background image

LEE WILKINSON

GORĄCZKA NOCY POŚLUBNEJ

Tłumaczyła Anna Adamiak

1

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

List, który miał całkowicie odmienić życie Raine Marlowe, nadszedł zupełnie 

niespodziewanie. Siedzieli sobie z ojcem przy śniadaniu w ich posiadłości „Białe 

damy”, w pomalowanym na biało pokoju z czarnymi belkami pod sufitem. Złote jak 

miód, poranne wrześniowe słońce, w którym skąpany był ogród, wlewało się przez 

witrażowe   szybki   w   oknach.   Cudownie   nieświadoma   nadchodzącego   przewrotu, 

Raine smarowała dżemem drugi już tost, a Calib - kot o futerku czarnym i lśniącym 

jak jej włosy i zielonych oczach - siedział na parapecie nieruchomo niczym posążek. 

W słońcu złociła mu się sierść, a wąsy wyglądały jak miedziane kabelki.

- Dziś tylko to - oznajmiła miłym tonem gosposia, wnosząc korespondencję. 

Martha służyła u nich od dwudziestu lat i uważali ją za członka rodziny.

- Dziękuję.

Ralph   Marlowe,   przystojny   mężczyzna   o   wyrazistych,   surowych   rysach   i 

szpakowatych,   gęstych   włosach   wziął   list.   Dopijając   kawę,   rozciął   kopertę   ze 

znaczkiem ze Stanów i wyjął złożoną kartkę. Zaczął czytać, i Raine spostrzegła, że 

raptem zmienił się na twarzy. Był wstrząśnięty.

- Co to jest? - zapytała.

Ojciec zdjął okulary w rogowych oprawkach.

- List od Harry'ego?

- Niesamowite!

- Tak.

Gdy podał jej list, nagle zadrżała. Opanowały ją złe przeczucia. Wiedziała, że 

ojciec i stryj - bracia bliźniacy - pokłócili się ze sobą i zerwali kontakty na długo 

przed jej narodzinami. W młodości byli ze sobą bardzo zżyci, i po studiach wspólnie 

prowadzili interesy. Zajmowali się obrotem nieruchomościami. Wtedy też zadurzyli 

się   w   tej  samej   kobiecie   -  czarnowłosej,   zielonookiej   Lorraine.  Była  dziewczyną 

Harry'ego, dopóki nie poznała jego brata i nie zakochała się w nim. Gdy, koniec 

końców, zdecydowała się wyjść za Ralpha, drogi braci rozeszły się. Ralph zatrzymał 

2

background image

„Białe damy”, elżbietańską rezydencję, stanowiącą od pokoleń siedzibę rodziny, a 

Harry założył nową firmę i wyjechał do Stanów. Stało się to ponad trzydzieści lat 

temu.

List z bostońskim adresem na odwrocie był prosty i bardzo konkretny.

Pewnie  jesteś  zdziwiony,  że  odzywam   się  po tych  wszystkich  latach.  Wstyd 

przyznać, ale na wcześniejsze nawiązanie kontaktu nie pozwalała mi głupia duma.  

Od   przyjaciela   rodziny   dowiedziałem   się,   że   Lorraine   zmarła   dawno   temu,  

osierocając   jedyną   córkę.   Moja   żona   nie   żyje   od   lat.   Jestem   sam,   mam   tylko  

przybranego syna Nicka. Jakoś się jeszcze trzymam, ale od pewnego czasu szwankuje  

mi zdrowie. Lekarze twierdzą, że pozostało mi zaledwie kilka miesięcy życia.

Tak bardzo chciałbym zobaczyć Cię przed śmiercią. Czy moglibyście z córką 

odwiedzić mnie? Oczywiście, jeśli zdołacie wybaczyć staremu człowiekowi, że był tak  

głupio uparty.

PS.   Gdybyś   zdecydował   się   przyjechać,   zrób   to,   proszę,   ze   zrozumiałych  

wzglądów, możliwie najszybciej.

Pojedziesz? - Raine podniosła na ojca oczy.

- Jasne - odpowiedział bez wahania. - A ty?

- Chciałbyś?

- Byłoby szkoda, gdybyś nie poznała swojego wuja i kuzyna.

- W takim razie jadę. Tylko czy możemy tak zostawić firmę?

Po ukończeniu szkoły biznesu Raine została asystentką ojca. Codziennie razem 

jeździli do pracy do Lopsley, małego targowego miasteczka, odległego zaledwie o 

kilka kilometrów od domu.

-   Możemy.   -   Ojciec   energicznie   wstał.   -   Pędzę   do   firmy,   a   ty   zorganizuj 

podróż.

- Kiedy chcesz jechać?

- Dziś, jeśli okaże się to możliwe. Potem trzeba zadzwonić do Harry'ego i 

powiadomić go, o której przylatujemy.

Ledwie powściągany pośpiech w głosie ojca zdradzał, że wszystkie dawne żale 

3

background image

do brata poszły w niepamięć. Coś z tego pośpiechu udzieliło się i jej. Nie tracąc 

czasu, zatelefonowała na lotnisko i załatwiła rezerwację na wieczorny lot do Bostonu.

Gdy   mężczyzna   czekający   na   zewnątrz   międzynarodowej   hali   przylotów 

wypatrzył wysokiego, szczupłego pana o znajomej powierzchowności i towarzyszącą 

mu   smukłą,   czarnowłosą   dziewczynę   o   prześlicznie   zarysowanych   kościach   po-

liczkowych i pełnych ustach, natychmiast ruszył w ich stronę. Raine podniosła wzrok 

i   raptem   napotkała   spojrzenie   szafirowych   jak   niebo   o   północy   oczu   w   ciemnej 

oprawie długich rzęs. Patrzył na nią wysoki, barczysty mężczyzna o mocnych rysach 

twarzy i gęstych, lekko falujących włosach barwy dojrzałej pszenicy.

- Raine Marlowe? - Widząc jej zaskoczenie, uśmiechnął się i wyciągnął do niej 

rękę. - Nick.

Krew   zaszumiała   jej   w   skroniach,   gdy   uwięził   jej   dłoń   w   długich,   silnych 

palcach.

- Ciebie, stryjku, rozpoznałbym wszędzie - powiedział, zwracając się z kolei do 

jej ojca i wymieniając z nim uścisk dłoni. - Jesteście z tatą podobni do siebie jak dwie 

krople wody.

Kiedy obaj odbierali bagaże, Raine starała się nie patrzeć na swego kuzyna. 

Była trochę zbita z tropu, ale nie zamierzała gapić się na niego jak jakaś nastolatka na 

swego idola.

- Wszystko? - Pytanie spadło na nią tak nagle, że zamrugała i odwróciła wzrok.

- Wszystko. - Pomyślała ze złością, że jeśli zaraz nie weźmie się w garść, to ten 

kuzynek gotów leszcze uznać ją za idiotkę.

Lśniący, srebrny samochód stał gotowy do drogi. Nick załadował bagaże i od 

razu pomknął w stronę centrum Bostonu.

- To tutaj mieszczą się biura mojej firmy - powiedział, wskazując ręką jeden z 

eleganckich przeszklonych wysokościowców.

- Ekstra - skomentował Ralph. - Harry mówił mi, że obecnie kierujesz nie tylko 

jego przedsiębiorstwem, ale masz również własną firmę. Chyba trudno było stworzyć 

tak imponującą sieć międzynarodowych powiązań biznesowych?

4

background image

- Wcale nie - odparł chłodno Nick. - Stosuję starą, sprawdzoną metodę. Kupuję 

upadającą firmę, badam, co w niej spróchniało, i po prostu odcinam martwe pędy, aż 

znowu zaczyna kwitnąć.

Raine, zgodnie  z własnym życzeniem,  siedziała  z tyłu. Chłonęła  wzrokiem 

piękno miasta o gęstej zabudowie, a mimo to sprawiającego wrażenie przestronnego i 

pełnego powietrza. Na tle nieba rysowały się same kontrasty. Spomiędzy drapaczy 

chmur i okazałych nowoczesnych budynków strzelały w górę smukłe iglice, wieże z 

zegarami, widać też było stare budowle z czasów kolonialnych. Wjechali w wąskie 

brukowane uliczki z gazowymi latarniami, zabudowane kamienicami  z czerwonej 

cegły.   Znaleźli   się   w   malowniczej,   eleganckiej   dzielnicy   z   przełomu   wieków, 

schodzącej w dół do Charles River.

Dom,   który   zajmowali   Nick   i   jego   ojczym,   znajdował   się   przy   skwerze 

Mecklenburg. Było to jedno z najładniejszych miejsc w okolicy. W świetle ulicznych 

lamp   mieniące   się   kolorami   liście   wyglądały   jak   koronkowy   baldachimu.   Pod 

numerem ósmym stał dom w stylu regencji. Symetrycznie po obu stronach drzwi 

wejściowych   znajdowały   się   prostokątne   okna   z   pomalowanymi   na   czarno 

skrzynkami   pełnymi   jesiennych   kwiatów.   Kiedy   tylko   samochód   podjechał   pod 

drzwi,   te   otworzyły   się.   W   padającej   na   schody   smudze   światła   stanął   wysoki, 

szczupły   mężczyzna   o   wyrazistych,   surowych   rysach   i   gęstych,   szpakowatych 

włosach. Raine powinna była przewidzieć, że tak właśnie będzie wyglądał jej stryj, 

ale na widok sobowtóra ojca poczuła się dziwnie.

Stryj wyciągnął rękę. Ojciec pochwycił ją bez słowa, uścisnął, po czym bracia 

padli sobie w objęcia. Lata oddalenia i niezgody natychmiast poszły w niepamięć. 

Raine   poczuła,   że   Nick   bierze   ją   pod   ramię.   Ten   dotyk   oraz   porozumiewawcze 

spojrzenia, jakie wymienili, stworzyły między nimi jakąś sekretną więź.

To   nieoczekiwane   uczucie   bliskości   przetrwało   cały   następny   tydzień,   a 

pierwsze wspaniałe wrażenie, jakie Nick zrobił na Raine, zamiast zmaleć, jeszcze się 

wzmogło. Okazało się, że kuzyn jest nie tylko nieludzko przystojny. Miał również 

bystry umysł i silną osobowość. Rozmowa, którą Raine podsłuchała któregoś dnia, 

5

background image

świadczyła o tym, że stryj Harry nie tylko kochał swego przybranego syna, ale także 

bardzo go szanował.

- Teraz w biznesie nie ma miejsca na słabość - mówił ojciec. - Za dużo wokół 

szakali.

-   Masz   rację   -   przytaknął   Harry.   -   Ale   Nick   nie   jest   miękki,   o   nie.   Nie 

zazdroszczę nikomu, kto próbowałby wywieść go w pole.

- Ale z tego, co opowiadałeś, wynika, że jest dobrym pracodawcą...

- Zgadza się. Nie waha się zwalniać tych, którzy nie spełniają jego wymagań, 

ale   traktuje   ludzi   przyzwoicie.   Wiem   na   przykład,   że   wyrzucił   z   pracy   pewnego 

obiboka, a potem, z własnej kieszeni, łożył na utrzymanie jego rodziny, póki gość nie 

znalazł sobie innej roboty.

Od początku Raine wyczuwała w Nicku pewną bezwzględność, a ponieważ 

coraz bardziej poddawała się jego urokowi i pragnęła myśleć o nim dobrze, toteż 

opowieść stryja od razu poprawiła jej humor. Poza urodą filmowego gwiazdora Nick 

miał w sobie jakąś naturalną wyniosłość, która czyniła go atrakcyjnym w oczach 

wielu  kobiet.  Nie   był jednak   próżny  ani   zarozumiały   i chociaż  potrafił  być  bez-

względny, umiał również być troskliwy, wspaniałomyślny i wielkoduszny. Robiła, co 

mogła,   by   ukryć   swoje   zafascynowanie   kuzynem,   lecz   zawładnął   bez   reszty   jej 

myślami. Często przyłapywała go na tym, że się jej przygląda, ale trudno było coś 

wyczytać z jego twarzy.

Pewnego dnia poszli we czworo na Freedom Trail, obejrzeli port i zbudowany 

w   XVIII   wieku   masztowiec   „U.S.S.   Constitution”,   zachwycali   się 

dziewiętnastowiecznym Trinity Church, odbijającym się w przeszklonej wieży Johna 

Hancocka, byli też w Muzeum Nauki.

Nikt o tym nie mówił, lecz wszyscy wiedzieli, że czasu jest mało, toteż rzadko 

spędzali dni na leniuchowaniu. Wieczorami, gdy Raine kładła się spać, a Nick znikał 

w swoim pokoju, żeby trochę popracować, bracia rozmawiali do późna w nocy.

Pewnego wieczoru Nick odprowadził Raine eleganckimi schodami na górę. 

Rozmawiając o błahostkach, przystanęli przed drzwiami jej pokoju. Zaśmiała się z 

6

background image

czegoś, co powiedział, a on raptem nachylił się i pocałował ją delikatnie. Poczuła się 

tak, jakby spadły za nią fałdy grubego czarnego aksamitu. Wreszcie, z ociąganiem, 

Nick odsunął się.

- Dobranoc, Raine - szepnął. - Śpij dobrze. Zamknęła za sobą drzwi i oparła się 

o nie. Tej nocy śniła o białych koronkach i kwiatach pomarańczy, o deszczu ryżu i 

płatków róży, o domu z kolorowymi, szybkami.

Następnego dnia bardzo starała się zachowywać naturalnie. Tyle że zazwyczaj 

chłodna i rozsądna Raine była zakochana po uszy. Kiedy po wspólnym porannym 

spacerze wrócili we czworo do domu, gosposia przekazała Nickowi wiadomość z 

biura. Wynikła jakaś nagła sprawa, która wymagała jego obecności.

Wrócił co prawda do domu na kolację, ale zachowywał się inaczej niż zwykle. 

Był zamyślony i niezbyt rozmowny.

- Muszę jutro lecieć do Maine - odezwał się, gdy stryj i ojciec przerwali na 

moment rozmowę.

- Do Maine? - zdziwił się Ralph. W odpowiedzi wyręczył Nicka stryj.

- Dawno  temu  kupiłem tam przedsiębiorstwo  wyrębu lasu  i kilka papierni. 

Nick marnuje teraz swój czas, zajmując się jeszcze i tym.

- Nie marnuje - uśmiechnął się Nick. - Sporadyczne wypady do Maine to żaden 

problem.   A   zresztą,   tak   tam   pięknie   i   dziko...   Może   pojedziecie   ze   mną?   Harry 

pokręcił głową.

- Ja niestety odpadam.

- Mówisz, że ładnie tam... - zastanowił się Ralph.

- Och, krajobraz jest naprawdę wspaniały. Jeziora, góry, malownicze skaliste 

wybrzeże   z   setkami   wysepek,   urokliwe   miasteczka,   białe   drewniane   kościoły, 

maleńkie wioski rybackie, zagubione w głuszy przystanie, latarnie morskie. Ludzie 

żyją w rozsianych po wybrzeżu wioskach i utrzymują się z morza. Na północnym 

wschodzie, przy granicy z Kanadą znajduje się Allagash - tereny pełne lasów, bagien 

i cieków wodnych. To głównie tam odbywa się wyrąb.

-   Brzmi   nieźle   -   przytaknął   Ralph   -   ale   myślę,   że   powinienem   zostać   w 

7

background image

Bostonie.

- A może wy, młodzi, wybralibyście się razem? - zasugerował stryj.

- Masz ochotę? - spytał Nick swą kuzynkę.

Pomyślała,   że   wycieczka   z   Nickiem   byłaby   dla   niej   przeżyciem   tak   samo 

fascynującym, jak skok z samolotu bez spadochronu - i tak samo karkołomnym.

- Ogromną! - odpowiedziała, a jeśli nawet usłyszał w jej głosie drżenie, to 

miała nadzieję, że przypisał je emocjom związanym z wyprawą.

Następnego   dnia   wczesnym   rankiem   polecieli   do   Bangoru.   Stamtąd, 

pilotowanym   przez   Nicka   małym   samolotem,   przystosowanym   do   lądowania 

zarówno na ziemi, jak i na wodzie, dotarli do miejsca przeznaczenia.

Wylądowali   na   wyboistej   drodze,   tuż   za   ciężarówki   z   platformą,   wiozącą 

powiązane łańcuchami pnie drzew.

- Nie ma tu pasów startowych - wyjaśnił Nick, widząc, że Raine jest mocno 

zaskoczona.   -   Ląduje   się   albo   na   wodzie   albo   na   jednej   z   dróg   dostawczych, 

będących własnością przedsiębiorstwa.

Kiedy   wstępowali   po   schodkach   do   baraku,   w   którym   mieściło   się   biuro, 

przywitał ich grubawy, łysiejący mężczyzna w okularach bez oprawek.

Raine   podsunięto   szybko   proste   drewniane   krzesło.   Przy   mocnej   kawie   i 

pokrojonym   grubo   cieście   czekała,   aż   Nick   rozwiąże   problem,   który   go   tutaj 

sprowadził.

-   W   Sowiej   Zatoczce   mamy   drewnianą   chatę   -   powiedział,   gdy   załatwił 

sprawy.   -   Chciałabyś   zatrzymać   się   ta   i   pozwiedzać   okolicę?   Czy   może   wolisz 

bardziej cywilizowane miejsce?

Bez wahania spaliła za sobą mosty.

- Zatrzymajmy się w Sowiej Zatoczce.

Polecieli nad lasami i wylądowali na gładkiej jak lustro powierzchni Jeziorka 

Sowiego. Taflę wody otaczały wzgórza przystrojone w szkarłat, złoto, zieleń i brąz 

jesionów,   klonów,   modrzewi   i   cedrów.   Raine   nigdy   w   życiu   nie   widziała 

piękniejszego miejsca.

8

background image

Solidna,   wzniesiona   na   palach   drewniana   chata   stała   na   polanie   na   brzegu 

jeziora. Z trzech stron okalała ją weranda, z przodu - osłonięty ganek. Nick otworzył 

masywne drzwi.

napalił w piecu, a potem zostawił Raine samą i wrócił do samolotu po bagaże.

Kuchnia urządzona była bardzo skromnie. Oprócz zlewu i staromodnej pralki z 

wyżymaczką stała w niej kuchenka na gaz i lodówka. Spiżarnia zaopatrzona była 

obficie w puszkowaną i suszoną żywność.

Obok kuchni znajdował się  mały  pokoik do spania,  a przy  nim łazienka  z 

porcelanową umywalką i wanną, kabiną prysznicową i ubikacją.

Największą część chaty zajmowała jednak ogromna izba, urządzona bardzo 

prosto. Stały tu dwa długie regały z książkami, stolik do kawy i czarna skórzana 

kanapa. Na drewnianej lśniącej podłodze leżały maty zdobione azteckim wzorem, 

pasujące   do   poduszek   i   zasłon   w   oknie.   W   kamiennym   palenisku   stał   olbrzymi, 

opalany drewnem piec, a przed nim rozpostarta była kudłata niedźwiedzia skóra. Z 

boku izby, na niewielkim podwyższeniu stała sosnowa szafa, toaletka, bieliźniarka i 

duża otomana.

Było   zimno   i   w   powietrzu   unosił   się   zapach   charakterystyczny   dla   nie 

wietrzonego przez dłuższy czas wnętrza, ale ogień zaczynał już buzować w piecu, 

liżąc wonne bierwiona.

- Podoba ci się? - spytał Nick.

- Bardzo - odpowiedziała swobodnym tonem, usiłując ukryć zdenerwowanie. - 

Szczerze   mówiąc,   cieszę   się,   że   jest   tu   tak   wspaniale   wyposażona   łazienka. 

Uśmiechnął się szeroko.

- W moim wieku ceni się już pewne wygody. - Ale jak ci się udało to wszystko 

urządzić?

- Wodę ciągnie się pompą ze studni, a oświetlenie i ogrzewanie jest gazowe. A 

właśnie...

Zmierzch   zapadał   szybko.   Nick   wziął   z   pieca   podpałkę   i   przytknął   ją   do 

gazożarowych koszulek przewodów. Już po chwili zapaliły się lampki. Gdy zaciągnął 

9

background image

ciężkie story w oknach, od razu zrobiło się przytulniej.

- Dziś pitraszę ja - powiedział. - Jutro twoja kolej. najpierw się napijemy.

Przyniósł ze spiżarni butelkę wina, napełnił dwa kieliszki i podał jeden Raine, 

muskając jej dłoń palcami. Wstrzymała oddech. Nie miała cienia wątpliwości - jeśli 

nie   chciała   zbliżenia,   należało   to   teraz   jasno   powiedzieć.   Wystarczyło,   żeby 

odwróciła oczy i cofnęła się o krok. Jednak pragnęła Nicka, i to z całych sił. Zrobiła 

krok w przód. Nick wyjął kieliszek z jej zdrętwiałych palców i ostrożnie odstawił na 

stolik. Nie podprowadził jej jednak do łóżka, a położył na niedźwiedziej skórze i 

podłożywszy   jej   pod   głowę   poduszkę   z   kanapy,   wyciągnął   się   przy   niej,   całując 

namiętnie oczy, szyję i usta.

Rozbierał ją powoli w blasku ognia, złocącym jej kremową skórę.

- Najpiękniejsza ty moja - szepnął chrapliwie, zrzucając z siebie ubranie. - 

Zielonooka czarodziejko...

Był wprawnym, czułym kochankiem i chociaż nigdy jeszcze nie współżyła z 

mężczyzną, nie odczuwała bólu, a tylko radosne, wzmagające się uniesienie, aż w 

końcu   miała   wrażenie,   że   jej   ciało  zamieniło   się   w   rozpaloną   do   białości   czystą 

rozkosz.

Leżała w jego ramionach, z głową na jego ramieniu. Jej serce biło mocno, 

równo, coraz spokojniej.

-   To   twój   pierwszy   raz   -   powiedział   łagodnie   Nick.   Poczuła   się   trochę 

niepewnie.

- Przeszkadza ci to?

- Przeszkadza?! Och, Raine! Czuję się jak król.

Po   tym   pierwszym   gwałtownym   zbliżeniu   kochali   się   rano,   w   południe   i 

wieczorem, jakby to był ich miodowy miesiąc. Wychodzili z łóżka tylko po to, żeby 

wziąć prysznic albo coś zjeść, pospacerować lub popływać kajakiem po jeziorze. 

Nick nie wypowiedział wprawdzie słowa, które tak bardzo chciała usłyszeć,  lecz 

uznała, że to tylko kwestia czasu. Zwyczajny, jak to bywa na początku związku, opór 

przed przyznaniem się do najgłębszego i najbardziej wiążącego ludzi uczucia.

10

background image

Żadne z nich nie chciało, żeby ten idylliczny tydzień się skończył, ale kiedy 

nadeszła sobota, Nick zapowiedział powrót. Wyruszyli wczesną porą. Podczas drogi 

milczał i był zamyślony, ale zakochana na zabój Raine wracała do Bostonu z głową 

w chmurach, oszołomiona szczęściem.

Na miejscu dowiedzieli się, że stryj i ojciec wybrali się na mecz piłkarski, na 

Nicka zaś czekała pilna wiadomość od sekretarki.

-   Szlag   by   trafił   -   wymruczał   ze   ściągniętym   czołem.   -Muszę   z   tobą 

porozmawiać.   Mam   ci   coś   ważnego   do   powiedzenia.   ..   ale   może   lepiej   pojadę 

najpierw do roboty. Powinienem przejrzeć i podpisać pewne ważne dokumenty. - 

Ujął ją za obie ręce. - To potrwa najwyżej dwie godziny. Dasz tu sobie radę sama?

- No pewnie.

Pocałował ją mocno w usta i wyszedł.

Poszła   na   górę   i   rozpakowała   walizkę.   Kiedy   przechodziła   do   dużego 

słonecznego salonu, w holu pojawiła się gosposia stryja, pani Espling.

- Czy coś pani podać, panno Marlowe? Może herbatę? -spytała.

- Dziękuję. Bardzo chętnie się napiję.

Nalewała sobie już drugą filiżankę, kończąc pyszną domową drożdżówkę, gdy 

usłyszała, że ktoś wchodzi bez pukania. Podniosła z uśmiechem wzrok i zaskoczona 

zobaczyła szczupłą dziewczynę, starszą od niej o jakiś rok czy dwa.

-  Cześć!  - rzuciła  przyjaźnie. -  Jestem  Tina. A  ty  jesteś  zapewne  kuzynką 

Nicka. Kiedy rozmawialiśmy przez telefon, mówił mi, że przyjedziesz. Nick jest w 

domu?

- Nie, pojechał do pracy.

- W sobotę! - W rozpromienionych brązowych oczach Tiny pojawił się cień 

zawodu. - Nie wiesz przypadkiem, kiedy wróci?

- Powiedział, że zajmie mu to mniej więcej dwie godziny.

- No, to mam mnóstwo czasu. Wpadnę do domu rozpakować się.

- Mieszkasz daleko?

-   Nie,   w   sąsiednim   domu.   -   Tina   przysiadła   na   najbliższym   krześle, 

11

background image

najwyraźniej czując się tu jak u siebie. - Widuję Nicka prawie codziennie, a że trochę 

czasu mnie nie było... O, matko, jak ja się za nim stęskniłam! Przez trzy tygodnie 

siedziałam w Nowym Jorku u przyjaciółki. - Zerknęła na zegarek. - Właśnie w tej 

chwili miałam od niej wyjeżdżać. Umówiliśmy się z Nickiem, że będzie czekał na 

mnie na lotnisku, tylko że... Tylko że zorientowałam się, że mogę wrócić do domu 

dzień wcześniej, i postanowiłam zrobić mu niespodziankę.

Odgarnęła ciemny lok i raptem Raine spostrzegła na lewej ręce Tiny piękny 

pierścionek z szafirem. Ogarnęły ją złe przeczucia.

- Piękny pierścionek - powiedziała, czując, że drętwieją jej usta.

Ładną, bladą twarz Tiny rozjaśnił uśmiech.

- Prawda? Chciałam mieć diamentowy soliter, ale Nick uznał, że nie byłby w 

moim stylu, i wybrał ten.

- Od dawna jesteście zaręczeni? - Raine miała wrażenie, że wstępuje na szafot.

- Nick oświadczył mi się i poszliśmy kupić pierścionek na dzień przed moim 

wyjazdem do Nowego Jorku. - Zerwała się na nogi. - Lecę rozpakować prezent dla 

niego. Kupiłam mu zegarek od Tiffany'ego. To niespodzianka, więc gdyby wrócił 

przede mną, nic mu nie mów.

-   Nie   zobaczę   się   z   nim.   Coś   mi   wypadło   i   muszę   wracać   do   domu.   Za 

chwileczkę jadę na lotnisko.

- W takim razie do zobaczenia  - uśmiechnęła  się Tina. -Mam nadzieję, że 

podobało ci się tutaj. Szczęśliwej drogi! Ledwie zamknęły się za nią drzwi, Raine 

zamówiła   taksówkę.   Wbiegła   do   swojego   pokoju,   wrzuciła   rzeczy   do   walizki, 

nabazgrała   karteczkę   do   ojca,   tłumacząc   swój   wyjazd   niedomaganiem   Marthy,   i 

drugą do stryja z podziękowaniami za gościnę.

Los jej sprzyjał. Zdobyła miejsce w samolocie odlatującym do Londynu za 

niespełna godzinę. W czasie podróży musiała wyglądać bardzo źle, gdyż zwróciło to 

uwagę stewardesy. - Niedobrze się pani czuje? Czy coś podać?

- Nie, nie, dziękuję - uśmiechnęła się blado, wdzięczna za życzliwość. - Jestem 

po prostu zmęczona.

12

background image

Była zmęczona, przepełniona goryczą, obolała. Durna baba! - wymyślała sobie 

w   duch.   Ślepa,   bezmyślna   idiotka.   Nick   zabawił   się   na   boku,   korzystając   z 

nieobecności narzeczonej, a ona straciła dla niego głowę. A co będzie, jeśli zaszła w 

ciążę?   Ogarnęło   ją   takie   przerażenie,   że   aż   się   jej   zrobiło   gorąco.   Z   pobieżnych 

wyliczeń   wyniknęło   jednak,   że   za   swoją   głupotę   nie   poniesie   wiadomych 

konsekwencji. Uff! Ależ by się ojciec zdenerwował! A tak - nigdy się nie dowie. 

Miała naprawdę szczęście. Nie zmieniało to jednak faktu, że zachowała się jak głupia 

gęś. Uznała, że skoro zakochała się w Nicku, to on też musiał ją pokochać i że w 

perspektywie oznacza to małżeństwo, dom, rodzinę. Dostała jednak bolesną nauczkę, 

która powinna być lekcją na całe życie.

Raine przysięgła sobie, że już nigdy, przenigdy nie pozwoli na to, by ktoś ją 

wykorzystał.

Następne tygodnie były najgorszym okresem w jej życiu. Ciężkie były dni, 

jeszcze gorsze - noce. Martha obserwowała ją zaintrygowana, ale o nic nie pytała. 

Nigdy nie była wścibskaTelefonował ojciec. Nick również parokrotnie usiłował się 

do niej dodzwonić, lecz za każdym razem wykręcała się od rozmowy. Rozpoznając 

na   kopertach   jego   charakter   pisma,   niszczyła   listy,   które   słał,   nawet   ich   nie 

otwierając. Jeździła do firmy, usiłując zatracić się w pracy, ale nie potrafiła się na 

niczym skupić. Tęskniła za Nickiem bezustannie, nawet wtedy, gdy powtarzała sobie, 

że zranił boleśnie dwie kobiety - ją i Tinę.

Ojciec wrócił do Anglii dopiero po miesiącu. Chociaż robiła dobrą minę do 

złej gry, bacznie i z niepokojem ją obserwował.

- Pokłóciłaś się z Nickiem? - spytał wreszcie.

- Wydaje ci się.

- Masz mnie za durnia, dziewczyno? Wiem, że nie chcesz z nim rozmawiać, a 

Martha,   chociaż  bardzo  się   stara,  zupełnie  nie  umie  kłamać.   Musiało   to  być  coś 

naprawdę  poważnego, skoro  zwiałaś do  domu  jak  psiak  z  podwiniętym  ogonem. 

Jestem jednak pewien, że...

- Proszę cię, tato - przerwała kategorycznie. - Nie chcę o tym mówić.

13

background image

Westchnął tylko.

- Może zmienisz zdanie, kiedy Nick tu przyjedzie.

- Tutaj? - Poczuła się, jakby raził ją piorun. - Kiedy?

- Powiedział, że jak tylko będzie mógł się wyrwać z pracy. Możliwe, że w 

sobotę.

14

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Całą noc przewracała się z boku na bok, aż wreszcie podjęła decyzję. Wstała 

raniutko, spakowała niezbędne rzeczy, napisała kartkę do ojca, że wyjeżdża na kilka 

dni   do   Londynu,   i   po   cichu   opuściła   dom.   Bez   wątpienia   było   to   zachowanie 

tchórzliwe, lecz nie zniosłaby spotkania z Nickiem. Cokolwiek go ta sprowadzało - 

nieczyste sumienie czy spóźnione poczucie winy - nie chciała o tym wiedzieć. Nic, 

co   mógł   powiedzieć   czy   zrobić,   nie   było   w   stanie   wymazać   przeszłości   ani 

umniejszyć jej wstydu. Wysłuchiwanie przeprosin upokorzyłoby ją jeszcze bardziej i 

odebrało resztki szacunku dla samej siebie.

Był to typowy jesienny poranek - szary i mglisty. Podjechała samochodem na 

dworzec i złapała najbliższy pociąg do miasta. W porze śniadania mieszkała już w 

cichym hoteliku w pobliżu Green Park.

Przez następne parę dni bardzo się starała zapomnieć o Nicku, ale na próżno.

