background image

Barbara Boswell 

UPALNA SIERPNIOWA NOC

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Stacey Lipton nie miała już żadnych wątpliwości - jest w ciąży. Potwierdziło to badanie, 

które sama zrobiła w domu przy pomocy specjalnego testu kupionego w aptece. Wykonała 

wszystko zgodnie z instrukcją, dodatni wynik nie był więc pomyłką. Spodziewała się 

dziecka. I nie miała męża. W dodatku kilka godzin temu jej ojciec, Bradford Lipton, 

senator z Nebraski, postanowił zgłosić swoją kandydaturę na urząd prezydenta Stanów 

Zjednoczonych.

Stacey od dłuższego czasu podejrzewała, że jest w ciąży. Według obliczeń była to połowa 

trzeciego miesiąca i wszystkie objawy pojawiły się już kilka tygodni temu. Brak okresu, 

poranne mdłości, zmęczenie. Nie przybrała jeszcze znacząco na wadze, ale piersi były 

pełniejsze i obolałe. Nie mogła już nosić starych ubrań, gdyż zaczęła tyć.

W ciągu ostatnich miesięcy Stacey przechodziła od stanu trudnej do opanowania paniki 

do   jakiejś   przerażającej   depresji.   Jednak   dziś,   po   raz   pierwszy   od   dłuższego   czasu, 

zauważyła zdecydowaną poprawę nastroju. I właśnie dziś musiało się to zdarzyć. A więc 

jej   ojciec   -   wyjątkowo   konserwatywny   i   wiemy   starej,   mieszczańskiej   moralności   - 

stateczny kandydat na prezydenta - za sześć miesięcy znowu zostanie dziadkiem. Tym 

razem za sprawą swojej niezamężnej córki.

Stacey, mając dwadzieścia pięć lat, powinna być ostrożniejsza i mądrzejsza, a jednak 

pewnej   sierpniowej   nocy   straciła   głowę   dla   mężczyzny,   którego   darzyła   szczególną 

niechęcią   przez   ostatnie   dziesięć   lat.   Mężczyzna   ten,   Justin   Marks,   przez   wiele   lat 

1

background image

pracował jako asystent administracyjny jej ojca, a teraz kierował jego kampanią wyborczą.

Wydawało się, że Justin Marks w równym stopniu podziwia senatora, co nie znosi jego 

córki.

Fala gorąca oblała ją na samo wspomnienie tamtej upalnej sierpniowej nocy. Gdzie to 

było?   Stacey   nie   mogła   sobie   przypomnieć   nazwy   klubu   -   „Kotary   Club”,   czy   może 

„Kiwanis”? Jeden z nich nadawał jej ojcu tytuł Człowieka Roku. Stacey poszła na tę 

uroczystość   w   zastępstwie   matki,   która   musiała   uczestniczyć   w   obiedzie   w   jakimi 

kobiecym klubie w Nebrasce. No i oczywiście był razem z nimi Justin Marks, prawa ręka 

senatora Liptona, błyskotliwy i znakomity polityk, należący do jego obozu...

Tuż przed przyjęciem Justin przyszedł po Stacey do jej mieszkania, podczas gdy ojciec 

czekał   na   nich   w   samochodzie.   Mierzący   prawie   metr   dziewięćdziesiąt,   wydawał   się 

jeszcze   wyższy   w   czarnym   smokingu.   Obrzucił   taksującym   spojrzeniem   czerwoną 

koktajlową suknię Stacey i w jego czarnych oczach pojawiło się wyraźne potępienie.

- Chyba nie zamierzasz pójść w tym?- zapytał.

Wiedziała, że nie pochwali jej wyboru. Suknia była zbyt czerwona, zbyt głęboko wycięta 

z tyłu, ze zbyt dużym dekoltem z przodu.

- Owszem, zamierzam w tym pójść - odpowiedziała ze zjadliwą słodyczą. - Czyżby nie 

podobały ci się odkryte ramiona?

- Nie masz nic pod spodem - rzucił przez zaciśnięte zęby. - Słuchaj, Stacey, to są bardzo 

poważni ludzie. Nie możesz pojawić się tam w tej sukni. Jest zbyt, zbyt... - Chrząknął.

- Zbyt jaka, Justinie? - zapytała z uśmiechem. Tak, zawsze odczuwała rozbawienie, gdy 

udało jej się go speszyć.

- Włóż coś innego - zażądał kategorycznie.

- Co w takim razie proponujesz? - Kpiła z niego w dalszym ciągu.

- Zdaje się, że masz taką ładną białą sukienkę - tę z długimi rękawami, koronkami i 

błękitnymi wstążkami? - Justin zawsze chwytał przynętę.

- Czyżbyś mówił o sukience, którą miałam na sobie podczas wręczania dyplomów w 

szkole? - Dobry humor zaczął znikać. Co za bezczelność, kazać jej zmieniać sukienkę! 

Stacey   spojrzała   gniewnie   na   Justina,   stojącego   przed   nią   -   wysokiego,   szczupłego   i 

silnego, z wielkimi, czarnymi i wiecznie ją obserwującymi oczami.

-   Nie   przebiorę   się,   Justinie   -   zdecydowanie   odmówiła   podporządkowania   się   jego 

2

background image

idiotycznym rozkazom. - Ta suknia jest idealna na dzisiejszy wieczór.

- Oczywiście, że nie, Stacey. Powinnaś wyglądać jak poważna córka senatora, a nie jak 

tandetna aktoreczka z nocnego klubu w Las Vegas.

A więc o to chodziło!

- O nie, mój drogi, nie wyglądam jak aktoreczka tylko dlatego, że lubię ubrać się w coś 

modnego   i   kolorowego!   -   Rozwścieczył   ją,   próbując   rozmawiać   z   nią   jak   równy   z 

równym. Przesunęła wzrokiem po jego twarzy, po ostrych, trochę drapieżnych rysach, po 

kruczoczarnych   gęstych   włosach,   oczywiście   krótko   i   starannie   przyciętych.   To   ją 

rozwścieczyło jeszcze bardziej.

- Wyglądasz jak... jak przedsiębiorca pogrzebowy w tym idiotycznym czarnym ubraniu! - 

„Tak   właśnie   wygląda”   -   utwierdziła   się   w   tym   przekonaniu.   Jest   wielki,   ciemny, 

przeraźliwie ponury i... Nie wahając się dłużej, Stacey dumnie wyszła z pokoju. Justin 

Marks, nie mając innego wyboru, podążył za nią.

Po   otrzymaniu   tytułu   Człowieka   Roku   Bradford   Lipton   wygłosił   przemówienie   tak 

płomienne, że niemal już prezydenckie. Wreszcie rozpoczęło się przyjęcie.

Stacey westchnęła na samo jego wspomnienie. Cóż to była za wspaniała zabawa!

Owi „stateczni ojcowie rodziny” (Stacey nie mogła sobie przypomnieć, z jakiego byli 

klubu - „Elks” czy „Lions”) bardzo pilnowali, żeby czasem nie wyschła rzeka alkoholu. 

Za każdym razem, gdy Stacey upiła łyczek ze swojej szklanki, ta natychmiast uzupełniana 

była po brzegi. Stacey zauważyła jednocześnie ze złośliwą satysfakcją, że Justin Marks, 

zazwyczaj zdecydowany abstynent, teraz znalazł się w podobnej sytuacji. Dosłownie siłą 

wlewano   w   niego   martini.   Stacey   poczekała,   aż   Justin,   wolno   popijając,   opróżni   do 

połowy swój kieliszek.

- Och, Justinie! Chyba trzeba dolać ci martini! - zauważyła z niewinną miną, upewniając 

się, że usłyszy ją jeden z gościnnych członków klubu.

- Ależ naturalnie! - wykrzyknął jowialny starszy pan i natychmiast dolał do szklanki 

Justina mocnego dżinu.

- Doprawdy, to zupełnie niepotrzebne - powiedział Justin, siląc się na uprzejmość, ale 

jego lodowate spojrzenie skierowane było na Stacey.

- Oczywiście, że jest potrzebne! Wszyscy przecież chcemy dzisiaj świetnie się bawić. 

Prawda, chłopcze? - Mężczyzna poklepał Justina po plecach. - Nie ma tutaj miejsca dla 

3

background image

sztywniaków.

- Właśnie. Nie potrzebujemy tutaj sztywniaków, chłopcze - wesoło powtórzyła Stacey. 

Sytuacja, w jakiej znalazł się Justin, szalenie ją rozbawiła. Przecież się nie przeciwstawi 

napastliwej parze, która może poprzeć jego kandydata. No i w dodatku - co za okazja! 

Nazwać tego trzydziestodziewięcioletniego mężczyznę „chłopcem”! Beż to lat minęło, 

odkąd przestał mówić do niej „dziecko”?

Przez cały wieczór wznoszono toasty na cześć jej ojca, a kieliszki wciąż były napełniane. 

Na koniec ogłoszono, że senatorowi Liptonowi jednogłośnie przyznano dożywotni tytuł 

honorowego członka klubu.

Przez   cały   czas   Stacey   świetnie   się   bawiła.   To   byli   naprawdę   śmieszni   ludzie, 

stwierdziła, obrzucając członków klubu ciepłym, choć już trochę zamglonym spojrzeniem. 

Kiedy siedemdziesięcioośmioletni staruszek poprosił ją do charlestona, roześmiała się, ale 

oczywiście zatańczyła z nim. Bradfbrd Lipton, uśmiechając się pobłażliwie, oświadczył, 

że on sam już wychodzi, ale ma nadzieję, że Justin zaopiekuje się Stacey i odprowadzi ją 

później do domu.

Justin Marks bardzo poważnie potraktował powierzone mu zadanie i o północy zarządził 

powrót   do   domu.   Stacey,   która   właśnie   śpiewała   razem   z   chórem   starzejących   się 

barytonów porywającą wersję pieśni „We Could Make Believe”, stanowczo odmówiła. 

Wtedy Justin wziął ją na ręce i przy akompaniamencie wesołych okrzyków i gwizdów 

wyniósł   ją   do   holu.   Stacey   na   moment   oniemiała.   Justin   Marks   przecież   nigdy   nie 

wywoływał awantur. Po prostu nafaszerowano go zasadami dobrego wychowania. Wtedy 

pewna myśl przyszła jej do głowy.

-   Upiłeś   się,   Justinie?   -   zapytała   z   lekką   kpiną   w   głosie.   -   Czyżbyś   wypił   o   jeden 

kieliszek za dużo? - Pomyślała, że to bardzo dziwne uczucie, być w jego ramionach, czuć 

siłę twardych mięśni, ciepło wielkich rąk na swoich udach. Przez moment miała wrażenie, 

że jej głowa idealnie pasuje do piersi Justina. Spojrzała mężczyźnie głęboko w oczy i 

zobaczyła, że jego źrenice niemal zlały się z tęczówkami, czyniąc je czarniejszymi niż 

kiedykolwiek   przedtem.   Miał   długie   gęste   rzęsy,   właściwie   nigdy   wcześniej   nie 

zauważyła, jak bardzo są długie i gęste. Ale też nigdy przedtem nie była tak blisko niego.

- Nie jestem pijany - odpowiedział surowo.

- Nawet troszeczkę? - droczyła się z nim, śpiewnie przeciągając słowa.

4

background image

- Zamknij się, Stacey - rzucił przez zaciśnięte zęby. Jego usta ściągnięte były w prostą, 

wąską   linię   i   Stacey   zaczęła   zalotnie   obrysowywać   ich   kontur   polakierowanym   na 

czerwono paznokciem.

- Czy mógłbyś teraz iść prosto? - nie mogła się powstrzymać, żeby jeszcze raz mu nie 

dokuczyć.   Bezmyślnie   przyglądała   się   jego   ustom.   Zauważyła   ich   delikatną   linię. 

Zazwyczaj były surowo zaciśnięte i wiecznie czegoś zakazujące, nie mogła więc dostrzec 

ich naturalnego kształtu. Teraz jednak były naprawdę piękne.

- Przestań, Stacey! - Głos jego nie brzmiał tak stanowczo jak zawsze, gdy wydawał jeden 

z tych nie znoszących sprzeciwu rozkazów.

- Przestań, Stacey! Zamknij się, Stacey! - nieudolnie naśladowała jego głęboki głos. 

Nagle roześmiała  się. - Nie, Justinie. Nie zamierzam ani przestać, ani siedzieć cicho. 

Nawet ty mnie do tego nie zmusisz! - rzuciła wesoło.

Poczuła, że głęboko odetchnął i wiedziała już, że jest wściekły. To akurat nic nowego. 

Zawsze był na nią wściekły z tego czy innego powodu. Kiedy dziesięć lat temu został 

zatrudniony   przez   senatora   Liptona   jako   asystent   administracyjny,   rozpoczął   konse-

kwentną walkę z jego córką. Wiedziała, że jej nie lubi i odpłacała mu tym samym.

Justin zaniósł ją do stojącej przed domem taksówki. Po prostu zarekwirował samochód, 

nie zważając na to, czy taksówkarz nie czeka na kogoś innego. To był właśnie ten władczy 

sposób   bycia,   który   sprawiał,   że   kierownicy   sal   restauracyjnych   sadzali   go   przy 

najlepszych stolikach, a pracownicy pospiesznie wykonywali każde jego polecenie.

Okropny despota - Stacey tak o nim mówiła przy każdej okazji. Nieznośny, arogancki, z 

dyktatorskim zadęciem. Według niej był właśnie taki, albo nawet jeszcze gorszy.

Kierowca   zgodził   się   zawieźć   ich   do   mieszkania   Stacey   w   Northwest   Washington. 

Przechylił się do tyłu, żeby od środka otworzyć drzwi, ale Justin sam szarpnął za nie i 

wepchnął Stacey na tylne siedzenie. I wtedy właśnie potknął się. Może zahaczył nogą o 

krawężnik, czy też zaszumiało mu w głowie, wypite o jeden kieliszek za dużo, martini - 

nie wiadomo. Pochylił się tak gwałtownie, że Stacey automatycznie chwyciła towarzysza 

za szyję. Chwilę później leżała na tylnym siedzeniu taksówki, a Justin Marks leżał na niej. 

W dalszym ciągu obejmowała go, zaś ich nogi były splątane ze sobą. Intensywny zapach 

wody po goleniu mieszał się z jej jaśminową wodą toaletową i obydwoje jednocześnie 

wciągali w nozdrza tę dziwną won.

5

background image

- Puść mnie, ty idioto! - zawołała Stacey.

- Cholera! - zaklął Justin.

Ktoś nagle zatrzasnął drzwi i taksówka wolno ruszyła.

Stacey zobaczyła swoje odbicie w ciemnych oczach Justina: równo przy uchu ucięte 

orzechowobrązowe   włosy   rozrzucone   teraz   w   nieładzie   wokół   głowy,   gęstą   grzywkę 

zakrywającą czoło. Jej szeroko rozstawione jasnobrązowe oczy patrzyły na niego trochę 

nieprzytomnie. Stacey miała mały, lekko zadarty nos, usiany piegami, mocny podbródek i 

szerokie,   pełne   usta.   Kiedy   się   uśmiechała,   a   robiła   to   często,   wszyscy   mówili,   że 

promienieje niezwykłym czarem Liptonów.

Justin ciągle na niej leżał, ale nagle ten ciężar przestał przeszkadzać dziewczynie. Jej 

ciało   przylgnęło   do   niego,   przyjmując   impet   upadku   i   odwzajemniając   ciepło.   Nie 

przestawali na siebie patrzeć, palce Stacey przesunęły się wbrew jej woli i zagłębiły w 

krótkie   i   gęste,   kruczoczarne   włosy.   Nagle   uświadomiła   sobie,   że   ich   nogi   są   ciągle 

splątane, a jej piersi mocno uciska klatka piersiowa Justina.

- Stacey... - usłyszała jego głos dochodzący gdzieś z daleka. Głos ten jakby próbował 

bronić się przed pożądaniem i tęsknotą, o które Stacey nigdy w życiu nie podejrzewałaby 

tego zimnego i zawsze opanowanego człowieka.

Zobaczyła,   jak   głowa   mężczyzny   pochyla   się.   Czekała   na   pocałunek,   pełna   jakiejś 

pokornej uległości. W najmniejszym stopniu nie wydawało jej się to dziwne, że leży na 

siedzeniu   taksówki,   przygnieciona   silnym   ciałem   człowieka,   którego   przez   ostatnie 

dziesięć   lat   zadręczała,   z   którego   drwiła   i   na   każdym   kroku   zapewniała   o   swojej 

nienawiści...

- Stacey? - Rozległo się ciche pukanie do drzwi łazienki i Stacey niechętnie powróciła do 

rzeczywistości.

- Czy mogę wejść? - Brynn Cassidy nie czekała na odpowiedź. Weszła do łazienki, 

spojrzała na Stacey i głośno przełknęła ślinę.

- Test wypadł pozytywnie?

Stacey skinęła głową.

- Wiedziałam, że tak będzie, Brynn.

- Szkoda, że nie powiedziałaś mi o tym wcześniej. - Zwykle wesoła twarz Brynn była 

6

background image

teraz   poważna.   -   Kiedy   pomyślę,   że   ukrywałaś   to   przez   cały   czas...   -   W   jej   głosie 

zabrzmiał smutek.

- Wydaje mi się, że ukrywałam to sama przed sobą. Tak jak w tym porzekadle o strusiu z 

głową w piasku - dopóki czegoś nie wiesz na pewno, oszukujesz się, że to w ogóle nie 

istnieje. - Stacey odetchnęła głęboko. - Jednak dzisiejsze wystąpienie ojca zmusiło mnie w 

końcu do działania.

-   Och,   Stacey!   -   wyszeptała   Brynn.   -   Och,   Stacey!   -   powtórzyła   zazwyczaj   bardzo 

elokwentna przyjaciółka, siadając obok niej na brzegu wanny.

Stacey spojrzała w zielone, przygnębione oczy, popatrzyła na kasztanowy koński ogon, 

pochyloną głowę i wiedziała, że Brynn cierpi z jej powodu.

- Jesteś pierwszą i jedyną osobą, której o tym powiedziałam, Brynnie. - Stacey nerwowo 

szarpała papierową chusteczkę.

Nie   było   jej   zbyt   trudno   wyznać   prawdę.   Były   przecież   przyjaciółkami   od   czasów 

szkolnych, razem mieszkały na studiach, a przez ostatnie cztery i pół roku wynajmowały 

wspólnie   mieszkanie.   Stacey   traktowała   Brynn   jak   siostrę,   której   nigdy   nie   miała,   i 

bezwzględnie jej wierzyła. To właśnie Brynn kupiła w aptece test do wykrywania ciąży. 

Córka senatora Liptona nie mogła pozwolić sobie na taki zakup, zwłaszcza teraz, kiedy 

obiektywy kamer telewizyjnych od kilku dni skierowane były na jej rodzinę.

- Stacey? - Brynn przerwała i przełknęła ślinę. - Czy mogę zapytać, kto jest ojcem tego 

dziecka?

Stacey  niemalże  czytała  w  myślach  przyjaciółki.  Brynn  wiedziała,  że  Stacey  jest  od 

dłuższego czasu sama. Znała także jej opinię na temat przygodnych romansów. Córka 

senatora Liptona nie mogła sobie pozwolić na takie rzeczy; zresztą Stacey sama uważała 

je za obrzydliwe. Więc kto?... I w jakich okolicznościach?...

- To Justin Marks - Stacey wydusiła z siebie, chociaż wcale nie było to takie łatwe.

Gdyby Stacey powiedziała, że ojcem dziecka jest premier Rosji, Brynn nie byłaby chyba 

bardziej zaskoczona.

- Justin Marks! - Brynn nie mogła złapać oddechu. Odchyliła się gwałtownie do tyłu, 

zsunęła z brzegu wanny i wpadła do niej.

Stacey   spojrzała   na   lezącą   w   wannie   Brynn,   na   jej   wystające   na   zewnątrz   nogi   i 

wybuchnęła śmiechem. Chwilę później już płakała, a łzy płynęły tak szybko, że dławiła 

7

background image

się nimi. Ramionami wstrząsało łkanie.

Brynn wygrzebała się z wanny i objęła Stacey.

- Nie płacz, Stacey. Jakoś... jakoś sobie z tym poradzimy. - Stacey wyczuła jednak, że w 

jej głosie nie było zbyt wiele nadziei.

- Kiedy to się stało? - spytała Brynn.

- W sierpniu. - Stacey zamknęła oczy. - Pamiętasz te dwa tygodnie, które spędziłaś w 

domu swojego brata w New Hampshire?

- O Boże - westchnęła Brynn. - Pamiętam.

Stacey również pamiętała.

Leżała na tylnym siedzeniu taksówki, ramiona mocno obejmowały Justina leżącego na 

niej.   Dotknięcie   jego   warg   wywołało   oszałamiający   zmysłowy   szok.   Nigdy   dotąd   nie 

czuła   takiej   gwałtownie   narastającej   miażdżącej   żądzy.   Poczuła   w   ustach   jego   język 

śmiało wsuwający się i powracający. Usta mężczyzny były gorące, twarde, pożądliwe; 

całował   ją   tak,   jak   jeszcze   nikt   dotąd.   Namiętnie,   głęboko,   niemalże   brał   ją   tym 

pocałunkiem w posiadanie. Jakby była jego własnością, a on tylko odbierał to, co mu się 

należało.

Pocałunek uświadomił jej, że Justin, z bardzo męską pewnością siebie, zaplanował życie 

w najdrobniejszym szczególe. Jednak w tym momencie nie wydawał się tak nieznośnie 

despotyczny jak zawsze. Zamiast mu się przeciwstawić, odsunąć od siebie, poddała się ze 

słodką uległością, do której zmusił ją obudzony kobiecy instynkt. Przylgnęła do Justina, 

zmysłowo się pod nim poruszając i całując go z równie wielką pożądliwością.

-   Stacey,   Stacey.   -   Przestał   ją   na   chwilę   całować   i   wyszeptał   jej   imię   z   takim 

pragnieniem, że poczuła się wstrząśnięta. Zazwyczaj wołał „Stacey!” z naganą w głosie; 

to znów rzucał krótką, wściekłą komendę: „Stacey!”. W obydwu przypadkach reagowała 

gniewem i niecierpliwością. Jednak teraz, namiętność i pożądanie w jego głosie, wywołały 

dziką i nieoczekiwaną reakcję. Poczuła napływającą falę podniecenia.

Jej piersi były nabrzmiałe, brodawki stały się twarde i bolesne. Chwyciła jego dłonie i 

mocno przycisnęła do tego wrażliwego i delikatnego miejsca. On natomiast zaczął kreślić 

palcem granice jednej z tych stwardniałych brodawek. Kciuk przesuwał się to w jedną 

stronę, to w drugą; systematycznie i powoli, aż wreszcie Stacey zajęczała i wygięła się w 

8

background image

łuk pod wpływem ogromnego podniecenia. Chciała czuć jego pocałunki na całym ciele i 

sama była wstrząśnięta pożądaniem, które w sobie odkryła.

Justin zaśmiał się cichutko, ale triumfalnie, wprost do jej ucha.

- Cieszę się, że nie posłuchałaś mnie dziś wieczorem, Stacey - wyszeptał. - Cieszę się, że 

nie założyłaś biustonosza.

Stacey była tak zaskoczona, że zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie śni. Jego 

dwuznaczna uwaga i bardzo seksowny głos wprawiły ją w osłupienie. Ale także bardzo 

podnieciły. To była prawdziwa rzadkość - widzieć, jak Justin Marks się śmieje. Poza tym 

było nie do pomyślenia, żeby mógł czuć się zadowolony z tego, że córka senatora nie nosi 

stanika. Nie codziennie chwytał delikatnie zębami jej ucho, dotykał językiem skóry, jakby 

chciał ją smakować, brał jej piersi w swoje duże dłonie i pieścił namiętnie.

To jednak nie był sen. Bardzo realnie odczuwała ciężar i siłę leżącego na niej ciała 

mężczyzny. Niecierpliwie wsunęła się pod niego i wtedy jego uda znalazły się między jej 

nogami. A kiedy zaczął napierać coraz mocniej, coraz namiętniej, biodra Stacey poruszyły 

się, dostosowując się do zmysłowego rytmu. Sukienka podsunęła się wysoko w górę i 

Justin mógł teraz gładzić delikatną powierzchnię odzianych w nylonowe pończochy ud.

Czuła   się   taka   bezradna,   otoczona   przez   niego,   zdobyta   i   pokonana.   Podniecenie 

wybuchło w niej z siłą, jakiej wcześniej nigdy nie znała. Pragnęła, żeby całkowicie nad nią 

zapanował,   chciała   przestać   wreszcie   się   kontrolować   i   poczuć   go   w   sobie.   Stacey 

zazwyczaj była ogromnie niezależna i z uporem przeciwstawiała się wszelkim próbom 

Justina, zapanowania nad nią. Jednak w tej chwili nie mogła myśleć rozsądnie. Kierowała 

nią teraz jakaś wewnętrzna siła, nakazująca oddać wszystko mężczyźnie, którego trzymała 

w ramionach.

Ich usta ponownie połączyły się i Stacey upoiła się smakiem, od którego kręciło się w 

głowie. Nie mogła przypomnieć sobie, kiedy wysiedli z taksówki, ale bardzo wyraźnie 

pamiętała mocny uścisk, gdy próbował otworzyć drzwi do jej mieszkania.

- Brynn nie ma w domu - powiedziała, obsypując pocałunkami twardy, mocny kark. - 

Zostali ze mną, Justinie.

Uśmiechnął się do  niej, prawdopodobnie  po raz  pierwszy w  ciągu  dziesięciu lat  ich 

burzliwej znajomości, i wymruczał cicho:

- Tak, kochanie. Zostanę z tobą.

9

background image

„Kochanie!”   Kto   mógł   przypuszczać,   że   ten   ponury,   zawsze   śmiertelnie   poważny   i 

całkowicie oddany politycznej karierze jej ojca Justin Marks zna w ogóle takie słowo?

W  głowie   Stacey   pojawiła   się   pewna   mysi,   rozmarzona   i   przymglona   namiętnością. 

Zrozumiała, że jest zakochana. Widocznie Justin od dawna był jej przeznaczony, a ona 

wreszcie to rozpoznała i zaakceptowała. Całe napięcie, jakie istniało między nimi przez 

ostatnie lata, wynikało ze starannie zwalczanego pociągu seksualnego. Zrozumiała, że 

nigdy nie chciała uświadomić sobie, jak bardzo interesuje ją ten silny asystent ojca. On 

natomiast nigdy nie odważył się ujawnić swych uczuć zbuntowanej i przez długi czas zbyt 

młodej córce senatora. Dzisiejszej nocy obydwoje poddali się swemu losowi, wydało im 

się to naturalne i prawidłowe.

Po drodze do sypialni Stacey zrzuciła czerwone sandały na wysokich obcasach. Justin 

poruszał się po jej mieszkaniu, jakby je dobrze znał.

- Skąd wiedziałeś, który pokój jest mój? - zapytała, głaszcząc gęste sprężyste włosy. 

Przecież nigdy przedtem nie był w jej sypialni.

- Znam ten pokój z rodzinnej fotografii Liptonów, która stoi na twojej komodzie. - Oczy 

Justina były wielkie i roziskrzone. - Mam taką samą na swoim biurku.

- Naprawdę? - zapytała. Nigdy nie odwiedzała jego biura, mimo że stanowiło jedno z 

pomieszczeń   należących   do   senatora   Liptona   w   budynku   Biura   Senatu   na   Kapitelu. 

Chociaż Stacey nie była w tej chwili zupełnie trzeźwa, wydało jej się nieco dziwne, że 

Justin trzyma fotografię Liptonów na swoim biurku. Zdjęcie to zostało zrobione pięć lat 

temu   i   znajdowali   się   na   nim   wszyscy   członkowie   rodziny,   oprócz   dwóch   córeczek 

Spence’a - brata Stacey. Dziewczynek nie było jeszcze wtedy na świecie.

- Dlaczego nie postawisz na biurku zdjęcia swojej rodziny? - zapytała, gdy położył ją na 

łóżku.   Wiedziała,   oczywiście,   iż   nie   jest   żonaty.   Często   w   rozmowie   z   Brynn 

wykrzykiwała   ze   złością,   że   żadna   kobieta   będąca   przy   zdrowych   zmysłach   nie 

poślubiłaby takiego robota i tyrana. Ale miał chyba matkę, siostrę, jakieś kuzynki czy 

kuzynów, którymi mógłby się pochwalić.

- Nie mam rodziny - odpowiedział, rozpinając zamek błyskawiczny w sukni. Zsunął 

czerwony jedwab z jej ramion, odsłaniając małe piersi zakończone różowymi sutkami - 

teraz znowu postawionymi, ściągniętymi i twardymi. Nie powstrzymał się od dotknięcia 

ich.

10

background image

-   Pocałuj   mnie   tutaj,   Justinie   -   powiedziała   Stacey,   pozbywając   się   wszelkich 

zahamowań. Przycisnęła jego głowę do swoich piersi, cały czas pieszczotliwie gładząc 

włosy mężczyzny.

Justin wziął w usta jedną z tak przyjemnie wrażliwych sutek i dotykając ją językiem, 

jeszcze bardziej podniecił Stacey. Sprawił, że zaczęła wić się z rozkoszy. A kiedy zaczął 

lekko ssać - zajęczała i wykrzyknęła jego imię.

- Masz tu bardzo wrażliwe miejsce - powiedział z męską satysfakcją w głosie. - I tak 

cudownie reagujesz, Stacey.

Uśmiechnęła się, słysząc pochwałę w jego głosie. Chciała mu się podobać. W tej chwili 

była to najważniejsza rzecz w jej życiu.

-  Twoje   piersi   są   takie   piękne   -   powiedział   ochryple.   -   Okrągłe,   jędrne   i   sterczące. 

Chciałbym zawsze na nie patrzeć, gdy są nagie, pełne i tylko moje. Zawsze wiedziałem, 

czy masz biustonosz. A kiedy go nie wkładałaś, chciałem zrobić tak... - Wziął piersi w 

dłonie zaczął je pieścić i tulić. Było to tak przyjemne, że z gardła Stacey wydobył się jęk. 

Pogrążyła się teraz w jakiejś otchłani. Każdy jego ruch, słowo, wciągały ją w tę bezdeń 

coraz głębiej. Poczuła, że usiłuje zdjąć z niej sukienkę i pończochy, uniosła się więc 

posłusznie, chcąc mu to ułatwić. Justin zrzucił ubranie na podłogę i spojrzał na nią z 

wielką namiętnością. Stacey miała teraz na sobie tylko małe czerwone majteczki. Zgięła 

kolana i posłała Justinowi bardzo zalotny, rozmarzony uśmiech.

- Powiedz, że mnie chcesz, Justinie - zamruczała oszołomiona i wstrząśnięta, gdyż nagle 

zrozumiała, jak wielką posiada nad nim władzę. Nigdy przedtem żaden mężczyzna nie 

patrzył na nią z takim uwielbieniem, z tak nieskrywanym pożądaniem. Był jej, tylko jej. 

Brała go w posiadanie spojrzeniem swoich złocistobrązowych oczu.

- Och, Stacey. Tak bardzo cię pragnę. - Justin niezdarnie rozpinał guziki wykrochmalonej 

koszuli. Stacey, widząc jak bardzo jest roztrzęsiony i zdenerwowany, usiadła, żeby mu 

pomóc.

- Szkoda, że twoja koszula nie zapina się na suwak - powiedziała z żalem, gdy oboje nie 

mogli poradzić sobie z małymi guzikami.

- Koszula na suwak? To coś, co chętnie nosiłby twój brat, Sterne. Oczywiście, suwak 

byłby rozpięty aż do pępka. - Justin roześmiał się do swoich myśli. Dla Stacey był to 

naprawdę cudowny dźwięk. Pomyślała, że chyba nigdy jeszcze nie słyszała, jak on się 

11

background image

śmieje. Był zawsze taki szorstki w jej towarzystwie. Teraz ten śmiech dawał poczucie 

ciepła i spokoju. Zaśmiała się również...

- Wiesz, Brynn, kiedy o tym pomyślę, nie mogę wprost uwierzyć, że to wszystko stało się 

naprawdę   -   smutno   powiedziała   Stacey,   niechętnie   wracając   do   szarej   rzeczywistości 

ponurego listopadowego dnia. - ’Żartowaliśmy wtedy, śmialiśmy się, docinaliśmy sobie 

nawzajem...

- Justin Marks śmiejący się i żartujący! Po prostu nie potrafię sobie tego wyobrazić. Nie 

przypominam   sobie,   żebym   kiedykolwiek   widziała,   jak   ten   człowiek   próbuje   się 

uśmiechnąć, Stace.

- Jednak wtedy... - Stacey głęboko odetchnęła. - Wtedy nagle przestaliśmy się śmiać.

Z dużym wysiłkiem wróciła myślami do tej fatalnej w skutkach sierpniowej nocy.

Pomogła Justinowi rozebrać się, został tylko w białych bawełnianych spodenkach. Nie 

mogła wprost oderwać wzroku od silnego ciała. Nigdy nie zdawała sobie sprawy z jego 

potężnej budowy. Czarne i szare ubrania, jakie zawsze nosił, bardzo skutecznie ukrywały 

piękne, wspaniale umięśnione ciało. Dreszcz pożądania przebiegł po niej.

Justin   bez   skrępowania   zdjął   spodenki   i   usiadł   na   łóżku.   Stacey   zbliżyła   się   jak 

przyciągana   przez   światło   ćma.   Usiadła   mu   na   kolanach   i   przytuliła   głowę   do   piersi 

pokrytej   twardymi   czarnymi   włosami.   Objął   ją   mocno   i   trzymał   w   ramionach   przez 

dłuższą chwilę, potem dłonie rozpoczęły wędrówkę.

Długimi, powolnymi ruchami pieścił uda i biodra dziewczyny. Poczuła muśnięcie warg 

Justina   na   głowie.   Objęła   go   za   szyję   i   zwróciła   ku   niemu   twarz.   Jego   usta   chciwie 

przylgnęły do warg Stacey.

- Och, Justinie - westchnęła i wtedy przerwał na chwilę pocałunek, żeby zerwać z niej 

majteczki.

Justin, wsunąwszy rękę między uda dziewczyny, dotknął ich wnętrza, poczuł delikatność 

i jedwabistą gładkość.

- Moja Stacey. Moja słodka Stacey - wyszeptał, całując ją mocno.

-   Och,   Justinie!   -   Stacey   była   podniecona   do   granic   wytrzymałości.   -   Och,   proszę. 

Proszę! - Tak bardzo go pragnęła, że bezwstydnie prosiła o dalsze pieszczoty.

12

background image

- Stacey, jesteś już gotowa - powiedział z męską satysfakcją w głosie. - Chcesz mnie, 

kochanie. Naprawdę mnie chcesz.

- Tak, Justinie. Tak! Nigdy przedtem czegoś takiego nie czułam. Tak bardzo cię pożądam. 

Tak bardzo, Justinie. Spalam się dla ciebie.

- Ja też cię pragnę, Stacey. - Znowu ją pocałował i ostrożnie położył na łóżku.

- Stacey - jego głos dochodził gdzieś z bardzo daleka. - Moja kochana, moja jedyna.

Było teraz tak dobrze i bezpiecznie. Czuła jego pieszczoty i wiedziała, że jest kochana. 

Oddawała mu się z całą miłością i namiętnością, jakie posiadała. On natomiast kochał ją z 

niezwykłą   maestrią.   Przytulona   mocno,   wzywała   jego   imię.   Znalazła   się   w   świecie 

rozkoszy,   o   istnieniu   jakiej   nawet   nie   śniła.   Byli   jednością   i   chciała,   żeby   to   trwało 

wiecznie. Kiedy zapadała w głęboki, mocny sen, wciąż jeszcze trzymała w ramionach 

swego kochanka.

Dwukrotnie   jeszcze   w   ciągu   tej   długiej   namiętnej   nocy   kochali   się   z   takim   samym 

zapałem,   czułością   i   żarliwością.   Stacey   przypominała   sobie   to   wszystko   jak   dziwny, 

nierealny sen, ale sen skończył się rano; zaczął się natomiast prawdziwy koszmar.

- Obudziłam się i zobaczyłam go obok siebie w moim łóżku - opowiadała dalej Stacey z 

wyraźnym oporem. - I wtedy krzyknęłam... Obudził się.

- Czy on też krzyknął? - chłodno zapytała Brynn.

- Myślę, że miał na to ochotę. - Stacey z trudem zdławiła łzy, które napłynęły do oczu 

pod wpływem wspomnienia. - Leżąc w łóżku, patrzył na mnie i ta... ta jego twarz... - 

Stacey   nie   chciała   pamiętać   wyrazu   jego   twarzy,   gdy   zobaczywszy   go   obok   siebie, 

krzyknęła  ze   zgrozą.   -  Zaczęłam  powtarzać  w   kółko  „Co  ja   zrobiłam?”   i  uciekłam   z 

sypialni. Justin pobiegł za mną. Zamknęłam się w łazience - opowiadała dalej Stacey - i 

wołałam, żeby odszedł. Byłam taka zdenerwowana, Brynn.

- To zrozumiale - powiedziała Brynn uspokajająco.

- Nigdy dotąd w swoim życiu nie zrobiłam czegoś takiego!

- Wiem, Stacey.

-  Jestem   dorosła,  Brynn   -  Stacey   podniosła   głos.   -   Jestem  podobno   odpowiedzialną, 

niezależną dwudziestopięcioletnią kobietą. Nigdy nie byłam lekkomyślna czy nieostrożna. 

Jednak tamtej nocy, Brynnie, ani razu nie pomyślałam, żeby się w jakikolwiek sposób 

13

background image

zabezpieczyć.

-   Kto   mógł   przewidzieć,   co   się   stanie,   Stacey?   -   powiedziała   Brynn,   próbując   ją 

pocieszyć. - Poszłaś na uroczysty obiad razem ze swoim ojcem i z nieodłącznym Justinem 

Marksem. Miałaś prawo nie podejrzewać, że trafisz do łóżka z tym „człowiekiem o sta-

lowych nerwach”. - Brynn próbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego wcale niewesoły 

grymas. - Jego naprawdę musiało ponieść, Stacey - ciągnęła Brynn. - Trudno mi uwierzyć, 

że ten facet z komputerową pamięcią zapomniał o ostrożności. Zawsze myślałam, że jego 

mózg składa się z mikroprocesorów, a nie z komórek.

- Co ja mam zrobić, Brynn? - Stacey poczuła, że zziębła ze strachu. Zaschło jej w ustach, 

z trudem przełykała ślinę. - Od tamtej pory starannie unikaliśmy siebie. Widzieliśmy się 

cztery, może pięć razy, ale zawsze w tłumie.

- Czy ty tak zdecydowałaś, czy on? - zapytała Brynn.

- No... ja.

Brynn zamyśliła się.

-  A  w   jaki   sposób   udało   ci   się   wtedy   pozbyć   go   z   mieszkania?   Powiedziałaś,   że 

zamknęłaś się w łazience i krzyczałaś, żeby sobie poszedł. No i co? Poszedł?

- Nie od razu - odpowiedziała Stacey. - Najpierw walił do drzwi i prosił, żebym się 

uspokoiła.

- Ciekawe, jakim tonem to mówił? - zastanawiała się Brynn. - Czy użył do tego głosu 

pod tytułem „Generał Patton wysyła oddział do ataku”? Czy też może „Strażnik więzienny 

popędza galerników”?

- Chyba i jedno, i drugie - odpowiedziała Stacey. Wiedziała jednak, że nie jest całkiem 

szczera.

Na początku mówił błagalnie i łagodnie. Jego głos był delikatny i czuły. Takiego go 

jeszcze nie znała.

Stacey potrząsnęła głową, chcąc pozbyć się tych myśli. Musi pamiętać tylko to, co złe; 

pamięć   nie   może   płatać   takich   figli.   Nie   wolno   myśleć   o   Justinie   Marksie   jak   o 

pocieszycielu i dobrym opiekunie. Zbyt długo był jej wrogiem.

