background image

 

Barbara Boswell UPALNA SIERPNIOWA NOC 

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

Stacey  Lipton  nie  miała  już  żadnych  wątpliwości  -  jest  w  ciąży. 

Potwierdziło  to  badanie,  które  sama  zrobiła  w  domu  przy  pomocy 

specjalnego testu kupionego w aptece. Wykonała wszystko zgodnie z 
inst

rukcją,  dodatni  wynik  nie  był  więc  pomyłką.  Spodziewała  się 

dziecka.  I  nie  miała  męża.  W  dodatku  kilka  godzin  temu  jej  ojciec, 

Bradford  Lipton,  senator  z  Nebraski,  postanowił  zgłosić  swoją 

kandydaturę na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. 

Stacey  od  dłuższego  czasu  podejrzewała,  że  jest  w  ciąży.  Według 

obliczeń  była  to  połowa  trzeciego  miesiąca  i  wszystkie  objawy 

pojawiły  się  już  kilka  tygodni  temu.  Brak  okresu,  poranne  mdłości, 

zmęczenie. Nie przybrała jeszcze znacząco na wadze, ale piersi były 

pełniejsze i obolałe. Nie mogła już nosić starych ubrań, gdyż zaczęła 

tyć. 

W ciągu ostatnich miesięcy Stacey przechodziła od stanu trudnej do 

opanowania paniki do jakiejś przerażającej depresji. Jednak dziś, po 

raz  pierwszy  od  dłuższego  czasu,  zauważyła  zdecydowaną  poprawę 

nastroju.  I  właśnie  dziś  musiało  się  to  zdarzyć.  A  więc  jej  ojciec  - 

wyjątkowo konserwatywny i wiemy starej, mieszczańskiej moralności 
-  stateczny kandydat na prezydenta - 

za  sześć  miesięcy  znowu 

zostanie dziadkiem. Tym razem za spra

wą swojej niezamężnej córki. 

Stacey,  mając  dwadzieścia  pięć  lat,  powinna  być  ostrożniejsza  i 

mądrzejsza,  a  jednak  pewnej  sierpniowej  nocy  straciła  głowę  dla 

mężczyzny,  którego  darzyła  szczególną  niechęcią  przez  ostatnie 

dziesięć  lat.  Mężczyzna  ten,  Justin  Marks,  przez  wiele  lat  pracował 

jako asystent administracyjny jej ojca, a teraz kierował jego kampanią 

wyborczą. 

Wydawało  się,  że  Justin  Marks  w  równym  stopniu  podziwia 

senatora, co nie znosi jego córki. 

Fala  gorąca  oblała  ją  na  samo  wspomnienie  tamtej  upalnej 

si

erpniowej nocy. Gdzie to było? Stacey nie mogła sobie przypomnieć 

nazwy klubu - 

„Kotary  Club”,  czy  może  „Kiwanis”?  Jeden  z  nich 

nadawał  jej  ojcu  tytuł  Człowieka  Roku.  Stacey  poszła  na  tę 

uroczystość  w  zastępstwie  matki,  która  musiała  uczestniczyć  w 

background image

 

obiedzie w jakimi kobiecym klubie w Nebrasce. No i oczywi

ście był 

razem z nimi Justin Marks, prawa ręka senatora Liptona, błyskotliwy i 

znakomity polityk, należący do jego obozu... 

Tuż przed przyjęciem Justin przyszedł po Stacey do jej mieszkania, 

podczas gdy 

ojciec czekał na nich w samochodzie. Mierzący prawie 

metr  dziewięćdziesiąt,  wydawał  się  jeszcze  wyższy  w  czarnym 

smokingu.  Obrzucił  taksującym  spojrzeniem  czerwoną  koktajlową 

suknię  Stacey  i  w  jego  czarnych  oczach  pojawiło  się  wyraźne 

potępienie. 

- Chyba 

nie zamierzasz pójść w tym?- zapytał. 

Wiedziała, że nie pochwali jej wyboru. Suknia była zbyt czerwona, 

zbyt głęboko wycięta z tyłu, ze zbyt dużym dekoltem z przodu. 

Owszem,  zamierzam  w  tym  pójść  -  odpowiedziała  ze  zjadliwą 

słodyczą. - Czyżby nie podobały ci się odkryte ramiona? 

- Nie masz nic pod spodem - 

rzucił przez zaciśnięte zęby. - Słuchaj, 

Stacey, to są bardzo poważni ludzie. Nie możesz pojawić się tam w tej 
sukni. Jest zbyt, zbyt... - 

Chrząknął. 

-  Zbyt jaka, Justinie? - 

zapytała  z  uśmiechem.  Tak,  zawsze 

odczuwała rozbawienie, gdy udało jej się go speszyć. 

Włóż coś innego - zażądał kategorycznie. 

- Co w takim razie proponujesz? - 

Kpiła z niego w dalszym ciągu. 

Zdaje  się,  że  masz  taką  ładną  białą  sukienkę  -  tę  z  długimi 

rękawami,  koronkami  i  błękitnymi  wstążkami?  -  Justin zawsze 

chwytał przynętę. 

Czyżbyś  mówił  o  sukience,  którą  miałam  na  sobie  podczas 

wręczania dyplomów w szkole? - Dobry humor zaczął znikać. Co za 

bezczelność, kazać jej zmieniać sukienkę! Stacey spojrzała gniewnie 
na Justina, s

tojącego  przed  nią  -  wysokiego,  szczupłego  i  silnego,  z 

wielkimi, czarnymi i wiecznie ją obserwującymi oczami. 

Nie  przebiorę  się,  Justinie  -  zdecydowanie  odmówiła 

podporządkowania  się  jego  idiotycznym  rozkazom.  -  Ta suknia jest 
idealna na dzisiejszy wieczór. 

Oczywiście, że nie, Stacey. Powinnaś wyglądać jak poważna córka 

senatora, a nie jak tandetna aktoreczka z nocnego klubu w Las Vegas. 

A więc o to chodziło! 

O  nie,  mój  drogi,  nie  wyglądam  jak  aktoreczka  tylko  dlatego,  że 

background image

 

lubię  ubrać  się  w  coś  modnego i kolorowego! -  Rozwścieczył  ją, 

próbując rozmawiać z nią jak równy z równym. Przesunęła wzrokiem 

po  jego  twarzy,  po  ostrych,  trochę  drapieżnych  rysach,  po 

kruczoczarnych  gęstych  włosach,  oczywiście  krótko  i  starannie 

przyciętych. To ją rozwścieczyło jeszcze bardziej. 

Wyglądasz  jak...  jak  przedsiębiorca  pogrzebowy  w  tym 

idiotycznym czarnym ubraniu! - 

„Tak właśnie wygląda” - utwierdziła 

się  w  tym  przekonaniu.  Jest  wielki,  ciemny,  przeraźliwie  ponury i... 

Nie wahając się dłużej, Stacey dumnie wyszła z pokoju. Justin Marks, 

nie mając innego wyboru, podążył za nią. 

Po  otrzymaniu  tytułu  Człowieka  Roku  Bradford  Lipton  wygłosił 

przemówienie  tak  płomienne,  że  niemal  już  prezydenckie.  Wreszcie 

rozpoczęło się przyjęcie. 

Stacey  westchnęła  na  samo  jego  wspomnienie.  Cóż  to  była  za 

wspaniała zabawa! 

Owi  „stateczni  ojcowie  rodziny”  (Stacey  nie  mogła  sobie 

przypomnieć,  z  jakiego  byli  klubu  -  „Elks” czy „Lions”) bardzo 

pilnowali,  żeby  czasem  nie  wyschła  rzeka  alkoholu.  Za  każdym 

razem,  gdy  Stacey  upiła  łyczek  ze  swojej szklanki, ta natychmiast 

uzupełniana  była  po  brzegi.  Stacey  zauważyła  jednocześnie  ze  zło-

śliwą satysfakcją, że Justin Marks, zazwyczaj zdecydowany abstynent, 

teraz  znalazł  się  w  podobnej  sytuacji.  Dosłownie  siłą  wlewano w 
niego martini. Stacey pocze

kała,  aż  Justin,  wolno  popijając,  opróżni 

do połowy swój kieliszek. 

Och,  Justinie!  Chyba  trzeba  dolać  ci  martini!  -  zauważyła  z 

niewinną  miną,  upewniając  się,  że  usłyszy  ją  jeden  z  gościnnych 

członków klubu. 

Ależ  naturalnie!  -  wykrzyknął  jowialny  starszy pan i natychmiast 

dolał do szklanki Justina mocnego dżinu. 

Doprawdy, to zupełnie niepotrzebne - powiedział Justin, siląc się na 

uprzejmość, ale jego lodowate spojrzenie skierowane było na Stacey. 

Oczywiście,  że  jest  potrzebne!  Wszyscy  przecież  chcemy dzisiaj 

świetnie się bawić. Prawda, chłopcze? - Mężczyzna poklepał Justina 
po plecach. - Nie ma tutaj miejsca dla sztywniaków. 

Właśnie.  Nie potrzebujemy  tutaj  sztywniaków,  chłopcze  -  wesoło 

powtórzyła  Stacey.  Sytuacja,  w  jakiej  znalazł  się  Justin,  szalenie  ją 

background image

 

rozbawiła.  Przecież  się  nie  przeciwstawi  napastliwej  parze,  która 

może poprzeć jego kandydata. No i w dodatku - co za okazja! Nazwać 

tego trzydziestodziewięcioletniego mężczyznę „chłopcem”! Beż to lat 

minęło, odkąd przestał mówić do niej „dziecko”? 

Przez  cały  wieczór  wznoszono  toasty  na  cześć  jej  ojca,  a  kieliszki 

wciąż były napełniane. Na koniec ogłoszono, że senatorowi Liptonowi 

jednogłośnie przyznano dożywotni tytuł honorowego członka klubu. 

Przez  cały  czas  Stacey  świetnie  się  bawiła.  To  byli  naprawdę 

śmieszni  ludzie,  stwierdziła,  obrzucając  członków  klubu  ciepłym, 

choć 

już 

trochę 

zamglonym 

spojrzeniem. 

Kiedy 

siedemdziesięcioośmioletni  staruszek  poprosił  ją  do  charlestona, 

roześmiała  się,  ale  oczywiście  zatańczyła  z  nim.  Bradfbrd  Lipton, 

uśmiechając się pobłażliwie, oświadczył, że on sam już wychodzi, ale 

ma nadzieję, że Justin zaopiekuje się Stacey i odprowadzi ją później 
do domu. 

Justin Marks bardzo poważnie potraktował powierzone mu zadanie i 

o północy zarządził powrót do domu. Stacey, która właśnie śpiewała 

razem z chórem starzejących się barytonów porywającą wersję pieśni 
„We Could Make Believe”, stanowczo odmówi

ła. Wtedy Justin wziął 

ją  na  ręce  i  przy  akompaniamencie  wesołych  okrzyków  i  gwizdów 

wyniósł  ją  do  holu.  Stacey  na  moment  oniemiała.  Justin  Marks 

przecież nigdy nie wywoływał awantur. Po prostu nafaszerowano go 

zasadami  dobrego  wychowania.  Wtedy  pewna  myśl  przyszła  jej  do 

głowy. 

Upiłeś się, Justinie? - zapytała z lekką kpiną w głosie. - Czyżbyś 

wypił  o  jeden  kieliszek  za  dużo?  -  Pomyślała,  że  to  bardzo dziwne 

uczucie,  być  w  jego  ramionach,  czuć  siłę  twardych  mięśni,  ciepło 

wielkich rąk na swoich udach. Przez moment miała wrażenie, że jej 

głowa idealnie pasuje do piersi Justina. Spojrzała mężczyźnie głęboko 

w  oczy  i  zobaczyła,  że  jego  źrenice  niemal  zlały  się  z  tęczówkami, 

czyniąc  je  czarniejszymi  niż  kiedykolwiek  przedtem.  Miał  długie 

gęste rzęsy, właściwie nigdy wcześniej nie zauważyła, jak bardzo są 

długie i gęste. Ale też nigdy przedtem nie była tak blisko niego. 

- Nie jestem pijany - 

odpowiedział surowo. 

Nawet  troszeczkę?  -  droczyła  się  z  nim,  śpiewnie  przeciągając 

słowa. 

background image

 

Zamknij  się,  Stacey  -  rzucił  przez  zaciśnięte  zęby.  Jego  usta 

ściągnięte  były  w  prostą,  wąską  linię  i  Stacey  zaczęła  zalotnie 

obrysowywać ich kontur polakierowanym na czerwono paznokciem. 

Czy mógłbyś teraz iść prosto? - nie mogła się powstrzymać, żeby 

jeszcze raz mu nie dokuczyć. Bezmyślnie przyglądała się jego ustom. 

Zauważyła  ich  delikatną  linię.  Zazwyczaj  były  surowo  zaciśnięte  i 

wiecznie czegoś zakazujące, nie mogła więc dostrzec ich naturalnego 

kształtu. Teraz jednak były naprawdę piękne. 

Przestań, Stacey! - Głos jego nie brzmiał tak stanowczo jak zawsze, 

gdy wydawał jeden z tych nie znoszących sprzeciwu rozkazów. 

Przestań,  Stacey!  Zamknij  się,  Stacey!  -  nieudolnie  naśladowała 

jego  głęboki  głos.  Nagle  roześmiała  się.  -  Nie, Justinie. Nie 

zamierzam ani przestać, ani siedzieć cicho. Nawet ty mnie do tego nie 
zmusisz! - 

rzuciła wesoło. 

Poczuła, że głęboko odetchnął i wiedziała już, że jest wściekły. To 

akurat  nic  nowego.  Zawsze  był  na  nią  wściekły  z  tego  czy  innego 

powodu.  Kiedy  dziesięć  lat  temu  został  zatrudniony  przez  senatora 

Liptona jako asystent administracyjny, rozpoczął konsekwentną walkę 

z jego córką. Wiedziała, że jej nie lubi i odpłacała mu tym samym. 

Justin  zaniósł  ją  do  stojącej  przed  domem  taksówki.  Po  prostu 

zarekwirował samochód, nie zważając na to, czy taksówkarz nie czeka 

na  kogoś  innego.  To  był  właśnie  ten  władczy  sposób  bycia,  który 

sprawiał,  że  kierownicy  sal  restauracyjnych sadzali go przy 

najlepszych  stolikach,  a  pracownicy  pospiesznie  wykonywali  każde 
jego polecenie. 

Okropny despota - 

Stacey  tak  o  nim  mówiła  przy  każdej  okazji. 

Nieznośny,  arogancki,  z  dyktatorskim  zadęciem.  Według  niej  był 

właśnie taki, albo nawet jeszcze gorszy. 

Kierowca zgodził się zawieźć ich do mieszkania Stacey w Northwest 

Washington.  Przechylił  się  do tyłu,  żeby  od  środka  otworzyć  drzwi, 

ale Justin sam szarpnął za nie i wepchnął Stacey na tylne siedzenie. I 

wtedy właśnie potknął się. Może zahaczył nogą o krawężnik, czy też 

zaszumiało mu w głowie, wypite o jeden kieliszek za dużo, martini - 

nie  wiadomo.  Pochylił  się  tak  gwałtownie,  że  Stacey  automatycznie 

chwyciła  towarzysza  za  szyję.  Chwilę  później  leżała  na  tylnym 
siedzeniu taksówki, a Justin Ma

rks  leżał  na  niej.  W  dalszym  ciągu 

background image

 

obejmowała  go,  zaś  ich  nogi  były  splątane  ze  sobą.  Intensywny 

zapach wody po goleniu mieszał się z jej jaśminową wodą toaletową i 

obydwoje jednocześnie wciągali w nozdrza tę dziwną won. 

Puść mnie, ty idioto! - zawołała Stacey. 

- Cholera! - 

zaklął Justin. 

Ktoś nagle zatrzasnął drzwi i taksówka wolno ruszyła. 

Stacey zobaczyła swoje odbicie w ciemnych oczach Justina: równo 

przy  uchu  ucięte  orzechowobrązowe  włosy  rozrzucone  teraz w 

nieładzie wokół głowy, gęstą grzywkę zakrywającą czoło. Jej szeroko 

rozstawione  jasnobrązowe  oczy  patrzyły  na  niego  trochę 

nieprzytomnie. Stacey miała mały, lekko zadarty nos, usiany piegami, 

mocny  podbródek  i  szerokie,  pełne  usta.  Kiedy  się  uśmiechała,  a 

robiła to często, wszyscy mówili, że promienieje niezwykłym czarem 
Liptonów. 

Justin ciągle na niej leżał, ale nagle ten ciężar przestał przeszkadzać 

dziewczynie. Jej ciało przylgnęło do niego, przyjmując impet upadku i 

odwzajemniając  ciepło.  Nie  przestawali  na  siebie  patrzeć,  palce 
Stacey prze

sunęły  się  wbrew  jej  woli  i  zagłębiły  w  krótkie  i  gęste, 

kruczoczarne włosy. Nagle uświadomiła sobie, że ich nogi są ciągle 

splątane, a jej piersi mocno uciska klatka piersiowa Justina. 

- Stacey... - 

usłyszała jego głos dochodzący gdzieś z daleka. Głos ten 

jakby próbował bronić się przed pożądaniem i tęsknotą, o które Stacey 

nigdy  w  życiu  nie  podejrzewałaby  tego  zimnego  i  zawsze 

opanowanego człowieka. 

Zobaczyła, jak głowa mężczyzny pochyla się. Czekała na pocałunek, 

pełna  jakiejś  pokornej  uległości.  W  najmniejszym stopniu nie 

wydawało  jej  się  to  dziwne,  że  leży  na  siedzeniu  taksówki, 

przygnieciona  silnym  ciałem  człowieka,  którego  przez  ostatnie 

dziesięć  lat  zadręczała,  z  którego  drwiła  i  na  każdym  kroku  zapew-

niała o swojej nienawiści... 

 
-  Stacey?  -  Rozle

gło  się  ciche  pukanie  do  drzwi  łazienki  i  Stacey 

niechętnie powróciła do rzeczywistości. 

Czy  mogę  wejść?  -  Brynn  Cassidy  nie  czekała  na  odpowiedź. 

Weszła do łazienki, spojrzała na Stacey i głośno przełknęła ślinę. 

Test wypadł pozytywnie? 

background image

 

Stacey skinęła głową. 

Wiedziałam, że tak będzie, Brynn. 

Szkoda, że nie powiedziałaś mi o tym wcześniej. - Zwykle wesoła 

twarz  Brynn  była  teraz  poważna.  -  Kiedy  pomyślę,  że  ukrywałaś  to 

przez cały czas... - W jej głosie zabrzmiał smutek. 

Wydaje mi się, że ukrywałam to sama przed sobą. Tak jak w tym 

porzekadle o strusiu z głową w piasku - dopóki czegoś nie wiesz na 

pewno, oszukujesz się, że to w ogóle nie istnieje. - Stacey odetchnęła 

głęboko. - Jednak dzisiejsze wystąpienie ojca zmusiło mnie w końcu 

do działania. 

-  Och, Stacey! - 

wyszeptała  Brynn.  -  Och, Stacey! -  powtórzyła 

zazwyczaj  bardzo  elokwentna  przyjaciółka,  siadając  obok  niej  na 
brzegu wanny. 

Stacey  spojrzała  w  zielone,  przygnębione  oczy,  popatrzyła  na 

kasztanowy  koński  ogon,  pochyloną  głowę  i  wiedziała,  że  Brynn 
cierpi z jej powodu. 

Jesteś  pierwszą  i  jedyną  osobą,  której  o  tym  powiedziałam, 

Brynnie. - 

Stacey nerwowo szarpała papierową chusteczkę. 

Nie  było  jej  zbyt  trudno  wyznać  prawdę.  Były  przecież  przy-

jaciółkami  od  czasów  szkolnych,  razem  mieszkały  na studiach, a 

przez  ostatnie  cztery  i  pół  roku  wynajmowały  wspólnie  mieszkanie. 

Stacey  traktowała  Brynn  jak  siostrę,  której  nigdy  nie  miała,  i 

bezwzględnie jej wierzyła. To właśnie Brynn kupiła w aptece test do 

wykrywania ciąży. Córka senatora Liptona nie mogła pozwolić sobie 

na taki zakup, zwłaszcza teraz, kiedy obiektywy kamer telewizyjnych 

od kilku dni skierowane były na jej rodzinę. 

- Stacey? - 

Brynn przerwała i przełknęła ślinę. - Czy mogę zapytać, 

kto jest ojcem tego dziecka? 

Stacey niemalże czytała w myślach przyjaciółki. Brynn wiedziała, że 

Stacey jest od dłuższego czasu sama. Znała także jej opinię na temat 

przygodnych  romansów.  Córka  senatora  Liptona  nie  mogła  sobie 

pozwolić  na  takie  rzeczy;  zresztą  Stacey  sama  uważała  je  za 

obrzydliwe. Więc kto?... I w jakich okolicznościach?... 

- To Justin Marks - 

Stacey wydusiła z siebie, chociaż wcale nie było 

to takie łatwe. 

Gdyby  Stacey  powiedziała,  że  ojcem  dziecka  jest  premier  Rosji, 

background image

 

Brynn nie byłaby chyba bardziej zaskoczona. 

-  Justin Marks! -  Brynn n

ie  mogła  złapać  oddechu.  Odchyliła  się 

gwałtownie do tyłu, zsunęła z brzegu wanny i wpadła do niej. 

Stacey  spojrzała  na  lezącą  w  wannie  Brynn,  na  jej  wystające  na 

zewnątrz nogi i wybuchnęła śmiechem. Chwilę później już płakała, a 

łzy  płynęły  tak  szybko,  że  dławiła  się  nimi.  Ramionami  wstrząsało 

łkanie. 

Brynn wygrzebała się z wanny i objęła Stacey. 

Nie płacz, Stacey. Jakoś... jakoś sobie z tym poradzimy. - Stacey 

wyczuła jednak, że w jej głosie nie było zbyt wiele nadziei. 

Kiedy to się stało? - spytała Brynn. 

- W sierpniu. - 

Stacey zamknęła oczy. - Pamiętasz te dwa tygodnie, 

które spędziłaś w domu swojego brata w New Hampshire? 

O Boże - westchnęła Brynn. - Pamiętam. 

Stacey również pamiętała. 
 

Leżała  na  tylnym  siedzeniu  taksówki,  ramiona  mocno  obejmowały 

Justina  leżącego  na  niej.  Dotknięcie  jego  warg  wywołało 

oszałamiający  zmysłowy  szok.  Nigdy  dotąd  nie  czuła  takiej  gwał-

townie  narastającej  miażdżącej  żądzy.  Poczuła  w  ustach  jego  język 

śmiało  wsuwający  się  i  powracający.  Usta  mężczyzny  były  gorące, 
twa

rde, pożądliwe; całował ją tak, jak jeszcze nikt dotąd. Namiętnie, 

głęboko, niemalże brał ją tym pocałunkiem w posiadanie. Jakby była 

jego własnością, a on tylko odbierał to, co mu się należało. 

Pocałunek  uświadomił  jej,  że  Justin,  z  bardzo  męską  pewnością 

siebie, zaplanował życie w najdrobniejszym szczególe. Jednak w tym 

momencie  nie  wydawał  się  tak  nieznośnie  despotyczny  jak  zawsze. 

Zamiast  mu  się  przeciwstawić,  odsunąć  od  siebie,  poddała  się  ze 

słodką  uległością,  do  której  zmusił  ją  obudzony  kobiecy  instynkt. 

Przylgnęła do Justina, zmysłowo się pod nim poruszając i całując go z 

równie wielką pożądliwością. 

- Stacey, Stacey. - 

Przestał ją na chwilę całować i wyszeptał jej imię 

z  takim  pragnieniem,  że  poczuła  się  wstrząśnięta.  Zazwyczaj  wołał 
„Stacey!” 

z  naganą  w  głosie;  to  znów  rzucał  krótką,  wściekłą 

komendę:  „Stacey!”.  W  obydwu  przypadkach  reagowała  gniewem  i 

niecierpliwością. Jednak teraz, namiętność i pożądanie w jego głosie, 

background image

 

wywołały  dziką  i  nieoczekiwaną  reakcję.  Poczuła  napływającą  falę 
podniecenia. 

Jej  piersi  były  nabrzmiałe,  brodawki  stały  się  twarde  i  bolesne. 

Chwyciła  jego  dłonie  i  mocno  przycisnęła  do  tego  wrażliwego  i 

delikatnego  miejsca.  On  natomiast  zaczął  kreślić  palcem  granice 

jednej z tych stwardniałych brodawek. Kciuk przesuwał się to w jedną 

stronę,  to  w  drugą;  systematycznie  i  powoli,  aż  wreszcie  Stacey 

zajęczała i wygięła się w łuk pod wpływem ogromnego podniecenia. 

Chciała czuć jego pocałunki na całym ciele i sama była wstrząśnięta 

pożądaniem, które w sobie odkryła. 

Justin zaśmiał się cichutko, ale triumfalnie, wprost do jej ucha. 

Cieszę  się,  że  nie  posłuchałaś  mnie  dziś  wieczorem,  Stacey  - 

wyszeptał. - Cieszę się, że nie założyłaś biustonosza. 

Stacey  była  tak  zaskoczona,  że  zaczęła  się  zastanawiać,  czy 

przypadkiem nie śni. Jego dwuznaczna uwaga i bardzo seksowny głos 

wprawiły  ją  w  osłupienie.  Ale  także  bardzo  podnieciły.  To  była 

prawdziwa rzadkość - widzieć, jak Justin Marks się śmieje. Poza tym 

było  nie  do  pomyślenia,  żeby  mógł  czuć  się  zadowolony  z  tego,  że 
córka senatora nie n

osi  stanika.  Nie  codziennie  chwytał  delikatnie 

zębami jej ucho, dotykał językiem skóry, jakby chciał ją smakować, 

brał jej piersi w swoje duże dłonie i pieścił namiętnie. 

To  jednak  nie  był  sen.  Bardzo  realnie  odczuwała  ciężar  i  siłę 

leżącego  na  niej  ciała  mężczyzny.  Niecierpliwie  wsunęła  się  pod 

niego i wtedy jego uda znalazły się między jej nogami. A kiedy zaczął 

napierać coraz mocniej, coraz namiętniej, biodra Stacey poruszyły się, 

dostosowując  się  do  zmysłowego  rytmu.  Sukienka  podsunęła  się 
wysoko w gór

ę  i  Justin  mógł  teraz  gładzić  delikatną  powierzchnię 

odzianych w nylonowe pończochy ud. 

Czuła się taka bezradna, otoczona przez niego, zdobyta i pokonana. 

Podniecenie wybuchło w niej z siłą, jakiej wcześniej nigdy nie znała. 

Pragnęła,  żeby  całkowicie  nad  nią  zapanował,  chciała  przestać 

wreszcie się kontrolować i poczuć go w sobie. Stacey zazwyczaj była 

ogromnie niezależna i z uporem przeciwstawiała się wszelkim próbom 

Justina, zapanowania nad nią. Jednak w tej chwili nie mogła myśleć 

rozsądnie.  Kierowała  nią  teraz  jakaś  wewnętrzna  siła,  nakazująca 

oddać wszystko mężczyźnie, którego trzymała w ramionach. 

background image

 

10 

Ich  usta  ponownie  połączyły  się  i  Stacey  upoiła  się  smakiem,  od 

którego  kręciło  się  w  głowie.  Nie  mogła  przypomnieć  sobie,  kiedy 
wysiedli z taksówki, ale 

bardzo  wyraźnie  pamiętała  mocny  uścisk, 

gdy próbował otworzyć drzwi do jej mieszkania. 

-  Brynn nie ma w domu - 

powiedziała,  obsypując  pocałunkami 

twardy, mocny kark. - 

Zostali ze mną, Justinie. 

Uśmiechnął  się  do  niej,  prawdopodobnie  po  raz  pierwszy  w  ciągu 

dziesięciu lat ich burzliwej znajomości, i wymruczał cicho: 

Tak, kochanie. Zostanę z tobą. 

„Kochanie!”  Kto  mógł  przypuszczać,  że  ten  ponury,  zawsze 

śmiertelnie poważny i całkowicie oddany politycznej karierze jej ojca 
Justin Marks zna w ogóle takie s

łowo? 

W głowie Stacey pojawiła się pewna mysi, rozmarzona i przymglona 

namiętnością.  Zrozumiała,  że  jest  zakochana.  Widocznie Justin od 

dawna  był  jej  przeznaczony,  a  ona  wreszcie  to  rozpoznała  i 

zaakceptowała.  Całe  napięcie,  jakie  istniało  między  nimi  przez 

ostatnie lata, wynikało ze starannie zwalczanego pociągu seksualnego. 

Zrozumiała,  że  nigdy  nie  chciała  uświadomić  sobie,  jak  bardzo 

interesuje ją ten silny asystent ojca. On natomiast nigdy nie odważył 

się ujawnić swych uczuć zbuntowanej i przez długi czas zbyt młodej 

córce senatora. Dzisiejszej nocy obydwoje poddali się swemu losowi, 

wydało im się to naturalne i prawidłowe. 

Po drodze do sypialni Stacey zrzuciła czerwone sandały na wysokich 

obcasach. Justin poruszał się po jej mieszkaniu, jakby je dobrze znał. 

Skąd wiedziałeś, który pokój jest mój? - zapytała, głaszcząc gęste 

sprężyste włosy. Przecież nigdy przedtem nie był w jej sypialni. 

-  Znam ten pokój z rodzinnej fotografii Liptonów, która stoi na 

twojej komodzie. - 

Oczy  Justina  były  wielkie  i  roziskrzone.  -  Mam 

taką samą na swoim biurku. 

Naprawdę? - zapytała. Nigdy nie odwiedzała jego biura, mimo że 

stanowiło  jedno  z  pomieszczeń  należących  do  senatora  Liptona  w 

budynku  Biura  Senatu  na  Kapitelu.  Chociaż  Stacey  nie  była  w  tej 

chwili zupełnie trzeźwa, wydało jej się nieco dziwne, że Justin trzyma 

fotografię Liptonów na swoim biurku. Zdjęcie to zostało zrobione pięć 

lat temu i znajdowali się na nim wszyscy członkowie rodziny, oprócz 
dwóch córeczek Spence’a - 

brata  Stacey.  Dziewczynek  nie  było 

background image

 

11 

jes

zcze wtedy na świecie. 

Dlaczego  nie  postawisz  na  biurku  zdjęcia  swojej  rodziny?  - 

zapytała, gdy położył ją na łóżku. Wiedziała, oczywiście, iż nie jest 

żonaty.  Często  w  rozmowie  z  Brynn  wykrzykiwała  ze  złością,  że 

żadna  kobieta  będąca  przy  zdrowych  zmysłach  nie  poślubiłaby 

takiego robota i tyrana. Ale miał chyba matkę, siostrę, jakieś kuzynki 

czy kuzynów, którymi mógłby się pochwalić. 

-  Nie mam rodziny - 

odpowiedział, rozpinając zamek błyskawiczny 

w sukni. Zsunął czerwony jedwab z jej ramion, odsłaniając małe piersi 

zakończone  różowymi  sutkami  -  teraz znowu postawionymi, 

ściągniętymi i twardymi. Nie powstrzymał się od dotknięcia ich. 

Pocałuj  mnie  tutaj,  Justinie  -  powiedziała  Stacey,  pozbywając  się 

wszelkich zahamowań. Przycisnęła jego głowę do swoich piersi, cały 

czas pieszczotliwie gładząc włosy mężczyzny. 

Justin  wziął  w  usta  jedną  z  tak  przyjemnie  wrażliwych  sutek  i 

dotykając ją językiem, jeszcze bardziej podniecił Stacey. Sprawił, że 

zaczęła  wić  się  z  rozkoszy.  A  kiedy  zaczął  lekko  ssać  -  zajęczała i 

wykrzyknęła jego imię. 

Masz tu bardzo wrażliwe miejsce - powiedział z męską satysfakcją 

w głosie. - I tak cudownie reagujesz, Stacey. 

Uśmiechnęła  się,  słysząc  pochwałę  w  jego  głosie.  Chciała  mu  się 

podobać. W tej chwili była to najważniejsza rzecz w jej życiu. 

Twoje  piersi  są  takie  piękne  -  powiedział  ochryple.  -  Okrągłe, 

jędrne  i  sterczące.  Chciałbym  zawsze  na  nie  patrzeć,  gdy  są  nagie, 

pełne i tylko moje. Zawsze wiedziałem, czy masz biustonosz. A kiedy 

go nie wkładałaś, chciałem zrobić tak... - Wziął piersi w dłonie zaczął 

je pieścić i tulić. Było to tak przyjemne, że z gardła Stacey wydobył 

się jęk. Pogrążyła się teraz w jakiejś otchłani. Każdy jego ruch, słowo, 

wciągały ją w tę bezdeń coraz głębiej. Poczuła, że usiłuje zdjąć z niej 

sukienkę  i  pończochy,  uniosła  się  więc  posłusznie,  chcąc  mu  to 

ułatwić. Justin zrzucił ubranie na podłogę i spojrzał na nią z wielką 

namiętnością.  Stacey  miała  teraz  na  sobie  tylko  małe  czerwone 

majteczki.  Zgięła  kolana  i  posłała  Justinowi  bardzo  zalotny, 
rozmarzon

y uśmiech. 

Powiedz,  że  mnie  chcesz,  Justinie  -  zamruczała  oszołomiona i 

wstrząśnięta,  gdyż  nagle  zrozumiała,  jak  wielką  posiada  nad  nim 

background image

 

12 

władzę. Nigdy przedtem żaden mężczyzna nie patrzył na nią z takim 

uwielbieniem,  z  tak  nieskrywanym  pożądaniem.  Był  jej, tylko jej. 

Brała go w posiadanie spojrzeniem swoich złocistobrązowych oczu. 

Och,  Stacey.  Tak  bardzo  cię  pragnę.  -  Justin  niezdarnie  rozpinał 

guziki  wykrochmalonej  koszuli.  Stacey,  widząc  jak  bardzo  jest 

roztrzęsiony i zdenerwowany, usiadła, żeby mu pomóc. 

Szkoda, że twoja koszula nie zapina się na suwak - powiedziała z 

żalem, gdy oboje nie mogli poradzić sobie z małymi guzikami. 

Koszula  na  suwak?  To  coś,  co  chętnie  nosiłby  twój  brat,  Sterne. 

Oczywiście, suwak byłby rozpięty aż do pępka. - Justin roześmiał się 

do  swoich  myśli.  Dla  Stacey  był  to  naprawdę  cudowny  dźwięk. 

Pomyślała, że chyba nigdy jeszcze nie słyszała, jak on się śmieje. Był 

zawsze  taki  szorstki  w  jej  towarzystwie.  Teraz  ten  śmiech  dawał 

poczucie ciepła i spokoju. Zaśmiała się również... 

 

Wiesz, Brynn, kiedy o tym pomyślę, nie mogę wprost uwierzyć, że 

to  wszystko  stało  się  naprawdę  -  smutno  powiedziała  Stacey, 

niechętnie wracając do szarej rzeczywistości ponurego listopadowego 
dnia.  - 

’Żartowaliśmy  wtedy,  śmialiśmy  się,  docinaliśmy sobie 

nawzajem... 

Justin Marks śmiejący się i żartujący! Po prostu nie potrafię sobie 

tego  wyobrazić.  Nie  przypominam  sobie,  żebym  kiedykolwiek 

widziała, jak ten człowiek próbuje się uśmiechnąć, Stace. 

-  Jednak wtedy... - 

Stacey  głęboko  odetchnęła.  -  Wtedy nagle 

przestaliśmy się śmiać. 

Z  dużym  wysiłkiem  wróciła  myślami  do  tej  fatalnej  w  skutkach 

sierpniowej nocy. 

 

Pomogła Justinowi rozebrać się, został tylko w białych bawełnianych 

spodenkach.  Nie  mogła  wprost  oderwać  wzroku  od  silnego  ciała. 
Nigdy 

nie  zdawała  sobie  sprawy  z  jego  potężnej  budowy.  Czarne  i 

szare ubrania, jakie zawsze nosił, bardzo skutecznie ukrywały piękne, 

wspaniale umięśnione ciało. Dreszcz pożądania przebiegł po niej. 

Justin  bez  skrępowania  zdjął  spodenki  i  usiadł  na  łóżku.  Stacey 

zbliżyła  się  jak  przyciągana  przez  światło  ćma.  Usiadła  mu  na 

kolanach  i  przytuliła  głowę  do  piersi  pokrytej  twardymi  czarnymi 

background image

 

13 

włosami. Objął ją mocno i trzymał w ramionach przez dłuższą chwilę, 

potem dłonie rozpoczęły wędrówkę. 

Długimi,  powolnymi  ruchami  pieścił  uda  i  biodra  dziewczyny. 

Poczuła  muśnięcie  warg  Justina  na  głowie.  Objęła  go  za  szyję  i 

zwróciła  ku  niemu  twarz.  Jego  usta  chciwie  przylgnęły  do  warg 
Stacey. 

-  Och, Justinie - 

westchnęła i wtedy przerwał na chwilę pocałunek, 

żeby zerwać z niej majteczki. 

Justin,  wsunąwszy  rękę  między  uda  dziewczyny,  dotknął  ich 

wnętrza, poczuł delikatność i jedwabistą gładkość. 

Moja Stacey. Moja słodka Stacey - wyszeptał, całując ją mocno. 

- Och, Justinie! - 

Stacey była podniecona do granic wytrzymałości. - 

Och, proszę. Proszę! - Tak bardzo go pragnęła, że bezwstydnie prosiła 
o dalsze pieszczoty. 

Stacey, jesteś już gotowa - powiedział z męską satysfakcją w głosie. 

Chcesz mnie, kochanie. Naprawdę mnie chcesz. 

Tak, Justinie. Tak! Nigdy przedtem czegoś takiego nie czułam. Tak 

bardzo cię pożądam. Tak bardzo, Justinie. Spalam się dla ciebie. 

Ja też cię pragnę, Stacey. - Znowu ją pocałował i ostrożnie położył 

na łóżku. 

-  Stacey  - 

jego  głos  dochodził  gdzieś  z  bardzo  daleka.  -  Moja 

kochana, moja jedyna. 

By

ło  teraz  tak  dobrze  i  bezpiecznie.  Czuła  jego  pieszczoty  i 

wiedziała,  że  jest  kochana.  Oddawała  mu  się  z  całą  miłością  i  na-

miętnością,  jakie  posiadała.  On  natomiast  kochał  ją  z  niezwykłą 

maestrią.  Przytulona  mocno,  wzywała  jego  imię.  Znalazła  się  w 

świecie rozkoszy, o istnieniu jakiej nawet nie śniła. Byli jednością i 

chciała,  żeby  to  trwało  wiecznie.  Kiedy  zapadała  w  głęboki,  mocny 

sen, wciąż jeszcze trzymała w ramionach swego kochanka. 

Dwukrotnie jeszcze w ciągu tej długiej namiętnej nocy kochali się z 

takim samym zapałem, czułością i żarliwością. Stacey przypominała 

sobie to wszystko jak dziwny, nierealny sen, ale sen skończył się rano; 

zaczął się natomiast prawdziwy koszmar. 

 

Obudziłam  się  i  zobaczyłam  go  obok  siebie  w  moim  łóżku  - 

opowiadała dalej Stacey z wyraźnym oporem. - I wtedy krzyknęłam... 

background image

 

14 

Obudził się. 

Czy on też krzyknął? - chłodno zapytała Brynn. 

Myślę, że miał na to ochotę. - Stacey z trudem zdławiła łzy, które 

napłynęły  do  oczu  pod  wpływem  wspomnienia.  -  Leżąc  w  łóżku, 

patrzył  na  mnie i ta... ta jego twarz... -  Stacey  nie  chciała  pamiętać 

wyrazu jego twarzy, gdy zobaczywszy go obok siebie, krzyknęła ze 

zgrozą. - Zaczęłam powtarzać w kółko „Co ja zrobiłam?” i uciekłam z 

sypialni.  Justin  pobiegł  za  mną.  Zamknęłam  się  w  łazience  - 
opow

iadała  dalej  Stacey  -  i  wołałam,  żeby  odszedł.  Byłam  taka 

zdenerwowana, Brynn. 

- To zrozumiale - 

powiedziała Brynn uspokajająco. 

Nigdy dotąd w swoim życiu nie zrobiłam czegoś takiego! 

- Wiem, Stacey. 

Jestem dorosła, Brynn - Stacey podniosła głos. - Jestem podobno 

odpowiedzialną, niezależną dwudziestopięcioletnią kobietą. Nigdy nie 

byłam lekkomyślna czy nieostrożna. Jednak tamtej nocy, Brynnie, ani 

razu nie pomyślałam, żeby się w jakikolwiek sposób zabezpieczyć. 

Kto mógł przewidzieć, co się stanie, Stacey? - powiedziała Brynn, 

próbując ją pocieszyć. - Poszłaś na uroczysty obiad razem ze swoim 

ojcem  i  z  nieodłącznym  Justinem  Marksem.  Miałaś  prawo nie 

podejrzewać,  że  trafisz  do  łóżka  z  tym  „człowiekiem  o  stalowych 
nerwach”.  - 

Brynn  próbowała  się  uśmiechnąć,  ale  wyszedł  z  tego 

wcale niewesoły grymas. - Jego naprawdę musiało ponieść, Stacey - 

ciągnęła  Brynn.  -  Trudno  mi  uwierzyć,  że  ten  facet  z  komputerową 

pamięcią  zapomniał  o  ostrożności.  Zawsze  myślałam,  że  jego  mózg 

składa się z mikroprocesorów, a nie z komórek. 

Co ja mam zrobić, Brynn? - Stacey poczuła, że zziębła ze strachu. 

Zaschło  jej  w  ustach,  z  trudem  przełykała  ślinę.  -  Od tamtej pory 

starannie unikaliśmy siebie. Widzieliśmy się cztery, może pięć razy, 

ale zawsze w tłumie. 

- Czy ty tak zdecy

dowałaś, czy on? - zapytała Brynn. 

- No... ja. 

Brynn zamyśliła się. 

A  w  jaki  sposób  udało  ci  się  wtedy  pozbyć  go  z  mieszkania? 

Powiedziałaś,  że  zamknęłaś  się  w  łazience  i  krzyczałaś,  żeby  sobie 

poszedł. No i co? Poszedł? 

background image

 

15 

-  Nie od razu - 

odpowiedziała  Stacey.  -  Najpierw  walił  do  drzwi  i 

prosił, żebym się uspokoiła. 

Ciekawe, jakim tonem to mówił? - zastanawiała się Brynn. - Czy 

użył  do  tego  głosu  pod  tytułem  „Generał  Patton  wysyła  oddział  do 

ataku”? Czy też może „Strażnik więzienny popędza galerników”? 

- Chyba i jedno, i drugie - 

odpowiedziała Stacey. Wiedziała jednak, 

że nie jest całkiem szczera. 

Na  początku  mówił  błagalnie  i  łagodnie.  Jego  głos  był  delikatny i 

czuły. Takiego go jeszcze nie znała. 

Stacey  potrząsnęła  głową,  chcąc  pozbyć  się  tych  myśli.  Musi 

pamiętać  tylko  to,  co  złe;  pamięć  nie  może  płatać  takich  figli.  Nie 

wolno  myśleć  o  Justinie  Marksie  jak  o  pocieszycielu  i  dobrym 

opiekunie. Zbyt długo był jej wrogiem. 

Justin powiedział, żebym przestała histeryzować - ciągnęła Stacey. 

- Chyba rzecz

ywiście zachowywałam się idiotycznie. Przez cały czas 

krzyczałam, żeby sobie poszedł. Nie chciałam go widzieć, ani z nim 

rozmawiać.  Nie  wiem,  dlaczego.  W  końcu  poszedł,  a  ja  płakałam 

przez cały dzień. 

Czy próbował skontaktować się z tobą później? - zapytała Brynn. 

Zadzwonił  do  mnie,  ale  odłożyłam  słuchawkę.  Dzwonił  jeszcze 

chyba z tuzin razy, może nawet więcej. W końcu powiedziałam mu, 

że oboje powinniśmy zapomnieć o tamtej nocy, że był to straszny błąd 

i że nie chcę o tym pamiętać. - Stacey wytarła oczy, wydmuchała nos i 

opłukała zimną wodą zaczerwienioną twarz. - Jest jednak ktoś, kto mi 
o tym wszystkim przypomina, Brynn. By

łam  przerażona,  kiedy 

zaczęłam podejrzewać, że jestem w ciąży. Potrzebowałam dużo czasu, 

żeby pogodzić się z prawdą. 

Brynn spo

jrzała na nią z troską w zwężonych, jasnozielonych oczach. 

Czy wiesz, kiedy to... dziecko się urodzi? 

Na  przełomie  kwietnia  i  maja.  -  Nagle  Stacey  poczuta  dziwną 

słabość.  -  To  będzie  wkrótce  po  zebraniach  przedwyborczych w 
stanach Nowy Jork i Pensylwania.  - 

Obydwie  spojrzały  na  siebie 

ponuro.  - 

To  nie  będzie  dobrze  widziane,  jeśli  córka  któregoś  z 

kandydatów  na  Rezydenta  znajdzie  się  w  takiej  sytuacji  -  ciągnęła 
Stacey.  - 

Jest to fatalna sytuacja dla każdej z senatorskich córek, ale 

dla córki senatora Liptona... - 

Znowu usiadła na brzegu wanny i oparła 

background image

 

16 

głowę  na  rękach.  -  To  jest  po  prostu  nie  do  pomyślenia.  Jego 

ultrakonserwatywni wyborcy odsuną się. Mniej radykalni, ale jednak 

bardzo tradycyjni, poczują się oszukani. Zobaczą w całej tej historii 
tylk

o  odrażającą  rozpustę,  uwłaczającą  ich  wartościom  moralnym. 

Wyobrażasz  sobie,  co  zrobią  dziennikarze,  kiedy  trafi  im  się  taka 

okazja? To będzie dla nich wielkie święto? 

-  Stacey.  - 

Brynn  usiadła  obok  niej.  -  Czy  nie  pomyślałaś  nigdy  o 

pozbyciu się tej ciąży? - mówiła wolno, starannie dobierając słowa. 

Stacey zadrżała. 

Myślę o tym ciągle i po prostu nie mogę tego zrobić. Dajmy spokój 

sprawie kandydatury mojego ojca. To przecież jest d z i e c k o, a nie 

coś. Moje dziecko. 

-  No i Justina - 

przypomniała  jej Brynn. -  Cieszę  się,  ze  nie 

zamierzasz... nic z tym zrobić, Stacey. Ja także nie mogłabym, gdy-

bym była w twojej sytuacji. 

Chciałaś chyba powiedzieć - w moim stanie - poprawiła ją Stacey i 

obie uśmiechnęły się słabo do siebie. 

Nagle zadzwonił telefon, ale żadna z nich nie wstała, żeby odebrać. 

Przy  kolejnym  dzwonku  Brynn  westchnęła  i  wolno  podeszła  do 

telefonu w kuchni. Po chwili wróciła; jej twarz była blada. 

- To Justin Marks. 

Chce z tobą rozmawiać. 

Powinnam  domyślić  się,  że  to  on.  Któż  inny  czekałby  tak  długo 

przy słuchawce? - Stacey, idąc do kuchni, pomyślała, że determinacja 

Justina i jego wytrwałość były doprawdy godne stanowiska sekretarza 

senatora.  Słyszała,  jak  inni  politycy  mówią  o  nim,  że  jest 

bezwzględny,  przebiegły  i  że  kieruje  się  jakimś  szóstym  zmysłem 

przy  ocenianiu  czyjejś  słabości  lub  siły.  Nie  potrafił  jednak,  dzięki 

Bogu,  przewidzieć  skutków  tej  wspólnie  spędzonej  nocy.  Ale  jak 

długo uda się zachować tajemnicę? 

-  Tak, Justinie? - 

zapytała  chłodno,  zadowolona,  że  jej  głos  brzmi 

spo

kojnie  i  pewnie.  W  rzeczywistości  była  znacznie  mniej 

opanowana. 

Chciałem ci przypomnieć, że dzisiaj o godzinie szesnastej, podczas 

zebrania Senatu, twój ojciec oficjalnie ogłosi udział w wyborach. 

Stacey  poczuła  się  urażona  służbowym  i  wyniosłym  tonem  jego 

głosu. 

background image

 

17 

Nie zamierzam o tym zapomnieć - odparła gniewnie. 

A czy zamierzasz, w związku z tym, odpowiednio się ubrać? Może 

byłoby  lepiej,  gdybyś  zostawiła  skórzaną  spódnicę  mini  i  zielony 

lakier do włosów na inną okazję? 

Gdyby  powiedział  to  ktokolwiek  inny,  Stacey  potraktowałaby  te 

słowa jak dowcip. Ale przecież zawsze niesłychanie poważny Justin 

Marks  nie  potrafił  żartować.  Kilka  lat  temu  w  takim  właśnie  stroju 

wybrała się do dyskoteki dla punków w Nowym Jorku. Tylko dlatego 

Justin wierzył, że mogłaby tak ubrana zjawić się w Senacie. 

To  był  żart,  Stacey.  Myślałem,  że  się  roześmiejesz  -  powiedział, 

wprawiając ją w zdumienie. 

Ty  nie  żartujesz,  Justinie.  Ty  po  prostu  nie  przepuszczasz  żadnej 

okazji. W co mam więc, według ciebie, ubrać się dzisiaj? - zapytała ze 

zjadliwą słodyczą. - Może w szary garnitur? 

Nie  licząc  czarnego  smokingu,  nigdy  nie  widziała  go  w  niczym 

innym,  jak  właśnie  w  szarym  garniturze,  białej  koszuli  i  cie-

mnoniebieskim  krawacie.  Nawet  latem!  W  takim  właśnie  stroju 

pojawił  się  kiedyś  na  przydomowej  plaży  Liptonów  w  Rehoboth. 

Stacey  uwielbiała  niegdyś  zastanawiać  się  razem  z  Brynn,  jak  też 

może wyglądać zawartość szafy Justina Marksa? Znajduje się tam na 

pewno  siedem  ciemnoszarych  garniturów,  siedem  białych  koszul i 

tyleż granatowych krawatów ponuro wiszących jeden obok drugiego. 

Ta  wizja  zawsze  wywoływała  u  nich  atak  śmiechu.  Stacey mocno 

zacisnęła palce na słuchawce. To właśnie ojciec jej dziecka chodzi na 

plażę w szarym garniturze i czarnych sznurowanych butach! 

- Jestem pewi

en, że ubierzesz się stosownie - uciął chłodno Justin. - 

Twoja matka będzie miała na sobie beżową suknię i perły, natomiast 

Patty  będzie  ubrana  w  zieloną  spódnicę,  zielono-niebieską  bluzkę  i 

granatowy żakiet. 

Patty nie będzie w kombinezonie? Jak udało ci się to osiągnąć? - 

zapytała  Stacey  zaciekawiona.  Wiedziała,  że  jej  bratowa,  żona 

Spence’a,  onieśmielała  Justina.  Podobnie  zresztą  jak  sam  Spence. 

Obydwoje zachowywali się niekonwencjonalnie. Zupełnie odwrotnie 

niż Justin Marks i senator. Patty i Spence mieszkali na małej farmie 

we  Fredericksburgu  w  Wirginii,  a  ich  styl  życia  był  powrotem  do 

natury. Uprawiali ziemię, robili własne przetwory, hodowali zioła, z 

background image

 

18 

których parzyli herbatę. Ubierali się w dżinsy i drelichy. Spence nosił 

brodę  i  kolczyk  w  jednym  uchu,  a  Patty  miała  długie  proste  włosy 

sięgające do bioder. 

-  Podstarzali hippisi. - 

Tak opisał ich Bradford Lipton i pozostawił 

Justinowi  problem  dogadania  się  z  nimi.  Justin  zrobił  to  z 

powściągliwą  cierpliwością,  chociaż  Stacey  widziała,  jak  zaciska 

zęby, gdy tamci, posługując się wykresami astrologicznymi, planowali 
swoje ewentualne przybycie. Patty i Spence doprowadzali 

nieuleczalnie praktycznego i konserwatywnego Justina do szaleństwa. 

Zabrałem Patty na zakupy i sam wybrałem jej ubranie - powiedział 

Justin ponurym głosem. - Musiałem to zrobić, bo zamierzała się ubrać 

w  stare,  połatane  dżinsy  i  bawełnianą  koszulkę  z  napisem „Ratujcie 
wieloryby”. 

Nie  ma  najmniejszej  wątpliwości,  że  jesteś  niezastąpionym 

człowiekiem  -  powiedziała  Stacey.  -  Żaden  szczegół  nie  umknie 
twojej uwadze. 

To chyba nie był komplement, prawda? - zauważył Justin sucho. - 

Dziś jest bardzo ważny dzień, Stacey. Prawdopodobnie najważniejszy 

w całej dotychczasowej karierze twego ojca. Wszystko musi wypaść 
doskonale. 

-  I dlat

ego dzwonisz do każdej czarnej owcy w rodzinie Liptonów. 

Musisz  upewnić  się,  że  dostosują  się  do  tradycyjnego  ideału 

doskonałości - zakpiła Stacey. 

Owszem.  A  poza  tym,  przypominam  ci,  żebyś  się  nie  spóźniła  - 

powiedział. 

Rozzłoszczona Stacey pomyślała, że ten człowiek to jakaś maszyna. 

Przez moment stanął jej przed oczami obraz ich obojga śmiejących się 

w łóżku, ale zaraz stanowczo wyrzuciła to z pamięci. Tamta noc była 

czymś dziwnym, nierealnym, nieprawdopodobnym. 

Ciągle  nie  wiem,  co  zamierzasz  włożyć  dziś  wieczorem  -  Justin 

przypomniał  jej  o  swojej  obecności  głosem  grzecznym,  ale  nie 

znoszącym sprzeciwu. 

Myślę, że włożę dżinsy i koszulkę z napisem „Ratujcie wieloryby” 

powiedziała. 

- Stacey! 

No cóż, ktoś musi ratować wieloryby. 

background image

 

19 

Może wolałabyś, żebym poprosił twoją matkę, aby zadzwoniła do 

ciebie?  - 

zapytał.  Stacey  zorientowała  się  po  tonie  jego  głosu,  że 

cierpliwość  Justina  jest  na  wyczerpaniu.  Nie,  telefon  od  matki  był 

ostatnią  rzeczą,  której  pragnęła.  Matka  miała  na  pewno  dzisiaj 

wystarczająco  dużo  problemów  na  swojej  głowie.  Nie  była  jej 

potrzebna  dodatkowa  troska  o  krnąbrną  córkę.  Stacey,  podobnie  jak 

trzech  braci,  starała  się  chronić  matkę  przed  niepotrzebnymi 
zmartwieniami. 

Spokojnie, Justinie. Ja tylko żartowałam. - Ten człowiek jednak nie 

miał  poczucia  humoru.  -  Włożę  turkusową  wełnianą  suknię.  W 

porządku? 

W  porządku.  A  czy  mogę  być  spokojny,  że  nie  przyjdziesz  w 

pantoflach  na  piętnastocentymetrowych  obcasach?  Tych,  w  których 

pojawiłaś się kiedyś na porannym nabożeństwie? 