Zmuszała się do codziennych spacerów, oglądała wystawy, zwiedzała muzea i 

galerie, byle tylko zabić czas. Piątego dnia dobrowolnego wygnania zatelefonowała 

do domu. Głęboki głos Nicka wstrząsnął nią do tego stopnia, że jak oparzana rzuciła 

słuchawkę. Nie miała apetytu, lecz jadła przez rozsądek, a wieczorami chodziła na 

koncerty i przedstawienia teatralne.

Kiedy   w   piątkowy   wieczorem   wyszła   z   teatru,   padał   deszcz.   Wypatrując 

taksówki,   wpadła   raptem   na   wysokiego   szczupłego   mężczyznę,   zmierzającego   w 

przeciwnym   kierunku.   Upuściła   przy   tym   torebkę,   która   otworzyła   się   i   cała   jej 

zawartość rozsypała się po mokrym chodniku.

- Bardzo panią przepraszam. - Dobrze ubrany młody mężczyzna nachylił się i 

zaczął zbierać rzeczy. Podziękowała mu serdecznie.

- To moja wina. Usiłowałam złapać taksówkę i nie patrzyłam przed siebie. - 

Przeniosła ciężar ciała na prawą nogę i aż syknęła.

- Czy coś się stało? - zapytał.

- Chyba lekko skręciłam nogę w kostce. Ale to z pewnością nic poważnego.

15

background image

- Da pani radę iść?

- Och, naturalnie. - Zrobiła krok, żeby to udowodnić, i znowu syknęła.

Spojrzał na nią zaniepokojony.

- Może lepiej będzie, jeśli panią podwiozę. Mam tu niedaleko samochód. - 

Widząc, że się waha, dodał: - W taki wieczór szanse na złapanie taksówki są raczej 

mizerne.

- No cóż... - powiedziała powoli, patrząc mu w oczy, przesłonięte okularami w 

złotych oprawkach. - Jeśli nie byłoby to panu bardzo nie po drodze... Zatrzymałam 

się w hotelu „Wirral”.

-   Znam   ten   hotel.   I   tak   się   składa,   że   jadę   w   tamtą   stronę,   bo   mam   tam 

mieszkanie, chociaż mój dom rodzinny znajduje się w Mayfair. - Podał jej ramię ze 

staroświecką elegancją i gdy zaczęli iść, przedstawił się: - Kevin Somersby.

Podczas   krótkiej   jazdy   Raine   dowiedziała   się,   i   bynajmniej   jej   to   nie 

zaskoczyło, że Kevin pracuje w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i że jego matką 

jest lady Maude Somersby.

Był przystojny, ale nieciekawy. Nie budził w niej żadnych żywszych uczuć, 

może dlatego nie czuła się przy nim ani spięta, ani skrępowana. Przeciwnie - jego 

towarzystwo   pozwoliło   się   jej   odprężyć.   Odprowadził   ją   do   hotelowego   holu   i 

pożegnał się, życząc dobrej nocy.

- Dobranoc... i jeszcze raz dziękuję. - Raine podała mu rękę.

Przytrzymał ją dłużej i z pewnym wahaniem zapytał: '- Czy wolno mi będzie 

wpaść tu jutro? Chciałbym upewnić się, że z pani kostką wszystko w porządku.

- Naturalnie.

Miły   i   przyzwoity,   pomyślała,   wjeżdżając   windą   na   górę.   Kompletne 

przeciwieństwo Nicka.

Gdy po śniadaniu Kevin zjawił się z tuzinem długich róż i zaprosił ją na lunch, 

zgodziła się bez wahania. Spotkanie przeciągnęło się do późnego popołudnia i w 

końcu  zjedli  razem kolację.  Żegnając się,   zapytał, jak  długo Raine   pozostanie  w 

Londynie.

16

background image

- Dokładnie nie wiem - odparła z wahaniem. - Myślę, że dzień, może dwa.

- A czy jutro masz czas? - zapytał. - Mama chciałaby cię poznać i zaprasza na 

lunch...

- Dziękuję. Z przyjemnością. - Nie bardzo wiedziała, jak się wykręcić, a poza 

tym nawet nie miała pewności, czy rzeczywiście ma ochotę odmówić.

- W takim razie przyjadę po ciebie około dwunastej. Wyglądał, jakby kamień 

spadł   mu   z   serca,   i   Raine   raptem   nabrała   podejrzeń.   Na   tym  spotkaniu   zależało 

zapewne przede wszystkim lady Somersby. Chciała naocznie stwierdzić, czy niejaka 

Raine Marlowe jest odpowiednią towarzyszką dla jej syna-jedynaka. No, ładnie...

Następnego dnia w restauracji powitała ją z najwyższą kurtuazją majestatyczna 

lady ze sztywno ułożonymi włosami, kilkoma sznurami pereł i z oczami jak lasery. 

Po wyśmienitym lunchu, podczas którego Raine została uprzejmie, acz gruntownie 

przepytana na temat ojca, matki, pochodzenia i pozycji społecznej, lady Somersby 

zasugerowała Kevinowi, żeby kiedyś zaprosił Raine na niedzielny obiad.

Wieczorem, po telefonicznej rozmowie z Marthą, od której dowiedziała się, że 

Nick   wyjechał   do   Stanów,   Raine   zawiadomiła   Kevina,   że   wraca   do   domu.   Nie 

ukrywał zawodu.

- Będziesz u nas zawsze mile widzianym gościem - powiedziała na osłodę. - 

Wpadaj, kiedy tylko zechcesz.

- Jesteś tu samochodem?

- Nie. Przyjechałam pociągiem.

- W takim razie może cię odwiozę?

Zastanawiała się przez chwilę, co pomyśli o tym ojciec. W końcu uznała, że 

jest to wyborne rozwiązanie. Obecność Kevina byłaby najlepszym dowodem na to, że 

zupełnie nie zależy jej na Nicku. Poza tym uda jej się uniknąć burzliwej rozmowy z 

ojcem. Choćby był na nią potwornie wściekły, nie będzie jej robił awantury przy 

świadkach. Dlatego też Raine przezornie zaprosiła Kevina na kolację.

Od   tej   pory   stał   się   u   nich   bardzo   częstym   gościem,   a   wczesną   wiosną 

uroczyście się jej oświadczył. Nie była zaskoczona, gdyż posunięcia Kevina zawsze 

17

background image

dały się z góry przewidzieć. On nigdy nie zraniłby jej dotkliwie i nie porzucił. Nie 

rozpalał jej zmysłów, ale czuli się w swoim towarzystwie swobodnie. Chcieli od 

życia tego samego... Kupił jej pierścionek z diamentem, zaczęli przygotowywać się 

do   ślubu   i   snuć   plany   na   przyszłość.   Raine   chciała   w   dalszym   ciągu   pracować, 

przynajmniej przez pewien czas, lecz nieoczekiwanie w tej kwestii Kevin okazał się 

nieugięty.

- Pora, skarbie, podjąć decyzję - powiedział kiedyś takim tonem, jakby od tych 

ustaleń   zależało   ich   życie.   -   Mojej   matce   bardzo   nie   podobają   się   te   dzisiejsze 

małżeństwa, w których żona pracuje zawodowo ze szkodą dla życia rodzinnego. Poza 

tym, jak by na to nie patrzeć, moje mieszkanie jest za daleko, żeby twoje codzienne 

dojazdy w ogóle się nam opłacały.

- Mówiłam ci już, że nie chcę się stąd wyprowadzać. Tata opiekuje się mną od 

śmierci   mamy,  jestem  dla  niego  wszystkim...   A tutaj,  u nas,  jest  osobne  wielkie 

mieszkanie. Do pracy nie będziesz miał stąd dalej niż teraz.

Jednakże i w tej sprawie okazał się niezwykle uparty.

- Zawsze mi się wydawało, że to żona powinna się wprowadzić do domu męża, 

a nie odwrotnie.

-   Ale   pomyśl   tylko...   Co   ja   będę   robić,   zamknięta   przez   cały   dzień   w   tej 

londyńskiej dziupli?

Z wyrazu jego bladych szarych oczu wywnioskowała, że poczuł się urażony.

- Po ślubie, mam nadzieję, nie będziemy  przecież siedzieć ciągle w domu. 

Możesz też zająć się działalnością charytatywną. Mama bardzo chętnie pomoże ci w 

tym. A w ogóle to ustaliliśmy już chyba, że chcemy założyć rodzinę.

- Miasto nie jest z całą pewnością najlepszym miejscem do wychowywania 

dzieci - powiedziała z uporem.

- Kiedy przyjdzie na to czas, rozejrzymy się za domem na wsi - obiecał. - 

Zgoda?

- Zgoda - odpowiedziała z ociąganiem. - Powiem tacie, że po ślubie nie wrócę 

do pracy. Pewien swego Kevin zrobił się wielkoduszny.

18

background image

- Jeśli zechcesz być blisko ojca, to kupując dom, postaramy się znaleźć coś w 

rozsądnej   odległości   stąd...   Muszę   jechać.   Rano   odwożę   mamę   na   posiedzenie 

fundacji   charytatywnej,   a   potem   na   lunch,   ale   przyjadę   tu   po   południu.   Zare-

zerwowałem stolik w tej knajpce, którą chciałaś zobaczyć.

Rozbrojona   jego   troskliwością   i   tym,   że   chciał   jej   zrobić   przyjemność, 

odprowadziła go do bramy i pomachała na pożegnanie.

Stary   ogród   wypełniało   słońce.   Z   zamkniętymi   oczami,   podłożywszy   pod 

głowę   wełniany   serdak,   Raine   wyciągnęła   się   na   trawie.   Nad   lawendą   i   różami 

bzykały   pszczoły.  Pachniały   zioła.   Leciutki   powiew   wiatru   musnął   jej  policzek   i 

rozwiał   grzywkę.   Calib,   który   zwinął   się   na   jej   brzuchu,   zmrużył   sennie   ślepka, 

wylizał   języczkiem   łapkę   i   zaczął   toaletę   od   ucha.   Nagłe,   obdarzony   czulszym 

słuchem niż jego pani, uniósł łepek i nadstawił uszu. Chwilę później w wysokim 

murze   z   różowej   cegły   zaskrzypiała   furtka.   Raine   usłyszała   kroki   na   krętej, 

obsadzonej kwiatami ścieżce i poczuła, że kot miękko zeskakuje z jej brzucha. Znikał 

zawsze, gdy nadchodził Kevin, zdecydowanie odrzucając wszelkie próby nawiązania 

przyjaźni. Cień padł na jej twarz. Nie otwierając oczu, wymruczała leniwie:

- Cześć.

Kiedy   usiadł   i   nachylił   się,   muskając   jej   usta,   objęła   go   za   szyję,   a   on 

wyciągnął się przy niej. Dziwne. Kevin i wylegiwanie się na trawie? To zupełnie nie 

w jego stylu. Dotyk warg też był jakiś inny - mniej zdawkowy, budzący emocje. I to 

jakie   emocje!   Wrażenie   pogłębiło   się   jeszcze,   gdy   pocałował   ją   mocniej.   Serce 

zaczęło jej bić jak szalone, całe ciało ogarnął płomień. Raptem zadrżała, jakby ktoś 

oblał ją wiadrem zimnej wody, i natychmiast otrzeźwiała. Do tej pory tylko jeden 

mężczyzna,   Nick,   potrafił   tak   silnie   ją   pobudzić.   A   teraz   znowu   ten...   Nie!   Nie 

życzyła sobie takich odczuć. Przerażały ją, pozbawiały samokontroli.

Sztywniejąc w oporze, próbowała go odepchnąć i otworzyła oczy. Oślepiło ją 

słońce   i   naraz   zobaczyła   pociągłą   twarz   i   śmiejące   się   kpiąco   oczy   w   oprawie 

ciemnych rzęs. Twarz, której nauczyła się nienawidzić. Której nigdy w życiu nie 

chciała już oglądać. Ogarnęła ją panika.

19

background image

- To ty - wyszeptała. Poderwała się, usiadła prosto i usiłując zagłuszyć łęk, 

wybuchła   z   wściekłością:   -   Skąd   się   tu   wziąłeś?   Jak   śmiesz   mnie   w   ten   sposób 

całować?

-  A   jak   chcesz,   żeby   cię   całować?   -  zadrwił.   -   Z   większą   atencją   i   mniej 

spontanicznie, tak jak zapewne robi to twój narzeczony?

- Nie życzę sobie, żebyś mnie całował. Ani tak, ani siak. W ogóle!

- Kiedyś chciałaś...

Zawirowało jej w głowie od wspomnień.

- A skąd ty możesz wiedzieć, jak całuje mnie Kevin?! - krzyknęła gniewnie.

- Twój  tato  opisał  mi  go  jako  niższego  rangą  urzędnika  w  ministerstwie   - 

opanowanego, kulturalnego człowieka.

- Czyli twoim zdaniem, nudnego jak flaki z olejem. Nick zwinnie podniósł się i 

wyciągnął do niej rękę.

- Nie mam racji?

- Absolutne pudło. Zresztą... ani mi się śni z tobą o nim rozmawiać. - Wstała, 

nie przyjmując pomocy, świadoma, że zauważył pierścionek, który błysnął na jej 

ręce. - A ty... po coś tu w ogóle przyjechał?

Błysnął w uśmiechu zębami, ale wyczuła w tym nie wesołość, a groźbę.

- Nie chciała góra do Mahometa, więc... Na ułamek sekundy zamarło w niej 

serce.

- Czy tato wiedział, że przyjedziesz?

- Tak. Rozumiem, że cię o tym nie uprzedził? Prychnęła gniewnie.

- Zapewne go o to prosiłeś.

- Czas najwyższy, żebyśmy ze sobą porozmawiali -stwierdził lakonicznie.

-  Nie   ma   o   czym.   Za   miesiąc   wychodzę   za   mąż.   Wymówiła   te   słowa   jak 

zaklęcie, które miało ją uchronić przed wszelkimi niebezpieczeństwami.

- Naprawdę? - wycedził.

- Naprawdę. - Starała się, by zabrzmiało to pewnie, ale była kiepską aktorką. - 

Tata na pewno ci o tym napomknął.

20

background image

Doskonale wiedziała, że ojciec i Nick byli ze sobą w stałym kontakcie.

- O tak, napomknął - przytaknął ironicznie. - Mam jednak wrażenie, że twój 

luby nie za bardzo przypadł mu do gustu.

Była to prawda, nie mogła temu zaprzeczyć.

- Nie twoja rzecz, co ojciec myśli na temat Kevina - powiedziała szorstko.

- No, nie wiem. Bądź co bądź, jesteśmy przecież rodziną, a kuzyni i krewni 

często się całują... Co prawda od czasu kiedy nam się to zdarzyło robić, minął prawie 

rok - dodał z przekąsem, widząc, że Raine nie zamierza podjąć wyzwania i dalej 

gładzi Caliba, który owinął mu się wokół kostek.

- Dziś przecież cię nie całowałam. - Przemogła ucisk w gardle.

- A to ciekawe. Widać tylko mi się wydawało.

- Myślałam, że to Kevin.

- No cóż, skoro potrafi obudzić w tobie taką namiętność, to twój ojciec chyba 

niesłusznie uważa go za pruderyjnego nudziarza.

Wiedziała, że to prowokacja, ale nie potrafiła się powstrzymać.

-   Kevin   nie   jest   pruderyjny!   On   po   prostu...   -   urwała   i   dorzuciła 

zdenerwowana: - A jeśli chodzi o mnie, wolę zwykłą sympatię od...

- Od namiętności? - dokończył z drwiną. - A pewnie, pewnie. Romansować 

wolno każdemu. To o wiele mniej ryzykowne niż prawdziwa namiętność. Trzymanie 

się za rączki, spacerek w świetle księżyca, ukradkowy całus... Bardzo to śliczne, tyle 

że   do   niczego   nie   zobowiązuje   i   nie   wymaga   głębszego   uczucia.   Jest   spokojnie, 

przewidywalnie i bardzo bezpiecznie.

I kto to mówił? Nick? Doprawdy, jakie miał prawo wygłaszać morały na temat 

zobowiązań i głębi uczuć?

- A jeśli nawet? - rzuciła rozpaczliwie. - Jeżeli ja tak wolę, to nic ci do tego.

- Tylko dlaczego chcesz właśnie tego?

Dlaczego? Bo raz już uległa prawdziwej namiętności i prawie ją to zabiło. Nie 

miała ochoty na powtórkę z rozrywki. Nie mogła sobie na to pozwolić. Raptem Nick 

wziął ją za ramiona i zmusił, żeby na niego spojrzała.

21

background image

- Dlaczego? - powtórzył. - Dlaczego chcesz, żeby wszystko w twoim życiu 

było nudne i poukładane? To naprawdę nie jest dobry przepis na małżeństwo. To tak, 

jakby   chcieć   żeglować   trójmasztowcem   po   stawie,   zamiast   wypłynąć   na   otwarte 

morze.

Kiedy ją puścił, odczuła prawdziwą ulgę.

- Niektórzy ludzie cierpią na chorobę morską.

- Kevin na przykład?

- Nam obojgu, i jemu, i mnie, odpowiada spokojny, przyjacielski...

- Przyjaźń? Wielkie nieba, zapowiada się coś na kształt białego małżeństwa.

- Wcale nie! Nie będzie tylko...

- No, jakie? Pełne przygód? Namiętne? Poszukała odpowiedniego słowa.

-   Burzliwe.   Ani   mnie,   ani   jemu   nie   zależy   na   szalonych   uniesieniach.   - 

Uświadamiając sobie, jak żałośnie to zabrzmiało, zaczerwieniła się i spuściła głowę. 

Długie włosy do połowy przesłoniły jej twarz.

Nick roześmiał się nieprzyjemnie.

- W żyłach naszego małego lorda płynie chyba woda, a nie krew, skoro godzi 

się na taki mdły związek. Zdaje się, że twój ojciec miał rację, gdy...

- Tato się myli. Uprzedził się i...

- Daruj sobie ciąg dalszy - przerwał spokojnie. - Tak się składa, że będę miał 

możność sam wyrobić sobie pogląd na tę sprawę.

Przez trawę szedł w ich stronę Kevin. Po raz pierwszy rzuciło się jej w oczy, że 

ma   zaokrąglone   ramiona   i   porusza   się   nieco   ociężale.   Chociaż   dzień   był   bardzo 

ciepły i mimo że była sobota, miał na sobie garnitur i krawat. Przy Nicku, ubranym 

elegancko, lecz swobodnie w lekkie spodnie i rozpiętą pod szyją ciemnoniebieską 

koszulę,   wyglądał   niezgrabnie.   Sztywniak,   pomyślała,   ale   jakby   chcąc   sobie   coś 

udowodnić,  podbiegła  do niego  z promiennym uśmiechem,   zarzuciła mu   ręce na 

szyję, wspięła się na palce i pocałowała w same usta. Nie powiedział co prawda: 

„Duszko, uspokój się”, ale był taki zażenowany, że Nick zaczął się dusić ze śmiechu. 

Rabie zerknęła na niego z nienawiścią. Opamiętał się i wyciągnął rękę do Kevina.

22

background image

- Dominie Marlowe. Jestem kuzynem Raine.

- Kevin Somersby. Miło mi. - Z wyraźnym zdziwieniem w oczach uścisnął 

prawicę Nicka.

Raine podniosła wełniany serdak i oczyściła go z trawy.

- Wejdźmy może do domu - zaproponowała, biorąc narzeczonego pod rękę.

Ze spokojną pewnością siebie, która ubodła ją do żywego, Nick zajął miejsce u 

jej drugiego boku.

-   Trudno   mi   się   dopatrzyć   między   wami   podobieństwa,   choć   mówisz,   że 

jesteście spowinowaceni - zauważył Kevin, zerkając to na nią, smukłą i czarnowłosą, 

to na jej jasnowłosego, rosłego towarzysza.

- Nie łączą nas więzi krwi - wyjaśnił lakonicznie Nick.

- Nosicie wszakże to samo nazwisko...

-   Moja   matka   owdowiała.   Miałem   rok,   gdy   poślubiła   Harry'go   Marlowe'a. 

Usynowił mnie.

- Rozumiem. - Kevin kiwnął głową. - A czym się pan zajmuje, panie Marlowe?

- W rodzinie mówią na mnie Nick.

- A tak, oczywiście... Nick - przytaknął Kevin odrobinę za wylewnie.

Nick uśmiechnął się.

-   Przejmuję   małe,   upadające   firmy   i   przemieniam   je   w   duże   i   kwitnące 

przedsiębiorstwa.

Wyraźnie zbity z tropu Somersby poprawił okulary.

- To musi dawać prawdziwą satysfakcję - powiedział drętwo.

- O, tak, proszę mi wierzyć.

Nie wiedzieć czemu Raine zadrżała. Calib, jak zwykle, gdy pojawiał się Kevin, 

znikł gdzieś w zaroślach. Raptem, ku najwyższemu zdumieniu Raine, wyłonił się zza 

kępy fioletowych kwiatków, otarł się o nogi Nicka i asystował mu niemal z psim 

oddaniem.

-  Kot  zna   cię   chyba   bardzo  dobrze   -  skomentował   Kevin,   a  gdy   Nick  nie 

zareagował, dodał dosyć wyniośle: - Trochę to dziwne, że się do tej pory nigdzie nie 

23

background image

spotkaliśmy. Nie przypominam też sobie, żeby Lorraine wspominała o tobie.

-  Ona   w   ogóle   jest   dosyć   dziwną   osóbką   -   odparował   z   uśmiechem   Nick, 

zerkając poufale na swoją kuzynkę. - Aż do dziś słowem nie napomknęła mi o twoim 

istnieniu.

Kevin nie bardzo wiedział, jak zareagować. Zapadła ciężka cisza, aż w końcu - 

czy to z ciekawości, czy dlatego, że tak nakazywały dobre maniery - przerwał ją 

Somersby.

-   Zdaje   się,   że   nie   pochodzi   pan...   o,   przepraszam...   że   nie   pochodzisz   z 

Europy?

- Zgadza się. Mieszkam w Stanach, w Bostonie.

- A tak... Zaciekawił mnie twój akcent. Wywodzisz się może z bostońskich 

braminów?

-   Niestety   nie   -   odparł   chłodno   Nick.   -   Chociaż   faktem   jest,   że   dalecy 

przodkowie mojej matki przybyli do Ameryki na „Mayflower”

.

- Bostońscy bramini? - wtrąciła Raine. - Nie słyszałam takiego określenia. Co 

to za licho?

Odpowiedział jej Nick.

- To wprowadzone w XIX wieku przez Olivera Wendella Holmesa pojęcie 

oznacza trudniącą się handlem, oczytaną, dużo podróżującą i bardzo konserwatywną 

elitę  bostońską.  Byli  oni  na  ogół  potomkami   siedemnastowiecznych  purytańskich 

osadników.

Wyszli z ogrodu i zaczęli iść wznoszącym się łagodnie trawiastym zboczem do 

domu z różowej cegły. Kevin przygładził i tak już ulizane włosy.

- Znacie się zatem od dziecka? Nick pokręcił głową.

-  Nie   dane   nam  się   było   poznać   aż   do...   Raine,   kiedy   to   właściwie   miało 

miejsce?

- Nie pamiętam dokładnie. - Zacisnęła zęby.

- Oj, pamiętasz, pamiętasz na pewno. - Przytrzymał jej spojrzenie.

- Chyba jakiś rok temu - rzuciła najswobodniej, jak umiała.

24

background image

- To trochę romantyczna historia - dopowiedział Nick. - Nieprawdaż, moja 

miła? Widzisz... - zwrócił się do Kevina - to było tak...

Przestraszona   określeniem   „moja   miła”   i   perspektywą   tego,   co   być   może 

zamierzał ujawnić, Raine przerwała mu gwałtownie:

- Oj, nie nudź. Co Kevina mogą obchodzić nasze rodzinne historie...

- Ależ, Lorraine - obruszył się Somersby. - Mów, Nick, bardzo proszę.

- A może ty? - Nick zrobił do niej oko. Zdenerwowana, oszacowała szybko 

dystans dzielący ich od domu i zaczęła z wahaniem:

- Harry, przybrany ojciec Nicka - wymówiła jego imię niemal z nienawiścią - i 

mój tata są bliźniakami. Ponad trzydzieści lat temu pokłócili się i zerwali kontakty. 

Ubiegłej   jesieni,   zupełnie   niespodziewanie,   stryj   Harry   odezwał   się.   Napisał,   że 

zostało mu niewiele życia i pragnie pogodzić się z rodziną. Pojechałam z tatą do 

Bostonu i w ten oto sposób - dorzuciła obojętnie, wchodząc do domu - poznałam 

Nicka.

Przeszła   przez   hol   i   otworzyła   drzwi   do   długiego   pokoju   o   ścianach 

wyłożonych boazerią, z czarnymi belkami pod sufitem. Na dębowym parkiecie stała 

wygodna, miękka kanapa i kilka pięknie utrzymanych antyków. Ciemne kąty roz-

jaśniały kwiaty w wazonach.

Ojciec Raine podniósł wzrok znad kryminału. Dawniej był pracusiem i nigdy 

nie miał  czasu  na odpoczynek, ale w tym roku uległ, niegroźnemu  na szczęście, 

wypadkowi. Lekarze przestrzegli go, że powinien zwolnić tempo życia i zacząć o 

siebie dbać. Chyba po raz pierwszy usłuchał ich zaleceń.

Zdjął okulary, odłożył książkę i uśmiechnął się do córki.

- Była tu przed chwilą Martha. Pytała, na ile osób ma przygotować kolację. - 

Spojrzał na Kevina uprzejmie, acz bez serdeczności.

- Nick zostaje? - zapytała chłodno.

W orzechowych oczach ojca pojawiło się rozdrażnienie.

- Naturalnie, że zostaje.

- No, to będziecie na kolacji sami. - Przytuliła się do narzeczonego. - Mamy na 

25

background image

ten wieczór inne plany, prawda, kochanie?

Ojciec ściągnął brwi.

- To znaczy?

-   Tylko   się   przebiorę   i   jedziemy   do   Lopsley.   Kevin   zabiera   mnie   do 

„Phasianidae”.

- A co to za licho? - zirytował się ojciec.

- Pewna knajpka, dopiero co otwarta. Wybaczcie więc, że nie będziemy wam 

towarzyszyć. - Posłała Nickowi złośliwy uśmiech. - Jestem pewna, że tobie i tacie nie 

zabraknie tematów do rozmowy.

- Też jestem tego pewien - przytaknął gładko. - Tyle że to tobie powinno 

zależeć na rozmowie ze mną.

Jej twarz zamieniła się na moment w sztywną maskę.

- Wszystko, co chcesz mi powiedzieć, może z całą pewnością poczekać do 

jutra.

- Niestety nie. - Nick odwrócił się i położył dłoń na ramieniu Kevina. - Mamy 

pewien rodzinny problem, który wymaga natychmiastowego rozwiązania. Wiem, że 

to zrozumiesz. W tej sytuacji na pewno nie chciałbyś...

-   Nie,   nie,   ależ   naturalnie...   -   Słysząc   chłodną   wyniosłość   w   pozornie 

przyjaznym tonie Nicka, Kevin zaczął się wycofywać, ale Raine nie zamierzała dać 

łatwo za wygraną.

- Naprawdę nie pojmuję, co jest aż tak pilne, że nie może poczekać do rana.

- Nie przejmuj się, duszko - uspokoił ją pospiesznie Kevin. - Wybierzemy się 

tam kiedy indziej. Odwiedzę cię jutro. Czy tak będzie dobrze?

Pragnąc za wszelką cenę zatrzymać narzeczonego, Raine zwróciła się do ojca:

-   Oj,   tatku...   Przecież   Kevin   już   niedługo   będzie   naszą   najbliższą   rodziną. 

Mógłby zostać?

- Mógłby, ale... - odpowiedział za ojca Nick. Wcale byś sobie tego nie życzyła, 

ostrzegły ją szafirowe oczy. Zawahała się. W porządku, niech mu będzie.

Jakby to był jego dom, Nick, nie kryjąc pośpiechu, prowadził Kevina do drzwi.

26

background image

Rozzłoszczona, z wypiekami na twarzy, Raine zwróciła się do ojca:

- Co on tutaj robi?

- Poprosiłem, żeby przyjechał.

- A dlaczego mi o tym nie powiedziałeś?

- Bo ostatnim razem, kiedy cię uprzedziłem, wymiotło cię z domu.

- Nie chciałam się z nim widzieć.

-  Oj,   dziewczyno,   dziewczyno!   -   wybuchnął   nagle.   -Czy   ty   w   ogóle   masz 

pojęcie, jak się wtedy wściekł? Siedział tu ponad tydzień, choć miał pilne sprawy w 

Bostonie. Zrobiłaś z niego wariata, a musisz wiedzieć, że to nie jest mężczyzna, który 

pozwoli się tak traktować. Zabrakło ci odwagi, żeby zostać i wysłuchać, co ma ci do 

powiedzenia?

- Nie miałam ochoty go słuchać. Teraz też nie mam.

- No cóż - stwierdził Marlowe prawie ze złością. -Wiecznie nie możesz go 

unikać. Jest tutaj i będziesz musiała się z nim rozmówić.

27

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Kręciła   głową,   w   milczeniu   przeżuwając   stwierdzenie   ojca.   Nieprawda, 

niczego nie musiała. Gdyby to od niej zależało, nigdy już nie zobaczyłaby się z 

Nickiem.

Chociaż ojciec bardzo ją o to prosił i mimo że do końca życia miała się tego 

wstydzić,  stchórzyła  i  nie  pojechała   nawet  na   pogrzeb   stryja,  byle  tylko  uniknąć 

spotkania z Nickiem. Nagle, nie wiedzieć czemu, ogarnęło ją śmiertelne przerażenie.

- Z jakiego powodu po niego posłałeś?

Ojciec zmieszał się nieco, ale odpowiedział spokojnie:

- Lekarz radzi, żebym nie wracał do pracy przynajmniej przez trzy miesiące. - 

Bezwiednie dotknął piersi.

- Serce? - wyszeptała.

- Nie, nie. Jestem zdrów jak ryba. Tyle że, cóż... nie będę już młodszy i...

- Och, tato! - Uklękła przy jego krześle.

- Nie szalej, dziewczyno. - Poklepał ją po ręce. - No, wstań. Wierz mi, nie 

jestem chory. Chciałbym po prostu trochę odsapnąć. Przyjazd Nicka ściśle się z tym 

wiąże.

Poczuła na plecach chłodny dreszcz.

- Co chcesz przez to powiedzieć?

- A to, że tymczasowo oddaję mu stery.

-  A ja?!  Mogłabym  się  wszystkim zająć  -  zaprotestowała,   podnosząc  się  z 

kolan.

Ojciec zaprzeczył ruchem głowy.

- Wychodzisz za mąż, a Kevin nie życzy sobie, żebyś pracowała.

- No dobrze. A David? Nie poradzi sobie? Pracuje z tobą xl lat, możesz mu 

całkowicie zaufać...

- David ma i tak dość roboty. Potrzebuję kogoś z głową z inicjatywą.

- Ale jakim cudem Nick może zająć się twoimi interesami? Zaniedba własne?

28

background image

- Powiedział mi niedawno, że stworzył znakomity zespół. Przez pewien czas 

dadzą sobie radę bez niego. Poza tym Nick prowadzi rozmaite interesy na całym 

świecie. Pilnował tego wszystkiego, siedząc w Stanach, więc z powodzeniem może 

to robić i tutaj... Dobrze wiem, że stosunki między wami nie są najlepsze, ale... - 

zawiesił  głos, widząc jej zirytowaną minę  - ale wyświadcza  nam naprawdę dużą 

przysługę. Postaraj się więc być dla niego miła, bardzo proszę.

Zacisnęła usta. Kiedy ojciec zwracał się do niej tonem łagodnej reprymendy, 

czuła się jak dziecko.

- Wiem, że miałaś zamiar wziąć sobie w przyszłym miesiącu wolne ze względu 

na   zbliżający   się   termin   ślubu,   ale   gdybyś   zechciała   poświęcić   dzień   czy   dwa   i 

pojechać z Nickiem do firmy.

