background image

85

Dominujące wyobrażenie postępu technicznego, które moż-

na określić mianem modelu sentymentalnego, opiera się na 
oświeceniowej wizji naukowca-geniusza, który zamknięty 
w swojej „wieży z kości słoniowej” odkrywa tajemnice Na-
tury i rządzące nią prawa. W ten sposób powstaje wiedza 
naukowa, będąca źródłem nowych rozwiązań technologicz-
nych, takich jak koło, kompas, maszyna parowa, żarówka 
czy bomba atomowa. To, czy dana technologia „przyjmie 

się” w społeczeństwie, czy też zostanie odrzucona, ma zale-

żeć od tego, czy trafia ona w faktyczne potrzeby społeczne 

(i polityczne). W ten sposób innowacje pożyteczne społecz-

nie rozpowszechniają się, a niepotrzebne trafiają do muze-
ów osobliwości. Zgodnie z tym ujęciem, taki postęp nauko-
wo-techniczny zapewnia cywilizacji zachodniej znacznie 

szybsze tempo rozwoju niż w przypadku jakiejkolwiek in-

nej znanej ziemskiej kultury, a ludzie żyją dłużej, zdrowiej, 

są bogatsi, mądrzejsi i bardziej szczęśliwi niż kiedykolwiek 

wcześniej i gdziekolwiek indziej. 

W tym wyobrażeniu postępu technicznego rozwój na-

uki i technologii podporządkowany jest realizacji interesu 
publicznego.
 To przekonanie oparte jest na kilku założeniach. 
Pierwsze z nich mówi o wyjątkowych przymiotach moral-
nych, którymi cechują się uczeni.
 Należą do nich uczciwość, 
oddanie idei prawdy, przedkładanie wartości duchowych 
nad materialne, służba publiczna. Ucieleśnia je typ naukow-
ca z kreskówek: rozczochranego, pogrążonego całkowicie 
w swojej pracy, nieświadomego istnienia świata poza labo-
ratorium i nie potrafiącego samodzielnie odnaleźć drogi do 
domu. Naukowcy traktowani są przy tym jak „ekonomicz-
ni impotenci”, niezdolni do myślenia w kategoriach rynko-
wych, zarabiania pieniędzy i podporządkowywania temu 

swojej pracy. To, co robią, wywodzi się z bezinteresownej 
potrzeby poznania świata i pragnienia Prawdy. I nawet jeśli 

kierują nimi przy tym ambicja, chęć wybicia się ponad in-
nych uczonych, zdobycia zaszczytów i uznania, to nauka jest 
tak skonstruowana, iż motywacje te wykorzystywane są do 
realizacji interesu publicznego (np. poprzez przyznawanie 

Nagród Nobla za najbardziej wartościowe odkrycia).

Drugie założenie, na którym opiera się przeświadcze-

nie o podporządkowaniu postępu technicznego realizacji 

interesu publicznego dotyczy niezależności instytucji nauko-
wych
, która ma być wyrazem idei wolności badań nauko-
wych. Ucieleśnieniem tego przekonania jest klasyczna wizja 
uniwersytetu jako miejsca wyizolowanego z codzienności, 

swoistej enklawy poszukiwania prawdy, w której nie ma 
miejsca na przyziemne interesy. Uniwersytet ma być takim 

świeckim klasztorem, gdzie za grubymi murami wybitne 
jednostki poświęcają się bezinteresownemu odkrywaniu 

praw Natury.

Trzecie założenie odnosi się do oddzielenia badań pod-

stawowych od stosowanych, a konkretnie: nauki od techniki. 
Dzięki temu kierunek rozwoju naukowego miałby nie być 
podporządkowany bieżącym potrzebom politycznym, lecz 
kształtować się autonomicznie, zgodnie z wewnętrzną logiką 
nauki. W tym modelu rozwój techniki podporządkowany 
jest odkryciom z zakresu badań podstawowych, które są źró-

dłem innowacji technologicznych. Mamy tu do czynienia z li-
nearną wizją postępu: nauka   technika   społeczeństwo. 

Takie rozdzielenie ma zapewniać zachowanie niezależności 

nauki od polityki oraz być warunkiem niezbędnym same-
go postępu naukowo-technicznego. Na dowód przytacza się 
przykłady niepowodzenia prób politycznego sterowania roz-
wojem naukowo-technologicznym, takie jak klęska frenolo-
gii i eugeniki w Trzeciej Rzeszy czy łysenkizmu w Związku 

Radzieckim.

W modelu sentymentalnym państwo odpowiedzialne 

jest za zapewnienie warunków nieskrępowanego rozwoju 
nauki i techniki (co gwarantować mają powyższe założe-
nia), a także za zapobieganie ewentualnym niekorzystnym 

skutkom ubocznym nowych technologii, takim jak szkodli-

wy wpływ na środowisko lub zdrowie ludzi. Do pełnienia 
tej funkcji przeznaczone są państwowe lub ponadpaństwo-
we instytucje regulacyjne, odpowiedzialne za nadzór i kon-
trolę innowacji technologicznych. W oparciu o bezstronne 
i rzetelne ekspertyzy naukowe dokonują one oceny oddzia-
ływania określonych rozwiązań technologicznych (nowe 

substancje chemiczne, składniki żywności, lekarstwa, spo-
soby wytwarzania energii elektrycznej itp.) na otoczenie. 

Te instytucje stanowią „ostatnie sito” przed dopuszczeniem 

na rynek produktów rozwoju technologicznego.

Za kulisami nauki

czyli eksperci w służbie biznesu

dr Piotr Stankiewicz

v

background image

86

Między biznesem, polityką 

a uniwersytetem

W ramach społecznych badań nad nauką i technologią, 

już w latach 70. zaproponowano alternatywny model, któ-
ry można określić mianem niesentymentalnego. Analizu-
jąc powiązania między instytucjami naukowymi a agen-

dami państwowymi i prywatnymi firmami, zaczęto wów-
czas mówić o nowym modelu nauki, zwanej nauką po-
st-akademicką (John Ziman), trans-nauką (Alan Wein-
berg) czy nauką post-normalną (Silvio Funtowicz i Jeremy 

Ravetz). 