Przecież  miałam  wtedy  tylko  siedemnaście  lat!  -  przerwała  mu 

Stacey.  Brynn  miała  rację.  Justin  pamiętał  chyba  każde  wypo-

wiedziane słowo, każdy gest uczyniony w ciągu ostatnich dziesięciu 
lat! 

Ja tylko żartowałem, Stacey. To był mały, niewinny żart. 

Nie interes

owały  ją  jego  żarty.  Wolała  myśleć  o  Justinie  jak  o 

pozbawionej  poczucia  humoru  maszynie.  Nigdy  zresztą  nie  zadała 

sobie trudu, żeby sprawdzić, czy taki jest naprawdę. 

Może  więc  włożę  czarne  sznurowane  buty  na  grubej  podeszwie? 

Takie, jakie nosi babcia 

Courtney?  Czy  będą  wystarczająco 

przyzwoite według ciebie? - zapytała, ale Justin zignorował ją. 

Czy twoja przyjaciółka, Brynn, przyjdzie dzisiaj z tobą? 

Oczywiście - odpowiedziała Stacey. - Traktuję Brynn jak członka 

rodziny. Czy chcesz także jej powiedzieć, jak ma się ubrać? 

Proszę, powiedz Brynn, żeby przyszła od razu do sali obrad. Będzie 

tam czekać na nią zarezerwowane miejsce w pierwszym rzędzie. Ty 

natomiast  przyjdź  do  biura  ojca  na  pół  godziny  przed  planowanym 

wystąpieniem. Następnie cała rodzina przejdzie do sali. 

Kolejny strzał w dziesiątkę - oschle zauważyła Stacey. 

Justin  świetnie  wyczuwał,  że  atmosfera  silnej  więzi  rodzinnej 

wywrze dobre wrażenie na zwolennikach senatora. To był przecież ich 

ideał. Jak na ironię, sam ich kandydat, Bradford Lipton, nie pomyślał, 

background image

 

20 

aby pobyć przez chwilę w rodzinnym gronie przed tym historycznym 

wydarzeniem.  To  właśnie  Justin  Marks  przez  ostatnie  dziesięć  lat 

odpowiadał za reżyserowanie podobnych przedstawień. 

Po prostu bądź tam, Stacey - powiedział rozkazującym tonem. Był 

to głos niezawodnego i sumiennego organizatora kampanii wyborczej. 

Stacey zagotowała się ze złości i nagle w jej głowie zabrzmiały słowa: 

„Tak,  kochanie.  Zostanę  z  tobą”.  Przez  moment  myślała,  że  Justin 

naprawdę powiedział tak przed chwilą. Ale to nie był Justin. Płatała 

figle jej pamięć, podsuwając jeszcze jedną migawkę z przeszłości. 

Znowu  zobaczyła,  jak  pochyla  się  nad  nią  w  łóżku,  a  czarne  oczy 

wpatrują  się  w  nią  z  czułością.  Odetchnęła  głęboko.  Wtedy,  będąc 

otumaniona namiętnością, niemal uwierzyła, że go kocha. 

Gwałtownie  trzeźwiejąc,  Stacey  zmusiła  swoją  wyobraźnię  do 

stworzenia  prawdziwego  obrazu  Justina.  Takiego,  jaki  był  zawsze  - 

ubrany  niezmiennie  w  ponury  garnitur,  wydający  jej  polecenia 

władczym  tonem  i  jednocześnie  wertujący  zapisany  starannie 
kalendarz. 

„Nie  można  kochać  zimnego,  pozbawionego  uczuć  robota”  - 

pomyślała Stacey. Gniew powrócił gwałtowną falą. 

-  Do widzenia, Justinie - 

powiedziała  ze  złością  i  odłożyła 

słuchawkę. 

ROZDZIAŁ DRUGI 

Ludzie czytający w gazetach o zebraniu klanu Liptonów będą skłonni 

uwierzyć,  że  było  to  zupełnie  prywatne  spotkanie,  zorganizowane, 

żeby każdy członek rodziny mógł podzielić się myślami i uczuciami. 

Gazety stwierdzą na pewno, że Bradford Lipton pogrążył się razem ze 

swoją rodziną w cichej modlitwie i wzruszających wspomnieniach. 

Gdy  Stacey  przeczytała  notatkę  prasową  napisaną  osobiście  przez 

Justina Marksa, pomyślała, że powinien zająć się pisaniem powieści. 

Atmosfera  w  biurze  ojca  była  podczas  tego  spotkania  daleka od 
sielankowego

,  słodkiego  obrazka  stworzonego  przez  Justina. W tym 

zwykłym  rodzinnym  zebraniu  Liptonów,  pełnym  bałaganu i 

zamieszania, niezwykłe było tylko podenerwowanie, które opanowało 

ich w tak ważnym dniu. 

Po przybyciu do budynku Senatu Stacey wysłała Brynn do sali obrad, 

a  sama  poszła  do  biura  ojca.  Zjawiła  się  dziesięć  minut  po 

background image

 

21 

wyznaczonym czasie. W ogromnej poczekalni czekał już Justin Marks 

oraz kilku jego najbliższych współpracowników. 

Spóźniłaś się, Stacey - powiedział Justin. Był zły i surowo zaciskał 

ust

a. Widocznie pozostali członkowie rodziny także się spóźniali. 

Przez  chwilę  przyglądał  się  jej  sukience  musztardowego  koloru. 

Prawdę mówiąc, suknia Brynn była jedyną elegancką rzeczą, w którą 

Stacey  bez  specjalnego  trudu  zmieściła  się.  Przymierzyła  najpierw 

turkusową  wełnianą  sukienkę,  o  której  wcześniej  rozmawiała  z 

Justinem. Okazała się jednak za wąska. Inne suknie były za ciasne w 

biuście albo w pasie. W pozostałych za bardzo rzucał się w oczy lekko 
uwypuklony brzuch. 

Brynn,  mając  brzoskwiniową  cerę,  mogła  sobie  pozwolić  na 

ubieranie  się  w  musztardowe  kolory.  Lecz  Stacey  przejrzała  się  w 

lustrze i jęknęła. 

Jestem strasznie żółta na twarzy - powiedziała. Lojalna jak zawsze 

Brynn  oczywiście  zaprzeczyła,  ale  Stacey  nie  dała  się  oszukać. 
Zdecydowanie nie 

był to odpowiedni dla niej kolor. 

Sądziłem,  że  zamierzasz  włożyć  turkusowo-zieloną  sukienkę.  W 

tym kolorze... - 

zawahał się. 

Tak, wiem. Jestem żółta jak wosk - dokończyła za niego Stacey, nie 

pozwalając  mu  zachować  się  w  stosunku  do  niej  dyplomatycznie.  - 

Czy to właśnie chciałeś powiedzieć, Justinie? - zapytała. 

- Nie! - 

zaprotestował. 

Tak, tak, chciałeś! I miałbyś rację. Wiem, że wyglądam źle w tej 

sukience. 

Chyba nie powinienem pytać, dlaczego ją włożyłaś? 

Rzeczywiście,  nie  powinieneś  -  zachmurzyła  się  Stacey.  -  A czy 

podobają się panu moje buty, ekscelencjo? 

Stacey założyła tym razem zwyczajne czarne pantofle na niewielkich 

obcasach,  dzięki  którym  miała  teraz  prawie  sto  sześćdziesiąt 

centymetrów  wzrostu.  Był  to  normalny  wzrost  jej  matki.  Stacey 

zawsze  chciała  mieć  o  kilka  centymetrów  więcej.  Uważała,  że  jest 

stanowczo za mała. Zarówno bracia, jak i ojciec, byli wysocy. Jak to 

się stało, że tylko ona odziedziczyła po babci Courtney niski wzrost? 

Justin spojrzał na pantofle Stacey i uśmiechnął się. 

Miły  kontrast  między  plastikowymi  klapkami  a  sznurowanymi 

background image

 

22 

butami.  - 

Zachęcał ją w len sposób do tego, żeby się uśmiechnęła, i 

Stacey rzeczywiście była bardzo bliska tego. - Czy wiesz, że po raz 

pierwszy od sierpnia pozwoliłaś mi na tyle zbliżyć się, abym mógł z 

tobą  porozmawiać?  -  zapytał  wprost,  a  Stacey  poczuła,  że  się 

czerwieni.  Pomyślała,  że  sama  dała  Justinowi  świetną  okazję  do 

otwartego  ataku.  On  dokładnie  wiedział,  jak  i  kiedy  uchwycić 

moment, gdy ktoś przestaje mieć się na baczności. 

Widzę mojego brata. Pójdę się z nim przywitać. - Miała nadzieję, że 

zabrzmi to chłodno i wyniośle. 

-  Uciekaj, malutka - 

powiedział tak cicho, że ledwo go usłyszała. - 

Ale to już nie potrwa długo. 

Pod  wpływem  jego  słów  przebiegi  jej  po  plecach  chłodny  dreszcz. 

Co Justin miał na myśli? Szybko podeszła do swego starszego brata, 
Sterne’a. 

-  Stacey!  - 

zawołał  Sterne  jowialnie.  -  Czyżbyś  uciekła  przed 

kolejnym przesłuchaniem? - Spojrzał w stronę, gdzie stał Justin. - Co 

zrobiłaś  tym  razem,  Stacey?  Czy  tata  utracił  przez  ciebie stan Iowa 

albo coś w tym rodzaju? 

Nie,  tylko  spóźniłam  się  dziesięć  minut  i  włożyłam  sukienkę,  w 

której  wyglądam  blado.  Czy  myślisz,  że  tata  może  utracić  z  tego 
powodu stan Iowa? 

Słyszałem, że jasna cera jest ostatnio modna. - Sterne uśmiechnął 

się  szeroko.  -  Nie  widzę  jeszcze  Lucasa,  Spence’a  i  Patty.  Czy 

myślisz, że zdążą na czas? - zapytał. 

-  Kto to wie? - 

Stacey roześmiała się radośnie. - Biedny Justin. Na 

pewno  wyobraża  sobie  teraz  ich  wszystkich,  jak  wkraczają  do  sali 
obrad i p

rzerywają w połowie wystąpienie taty. - Spojrzała na brata z 

podziwem. - 

Naprawdę wyglądasz dzisiaj wspaniale, Sterne. 

Dzięki - powiedział Sterne zadowolony. 

Trzydziestodwuletni  Sterne  był  wierną  kopią  ojca.  Miał  taką  samą 

przystojną  twarz,  takie  same,  głęboko  osadzone  ciemnoniebieskie 

oczy  i  taki  sam  wdzięk,  mimo  metra  dziewięćdziesięciu  i  potężnej 

postury.  Były  jednak  między  nimi  także  znaczące  różnice. Senator 

miał  wielką  grzywę  szpakowatych  włosów,  podczas  gdy  włosy jego 

najstarszego  syna  były  jasnobrązowe.  Poza  tym,  Sterne  Lipton  nie 

miał ani takich ambicji, ani takich marzeń o władzy jak ojciec. Sterne 

background image

 

23 

prowadził w Georgetown mały bar dla samotnych i rozkoszował się 

swoim beztroskim i bezproblemowym życiem, wypełnionym głównie 

pogonią za kobietami. Justin Marks oczywiście tego nie pochwalał. 

Zadzwonił  dzisiaj  do  mnie  nasz  fuhrer.  -  Sterne  rzucił  Justinowi 

rozbawione spojrzenie. - 

Ostrzegł mnie, żebym nie ważył się przyjść 

w  czarnej  jedwabnej  koszuli  rozpiętej  do  pasa  ani  w  czarnych 

dżinsach. Zapowiedział również, że jeśli włożę jakieś złote łańcuchy 
lub medaliony, to mnie na nich powiesi. 

Stacey zachichotała wbrew własnej woli. 

Chyba rzeczywiście nie powinieneś był pojawiać się w takim stroju 

na  przyjęciu  po  zwycięstwie  taty  w  wyborach  do  Senatu dwa lata 
temu. Justin nigdy ci tego nie wybaczy. 

-  Ani tata. - 

Sterne spoważniał na moment, już po chwili ponownie 

uśmiechnął  się  do  Stacey.  -  No,  ale  w  końcu  udało  się.  Wreszcie 

włożyłem  porządny  niebieski  garnitur,  żółtą  koszulę  i  prążkowany 
krawat. 

Czegóż więcej mogą od nas chcieć? 

Chyba tylko tego, żeby Spence zgolił brodę i wyjął z ucha kolczyk - 

stwierdziła Stacey. 

O tym nie może być mowy! O, przyszedł Lucas. - Stacey i Sterne 

podeszli do swego najmłodszego brata. 

Senator Lipton zawsze wybucha

ł śmiechem, gdy przedstawiał swoje 

najmłodsze  dziecko.  Ten  „synek”  miał  dwadzieścia  lat,  prawie dwa 

metry  wzrostu  i  ponad  sto  kilo  wagi.  Był  obrońcą  liniowym w 

uniwersyteckiej drużynie futbolowej. 

-  Lucas w garniturze? - 

Stacey  nie  wierzyła  własnym  oczom.  - 

Niemożliwe, żeby Justin zadzwonił także do niego! 

-  Stacey!  - 

Lucas  wyciągnął  w  jej  stronę  ręce  i  Stacey  musiała 

wykonać  tradycyjne  powitanie, uderzając  z  całej  siły  w  jego dłonie. 

Sterne, oczywiście, zrobił to samo. 

Czy widzieliście, jak załatwiłem w ostatnią sobotę tego kiepskiego 

tylnego  napastnika  z  Oklahomy?  Podobno  do  tej  pory  nie  może 

chodzić  o  własnych  siłach!  -  zawołał  Lucas  radośnie.  Justin  Marks, 

stojący  obok,  skrzywił  się.  Zaś  kiedy  Lucas  zaczął  entuzjastycznie 

opowiadać,  w  jaki  sposób  złamał  nos  tylnemu  obrońcy  z  Teksasu, 

Justin nie wytrzymał. 

Lucas, nie chcę, żebyś dzisiaj opowiadał o tych twoich... rozbojach 

background image

 

24 

któremukolwiek  z  reporterów.  Nie  ma  tutaj  żadnego  dziennikarza 

sportowego  doceniającego  takie  osiągnięcia.  Dzisiaj  są  tutaj  tylko 

dziennikarze polityczni, a im mogłyby nie spodobać się twoje metody 
pokonywania przeciwników. 

- Och, rozumiem.- 

Lucas z zapałem skinął głową.- To mięczaki! 

Stacey  niemal  usłyszała,  jak  Justin  policzył  do  dziesięciu,  zanim 

odszedł, żeby porozmawiać z jednym z autorów przemówień. 

Wkrótce przyjechali Patty i Spence oraz ich trzy córeczki: Sunshine, 

Melody i Aurora, w wieku czterech, trzech i dwóch lat Wszystkie trzy 

ubrane  były  w  ciemnoróżowe  sukienki,  białe  koronkowe skarpetki i 
czarne lakierki. Stacey 

przyglądała  się  im  zaskoczona. Do tej pory 

widywała  swoje  bratanice  tylko  w  drelichowych kombinezonach i 

trampkach, czyli ubrane tak, jak zawsze ubierali się ich rodzice. Nie 

mogła  przypomnieć  sobie,  żeby  kiedykolwiek  widziała  je  w  tak 

dziewczęcych strojach. 

Patty  radośnie  uściskała  i  ucałowała  Stacey.  Zawsze  tak  robiła. 

Ściskała  i  całowała  każdego  członka  rodziny,  chociaż  wiedziała,  że 

Liptonowie  nie  są  przyzwyczajeni  do  podobnego  okazywania sobie 

uczuć. 

Wyglądasz na zmęczoną, Stacey - powiedziała Patty z typową dla 

siebie szorstkością. - Czy dobrze się czujesz? 

Oczywiście - odpowiedziała Stacey raźnym głosem i odsunęła się 

od  Patty  na  bezpieczną  odległość.  Żyjąc  tak  blisko  natury,  Patty  na 

pewno  rozpozna  jej  ciążę  jakimś  szóstym  zmysłem.  Lepiej  więc 

będzie zachować bezpieczny dystans. - Dzieci wyglądają słodko, Patty 

powiedziała. 

Dzięki, ale to nie moja zasługa. To sprawa Justina. Któregoś dnia w 

zeszłym  tygodniu  przyjechał  do  Fredericksburga  i  zabrał  nas  na 

zakupy. Wybrał ubrania dla mnie i dla dzieci. 

Justin  wybrał  ubrania  dla  dzieci?  -  powtórzyła  Stacey  z  nie-

dowierzaniem. 

- Tak. Nawet te zabawne skarpetki i lakierki. - 

Patty uśmiechnęła się. 

Powiedział  mi,  że  chciałby  ubrać  je  tak,  jak  ty  byłaś  ubrana  na 

portrecie, który wisi w gabinecie ojca. 

Stacey, naturalnie, znała ten portret Został namalowany zaraz po jej 

czwartych  urodzinach  i  rzeczywiście  była  wtedy  ubrana  w 

background image

 

25 

ciemnoróżową  sukienkę,  koronkowe  skarpetki,  czarne lakierki,  a  we 

włosach miała różowe wstążki. A więc Justin rzeczywiście przyglądał 

się temu obrazowi. Dlaczego jednak zdecydował, że tak samo ubierze 
jej bratanice? 

To miło, że podobał mu się mój styl ubierania chociaż w jednym, 

krótkim okresie mego życia - powiedziała chłodno. 

Stwierdził, że wyglądasz tak, jak powinna wyglądać dziewczynka 

na  takim  portrecie.  Jak  mała  księżniczka.  -  Patty  na  chwilę 

spoważniała.  -  Wiesz,  Stacey,  Justin  naprawdę  nie  jest  tak  bez-

względny i okrutny, jak sądzisz. To wy go do tego zmuszacie. Jego 

rola jest bardzo trudna. Ojciec zrobił z niego tarczę, za którą może się 

przed  wami  ukryć.  Wy  zaś  wyładowujecie  na  nim  wszystkie  swoje 

złości i urazy. 

- Biedny Justin! - 

zaśmiał się Spence ironicznie. Przyłączył się przed 

chwilą  i  słyszał  wypowiedź  swojej  żony.  -  Ty kochasz wszystkich, 
Patty - pow

iedział. - My jednak wiemy, że Justin Marks jest naprawdę 

nie do zniesienia. 

Trzydziestoletni Spencer Lipton ubrany był w brązowy, źle na nim 

leżący  garnitur.  Nie  zgolił  jednak  rudawej  brody  ani  nie  wyjął 

kolczyka  z  ucha.  To,  że  nie  włożył  ulubionej  koszuli  w  kratę  i 

kombinezonu było na pewno zasługą Justina. 

Bardzo  proszę  o  uwagę!  -  zawołał  Justin,  jak  zwykle  obejmując 

przywództwo.  Podniósł  rękę,  aby  wszystkich  uciszyć.  Stacey 

pomyślała,  że  Justin,  spełniając  swe  zawodowe  obowiązki,  jest  w 
stosunku do n

ich bardziej ojcowski niż senator. Zrozumiała, że Justin 

wie o życiu każdego z nich więcej niż sam Bradford Lipton. Nie była 

to wesoła myśl. 

Chciałbym  krótko  omówić  scenariusz  wystąpienia  senatora  - 

kontynuował Justin, ale natychmiast przerwał mu Sterne. 

-  Co tu jest do omawiania? - 

zapytał prowokująco. - Tata wystąpi i 

wszyscy się ulotnimy. 

Justin rzucił mu gniewne spojrzenie. 

Niestety, to nie będzie takie proste, Sterne. Cała rodzina stanie za 

senatorem - 

ciągnął niewzruszony. - Naprzeciwko będą dziennikarze i 

widzowie.  Proszę,  abyście  w  ogóle  nie  rozmawiali  z  prasą  w  sali 

obrad.  Zamierzamy  skierować  wszystkie  pytania  bezpośrednio  do 

background image

 

26 

senatora Liptona. On podsumuje uczucia i reakcje rodziny, 

dotyczące... 

Co  tata  może  wiedzieć  na  temat  naszych  uczuć?  —  tym razem 

przerwał Justinowi Spence. - Nigdy go one nie interesowały. 

-  Spence, to nie jest spotkanie grupy psychoterapeutycznej - 

powiedział Justin z udręką w głosie. - Nie jesteśmy tutaj po to, aby 

dyskutować  o  rodzinnych  uczuciach,  przeszłości,  teraźniejszości  i 

przyszłości. 

Spence,  naprawdę  nie  możesz  oczekiwać  od  Justina  Marksa, by 

wiedział  cokolwiek  na  temat  uczuć,  przeszłości,  teraźniejszości  lub 

przyszłości - wtrąciła Stacey. - To jego nie dotyczy. On posługuje się 
dyskietkami komputerowymi, a nie uczuciami. 

Czy  mogę  kontynuować?  -  Justin  zwrócił  się  wprost  do  Stacey, 

patrząc  jej  prosto  w  oczy.  Poczuła  dziwne  mrowienie  wzdłuż 

kręgosłupa,  promieniujące  głęboko  do  brzucha.  Tak  dawno  patrzyła 

ostatni raz w te głębokie, czarne oczy. Zrobiło jej się nagle gorąco i 

słabo. Przypomniała sobie, jak leżała naga w jego ramionach, jak duże 

dłonie  dotykały  jej  ciała.  To  wspomnienie  wywołało  niebezpieczne 

wzruszenie. Szybko spuściła oczy, policzki oblał rumieniec. 

Nikt z rodziny nie zauważył, że coś jest z nią nie w porządku. Patty 

wzięła Spence’a pod rękę i, jak zwykle pogodnie, uśmiechnęła się do 
Justina. 

- Mów dalej - 

powiedziała. 

Wszyscy  musicie  zachować  ciszę  podczas  wystąpienia  senatora  - 

kontynuował.  -  W  przemówieniu  zaplanowano  dwa  małe  żarty, z 

których powinniście się roześmiać. Kiedy senator wyciągnie w waszą 

stronę rękę, mówiąc o wsparciu, jakiego mu udzielacie jako rodzina, 

uśmiechnijcie się i... 

-  Z uwielbieniem? - 

zapytała Stacey. Chęć zirytowania Justina była 

silniejsza od niej. Chc

iała jakoś zburzyć ten kamienny spokój, chciała 

oderwać  jego  uwagę  od  politycznej  przyszłości  ojca  i  skierować  ją 

na... na siebie? Natychmiast odrzuciła tę myśl. 

- O co ci chodzi, Stacey? - 

niemal z nienawiścią zapytał Justin. 

Po  prostu  chciałam  dokładnie  wiedzieć,  w  jaki  sposób  mamy  się 

uśmiechać do taty. 

Och, żeby w końcu wyprowadzić go z równowagi! 

background image

 

27 

W końcu będą tam kamery telewizyjne i fotoreporterzy - dodała. - 

Czy  wszyscy  mamy  uśmiechać  się  z  uwielbieniem,  czy  w  inny 
sposób? 

Może przećwiczymy to - zaproponował Sterne. - Policzę do trzech i 

wszyscy zaprezentujemy swój najlepszy uśmiech. 

Może taki? - Lucas wyszczerzył zęby i wybuchnął śmiechem. 

Kiedy  tatuś  robił  mi  zdjęcia,  musiałam  powiedzieć 

„cheeeeesburger” - 

oznajmiła czteroletnia Sunshine. 

I dlatego miałaś na zdjęciu piękny uśmiech, kochanie - powiedział 

Spence, biorąc dziewczynkę na ręce i całując w różowy policzek. 

Stacey z uwagą przyjrzała się bratu i jego córce. Dzisiaj szczególnie 

interesowali ją ojcowie i dzieci. Spence był dla córek czuły i bardzo 

do  nich  przywiązany.  Zawsze  chętnie  pomagał  Patty  w  wypełnianiu 

wszystkich  obowiązków  wychowawczych.  Stacey  próbowała 

przypomnieć sobie, czy ojciec brał ją kiedykolwiek tak spontanicznie 

na ręce i całował. Jeśli nawet zdarzyło się to kiedyś, to nie pamiętała 

tego.  W  życiu  publicznym  Bradford  Lipton  stwarzał  wokół  siebie 

atmosferę szczególnego ciepła, która zjednywała mu ogromną liczbę 
zwolenników. Jednak prywatnie, wobec rodzi

ny, zachowywał chłodny 

dystans.  Stacey  już  dość  dawno  odkryła  ten  dziwny  kontrast  i 

nauczyła się go wykorzystywać. Kiedy chciała czegoś od ojca, starała 

się zbliżyć do niego w momencie, gdy był otoczony reporterami lub 
swoimi kolegami - 

politykami. Mając taką widownię, Bradford Lipton 

lubił grać rolę kochającego ojca. Gdy był sam, trudno było nawiązać z 
nim kontakt. 

Czy  moglibyśmy  wreszcie  skończyć  tę  zabawę?  -  zapytał  Justin, 

marszcząc brwi. - Czasu jest coraz mniej, a ja nie powiedziałem wam 
jeszcze wszystkiego. 

Stacey położyła rękę na brzuchu i pomyślała o dziecku, które tam się 

rozwijało.  O  dziecku  Justina  Marksa.  Jakim  mógłby  być  ojcem? 

Chociaż  jej  własny  ojciec  zachowywał  się  tak  chłodno  w  życiu 

prywatnym,  to  jednak  publicznie  przynajmniej  starał  się  stwarzać 

pozory rodzinnego ciepła. Natomiast Justin Marks był zawsze taki, jak 
Bradford Lipton prywatnie. 

Stacey zadrżała. 

„Stacey, kochanie. Otwórz drzwi, proszę. Chcę cię objąć. ‘ Wiem, że 

background image

 

28 

jesteś zdenerwowana. Otwórz drzwi i pozwól, żebym cię przytulił”. - 

Znów  w  jej  głowie  zabrzmiały  wypowiedziane  wtedy  słowa i na 

moment  powróciła  do  sierpniowej  nocy.  Wpadła  wtedy  w  histerię  i 

zabarykadowała  się  w  łazience.  Justin  próbował  ją  uspokoić,  ale  go 

nie słuchała... a może jednak słuchała, skoro pamiętała, niezależnie od 

siebie, każde słowo? 

Stacey  przyjrzała  się  opanowanej  twarzy  stojącego  przed  nimi 

człowieka. Zimny i nieprzystępny w życiu publicznym, ale gorący i 

namiętny prywatnie? Nie mogła tego pojąć, w każdym bądź razie nie 

po przeżyciu tylu lat pod jednym dachem z ojcem. 

Mamo,  jeść!  -  zażądała  trzyletnia  Melody. Patty natychmiast 

usiadła, rozpięła bluzkę, wzięła dziecko na ręce i podała mu pierś. To 

była właśnie jedna z zasad Patty i Spence’a: karmić dzieci piersią na 

każde żądanie. Zdaje się, że wiek dziecka nie odgrywał tu żadnej roli. 

Był natomiast ważny dla Justina. 

Och, na miłość boską! - zawołał i zaczerwienił się. 

Nie  podoba  ci  się,  kiedy  matka  karmi  piersią  dziecko?  -  spytał 

zaczepnie Spence. - 

Przecież to najzupełniej naturalny, najpiękniejszy 

na świecie i wzbudzający największy szacunek widok. 

Nie  mam  nic  przeciwko  matkom  karmiącym  niemowlęta  w 

miejscach  publicznych,  pod  warunkiem,  że  robią  do  dyskretnie  - 

odpowiedział  Justin  rozdrażniony.  -  Ale  to  dziecko  już  mówi!  I  ma 

wszystkie  zęby!  Poza  tym  nie  uważam,  aby  sala  obrad  Senatu, 

wypełniona  po brzegi  przedstawicielami  prasy  z  całego  świata,  była 
najodpowiedniejszym miejscem do karmienia jakiegokolwiek dziecka. 

Och, Melody za chwilę skończy - powiedziała Patty spokojnie, ale 

Justina to nie zadowoliło. 

A  co  będzie,  jeśli  pozostałe  dzieci  będą  głodne?  -  Spojrzał  z 

rozpaczą  na  zegarek.  -  Już  czas  na  nas.  Muszę  poprosić  senatora  i 

panią Lipton. 

Podczas całej sceny Sterne i Lucas po prostu ryczeli ze śmiechu. W 

innej  sytuacji  Stacey  śmiałaby  się  razem  z  nimi.  Dzieci  senatora 
Liptona zawsze m

iały uciechę, widząc, jak Justin Marks traci swoją 

zimną krew. I tylko one potrafiły do tego doprowadzić. Jednak teraz 

rozmowa  na  temat  niemowląt  i  karmienia  stawała  się  dla  Stacey 
niebezpieczna. 

background image

 

29 

W  gabinecie  senatora  powitano  Justina  jak  geniusza  umiejącego 

przewidywać  wszelkie  polityczne  i  społeczne  tendencje.  Stacey 

zastanawiała  się,  czy  umiałby  równie  trafnie  przewidzieć  publiczną 

reakcję  na  wiadomość,  że  córka  senatora  Liptona  urodzi  nieślubne 

dziecko. Jak on sam zareagowałby na wiadomość, że wkrótce zostanie 
ojcem? 

Jej serce zaczęło niespokojnie trzepotać. Czy dziecko, które w sobie 

nosiła, mogło rzeczywiście zaprzepaścić szansę ojca na prezydenturę? 

W rodzinie Liptonów nigdy dotąd nie było żadnego skandalu. Senator 

miał  opinię  typowego  człowieka  ze  Środkowego  Zachodu; 

serdecznego,  bardzo  rodzinnego,  kierującego  się  w  życiu  surowymi 

zasadami  moralnymi.  To  właśnie  Justin  Marks  i  jego  specjaliści  od 
handlu stworzyli nieskazitelny wizerunek Liptona. Co oni wszyscy 

powiedzieliby, dowiedziawszy się, że Stacey jest w ciąży? W dodatku 

z  Justinem  Marksem!  Poczuła,  że  narasta  w  niej  złość.  Nikomu  nie 

może powiedzieć o swojej ciąży! I nie powie! 

Nagle w drzwiach gabinetu pojawił się Justin Marks. 
-  Panie i panowie - 

zaczął  uroczyście.  -  Senator Bradford Lipton  i 

jego żona! 

Cały  zgromadzony  personel,  nie  wyłączając  Justina,  zaczął  klaskać 

entuzjastycznie. 

Myślę,  że  tata  jest  już  świetnie  przygotowany  do  uroczystości 

inauguracyjnych w Białym Domu - wyszeptał Sterne. - Spójrz tylko, 

jak przesyła tłumom pozdrowienia. 

Stacey  spojrzała  na  ojca,  bardzo  eleganckiego  i  przystojnego  w 

błękitnym,  szytym  na  miarę  garniturze.  Już  teraz  grał  rolę  dys-

tyngowanego  przywódcy  swego  stanu.  Skończył  pięćdziesiąt  cztery 

lata,  ale  w  dalszym  ciągu  podobał  się  kobietom  w  różnym  wieku. 

Stacey  widziała  nastolatki  piszczące  i  podskakujące  na  jego  widok 

oraz kobiety w średnim wieku ściskające mu ręce i wpatrujące się w 

niego  z  zachwytem.  Senator  był  nadal  „prawdziwym  mężczyzną”. 

Ciągle  jeszcze  interesował  się  sportem,  czasami  opowiadał  nieco 

pikantne historyjki, ale jednocześnie stał na straży starych, surowych 

zasad moralnych. Czy rzeczywiście miał szansę zostać prezydentem? 

Czasami  myślała  o  nim  jak  o  nierealnych  i  dalekich  gwiazdach 

filmowych, których nigdy nie poznała. 

background image

 

30 

W biurze z

robiło się tłoczno, ponieważ dołączyła do nich pozostała 

część personelu, a także kilku reporterów. 

Bardzo wam wszystkim dziękuję - powiedział senator, kierując do 

nich  ciepły  uśmiech.  -  Chciałbym  zasłużyć  na  zaufanie,  jakie  mi 

okazaliście. Amerykanie uwierzą w moje obietnice, kiedy zobaczą, że 

rodzina  obdarza  mnie  niezachwianą  miłością  i  udziela  mi  tak 
wielkiego poparcia. 

Miła, bardzo osobista pogawędka z najbliższą rodziną, co? - zapytał 

Spence z goryczą. - Gdyby nie ten tłum, ojciec przeszedłby obok nas 

bez słowa. 

Senator Lipton odnalazł spojrzenie Stacey i mrugnął do niej okiem. 

Ona natomiast przesłała mu całusa. Cała ta scena została nagrana na 

kasecie  wideo.  Stacey  wiedziała,  dlaczego  ojciec  właśnie na niej 

skupił  swoją  uwagę.  Kiedyś  zwierzył  się  Justinowi,  że  Stacey,  jako 

jedyne spośród jego dzieci, potrafi z prawdziwym talentem oszukiwać 

dziennikarzy. Uważał, że posiada „doskonałe wyczucie teatru”. 

Zupełnie nieźle odegrali teraz wobec zgromadzonej publiczności role 

ojca i córki. Stacey towar

zyszyła w tej zabawie tylko i wyłącznie dla 

własnej  przyjemności.  Ot,  taki  niewinny  sposób  na  to,  aby  mieć 

chociaż  trochę  do  powiedzenia  w  życiu,  którym  kierowały  głównie 

wymykające się spod kontroli przypadki. 

Stacey zrobiła nagle krok do tyłu i wpadła na Justina Marksa, który 

dołączył  do  zgromadzonych  i  stanął  za  jej  plecami.  Zanim  zdążyła 

odskoczyć,  chwycił  ją  za  ramiona,  udając,  że  chce  podtrzymać 

dziewczynę.  W  momencie,  kiedy  poczuta  dotyk  jego  rąk, 

znieruchomiała. Oblała ją fala gorąca. Z trudem odparła nagłe, szalone 

pragnienie,  aby  odchylić  się  do  tyłu  i  oprzeć  o  Justina.  Bardzo 

wyraźnie,  niemal  boleśnie,  uświadomiła  sobie  obecność  mocnego 

ciała, czuła siłę podtrzymujących ją ramion. Poczuła się tak spokojnie 

i  bezpiecznie,  i...  O  Boże!  Czyżby  traciła  rozum?  Była  chyba tego 

bardzo bliska, skoro rozmyślała o przytulaniu się do Justina Marksa! 

Słusznie  robiła,  unikając  go  przez  ostatnie  dziesięć  tygodni. 

Najwyraźniej  jest  od  niego  uzależniona  w  jakiś  dziwny,  fizyczny 
sposób. 

Na szczęście wszyscy patrzyli w tej chwili na senatora, który właśnie 

powiedział coś dowcipnego. 

background image

 

31 

Czy to jest właśnie jeden z tych żartów? - zapytał szeptem Lucas. - 

Zdaje się, że miały być dwa? 

Obydwa  usłyszymy  dopiero  podczas  oficjalnego  wystąpienia  - 

odpowiedziała  Stacey.  Kiedyś  Justin  powiedział,  że  obawia  się  o 

rozum  Lucasa,  ponieważ  zbyt  często  gra  bez  kasku.  Stacey  wtedy 

gorąco zaprotestowała, ale tak naprawdę była skłonna przyznać rację. 

Jej najmłodszy brat rzeczywiście nie był zbyt błyskotliwy. 

- Po prostu obserw

uj mnie. Będziesz wiedział, kiedy należy się śmiać 

wyszeptała. 

-  Czas na mnie - 

powiedział Justin i rozsuwając zgromadzonych na 

boki, utorował drogę senatorowi i jego żonie. Zwartą grupą ruszyli do 
sali obrad. 

Wyglądasz  dzisiaj  wyjątkowo  ładnie,  Stacey  -  powiedziała, 

zatrzymując się, Caroline Courtney Lipton. 

Dziękuję,  mamo.  -  Stacey  uśmiechnęła  się.  Jej  matka  była  zbyt 

taktowna,  aby  powiedzieć  prawdę.  -  Ten musztardowy kolor, jak 

myślę, nie jest dla mnie najlepszy. 

Ale  dzięki  niemu  wydaje  się,  że  twoja  twarz  ma  w  sobie  jakieś 

szczególne światło, kochanie. Nieokreślony blask. 

Stacey, rzeczywiście wyglądasz inaczej niż zwykle - wtrąciła Patty. 

Szła  obok  Spencera,  niosąc  na  rękach  małą  Aurorę    i  z  uwagą 

wpatrywała się w twarz Stacey. 

Zmieniłam po prostu puder - szybko odpowiedziała Stacey. Spence 

zawsze  twierdził,  że  potrafi  rozpoznać  kobietę  w  pierwszych 

tygodniach ciąży po tym nieokreślonym czymś w jej twarzy. Dzięki 

Bogu, na razie nie zauważył niczego dziwnego. 

To ty wyglądasz dzisiaj wspaniale, mamo! - Stacey zmieniła temat. 

Zawsze uważała, że matka na uśmiech Mony Lisy: kobiecy i ciepły, a 

jednocześnie powściągliwy i tajemniczy. Uwielbiała matkę, ale także 

trochę  się  jej  bała.  Pani  Lipton sama  wychowywała  czwórkę  dzieci, 
podczas gdy jej 

mąż  całkowicie  poświęcił  się  karierze  politycznej. 

Przez wszystkie te lata ani razu nie poskar

żyła się na brak czasu lub 

wieczną  nieobecność  męża.  Mając  czterdzieści  siedem  lat,  była  w 

dalszym  ciągu  szczupła,  bez  śladu  siwizny  we  włosach  i  tak  samo 

ładna, jak w wieku dwudziestu jeden lat, gdy poślubiła kongresmena 

Liptona  i  wzięła  na  siebie  odpowiedzialność  za  wychowanie  jego 

background image

 

32 

dwóch małych synów - Sterne’a i Spence’a. 

Chociaż  matka wybrała  właśnie  taki  rodzaj  małżeństwa,  Stacey  już 

dawno zdecydowała, że nigdy nie da się schwytać w pułapkę, jaką był 

ten  tak  niesprawiedliwy  układ  małżeński  w  samolubnym i 

zakłamanym świecie polityków. 

Gdy zbliżyli się do sali obrad, senator Lipton zatrzymał się i obejrzał 

za siebie. 

-  Caroline?  - 

powiedział.  Jego  twarz  była  spięta,  a  błękitne  oczy 

zimne i twarde. 

Caroline Lipton uśmiechnęła się i wzięła męża pod rękę. Obydwoje 

wkroczyli  do  sali,  gdzie  miało  nastąpić  doniosłe  wydarzenie,  a  cała 

reszta rodziny podążyła za nimi dokładnie tak, jak zaplanował Justin 
Marks. 

 

Stacey przesunęła wzrokiem po tłumie wypełniającym salę obrad, tę 

samą  salę,  w  której  wiele  lat  temu  John  F.  Kennedy  zgłosił  swoją 

kandydaturę  w  wyborach.  Niektórzy  ze  zgromadzonych  siedzieli, 

jednak  większość  dziennikarzy  stała.  Trzy  ogólnokrajowe stacje 

telewizyjne  oraz  lokalna  telewizja  i  radiostacja  przysłały  tu  dzisiaj 
reporterów. 

Brynn  rozmawiała  z  mężczyzną,  w  którym  Stacey  rozpoznała 

prezentera telewizyjnego. Pomachały do siebie. 

W  sali  zapadła  cisza,  gdyż  senator  Lipton,  stosownie  się 

uśmiechając, rozpoczął przemówienie. 

Było bardzo ciepło i duszno. Po dziesięciu minutach Stacey zaczęła 

się zastanawiać, czy w tym pomieszczeniu w ogóle działa wentylacja. 

Było jej potwornie gorąco. Nie czuła najmniejszego ruchu powietrza. 

Głęboko  odetchnęła,  ale  to  nie  pomogło.  Nie  miała  po  prostu  czym 

oddychać! 

Spojrzała  na  ojca,  który  w  trakcie  swego  przemówienia  nie 

przestawał  być  energiczny  i  nie  tracił  wigoru.  Matka  również  była 

opanowana i obojętna, jak zawsze. 

Stacey pomyślała, że chyba nikt z sali nie uświadamia sobie, że za 

chwilę wszyscy się poduszą. Jej twarz była gorąca i zaczerwieniona. 

Nagła  fala  mdłości  podeszła  jej  do  gardła.  Rozpoznawała  głos  ojca, 

ale  słowa  nie  układały  się  w  żadną  sensowną  całość.  W  głowie 

background image

 

33 

słyszała dziwne brzęczenie. 

W wielkim po

płochu  rozejrzała  się  po  sali  i  napotkała  badawczy 

wzrok  Justina.  Stał  w  odległości  około  pięciu  metrów  od  niej  i 

powinien  patrzeć  na  Bradforda  Liptona.  Jednak  ciemne  oczy 

wpatrywały  się  właśnie  w  nią.  Stacey  także  nie  mogła  oderwać  od 
niego wzroku. Opano

wała ją wielka słabość, nogi stały się miękkie, w 

uszach  szumiało,  odczuwała  zawroty  głowy.  Uświadomiła  sobie  z 

przerażeniem, że za chwilę zwymiotuje lub zemdleje. Tak czy inaczej, 

stanie  się  coś  strasznego.  Ojciec  oczywiście  musiałby  zrewidować 

swoją opinię na temat „doskonałego wyczucia teatru”, gdyby teraz, w 

środku  jego  przemówienia  i  w  dodatku  w  świetle  reflektorów, 

rozchorowała się. 

Pomyślała, że musi  koniecznie  gdzieś  usiąść. Z  rozpaczą  zamknęła 

oczy,  walcząc  z  przyprawiającymi  o  mdłości  żółtymi  i  zielonymi 

kręgami, które zaczęły przysłaniać jej pole widzenia. 

Usłyszała oklaski i zrozumiała, że skończyło się przemówienie ojca. 

Prosił  teraz  dziennikarzy,  żeby  zadawali  pytania.  Przerażona  Stacey 

spojrzała na Brynn. Na pewno ustąpi jej miejsca... 

Na

gle poczuła, że czyjeś silne ramiona obejmują ją. W tej chwili nie 

miało  najmniejszego  znaczenia,  kto  to  był.  Najważniejsze,  że  nie 

upadła.  Justin  Marks,  podtrzymując  ją  mocno,  przeprowadził  do 

odosobnionego miejsca w tylnej części sali. Posadził dziewczynę na 

krześle. Kładąc rękę na karku, zmusił, by pochyliła głowę do kolan. 

Stacey  zacisnęła  powieki,  walcząc  z  nowym  przypływem  mdłości. 

Było jej na przemian zimno i gorąco, a całe ciało pokrył zimny pot. 

Oddychaj głęboko, Stacey. - Głos Justina z trudem przedzierał się 

przez gęstą mgłę, która ją otaczała. Spróbowała jednak być posłuszna 

i łapczywie chwytała ustami powietrze. 

Nie miała pojęcia, jak długo siedziała z zamkniętymi oczami i głową 

między  kolanami,  ale  w  końcu  stopniowo,  powoli  mdłości  i  słabość 

zaczęły  ustępować.  Umilkł  huk  w  głowie  i  powróciła  zdolność 

przełykania. Zaczęła znowu rozumieć, co się wokół niej dzieje. Jakiś 

dziennikarz  zadał  pytanie,  ojciec  dowcipnie  na  nie  odpowiedział, 

przez  salę  przebiegł  śmiech.  Stacey  otworzyła  oczy  i  spróbowała 

podnieść głowę. 

Spokojnie, Stacey. Odetchnij głęboko. 

background image

 

34 

Ostrożnie podniosła głowę i nagle znalazła się oko w oko z Justinem 

Marksem.  Siedział  na  podłodze  obok  krzesła,  a  jego  palce  ciągle 

jeszcze obejmowały jej kark. 

-  Przepraszam  - 

wyszeptała Stacey. Miała wysuszone wargi i czuła 

się tak, jakby w jej ustach znajdował się kłębek waty. 

Czy ktoś zauważył, co się stało? - Wiedziała, że zarówno ojciec jak 

i główny organizator kampanii wyborczej byliby wściekli, gdyby coś 

odwróciło uwagę publiczności w takim momencie. 

Zachowałaś  się  bardzo  dyskretnie,  Stacey  -  powiedział  Justin.  - 

Nawet  jeśli  ktoś  zauważył  twoje  odejście,  nie  spowodowało  to 

żadnego zamieszania. Co się stało? - zapytał. - Jesteś chora? 

Nie, wszystko jest już w porządku. Po prostu zrobiło mi się słabo - 

odrzekła i dodała w myślach, że takie historie często się przytrafiają 

kobietom w ciąży. 

Tak,  to  ten  upał,  tłum,  podniecenie  -  powiedział  cicho  i  Stacey 

zrozumiała,  że  układa  sobie  odpowiedź  na  ewentualne  pytania 

dotyczące jej nagłego zniknięcia. Nie zadała sobie trudu, aby zwrócić 

jego  uwagę  na  fakt,  że  od  drugiego  roku  życia  uczestniczyła  w 

zebraniach politycznych, nawet w środku gorącego lata w Nebrasce i 

nigdy nie stanowił problemu ani upał, ani tłum, ani podniecenie. 

W dalszym c

iągu masował jej kark i nie zamierzał wcale się odsunąć. 

Wyglądasz naprawdę źle, Stacey. Masz kredowobiałą twarz. 

Stacey przeczesała palcami mokrą od potu grzywkę. 

To  chyba  lepsze  niż  ten  poprzedni  żółty  odcień?  -  próbowała 

zażartować, ale Justin nie roześmiał się. 

Czy dasz radę usiąść prosto? - zapytał. - Może przynieść ci trochę 

wody? 

-  Nie, nie trzeba. - 

Stacey  wolno  wyprostowała  się.  Pokój  już  nie 

wirował  wokół  niej,  chociaż  w  dalszym  ciągu  czuła  się  niepewnie i 

słabo.  Wiedziała  jednak,  że  najgorsze  minęło.  Justin  nadal  klęczał 

przy krześle, ale już jej nie dotykał. Stacey pomyślała ze zdumieniem, 

że był niezwykle wyrozumiały. 

Stacey,  źle  się  czujesz?  -  Brynn  właśnie  podeszła  do  nich.  Była 

zaniepokojona. Udało jej się przejść przez całą salę, nie zwracając na 

siebie niczyjej uwagi. Położyła rękę na wilgotnych włosach Stacey. 

Zemdlałaś? - zapytała. 

background image

 

35 

- Prawie. - 

Stacey próbowała uśmiechnąć się. 

Brynn, zaprowadźmy Stacey do mojego biura - powiedział Justin. 

To  zbędne.  Już  ml  lepiej  -  szybko  powiedziała  Stacey.  -  Justinie, 

zostań tutaj i wysłuchaj do końca konferencji prasowej. My z Brynn 
wrócimy do domu. 

Mogę to wszystko obejrzeć później na wideo. Zabieram cię teraz do 

mojego biura, Stacey. - 

W Justinie znowu odezwała się przywódcza 

natura. 

Chwycił  ją  za  łokcie  i  postawił  z  taką  łatwością,  jakby 

podnosił szmacianą lalkę. Ta siła zdumiała ją i przypomniała, jak bez 

żadnego  wysiłku  wyniósł  ją  z  klubowego  bankietu  w  ciepłą 

sierpniową noc. 

Szli długim korytarzem. Justin i Brynn z dwóch stron podtrzymywali 

Stacey. 

Biedna  Stacey.  Czuła  się  źle  od  samego  rana.  -  Brynn  była 

zdenerwowana. - 

To chyba jakiś wirus. Co, Stacey? 

Stacey syknęła ze zniecierpliwieniem. Wiedziała, że Brynn próbuje 

jakoś wytłumaczyć jej zasłabnięcie. Pech jednak chciał, że wersja ta 

była  całkowicie  sprzeczna  z  wcześniejszą,  podaną  przez  Stacey. 

Justin,  oczywiście,  natychmiast  uchwycił  różnicę.  Nic  nie  mogło 

umknąć jego uwadze. 

Stacey powiedziała, że przedtem czuła się świetnie i nagle zrobiło 

jej się słabo - powiedział zdziwiony. 

-  Och!  - 

Brynn nerwowo zakasłała. - Znasz przecież Stacey. Nigdy 

nie przyzna się, że jest chora. Taki zuch! Prawda, Stacey? 

Stacey ze zdenerwowania potknęła się. 

Nie przewróć się! - zawołała Brynn, mocniej ją podtrzymując. 

Wszystko  w  porządku,  Brynn.  Naprawdę.  -  Stacey próbowała  ją 

uspokoić.  Jeśli  nie  będą  ostrożniejsze,  Justin  zauważy  to  nietypowe 
dla Brynn zdenerwowanie. 

Zaniosę cię - oznajmił Justin i zanim zdążyła zaprotestować, wziął 

ją na ręce. 

Puść  mnie  -  zażądała,  zaciskając  ze  złości  zęby.  -  Czuję  się 

świetnie! 

Nie  sądzę  -  odpowiedział  Justin  z  zupełnie  normalną  u  siebie 

pewnością siebie. - Zaniosę cię do swojego biura. Brynn, wróć do sali 

obrad i zawiadom panią Lipton. Niech dołączy do nas, gdy skończy 

background image

 

36 

się przemówienie senatora. 

Ludzie  na  nas  patrzą,  Justinie  -  powiedziała  cicho  Stacey,  gdy 

Brynn  odeszła.  Ukryła  twarz  w  klapach  jego  marynarki,  oczywiście 
ciemnoszarej. - 

Puść mnie! - powtórzyła, ale zignorował jej protest. 

Rzeczywiście  byłaś  dzisiaj  chora?  Dlaczego  nic  nie  powiedziałaś 

wcześniej? - zapytał. 

Chciałam być tutaj, gdy ojciec będzie zgłaszał swoją kandydaturę. - 

Justin najwyraźniej zaakceptował wersję Brynn i Stacey postanowiła 

się tego trzymać. - Taki już ze mnie zuch! - zażartowała. 

Justin zmarszczył brwi. 

Byłaś u lekarza? - zapytał. Stacey wpadła w popłoch. 

Iść  do  lekarza  z  powodu  głupiej  infekcji?  Nie  ma  mowy!  - 

zawołała.  -  Brynn  zdarzyło  się  to  samo  wczoraj  wieczorem,  a  dziś 

czuje się świetnie! - kłamała. 

W końcu dotarli do biura senatora Liptona. Justin minął zaskoczoną 

sekretarkę i zaniósł Stacey do swojego gabinetu. Posadził ją w fotelu 

pokrytym ciemnoszarym materiałem. Jakiż inny kolor mogłyby mieć 
obicia mebli w gabinecie Justina Marksa? 

Siedź tutaj i odpręż się, Stacey. Przyniosę ci trochę wody. 

Podszedł  do  zbiornika  stojącego  w  rogu  pokoju  i  nalał  wodę  do 

papierowego kubka. 

Masz swój własny zbiornik z wodą? - zainteresowała się Stacey. 

Wynajmuję ten zbiornik od kompanii, a oni co tydzień zaopatrują 

mnie  w  świeżą  wodę  do  picia.  Wymieniają  po  prostu  galon.  - 

Uśmiechnął  się,  a  jej  serce  gwałtownie  zabito.  -  Wypijam  w  ciągu 

tygodnia około dziesięciu, piętnastu litrów. Chyba możesz to nazwać 

moim ukrytym nałogiem. 

Picie wody jest twoim ukrytym nałogiem? - Stacey wyciągnęła się 

wygodnie w 

fotelu. Wiedziała, że Justin Marks nie pije alkoholu, nie 

pali  papierosów,  nie  interesuje  się  hazardem  ani  kobietami. Ten 

zupełny brak nałogów przerażał Sterne’a, który w przeciwieństwie do 

Justina, posiadał je wszystkie. 

A więc jednak Justin Marks na jakiś słaby punkt. Pije wodę! - Nie 

mogła powstrzymać się, żeby nie zakpić. 

Uśmiechasz się. - Justin stanął nad nią, trzymając w ręku kubek z 

wodą. - Czyli czujesz się lepiej. 

background image

 

37 

Wzięła od niego wodę i wypiła ją duszkiem. 

Czy  mogę  dostać  jeszcze  trochę?  -  zapytała,  oddając  mu  pusty 

kubek. 

Aha!  Zdaje  się,  że  ty  także  wpadłaś  w  szpony  tego  nałogu  - 

powiedział  i  przyniósł  następną  porcję.  -  Kiedyś  wypijałem  morze 

kawy, ale dwa lata temu doktor poradził mi, żebym z tym skończył. 

Wtedy zainstalowałem ten zbiornik. Pozostało mi tylko przymusowe 
picie wody. 

Stacey  była  zaskoczona,  słysząc  takie  osobiste  wynurzenia.  Justin 

Marks nigdy nic o sobie nie mówił. 

- I nie brakuje ci kawy? - 

zapytała. 

Och,  oczywiście!  Bardzo!  -  zawołał.  -  Nie  chcę  jednak  mieć 

wrzodó

w, które obiecał mi doktor, jeśli nie ograniczę jej picia. 

I  ty,  zamiast  po  prostu  zmniejszyć  ilość,  przestałeś  pić  kawę 

zupełnie? Stara zasada „wszystko albo nic”, tak? To bardzo do ciebie 
pasuje, Justinie. 

Ale wiem także, kiedy i w jaki sposób pójść na kompromis, Stacey 

powiedział cicho, a ona zarumieniła się. Miała niejasne wrażenie, że 

Justin nie mówi o piciu kawy. Nagle dostrzegła fotografię stojącą na 

biurku. Było to kolorowe zdjęcie rodziny Liptonów - to samo, które 

miała w sypialni. Justin podążył za jej wzrokiem. 

Umówiłem  się  już  z  fotografem,  który  podczas  Święta 

Dziękczynienia zrobi aktualny portret rodziny - powiedział. - Zdjęcie 

to  zostanie  umieszczone  w  broszurze  omawiającej  stanowisko 
senatora... 

Justin  mówił  dalej,  ale  Stacey  nie  zwracała  już  na  to  uwagi. 

Słuchanie  wywodów  na  temat  strategii  politycznej  działało  usypia-

jąco.  Zaczęła  przyglądać  się  fotografiom,  które  niemal  w  całości 

pokrywały wszystkie cztery ściany pokoju. Na każdym zdjęciu był jej 
ojciec w towarzystwie prezydenta, liderów kongresu, przywódców 

religijnych,  słynnych  polityków  z  innych  stanów,  gwiazd  sportu  i 

filmu.  Na  wszystkich  widniały  podpisy  znajdujących  się  na  nich 

osobistości. Tylko osiem fotografii, wiszących nad biurkiem Justina, 

wyraźnie  różniło  się  od  reszty.  Był  na  nich  senator  Lipton  i...  ona. 

Zostały zrobione w różnych momentach życia. Zobaczyła więc siebie 

jako  śmiejące  się  niemowlę,  jako  szczerbatą  skautkę,  dziewczynę 

background image

 

38 

dopingującą  szkolną  drużynę  futbolową  i  jako  świeżo  upieczoną 

studentkę. Na jednej fotografii miała siedemnaście lat i ubrana była w 

przewiązaną  wstęgą  i  ozdobioną  białą  falbaną  sukienkę.  Właśnie  tę 

sukienkę kazał jej Justin włożyć w tamten pamiętny wieczór. 

