nie mógł widzied. Ale sumienie dręczyło go coraz więcej, 
a z miasta dolatywał doo głośny zgiełk, szatan zaś szeptał mu do ucha słowa: Oto 
prowadzą Go na śmierd! Ty Go zaprzedałeś! A wiesz ty, że napisano jest w Zakonie: 
„Kto  sprzeda  jedne  duszę  z  braci  swoich  z  dzieci  Izraela  i  weźmie  za  nią  zapłatę, 
śmiercią ma umrzed. Zrób raz koniec, nędzniku! Zrób koniec!"  

Rzeczywiście, zdrajca Jezusa wygląda jak dzikie zwierzę, rozwścieczone i tropione 
przez sforę psów. Każdy podmuch wiatru poruszający liście, jakikolwiek szelest na 
drodze,  szmer  źródła  sprawiają,  że  się  zrywa,  odwraca,  podejrzliwy  i  przerażony, 
jakby się czuł doganiany przez kata. Biegnie na oślep…, co chwilę odwraca głowę, 
trzymając ją spuszczoną, wykręca szyję, wodzi oczyma, jak ktoś, kto chce zobaczyd, 
a boi się ujrzed. Jest godzina dwunasta w południe. Judasz jest na szczycie małego 
wzniesienia pokrytego oliwkami. Wszedł tu, otwierając prosty zamek, jakby był tu 
panem  lub  co  najmniej  bywalcem.  Mam  wrażenie,  że  Judasz  nie  troszczy  się 
zbytnio o dobra bliźniego. Stojąc pod drzewem oliwnym, na skraju urwiska, patrzy 
w stronę Golgoty. Widzi, jak podnoszą krzyże. Pojmuje, że Jezus jest ukrzyżowany. 

background image

Nie widzi ani nic nie słyszy... Majaczenie… jednak lub  czar  Lucyfera sprawiają, że 
Judasz widzi i słyszy tak, jakby był na szczycie Kalwarii.  

Patrzy, patrzy, jakby miał halucynacje. I miota się wielce:  

Nie,  nie!  Nie  patrz  na  mnie!  Nie  mów  do  mnie!  Nie  wytrzymuję  tego.  Umieraj, 
umieraj,  przeklęty!  Niech  śmierd  zamknie  te  oczy,  które  budzą  we  mnie  lęk,  te 
usta, które mnie przeklinają. Ja też Cię przeklinam, ponieważ mnie nie ocaliłeś.  

Jego  twarz  jest  tak  dzika,  że  nie  można  na  nią  patrzed.  Dwie  strugi  śliny  płyną  z 
jego wyjących ust. Ukąszony przez psa policzek posiniał i spuchł, co deformuje mu 
twarz.  Posklejane  włosy,  oraz  bardzo  czarna  broda  –  która  wyrosła  mu  w  tych 
godzinach  –  jest  jak  posępny  knebel  na  policzkach  i  brodzie.  Wreszcie,  oczy!... 
Kręcą się, wywracają, są fosforyzujące. Oczy demona. Zrywa z pasa sznur z grubej 
czerwonej wełny, opasujący go trzy razy. Sprawdza jego wytrzymałośd, okręcając 
go wokół oliwki i ciągnąc ze wszystkich sił. Wytrzymał. Jest mocny.  

Szuka drzewa oliwnego zdatnego na jego potrzeby. Jest. Ta – która pochyla się nad 
urwiskiem  z  czupryną  w  nieładzie  –  będzie  dobra.  Wchodzi  na  drzewo.  Solidnie 
mocuje  węzeł  na  najgrubszej  gałęzi,  zwisającej  w  powietrzu.  Zrobił  już  pętlę. 
Ostatni raz spogląda na Golgotę, potem wsuwa głowę w pętlę. Teraz wydaje się, 
jakby miał dwie czerwone obroże wokół szyi. Siada na urwisku, a  potem jednym 
ruchem ześlizguje się w dół.  

Pętla  zaciska  się.  Walczy  kilka  minut.  Wywraca  oczami,  brak  powietrza  czyni  go 
czarnym. Otwiera usta, żyły na szyi nabrzmiewają i czernieją. Cztery lub pięd razy 
kopie w powietrze, w ostatnich konwulsjach. Potem usta otwierają się. Język zwisa 
czarny i obśliniony, gałki otwartych oczu wychodzą z orbit, ukazując przekrwione 
białka oczu, źrenice zaś uciekły do góry. Umarł. Silny wiatr, który zerwał się przed 
bliską  burzą,  kołysze  tym  makabrycznym wahadłem  i obraca nim  jak  straszliwym 
pająkiem, wiszącym na nici pajęczej sieci.  

