background image

George Bernard Shaw

PIGMALION

background image

AKT PIERWSZY
Londyn,   noc,   godzina   11.15.   Ulewny,   letni   deszcz.   Słychać   trąbki   samochodów, 
niecierpliwe   nawoływania   i   gwizdy   na   taksówki   i   dorożki.   Przechodnie   w   biegu 
chronią   się   pod   portyk   kościoła   Świętego   Pawła   na   Covent   Garden/*1,   obok 
warzywno-owocowych   hal   targowych.   Wśród   nich   dama   z   córką   w   strojach 
wieczorowych.   Wszyscy   wpatrują   się   ponuro   w   strugi   deszczu,   z   wyjątkiem   je-
gomościa   odwróconego   tyłem   do   reszty,   który   zda   się   być   całkowicie   zajęty 
zapisywaniem swoich uwag czy wrażeń w dużym notatniku. Zegar kościelny bije 
kwadrans po jedenastej.
CÓRKA stoi między głównymi filarami, oparta o lewy 
Zziębłam do kości. Gdzież się podział ten Fred, już dobre dwadzieścia minut, jak 
poszedł...
MATKA stojąca tuż przy niej z prawej strony 
Ach, przesadzasz, moje dziecko, kwadransa nie ma... Ale już powinien był dostać 
jakiś wóz w tym czasie.
PIERWSZY Z GAWIEDZI stojący dalej na prawo 
Nie chwyci tera, paniusiu, nie prędzyj jak o pół na dwunastą, skoro poodwożom 
państwo tyatrowe...
MATKA 
Ależ musimy dostać taksówkę... nie możemy tak długo czekać...
okropność!
PIERWSZY Z GAWIEDZI 
Nie moja wina, paniusiu...
CÓRKA
Żeby Fred miał trochę oleju w głowie, to by złapał wóz przed
teatrem...
MATKA 
Widocznie nie mógł... biedne dziecko.
CÓRKA
Jak to nie mógł, kto chce, ten może... 
Z potoków deszczu wynurza się F r e d od strony Southamston Street, przemoczony 
do kostek. Wchodząc pod portyk otrząsa parasol. Jest to młodzieniec lat dwudziestu, 
w smokingu.
CÓRKA 
Masz dorożkę?
FRED 
Nie ma żadnej, ani na lekarstwo.
MATKA 
Et, pleciesz, żeby nie można było dostać taksówki... pewnie nie szukałeś...

background image

CÓRKA 
Coś strasznego! Więc mamy same iść po taksówkę?
FRED
Powiedziałem ci, że wszystkie zajęte... nikt się deszczu nie spodziewał... Zlatałem się 
jak pies... byłem przy Charing Cross, nic... zawróciłem w stronę Ludgate Circus... 
także nic.
MATKA 
Czy byłeś na Trafalgar Square?
FRED 
Nie było...
CÓRKA 
Ale czy byłeś?
FRED
Przecież mówię, że dobiegłem aż do stacji Charing Cross... Miałem może pędzić na 
drugi koniec miasta, do Hammersmith?...
CÓRKA 
W ogóle nigdzie nie byłeś!...
MATKA 
Jesteś naprawdę niezaradny, Fredziu... idź jeszcze raz i bez
taksówki nie wracaj...
FRED
Zmoknę tylko, bo i tak nic z tego nie wyjdzie...
CÓRKA
A my co? Mamy tu stać do rana w tym przeciągu, tak ubrane? Egoista wstrętny.
FRED
och, dobrze już, dobrze... idę... idę.
Otwiera parasol i rusza w stronę Strandu; na samym środku ulicy zderza się z młodą 
kwiaciarką, która trzymając w obu dłoniach płytki kosz z kwiatami, przebiega w 
stronę   portyku;   pod   wpływem   zderzenia   kosz   wypada   jej   z   rąk.   Oślepiająca 
błyskawica i ogłuszający grzmot towarzyszą temu incydentowi.
KWIACIARKA 
Fe, Fred! Gdzie leziesz, kochasiu...
FRED
Przepraszam. 
Znika w głębi.
KWIACIARKA zbierając rozrzucone kwiaty i układając je na
plecionce
Panicz zakichany... dwa bukiety fiołków wrypać w błoto... 
Siada u stóp filara po prawej stronie damy i porządkuje kwiaty. W jej postaci nie ma 

background image

nic   romantycznego.   Wygląda   na   lat   osiemnaście   lub   najwyżej   dwadzieścia.   Na 
głowie ma mały kapelusik z czarnej słomki, nie czyszczony od dawna; jej włosy 
domagają się umycia, a ich mysi kolor nie wygląda naturalnie. Ma na sobie czarne, 
wytarte palto, sięgające do kolan i wcięte w pasie, brunatną spódnicę, gruby fartuch i 
bardzo zniszczone obuwie. Jej czystość jest niewątpliwie taka, na jaką ją stać, ale w 
porównaniu z damami stojącymi obok, dziewczyna jest po prostu brudna. Rysy jej 
nie są gorsze od rysów dam,  lecz  stan  jej  twarzy pozostawia  wiele do życzenia, 
podobnie jak i zęby.
MATKA 
Przepraszam cię, moje dziecko, skąd ty znasz imię mojego syna?
KWIACIARKA
To   paniusi   synek,   ten   gagatek?   Żebyś   go   paniusia   jako   matka   uczciwiej 
podchowała... To nie sztuka spaskudzić co — i w nogę... zapłaci mi to paniusia?
CÓRKA 
Niech mama się nie waży... także pomysł...
MATKA 
Pozwól, Klaro, masz jakie drobne?
CÓRKA 
Nie mam drobniejszych niż sześć pensów...
KWIACIARKA ożywiona nadzieją 
Wydam paniuchnie, jak się patrzy...
MATKA do Córki
Proszę cię, daj mi sześć pensów... Córka podaje niechętnie. Matka do Kwiaciarki.
Masz, to za te kwiaty...
KWIACIARKA 
Ślicznie dziękuję, królowo...
CÓRKA 
Niech wyda resztę, te bukieciki po pensie sztuka...
MATKA
Cicho bądź, Klaro!... Jak ci nie wstyd! (do Kwiaciarki) Zatrzymaj, nie trzeba...
KWIACIARKA 
Ślicznie dziękuję paniuchnie...
MATKA 
Ale za to powiedz mi, skąd wiesz, jak na imię temu młodemu panu?
KWIACIARKA 
Nie wiem.
MATKA 
Tylko proszę się nie wypierać, słyszałam wyraźnie, żeś go nazwała po imieniu...
KWIACIARKA z żywym protestem

background image

Co się mam wypierać? Fred czy Karol, co za różnica?... Ja tak przez grzeczność, jak 
się należy obcemu... paniuchna rozumie?
CÓRKA 
Znowu sześć pensów jak w błoto... można było oszczędzić Fredowi tej indagacji...
Cofa   się   z   niesmakiem   za   filar.   W   tej   samej   chwili   wpada   starszy   jegomość   o 
wyglądzie sympatycznego wojskowego zamykając ociekający parasol. Podobnie jak 
Fred,   ma   spodnie   przemoczone   do   kostek.   Strój   wieczorowy   —   smoking,   lekka 
narzutka. Zajmuje miejsce opuszczone przez Klarę. .. 
JEGOMOŚĆ O WYGLĄDZIE WOJSKOWYM 
Uff!
MATKA zwracając się do niego 
Czy jest jaka nadzieja, że przestanie padać?
JEGOMOŚĆ O WYGLĄDZIE WOJSKOWYM
Wątpię, przed chwilą zaczęło lać jak z cebra... 
Podchodzi   do   filara,   przy   którym   siedzi   Kwiaciarka,   umieszcza   stopę   na   jego 
podstawie i opuszcza mankiet spodni.
MATKA
Ach, Boże... 
Cofa się w głąb ku Córce.
KWIACIARKA   wykorzystując   sąsiedztwo   Wojskowego   próbuje   nawiązać   z   nim 
rozmowę 
Jak tak lunęło, to zara przestanie... ten do koloru, kapitanie.
Pan kupi od bidnej dziewczyny...
JEGOMOŚĆ O WYGLĄDZIE WOJSKOWYM 
Przepraszam, nie mam drobnych.
KWIACIARKA 
Zmienię, wydam, kapitanie...
JEGOMOŚĆ O WYGLĄDZIE WOJSKOWYM 
Z dwudziestu szylingów? Nie mam drobniejszych...
KWIACIARKA
O, rety... jednego, kapitanku... mogie wydać z dwóch szylingów... cały ten kram dwa 
pensy tylko...
JEGOMOŚĆ O WYGLĄDZIE WOJSKOWYM 
Ach nie nudź, powtarzam ci, że nie mam drobnych, (szuka po kieszeniach) Czekaj... 
o, półtora pensa, to wszystko, jeśli ci się przyda na co, masz...
Cofa się do innego filaru.
KWIACIARKA bierze, rozczarowana, uważając jednak, że półtora pensa jest lepsze 
niż nic 
Dziękuję panu, kapitanie.

background image

PIERWSZY Z GAWIEDZI do Kwiaciarki
Dej pozór... ciśnij ta w niego jakiem kwiatkiem... pod ścianą jakiściś skieł stoi i 
kużde twoje słówko do książki wpisuje... 
Wszyscy zwracają się w stronę, gdzie stoi Jegomość z notatnikiem.
KWIACIARKA zrywa się przerażona
Rany boskie, a cóżem, do cholery, takiego zrobiła, żem się odezwała do tego pana? 
Moje   prawo   sprzedać   kwiaty...   legularne   prawo   mam.   (histerycznie)   Jak   Boga 
kocham,   jestem   przyzwoita   dziewczyna...   przecie   nic   innego,   do   cholery,   nie 
mówiłam, ale żeby co kupił.
Gwar   głosów   przeważnie   wyrażających   współczucie   dla   Kwiaciarki,   ale 
krytykujących jej przesadną wybuchowość. Okrzyki:
„Przestań cholerować!", „Kto cię rusza?", „Nie bój się, nie damy ci krzywdy zrobić!", 
„Czego   się   rzucasz?",   „Wolnego!"   itd.   padają   z   ust   starszych,   spokojniejszych 
gapiów, którzy pocieszająco klepią ją po ramieniu. Inni, mniej cierpliwi, każą jej 
„zamknąć jadaczkę'' albo szorstko pytają się: „O co chodzi?" Grupa ludzi, stojących 
na dalszym planie i nie wiedzących, co się właściwie stało, tłoczy się w kierunku 
Kwiaciarki, zwiększając zamieszanie pytaniami i odpowiedziami w rodzaju: „O co 
poszło?", „Co zrobiła?", „Gdzie, który?", „Szpicel ją zapisywał?", „Któren, ten?", 
„No; ten tam, widzisz go?", „Buchnęła forsę temu panu!" itd.
KWIACIARKA   z   dzikim   płaczem   przepychając   się   w   kierunku   Jegomościa   o 
wyglądzie wojskowym 
Panie szanowny, niech pan nie pozwoli, aby mnie zaskarżył! Ludzie kochane, co by 
to   była   za   hańba   dla   mnie!   Oni   odbierą   mi   dobre   imię   i   na   ulice   wywleką   za 
zaczepianie. Oni…
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM podchodząc ku niej, tłum napiera za nim 
Te, te, te, te, ugryzł cię kto, głupia kozo... Za kogóż to mnie bierzesz?
PIERWSZY Z GAWIEDZI 
Juści, pomyłka się stała, to nie łypek... dość pożreć na buty...
(objaśniająco) Dziewczysko myślało, że pon skieł... 
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM z nagłym zainteresowaniem 
Co to znaczy skieł?
PIERWSZY Z GAWIEDZI biedząc się z określeniem 
Ano... wiadomo... skieł to.... niby skieł... ano... gatonek jak to mówiom — szpicla... z 
policyi niby...
KWIACIARKA ciągle histerycznie 
Na rany Jezusa przysięgam, żem ani słóweczka...
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM przerywając jej z humorem 
Przestań skrzeczeć... czy ja wyglądam jak agent policji?
KWIACIARKA wcale nie przekonana 

background image

A to po co mnie pan zapisał? Czy mnie pan rychtyk odnotował?
Pokaż pan, co tam stoi...
Jegomość otwiera notatnik i podsuwa go prawie pod nos dziewczynie, choć nacisk 
tłumu, usiłującego poprzez jego ramię zajrzeć do notatnika, byłby w stanie zachwiać 
ręką słabszego mężczyzny.
KWIACIARKA po chwili 
Cóż to za zakrętasy? To nie legularne pismo, nic z tego nie mogie wyczytać...
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM
A ja mogę, posłuchaj... (recytuje na głos naśladując jej wymowę) „Ten do koloru, 
kapitanie. Pan kupi kwiatka od bidney dziewczyny..."
KWIACIARKA zafrasowana
To niby przez to, żem go kapitanem wołała? Czy to taki despekt? (zwracając się do 
Jegomościa o wyglądzie wojskowym) Panie złoty, nie pozwól mnie skarżyć za takie 
jedno słówko... przecie to...
JEGOMOŚĆ O WYGLĄDZIE WOJSKOWYM 
Ależ uspokój się, dziewczyno... (do Jegomościa z notatnikiem) Mój panie, jeżeli pan 
jest detektywem, nie potrzebuje mnie pan bronić .przed zaczepkami młodych kobiet, 
dopóki. ja o to nie poproszę. Wszyscy obecni mogą zaświadczyć, że dziewczyna nie 
miała żadnych występnych zamiarów...
GAWIEDŻ ULICZNA demonstrując przeciw policji
Oczywista, że możemy! Co się to miszać w cudze sprawy! Swojego nosa patrzeć! 
Przysłużyć się drań kce, dla awansu. Pisać, co ludziska mówią! Dziewczyna marnego 
słówka mu nie rzekła! A gdyby nawet, to co? Ładne rzeczy, żeby dziewczyna nie 
miała prawa schronić się przed deszczem.
Bardziej   współczujący   z   gawiedzi   odprowadzają   ją   z   powrotem.   na   miejsce. 
Dziewczyna siada walcząc ze wzruszeniem.
PIERWSZY Z GAWIEDZI
Toć to nie skieł. Jakiściś zatracony frajer, co pcha nos w nieswoje drzwi, ot co! Po 
butach poznać, że nie łypek...
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM zwracając się wesoło do mówiącego
A jak się też powodzi waszym krewniakom i znajomkom w okolicy Selsey?
PIERWSZY Z GAWIEDZI podejrzliwie 
A niby skąd wiadomość, że ja z Selsey?
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM
Mniejsza o to, ale zgadłem, prawda? (zwracając się do Kwiaciarki) A ty, dzierlatko, 
skąd się tu wzięłaś? Wszak pochodzisz z północno-zachodniej dzielnicy miasta, z 
Lisson Grove?
KWIACIARKA oburzona
Och, rany boskie, co panu do tego, żem się wyniosła z Lisson Grove... Świnia by nie 

background image

strzymała w takim chlewie, a cztery i pół szylingów trzeba było bulić gospodyni co 
tydzień, (wybucha płaczem) Oh-hoo-hoo-oo...
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM
A mieszkaj sobie, gdzie chcesz, tylko nie bucz...
JEGOMOŚĆ O WYGLĄDZIE WOJSKOWYM do Kwiaciarki
Cicho, cicho, nikt ci tu krzywdy nie zrobi, wolno ci mieszkać, gdzie ci się żywnie 
podoba... 
SARKASTYK Z GAWIEDZI wpychając się między obu jegomościów
W   Park   Lane   na   ten   przykład,   co?   Ochotnie   bym,   panie   tego,   porozmawiał   z 
dobrodziejem, niby co się tyczy kwestii mieszkaniowej.
KWIACIARKA siada z powrotem przy kwiatach, z miną zgnębioną, mówiąc głośno, 
lecz raczej do siebie 
Jestem przyzwoita dziewczyna, nie żaden wycieruch...
SARKASTYK z GAWIEDZI nie zważając na nią, do Jegomościa z notatnikiem
A chciałbym wiedzieć, panie tego, skąd ja niby jestem?
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM szybko
Z Huxton.
Poruszenie. G a w i e d ź parska śmiechem, widocznie zainteresowana coraz więcej 
tym niezwykłym przedstawieniem.
SARKASTYK Z GAWIEDZI zdziwiony 
Zgadł, psiajucha... jakiś wszechwiedny...
KWIACIARKA nie uspokojona jeszcze, litując się nad sobą 
Choćby... To i tak nie ma prawa mnie napastować...
PIERWSZY Z GAWIEDZI do Kwiaciarki
Pewnie, swego nie daruj... (do Jegomościa z notatnikiem) A wam, panie, jakie prawo 
znać ludzi, co was na oczy nie widzieli... ani z wami świń nie pasali?
KWIACIARKA
Niech mówi, co chce, nie chcę się z takim zadawać.
PIERWSZY Z GAWIEDZI
Warn się, panie, widzi, że skoro my bidota sama, to z nas wolno dudków stroić? 
Czemu się zaś jego nie czepicie?
Wskazuje na Jegomościa o wyglądzie wojskowym,
SARKASTYK Z GAWIEDZI
Właśnie,   panie   tego,   jak   już   pan   taki   wróżbita,   to   niech   pan   zgadnie,   skąd   ten 
dobrodziej...
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM
Wychowany w Cheltenham, studia w Cambridge, a służba wojskowa w Indiach...
JEGOMOŚĆ O WYGLĄDZIE WOJSKOWYM
Wszystko prawda...

background image

Powstaje   ogólny   śmiech,   wyrażający   uznanie   dla   Jegomościa   z   notatnikiem, 
przerywany   okrzykami   w   rodzaju:   „Zgadnie   w   mig",   „Kuty   na   cztery   nogi", 
„Słyszeliście, ludzie, jakom to koronkę odmówił" itp.
JEGOMOŚĆ O WYGLĄDZIE WOJSKOWYM 
Przepraszam, czy pan się tym trudni w cyrku?
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM
Myślałem już o tym — może któregoś dnia... Deszcz ustał, stojący dalej zaczynają 
się rozchodzić.
KWIACIARKA niezadowolona ze zmiany nastroju w tłumie na. korzyść Jegomościa 
z notatnikiem 
Pan zakichany... czepiać się bidnej dziewczyny.
CÓRKA   tracąc   cierpliwość,   przeciska   się   ku   przodowi,   potrącając-Jegomościa   z 
notatnikiem, który usuwa się z kurtuazją
Ach, co ten Fred sobie myśli, na pewno dostanę zapalenia płuc w tym przeklętym 
przeciągu...
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM notując szybko, do siebie
Earl's Court!/*2
CÓRKA gwałtownie
Może by pan raczył schować dla siebie te impertynenckie uwagi.
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM
Czy tak głośno powiedziałem? Nie miałem zamiaru, najmocniej przepraszam! Matka 
pani niezawodnie z Epsom/*3?
MATKA podchodząc ku mówiącemu 
Ależ to niesłychane... istotnie, wychowałam się w Epsom, w willi „Babie Łono"...
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM wybucha serdecznym śmiechem 
Ha, ha, ha, ha, tam do diabła, cóż za rozkoszna nazwa, (do Córki) Przepraszam, panie 
czekają na taksówkę, może...
CÓRKA przerywając
Proszę sobie oszczędzić trudu...
Cofa się w głąb wyniośle.
MATKA
Ależ,   Klaro,   cóż   to   za   sposób,   (do   Jegomościa   z   notatnikiem)   Łaskawemu   panu 
byłybyśmy   istotnie   wdzięczne,   nie   możemy   się   doczekać   dorożki...   Jegomość   z 
notatnikiem wyjmuje gwizdek.
Och, dziękuję, bardzo dziękuję... Wraca do Córki. Jegomość z notatnikiem gwiżdże 
przeraźliwie.
SARKASTYK Z GAWIEDZI 
Przecie wiedziałem, że to tajniak.
PIERWSZY Z GAWIEDZI

background image

Ni, to nie policyjski świstek, to sportowy...
KWIACIARKA zaabsorbowana jeszcze ciągle swoją przygodą 
Wara   komu   mnie   zniesławiać,   mnie   moja   sława   to   samo   co   i   kużdej   damie   z 
piórkiem...
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM
Czyście państwo nie spostrzegli, że deszcz ustał zupełnie od kilku minut?...
PIERWSZY Z GAWIEDZI
W   samej   rzeczy,   tak   lepi   trza   było   zaraz   powiedzieć,   a   nie   zawracać   w   głowie 
bidnego narodu. 
Rusza w stronę Strandu.
SARKASTYK Z GAWIEDZI
Tera ja niby powiem, skąd dobrodziej... widzi mi się, panie tego, że z Chanwell, od 
czubków, szczęśliwego powrotu.
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM usłużnie 
Hanwell/*4.
SARKASTYK Z GAWIEDZI udając wytworną wymowę 
Dziękuję, profesorze! ha, ha, kłaniam się...
Dotyka czapki z udanym szacunkiem i odchodzi wolnym krokiem. KWIACIARKA
Żeby takiego pietra ludziom napędzić! Smakowałoby mu to, żeby tak jego kto?...
MATKA
Istotnie,   Klaro,   przejaśniło   się   zupełnie,   możemy   podejść   do   autobusu,   szkoda 
czekać...
Unosi suknię powyżej kostek i pośpiesznie odchodzi w stronę Strandu.
CÓRKA Ależ taksówka...
MATKA nie słyszy
Oszaleć można.
Rusza  za  Matka  podrażniona.   Równocześnie  rozchodzi  się  reszta.   Pod   portykiem 
zostają obaj jegomoście i Kwiaciarka, która porządkuje kwiaty i od czasu do czasu 
rozwodzi swe żale, stłumionym głosem.
KWIACIARKA
Pieska dola! Mało się natyram, cholera, na to życie, a tu jeszcze męczą człowieka...
JEGOMOŚĆ   O   WYGLĄDZIE   WOJSKOWYM   zbliżywszy   się   do   Jegomościa   z. 
notatnikiem 
Jak pan to robi, jeśli wolno spytać?
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM
Bardzo   prosto,   drogą   doświadczeń   fonetycznych.   Językoznawstwo,   a   zwłaszcza 
psychologia porównawcza mowy ludzkiej, to mój zawód i moja jedyna namiętność. 
Należę do tych szczęśliwców, którym ich namiętność zabezpiecza byt. Pan rozpozna 
Irlandczyka   lub   mieszkańca   hrabstwa   Yorkshire   po   właściwościach   dialektu;   ja 

background image

potrafię   dokładnie   określić   miejsce   pobytu   każdego   w   promieniu   dziesięciu 
kilometrów, a jeśli chodzi o Londyn — w promieniu trzech kilometrów, a czasem 
nawet kilku sąsiednich ulic.
KWIACIARKA 
Wstydziłby się, babski tchórz...
JEGOMOŚĆ O WYGLĄDZIE WOJSKOWYM 
Rozumiem, ale czy to może zapewnić byt?
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM
Nawet bardzo dostatni. Widzi pan, żyjemy w epoce szybkich przeobrażeń klasowych. 
Ludzie   ze   sfery   handlowo-przemysłowej   rozpoczynają   w   małym   mieście   lub   na 
przedmieściu, a kończą w Park Lane jako milionerzy. Rzecz prosta, usiłują wtedy 
zataić swe pochodzenie. Lecz, niestety, zdradza ich każde otwarcie ust. Otóż ja mogę 
nauczyć...
KWIACIARKA ...Pilnowałby swego nosa, a nie ruszał bidnej dziewczyny...
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM z wybuchem 
Skończysz ty z tym ohydnym brzęczeniem, babo! Albo poszukaj, sobie przedsionka 
innego kościoła...
KWIACIARKA tracąc poprzednią pewność siebie 
Takie moje prawo tu być, jak i pańskie...
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM
Stworzenie, które wydaje ze siebie takie ohydne i przygnębiające dźwięki, nigdzie 
nie ma prawa być, nie ma prawa żyć! Pamiętaj, że jesteś istotą ludzką, obdarzoną 
duszą i tym cudownym darem bożym, jakim jest artykułowana mowa ludzka,  że 
twoja   mowa   ojczysta   była   językiem   Szekspira,   Miltona   i   Biblii...   więc   przestań 
skrzeczeć... jak nadęty gołąb.
KWIACIARKA   zupełnie   oszołomiona,   patrzy   nań   spode   łba   szeroko   rozwartymi 
oczami, w których maluje się zdumienie połączone z zupełnym ogłupieniem 
Ah-ah-ah-au-au-au-oo!
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM szybko wyciągając notatnik Boże! Co za dźwięki! 
(zapisuje,   po   czym,   trzymając   notatnik   w   wyciągniętej   dłoni,   odtwarza   jak 
najwierniej) Ah-ah-ah-au-au-au-oo!
KWIACIARKA rozbawiona. Śmiejąc się mimo woli
Hi-hi-hi-hi! A to ci heca!
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM
Widzi pan tę kreaturę z jej bełkotem ulicznego ścieku? Ta jej gwara uwięzi ją na całe 
życie w rynsztoku. Otóż ja za trzy miesiące mógłbym wprowadzić to coś jako księżnę 
na  przyjęcie   do   pierwszej   lepszej   ambasady.   Mógłbym  nawet  przygotować   ją  do 
objęcia   posady   pokojowej   albo   ekspedientki   —   co   wymaga   znacznie   lepszej 
angielszczyzny.

background image

KWIACIARKA 
Coooo? Co pan powiedział?
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM
A   żebyś   wiedziała,   ty   rozkwaszony   liściu   kapuściany!   ty   pokrako   obrażająca 
szlachetną architekturę tych filarów! ty wcielona obelgo mowy angielskiej! Mógłbym 
cię tak oszlifować, że wzięto by cię za królową Saby(! (do Jegomościa o wyglądzie 
wojskowym) Da pan wiarę?
JEGOMOŚĆ O WYGLĄDZIE WOJSKOWYM 
Oczywiście. Sam jestem badaczem narzeczy indyjskich...
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM ożywiony 
Tak? Zna pan może pułkownika Pickeringa, autora „Wymowy sanskrytu"?
JEGOMOŚĆ O WYGLĄDZIE WOJSKOWYM 
Owszem, pozwoli pan, że się przedstawię, jestem pułkownik Pickering... z kim mam 
zaszczyt?
JEGOMOŚĆ Z NOTATNIKIEM 
Henryk Higgins, autor „Alfabetu powszechnego".
PICKERING z radością 
Toż ja właśnie przybyłem z Indii, żeby pana poznać...
HIGGINS 
A ja dla poznania pana wybierałem się do Indii.
PICKERING 
Gdzie pan mieszka?
HIGGINS 
Wimpole Street 27. Niechże mnie pan zaraz jutro odwiedzi.
PICKERING
A ja w hotelu „Carlton", może pan pozwoli do mnie, pogawędzimy przy kolacji...
HIGGINS 
Doskonale, z największą ochotą.
KWIACIARKA do Pickeringa, w momencie kiedy przechodzi koło niej
Niech pan co kupi, złociutki panie, bryndza taka, że na komorne nie starczy.
PICKERING Naprawdę nie mam drobnych, przepraszam.
Wychodzi.
HIGGINS oburzony na żebractwo dziewczyny 
Kłamczuch, mówiłaś, że z dwóch szylingów możesz wydać...
KWIACIARKA zrywając się z desperacją
A żebyś pękł! (rzuca cały koszyk pod nogi Higginsa) Może se pan to wszystko wziąć 
za sześć pensów i kazać się wypchać tem zielem...
Zegar na wieży bije wpół do dwunastej. 
HIGGINS   biorąc   to   za   głos   Boga,   karcącego   go   za   faryzejski   brak   miłosierdzia 

background image

wobec biednej dziewczyny
Przypomnienie!
Podnosi uroczyście kapelusz, po czym, rzuca garść pieniędzy na koszyk i podąża za 
Pickeringiem.
KWIACIARKA   podnosząc   dwu   i   pół   szylingową   monetę   Ah-au-ooh!   (zbierając 
monety dwuszylingowe) Aaah-au-ooh! (zbierając inne, złote, półfuntowe) Aaaaaah-
au-ooh! (podnosząc złotą, dwudziestoszylingową) Aaaaaaaaaaaah-au-ooh"!
Nadjeżdża taksówka z F r e de m.
FRED wyskakuje z taksówki
Nareszcie złapałem auto przy King Street... Halo! (do Kwiaciarki) Gdzie te dwie 
panie, co tu stały?
KWIACIARKA 
Na piechty podyrdały; jak się ta pompa skończyła...
FRED
Masz tobie, cóż ja teraz zrobię z tym autem. Ech, do stu diabłów!
KWIACIARKA z wyższością 
Nie szkodzi, młody człowieku. Wracam do domu automobilem.
Oddala się w stronę taksówki. Kierowca zakłada ręce w tył i przytrzymuje drzwiczki. 
Rozumiejąc jego nieufność, dziewczyna pokazuje mu garść pieniędzy.
Zapłata   za   kurs   to   furda   dla   mnie,   Karolku!   Kierowca   uśmiecha   się   i   otwiera 
drzwiczki.
Dobra — jeszcze kosz.
KIEROWCA Daj no tu — będzie dwa pensy ekstra.
ELIZA
Nie,  to  nie na  pokaz,  (wciska  kosz do taksówki  i  ląduje się sama,  ciągnąc  dalej 
konwersację przez okno) Serwus, Fredziu!
FRED oszołomiony uchyla kapelusza
Do widzenia.
KIEROWCA 
Dokąd?
ELIZA 
Na zamek.
KIEROWCA 
Jaki zamek?
ELIZA
Nie wiesz, jaki? Ten w parku, gdzie król zamieszkuje. Pa, Fredziu, nie chcę cię 
zatrzymywać. Pa, pa.
FRED
Do widzenia. Odchodzi.

background image

KIEROWCA 
Te, co to za gadanie o zamku? Jaki twój interes do zamku?
ELIZA
Żaden. Alem nie frajerka, żeby to przy nim powiedzieć. Do domu tera.
KIEROWCA 
A to gdzie? 
ELIZA
Baraki Angel Court, Drury Lane, obok naftowego sklepiku Józka.
KIEROWCA
Tak trzeba było od razu, Maniu! 
Odjeżdża.
****
Podążmy i my za taksówką do Angel Court, wąskiego zaułka położonego między 
dwoma sklepikami, z których jeden to właśnie sklepik naftowy Józka. Taksówka 
staje. E l i z a wysiada ciągnąc za sobą kosz.
ELIZA 
Ile?
KIEROWCA wskazuje licznik 
Czytać nie potrafisz? Szylinga.
ELIZA 
Szylinga za dwie minuty?'.
KIEROWCA 
Dwie albo dziesięć — to jedno.
ELIZA 
To nie jest w porządku, wedle mnie.
KIEROWCA 
Siedziałaś już kiedyś w taksówce?
ELIZA z godnością 
Sto tysięcy razy, mój panie!
KIEROWCA pokpiwając z niej
Szczęściara z ciebie, Maniu! Zatrzymaj szylinga, kochasiu, z najlepszymi życzeniami 
od całej familii. Wszystkiego dobrego!
Odjeżdża.
ELIZA poniżona 
Bezczelność!
Dźwiga kosz i drepce wzdłuż zaułka do swego mieszkania: małego pokoiku obitego 
starymi  tapetami,   odstającymi od  ścian w  miejscach  wilgotnych.   Stłuczona  szyba 
zalepiona   papierem.   Portret   popularnego   aktora   i   kolorowa   kartka   z   żurnalu, 
fantastycznie przekraczającymi możliwości biednej E l i z y — zdobią ściany. Obie te 

background image

ozdoby zostały wyrwane z jakichś pism. Klatka w oknie — choć mieszkaniec jej już 
dawno  nie  żyje  —  wisi  tu  jako  pamiątka.   Takie  oto  są  jedyne  zbytki  dające  się 
dostrzec okiem. Reszta to absolutne minimum konieczne dla zaspokojenia potrzeb 
biedoty. Nędzne łóżko przykryte stosem szmat różnego autoramentu, obiecujących 
bodaj odrobinę ciepła; przykryta szmatą skrzynia drewniana z miednicą i dzbankiem, 
lusterko nad skrzynią; stół, krzesło i parę garnków z jakiejś podmiejskiej kuchni; 
amerykański   budzik   na   półce   nad   kominkiem,   w   którym   się   nigdy   nie   pali. 
Ogrzewanie i oświetlenie tego pokoju stanowi lampa gazowa, która pali się dopiero 
po wrzuceniu jednego pensa do automatu/*6. Czynsz — cztery szylingi tygodniowo.
Tu oto siedzi E l i z a, doszczętnie wyczerpana, ale zbyt podniecona, by iść spać. 
Przelicza swoją świeżą fortunę marząc i planując, jakby ją wydać. Lampa gaśnie i po 
raz pierwszy w życiu dziewczyna rozkoszuje się możliwością wrzucenia bez żalu 
drugiego pensa do automatu. Ten nastrój marnotrawstwa nie jest jednak tak silny, aby 
przyciszyć w niej całkowicie nurtującą ją potrzebę oszczędzania, aby zagłuszyć w 
niej kalkulację, że przecież w łóżku będzie taniej i cieplej marzyć i planować niż 
siedząc   w   pokoju   bez   ognia.   Zdejmuje   więc   szal   i   spódnicę   i   rzuca   je   na   kupę 
różnorodnej pościeli. Zrzuca buciki i tak jak stoi, włazi do łóżka.

AKT DRUGI
Następnego dnia. Godzina jedenasta rano. Pracownia H i g g i n s a przy Wimpole 
Street.   Jest  to  pokój   od  ulicy   na  pierwszym  piętrze,   zasadniczo  przeznaczony   na 
salon. Pośrodku, ściany w głębi podwójne drzwi. W kącie pokoju, po prawej stronie 
osób wchodzących tymi drzwiami — dwie wysokie szafy-kartoteki oparte o ścianę i 
ustawione do siebie pod kątem prostym. W tymże kącie — gładkie biurko, na którym 
znajduje się: fonograf, laryngoskop, szereg rurek z miechami i mnóstwo szklanych 
tub z palnikami. Tubki służą do produkowania „Śpiewających płomieni"'. Palniki są 
połączone   gumowymi   przewodami   z   kurkiem   gazowym   w   ścianie.   Szereg 
kamertonów różnej wielkości leży na biurku, na którym stoi naturalnej wielkości 
model głowy ludzkiej w przekroju pionowym, ukazujący organy głosowe i skrzynka 
z woskowymi cylindrami do fonografu.
W   głębi   pokoju,   po   tej   samej   stronie,   kominek,   przy   którym,   bliżej   drzwi,   stoi 
wygodny   fotel   kryty   skórą   i   skrzynka   na   węgiel.   Na   kominku   zegar.   Pomiędzy 
kominkiem i biurkiem pulpit na gazety. Po drugiej stronie środkowych drzwi, na 
lewo   od   osób   wchodzących   do   pokoju,   płytka   komódka   z   telefonem   i   książką 
telefoniczną.   Kąt   za   kominkiem   i   prawie   całą   Ścianę   boczną   zajmuje   fortepian 
ustawiony   tak,   że   klawiatura   znajduje   się   najdalej   od   drzwi.   Przy   fortepianie 
ławeczka na całą długość klawiatury. Na fortepianie waza pełna owoców i słodyczy, 
przeważnie czekoladek.
Środek pokoju pusty. Oprócz fotela, ławeczki przed fortepianem i dwóch krzeseł przy 

background image

biurku z fonografem — w pokoju znajduje się jeszcze jedno krzesło ustawione przy 
kominku.   Na   ścianie   sztychy,   przeważnie   Piranesiego   lub   portrety   wykonane 
mezzotintą*/2.   Żadnych   obrazów.   Pickering   siedzi   przy   stole   odkładając   na   bok 
jakieś kartki i kamertony, które właśnie miał w użyciu. Higgins stoi przy komódce 
wsuwając szuflady. W rannym świetle widać, że jest to krewki, żywotny mężczyzna 
około czterdziestki lub nieco więcej, ubrany w czarny tużurek. Ma na sobie biały 
płócienny   kołnierzyk   i   czarną   jedwabną   krawatkę.   Jest   to   typ   energicznego 
naukowca,   serdecznie,   a   nawet   namiętnie   interesującego   się   wszystkim,   co   może 
stanowić   obiekt   badań   naukowych,   mający   za   nic   i   siebie,   i   ludzi   łącznie   z   ich 
uczuciami.   W   istocie,   pominąwszy   jego   lata   i   wzrost,   podobny   jest   raczej   do 
porywczego dziecka, reagującego na wszystko z impetem i hałasem i wymagającego 
prawie takiej samej jak dziecko opieki, aby go powstrzymać od brojenia. Jego sposób 
bycia  jest bardzo  urozmaicony: od dobrotliwej tyranii  do  grzmiących  wybuchów, 
kiedy   coś   nie   jest   po   jego   myśli.   Ale   jest   przy   tym   tak   szczery   i   pozbawiony 
złośliwości, iż niepodobna go nie lubić, nawet w chwilach, kiedy jest najbardziej 
nierozsądny.
HIGGINS zamykając ostatnią szufladę 
Zdaje mi się, że to wszystko.
PICKERING
Rzeczy istotnie zdumiewające; muszę wyznać, że drobną część zaledwie zdołałem 
słuchem uchwycić.
HIGGINS 
Może powtórzymy jeszcze kilka doświadczeń?
PICKERING idzie w stronę kominka i staje tyłem do ognia 
O nie, dziękuję, nie w tej chwili; mam dosyć na dziś...
HIGGINS zbliża się ku niemu i zajmuje miejsce po lewej ręce Pickeringa 
Zmęczyło pana słuchanie tych dźwięków?
PICKERING
Nie przeczę, rzecz wymaga skupienia i natężenia uwagi... Byłem dumny z siebie, że 
mogę odtworzyć dwa tuziny dźwięków samogłoskowych, ale cóż to znaczy wobec 
pańskich stu trzydziestu! Jestem zupełnie oszołomiony. Toteż nic dziwnego, że nie 
mogłem uchwycić różnicy brzmienia pokaźnej ich części.
HIGGINS śmiejąc się z zadowoleniem, odchodzi w stronę fortepianu i je słodycze
To tylko kwestia ćwiczenia i wprawy. W pierwszej chwili istotnie nie słyszy się 
odrębności dźwiękowej. Lecz po dłuższym wsłuchiwaniu się różnica występuje tak 
wyraźnie jak między głoskami A i B.
Pani Pearce, gospodyni Higginsa, ukazuje się w drzwiach. 
A co tam?
PANI PEARCE z wahaniem, niepewna siebie 