Sednem niesentymentalnego sposobu myślenia 

o rozwoju naukowo-technologicznym jest zwrócenie 
uwagi na gęstość i intensywność wzajemnych powiązań 
między światem akademii, biznesu i polityki.

 W efek-

cie podważono kluczowe założenia, na których ufundowa-
ny był model sentymentalny, zwracając uwagę na fakt, że 
tym, co nadaje kierunek rozwojowi nauki i technologii, 
nie jest interes publiczny, lecz prywatne interesy global-
nych koncernów z sektora biotechnologicznego, farma-
ceutycznego czy energetycznego. 

Choć nauka nigdy nie rozwijała się w taki sposób, jak 

chciałby model sentymentalny, to jednak do lat 40. XX w. 
uniwersytety i przemysł funkcjonowały w dwóch osobnych 

światach, prowadząc badania równolegle i stykając się ze so-

bą w bardzo niewielkim stopniu. Sytuacja zmieniła się po 

II wojnie światowej, a współpraca między przemysłem 

i nauką przybrała gwałtownie na intensywności w la-
tach 80. W ciągu zaledwie dwóch dekad sumy inwesto-

wane przez prywatny biznes w badania uniwersyteckie 
w USA wzrosły z 264 milionów dolarów w roku 1980 do 
ponad 2,3 miliarda dolarów w 2000 r.

 W efekcie wkład 

sponsorów prywatnych w naukę w USA osiągnął poziom 

13% finansowania rządowego. 

Za ten boom odpowiada przede wszystkim gwałtowny 

rozwój biotechnologii. W ramach tej dziedziny badania 
finansowane ze środków prywatnych miały udział o 20% 
wyższy niż w innych sektorach. W latach 80. połowa firm 
biotechnologicznych wspierała badania prowadzone na uni-
wersytetach. W 1984 r. prywatne finansowanie rozwoju 
biotechnologii stanowiło 42% wszystkich wydatków prze-
mysłu na rozwój nauki. Nic więc dziwnego, że w efekcie 
biotechnologia stanowi dziś jedną z najbardziej (jeśli nie 
najbardziej) sprywatyzowanych dziedzin nauki. W 2000 
roku 71% patentów z zakresu biotechnologii rolniczej było 
w posiadaniu pięciu koncernów rolno-chemicznych: Syn-
genta, Aventis CropScience (obecnie stanowi część Bayer 
CropScience), DuPont, Monsanto, Dow.

Współpraca między przemysłem a nauką wspierana 

jest przez neoliberalną politykę rządów większości krajów 

zachodnich. Najlepszym tego przykładem jest Strategia 

Lizbońska, posługująca się takimi pojęciami, jak „trans-

fer technologii”, „projekty wdrożeniowe”, „firmy typu 
spin-off ”, „społeczeństwo oparte na wiedzy” czy „innowa-
cyjna gospodarka”. 

Zbliżenie nauki i przemysłu przy wsparciu państwa 

musiało zwiększyć ryzyko powstawania konfliktów intere-
sów w nauce
Naukowcy stoją często przed koniecznością 
dokonania wyboru między interesem publicznym a in-
teresem prywatnych firm, które finansują ich badania. 
Najczęstszym obszarem występowania tego typu kon-
fliktu interesów są te dziedziny nauki, w których udział 

sektora prywatnego jest największy: medycyna, energe-
tyka, produkcja farmaceutyków i biotechnologie.

 Inte-

resy koncernów produkujących leki, opracowujących nowe 
technologie medyczne czy wykorzystujących inżynierię ge-
netyczną są z pewnością w wielu punktach zbieżne z inte-
resem publicznym (walka z chorobami trapiącymi ludzkość, 
głodem, biedą itp.), lecz częstokroć mogą także stać w opo-
zycji wobec dobra wspólnego. Gdy sukces finansowy spółki 
zależy od szybkiego opatentowania nowego leku czy pro-
duktu biotechnologicznego, interes publiczny, polegający 
na dokładnym zbadaniu wszystkich ewentualnych skutków 
ubocznych stosowania danego produktu, może zostać pod-
porządkowany interesowi prywatnemu. A współpracujący 

z przemysłem naukowcy mogą znaleźć się pod presją 
przeprowadzenia badań w taki sposób, by nie narażać 
na szwank interesu zleceniodawcy.

Zagrożenie związane z występowaniem w tym obsza-

rze konfliktu interesów jest tym poważniejsze, że chodzi 
przede wszystkim o produkty potencjalnie niebezpieczne 
dla zdrowia lub nawet życia albo stanowiące zagrożenie 
dla środowiska. Można znaleźć setki przykładów leków 
wycofywanych z produkcji po tym, gdy przedwcześnie do-
puszczone do obrotu powodowały liczne skutki uboczne 

(łącznie ze śmiercią pacjentów). Podobne obawy łączą się 

ze stosowaniem genetycznie modyfikowanych organizmów, 
których obszary zastosowania rozciągają się od medycyny, 
przez rolnictwo, aż po produkcję materiałową. Warto rów-
nież wspomnieć o burzliwie rozwijającej się nanotechnolo-
gii, kolejnej rewolucyjnej technice produkcji, z którą łączą 
się ogromne ilości obaw i niepewności. 

Konflikt interesów na styku 

biznesu i nauki

Spójrzmy na kilka faktów pokazujących skalę pozanauko-
wych powiązań między biznesem a nauką, prowadzących do 

sytuacji potencjalnego konfliktu interesów. Takie powiąza-

nia mogą przybierać różne formy: od udziału naukowców 
w ciałach doradczych firm (jako konsultantów lub do-
radców) przez wygłaszanie wykładów na zaproszenie, 
prowadzenie szkoleń, po zasiadanie we władzach spółki, 
posiadanie jej udziałów czy własność patentu na produkt 

sprzedawany przez daną firmę.