- Nie! - wybuchła, lecz po chwili dodała spokojniej: -Wybacz, tatku, nie będę 

miała czasu. - Na twarzy ojca odmalował się taki zawód, że aż ścisnęło się jej serce, 

ale   musiała   być   twarda.   -   Prawdę   powiedziawszy,   w   ogóle   mnie   tu   nie   będzie. 

Wesele   wyprawiamy   w   Mayfair,   więc   lady   Somersby   zasugerowała,   żebym 

zatrzymała się u niej do czasu, aż uzgodnimy wszystkie szczegóły.

Przez całe ubiegłe dwa tygodnie opierała się grzecznie tej propozycji, ale w 

zaistniałej sytuacji takie rozwiązanie wydało się jej mniejszym złem.

- Jutro jadę z Kevinem do Londynu.

- Po raz kolejny uciekasz!

- Skądże znowu, po prostu mam dużo na głowie. Jakiś cichy dźwięk sprawił, że 

oboje podnieśli wzrok. W drzwiach stał Nick. Sądząc z jego postawy i kpiącej miny, 

usłyszał wystarczająco dużo, żeby mieć obraz sytuacji. Kiedy się odezwał, jego głos 

zabrzmiał chłodno i twardo.

- Naprawdę, Raine, powinniśmy przeprowadzić tę rozmowę, zanim poczynisz 

jakiekolwiek dalsze kroki.

- Wiem już wszystko od taty - powiedziała oschle. -Pięknie, że chcesz mu 

pomóc, jestem ci wdzięczna, ale...

- Nie zgrywaj się. Zaczerwieniła się, lecz brnęła dalej:

29

background image

- Ale mnie to nie dotyczy, więc...

- Nie bądź tego taka pewna. Co prawda ojciec wprowadził cię już częściowo w 

sprawę, ale zrozumiesz wszystko lepiej, kiedy usłyszysz, co mam ci do powiedzenia.

- Wybaczcie, proszę. - Ralph podniósł się z fotela. - Pójdę powiedzieć Marcie, 

ile osób będzie na kolacji.

-   Szczerze   mówiąc,   miałem   zamiar   zabrać   Raine   do   miasta   -   przyznał 

bezczelnie Nick. - Jeśli ci to oczywiście nie przeszkadza.

- Ani trochę - uśmiechnął się ojciec i wyszedł. Na moment odebrało jej mowę.

-   Nie   pójdę   z   tobą   na   kolację,   choćbyś   był   jedynym   facetem   na   ziemi!   - 

krzyknęła rozwścieczona.

- Bardzo oryginalna uwaga.

-   Oryginalna   czy   nie,   mówię,   co   myślę.   Jak   ty   w   ogóle   masz   czelność 

zaproponować coś takiego, wiedząc, że popsułeś wszystkim wieczór?!

- Wieczór się jeszcze nie skończył - zaznaczył Nick z dziwną nutą w głosie, a 

widząc,   że   zadrżała,   dodał   znudzonym   tonem:   -   No,   a   teraz,   maleńka,   idź   się 

przebrać.

- W sobotę, w dodatku o tej porze nie dostaniemy się nigdzie bez rezerwacji. - 

Nawet nie próbowała ukryć triumfu. - I w końcu wylądujemy w tutejszym barze 

szybkiej obsługi.

Nick uśmiechnął się zjadliwie.

- Zarezerwowałem stolik w „Priest House”.

-   Jak   śmiesz   robić   coś   takiego   bez   pytania   mnie   o   zdanie?!   -   Nagle 

uświadomiła   sobie,   że   dała   się   sprowokować,   dlatego   dodała   już   spokojniej:   - 

Obawiam się, że będziesz dziś jadł sam. Nie przyjmuję twojego zaproszenia.

Nickowi stężała twarz.

- Moja droga, ty chyba nie rozumiesz. To nie jest zaproszenie. To rozkaz.

- Co takiego?! Wydaje ci się, że możesz mi rozkazywać? A to niby dlaczego?

- Bo trzymam wszystko w garści - odparł z przerażającą pewnością siebie i z 

zimnym uśmiechem.

30

background image

Chciała zaprzeczyć, ale pojęła w mig, że ani nie żartował, ani nie zwariował.

- Ojej, ale ty masz wielkie oczy - wymruczał drwiąco. Odzyskała głos.

- Jeśli myślisz, że pozwolę sobą manipulować, ponieważ pomagasz ojcu... - 

Nie odezwał się, ale i bez tego była absolutnie przekonana, że tu chodzi o coś innego. 

-   Skoro   nie   dlatego,   to   z   jakiego   powodu   tak   się   zachowujesz?!   -   krzyknęła 

zdezorientowana.

- Proponowałbym, żebyś poszła się teraz przebrać. - Zabrzmiało to znowu jak 

rozkaz. - Aha, i jeszcze jedno - rzucił za nią - radziłbym na razie nie niepokoić ojca.

Ostrzeżenie   to   wracało   do   niej   bezustannie,   gdy   przygotowywała   się   do 

wyjścia. Czyżby Nick wiedział o czymś, co ojciec przed nią taił? Postanowiła, że 

przy   najbliższej   okazji   zamieni   parę   słów   z   doktorem  Broadbentem.   Włożyła   je-

dwabną liliową sukienkę, pasujący do niej żakiecik i sandałki na wysokim obcasie. 

Zbyt   podenerwowana,   żeby   przejmować   się   makijażem,   przeczesała   grzebieniem 

włosy i chwyciła torebkę. Była gotowa.

Nick czekał już na nią w holu. Był w świetnie skrojonym, lekkim garniturze, 

wybrał   krawat   w   perłowym   odcieniu   i   starannie   zaczesał   włosy   na   bok.   Stał   w 

nonszalanckiej pozie i patrzył, jak Raine schodzi schodami - długonoga, zgrabna i 

elegancka.

- Gratuluję tempa - skomentował z satysfakcją, biorąc ją pod brodę. Studiował 

przez chwilę jej twarz, aż zatrzymał wzrok na pełnych ustach.

- Nie...

- Nie masz szminki. - Zamarła i zamknęła oczy, gdy owionął oddechem jej 

usta, lecz do pocałunku nie doszło. Z delikatnym okrucieństwem Nick skubnął tylko 

zębami jej dolną wargę. - Nawet bez makijażu jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką 

kiedykolwiek widziałem - powiedział bez emocji, gdy uniosła powieki.

- Za chwileczkę się dowiem, że Kevin to szczęściarz - próbowała zakpić.

- Zależy, jak się na to patrzy. Osobiście od urody wyżej sobie cenię to, że ktoś 

jest godzien zaufania.

Chłodny przytyk wypowiedziany został bez złośliwości. A jednak zabolał ją, i 

31

background image

to mocno. Wyszarpnęła głowę.

- Czy twoja narzeczona mogła ci bezgranicznie ufać?

-   Wyjaśniłbym   ci,   jak   się   sprawy   mają,   gdybyś   mi   dała   ku   temu   okazję. 

Niestety uciekłaś.

-  W  najlepszym  razie przyznałbyś się  do  tego, że  jesteś  świnią  bez  zasad. 

Ciekawe, jak byś wytłumaczył to, że mnie uwiodłeś, chociaż byłeś zaręczony.

- Uwiodłem cię? Dobre sobie. Pamiętam, że byłaś więcej niż chętna.

- Może tak było, ale nie miałam wtedy pojęcia, jaki jesteś naprawdę.

-   Aż   w   końcu,   twoim   zdaniem,   poznałaś   całą   prawdę.   Tak   uważasz?   Nie 

chciało ci się nawet mnie wysłuchać...

Oskarżał ją z gniewem,  zapalczywie. Czuła, że jeżeli ma  dla niej w ogóle 

jakieś   uczucie,   to   wyłącznie   nienawiść.   W   porządku,   pomyślała   z   goryczą. 

Przynajmniej w tym jednym jesteśmy zgodni.

- Tak czy owak - wzruszył ramionami - to już przeszłość. Teraz obchodzi mnie 

jedynie przyszłość.

- Czego ode mnie chcesz?

- Nic, czego byś mi już nie dała. Stwierdził to tak ironicznie, że zlodowaciała.

- Jeśli myślisz, że...

- Myślę, że powinniśmy już iść. Przepadnie nam rezerwacja.

Objął ją w talii i przechodząc przez hol, otworzył drzwi do pokoju ojca.

-   Wychodzimy   już   -   zawołał   serdecznie,   a   Ralph   uniósł   rękę   w   geście 

pożegnania.

- Bawcie się dobrze.

Słońce   zaszło.   Powietrze   pachniało,   a   dom   otaczała   aksamitna   cisza.   W 

gęstniejącym   mroku   widać   było   nietoperze   lecące   w   stronę   starej   stajni.   Na 

podjeździe   czekało   wypożyczone   przez   Nicka   srebrne   bmw.   Z   pełną   ironii 

dwornością otworzył przed nią drzwi, pomógł jej wsiąść, a potem usiadł obok i zapiął 

pas.

Marzyła   o   tym,   żeby   mieć   odwagę   powiedzieć:   idź   do   diabła,   nigdzie   nie 

32

background image

pojadę, ale nie potrafiła tego zrobić. Śmiertelnie się go bała. Jego gniewu, a jeszcze 

bardziej niesamowitego uroku. Najlżejszym dotykiem był w stanie podniecić ją do 

szaleństwa.

- Zapnij pas. - Nie usłuchała od razu, więc zrobił to sam.

Przechylając się, delikatnie musnął jej pierś. Wciągnęła głośno powietrze.

- Był czas, gdy lubiłaś mój dotyk.

Głos   uwiązł   jej   w   gardle.   Nick   przesunął   palcami   po   wypukłości   piersi   i 

uśmiechnął się.

- I chyba dalej lubisz.

- Nienawidzę!

- Przekonamy się o tym później.

Wypowiedział te słowa łagodnie, lecz zabrzmiały jak groźba. Zadygotała, gdy 

zapalił silnik i z piskiem opon wyjechał na szosę.

Restauracja   znajdowała   się   na   peryferiach   Lopsley.   Jechali   tam   zaledwie 

dziesięć minut, ale Raine miała wrażenie, że trwało to całą wieczność.

W granatowym zmierzchu i świetle latarni czarno-biały budynek ze spadzistym 

dachem wyglądał jak domek z bajki. Ich stolik stał przy oknie.

-   Na   co   masz   ochotę?   -   zapytał   Nick,   gdy   podano   im   jako   poczęstunek 

doskonałą sherry.

- Naprawdę nie wiem. Może ty wybierzesz coś dla nas obojga.

Zrobił to chętnie i jak się zdaje, pamiętał świetnie, co lubiła, a czego nie. Kiedy 

tylko kelner odszedł, pochyliła się nad stolikiem, lecz nim zdążyła wypowiedzieć 

cisnące się jej na usta pytanie, Nick pokręcił głową.

- Najpierw zjedzmy.

Och, jakże go nienawidziła za to, że tak łatwo kontroluje sytuację.

Zarówno jedzenie, jak wino były pierwszorzędne, ale Raine jadła mało, a piła 

jeszcze mniej, przez cały czas odwracając głowę do okna. Dopiero gdy podano kawę 

i zostali zupełnie sami, Nick zagadnął chłodno:

- Chciałaś, zdaje się, o coś spytać. Spojrzała mu prosto w oczy.

33

background image

- Mów, o co chodzi, co to za gierki. Zabawiłeś się już, więc może teraz...

- Bawić to się dopiero będziemy. - Zerknął znacząco na jej piersi. - Wprost 

doczekać się nie mogę. Jeśli jest coś, w czym jesteś autentycznie niedościgniona, to 

w pasjonującej grze zmysłów.

Wolała nawet nie myśleć, co sobie zaplanował. Broniąc się przed strachem, 

usiłowała przywołać obraz Kevina. Za miesiąc wezmą ślub i już nigdy... Niestety, 

widziała jedynie mgłę.

Jakby doskonale o tym wszystkim wiedział, Nick uśmiechnął się lekko.

- A co do gry, którą rzekomo prowadzę... Nie, to nie jest gra. W życiu nie 

byłem poważniejszy. Wydaje mi się, że czekałem na tę chwilę całe życie.

- To znaczy na co?

Poruszył głową i w świetle świecy jego szafirowe oczy błysnęły jak srebro.

- Na ciebie. Ścisnęło się jej serce.

-   Za   miesiąc   wychodzę   za   mąż.   Czy   nie   uważasz,   że   to   trochę   spóźnione 

wyznanie?

Starała się, by zabrzmiało to lekko, a nawet żartobliwie.

- Zrobiłoby ci to różnicę, gdybym zjawił się wcześniej?

- Nie.

- Też tak sądzę. A wtedy, rok temu, uciekłaś jak tchórz.

- Nazywaj mnie, jak sobie chcesz, ale ja jutro wyjeżdżam do Mayfair i mam 

zamiar zostać tam aż do ślubu. Jeśli więc masz mi w ogóle coś do powiedzenia, zrób 

to lepiej teraz.

- Mam ci wiele do powiedzenia - oświadczył ze złością. - Po pierwsze: nigdzie 

nie pojedziesz.

- Zaraz mi pewnie powiesz, że w ogóle nie wyjdę za mąż.

- Zgadza się. Nie wyjdziesz. Przynajmniej nie za Kevina.

- Co masz na myśli, mówiąc: „nie za Kevina”?

- A to, że zerwiesz zaręczyny i poślubisz mnie. Oznajmił to tak spokojnie, tak 

zwyczajnie, że dopiero po chwili dotarł do niej sens jego słów.

34

background image

-   Jesteś   chyba   niespełna   rozumu,   jeśli   sądzisz...   -   Urwała   i   policzyła   do 

dziesięciu,   starając   się   opanować.   Potem   tonem,   jakim   mówi   się   do   niezbyt 

rozgarniętego dziecka, powiedziała dobitnie: - Pół roku temu Kevin poprosił ranie o 

rękę, a ja te oświadczyny przyjęłam. Wiem, że zaręczyny znaczą dla ciebie niewiele, 

ale dla mnie jest to poważne przyrzeczenie.

- Które niestety będziesz musiała złamać.

-   Tak   jak   ty   swoje?   -   Spostrzegła,   że   zacisnął   zęby,   i   uznała,   że   trzeba 

korzystać z chwilowej przewagi. - Rozumiem, że ty i Tina się nie pobraliście. Wiem, 

ze cię uwielbiała, więc niech no zgadnę... Ktoś jej powiedział, jaką jesteś świnią, czy 

też może znudziła ci się i rzuciłeś ją? Nickowi pociemniały oczy.

- Mylisz się. Nikt jej nic nie powiedział ani od niej nie odszedłem. Wzięliśmy 

ślub tuż przed Bożym Narodzeniem.

Raine poczuła się tak, jakby dostała cios pięścią.

- W takim razie - wybąkała zaszokowana - skoro jesteś żonaty...

- Jestem wdowcem - powiedział martwym tonem.

- Co takiego?!

- Tina umarła.

- O, Boże, Nick, przepraszam cię. Nie miałam pojęcia...

-   Pewnie,   że   nie   miałaś   pojęcia.   Nie   pozwoliłaś   sobie   nic   wyjaśnić.   Ani 

telefonicznie,  ani  listownie,   ani  osobiście.  Nie  znając   faktów,   wesolutko  rzucałaś 

głupie uwagi i,..

- Powiedziałam już, że cię przepraszam - przerwała zdenerwowana. - Gdybym 

wiedziała, nie byłabym taką jędzą. Nick, proszę cię, czy mógłbyś wyjaśnić mi to 

teraz?

- Nie. Dałem ci szansę, ale ją odrzuciłaś. Od tej chwili będziesz po prostu robić 

to, co ci każę. Wszystko, co ci każę - podkreślił.

- Ale o tym, żebym zerwała zaręczyny, nie mówiłeś chyba poważnie?

- Śmiertelnie poważnie.

- Nick, proszę cię... Ty nic nie rozumiesz. Trzy miesiące temu ustaliliśmy datę 

35

background image

ślubu. Sprawy zaszły za daleko. Niemożliwe, żebym teraz się wycofała.

- W takim razie Somersby to zrobi. Moja w tym głowa.

- Jak chcesz do tego doprowadzić?

- Jeśli okaże się to koniecznie, powiem mu o nas, o tym, co się stało ubiegłej 

jesieni.

Mogła się tego spodziewać.

-   Uważasz,   że   poprosi   mnie   wtedy   o   zwrot   pierścionka?   Uśmiechnął   się 

złośliwie.

- Anie?

O, tak. Znała aż za dobrze zapatrywania Kevina - a może tylko jego matki - na 

temat przygodnego, czy choćby przedmałżeńskiego seksu. Nigdy o tym otwarcie nie 

mówił, ale...

- Nie? - powtórzył Nick, przerywając jej milczenie.

- On mnie kocha...

- Ale niezbyt mocno. Wydaje mi się, że zależy mu raczej na odpowiedniej 

żonie   -   pięknej,   posłusznej,   niezbyt   wymagającej...   Mówiąc   brutalnie,   ten   twój 

arystokrata to zimna ryba i jeśli będę zmuszony uświadomić mu, jaką namiętną jesteś 

kochanką, nie tylko przeżyje szok, ale prawdopodobnie śmiertelnie się wystraszy. 

Może więc byłoby dla niego mniej bolesne, gdybyś mu zwyczajnie powiedziała, że 

się pomyliłaś, dlatego zrywasz zaręczyny.

- Nie mogę tego zrobić - szepnęła, zaciskając mocno dłonie. - Nie chcę.

- No cóż, wszystko mi jedno jak, zaręczyny mają być zerwane.

- Jeśli nawet tak się stanie, to za ciebie nie wyjdę. Nigdy!

- Wyjdziesz, wyjdziesz... - Zauważył, że zadrżała i uśmiechnął się złowieszczo.

Cudem   tylko   zwalczyła   chęć,   żeby   wstać,   wybiec   z   restauracji   i   uciekać, 

uciekać, gdzie ją oczy poniosą.

- A mógłbyś mi wyjaśnić dlaczego?

- Bo kochasz swojego ojca.

- Jeśli myślisz, że wyjdę za ciebie, ponieważ tato tak by sobie życzył...

36

background image

- Nie. Zrobisz to, bo ja tak chcę.

- Ale ja nie chcę! Nie znoszę cię!

- Ze wzajemnością.

- Nie mam zamiaru zastąpić ci Tiny.

- O, bez obawy, nie byłabyś w stanie. Tina była kimś naprawdę niezwykłym.

- No, to dlaczego chcesz się ze mną ożenić? Zupełnie nie rozumiem.

Raptem pojęła wszystko. Nick cierpiał po stracie żony. Jej pragnął wyłącznie 

jako kochanki. Zaraz zresztą potwierdził ten domysł.

- Bo jesteś mi potrzebna w łóżku. Uciekłaś, ale nie potrafię cię zapomnieć. - 

Na   moment   pozwolił   sobie   na   ujawnienie   goryczy.   -   Jest   tak,   jakbym   się   dał 

zaczarować i myślę, że ten czar da się odczynić tylko w jeden sposób. Weźmiemy 

ślub i będę się tobą sycił tak długo, aż czar pryśnie. A to, że mnie nienawidzisz, doda 

tylko naszemu związkowi pieprzu.

Raine poczuła się nagle chora. Tamten wspólny tydzień odarł ją całkowicie z 

szacunku dla samej siebie i spustoszył emocjonalnie. Związek, o którym mówił Nick, 

prawie na pewno by ją zabił.

- Zdaje się, że zaczynam coś pojmować - odezwał się zjadliwie, widząc, jak 

przygasła.

- Mam już dość tej zabawy - odburknęła, starając się ukryć strach. - Najwyższy 

czas,   żebyś   mi   powiedział   jasno...   -   Przerwała   na   widok   czwórki   rozweselonych 

gości, którym wskazano stolik obok.

- Trzeba będzie zmienić lokal - powiedział cicho Nick i dał znać kelnerowi, że 

chce uregulować rachunek.

Noc   była   przepiękna.   Na   rozgwieżdżonym   niebie   świecił   księżyc.   Leciutki 

wiatr poruszył pnącym się bluszczem i potargał Raine grzywkę, a potem, jakby dla 

zabawy, rozgonił po szafirowym niebie parę szarych smug. Wyglądały jak dymne 

sygnały.

Nick   wsadził   ją   do   samochodu   i   zanim   wśliznął   się   za   kierownicę,   zdjął 

marynarkę i rzucił na tylne siedzenie. Odgrodzeni ciszą, ujechali parę kilometrów, 

37

background image

gdy nagle, nie zważając na protesty Raine, Nick zjechał z szosy w boczną leśną aleję. 

Wycinając przednimi światłami tunel między gęstymi drzewami, jechali krętą drogą. 

Nick zatrzymał się na skraju polanki pod bukami. Z ciemności wyłoniły się rysy jego 

wyrazistej twarzy, spod uniesionych powiek błysnęły oczy.

- Nie masz się czego bać. - Jego głos zabrzmiał łagodnie i drwiąco.

- Nie boję się - skłamała. - Ale nie chcę być tu z tobą. Chcę jechać do domu.

Sięgnął, by odpiąć jej pas.

- Najpierw musimy rozmówić się na osobności. Uniosła głowę.

- W porządku. Mów! Powiedz mi, dlaczego uważasz, że potrafisz zmusić mnie 

do małżeństwa.

- Bo jestem w stanie zrujnować twego ojca.

38

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Zabrzmiało   to   tak   melodramatycznie,   tak   teatralnie,   że   Raine   zachciało   się 

śmiać.

Czy   groźba   Nicka   mogła   być   jedynie   wymysłem,   mającym   na   celu 

zdenerwowanie   jej   i   wyrównanie   rachunków?   Ależ   oczywiście!   Tylko   takie 

wyjaśnienie miało jakikolwiek sens! Chociaż...

- Myślisz, że żartuję? - zapytał, zupełnie jakby czytał w jej myślach.

- A nie? - Uśmiechnęła się zalotnie. W ciemności jego oczy błysnęły zimno.

- Pozostawiam to twemu osądowi. Powiem tylko, że to nie przeze mnie twój 

ojciec   będzie   prawdopodobnie   zmuszony   zwinąć   interes...   Jeśli   mi   nie   wierzysz, 

sama go o to zapytaj. Chociaż wolałbym, żebyś tego nie robiła.

- Założę się, że to nieprawda.

- Powody są inne, niż myślisz. Poczuła, że oblewa ją zimny pot.

- Ile jest ci winien?

- Wystarczy, gdy powiem, że dużo więcej, niż mógłby obecnie zarobić.

Nie, to nie mogła być prawda.

-   Recesja   faktycznie   nadwyrężyła   mocno   finanse   naszej   firmy,   ale   gdyby 

działo się aż tak źle, tobym o tym wiedziała.

Nick zaprzeczył ruchem głowy.

- Ralph stara się chronić cię przed zmartwieniami i właśnie dlatego wolałbym, 

żebyś z nim o tym nie rozmawiała. Nie jest już młody, zdrowie też ma nietęgie...

Wszystkie dotychczasowe lęki uderzyły w nią nagle ze zdwojoną siłą.

- Choruje na serce? - przerwała gwałtownie.

- Nie, nie - zapewnił ją, ale odniosła wrażenie, że zrobił to zbyt szybko.

- Nick, błagam cię, powiedz mi prawdę.

- To jest prawda. Wierz mi, jeśli chodzi o zdrowie, nie ma powodu do obaw.

Jego słowa brzmiały wiarygodnie, ale wciąż wydawało jej się, że Nick coś 

ukrywa.

39

background image

- Próbujesz mi zatem powiedzieć...

- Niczego nie próbuję. Mówię ci po prostu, że włożyłem w firmę twojego taty 

tyle forsy, że w gruncie rzeczy jestem obecnie jej właścicielem.

- Nie wierzę - szepnęła. - Kłamiesz.

Nawet się nie silił, by odeprzeć oskarżenie. Siedząc bez ruchu, Raine patrzyła 

na swoje zaciśnięte ręce i usiłowała sobie przypomnieć wypadki z ubiegłego roku. 

Recesja   dotknęła   mocno   rynek   nieruchomości.   Zdarzało   się,   owszem,   że   ojciec 

wyglądał   na   wyraźnie   zaniepokojonego,   ale   zawsze   umiał   wybrnąć   z   tarapatów. 

Przypomniała sobie, jak mówił:

„Dostaliśmy mocno w kość, nie da się ukryć... Ale sprawy mają się już lepiej. 

Niedługo całkiem wyjdziemy na prostą”. Dopiero teraz stało się dla niej jasne, że nie 

chciał jej martwić. Jakaż była bezmyślna, ślepa, egocentryczna! Uwierzyła mu na 

słowo i pozwoliła, żeby samotnie niósł na swych barkach cały ciężar kłopotów. A 

bardzo niedawno, gdy układając weselny budżet, dopytywała się o obecną sytuację 

finansową, po chwili wahania powiedział serdecznie: „Niczym się nie trap. Jeśli tylko 

masz pewność, że Kevin to mężczyzna twoich marzeń, wydaj, ile trzeba”.

Och,   tato,   zaszlochała   w   myślach.   Tak   mi   przykro.   Przepraszam   cię, 

przepraszam...

- Dalej myślisz, że kłamię? - Nick ujął ją pod brodę.

-   Nie   -   odpowiedziała   z   goryczą,   wyszarpując   głowę.   -Jestem   pewna,   że 

postąpisz dokładnie tak, jak zapowiedziałeś. Ale... ten pomysł, żeby zmusić mnie do 

małżeństwa... Od dawna się z nim nosisz?

Uśmiechnął się nieprzyjemnie.

- Zgadnij sama.

- Od kiedy dowiedziałeś się od taty, że ja i Kevin ustaliliśmy datę ślubu?

-   Trafiłaś   w   dziesiątkę.   Nie   pozwolę   ci   wyjść   za   mąż   za   jakiegoś 

ministerialnego wymoczka. Zostaniesz moją żoną, choćbym nawet miał zachować się 

jak gangster. I co ty na to? - dorzucił niecierpliwie, gdy nie zareagowała.

-   Cóż,   realizuj   swój   plan   przejęcia,   ale   obawiam   się,   że   tym   razem   się 

40

background image

przeliczyłeś. Chociaż będzie mi bardzo smutno patrzeć, jak tato traci dorobek całego 

życia, a jak sam zaznaczyłeś, nie jest już młody... Po prawdzie, zbliża się do wieku 

emerytalnego...

- Emeryt musi mieć za co żyć.

- Kevin nie jest biedakiem.

Nick roześmiał się z autentycznym rozbawieniem.

- Czy ty naprawdę wyobrażasz sobie, że Somersby będzie łożył na utrzymanie 

twojego ojca i Marthy?

Raine zacisnęła zęby.

- Jeśli nie wyjdę za mąż, sama o wszystko zadbam. Znajdę jakąś pracę i...

- Byle bardzo dobrze płatną.

- Dlaczego? - warknęła, zrażona bardziej jego tonem niż słowami.

- Bo będziesz musiała się przeprowadzić. Tak się, widzisz, składa, że w moje 

ręce przechodzi nie tylko firma, ale i wasza posiadłość.

Raine skurczyła się w fotelu, przybita i oszołomiona. Kiedy trochę rozjaśniło 

się   jej   w   głowie,   nie   odnalazła   już   w   sobie   woli   walki,   a   jedynie   jakieś   tępe 

przyzwolenie dla tego, co się stało. Tak miało być.

-I co ty na to, Raine?

Powtarzał się i drwił z niej, ale tym razem odpowiedź musiała być inna. W 

żadnym razie nie mogła dopuścić do tego, by najdroższy jej człowiek stracił na stare 

lata swój dom. Postanowiła pójść z Nickiem na kompromis, wywalczyć coś mniej 

wiążącego niż małżeństwo.

- Przypuśćmy, że zgodziłabym się sypiać z tobą, kiedy byś tylko zechciał.

Roześmiał się chrapliwie.

- Myślisz, że mam zamiar zakradać się do ciebie co noc jak Romeo? Śmieszne.

- W porządku. Będę z tobą żyła otwarcie.

- A ojciec? Nie martwiłoby go to? Ma prawo oczekiwać, że jego córka będzie 

żyła obyczaj nie. Czy właśnie dlatego nie powiedziałaś mu o tym, co się stało rok 

temu?

41

background image

- Skąd wiesz, że nie powiedziałam?!

- Bo kiedy tu przyjechałem, a ty ulotniłaś się z domu, sam mu o wszystkim 

opowiedziałem.

- Co zrobiłeś?!

- Wszystko mu opowiedziałem - powtórzył.

- Jak mogłeś?! Nie miałeś prawa!

- W zaistniałych okolicznościach uznałem to za najuczciwsze wyjście.

- Ja nie...

Położył palec na jej ustach.

- Przyszło mi do głowy, że możesz być w ciąży i że zrobisz coś głupiego.

- Na przykład zdecyduję się usunąć ciążę? Nigdy...

- Nie mogłem być tego pewien, a mając zobowiązania w Bostonie...

- To znaczy narzeczoną - przerwała gorzko. Na sekundę stężała mu twarz.

- W tym czasie - kontynuował nieporuszony - tak z przyczyn osobistych, jak i 

zawodowych nie mogłem bez końca tkwić w Anglii, więc zależało mi na tym, żeby 

Ralph   znał   prawdę.   Ogólnie   rzecz   biorąc,   przyjął   to   bardzo   spokojnie.   Potem 

wypiliśmy sobie po kieliszeczku i opowiedział mi o Beatrice... co wyjaśnia bardzo 

wiele.

Raine była zdumiona. Ojciec, tak się jej przynajmniej zdawało, nie opowiadał 

nigdy o swej siostrze. Beatrice była urodziwa, ale bardzo lekkomyślna. Zmarła w 

wieku dziewiętnastu lat w wyniku nielegalnie przeprowadzonego zabiegu przerwania 

ciąży.

Oczy Raine napełniły się łzami. Ojciec włożył tyle wysiłku, żeby wpoić jej 

zasady moralności. Musiał poczuć się bardzo dotknięty tym, co usłyszał od Nicka, a 

mimo to nie zmienił stosunku do niej. Nie obwiniał jej ani nie prawił morałów. Nigdy 

nie dał po sobie poznać, że wie, co się zdarzyło.

- W tej sytuacji - mówił dalej Nick - na pewno nie chciałabyś po raz drugi 

sprawić   mu   zawodu.   W   każdym   razie,   jeśli   chodzi   o   związek   ze   mną,   masz   do 

wyboru albo małżeństwo, albo w .ogóle nic.

42

background image

- A jeśli nie zgodzę się wyjść za ciebie?

- Naprawdę musisz pytać?

Wiedziała aż za dobrze, że w sprawach, na których mu zależało, potrafił być 

bezwzględny.

- Powiedzmy zatem, że weźmiemy ślub. I co ci to da? Lekko przymrużył oczy.

- Rozkosz.

- Mam na myśli ojca - warknęła, oblana pąsem.

- Jak tylko zostanie moim teściem, firma i dom wrócą do niego.

- To się nazywa wielkoduszność!

- Jestem pewien, że okażesz się jej warta. Przygryzła wargę.

- Myślisz, że ile czasu...

- Potrwa nasze małżeństwo? - dokończył za nią. - Pożyjemy, zobaczymy.

- Czyli że jest to wyrok bezterminowy. - Z goryczą pokiwała głową.

- Można na to i tak patrzeć - odparł gniewnie.

- A jak inaczej mam to widzieć? Przecież tak naprawdę nie zależy ci na mnie. 

Jestem ci niezbędna nie jako żona, tylko jako...

- Wolałabyś, żebym powiedział, że cię kocham?

- Nie! I tak bym nie uwierzyła. Wolę już szczerość. Przynajmniej wiem, na 

czym stoję.

Nie   była   jednak   w   stanie   ścierpieć   myśli   o   wyjeździe   do   Bostonu   i 

zamieszkania w domu, który dzielił z Tiną.

- Tylko że... Ameryka jest tak daleko, i w ogóle... Chciałabym być bliżej taty.