background image

Jakaś młoda dziewczyna chce się z panem widzieć...
HIGGINS 
Dziewczyna? Młoda? Czego chce?
PANI PEARCE
Ano właśnie, proszę pana, w tym cała rzecz, że nie chce powiedzieć. Mówi tylko, że 
pan   będzie   zadowolony,   jak   pan   usłyszy,   o   co   chodzi.   Jakaś   prostaczka,   istotnie 
bardzo pospolita. Chciałam ją odprawić, ale pomyślałam, że może pan ją zamówił, 
aby   gadała   do   pańskich   maszyn...   spodziewam   się,   że   chyba   nie   postąpiłam 
niewłaściwie... pan często przyjmuje takie dziwne osoby...
HIGGINS 
Dobrze już, dobrze... czy jej wymowa jest interesująca?
PANI PEARCE 
Okropna,   proszę   pana,   uszy   bolą   słuchać...   Nie   rozumiem,   jak   to   może   pana 
interesować...
HIGGINS do Pickeringa 
Warto się przekonać, (do P ani Pearce) Proszę ją tu przysłać. 
Podbiega do biurka i wybiera cylinder do fonografu.
PANI PEARCE 
Słucham pana, skoro pan sobie życzy...
Wychodzi.
HIGGINS
Mamy szczęście! Zobaczy pan zaraz moją metodę badania. Każę jej mówić dużo, 
cokolwiek, i będę równocześnie chwytał dźwięki aparatem Bella, potem dokonam 
transkrypcji romikiem*/3 i utrwalę na płycie fonograficznej, tak że po jej odejściu 
będzie można do woli jej słuchać, mając notatki przed sobą.
PANI PEARCE wracając
Oto ta dziewczyna, proszę pana... 
Wchodzi   Kwiaciarka   w   odświętnej   paradzie.   Na   głowie   ma   kapelusz   słomkowy, 
przybrany trzema  strusimi piórami koloru  żółtego,  niebieskiego  i  czerwonego;  na 
spódnicy fartuch prawie czysty, a nędzne paletko zostało trochę odświeżone. Widok 
tej żałosnej postaci z jej niewinną próżnością i ważną minką wzrusza Pickeringa, 
który   jeszcze   przedtem   na   widok   Pani   Pearce   wyprostował   się   na   krześle,   jak 
przystało na dżentelmena w obecności kobiety. Co się tyczy Higginsa, to jedyna 
różnica w jego zachowaniu się wobec kobiet polega na tym, ze jeśli ich nie tyranizuje 
i nie woła do niebios o odwrócenie jakiegoś (piórkowej wagi!) krzyża, przymila się 
do nich jak dziecko do piastunki, gdy chce coś od niej wydostać.
HIGGINS   ostro,   poznając   ją   z   nieukrywanym   rozczarowaniem   i   natychmiast   jak 
dzieciak robiąc z tego tragedię
Co? Toż to kwiaciarka, której kilka słów zanotowałem wczoraj wieczorem! Nic mi 

background image

po niej! Znam dokładnie wszystkie cechy żargonu z Lisson Grove, szkoda nowej 
płyty i cylindra. Możesz się zabrać, skądeś przyszła, nie przydasz mi się na nic.
KWIACIARKA
Co się pan tak ciska, anim gęby nie otwarła, co się tyczy interesu. (do Pani Pearce,  
która stoi nie opodal drzwi) Powiedziała paniusia, żem autotaksem zajechała?
PANI PEARCE
Głupstwo, moja droga, co to może obchodzić takiego pana jak pan Higgins?...
KWIACIARKA
Cie,   cie...   aleśmy   hardzi...   ten   pan   jest   od   dawania   nauki...   przecie   się   sam 
przechwalał wczora. Ale na puste gadanie nie mam czasu. Jak mu moje pieniążki 
śmierdzą, to się lepsi znajdą...
HIGGINS 
Jakie pieniądze, za co?
KWIACIARKA
Moje,   za  naukie...   już   pan  wi?   Czy   się   mam   wyraźniej   wysłowić?   Po   naukie   tu 
przyszłam, lekcyje brać u pana... no i forsę bulić... nie ma strachu.
HIGGINS nieco zbity z tropu
No, wiecie państwo!!! (odzyskuje kontenans) Czego się spodziewasz?
KWIACIARKA
Żeby pan był taki, jak przystało na prawdziwego pana, to by mnie pan prosił siadać... 
przecie mówię, że mam interes.
HIGGINS
Jak pan myśli, Pickering? Czy ją poprosimy, żeby raczyła usiąść, czy wyrzucimy to 
pudło przez okno na ulicę?
KWIACIARKA uciekając przerażona w stroną fortepianu, za który się chowa
Ah-ah-ah-au-au-au-oo!  (nagle dotknięta w swej dumie) Wypraszam sobie to pudło, 
skorożem się ofiarowała płacić jak pani...
Znieruchomiali   panowie   patrzą   na   nią   z   drugiego   końca   pokoju   z   szalonym 
zdumieniem.
PICKERING grzecznie i uprzejmie 
Wytłumacz jasno, o co ci chodzi.
KWIACIARKA
Chce   być   panną   sklepową   w   sklepie   z   kwiatamy,   bo   mi   już,   cholera,   dojadło 
sprzedawać na bruku. Ale przecie mi nie dadzą, póki nie będę aligancko mówiła. Ten 
pan mówił wczoraj, że takie pouczenie to jego interes. Przecie nie chcę za darmo, a 
on mnie jak ścierkie poniewiera...
PANI PEARCE
Szalona jesteś, dziewczyno, myśląc, że będzie cię stać na zapłacenie pana Higginsa. 
KWIACIARKA

background image

Niby dlaczego? Dobrze wiem, co się płaci za naukie, i także samo zapłacę...
HIGGINS
Wiele?
KWIACIARKA wychodząc zza fortepianu, tryumfalnie 
Tera pan mówi jak człowiek. Myślałam sobie, że pan będzie nie od tego, by sobie 
odbić co nieco z tego, co mi pan wczora na kosz cisnął, (na ucho) Musiał pan być 
ululany, no nie?
HIGGINS z uprzedzającą grzecznością 
Proszę siadać...
KWIACIARKA
Jak pan co złego ma na myśli, to...
BIGGINS grzmiąco
Siadaj!!
PANI PEARCE surowo 
Usiądź, dziewczyno, słuchaj i rób, co ci pan każe...
KWIACIARKA
Ah-ah-ah-au-au-oo! 
Stoi, na wpół zbuntowana, na wpół oszołomiona.
PICKERING bardzo kurtuazyjnie 
Czy zechce pani zająć miejsce? Stawia krzesło niedaleko kominka między sobą i 
Higginsem.
ELIZA
Mogie usiąść. 
Siada. Pickering wraca do kominka.
HIGGINS 
Jak się nazywasz?
KWIACIARKA 
Eliza Doolittle.
HIGGINS zaczyna deklamować patetycznie 
Eliza, Elżbieta, Betsy i Bess 
Pobiegły do lasu szukać ptasich gniezd.
PICKERING 
Znalazły gniazdko, w gniazdku czworo jaj,
HIGGINS
Zabrały jedno, troje pieścił maj... 
Śmieją się obaj serdecznie ze swego dowcipu.
ELIZA 
Nie róbcie z siebie wariatów.
PANI PEARCE stojąc za krzesłem E li z y 

background image

Nie można się tak o panach wyrażać...
ELIZA 
To czemu nie mówią do rzeczy?
HIGGINS 
Do rzeczy, do rzeczy! Wiele myślisz płacić za lekcje?
ELIZA
Ja się znam na rzeczy! Jedna pani, co to się przyjaźni ze mną, płaci za francuskie 
naukie półtora szylinga od godziny, a Francuz prawdziwy, nie farbowany. Przecie 
pan nie byłby tak czelny, aby liczyć tyle samo za ojczystą wymowę. Dam szylinga... 
to moje ostatnie słowo.
HIGGINS   chodząc   po   pokoju,   z   rękami   w   kieszeniach   spodni,   podzwaniając 
kluczami i drobną monetą 
Widzi   pan,   Pickering,   jeśli   ocenimy   tego   szylinga   jako   procent   dochodów   tej 
dziewczyny,   to   suma   przez   nią   ofiarowana   równa   się   sześćdziesięciu   lub 
siedemdziesięciu funtom milionera.
PICKERING 
Jak to? Nie rozumiem...
HIGGINS
Niech   pan   rozważy.   Milioner   ma   około   stu   pięćdziesięciu   funtów   dziennego 
dochodu; ta dziewczyna zarabia dziennie najwyżej dwa i pół szylinga...
ELIZA z miną obrażoną 
Ale kto to panu powiedział, że ja...
HIGGINS przerywając jej
Proponując   szylinga   za   lekcje,   ofiarowuje   dwie   piąte   swego   dziennego   dochodu. 
Dwie piąte dziennego dochodu milionera wynosi około sześćdziesięciu funtów. Czyż 
nie   tak?   Ależ   to   niesłychane   warunki,   to   najlepsza   oferta,   jaką   mi   kiedykolwiek 
zrobiono!
ELIZA wstając przerażona 
Sześćdziesiąt funtów? Co pan plecie? Ani mi się śniło, skądże bym ja...
HIGGINS
Ach, stul pysk...
ELIZA ze łzami 
Ale skąd ja wezmę sześćdziesiąt funtów, och...
PANI PEARCE
Nie płacz, niemądra, bo nie ma czego; nikt nie dotknie twoich groszy, siadaj...
HIGGINS
Ty   lepiej   uważaj,   żeby   ciebie   kto   nie   dotknął,   i   to   rózgą!   To   się   łatwo   może 
przydarzyć, jak nie przestaniesz beczeć, siadaj!...
ELIZA siadając powoli 

background image

Ah-ah-ah-au-oo! Myślałby kto, że pan jest moim ojcem...
HIGGINS 
Jeśli   się   podejmę   cię   uczyć,   to   wiedz,   że   będę   gorszy   od   dwóch   ojców...   bierz, 
trzymaj. 
Podaje jej jedwabną chusteczkę;.
ELIZA 
A to na co? 
HIGGINS
Obetrzyj oczy i twarz, bo już cała zamazana... i uważaj, to chustka, a to twój rękaw, 
nie mieszaj jednego z drugim... pamiętaj, że panna sklepowa nie może robić takich 
pomyłek...
E l i z a, zupełnie zniewolona i ogłupiała, patrzy nań bezradnie.
PANI PEARCE
O, przepraszam pana, panie Higgins, niewłaściwie pan do niej mówi, ona pana nie 
rozumie. Poza tym myli się pan, ona wcale nie używa rękawa do tego celu.
Zabiera chustkę z rąk E l i z y.
ELIZA wyrywając ją z ręki Pani Pearce 
Niech pani odda z powrotem! On mnie ją dał, nie pani!...
PICKERING śmiejąc się 
Słusznie, pani Pearce, trzeba ją uważać za własność Elizy.
PANI PEARCE zrezygnowana 
Dobrze panu tak!
PICKERING
Wie pan, ta sprawa zaczyna mnie interesować; przypomina mi się, co pan wspomniał 
wczoraj o przyjęciu w ambasadzie. Jeśli pan zdoła tego dokonać, uznam pana za 
największego z żyjących pedagogów! Gotów jestem założyć się o całe koszta tego 
eksperymentu, oświadczam również gotowość złożenia sumy należnej za lekcje.
ELIZA
Pan to naprawdę morowy! Dziękuję, panie kapitanie.
HIGGINS zainteresowany, mierzy E l i z ę badawczym spojrzeniem 
Hm, kusi mnie ta myśl nieodparcie... ten rozkosznie niski poziom tego stworzenia, 
ten jej odrażający brud...
ELIZA z gwałtownym protestem
Ah-ah-ah-ah-au-au-oo-oo! Nie jestem, brudna, umyłam twarz i ręce, zanim żem tu 
przyszła.
PICKERING śmiejąc się
Nie ma obawy, widzę, aby jej pan przewrócił w głowie pochlebstwem.
PANI PEARCE widocznie zaniepokojona 
Och,   przepraszam   pana   bardzo,   niech   pan   tak   nie   mówi,   są   i   inne   sposoby 

background image

bałamucenia dziewcząt, a trzeba przyznać, że pan Higgins to mistrz w tych sprawach, 
choć może na serio tego nie robi. Spodziewam się, że pan nie pozwoli mu na żadne 
szaleństwa.
HIGGINS podniecając się, w miarę jak ten pomysł nabiera kształtu
Czymże   jest   życie,   jeśli   nie   szeregiem   natchnionych   szaleństw?   —   Trzeba   tylko 
umieć je popełniać! A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie 
zdarzają się co dzień. Oświadczam, że zrobię księżniczkę z tej wywłoki ulicznej.
ELIZA dotknięta do żywego 
Ah-ah-ah-au-au-oo!
HIGGINS w uniesieniu
Tak! Za sześć miesięcy! Za trzy miesiące, o ile ta koza posiada bystry słuch i giętki 
język, podejmuję się wprowadzić ją do każdego towarzystwa, pod każdą postacią. 
Zaczynamy   od  dziś,   od  zaraz   —  w   tej   chwili!   Pani  Pearce,   proszę  ją  zabrać   do 
kuchni, rozebrać, oczyścić, oskrobać, wymaglować, a jakby nie chciało puszczać, 
użyć jakichś kwasów albo benzyny. Czy duży ogień w piecu kuchennym?
PANI PEARCE tonem protestu 
Owszem, proszę pana, ogień jest, ale...
HIGGINS przerywając, despotycznie
Zdjąć   z   niej   wszystkie   łachy   i   spalić,   zaraz!!!   Zatelefonować   w   tej   chwili   do 
magazynu   Whiteleya   lub   gdzie   indziej   po   nowe.   Tymczasem,   nim   to   przyniosą, 
owinąć ją w papier do pakowania.
ELIZA
Świntuch z pana! Mówić takie rzeczy! Jestem przyzwoita dziewczyna i znam się na 
takich gagatkach...
HIGGINS
Słuchaj,   dziewczyno,   musisz   zapomnieć   o   całej   tej   pruderii   z   Lisson   Grove   i 
zrozumieć,   że   rozpoczynasz   naukę   zachowywania   się   jak   księżniczka.   Proszę   ją 
wziąć do kuchni, pani Pearce, gdyby stawiała opór, to wyłoić dobrze wałkiem...
ELIZA zrywając się i biegnąc do Pani Pearce i Pickeringa 
Nie, bo zawołam policję! Jak Boga kocham!
PANI PEARCE 
Ale ja nie mam miejsca dla niej...
HIGGINS Dać ją do kubła na śmiecie.
ELIZA 
Ah-ah-ah-au-au-oo!!
PICKERING 
Ach, cóż znowu, niechże pan będzie rozsądny, Higgins.
PANI PEARCE ośmielona tymi słowy
Bardzo słusznie, pan musi być rozsądny, panie Higgins; do czego to podobne, nie 

background image

można tak każdym pomiatać...
Higgins, przywołany do porządku, uspokaja się. Po burzy wieje zefir pobłażliwego 
zdziwienia.
HIGGINS modulując glos z fachową subtelnością 
Pomiatać? Droga pani Pearce, kochany pułkowniku, nigdy nie miałem najmniejszego 
zamiaru pomiatać kimkolwiek. Ja proszę tylko o odrobinę przychylności dla tego 
biednego dziewczęcia, o poświęcenie jej baczniejszej uwagi, niezbędnej w chwili, w 
której ta istota staje na progu nowego życia. Jeśli zaś nie wyraziłem się poprzednio 
dość jasno, to jedynie z troski o to, by nie urazić jej lub waćpaństwa delikatności.
E l i z a, uspokojona, skrada się z powrotem do swojego krzesła.
PANI PEARCE do Pickeringa 
Czy pan szanowny słyszał kiedy coś podobnego?
PICKERING 
Śmiejąc się serdecznie Nie, pani Pearce, nigdy...
HIGGINS cierpliwie 
O co znowu chodzi?
PANI PEARCE
Chodzi o to,  że pan nie może uważać tej dziewczyny za swoją własność,  to nie 
kamyk, znaleziony przy drodze...
HIGGINS 
Dlaczego nie, kochana pani? Dlaczego?
PANI PEARCE
Ach, mój Boże, przecież pan nic o niej nie wie, kto ona, skąd, kim są jej rodzice?... 
Przy tym może zamężna...
ELIZA 
A guzik...
HIGGINS
O, właśnie, doskonale dziewczyna odpowiedziała: guzik! Czyż pani nie wiadomo, że 
kobiety z tej sfery wyglądają na dobrą pięćdziesiątkę w rok po zamążpójściu?
ELIZA
A kto by ta mnie chciał?
HIGGINS nagle, swoim najbardziej uwodzicielskim, niskim głosem 
Ależ Elizo, za kilka miesięcy całe ulice zaścielą się trupami mężczyzn, którzy z twej 
przyczyny tuzinami będą sobie w łeb strzelać...
PANI PEARCE 
Niedorzeczność, nie można dziewczynie mówić takich rzeczy.
ELIZA wstając, stanowczo 
Idę   stąd.   On   jest   pomylony,   jak   Boga   jedynego...   nie   potrzebuję   nauki   od 
kopniętego... 

background image

HIGGINS trafiony w najczulsze miejsce obojętnością dziewczyny na czar jego głosu 
Tak? Za wariata mnie uważasz? Dobrze. Pani Pearce, nie trzeba posyłać po stroje, 
wyrzucić ją precz w tej chwili.
ELIZA ze łzami i złością 
Wolnego! Nikt nie ma prawa mnie tykać!
PANI PEARCE 
Widzisz, co znaczy obrażać pana... (wskazując drzwi) Tędy, proszę...
ELIZA prawie z płaczem
Nie prosiłam o żadne łachy ani bym ich nie wzięła, (odrzuca chustkę jedwabną) Stać 
mnie na moje suknie...
HIGGINS zręcznie tąpiąc chustkę i zagradzając jej drogę, podczas gdy ona ociągając 
się idzie w stronę drzwi 
Jesteś nieznośna niewdzięcznica, to tak mi się odpłacasz za to, że cię chciałem z błota 
wyciągnąć, ubrać pięknie i zrobić z ciebie panią?
PANI PEARCE 
Niech   pan   da   pokój,   panie   Higgins...   to   pan   jest   nieznośny.   Wracaj   do   domu, 
dziewczyno, i powiedz rodzicom, żeby więcej o ciebie dbali...
ELIZA 
Nie mam żadnych rodziców. Oni mnie wygonili, żem to już duża. Żebym się sama 
żywiła.
PANI PEARCE 
A gdzież twoja matka?
ELIZA
Nie mam żadnej matki. Ta, co mnie wygnała, to szósta z rzędu macocha... Ale dałam 
se radę bez nich i jestem przyzwoita dziewczyna.
HIGGINS
No, proszę, i po co ten cały harmider! Dziewczyna nie należy do nikogo, nikomu 
niepotrzebna,   a   mnie   się   może   przydać,   (podchodzi   do   Pani   Pearce   i   zaczyna 
przymilać się do niej) Pani ją może zaadoptować, pani Pearce; jestem przekonany, że 
córka byłaby dla pani wielką pociechą. No, proszę nie grymasić, proszę ją zabrać do 
kuchni i...
PANI PEARCE
Słucham pana, tylko ośmielę się zapytać, w jakim charakterze ma ona tu zostać? Czy 
się jej będzie co płacić? Niechże pan pomyśli.
HIGGINS
Ach, niech pani jej płaci, jeśli to konieczne, i proszę te wydatki wpisać do rachunków 
gospodarskich,   (niecierpliwie)   Ciekawym,   po   kiego   licha   jej   pieniądze?   Żarcia   i 
strojów będzie miała w bród... rozpiłaby się tylko, gdyby miała pieniądze.
ELIZA obruszając się na niego

background image

Potwór z pana! to kłamstwo! Nikt jeszcze nie poczuł żadnego ankoholu ode mnie! 
(do Pickeringa) Panie kapitanie, pan jest kurturalny, niech mu pan zabroni tak mówić.
PICKERING z humorem
Czy   nie   przyszło   panu   na   myśl,   Higgins,   że   ta   dziewczyna   może   mieć   swoją 
godność?
HIGGINS przyjrzawszy się jej krytycznie
Nie sądzę, w każdym razie nie taką, która by była zawadą w pracy, (wesoło) A cóż ty 
myślisz o tym, Elizo?
ELIZA
Mam swoją godność jak każden inny...
HIGGINS do Pickeringa 
Widzi pan trudności, jakie nas czekają?
PICKERING 
Jakie trudności?
HIGGINS 
Nauczyć ją gramatycznego języka. Sama dykcja jest błahostką.
ELIZA 
Nie chcę gramatycznego języka. Chcę mówić jak panienka z kwiaciarni. 
PANI PEARCE
Przepraszam pana, że jeszcze raz zapytani, na jakich warunkach ta dziewczyna ma tu 
zostać i czy ma dostawać pensję? Co się z nią stanie, jak się skończy czas jej nauki? 
Pan powinien teraz o tym pomyśleć.
HIGGINS niecierpliwie 
A co się z nią stanie, jeśli ją zostawię w rynsztoku? Niech mi kochana pani odpowie 
na to pytanie?
PANI PEARCE 
To do pana nie należy, panie Higgins, to już jej sprawa...
HIGGINS
W porządku, wyrzucimy ją z powrotem do rynsztoka, jak z nią skończę, a co się z nią 
potem stanie, to już będzie jej sprawa... więc nie ma się o co martwić...
ELIZA
Żadnego serca czującego pan nie posiada. Sam tylko siebie kocha! (wstaje mówiąc 
energicznie) No, dość mam tego! Idę...(kieruje się ku drzwiom) wstyd i hańba... fe...
HIGGINS chwytając czekoladkę z fortepianu, z oczami nagle rozbłysłymi swawolą 
Może czekoladkę, Elizo?
ELIZA patrząc na słodycze pożądliwie 
Czy ja wiem, co do nich domieszane? Słyszałam o dziewczynach, co im tacy jak pan 
dawali środki...
Higgins wydobywa scyzoryk, przecina czekoladkę na pół, jedną połowę bierze w 

background image

usta, drugą podaje Elizie.
HIGGINS 
Na dowód, że nie zatrute, ja zjem jedną połowę, ty drugą.
Gdy dziewczyna otwiera usta, żeby coś odpowiedzieć, Higgins wkłada jej czekoladkę 
do ust. I wiedz o tym, że będziesz miała całe pudełka, pudła i beczki i będziesz się 
żywiła tylko czekoladkami... Więc jak?
ELIZA połykając czekoladkę, którą się o mało nie zakrztusiła 
Bym nie zjadła, ale zbyt dobrze wychowana jestem, aby wypluć.
HIGGINS 
Słuchaj no, Elizo, zdaje mi się, żeś tu przyjechała autem?.
ELIZA 
No to co? Takie moje prawo, nie wolno?
HIGGINS
Ależ oczywiście, że wolno; chcę ci tylko powiedzieć, że jeśli tu zostaniesz, będziesz 
miała automobil na każde zawołanie... będziesz sobie jeździć do woli, naprzód, w tył 
i w kółko, jak ci się spodoba... Zastanów się!
PANI PEARCE
Przepraszam   pana,   panie   Higgins,   to   się   nie   godzi!   Pan   wyraźnie   wodzi   na 
pokuszenie tę dziewczynę. Ona powinna pomyśleć poważnie o swej przyszłości.
HIGGINS
Co też pani plecie, kochana pani Pearce, w tak młodym wieku? O przyszłości czas 
myśleć, gdy się teraźniejszość skończy. Nie, nie, Elizo, czyń tak, jak ta dobra pani 
czyni w tej chwili: myśl o przyszłości innych, lecz nigdy o swojej... Zaś co do siebie, 
myśl o czekoladkach, automobilach, złocie i brylantach...
ELIZA
Nie potrzebuję złota i brylantów... jestem porządna dziewczyna. Siada z powrotem, 
usiłując nadać sobie wyraz godności.
HIGGINS
I taką pozostaniesz pod czujnym okiem pani Pearce. Nikt twojej cnoty nie naruszy i 
wyjdziesz za mąż za oficera gwardii z pięknym wąsem. Ojciec jego, co najmniej 
markiz, zagrozi synowi wydziedziczeniem, ale poznawszy twoją uczciwość i urok 
twej piękności, zmięknie jak wosk i udzieli swego błogosławieństwa...
PICKERING 
Przepraszam, Higgins, muszę się wtrącić. Moim zdaniem, pani Pearce ma rację. Jeśli 
ta dziewczyna ma się oddać w ręce pańskie na przeciąg pół roku jako materiał do 
pedagogicznego eksperymentu, powinna rozumieć, co czyni.
HIGGINS 
Wykluczone. Ona i tak nic nie rozumie. Zresztą, czy ktokolwiek naprawdę rozumie 
swoje czyny? Ileż to czynów zostałoby nie dokonanych, gdybyśmy znali naprzód ich 

background image

rezultaty?
PICKERING
Bardzo sprytnie, Higgins, ale nie do zastosowania w danym wypadku, (do E l i z y) 
Panno Doolittle...
ELIZA osłupiała 
Ah-ah-au-au!!
HIGGINS 
Masz   pan,   to   wszystko,   co   pan   wydobędzie...   z   panny   Doolittle:   Ah-ah-au-au! 
Komentarz zbyteczny! Jako zawodowy wojskowy powinien pan dostrzec od razu, że 
jedyną rzeczą potrzebną temu stworzeniu jest rozkaz! Elizo, baczność!! Zostaniesz w 
tym domu przez sześć miesięcy. Będziesz się uczyć poprawnej i pięknej wymowy, 
jakiej się wymaga od panny w wielkim magazynie kwiatowym. Jeśli okażesz pilność 
i posłuszeństwo, będziesz spać w pięknym pokoju, na miękkim i wygodnym łóżku, 
będziesz miała kupę żarcia, pieniądze na czekoladki i auto na zawołanie. Jeśli się 
okażesz leniwa i krnąbrna, będziesz spała z karaluchami w komórce koło kuchni, a 
pani   Pearce   będzie   cię   maglować   wałkiem.   Po   sześciu   miesiącach   udasz   się   w 
pięknym stroju powozem do królewskiego pałacu. Jeśli król orzeknie, że nie jesteś w 
każdym calu piękną lady, policja zamknie cię w londyńskiej wieży, a kat zetnie ci 
głowę toporem ku przestrodze innych ambitnych kwiaciarek. Jeżeli wyrok okaże się 
pomyślny, otrzymasz na własność siedem i pół szylinga jako kapitał zakładowy na 
nowe życie. Skończyłem! Dodam tylko, że jeśli odrzucisz tę propozycję, będziesz 
najniewdzięczniejszą z istot, jakie żyją pod słońcem, i aniołowie będą płakać nad 
tobą. (do Pickeringa) Cóż, zadowolony pan, Pickering? (do Pani Pearce) Czy można 
całą sprawę wyrazić jaśniej i piękniej, kochana pani Pearce? 
PANI PEARCE cierpliwie 
Ja myślę, że lepiej będzie, jeśli pan raczy pozwolić, abym ja pomówiła na osobności 
z dziewczyną w odpowiedni sposób. Nie wiem, czy się podejmę opieki nad nią, ale 
rozumiem, że pan nie chce jej krzywdy. A że pan nie dba o to, co się może w 
przyszłości wydarzyć, to już dla mnie zwyczajna rzecz. Zawsze tak jest, ile razy pana 
zajmuje to, co pan nazywa akcentem u ludzi. Chodź ze mną teraz, Elizo.
HIGGINS
Brawo, pani Pearce, dziękuję pani. A teraz żwawo, do kąpieli, do kąpieli...
ELIZA wstając powoli, podejrzliwie
Pan to lubi poganiać. Nie zostanę tu, jak mi się co nie spodoba. I wara komu mnie 
wałkować. Ani nie chcę iść do królewskiego pałaca, ani policji nic do mnie, co to, to 
nie! Jestem porządna dziewczyna...
PANI PEARCE
Nie odpowiadaj, ty nie rozumiesz pana profesora, chodź ze mną... 
Kieruje się ku drzwiom, otwiera je i czeka na E l i z ę.

background image

ELIZA zdąża powoli ku drzwiom
Tyle powiem... nie pójdę do króla, choćby mnie nawet w kawałki posiekali. Żebym 
wiedziała, w co tu wdepnę, to bym nie przyszła. Zawsze byłam porządna dziewczyna, 
nie zaczepiałam go i nic mu nie jestem winna. Nie dbam... ale pomiatać sobą nie 
dam. Taki mój honor jak i jego...
Pani Pearce zamyka drzwi, tak że skargi E l i z y cichną,
Ku największemu zdumieniu E l i z y Pani Pearce zabiera ją na trzecie piętro zamiast, 
jak się spodziewała, do komórki przy kuchni. Na górze Pani Pearce otwiera drzwi do 
gościnnego pokoju.
PANI PEARCE 
Będę musiała umieścić cię tutaj - to będzie twoja sypialnia.
ELIZA
Ojej, paniusiu! Przecie bym za nic na świecie tu spać nie mogła... Toć ja jeszcze nie 
jaśnie pani.
PANI PEARCE
Będziesz musiała stać się tak czysta jak ten pokój, a wtedy nie będziesz się go bała. I 
powinnaś mnie nazywać panią Pearce, a nie „paniusią".
Otwiera drzwi do garderoby, obecnie przemienionej na nowoczesną łazienkę.
ELIZA
Rany Julek! A to co? To tu wielkie pranie robicie? Strasznie śmieszna balia...
PANI PEARCE To nie jest balia. W tym się ludzie myją... zaraz i ciebie w tym 
umyję.
ELIZA
To ja mam wliźć w toto i cała się zamoczyć? Nie ma frajerów! Żebym się, na ten 
przykład,   na   śmierć   przestudziła?   Znałam   kobitę,   co   to   każdą   sobotę   na   noc   się 
moczyła, i kipła z tego całego moczenia.
PANI PEARCE-
Profesor Higgins ma inną łazienkę na dole i co dzień rano bierze zimną kąpiel.
ELIZA 
Uhhhhh! Ten człowiek musi być z żelaza.
PANI PEARCE
Jeśli chcesz siedzieć z profesorem i pułkownikiem w jednym pokoju i uczyć się, to 
będziesz  musiała  robić  to  samo...   inaczej   twój   zapach  by  ich  odstraszył.   Ale  nie 
musisz się kąpać w zimnej wodzie, możesz sobie puścić gorącej do woli. Widzisz te 
dwa kurki? Jeden jest na gorącą, drugi na zimną wodę.
ELIZA z płaczem
Nie mogie... przysięgam... boję się... to nie jest normalne... przecie to będzie mój 
koniec. Jak żyję na świecie, tak się nie kąpałam....nie tak jak tu.
PANI PEARCE

background image

No,   a   czy   nie   chciałabyś   być   czysta,   pachnąć   słodko   i   pięknie   i   wyglądać   jak 
prawdziwa dama? Pamiętaj, że nie możesz być przyzwoitą dziewczyną i być czystą 
wewnątrz tak długo, jak jesteś na zewnątrz brudna flądra.
ELIZA 
Buhhhhuu!!
PANI PEARCE
No, dość tych beków! Idź do swego pokoju, zdejm ze siebie wszystko, owiń się w to 
(podaje jej płaszcz kąpielowy) i wróć tu do mnie. Tymczasem przygotuję kąpiel.
ELIZA cała we łzach
Nie mogie, złociutka... nie chcę... przyzwyczajona nie jestem... Jak żyję na świecie, 
nie rozebrałam wszystkiego, co mam na sobie. Przecie to nie wypada... Ani nie jest 
przyzwoite!
PANI PEARCE
Co ty za głupstwa pleciesz, dziecko! A czyż nie zdejmujesz ze siebie ubrania co noc 
przed pójściem do łóżka?
ELIZA szczerze zdziwiona
Pewnie, że nie... także coś! A po co miałabym zdejmować? Przecie to pewna śmierć! 
Naturalnie rozbieram spódnice...
PANI PEARCE
Czy chcesz powiedzieć, że śpisz w tej samej bieliźnie, którą nosisz w dzień?
ELIZA 
A w jakiej inszej miałabym spać?
PANI PEARCE
Nie zdarzy się to więcej tak długo, jak tu będziesz. Postaram się o koszulę nocną dla 
ciebie.
ELIZA
Cooo? I miałabym się przebrać w zimne rzeczy i klapać zębami przez pół nocy? Za 
nic!.... Zawzięła się paniusia na moje życie, jak pragnę Boga!
PANI PEARCE
Chcę, abyś przestała być flądrą i stała się czystą, porządną dziewczyną, która by się 
nadawała do siedzenia z panami w jednym pokoju. Czy zaufasz mi i zrobisz, co ci 
każę, czy wolisz, żebym cię wyrzuciła z powrotem do twych kwiatów?
ELIZA
Ale paniusia nie wie, co to dla mnie zimno, jak ja się straśnie boję zimna!
PANI PEARCE
W   tym   domu   nie   będziesz   spała   w   zimnym   łóżku.   Włożę   ci   pod   kołdrę   gorącą 
grzałkę, (popychając ją w kierunku sypialni) Jazda, rozebrać się!
ELIZA
Boże, żebym to wiedziała, co to za straśna rzecz ta czystość... nigdy bym tu nie 

background image

przyszła... nie wiedziałam, jak mi było dobrze...nie. 
Pani P e a r c e wpycha ją do pokoju, zostawiając jednak drzwi lekko uchylone na 
wypadek, gdyby jej więzień chciał uciec. Teraz Pani P e a r c e wkłada parę białych 
gumowych   rękawiczek,   napełnia   wannę   mieszając   gorącą   i   zimną   wodę   i 
sprawdzając   co   jakiś   czas   temperaturę   przy   pomocy   termometru.   Następnie 
perfumuje   wodę   garstką   soli   kąpielowych   i   dodaje   pełną   garść   gorczycy. 
Skończywszy tę czynność uzbraja się w odstraszającą szczotkę na długiej rączce i 
namydla ją bardzo obficie kawałkiem pachnącego mydlą. E l i z a wraca, nie mając 
na   sobie   nic   oprócz   szlafroka   kąpielowego,   ciasno   owiniętego   wokół   jej   ciała... 
politowania godna postać, pełna niewysłowionego przerażenia.
PANI PEARCE
No, chodź, chodź... nie bój się. Zdejm szlafrok.
ELIZA
Nie mogie, złociutka pani... naprawdę nie mogie... jak Boga kocham, nie mogie... 
Nigdy w życiu nic takiego nie zrobiłam.
PANI PEARCE
Nie bój się, dziecko, nic ci nie będzie... O, tak... teraz wejdź do wanny i powiedz mi, 
czy woda dobra. Czy dość gorąca?
ELIZA 
Ah-oo! Ah-oo! Za gorąca!
PANI PEARCE zręcznie ściągając z niej szlafrok i dając jej lekkiego szturchańca w 
wannie, od którego dziewczyna się wywraca
No, nareszcie... nic ci nie będzie...
Zabiera się energicznie do pracy — uzbrojona w szczotkę. Wrzaski E l i z y zdolne 
byłyby poruszyć najzatwardzialsze serce.
***
Tymczasem pułkownik roztrząsa sprawę E l i z y z Higginsem. Pickering odchodzi 
od kominka, siada na krześle okrakiem, krzyżując ręce na poręczy i zabierając się do 
wybadania Higiginsa.
PICKERING
Wybacz   pan,   że   zapytam   szczerze   i   otwarcie,   czy   pan   jest   mężczyzną   mocnego 
charakteru, gdy w grę wchodzi kobieta? 
HIGGINS gderliwie
Czy pan spotkał kiedy mężczyznę mocnego charakteru, gdy w grę wchodzi kobieta?
PICKERING 
Bardzo często.
HIGGINS opierając się o fortepian podnosi się na rękach, siada nań z impetem i 
mówi dogmatycznie
Ja nigdy. Wiem z doświadczenia, że jak tylko dopuszczam kobietę do poufałości, 

background image

natychmiast staje się zazdrosna, wymagająca, podejrzliwa, i w ogóle zaczyna być 
przeklętą zawadą. I na odwrót, ile razy ja pozwalam sobie na zaprzyjaźnienie się z 
kobietą,   staję   się   samolubny   i   despotyczny.   Kobiety   wszystko   psują.   Wystarczy 
wpuścić   je  do  naszego   życia,   aby   się   przekonać,   że  kobieta  chce   jednego,   a  my 
drugiego.
PICKERING 
Na przykład czego?
HIGGINS zeskakuje z fortepianu podrażniony 
Bóg wie czego! Przypuszczam, że kobieta chce iść swoją drogą, a mężczyzna swoją, 
ale każde usiłuje popchnąć to drugie w niewłaściwym dla niego kierunku. Gdy jedno 
chce   jechać   na   północ,   to   drugie   marzy   o   południu;   w   rezultacie   jadą   razem   na 
wschód, choć obojgu wiatr w oczy wieje, (siada na ławeczce przed fortepianem) I tak 
oto mocą tego przeświadczenia trwam w kawalerskim stanie...
PICKERING wstając, poważnie
Ach, nie o to mi chodzi... Pan rozumie, że popierając pański pomysł co do Elizy, 
jestem w pewnej mierze odpowiedzialny za jej los. Otóż mam nadzieję, że pozycja 
dziewczyny w tym domu nie narazi jej na żadne przykrości...
HIGGINS
Co, ten tłumok? Świętość, zapewniam pana! (wstaje, aby lepiej wyjaśnić} 
Jej   pozycja,   jak   się   pan   wyraża,   zawarta   jest   w   słowie:   uczennica.   Uczeń   czy 
uczennica to dla mnie rzecz święta. Bez takiego pojęcia nie ma mowy o skuteczności 
nauczania.   Nauczyłem   mówić   po   angielsku   kopy   amerykańskich   milionerek,   w 
przeważnej części pięknych jak senne marzenie. Jestem uodporniony do tego stopnia, 
że   jako   kobiety   znaczyły   dla   mnie   tyle   co   kołki   w   płocie,   co   więcej,   mam 
przekonanie, że musiały mieć o mnie podobne wyobrażenie jako o mężczyźnie. To 
kwestia...
W drzwiach ukazuje się Pani Pearce z kapeluszem Elizy w dłoni.
HIGGINS z ciekawością 
Cóż, jakże tam, wszystko w porządku?
PANI PEARCE w drzwiach 
Chciałam pana poprosić o chwilkę rozmowy, jeśli można...
HIGGINS
Oczywiście, bardzo proszę... .Pani Pearce wchodzi do pokoju.
Tego kapelusza niech pani nie pali... zachowam go na pamiątkę jako osobliwość... 
Odbiera kapelusz z rąk Pani Pearce.
PANI PEARCE
Ostrożnie, proszę pana... Musiałam przyrzec dziewczynie, że go nie spalę, ale sądzę, 
że rozsądniej będzie wrzucić go do gorącego kotła na jakiś czas.
HIGGINS rzuca kapelusz na fortepian 

background image

O, dziękuję! Słucham, o cóż to chodzi?
PICKERING 
Czy może przeszkadzam?
PANI PEARCE
Ależ broń Panie Boże... (do H i g g i n s a) Przyszłam z prośbą, żeby pan raczył 
uważać na sposób wysławiania się w obecności dziewczyny.
HIGGINS zdumiony 
Przecież zawsze uważam. Czemu pani o tym mówi?
PANI PEARCE nieporuszona
O, przepraszam pana bardzo, wcale pan nie uważa na słowa, zwłaszcza gdy pan coś 
zarzuca albo gdy pan traci cierpliwość...  o mnie,  rzecz prosta,  nie chodzi,  ja już 
przywykłam, ale nie powinien pan kląć przy tej dziewczynie.
HIGGINS oburzony
Ja?! (z naciskiem) Ja nigdy nie klnę! Nie znoszę tego przeklętego zwyczaju. Co, do 
stu diabłów, ma pani na myśli?
PANI PEARCE z kamiennym spokojem 
O właśnie, to mam na myśli! Pan za dużo i za często klnie. Ale już mniejsza o takie 
słowa jak — „przeklęty", „siarczysty" i „co, u diabła", „gdzie, u diabła", „kto, u 
diabła", „do stu diabłów"...
HIGGINS 
Pani Pearce, co słyszę? Taka litania w ustach pani? No, wie pani!
PANI PEARCE ciągnie dalej, bynajmniej nie wzruszona 
Natomiast   jest   jedno   słowo,   którego   stanowczo   nie   powinien   pan   używać   przy 
dziewczynie. Właśnie to słowo wyrwało się jej z ust, kiedy spodobała jej się kąpiel. 
Ale jej trudno się dziwić, przywykła od dziecka, na kolanach matki się nauczyła i 
właśnie dlatego nie powinna takich słów słyszeć z ust pana.
HIGGINS wyniośle 
Nie mogę sobie przypomnieć, bym się aż tak kiedy wyraził.
Pani   Pearce   patrzy   mu   prosto   w   oczy.   Pokrywając   nieczyste   sumienie,   Higgins 
dodaje z miną prawodawcy
Chyba w chwili niezwykłego i uzasadnionego uniesienia.
PANI PEARCE
Nie dalej jak dziś rano użył pan tego słowa mówiąc o butach, maśle i razowym 
chlebie...
HIGGINS
Ach, to tylko dla ćwiczenia w epitetach, kochana pani Pearce, ot, zwyczajnie jak 
poeta...
PANI PEARCE
Jakkolwiek się panu spodoba to nazwać, proszę, żeby dziewczyna nie słyszała takich 

background image

słów od pana...
HIGGINS 
Doskonale, doskonale... czy to już wszystko?
PANI PEARCE
Nie, proszę pana, chodzi jeszcze o to, że trzeba będzie bardzo uważać na czystość 
przy tej dziewczynie...
HIGGINS 
Bardzo słusznie, rzecz wielkiej wagi...
PANI PEARCE 
Chodzi mi o to, aby nie być niechlujnym i nie rozrzucać rzeczy po mieszkaniu.
HIGGINS podchodząc do niej, uroczyście 
O, właśnie, sam chciałem zwrócić na to uwagę... (przechodzi do Pickeringa, który 
świetnie   bawi   się   tą   rozmową)   To   właśnie   te   drobnostki   stanowią   o   wszystkim, 
Pickering... „ziarnko do ziarnka..." mówi przysłowie, które z równym powodzeniem 
można zastosować do pieniędzy jak i do zwyczajów osobistych.
Zatrzymuje się przed kominkiem z miną człowieka w pozycji nie do zdobycia.
PANI PEARCE
Wielką prawdę pan powiedział, ale czy wobec tego można poprosić, aby pan był 
łaskaw nie schodzić na śniadanie w szlafroku, a w każdym razie, aby pan nie uważał 
szlafroka   za   serwetkę,   jak   to   pan   ma   zwyczaj.   Gdyby   pan   jeszcze   do   tego 
wszystkiego przestał jadać różne potrawy z tego samego talerza i nie stawiał rondla z 
owsianką na czystym obrusie, to by dziewczyna szybko się nauczyła odpowiedniego 
postępowania. Pan pamięta, jak to w zeszłym tygodniu o mało się pan nie udławił 
ością rybią, która dziwnym sposobem znalazła się w konfiturach.
HIGGINS   wytrącony   z   niewzruszonej   pozycji   przy   kominku,   przechodząc   z 
powrotem do fortepianu
Takie rzeczy mogą mi się czasem zdarzyć w chwilach szczególnego roztargnienia, 
ale chyba nie robię tego stale... (ze złością) Ale, ale, mój szlafrok cholernie pachnie 
benzyną.
PANI PEARCE
Nic dziwnego, proszę pana. Ale skoro pan musi wycierać w niego ręce...
HIGGINS wrzeszcząc 
Doskonale, doskonale, od dziś będę wycierał palce we włosy...
PANI PEARCE 
Mam nadzieję, że pan się nie czuje obrażony...
HIGGINS oburzony, że można go posądzić o coś podobnego 
Ani   trochę,   ani   trochę!   Przyrzekam   pani   uroczyście,   że   będę   uważał   wobec 
dziewczyny. Czy to już wszystko?
PANI PEARCE

background image

Nie,   proszę   pana,   zapytam   jeszcze,   czy   mogę   ubrać   dziewczynę   w   jedną   z   tych 
japońskich   sukien,   które   pan   przywiózł   z   podróży.   Przecież   nie   może   po   kąpieli 
włożyć swoich łachów.
HIGGINS
Bez   wątpienia,   niech   pani   nimi   rozporządza   jak   swoją   własnością...   czy   to   już 
wszystko?
PANI PEARCE 
Dziękuję panu, to wszystko. Wychodzi.
HIGGINS
Ta   kobieta   ma   najprzewrotniejsze   pojęcie   o   mnie...   Siedzę   tu   w   tych   czterech 
ścianach, zahukany. Bogu ducha winien człowieczyna, przecież ja w ogóle nie czuję 
się   dorosły   i   ważny   jak   inni,   a   to   babsko   jest   przekonane,   że   jestem   jakimś 
nieprzejednanym despotą... Coś niepojętego!... 
W drzwiach ukazuje się znowu Pani Pearce.
PANI PEARCE
Kłopot   się   zaczyna,   proszę   pana.   W   kuchni   czeka   śmieciarz,   nazwiskiem   Alfred 
Doolittle. Chce się z panem widzieć... mówi, że tu jest jego córka.
PICKERING wstając z krzesła 
Phi, to ci historia!
HIGGINS porywczo 
Dać tu tego łotra, tego rzezimieszka, w tej chwili!
PANI PEARCE 
Och! Słucham pana!
Wychodzi.
PICKERING 
Skąd tak od razu rzezimieszek, Higgins?
HIGGINS 
Musi być drań spod ciemnej gwiazdy, i basta!
PICKERING 
Tak czy owak, przypuszczam, że będzie z nim kłopot nie lada...
HIGGINS zupełnie spokojnie
Najmniejszego. Jeśli kto, to on będzie miał kłopot ze mną. Co najwyżej, usłyszymy z 
jego ust coś interesującego...
PICKERING 
O dziewczynie?
HIGGINS 
Ach, skądże znowu, mam na myśli jego gwarę i akcent...
PICKERING 
No, wie pan...