-   Justin   powiedział,   żebym   przestała   histeryzować   -   ciągnęła   Stacey.   -   Chyba 

rzeczywiście   zachowywałam   się   idiotycznie.   Przez   cały   czas   krzyczałam,   żeby   sobie 

poszedł. Nie chciałam go widzieć, ani z nim rozmawiać. Nie wiem, dlaczego. W końcu 

14

background image

poszedł, a ja płakałam przez cały dzień.

- Czy próbował skontaktować się z tobą później? - zapytała Brynn.

- Zadzwonił do mnie, ale odłożyłam słuchawkę. Dzwonił jeszcze chyba z tuzin razy, 

może nawet więcej. W końcu powiedziałam mu, że oboje powinniśmy zapomnieć o tamtej 

nocy,   że   był   to   straszny   błąd   i   że   nie   chcę   o   tym   pamiętać.   -   Stacey   wytarła   oczy, 

wydmuchała nos i opłukała zimną wodą zaczerwienioną twarz. - Jest jednak ktoś, kto mi o 

tym wszystkim przypomina, Brynn. Byłam przerażona, kiedy zaczęłam podejrzewać, że 

jestem w ciąży. Potrzebowałam dużo czasu, żeby pogodzić się z prawdą.

Brynn spojrzała na nią z troską w zwężonych, jasnozielonych oczach.

- Czy wiesz, kiedy to... dziecko się urodzi?

- Na przełomie kwietnia i maja. - Nagle Stacey poczuta dziwną słabość. - To będzie 

wkrótce po zebraniach przedwyborczych w stanach Nowy Jork i Pensylwania. - Obydwie 

spojrzały   na   siebie   ponuro.   -   To   nie   będzie   dobrze   widziane,   jeśli   córka   któregoś   z 

kandydatów na Rezydenta znajdzie się w takiej sytuacji - ciągnęła Stacey. - Jest to fatalna 

sytuacja dla każdej z senatorskich córek, ale dla córki senatora Liptona... - Znowu usiadła 

na brzegu wanny i oparła głowę na rękach. - To jest po prostu nie do pomyślenia. Jego 

ultrakonserwatywni wyborcy odsuną się. Mniej radykalni, ale jednak bardzo tradycyjni, 

poczują się oszukani. Zobaczą w całej tej historii tylko odrażającą rozpustę, uwłaczającą 

ich wartościom moralnym. Wyobrażasz sobie, co zrobią dziennikarze, kiedy trafi im się 

taka okazja? To będzie dla nich wielkie święto?

- Stacey. - Brynn usiadła obok niej. - Czy nie pomyślałaś nigdy o pozbyciu się tej ciąży? 

- mówiła wolno, starannie dobierając słowa.

Stacey zadrżała.

-   Myślę   o   tym   ciągle   i   po   prostu   nie   mogę   tego   zrobić.   Dajmy   spokój   sprawie 

kandydatury mojego ojca. To przecież jest d z i e c k o, a nie coś. Moje dziecko.

- No i Justina - przypomniała jej Brynn. - Cieszę się, ze nie zamierzasz... nic z tym 

zrobić, Stacey. Ja także nie mogłabym, gdybym była w twojej sytuacji.

- Chciałaś chyba powiedzieć - w moim stanie - poprawiła ją Stacey i obie uśmiechnęły 

się słabo do siebie.

Nagle   zadzwonił   telefon,   ale   żadna   z   nich   nie   wstała,   żeby   odebrać.   Przy   kolejnym 

dzwonku Brynn westchnęła i wolno podeszła do telefonu w kuchni. Po chwili wróciła; jej 

15

background image

twarz była blada.

- To Justin Marks. Chce z tobą rozmawiać.

- Powinnam domyślić się, że to on. Któż inny czekałby tak długo przy słuchawce? - 

Stacey,   idąc   do   kuchni,   pomyślała,   że   determinacja   Justina   i   jego   wytrwałość   były 

doprawdy godne stanowiska sekretarza senatora. Słyszała, jak inni politycy mówią o nim, 

że jest bezwzględny, przebiegły i że kieruje się jakimś szóstym zmysłem przy ocenianiu 

czyjejś   słabości   lub   siły.   Nie   potrafił   jednak,   dzięki   Bogu,   przewidzieć   skutków   tej 

wspólnie spędzonej nocy. Ale jak długo uda się zachować tajemnicę?

- Tak, Justinie? - zapytała chłodno, zadowolona, że jej głos brzmi spokojnie i pewnie. W 

rzeczywistości była znacznie mniej opanowana.

- Chciałem ci przypomnieć, że dzisiaj o godzinie szesnastej, podczas zebrania Senatu, 

twój ojciec oficjalnie ogłosi udział w wyborach.

Stacey poczuła się urażona służbowym i wyniosłym tonem jego głosu.

- Nie zamierzam o tym zapomnieć - odparła gniewnie.

- A czy zamierzasz, w związku z tym, odpowiednio się ubrać?  Może byłoby lepiej, 

gdybyś zostawiła skórzaną spódnicę mini i zielony lakier do włosów na inną okazję?

Gdyby powiedział to ktokolwiek inny, Stacey potraktowałaby te słowa jak dowcip. Ale 

przecież zawsze niesłychanie poważny Justin Marks nie potrafił żartować. Kilka lat temu 

w takim właśnie stroju wybrała się do dyskoteki dla punków w Nowym Jorku. Tylko 

dlatego Justin wierzył, że mogłaby tak ubrana zjawić się w Senacie.

-  To   był   żart,   Stacey.   Myślałem,   że   się   roześmiejesz   -  powiedział,   wprawiając   ją   w 

zdumienie.

- Ty nie żartujesz, Justinie. Ty po prostu nie przepuszczasz żadnej okazji. W co mam 

więc, według ciebie, ubrać się dzisiaj? - zapytała ze zjadliwą słodyczą. - Może w szary 

garnitur?

Nie licząc czarnego smokingu, nigdy nie widziała go w niczym innym, jak właśnie w 

szarym garniturze, białej koszuli i ciemnoniebieskim krawacie. Nawet latem! W takim 

właśnie stroju pojawił się kiedyś na przydomowej plaży Liptonów w Rehoboth. Stacey 

uwielbiała niegdyś zastanawiać się razem z Brynn, jak też może wyglądać zawartość szafy 

Justina Marksa? Znajduje się tam na pewno siedem ciemnoszarych garniturów, siedem 

białych koszul i tyleż granatowych krawatów ponuro wiszących jeden obok drugiego. Ta 

16

background image

wizja   zawsze   wywoływała   u   nich   atak   śmiechu.   Stacey   mocno   zacisnęła   palce   na 

słuchawce. To właśnie ojciec jej dziecka chodzi na plażę w szarym garniturze i czarnych 

sznurowanych butach!

- Jestem pewien, że ubierzesz się stosownie - uciął chłodno Justin. - Twoja matka będzie 

miała na sobie beżową suknię i perły, natomiast Patty będzie ubrana w zieloną spódnicę, 

zielono-niebieską bluzkę i granatowy żakiet.

- Patty nie będzie w kombinezonie? Jak udało ci się to osiągnąć? - zapytała Stacey 

zaciekawiona. Wiedziała, że jej bratowa, żona Spence’a, onieśmielała Justina. Podobnie 

zresztą   jak   sam   Spence.   Obydwoje   zachowywali   się   niekonwencjonalnie.   Zupełnie 

odwrotnie   niż   Justin   Marks   i   senator.   Patty   i   Spence   mieszkali   na   małej   farmie   we 

Fredericksburgu w Wirginii, a ich styl życia był powrotem do natury. Uprawiali ziemię, 

robili własne przetwory, hodowali zioła, z których parzyli herbatę. Ubierali się w dżinsy i 

drelichy. Spence nosił brodę i kolczyk w jednym uchu, a Patty miała długie proste włosy 

sięgające do bioder.

- Podstarzali hippisi. - Tak opisał ich Bradford Lipton i pozostawił Justinowi problem 

dogadania   się   z   nimi.   Justin   zrobił   to   z   powściągliwą   cierpliwością,   chociaż   Stacey 

widziała, jak zaciska zęby, gdy tamci, posługując się wykresami astrologicznymi, pla-

nowali   swoje   ewentualne   przybycie.   Patty   i   Spence   doprowadzali   nieuleczalnie 

praktycznego i konserwatywnego Justina do szaleństwa.

- Zabrałem Patty na zakupy i sam wybrałem jej ubranie - powiedział Justin ponurym 

głosem.   -   Musiałem   to   zrobić,   bo   zamierzała   się   ubrać   w   stare,   połatane   dżinsy   i 

bawełnianą koszulkę z napisem „Ratujcie wieloryby”.

- Nie ma najmniejszej wątpliwości, że jesteś niezastąpionym człowiekiem - powiedziała 

Stacey. - Żaden szczegół nie umknie twojej uwadze.

- To chyba nie był komplement, prawda? - zauważył Justin sucho. - Dziś jest bardzo 

ważny   dzień,   Stacey.   Prawdopodobnie   najważniejszy   w   całej   dotychczasowej   karierze 

twego ojca. Wszystko musi wypaść doskonale.

- I dlatego dzwonisz do każdej czarnej owcy w rodzinie Liptonów. Musisz upewnić się, 

że dostosują się do tradycyjnego ideału doskonałości - zakpiła Stacey.

- Owszem. A poza tym, przypominam ci, żebyś się nie spóźniła - powiedział.

Rozzłoszczona Stacey pomyślała, że ten człowiek to jakaś maszyna. Przez moment stanął 

17

background image

jej przed oczami obraz ich obojga śmiejących się w łóżku, ale zaraz stanowczo wyrzuciła 

to z pamięci. Tamta noc była czymś dziwnym, nierealnym, nieprawdopodobnym.

- Ciągle nie wiem, co zamierzasz włożyć dziś wieczorem - Justin przypomniał jej o 

swojej obecności głosem grzecznym, ale nie znoszącym sprzeciwu.

- Myślę, że włożę dżinsy i koszulkę z napisem „Ratujcie wieloryby” - powiedziała.

- Stacey!

- No cóż, ktoś musi ratować wieloryby.

- Może wolałabyś, żebym poprosił twoją matkę, aby zadzwoniła do ciebie? - zapytał. 

Stacey zorientowała się po tonie jego głosu, że cierpliwość Justina jest na wyczerpaniu. 

Nie, telefon od matki był ostatnią rzeczą, której pragnęła. Matka miała na pewno dzisiaj 

wystarczająco dużo problemów na swojej głowie. Nie była jej potrzebna dodatkowa troska 

o   krnąbrną   córkę.   Stacey,   podobnie   jak   trzech   braci,   starała   się   chronić   matkę   przed 

niepotrzebnymi zmartwieniami.

- Spokojnie, Justinie. Ja tylko żartowałam. - Ten człowiek jednak nie miał poczucia 

humoru. - Włożę turkusową wełnianą suknię. W porządku?

-   W   porządku.   A   czy   mogę   być   spokojny,   że   nie   przyjdziesz   w   pantoflach   na 

piętnastocentymetrowych obcasach? Tych, w których pojawiłaś się kiedyś na porannym 

nabożeństwie?

- Przecież miałam wtedy tylko siedemnaście lat! - przerwała mu Stacey. Brynn miała 

rację. Justin pamiętał chyba każde wypowiedziane słowo, każdy gest uczyniony w ciągu 

ostatnich dziesięciu lat!

- Ja tylko żartowałem, Stacey. To był mały, niewinny żart.

Nie interesowały ją jego żarty. Wolała myśleć o Justinie jak o pozbawionej poczucia 

humoru maszynie. Nigdy zresztą nie zadała sobie trudu, żeby sprawdzić, czy taki jest 

naprawdę.

- Może więc  włożę  czarne  sznurowane  buty na  grubej podeszwie? Takie,  jakie nosi 

babcia Courtney? Czy będą wystarczająco przyzwoite według ciebie? - zapytała, ale Justin 

zignorował ją.

- Czy twoja przyjaciółka, Brynn, przyjdzie dzisiaj z tobą?

- Oczywiście - odpowiedziała Stacey. - Traktuję Brynn jak członka rodziny. Czy chcesz 

także jej powiedzieć, jak ma się ubrać?

18

background image

- Proszę, powiedz Brynn, żeby przyszła od razu do sali obrad. Będzie tam czekać na nią 

zarezerwowane miejsce w pierwszym rzędzie. Ty natomiast przyjdź do biura ojca na pół 

godziny przed planowanym wystąpieniem. Następnie cała rodzina przejdzie do sali.

- Kolejny strzał w dziesiątkę - oschle zauważyła Stacey.

Justin świetnie wyczuwał, że atmosfera silnej więzi rodzinnej wywrze dobre wrażenie na 

zwolennikach   senatora.   To   był   przecież   ich   ideał.   Jak   na   ironię,   sam   ich   kandydat, 

Bradford Lipton, nie pomyślał, aby pobyć przez chwilę w rodzinnym gronie przed tym 

historycznym   wydarzeniem.   To   właśnie   Justin   Marks   przez   ostatnie   dziesięć   lat 

odpowiadał za reżyserowanie podobnych przedstawień.

-   Po   prostu   bądź   tam,   Stacey   -   powiedział   rozkazującym   tonem.   Był   to   głos 

niezawodnego i sumiennego organizatora kampanii wyborczej. Stacey zagotowała się ze 

złości i nagle w jej głowie zabrzmiały słowa:  „Tak, kochanie. Zostanę z tobą”. Przez 

moment myślała, że Justin naprawdę powiedział tak przed chwilą. Ale to nie był Justin. 

Płatała figle jej pamięć, podsuwając jeszcze jedną migawkę z przeszłości.

Znowu zobaczyła, jak pochyla się nad nią w łóżku, a czarne oczy wpatrują się w nią z 

czułością. Odetchnęła głęboko. Wtedy, będąc otumaniona namiętnością, niemal uwierzyła, 

że go kocha.

Gwałtownie trzeźwiejąc, Stacey zmusiła swoją wyobraźnię do stworzenia prawdziwego 

obrazu   Justina.   Takiego,   jaki   był   zawsze   -   ubrany   niezmiennie   w   ponury   garnitur, 

wydający   jej   polecenia   władczym   tonem   i   jednocześnie   wertujący   zapisany   starannie 

kalendarz.

„Nie można kochać zimnego, pozbawionego uczuć robota” - pomyślała Stacey. Gniew 

powrócił gwałtowną falą.

- Do widzenia, Justinie - powiedziała ze złością i odłożyła słuchawkę.

ROZDZIAŁ DRUGI

Ludzie czytający w gazetach o zebraniu klanu Liptonów będą skłonni uwierzyć, że było 

to   zupełnie   prywatne   spotkanie,   zorganizowane,   żeby   każdy   członek   rodziny   mógł 

podzielić się myślami i uczuciami. Gazety stwierdzą na pewno, że Bradford Lipton po-

grążył się razem ze swoją rodziną w cichej modlitwie i wzruszających wspomnieniach.

Gdy   Stacey   przeczytała   notatkę   prasową   napisaną   osobiście   przez   Justina   Marksa, 

pomyślała,   że   powinien   zająć   się   pisaniem   powieści.  Atmosfera   w   biurze   ojca   była 

19

background image

podczas tego spotkania daleka od sielankowego, słodkiego obrazka stworzonego przez 

Justina. W tym zwykłym rodzinnym zebraniu Liptonów, pełnym bałaganu i zamieszania, 

niezwykłe było tylko podenerwowanie, które opanowało ich w tak ważnym dniu.

Po przybyciu do budynku Senatu Stacey wysłała Brynn do sali obrad, a sama poszła do 

biura ojca. Zjawiła się dziesięć minut po wyznaczonym czasie. W ogromnej poczekalni 

czekał już Justin Marks oraz kilku jego najbliższych współpracowników.

- Spóźniłaś się, Stacey - powiedział Justin. Był zły i surowo zaciskał usta. Widocznie 

pozostali członkowie rodziny także się spóźniali.

Przez chwilę przyglądał się jej sukience musztardowego koloru. Prawdę mówiąc, suknia 

Brynn była jedyną elegancką rzeczą, w którą Stacey bez specjalnego trudu zmieściła się. 

Przymierzyła najpierw turkusową wełnianą sukienkę, o której wcześniej rozmawiała z 

Justinem. Okazała się jednak za wąska. Inne suknie były za ciasne w biuście albo w pasie. 

W pozostałych za bardzo rzucał się w oczy lekko uwypuklony brzuch.

Brynn,   mając   brzoskwiniową   cerę,   mogła   sobie   pozwolić   na   ubieranie   się   w 

musztardowe kolory. Lecz Stacey przejrzała się w lustrze i jęknęła.

- Jestem strasznie żółta na twarzy - powiedziała. Lojalna jak zawsze Brynn oczywiście 

zaprzeczyła, ale Stacey nie dała się oszukać. Zdecydowanie nie był to odpowiedni dla niej 

kolor.

-   Sądziłem,   że   zamierzasz   włożyć   turkusowo-zieloną   sukienkę.   W   tym   kolorze...   - 

zawahał się.

- Tak, wiem. Jestem żółta jak wosk - dokończyła za niego Stacey, nie pozwalając mu 

zachować się w stosunku do niej dyplomatycznie. - Czy to właśnie chciałeś powiedzieć, 

Justinie? - zapytała.

- Nie! - zaprotestował.

- Tak, tak, chciałeś! I miałbyś rację. Wiem, że wyglądam źle w tej sukience.

- Chyba nie powinienem pytać, dlaczego ją włożyłaś?

- Rzeczywiście, nie powinieneś - zachmurzyła się Stacey. - A czy podobają się panu moje 

buty, ekscelencjo?

Stacey założyła tym razem zwyczajne czarne pantofle na niewielkich obcasach, dzięki 

którym miała teraz prawie sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu. Był to normalny wzrost 

jej   matki.   Stacey   zawsze   chciała   mieć   o   kilka   centymetrów   więcej.   Uważała,   że   jest 

20

background image

stanowczo za mała. Zarówno bracia, jak i ojciec, byli wysocy. Jak to się stało, że tylko ona 

odziedziczyła po babci Courtney niski wzrost?

Justin spojrzał na pantofle Stacey i uśmiechnął się.

- Miły kontrast między plastikowymi klapkami a sznurowanymi butami. - Zachęcał ją w 

len sposób do tego, żeby się uśmiechnęła, i Stacey rzeczywiście była bardzo bliska tego. - 

Czy wiesz, że po raz pierwszy od sierpnia pozwoliłaś mi na tyle zbliżyć się, abym mógł z 

tobą porozmawiać? - zapytał wprost, a Stacey poczuła, że się czerwieni. Pomyślała, że 

sama dała Justinowi świetną okazję do otwartego ataku. On dokładnie wiedział, jak i kiedy 

uchwycić moment, gdy ktoś przestaje mieć się na baczności.

- Widzę mojego brata. Pójdę się z nim przywitać. - Miała nadzieję, że zabrzmi to chłodno 

i wyniośle.

- Uciekaj, malutka - powiedział tak cicho, że ledwo go usłyszała. - Ale to już nie potrwa 

długo.

Pod wpływem jego słów przebiegi jej po plecach chłodny dreszcz. Co Justin miał na 

myśli? Szybko podeszła do swego starszego brata, Sterne’a.

- Stacey! - zawołał Sterne jowialnie. - Czyżbyś uciekła przed kolejnym przesłuchaniem? 

- Spojrzał w stronę, gdzie stał Justin. - Co zrobiłaś tym razem, Stacey? Czy tata utracił 

przez ciebie stan Iowa albo coś w tym rodzaju?

- Nie, tylko spóźniłam się dziesięć minut i włożyłam sukienkę, w której wyglądam blado. 

Czy myślisz, że tata może utracić z tego powodu stan Iowa?

- Słyszałem, że jasna cera jest ostatnio modna. - Sterne uśmiechnął się szeroko. - Nie 

widzę jeszcze Lucasa, Spence’a i Patty. Czy myślisz, że zdążą na czas? - zapytał.

- Kto to wie? - Stacey roześmiała się radośnie. - Biedny Justin. Na pewno wyobraża 

sobie   teraz   ich   wszystkich,   jak   wkraczają   do   sali   obrad   i   przerywają   w   połowie 

wystąpienie   taty.   -   Spojrzała   na   brata   z   podziwem.   -   Naprawdę   wyglądasz   dzisiaj 

wspaniale, Sterne.

- Dzięki - powiedział Sterne zadowolony.

Trzydziestodwuletni Sterne był wierną kopią ojca. Miał taką samą przystojną twarz, takie 

same,   głęboko   osadzone   ciemnoniebieskie   oczy   i   taki   sam   wdzięk,   mimo   metra 

dziewięćdziesięciu i potężnej postury. Były jednak między nimi także znaczące różnice. 

Senator miał wielką grzywę szpakowatych włosów, podczas gdy włosy jego najstarszego 

21

background image

syna były jasnobrązowe. Poza tym, Sterne Lipton nie miał ani takich ambicji, ani takich 

marzeń o władzy jak ojciec. Sterne prowadził w Georgetown mały bar dla samotnych i 

rozkoszował  się  swoim  beztroskim  i bezproblemowym  życiem,  wypełnionym głównie 

pogonią za kobietami. Justin Marks oczywiście tego nie pochwalał.

- Zadzwonił dzisiaj do mnie nasz fuhrer. - Sterne rzucił Justinowi rozbawione spojrzenie. 

- Ostrzegł mnie, żebym nie ważył się przyjść w czarnej jedwabnej koszuli rozpiętej do 

pasa ani w czarnych dżinsach. Zapowiedział również, że jeśli włożę jakieś złote łańcuchy 

lub medaliony, to mnie na nich powiesi.

Stacey zachichotała wbrew własnej woli.

- Chyba rzeczywiście nie powinieneś był pojawiać się w takim stroju na przyjęciu po 

zwycięstwie taty w wyborach do Senatu dwa lata temu. Justin nigdy ci tego nie wybaczy.

- Ani tata. - Sterne spoważniał na moment, już po chwili ponownie uśmiechnął się do 

Stacey. - No, ale w końcu udało się. Wreszcie włożyłem porządny niebieski garnitur, żółtą 

koszulę i prążkowany krawat. Czegóż więcej mogą od nas chcieć?

- Chyba tylko tego, żeby Spence zgolił brodę i wyjął z ucha kolczyk - stwierdziła Stacey.

- O tym nie może być mowy! O, przyszedł Lucas. - Stacey i Sterne podeszli do swego 

najmłodszego brata.

Senator Lipton zawsze wybuchał śmiechem, gdy przedstawiał swoje najmłodsze dziecko. 

Ten „synek” miał dwadzieścia lat, prawie dwa metry wzrostu i ponad sto kilo wagi. Był 

obrońcą liniowym w uniwersyteckiej drużynie futbolowej.

- Lucas w garniturze? - Stacey nie wierzyła własnym oczom. - Niemożliwe, żeby Justin 

zadzwonił także do niego!

- Stacey! - Lucas wyciągnął w jej stronę ręce i Stacey musiała wykonać tradycyjne 

powitanie, uderzając z całej siły w jego dłonie. Sterne, oczywiście, zrobił to samo.

- Czy widzieliście, jak załatwiłem w ostatnią sobotę tego kiepskiego tylnego napastnika z 

Oklahomy? Podobno do tej pory nie może chodzić o własnych siłach! - zawołał Lucas 

radośnie. Justin Marks, stojący obok, skrzywił się. Zaś kiedy Lucas zaczął entuzjastycznie 

opowiadać, w jaki sposób złamał nos tylnemu obrońcy z Teksasu, Justin nie wytrzymał.

- Lucas, nie chcę, żebyś dzisiaj opowiadał o tych twoich... rozbojach któremukolwiek z 

reporterów.   Nie   ma   tutaj   żadnego   dziennikarza   sportowego   doceniającego   takie 

osiągnięcia. Dzisiaj są tutaj tylko dziennikarze polityczni, a im mogłyby nie spodobać się 

22

background image

twoje metody pokonywania przeciwników.

- Och, rozumiem.- Lucas z zapałem skinął głową.- To mięczaki!

Stacey   niemal   usłyszała,   jak   Justin   policzył   do   dziesięciu,   zanim   odszedł,   żeby 

porozmawiać z jednym z autorów przemówień.

Wkrótce przyjechali Patty i Spence oraz ich trzy córeczki: Sunshine, Melody i Aurora, w 

wieku czterech, trzech i dwóch lat Wszystkie trzy ubrane były w ciemnoróżowe sukienki, 

białe koronkowe skarpetki i czarne lakierki. Stacey przyglądała się im zaskoczona. Do tej 

pory widywała swoje bratanice tylko w drelichowych kombinezonach i trampkach, czyli 

ubrane tak, jak zawsze ubierali się ich rodzice. Nie mogła przypomnieć sobie, żeby kiedy-

kolwiek widziała je w tak dziewczęcych strojach.

Patty   radośnie   uściskała   i   ucałowała   Stacey.   Zawsze   tak   robiła.   Ściskała   i   całowała 

każdego   członka   rodziny,   chociaż   wiedziała,  że  Liptonowie  nie   są   przyzwyczajeni  do 

podobnego okazywania sobie uczuć.

- Wyglądasz na zmęczoną, Stacey - powiedziała Patty z typową dla siebie szorstkością. - 

Czy dobrze się czujesz?

-   Oczywiście   -   odpowiedziała   Stacey   raźnym   głosem   i   odsunęła   się   od   Patty   na 

bezpieczną odległość. Żyjąc tak blisko natury, Patty na pewno rozpozna jej ciążę jakimś 

szóstym zmysłem. Lepiej więc będzie zachować bezpieczny dystans. - Dzieci wyglądają 

słodko, Patty - powiedziała.

- Dzięki, ale to nie moja zasługa. To sprawa Justina. Któregoś dnia w zeszłym tygodniu 

przyjechał do Fredericksburga i zabrał nas  na zakupy. Wybrał ubrania dla mnie i dla 

dzieci.

- Justin wybrał ubrania dla dzieci? - powtórzyła Stacey z niedowierzaniem.

- Tak. Nawet te zabawne skarpetki i lakierki. - Patty uśmiechnęła się. - Powiedział mi, że 

chciałby ubrać je tak, jak ty byłaś ubrana na portrecie, który wisi w gabinecie ojca.

Stacey,   naturalnie,   znała   ten   portret   Został   namalowany   zaraz   po   jej   czwartych 

urodzinach   i   rzeczywiście   była   wtedy   ubrana   w   ciemnoróżową   sukienkę,   koronkowe 

skarpetki, czarne lakierki, a we włosach miała różowe wstążki. A więc Justin rzeczywiście 

przyglądał   się   temu   obrazowi.   Dlaczego   jednak   zdecydował,   że   tak   samo   ubierze   jej 

bratanice?

- To miło, że podobał mu się mój styl ubierania chociaż w jednym, krótkim okresie mego 

23

background image

życia - powiedziała chłodno.

- Stwierdził, że wyglądasz tak, jak powinna wyglądać dziewczynka na takim portrecie. 

Jak mała księżniczka. - Patty na chwilę spoważniała. - Wiesz, Stacey, Justin naprawdę nie 

jest tak bezwzględny i okrutny, jak sądzisz. To wy go do tego zmuszacie. Jego rola jest 

bardzo trudna. Ojciec zrobił z niego tarczę, za którą może się przed wami ukryć. Wy zaś 

wyładowujecie na nim wszystkie swoje złości i urazy.

- Biedny Justin! - zaśmiał się Spence ironicznie. Przyłączył się przed chwilą i słyszał 

wypowiedź swojej żony. - Ty kochasz wszystkich, Patty - powiedział. - My jednak wiemy, 

że Justin Marks jest naprawdę nie do zniesienia.

Trzydziestoletni Spencer Lipton ubrany był w brązowy, źle na nim leżący garnitur. Nie 

zgolił jednak rudawej brody ani nie wyjął kolczyka z ucha. To, że nie włożył ulubionej 

koszuli w kratę i kombinezonu było na pewno zasługą Justina.

- Bardzo proszę o uwagę! - zawołał Justin, jak zwykle obejmując przywództwo. Podniósł 

rękę,   aby   wszystkich   uciszyć.   Stacey   pomyślała,   że   Justin,   spełniając   swe   zawodowe 

obowiązki, jest w stosunku do nich bardziej ojcowski niż senator. Zrozumiała, że Justin 

wie o życiu każdego z nich więcej niż sam Bradford Lipton. Nie była to wesoła myśl.

- Chciałbym krótko omówić scenariusz wystąpienia senatora - kontynuował Justin, ale 

natychmiast przerwał mu Sterne.

- Co tu jest do omawiania? - zapytał prowokująco. - Tata wystąpi i wszyscy się ulotnimy.

Justin rzucił mu gniewne spojrzenie.

- Niestety, to nie będzie takie proste, Sterne. Cała rodzina stanie za senatorem - ciągnął 

niewzruszony. - Naprzeciwko będą dziennikarze i widzowie. Proszę, abyście w ogóle nie 

rozmawiali z prasą w sali obrad. Zamierzamy skierować wszystkie pytania bezpośrednio 

do senatora Liptona. On podsumuje uczucia i reakcje rodziny, dotyczące...

- Co tata może wiedzieć na temat naszych uczuć? — tym razem przerwał Justinowi 

Spence. - Nigdy go one nie interesowały.

- Spence, to nie jest spotkanie grupy psychoterapeutycznej - powiedział Justin z udręką w 

głosie. - Nie jesteśmy tutaj po to, aby dyskutować o rodzinnych uczuciach, przeszłości, 

teraźniejszości i przyszłości.

- Spence, naprawdę nie możesz oczekiwać od Justina Marksa, by wiedział cokolwiek na 

temat uczuć, przeszłości, teraźniejszości lub przyszłości - wtrąciła Stacey. - To jego nie 

24

background image

dotyczy. On posługuje się dyskietkami komputerowymi, a nie uczuciami.

- Czy mogę kontynuować? - Justin zwrócił się wprost do Stacey, patrząc jej prosto w 

oczy. Poczuła dziwne mrowienie wzdłuż kręgosłupa, promieniujące głęboko do brzucha. 

Tak dawno patrzyła ostatni raz w te głębokie, czarne oczy. Zrobiło jej się nagle gorąco i 

słabo. Przypomniała sobie, jak leżała naga w jego ramionach, jak duże dłonie dotykały jej 

ciała.   To   wspomnienie   wywołało   niebezpieczne   wzruszenie.   Szybko   spuściła   oczy, 

policzki oblał rumieniec.

Nikt z rodziny nie zauważył, że coś jest z nią nie w porządku. Patty wzięła Spence’a pod 

rękę i, jak zwykle pogodnie, uśmiechnęła się do Justina.

- Mów dalej - powiedziała.

- Wszyscy musicie zachować ciszę podczas wystąpienia senatora - kontynuował. - W 

przemówieniu zaplanowano dwa małe żarty, z których powinniście się roześmiać. Kiedy 

senator wyciągnie w waszą stronę rękę, mówiąc o wsparciu, jakiego mu udzielacie jako 

rodzina, uśmiechnijcie się i...

- Z uwielbieniem? - zapytała Stacey. Chęć zirytowania Justina była silniejsza od niej. 

Chciała jakoś zburzyć ten kamienny spokój, chciała oderwać jego uwagę od politycznej 

przyszłości ojca i skierować ją na... na siebie? Natychmiast odrzuciła tę myśl.

- O co ci chodzi, Stacey? - niemal z nienawiścią zapytał Justin.

- Po prostu chciałam dokładnie wiedzieć, w jaki sposób mamy się uśmiechać do taty.

Och, żeby w końcu wyprowadzić go z równowagi!

- W końcu będą tam kamery telewizyjne i fotoreporterzy - dodała. - Czy wszyscy mamy 

uśmiechać się z uwielbieniem, czy w inny sposób?

-   Może   przećwiczymy   to   -   zaproponował   Sterne.   -   Policzę   do   trzech   i   wszyscy 

zaprezentujemy swój najlepszy uśmiech.

- Może taki? - Lucas wyszczerzył zęby i wybuchnął śmiechem.

-   Kiedy   tatuś   robił   mi   zdjęcia,   musiałam   powiedzieć   „cheeeeesburger”   -   oznajmiła 

czteroletnia Sunshine.

- I dlatego miałaś  na zdjęciu piękny uśmiech, kochanie - powiedział Spence, biorąc 

dziewczynkę na ręce i całując w różowy policzek.

Stacey z uwagą przyjrzała się bratu i jego córce. Dzisiaj szczególnie interesowali ją 

ojcowie i dzieci. Spence był dla córek czuły i bardzo do nich przywiązany. Zawsze chętnie 

25

background image

pomagał   Patty   w   wypełnianiu   wszystkich   obowiązków   wychowawczych.   Stacey 

próbowała przypomnieć sobie, czy ojciec brał ją kiedykolwiek tak spontanicznie na ręce i 

całował. Jeśli nawet zdarzyło się to kiedyś, to nie pamiętała tego. W życiu publicznym 

Bradford Lipton stwarzał wokół siebie atmosferę szczególnego ciepła, która zjednywała 

mu ogromną liczbę zwolenników. Jednak prywatnie, wobec rodziny, zachowywał chłodny 

dystans.   Stacey   już   dość   dawno   odkryła   ten   dziwny   kontrast   i   nauczyła   się   go 

wykorzystywać. Kiedy chciała czegoś od ojca, starała się zbliżyć do niego w momencie, 

gdy był otoczony reporterami lub swoimi kolegami - politykami. Mając taką widownię, 

Bradford Lipton lubił grać rolę kochającego ojca. Gdy był sam, trudno było nawiązać z 

nim kontakt.

- Czy moglibyśmy wreszcie skończyć tę zabawę? - zapytał Justin, marszcząc brwi. - 

Czasu jest coraz mniej, a ja nie powiedziałem wam jeszcze wszystkiego.

Stacey   położyła   rękę   na   brzuchu   i   pomyślała   o   dziecku,   które   tam   się   rozwijało.   O 

dziecku Justina Marksa. Jakim mógłby być ojcem? Chociaż jej własny ojciec zachowywał 

się tak chłodno w życiu prywatnym, to jednak publicznie przynajmniej starał się stwarzać 

pozory rodzinnego ciepła. Natomiast Justin Marks był zawsze taki, jak Bradford Lipton 

prywatnie.

Stacey zadrżała.

„Stacey,   kochanie.   Otwórz   drzwi,   proszę.   Chcę   cię   objąć.   ‘   Wiem,   że   jesteś 

zdenerwowana.   Otwórz   drzwi   i   pozwól,   żebym   cię   przytulił”.  -   Znów   w   jej   głowie 

zabrzmiały wypowiedziane wtedy słowa i na moment powróciła do sierpniowej nocy. 

Wpadła wtedy w histerię i zabarykadowała się w łazience. Justin próbował ją uspokoić, 

ale go nie słuchała... a może jednak słuchała, skoro pamiętała, niezależnie od siebie, każde 

słowo?

Stacey   przyjrzała   się   opanowanej   twarzy   stojącego   przed   nimi   człowieka.   Zimny   i 

nieprzystępny w życiu publicznym, ale gorący i namiętny prywatnie? Nie mogła tego 

pojąć, w każdym bądź razie nie po przeżyciu tylu lat pod jednym dachem z ojcem.

- Mamo, jeść! - zażądała trzyletnia Melody. Patty natychmiast usiadła, rozpięła bluzkę, 

wzięła dziecko na ręce i podała mu pierś. To była właśnie jedna z zasad Patty i Spence’a: 

karmić dzieci piersią na każde żądanie. Zdaje się, że wiek dziecka nie odgrywał tu żadnej 

roli. Był natomiast ważny dla Justina.

26

background image

- Och, na miłość boską! - zawołał i zaczerwienił się.

- Nie podoba ci się, kiedy matka karmi piersią dziecko? - spytał zaczepnie Spence. - 

Przecież to najzupełniej naturalny, najpiękniejszy na świecie i wzbudzający największy 

szacunek widok.

- Nie mam nic przeciwko matkom karmiącym niemowlęta w miejscach publicznych, pod 

warunkiem, że robią do dyskretnie - odpowiedział Justin rozdrażniony. - Ale to dziecko 

już mówi! I ma wszystkie zęby! Poza tym nie uważam, aby sala obrad Senatu, wypełniona 

po brzegi przedstawicielami prasy z całego świata, była najodpowiedniejszym miejscem 

do karmienia jakiegokolwiek dziecka.

-   Och,   Melody   za   chwilę   skończy   -   powiedziała   Patty   spokojnie,   ale   Justina   to   nie 

zadowoliło.

- A co będzie, jeśli pozostałe dzieci będą głodne? - Spojrzał z rozpaczą na zegarek. - Już 

czas na nas. Muszę poprosić senatora i panią Lipton.

Podczas całej sceny Sterne i Lucas po prostu ryczeli ze śmiechu. W innej sytuacji Stacey 

śmiałaby się razem z nimi. Dzieci senatora Liptona zawsze miały uciechę, widząc, jak 

Justin Marks traci swoją zimną krew. I tylko one potrafiły do tego doprowadzić. Jednak 

teraz rozmowa na temat niemowląt i karmienia stawała się dla Stacey niebezpieczna.

W gabinecie senatora powitano Justina jak geniusza umiejącego przewidywać wszelkie 

polityczne   i  społeczne   tendencje.   Stacey  zastanawiała   się,  czy   umiałby  równie   trafnie 

przewidzieć publiczną reakcję na wiadomość, że córka senatora Liptona urodzi nieślubne 

dziecko. Jak on sam zareagowałby na wiadomość, że wkrótce zostanie ojcem?

Jej   serce   zaczęło   niespokojnie   trzepotać.   Czy   dziecko,   które   w   sobie   nosiła,   mogło 

rzeczywiście zaprzepaścić szansę ojca na prezydenturę? W rodzinie Liptonów nigdy dotąd 

nie   było   żadnego   skandalu.   Senator   miał   opinię   typowego   człowieka   ze   Środkowego 

Zachodu; serdecznego, bardzo rodzinnego, kierującego się w życiu surowymi zasadami 

moralnymi. To właśnie Justin Marks i jego specjaliści od handlu stworzyli nieskazitelny 

wizerunek Liptona. Co oni wszyscy powiedzieliby, dowiedziawszy się, że Stacey jest w 

ciąży? W dodatku z Justinem Marksem! Poczuła, że narasta w niej złość. Nikomu nie 

może powiedzieć o swojej ciąży! I nie powie!

Nagle w drzwiach gabinetu pojawił się Justin Marks.

- Panie i panowie - zaczął uroczyście. - Senator Bradford Lipton i jego żona!

27

background image

Cały zgromadzony personel, nie wyłączając Justina, zaczął klaskać entuzjastycznie.

-   Myślę,   że   tata   jest   już   świetnie   przygotowany   do   uroczystości   inauguracyjnych   w 

Białym Domu - wyszeptał Sterne. - Spójrz tylko, jak przesyła tłumom pozdrowienia.

Stacey spojrzała na ojca, bardzo eleganckiego i przystojnego w błękitnym, szytym na 

miarę garniturze. Już teraz grał rolę dystyngowanego przywódcy swego stanu. Skończył 

pięćdziesiąt cztery lata, ale w dalszym ciągu podobał się kobietom w różnym wieku. 

Stacey widziała nastolatki piszczące i podskakujące na jego widok oraz kobiety w średnim 

wieku   ściskające   mu   ręce   i   wpatrujące   się   w   niego   z   zachwytem.   Senator   był   nadal 

„prawdziwym mężczyzną”. Ciągle jeszcze interesował się sportem, czasami opowiadał 

nieco   pikantne   historyjki,   ale   jednocześnie   stał   na   straży   starych,   surowych   zasad 

moralnych. Czy rzeczywiście miał szansę zostać prezydentem? Czasami myślała o nim jak 

o nierealnych i dalekich gwiazdach filmowych, których nigdy nie poznała.

W biurze zrobiło się tłoczno, ponieważ dołączyła do nich pozostała część personelu, a 

także kilku reporterów.