Trzy  pozostałe  zdjęcia  przedstawiały  ją  jako  dorosłą  kobietę.  Na 

jednym była radośnie roześmiana, ubrana w dżinsy. Na drugim miała 

sukienkę  z  czarnego  jedwabiu  i  diamentowe  kolczyki  w  uszach. 

Wyglądała wspaniale i bardzo dystyngowanie. A na trzecim... 

Stacey zamarła z wrażenia. Zdjęcie to zostało zrobione na bankiecie 

wydanym na cz

eść  Człowieka  Roku.  Stacey  rozpoznała  swoją 

seksowną  czerwoną  suknię  i  lekkie  sandały,  które  miała  wtedy na 

sobie.  Uśmiechała  się  do  ojca,  który  właśnie  powiedział  coś 

dowcipnego  na  jej  temat.  „Doskonałe  wyczucie  teatru”.  Tak,  oby-
dwoje je posiadali. Na f

otografii nie było oczywiście Justina Marksa. 

Jak zawsze, taktownie pozostawał w cieniu. 

Serce  Stacey  zabiło  szybciej.  Była  wstrząśnięta  nieoczekiwanym 

odkryciem  swojej  obecności  w  galerii  Justina,  a  jednocześnie 

wyprowadziło  ją  z  równowagi  przypomnienie  owej  namiętnej  nocy, 

którą wspólnie spędzili. Szybko się odwróciła i zobaczyła, że on także 

przygląda się tej fotografii. 

Nagle  oderwał  od  niej  wzrok  i  spojrzał  w  spłoszone  brązowe  oczy 

Stacey. 

Najwyższa  pora,  żebyśmy  porozmawiali  o  tym,  co  się  zdarzyło 

tamtej nocy, Stacey - 

powiedział miękko. 

 

ROZDZIAŁ TRZECI 

Stacey zadrżała ze strachu. 
- Nie! - 

zaprotestowała. 

Ależ  tak,  Stacey.  -  Oczy  Justina  rozbłysły.  -  Wiedziałem,  że 

potrzebujesz trochę czasu, żeby zaakceptować to, co stało się między 
nami. Wied

ziałem,  że  po  dziesięciu  latach  wrogiego  nastawienia, 

musisz  przyzwyczaić  się  do  myśli  o  mnie  jako  swym  kochanku. 

Dobrze  się  złożyło,  że  przez  ostatnie  trzy  miesiące  mieliśmy  nawał 

pracy w związku z organizacją kampanii. Dzięki temu mogłem dać ci 
potrzebny czas, ale teraz... 

Teraz będziesz zajęty bardziej niż kiedykolwiek - szybko wtrąciła 

background image

 

39 

Stacey.  - 

W  lutym  odbędą  się  prawybory  w  stanie  Iowa  i  New 

Hampshire. Musisz tam zwyciężyć albo wszystko przepadnie. 

Na twarzy Justina pojawił się zarozumiały uśmiech. 

Zwyciężymy i w Iowa, i w New Hampshire - odpowiedział. - To 

„zaskakujące zwycięstwo” wymagało dwóch lat przygotowań. Nasze 

wstępne  prace  były  tak  gruntowne,  że  teraz  kandydat  musi  jedynie 

pokazywać się, uśmiechać i rozmawiać z tłumem. 

-  Whitney Chamb

ers może nie zgodzić się z tobą - odpowiedziała z 

przekąsem. 

Whitney  Chambers  był  popularnym  młodym  senatorem  z  Nowego 

Jorku,  zamierzającym  także  wziąć  udział  w  wyborach.  Formalnie 

jeszcze  tego  nie  ogłosił.  Kiedyś  Bradford  Lipton  pokonał  go.  Było 
wtedy 

wielu  innych  polityków  chcących  kandydować,  ale  aktualny 

prezydent nie poparł oficjalnie żadnego z nich. 

Whit Chambers może być faworytem na wschodzie, ale na pewno 

nie wygra w Iowa i New Hampshire. - 

Justin powiedział to z takim 

przekonaniem, jakby ozna

jmiła,  że  Święta  Bożego  Narodzenia 

przypadają na dwudziesty piąty grudnia. - Ale odchodzimy od tematu, 
Stacey. 

I  właśnie  o  to  mi  chodzi.  Nie  mam  nic  do  powiedzenia  na  temat 

tego, co stało się owej nocy. - Stacey pomyślała o rozwijającym się w 
niej dzie

cku i zmroziło ją własne kłamstwo. Wkrótce nie będzie już 

mogła ukrywać swego stanu. I co wtedy? 

Chcę natychmiast stad wyjść. - Ogarnięta paniką ruszyła na oślep w 

stronę drzwi. 

Justin zagrodził jej drogę. 
- Jeszcze nie teraz, Stacey. 

Spojrzała  na  niego,  próbując  uporządkować  rozbiegane  myśli. 

Stwierdziła, że podchodzi do spraw zbyt emocjonalnie. Trzeba zacząć 

działać rozważnie. Jeśli teraz ruszy na niego, próbując go wypchnąć 

na  zewnątrz,  mężczyzna  bez  trudu  złapie  ją  i  powstrzyma. 

Uświadomiła sobie w jakimś przebłysku inteligencji, że Justin czeka 

na to. Chce, żeby ona właśnie tak uczyniła! 

Jego  ciemne  oczy  rzucały  wyzwanie.  Stacey  pomyślała  zde-

nerwowana, że Justin  szuka  jakiegoś  pretekstu, żeby  jej  dotknąć.  W 

jego  oczach  widać  było  namiętność.  Stacey  głęboko  odetchnęła  i 

background image

 

40 

cofnęła się. 

- Nie! - 

zawołała. - Nie pozwolę ci tknąć mnie, Justinie. 

Skrzyżował ręce na piersi, a jego twarz była niewzruszoną maską. 

Nie zamierzam dotykać cię, dopóki sama nie będziesz tego chciała - 

powiedział. 

- Czyli nigdy! 

Czyżby? - zapytał. 

-  Tak!  - 

odparła. - Nie podobasz mi się, Justinie. Nigdy mi się nie 

podobałeś i nigdy nie będziesz. 

Jak  więc  wyjaśnisz  swoje  zachowanie  tamtej  sierpniowej  nocy? - 

zapytał z logiką, która doprowadzała ją do szału. 

Byłam  pijana!  -  zawołała.  -  I  ty  także.  Przecież  ja  również  nie 

podobam ci się, czyż nie? 

Naprawdę tak myślisz? 

- Jestem tego pewna! - 

zawołała zapalczywie. - Nigdy nie zdarzyło ci 

się  pochwalić  mnie  albo  moich  braci.  Traktowałeś  nas  jak  natrętne 

muchy, krążące wokół taty. 

Nieoczekiwanie Justin uśmiechnął się. 

Przyznaję, że czasami marzyłem o tym, abyście mieli trochę więcej 

politycznej ogłady, ale cała wasze czwórka usilnie pracowała nad tym, 

żeby pozostać ignorantami w tej dziedzinie. 

I  udało  nam  się  popełnić  kilka  klasycznych gaf politycznych  - 

wtrąciła  Stacey.  -  Pamiętasz,  jak  Sterne  próbował  poderwać 

przedstawicielkę  Światowej  Organizacji  Kobiet?  -  Pod  wpływem 

wspomnień  Stacey  niechętnie,  ale  uśmiechnęła  się.  -  Albo ten 

przypadek,  kiedy  studenci  protestujący  przeciwko poparciu zbrojeń 

nuklearnych  przez  naszego  ojca,  zwrócili  się  z  tym  do  Lucasa.  On 

wysłuchał  ich  w  osłupieniu,  a  następnie  zawołał:  „Chryste,  czy  to 

możliwe,  że  ojciec  chce  to  zrobić?”.  -  Justin  dołączył  się  do  niej  i 

razem  dokończyli  słynną,  choć  niechlubną  wypowiedź  Lucasa. 

Roześmieli się obydwoje. Stacey była zaskoczona. Przecież wtedy nie 

rozbawiło to ani ojca, ani Justina. 

W  tym  samym  czasie  zdarzyło  się,  że  umówiłaś  się  z  synem 

najbogatszego  współpracownika  ojca  -  przypomniał  Justin.  -  Potem 

zwierzyłaś się reporterowi, że ten chłopak to straszny nudziarz. 

Miałam  wtedy  tylko  szesnaście  lat!  -  zawołała  Stacey.  -  A poza 

background image

 

41 

tym, to był naprawdę nudziarz. 

-  Podobnie jak jego ojciec - 

dodał  Justin.  -  Jednak nie powinnaś 

mówić tego prasie. 

Stacey prz

estała się uśmiechać. 

Z  tego  właśnie  powodu  gardzę  polityką,  Justinie.  Tym  fałszem i 

obłudą. Tymi manipulatorami i wyzyskiwaczami. To sztuczny świat. 

Żadna z rzeczy, o których mówisz, nie dotyczy wyłącznie polityki. 

Zanim  zacząłem  pracować  u  twego  ojca,  zajmowałem  się  reklamą  i 

handlem  w  Nowym  Jorku.  Zapewniam  cię,  że  panowały  tam  takie 

same układy. Może nawet bardziej mordercze. 

Stacey zapatrzyła się w jakiś odległy punkt. 

Pamiętam doskonale dzień, kiedy pojawiłeś się po raz pierwszy - 

powiedziała.  -  Tata  przez  cały  czas  zachwycał  się  tobą.  Opowiadał, 

jaki  to  z  niego  szczęściarz,  skoro  udało  mu  się  zdobyć  ciebie  do 

zespołu. Kazał nam robić wszystko, czego od nas zażądasz, ponieważ 

„masz  władzę  absolutną”.  -  Jej  rysy  stwardniały.  -  Nienawidziliśmy 

cię,  zanim  jeszcze  cię  zobaczyliśmy.  I  nic  się  od  tamtej  pory  nie 

zmieniło. 

Twoja wrogość wobec mnie wynika z wrogości i urazy, jaką żywisz 

do ojca - 

powiedział  Justin.  -  Wiem,  jak  musiało  być  ciężko  twoim 

braciom,  gdy  widzieli,  że  niewiele  od  nich  starszy facet zdobywa 
wielkie zaufanie ojca. 

Zwłaszcza, że z tym ojcem rzadko udawało im się porozmawiać - 

dodała Stacey ze złością. 

A ty zachowujesz lojalność w stosunku do  swoich braci, prawda, 

Stacey? - 

zapytał cicho Justin. - Wiem, że musiało być dla was bardzo 

bolesne,  gdy  ojciec  bardziej  cieszył  się  z  mojej  obecności  niż  z 

waszej. Nie wiedzieliście, jak jest szczęśliwy z tego powodu, że was 

ma.  Moja  rola  też  nie  należała  do  łatwych.  Musiałem  wydawać 

polecenia, robić wszystko to, co właściwie należało do twojego ojca. 

Jednak w takich momentach okazywało się, że jest zbyt zajęty, by 

zawracać  sobie nami  głowę.  Nigdy  nie  miał  dla  nas  czasu. -  Stacey 

była rozgoryczona. Justin popatrzył jej w oczy. 

Najgorzej układały się stosunki między nami, Stacey - powiedział. 

I tak będzie nadal - odpowiedziała chłodno. 

Zdumiała  ją  trafność,  z  jaką  Justin  ocenił  jej  rodzinę.  Nigdy  nie 

background image

 

42 

podejrzewała  go  o  taką  emocjonalną  wrażliwość.  W  ogóle  nie 

przypuszczała, że kieruje się jakimiś emocjami. 

-  Nie, Stacey. - 

Uśmiechnął się przebiegle. - Stosunki między nami 

zmienią  się  radykalnie.  A  to  dlatego,  że  teraz  będziemy  często  się 

widywać. Od jutra zaczniemy bardzo blisko współpracować. Dałem ci 

trzy  miesiące.  To  bardzo  dużo.  Teraz  nadszedł  czas,  żeby  cię 

schwytać, ptaszku. 

To  tylko  metafory,  które  nie  mają  najmniejszego  sensu.  -  Stacey 

próbowała  urazić  Justina  swym  zjadliwym  tonem.  Jednak  zamiast 

zamierzonej złośliwości, usłyszała tylko niepewność i zdenerwowanie 

we własnym głosie. 

Pozwól  więc,  że  wyjaśnię  ci  te  metafory.  -  Zabrzmiało  to  nieco 

złowieszczo  i  Stacey  zadrżała.  -  Poczynając  od  dzisiaj,  przestajesz 

pracować  dla  kongresmena  Erlicha.  Zostaniesz  zatrudniona  jako 

pełnoetatowy pracownik w biurze twego ojca. 

Chyba  oszalałeś!  -  zawołała  Stacey.  -  Nie zrezygnowałam  z 

dotychczasowej  posady  i  nie  zamierzam  tego  zrobić.  Już  kilka  lat 

temu  powiedziałam  ojcu,  że  pomogę  mu  zawsze,  kiedy  będzie  tego 

potrzebował. Nigdy zaś nie będę dla niego oficjalnie pracować. 

Mogłoby się jednak zdarzyć, że zmieniłaś zdanie? - zapytał Justin, 

wręczając  jej  jakieś  pismo,  które  wziął  ze  swego  biurka.  Było  to 
podanie o zwolnienie, skierowane do kongresmena Nicolasa Erlicha. 

Stacey spojrzała na nie, potem zmięła papier i rzuciła na podłogę. 

Ja nie rezygnuję ze swojej pracy, Justinie - powiedziała. - A jeśli 

kopia tej fikcyjnej rezygnacji została już wysłana do Nicka, powiem 

mu, że to była pomyłka popełniona przez ciebie z nadgorliwości. 

- Stacey, Nick Erlich jest protegowanym twego ojca w Bia

łym Domu 

i  doskonale  rozumie,  że  twój  udział  w  kampanii  senatora jest 

konieczny.  Po  wyborach  będziesz  mogła  powrócić  do  biura Nicka, 

oczywiście, jeśli będziesz jeszcze tego chciała. 

Chcę  tam  pracować  teraz!-  zawołała  Stacey  ze  złością.  -  Nie 

pozwolę,  by  ktoś  w  ten  sposób  niszczył  moje  życie.  Jeśli  ojciec 

postanowił  zostać  prezydentem,  to  jego  sprawa.  Ja  nie  muszę  w 

związk u  z  tym  wywracać  wszystkieg o  w  swo im  życiu  d o  góry 
nogami. 

- Stacey. - 

Justin zrobił krok w jej stronę. - Nie jesteś już potrzebna 

background image

 

43 

Nickowi Erlichowi. Ta posada została stworzona specjalnie dla ciebie 

na prośbę twego ojca. W ten sam sposób może przestać istnieć. 

Stacey  ogarnął  wielki  niepokój.  Ojca  nic  nie  obchodziło  jej  życie. 

Jeśli poprosił Nicka Erlicha o zatrudnienie córki, to tylko dlatego, że 

Justin  Marks  podsunął  mu  tę  myśl.  Spojrzała  na  niego  z  nagłym 

błyskiem zrozumienia w oczach. 

- Ale dlaczego? - 

wyszeptała. Justin przysunął się bliżej. Stał, górując 

nad  nią,  tak  blisko,  że  gdyby  chciała,  dotknęłaby  silnego i 

muskularnego ciała. Jego bliskość niemal pozbawiła ją tchu. 

Pamiętasz,  jak  skończyłaś  szkołę  cztery  lata  temu?  Miałaś  tylko 

ogólne  humanistyczne  wykształcenie  i  żadnych  praktycznych 

umiejętności. Nie umiałaś nawet pisać na maszynie! Razem z Brynn 

Cassidy planowałyście wyjazd do Europy, a następnie podróż dookoła 

świata. - Justin uśmiechnął się lekko. - Nie mogłem dopuścić do tego. 

Musiałem  wiedzieć,  gdzie  jesteś.  Musiałem  wiedzieć,  że  jesteś 
bezpieczna. 

I  dlatego  zaaranżowałeś  tę  rozmowę  telefoniczną  z  Nickiem 

Erlichem,  który  zaproponował  mi,  żebym  przyszła  na rozmowę 

kwalifikacyjną? 

Kochanie, gdybyś jednak trochę znała świat polityki, zrozumiałabyś 

absurdalność 

sytuacji. 

Kongresmen 

nie 

dobiera 

sobie 

współpracowników  spośród  osób,  które  nawet  nie  złożyły  u  niego 

podania z prośbą o przyjęcie do pracy! Jak widzisz, córki senatorów 

tracą nieco poczucie rzeczywistości, czy chcą tego, czy nie. 

Stacey  nie  mogła  wydusić  z  siebie  stówa.  Boże,  jaka  była  naiwna! 

Przecież przez cały czas manipulował nią i kontrolował Justin Marks! 

Myśl o tym doprowadzała ją do szaleństwa. 

Teraz masz już nową pracę. - Zawahał się na chwilę, zanim położył 

ręce  na  jej  ramionach.  -  Zostaniesz  moją  osobistą  sekretarką. 

Otrzymasz to samo wynagrodzenie, co u Erlicha, i wstawię dla ciebie 

małe biurko do mojego gabinetu. Będziesz teraz spędzać ze mną cały 
swój czas. 

Stacey poczuła się jak zwierzę schwytane w potrzask. 
-  Nie ma mowy! - 

krzyknęła.  -  Nie  zrobię  tego!  Jeśli  Nick  nie 

przyjmie mnie z powrotem do pracy, rzeczywiście wyruszę w podróż 

dookoła świata. - Pomysł, który właśnie w tej chwili przyszedł jej do 

background image

 

44 

głowy,  wydawał  się  teraz  ostatnią  deską  ratunku.  Będzie  mogła 

zniknąć na całe miesiące, lata nawet! Urodzi dziecko w tajemnicy, bez 

czyjegokolwiek wtrącania się w jej sprawy. Odsunęła się od Justina, 

czując swe mocno bijące serce. 

Zgłoś  się  jutro  w  moim  biurze  o  dziewiątej  rano,  Stacey  - 

powiedział  Justin,  zupełnie  ignorując  ten  wybuch  gniewu.  -  Ja  będę 

przed  ósmą,  ale  ciebie,  oczywiście,  nie  obowiązują  moje  godziny 
pracy. 

- Nie, Justinie. - 

Chodziła po pokoju szybkim krokiem. Ojciec patrzył 

na  nią  z  wiszących  na  ścianach  fotografii.  Poczuła  się  schwytana  w 

pułapkę,  zamknięta  w  klatce.  W  pokoju  nie  było  nawet okna, przez 

które można byłoby wyjrzeć na zewnątrz. - Powiem ojcu, że nie chcę 

z tobą pracować - postanowiła. 

- Natomia

st ja mu powiem, że jesteś mi potrzebna w mojej pracy. Jak 

myślisz, kogo z nas posłucha? - zapytał Justin. 

Stacey wiedziała aż nadto dobrze. 

Obydwaj  możecie  się  przeliczyć  -  powiedziała  zdesperowana.  - 

Nikt nie będzie mi mówił, co mam robić. Jeśli moja praca u Nicka jest 

już  nieaktualna,  niech  tak  będzie.  Poszukam  jakiejś  innej,  gdzieś 

daleko stąd. 

Pomyślała,  że  to  byłoby  prawdopodobnie  najlepsze  wyjście  z 

sytuacji.  Mogłaby  wyjechać  gdzieś  na  zachód  lub  do  Kanady  pod, 
przybranym nazwiskiem. 

Zapomniałbym  o  pieniądzach,  które  zapisała  ci  babcia  Courtney. 

Niezła  sumka  pozwalająca  przeżyć,  zanim  nie  zdecydujesz  się,  co 

chciałabyś  robić  w  życiu  -  zauważył  Justin  z  przerażającym 

rozsądkiem. - Jesteś pod tym względem w bardzo szczęśliwej sytuacji. 

Szkoda, że twoja przyjaciółka, Brynn, nie ma takiego zabezpieczenia. 

Stacey miała wrażenie, że serce zatrzymało się na chwilę, a następnie 

zaczęło bić w szalonym tempie. 

Co chciałeś przez to powiedzieć, Justinie,? - znała go zbyt dobrze. 

Wiedziała, że nic nie mówi bez potrzeby. 

-  Wiem, jak Brynn jest ci bliska, Stacey - 

odpowiedział  Justin.  - 

Wiem także, jak bardzo potrzebuje pracy. Więc kiedy dowiedziałem 

się,  że  z  różnych  komisji  działających  w  Białym  Domu  będą 

zwalniani  pracownicy,  zasięgnąłem  informacji  na  temat Komisji do 

background image

 

45 

Spraw Zasobów Ludzkości, w której pracuje Brynn. - Justin podszedł 

do  biurka  i  wziął  z  niego  kilka  arkuszy  papieru,  podał  je  następnie 
Stacey.  - 

Brynn  znalazła  się  w  grupie,  która  ma  być  zwolniona  w 

pierwszej kolejności, Stacey. 

- Och, nie! - 

Stacey była przerażona. - Brynn będzie załamana! Ona 

tak kocha swoją pracę, ona... 

Brynn nie musi się już o to martwić - wtrącił Justin spokojnie. — 

Właściwie nie musi nawet wiedzieć, jaka była bliska tego, by znaleźć 

się w grupie bezrobotnych. Interweniowałem w jej sprawie i użyłem 

wszystkich  swoich  wpływów,  podobnie  jak  twój  ojciec,  aby  ocalić 

posadę  Brynn.  Ktoś  inny  został  zwolniony,  nie  ona.  Brynn  jest  już 
bezpieczna, Stacey. 

Stacey  ukradkiem  spojrzała  na  niego.  Jego  twarz  była  dla  niej 

zagadką.  Jedynie  surowe  spojrzenie czarnych  oczu  przypomniało  jej 

umieszczony  kiedyś  w  „The  Washington  Post”  opis  tego  wielo-

letniego asystenta ojca: „Bezwzględny i twardy, Marks cieszy się na 

Kapitelu  godną  pozazdroszczenia  opinią  człowieka,  który  dąży  do 

osiągnięcia celu za każdą cenę”. 

Jesteś  moją  dłużniczką,  Stacey  -  powiedział  Justin.  -  Zrobiłem 

wyjątek dla twojej przyjaciółki, chociaż wiesz, jak nienawidzę prosić 

kogoś o laskę i zaciągać długów wdzięczności. Zrobiłem to jednak dla 

was.  Brynn  mogłaby  w  tej  chwili  przeglądać  ogłoszenia  w 
poszukiwaniu pracy. 

Jestem  twoją  dłużniczką  -  powtórzyła  Stacey  szeptem.  -  I teraz 

zamierzasz ten dług odebrać? 

Tak, Stacey. Teraz chcę odebrać ten dług. - Justin uśmiechnął się. Z 

tej sytuacji nie było wyjścia i obydwoje o tym wiedzieli. Dzięki niemu 

Brynn  nie  straciła  pracy  i  teraz  Stacey  musiała  zapłacić.  Nic 

dziwnego,  ze  Justin  zawsze  powtarzał,  że  w  świecie  polityków nie 

należy  nikogo  prosić  o  przysługę.  Nie  wolno  stwarzać  sytuacji,  gdy 

jest się winnym drugiemu człowiekowi... 

Pomyślała,  że  nigdy  nie  darzyła  nikogo  większą  nienawiścią,  niż 

Justina Marksa w tej chwili. 

Któregoś dnia ktoś wsypie strychniny do twojego zbiornika z wodą 

powiedziała. - A ja będę tańczyć na twoim pogrzebie. 

Justin uśmiechnął się szeroko. 

background image

 

46 

Czy  mam  przez  to  rozumieć,  że  postanowiłaś  z  wdzięcznością 

przyjąć moją propozycję? - zapytał. Stacey wyprostowała się, żałując, 

że nie jest wyższa. 

Zawiedziesz  się,  Justinie.  -  Sama  jednak  usłyszała,  jak  bardzo 

dziecinnie i bezsilnie to zabrzmia

ło. Nie miała nic na poparcie swoich 

gróźb i on o tym wiedział. 

Nie  sądzę,  Stacey  -  odpowiedział,  przyglądając  się  jej  z 

rozbawieniem. - Witamy na wyborczym szlaku rodu Liptonów. 

Nagle  w  głowie  Stacey  zabłysła  pewna  myśl.  Nie  miała  nic  na 

poparcie swoich 

pogróżek?  Ależ  miała!  Ciekawe,  czy  redaktora 

kroniki towarzyskiej w „Post” zainteresowałaby pikantna opowieść o 

szalonej namiętnej nocy, którą córka senatora spędziła z najbliższym 

współpracownikiem  ojca,  a  która  to  noc  zaowocowała  niepożądaną 

ciążą. Teraz Stacey nie czuła się już tak bezsilna. Uświadomiła sobie, 

że  ma  możliwość  pomieszania  szyków  na  wyborczym szlaku 
Liptonów. 

Nagle rozszerzyła oczy ze strachu. Przecież wcale nie pragnęła takiej 

przewagi. Nie była ani mściwa, ani bezlitosna. 

Justin pat

rzył  na  Stacey.  Widział  na jej  twarzy  emocje zmieniające 

się  jak  w  kalejdoskopie;  od  złości,  przez  chłodną  kalkulację  do 

szczerego strachu. Podszedł bliżej. 

Stacey, dobrze się czujesz? - zapytał zaniepokojony. Dotknął ręką 

jej policzka. -  Chyba jest ci  zimno  - 

powiedział. - Zapomniałem, że 

jesteś chora. - Objął ją i poprowadził do szarego fotela. - Stacey, nie 

chciałem cię zdenerwować. Powinienem domyślić się, że nadal źle się 
czujesz. Powinienem... 

Poczekać  z  żądaniem  zapłaty  długu?  -  dokończyła  Stacey 

ironicznie, gdy już siedziała wygodnie w fotelu. Właściwie nic jej nie 

dolegało,  czuła  się  tylko  zastraszona,  sterroryzowana,  uwikłana  w 

historię,  która  mogła  zakończyć  się  jedynie  katastrofą.  -  Doprawdy, 

jesteś bardzo uprzejmy, Justinie. 

- Stacey - 

Justin przykucnął przy niej i wziął jej ręce w swoje dłonie. 

Mam  nadzieję,  że  kiedyś,  może  już  wkrótce,  przekonasz  się,  jak 

bardzo... 

Rozległo się głośne pukanie do drzwi. Justin wstał. 

Proszę - powiedział. 

background image

 

47 

Weszła Brynn, a za nią pani Lipton i Lucas. 

Cześć, Stacey! Jesteś chora? - zapytał Lucas, żując gumę. 

Jak  się  czujesz,  moja  droga?  -  zmartwiona Caroline podeszła  do 

Stacey. 

Świetnie, mamo - zapewniła Stacey z uśmiechem. Poczuła zapach 

matczynych perfum i ogarnęło ją nieodparte pragnienie przytulenia się 

do Caroline i wypłakania na jej piersi; jednak ostatni raz zrobiła to, 

gdy była w drugiej klasie. Poza tym, matka nie mogła teraz pomóc. 

Caroline  Lipton  prawdopodobnie  nigdy  nie  zrozumiałaby,  jak  jej 

córka mogła popaść w takie tarapaty. Jak mogła dopuścić do zajścia w 

ciążę  z  człowiekiem,  którego  darzyła  przez  ostatnie  dziesięć  lat 

nienawiścią?  Matka  była  doskonała  pod  każdym  względem. Stacey 

zastanawiała  się,  czy  Caroline  naprawdę  chciała,  aby  jej  mąż  został 

prezydentem?  Czy  chciała  zostać  Pierwszą  Damą?  Było  tyle  pytań, 

których Stacey nigdy nie zadała matce, i tyle rzeczy, które chciała o 

niej wiedzieć. 

Teraz  jednak  nie  mogły  ze  sobą  porozmawiać.  Nigdy  nie  mogły. 

Wszelkie  osobiste  tematy  rozmów  były  w  rodzinie  Liptonów 
zakazane. To niepisane prawo, którego wszyscy przestrzegali. Pod 

wpływem łez kolor oczu Stacey stał się intensywniejszy. Wiele razy 

słyszała  o  tym,  że  u  kobiet  w  ciąży  bardzo  łatwo  zmieniają  się 

nastroje.  W  tej chwili  ona  była tego  żywym  przykładem.  Jak  mogła 
kiedykolwiek przy

puszczać, że uda się jej zachować dobry nastrój pod 

codziennym wnikliwym nadzorem Justina Marksa. 

Zadrżała. Zrozumiała, jakim koszmarem będzie teraz jej życie. 
-  Masz dreszcze - 

powiedziała  Caroline.  -  Stacey,  może  pojedziesz 

dzisiaj ze mną do domu. - Miała na myśli ich ogromny dom w Chevy 
Chase.  - 

Mogłabyś od razu pójść do łóżka, a Grace przygotowałaby 

dla ciebie jedną ze swoich wspaniałych zup. 

Gdybym  nie  musiał  wrócić  na  trening,  pojechałbym  z  tobą  - 

roześmiał się Lucas. - Przyjdziesz na mecz w sobotę, Stacey? 

-  Nie wiem, Lucas - 

odparta  Stacey.  Zdarzało  się,  że  razem  z 

rodzicami chodzili na mecze futbolowe Uniwersytetu Stanowego 

Nebraski, żeby obejrzeć grę Lucasa. Senator Lipton nigdy nie opuścił 

żadnego  meczu.  To  było  z  jego  strony  bardzo  zręczne  posunięcie, 

zwłaszcza gdy sportowa działalność jednego z jego dzieci zbiegała się 

background image

 

48 

z jakąś polityczną okazją w rodzinnym stanie. 

Stacey  będzie  umiała  zaopiekować  się  mną,  jeśli  złapię  tego 

samego wirusa - 

powiedziała Brynn, mrugając do przyjaciółki. 

-  Stac

ey  powiedziała  mi,  że  ty  czułaś  się  źle  już  wczoraj  -  odparł 

Justin, marszcząc brwi. 

Brynn zaczerwieniła się. 

Och! Tak... Tak, rzeczywiście... Zapomniałam - wyjąkała. 

Stacey stłumiła jęk. Caroline i Justin spojrzeli na siebie zaskoczeni. 

Dziewczęta natomiast były przerażone. 

Zapomniałaś o wczorajszej chorobie? - Nawet Lucasowi wydało się 

to nieco dziwne. 

Coś tutaj nie gra. - Justin patrzył to na Brynn, to na Stacey, a jego 

niezadowolenie było coraz większe. - Czy powiecie mi wreszcie, o co 
chodzi, c

zy mam sam do tego dojść? - zapytał. 

Nie  wiem,  o  czym  mówisz.  Czy  domyślasz  się,  Stacey,  o  co  mu 

chodzi?  - 

Brynn  zaczynała  wpadać  w  panikę.  Stacey  poznawała  te 

objawy.  Brynn  zawsze  mówiła  za  dużo  i  za  szybko,  kiedy  była 
zdenerwowana.  — 

No więc dobrze, zapomniałam, że byłam wczoraj 

chora!  - 

zawołała.  -  I  co  z  tego?  Uważam,  że  w  całym  tym  zamie-

szaniu wokół osoby senatora... 

Mamo,  czy  możesz  poprosić  Justina,  żeby  porzucił  ten  swój 

arogancki, władczy i rozkazujący ton? - wtrąciła Stacey. Zapożyczając 
ok

reśleń ze słownika Lucasa, wysnuła wniosek, iż dobra obrona jest 

czasami najskuteczniejszym atakiem. - 

Zdenerwował Brynn - dodała. 

-  Dlaczego nie powiesz mi tego sama, Stacey? - 

zapytał  Justin 

łagodnie.  -  Na  przykład  w  samochodzie,  gdy  będę  cię  odwoził  do 
domu? 

Nikt  nigdzie  nie  będzie  mnie  odwoził  -  odpowiedziała  Stacey.  - 

Mam  swój  własny  samochód  i  sama  pojadę  do  restauracji  Sterne’a. 

Właśnie  zaprosił  mnie  na  cheeseburgera  z  bekonem.  Na  koszt 

zakładu! 

Ależ to jest potwornie tłuste, Stace - powiedziała Brynn. - Myślę, że 

w twoim stanie byłby znacznie zdrowszy pieczony kurczak, warzywa 
i mleko. 

Stacey rzuciła Brynn ostrzegawcze spojrzenie. 

Uwielbiam  cheeseburgery  z  bekonem,  które  przyrządza  Sterne  - 

background image

 

49 

powiedziała. 

Stacey, więc nie zjawisz się w domu? - Caroline była zawiedziona. 

-  Nie pojedziesz do tej speluny Sterne’a - 

stwierdził  stanowczo 

Justin. 

Restauracja Sterne’a nie jest speluną - zaprotestowała Stacey. - W 

każdym  bądź  razie  nie  o  wpół  do  szóstej  po  południu.  Mamo, 

naprawdę czuję się świetnie. - Pomyślała, że musi się stąd wydostać. 
Natychmiast!  - 

Lepiej  będzie,  jeśli  już  pojadę.  Cześć,  Lucas.  Do 

zobaczenia, mamo. Brynn, idziemy! 

- Stacey! - 

zawołał Justin, gdy była już za drzwiami. 

Wiem, wiem. Jutro o dziewiątej rano - rzuciła przez ramię, nawet 

się nie odwracając. 

 

Czyś ty oszalała? Nie możesz pracować dla Justina Marksa, Stacey! 

zawołała  Brynn,  biegnąc  w  zimnej  listopadowej  mżawce  do 

samochodu. - 

Urodzisz dziecko za sześć miesięcy. Czy sądzisz, że on 

nie zauważy, gdy zaczniesz chodzić w ciążowych sukienkach? 

Nie  miałam  wyboru,  Brynn  -  odparta Stacey. -  Justin uczynił  mi 

propozycję nie do odrzucenia. 

Dotarły  w  końcu  do  samochodu  Stacey  -  błękitnego  sportowego 

BMW,  stanowiącego  kolejny  przedmiot  konfliktu,  ponieważ  Justin 

uważał,  że  każdy  człowiek  związany  z  Bradfordem  Liptonem  musi 

jeździć  amerykańskimi  samochodami.  Miało  to  być  poparcie dla 
stworzonego przez senatora sloganu: „Kupuj tylko to, co 

amerykańskie!”. Stacey może nawet zastosowałaby się do tego, gdyby 

nie fakt, że Justin kazał jej to zrobić. Tak więc, jeździła niemieckim 
BMW. 

Stacey,  czy  zamierzasz  mu  o  wszystkim  powiedzieć?  -  zapytała 

Brynn. 

Nie, Brynn. Jeśli nawet powiedziałabym mu, że jestem w ciąży, to 

cóż on mógłby zrobić? 

Mógłby oskarżyć cię o spiskowanie z opozycją w celu zniszczenia 

twego ojca - 

odpowiedziała Brynn. 

- Prawdopodobnie - 

przytaknęła Stacey. - Poza tym, mógłby zażądać 

ode  mnie,  abym  za  niego  wyszła,  oczywiście,  tylko  i  wyłącznie  dla 

dobra kampanii. A ja nie chcę poślubić człowieka, który ma zamiast 

background image

 

50 

komórek  mózgowych  mikroprocesory,  a  zamiast  uczuć  -  dyskietki 

komputerowe. Nienawidzę polityki i nie zamierzam niszczyć swojego 

życia, a także życia niewinnego dziecka. 

To  dziecko  Justina.  Może  urodzi  się,  licząc  głosy  wyborców?  - 

zażartowała Brynn. 

Stacey wzdrygnęła się. 

Zawsze  żyłam  w  domu  zdominowanym  przez  politykę  - 

powiedziała.  -  Widziałam,  jak  obsesja  mego  ojca  niszczy  rodzinę,  a 

zwłaszcza rani Sterne’a i Spence’a. To, że wszyscy jesteśmy jeszcze 

normalni, zawdzięczamy matce, która, odsunięta na dalszy plan, bez 

reszty  poświęciła  się  dzieciom.  Myślę  jednak,  że  matka  kocha  ojca. 

Tak mi się wydaje... To, czy on ją kocha, pozostanie dla wszystkich 

zagadką. Ja natomiast już teraz wiem, że Justin mnie nie kocha i nigdy 

kochać nie będzie. Poza tym zawsze było dla mnie najważniejsze w 

życiu to, aby uniknąć takiego właśnie małżeństwa. 

Obydwie  zamilkły  na  moment  Pierwsza  odezwała  się  w  końcu 

Brynn: 

Stacey,  może  obchodzisz  Justina  bardziej,  niż  ci  się  wydaje? 

Gdybyś  widziała,  jak  zerwał  się  i  szybko  podbiegł  do  ciebie,  gdy 

zasłabłaś... 

Po  prostu  nie  miał  wyboru,  Brynn.  Gdybym  wtedy  zemdlała, 

przeszkodziłabym ojcu w najważniejszej chwili jego życia. 

Ależ on wcale nie patrzył na twojego ojca - odparła Brynn. - We 

odrywał  wzroku  od  ciebie.  Wiem  to  na  pewno,  bo  przez  cały  czas 

obserwowałam go. Sądzę, że bardzo mu się podobasz. 

Stacey roześmiała się. 

Myślę,  że  jedyna  rzecz,  która  naprawdę  rozpala  Justina,  to 

polityczne dyskusje i przeprowadzanie głosowań. 

- Tego nie wiem, Stacey. To przecie

ż ty spędziłaś z nim ową noc, a 

nie ja. 

Stacey  zarumieniła  się.  Znowu  zostały  przywołane  wspomnienia. 

Wtedy zdarzyło się coś więcej, niż tylko rozbudzenie namiętności. Tej 

nocy  zostało  poczęte  dziecko.  Jej  dziecko!  Chociaż  był  to  już 
sprawdzony fakt, Sta

cey w dalszym ciągu nie mogła w to uwierzyć. 

Czy naprawdę chcesz jechać do Sterne’a, Stacey? Mam dzisiaj co 

prawda randkę, ale mogą ją odwołać, jeśli chciałabyś wrócić do domu 

background image

 

51 

i pogadać - zaproponowała Brynn. 

Stacey pomyślała, że musi wreszcie wziąć się w garść. Musi! 

Tak. Sterne rzeczywiście mnie zaprosił. Nie odwołuj więc swojej 

randki. Czuję się świetnie, przysięgam. 

Skoro tak uważasz... - Brynn jednak nie była do końca przekonana. 

Oczywiście, Brynnie. Do zobaczenia wieczorem. Baw się dobrze! - 

Stacey miała nadzieję, że jej głos zabrzmiał lepiej, niż naprawdę się 

czuła. 

 

Czy  to  znaczy,  że  zaprosiłeś  mnie  po  to,  abym  porozmawiała  z 

dziennikarzem?  - 

zapytała  Stacey  z  niedowierzaniem.  W  sobotnie i 

niedzielne  popołudnia  knajpa  Sterne’a  była  zwykle  wypełniona 

hałaśliwym  tłumem.  W  ten  deszczowy  wieczór  nie  przyszedł  tutaj 
nikt, oprócz jednego klienta - 

mężczyzny  siedzącego  przy  małym 

stoliku  obok  lustrzanej  ściany.  Miał  na  sobie  beżowy  płaszcz  i 

obojętnie pykał z tureckiej fajeczki. 

Stacey natychmi

ast  rozpoznała  tego  człowieka.  Był  to  Cord 

Marshall, gospodarz jednego z programów lokalnej telewizji, 

dziennikarz  o  zdecydowanie  detektywistycznym  zacięciu.  Prowa-

dzony  przez  niego  program  złośliwi  określali  jako  telewizyjne  wy-
danie „National Enquirer”. 

Dla  każdego,  kto  był  w  jakiś  sposób 

związany  z  życiem  publicznym  Waszyngtonu,  Cord  Marshall  był 
persona non grata

,  a  jednak  jego  program  bił  wszelkie  rekordy  po-

pularności.  Czasami  podawane  przez  niego  wiadomości  wzbudzały 

zainteresowanie  w  całym  kraju.  Podobno  trzy  największe  sieci 

telewizyjne zainteresowały się tym lokalnym fenomenem. 

To  nie  jest  dziennikarz.  To  hiena!  Dziękuję  ci  bardzo,  Sterne!  - 

syknęła Stacey. Tego jeszcze jej trzeba! 

O rany, Stacey! Marshall jest w porządku. Obiecał, że wspomni o 

mojej  restauracji  w  jednym  ze  swoich  programów,  jeśli  zorganizuję 

mu  spotkanie  z  tobą.  Tego  typu  reklama,  to  mógłby  być  niezły 
kopniak dla mojego interesu. 

-  Ale chyba ja najpierw dam kopniaka tobie - 

rzuciła  ze  złością 

Stacey. Powinna domyślić się, ze Sterne, zapraszając ją tutaj, kierował 

się  innymi  względami  niż  braterska  miłość.  Chociaż  wiedziała,  że 

Sterne jest zamknięty w sobie, nie traciła nigdy nadziei, że w końcu 

background image

 

52 

uda  jej  się  nawiązać  z  nim  bliższy  kontakt.  Powinna  jednak  być 

mądrzejsza.  Nikt  w  tej kalekiej rodzinie nie potrafi zbliżyć  się  do 

drugiego człowieka. I teraz ona, dzięki swojemu bratu, musi mieć do 
czynienia z Cordem Marshallem! Uff! 

No  cóż.  Ponieważ  już  tutaj  jestem,  mogę  porozmawiać  z  nim  - 

powiedziała gderliwie, kierując się w stronę dziennikarza. 

- Stacey Lipton! - 

Cord Marshall zerwał się na jej widok i wyciągnął 

rękę.  Był  przystojnym,  zbliżającym  się  do  czterdziestki  mężczyzną. 

Uśmiechnął się do Stacey, co chyba miało oznaczać miłe powitanie. 

Wyglądał jednak jak pająk cieszący się na widok muchy. Justin Marks 

dostałby  chyba  zawału,  dowiedziawszy  się  o  spotkaniu  Stacey  z 
Cordem Marshallem! 

Ta myśl nagle ją rozbawiła, uśmiechnęła się więc prowokująco. 

Dzień dobry, panie Marshall! - przywitała go. 

- Mów do mnie po prostu „Cord” - 

powiedział przymilnie. - Tak się 

cieszę, że przyszłaś. Z zebranych przeze mnie informacji wynikało, że 

cesarz  Justynian  zabronił  członkom  rodziny  Liptonów  udzielać 
wywiadów. 

To  była  prawda.  Justin  nie  pozwalał  Stacey  oraz  jej  braciom  na 

udzielanie wywi

adów,  ponieważ  nie  potrafili  tego  robić.  Na  pewno 

któreś  z  nich  mogło  powiedzieć  coś,  co  rozwścieczyłoby,  a 

przynajmniej wprawiło w zakłopotanie senatora Liptona. 

Nie przyszłam tutaj na wywiad, ale na cheeseburgera z bekonem. 

Ja również. - Marshall podsunął jej krzesło. - Twój brat zapewniał 

mnie, że jego cheeseburgery są najlepsze w okolicy. Usiądź, Stacey. 

Napijesz się czegoś? 

Już  chciała  zamówić  coś  mocniejszego,  gdy  pomyślała,  że  picie 

alkoholu nie byłoby wskazane z dwóch powodów. Po pierwsze, była 

w ciąży, a po drugie, naprzeciw niej siedział zawodowy węszyciel. 

Poproszę tylko o napój imbirowy - powiedziała. 

Cord  Marshall  uniósł  ze  zdziwieniem  brwi,  ale  nic  nie  powiedział. 

Sterne uparł się jednak, by podać im whisky z lodem na koszt zakładu. 

Stacey, nie jestem tutaj po to, aby przeprowadzać z tobą wywiad. - 

Marshall  pochylił  się,  patrząc  na  nią  swymi  błękitnymi  oczami.  - 

Chciałem  prosić  cię,  abyś  wzięła  udział  w  moim  programie w 

najbliższą sobotę. 

background image

 

53 

Sterne, który krążył wokół stołu, serwując drinki, roześmiał się. 

Chyba  żartujesz,  Marshall!  -  powiedział.  -  Justin  Marks  prędzej 

zdemolowałby  lub  wysadził  w  powietrze  twoje  studio,  niż  pozwolił 

któremuś  ze  zbyt  gadatliwych  Liptonów  pojawić  się  w  twoim 

programie. Poza tym, moja siostra nie zasłużyła na zjadliwe ataki. To 
dobry dzieciak. 

Jak na Sterne’a - 

były  to  słowa  wielkiego  uznania.  Stacey 

uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością. 

Nie  zamierzam  atakować  ani  Stacey,  ani  kogokolwiek  innego.  - 

Marshall wyglądał na urażonego. - Wymyśliłem sobie, że zaproszę do 
programu córki najpewniejszych kandydatów. Popro

szę, by podzieliły 

się  swymi  wrażeniami,  opowiedziały,  czy  łatwo  być  dzieckiem 

człowieka, który chce zostać prezydentem. I tak dalej, i tak dalej. To 
bardzo zainteresuje ludzi. Takie histori

e są ponadczasowe i zupełnie 

nieszkodliwe - 

zakończył. 

Stacey  pomyślała,  że  Marshall  na  chyba  rację.  Skoro  cała  sprawa 

dotyczy nie tylko jej, to będzie tam raczej bezpiecznie. 

Czy  udało  ci  się  już  kogoś  namówić?  -  zapytała.  Marshall 

przytaknął. 

Zgodziła  się  już  Laura  Chambers,  a  także  córki  pięciu  innych 

kandydatów. 

Nie wierzę ci, Marshall - przerwała mu Stacey. - Myślę, że jestem 

pierwszą  osobą,  z  którą  udało  ci  się  skontaktować.  Jeśli  się  zgodzę, 

użyjesz mego nazwiska, żeby namówić inne. 

Jesteś bystra, Stacey - powiedział Marshall z podziwem. - I masz 

oczywiście absolutną rację. Zrobisz to dla mnie? 

-  Lepiej porozmawiaj z Justinem, Stacey - 

ostrzegł Sterne. - Wiesz, 

że to mu się nie spodoba. 

Ten człowiek nie jest moją niańką, Sterne - odpowiedziała Stacey. 

To nie był najlepszy moment na mówienie o władzy, jaką miał nad ich 

życiem Justin Marks. Stacey pomyślała o swojej poprzedniej pracy i o 
tej nowej, przy biurku Justina. - 

Mogę robić to, na co mam ochotę, bez 

porozumiewania się za każdym razem z Justinem. A jeśli on tego nie 
pochwala, tym gorzej dla niego! 

-  Brawo, Stacey! - 

przyklasnął  Cord  Marshall.  -  Podobają  mi  się 

samodzielne  kobiety.  Obiecuję,  że  program  będzie  zrobiony  ze 

background image

 

54 

smakiem i godnością. 

Trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę wcześniejsze programy, 

panie  Marshall. A  poza tym,  nie  wyraziłam  jeszcze  zgody -  odparła 
Stacey. 

- Mów mi Cord - 

ponownie poprosił Marshall. - Stacey, może byśmy 

zostawili te ociekające tłuszczem cheeseburgery i pojechali zjeść coś 

porządniejszego? Pozwolisz zabrać się do Harveya na jakieś „owoce 
morza”? 

Ociekające  tłuszczem?  To  nieprawda,  Marshall!  -  zaprotestował 

Sterne. 

„Dlaczego nie?”- 

pomyślała Stacey lekkomyślnie. Lubiła jedzenie u 

Harveya, a minęło już dość dużo czasu, odkąd była tam po raz ostatni. 

No i wizja przerażenia Marksa na wieść o kolacji 

z Cordem Marshallem czyniła tę propozycję jeszcze atrakcyjniejszą. 
-  No dobrze - 

odpowiedziała w końcu. - Musisz jednak obiecać, że 

wszystko, o czym będziemy mówić, pozostanie między nami... Cord - 
powied

ziała, uśmiechając się zalotnie do niego. 

 

Stacey  wróciła  do  domu  tuż  przed  dziesiątą.  Wieczór  spędzony z 

Cordem  Marshallem  okazał  się  zaskakująco  miły.  Jedzenie  było 

doskonałe. Marshall nie próbował sprzeciwiać się Stacey, badać ją i 

nie zadawał podchwytliwych pytań. Justin nigdy by w to nie uwierzył, 

obydwoje rozmawiali przez cały wieczór wyłącznie o zawodowym i 

szkolnym  futbolu.  Cord  był  zagorzałym  kibicem,  a  i  Stacey,  która 

wychowała  się  u  boku  równie  fanatycznego  pod  tym  względem 

Lucasa,  posiadała  dość  rozległą  wiedzę  na  ten  temat.  Jeśli  nawet 

Marshall  nagrywał  ich  rozmowę,  to  nie  pojawiło  się  w  niej  nic,  co 

mogłoby zaszkodzić senatorowi Liptonowi. 

Stacey  wzięła  prysznic  i  założyła  długi  płaszcz  kąpielowy  z 

kremowego  weluru.  Czuła  się  wyczerpana,  ale  jednocześnie  zbyt 

podniecona minionym dniem, aby zasnąć. Szkoda, że Brynn nie było 

w  domu.  Stacey  chciała  z  kimś  porozmawiać.  Musiała  z  kimś 

porozmawiać. Chodząc niespokojnie po pokoju, wzburzyła lekko ręką 

swoje  gęste  brązowe  włosy.  W  jej  głowie  ciągle  pojawiały  się 

niezliczone obrazy dzisiejszych wydarzeń. Test ciążowy, wystąpienie 

ojca, Justin niosący ją do biura, jego bardzo czarne oczy wpatrujące 

background image

 

55 

się w nią, zawsze się w nią wpatrujące. Czy ich dziecko będzie miało 
tak samo przenikliwe, czarne oczy? 

N

agły dzwonek wyrwał ją z tych chaotycznych rozmyślań. Podeszła 

na  palcach  do  drzwi  i  ostrożnie  spojrzała  przez  wizjer,  zupełnie 

automatycznie  stosując  środki  ostrożności.  Za  drzwiami  stał  Justin 

Marks. Stacey zamarła, bojąc się ruszyć czy nawet głębiej odetchnąć. 

Wiem, że tam jesteś, Stacey - powiedział cicho. - Ukrywasz się za 

drzwiami, mając nadzieję, że odejdę. - Zadzwonił jeszcze raz. - Ale ja 

nie odejdę, Stacey. 

Otworzyła drzwi. 

Nie ukrywam się! - zawołała. - Nigdy się nie ukrywałam! 

- Doprawdy? - 

zapytał rozbawiony. - Dzielna mała Stacey. 

Stacey  poczuła  się  rzeczywiście  bardzo  mała,  ponieważ  stała  boso 

obok wyższego o prawie trzydzieści centymetrów Justina. Bardzo ją 

to uraziło. 

Wcale nie jestem mała - zawołała. 

Justin  wszedł  do  środka.  Miał  na  sobie  (jakże  by  inaczej?)  cie-

mnoszary garnitur, białą koszulę i granatowy krawat Jego buty były 

jak zawsze starannie wypastowane i lśniące. Stacey skrzyżowała ręce 

na piersi, przyjmując klasyczną pozycję obronną. 

- Co tutaj robisz, Justinie? - 

zapytała srogo. 

Przyjechałem,  żeby  upewnić  się,  że  wszystko  jest  w  porządku.  - 

Spojrzał  na  nią  świdrującym  wzrokiem.  -  Kiedy  zadzwoniłem  do 

Sterne’a,  żeby  dowiedzieć  się,  czy  bezpiecznie  dojechałaś  do  jego 

restauracji, odniosłem wrażenie, że twój brat cierpi na ciężką amnezję. 

Nie mógł sobie przypomnieć, czy w ogóle widział cię dziś wieczorem. 

Stacey domyśliła się, że Sterne nie chce być tym, kto pierwszy powie 

Justinowi o jej kolacji z Cordem Marshallem. Spence zawsze 

twierdził, że Sterne jest tchórzliwy jak zając. Chyba miał rację. 

No cóż, byłam u Sterne’a - powiedziała. 

Tak, wiem. W końcu, z moją małą pomocą, Sterne przypomniał to 

sobie  - 

odparł  Justin.  -  Powiedział,  że  wyszłaś  na  kolację  z  jakimś 

mężczyzną, którego spotkałaś. - Marks starannie kontrolował głos, a 

jego twarz była chłodna i nieprzenikniona. W oczach jednak palił się 

ogień i pod jego wpływem Stacey straciła nieco swojej zadziorności. 

Zmusiła się, żeby stawić czoła Justinowi. 

background image

 

56 

Rzeczywiście, byłam u Harveya z Cordem Marshallem. Zjedliśmy 

wspa

niałą kolację. 

Twarz Justina przestała być taka niewzruszona. 
-  Z Marshallem? - 

zapytał. - Z tą hieną? Z tym śmieciarzem? Byłaś 

na kolacji z nim? 

To było niesamowite, widzieć jak Justin Marks traci powściągliwość 

i zimną krew. Brnęła dalej. 

Spędziliśmy z Cordem cudowny wieczór - powiedziała. - Poprosił 

mnie,  żebym  wystąpiła  w  jego  sobotnim  programie,  a  ja  przyjęłam 
zaproszenie. 

Żartujesz, Stacey, prawda? - zapytał. Z wyrazu jego twarzy Stacey 

wywnioskowała, że Justinowi daleko do śmiechu. 

Nie, nie żartuję - odpowiedziała. Cofnęła się nieco, gdyż stał zbyt 

blisko niej, zdecydowanie za blisko. - 

Nie musisz o nic się martwić, 

Justinie. To będzie program w dobrym stylu. Oprócz mnie wezmą w 

nim  udział  córki  sześciu  innych  kandydatów.  Porozmawiamy o 
naszym 

życiu z... 

To  pułapka.  -  Justin  przerwał  jej  z  wściekłością.  -  Do cholery, 

Stacey.  Człowiek,  który  chodzi  po  śmietnikach,  nie  może  mieć 
dobrego stylu i ty dobrze o tym wiesz! Marshall przeszukuje odpadki, 

które  wyrzucają  ludzie,  po  to,  żeby  się  o  nich  czegokolwiek 

dowiedzieć.  -  Justin  wygiął  palce  i  Stacey  pomyślała,  że  ma  chyba 

ochotę ją udusić. Zrobił krok w jej stronę i zanim zdążyła cofnąć się, 

złapał dziewczynę za ramiona i nie pozwolił ruszyć się z miejsca.       

Zadzwonię do Marshalla i odwołam twój udział w tym programie. 

Nigdy więcej nie rozmawiaj z tym człowiekiem, Stacey. 

Sama wybieram sobie przyjaciół - odparła. - Zawsze tak robiłam. I 

dlatego wezmę udział w tym programie. Będę bardzo ostrożna, a poza 

tym już obiecałam. 

Stacey przypomni

ała  sobie,  jak  Marshall  zachwycał  się  jej 

niezależnością. Tak, nie może podporządkować się rozporządzeniom 

cesarza  Justyniana,  Próbowała  wyrwać  się  z  mocnego  uścisku, 
nadaremnie. 

Zrobiłaś to, żeby się zemścić, tak? - zapytał cicho. Jego oddech był 

przyspieszony i nierówny. - 

To  miał  być  rewanż  za  zmianę  pracy? 