 Tego rodzaju formalne po-

wiązania z przemysłem biotechnologicznym miało już pod 
koniec lat 80. aż 31% pracowników naukowych wydziału 
biologii Instytutu Technologicznego Massachusetts (słyn-
ny MIT). Na Uniwersytetach Stanforda i Harvarda było 
to ok. 20% biotechnologów. Zatrudniona na Harvardzie 

kadra naukowa związana była z 43 różnymi firmami 

background image

87

biotechnologicznymi.

 Jak podsumowuje te wyniki autor 

przeprowadzonych badań, Sheldon Krimsky, oznaczało to, 

że naukowcy zatrudnieni przez tę samą uczelnię pracowali 

często dla firm konkurencyjnych, a to z kolei powodowało, że 
wymiana informacji między nimi nie była już rzeczą oczywi-
stą. Jest bowiem zrozumiałe, że gdy kadra naukowa działa na 
rzecz czterdziestu trzech różnych spółek, to samoograniczanie 
się co do komunikowania wyników swojej pracy staje się normą, 
mającą na celu ochronę własności intelektualnej. 

Ten problem dotyczy jednak nie tylko pojedynczych 

naukowców. Wspierane przez Strategię Lizbońską tworze-
nie spółek typu spin-off, wykorzystujących innowacje po-
wstające na uniwersytetach, może prowadzić do sytuacji 
instytucjonalnego konfliktu interesów. Przykładem takiej sy-
tuacji może być historia Uniwersytetu Bostońskiego, który 
utrzymywał bliską współpracę ze spółką farmaceutyczną 
Seragen, wydzieloną z tej uczelni. Udziały w tej spółce po-

siadali zarówno rektor, członkowie władz, pracownicy na-

ukowi, jak i sama uczelnia. Jednocześnie Seragen finanso-
wała badania naukowe prowadzone na uniwersytecie.

Można uznać, że sam fakt współpracy między bizne-

sem a nauką nie jest niczym zdrożnym, a wręcz przeciwnie – 
sprzyja rozwojowi nauki i techniki, pomaga lepiej wykorzy-
stywać potencjał uniwersytetów. Jak pokazują jednak liczne 
przykłady, styk nauki i biznesu stanowi wyjątkowo podatny 
grunt dla rozkwitu konfliktów interesów. W efekcie wyniki 
badań prowadzonych przez naukowców częstokroć tracą 

wiele z przypisywanych im w modelu sentymentalnym cech 

niezależności, obiektywizmu, bezstronności, a często nawet 
gruntownej prawdziwości. Szczególny problem zaczyna się 
wówczas, gdy badania te stają się podstawą podejmowa-
nia decyzji przez organy państwowe, powołane do kontroli 
i nadzoru ryzykownych technologii.

Zależność polegająca na tym, że uzyskiwane wyni-

ki badań w znacznym stopniu zależne są od tego, kto 
płaci za ich przeprowadzenie, nazwana została efektem 
sponsora

. Proste badania statystyczne uwidaczniają, że 

fakt sponsorowania badań skorelowany jest w znacz-
nym stopniu z uzyskiwaniem stanowiska korzystnego 
dla przemysłu.

 Jak podają Deborah Barnes i Lisa Bero, 

badania 100 publikacji naukowych poświęconych szkodliwo-
ści palenia tytoniu wykazały, że w przypadku artykułów pi-
sanych przez badaczy sponsorowanych przez przemysł tytonio-
wy w 94% dowodzą one nieszkodliwości biernego palenia dla 
zdrowia, podczas gdy w przypadku autorów pozbawionych 
kontaktów z firmami tytoniowymi 87% z nich dowodzi szko-
dliwości tego samego biernego palenia. 

Inny problem związany z prywatnym finansowaniem 

badań to kwestia własności ich wyników. Jedna z funda-
mentalnych reguł metodologii naukowej, leżąca u podstaw 
modelu sentymentalnego, mówi o powszechnej własności 
rezultatów badań. Stają się one w ten sposób dostępne dla 
innych badaczy, którzy w oparciu o nie mogą prowadzić 
dalsze dociekania i przyczyniać się do stopniowego – „ce-
giełka po cegiełce” – tworzenia gmachu wiedzy naukowej. 

Prowadzenie badań na zlecenie przemysłu zachwiało tą 

tym, co nadaje kierunek rozwojowi nauki 

i technologii, nie jest interes publiczny, lecz 

prywatne interesy globalnych koncernów 

z sektora biotechnologicznego, 

farmaceutycznego czy energetycznego.

b n a 

Taber andrew bain [hTTp://www.flickr.com/people/andrewbain/]

background image

88

logiką, z jednej strony ze względu na kontrowersje związane 
z patentami (najbardziej wyraźne w obszarze biotechnologii 
i patentowania genów), a z drugiej ze względu na ograni-
czenie swobody publikowania wyników badań przez 
prowadzących je uczonych. Wiele wyników badań fi-
nansowanych przez przemysł nie zostaje nigdy opubli-
kowanych, gdyż nie odpowiadają one oczekiwaniom 

zleceniodawcy. 

Jest to możliwe ze względu na fakt, że na-

ukowcy pracujący dla przemysłu bardzo często są znacznie 
ograniczeni w dysponowaniu wynikami badań (jak rów-
nież samymi danymi źródłowymi, które bywają utajniane 
w celu ochrony „tajemnicy handlowej”) i nie mogą samo-
dzielnie decydować o ich rozpowszechnianiu.

W ten sposób podważona zostaje również fundamen-

talna dla metodologii naukowej zasada intersubiektywnej 
sprawdzalności wyników. W dużym skrócie, polega ona na 
tym, że każdy eksperyment powinien być tak skonstru-
owany i opisany, aby był możliwy do przeprowadzenia 
przez innego badacza i w ten sposób poddany wery-
fikacji. Staje się to niemożliwe, gdy utajniane są dane 
źródłowe, a publicznie prezentowane są jedynie (jeśli 
w ogóle) rezultaty badań. Ich wiarygodność staje w ten 

sposób pod sporym znakiem zapytania. 