background image

PANI PEARCE stojąc w drzwiach
Doolittle, proszę pana. 
Wpuszcza przybyłego i wychodzi.
Alfred   Doolittie,   starszawy,   ale   krewki   śmieciarz   uliczny   w   zawodowym   stroju, 
włączając w to nakrycie głowy z rondem od tylu przykrywającym szyję i ramiona. 
Ma   silnie   pooraną,   ale   ciekawą   twarz   i   robi   wrażenie   człowieka   pozbawionego 
zarówno   strachu,   jak   i   sumienia.   Obdarzony   jest   wyjątkowo   przekonywającym, 
głosem — skutek zwyczaju dawania żywiołowego upustu uczuciom. W tej chwili jest 
uosobieniem zranionej godności i decyzji.
DOOLITTLE przy drzwiach, niepewny, do którego z tych dwóch ma przypuścić atak 
Profesor Higgins?
HIGGINS 
Dzień dobry. Siadajcie.
DOOLITTLE
Uszanowanie,   prezesie,   (siada   z   rozmachem)   Przyszłem   do   prezesa   w   ważkiej 
sprawie...
HIGGINS do Pickeringa
Wychowany w Hounslow, matka prawdopodobnie z Walii. (Doolittle rozdziawia usta 
z widocznym zdumieniem, Higgins ciągnie dalej) O co wam chodzi, Doolittle?
DOOLITTLE groźnie
O córkie chodzi, ot, co! Jasne?
HIGGINS
Rozumiem, przecież jesteście jej ojcem! Nie sądzicie chyba, że komu innemu chodzi 
o   nią,   co?   To   ślicznie,   cieszy   mnie   bardzo,   żeście   zachowali   iskrę   ojcowskiego 
uczucia. Córka wasza jest na górze, proszę ją w tej chwili zabrać.
DOOLITTLE zrywając się z krzesła z osłupieniem 
Co?! Jak to niby?
HIGGINS 
Powtarzam: zabrać ją w tej chwili! Czy myślicie, że będę ją utrzymywać za was?
DOOLITTLE zmieniając ton i postawę 
Te, te, te... powoli, prezesie... Czy to się godzi? Czy to przystojnie tak człowieka 
wykorzystać? Córka moja! Pan ją ma. Gdzie tu ja do tego interesu?
Siada z powrotem.
HIGGINS
Córka wasza miała odwagę przyjść do mnie z prośbą, żebym ją nauczył wzorowej 
wymowy, która by jej umożliwiła otrzymanie zajęcia w kwiaciarni. Obecny tu pan 
pułkownik   i   moja   gospodyni   byli   świadkami,   (tonem,   którego   celem   jest   zmącić 
pewność siebie Doolittle'a) Więc jakim prawem przychodzicie tu mnie szantażować? 
Wyście ją tu z rozmysłem przysłali!

background image

DOOLITTLE protestując 
Daję słowo, prezesie!
HIGGINS 
Na pewno! Skądże byście inaczej wiedzieli, że tu jest?
DOOLITTLE 
Niech się prezes zlituje nad człowiekiem.
HIGGINS
Będziecie mieli do czynienia z policją. To jest ukartowany spisek na wyciągnięcie 
pieniędzy za pomocą pogróżek. Zatelefonuję po policję.
Stanowczym krokiem podchodzi do telefonu i bierze książkę telefoniczną.
DOOLITTLE
A czyżem nadmienił bodaj o złamanym szelągu? (do Pickeringa) Radca świadek, czy 
była mowa o forsie...
HIGGINS odrzucając książkę telefoniczną i podchodząc do Doolittle'a 
Więc po coście tu przyszli?
DOOLITTLE słodziutko
To, panie prezesie, inna sprawa — po co by człek przychodził... Niech prezes spojrzy 
po ludzku.
HIGGINS rozbrojony 
Powiedz prawdę, Alfredzie, nasłałeś ją?
DOOLITTLE 
Jak babcię kocham, nie! Na ewangelię przysięgam, żem dziewuchy już od dwóch 
miesięcy nie widział...
HIGGINS Więc skąd wiedzieliście, że jest tutaj?
DOOLITTLE melancholijnie
Powiem, prezesuniu, wszystko, dokumentnie opowiem, jak tylko mi prezes da do 
słowa dojść. Życzę sobie opowiedzieć, pragnę opowiedzieć, czekam na tę chwilę... 
kiedy będę mógł opowiedzieć.
HIGGINS
Pickering, czy pana nie uderza, że ten cap ma przyrodzony zmysł retoryki; niech pan 
zwróci uwagę na to stopniowanie:
„Życzę sobie, pragnę, ja czekam na tę chwilę..." Ta sentymentalna retoryka zdradza 
jego walijskie pochodzenie i wyjaśnia żebraczą i nieuczciwą naturę tego franta.
PICKERING
O,   przepraszam,   zbyt   śmiałe   uogólnienie.   Ja   sam   pochodzę   z   zachodniej   części 
Anglii... (do Doolittle'a) Jakim sposobem dowiedzieliście się, że córka wasza jest 
tutaj, jeśli jej nie przysłaliście?
DOOLITTLE
Ano, było to tak. Dziewucha zabrała ze sobą do autotaksa małego brzdąca, żeby mu 

background image

frajdę   zrobić.   Syn  jej   gospodyni   ten   mały.   No,   dobrze.   Jak  tu   zajechali,   bąk  nie 
kwapił się odejść, bo się spodziewał jazdy z powrotem, niby do domu. Dziewucha, 
jak się dowiedziała, że tu ma zostać, tak wysłała pędraka po rzeczy, zaś trafunek 
sprawił, żem się ze smarkiem zderzył prawie na rogu Long Acre i Endell Street...
HIGGINS
Aha, koło szynku?
DOOLITTLE 
Klub, panie prezesie, dla biedaków, przecie nie grzech...
PICKERING do Higginsa 
Niech skończy...
DOOLITTLE
Ano, malec wygadał się, co i jak. Czy do dziw, że się we mnie serce i powinność 
ojcowska odezwały? „Zmiataj — mówię do brzdąca — i mnie te rzeczy do ręki 
oddaj."
PICKERING 
Czemużeście sami po nie nie poszli?
DOOLITTLE
Czyby mi to gospodyni zawierzyła? Nie wydałaby mi ani igły, wiadomo, co ona za 
jedna.   A   i   temu   pętakowi   grosz   do   łapy   żem   dać   musiał,   żeby   usłuchał...   Sam 
przydźwigałem tu te graty, żeby się choć czym przysłużyć, no i niby przychylność 
prezesa pozyskać.
HIGGINS 
Co to za rzeczy?
DOOLITTLE
Takie tam babskie klamoty: mandolina, jakieś obrazki, trochę błyskotek i klatka na 
ptaszka. Ubrania, powiedziała, nie trza... i co niby miałem myśleć o sprawie, pytam 
prezesa jako ojciec?
HIGGINS 
Aha! Przyszliście ją uchronić od tego, co gorsze od śmierci?
DOOLITTLE z wdzięcznością, ucieszony, że tak dobrze został zrozumiany
Właśnie, prezesuniu, w tym sedno.
PICKERING
Ale dlaczego przynieśliście tu jej rzeczy, jeśli waszym zamiarem było zabrać stąd 
córkę?
DOOLITTLE 
Kto mówi o zabraniu? Przecieżem ani pisnął.
HIGGINS stanowczo
Sprawa załatwiona, macie ją zabrać w tej chwili... 
Idzie do kominka i naciska dzwonek.

background image

DOOLITTLE wstając
Ale, prezesuniu, proszę tak nie mówić... Dziewczynie kariera się niby otwiera, to ja 
mam stawać jej w drodze?
Wchodzi Pani Pearce i zatrzymuje się przy drzwiach.
HIGGINS
Pani Pearce, to jest ojciec Elizy, przyszedł tu, żeby ją zabrać do domu. Proszę mu 
wydać córkę w tej chwili..
Wraca do fortepianu z miną człowieka umywającego ręce od całej tej sprawy.
DOOLITTLE 
Ale to nieporozumienie, proszę posłuchać...
PANI PEARCE
W tej chwili to niemożliwe, proszę pana, dziewczyna nie miałaby w czym wyjść, 
gdyż stosownie do rozkazu, spaliłam jej rzeczy.
DOOLITTLE
No   widzi   prezes,   przecie   gołej   nie   wyprowadzę   na   ulicę,   żeby   paradowała   jak 
niewypierzona gęś... sam pan przyzna...
HIGGINS 
Ja wam przyznaję ojcowskie prawo, więc zabierzcie ją sobie; nie ma o czym mówić, 
jeśli dziewczyna nie ma ubrania, to jej kupcie, wasz obowiązek.
DOOLITTLE zrozpaczony
Tak? A w czymże tu przyszła? Goła? Czy ja spaliłem te rzeczy, czy też wasza pani?
PANI PEARCE
Jestem tu gospodynią, mój panie! Posłałam już po nowe rzeczy dla waszej córki, 
skoro   je   przyniosą,   będziecie   mogli   zabrać   dziewczynę,   tymczasem   możecie 
poczekać w kuchni, tędy, proszę.
Doolittle, stropiony i zafrasowany, zmierza powoli ku drzwiom, następnie zatrzymuje 
się, myśli chwilę, wreszcie zwraca się ku Higginsowi mówiąc swobodnie, niemal 
poufale.
DOOLITTLE
Chwileczkę, panie prezesie! Przecie my dwa tośmy ludzie światowe…
HIGGINS 
O,   to   ciekawe,   światowi   ludzie,   ej?   Może   lepiej   będzie,   jeżeli   nas   pani   zostawi 
samych, pani Pearce.
PANI PEARCE 
Ja też tak sądzę, proszę pana.
Wychodzi z godnością.
PICKERING
Słuchamy, Doolittle...
DOOLITTLE do Pickeringa

background image

Bóg zapłać, radco (do Higginsa, który oszołomiony bliskością swego gościa, chroni 
się   na   ławeczkę   przed   fortepianem,   bo   Doolittle   cuchnie   śmieciami)   Bogiem   a 
prawdą, podoba mi się prezes, a jeżeli dzierlatka się prezesowi widzi, no to ja się tam 
upierać nie będę, aby ją do domu brać... pogodzimy się, Jako kobita jest dorzeczna, 
ale jako córka niewarta chleba, który je... mówię bez ceregieli. Mnie się rozchodzi o 
moje prawo ojcowskie... Przecie by mnie prezes za frajera miał, żebym ja dziewuchę 
z   rąk   darmo   wypuścił.   Toć   prezes   nie   z   tych,   co   to   w   bawełnę   owijają.   Więc 
chłopskim targiem. Wyasygnuje prezesunio pięć funciaków, a mnie nic do Elizy.
Siada z powrotem z miną sędziego wymierzającego sprawiedliwość.
PICKERING
Jesteście w błędzie,. Doolittle, zamiary pana Higginsa wobec Elizy są szlachetne i 
uczciwe...
DOOLITTLE
Oczywista, radco, że uczciwe. Jakbym myślał inaczej, tobym żądał pięćdziesiąt, nie 
pięć.
HIGGINS dotknięty do żywego
Co?! Czy to znaczy, że za pięćdziesiąt funtów gotowi byście córkę sprzedać?
DOOLITTLE
Tak, w ogólności rzecz biorąc, to nie, ale żeby się takiemu panu przysłużyć, tobym 
wiele zrobił, zapewniam pana...
PICKERING
Czy wy, człowieku, nie macie żadnej moralności?
DOOLITTLE niewzruszony
Nie stać mnie, prezesuniu... a i pan by nie miał, żeby pan był taki bidak... Nie, żebym 
co złego miał na myśli, Bóg broni, ale jak się tej smarkuli gratka trafia, to czemu i 
mnie nie ma co kapnąć?
HIGGINS w rozterce
Radź pan, Pickering, bo ja doprawdy nie wiem, co zrobić... Nie ma dwóch zdań, że ze 
stanowiska etyki, to po prostu zbrodnia dać mu cokolwiek... a jednak... nie mogę się 
oprzeć uczuciu, że na dnie jego żądania tkwi jakaś zasadnicza pierwotna słuszność!
DOOLITTLE
No widzi prezes, tośmy się na ostatku dogadali, było — nie było... ojcowskie serce...
PICKERING 
Tak, uczucie uczuciem... ale naprawdę nie wydaje mi się to właściwe.
DOOLITTLE
Przepraszam, weźmiem rzecz z innej strony. Czym ja jestem, panowie moi? Pytam, 
czym  jestem?   Jeden   z  tych  nie   zasługujących  na  nic   bidaków.   Ot,   czym  jestem! 
Proszę   sobie   przedstawić,   czym   to   dla   człowieka   pachnie.   Całe   życie   musi   się 
borykać z burżujską moralnością. Trafi się jaka gratka i człek się nadstawi, aby i 

background image

jemu co kapło, to zawsze tą samą historię usłyszy: „nie zasłużyłeś, nie dla ciebie". A 
przecie mnie tyle samo trzeba co tej wdowie zasługującej, co to w jeden tydzień 
wycygani   forsę   z   sześciu   instytucji   dobroczynnych   za   śmierć   jednego   męża 
nieboszczyka. A także samo ja nie potrzebuję mniej jak ten zasługujący! Mnie trza 
więcej. Przecie zjeść — zjem tyle samo co on, a wypić muszę więcej. A zabawić się  
tyż muszę, bom człowiek myślący. A jak mnie robak gryzie, to potrzebuję wesela, 
piosenki i orkiestry, a żądają za to ode mnie tyle samo co od zasługujących. Co to za 
zwierz ta burżujska moralność, pytam? Mydlenie oczu, aby człowiekowi nic nie dać! 
Dlatego proszę was jako dżentelmenów, nie bawcie się ze mną W te ciuciubabkie. Ja 
gram w otwarte karty. Nie udaję, żem z tych co zasługują. Jestem z tych, co nie 
zasługują, i takim chcę zostać. Tak mi jest dobrze, i na tym koniec! Ale czy wy, 
panowie, zechcecie wykorzystać naturę człowieka przeciw niemu i wykiwać go z 
należnej mu ceny za własną córkę, którą musiał wychować, wykarmić i przyodziać w 
pocie czoła, żeby wyrosła na pannicę jak ta lala dla was, panów? Pytam więc, czy 
pięć funtów za dużo? Oddaję się pod wasz sąd.
HIGGINS
Pickering,   gdyby   tak   wziąć   tego   człowieka   uczciwie   w   obroty,   to   po   trzech 
miesiącach miałby do wyboru albo tekę ministerialną, albo kazalnicę w Walii...
PICKERING 
Cóż wy na to, Doolittle?
DOOLITTLE
Co   to,   to  nie,   panie   kochany;   dziękuję  pięknie!   Jako  człek  myślący,   dla  którego 
polityka, religija i te tam — jak się to mówi — reformy społeczne to zabawa nie 
gorsza od każdej innej, nasłuchałem się dość i kaznodziejów, i samych premierów i 
powiem wam, że to pieskie życie tak czy inaczej, choć to niby honor. Mój gust to nie 
zasługujące   ubóstwo!...   Porównując   moją   pozycję   społeczną   z   inszemi   widzę,   że 
tylko ona obiecuje życie z tym pieprzem, który ja lubię.
HIGGINS 
Nie ma co, trzeba mu dać te pięć funtów.
PICKERING;
Obawiam się tylko, że źle użyje tych pieniędzy.
DOOLITTLE
Ja? To mnie prezes nie zna. Nie ma strachu, abym ich dusił albo do banku nosił, albo 
się rozpróżniaczył. Mogę się założyć, że do poniedziałku śladu po nich nie będzie i 
tak samo trza będzie iść robić, jakbym ich wcale nie miał... Jedna uczciwa biba dla 
mnie i dla kobity, przyjemność dla nas, dla innych zarobek, a dla prezesa satysfakcja, 
że pieniądze nie poszli na marne. Sam pan prezes lepiej by nie wydał.
HIGGINS wyciągając portfel i podchodząc do Doolittle'a
To jest nieodparte! Dajmy mu dziesięć. 

background image

Podaje dwa banknoty pięciofuntowe.
DOOLITTLE
Nie, dziękuję. Kobieta nie miałaby sumienia puścić dziesięć, a kto wi, czy i mnie by 
ręka nie drgnęła... Dziesięć funtów to już grosz, człek by się zrobił roztropny, a 
wtedy żegnaj się z radością... Prezes mi da tyle, ile proszę, ani mniej, ani więcej...
PICKERING
Słuchajcie,   Doolittle,   dlaczego   wy   nie   weźmiecie   ślubu   z   tą   waszą   kobitą?   Nie 
pochwalam tego rodzaju niemoralności.
DOOLITTLE
Niech prezes jej to powie, nie mnie. Ja jestem gotów. To przecie ja cierpię, nie ona. 
Żadnej  nie  mam  władzy  nad  nią.   Kawalera  muszę  przed  nią  odstawiać,   prezenta 
dawać,   sukienki   kupować...   po   prostu   grzech.   Za   parobka   przy   niej   jestem,   a 
wszystko   dlatego,   żem   nieślubny   chłop.   Dobrze   ona   to   wie   —   kto   by   ją   ta   na 
małżeństwo nabrał! Prezesunio mnie posłucha i żeni się z Elizą, póki młoda i nie zna 
się na rzeczy. Bo jak nie, to prezes pożałuje, a jak tak — to ona pożałuje. Ale z 
dwojga złego niech już ona sobie w kasze pluje, a nie pan. Zawszeć pan chłop, a ona 
tylko baba, co i tak na przyjemności się nie wyzna.
HIGGINS
Dość, dość, dość!!! Pickering, jeśli dłużej będziemy słuchać tego człowieka, to z 
naszych   przekonań,   wierzeń   i   zapatrywań   śladu   nie   zostanie!   (do   Doolittle'a 
wyjmując portfel) Więc pięć funtów, tak?
DOOLITTLE 
Pięknie prezesowi dziękuję.
HIGGINS 
Dziesięciu nie przyjmiecie?
DOOLITTLE 
Nie dzisiaj, może drugą razą...
HIGGINS wręczając mu banknot pięciofuntowy 
Proszę.
DOOLITTLE
Bóg zapłać, kłaniam się prezesowi.
Śpieszy   w   kierunku   drzwi,   aby   się   czym   prędzej   wynieść   ze   swą   zdobyczą.   W 
drzwiach  zderza   się  z  elegancką,   czystą,   młodą   damą  japońską,   ubraną  w  proste 
niebieskie płócienne kimono, chytrze ozdobione białym kwiatem jaśminu. Pani P e a 
r c e jest przy niej. Ustępuje jej z drogi uniżenie ze słowami: „Bardzo przepraszam."
ELIZA 
A kuku!... Co to, rodzonej córki nie poznajesz?
DOOLITTLE 
Tam do licha, przecie to Eliza...

background image

HIGGINS
Co?!
PICKERING 
Na Jowisza!
ELIZA 
Czy nie wyglądam głupio?
HIGGINS
Głupio?!
PANI PEARCE stojąc nie opodal drzwi 
Tylko bardzo pana proszę nie mówić nic takiego, co by dziewczynę mogło wbić w 
zarozumiałość...
HIGGINS z namaszczeniem 
Zupełnie słusznie, pani Pearce. (do E l i z y) Tak. Diablo głupio!
PANI PEARCE 
Proszę pana!...
HIGGINS poprawiając się To jest... chciałem powiedzieć, niezwykle głupio...
ELIZA
Może... dlatego, że bez kapelusza... w kapelusie zaraz będzie inaczej...
Bierze kapelusz z fortepianu, stroi się weń i przechadza po pokoju z miną modnisi.
HIGGINS 
Nowa moda, coś potwornego!...
DOOLITTLE z ojcowską dumą
Rany Julek! Nigdy nie myślałem, że ona się da oskrobać na taką przystojniaczkie. 
Przecie mi zaszczyt przynosi, no nie?... he-he...
ELIZA
Tu się oskrobać to frajer! Wrząca woda albo zimna jak lód leje się z kurków do 
woli... bawełniane ręczniki i lniane, jakie chcecie... a na końcu trza się omotać w 
takie końskie prześcieradło naparzone, że palce pali... moc szczotek do skrobania 
ciała i mydło w drewnianej miseczce... pachniące jak pierwiosnki. Tera wiem, czemu 
damy takie białe i pachniące... Myć się to frykas dla nich; żeby tak wiedzieli, co to 
jest dla takich jak my.
HIGGINS 
Cieszę się, że ci się łazienka tak podobała...
ELIZA
Nie podobała... nie wszystko, i każdemu to powiem... Pani Pearce wie.
HIGGINS 
Co się stało, pani Pearce?
PANI PEARCE łagodnie 
Nic, proszę pana, nie ma o czym mówić...

background image

ELIZA
Chciałam   toto   porozbijać...   przecie   to   wstyd.   Nie   wiedziałam,   w   którą   stronę 
patrzeć... ależem wreszcie ręcznikami pozakrywała...
HIGGINS 
Ale co takiego?
PANI PEARCE 
Lustro, proszę pana...
HIGGINS 
Doolittle, wychowaliście waszą córkę nazbyt surowo...
DOOLITTLE 
Ja? Ani mi się śniło ją wychowywać, tylko tyle, że ją czasem pasem liznąłem. To już 
nie moja wina, że taka dzika. Nie przywykła, w tem cała rzecz... ale w try miga 
nauczy się waszego luźnego życia...
ELIZA
Jestem porządna dziewczyna i żadnych luźnych życiów uczyć się nie będę.
HIGGINS
Elizo,   jeśli   jeszcze   raz   powiesz,   żeś   porządna   dziewczyna,   ojciec   w   tej   chwili 
zabierze cię do domu.
ELIZA,
A jakże! To pan go nie zna... Przecie on tu tylko przyszedł na forsę naciągnąć, aby się 
miał za co urżnąć;
DOOLITTLE 
Też się wybrała! A niby na co mi pieniądze, może na kościelną tacę mam rzucić, co?
E l i z a pokazuje mu język, co doprowadza go do takiej furii, że Pickering musi ich 
rozdzielić.
A jadaczki tu na mnie nie rozpuszczaj, na tego pana tyż nie! Bo ze mną będziesz 
miała sprawę, kapujesz?
HIGGINS
Może macie co więcej do powiedzenia córce przed odejściem, Doolittle, może jej 
udzielicie błogosławieństwa ojcowskiego?
DOOLITTLE
Obejdzie się, prezesie, ja nie z tych, co dzieciom całą swoją mądrość na siłę do głowy 
pakują... Skaranie z nimi i bez tego. Tyle powiem, że jak prezes chce ją wykształcić, 
to pasa nie żałować... kłaniam się...
Chce odejść.
HIGGINS poważnie
Czekajcie   jeszcze...   proszę,   żebyście   tu   co   pewien   czas   przychodzili,   to   wasz 
obowiązek... mój brat, który jest księdzem, ułatwi wam zawsze rozmowę z córką...
DOOLITTLE wymijająco

background image

A jakże, prezesuniu, przyjdę... ale nie w tym tygodniu, bo mi się robota szykuje na 
wyjezdnem... ale później można na mnie polegać, kłaniam się, panowie, uszanowanie 
pani! Dotyka czapki żegnając Panią P e a r c e, która pomija ten gest wzgardliwie i 
wychodzi.   Mruga   na   Higginsa   uważając   go   prawdopodobnie   za   współofiarę 
humorów Pani P e a r c e i wychodzi za nią.
ELIZA
Niech   pan   nie   wierzy   staremu   lisowi,   jemu   ksiądz   gorszy   od   wściekłego   psa... 
Nieprędko się tu pokaże.
HIGGINS 
Tym lepiej, czy cię to martwi?
ELIZA
Mnie? Ja go na oczy nie chcę widzieć... Wstyd i hańba taki ojciec... woli śmiecie 
wywozić, jak uczciwie w swoim fachu pracować...
PICKERING 
A jaki zawód twego ojca, Elizo?
ELIZA
Na gębę forsę wycyganiać z cudzych kieszeni do swoich! A tak naprawdę — to 
kanalarzem jest z fachu i czasami idzie do roboty. Żeby nie wyjść z wprawy — 
powiada   —   i   dobrze   zarabia...   Czy   nie   powie   pan   na   mnie   drugi   raz   „panno 
Doolittle"?
PICKERING
O, przepraszam, panno Doolittle, tak mimo woli mi się wyrwało...
ELIZA
Nie   szkodzi,   ale   to   tak   elegancko...   Chciałabym   teraz   przejechać   się   do   rogu 
Tottenham Court Road, tam wysiąść, kazać sioferowi poczekać i pokazać frajerkom, 
co tam handlują, język. Pewnie, że gadać z nimi nie będę...
PICKERING 
Może by lepiej zaczekać, aż przyniosą te nowe, modne suknie?
HIGGINS
Zresztą nie wypada pysznić się wobec dotychczasowych przyjaciółek: jest to brzydka 
wada, która się nazywa snobizmem.
ELIZA
Te wycieruchy nie nazywają się tera moje przyjaciółki, mam nadzieję. Przecie się 
naśmieli ze mnie dość z byle czego — a teraz ja się chcę odbić! Ale jak mam mieć 
modne   sukienki,   to   zaczekam.   Tak   bym   chciała   mieć   modne   sukienki!   Gosposia 
mówi, że na noc dostanę inne sukienki jak na dzień. Czy to nie wyrzucony pieniądz, 
jak   za   to   można   kupić   co   na   pokaz,   nie   do   spania?   Ani   nie   wiem,   co   to   za 
przyjemność przebrać się na noc w zimie...
PANI PEARCE wchodząc

background image

Chodź, Elizo, trzeba przymierzyć nowe suknie, właśnie przyniesiono...
ELIZA 
Ah-au-oo-ooh!
Wybiega.
PANI PEARCE 
Spokojnie, dziewczyno, tak nie można...
Zamyka drzwi za sobą.
HIGGINS 
No, Pickering, czeka nas diablo trudne zadanie...
PICKERING z przekonaniem 
O tak, Higgins.
****
Jesteście ciekawi, jak wyglądały lekcje Higginsa z E l i z ą? Oto próbka: pierwsza 
lekcja.
Wyobraźcie sobie E l i z ę, ubraną jak z igły, czującą się trochę niewyraźnie po 
dobrym   obiedzie,   kolacji   i   śniadaniu,   do   których   nie   jest   przyzwyczajona, 
usadowioną w pracowni pomiędzy Higginsem i pułkownikiem, jak pacjent podczas 
pierwszej  wizyty  przed konsylium lekarzy.  W  dodatku Higgins,   który   nie  potrafi 
usiedzieć na miejscu, denerwuje ją swoim niespokojnym kręceniem się po pokoju i 
gdyby   nie   uspokajająca   obecność   pułkownika,   którego   uważa   za   przyjaciela, 
uciekłaby stąd, gdzie pieprz rośnie, nawet do swego okropnego mieszkania.
HIGGINS 
Powtórz alfabet.
ELIZA 
Ale ta, ja umie alfabet. Pan myśli, że ja nic nie umie – nie jestem dzieckiem.
HIGGINS wrzeszczy 
Powtórz alfabet!
PICKERING
Proszę powtórzyć, panno Doolittle. Zaraz pani zrozumie, o co chodzi. Proszę robić 
to, co profesor pani każe, i pozwolić mu uczyć siebie po swojemu.
ELIZA 
Jak tak, to mogie. A, by, cy, dy...
HIGGINS ryczy jak zraniony lew
Dość!! Słyszałeś, Pickering? Oto za co wyciągają z nas pieniądze na powszechne 
nauczanie! Ten nieszczęsny stwór spędził dziewięć lat w szkole na nasz koszt, aby się 
nauczyć mówić językiem Szekspira i Miltona. A rezultat... A, by, cy, dy. (do E l i z y) 
Powiedz: A, be, ce, de.
ELIZA prawie z płaczem 
Przecie mówię... A, by, cy...

background image

HIGGINS 
Dość. Powiedz: „herbata".
ELIZA 
Chierbata.
HIGGINS 
Nie ściskaj gardła — otwórz usta szerzej... i powiedz „herbata".
ELIZA 
Nie mogie.... ch…ch... herbata.
PICKERING 
Doskonale, doskonale, panno Doolittle.
HIGGINS
Do kaduka! Powiedziała za pierwszym razem. Pickering, zrobimy z niej księżnę! (do 
E l i z y) A teraz pamiętaj: „herbata". Nie chierbata, rozumiesz! Jak jeszcze raz 
wydasz ze siebie te zwierzęce dźwięki, to cię złapię za włosy i zamiotę tobą pokój 
trzy razy! (fortissimo) h, h, h, h.
ELIZA płacząc
Nie widzę żadnej różnicy, chyba że to u pana wychodzi delikatniej.
HIGGINS
Jeżeli potrafisz usłyszeć tę różnicę, to czego, u diaska, ryczysz? Pickering, daj jej 
czekoladkę.
PICKERING
Nie   trzeba.   Niech   się   pani   trochę   wypłacze,   panno   Doolittle.   Robi   pani   wielkie 
postępy i lekcje nie będą takie straszne. Obiecuję, że mu nie pozwolę ciągnąć panią 
za włosy.
HIGGINS
A teraz marsz do pani Pearce i opowiedz jej o tym, co tu było. I ćwicz się sama. 
Trzymaj język swobodnie w ustach, zamiast próbować go połknąć. Następna lekcja 
po południu o wpół do piątej. Już cię nie ma. E l i z a wybiega z płaczem.
Taką to udrękę biedna E l i z a będzie musiała znosić przez długie miesiące, zanim ją 
znowu   spotkamy   podczas   jej   debiutu   towarzyskiego   w   londyńskim   salonie 
mieszczańskiej inteligencji.