Wkrótce Marshall posadzi cię przed kamerą i... 

background image

 

57 

I  ja  świetnie  dam  sobie  radę  -  dokończyła  zdecydowanie  Stacey. 

Znów spróbowała odsunąć się od niego, gdyż coraz wyraźniej czuła 

ciepło emanujące z silnego męskiego ramienia. 

Czyżbyś  zapomniał  o  moim  doskonałym  wyczuciu  teatru?  - 

zapytała. 

Stacey, przekonasz się, że Cord będzie chciał usłyszeć twoją opinię 

na  temat  każdego  kontrowersyjnego  zdarzenia,  jakie  miało  miejsce 
tego dnia. To jest niezrównany mistrz w zmuszaniu ludzi do mówienia 

rzeczy, których wcale nie myślą. On mógłby sprawić, że nawet Matka 

Teresa  wydałaby  się  podejrzana.  W  tym  wszystkim  ukrywa  się 
manipulacja. - 

Justin wzmocnił uścisk, 

Nic mu nie powiem, Justinie. Stwierdzę tylko, że mam takie motto 

życiowe: „Dziewczęta chcą się bawić!” i dlatego polityka nic mnie nie 
obchodzi. 

Stacey  nagle  oparła  dłonie  o  klatkę  piersiową  Justina  i  mocno  go 

popchnęła.  Justin  stracił  równowagę  i  przewrócił  się  na  kanapę. 

Stacey zaczęła się śmiać; zupełnie nie mogła się opanować. Widok tak 

zawsze  dostojnego  Marksa,  teraz  niezgrabnie  gramolącego  się  na 

kanapie, był godzien pokazania w programie Corda Marshalla. Śmiała 

się  tak  bardzo,  że  nie  zauważyła  ręki  Justina,  która  chwyciła  ją  za 
nadgarstek i mo

cno  pociągnęła  na  kanapę.  Wtedy  dopiero  Stacey 

przestała się śmiać. 

Nie zachowuj się tak brutalnie, Justinie! - Nawet sama usłyszała, że 

zabrzmiało to bardzo dziecinnie. - Nie możesz rzucać mną jak piłką 

plażową.  -  Próbowała  nadać  swojej  wypowiedzi  ‘  nieco  więcej 

godności. Na pewno nie powinien jej tak traktować teraz, gdy była w 

ciąży. Zwłaszcza, że sam ponosił za to odpowiedzialność. 

Nagle  opanowała  ją  dzika  złość.  Chciała  wstać, ale  Justin  poruszył 

się szybko i zwinnie jak pantera. Swoim ciałem przygniótł jej nogi i 

chwytając ją za ręce, znowu przewrócił na poduszki. 

Możesz  spróbować  uwolnić  się,  ale  na  pewno  ci  się  to  nie  uda  - 

zakpił. 

Brzeg  płaszcza  kąpielowego  przesunął  się  powyżej  kolan.  Stacey 

wierzgnęła  nogami,  ale  mocny  uścisk  ud  Justina  udaremnił  wysiłki. 

Jej  dłonie  czuły  sprężystość  mięśni  mężczyzny,  którego  ciało 

napierało  na  nią  i  w  ciągu  kilku  sekund  złość  ustąpiła  miejsca 

background image

 

58 

narastającemu podnieceniu. 

Nie  puszczę  cię,  Stacey  -  powiedział.  W  jego  głosie  nie  było  już 

siadu kpiny. W ciemnyc

h oczach Stacey zobaczyła wielki głód. Jego 

wzrok elektryzował, poczuła w sobie silny, słodki ból, promieniujący 

ciepłem do samego serca. 

Nie pozwolę ci odejść - powiedział zachrypniętym głosem. - Muszę 

cię dotykać. Nie mogę już dłużej czekać. 

Wstrzymała oddech, kiedy jego palce delikatnie zaczęły głaskać jej 

policzki,  a  potem  szyję.  Dotykał  jej,  jakby  była  figurką  z  delikatnej 

porcelany,  kruchą  i  cenną.  Jego  usta  zastąpiły  palce  w  tym  czułym 

odkrywaniu ciała i całował powieki, twarz i szyję. 

-  Justinie  - 

wyszeptała jego imię, zachowując się jak w transie. Pod 

drżącymi  palcami  poczuła  nieco  szorstką  skórę  na  jego  policzkach; 

usłyszała głęboki, nierówny oddech. 

Był tak blisko niej, że w Stacey budziła się świadomość rosnącego w 

nim  napięcia.  Czuła  w  sobie  jakiś  pulsujący,  wilgotny  ciężar. 

Westchnęła głęboko. 

W  pełnym  napięcia  oczekiwaniu  obserwowała  zbliżające  się  usta. 

Pomyślała  oszołomiona,  że  chce  poczuć  dotyk  tych  warg.  Jej  usta, 

ramiona, całe ciało domagało się Justina. 

Wreszcie  zaczął  całować  tak,  że  brakowało  tchu.  Smak  jego  ust 

przyprawił  Stacey  o  zawrót  głowy.  Język  Justina  śmiało  i  nie-

ustępliwie wsunął się między jej wargi, dotykał ust zaborczo. Stacey 

gładziła włosy Justina, namiętnie oddawała pocałunki, pragnęła go z 

siłą, jakiej wcześniej nie znała. Nigdy, nawet tamtej sierpniowej nocy, 

nie reagowała aż tak żywiołowo. Teraz całą sobą domagała się go. To 

pragnienie  było  z  każdą  chwilą  silniejsze,  intensywniejsze.  Chciała 

stać się częścią Justina w najbardziej naturalny sposób. 

Jego usta wc

iąż całowały, domagając się odpowiedzi i otrzymując tę 

najgorętszą i najbardziej namiętną. Dotknął ręką jednej z jej piersi i 

odnalazł  stwardniałą  brodawkę.  Stacey  skrzywiła  się  pod  wpływem 

nieoczekiwanego  bólu.  Ostatnio  piersi  były  szczególnie  wrażliwe,  a 

sutki obolałe. 

Przestań  -  wyszeptała,  gdy  Justin  potarł  dłonią  to  nabrzmiałe  i 

delikatne miejsce. 

-  Dlaczego, kochanie? - 

zapytał.  -  Przecież  lubisz,  gdy  dotykam 

background image

 

59 

twoich piersi. 

Pobudzające wyobraźnię słowa i ochrypły głos sprawiły, że poczuła 

się  jak  pijana.  Jednak  ręce  Justina,  chociaż  wywoływały  w  niej  taki 

żar i podniecenie, jednocześnie sprawiały cierpienie. 

- To... to boli - 

powiedziała niepewnie i zaczerwieniła się. 

Przez  krótką  chwilę  Justin  był  wyraźnie  zaskoczony,  ale  po  chwili 

uśmiechnął się ze zrozumieniem. Położył rękę na jej brzuchu. 

Oczywiście. Rozumiem, kochanie - powiedział. 

Dotknięcie  to  wywołało  w  niej prawdziwą  burzę  myśli.  Pod  dłonią 

Justina znajdowało się niczego nieświadome dziecko... 

- Co przez to rozumiesz? - 

zapytała ostrożnie. 

Justin pogładził łagodny łuk jej biodra i uda. 

To  właśnie  e  dni  miesiąca,  tak?  -  odparł.  -  No  cóż,  to  wiele 

tłumaczy. 

Całe podniecenie uszło z niej jak powietrze z przekłutego balonu. 

Co masz na myśli?... 

Twoje dzisiejsze mdłości, tę pozbawioną sensu opowieść Brynn o 

chorobie.  - 

Justin  roześmiał  się.  -  Nie  powinnaś  tak  bardzo 

przejmować się... No cóż, ja sam  mogłem skojarzyć te proste fakty. 

Mam trzydzieści dziewięć lat i trochę już widziałem w życiu. 

- Och! Doprawdy? - 

Stacey zesztywniała i spojrzała z nienawiścią. 

Twoje  wyjście  na  kolację  z  Cordem  Marshallem  oraz  zgoda  na 

udział  w  jego  programie  były  ukoronowaniem  tego  dnia.  Wszystkie 

fanaberie miały biologiczne podłoże. Po prostu hormony. 

Justin był bardzo zadowolony z siebie. 
- Hormony! - 

zawołała Stacey, zrywając się z kanapy. Miała ochotę 

zetrzeć  mu  z  twarzy  uśmiech  męskiej  satysfakcji.  -  Hormony!  - 

powtórzyła.  -  Wynoś  się  z  mojego  mieszkania,  ty  protekcjonalny, 

zarozumiały szowinisto! 

-  No, no! - 

Justin uśmiechnął się zrezygnowany. - Stacey, przecież 

nigdy nie byłem ani protekcjonalny, ani zarozumiały. Szowinistą też 
nie jestem. 

-  Owszem!  - 

zawołała  opryskliwie.  -  Jesteś  przede  wszystkim 

szowinistą, Justinie Marksie. 

Kochanie, na miłość boską! - zawołał Justin. 

Wynoś się. - Wskazała mu drzwi. - I nie mów do mnie „kochanie”. 

background image

 

60 

Justin  wstał.  Popatrzył  na  nią  z  irytacją,  zawodem  i...  tak,  z 

rozbawieniem! Stacey poczuła się urażona. 

Ty ciężki idioto! Wynos się! 

Doprowadził do porządku marynarkę i poprawił krawat. 

Już wychodzę. Niepotrzebnie tak się unosisz - powiedział. 

Nic  na  to  nie  poradzę.  Nie  zapominaj,  że  to  hormony!  - 

odpowiedziała. 

-  Rozumiem, kochanie - 

powiedział  poważnie.  Położył  rękę  na  jej 

karku i lekko pomasował. - Weź kilka aspiryn i połóż się do łóżka z 
termoforem. 

Mogłabym cię za to zabić! - zawołała, odpychając jego ręce. 

I  mogłoby  ci  się  to  udać  -  przytaknął.  -  W Anglii uniewinniono 

kilka  kobiet  oskarżonych  o  morderstwo,  gdyż  ich  adwokatom  udało 

się udowodnić działanie w okresie napięcia przedmiesiączkowego. 

Stacey poczuła, że za chwilę wybuchnie. Nikt na całej kuli ziemskiej 

nie potrafił wyprowadzić jej z równowagi bardziej niż Justin Marks. 

Niepotrzebna  męska  troska  była  trudniejsza  do  zniesienia  niż 

najbardziej urzędowe polecenie. 

Nie  musisz  przychodzić  jutro  do  biura  na  dziewiątą,  Stacey.  - 

Zatrzymał się jeszcze na chwilę w drzwiach. - Przyjdź o dwunastej. 

Jeśli będziesz wolała, spędź cały dzień w łóżku. 

W  łóżku?  Z  termoforem?  -  rzuciła  za  nim,  gdy  znikał  już  w 

windzie. Z impetem trzasnęła drzwiami. 

 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

Następnego  ranka  budzik  zadzwonił  o  siódmej.  Stacey  wyłączyła 

alarm,  przewróciła  się  na  brzuch  i  ukrywając  twarz  w  poduszce, 

jęknęła. Czy w ogóle spała ostatniej nocy? Przez kilka godzin kręciła 

się i przewracała z boku na bok, zbyt poruszona, żeby zasnąć. Wypiła 

chyba litr ciepłego mleka, ale nawet to stare lekarstwo na bezsenność 

okazało się nieskuteczne. 

Pokusa  pozostania  w  łóżku  była  niezwykle  silna,  zwłaszcza  że 

wszyscy  w  biurze  ojca,  jeśli  w  ogóle  jej  się  spodziewają,  to  naj-
wcze

śniej w południe. Jednak dlatego właśnie postanowiła przyjść do 

pracy na dziewiątą. Odrzuciła prześcieradła i z determinacją wstała z 

łóżka. 

background image

 

61 

„Weź ciepły termofor i spędź w łóżku cały dzień, jeśli będziesz miała 

ochotę”  -  przypomniała  sobie  słowa  Justina.  To  ją  ponownie 

zirytowało. Jeszcze przez godzinę po jego wyjściu siedziała w salonie, 

kipiąc  ze  złości.  Obiecała  sobie  wtedy,  że  nigdy  nie  przyjmie  jego 

męskiego, szowinistycznego współczucia. 

Oczywiście,  właśnie  tego  ranka  musiało  okazać  się,  że  wszystkie 

spódnice są za ciasne, a żadne spodnie nie dopinają się. Czyżby aż tak 

utyła  w  ciągu  ostatniej  nocy?  Przejrzała  zawartość  swojej  szafy  i 

uświadomiła sobie, że nie ma w co się ubrać. 

- Brynn! - 

zawołała zrozpaczona. - Ratuj! 

Brynn przewyższała Stacey o całe pięć centymetrów i wszystkie jej 

ubrania były o numer większe. Sukienka w czerwono-czarne pasy nie 

była  dla  Stacey  tak  krótka,  jak  powinna  być,  ale  nareszcie 

wystarczająco  obszerna  i  wygodna.  Stacey  włożyła  do  tego  czarne 
rajstopy oraz zapinane na paski czerwone panto

fle  na  płaskich 

obcasach. Pożyczyła jeszcze od Brynn wisiorek i czerwone klipsy o 

geometrycznym  kształcie.  Gęste  jasnobrązowe  włosy  okalały  twarz 

łagodną linią, a długa grzywka ładnie podkreślała oczy. 

No i jak wyglądam? - zapytała Stacey. O ile ją pamięć nie myliła, to 

po  raz  ostatni  denerwowała  się  tak,  idąc  na  szkolny  bal.  Brynn 

przyjrzała się przyjaciółce i uśmiechnęła się kwaśno. 

Powiedziałabym,  że  wyglądasz  wspaniale,  gdybyś  szła  do  biura 

Nicka Erlicha. Jednak pracownicy twego o

jca ubierają się jak ludzie 

sukcesu,  prawda?  Czy  widziałaś  kiedykolwiek  któregoś  z  nich  w 

ubraniu innym niż niebieski lub szary garnitur? 

I biała koszula - dodała Stacey ponuro. - Nie, nie widziałam. 

No,  a  poza  tym  czerwone  pantofle  wywołają  tam  prawdziwą 

rewolucję.  Zawsze  wydawało  mi  się,  że  wszyscy,  nawet  młodzi 

pracownicy, mają obowiązek nosić obuwie ortopedyczne. 

Brynn, ja nie zamierzam upodobnić się do nich. Przecież tam nawet 

nie ma dla mnie prawdziwego zajęcia! Jest tylko ta idiotyczna posada, 

którą Justin stworzył, żeby... 

Żeby mieć cię blisko siebie? - dokończyła za nią Brynn. 

Raczej,  żeby  trzymać  mnie  pod  kluczem  -  poprawiła  ją  Stacey.  - 

Najchętniej  zamknąłby  mnie  i  moich  braci  w  głębokim  lochu 

otoczonym  fosą.  Na  samą  myśl,  że  moglibyśmy  utrzymywać 

background image

 

62 

regularne kontakty z prasą, Justin dostaje wysypki. - Stacey wyjęła z 

szafy  płaszcz  przeciwdeszczowy,  gdyż  znowu  padał  deszcz.  Czy  w 

ogóle udało im się chociaż na chwilę ujrzeć słońce w ciągu ostatnich 
dwóch tygodni? - 

No cóż, chyba jestem już gotowa do wyjścia. 

Tak wcześnie? - Brynn spojrzała na zegarek. - Przecież jeszcze nie 

ma ósmej. Jeśli wyjdziesz teraz, to będziesz w biurze za dwadzieścia 

minut. O ile pamiętam, pracujemy od dziewiątej do siedemnastej. 

-  Niestety, gorliwy personel 

ojca  przychodzi  do  pracy  wcześniej  - 

odparła  Stacey.  -  Skoro  zostałam  tam  zatrudniona,  muszę  stać  się 

częścią tego zespołu. 

Musisz najpierw coś zjeść - upierała się Brynn. - W twoim stanie 

nie  powinnaś  zapominać  o  porządnym  śniadaniu.  Zaraz  ci  je 
przyg

otuję. 

Wrażliwy żołądek Stacey buntował się na samą myśl o śniadaniu. 

Brynn, prędzej wyskoczę z samolotu bez spadochronu, niż spojrzę 

teraz na jedzenie. 

Zdaje się, że to dzidziuś daje znać o sobie. 

- Chyba tak. - 

Stacey czuła coraz silniejsze mdłości. 

Spotkamy się w takim razie na obiedzie? - zapytała Brynn. 

Stacey  z  trudem  opanowała  dreszcz  obrzydzenia.  Sama  myśl  o 

posiłku budziła w niej odrazę. 

Zadzwonię do ciebie, jeśli będę w stanie coś przełknąć - obiecała 

Stacey poddając się. 

 
W drodze na Kap

itel Stacey czuła się coraz gorzej. Kiedy wreszcie 

dotarła  do  ogromnego  biura  ojca,  z  wielkim  trudem  powstrzymała 

chęć  położenia  się  na  kanapie.  Sekretarka,  Diana  Drew,  spojrzała 

wymownie  na  strój  Stacey,  ale  zaciskając  usta,  nie  skomentowała 
tego. 

-  Twoje biurko jest w gabinecie pana Marksa -  poinformo

wała.  - 

Justin powiedział, że nie przyjdziesz dzisiaj. 

Och, jestem pełna niespodzianek! - odpowiedziała Stacey, dzielnie 

próbując być uprzejma. 

-  Chyba tak - 

powiedziała Diana, uśmiechając się tak blado i słabo, 

jak tylko można to sobie wyobrazić. 

Stacey stłumiła westchnienie. Próby zaprzyjaźnienia się z Dianą były 

background image

 

63 

pozbawione  sensu.  Mogła  uwielbiać  swego  szefa  -  senatora, ale nie 

dotyczyło  to  jego  rodziny.  Każdy  przystojny  polityk  miał  wśród 
swego person

elu  przynajmniej  jedną  taką  Dianę,  kobietę,  która  cale 

swoje  życie  podporządkowała  swemu  ideałowi.  Żaden  inny 

mężczyzna  nie  mógł  równać  się  z  takim  mitycznym  bohaterem  i 

kobiety  te  żyły  w  cieniu  wspaniałych  szefów.  Sterne  mówił  o  nich 
„polityczny fanklub” 

i próbował je zdobyć, wykorzystując powiązania 

rodzinne. Jednak bardzo rzadko udawało mu się to. Stacey wiedziała, 

że ojciec ma kilka takich wielbicielek. Często widziała żar w oczach 

kobiet, gdy patrzyły na Bradforda Liptona lub z nim rozmawiały. Czy 
ojc

iec  w  jakiś  sposób  odwdzięczał  się  za  to  przywiązanie?  Stacey 

zastanawiała się nad tym nie raz. Było to pytanie, które często do niej 

powracało.  Tak  naprawdę,  nie  chciała  znać  na  nie  odpowiedzi.  Po 

prostu bała się jej. 

Czy Justin już jest? - zapytała Stacey, próbując nawiązać rozmowę. 

Oczywiście - odpowiedziała Diana nadal tak samo oziębłym tonem. 

Stacey  wzruszyła  ramionami  i  skierowała  się  do  gabinetu  Justina. 

Zgodnie  z  wcześniejszym  postanowieniem  nie  powiedziała  Brynn  o 

wizycie Justina. Jednak większą część nocy spędziła, przeżywając na 

nowo  jego  pocałunki.  Gdy  wreszcie  dotarła  do  gabinetu  Justina,  z 

trudem  mogła  ustać  na  drżących  nogach.  Próbowała  opanować 

mdłości i niepokój. 

Lepiej zapukaj wcześniej, Stacey - powiedział mijający ją właśnie 

Frederick Rhodes, radca prawny senatora. Tak jak wszyscy 

współpracownicy ojca uważał, że Stacey i jej bracia są roztrzepani i 
nieodpowiedzialni. - 

Justin miał kilka ważnych spraw do załatwienia i 

chyba w dalszym ciągu rozmawia przez telefon, 

-  Nigdy nie wcho

dzę  bez  pukania,  Freddie  -  powiedziała  Stacey 

słodkim głosem. - Wyssałam dobre maniery z mlekiem matki. 

Fred  przyglądał  się  podejrzliwie  jej  ubraniu  i  najwyraźniej  nie  był 

zadowolony,  że  nazwała  go  „Freddie”.  Stacey  uśmiechnęła  się  z 

jeszcze  większą  słodyczą.  Zdaje  się,  że  wszyscy  w  biurze,  nie 

wyłączając  samej  Stacey,  będą  niezadowoleni  z  jej  pobytu  tutaj. 

Zapukała do drzwi i usłyszała głos Justina. 

- Kto tam? 
- To ja - 

odpowiedziała. 

background image

 

64 

Chwila wahania i Justin sam otworzył drzwi. 
-  Stacey?  - 

zawołał.  -  Myślałem,  że  nie  przyjdziesz  dzisiaj.  W 

każdym razie, nie przed ósmą trzydzieści. 

Miał  na  sobie  szyty  na  miarę  ciemnoszary  garnitur,  sztywno 

wykrochmaloną  białą  koszulę  i  nieodłączny  granatowy  krawat,  wi-

szący prosto i nienagannie. Czyli codzienny uniform. 

-  J

estem pełna niespodzianek. - Zastosowała tę samą metodę, która 

zawiodła w przypadku Diany Drew. Jednak Justin dał się na to złapać 

i na jego twarzy pojawił się uśmiech. 

Oczywiście, że jesteś - powiedział. - Proszę, wejdź. 

Zaskoczyło  ją  to  ciepłe  powitanie.  Chwycił  dziewczynę  za  rękę  i 

wprowadził  do  środka.  Był  tak  zadowolony  z  obecności  Stacey,  że 

zdumiała się. 

Właśnie  przyniesiono  twoje  biurko.  -  Wskazał  na  małe  metalowe 

biurko stojące w rogu pokoju. Na nim znajdował się jedynie telefon i 
pusty metalowy koszyk na papiery. 

Widzę.  -  Z  ulgą  usiadła  na  służbowym  winylowym  krześle.  -  Co 

właściwie mam robić przy tym biurku, nie licząc oczywiście częstych 

wypraw do twojego zbiornika z wodą? 

Och,  zaraz  znajdziemy  ci  jakieś  zajęcie.  -  Justin  ciągle  jeszcze 

uśmiechał się, co Stacey zauważyła mimo narastających mdłości. Nie 

mogła sobie przypomnieć, żeby kiedykolwiek uśmiechał się tak długo. 

Wiesz co, Stacey? Mogłabyś pójść teraz do bufetu i przynieść mi 

ciastko jagodowe i dużą szklankę soku pomidorowego - oznajmił. 

Gdy Stacey to usłyszała, jej żołądek dosłownie wywrócił się do góry 

nogami.  Lepkie  jagody  na  słodkim  cieście  i  gęsty  czerwony sok. 

Wzdrygnęła się i zbladła pod wpływem tego obrazu. Jeśli tam pójdzie 

i będzie musiała wąchać skwierczące na grillu kiełbaski i bekon albo 

chociażby spojrzeć na jajka, to po prostu umrze! 

Słuchaj, Justinie. Miałam naprawdę ciekawą pracę u Nicka Erlicha - 

powiedziała słabym głosem. Wydawało jej się, że jest bliska śmierci. - 

Sortowałam i czytałam listy od wyborców z jego okręgu, a potem na 

te  listy  odpowiadałam.  Czy  ściągnąłeś  mnie  tutaj  po  to,  abym  była 

kelnerką dla ciebie i dla całego personelu senatora Liptona? 

Oczywiście,  że  nie,  Stacey  -  odpowiedział.  -  Twoja praca tutaj 

będzie  niezwykle  ciekawa,  ale  na  razie...  Stacey?  Czy  dobrze  się 

background image

 

65 

czujesz? 

Nie,  nie  czuła  się  dobrze.  Justin  nie  miał  już  więcej  pytań,  gdyż 

Stacey  zaczęła  wymiotować  do  kosza  na  śmieci.  Szybko  podszedł  i 

przytrzymał jej głowę. Kiedy skończyła, wytarł białą chustką zimny 
pot z jej twarzy. St

acey była całkowicie upokorzona. 

-  Pójdziesz do lekarza - 

powiedział.  Na  jego  twarzy  pojawił  się 

wyraz zaciętości. - A potem będziesz leżała w łóżku i robiła wszystko, 

co doktor ci zaleci, aż do czasu, kiedy całkowicie wyzdrowiejesz. 

Gdyby tylko wiedział! 
- Nie! - 

zaprotestowała, uświadamiając sobie, że za chwilę rozpłacze 

się.  -  Nic  mi  nie  jest,  Justinie.  Naprawdę!  Justin  zmarszczył  brwi  i 

podszedł do telefonu. 

Kay, połącz mnie z doktorem Simpsonem - rzucił krótkie polecenie. 

Victor  Simpson  był  prywatnym lekarzem senatora Liptona,  a  także 

znanym internistą w szpitalu wojskowym Walter Reed w innej części 

miasta. Po kilku minutach rozmowy Justin odłożył słuchawkę. 

Doktor czeka na ciebie. Wkładaj płaszcz, Stacey. Zawiozę cię tam. 

Nie  możesz  tego  zrobić,  Justinie  -  zaprotestowała  Stacey.  - Masz 

dzisiaj  zbyt  dużo  pracy.  Nie  wolno  ci  tracić  czasu,  przesiadując  w 
gabinetach lekarskich. 

- Jedziemy do lekarza, Stacey - 

powiedział Justin stanowczo, głosem 

nie znoszącym sprzeciwu. Mimo to, Stacey próbowała dyskutować: 

Justinie, czuję się doskonale, a nawet jeśli byłoby inaczej, to nie ty 

powinieneś wozić mnie do lekarza. 

-  Jedziemy, Stacey. - 

Justin  wręczył  jej  płaszcz  i  torebkę.  W  tym 

samym  momencie  zadzwonił  telefon.  Stacey  rzuciła  się,  żeby go 

odebrać, chcąc za wszelką cenę odwlec moment wyjścia. Przez chwilę 

słuchała, a następnie oddała słuchawkę Justinowi. 

Dzwonią z CBS News. Chcą, żeby tata wystąpił w ich programie - 

powiedziała szeptem. 

Justin oczywiście odebrał telefon. Nie mógł zlekceważyć tak ważnej 

reklamy,  jaką  było  wystąpienie  w  programie  CBS  News.  Wtedy 

Stacey chwyciła płaszcz i torebkę i wybiegła z biura. 

- Stacey! - 

usłyszała za sobą głos Justina. - Stacey, wracaj! 

Nie  pobiegł  jednak  za  nią;  nie  mógł  przecież.  Stacey  wiedziała,  że 

jest ju

ż  bezpieczna.  Dziękowała  w  myślach  komuś,  kto  pracował  w 

background image

 

66 

CBS  News,  a  kto  w  tak  odpowiedniej chwili  zadzwonił.  Pojawienie 

się  w  takim  programie  było  sposobem  zaprezentowania  się,  o jakim 

marzył każdy kandydat. Żaden szef kampanii wyborczej nie przepuści 
podobnej okazji. 

Stacey jechała swoim błękitnym BMW do rodziców, do ich dużego 

domu  w  Chevy  Chase.  Justin  na  pewno  pomyśli,  że  wróciła  do 

swojego  mieszkania.  Mogła  więc  spokojnie  ukryć  się  w  domu 
rodzinnym. 

Caroline  Lipton  właśnie  wychodziła  na  zebranie  organizacji 

charytatywnej. Ubrana była w szyty na miarę, bardzo piękny i bardzo 
kobiecy szary kostium. 

Co za, hm... interesująca sukienka, Stacey - powiedziała Caroline 

taktownie. - 

Czy wybierasz się do dyskoteki, kochanie? 

Stacey  musiała  uśmiechnąć  się.  Matka, zawsze taka elegancka, 

mogłaby poczuć się wstrząśnięta, dowiedziawszy się, że to był strój 
do pracy. 

-  Nie, mamo - 

odpowiedziała.  -  Właściwie,  ciągle  jeszcze  źle  się 

czuję. Pomyślałam, że może jednak skorzystam z twojej propozycji i 
zamieszkam w mo

im starym pokoju, a Grace ugotuje dla mnie rosół. 

Doskonale, moja droga. Zaraz zawołam Grace. - Caroline dotknęła 

czoła  Stacey.  -  Masz  wypieki,  ale  to  nie  gorączka.  Moja  biedna 

Stacey. Szkoda, że muszę wyjść i zostawić cię samą, 

Stacey chciała przycisnąć dłoń matki do policzka, poczuć jej dotyk i 

błagać,  by  została.  Nie  zrobiła  tego  jednak.  Tylko  Spence  rzucił 

wyzwanie  obowiązującej  w  rodzinie  Liptonów  powściągliwości  i 

ożenił  się  z  uczuciową  i  pełną  ciepła  kobietą.  Stacey  wiedziała,  że 

rodzice  źle  znoszą  Patty.  Te  wszystkie  jej  uściski  i  pocałunki! 

Zupełnie tego nie akceptowali. 

Jednak w tej chwili typowa dla Liptonów skrytość bardzo przydała 

się  Stacey.  Dzięki  niej  matka  nie  będzie  wyciągać  z  niej  żadnych 

informacji, prywatność zostanie uszanowana. 

Mamo, muszę odpocząć i naprawdę nie chcę, żeby mi ktokolwiek 

przeszkadzał. Czy mogłabyś poprosić Grace, aby każdemu, kto tutaj 

zadzwoni,  mówiła,  że  mnie  nie  ma?  Chyba,  że  byłaby  to  Brynn, 

oczywiście. 

-  Naturalnie, powiem jej to, kochanie - 

odpowiedziała  matka.  -  A 

background image

 

67 

teraz idź na górę i odpoczywaj. 

Stacey weszła do łóżka i natychmiast zasnęła. Kiedy obudziła się, po 

mdłościach nie zostało ani śladu, natomiast pojawił się wilczy apetyt 

Zjadła  dwie  wielkie  miski  rosołu  i  trzy  ciastka,  które  gospodyni 
specjal

nie dla niej przygotowała. 

To było wspaniałe. Grace. - Najedzona, rozsiadła się wygodnie na 

krześle przy kuchennym stole. - No, czuję się milion razy lepiej. 

-  To dobrze. - 

Grace  zaniosła  naczynia  do  zlewu.  -  A  teraz  może 

zadzwonisz do Justina Marksa i 

powiesz mu, gdzie jesteś. 

Stacey znieruchomiała. 

Czy... czy on dzwonił? - zapytała. 

Cztery razy. Oczywiście, zastosowałam się do poleceń twojej matki 

i nie powiedziałam mu, że tu jesteś - odparła oschle Grace. - Nie sądzę 

jednak,  aby  pani  Lipton  miała  na  myśli  Justina  Marksa,  prawda? 

Właściwie, dlaczego jesteś tutaj, Stacey Lynn? W co wpakowałaś się 
tym razem? 

Prywatność  swoich  dzieci  mogli  szanować  Liptonowie,  ale  nie 

Grace. Zwłaszcza, kiedy podejrzewała, że coś jest nie w porządku. W 
podejrzeniach t

ych myliła się bardzo rzadko. „Zdumiewająca Grace” - 

tak  mówiły  o  niej  dzieci.  Grace  McKellum  zaczęta  prowadzić  dom 

Liptonów  wkrótce  po  przyjściu  na  świat  Sterne’a.  Znała  jeszcze 

pierwszą żonę senatora, Dorothy, która zginęła podczas pożaru hotelu. 
Grace 

zaopiekowała się wówczas małym Spencem i Sternem, dopóki 

ich  ojciec  nie  poślubił  dwudziestojednoletniej Caroline Courtney. 

Była  z  nimi  przez  cały  czas,  dopóki  młoda  żona  nie  uporała  się  z 

problemami,  jakie  na  nią  spadły,  gdy  nagle  została  matką  dwóch 

chłopców  w  wieku  czterech  i  sześciu  lat.  Grace  znała  Stacey  od 

momentu  narodzin  i  mogła,  jak  często  sama  mówiła,  czytać  z  jej 

twarzy jak z książki. 

Jednakże teraz Stacey, choćby nie wiadomo jak bardzo tego chciała, 

nie  mogła  zrzucić  swoich  problemów  na  Grace.  Mogłaby  ona 

pomyśleć, że jej obowiązkiem jest powiedzieć o wszystkim Liptonom. 

Stacey  wiedziała,  że  nic  nie  jest  w  stanie  zmienić  lojalności  Grace 
wobec rodziców. 

Och, znasz przecież Justina, Grace - powiedziała wesoło. - Zawsze 

czegoś ode mnie chce. 

background image

 

68 

Widzę, że jak zawsze bezlitośnie zadręczasz go, moja panno. Czy 

jest  to  jeszcze  jedna  próba  zabawienia  się  kosztem  tego  biednego 

człowieka? 

Mylisz się. Grace - zawołała Stacey. - To o n zadręcza mnie! 

-  Stacey Lynn Lipton, od lat dokuczasz Justinowi. P

amiętam cię w 

wieku szesnastu lat, jeszcze w szkolnej spódnicy i podkolanówkach. 

Krążyłaś  wokół  niego  i  wykrzykiwałaś  jakieś  obraźliwe  uwagi,  od 

których na pewno włosy stawały mu dęba na głowie. Widzę, że nic się 

nie zmieniło od tamtej pory. 

-  To nieprawda!  - 

Stacey  zawołała  oburzona.  -  Nie rozumiem, 

dlaczego go bronisz. Grace. 

Nikogo nie bronię, Stacey - odparła Grace. - Wiem po prostu, że 

jesteś do tego zdobią. 

„Żeby  to  wszystko  było  takie  proste!”  -  pomyślała  Stacey  smutno. 

Gdyby Grace zdała sobie sprawę z całej powagi problemu, mogłoby 

to być dla niej wielkim ciosem. Przez krótką chwilę Stacey żałowała, 

że  nie  jest  uczennicą  wymyślającą  nowe  sposoby  doprowadzania 

Justina  do  szaleństwa.  Teraz  nosiła  jego  dziecko  i  była  tym  tak 
przestraszona i zdenerw

owana, jak nigdy dotąd. 

Nagle zadzwonił telefon. Stacey przełknęła ślinę. 

Grace, jeśli to on... - powiedziała. 

-  Wiem, wiem - 

odpowiedziała  Grace,  idąc  do  telefonu  w  holu.  - 

Wypełnię dokładnie polecenie twojej matki, chociaż nie podoba mi się 
to. 

Po chwi

li Grace zawołała Stacey do telefonu. 

- To Brynn - 

powiedziała. - Matka mówiła, że dla niej jesteś w domu. 

Oczywiście. - Stacey odetchnęła z ulgą i wzięła słuchawkę. - Cześć, 

Brynnie! 

-  Grace, na pewno nie wiesz, gdzie jest Stacey? - 

usłyszała  głos 

Brynn

,  nienaturalny  i  pełen  napięcia.  Wymawiała  każde  słowo 

wyraźnie i powoli. - Justin Marks stoi obok mnie i jest zaniepokojony, 

bo Stacey nie przyszła na umówioną wizytę u lekarza. 

Stacey ciężko westchnęła. 

Och,  Brynn!  Dziękuję!  -  powiedziała  cicho.  Brynn oczywiście 

domyśliła się, że Stacey nie chce, aby Justin znał miejsce jej pobytu. 

Uwaga na temat wizyty u lekarza była ukrytym ostrzeżeniem. Stacey 

background image

 

69 

szybko oddała słuchawkę Grace. 

- Grace, Justin stoi obok Brynn. Powiedz mu... 
- Grace nic nie musi mi ju

ż mówić - usłyszała nagle głos Justina. - Za 

godzinę  będę  tam,  żeby  cię  zabrać,  Stacey.  I  nie  próbuj znowu 

zniknąć. - Usłyszała dźwięk odłożonej z impetem słuchawki. 

Wszystko  słyszał  -  jęknęła  Stacey.  -  Musiał  odebrać  Brynn 

słuchawkę. Co za drań! 

-  Sta

cey,  wiesz  przecież,  że  Justin  Marks  jest  bardzo  stanowczym 

człowiekiem - przypomniała jej Grace. - A poza tym doskonale zna 
ciebie. 

„Doskonale, rzeczywiście!” - pomyślała przygnębiona Stacey. 
 

Justin przyjechał do domu Liptonów czterdzieści minut później. Był 

surowy  i  poważny;  nie  odpowiedział  na  powitanie  Grace.  Stacey 

domyśliła  się,  że  jest  zły  na  gospodynię  za  to,  że  aż  cztery  razy 

okłamała go. Justin Marks nie lubił, gdy ktoś psuł mu szyki. 

Stacey  schodziła  po  schodach  w  sposób,  jak  sądziła,  dumny  i 

wyniosły. Nareszcie nie czuła się ani słaba, ani chora. Cera odzyskała 

naturalny kolor, a złocistobrązowe oczy ożywiało wyzwanie. 

- Witaj, Justinie! - 

przywitała go chłodno. 

„Do diabla! - 

pomyślała. - Ani jego garnitur, ani koszula, ani nawet 

krawat nie m

iały najmniejszego zagięcia, najmniejszej fałdki, podczas 

gdy  ona  spala w  sukience”.  Zrozumiała,  że  jest  w  gorszej sytuacji i 

jeszcze wyżej uniosła głowę. 

Chcę,  abyś  wiedział,  że  jestem  oburzona  twoim  despotycznym, 

nieznośnym wtrącaniem się w moje sprawy - powiedziała. 

-  A to nic nowego - 

uciął  Justin.  -  To nas nie zatrzyma, Stacey. 

Idziemy! 

Bądź teraz grzeczna, Stacey! - upomniała ją Grace, gdy znajdowali 

się już za drzwiami. 

Stacey skrzywiła się. 

To  byłoby  wielkie  święto  -  ponuro  powiedział  do  siebie Justin. 

Wepchnął  ją  do  swojego  smutnego,  szarego  (jakżeby  inaczej) 

oldsmobila.  Zachowywał  się  obojętnie  i  chłodno  jak  zawsze. 

Przypomniała sobie radosne i ciepłe powitanie dzisiaj rano w biurze i 

poczuła  dziwne  dławienie  w  gardle.  Teraz  wydawało  jej  się,  że  ten 

background image

 

70 

Justin, który siedzi obok niej i zachowuje lodowaty spokój, nie jest 

zdolny do jakichkolwiek uczuć. 

Jadąc zatłoczoną autostradą do szpitala Walter Reed, nie powiedzieli 

do  siebie  ani  słowa.  Stacey  wiedziała,  że  Justin  jest  wściekły. 
Zastanawi

ała się tylko, dlaczego wiezie ją, marnując swój cenny czas, 

na wizytę u lekarza w drugim końcu miasta? Doszła do wniosku, że 

Justin  traktuje  całą  tę  historię  jak  toczącą  się  między  nimi  walkę  o 

władzę  i  że  chce  wyjść  z  tej  walki  zwycięsko.  Zacisnęła  usta  i 

skoncentrowała  się  na  obmyślaniu  planu  dalszego  działania.  Musi 

jakoś załatwić sprawę z lekarzem... 

Justin  musiał  zostać  w  poczekalni,  co  najwyraźniej  zirytowało  go. 

Najchętniej wpakowałby się do gabinetu, gdzie Stacey, mając na sobie 
tylko figi i krótk

ą  bawełnianą  koszulkę,  siedziała  na  przykrytym 

papierowym prześcieradłem stole. 

Doktorze  Simpson,  czy  lekarze,  kończąc  studia,  składają  jakąś 

przysięgę? - zapytała, gdy doktor mierzył jej ciśnienie. 

-  Owszem  - 

odpowiedział.  -  Nazywamy  to  przysięgą  Hipokratesa. 

Lekarze ślubują w niej, między innymi, że nie będą udzielać żadnych 
informacji o swoich pacjentach. - 

Sprawdził jej tętno. 

Czy pan również składał taką przysięgę? 

Oczywiście. 

W  takim  razie  chciałabym,  żeby  pan  jej  dzisiaj  dotrzymał.  - 

Spojr

zała mu prosto w oczy. - Widzi pan, spodziewam się dziecka i... 

Dwadzieścia  minut  później  Stacey  i  Victor  Simpson  wyszli  z 

gabinetu  do  poczekalni.  Justin  odrzucił  pismo,  które  właśnie 

przeglądał i wstał. 

- I co? - 

zapytał niecierpliwie, patrząc uważnie na Stacey. 

Idealnie  zdrowa  młoda  kobieta  -  odparł  z  przekonaniem  doktor 

Simpson.  Stacey  spojrzała  na  Justina,  jakby  chciała  powiedzieć:  „A 

co, nie mówiłam?” 

Naprawdę wszystko jest w porządku? - Jego spojrzenie wędrowało 

od czubka głowy Stacey do butów. 

Ależ oczywiście. - Doktor odwrócił się do Stacey. - Mam nadzieję, 

że nie zapomnisz o obietnicy, Stacey? 

Nie zapomnę. - W jej torebce znajdowały się recepty na witaminy i 

żelazo  dla  ciężarnych  kobiet,  a  także  na  środek  mający  zahamować 

background image

 

71 

wymioty. Obiecała również doktorowi Simpsonowi, że w następnym 

tygodniu  odwiedzi  ginekologa.  Podał  jej  nazwiska  kilku  godnych 
zaufania kolegów. 

No cóż, cieszę się, że nic złego nie dzieje się z tobą - powiedział 

Justin, gdy szli do windy. - 

Zaczynałem podejrzewać... Dlaczego, do 

diabła, uciekłaś wtedy, Stacey? - westchnął z irytacją. 

Zostałam  zesłana  na  ziemię  tylko  w  jednym  celu  -  żeby  cię 

irytować, Justinie - odpowiedziała Stacey oschle. - Wypełniałam tylko 
swoje zadanie. 

-  Co ty wygadujesz? - 

uśmiechnął  się  niechętnie.  -  Co obiecałaś 

doktorowi, Stacey? 

„Boże,  znowu  ta  jego  dokładność!  -  pomyślała  Stacey.  -  Nigdy 

niczego nie przeoczy, nawet najdrobniejszego szczegółu.” Przygryzła 

dolną wargę. 

Ja... obiecałam, że zareklamuję go w programie Corda Marshalla - 

odpar

ła. - Zdaje się, że doktor chce trochę rozkręcić interes. 

- Stacey! 

Już dobrze, dobrze! - zawołała. - Obiecałam, że przyślę mu kilka 

zdjęć taty z autografem. - Była dumna ze swego refleksu. Justin kupił 

to kłamstwo, kiwając z satysfakcją głową. 

-  To, ocz

ywiście, da się załatwić. Powiem June, żeby przysłała mu 

jutro pięć takich fotografii. A może prosił o więcej? 

Myślę,  Justinie,  że  pięć  sztuk  będzie  dla  doktora  miłą  nie-

spodzianką - powiedziała Stacey. 

Dołączę  do  tego  znaczki  i  literaturę  wyborczą.  Simpson  może  to 

rozprowadzić wśród swoich kolegów. Nie zaszkodzi mieć po swojej 
stronie kilku lekarzy... 

Stacey  przestała  go  słuchać  w  momencie,  gdy  zaczął  rozważać 

możliwość  zdobycia  poparcia  Amerykańskiego  Stowarzyszenia 

Lekarzy. Zawsze  przestawała  go  słuchać,  gdy mówił,  jakby  udzielał 

wywiadu dla programu „Dzień dobry, Ameryko!” Wyszli ze szpitala, 

a Stacey uświadomiła sobie, że Justin ciągle jeszcze mówi. 

Zgłaszanie  się  do  wyborów  prezydenckich  na  początku  listopada 

ma  taką  zaletę,  że  daje  czas  na  doprowadzenie do perfekcji stylu 

kandydata,  a  także  na  w  miarę  wczesne  umocnienie  kampanii. Na 

wiosnę będziemy w szczytowej formie... 

background image

 

72 

Stacey skrzywiła się. Czy naprawdę spędziła niezwykle namiętną noc 

z tym człowiekiem? Wydawało jej się, że ktoś, kto ubiera się w taki 
nudny, monotonny sposób i potrafi jedynie bez

osobowo  i  poważnie 

rozmawiać  o  strategii  politycznej,  jest  tak  samo  nieprzystępny  i 

pozbawiony  uczuć  jak  komputer  IBM.  Czy  to  możliwe,  aby  w  tym 

ubranym na szaro automacie ukrywał się namiętny i czuły człowiek? 

To rozdwojenie budziło w niej wątpliwości. 

Zgadzasz  się,  Stacey?  -  Usłyszała  pytanie  Justina,  gdy  doszli do 

samochodu. 

- Co? - 

spojrzała na niego nieprzytomnie. 

Proponuję  ci,  żebyś  spędziła  część  lutego  w  New  Hampshire, 

organizując tam spotkania przedwyborcze. - W jego głosie zabrzmiało 
zniecierpliwienie. 

Stacey  pomyślała,  że  w  lutym  będzie  w  siódmym  miesiącu. 

Cmoknęła z irytacją. 

Sądziłam, że twoja kampania w New Hampshire jest już zapięta na 

ostatni  guzik.  Masz  przecież  takich  wspaniałych  agentów, 

dynamiczny zespół. Doskonała, precyzyjna organizacja. 

Justin  spojrzał  na  nią  ze  źle  skrywanym  rozdrażnieniem  i 

zmęczeniem. 

Bardzo  starannie  przygotowaliśmy  tam  grunt,  ale  nie  możemy na 

tym  poprzestać.  Podczas  całej  kampanii  trzeba  zwracać  uwagę  na 

najdrobniejsze  szczegóły.  Nie  możemy  pozwolić  sobie  na  żadne 

ryzyko. Oczekuję, że wszyscy w twojej rodzinie zaangażują się i będą 

z nami współpracować. 

-  Wiesz, Justinie! - 

powiedziała.  -  Myślę,  że  bardziej  przysłużę  się 

kampanii,  będąc  na  uboczu.  -  Pomyślała,  że  dla  kampanii  byłoby 

najlepiej, gdyby w ogóle zniknęła na kilka lat. 

Justin usiadł za kierownicą. Jego twarz była zachmurzona. 

Nie zamierzasz niczego nam ułatwiać, prawda, Stacey? 

Położyła głowę na oparciu fotela i zamknęła oczy. Wydawało jej się, 

że obydwoje mówią różnymi językami. On był zajęty zbliżającymi się 

wyborami, podczas gdy ona skupiła całą swoją uwagę na ich dziecku, 

którego istnienie trzymała w tajemnicy. Niestety, stawało się to coraz 

trudniejsze,  a  jednocześnie  nie  potrafiła  zaufać  temu  opętanemu 

polityką człowiekowi. 

background image

 

73 

Dlaczego tak bardzo się w to wszystko angażujesz, Justinie? - nagle 

zainteresowało  ją  to,  chciała  czegoś  się  o  nim  dowiedzieć,  poznać 

motywy  działania.  -  Wiem,  że  ubieganie  się  o  prezydenturę  jest 

jedynym możliwym sposobem samorealizacji mojego ojca, ale ciebie 

przecież  to  nie dotyczy.  Co  w  tym  wszystkim  znajdujesz  dla  siebie, 

poza  morderczym  rozkładem  zajęć,  napięciem, wyczerpaniem i 

rutyną? 

Więc tak, według ciebie, wygląda działalność polityczna? - zapytał 

Justin.  - 

Tak właśnie wyobrażasz sobie kampanię prezydencką? - W 

jego  głosie  brzmiało  niedowierzanie.  -  Czy  naprawdę  jest  to  tylko 

możliwość samorealizacji? Tylko wyczerpanie, strach i napięcie? 

Stacey przytaknęła, a jej oczy zabłysły. 
-  Czy

żbym  zapomniała  wspomnieć  o  dehumanizacji  i  obłudzie? 

Możesz jeszcze to dodać do listy. 

Justin spojrzał na nią zaskoczony. 

Jak  możesz  być  tak  źle  do  tego  nastawiona?  -  zawołał.  -  Stacey, 

przecież  to  jest  sposób  na  życie!  To  szansa  na  przekształcenie 
po

mysłów  senatora,  które  mogłyby  być  równie  dobrze  moimi 

własnymi,  w  realne  programy  prowadzące  do  stabilizacji  i  poprawy 

warunków  życia  naszego  społeczeństwa.  Przecież  to  możliwość 
umocnienia demokracji! 

Justinie, nie występujesz w tej chwili przed kamerami - przerwała 

mu Stacey. - 

Czy mógłbyś, porzucając krasomówstwo, wyjaśnić mi, 

dlaczego chcesz poświęcić swoje życie temu, aby uczynić mego ojca 
prezydentem?  - 

zapytała.  -  Jestem  bardzo  tego  ciekawa.  Naprawdę 

chciałabym wiedzieć... 

Co  sprawia,  że  jestem taki, jaki jestem? -  dokończył  Justin, 

uśmiechając się lekko. 

Stanowisz  wielką  zagadkę  -  ciągnęła  Stacey.  -  Znam  cię  od 

dziesięciu  lat,  ale  w  dalszym  ciągu  jesteś  dla  mnie  zupełnie  obcym 

człowiekiem. 

Jego twarz zmieniła się w jakiś dziwny sposób. Uruchomił samochód 

i włączył się w ruch uliczny. 

Czy zapoznałaś się kiedyś z jedną chociaż ekonomiczną propozycją 

swego ojca? - 

zapytał. - Albo przeczytałaś jakąś jego wypowiedź na 

temat polityki zagranicznej? 

background image

 

74 

Stacey  zaprzeczyła.  Pomyślała  ze  smutkiem,  że  ten  człowiek  nie 

potrafi zrezygnować z politycznych przemówień. 

No  cóż  -  ciągnął.  -  Wszystkie  te  propozycje  i  pomysły  są  moje, 

Stacey. Wymyślone i napisane przeze mnie. Oczywiście, twój ojciec 

stworzył  te  najbardziej  spektakularne  opinie  na  temat  rodziny  i 

moralności, ale to ja określiłem jego stanowisko dotyczące ekonomii i 
polityki zagranicznej. 

Stacey wzruszyła ramionami. 
- Chyba nie bardzo wiem, o czym mówisz - 

powiedziała. 

Na uniwersytecie w Stanford wybrałem specjalizację z ekonomii - 

mówił dalej, jakby w ogóle jej nie słysząc. - Kiedy skończyłem Szkołę 

Ekonomiczną Whartona, spróbowałem sił w świecie biznesu. Dobrze 

poznałem  różne  finansowe  sztuczki,  ale  w  końcu  znudziło  mnie  to. 

Lubiłem  świat  idei.  Właśnie  myślałem  o  przyjęciu  stanowiska 

wykładowcy  na uniwersytecie, gdy spotkałem  twego  ojca  podczas 
zbierania funduszy w Nowym Jorku. Zain

teresował  mnie.  Chciał 

osiągnąć sukces na skalę państwową, ale nie miał w sobie potrzebnej 

do tego siły i determinacji. Ja, dzięki doświadczeniu wyniesionemu z 
pracy w handlu i reklamie, wie

działem  wszystko  o  panujących 

tendencjach i kierunkach. Umia

łem  sprzedać  każdy  towar.  To 

wystarczyło,  aby  twój  ojciec  zaproponował  mi  pracę.  Otrzymałem 
stanowisko asystenta administra

cyjnego,  dzięki  któremu  mogłem 

łączyć  politykę  ekonomiczną  z  moimi  ulubionymi  teoriami  i 

pomysłami.  -  Jego  oczy  rozświetlił  entuzjazm.  -  Kiedy  trzeba  było 

zająć jakieś stanowisko dotyczące spraw zagranicznych, pochłaniałem 

wszystko, co było dostępne na ten temat. Rozmawiałem z ekspertami, 

kończyłem  różne  kursy.  To  cudowne  -  uczyć  się,  tworzyć  i 

wprowadzać w życie pomysły. 

Czyli  ty  odwalałeś  całą  robotę,  a  tata  zbierał  zaszczyty  - 

zaprotestowała Stacey. - Wszyscy byli przekonani, że to jego teorie. 

Nie obchodzi cię to, Justinie? - zapytała. 

-  Oczyw

iście,  że  nie  -  odparł.  -  Nie jestem politykiem, Stacey. 

Pomijając  moje  umiejętności  handlowe,  jestem  tylko  ekonomistą  i 

entuzjastą  polityki  zagranicznej.  Prowadzenie  kampanii  to  rzecz 

tymczasowa,  konieczna,  jeśli  chcemy,  aby  twój  ojciec  został 
prezydentem - 

ciągnął Justin. - Ja sam nie mam ani takich pieniędzy, 

background image

 

75 

ani  takich  powiązań  politycznych,  ani  takiego  autorytetu  wśród 

polityków  jak  twój  ojciec.  On  jest  kandydatem  lub,  jeśli  wolisz, 

przywódcą  moich  marzeń.  Obydwaj  z  senatorem  bardzo  szybko 
zorient

owaliśmy się, ile jesteśmy dla siebie warci. Nasza współpraca 

układa się harmonijnie i bezproblemowo. 

I jeśli ojciec dostanie się do Białego Domu, ty zdobędziesz ważną, 

wysoko  notowaną  pozycję  -  dodała  Stacey.  -  Będziesz  miał  wielką 

władzę. - Stacey nareszcie zaczynała wszystko rozumieć i ta prawda 

była przygnębiająca. 

-  Tak  - 

przyznał  Justin  szczerze.  -  Nie  przeczę,  że  władza  stanowi 

pokusę nie do odparcia, ale jest też coś ważniejszego. Mam wrażenie, 

że  dzięki  temu  należę  do...  -  przerwał  i  zmarszczył  brwi, 

niezadowolony,  że  powiedział  zbyt  dużo.  Było  jasne,  że  Justin  nie 

chce  dłużej  rozmawiać  na  ten  temat,  ale  Stacey  nie  zamierzała  re-

zygnować. 

Należysz do czego, Justinie? - drążyła. 

Nieważne. - Uśmiechnął się z zakłopotaniem. - Nie chcę cię dłużej 

zanudzać. - Był najwyraźniej skrępowany. 

To  zafascynowało  Stacey.  Nie  zamierzała  pozwolić,  aby  teraz 

wymknął się jej. 

Zanudzałeś mnie przez całe lata tym swoim politycznym żargonem 

odparła. - Powiedz mi, Justinie. 

Co mam ci powiedzieć? - próbował wykręcić się od odpowiedzi. 

To, co ukrywasz. Coś o jakiejś przynależności. 

Stacey, nie mam ochoty rozmawiać na ten temat - uciął krótko. 

Przysunęła się bliżej niego. 

Nie  przestanę  cię  męczyć,  dopóki  mi  nie  powiesz,  Justinie.  - 

Zobaczyła,  jak  mocno  zaciska  szczęki,  jak  kurczowo  trzyma  kie-

rownicę.  Przysunęła  się  jeszcze  bliżej.  -  Mów  -  rzekła  łagodnie. 

Uświadomiła  sobie,  że  go  dręczy  i  przypomniało  jej  się  oskarżenie 

Grace:  „Od  lat  zadręczasz  tego  człowieka!”  Czyżby  naprawdę  tak 

było? Ta myśl zaniepokoiła ją. 

Justin wziął głęboki oddech. 