Często również 

okazuje się (niestety zazwyczaj dopiero w efekcie śledztwa 
dziennikarskiego lub procesu sądowego, pozwalającego na 
odtajnienie dokumentów firmy), że sam sposób przeprowa-
dzenia badań pozostawiał sporo do życzenia.

Co jednak z zasadniczym dla modelu sentymentalnego 

założeniem wyjątkowej uczciwości uczonych? Może we-

wnętrzny kodeks etyczny naukowców stanowi wystarcza-
jące zabezpieczenie przed uleganiem konfliktowi interesów 

i zabezpiecza przed poważniejszymi nadużyciami? Na te 
pytania częściową odpowiedź przynosi ankieta przepro-
wadzona przez etyków z Uniwersytetu Stanu Minnesota 
wśród ponad 7 tys. naukowców, opublikowana w „Nature”. 

Aż ponad 33% naukowców przyznało się do popełnienia 

w ciągu ostatnich trzech lat jakiegoś nieetycznego czy-

nu. Najczęściej była to zmiana sposobu przeprowadze-
nia eksperymentu lub nawet jego wyników ze względu 
na naciski ze strony podmiotów finansujących badania.

 

Niektórzy rozmyślnie „zapominali” umieścić w publikacji 

istotne szczegóły dotyczące sposobu przeprowadzenia do-

świadczeń. Inni ukrywali dane, które przeczyły uzyskanym 

poprzednio wynikom. 

Jednym ze sposobów neutralizacji konfliktów intere-

sów jest obowiązek ich ujawniania. Taki wymóg wprowa-
dziła część amerykańskich uczelni wobec swoich pracowni-

ków naukowych. Wymagają one wypełniania oświadczeń 
o łączących badaczy z firmami związkach, które mogłyby 
wpłynąć na rzetelność prowadzonych badań. Chodzi tutaj 
np. o sytuacje, gdy naukowiec przeprowadza testy klinicz-
ne leku produkowanego przez firmę, w której ma udziały 
lub z którą jest związany na inny ze wspomnianych sposo-
bów. Uzyskanie pozytywnych wyników testów leży w jego 
interesie, gdyż w ten sposób skorzysta „jego” firma, z kolei 
uzyskanie negatywnych wyników może doprowadzić do 
niedopuszczenia leku na rynek i utraty zainwestowanych 
funduszy, które w przypadku nowych leków idą w milio-
ny dolarów. Często chodzi również o takie „drobiazgi”, jak 
przyspieszenie badań i skrócenie procedur, by zdążyć uzy-

skać patent przed konkurencją. Efektem może być pomi-

nięcie pewnych niepokojących sygnałów podczas badania, 

b n a 

Tu

u

r V

a

n

 b

a

le

n

 [h

TT

p:/

/w

w

w

.f

li

c

kr

.c

o

m

/p

eo

pl

e/

m

en

ee

rT

u

u

r/

]

background image

89

zbyt krótki czas testowania danej substancji, niewłaściwe 
dobranie próby badawczej itp.

Regulacje dotyczące konfliktów interesów wprowadza-

ją także czasopisma naukowe (głównie medyczne). Redak-

cje wymagają składania przez autorów tekstów oświadczeń 
dotyczących finansowania badań, powiązań z firmami, któ-
re mogą być zainteresowane ich wynikami itp. Dodatko-

wym zabezpieczeniem jest publikowanie jedynie tych arty-
kułów, których autorzy mają zapisane w kontrakcie prawo 

opublikowania wyników nawet wtedy, gdyby okazały się 
niekorzystne dla sponsora. Amerykańskie Towarzystwo 

Medyczne zaleciło nawet w 1996 r. redakcjom czaso-
pism naukowych odmawianie publikowania wyników 

badań opłacanych przez przemysł farmaceutyczny.

W ostatnich latach niektóre czasopisma złagodziły jed-

nak politykę w zakresie przeciwdziałania konfliktom intere-

sów, ze względu na problemy ze zdobywaniem tekstów do 
druku. Słynący z radykalnego stanowiska „New England 

Journal of Medicine”, nie dopuszczający przez wiele lat do 

druku tekstów autorów znajdujących się w konflikcie inte-
resów (inne czasopisma wymagały jedynie jego ujawnia-
nia), ograniczył w 2002 r. te obostrzenia jedynie do auto-
rów posiadających „znaczne” interesy finansowe w firmach 

wytwarzających produkty będące przedmiotem artykułów. 
Granicę ustalono na poziomie 10 tys. dolarów – teksty au-
torów otrzymujących honoraria roczne lub posiadających 
udziały poniżej tej sumy są dopuszczane do druku. Re-

dakcja zmianę swego stanowiska tłumaczyła problemami 
ze znalezieniem wystarczającej liczby wykwalifikowanych 
naukowców do pisania artykułów.

Nauka w służbie korporacji

Potencjał, jaki biznes prywatny dostrzegł we współpra-

cy z naukowcami, doprowadził do powstania zjawiska, 
które David Michaels nazywa przemysłem obrony pro-

duktów

 

(product defense industry). To specyficzna szara 

strefa na granicy sektora prywatnego i nauki akade-
mickiej, składająca się z firm konsultingowych i agen-
cji PR-owych, zatrudniających naukowców lub wręcz 
tworzonych przez nich, działających na rzecz wytwór-
ców lub dystrybutorów produktów potencjalnie niebez-
piecznych. 

Działające w tej strefie agencje dostarczają ana-

liz i opracowań naukowych dowodzących nieszkodliwości 
danego produktu, które są następnie wykorzystywane jako 
dowody w trakcie rejestracji nowych leków czy produk-
tów biotechnologicznych lub w materiałach reklamowych 
i promocyjnych. Przedmiotem takich analiz mogą być rów-
nież substancje chemiczne, takie jak azbest czy freon. Obie 
z nich, zanim zostały wycofane z użycia, były przedmio-
tem skoordynowanych kampanii (dez)informacyjnych. Na 
przykład trzy duże amerykańskie koncerny samochodowe 
zapłaciły w latach 2001-2006 naukowcom pracującym dla 

„przemysłu obrony produktów” 23 miliony dolarów za po-

moc w zwalczaniu żądań odszkodowawczych pracowni-
ków wystawionych na kontakt z azbestem znajdującym się 

w hamulcach samochodowych. Najbardziej spektakularną 

akcją „przemysłu obrony produktów” była rozpoczęta w la-
tach 50. i trwająca aż po dziś dzień kampania przemysłu 
tytoniowego, zwalczającego ograniczenia w sprzedaży i pa-
leniu jego wyrobów. 