AKT TRZECI
Dzień przyjęć Pani Higgins. Nikogo z gości jeszcze nie ma. Salon Pani Higgins w jej 
mieszkaniu   w   dzielnicy   Chelsea*/1   nad   Tamizą   ma   troje   drzwi   balkonowych 
wychodzących na rzekę. Sufit w tym pokoju nie jest taki wysoki jak w starszych 
domach o podobnych pretensjach. Drzwi balkonowe są otwarte i prowadzą na balkon 
z kwiatami w doniczkach. Stojąc twarzą do balkonu, ma się kominek po lewej i drzwi 
w ścianie po prawej, w samym kącie.

background image

Pani Higgins wychowała się na poezji Morrisa i malarstwie Burne-Jonesa.*/2 Pokój 
jej,   różniący   się   bardzo   od   pokoju   jej   syna   przy   Wimpole   Street,   nie   jest 
przeładowany meblami, małymi stolikami lub drobiazgami. Duża otomana ustawiona 
w  środku,   dywan,  tapety  i  kretonowe  zasłony  na okna,  według wzorów  Morrisa, 
brokatowa  narzuta  na  otomanę  i  brokatowe  poduszki  —  oto  jedyne  ozdoby   tego 
pokoju.   Są   to   rzeczy   zbyt   piękne,   aby   je   psuć   dodatkiem   różnego   rodzaju 
nieużytecznego   bric-a-brac*/3.   Na   ścianach   kilka   dobrych   obrazów   olejnych 
kupionych na wystawach w Grosvenor Galery*/4 jakieś trzydzieści lat temu (w stylu 
Burne-Jonesa, a nie Whistlera*/5). Jedyny pejzaż wśród nich to obraz Lawsona na 
miarę   Rubensa*/6.   Poza   tym   portret   Pani   Higgins   z   czasów   młodości,   kiedy   to 
ubierała się na przekór modzie, ukazujący panią domu w jednym z tych pięknych 
strojów a la Rossetti*/7, które małpowane przez ludzi bez pojęcia doprowadziły do 
absurdów powszechnego estetyzmu w siedemdziesiątych latach ubiegłego stulecia. 
W kącie salonu, na ukos od drzwi, eleganckie, choć proste biureczko z dzwonkiem do 
naciskania, przy którym siedzi Pani Higgins. Jest to kobieta po sześćdziesiątce, której 
się już nie chce podążać za modą. Krzesło chippendale*/8 stoi w głębi, między nią a 
balkonem, ale bliżej Pani Higgins. Po drugiej stronie pokoju, dalej od Pani Higgins, 
krzesło elżbietańskie chropowato rzeźbione, w stylu Inigo Jonesa*/9. Po tej samej 
stronie fortepian z ozdobnego drzewa. Kąt pokoju między kominkiem i balkonem 
zajmuje kanapka kryta morrisowskim kretonem. Godzina — między czwartą i piątą 
po południu. Drzwi otwierają się gwałtownie i na progu staje H i g gin s w kapeluszu 
na głowie.
PANI HIGGINS niemile zdziwiona
Henryk?   Ty   tutaj?   Dzisiaj?   (karcąco)   Przecież   wiesz,   że   to   mój   dzień   przyjęć... 
przyrzekłeś mi nie przychodzić... . Podczas gdy on nachyla się, aby ją ucałować, ona 
zdejmuje synowi kapelusz z głowy i podaje mu go.
HIGGINS 
O Boże! 
Rzuca kapelusz na biurko.
PANI HIGGINS 
Wracaj natychmiast do domu.
HIGGINS całuje matkę 
Wiem, mateczko, przychodzę w ważnej sprawie...
PANI HIGGINS
Czy koniecznie dzisiaj? Ja zupełnie serio mówię, Henryku. Obrażasz moich gości. 
Kto cię tu raz spotka, nie pokazuje się więcej...
HIGGINS
Ach, głupstwo, wiem, że nie mam zdolności do tych salonowych kawałów, ale ludzie 
już na to nie zważają...

background image

Siada na kanapce.
PANI HIGGINS
Proszę, tak sądzisz? „Salonowe kawały"... a cóż twoje nie salonowe kawały? Nie, 
mój drogi, nie możesz tu zostać...
HIGGINS
Muszę, mateczko, mam robotę dla mamy, fonetyczny eksperyment, wie mama…
PANI HIGGINS
Nic ci w tym nie pomogę, wybacz... wiesz dobrze, że nic się nie rozumiem na twoich 
subtelnościach   językowych.   Nie   przeczę,   że   z   przyjemnością   oglądam   kartki, 
zapisane twoim patentowanym alfabetem fonetycznym, ale tekst odczytuję z kopii 
sporządzonej pismem zwyczajnym, którą jesteś łaskaw zawsze dołączyć...
HIGGINS
W tym wypadku nie chodzi właściwie o fonetykę... 
PANI HIGGINS
Jak to, sam mówiłeś przed chwilą... 
HIGGINS
Tak, ale pomoc, o którą chcę prosić, jest innej natury. Złowiłem młodą dziewczynę...
PANI HIGGINS
Czy to znaczy, że jakaś młoda dziewczyna złowiła ciebie? 
HIGGINS
Ach, skądże znowu, nie o romans chodzi...
PANI HIGGINS 
Co za szkoda...
HIGGINS 
Dlaczego?
PANI HIGGINS
Bo   jeszcze   się   nigdy   nie   zakochałeś   w   kobiecie   poniżej   czterdziestu   pięciu   lat. 
Ciekawam, kiedy nareszcie odkryjesz, że po świecie chodzi mnóstwo atrakcyjnych 
młodych kobiet?
HIGGINS
Et,   nie   mam   cierpliwości   do   młódek...   Mój   ideał   kobiety   godnej   miłości   mama 
uzmysławia najpełniej... Nigdy nie zakocham się na serio w jakiejś młódce. Niektóre 
przyzwyczajenia tkwią zbyt głęboko w naturze, żeby je można zmienić, (wstaje i 
zaczyna chodzić po pokoju, pobrzękując pieniędzmi i kluczami) Zresztą, te młode to 
idiotki...
PANI HIGGINS
Czy wiesz, co byś zrobił, gdybyś naprawdę mnie kochał, Henryku?
HIGGINS
O Boże, co? Ożeniłbym się? 

background image

pani HIGGINS
Nie. Przestałbyś się kręcić i wyjąłbyś ręce z kieszeni.
Z gestem rozpaczy H i g g i n s poddaje się i siada z powrotem.
Grzeczne dziecko. A teraz opowiedz mi o dziewczynie. 
HIGGINS
Wyjdzie tu z wizytą...
PANI HIGGINS Nie przypominam sobie, bym ją zapraszała...
HIGGINS
Ja ją zaprosiłem... mama nie zrobiłaby tego, gdyby mama ją znała...
PANI HIGGINS 
Tak? Dlaczegóż to?
HIGGINS
Chodzi o to, że to zwykła uliczna kwiaciarka... wyłowiłem ją z mętów i szumowin 
miejskich...
PANI HIGGINS 
I zaprosiłeś na moje przyjęcie!
HIGGINS wstając i podchodząc do niej przymilnie
Tylko niech się mama nie przeraża, wszystko w porządku; nauczyłem ją poprawnej 
wymowy, a co do zachowania się w towarzystwie ma jak najściślejsze wskazania i 
przepisy. W rozmowie wolno jej poruszyć tylko dwa tematy: stan pogody i zdrowie 
każdej   osoby...   „Jak   się   pan   czy   pani   miewa?"  Mama   rozumie,   o   to   można   być 
spokojnym...
PANI HIGGINS
Spokojnym!   Mówić   o   zdrowiu,   o   naszych   wnętrznościach,   a   może   i   o   naszym 
zewnętrznym wyglądzie? Co za pomysł! Jak można być tak niemądrym, Henryku?
HIGGINS niecierpliwie
Przecież musi o czymś mówić... (opanowuje się i siada znowu) Ach, zobaczy mama, 
że dziewczyna nie popełni nic niewłaściwego... pułkownik Pickering bierze także 
udział w tym eksperymencie. Między nami stanął zakład, że po sześciu miesiącach 
pracy   wprowadzę   Elizę   jako   księżniczkę   na   przyjęcie   towarzyskie   do   jakiejś 
ambasady. Pracuję nad nią już od kilku miesięcy i powiem mamie, że rozwija się jak 
pożar na wietrze. Wygram zakład. Ma wspaniały słuch i łatwiej ją uczyć niż moich 
mieszczańskich uczniów, bo ona uczy się zupełnie nowego języka. Jej angielszczyzna 
jest już prawie tak poprawna jak twoja francuszczyzna, mateczko!
PANI HIGGINS 
W takim razie możesz być z siebie zadowolony..,
HIGGINS
Hm, i tak, i nie...
PANI HIGGINS 

background image

Nie rozumiem...
HIGGINS
Widzi mama, chodzi nie tylko o to, jak się mówi, ale i to, co się mówi, a pod tym 
względem...
Wchodzi Pokojowa oznajmiając przybycie gości.
POKOJOWA
Pani Eynsford Hill z córką. 
Wychodzi.
HIGGINS 
Psiakrew, diabli nadali!...
Wstaje, porywa kapelusz ze stołu i idzie ku drzwiom. Matka przedstawia go, zanim 
dochodzi   do   drzwi.   Przybyłe   panie   to   Matka   i   Córka   z   pierwszego   aktu   pod 
portykiem   kościoła   Świętego   Pawła.   Matka   jest   kobietą   dobrze   wychowaną, 
spokojną,   z   wyrazem   troski   wynikającej   z   ograniczonych   środków   materialnych. 
Córka   odznacza   się   wesołą   pewnością   siebie,   która   ma   znamionować   obycie 
towarzyskie, a właściwie jest brawurą pozłacanej nędzy.
PANI EYNSFORD HILL do Pani Higgins
Jak się pani miewa? 
Powitalny uścisk dłoni.
KLARA 
Witam panią.
PANI HIGGINS przedstawiając 
Mój syn, Henryk...
PANI EYNSFORD HILL
Sławny syn drogiej pani? Tak dawno pragnęłam pana poznać, panie profesorze...
HIGGINS   z   rękami   w   kieszeniach,   nie   ruszając   się   z   miejsca,   mrukliwie   i 
niewyraźnie 
Bardzo mi przyjemnie.
Kłania się niedbale i niezgrabnie, cofając się w kierunku fortepianu.
Klara podchodząc ku niemu, familiarnie 
Jak się pan miewa?
HIGGINS patrzy na nią bystro
Panią gdzieś już widziałem, do pioruna, zielonego pojęcia nie mam... ale słyszałem 
głos pani... och, wszystko jedno, proszę siadać.
PANI HIGGINS
Uprzedzam panie, że mój sławny syn nie uznaje zupełnie form towarzyskich, panie 
wybaczą..,
KLARA wesoło
Mnie się to podoba. Siada na elżbietańskim krześle.

background image

PANI EYNSFORD HILL nieco zmieszana
O, nic nie szkodzi...
Siada   na   otomanie   między   Córką   i   Panią   Higgins,   która   zajmuje   krzesło, 
odwróciwszy je od biurka ku otomanie.
HIGGINS 
Czy   byłem   niegrzeczny?   Przepraszam,   nie   miałem   zamiaru...Podchodzi   do 
środkowych drzwi balkonowych, staje tyłem do zebranych i wpatruje się w rzekę i 
kwiaty w parku Battersea, jak gdyby to, co widział, było zamarłą pustynią. Pokojowa 
ukazuje się w drzwiach.
POKOJOWA Pułkownik Pickering...
Wychodzi.
PICKERING 
Witam panią, pani Higgins.
PANI HIGGINS
Cieszę   się,   że   pana   widzę...   państwo   się   nie   znają?  Pani   Eynsford   Hill...   panna 
Eynsford Hill.... 
Wymiana ukłonów.
PICKERING przysuwa krzesło chippendale i siada pośrodku między Panią Hill i 
Panią Higgins 
Czy Henryk mówił pani, co nas tu dziś sprowadza?
HIGGINS 
Diabła tam, przerwano nam...
PANI HIGGINS
Ależ, Henryku, zastanów się, co mówisz...
PANI EYNSFORD HILL na wpół wstając 
Czy może przeszkadzamy? 
PANI HIGGINS sadowiąc ją z powrotem 
Nic podobnego, przeciwnie, doskonale się składa. Pragnę, by panie poznały jedną z 
naszych nowych znajomych...
HIGGINS odwracając się, ucieszony
A w istocie, dobra myśl... dwie lub trzy osoby się przydadzą, a kto, to wszystko 
jedno... W drzwiach ukazuje się Pokojowa.
POKOJOWA
Pan Eynsford Hill. 
Wychodzi.
HIGGINS prawie głośno, nie mogąc wytrzymać 
Wielki Boże! Jeszcze jeden'
FRED witając się z Panią Higgins mówi niewyraźnie 
... dobry... pani.

background image

PANI HIGGINS
To pięknie, że pan o mnie nie zapomina... (przedstawiając) Pułkownik Pickering.
FRED z ukłonem 
... dobry..,
PANI HIGGINS 
Pan, zdaje się, nie zna mego syna, profesor Higgins...
FRED 
kierując się w stronę Higginsa 
Dzień dobry.
HIGGINS obserwując go jak złodzieja kieszonkowego 
Założyłbym   się,   żem   pana   już   gdzieś   spotkał,   ale   ani   rusz   nie   mogę   sobie 
przypomnieć...
FRED 
Ja również nie pamiętam...
HIGGINS
Pal diabli... siadaj pan. (Potrząsa dłonią F r e da tak silnie, że go prawie rzuca na  
otomanę twarzą do balkonu, sam przechodzi na drugą stronę otomany) No dobrze! 
(siada na otomanie po lewej stronie Pani Hill) Tylko powiedzcie mi,  państwo, o 
czym, do stu fur beczek, będziemy mówili, nim Eliza przyjdzie?
PANI HIGGINS
Mój Henryku, jesteś duszą i ciałem zebrań Królewskiego Towarzystwa Nauk, ale 
zachowujesz się jak niesforny żak... przy skromniejszych okazjach. 
HIGGINS
Naprawdę? Przepraszam najmocniej, (wydyma usta łobuzersko i parska) A wiecie 
panie, że mateczka ma rację, (z nagłym wybuchem) Ha-ha-ha-ha!
KLARA,   która   obserwuje   Higginsa   jako   ewentualnego   kandydata   do   stanu 
małżeńskiego
Współczuję. Nudzą mnie te banalności salonowe... Gdyby tylko ludzie chcieli mówić 
to, co naprawdę myślą...
HIGGINS znowu znudzony 
Broń panie Boże!
PANI EYNSFORD HILL podejmując myśl Córki 
Dlaczego, proszę pana?
HIGGINS
Rzecz  jasna,   to,   co  ludzie  myślą,   że  powinni  myśleć,   to  diabła  warte,   ale  to,   co 
istotnie   myślą,   zepsułoby   na   nic   całą   zabawę...   Czy   sądzi   pani,   że   to   byłoby 
przyjemne, gdybym ja tak wystrzelił z tym, co naprawdę myślę?
KLARA wesoło 
Czy coś aż tak cynicznego?

background image

HIGGINS 
Co to, u kaduka, ma wspólnego z cynizmem? To po prostu nieprzyzwoite...
PANI EYNSFORD HILL poważnie 
Ach, jestem przekonana, że pan tego na serio nie myśli, panie profesorze.
HIGGINS
Dlaczego, proszę pani? Wszyscy jesteśmy mniej lub więcej dzikusami... łudzimy się, 
że  posiadamy   cywilizację  i  kulturę,   że  każdy   z  nas  rozumie  dostatecznie  poezję, 
filozofię,   sztukę,   naukę.   Lecz  kto  z  nas  zdaje  sobie  sprawę  choćby  z  treści  tych 
wyrazów? (do Klary) Co pani wie o poezji? (do Pani Eynsford Hill) Co pani wie o 
nauce?   (wskazuje   F   r   eda)   Co   ten   młody   człowiek   wie   o   nauce,   sztuce   lub 
czymkolwiek? A wreszcie, do stu rogatych diabłów, co ja wiem o filozofii?
PANI HIGGINS ostrzegawczo
Albo o formach towarzyskich, Henryku... 
W drzwiach ukazuje się Pokojowa.
POKOJOWA
Panna Doolittle. 
Wychodzi.
HIGGINS zrywa się i podchodzi do matki
Otóż i ona, mateczko.
Staje na palcach i ponad głową matki daje znaki Elizie, aby jej pokazać panią domu. 
Eliza  jest  tak  wykwintnie  ubrana  i  robi  wrażenie  tak  niezwykle  dystyngowanej   i 
urodziwej,   że   wszyscy   wstają   zupełnie   oszołomieni.   Idąc   za   znakami   Higginsa 
podchodzi do Pani Higgins z wystudiowanym wdziękiem.
ELIZA   wymawia   każde   słowo   z   pedantyczną   poprawnością,   starając   się   o   jak 
najczystsze brzmienie głosu
Jak   się   pani   miewa,   pani   Higgins?   (robi   leciutką   pauzę   przed   wymówieniem 
„Higgins",   ale   wymawia   dobrze)   Pan   profesor   upoważnił   mnie   do   złożenia   pani 
wizyty...
PANI HIGGINS serdecznie
Bardzo dobrze Henryk zrobił. Bardzo się cieszę, że panią widzę u siebie...
PICKERING 
Witam panią, panno Doolittle!
ELIZA podając mu rękę 
Pułkownik Pickering, wszak się nie mylę?...
PANI EYNSFORD HILL
Jestem najmocniej przekona, żeśmy panią już gdzieś poznały, panno Doolittle... oczy 
pani tak dobrze mi znane...
ELIZA 
Dzień dobry pani.

background image

PANI EYNSFORD HILL przedstawia 
Moja córka Klara.
ELIZA
Dzień dobry pani.
KLARA impulsywnie
Dzień dobry. 
Siada na otomanie obok E l i z y pożerając ją oczami.
FRED podchodząc do nich 
Ja już na pewno miałem przyjemność.
PANI EYNSFORD HILL 
Mój syn Fredzio.
ELIZA
Dzień dobry panu. 
F r e d kłania się i siada na elżbietańskim krześle, zachwycony.
HIGGINS nagle
Ależ   tak,   tak,   tak!   Wszystko   mi   się   teraz   przypomina,   cały   obraz   jak   na   dłoni! 
Wszyscy spoglądają na niego. Higgins z rozpaczą
Co za diabelny pech!
PANI HIGGINS
Henryku, proszę cię! Higgins zamierza usiąść na biurku.
Proszę cię, nie siadaj na biurku, bo możesz je złamać...
HIGGINS obrażony
Przepraszam!
Idzie do otomany, potykając się po drodze o obramowanie kominka i pogrzebacze; 
mruczy do siebie i kończy te fatalną pielgrzymkę rzucając się na otomanę z takim 
impetem, że o mało jej nie lamie. Pani Higgins patrzy na niego, ale nic nie mówi. 
Następuje długa i bolesna cisza.
PANI HIGGINS nawiązując w końcu rozmowę 
Ciekawam, czy będzie padać.
ELIZA
Niż atmosferyczny z zachodu posuwa się bardzo powoli w kierunku wschodnim, 
opady umiarkowane, temperatura od siedemnastu stopni na wyżynach do dwudziestu 
trzech w środku kraju.
FRED 
Ha, ha, ha! Świetny kawał!
ELIZA 
O co chodzi, młody człowieku! Założę się, że się nie pomyliłam...
FBED 
Coś bajecznego, niech mi pani wierzy...

background image

PANI EYNSFORD HILL
Mam   nadzieję,   że   nie   będzie   zimno,   ludzie   zaraz   chorują   na   influencę...   Każdej 
wiosny u nas w domu wszyscy po kolei zapadają na tę nieznośną chorobę...
ELIZA ponuro
Moja   ciocia   umarła   na   influencę,   tak   przynajmniej   twierdziło   jej   najbliższe 
otoczenie.'
Pani Eynsford Hill mlaska współczująco językiem, 
E l i z a ciągnie dalej tragicznym tonem. Ale w moim przekonaniu zakatrupili po 
prostu staruchę...
PANI HIGGINS uderzona niezwykłym wyrażeniem
Zakatrupili?...
ELIZA
A taaak, proszę paniusi... Nie pojmuję, dlaczego miała umrzeć na influencę. Rok 
przed śmiercią leżała na dyfteryt. Widziałam ją wtedy na własne oczy. Cała sina od 
tego   była.   Wszyscy   już   myśleli,   że   zmarła,   ale   mój   ojciec   tak   długo   wlewał   jej 
gorzałkę do gardła, aż się ocuciła, i to tak nagle, że odgryzła kawał łyżki.
PANI EYNSFOHD HILL poruszona 
O mój Boże!
ELIZA wzmacniając oskarżenie
Jakie prawo miała taka silna kobieta umrzeć na influencę? A gdzie jej nowy kapelusz 
słomkowy, który ja miałam odziedziczyć? Ktoś go buchnął! I mówię wam: te, co go 
buchnęli, zakatrupili ją.
PANI EYNSFORD HILL 
Ale co pani rozumie przez „zakatrupili"?
HIGGINS pośpiesznie
O, to jest ten nowy styl rozmowy towarzyskiej. Zakatrupić — znaczy zabić kogoś!
PANI EYNSFORD HILL do Elizy, przerażona 
Chyba nie sądzi pani, że ciocię zamordowano?
Eliza
A jakże, proszę pani! Te osoby, z którymi zamieszkiwała, zabiliby ją dla szpilki od 
kapelusza, nie mówiąc o całym kapeluszu...
PANI EYNSFORD HILL
Jednakże ojciec pani nie powinien był lać w nią tyle alkoholu. Przecież to mogło ją 
zabić...
ELIZA
Nie ją, proszę pani... Wódka była dla niej jak mleko matczyne dla niemowlęcia... a 
mój ojciec tyle tego wlał w siebie, że doskonale musiał znać jej leczniczą moc...
PANI EYNSFORD HILL 
Czy pani chce przez to powiedzieć, że się oddawał pijaństwu?

background image

ELIZA
Daję słowo, że tak...
PANI EYNSFORD HILL 
Biedna pani!
ELIZA
Nie szkodzi, proszę pani. Nie widziałam, aby mu to kiedy szkodziło. Ale, ma się 
rozumieć, nie pił legularnie. (wesoło) Napadało go, można powiedzieć, od czasu do 
czasu.  A zawsze był  elegancki,  jak  miał  w czubie.  Ilekroć  był bez pracy, matka 
dawała mu cztery pensy i wyprawiała z domu z poleceniem, aby nie wracał, póki się 
nie ulula na wesoło i na kochająco. Kupa kobiet musi upijać swoich mężów, żeby się 
nadawali do współżycia. (z zupełną swobodą) Widzi pani, to jest tak: jak człowiek 
ma   kawałek   sumienia,   to   ono   zawsze   wyłazi   na   trzeźwo   i   człowiek   czuje   się 
pogrążony. Kropelka gorzały w takiej chwili czyni go szczęśliwym, (do Freda, który 
skręca się od powstrzymywanego śmiechu) Czegóż pan ryczy?
FRED
Pęknę chyba, ten nowy styl rozmowy towarzyskiej! I pani robi to tak niezrównanie... 
Parska śmiechem w dalszym ciągu.
ELIZA
Jeśli tak, to nie rozumie, co się pan śmieje... (przechyla się w stronę Higginsa) Czy 
powiedziałam co nie tak, panie profesorze?
PANI HIGGINS ratując sytuację 
Bynajmniej, panno Doolittle...
ELIZA 
Całe szczęście. (z werwą) Zawsze mówiłam, że...
HIGGINS wstaje, wyjmuje zegarek i patrząc nań chrząka znacząco
Ahem!...
ELIZA patrzy w jego kierunku i chwyta w lot znaczenie
Aha! Muszę już iść.
Mężczyźni prócz Higginsa wstają; F r e d posuwa się w stronę j drzwi.
Do widzenia, pani Higgins, tak się cieszę, że panią poznałam.
PANI HIGGINS Ściskając ją za ręce 
Do widzenia...
ELIZA
Do widzenia, panie pułkowniku. 
Kłaniają się sobie.
PICKERING
Do widzenia, panno Doolittle... 
Podają sobie ręce.
ELIZA żegnając siedzące panie skinieniem głowy

background image

Żegnam panie...
FRED otwierając drzwi 
Czy pani idzie może drogą przez park? W takim razie...
ELIZA bardzo wytwornie
Ja? Piechotą?! A gówno! (Sensacja) Za kogo mnie pan uważa? Ja tylko automobilem 
jeżdżę...
Wychodzi. Pickering łapie oddech i siada. F r e d idzie na balkon, aby ją jeszcze raz 
zobaczyć.
PANI EYNSFORD HILL zażenowana
Muszę się przyznać, że te nowe poglądy zupełnie mi się nie podobają...
KLARA rzucając się grymaśnie na elżbietańskie krzesło 
Ach, mamo, trudno, nie można być tak zacofaną, ludzie pomyślą, że nigdzie nie 
bywamy, trzeba iść z postępem czasu...
PANI EYNSFORD HILL
Istotnie, muszę być bardzo zacofana, ale mam nadzieję, że nie zechcesz naśladować 
tych postępowych okropności, Klaro! Przyzwyczaiłam się już do tego, że inaczej nie 
mówisz o mężczyznach jak o „bydlakach", a wszystko u ciebie albo „zatracone", albo 
„świństwo", chociaż uważam, że to jest okropny język i zupełnie nieodpowiedni dla 
osoby z towarzystwa. Ale to ostatnie... przechodzi już wszystko... No, niech pan sam 
powie, panie pułkowniku.
PICKERING
Niech mnie pani o nic nie pyta... Mieszkałem dłuższy czas w Indiach, podczas mej 
nieobecności zaszły w obyczajach i zwyczajach takie zmiany, że czasami sam nie 
wiem, czy siedzę przy przyzwoitym stole, czy w mesie marynarskiej...
KLARA
To wszystko kwestia przyzwyczajenia. Nie ma w tym nic złego albo dobrego, po 
prostu słowa, które rzeczom nudnym i banalnym nadają interesujące pozory. Moim 
zdaniem, nowy styl rozmowy towarzyskiej jest rozkoszny i całkiem niewinny.
PANI EYNSFORD HILL wstając
Musimy już iść, moje dziecko, wszak wiesz... 
Pickering i Higgins wstają.
KLARA
Ach,   prawda,   jeszcze   trzy   wizyty   dzisiaj...   do   widzenia   pani,   do   widzenia, 
pułkowniku, do widzenia, profesorze.
HIGGINS podchodzi z ponurą twarzą i odprowadza ją do drzwi, mówiąc
Niech pani koniecznie wypróbuje nowy styl rozmowy towarzyskiej na tych trzech 
wizytach. Niech się pani nie boi i wali na całego.
KLARA z uśmiechem 
Postaram się... Co za niedorzeczność ta pruderia wiktoriańska */10...

background image

HIGGINS judząc 
Ma pani rację, psu na budę...
KLARA
Gówno!
PANI EYNSFORD HILL konwulsyjnie
Klaro!
KLARA
Ha, ha, ha...
Wychodzi   rozpromieniona,   przekonana,   że   jest   bardzo   nowoczesna.   Słychać   ją 
schodzącą ze schodów, w kaskadach srebrzystego śmiechu.
FRED wzywając niebiosa na świadka
No i proszę! (daje spokój i podchodzi do Pani Higgins) De widzenia pani.
PANI HIGGINS podając rękę 
Do widzenia. Czy chciałby pan częściej widywać pannę Doolittle?|
FRED porywczo
Czułbym się bardzo szczęśliwy...
PANI HIGGINS
Więc niechże pan nie zapomina o moich dniach przyjęć, bardzo proszę...
FRED
Dziękuję serdecznie, do widzenia. Wychodzi.
PANI EYNSFORD HILL 
Do widzenia, panie profesorze.
HIGGINS Do widzenia, do widzenia.
PANI EYNSFORD HILL do Pickeringa 
Słyszał pułkownik, mnie by to słowo nie przeszło przez usta...
PICKERING
To nie jest obowiązujące, wie pani, i można żyć bez tego, niech mi pani wierzy...
PANI EYNSFORD HILL
Klara nie daje mi spokoju, jeżeli nie mówię najnowszym żargonem. Do widzenia.
PICKERING 
Do widzenia pani...
PANI EYENSFORD HILL do Pani Higgins
Niech pani wybaczy Klarze.
Pickering domyślając się ze zniżonego tonu, że ta rozmowa nie jest dla jego uszu, 
dyskretnie wycofuje się i podchodzi do Higginsa przy balkonie.
Ale  pani  rozumie,   nasze  środki  są  tak  ograniczone!   Dziewczyna  tak  mało   bywa, 
biedne dziecko...
Pani Higgins, widząc jej wilgotne oczy, ujmuje ją współczująco za rękę i odprowadza 
do drzwi.

background image

Ale chłopak miły, prawda?
PANI HIGGINS 
Bardzo miły, prosiłam go, żeby mnie częściej odwiedzał...
PANI EYNSFORD HILL
Och, dziękuję, droga pani... 
Wychodzi.
HIGGINS niecierpliwe
No, cóż mama powie o Elizie, czy można ją ludziom pokazać? Ciągnie matkę do 
otomany i siada obok niej z lewej strony. Pickering wraca do swojego krzesła z 
prawej strony.
PANI HIGGINS
Ty dzieciaku, oczywiście, że nie! Ona jest tryumfem twojej sztuki i krawcowej. Ale 
jeżeli łudzisz się choć przez chwilę, że ona nie zdradza się każdym zdaniem, które 
wypowiada, to musiałeś kompletnie stracić dla niej głowę.
PICKERING
Ale czy nie sądzi pani, że coś się da zrobić? Mam na myśli wyeliminowanie tego 
krewkiego elementu z jej konwersacji.
PANI HIGGINS
Dopóki ta dziewczyna pozostanie w rękach Henryka, to niemożliwe...
HIGGINS zmartwiony 
Czy mama chce powiedzieć, że mój język jest nieodpowiedni?
PANI HIGGINS
Nie, kochanie, byłby zupełnie odpowiedni, powiedzmy, na barce, ale już absolutnie 
nieodpowiedni dla niej na przyjęciu.
HIGGINS głęboko dotknięty 
To już naprawdę przechodzi...
PICKERING przerywając
Chwileczkę,   Higgins,   poznaj   siebie   samego!   Przyznam   się,   że   nie   słyszałem 
podobnego   słownika,   od   czasu   kiedyśmy   ćwiczyli   rekrutów   w   Hyde   Parku 
dwadzieścia lat temu.
HIGGINS urażony
Niech   i   tak   będzie,   skoro   to   mówisz.   Przypuszczam,   że   nie   zawsze   peroruję   jak 
biskup z ambony.
PANI HIGGINS uspokajając syna dotknięciem ręki 
Pułkowniku, niech mi pan powie, ale tak bez ogródek, jakie stosunki panują obecnie 
w domu Henryka?
PICKERING wesoło, biorąc to pytanie za zmiany przedmiotu rozmowy
Mieszkam z Henrykiem, bo razem studiujemy dialekty indyjskie; tak jest znacznie 
wygodniej.

background image

PANI HIGGINS
Nie wątpię, co więcej, uważam to za doskonały pomysł. Ale nie o to mi chodzi... 
gdzie mieszka ta dziewczyna?
HIGGINS 
No z nami, oczywiście, gdzieżby miała mieszkać?
PANI HIGGINS
Lecz w jakim charakterze? Czy jako służąca? Jakie jest jej stanowisko w tym domu?
PICKERING powoli 
Domyślam się, o co pani chodzi...
HIGGINS
Niech mnie piorun trzaśnie, jeśli ja się domyślam... To jedno wiem, że przez trzy 
miesiące mordowałem się nad tą dziewczyną codziennie do siódmego potu, żeby ją 
doprowadzić do tego, czym dziś jest... poza tym jest dla mnie bardzo pożyteczna... 
wie najdokładniej o każdym drobiazgu, zna na pamięć rozkład moich lekcji, gdzie, 
kto, kiedy....
PANI HIGGINS 
Jak się pani Pearce zachowuje wobec Elizy?
HIGGINS
Ależ  uszczęśliwiona  tym  nabytkiem,   przy  tym  to  ulga  dla  starej.   Przedtem  sama 
musiała pamiętać o najdrobniejszej rzeczy i przypominać mi moje godziny... Ale ma 
jakieś plany w stosunku do Elizy... ,,Niech pan tylko dobrze pomyśli, brzęczy mi nad 
uchem bezustannie, czy nie tak, Pick?
PICKERING
Istotnie,   każdą   rozmowę   o   Elizie   kończy   formułką:   „Niech   pan   tylko   dobrze 
pomyśli."
HIGGINS
Jak gdybym ja choć na chwilę przestał myśleć o tej dziewczynie, o jej przeklętych 
samogłoskach i spółgłoskach... Jestem po prostu udręczony myślami o niej, o jej 
wargach, zębach, języku, nie mówiąc już o duszy, która jest najrozkoszniejsza z tego 
wszystkiego.
PANI HIGGINS
Już to trzeba przyznać, że jesteście parą dzieciaków igrających z żywą lalką...
HIGGINS
To   nie   igraszka,   mateczko,   to   najtrudniejszy   z   moich   dotychczasowych 
eksperymentów...   Mama   pojęcia   nie   ma,   co   to   za   rozkosz   wziąć   ludzką   istotę   i 
przekształcić ją w piękny okaz człowieczy, po prostu przez gruntowną zmianę języka 
i wymowy... Toż to w rezultacie wypełnienie tej głębokiej przepaści, która dzieli 
klasy społeczne i poszczególne dusze ludzkie.
PICKERING   przysuwa   się   bliżej   i   pochylając   się   ku   Pani   H   igg   i   n   s,   mówi   z 

background image

ożywieniem
Zapewniam panią, że nie ma nic bardziej zajmującego, i niech mi pani wierzy, że 
traktujemy   Elizę   bardzo   poważnie...   Każdy   tydzień.,   ale   co,   każdy   dzień   niemal 
przynosi   jakąś   zmianę,   (przysuwając   się   jeszcze   bliżej)   Notujemy   skrzętnie 
najmniejszy objaw postępu i rozwoju, mamy całe stosy zdjęć i płyt fonograficznych...
HIGGINS szturmując matkę z drugiej strony Tak, tak, mateczko, powtarzam, że jest 
to jeden z najbardziej porywających eksperymentów... z jakim kiedykolwiek miałem 
do czynienia, ta dziewczyna wypełnia nam życie, czyż nie, Pick?
PICKERING 
Nieustannie mówimy o Elizie...
HIGGINS 
Uczymy Elizę...
PICKERING 
Ubieramy Elizę...
PANI HIGGINS 
Co?!
HIGGINS 
Odkrywamy coraz nową Elizę...
Mówią jednocześnie.
HIGGINS
Czy mama uwierzy, że ona ma najwrażliwszy słuch, jaki w ogóle może posiadać 
tylko papuga; udało mi się z niej wydobyć wszystkie możliwe dźwięki, jakie ludzka 
istota   może   z   siebie   wydać;   najbardziej   charakterystyczne   i   indywidualne, 
najsubtelniejsze   tony   języków   europejskich,   narzeczy   afrykańskich,   bełkotu 
Hotentotów, spraw, nad których uchwyceniem męczyłem się całe lata, najdrobniejszy 
odcień dźwiękowy chwyta w lot i odtwarza, jak gdyby całe życie nic innego nie 
robiła...
PICKERING
Zapewniam panią, droga pani Higgins, że ta dziewczyna jest po prostu genialna; 
sztukę   gry   na   fortepianie   opanowała   w   sposób   zdumiewający...   braliśmy   ją   na 
koncerty muzyki klasycznej i do zwykłych music-hallów... słuchała wszystkiego z 
jednakim przejęciem, a po powrocie do domu grała ze słuchu tak samo Beethovena i 
Brahmsa, jak Straussa i Lehara pomimo, że jeszcze kilka miesięcy temu klawiatura 
była dla niej czymś zupełnie obcym i niepojętym...
PANI   HIGGINS   zatykając   pod   koniec   tej   przemowy   uszy   palcami,   ponieważ 
dochodzą do tego, ze przekrzykują się: nawzajem niemiłosiernie 
Dosyć, dosyć, dosyć na Boga!
PICKERING odsuwając się z krzesłem 
Przepraszam panią...

background image

HIGGINS
Mama wybaczy, ale jak Pickering zacznie tokować, to trudno dojść do słowa...
PANI HIGGINS
Przestań już... Czy pan nie rozumie, pułkowniku, że z chwilą gdy Eliza przestąpiła 
próg mieszkania Henryka, z tą chwilą weszło coś jeszcze do domu?
PICKERING
Owszem, nie tyle coś, ile ktoś... Niespodziewanie wkroczył jej ojciec, ale Henryk 
bajecznie się go pozbył...
PANI HIGGINS
Byłoby znacznie właściwiej, gdyby się matka zgłosiła, ale ponieważ tak się nie stało 
— zjawiło się coś innego.
PICKERING 
Ale co, droga pani?
PANI HIGGINS 
Pewien problem...
PICKERING 
Rozumiem. Powstał problem, jak przygotować Elizę do wejścia w świat.
HIGGINS 
To jest mój problem, zresztą jest już w połowie rozwiązany...
PANI HIGGINS
O   wy,   nieskończenie   głupi   mężczyźni!   Problem,   co   z   nią   zrobić   po   skończeniu 
eksperymentu...
HIGGINS
Nie widzę w tym żadnego problemu. Zrobi ze sobą, co się jej będzie podobało, z tymi 
zaletami, które w niej rozwinę...
PANI HIGGINS
Zalety   tego   biednego   stworzenia,   które   tu   było   przed   chwilą?   Dać   jej   maniery   i 
nawyczki   wielkoświatowej   damy,   zdyskwalifikować   ją   jako   jednostkę   zdolną 
zapracować na życie, nie dając jej w zamian środków wielkoświatowej damy! Czy to 
miałeś na myśli?
PICKERING pobłażliwie i trochę znudzony
Ach, pod tym względem nie ma się czym martwić, proszę pani... Wstaje.
HIGGINS wstając również 
Wyszukamy dla niej jakieś łatwe zajęcie, i sprawa skończona.
.PICKERING
Główna rzecz, że dziewczyna czuje się dość szczęśliwa,  nie ma się czym trapić, 
droga pani, do widzenia. Żegna się, jakby pocieszał przestraszone dziecko, i zmierza 
ku drzwiom.
HIGGINS

background image

Niech mateczkę o to głowa nie boli, trudno, już się stało. Do widzenia, mateczko!
Całuje ją i zdąża za Pickeringiem, który zawraca jeszcze od drzwi, aby dorzucić 
ostatnie słowa pociechy.
PICKERING
Odpowiednich zajęć znajdzie się bez liku, wybierzemy najstosowniejsze. Żegnam 
kochaną panią!
HIGGINS do Pickeringa, podczas gdy obaj zmierzają ku wyjściu Wiesz co, trzeba ją 
zaprowadzić na wystawę Szekspirowską...
PICKERING 
Świetna myśl, jej uwagi będą rozkoszne...
HIGGINS 
Po powrocie będzie naśladowała wszystkich, kogo tam zobaczy.
PICKERING
Boki zrywać, ha, ha, ha! Wychodzą, jeszcze zza drzwi słychać wesołe ich śmiechy.
PANI HIGGINS wstaje podrażniona i wraca do pracy przy biurku. Odsuwa jakieś 
papiery, które jej zawadzają, nerwowym ruchem wyciąga kartkę papieru z pudełka, w 
którym znajduje się papier listowy, i próbuje pisać. Po napisaniu kilku słów daje 
spokój, rzuca pióro i chwytając gniewnie za biurko wybucha 
Ach, wy mężczyźni! mężczyźni!! mężczyźni!!!
***
Oczywiście   Flizie   daleko   jeszcze   do   księżny   i   zakład   Higginsa   pozostaje   nie 
rozegrany.   Ale   nie  ma  przecież   jeszcze  sześciu   miesięcy   i   właśnie  przed  samym 
upływem tego okresu E l i z a rzeczywiście zostaje pasowana na księżniczkę. Aby 
mieć pojęcie, jak to się stało, wyobraźcie sobie jakąś londyńską ambasadę pewnego 
letniego wieczoru... Ponad drzwiami wejściowymi baldachim, dywan przez chodnik 
do samej jezdni. Odbywa się tu wielkie przyjęcie. Tłum gapiów oblega chodnik, aby 
zobaczyć nadjeżdżających gości.
Przed ambasadą zatrzymuje się Rolls-Royce.  Pickering w stroju wieczorowym i przy 
orderach wysiada i podaje ramię Elizie w wieczorowym płaszczu, balowej sukni, 
klejnotach, z wachlarzem, kwiatami i resztą akcesoriów. Za nimi wysiada H i g gin s. 
Samochód odjeżdża i nasza trójka wchodzi na schody, podczas gdy drzwi frontowe 
otwierają się przed nimi. Znajdują się teraz w obszernym hallu z galowymi schodami. 
Na lewo są garderoby męskie. Mężczyźni składają tam swoje narzutki i cylindry.
Na prawo drzwi prowadzące do garderoby damskiej. Damy wchodzą tam owinięte w 
płaszcze wieczorowe i wychodzą w blasku toalet balowych. Pickering szepce cos na 
ucho Elizie wskazując na garderobę damską. Ona wchodzi do tego pokoju. H i g g i n 
s  i Pickering oddają płaszcze lokajowi i dostają za nie numerki.
Jeden z gości, zajęty tym samym, stoi odwrócony plecami. Otrzymawszy numerek, 
odwraca się. Jest to poważnie wyglądający młody mężczyzna o niezwykle zarośniętej 

background image

twarzy. Nosi ogromne wąsy przechodzące w bardzo obfite bokobrody. Fale włosów 
spływają mu z czoła. Tył głowy, przystrzyżony na krótko, lśni pomadą. Pod każdym 
innym   względem   jest   bardzo   wytworny.   Upstrzony   szeregiem   bezwartościowych 
orderów.   Z   daleka   widać,   że   to   cudzoziemiec.   Można   się   w   nim   domyślić 
owłosionego pandura*/13 z Węgier. Ale mimo swych bujnych wąsów jest miły i 
przyjemny.   Poznając   Higginsa   otwiera   szeroko   ramiona,   podchodzi   i   wita   się 
wylewnie.
BOKOBRODY
Maestro, maestro! (obejmuje Higginsa i całuje go w oba policzki) Pamięta mnie pan?
HIGGINS
Nie, nie pamiętam. Kto pan jest, do diabła?
BOKOBRODY
Uczeń pański, maestro, pierwszy uczeń, najlepszy i największy pański uczeń! To ja 
jestem   mały   Nepommuck,   cudowne   dziecko.   Rozsławiłem   pańskie   imię   po   całej 
Europie. Pan mnie uczył fonetyki. Pan nie może zapomnieć MNIE.
HIGGINS 
Czemu się pan nie goli?
NEPOMMUCK
Nie posiadam pańskiej uderzającej powierzchowności, pańskiej szczęki, pańskiego 
czoła. Nikt nie zauważa mnie, jak się golę. A tak jestem sławny: nazywają mnie — 
„włochaty dzik".
HIGGINS 
I cóż pan tu robi pomiędzy tymi wszystkimi fiszami? "
NEPOMMUCK
Jestem tłumaczem. Mówię trzydziestoma dwoma językami. Jestem nieodzowny na 
tych międzynarodowych przyjęciach. Pan, wielki specjalista od cockneya, pan określi 
mieszkańca każdego zakątka Londynu, jak tylko usta otworzy... ja określę każdego 
człowieka w Europie.
Lokaj zbiega ze schodów i zbliża się do N e p o m m u c k a.
LOKAJ
Proszę pana na górę. Jego ekscelencja nie może zrozumieć greckiego dyplomaty.
NEPOMMUCK
Dziękuję! W tej chwileczce. 
Lokaj odchodzi i gubi się w tłumie.
NEPOMMUCK do Higginsa
Ten grecki dyplomata udaje, że nie mówi i nie rozumie po angielsku. Ale mnie nie 
oszuka.   Jest   synem   zegarmistrza   z   dzielnicy   Clerkenwell.   Jego   angielski   jest   tak 
ohydny, że nie odważy się słowa powiedzieć, aby nie zdradzić swego pochodzenia. 
Pomagam mu udawać, ale musi za to suto bulić. Wszyscy muszą bulić. Ha, ha...