Nigdy  nie  należałem  do  nikogo  ani  do  niczego  -  zaczął  mówić 

monotonnie,  bez  żadnych  emocji.  -  Wychowywałem  się  w  różnych 

sierocińcach i nie miałem własnej rodziny. Chociaż muszę przyznać, 

background image

 

76 

że  opiekunowie  byli  dla  mnie raczej mili. Wiedziałem  jednak,  że 

moim  jedynym  kapitałem  jest  inteligencja.  Dlatego  studiowałem  i 

pracowałem, całkowicie rezygnując z innych rzeczy 

sportu, przyjaźni, działalności społecznej. Otrzymałem stypendium 

w  Stanford.  Byłem  wzorowym  studentem, ale nigdy nie brałem 

udziału w życiu studenckim. Później, po skończeniu studiów, również 

nic się nie zmieniło. 

A posiadając władzę, nie musisz starać się, żeby do czegokolwiek 

należeć  -  powiedziała  Stacey  w  zamyśleniu.  -  Siłą  rzeczy  zostajesz 

włączony. Ty wszystkim kierujesz. - Spojrzała na niego z uwagą. Po 

raz pierwszy udało jej się wyciągnąć z niego tak osobiste zwierzenia. 

Nie  miała  pojęcia,  jak  bardzo  był  samotny  w  młodości,  jak  bardzo 

brakowało mu miłości. Ze wstydem uświadomiła sobie, że nigdy nie 

starała się dowiedzieć czegokolwiek bliżej o nim. 

Justin, bardzo zakłopotany, wzruszył ramionami. Stacey była pewna, 

że żałował teraz chwili słabości i tak osobistej rozmowy. Ona jednak 

chciała  wiedzieć  jeszcze  więcej.  Czuła,  że  jakiś  wewnętrzny  nakaz 

zmusza ją do poznania prywatnego życia Justina. 

Czy  nigdy  nie  pragnąłeś  czegoś  więcej  w  życiu  niż  tylko 

zawodowych i szkolnych sukcesów? - 

zapytała.  -  Czy nigdy nie 

chciałeś  założyć  własnej  rodziny?  -  Pytanie  to  wymknęło  się  jakoś 
samo, wbrew woli Stacey. 

Wydaje mi się, że w którymś momencie swego życia poczułem taką 

potrzebę - przyznał Justin, uśmiechając się lekko. - Jednak dziesięć lat 

temu  zacząłem  pracować  z  twoim  ojcem  i  zawarłem  znajomość  z 

rodziną Liptonów, a to... 

Nie  musisz  nic  więcej  mówić  -  ucięła  oschle  Stacey.  -  Ob-

serwowanie z bliska Liptonów może w każdym zabić chęć założenia 

własnej  rodziny.  Nie  zaskoczyłeś  mnie  tym.  Wiem,  że  nie  jesteśmy 
normalni. 

Nie  to  miałem  na  myśli,  Stacey  -  odparł  Justin.  -  Chciałem 

powiedzieć, że poczułem się członkiem waszej rodziny. 

Stacey  spojrzała  na  niego  z  niedowierzaniem.  Justin  Marks  miał 

należeć  do  jej  rodziny?  Była  zaskoczona.  To  wydawało  się 

nieprawdopodobne.  W  ciągu  tych  dziesięciu  lat  nikt  z  Liptonów, 

nawet  rodzice,  nie  uważali  Justina  za  członka  rodziny.  Mógł  być, 

background image

 

77 

oczywiście, bezcennym pracownikiem, ale nigdy jednym z nich! 

Spojrzała  na  siedzącego  obok  przystojnego  mężczyznę  i  łzy 

napłynęły jej do oczu. To znowu te cholerne hormony! Miała ochotę 

zapłakać  nad  samotnością  tego człowieka  i  nad  tym,  jak  bardzo  był 

niezrozumiany. Zaczęła szukać w torebce chustki. 

Czy  zjesz  ze  mną  kolację  dzisiaj  wieczorem?  -  zapytał  Justin. 

Stacey  z  ulgą  pomyślała,  jak  dobrze  złożyło  się,  że  panujący  na 

drodze  ruch  i  padający  deszcz  zmuszają  Justina  do  skupienia uwagi 

tylko najeździe. Nie potrafiłaby wyjaśnić mu, dlaczego płacze. Sama 

nawet tego nie wiedziała! 

To  nie  jest  dobry  pomysł,  Justinie  -  odpowiedziała  cicho.  W 

każdym  bądź  razie  nie  teraz,  gdy  wzbudził  w  niej  takie  wyrzuty 
sumienia. 

- Dlaczego nie? - 

zapytał. - Przecież obydwoje musimy jeść, prawda? 

Zabrzmiało to zupełnie niewinnie. 

- Tak, ale nie razem - 

odpowiedziała. 

Właśnie, że razem - powiedział stanowczo. 

-  Justinie, to nie ma sensu. - 

Zgniotła  papierową  chusteczkę  i 

wrzuciła ją do torebki. - Jesteśmy zbyt różni, a poza tym nie interesują 
mnie przelotne romanse. 

-  Wiem  - 

odpowiedział  z  jakąś  dziwną  satysfakcją  w  głosie.  - 

Uważam, że to, co jest między nami, nie jest przelotne. 

Przyznała mu w duchu rację. Cokolwiek między nimi zdarzyło się, 

dalekie było od przypadkowości i przelotności. Panujące między nimi 

napięcie było zawsze bardzo silne. 

Popatrzyła przez okno na padający deszcz i nie mogła powstrzymać 

się, żeby nie zapytać. 

Justinie, czy miałeś jakieś... chwilowe romanse? 

Uświadomiła  sobie,  że  przez  wszystkie  lata  ani  razu  nie  widziała, 

żeby wychodził na randkę. Zawsze znajdował się w pobliżu, z danymi 

statystycznymi,  organizując  różne  spotkania  dla  senatora i jego 

rodziny. Były to jednak tylko oficjalne okazje. Justin uczestniczył w 

nich  służbowo.  Liptonowie  nie  spoufalali  się  z  asystentem 

administracyjnym  senatora.  Stacey  zaczęła  się  zastanawiać,  jakie 

kobiety podobają się Justinowi. Co by się stało, gdyby nagle pojawił 

się na którejś z tych uroczystości z piękną blondynką u boku? Poczuła 

background image

 

78 

dziwny ucisk w żołądku, na pewno nie mający nic wspólnego z ciążą. 

Justin był wyraźnie niezadowolony z poruszonego tematu. 

Owszem,  byłem  w  swoim  życiu  związany  z  kilkoma  kobietami  - 

powiedział  i  wzruszył  ramionami.  -  Nic jednak nie przetrwało. Nie 

było żadnych zobowiązań. 

Stacey nawet nie próbowała zrozumieć, czemu odpowiedź tak bardzo 

ją ucieszyła. 

Czy dlatego, że całkowicie poświęciłeś się karierze? - zapytała. 

Może  czekałem,  aż  dorośniesz  i  zauważysz  mnie,  Stacey  - 

zrewanżował się. 

- A 

jeśli w to uwierzę, obiecasz mi gwiazdkę z nieba? - zakpiła. 

Justin rzucił jej szybkie zagadkowe spojrzenie. 

Skoro wyczerpaliśmy już ten temat, czy możemy wrócić do sprawy 

naszej dzisiejszej wspólnej kolacji? - 

zapytał. 

Jesteś bardzo uparty - odpowiedziała zirytowana. 

Oczywiście,  że  jestem.  To  cecha  wszystkich  polityków.  A  więc, 

dokąd pójdziemy na kolację? 

Westchnęła  z  rezygnacją.  Justin  nie  zrezygnuje  i  nie  pogodzi  się  z 

odmową. Ona zaś była zbyt zmęczona, aby dłużej z nim się spierać. 

- No dobrze - 

zgodziła się z oporami. - Zjemy wspólnie kolację, ale 

to  wszystko,  Justinie.  Nie  zamierzam  iść  z  tobą  do  łóżka  -  dodała 

dzielnie i zaczerwieniła się. 

Justin  nic  nie  odpowiedział,  Stacey  jednak  zauważyła  pełen 

zadowolenia  uśmieszek.  I  chociaż  bardzo  chciała  rozzłościć  się  na 

niego, zupełnie jej się to nie udało. Po prostu nie była zła na niego ani 

za to, że tak nalegał na tę kolację, ani za to, że w taki bezwzględny 

sposób  zaciągnął  ją  do  lekarza.  I  nawet  nie  próbowała  zrozumieć, 

dlaczego jego uśmiech wzruszył ją. 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

Czy moglibyśmy zatrzymać się przy aptece? - zapytała Stacey, gdy 

zjechali  z  autostrady  na  drogę  prowadzącą  do  miasta.  -  Chciałabym 

kupić  witaminy  i  żelazo,  które  przepisał  mi  doktor  Simpson.  - 

Oczywiście  nic  nie  wspomniała  o  przeciwwymiotnym lekarstwie, 

które w tej chwili było najważniejsze. 

Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie - odpowiedział Justin. 

Stacey uśmiechnęła się. Justin był tak uprzejmy, że nagle przestała 

background image

 

79 

razić jego ogromna dbałość o szczegóły, która zawsze doprowadzała 

ją do szaleństwa. 

Ciągle  mżył  deszcz.  Wjechali  na  parking  obok  apteki  wielkiej  jak 

supermarket.  Justin  wysiadł  z  samochodu,  a  Stacey  odpięła  pasy 

bezpieczeństwa i chwyciła klamkę. Miała wrażenie, że drzwi zacięły 

się,  więc  mocno  popchnęła  je  ramieniem.  Odskoczyły  z  impetem  w 

tym samym momencie, gdy z drugiej strony podszedł do nich Justin. 

Nie przyszło jej do głowy, że Justin może obejść samochód dookoła 

po  to,  aby  otworzyć  jej  drzwi.  Kiedy  po  raz  ostami  mężczyzna 

zachował  się  wobec  niej  z  taką  kurtuazją?  W  dzisiejszych  czasach 

oczekuje się od kobiet, aby same dawały sobie radę ze wszystkim. I 

właśnie  teraz  Stacey,  nauczona  takiej  samodzielności,  otworzyła 

drzwi i uderzyła nimi Justina w sam środek czoła! 

Rozległ  się  suchy  trzask  i  z  rany  na  czole  zaczęła  obficie  płynąć 

krew.  Stacey  krzyknęła  i  wyskoczyła  z  samochodu.  Justin  patrzył 

przed siebie nieprzytomnym wzrokiem, a kolana zaczęły się pod nim 

uginać. Stacey z przerażeniem ujrzała, jak bezwładnie usiadł na ziemi. 

O Boże, Justinie! - zawołała i uklękła obok niego. - Zabiłam cię! 

Justin otworzył jedno oko i ostrożnie dotknął ręką czoła. 

Czuję  się  tak,  jakby  przetoczył  się  po  mnie  atak  całej  drużyny 

futbolowej Uniwersytetu Nebraska - 

powiedział  niepewnym  głosem, 

próbując się uśmiechnąć. 

- Och, Justinie! - 

Chociaż jego utrata przytomności trwała. dosłownie 

kilka sekund, Stacey była tym potwornie przerażona. Na czole Justina 

urósł już duży krwiak, a z głębokiego rozcięcia ciągle płynęła krew. 

-  Justinie, przepraszam - 

powiedziała Stacey i zaczęła płakać. - Nie 

wiedziałam, że tam stoisz. Nie spodziewałam się, że będziesz chciał 

otworzyć  mi  drzwi.  -  Przytuliła  jego  głowę  do  piersi  i  zaczęła 

potrząsać  torebką  w  poszukiwaniu  czegoś,  czym  mogłaby  opatrzyć 

ranę.  -  Zużyłam  ostatnią  chusteczkę.  Czym  mam  zatamować  to 
krwawienie? Och, Justinie! Tak mi przykro! 

To nie była twoja wina, Stacey - powiedział Justin uspokajająco. - 

Wypadki chodzą po ludziach. - Stacey uświadomiła sobie całą ironię 

tej sytuacji. To o n a go zraniła, a teraz on próbuje ją pocieszyć. - W 

kieszeni marynarki mam chustkę - dodał. 

Stacey  znalazła  starannie  złożoną  białą  chustkę.  Przycisnęła  ją  do 

background image

 

80 

rany  i  spojrzała  na  Justina  z  troską.  To  nie  był  już  ten  mężczyzna, 

którego znała. Nie wydawał się już taki wygładzony i nieskazitelny. 

Jego ubranie było przemoczone, ubrudzone ziemią oraz krwią; włosy 

mokre  i  potargane.  Był  taki  niepodobny  do  siebie.  Łzy  ponownie 

napłynęły do oczu Stacey. Patrzyła na Justina, gdy siedział na ziemi 

bezbronny, zakrwawiony, zabrudzony i obolały. To jej wina! Mocniej 

przycisnęła chustkę do rany; Justin skrzywił się. 

- Przepraszam - 

płakała. - Biedny Justin! 

Wszystko  w  porządku  -  zapewnił  ją.  -  Tylko  czuję  się  nieco 

idiotycznie, siedząc na ziemi w strugach deszczu. 

Justin  wstał  gwałtownie,  zrobił  kilka  kroków  i  nagle  zatoczył  się. 

Stacey podbiegła do niego i mocno go objęła. 

Kręci  ci  się  w  głowie?  -  zapytała.  -  Oprzyj  się  o  mnie,  Justinie. 

Chyba wstałeś za szybko. - Przeraził ją kolor jego twarzy, białej jak 

ściana.  -  Nie  jest  wykluczone,  że  masz  wstrząs  mózgu.  -  Właściwie 

była tego pewna. Drzwi uderzyły Justina bardzo mocno, a jego utrata 

przytomności  i  późniejsze  zawroty  głowy  tylko  potwierdziły  jej 

diagnozę. Lucas już kilka razy w swojej brutalnej karierze futbolowej 

miał  wstrząs  mózgu  i  Stacey  doskonale  znała  świadczące  o  tym 
objawy. 

Justin, podtrzymywany przez Stacey, dotarł do samochodu. Chustka, 

którą  przez  cały  czas  przyciskał  do  czoła,  była  już  zupełnie 

przesiąknięta krwią. 

-  Daj mi kluczyki, Justinie - 

powiedziała  Stacey.  -  Jedziemy do 

najbli

ższego szpitala. 

Jej ręce drżały, gdy przeszukiwała kieszenie Justina. Pochyliła się, a 

on oparł ręce o jej biodra i powiedział: 

Do szpitala? To zupełnie niepotrzebne, Stacey. W domu poleję ranę 

jodyną i... 

- Jedziemy do szpitala, Justinie. - 

Miała już w ręku kluczyki. - Trzeba 

założyć  na  tę  ranę  kilka  szwów,  a  poza  tym  masz  chyba  wstrząs 
mózgu. 

Justin  protestował  podczas  całej  drogi  do  szpitala,  jednak  Stacey 

całkowicie go ignorowała. 

Nie próbuj być taki dzielny - powiedziała. - Wiem, że cierpisz. Nie 

musisz przede mną udawać. 

background image

 

81 

Gdy  dojechali  już  na  miejsce,  Stacey  pomogła  mu  wysiąść  z 

samochodu  i  dojść  do  izby  przyjęć.  Wobec  dyżurnej  pielęgniarki 

zachowywała  się  jak  rozwścieczona  lwica  broniąca  małych.  Jeśli 

sytuacja  tego  wymagała,  Stacey  potrafiła  zachowywać  się,  jak 

przystało  córce  senatora.  Nie  zważając  na  przemoczone  i  zakrwa-

wione ubranie, podała swoje nazwisko, a tym samym nazwisko ojca, i 

zażądała, aby natychmiast przyjęto Justina. Tak też się stało. 

Była  przy  nim  przez  cały  czas.  Lekarz  obejrzał  ranę  i  kazał  zrobić 

rentgen czaszki. Następnie założył cztery szwy i na koniec zgodził się 

z  diagnozą  Stacey,  że  Justin  ma  wstrząśnienie  mózgu.  Zalecił,  aby 

przez następne kilka dni chory leżał spokojnie w łóżku. Wypisał także 

receptę na lekarstwo przeciwko mogącemu pojawić się bólowi głowy. 

-  Kilka dni w ciszy i spokoju! - 

powiedział  Justin  ironicznie,  gdy 

wyszli  ze  szpitala.  Miał  na  głowie  imponujący  opatrunek.  Stacey 

podtrzymywała go, mocno obejmując w pasie. 

Gdyby  doktor  zobaczył  mój  rozkład  zajęć  na  najbliższe  dni  - 

ciągnął  Justin  -  zrozumiałby,  jak  bardzo  niedorzeczne  jest  jego 
polecenie! 

Justinie, musisz posłuchać lekarza - odparła Stacey. - Nie możesz 

teraz, po takim wypadku, prowadzić swojego szalonego trybu życia. 

Stacey, czuję się świetnie - zaprotestował Justin. - Nie będę leżał w 

łóżku i tracił czasu tylko dlatego, że uderzyłem się w głowę! 

Dotarli do samochodu i Stacey pomogła Justinowi wsiąść do niego. 
-  Pojedziesz teraz prosto do domu - 

powiedziała. - Położysz się do 

łóżka  i  zastosujesz  do  wszystkich  poleceń  doktora.  Ja  natomiast 

zamierzam upewnić się, że tak właśnie będzie. 

Justin uśmiechnął się rozbawiony. 

Jesteś bardzo stanowcza, Stacey - powiedział. 

Tak,  upór  jest  cechą  wszystkich  ludzi  związanych  z  polityką  - 

odpowiedziała,  przypominając  mu  jego  własne  słowa.  -  Nawet tych 

opornych, stojących na uboczu. 

Znów zatrzymali się przy aptece, aby kupić przeciwbólowe lekarstwo 

dla Justina i zrealizować receptę Stacey. Lek przeciwwymiotny będzie 
jej teraz bardzo potrzebny, skoro ma  dobrze za

opiekować  się 

Justinem. 

Myślę, że będzie lepiej, jeśli tym razem zostanę w samochodzie - 

background image

 

82 

powiedział  Justin  obrażonym  tonem.  Jednak  mówiąc  to,  uśmiechnął 

się  i  Stacey  spojrzała  na  niego  z  rosnącym  podziwem.  Był  taki 

dzielny.  Nie  zdawała  sobie  dotąd  sprawy  z  tego,  że  Justin  ma  takie 

doskonałe  poczucie  humoru.  Żartował  teraz,  kiedy  prawdopodobnie 

był bardzo cierpiący! 

Pochyliła się, żeby uścisnąć jego rękę. 

Zaraz wrócę z lekarstwami, Justinie - powiedziała ciepło. 

Dwadzieścia  minut  później  Justin  wprowadził  Stacey  do  swego 

mieszkania,  składającego  się  z  kilku  pokoi  na  pierwszym  piętrze 

odnowionego  domu  niedaleko  Kapitelu.  Ściany  pomalowane  zostały 

na biało, a w oknach, zamiast zasłon, wisiały żaluzje. Niemodne i źle 

dobrane  meble  były  na  pewno  nie  do  przyjęcia  nawet  w  czasach, 
kiedy je wyprodukowano. 

- Och! - 

zawołała Stacey, rozglądając się po strasznym salonie. - Co 

za  odważne  pomieszanie  stylów!  Czy...  sam  urządzałeś  swoje 
mieszkanie, Justinie? 

- Nie - 

odpowiedział. - Wynająłem je już umeblowane. 

Stacey odetchnęła z ulgą. 

Więc  nie  obrazisz  się,  jeśli  powiem,  że  te  meble  są  ohydne?  - 

zapytała. - Od patrzenia na tę kanapę po prostu bolą oczy! Nie mogę 

sobie  przypomnieć,  kiedy  były modne  ogromne  pomarańczowe  róże 

na ckliwym różowym tle. I w dodatku to krzesło w niebieskie i żółte 
pasy! Zbrodnia! 

Justin roześmiał się. 

Naprawdę  nie  spędzam  tutaj  zbyt  dużo  czasu  -  powiedział.  -  To 

mieszkanie  jest  wygodne,  bo  znajduje  się  blisko  biura,  a  poza  tym 

ciągle nie mam swoich mebli. - Obojętnie wzruszył ramionami. 

Kuchnia i sypialnia urządzone były w ten sam bezosobowy i ponury 

sposób. Nie było tam żadnego śladu obecności Justina Marksa. 

Mieszkasz tu od dziesięciu lat? - zapytała z niedowierzaniem. Jak 

mógł to wytrzymać? I jak w ogóle można mieszkać gdzieś dziesięć lat 

i chociaż trochę nie naznaczyć tego miejsca swoją obecnością? 

Kupiłem nowy materac trzy lata temu - powiedział Justin i usiadł na 

brzegu podwójnego łóżka, przykrytego kapą z brązowego sztruksu. 

To  dobrze,  ponieważ  kilka  następnych  dni  spędzisz  w  łóżku, a 

położysz się do niego już! - Spojrzała mu prosto w twarz. - Teraz się 

background image

 

83 

rozbierzesz. Przygotuję ci obiad, 

Zanim  zdążył  odpowiedzieć,  Stacey  przeszła  z  sypialni  do  malej, 

brzydkiej kuchni. W lodówce nie było nic, poza na wpół opróżnionym 

pudełkiem  margaryny.  Zajrzała  do  szafek  wiszących  na  ścianach; 

znalazła tam dziwny zestaw talerzy i szklanek, należący najwyraźniej 

do wyposażenia mieszkania. Był tam jeszcze bochenek chleba i duża 

puszka czekolady w proszku. Zdumiona wróciła do sypialni. 

Justin w dalszym ciągu siedział na brzegu łóżka. 

Ależ tutaj w ogóle nie ma jedzenia! - zawołała Stacey. 

-  Rzadko jadam w domu - 

odparł  Justin.  -  Czasem  robię  sobie 

śniadanie  złożone  z  tostów  i  czekolady.  Kilka  razy  zdarzyło  mi  się 

jeść  tutaj  obiad,  ale  wtedy  po  prostu  kupowałem  w  sklepie  coś 

mrożonego. 

Nie możesz nie mieć nic do jedzenia w domu! - upierała się Stacey. 

Nie  rozumiała  tego.  Może  Justin  był  naprawdę  jakimś 

skomputeryzowanym, doskonałym mechanizmem? 

Stacey przyglądała mu się, jak zdejmował marynarkę. Pomyślała, że 

ten  człowiek  nigdy  nie  miał  swojego  domu  i  rodziny.  Jego 

mieszkanie,  okropnie  urządzone  i  pozbawione  niezbędnych  do 

normalnego życia przedmiotów, było prawdopodobnie wszystkim, co 

mógł nazwać własnym domem. Było to tak samo żałosne jak fakt, że 

Liptonowie stanowili dla niego ideał rodziny. Jak bardzo obydwie te 

rzeczy były dalekie od prawdy! 

Justin  patrzył  uważnie,  jakby  chciał  poznać  jej  myśli.  Nagle 

przewrócił się na łóżko, chwytając się za obandażowaną głowę. 

- Justinie! - 

zawołała Stacey i podbiegła do niego. - Czy znowu masz 

zawroty głowy? - Lekarz ostrzegł ją przed tym. 

- Tak... 
-  Och, biedny Justin! - 

Pomogła  mu  ostrożnie  położyć  głowę  na 

poduszkach.  - 

Czy chcesz tabletkę przeciwbólową? - Odpięła guziki 

jego koszuli, 

chcąc ułatwić mu oddychanie. 

Nagle Justin chwycił ją za nadgarstki i przycisnął jej dłonie do swojej 

piersi. Poczuła pod palcami kręcone, ciemne włosy i silne, umięśnione 

ciało.  Odetchnęła  głęboko.  W  tej  chwili  Justin  nie  wyglądał  jak 

człowiek cierpiący na zawroty głowy. Był bardzo czujny, skupiony i... 

- Justinie... - 

Stacey próbowała uwolnić ręce, ale trzymał je mocno. 

background image

 

84 

Czy  mówiłem  ci  już,  jaka  jesteś  piękna?  -  zapytał  stłumionym 

głosem. 

Jej serce gwałtownie zabiło. Biorąc jednak pod uwagę okoliczności, 

to  znaczy  łóżko,  ciszę  i  mrok  w  pokoju,  a  także  bandaż  na  głowie 

Justina, Stacey zachowała zdrowy rozsądek. Zmusiła się do uśmiechu. 

Chyba naprawdę majaczysz, Justinie. Wyglądam jak zmokła kura - 

powiedziała,  wiedząc,  że  jest  bliska  prawdy.  Włosy  miała  wilgotne, 

proste  i  sztywne  od  deszczu,  sukienka  była  pognieciona  i 

zakrwawiona, a po makijażu nie zostało ani śladu. 

- Nie! - 

Wziął jej twarz w swoje ręce. - Nie, Stacey. Dla mnie jesteś 

piękna. Piękna... - Jego ochrypły głos był jak pieszczota. Justin objął 

ją za szyję i przyciągnął do siebie. Przez krótką, cudowną chwilę nie 

myślała  o  niczym,  tylko  leżała  z  policzkiem  przyciśniętym  do 

miękkich włosów, czując pod sobą silne, muskularne ciało. 

Jedną  ręką  w  dalszym  ciągu  obejmował  jej  kark,  drugą  zaś  zaczął 

gładzić biodro. Z ust Stacey wydobył się cichy jęk, poczuła budzący 

się w niej wielki ogień. 

Wystarczył  jeden  krótki  moment,  by  Justin  wsunął  swoją  nogę 

między nogi Stacey i przewrócił ją na plecy. Leżał teraz obok, a ręka 

wędrowała  po  ciele  Stacey,  przesuwała  się  po  piersiach,  brzuchu  i 

udach.  Poruszała  ustami,  chcąc  wymówić  jego  imię,  ale  nie 

wydobywał się z nich żaden dźwięk. Patrzyła w ciemne oczy znajdu-

jące się teraz blisko jej twarzy. I wtedy powoli i nieodwołalnie jego 

usta zaczęły zbliżać się. 

-  Nie, Justinie - 

wyszeptała,  ale  wiedziała,  że  był  to  bardzo 

symboliczny protest. Zadrżała. Chciała poczuć jego wargi na swoich i 

to  pragnienie  doprowadzało  ją  do  rozpaczy.  Usta  mężczyzny 

zatrzymały się na chwilę. 

- Tak, Stacey - 

wyszeptał i wsunął dłoń między uda, by pieścić ją w 

najbardziej intymny sposób. - Tak, kochana. 

Nie  mogła  oddychać  ani  mówić.  Pod  wpływem  pieszczot  ciało 

wygięło się w łuk, a z ust wydobyło się westchnienie. 

- Pragniesz mnie, Stacey - 

powiedział Justin, obserwując jej reakcję. 

-  Chcesz mnie. Powiedz mi to. - 

Nie  przestawał  jej  pieścić  w  tak 

zmysłowy  sposób,  że  bliska  była  szaleństwa.  -  Powiedz, kochanie. 

Chcę usłyszeć, jak to mówisz. 

background image

 

85 

Nie potrafiła mu się oprzeć, nie mogła już opanować narastającej w 

niej dzikiej żądzy. Jego język dotykał lekko jej języka, drażnił, ale w 

końcu uciekał, dopóki nie zawołała. 

Och, Justinie! Chcę ciebie! Bardzo cię pragnę! 

Usta wreszcie złączyły się i zaczęli całować się mocno, gwałtownie, 

z  żarem,  który  budził  jeszcze  większą  namiętność.  Ręka Justina nie 

przestawała pieścić Stacey. Przylgnęła, pragnąc go... 

Dzwonek  telefonu  dochodził  jakby  z  innego  wymiaru.  Natrętny i 

napastliwy,  był  zgrzytem  w  ich  bardzo  prywatnym  świecie.  Nie 

przestawał  jednak  dzwonić!  Po  sześciu  dzwonkach  nie  mogli  dłużej 

go ignorować. Czarny telefon stał na nocnym stoliku i brzęczał długo, 

aż Justin nie odsunął się od Stacey i nie odebrał go. 

Słucham  -  warknął  do  słuchawki.  -  Tak, Fred. Tak, zrobiłem  to. 

Tak, wiem. Opublikowaliśmy oświadczenie, które nakreśla... 

„Jeszcze jedna polityczna rozmowa” - 

pomyślała Stacey. Było to coś 

na  temat  głosowania  w  senacie.  Słuchała,  niezdolna  do  tego,  żeby 

myśleć, poruszyć się czy zrobić cokolwiek innego. Czuła się słaba i 

zdezorientowana;  zbyt  szybko  nastąpił  powrót  z  wyżyn  seksualnego 

pobudzenia do rzeczywistości. 

Leżała teraz na łóżku i czuła się pusta, zawiedziona i coraz bardziej 

zła. Zorientowała się, że Justin przygląda się jej i nagle uświadomiła 

sobie, jak musi wyglądać, leżąc wyciągnięta na łóżku, z rozrzuconymi 
nogami 

i piersiami poruszanymi szybkim, płytkim oddechem. Usiadła 

gwałtownie, mając wrażenie, że zaczerwieniła się od czubka głowy po 

pięty. Justin mocno chwycił ją za rękę. 

Puść mnie! - powiedziała cicho. Z trudem opanowała się, żeby tego 

nie wykrzyczeć. Co powiedziałby Fred Rhodes, gdyby usłyszał, że w 

sypialni szefa znajduje się córka senatora? 

- Fred, porozmawiamy jutro rano - 

powiedział Justin. Przez cały czas 

trzymał Stacey bardzo mocno. Nie mogła się uwolnić i coraz bardziej 

chciała  krzyczeć.  Justin  zdawał  sobie  chyba  z  tego  sprawę,  bo 

natychmiast zakończył rozmowę. 

Puść  moją  rękę,  Justinie!  -  wrzasnęła  chwilę  po  tym,  jak  Justin 

odłożył słuchawkę. - Natychmiast! 

Stacey,  wiem,  że  jesteś  zdenerwowana  -  powiedział  Justin 

uspokajająco. 

background image

 

86 

Masz rację, do cholery! - odparła Stacey. - Jestem zdenerwowana! I 

jeśli zaraz mnie nie puścisz... 

Połóż się, kochanie. Byłaś tak blisko;.. Pozwól mi... 

-  Nie!  - 

krzyknęła.  Całe  ciało  płonęło  ze  wstydu.  Cóż  najlepszego 

zrobiła! Załamywał ją brak panowania nad sobą. W równym stopniu 

niepokoiło  to,  jak  rozwścieczało.  Zwalczyła  w  sobie  ogromne 

pragnienie, żeby się rozpłakać. Nagromadzone podniecenie domagało 

się  uwolnienia,  dosłownie  wrzało  w  jej  rozbudzonym ciele. Gdyby 

wtedy nie przerwał! 

Nagle Justin puścił rękę Stacey. Korzystając z okazji, zerwała się z 

łóżka i wybiegła z pokoju. 

Wychodzę!  -  rzuciła  przez  ramię.  Porwała  płaszcz  i  torebkę  z 

okropnego  krzesła  w  kolorowe  pasy.  Skierowała  się  do  drzwi 

wyjściowych.  Nagle  zamarła...  Przecież  nie  ma  samochodu!  Musi 
zadzw

onić po taksówkę, żeby wrócić do domu. Zazgrzytała zębami. 

Powrót  do  sypialni  Justina  po  to,  żeby  skorzystać  z  telefonu,  był 

ostatnią rzeczą, której Stacey pragnęła. Trzeba jednak w jakiś sposób 

dostać  się  do  domu,  a  to  za  daleko,  żeby  iść  piechotą.  Musi  więc 

wrócić do sypialni i zadzwonić. 

Wyprostowała  ramiona  i  weszła  do  pokoju,  z  którego  dopiero 

uciekła. Zdziwiła się, widząc, że Justin wciąż jeszcze leży na plecach, 

a jego oczy są zamknięte. 

-  Justinie?  - 

powiedziała  ostrożnie.  Leżał  zupełnie  nieruchomo. 

Wzrok  Stacey  spoczął  na  bandażu  opasującym  jego  czoło  i  na  ten 

widok serce nerwowo w niej podskoczyło. 

Justinie, dobrze się czujesz? - Zrobiła krok w jego stronę. 

Otworzył oczy. 

Myślałem, że już poszłaś, Stacey - powiedział. 

Muszę zadzwonić po taksówkę - odpowiedziała. - Mój samochód 

został u rodziców. 

Justin podniósł dłoń do skroni. 

Weź  w  takim  razie  mój  -  powiedział  cicho.  Musiała  zbliżyć  się, 

żeby  to  usłyszeć.  Stanęła  obok  łóżka  i  spojrzała  na  Justina.  Niemal 

słyszała, jak bije jej serce. 

Justinie, boli cię głowa, tak? - zapytała. Doskonale wiedziała, że tak 

właśnie  było.  Doktor  zalecił  ciszę  i  spokój,  a  w  ciągu  ostatnich 

background image

 

87 

trzydziestu minut robili wszystko oprócz zachowywania ciszy i 

spokoju!  „Przeze  mnie  ten  człowiek  został  ranny”  -  obwiniała  się 

Stacey.  I  teraz  jeszcze  bardziej  pogarszała  jego  stan,  całkowicie 

ignorując polecenia lekarza. 

-  Justinie  - 

wyszeptała  niepewnie,  pragnąc  dotknąć  jego  gęstych 

czarnych włosów. 

Justin otworzył oczy i jęknął. 

Tak bardzo cię boli? - zawołała przestraszona. 

Jęknął ponownie i obrócił się na bok. 
- Okropnie - 

odpowiedział. Jego głos był przytłumiony. - Do diabła, 

nie zamierzam uskarżać się, Stacey. Nie szanuję ludzi, którzy użalają 

się nad sobą. 

Och, ty nie jesteś taki - zawołała oburzona.- Po tym wszystkim, co 

dzisiaj przeszedłeś! Byłeś wspaniały, Justinie. 

Wydał  z  siebie  dźwięk,  którego  nie  potrafiła  zidentyfikować. 

Pomyślała zaniepokojona, że to chyba jęk przed agonią. Biedak! 

Może chcesz proszek przeciwbólowy? - zapytała. 

Wezmę  go  później  -  odpowiedział.  -  Najpierw chyba zjem na 

kolację  tosty  i  czekoladę.  Weź  mój  samochód  i  jedź  do  domu. 

Kluczyki są w... 

Nie mogę zostawić cię w takim stanie - przerwała mu Stacey. To 

było nie do pomyślenia! Zostawić go samego, takiego cierpiącego, w 
tym 

okropnym mieszkaniu i w dodatku bez żadnego jedzenia! 

- Czy zostaniesz na noc? - 

Dotarł do niej stłumiony głos. 

Spojrzała w jego kierunku, zastanawiając się, czy ktoś kiedykolwiek 

został  przy  nim,  gdy  był  chory  lub  gdy  coś  go  bolało.  Myślała  o 

małym chłopcu, który dorastał, nie mając własnego domu ani rodziny. 

Serce skurczyło się pod wpływem bólu. Ogarnęła ją wielka litość dla 

tego znakomitego polityka i maniaka pracy, który teraz leżał cicho i 

spokojnie  w  łóżku.  Był  chory  i  potrzebował  jej.  Poczuła,  że  jest jej 
bardzo bliski. 

- Tak, Justinie - 

odpowiedziała. Pragnienie, by go dotknąć, było teraz 

tak silne, że poddała mu się i wyciągnęła rękę, żeby pogładzić ramię 
Justina. - 

Tak, zostanę z tobą. 

 

W  najbliższej  pizzerii  zamówili  telefonicznie  pizzę,  którą  do-

background image

 

88 

starczono im do domu. Justin stanowczo nie pozwolił Stacey wyjść po 

zakupy  w  środku  nocy  i  prościej  było  podporządkować  się.  Stacey 

pomyślała, że może zaopatrzyć kuchnię Justina w żywność jutro rano. 

Usiedli na łóżku, a pudełko z pizzą postawili między sobą. Zjedli ją 

całą;  wyglądało  na  to,  że  rana  Justina  nie  zmniejszyła  jego  apetytu. 

Zjadł pięć kawałków, Stacey tylko trzy. 

Justin  wziął  prysznic  i  przebrał  się  w  błękitną  piżamę.  Stacey  nie 

mogła oderwać od niego wzroku. Zawsze widziała go tylko w trzech 

kolorach:  czarnym,  szarym  i  białym.  Dopiero  teraz  okazało  się,  jak 

wspaniale  wygląda  w  niebieskim.  Poza  tym  luźna  piżama  w  jakiś 

sposób  podkreślała  muskularną  budowę  ciała.  Stacey  przełknęła  łyk 

coli,  trzymając  puszkę  w  nerwowych  palcach.  Myśli  niezależnie  od 

niej dryfowały w niebezpiecznym kierunku. 

Mam  kilka  zapasowych  bluz  od  piżam.  Są  w  dolnej  szufladzie  - 

powiedział  Justin,  nie  spuszczając  z  niej  wzroku.  -  Dlaczego nie 

weźmiesz  gorącej  kąpieli  i  nie  włożysz  jednej  z  nich?  Moglibyśmy 

wtedy położyć się do łóżka. 

Stacey zakrztusiła się colą. Justin zabrał puszkę i pochylił się, żeby 

poklepać dziewczynę po plecach. 

Wszystko w porządku, skarbie? 

Justinie,  przestań!  -  Stacey  zaczynała  już  żałować  obietnicy,  że 

zostanie  na  noc.  Wydawało  się,  że  bóle  głowy  zniknęły  w  jakiś 

cudowny  sposób,  i  to  bez  pomocy  pigułek.  Justin  był  pełen  sił 

witalnych,  bardzo  uwodzicielski  i  bardzo  męski,  co  wprawiało  ją  w 

wielkie zakłopotanie. 

Będę  spała  w ubraniu  -  powiedziała  stanowczo,  cofając  się  przed 

jego dłońmi. - I nie w łóżku z tobą, ale na kanapie w salonie. 

Od tego wzoru na kanapie mogą przyśnić ci się koszmary - ostrzegł 

Justin z uśmiechem. - Poza tym jest zbyt krótka i wąska, żeby mogło 

być  ci  na  niej  wygodnie.  -  Chwycił  jej  rękę  i podniósł  do  ust,  żeby 
p

ocałować. - Będziemy spać w moim łóżku, Stacey. 

Jego podniecające słowa i pieszczotliwy dotyk wywołały w niej falę 

pożądania. Wyrwała dłoń z jego rąk. 

Justinie, to szaleństwo! - powiedziała z jękiem. 

Nie  bój  się  -  rzekł.  -  Pozwól mi  obejmować cię  dziś  w nocy. To 

wszystko, czego chcę. Trzymać cię w ramionach przez całą noc. 

background image

 

89 

Stacey  miała  wrażenie,  że  zatraca  się  w  jego  ciemnych,  gorących 

oczach.  Nagle  poczuła  zmęczenie,  kompletne  wyczerpanie  zarówno 
fizyczne, jak i psychiczne. Wydarzenia ostatnich dwudziestu czterech 

godzin: bezsenna noc, stresujący dzień, domagająca się swoich praw 

ciąża, doprowadziły ją do stanu zupełnego odrętwienia. 

Lekarz zalecił ci spokój i odpoczynek - przypomniała mu. - A to 

wyklucza... 

Tak,  moja  słodka  -  przerwał  jej,  uśmiechając  się  szeroko.  -  To 

rzeczywiście absolutnie wyklucza... 

Zaczął gładzić jej ręce od nadgarstków do ramion. Stacey zakręciło 

się w głowie. 

Chodź  do  łóżka,  Stacey  -  powiedział  miękko.  -  Najwyższa  pora 

pójść spać. 

Stacey,  bardzo  już  śpiąca,  przytaknęła,  nie  dopuszczając  do  siebie 

żadnych  innych  myśli.  Bardzo  wolno  poszła  do  łazienki.  Była  zbyt 

zmęczona, żeby wziąć prysznic. Starczyło jej sil tylko na to, aby zdjąć 

sukienkę,  za  ciasny  biustonosz  i  włożyć  ciemnoniebieską  bluzę  od 

piżamy Justina. Umyła twarz i wróciła do sypialni. 

Justin odchylił kołdrę, zapraszając do łóżka. Materac był sprężysty i 

bardzo  wygodny,  Stacey  z  ulgą  wtuliła  głowę  w  poduszki, 

rozkoszując się ciepłem, jakie dawała wypełniona pierzem kołdra. Na 

zewnątrz  wiatr  i  deszcz  uderzały  o  szyby.  Poczuła  się  dobrze  i 

bezpiecznie.  Była  szczęśliwa,  że  leży  w  łóżku  obok  Justina.  Wy-

dawało się, że zmęczenie krąży jak narkotyk w jej żyłach i usypia ją. 

Zamknęła oczy. 

I chwilę później już je otworzyła. Justin wsunął palce pod elastyczny 

pasek rajstop i majtek. 

-  Zdejmij to, kochanie. - 

Głos  był  łagodny  i  miękki.  -  Będzie  ci 

wtedy wygodniej. 

Chwyciła jego rękę i ostrożnie odsunęła. 
-  Justinie.  - 

Była  tak  senna,  że  z  trudem  mówiła.  -  Zróbmy  długą, 

długą, bardzo długą przerwę. 

Justin  roześmiał  się  głęboko  i  radośnie.  Przyciągnął  ją  do  siebie, 

robiąc ze swojego ciała coś w rodzaju kołyski. 

Śpij,  Stacey  -  szepnął,  a  ona  poczuła  jego  oddech  na  swoich 

włosach.  Przytulona  do  niego,  już  prawie  zasypiała,  gdy  nagle  po-

background image

 

90 

myślała  o  Brynn.  Dawno  temu  obydwie  ustaliły,  że  ze  względów 

bezpieczeństwa zawsze będą sobie mówiły, dokąd wychodzą. 

- Justinie. - 

Odwróciła się w jego ramionach. - Muszę zadzwonić do 

Brynn i powiedzieć jej, gdzie jestem. 

Bez  narzekania  i  zadawania  zbędnych  pytań  wykręcił  numer  ich 

telef

onu.  Stacey  pomyślała,  że  są  jednak  takie  chwile,  kiedy  jego 

praktyczność  jest  bardzo  pożyteczną  cechą.  Podczas  gdy  Stacey 

rozmawiała z Brynn, Justin przez cały czas trzymał ją w ramionach, 

nie pozwalając zsunąć się ciepłej kołdrze. 

Cieszę  się,  Stacey,  że  zaczęłaś  rozwiązywać  swoje  problemy  - 

powiedziała Brynn, gdy Stacey wyjaśniła jej, gdzie spędzi tę noc. 

Brynnie, to nie jest to, o czym myślisz - zaprotestowała Stacey. 

- Owszem, Brynn - 

powiedział głośno Justin. - To jest dokładnie to, o 

czym myślisz. 

- Justinie! - 

upomniała go zawstydzona Stacey. 

Brynn roześmiała się. 

Ten facet chyba naprawdę zmienia się przy tobie, Stace. Przecież 

nigdy dotąd nie żartował ani nie robił tego typu uwag. 

- Och, to jest prawdziwy komediant! - 

zawołała Stacey i żartobliwie 

uderzyła  Justina  w  rękę.  On  natomiast  mocno  objął  ją  ramionami i 

nogami,  uniemożliwiając  ucieczkę.  Wiła  się  w  jego  objęciach, 

chichocząc  mimo  woli.  Justin  roześmiał  się  teatralnie,  głośno  i 

łobuzersko,  i  jeszcze  bardziej  wzmocnił  uścisk.  Przez  moment 

zapomnieli o Brynn. W końcu ona sama, chrząkając, przypomniała o 

swojej obecności. 

-  Stacey  - 

powiedziała - nie chciałabym psuć wam zabawy, ale nie 

zgadniesz, kto kręcił się dzisiaj wieczorem obok naszego domu. Cord 

Marshall! Twierdził, że szuka ciebie. 

Justin usłyszał to i zesztywniał. 
- Marshall? - 

powtórzył. 

Brynn,  jestem  pewna,  że  Marshall  rzeczywiście  mnie  szukał  - 

powiedziała Stacey beztrosko. - Mam wystąpić w jego  programie w 

sobotę wieczorem. 

- Co takiego? - 

zapytała zaskoczona Brynn. 

-  Zapomnij o tym! - 

uciął krótko Justin. Stacey próbowała uwolnić 

się, ale nie wypuszczał jej ze swoich ramion. 

background image

 

91 

Brynn,  wczoraj  wieczorem  byłam  na  kolacji  z  Cordem  - 

powiedziała Stacey. - Właściwie, to okazało się, że jest bardzo miły i 

obiecałam mu... 

-  M

iły!  -  powtórzyła  Brynn.  -  Stacey, ten facet to straszny szuja. 

Byłabyś bezpieczniejsza, jedząc obiad z chorym na tyfus! 

Justin odebrał Stacey słuchawkę. 

Nie  denerwuj  się,  Brynn  -  powiedział  uspokajająco.  -  Stacey nie 

wystąpi  w  tym  programie.  Nie  będzie  także  następnych  obiadów  z 

tym „miłym” panem. 

Stacey zachmurzyła się i zabrała mu słuchawkę. 
- Brynnie... 

Stacey, posłuchaj - przerwała jej Brynn. - Justin i ja po raz pierwszy 

zgadzamy się ze sobą. Marshall to chytry lis. Próbował wyciągnąć ze 
mnie inf

ormacje na temat twojej rodziny. Uważa, że nikt nie oprze się 

jego wdziękowi i próbował mnie podrywać. 

Cord  Marshall  próbował  cię  podrywać?  -  zawołała  Stacey.  -  I co 

zrobiłaś, Brynnie? 

Pamiętasz,  jak  Lucas  dawał  nam  kiedyś  lekcje  samoobrony?  - 

zapytała  Brynn  obojętnie.  -  Otóż  po  raz  pierwszy  wypróbowałam 

swoje  umiejętności  właśnie  na  Marshallu.  Okazało  się,  że  to  działa, 
Stacey. 

Och, jaka szkoda, że mnie przy tym nie było! - zawołała Stacey. 

Co  za  żądza  krwi!  -  Justin  uśmiechnął  się  złośliwie.  -  Powiedz 

Brynn, żeby przywiozła ci jutro jakieś ubranie - dodał. - Może wpaść 
tutaj w drodze do pracy. 

Zamówienie  przyjęte!  -  zawołała  Brynn,  zanim  Stacey  zdążyła 

cokolwiek powiedzieć. - Coś luźnego i wygodnego, prawda, Stacey? 

- Dobranoc, Brynn - odpowi

edziała Stacey. Justin wziął słuchawkę i 

odłożył na widełki. Jego ręce poszukały jej piersi. 

Na czym to skończyliśmy? - zapytał. 

-  Na tym - 

prawie  zasypiając,  odpowiedziała  Stacey  surowo  i 

odsunęła jego ręce, kładąc je na swoich biodrach. Nie przyszło jej do 

głowy, żeby odsunąć się. Wręcz przeciwnie, przytuliła się mocniej do 

Justina. Objął ją mocno. 

- Dobranoc, Justinie - 

powiedziała sennie. 

- Dobranoc, kochanie. 

background image

 

92 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

Stacey,  gdzie,  do  diabla,  są  moje  spodnie?  -  zawołał  zirytowany 

Justin. 

Wziął  już  prysznic,  ogolił  się,  ubrał  w  sztywno 

wykrochmaloną,  białą  koszulę,  szarą  marynarkę,  ciemny  krawat, 

skarpetki  i  białe  spodenki.  Teraz  stał  przed  otwartą  szafą  i  przeszu-

kiwał jej zawartość, wołając mocno zdenerwowany: - Nie ma tutaj ani 
jednej pary spodni! 

Przecież  powiedziałam  ci,  że  nie  pójdziesz  dzisiaj  do  pracy, 

Justinie.  - 

Stacey  patrzyła  na  niego  rozbawiona.  -  Doktor  kazał  ci 

odpoczywać i to właśnie będziesz robić. Wracaj więc do łóżka, a ja 

przyniosę ci śniadanie. 

Cholera,  nie  chcę  żadnego  śniadania!  Chcę  dostać  moje  spodnie! 

Co z nimi zrobiłaś? Przecież było tutaj osiem par. 

Zamknęłam  je  w  bagażniku  samochodu  -  oświadczyła  Stacey, 

bardzo z siebie zadowolona. - 

A kluczyki mam ja. Wzięłam spodnie 

ze  sobą  nawet  do  sklepu  dziś  rano,  kiedy  jeszcze  spałeś.  Byłam 

pewna,  że  będziesz  chciał  iść  do  pracy.  Wiedziałam,  że  bez  spodni 
daleko nie zajdziesz. 

Zamknęłaś  moje  spodnie  w  bagażniku?  -  powtórzył  Justin  z 

niedowierzaniem. 

-  Tak  - 

przytaknęła.  -  A  potem  zawiadomiłam  twoje  biuro,  że  nie 

pr

zyjdziesz dzisiaj. Zadzwoniłam również do mamy i poprosiłam, aby 

powtórzyła  ojcu,  że  miałeś  wypadek  i  żeby  nie  przeszkadzać  ci 

tysiącami telefonów. 

Zdaje się, że spędziłaś dzisiaj bardzo pracowity poranek, prawda? - 

jęknął  Justin.  -  Stacey, jest prawie  dziesiąta!  Nigdy  w  życiu  nie 

spałem tak długo. Muszę być dzisiaj w biurze. 

To tabletka przeciwbólowa tak zwaliła cię z nóg - wyjaśniła Stacey. 

Dałam ci ją o piątej rano, kiedy wstałam, żeby... - przerwała. No cóż, 

lepiej nie wdawać się w szczegóły. Wstała wtedy, żeby połknąć swoje 

przeciwwymiotne  lekarstwo  i  od  razu  dała  Justinowi  proszki,  na 

wypadek, gdyby znów zaczęła go boleć głowa. Był wtedy taki śpiący, 

że posłusznie je połknął. 

-  Narkotyzujesz mnie! - 

oskarżył  ją  Justin.  -  Nigdy nie brałem 

żadnych tabletek. Nawet aspiryny! 

Stacey  przyznała  w  myślach,  że  lekarstwo  rzeczywiście  silnie  na 

background image

 

93 

niego podziałało. Spał, kiedy o wpół do dziewiątej przyjechała Brynn, 

spał także o dziewiątej, gdy Stacey wyjechała na zakupy. Zabranie ze 

sobą jego spodni było nagłym i, jak się okazało, świetnym pomysłem, 

którego Stacey sama sobie pogratulowała. W przeciwnym razie Justin 

mógłby ubrać się i wyjechać do pracy przed jej powrotem ze sklepu. 

Uzupełniłam  nieco  zapasy  w  twojej  kuchni  -  powiedziała  Stacey, 

obciągając  rękawy  różowo-szarego  dresu.  Brynn  kupiła  ten  dres  w 

okresie, kiedy zaczęła uprawiać bieganie. Luźne spodnie i bluza były 

teraz idealne dla Stacey. Brynn podrzuciła także skarpetki i adidasy. 

Jesteś mi winien sto pięćdziesiąt pięć dolarów za zakupy - dodała 

Stacey. 

- Co? - 

zawołał Justin. 

Potrzebowałeś  wszystkiego  -  wyjaśniła  Stacey  -  łącznie  z  solą  i 

pieprzem. Co chciałbyś na śniadanie? Płatki? Jajka? Bekon? - pytała 

Stacey,  wiedząc,  że  dzięki  swemu  cudownemu  lekarstwu  będzie 

mogła  sobie  z  tym  wszystkim  poradzić.  -  Kupiłam  nawet sok 

pomidorowy i zamrożone ciastka jagodowe. 

Chcę odzyskać spodnie! 

- Powtarzasz w kolko to samo. 

Gdzie są kluczyki? - zapytał. 

- W bezpiecznym miejscu. Tam, gdzie na pewno ich nie znajdziesz - 

odpowiedziała.  Schowała  je  w  biustonoszu,  który  miała  na  sobie. 

Posłała Justinowi zwycięski uśmiech. - A teraz włóż piżamę i wróć do 

łóżka  jak  grzeczny  chłopczyk.  -  Justin  groźnie  popatrzył  na  nią.  - 

Może dać ci gorący termofor? - zapytała wesoło. 

Ruszył w jej stronę; jego oczy niebezpiecznie błyszczały. 

Już dość tego, Stacey. - Stanął przy niej, ale odważnie spojrzała mu 

prosto w twarz, nie dając się zastraszyć. 

Uspokój się, Justinie, bo rozboli cię głowa. 

Nigdy  nie  bolała  mnie  głowa!  W  ogóle  nigdy  nic  mi  nie  było! 

Tylko u

dawałem. 

Wczoraj wieczorem leżałeś na tym łóżku, jęcząc z bólu. Widziałam 

to. I słyszałam, Justinie. 

Nic mi nie było - zaprotestował. - Chciałem, żebyś ze mną została i 

dlatego symulowałem ból. 

-  Jasne!  - 

zakpiła.  -  Rozumiem.  W  dzień  jesteś  twardy  i  silny; nie 

background image

 

94 

pozwalasz sobie wtedy na żadne słabości. Nie obawiaj się, nikomu nie 

zdradzę  twojej  małej  tajemnicy.  -  Wspięła  się  na  palce,  żeby  po 

matczynemu pogłaskać go po policzku. 

- Szowinistka! - 

rzekł gniewnie. - Bawi cię ta sytuacja? 

Sam  ją  komplikujesz,  Justinie.  Po  prostu  poddaj  się  i  pozwól, 

żebym  się  tobą  zaopiekowała.  -  Własne  słowa  wprawiły  ją  w 

zakłopotanie.  Wprost  nie  mogła  oprzeć  się  pragnieniu  zatroszczenia 

się o niego. Szybko odwróciła się i poszła do kuchni. 

Skupiła  się  na  przygotowaniu  dla  niego  śniadania:  jajecznicy, 

bekonu,  soku  pomidorowego,  no  i  oczywiście  jagodowego  ciastka. 

Ułożyła wszystko na talerzu i nagle uświadomiła sobie, że Justin stoi 

w drzwiach i przygląda się. Miał na sobie świeżą niebieską piżamę. 

Stacey uśmiechnęła się, bo, aczkolwiek niechętnie, w końcu spełnił jej 

prośbę.  Ich  oczy  spotkały  się  i  przez  krótki  moment  Stacey  miała 

wrażenie,  że  jakieś  niewidoczne,  ale  niezwykle  silne  prądy  krążą 

między nimi i zbliżają ich do siebie. Nie mogła oderwać wzroku od 
Justina. 

Chciałbym, żebyś zawsze tutaj była - powiedział wzruszony. - W 

moim mieszkaniu i w moim łóżku. 

Stacey  gwałtownie  wciągnęła  powietrze.  Wiedziała,  że  przydałaby 

się  jakaś  lekka  i  dowcipna  odpowiedź,  żeby  zmniejszyć  powstałe 

między nimi napięcie, ale w jej głowie była teraz tylko pustka. Justin 

stanął za nią i objął, mocno przyciskając do siebie. Usta błądziły po jej 

szyi  i  Stacey  poczuła,  jak  miękną  pod  nią  kolana.  Przesunął  ręce, 

dotykając teraz piersi i drażniąc palcami stwardniałe już sutki. Oparła 
si

ę o niego; jej powieki ciężko opadły. 