- Kto powiedział, że zamieszkamy w Stanach?

- Przez pewien czas będziesz w Anglii, wiem, ale...

- Myślę, że jeśli sprawy potoczą się zgodnie z planem, to przeniosę się tu na 

stałe. A w ogóle - dodał z lekkim zniecierpliwieniem - z radością zamieszkam w 

„Białych damach”, jeśli miałoby ci to pomóc podjąć decyzję.

-   Muszę   to   wszystko   przemyśleć.   -   Popatrzyła   przed   siebie.   Za   szybą 

samochodu kołowały w świetle księżyca srebrne bukowe liście.

43

background image

- Świetnie. Daję ci czas do rana. A póki co... - Nim zdążyła uzmysłowić sobie, 

co się dzieje, ujął jej lewą rękę, zsunął zaręczynowy pierścionek z palca i schował go 

do kieszeni.

- Co robisz? - syknęła.

- Miałbym się z tobą całować, gdy nosisz pierścionek od innego mężczyzny? 

Nie odpowiada mi to... a szkoda marnować taką romantyczną noc.

- Nie dotykaj mnie! - krzyknęła. - Nienawidzę tego.

- Już to słyszałem, ale ośmielam się wątpić. Może rozum każe ci tak mówić, 

ale twoje ciało pragnie czego innego. Mam to udowodnić?

Nie   musiał   niczego   udowadniać.   Serce   już   teraz   biło   jej   szybciej.   Instynkt 

samozachowawczy   nakazywał   otworzyć   drzwi   i   uciekać,   lecz   czuła   się   jak 

zahipnotyzowana. Przeszłość i przyszłość przestały mieć znaczenie. Liczyło się wy-

łącznie to, co działo się teraz, i to, co odczuwała.

-  Zawieź   mnie   do   domu   -  zażądała   drżącym  głosem.   Jakby   odczytując   jej 

najskrytsze myśli, odgarnął jedwabiste włosy, nachylił się i przylgnął wargami do 

szyi.

- Nie! Nie słyszysz, co mówię?!

- Biedactwo - zakpił delikatnie. - Śmiertelnie przerażona mała myszka...

Poczuła, że zaczyna rozkładać siedzenie.

- Nick, proszę cię- szepnęła. W jej oczach zobaczył podniecenie i łzy strachu.

-   Nie   panikuj   -   powiedział   ironicznie.   -   Wątpię,   czy   nawet   przy   twojej 

współpracy   dałbym   radę   kochać   się   z   tobą   na   przednim   siedzeniu   samochodu. 

Kierownica trochę przeszkadza, a tak generalnie - nie jestem zwolennikiem szybkich 

numerów. Obiecuję ci, że znajdziesz się w raju... - Powiódł powoli palcem po jej 

wargach. - Teraz chcę cię tylko pocałować. Zesztywniała.

- Pocałuj mnie - powiedział z taką tęsknotą, że aż ją to zdumiało i odebrało 

wszelką chęć obrony.

Miała   nadzieję,   że   już   nigdy   nie   dopuści   do   głosu   swoich   najskrytszych 

pragnień. Kiedy Kevin oświadczył się jej, zobaczyła przed sobą szansę utrzymania 

44

background image

ich w ryzach.

-   Nie   szalej,   Raine   -   powiedział   delikatnie   Nick,   jakby   dokładnie   znał   jej 

odczucia. - Tylko dlatego, że przeraża cię własna zmysłowość, nie możesz odciąć się 

od ludzkich uczuć i żyć jak nieszczęsna pani z Shalott.

Potrafiłaby tak żyć - i żyłaby - gdyby Nick przemocą nie wdarł się znowu w jej 

świat. Ale coś ją obezwładniało, nie potrafiła go odepchnąć.

- Chciałabym umrzeć...

-   Spójrz   na   mnie!   -   Obrócił   do   siebie   jej   twarz.   -   Naprawdę   jesteś   taka 

nieszczęśliwa?

- Nigdy dotąd nie miałam takich myśli - powiedziała, żałując swoich słów.

- Odpowiadaj na pytanie! - powiedział tak szorstko, że aż ją to poruszyło, ale z 

pomocą przyszły jej upór i duma.

- Nie bój się - zapewniła go prawie ze śmiechem. - Do jutra zbiorę siły.

Gotowa była przysiąc, że odczuł ulgę.

-   W   takim   razie   lepiej   skorzystam   z   dzisiejszej   słabości.   -   Poszukał   jej 

miękkich ust i rozkoszował się nimi, póki Raine sama nie zatraciła się w pocałunku. 

Gdy wreszcie oderwali się od siebie, była oszołomiona i rozgorączkowana.

Pozbawiona ciepła jego  ramion,  zadygotała  i potarła ręką obrzmiałe  wargi, 

jakby chciała z nich zetrzeć wspomnienie jego ust.

- Było aż tak źle?

- Wolałabym już całować się z ropuchą.

Roześmiał się z niedowierzaniem i pogładził ją po policzku.

- Zawsze wiedziałem, że będziesz się musiała całować z wieloma ropuchami, 

póki nie znajdziesz swojego księcia.

Siedziała   wyprostowana,   z   lekko   odrzuconą   w   tył   głową.   Jak   mógł   się 

zgrywać, kiedy jej było tak źle?

- Chciałabym wracać do domu - rzuciła z irytacją.

- Już się robi.

Kiedy ruszyliRaine doszczętnie wyzuta z sił, z zamkniętymi oczami, zapadła 

45

background image

się   w   fotel,   niezdolna   myśleć   ani   odczuwać.   Pragnęła   tylko   jednego   -   usnąć   i 

zapomnieć.

Było już po północy, gdy senną i zataczającą się ze zmęczenia Raine Nick 

wprowadził   do   domu.   W   holu   słychać   było   jedynie   tykanie   wiekowego   zegara, 

stojącego na półpiętrze przy schodach. W drzwiach pokoju Nick pocałował ją lekko.

- Wyśpij się, najdroższa. Dobranoc. Rano czekam na odpowiedź.

Szybko umyła zęby, jak kłoda padła na łóżko i momentalnie usnęła.

Budziła się powoli, opornie, nie wiedząc po co, choć witało ją słońce. Leżała i 

patrzyła   w   belkowany   sufit,   a   pamięć   stopniowo   podsuwała   jej   kolejne   obrazy. 

Pamiętała   wszystko   i   to   aż   za   dobrze.   Jak   mogła   okazać   się   taką   idiotką   bez 

charakteru? Obiecywała sobie, że nic takiego nigdy, przenigdy się już nie powtórzy, 

że   będzie  panią  swoich   uczuć.  Och,   dlaczego,  dlaczego   właśnie   teraz,   gdy   życie 

zaczynało   toczyć   się   normalnie,   Nick   wrócił,   żeby   zburzyć   jej   z   takim   trudem 

wywalczone poczucie bezpieczeństwa?

Może   jednak   lepiej   będzie   zerwać   zaręczyny   z   Kevinem.   Byłoby   nie   fair 

wikłać   go   w   małżeństwo,   skoro   w   gruncie   rzeczy   mało   ją   obchodził.   Tylko   czy 

właśnie w pierwszym rzędzie nie dlatego zgodziła się za niego wyjść? Dlatego, że nie 

zależało jej na głębokim związku? Że Kevin nie był w stanie zranić jej tak, jak zrobił 

to Nick?

Biedny Kevin. Odczuła prawdziwy wstyd.

Jego uczucie może i nie było zbyt silne, ale zapewne kochał ją tak, jak umiał. I 

w tej sytuacji, na mniej niż miesiąc przed ślubem, w fazie daleko zaawansowanych 

przygotowań, miała mu powiedzieć, że się pomyliła? A innego wyboru nie miała. 

Nick był potworem bez serca. Jeśli uznałby to za konieczne, powiedziałby Kevinowi 

wszystko.   Ale   czy   naprawdę   gotów   byłby   zrujnować   ojca?   Miała   wrażenie,   że 

wzajemnie się lubią i szanują. Znowu poczuła się niepewnie. Ojca znała zbyt dobrze, 

żeby podejrzewać  go o spisek  z Nickiem.  Niemożliwe,  żeby  dla własnego  dobra 

sprzedał ją człowiekowi, którego nienawidziła.

Jak zatem należało postąpić? Ważyła rozmaite za i przeciw, myślała i myślała, 

46

background image

aż   rozbolała   ją   głowa,   a   mimo   to   wcale   nie   była   bliższa   podjęcia   decyzji. 

Roztrzęsiona i skołowana, wstała z łóżka. Wzięła prysznic, założyła rozkloszowaną 

spódnicę i top w kolorach jesieni, skręciła włosy w węzeł na czubku małej kształtnej 

głowy, zrobiła sobie leciutki makijaż.

Wiedziała, że Nick czeka na odpowiedź. Przejmował na własność firmę i dom 

- wszystko, co kiedyś należało do niej i do ojca. Może nawet te ciuchy, które miała na 

sobie... Czyżby? Przecież to tylko on tak twierdził. A jeśli to czysta fikcja, kłamstwo 

od   początku   do  końca?   Przypuśćmy,   że   zakładał,   iż  ona   nie   zapyta  o   nic   ojca... 

Zbiegła po schodach, otworzyła drzwi do słonecznej jadalni i z ulgą zobaczyła, że 

ojciec jest sam. Nachylony nad filiżanką, czytał niedzielną gazetę.

Nieco zdziwiony gwałtownością, z jaką weszła, zerknął znad okularów.

- Coś się stało?

- Nie, nie... Zastanawiałam się, czy już wstałeś.

- Ależ naturalnie. Jest po dziesiątej. - Odłożył gazetę, zdjął okulary, sięgnął po 

dzbanek i nalał im obojgu kawy. - Pewnie wróciliście wczoraj późno... Spędziłaś 

wieczór przyjemnie?

- Bardzo. - Usiadła przy stole.

- Cieszę się, że ty i Nick wreszcie się dogadaliście.

- W jakiej sprawie?

W oczach ojca pojawił się cień zawodu.

- No wiesz... - zaczął niepewnie. - Nick miał pewne plany. Chciał je z tobą 

omówić.

Plany to on miał, owszem! Jeśli ojciec je znał, to wiedział, jaki jest Nick. A 

może nie?

- Właśnie dlatego...

- Tato - przerwała, nie wytrzymując rozsadzającego ją napięcia. - Chcę cię o 

coś zapytać i proszę, bardzo proszę, bądź ze mną szczery.

-   Wal   prosto   z   mostu!   -   Powiedział   to   serdecznie,   ale   czuła,   że   jest 

zaniepokojony i zmieszany.

47

background image

- Co się dzieje z firmą? Odwrócił wzrok i włożył okulary do futerału.

- Nie jest, niestety, zbyt różowo. Ale nie zawracaj tym sobie głowy. Nick 

zechciał wyłożyć trochę pieniędzy i...

- Ile?

- Dość dużo - przyznał jeszcze bardziej zakłopotany. A zatem Nick nie kłamał.

-   Miedzy   innymi   dlatego   poprosiłem   go,   żeby   przejął   ster   na   czas   mojej 

rekonwalescencji. Ma teraz w Anglii również inne interesy, a dobrze jest, gdy pewne 

sprawy zostają w rodzinie.

- Można to i tak nazwać. - Uśmiechnęła się nienaturalnie wesoło. - Wczoraj 

wieczorem poprosił mnie o rękę. Przyjęłam oświadczyny.

- Bardzo się cieszę!

- Wiem, że to wszystko stało się tak nagle i... - zadrżał jej głos -jakoś będę 

musiała powiedzieć Kevinowi, że nasze zaręczyny były pomyłką.

Prawdopodobnie odgadł jej łęk, gdyż pogładził ją po ręce.

- Lepiej przyznać się do tego teraz, dopóki nie jest za późno.

- Nigdy nie lubiłeś Kevina...

-   Osobiście   nic   do   niego   nie   mam.   Rzecz   w   tym,   że   nigdy   nie   byłem 

przekonany, że to mężczyzna w twoim typie.

- A Nick? Twoim zdaniem pasujemy do siebie jak ulał?

- Nie mam racji?

Dziwiło ją, że tak spokojnie zaakceptował to, co zapewne musiało być dla 

niego czymś w rodzaju trzęsienia ziemi.

- Wiedziałeś, że był żonaty?

- Naturalnie, że wiedziałem.

- I nic mi nie... - Zerknęła w okno i nagle umilkła. Zobaczyła dwóch mężczyzn 

zbliżających   się   do   siebie   z   przeciwnych   kierunków.   Poderwała   się   z   krzesła   i 

wybiegła na próg.

W lekkich, dopasowanych spodniach i białej trykotowej koszuli Nick wyglądał 

zgrabnie i bardzo męsko. Swobodny strój nie osłabiał wrażenia chłodnej wyniosłości, 

48

background image

która najwyraźniej peszyła Kevina, ubranego bardzo starannie w eleganckie spodnie 

z grubego materiału, tweedową sportową koszulę i wełniany krawat.

Zdążyła   usłyszeć,   jak   wymieniają   kulturalne,   acz   -   przynajmniej   ze   strony 

Kevina   -   mało   serdeczne   słowa   powitania.   Był   wyraźnie   spłoszony.   Czuła,   że 

wszystko przemyślał i żałował swojej wczorajszej rejterady. Podszedł do niej i jakby 

chciał wszem i wobec pokazać, kto tu rządzi, wziął ją w ramiona i mocno pocałował. 

To najzupełniej nieoczekiwane i nie leżące w jego naturze zachowanie zbiło Raine z 

tropu. Minęła dobra chwila, nim oswobodziła się z jego objęć. - Kevin - powiedziała 

pospiesznie, łowiąc groźny błysk w oczach Nicka. - Wejdźmy do środka, muszę z 

tobą porozmawiać. .. W cztery oczy.

49

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Wzięła narzeczonego za rękę i pociągnęła do domu. Na szczęście salonik był 

pusty.   Zamknęła   drzwi   i   wskazując   Kevinowi   fotel   przy   kominku,   usiadła 

naprzeciwko.

- Co się dzieje? - zapytał zaalarmowany jej nienaturalnym zachowaniem. - Coś 

niedobrego?

- Nie... Tak... Bo... Słuchaj, sama już nie wiem, jak to powiedzieć... Nie mogę 

za ciebie wyjść.

Spojrzał na nią mniej więcej z taką miną, jakby oznajmiała mu na przykład, że 

nie podoba jej się jego krawat.

- Nie mogę za ciebie wyjść - powtórzyła ostrzej.

- Co ty pleciesz, maleńka? - sprzeciwił się łagodnie. -Jeśli coś cię uraziło, zaraz 

to naprawimy.

Zaprzeczyła ruchem głowy.

- Nie, ja...

-  To   ma   związek   z   twoim  kuzynem,   tak?   -   Na   przystojnej   twarzy   Kevina 

pojawiło się napięcie. - Od początku czułem, że z tej wizyty wynikną same kłopoty.

- Nick nie ma z tym nic wspólnego. Po prostu doszłam do wniosku, że nasze 

małżeństwo byłoby jedną wielką pomyłką.

Somersby odetchnął z wyraźną ulgą.

- To tylko nerwy - oświadczył zdecydowanie. - Nic więcej. Mama ostrzegała 

mnie, że to się zdarza. Często kobietę przed samym ślubem opadają wątpliwości. Z 

moją siostrą też tak było. Ale za dzień czy dwa wrócisz do równowagi i...

- Niestety. To nie są żadne chimery - przerwała gwałtownie. - Przykro mi, 

naprawdę nie mogę zostać twoją żoną.

- Czy... - Zdjął okulary, otarł czoło nieskazitelnie czystą chusteczką. - Chodzi o 

to, że... hm... Niepokoi cię fizyczny aspekt naszego związku?

- Nie, oczywiście, że nie - odpowiedziała, pąsowiejąc.

50

background image

- Wiesz dobrze, żabko, że nie musisz się o to martwić - zapewnił zażenowany. 

- Ja...

-   Nie   o   to   chodzi   -   przerwała,   nie   dając   mu   dojść   do   słowa.   -   Po   prostu 

pobierając się, popełnilibyśmy błąd. Nie pasujemy do siebie, nie byłabym dla ciebie 

dobrą żoną.

Powaga, z jaką mówiła, sprawiła, że coś wreszcie zaczęło do niego docierać. 

Zaniepokoił się na dobre, ale jeszcze nie potrafił uwierzyć w to, co usłyszał.

- Lorraine, ty tak nie myślisz. Boisz się może, ale do jutra...

- Przemyślałam to dokładnie. Nie zostanę twoją żoną. Jest mi tylko przykro, że 

pewne sprawy uświadomiłam sobie zbyt późno.

Popatrzył na nią, jakby otrzymał cios w brzuch. Poczerwieniały mu uszy, w 

wodnistych oczach pojawiło się przerażenie.

- Słuchaj... Rozesłaliśmy już przecież zaproszenia. Jak tak można.

- Przepraszam - wyszeptała.

Kevin zerwał się z fotela.

- Co powie moja matka?! Wyobrażasz sobie? Lorraine, proszę... Nie możesz 

mi tego zrobić! Wszyscy znajomi będą się ze mnie nabijać.

- Nie chcę, żebyś cierpiał - powiedziała szczerze.

- Skoro tak, to daj spokój fanaberiom i szykuj się do ślubu. Matka nigdy o 

niczym się nie dowie.

- To nie są fanaberie - powtórzyła znękana. - Nie mogę za ciebie wyjść.

- A to dlaczego? Co takiego zrobiłem, że mnie tak traktujesz?!

- Nic nie zrobiłeś. To wszystko przeze mnie.

-   No,   to   weź   się   w   garść.   Jestem   pewien,   że   potrafimy   rozwiązać   każdy 

problem.

Rozmowa  utrzymana  w podobnym tonie przeciągała się w nieskończoność. 

Kevin to wycofywał się, to przekonywał, coraz bardziej zdesperowany i zgniewany, a 

Raine z uporem, o który by się nie posądzała, trwała przy swoim. Była już bliska łez, 

gdy   rozległo   się   niecierpliwe   pukanie   i   w   drzwiach   stanął   Nick   w   towarzystwie 

51

background image

łaszącego mu się do nóg kota.

- Pakujesz się w sam środek prywatnej rozmowy  - warknął rozwścieczony 

Kevin.

Calib czmychnął do pokoju, wskoczył na oparcie fotela Raine i znieruchomiał 

jak posążek.

- Nick, proszę cię, zostaw nas samych. - Była u kresu wytrzymałości nerwowej 

i bała się kłótni.

Nick jednakże wszedł do środka, stanął w lekkim rozkroku, włożył ręce do 

kieszeni i twardo zmierzył się wzrokiem z Kevinem.

-  Skoro   nie   ma   to   nic   wspólnego   z   tobą,   to   bądź   łaskaw   wyjść   stąd   i...   - 

wycedził Somersby.

- Przykro mi, chłopie - odparował Nick, naśladując akcent Kevina - ale tu 

chodzi właśnie o mnie.

- Nie wierzę. Lorraine utrzymuje, że...

- Najwyraźniej cię oszczędza - uciął cierpko Nick. -Chyba lepiej będzie, jak ci 

to oddam. - Wyjął rękę z kieszeni i rzucił w jego stronę mały, błyszczący przedmiot. 

Kevin wykazał się refleksem, złapał go w powietrzu i otworzył dłoń, tępo wpatrując 

się w pierścionek z diamentem.

Nick przytulił Raine.

- Powiedz mu - nakazał.

- Wychodzę za Nicka.

Zapadła cisza. Somersby bez słowa schował pierścionek do kieszeni. Z kocią 

przekorą   Calib   dał   susa   na   podłogę   i   przebiegł   mu   miedzy   nogami,   prawie   go 

przewracając.   Rozwścieczony   do   ostateczności   Kevin   wymierzył   zwierzakowi 

kopniaka, na szczęście nie trafiając. Wyszedł, trzaskając drzwiami. Nick zagwizdał 

cicho.

- Ruszyło go!

Raine usiadła i ukryła twarz w dłoniach.

- Strasznie go musiałam zranić. Nick chrząknął sceptycznie.

52

background image

- Często ci mówił, że cię kocha? Cisza starczyła za całą odpowiedź.

- No widzisz... To tylko urażona duma. No już - pociągnął ją za nadgarstki, by 

wstała. - Przestań się nim dręczyć. To za mnie wychodzisz za mąż.

- Tylko dlatego, że nie mam wyboru.

- Może gdybyś umiała zapomnieć...

-   Zapomnieć?   -   Roześmiała   się   gorzko.   -   Pamiętam   każdą   minutę,   każdą 

godzinę, każdy dzień. I z każdą chwilą bardziej cię nienawidzę.

Jakieś uczucie - gniew, a może przestrach? - sprawiło, że Nickowi pociemniały 

oczy, ale ton, jakim się odezwał, był niewzruszony.

- A nienawidź sobie, ile chcesz, bylebyś tylko ze mną spała.

W   tym,   co   powiedział,   było   tyle   okrucieństwa,   że   aż   zacisnęła   oczy   i 

zadygotała.

Ślub zaplanowali na 31 października w malowniczym kościółku w Lopsley. 

Uroczystość   miała   być   bardzo   skromna,   ograniczona   do   przyjęcia   w   niewielkim 

gronie. Nick odwołał Finna Andersona z podróży służbowej i poprosił go na drużbę. 

Druhną Raine miała zostać jej dawna koleżanka szkolna Margo Fleming.

Tygodnie poprzedzające ślub były dla Raine istnym koszmarem. Zgodnie z 

radą Nicka: „Nie tłumacz się i nie przepraszaj”, skontaktowała się ze wszystkimi 

gośćmi zaproszonymi do Mayfair, powiadomiła oficjalnie, że ślub się nie odbędzie. 

Wysłała też do Kevina i jego matki kartkę, prosząc o wybaczenie i biorąc na siebie 

całą winę za przykrości, które na nich spadły. Załączyła też opiewający na pokaźną 

sumę czek - podarunek Nicka - na pokrycie ewentualnych poniesionych już kosztów.

Lady   Somersby   odpowiedziała   gorzkim   listem.   Nazwała   Raine   osobą 

„kompletnie niemoralną” i stwierdziła, że jej syn miał doprawdy ogromne szczęście, 

iż   udało   mu   się   wyplątać   z   tej   „żałosnej   afery”.   Przypominając   sobie   swoje   za-

chowanie w samochodzie Nicka, Raine nie potrafiła się uwolnić od poczucia winy i 

świadomości, że spotkała ją do pewnego stopnia zasłużona krytyka.

Z Nickiem widywała się stosunkowo rzadko. Dopiął tylko tego, że pojechali 

razem wybrać zaręczynowy pierścionek, staroświeckiej roboty cacko z szafirowym 

53

background image

oczkiem, i złożyli wizytę pastorowi. Później jakby celowo jej unikał. Pozory uczucia 

okazywał wyłącznie w obecności Ralpha. Często pracował do późna, a po kolacji 

obaj panowie zasiadali do szachów.

Raine aż wzdrygała się na myśl o miodowym miesiącu i stanowczo opierała się 

wszelkim planom wyjazdu.

- Chcesz, żeby ojciec domyślił się w końcu, że coś tu jest nie tak? - zganił ją 

pewnego wieczoru Nick. - Na co masz ochotę? Francja, Włochy, Szwajcaria?

- Jest mi naprawdę wszystko jedno, byle tylko nie był to Paryż. - Do Paryża 

mieli   pojechać  z Kevinem.  - A  w ogóle,  to wybierz  sam.   Lubię  niespodzianki  - 

dodała z przylepionym uśmiechem na widok wchodzącego do pokoju ojca.

- Jeśli prędko sama się na coś nie zdecydujesz, gotów jestem tak właśnie zrobić 

- powiedział Nick z błyskiem w oczach.

- Ho, ho - zachichotał ojciec. - Uważaj, dziewczyno. Odkąd, jak powiadał, ona 

i   Nick  „zeszli   się   ze   sobą”,   stał   się   innym  człowiekiem.   Odmłodniał,   poweselał, 

spadło mu ciśnienie. Doktor Broadbent potwierdził, że stan zdrowia jego pacjenta 

znacznie się poprawił. Raine mogła za to jedynie dziękować Bogu.

Mimo że październik się kończył, utrzymywała się ładna pogoda. Dzień, w 

którym mieli się pobrać, wstał jasny, słoneczny i tylko w powietrzu czuło się jesienny 

już chłodek. Zaraz po śniadaniu zjawiła się Margo.

- Trzeba się szykować - zaświergotała, odstawiając masę pudełek i toreb, w 

których przyniosła własne stroje i kosmetyki. Poszły do pokoju, ale mimo zaraźliwej 

radości   przyjaciółki   Raine   nie   potrafiła   się   zdobyć   nawet   na   uśmiech.   Blada   i 

milcząca, stała jak manekin, gdy Margo, cała w skowronkach, pomagała jej włożyć 

ślubną suknię z surowego jedwabiu i upinała woalkę do skromnego wianka.

Usłyszały samochód.

- Pan młody i drużba już wyjeżdżają! - Margo podbiegła do okna.

-   Ale   ty   nie   patrz!   Jak   się   swojego   przyszłego   zobaczy   wcześniej   niż   w 

kościele, zapowiada to ponoć nieszczęście... O, matko! Ależ to piękne chłopaki... Pan 

Anderson pochodzi zdaje się z Bostonu... Przyjechał z żoną?

54

background image

- Nie. O ile mi wiadomo, jest kawalerem.

- Długo tu pobędzie?

Finna   Andersona   Raine   poznała   dopiero   ubiegłego   wieczoru.   Zapamiętała 

uścisk jego dłoni - ciepły i przyjazny - i uśmiech, który nie wiadomo dlaczego wydał 

się jej dziwnie znajomy.

- Odlatuje do Stanów chyba już jutro po południu.

- Szkoda - westchnęła Margo. - Dawno już nie widziałam tak przystojnego 

faceta, prócz twojego Nicka oczywiście.

Należało jeszcze koniecznie sprawdzić, czy, jak każe tradycja, panna młoda ma 

na  sobie  coś  starego,  coś  pożyczonego  i  coś  niebieskiego,   i  mogły  jechać.  Małą 

wiązankę   z   kremowych   różyczek   z   przydomowej   szklarni   ułożyła   Margo.   W 

drzwiach odwróciła się jeszcze.

- Nie zapomnij opuścić woalki.

Kiedy wyszła, Raine przejrzała się w lustrze. Lśniące czarne włosy opadające 

na   ramiona,   twarz   blada   jak   ściana...   Z   lustra   patrzył   na   nią   ktoś  obcy   i  bardzo 

wystraszony.

To, że Nick zachowywał się ostatnio tak chłodno i z dystansem, bardzo ją 

przygnębiło   i   chociaż   skrupulatnie   szykowała   się   do   uroczystości,   nadchodząca 

ceremonia wydawała się jej odległa i nierzeczywista jak zły sen.

I oto nagle wszystko stało się aż za bardzo realne.

Patrząc w lustro, przypomniała sobie, jak Nick porównał ją do Pani z Shalott, 

nieszczęsnej bohaterki poematu Tennysona, i zacytowała na głos:

Opadła zasłona i spłynęła w dół Zwierciadło pękło na pół Klątwa zawisła nade 

mną.

Rozległo się pukanie i do pokoju wszedł ojciec, ubrany w jasnoszary garnitur. 

Ujął ją za ręce.

- Błogosławię cię... Wyglądasz zupełnie jak kiedyś twoja matka. Jesteś tak 

samo piękna.

- Powiedział: Och, jakże cudne jej oblicze a Bóg łaskawy użyczył jej wdzięku - 

55

background image

wyrecytowała cicho, prawie nieświadomie.

- Co mówisz? - zdumiał się ojciec. Momentalnie wzięła się w garść.

- Przepraszam. Nie wiadomo dlaczego chodzą mi po głowie strofy z „Pani z 

Shalott”.

- Z czymś ci się kojarzą?

- Nie, nie. - Zmusiła się do uśmiechu. - To tylko nerwy.

- Nerwy, nie nerwy, pora jechać. - Nagle przyjrzał się jej z troską. - Chyba że 

zmieniłaś zdanie.

Nie było już odwrotu. Pokręciła głową.

-  Kochasz   Nicka,   prawda?   -  Spojrzał   jej   prosto   w   oczy,   jakby   jeszcze   nie 

pozbył się wątpliwości.

- Kocham - skłamała i w tym samym momencie zrozumiała, że mówi prawdę. - 

Nigdy nie przestałam go kochać.

Wreszcie przyznała się do tego przed sobą, choć nie było to takie proste. Z tą 

miłością   szły   w   parze   gorycz,   nienawiść   i   bezsilny   gniew.   Siła   tych   uczuć 

wstrząsnęła nią do głębi.

- Dzięki ci, Boże - szepnął ojciec. - Jeśli go kochasz, wszystko się ułoży.

Znajomy kościół, stary i piękny, z łukowym sklepieniem i witrażami w oknach, 

pełen   był   słońca,   kwiatów   i   Bacha.   Zobaczyła   najpierw   Marthę,   ożywioną, 

siwowłosą, w jesionce z futrzanym kołnierzem i w kapelusiku z piórkiem. Wokół 

kościoła zebrała się garstka gości. Wszystkie myśli Raine skupiły się jednak na panu 

młodym.   Na   jego   widok   zamarło   jej   serce.   Obłędnie   przystojny   w   odświętnym 

ciemnoszarym garniturze, patrzył, jak zbliża się do niego, prowadzona przez ojca. 

Kiedy podeszli, wyciągnął rękę i przygarnął ją do siebie. Na jego twarzy malował się 

wyraz triumfu i satysfakcji. Gdy w trakcie nabożeństwa pastor zadał pytanie: „Czy 

chcesz wziąć tę oto kobietę za żonę?”, w kościele zrobiło się cicho, jak makiem 

zasiał. Raine, jak we śnie, usłyszała mocny głos Nicka:

- Tak, chcę.

- Czy chcesz wziąć tego oto mężczyznę...

56

background image

Nie mam wyboru, myślała. Muszę przez to przejść - dla ojca. Uniosła głowę i 

odpowiedziała wyraźnie:

- Tak, chcę.

Wsunął jej na palec obrączkę, uniósł woalkę i pocałował w usta. Wargi miał 

tak samo chłodne jak oczy.

Podpisali   akt   zawarcia   małżeństwa   i   oto   stali   już   w   blasku   słońca   przed 

kościołem,   a   fotograf,   który   zjawił   się   nie   wiadomo   skąd,   pstrykał   zdjęcia 

zmierzającym do samochodów gościom. Mniej niż pięć minut później znaleźli się 

przed „Ye Olde Flying Horse”, szesnastowiecznym budyneczkiem na rynku Lopsley. 

W   niedużej   restauracji   czekały   już   na   wszystkich   pyszne   zakąski   i   schłodzony 

szampan.

Pan młody okazał się mało towarzyski, podczas gdy oboje drużbowie i ojciec 

panny   młodej   uwijali   się   dosłownie   jak   w   ukropie.   Jeśli   nawet   pannie   młodej 

rozmowa przychodziła z trudnością, a jej uśmiech był nieco wymuszony, chyba i tak 

nikt tego nie zauważył.

Stojąc u boku męża i dopijając drugi już kieliszek szampana, Raine uznała, że 

być może sekret przetrwania tkwi w umiejętności radzenia sobie z chwilą bieżącą. 

Gdybyż tylko umiała nie wybiegać myślami naprzód... Drżąc, wzięła z tacy kolejny 

kieliszek. Zaczynała się czuć dziwnie lekko. Upiję się, pomyślała, gdy nagle przyszło 

jej do głowy, że... Ależ tak, przetrwać da się wszystko; trzeba jedynie okazać siłę 

woli. Nick wymusił na niej małżeństwo, ale nie mógł nakazać, żeby z nim sypiała. 

Postawi sprawę jasno, powie, że sobie tego nie życzy. Jakież to proste...

- Nic nie jesz. - To mówił chyba on, bo któżby inny.

- No to co?