- Bardzo wam wszystkim dziękuję - powiedział senator, kierując do nich ciepły uśmiech. 

- Chciałbym  zasłużyć  na  zaufanie,  jakie  mi  okazaliście.  Amerykanie   uwierzą  w  moje 

obietnice, kiedy zobaczą, że rodzina obdarza mnie niezachwianą miłością i udziela mi tak 

wielkiego poparcia.

- Miła, bardzo osobista pogawędka z najbliższą rodziną, co? - zapytał Spence z goryczą. - 

Gdyby nie ten tłum, ojciec przeszedłby obok nas bez słowa.

Senator   Lipton   odnalazł   spojrzenie   Stacey   i   mrugnął   do   niej   okiem.   Ona   natomiast 

przesłała mu całusa. Cała ta scena została nagrana na kasecie wideo. Stacey wiedziała, 

dlaczego ojciec właśnie na niej skupił swoją uwagę. Kiedyś zwierzył się Justinowi, że 

Stacey,   jako   jedyne   spośród   jego   dzieci,   potrafi   z   prawdziwym   talentem   oszukiwać 

dziennikarzy. Uważał, że posiada „doskonałe wyczucie teatru”.

Zupełnie nieźle odegrali teraz wobec zgromadzonej publiczności role ojca i córki. Stacey 

towarzyszyła w tej zabawie tylko i wyłącznie dla własnej przyjemności. Ot, taki niewinny 

sposób na to, aby mieć chociaż trochę do powiedzenia w życiu, którym kierowały głównie 

wymykające się spod kontroli przypadki.

Stacey   zrobiła   nagle   krok   do   tyłu   i   wpadła   na   Justina   Marksa,   który   dołączył   do 

zgromadzonych i stanął za jej plecami. Zanim zdążyła odskoczyć, chwycił ją za ramiona, 

28

background image

udając, że chce podtrzymać dziewczynę. W momencie, kiedy poczuta dotyk jego rąk, 

znieruchomiała. Oblała ją fala gorąca. Z trudem odparła nagłe, szalone pragnienie, aby 

odchylić się do tyłu i oprzeć o Justina. Bardzo wyraźnie, niemal boleśnie, uświadomiła 

sobie obecność mocnego ciała, czuła siłę podtrzymujących ją ramion. Poczuła się tak spo-

kojnie i bezpiecznie, i... O Boże! Czyżby traciła rozum? Była chyba tego bardzo bliska, 

skoro rozmyślała o przytulaniu się do Justina Marksa! Słusznie robiła, unikając go przez 

ostatnie dziesięć tygodni. Najwyraźniej jest od niego uzależniona w jakiś dziwny, fizyczny 

sposób.

Na szczęście wszyscy patrzyli w tej chwili na senatora, który właśnie powiedział coś 

dowcipnego.

- Czy to jest właśnie jeden z tych żartów? - zapytał szeptem Lucas. - Zdaje się, że miały 

być dwa?

- Obydwa usłyszymy dopiero podczas oficjalnego wystąpienia - odpowiedziała Stacey. 

Kiedyś Justin powiedział, że obawia się o rozum Lucasa, ponieważ zbyt często gra bez 

kasku. Stacey wtedy gorąco zaprotestowała, ale tak naprawdę była skłonna przyznać rację. 

Jej najmłodszy brat rzeczywiście nie był zbyt błyskotliwy.

- Po prostu obserwuj mnie. Będziesz wiedział, kiedy należy się śmiać - wyszeptała.

- Czas na mnie - powiedział Justin i rozsuwając zgromadzonych na boki, utorował drogę 

senatorowi i jego żonie. Zwartą grupą ruszyli do sali obrad.

- Wyglądasz dzisiaj wyjątkowo ładnie, Stacey - powiedziała, zatrzymując się, Caroline 

Courtney Lipton.

-   Dziękuję,   mamo.   -   Stacey   uśmiechnęła   się.   Jej   matka   była   zbyt   taktowna,   aby 

powiedzieć prawdę. - Ten musztardowy kolor, jak myślę, nie jest dla mnie najlepszy.

- Ale dzięki niemu wydaje się, że twoja twarz ma w sobie jakieś szczególne światło, 

kochanie. Nieokreślony blask.

-   Stacey,   rzeczywiście   wyglądasz   inaczej   niż   zwykle   -   wtrąciła   Patty.   Szła   obok 

Spencera, niosąc na rękach małą Aurorę  i z uwagą wpatrywała się w twarz Stacey.

- Zmieniłam po prostu puder - szybko odpowiedziała Stacey. Spence zawsze twierdził, że 

potrafi rozpoznać kobietę w pierwszych tygodniach ciąży po tym nieokreślonym czymś w 

jej twarzy. Dzięki Bogu, na razie nie zauważył niczego dziwnego.

- To ty wyglądasz dzisiaj wspaniale, mamo! - Stacey zmieniła temat. Zawsze uważała, że 

29

background image

matka na uśmiech Mony Lisy: kobiecy i ciepły, a jednocześnie powściągliwy i tajemniczy. 

Uwielbiała matkę, ale także trochę się jej bała. Pani Lipton sama wychowywała czwórkę 

dzieci, podczas gdy jej mąż całkowicie poświęcił się karierze politycznej. Przez wszystkie 

te lata ani razu nie poskarżyła się na brak czasu lub wieczną nieobecność męża. Mając 

czterdzieści siedem lat, była w dalszym ciągu szczupła, bez śladu siwizny we włosach i 

tak samo ładna, jak w wieku dwudziestu jeden lat, gdy poślubiła kongresmena Liptona i 

wzięła na siebie odpowiedzialność za wychowanie jego dwóch małych synów - Sterne’a i 

Spence’a.

Chociaż matka wybrała właśnie taki rodzaj małżeństwa, Stacey już dawno zdecydowała, 

że nigdy nie da się schwytać w pułapkę, jaką był ten tak niesprawiedliwy układ małżeński 

w samolubnym i zakłamanym świecie polityków.

Gdy zbliżyli się do sali obrad, senator Lipton zatrzymał się i obejrzał za siebie.

- Caroline? - powiedział. Jego twarz była spięta, a błękitne oczy zimne i twarde.

Caroline Lipton uśmiechnęła się i wzięła męża pod rękę. Obydwoje wkroczyli do sali, 

gdzie   miało   nastąpić   doniosłe   wydarzenie,   a   cała   reszta   rodziny   podążyła   za   nimi 

dokładnie tak, jak zaplanował Justin Marks.

Stacey przesunęła wzrokiem po tłumie wypełniającym salę obrad, tę samą salę, w której 

wiele lat temu John F. Kennedy zgłosił swoją kandydaturę w wyborach. Niektórzy ze 

zgromadzonych siedzieli, jednak większość dziennikarzy stała. Trzy ogólnokrajowe stacje 

telewizyjne oraz lokalna telewizja i radiostacja przysłały tu dzisiaj reporterów.

Brynn rozmawiała z mężczyzną, w którym Stacey rozpoznała prezentera telewizyjnego. 

Pomachały do siebie.

W   sali   zapadła   cisza,   gdyż   senator   Lipton,   stosownie   się   uśmiechając,   rozpoczął 

przemówienie.

Było bardzo ciepło i duszno. Po dziesięciu minutach Stacey zaczęła się zastanawiać, czy 

w tym pomieszczeniu w ogóle działa wentylacja. Było jej potwornie gorąco. Nie czuła 

najmniejszego ruchu powietrza. Głęboko odetchnęła, ale to nie pomogło. Nie miała po 

prostu czym oddychać!

Spojrzała na ojca, który w trakcie swego przemówienia nie przestawał być energiczny i 

nie tracił wigoru. Matka również była opanowana i obojętna, jak zawsze.

30

background image

Stacey pomyślała, że chyba nikt z sali nie uświadamia sobie, że za chwilę wszyscy się 

poduszą.   Jej   twarz   była   gorąca   i   zaczerwieniona.   Nagła   fala   mdłości   podeszła   jej   do 

gardła. Rozpoznawała głos ojca, ale słowa nie układały się w żadną sensowną całość. W 

głowie słyszała dziwne brzęczenie.

W wielkim popłochu rozejrzała się po sali i napotkała badawczy wzrok Justina. Stał w 

odległości około pięciu metrów od niej i powinien patrzeć na Bradforda Liptona. Jednak 

ciemne oczy wpatrywały się właśnie w nią. Stacey także nie mogła oderwać od niego 

wzroku.   Opanowała   ją   wielka   słabość,   nogi   stały   się   miękkie,   w   uszach   szumiało, 

odczuwała zawroty głowy. Uświadomiła sobie z przerażeniem, że za chwilę zwymiotuje 

lub   zemdleje.  Tak   czy   inaczej,   stanie   się   coś   strasznego.   Ojciec   oczywiście   musiałby 

zrewidować swoją opinię na temat „doskonałego wyczucia teatru”, gdyby teraz, w środku 

jego przemówienia i w dodatku w świetle reflektorów, rozchorowała się.

Pomyślała,   że   musi   koniecznie   gdzieś   usiąść.   Z   rozpaczą   zamknęła   oczy,   walcząc   z 

przyprawiającymi o mdłości żółtymi i zielonymi kręgami, które zaczęły przysłaniać jej 

pole widzenia.

Usłyszała   oklaski   i   zrozumiała,   że   skończyło   się   przemówienie   ojca.   Prosił   teraz 

dziennikarzy, żeby zadawali pytania. Przerażona Stacey spojrzała na Brynn. Na pewno 

ustąpi jej miejsca...

Nagle   poczuła,   że   czyjeś   silne   ramiona   obejmują   ją.   W   tej   chwili   nie   miało 

najmniejszego   znaczenia,   kto   to   był.   Najważniejsze,   że   nie   upadła.   Justin   Marks, 

podtrzymując ją mocno, przeprowadził do odosobnionego miejsca w tylnej części sali. 

Posadził dziewczynę na krześle. Kładąc rękę na karku, zmusił, by pochyliła głowę do 

kolan. Stacey zacisnęła  powieki, walcząc  z nowym  przypływem  mdłości.  Było  jej na 

przemian zimno i gorąco, a całe ciało pokrył zimny pot.

- Oddychaj głęboko, Stacey. - Głos Justina z trudem przedzierał się przez gęstą mgłę, 

która   ją   otaczała.   Spróbowała   jednak   być   posłuszna   i   łapczywie   chwytała   ustami 

powietrze.

Nie miała pojęcia, jak długo siedziała z zamkniętymi oczami i głową między kolanami, 

ale w końcu stopniowo, powoli mdłości i słabość zaczęły ustępować. Umilkł huk w głowie 

i powróciła zdolność przełykania. Zaczęła znowu rozumieć, co się wokół niej dzieje. Jakiś 

dziennikarz zadał pytanie, ojciec dowcipnie na nie odpowiedział, przez salę przebiegł 

31

background image

śmiech. Stacey otworzyła oczy i spróbowała podnieść głowę.

- Spokojnie, Stacey. Odetchnij głęboko.

Ostrożnie podniosła głowę i nagle znalazła się oko w oko z Justinem Marksem. Siedział 

na podłodze obok krzesła, a jego palce ciągle jeszcze obejmowały jej kark.

- Przepraszam - wyszeptała Stacey. Miała wysuszone wargi i czuła się tak, jakby w jej 

ustach znajdował się kłębek waty.

-   Czy   ktoś   zauważył,   co   się   stało?   -   Wiedziała,   że   zarówno   ojciec   jak   i   główny 

organizator kampanii wyborczej byliby wściekli, gdyby coś odwróciło uwagę publiczności 

w takim momencie.

-   Zachowałaś   się   bardzo   dyskretnie,   Stacey   -   powiedział   Justin.   -   Nawet   jeśli   ktoś 

zauważył   twoje   odejście,   nie   spowodowało   to   żadnego   zamieszania.   Co   się   stało?   - 

zapytał. - Jesteś chora?

- Nie, wszystko jest już w porządku. Po prostu zrobiło mi się słabo - odrzekła i dodała w 

myślach, że takie historie często się przytrafiają kobietom w ciąży.

- Tak, to ten upał, tłum, podniecenie - powiedział cicho i Stacey zrozumiała, że układa 

sobie odpowiedź na ewentualne pytania dotyczące jej nagłego zniknięcia. Nie zadała sobie 

trudu,   aby   zwrócić   jego   uwagę   na   fakt,   że   od   drugiego   roku   życia   uczestniczyła   w 

zebraniach politycznych, nawet w środku gorącego lata w Nebrasce i nigdy nie stanowił 

problemu ani upał, ani tłum, ani podniecenie.

W dalszym ciągu masował jej kark i nie zamierzał wcale się odsunąć.

- Wyglądasz naprawdę źle, Stacey. Masz kredowobiałą twarz.

Stacey przeczesała palcami mokrą od potu grzywkę.

- To chyba lepsze niż ten poprzedni żółty odcień? - próbowała zażartować, ale Justin nie 

roześmiał się.

- Czy dasz radę usiąść prosto? - zapytał. - Może przynieść ci trochę wody?

- Nie, nie trzeba. - Stacey wolno wyprostowała się. Pokój już nie wirował wokół niej, 

chociaż w dalszym ciągu czuła się niepewnie i słabo. Wiedziała jednak, że najgorsze 

minęło. Justin nadal klęczał przy krześle, ale już jej nie dotykał. Stacey pomyślała ze 

zdumieniem, że był niezwykle wyrozumiały.

- Stacey, źle się czujesz? - Brynn właśnie podeszła do nich. Była zaniepokojona. Udało 

jej się przejść przez całą salę, nie zwracając na siebie niczyjej uwagi. Położyła rękę na 

32

background image

wilgotnych włosach Stacey.

- Zemdlałaś? - zapytała.

- Prawie. - Stacey próbowała uśmiechnąć się.

- Brynn, zaprowadźmy Stacey do mojego biura - powiedział Justin.

-   To   zbędne.   Już   ml   lepiej   -   szybko   powiedziała   Stacey.   -   Justinie,   zostań   tutaj   i 

wysłuchaj do końca konferencji prasowej. My z Brynn wrócimy do domu.

- Mogę to wszystko obejrzeć później na wideo. Zabieram cię teraz do mojego biura, 

Stacey.   -  W  Justinie   znowu   odezwała   się   przywódcza   natura.   Chwycił   ją   za   łokcie   i 

postawił z taką łatwością, jakby podnosił szmacianą lalkę. Ta siła zdumiała ją i przypo-

mniała, jak bez żadnego wysiłku wyniósł ją z klubowego bankietu w ciepłą sierpniową 

noc.

Szli długim korytarzem. Justin i Brynn z dwóch stron podtrzymywali Stacey.

- Biedna Stacey. Czuła się źle od samego rana. - Brynn była zdenerwowana. - To chyba 

jakiś wirus. Co, Stacey?

Stacey syknęła ze zniecierpliwieniem. Wiedziała, że Brynn próbuje jakoś wytłumaczyć 

jej   zasłabnięcie.   Pech   jednak   chciał,   że   wersja   ta   była   całkowicie   sprzeczna   z 

wcześniejszą, podaną przez Stacey. Justin, oczywiście, natychmiast uchwycił różnicę. Nic 

nie mogło umknąć jego uwadze.

-   Stacey   powiedziała,   że   przedtem   czuła   się   świetnie   i   nagle   zrobiło   jej   się   słabo   - 

powiedział zdziwiony.

- Och! - Brynn nerwowo zakasłała. - Znasz przecież Stacey. Nigdy nie przyzna się, że 

jest chora. Taki zuch! Prawda, Stacey?

Stacey ze zdenerwowania potknęła się.

- Nie przewróć się! - zawołała Brynn, mocniej ją podtrzymując.

- Wszystko w porządku, Brynn. Naprawdę. - Stacey próbowała ją uspokoić. Jeśli nie 

będą ostrożniejsze, Justin zauważy to nietypowe dla Brynn zdenerwowanie.

- Zaniosę cię - oznajmił Justin i zanim zdążyła zaprotestować, wziął ją na ręce.

- Puść mnie - zażądała, zaciskając ze złości zęby. - Czuję się świetnie!

-   Nie   sądzę   -   odpowiedział  Justin   z   zupełnie   normalną   u   siebie   pewnością   siebie.   - 

Zaniosę cię do swojego biura. Brynn, wróć do sali obrad i zawiadom panią Lipton. Niech 

dołączy do nas, gdy skończy się przemówienie senatora.

33

background image

- Ludzie na nas patrzą, Justinie - powiedziała cicho Stacey, gdy Brynn odeszła. Ukryła 

twarz w klapach jego marynarki, oczywiście ciemnoszarej. - Puść mnie! - powtórzyła, ale 

zignorował jej protest.

- Rzeczywiście byłaś dzisiaj chora? Dlaczego nic nie powiedziałaś wcześniej? - zapytał.

- Chciałam być tutaj, gdy ojciec będzie zgłaszał swoją kandydaturę. - Justin najwyraźniej 

zaakceptował wersję Brynn i Stacey postanowiła się tego trzymać. - Taki już ze mnie 

zuch! - zażartowała.

Justin zmarszczył brwi.

- Byłaś u lekarza? - zapytał. Stacey wpadła w popłoch.

- Iść do lekarza z powodu głupiej infekcji? Nie ma mowy! - zawołała. - Brynn zdarzyło 

się to samo wczoraj wieczorem, a dziś czuje się świetnie! - kłamała.

W końcu dotarli do biura senatora Liptona. Justin minął zaskoczoną sekretarkę i zaniósł 

Stacey do swojego gabinetu. Posadził ją w fotelu pokrytym ciemnoszarym materiałem. 

Jakiż inny kolor mogłyby mieć obicia mebli w gabinecie Justina Marksa?

- Siedź tutaj i odpręż się, Stacey. Przyniosę ci trochę wody.

Podszedł do zbiornika stojącego w rogu pokoju i nalał wodę do papierowego kubka.

- Masz swój własny zbiornik z wodą? - zainteresowała się Stacey.

- Wynajmuję ten zbiornik od kompanii, a oni co tydzień zaopatrują mnie w świeżą wodę 

do picia. Wymieniają po prostu galon. - Uśmiechnął się, a jej serce gwałtownie zabito. - 

Wypijam w ciągu tygodnia około dziesięciu, piętnastu litrów. Chyba możesz to nazwać 

moim ukrytym nałogiem.

- Picie wody jest twoim ukrytym nałogiem? - Stacey wyciągnęła się wygodnie w fotelu. 

Wiedziała,   że   Justin   Marks   nie   pije   alkoholu,   nie   pali   papierosów,   nie   interesuje   się 

hazardem   ani   kobietami.   Ten   zupełny   brak   nałogów   przerażał   Sterne’a,   który   w 

przeciwieństwie do Justina, posiadał je wszystkie.

- A więc jednak Justin Marks na jakiś słaby punkt. Pije wodę! - Nie mogła powstrzymać 

się, żeby nie zakpić.

- Uśmiechasz się. - Justin stanął nad nią, trzymając w ręku kubek z wodą. - Czyli czujesz 

się lepiej.

Wzięła od niego wodę i wypiła ją duszkiem.

- Czy mogę dostać jeszcze trochę? - zapytała, oddając mu pusty kubek.

34

background image

- Aha! Zdaje się, że ty także wpadłaś w szpony tego nałogu - powiedział i przyniósł 

następną porcję. - Kiedyś wypijałem morze kawy, ale dwa lata temu doktor poradził mi, 

żebym  z tym  skończył. Wtedy  zainstalowałem ten  zbiornik.  Pozostało  mi tylko  przy-

musowe picie wody.

Stacey była zaskoczona, słysząc takie osobiste wynurzenia. Justin Marks nigdy nic o 

sobie nie mówił.

- I nie brakuje ci kawy? - zapytała.

- Och, oczywiście! Bardzo! - zawołał. - Nie chcę jednak mieć wrzodów, które obiecał mi 

doktor, jeśli nie ograniczę jej picia.

- I ty, zamiast po prostu zmniejszyć ilość, przestałeś pić kawę zupełnie? Stara zasada 

„wszystko albo nic”, tak? To bardzo do ciebie pasuje, Justinie.

- Ale wiem także, kiedy i w jaki sposób pójść na kompromis, Stacey - powiedział cicho, a 

ona zarumieniła się. Miała niejasne wrażenie, że Justin nie mówi o piciu kawy. Nagle 

dostrzegła fotografię stojącą na biurku. Było to kolorowe zdjęcie rodziny Liptonów - to 

samo, które miała w sypialni. Justin podążył za jej wzrokiem.

- Umówiłem się już z fotografem, który podczas Święta Dziękczynienia zrobi aktualny 

portret rodziny - powiedział. - Zdjęcie to zostanie umieszczone w broszurze omawiającej 

stanowisko senatora...

Justin mówił dalej, ale Stacey nie zwracała już na to uwagi. Słuchanie wywodów na 

temat strategii politycznej działało usypiająco. Zaczęła przyglądać się fotografiom, które 

niemal w całości pokrywały wszystkie cztery ściany pokoju. Na każdym zdjęciu był jej 

ojciec w towarzystwie prezydenta, liderów kongresu, przywódców religijnych, słynnych 

polityków   z   innych   stanów,   gwiazd   sportu   i   filmu.   Na   wszystkich   widniały   podpisy 

znajdujących  się  na  nich  osobistości. Tylko  osiem  fotografii,  wiszących  nad  biurkiem 

Justina,   wyraźnie   różniło   się   od   reszty.   Był   na   nich   senator   Lipton   i...   ona.   Zostały 

zrobione w różnych momentach życia. Zobaczyła więc siebie jako śmiejące się niemowlę, 

jako szczerbatą skautkę, dziewczynę dopingującą szkolną drużynę futbolową i jako świeżo 

upieczoną   studentkę.   Na   jednej   fotografii   miała   siedemnaście   lat   i   ubrana   była   w 

przewiązaną wstęgą i ozdobioną białą falbaną sukienkę. Właśnie tę sukienkę kazał jej 

Justin włożyć w tamten pamiętny wieczór.

Trzy pozostałe zdjęcia przedstawiały ją jako dorosłą kobietę. Na jednym była radośnie 

35

background image

roześmiana,   ubrana   w   dżinsy.   Na   drugim   miała   sukienkę   z   czarnego   jedwabiu   i 

diamentowe   kolczyki   w   uszach.   Wyglądała   wspaniale   i   bardzo   dystyngowanie.  A  na 

trzecim...

Stacey zamarła z wrażenia. Zdjęcie to zostało zrobione na bankiecie wydanym na cześć 

Człowieka Roku. Stacey rozpoznała swoją seksowną czerwoną suknię i lekkie sandały, 

które   miała   wtedy   na   sobie.   Uśmiechała   się   do   ojca,   który   właśnie   powiedział   coś 

dowcipnego na jej temat. „Doskonałe wyczucie teatru”. Tak, obydwoje je posiadali. Na 

fotografii nie było oczywiście Justina Marksa. Jak zawsze, taktownie pozostawał w cieniu.

Serce   Stacey   zabiło   szybciej.   Była   wstrząśnięta   nieoczekiwanym   odkryciem   swojej 

obecności w galerii Justina, a jednocześnie wyprowadziło ją z równowagi przypomnienie 

owej namiętnej nocy, którą wspólnie spędzili. Szybko się odwróciła i zobaczyła, że on 

także przygląda się tej fotografii.

Nagle oderwał od niej wzrok i spojrzał w spłoszone brązowe oczy Stacey.

- Najwyższa pora, żebyśmy porozmawiali o tym, co się zdarzyło tamtej nocy, Stacey - 

powiedział miękko.

ROZDZIAŁ TRZECI

Stacey zadrżała ze strachu.

- Nie! - zaprotestowała.

- Ależ tak, Stacey. - Oczy Justina rozbłysły. - Wiedziałem, że potrzebujesz trochę czasu, 

żeby zaakceptować to, co stało się między nami. Wiedziałem, że po dziesięciu latach 

wrogiego nastawienia, musisz przyzwyczaić się do myśli o mnie jako swym kochanku. 

Dobrze się złożyło, że przez ostatnie trzy miesiące mieliśmy nawał pracy w związku z 

organizacją kampanii. Dzięki temu mogłem dać ci potrzebny czas, ale teraz...

- Teraz będziesz zajęty bardziej niż kiedykolwiek - szybko wtrąciła Stacey. - W lutym 

odbędą   się   prawybory   w   stanie   Iowa   i   New   Hampshire.   Musisz   tam   zwyciężyć   albo 

wszystko przepadnie.

Na twarzy Justina pojawił się zarozumiały uśmiech.

-   Zwyciężymy   i   w   Iowa,   i   w   New   Hampshire   -   odpowiedział.   -   To   „zaskakujące 

zwycięstwo” wymagało dwóch lat przygotowań. Nasze wstępne prace były tak gruntowne, 

że teraz kandydat musi jedynie pokazywać się, uśmiechać i rozmawiać z tłumem.

36

background image

- Whitney Chambers może nie zgodzić się z tobą - odpowiedziała z przekąsem.

Whitney Chambers był popularnym młodym senatorem z Nowego Jorku, zamierzającym 

także   wziąć   udział   w   wyborach.   Formalnie   jeszcze   tego   nie   ogłosił.   Kiedyś   Bradford 

Lipton   pokonał   go.   Było   wtedy   wielu   innych   polityków   chcących   kandydować,   ale 

aktualny prezydent nie poparł oficjalnie żadnego z nich.

- Whit Chambers może być faworytem na wschodzie, ale na pewno nie wygra w Iowa i 

New Hampshire. - Justin powiedział to z takim przekonaniem, jakby oznajmiła, że Święta 

Bożego Narodzenia przypadają na dwudziesty piąty grudnia. - Ale odchodzimy od tematu, 

Stacey.

- I właśnie o to mi chodzi. Nie mam nic do powiedzenia na temat tego, co stało się owej 

nocy.   -   Stacey   pomyślała   o   rozwijającym   się   w   niej   dziecku   i   zmroziło   ją   własne 

kłamstwo. Wkrótce nie będzie już mogła ukrywać swego stanu. I co wtedy?

- Chcę natychmiast stad wyjść. - Ogarnięta paniką ruszyła na oślep w stronę drzwi.

Justin zagrodził jej drogę.

- Jeszcze nie teraz, Stacey.

Spojrzała na niego, próbując uporządkować rozbiegane myśli. Stwierdziła, że podchodzi 

do spraw zbyt emocjonalnie. Trzeba zacząć działać rozważnie. Jeśli teraz ruszy na niego, 

próbując   go   wypchnąć   na   zewnątrz,   mężczyzna   bez   trudu   złapie   ją   i   powstrzyma. 

Uświadomiła sobie w jakimś przebłysku inteligencji, że Justin czeka na to. Chce, żeby ona 

właśnie tak uczyniła!

Jego ciemne oczy rzucały wyzwanie. Stacey pomyślała zdenerwowana, że Justin szuka 

jakiegoś   pretekstu,   żeby   jej   dotknąć.   W   jego   oczach   widać   było   namiętność.   Stacey 

głęboko odetchnęła i cofnęła się.

- Nie! - zawołała. - Nie pozwolę ci tknąć mnie, Justinie.

Skrzyżował ręce na piersi, a jego twarz była niewzruszoną maską.

- Nie zamierzam dotykać cię, dopóki sama nie będziesz tego chciała - powiedział.

- Czyli nigdy!

- Czyżby? - zapytał.

- Tak! - odparła. - Nie podobasz mi się, Justinie. Nigdy mi się nie podobałeś i nigdy nie 

będziesz.

- Jak więc wyjaśnisz swoje zachowanie tamtej sierpniowej nocy? - zapytał z logiką, która 

37

background image

doprowadzała ją do szału.

- Byłam pijana! - zawołała. - I ty także. Przecież ja również nie podobam ci się, czyż nie?

- Naprawdę tak myślisz?

- Jestem tego pewna! - zawołała zapalczywie. - Nigdy nie zdarzyło ci się pochwalić mnie 

albo moich braci. Traktowałeś nas jak natrętne muchy, krążące wokół taty.

Nieoczekiwanie Justin uśmiechnął się.

- Przyznaję, że czasami marzyłem o tym, abyście mieli trochę więcej politycznej ogłady, 

ale   cała   wasze   czwórka   usilnie   pracowała   nad   tym,   żeby   pozostać   ignorantami   w   tej 

dziedzinie.

-   I   udało   nam   się   popełnić   kilka   klasycznych   gaf   politycznych   -   wtrąciła   Stacey.   - 

Pamiętasz,   jak   Sterne   próbował   poderwać   przedstawicielkę   Światowej   Organizacji 

Kobiet? - Pod wpływem wspomnień Stacey niechętnie, ale uśmiechnęła się. - Albo ten 

przypadek,  kiedy  studenci  protestujący  przeciwko  poparciu  zbrojeń  nuklearnych  przez 

naszego ojca, zwrócili się z tym do Lucasa. On wysłuchał ich w osłupieniu, a następnie 

zawołał: „Chryste, czy to możliwe, że ojciec chce to zrobić?”. - Justin dołączył się do niej 

i razem dokończyli słynną, choć niechlubną wypowiedź Lucasa. Roześmieli się obydwoje. 

Stacey była zaskoczona. Przecież wtedy nie rozbawiło to ani ojca, ani Justina.

-   W   tym   samym   czasie   zdarzyło   się,   że   umówiłaś   się   z   synem   najbogatszego 

współpracownika ojca - przypomniał Justin. - Potem zwierzyłaś się reporterowi, że ten 

chłopak to straszny nudziarz.

- Miałam wtedy tylko szesnaście lat! - zawołała Stacey. - A poza tym, to był naprawdę 

nudziarz.

- Podobnie jak jego ojciec - dodał Justin. - Jednak nie powinnaś mówić tego prasie.

Stacey przestała się uśmiechać.

-   Z   tego   właśnie   powodu   gardzę   polityką,   Justinie.   Tym   fałszem   i   obłudą.   Tymi 

manipulatorami i wyzyskiwaczami. To sztuczny świat.

- Żadna z rzeczy, o których mówisz, nie dotyczy wyłącznie polityki. Zanim zacząłem 

pracować u twego ojca, zajmowałem się reklamą i handlem w Nowym Jorku. Zapewniam 

cię, że panowały tam takie same układy. Może nawet bardziej mordercze.

Stacey zapatrzyła się w jakiś odległy punkt.

- Pamiętam doskonale dzień, kiedy pojawiłeś się po raz pierwszy - powiedziała. - Tata 

38

background image

przez cały czas zachwycał się tobą. Opowiadał, jaki to z niego szczęściarz, skoro udało mu 

się zdobyć ciebie do zespołu. Kazał nam robić wszystko, czego od nas zażądasz, ponieważ 

„masz władzę absolutną”. - Jej rysy stwardniały. - Nienawidziliśmy cię, zanim jeszcze cię 

zobaczyliśmy. I nic się od tamtej pory nie zmieniło.

-   Twoja   wrogość   wobec   mnie   wynika   z   wrogości   i   urazy,   jaką   żywisz   do   ojca   - 

powiedział   Justin.   -  Wiem,   jak   musiało   być   ciężko   twoim   braciom,   gdy   widzieli,   że 

niewiele od nich starszy facet zdobywa wielkie zaufanie ojca.

- Zwłaszcza, że z tym ojcem rzadko udawało im się porozmawiać - dodała Stacey ze 

złością.

- A ty zachowujesz lojalność w stosunku do swoich braci, prawda, Stacey? - zapytał 

cicho Justin. - Wiem, że musiało być dla was bardzo bolesne, gdy ojciec bardziej cieszył 

się z mojej obecności niż z waszej. Nie wiedzieliście, jak jest szczęśliwy z tego powodu, 

że was ma. Moja rola też nie należała do łatwych. Musiałem wydawać polecenia, robić 

wszystko to, co właściwie należało do twojego ojca.

- Jednak w takich momentach okazywało się, że jest zbyt zajęty, by zawracać sobie nami 

głowę. Nigdy nie miał dla nas czasu. - Stacey była rozgoryczona. Justin popatrzył jej w 

oczy.

- Najgorzej układały się stosunki między nami, Stacey - powiedział.

- I tak będzie nadal - odpowiedziała chłodno.

Zdumiała ją trafność, z jaką Justin ocenił jej rodzinę. Nigdy nie podejrzewała go o taką 

emocjonalną wrażliwość. W ogóle nie przypuszczała, że kieruje się jakimiś emocjami.

-   Nie,   Stacey.   -   Uśmiechnął   się   przebiegle.   -   Stosunki   między   nami   zmienią   się 

radykalnie.  A  to   dlatego,   że   teraz   będziemy   często   się   widywać.   Od   jutra   zaczniemy 

bardzo blisko współpracować. Dałem ci trzy miesiące. To bardzo dużo. Teraz nadszedł 

czas, żeby cię schwytać, ptaszku.

- To tylko metafory, które nie mają  najmniejszego sensu.  - Stacey próbowała urazić 

Justina swym zjadliwym tonem. Jednak zamiast zamierzonej złośliwości, usłyszała tylko 

niepewność i zdenerwowanie we własnym głosie.

- Pozwól więc, że wyjaśnię ci te metafory. - Zabrzmiało to nieco złowieszczo i Stacey 

zadrżała.   -   Poczynając   od   dzisiaj,   przestajesz   pracować   dla   kongresmena   Erlicha. 

Zostaniesz zatrudniona jako pełnoetatowy pracownik w biurze twego ojca.

39

background image

- Chyba oszalałeś! - zawołała Stacey. - Nie zrezygnowałam z dotychczasowej posady i 

nie zamierzam tego zrobić. Już kilka lat temu powiedziałam ojcu, że pomogę mu zawsze, 

kiedy będzie tego potrzebował. Nigdy zaś nie będę dla niego oficjalnie pracować.

- Mogłoby się jednak zdarzyć, że zmieniłaś zdanie? - zapytał Justin, wręczając jej jakieś 

pismo,   które   wziął   ze   swego   biurka.   Było   to   podanie   o   zwolnienie,   skierowane   do 

kongresmena Nicolasa Erlicha. Stacey spojrzała na nie, potem zmięła papier i rzuciła na 

podłogę.

- Ja nie rezygnuję ze swojej pracy, Justinie - powiedziała. - A jeśli kopia tej fikcyjnej 

rezygnacji została już wysłana do Nicka, powiem mu, że to była pomyłka popełniona 

przez ciebie z nadgorliwości.

-   Stacey,   Nick   Erlich   jest   protegowanym   twego   ojca   w   Białym   Domu   i   doskonale 

rozumie, że twój udział w kampanii senatora jest konieczny. Po wyborach będziesz mogła 

powrócić do biura Nicka, oczywiście, jeśli będziesz jeszcze tego chciała.

- Chcę tam pracować teraz!- zawołała Stacey ze złością. - Nie pozwolę, by ktoś w ten 

sposób niszczył moje życie. Jeśli ojciec postanowił zostać prezydentem, to jego sprawa. Ja 

nie muszę w związku z tym wywracać wszystkiego w swoim życiu do góry nogami.

- Stacey. - Justin zrobił krok w jej stronę. - Nie jesteś już potrzebna Nickowi Erlichowi. 

Ta posada została stworzona specjalnie dla ciebie na prośbę twego ojca. W ten sam sposób 

może przestać istnieć.

Stacey ogarnął wielki niepokój. Ojca nic nie obchodziło jej życie. Jeśli poprosił Nicka 

Erlicha   o  zatrudnienie   córki,   to  tylko  dlatego,  że   Justin  Marks   podsunął   mu  tę   myśl. 

Spojrzała na niego z nagłym błyskiem zrozumienia w oczach.

- Ale dlaczego? - wyszeptała. Justin przysunął się bliżej. Stał, górując nad nią, tak blisko, 

że   gdyby   chciała,   dotknęłaby   silnego   i   muskularnego   ciała.   Jego   bliskość   niemal 

pozbawiła ją tchu.

- Pamiętasz, jak skończyłaś szkołę cztery lata temu? Miałaś tylko ogólne humanistyczne 

wykształcenie   i   żadnych   praktycznych   umiejętności.   Nie   umiałaś   nawet   pisać   na 

maszynie! Razem z Brynn Cassidy planowałyście wyjazd do Europy, a następnie podróż 

dookoła świata. - Justin uśmiechnął się lekko. - Nie mogłem dopuścić do tego. Musiałem 

wiedzieć, gdzie jesteś. Musiałem wiedzieć, że jesteś bezpieczna.

-   I   dlatego   zaaranżowałeś   tę   rozmowę   telefoniczną   z   Nickiem   Erlichem,   który 

40

background image

zaproponował mi, żebym przyszła na rozmowę kwalifikacyjną?

-   Kochanie,   gdybyś   jednak   trochę   znała   świat   polityki,   zrozumiałabyś   absurdalność 

sytuacji. Kongresmen nie dobiera sobie współpracowników spośród osób, które nawet nie 

złożyły u niego podania z prośbą o przyjęcie do pracy! Jak widzisz, córki senatorów tracą 

nieco poczucie rzeczywistości, czy chcą tego, czy nie.

Stacey nie mogła wydusić z siebie stówa. Boże, jaka była naiwna! Przecież przez cały 

czas   manipulował   nią   i   kontrolował   Justin   Marks!   Myśl   o   tym   doprowadzała   ją   do 

szaleństwa.

-   Teraz   masz   już   nową   pracę.   -   Zawahał   się   na   chwilę,   zanim   położył   ręce   na   jej 

ramionach. - Zostaniesz moją osobistą sekretarką. Otrzymasz to samo wynagrodzenie, co 

u Erlicha, i wstawię dla ciebie małe biurko do mojego gabinetu. Będziesz teraz spędzać ze 

mną cały swój czas.

Stacey poczuła się jak zwierzę schwytane w potrzask.

- Nie ma mowy! - krzyknęła. - Nie zrobię tego! Jeśli Nick nie przyjmie mnie z powrotem 

do pracy, rzeczywiście wyruszę w podróż dookoła świata. - Pomysł, który właśnie w tej 

chwili przyszedł jej do głowy, wydawał się teraz ostatnią deską ratunku. Będzie mogła 

zniknąć na całe miesiące, lata nawet! Urodzi dziecko w tajemnicy, bez czyjegokolwiek 

wtrącania się w jej sprawy. Odsunęła się od Justina, czując swe mocno bijące serce.

- Zgłoś się jutro w moim biurze o dziewiątej rano, Stacey - powiedział Justin, zupełnie 

ignorując   ten   wybuch   gniewu.   -   Ja   będę   przed   ósmą,   ale   ciebie,   oczywiście,   nie 

obowiązują moje godziny pracy.

- Nie, Justinie. - Chodziła po pokoju szybkim krokiem. Ojciec patrzył na nią z wiszących 

na ścianach fotografii. Poczuła się schwytana w pułapkę, zamknięta w klatce. W pokoju 

nie było nawet okna, przez które można byłoby wyjrzeć na zewnątrz. - Powiem ojcu, że 

nie chcę z tobą pracować - postanowiła.

- Natomiast ja mu powiem, że jesteś mi potrzebna w mojej pracy. Jak myślisz, kogo z nas 

posłucha? - zapytał Justin.

Stacey wiedziała aż nadto dobrze.

- Obydwaj możecie się przeliczyć - powiedziała zdesperowana. - Nikt nie będzie mi 

mówił, co mam robić. Jeśli moja praca u Nicka jest już nieaktualna, niech tak będzie. 

Poszukam jakiejś innej, gdzieś daleko stąd.

41

background image

Pomyślała,   że   to   byłoby   prawdopodobnie   najlepsze   wyjście   z   sytuacji.   Mogłaby 

wyjechać gdzieś na zachód lub do Kanady pod, przybranym nazwiskiem.

-   Zapomniałbym   o   pieniądzach,   które   zapisała   ci   babcia   Courtney.   Niezła   sumka 

pozwalająca przeżyć, zanim nie zdecydujesz się, co chciałabyś robić w życiu - zauważył 

Justin z przerażającym rozsądkiem. - Jesteś pod tym względem w  bardzo szczęśliwej 

sytuacji. Szkoda, że twoja przyjaciółka, Brynn, nie ma takiego zabezpieczenia.