Czy  bolą  cię  dzisiaj?  -  szepnął  do  ucha,  dotykając  językiem  jego 

gładkiej  powierzchni.  -  Czy  boli  cię,  kiedy  dotykam  twoich  piersi, 
kochanie? 

- Nie... - 

odetchnęła, a talerz wysunął się z rąk i wpadł ze stukotem 

do zlewu. - 

Twoje śniadanie... - powiedziała cicho. 

Justin wziął ją na ręce. 
- Nie mam ochoty na jedzenie - 

odparł. Zaniósł ją do sypialni, a jego 

krok  był  energiczny  i  zdecydowany.  -  Mam  ochotę  na  ciebie, 
kochanie. 

Położył  Stacey na  łóżku,  a  sam  usiadł  na  brzegu  i  ostrożnie  zaczął 

background image

 

95 

rozwiązywać sznurowadła adidasów. 

Justinie, twoja głowa... To... My... 

Doskonale  opiekujesz  się  mną,  Stacey  -  zapewnił,  zrzucając  jej 

skarpetki  i  buty  na  podłogę.  -  Wysłałaś  mnie  do  łóżka,  więc  teraz 

musisz zdrzemnąć się razem ze mną. 

Rozebrał  ją  z  niezwykłą  szybkością,  a  kiedy  znalazł  kluczyki  do 

samochodu w biustonoszu, uśmiechnął się tylko i odłożył je na nocny 

stolik.  W  tym  samym  momencie,  gdy  poczuła  pieszczotliwy  dotyk, 

zrozumiała, jak bardzo go pragnie. Justin przyglądał jej się, z uwagą 

studiując  każdą  linię,  każdą  wypukłość  ciała  i  obserwując  gorącą, 

słodką reakcję, jaką w niej wywoływał. 

Zadrżała, gdy dotknął zdecydowanie jej stwardniałych brodawek. 

Jakie ściągnięte i twarde - powiedział głębokim, czułym głosem. - 

P

amiętasz, jak w tamtą sierpniową noc prosiłaś, żebym je całował? 

Stacey wypuściła z siebie długo powstrzymywany wydech: 
- Justinie... 

Chcesz,  żebym  teraz  tak  cię  całował?  -  wyszeptał  w  pokryte 

kremową skórą zagłębienie szyi. Uśmiechnął się, gdy Stacey jęknęła i 

wyprężyła się. - Chcę całować cię wszędzie. Tutaj... I tutaj...  - Jego 

usta  dotknęły  brodawek,  a  potem  przesunęły  się  w  dół,  do  pępka  i 

jeszcze  niżej.  -  Chcę  spróbować,  jak  smakuje  każdy  centymetr 

twojego ciała, moja słodka, moja jedyna. 

Stacey p

oczuła, że nie może już tego zatrzymać. Krzyknęła krótko, 

ostro i zakryła dłonią usta, chcąc zdusić w sobie ten krzyk. 

- Nie, kochanie. - 

Justin odsunął jej rękę, całując palce, nadgarstek i 

dłoń. - Chcę cię słyszeć. Chcę słyszeć, co się z tobą dzieje. 

- Och, Justinie! - 

Otoczyła jego szyję ramionami i przyciągnęła go do 

siebie zdesperowana, spragniona ust kochanka. Czuła jego ciało, tak 

samo spragnione, gorące i twarde. Poruszyła się pod nim w sposób, 

który  rozpalił  ich  oboje.  Chciała  go  i  pragnęła  z  silą,  która 

doprowadzała ją niemal do szaleństwa. 

-  Kochaj mnie, Justinie! - 

krzyknęła.  Rozkosz,  jaką  dawały  jego 

dłonie  i  wargi,  obudziła  w  niej  gorące,  trudne  do  opanowania 

pożądanie. Chciała go nareszcie zdobyć i całkowicie do niego należeć. 

- Tak, moja n

ajdroższa - wyszeptał, a oczy mu rozbłysły. Wszedł w 

nią, przyjęła go z drżeniem. 

background image

 

96 

Kocham cię! - wołała bez słów, owijając się wokół niego i lgnąc do 

jego ciała, kiedy zaczął się w niej poruszać. Czuła teraz coś więcej niż 

tylko fizyczną rozkosz, jaką dawał. To nie był jedynie seks. Kochali 

się  w  pełnym  znaczeniu  tego  słowa.  Ona  go  kochała  i  nosiła  jego 

dziecko; to było naturalne i słuszne. Należeli do siebie. 

Nie zatrzymuj się, Stacey - powiedział ochrypłym głosem. - Chodź 

razem ze mną... Teraz... Teraz! 

Oddała  mu  się  całkowicie  i  krzyczała  jego  imię,  gdy  oboje  dotarli 

wreszcie do końca tej drogi. 

Przez dłuższy czas żadne z nich nie poruszało się. Nareszcie Stacey, 

czując ostatnie drżenia odchodzącego uniesienia, przeciągnęła się pod 
Justinem i westc

hnęła z zadowoleniem. 

Justin uniósł głowę i spojrzał w łagodne i rozzłocone miłością oczy. 

Kocham cię - powiedział, nie spuszczając z niej wzroku. 

Do Stacey powrócił echem ostatni spazm rozkoszy. 

Kocham cię od dawna, Stacey - mówił. - Chciałem powiedzieć ci to 

wtedy w sierpniu, ale ty... - 

uśmiechnął  się  nagle  i  pocałował  w 

czubek nosa. - 

Zaczęłaś  krzyczeć  w  łazience  i  nie  chciałaś  mnie 

wpuścić. 

Stacey pogłaskała jego gęste włosy. 

Przepraszam, Justinie. Byłam taka... taka... - zawahała się. 

- Przyz

wyczajona do tego, że mnie nienawidzisz - dokończył za nią. - 

Wiem, kochanie. 

Ty także mnie nienawidziłeś - broniła się słabo. 

-  Nie, to nieprawda. - 

Potrząsnął  głową  i  zapatrzył  się  w  jakiś 

odległy, niewidoczny punkt. - Kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy, 

pomyślałem, że jesteś najładniejszą, najinteligentniejszą i najweselszą 

dziewczyną,  jaką  kiedykolwiek  spotkałem.  Miałaś  wtedy  tylko 

piętnaście  lat  i  byłaś  pełna  życia,  tryskająca  energią  i  radością. 

Zafascynowałaś mnie. Wprost nie mogłem oderwać od ciebie oczu. 

-  Justinie.  - 

Stacey  poruszyła  się  niespokojnie  pod  nim.  - 

Fantazjujesz. Uważałeś mnie wtedy za smarkulę. 

W dalszym ciągu jesteś smarkulą - zgodził się z nią ze śmiechem, a 

ona kopnęła go w kostkę bosą stopą. - Ale to nie powstrzymało mnie 

przed  zakochaniem  się  w  tobie.  Zrozumiałem  to  w  czasie  wakacji, 

kiedy  skończyłaś  szesnaście  lat.  Przyjechałem  wtedy  do  Rehoboth 

background image

 

97 

Beach, żeby spotkać się z twoim ojcem... 

A  tak,  pamiętam  -  wtrąciła.  -  Wtedy  właśnie,  po  raz  pierwszy w 

życiu,  zobaczyłam  na  plaży  kogoś  w  szarym  garniturze  i  czarnych 

pantoflach. Powtarzało się to każdego lata. 

Roześmiał się, a szczęście widoczne na jego twarzy sprawiło Stacey 

wielką  radość.  Nie  pamiętała,  aby  kiedykolwiek  przedtem  widziała 

Justina tak odprężonego i beztroskiego, po prostu - szczęśliwego. 

Miałaś wtedy na sobie różowy kostium kąpielowy - wspominał z 

uśmiechem. I nagle uśmiech zniknął. - Byłaś z jakimś bezmyślnym, 

jasnowłosym chłopakiem - dodał. 

Tak,  pamiętam  go.  To  był  Derek  Rivers.  Masz  rację,  był 

bezmyślny,  ale  za  to  bardzo  umięśniony.  Robił  wtedy  na  mnie 

ogromne wrażenie. 

Kiedy  zobaczyłem,  jak  obydwoje  bawicie  się  na  plaży,  jak  ten 

głupek  obejmuje  cię...  -  Justin  przerwał  i  jego  twarz  pociemniała.  - 

Poczułem się tak, jakby ktoś zatopił we mnie nóż. Zrozumiałem, że 

wszystko, co się ze mną działo, to nie jedynie radość z przebywania w 

towarzystwie  uroczego  podlotka.  Byłem  o  ciebie  zazdrosny; 

uważałem, że należysz do mnie. Chciałem utopić tego idiotę i zabrać 

cię stamtąd, zatrzymać przy sobie na zawsze. 

-  Och, Justinie - 

westchnęła.  Patrzył  jej  głęboko  w  oczy  i  poczuła 

dziwny dreszcz, gdy pojęła siłę jego uczuć. 

Oczywiście,  nie  mogłem  cię  mieć  -  ciągnął  Justin  spokojnie.  - 

Miałaś  wtedy  szesnaście  lat  i  byłaś  córką  człowieka,  którego  cele  i 
aspiracje b

yły tak mocno związane z moimi. Trzydziestoletni asystent 

nie mógł zakochać się w niepełnoletniej córce senatora. Musiałem to 

w  sobie  zabić,  Stacey.  Zmuszałem  się,  żeby  być  tak  szorstki  i 

nieprzyjemny, jak tylko potrafiłem. Chciałem... musiałem wzbudzić w 

tobie nienawiść. Musiałem zachować między nami pewien dystans, w 

przeciwnym razie... Nie mogłem powstrzymać się od... - zawiesił głos. 

Musiałem  sprawić,  żebyś  zaczęła  żywić  do  mnie  wielką  niechęć  - 

zakończył stanowczym tonem. 

I  udało  ci  się  to  znakomicie.  -  Stacey  zmarszczyła  czoło  w 

zamyśleniu. To wszystko było takie dziwne, takie nieprawdopodobne. 

Pomyśleć tylko, że przez wszystkie lata, kiedy wydawało się, że Justin 

ją  nienawidzi,  on  tak  naprawdę  pragnął  jej.  Czuła  się  tak,  jakby 

background image

 

98 

przeszła na drugą stronę lustra, gdzie nic nie jest tym, na co wygląda. 

Spojrzała na niego oszołomiona. 

Z b y t dobrze mi się to udało - powiedział smutno. - Kiedy byłaś 

starsza  i  ściągnąłem  cię  do pracy  na  Kapitelu,  pomyślałem,  że  będę 

mógł jakoś pokonać te bariery, jakie wyrosły między nami. - Przerwał 

na  chwilę  i  potrząsnął  głową.  -  Ty  jednak  byłaś  wrogo  do  mnie 

nastawiona. Przyzwyczaiłaś się do nienawidzenia mnie. Nie mogłem 

zburzyć  muru,  którym  się  ogrodziłaś.  Załamałbym  się  kompletnie, 

gdyby  nie  to,  że  zawsze  żywo  reagowałaś  na  moją  obecność, 

sprzeciwiałaś  mi  się  i  prowokowałaś.  Zachowywałaś  się  tak,  odkąd 

cię poznałem i miałem nadzieję, że to oznacza, iż ty także usiłujesz 

zwalczyć jakieś dobre uczucie, które obudziłem w tobie. 

Grace  powiedziała,  że  zawsze  cię  dręczyłam  -  powiedziała 

zdumiona Stacey. - 

Mój  Boże,  przez  te  wszystkie  lata...  Justinie,  to 

niemożliwe!  To  nie  może  być  prawda!  Jestem  pewna,  że  byliśmy 
prawdziwymi wrogami! 

No cóż, dwoje ludzi bardzo często walczy ze sobą, zanim zostaną 

kochankami. Pomy

śl  o  tej  sierpniowej  nocy,  Stacey.  Tonie  była 

pomyłka  popełniona  pod  wpływem  alkoholu.  To  nie  był  przypadek. 

To  rezultat  narastającego  przez  dziesięć  lat  seksualnego  napięcia  i 
ukrywanego zainteresowania. 

- Nie! - 

zaprotestowała Stacey raczej z przyzwyczajenia. 

- Tak. - 

Justin pocałował ją, a ona natychmiast, nie wahając się nawet 

przez  chwilę,  odpowiedziała  z  wielką  namiętnością.  Jej  ciało 

wiedziało więcej niż ona sama. 

Całował  ją  mocno,  gorąco.  Rozkoszowała  się  tym,  że  mogła  całą 

sobą czuć ciężkie, pokryte szorstkimi włosami ciało. 

Znowu  cię  pragnę  -  wyszeptał  łagodnie.  -  Czy chcesz tego, 

kochanie? 

- Och, tak! - 

usłyszała swój głos, głęboki i przepojony seksem, jakby 

nie  do  niej  należący.  Otworzyła  się  przed  Justinem,  przepełniona 

miłością.  Była  już  tak  podniecona,  że  przyjęła  go,  odpowiadając  na 

jego  pożądanie  krzykiem  równie  wielkiego  pragnienia.  Namiętność 

rozpaliła ich do białości i Stacey ponownie topniała w jej blasku. 

Uwielbiam  patrzeć  na  ciebie  -  powiedział  Justin  później,  gdy 

temperatura do

znań nieco spadla. Leżał obok niej, wsparty na łokciu i 

background image

 

99 

delikatnie  gładził  jej  włosy.  -  Lubię  patrzeć,  jak  mocno  zamykasz 

oczy, jak twoje wargi rozchylają się i robią wilgotne. Lubię słyszeć, 

jak w podnieceniu wypowiadasz niezrozumiałe słowa. 

Stacey zarumi

eniła  się.  Chociaż  byli  sobie  tacy  bliscy,  jego  uwagi 

zawstydzały.  Zrozumiała,  że  całkowite  odsłonięcie  się  uczyniło  ją 

bezbronną. 

Czy  spodobałby  ci  się  ślub  w  Białym  Domu?  -  zapytał,  a  jego 

czarne oczy zalśniły wesoło. - Dziewczynki Spence’a i Patty mogłyby 

rozsypywać  przed  nami  kwiaty.  Zostawiłyby  wreszcie  te  swoje 

kombinezony  i  założyły  na  tę  okazję  nowe  różowe  sukienki. Lucas 

byłby  moim  drużbą.  Możesz  sobie  wyobrazić,  jak  zręcznym rzutem 

trafia obrączką na mój palec? 

Ślub  w  Białym  Domu?  -  powtórzyła  Stacey.  Nagle  zaschło  jej  w 

gardle. - 

To wcale nie jest śmieszne, Justinie. 

Oczywiście, możemy pobrać się wcześniej, kochanie - dodał, biorąc 

ją w ramiona. - Pomyślałem, że ty i twoja matka będziecie zbyt zajęte 
w czasie kampanii wyborczej, aby prz

ygotować  taki  ślub,  jakiego 

pragnęłabyś.  Jesteś  ich  jedyną  córką  i  przypuszczam,  że  chcieliby, 

abyś miała wielkie i huczne wesele. Jeśli o mnie chodzi, nie mam nic 
przeciwko temu. 

Jedyną  rzeczą,  której  Stacey  nienawidziła  prawie  tak  samo,  jak 

kampanii wyb

orczej, były wielkie, widowiskowe uroczystości ślubne. 

Już w wieku trzynastu lat obydwie z Brynn zdecydowały, że znacznie 

ciekawiej byłoby, gdyby ktoś je porwał i chyba niewiele zmieniło się 

od tamtej pory. I oto teraz Justin proponuje jej ślub w Białym Domu, 

uroczystość  równą  ślubom  królewskim,  a  nawet  bardziej  królewską 

niż one same! 

Serce  zaczęło  bić  niespokojnie.  Bliskość,  zaufanie  i  uniesienie, 

łączące  ich  do  tej  pory,  teraz  zniknęły  bez  śladu,  a  to  miejsce  zajął 

zimny,  obezwładniający  strach.  Wszystko  mogłoby  być  takie  poste; 

Justin ją kochał, a ona kochała jego i nosiła ich dziecko. Ale świat nie 

składa) się tylko z ich trojga. Justin był związany z kampanią i Białym 

Domem, a to przekreślało marzenia! 

Wyrwała  się  z  ramion  Justina  i  usiadła,  przyciskając  drżącymi 

palcami prześcieradło. 

- Justinie - 

powiedziała. - My... ja... ja nie mogę wyjść za ciebie. 

background image

 

100 

Oczywiście, że możesz. I wyjdziesz - odparł. 

Była naga, bezbronna i bardzo przerażona. Poślubić Justina? Zostać 

w Waszyngtonie, w samym centrum politycznego cyklo

nu?  Żyć  z 

człowiekiem, którego nie będzie w domu przez dwadzieścia godzin na 

dobę, a kiedy w końcu przyjdzie na pozostałe cztery, to i tak będzie 

nieobecny myślami? Codziennie tłumaczyć dzieciom, gdzie jest tata i 

dlaczego nie może do nich przyjść? W jaki sposób wynagrodzi im to 

wieczne  zaniedbanie  przez  ojca,  który  całe  życie  i  talent  poświęci 

in nym,  a  n ie  rod zin ie?  Czy  ma  ju ż  zawsze  cierpieć  w  samotności, 

patrząc, jak mija noc za nocą, tydzień za tygodniem, jedna kampania 
wyborcza za d

rugą? Albo, co gorsze, włączyć się w kampanie, które 

uważała za tak wyczerpujące i nieludzkie? 

Zawsze  obiecywała  sobie,  że  stworzy  życie  inne  od  tego,  jakie 

poznała w rodzinnym domu. Chciała związać się z człowiekiem, dla 

którego  najważniejsza  będzie  rodzina,  który  skupi  całą  uwagę 

wyłącznie na żonie i dzieciach. Justin Marks, którego cele i ambicje 

dotyczyły  Białego  Domu  i  senatora,  daleki  był  od  ideału  męża.  I 

chociaż  kochała  go,  chociaż  rosło  w  niej  ich  dziecko,  nie  mogła  go 

poślubić. Po prostu nie mogła! 

-  O co chodzi, Stacey? - 

Justin  usiadł,  wziął  w  dłonie  jej  twarz  i 

odwrócił do siebie. - Wiem, że ty także mnie kochasz, chociaż jeszcze 

mi tego nie powiedziałaś. - Głos obniżył się, stał się gwałtowniejszy. - 

Nie musisz poddawać cię całkowicie, jeśli tego nie chcesz. I tak dałaś 

mi dużo i cieszę się z tego, co mam. 

To byłoby dla ciebie bardzo wygodne, prawda, Justinie? - Stacey 

westchnęła znużona. - Chciałbyś zostać zięciem Bradforda Liptona? 

Do  cholery,  Stacey,  nie  oskarżaj  mnie  o  to!  Kocham  cię  bez 

względu na to, kto jest twoim ojcem! 

Mylisz  się,  Justinie.  Wychowałam  się  w  rodzinie  rozbitej  przez 

politykę  i  ostatnią  rzeczą,  której  bym  chciała,  jest  stworzenie 

następnej  takiej  rodziny.  Nie  przypominam  swojej  matki.  Czasami 

tego  żałuję,  ale  faktów  nie  da  się  zmienić.  Matka  podporządkowała 

całe swoje życie i małżeństwo politycznej karierze męża, ale ja chcę 

się  związać  z  człowiekiem,  dla  którego  najważniejsze  będzie  nasze 

życie.  Chcę,  aby  mąż  był  przy  mnie,  kiedy  będę  rodzić,  a  nie 

wygłaszał  przemówienie  gdzieś  w  innym  stanie.  Moje  dzieci  muszą 

background image

 

101 

mieć prawdziwego ojca, takiego, który wieczorami będzie pomagał im 

odrabiać  lekcje  i  będzie  uczestniczył  we  wszystkich  nudnych 
akademiach szkolnych. Bardzo mi tego wszystkiego brako

wało  w 

dzieciństwie i nie pozwolę, aby moje dzieci podobnie cierpiały. 

Justin nic nie odpowiedział. Zresztą, co mógł odpowiedzieć? Stacey 

podciągnęła  prześcieradło,  aby  zasłonić  nagie  ciało,  a  on  już  jej  nie 

powstrzymał. Oboje wiedzieli, że ani w tej chwili, ani w przyszłości 
(j

eśli  w  dalszym  ciągu  będzie  pracował  dla  senatora)  nie  sprosta 

wymaganiom, jakie stawiała Stacey. Zapadła długa, ciężka cisza. 

-  To najbardziej bezsensowne argumenty, jakie kiedykolwiek 

słyszałem  -  odezwał  się  w  końcu  Justin.  W  jego  głosie  brzmiało 
zniecierpliwienie.  - 

Rozmawiamy  o  nie  istniejących  dzieciach  i  nie 

istniejącym  jeszcze  małżeństwie.  Może  ograniczymy  się  do 

teraźniejszości,  Stacey.  Rozmawiajmy  tylko  o  nas  i  o  tym,  co  do 
siebie czujemy. 

Stacey zastanowiła się, jak zachowałaby się, gdyby nie była w ciąży. 

Czy  mogłaby  założyć  różowe  okulary  i  żyć  tylko  wypełnioną 

namiętnością obecną chwilą? Jednak ich dziecko już istniało, już żyło. 

Musiała  więc  myśleć  o  przyszłości,  lecz  ta  wizja  przygnębiła  ją  i 

przeraziła. 

-  Justinie, czy wiesz, jak bardzo n

ienawidzę  polityki?  -  zapytała 

łagodnie.  -  Muszę  ci  to  chyba  wytłumaczyć.  Pogardzam  nią,  nie 

znoszę jej, to dla mnie trucizna. Nienawidziłam takiego życia i jako 

dziecko,  i  jako  nastolatka.  Nienawidzę  go  teraz.  Nie  cierpię  świateł 
reflektorów, kampanii wy

borczych, ściskania rąk, tłumu i całego tego 

zamieszania.  Dla  mnie  to  życie  w  wiecznej  samotności.  Nawet  jeśli 

otaczają  cię  tłumy,  są  to  tylko  chwilowi  sprzymierzeńcy,  a  nie 

prawdziwi  przyjaciele.  Ludzie  uśmiechają  się,  ale  to  tylko  maski. 
Nigdy nie uda 

ci się dowiedzieć, co się za tym kryje... Nigdy, nigdy 

nie wyjdę za mąż za kogoś, kto jest związany z polityką! Wolę być 

samotna przez całe życie. 

Dłuższy czas patrzyli na siebie w milczeniu, w końcu Justin odezwał 

się znużonym głosem. 

Nie  miałem  pojęcia,  że  aż  tak  bardzo  nienawidzisz  politycznego 

życia.  Oczywiście,  pamiętam, zawsze  narzekałaś  na  związane z nim 

niewygody  i  trudności,  ale  nie  sądziłem,  że  to  wszystko  ma  jakieś 

background image

 

102 

głębsze podłoże. Myślałem tylko, że masz po prostu... trochę trudny 
charakter. 

Chyba  rzeczywiście  mam  trudny  charakter.  -  Uśmiechnęła  się 

smutno.  - 

Znam  siebie  wystarczająco  dobrze  i  wiem,  że  jestem 

wymagająca,  lubię  być  w  centrum  uwagi.  Jeśli  mi  się  to  zapewni, 

mogę stać się kochająca i szczęśliwa. Jestem bardzo złym materiałem 

na  żonę  polityka  -  powiedziała  i  pomyślała,  że  wszystko  jest  tak 

strasznie beznadziejne. Poczuła się tak, jakby zgubiła się w labiryncie. 

Miała  wrażenie,  że  zaraz  rozpłacze  się,  nie  mogła  dać  sobie  z  tym 

rady. Dobry Boże, już płakała! Łzy płynęły po twarzy, a ramionami 

zaczęło wstrząsać łkanie. 

Kochanie, nie płacz! - Justin objął ją i przytulił, ale Stacey płakała 

coraz bardziej. To było najgorsze, co mogło się przytrafić - pokochać 

właśnie Justina Marksa! Gdyby tylko mogły powrócić dni, kiedy była 
prze

konana,  że  nienawidzi  go  tak  samo,  jak  całej  polityki.  Teraz 

jednak... 

Proszę, Stacey, nie płacz - powiedział łagodnie, lekko kołysząc ją w 

ramionach.  - 

Nie  przejmuj  się  tym  tak  bardzo.  Pomyślimy  o  tym 

później. Możemy przecież w ogóle nie mówić o ślubie. Obiecuję, że 

nigdy  więcej  nie  poruszę  tego  tematu.  Cieszmy  się  tym,  co  mamy 
teraz. 

Czyli  po  prostu  będziemy  romansować?  -  zapytała  zduszonym 

głosem. 

- Tak, kochanie. Po prostu romans - 

odpowiedział spokojnie. Stacey 

zesztywniała.  Czy  to  miało  ją  uspokoić?  Przecież  właśnie przed 

chwilą  człowiek,  którego  kochała,  powiedział,  żeby  zamiast 

małżeństwa myślała o romansie. Przestała płakać. Justin łatwo zmienił 

zdanie. Wysłuchał, czego oczekuje od męża i szybko wycofał się ze 

swojej propozycji. Jego życiem była polityka i zupełnie zadowalał go 

mały, utrzymywany w tajemnicy romansik. Stacey zachmurzyła się i 

wyrwała  się  z  jego  ramion.  Wstała  z  łóżka,  zaczęła  zbierać 

porozrzucane na podłodze części garderoby. 

Stacey,  musimy  porozmawiać  o  jeszcze  jednej  rzeczy.  -  Justin 

stanął  nad  nią  cudownie  nagi  i  zupełnie  swoją  nagością  nie 

skrępowany. Rzuciła szybkie spojrzenie na jego silne i bardzo męskie 

ciało. Znów poczuła głupie, prymitywne pożądanie. 

background image

 

103 

Kochanie,  gdy  jestem  z  tobą,  zupełnie  tracę  głowę  -  powiedział 

Justin  z  wzruszającą  nieśmiałością.  Z  niechęcią  przyznała  się  sama 

przed sobą, że najwyraźniej wszystko w tym mężczyźnie dzisiaj jej się 

podoba.  Była  w  nim  zakochana  bez  pamięci.  Justin  chrząknął 

zakłopotany. 

Zdaje się, że zapomniałem... Nawet nie pomyślałem... - Patrzył, jak 

Stacey  z  wdziękiem  zakłada  białe  jedwabne  majteczki  i  z  jego  ust 

wydobył  się  jakiś  dziwny  dźwięk,  coś  pośredniego  między 

westchnieniem a jękiem. - Stacey, kiedy kochaliśmy się dziś rano, nie 

pomyślałem o żadnych środkach ostrożności. Poprzednim razem także 
nie. 

Serce Stacey gwałtownie zabiło, biały koronkowy biustonosz wypadł 

z ręki. Jego głos natrętnie dźwięczał w uszach. 

Chciałem zapytać - ciągnął Justin - czy jesteś... To znaczy, czy ty... 

Chcesz zapytać o to, czy biorę pigułki antykoncepcyjne - przerwała 

mu. Ani chwili dłużej nie wytrzymałaby tego krążenia wokół tematu. 

Chyba  po  raz  pierwszy  w  życiu  widziała,  jak  Justin  nie  potrafi 

odważnie powiedzieć, o co mu chodzi. - Dobry moment na zadawanie 

takich  pytań  -  powiedziała.  -  Myślę,  że  to  raczej  musztarda  po 
obiedzie. 

Stacey z satysfakcją stwierdziła, że Justin zaczerwienił się. Wtedy, w 

sierpniu, także nie pomyślał o środkach ostrożności. Ona zresztą także 

nie.  Stacey  stłumiła  w  sobie  złość.  Nie  może  przecież  przypominać 

mu o tym wszystkim. Skojarzenie pewnych faktów mogłoby wówczas 

stać się zbyt niebezpieczne. 

Mimo wszystko jestem bardzo wdzięczna za troskę. - Uśmiechnęła 

się kwaśno. Starała się mówić z nonszalancją, mając nadzieję, że uda 

jej  się  odwrócić  uwagę  od  tamtej nocy, kiedy kochali  się  po  raz 
pierwszy. 

Justin był coraz bardziej zażenowany. 

Kochanie,  wiem,  że  to  było  nieodpowiedzialne,  egoistyczne i 

bezmyślne  -  mówił  z  prawdziwym  poczuciem  winy.  -  No i przede 
wszystkim, nieprawdopodobnie szczeniackie. -  St

acey  czuła  jego 

wzrok  na  sobie,  gdy  próbowała  założyć  biustonosz.  Wyciągnął 

ramiona i przyciągnął ją do siebie miękkim ruchem. 

Nie potrafię rozsądnie myśleć, będąc z tobą, kochanie - powiedział 

background image

 

104 

namiętnie,  całując  gładką  skórę  jej  szyi.  -  Kiedy trzymam cię  w 

ramionach, czuję się tak, jakbym zażył najsilniejszy narkotyk. - Jego 

ręce  przesunęły  się  po  nieco  zaokrąglonych  biodrach  i  talii,  potem 

dotknęły  lekko  wypukłego  brzucha,  i  potnych  piersi.  -  Stacey,  jeśli 

będą jakieś skutki... - W jego głosie brzmiała troska i Stacey poczuta 

lekki niepokój. Czy Justin pamięta, jak prawie trzy miesiące temu po 

raz pierwszy odkrywał jej ciało? Czy dostrzega różnice, jakie w niej 

zaszły?  Wówczas  była  taka  wiotka,  teraz  rozkwitła  i  dojrzała. 

Cmoknęła ze zniecierpliwieniem. 

Nie będzie żadnych skutków - powiedziała stanowczo i pomyślała, 

że na pewno nie przyniesie ich dzisiejszy ranek, bo one przecież już 

istniały. - Nie ma się czego obawiać, Justinie. 

Ale  przecież  nie  bierzesz  żadnych  pigułek  -  odparł  z  irytującą 

pe

wnością siebie. 

Czy  możemy  dać  już  temu  spokój?  -  zawołała  ostro.  Nie  liczyła 

jednak  na  to,  Justin  potrafi  być natrętny  i  nieustępliwy jak  migrena. 

Mimo  wszystko  próbowała  odwrócić  jego  uwagę.  -  Byłam 

bezpieczna, ponieważ mam niepłodne dni, rozumiesz? A teraz idź do 

kuchni i zjedz śniadanie. Pewnie jest zimne. 

Mimo to chcesz, żebym je zjadł? - Jego oczy błysnęły wesoło. 

- Owszem - 

odpowiedziała. 

Brzmi  to  bardzo  kusząco.  -  Uśmiechnął  się  radośnie.  -  Zawsze 

marzyłem o zjedzeniu zimnej jajecznicy. 

A w

ięc w końcu zapomniał o pigułkach i tym podobnych rzeczach. 

Stacey odetchnęła z zadowoleniem i ulgą. Patrzyła, jak Justin zakłada 

bieliznę i sięga po koszulę. 

-  Stacey  - 

odezwał  się  nagle,  patrząc  na  nią  z  uwagą.  -  Wiesz,  że 

ożeniłbym się z tobą, gdyby... 

-  Tak, wiem, Justinie - 

przerwała  szybko.  No  tak,  nie  poddał  się 

łatwo,  a  tylko  zmylił  ją,  udając,  że  przekonały go  argumenty. Może 

postanowił  obserwować  dziewczynę,  począwszy  od  tego  ranka? 

Stacey drżała, zakładając różowo-szary dres Brynn. Ten właśnie dres 

ukrywał skutki namiętnej sierpniowej nocy. 

Może  Justin  będzie  nalegał,  żeby  Stacey  za  niego  wyszła?  Za-

stanawiała  się,  czy  potrafiłby  zmusić  ją  do  zawarcia  małżeństwa, 

którego nie chciała? Z drugiej jednak strony, czy starczy jej odwagi, 

background image

 

105 

aby chodzić w ciąży, będąc samotną, niezamężną kobietą? Próbowała 

wyobrazić  sobie  samą  siebie  w  dziewiątym  miesiącu  ciąży,  grubą  i 

spuchniętą. Nie potrafiła. 

Uświadomiła  sobie  ze  smutkiem,  że  wciąż  jeszcze  oszukuje  się, 

ciągle nie chce zrozumieć powagi sytuacji, w jakiej się znalazła. 

Kątem  oka  zobaczyła,  że  Justin  sięga  po  kluczyki  do  samochodu i 

podbiegła, żeby pierwsza zabrać je z nocnego stolika. 

Czyżbym ci nie udowodnił, że jestem już w doskonałej formie? - 

zapytał z łobuzerskim uśmiechem, usiłując wyjąć jej kluczyki z ręki. 

Doktor  powiedział  wyraźnie,  że  nie  wolno  prowadzić  ci  teraz 

takiego wyczerpującego, szalonego trybu życia - odparła rezolutnie. - 

I zastosujemy się do tych poleceń. 

- M y? - 

był wyraźnie zadowolony z tego, co usłyszał, a jednocześnie 

pełen  energii  i  życia  oraz  tak  interesująco  męski,  że  Stacey dech 

zaparło  z  wrażenia.  -  Czy  zamierzasz  być  ze  mną  przez  cały  czas, 

żeby upewnić się o moim posłuszeństwie? 

Jego uśmiech był pełen seksu, bardzo prowokujący. Stacey poczuta 

się  tak  zakochana,  że  zapragnęła  jeszcze  na  kilka  dni  odsunąć  od 

siebie wszelkie kłopoty. 

Podeszła do Justina i objęła go mocno. 

Ani na chwilę nie spuszczę z ciebie wzroku - szepnęła. 

Justin ostrożnie położył ją na łóżku. 

Jaka  szkoda,  że  ubraliśmy  się  -  powiedział.  -  Teraz  będziemy 

niepotrzebnie tracić czas. 

Pocałowała go czule i usiadła. 

Nie  spędzimy  całego  dnia  w  łóżku,  Justinie.  -  Rzeczywiście 

udowodnił, że jego życiu nie zagraża już żadne niebezpieczeństwo z 

powodu  wstrząsu  mózgu.  Dzięki  niemu  dzień,  który  miała  spędzić 

przy  łóżku,  zamienił  się  w  dzień  spędzony  razem  z  nim  w  łóżku. 

Jedna  jej  polowa  chciała,  aby  to  trwało  nadal,  natomiast  ta  druga, 

rozsądna  i  praktyczna,  odrzucała  pomysł  jako  zdecydowanie 
niebezpieczny. 

-  Nie?  - 

zapytał,  wsuwając  dłonie  pod  bluzę  dresu  i  dotykając  jej 

nagich pleców. - 

Co więc będziemy teraz robić, Stacey? 

-  Pojedziemy na zakupy - 

oznajmiła  i  roześmiała  się,  widząc  jego 

kompletne zaskoczenie. 

background image

 

106 

 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

- Zakupy?  - 

Justin popatrzył na nią, jakby postradała zmysły.- A co 

mu

simy kupić? 

Ubranie.  Dla  ciebie.  Pojedziemy  do  jakiegoś  miłego  sklepu  na 

przedmieściach  i  kupimy  coś,  co  nie  przypomina  szarego  garnituru, 

białej koszuli lub granatowego krawata. 

Spodziewała  się,  że  Justin  będzie  się  z  nią  spierał  albo  nawet 

stanowczo o

dmówi. Jednak, ku jej zaskoczeniu, zgodził się bez słowa 

protestu.  Zawiozła  go  więc  do  wspaniałego  domu  towarowego 

Montgomery’ego  County  i  zaciągnęła  do  sklepu  Bloomingdale,  aby 

rozpocząć proces przeobrażania Justina. Bardzo łatwo zgodził się na 
szafirowy

, wycięty w serek sweter i natychmiast włożył go na białą 

koszulę, tym razem bez krawata i marynarki. Udało się także namówić 

go na parę brązowych sztruksowych spodni, brązowy sweter, a nawet 

na żółtą koszulę. Stanowczo odmówił ubrania się w niebieskie dżinsy. 

Przypominają mi farmę Patty i Spence’a - powiedział, przybierając 

bardzo dobrze jej znany, pełen zaciętości wyraz twarzy. - Nie założę 

również kombinezonu, Stacey. 

Wcale nie zamierzałam cię o to prosić - powiedziała wyniośle, ale 

zaraz zepsuła cały efekt, wybuchając śmiechem, gdy wyobraziła sobie 

Justina w kombinezonie, z widłami w ręku. 

Wybrała dla niego bawełnianą koszulkę w zielone, czerwone i białe 

pasy,  nie  zwracając  uwagi  na  jego  płaczliwe  protesty,  że  będzie 

wyglądał  jak  włoska  flaga.  Zmusiła  go  także  do  kupienia  pary 
wygodnych, wsuwanych skórzanych pantofli. 

To dopiero początek, Justinie - powiedziała podniecona, gdy nieśli 

zakupy do samochodu. - 

Jest  przecież  jeszcze  cały  świat  kolorów  - 

różowe koszule, zielone bluzy, spodnie w kratkę. 

Justin udał przerażenie: 

Mam nadzieję, że nie nosi się tego wszystkiego razem? 

Szorty, sportowe koszule, kostiumy kąpielowe - wymieniała dalej z 

entuzjazmem,  nie  zwracając  uwagi  na  Justina.  -  Nie  chcę,  żebyś 

wyglądał jak agent FBI, który przyszedł na plażę w celu aresztowania 

kogoś. 

Stacey, przyjeżdżałem do was na plażę tylko po to, aby spotykać się 

background image

 

107 

służbowo  z  twoim  ojcem.  Dlatego  nie  mogłem  pojawić  się  tam  w 

stroju do pływania. To byłoby niewłaściwe i bezczelne. Gdybym był 

zaproszonym gościem... 

Stacey wydawało się, że usłyszała w jego głosie smutek. Rzuciła mu 

ukradkowe  spojrzenie.  Jej  oczy  pociemniały  ze  wzruszenia. Czy 

naprawdę  Justina  nigdy  nie  zaproszono  towarzysko  do  ich  domu? 

Więc były to tylko służbowe wizyty, składane odpoczywającemu na 

wakacjach  senatorowi?  Poczuła  wstyd.  Jak  rodzice  mogli  o  tym  nie 

pomyśleć?  Dlaczego  ona  sama  o  tym  nie  pomyślała?  Przez  te 

wszystkie  lata  Justin  odbywał  podróże  do  Rehoboth  Beach  w 

Delaware,  jadąc  dwie  i  pół  godziny  w  jedną  stronę  i  tyle  samo  w 

drugą. Nikt nigdy nie zaproponował mu, żeby chociaż zanurzył palce 

w wodzie? Mimo to uważał, że Liptonowie są mu bardzo bliscy i w 

dalszym  ciągu  traktował  ich  jak  swoją  rodzinę.  Stacey  zrobiło  się 
bardzo smutno. 

-  Och, Justinie - 

powiedziała  cicho  i  zanim  zdążyła  pomyśleć, 

wsunęła  swoją  rękę  pod  łokieć  Justina,  a  on  z  wdzięcznością 

przycisnął ją do boku. 

Chcę  zabrać  cię  dzisiaj  na  kolację  -  powiedział  Justin,  gładząc 

włosy  Stacey  leżące  w  jego  ramionach.  Po  powrocie  z  zakupów od 

razu  poszli  do  łóżka.  -  Czy  wiesz,  że  to  byłaby  nasza  pierwsza, 
prawdziwa randka? 

-  Masz bardzo oryginalny sposób bycia, Justinie. -  Stacey 

uśmiechnęła  się  do  niego  rozmarzona.  -  Leżysz  ze  mną  w  łóżku  i 

dopiero teraz umawiasz się za mną na pierwszą randkę. 

Przeciągnęła się leniwie i przytuliła do niego. Czuła się jak w raju, 

leżąc  w  jego  ramionach,  gdy  on  czule  gładził  włosy  i  pieścił 

wzrokiem. Stacey pomyślała, że ten romantyczny rys jego charakteru 

był chyba najlepiej skrywaną tajemnicą w całej Ameryce. Naprawdę 

zachowywał  się  romantycznie,  trzymał  jej rękę,  splatając  palce z  jej 

palcami,  patrzył  w  jej  oczy  z  uwagą,  słuchał  każdego  słowa  i  był 

bardzo czuły, nie tylko po to, aby zaciągnąć dziewczynę do łóżka. 

Pojechalibyśmy do twojego mieszkania, żebyś mogła się przebrać - 

powi

edział.  -  A potem... -  Stacey  wyczula  narastające  napięcie.  - 

Stacey,  zostaniesz  ze  mną  dziś  w  nocy.  -  To  był  rozkaz,  ale  także 

prośba. 

background image

 

108 

Stacey nie potrafiła mu odmówić, zbyt mocno go kochała. Chciała, 

żeby  się  odprężył  i  był  szczęśliwy,  chciała  widzieć  w  jego oczach 

zadowolenie. Jeszcze raz postanowiła nie myśleć o przyszłości, tylko 

żyć  teraźniejszością.  Byli  sami  w  swoim  prywatnym  świecie  i  to 

musiało na razie wystarczyć. 

- Tak, Justinie. - 

Podniosła się, żeby go pocałować. - Zostanę dzisiaj 

z tobą. 

 
Po

jechali  na  kolację  do  malej,  cichej  i  pogrążonej  w  półmroku 

restauracji  w  Georgetown.  Zajęli  miejsce  w  rogu  sali  i  rozmawiali 

spokojnie  przy  migających  płomieniach  świec.  Łatwość,  z  jaką 

prowadzili  tę  konwersację,  zaskoczyła  Stacey.  Za  cichą  obopólną 

zgodą nie poruszali tematów związanych z polityką. Stacey obawiała 

się, że takie polityczne zwierzę jak Justin Marks nie odezwie się - w 
niecodziennej dla niego sytuacji - 

ani słowem. Wiedziała, że nie był 

błyskotliwy  podczas  czysto  towarzyskich  spotkań.  Nie  znał  się  na 

niczym, co stanowiło filar rozmów, jakie prowadziła Stacey podczas 

każdej  randki.  Justin  nie  widział  najnowszych  filmów,  nie  czytał 

ostatnich bestsellerów, nie oglądał telewizji ani nie czytał magazynu 
„People”. 

Stacey  była  niezwykle  ciekawa  wszystkiego,  co  dotyczyło  Justina. 

Zadawała mu osobiste pytania, zmuszała do odpowiedzi, aż obydwoje 

zaczęli swobodnie dyskutować na temat przeżyć, pomysłów i opinii. 

Ani  razu  nie  zapadła  między  nimi  niezręczna  cisza;  rozmowa  z 

Justinem  bardzo  wciągnęła  i  ożywiła  Stacey.  Nie  pamiętała,  aby 

kiedykolwiek przedtem tak miło spędziła z kimś czas podczas kolacji. 

Długo siedzieli  nad  kawą  i  deserem,  wreszcie  zauważyli,  że  kelner 

kręci się niespokojnie w pobliżu. Justin spojrzał na zegarek. 

Przecież to już wpół do dwunastej! - zawołał zaskoczony. 

Stacey  rozejrzała  się  wokół.  Oprócz  nich  i  kelnerów  nie  było  już 

nikogo.  W  ciągu  tygodnia  wieczory  w  Waszyngtonie  kończyły  się 

szybko, ale Stacey nie zamierzała zakończyć tego spotkania. 

Pojedźmy  gdzieś  potańczyć  -  zaproponowała,  spodziewając  się 

oporu ze strony Justina. On jednak, ku jej zaskoczeniu, zgo

dził się. 

Muszę  cię  tylko  ostrzec,  że  jestem  okropnym  tancerzem  - 

powiedział.  -  Udało  mi  się  nauczyć  czegoś  w  rodzaju  kroku 

background image

 

109 

bokserskiego, ale wątpię, czy ktoś nazwałby go tańcem. 

Domyślam  się,  że  wykonywałeś  jedynie  obowiązkowe  tańce z 

wdowami po politykach - 

powiedziała Stacey.  

Justin przytaknął i roześmiał się. 

Ponieważ  nie  prowadziłem  żadnego  życia  towarzyskiego,  lekcje 

tańca okazały się niepotrzebne. Tańczyłem tylko wtedy, gdy było to 

konieczne, a wszystkie moje partnerki były już po sześćdziesiątce. 

A  co  z  tymi  licznymi  interesującymi  dziewczętami,  które 

zaangażowano do pomocy w kampanii mego ojca? - zapytała Stacey. 

Justin był przecież najbliższym współpracownikiem jej wspaniałego i 

potężnego  ojca.  Stacey  wiedziała,  że  to  mogło  czynić  go  niezwykle 
atrakcyjnym dla niektórych kobiet. -  Na pewno organi

zowały  jakieś 

przyjęcia. - Jej brat Sterne zawsze wkradał się tam nieproszony. - Czy 

żadna  z  nich  nie  zaproponowała,  że  nauczy  cię  tańczyć?  -  zapytała, 

czując wzbierającą w niej zazdrość. 

Przecież  wiesz,  jaki  jestem  nieprzystępny  -  odparł.  -  Komu 

chciałoby  się  uczyć  tańca  despotycznego,  systematycznego  i  po-
zbawionego poczucia humoru robota? 

Stacey spojrza

ła  na  niego.  Tak  właśnie  zawsze  o  nim  mówiła.  A 

nawet  jeszcze  gorzej.  Rumieniec  oblał  jej  twarz.  Wiedziała,  że  to 

nieprawda,  że  pod  chłodną  maską  polityka  kryje  się  człowiek 

romantyczny,  namiętny  i  troskliwy.  Była  prawdopodobnie  jedyną 

osobą  w  Waszyngtonie  i  okolicach,  która  zdawała  sobie  z  tego 

sprawę. Uśmiechnęła się, a jej oczy zabłysły. 

Trafili w końcu do małego, cichego klubu w Southwest Washington, 

gdzie  orkiestra  grała  na  przemian  utwory  szybkie  i  wolne, stare 

standardy i najnowsze przeboje. Tańcząc na małym parkiecie, Stacey 

objęła ramionami szyję Justina i przytuliła się mocno. 

Idę  o  zakład,  że  nie  tańczyłeś  w  ten  sposób  ze  starą  panią 

Weatherby na balu dobroczynnym w Omaha? - 

zakpiła,  opierając 

głowę na jego piersi i przymykając oczy. 

Justin ob

jął ją i zakołysał w rytm muzyki. 

Nie przypuszczałem, że taniec może być tak przyjemny - wyszeptał 

i Stacey uśmiechnęła się, słysząc, jak zmienił się mu głos. Jego uda 

ściśle  przylegały  do  ciała  Stacey;  wolno  i  prowokująco  poruszyła 

biodrami.  Pod  wpływem  nagłego  impulsu  potarła  piersiami  o  jego 

background image

 

110 

klatkę piersiową. 

- Stacey - 

jęknął Justin, gdy dłońmi zaczai przesuwać po jej plecach. 

Jesteś  bez  biustonosza  -  powiedział  ochryple.  Stacey  przytaknęła. 

Miała na sobie tylko czarną aksamitną bluzę (jeszcze jeden z licznych 

niepotrzebnych  zakupów  Brynn)  oraz  białą  jedwabną  bluzkę. 

Biustonosz okazał się zupełnie niepotrzebny i Stacey z ulgą pozbyła 

się  tej  niewygodnej  części  garderoby.  Wszystkie biustonosze, 

podobnie  jak  ubrania,  stały  się  ostatnio  za  ciasne  i  niewygodne. 

Przytulając się do Justina, Stacey pomyślała leniwie, że musi w końcu 

kupić sobie coś, co będzie na nią pasowało. Niedługo w szafie Brynn 

skończą się zapasy niepotrzebnych ubrań. 

Nagle Stacey zesztywniała. Dobry Boże, niemal udało się całkowicie 

zapomnieć o trudnej sytuacji, ale problemy z garderobą sprowadziły ją 

znowu na ziemię. Była przecież w ciąży i tylko ona oraz Brynn o tym 

wiedziały!  Ta  idylla,  która  trwała  od  wczoraj,  to  tylko  krótkie 

wytchnienie przed nadciągającą burzą. Stacey doskonale wiedziała, że 

wkrótce zacznie tyć i jej stan przestanie być tajemnicą. 

Co się stało, kochanie? - szepnął Justin. 

To  właśnie  sprawiało,  że  traciła  pewność  siebie.  Niezwykle 

wzruszało ją, że Justin tak łatwo wychwytywał każdą zachodzącą w 
niej zmian

ę, że tak szybko orientował się, iż coś jest nie w porządku, 

chociaż nie zdążyła jeszcze nic powiedzieć. 

Jestem...  zmęczona.  -  Musiała  tak  odpowiedzieć.  Gdyby 

powiedziała, że wszystko jest w porządku, Justin na pewno nie dałby 

się zwieść jej słowom i dotąd drążyłby temat, aż... Był taki dokładny i 

dociekliwy w swoich poszukiwaniach... O Boże, co będzie, gdy Justin 

o wszystkim się dowie?! 

Chodźmy więc stąd. - Zeszli z parkietu. Justin mocno obejmował 

Stacey,  przyciskając  ją  do  siebie.  -  Bardzo podoba  mi  się  taniec  z 

tobą, są jednak rzeczy, które lubię robić z tobą jeszcze bardziej. 

W drodze powrotnej Stacey była spokojna i cicha. Siedziała bardzo 

blisko  Justina,  rękę  położyła  na  jego  udzie,  a  głowa  spoczywała  na 

ramieniu.  Oczy  miała  zamknięte.  Justin  przypisywał  to  wszystko 

senności. Zaniósł ją na rękach do łóżka, rozebrał szybko i sprawnie. 

Stacey  cieszyła  się  każdą  chwilą  takiej  bliskości;  czuła  się 

rozpieszczana, kochana i bezpieczna. Kilka minut później Justin leżał 

background image

 

111 

obok niej, przytulając się do jej pleców i mocno obejmując. 

- Dobranoc, skarbie - 

wyszeptał, dotykając ustami włosów kochanki. 

Wtedy Stacey otworzyła oczy. 

Nie  będziemy  się  kochać,  Justinie?  Przecież  powiedziałeś,  że  są 

rzeczy, które bardziej lubisz niż taniec ze mną. 

To  właśnie  jedna z nich -  odparł.  Po  brzmieniu  głosu  Stacey 

rozpoznała,  że  Justin  uśmiecha  się.  -  Uwielbiam  trzymać  cię  w 

ramionach, kiedy śpisz. - Pocałował ją w czubek głowy i objął jeszcze 
mocniej.  - 

Wiem, jak bardzo jesteś zmęczona. W samochodzie oczy 

same ci s

ię zamykały. Śpij, kochanie. 

Stacey  sądziła,  że  zamartwiając  się,  nie  będzie mogła  zasnąć  przez 

całą noc. Jednak po kilku minutach leżenia w ciemności obok Justina i 

wsłuchiwania  się  w  jego  spokojny,  równy  oddech,  poczuła 

niepohamowaną  senność.  Zamknęła  oczy.  Było  tak,  jak  zawsze 

marzyła. Odczuwała ciepło i bezpieczeństwo, jakie dawał mężczyzna, 

którego kochała. 

 

Czy  pozwolisz  mi  pójść  dzisiaj  do  biura?  -  zapytał  Justin 

następnego dnia rano, gdy siedzieli w kuchni, jedząc śniadanie. 

-  Nie!  - 

odpowiedziała stanowczo. Miała jeszcze na sobie niebieską 

bluzę  od  piżamy  i  właśnie  kroiła  grapefruita.  -  Potrzebny jest ci 

jeszcze  jeden  dzień  odpoczynku,  zanim  wrócisz  do  tego...  zoo  na 
Kapitelu. 

- Zoo! - 

Justin strzelił palcami. - To jest pomysł. Słońce świeci dziś 

po  raz  pierwszy  od  tygodni,  wykorzystajmy  to.  Pójdźmy  do  zoo. 

Jestem  chyba  jedynym  człowiekiem  w  całym  okręgu,  który  nie 

widział jeszcze misiów panda. 

Nie widziałeś misiów panda? - Stacey udawała, że jest wstrząśnięta. 

Przez  całe  lata  pisano  o  najintymniejszych szczegółach  ich 

wspólnego życia (ni mniej, ni więcej - tylko na pierwszych stronach 

„Post”), a ty jeszcze ich nie widziałeś? 

- Wiem, to wielkie zaniedbanie z mojej strony. Musimy na

prawić ten 

błąd! 

Stacey usiadła mu na kolanach, udając, że poprawia kołnierz białego 

płaszcza kąpielowego. 

Czy  nie  moglibyśmy  zrobić  tego  trochę  później?  -  delikatnie 

background image

 

112 

ugryzła go w mocną, opaloną szyję. Justin wstał, unosząc ją w górę, a 

ona zaczęła drżeć w cudownym oczekiwaniu. 

-  Nienasycona dziewczyna! - 

Uśmiechnął  się  do  niej  z  miłością  i 

zaniósł do sypialni. 

-  To wszystko twoja wina - 

oskarżyła  go  z  czułością  w  głosie.  - 

Uzależniłeś mnie od siebie. 

Całował ją długo i namiętnie. 

Kocham cię, Stacey. 

Jej serce gwałtownie zabiło. 

I ja cię kocham, Justinie - powiedziała i pomyślała ze smutkiem, że 

byłoby  dobrze,  gdyby  miłość  mogła  im  wystarczyć.  Niestety, to 

niemożliwe.  Wkrótce  będzie  musiała  pogodzić  się  z  tym,  co 

nieuchronne,  ale  jeszcze  nie  teraz.  Stacey  jeszcze  raz  oddała  się 

całkowicie  miłości,  która  była  jak  zawsze  wspaniała  i  pozwalała 

zapomnieć o przyszłości. 

 

Był  słoneczny,  rześki  listopadowy  dzień.  Stacey  i  Justin  dotarli do 

zoo.  Oprócz  nich  była  tam  jeszcze  grupa  wszędobylskich  turystów 

oraz uczniowie, którzy wysypali się z kilku szkolnych autobusów. Na 

tę  wycieczkę  Justin  ubrał  się  w  nowe  skórzane  buty,  żółtą  koszulę, 

brązowy sweter i sztruksowe spodnie. Wyglądał wspaniale i Stacey po 

prostu  nie  mogła  oderwać  od  niego  wzroku.  Udało  się  odnaleźć  w 

domu  Justina  pralnię  i  dzięki  temu  mogła  przyjść  tutaj  ubrana 
ponownie w czerwono-czarny komplet Brynn. 

Stanęli przy barierce otaczającej wybieg dla niedźwiadków i już po 

chwili  zaśmiewali  się  do  łez,  obserwując  pogrążone  w  bezruchu 

zwierzęta.  Jeden  z  misiów  spał  na  słońcu  i  nie  drgnął  mu  ani  jeden 

mięsień.  Drugi  siedział  na  skale,  nieruchomy  jak  jego  towarzysz. 

Wreszcie, po dwudziestu pięciu minutach, poruszył głową. 

Warto było czekać na to tak długo! - Justin zawołał zachwycony. 

Stacey roześmiała się. 

Za półtorej godziny będą karmione. Czy chcesz na to popatrzeć? 

Jestem pewien, że oglądanie Hsing-Hsinga chrupiącego marchewkę 

byłoby  najwspanialszym  momentem  mojego  życia,  ale  może 
zrezygnujemy z tego? 