- Przyniosę ci coś. - Ściągnął brwi i chciał jeszcze coś dodać, lecz podeszła do 

nich Martha.

- Aleś ty śliczna - uśmiechnęła się wzruszona do Raine. - Tato jest z ciebie 

dumny... - Objęły się serdecznie.

- Wszystko gotowe? - zapytał Nick.

57

background image

- W najdrobniejszych szczegółach - potwierdziła gosposia, podając mu jakiś 

klucz, ale nim zdążyła się rozgadać, zajął się nią Ralph. Włożył jej kieliszek do ręki, 

objął ramieniem i poprowadził do bufetu.

- Szampana? - Do młodej pary zbliżył się drużba.

- Chyba już podziękujemy - odpowiedział Nick. - Zostało nam niedużo czasu.

- Że co? - bąknęła Raine, gdy Finn częstował Margo. Czuła, że plącze się jej 

język.

-   Zaraz   będziemy   się   musieli   zbierać.   Wyjeżdżamy   w   podróż   poślubną... 

Pamiętasz chyba nasze rozmowy.

- Tak, tak, ale... Nie jestem spakowana.

- Zrobiła to za ciebie Martha. Twoja walizka jest już w bagażniku taksówki. 

Martha   przyniosła   ci   też   ubranie   na   podróż.   Tam   jest   pokoik,   gdzie   możesz   się 

przebrać. Chodź, pomogę ci wyplątać się z tej sukni.

W jednej chwili wyparowała z niej pijacka pewność siebie. Zerknęła w bok i 

zobaczyła Margo i Finna zatopionych w rozmowie. Prawie stykali się głowami.

- Sama sobie poradzę.

- Wątpię. - Odstawił puste kieliszki i wziął wiązankę. - Trzeba sporej precyzji, 

żeby rozpiąć te wszystkie guziczki, a tobie, zdaje się, troszeczkę trzęsą się ręce. Z 

moją pomocą pójdzie ci szybciej. Przebierzesz się, a potem pozostanie ci już tylko 

pożegnać gości z miną szczęśliwej panny młodej.

58

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

I tak to właśnie wyglądało. Ucałowała ojca, Nick uścisnął mu dłoń, pożegnali 

się ze wszystkimi i w deszczu ryżu i różanych płatków przeszli brukowaną uliczką do 

czekającej   taksówki.   Raine   zatrzymała   się   jeszcze   na   chwileczkę   i   rzuciła   swoją 

wiązankę tak, żeby złapała ją Margo. A potem odjechali, uśmiechając się i machając 

do grupki osób żegnających ich w październikowym słońcu.

Kiedy nie trzeba już było nic udawać, skończyły się pozory szczęścia. Raine 

milczała. Dobrze wiedziała, co ją czeka. Gdyby jeszcze nie ta zmysłowa fascynacja 

mężczyzną,   który   został   jej   mężem,   chociaż   ani   jej   nie   kochał,   ani   nawet   nie 

szanował...

Nick wziął ją za rękę.

- Raine, posłuchaj... Jesteśmy teraz mężem i żoną, na dobre i na złe. Czemu nie 

mielibyśmy się postarać, żeby było nam razem dobrze?

- Żartujesz chyba! - krzyknęła z ogniem w oczach. - To tak, jakby mówić 

niewinnie   powieszonemu,   żeby   spróbował   znaleźć   jaśniejsze   strony   w   swojej 

sytuacji.

- Tak być nie musi - odparł spokojnie. - Wiesz tak samo dobrze jak ja, że 

moglibyśmy być szczęśliwi. Lubimy ze sobą przebywać, w wielu sprawach mamy 

zbliżony gust, a seks jest mocną stroną naszego związku. Co do reszty, konieczny jest 

kompromis. Po co mamy zrobić sobie z życia piekło? Lepszy byłby pakt o nieagresji.

- Co ty powiesz! - Wyrwała mu rękę.

- Gdybyś tylko przestała się szarpać i popatrzyła na sytuację rozsądnie...

- Twoim zdaniem rozsądnie z mojej strony byłoby zgodzić się na rolę zabawki, 

póki ci się nie znudzę? Nie, dziękuję. Wolę już wojnę.

- No cóż - powiedział z kamiennym wyrazem twarzy. - Pozostaje mi więc 

jedynie przekonać cię, że zwycięzcą będę ja.

Linia frontu została nakreślona. Lecieli do Bostonu.

Samolot wystartował o czasie. Raine, którą z napięcia i od nadmiaru szampana 

59

background image

rozbolała   głowa,   pożegnała   hałaśliwe   Gatwick   z   prawdziwą   ulgą.   Po   burzliwej 

rozmowie w taksówce Nick zaczął znów odnosić się do niej z uprzejmą obojętnością. 

Dziwne, ale wcale jej to nie cieszyło. Z udawanym zainteresowaniem czytała jakieś 

romansidło, które kupił jej na lotnisku. Miała jednak taki mętlik w głowie, że nie 

potrafiła ani się skupić, ani zdrzemnąć, ani nawet wmusić w siebie podanego posiłku.

Bostoński   międzynarodowy   port   lotniczy   znajduje   się   na   półwyspie.   Kiedy 

samolot podchodził do lądowania, widać było mosty na Charles River i roziskrzony 

dywan świateł. Podczas swej pierwszej wizyty Raine zakochała się bez pamięci w 

tym wspaniałym mieście, zwanym niegdyś „kolebką wolności”.

Taksówka podjechała pod dom przy skwerze Mecklenburg, drzwi otworzyły 

się i schody zalało światło. Tak samo jak wtedy... Przez sekundę Raine wydawało się, 

że zaraz wyjdzie do nich stryj Harry. Zamiast niego ukazała się jego gosposia, pani 

Espling. Gdy Nick płacił taksówkarzowi i wyjmował bagaże, przywitała się z nią 

serdecznie.

- Bardzo się wszyscy ucieszyliśmy na wiadomość o ślubie - powiedziała. - W 

imieniu całego personelu pragnę złożyć pani najlepsze życzenia. Zdrowia, szczęścia, 

pomyślności! Ale - dodała z nutką niepokoju - czy lot przebiegł bez problemów? 

Wygląda pani mizernie...

- Trochę mnie to wszystko zmęczyło - przyznała Raine. - Jeśli chciałaby pani 

pójść od razu na górę, to...

- Owszem.

- Zaraz przyniosę coś do jedzenia.

-   Nie,   nie,   dziękuję.   Proszę   sobie   nie   robić   kłopotu.   Chciałabym   się   tylko 

położyć.

- To pewnie ta różnica stref czasowych tak się dała pani we znaki - stwierdziła 

pani   Espling,   wchodząc   razem   z   nią   po   schodach,   ale   gdy   Raine   skręciła 

automatycznie w stronę pokoju, który zajmowała w ubiegłym roku, dotknęła jej ra-

mienia  i  pokierowała  do  małżeńskiej  sypialni.  Zaraz  potem szczupły,  jasnowłosy 

młodzian, w którym rozpoznała syna gospodyni, przyniósł jej walizkę i postawił na 

60

background image

rzeźbionej komódce w nogach łóżka.

Spojrzała   na   królewskich   rozmiarów   łoże,   zapewne   to   samo,   które   jeszcze 

niedawno Nick dzielił z Tiną, i raptem - ale niestety znacznie, znacznie za późno - 

pożałowała, że to nie ona wybrała miejsce na miodowy miesiąc. Wolałaby wszystko, 

byle nie Boston.

Roztrzęsiona otworzyła walizkę. Odłożyła na bok kremową atłasową koszulę 

nocną i cieniutki peniuar, które Martha świadomie umieściła na samym wierzchu 

razem z kosmetyczką, i robiąc bałagan w rzeczach, wyciągnęła bawełnianą koszulę i 

stary szlafrok. Wróciwszy z łazienki, zgasiła lampę, położyła się do łóżka, zamknęła 

oczy i starała się nie myśleć, co ją czeka. Może gdyby spała, kiedy przyjdzie Nick... 

Mizerna   to   była   nadzieja,   ale   uczepiła   się   jej   jak   ostatniej   deski   ratunku.   Mimo 

obezwładniającego zmęczenia, nie mogła usnąć. Sen nie chciał jej zmorzyć i napięta, 

u kresu wytrzymałości nerwowej, czekała, czekała, czekała.

Wszedł cicho. Jego obecność zdradziło jedynie lekkie naciśnięcie klamki. Na 

dywan padła smuga światła. Zapalił lampkę przy łóżku.

- Wiem, że nie śpisz - szepnął jej do ucha - więc nie udawaj. Chyba że chcesz, 

żebym postąpił z tobą jak książę ze Śpiącą Królewną.

Roześmiał się miękko, gdy uniosła powieki.

- Boli cię głowa?

- Tak. - Pomyślała, że Nick zaraz zacznie kpić i powie, że zna te numery.

- No, to usiądź. - Podał jej kubek gorącego mleka doprawionego brandy.

- Nienawidzę gorącego mleka!

- Weź to. - Wcisnął jej w dłoń dwie pigułki. - Głowa przestanie cię boleć i 

szybciej   zaśniesz...   Chyba   że   wolisz,   żebyśmy,   jak   się   to   nieładnie   mówi, 

skonsumowali nasze małżeństwo jeszcze tej nocy - dodał z uśmiechem, spostrzegając 

jej zaskoczenie.

Szybko   połknęła   tabletki   i   zaczęła   pić   mleko.   Uśmiechnął   się,   tym   razem 

drwiąco.

- Ochoty wielkiej nie widzę. A ponieważ najwyraźniej nie jesteś w formie...

61

background image

- Zastanawiam się, czy tego nie wykorzystasz. Byłabym łatwą zdobyczą.

Zgniewała go wyraźnie, ale kiedy się odezwał, jego głos brzmiał spokojnie:

- Łatwe zdobycze nie budzą we mnie szczególnego entuzjazmu, a z tobą... no 

cóż, nastawiam się na piękną walkę.

Wiedziała,   że   jest   zawzięty,   ale   z   natury   był   człowiekiem   dumnym. 

Postanowił, że wygra walkę, więc musiało to być zwycięstwo w wielkim stylu, a 

jakież to zwycięstwo, gdy przeciwnik popija mleko i pada ze zmęczenia. Irytował ją 

potwornie   tą   zdolnością   panowania   nad   sobą,   umiejętnością   czekania.   Dawał   jej 

wolność, ale zamiast się z tego cieszyć, czuła się jedynie jeszcze bardziej rozstrojona.

Wyjął kubek z jej ręki i odstawił na szafkę.

- A może jednak byłoby lepiej, gdybyśmy się kochali dzisiaj? Rano mogłabyś 

powiedzieć, że byłaś zbyt zmęczona, żeby mi się oprzeć?

Doprawdy   szokował   ją   tym   odczytywaniem   jej   nawet   nie   do   końca 

uświadamianych myśli.

- Ja w ogóle nie życzę sobie żadnych zbliżeń z tobą. A już zwłaszcza na tym 

łóżku...

- Niewygodne?

- Wygodne, niewygodne, to bez znaczenia. Po prostu nie mogę znieść myśli o 

tym, że...

- Że spałem tu z Tiną? O to możesz być spokojna. Na tym łóżku nikt nigdy ze 

mną nie spał.

Odczuła tak ogromną ulgę, że jej piękne zielone oczy zwilgotniały nagle i dwie 

ciężkie łzy stoczyły się powoli po policzkach. Nick nachylił się i z czułością otarł je 

kciukiem. Wstrzymała oddech nie wiedzieć czemu - może z napięcia, a może dlatego, 

że ta ulotna chwila dała jej przedsmak tego, jak mogłoby potoczyć się ich pożycie.

- No, uspokój się, nie trzeba... - Otoczył ją ramionami i zaczął lekko kołysać. - 

Jeśli   nie   uśniesz   do   czasu,   aż   się   wykąpię   -   zagroził   łagodnie,   układając   ją   jak 

dziecko - to uważaj, bo jeszcze podkusi mnie licho i będę się z tobą kochał do białego 

rana.

62

background image

Kiedy Raine obudziła się, w głowie huczała jej tylko jedna myśl: spali razem! 

Była   w   wielkim   łożu   sama,   ale   obok   niej   leżała   zmięta   kołdra   i   wygnieciona 

poduszka.  Niebieskie aksamitne  zasłony były odciągnięte. Przez wysokie drzewa, 

rosnące przy skwerze, przeświecało słońce. Spojrzała na swój maleńki złoty zegarek. 

No, ładnie... Przespała blisko dobę. Ból głowy minął, czuła się znowu sobą i była 

przeraźliwie głodna.

Zupełnie jakby myśl potrafiła czynić cuda, drzwi otworzyły się i wszedł Nick 

ze śniadaniem na tacy.

- Lepiej się czujesz? Mam nadzieję, że jesteś wreszcie głodna.

- Owszem. - Umknęła mu wzrokiem, gdy stawiał tacę na jej kolanach.

- To dobrze. Proszę.

Podniósł pokrywkę półmiska. Zapachniało jajecznicą na kruchutkim bekonie. 

Obok   leżała   góra   tostów   wielkości   dłoni,   stał   brązowy   dzbanuszek   z   klonowym 

syropem i dwie identyczne filiżanki, ale nakrycie było tylko jedno.

- A ty? Nie jesz? - Poczuła się nieswojo na myśl, że Nick będzie tak siedział i 

tylko się przyglądał.

- Jadłem śniadanie godzinę temu. Ale kawę wypiję z tobą chętnie.

Nalał kawę do obu filiżanek i podszedł ze swoją do okna. Wdzięczna za to, że 

zachował się taktownie, rzuciła się na jedzenie. Spałaszowała prawie całą jajecznicę i 

nie przejmując się tym, że miesza pikantne ze słodkim - czego Amerykanie na ogół 

unikają - zakończyła śniadanie tostem z syropem.

- Dziękuję, to było pyszne. - Westchnęła błogo. Patrząc Raine w oczy, Nick 

uniósł   jej   dłoń   i  oblizał   po   kolei   słodkie   od   syropu   palce,   a   potem   delikatnymi, 

drobnymi muśnięciami zlizał słodycz z jej warg. Zagrały w niej zmysły, kiedy jednak 

podała mu usta do pocałunku, powiedział miękko:

- Ostrzegam cię uczciwie. Jeśli się raz pocałujemy, wrócę pod kołderkę i będę 

się z tobą kochał przez cały dzień. Mam cię pocałować? Chcesz?

Pragnęła  tego każdym nerwem,  ale zapanowała  nad sobą.  Dlaczego znowu 

dawał jej możliwość wyboru? Zachowywał się tak, jakby zależało mu na uniknięciu 

63

background image

oskarżenia  o to, że ją do czegokolwiek  przymusza.  Tyle że gdyby udało mu  się 

skłonić ją do przyznania, że to ona go pragnie, miałby zwycięstwo w kieszeni. A 

zatem nie wolno jej było przyznać się do własnych najgłębszych pragnień.

- Raine... Chcesz?

- Nie! - zaprzeczyła nieswoim głosem.

- W takim razie - odsunął się - trzeba będzie spędzić ten dzień inaczej. Co byś 

chciała robić?

- Chciałabym wyjść z tego domu i nigdy cię już nie oglądać. A ponieważ to 

niemożliwe, jest mi dokładnie wszystko jedno.

- Będą  ci potrzebne ubrania. Powiedziałem Marcie,  żeby  zapakowała  tylko 

podstawowe rzeczy, proponuję więc, żebyśmy się wybrali po zakupy, a przy okazji 

przypomnisz sobie Boston.

Wezbrał w niej z nową siłą  żal do niego za  to, że za cel podróży wybrał 

miejsce, które - o czym, musiał wiedzieć - budziło w niej najgorsze wspomnienia.

- Nie mam ochoty. - Odwróciła wzrok.

- Rozumiem, że nieszczególnie cię obchodzi, jak i gdzie spędzimy miodowy 

miesiąc.

- Skąd wiesz? - wycedziła słodko.

- Jakoś nie widać, żeby rozpierała cię radość.

- Wyobrażałeś sobie, że będzie inaczej? Nick uśmiechnął się blado.

- Jeśli dobrze sobie przypominam, kategoryczny sprzeciw wzbudzała w tobie 

jedynie perspektywa wyjazdu do Paryża. Boston kiedyś bardzo ci się podobał.

- Ale tym razem wybrałeś go wręcz za karę - powiedziała rozżalona.

-  Wybrałem  go,   żebyśmy   mogli   dzień   czy   dwa   odpocząć,   pobyć   tylko   we 

dwoje. Myślałem, że łatwiej ci tu będzie oswoić się z sytuacją i...

Roześmiała się sarkastycznie.

- Uważasz,   że  kiedykolwiek  oswoję   się  z   faktem,  że   dałam  się  zmusić  do 

małżeństwa z kimś, kogo nienawidzę?

Wyraźnie starał się zachować cierpliwość.

64

background image

-  Nie   musimy   siedzieć   w   Bostonie.   Chcesz,   to   wyjedziemy,   choćby   dziś... 

Raine... Nie ma sensu tak się kłócić. Proszę cię jedynie o odrobinę dobrej woli po to, 

żeby nasza podróż poślubna przebiegła możliwie najprzyjemniej. Po prostu powiedz, 

dokąd chciałabyś pojechać.

Gdy po raz kolejny odęła się i zrobiła ironiczną minę, potrząsnął nią lekko.

- Słuchaj... Nie chcę, żebyś znienawidziła mnie jeszcze bardziej, więc.

- Bardziej już chyba nie potrafię.

- W porządku. W takim razie nie mam nic do stracenia.

-   Nic   -   przytaknęła   zjadliwie.   -   Jest   mi   dokładnie   wszystko   jedno,   gdzie 

spędzimy te parę tygodni. Piekło wszędzie jest takie samo.

Zacisnął boleśnie palce na jej ramionach i nagle, jakby się obawiał, że zrobi 

coś złego, puścił ją i wstał.

- No to pięknie. - Wyczuła, że ogarnia go furia. - Chcesz piekła, to postaram 

się nie sprawić ci zawodu.

- Nick, ja... - zaczęła przerażona, uświadamiając sobie, że przebrała miarę, ale 

wyszedł, głośno zamykając drzwi.

Roztrzęsiona wyskoczyła z łóżka, wyjęła z walizki świeżą bieliznę, sukienkę z 

wełenki   i   półbuty   na   wysokim   obcasie.   Należało   koniecznie   załagodzić   sytuację. 

Szybko ubrała się i zamierzała już pójść do niego, gdy raptem, przechodząc przez 

sypialnię, zorientowała się, że jej walizka znikła. Odczuła nagły niewytłumaczalny 

niepokój. Nie wariuj, skarciła się w duchu. Na pewno służąca albo sama pani Espling 

chciała zrobić porządek. Zeszła po schodach i od razu w holu natknęła się na Nicka. 

Trzymał w ręku jej torebkę i ciepłą, długą kurtkę.

Albo czytał w jej myślach, albo sam zdecydował, że jednak pojadą do centrum. 

Bez   słowa   podprowadził   ją   do   dużego   auta.   Było   wygodne   i   wyposażone   w 

klimatyzację.

Przez   pewien   czas,   gdy   jechali   malowniczymi   uliczkami   Beacon   Hill, 

spokojnie oglądała widoki za szybą. Nagle coś obudziło jej czujność. Nick w ogóle 

się nie odzywał. Cisza panująca w samochodzie stawała się nie do zniesienia.

65

background image

- Zwykle nie jeździsz tym autem - odezwała się, żeby cokolwiek powiedzieć.

- Służy mi do podróżowania zimą.

- A co to za marka?

- Cherokee Chief.

- Pytam, bo pomyślałam, że to trochę dziwne wybierać się takim autem po 

zakupy.

- Nie jedziemy po zakupy.

Zrozumiała. Skończyły się żarty. Jej dotychczasowy niepokój przemienił się w 

prawdziwy strach.

- A dokąd?! - rzuciła ostro.

- W podróż poślubną. - Zerknął na nią spod długich, ciemniejszych od włosów, 

lecz złotawych na końcach rzęs.

A   zatem   to   dlatego   z   pokoju   znikły   jej   rzeczy   i   walizka!   Oczywiście,   jak 

mogłam tego nie przewidzieć, pomyślała z bijącym sercem, jeszcze nie do końca 

tracąc nadzieję, że myli się w swych przeczuciach.

- Dokąd? - wydusiła.

- Zgadnij. - Spostrzegła, że skrzywił się w okrutnym uśmiechu. Kpił z niej w 

żywe oczy.

Nie, pomyślała rozgorączkowana. Do Sowiej Zatoczki nie wrócę za nic. Rok 

temu tak wyobrażała sobie raj, ale teraz wspomnienia związane z tym miejscem były 

wręcz nie do zniesienia.

-   Nick,   proszę   cię   -   powiedziała   z   paniką   w   głosie.   -   Pojadę   wszędzie, 

wszędzie, byle nie tam.

- Dałem ci wolność wyboru - stwierdził beznamiętnie, gdy przejechali mostem 

przez Charles River i skręcili na autostradę biegnącą wybrzeżem Nowej Anglii do 

Maine. -Powiedziałaś, że piekło jest wszędzie takie samo. Pozwól zatem, moja droga 

żono, że zrobię je tam, gdzie zechcę.

Sama ściągnęła na siebie to nieszczęście, nie odezwała się więc ani słowem.

- Nie zamierzasz mnie błagać?

66

background image

- Coś by to dało?

- Nie, ale miałbym przynajmniej satysfakcję.

-   Figa   z   makiem   -   odburknęła   bez   zastanowienia,   powtarzając   jedno   z 

ulubionych powiedzonek Margo.

Wybuchnął śmiechem.

- Wreszcie trochę humoru. Jest nadzieja, że się kiedyś rozchmurzysz, a jak już, 

to... - Puścił do niej oko. - W Sowiej Zatoczce będziemy zupełnie sami. W promieniu 

kilku kilometrów nie ma żywej duszy.

- Usiłujesz mnie przestraszyć...

- Jak widzę, z powodzeniem. Ale - zerknął w jej stronę - nie masz się czego 

bać. Zdrzemnij się lepiej. Do Bangoru jedzie się mniej więcej pięć godzin, a potem 

minie jeszcze trochę czasu, nim dotrzemy na miejsce.

Pomyślała   o   drogach,   po   których   jeździły   jedynie   platformy   z   drzewem,   o 

leśnych ostępach i kompletnym bezludziu. Ogarnął ją lęk.

- Do tego czasu zrobi się zupełnie ciemno...

- Mamy mocne światła, a w puszczy czuję się niemal jak w domu.

Nick nigdy nie przestawał jej zdumiewać. Wydawał się kimś, kto realizuje się 

w mieście,  w wielkim świecie. Stryj Harry opowiadał jej jednak, że jako bardzo 

młody  mężczyzna  Nick spędził dużo czasu  w bazach przy wyrębie lasu.  To tam 

nabrał tężyzny, harując fizycznie jak wszyscy pozostali robotnicy, i zapracował na 

szacunek swoich przyszłych podwładnych. Sam stryj również kochał dziką przyrodę. 

Opowiadał, że przed laty sporo z Nickiem wędrowali i pływali kajakiem, docierając 

czasem do samych mateczników.

Mateczniki... Stare, prawie już zapomniane słowo. Poczuła dreszcz emocji, ale 

szybko odechciało się jej romantycznych uniesień.

Miała   przed   sobą   całe   pięć   godzin.   Jeśli   przez   ten   czas   potrafiłaby   jakimś 

cudem   namówić   Nicka   na   nocleg   w   Bangorze,   to   rano   może   nie   byłby   już   taki 

zawzięty... Chociaż przespała całą dobę, musiała się chyba w którymś momencie 

zdrzemnąć, gdyż kiedy podniosła ciężkie powieki, spostrzegła, że słoneczna, łagodna 

67

background image

aura zmieniła się nie do poznania. Silny wiatr kładł pokotem trawy, na niebie kłębiły 

się chmury i padał deszcz.

Zjechali   z   autostrady   i   wjechali   w   ruchliwe   uliczki   jakiegoś   centrum 

handlowego z parkingami, stacją benzynową, agencją wynajmu samochodów, barem 

kawowym i restauracją, w której serwowano owoce morza.

- Zjadłabyś coś?

Nie   chciało   jej   się   jeść,   ale   ochoczo   skinęła   głową.   Przy   jedzeniu   zawsze 

łatwiej nawiązać rozmowę. Może jednak Nick zgodzi się przenocować w Bangorze. 

Rano   zaproponowałaby   mu   na   przykład   wycieczkę   nad   Niagarę.   Mogliby   tam 

spędzić parę dni, a może zostać na dłużej. Wśród ludzi, w hotelu. .. Zapędziła się w 

marzeniach, ale póki co należało je ograniczyć do Bangoru. Bo potem, gdyby ruszyli 

dalej na północny wschód, byłaby już tylko więźniem Nicka - skazana na jego łaskę i 

niełaskę.

68

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Zaparkowali   w   pobliżu   restauracji   „Pod   homarem”   i   w   ulewnym   deszczu 

przebiegli   do   środka.   Natychmiast   zajęto   się   ich   okryciami   i   wskazano   stolik   na 

przeszklonej, stylizowanej na morski brzeg werandzie. O szyby bił deszcz. Świat 

ginął w jego nieprzerwanych strugach.

Jak   wskazywała   nazwa   restauracji,   tutejszą   specjalnością   były   homary. 

Kelnerka w nieskazitelnie białej bluzce, krótkiej czarnej spódnicy i klapkach - na oko 

dorabiająca sobie studentka - zaczęła wyliczać sposoby, na jakie je tu przyrządzano i 

podawano, ale Raine, czując, że z homarem w żadnej postaci sobie dziś nie poradzi, 

przejrzała szybko kartę i wybrała sałatkę. Gdy tylko dziewczyna przyjęła zamówienie 

i odeszła, zebrała się na odwagę.

- Ile czasu zabierze nam jazda do Bangoru?

- Jakąś godzinę... może półtorej. Upiła łyk wody.

- Jesteś chyba zmęczony. Prowadzenie samochodu w takim deszczu to istna 

mordęga.

Spojrzał   na   nią   tak   obojętnie,   że   natychmiast   pojęła   beznadziejność   próby 

realizacji swego planu, lecz chcąc przynajmniej zyskać na czasie, brnęła dalej:

-   Czy   nie   uważasz,   że   rozsądniej   byłoby   zatrzymać   się   na   noc   w   jakimś 

motelu? Źle mówię? - rzuciła zdesperowana, gdy w ogóle nie zareagował. - Przecież 

do   Sowiej   Zatoczki   zawsze   możemy   pojechać   jutro.   Jeśli   oczywiście   będziesz 

chciał...

Powoli powiódł po niej spojrzeniem.

- Wolałbym znaleźć się tam już dziś - powiedział spokojnie. - Mam pewne 

plany, a pokoik w motelu o ścianach cienkich jak papier nie bardzo się nadaje do 

realizacji moich zamierzeń...

- Nick, posłuchaj. Sam mówiłeś, że nie ma sensu robić z życia piekła. Zgadzam 

się z tobą. Byłam złośliwa i w ogóle niemożliwa. Przepraszam.

- Uznałaś, że przeprosiny mogą mnie ugłaskać? - Z satysfakcją przyglądał się, 

69

background image

jak jej policzki stają w ogniu, i pokręcił głową. - Lepiej coś zjedz.

- Nie. Naprawdę więcej nie mogę. Napiłabym się kawy. Zamówił kawę i od 

razu poprosił o rachunek. Napiwek był tak hojny, że kelnerka spojrzała na niego 

najpierw zaskoczona, a potem uradowana.

- Bardzo dziękuję! Życzę miłego dnia.

Trzymając   Raine   pod   łokieć,   poprowadził   ją  do   holu,  gdzie   zdjął  kurtkę   z 

wieszaka.

- Muszę jeszcze umyć ręce.

Klimatyzowane   pomieszczenie   było   przyjemne   i   dobrze   oświetlone, 

wyposażone   w kilka  krzesełek,  długą  toaletkę z  lustrem  i rząd umywalek.  Raine 

rozejrzała się i dusza w niej zamarła. Żadna z kabin nie miała okna; wchodziło się i 

wychodziło   tymi   samymi   drzwiami.   O   ucieczce   nie   mogło   być   mowy.   Jakby 

wiedziony   siódmym   zmysłem,   Nick   odwrócił   się,   ledwie   otworzyła   drzwi.   Nie 

pozostawało nic innego, jak pójść za nim.

Chociaż było dopiero wczesne popołudnie, zrobiło się prawie ciemno, a deszcz 

lał jak z cebra. Skuleni pod parasolami ludzie wyskakiwali ze swych samochodów. 

Na mokrych chodnikach odbijały się czerwone, niebieskie i zielone światła neonów. 

Wracając na autostradę, mijali stację benzynową. Nick sprawdził poziom paliwa.

- Warto by dopełnić bak - powiedział i korzystając z tego, że jedno miejsce 

przy dystrybutorze właśnie się zwolniło, podjechał tam, wyłączył silnik i wysiadł.

Raine   ogarnęło   niesamowite   podniecenie.   Oto   nadarzała   się   sposobność,   o 

jakiej nawet nie marzyła. Główne wejście do pasażu handlowego znajdowało się tuż, 

tuż. Gdyby tylko udało się tam niepostrzeżenie wśliznąć, byłoby stosunkowo łatwo 

zniknąć w tłumie ludzi, labiryncie korytarzy, sieci stoisk i salonów firmowych. Co 

prawda zostałaby bez walizki, ale jakoś by sobie poradziła. Nie miała przy sobie 

dolarów,   a   jedynie   angielskie   drobniaki,   lecz   od   czego   są   karty   kredytowe.   .. 

Siedziała cicho jak myszka, gdy tymczasem Nick napełnił bak, wsiadł za kierownicę 

i podjechał parę metrów do przodu. Gdyby jeszcze zostawił kluczyki w stacyjce, kie-

dy poszedł płacić za benzynę... Niestety, jakby coś go tknęło, zabrał je ze sobą.

70

background image

Błyskawicznie wysiadła i powstrzymując się od biegu, spokojnie wmieszała się 

między ludzi zmierzających do wejścia. Z bijącym sercem, na dziwnie sztywnych 

nogach przemierzyła główny hol, skręciła, wsiadła do winy i wjechała na piętro.

Z witryn wielu sklepików nie zdjęto jeszcze dekoracji z okazji Halloween, ale 

Raine, oglądając się raz po raz nerwowo za siebie, prawie nie zauważała czarownic w 

czarnych   szpiczastych   kapeluszach,   upiorów   w   białych   szatach   i   podświetlonych 

lampionami, wydrążonych dyń, przypominających pomarańczowe, uśmiechające się 

złowieszczo głowy.

Ochrona pasażu handlowego była liczna i widoczna. Wszędzie przechadzały 

się   umundurowane   patrole,   wyposażone   w   krótkofalówki.   Jednemu   z   nich 

towarzyszył owczarek alzacki. Zauważyła, jak jakiegoś, zdaje się podpitego, młokosa 

strażnicy odizolowali sprawnie od koleżków i udzielili mu przestrogi.

Czując   się   nadal   bardzo   niepewnie,   Raine   weszła   do   jednego   z   większych 

salonów, ale kiedy zbyt długo bez celu kręciła się między  stoiskami,  spostrzegła 

podejrzliwe spojrzenie strażniczki. Przeszła więc gdzie indziej. Stopniowo uspokajała 

się   i   po   więcej   niż   godzinie   krążenia   od   sklepu   do   sklepu   powiedziała   sobie 

stanowczo, że nic jej nie grozi. Gdyby nawet Nick domyślił się, że weszła do pasażu, 

i   tak   żadną   miarą   nie   zdołałby   przeszukać   tak   ogromnego   kompleksu.   Ale   czy 

odjechał? Można to było sprawdzić tylko w jeden sposób. Zdobyła się na odwagę i 

zjechała do głównego wejścia.