Stacey miała wrażenie, że serce zatrzymało się na chwilę, a następnie zaczęło bić w 

szalonym tempie.

- Co chciałeś przez to powiedzieć, Justinie,? - znała go zbyt dobrze. Wiedziała, że nic nie 

mówi bez potrzeby.

- Wiem, jak Brynn jest ci bliska, Stacey - odpowiedział Justin. - Wiem także, jak bardzo 

potrzebuje   pracy.  Więc   kiedy   dowiedziałem   się,   że   z   różnych   komisji   działających   w 

Białym Domu będą zwalniani pracownicy, zasięgnąłem informacji na temat Komisji do 

Spraw Zasobów Ludzkości, w której pracuje Brynn. - Justin podszedł do biurka i wziął z 

niego kilka arkuszy papieru, podał je następnie Stacey. - Brynn znalazła się w grupie, 

która ma być zwolniona w pierwszej kolejności, Stacey.

- Och, nie! - Stacey była przerażona. - Brynn będzie załamana! Ona tak kocha swoją 

pracę, ona...

- Brynn nie musi się już o to martwić - wtrącił Justin spokojnie. — Właściwie nie musi 

nawet   wiedzieć,   jaka   była   bliska   tego,   by   znaleźć   się   w   grupie   bezrobotnych. 

Interweniowałem w jej sprawie i użyłem wszystkich swoich wpływów, podobnie jak twój 

ojciec, aby ocalić posadę Brynn. Ktoś inny został zwolniony, nie ona. Brynn jest już 

bezpieczna, Stacey.

Stacey ukradkiem spojrzała na niego. Jego twarz była dla niej zagadką. Jedynie surowe 

spojrzenie czarnych oczu przypomniało jej umieszczony kiedyś w „The Washington Post” 

opis   tego   wieloletniego   asystenta   ojca:   „Bezwzględny   i   twardy,   Marks   cieszy   się   na 

Kapitelu godną pozazdroszczenia opinią człowieka, który dąży do osiągnięcia celu za 

każdą cenę”.

-  Jesteś   moją   dłużniczką,   Stacey   -  powiedział   Justin.   -  Zrobiłem   wyjątek   dla   twojej 

przyjaciółki,   chociaż   wiesz,   jak   nienawidzę   prosić   kogoś   o   laskę   i   zaciągać   długów 

wdzięczności.   Zrobiłem   to   jednak   dla   was.   Brynn   mogłaby   w   tej   chwili   przeglądać 

42

background image

ogłoszenia w poszukiwaniu pracy.

- Jestem twoją dłużniczką - powtórzyła Stacey szeptem. - I teraz zamierzasz ten dług 

odebrać?

- Tak, Stacey. Teraz chcę odebrać ten dług. - Justin uśmiechnął się. Z tej sytuacji nie było 

wyjścia i obydwoje o tym wiedzieli. Dzięki niemu Brynn nie straciła pracy i teraz Stacey 

musiała zapłacić. Nic dziwnego, ze Justin zawsze powtarzał, że w świecie polityków nie 

należy   nikogo   prosić   o   przysługę.   Nie   wolno   stwarzać   sytuacji,   gdy   jest   się   winnym 

drugiemu człowiekowi...

Pomyślała, że nigdy nie darzyła nikogo większą nienawiścią, niż Justina Marksa w tej 

chwili.

- Któregoś dnia ktoś wsypie strychniny do twojego zbiornika z wodą - powiedziała. - A ja 

będę tańczyć na twoim pogrzebie.

Justin uśmiechnął się szeroko.

-   Czy   mam   przez   to   rozumieć,   że   postanowiłaś   z   wdzięcznością   przyjąć   moją 

propozycję? - zapytał. Stacey wyprostowała się, żałując, że nie jest wyższa.

- Zawiedziesz się, Justinie. - Sama jednak usłyszała, jak bardzo dziecinnie i bezsilnie to 

zabrzmiało. Nie miała nic na poparcie swoich gróźb i on o tym wiedział.

- Nie sądzę, Stacey - odpowiedział, przyglądając się jej z rozbawieniem. - Witamy na 

wyborczym szlaku rodu Liptonów.

Nagle   w   głowie   Stacey   zabłysła   pewna   myśl.   Nie   miała   nic   na   poparcie   swoich 

pogróżek?   Ależ   miała!   Ciekawe,   czy   redaktora   kroniki   towarzyskiej   w   „Post” 

zainteresowałaby   pikantna   opowieść   o   szalonej   namiętnej   nocy,   którą   córka   senatora 

spędziła z najbliższym współpracownikiem ojca, a która to noc zaowocowała niepożądaną 

ciążą. Teraz Stacey nie czuła się już tak bezsilna. Uświadomiła sobie, że ma możliwość 

pomieszania szyków na wyborczym szlaku Liptonów.

Nagle rozszerzyła oczy ze strachu. Przecież wcale nie pragnęła takiej przewagi. Nie była 

ani mściwa, ani bezlitosna.

Justin   patrzył   na   Stacey.   Widział   na   jej   twarzy   emocje   zmieniające   się   jak   w 

kalejdoskopie; od złości, przez chłodną kalkulację do szczerego strachu. Podszedł bliżej.

- Stacey, dobrze się czujesz? - zapytał zaniepokojony. Dotknął ręką jej policzka. - Chyba 

jest ci zimno - powiedział. - Zapomniałem, że jesteś chora. - Objął ją i poprowadził do 

43

background image

szarego fotela. - Stacey, nie chciałem cię zdenerwować. Powinienem domyślić się, że 

nadal źle się czujesz. Powinienem...

- Poczekać z żądaniem zapłaty długu? - dokończyła Stacey ironicznie, gdy już siedziała 

wygodnie   w   fotelu.   Właściwie   nic   jej   nie   dolegało,   czuła   się   tylko   zastraszona, 

sterroryzowana,   uwikłana   w   historię,   która   mogła   zakończyć   się   jedynie   katastrofą.   - 

Doprawdy, jesteś bardzo uprzejmy, Justinie.

- Stacey - Justin przykucnął przy niej i wziął jej ręce w swoje dłonie. - Mam nadzieję, że 

kiedyś, może już wkrótce, przekonasz się, jak bardzo...

Rozległo się głośne pukanie do drzwi. Justin wstał.

- Proszę - powiedział.

Weszła Brynn, a za nią pani Lipton i Lucas.

- Cześć, Stacey! Jesteś chora? - zapytał Lucas, żując gumę.

- Jak się czujesz, moja droga? - zmartwiona Caroline podeszła do Stacey.

- Świetnie, mamo - zapewniła Stacey z uśmiechem. Poczuła zapach matczynych perfum i 

ogarnęło ją nieodparte pragnienie przytulenia się do Caroline i wypłakania na jej piersi; 

jednak ostatni raz zrobiła to, gdy była w drugiej klasie. Poza tym, matka nie mogła teraz 

pomóc.

Caroline Lipton prawdopodobnie nigdy nie zrozumiałaby, jak jej córka mogła popaść w 

takie tarapaty. Jak mogła dopuścić do zajścia w ciążę z człowiekiem, którego darzyła 

przez ostatnie dziesięć lat nienawiścią? Matka była doskonała pod każdym względem. 

Stacey zastanawiała się, czy Caroline naprawdę chciała, aby jej mąż został prezydentem? 

Czy chciała zostać Pierwszą Damą? Było tyle pytań, których Stacey nigdy nie zadała 

matce, i tyle rzeczy, które chciała o niej wiedzieć.

Teraz   jednak   nie   mogły   ze   sobą   porozmawiać.   Nigdy   nie   mogły.  Wszelkie   osobiste 

tematy rozmów były w rodzinie Liptonów zakazane. To niepisane prawo, którego wszyscy 

przestrzegali. Pod wpływem łez kolor oczu Stacey stał się intensywniejszy. Wiele razy 

słyszała o tym, że u kobiet w ciąży bardzo łatwo zmieniają się nastroje. W tej chwili ona 

była   tego   żywym   przykładem.   Jak   mogła   kiedykolwiek   przypuszczać,   że   uda   się   jej 

zachować dobry nastrój pod codziennym wnikliwym nadzorem Justina Marksa.

Zadrżała. Zrozumiała, jakim koszmarem będzie teraz jej życie.

- Masz dreszcze - powiedziała Caroline. - Stacey, może pojedziesz dzisiaj ze mną do 

44

background image

domu. - Miała na myśli ich ogromny dom w Chevy Chase. - Mogłabyś od razu pójść do 

łóżka, a Grace przygotowałaby dla ciebie jedną ze swoich wspaniałych zup.

- Gdybym nie musiał wrócić na trening, pojechałbym z tobą - roześmiał się Lucas. - 

Przyjdziesz na mecz w sobotę, Stacey?

- Nie wiem, Lucas - odparta Stacey. Zdarzało się, że razem z rodzicami chodzili na 

mecze futbolowe Uniwersytetu Stanowego Nebraski, żeby obejrzeć grę Lucasa. Senator 

Lipton nigdy nie opuścił żadnego meczu. To było z jego strony bardzo zręczne posunięcie, 

zwłaszcza gdy sportowa działalność jednego z jego dzieci zbiegała się z jakąś polityczną 

okazją w rodzinnym stanie.

-   Stacey   będzie   umiała   zaopiekować   się   mną,   jeśli   złapię   tego   samego   wirusa   - 

powiedziała Brynn, mrugając do przyjaciółki.

- Stacey powiedziała mi, że ty czułaś się źle już wczoraj - odparł Justin, marszcząc brwi.

Brynn zaczerwieniła się.

- Och! Tak... Tak, rzeczywiście... Zapomniałam - wyjąkała.

Stacey   stłumiła   jęk.   Caroline   i   Justin   spojrzeli   na   siebie   zaskoczeni.   Dziewczęta 

natomiast były przerażone.

- Zapomniałaś o wczorajszej chorobie? - Nawet Lucasowi wydało się to nieco dziwne.

- Coś tutaj nie gra. - Justin patrzył to na Brynn, to na Stacey, a jego niezadowolenie było 

coraz większe. - Czy powiecie mi wreszcie, o co chodzi, czy mam sam do tego dojść? - 

zapytał.

- Nie wiem, o czym mówisz. Czy domyślasz się, Stacey, o co mu chodzi? - Brynn 

zaczynała wpadać w panikę. Stacey poznawała te objawy. Brynn zawsze mówiła za dużo i 

za   szybko,   kiedy   była   zdenerwowana.   —   No   więc   dobrze,   zapomniałam,   że   byłam 

wczoraj chora! - zawołała. - I co z tego? Uważam, że w całym tym zamieszaniu wokół 

osoby senatora...

-   Mamo,   czy   możesz   poprosić   Justina,   żeby   porzucił   ten   swój   arogancki,   władczy   i 

rozkazujący ton? - wtrąciła Stacey. Zapożyczając określeń ze słownika Lucasa, wysnuła 

wniosek, iż dobra obrona jest czasami najskuteczniejszym atakiem. - Zdenerwował Brynn 

- dodała.

- Dlaczego nie powiesz mi tego sama, Stacey? - zapytał Justin łagodnie. - Na przykład w 

samochodzie, gdy będę cię odwoził do domu?

45

background image

- Nikt nigdzie nie będzie mnie odwoził - odpowiedziała Stacey. - Mam swój własny 

samochód i sama pojadę do restauracji Sterne’a. Właśnie zaprosił mnie na cheeseburgera z 

bekonem. Na koszt zakładu!

- Ależ to jest potwornie tłuste, Stace - powiedziała Brynn. - Myślę, że w twoim stanie 

byłby znacznie zdrowszy pieczony kurczak, warzywa i mleko.

Stacey rzuciła Brynn ostrzegawcze spojrzenie.

- Uwielbiam cheeseburgery z bekonem, które przyrządza Sterne - powiedziała.

- Stacey, więc nie zjawisz się w domu? - Caroline była zawiedziona.

- Nie pojedziesz do tej speluny Sterne’a - stwierdził stanowczo Justin.

- Restauracja Sterne’a nie jest speluną - zaprotestowała Stacey. - W każdym bądź razie 

nie o wpół do szóstej po południu. Mamo, naprawdę czuję się świetnie. - Pomyślała, że 

musi się stąd wydostać. Natychmiast! - Lepiej będzie, jeśli już pojadę. Cześć, Lucas. Do 

zobaczenia, mamo. Brynn, idziemy!

- Stacey! - zawołał Justin, gdy była już za drzwiami.

- Wiem, wiem. Jutro o dziewiątej rano - rzuciła przez ramię, nawet się nie odwracając.

- Czyś ty oszalała? Nie możesz pracować dla Justina Marksa, Stacey! - zawołała Brynn, 

biegnąc   w   zimnej   listopadowej   mżawce   do   samochodu.   -   Urodzisz   dziecko   za   sześć 

miesięcy. Czy sądzisz, że on nie zauważy, gdy zaczniesz chodzić w ciążowych sukien-

kach?

- Nie miałam wyboru, Brynn - odparta Stacey. - Justin uczynił mi propozycję nie do 

odrzucenia.

Dotarły w końcu do samochodu Stacey - błękitnego sportowego BMW, stanowiącego 

kolejny   przedmiot   konfliktu,   ponieważ   Justin   uważał,   że   każdy   człowiek   związany   z 

Bradfordem Liptonem musi jeździć amerykańskimi samochodami. Miało to być poparcie 

dla stworzonego przez senatora sloganu: „Kupuj tylko to, co amerykańskie!”. Stacey może 

nawet zastosowałaby się do tego, gdyby nie fakt, że Justin kazał jej to zrobić. Tak więc, 

jeździła niemieckim BMW.

- Stacey, czy zamierzasz mu o wszystkim powiedzieć? - zapytała Brynn.

- Nie, Brynn. Jeśli nawet powiedziałabym mu, że jestem w ciąży, to cóż on mógłby 

zrobić?

46

background image

-   Mógłby   oskarżyć   cię   o   spiskowanie   z   opozycją   w   celu   zniszczenia   twego   ojca   - 

odpowiedziała Brynn.

- Prawdopodobnie - przytaknęła Stacey. - Poza tym, mógłby zażądać ode mnie, abym za 

niego wyszła, oczywiście, tylko i wyłącznie dla dobra kampanii. A ja nie chcę poślubić 

człowieka, który ma zamiast komórek mózgowych mikroprocesory, a zamiast uczuć - 

dyskietki komputerowe. Nienawidzę polityki i nie zamierzam niszczyć swojego życia, a 

także życia niewinnego dziecka.

- To dziecko Justina. Może urodzi się, licząc głosy wyborców? - zażartowała Brynn.

Stacey wzdrygnęła się.

- Zawsze żyłam w domu zdominowanym przez politykę - powiedziała. - Widziałam, jak 

obsesja mego ojca niszczy rodzinę, a zwłaszcza rani Sterne’a i Spence’a. To, że wszyscy 

jesteśmy jeszcze normalni, zawdzięczamy matce, która, odsunięta na dalszy plan, bez 

reszty poświęciła się dzieciom. Myślę jednak, że matka kocha ojca. Tak mi się wydaje... 

To, czy on ją kocha, pozostanie dla wszystkich zagadką. Ja natomiast już teraz wiem, że 

Justin   mnie   nie   kocha   i   nigdy   kochać   nie   będzie.   Poza   tym   zawsze   było   dla   mnie 

najważniejsze w życiu to, aby uniknąć takiego właśnie małżeństwa.

Obydwie zamilkły na moment Pierwsza odezwała się w końcu Brynn:

- Stacey, może obchodzisz Justina bardziej, niż ci się wydaje? Gdybyś widziała, jak 

zerwał się i szybko podbiegł do ciebie, gdy zasłabłaś...

- Po prostu nie miał wyboru, Brynn. Gdybym wtedy zemdlała, przeszkodziłabym ojcu w 

najważniejszej chwili jego życia.

- Ależ on wcale nie patrzył na twojego ojca - odparła Brynn. - We odrywał wzroku od 

ciebie. Wiem to na pewno, bo przez cały czas obserwowałam go. Sądzę, że bardzo mu się 

podobasz.

Stacey roześmiała się.

-   Myślę,   że   jedyna   rzecz,   która   naprawdę   rozpala   Justina,   to   polityczne   dyskusje   i 

przeprowadzanie głosowań.

- Tego nie wiem, Stacey. To przecież ty spędziłaś z nim ową noc, a nie ja.

Stacey zarumieniła się. Znowu zostały przywołane wspomnienia. Wtedy zdarzyło się coś 

więcej, niż tylko rozbudzenie namiętności. Tej nocy zostało poczęte dziecko. Jej dziecko! 

Chociaż był to już sprawdzony fakt, Stacey w dalszym ciągu nie mogła w to uwierzyć.

47

background image

- Czy naprawdę chcesz jechać do Sterne’a, Stacey? Mam dzisiaj co prawda randkę, ale 

mogą ją odwołać, jeśli chciałabyś wrócić do domu i pogadać - zaproponowała Brynn.

Stacey pomyślała, że musi wreszcie wziąć się w garść. Musi!

- Tak. Sterne rzeczywiście mnie zaprosił. Nie odwołuj więc swojej randki. Czuję się 

świetnie, przysięgam.

- Skoro tak uważasz... - Brynn jednak nie była do końca przekonana.

-   Oczywiście,   Brynnie.   Do   zobaczenia   wieczorem.   Baw   się   dobrze!   -   Stacey   miała 

nadzieję, że jej głos zabrzmiał lepiej, niż naprawdę się czuła.

-   Czy   to   znaczy,   że   zaprosiłeś   mnie   po   to,   abym   porozmawiała   z   dziennikarzem?   - 

zapytała Stacey z niedowierzaniem. W sobotnie i niedzielne popołudnia knajpa Sterne’a 

była zwykle wypełniona hałaśliwym tłumem. W ten deszczowy wieczór nie przyszedł 

tutaj   nikt,   oprócz   jednego   klienta   -   mężczyzny   siedzącego   przy   małym   stoliku   obok 

lustrzanej ściany. Miał na sobie beżowy płaszcz i obojętnie pykał z tureckiej fajeczki.

Stacey natychmiast rozpoznała tego człowieka. Był to Cord Marshall, gospodarz jednego 

z programów lokalnej telewizji, dziennikarz o zdecydowanie detektywistycznym zacięciu. 

Prowadzony przez niego program złośliwi określali jako telewizyjne wydanie „National 

Enquirer”.   Dla   każdego,   kto   był   w   jakiś   sposób   związany   z   życiem   publicznym 

Waszyngtonu, Cord Marshall był persona non grata, a jednak jego program bił wszelkie 

rekordy   popularności.   Czasami   podawane   przez   niego   wiadomości   wzbudzały 

zainteresowanie w całym kraju. Podobno trzy największe sieci telewizyjne zainteresowały 

się tym lokalnym fenomenem.

- To nie jest dziennikarz. To hiena! Dziękuję ci bardzo, Sterne! - syknęła Stacey. Tego 

jeszcze jej trzeba!

- O rany, Stacey! Marshall jest w porządku. Obiecał, że wspomni o mojej restauracji w 

jednym ze swoich programów, jeśli zorganizuję mu spotkanie z tobą. Tego typu reklama, 

to mógłby być niezły kopniak dla mojego interesu.

-  Ale   chyba   ja   najpierw   dam   kopniaka   tobie   -   rzuciła   ze   złością   Stacey.   Powinna 

domyślić się, ze Sterne, zapraszając ją tutaj, kierował się innymi względami niż braterska 

miłość. Chociaż wiedziała, że Sterne jest zamknięty w sobie, nie traciła nigdy nadziei, że 

w końcu uda jej się nawiązać z nim bliższy kontakt. Powinna jednak być mądrzejsza. Nikt 

48

background image

w tej kalekiej rodzinie nie potrafi zbliżyć się do drugiego człowieka. I teraz ona, dzięki 

swojemu bratu, musi mieć do czynienia z Cordem Marshallem! Uff!

- No cóż. Ponieważ już tutaj jestem, mogę porozmawiać z nim - powiedziała gderliwie, 

kierując się w stronę dziennikarza.

-   Stacey   Lipton!   -   Cord   Marshall   zerwał   się   na   jej   widok   i   wyciągnął   rękę.   Był 

przystojnym, zbliżającym się do czterdziestki mężczyzną. Uśmiechnął się do Stacey, co 

chyba miało oznaczać miłe powitanie. Wyglądał jednak jak pająk cieszący się na widok 

muchy. Justin Marks dostałby chyba zawału, dowiedziawszy się o spotkaniu Stacey z 

Cordem Marshallem!

Ta myśl nagle ją rozbawiła, uśmiechnęła się więc prowokująco.

- Dzień dobry, panie Marshall! - przywitała go.

- Mów do mnie po prostu „Cord” - powiedział przymilnie. - Tak się cieszę, że przyszłaś. 

Z zebranych przeze mnie informacji wynikało, że cesarz Justynian zabronił członkom 

rodziny Liptonów udzielać wywiadów.

To była prawda. Justin nie pozwalał Stacey oraz jej braciom na udzielanie wywiadów, 

ponieważ nie potrafili tego robić. Na pewno któreś  z nich mogło powiedzieć coś, co 

rozwścieczyłoby, a przynajmniej wprawiło w zakłopotanie senatora Liptona.

- Nie przyszłam tutaj na wywiad, ale na cheeseburgera z bekonem.

-   Ja   również.   -   Marshall   podsunął   jej   krzesło.   -  Twój   brat   zapewniał   mnie,   że   jego 

cheeseburgery są najlepsze w okolicy. Usiądź, Stacey. Napijesz się czegoś?

Już chciała zamówić coś mocniejszego, gdy pomyślała, że picie alkoholu nie byłoby 

wskazane z dwóch powodów. Po pierwsze, była w ciąży, a po drugie, naprzeciw niej 

siedział zawodowy węszyciel.

- Poproszę tylko o napój imbirowy - powiedziała.

Cord   Marshall   uniósł   ze   zdziwieniem   brwi,   ale   nic   nie   powiedział.   Sterne   uparł   się 

jednak, by podać im whisky z lodem na koszt zakładu.

- Stacey, nie jestem tutaj po to, aby przeprowadzać z tobą wywiad. - Marshall pochylił 

się, patrząc na nią swymi błękitnymi oczami. - Chciałem prosić cię, abyś wzięła udział w 

moim programie w najbliższą sobotę.

Sterne, który krążył wokół stołu, serwując drinki, roześmiał się.

- Chyba żartujesz, Marshall! - powiedział. - Justin Marks prędzej zdemolowałby lub 

49

background image

wysadził w powietrze twoje studio, niż pozwolił któremuś ze zbyt gadatliwych Liptonów 

pojawić się w twoim programie. Poza tym, moja siostra nie zasłużyła na zjadliwe ataki. To 

dobry dzieciak.

Jak na Sterne’a - były to słowa wielkiego uznania. Stacey uśmiechnęła się do niego z 

wdzięcznością.

- Nie zamierzam atakować ani Stacey, ani kogokolwiek innego. - Marshall wyglądał na 

urażonego.   -   Wymyśliłem   sobie,   że   zaproszę   do   programu   córki   najpewniejszych 

kandydatów. Poproszę, by podzieliły się swymi wrażeniami, opowiedziały, czy łatwo być 

dzieckiem człowieka, który chce zostać prezydentem. I tak dalej, i tak dalej. To bardzo 

zainteresuje ludzi. Takie historie są ponadczasowe i zupełnie nieszkodliwe - zakończył.

Stacey pomyślała, że Marshall na chyba rację. Skoro cała sprawa dotyczy nie tylko jej, to 

będzie tam raczej bezpiecznie.

- Czy udało ci się już kogoś namówić? - zapytała. Marshall przytaknął.

- Zgodziła się już Laura Chambers, a także córki pięciu innych kandydatów.

- Nie wierzę ci, Marshall - przerwała mu Stacey. - Myślę, że jestem pierwszą osobą, z 

którą udało ci się skontaktować. Jeśli się zgodzę, użyjesz mego nazwiska, żeby namówić 

inne.

- Jesteś bystra, Stacey - powiedział Marshall z podziwem. - I masz oczywiście absolutną 

rację. Zrobisz to dla mnie?

- Lepiej porozmawiaj z Justinem, Stacey - ostrzegł Sterne. - Wiesz, że to mu się nie 

spodoba.

- Ten człowiek nie jest moją niańką, Sterne - odpowiedziała Stacey. To nie był najlepszy 

moment na mówienie o władzy, jaką miał nad ich życiem Justin Marks. Stacey pomyślała 

o swojej poprzedniej pracy i o tej nowej, przy biurku Justina. - Mogę robić to, na co mam 

ochotę,   bez   porozumiewania   się   za   każdym   razem   z   Justinem.  A  jeśli   on   tego   nie 

pochwala, tym gorzej dla niego!

- Brawo, Stacey! - przyklasnął Cord Marshall. - Podobają mi się samodzielne kobiety. 

Obiecuję, że program będzie zrobiony ze smakiem i godnością.

- Trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę wcześniejsze programy, panie Marshall. A 

poza tym, nie wyraziłam jeszcze zgody - odparła Stacey.

-   Mów   mi   Cord   -   ponownie   poprosił   Marshall.   -   Stacey,   może   byśmy   zostawili   te 

50

background image

ociekające   tłuszczem   cheeseburgery   i   pojechali   zjeść   coś   porządniejszego?   Pozwolisz 

zabrać się do Harveya na jakieś „owoce morza”?

- Ociekające tłuszczem? To nieprawda, Marshall! - zaprotestował Sterne.

„Dlaczego nie?”- pomyślała Stacey lekkomyślnie. Lubiła jedzenie u Harveya, a minęło 

już dość dużo czasu, odkąd była tam po raz ostatni. No i wizja przerażenia Marksa na 

wieść o kolacji

z Cordem Marshallem czyniła tę propozycję jeszcze atrakcyjniejszą.

- No dobrze - odpowiedziała w końcu. - Musisz jednak obiecać, że wszystko, o czym 

będziemy mówić, pozostanie między nami... Cord - powiedziała, uśmiechając się zalotnie 

do niego.

Stacey wróciła do domu tuż przed dziesiątą. Wieczór spędzony z Cordem Marshallem 

okazał się zaskakująco miły. Jedzenie było doskonałe. Marshall nie próbował sprzeciwiać 

się   Stacey,   badać   ją   i   nie   zadawał   podchwytliwych   pytań.   Justin   nigdy   by   w   to   nie 

uwierzył, obydwoje rozmawiali przez cały wieczór wyłącznie o zawodowym i szkolnym 

futbolu. Cord był zagorzałym kibicem, a i Stacey, która wychowała się u boku równie 

fanatycznego pod tym względem Lucasa, posiadała dość rozległą wiedzę na ten temat. 

Jeśli nawet Marshall nagrywał ich rozmowę, to nie pojawiło się w niej nic, co mogłoby 

zaszkodzić senatorowi Liptonowi.

Stacey wzięła prysznic i założyła długi płaszcz kąpielowy z kremowego weluru. Czuła 

się wyczerpana, ale jednocześnie zbyt podniecona minionym dniem, aby zasnąć. Szkoda, 

że   Brynn   nie   było   w   domu.   Stacey   chciała   z   kimś   porozmawiać.   Musiała   z   kimś 

porozmawiać.   Chodząc   niespokojnie   po   pokoju,   wzburzyła   lekko   ręką   swoje   gęste 

brązowe   włosy.   W   jej   głowie   ciągle   pojawiały   się   niezliczone   obrazy   dzisiejszych 

wydarzeń. Test ciążowy, wystąpienie ojca, Justin niosący ją do biura, jego bardzo czarne 

oczy wpatrujące się w nią, zawsze się w nią wpatrujące. Czy ich dziecko będzie miało tak 

samo przenikliwe, czarne oczy?

Nagły dzwonek wyrwał ją z tych chaotycznych rozmyślań. Podeszła na palcach do drzwi 

i ostrożnie spojrzała przez wizjer, zupełnie automatycznie stosując środki ostrożności. Za 

drzwiami stał Justin Marks. Stacey zamarła, bojąc się ruszyć czy nawet głębiej odetchnąć.

- Wiem, że tam jesteś, Stacey - powiedział cicho. - Ukrywasz się za drzwiami, mając 

51

background image

nadzieję, że odejdę. - Zadzwonił jeszcze raz. - Ale ja nie odejdę, Stacey.

Otworzyła drzwi.

- Nie ukrywam się! - zawołała. - Nigdy się nie ukrywałam!

- Doprawdy? - zapytał rozbawiony. - Dzielna mała Stacey.

Stacey poczuła się rzeczywiście bardzo mała, ponieważ stała boso obok wyższego o 

prawie trzydzieści centymetrów Justina. Bardzo ją to uraziło.

- Wcale nie jestem mała - zawołała.

Justin wszedł do środka. Miał na sobie (jakże by inaczej?) ciemnoszary garnitur, białą 

koszulę i granatowy krawat Jego buty były jak zawsze starannie wypastowane i lśniące. 

Stacey skrzyżowała ręce na piersi, przyjmując klasyczną pozycję obronną.

- Co tutaj robisz, Justinie? - zapytała srogo.

-   Przyjechałem,   żeby   upewnić   się,   że   wszystko   jest   w   porządku.   -   Spojrzał   na   nią 

świdrującym   wzrokiem.   -   Kiedy   zadzwoniłem   do   Sterne’a,   żeby   dowiedzieć   się,   czy 

bezpiecznie dojechałaś do jego restauracji, odniosłem wrażenie, że twój brat cierpi na 

ciężką amnezję. Nie mógł sobie przypomnieć, czy w ogóle widział cię dziś wieczorem.

Stacey domyśliła się, że Sterne nie chce być tym, kto pierwszy powie Justinowi o jej 

kolacji z Cordem Marshallem. Spence zawsze twierdził, że Sterne jest tchórzliwy jak 

zając. Chyba miał rację.

- No cóż, byłam u Sterne’a - powiedziała.

- Tak, wiem. W końcu, z moją małą pomocą, Sterne przypomniał to sobie - odparł Justin. 

-   Powiedział,   że   wyszłaś   na   kolację   z   jakimś   mężczyzną,   którego   spotkałaś.   -  Marks 

starannie kontrolował głos, a jego twarz była chłodna i nieprzenikniona. W oczach jednak 

palił się ogień i pod jego wpływem Stacey straciła nieco swojej zadziorności. Zmusiła się, 

żeby stawić czoła Justinowi.

- Rzeczywiście, byłam u Harveya z Cordem Marshallem. Zjedliśmy wspaniałą kolację.

Twarz Justina przestała być taka niewzruszona.

- Z Marshallem? - zapytał. - Z tą hieną? Z tym śmieciarzem? Byłaś na kolacji z nim?

To   było   niesamowite,   widzieć   jak   Justin   Marks   traci   powściągliwość   i   zimną   krew. 

Brnęła dalej.

-   Spędziliśmy   z   Cordem   cudowny   wieczór   -   powiedziała.   -   Poprosił   mnie,   żebym 

wystąpiła w jego sobotnim programie, a ja przyjęłam zaproszenie.

52

background image

- Żartujesz, Stacey, prawda? - zapytał. Z wyrazu jego twarzy Stacey wywnioskowała, że 

Justinowi daleko do śmiechu.

-   Nie,   nie   żartuję   -   odpowiedziała.   Cofnęła   się   nieco,   gdyż   stał   zbyt   blisko   niej, 

zdecydowanie za blisko. - Nie musisz o nic się martwić, Justinie. To będzie program w 

dobrym stylu. Oprócz mnie wezmą w nim udział córki sześciu innych kandydatów. Po-

rozmawiamy o naszym życiu z...

- To pułapka. - Justin przerwał jej z wściekłością. - Do cholery, Stacey. Człowiek, który 

chodzi po śmietnikach, nie może mieć dobrego stylu i ty dobrze o tym wiesz! Marshall 

przeszukuje   odpadki,   które   wyrzucają   ludzie,   po   to,   żeby   się   o   nich   czegokolwiek 

dowiedzieć. - Justin wygiął palce i Stacey pomyślała, że ma chyba ochotę ją udusić. Zrobił 

krok w jej stronę i zanim zdążyła cofnąć się, złapał dziewczynę za ramiona i nie pozwolił 

ruszyć się z miejsca.      

- Zadzwonię do Marshalla i odwołam twój udział w tym programie. Nigdy więcej nie 

rozmawiaj z tym człowiekiem, Stacey.

- Sama wybieram sobie przyjaciół - odparła. - Zawsze tak robiłam. I dlatego wezmę 

udział w tym programie. Będę bardzo ostrożna, a poza tym już obiecałam.

Stacey przypomniała sobie, jak Marshall zachwycał się jej niezależnością. Tak, nie może 

podporządkować   się   rozporządzeniom   cesarza   Justyniana,   Próbowała   wyrwać   się   z 

mocnego uścisku, nadaremnie.

- Zrobiłaś to, żeby się zemścić, tak? - zapytał cicho. Jego oddech był przyspieszony i 

nierówny. - To miał być rewanż za zmianę pracy? Wkrótce Marshall posadzi cię przed 

kamerą i...

- I ja świetnie dam sobie radę - dokończyła zdecydowanie Stacey. Znów spróbowała 

odsunąć się od niego, gdyż coraz wyraźniej czuła ciepło emanujące z silnego męskiego 

ramienia.

- Czyżbyś zapomniał o moim doskonałym wyczuciu teatru? - zapytała.

- Stacey, przekonasz się, że Cord będzie chciał usłyszeć twoją opinię na temat każdego 

kontrowersyjnego zdarzenia, jakie miało miejsce tego dnia. To jest niezrównany mistrz w 

zmuszaniu ludzi do mówienia rzeczy, których wcale nie myślą. On mógłby sprawić, że 

nawet Matka Teresa wydałaby się podejrzana. W tym wszystkim ukrywa się manipulacja. 

- Justin wzmocnił uścisk,

53

background image

-   Nic   mu   nie   powiem,   Justinie.   Stwierdzę   tylko,   że   mam   takie   motto   życiowe: 

„Dziewczęta chcą się bawić!” i dlatego polityka nic mnie nie obchodzi.

Stacey nagle oparła dłonie o klatkę piersiową Justina i mocno go popchnęła. Justin stracił 

równowagę i przewrócił się na kanapę. Stacey zaczęła się śmiać; zupełnie nie mogła się 

opanować. Widok tak zawsze dostojnego Marksa, teraz niezgrabnie gramolącego się na 

kanapie, był godzien pokazania w programie Corda Marshalla. Śmiała się tak bardzo, że 

nie zauważyła ręki Justina, która chwyciła ją za nadgarstek i mocno pociągnęła na kanapę. 

Wtedy dopiero Stacey przestała się śmiać.

- Nie zachowuj się tak brutalnie, Justinie! - Nawet sama usłyszała, że zabrzmiało to 

bardzo dziecinnie. - Nie możesz rzucać mną jak piłką plażową. - Próbowała nadać swojej 

wypowiedzi ‘ nieco więcej godności. Na pewno nie powinien jej tak traktować teraz, gdy 

była w ciąży. Zwłaszcza, że sam ponosił za to odpowiedzialność.

Nagle opanowała ją dzika złość. Chciała wstać, ale Justin poruszył się szybko i zwinnie 

jak pantera. Swoim ciałem przygniótł jej nogi i chwytając ją za ręce, znowu przewrócił na 

poduszki.

- Możesz spróbować uwolnić się, ale na pewno ci się to nie uda - zakpił.

Brzeg płaszcza kąpielowego przesunął się powyżej kolan. Stacey wierzgnęła nogami, ale 

mocny   uścisk   ud   Justina   udaremnił   wysiłki.   Jej   dłonie   czuły   sprężystość   mięśni 

mężczyzny, którego ciało napierało na nią i w ciągu kilku sekund złość ustąpiła miejsca 

narastającemu podnieceniu.

-  Nie   puszczę   cię,   Stacey   -   powiedział.  W  jego   głosie   nie   było   już   siadu   kpiny.  W 

ciemnych oczach Stacey zobaczyła wielki głód. Jego wzrok elektryzował, poczuła w sobie 

silny, słodki ból, promieniujący ciepłem do samego serca.

- Nie pozwolę ci odejść - powiedział zachrypniętym głosem. - Muszę cię dotykać. Nie 

mogę już dłużej czekać.

Wstrzymała oddech, kiedy jego palce delikatnie zaczęły głaskać jej policzki, a potem 

szyję. Dotykał jej, jakby była figurką z delikatnej porcelany, kruchą i cenną. Jego usta 

zastąpiły palce w tym czułym odkrywaniu ciała i całował powieki, twarz i szyję.

- Justinie - wyszeptała jego imię, zachowując się jak w transie. Pod drżącymi palcami 

poczuła nieco szorstką skórę na jego policzkach; usłyszała głęboki, nierówny oddech.

Był tak blisko niej, że w Stacey budziła się świadomość rosnącego w nim napięcia. Czuła 

54

background image

w sobie jakiś pulsujący, wilgotny ciężar. Westchnęła głęboko.

W   pełnym   napięcia   oczekiwaniu   obserwowała   zbliżające   się   usta.   Pomyślała 

oszołomiona, że chce poczuć dotyk tych warg. Jej usta, ramiona, całe ciało domagało się 

Justina.

Wreszcie zaczął całować tak, że brakowało tchu. Smak jego ust przyprawił Stacey o 

zawrót głowy. Język Justina śmiało i nieustępliwie wsunął się między jej wargi, dotykał 

ust zaborczo. Stacey gładziła włosy Justina, namiętnie oddawała pocałunki, pragnęła go z 

siłą, jakiej wcześniej nie znała. Nigdy, nawet tamtej sierpniowej nocy, nie reagowała aż 

tak  żywiołowo.  Teraz  całą  sobą  domagała  się  go.  To  pragnienie   było  z   każdą  chwilą 

silniejsze,   intensywniejsze.   Chciała   stać   się   częścią   Justina   w   najbardziej   naturalny 

sposób.

Jego   usta   wciąż   całowały,   domagając   się   odpowiedzi   i   otrzymując   tę   najgorętszą   i 

najbardziej namiętną. Dotknął ręką jednej z jej piersi i odnalazł stwardniałą brodawkę. 

Stacey skrzywiła się pod wpływem nieoczekiwanego bólu. Ostatnio piersi były szcze-

gólnie wrażliwe, a sutki obolałe.

- Przestań - wyszeptała, gdy Justin potarł dłonią to nabrzmiałe i delikatne miejsce.

- Dlaczego, kochanie? - zapytał. - Przecież lubisz, gdy dotykam twoich piersi.

Pobudzające   wyobraźnię   słowa   i   ochrypły   głos   sprawiły,   że   poczuła   się   jak   pijana. 

Jednak   ręce   Justina,   chociaż   wywoływały   w   niej   taki   żar   i  podniecenie,   jednocześnie 

sprawiały cierpienie.

- To... to boli - powiedziała niepewnie i zaczerwieniła się.

Przez krótką chwilę Justin był wyraźnie zaskoczony, ale po chwili uśmiechnął się ze 

zrozumieniem. Położył rękę na jej brzuchu.

- Oczywiście. Rozumiem, kochanie - powiedział.

Dotknięcie to wywołało w niej prawdziwą burzę myśli. Pod dłonią Justina znajdowało 

się niczego nieświadome dziecko...

- Co przez to rozumiesz? - zapytała ostrożnie.

Justin pogładził łagodny łuk jej biodra i uda.

- To właśnie e dni miesiąca, tak? - odparł. - No cóż, to wiele tłumaczy.

Całe podniecenie uszło z niej jak powietrze z przekłutego balonu.

- Co masz na myśli?...

55

background image

- Twoje dzisiejsze mdłości, tę pozbawioną sensu opowieść Brynn o chorobie. - Justin 

roześmiał   się.   -   Nie   powinnaś   tak   bardzo   przejmować   się...   No   cóż,   ja   sam   mogłem 

skojarzyć te proste fakty. Mam trzydzieści dziewięć lat i trochę już widziałem w życiu.

- Och! Doprawdy? - Stacey zesztywniała i spojrzała z nienawiścią.