SŁOWA APOSTOŁÓW O JUDASZU 

Gdy  niedawno  szedłem  przez  place  targowe  i  rozmawiałem  z  handlarzami  ryb, 
słyszałem,  jak  mówili,  że...  a  mogę  im  wierzyd...  mówili,  że  ci  ze  Świątyni  nie 
wiedzą, co mają zrobid z ciałem Judasza. Nie wiem, kto to zrobił... ale dziś rano o 
świcie  świątynni  strażnicy  znaleźli  w  świętym  obrębie  jego  gnijące  –  pełne 
robactwa ciało, jeszcze z całym powrozem u szyi. Myślę, że to poganie odcięli go i 
wrzucili jakimś sposobem do środka... – mówi Piotr.  

Mnie  zaś  mówili  przy  źródle  –  odzywa  się  Jakub,  syn  Alfeusza  –  że  wczoraj 
wieczorem rozwleczono wnętrzności zdrajcy aż pod dom Annasza. Zapewne zrobili 

background image

to  poganie.  Żaden  Hebrajczyk  nie  tknąłby  pięciodniowych  zwłok.  Jakież  musiały 
byd gnijące!  

O! Okropnośd! Od szabatu! – Jan blednie na to wspomnienie.  

Jak mógł skooczyd w tym miejscu? To były jego zwłoki?  

Czy  ktoś  kiedykolwiek  wiedział  coś  pewnego  o  Judaszu  z  Kariotu?  Przypomnijcie 
sobie… wszyscy, jaki on zawsze był zamknięty w sobie… i wielce skomplikowany... 
– odzywa się Bartłomiej.  

Raczej  zakłamany,  Bartłomieju.  Nigdy  nie  był  szczery.  Przez  trzy  lata  był  z  nami. 
Wszystko mieliśmy wspólne, a wobec niego znajdowaliśmy się jak przed wysokim 
murem jakiejś twierdzy – mówi Szymon Zelota. 

Murem  twierdzy!  O…,  Szymonie!  Powiedz  raczej:  przed  labiryntem  –  wykrzykuje 
Juda, syn Alfeusza.  

O, słuchajcie! Nie mówmy o nim. Zdaje mi się, że go wywołamy i że przyjdzie nas 
niepokoid. Pragnąłbym usunąd wspomnienie o nim z mojego serca i z każdego... 

ZAKOŃCZENIE 

Mówi Jezus do Mari Valtorty:  

To  straszne,  lecz  nie  bezużyteczne.  Zbyt  wielu  sądzi,  że  Judasz  zrobił  coś  mało 
znaczącego.  Niektórzy  nawet  mówią,  że  jest  zasłużony,  gdyż  bez  niego  nie 
dokonałoby się Odkupienie i że dlatego jest on usprawiedliwiony przed obliczem 
Boga. 

ZAPRAWDĘ  POWIADAM  WAM,  ŻE  GDYBY  PIEKŁO  JESZCZE  NIE  ISTNIAŁO  ZE 

SWOIMI  STRASZNYMI  MĘKAMI,  ZOSTAŁOBY  STWORZONE  DLA  JUDASZA,  JESZCZE 
STRASZNIEJSZE, WIECZNE, GDYŻ ZE WSZYSTKICH GRZESZNIKÓW I POTĘPIONYCH ON JEST 
NAJBARDZIEJ POTĘPIONY I GRZESZNY I DLA NIEGO NA WIEKI NIE BĘDZIE ZŁAGODZENIA 
POTĘPIENIA.  

Wyrzuty  sumienia  mogły  go  ocalid,  gdyby  dzięki  nim  zaczął  żałowad.  Ale  on  nie 
chciał  żałowad.  Do  pierwszej  zbrodni  zdrady  –  jeszcze  wybaczalnej  z  powodu 
wielkiego  miłosierdzia,  które  jest  Moją  pełną  miłości  słabością  –  dołączył 
bluźnierstwa,  opór  wobec  głosów  Łaski,  które  jeszcze  chciały  do  niego  mówid 
przez  wspomnienia,  przez  przerażenie,  przez  Moją  krew,  przez  Moje  spojrzenie, 
przez  ślady  ustanowionej  Eucharystii,  przez  słowa  Mojej  Matki.  Wszystkiemu  się 
przeciwstawił. Chciał się opierad, jak chciał zdradzid, jak chciał złorzeczyd, jak chciał 
się zabid. To wola liczy się – czy to w dobru, czy w złu.  