background image

Wbiega na schody.
PICKERING
Czy   ten   facet   naprawdę   jest   ekspertem?   Czy   potrafi   zdemaskować   Elizę   i 
szantażować ją?
HIGGINS
Zobaczymy.   Jeżeli   się   domyśli   —   przegrywam   Zakład.   E   l   i   z   a   wychodzi   z 
garderoby i zbliża się do nich.
PICKERING 
No, Elizo, do dzieła! Jesteś gotowa?
ELIZA 
Pan zdenerwowany, pułkowniku?
PICKERING
Potwornie! Czuję się zupełnie jak przed moją pierwszą bitwą. Tylko pierwszy krok 
jest zawsze straszny.
ELIZA
To nie pierwszy raz dla mnie, pułkowniku. Bywałam na takich przyjęciach mnóstwo 
razy, setki razy... w moich marzeniach sennych w tym potwornym pokoiku na Drury 
Lane. To jest jak sen w tej chwili. Niech pan nie pozwoli profesorowi Higginsowi 
mnie   zbudzić,   bo   gdyby   to   zrobił,   zapomnę   wszystkiego,   czego   mnie   nauczył,   i 
wpadnę z powrotem w dawny żargon.
PICKERING 
Ani słowa, Higgins! (do E l i z y) Czyś gotowa?
ELIZA
Gotowa.
PICKERING
Zaczynamy.
Wchodzą na schody, Higgins ostatni. Pickering mówi coś do Lokaja na pierwszym 
podeście.
LOKAJ Z PIERWSZEGO PODESTU 
Panna Doolittle, pułkownik Pickering, profesor Higgins.
LOKAJ Z DRUGIEGO PODESTU
Panna Doolittle, pułkownik Pickering, profesor Higgins. 
Na górze Ambasador z Żoną — Nepommuck przy jej boku — przyjmują gości.
PANI DOMU podając Elizie rękę 
Bardzo mi miło.
PAN DOMU witając się z E l i z ą w podobny sposób 
Witam panią. Jak się pan miewa, Pickering?
ELIZA z powagą, która przeraża Panią domu
Bardzo mi miło panią poznać. 

background image

Przechodzi do salonu.
PANI DOMU
Czy to pańska przybrana córka, pułkowniku? Ona zrobi sensację.
PICKERING
Bardzo to miło z pani strony, że ją pani zaprosiła. 
Przechodzi do salonu.
PANI DOMU do Nepommucka 
Proszę zasięgnąć języka o niej.
NEPOMMUCK kłaniając się
Według rozkazu. 
Miesza się z tłumem.
PAN DOMU
Jak się pan miewa, profesorze Higgins? Ma pan tu dziś rywala. Przedstawił się jako 
pański uczeń. Czy jest coś wart?
HIGGINS
Potrafi się nauczyć języka w dwa tygodnie — zna tuziny. Niezawodny znak, że jest 
durniem. Jako znawca fonetyki absolutnie nic niewart.
PANI DOMU 
Jak się pan miewa, profesorze?
HIGGINS
Dobry   wieczór.   Nieludzka   udręka   dla   pani   ta   dzisiejsza   uroczystość.   Proszę   mi 
wybaczyć, że biorę w tym udział. 
Przechodzi dalej.
W  sali  balowej   i  w  amfiladzie  salonów  przyjęcie  jest  w  pełnym  toku.   E   l  i  z  a 
przesuwa się przez tłum. Jest tak skoncentrowana, że porusza się jak lunatyczka, a nie 
jak debiutantka w tłumie wielkoświatowym. Ludzie przerywają rozmowy, aby się jej 
przyjrzeć;   podziwiają   jej   toaletę,   biżuterię   i   całą   jej   dziwnie   fascynującą   postać. 
Niektórzy   z  młodszych  stają  na   krzesła,   aby   ją  lepiej   widzieć.   Pani   i  Pan  domu 
wchodzą do salonów i mieszają się z tłumem gości. Higgins, ponury i wzgardliwy, 
podchodzi do grupki, przy której stoją gospodarze.
PANI DOMU 
A oto profesor Higgins! On nam powie. Proszę nam opowiedzieć o tej wspaniałej 
młodej kobiecie, profesorze.
HIGGINS prawie niegrzecznie 
O jakiej wspaniałej młodej kobiecie?
PANI DOMU
Pan doskonale wie o jakiej. Mówią, że Londyn nie widział nic podobnego, od czasu 
kiedy to ludzie stawali na krzesła, aby się przyjrzeć pani Langtry */15.
Nepommuck podchodzi do tej grupy.

background image

PANI   DOMU   Nareszcie,   Nepommuck!   Czy   dowiedział   się   pan   czego   o   pannie 
Doolittle?
NEPOMMUCK
Dowiedziałem się wszystkiego. Ona nie jest tym, za co się podaje.
PANI DOMU 
Och, nie! To niemożliwe.
NEPOMMUCK
A tak! Mnie nie oszuka. To niemożliwe, aby się nazywała Doolittle!
HIGGINS
Dlaczego?
NEPOMMUCK 
Bo Doolittle to angielskie nazwisko, a ona nie jest Angielką.
PANI DOMU 
Co za nonsens! Przecież mówi doskonale po angielsku.
NEPOMMUCK
O właśnie, zbyt doskonale. Czy mogłaby mi pani pokazać choć jedną Angielkę, która 
mówi po angielsku tak, jak się powinno mówić? Tylko cudzoziemcy, którzy uczyli 
się tego języka, dobrze nim mówią.
PANI DOMU
Przeraziła mnie zupełnie, kiedy powiedziała: „Bardzo mi miło panią poznać." Miałam 
kiedyś nauczycielkę mówiącą w ten sposób i śmiertelnie się jej bałam. Ale jeśli nie 
jest Angielką, to czymże ona jest?
NEPOMMUCK
Ona jest Węgierką.
WSZYSCY 
Węgierką?!
NEPOMMUCK
Węgierką, i to krwi królewskiej! Ja jestem Węgrem. Moja krew jest królewska.
HIGGINS 
Czy mówił pan z nią po węgiersku?
NEPOMMUCK
Mówiłem   do   niej.   Zachowała   się   bardzo   sprytnie.   „Proszę   mówić   do   mnie   po 
angielsku,   nie   znam   francuskiego"   —   powiedziała.   Francuskiego!   Udaje,   że   nie 
potrafi odróżnić węgierskiego od francuskiego. Niemożliwe! Zna oba te języki.
HIGGINS 
A krew królewska? Jak pan to spenetrował?
NEPOMMUCK
Instynkt, maestro! Instynkt! Tylko madziarska rasa daje to poczucie boskiego prawa, 
te odważne, inteligentne oczy. Ona jest księżniczką!

background image

PAN DOMU 
Jakie jest pańskie zdanie, profesorze?
HIGGINS
Moim zdaniem, pospolita dziewczyna z ulicy, nauczona wymowy przez wielkiego 
fachowca. Określam ją jako mieszkankę Drury Lane.
NEPOMMUCK
Ha, ha, ha! Och, maestro, maestro, pan jest zupełnie zwariowany na temat gwary 
wielkomiejskiej. Londyński bruk zasłania panu cały świat.
HIGGINS do Pani domu 
A co wasza ekscelencja sądzi?
PANI DOMU
Naturalnie zgadzam się z Nepommuckiem. Ona jest co najmniej księżniczką.
PAN DOMU
Niekoniecznie księżniczką krwi, może być z morganatycznego małżeństwa. Ale bez 
wątpienia jest księżniczką.
HIGGINS 
Pozostaję przy swoim zdaniu.
PANI DOMU
Pan jest niepoprawny.
Grupka rozchodzi się zostawiając Higginsa samego. Pickering podchodzi do niego.
PICKERING
Gdzie Eliza? Nie powinniśmy tracić jej z oczu. E l i z a podchodzi do nich.
ELIZA
Dłużej   tego   nie   zniosę.   Wszyscy   się   tak   na   mnie   gapią.   Jakaś   starsza   pani 
powiedziała, że mówię zupełnie jak królowa Wiktoria. Strasznie mi przykro, jeżeli 
przegrałam wasz zakład. Starałam się, jak mogłam, ale nic na świecie nie uczyni 
mnie podobną do tych ludzi!
PICKERING 
Nie przegrałaś, kochanie. Po tysiąckroć wygrałaś!
HIGGINS 
Chodźmy już stąd. Potąd mam rozmów z tymi idiotami!
PICKERING
Eliza jest zmęczona, a ja głodny. Wynośmy się stąd i zjedzmy gdzieś kolację.

AKT CZWARTY
Pracownia Higginsa jak w akcie drugim. Północ. Nikogo nie ma w pokoju; zegar 
stojący na konsoli kominka wybija godzinę dwunastą. Kominek bez ognia.
Po chwili rozlegają się na schodach kroki kilku osób i dają się słyszeć głosy Higginsa 
i Pickeringa.

background image

HIGGINS wołając do Pickeringa
Słuchaj, Pick, zamknij drzwi na klucz, bo ja już na dół nie zejdę...
PICKERING 
Dobrze, czy pani Pearce może już iść spać?
HIGGINS
Oczywiście.
E l i z a otwiera drzwi i widać ją na oświetlonych schodach wewnętrznych w całym 
przepychu, w którym dopiero co wygrała zakład dla Higginsa. Podchodzi do kominka 
i   zapala   światło.   Na   twarzy   widoczne   zmęczenie,   bladość   jej   ostro   odbija   od 
ciemnych   oczu   i   włosów.   Wyraz   całej   postaci   tragiczny.   Zdejmuje   wierzchnie 
okrycie,   składa   je   wraz   z   rękawiczkami   i   wachlarzem   na   fortepianie   i   siada   na 
ławeczce   zamyślona   i   milcząca.   Po   chwili   wchodzi   H   i   g   g   i   n   s   w   stroju 
wieczorowym, w kapeluszu i narzutce, trzymając w ręku bonżurkę, którą wyszukał 
na dole. Zdejmuje kapelusz i narzutkę i rzuca je niedbale na pulpit z gazetami, za 
chwilę   marynarka   wędruje   w   to   samo   miejsce.   Wkłada   bonżurkę   i   rzuca   się 
zmęczony   na   fotel   przed   kominkiem.   Z   kolei   zjawia   się   Pickering,   podobnie 
wystrojony. Zdjąwszy kapelusz i płaszcz zamierza rzucić je na rzeczy Higginsa — 
ale się wstrzymuje.
PICKERING
Słuchaj no, pani Pearce pęknie z oburzenia, jak znajdzie rano nasze rzeczy tutaj...
HIGGINS
To zrzuć je przez poręcz na dół do sieni, tam je stara rano znajdzie i zrobi porządek, 
pomyśli, żeśmy byli pijani...
PICKERING 
Miałaby trochę racji, mnie się dobrze we łbie kręci... Są jakie listy?
HIGGINS
Nie wiem, nie zaglądałem...
P i c k e r i n g zabiera rzeczy i wychodzi; słychać, że schodzi na dół. Higgins 
zaczyna   gwizdać   arię   z   „La   Fanciulla   del   Golden   West*/   l,   którą   przeplata 
rytmicznym ziewaniem. Nagle urywa i rozglądając się dokoła wykrzykuje.
Ciekawym, gdzie, do stu piorunów, są moje pantofle? 
E l i z a spogląda ku niemu ponuro, po czym wstaje i nagle opuszcza pokój. Higgins 
ziewa i zaczyna w dalszym ciągu gwizdać rozpoczętą arię. Pickering wraca trzymając 
w dłoni listy wyjęte ze skrzynki pocztowej.
PICKERING
Same ogłoszenia i jakiś liścik z herbem do ciebie. Rzuca ogłoszenia do kominka i 
podaje list Higginsowi.
HIGGINS oglądając list
Lichwiarz, psiakrew...

background image

Rzuca list w to samo miejsce. E l i z a wchodzi po cichu, niosąc parę szerokich, 
wydeptanych pantofli, i umieszcza je obok fotela tak, że Higgins tego nie dostrzega. 
Następnie siada bez słowa na dawnym miejscu. Pickering stoi koło kominka, wsparty 
dłonią na półce, z głową pochyloną.
HIGGINS ziewając
Boże,   co   za   wieczór,   co   za   zgraja,   co   za   idiotyczny   cyrk!   (podnosi   nogi,   aby 
rozwiązać   sznurowadła,   i   spostrzega   pantofle,   znieruchomiały   patrzy   na   nie,   jak 
gdyby się tu znalazły z własnej woli) Ki diabeł... toż stoją tu jak barany.
PICKERING otrząsając się
Uf... Zmęczony jestem... co za dzień! Garden party, przyjęcie u ambasadora, obiad, 
opera! Za wiele tego dobrego na raz... Aleś wygrał zakład... Eliza była bez zarzutu, 
wprost nadzwyczajna...
HIGGINS z uniesieniem
Ach, chwała Bogu, że się to już skończyło... E l i z a porusza się gwałtownie, ale oni 
nie zwracają na nią uwagi, po czym opanowuje się i siedzi nieporuszona.
PICKERING
Czyś ty czuł zdenerwowanie podczas przyjęcia? Przyznam ci się, że ja byłem mocno 
niespokojny. Za to E l i z a zdaje się, nic a nic...
HIGGINS
Ona i nerwy? Także coś!... Wiedziałem z góry, że wszystko pójdzie jak z płatka... to 
głupstwo!   Gorzej   ze   mną,   bo   teraz   dopiero   zaczynam   odczuwać   wysiłek   i 
zdenerwowanie tych kilku miesięcy. Rzecz była zajmująca z początku, gdy chodziło 
o fonetykę, ale potem diabli mnie brali. Żeby nie ten zakład, wyrzekłbym się był tych 
rozkoszy od dwóch miesięcy. Piekielna piła...
PICKERING
Et, przesadzasz. Czyż dzisiejszy eksperyment nie był interesujący? Mnie serce waliło 
jak młotem...
HIGGINS
Owszem, owszem, pierwsze trzy minuty, ale jak tylko spostrzegłem, żeśmy wygrali, 
poczułem się jak niedźwiedź w klatce, po prostu nie wiedziałem, co ze sobą począć. 
A ten obiad dobił mnie do reszty... siedzieć godzinę obok jakiejś wystrojonej małpy i 
bawić ją... Bawić! Wyobraź sobie, bawić takie wielkoświatowe czupiradło. Nie, nie, 
drugi raz nie dam się już tak złapać, żadnych sztucznych księżniczek więcej. Cała ta 
sprawa to był po prostu czyściec.
PICKERING
Tobie   zupełnie   brak   rutyny   towarzyskiej...   (podchodzi   do   fortepianu)   Ja   muszę 
wyznać, że od czasu do czasu z przyjemnością zanurzam się w ten świat, to mnie 
odświeża i niemal odmładza. Bądź co bądź odniosłeś ogromny tryumf... Czy wiesz, 
że  Eliza  wprawiała  mnie  chwilami w takie  zdumienie,  że  ja sam  o  mało  się  nie 

background image

zgapiłem. Iluż to ludzi należących do tej sfery nie zdołałoby dorównać Elizie. Na 
ogół sądzi się, że wyczucie stylu jest cechą przyrodzoną pewnej sfery towarzyskiej, 
stąd   ludziom   z   tej   sfery   na   myśl   nie   przyjdzie,   że   styl   jest   rzeczą   do   nabycia. 
Perfekcja w wykonaniu czegokolwiek i w jakimkolwiek zakresie wymaga usilnej i 
systematycznej pracy.
HIGGINS
O   właśnie,   jest   to  jedna  z  rzeczy,   które   mnie  do   szału  doprowadzają.   Ci  głupcy 
pojęcia nie mają o swoich własnych, idiotycznych sprawach, (wstaje) Ale mniejsza o 
to, skończyło się, przeszło... mogę się dziś wyspać, nie myśląc z przerażeniem o 
jutrze.
Piękność E l i z y staje się zabójcza.
PICKERING
Masz rację, spać, spać... A jednak to było wielkie wydarzenie i tryumf dla ciebie, 
dobranoc. 
Wychodzi.
HIGGINS
Dobranoc, (zmierza również ku drzwiom, stojąc już na progu zatrzymuje się i mówi 
przez ramię) Zgaś światło, Elizo, i powiedz pani Pearce, żeby mi rano zamiast kawy 
podała herbatę.
Wychodzi.
Eliza wstaje i idzie w kierunku kominka, aby zgasić światło. Usiłuje opanować się i 
pozostać obojętna, ale zanim dochodzi do kominka, jest już w stanie histerii. Siada na 
fotelu Higginsa i chwyta mocno za poręcze. Wreszcie nie wytrzymuje, rzuca się z 
furią na podłogę, wydając okrzyki wściekłości i bólu.
HIGGINS za sceną, z wściekłością
Do stu piorunów, co ja zrobiłem z tymi pantoflami?! Staje w drzwiach.
ELIZA, nie wstając, chwyta leżące nie opodal niej pantofle i rzuca nimi z pasją w 
stronę Higginsa
Tu są pańskie pantofle! O, jeden! drugi! Niech pan bierze i żeby pan w nich ranka nie 
doczekał!
HIGGINS
Co to takiego? Co się stało?! Wstań! (podchodzi ku niej i podnosi ją) Co się stało?!
ELIZA zadyszana
Nic. Nic się nie stało! Że ja wygrałam dla pana pański zakład, to cóż się stało?! Nic! 
Panu to wystarcza! O mnie przecież nie chodzi!
HIGGINS
Tyś   wygrała   mój   zakład?   Ty?!   Ja   wygrałem!   Ty   gadzie   zarozumiały!   Dlaczegoś 
rzuciła pantoflami?! Mów!!
ELIZA

background image

Bo chciałam panu dać nimi w twarz! Och! Zabiłabym! Brutal samolubny! Dlaczego, 
dlaczego mnie pan nie zostawił tam, skąd mnie pan wygrzebał — w rynsztoku? Pan 
dziękuje Bogu, że wszystko skończone i że teraz będzie mnie pan mógł wyrzucić tam 
z powrotem, czy tak?!
Łamie palce w rozpaczy.
HIGGINS obserwując ją z zimnym zaciekawieniem 
Patrzcie, bestyjka ma jednak nerwy...
ELIZA
Ah-a-a!
Rzuca się ku niemu z furią, instynktownie kierując paznokcie ku jego twarzy.
HIGGINS chwytając ją za przeguby
Aha! Chciałabyś? Schować pazurki, kocico... Jak ty śmiesz wyładowywać wobec 
mnie swoją złość? Siadać i uspokoić się!
Rzuca ją brutalnie na fotel.
ELIZA obezwładniona swym wybuchem i poczuciem jego przewagi fizycznej 
Och, cóż się ze mną teraz stanie, co się ze mną stanie?!
HIGGINS
Skąd, u diabła, ja mam wiedzieć, co się z tobą stanie? Po wtóre, co to kogo obchodzi?
ELIZA
Pana to nic nie obchodzi! Ja wiem, że pana nic nie obchodzi... Pana by nie obeszło, 
choćbym tu trupem padła w tej chwili! Czymże ja jestem dla pana? Niczym. Czymś 
mniej niż parą tych pantoflów...
HIGGINS grzmiąco 
Pantofli, nie pantoflów!!!
ELIZA z uległością i goryczą 
Pantofli... Nie przypuszczałam, że to może obecnie pana razić...
Pauza. E l i z a, zgnębiona zupełnie, siedzi bezwładnie; Higgins, trochę zbity z tropu, 
nie bardzo wie, co począć.
HIGGINS swoim najwznioślejszym tonem
I po co to wszystko? Czy możesz się poskarżyć na złe traktowanie w tym domu?
ELIZA 
Nie.
HIGGINS
Czy może kto wyrządził ci jakąś przykrość, pułkownik Pickering albo pani Pearce? 
Może kto ze służby?
ELIZA 
Nie.
HIGGINS
Spodziewam się, że nie chcesz powiedzieć, że ja ci w czym uchybiłem.

background image

ELIZA 
Nie.
HIGGINS 
To ślicznie, to mnie bardzo cieszy...
Pauza; po chwili H i g g i n s zaczyna łagodniejszym tonem. Może cię nadmiernie 
zmęczył wysiłek dnia dzisiejszego? Kieliszek wina cię wzmocni, dobrze?
ELIZA
Nie. 
Pauza; wreszcie E li z a opanowuje się i dodaje
Dziękuję panu...
HIGGINS odzyskując swój zwykły humor 
Tak,   to   musiało   przyjść   wcześniej   czy   później...   naturalna   reakcja   wywołana 
wyczerpaniem nerwowym, ale chwała Bogu, wszystko skończone...
Klepie ją poufale po ramieniu. Ona się usuwa. 
Nie ma się czym więcej przejmować.
ELIZA
Tak,  pan  nie ma się czym  więcej  przejmować,  ale  ja, ja! (Wstaje,  podchodzi  do 
ławeczki przed fortepianem, siada opierając się łokciami o fortepian i ujmuje twarz w 
dłonie.) Och, Boże, jakżebym chciała umrzeć...
HIGGINS patrząc na nią, szczerze zaskoczony 
Ale dlaczego, na miły Bóg, dlaczego? (podchodzi do niej, mówi poważnie) Słuchaj, 
Elizo, całe to rozdrażnienie jest na tle zupełnie subiektywnym...
ELIZA 
Nie rozumiem, jestem za wielką ignorantką...
HIGGINS
Po prostu przywidzenie, rozigrana wyobraźnia... Nikt ci nie robi krzywdy... nic złego 
się nie stało...  No,  być grzeczną, najlepiej pójść zaraz spać... popłaczesz troszkę, 
zmówisz pacierz i będzie dobrze...
ELIZA 
Słyszałam, jak pan się modlił: „Dzięki Bogu, że to już koniec..."
HIGGINS niecierpliwie
Czyż nie słusznie? Czy ty sama nie czujesz zadowolenia? Od dziś jesteś wolna i 
możesz robić, co ci się podoba.
ELIZA starając się opanować, z rozpaczą 
Ale co?! Czego mnie pan nauczył? Do czego jeszcze jestem zdolna? Gdzie mam iść? 
Co mam robić? Co się ze mną stanie?
HIGGINS zaczynając rozumieć, lecz nie przejmując się zbytnio 
Ach, o to ci chodzi? Hm... (wkłada ręce do kieszeni spodni, zaczyna chodzić tam i z 
powrotem,  dzwoniąc  jak  zwykle  kluczami i monetą,  i mówi,  jakby  się  zniżał do 

background image

nieciekawego   tematu   z   czystej   uprzejmości)   Ja   w   tym   nie   widzę   powodu   do 
rozpaczy... tak czy owak, rzecz się ułoży bez większych trudności, chociaż co prawda 
jakoś nie myślałem o tym, że ty naprawdę możesz stąd odejść...
E l i z a rzuca nań nagle spojrzenie, ale on nie patrzy na nią, natomiast zajęty jest 
słodyczami na fortepianie i postanawia zjeść jabłko.
Do diabła... toż możesz wyjść za mąż... (odgryza duży kawał jabłka i żuje hałaśliwie) 
nie wszyscy mężczyźni są takimi zatwardziałymi kawalerami jak ja albo Pickering... 
większość   popada   w   stan   małżeński...   biedne   ofiary...   a   ty,   Elizo,   możesz   łatwo 
zainteresować,   masz   wszystkie   warunki   po   temu.   Sam   czasem   ulegam   twoim 
urokom, oczywiście nie teraz, kiedy beczysz i wyglądasz jak półtora nieszczęścia, ale 
w   chwilach   dobrego   usposobienia   jesteś   naprawdę   pociągająca...   to   znaczy   dla 
kandydatów do małżeństwa, rozumiesz? No dosyć, dosyć, spać teraz, wypocząć... 
Rano, gdy się obudzisz pokrzepiona snem, popatrz zaraz w lustro, a ono ci powie, że 
o przyszłość możesz być spokojna...
E l i z a znowu patrzy na niego szeroko rozwartymi oczyma, znieruchomiała, jakby 
zastygła, niezdolna wydobyć z siebie jednego słowa. Higgins tego nie zauważa, je 
jabłko z wyrazem zachwytu, bo jest dobre.
HIGGINS, któremu przychodzi do głowy dobra myśl 
Tak,   tak,   przychodzi   mi   na   myśl,   że   moja   matka   może   cię   wyswatać   za   kogoś 
odpowiedniego.
ELIZA
Pod tym względem stałam wyżej, gdy byłam kwiaciarką uliczną...
HIGGINS 
Nie rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć?
ELIZA
Sprzedawałam kwiaty bez myśli o sprzedawaniu siebie... Teraz, gdy pan zrobił ze 
mnie damę, nie mam nic innego do sprzedania oprócz siebie. Ach, trzeba mnie było 
zostawić, gdzie mnie pan znalazł.
HIGGINS zdecydowanym ruchem rzucając ogryzek jabłka w kominek
Ach,   ta   sentymentalna   frazeologia!   Po   kiego   diabła   sprowadzać   stosunki   między 
ludźmi do niskiej miary kupna i sprzedaży... zresztą nikt cię nie będzie zmuszał, byś 
wyszła za mąż wbrew swej woli...
ELIZA 
Cóż innego mi pozostaje?
HIGGINS
Mnóstwo rzeczy! Przecież można wrócić do pomysłu sklepu z kwiatami. Pickering 
może tę sprawę ułatwić, to bogaty człowiek. Suma, którą on musi obecnie złożyć dla 
pokrycia   półrocznych   wydatków   wraz   z   kaucją,   którą   ja   złożyłem   wypożyczając 
klejnoty do twego użytku, wyniesie około dwustu funtów. Z tym można zacząć. A 

background image

pomyśl sama, czy pół roku temu mogłaś choćby marzyć o własnym sklepie. To się da 
zrobić, więc przestań się mazgaić i głowa do góry. A teraz spać, jestem piekielnie 
zmęczony. Ale... po co ja tu przyszedłem, szukałem czegoś...
ELIZA 
Pantofli...
HIGGINS 
Prawda, przecież rzuciłaś nimi we mnie...
Zabiera pantofle i zamierza wyjść.
ELIZA 
Zanim pan wyjdzie, panie profesorze...
HIGGINS opuszcza pantofle, uderzony ostatnimi słowy 
A to co znowu?
ELIZA 
Czy moje suknie są własnością pułkownika, czy...
HIGGINS zawracając, jak gdyby to pytanie było szczytem nierozsądku 
Po kiego diabła jemu babskie szmaty?
ELIZA
Mogą się przydać następnej dziewczynie, którą pan złapie do nowego eksperymentu.
HIGGINS oburzony i dotknięty 
Więc tak o nas myślisz?
ELIZA
Nie   chcę   więcej   mówić   na   ten   temat.   Chciałabym   się   tylko   dowiedzieć,   czy 
cokolwiek z tego należy do mnie... moje własne rzeczy zostały spalone.
HIGGINS
Więc co z tego? Czyś ty oszalała, nudzić mnie takimi głupstwami teraz, o tej porze?!
ELIZA
Pragnę wiedzieć, do czego mam prawo, co mogę zabrać ze sobą... Nie chcę być 
posądzona o kradzież...
HIGGINS głęboko zraniony 
Co   takiego?   Mogłaś   mi   oszczędzić   tego   słowa...   okazujesz   brak   delikatności   i 
uczucia!
ELIZA
Przepraszam, bardzo przepraszam, jestem zwyczajną, pospolitą dziewczyną i w mojej 
pozycji   muszę   bardzo   uważać.   Między   mną   i   panem   nie   ma   miejsca   na   żadne 
uczucia... Proszę o odpowiedź na moje pytanie.
HIGGINS gwałtownie i opryskliwie
A zabierz sobie, co ci się żywnie podoba! Wszystko z wyjątkiem klejnotów... te są 
wypożyczone... (ponuro zmierza ku wyjściu) Czy jesteś zadowolona?
ELIZA upajając się jego podnieceniem i męcząc go, aby wywołać dalszy wybuch

background image

Jeszcze chwilkę... (zdejmuje z siebie klejnoty) Niech pan raczy to zabrać i schować w 
bezpieczne miejsce. Nie chcę ponosić odpowiedzialności, gdyby co zginęło...
HIGGINS wpadając w szał
Dawaj!!
Eliza składa wszystko w jego wyciągnięte dłonie. Żeby to była moja własność, tobym 
cię zadusił tymi łańcuszkami, niewdzięcznico!
Wpycha   bezładnie   wszystko   do   kieszeni   spodni,   dekorując   się   nieświadomie   w 
komiczny sposób, gdyż łańcuszki zwisają z obu kieszeni.
ELIZA zdejmując pierścionek z palca
Ten pierścionek jest pańską własnością, kupił mi go pan w Brighton*/3... Nie chcę go 
teraz!
Higgins wyrywa jej pierścionek, rzuca go z pasją w otwór kominka i zwraca się ku 
Elizie ruchem tak gwałtownym, że dziewczyna pochyla się na fortepian, zasłaniając 
głowę dłońmi z przeraźliwym okrzykiem.
Proszę mnie nie bić'.!!
HIGGINS głosem dyszącym wściekłością 
Bić?!   Jak   śmiesz,   nędznico,   posądzać   mnie   o   taki   zamiar?   Ha,   podła!   Ty   mnie 
policzkujesz! Zraniłaś mnie w samo serce!
ELIZA drżąc z ukrytej radości 
Nareszcie, przecież jakiś odwet!...
HIGGINS z godnością, najbardziej fachowym tonem 
Wyprowadziłaś mnie z równowagi. Tego jeszcze nikt nie dokazał! Na dziś nasza 
rozmowa skończona! Idę spać.
ELIZA zaczepnie 
Tylko przed tym proszę napisać notatkę dla pani Pearce co do tej herbaty, bo ja jej 
nie powiem.
HIGGINS tonem formalnym
Niech diabli wezmą panią Pearce razem z kawą i herbatą. Niech diabli wezmą ciebie 
(dziko) i mnie za moje szaleństwo i głupotę, żem skarby mej wiedzy i uczucia trwonił 
dla takiej wywłoki bez... serca...
Wychodzi   majestatycznie,   ale   stojąc   już   na   progu   traci   równowagę   i   ze   słowem 
„Psiakrew!!!." trzaska brutalnie za sobą drzwiami. E l i z a klęka na ziemi; pochyla 
się nieco naprzód i posuwając się na klęczkach w stronę kominka szuka pierścionka. 
Gdy go znajduje, zastanawia się przez chwilę, co z nim, zrobić, wreszcie rzuca go do 
wazy stojącej na kominku i z wyrazem wściekłości w oczach i na twarzy wybiega do 
swego pokoju na górze.
***
Umeblowanie pokoju E l i z y wzbogaciło się o wielką szafę i wspaniałą toaletkę. E l 
i z a wchodzi i zapala światło elektryczne. Podchodzi do szafy, otwiera ją i wyciąga 

background image

spacerową suknię, kapelusz i parę pantofli. Rzuca to wszystko na łóżko. Zdejmuje 
suknię balową i pantofle, następnie wyciąga wieszak obciągnięty atłasem, troskliwie 
układa na nim suknię balową i wiesza ją w szafie, którą zamyka z trzaskiem. Wkłada 
pantofle spacerowe, suknię i kapelusz. Bierze zegarek z toaletki i zapina go na ręce. 
Wkłada   rękawiczki,   bierze   do   rąk   torebkę,   otwiera   ją,   aby   sprawdzić,   czy 
portmonetka na miejscu, i przewiesza torebkę przez ramię. Idzie do drzwi. Każdy jej 
ruch wyraża wściekłą determinację.
Po raz ostatni ogląda się w lustrze. Nagle pokazuje sobie samej język w lustrze, po 
czym   wychodzi,   gasząc   światło   przy   drzwiach.   Tymczasem   Fred   Eynsford   Hill, 
opętany miłością, stoi na ulicy, wpatrzony w okna drugiego piętra, z których jedno 
się świeci. Światło gaśnie.
FREDZIO 
Dobranoc, ukochana, kochana, kochana.
E l i z a wychodzi na ulicę zatrzaskując drzwi z furią.
ELIZA 
Cóż pan tu robi?
FREDZIO
O, nic! Spędzam tu większość moich nocy. Tylko tu jestem szczęśliwy. Proszę się ze 
mnie nie śmiać, panno Doolittle.
ELIZA
Proszę mnie nie tytułować panną Doolittle! Eliza całkiem wystarczy dla takiej jak ja. 
(załamuje   się   i   chwyta   go   za   ramiona)   Fredziu,   przecież   nie   myślisz,   że   jestem 
wywloką bez serca, no, powiedz, że tak nie myślisz?
FRED
Ależ nie, kochana. Jak możesz nawet myśleć coś podobnego! Jesteś najpiękniejsza, 
najdroższa...
Traci   zupełnie   panowanie   nad   sobą   i   obsypuje   ją   pocałunkami.   Ona,   spragniona 
pocieszenia,   przyzwala   i   też   go   całuje.   Stoją   tak   złączeni   uściskiem.   Nadchodzi 
starszawy Policjant.
POLICJANT oburzony
Proszę państwa! Proszę państwa!! Proszę państwa!!! Odskakują od siebie.
FRED 
Przepraszam pana, ale widzi pan, właśnie zaręczyliśmy się w tej chwili.
Uciekają.   Policjant   potrząsa   głową,   myśląc   o   swoich   własnych   zalotach   i   o 
znikomości ludzkich nadziei. Oddala się w przeciwną stronę wolnym, zawodowym 
krokiem. Zakochani zapędzają się na Cavendish Square. Zatrzymują się teraz, aby się 
zastanowić, co robić dalej.
ELIZA zadyszana 
Wcale mnie nie nastraszył ten glina. Aleś mu dobrze powiedział.

background image

FRED 
Mam nadzieję, że ci nie przeszkodziłem. Dokąd idziesz?
ELIZA 
Do rzeki.
FRED 
Po co?
ELIZA 
Aby zrobić dziurę w wodzie.
FRED przerażony 
Elizo, ukochany! Co ty mówisz? Co się stało?
ELIZA
Nic, już nieważne. W tej chwili nie ma nikogo na całym świecie oprócz nas dwojga, 
powiedz, tak?
FRED
Żywej duszy nie ma!
Oddają się uściskom i zostają zaskoczeni przez znacznie młodszego policjanta.
DRUGI POLICJANT
Hej tam! Co to znaczy! Co wy sobie myślicie, tu nie sypialnia... No, dalej stąd, a 
migiem.
FRED
Tak jest, panie władzo, migiem.
Znowu uciekają i docierają do Hanover Square, gdzie zatrzymują się w celu odbycia 
następnej konferencji.
FRED 
Pojęcia nie miałem, że policja jest tak piekielnie pruderyjna.
ELIZA 
Przecież to ich zajęcie przepędzać dziewczęta z ulicy.
FRED 
Musimy gdzieś pójść. Nie możemy tak wędrować przez całą noc.
ELIZA
Czemu nie? To by było cudowne wędrować tak do końca świata.
FRED
O, najdroższa!
Znowu padają sobie w ramiona nie widząc wolno jadącej taksówki, która zatrzymuje 
się przed nimi.
KIEROWCA
Czy może państwa gdzie podwieźć? Odskakują od siebie.
ELIZA 
Och, Fredziu, taksówka, to wspaniale!

background image

FRED 
Żeby to diabli wzięli — nie mam grosza.
ELIZA
Ale ja mam masę forsy. Pułkownik uważa, że człowiek nie powinien wychodzić z 
domu bez dziesięciu funtów w kieszeni. Słuchaj! Będziemy jeździć przez całą noc, a 
rano pójdę do starej pani Higgins i zapytam ją, co mam robić. Opowiem ci wszystko 
w taksówce i będziemy bezpieczni przed policją.
FRED
Znakomicie,   pysznie,   (do   Kierowcy)   Jedź   pan   do   Wimbledon   Common*/4. 
Odjeżdżają.