- Twoje wyjście na kolację z Cordem Marshallem oraz zgoda na udział w jego programie 

były ukoronowaniem tego dnia. Wszystkie fanaberie miały biologiczne podłoże. Po prostu 

hormony.

Justin był bardzo zadowolony z siebie.

- Hormony! - zawołała Stacey, zrywając się z kanapy. Miała ochotę zetrzeć mu z twarzy 

uśmiech męskiej satysfakcji. - Hormony! - powtórzyła. - Wynoś się z mojego mieszkania, 

ty protekcjonalny, zarozumiały szowinisto!

- No, no! - Justin uśmiechnął się zrezygnowany. - Stacey, przecież nigdy nie byłem ani 

protekcjonalny, ani zarozumiały. Szowinistą też nie jestem.

-   Owszem!   -   zawołała   opryskliwie.   -   Jesteś   przede   wszystkim   szowinistą,   Justinie 

Marksie.

- Kochanie, na miłość boską! - zawołał Justin.

- Wynoś się. - Wskazała mu drzwi. - I nie mów do mnie „kochanie”.

Justin   wstał.   Popatrzył   na   nią   z   irytacją,   zawodem   i...   tak,   z   rozbawieniem!   Stacey 

poczuła się urażona.

- Ty ciężki idioto! Wynos się!

Doprowadził do porządku marynarkę i poprawił krawat.

- Już wychodzę. Niepotrzebnie tak się unosisz - powiedział.

- Nic na to nie poradzę. Nie zapominaj, że to hormony! - odpowiedziała.

-   Rozumiem,   kochanie   -   powiedział   poważnie.   Położył   rękę   na   jej   karku   i   lekko 

pomasował. - Weź kilka aspiryn i połóż się do łóżka z termoforem.

- Mogłabym cię za to zabić! - zawołała, odpychając jego ręce.

-   I   mogłoby   ci   się   to   udać   -   przytaknął.   -   W   Anglii   uniewinniono   kilka   kobiet 

oskarżonych o morderstwo, gdyż ich adwokatom udało się udowodnić działanie w okresie 

napięcia przedmiesiączkowego.

Stacey   poczuła,   że   za   chwilę   wybuchnie.   Nikt   na   całej   kuli   ziemskiej   nie   potrafił 

wyprowadzić jej z równowagi bardziej niż Justin Marks. Niepotrzebna męska troska była 

56

background image

trudniejsza do zniesienia niż najbardziej urzędowe polecenie.

- Nie musisz przychodzić jutro do biura na dziewiątą, Stacey. - Zatrzymał się jeszcze na 

chwilę w drzwiach. - Przyjdź o dwunastej. Jeśli będziesz wolała, spędź cały dzień w 

łóżku.

- W  łóżku?  Z  termoforem?  -  rzuciła  za  nim,  gdy  znikał  już  w  windzie.  Z  impetem 

trzasnęła drzwiami.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Następnego ranka budzik zadzwonił o siódmej. Stacey wyłączyła alarm, przewróciła się 

na brzuch i ukrywając twarz w poduszce, jęknęła. Czy w ogóle spała ostatniej nocy? Przez 

kilka godzin kręciła się i przewracała z boku na bok, zbyt poruszona, żeby zasnąć. Wypiła 

chyba   litr   ciepłego   mleka,   ale   nawet   to   stare   lekarstwo   na   bezsenność   okazało   się 

nieskuteczne.

Pokusa pozostania w łóżku była niezwykle silna, zwłaszcza że wszyscy w biurze ojca, 

jeśli w ogóle jej się spodziewają, to najwcześniej w południe. Jednak dlatego właśnie 

postanowiła przyjść do pracy na dziewiątą. Odrzuciła prześcieradła i z determinacją wstała 

z łóżka.

„Weź   ciepły   termofor   i   spędź   w   łóżku   cały   dzień,   jeśli   będziesz   miała   ochotę”   - 

przypomniała sobie słowa Justina. To ją ponownie zirytowało. Jeszcze przez godzinę po 

jego wyjściu siedziała w salonie, kipiąc ze złości. Obiecała sobie wtedy, że nigdy nie 

przyjmie jego męskiego, szowinistycznego współczucia.

Oczywiście, właśnie tego ranka musiało okazać się, że wszystkie spódnice są za ciasne, a 

żadne spodnie nie dopinają się. Czyżby aż tak utyła w ciągu ostatniej nocy? Przejrzała 

zawartość swojej szafy i uświadomiła sobie, że nie ma w co się ubrać.

- Brynn! - zawołała zrozpaczona. - Ratuj!

Brynn przewyższała Stacey o całe pięć centymetrów i wszystkie jej ubrania były o numer 

większe. Sukienka w czerwono-czarne pasy nie była dla Stacey tak krótka, jak powinna 

być,   ale   nareszcie   wystarczająco   obszerna   i   wygodna.   Stacey   włożyła   do   tego   czarne 

rajstopy   oraz   zapinane   na   paski   czerwone   pantofle   na   płaskich   obcasach.   Pożyczyła 

jeszcze   od   Brynn   wisiorek   i   czerwone   klipsy   o   geometrycznym   kształcie.   Gęste 

jasnobrązowe włosy okalały twarz łagodną linią, a długa grzywka ładnie podkreślała oczy.

57

background image

- No i jak wyglądam? - zapytała Stacey. O ile ją pamięć nie myliła, to po raz ostatni 

denerwowała się tak, idąc na szkolny bal. Brynn przyjrzała się przyjaciółce i uśmiechnęła 

się kwaśno.

- Powiedziałabym, że wyglądasz wspaniale, gdybyś szła do biura Nicka Erlicha. Jednak 

pracownicy   twego   ojca   ubierają   się   jak   ludzie   sukcesu,   prawda?   Czy   widziałaś 

kiedykolwiek któregoś z nich w ubraniu innym niż niebieski lub szary garnitur?

- I biała koszula - dodała Stacey ponuro. - Nie, nie widziałam.

-   No,   a   poza   tym   czerwone   pantofle   wywołają   tam   prawdziwą   rewolucję.   Zawsze 

wydawało mi się, że wszyscy, nawet młodzi pracownicy, mają obowiązek nosić obuwie 

ortopedyczne.

- Brynn, ja nie zamierzam upodobnić się do nich. Przecież tam nawet nie ma dla mnie 

prawdziwego zajęcia! Jest tylko ta idiotyczna posada, którą Justin stworzył, żeby...

- Żeby mieć cię blisko siebie? - dokończyła za nią Brynn.

- Raczej, żeby trzymać mnie pod kluczem - poprawiła ją Stacey. - Najchętniej zamknąłby 

mnie i moich braci w głębokim lochu otoczonym fosą. Na samą myśl, że moglibyśmy 

utrzymywać regularne kontakty z prasą, Justin dostaje wysypki. - Stacey wyjęła z szafy 

płaszcz przeciwdeszczowy, gdyż znowu padał deszcz. Czy w ogóle udało im się chociaż 

na chwilę ujrzeć słońce w ciągu ostatnich dwóch tygodni? - No cóż, chyba jestem już 

gotowa do wyjścia.

- Tak wcześnie? - Brynn spojrzała na zegarek. - Przecież jeszcze nie ma ósmej. Jeśli 

wyjdziesz teraz, to będziesz w biurze za dwadzieścia minut. O ile pamiętam, pracujemy od 

dziewiątej do siedemnastej.

- Niestety, gorliwy personel ojca przychodzi do pracy wcześniej - odparła Stacey. - Skoro 

zostałam tam zatrudniona, muszę stać się częścią tego zespołu.

-   Musisz   najpierw   coś   zjeść   -   upierała   się   Brynn.   -   W   twoim   stanie   nie   powinnaś 

zapominać o porządnym śniadaniu. Zaraz ci je przygotuję.

Wrażliwy żołądek Stacey buntował się na samą myśl o śniadaniu.

- Brynn, prędzej wyskoczę z samolotu bez spadochronu, niż spojrzę teraz na jedzenie.

- Zdaje się, że to dzidziuś daje znać o sobie.

- Chyba tak. - Stacey czuła coraz silniejsze mdłości.

- Spotkamy się w takim razie na obiedzie? - zapytała Brynn.

58

background image

Stacey z trudem opanowała dreszcz obrzydzenia. Sama myśl o posiłku budziła w niej 

odrazę.

- Zadzwonię do ciebie, jeśli będę w stanie coś przełknąć - obiecała Stacey poddając się.

W drodze na Kapitel Stacey czuła się coraz gorzej. Kiedy wreszcie dotarła do ogromnego 

biura ojca, z wielkim trudem powstrzymała chęć położenia się na kanapie. Sekretarka, 

Diana Drew, spojrzała wymownie na strój Stacey, ale zaciskając usta, nie skomentowała 

tego.

- Twoje biurko jest w gabinecie pana Marksa - poinformowała. - Justin powiedział, że nie 

przyjdziesz dzisiaj.

-   Och,   jestem   pełna   niespodzianek!   -   odpowiedziała   Stacey,   dzielnie   próbując   być 

uprzejma.

- Chyba tak - powiedziała Diana, uśmiechając się tak blado i słabo, jak tylko można to 

sobie wyobrazić.

Stacey stłumiła westchnienie. Próby zaprzyjaźnienia się z Dianą były pozbawione sensu. 

Mogła   uwielbiać   swego   szefa   -   senatora,   ale   nie   dotyczyło   to   jego   rodziny.   Każdy 

przystojny polityk miał wśród swego personelu przynajmniej jedną taką Dianę, kobietę, 

która  cale  swoje   życie  podporządkowała  swemu  ideałowi.  Żaden  inny  mężczyzna  nie 

mógł równać się z takim mitycznym bohaterem i kobiety te żyły w cieniu wspaniałych 

szefów. Sterne mówił o nich „polityczny fanklub” i próbował je zdobyć, wykorzystując 

powiązania rodzinne. Jednak bardzo rzadko udawało mu się to. Stacey wiedziała, że ojciec 

ma   kilka   takich   wielbicielek.   Często   widziała   żar   w   oczach   kobiet,   gdy   patrzyły   na 

Bradforda Liptona lub z nim rozmawiały. Czy ojciec w jakiś sposób odwdzięczał się za to 

przywiązanie? Stacey zastanawiała się nad tym nie raz. Było to pytanie, które często do 

niej powracało. Tak naprawdę, nie chciała znać na nie odpowiedzi. Po prostu bała się jej.

- Czy Justin już jest? - zapytała Stacey, próbując nawiązać rozmowę.

- Oczywiście - odpowiedziała Diana nadal tak samo oziębłym tonem.

Stacey   wzruszyła   ramionami   i   skierowała   się   do   gabinetu   Justina.   Zgodnie   z 

wcześniejszym postanowieniem nie powiedziała Brynn o wizycie Justina. Jednak większą 

część   nocy   spędziła,   przeżywając   na   nowo   jego   pocałunki.   Gdy   wreszcie   dotarła   do 

gabinetu Justina, z trudem mogła ustać na drżących nogach. Próbowała opanować mdłości 

59

background image

i niepokój.

- Lepiej zapukaj wcześniej, Stacey - powiedział mijający ją właśnie Frederick Rhodes, 

radca prawny senatora. Tak jak wszyscy współpracownicy ojca uważał, że Stacey i jej 

bracia   są   roztrzepani   i   nieodpowiedzialni.   -   Justin   miał   kilka   ważnych   spraw   do 

załatwienia i chyba w dalszym ciągu rozmawia przez telefon,

-   Nigdy   nie   wchodzę   bez   pukania,   Freddie   -   powiedziała   Stacey   słodkim   głosem.   - 

Wyssałam dobre maniery z mlekiem matki.

Fred   przyglądał   się   podejrzliwie   jej   ubraniu   i   najwyraźniej   nie   był   zadowolony,   że 

nazwała go „Freddie”. Stacey uśmiechnęła się z jeszcze większą słodyczą. Zdaje się, że 

wszyscy w biurze, nie wyłączając samej Stacey, będą niezadowoleni z jej pobytu tutaj. 

Zapukała do drzwi i usłyszała głos Justina.

- Kto tam?

- To ja - odpowiedziała.

Chwila wahania i Justin sam otworzył drzwi.

- Stacey? - zawołał. - Myślałem, że nie przyjdziesz dzisiaj. W każdym razie, nie przed 

ósmą trzydzieści.

Miał   na   sobie   szyty   na   miarę   ciemnoszary   garnitur,   sztywno   wykrochmaloną   białą 

koszulę i nieodłączny granatowy krawat, wiszący prosto i nienagannie. Czyli codzienny 

uniform.

-   Jestem   pełna   niespodzianek.   -   Zastosowała   tę   samą   metodę,   która   zawiodła   w 

przypadku Diany Drew. Jednak Justin dał się na to złapać i na jego twarzy pojawił się 

uśmiech.

- Oczywiście, że jesteś - powiedział. - Proszę, wejdź.

Zaskoczyło ją to ciepłe powitanie. Chwycił dziewczynę za rękę i wprowadził do środka. 

Był tak zadowolony z obecności Stacey, że zdumiała się.

- Właśnie przyniesiono twoje biurko. - Wskazał na małe metalowe biurko stojące w rogu 

pokoju. Na nim znajdował się jedynie telefon i pusty metalowy koszyk na papiery.

- Widzę. - Z ulgą usiadła na służbowym winylowym krześle. - Co właściwie mam robić 

przy tym biurku, nie licząc oczywiście częstych wypraw do twojego zbiornika z wodą?

- Och, zaraz znajdziemy ci jakieś zajęcie. - Justin ciągle jeszcze uśmiechał się, co Stacey 

zauważyła   mimo   narastających   mdłości.   Nie   mogła   sobie   przypomnieć,   żeby 

60

background image

kiedykolwiek uśmiechał się tak długo.

- Wiesz co, Stacey? Mogłabyś pójść teraz do bufetu i przynieść mi ciastko jagodowe i 

dużą szklankę soku pomidorowego - oznajmił.

Gdy Stacey to usłyszała, jej żołądek dosłownie wywrócił się do góry nogami. Lepkie 

jagody na słodkim cieście i gęsty czerwony sok. Wzdrygnęła się i zbladła pod wpływem 

tego obrazu. Jeśli tam pójdzie i będzie musiała wąchać skwierczące na grillu kiełbaski i 

bekon albo chociażby spojrzeć na jajka, to po prostu umrze!

-   Słuchaj,   Justinie.   Miałam   naprawdę   ciekawą   pracę   u   Nicka   Erlicha   -   powiedziała 

słabym głosem. Wydawało jej się, że jest bliska śmierci. - Sortowałam i czytałam listy od 

wyborców z jego okręgu, a potem na te listy odpowiadałam. Czy ściągnąłeś mnie tutaj po 

to, abym była kelnerką dla ciebie i dla całego personelu senatora Liptona?

-   Oczywiście,   że   nie,   Stacey   -   odpowiedział.   -   Twoja   praca   tutaj   będzie   niezwykle 

ciekawa, ale na razie... Stacey? Czy dobrze się czujesz?

Nie,   nie   czuła   się   dobrze.   Justin   nie   miał   już   więcej   pytań,   gdyż   Stacey   zaczęła 

wymiotować   do   kosza   na   śmieci.   Szybko   podszedł   i   przytrzymał   jej   głowę.   Kiedy 

skończyła,   wytarł   białą   chustką   zimny   pot   z   jej   twarzy.   Stacey   była   całkowicie 

upokorzona.

- Pójdziesz do lekarza - powiedział. Na jego twarzy pojawił się wyraz zaciętości. - A 

potem będziesz leżała w łóżku i robiła wszystko, co doktor ci zaleci, aż do czasu, kiedy 

całkowicie wyzdrowiejesz.

Gdyby tylko wiedział!

- Nie! - zaprotestowała, uświadamiając sobie, że za chwilę rozpłacze się. - Nic mi nie 

jest, Justinie. Naprawdę! Justin zmarszczył brwi i podszedł do telefonu.

- Kay, połącz mnie z doktorem Simpsonem - rzucił krótkie polecenie. Victor Simpson był 

prywatnym lekarzem senatora Liptona, a także znanym internistą w szpitalu wojskowym 

Walter Reed w innej części miasta. Po kilku minutach rozmowy Justin odłożył słuchawkę.

- Doktor czeka na ciebie. Wkładaj płaszcz, Stacey. Zawiozę cię tam.

- Nie możesz tego zrobić, Justinie - zaprotestowała Stacey. - Masz dzisiaj zbyt dużo 

pracy. Nie wolno ci tracić czasu, przesiadując w gabinetach lekarskich.

- Jedziemy do lekarza, Stacey - powiedział Justin stanowczo, głosem nie znoszącym 

sprzeciwu. Mimo to, Stacey próbowała dyskutować:

61

background image

- Justinie, czuję się doskonale, a nawet jeśli byłoby inaczej, to nie ty powinieneś wozić 

mnie do lekarza.

- Jedziemy, Stacey. - Justin wręczył jej płaszcz i torebkę. W tym samym momencie 

zadzwonił telefon. Stacey rzuciła się, żeby go odebrać, chcąc za wszelką cenę odwlec 

moment wyjścia. Przez chwilę słuchała, a następnie oddała słuchawkę Justinowi.

-   Dzwonią   z   CBS   News.   Chcą,   żeby   tata   wystąpił   w   ich   programie   -   powiedziała 

szeptem.

Justin oczywiście odebrał telefon. Nie mógł zlekceważyć tak ważnej reklamy, jaką było 

wystąpienie w programie CBS News. Wtedy Stacey chwyciła płaszcz i torebkę i wybiegła 

z biura.

- Stacey! - usłyszała za sobą głos Justina. - Stacey, wracaj!

Nie pobiegł jednak za nią; nie mógł przecież. Stacey wiedziała, że jest już bezpieczna. 

Dziękowała w myślach komuś, kto pracował w CBS News, a kto w tak odpowiedniej 

chwili zadzwonił. Pojawienie się w takim programie było sposobem zaprezentowania się, 

o jakim marzył każdy kandydat. Żaden szef kampanii wyborczej nie przepuści podobnej 

okazji.

Stacey jechała  swoim błękitnym BMW do rodziców, do ich dużego domu w Chevy 

Chase.   Justin   na   pewno   pomyśli,   że   wróciła   do   swojego   mieszkania.   Mogła   więc 

spokojnie ukryć się w domu rodzinnym.

Caroline Lipton właśnie wychodziła na zebranie organizacji charytatywnej. Ubrana była 

w szyty na miarę, bardzo piękny i bardzo kobiecy szary kostium.

- Co za, hm... interesująca sukienka, Stacey - powiedziała Caroline taktownie. - Czy 

wybierasz się do dyskoteki, kochanie?

Stacey   musiała   uśmiechnąć   się.   Matka,   zawsze   taka   elegancka,   mogłaby   poczuć   się 

wstrząśnięta, dowiedziawszy się, że to był strój do pracy.

- Nie, mamo - odpowiedziała. - Właściwie, ciągle jeszcze źle się czuję. Pomyślałam, że 

może jednak skorzystam z twojej propozycji i zamieszkam w moim starym pokoju, a 

Grace ugotuje dla mnie rosół.

- Doskonale, moja droga. Zaraz zawołam Grace. - Caroline dotknęła czoła Stacey. - Masz 

wypieki, ale to nie gorączka. Moja biedna Stacey. Szkoda, że muszę wyjść i zostawić cię 

samą,

62

background image

Stacey chciała przycisnąć dłoń matki do policzka, poczuć jej dotyk i błagać, by została. 

Nie   zrobiła   tego   jednak.   Tylko   Spence   rzucił   wyzwanie   obowiązującej   w   rodzinie 

Liptonów powściągliwości i ożenił się z uczuciową i pełną ciepła kobietą. Stacey wie-

działa, że rodzice źle znoszą Patty. Te wszystkie jej uściski i pocałunki! Zupełnie tego nie 

akceptowali.

Jednak w tej chwili typowa dla Liptonów skrytość bardzo przydała się Stacey. Dzięki 

niej   matka   nie   będzie   wyciągać   z   niej   żadnych   informacji,   prywatność   zostanie 

uszanowana.

- Mamo, muszę odpocząć i naprawdę nie chcę, żeby mi ktokolwiek przeszkadzał. Czy 

mogłabyś poprosić Grace, aby każdemu, kto tutaj zadzwoni, mówiła, że mnie nie ma? 

Chyba, że byłaby to Brynn, oczywiście.

- Naturalnie, powiem jej to, kochanie - odpowiedziała matka. - A teraz idź na górę i 

odpoczywaj.

Stacey weszła do łóżka i natychmiast zasnęła. Kiedy obudziła się, po mdłościach nie 

zostało ani śladu, natomiast pojawił się wilczy apetyt Zjadła dwie wielkie miski rosołu i 

trzy ciastka, które gospodyni specjalnie dla niej przygotowała.

-   To   było   wspaniałe.   Grace.   -   Najedzona,   rozsiadła   się   wygodnie   na   krześle   przy 

kuchennym stole. - No, czuję się milion razy lepiej.

- To dobrze. - Grace zaniosła naczynia do zlewu. - A teraz może zadzwonisz do Justina 

Marksa i powiesz mu, gdzie jesteś.

Stacey znieruchomiała.

- Czy... czy on dzwonił? - zapytała.

- Cztery razy. Oczywiście, zastosowałam się do poleceń twojej matki i nie powiedziałam 

mu, że tu jesteś - odparła oschle Grace. - Nie sądzę jednak, aby pani Lipton miała na myśli 

Justina Marksa, prawda? Właściwie, dlaczego jesteś tutaj, Stacey Lynn? W co wpakowałaś 

się tym razem?

Prywatność swoich dzieci mogli szanować Liptonowie, ale nie Grace. Zwłaszcza, kiedy 

podejrzewała, że coś jest nie w porządku. W podejrzeniach tych myliła się bardzo rzadko. 

„Zdumiewająca Grace” - tak mówiły o niej dzieci. Grace McKellum zaczęta prowadzić 

dom   Liptonów   wkrótce   po   przyjściu   na   świat   Sterne’a.   Znała   jeszcze   pierwszą   żonę 

senatora, Dorothy, która zginęła podczas pożaru hotelu. Grace zaopiekowała się wówczas 

63

background image

małym Spencem i Sternem, dopóki ich ojciec nie poślubił dwudziestojednoletniej Caroline 

Courtney. Była z nimi przez cały czas, dopóki młoda żona nie uporała się z problemami, 

jakie na nią spadły, gdy nagle została matką dwóch chłopców w wieku czterech i sześciu 

lat. Grace znała Stacey od momentu narodzin i mogła, jak często sama mówiła, czytać z 

jej twarzy jak z książki.

Jednakże teraz Stacey, choćby nie wiadomo jak bardzo tego chciała, nie mogła zrzucić 

swoich problemów na Grace. Mogłaby ona pomyśleć, że jej obowiązkiem jest powiedzieć 

o wszystkim Liptonom. Stacey wiedziała, że nic nie jest w stanie zmienić lojalności Grace 

wobec rodziców.

- Och, znasz przecież Justina, Grace - powiedziała wesoło. - Zawsze czegoś ode mnie 

chce.

- Widzę, że jak zawsze bezlitośnie zadręczasz go, moja panno. Czy jest to jeszcze jedna 

próba zabawienia się kosztem tego biednego człowieka?

- Mylisz się. Grace - zawołała Stacey. - To o n zadręcza mnie!

- Stacey Lynn Lipton, od lat dokuczasz Justinowi. Pamiętam cię w wieku szesnastu lat, 

jeszcze w szkolnej spódnicy i podkolanówkach. Krążyłaś wokół niego i wykrzykiwałaś 

jakieś obraźliwe uwagi, od których na pewno włosy stawały mu dęba na głowie. Widzę, że 

nic się nie zmieniło od tamtej pory.

- To   nieprawda!  -  Stacey   zawołała   oburzona.  -  Nie   rozumiem,  dlaczego  go   bronisz. 

Grace.

- Nikogo nie bronię, Stacey - odparła Grace. - Wiem po prostu, że jesteś do tego zdobią.

„Żeby to wszystko było takie proste!” - pomyślała Stacey smutno. Gdyby Grace zdała 

sobie sprawę z całej powagi problemu, mogłoby to być dla niej wielkim ciosem. Przez 

krótką   chwilę   Stacey   żałowała,   że   nie   jest   uczennicą   wymyślającą   nowe   sposoby 

doprowadzania   Justina   do   szaleństwa.   Teraz   nosiła   jego   dziecko   i   była   tym   tak 

przestraszona i zdenerwowana, jak nigdy dotąd.

Nagle zadzwonił telefon. Stacey przełknęła ślinę.

- Grace, jeśli to on... - powiedziała.

- Wiem, wiem - odpowiedziała Grace, idąc do telefonu w holu. - Wypełnię dokładnie 

polecenie twojej matki, chociaż nie podoba mi się to.

Po chwili Grace zawołała Stacey do telefonu.

64

background image

- To Brynn - powiedziała. - Matka mówiła, że dla niej jesteś w domu.

- Oczywiście. - Stacey odetchnęła z ulgą i wzięła słuchawkę. - Cześć, Brynnie!

- Grace, na pewno nie wiesz, gdzie jest Stacey? - usłyszała głos Brynn, nienaturalny i 

pełen napięcia. Wymawiała każde słowo wyraźnie i powoli. - Justin Marks stoi obok mnie 

i jest zaniepokojony, bo Stacey nie przyszła na umówioną wizytę u lekarza.

Stacey ciężko westchnęła.

- Och, Brynn! Dziękuję! - powiedziała cicho. Brynn oczywiście domyśliła się, że Stacey 

nie   chce,   aby   Justin   znał   miejsce   jej   pobytu.   Uwaga   na   temat   wizyty   u   lekarza   była 

ukrytym ostrzeżeniem. Stacey szybko oddała słuchawkę Grace.

- Grace, Justin stoi obok Brynn. Powiedz mu...

- Grace nic nie musi mi już mówić - usłyszała nagle głos Justina. - Za godzinę będę tam, 

żeby cię zabrać, Stacey. I nie próbuj znowu zniknąć. - Usłyszała dźwięk odłożonej z 

impetem słuchawki.

- Wszystko słyszał - jęknęła Stacey. - Musiał odebrać Brynn słuchawkę. Co za drań!

-   Stacey,   wiesz   przecież,   że   Justin   Marks   jest   bardzo   stanowczym   człowiekiem   - 

przypomniała jej Grace. - A poza tym doskonale zna ciebie.

„Doskonale, rzeczywiście!” - pomyślała przygnębiona Stacey.

Justin przyjechał do domu Liptonów czterdzieści minut później. Był surowy i poważny; 

nie odpowiedział na powitanie Grace. Stacey domyśliła się, że jest zły na gospodynię za 

to, że aż cztery razy okłamała go. Justin Marks nie lubił, gdy ktoś psuł mu szyki.

Stacey schodziła po schodach w sposób, jak sądziła, dumny i wyniosły. Nareszcie nie 

czuła się ani słaba, ani chora. Cera odzyskała naturalny kolor, a złocistobrązowe oczy 

ożywiało wyzwanie.

- Witaj, Justinie! - przywitała go chłodno.

„Do diabla! - pomyślała. - Ani jego garnitur, ani koszula, ani nawet krawat nie miały 

najmniejszego   zagięcia,   najmniejszej   fałdki,   podczas   gdy   ona   spala   w   sukience”. 

Zrozumiała, że jest w gorszej sytuacji i jeszcze wyżej uniosła głowę.

- Chcę, abyś wiedział, że jestem oburzona twoim despotycznym, nieznośnym wtrącaniem 

się w moje sprawy - powiedziała.

- A to nic nowego - uciął Justin. - To nas nie zatrzyma, Stacey. Idziemy!

65

background image

- Bądź teraz grzeczna, Stacey! - upomniała ją Grace, gdy znajdowali się już za drzwiami.

Stacey skrzywiła się.

- To byłoby wielkie święto - ponuro powiedział do siebie Justin. Wepchnął ją do swojego 

smutnego, szarego (jakżeby inaczej) oldsmobila. Zachowywał się obojętnie i chłodno jak 

zawsze. Przypomniała sobie radosne i ciepłe powitanie dzisiaj rano w biurze i poczuła 

dziwne dławienie w gardle. Teraz wydawało jej się, że ten Justin, który siedzi obok niej i 

zachowuje lodowaty spokój, nie jest zdolny do jakichkolwiek uczuć.

Jadąc zatłoczoną autostradą do szpitala Walter Reed, nie powiedzieli do siebie ani słowa. 

Stacey   wiedziała,   że   Justin   jest   wściekły.   Zastanawiała   się   tylko,   dlaczego   wiezie   ją, 

marnując   swój   cenny   czas,   na   wizytę   u   lekarza   w   drugim   końcu   miasta?   Doszła   do 

wniosku, że Justin traktuje całą tę historię jak toczącą się między nimi walkę o władzę i że 

chce wyjść z tej walki zwycięsko. Zacisnęła usta i skoncentrowała się na obmyślaniu 

planu dalszego działania. Musi jakoś załatwić sprawę z lekarzem...

Justin   musiał   zostać   w   poczekalni,   co   najwyraźniej   zirytowało   go.   Najchętniej 

wpakowałby się do gabinetu, gdzie Stacey, mając na sobie tylko figi i krótką bawełnianą 

koszulkę, siedziała na przykrytym papierowym prześcieradłem stole.

- Doktorze Simpson, czy lekarze, kończąc studia, składają jakąś przysięgę? - zapytała, 

gdy doktor mierzył jej ciśnienie.

- Owszem - odpowiedział. - Nazywamy to przysięgą Hipokratesa. Lekarze ślubują w 

niej, między  innymi, że  nie  będą udzielać  żadnych informacji  o swoich pacjentach.  - 

Sprawdził jej tętno.

- Czy pan również składał taką przysięgę?

- Oczywiście.

- W takim razie chciałabym, żeby pan jej dzisiaj dotrzymał. - Spojrzała mu prosto w 

oczy. - Widzi pan, spodziewam się dziecka i...

Dwadzieścia minut później Stacey i Victor Simpson wyszli z gabinetu do poczekalni. 

Justin odrzucił pismo, które właśnie przeglądał i wstał.

- I co? - zapytał niecierpliwie, patrząc uważnie na Stacey.

-   Idealnie   zdrowa   młoda   kobieta   -   odparł   z   przekonaniem   doktor   Simpson.   Stacey 

spojrzała na Justina, jakby chciała powiedzieć: „A co, nie mówiłam?”

- Naprawdę wszystko jest w porządku? - Jego spojrzenie wędrowało od czubka głowy 

66

background image

Stacey do butów.

- Ależ oczywiście. - Doktor odwrócił się do Stacey. - Mam nadzieję, że nie zapomnisz o 

obietnicy, Stacey?

-   Nie   zapomnę.   -   W   jej   torebce   znajdowały   się   recepty   na   witaminy   i   żelazo   dla 

ciężarnych   kobiet,   a   także   na   środek   mający   zahamować   wymioty.   Obiecała   również 

doktorowi   Simpsonowi,   że   w   następnym   tygodniu   odwiedzi   ginekologa.   Podał   jej 

nazwiska kilku godnych zaufania kolegów.

- No cóż, cieszę się, że nic złego nie dzieje się z tobą - powiedział Justin, gdy szli do 

windy.   -   Zaczynałem   podejrzewać...   Dlaczego,   do   diabła,   uciekłaś   wtedy,   Stacey?   - 

westchnął z irytacją.

-   Zostałam   zesłana   na   ziemię   tylko   w   jednym   celu   -   żeby   cię   irytować,   Justinie   - 

odpowiedziała Stacey oschle. - Wypełniałam tylko swoje zadanie.

- Co ty wygadujesz? - uśmiechnął się niechętnie. - Co obiecałaś doktorowi, Stacey?

„Boże, znowu ta jego dokładność! - pomyślała Stacey. - Nigdy niczego nie przeoczy, 

nawet najdrobniejszego szczegółu.” Przygryzła dolną wargę.

- Ja... obiecałam, że zareklamuję go w programie Corda Marshalla - odparła. - Zdaje się, 

że doktor chce trochę rozkręcić interes.

- Stacey!

-   Już   dobrze,   dobrze!   -   zawołała.   -   Obiecałam,   że   przyślę   mu   kilka   zdjęć   taty   z 

autografem.   -   Była   dumna   ze   swego   refleksu.   Justin   kupił   to   kłamstwo,   kiwając   z 

satysfakcją głową.

- To, oczywiście, da się załatwić. Powiem June, żeby przysłała mu jutro pięć takich 

fotografii. A może prosił o więcej?

- Myślę, Justinie, że pięć sztuk będzie dla doktora miłą niespodzianką - powiedziała 

Stacey.

- Dołączę do tego znaczki i literaturę wyborczą. Simpson może to rozprowadzić wśród 

swoich kolegów. Nie zaszkodzi mieć po swojej stronie kilku lekarzy...

Stacey   przestała   go   słuchać   w   momencie,   gdy   zaczął   rozważać   możliwość   zdobycia 

poparcia Amerykańskiego Stowarzyszenia Lekarzy. Zawsze przestawała go słuchać, gdy 

mówił,   jakby   udzielał   wywiadu   dla   programu   „Dzień   dobry,   Ameryko!”   Wyszli   ze 

szpitala, a Stacey uświadomiła sobie, że Justin ciągle jeszcze mówi.

67

background image

- Zgłaszanie się do wyborów prezydenckich na początku listopada ma taką zaletę, że daje 

czas   na   doprowadzenie   do   perfekcji   stylu   kandydata,   a   także   na   w   miarę   wczesne 

umocnienie kampanii. Na wiosnę będziemy w szczytowej formie...

Stacey   skrzywiła   się.   Czy   naprawdę   spędziła   niezwykle   namiętną   noc   z   tym 

człowiekiem? Wydawało jej się, że ktoś, kto ubiera się w taki nudny, monotonny sposób i 

potrafi jedynie bezosobowo i poważnie rozmawiać o strategii politycznej, jest tak samo 

nieprzystępny   i   pozbawiony   uczuć   jak   komputer   IBM.   Czy   to   możliwe,   aby   w   tym 

ubranym na  szaro automacie ukrywał się namiętny i czuły człowiek? To rozdwojenie 

budziło w niej wątpliwości.

- Zgadzasz się, Stacey? - Usłyszała pytanie Justina, gdy doszli do samochodu.

- Co? - spojrzała na niego nieprzytomnie.

- Proponuję ci, żebyś spędziła część lutego w New Hampshire, organizując tam spotkania 

przedwyborcze. - W jego głosie zabrzmiało zniecierpliwienie.

Stacey pomyślała, że w lutym będzie w siódmym miesiącu. Cmoknęła z irytacją.

- Sądziłam, że twoja kampania w New Hampshire jest już zapięta na ostatni guzik. Masz 

przecież   takich   wspaniałych   agentów,   dynamiczny   zespół.   Doskonała,   precyzyjna 

organizacja.

Justin spojrzał na nią ze źle skrywanym rozdrażnieniem i zmęczeniem.

-   Bardzo   starannie   przygotowaliśmy   tam   grunt,   ale   nie   możemy   na   tym   poprzestać. 

Podczas całej kampanii trzeba zwracać uwagę na najdrobniejsze szczegóły. Nie możemy 

pozwolić sobie na żadne ryzyko. Oczekuję, że wszyscy w twojej rodzinie zaangażują się i 

będą z nami współpracować.

- Wiesz, Justinie! - powiedziała. - Myślę, że bardziej przysłużę się kampanii, będąc na 

uboczu. - Pomyślała, że dla kampanii byłoby najlepiej, gdyby w ogóle zniknęła na kilka 

lat.

Justin usiadł za kierownicą. Jego twarz była zachmurzona.

- Nie zamierzasz niczego nam ułatwiać, prawda, Stacey?

Położyła głowę na oparciu fotela i zamknęła oczy. Wydawało jej się, że obydwoje mówią 

różnymi językami. On był zajęty zbliżającymi się wyborami, podczas gdy ona skupiła całą 

swoją uwagę na ich dziecku, którego istnienie trzymała w tajemnicy. Niestety, stawało się 

to   coraz   trudniejsze,   a   jednocześnie   nie   potrafiła   zaufać   temu   opętanemu   polityką 

68

background image

człowiekowi.

- Dlaczego tak bardzo się w to wszystko angażujesz, Justinie? - nagle zainteresowało ją 

to, chciała czegoś się o nim dowiedzieć, poznać motywy działania. - Wiem, że ubieganie 

się o prezydenturę jest jedynym możliwym sposobem samorealizacji mojego ojca, ale 

ciebie   przecież   to   nie   dotyczy.   Co   w   tym   wszystkim   znajdujesz   dla   siebie,   poza 

morderczym rozkładem zajęć, napięciem, wyczerpaniem i rutyną?

- Więc tak, według ciebie, wygląda działalność polityczna? - zapytał Justin. - Tak właśnie 

wyobrażasz sobie kampanię prezydencką? - W jego głosie brzmiało niedowierzanie. - Czy 

naprawdę jest to tylko możliwość samorealizacji? Tylko wyczerpanie, strach i napięcie?

Stacey przytaknęła, a jej oczy zabłysły.

- Czyżbym zapomniała wspomnieć o dehumanizacji i obłudzie? Możesz jeszcze to dodać 

do listy.

Justin spojrzał na nią zaskoczony.

- Jak możesz być tak źle do tego nastawiona? - zawołał. - Stacey, przecież to jest sposób 

na życie! To szansa na przekształcenie pomysłów senatora, które mogłyby być równie 

dobrze   moimi   własnymi,   w   realne   programy   prowadzące   do   stabilizacji   i   poprawy 

warunków życia naszego społeczeństwa. Przecież to możliwość umocnienia demokracji!

- Justinie, nie występujesz w tej chwili przed kamerami - przerwała mu Stacey. - Czy 

mógłbyś, porzucając krasomówstwo, wyjaśnić mi, dlaczego chcesz poświęcić swoje życie 

temu, aby uczynić mego ojca prezydentem? - zapytała. - Jestem bardzo tego ciekawa. 

Naprawdę chciałabym wiedzieć...

- Co sprawia, że jestem taki, jaki jestem? - dokończył Justin, uśmiechając się lekko.

-   Stanowisz   wielką   zagadkę   -   ciągnęła   Stacey.   -   Znam   cię   od   dziesięciu   lat,   ale   w 

dalszym ciągu jesteś dla mnie zupełnie obcym człowiekiem.

Jego twarz zmieniła się w jakiś dziwny sposób. Uruchomił samochód i włączył się w 

ruch uliczny.

- Czy zapoznałaś się kiedyś z jedną chociaż ekonomiczną propozycją swego ojca? - 

zapytał. - Albo przeczytałaś jakąś jego wypowiedź na temat polityki zagranicznej?

Stacey zaprzeczyła. Pomyślała ze smutkiem, że ten człowiek nie potrafi zrezygnować z 

politycznych przemówień.

- No cóż - ciągnął. - Wszystkie te propozycje i pomysły są moje, Stacey. Wymyślone i 

69

background image

napisane   przeze   mnie.   Oczywiście,   twój   ojciec   stworzył   te   najbardziej   spektakularne 

opinie na  temat  rodziny  i moralności,  ale  to  ja  określiłem jego  stanowisko  dotyczące 

ekonomii i polityki zagranicznej.

Stacey wzruszyła ramionami.

- Chyba nie bardzo wiem, o czym mówisz - powiedziała.

- Na uniwersytecie w Stanford wybrałem specjalizację z ekonomii - mówił dalej, jakby w 

ogóle jej nie słysząc. - Kiedy skończyłem Szkołę Ekonomiczną Whartona, spróbowałem 

sił w świecie biznesu. Dobrze poznałem różne finansowe sztuczki, ale w końcu znudziło 

mnie to. Lubiłem świat idei. Właśnie myślałem o przyjęciu stanowiska wykładowcy na 

uniwersytecie, gdy spotkałem twego ojca podczas zbierania funduszy w Nowym Jorku. 

