background image

1/3 

 

Swingiem do prostytucji, czyli jak sprzedają się... małżeństwa. „Stawki dla par są bajeczne, 

żal nie spróbować” 

Jakub Noch 

21.02.2016 

Kiedy mowa o prostytucji, większość od razu ma przed oczami stereotypowy obraz zdesperowanych kobiet, 

które w ten sposób szukają lepszego życia. Mało kto ma świadomość, że wraz z rozwojem tego specyficznego rynku 

pojawili  się  na  nim  nie  tylko  prostytuujący  się  mężczyźni,  ale  i  pary.  Najczęściej  to  małżeństwa  lub  wieloletnie 

związki. Jak są w stanie tak funkcjonować i co ich do tego popchnęło? 

Nowe czasy, nowe usługi 

Internet  zmienił  świat,  ale  naprawdę  w  mało  której  branży  zrobił  taką  rewolucję,  jak  w prostytucji.  Jeszcze 

kilkanaście lat temu znalezienie chętnych na płatny udział w trójkącie, czy szerszym kręgu towarzyszy do łóżkowych 

zabaw  nastręczało  sporych  problemów.  Dawni  alfonsi  i  agencje  koncentrowały  się  raczej  na  dostarczaniu  usług 

w miarę młodych pań. Wszystko zmieniła jednak sieć, dzięki której na rynku pojawiło się nie tylko więcej chętnych 

do prostytuowania się, lecz także ich oferta zrobiła się znacznie szersza. 

Dziś  znalezienie  chętnej  pary  zajmuje  co  najwyżej  kilkanaście  minut.  Jeśli  ktoś  wie  już,  gdzie  szukać, 

nie potrzebuje  nawet  tyle  czasu,  by  przebierać  w  ofertach  według  własnego  gustu.  Jednak  nie  wchodzi  raczej 

na strony  z  „klasycznymi”  ogłoszeniami  towarzyskimi,  a  portale  łączące  chętnych  na  coraz  bardziej  modne 

swingowanie,  czyli  wymianę  partnerów  i  uprawianie  seksu  grupowego.  Bo  zwykle  to  właśnie  z  tego  świata 

do prostytucji trafia się we dwoje. 

Swingiem do prostytucji 

Tak jak Wojtek i Agata z dolnośląskiej Oleśnicy, którzy opowiadają mi o swojej już pięcioletniej przygodzie 

z –  jak  to  nazywają  –  „dorabianiem  przez  zabawę”.  –  Od  2007  roku  mamy  konta  na  serwisach  dla  swingersów, 

dzięki czemu uczestniczyliśmy we wielu fajnych imprezach, czy wyjazdach. Że oprócz zabawy, którą bardzo lubimy, 

możemy  mieć  coś  więcej  zauważyliśmy,  gdy  inna  para  zaproponowała  nam  wspólne  wakacje  w  Chorwacji, 

ale myśmy  akurat  gorzej  stali  finansowo.  Kiedy  im  o  tym  powiedzieliśmy,  opłacili  wszystko  za  nas  –  wspomina                    

32-latka. 

WOJCIECH; 40-latek prostytuujący się wraz z żoną 

Poczuliśmy  się  trochę  zobowiązani,  więc  zagraliśmy  w  otwarte  karty  i  zapytaliśmy,  czego  oni  dokładnie  i  jak  często  oczekują. 

Dogadaliśmy  się  i  „współpraca”  poszła  gładko.  Nie  powiem,  że  nam  się  to  nie  spodobało,  bo  nasi  sponsorzy  byli  tak  hojni, 

że po dwóch  tygodniach  nad  Adriatykiem  zamiast  wrócić  spłukani,  przywieźliśmy  jeszcze  trochę  gotówki  i  prezentów. 

Zerknęliśmy wtedy trochę inaczej na profile par, które są zazwyczaj oznaczone „$$$”. Zobaczyliśmy, jak to funkcjonuje i sami 

daliśmy też taką adnotację, że jakieś wynagrodzenie wchodzi w rachubę. I wiesz co? Odzew na naszą skrzynkę był chyba z dwa 

razy większy niż wcześniej, bo za pieniądze ludzi są śmielsi. Szczególnie ci, którzy nie są klasycznie piękni... 

background image

2/3 

 

Zdaniem męża Agaty, to „nie jest prawdziwa prostytucja”, bo ostatecznie to ona decyduje, z kim się prześpią 

i czy zaproponowana stawka jest zadowalająca. Choć małżeństwo przyznaje, że w ciągu roku zarabiają w ten sposób 

prawie  drugie  tyle,  co  w  pracy  na  etatach,  to  nadal  najważniejsze  jest  podobno  to,  że  sami  lubią  taki  seks.                                                 

–  Nie  robimy  tego  codziennie,  raczej  raz  na  kilka  tygodni  –  tłumaczy  Agata.  Zdradza  też  jak  negocjuje  stawki.                                             

– Jeśli kogoś bardzo lubimy i nie potrzeba inwestycji w wielkie wyjazdy na drugi koniec Polski, to wystarczy i 1 tys. zł 

za cały weekend. Przeciętnie mowa natomiast o 2 tys. za noc. Przyznaję, że najwięcej bierzemy od panów z dużymi 

brzuszkami, bo  nie przepadam za tym. Trochę  się przymuszam. Jeden za udział w tzw.  gangbang ze mną zapłacił 

więc  6  tys.  zł.,  tyle,  co  wszyscy  pozostali  razem.  Chyba  całe  oszczędności  wydał,  ale  taka  cena  spełniania  marzeń                      

– mówi rozbawiona. 