Wciąż lał deszcz, a wiało chyba jeszcze mocniej niż przedtem. Starając się jak 

najdłużej   nie   wychodzić   na   otwartą   przestrzeń,   przeszła   w   stronę   parkingu, 

otoczonego sznurem z różnobarwnymi chorągiewkami, szarpanymi teraz przez wiatr. 

Czujny   rzut   oka   na   zatoczkę,   w   której   zaparkował   Nick,   przekonał   ją,   że   jego 

samochód   znikł.   Odetchnęła   z   ulgą   i   ruszyła   szybko   w   stronę   agencji   wynajmu 

samochodów, usiłując po drodze namacać w torebce portfel, w którym trzymała karty 

kredytowe, prawo jazdy i pieniądze. Nie mogła go znaleźć, więc zatrzymała  się, 

poszukała spokojniej -raz, drugi, trzeci i niestety -jej podejrzenia potwierdziły się. 

Portfela nie było.

71

background image

- Czym mogę służyć? - przywitała ją nosowym głosem brunetka za ladą.

- Miałam zamiar wypożyczyć samochód, ale... chyba zgubiłam dokumenty.

-   Proszę   zapytać   w   informacji   pasażu   handlowego   -   doradziła   bez 

zainteresowania urzędniczka. - Może będą coś wiedzieli.

- Tak, tak, dziękuję. - Raine odwróciła się na pięcie, wybiegła na ulicę i wpadła 

prosto w ramiona barczystego mężczyzny. Podniosła wzrok i poczuła się tak, jakby 

spadała windą w dół.

- Dziwi cię mój widok? - zadrwił Nick.

- Nie było samochodu... Myślałam, że pojechałeś...

- Tak ci się tylko wydawało. No, a skoro już się dobrze zabawiłaś...

Był wściekły. Czuła to, gdy objął ją w talii i popędził tą samą drogą, którą 

przyszła. Trzęsła się cała - z wrażenia i z zimna. Och, po co wychodziła z tego 

przeklętego pasażu...

- Gdybyś przez najbliższy kwadrans nie wyszła, sam bym cię tam dorwał. 

Przez calutką godzinę wiedziałem dokładnie o każdym twoim kroku.

- Ciekawe, jakim cudem? Chyba za mną nie chodziłeś?

- Nie było to konieczne. - Widząc, że Raine trzęsie się jak w febrze, stwierdził 

lakonicznie: - Powinnaś się przed drogą napić gorącej kawy.

Bar kawowy był duszny i dość obskurny. Do tej pory dodawało jej sił nerwowe 

podniecenie, ale gdy tylko usiadła na jednej z czerwonych plastikowych ławeczek, 

uszła z niej cała energia. Dopiero pyszna, mocna kawa postawiła Raine na nogi.

-   Skoro   nie   szedłeś   za   mną,   to   skąd   wiedziałeś,   gdzie   jestem?   -   zapytała 

przyciszonym głosem.

-   Zawiadomiłem   ochronę   pasażu.   Myśleli,   zdaje   się,   że   to   jakiś   test   ich 

umiejętności, rodzaj wewnętrznej kontroli. Namierzyli cię w parę minut i nieustannie 

obserwowali...   Bo   widzisz   -   dodał   lekko   -   tak   się   składa,   że   ten   obiekt   podlega 

przedsiębiorstwu, którego jestem właścicielem.

A   zatem   przez   cały   ten   czas,   gdy   wydawało   jej   się,   że   jest   względnie 

bezpieczna, podglądały ją oczy i uszy Wielkiego Brata. Zabawne. Doprawdy, bardzo 

72

background image

zabawne! Wybuchła histerycznym śmiechem. Nick przechylił się przez stolik i za-

mknął jej usta pocałunkiem. Dla postronnych wyglądali zapewne jak zakochana para. 

Myśl ta straszliwie zezłościła Raine.

-   W   życiu   bym   nie   podejrzewała,   że   zarabiasz   również   na   przydrożnych 

obiektach usługowych - uśmiechnęła się złośliwie.

- Czemu nie?

- To pewnie mieszcząca się tu agencja wynajmu samochodów też jest twoja?

- Rozczaruję cię, ale nie. - Zatrzymał wzrok na jej podkrążonych oczach. - 

Wypożyczyłabyś samochód, a potem?

- Miałam zamiar zanocować w motelu i ułożyć jakiś sensowny plan. Ale widać 

wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie. Zgubiłam portfel i karty kredytowe.

Cmoknął drwiąco.

- Jejku, jejku. Ale z ciebie gapa.

Raptem przypomniała sobie, jak w Bostonie podawał jej kurtkę i torebkę.

- Nie zgubiłam ich, tak? Ty mi je zabrałeś!

- Zgadza się.

- Ale dlaczego?

-  Naprawdę  nie wiesz?   -  zapytał  znudzonym tonem.   Pewnie,  że wiedziała. 

Bezsensowne   pytanie.   Nie   miała   przy   nim   najmniejszych   szans.   Przewidział 

wszystko. Na jej twarzy odmalowała się czysta rozpacz.

-   Kończ   tę   kawę   -   nakazał   szorstko.   -   Jedziemy.   Mogła   zrobić   scenę, 

powiedzieć, że nigdzie się stąd nie ruszy. Tylko co by to dało? Była oficjalnie i 

bezdyskusyjnie jego żoną. Nikomu nie chciałoby się mieszać do czegoś, co uznano 

by bez wątpienia za zwykłą małżeńską sprzeczkę. Wraz z bezradnością ogarnęła ją 

nagle jakaś bezwołność. W wietrze i deszczu, dała się szybko przeprowadzić do sa-

mochodu, ukrytego między poobijaną ciężarówką a sportowym bolidem.

Parę chwil później skręcili na autostradę międzystanową. Zapewne z powodu 

bardzo   złej   pogody   jechało   nią   niewiele   pojazdów.   Ponurym   myślom   Raine 

towarzyszył jedynie świst opon na mokrej nawierzchni i rytmiczny ruch wycieraczek. 

73

background image

Lśniący czarny pas szosy zdawał się nie mieć końca. W pewnym momencie światła 

samochodu omiotły znak drogowy. Bangor! Kiedy zostawili go z tyłu, Raine poczuła 

na piersiach przygniatający ciężar.

O ile na autostradzie panował niewielki ruch, szosa, w którą skręcili, wiodąca 

ku granicy z Kanadą, była już zupełnie opustoszała. Bez cienia nadziei na to, że coś 

się odmieni, Raine wypatrywała tępo Sowiej Zatoczki. A tam stanie przed nią tylko 

jeden wybór - poddać się bez oporu lub walczyć. Rezultat i tak miał być ten sam. 

Wstyd,   upokorzenie.   ..   Udręczona,   zmorzona   jednostajną   jazdą,   ciepłem   i   cie-

mnością, poczuła, że opadają jej powieki.

Wstrząsnęło   nią   tak   mocno,   że   natychmiast   się   ocknęła   i   otworzyła   oczy. 

Samochód   podskakiwał   na   nierównej   drodze,   tylko   odrobinę   szerszej   od   leśnej 

przecinki. W przednich światłach wyłaniały się kałuże i wyboje, o boki samochodu 

szorowały gałęzie sosen. Kolebiąc się i ślizgając, przejechali kilka kilometrów, aż 

wreszcie   drzewa   rozstąpiły   się   i   Raine   zobaczyła   drewniany   mostek.   Nie   miał 

poręczy i był tak wąski, że auto ledwie się na nim mieściło. Zerknęła na wezbraną 

pod nimi kipiel, przelewającą się po ogromnych głazach, i wstrzymała oddech. Nick 

jednakże przejechał po mostku bez wahania. Zatrzymał ubłocony samochód obok 

chaty, zeskoczył na ziemię i w ulewnym deszczu przebiegł na drugą stronę.

- W tych bucikach - przeniósł wzrok z grzęzawiska na jej skórzane półbuty na 

obcasie - nie dasz rady. Lepiej będzie, jak cię przeniosę.

- Daj spokój. Poradzę sobie.

Zrobił ironiczną minę, ale powiedział tylko: „Jak sobie życzysz” i odsunął się, 

przytrzymując drzwi.

Wysiadła najostrożniej, lecz i tak, ledwie dotknęła ziemi, wysokie obcasy od 

razu ugrzęzły w błocie. Udało jej się zrobić dwa czy trzy kroki. Zgubiła najpierw 

jeden but, zaraz potem drugi. Idąc w samych pończochach, ślizgając się, straciła w 

końcu równowagę, zamachała rękami i upadła jak długa. W szumie deszczu usłyszała 

Nicka. Nachylił się nad nią ze śmiechem.

- Na pewno nie potrzebujesz pomocy?

74

background image

- Na pewno - odburknęła, usiłując klęknąć. - Poradzę sobie, choćbym nawet 

miała pływać w tym błocku.

- Doskonałe.

Zdołała wstać, ruszyła z miejsca i znowu upadła w błoto. Żeby tylko w błoto! 

Tym razem lądowanie nie okazało się takie miękkie. Uderzyła o kamienie i korzenie. 

Poczuła ból w żebrach, prawy policzek piekł. Leżała przez chwilę nieruchomo, ale 

Nicka zupełnie to nie obeszło. Wyjął bagaże i otworzył chatę. Pomyślała o nim z 

dziką wściekłością i jeszcze raz spróbowała się dźwignąć. W oknach zabłysło świa-

tło. Nick wrócił, żeby zamknąć samochód. Raine tymczasem gramoliła się schodami 

na werandę, cała w błocie, przemoczona do suchej nitki. Pod osłoniętym gankiem 

czekały na nią otwarte drzwi. Wszystko wyglądało tak, jak to zapamiętała. Zapiekły 

ją łzy. Zmusiła oporne nogi, by przeniosły ją przez próg, zamknęła za sobą ciężkie 

drzwi i powiesiła torebkę na haku.

Nick, z pudełkiem zapałek w ręku, pochylał się nad szybrem. Gdy trzęsąc się, 

stanęła w drzwiach, zerknął na nią.

- Pięknie wyglądasz.

- Zawsze mi mówiono, że błoto robi dobrze na cerę.

- Lepiej zdejmij z siebie te mokre łachy - doradził spokojnie. - Napaliłem. W 

termie będzie zaraz gorąca woda.

Kiedy   czysta,   z   umytymi   włosami   wyszła   z   łazienki   w   białym   płaszczu 

kąpielowym Nicka, w piecu buzował ogień. Było ciepło, a zasłony odcinały dom od 

wietrznej,   deszczowej   nocy.   Nick   wrócił   właśnie   z   naręczem   drew   z   krytego 

składziku na werandzie. Sądząc po jego mokrych włosach i ilości nagromadzonego 

drzewa, musiał wychodzić na dwór kilkakrotnie. Odnalazł też jej buty. Suszyły się 

przy piecu, zabłocone i zniszczone.

Zrzucił z siebie skórzaną kurtkę i powiesił obok jej torby.

- Wszystko w porządku? Kiwnęła głową.

Nagle znalazł się o wiele za blisko. Wpatrując się w jej prześliczną twarz, 

odsunął na bok pasemko włosów zasłaniające zadrapanie na policzku i czule, jakby 

75

background image

była   dzieckiem,   nachylił   się   nad   nią.   Chciał   ją   pocałować,   ale   odsunęła   się 

błyskawicznie.

- Rozumiem, że zwolniłaś już łazienkę?

- Tak.

- Wobec tego idę się myć. A ty bądź łaskawa zacząć swoje żonine obowiązki 

od przyszykowania kolacji.

Dotknięta do żywego tym pełnym drwiny nakazem, popatrzyła na niego bez 

słowa.

- Puszkę to chyba umiesz otworzyć?

- A może wolałbyś, żebym wyszła na dwór i upolowała coś świeżego?

Roześmiał się i popatrzył na jej wystające spod kąpielowego płaszcza stopy.

-  W   takim  stroju?   Jak   może   zauważyłaś,   jest   trochę   grząsko.   Ale   rób,   jak 

uważasz. - Uśmiechnął się i wchodząc do łazienki, zawołał ironicznie: - Ostatecznie 

może być fasolka po bretońsku.

Fasolka! Dobre sobie! Kipiąc ze złości, otworzyła walizkę i włożyła świeżą 

bieliznę,   spodnie,   sweterek   zapinany   na   perłowe   guziczki   i   futrzane   kapcie,   za 

których zapakowanie pobłogosławiła w duchu Marthę.

Spiżarnia zaopatrzona była tak samo dobrze, jak rok temu. Wciąż mrucząc pod 

nosem złośliwości, Raine zaczęła buszować po półkach. Postanowiła pokazać temu 

szczwanemu lisowi, na co ją stać.

76

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Jakieś dziesięć minut  później Nick wyszedł z łazienki, podsuszając  jeszcze 

ręcznikiem włosy, ale była tak pochłonięta swoim zadaniem, że ledwie zerknęła w 

jego stronę. Gdy główne danie dopiekło się, a szarlotka nabrała złotego koloru, Raine 

nakryła do stołu. Nick otworzył butelkę kalifornijskiego białego wina.

Zapiekanka prezentowała się pięknie. Zewnętrzny pierścień ryżu był leciutki i 

puszysty.   Kurczak   i   warzywa   z   puszki,   z   malutkimi   zwiniętymi   plasterkami 

podwędzanej   szynki   i   serduszkami   karczochów,   wyglądały   świeżo   i   kolorowo,   a 

zioła i przyprawy nadawały całości taki aromat, ze ślinka sama leciała do ust.

Kiedy Nick spojrzał na stół z wyraźną aprobatą, Raine sięgnęła po dzbanuszek 

grzejący się na piecu.

- Wystarczy doprawić i możemy jeść.

- Wygląda to wszystko i pachnie cudnie.

- Cieszę się...

Zaalarmowany   jej   niezwyczajną   układnością,   zerknął   na   nią   czujnie. 

Uśmiechnęła   się   niewinnie   i   polała   ryż   i   mięso   gęstym   kremowym   sosem   z 

dzbanuszka.

- Posmakuj, jest naprawdę pyszny.

To był najzwyklejszy sos serowy z puszki. Niezwykłości dodawał mu dolany 

w rozsądnych ilościach skondensowany żółty płyn do mycia naczyń. Raine wzięła 

dużą łyżkę i nałożyła zapiekankę Nickowi, a potem sobie. Gdy zaczął jeść, uniosła 

kieliszek do ust. Nagle rzucił widelec na talerz, zasłonił usta i wybiegł do łazienki. 

Nawet się nie poruszyła i spokojnie sączyła wino.

Upłynęła dobra chwila, nim wrócił. Wyglądał zatrważająco spokojnie.

- Ach, ty małpo! - Stanął nad nią, patrząc z niekłamanym podziwem.

- W piecyku jest szarlotka.

- Z dodatkiem czego?

- Niczego.

77

background image

- Może to dziwne, ale jakoś odechciało mi się jeść. A właściwie - zamruczał 

jak kot - nabrałem apetytu, ale na coś zupełnie innego.

- Będę się bronić! Roześmiał się, błyskając zębami.

- Melodramat!

- Może. Ale będziesz musiał użyć siły.

Ujął ją pod ramię i chciał wyprowadzić z kuchni.

- A kawa? Proszę... Tak mi się chce pić. Nienawidziła siebie za to, że go 

prawie błaga, i jego za to, że ją do tego zmusza, ale każdy pretekst był dobry.

- Zgoda. Ale to już twoja ostatnia zagrywka. Basta! - Poprowadził ją w stronę 

kręgu ciepła i światła bijącego od pieca i bezceremonialnie wepchnął w niski fotel. - 

A kawę zrobię sam. Być może wiesz, gdzie trzymam trutkę na szczury.

- Gdybym wiedziała, już bym jej użyła.

Zapatrzyła   się   w   płomienie,   pewna,   że   wszystko,   co   osiągnęła,   to   kolejne 

odroczenie wyroku. Przed samą klęską wybronić nie mogło jej już nic. Z polana 

strzeliły iskry. Ostry zapach palącej się jedliny zmieszał się z delikatną wonią kawy. 

Deszcz bił o szyby, poświsty wiatru uderzały w chatę i targały gałęziami sosen.

Razem z kawą na stoliku pojawił się koniak i dwa kieliszki. Ogień odbił się 

błyskiem w ciemnych oczach Nicka i oświetlił mu twarz.

- Brandy? - zaproponował. Zawahała się, upijając łyk kawy.

- Odrobina pomogłaby ci się odprężyć - zasugerował lakonicznie.

Miała   już   odmówić,   ale   nagle   zmieniła   decyzję.   Alkohol   w   odpowiedniej 

dawce   dodałby   jej   straceńczej   odwagi.   Znieczuliłby   ją   na   to,   co   miało   się   stać. 

Przydałoby się porządnie sobie golnąć, ale Nick nalał jej zaledwie parę kropel. Gdy 

uniosła kieliszek do ust, ręka tak się jej trzęsła, że aż zęby zaszczekały  o szkło. 

Połknęła złocisty trunek jak lekarstwo i poprosiła o więcej.

- Lepiej nie - sprzeciwił się Nick. - Od śniadania prawie nic nie jadłaś. Alkohol 

od razu uderzy ci do głowy.

- I co z tego?

- A to - odstawił kieliszek na bok - że nie życzę sobie, żebyś mi się zataczała. 

78

background image

Mamy przed sobą całą noc, a obiecałem ci... wiesz, co.

Przerażona   zerwała   się   na   równe   nogi,   lecz   Nick   był   szybszy.   Przeganiał 

palcami jej włosy, ujął w dłonie twarz i nagle obsypał ją drobnymi pocałunkami. 

Pocałunkami słodszymi niż wino. Ustami zamknął jej powieki, musnął brwi, czubek 

nosa i kącik ust.

- Czekałem na to tak długo, tak długo - wyszeptał chrapliwie - i chcę, żebyś 

była świadoma tego, co się dzieje. Chcę czuć, że sprawiam ci rozkosz, słyszeć, jak 

wzdychasz, prosisz, błagasz.

Serce biło jej tak szybko, że traciła oddech. Jeszcze trudniej było okiełznać 

budzące się pożądanie.

- Jeśli zależy ci na tym, żebym błagała, to proszę - wydusiła - mogę to zrobić 

już   teraz.   Nick,   błagam   cię,   puść   mnie.   Nie   powinnam   była   zgodzić   się   na   to 

małżeństwo. To dla mnie... poniżające.

W szafirowych oczach Nicka zapłonął gniew. Ubodła go tym określeniem do 

żywego.

-   Nie   przejmuj   się   -   wycedził   z   tygrysim   uśmiechem.   -Mam   absolutną 

pewność, że to poniżenie sprawi ci sporo radości.

Podtrzymując   z   tyłu   jej   głowę,   drugą   ręką   ścisnął   ją   lekko   za   gardło   i 

pieszczotliwie   przesunął   dłoń   na   dekolt   przy   sweterku.   Perłowy   guziczek   sam 

wyśliznął się z dziurki. Raine głośno wciągnęła powietrze. Nick uśmiechnął się. Gdy 

odsunął się na moment i ściągnął przez głowę czarny sweter, jak zahipnotyzowana 

patrzyła na jego przepiękny nagi tors, mocną szyję, rzeźbione szerokie ramiona i 

wąskie biodra.

- Dotknij mnie - poprosił miękko. - Przecież tego chcesz.

Kiedyś w takich chwilach odczuwała pewne onieśmielenie, ale teraz pragnęła 

zbliżenia bardziej niż czegokolwiek w świecie. Gdy z wyschniętym gardłem, płonąc, 

patrzyła   na   niego   bez   ruchu,   położył   na   swojej   piersi   jej   dłonie   i   przytrzymał. 

Westchnęła cicho, zamknęła oczy i sama, z własnej woli, zaczęła błądzić palcami po 

ramionach, po rękach, po piersi Nicka.

79

background image

Była tak zaabsorbowana, że prawie nie zauważyła, kiedy ją rozebrał. Stanął 

nad   nią.   Miała   zamknięte   oczy.   Czarne,   rozrzucone   włosy   odcinały   się   od 

kolorowego tła poduszki. Pięknie zaokrąglone piersi były strome i mocne, kremową 

skórę oświetlał ogień.

-   Jesteś   jeszcze   śliczniejsza,   niż   zapamiętałem   -   powiedział   schrypniętym 

głosem. Wyciągnął się obok, wsparł na łokciu i podłożył dłoń pod jej policzek. - 

Raine, spójrz na mnie...

Zatrzepotała   długimi   czarnymi   rzęsami.   W   jej   oczach   wciąż   paliła   się 

zmysłowość.

-   Rzuciłaś   na   mnie   jakiś   czar.   Nie   potrafiłem   przestać   o   tobie   myśleć. 

Zwariowałem na twoim punkcie...

A   mimo   to   ożeniłeś   się   z   inną.   Ta   myśl,   jasna   i   zimna   jak   kryształ   lodu, 

owładnęła nią natychmiast.

-   Moja   ty   zielonooka   czarownico   -   szepnął   i   unosząc   jej   ręce,   pocałował 

wnętrza obu dłoni. - Powiedz, że pragniesz mnie tak samo, jak ja ciebie.

Spojrzała na jego usta. Nachylił się... O, Boże, przecież tylko na to czekała. 

Objęła go za szyję i przyciągnęła do siebie z całych sił. Cofnął się na moment.

-  Raine...   Chcesz   mnie?   Chcesz,   żebyśmy   się   kochali?   Powiedz.   Muszę   to 

usłyszeć od ciebie.

- Tak, chcę, chcę - wyszeptała żarliwie, obejmując go jeszcze mocniej.

Roześmiał się z radosną drwiną.

- Spokojnie, moja miła. Nie musimy się spieszyć. Mamy przed sobą całą noc.

Przebudziła   się,   zanurzona   w   cieple   i   ciemności,   którą   rozpraszał   jedynie 

czerwonawy   poblask   idący   od   pieca   z   drugiej   strony   izby.   Fizycznie   czuła   się 

wspaniale, a zarazem miała takie wrażenie, jakby przeżyła wypadek i teraz znaj-

dowała się w letargu.

Leżeli w łóżku, wtuleni w siebie. Czuła na ramieniu ciężar ręki Nicka i jego 

równy, miarowy oddech na plecach.

Och,   ależ   cudną   strategię   przyjął!   Cofając   się   myślami,   widziała   z   całą 

80

background image

jasnością, jak krok po kroku odwiódł ja od wszelkich postanowień. I poszła jak jagnię 

na rzeź! Zrobił wszystko, czego pragnął i o czym ją uprzedzał. Osiągnął nawet to, że 

błagała. Okazał się od początku do końca mistrzem - zabawił się nią jak lalką. Z 

goryczą   przeklinała   się   za   słabość,   za   nieumiejętność   zapanowania   nad   własną 

zmysłowością. Sama skazywała się na rolę zabawki w rękach człowieka, który nie 

miał dla niej żadnych uczuć prócz chęci odwetu i żądzy.

Żądza...   Paskudne   słowo,   określające   potężną   siłę   zdolną   zawładnąć 

człowiekiem.   Siłę,   którą   rok   temu,   w   swojej   naiwności,   gotowa   była   nazwać 

miłością.

Obudziła się i zobaczyła, że przez zasłony przedziera się światło dnia, a Nick, 

wsparty  na łokciu, uśmiecha  się do niej spod  rzęs.  Nachylił się  i słodko musnął 

wargami jej usta.

-   Wiesz,   nawet   nie   marzyłem,   że   będzie   tak   pięknie.   Nie   czułem   w   tobie 

nienawiści, raczej...

-   Owszem   -   przytaknęła,   natychmiast   atakując.   -   Odczuwałam   co   innego. 

Żądzę.   -   Prawie   się   roześmiała,   widząc   jego   minę.   -   Żądza   nie   jest   czymś 

zastrzeżonym dla mężczyzn. Kobiety też potrafią się tak bawić.

- Wiem, wiem, ale... - Pokręciła głową, lecz nie dał jej mówić. - Kiedyś mnie 

kochałaś, w przeciwnym razie nie poddałabyś się tak łatwo. A może... Może ty wciąż 

mnie kochasz?

Zabolało ją to przypuszczenie  tak strasznie, że mogła  się bronić wyłącznie 

pogardą.

-   Myślisz,   że   mogłabym   kochać   mężczyznę,   który   zrobił   sobie   ze   mnie 

dziwkę?   -   Zaśmiała   się   gorzko,   gdy   żachnął   się   i   odsunął.   -   Jestem   ordynarna? 

Możliwe, ale trzeba to nazwać po imieniu.

- Raine, co ty wygadujesz...

-   Może   zresztą   taka   panienka   ma   lepiej.   Przynajmniej   sama   wybiera   tego, 

komu się sprzedaje.

- Jesteśmy małżeństwem. Raine! Jesteś moją żoną.

81

background image

- Formalnie. Powiedziałeś, że zależy ci wyłącznie na seksie. No, to proszę, 

masz, czego chciałeś, ale niczego więcej się nie spodziewaj. Ani pociechy, ani opieki, 

gdybyś na przykład zachorował, ani żadnej pomocy czy współczucia. Nienawidzę cię 

i gardzę tobą. Choćbyś się nawet topił w bagnie, nie kiwnęłabym nawet palcem. 

Stałabym, i z dziką radością przyglądałabym się, jak znikasz...

- Nie wysilaj się - przerwał z kamienną twarzą. - Wyraziłaś swoje uczucia aż 

nadto jasno. A skoro, jak mówisz, seks to wszystko, na co mogę z twojej strony 

liczyć, postaram się to wykorzystać najlepiej, jak umiem.

Położył   rękę   na   jej   piersi,   a   gdy   podrażniony   sutek   wyprężył   się,   powiódł 

dłonią w dół, docierając do jeszcze wrażliwszego miejsca. W jego zachowaniu nie 

było czułości ani nawet namiętności. Traktuje mnie jak rzecz, pomyślała upokorzona 

i   usiłując   zapanować   nad   oddechem,   leżała   nieruchomo,   śmiertelnie   blada   i 

zrozpaczona. Coś w niej pękło. Postanowiła, że nie okaże najmniejszego poruszenia, 

że będzie nieczułym manekinem,  i oto, obserwując go spod rzęs, spostrzegła, ze 

zdumieniem, a potem z uczuciem triumfu, że z nich dwojga bardziej podniecony jest 

on.

-   Jeśli   już   chcesz   udawać   dziewczynę   na   godziny,   to   musisz,   moja   droga, 

włożyć   w   to   trochę   wysiłku.   Somersby   bez   wątpienia   byłby   usatysfakcjonowany 

zbliżeniem z kimś, kto leży jak kłoda, ale...

Z   niewiadomego   powodu   tą   swoją   kpiną   przebił   się   przez   maskę   jej 

obojętności. Nie bacząc na konsekwencje, poderwała się i z całej siły uderzyła go w 

twarz. Roześmiał się ironicznie. Tego się nie spodziewała. Z furią w oczach rzuciła 

się na niego, drapiąc go i gryząc, czego później miała się wstydzić. Krzyknął, gdy 

wbiła mu zęby w ramię. Wykorzystując ten moment, opuściła nogi na podłogę, gdy 

przyciągnął ją z powrotem. Zdążyła jeszcze z całych sił dołożyć mu pięścią w twarz i 

z największą satysfakcją usłyszała, że jęknął z bólu.

Uczucie zwycięstwa trwało jednak krótko. Chwilę później przygniótł ją sobą i 

z wściekłością rozciągnął jej ręce nad głową. Emocje sięgnęły szczytu. Być może po 

raz pierwszy w życiu Nick stracił panowanie nad sobą i w tym stanie kompletnego 

82

background image

zatracenia przeżył coś, czego nie doznał jeszcze nigdy. Leżał potem bezwładnie, z 

głową na jej piersiach. Kiedy się uniósł i odsunął, Raine spała mocno z rozchylonymi 

ustami i uniesioną nad głowę ręką. Gdyby mogła go widzieć, przeraziłaby się. Na 

jego twarzy malowała  się cała gama uczuć: gniew, ból, czułość i coś więcej niż 

czułość. Z westchnieniem wziął ją w ramiona, pocałował delikatnie, przykrył ją i 

siebie kołdrą i siedząc, zapatrzył się w ogień. Jakiś czas potem Raine poruszyła się 

we śnie. Pokręciła głową i przylgnęła do czegoś ciepłego. Otworzyła oczy, zoba-

czyła, że wtyka nos w zarost na piersi Nicka i kichnęła. Roześmiał się. Przyjemnie, 

głęboko. Miała ochotę mu zawtórować. Ale nagle otrzeźwiała. Nie było się z czego 

śmiać. Odsunęła się i spojrzała na Nicka. Miał podrapaną twarz, siniak pod lewym 

okiem, a na ramieniu czerwone ślady jej zębów. Spąsowiała ze wstydu. Jak mogła się 

tak zachować...

- Przepraszam - powiedziała cicho.

- Mam rozumieć, że zawieramy pakt o nieagresji i próbujemy znaleźć radość w 

tym naszym miodowym miesiącu?

- Powiedziałeś, że zrobisz z niego piekło.

- W złości mówi się różne rzeczy - przyznał lakonicznie.

- Ale odrobina pokojowej koegzystencji bardzo by mnie ucieszyła. No, to jak 

będzie? - Uniósł jej brodę. - Zawieramy pokój? Tak?

- Tak. - Miała tylko nadzieję, że tym razem nie odczytał wszystkich jej myśli.

83

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Uszczęśliwiony, prawie beztroski, musnął leciutko jej wargi.

- Pocałunek pokoju... A teraz posiedź chwilę w łóżku, a ja dorzucę do pieca.

Odciągnął zasłony i zobaczyła, że nocna ulewa skończyła się. Kiedy stanął w 

oknie, najzupełniej nie wstydząc się własnej nagości, słońce wlało się do środka, 

ozłacając jego sylwetkę. Był piękny jak wykuty z brązu Apollo.

- Dobrze, że nie mamy sąsiadów - powiedziała lekko schrypniętym głosem.

Zachichotał.

- Przynajmniej nie w pobliżu. Czasem zjawia się tu jakiś turysta, obozujący w 

puszczy, ale na stałe mieszkają tu tylko Kurt i Lisbeth Doody'owie. Mają chatę po 

drugiej strome jeziora. To mili ludzie. Może przejdziemy się do nich po śniadaniu? 

Chcesz?

Czuła,   że   oboje   wyglądają,   jakby   się   pobili,   i   nie   bardzo   odpowiadała   jej 

perspektywa spotkania z jego znajomymi.

- Nie musimy - dodał łagodnie, wyczuwając jej brak entuzjazmu. - Tak tylko 

przyszło   mi   do   głowy.   A   co   chciałabyś   dziś   robić?   Pospacerować?   Popływać 

kajakiem? Chyba że wolałabyś poleniuchować w łóżeczku?

- Odrobina ruchu nie zaszkodzi - odpowiedziała szybko. Popatrzył na nią takim 

wzrokiem, że spąsowiała.

- Na powietrzu - podkreśliła cierpko.

- Szkoda. - Uśmiechnął się, zebrał swoje ubrania i wyszedł do łazienki. Kiedy z 

kolei   ona   brała   prysznic,   przygotował   śniadanie.   Usiedli   przy   piecu   i   rzucili   się 

zgłodniali na puszkowe kiełbaski, fasolę i razowy chleb, a potem delektowali się 

kawą i wczorajszą, rzeczywiście pyszną, szarlotką.

- No, to co? Idziemy?

- Nie wiem, czy zdołam się ruszyć.

- Wstawaj, leniu. - Podciągnął ją za rękę. - Spróbuję wymyślić trasę, która nie 

będzie zbyt błotnista, ale na wszelki wypadek weź kalosze. Stoją obok gratów na 

84

background image

ganku. Aha, i musi być nas widać. Zaczął się sezon polowań.

Kiedy   za   przykładem   Nicka   włożyła   kalosze   i   ciepły   skafander   z 

pomarańczowym pasem, wcisnął jej na głowę pomarańczowy kapelusz.

Mimo   obfitych   deszczów   błoto   nie   było   aż   tak   straszne,   jak   się   obawiała. 