Zainteresował mnie. Chciał osiągnąć sukces na skalę państwową, ale nie miał w sobie 

potrzebnej do tego siły i determinacji. Ja, dzięki doświadczeniu wyniesionemu z pracy w 

handlu i reklamie, wiedziałem wszystko o panujących tendencjach i kierunkach. Umiałem 

sprzedać   każdy   towar.   To   wystarczyło,   aby   twój   ojciec   zaproponował   mi   pracę. 

Otrzymałem   stanowisko   asystenta   administracyjnego,   dzięki   któremu   mogłem   łączyć 

politykę ekonomiczną z moimi ulubionymi teoriami i pomysłami. - Jego oczy rozświetlił 

entuzjazm. - Kiedy trzeba było zająć jakieś stanowisko dotyczące spraw zagranicznych, 

pochłaniałem   wszystko,   co   było   dostępne   na   ten   temat.   Rozmawiałem   z   ekspertami, 

kończyłem różne kursy. To cudowne - uczyć się, tworzyć i wprowadzać w życie pomysły.

-  Czyli   ty  odwalałeś   całą   robotę,   a  tata   zbierał  zaszczyty  -  zaprotestowała   Stacey.  - 

Wszyscy byli przekonani, że to jego teorie. Nie obchodzi cię to, Justinie? - zapytała.

-   Oczywiście,   że   nie   -   odparł.   -   Nie   jestem   politykiem,   Stacey.   Pomijając   moje 

umiejętności   handlowe,   jestem   tylko   ekonomistą   i   entuzjastą   polityki   zagranicznej. 

Prowadzenie kampanii to rzecz tymczasowa, konieczna, jeśli chcemy, aby twój ojciec 

został prezydentem - ciągnął Justin. - Ja sam nie mam ani takich pieniędzy, ani takich 

powiązań politycznych, ani takiego autorytetu wśród polityków jak twój ojciec. On jest 

kandydatem lub, jeśli wolisz, przywódcą moich marzeń. Obydwaj z senatorem bardzo 

szybko zorientowaliśmy się, ile jesteśmy dla siebie warci. Nasza współpraca układa się 

harmonijnie i bezproblemowo.

- I jeśli ojciec dostanie się do Białego Domu, ty zdobędziesz ważną, wysoko notowaną 

pozycję - dodała Stacey. - Będziesz miał wielką władzę. - Stacey nareszcie zaczynała 

70

background image

wszystko rozumieć i ta prawda była przygnębiająca.

-   Tak   -   przyznał   Justin   szczerze.   -   Nie   przeczę,   że   władza   stanowi   pokusę   nie   do 

odparcia, ale  jest  też  coś  ważniejszego.  Mam  wrażenie,  że dzięki temu  należę  do... - 

przerwał i zmarszczył brwi, niezadowolony, że powiedział zbyt dużo. Było jasne, że Justin 

nie chce dłużej rozmawiać na ten temat, ale Stacey nie zamierzała rezygnować.

- Należysz do czego, Justinie? - drążyła.

- Nieważne. - Uśmiechnął się z zakłopotaniem. - Nie chcę cię dłużej zanudzać. - Był 

najwyraźniej skrępowany.

To zafascynowało Stacey. Nie zamierzała pozwolić, aby teraz wymknął się jej.

- Zanudzałeś mnie przez całe lata tym swoim politycznym żargonem - odparła. - Powiedz 

mi, Justinie.

- Co mam ci powiedzieć? - próbował wykręcić się od odpowiedzi.

- To, co ukrywasz. Coś o jakiejś przynależności.

- Stacey, nie mam ochoty rozmawiać na ten temat - uciął krótko.

Przysunęła się bliżej niego.

- Nie przestanę cię męczyć, dopóki mi nie powiesz, Justinie. - Zobaczyła, jak mocno 

zaciska szczęki, jak kurczowo trzyma kierownicę. Przysunęła się jeszcze bliżej. - Mów - 

rzekła łagodnie. Uświadomiła sobie, że go dręczy i przypomniało jej się oskarżenie Grace: 

„Od lat zadręczasz tego człowieka!” Czyżby naprawdę tak było? Ta myśl zaniepokoiła ją.

Justin wziął głęboki oddech.

-   Nigdy   nie   należałem   do   nikogo   ani   do   niczego   -   zaczął   mówić   monotonnie,   bez 

żadnych   emocji.   -  Wychowywałem   się   w   różnych   sierocińcach   i   nie   miałem   własnej 

rodziny. Chociaż muszę przyznać, że opiekunowie byli dla mnie raczej mili. Wiedziałem 

jednak, że moim jedynym kapitałem jest inteligencja. Dlatego studiowałem i pracowałem, 

całkowicie rezygnując z innych rzeczy

- sportu, przyjaźni, działalności społecznej. Otrzymałem stypendium w Stanford. Byłem 

wzorowym studentem, ale  nigdy nie  brałem udziału  w  życiu studenckim. Później,  po 

skończeniu studiów, również nic się nie zmieniło.

- A posiadając władzę, nie musisz starać się, żeby do czegokolwiek należeć - powiedziała 

Stacey   w   zamyśleniu.   -   Siłą   rzeczy   zostajesz   włączony.   Ty   wszystkim   kierujesz.   - 

Spojrzała na niego z uwagą. Po raz pierwszy udało jej się wyciągnąć z niego tak osobiste 

71

background image

zwierzenia. Nie miała pojęcia, jak bardzo był samotny w młodości, jak bardzo brakowało 

mu   miłości.   Ze   wstydem   uświadomiła   sobie,   że   nigdy   nie   starała   się   dowiedzieć 

czegokolwiek bliżej o nim.

Justin, bardzo zakłopotany, wzruszył ramionami. Stacey była pewna, że żałował teraz 

chwili  słabości  i  tak  osobistej  rozmowy.  Ona  jednak  chciała   wiedzieć  jeszcze  więcej. 

Czuła, że jakiś wewnętrzny nakaz zmusza ją do poznania prywatnego życia Justina.

- Czy nigdy nie pragnąłeś czegoś więcej w życiu niż tylko zawodowych i szkolnych 

sukcesów? - zapytała. - Czy nigdy nie chciałeś założyć własnej rodziny? - Pytanie to 

wymknęło się jakoś samo, wbrew woli Stacey.

- Wydaje mi się, że w którymś momencie swego życia poczułem taką potrzebę - przyznał 

Justin, uśmiechając się lekko. - Jednak dziesięć lat temu zacząłem pracować z twoim 

ojcem i zawarłem znajomość z rodziną Liptonów, a to...

- Nie musisz nic więcej mówić - ucięła oschle Stacey. - Obserwowanie z bliska Liptonów 

może w każdym zabić chęć założenia własnej rodziny. Nie zaskoczyłeś mnie tym. Wiem, 

że nie jesteśmy normalni.

- Nie to miałem na myśli, Stacey - odparł Justin. - Chciałem powiedzieć, że poczułem się 

członkiem waszej rodziny.

Stacey spojrzała na niego z niedowierzaniem. Justin Marks miał należeć do jej rodziny? 

Była zaskoczona. To wydawało się nieprawdopodobne. W ciągu tych dziesięciu lat nikt z 

Liptonów, nawet rodzice, nie uważali Justina za członka rodziny. Mógł być, oczywiście, 

bezcennym pracownikiem, ale nigdy jednym z nich!

Spojrzała na siedzącego obok przystojnego mężczyznę i łzy napłynęły jej do oczu. To 

znowu te cholerne hormony! Miała ochotę zapłakać nad samotnością tego człowieka i nad 

tym, jak bardzo był niezrozumiany. Zaczęła szukać w torebce chustki.

- Czy zjesz ze mną kolację dzisiaj wieczorem? - zapytał Justin. Stacey z ulgą pomyślała, 

jak dobrze złożyło się, że panujący na drodze ruch i padający deszcz zmuszają Justina do 

skupienia uwagi tylko najeździe. Nie potrafiłaby wyjaśnić mu, dlaczego płacze. Sama 

nawet tego nie wiedziała!

- To nie jest dobry pomysł, Justinie - odpowiedziała cicho. W każdym bądź razie nie 

teraz, gdy wzbudził w niej takie wyrzuty sumienia.

- Dlaczego nie? - zapytał. - Przecież obydwoje musimy jeść, prawda? - Zabrzmiało to 

72

background image

zupełnie niewinnie.

- Tak, ale nie razem - odpowiedziała.

- Właśnie, że razem - powiedział stanowczo.

- Justinie, to nie ma sensu. - Zgniotła papierową chusteczkę i wrzuciła ją do torebki. - 

Jesteśmy zbyt różni, a poza tym nie interesują mnie przelotne romanse.

- Wiem - odpowiedział z jakąś dziwną satysfakcją w głosie. - Uważam, że to, co jest 

między nami, nie jest przelotne.

Przyznała  mu   w  duchu   rację.  Cokolwiek  między  nimi  zdarzyło   się,   dalekie   było  od 

przypadkowości i przelotności. Panujące między nimi napięcie było zawsze bardzo silne.

Popatrzyła   przez   okno   na   padający   deszcz   i   nie   mogła   powstrzymać   się,   żeby   nie 

zapytać.

- Justinie, czy miałeś jakieś... chwilowe romanse?

Uświadomiła sobie, że przez wszystkie lata ani razu nie widziała, żeby wychodził na 

randkę. Zawsze znajdował się w pobliżu, z  danymi statystycznymi, organizując różne 

spotkania   dla   senatora   i   jego   rodziny.   Były   to   jednak   tylko   oficjalne   okazje.   Justin 

uczestniczył   w   nich   służbowo.   Liptonowie   nie   spoufalali   się   z   asystentem 

administracyjnym senatora. Stacey zaczęła się zastanawiać, jakie kobiety podobają się 

Justinowi. Co by się stało, gdyby nagle pojawił się na którejś z tych uroczystości z piękną 

blondynką u boku? Poczuła dziwny ucisk w żołądku, na pewno nie mający nic wspólnego 

z ciążą.

Justin był wyraźnie niezadowolony z poruszonego tematu.

- Owszem, byłem w swoim życiu związany z kilkoma kobietami - powiedział i wzruszył 

ramionami. - Nic jednak nie przetrwało. Nie było żadnych zobowiązań.

Stacey nawet nie próbowała zrozumieć, czemu odpowiedź tak bardzo ją ucieszyła.

- Czy dlatego, że całkowicie poświęciłeś się karierze? - zapytała.

- Może czekałem, aż dorośniesz i zauważysz mnie, Stacey - zrewanżował się.

- A jeśli w to uwierzę, obiecasz mi gwiazdkę z nieba? - zakpiła.

Justin rzucił jej szybkie zagadkowe spojrzenie.

- Skoro wyczerpaliśmy już ten temat, czy możemy wrócić do sprawy naszej dzisiejszej 

wspólnej kolacji? - zapytał.

- Jesteś bardzo uparty - odpowiedziała zirytowana.

73

background image

- Oczywiście, że jestem. To cecha wszystkich polityków. A więc, dokąd pójdziemy na 

kolację?

Westchnęła z rezygnacją. Justin nie zrezygnuje i nie pogodzi się z odmową. Ona zaś była 

zbyt zmęczona, aby dłużej z nim się spierać.

- No dobrze - zgodziła się z oporami. - Zjemy wspólnie kolację, ale to wszystko, Justinie. 

Nie zamierzam iść z tobą do łóżka - dodała dzielnie i zaczerwieniła się.

Justin nic nie odpowiedział, Stacey jednak zauważyła pełen zadowolenia uśmieszek. I 

chociaż bardzo chciała rozzłościć się na niego, zupełnie jej się to nie udało. Po prostu nie 

była zła na niego ani za to, że tak nalegał na tę kolację, ani za to, że w taki bezwzględny 

sposób zaciągnął ją do lekarza. I nawet nie próbowała zrozumieć, dlaczego jego uśmiech 

wzruszył ją.

ROZDZIAŁ PIĄTY

-   Czy   moglibyśmy   zatrzymać   się   przy   aptece?   -   zapytała   Stacey,   gdy   zjechali   z 

autostrady na drogę prowadzącą do miasta. - Chciałabym kupić witaminy i żelazo, które 

przepisał mi doktor Simpson. - Oczywiście nic nie wspomniała o przeciwwymiotnym 

lekarstwie, które w tej chwili było najważniejsze.

- Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie - odpowiedział Justin.

Stacey uśmiechnęła się. Justin był tak uprzejmy, że nagle przestała razić jego ogromna 

dbałość o szczegóły, która zawsze doprowadzała ją do szaleństwa.

Ciągle mżył deszcz. Wjechali na parking obok apteki wielkiej jak supermarket. Justin 

wysiadł z samochodu, a Stacey odpięła pasy bezpieczeństwa i chwyciła klamkę. Miała 

wrażenie,   że   drzwi   zacięły   się,   więc   mocno   popchnęła   je   ramieniem.   Odskoczyły   z 

impetem w tym samym momencie, gdy z drugiej strony podszedł do nich Justin.

Nie przyszło jej do głowy, że Justin może obejść samochód dookoła po to, aby otworzyć 

jej drzwi. Kiedy po raz ostami mężczyzna zachował się wobec niej z taką kurtuazją? W 

dzisiejszych czasach oczekuje się od kobiet, aby same dawały sobie radę ze wszystkim. I 

właśnie teraz Stacey, nauczona takiej samodzielności, otworzyła drzwi i uderzyła nimi 

Justina w sam środek czoła!

Rozległ się suchy trzask i z rany na czole zaczęła obficie płynąć krew. Stacey krzyknęła i 

wyskoczyła z samochodu. Justin patrzył przed siebie nieprzytomnym wzrokiem, a kolana 

zaczęły się pod nim uginać. Stacey z przerażeniem ujrzała, jak bezwładnie usiadł na ziemi.

74

background image

- O Boże, Justinie! - zawołała i uklękła obok niego. - Zabiłam cię!

Justin otworzył jedno oko i ostrożnie dotknął ręką czoła.

- Czuję się tak, jakby przetoczył się po mnie atak całej drużyny futbolowej Uniwersytetu 

Nebraska - powiedział niepewnym głosem, próbując się uśmiechnąć.

-  Och,   Justinie!  -   Chociaż   jego   utrata   przytomności   trwała.   dosłownie   kilka   sekund, 

Stacey   była   tym   potwornie   przerażona.   Na   czole   Justina   urósł   już   duży   krwiak,   a   z 

głębokiego rozcięcia ciągle płynęła krew.

- Justinie, przepraszam - powiedziała Stacey i zaczęła płakać. - Nie wiedziałam, że tam 

stoisz. Nie spodziewałam się, że będziesz chciał otworzyć mi drzwi. - Przytuliła jego 

głowę   do   piersi   i   zaczęła   potrząsać   torebką   w   poszukiwaniu   czegoś,   czym   mogłaby 

opatrzyć ranę. - Zużyłam ostatnią chusteczkę. Czym mam zatamować to krwawienie? 

Och, Justinie! Tak mi przykro!

- To nie była twoja wina, Stacey - powiedział Justin uspokajająco. - Wypadki chodzą po 

ludziach. - Stacey uświadomiła sobie całą ironię tej sytuacji. To o n a go zraniła, a teraz on 

próbuje ją pocieszyć. - W kieszeni marynarki mam chustkę - dodał.

Stacey znalazła starannie złożoną białą chustkę. Przycisnęła ją do rany i spojrzała na 

Justina z troską. To nie był już ten mężczyzna, którego znała. Nie wydawał się już taki 

wygładzony   i   nieskazitelny.   Jego   ubranie   było   przemoczone,   ubrudzone   ziemią   oraz 

krwią; włosy mokre i potargane. Był taki niepodobny do siebie. Łzy ponownie napłynęły 

do   oczu   Stacey.   Patrzyła   na   Justina,   gdy   siedział   na   ziemi   bezbronny,   zakrwawiony, 

zabrudzony i obolały. To jej wina! Mocniej przycisnęła chustkę do rany; Justin skrzywił 

się.

- Przepraszam - płakała. - Biedny Justin!

- Wszystko w porządku - zapewnił ją. - Tylko czuję się nieco idiotycznie, siedząc na 

ziemi w strugach deszczu.

Justin wstał gwałtownie, zrobił kilka kroków i nagle zatoczył się. Stacey podbiegła do 

niego i mocno go objęła.

- Kręci ci się w głowie? - zapytała. - Oprzyj się o mnie, Justinie. Chyba wstałeś za 

szybko. - Przeraził ją kolor jego twarzy, białej jak ściana. - Nie jest wykluczone, że masz 

wstrząs mózgu. - Właściwie była tego pewna. Drzwi uderzyły Justina bardzo mocno, a 

jego   utrata   przytomności   i   późniejsze   zawroty   głowy   tylko   potwierdziły   jej  diagnozę. 

75

background image

Lucas już kilka razy w swojej brutalnej karierze futbolowej miał wstrząs mózgu i Stacey 

doskonale znała świadczące o tym objawy.

Justin, podtrzymywany przez Stacey, dotarł do samochodu. Chustka, którą przez cały 

czas przyciskał do czoła, była już zupełnie przesiąknięta krwią.

- Daj mi kluczyki, Justinie - powiedziała Stacey. - Jedziemy do najbliższego szpitala.

Jej ręce drżały, gdy przeszukiwała kieszenie Justina. Pochyliła się, a on oparł ręce o jej 

biodra i powiedział:

- Do szpitala? To zupełnie niepotrzebne, Stacey. W domu poleję ranę jodyną i...

- Jedziemy do szpitala, Justinie. - Miała już w ręku kluczyki. - Trzeba założyć na tę ranę 

kilka szwów, a poza tym masz chyba wstrząs mózgu.

Justin   protestował   podczas   całej   drogi   do   szpitala,   jednak   Stacey   całkowicie   go 

ignorowała.

- Nie próbuj być taki dzielny - powiedziała. - Wiem, że cierpisz. Nie musisz przede mną 

udawać.

Gdy dojechali już na miejsce, Stacey pomogła mu wysiąść z samochodu i dojść do izby 

przyjęć. Wobec dyżurnej pielęgniarki zachowywała się jak rozwścieczona lwica broniąca 

małych. Jeśli sytuacja tego wymagała, Stacey potrafiła zachowywać się, jak przystało 

córce   senatora.   Nie   zważając   na   przemoczone   i   zakrwawione   ubranie,   podała   swoje 

nazwisko, a tym samym nazwisko ojca, i zażądała, aby natychmiast przyjęto Justina. Tak 

też się stało.

Była  przy nim przez  cały  czas.  Lekarz obejrzał  ranę  i  kazał zrobić  rentgen czaszki. 

Następnie założył cztery szwy i na koniec zgodził się z diagnozą Stacey, że Justin ma 

wstrząśnienie mózgu. Zalecił, aby przez następne kilka dni chory leżał spokojnie w łóżku. 

Wypisał także receptę na lekarstwo przeciwko mogącemu pojawić się bólowi głowy.

- Kilka dni w ciszy i spokoju! - powiedział Justin ironicznie, gdy wyszli ze szpitala. Miał 

na głowie imponujący opatrunek. Stacey podtrzymywała go, mocno obejmując w pasie.

-   Gdyby   doktor   zobaczył   mój   rozkład   zajęć   na   najbliższe   dni   -   ciągnął   Justin   - 

zrozumiałby, jak bardzo niedorzeczne jest jego polecenie!

-  Justinie,  musisz   posłuchać  lekarza   -  odparła  Stacey.   -  Nie   możesz   teraz,   po  takim 

wypadku, prowadzić swojego szalonego trybu życia.

- Stacey, czuję się świetnie - zaprotestował Justin. - Nie będę leżał w łóżku i tracił czasu 

76

background image

tylko dlatego, że uderzyłem się w głowę!

Dotarli do samochodu i Stacey pomogła Justinowi wsiąść do niego.

- Pojedziesz teraz prosto do domu - powiedziała. - Położysz się do łóżka i zastosujesz do 

wszystkich poleceń doktora. Ja natomiast zamierzam upewnić się, że tak właśnie będzie.

Justin uśmiechnął się rozbawiony.

- Jesteś bardzo stanowcza, Stacey - powiedział.

-   Tak,   upór   jest   cechą   wszystkich   ludzi   związanych   z   polityką   -   odpowiedziała, 

przypominając mu jego własne słowa. - Nawet tych opornych, stojących na uboczu.

Znów   zatrzymali   się   przy   aptece,   aby   kupić   przeciwbólowe   lekarstwo   dla   Justina   i 

zrealizować   receptę   Stacey.   Lek   przeciwwymiotny   będzie   jej   teraz   bardzo   potrzebny, 

skoro ma dobrze zaopiekować się Justinem.

- Myślę, że będzie lepiej, jeśli tym razem zostanę w samochodzie - powiedział Justin 

obrażonym   tonem.   Jednak   mówiąc   to,   uśmiechnął   się   i   Stacey   spojrzała   na   niego   z 

rosnącym podziwem. Był taki dzielny. Nie zdawała sobie dotąd sprawy z tego, że Justin 

ma takie doskonałe poczucie humoru. Żartował teraz, kiedy prawdopodobnie był bardzo 

cierpiący!

Pochyliła się, żeby uścisnąć jego rękę.

- Zaraz wrócę z lekarstwami, Justinie - powiedziała ciepło.

Dwadzieścia minut później Justin wprowadził Stacey do swego mieszkania, składającego 

się z kilku pokoi na pierwszym piętrze odnowionego domu niedaleko Kapitelu. Ściany 

pomalowane zostały na biało, a w oknach, zamiast zasłon, wisiały żaluzje. Niemodne i źle 

dobrane   meble   były   na   pewno   nie   do   przyjęcia   nawet   w   czasach,   kiedy   je 

wyprodukowano.

-   Och!   -   zawołała   Stacey,   rozglądając   się   po   strasznym   salonie.   -   Co   za   odważne 

pomieszanie stylów! Czy... sam urządzałeś swoje mieszkanie, Justinie?

- Nie - odpowiedział. - Wynająłem je już umeblowane.

Stacey odetchnęła z ulgą.

- Więc nie obrazisz się, jeśli powiem, że te meble są ohydne? - zapytała. - Od patrzenia 

na   tę   kanapę   po   prostu   bolą   oczy!   Nie   mogę   sobie   przypomnieć,   kiedy   były   modne 

ogromne pomarańczowe róże na ckliwym różowym tle. I w dodatku to krzesło w nie-

bieskie i żółte pasy! Zbrodnia!

77

background image

Justin roześmiał się.

-   Naprawdę   nie   spędzam   tutaj   zbyt   dużo   czasu   -   powiedział.   -   To   mieszkanie   jest 

wygodne,   bo   znajduje   się   blisko   biura,   a   poza   tym   ciągle   nie   mam   swoich   mebli.   - 

Obojętnie wzruszył ramionami.

Kuchnia i sypialnia urządzone były w ten sam bezosobowy i ponury sposób. Nie było 

tam żadnego śladu obecności Justina Marksa.

- Mieszkasz tu od dziesięciu lat? - zapytała z niedowierzaniem. Jak mógł to wytrzymać? I 

jak  w  ogóle  można  mieszkać  gdzieś  dziesięć  lat  i  chociaż   trochę  nie  naznaczyć  tego 

miejsca swoją obecnością?

-   Kupiłem   nowy   materac   trzy   lata   temu   -   powiedział   Justin   i   usiadł   na   brzegu 

podwójnego łóżka, przykrytego kapą z brązowego sztruksu.

- To dobrze, ponieważ kilka następnych dni spędzisz w łóżku, a położysz się do niego 

już! - Spojrzała mu prosto w twarz. - Teraz się rozbierzesz. Przygotuję ci obiad,

Zanim zdążył odpowiedzieć, Stacey przeszła z sypialni do malej, brzydkiej kuchni. W 

lodówce   nie   było   nic,   poza   na   wpół   opróżnionym   pudełkiem   margaryny.   Zajrzała   do 

szafek wiszących na ścianach; znalazła tam dziwny zestaw talerzy i szklanek, należący 

najwyraźniej do wyposażenia mieszkania. Był tam jeszcze bochenek chleba i duża puszka 

czekolady w proszku. Zdumiona wróciła do sypialni.

Justin w dalszym ciągu siedział na brzegu łóżka.

- Ależ tutaj w ogóle nie ma jedzenia! - zawołała Stacey.

- Rzadko jadam w domu - odparł Justin. - Czasem robię sobie śniadanie złożone z tostów 

i czekolady. Kilka razy zdarzyło mi się jeść tutaj obiad, ale wtedy po prostu kupowałem w 

sklepie coś mrożonego.

- Nie możesz nie mieć nic do jedzenia w domu! - upierała się Stacey. Nie rozumiała tego. 

Może Justin był naprawdę jakimś skomputeryzowanym, doskonałym mechanizmem?

Stacey przyglądała mu się, jak zdejmował marynarkę. Pomyślała, że ten człowiek nigdy 

nie miał swojego domu i rodziny. Jego mieszkanie, okropnie urządzone i pozbawione 

niezbędnych   do   normalnego   życia   przedmiotów,   było   prawdopodobnie   wszystkim,   co 

mógł nazwać własnym domem. Było to tak samo żałosne jak fakt, że Liptonowie stanowili 

dla niego ideał rodziny. Jak bardzo obydwie te rzeczy były dalekie od prawdy!

Justin patrzył uważnie, jakby chciał poznać jej myśli. Nagle przewrócił się na łóżko, 

78

background image

chwytając się za obandażowaną głowę.

- Justinie! - zawołała Stacey i podbiegła do niego. - Czy znowu masz zawroty głowy? - 

Lekarz ostrzegł ją przed tym.

- Tak...

- Och, biedny Justin! - Pomogła mu ostrożnie położyć głowę na poduszkach. - Czy 

chcesz   tabletkę   przeciwbólową?   -   Odpięła   guziki   jego   koszuli,   chcąc   ułatwić   mu 

oddychanie.

Nagle Justin chwycił ją za nadgarstki i przycisnął jej dłonie do swojej piersi. Poczuła pod 

palcami   kręcone,   ciemne   włosy   i   silne,   umięśnione   ciało.   Odetchnęła   głęboko.  W  tej 

chwili Justin nie wyglądał jak człowiek cierpiący na zawroty głowy. Był bardzo czujny, 

skupiony i...

- Justinie... - Stacey próbowała uwolnić ręce, ale trzymał je mocno.

- Czy mówiłem ci już, jaka jesteś piękna? - zapytał stłumionym głosem.

Jej serce gwałtownie zabiło. Biorąc jednak pod uwagę okoliczności, to znaczy łóżko, 

ciszę   i   mrok   w   pokoju,   a   także   bandaż   na   głowie   Justina,   Stacey   zachowała   zdrowy 

rozsądek. Zmusiła się do uśmiechu.

-   Chyba   naprawdę   majaczysz,   Justinie.   Wyglądam   jak   zmokła   kura   -   powiedziała, 

wiedząc,   że   jest   bliska   prawdy.   Włosy   miała   wilgotne,   proste   i   sztywne   od   deszczu, 

sukienka była pognieciona i zakrwawiona, a po makijażu nie zostało ani śladu.

- Nie! - Wziął jej twarz w swoje ręce. - Nie, Stacey. Dla mnie jesteś piękna. Piękna... - 

Jego ochrypły głos był jak pieszczota. Justin objął ją za szyję i przyciągnął do siebie. 

Przez   krótką,   cudowną   chwilę   nie   myślała   o   niczym,   tylko   leżała   z   policzkiem 

przyciśniętym do miękkich włosów, czując pod sobą silne, muskularne ciało.

Jedną ręką w dalszym ciągu obejmował jej kark, drugą zaś zaczął gładzić biodro. Z ust 

Stacey wydobył się cichy jęk, poczuła budzący się w niej wielki ogień.

Wystarczył jeden krótki moment, by Justin wsunął swoją nogę między nogi Stacey i 

przewrócił ją na plecy. Leżał teraz obok, a ręka wędrowała po ciele Stacey, przesuwała się 

po   piersiach,   brzuchu   i   udach.   Poruszała   ustami,   chcąc   wymówić   jego   imię,   ale   nie 

wydobywał się z nich żaden dźwięk. Patrzyła w ciemne oczy znajdujące się teraz blisko 

jej twarzy. I wtedy powoli i nieodwołalnie jego usta zaczęły zbliżać się.

-   Nie,   Justinie   -   wyszeptała,   ale   wiedziała,   że   był   to   bardzo   symboliczny   protest. 

79

background image

Zadrżała.   Chciała   poczuć   jego   wargi   na   swoich   i   to   pragnienie   doprowadzało   ją   do 

rozpaczy. Usta mężczyzny zatrzymały się na chwilę.

- Tak, Stacey - wyszeptał i wsunął dłoń między uda, by pieścić ją w najbardziej intymny 

sposób. - Tak, kochana.

Nie mogła oddychać ani mówić. Pod wpływem pieszczot ciało wygięło się w łuk, a z ust 

wydobyło się westchnienie.

- Pragniesz mnie, Stacey - powiedział Justin, obserwując jej reakcję. - Chcesz mnie. 

Powiedz   mi   to.   -   Nie   przestawał   jej   pieścić   w   tak   zmysłowy   sposób,   że   bliska   była 

szaleństwa. - Powiedz, kochanie. Chcę usłyszeć, jak to mówisz.

Nie potrafiła mu się oprzeć, nie mogła już opanować narastającej w niej dzikiej żądzy. 

Jego język dotykał lekko jej języka, drażnił, ale w końcu uciekał, dopóki nie zawołała.

- Och, Justinie! Chcę ciebie! Bardzo cię pragnę!

Usta wreszcie złączyły się i zaczęli całować się mocno, gwałtownie, z żarem, który 

budził   jeszcze   większą   namiętność.   Ręka   Justina   nie   przestawała   pieścić   Stacey. 

Przylgnęła, pragnąc go...

Dzwonek   telefonu   dochodził   jakby   z   innego   wymiaru.   Natrętny   i   napastliwy,   był 

zgrzytem w ich bardzo prywatnym świecie. Nie przestawał jednak dzwonić! Po sześciu 

dzwonkach nie mogli dłużej go ignorować. Czarny telefon stał na nocnym stoliku i brzę-

czał długo, aż Justin nie odsunął się od Stacey i nie odebrał go.

-   Słucham   -   warknął   do   słuchawki.   -   Tak,   Fred.   Tak,   zrobiłem   to.   Tak,   wiem. 

Opublikowaliśmy oświadczenie, które nakreśla...

„Jeszcze   jedna   polityczna   rozmowa”   -   pomyślała   Stacey.   Było   to   coś   na   temat 

głosowania w senacie. Słuchała, niezdolna do tego, żeby myśleć, poruszyć się czy zrobić 

cokolwiek innego. Czuła się słaba i zdezorientowana; zbyt szybko nastąpił powrót z wy-

żyn seksualnego pobudzenia do rzeczywistości.

Leżała teraz na łóżku i czuła się pusta, zawiedziona i coraz bardziej zła. Zorientowała się, 

że   Justin   przygląda   się   jej   i   nagle   uświadomiła   sobie,   jak   musi   wyglądać,   leżąc 

wyciągnięta na łóżku, z rozrzuconymi nogami i piersiami poruszanymi szybkim, płytkim 

oddechem. Usiadła gwałtownie, mając wrażenie, że zaczerwieniła się od czubka głowy po 

pięty. Justin mocno chwycił ją za rękę.

- Puść mnie! - powiedziała cicho. Z trudem opanowała się, żeby tego nie wykrzyczeć. Co 

80

background image

powiedziałby   Fred   Rhodes,   gdyby   usłyszał,   że   w   sypialni   szefa   znajduje   się   córka 

senatora?

- Fred, porozmawiamy jutro rano - powiedział Justin. Przez cały czas trzymał Stacey 

bardzo mocno. Nie mogła się uwolnić i coraz bardziej chciała krzyczeć. Justin zdawał 

sobie chyba z tego sprawę, bo natychmiast zakończył rozmowę.

- Puść moją rękę, Justinie! - wrzasnęła chwilę po tym, jak Justin odłożył słuchawkę. - 

Natychmiast!

- Stacey, wiem, że jesteś zdenerwowana - powiedział Justin uspokajająco.

- Masz rację, do cholery! - odparła Stacey. - Jestem zdenerwowana! I jeśli zaraz mnie nie 

puścisz...

- Połóż się, kochanie. Byłaś tak blisko;.. Pozwól mi...

- Nie! - krzyknęła. Całe ciało płonęło ze wstydu. Cóż najlepszego zrobiła! Załamywał ją 

brak panowania nad sobą. W równym stopniu niepokoiło to, jak rozwścieczało. Zwalczyła 

w sobie ogromne pragnienie, żeby się rozpłakać. Nagromadzone podniecenie domagało 

się uwolnienia, dosłownie wrzało w jej rozbudzonym ciele. Gdyby wtedy nie przerwał!

Nagle Justin puścił rękę Stacey. Korzystając z okazji, zerwała się z łóżka i wybiegła z 

pokoju.

- Wychodzę! - rzuciła przez ramię. Porwała płaszcz i torebkę z okropnego krzesła w 

kolorowe pasy. Skierowała się do drzwi wyjściowych. Nagle zamarła... Przecież nie ma 

samochodu! Musi zadzwonić po taksówkę, żeby wrócić do domu. Zazgrzytała zębami. 

Powrót do sypialni Justina po to, żeby skorzystać z telefonu, był ostatnią rzeczą, której 

Stacey pragnęła. Trzeba jednak w jakiś sposób dostać się do domu, a to za daleko, żeby iść 

piechotą. Musi więc wrócić do sypialni i zadzwonić.

Wyprostowała  ramiona   i  weszła   do  pokoju,  z   którego  dopiero  uciekła.  Zdziwiła  się, 

widząc, że Justin wciąż jeszcze leży na plecach, a jego oczy są zamknięte.

- Justinie? - powiedziała ostrożnie. Leżał zupełnie nieruchomo. Wzrok Stacey spoczął na 

bandażu opasującym jego czoło i na ten widok serce nerwowo w niej podskoczyło.

- Justinie, dobrze się czujesz? - Zrobiła krok w jego stronę.

Otworzył oczy.

- Myślałem, że już poszłaś, Stacey - powiedział.

- Muszę zadzwonić po taksówkę - odpowiedziała. - Mój samochód został u rodziców.

81

background image

Justin podniósł dłoń do skroni.

- Weź w takim razie mój - powiedział cicho. Musiała zbliżyć się, żeby to usłyszeć. 

Stanęła obok łóżka i spojrzała na Justina. Niemal słyszała, jak bije jej serce.

- Justinie, boli cię głowa, tak? - zapytała. Doskonale wiedziała, że tak właśnie było. 

Doktor zalecił ciszę i spokój, a w ciągu ostatnich trzydziestu minut robili wszystko oprócz 

zachowywania ciszy i spokoju! „Przeze mnie ten człowiek został ranny” - obwiniała się 

Stacey.   I   teraz   jeszcze   bardziej   pogarszała   jego   stan,   całkowicie   ignorując   polecenia 

lekarza.

- Justinie - wyszeptała niepewnie, pragnąc dotknąć jego gęstych czarnych włosów.

Justin otworzył oczy i jęknął.

- Tak bardzo cię boli? - zawołała przestraszona.

Jęknął ponownie i obrócił się na bok.

- Okropnie  - odpowiedział. Jego głos  był  przytłumiony. - Do diabła,  nie zamierzam 

uskarżać się, Stacey. Nie szanuję ludzi, którzy użalają się nad sobą.

- Och, ty nie jesteś taki - zawołała oburzona.- Po tym wszystkim, co dzisiaj przeszedłeś! 

Byłeś wspaniały, Justinie.

Wydał z siebie dźwięk, którego nie potrafiła zidentyfikować. Pomyślała zaniepokojona, 

że to chyba jęk przed agonią. Biedak!

- Może chcesz proszek przeciwbólowy? - zapytała.

- Wezmę go później - odpowiedział. - Najpierw chyba zjem na kolację tosty i czekoladę. 

Weź mój samochód i jedź do domu. Kluczyki są w...

-   Nie   mogę   zostawić   cię   w   takim   stanie   -   przerwała   mu   Stacey.   To   było   nie   do 

pomyślenia! Zostawić go samego, takiego cierpiącego, w tym okropnym mieszkaniu i w 

dodatku bez żadnego jedzenia!

- Czy zostaniesz na noc? - Dotarł do niej stłumiony głos.

Spojrzała w jego kierunku, zastanawiając się, czy ktoś kiedykolwiek został przy nim, gdy 

był chory lub gdy coś go bolało. Myślała o małym chłopcu, który dorastał, nie mając 

własnego domu ani rodziny. Serce skurczyło się pod wpływem bólu. Ogarnęła ją wielka 

litość dla tego znakomitego polityka i maniaka pracy, który teraz leżał cicho i spokojnie w 

łóżku. Był chory i potrzebował jej. Poczuła, że jest jej bardzo bliski.

-  Tak,   Justinie   -   odpowiedziała.   Pragnienie,   by   go   dotknąć,   było   teraz   tak   silne,   że 

82

background image

poddała mu się i wyciągnęła rękę, żeby pogładzić ramię Justina. - Tak, zostanę z tobą.

W  najbliższej   pizzerii   zamówili   telefonicznie   pizzę,   którą   dostarczono   im   do   domu. 

Justin stanowczo nie pozwolił Stacey wyjść po zakupy w środku nocy i prościej było 

podporządkować się. Stacey pomyślała, że może zaopatrzyć kuchnię Justina w żywność 

jutro rano.

Usiedli na łóżku, a pudełko z pizzą postawili między sobą. Zjedli ją całą; wyglądało na 

to, że rana Justina nie zmniejszyła jego apetytu. Zjadł pięć kawałków, Stacey tylko trzy.

Justin wziął prysznic i przebrał się w błękitną piżamę. Stacey nie mogła oderwać od 

niego wzroku. Zawsze widziała go tylko w trzech kolorach: czarnym, szarym i białym. 

Dopiero teraz okazało się, jak wspaniale wygląda w niebieskim. Poza tym luźna piżama w 

jakiś sposób podkreślała muskularną budowę ciała. Stacey przełknęła łyk coli, trzymając 

puszkę w nerwowych palcach. Myśli niezależnie od niej dryfowały w niebezpiecznym 

kierunku.

- Mam kilka zapasowych bluz od piżam. Są w dolnej szufladzie - powiedział Justin, nie 

spuszczając z niej wzroku. - Dlaczego nie weźmiesz gorącej kąpieli i nie włożysz jednej z 

nich? Moglibyśmy wtedy położyć się do łóżka.

Stacey zakrztusiła się colą. Justin zabrał puszkę i pochylił się, żeby poklepać dziewczynę 

po plecach.

- Wszystko w porządku, skarbie?

-   Justinie,   przestań!   -   Stacey   zaczynała   już   żałować   obietnicy,   że   zostanie   na   noc. 

Wydawało się, że bóle głowy zniknęły w jakiś cudowny sposób, i to bez pomocy pigułek. 

Justin był pełen sił witalnych, bardzo uwodzicielski i bardzo męski, co wprawiało ją w 

wielkie zakłopotanie.

- Będę spała w ubraniu - powiedziała stanowczo, cofając się przed jego dłońmi. - I nie w 

łóżku z tobą, ale na kanapie w salonie.

-   Od   tego   wzoru   na   kanapie   mogą   przyśnić   ci   się   koszmary   -   ostrzegł   Justin   z 

uśmiechem. - Poza tym jest zbyt krótka i wąska, żeby mogło być ci na niej wygodnie. - 

Chwycił jej rękę i podniósł do ust, żeby pocałować. - Będziemy spać w moim łóżku, 

Stacey.

Jego podniecające słowa i pieszczotliwy dotyk wywołały w niej falę pożądania. Wyrwała 

83

background image

dłoń z jego rąk.

- Justinie, to szaleństwo! - powiedziała z jękiem.

- Nie bój się - rzekł. - Pozwól mi obejmować cię dziś w nocy. To wszystko, czego chcę. 

Trzymać cię w ramionach przez całą noc.