Jeśli ktoś upada, nie chcąc upaśd, przebaczam.

 Popatrz na mego Piotra. Zaparł się. 

Dlaczego?  Nie  wiedział  tego  dokładnie  nawet  on.  Czy  Piotr  był  nikczemny?  Nie. 

background image

Mój  Piotr nie był nikczemny. Na oczach kohorty  i straży świątynnej miał odwagę 
zranid  Malchosa,  aby  Mnie  bronid,  i  ryzykował,  że  zostanie  za  to  zabity.  Potem 
uciekł,  nie  chcąc  tego  uczynid.  Potem  się  zaparł,  nie  chcąc  tego  uczynid.  Umiał 
potem  wytrwad  i  postępowad  naprzód  krwawą  drogą  Krzyża,  Moją  Drogą,  aż  do 
[własnej] śmierci krzyżowej. Potrafił potem bardzo dobrze świadczyd o Mnie, aż do 
poniesienia śmierci za swą nieugiętą wiarę. Bronię Mojego Piotra. To było ostatnie 
pobłądzenie jego człowieczeostwa. Wola duchowa nie była jednak obecna w tym 
momencie.  Spała,  przytępiona  przez  ciężar  człowieczeostwa.  Kiedy  się  obudziła, 
nie  chciała  trwad  iście  w  grzechu  i  pragnęła  byd  doskonałą.  Natychmiast  mu 
przebaczyłem.  

Judasz  nie  chciał.  Mówisz,  że  wydawał  się  szalony  i  wściekły.  To  była  wściekłośd 
szataoska.  Jego  przerażenie  na  widok  psa  –  zwierzęcia  rzadkiego,  szczególnie  w 
Jerozolimie  –  pochodziło  stąd,  że  od  niepamiętnych  czasów  przypisywano 
szatanowi tę formę dla ukazywania się śmiertelnikom.  

W  księgach  magicznych  ciągle  mówi  się  o  tym,  że  jedną  z  ulubionych  form 
ukazywania się szatana jest forma tajemniczego psa albo kota, albo kozła. Judasz, 
będący  już  ofiarą  przerażenia  zrodzonego  przez  swoją  zbrodnię,  przekonany,  iż 
należy  do  szatana-diabła  z  powodu  swojego  przestępstwa,  widział  go  w  tym 
wałęsającym się zwierzęciu.  

Kto jest winny, we wszystkim dostrzega cienie strachu. To sumienie je wytwarza. 
Szatan  potem  podsyca  te  cienie  –  które  mogą  jeszcze  pomóc  sercu  dojśd  do 
skruchy – i czyni z nich straszliwe zjawy, prowadzące do rozpaczy  

Rozpacz zaś prowadzi do ostatniej zbrodni: samobójstwa. Po co rzucad zapłatę za 
zdradę, jeśli to pozbycie się jest jedynie owocem złości i nie jest umocnione przez 
uczciwą  chęd  nawrócenia  się?  Wtedy  dopiero  pozbycie  się  owoców  zła  staje  się 
zasługujące. 

Ale tak jak Judasz to zrobił – nie. Zbyteczna ofiara. 

 

Dlatego też, chcę wam – dad poznad tajemnicę Judasza: tajemnicę polegającą na 
upadku  ludzkiego  ducha  obsypanego  przez  Dobrego  Boga  nadzwyczajnymi 
dobrodziejstwami;  tajemnicę,  która  niestety  powtarza  się  zbyt  często  i  rani 
boleśnie Serce waszego Jezusa.  

Chciałem wam też pokazad, jak można upaśd, zmieniając się ze sług i synów Bożych 
w demony i bogobójców, którzy zabijają w sobie Boga przez niszczenie Łaski. Przez 
to chcę wam przeszkodzid we wchodzeniu na ścieżki, z których spada się do Piekła. 

Źródło: 

Fragmenty;  „Poemat  Boga  Człowieka  –  Marii  Valtorty”  oraz  „Bolesna  Męka  Pana 

Naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi – Bł. Katarzyny Emmerich”