Nierówny kamienisty brzeg jeziora pokryty był kobiercem sosnowych igieł. Razem z 

burzą   odszedł   zimny   front.   Spacer   w   roziskrzonym   słońcem,   rześkim   powietrzu 

okazał się fantastyczną frajdą. W pewnym momencie Nick zatrzymał się, przygarnął 

ją do siebie i wskazał dom na przeciwległym brzegu. Z komina unosił się dym.

- To chata Kurta i Lisbeth. Kurt jest pisarzem, a Lisbeth hoduje konie. Czasami 

korzystam z ich uprzejmości i pożyczam wierzchowca... Jeździsz?

- Nie najlepiej, ale bardzo lubię.

- To może jutro, jeśli pogoda dopisze, podjechalibyśmy nad jeziorko Saskin? 

Bobry mają tam swoje żeremie. Przy odrobinie szczęścia może udałoby się nam je 

podpatrzyć.

- Bardzo bym chciała.

-   No,   to   załatwione.   Po   śniadaniu   przejadę   się   samochodem   do   Lisbeth   i 

pożyczę konie. - Nachylił się i dotknął zimnym policzkiem jej policzka. - Zjemy 

lunch w siodle.

- Wspaniale.

Mokre lasy pokryte były rdzawymi i złotymi barwami jesieni, a jezioro - po 

deszczach głębsze niż zwykle - miało lazurowy, wręcz śródziemnomorski odcień.

- Aż chciałoby się wykąpać - powiedziała Raine, gdy ruszyli dalej.

- Pozory - pokręcił głową. - Finn i ja pływaliśmy tu jako chłopcy i możesz mi 

wierzyć, woda jest strasznie zimna, nawet latem.

- Finn... Rzadkie imię...

- A człowiek jeszcze bardziej niezwykły. To Szwed. Jest tak wszechstronnie 

uzdolniony,   że   mógłby   zrobić   karierę   właściwie   w   każdym   zawodzie.   Zna   kilka 

języków,   jest   świetnym   muzykiem,   a   zanim   zdecydował   się   pracować   ze   mną, 

skończył medycynę.

85

background image

- Domyślam się, że znacie się od dawna.

-   Byliśmy   i   jesteśmy   dla   siebie   jak   bracia.   Andersonowie   byli   nie   tylko 

naszymi   sąsiadami,   ale   i  przyjaciółmi.   Wakacje   spędzaliśmy   zawsze   razem.   Jego 

rodzice wynajmowali wtedy starą, dość już zmarniałą chałupę nad zatoczką, ale Finn 

zwykle pomieszkiwał u nas. - Uśmiechnął się do wspomnień. - Moja mama okropnie 

bała się niedźwiedzi. Mimo to pozawalała nam nocować na werandzie. Zawsze to 

większa   przygoda   niż   spanie   w   ciepłym   łóżku...   Nie   kazała   nam   też   jadać   ze 

wszystkimi.   Mogliśmy   piec   kiełbaski   na   ognisku.   Po   jej   śmierci,   pani   Anderson 

zaopiekowała się mną serdecznie.

- Ile miałeś wtedy lat?

- Jedenaście. Trudny wiek. Ale matka Fina rozumiała, co czuję. Bez żadnych 

narzekań obdarowała mnie spokojem i miłością, tak jak swoje dzieci.

- Czy...

Nick pokręcił głową.

- Nie żyje. Razem z mężem zginęła w wypadku mniej więcej półtora roku 

temu. Finn przeżył to ciężko, ale... - Jego słowa utonęły w warkocie samolotu.

Oboje zadarli głowy. Biały samolocik z pomarańczowo-niebieskimi znakami 

unosił   się   niewysoko.   Leciał   na   drugą   stronę   jeziora.   Nick   podniósł   rękę.   W 

odpowiedzi samolot zamachał skrzydłami.

- O wilku mowa.

- To Finn?

- Tak.

- Skąd wiedział, że to ty?

- Zostawiłem mu w firmie wiadomość, że mam zamiar cię tu ściągnąć. Wiezie 

właśnie dwóch inżynierów— konstruktorów do obozu nad jeziorem Loon. Pewnie 

tam przenocuje, a jutro, w drodze powrotnej, być może wpadnie nas odwiedzić... 

Chyba że nie za bardzo ci to odpowiada - dodał z lekkim wahaniem. - Wydawało mi 

się, że polubiłaś Finna?

- Owszem. Margo też się spodobał.

86

background image

- I chyba ze wzajemnością. Coś mi się wydaje, że kiedy wrócimy do Anglii, 

będziemy go częściej widywać.

- Nie mam pewności, czy jest w jej typie. - Raine szczerze wypowiedziała 

swoje myśli.

- A jaki jest ten jej „typ”?

-   Powinna   znaleźć   sobie   kogoś   o   bardzo   silnej   osobowości,   mężczyznę, 

którego by szanowała i który umiałby ją okiełznać. A ma szczęście do wrażliwców, 

takich   jak   Finn.   To   dobra   i   pogodna   dziewczyna,   ale   ma   taki   temperament,   że 

przytłacza   sobą   partnera,   a   potem   -   gdy   okazuje   się,   że   ten   ktoś   nie   potrafi   jej 

dorównać, spotyka ją zawód... Myślisz, że niewłaściwie ją osądzam?

-   Myślę,   że   niewłaściwie   oceniasz   Finna.   Jest   człowiekiem   wrażliwym, 

owszem, ale to nie mięczak. Gdybym kiedyś znalazł się pod ścianą, nie wyobrażam 

sobie nikogo, kto mógłby mi pomóc lepiej niż on.

- A jakiej kobiety mu trzeba? - Szczerze ją to ciekawiło i szczerze pragnęła, by 

zainteresowanie Margo i Finna okazało się wzajemne.

- Myślę, że Margo byłaby w sam raz. Firm nie ma czasu zawracać sobie głowy 

bluszczowatymi   laleczkami.   Powiedział mi   kiedyś,  że  jeśli  się  w ogóle  ożeni,  to 

wyłącznie z kobietą, która będzie przy nim stała twardo nawet w ciężkich chwilach 

życia. On sam jest bardzo opiekuńczy i potrafi kochać wiernie...

Do   końca   spaceru   opowiadał   o   przyjacielu   i   jego   specyficznym   poczuciu 

humoru. Raine śmiała się, chociaż ją samą trawił niepokój.

Kiedy wrócili do domu, Nick upiekł na lunch pyszne bułeczki z klonowym 

syropem, a po podaniu kawy rzucił:

- Chcesz, to weźmiemy kajak i popływamy po jeziorze. Albo, jeśli masz już 

dość powietrza, zostaniemy w domu. W coś sobie pogramy.

Na regale, za dużą apteczką, stały szachy, leżała talia kart i pudełka z grami. 

Jednakże,   gdy   Nick   zerknął   przelotnie   na   łóżko,   zrozumiała   aż   za   dobrze,   w   co 

najchętniej by się zabawił.

- Wybieram wycieczkę - powiedziała pospiesznie.

87

background image

- Może i słusznie - odparł z błyskiem w oczach. - Noce o tej porze roku są 

długie.

Wiosłując   tak,   by   uniknąć   bystrzejszego   prądu,   Nick   spojrzał   na   nią   przez 

ramie.

- Kiedyś robiliśmy tu sobie z Finnem spływ. Na stojaka.

- Jak to?

- Normalnie. Inaczej by się nie liczyło. Za Sowim Stawem jest prosty, wartki 

kanał,   który   zakręca   przed   wodospadem.   Przechodziło   się   nad   nim   drewnianym 

mostkiem.   Prawdziwą   sztuką  -  poza  samym   skakaniem   z  kaskady   - było  tak  się 

skulić, żeby nie stracić równowagi. Teraz nie ośmieliłbym się w to zabawić. Nawet 

przy niskim poziomie wody kaskada jest podstępna, a teraz, po burzach, zrobiła się 

tam pewnie kipiel.

Na samym jeziorze było jednak dość spokojnie. Miarowy rytm wioseł, plusk 

wody i posuwisty ruch lekkiego kajaka sprawiły, że Raine poczuła ogarniający ją 

spokój. Całą duszą cieszyłaby się z tego popołudnia, gdyby nie uporczywa myśl o 

nadchodzącej nocy.

Pragnęła Nicka fizycznie, lecz umysł bezustannie buntował się przeciw temu. 

To wewnętrzne rozdarcie groziło jej kompletnym załamaniem. Im dłużej miało to 

trwać, tym gorzej. Usiłowała nie poddawać się panice, ale wiedziała jedno: musiała 

stąd uciec. Pieszo było to niemożliwe, graniczyłoby z samobójstwem,  a przecież, 

mimo rozpaczy, na samobójstwo by się nie zdecydowała... Gdyby tylko wpadły jej w 

ręce kluczyki od samochodu...

Prawie   na   ślepo,   z   głową   nabitą   myślami,   wiosłowała   i   wiosłowała,   aż 

wzdrygnęła się, słysząc tarcie dna kajaka o piasek na płyciźnie. Nick utkwił wzrok w 

jej twarzy.

- Martwisz się czymś?

- Nie, nie...

- Wyglądasz, jakby coś cię trapiło.

Doprawdy,   był   zbyt   domyślny.   Podciągnął   się,   wyskoczył   do   wody, 

88

background image

przytrzymując kajak stopą, i podał jej rękę.

Nad jeziorem zaczęła się już unosić mgła. Słońce zaszło, a niebo, na zachodzie 

pomaranczowozłote,   zasnuły   fioletowe   obłoki.   Nad   wodę   z   szumem   skrzydeł   i 

głośnym klangorem wzleciał klucz dzikich gęsi. Nadciągał niebieskawy zmierzch. 

Nad   wspaniale   pachnącym  lasem   unosiła   się   mgła.   Zbliżał   się   wieczór.   Wkrótce 

nadejdzie noc...

Raine zadrżała i nic nie mówiąc, pomogła Nickowi przenieść kajak do komórki 

przy chacie. Obok leżał kloc służący do rąbania drzewa. Gdy weszła do domu i 

rozebrała się, Nick naniósł grubych gałęzi, zdjął kurtkę, powiesił ją na balustradzie i 

zaczął rąbać polano na szczapy.

Słysząc uderzenia siekiery, Raine błyskawicznie przystąpiła do działania. Była 

sama. Nadarzała się sposobność, by poszukać kluczyków od samochodu. Z duszą na 

ramieniu   przejrzała   kieszenie   spodni   i   ciepłej   kurtki   Nicka,   ale   znalazła   jedynie 

portfel, zalakowaną kopertę, chustkę do nosa, scyzoryk, grzebień, klucze do domu i 

garść monet. Kluczyki samochodowe musiał zatem nosić przy sobie.

Zawiedziona, zapanowała nad nerwami, zapaliła gazowe lampy i zagotowała 

wodę. Ledwie Nick zdążył narąbać drew i wniósł duży zapas do domu, nadciągnęły 

chmury, zrobiło się ciemno i o szyby zabębnił deszcz. Raine podniosła wzrok znad 

posiłku, który zaczęła szykować. Nick miał spoconą twarz i wióry we włosach.

- Jest już kawa - powiedziała.

- Postaraj się, żeby nie wystygła. Muszę najpierw wziąć prysznic. - Powiesił 

skórzaną kurtkę na haku i zniknął w łazience.

W Raine znów zaśpiewała nadzieja. Tę kurtkę Nick miał na sobie wczoraj 

wieczorem...   Wstrzymując   oddech,   szybko   przeszukała   kieszeń   i   zanim   jeszcze 

namacała kluczyki, usłyszała ich grzechot. Szczęście zdawało się jej sprzyjać. Oprócz 

kluczyków nieoczekiwanie znalazła jeszcze coś - swój własny portfel z prawem jazdy 

i kartami kredytowymi. W pośpiechu wrzuciła kluczyki i portfel do kieszonki spodni, 

włożyła buty i skafander, porwała z haka ubłoconą torebkę i najciszej jak potrafiła, 

zamknęła   za   sobą   drzwi.   Z   bijącym   sercem   zeszła   po   schodkach   i   stanęła   na 

89

background image

rozmiękłej ziemi. Mocny podmuch wiatru rozwiał jej włosy. Padał deszcz. Bała się 

ruszyć w ciemność, lecz nie mogła czekać do rana. Taka okazja mogła się już nie 

powtórzyć. Cherokee miał dobre światła i kiedy tylko przejechałaby przez kanał i 

odnalazła główną drogę, miałaby najgorsze za sobą. Tylko w którym kierunku był 

Bangor?

Aż   trzęsła   się   ze   zdenerwowania.   Upuściła   kluczyki   w   błoto,   tracąc   parę 

cennych   chwil   na   ich   szukanie,   ale   potem   poszło   jak   z   płatka.   Silnik   zapalił 

natychmiast. Uff! Nagle zobaczyła, że drzwi chaty otwierają się i staje w nich Nick, 

rozebrany do pasa, z ręcznikiem na szyi.

- Wybierasz się dokądś?

Podbiegł do samochodu, wyłączył silnik i wyciągnął kluczyki ze stacyjki, a ją 

samą bez ceregieli zapędził do domu i zaryglował drzwi.

- Do diabła ciężkiego - wycedził ze spokojem znamionującym stan zimnej 

furii. - Wyobraziłaś sobie, że znajdziesz drogę po nocy?

- Ty znalazłeś.

- Ale ja znam te ostępy. Ty nie. Masz choćby blade pojęcie, co ryzykowałaś?

- Wszystko mi jedno.

- Ach, ty durna. Pogoda jest okropna i gdybyś się zaryła w jakieś błota albo 

zgubiła, jedynymi ludźmi, na jakich w ogóle mogłabyś się natknąć, byliby myśliwi 

albo robotnicy leśni. To na ogół przyzwoici faceci, ale... - Nagle rozsierdził się na 

całego. - Powinienem przełożyć cię przez kolano i tak ciwlać...

- No, to proszę! - krzyknęła ze złością. - Na co czekasz? Jesteś silnym facetem.

- Właśnie! Z podpitymi myśliwymi też byś sobie raczej nie poradziła.

Skrzywiła się ironicznie.

- Powinnam zatem dziękować losowi za to, że dał mi kogoś, kto bardzo się 

stara nie uświadamiać mi, co mogłoby mnie spotkać.

- Mam ci to może pokazać?

Chwycił   ją   za   poły   wełnianej   koszuli   w   kratę   i   szarpnął.   Poleciały   guziki, 

materiał rozdarł się w kilku miejscach. Krzyknęła przerażona.

90

background image

- Jeśli nie chcesz, żebym w ten sam sposób zdarł z ciebie resztę ubrania, to 

rozbierz się sama. Byle szybko!

- Nienawidzę cię!

Chciał jej zrobić pokazówkę, to jasne, nie podjęła jednak żadnej próby oporu. 

Nie zamierzała dać mu satysfakcji.

- Nie -powiedział miękko, wpatrując się w jej zawziętą twarz. - Gwałt to żadna 

przyjemność.   Będę   miał   znacznie   większą   frajdę,   jeśli   mimo   wszystko   mnie 

zapragniesz, choć tak bardzo się przed tym bronisz. Chcesz się przekonać, ile to 

potrwa?  -  Językiem  rozchylił  jej  wargi.  Westchnęła  gardłowo,  a  wtedy   zaczął  ją 

całować lekko, zmysłowo. - Zapewniam cię, że już zaraz...

Podsunął   rękę   pod   jej   plecy   i   dotykiem   palców,   ust   i   pieszczotliwymi 

pomrukami rozpłomienił ją całą, aż wreszcie ujawniła swoje podniecenie, wtulając 

twarz   w   jego   szyję.   Poruszając   rytmicznie   jej   biodrami,   pieścił   ją   tak   długo,   że 

myślała już, iż oszaleje z pożądania. Potem zostawił ją tak, jak leżała - z zamkniętymi 

oczami, pełną miłości i nienawiści jednocześnie. W pewnej chwili usłyszała odgłos 

przestawianych garnków i patelni. Szykował spóźniony posiłek.

Zebrała swoje ubrania i wyszła do łazienki, a gdy wróciła, zaprosił ją do stołu z 

miną triumfatora i musnął ustami jej wargi.

- Pocałunek pokoju? - zadrwiła, uchylając się.

- To ty zerwałaś układ, ale wojna się skończyła i mam nadzieję, że pokój, który 

obecnie zawieramy, potrwa dłużej.

Popatrzyła na niego gniewnie. Grubo się mylił. Wygrał - ale wyłącznie bitwę.

91

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Chociaż   przez   całą   noc   lało   jak   z   cebra,   nad   ranem   niebo   się   przetarło. 

Świeciło słońce.

- Pogoda jak marzenie - powiedział Nick, odciągając zasłony. - W sam raz na 

konną   przejażdżkę.   Po   śniadaniu   zapakuję   taki   lunch,   jaki   kiedyś  zabieraliśmy   z 

Finnem... Jeśli chcesz przejechać się ze mną do Lisbeth, to bardzo proszę.

- Ale... - Zaczerwieniła się, spoglądając na jego sinawy, podrapany policzek. - 

Co oni sobie pomyślą?

- Nic. - W jego oczach pojawił się wesoły błysk. - Tylko tyle, że mam bardzo 

namiętną  żonę. - Zarumieniła  się jeszcze  mocniej,  więc nie usiłując nawet ukryć 

rozbawienia, machnął ręką. - OK. Skoro jesteś taka wstydliwa, to pojadę sam. Zo-

stawię tam samochód i wrócę konno.

Niespokojna, odprowadziła go na ganek i wyszła na werandę.

- Będę najdalej za godzinę! - zawołał, trzasnął drzwiczkami i odjechał.

Raine   śledziła   wzrokiem   samochód,   aż   zniknął   w   lesie,   a   potem   włożyła 

kurtkę, zmieniła buty na kalosze i zeszła na brzeg. Raptem coś czerwonego mignęło 

na wodzie. Zobaczyła jednoosobowy kajak. Ktoś płynął równolegle do brzegu, a 

kiedy zawołała, powiosłował w jej kierunku i kajak zgrzytnął o kamieniste dno.

Kajakarz był młody, wyglądało na to, że nie miał chyba jeszcze dwudziestu lat.

-   Jestem   tu   na   spływie,   już   drugi   raz.   Niesamowita   frajda!   -   Westchnął.   - 

Szkoda tylko, że to ostatni dzień. Wracam do domu.

- Chyba nie kajakiem? - Zabiło jej żywiej serce.

- Jakieś dwa kilometry stąd zostawiłem samochód. Popłynę tędy - pokazał ręką 

w stronę zakola - a potem to już pestka. Muszę ruszać. - Zaczął spychać kajak na 

głębszą wodę. - Mam w Bangorze dziewczynę. Jak się spóźnię, to da mi popalić.

-   Czekaj!   Proszę   cię,   zaczekaj   moment.   Zdziwiony   tonem   jej   głosu,   wyjął 

wiosło z wody.

- Coś się stało?

92

background image

- Tak. Muszę... Muszę natychmiast wracać do Bangoru. Czy mógłbyś mnie 

zabrać? Bardzo proszę.

- No... Da się zrobić. Ale masz chyba jakiś transport? Przed chwilą widziałem 

na drodze duży samochód.

- To mój... kuzyn. Pojechał z wizytą do znajomych. Popełniłam upiorny błąd, 

pozwalając mu się tu przywieźć. Nie chcę robić scen, więc wolałabym wynieść się 

stąd, zanim wróci.

Kajakarz wyraźnie się speszył. Patrzył na jej obrączkę.

- Widzisz... jestem mężatką i myślałam, że mogę memu kuzynowi zaufać. Ale 

niestety. Okazało się, że ma na mnie ochotę.

Chłopak najwyraźniej nie chciał się w nic wplątywać. Wahał się.

- Proszę - powtórzyła.

- No, dobra. Ale musisz sama dojść do pikapa. Przez las to nie więcej niż 

kilometr. Zaraz za chatą... o, tam - pokazał ręką - zaczyna się dróżka. Prowadzi do 

mostku nad kanałkiem, tuż przed zakrętem.

To na pewno ten mostek, o którym opowiadał Nick, pomyślała szybko.

- Przejdziesz przez tę kładkę, a potem idź w kierunku skały, na której rośnie 

samotna sosna. Mój pikap stoi zaraz obok, przy drodze dostawczej.

Odepchnął się od brzegu.

- Nie trać czasu, to będziesz tam przede mną. Umawiamy się, że jeżeli nie 

zastanę cię przy samochodzie, to znaczy, że się rozmyśliłaś.

Potykając się z pośpiechu, Raine popędziła na ganek, wciągnęła ciepłą kurtkę z 

pomarańczowym   pasem   i   założyła   wełnianą   czapeczkę.   W   obawie,   że   kajakarz 

odjedzie bez niej, przeskakiwała po mokrych, ostrych kamieniach najszybciej, jak się 

dało. Szum wody dotarł do niej, nim jeszcze zobaczyła kanał, i ucieszyła się na myśl, 

że drewniany mostek jest tuż, tuż. Jednakże gdy wyszła z lasu, zobaczyła, że prąd 

zmąconej wody zniósł stare, spróchniałe deski. Część poręczy przestała istnieć, a u 

końca z drugiej strony powstała szeroka wyrwa. O wycofaniu się nie mogło być 

jednak mowy. Raine weszła na mostek i nagle w huku wody usłyszała ostrzegawczy 

93

background image

krzyk. Ignorując wołanie, przylgnęła całym ciałem do poręczy i krok za krokiem 

zaczęła posuwać się naprzód. Miała za sobą mniej więcej jedną trzecią drogi, gdy 

rozległ się trzask i mostek stanął dęba. W ułamku sekundy, spadając do wody, jakby 

na   zwolnionym   filmie   Raine   zobaczyła   Nicka.   Zawrócił   konia   i   pogalopował   w 

przeciwną stronę.

Zostawiał ją? Jak to? Przecież....

Szok spowodowany zimnem i gwałtownością prądu powinien ją psychicznie 

sparaliżować, lecz stało się odwrotnie. Jej umysł pracował z niezwykłą jasnością. 

Nurt znosił ją w stronę zakola - dno kanałku było w tym miejscu na szczęście wolne 

od kamieni. W ubraniu i butach nie dało się płynąć; walczyła jedynie o to, by trzymać 

głowę nad powierzchnią wody.

Poza   kilkoma   karłowatymi   drzewami,   usiłującymi   wrosnąć   w   kamienisty 

grunt,   terenu   wokół   kanałku   nie   zasłaniało   nic.   Raine   jak   przez   mgłę   ujrzała 

galopującego   konia   i   jeźdźca.   Nagle   przypomniała   sobie   rozmowę   z   Nickiem. 

Zrozumiała,   czemu   przed   chwilą   popędził   w   przeciwną   stronę.   Prąd   był  tutaj   za 

szybki.   Nickowi   żadną   miarą   nie   udałoby   się   jej   wyciągnąć.   Pognał   więc   przez 

wąskie   gardło   zakola,   próbując   wyprzedzić   nurt   i   schwycić   ją,   zanim   zginęłaby, 

zepchnięta w dół kaskady.

Pewność, że Nick usiłuje ją ratować, dodała jej sił.

- Raine!

Dostrzegła,   że   Nick  stoi   z   przodu   na   prawym  brzegu.  Rozebrany   do  pasa, 

czekał na najwłaściwszy moment. Gdy znalazła się przy samym zakręcie, rzucił się 

wpław. Chwilę potem chwycił ją jedną ręką. Nie walcząc z nurtem, czekał, aż prąd 

zniesie   ich   na   przeciwległy   brzeg.   Jeszcze   moment,   a   przepłynęli   przez   zakole   i 

znaleźli się u szczytu wodospadu. Woda pieniła się i szalała  miedzy  ogromnymi 

głazami,   najeżonymi   ostrymi   krawędziami   kruszących   się   skał.   Gdy   zniosło   ich 

znowu do brzegu, Nick chwycił zwieszającą się gałąź jodły i uwiesił się na niej, 

starając się znaleźć podparcie dla nóg i ochraniając Raine własnym ciałem. Groziło 

im rozbicie o skały. Przez szum wody dotarł do niej krzyk ptaka i warkot samolotu.

94

background image

- Rusz się, do cholery! - krzyknął Nick. - Jak się ześlizniesz, to nie wiem, czy 

będę w stanie cię wciągnąć.

Zmuszona do działania, otrząsnęła się z ogarniającej ją niemocy, uchwyciła się 

skały i wpełzła na bezpieczne miejsce. Nick... Teraz jeszcze tylko on i... Odwróciła 

się i zrozumiała, dlaczego nie ma go przy niej. Prawą ręką trzymał się nadal gałęzi, 

ale lewa zwisała bezwładnie. Uklękła i w tej samej chwili prąd rzucił nim na bok. 

Nick z całej siły uderzył głową o skałę. Twarz mu poszarzała, a na skroni pokazała 

się krew.

Zdjęta   grozą,   Raine   spostrzegła,   że   jego   zaciśnięte   na   gałęzi   palce   słabną. 

Położyła się płasko na brzuchu i - zapierając się stopami - chwyciła go mocno za 

nadgarstki. Otworzył zamglone oczy.

- Puść, durna - wychrypiał niewyraźnie - bo spadniemy  oboje. Ryzykujesz 

życiem. Puszczaj!

Wiedziała, że nie zostawi go, żeby nie wiem co, tak jak on nie zostawił jej. 

Wolałaby umrzeć niż żyć bez niego. Nie!

Co to za głupie myśli! Będą żyli. Oboje! Zaczęła głośno wzywać pomocy, choć 

zdawała sobie sprawę, że zniosło ich za daleko i kajakarz nie mógł słyszeć wołania. 

Opadała z sił, czuła, że za chwilę ramiona odmówią posłuszeństwa.

- Trzymaj!

Kiedy ten krzyk dotarł do niej, była już w stanie szoku i takiego oszołomienia, 

że nie wiedziała, czy rzeczywiście coś słyszy, czy też zaczyna mieć omamy.

- Trzymaj! - usłyszała znowu. Nadzieja dodała jej sił. Moment później jakiś 

mężczyzna rzucił się na ziemię obok niej i chwycił Nicka za rękę powyżej łokcia.

- Mam go - oznajmił spokojnie. - Możesz już puścić. Nawet się nie poruszyła.

- Finn? - wymruczał Nick, unosząc chwiejnie głowę.

- We własnej osobie, skubańcu... Tam jest Una - powiedział do Raine. - Złóż ją 

podwójnie, przełóż mi pod ramionami, przeciągnij końce przez otworek... Dobrze, a 

teraz zostaw trochę luzu i zawiąż ją mocno na pniu.

- A teraz?

95

background image

- Przytrzymaj Nicka.

Jeszcze raz zacisnęła ręce na jego szczupłych nadgarstkach.

- Nie wiem, czy jest na tyle przytomny, żeby mógł cokolwiek zrobić, więc 

kiedy go trochę uniosę, ciągnij, ile sił.

Odchylając się na linie, obejmując stopami krawędź skały, Finn opuścił się na 

wysokość   Nicka.   Z   niezwykłą   jak   na   tak   szczupłego   mężczyznę   siłą   zaczął 

wydobywać z wody potężne ciało przyjaciela, gdy tymczasem Raine, zapierając się 

ze wszystkich sił, podciągała go w górę.

Gdy tylko bose stopy Nicka znalazły oparcie, półprzytomny starał się pomóc 

przyjacielowi. Za moment obaj byli już bezpieczni. Finn, ociekając wodą, ukląkł przy 

Nicku.

- Co z nim? - szepnęła Raine, przerażona jego bladością.

- Mogło być gorzej. Uderzył się mocno w głowę i ma przemieszczony bark. 

Możliwe też, że pękło mu żebro... ale to twardziel.

Nick   jęknął,   mruknął:   „Dziękuję”   i   usiadł.   Jego   twarz   miała   wciąż   barwę 

popiołu, a krew ciekła z paskudnego rozcięcia na skroni, ale był przytomny.

- A ty? - spojrzał na Raine.

- Nic mi nie jest. - Ulga, że udało się go wyrwać śmierci, była tak wielka, że 

nie umiała jej wyrazić.

- Na pewno? - spytał Finn, zauważając jej zesztywnienie i wyraz zziębniętej, 

białej z wyczerpania twarzy. Odwiązał linę i fachowo ją zwinął.

- Na pewno.

- No, to chodź, frajerze. - Podciągnął przyjaciela z ziemi i przełożył sobie jego 

zdrową rękę przez plecy. - Ruszajmy się, żebyś nie uległ hipotermii. Na szczęście 

mój samolocik jest blisko. Zaraz będziemy w domu.

Tak,  oczywiście.   Dopiero  teraz  Raine   przypomniała   sobie,  że   czepiając   się 

Nicka i gałęzi, słyszała warkot samolotu.

Nim wylądowali na jeziorze i dobrnęli do chaty, trzęsła się jak listek.

Finn otworzył butelkę brandy, którą zabrał z samolotu, i nalał trzy kieliszki.

96

background image

-   Wypij   i   wskakuj   pod   gorący   prysznic   -   powiedział   do   niej.   -   Nick   i   ja 

przebierzemy się przy piecu.

Gdy kwadrans później wyszła z łazienki, Nick siedział bez koszuli. Zauważyła, 

że z jego twarzy ustąpiła szarość i chociaż widać było, że coś go boli, oczy nabrały 

blasku. Miała ochotę objąć go, uściskać, wypłakać się na jego piersi, lecz patrzył na 

nią jak na obcą.

- Lepiej ci? - zapytał Finn.

- Dużo lepiej. - Uśmiechnęła się. Jak to w ogóle możliwe, że jeszcze niedawno 

skłonna go była posądzać o słabeuszostwo?!

Wziął z apteczki środek antybakteryjny i spryskał nim ranę na skroni Nicka.

- Jak ci tego nie zszyją, zostanie blizna.

- W konkursach piękności startować nie zamierzam - odparł sucho Nick.

- Ale bark trzeba nastawić. Polecimy do Bangoru?

- Kiedyś umiałeś to robić sam. Finn zawahał się.

- Czy mogłabym w czymś pomóc? - wtrąciła szybko Raine.

- Chwała Bogu, że nie jesteś tchórzem - uśmiechnął się Finn i uniósł rękę 

Nicka. - Trzymaj ją mocno, w tej pozycji.

Stanął  za  plecami  przyjaciela   i przyciskając  dłonią  jego  muskularne   ramię, 

wykonał coś w rodzaju pół-nelsona. Nick nawet nie pisnął, tylko na brwiach i nad 

górną wargą wystąpił mu pot. W przypływie niemal macierzyńskiej czułości Raine 

zapragnęła otrzeć mu twarz i scałować z niej grymas bólu, ale tylko zdjęła z oparcia 

krzesła   koszulę-panterkę   i   zaczęła   pomagać   mu   się   ubierać.   Zapinała   guziki,   nie 

odważając się spojrzeć mu w oczy. Finn zrobił temblak z chusty znajdującej się w 

wyposażeniu apteczki.

- No, a teraz usiądź, odciąż nogi i postaraj się wyluzować - Finn mrugnął 

konspiracyjnie do Raine. - Pewnie po raz pierwszy i ostatni w życiu mam okazję 

trochę nim porządzić.

Nick przysiadł w fotelu i stęknął.

- Już lepiej mi było stać.

97

background image

- Niewdzięczna świnia - podsumował go łagodnie Finn, wciskając do ręki dwie 

tabletki.   -   Dziś   i   jutro,   no,   może   trochę   dłużej,   będziesz   musiał   brać   środki 

przeciwbólowe.   Proponowałbym,   żebyś   się   położył,   nim   te   zaczną   działać...   Ty 

zresztą też - uśmiechnął się do Raine. - Naleję kawy. Możesz mi powiedzieć, jak do 

tego wszystkiego doszło?

- Nawet ci nie podziękowałam. - Przemogła ucisk w gardle.

- Daj spokój.

- Ocaliłeś Nickowi życie.

- Nie ja, a ty.