Stacey miała wrażenie, że zatraca się w jego ciemnych, gorących oczach. Nagle poczuła 

zmęczenie,   kompletne   wyczerpanie   zarówno   fizyczne,   jak   i   psychiczne.   Wydarzenia 

ostatnich  dwudziestu  czterech  godzin:  bezsenna  noc,  stresujący  dzień,  domagająca  się 

swoich praw ciąża, doprowadziły ją do stanu zupełnego odrętwienia.

- Lekarz zalecił ci spokój i odpoczynek - przypomniała mu. - A to wyklucza...

- Tak, moja słodka - przerwał jej, uśmiechając się szeroko. - To rzeczywiście absolutnie 

wyklucza...

Zaczął gładzić jej ręce od nadgarstków do ramion. Stacey zakręciło się w głowie.

- Chodź do łóżka, Stacey - powiedział miękko. - Najwyższa pora pójść spać.

Stacey, bardzo już śpiąca, przytaknęła, nie dopuszczając do siebie żadnych innych myśli. 

Bardzo wolno poszła do łazienki. Była zbyt zmęczona, żeby wziąć prysznic. Starczyło jej 

sil tylko na to, aby zdjąć sukienkę, za ciasny biustonosz i włożyć ciemnoniebieską bluzę 

od piżamy Justina. Umyła twarz i wróciła do sypialni.

Justin odchylił kołdrę, zapraszając do łóżka. Materac był sprężysty i bardzo wygodny, 

Stacey z ulgą wtuliła głowę w poduszki, rozkoszując się ciepłem, jakie dawała wypełniona 

pierzem   kołdra.   Na   zewnątrz   wiatr   i   deszcz   uderzały   o   szyby.   Poczuła   się   dobrze   i 

bezpiecznie. Była szczęśliwa, że leży w łóżku obok Justina. Wydawało się, że zmęczenie 

krąży jak narkotyk w jej żyłach i usypia ją. Zamknęła oczy.

I chwilę później już je otworzyła. Justin wsunął palce pod elastyczny pasek rajstop i 

majtek.

- Zdejmij to, kochanie. - Głos był łagodny i miękki. - Będzie ci wtedy wygodniej.

Chwyciła jego rękę i ostrożnie odsunęła.

- Justinie. - Była tak senna, że z trudem mówiła. - Zróbmy długą, długą, bardzo długą 

przerwę.

Justin roześmiał się głęboko i radośnie. Przyciągnął ją do siebie, robiąc ze swojego ciała 

coś w rodzaju kołyski.

- Śpij, Stacey - szepnął, a ona poczuła jego oddech na swoich włosach. Przytulona do 

84

background image

niego, już prawie zasypiała, gdy nagle pomyślała o Brynn. Dawno temu obydwie ustaliły, 

że ze względów bezpieczeństwa zawsze będą sobie mówiły, dokąd wychodzą.

- Justinie. - Odwróciła się w jego ramionach. - Muszę zadzwonić do Brynn i powiedzieć 

jej, gdzie jestem.

Bez   narzekania   i   zadawania   zbędnych   pytań   wykręcił   numer   ich   telefonu.   Stacey 

pomyślała, że są jednak takie chwile, kiedy jego praktyczność jest bardzo pożyteczną 

cechą. Podczas gdy Stacey rozmawiała z Brynn, Justin przez cały czas trzymał ją w ramio-

nach, nie pozwalając zsunąć się ciepłej kołdrze.

- Cieszę się, Stacey, że zaczęłaś rozwiązywać swoje problemy - powiedziała Brynn, gdy 

Stacey wyjaśniła jej, gdzie spędzi tę noc.

- Brynnie, to nie jest to, o czym myślisz - zaprotestowała Stacey.

- Owszem, Brynn - powiedział głośno Justin. - To jest dokładnie to, o czym myślisz.

- Justinie! - upomniała go zawstydzona Stacey.

Brynn roześmiała się.

- Ten facet chyba naprawdę zmienia  się przy tobie, Stace. Przecież nigdy dotąd nie 

żartował ani nie robił tego typu uwag.

- Och, to jest prawdziwy komediant! - zawołała Stacey i żartobliwie uderzyła Justina w 

rękę. On natomiast mocno objął ją ramionami i nogami, uniemożliwiając ucieczkę. Wiła 

się  w  jego  objęciach,  chichocząc   mimo   woli.  Justin   roześmiał   się   teatralnie,  głośno   i 

łobuzersko, i jeszcze bardziej wzmocnił uścisk. Przez moment zapomnieli o Brynn. W 

końcu ona sama, chrząkając, przypomniała o swojej obecności.

- Stacey - powiedziała - nie chciałabym psuć wam zabawy, ale nie zgadniesz, kto kręcił 

się dzisiaj wieczorem obok naszego domu. Cord Marshall! Twierdził, że szuka ciebie.

Justin usłyszał to i zesztywniał.

- Marshall? - powtórzył.

-   Brynn,   jestem   pewna,   że   Marshall   rzeczywiście   mnie   szukał   -   powiedziała   Stacey 

beztrosko. - Mam wystąpić w jego programie w sobotę wieczorem.

- Co takiego? - zapytała zaskoczona Brynn.

-   Zapomnij   o   tym!   -   uciął   krótko   Justin.   Stacey   próbowała   uwolnić   się,   ale   nie 

wypuszczał jej ze swoich ramion.

-   Brynn,   wczoraj   wieczorem   byłam   na   kolacji   z   Cordem   -   powiedziała   Stacey.   - 

85

background image

Właściwie, to okazało się, że jest bardzo miły i obiecałam mu...

-   Miły!   -   powtórzyła   Brynn.   -   Stacey,   ten   facet   to   straszny   szuja.   Byłabyś 

bezpieczniejsza, jedząc obiad z chorym na tyfus!

Justin odebrał Stacey słuchawkę.

-   Nie   denerwuj   się,   Brynn   -   powiedział   uspokajająco.   -   Stacey   nie   wystąpi   w   tym 

programie. Nie będzie także następnych obiadów z tym „miłym” panem.

Stacey zachmurzyła się i zabrała mu słuchawkę.

- Brynnie...

- Stacey, posłuchaj - przerwała jej Brynn. - Justin i ja po raz pierwszy zgadzamy się ze 

sobą.  Marshall to chytry lis.  Próbował wyciągnąć ze mnie informacje na temat twojej 

rodziny. Uważa, że nikt nie oprze się jego wdziękowi i próbował mnie podrywać.

- Cord Marshall próbował cię podrywać? - zawołała Stacey. - I co zrobiłaś, Brynnie?

- Pamiętasz, jak Lucas dawał nam kiedyś lekcje samoobrony? - zapytała Brynn obojętnie. 

- Otóż po raz pierwszy wypróbowałam swoje umiejętności właśnie na Marshallu. Okazało 

się, że to działa, Stacey.

- Och, jaka szkoda, że mnie przy tym nie było! - zawołała Stacey.

- Co za żądza krwi! - Justin uśmiechnął się złośliwie. - Powiedz Brynn, żeby przywiozła 

ci jutro jakieś ubranie - dodał. - Może wpaść tutaj w drodze do pracy.

- Zamówienie przyjęte! - zawołała Brynn, zanim Stacey zdążyła cokolwiek powiedzieć. - 

Coś luźnego i wygodnego, prawda, Stacey?

- Dobranoc, Brynn - odpowiedziała Stacey. Justin wziął słuchawkę i odłożył na widełki. 

Jego ręce poszukały jej piersi.

- Na czym to skończyliśmy? - zapytał.

- Na tym - prawie zasypiając, odpowiedziała Stacey surowo i odsunęła jego ręce, kładąc 

je na swoich biodrach. Nie przyszło jej do głowy, żeby odsunąć się. Wręcz przeciwnie, 

przytuliła się mocniej do Justina. Objął ją mocno.

- Dobranoc, Justinie - powiedziała sennie.

- Dobranoc, kochanie.

ROZDZIAŁ SZÓSTY

- Stacey,  gdzie, do  diabla, są   moje  spodnie? - zawołał zirytowany  Justin. Wziął  już 

prysznic, ogolił się, ubrał w sztywno wykrochmaloną, białą koszulę, szarą marynarkę, 

86

background image

ciemny krawat, skarpetki i białe spodenki. Teraz stał przed otwartą szafą i przeszukiwał jej 

zawartość, wołając mocno zdenerwowany: - Nie ma tutaj ani jednej pary spodni!

- Przecież powiedziałam ci, że nie pójdziesz dzisiaj do pracy, Justinie. - Stacey patrzyła 

na niego rozbawiona. - Doktor kazał ci odpoczywać i to właśnie będziesz robić. Wracaj 

więc do łóżka, a ja przyniosę ci śniadanie.

- Cholera, nie chcę żadnego śniadania! Chcę dostać moje spodnie! Co z nimi zrobiłaś? 

Przecież było tutaj osiem par.

-   Zamknęłam   je   w   bagażniku   samochodu   -   oświadczyła   Stacey,   bardzo   z   siebie 

zadowolona. - A kluczyki mam ja. Wzięłam spodnie ze sobą nawet do sklepu dziś rano, 

kiedy jeszcze spałeś. Byłam pewna, że będziesz chciał iść do pracy. Wiedziałam, że bez 

spodni daleko nie zajdziesz.

- Zamknęłaś moje spodnie w bagażniku? - powtórzył Justin z niedowierzaniem.

- Tak - przytaknęła. - A potem zawiadomiłam twoje biuro, że nie przyjdziesz dzisiaj. 

Zadzwoniłam również do mamy i poprosiłam, aby powtórzyła ojcu, że miałeś wypadek i 

żeby nie przeszkadzać ci tysiącami telefonów.

- Zdaje się, że spędziłaś dzisiaj bardzo pracowity poranek, prawda? - jęknął Justin. - 

Stacey, jest prawie dziesiąta! Nigdy w życiu nie spałem tak długo. Muszę być dzisiaj w 

biurze.

- To tabletka przeciwbólowa tak zwaliła cię z nóg - wyjaśniła Stacey. - Dałam ci ją o 

piątej rano, kiedy wstałam, żeby... - przerwała. No cóż, lepiej nie wdawać się w szczegóły. 

Wstała wtedy, żeby połknąć swoje przeciwwymiotne lekarstwo i od razu dała Justinowi 

proszki, na wypadek, gdyby znów zaczęła go boleć głowa. Był wtedy taki śpiący, że 

posłusznie je połknął.

- Narkotyzujesz mnie! - oskarżył ją Justin. - Nigdy nie brałem żadnych tabletek. Nawet 

aspiryny!

Stacey przyznała w myślach, że lekarstwo rzeczywiście silnie na niego podziałało. Spał, 

kiedy   o   wpół   do   dziewiątej   przyjechała   Brynn,   spał   także   o   dziewiątej,   gdy   Stacey 

wyjechała na zakupy. Zabranie ze sobą jego spodni było nagłym i, jak się okazało, świet-

nym pomysłem, którego Stacey sama sobie pogratulowała. W przeciwnym razie Justin 

mógłby ubrać się i wyjechać do pracy przed jej powrotem ze sklepu.

- Uzupełniłam nieco zapasy w twojej kuchni - powiedziała Stacey, obciągając rękawy 

87

background image

różowo-szarego dresu. Brynn kupiła ten dres w okresie, kiedy zaczęła uprawiać bieganie. 

Luźne spodnie i bluza były teraz idealne dla Stacey. Brynn podrzuciła także skarpetki i 

adidasy.

- Jesteś mi winien sto pięćdziesiąt pięć dolarów za zakupy - dodała Stacey.

- Co? - zawołał Justin.

- Potrzebowałeś wszystkiego - wyjaśniła Stacey - łącznie z solą i pieprzem. Co chciałbyś 

na   śniadanie?   Płatki?   Jajka?   Bekon?   -   pytała   Stacey,   wiedząc,   że   dzięki   swemu 

cudownemu lekarstwu będzie mogła sobie z tym wszystkim poradzić. - Kupiłam nawet 

sok pomidorowy i zamrożone ciastka jagodowe.

- Chcę odzyskać spodnie!

- Powtarzasz w kolko to samo.

- Gdzie są kluczyki? - zapytał.

- W bezpiecznym miejscu. Tam, gdzie na pewno ich nie znajdziesz - odpowiedziała. 

Schowała je w biustonoszu, który miała na sobie. Posłała Justinowi zwycięski uśmiech. - 

A teraz włóż piżamę i wróć do łóżka jak grzeczny chłopczyk. - Justin groźnie popatrzył na 

nią. - Może dać ci gorący termofor? - zapytała wesoło.

Ruszył w jej stronę; jego oczy niebezpiecznie błyszczały.

- Już dość tego, Stacey. - Stanął przy niej, ale odważnie spojrzała mu prosto w twarz, nie 

dając się zastraszyć.

- Uspokój się, Justinie, bo rozboli cię głowa.

- Nigdy nie bolała mnie głowa! W ogóle nigdy nic mi nie było! Tylko udawałem.

- Wczoraj wieczorem leżałeś na tym łóżku, jęcząc z bólu. Widziałam to. I słyszałam, 

Justinie.

-   Nic   mi   nie   było   -   zaprotestował.   -   Chciałem,   żebyś   ze   mną   została   i   dlatego 

symulowałem ból.

- Jasne! - zakpiła. - Rozumiem. W dzień jesteś twardy i silny; nie pozwalasz sobie wtedy 

na żadne słabości. Nie obawiaj się, nikomu nie zdradzę twojej małej tajemnicy. - Wspięła 

się na palce, żeby po matczynemu pogłaskać go po policzku.

- Szowinistka! - rzekł gniewnie. - Bawi cię ta sytuacja?

-   Sam   ją   komplikujesz,   Justinie.   Po   prostu   poddaj   się   i   pozwól,   żebym   się   tobą 

zaopiekowała. - Własne słowa wprawiły ją w zakłopotanie. Wprost nie mogła oprzeć się 

88

background image

pragnieniu zatroszczenia się o niego. Szybko odwróciła się i poszła do kuchni.

Skupiła   się   na   przygotowaniu   dla   niego   śniadania:   jajecznicy,   bekonu,   soku 

pomidorowego, no i oczywiście jagodowego ciastka. Ułożyła wszystko na talerzu i nagle 

uświadomiła   sobie,   że   Justin   stoi   w   drzwiach   i   przygląda   się.   Miał   na   sobie   świeżą 

niebieską piżamę. Stacey uśmiechnęła się, bo, aczkolwiek niechętnie, w końcu spełnił jej 

prośbę. Ich oczy spotkały się i przez krótki moment Stacey miała wrażenie, że jakieś 

niewidoczne, ale niezwykle silne prądy krążą między nimi i zbliżają ich do siebie. Nie 

mogła oderwać wzroku od Justina.

- Chciałbym, żebyś zawsze tutaj była - powiedział wzruszony. - W moim mieszkaniu i w 

moim łóżku.

Stacey   gwałtownie   wciągnęła   powietrze.   Wiedziała,   że   przydałaby   się   jakaś   lekka   i 

dowcipna odpowiedź, żeby zmniejszyć powstałe między nimi napięcie, ale w jej głowie 

była teraz tylko pustka. Justin stanął za nią i objął, mocno przyciskając do siebie. Usta 

błądziły po jej szyi i Stacey poczuła, jak miękną pod nią kolana. Przesunął ręce, dotykając 

teraz piersi i drażniąc palcami stwardniałe już sutki. Oparła się o niego; jej powieki ciężko 

opadły.

- Czy bolą cię dzisiaj? - szepnął do ucha, dotykając językiem jego gładkiej powierzchni. - 

Czy boli cię, kiedy dotykam twoich piersi, kochanie?

- Nie... - odetchnęła, a talerz wysunął się z rąk i wpadł ze stukotem do zlewu. - Twoje 

śniadanie... - powiedziała cicho.

Justin wziął ją na ręce.

- Nie mam ochoty na jedzenie - odparł. Zaniósł ją do sypialni, a jego krok był energiczny 

i zdecydowany. - Mam ochotę na ciebie, kochanie.

Położył   Stacey   na   łóżku,   a   sam   usiadł   na   brzegu   i   ostrożnie   zaczął   rozwiązywać 

sznurowadła adidasów.

- Justinie, twoja głowa... To... My...

- Doskonale opiekujesz się mną, Stacey - zapewnił, zrzucając jej skarpetki i buty na 

podłogę. - Wysłałaś mnie do łóżka, więc teraz musisz zdrzemnąć się razem ze mną.

Rozebrał   ją   z   niezwykłą   szybkością,   a   kiedy   znalazł   kluczyki   do   samochodu   w 

biustonoszu, uśmiechnął się tylko i odłożył je na nocny stolik. W tym samym momencie, 

gdy poczuła pieszczotliwy dotyk, zrozumiała, jak bardzo go pragnie. Justin przyglądał jej 

89

background image

się, z uwagą studiując każdą linię, każdą wypukłość ciała i obserwując gorącą, słodką 

reakcję, jaką w niej wywoływał.

Zadrżała, gdy dotknął zdecydowanie jej stwardniałych brodawek.

- Jakie ściągnięte i twarde - powiedział głębokim, czułym głosem. - Pamiętasz, jak w 

tamtą sierpniową noc prosiłaś, żebym je całował?

Stacey wypuściła z siebie długo powstrzymywany wydech:

- Justinie...

- Chcesz, żebym teraz tak cię całował? - wyszeptał w pokryte kremową skórą zagłębienie 

szyi. Uśmiechnął się, gdy Stacey jęknęła i wyprężyła się. - Chcę całować cię wszędzie. 

Tutaj... I tutaj... - Jego usta dotknęły brodawek, a potem przesunęły się w dół, do pępka i 

jeszcze niżej. - Chcę spróbować, jak smakuje każdy centymetr twojego ciała, moja słodka, 

moja jedyna.

Stacey poczuła, że nie może już tego zatrzymać. Krzyknęła krótko, ostro i zakryła dłonią 

usta, chcąc zdusić w sobie ten krzyk.

- Nie, kochanie. - Justin odsunął jej rękę, całując palce, nadgarstek i dłoń. - Chcę cię 

słyszeć. Chcę słyszeć, co się z tobą dzieje.

-   Och,   Justinie!   -   Otoczyła   jego   szyję   ramionami   i   przyciągnęła   go   do   siebie 

zdesperowana, spragniona ust kochanka. Czuła jego ciało, tak samo spragnione, gorące i 

twarde. Poruszyła się pod nim w sposób, który rozpalił ich oboje. Chciała go i pragnęła z 

silą, która doprowadzała ją niemal do szaleństwa.

- Kochaj mnie, Justinie! - krzyknęła. Rozkosz, jaką dawały jego dłonie i wargi, obudziła 

w niej gorące, trudne do opanowania pożądanie. Chciała go nareszcie zdobyć i całkowicie 

do niego należeć.

- Tak, moja najdroższa - wyszeptał, a oczy mu rozbłysły. Wszedł w nią, przyjęła go z 

drżeniem.

- Kocham cię! - wołała bez słów, owijając się wokół niego i lgnąc do jego ciała, kiedy 

zaczął się w niej poruszać. Czuła teraz coś więcej niż tylko fizyczną rozkosz, jaką dawał. 

To nie był jedynie seks. Kochali się w pełnym znaczeniu tego słowa. Ona go kochała i 

nosiła jego dziecko; to było naturalne i słuszne. Należeli do siebie.

- Nie zatrzymuj się, Stacey - powiedział ochrypłym głosem. - Chodź razem ze mną... 

Teraz... Teraz!

90

background image

Oddała mu się całkowicie i krzyczała jego imię, gdy oboje dotarli wreszcie do końca tej 

drogi.

Przez dłuższy czas żadne z nich nie poruszało się. Nareszcie Stacey, czując ostatnie 

drżenia   odchodzącego   uniesienia,   przeciągnęła   się   pod   Justinem   i   westchnęła   z 

zadowoleniem.

Justin uniósł głowę i spojrzał w łagodne i rozzłocone miłością oczy.

- Kocham cię - powiedział, nie spuszczając z niej wzroku.

Do Stacey powrócił echem ostatni spazm rozkoszy.

- Kocham cię od dawna, Stacey - mówił. - Chciałem powiedzieć ci to wtedy w sierpniu, 

ale ty... - uśmiechnął się nagle i pocałował w czubek nosa. - Zaczęłaś krzyczeć w łazience 

i nie chciałaś mnie wpuścić.

Stacey pogłaskała jego gęste włosy.

- Przepraszam, Justinie. Byłam taka... taka... - zawahała się.

- Przyzwyczajona do tego, że mnie nienawidzisz - dokończył za nią. - Wiem, kochanie.

- Ty także mnie nienawidziłeś - broniła się słabo.

- Nie, to nieprawda. - Potrząsnął głową i zapatrzył się w jakiś odległy, niewidoczny 

punkt.   -   Kiedy   zobaczyłem   cię   po   raz   pierwszy,   pomyślałem,   że   jesteś   najładniejszą, 

najinteligentniejszą   i   najweselszą   dziewczyną,   jaką   kiedykolwiek   spotkałem.   Miałaś 

wtedy   tylko   piętnaście   lat   i   byłaś   pełna   życia,   tryskająca   energią   i   radością. 

Zafascynowałaś mnie. Wprost nie mogłem oderwać od ciebie oczu.

- Justinie. - Stacey poruszyła się niespokojnie pod nim. - Fantazjujesz. Uważałeś mnie 

wtedy za smarkulę.

- W dalszym ciągu jesteś smarkulą - zgodził się z nią ze śmiechem, a ona kopnęła go w 

kostkę   bosą   stopą.   -  Ale   to   nie   powstrzymało   mnie   przed   zakochaniem   się   w   tobie. 

Zrozumiałem to w czasie wakacji, kiedy skończyłaś szesnaście lat. Przyjechałem wtedy do 

Rehoboth Beach, żeby spotkać się z twoim ojcem...

- A tak, pamiętam - wtrąciła. - Wtedy właśnie, po raz pierwszy w życiu, zobaczyłam na 

plaży kogoś w szarym garniturze i czarnych pantoflach. Powtarzało się to każdego lata.

Roześmiał się, a szczęście widoczne na jego twarzy sprawiło Stacey wielką radość. Nie 

pamiętała, aby kiedykolwiek przedtem widziała Justina tak odprężonego i beztroskiego, 

po prostu - szczęśliwego.

91

background image

- Miałaś wtedy na sobie różowy kostium kąpielowy - wspominał z uśmiechem. I nagle 

uśmiech zniknął. - Byłaś z jakimś bezmyślnym, jasnowłosym chłopakiem - dodał.

- Tak, pamiętam go. To był Derek Rivers. Masz rację, był bezmyślny, ale za to bardzo 

umięśniony. Robił wtedy na mnie ogromne wrażenie.

- Kiedy zobaczyłem, jak obydwoje bawicie się na plaży, jak ten głupek obejmuje cię... - 

Justin przerwał i jego twarz pociemniała. - Poczułem się tak, jakby ktoś zatopił we mnie 

nóż. Zrozumiałem, że wszystko, co się ze mną działo, to nie jedynie radość z przebywania 

w towarzystwie uroczego podlotka. Byłem o ciebie zazdrosny; uważałem, że należysz do 

mnie. Chciałem utopić tego idiotę i zabrać cię stamtąd, zatrzymać przy sobie na zawsze.

- Och, Justinie - westchnęła. Patrzył jej głęboko w oczy i poczuła dziwny dreszcz, gdy 

pojęła siłę jego uczuć.

- Oczywiście, nie mogłem cię mieć - ciągnął Justin spokojnie. - Miałaś wtedy szesnaście 

lat i byłaś córką człowieka, którego cele i aspiracje były tak mocno związane z moimi. 

Trzydziestoletni   asystent   nie   mógł   zakochać   się   w   niepełnoletniej   córce   senatora. 

Musiałem to w sobie zabić, Stacey. Zmuszałem się, żeby być tak szorstki i nieprzyjemny, 

jak   tylko   potrafiłem.   Chciałem...   musiałem   wzbudzić   w   tobie   nienawiść.   Musiałem 

zachować między nami pewien dystans, w przeciwnym razie... Nie mogłem powstrzymać 

się od... - zawiesił głos. - Musiałem sprawić, żebyś zaczęła żywić do mnie wielką niechęć 

- zakończył stanowczym tonem.

- I udało ci się to znakomicie. - Stacey zmarszczyła czoło w zamyśleniu. To wszystko 

było   takie   dziwne,   takie   nieprawdopodobne.   Pomyśleć   tylko,   że   przez   wszystkie   lata, 

kiedy wydawało się, że Justin ją nienawidzi, on tak naprawdę pragnął jej. Czuła się tak, 

jakby przeszła na drugą stronę lustra, gdzie nic nie jest tym, na co wygląda. Spojrzała na 

niego oszołomiona.

- Z b y t dobrze mi się to udało - powiedział smutno. - Kiedy byłaś starsza i ściągnąłem 

cię   do   pracy   na   Kapitelu,   pomyślałem,   że   będę   mógł   jakoś   pokonać   te   bariery,   jakie 

wyrosły między nami. - Przerwał na chwilę i potrząsnął głową. - Ty jednak byłaś wrogo 

do mnie nastawiona. Przyzwyczaiłaś się do nienawidzenia mnie. Nie mogłem zburzyć 

muru, którym się ogrodziłaś. Załamałbym się kompletnie, gdyby nie to, że zawsze żywo 

reagowałaś na moją obecność, sprzeciwiałaś mi się i prowokowałaś. Zachowywałaś się 

tak, odkąd cię poznałem i miałem nadzieję, że to oznacza, iż ty także usiłujesz zwalczyć 

92

background image

jakieś dobre uczucie, które obudziłem w tobie.

- Grace powiedziała, że zawsze cię dręczyłam - powiedziała zdumiona Stacey. - Mój 

Boże, przez te wszystkie lata... Justinie, to niemożliwe! To nie może być prawda! Jestem 

pewna, że byliśmy prawdziwymi wrogami!

- No cóż, dwoje ludzi bardzo często walczy ze sobą, zanim zostaną kochankami. Pomyśl 

o tej sierpniowej nocy, Stacey. Tonie była pomyłka popełniona pod wpływem alkoholu. To 

nie był  przypadek. To rezultat  narastającego przez  dziesięć lat  seksualnego  napięcia  i 

ukrywanego zainteresowania.

- Nie! - zaprotestowała Stacey raczej z przyzwyczajenia.

- Tak. - Justin pocałował ją, a ona natychmiast, nie wahając się nawet przez chwilę, 

odpowiedziała z wielką namiętnością. Jej ciało wiedziało więcej niż ona sama.

Całował ją mocno, gorąco. Rozkoszowała się tym, że mogła całą sobą czuć ciężkie, 

pokryte szorstkimi włosami ciało.

- Znowu cię pragnę - wyszeptał łagodnie. - Czy chcesz tego, kochanie?

-   Och,   tak!   -   usłyszała   swój   głos,   głęboki   i   przepojony   seksem,   jakby   nie   do   niej 

należący. Otworzyła się przed Justinem, przepełniona miłością. Była już tak podniecona, 

że przyjęła go, odpowiadając na jego pożądanie krzykiem równie wielkiego pragnienia. 

Namiętność rozpaliła ich do białości i Stacey ponownie topniała w jej blasku.

- Uwielbiam patrzeć na ciebie - powiedział Justin później, gdy temperatura doznań nieco 

spadla. Leżał obok niej, wsparty na łokciu i delikatnie gładził jej włosy. - Lubię patrzeć, 

jak mocno zamykasz oczy, jak twoje wargi rozchylają się i robią wilgotne. Lubię słyszeć, 

jak w podnieceniu wypowiadasz niezrozumiałe słowa.

Stacey   zarumieniła   się.   Chociaż   byli   sobie   tacy   bliscy,   jego   uwagi   zawstydzały. 

Zrozumiała, że całkowite odsłonięcie się uczyniło ją bezbronną.

- Czy spodobałby ci się ślub w Białym Domu? - zapytał, a jego czarne oczy zalśniły 

wesoło.   -   Dziewczynki   Spence’a   i   Patty   mogłyby   rozsypywać   przed   nami   kwiaty. 

Zostawiłyby wreszcie te swoje kombinezony i założyły na tę okazję nowe różowe sukien-

ki.   Lucas   byłby   moim   drużbą.   Możesz   sobie   wyobrazić,   jak   zręcznym   rzutem   trafia 

obrączką na mój palec?

- Ślub w Białym Domu? - powtórzyła Stacey. Nagle zaschło jej w gardle. - To wcale nie 

jest śmieszne, Justinie.

93

background image

- Oczywiście, możemy pobrać się wcześniej, kochanie - dodał, biorąc ją w ramiona. - 

Pomyślałem, że ty i twoja matka będziecie zbyt zajęte w czasie kampanii wyborczej, aby 

przygotować taki ślub, jakiego pragnęłabyś. Jesteś ich jedyną córką i przypuszczam, że 

chcieliby, abyś miała wielkie i huczne wesele. Jeśli o mnie chodzi, nie mam nic przeciwko 

temu.

Jedyną rzeczą, której Stacey nienawidziła prawie tak samo, jak kampanii wyborczej, były 

wielkie, widowiskowe uroczystości ślubne. Już w wieku trzynastu lat obydwie z Brynn 

zdecydowały,   że   znacznie   ciekawiej   byłoby,   gdyby   ktoś   je   porwał   i   chyba   niewiele 

zmieniło   się   od   tamtej   pory.   I   oto   teraz   Justin   proponuje   jej   ślub   w   Białym   Domu, 

uroczystość równą ślubom królewskim, a nawet bardziej królewską niż one same!

Serce zaczęło bić niespokojnie. Bliskość, zaufanie i uniesienie, łączące ich do tej pory, 

teraz zniknęły  bez  śladu,  a  to  miejsce zajął zimny, obezwładniający  strach. Wszystko 

mogłoby być takie poste; Justin ją kochał, a ona kochała jego i nosiła ich dziecko. Ale 

świat nie składa) się tylko z ich trojga. Justin był związany z kampanią i Białym Domem, 

a to przekreślało marzenia!

Wyrwała się z ramion Justina i usiadła, przyciskając drżącymi palcami prześcieradło.

- Justinie - powiedziała. - My... ja... ja nie mogę wyjść za ciebie.

- Oczywiście, że możesz. I wyjdziesz - odparł.

Była naga, bezbronna i bardzo przerażona. Poślubić Justina? Zostać w Waszyngtonie, w 

samym centrum politycznego cyklonu? Żyć z człowiekiem, którego nie będzie w domu 

przez dwadzieścia godzin na dobę, a kiedy w końcu przyjdzie na pozostałe cztery, to i tak 

będzie nieobecny myślami? Codziennie tłumaczyć dzieciom, gdzie jest tata i dlaczego nie 

może do nich przyjść? W jaki sposób wynagrodzi im to wieczne zaniedbanie przez ojca, 

który całe życie i talent poświęci innym, a nie rodzinie? Czy ma już zawsze cierpieć w 

samotności,   patrząc,   jak   mija   noc   za   nocą,   tydzień   za   tygodniem,   jedna   kampania 

wyborcza   za   drugą?  Albo,   co   gorsze,   włączyć   się   w   kampanie,   które   uważała   za   tak 

wyczerpujące i nieludzkie?

Zawsze obiecywała sobie, że stworzy życie inne od tego, jakie poznała w rodzinnym 

domu. Chciała związać się z człowiekiem, dla którego najważniejsza będzie rodzina, który 

skupi całą uwagę wyłącznie na żonie i dzieciach. Justin Marks, którego cele i ambicje 

dotyczyły Białego Domu i senatora, daleki był od ideału męża. I chociaż kochała go, 

94

background image

chociaż rosło w niej ich dziecko, nie mogła go poślubić. Po prostu nie mogła!

- O co chodzi, Stacey? - Justin usiadł, wziął w dłonie jej twarz i odwrócił do siebie. - 

Wiem, że ty także mnie kochasz, chociaż jeszcze mi tego nie powiedziałaś. - Głos obniżył 

się, stał się gwałtowniejszy. - Nie musisz poddawać cię całkowicie, jeśli tego nie chcesz. I 

tak dałaś mi dużo i cieszę się z tego, co mam.

- To byłoby dla ciebie bardzo wygodne, prawda, Justinie? - Stacey westchnęła znużona. - 

Chciałbyś zostać zięciem Bradforda Liptona?

- Do cholery, Stacey, nie oskarżaj mnie o to! Kocham cię bez względu na to, kto jest 

twoim ojcem!

- Mylisz  się,  Justinie. Wychowałam  się  w  rodzinie  rozbitej  przez  politykę   i  ostatnią 

rzeczą, której bym chciała, jest stworzenie następnej takiej rodziny. Nie przypominam 

swojej matki. Czasami tego żałuję, ale faktów nie da się zmienić. Matka podporządkowała 

całe   swoje   życie   i   małżeństwo   politycznej   karierze   męża,   ale   ja   chcę   się   związać   z 

człowiekiem, dla którego najważniejsze będzie nasze życie. Chcę, aby mąż był przy mnie, 

kiedy będę rodzić, a nie wygłaszał przemówienie gdzieś w innym stanie. Moje dzieci mu-

szą mieć prawdziwego ojca, takiego, który wieczorami będzie pomagał im odrabiać lekcje 

i   będzie   uczestniczył   we   wszystkich   nudnych   akademiach   szkolnych.   Bardzo   mi   tego 

wszystkiego brakowało w dzieciństwie i nie pozwolę, aby moje dzieci podobnie cierpiały.

Justin   nic   nie   odpowiedział.   Zresztą,   co   mógł   odpowiedzieć?   Stacey   podciągnęła 

prześcieradło, aby zasłonić nagie ciało, a on już jej nie powstrzymał. Oboje wiedzieli, że 

ani w tej chwili, ani w przyszłości (jeśli w dalszym ciągu będzie pracował dla senatora) 

nie sprosta wymaganiom, jakie stawiała Stacey. Zapadła długa, ciężka cisza.

- To najbardziej bezsensowne argumenty, jakie kiedykolwiek słyszałem - odezwał się w 

końcu Justin. W jego głosie brzmiało zniecierpliwienie. - Rozmawiamy o nie istniejących 

dzieciach i nie istniejącym jeszcze małżeństwie. Może ograniczymy się do teraźniejszości, 

Stacey. Rozmawiajmy tylko o nas i o tym, co do siebie czujemy.

Stacey   zastanowiła   się,   jak   zachowałaby   się,   gdyby   nie   była   w   ciąży.   Czy   mogłaby 

założyć różowe okulary i żyć tylko wypełnioną namiętnością obecną chwilą? Jednak ich 

dziecko już istniało, już żyło. Musiała więc myśleć o przyszłości, lecz ta wizja przygnębiła 

ją i przeraziła.

- Justinie, czy wiesz, jak bardzo nienawidzę polityki? - zapytała łagodnie. - Muszę ci to 

95

background image

chyba wytłumaczyć. Pogardzam nią, nie znoszę jej, to dla mnie trucizna. Nienawidziłam 

takiego życia i jako dziecko, i jako nastolatka. Nienawidzę go teraz. Nie cierpię świateł 

reflektorów, kampanii wyborczych, ściskania rąk, tłumu i całego tego zamieszania. Dla 

mnie to życie w wiecznej samotności. Nawet jeśli otaczają cię tłumy, są to tylko chwilowi 

sprzymierzeńcy, a nie prawdziwi przyjaciele. Ludzie uśmiechają się, ale to tylko maski. 

Nigdy nie uda ci się dowiedzieć, co się za tym kryje... Nigdy, nigdy nie wyjdę za mąż za 

kogoś, kto jest związany z polityką! Wolę być samotna przez całe życie.

Dłuższy czas patrzyli na siebie w milczeniu, w końcu Justin odezwał się znużonym 

głosem.

- Nie miałem pojęcia, że aż tak bardzo nienawidzisz politycznego życia. Oczywiście, 

pamiętam, zawsze narzekałaś na związane z nim niewygody i trudności, ale nie sądziłem, 

że to wszystko ma jakieś głębsze podłoże. Myślałem tylko, że masz po prostu... trochę 

trudny charakter.

- Chyba rzeczywiście mam trudny charakter. - Uśmiechnęła się smutno. - Znam siebie 

wystarczająco dobrze i wiem, że jestem wymagająca, lubię być w centrum uwagi. Jeśli mi 

się to zapewni, mogę stać się kochająca i szczęśliwa. Jestem bardzo złym materiałem na 

żonę   polityka   -   powiedziała   i   pomyślała,   że   wszystko   jest   tak   strasznie   beznadziejne. 

Poczuła się tak, jakby zgubiła się w labiryncie. Miała wrażenie, że zaraz rozpłacze się, nie 

mogła dać sobie z tym rady. Dobry Boże, już płakała! Łzy płynęły po twarzy, a ramionami 

zaczęło wstrząsać łkanie.

- Kochanie, nie płacz! - Justin objął ją i przytulił, ale Stacey płakała coraz bardziej. To 

było najgorsze, co mogło się przytrafić - pokochać właśnie Justina Marksa! Gdyby tylko 

mogły powrócić dni, kiedy była przekonana, że nienawidzi go tak samo, jak całej polityki. 

Teraz jednak...

- Proszę, Stacey, nie płacz - powiedział łagodnie, lekko kołysząc ją w ramionach. - Nie 

przejmuj się tym tak bardzo. Pomyślimy o tym później. Możemy przecież w ogóle nie 

mówić o ślubie. Obiecuję, że nigdy więcej nie poruszę tego tematu. Cieszmy się tym, co 

mamy teraz.

- Czyli po prostu będziemy romansować? - zapytała zduszonym głosem.

- Tak, kochanie. Po prostu romans - odpowiedział spokojnie. Stacey zesztywniała. Czy to 

miało ją uspokoić? Przecież właśnie przed chwilą człowiek, którego kochała, powiedział, 

96

background image

żeby   zamiast   małżeństwa   myślała   o   romansie.   Przestała   płakać.   Justin   łatwo   zmienił 

zdanie. Wysłuchał, czego oczekuje od męża i szybko wycofał się ze swojej propozycji. 

Jego   życiem   była   polityka   i   zupełnie   zadowalał   go   mały,   utrzymywany   w   tajemnicy 

romansik. Stacey zachmurzyła się i wyrwała się z jego ramion. Wstała z łóżka, zaczęła 

zbierać porozrzucane na podłodze części garderoby.

- Stacey, musimy porozmawiać o jeszcze jednej rzeczy. - Justin stanął nad nią cudownie 

nagi i zupełnie swoją nagością nie skrępowany. Rzuciła szybkie spojrzenie na jego silne i 

bardzo męskie ciało. Znów poczuła głupie, prymitywne pożądanie.

- Kochanie, gdy jestem z tobą, zupełnie tracę głowę - powiedział Justin z wzruszającą 

nieśmiałością. Z niechęcią przyznała się sama przed sobą, że najwyraźniej wszystko w 

tym   mężczyźnie   dzisiaj   jej   się   podoba.   Była   w   nim   zakochana   bez   pamięci.   Justin 

chrząknął zakłopotany.

- Zdaje się, że zapomniałem... Nawet nie pomyślałem... - Patrzył, jak Stacey z wdziękiem 

zakłada   białe   jedwabne   majteczki  i   z  jego  ust   wydobył  się   jakiś   dziwny  dźwięk,  coś 

pośredniego między westchnieniem a jękiem. - Stacey, kiedy kochaliśmy się dziś rano, nie 

pomyślałem o żadnych środkach ostrożności. Poprzednim razem także nie.

Serce Stacey gwałtownie zabiło, biały koronkowy biustonosz wypadł z ręki. Jego głos 

natrętnie dźwięczał w uszach.

- Chciałem zapytać - ciągnął Justin - czy jesteś... To znaczy, czy ty...

- Chcesz zapytać o to, czy biorę pigułki antykoncepcyjne - przerwała mu. Ani chwili 

dłużej nie wytrzymałaby tego krążenia wokół tematu. Chyba po raz pierwszy w życiu 

widziała, jak Justin nie potrafi odważnie powiedzieć, o co mu chodzi. - Dobry moment na 

zadawanie takich pytań - powiedziała. - Myślę, że to raczej musztarda po obiedzie.