Zarobki z innego świata 

O  tym,  że  stawki  oferowane  parom  potrafią  być  "naprawdę  bajeczne"  zapewniają  mnie  też  w  Bydgoszczy, 

gdzie swoje usługi oferuje młode narzeczeństwo Basia i Kuba. Historia ich biznesu seksualnego jest trochę bardziej 

typowa,  gdyż  –  jak  wiele  osób  prostytuujących  się  –  zrobili  sobie  z  niego  sposób  na  utrzymanie  się  na  studiach. 

On kończy architekturę, ona psychologię. Jak podkreślają, wyższe wykształcenie jest bardzo atrakcyjne, bo większość 

konkurencji  to  raczej  ludzie  prości,  więc  nie  odnajdują  się  w  domach  i  otoczeniu  osób  z  wyższej  klasy, 

które najczęściej skłonne do płacenia za nietypową zabawę w większym gronie. 

– Nigdy nie byliśmy swingersami za darmo. Okazało się, że nam to nie przeszkadza, ale jak się tak zabawimy 

ze sponsorami, to mamy dosyć – tłumaczy Basia. – Jak więc w to weszliśmy? Spróbowaliśmy dorobić na popularnych 

kamerkach. Bo wiemy, że fajnie wyglądamy i potrafimy się widowiskowo kochać. No i przez taki portal zaczepiło nas 

pewne małżeństwo, które uświadomiło nam, że niektórzy z kamerek się spotykają. Oni szukali akurat pary w naszym 

wieku  i  z  naszymi  upodobaniami.  Zaproponowali  po  2  tys.  zł  na  głowę  i  opłacony  pobyt  w  fajnym  SPA.  Tylko  ja 

wtedy pracowałem, za grosze na stacji benzynowej i skłamałbym, gdybym stwierdził, że długo się zastanawialiśmy. 

Była  jakaś  obawa,  że  między  nami  nie  będzie,  tak  jak  przedtem.  Ale  okazała  się  nieuzasadniona.  Wciąż  mamy  na 

siebie ochotę, a duchowo jest nawet lepiej. Wiemy, że będziemy razem do końca życia. 

BASIA, 23-latka, wraz z chłopakiem prostytucją dorabia na studiach 

Ale  na  spotkania  ze  sponsorami  dajemy  sobie  jeszcze  maksymalnie  dwa  lata,  robimy  dyplomy,  kasujemy  namiary  na  siebie 

i wyjeżdżamy z kraju – wtrąca Basia. I dodaje, że w tej „pracy” nie boi się, bo cały czas jest z nią Kuba, który jest mężczyzną dość 

atletycznie zbudowanym i wyraźnie budzi respekt większości osób, z którymi się spotykają. - Sama nigdy bym nie zaryzykowała. 

Stanowcze nie mówimy też opcjom, w których ma być wyraźnie więcej mężczyzn niż kobiet, bo nigdy nie wiadomo, jak to mogłoby 

się  potoczyć.  Bo  w  końcu  igramy  z  ogniem.  Wiemy  o  tym.  Ale  dzięki  modzie  na  swingowanie  parom  płacą  dziś  tak  dobrze, 

że żal byłoby nie spróbować. 

Co z zazdrością, co z wiernością...? 

Agata i Wojciech są małżeństwem od prawie dekady, Basia i Kuba zaręczyli się w ubiegłym roku. Jak zatem 

wielokrotnie sprzedawanie się w stosunkach z wieloma partnerami ma się do przysięgi, jaką jedni złożyli już przed 

laty,  a  drudzy  wygłoszą  na  ślubie,  który  planują  zorganizować  właśnie  z  tak  zarobionych  pieniędzy?  –  Wszystko 

background image

3/3 

 

robimy za obopólną zgodą i nikt nikogo do niczego nie zmusza – słyszę od prostytuujących się wspólnie małżonków. 

–Bierzemy tylko ślub cywilny, spowiadać się z tego, co robimy więc nie trzeba... – odpowiadają narzeczeni. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Artykuł pochodzi ze strony: 

http://natemat.pl/171843,swingiem-do-prostytucji-czyli-jak-sprzedaja-sie-malzenstwa-stawki-dla-par-sa-bajeczne-

zal-nie-sprobowac

 

Data wydruku: 9 lipca 2016