AKT PIĄTY
Salon Pani Higgins jak w akcie trzecim. Ona sama siedzi jak poprzednio przy biurku, 
zajęta pisaniem. Wchodzi Pokojowa.
POKOJOWA w drzwiach
Proszę pani, przyszedł pan Henryk z pułkownikiem Pickeringiem.
PANI HIGGINS 
Poproś tutaj.
POKOJOWA 
Panowie są przy telefonie. Telefonują do policji.
PANI HIGGINS 
Co?!
POKOJOWA wchodząc do pokoju, zniżonym głosem 
Pan Henryk jakiś dziwnie rozdrażniony, proszę pani... chciałam panią uprzedzić!
PANI HIGGINS
Dziwiłabym się, gdyby nie był rozdrażniony. Niech tu przyjdą, jak skończą z policją. 
Musiał coś zgubić.
POKOJOWA wychodząc 
Dobrze, proszę pani.
PANI HIGGINS
I   powiedz   pannie   Doolittle,   że   pan   Henryk   z   pułkownikiem   są   tutaj   i   żeby   nie 
schodziła, póki jej nie poproszę.
POKOJOWA
Dobrze, proszę pani. 
Wpada Higgins, widocznie podniecony, wołajac od progu.
HIGGINS 
Niech mama sobie wyobrazi! Przecież to diabli mogą człowieka
porwać!
PANI HIGGINS

background image

Słucham cię, Henryku. Dzień dobry. 
Higgins reflektuje się i całuje matkę. Pokojowa wychodzi.
Co się stało?
HIGGINS 
Eliza dała drapaka.
PANI HIGGINS spokojnie, pisze w dalszym ciągu
Musiałeś ją wystraszyć!
HIGGINS
Ja?   Co   też   mama...   Została   wczoraj   jak   zwykle   w   mojej   pracowni,   żeby   zgasić 
światło.   Tymczasem   zamiast   iść   spać,   przebrała   się   i   poszła   sobie.   Łóżko   nie 
ruszone... rano przed siódmą wróciła dorożką po rzeczy i ta stara oślica pani Pearce 
wydała jej wszystko, nie wspomniawszy mi o tym ani słowa. Co ja teraz zrobię?
PANI HIGGINS
Obejdziesz się bez niej. Dziewczyna ma pełne prawo opuścić twój dom, jeżeli jej się 
tak podoba.
HIGGINS biegając w roztargnieniu po pokoju
Ależ  ja  nie   mogę  niczego  znaleźć,   nie  wiem,   kiedy   i  gdzie   jaka  lekcja.   Nic  nie 
wiem... ta dziewczyna... Wchodzi Pickering; Pani Higgins odwraca się od biurka.
PICKERING witając się
Wie pani już o naszym nieszczęściu? 
Siada na otomanie.
HIGGINS 
Cóż ten bałwan z inspektoratu? Obiecałeś mu nagrodę?
PANI HIGGINS wstaje, oburzona
Chyba nie szukacie Elizy przez policję?
HIGGINS
Ależ prosta rzecz! Od czegóż policja! Cóż innego możemy zrobić!
Siada na elżbietańskim krześle.
PICKERING
Inspektor robił wielkie trudności. Mam wrażenie, że nas podejrzewa o jakąś nieczystą 
sprawę...
PANI HIGGINS
Nic   dziwnego.   Jakim   .prawem   zwracacie   się   do   policji?   Czy   Eliza   jest   waszą 
własnością? Postępujecie, jak gdyby chodziło o przestępcę albo o zgubiony parasol. 
Miejcież trochę zastanowienia!
Siada, podrażniona.
HIGGINS 
Przecież musimy ją znaleźć!
PICKERING 

background image

Nie możemy pozwolić, żeby tak odeszła, pani rozumie...
PANI HIGGINS
Nie, nie rozumiem, jak dorośli ludzie mogą się zachowywać w sposób odpowiedni 
dla niedowarzonych smarkaczy. Pomyślcie tylko...
Wchodzi Pokojowa, Pani Higgins urywa i rzuca jej pytające spojrzenie.
POKOJOWA do Higginsa
Panie Henryku, jakiś pan chce się widzieć z panem w ważnej sprawie, mówi, że go tu 
odesłano z mieszkania przy Wimpole Street.
HIGGINS 
Tego jeszcze brakowało! Nie mam teraz czasu... Kto to taki?
POKOJOWA 
Jakiś pan Doolittle.
PICKERING 
Doolittle? Śmieciarz?
POKOJOWA 
Ależ proszę pana, wcale nie śmieciarz, to dżentelmen.
HIGGINS wstając, podniecony
Na  Boga,   Pick,   na  pewno  jakiś  krewny,   do  którego   poszła.   Ktoś,   o   kim   nic   nie 
wiedzieliśmy, (do P o k o j o w e j) Poproś na górę, żwawo...
POKOJOWA
Słucham pana. 
Wychodzi.
HIGGINS, podniecony, podchodzi do matki
Szlachetny krewniak! Teraz dowiemy się czegoś. Siada na krześle chippendale.
PANI HIGGINS 
Czy znacie kogo z jej rodziny?
PICKERING 
Tylko ojca... ten, o którym opowiadaliśmy pani..
POKOJOWA anonsując
Pan Doolittle. 
Wychodzi.
Wchodzi Doolittle. Wystrojony jak na eleganckie wesele i właściwie wyglądający jak 
sam pan młody. Kwiat w butonierce. Olśniewająco nowy cylinder i lakierki. Zbyt jest 
zajęty sprawą, która go tu przywiodła, aby zauważyć Panią Higgins. Naciera wprost 
na Higginsa atakując go gwałtownymi wyrzutami.
DOOLITTLE wskazując siebie 
Proszę spojrzeć. Widzi pan, to pańska sprawka.
HIGGINS 
Co za sprawka, człowieku?

background image

DOOLITTLE 
No, to wszystko. Proszę, cylinder! Proszę, żakiet!
PICKERING 
Czy was Eliza tak ubrała?
DOOLITTLE 
Eliza? Ani jej się śniło, skądże niby Eliza?
PANI HIGGINS 
Dzień dobry, panie Doolittle, może pan zechce usiąść.
DOOLITTLE skonfundowany, zaczynając rozumieć, że zapomniał o gospodyni
Sługa najniższy pani dobrodziejki... wybaczenia proszę, (podchodzi do Pani Higgins i 
ściska z wylaniem podaną mu dłoń) Dziękuję! (siada na otomanie po prawej stronie 
Pickeringa) Tak mnie to całe wydarzenie ogłupiło, że o niczym innym myśleć nie 
mogę.
HIGGINS 
Ale co, u kaduka, wam się przytrafiło?
DOOLITTLE 
Ba, żeby to przytrafiło, to by nie było o czym gadać... każdemu może się to i owo 
przytrafić z niczyjej winy — chyba Opatrzności... zaś moja przygoda to sprawka 
ludzkiej ręki, w tym rzecz. Pana sprawka, tak, pana, Henryku Higgins.
HIGGINS
Znaleźliście Elizę?
DOOLITTLE 
A pan ją zgubił?
HIGGINS 
Tak!
DOOLITTLE 
W czepkuś pan rodzony, nie ma co, nie każdy ma takie szczęście. Zaś o Elizę nie ma 
stracha, bo choć jej szukać nie będę, to ona mnie rychło znajdzie po tym, coś pan 
zmajstrował.
PANI HIGGINS 
Ależ co mój syn panu zrobił, panie Doolittle?
DOOLITTLE 
Co  zrobił?  Zniszczył mnie!  Szczęście  moje  zrujnował!  Związał mnie,  powróz na 
szyję założył, nogi spętał i oddał na pastwę burżujskiej moralności!
HIGGINS zrywając się z otomany i stając nad Doolittle'em 
Bredzisz, człowieku, upiłeś się! Zwariowałeś! Ja wam dałem najpierw pięć funtów, 
potem   miałem  z  wami   dwie  konwersacje  po   dwa  i   pół   szylinga   za  godzinę  i   to 
wszystko! Od tego czasu nie widziałem was na oczy!
DOOLITTLE 

background image

Pijany, co? Wariat, tak? A proszę mi powiedzieć, czy nie pisał pan listów do jednego 
narwanego półgłówka w Ameryce, co to wyznaczył pięć milionów na zakładanie, jak 
się   to   mówi,   Lig   Reformy   Moralności   Świata?   Ten   sam,   co   to   chciał,   abyś   pan 
wymyślił dla niego powszechny język? Pisał pan czy nie?
HIGGINS 
Co? Ezra Wannafeller? Ten człowiek nie żyje.
Siada niedbale.
DOOLITTLE 
Ano, właśnie umarł na moją zgubę! A teraz, pisał pan czy nie pisał pan do niego, że 
najoryginalniejszym moralistą w całej Anglii jest dzisiaj Alfred Doolittle, zwyczajny 
śmieciarz, jak się to mówi?
HIGGINS
A owszem, owszem, przypominam sobie, że po pierwszej waszej wizycie zrobiłem 
jakiś głupi kawał w tym rodzaju.
,DOOLITTLE
Ładny kawał dla pana... Przecie ten kawał, jak pan się wyraża, zwalił się na mnie jak 
wóz cetnarowy, że teraz ani ręką, ani nogą ruszyć swobodnie. Ten żart przysporzył 
onemu narwańcowi okazji do pokazania światu, że Amerykany to inszy gatunek niż 
my, że oni umią uczcić zasługi w każdej klasie społeczności, choćby i najniższej. Tak 
stoi w jego zatraconym testamencie, w którym, Henryku Higgins, dzięki pańskim 
głupim kawałom, on zapisuje mnie udział w swoim truście topionych serów, udział 
przynoszący trzy tysiące funtów dochodu rocznego, pod warunkiem, że będę miał 
odczyty dla tej jego Ligi Reformy Moralności Świata, ile razy dyrektorzy zażądają, 
ale nie częściej jak sześć razy do roku.
HIGGINS 
A to wariat! Rzeczywiście! Ha!!! (rozjaśniając się) A to gratka!
PICKERING
Ależ to ślicznie, Doolittle. A z odczytami nie będzie wiele kłopotu. Ręczę, że więcej 
jak raz was nie zaproszą,
DOOLITTLE
O odczyty mi nie idzie, to fraszka; będę golił prawdę, jak się patrzy... i ani mrugnę. 
Moja   krzywda   w   tym,   że   pana   ze   mnie   zrobił!   A   kto   go   o   to   prosił?   Byłem 
szczęśliwy, byłem niezawisły, byłem swobodny!... Nabierałem ludzi na grosz, jak mi 
brakło, uczciwie i rzetelnie, tak jakem i pana nabrał... Teraz temu koniec! Obroża na 
kark,   na  nogi  kajdany...  a  nabierać  to  już  nie  ja,  ale  mnie!  „Powinszować  wam, 
Doolittle", mówi adwokat, „macie szczęście"... „Tak pan myśli?", mówię, „Chciał 
pan powiedzieć, że to pan ma szczęście." Bo i prawda! Kiedym był biedakiem i trza 
mi   było   raz   adwokata   —   o   dziecinny   wózek   szła   sprawa,   com   go   znalazł   na 
śmiecisku — to, papuga, z pyskiem na mnie wjechał i dwóch pacierzy nie wyszło, a 

background image

już mnie za drzwi wyrzucił. Albo z doktorami... jeszczem na nogach ustać nie mógł, 
a wysiudali mnie precz ze szpitala i nie musiałem płacić. Teraz mówią, że nie mam 
zdrowia i że nie wyżyję, jak mnie dwa razy w dzień nie obmacają... Zaś w domu to 
mi tknąć niczego nie wolno; niech się po co obrócę, już się ktoś nawinie, jedne ręką 
podaje, a drugą nadstawia... Jeszcze dwa miesiące temu nie miałem krewniaków, nikt 
się nie chciał do mnie przyznać, dziś będzie tego dobre cztery tuziny, a żaden nie ma 
co do gęby włożyć. Tak, cóż to za życie? Ani chwili dla siebie, wszystko dla drugich. 
To jest ta przeklęta moralność burżujska! Omotała mnie tak, że ani rusz! Mówi pan, 
że Eliza dała nogie... Nie ma strachu, o zakład idę, że się tam już do mnie dobija! 
Ona, co by letko mogła zapracować na życie sprzedając kwiaty, gdybym ja nie był 
szacownym obywatelem. A niech tyż pan zgadnie, na kogo teraz kolej, żeby mnie 
naciągnąć? Na pana, Henryku Higgins! Boć przecie musisz mnie pan wyuczyć tej 
gwary   mieszczańskiej...   wiadomo,   ta   hołota   rzetelnej   mowy   ludzkiej   nie   zna...   i 
dlatego to pan zrobił, aby mnie naciągnąć.
PANI HIGGINS
Ależ,   drogi   panie   Doolittle,   pan   może   z   łatwością   uniknąć   tych   wszystkich 
nieszczęść, nikt pana nie może zmusić do przyjęcia tego zapisu. Czyż nieprawda, 
pułkowniku?
PICKERING 
Przypuszczam, że tak.
DOOLITTLE zwraca się ku Pani Higgins, łagodząc wyraz twarzy i słodząc możliwie 
ton głosu z uwagi na jej płeć niewieścią 
Ba, w tym sęk, dobrodziejko: tu jest, jak się to mówi, tragedia... Nie sztuka rzec: nie 
bierz... Trza jeszcze mieć twarde sumienie i siłę, żeby tak zrobić... A mnie już na to 
nie stać. Kogo dziś stać na taką rzetelność? Zniewoleni jesteśmy, pani dobrodziejko, 
zniewoleni, w tym rzecz! Co mnie czeka na starość, jak odrzucę ten zapis? Przytułek! 
Nic, tylko przytułek! A człek idzie w lata... już i tak muszę siwy łeb farbować, żeby 
się   utrzymać   na   stanowisku   śmieciarza!   Żebym   to   ja   był   z   tych   zasługujących 
biedaków i miał co odłożone, to bym mógł odrzucić na upartego, choć i wtedy nie 
wiadomo po co, boć te zasługujące biedaki nie różnią się wcale od milionerów pod 
względem tej szczęśliwości, której nie mają. No i co się dzieje na końcu? Przyjdzie 
starość, tak się społeczność pomści i nałoży mi mundurek dziadka z dobroczynności, 
zaś od tego nic mnie nie uchroni, chyba te przeklęte trzy tysiące na rok, które mnie do 
burżujskiej klasy wpychają. Przepraszam za wyrażenie, dobrodziejko, ale i pani by 
się tak wyraziła, jakby ją kto tak sprowokował jak mnie. Człek jest między młotem i 
kowadłem: ani w tył, ani naprzód. Odrzucisz, tak wpadniesz, jak się to mówi w Skylę 
przytułku, weźmiesz, to cię zaś chyci Char-byda*/1 burżujska... Na przytułek nie 
mam nerwów ani siły. Słaby człek, dobrodziejko, bankrut, sprzedany. Szczęśliwsi 
ode mnie zbierać będą moje śmiecie i naciągać mnie na napiwek... a ja, bezsilny, 

background image

przypatrywać   się   im   będę   i   zazdrościć.   Oto   do   czego   przywiódł   mnie   syn 
dobrodziejki! Milknie, głęboko wzruszony.
PANI HIGGINS
Bardzo się cieszę, że pan nie zamierza uczynić nic nierozsądnego. Tym sposobem 
bowiem rozstrzyga się pomyślnie przyszłość Elizy; w obecnych warunkach może pan 
zapewnić jej byt.
DOOLITTLE z rezygnacją, pełną melancholii 
Tak, dobrodziejko, teraz mam wszystkich utrzymywać z tych marnych trzech tysięcy 
rocznie!
HIGGINS zrywając się
Bzdura! On nie ma prawa i nie będzie łożyć na Elizę. Dziewczyna nie należy do 
niego;   jego   ojcowskie   prawo   kupiłem   za   pięć   funtów!   Doolittle!   Albo   jesteście 
człowiekiem uczciwym, albo szubrawcem!
DOOLITTLE wyrozumiale 
Po trochu z każdego... Henryku, jak każdy z nas po trochu z każdego...
HIGGINS
Bez   wybiegów!   Wzięliście   pieniądze   za   dziewczynę,   więc   nie   możecie   mieć   i 
pieniędzy, i dziewczyny.
PANI HIGGINS
Nie bądź niemądry, Henryku. Jeśliś ciekaw, gdzie Eliza jest w tej chwili, mogę ci 
oznajmić, że jest na górze.
HIGGINS do głębi zdumiony 
Co? Na górze? To ja się zaraz postaram, żeby się znalazła na dole! Rzuca się ku 
drzwiom.
PANI HIGGINS podnosząc się i idąc za nim 
Henryku, uspokój się, proszę. Usiądź!
HIGGINS 
Ja tylko...
.PANI HIGGINS surowo
Usiądź, proszę, i wysłuchaj najpierw tego, co powiem.
HIGGINS rzuca się prostacko na otomanę, tyłem do obecnych 
Och, dobrze, dobrze, dobrze, już siedzę... tylko dlaczego, u pioruna, nie powiedziała 
mama tego od razu!
PANI HIGGINS
Eliza   przyszła   do   mnie   wczesnym   rankiem   i   opowiedziała   mi,   jak   brutalnie 
postąpiliście z nią.
HIGGINS zrywając się znowu 
Co!
PICKERING wstając również

background image

Musiała   coś   przesadzić,   kochana   pani,   nic   brutalnego   nie   było   w   naszym 
postępowaniu. Prawie wcale nie mówiliśmy do niej i rozstaliśmy się w jak najlepszej 
zgodzie, chyba... Słuchaj no, Henryku, czy wsiadłeś na nią znowu po moim wyjściu z 
pracowni?
HIGGINS
Zupełnie przeciwnie, to ona mi dała w pysk moimi własnymi pantoflami. W ogóle 
zachowywała się poniżej krytyki, choć nie dałem do tego najbłahszego powodu... 
pantofle zaświeciły mi w oczach, w chwili gdy stanąłem na progu, zanim zdołałem 
wyrzec słowo... a co najgorsza, wyrażała się niegramatycznie!
PICKERING zdumiony do głębi 
Ale dlaczego? Cóż takiego mogliśmy jej zrobić?
PANI HIGGINS
Zdaje   się,   że   wiem   dokładnie,   co   zaszło.   Dziewczyna   jest   raczej   wrażliwa   i 
uczuciowa, czyż nie tak, panie Doolittle?
DOOLITTLE 
Bardzo przeczulona, zaiste, dobrodziejko, ma to po mnie.
PANI HIGGINS
O   właśnie,   przywiązała   się   do   was   obu.   Przyznasz   sam,   Henryku,   że   pracowała 
bardzo   ciężko   dla   ciebie.   Nie   wiem,   czy   zdajesz   sobie   sprawę,   czym   jest   praca 
umysłowa dla dziewczyny z jej klasy. I cóż? Dziewczyna przeszła zwycięsko dzień 
próby,   wykonała   swoje   zadanie   ze   zdumiewającą   sprawnością,   nie   popełniła 
najbłahszego błędu, a wy, panowie, nie zdobyliście się nawet na jedno słowo uznania, 
lecz pomijając zupełnie jej osobę, w jej obecności rozprawialiście z zadowoleniem 
tylko o tym, że wasze uciążliwe obowiązki już się skończyły... i jak was to wszystko 
nudziło. A potem jeszcze dziwiliście się, że rzuciła pantoflami? Ja na jej miejscu 
rzuciłabym pogrzebaczem!
HIGGINS
Myśmy nie powiedzieli nic takiego, co by ją mogło oburzyć. Mówiliśmy, żeśmy 
zmęczeni, że nam się chce spać... czy nie tak, Pick?
PICKERING wzruszając ramionami
Tak, to wszystko.
PANI HIGGINS ironicznie 
Czy aby na pewno?
PICKERING . 
Absolutnie. Naprawdę nic innego nie mówiliśmy.
PANI HIGGINS
Nie   podziękowaliście   jej,   nie   chwaliliście   jej,   nie   podziwialiście   jej.   Nie 
powiedzieliście jej, jaka była wspaniała.
HIGGINS niecierpliwie 

background image

Ależ ona to wszystko wiedziała. Nie trzymaliśmy do niej mowy, jeżeli o to ci chodzi.
PICKERING jakby go ruszyło sumienie 
Może istotnie byliśmy trochę nierozważni. Czy bardzo się na nas gniewa?
PANI HIGGINS wracając na swoje miejsce przy biurku 
W każdym razie nie sądzę, aby wróciła pod twój dach, Henryku, zwłaszcza teraz, 
kiedy pan Doolittle może zapewnić jej utrzymanie tej pozycji społecznej, którą jej 
narzuciliście. Ale mówiła mi, że chętnie pozostanie w przyjaźni z wami i gotowa 
puścić w niepamięć całe nieporozumienie.
HIGGINS wściekły 
No, do diabła, co za łaska!
PANI HIGGINS
Jeśli mi przyrzekniesz, Henryku, że się zachowasz przyzwoicie, poproszę ją tutaj... 
jeśli nie, wracaj do domu, bo i tak zabrałeś mi dość czasu.
HIGGINS
Ależ dobrze, dobrze, przyrzekam. Pick, pamiętaj, żebyś się zachowywał przyzwoicie, 
zdobądźmy się na uroczyste miny niedzielnych gości wobec tej kobiety wydobytej 
przez nas z błota.
Rzuca się nadąsany na elżbietańskie krzesło.
DOOLITTLE protestując
Wolnego,   wolnego,   Henryku   Higgins,   niech   pan   uwzględni   moją   mieszczańską 
wrażliwość.
PANI HIGGINS
Henryku, pamiętaj o danym przyrzeczeniu, (naciskając dzwonek na biurku) Panie 
Doolittle, czy pan nie byłby tak dobry ukryć się na chwilę na balkonie? Nie chcę, by 
Eliza   dowiedziała   się   o   wszystkim   przed   pojednaniem   z   panami.   Proszę   mi 
wybaczyć.
DOOLITTLE
Z rozkoszą, dobrodziejko... wszystko zrobię, aby Henryk na nią bulił, a nie ja...
Wychodzi na balkon. Pickering siada na miejscu Doolittle'a. Wchodzi Pokojowa.
PANI HIGGINS 
Poproś pannę Doolittle.
POKOJOWA
Słucham panią. 
Wychodzi.
PANI HIGGINS 
Tylko spokojnie, Henryku.
HIGGINS 
Opanowałem się i jestem jak kołek w płocie.
PICKERING

background image

Istotnie,   trudno   więcej   wymagać   od   Henryka.   Cisza.   Higgins   opiera   głowę   na 
poduszce otomany, wyciąga nogi możliwie najdalej i zaczyna gwizdać.
PANI HIGGINS 
Nie powiem, żebyś zyskiwał w tej pozycji, Henryku.
HIGGINS poprawiając się 
Nie chodziło mi o to.
PANI HIGGINS 
Ani mnie... chciałam tylko, żebyś przemówił.
HIGGINS 
Dlaczego?
PANI HIGGINS
Bo nie można gwizdać i mówić równocześnie. Higgins stęka. Znów bardzo męcząca 
cisza.
HIGGINS, tracąc cierpliwość, zrywa się gwałtownie
Gdzie   ona   siedzi,   do   stu   diabłów,   czy   mamy   do   jutra   czekać?   Wchodzi   Eliza, 
promienna, opanowana, olśniewająca dystynkcją i obyciem towarzyskim. W ręku ma 
koszyczek z robótką i porusza się ze swobodą osoby bardzo zadomowionej. Pickering 
jest tak oszołomiony, że zapomina wstać na powitanie.
ELIZA
Jak się pan ma, panie profesorze? Mam nadzieję, że pan już przemógł wczorajsze 
zmęczenie?
HIGGINS osłupiały
Ja?... 
Nie może nic więcej powiedzieć.
ELIZA
Och, na pewno, pan ma żelazne siły i zdrowie. Bardzo się cieszę, że pana widzę, 
panie pułkowniku. Pickering zrywa się, witają się serdecznie uściskiem dłoni.
Chmurny dzień, nieprawdaż? 
Siada po lewej stronie Pickeringa, on obok niej.
HIGGINS
Nie graj komedii przede mną... nauczyłem cię tego sam i mnie na to nie weźmiesz. 
Wstawaj i marsz do domu... i przestań być idiotką.
E l i z a wyjmuje robótkę szydełkową i poczyna najspokojniej pracować, jak gdyby 
nie słyszała zupełnie słów Higginsa.
PANI HIGGINS
Istotnie, trudno o subtelniejszą formę, Henryku. Żadna kobieta nie oprze się takiemu 
zaproszeniu.
HIGGINS
Niech mama jej nie wyręcza, sama niech odpowiada... przekonamy się zaraz, czy w 

background image

tej mózgownicy jest choć jedna myśl samodzielna, której jej nie wpakowałem jak 
łopatą, i czy powie choć jedno słowo, któregom jej nie wyuczył. Oświadczam, że to 
co tu widzicie, jest tworem mojej pracy, stworzyłem to z liścia kapuścianego... po 
którym   deptano   w   halach   Covent   Garden,   więc   niech   tu   przede   mną   nie   udaje 
wielkiej damy!
PANI HIGGINS uspokajająco
Tak, tak, mój drogi, ale... może byś zechciał usiąść. H i g g i n s siada z powrotem, 
wściekły.
ELIZA do Pickering a, pozornie nie zwracając uwagi na Higginsa i nie przestając 
szydełkować 
Czy nasza znajomość się skończy, pułkowniku, teraz kiedy eksperyment skończony?
PICKERING
Błagam, niech pani tak nie mówi. Proszę nie myśleć o tym jako o eksperymencie. To 
mnie boli.
ELIZA 
Przecież jestem tylko rozdeptanym liściem kapuścianym.
PICKERING impulsywnie 
Och, nie!
ELIZA spokojnie ciągnąc dalej
Ale tyle panu zawdzięczam, że bolałoby mnie bardzo, gdyby pan o mnie zapomniał.
PICKERING 
Bardzo pani uprzejma, panno Doolittle.
ELIZA
To nie dlatego, że pan płacił za moje suknie. Wiem, że pan każdemu pospieszy z 
pomocą. To pan był moim istotnym nauczycielem towarzyskiej ogłady, która cechuje 
damę.   Widzi   pan,   nie   zdołałabym   jej   nabyć   obcując   wyłącznie   z   profesorem 
Higginsem, który pod tym względem niewiele różni się od środowiska, w jakim się 
wychowałam od dzieciństwa. Mając jako wzór profesora Higginsa nie wyrobiłabym 
w   sobie   zdolności   opanowywania   instynktów,   nie   oduczyłabym   się   używania 
niewłaściwych   wyrażeń,   po   prostu   nie   doszłabym   do   świadomości,   że   ludzie 
kulturalni postępują inaczej, gdyby nie pańska obecność.
HIGGINS 
Proszę!...
PICKERING 
Ach, to tylko jego sposób bycia, ale on nic złego przy tym nie myśli.
ELIZA
O, ja też nic złego nie myślałam, gdy byłam kwiaciarką uliczną. To był tylko mój 
sposób bycia. Ale zachowywałam się niewłaściwie, a o to przecież chodzi.
PICKERING

background image

Bez wątpienia, niech pani jednak nie zapomina, że Henryk nauczył panią wzorowego 
języka i tej świetnej wymowy, ja nie zdołałbym tego dokazać.
ELIZA z prostotą 
Oczywiście, przecież to zawód profesora Higginsa.
HIGGINS 
A żebyś pękła!
ELIZA ciągnąc dalej
Podobnie   zawodowy   tancmistrz   uczy   wzorowego   tańca,   pokazując,   jak   należy 
pokonywać   techniczne   trudności,   i   tą   drogą   wykształca   czysto   mechaniczną 
sprawność... ale z dobrym wychowaniem to niewiele ma wspólnego... czy pan wie, 
kiedy się zaczęła moja prawdziwa edukacja?
PICKERING
Ciekawym...
ELIZA przestając na chwilę pracować Oto w momencie, gdy mnie pan nazwał panną 
Doolittle, w pierwszym dniu mego pobytu pod dachem profesora... zbudziło się we 
mnie poczucie własnej godności, (podejmując na nowo szydełkowanie) A potem było 
takich   momentów   bez   liku,   drobiazgi   na   pozór,   szczegóły;   o   których   pan   nie 
przypuszczał,   że   mogą   działać   wychowawczo,   bo   są   dla   pana   czymś   zupełnie 
naturalnym;   szczegóły   takie,   jak   wstawanie   przy   witaniu   się   ze   mną,   przy 
pożegnaniu, zdejmowanie kapelusza, otwieranie drzwi.
PICKERING 
O, to drobnostka.
ELIZA
Rzeczy te mają swoją wymowę. To wszystko mi mówiło, że pan uważa mnie za coś 
innego niż dziewczynę z kuchni, chociaż wiem, że tak samo zachowałby się pan 
wobec najprostszej posługaczki, z chwilą gdyby się znalazła w salonie na prawach 
gościa. Pan nigdy nie zdejmował obuwia w jadalni w mojej obecności...
PICKERING
Och, nie trzeba się na niego obrażać, Henryk rozrzuca buty po całym mieszkaniu.
ELIZA
Wiem i daruję mu to, bo to jego sposób bycia. Mimo to uderzał mnie fakt, że pan 
tego nie robi. Widzi pan, w istocie rzeczy, pomijając sprawy zewnętrzne, jak strój, 
sposób wyrażania się i tak dalej, cała różnica między damą a kwiaciarką uliczną tkwi 
nie w sposobie jej zachowywania się, ale w sposobie traktowania jej przez innych. 
Dla profesora Higginsa pozostanę na zawsze kwiaciarką, bo on zawsze traktował 
mnie jako kwiaciarkę i zawsze będzie... dla pana mogę być damą, bo pan zawsze 
traktował mnie jako damę i zawsze będzie...
PANI HIGGINS
Proszę cię, Henryku, nie zgrzytaj zębami.

background image

PICKERING 
Zbyt pani dla mnie łaskawa, panno Doolittle... sam nie wiem...
ELIZA 
Niech mnie pan teraz nazywa Elizą, dobrze? Proszę o to!
PICKERING 
Ależ z rozkoszą, dziękuję, Elizo.
ELIZA
Natomiast życzę sobie, by profesor Higgins nazywał mnie panną Doolittle.
HIGGINS 
Prędzej cię diabli porwą, nim się tego doczekasz!...
PANI HIGGINS
Henryku! Henryku!
PICKERING śmiejąc się
Wet za wet, Elizo, odmierz mu tą samą miarką, przyda mu się taka nauczka...
ELIZA
Nie mogę... nie. potrafię już, ani dziś, ani jutro... Mówił pan raz, że małe dziecko, 
przeniesione   do   obcego   kraju,   uczy   się   szybko   nowego   języka,   zapominając 
własnego. Ze mną stało się coś podobnego. W stosunku do waszego świata byłam 
tym małym dzieckiem. Zapomniałam swego języka tak doszczętnie, że teraz mogę 
mówić tylko waszym. Tu się zaczęło moje odejście od mego dawnego środowiska, a 
opuszczenie domu przy Wimpole Street jest momentem ostatecznego zerwania ze 
światem ulicy.
PICKERING zaniepokojony
Jak to, przecież nie myślisz opuścić nas zupełnie? 
Nie, Elizo, wiem, że mu przebaczysz i...
HIGGINS wstając
Przebaczy! Dobry sobie... Ha! Niech idzie! Niech zobaczy, jak sobie da radę bez nas. 
Najdalej za trzy tygodnie znajdzie się z powrotem w rynsztoku, jeżeli mnie przy niej 
zabraknie. 
Doolittle   ukazuje   się   w   środkowych   drzwiach.   Z   wymownym,   pełnym   wyrzutu 
spojrzeniem w stronę Higginsa zbliża się na palcach powoli i bez szelestu ku Elizie, 
która, siedząc twarzą do widowni, nie może go dostrzec.
PICKERING
Ach, ten Henryk jest niepoprawny, przecież nie wpadniesz z powrotem w ten żargon?
ELIZA
Nie, nigdy, i wiem, że do dawnego poziomu nie wrócę, nauka nie poszła w las... 
Czuję, że dziś nawet na próbę nie zdołałabym wydać z siebie jednego z tych dawnych 
okrzyków... W tym momencie Doolittle dotyka palcem jej lewego ramienia; E li z a 
odwraca  się,   robótka  wypada  jej  z  rąk,   widok  ojca  wyprowadza  ją  kompletnie  z 

background image

równowagi.
A-a-a-a-a-ah-au-ooh!!!
HIGGINS z rykiem tryumfu
Aha! O właśnie! Brawo! A-a-a-a-a-ah-au-ooh!! Zwycięstwo! Zwycięstwo! Ha, ha, 
ha, ha! 
Tarza się po otomanie, bijąc nogami o podłogę.
DOOLITTLE
Czy można winić dziewczynę! (do E l i z y) Cóż ty tak patrzysz na mnie, jakbyś 
ducha zobaczyła? To... nie moja wina, dorobiłem się... niby spadło na mnie trochę 
mamony...
ELIZA 
Tym razem musiałeś obskubać jakiegoś milionera!...
DOOLITTLE
Zgadłaś! Ale dziś żem się specjalnie wysztafirował, bo idę do kościoła Świętego 
Jerzego; twoja macocha żąda sakramenckiego ślubu...
ELIZA gniewnie
Tak nisko upadłeś, aby się nabrać na małżeństwo z tą pospolitą, ordynarną babą!
PICKERING spokojnie
To jego obowiązek, Elizo! (do Doolittle'a) Co wpłynęło na zmianę jej postanowienia?
DOOLITTLE smętnie
Słabość sumienia, prezesie, słabość sumienia! Mieszczańska moralność domaga się 
swych   ofiar...   (do   E   l   i   z   y)   Może   byś   tak   włożyła   kapelusz   i   machnęła   się 
odprowadzić mnie na wieczny odpoczynek?
ELIZA
Jeżeli pułkownik uważa, że muszę... no, to (prawie ze szlochem), to poniżę się i 
zostanę z pewnością obrzucona stekiem obelg za ten trud.
DOOLITTLE
Nie bój się. Całkiem zapomniała języka w gębie, biedna kobita. Stateczność cały 
animusz z niej wykurzyła.
PICKERING delikatnie ściskając E l i z ę za łokieć 
Bądź miła dla nich, Elizo! Postaraj się.
ELIZA zmuszajcie się do uśmiechu mimo złości, aby mu zrobić przyjemność
Dobrze już, choćby tylko dla okazania, że nie żywię urazy...Wrócę w tej chwili. 
Wychodzi.
DOOLITTLE siadając obok Pickeringa 
Tak   mi   jakoś   niewyraźnie   przed   tym   obrządkiem...   Żeby   tak   pułkownik   raczył 
towarzyszyć... byłoby raźniej człowiekowi...
PICKERING
Człowieku, toż to dla was nie pierwszyzna, przecież braliście ślub z matką Elizy.

background image

DOOLITTLE 
A któż to panu powiedział, pułkowniku?
PICKERING
Nikt mi nie mówił, sądziłem — naturalnie...
DOOLITTLE
Bajki, pułkowniku, to nie jest sposób naturalny. To sposób mieszczański. Ja tam 
zawsze wolałem ten niegodny sposób. Zaś Elizie nie trza mówić... ona nie wie... 
Zawsze byłem za delikatny, aby jej powiedzieć.
PICKERING 
Bardzo słusznie, to nie ma celu.
DOOLITTLE 
A przyjdzie pan do kościoła, żeby mi tego... ducha dodać?
PICKERING
Ależ owszem, z przyjemnością... o ile jako stary kawaler potrafię...
PANI HIGGINS
A mnie pan nie zaprosi, panie Doolittle, byłaby to naprawdę przykrość dla mnie... nie 
być na pańskim ślubie.
DOOLITTLE 
To  dla mnie,  pani  dobrodziejko,  będzie  niepomierny  honor  taka asysta...  Zaś dla 
bidnej kobity wspaniałomyślny komplement... Okropnie upadła kobiecina na duchu 
od rozmyślania, że się dawne szczęście nie wróci...
PANI HIGGINS dzwoni
W   takim   razie   wydam   polecenie,   by   przygotowano   powóz.   Mężczyźni   wstają   z 
wyjątkiem Higginsa.
I przebiorę się odpowiednio; za kilka minut będę gotowa. Eliza wchodzi w kapeluszu 
zapinając rękawiczki.
Twój   ojciec   zaprosił   mnie   na   ślub,   Elizo,   zaczekaj   na   mnie,   pojedziemy   razem 
powozem, a pułkownik — jak sądzę — uda się naprzód z panem młodym.
Wychodzi. E l i z a staje na środku pokoju między otomaną i balkonem. Pickering 
przy niej.
DOOLITTLE
Pan młody! Rany boskie, co za słowo! Człowiek zaczyna rozumieć swoją pozycję!...
Bierze kapelusz i zwraca się ku drzwiom.
PICKERING
Nie żegnam się, wierzę, że się z nim pojednasz i wrócisz do nas.
ELIZA 
Wątpię, czy papa pozwoli... jak papa myśli?
DOOLITTLE smutnie, ale wyrozumiale 
Sprytnie   cię   wykierowali,   Elizo,   te   dwa   sportowcy.   Żebyś   miała   do   czynienia   z 

background image

jednym z nich, to by to jeszcze jakoś sztymowało*/2. Ale dwa, i to jeden zasłaniający 
drugiego — to już jem nie mogłaś poradzić, (do P i c k e r i n g a) To była sztuka z 
pomyślunkiem, pułkowniku; ale ja tam nie mam za złe, sam także samo bym zrobił. 
Całe życie baby mną rządzili, jedna za drugą poganiała. Więc wam z całego serca 
winszuję, żeście się uporali z Elizą. Mnie do tego nic! No, pułkowniku, czas na nas. 
Kłaniam się. Zobaczymy się w kościele, Elizo. 
Wychodzi.
PICKERING przymilnie 
Zostań z nami, Elizo...
Wychodzi.
E l i z a wychodzi na balkon, aby nie być sama z Higginsem. H i g g i n s wstaje i  
spieszy za nią, lecz dziewczyna natychmiast wraca do pokoju i zmierza ku drzwiom. 
H i g g i n s szybko ją wyprzedza i oparłszy się plecami o drzwi zagradza wyjście.
HIGGINS
Słuchaj, wzięłaś na mnie swój odwet, jak się wyraziłaś wczoraj. Czy masz dosyć, czy 
żądasz czegoś więcej?
ELIZA
Pan   chce,   żebym   wróciła   dla   zajmowania   się   pańskimi   pantoflami,   znoszenia 
pańskich kaprysów i spełniania obowiązków pokojówki.
HIGGINS 
Wcale nie powiedziałem, że chcę, abyś wróciła.
ELIZA 
Ach, tak, przepraszam... o czym my w takim razie mówimy?
HIGGINS
O tobie, nie o mnie... Jeśli wrócisz do mnie, wiedz, że nie zmienię ani na jotę swego 
postępowania...   Nie   mogę   zmienić   swojej   natury,   a   nie   myślę   zmieniać   swego 
sposobu bycia. W istocie moje zachowanie się nie jest gorsze niż Pickeringa...
ELIZA 
O, przepraszam, pułkownik traktuje kwiaciarkę jak księżniczkę.
HIGGINS 
A ja traktuję księżniczkę jak kwiaciarkę.
ELIZA 
Właśnie (odwraca się z godnością i siada na otomanie, twarzą do balkonu) dla pana 
wszyscy równi.
HIGGINS 
A tak! Trafiłaś w sedno.
ELIZA Zupełnie jak mój ojciec.
HIGGINS uśmiechając się, nieco zbity z tropu Nie godząc się na to porównanie w 
całej rozciągłości, wyznam ci, że w pewnej mierze jest ono trafne. Bądź co bądź, 

background image

ojciec twój nie jest snobem... i potrafi być sobą na każdym stanowisku, na jakie go 
kapryśny los powoła, (serio) Pamiętaj, że nie o to chodzi, jak się postępuje, ale o to, 
by   jednakowo   postępować   wobec   każdego...   po   prostu   zachowywać   się,   jak 
gdybyśmy byli w królestwie niebieskim, gdzie nie ma wagonów trzeciej klasy, gdzie 
każda dusza równa się drugiej.
ELIZA
Amen! Pan jest urodzonym kaznodzieją.
HIGGINS poirytowany 
Nie o to chodzi, czym cię traktował brutalnie, tylko o to, czy traktowałem kogo 
inaczej...
ELIZA z nagłą szczerością
Mnie nic a nic nie wzrusza pańskie traktowanie; mnie wcale nie dotykają pańskie 
przekleństwa, wybuchy i uniesienia... pogodziłabym się nawet z podbitym okiem, 
zdarzało mi się to nieraz... Ale (wstaje i patrzy mu w oczy) nie pozwolę, aby się pan 
po mnie przejeżdżał.
HIGGINS
W takim razie musisz mi zejść z drogi, bo ja się nie zatrzymam... z twojego powodu... 
Mówisz o mnie, jakbym był omnibusem.
ELIZA
Bo pan jest istotnie jak omnibus... porywa, wiezie, wyrzuca, a kogo, dokąd, po co, to 
mu obojętne... Ale mogę się obejść bez pana, proszę nie myśleć, że nie.
HIGGINS 
Oczywiście, że możesz, mówiłem ci, że potrafisz. 
ELIZA,  zraniona,  odsuwając  się  od  niego  na drugi  koniec otomany, odwraca  się 
twarzą do kominka 
Pamiętam! Co za brutalność! Chciał się pan mnie pozbyć!
HIGGINS 
Kłamczuch!
ELIZA
Dziękuję! 
Siada z godnością.
HIGGINS
W swoim nieskończenie ciasnym egoizmie nie pomyślałaś, czy ja się mogę obejść 
bez ciebie.
ELIZA poważnie 
Niech pan nie próbuje mnie zagadać. Będzie pan musiał obejść się beze mnie.
HIGGINS arogancko
Masz słuszność, nie potrzebuję nikogo. Sam sobie wystarczam, wystarczy mi ta iskra 
boża, która tli we mnie. Ale, (z nagłą pokorą) będzie mi ciebie brakować, Elizo. 