„Przemysł obrony produktów” wykorzystuje szereg 

strategii PR-owych w celu zdobycia akceptacji dla okre-

ślonych wytworów i rozwiania dotyczących ich obaw. Po-

cząwszy od prostego kwestionowania szkodliwości (oczy-

wiście za pomocą odpowiednich opracowań naukowych), 
poprzez podtrzymywanie kontrowersji w celu zapobieżenia 
wypracowaniu niekorzystnego dla firmy konsensusu, ak-

centowanie braku jednoznacznych dowodów szkodliwości, 
aż po ukrywanie niekorzystnych danych, dezawuowanie 
przeciwników i wyolbrzymianie rzekomych zalet produktu. 

Aby jednak móc skutecznie prowadzić takie kampanie, po-

trzebny jest szereg instytucji, uzupełniających „zwyczajną” 
współpracę z naukowcami akademickimi. 

Tworzone są na przykład instytuty o charakterze nauko-

wo-badawczym, opłacane przez przemysł i dostarczające 

opracowań naukowych, pozwalających na wsparcie stano-

wiska przemysłu w spornych kwestiach. Klasyczną insty-
tucją tego typu jest założona w 1954 r. przez przemysł ty-
toniowy Tobacco Industry Research Council (TIRC), pro-
wadząca badania nakierowane na podważanie tezy o związ-
ku między paleniem tytoniu a rakiem. Z TIRC wyłonił 

się w 1958 r. Tobacco Institute, organizacja lobbystyczna 

wydająca miesięcznik „Tobacco and Health Report”. Był 

on rozsyłany do setek tysięcy lekarzy i innych opiniotwór-
czych osób m.in. z przemysłu, rządu i mediów. Zajmował 
się poszukiwaniem przyczyn raka płuc gdzie tylko się da-

ło – w hodowaniu ptactwa domowego, wirusach, genach, 

zanieczyszczeniu powietrza – tylko nie w paleniu papiero-
sów. Również firma Lorillard Tobacco Company wydawała 

w latach 1963-65 magazyn „Science Fortnightly”, rozsyłany 

za darmo co dwa tygodnie do 1,4 miliona osób. Jak pod-
sumowuje działania tego typu instytucji David Michaels, 

miliony stron wewnętrznych dokumentów i opracowań prze-
mysłu tytoniowego, ujawnione podczas procesów sądowych, 
pokazują, że przez dekady przemysł ten niestrudzenie 

zajęty był promowaniem jedynie tych analiz, które po-
twierdzały z góry założone tezy oraz zwalczaniem ba-
dań konkurencyjnych.

Podobne wykorzystywanie nauki do swoich celów wi-

doczne jest w przypadku kampanii prowadzonej przez ame-
rykański koncern DuPont. Zatrudnieni w nim naukowcy 
na początku XX w. wynaleźli chlorofluorowęglowodory 

(CFC), zwane freonami. Wkrótce koncern stał się najwięk-

szym na świecie producentem tych substancji, wykorzysty-

wanych w urządzeniach chłodniczych i aerozolach. Gdy 
w 1974 r. pojawiły się sygnały wskazujące na przyczynianie 

się freonów do zaniku warstwy ozonowej, DuPont konse-

kwentnie zaprzeczał istnieniu związku między dziurą ozo-
nową a CFC, choć w międzyczasie pojawiły się dowody 
i wprowadzane były stopniowe ograniczenia w stosowaniu 

background image

90

tych substancji. Firma przez ten okres nie ograniczała się 
jednak do negowania przedstawianych danych naukowych. 

Wspólnie z innymi producentami chemikaliów stworzyła 

pod auspicjami Chemical Manufacturers Association spe-
cjalny Fluorocarbon Program Panel (FPP), prowadzący wła-
sne badania nad zmniejszaniem się warstwy ozonowej. Do-
wodziły one, że problem dziury ozonowej nie jest tak poważ-
ny, jak powszechnie sądzono. Jednocześnie DuPont pomógł 
stworzyć w 1980 r. Alliance for Responsible CFC Policy i do 

1986 r. przewodził opozycji wobec planów kontroli CFC.

Poza własnymi instytutami i programami badawczymi, 

„przemysł obrony produktów” posiada także podporząd-

kowane mu czasopisma naukowe. Pozwala to na obejście 

systemu recenzji artykułów nadsyłanych do druku. Będący 

tradycyjnym strażnikiem jakości publikowanych tekstów, 

system recenzji opiera się na zasadzie podwójnej anonimo-

wości: autor tekstu nie zna nazwisk osób recenzujących 

artykuł, zaś recenzujący nie znają tożsamości ani afiliacji 
autora. Recenzenci wybierani są przez redaktorów czasopi-
sma spośród współpracujących z nim naukowców, spraw-
dzonych i godnych zaufania, o znacznym dorobku w danej 
dziedzinie. Takie rozwiązanie ma gwarantować, że przy 
podejmowaniu decyzji o dopuszczeniu tekstu do druku 
brane pod uwagę będą jedynie jakość artykułu i rzetelność 
przeprowadzonych badań.