- O Boże! - mruknął Nick. - To ja powinienem podziękować wam obojgu. I 

zrobię to, tylko skończcie z tymi duserami.  Towarzystwo wzajemnej  adoracji się 

znalazło!

Napiętą  atmosferę  rozładował  wybuch  śmiechu.  Kiedy  się   uspokoili,  Raine 

zobaczyła, że Nick utkwił w niej spojrzenie. Szybko pokręciła głową.

- Zginęłabym, gdyby nie ty...

-   Mnie   też   nie   dziękuj   -   odezwał   się   Finn.   -   Wyrównaliśmy   rachunki. 

Pamiętasz, jak wpadłem pod lód i...

- Miałeś wtedy tylko czternaście lat.

- Ale tego się nie zapomina... No dobra, ale czy ktoś mi wreszcie powie, co się 

właściwie stało?

- Mieliśmy zamiar wybrać się konno nad Saskin - zaczął opanowanym głosem 

Nick. - Pojechałem do Doodych pożyczyć konie. Raine poszła na spacer. Wracając 

lasem,   zauważyłem,   że   próbuje   przejść   po   starym   mostku.   Od   lat   był   na   wpół 

przegniły. Zawołałem do niej...

Czy rzeczywiście myślał, że wybrała się tak zwyczajnie na przechadzkę? Z 

całą   pewnością   nie.   Widział,   że   mimo   ostrzeżenia   idzie   dalej,   więc   musiał 

przynajmniej domyślać się prawdy.

- Niestety było już za późno. - Krótko i bez emocji przedstawił dalszy rozwój 

wypadków i zakończył cierpko:

98

background image

- Czas, żeby ktoś odprowadził konie do Lisbeth.

Finn podniósł się.

- Kapuję - powiedział dobrodusznie. - Ale jeśli chciałeś mi dać do zrozumienia, 

że jest to wasz miodowy miesiąc i zamierzacie robić to, co większość nowożeńców - 

to znaczy pójść do łóżka - nie musiałeś wynajdywać pretekstu.

Uchylił się, gdy Nick rzucił w niego jaśkiem.

- Imponujący pokaz sprawności - roześmiał się Finn.

- Tak czy owak, w siodle to ty się, bratku, nie utrzymasz.

Zwrócę konie i przywiozę ci tu samochód. Może się zdarzyć - dodał poważniej 

- że wystąpi jakaś opóźniona reakcja szokowa. Odpoczywajcie więc. Uznajcie to za 

zalecenie lekarza. Gdy drzwi zamknęły się za nim, Nick zapatrzył się w  ogień. W 

końcu Raine, nie mogąc znieść napiętej ciszy, poderwała się z fotela.

- Nick, przepraszam...

- Za co? - Nawet na nią nie spojrzał.

- Za swoją głupotę, która mogła cię kosztować życie.

- Ciebie też - odpowiedział szorstko. - Dobry Boże, musiałaś naprawdę mieć 

wszystkiego   dość,   skoro   zdecydowałaś   się   na   coś   takiego.   Chciałaś   popełnić 

samobójstwo! - Uniósł głowę i zobaczyła w jego oczach otchłań.

- Nie! Nic takiego nie przyszło mi nawet do głowy. Próbowałam przejść na 

drugi brzeg, bo... - Opowiedziała mu o kajakarzu i widząc jego minę, dodała szybko: 

- To młodziutki, sympatyczny chłopak. Spieszył się do dziewczyny w Bangorze.

- Uciekłabyś z każdym, choćby i z najzwyklejszym obwiesiem. Musisz mnie 

autentycznie nienawidzić. Inaczej nie podjęłabyś takiego ryzyka.

- Nie, Nick. Ja... Pokręcił głową.

-   Powtarzałaś   mi   to   tyle   razy   -   powiedział   gorzko.   -   Tylko   ja,   głupi,   nie 

chciałem ci wierzyć.

- Nie czuję do ciebie nienawiści, naprawdę.

- Nie wykręcaj się tylko dlatego, że myślisz, iż uratowałem ci życie.

Przycisnęła dłonie do skroni.

99

background image

- Nick, posłuchaj...

- Ledwie się trzymasz na nogach - przerwał ostro. - Słyszałaś, co mówił Finn? 

Masz odpoczywać.

- Nie ja, tylko my oboje.

Podniósł się odrętwiały i skrzywił się z bólu.

- Świetnie. Właź do łóżka. Będzie ci cieplej. Ja skorzystam z łazienki.

Przebudziła się i zobaczyła, że wrócił Finn. Siedzieli obaj przy piecu i jedząc 

to, co Nick przygotował rano na piknik, rozmawiali przyciszonymi głosami. Nagle 

zachciało się jej jeść, ubrała się więc i dołączyła do nich. Gdy podeszła, spojrzeli na 

nią jednocześnie. Mieli takie miny, że na moment serce przestało jej bić, a potem 

zaczęło się tłuc jak szalone. Twarz Nicka przypominała kamienną maskę, a Finn był 

wyraźnie spięty i zakłopotany. Na stoliczku do kawy stały napoje w puszkach. Obok 

leżały zawinięte w papier kanapki.

-   Mogę?   -   Wzięła   gruby,   okrągły   kawałek   razowego   chleba   i   sięgnęła   po 

plasterek szynki. - Przespałam chyba wiek... Czy miałeś problemy ze zwrotem koni? 

- zwróciła się do Finna.

- Najmniejszych. Opowiedziałem Lisbeth o wypadku. Kazała powtórzyć, że 

serdecznie wam współczuje i żebyście któregoś dnia wpadli na obiad... - Gwałtownie 

zawiesił głos.

Raine poczuła, że dzieje się coś naprawdę niedobrego.

- To miło z jej strony - powiedziała i popatrzyła na Nicka. - Może kiedy bark ci 

trochę wydobrzeje...

- Nie będzie nas tutaj - oznajmił szorstko. - A przynajmniej ciebie.

100

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Ogarnęło ją dziwne uczucie, jakby serce ścisnęła jej ogromna dłoń. Wiedziała, 

że   jeśli   wyjedzie,   to   będzie   po   wszystkim.   Że   skończy   się   wtedy   nie   tylko   ich 

śmiesznie krótkie małżeństwo, ale że będzie to w ogóle koniec wszystkiego, co ich 

łączyło.

Tylko dlaczego Nick godził się z jej odejściem? Nie dlatego, że jej już nie 

pragnął, że się nią nasycił - była o tym głęboko przekonana. Godził się, ponieważ 

miał pewność, że go nienawidziła.

-   Przepraszam   na   momencik.   -   Finn   podniósł   się.   -   Pójdę   zobaczyć,   co   z 

pogodą.

Gdy wyszedł, Nick spojrzał na nią pustymi oczami.

- Jak tylko coś zjesz, spakujesz się. Finn odwiezie cię do Bangoru i odstawi na 

samolot do Bostonu.

Gotowa była założyć się o wszystko, że Finn nie znał całej prawdy. Miał tylko 

wypełnić   polecenia   szefa.   Polecenia,   których   nie   pojmował   i   które   wyraźnie 

wprawiały go w zakłopotanie.

- Bardzo to miłe z jego strony - powiedziała, z trudem zapanowując nad sobą. - 

A co z tobą?

- Posiedzę tu dzień czy dwa i wrócę samochodem, kiedy bark przestanie mi 

dokuczać... Jeśli sobie życzysz, Finn z przyjemnością  odeskortuje cię do samego 

Bostonu.

- To jego sugestia czy twoja?

- Moja.

- Wspaniale! - Zabłysły jej oczy. - W takim razie pozwól, że jako twoja żona 

powiem ci, co myślę o tobie i twojej propozycji. Jesteś despotą, a to, co proponujesz, 

obraża mnie. Wydaje ci się, że ożeniłeś się z debilką? Gdybym chciała wrócić do 

Bostonu, potrafiłabym zrobić to sama. Nie potrzeba mi niańki. Tak się jednak składa, 

że nie chcę i nie mam najmniejszego zamiaru wracać. Zostaję tutaj, bo tutaj jest moje 

101

background image

miejsce. Końmi mnie stąd nie wyciągniesz!

Twarz Nicka pozostała zimna i nieporuszona. Jego uczucia zdradził jedynie 

drobny tik pod okiem.

- To tobie, zależało na podróży poślubnej - mówiła dalej w ferworze, z kobiecą 

intuicją wyczuwając, jaką kartą rozegrać to rozdanie. - Chrupnęło ci parę kości i od 

razu się wystraszyłeś, że może to nadwyrężyć twój wizerunek wiecznego macho. 

Chowasz głowę w piasek, mój drogi, ale miejsce żony jest przy mężu... nawet jeśli 

ten mąż jest do kitu...

- Nie ma problemu - powiedział Finn, stając w otwartych drzwiach. - Da się 

lecieć.

Raine poderwała się na nogi.

- Nigdzie z tobą nie polecę - oznajmiła stanowczo i jakby chcąc przeprosić za 

swój ton, dodała: - Czekanie na mnie krzyżuje ci pewnie plany.

- Nie o to biega. - Finn uśmiechnął się szeroko. - Mówiłem temu skubańcowi, 

że nie będziesz chciała wyjechać.

Ale upierał się, że  po tym wszystkim,  co  się stało,  uznasz  to za najlepsze 

rozwiązanie.

- Nigdy w życiu! - Popatrzyła Nickowi w oczy.

- Jak sobie życzysz, kochana. - Objął ją zdrową ręką.

- Mam tylko nadzieję, że nie zmienisz zdania, kiedy Finn odleci.

-   Możesz   być   pewien   -   odparła   poważnie,   choć   w   jego   słowach   odgadła 

bezbłędnie ton pogróżki.

- W takim razie - Finn podniósł z ziemi swój worek - będę się zbierał.

- Nie przenocujesz? - Raine czuła, że ogarnia ją strach.

- Boże uchowaj! - zażartował. - Dwoje to dużo, a troje to już tłum. Zwłaszcza 

tuż po ślubie. Ale jeśli pozwolicie, w Anglii złożę wam wizytę.

-   Wpadnij   koniecznie,   czekamy   -   zapewniła   go   serdecznie.   O,   Margo,   ty 

szczęściaro, pomyślała i spontanicznie rzuciła mu się na szyję.

- Może raczyłabyś pomóc swojemu mężowi kalece? -Nickowi błysnęły oczy, 

102

background image

jakby nagle poczuł się zazdrosny.

Uścisnął Finnowi dłoń i klepnął go w plecy.

- Czekamy na ciebie, brachu.

Wyszli na werandę i oboje, objęci, stali w popołudniowym słońcu, machając 

Finnowi. Awionetkę przesłoniły wkrótce drzewa. Raine zadygotała. Wyczuwała, że 

pod pozorami opanowania w Nicku narasta straszliwy gniew, i wiedziała, że gdy 

tylko wejdą do domu, przyjdzie jej zapłacić za bunt.

- Zimno ci się robi? - zakpił.

Szybko spojrzała mu w twarz. Stalowy błysk spod przymkniętych powiek niósł 

zapowiedź tego, co zaraz miało nastąpić. Przepuścił ją przodem, zamknął drzwi i 

zaryglował je.

- Po co ryglujesz drzwi? Jest wcześnie.

- Dla pewności, że nikt nie zakłóci nam szczęścia we dwoje.

- A nie po to, żeby mnie uwięzić? Uśmiechnął się zjadliwie.

- Wątpię, czy w tym celu wystarczyłby rygiel. Masz, kochanie, tyle inwencji... 

A tak w ogóle to nie wiem, czy jeszcze pamiętasz, że zostałaś tu z własnej woli.

Ścisnął ją boleśnie  za rękę i pchnął na kanapę. Pozbierała się i usiadła na 

brzeżku. Chciało jej się płakać.

Z zimnym wyrachowaniem, świadom każdego ruchu, niespiesznie rozebrał ją 

do naga. Nie dotykał jej, uśmiechał się tylko z jakimś obłędnym okrucieństwem, 

jakby się zastanawiał, czym jeszcze bardziej może ją upokorzyć. Zrozumiała to i 

serce podeszło jej do gardła. Nagle powoli, bez cienia uczucia, zaczął błądzić dłońmi 

po całym jej ciele. Starała się nie poruszać, ale gdy wszedł dłonią miedzy jej uda, 

odepchnęła jego rękę. Zareagował brutalnie i natychmiast.

- A tak, tak, leż już lepiej jak lalka. Chyba że chcesz, żebym ci coś zrobił.

To był już sadyzm. Przerażona, odwróciła twarz.

- Nick, proszę cię, nie zachowuj się tak.

-   Żałujesz,   że   nie   wyjechałaś   z   Finnem?   -   Siłą   zmusił   ją,   żeby   na   niego 

spojrzała.

103

background image

Przezwyciężyła strach.

- Nie żałuję.

Poruszył się, zadając jej ból, ale nie wziął jej, jak się spodziewała, a zdarł z 

siebie temblak.

- Nie! Nie zdejmuj! - krzyknęła, bojąc się, że Nick zrobi większą krzywdę 

sobie niż jej. - Nie będę się opierać. Zrobię, co chcesz. Wszystko, co chcesz.

- Bo śmiertelnie się mnie boisz.

Chciała powiedzieć: „Bo cię kocham”, ale czuła, że nie pora na to.

- Bo jestem twoją żoną i chcę się z tobą kochać.

- I nie poniży cię to? Jesteś pewna? - zapytał z goryczą, podniósł się i odszedł.

Coś zadźwięczało. Metal zachrobotał o drewno. Nick odry głowy wał drzwi. 

Za moment nie było go już w domu.

Zaczęła   się   ubierać,   ale   tak   się   jej   trzęsły   ręce,   że   zapięcie   czegokolwiek 

graniczyło z cudem! Ubrana byle jak poszła zrobić sobie kawę. Raptem obok resztek 

jedzenia na stoliczku spostrzegła kluczyki od samochodu i terenową mapę. Daje mi 

okazję, pomyślała ze smutkiem i nawet ich nie dotknęła.

Postanowiła tu zostać i walczyć o szczęście, choćby krótkotrwałe.

Sprzątnęła   ze   stołu,   pościeliła   łóżko   i   zabrała   się   do   szykowania   kolacji. 

Zaczęło się ściemniać, a Nick wciąż nie wracał. Powtarzała sobie uparcie, że znał tę 

okolicę jak własną kieszeń i nic mu się nie może stać, ale kiedy wreszcie usłyszała 

jego kroki na schodkach, odczuła prawdziwą ulgę. Siedziała zwinięta w fotelu przy 

piecu i nawet jej się nie chciało zapalić lamp, toteż kiedy wszedł, nie zauważył jej od 

razu.

- Raine! - zawołał niepewnie, a gdy mu odpowiedziała, wymruczał pod nosem: 

„Chwała Bogu!” i dopiero potem wydarł się na nią: - Czemu do diabła siedzisz po 

ciemku?!

- Lubię patrzeć w ogień.

Usłyszała   chrzęst   zapałek   i   chwilę   później   pierwsza   z   gazowych   lampek 

przytłumiła   różową   poświatę   z   pieca.   Gdy   zapalił   pozostałe,   zauważyła,   że   jest 

104

background image

zdenerwowany. Odgadła, że ponieważ  w chacie było ciemno,  a  cherokee stał na 

swoim miejscu, Nick wyobraził sobie, że coś jej się stało.

- Mówiłam ci, że nie mam zadatków na samobójczynię... Jeśli chce ci się jeść, 

to w piecyku jest zapiekanka.

- Raine, ja... - zaczął ciężko.

-   Nie   wiem   jak   ty   -   przerwała,   przybierając   miły,   swobodny   ton   -   ale   ja 

umieram z głodu.

Instynktownie   wyczuwała,   że   go   pokonała.   Spodziewał   się   zapewne 

wszystkiego, tylko nie tej spokojnej, przyjaznej atmosfery normalności. Wyglądał na 

zmęczonego i przygaszonego. Uzmysłowiła sobie raptem, że cierpienie było nie tylko 

jej udziałem. On też dostał już za swoje. Kobieta, którą kochał, umarła, a ta, której 

pożądał, niemal wyprawiła i jego, i siebie na tamten świat.

- Myślę, że powinniśmy położyć się dziś wcześnie spać - odezwał się, gdy 

tylko dopili kawę. - Jeśli chcesz się kąpać pierwsza, to...

Zawiedziona, gdyż miała nadzieję, że posiedzą przy ogniu i będzie okazja, 

żeby porozmawiać, zebrała swoje rzeczy i weszła do łazienki. Kiedy z niej wyszła, 

ciaśniej otulając się szlafrokiem, Nick stał i patrzył w płomienie. Nieświadomie tulił 

do siebie łokieć, jakby chore ramię wciąż bardzo mu dokuczało. Zapragnęła podejść i 

objąć go serdecznie, ale zwalczyła tę chęć.

- Kolej na ciebie.

Zamiast położyć się do łóżka, usiadła na podłodze przy piecu, podwijając pod 

siebie   nogi   w   futrzanych   papuciach.   Nick   wyszedł   z   łazienki   po   paru   minutach. 

Wyłączył światła, zostawiając jedynie to przy łóżku, i zaryglował drzwi.

- Zamknąć szyber? Pokręciła głową.

- Nie. Chciałabym tu sobie jeszcze posiedzieć. Wszedł do sypialni, zamknął za 

sobą drzwi i prawie od razu znów je otworzył.

- Usiłujesz wybadać, jak daleko możesz się posunąć w lekceważeniu mnie? 

Zależy ci na drace?

- Zależy mi jedynie na tym, żebyś dostrzegł, jak się czuję.

105

background image

- Obejdę się bez łaski.

- To dobrze, bo żadnej łaski nie zamierzam ci robić. Uratowałeś mi życie, ale i 

ja tobie, więc moim zdaniem jesteśmy kwita. Nie zawdzięczam ci niczego... A czy to 

źle, że chcę spać z własnym mężem?

- Niespełna dwa dni temu powiedziałaś, że małżeństwo ze mną cię degraduje. 

Chcesz mi wmówić, że twoja nagła zmiana nastawienia nie ma nic wspólnego z tym, 

co się stało?

- Ma - odpowiedziała powoli. - To, co się wydarzyło, uświadomiło mi, że życie 

jest za krótkie, żeby je marnować, że muszę chwytać szczęście, póki to możliwe. 

Pragniesz mnie, a ja...

- Mylisz się. Nie pragnę cię.

- Nie wierzę! - zaoponowała wstrząśnięta do głębi. - Gdyby tak nie było, to po 

co zmuszałbyś mnie do małżeństwa?

-   Chyba   pora   już,   żebym   ci   coś   pokazał.   -   Podszedł   do   szafy   i   wrócił   z 

zalakowaną kopertą, którą niedawno znalazła w jego kieszeni. - Proszę.

Rozkładając list, zaskoczona rozpoznała okrągłe pismo ojca. Ojciec pisał:

Dziewczyno moja kochana! Teraz znasz już prawdę. Nick obiecał mi, że powie  

Ci o wszystkim, kiedy nadejdzie właściwy moment. Mam nadzieję, że nie będziesz  

mnie zbyt mocno winić za to, że Tobą manipulowałem. Przepraszam, że działałem 

zbyt   opieszale.   Wierzyłem,   że   zorientujesz   się,   jaki   naprawdę   jest   Kevin,   i   sama 

zerwiesz   zaręczyny.   Niestety   nic   na   to   nie   wskazywało,   więc   zacząłem   szukać  

sposobu, żeby to zakończyć. Śmiertelnie się bałem, że jeżeli zbyt otwarcie sprzeciwię  

się Twoim zamiarom, to uprzesz się jeszcze bardziej. Bo uparta to Ty być potrafisz...

Akcja, na jaką w końcu zdecydowaliśmy się z Nickiem, była drastyczna i mogła  

się   nie   powieść.   Ale,   wierz   mi,   nie   wiedziałem   już,   co   robić   i   byłem   gotów   na  

wszystko. Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdybyś zmarnowała życie, wychodząc za 

człowieka, którego nie kochałaś.

Upierałem się, żeby Nick wziął ten list i żebyś miała absolutną jasność, że to 

wszystko był mój pomysł. Odniósł się do niego niechętnie, bo chociaż zależało mu na  

106

background image

takim obrocie spraw, nie pochwalał środków. Myślę, że bał się, że go znienawidzisz.

Jakiś czas temu opowiedział mi, co się stało ubiegłej jesieni. Wyznał też, że... 

ale to pewnie już wiesz. Sprawę Tiny wyjaśniłbym Ci sam, lecz kategorycznie mi tego  

zakazał.   Chciał,   żebyś   mu   zaufała   całym   sercem,   a   nie   zgodziłaś   się   go   nawet  

wysłuchać. Straszliwie go to dotknęło. Jest tak jak Ty uparty i ma swoją godność.  

Zawsze wiedziałem, że jeśli go kochasz, to osobą, która będzie musiała ulec, będziesz  

Ty. Byłem jednak przekonany, że skoro udało mu się zdobyć Twoją przychylność, to  

masz dla niego uczucie. Nie wątpiłem w to aż do momentu, gdy już w ślubnej sukni  

zaczęłaś recytować „Panią z Shalott”, ale rozwiałaś te wątpliwości, mówiąc mi, że 

kochasz Nicka i że tak było od początku.

Przez całe życie pragnąłem dla Ciebie tylko jednego  żebyś była szczęśliwa. 

Wiem, że Nick Cię kocha i że jest to mężczyzna, który da Ci szczęście. Niech Cię Bóg  

błogosławi.

Tato

Raine   była   tak   oszołomiona,   że   musiała   przeczytać   list   dwukrotnie,   nim 

wreszcie dotarł do niej w pełni jego sens. Och, tatku, tatku, zaszlochała w duchu. Ani 

przez sekundę za nic go nie winiła. Zawsze ją chronił. Usiłował więc uchronić ją 

przed czymś, co uważał za największą życiową katastrofę - przed małżeństwem bez 

miłości.

Podniosła wzrok na Nicka.

- Akcja, którą przeprowadziliście z ojcem... Na czym właściwie polegała?

- Nie pisze o tym?

- Mało i niejasno.

-   No   cóż...   Zgodziłem   się   udawać,   że   jeśli   za   mnie   nie   wyjdziesz,   to 

doprowadzę go do bankructwa.

- Nie włożyłeś w firmę ojca pieniędzy?

- Owszem, trochę. Ale nie tyle, żeby ją przejąć.

- I nie odebrałeś nam domu?

- Nie.

107

background image

- Nic już z tego nie rozumiem! - zawołała poruszona.

- To po co w ogóle zgodziłeś się na ten szalony plan?

- Twój ojciec był w kropce, a ja nie mogłem patrzeć, jak wiążesz się z tym... 

Zresztą  nieważne.  Teraz  jest  już  za późno.  Wiem  tylko tyle,  że powinienem był 

schować swoje wątpliwości do kieszeni i w nic się nie wtrącać.

- I wyszłabym za Kevina. Roześmiał się ponuro.

- Z twojego punktu widzenia byłby to wybór mniejszego zła.

- Nie sądzę. Może mimo wszystko wolę żyć bez poczucia bezpieczeństwa.

Nickowi pociemniała twarz.

- Wykazałaś się nie lada umiejętnością. Wielokrotnie wyprowadzałaś mnie z 

równowagi   i   zmusiłaś,   żebym   powiedział   czy   zrobił   coś,   czego   się   wstydzę.   - 

Przegarnął włosy.

- Przepraszam cię, Raine. Przez cały czas żyłem nadzieją, że jakimś cudem 

sprawy między nami się ułożą... - Odwrócił się gwałtownie i dorzucił dwa grube 

polana do pieca. - Powinnaś już pójść do łóżka.

- A ty?

- Wyciągnę się na otomanie tutaj.

- A później co?

- Rano wyruszymy samochodem do Bostonu, a pojutrze będziemy w Anglii.

- A potem?

- Przeprowadzę rozmowę z twoim ojcem i wrócę do Stanów, a ty żyj, jak 

chcesz.

- Tato - starała się mówić spokojnie - powierzył ci przecież kierowanie firmą. 

A może to też nieprawda?

-   Prawda.   Twierdził,   że   chciałby   już   przejść   na   emeryturę   i   mieć   czas   na 

przykład   na   golfa.   Ale,   jeśli   nawet   zmieni   teraz   zdanie,   to   znajdzie   kogoś,   kto 

pomoże mu uporać się z najgorszą robotą. Będzie też miał ciebie. Może również Finn 

zechce osiąść w Anglii.

- Nie pali mi się do pracy zawodowej - powiedziała powoli. - Wolałabym być 

108

background image

żoną i matką. Chcę mieć dzieci, póki jeszcze jestem młoda... Mężczyznę, z którym 

mogłabym być szczęśliwa.

Polano chwycił ogień, w górę strzelił płomień, i w tym króciutkim momencie 

Raine spostrzegła na twarzy Nicka wyraz udręki.

- W takim razie - powiedział - najlepiej będzie, jeśli jak najszybciej dam ci 

rozwód.

- Nie sądzę, żeby tato tak uważał. Może przeczytasz, co napisał? - Podała mu 

list,   a   kiedy   Nick   podniósł   w   końcu   wzrok,   oświadczyła   stanowczo:   -   Nie   chcę 

rozwodu. Zgadzam się z ojcem.

- Nie wygłupiaj się. Żeby wiązać się z kimś na całe życie, trzeba czegoś więcej 

niż fizycznego zauroczenia.

- To nie jest wyłącznie to. Ja cię kocham. Powiedziałam to tacie.

- Zdenerwowałby się, gdybyś powiedziała prawdę.

- To była prawda. Zakochałam się w tobie od pierwszego wejrzenia i nigdy nie 

przestałam  cię  kochać,  ale...  Nie mogłam się  przyznać  do  miłości  do  kogoś,  kto 

chciał mnie jedynie wykorzystać. - Podniosła się i chwytając go za poły kąpielowego 

płaszcza, spojrzała mu w twarz. - Kiedy wciągał cię prąd, czułam, że jeśli zginiesz, 

chcę umrzeć razem z tobą.

Nick mruknął coś do siebie i nagle przytulił jej głowę do swojej piersi z taką 

czułością, że gorące łzy popłynęły jej po twarzy. Otarł mokre policzki Raine.

-   Nie   mogłem   znieść   myśli,   że   wyjdziesz   za   Somersby'ego.   Gdyby   to   był 

człowiek innego pokroju i gdybym miał pewność, że go kochasz, odczepiłbym się. 

Odsunąłem się zresztą - aż zrobiło się prawie za późno. A potem zadręczał mnie 

strach, że być może popełniłem straszliwy błąd. Nie dlatego, że doprowadziłem do 

zerwania   waszych   zaręczyn,   tylko   dlatego,   że   zmusiłem   cię   do   ślubu.   Tyle   razy 

powtarzałaś:   nienawidzę   cię,   nienawidzę.   Próbowałem   się   oszukiwać,   że   tak 

naprawdę nie myślisz, ale...

- Nie umiałam cię znienawidzić, Nick, nie umiałam, chociaż chciałam, żeby 

tak było. Dlatego, że zabawiłeś się mną, a przecież byłeś związany z inną.

109

background image

- Biedna Tina - powiedział cicho. - Była...

-   Nie   mów.   -   Położyła   mu   palec   na   ustach.   -   To   przeszłość.   Ważne   jest 

wyłącznie to, że teraz mnie kochasz.

- Wtedy też cię kochałem. - Usiadł i posadził ją sobie na kolanach. - Chcę, 

żebyś   znała   całą   prawdę.   Tina   -   a   raczej   Kristina   -   była   siostrą   Finna. 

Wychowywaliśmy   się   razem   i   traktowałem   ją   jak   siostrę,   ale   kiedy   skończyła 

szesnaście   lat,   coś   się   w   jej   stosunku   do   mnie   zmieniło.   Finn   stwierdził,   że   się 

zadurzyła, jak to nastolatka. Zrobiłem studia i wydawało mi się, że jej przeszło, ale 

nie. Nauczyła się po prostu maskować uczucie.

- Wspomniałeś kiedyś, że państwo Andersonowie zginęli w wypadku...

- Tak. Niedługo potem Tina zachorowała. Wyniki badań mogły wskazywać na 

wczesne   stadium   raka.   Utrata   rodziców   podkopała   siły   obronne   jej   organizmu. 

Wiedząc, że darzyła mnie uczuciem, Finn zapytał, czy mógłbym pomóc jej w walce z 

chorobą. Nie byłem z nikim poważnie związany, wiec poprosiłem Tinę o rękę. Dzień 

przed   jej   wyjazdem   do   koleżanki   do   Nowego   Jorku   kupiliśmy   zaręczynowy 

pierścionek.   Tak   się   ten   los   dziwnie   posplatał,   że   dosłownie   kilka   dni   później 

poznałem   ciebie   i   zrozumiałem,   że   jesteś   kobietą,   na   którą   czekam   od   lat.   Po-

stanowiłem, że jeśli wynik kolejnych badań okaże się negatywny, powiem Tinie o 

tobie   i   poproszę,   żeby   zwolniła   mnie   z   danego   jej   słowa.   Przysięgam,   że   kiedy 

zapraszałem  cię   na   wycieczkę   do   Maine,   nie   miałem   zamiaru   cię   uwieść.   To   ty 

sprawiłaś, że zwariowałem, że nie potrafiłem się opanować. Czułem, że powinienem 

ci powiedzieć prawdę, ale bałem się twojej reakcji i schowałem głowę w piasek. 

Potem,   ponieważ   Tina   wróciła   do   domu   wcześniej,   sama   dowiedziałaś   się   o 

wszystkim i uciekłaś. Pojechałem za tobą na lotnisko... Niestety, nie zdążyłem...

Tymczasem  okazało się, że Tina - nie powiadamiając  o tym ani mnie,  ani 

Finna - zrobiła sobie badania w nowojorskiej klinice. Zaplanowała to. Nie chciała 

niczyjej litości ani zamętu wokół swojej osoby. Dwie doby czekaliśmy na ostateczną 

diagnozę. To był jednak rak. W ciągu miesiąca Tina znalazła się w szpitalu. Walczyła 

dzielnie, lecz już go nie opuściła. Nigdy się nie skarżyła, zawsze widzieliśmy  ją 

110

background image

uśmiechniętą. Wzięliśmy ślub przy szpitalnym łóżku, a parę dni potem umarła. Przed 

śmiercią   mówiła   mi   o   swoim   szczęściu,   o   tym,   że   miała   kochającą   rodzinę, 

wspaniałego brata, mnie. „Dziękuję - powiedziała - że daliście mi w tych ostatnich 

miesiącach   tyle   szczęścia.   Chciałabym,   żebyś,   kiedy   już   odejdę,   znalazł   sobie 

dziewczynę, która obdarzy cię nim na całą resztę życia”. Potem, jakby się domyślała, 

uśmiechnęła się: „Kogoś takiego jak twoja kuzynka”.

Przygniotły mnie te śmierci -jej i ojca... a kiedy wróciłem do równowagi i 

miałem wreszcie możliwość przyjazdu do Anglii na dłużej, byłaś już zaręczona i 

czułem, że nie mam prawa wdzierać się w twoje życie. - Objął ją mocniej. - Nie 

płacz, moja kochana. Finn by się gniewał. Jego zdaniem życie powinno być hołdem 

dla miłości i odwagi. Radosnym celebrowaniem każdej dobrej chwili. Chciałbym, 

żeby mi się to w naszym małżeństwie udało. Szkoda, że jestem chwilowo do kitu, w 

przeciwnym razie zaraz bym ci pokazał, jak to będzie...

- A gdybym ci odrobinkę pomogła? - zaproponowała niewinnie.

- Jeśli jakoś dowlokę się do łóżka.

Kiedy leżeli już pod kołdrą, nachyliła się, żeby go pocałować.

- Raine...

- Słucham?

- Obchodź się ze mną delikatnie.

Zachichotała, lecz jej śmiech przemienił się zaraz w pisk, gdy zdrową ręką 

przewrócił ją na plecy i udowodnił ku obopólnej radości, że nie jest tak obolały, jak 

twierdził.

111