background image

(siada przy niej na otomanie) Nauczyłem się czegoś z twoich idiotycznych uwag. 
Wyznaję to z całą pokorą i wdzięcznością. Przy tym przywykłem do twego głosu i 
widoku, przyznaje, że je polubiłem...
ELIZA
Jedno i drugie ma pan u siebie, głos na płycie gramofonowej, postać moją w albumie 
z...   widokami...   więc   gdy   pan  się  poczuje   samotny,   może  pan  otworzyć  album   i 
nakręcać maszynkę do woli, ona na szczęście nie czuje.
HIGGINS
Ale duszy twej nie nakręcę. Zostaw mi duszę i zabierz sobie głos i twarz, one nie są 
tobą.
ELIZA 
Pan ma w sobie czasem coś szatańskiego, pan z łatwością pastwi się nad sercem, jak 
pospolity opryszek nad ciałem ofiary... Pani Pearce słusznie mnie ostrzegała, to także 
ofiara. Ilekroć chciała pana opuścić, pan zawsze umiał ją w ostatniej chwili usidlić... 
mimo że panu nic na niej nie zależy, nic a nic, tak samo jak na mnie...
HIGGINS
Zależy mi na życiu, na ludzkości, a ty jesteś częścią tej ludzkości, która znalazła się 
na mojej drodze i weszła w mój dom. Czegóż więcej możesz ty lub ktokolwiek inny 
żądać?
ELIZA 
Nie zależy mi na nikim, komu na mnie nie zależy!
HIGGINS
Kupieckie zasady, Elizo... coś jak (naśladując jej dawną wymowę) fiołki, paniusiu, 
fiołki...
ELIZA 
Proszę ze mnie nie szydzić... to niskie, niegodne.
HIGGINS
Nie szydziłem nigdy w życiu, szyderstwo szpeci ludzką twarz i kazi duszę ludzką... 
Ja   tylko   daję   wyraz   mojej   głębokiej   pogardzie   dla   wyrachowania.   Nigdy   nie 
kupczyłem   uczuciami   i   nie   mam   zamiaru   zmieniać   tej   zasady.   Nazywasz   mnie 
brutalnym, bo nie mogłaś sobie kupić prawa do mnie za podawanie mi pantofli lub 
wyszukiwanie  moich  okularów.   Byłaś   głupia!   Odstręczający   jest  dla   mnie   widok 
kobiety podającej mężczyźnie pantofle. Czy ja ci kiedy podałem pantofle? Z chwilą 
gdyś   mi   nimi   rzuciła   w   twarz,   zyskałaś   w   moich   oczach   ogromnie...   Ja   gardzę 
niewolniczą uległością, a tyś się zachowywała jak niewolnica... Kto ma względy dla 
niewolnika?   Jeśli   wrócisz,   wracaj   dla   braterstwa   i   przyjaźni,   bo   nic   innego   nie 
dostaniesz.   Zawdzięczasz   mi  stokroć   więcej   niż  ja  tobie   i   jeśli   w  dalszym   ciągu 
odważysz   się   używać   swoich   sztuczek,   w   rodzaju   podawania   mi   pantofli,   aby 
poniżyć moją kreację — księżniczkę Elizę — to ci zatrzasnę drzwi przed głupim 

background image

nosem.
ELIZA
Dlaczego pan zadawał sobie tyle trudu, jeśli panu na mnie nie zależało?
HIGGINS z przekonaniem 
Bo to było zadanie, którego się podjąłem.
ELIZA 
Ale nie pomyślał pan, jakie kłopoty mogą z tego wyniknąć dla mnie, jakie troski.
HIGGINS
Czy świat mógłby powstać, gdyby jego twórca myślał, ilu i jakich trosk sprawcą się 
stanie? Tworzyć życie to znaczy tworzyć walkę i trud, i niepokój. Jedna jest droga do 
uniknięcia   tych   następstw:   zabić   życie   w   zarodku!   Tchórze   zawsze   czynić   będą 
wrzask i domagać się śmierci tych, co rzucają posiew nowego życia...
ELIZA
Ja nie jestem kaznodzieją, nie widzę rzeczy w ten sposób, ja widzę to jedno, że pan 
mnie nie widzi.
HIGGINS zrywając się i chodząc szybko w podnieceniu 
Elizo! Jesteś głupią gęsią! Rozsypuję przed tobą perły i klejnoty mojego wielkiego 
umysłu...   Raz   na   zawsze   ci   powtarzam:   zrozum,   że   idę   własną   drogą,   oddany 
wyłącznie mej pracy, że mnie nic nie obchodzi, co się ze mną lub z tobą stanie! Ja nie 
mam osłabionego sumienia jak twój ojciec i macocha... masz wolny wybór: chcesz, 
wracaj — nie chcesz, idź do diabła!
ELIZA 
Ale po co mam wracać?
HIGGINS wspiera się kolanami na otomanie i pochyla ku niej 
Dla własnej przyjemności. Przecież dlatego ja się podjąłem ciebie uczyć.
ELIZA z odwróconą twarzą
Tak... A jutro może mnie pan wyrzucić, jeśli pana nie zadowolę w czymkolwiek...
HIGGINS
Tak,   a   jutro   możesz   odejść   z   własnej   woli,   jeśli   ja   ciebie   nie   zadowolę   w 
czymkolwiek...
ELIZA 
Tak, i żyć z macochą?
HIGGINS 
Albo sprzedawać kwiaty...
ELIZA
Och!   Gdybym   mogła,   gdybym   tylko   mogła   wrócić   do   moich   kwiatów...   nie 
zależałabym wtedy ani od pana, ani od ojca, ani od nikogo! Dlaczego mi pan zabrał 
moją niezależność?! Dlaczego ja się jej wyzbyłam?! I za co? Za co? Za ten łach 
błyszczący sprzedałam wolność!

background image

HIGGINS
Wcale   nie.   Jeśli   chcesz,   mogę   cię   adoptować   jako   córkę...   i   zabezpieczyć   cię 
materialnie, lub może wolisz wyjść za Pickeringa?
ELIZA obrzucając go rozpłomienionym spojrzeniem 
Za   pana   bym   nie   wyszła,   choćby   pan   na   kolanach   prosił...   a   przecież   pan,   jako 
młodszy, więcej mi odpowiada wiekiem niż jego...
HIGGINS delikatnie
„Niż on", nie „niż jego"...
ELIZA wstaje, poirytowana
Będę mówiła, jak mi się podoba... pan już nie jest moim nauczycielem...
HIGGINS cedząc słowa powoli, jakby w zamyśleniu 
Chociaż wątpię, by Pickering... zgodził się na to... on jest starym kawalerem... z 
przekonania, tak jak ja...
ELIZA
Mnie nie tego potrzeba; gdyby mi chodziło o małżeństwo, byłaby to tylko kwestia 
wyboru, pan wie o tym dobrze... Fred po trzy listy dziennie mi przysyła... tomy całe.
HIGGINS niemile zaskoczony
Co? A to bezczelny smarkacz... 
Opanowuje się szybko i przysiada nie zsuwając nóg z otomany.
ELIZA
Ma pełne prawo do tego... cóż on winien, biedny chłopak... i kocha mnie naprawdę.
HIGGINS schodzi z otomany 
Nie powinnaś go łudzić nadzieją...
ELIZA 
Każda dziewczyna ma prawo być kochana.
HIGGINS 
Co? Przez takich bęcwałów?
ELIZA
Fred nie jest bęcwałem. A to, że jest słaby, biedny i chce mnie, to jeszcze nie znaczy, 
że nie uczyniłby mnie szczęśliwszą niż ci, którzy są nade mną i wrzeszczą na mnie, i 
nie chcą mnie.
HIGGINS 
Ale czy on potrafi coś z ciebie zrobić — w tym sęk.
ELIZA
Być może ja mogłabym coś z niego zrobić. Ale nigdy nie myślałam o tym, co każde z 
nas   mogłoby   zrobić   z   drugiego.   A   pan   nie   myśli   o   niczym   innym.   Ja   chcę   być 
normalna.
HIGGINS
Krótko mówiąc, chcesz, żebym był tak samo zadurzony w tobie jak Fred — tak?

background image

ELIZA
Nie! Nie takiego uczucia chcę od pana. I niech pan nie będzie taki pewny siebie lub 
mnie. Mogłam pójść złą drogą, gdybym była chciała. Widziałam więcej, jeśli chodzi 
o pewne sprawy, niż pan pomimo całej swojej uczoności. To nie jest wielka sztuka 
dla  dziewczyny   takiej  jak  ja  zaciągnąć  mężczyznę  do  łóżka,   a  w  chwilę  po  tym 
nienawidzilibyśmy się śmiertelnie.
HIGGINS 
Oczywiście. Więc o co się, do stu piorunów, sprzeczamy?
ELIZA bardzo zmieszana
Chciałabym   odrobiny   uprzejmości.   Wiem,   że   jestem   pospolita,   niewykształcona 
dziewczyna,   a   pan   wykształcony   człowiek,   ale   nie   jestem   błotem   pod   pańskimi 
nogami. To, cóżem zrobiła... (poprawiając się) to nie było dla sukienek i taksówek: 
zrobiłam to, ponieważ dobrze nam było razem i ja polubiłam — polubiłam pana, nie 
tak, abym chciała, żeby się pan do mnie zalecał, i nie zapominając o różnicy, która 
nas dzieli, ale bardziej po przyjacielsku.
HIGGINS
No, widzisz. Tak właśnie i ja czuję, i Pickering. Elizo, jesteś głupia!
ELIZA
To nie jest właściwa odpowiedź! 
Pada na krzesło przed biurkiem, we łzach.
HIGGINS
To wszystko, co usłyszysz, dopóki nie przestaniesz być zwykłą idiotką. Jeżeli chcesz 
być damą, nie możesz się czuć zaniedbaną, ile razy mężczyźni, których znasz, nie 
spędzają połowy swego czasu jęcząc u twoich stóp, a drugiej połowy waląc cię, ile 
wlezie. Jeśli życie, jakie ja prowadzę, jest za twarde i za męczące dla ciebie — wracaj 
do   rynsztoka.   Urób   się,   aż   staniesz   się   bardziej   zwierzęciem   niż   człowiekiem,   a 
potem kochaj się, kłóć się i upijaj, dopóki cię sen nie zmorzy. Och, to jest wspaniałe 
życie, takie życie w rynsztoku! Jest prawdziwe, ciepłe, gwałtowne. Można je poczuć 
przez   najgrubszą   skórę,   można   poznać   jego   smak   i   zapach   bez   żadnego 
przygotowania lub pracy. To nie to co nauka, literatura, muzyka klasyczna, filozofia 
albo   sztuka.   Uważasz   mnie   za   zimnego,   pozbawionego   serca   egoistę,   czyż   nie? 
Doskonale. Wynoś się do tych, którzy ci się podobają. Wyjdź za mąż za jakiegoś 
sentymentalnego prosiaka z worami pieniędzy i parą grubych warg do całowania, i 
parą  grubych   buciorów   do   kopania.   Jeżeli  nie   potrafisz   ocenić  tego,   co  masz   — 
postaraj się lepiej o to, co potrafisz ocenić.
ELIZA zrozpaczona
Och... pan jest okrutnym tyranem! Ja nie wiem, jak z panem mówić, pan każde moje 
słowo obraca przeciw mnie, ja nigdy nie mam racji w oczach pana! Ale pan sam nie 
wierzy w to, co mówi; pan doskonale wie, że cała ta gadanina to sieć, którą pan 

background image

oplątuje swą ofiarę... och!!! Pan wie, że nie mogę wrócić do... rynsztoka, jak się pan 
wyraził, i że poza panem i pułkownikiem nie mam prawdziwych przyjaciół... Pan 
dobrze wie, że nie mogłabym żyć z gruboskórnym mężczyzną po poznaniu was, i to 
jest okrutna i niegodziwa obelga posądzać mnie, że mogłabym... Pan myśli, że muszę 
wrócić   pod   pański   dach,   bo   oprócz   ojca   nie   mam   dokąd   iść,   ale   niech   pan   nie 
przeciąga  struny,   niech  pan  nie   myśli,   że  leżę   u  nóg   pańskich,   zdana  na   łaskę  i 
niełaskę...   Wyjdę   za   Freda!   Tak,   wyjdę   za   niego,   jak   tylko   będę   w   stanie   go 
utrzymywać...
HIGGINS rażony piorunem
Za Freda!!! Tego nieopierzonego idiotę!! Tego bałwana, który by nie dostał nawet 
posady chłopca na posyłki, choćby i miał odwagę, aby się o nią starać! Kobieto, czy 
ty nie rozumiesz, że uczyniłem cię godną króla?
ELIZA
Fred   mnie   kocha   i   to   go   czyni   królem   dla   mnie.   Nie   chcę,   aby   pracował,   nie 
wychowano go na to — tak jak mnie. Zostanę nauczycielką.
HIGGINS 
Ale czego będziesz uczyć? Na miły Bóg, czego?
ELIZA 
Tego, czego pan mnie nauczył... fonetyki!
HIGGINS 
Ha, ha, ha! Ha, ha, ha!
ELIZA 
Tak, zgłoszę się na asystentkę do tego brodatego Węgra.
HIGGINS wpadając w istny szał
Co takiego? Do tego  oszusta,  szarlatana,  bezczelnego  nieuka?  Zdradzić  mu  moje 
metody? Moje odkrycia?! Zrób choć jeden krok w tym kierunku, a skręcę ci tę białą 
szyjkę!... (chwyta ją) Słyszysz?
ELIZA pogardliwie, bez oporu
Niech pan skręci! Proszę! Wiedziałam, że mnie pan kiedyś zbije. H i g g i n s puszcza 
ją, wściekły, że się zapomniał. Cofa się gwałtownie i siada na kanapie
ELIZA
A co, trafiła kosa na kamień! Teraz wiem, jak z panem postępować! Jakaż ja byłam 
głupia...   pan   mi   nie   może   wydrzeć   tej   wiedzy,   którą   zdobyłam   przy   pańskiej 
pomocy...   A   pan   profesor   wie,   że   mój   słuch   bystrzejszy   i   wrażliwszy!   A   panu 
profesorowi wiadomo, że ja umiem być wobec ludzi ujmująco grzeczna, czego pan 
nie potrafi. Aha! Teraz koniec z nami, Henryku Higgins! Od tej chwili nie dbam ani o 
pańskie kazania, ani o tę szatańską tyranię. Poślę ogłoszenia do dzienników, że ta 
pańska rzekoma księżniczka jeszcze pół roku temu była zwykłą uliczną kwiaciarką... 
i że podejmuję się zrobić księżniczkę z każdej dziewczyny w przeciągu pół roku za 

background image

tysiąc funtów! Och, kiedy pomyślę, że dałam sobą pomiatać, dałam się lżyć i deptać, 
kiedy   wystarczyło   ruszyć   palcem,   aby   być   równą   panu,   chętnie   bym   się 
wypoliczkowała za tę słabość i rozpacz, która mną targała!
HIGGINS patrząc na nią z ciekawością A widzisz, błaźnico! Nie lepsze to niż się 
mazać,   szukać   pantofli   i   zbierać   porozrzucane   drobiazgi?   (wstaje)   Mówiłem,   że 
zrobię z ciebie człowieka, i udało mi się! Taka mi się podobasz.
ELIZA
Właśnie, skoro pan dostrzegł, że się panu z rąk wymykam, że pan nade mną traci 
władzę, że sobie bez pana poradzę, to mi się pan. przypochlebia teraz...
HIGGINS
Naturalnie, mała idiotko! Pięć minut temu ciążyłaś mi jak kamień młyński uwiązany 
u szyi... I nagle wzbiłaś się w górę, urosłaś jak wieża forteczna! Jesteś w stosunku do 
mnie jak bliźniaczy statek wojenny walczący przy moim boku! Żyło przy Wimpile 
Street dwóch mężczyzn i jedna głupia dziewczyna... Odtąd będziemy żyli jak trójka 
równych starych kawalerów! Pani Higgins wchodzi gotowa do wyjazdu. E l i z a 
momentalnie odzyskuje spokój i dystynkcję.
PANI HIGGINS 
Powóz zajechał, Elizo, czyś gotowa?
ELIZA 
Już dobrą chwilę, proszę pani... profesor z nami?
PANI HIGGINS
Za nic na świecie! Nawet w kościele nie może się powstrzymać od złośliwych uwag 
o wymowie i akcencie księdza.
ELIZA 
W takim razie nie zobaczymy się tak prędko, profesorze... Do widzenia... 
Idzie do drzwi.
PANI HIGGINS podchodząc do H i g g i n s a
Do widzenia, synku.
HIGGINS
Do widzenia, mateczko, (właśnie chce matkę pocałować, gdy sobie coś przypomina) 
Ale, ale, Elizo, nie zapomnij zamówić szynki i sera szwajcarskiego... Kup mi także 
parę  rękawiczek  jelonkowych,   ósmy   numer,   i  krawatkę  do  tego  nowego  ubrania, 
kolor możesz sama dobrać.
Jego wesoły, beztroski, energiczny głos wskazuje na to, że jest niepoprawny.
ELIZA pogardliwie
Ósmy numer za mały dla pana, jeśli pan chce rękawiczki z wełnianą podszewką. W 
szufladzie   pańskiej   umywalki   znajdzie   pan   trzy   nowe   krawatki,   o   których   pan 
zapomniał.   Pułkownik   Pickering   woli   holenderski   od   szwajcarskiego,   a   pan   nie 
zauważa nawet, że to dwa różne gatunki. Nie mogę sobie wyobrazić, jak pan sobie da 

background image

radę beze mnie.
Wychodzi z godnością.
PANI HIGGINS
Zdaje  mi się,   że popsułeś  tę dziewczynę,  Henryku.  Byłabym o  was  niespokojna, 
gdyby Eliza była mniej przywiązana do pułkownika Pickeringa.
HIGGINS
Pickering, nonsens! Ona wyjdzie za Freda! Ha-ha-ha! Za Freda! Za Freda! Ha-ha-ha-
ha-ha!!!
Śmieje się coraz głośniej.

Nie   ma   potrzeby   pokazania   dalszego   ciągu   tej   historii   na   scenie.   I   nie   byłoby 
potrzeby ciągnąć dalej tej opowieści, gdyby wyobraźnia nasza nie była przytępiona 
lenistwem,   mając   do   dyspozycji   gotowy   asortyment   „happy   Endów*/3,   które 
romantyka wyciąga ze swej szmaciarni, aby spaskudzić nimi każdą historię. Otóż 
historia   Elizy   Doolittle,   chociaż   nazwałem   ją   Przygodą   romantyczną,   ponieważ 
przeistoczenie   Elizy   wydaje   się   wysoce   nieprawdopodobne,   jest   mimo   wszystko 
historią  dość pospolitą.   Takie przeistoczenia  zaszły  w życiu setek  energicznych  i 
ambitnych   młodych   kobiet,   od   czasu   kiedy   Nell   Gwynne*/4   stała   się   dla   nich 
wzorem, grając role królowych i czarując królów w teatrze, w którym rozpoczęła 
karierę jako sprzedawczyni pomarańcz. Jednakże ludzie różnego pokroju wyciągnęli 
wniosek — nie mając do tego innych danych oprócz faktu, że Nell Gwynne była 
bohaterką romantycznej przygody — iż musiała ona nieuchronnie poślubić bohatera 
tej historii. Takie postawienie sprawy jest nie do przyjęcia. Nie tylko dlatego, że 
wychodząc z tych bezmyślnych założeń musi się z konieczności zepsuć jej mały 
dramacik, ale także dlatego, że prawdziwy przebieg wypadków jest oczywisty dla 
każdego, kto rozumie naturę ludzką w ogóle, a instynkt kobiecy w szczególności.
Oświadczając Higginsowi, że nie wyszłaby za niego, gdyby się jej oświadczył, Eliza 
wcale go nie kokietowała. Po prostu oznajmiła dobrze przemyślaną decyzję. Kiedy 
niezamężna kobieta interesuje się nieżonatym mężczyzną, który góruje nad nią, jest 
jej nauczycielem i zaczyna zajmować poważne miejsce w jej życiu, to ta kobieta, 
jeżeli tylko ma dość charakteru, dobrze się zastanowi, czy ma dążyć do poślubienia 
go, tym bardziej jeśli ten mężczyzna jest tak mało zainteresowany małżeństwem, że 
każda zdecydowana i oddana mu kobieta, która się dość energicznie do tego zabierze, 
może go złapać. Decyzja jej w dużej mierze zależeć będzie od tego, czy naprawdę ma 
wolny wybór, a ten z kolei od jej wieku i dochodów. Jeżeli jest u kresu młodości i nie 
ma zabezpieczonego bytu, wyjdzie za niego, bo musi wyjść za każdego, kto będzie 
łożył na jej utrzymanie.
Ale   ładna   dziewczyna   w   wieku   Elizy   nie   odczuwa   tego   musu.   Czuje,   że   może 
wybierać.   Wobec   tego   kieruje   się   instynktem.   Instynkt   Elizy   mówi   jej,   aby   nie 

background image

wychodziła za Higginsa. Nie mówi jej jednak, aby się go wyrzekła. Instynkt Elizy 
ostrzega   ją,   że   Higgins   pozostanie   dla   niej   na   całe   życie   jednym   z   najbardziej 
obchodzących ją mężczyzn. Instynkt ten byłby boleśnie zachwiany w swej pewności, 
gdyby istniała możliwość, że inna kobieta zajmie jej miejsce przy nim. Ale ponieważ 
czuje,   że   to   jej   nie   grozi,   nie   ma   więc   żadnych   wątpliwości,   jak   postąpić,   i   nie 
wyszłaby za Higginsa, nawet gdyby nie było między nimi tej różnicy dwudziestu lat, 
która każdej młodej osobie wydaje się tak wielka.
Ale   ponieważ   decyzja   Elizy   nie   przemawia   do   naszych   instynktów,   spróbujmy 
doszukać   się   w   niej   jakiejś   racji.   Usprawiedliwiając   swoją   obojętność   wobec 
młodych kobiet tym, że mają niepokonaną rywalkę w jego matce, Higgins dał nam 
klucz do zrozumienia swego zatwardziałego starokawalerstwa. Wypadek jego o tyle 
tylko jest niezwykły, o ile niezwykłe są matki będące jednocześnie wyjątkowymi 
kobietami. Matka wrażliwego chłopca, która jest dość zamożna, inteligentna, pełna 
wdzięku i godności osobistej, posiadająca subtelne wyczucie tego, co jest najlepsze w 
sztuce jej czasu, i umiejąca dzięki temu uczynić swój dom pięknym — stwarza dla 
syna   wzór,   z   którym   tylko   niewiele   kobiet   może   rywalizować.   Pomaga   mu   ona 
odróżnić uczucia przyjaźni i miłości, poczucie piękna i idealizm od jego odruchów 
czysto seksualnych. Czyni go to chodzącą zagadką dla wielkiej ilości gruboskórnych 
ludzi,   wychowanych   przez   pospolitych   lub   niemiłych   rodziców   w   domach   bez 
smaku, dla których literatura, malarstwo, rzeźba, muzyka i czułe stosunki osobiste 
istnieją tylko na podłożu seksualnym, jeżeli w ogóle dla nich istnieją. Tacy ludzie 
rozumieją tylko namiętność seksualną, a to, że Higgins może mieć namiętność dla 
fonetyki i idealizować matkę zamiast Elizy, wydaje się im absurdalne i nienaturalne. 
A przecież rozglądając się dokoła widzimy, że prawie nikt nie jest aż tak brzydki albo 
nieprzyjemny, aby nie mógł znaleźć sobie męża czy żony, jeżeli chce małżeństwa, 
podczas   gdy   wiele   starych   panien   i   starych   kawalerów   znacznie   przewyższa 
przeciętność   zaletami   i   kulturą.   Trudno   w   takim   razie   oprzeć   się   uczuciu,   że 
umiejętność odróżnienia odruchów, z którymi się je miesza — umiejętność, do której 
geniusze   dochodzą   drogą   czystej   analizy   intelektualnej   —   może   być   czasem 
wynikiem wrażliwości na urok rodziców.
Chociaż   więc   Eliza   nie   umiała   sobie   w   podobny   sposób   wytłumaczyć,   dlaczego 
Higgins był tak niezwykle uodporniony na czar; który od pierwszego wejrzenia rzucił 
Freda do jej nóg, to jednak czuła instynktownie, że nigdy nie zdołałaby całkowicie 
opanować   Higginsa   albo   stanąć   między   nim   a   jego   matką   (co   jest   pierwszym 
dążeniem  każdej  mężatki).   Mówiąc  krótko  i   węzłowato,   wiedziała,   że  dla  jakiejś 
tajemniczej przyczyny Higgins nie nadawał się na męża, zgodnie z jej koncepcją 
męża,   dla   którego   ona   byłaby   przedmiotem   najczulszego   i   najgorętszego 
zainteresowania.   Nawet   gdyby   nie   było   matki-rywalki,   to   jeszcze   ciągle   nie 
wystarczyłoby jej drugie miejsce w sercu męża, w którym filozofia miałaby pierwsze. 

background image

Gdyby nawet pani Higgins umarła, pozostałby jeszcze ciągle Milton i Powszechny 
alfabet. Uwaga Landora*/5, że ci, którzy posiadają największą zdolność kochania, 
patrzą na miłość jako na sprawę drugorzędną, nie podniosłaby Landora w oczach 
Elizy.   Dodajcie   do   tego   niechęć   Elizy   do   dominującej   wyższości   Higginsa   i   jej 
nieufność do jego sprytnego przymilania się, które puszczał w ruch, aby ją rozbroić i 
uniknąć   jej   wściekłości,   ilekroć   posunął   się   za   daleko   w   swoim   impulsywnym 
despotyzmie, a zobaczycie, że instynkt Elizy miał dostateczne powody, aby ją ostrzec 
przed małżeństwem z jej Pigmalionem.
A teraz pytanie: za kogo w takim razie wyszła Eliza? Bo jeżeli Higgins był starym 
kawalerem   z   przeznaczenia,   to   ona   z   pewnością   nie   była   przeznaczona   na   starą 
pannę. Tym, którzy jeszcze się nie domyślili ze wskazówek samej Elizy, opowiemy 
pokrótce, co się stało.
Nieomal natychmiast po rzuceniu w twarz Higginsowi, że za niego nie wyjdzie, Eliza 
wspomina,   że   młody   Fryderyk   Eynsford   Hill   zasypuje   ją   codziennie   miłosnymi 
listami.   Fred   jest   młody,   prawie   o   dwadzieścia   lat   młodszy   od   Higginsa.   Jest 
dżentelmenem (albo wytwornym facetem, jakby go nazwała Eliza) i wyraża się jak 
dżentelmen. Jest wytwornie ubrany, pułkownik traktuje go jak równego, kocha ją 
szczerze,   nie   góruje   nad   nią   i   nie   wygląda   na   to,   aby   kiedykolwiek   nią   rządził, 
pomimo   przewagi   swojej   pozycji   towarzyskiej.   Eliza   nie   odczuwa   żadnego 
entuzjazmu dla niedorzecznej tradycji romantycznej, według której wszystkie kobiety 
muszą być kierowane, a nawet tyranizowane i bite. „Idąc do kobiet zabierz bicz ze 
sobą",   mówi   Nietzsche*/6.   Rozumni   despoci   nigdy   nie   stosowali   tej   przestrogi 
wyłącznie   do   kobiet.   Zabierali   bicz   idąc   również   do   mężczyzn   i   w   znacznie 
większym   stopniu   byli   niewolniczo   idealizowani   przez  mężczyzn,   wobec  których 
użyli   bicza,   niż   przez   kobiety.   Istnieją   niewątpliwie   kobiety   o   niewolniczym 
usposobieniu, tak jak i mężczyźni. I podobnie jak mężczyźni, kobiety podziwiają 
silniejszych od siebie. Ale podziwiać silnego i żyć pod jego mocną ręką to dwie 
różne sprawy. Być może, że słabi nie cieszą się specjalną admiracją i nie są wielbieni 
jako bohaterowie. Ale nie ma mowy o tym, aby się ich nie lubiło albo unikało, i nie 
wydaje   się   też,   aby   kiedykolwiek   mieli   najmniejsze   trudności   przy   poślubieniu 
znacznie wyżej od siebie stojących jednostek. Słabi mogą zawieść w przypadkach 
wymagających   natychmiastowej   decyzji,   ale   życie   nie   składa   się   z   takich 
przypadków. Jest ono przeważnie szeregiem sytuacji nie wymagających specjalnej 
siły, z którymi właśnie jednostki słabe radzą sobie doskonale, jeśli mają do pomocy 
silniejszego   partnera.   Wszędzie   znajdziemy   potwierdzenie   tej   prawdy,   że   silne 
jednostki obojga płci nie tylko nie poślubiają silniejszych od siebie, ale nawet nie 
poszukują ich jako przyjaciół... Mężczyzna czy kobieta, czujący się silnymi za dwoje, 
poszukują w partnerze każdej innej zalety oprócz siły.
I   na   odwrót.   Słabi   ludzie   pragną   małżeństwa   z   silnymi,   którzy   ich   zbytnio   nie 

background image

przerażają.   Wiedzie   to   ich   często   do   popełnienia   pomyłki,   którą   metaforycznie 
określamy jako: „połknięcie kąska, którego strawić nie mogą". Chcą zbyt dużo za 
zbyt   małą   cenę,   a   w   przypadkach   kiedy   układ   jest   zbyt   nierozsądny   i   nie   do 
wytrzymania, związek staje się niemożliwy. Kończy się na tym, że słabsza strona 
albo dostaje odprawę, albo jest uważana za krzyż pański, co jest znacznie gorsze. 
Ludzie, którzy są nie tylko słabi,  ale również głupi i tępi,  często znajdują się w 
podobnych opałach.
Wobec takiego stanu spraw ludzkich, co zrobi Eliza niemal na pewno, mając do 
wyboru między Fredem i Higginsem? Czy wybierze życie składające się z podawania 
Higginsowi pantofli, czy życie, w którym Fred będzie jej podawał pantofle? Nie ma 
wątpliwości co do odpowiedzi na to pytanie. Jeżeli Fred nie jest dla niej fizycznie 
odpychający, a Higgins fizycznie pociągający w stopniu zagłuszającym wszystkie 
inne jej instynkty — Eliza poślubi Freda, jeżeli w ogóle poślubi któregoś z nich. I tak 
właśnie postąpiła.
Wynikły komplikacje, ale natury ekonomicznej, nie romantycznej. Fred nie miał ani 
pieniędzy,   ani   zajęcia.   Dożywocie   matki,   szczątki   dawnej   świetności   rodzinnego 
majątku, umożliwiło jej borykanie się z losem z zachowaniem jakich takich pozorów 
swej klasy, ale nie starczyło na lepsze wykształcenie dzieci, nie mówiąc już o daniu 
chłopcu   jakiegoś   fachu   do   ręki.   Posada   urzędnika   za   trzydzieści   szylingów 
tygodniowo była nie tylko poniżej godności Freda, ale też wyjątkowo odpychająca 
dla niego. Jego widoki opierały się na nadziei, że jeżeli zachowa pozory, ktoś na 
pewno coś dla niego zrobi. To coś ukazywało się jego wyobraźni w postaci bliżej nie 
określonego   stanowiska   prywatnego   sekretarza   lub   jakiejś   synekury.   Matce   jego 
musiało się to coś widzieć jako małżeństwo z zamożną panną, która by nie mogła się 
oprzeć urokowi jej chłopca. Można sobie wyobrazić, co musiała czuć, kiedy ożenił 
się z kwiaciarką uliczną, która wyszła ze swej klasy w wyjątkowych okolicznościach!
Prawdą jest, że Eliza nie była całkiem do pogardzenia jako partia. Ojciec jej, niegdyś 
śmieciarz, obecnie dzięki talentom towarzyskim, które przerastały wszelkie przesądy 
i braki, stał się niezwykle popularny w najwykwintniejszych salonach. Odrzucony 
przez   mieszczaństwo,   do   którego   czuł   żywiołowy   wstręt,   dostał   się   od   razu   do 
najwyższych kół dzięki swemu dowcipowi, śmieciarstwu (które obnosił jak sztandar) 
i   iście   nietzscheańskiej   niewrażliwości   na   dobro   czy   zło.   Podczas   intymnych 
obiadków  książęcych  siedział  po  prawej   ręce  księżnej;   w   rezydencjach  wiejskich 
pozwalał sobie palić w spiżarni i był przedmiotem wielkich zabiegów lokaja, ilekroć 
przypadkowo nie siedział w jadalni jako doradca ministrów. Ale było mu nieomal tak 
samo trudno związać koniec z końcem z trzech tysięcy rocznego dochodu, jak pani 
Eynsford   Hill   z   dochodu   tak   śmiesznie   małego,   że   nawet   nie   mam   sumienia   go 
wymienić. Wzbraniał się absolutnie przyjść z jakąkolwiek pomocą Elizie, aby nie 
dorzucać ostatniego źdźbła do swego brzemienia.

background image

Tak   więc   Fred   i   Eliza,   obecnie   państwo   Eynsford   Hill,   zmuszeni   byliby   spędzić 
miodowy miesiąc bez grosza przy duszy, gdyby nie prezent ślubny pułkownika dla 
Elizy w postaci czeku na 500 funtów. Wystarczył na długo, gdyż Fred, który nigdy 
nie miał pieniędzy, nie umiał ich wydawać, a Eliza, wyszkolona towarzysko przez 
parę   starych   kawalerów,   nosiła   suknie   tak   długo,   jak   długo   były   całe   i   dobrze 
wyglądały, nie troszcząc się o to, że już od szeregu miesięcy wyszły z mody. Ale 500 
funtów  nie wystarczy  dwojgu młodym  ludziom na zawsze i  oboje  dobrze o  tym 
wiedzieli, a Eliza w dodatku czuła, że w końcu będą musieli sami na siebie pracować. 
Ona sama mogła oczywiście zamieszkać przy Wimpole-Street, bo dom Higginsa stał 
się jej domem, ale rozumiała doskonale, że nie mogła tam zainstalować Freda i że 
gdyby to zrobiła, wpłynęłoby to ujemnie na jego charakter.
Nie znaczy to, że para starych kawalerów z Wimpole Street miałaby coś przeciwko 
takiemu   rozwiązaniu.   Kiedy   Eliza   radziła   się   ich   w   tej   sprawie,   Higgins   wręcz 
odmówił   dyskusji   na   temat   jej   problemu   mieszkaniowego,   wobec   istnienia   tak 
prostego wyjścia. Pragnienie Elizy, aby Fred mieszkał z nią razem, wydawało się 
Higginsowi sprawą nie większej wagi niż pragnienie posiadania jakiegoś nowego 
mebla.   Argumenty   dotyczące   charakteru   Freda   i   jego   moralnego   obowiązku 
zapracowania   na   własne   utrzymanie   nie   zrobiły   na   Higginsie   najmniejszego 
wrażenia. Fred, jego zdaniem, w ogóle nie miał charakteru, a gdyby się zabrał do 
pożytecznej pracy, to jakaś kompetentna osoba miałaby tylko kłopot z naprawianiem 
tego,   co   on   narobił.   Wynikałaby   z   tego   czysta   strata   dla   społeczeństwa   i 
unieszczęśliwiłoby to Freda, który najwidoczniej musiał być stworzony przez naturę 
do tak lekkiej pracy jak bawienie Elizy, co zdaniem Higginsa było zadęciem znacznie 
pożyteczniejszym   i   zaszczytniejszym   niż   praca   biurowa.   Kiedy   znowu   Eliza 
napomknęła  o  projekcie  uczenia  fonetyki,   Higgins  nie  złagodził  ani  na  jotę  swej 
gwałtownej reakcji. Powiedział, że nawet za dziesięć lat nie nabyłaby kwalifikacji, by 
wtrącać   się   do   jego   umiłowanego   przedmiotu.   Widząc,   że   i   pułkownik   jest   tego 
samego zdania, Eliza uważała, że nie może występować przeciw nim w tej ważkiej 
sprawie i że bez zgody Higginsa nie ma prawa eksploatowania wiedzy, którą on jej 
dał. Dla Elizy bowiem wiedza Higginsa była tak samo jego prywatną własnością jak, 
powiedzmy, zegarek. Eliza nie była komunistką. Poza tym była przesadnie oddana 
obu   starym   kawalerom,   i   to   znacznie   szczerzej   i   głębiej   po   zamążpójściu   niż 
przedtem.
Problem został ostatecznie rozwiązany przez pułkownika, który poświęcił mu wiele 
myśli. Pewnego dnia zapytał Elizę raczej nieśmiało, czy całkowicie porzuciła myśl o 
kwiaciarni.   Odpowiedziała,   że   co   prawda   myślała   o   tym,   ale   porzuciła   tę   myśl, 
ponieważ owego pamiętnego dnia u pani Higgins pułkownik wyraził się, że ta nie jest 
odpowiednie dla niej zajęcie. Pułkownik wyznał, że kiedy to mówił, był jeszcze pod 
wpływem   olśniewającego   wrażenia,   jakie   Eliza   zrobiła   poprzedniego   dnia   na 

background image

przyjęciu   w   ambasadzie.   Tego   samego   wieczora   powiedzieli   o   tym   projekcie 
Higginsowi.   Jedyna   uwaga,   wycedzona   przez   niego,   omal   nie   doprowadziła   do 
poważnej   sprzeczki   z   Elizą,   gdyż   zawierała   komentarz,   że   Fred   byłby   idealnym 
chłopcem na posyłki.
Z kolei wybadano Freda na ten temat. Odparł, że sam już myślał o sklepie, chociaż 
wobec braku gotówki wyobrażał sobie ten sklep jako coś w rodzaju kiosku, w którym 
Eliza  sprzedawałaby  tytoń przy  jednej  ladzie,   a  on gazety  przy  drugiej.  Przyznał 
jednak, że byłoby niesłychanie miło jeździć co dzień rano z Elizą do hal targowych 
na Covent Garden i kupować kwiaty na miejscu ich pierwszego spotkania, za co żona 
obsypała  go pocałunkami.   Dodał,  ze bał się wystąpić  z  tego rodzaju propozycją, 
ponieważ Klara zrobiłaby straszną awanturę z powodu posunięcia, które musiałoby 
zepsuć jej widoki matrymonialne, a trudno byłoby spodziewać się aprobaty matki po 
tylu latach kurczowego trzymania się przez nią tego szczebla drabiny społecznej, 
na .którym handel detaliczny jest niedopuszczalny.
Trudność ta została usunięta przez wydarzenie, którego matka Freda w żadnym razie 
nie oczekiwała. Starając się przeniknąć do najwyższych, dostępnych dla niej, kół 
artystycznych, Klara zrobiła odkrycie, że jej konwersacyjne kwalifikacje powinny 
obejmować gruntowną znajomość powieści H. G. Wellsa*/7. Zabrała się więc do ich 
pożyczania   i   czytania   z   taką   energią,   że   w   ciągu   dwóch   miesięcy   połknęła   je 
wszystkie. Rezultatem było nawrócenie, dość powszechnego dziś typu. Nowoczesne 
dzieje apostolskie wypełniłyby z pięćdziesiąt Biblii, gdyby ktoś zdołał je napisać.
Biedna Klara, która Higginsowi i jego matce wydała się niemiłą i śmieszną, a własnej 
matce — z niezrozumiałych zresztą powodów — towarzysko przegraną, była o sobie 
innego zdania. Bo choć pokpiwano z niej i małpowano ją trochę — jak to robiono z 
każdym innym w West Kensington*/8 — to jednak uważano ją za osobę rozsądną i 
normalną,   powiedzmy,   za   przeciętny   typ   człowieka.   W   najgorszym   wypadku 
mówiono, że się rozpycha; ale ani tym, co mówili, ani jej samej nie przyszłoby na 
myśl, że rozpycha powietrze, i to w niewłaściwym kierunku. Szczęśliwa jednak nie 
była. Narastała w niej rozpacz. Jedyny jej majątek, a mianowicie matka wyglądająca 
na   damę   z   powozem   —   podług   określenia   sklepikarza   z   Epsom   —   nie   miał 
widocznie wartości wymiennej. Dlatego też nie otrzymała wykształcenia, bo stać ją 
było jedynie na kształcenie się razem z córką sklepikarza z Earl's Court. Zaczęła się 
więc garnąć do klasy, do której należała jej matka, ale nie została przyjęta, ponieważ 
była   znacznie   uboższa   od   sklepikarza:   nie   tylko   nie   mogła   sobie   pozwolić   na 
pokojówkę, lecz nie stać jej nawet było na gosposię i zmuszona była poprzestać na 
źle   płatnej   służącej   do   wszystkiego.   W   tych   warunkach   nic   nie   mogło   nadać   jej 
wyglądu   autentycznego   produktu   klasy   posiadającej.   A   jednak   tradycja   rodowej 
rezydencji była powodem, że Klara uważała małżeństwo z kimś dla niej dostępnym 
za ostateczne poniżenie. Sfery kupieckie i niższe warstwy wolnych zawodów budziły 