Pomysł na obejście tego systemu okazał się dość pro-

sty: wystarczy stworzyć własne czasopismo z własną siecią 

współpracujących recenzentów. Ponieważ jednak taki za-
bieg narażony jest na łatwą demaskację, zręczniej jest prze-
jąć jakieś już istniejące, uznane czasopismo, a następnie 
wprowadzić do redakcji własnych, zaufanych ludzi, powią-

zanych z odpowiednimi recenzentami. Taki zabieg zasto-
sował przemysł tytoniowy w stosunku do pisma „Indoor 
and Built Environment”, które wykorzystywane było do 
rozpowszechniania poglądu, że zanieczyszczenie powietrza 

w budynkach nie jest powodowane dymem tytoniowym, 
lecz wadliwą wentylacją. Można także stworzyć nowe cza-

sopismo, wykorzystując do tego pośrednika w postaci np. 
stowarzyszenia naukowego o poważnie brzmiącej nazwie, 

tak jak miało to miejsce w przypadku International Society 
for Regulatory Toxicology and Pharmacology, które wydaje 
periodyk „Regulatory Toxicology and Pharmacology”. Za-
równo stowarzyszenie, jak i jego pismo zdominowane 

są przez naukowców pracujących dla przemysłu. Całe 
przedsięwzięcie utrzymywane jest przez firmy z sekto-
rów chemicznego, tytoniowego i farmaceutycznego.

Jednak nawet gdy już się dysponuje czasopismem na-

ukowym, potrzebne są odpowiednie teksty, najlepiej pocho-
dzące z różnych ośrodków. W ten sposób tworzy się wra-
żenie dominacji określonego stanowiska wśród uczonych. 
Ponieważ nie zawsze łatwo jest namówić naukowców do 
pisania artykułów na zamówienie, agencje PR-owe zaczęły 
w pewnym momencie stosować metodę znaną z literatury 
popularnej i wynajmować ghost-writerów. Sami naukowcy 
proszeni są zaś jedynie (za odpowiednim wynagrodzeniem) 

o podpisywanie gotowych artykułów swoim nazwiskiem. 

„British Journal of Psychiatry” przeanalizował artyku-

ły poświęcone antydepresantowi o nazwie Zoloft, pro-
dukowanemu przez koncern Pfizer. Przygotowywanie 
tych artykułów było koordynowane przez agencję Cur-
rent Medical Directions, a ich oficjalni autorzy nie mieli 
nawet dostępu do danych, na których były one oparte. 

W trakcie procesu sądowego okazało się, że artykuły te 

pomijały uboczne efekty zażywania Zoloftu, łącznie ze 
zwiększaniem skłonności samobójczych u przyjmują-
cych go pacjentów.

Naukowcy wykorzystywani są w  działaniach PR-

owych również jako tzw. kluczowi liderzy opinii publicz-

nej (KOLs  – Key Opinion Leaders). Pełnią oni funkcję 

spin-doktorów dla „przemysłu obrony produktów”. Są to 
zazwyczaj uczeni o ugruntowanym autorytecie, cieszący 
się odpowiednim szacunkiem i sławą. Ich zadaniem jest 

kształtowanie opinii w określonych środowiskach na temat 
pewnych produktów lub technologii. Mogą to więc być 
profesorowie medycyny występujący gościnnie na zjazdach 
lekarzy, profesorowie biotechnologii przemawiający na spo-
tkaniach producentów kukurydzy, eksperci wypowiadający 

się w prasie branżowej, doradcy komisji sejmowych. 

Wykorzystywanie KOLs opiera się na zastosowaniu 

strategii trzeciej strony, polegającej na wkładaniu własnych 

argumentów w usta trzeciej, niezaangażowanej strony, cie-
szącej się znacznym poważaniem i zaufaniem społecznym. 

Takim liderem opinii publicznej może być nie tylko znany 

profesor, ale także dziennikarz zajmujący się określoną te-
matyką albo ekspert z niezależnego think-tanku. Nie ocze-
kuje się od nich bezpośredniego zachwalania konkretnych 
produktów, bo to mogłoby narazić na szwank ich wiary-
godność. Ich zadaniem jest tworzenie odpowiedniego kli-
matu, popieranie określonego kierunku, trendu, procedury. 
Zamiast więc reklamować wprost genetycznie modyfi-
kowaną kukurydzę firmy Monsanto, polscy zwolenni-
cy GMO mówią ogólnie o pożytkach, jakie przyniesie 
uprawa roślin genetycznie modyfikowanych. O tym, że 
jedyną dopuszczoną do uprawy na terenie UE rośliną 
jest kukurydza linii MON 810, produkowana właśnie 
przez Monsanto, przeciętny odbiorca ich przekazu nie 
musi już wiedzieć.

Liderzy opinii nie muszą być wcale świadomi tego, że 

działają na rzecz interesów konkretnej firmy czy branży. 

Często, by nie zrażać potencjalnych ekspertów, przedsta-
wia się im wpierw propozycję przeprowadzenia analizy ja-
kiegoś zagadnienia, a następnie przedstawienia wyników 
na jakimś publicznym spotkaniu: konferencji z udziałem 
polityków, sympozjum, itp. Znając wcześniejsze zapatry-
wania danej osoby na określone zagadnienie i dostarcza-
jąc jej dla pewności odpowiednich materiałów do badań, 
można być pewnym pozytywnego efektu pracy. Nie chodzi 
przy tym tylko o zdobycie dla siebie odpowiednich eksper-
tów. Liderzy opinii, by wywierać odpowiedni efekt ryn-
kowy, sami muszą być przekonani o własnej niezależności 

background image

91

i obiektywizmie przedstawianych opinii. Tylko wtedy mo-
gą robić wrażenie wiarygodnych. Dlatego agencje PR-owe 
często wykorzystują tych samych liderów w działaniach na 
rzecz różnych firm, by uniknąć ich zbytniego utożsamiania 
z jednym określonym podmiotem.

Innym kanałem, poprzez który zdobywa się poparcie 

dla kontrowersyjnych technologii i produktów, jest eduka-

cjaDziałania o charakterze PR ukrywane są pod płasz-

czykiem akcji edukacyjnych, szkoleń prowadzonych 
przez „niezależne” stowarzyszenia i instytuty, gazetek 
kierowanych do uczniów, studentów i nauczycieli. Przy-
kładowo, koncern Novartis przekazał 150 tys. dolarów 
dla Instytutu Biotechnologii w Waszyngtonie na wyda-
nie i dystrybucję magazynu studenckiego „Your World: 

Biotechnology & You”. W Polsce kampanię edukacyj-

ną dotyczącą biotechnologii prowadzi Stowarzyszenie 
GMObiektywnie. Składają się na nią m.in. szkolenia 
i oferta dla szkół. Polska Federacja Biotechnologii wy-
daje bezpłatne kolorowe broszury, takie jak „Biotech-
nologia przyjazna dla wszystkich!” oraz „Zielona Bio-
technologia. Korzyści i obawy”. Ich autorami są oczy-
wiście uznane autorytety naukowe.