Zgodziła  się,  nie  przestając  się  śmiać.  Justin  wziął  ją  za  rękę, 

background image

 

113 

splatając palce z jej palcami. Podeszli do stojącego w pobliżu kiosku, 

w którym sprzedawano pamiątki. 

Myślę, że powinniśmy jakoś upamiętnić ten dzień, Stacey. Co byś 

chciała?  Koszulkę  z  misiem  panda?  Zegarek  z  misiem  panda? 

Solniczkę lub pieprzniczkę z misiem panda? 

Stacey przyjrzała się wszystkim tym rzeczom. 

Chyba nic nie chcę. 

Aha, rozumiem. Wolałabyś coś bardziej praktycznego - powiedział 

Justin i zanim Stacey zdołała go zatrzymać, kupił dla niej metrowej 

wysokości wypchanego niedźwiadka z błękitną wstążką na szyi. 

- Chyba oszala

łeś! - zawołała, gdy wręczył jej zabawkę. 

Oszalałem  na  twoim  punkcie  -  poprawił  ją.  Zatrzymał  się  przed 

kioskiem z zabawkami i pocałował ją, a za ich plecami zgromadził się 

tłumek chichoczących dzieci. 

 

Resztę  popołudnia  spędzili  w  mieszkaniu  Justina,  oczywiście  w 

łóżku,  kochając  się,  rozmawiając  leniwie  i  znowu  kochając.  Gdy  o 

wpół  do  siódmej  zadzwonił  telefon,  obydwoje  pogrążeni  byli  w 

głębokim śnie. 

Justin podniósł słuchawkę. 

Słucham  -  powiedział  i  Stacey  uśmiechnęła  się  zadowolona, 

słysząc,  że  jego  głos  jest  zachrypnięty  od  snu  i  w  niczym  nie 
przypomina zwykle ostrego i podniesionego tonu. 

- To Brynn - 

powiedział, wręczając Stacey słuchawkę. 

Cześć,  Brynnie.  -  Stacey  przytuliła  się  do  Justina,  z  satysfakcją 

gładząc jego ciało. 

- To tylko kontrola z planety Ziemia, Stace. - 

Głos Brynn był oschły. 

Wiem,  że  obydwoje  zagubiliście  się  w  jakiejś  galaktyce  dla 

zakochanych,  jednak  życie  zmusza  nas  do  rozwiązania  kilku 
przyziemnych problemów. 

Na przykład jakich? - zapytała Stacey z niechęcią. 

-  Po pier

wsze, co mam mówić ludziom, którzy dzwonią do ciebie? 

Twoja  matka  dzwoniła  już  cztery  razy,  dzwonili  również  różni 

znajomi,  a  także,  co  najważniejsze,  ta  obrzydliwa  wesz  -  Cord 

Marshall.  Wszystkim  mówiłam,  że  wyjechałaś  na  zakupy,  ale  nie 

sądzę, żeby twoja matka uwierzyła mi. 

background image

 

114 

Stacey  przerwała  wędrówkę  swojej  ręki  po  ciele  Justina.  Nagle 

brutalnie  została  wyrwana  z  cudownego  świata  marzeń.  Sielanka 

skończyła się. 

Wrócę  dziś  wieczorem,  Brynn  -  powiedziała  cichym,  lecz 

stanowczym głosem. 

- Nie! - zaprotesto

wał Justin. Podniósł jej rękę i mocno przycisnął do 

ust. - 

Zostań ze mną jeszcze dzisiaj, Stacey. 

Brynn...  ja...  Tylko  ugotuję  tu  obiad  i  zaraz  przyjadę  -  wyjąkała 

Stacey. Poczuła na sobie magnetyczne spojrzenie Justina. Jego oczy 

błyszczały jak diamenty. W Justinie zawsze było jakieś napięcie, coś, 

co  sprawiało,  że  przypominał  mający  wybuchnąć  za  chwilę  wulkan. 

Do tej pory zużywał tę swoją kontrolowaną energię w pracy, lecz w 

ciągu  ostatnich  dwóch  dni  cała  uwaga  i  wszystkie  działania 

skierowane  zostały  na  Stacey  i  nie  chciała  tego  utracić.  Czuła,  że 

Justin jest jej tak bliski, jak nikt dotąd, nawet Brynn. Tego, co dawał 

związek  z  Justinem,  nie  mogła  dać  nawet  największa  przyjaźń.  To 

było także coś więcej niż tylko seks. W tym związku obydwoje zlali 

się w całość, utracili autonomię i to mogło przerażać, a jednak tak nie 

było. Czuła, że Justin stanowi dopełnienie i wsparcie, a jednocześnie 

jej  tożsamość  pozostaje  nietknięta.  Byłoby  znacznie  łatwiej,  gdyby 

żyła  w  przeświadczeniu,  że  on  jest  wszystkim,  czego potrzebuje do 

szczęścia, gdyby całkowicie zdała się na niego. Tak jednak nie mogło 

być i Stacey o tym wiedziała. Justin, oddany bez reszty polityce, był 

przeciwieństwem  tego,  o  czym  marzyła.  Wspólne  życie  mogło 

uczynić ich jedynie nieszczęśliwymi. 

-  St

acey, nie odchodź - nalegał, kładąc ją na poduszki. - Zostań  ze 

mną, kochanie. 

Stacey  westchnęła.  Wiedziała,  że  wkrótce  go  utraci,  gdyż  polityka 

jeszcze raz upomni się o niego. Mogła jednak spędzić z nim jeszcze 

jedną noc. Tylko jedną, błagało jej serce. 

- Brynn - 

powiedziała do słuchawki. - Jeśli zostanę tu na noc, to sama 

zadzwonię do mamy. 

W  tym  momencie  Justin  dotknął  jej  piersi  i  Stacey  gwałtownie 

wciągnęła powietrze, czując nagły dreszcz przebiegający ciało. 

Czy mogłabyś mówić wszystkim dzwoniącym osobom, że... ciągle 

jeszcze jestem na zakupach? - 

poprosiła.  Justin  obsypał  jej  szyję 

background image

 

115 

pocałunkami,  od  których  topniała.  Z  jej  ust  wydobyło  się 
westchnienie. 

Brynn zaśmiała się. 

Powiem im, że trafiłaś na wyprzedaż wszechczasów, Stace. 

Dzięki, Brynn. Do jutra. - Stacey odłożyła słuchawkę i przylgnęła 

do Justina z cichym jękiem. 

 

Następnego  dnia  Stacey  zjawiła  się  w  biurze  ojca  o  dwunastej  w 

południe, ubrana w dżinsy Brynn i zrobiony na drutach żółty sweter. 

Diana  Drew  rzuciła  jej  pełne  potępienia  spojrzenie, ale nie 

skomentowała  ani  spóźnienia,  ani  stroju.  Stacey  pomachała  ręka  i 

skierowała się wprost do gabinetu Justina. 

Siedział przy biurku, ubrany jak zwykle w szarości, biele i błękity, 

zasypany  stertą  papierów,  które  starannie  układał.  Na  jego widok 

serce Stacey na chwilę zgubiło rytm. Rozstali się prawie pięć godzin 

temu.  Ostatni  raz  widziała  go  rano,  gdy  wychodząc  do  pracy, 

pocałował  ją  na  pożegnanie.  Wtedy  to  był  Justin,  jakiego  kochała. 

Teraz miała przed sobą Justina Marksa, asystenta administracyjnego i 

szefa  kampanii  wyborczej.  Jak  to  rozdwojenie  wpłynie na nasze 
wzajemne stosunki?” - 

zastanawiała  się  nad  tym,  gdy  zaniknąwszy 

drzwi, szła w jego kierunku. 

Diana  Drew  spojrzała  znacząco  na  zegarek,  gdy  przyszłam  - 

powiedziała,  sadowiąc  się  na  jego  kolanach.  Uświadomiła  sobie,  że 
jest zdenerwowana. - 

Z  trudem  powstrzymałam  się,  żeby  nie 

powiedzieć, że dzisiaj rano szef, leżąc obok mnie w łóżku, pozwolił 

mi przyjść do pracy o dwunastej. 

Justin roześmiał się i pocałował ją w policzek. 
-  To prawda

.  Pozwoliłem  ci  -  powiedział.  Rozłożył  papiery, 

przebiegł  po  nich  wzrokiem  i  znowu  odsunął  od  siebie.  -  Stacey, 

kochanie,  zadzwoniłem  dziś  rano  do  Corda  Marshalla  i  odwołałem 

twój udział w jutrzejszym programie. 

Och,  myślę,  że  to  nie  ma  znaczenia  -  odpowiedziała,  wzruszając 

ramionami. Przyszło jej do głowy, że zazwyczaj takie postępowanie 

wywoływało  w  niej  zdecydowany  protest.  Przecież  nie  rozmawiał  z 

nią na temat wycofania się z tego programu. Nawet o to nie prosił. Po 

prostu  sam  wszystko  załatwił  i  poinformował  ją,  gdy  było  już  po 

background image

 

116 

wszystkim.  Tak  naprawdę,  wcale  nie  chciała  występować  w  tym 

programie i cała ta historia wydawała się nieważna, niewarta kłótni. 

Brynn  uważa,  że  Marshall  to  jakaś  obrzydliwa  bakteria  wy-

hodowana przez kogoś w laboratorium - dodała śmiejąc się. 

Tak  się  składa,  że  zgadzam  się  z  nią.  -  Justin  wziął  jej  twarz  w 

swoje ręce i lekko pocałował w usta. - Cieszę się, że zrozumiałaś, iż o 

twoim udziale w programie Marshalla nie może być mowy. Dziękuję, 

że nie zaczęłaś się wściekać z tego powodu. 

Ja  nigdy  się  nie  wściekam  -  odpowiedziała  dumnie  i  dotknęła 

językiem jego warg. - Mogę czasami okazać swoje... niezadowolenie, 

ale nie wściekam się. 

Piękne dzięki za wyczerpujące wyjaśnienia. - Justin uśmiechnął się. 

Jego  ręce  przesunęły  się  wzdłuż  bioder  i  nagle  zatrzymały  się  na 
udach. 

- Stacey? Kochanie? 

Oparła się o niego i poczuła, że ogarniają błogi spokój. Może jednak 

Justin nie zmieni się tak bardzo w biurze? Może... 

- Co, mój drogi? - 

zapytała czule. 

Twoje dżinsy. 

Stacey 

uniosła się lekko. 

- O co chodzi? 

Wróciłaś dziś rano do swojego mieszkania, żeby się przebrać w coś 

odpowiedniego do biura, prawda? No cóż, muszę stwierdzić, że ten... 

strój nie nadaje się do pracy w biurze senatora Liptona, tak jak dres 
czy czerwono-czarna dyskotekowa sukienka. 

Stacey  zacisnęła  mocno  usta,  usiłując  powstrzymać  się  od  ostrej 

odpowiedzi,  która  natychmiast  zaświtała  jej  w  głowie.  Sama 

uspokajała  się,  powtarzając  sobie,  że  Justin  zwraca  się  do  niej  w 
bardzo uprzejmy sposób. Obydwie z Brynn 

wiedziały,  że  najod-

powiedniejszym ubraniem do pracy w biurze Bradforda Liptona byłby 

jakiś  klasyczny  (może  po  prostu  nudny)  strój.  Raczej  nie  powinna 

teraz  mówić  Justinowi,  żeby  się  wdrapał  na  wierzchołek  pomnika 

Waszyngtona i rzucił głową w dół. Zmusiła się do uśmiechu. 

W  porządku,  Justinie.  Obiecuję,  że  nigdy  więcej  nie  przyjdę  do 

biura w dżinsach. - Gorący uśmiech i jeszcze gorętszy pocałunek były 

wystarczającą  nagrodą  za  opanowanie,  do  którego  tak  się  zmuszała. 

background image

 

117 

Przytuliła się mocno do niego i ukryła twarz w zagłębieniu ramienia. 

- Och! - 

Usłyszeli nagle pełen zaskoczenia okrzyk i oboje spojrzeli w 

stronę,  skąd  dochodził.  -  Bardzo  przepraszam!  Nie  chciałem...  nie 

mogłem...  Chyba  powinienem  najpierw  zapukać...  -  To  był  Fred 

Rhodes. Stał w drzwiach, aż śmieszny w swoim przerażeniu. 

Oczywiście,  powinieneś  najpierw  zapukać,  Freddie  -  przyznała 

Stacey. Miała właśnie wstać, gdy Justin sam zerwał się gwałtownie, 

niemal  zrzucając  ją  na  podłogę.  Musiała  chwycić  się  brzegu biurka, 

żeby  nie  upaść.  Twarz  Justina  stawała  się  powoli  purpurowa, 

natomiast twarz Freda już taka była. 

Ja... chciałem... - wyjąkał strasznie zmieszany Fred. - Przyniosłem 

tylko to pismo. - 

Pomachał dokumentem, zanim położył go na biurku. 

Zaczął powoli wycofywać się do drzwi. - Prze... przepraszam jeszcze 

raz. Pójdę już... - Zamknął za sobą drzwi. 

- Uff. - 

Stacey uśmiechnęła się. - Zgadnij, o czym wszyscy będą dziś 

mówić w biurze? 

To wcale nie jest śmieszne! - Justin był przerażony. - Dobry Boże, 

przecież on będzie o tym opowiadał każdemu, kogo spotka! - wybiegł 
z gabinetu. 

Stacey pomyślała, że na pewno po to, aby zapewnić sobie milczenie 

Freda.  Ona  sama  nie  dbała  o  to,  co  i  komu  opowie  Fred,  ale  to 

najwyraźniej  bardzo  obchodziło  Justina.  Jemu  szalenie  zależało  na 
utrzymaniu ich 

związku w tajemnicy. Ta świadomość sprawiła Stacey 

wielki ból. 

Justin wrócił po kilku minutach, ciągle jeszcze wstrząśnięty. 

Wszystko załatwione - powiedział, oddychając z ulgą i podnosząc z 

biurka przyniesiony przez Freda dokument. 

A  co  zrobiłeś?  Wyrwałeś  mu  język?  - zapytała.  Justin  jednak nie 

uśmiechnął  się,  chyba  w  ogóle  jej  nie  usłyszał.  -  Justinie,  co  by  się 

stało, gdyby wszyscy w biurze dowiedzieli się, że mamy romans? Cóż 

mogłoby się stać? - Wstrzymała oddech, czekając na jego odpowiedź. 

-  Mhmm...  - 

To  było  wszystko,  co  powiedział.  Cała  jego  uwaga 

skupiona była na czytanym właśnie dokumencie. Kiedy zobaczyła, że 

sięga  po  słuchawkę  telefonu,  kiedy  ujrzała  pełen  skupienia wzrok, 

wiedziała, że zupełnie o niej zapomniał. Skoncentrował się wyłącznie 

na notatce, odcinając się od wszystkiego innego. 

background image

 

118 

Stacey  usiadła  przy  swoim  biurku.  Leżały  na  nim,  poukładane  w 

stosiki, karty z wydrukowanymi na nich nazwiskami. Dołączone było 

do  nich  polecenie:  „Ułożyć  w  porządku  alfabetycznym”.  Stacey 

przejrzała  te  karty,  musiało  ich  być  około  czterystu.  W  jaki  sposób 

maje uporządkować? Co za okropna robota! 

Czy mogę wykorzystać do tego komputer? - zapytała żałośnie. 

Justin nie odpowiedział. Siedział odwrócony tyłem do niej i Stacey 

mogła  jedynie  widzieć  jego  plecy  i  słyszeć  głęboki,  niski  głos. 

Rozmawiał z kimś przez telefon. Powróciła więc do swoich kart. Po 

dziesięciu  minutach  poddała  się.  Było  tam  siedemdziesiąt  sześć 

nazwisk na literę „A” i diabli wiedzą ile na literę „B”. A to przecież 
dopiero dwie pierwsze li

tery  alfabetu!  Spojrzała  szybko  na  plecy 

Justina, zebrała wszystkie karty i wyszła z gabinetu. 

Skierowała się do długiego podziemnego korytarza, łączącego biura 

Senatu  z  biurami  Białego  Domu.  Mijała  po  drodze  licznych 

pracowników  tych  biur,  w  większości  młodych,  świetnie  ubranych 

ludzi, idących szybko przed siebie, samotnie lub grupkami. Wydawało 

się, że każdy z nich, pędząc tak tym korytarzem, ma do wypełnienia 

jakieś ważne zadanie i Stacey również próbowała udawać, że ma pilną 

sprawę do załatwienia. 

Br

ynn pracowała w Komisji do Spaw Zasobów Ludzkości i dzieliła 

pokój z koleżanką. Zobaczyła Stacey zbliżającą się do biurka. 

Cześć, Stacey! Powrót do pracy, co? - zawołała. 

W pewnym sensie. Raczej wymyślają dla mnie różne zajęcia. Czy 

mogę  posłużyć  się  twoim  komputerem,  żeby  ułożyć  te  nazwiska  w 

porządku alfabetycznym? 

Proszę bardzo! - Brynn usłużnie podsunęła Stacey swoje krzesło i 

spojrzała  na  zegarek.  -  Słuchaj,  o  trzynastej  trzydzieści  wydajemy 

małe  przyjęcie  urodzinowe  dla  Lee  Winters.  Urządzamy  je na 

czwartym piętrze. Masz ochotę przyłączyć się do nas? 

Oczywiście! - Stacey uśmiechnęła się na wspomnienie Lee Winters, 

wieloletniej  członkini  Kongresu,  cieszącej  się  dużą  popularnością 

wśród młodych pracowników. - Czy mam się złożyć na ciasto? 

- Da

j dolara Marii, jeśli ją zobaczysz - odparła Brynn. Stacey skupiła 

się na pracy, wprowadzając do komputera nazwiska z przyniesionych 
kart. 

background image

 

119 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

Justin  Marks  chce  natychmiast  widzieć  cię  w  swoim  gabinecie  - 

oznajmiła Diana Drew z fałszywym uśmiechem na twarzy, gdy Stacey 

weszła  do  biura.  Stacey  skinęła  głową  i  skierowała  się  do  gabinetu 
Justina. 

Gdzie byłaś? - Usłyszała na powitanie. 

Weszła  do  środka  i  spojrzała  uważnie  na  Justina.  Jego  twarz  była 

ściągniętą, napiętą maską, a czarne oczy zimne i twarde. 

Poszłam  do  biura  Brynn,  żeby  popracować  z  jej  komputerem.  - 

Stacey trzymała w ręku uporządkowaną listę nazwisk. Była zupełnie 
nieprzygotowana na taki wybuch gniewu Justina i po raz pierwszy 

cofnęła  się,  zamiast  z  właściwą  sobie  w  takich  wypadkach  agresją, 

przeciwstawić się mu. 

Justin wyrwał listę z jej rąk. 

Jest już po trzeciej. Czy chcesz mi wmówić, że wprowadzenie tych 

nazwisk do komputera zajęło ci prawie trzy godziny? 

-  Nie  - 

odparła.  -  Zajęło  mi  tylko  pół  godziny.  Potem  załatwiłam 

ki

lka spraw dla Brynn i... zrobiłam sobie przerwę. 

Przerwę?  -  krzyknął  Justin.  -  Przyszłaś  do  biura  w  południe, 

pracowałaś  przez  pół  godziny  i  zrobiłaś  sobie  przerwę,  która  trwała 

dwie i pół godziny?! - Rzucił listę na biurko. - Wiem wszystko na ten 
tema

t,  Stacey.  Hałaśliwe,  rozwrzeszczane  przyjęcie  na  czwartym 

piętrze.  I  ty  tam  byłaś!  Powiedział  mi  o  tym  ktoś  z  naszego biura. 

Ktoś, kto ciebie widział. 

Masz  na  pewno  na  myśli  Olive  Mayer,  tę  kłótliwą  babę,  która 

pracuje w biurze Rawlingsa - 

domyśliła się Stacey. - Wyglądała tak 

fałszywie,  kiedy  nam  się  przyglądała.  Ten  stary  nietoperz  nie  może 

znieść, gdy ktoś dobrze się bawi, a poza tym jest strasznie zazdrosna o 
personel Lee Winters. Ona... 

Stacey, chodzi o to, że to dzień pracy - przerwał jej Justin chłodno. 

Wszyscy, którzy tam byli, dostają pieniądze od rządu za pacę, a nie 

za zabawę. W dodatku pani Mayer powiedziała, że cale to widowisko 

było jedną rozpustą, a uczestnicy tarzali się po podłodze. 

Oni tylko tańczyli break-dance! - zawołała Stacey oburzona. Jego 

złość  w  końcu  wyprowadziła  ją  z  równowagi.  -  Kilku  gońców 

pokazywało  Lee  Winters,  jak  to  się  robi.  To  było  urodzinowe 

background image

 

120 

przyjęcie, Justinie. Właśnie dzisiaj kończy sześćdziesiąt lat. Mieliśmy 

tam  ciasto  i  lemoniadę,  ktoś  włączył  radio.  To  była  właśnie ta 

rozpusta! Przypomina mi się podobna impreza, która odbyła się w tym 

biurze  w  dniu,  gdy  mój  ojciec  skończył  pięćdziesiąt  lat.  Tylko, 

oczywiście, nikt wtedy nie tańczył break-dance. 

Zastanawiała  się,  czy  wreszcie  udało  się  pokonać  Justina.  Trudno 

było  cokolwiek  powiedzieć,  patrząc  na  jego  pozbawioną  wyrazu 

twarz. W końcu chrząknął. 

- No tak - 

powiedział. 

-  No tak? - 

Spojrzała  na  niego  z  wściekłością.  -  To wszystko, co 

masz  do  powiedzenia?  Po  tym,  jak  prawie  ściąłeś  mi  głowę, 

oskarżając o rozpustę? 

Justin odetchnął głęboko i zacisnął zęby. 

W dalszym ciągu uważam, że nie powinnaś tam pójść - powiedział. 

Powinnaś być ze mną... 

Żebyś mógł mnie obserwować, czy nie robię czegoś, co mogłoby 

zaszkodzić mojemu ojcu? - Stacey podniosła przyniesioną przez siebie 

listę i uderzyła nią w biurko. - To jest główny powód, dla którego tu 

jestem.  Prawda,  Justinie?  A  jeśli  możesz  na  tym  skorzystać, 

zaciągając mnie do łóżka, tym lepiej dla ciebie. 

Czy mogłabyś mówić ciszej? - zapytał. - Nie ma potrzeby, żeby... 

Żeby co, Justinie? Żeby ogłaszać w całym biurze, że szef kampanii 

wyborczej senatora Liptona przespał się z jego córką? 

Głos Stacey brzmiał ostro, a z oczu płynęły gorące łzy. Ten robot nie 

był tym samym czułym i namiętnym kochankiem, z którym spędziła 

kilka  ostatnich  dni.  Nie  przypominał  spontanicznego  i  wesołego 

człowieka,  który  śmiał  się  w  zoo  z  pogrążonych  w  letargu pand, a 

potem  kupił  jej  zabawkę,  od  której  była  niewiele  większa.  Czuły, 

troskliwy  mężczyzna,  który  gładził  jej  włosy  i  nazywał  „swoim 

kochaniem”,  zniknął  bez  śladu,  a  pozostał  tylko  spięty, napastliwy 

despota.  Justin  znów  powrócił  do  świata  polityki,  gdzie  obłuda  i 

pozory miały największą wartość. 

Osądzasz mnie od chwili, w której dziś rano weszłam do biura! - 

zawołała zapalczywie. - A jeśli przestajesz mnie krytykować, to tylko 

po to, aby mnie dla odmiany całkowicie ignorować. Jesteś znowu tym 

pozbawionym uczuć tyranem, opętanym tylko jedną manią... 

background image

 

121 

- To nieprawda! - 

zawołał. - Przecież wiesz, do diabła, jak bardzo... 

- W

iem, że nie uda ci się zatrzymać mnie w biurze. Doprowadzę cię 

do  szaleństwa  albo  ty  pierwszy  zrobisz  to  ze  mną!  Wychodzę, 

Justinie. Posada Brynn nie jest zagrożona i nie ma już pretekstu, dla 

którego mógłbyś mnie tu ściągnąć ponownie! 

Stacey  dziękowała  Bogu,  że  dotąd  nie  powiedziała  Justinowi  o 

dziecku. W ciągu kilku ostatnich dni wiele razy miała ochotę na to. 

Chwilami czuła, że Justin jest jej tak bliski, że po prostu musi mu o 

wszystkim powiedzieć. Jednak przezornie nie zrobiła tego, znając jego 
odda

nie polityce. I dobrze się stało! 

Stacey,  nie  wypuszczę  cię  stąd!  -  Justin  chwycił  ją  za  rękę  i 

odciągnął  od  drzwi.  -  Kochanie, musimy o tym wszystkim poroz-

mawiać. Nie chcę kłócić się z tobą. Ja... 

Puść mnie! - krzyknęła. - Nie mamy o czym rozmawiać. 

Stacey, proszę cię. Uspokój się - powiedział z rozpaczą. - Za chwilę 

zbiegną się tu wszyscy z biura! 

Będziesz  mógł  wtedy  zająć  się  kimś  innym.  -  Spróbowała  się 

uwolnić. - To biuro, wszystkie te plany i zabiegi! Jesteś tutaj zupełnie 

innym człowiekiem, Justinie, i ja... my... - Ku własnemu ogromnemu 

przerażeniu zaczęła płakać. 

„Cholera!”  - 

pomyślała.  Była  taka  pobudliwa.  Zbyt  pobudliwa. 

Znowu te hormony? 

Stacey,  proszę  cię,  nie  płacz!  -  Justin  puścił  jej  rękę  i  zaczął 

niespokojnie chodzić po pokoju. Stacey domyśliła się, że musiała go 

zirytować.  Zirytowała  przecież  nawet  samą  siebie.  Przeciwnikiem 

znacznie  łatwiejszym  niż  łzy  jest  gniew.  Zawsze  kpiła  z  głupich 

kobiet, które próbowały manipulować ludźmi za pomocą płaczu. Ona 

jednak teraz nie starała się manipulować Justinem, naprawdę cierpiała, 

czuła się zagubiona i przerażona. 

To się nie uda. - Zdesperowana usiłowała zetrzeć Izy z twarzy. Od 

samego  początku  wiedziała,  że  jej  związek  z  Justinem  nie  ma 

przyszłości. Jednak przyznanie się do tej porażki sprawiało ból. - To 

się po prostu nie uda - powtórzyła szlochając. 

Co się nie uda? Stacey, błagam, nie płacz. Przyznaję, że i zbyt ostro 

zaatakowałem  cię  w  związku  z  tym  przyjęciem,  ale...  -  Sięgnął  do 

kieszeni  i  wyjął  z  niej  staroświecką  białą  chustkę  do  nosa,  którą 

background image

 

122 

wręczył Stacey. 

Kochanie,  Olive  Mayer  jest  rzeczywiście  obłudną,  wiecznie 

wszystkich krytykującą pedantką. I chociaż wiedziałem, że ciebie nie 

może dotyczyć ta... rozpusta, to jednak doprowadziło mnie do pasji, 

gdy wyobraziłam sobie, jak ta stara plotkara będzie o tym opowiadać 

każdemu,  kto  zechce  słuchać.  Oczywiście,  nie  omieszka  dorzucić 

czegoś  od  siebie.  Przyznaję,  że  zareagowałem  zbyt  gwałtownie, 
Stacey. - 

Przestał chodzić po pokoju i wyciągnął do niej rękę. - Poza 

tym, byłem zazdrosny jak diabli. Mayer powiedziała, że tańczyłaś z... 

Ona rzeczywiście potrafi zmyślać, Justinie - przerwała Stacey, nie 

zwracając uwagi na wyciągniętą rękę. - Ja z nikim nie tańczyłam. A ty 

nie zadałeś sobie trudu, żeby mnie o to zapytać? Po prostu oskarżyłeś 

mnie o najgorsze rzeczy i skoczyłeś do gardła tylko dlatego, że stoisz 

na  straży  sztucznego  wizerunku  rodziny  Liptonów.  Każda  próba 
zniszczenia go jest dla ciebie równoznacz

na ze zbrodnią wojenną! 

-  Przepraszam.  - 

Stanął  blisko  niej.  Wystarczyło  zrobić  krok,  by 

znaleźć  się  w  jego  ramionach,  Stacey  jednak  nie  drgnęła.  Pozostała 
sztywna i niewzruszona. 

Justin westchnął ciężko. 

Byłem  głupi,  że  dałem  się  sprowokować  Olive  Mayer.  Nie 

powinienem tak ciebie zaatakować. Moim jedynym wytłumaczeniem 
mo

że być to, że dzisiejszy dzień przerodził się w prawdziwe piekło. 

Nie  przychodziłem  tu  tylko  przez  dwa  dni,  a  po  powrocie  zastałem 

biurko dosłownie zasypane papierami. Musiałem odpowiedzieć na co 

najmniej siedemdziesiąt pięć telefonów i... - Dotknął jej ciągle jeszcze 
mokrego policzka. - 

Nie chcę z tobą walczyć, Stacey. Nie chcę, żebyś 

przeze mnie płakała. 

Stacey odwróciła się. Może rzeczywiście nie chciał, ale jednak zrobił 

to. Swoje myśli i całą energię podporządkował politycznym ambicjom 
i wszystko 

(i każdy!) było mniej ważne. Tak właśnie robił jej ojciec. 

Bradford Lipton nie był złym człowiekiem, nie chciał ranić rodziny, 

ale  czynił  to  ciągle  wskutek  przeoczeń.  Senator  był  niedostępny  i 

wiecznie zajęty, co oddalało go od bliskich mu osób i sprawiało, że 

stawał  się  nieczuły.  Jego  rodzina  nie  była  przecież,  tak  jak  on, 

pochłonięta polityczną karierą. Justin bardzo przypominał Stacey ojca. 

-  Wracam do domu, Justinie. - 

Nie  było  już  żadnego  powodu, dla 

którego miałaby tutaj pozostać. 

background image

 

123 

-  Nie! -  powiedzi

ał stanowczo, zasłaniając sobą drzwi. - Stacey, nie 

pozwolę ci... 

W  tym  samym  momencie  zadzwonił  telefon  i  dla  Stacey  był  to 

najpiękniejszy dźwięk. 

- Poczekaj! - 

powiedział Justin, podnosząc słuchawkę. W jego głosie, 

nawykłym  do  wydawania  rozkazów,  teraz  zabrzmiało  błaganie  i  to 

zatrzymało Stacey w drzwiach. 

Co on zrobił? - Jego głos wybuchł jak dynamit. - Nie, senator nie 

ma tym razem nic do powiedzenia na ten temat. Wydamy oficjalne 

oświadczenie później. Nie, ja także tego nie skomentuję. Uważam, że 

komentarz w tym momencie byłby niewłaściwy. 

Stacey rozpoznała ten wyraz twarzy i ton głosu. Zastanawiała się, cóż 

takiego mógł znowu zrobić któryś z jej braci? 

Justin odłożył słuchawkę; był bardzo wzburzony. 

Co się stało? - zapytała Stacey. Ciekawość wzięła górę nad chęcią 

ucieczki. 

Wczoraj  został  opublikowany  wywiad,  jakiego  udzielił  twój  brat 

Lucas studenckiej gazecie. - 

Justin poruszał nozdrzami. Naprawdę to 

robił! Stacey wcale by się nie zdziwiła, gdyby zobaczyła buchającą z 

nich  przy  każdym  wydechu  parę.  -  Dzisiaj natomiast kilka z jego 

złotych  myśli  pojawiło  się  w  lokalnych  gazetach  w  mieście  i  paru 

oszustów  wysłało  pewne  wiadomości  do  agencji  informacyjnych.  - 

Justin wziął do ręki ołówek i złamał go na pół. - Jutro rano znajdą się 
one we wszystkich gazetach w kraju. 

Oczy  Stacey  rozszerzyły  się  ze  zdziwienia.  Państwowe  dzienniki 

poświęcone Lucasowi? To zabrzmiało złowieszczo. 

Co on takiego powiedział? - odważyła się zapytać. 

Och,  niewiele.  Kiedy  zapytano  go,  co  lubi  robić,  gdy  nie  gra  w 

piłkę, odpowiedział, że lubi pić piwo, grać w bilard i - Justin poniósł 

głos  -  pocieszać  odrzucone  dziewczyny,  chyba  że  sam  wcześniej 

którąś odrzucił! 

Stacey niemal usłyszała, jak Lucas mówi to tym swoim rubasznym 

tonem, zachowując się jak niegrzeczny chłopiec. Roześmiała się. 

To był wielki błąd. Justin spojrzał na nią z wściekłością. 
- To wcale nie jest zabawne! - 

zagrzmiał. - Czy zdajesz sobie sprawę, 

że  jego  wypowiedź  ukaże  się  w  całej  prasie  krajowej?  Jest  to  ten 

background image

 

124 

rodzaj anegdoty, którą dziennikarze telewizyjni uwielbiają opowiadać 

na zakończenie swoich programów. Powszechnie szanowany senator, 

kultywujący  stare  obyczaje,  popierający  tradycyjną  moralność,  ma 
syna, który... 

- Och, Justinie - 

przerwała mu Stacey. - Znowu przesadzasz. Przecież 

Lucas to jeszcze 

dzieciak.  I  w  dodatku  piłkarz.  Jego  wypowiedź  na 

pewno nie zaszokuje. Jedynie tego wszyscy się po nim spodziewają. 

Nikt,  do  cholery,  nie  uwierzyłby,  że  jedyną  rozrywką  przystojnego, 

świetnie zbudowanego chłopaka jest opowiadanie bajek lub bawienie 

się kolejką elektryczną! 

- A szkoda! - 

jęknął Justin. - Stacey, nie rozumiesz powagi sytuacji. 

Liberalna prasa jest wrogo nastawiona do twojego ojca. Ich 

ulubieńcem jest Whit Chambers i wszystko, dosłownie wszystko, co 

mogłoby w jakiś sposób zaszkodzić Bradfordowi Liptonowi, zostanie 
wyolbrzymione do monstrualnych rozmiarów. Z naszych statystyk 

wynika, że wystąpienia twojego ojca trafiają do ludzi, ale jest jeszcze 

żmudna walka z piraniami prasowymi. Nie minął jeszcze tydzień od 

zgłoszenia  kandydatury  i  ostatnia  rzecz,  jakiej  byśmy  sobie  teraz 

życzyli, to publiczne deklaracje Lucasa na temat upodobań, to znaczy 
picia piwa, grania w bilard i... 

Wykorzystywania  dziewcząt  -  dokończyła  za  niego  Stacey. 

Pomyślała, że Justin za bardzo przejmuje się każdą, najgłupszą nawet 

rzeczą.  Dzięki  temu  stał  się  niezwykle  cennym  pracownikiem,  ale 

jednocześnie  to  właśnie  mogło  wywołać  niebezpieczny  wzrost 

ciśnienia,  wrzody  i  diabli  wiedzą,  co  jeszcze.  Najważniejsze  jest 

poczucie  humoru,  ono  powinno  być  dla  życia  wentylem  bezpie-

czeństwa.  Stacey  uśmiechnęła  się  do  Justina,  oczekując  od  niego 
takiej samej odpowiedzi. 

Justin podniósł do góry ręce, bliski załamania. 

Mogłem  spodziewać  się,  że  taka  historia  rozbawi  cię.  -  Za-

chmurzony ruszył w kierunku drzwi. - Sterne i Spence na pewno także 

będą skręcać się ze śmiechu. Czasami wydaje mi się, że cała wasza 
czwórka pracuje nad udoskonaleniem swoich dwuznacznych 

politycznie uwag. Często zastanawiam się, czy nie jesteście opłacani 

przez opozycję. 

Ostatnie słowa Justin wypowiedział już na korytarzu. Zwoływał cały 

background image

 

125 

personel,  aby  wspólnie  omówić  popełnioną  przez  Lucasa  gafę  i 

opracować  odpowiednie  oświadczenie  dla  prasy,  która  zapewne  już 

wkrótce podniesie wielki szum. Justin wyszedł, nie rzucając za siebie 
ani jednego spojrzenia. 

Stacey 

postanowiła  wrócić  do  domu,  tutaj  już  nic  jej  nie  trzymało. 

Zwłaszcza  że  widok  jednej  z  czterech  czarnych  owiec  rodziny 

Liptonów  mógłby  w  tym  szczególnym  momencie  rozwścieczyć 
personel senatora. 

Jadąc samochodem, czuła pogłębiającą się depresję. 
To jasn

e, że idylla z Justinem skończyła się. Już nie byli sobie tak 

bliscy;  przeciwnie,  stali  na  dwóch  przeciwległych  krawędziach 

przepaści, jaką była polityka. Nie potrafili już porozumieć się. 

W  domu  Stacey  zrobiła  sobie  filiżankę  herbaty  i  usiadła,  mając 

nad

zieję,  że  to  ją  uspokoi.  Wszystko  toczyło  się  tak  szybko.  W  jej 

głowie panował zamęt, spotęgowany przez strach. Justin... dziecko... 

kampania...  Myśli  przebiegały  przez  głowę,  a  przed  oczami,  jak  w 

kalejdoskopie, przesuwały się różne obrazy. Co powinna teraz zrobić? 

Skąd ma się tego dowiedzieć? 

Kiedy  zadzwonił  dzwonek  u  drzwi,  Stacey  pomyślała,  że  to  Brynn 

zapomniała kluczy. Było trochę za wcześnie na powrót przyjaciółki, 

ale  może  udało  jej  się  trafić  po  drodze  tylko  na  zielone  światła,  co 

stanowiłoby niezwykle rzadkie zjawisko. 

Stacey  była  przekonana,  że  to  Brynn.  Wobec  tego,  zapominając  o 

zasadach bezpieczeństwa, nie spojrzała w wizjer. I nagle znalazła się 

oko  w  oko  z...  Cordem  Marshallem.  Jęknęła  w  duchu.  Marshall  był 

prawdopodobnie  wściekły  z  powodu  jej  rezygnacji  z  udziału  w 

programie. Bez wątpienia pojawił się tutaj po to, by ją namówić na ten 

wywiad. Nie zamierzała zgodzić się i w myślach przygotowywała się 

do nadciągającej nieprzyjemnej sceny. 

Cześć, Stacey - powiedział Marshall z uśmiechem. - Cieszę się, że 

zastałem cię w domu. 

Stacey spojrzała na niego z uwagą. Nic nie wskazywało na to, że jest 

wściekły, ale ten uśmiech wywoływał nieprzyjemny dreszcz. Marshall 

miał  w  sobie  coś  z  rekina  krążącego  wokół  nic  nie  podejrzewającej 
ofiary. 

-  Czego pa

n sobie życzy, panie Marshall? - zapytała, ciągle jeszcze 

background image

 

126 

trzymając go za drzwiami. 

-  Cord  - 

poprawił  ją  łagodnie.  -  Przyszedłem,  żeby  omówić  z  tobą 

jutrzejszy program. 

Stacey westchnęła. 

Jestem  pewna,  że  otrzymał  pan  dziś  rano  wiadomość  od  Justina 

Marks

a, odwołującą mój udział w tym programie, panie Mars... Cord. 

Nie chcę zdradzać Marksowi naszych małych sekretów, Stacey. - 

Marshall  ciągle  jeszcze  uśmiechał  się.  -  Jednak  jeśli  nie  wystąpisz 

jutro,  będę  musiał  powiedzieć  mu  o  tym.  -  Dramatycznym gestem 

wydobył z fałdów swojego płaszcza pogniecione pudełko. 

Stacey  westchnęła  ciężko  i  mocno  chwyciła  się  drzwi.  To  było 

pudełko po teście ciążowym! 

-  Cudownie!  - 

zawołał Marshall, śmiejąc się radośnie. - Całkowicie 

spontaniczna, niepohamowana reakcja! Podej

rzewałem,  że  to  należy 

do  ciebie,  gdyż  obserwowałem  cię  podczas  wystąpienia twego ojca. 

Niemal zemdlałaś. Jednakże trzeba było także wziąć pod uwagę twoją 

agresywną  współlokatorkę.  Teraz  rozwiałaś  wszelkie  moje 

wątpliwości.  Jesteś  w  ciąży!  I  nie  masz  męża,  z  którym  mogłabyś 

podzielić się tą wspaniałą wiadomością. 

Znalazłeś  to  pudełko  w  śmieciach!  -  zawołała  Stacey.  -  Brynn 

wspominała, że widziała cię kilka dni temu węszącego koło naszego 

domu. Grzebałeś w śmieciach jak... jak szczur! 

Marshall wzruszył ramionami. 

Ja to nazywam prowadzeniem śledztwa. Zdarza się, że czasami nic 

nie  znajdę,  ale  znacznie  częściej  uda  mi  się  natrafić  na  jakiś  ukryty 

klejnot. Nie masz pojęcia, Stacey, co ludzie wyrzucają! 

Jesteś podły! Justin powiedział, że jesteś szczurem śmietnikowym. 

On  wiedział,  jakie  chwyty  potrafisz  stosować, aby  tylko dowiedzieć 

się interesujących, w twym przekonaniu, rzeczy. 

Natomiast nie wiedział, że jesteś w ciąży, co? - wtrącił Marshall. - 

Zaryzykowałbym  stwierdzenie,  że  nikt  o  tym  nie  wiedział  oprócz 

twojej przyjaciółki, tej rudowłosej złośnicy. No i, oczywiście, mnie. A 
kto jest ojcem? 

- To nie twój interes! 

Spokojnie, dziecinko! Nie zamierzam wywierać na ciebie nacisku. - 

Marshall uśmiechnął się ponownie, a Stacey zapragnęła zetrzeć z jego 

background image

 

127 

twarzy  ten  wyraz  zadowolenia,  zetrzeć  całą  jego  twarz!  -  Tak  się 

składa, że darzę szacunkiem przyszłe matki. To chyba coś w rodzaju 
kompleksu Madonny. Nie zamierzam zdra

dzać sekretów. Chcę tylko, 

przy ich pomocy, poszantażować cię trochę. 

-  Och!  - 

zawołała  Stacey,  czując,  że  kręci  jej  się  w  głowie.  Ten 

człowiek po postu zabijał ją! 

Uspokój  się,  skarbie.  Nastroje  matki  bardzo  silnie  wpływają  na 

dziecko.  Wiesz  przecież  o  tym.  -  Był  na  tyle  bezczelny,  by  udawać 
zaniepokojenie.  - 

Zobaczysz,  jak  łatwo  jest  sprostać  moim 

wymaganiom.  Wystąpisz  tylko  w  moim  programie,  w  piętnasto-

minutowym bloku, a ja zapomnę o tym chłopaczku lub dziewuszce, 

którą nosisz pod sercem. Masz na to moje słowo honoru, Stacey. 

Twoje słowo honoru! Jesteś szantażystą, śmieciarzem i... 

Zostawmy  te  przezwiska,  Stacey.  Ograniczmy  się  tylko  do 

interesów.  Potrzebny  jest  mi  ktoś,  kto  wypełni  piętnaście  minut 

mojego jutrzejszego programu jakąś budzącą ludzkie zainteresowanie 

opowieścią. Chciałbym, żeby spodobała się zwłaszcza żeńskiej części 

mojej widowni. Córka kandydata na prezydenta świetnie się do tego 

nadaje.  Obiecuję,  Stacey,  że  ani  słowem  nie  wspomnę  o  twojej... 

delikatnej sytuacji. Przysięgam na świętą pamięć mojej matki! Spójrz 

na to z innej strony. Przecież możesz w ten sposób pomóc ojcu. Bądź 

słodka,  zabawna,  błyśnij  wdziękiem!  Zdobędziesz  w  ten  sposób 

mnóstwo głosów dla ojca. 

Nie  mogę!  -  powiedziała  zrozpaczona.  -  Justin  stwierdził,  że  nie 

może być o tym mowy. Zabije mnie, jeśli wystąpię w tym programie. 

To  łajdak!  -  prychnął  Marshall.  -  Stacey,  nie  ma  się  czego  bać. 

Porozmawiamy tylko o tym, o czym ty będziesz chciała. Będziesz na 

wizji przez niecałe piętnaście minut, z przerwami na reklamy. 

A co z córkami pozostałych kandydatów? - zapytała. 

Żadna z nich nie odważyła się nawet odpowiedzieć na mój telefon. 

To musisz być ty, Stacey. 

Co ma zrobić? Stacey z trudem powstrzymywała się, żeby nie wołać 

o pomoc. Dobrze wiedziała, że wpadła w pułapkę. 

A jeśli odmówię?... - Chciała, żeby to on powiedział. I, oczywiście, 

zrobił to. 

Wtedy  opowiem  na  antenie  o  twoim  mającym  się  urodzić 

background image

 

128 

nieślubnym dziecku. Obiecuję, Stacey. 

To była groźba. Bardzo skuteczna groźba. Stacey, blada i milcząca, 

oparła się o drzwi. 

Bądź  jutro  w  studiu  o  osiemnastej  trzydzieści  -  powiedział 

Marshall.  - 

Zaczynamy  o  dziewiętnastej  i  ty  pójdziesz  na  pierwszy 

ogień.  Do  zobaczenia,  Stacey!  -  Schodził  po  schodach,  wesoło  po-

gwizdując. 

- A co ty tutaj robisz? - 

Stacey usłyszała głos Brynn. Pogwizdywanie 

nagle urwało się. - Przecież niedawno ten budynek był spryskiwany 

płynem przeciwgrzybicznym. - Głos Brynn był bardzo groźny. 

O... odłóż to! - Cord Marshall był bardzo zdenerwowany. 

-  Lepiej szybko zwiewaj, Marshall! - 

ostrzegła go Brynn. - Bardzo 

szybko. 

Po  całej  klatce  schodowej  rozeszło  się  głośne  echo,  gdy Marshall 

zbiegał po schodach. Chwilę później w drzwiach pojawiła się Brynn, 

trzymając  w  ręku  mały  pojemnik  z  gazem  łzawiącym.  Spojrzała  na 
twarz Stacey. 

Powinnam go wysadzić w powietrze! Co on tutaj robił, Stacey? 

Stacey z wahaniem opowiedziała o groźbach Marshalla. 

Nie możesz pozwolić, by cię szantażował! - Brynn była oburzona. - 

Zadzwoń  do  Justina  i  powiedz  mu  o  wszystkim.  Niech  załatwi  tę 

sprawę. 

Powiedzieć  Justinowi?  -  zawołała  przerażona  Stacey.  -  Nie  mogę 

tego zrobić, Brynn. Wolę wystąpić w programie Marshalla. 

Stacey, przecież ty i Justin nie jesteście już wrogami. Przecież się 

kochacie, zapomniałaś o tym? 

Stacey przypomniała sobie twarz Justina, taką, jaką widziała ostatnio. 

Wściekłą, zirytowaną, rozgoryczoną. 

Jestem pewna, że Justin ma inne zdanie na ten temat, Brynn. 

- Po jednym dniu? - 

zapytała Brynn drwiąco. - To niemożliwe. 

Ależ  tak,  Brynnie.  Podczas  tych  dwóch  dni,  kiedy  Justin  przestał 

zajmować  się  kampanią,  wszystko  układało  się  między  nami 
wspaniale. Po prostu cudownie! Jed

nak  skończyło  się  to  dzisiaj, 

natychmiast po przekroczeniu progu biura. Nigdy nie uda nam się być 
razem. - 

Stacey przeciągnęła ręką po włosach, burząc je nieco. - Cord 

Marshall obiecał, że nie wspomni o dziecku. Może to nie byłoby takie 

background image

 

129 

złe? Mogłabym zdobyć trochę punktów dla ojca. Może Justin w ogóle 

nie dowiedziałby się, że wystąpiłam w tym programie? 

Brynn wzniosła oczy do nieba. 

Może  książę  Karol  porzuciłby  księżną  Dianę  i  poślubiłby  Tinę 

Turner? Hej, Stacey! Wróć na ziemię! 

Nie  mogę  powiedzieć  o  tym Justinowi! -  lamentowała  Stacey.  - 

Gdybyś  mogła  zobaczyć  jego  twarz,  gdy  usłyszał,  co  Lucas 

powiedział reporterowi... 

Coś  na  temat  picia  piwa,  grania  w  bilard  i...  umawiania  się  z 

dziewczętami? - Brynn uśmiechnęła się wesoło. - Słyszałam w radiu, 
wra

cając z pracy. Spiker był taki zabawny, gdy cytował Lucasa! 

A więc zaczęły już krążyć anegdoty. Stacey syknęła zirytowana. 

Tata nie znosi, gdy się na jego temat żartuje. Nie lubi tego bardziej 

niż krytyki własnej osoby. Będzie wściekły. A gdy ojciec się wścieka, 

Justin ma sądny dzień. Nie mam odwagi dobijać go w tym momencie! 

Justin  prawdopodobnie  przestanie  ją  kochać  po  jutrzejszym 

programie.  Lecz  jeśli  Stacey  nie  wystąpi,  to  Marshall  opowie  na 

ekranie  o  jej  ciąży.  Skoro  szczeniackie  wypowiedzi  Lucasa  mogą 

wpędzić ojca w kłopoty, co dopiero wiadomość o nieślubnym dziecku 

Stacey?  Zadrżała  na  samą  myśl  o  tym.  To  zdecydowanie  najgorszy 

dzień w jej życiu! 

Muszę tam pójść, Brynn. 

Chyba rzeczywiście nie masz wyboru - przyznała Brynn ponuro. - 

Nie musisz jed

nak sama walczyć z tym potworem. Pojadę jutro z tobą 

do studia i może rzeczywiście nie będzie tak źle. 

 

Stacey  zeszła  z  planu  i  ukryła  twarz  w  dłoniach.  Brynn,  która 

czekała, stojąc poza linią dźwięku, objęła ją opiekuńczym gestem. 

To była klęska! - jęknęła Stacey. - Och, zawsze zachowuję się tak 

okropnie  podczas  udzielania  wywiadów!  Teraz  już  wiem,  dlaczego 

Justin nigdy mi na to nie pozwalał! 

Nie było tak źle. - Brynn, jak zawsze, próbowała pozostać lojalna. - 

To znaczy, nie sądzę, aby twego ojca zachwyciła wypowiedź, iż lubi 

pływać nago, ale to jeszcze nie jest wielki skandal, Stace. 

Nie  wiem,  dlaczego  to  powiedziałam.  -  Stacey  potrząsnęła  głową 

przygnębiona.  -  Marshall  mówił  coś  o  jakichś  prezydentach 

background image

 

130 

pływających  nago  w  basenie  w  Białym  Domu  i  wtedy  natychmiast 

pomyślałam... 

Marshall jest bardzo podstępny. Po prostu naprowadził cię na to - 

powiedziała oburzona Brynn. 

Kiedy  zaczął  mówić  o  ślubach  w  Białym  Domu,  wpadłam  w 

panikę. Byłam pewna, że nawiązuje do... - Stacey odruchowo dotknęła 
swego brzucha. - 

Nie bardzo wiedziałam, co mam odpowiedzieć. 

Wykorzystał cię ten skunks! 

W końcu opowiedziałam mu, jak kiedyś wpadłyśmy razem z mamą 

do Sterne’a i znalazłyśmy w łazience przywiązaną do kurków wanny 

jakąś blondynkę. - Stacey prawie zapiszczała. - Powiedziałam to przed 

kamerą! 

Brynn skrzywiła się. 

Marshall zastawił na ciebie pułapkę. Próbował dać do zrozumienia, 

że twoja rodzina walczy ze Sternem, ponieważ jego styl życia jest dla 

was nie do przyjęcia. Ty tylko... wyjaśniłaś, dlaczego. 

- Justin nigdy mi tego nie wybaczy - 

wyszeptała Stacey. 

Przynajmniej teraz jest dla wszystkich jasne, że w waszej rodzinie 

nie ma prawdziwych animozji. To było piękne, gdy powiedziałaś, że 

wy,  Liptonowie,  akceptujecie  się  nawzajem,  bez  względu  na  to,  jak 
dziw

aczne  jest  wasze  zachowanie.  Tylko  szkoda,  że  Marshall 

natychmiast zapytał, jakie dziwactwa masz na myśli. 

Odpowiedziałam,  że  nie  chcę  mówić  na  ten  temat.  -  Stacey 

przygryzła wargę. - To chyba nie była najlepsza odpowiedź. 

No cóż, spróbujmy znaleźć w tym wszystkim jakąś dobrą stronę - 

powiedziała  Brynn  pokrzepiająco.  -  Wywiad  już  się  skończył,  a 

Marshall nic nie wspomniał o dziecku. 

-  Panie Marshall! - 

Młody  sekretarz  planu,  wyglądający  na  bardzo 

zmartwionego,  pomachał  ręką  do  Corda  Marshalla,  który  nadal 

znajdował  się  na  planie.  Taśma  filmowa  była  jeszcze  wyświetlana, 

więc  wstał  bardzo  cicho  i  dołączył  do  stojącej  w  bezpiecznej 

odległości grupki. 

- O co chodzi, Joe? - 

zapytał. Mrugnął porozumiewawczo do Stacey i 

Brynn, ale żadna z nich nie zareagowała na tę zaczepkę. 

Pana  garderoba.  Wydobywa  się  z  niej  jakiś  straszny  zapach, 

wszedłem  do  środka,  żeby  to  sprawdzić.  To  okropny  smród.  Taki, 

background image

 

131 

jakby coś gniło, rozkładało się albo jeszcze gorzej. 

Cholera! Chodźmy tam, Joe - powiedział Marshall i obydwaj wyszli 

ze studia. 

Uciekajmy  stąd,  Stacey  -  zaproponowała  Brynn,  a  przygnębiona 

Stacey przytaknęła. 

Do diabła! - Wrzaski Corda Marshalla słychać było w całym studiu. 

Po chwili pojawił się, trzymając w ręku jakieś butelki. Jego twarz była 
niemal purpur

owa z wściekłości. - Ktoś wylał w mojej garderobie pięć 

butelek oleju skunksa. Tak tam cuchnie, że nie można wytrzymać! 

Skunksowi  nie  powinno  to  przeszkadzać  -  powiedziała  Brynn 

słodkim  głosem.  -  Powiedziałabym,  że  teraz  jest  tam  dla  pana 

odpowiednie środowisko, panie Marshall. 

Oczy Stacey rozszerzyły się ze zdziwienia. 
- Brynn, czy ty... 

Cord Marshall doszedł do tego samego wniosku. 

To ty zrobiłaś, ruda diablico! - szalał. 

- Brynn - 

Stacey chwyciła ją za rękę - myślę, że czas już na nas. 

Zaczęły biec korytarzem. 

Jeszcze  cię  dostanę,  przyjaciółeczko!  -  Marshall  deptał  im  po 

piętach.  -  Musimy  wyrównać  rachunki!  Dużo  już  się  uzbierało. 

Zobaczysz, pożałujesz, że w ogóle się urodziłaś! 

Zyskały  trochę  czasu,  gdyż  Marshall  zaplątał  się  w  kabel,  który 

zgrabn

ie  przeskoczyły.  Upadł  jak  długi  na  podłogę,  a  one  w  tym 

czasie wybiegły z budynku. 

Brynn, skąd wzięłaś olej skunksa? - wysapała Stacey, gdy dopadły 

zaparkowanego w pobliżu BMW. 

Dzwoniłam do wszystkich oryginalnych sklepów w Waszyngtonie, 

aż  w  końcu  znalazłam,  chociaż  najpierw  pomyślałam  o  trutce  na 

szczury. Stace, jesteś bezpieczna! 