background image

w   niej   odrazę.   Uganiała   się   za   malarzami   i   pisarzami,   lecz   nie   robiła   na   nich 
wrażenia,   a   jej   karkołomne   wysiłki   wprawienia   się   w   malarskich   i   literackich 
dyskusjach irytowały ich. Krótko mówiąc, była ze wszech miar nieudaną ignorantką; 
niekompetentną, pretensjonalną, niepożądaną i niepotrzebną snobką bez grosza przy 
duszy. A choć nie przyznałaby się do tych dyskwalifikujących ją cech (bo przecież 
nikt   się   nie   przyzna   do   niemiłych   prawd   tego   rodzaju,   dopóki   nie   zaświta   mu 
możliwość poradzenia sobie z nimi) — to jednak zbyt boleśnie odczuwała ich skutki, 
aby cieszyć się swoim położeniem.
Oczy Klary otworzyły się nagle, kiedy odkryła, że ta dziewczyna w jej wieku, która 
wzbudziła w niej entuzjazm i olśniła ją do tego stopnia, że zapragnęła gwałtownie 
upodobnić   się   do   niej   i   pozyskać   jej   przyjaźń   —   że   ta   zjawiskowa   dziewczyna 
zdołała w ciągu kilku miesięcy wydobyć się z rynsztoka. Wstrząs był tak gwałtowny, 
że kiedy potem H. G. Wells podniósł ją na wyższy poziom swoim piórem i umożliwił 
postawę   dystansu,   tak   że   własne  życie   i  środowisko,   na   którym   jej  tak  zależało, 
ukazały   się   jej   w   świetle   ich   prawdziwego   stosunku   do   realnych   potrzeb   ludzi   i 
godziwego układu społecznego — spowodował on nawrócenie i świadomość grzechu 
podobne do najbardziej sensacyjnych wyczynów „generała Bootha" i „Cygańskiego 
Smitha"*/9. Snobizm Klary pękł z hukiem. Zaczęła żyć prawdziwym życiem. Nie 
wiedząc, dlaczego i jak, zaczęła zdobywać przyjaciół i wrogów. Ci z jej znajomych, 
dla których była nudnym, obojętnym lub śmiesznym utrapieniem, zerwali z nią. Inni 
stali   się   serdeczni.   Ku   swemu   zdumieniu   przekonała   się,   że   pewni   „całkiem 
przyzwoici" ludzie przesiąknięci byli ideami Wellsa i że właśnie ta chłonność na idee 
była tajemnicą ich przyzwoitości. Ludzie, których uważała za głęboko religijnych i 
których starała się zdobyć religijnością — osiągając jak najgorsze skutki — nagle 
zaczęli się nią interesować, ujawniając taką wrogość do konwencjonalnej religii, jaką 
uważała za możliwą jedynie wśród najbardziej desperackich typów. Ludzie ci skłonili 
ją   do   czytania   Galsworthy'ego*/10,   a   Galsworthy   obnażył   przed   nią   marność 
rezydencji rodowych i tym ją wykończył.
Do rozpaczy doprowadzała Klarę myśl, że więzienie, w którym usychała przez tyle 
okropnych   lat,   było   przez   cały   ten   czas   nie   zamknięte   i   że   odruchy,   które   tak 
starannie zwalczała i tłumiła — aby utrzymać dobre stosunki towarzyskie — były 
właściwie jedynymi odruchami, które mogły ją doprowadzić do jakichś szczerszych 
stosunków z ludźmi. Oślepiona blaskiem tych odkryć i wytrącona z równowagi ich 
działaniem na nią, Klara ośmieszała się teraz tak całkowicie i jawnie jak na owym 
przyjęciu u pani Higgins, kiedy to nierozważnie przejęła sposób wyrażania się Elizy. 
Bo przecież nowo narodzona wellsistka, ucząc się stawiać pierwsze kroki, musiała — 
z   natury   rzeczy   —   być   tak   samo   zabawna   jak   dziecko.   Nikt   jednak   nie   czuje 
nienawiści  do  dziecka  za  jego  śmiesznostki  i  nikt   nie  myśli  o  nim  źle  za  to,   że 
próbuje połknąć zapałki. Tak więc śmiesznostki Klary nie pozbawiły jej ani jednego 

background image

przyjaciela. Tym razem śmiano się z niej w oczy, a ona musiała się wybraniać, jak 
umiała najlepiej.
Kiedy   Fred   zjawił   się   w   mieszkaniu   przy   Earl's   Court   (czego   nigdy   nie   robił   z 
przyjemnością),   aby   oznajmić   smutną   nowinę,   że   on   i   jego   Eliza   nosili   się   z 
zamiarem pohańbienia tarczy rodowej przez otwarcie sklepu — zastał skromny dom 
matki wstrząśnięty inną nowiną. Klara oznajmiła matce, że wzięła posadę w sklepie z 
antykami,   założonymi   przez   koleżankę   wellsistkę.   Posadę   tę   zawdzięczała,   mimo 
wszystko, swej dawnej umiejętności rozpychania się. Mianowicie zawzięła się, aby 
za wszelką cenę poznać osobiście Wellsa i dopięła swego podczas jakiegoś garden 
party. Miała więcej szczęścia, niż na to zasługiwała jej nierozważna decyzja. Wells 
nie zawiódł jej oczekiwań. Czas obszedł się z nim łaskawie, a w ciągu pół godziny 
przyzwyczajenie   nie   mogło   stępić   nieskończonego   bogactwa   jego   osobowości. 
Schludny i starannie ubrany, o małych dłoniach i stopach — był bardzo miły dla oka, 
a   to   w   połączeniu   z   żywym   i   ciekawym   umysłem,   z   nieafektowaną   prostotą,   z 
subtelną i swoistą spostrzegawczością czyniło z niego człowieka, któremu trudno się 
było oprzeć. Jeszcze długi czas potem Klara o niczym innym nie potrafiła mówić! 
Traf chciał, że historia ta obiła się o uszy właścicielki sklepu z antykami, która ponad 
wszystko pragnęła poznać Wellsa i sprzedawać mu piękne antyki. Zaproponowała 
więc Klarze posadę w nadziei, że osiągnie swój cel za jej pośrednictwem.
Tak oto szczęście dopisywało Elizie i trudności, jakich spodziewali się w związku z 
kwiaciarnią,   rozwiały   się   jak   mgła.   Kwiaciarnia   Elizy   mieści   się   pod   arkadami 
pewnej   stacji   kolejowej   niedaleko   Muzeum   Wiktorii   i   Alberta   i   czytelnicy 
mieszkający   w   tych   okolicach   mogą   każdej   chwili   kupić   od   Elizy   kwiatek   do 
butonierki.
Teraz nastręcza się ostatnia okazja do romantycznego zakończenia tej historii. Bo 
czyż   nie   wolelibyście,   abym   was   zapewnił,   że   sklep   cieszył   się   szalonym 
powodzeniem dzięki czarowi Elizy i jej handlowemu doświadczeniu, nabytemu na 
Covent Garden? Niestety! Prawda jest prawdą. Przez długi czas sklep był imprezą 
deficytową po prostu dlatego, że ani Eliza, ani jej Fred pojęcia nie mieli, jak się do 
tego zabrać. Prawda, że Eliza nie musiała zaczynać od początku, gdyż znała nazwy i 
ceny tańszych kwiatów. Duma jej nie miała granic, kiedy przekonała się, że Frędzio 
—   podobnie   jak   cała   młodzież   wychowana   w   tanich,   pretensjonalnych   i   nic   nie 
dających szkołach — umiał trochę łaciny. Niewielka to była wiedza, ale wystarczyła, 
aby urósł w jej oczach do rozmiarów jakiegoś Porsona czy Bentleya*/11 i aby dał 
sobie   radę   z   nomenklaturą   botaniczną.   Na   nieszczęście   nic   więcej   nie   umiał. 
Natomiast Eliza, która umiała liczyć pieniądze do osiemnastu szylingów, lub coś w 
tym rodzaju, i która przygotowując się do wygrania zakładu Higginsa nabyła pewnej 
swobody   w   posługiwaniu   się  językiem  Miltona,   nie   potrafiła   wystawić   zwykłego 
rachunku bez ośmieszenia swej kwiaciarni. To, że Fredzio umiał wyrecytować po 

background image

łacinie, iż Balbus zbudował mur, a Galia była podzielona na trzy części*/12 — nie 
zmieniało faktu, że nie miał zielonego pojęcia o księgowości lub handlu. Pułkownik 
Pickering musiał mu wyjaśnić, co to jest książka czekowa i rachunek bankowy. A 
trzeba dodać, że nasza para nie należała do uczących się łatwo. Fredzio stanął po 
stronie Elizy, gdy ta uparcie nie chciała uwierzyć, że zaangażowanie księgowego z 
pewną   znajomością   rzeczy   przyniosłoby   oszczędności.   Jakim   cudem,   powtarzali, 
można zaoszczędzić pieniądze biorąc na siebie nowe wydatki, kiedy i tak nie da się 
związać końca z końcem? Ale pułkownik, po wielokrotnym wiązaniu tych końców, 
począł   wreszcie   delikatnie   nalegać,   aż   Eliza   —   upokorzona   i   skruszona   częstym 
żebraniem u pułkownika i dotknięta do żywego wrzaskliwym szyderstwem Higginsa, 
dla którego sama myśl, że Fred nadawałby się do czegokolwiek, była wspaniałym i 
niesłabnącym kawałem — zrozumiała wreszcie, że handlu, jak i fonetyki, trzeba się 
nauczyć.
Nie będę się tu rozwodził nad żałosnym obrazem naszej pary, spędzającej wieczory 
na kursach stenografii i zgłębiającej arkana księgowości i pisania na maszynie w 
towarzystwie początkujących urzędników na poziomie szkoły powszechnej. Można 
by tu wymienić nawet jakieś wykłady w Londyńskiej Szkole Nauk Ekonomicznych i 
skromną prośbę skierowaną do dyrektora tej instytucji o polecenie im kursu, który 
miałby związek z handlem kwiatami. Dyrektor, będąc humorystą, wyłożył im metodę 
zastosowaną w słynnym eseju o chińskiej metafizyce. Autor tego eseju, jak jakaś 
postać z Dickensa, przeczytał artykuł o Chinach, artykuł o metafizyce i zmieszał ich 
zawartość!   Tak   więc   dyrektor   Londyńskiej   Szkoły   Nauk   Ekonomicznych   poddał 
naszej   parze   myśl   połączenia   jego   szkoły   z   ogrodem   botanicznym.   Eliza,   której 
poczynania dickensowskiego jegomościa wydały się całkiem słuszne (czym w istocie 
były)   i   wcale   nie   śmieszne   (co   dowodziło   tylko   jej   ignorancji),   przyjęła   radę 
dyrektora z  największą powagą.  Ale  zwrócenie  się  do  Higginsa z  prośbą,  aby  ją 
nauczył ładnie pisać, było upokorzeniem dla Elizy. Higgins bowiem obok wielkiego 
zamiłowania   do   poezji   Miltona   szalał   jeszcze   na   punkcie   kaligrafii   i   sam   pisał 
najpiękniejszym stylem włoskim. Oświadczył Elizie, że jest upośledzona z natury i 
nie   nadaje   się   do   napisania   bodaj   jednej   litery   godnej   najnędzniejszego   słowa 
Miltona. Ale Eliza nalegała i Higgins znowu zapalił się do lekcyj, zabierając się do 
tego zadania z zapasem burzliwej gorliwości, wielkiej cierpliwości i przygodnych, 
acz   interesujących   tyrad   na   temat   piękna,   szlachetności,   szczytnej   misji   i 
przeznaczenia ludzkiego pisma odręcznego. Skończyło się na tym, że Eliza nabrała 
absolutnie niehandlowego charakteru pisma, który stanowczo wzmagał jej wdzięk 
osobisty, i że wydawała trzy razy więcej niż inni na przybory piśmienne, ponieważ 
papier pewnego gatunku i formatu stał się dla niej wprost niezbędny. Nie mogła 
nawet zaadresować koperty w sposób przyjęty, bo popsułaby marginesy.
Szkolny   okres   praktyki   handlowej   stał   się   dla   młodej   pary   okresem   wstydu   i 

background image

rozpaczy. Nie posuwali się ani na krok w nauce. W końcu przerwali studia jako 
beznadziejne  i  na  zawsze porzucili  kursy  stenografii,   handlu  i  Londyńską  Szkołę 
Nauk   Ekonomicznych.   Zresztą   kwiaciarnia   w   jakiś   tajemniczy   sposób   zaczęła 
prosperować. Nasza para zapomniała tymczasem o swej niechęci zatrudniania innych 
pracowników. Doszli więc do przekonania, że ich metoda jest najlepsza i że posiadają 
niezwykły   talent   do   interesów.   Pułkownik,   który   przez   kilka   lat   zmuszony   był 
trzymać   większą   sumę   na   rachunku   bieżącym   na   pokrycie   deficytów   kwiaciarni, 
przekonał się, że to już niepotrzebne. Młoda para prosperowała. Co prawda byli w 
sytuacji uprzywilejowanej wobec swoich kolegów po fachu. Wyjazdy na weekendy 
nie kosztowały ich ani grosza — pominąwszy oszczędności na niedzielnych obiadach 
—   gdyż   wyjeżdżali   samochodem   pułkownika,   który   wespół   z   Higginsem   płacił 
rachunki hotelowe. Pan F. Hill, właściciel kwiaciarni ze sprzedażą warzyw i owoców 
(młodzi szybko zorientowali się, że opłacało się trzymać szparagi, a za szparagami 
przyszły inne warzywa i owoce), miał wygląd, który dodawał szyku jego sklepowi. 
Jednak w życiu prywatnym ciągle był JWP Fryderykiem Eynsford Hillem. Nie żeby 
przybierał   jakieś   pańskie   miny   —   nikt   poza   Elizą   nie   wiedział   nawet,   że   byt 
ochrzczony dwojgiem imion: Fryderyk Challoner. Za to w Elizie czuło się damę na 
odległość.
Oto   wszystko.   Tak   więc   potoczyły   się   wypadki.   Zdumiewające   jest,   do   jakiego 
stopnia Eliza ciągle jeszcze znajduje czas, aby wtrącać się do gospodarstwa przy 
Wimpole Street pomimo sklepu i własnej rodziny. Znamienne jest, że chociaż nigdy 
nie dokucza mężowi i jawnie okazuje miłość pułkownikowi — jak gdyby była jego 
ukochaną córką — to jednak od czasu owej fatalnej nocy, kiedy to wygrała zakład dla 
Higginsa,   ani   na   chwilę   nie   przestała   mu   dokuczać.   Zmywa   mu   głowę   przy 
najmniejszej prowokacji albo i bez, a on nie waży się już dokuczać jej uwagami o 
niezgłębionej   niższości   umysłu   Freda   w   porównaniu   z   jego   własnym.   Higgins 
krzyczy,   tyranizuje   i   szydzi,   ale   Eliza   odpłaca   mu   z   taką   bezwzględnością,   że 
pułkownik musi od czasu do czasu mitygować ją, aby była bardziej uprzejma dla 
Higginsa. Tylko w takich przypadkach prośby pułkownika wywołują wyraz zaciętego 
oporu   na   jej   twarzy.   I   nic   już   nie   zmieni   tego   stanu   rzeczy,   chyba   jakiś 
nieprzewidziany   wypadek   lub   katastrofa   dość   wielka,   aby   w   obliczu   jej   runęły 
wszystkie zapory sympatii i niechęci, a pozostało tylko dwoje ludzi czujących po 
ludzku.   Oby   im   los   oszczędził   tej   ogniowej   próby!   Eliza   wie,   że   Higgins   nie 
potrzebuje   jej,   tak   samo   zresztą   jak   jej   ojciec.   Właśnie   ta   skrupulatność,   z   jaką 
oświadczył owego pamiętnego dnia, że przyzwyczaił się do jej obecności w domu i 
stał się zależny od szeregu drobnych usług, z jej strony, że boleśnie odczułby jej 
odejście (ani Fred, ani pułkownik nigdy by się tak nie wyrazili), przekonała ją, że nie 
była dla niego niczym więcej niż tą „parą pantoflów". Ale z drugiej strony Eliza 
czuje,   że   „obojętność"   Higginsa   ciągle   jeszcze   jest   uczuciem   głębszym   niż 

background image

„zadurzenie się" bardziej pospolitych duszyczek. Higgins niezmiernie ją interesuje. 
Ma ona nawet chwile, kiedy pragnie znaleźć się z nim sama na bezludnej wyspie, 
daleko od wszystkich więzów, jakby nikogo poza nimi na świecie nie było — i po 
prostu ściągnąć go z jego piedestału, i napawać się widokiem Higginsa zalecającego 
się do niej jak każdy inny zwykły mężczyzna. Wszyscy mamy utajone pragnienia 
tego rodzaju. Ale jeśli chodzi o sklep, o życie, które stanowi jej rzeczywistość — w 
odróżnieniu od życia jej snów i marzeń — to lubi Freda i pułkownika, a nie lubi 
Higginsa   i   ojca.   Galatea*/13   nigdy   nie   kocha   Pigmaliona   bez   zastrzeżeń.   Jego 
stosunek do niej jest zbyt bogopodobny, aby mógł być całkowicie przyjemny.

MAŁA KRONIKA ŻYCIA I TWÓRCZOŚCI BERNARDA SHAWA
1856
George   Bernard   Shaw,   syn   średnio   zamożnego   kupca   z   rodziny   protestanckiej, 
urodził się w Dublinie.
1866—1871   Szkolne   lata.   Shaw,   raczej   mierny   uczeń,   wychowuje   się   sam 
przejawiając   coraz   większe   zainteresowanie   muzyką   (po   matce   śpiewaczce), 
literaturą i grafiką.
1872—1876
Skromna posada kasjera w Dublinie i pierwsze artykuły, systematycznie odrzucane 
przez redakcje. Dnia 3 IV 1875 Shaw drukuje pierwszy artykuł w „Public Opinion".
1876
Shaw opuszcza Irlandię i przybywa do Londynu. Pisze recenzje muzyczne.
1879
Pierwsza powieść Niedojrzałość (Immaturity). Shaw wstępuje do dyskusyjnego klubu 
Zetetical   Ciub,   poznaje   reformistycznego   działacza   politycznego   i   społecznego 
Sidneya Webba i pod jego wpływem rozpoczyna działalność publicznego mówcy.
1882
Przemówienie   Henry   George'a   i   jego   książka   Postęp   i   ubóstwo   (Progress   and 
Poveity) spowodowały zainteresowanie Shawa socjalizmem.
1883
Shaw kończy piątą z rzędu powieść: Socjalista na ustroniu (The Unsocial Socialist), 
po _Niedojrzałości, Nierozważnym węźle (Irrational Knot), Miłości wśród artystów 
(Love Amony the Artists) i Profesji Cashel Byrona (Cashel Byron's Profession).
1884
We wrześniu Shaw przystępuje do reformistycznego Fabian Society, założonego w 
styczniu przez utopistę-filozofa Thomasa Davidsona. Pozostaje członkiem zarządu 
tego Towarzystwa przez dwadzieścia siedem lat. W tym okresie Shaw zapoznaje się z 
twórczością Ibsena.
1885

background image

Współpraca  Shawa   jako   krytyka   sztuki,   literatury,   dramatu   i  muzyki   w   pismach: 
„Daily Chronicie", „Star", „The Worid", „Satur-day Review". Studia nad Kapitałem 
Marksa   i   kontakt   z   kółkami   marksistowskimi.   Pierwszy   zarys   Szczyglego   zaułka 
(Widowers' Houses).
1891
Krucjata   proibsenowska   i   publikacja   książki:   Kwintesencja   ibsenizmu   (The 
Quintessence of Ibsenism).
1892
Początek   działalności   dramatycznej:   wystawienie   Szczyglego   zaułka   w   Teatrze 
Niezależnym Greina. Odtąd prawie rokrocznie powstawać będą nowe sztuki.
1893—1894
Zakazana,   przez   cenzurę   (do   roku   1924)   Profesja   pani   Warren   (Mrs.   Warren's 
Profession) oraz Kandyda (Candida).
1898
Małżeństwo   z   Irlandką,   Charlotte   Payne-Townshed.   Shaw   ogłasza   rozprawkę 
Wagnerzysta doskonały (The Perfect Wagnerite) oraz dwa tomy Sztuk przyjemnych i 
nieprzyjemnych   (Plays   Pleasant   and   Unpleasant)   zawierające   siedem   pierwszych 
utworów   dramatycznych.   Na   rok   1898   przypada   również   napisanie   jednej   z 
najciekawszych   sztuk   historycznych   Shawa   Cezar   i   Kleopatra   (Caesar   and 
Cleopatra).
1900—1914
Seria utworów dramatycznych o tematyce społecznej, jak Człowiek i nadczłowiek 
(Man and Superman), Major Barbara (Major Barbara) i Pigmalion (Pygmalion) — 
oraz politycznej, jak Druga wyspa Johna Bulla (John Bull's Other Island). W roku 
1906 ukazuje się zbiór recenzji teatralnych z „Saturday Review" pt.  Nasze teatry u 
schyłku stulecia (Our Theaters in the Nineties).  Przed samą wojną Shaw ogłasza w 
„New Statesman" pamfiet pt. Wojna i zdrowy rozsądek (Commonsense about the 
War), zawierający ostrą krytykę rządu brytyjskiego.
1914
14   marca   1914   r.   premiera   Pigmaliona   w   Teatrze   Polskim   w   Warszawie   przed 
premierą londyńską w kwietniu tegoż roku.
1921
Pięcioksiąg   dramatyczny   Shawa:   Powrót   do   Matuzalema   (Bask   to   Mathuselah), 
którego akcja zaczyna się w raju, a kończy się w roku 31920.
1924
Święta Joanna (Saint Joan).
 1925
Autor Matuzalema i Świętej Joanny otrzymuje Nagrodę Nobla.
1928

background image

Shaw   ogłasza  książkę  zatytułowaną:   Co   inteligentna  kobieta   powinna  wiedzieć  o 
socjalizmie   i   kapitalizmie   (The   Intelligent   Woman's   Guide   to   Socialism   and 
Capitalism).
1929
Warszawska premiera Wielkiego kramu (The Apple Cart).
1931
Podróż do ZSRR, gdzie Shaw obchodzi siedemdziesiątą piątą rocznicę urodzin. Po 
powrocie do Anglii pisze Zbyt prawdziwe, żeby było dobre (Too True To Be Good); 
rozkwit   socjalistycznego   Związku   Rad   jest   tam   przeciwstawiony   światu 
kapitalistycznemu.
1933
Po podróżach do Afryki podróż do Stanów Zjednoczonych. Okres największej sławy 
G. B. Shawa; jego dzieła tłumaczone na wiele języków i grane w najlepszych teatrach 
obu półkul.
1938 Sztuka o Lidze Narodów Genewa (Geneva).
1945—1950
Pisarz   nie   zarzuca   działalności   literackiej,   ogłaszając   coraz   to   nowe   artykuły   w 
pismach: „The Times", „New Statesman" i „Daily Worker". Ostatnie utwory: sztuka 
Biliony Buoyantów (Buoyant Billions) i Szesnaście szkiców o sobie samym (Sixteen 
Self-Sketches).
1950 2 listopada śmierć George'a Bernarda Shawa.

background image

WAŻNIEJSZE  UTWORY  DRAMATYCZNE
1892   Szczygli   zaułek   (Widowers'   Houses);   1893   Profesja   pani   Warren   (Mrs. 
Warren's Profession); 1894 Żołnierz i bohater (Arm.s-and the Mań); 1895 Kandyda 
{Candida); Mąż przeznaczenia (The Mań of Destiny); 1896 Nigdy nic nie wiadomo 
(You   Never   Can   Tell);   1897   Uczeń   diabla   (The   Devil's   Disciple);   1898   Cezar   i 
Kleopatra (Caesar and Cleopatra); 1899 Nawrócenie kapitana Brassbounda (Captain 
Brassbound's   Conversion);   1903   Człowiek   i   nadczłowiek   (   Mań   and   Superman); 
1904 Druga wyspa Johna Bulla (John Bull's Other Island); 1905 Major Barbara; 1906 
Lekarz na rozdrożu (Doctor's DHemma); 1910 Mezalians (Misalliance);
1912 Pigmalion; 1916 Dom złamanych serc (Heartbreak House);
1921   Powrót   do   Matuzalema   (Back   to   Mathuselah);   1924   Święta   Joanna   (Saint 
Joan); 1929 Wielki kram (The Apple Cart); 1932 Zbyt prawdziwe, żeby było dobre 
(Too True To Be Good);
1934 Matołek z Wysp Nieoczekiwanych (The Simpleton of the Unexpected Isles); 
1938 Genewa (Geneva); 1949 Biliony Buoyantów (Buoyant Billions).

background image

PRZYPISY
PRZEDMOWA AUTORA
1 Bell Alexander Melville (1819—1905) — angielski fonetyk, wynalazca specjalnej 
metody nauczania głuchoniemych, znanej jako „mowa widzialna" (visible speech). 
Jego syn, Alexander Graham Bell (1847—1922), fizjolog i fizyk, od 1872 r. profesor 
uniwersytetu w Bostonie, USA, w 1876 r. dokonał wynalazku telefonu.
« E 11 i s Alexander John (1814—1890) — angielski filolog, matematyk i muzyk, 
twórca angielskiej nauki o fonetyce.
'Sweet Henry (1845—1912) — angielski filolog i lingwista.
4 Ibsen Henrik Johan (1826—1906) — norweski dramatopisarz i poeta, autor m. in. 
Związku młodzieży, Podpór społeczeństwa, Domu lalki {Nora), Wroga ludu, Johna 
Gabriela   Borkmana,   demaskatorskich   sztuk,   które   stanowiły   wyzwanie   rzucone 
światu mieszczańskiemu.
6 Butle r Samuel (1835—1902) — angielski publicysta i powieściopisarz. Podjął 
ostrą krytykę wiktoriańskiej Anglii, jej instytucji i obyczajów. Jego powieść Droga 
człowiecza (The Way of Ali Flesh, pisana 1872—1884, opublikowana 1903) miała 
poważny wpływ na młodego Shawa.
"Imperiał   Institute   —   Instytut   do   Spraw   Kolonii   Imperium   Brytyjskiego,   w 
szczególności Indii. Otwarto go w 1887 r. w londyńskiej dzielnicy South Kensington 
w pięćdziesiątą rocznicę wstąpienia na tron królowej Wiktorii.
7   Chamberlain   Joseph   (1836—1914)   —   angielski   polityk,   jeden   z   twórców 
Imperium Brytyjskiego, w latach 1886—1903 minister kolonii.
8   Zob.   akt   trzeci   sztuki,   s.   80.   Shaw   popierał   prace   zmierzające   do   stworzenia 
bardziej   precyzyjnego   fonetycznego   alfabetu   angielskiego   i   nawet   w   testamencie 
przeznaczył na ten cel część swego majątku.
9   Cockney   —   rdzenny   londyńczyk   o   wymowie   charakterystycznej   dla   warstw 
niewykształconych   zwłaszcza   wschodniego   Londynu.   Również   sam   dialekt 
wschodniolondyński.
10 P i t m a n Isaac, Sir (1813—1897) — angielski wynalazca nowego systemu 
stenografii.
11 Pigmalion — zob. Wstęp, s. 12.
12 B r i d g e s Robert Seymour (1844—1930) — angielski poeta i eseista.
u   Aluzja   do   słynnej   aktorki   francuskiej   Sary   Bernhardt   (1844—   —1923),   córki 
paryskiego   dozorcy.   W   latach   siedemdziesiątych   wystąpiła   ona   w   Teatrze 
Francuskim,   czyli   Comedie   Francaiss,   w   roli   Królowej   hiszpańskiej   w   dramacie 
Victora Hugo Ruy Blas.
14 S l u m s y (od angielskiego slum) — dzielnice ruder zamieszkałe przez ludność 
ubogą oraz męty społeczne.
AKT PIERWSZY

background image

* Covent Garden — plac Londynu, przy którym znajdują się wielkie hale targowe 
owocowo-warzywne   i   kwiaciarskie,   sławny   teatr   „Covent   Garden",   od   1858   r. 
siedziba Opery królewskiej, a także kościół Świętego Pawła (nie mylić z katedrą 
Świętego Pawła), dzieło wybitnego architekta Inigo Jonesa z pierwszej połowy XVII 
wieku.
2 E a r l' s Court — mało wytworna ulica w Londynie.
' E p s o m — miasteczko niedaleko Londynu ze słynnym torem wyścigów konnych.
4Hanwell — miejscowość pod Londynem znana z zakładu psychiatrycznego.
6 S a b a — w stuleciach X—II p.n.e. królestwo na terenie dzisiejszego Jemenu. Z 
Biblii   znana   jest   wizyta   bajecznie   bogatej   królowej   Saby   u   króla   izraelskiego 
Salomona.
8   Automat   gazowy   —   instalacja   typowa   dla   biedniejszych   domów   i   pokoi 
umeblowanych w Anglii.
AKT DRUGI
* Fonograf — aparat do zapisywania i odtwarzania dźwięku, wynaleziony przez T. 
A. Edisona w 1877 r. Laryngoskop — wziernik krtaniowy, przydatny także do nauki 
wymowy. Rurki organowe z miechami — przyrząd do badań fonetycznych Stumpta. 
„Śpiewające   płomienie"   —   przyrząd   do   badań   fonetycznych   złożony   z   szeregu 
szklanych tub nierównej wielkości, w których palący się gaz wydawał dźwięki.
* P i r a n e s i Giovanni Battista (1720—1778) — włoski architekt i rytownik, 
twórca   miedziorytów   z   motywami   architektonicznymi.   Mezzotinta   —   technika 
graficzna   metalowa,   wgłębna,   operująca   nie   kreską,   lecz   płaszczyznami   dla 
osiągnięcia miękkich półtonów i efektów malarskich.
' B o m i k (rormc) — alfabet fonetyczny, którego twórcą był Henry Sweet. Składał 
się ze znaków alfabetu łacińskiego i stąd jego nazwa.
*   Milton   John   (1608—1674)   —   angielski   poeta,   autor   poematu   epickiego   Raj 
utracony (Paradise Lost).
AKT TRZECI
* Chelsea — jedna z najpiękniejszych dzielnic Londynu, położona na południowym 
zachodzie  miasta,  w pobliżu Tamizy,  z parkiem  Battersea.  Zamieszkana głównie 
przez artystów i pisarzy oraz zamożne mieszczaństwo.
*   M  o  r   r   i  s   William   (1834—1896)   —  angielski   architekt,   malarz,   dekorator   i 
rysownik, projektant mebli i wnętrz: zarazem poeta i powieściopisarz. Burne-Jones 
Edward Coley (1833—1898) — angielski malarz i grafik, uczeń D. G. Rosset-tiego. 
Nawiązywał również do prerafaelitów i sztuki quattro-centa (XV wiek). Tworzył 
także projekty dla rzemiosła artystycznego, m. in. tapiserie. Jego sztuka odznaczała 
się   dekoracyjnym   linearyzmem,   finezją   rysunku,   nastrojem   symbolistyczno-
romantycznym.
*Bric-a-brac (z francuskiego) — zbiór przedmiotów o charakterze antykwarycznym 

background image

różnych epok i rozmaitej wartości;
w znaczeniu potocznym '— rupiecie.
4Grosvenor Gallery — sala wystawowa w Londynie istniejąca od 1877 r.
»Whistler James Abbott McNeill (1834—1903) — amerykański malarz i grafik, od 
1855   r.   przebywał   we   Francji   i   Anglii.   W   stylu   zbliżony   do   francuskich 
impresjonistów.
*Lawson   Cecii   Gordon   (1851—1892)   —   angielski   pejzażysta.   Malował   głównie 
pejzaże londyńskiej dzielnicy Chelsea, jak również kwiaty i owoce. Rubens Peter 
Paul (1577—1640) — flamandzki malarz barokowy.
7 R o s s e 11 i Dante Gabriel Charles (1828—1882) — angielski poeta i malarz 
pochodzenia   włoskiego,   jeden   z   twórców   prerafaelityzmu,   prądu   w   sztuce 
nawiązującego   do   twórców   włoskiego   quattrocenta   (XV   wieku).   Jego   sztuka 
odznacza się czystością rysunku, dekoracyjnością, nastrojem mistycznym.
*Chippendale — styl w meblarstwie,  wywodzący się od Thomasa Chippendale'a 
(1718—1779), angielskiego malarza, rzeźbiarza i artysty meblarza.
* J o n e s Inigo (1573—1652) — angielski architekt i dekorator. Kontynuował w 
swej sztuce styl elżbietański, nazwany tak od królowej Elżbiety I (ur. 1533, na tronie 
1558—1603) i dominujący jeszcze w Anglii w pierwszej połowie XVII wieku.
"Pruderia   wiktoriańska   —   obłuda   typowa   dla   warstw   rządzących   za   panowania 
królowej angielskiej Wiktorii. Zob. także Wstęp, ss. 5—6.
"Hyde Park— park w Londynie, od XVII wieku otwarty dla publiczności, od XIX 
wieku miejsce mityngów oraz przemówień przygodnych działaczy i reformatorów.
"Beethoven   Ludwig   van   (1770—1827)   i   Brahms   Johan-nes   (1833—1897)   — 
niemieccy kompozytorzy muzyki poważnej;
S t r a u s s Johann (1825—1899) i L e h a r Ferenc (1870—1948)— pierwszy 
austriacki, drugi węgierski kompozytor, twórcy oper
" P a n durzy — zbrojni słudzy magnatów, później urzędów miejskich i gminnych w 
niektórych krajach Austrii, od XVIII wieku oddziały nieregularnej piechoty, a w 
XIX wieku straż graniczna.
14 F i s z e (z niemieckiego Fische) — ryby, tu w sensie przenośnym: grube ryby, 
znakomitości.
15 Langtry Lillie (1852—1929; nazwisko panieńskie: Emily Charlotte Le Breton) — 
aktorka angielska, przyjaciółka księcia Walii, późniejszego Edwarda VII. Zwana też, 
jako córka dziekana Jersey i ze względu na swą niezwykłą urodę, „Lilią z Jersey", 
„The Jersey Lily".
AKT CZWARTY
* L a Fanciulla d e l Golden West (Dziewczyna z Zachodu) — opera Giacomo 
Pucciniego z 1910 r. o tematyce z amerykańskiego Dzikiego Zachodu.
* Garden p a r t y (od angielskiego garden — ogród i party — towarzystwo) — 

background image

przyjęcie, spotkanie towarzyskie pod gołym niebem, w parku, ogrodzie.
'Brighton   —   nadmorska   miejscowość   uzdrowiskowa   w   hrabstwie   Sussex   na 
południowym wschodzie Anglii.
4Wimbledon Common — park publiczny w pobliżu Londynu.
AKT PIĄTY
'Scylla i Charybda (greckie, np. w Odysei Homera, Skylla i Charybdis; dzisiejsze 
nazwy  włoskie:  Scilla i  Galo-falo —  pierwsza to  skalny  przylądek na  wybrzeżu 
włoskim, druga — wir u brzegu Cieśniny Messyńskiej. W przenośni — sytuacja, w 
której niebezpieczeństwo zagraża z dwóch stron.
'Sztymowało (z niemieckiego stimmen) — zgadzało się.
*Happy   end   (z   angielskiego)   —   szczęśliwy   koniec,   szczęśliwe   zakończenie   np. 
sztuki, filmu itp.
4 Gwynn albo: Gwynne Nell (1650—1687) — angielska aktorka, oficjalna kochanka 
króla   Karola   II.   Urodziła   się   w   Drury   Lane,   londyńskiej   dzielnicy   ubogich. 
Początkowo sprzedawała pomarańcze w teatrze „Drury Lane". Była półanalfabetką i 
podpisywała się z trudem.
t L a n d o r Walter Savage (1775—1864) — angielski poeta i prozaik.
B   Nietzsche   Friedrich   Wilhelm   (1844—1900)   —   filozof   niemiecki,   głosiciel 
krańcowo amoralnego indywidualizmu w etyce.
 Znany z antyfeminizmu.
7   W  e  11  s  Herbert   George  (1866—1946)   —   pisarz   angielski,   twórca  powieści 
fantastycznych   i   o   tematyce   społecznej.   Należał,   jak   Shaw,   do   reformistycznej 
Fabian Society.
8 W e s t Kensington — osiedle w zachodniej części Londynu, zamieszkane przez 
artystów.
 B o o t h William („Generał Booth", 1829—1912) — angielski przywódca religijno-
społeczny, założyciel (w 1865) i „generał" filantropijnej Armii Zbawienia. S m i t h 
George   (1831—1895)   —   angielski   filantrop   i   działacz   społeczny   wśród   dzieci 
robotniczych   i   cygańskich.   Stąd   jego   przezwisko   „Cygańskiego   Smitha",   Gypsy 
Smith.
10   Galsworthy   John   (1867—1933)   —   angielski   powieściopisarz,   dramaturg   i 
nowelista,   autor   cyklu   powieściowego   Saga   rodu   Forsyte'ów.   Laureat   Nagrody 
Nobla z 1932.
"Porson  Richard  (1759—1808)  i  Bentley  Richard  (1662—  —1742)  — angielscy 
filolodzy XVIII wieku.
" B a l b u s Lucius Cornelius Młodszy (I wiek p.n.e.) _ rzymski polityk i mąż stanu. 
Kazał zbudować nowy teatr w Rzymie i zasłużył się dla budownictwa miejskiego w 
imperium rzymskim. Galia est omnis divisa in partes tres (Galia dzieli się na trzy 
części) — początek dzieła Cezara o wojnie z Galiami, Commentarii de bello Gallico.

background image

" Galatea— zob. Wstęp, s. 12