Poza wspomnianymi wyżej strategiami, „przemysł 

obrony produktów” stosuje również PR „oddolny” lub „bez-

pośredni” (grassroots campaigns). Polega on na tworzeniu 

oddolnego poparcia dla interesów korporacji. W tym ce-
lu agencje PR wyspecjalizowane w „zmienianiu percepcji 
społecznej” tworzą fikcyjne stowarzyszenia i organizacje 
obywatelskie. Agencja PR Burson-Marsteller, zaangażowa-
na m.in. w kampanie związane z chorobą szalonych krów 

(BSE) oraz wyciekiem chemicznym z fabryki Union Car-

bide w Bhopalu w Indiach, zasłynęła stworzeniem – kosz-
tem 100 mln dolarów – National Smokers Alliance, liczą-
cego 3 mln członków, którzy byli następnie wykorzysty-
wani w akcjach na rzecz obrony przemysłu tytoniowego 
przed regulacjami rządowymi. Agencja Burson-Marsteller 
przejęła w 1999 r. firmę Direct Impact, zajmującą się „od-
dolnym PR-em”. Na początku lat 90. Direct Impact zaj-
mowało się m.in. rekrutowaniem mieszkańców Nowego 

Jorku do kampanii na rzecz stosowania u krów genetycznie 

zmodyfikowanych hormonów wzrostu, produkowanych 
przez Monsanto.

Eksperci jako lobbyści

„Przemysł obrony produktów” wykorzystuje naukowców 

nie tylko do kształtowania społecznego odbioru swoich 
działań i produktów, lecz także do bezpośredniego wpływa-
nia na urzędników administracji państwowej, polityków i de-
cydentów.
 Dzieje się to bądź poprzez działalność lobbystycz-
ną, prowadzoną przez organizacje branżowe, bądź przez 
zdobywanie przychylności ekspertów pracujących w klu-
czowych miejscach, w których zapadają decyzje dotyczące 
dopuszczenia na rynek nowych technologii i ich produktów. 

I znów najwięcej przykładów można znaleźć w obsza-

rze rejestracji leków. Po wycofaniu z rynku (zaledwie rok 

po jej wprowadzeniu) pierwszej szczepionki przeciw 
rotawirusom, okazało się, że w ciałach doradczych ame-
rykańskiego Urzędu ds. Żywności i Leków – FDA (któ-
ry dopuścił szczepionkę do obrotu) oraz w Centrum 
Zwalczania i Profilaktyki Chorób (Centers for Dise-
ase Control) zasiadali ludzie mający liczne związki z jej 
producentami. Przynajmniej 12 spośród 20 naukowców 
odgrywających kluczowe role w badaniach nad cukrzy-
cą, prowadzonych przez Narodowe Instytuty Zdrowia 

(NIH), współpracowało z firmą Warner-Lambert, pro-

ducentem leku na cukrzycę o nazwie Rezulin. Został on 

wycofany z obrotu po tym, gdy okazało się, że powodu-
je niewydolność wątroby, prowadzącą nawet do śmierci. 

W przypadku komitetów doradczych przy Centrum Badań 

i Oceny Leków (Centre for Drug Evaluation and Rese-
arch) przy FDA, rekomendujących do zatwierdzenia nowe 
leki, ponad połowa pracujących w nich ekspertów miała 
w 2000 r. powiązania ze spółkami farmaceutycznymi, za-
interesowanymi treścią wydawanych opinii.

Również w innych obszarach podlegających regulacji 

eksperci narażeni są na działanie w warunkach konfliktu 
interesów. Gdy w 1985 r. dopuszczono do użytku Alar, 
substancję regulującą wzrost roślin, która według ana-
liz Agencji Ochrony Środowiska (EPA) miała wywo-
ływać raka, okazało się, że 7 na 8 członków komitetu, 
który zaakceptował tę substancję, posiadało powiąza-
nia z jej producentem. 

W 1969 r. agencje stanowe i fede-

ralne zajmowały się katastrofą ekologiczną, spowodowa-
ną ogromnymi wyciekami ropy do kanału Santa Barbara 
z platform wiertniczych należących do Union Oil Com-
pany. W tym okresie przemysł naftowy blisko współpra-
cował z uniwersyteckimi ekspertami w dziedzinie geologii, 
geofizyki i inżynierii naftowej. Urzędnicy stanowi nie byli 
w stanie nakłonić lokalnych ekspertów, by zeznawali prze-
ciwko Union Oil i trzem innym spółkom naftowym w pro-
cesie, gdzie w grę wchodziło odszkodowanie w wysokości 
pół miliarda dolarów. Według prokuratora generalnego 

stanu Kalifornia, swój brak chęci do współpracy z wy-
miarem sprawiedliwości tłumaczyli tym, iż nie chcieli 

stracić fundowanych przez przemysł naftowy dotacji 
oraz umów konsultingowych.

Działalność lobbystyczna prowadzona jest przez organi-

zacje, które oficjalnie stawiają sobie za cel „popularyzowa-
nie wiedzy naukowej”, a w praktyce aktywnie lobbują za 

wprowadzaniem określonych rozwiązań prawnych. Do ich 

członków należą zarówno naukowcy i określone instytucje 
naukowe, jak i firmy prywatne, np. przedstawicielstwa glo-
balnych koncernów. Do jednej z największych organizacji 
tego typu w obszarze biotechnologii należy BIO (Biotech-
nology Industry Organization), zrzeszająca ponad tysiąc 

firm biotechnologicznych, instytutów naukowych i centrów 
biotechnologicznych. Centrala BIO mieści się w USA, na 
innych kontynentach działają „klony” tego stowarzyszenia, 
np. AusBiotech w Australii, AfricaBio w Afryce, a w Euro-
pie – EuropaBio. Warto wspomnieć również o Council for 

background image

92

Biotechnology Information (CBI). Założona została przez 

siedem wiodących koncernów biotechnologicznych (Aven-

tis CropScience, BASF, Dow Chemicals, DuPont, Monsan-
to, Novartis, Zeneca Ag Products) oraz BIO. Sponsoruje 
m.in. Instytut Biotechnologiczny w Waszyngtonie.