A  jednak  nie  były,  gdyż  właśnie  ze  swego  samochodu  wychodził 

Justin  Marks.  Na  jego  twarzy  malowała  się  wielka  wściekłość. 

Zauważył Stacey i Brynn, zanim one zdążyły zauważyć jego. 

-  Stacey!  - 

Jego  głos  spowodował,  że  obydwie  zatrzymały  się  w 

miejscu. - 

Chodź tutaj, Stacey. - Justin mówił stanowczo i niezwykle 

spokojnie.  Serce  Stacey,  wyczerpane  wysiłkiem  związanym z 

ucieczką,  teraz  zabiło  jeszcze  szybciej.  -  Nie  każ  mi  iść  po  ciebie, 

background image

 

132 

Stacey. Ten zimny spokój przerażał ją bardziej niż wściekle wrzaski 

Corda Marshalla, które właśnie rozległy się ponownie. 

-  Jest tam! - 

Marshall  wbiegł  na  parking;  towarzyszył  mu  ten  sam 

młody sekretarz planu oraz jakiś inny mężczyzna i kobieta. 

Ta ruda maniaczka! Łapcie ją! - wrzeszczał. 

Stacey  i  Brynn  wymieniły  przerażone  spojrzenia  i  równocześnie 

rzuciły się do samochodu. Wskoczyły do środka i zablokowały drzwi. 

Stacey zdążyła umieścić kluczyk w stacyjce, gdy przy oknie pojawił 

się  Justin  Marks  i  prawie  w  tym  samym  czasie  podbiegł  do 
samochodu z drugiej strony Cord Marshall. 

- I co teraz, Stacey? - 

zawołała Brynn. 

Stacey  wrzuciła  wsteczny  bieg  i  nacisnęła  pedał  gazu.  Samochód 

skoczył  do  tyłu,  zostawiając  zaskoczonego  i  wściekłego  Justina  i 

równie wzburzonego Corda Marshalla. Żadna z nich nie powiedziała 

ani  słowa,  dopóki  nie  zgubiły  się  w  masie  samochodów  na 
autostradzie. 

Przez chwilę myślałam, że gramy główne role w jakimś horrorze - 

powiedziała  wreszcie  Brynn  drżącym  głosem.  -  Przy jednym oknie 

stała  Godzilla,  a  przy  drugim  Bestia  z  Bagien.  Byłaś  wspaniała, 
Stacey  - 

dodała  zachwycona.  -  Jechałaś  jak  Mario  Andretti  na  Indy 

500. 

Stacey  nie  odpowiedziała.  Serce  wreszcie  uspokoiło  się  i  mogła 

oddychać normalnie. 

Myślę,  że  będzie  lepiej,  jeśli  nie  wrócimy  dziś  na  noc  do  domu, 

Brynn - 

powiedziała. - Odpada także dom moich rodziców. 

Trzymajmy  się  także  z  daleka  od  cieszącego  się  złą  sławą 

mieszkania Sterne’a - 

dodała Brynn. - Mamy już wystarczająco dużo 

przeżyć, jak na jeden wieczór. 

-  Poj

edźmy na farmę Spence’a i Patty w Fredericksburgu. - Stacey 

zjechała na pas prowadzący do Wirginii. - To tylko czterdzieści minut 

jazdy, a nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby nas tam szukać. 

Stacey wiedziała, że ojciec i Justin trzymają się z daleka od Spence’a 

i Patty. 

Możemy u nich przesiedzieć do poniedziałku - dodała. 

A do tego czasu cała ta awantura przycichnie. - Brynn przełknęła 

głośno ślinę. - Mam taką nadzieję - dodała. 

background image

 

133 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

Wydawało  się,  że  nic  nie  jest  w  stanie  zaskoczyć  Spence’a i Patty 

Lipton.  Kiedy  Stacey  i  Brynn  pojawiły  się  w  ich  domu  tuż  po 

dziewiątej wieczorem, zaprosili je do środka bez żadnych pytań, jakby 

ich  obecność  tutaj  i  prośba  o  udzielenie  schronienia  były  naj-

normalniejszą w świecie sprawą. 

Spence  oddał  im  do  dyspozycji  dodatkowy  pokój,  przylegający do 

sypialni dzieci. Natomiast Patty przygotowała herbatę poziomkową i 

upieczony w domu chleb. Chociaż oboje nie zadawali żadnych pytań, 

Stacey  czuła  się  zobowiązana  do  wyjaśnienia  powodów tej nie 
zapowiedzianej wizyty. 

Wystąpiłam  dzisiaj  wieczorem  w  programie  Corda  Marshalla  - 

powiedziała, popijając herbatę. 

-  Och, rozumiem! - 

Spence uśmiechnął się szelmowsko. - I musisz 

teraz ukryć się, bo zrobiło się gorąco? Czy mamy spodziewać się, że 

Justin  Marks  zjawi  się  tutaj wkrótce z megafonem,  brygadą 

antyterrorystyczną i gazem łzawiącym? 

Brynn skrzywiła się. 

To  jest  bardzo  prawdopodobne,  biorąc  pod  uwagę,  cośmy  dzisiaj 

przeżyły. 

Na  zmianę  ze  Stacey  zaczęły  opowiadać  wydarzenia  dzisiejszego 

wieczoru. Patty i Spence byli zachwyceni. 

Uważam  jednak,  że  w  twoim  stanie,  Stacey,  nie  powinno  się  tak 

biegać - zauważył Spence zatroskany. - Patty mówi, że ciąża w ogóle 

nie powinna ograniczać aktywności kobiety, ja jednak sądzę, że trzeba 

trochę  zwolnić  tempo,  zwłaszcza  w  trzech pierwszych i trzech 

ostatnich miesiącach. 

Kawałek chleba, który jadła Stacey, wypadł z ręki na podłogę. Brynn 

zakrztusiła się herbatą. 

Skąd... skąd wiesz? - zapytała Stacey, gdy Brynn już uspokoiła się i 

mogła wreszcie normalnie oddychać. 

-  Podczas 

wystąpienia  ojca  widzieliśmy  cię  po  raz  pierwszy  od 

dłuższego czasu - powiedziała Patty spokojnie. - Spence zauważył, że 

zaszła  w  tobie  jakaś  zmiana.  A  kiedy  niemal  zemdlałaś  -  Patty 

wzruszyła ramionami - po prostu już wiedzieliśmy. 

-  Na kiedy masz termi

n  porodu?  Oczywiście,  będzie  to  poród 

background image

 

134 

naturalny,  nie  ma  innej  możliwości.  -  Spence  uśmiechnął  się  do 
Stacey.  - 

Czy  pomyślałaś  o  imieniu?  Możemy  pożyczyć  ci  świetną 

książkę o niezwykłych imionach. Aha, a kto jest ojcem? 

-  Och, Spencer! Ojcem jest Justin Marks!  - 

Patty  uśmiechnęła  się 

pogodnie. Spence, nieprawdopodobnie zaskoczony, niemal wypuścił z 

rąk  filiżankę.  Równie  zdumione  Stacey  i  Brynn  wlepiły  wzrok  w 
Patty. 

Któż  inny  mógłby  nim  być?  -  powiedziała  Patty,  wzruszając 

ramionami, jakby to wszystko wy

jaśniało. 

-  To prawda - 

wyszeptała  Stacey,  przenosząc  zdziwiony  wzrok  z 

Patty na Spence’a. - Ale on nic o tym nie wie. 

- Justin Marks! - 

Spence nie mógł tego pojąć. - Justin Marks? 

-  Od dawna byli w sobie zakochani - 

wyjaśniła  Patty.  -  To  było, 

oczywiście, ich przeznaczenie. Musieli jednak poczekać, aż rządzące 

ich losem planety znajdą się w dogodnym położeniu. 

- No tak! - 

przytaknął Spence, jakby to w końcu go przekonało. 

Stacey i Brynn wymieniły spojrzenia. 

Czy byłaś już u lekarza, Stacey? - zapytała Spence. 

Stacey potrząsnęła głową. 

Zamierzam pójść wkrótce, ale... 

-  Rozumiem  - 

powiedziała  Patty.  -  Wiem, jak zimni i obojętni 

potrafią  być  lekarze.  -  Poklepała  Stacey  po  ramieniu.  -  Skoro  już 

jesteś  tutaj,  musisz  zobaczyć  się  z  Kimberly.  To  położna,  która 

przyjmowała  nasze  dzieci.  -  Twarz  Patty  rozjaśnił  entuzjazm.  -  Ona 

jest  wspaniała.  Bardzo  doświadczona,  pełna  ciepła  i  zrozumienia. 
Popiera porody w domu i... 

Położna Kimberly? - przerwała Brynn. 

Spence przytaknął radośnie. 

Zadzwoń do niej  jeszcze  dzisiaj, Patty -  powiedział.  -  Zamów na 

jutro wizytę dla Stacey. 

Wspaniały pomysł! - Patty zerwała się i podeszła do stojącego w 

kuchni starego, czarnego telefonu. 

- Ale... - 

zaczęła mówić Stacey. 

Możesz rodzić tutaj, Stace. - Spence uśmiechnął się szeroko. - Patty 

i ja będziemy pomagać Kimberly. Nie będziesz miała nic przeciwko 

temu, żeby dzieci przyglądały się narodzinom swego nowego kuzyna? 

background image

 

135 

To  byłoby  dla  nich  bardzo  wzruszające  i  oświetlające  ich  duszę 

przeżycie! 

 

Kimberly  była  szczupłą  blondynką  zbliżającą  się  do  trzydziestki i 

zupełnie  nie  pasowała  do  wyobraźni  Stacey  na  temat  wiejskich 

akuszerek. Jednak oprawione w ramki świadectwo ukończenia szkoły 

pielęgniarskiej i dyplom położnej, które wisiały na ścianie gabinetu, 

zwiększyły nieco zaufanie Stacey. 

Młoda  położna  udowodniła,  że  jest  dokładnie  taka,  jak  opisała  ją 

Patty:  doświadczona,  przyjazna,  wyrozumiała  i  ciepła.  Przepro-

wadzała badanie z wielką znajomością rzeczy. 

Czy masz absolutną pewność, co do dnia, w którym dziecko zostało 

poczęte?  -  zapytała,  gdy  po  skończonym  badaniu  usiadły  w  małym 
saloniku. 

Ależ  tak!  -  odpowiedziała  Stacey  i  wróciła  myślami  do  tamtej 

gorącej sierpniowej nocy. - To był jedyny możliwy moment 

Kimberly skinęła głową. 

W takim razie będziemy musiały dziś po południu zrobić USG w 

szpitalu. Stacey, twoja macica jest znacznie większa, niż powinna być 
w tym stadium. 

-  Co takiego? - 

zapytała  Stacey,  nie  rozumiejąc,  o  czym  mówi 

położna. 

-  Stacey.  - 

Kimberly  wzięła  jej  ręce  w  swoje  dłonie.  -  Musisz 

przygotować się, że prawdopodobnie są to bliźnięta. 

 

Bliźnięta? - powtórzyła po raz setny Brynn, prowadząc samochód w 

drodze  powrotnej  do  Waszyngtonu.  Było  późne  niedzielne 

popołudnie.  Stacey  siedziała  obok  niej,  niezdolna,  żeby  prowadzić, 

żeby myśleć logicznie, niezdolna do czegokolwiek. 

Bliźnięta! - mogła jedynie powtarzać za Brynn. 

Do  szpitala  wybrali  się  całą  grupą.  Brynn,  Spence,  Patty, 

dziewczynki,  Stacey  i  Kimberly  tłoczyli  się  w  małym  pokoju,  w 

którym  ultrasonogram  potwierdził  przypuszczenia  Kimberly.  To 

bliźnięta! Od tej chwili Stacey była w stanie dziwnego oszołomienia. 

Stacey, musisz o tym powiedzieć komuś! - Brynn była wyczerpana 

nerwowo.  Od  chwili,  w  której  dowiedziała  się  o  bliźniaczej  ciąży, 

background image

 

136 

obgryzła  osiem  długich  paznokci.  -  To  znaczy,  o  tych  bliźniakach. 

Ty...  my  same  nie  damy  sobie  dłużej  z  tym  rady!  Powiedz o tym 
przynajmniej matce, Stacey. 

-  Brynnie, matka nigdy tego nie zrozumie. Znienawidzi mnie! - 

zawołała udręczona Stacey. 

To  samo  mówiłaś,  gdy  będąc w  szkole,  poszłyśmy  na  wagary do 

kina 

i  zostałyśmy  złapane.  Jednak  kiedy  powiedziałaś,  ona  to 

zrozumiała  i  nie  znienawidziła  cię, a  nawet  opowiedziała,  jak  sama, 

będąc uczennicą, poszła na wagary i została przyłapana. Pamiętasz? 

Brynn,  nie  możemy  porównywać  dziecięcego  wybryku  z  moją 

obecną sytuacją! Jako dorosła kobieta, matka była zawsze doskonała 

pod każdym  względem,  zawsze  zachowywała  się  odpowiednio. Ona 
tego nigdy nie zrozumie, Brynnie! Znienawidzi mnie! 

- Stacey. - 

Brynn obgryzła dziewiąty paznokieć. - Powiedz wszystko 

matce. 

 
Stacey 

siedziała  w  pięknie  urządzonym  salonie  w  domu  Liptonów. 

Ręce miała zaciśnięte w pięści, a oczy spuszczone. Brynn podrzuciła 

ją tutaj, a sama wróciła do mieszkania. 

-  Och, Stacey! - 

zawołała  matka,  gdy  Stacey  zdradziła  tajemnicę. 

Przeszła  przez  pokój  śliczna, wiotka i bardzo zmartwiona. -  Moja 
biedna dziewczynka! - 

Usiadła  obok  Stacey  na  kanapie  i  wzięła  jej 

ręce w dłonie. Stacey patrzyła na łzy płynące z jasnobrązowych oczu 
matki.  - 

Moja  biedna,  mała  Stacey.  -  Jej  głos  zadrżał.  -  Musisz  być 

przerażona. Na pewno czujesz się taka samotna, taka zakłopotana, a 

także... winna. 

Stacey poczuła, że coś ją dławi w gardle. Serce biło jak oszalałe. 
- Tak - 

wyszeptała. - Tak się właśnie czuję, mamo. 

- Wiem, kochanie. - 

Caroline ścisnęła rękę Stacey. - Widzisz, ja także 

przez  to  przeszłam.  Okoliczności  były  nieco  inne.  Miałam  wtedy 

dwadzieścia jeden lat i byłam w ciąży tylko z jednym dzieckiem, ale... 

Nie miałam męża i przerażała mnie myśl, że muszę o tym powiedzieć 
moim rodzicom i ojcu dziecka. Doskonale wiem, co  teraz czujesz, 
Stacey. 

Stacey patrzyła na matkę z otwartymi ze zdziwienia ustami. 
- Mamo! - 

wydusiła w końcu. - Ty? 

background image

 

137 

Caroline przytuliła ją do siebie. 

Ty byłaś tym dzieckiem, a ten mężczyzna to twój ojciec. 

Stacey  była  wstrząśnięta.  Jej  rozsądny,  konserwatywny ojciec i 

zrównoważona,  doskonała  matka  musieli  się  pobrać?  Stacey 

potrząsnęła  głową,  jakby  chciała  pozbyć  się  tej  myśli.  To  nie  może 

być prawda! To jakiś dziwny sen, z którego zaraz się przebudzi. 

Twój ojciec zachował się wspaniale, gdy w końcu zebrałam się na 

odwagę i powiedziałam mu o wszystkim. Nalegał, żebyśmy od razu 

się pobrali i tak też się stało. Udało nam się jednak antydatować ślub o 

kilka miesięcy. - Caroline uśmiechnęła się lekko. - Brad uważał, że to 
nie wypada, aby dziecko senatora 

urodziło  się  siedem  miesięcy  po 

ślubie.  -  Matka  uśmiechnęła  się  teraz  szerzej.  -  Byliśmy  tacy 

szczęśliwi, Stacey. Jesteśmy doskonałym małżeństwem. 

Stacey cofnęła się i spojrzała na nią z niedowierzaniem. 

Naprawdę? 

Ależ tak! - Caroline zaśmiała się. - Kochamy się tak samo, jak tej 

nocy,  kiedy  zostałaś  poczęta.  Oczywiście,  to  był  dla  mnie  ciężki 

okres,  kiedy  byliście  mali,  a  ja  musiałam  siedzieć  w  domu.  Jednak 

kiedy  dorośliście,  mogłam  zacząć  prowadzić  bardziej  aktywny  tryb 

życia,  nawet  sama  działać  na  rzecz  kampanii.  Nigdy  nie  byliśmy  z 

ojcem szczęśliwsi, Stacey. 

Ty lubisz politykę - powiedziała Stacey wolno. 

Myślę, że kiepska ze mnie aktorka. - Policzki matki zaróżowiły się. 

Jednak kocham wszystko, co jest związane z polityką, uwielbiam tę 

uwagę  skupioną  na  nas,  światła  reflektorów,  tłumy  i  podniecenie. 

Oszalałabym, gdybym musiała prowadzić monotonne życie przy boku 

człowieka,  który  wykonuje  jakąś  głupią  robotę  od  dziewiątej  do 
siedemnastej. 

Stacey słuchała przerażona. Wszystko, czego była pewna przez cale 

życie, waliło się w gruzy. Matka kochała związane z polityką życie. 

Jej  małżeństwo  nie  wymagało  żadnego  poświęcenia;  była  z  niego 

zupełnie  zadowolona.  Stacey  cieszyła  się  szczęściem  matki  i 

świadomością,  że  nie  narzucono  jej  trybu  życia,  którego by 

nienawidziła. 

Zaraz  jednak  posmutniała,  gdy  zrozumiała,  jak  bardzo  obie  się 

różnią. Rozmowa z Caroline w ogóle nie wpłynęła na poglądy Stacey. 

background image

 

138 

To,  co  matka  uwielbiała  w  politycznym  życiu,  córka  znienawidziła. 

Stacey  pragnęła  właśnie  tego  monotonnego  życia  z  mężczyzną 

pracującym  w  normalnych  godzinach;  marzyła  o  tym,  o  czym  z 

lekceważeniem mówiła matka. 

Ujawnienie,  kto  jest  ojcem  dzieci  było  łatwe  w  porównaniu  z 

przyznaniem się do ciąży. Caroline była zachwycona. 

Justin  to  taki  poważny,  odpowiedzialny  człowiek.  Lojalny  i 

pracowity.  Jak  to  się  spodoba  prasie.  Szef  kampanii  wyborczej 

zostanie zięciem senatora! 

Bradford  Lipton  przyjechał  do  domu  godzinę  później  i  żona,  na 

prośbę  Stacey,  powiedziała  mu  o  wszystkim.  Po  pięciu  minutach 

przyszedł  do  pokoju  córki.  Widać  było,  że  jest  zdenerwowany  i 

zmieszany.  Okazywanie  uczuć  nie  było  jego  najmocniejszą  stroną. 

Ten  człowiek,  który  zachowywał  zimną  krew,  występując  przed 

tysiącami ludzi, stracił opanowanie, gdy przyszło mu stanąć twarzą w 

twarz z własną córką. 

Chcę,  żebyś  wiedziała,  Stacey,  że  nie  potępiam  cię  -  wydusił  z 

siebie,  wbijając  wzrok  w  dywan.  -  Kobieta...  mężczyzna...  - 

Zaczerwienił się. - Oboje z mamą rozumiemy to. 

Stacey musiała się uśmiechnąć. W tym momencie żałowała, że ona i 

ojciec byli sob

ie  tak  dalecy.  Prawdopodobnie  zawsze  tak  będzie. 

Bradford  Lipton  nie  otwierał  się  nigdy  i  przed  nikim,  może  tylko 

przed żoną. 

Dziękuję, tato - powiedziała cicho. Pomyślała, że ojciec jest dla niej 

taki dobry. Nie powiedział ani jednego słowa na temat ewentualnych 

fatalnych  skutków,  jakie  może  przynieść  jego  kampanii wyborczej 

cała ta historia. 

Cieszę się, że wyjdziesz za Justina, Stacey. - Głos senatora stał się 

cieplejszy,  gdy  zawołał  do  stojącej  na  dole  żony:  -  Caroline,  może 

urządzimy ślub jutro? Chyba im szybciej, tym lepiej, co? 

- Jutro? - 

powtórzyła Stacey blednąc. 

Świetnie,  kochanie!  -  Caroline  pojawiła  się  w  drzwiach  i 

uśmiechnęła  się  do  męża.  -  Urządzimy  małą,  rodzinną  uroczystość, 

tylko dla najbliższych. Oczywiście, zaprosimy Grace i Brynn. Zacznę 
przygotowania dzisiaj wieczorem. 

Stacey poczuła, że ogarniają przerażenie. 

background image

 

139 

Słuchajcie  -  powiedziała.  -  Może  będzie  lepiej,  jeśli  najpierw 

porozmawiam o tym z Justinem. 

Jej  żołądek  skurczył  się  ze  strachu.  Przecież  Justin  był  na  nią 

wściekły.  Czy  do  tego  stopnia,  żeby  ją  znienawidzić?  Ostatnio  wi-

dzieli  się  w  sobotę  wieczorem,  gdy  niemalże  przejechała  go  samo-

chodem. A teraz rodzice planowali ich ślub bez jego wiedzy! 

-  Pani Lipton! - 

Z  holu  na  parterze  doszedł  do  nich  głos  Grace.  - 

Przyszedł Justin Marks. Chce się widzieć z senatorem. 

-  Co za wyczucie! Prawda, Caroline? - 

Uśmiechnięty  Bradford 

Lipton zaczął schodzić na dół. Za nim podążyła żona, jej twarz była 

rozpalona. Stacey nie była w stanie ruszyć się z miejsca. Pozostała w 
sypialni, wszy

stko jednak doskonale słyszała. 

- Witamy w rodzinie, Justinie - 

zagrzmiał ojciec. - Zapewniam cię, ze 

ja i Caroline jesteśmy bardzo zadowoleni.  

Pani Lipton nie posiadała się z radości. 

Jesteśmy zachwyceni, Justinie. Zaplanowaliśmy ślub na jutrzejszy 

w

ieczór. Ty i Stacey nie musicie się o nic martwić. Będę szczęśliwa, 

jeśli pozwolicie mi wszystkim się zająć. 

W końcu Stacey usłyszała głos oszołomionego Justina: 

Ślub? 

-  Stacey, kochanie! - 

zawołała  matka  melodyjnym  głosem.  -  Justin 

jest tutaj! 

Stacey po

woli schodziła po schodach. A więc tak właśnie czuli się 

żołnierze,  lądując  na  wybrzeżach  Normandii  podczas  drugiej  wojny 

światowej? Zatrzymała się na ostatnim stopniu i przyjrzała się stojącej 
na dole grupie - 

swojemu  przystojnemu,  pełnemu  charyzmy ojcu, 

pięknej,  promiennej  matce  i  Justinowi,  całkowicie  zaskoczonemu i 
jakby przestraszonemu. 

A oto panna młoda! - zawołał ojciec, wyciągając rękę do córki. - 

Jestem  pewien,  że  chcecie  zostać  sami.  Macie  na  pewno  dużo  do 
omówienia. 

Stacey i Justin przyglądali się sobie. 

Pomyślała  ponuro,  że  nawet  podczas  pierwszej  randki  nie  była  tak 

zakłopotana. Co, do licha, może teraz powiedzieć temu człowiekowi? 

Nie wybrałabyś się ze mną na przejażdżkę? - zapytał Justin pełnym 

napięcia głosem. 

background image

 

140 

- Nie! - 

zawołała i spojrzała na rodziców. - Dziękuję, ale lepiej nie - 

dodała uprzejmie. 

Romantyczna  przejażdżka  po  Rock  Creek  Park!  -  powiedział 

senator radośnie. - To mi coś przypomina, a tobie, Caroline? A więc 

ruszajcie, młodzi. Bawcie się dobrze! 

Justin  ścisnął  ramię  Stacey  tak  mocno,  jakby  założył  mankiet  do 

mierzenia ciśnienia. Wyprowadził ją z domu, nie mówiąc ani słowa. 

Stacey zadrżała, ale nie z powodu wieczornego chłodu. 

Czyżby  twoi  rodzice  sądzili,  że  przyjęłaś  moje  oświadczyny?  - 

zapytał  Justin,  gdy  wyjechali  na  ulicę.  W  jego  głosie  słychać  było 
sztuczny spokój. - W jaki sposób doszli do tego wniosku? 

„Powiedz mu! - 

coś  krzyczało  wewnątrz  niej.  -  Powiedz, zanim 

będzie za późno!” 

Nie będziesz ze mną rozmawiać? - Jego głos był zimny i ostry. - 

Pojawiłem się w bardzo niedogodnym momencie? Nie spodziewałaś 

się, że ktoś przyłapie cię na kłamstwie tak szybko? 

Stacey poruszyła ustami, nie mogąc jednak wydobyć głosu. Justin by 

na nią zły, tak strasznie zły! 

Odrzuciłaś  moje  oświadczyny  -  mówił  dalej  tak  samo  zimnym 

głosem. - Chciałaś mieć ze mną romans, pamiętasz? 

Stacey zrozumiała, jak bardzo Justin czuje się urażony. Ogarnęła ją 

litość.  Odrzucając  jego  propozycję,  uraziła  go  i  nawet  tego  nie 

zauważyła! 

Moja propozycja jest już nieaktualna. Romans, to wszystko, czego 

ode  mnie  chciałaś  i  tylko  to  otrzymasz.  Nie  masz  prawa  kłamać  i 

wykorzystywać  mnie  do  tego,  abym  pomógł  ci  uwolnić  się  od 

rodziców. Jutro powiesz im prawdę, Stacey. 

Prawda. Stacey ciężko westchnęła. Justin nie znał całej prawdy. Był 

urażony i zły. Sądził, że wykorzystała go, aby uniknąć konsekwencji 

związanych  z  wystąpieniem  w  programie  Marshalla.  Jak  jednak 

powiedzieć całą prawdę teraz, kiedy jest taki zimny i zły? 

Głęboko  oburzyły  mnie  twoje  metody  łagodzenia  gniewu  ojca  w 

związku z pojawieniem się w tym okropnym programie. Nie powinnaś 

była mówić, że się pobieramy. To było tchórzliwe i podstępne! Poza 

tym, złośliwe - powiedział Justin. 

To  nie  było  tak  -  odpowiedziała  Stacey  łagodnie.  Rzuciła 

background image

 

141 

ukradkowe  spojrzenie  na  zawziętą  twarz.  Do  oczu  napłynęły  łzy.  A 

więc  nienawidzi  jej!  Naprawdę!  Powiedział,  że  odwołuje  swoje 

oświadczyny.  A  matka  przygotowuje  pieczołowicie  jutrzejszą  uro-

czystość! 

Stacey delikatnie położyła swoje dłonie na brzuchu. Tam, w środku, 

rosło  dwoje  dzieci.  To  były  dzieci  Justina. Gdyby mu teraz o nich 

powiedziała...  Na  pewno  w  poczuciu  obowiązku  ożeniłby  się  z  nią, 

chociaż jej nienawidzi. Przypomniała sobie dni, które spędzili razem 

w cudownej harmonii. Wtedy obietnica głębokiej i wiecznej miłości 

była faktem, a nie marzeniem. Teraz nie było już na to nadziei. 

Nie obawiaj się, Justinie - powiedziała przez ściśnięte gardło. - Nie 

pobierzemy się. 

Justin zatrzymał samochód przed jej domem. 

Bądź tak uprzejma i poinformuj rodziców o tym. - Nawet na nią nie 

spojrzał. Patrzył prosto przed siebie, gdy Stacey szybko wychodziła z 
samochodu. 

 

Stacey,  co  się  stało?  -  zawołała  Brynn,  zobaczywszy,  jak  Stacey 

wrzuca  do  walizki  różne  przypadkowe  ubrania.  -  Co robisz?  Dokąd 

się wybierasz? 

Zamieszkam ze Spencem i Patty. Będziemy żyć z dala od świata. 

Kimberly  może  odebrać  poród  i...  i  moje  małe  kuzynki  mogą 

przyglądać się temu, i... 

Dobry Boże! Ty chyba oszalałaś! Stacey, co powiedzieli rodzice? 

Wyparli się ciebie, czy co? Proszę, powiedz coś wreszcie! 

Spodziewają  się,  że  jutro  wieczorem  poślubię  Justina  -  od-

powiedziała Stacey. - On natomiast nie chce się ze mną ożenić, on po 

prostu nie może na mnie patrzeć. Och, Brynn! Nic z tego nie będzie! 

Nasze... planety jednak nie są w sprzyjającym położeniu. 

- Och! - 

jęknęła Brynn. 

Muszę wyjechać z Waszyngtonu. - Stacey uścisnęła mocno Brynn. 

Zadzwonię do ciebie, kiedy... 

Stacey, nie pozwolę, żebyś sama w nocy jechała na farmę. W takim 

stanie! Jeśli koniecznie chcesz jechać, to jadę z tobą. 

Przecież musisz być jutro w pracy, Brynn. 

- Z

adzwonię do biura i powiem, że wzięłam kilka dni urlopu. Stacey, 

background image

 

142 

nie mogłabyś tego jeszcze raz przemyśleć i porozmawiać z Justinem? 

Już  rozmawialiśmy,  Brynn.  To  beznadziejne.  -  Stacey po-

wstrzymała Izy. Nie będzie znowu płakać! Musi skierować wszystkie 

swoje myśli i całą energię na nowe życie. Rozpaczanie nad tym, co 

może się zdarzyć, jest demoralizujące i bezcelowe. 

Brynn wyciągnęła z szafy walizkę. 

Mam nadzieję, że Spence nie każe nam doić swojej krowy-diablicy 

albo łapać zadziornego koguta - powiedziała ponuro. 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

Następnego  dnia  rano  Stacey,  Brynn  i  trzy  córeczki  Spence’a 

sied ziały  przy  sto le  w  k u ch n i i  b awiły  się  ciastem  z  mąk i  i  wo dy, 

zagniecionym wcześniej przez Patty. 

-  Nie, Auroro. Nie jedz tego. - 

Po  raz  piętnasty  Stacey  wyjęła 

kawałek ciasta z ust dwuletniego dziecka. - My tylko bawimy się. To 
ciasto do zabawy. 

Ona  także  zjada  nasze  zapasy  -  powiedziała  Sunshine.  -  Popatrz, 

ciociu, jakiego zrobiłam kotka. 

Stacey uśmiechnęła się. 

Jest wspaniały, Sunny - powiedziała. 

- Kiedy 

wrócą rodzice? - zapytała trzyletnia Melody. 

Patty i Spence pojechali godzinę temu do miasta na zakupy. 
-  Wkrótce  - 

powiedziała  Brynn  i  przechyliła  głowę.  -  Prawdę 

mówiąc, właśnie słyszę nadjeżdżający samochód.  

Dzieci wybiegły z kuchni, piszcząc radośnie. 
- To nie rodzice - 

dobiegł z podwórka rozczarowany głos Sunny. - To 

Justin Marks. 

- Stacey, tylko spokojnie - 

powiedziała szybko Brynn, ale było już za 

późno. Stacey chwyciła wiszący na haku gruby, wełniany sweter Patty 

i  rzuciła  się  do  kuchennych  drzwi.  Po  piętnastu  minutach  Justin 

znalazł ją na strychu stodoły. 

Zejdziesz sama na dół, czy też ja mam wejść do ciebie na górę? - 

zapytał  cicho,  stając  obok  drewnianej  drabiny  i  zadzierając  do  góry 

głowę. 

- Ani jedno, ani drugie. - 

zawołała. - Odejdź stąd! 

Justin postawił nogę na najniższym szczeblu. 

Dobrze,  ale  najpierw  wygłoszę  przemówienie,  które  powtarzałem 

background image

 

143 

przez całą drogę - powiedział. 

Nie chcę tego słuchać. Nie znoszę przemówień! 

-  Wiem.  - 

Zaczął  wspinać  się  po  drabinie,  powoli  i  z  uporem.  - 

Zadz

woniłem  do  ciebie  pół  godziny  po  naszym  rozstaniu.  Ponieważ 

nikt nie odbierał telefonu, przyjechałem do was i przekonałem się, że 

nikogo  nie  ma  w  domu.  Jeden  z  waszych  sąsiadów  widział,  jak 

wychodziłyście z walizkami. 

Stacey nie mogła już dłużej znieść tej niepewności. 

Jak  dowiedziałeś  się,  że  jestem  tutaj?  Skąd  y  się  tutaj  wziąłeś.  - 

Było  jej  niedobrze  ze  zdenerwowania.  -  Czy  wiesz  już?...  - 

wyszeptała. 

Doszedł  do  połowy  drabiny  i  jego  twarz  znajdowała  się  teraz  na 

wysokości wzroku Stacey. 

-  Patty zadzw

oniła  do  mnie  dziś  rano  -  powiedział.  -  Zaczęła  coś 

mówić  o  wywierających  wpływ  domach,  znakach  i  planetach.  - 

Roześmiał się cicho. - Nic z tego nie rozumiałem, ale to nic nowego. 

Rzadko zdarza się, że wiem, o czym mówi Patty. 

Justin wdrapał się zręcznie na strych i usiadł obok Stacey na sianie. 

Rzuciła mu szybkie spojrzenie. Miał na sobie brązowe sztruksy, białą 

koszulę  i  nowy  niebieski  sweter.  Gdy  zorientowała  się,  że  Justin 

patrzy na nią, natychmiast odwróciła wzrok. 

Nieśmiało wyciągnął rękę, żeby dotknąć jasnej perkalowej sukienki. 

Było to jedno z ciążowych ubrań Patty. 

Ładnie wyglądasz - powiedział wzruszony. 

Stacey zadrżała. 

Justinie, czy Patty powiedziała ci, że jestem...? 

- Ty mi to powiedz, Stacey - 

odparł. 

Wzięła głęboki oddech. A więc nareszcie miało to nastąpić! 

Jestem  w  ciąży.  -  Słowa  te  wymknęły  się,  zanim  Stacey  zdążyła 

pomyśleć. - To będą bliźnięta. Ta sierpniowa noc... 

Justin wyciągnął rękę. Stacey dostrzegła w jego oczach współczucie i 

troskę. Odsunęła się, przesuwając w głąb strychu. 

Nie  chcę  litości,  Justinie  -  powiedziała.  -  Nie  potrzebuję  jej  i  nie 

oczekuję, że ożenisz się ze mną. Mogę... 

Stacey, oczywiście, że ożenię się z tobą - wtrącił Justin. 

-  Nie!  - 

zawołała Stacey, ciągle odsuwając się od niego. - Przecież 

background image

 

144 

nie chcesz te

go. Wycofałeś swoje oświadczyny i ja... ja nie mam o to 

pretensji.  Nie  moglibyśmy  znieść  siebie  i  obydwoje  dobrze  o  tym 
wiemy. 

Justin  skoczył  tak  szybko  i  zwinnie  jak  kot.  Nagle  Stacey  zo-

rientowała się, że leży na sianie, a Justin przygniata ją swoim ciałem. 

Przytrzymał jej ręce nad głową; palce splotły się ze sobą. 

- Stacey - 

powiedział cicho, patrząc w jej jasnobrązowe oczy. - Och, 

moja kochana. 

-  Nie, Justinie - 

błagała, gdy jego usta musnęły jej wargi. - Proszę, 

nie! 

Nie mogła myśleć, gdy patrzył na nią w taki sposób, gdy jej dotykał. 

A przecież musi zachować teraz jasność umysłu. Musi! 

Stacey,  wróciłem  wtedy,  aby  jeszcze  raz  prosić  cię  o  rękę.  - 

Obsypywał jej szyję gorącymi pocałunkami. - Chciałem powiedzieć, 

że nie obchodzi mnie, dlaczego powiedziałaś rodzicom, że wyjdziesz 

za mnie. Chcę, żebyś została moją żoną, bez względu na wszystko. To 

moja  głupia  duma  spowodowała,  że  tak  ostro  napadłem  na  ciebie. 

Bardzo szybko zrozumiałem, że duma nie jest ważna, skoro przez nią 

mam utracić ciebie. 

-  Justin

ie, ja wtedy w ogóle nie rozmawiałam z rodzicami na temat 

tragicznego  wystąpienia  w  programie  Marshalla  -  wtrąciła  Stacey.  - 

Nic im także nie mówiłam o poślubieniu ciebie. Kiedy przyznałam się 

mamie,  że  jestem  w  ciąży,  ona  doszła  do  wniosku,  że...  zaczęli  z 

ojcem snuć plany... 

I słusznie, kochanie - przerwał Justin. - Zanim przyjechałem tutaj, 

rozmawiałem z twoją matką. Ślub jest w dalszym ciągu zaplanowany 
na dzisiejszy wieczór. 

Nie!  Nie  możemy  się  pobrać!  -  Stacey  poruszyła  się  pod  nim 

niespokojnie. 

Stacey, nie możemy n i e pobrać się - poprawił ją Justin i uciszył 

długim, spokojnym pocałunkiem. Była już bardzo bliska poddania się, 

gdy Justin podniósł głowę. 

Weźmiemy ślub, kochanie - powiedział. 

Justinie, wiem, że próbujesz zachować się odpowiednio honorowo, 

ale... - 

udało jej się powiedzieć. 

Stacey, nie chcę ożenić się z tobą dlatego, że jestem honorowy, czy 

background image

 

145 

też dlatego, że uważam to za mój obowiązek. Chcę tego, ponieważ cię 

kocham. Po raz pierwszy poprosiłem cię o rękę, nie wiedząc jeszcze o 
naszych dzieciach. - 

Jego  twarz  oświetlił  nagle  jakiś  wewnętrzny 

blask.  - 

Kiedy  Patty  powiedziała  mi  o  bliźniętach,  byłem  prawie 

nieprzytomny  ze  szczęścia.  Mieć  własne  dzieci,  których  matką  w 

dodatku będziesz ty! To spełnienie najpiękniejszych marzeń. 

Justin przesunął się i położył obok niej, ale w dalszym ciągu trzymał 

jej ręce nad głową. 

Wtedy dotarło do mnie, że po prostu nie mogłaś powiedzieć mi o 

dziecku... o dzieciach. Byłem przecież taki nieprzystępny. Stacey, to 

boli  jak  diabli.  Chcę,  żebyś  wiedziała,  jak  bardzo  jesteś  mi  bliska, 

chcę, żebyś miała do mnie zaufanie i mogła mi mówić o wszystkim. 

Nie chodziło tylko o ciebie, Justinie - powiedziała Stacey łagodnie. 

Poczuła  niemal  fizyczny  ból,  widząc  bardzo  nieszczęśliwe ciemne 
oczy.  - 

Ja także odegrałam w tym pewną rolę. Byłam przestraszona, 

czułam  się  winna  i...  -  uśmiechnęła  się  smutno.  -  Po prostu 

stchórzyłam. 

Justin uwolnił jedną rękę i dotknął palcami jej ust, rysując ich kontur. 

Stacey,  nie  winie  cię  za  to,  że  nie  chciałaś  poślubić  tego 

politycznego robota, który był szefem personelu twojego ojca. Dużo 

myślałem nad tym, co zaszło między nami w piątek w biurze. Przez 

dwa  dni  nie  rozstawaliśmy  się  ze  sobą  ani  na  moment.  Wszystko 

zaczęło  się  psuć  w  chwili,  gdy  powróciłem  do  swojej  roli  szefa 
kampanii i asystenta administracyjnego. Dlatego dzisiaj rano zre-

zygnowałem z obydwu tych stanowisk, Stacey. O godzinie dziesiątej 

rano przestałem być politykiem - oznajmił. 

- Co takiego? - 

Chciała usiąść, ale Justin nie pozwolił na to. Patrzył 

w oczy 

Stacey z taką uwagą, że aż zakręciło jej się w głowie. 

Justinie,  mówisz  poważnie?  To...  niemożliwe  -  przerwała, 

wpatrując się w niego w osłupieniu. 

Miałaś  rację.  -  Wziął  jej  twarz  w  ręce.  Jego  oczy  były  bardzo 

poważne. - To nie mogłoby nam się udać. Byłbym zbyt zajęty pracą, 

zbyt  pochłonięty  prowadzeniem  kampanii,  a  ty  byłabyś  zbyt 

nieszczęśliwa w politycznym małżeństwie, jakiego nigdy nie chciałaś. 

Nie  zniósłbym,  Stacey,  żeby  moja  żona  czuła  się  nieszczęśliwa.  Za 

długo  czekałem  na  własny  dom  i  rodzinę,  żeby  teraz  wybrać  coś 

background image

 

146 

innego niż solidne, trwałe małżeństwo. Pobierzemy się, Stacey, i teraz 

nam się to uda - zapewnił Justin. - W końcu dokonamy tego. 

Stanowczość  Justina  zrobiła  na  niej  wielkie  wrażenie.  W  jego 

wypowiedzi  widoczna  była  żelazna  konsekwencja,  dzięki  której 

osiągnął  znaczące  sukcesy  w  ciągu  ostatnich  dziesięciu  lat.  Justin 

Marks nigdy nie przegrywał. 

Zrezygnowałeś?... - szepnęła. - Przecież nie mogę prosić cię o to! 

I wcale nie prosiłaś - odpowiedział cicho. - Sam postanowiłem, że 

m

uszę to zrobić i zrobiłem. Kocham cię, Stacey. Już od tak dawna cię 

kocham. Nie mogę ryzykować, że utracę ciebie i moje dzieci. Twoje 

szczęście jest dla mnie sprawą najważniejszą. 

A co z twoim szczęściem? - zawołała Stacey. Po prostu nie mogła 

tego wszy

stkiego  pojąć.  Jak  Justin  mógł  porzucić  pracę,  która 

stanowiła  sens  jego  życia?  Jest  takim  dumnym  i  ambitnym 

człowiekiem,  obdarzonym  niezwykłą  energią  i  talentem.  -  Ty nie 

możesz zrezygnować z polityki! Przecież żyjesz tym, oddychasz tym i 
kochasz to! 

Just

yn wzruszył ramionami. 

-  Ale ciebie kocham bardziej - 

odpowiedział.  -  Dzięki  temu,  że 

mieszkałaś ze mną przez ostatnie kilka dni, zrozumiałem, czym może 

być szczęście. Żyjąc z kimś pod jednym dachem, można opiekować 

się  sobą,  śmiać  się  razem  i  kochać.  Będę  najszczęśliwszym 

człowiekiem, jeśli pozwolisz mi budować z tobą życie, kochać cię i 

czynić szczęśliwą. 

Justinie,  ale  co  będziesz  robił?  Jesteś  niezwykle  zdolnym 

człowiekiem, musisz pracować! - powiedziała Stacey. 

Nie  martw  się,  kochanie.  Nie  zostaniesz obarczona bezrobotnym 

mężem.  -  Uśmiechnął  się,  a  w  niej  zamarło  na  chwilę  serce. Chyba 

całe wieki minęły od chwili, gdy po raz ostatni widziała jego uśmiech. 

Wspomniałem ci, że kiedyś interesowało mnie nauczanie ekonomii 

na uniwersytecie. Jednak na

jpierw  porwał  mnie  świat  handlu  w 

Nowym  Jorku,  a  potem  życie  polityczne  Waszyngtonu.  Mimo  to  w 

dalszym ciągu utrzymywałem kontakty z kręgami akademickimi. Co 

więcej,  w  ciągu  ostatnich  dziesięciu  lat  spotkałem  wielu  innych 

wpływowych ekonomistów. Dzisiaj rano, gdy zrezygnowałem z pracy 

u  twojego  ojca,  wykonałem  kilka  telefonów.  Stacey,  czy  chciałabyś 

background image

 

147 

mieszkać  w  Cambridge,  w  stanie  Massachusetts?  -  zapytał.  - 

Zaproponowano  mi  tam  posadę  w  Harvard  Business  School. 

Mógłbym  zacząć  w  czerwcu,  na  początku  letniej  sesji.  Mielibyśmy 

dużo czasu dla siebie, zanim urodzą się dzieci. 

-  Mówisz serio, Justinie? - 

Stacey znowu płakała. Wyglądało na to, 

że  nic  innego  ostatnio  nie  robiła.  -  Och,  Justinie,  nie  mogę  na  to 

pozwolić. Rezygnujesz dla mnie ze wszystkiego i nie podoba mi się 

to! Co będzie, jeśli tata wygra wybory? Nie chcę, żebyś miał do mnie 

pretensję znienawidził mnie za to, że z mojego powodu nie możesz w 

tym uczestniczyć! 

Czy  wyszłabyś  za  mnie,  gdybym  w  dalszym  ciągu  pracował  z 

twoim ojcem? - 

zapytał Justin. - Czy będziesz żyła w Waszyngtonie i 

pilnowała  ogniska  domowego,  podczas  gdy  ja  będę  zajęty  przez 

dwadzieścia  cztery  godziny  na  dobę  prowadzeniem  kampanii 

wyborczej?  Czy  będziesz  sama  wychowywała  nasze  dzieci,  jeśli  ja 

poświęcę cały czas i wszystkie siły karierze politycznej? 

-  Tak!  - 

zawołała  Stacey.  W  końcu  udało  jej  się  uwolnić  ręce  z 

uchwytu  Justina  i  mogła  go  objąć  za  szyję.  -  Tak, Justinie -  po-

wtórzyła. - Dlatego, że kocham cię i chcę, żebyś był szczęśliwy. 

- Stacey. - 

Justin objął ją mocno i pocałował z ogromną czułością. - 

Sprawiłaś mi ogromną przyjemność swymi słowami, ponieważ wiem, 

ile  cię  to  kosztowało.  To  było  bardzo  miłe,  szlachetne i 

wspaniałomyślne, ale niepotrzebne. - Przytulił ją do siebie i łagodnie 

pogładził  po  głowie.  -  Trzydzieści  dziewięć  lat  czekałem,  aby  mieć 

dom i móc założyć rodzinę, teraz zamierzam całkowicie poświęcić się 

żonie i dzieciom. Jeśli w dalszym ciągu mam zajmować się polityką, 

to  nie  będę  mógł  być  ani  takim  mężem,  ani  takim  ojcem,  jakim 

zawsze  chciałem  zostać.  Tak  więc...  -  zawiesił  głos.  -  Uważam,  że 

moja kariera polityczna należy do przeszłości. 

Stacey patrzyła na niego z miłością i strachem jednocześnie. 

W ten właśnie sposób zrezygnowałeś z picia kawy - powiedziała. - 

To twoja metoda - wszystko albo nic. Justinie, nie pozwo

lę, żebyś się 

tak poświęcał... 

To  nie  jest  poświęcenie,  Stacey  -  przerwał  łagodnie.  -  Zawsze 

potrafiłem  poznać  to,  co  było  dla  mnie  dobre  i  nie  bałem  się 

wprowadzania  zmian  w  życiu,  aby  to  osiągnąć.  Popatrz  tylko,  co 

background image

 

148 

zdobędę:  żonę,  dwoje  dzieci,  dom,  nową  i  interesującą  pracę  w 
normalnych godzinach. - 

Jego  oczy  zabłysły.  -  To  będzie  paca,  w 

której będę mógł nosić swetry i mokasyny zamiast szarych garniturów 
i czarnych pantofli. 

Stacey przytuliła się mocniej do niego. 

Czy jesteś pewien, że tego chcesz? - zapytała. 

Nigdy  w  swoim  życiu  nie  byłem  niczego  bardziej  pewny  - 

powiedział, a ona objęła go. 

Czy  mój  ojciec  bardzo  się  zdenerwował,  gdy  powiedziałeś,  że 

odchodzisz? - 

zapytała. Potrafiła wyobrazić sobie całą tę, wywołującą 

w nie

j dreszcz strachu, scenę. 

Kochanie, jest mnóstwo młodych ludzi tak samo zdolnych jak ja, 

mających  podobne  polityczne  ambicje,  intuicję  i  spryt.  Kilku takich 

już  teraz  znajdziesz  w  zespole  ojca,  a  nie  ma  żadnych  trudności  z 
pozyskaniem nowych. Zapewniam 

cię, że nie jestem niezastąpiony. 

Ależ  oczywiście,  że  tak  -  wyszeptała.  -  Dla  mnie  jesteś  nie-

zastąpiony. 

Justin  nie  zamierzał  opowiadać  o  tym,  co  się  działo  dziś  rano  w 

biurze.  Chciał  ją  przed  tym  ochronić,  zaoszczędzić  przykrości 
kochanej kobiecie. 

-  Czy wyjdziesz za mnie, Stacey? - 

zapytał.  -  Jeszcze  dziś 

wieczorem. A potem wyjedziemy gdzieś, tylko we dwoje. 

-  Tak.  - 

Stacey  patrzyła  na  niego  z  miłością.  -  Zgadzam  się  na 

wszystko, Justinie - 

zawołała  radośnie.  Optymizm  dodawał  jej 

pewności  siebie.  -  Och,  będziemy  tacy  szczęśliwi!  Będziemy  naj-

wspanialszym  małżeństwem,  będziemy  mieć  najwspanialszy  dom  i 
najwspanialsze dzieci. 

Całował ją namiętnie. Obejmując się mocno, zapadli w ciepłe, słodko 

pachnące siano. 

 

EPILOG 

Delegaci  ze  stanu  Wisconsin  oświadczyli,  że  są  dumni,  iż  mogą 

oddać swoje głosy na senatora Liptona. Były to głosy, których senator 

potrzebował,  aby  zapewnić  sobie  prezydencką  nominację.  W 

ogromnym  centrum  wyborczym  wybuchło  prawdziwe  piekło,  gdy 

zwolennicy Liptona zaczęli gwizdać, krzyczeć z radości, dąć w trąbki 

background image

 

149 

i  tańczyć,  aby  uczcić  zwycięstwo  ich  kandydata.  Sprawozdawca 

telewizyjny  poinformował  widzów,  że  senator  i  jego  żona  oglądają 

wybory  w  apartamencie  hotelowym  i  pojawią  się  w  centrum 

wyborczym najdalej za godzinę. 

Stacey i Justin, sie

dząc  w  wygodnym  salonie  w  swoim  domu  w 

Cambridge,  również  oglądali  telewizyjną  relację.  Justin  trzymał  na 

kolanach  Amandę,  ssącą  poważnie  swój  smoczek,  a  Stacey  tuliła  w 

ramionach  Allison,  która,  zmęczona  całym  tym  podnieceniem, w 

końcu zasnęła. Bliźniaczki, podobne do siebie jak dwie krople wody, 

urodziły się w bostońskim szpitalu trzy miesiące temu. 

To bardzo ważna noc w twoim życiu, Mandy - zwrócił się Justin do 

dziecka,  które  patrzyło  na  niego  z  taką  uwagą,  jakby  próbowało 

zrozumieć słowa. - Niezbyt często zdarza się, żeby małe dziewczynki 

mogły  przyglądać  się,  jak  ich  dziadek  zdobywa  nominację 

prezydencką. 

Wielkie  ciemne  oczy  Amandy  zaczęły  się  zamykać.  Justin  za-

chichotał. 

W ogóle się tym nie przejmuje - powiedział. - A na Alli wywarło to 

jesz

cze mniejsze wrażenie. 

Stacey  oderwała  wzrok  od  ekranu  telewizora  i  spojrzała  na  męża. 

Uśmiechnęła się, widząc śpiące w jego ramionach dziecko. Justin był 

bardzo  oddany  córkom  od  dnia  ich  narodzin.  Był  nawet  pierwszą 

osobą,  która  wzięła  je  na  ręce  na  sali  porodowej.  Obecny  rozkład 

zajęć pozwalał mu spędzać wieczory oraz wszystkie soboty i niedziele 

w domu. Czasami zdarzało się, że miał także trochę wolnego czasu w 

ciągu dnia. 

Stacey  i  Justin  byli  ze  sobą  niesłychanie  szczęśliwi,  jednak  teraz, 

oglądając  w  telewizji  to  podniecające  wydarzenie,  słysząc  jak 

sprawozdawca  woła:  „Historia  dokonała  się!”,  Stacey  zastanawiała 

się,  czy  to  wszystko  nie  sprawia  mężowi  bólu,  czy  nie  żałuje,  że 

porzucił politykę. 

-  Justinie  - 

zapytała.  -  Czy  teraz,  gdy  tata  zwyciężył,  nie jest ci 

przykro, że jesteś tu, zamiast tam razem z całym zespołem cieszyć się 

ze zwycięstwa? 

Czekałem  na  to  pytanie  przez  cały  wieczór.  -  Justin  przełożył 

Amandę  na  lewą  rękę,  a  prawą  przygarnął  do  siebie  Stacey.  - 

background image

 

150 

Odpowiem uczciwie, Stacey. -  Spojr

zała  na  niego  z  uwagą.  -  Nie, 

kochanie, nie żałuję. Kiedy podejmuję jakąś decyzję, nie oglądam się 

już  za  siebie.  Nie  zamieniłbym  tego,  co  teraz  mamy,  na  szaleństwo 

kampanii  wyborczej.  Nawet  gdybym  już  wtedy,  w  listopadzie, 

wiedział, że mamy zapewnioną wygraną. 

Stacey z ulgą oparła się o Justina, kładąc głowę na jego ramieniu. 

Miałam  nadzieję,  że  tak  właśnie  odpowiesz.  Chyba  po  prostu 

chciałam  usłyszeć  te  słowa  -  powiedziała.  Nagle  pochyliła  się  do 

przodu, żeby lepiej widzieć ekran telewizyjny. - Och, spójrz, Justinie! 

Kamera pokazuje całą rodzinę! Nawet Brynn tam jest Tak się cieszę, 

że mama ją zaprosiła. Są także Sterne, Spence i Patty z dziećmi. 

Dlaczego dzieci ubrane są w stroje plażowe? - zastanowił się głośno 

Justin.  - 

I  co,  na  Boga,  one  jedzą?  Kim  jest  ta  blondynka  z  dużym 

biustem, uwieszona na ramieniu twego brata? Ta w bardzo kusej 
bluzeczce, szortach i w butach na wysokich obcasach? 

Wkrótce cała Ameryka będzie zadawać te pytania - róże śmiała się 

Stacey. - Biedny Freddie Rhodes! Czy jako jego poprzednik, potrafisz 

sobie wyobrazić, co teraz przeżywa? 

Za  żadne  skarby  świata  nie  chciałbym  być  w  jego  skórze  - 

odpowiedział szczerze Justin. 

Zastanawiam się, dlaczego wnuczki senatora mają na sobie plażowe 

stroje? - 

rozległ się głos sprawozdawcy telewizyjnego. Interesuje mnie 

również, co takiego niezwykłego one jedzą? 

Nie  znamy  również  towarzyszki  Sterne’a  Liptona  -  dod. drugi 

sprawozdawca  oschłym  tonem.  I  nic  dziwnego,  bo  Stern  i  owa 

blondynka  całowali  się  namiętnie,  zapominając  o  milionach 
p

atrzących na nich widzów. 

Justin i Stacey spojrzeli na siebie i roześmieli się. Trzymając dzieci 

na rękach, usadowili się wygodnie na kanapie i czekali, aż senator i 

jego żona ukażą się na ekranie. 
 


Document Outline