Inna organizacja tego typu to AgBioWorld Foundation, 

określająca się jako oparta na akademickich korzeniach 
i wartościach, a założona przez Channapatnę S. Prakasha, 
profesora genetyki molekularnej. Na jej stronie interne-
towej opublikowana jest deklaracja „naukowców popie-
rających biotechnologię rolniczą”, podpisana przez ponad 

3 tys. osób. Jedna trzecia z nich związana jest z przemysłem 

(9% z samym Monsanto), jedna trzecia pracuje na uniwer-

sytetach, 16% pracuje w prywatnych lub rządowych insty-

tucjach badawczych, a pozostałe 14% osób nie deklaruje 

swej przynależności.

W Polsce do organizacji lobbystycznych należą 

m.in. Polska Federacja Biotechnologii oraz GBE (Green 

Biotechnology in Europe). Prezesem PFB jest prof. To-

masz Twardowski, często wypowiadający się w mediach 
jako profesor Polskiej Akademii Nauk. Jest on jedno-
cześnie od wielu lat członkiem działającej przy Mini-
sterstwie Środowiska Komisji ds. GMO, gdzie również 
reprezentuje środowisko naukowe. 

Konsekwencje konfliktów 

interesów w nauce

Zjawisko konfliktu interesów w nauce jest o wiele bardziej 

istotnym problemem, niż mogłoby się z pozoru wydawać. 
Składa się na to kilka przyczyn. Po pierwsze, dominacja 

sentymentalnego modelu rozwoju naukowo-technologicz-

nego w debacie publicznej nie pozwala na dostrzeżenie roz-
miarów konfliktu interesów na styku nauki, biznesu i po-
lityki. Podejrzewanie naukowców o skłonności do ulega-
nia przyziemnym pokusom finansowym ciągle wydaje się 
czymś niestosownym. 

Po drugie, brakuje systemu zarządzania konfliktami in-

teresów w tym obszarze. Ani polskie uczelnie wyższe, ani 
czasopisma naukowe nie wymagają od współpracujących 
z nimi naukowców ujawniania konfliktów interesów, nie 
posiadają też żadnych systemów ich regulowania. Doty-
czy to niestety także pracy dla komisji sejmowych, rządo-
wych gremiów doradczych i eksperckich, przygotowywania 
ekspertyz. Można podejrzewać, że wysunięcie postulatu 
wprowadzenia jakichkolwiek regulacji dla naukowców 
współpracujących z biznesem i pełniących funkcje do-
radczo-eksperckie napotkałoby – zgodnie z modelem 

sentymentalnym – na oskarżenia o próby ograniczania 

swobody badań naukowych, będącej podstawą postępu 
naukowego.

 

Po trzecie wreszcie, wraz z rozwojem nowych, czę-

stokroć ryzykownych technologii, którego skutki trudno 
przewidzieć, na znaczeniu zyskują państwowe instytucje 

regulacyjne. Jak widzieliśmy, naukowcy pełnią w nich istot-
ną rolę jako eksperci i konsultanci, często pozostając przy 
tym w sytuacji konfliktu interesów. Może to prowadzić do 
wprowadzania na rynek rozwiązań niewystarczająco spraw-
dzonych lub wręcz niebezpiecznych.

W szerszym wymiarze należałoby się zastanowić nad 

kosztami wprowadzania nowych wzorców relacji między 
nauką i przemysłem, których przykładem jest Strategia Li-
zbońska i paradygmat społeczeństwa opartego na wiedzy 
oraz innowacyjnej gospodarki. Nie kwestionując zalet tych 
rozwiązań, można zadać pytanie o ryzyko powstawania 

sytuacji konfliktu interesów, jakie się z nimi wiąże, oraz 
o społeczne koszta tego zjawiska.

dr Piotr Stankiewicz

literatura:

1.  barnes deborah e. i lisa a. bero. 1998. Why review articles on 

the health effects of passive smoking reach different conclusions

„Journal of the american medical association”, 279: 1566–1570.

2.  elliot carl. 2003. Not-So-Public Relations. How the drug industry 

is branding itself with bioethics. (http://slate.msn.com/toolbar.
aspx?action=print&id=2092442, ostatni dostęp 20.09.2009).

3.  krimsky Sheldon. 2006. Nauka skorumpowana. O niejasnych 

związkach nauki i biznesu, warszawa: piw.

4.  michaels david. 2008a. Doubt is their product. How industry’s 

assault on science threatens your health, oxford: oxford univ. 
press.

5.  paul, helena i ricarda Steinbrecher. 2003. Hungry corporations. 

Transnational biotech companies colonise the food chain, lon-

don: Zed books.

6.  proctor robert. 2008. Agnotology. A Missing Term to Describe 

the Cultural Production of Ignorance (and Its Study) [w:] proctor, 
robert i londa l. Schiebinger (red.): Agnotology. The making 
and unmaking of ignorance
, Stanford, calif: Stanford university 
press: 1–33.

7.  proctor robert n. 1995. Cancer Wars: How Politics Shapes What 

We Know and Don’t Know About Cancer, new York: basicbooks. 
Smith brigitte. 1998. Ethics of Du Pont’s CFC Strategy 1975-1995

„Journal of business ethics”, 17: 557–568.

8.  wadman meredith. 2005. One in three scientists confesses to ha-

ving sinned. „nature” Vol. 435 issue 7043: 718–719.

nie rozdajemy chleba… 

  strona 134