Stacey z satysfakcją stwierdziła, że Justin zaczerwienił się. Wtedy, w sierpniu, także nie 

pomyślał o środkach ostrożności. Ona zresztą także nie. Stacey stłumiła w sobie złość. Nie 

może przecież przypominać mu o tym wszystkim. Skojarzenie pewnych faktów mogłoby 

wówczas stać się zbyt niebezpieczne.

- Mimo wszystko jestem bardzo wdzięczna za troskę. - Uśmiechnęła się kwaśno. Starała 

się mówić z nonszalancją, mając nadzieję, że uda jej się odwrócić uwagę od tamtej nocy, 

kiedy kochali się po raz pierwszy.

Justin był coraz bardziej zażenowany.

97

background image

- Kochanie, wiem, że to było nieodpowiedzialne, egoistyczne i bezmyślne - mówił z 

prawdziwym poczuciem winy. - No i przede wszystkim, nieprawdopodobnie szczeniackie. 

-   Stacey   czuła   jego   wzrok   na   sobie,   gdy   próbowała   założyć   biustonosz.   Wyciągnął 

ramiona i przyciągnął ją do siebie miękkim ruchem.

- Nie potrafię rozsądnie myśleć, będąc z tobą, kochanie - powiedział namiętnie, całując 

gładką skórę jej szyi. - Kiedy trzymam cię w ramionach, czuję się tak, jakbym zażył 

najsilniejszy narkotyk. - Jego ręce przesunęły się po nieco zaokrąglonych biodrach i talii, 

potem dotknęły lekko wypukłego brzucha, i potnych piersi. - Stacey, jeśli będą jakieś 

skutki...   - W  jego   głosie   brzmiała  troska   i  Stacey  poczuta   lekki   niepokój.  Czy  Justin 

pamięta, jak prawie trzy miesiące temu po raz pierwszy odkrywał jej ciało? Czy dostrzega 

różnice,   jakie   w   niej   zaszły?   Wówczas   była   taka   wiotka,   teraz   rozkwitła   i   dojrzała. 

Cmoknęła ze zniecierpliwieniem.

- Nie będzie żadnych skutków - powiedziała stanowczo i pomyślała, że na pewno nie 

przyniesie ich dzisiejszy ranek, bo one przecież już istniały. - Nie ma się czego obawiać, 

Justinie.

- Ale przecież nie bierzesz żadnych pigułek - odparł z irytującą pewnością siebie.

- Czy możemy dać już temu spokój? - zawołała ostro. Nie liczyła jednak na to, Justin 

potrafi być natrętny i nieustępliwy jak migrena. Mimo wszystko próbowała odwrócić jego 

uwagę. - Byłam bezpieczna, ponieważ mam niepłodne dni, rozumiesz? A teraz idź do 

kuchni i zjedz śniadanie. Pewnie jest zimne.

- Mimo to chcesz, żebym je zjadł? - Jego oczy błysnęły wesoło.

- Owszem - odpowiedziała.

- Brzmi to bardzo kusząco. - Uśmiechnął się radośnie. - Zawsze marzyłem o zjedzeniu 

zimnej jajecznicy.

A więc w końcu zapomniał o pigułkach i tym podobnych rzeczach. Stacey odetchnęła z 

zadowoleniem i ulgą. Patrzyła, jak Justin zakłada bieliznę i sięga po koszulę.

- Stacey - odezwał się nagle, patrząc na nią z uwagą. - Wiesz, że ożeniłbym się z tobą, 

gdyby...

- Tak, wiem, Justinie - przerwała szybko. No tak, nie poddał się łatwo, a tylko zmylił ją, 

udając,   że   przekonały   go   argumenty.   Może   postanowił   obserwować   dziewczynę, 

począwszy   od   tego   ranka?   Stacey   drżała,   zakładając   różowo-szary   dres   Brynn.   Ten 

98

background image

właśnie dres ukrywał skutki namiętnej sierpniowej nocy.

Może   Justin   będzie   nalegał,   żeby   Stacey   za   niego   wyszła?   Zastanawiała   się,   czy 

potrafiłby zmusić ją do zawarcia małżeństwa, którego nie chciała? Z drugiej jednak strony, 

czy starczy jej odwagi, aby chodzić w ciąży, będąc samotną, niezamężną kobietą? Pró-

bowała wyobrazić sobie samą siebie w dziewiątym miesiącu ciąży, grubą i spuchniętą. Nie 

potrafiła.

Uświadomiła   sobie   ze   smutkiem,   że   wciąż   jeszcze   oszukuje   się,   ciągle   nie   chce 

zrozumieć powagi sytuacji, w jakiej się znalazła.

Kątem   oka   zobaczyła,   że   Justin   sięga   po   kluczyki   do   samochodu   i   podbiegła,   żeby 

pierwsza zabrać je z nocnego stolika.

- Czyżbym ci nie udowodnił, że jestem już w doskonałej formie? - zapytał z łobuzerskim 

uśmiechem, usiłując wyjąć jej kluczyki z ręki.

- Doktor powiedział wyraźnie, że nie wolno prowadzić ci teraz takiego wyczerpującego, 

szalonego trybu życia - odparła rezolutnie. - I zastosujemy się do tych poleceń.

- M y? - był wyraźnie zadowolony z tego, co usłyszał, a jednocześnie pełen energii i 

życia oraz tak interesująco męski, że Stacey dech zaparło z wrażenia. - Czy zamierzasz 

być ze mną przez cały czas, żeby upewnić się o moim posłuszeństwie?

Jego uśmiech był pełen seksu, bardzo prowokujący. Stacey poczuta się tak zakochana, że 

zapragnęła jeszcze na kilka dni odsunąć od siebie wszelkie kłopoty.

Podeszła do Justina i objęła go mocno.

- Ani na chwilę nie spuszczę z ciebie wzroku - szepnęła.

Justin ostrożnie położył ją na łóżku.

- Jaka szkoda, że ubraliśmy się - powiedział. - Teraz będziemy niepotrzebnie tracić czas.

Pocałowała go czule i usiadła.

- Nie spędzimy całego dnia w łóżku, Justinie. - Rzeczywiście udowodnił, że jego życiu 

nie zagraża już żadne niebezpieczeństwo z powodu wstrząsu mózgu. Dzięki niemu dzień, 

który miała spędzić przy łóżku, zamienił się w dzień spędzony razem z nim w łóżku. 

Jedna jej polowa chciała, aby to trwało nadal, natomiast ta druga, rozsądna i praktyczna, 

odrzucała pomysł jako zdecydowanie niebezpieczny.

- Nie? - zapytał, wsuwając dłonie pod bluzę dresu i dotykając jej nagich pleców. - Co 

więc będziemy teraz robić, Stacey?

99

background image

-   Pojedziemy   na   zakupy   -   oznajmiła   i   roześmiała   się,   widząc   jego   kompletne 

zaskoczenie.

ROZDZIAŁ SIÓDMY

- Zakupy? - Justin popatrzył na nią, jakby postradała zmysły.- A co musimy kupić?

- Ubranie. Dla ciebie. Pojedziemy do jakiegoś miłego sklepu na przedmieściach i kupimy 

coś, co nie przypomina szarego garnituru, białej koszuli lub granatowego krawata.

Spodziewała się, że Justin będzie się z nią spierał albo nawet stanowczo odmówi. Jednak, 

ku jej zaskoczeniu, zgodził się bez słowa protestu. Zawiozła go więc do wspaniałego 

domu towarowego Montgomery’ego County i zaciągnęła do sklepu Bloomingdale, aby 

rozpocząć proces przeobrażania Justina. Bardzo łatwo zgodził się na szafirowy, wycięty w 

serek   sweter   i   natychmiast   włożył   go   na   białą   koszulę,   tym   razem   bez   krawata   i 

marynarki. Udało się także namówić go na parę brązowych sztruksowych spodni, brązowy 

sweter, a nawet na żółtą koszulę. Stanowczo odmówił ubrania się w niebieskie dżinsy.

- Przypominają mi farmę Patty i Spence’a - powiedział, przybierając bardzo dobrze jej 

znany, pełen zaciętości wyraz twarzy. - Nie założę również kombinezonu, Stacey.

- Wcale nie zamierzałam cię o to prosić - powiedziała wyniośle, ale zaraz zepsuła cały 

efekt, wybuchając śmiechem, gdy wyobraziła sobie Justina w kombinezonie, z widłami w 

ręku.

Wybrała dla niego bawełnianą koszulkę w zielone, czerwone i białe pasy, nie zwracając 

uwagi na jego płaczliwe protesty, że będzie wyglądał jak włoska flaga. Zmusiła go także 

do kupienia pary wygodnych, wsuwanych skórzanych pantofli.

-   To   dopiero   początek,   Justinie   -   powiedziała   podniecona,   gdy   nieśli   zakupy   do 

samochodu. - Jest przecież jeszcze cały świat kolorów - różowe koszule, zielone bluzy, 

spodnie w kratkę.

Justin udał przerażenie:

- Mam nadzieję, że nie nosi się tego wszystkiego razem?

- Szorty, sportowe koszule, kostiumy kąpielowe - wymieniała dalej z entuzjazmem, nie 

zwracając uwagi na Justina. - Nie chcę, żebyś wyglądał jak agent FBI, który przyszedł na 

plażę w celu aresztowania kogoś.

- Stacey, przyjeżdżałem do was na plażę tylko po to, aby spotykać się służbowo z twoim 

100

background image

ojcem. Dlatego nie mogłem pojawić się tam w stroju do pływania. To byłoby niewłaściwe 

i bezczelne. Gdybym był zaproszonym gościem...

Stacey   wydawało   się,   że   usłyszała   w   jego   głosie   smutek.   Rzuciła   mu   ukradkowe 

spojrzenie.   Jej   oczy   pociemniały   ze   wzruszenia.   Czy   naprawdę   Justina   nigdy   nie 

zaproszono   towarzysko   do   ich   domu?  Więc   były   to   tylko   służbowe   wizyty,   składane 

odpoczywającemu na wakacjach senatorowi? Poczuła wstyd. Jak rodzice mogli o tym nie 

pomyśleć?   Dlaczego   ona   sama   o   tym   nie   pomyślała?   Przez   te   wszystkie   lata   Justin 

odbywał podróże do Rehoboth Beach w Delaware, jadąc dwie i pół godziny w jedną 

stronę i tyle samo w drugą. Nikt nigdy nie zaproponował mu, żeby chociaż zanurzył palce 

w   wodzie?   Mimo   to   uważał,   że   Liptonowie   są   mu   bardzo   bliscy   i   w   dalszym   ciągu 

traktował ich jak swoją rodzinę. Stacey zrobiło się bardzo smutno.

- Och, Justinie - powiedziała cicho i zanim zdążyła pomyśleć, wsunęła swoją rękę pod 

łokieć Justina, a on z wdzięcznością przycisnął ją do boku.

- Chcę zabrać cię dzisiaj na kolację - powiedział Justin, gładząc włosy Stacey leżące w 

jego ramionach. Po powrocie z zakupów od razu poszli do łóżka. - Czy wiesz, że to byłaby 

nasza pierwsza, prawdziwa randka?

- Masz bardzo oryginalny sposób bycia, Justinie. - Stacey uśmiechnęła się do niego 

rozmarzona. - Leżysz ze mną w łóżku i dopiero teraz umawiasz się za mną na pierwszą 

randkę.

Przeciągnęła   się   leniwie   i   przytuliła   do   niego.   Czuła   się   jak   w   raju,   leżąc   w   jego 

ramionach,   gdy   on   czule   gładził   włosy   i   pieścił   wzrokiem.   Stacey   pomyślała,   że   ten 

romantyczny   rys   jego   charakteru   był   chyba   najlepiej   skrywaną   tajemnicą   w   całej 

Ameryce. Naprawdę zachowywał się romantycznie, trzymał jej rękę, splatając palce z jej 

palcami, patrzył w jej oczy z uwagą, słuchał każdego słowa i był bardzo czuły, nie tylko 

po to, aby zaciągnąć dziewczynę do łóżka.

- Pojechalibyśmy do twojego mieszkania, żebyś mogła się przebrać - powiedział. - A 

potem... - Stacey wyczula narastające napięcie. - Stacey, zostaniesz ze mną dziś w nocy. - 

To był rozkaz, ale także prośba.

Stacey nie potrafiła mu odmówić, zbyt mocno go kochała. Chciała, żeby się odprężył i 

był szczęśliwy, chciała widzieć w jego oczach zadowolenie. Jeszcze raz postanowiła nie 

myśleć o przyszłości, tylko żyć teraźniejszością. Byli sami w swoim prywatnym świecie i 

101

background image

to musiało na razie wystarczyć.

- Tak, Justinie. - Podniosła się, żeby go pocałować. - Zostanę dzisiaj z tobą.

Pojechali na kolację do malej, cichej i pogrążonej w półmroku restauracji w Georgetown. 

Zajęli miejsce w rogu sali i rozmawiali spokojnie przy migających płomieniach świec. 

Łatwość, z jaką prowadzili tę konwersację, zaskoczyła Stacey. Za cichą obopólną zgodą 

nie poruszali tematów związanych z polityką. Stacey obawiała się, że takie polityczne 

zwierzę   jak   Justin   Marks   nie   odezwie   się   -   w   niecodziennej   dla   niego   sytuacji   -   ani 

słowem. Wiedziała, że nie był błyskotliwy podczas czysto towarzyskich spotkań. Nie znał 

się na niczym, co stanowiło filar rozmów, jakie prowadziła Stacey podczas każdej randki. 

Justin   nie   widział   najnowszych   filmów,   nie   czytał   ostatnich   bestsellerów,   nie   oglądał 

telewizji ani nie czytał magazynu „People”.

Stacey była niezwykle ciekawa wszystkiego, co dotyczyło Justina. Zadawała mu osobiste 

pytania, zmuszała do odpowiedzi, aż obydwoje zaczęli swobodnie dyskutować na temat 

przeżyć, pomysłów i opinii. Ani razu nie zapadła między nimi niezręczna cisza; rozmowa 

z Justinem bardzo wciągnęła i ożywiła Stacey. Nie pamiętała, aby kiedykolwiek przedtem 

tak miło spędziła z kimś czas podczas kolacji.

Długo siedzieli nad kawą i deserem, wreszcie zauważyli, że kelner kręci się niespokojnie 

w pobliżu. Justin spojrzał na zegarek.

- Przecież to już wpół do dwunastej! - zawołał zaskoczony.

Stacey   rozejrzała   się   wokół.   Oprócz   nich   i   kelnerów   nie   było   już   nikogo.  W  ciągu 

tygodnia   wieczory   w   Waszyngtonie   kończyły   się   szybko,   ale   Stacey   nie   zamierzała 

zakończyć tego spotkania.

- Pojedźmy gdzieś potańczyć - zaproponowała, spodziewając się oporu ze strony Justina. 

On jednak, ku jej zaskoczeniu, zgodził się.

- Muszę cię tylko ostrzec, że jestem okropnym tancerzem - powiedział. - Udało mi się 

nauczyć czegoś w rodzaju kroku bokserskiego, ale wątpię, czy ktoś nazwałby go tańcem.

- Domyślam się, że wykonywałeś jedynie obowiązkowe tańce z wdowami po politykach 

- powiedziała Stacey. 

Justin przytaknął i roześmiał się.

-   Ponieważ   nie   prowadziłem   żadnego   życia   towarzyskiego,   lekcje   tańca   okazały   się 

102

background image

niepotrzebne. Tańczyłem tylko wtedy, gdy było to konieczne, a wszystkie moje partnerki 

były już po sześćdziesiątce.

- A co z tymi licznymi interesującymi dziewczętami, które zaangażowano do pomocy w 

kampanii   mego   ojca?   -   zapytała   Stacey.   Justin   był   przecież   najbliższym 

współpracownikiem   jej   wspaniałego   i   potężnego   ojca.   Stacey   wiedziała,   że   to   mogło 

czynić go niezwykle atrakcyjnym dla niektórych kobiet. - Na pewno organizowały jakieś 

przyjęcia. - Jej brat Sterne zawsze wkradał się tam nieproszony. - Czy żadna z nich nie 

zaproponowała, że nauczy cię tańczyć? - zapytała, czując wzbierającą w niej zazdrość.

- Przecież wiesz, jaki jestem nieprzystępny - odparł. - Komu chciałoby się uczyć tańca 

despotycznego, systematycznego i pozbawionego poczucia humoru robota?

Stacey spojrzała na niego. Tak właśnie zawsze o nim mówiła. A nawet jeszcze gorzej. 

Rumieniec oblał jej twarz. Wiedziała, że to nieprawda, że pod chłodną maską polityka 

kryje się człowiek romantyczny, namiętny i troskliwy. Była prawdopodobnie jedyną osobą 

w Waszyngtonie i okolicach, która zdawała sobie z tego sprawę. Uśmiechnęła się, a jej 

oczy zabłysły.

Trafili w końcu do małego, cichego klubu w Southwest Washington, gdzie orkiestra grała 

na przemian utwory szybkie i wolne, stare standardy i najnowsze przeboje. Tańcząc na 

małym parkiecie, Stacey objęła ramionami szyję Justina i przytuliła się mocno.

-   Idę   o   zakład,   że   nie   tańczyłeś   w   ten   sposób   ze   starą   panią   Weatherby   na   balu 

dobroczynnym w Omaha? - zakpiła, opierając głowę na jego piersi i przymykając oczy.

Justin objął ją i zakołysał w rytm muzyki.

-   Nie   przypuszczałem,   że   taniec   może   być   tak   przyjemny   -   wyszeptał   i   Stacey 

uśmiechnęła się, słysząc, jak zmienił się mu głos. Jego uda ściśle przylegały do ciała 

Stacey; wolno i prowokująco poruszyła biodrami. Pod wpływem nagłego impulsu potarła 

piersiami o jego klatkę piersiową.

-   Stacey   -   jęknął   Justin,   gdy   dłońmi   zaczai   przesuwać   po   jej   plecach.   -   Jesteś   bez 

biustonosza   -   powiedział   ochryple.   Stacey   przytaknęła.   Miała   na   sobie   tylko   czarną 

aksamitną bluzę (jeszcze jeden z licznych niepotrzebnych zakupów Brynn) oraz białą je-

dwabną bluzkę. Biustonosz okazał się zupełnie niepotrzebny i Stacey z ulgą pozbyła się 

tej niewygodnej części garderoby. Wszystkie biustonosze, podobnie jak ubrania, stały się 

ostatnio za ciasne i niewygodne. Przytulając się do Justina, Stacey pomyślała leniwie, że 

103

background image

musi w końcu kupić sobie coś, co będzie na nią pasowało. Niedługo w szafie Brynn 

skończą się zapasy niepotrzebnych ubrań.

Nagle   Stacey   zesztywniała.   Dobry   Boże,   niemal   udało   się   całkowicie   zapomnieć   o 

trudnej sytuacji, ale problemy z garderobą sprowadziły ją znowu na ziemię. Była przecież 

w ciąży i tylko ona oraz Brynn o tym wiedziały! Ta idylla, która trwała od wczoraj, to 

tylko   krótkie   wytchnienie   przed   nadciągającą   burzą.   Stacey   doskonale   wiedziała,   że 

wkrótce zacznie tyć i jej stan przestanie być tajemnicą.

- Co się stało, kochanie? - szepnął Justin.

To właśnie sprawiało, że traciła pewność siebie. Niezwykle wzruszało ją, że Justin tak 

łatwo wychwytywał każdą zachodzącą w niej zmianę, że tak szybko orientował się, iż coś 

jest nie w porządku, chociaż nie zdążyła jeszcze nic powiedzieć.

- Jestem... zmęczona. - Musiała tak odpowiedzieć. Gdyby powiedziała, że wszystko jest 

w porządku, Justin na pewno nie dałby się zwieść jej słowom i dotąd drążyłby temat, aż... 

Był taki dokładny i dociekliwy w swoich poszukiwaniach... O Boże, co będzie, gdy Justin 

o wszystkim się dowie?!

- Chodźmy więc stąd. - Zeszli z parkietu. Justin mocno obejmował Stacey, przyciskając 

ją do siebie. - Bardzo podoba mi się taniec z tobą, są jednak rzeczy, które lubię robić z 

tobą jeszcze bardziej.

W drodze powrotnej Stacey była spokojna i cicha. Siedziała bardzo blisko Justina, rękę 

położyła na jego udzie, a głowa spoczywała na ramieniu. Oczy miała zamknięte. Justin 

przypisywał   to   wszystko   senności.   Zaniósł   ją   na   rękach   do   łóżka,   rozebrał   szybko   i 

sprawnie.   Stacey   cieszyła   się   każdą   chwilą   takiej   bliskości;   czuła   się   rozpieszczana, 

kochana i bezpieczna. Kilka minut później Justin leżał obok niej, przytulając się do jej 

pleców i mocno obejmując.

- Dobranoc, skarbie - wyszeptał, dotykając ustami włosów kochanki.

Wtedy Stacey otworzyła oczy.

- Nie będziemy się kochać, Justinie? Przecież powiedziałeś, że są rzeczy, które bardziej 

lubisz niż taniec ze mną.

- To właśnie jedna z nich - odparł. Po brzmieniu głosu Stacey rozpoznała, że Justin 

uśmiecha się. - Uwielbiam trzymać cię w ramionach, kiedy śpisz. - Pocałował ją w czubek 

głowy i objął jeszcze mocniej. - Wiem, jak bardzo jesteś zmęczona. W samochodzie oczy 

104

background image

same ci się zamykały. Śpij, kochanie.

Stacey sądziła, że zamartwiając się, nie będzie mogła zasnąć przez całą noc. Jednak po 

kilku minutach leżenia w ciemności obok Justina i wsłuchiwania się w jego spokojny, 

równy oddech, poczuła niepohamowaną senność. Zamknęła oczy. Było tak, jak zawsze 

marzyła. Odczuwała ciepło i bezpieczeństwo, jakie dawał mężczyzna, którego kochała.

- Czy pozwolisz mi pójść dzisiaj do biura? - zapytał Justin następnego dnia rano, gdy 

siedzieli w kuchni, jedząc śniadanie.

- Nie! - odpowiedziała stanowczo. Miała jeszcze na sobie niebieską bluzę od piżamy i 

właśnie kroiła grapefruita. - Potrzebny jest ci jeszcze jeden dzień odpoczynku, zanim 

wrócisz do tego... zoo na Kapitelu.

- Zoo! - Justin strzelił palcami. - To jest pomysł. Słońce świeci dziś po raz pierwszy od 

tygodni, wykorzystajmy to. Pójdźmy do zoo. Jestem chyba jedynym człowiekiem w całym 

okręgu, który nie widział jeszcze misiów panda.

- Nie widziałeś misiów panda? - Stacey udawała, że jest wstrząśnięta. - Przez całe lata 

pisano o najintymniejszych szczegółach ich wspólnego życia (ni mniej, ni więcej - tylko 

na pierwszych stronach „Post”), a ty jeszcze ich nie widziałeś?

- Wiem, to wielkie zaniedbanie z mojej strony. Musimy naprawić ten błąd!

Stacey   usiadła   mu   na   kolanach,   udając,   że   poprawia   kołnierz   białego   płaszcza 

kąpielowego.

- Czy nie moglibyśmy zrobić tego trochę później? - delikatnie ugryzła go w mocną, 

opaloną   szyję.   Justin   wstał,   unosząc   ją   w   górę,   a   ona   zaczęła   drżeć   w   cudownym 

oczekiwaniu.

- Nienasycona dziewczyna! - Uśmiechnął się do niej z miłością i zaniósł do sypialni.

- To wszystko twoja wina - oskarżyła go z czułością w głosie. - Uzależniłeś mnie od 

siebie.

Całował ją długo i namiętnie.

- Kocham cię, Stacey.

Jej serce gwałtownie zabiło.

- I ja cię kocham, Justinie - powiedziała i pomyślała ze smutkiem, że byłoby dobrze, 

gdyby miłość mogła im wystarczyć. Niestety, to niemożliwe. Wkrótce będzie musiała 

105

background image

pogodzić się z tym, co nieuchronne, ale jeszcze nie teraz. Stacey jeszcze raz oddała się 

całkowicie miłości, która była jak zawsze wspaniała i pozwalała zapomnieć o przyszłości.

Był słoneczny, rześki listopadowy dzień. Stacey i Justin dotarli do zoo. Oprócz nich była 

tam jeszcze grupa wszędobylskich turystów oraz uczniowie, którzy wysypali się z kilku 

szkolnych   autobusów.   Na   tę   wycieczkę   Justin   ubrał   się   w   nowe   skórzane   buty,   żółtą 

koszulę, brązowy sweter i sztruksowe spodnie. Wyglądał wspaniale i Stacey po prostu nie 

mogła oderwać od niego wzroku. Udało się odnaleźć w domu Justina pralnię i dzięki temu 

mogła przyjść tutaj ubrana ponownie w czerwono-czarny komplet Brynn.

Stanęli przy barierce otaczającej wybieg dla niedźwiadków i już po chwili zaśmiewali się 

do łez, obserwując pogrążone w bezruchu zwierzęta. Jeden z misiów spał na słońcu i nie 

drgnął mu ani jeden mięsień. Drugi siedział na skale, nieruchomy jak jego towarzysz. 

Wreszcie, po dwudziestu pięciu minutach, poruszył głową.

- Warto było czekać na to tak długo! - Justin zawołał zachwycony.

Stacey roześmiała się.

- Za półtorej godziny będą karmione. Czy chcesz na to popatrzeć?

-   Jestem   pewien,   że   oglądanie   Hsing-Hsinga   chrupiącego   marchewkę   byłoby 

najwspanialszym momentem mojego życia, ale może zrezygnujemy z tego?

Zgodziła   się,   nie   przestając   się   śmiać.   Justin   wziął   ją   za   rękę,   splatając   palce   z   jej 

palcami. Podeszli do stojącego w pobliżu kiosku, w którym sprzedawano pamiątki.

- Myślę, że powinniśmy jakoś upamiętnić ten dzień, Stacey. Co byś chciała? Koszulkę z 

misiem panda? Zegarek z misiem panda? Solniczkę lub pieprzniczkę z misiem panda?

Stacey przyjrzała się wszystkim tym rzeczom.

- Chyba nic nie chcę.

-  Aha,   rozumiem.  Wolałabyś   coś   bardziej   praktycznego   -   powiedział   Justin   i   zanim 

Stacey zdołała go zatrzymać, kupił dla niej metrowej wysokości wypchanego niedźwiadka 

z błękitną wstążką na szyi.

- Chyba oszalałeś! - zawołała, gdy wręczył jej zabawkę.

- Oszalałem na twoim punkcie - poprawił ją. Zatrzymał się przed kioskiem z zabawkami 

i pocałował ją, a za ich plecami zgromadził się tłumek chichoczących dzieci.

106

background image

Resztę   popołudnia   spędzili  w   mieszkaniu  Justina,   oczywiście   w   łóżku,  kochając  się, 

rozmawiając   leniwie   i   znowu   kochając.   Gdy   o   wpół   do   siódmej   zadzwonił   telefon, 

obydwoje pogrążeni byli w głębokim śnie.

Justin podniósł słuchawkę.

- Słucham - powiedział i Stacey uśmiechnęła się zadowolona, słysząc, że jego głos jest 

zachrypnięty od snu i w niczym nie przypomina zwykle ostrego i podniesionego tonu.

- To Brynn - powiedział, wręczając Stacey słuchawkę.

- Cześć, Brynnie. - Stacey przytuliła się do Justina, z satysfakcją gładząc jego ciało.

-  To   tylko   kontrola   z   planety   Ziemia,   Stace.   -   Głos   Brynn   był   oschły.   -   Wiem,   że 

obydwoje zagubiliście się w jakiejś galaktyce dla zakochanych, jednak życie zmusza nas 

do rozwiązania kilku przyziemnych problemów.

- Na przykład jakich? - zapytała Stacey z niechęcią.

-   Po   pierwsze,   co   mam   mówić   ludziom,   którzy   dzwonią   do   ciebie?   Twoja   matka 

dzwoniła już cztery razy, dzwonili również różni znajomi, a także, co najważniejsze, ta 

obrzydliwa wesz - Cord Marshall. Wszystkim mówiłam, że wyjechałaś na zakupy, ale nie 

sądzę, żeby twoja matka uwierzyła mi.

Stacey   przerwała   wędrówkę   swojej   ręki   po   ciele   Justina.   Nagle   brutalnie   została 

wyrwana z cudownego świata marzeń. Sielanka skończyła się.

- Wrócę dziś wieczorem, Brynn - powiedziała cichym, lecz stanowczym głosem.

- Nie! - zaprotestował Justin. Podniósł jej rękę i mocno przycisnął do ust. - Zostań ze 

mną jeszcze dzisiaj, Stacey.

- Brynn... ja... Tylko ugotuję tu obiad i zaraz przyjadę - wyjąkała Stacey. Poczuła na 

sobie   magnetyczne   spojrzenie   Justina.   Jego   oczy   błyszczały   jak   diamenty.  W  Justinie 

zawsze było jakieś napięcie, coś, co sprawiało, że przypominał mający wybuchnąć za 

chwilę wulkan. Do tej pory zużywał tę swoją kontrolowaną energię w pracy, lecz w ciągu 

ostatnich dwóch dni cała uwaga i wszystkie działania skierowane zostały na Stacey i nie 

chciała tego utracić. Czuła, że Justin jest jej tak bliski, jak nikt dotąd, nawet Brynn. Tego, 

co dawał związek z Justinem, nie mogła dać nawet największa przyjaźń. To było także coś 

więcej niż tylko seks. W tym związku obydwoje zlali się w całość, utracili autonomię i to 

mogło przerażać, a jednak tak nie było. Czuła, że Justin stanowi dopełnienie i wsparcie, a 

jednocześnie jej tożsamość pozostaje nietknięta. Byłoby znacznie łatwiej, gdyby żyła w 

107

background image

przeświadczeniu, że on jest wszystkim, czego potrzebuje do szczęścia, gdyby całkowicie 

zdała się na niego. Tak jednak nie mogło być i Stacey o tym wiedziała. Justin, oddany bez 

reszty polityce, był przeciwieństwem tego, o czym marzyła. Wspólne życie mogło uczynić 

ich jedynie nieszczęśliwymi.

- Stacey, nie odchodź - nalegał, kładąc ją na poduszki. - Zostań ze mną, kochanie.

Stacey westchnęła. Wiedziała, że wkrótce go utraci, gdyż polityka jeszcze raz upomni się 

o niego. Mogła jednak spędzić z nim jeszcze jedną noc. Tylko jedną, błagało jej serce.

- Brynn - powiedziała do słuchawki. - Jeśli zostanę tu na noc, to sama zadzwonię do 

mamy.

W tym momencie Justin dotknął jej piersi i Stacey gwałtownie wciągnęła powietrze, 

czując nagły dreszcz przebiegający ciało.

- Czy mogłabyś mówić wszystkim dzwoniącym osobom, że... ciągle jeszcze jestem na 

zakupach? - poprosiła. Justin obsypał jej szyję pocałunkami, od których topniała. Z jej ust 

wydobyło się westchnienie.

Brynn zaśmiała się.

- Powiem im, że trafiłaś na wyprzedaż wszechczasów, Stace.

- Dzięki, Brynn. Do jutra. - Stacey odłożyła słuchawkę i przylgnęła do Justina z cichym 

jękiem.

Następnego dnia Stacey zjawiła się w biurze ojca o dwunastej w południe, ubrana w 

dżinsy Brynn i zrobiony na drutach żółty sweter. Diana Drew rzuciła jej pełne potępienia 

spojrzenie,   ale   nie   skomentowała   ani   spóźnienia,   ani   stroju.   Stacey   pomachała   ręka   i 

skierowała się wprost do gabinetu Justina.

Siedział   przy   biurku,   ubrany   jak   zwykle   w   szarości,   biele   i   błękity,   zasypany   stertą 

papierów, które starannie układał. Na jego widok serce Stacey na chwilę zgubiło rytm. 

Rozstali się prawie pięć godzin temu. Ostatni raz widziała go rano, gdy wychodząc do 

pracy, pocałował ją na pożegnanie. Wtedy to był Justin, jakiego kochała. Teraz miała 

przed sobą Justina Marksa, asystenta administracyjnego i szefa kampanii wyborczej. Jak 

to rozdwojenie wpłynie na nasze wzajemne stosunki?” - zastanawiała się nad tym, gdy 

zaniknąwszy drzwi, szła w jego kierunku.

- Diana Drew spojrzała znacząco na zegarek, gdy przyszłam - powiedziała, sadowiąc się 

108

background image

na jego kolanach. Uświadomiła sobie, że jest zdenerwowana. - Z trudem powstrzymałam 

się, żeby nie powiedzieć, że dzisiaj rano szef, leżąc obok mnie w łóżku, pozwolił mi 

przyjść do pracy o dwunastej.

Justin roześmiał się i pocałował ją w policzek.

- To prawda. Pozwoliłem ci - powiedział. Rozłożył papiery, przebiegł po nich wzrokiem i 

znowu odsunął od siebie. - Stacey, kochanie, zadzwoniłem dziś rano do Corda Marshalla i 

odwołałem twój udział w jutrzejszym programie.

- Och, myślę, że to nie ma znaczenia - odpowiedziała, wzruszając ramionami. Przyszło 

jej do głowy, że zazwyczaj takie postępowanie wywoływało w niej zdecydowany protest. 

Przecież nie rozmawiał z nią na temat wycofania się z tego programu. Nawet o to nie 

prosił. Po prostu sam wszystko załatwił i poinformował ją, gdy było już po wszystkim. 

Tak naprawdę, wcale nie chciała występować w tym programie i cała ta historia wydawała 

się nieważna, niewarta kłótni.

- Brynn uważa, że Marshall to jakaś obrzydliwa bakteria wyhodowana przez kogoś w 

laboratorium - dodała śmiejąc się.

- Tak się składa, że zgadzam się z nią. - Justin wziął jej twarz w swoje ręce i lekko 

pocałował w usta. - Cieszę się, że zrozumiałaś, iż o twoim udziale w programie Marshalla 

nie może być mowy. Dziękuję, że nie zaczęłaś się wściekać z tego powodu.

- Ja nigdy się nie wściekam - odpowiedziała dumnie i dotknęła językiem jego warg. - 

Mogę czasami okazać swoje... niezadowolenie, ale nie wściekam się.

-   Piękne   dzięki   za   wyczerpujące   wyjaśnienia.   -   Justin   uśmiechnął   się.   Jego   ręce 

przesunęły się wzdłuż bioder i nagle zatrzymały się na udach.

- Stacey? Kochanie?

Oparła się o niego i poczuła, że ogarniają błogi spokój. Może jednak Justin nie zmieni się 

tak bardzo w biurze? Może...

- Co, mój drogi? - zapytała czule.

- Twoje dżinsy.

Stacey uniosła się lekko.

- O co chodzi?

- Wróciłaś dziś rano do swojego mieszkania, żeby się przebrać w coś odpowiedniego do 

biura, prawda? No cóż, muszę stwierdzić, że ten... strój nie nadaje się do pracy w biurze 

109

background image

senatora Liptona, tak jak dres czy czerwono-czarna dyskotekowa sukienka.

Stacey   zacisnęła   mocno   usta,   usiłując   powstrzymać   się   od   ostrej   odpowiedzi,   która 

natychmiast zaświtała jej w głowie. Sama uspokajała się, powtarzając sobie, że Justin 

zwraca się do niej w bardzo uprzejmy sposób. Obydwie z Brynn wiedziały, że najod-

powiedniejszym ubraniem do pracy w biurze Bradforda Liptona byłby jakiś klasyczny 

(może   po   prostu   nudny)   strój.   Raczej   nie   powinna   teraz   mówić   Justinowi,   żeby   się 

wdrapał   na   wierzchołek   pomnika  Waszyngtona   i   rzucił   głową   w   dół.   Zmusiła   się   do 

uśmiechu.

- W porządku, Justinie. Obiecuję, że nigdy więcej nie przyjdę do biura w dżinsach. - 

Gorący uśmiech i jeszcze gorętszy pocałunek były wystarczającą nagrodą za opanowanie, 

do którego tak się zmuszała. Przytuliła się mocno do niego i ukryła twarz w zagłębieniu 

ramienia.

-   Och!   -   Usłyszeli   nagle   pełen   zaskoczenia   okrzyk   i   oboje   spojrzeli   w   stronę,   skąd 

dochodził.   -   Bardzo   przepraszam!   Nie   chciałem...   nie   mogłem...   Chyba   powinienem 

najpierw   zapukać...   -   To   był   Fred   Rhodes.   Stał   w   drzwiach,   aż   śmieszny   w   swoim 

przerażeniu.

- Oczywiście, powinieneś najpierw zapukać, Freddie - przyznała Stacey. Miała właśnie 

wstać, gdy Justin sam zerwał się gwałtownie, niemal zrzucając ją na podłogę. Musiała 

chwycić się brzegu biurka, żeby nie upaść. Twarz Justina stawała się powoli purpurowa, 

natomiast twarz Freda już taka była.

- Ja... chciałem... - wyjąkał strasznie zmieszany Fred. - Przyniosłem tylko to pismo. - 

Pomachał dokumentem, zanim położył go na biurku. Zaczął powoli wycofywać się do 

drzwi. - Prze... przepraszam jeszcze raz. Pójdę już... - Zamknął za sobą drzwi.

- Uff. - Stacey uśmiechnęła się. - Zgadnij, o czym wszyscy będą dziś mówić w biurze?

- To wcale nie jest śmieszne! - Justin był przerażony. - Dobry Boże, przecież on będzie o 

tym opowiadał każdemu, kogo spotka! - wybiegł z gabinetu.

Stacey pomyślała, że na pewno po to, aby zapewnić sobie milczenie Freda. Ona sama nie 

dbała o to, co i komu opowie Fred, ale to najwyraźniej bardzo obchodziło Justina. Jemu 

szalenie zależało na utrzymaniu ich związku w tajemnicy. Ta świadomość sprawiła Stacey 

wielki ból.

Justin wrócił po kilku minutach, ciągle jeszcze wstrząśnięty.

110

background image

-   Wszystko   załatwione   -   powiedział,   oddychając   z   ulgą   i   podnosząc   z   biurka 

przyniesiony przez Freda dokument.

- A co zrobiłeś? Wyrwałeś mu język? - zapytała. Justin jednak nie uśmiechnął się, chyba 

w ogóle jej nie usłyszał. - Justinie, co by się stało, gdyby wszyscy w biurze dowiedzieli 

się, że mamy romans? Cóż mogłoby się stać? - Wstrzymała oddech, czekając na jego 

odpowiedź.

-   Mhmm...   -   To   było   wszystko,   co   powiedział.   Cała   jego   uwaga   skupiona   była   na 

czytanym właśnie dokumencie. Kiedy zobaczyła, że sięga po słuchawkę telefonu, kiedy 

ujrzała pełen skupienia wzrok, wiedziała, że zupełnie o niej zapomniał. Skoncentrował się 

wyłącznie na notatce, odcinając się od wszystkiego innego.

Stacey   usiadła   przy   swoim   biurku.   Leżały   na   nim,   poukładane   w   stosiki,   karty   z 

wydrukowanymi   na   nich   nazwiskami.   Dołączone   było   do   nich   polecenie:   „Ułożyć   w 

porządku alfabetycznym”. Stacey przejrzała te karty, musiało ich być około czterystu. W 

jaki sposób maje uporządkować? Co za okropna robota!

- Czy mogę wykorzystać do tego komputer? - zapytała żałośnie.

Justin   nie   odpowiedział.   Siedział   odwrócony   tyłem   do   niej   i   Stacey   mogła   jedynie 

widzieć   jego   plecy   i   słyszeć   głęboki,   niski   głos.   Rozmawiał   z   kimś   przez   telefon. 

Powróciła   więc   do   swoich   kart.   Po   dziesięciu   minutach   poddała   się.   Było   tam 

siedemdziesiąt sześć nazwisk na literę „A” i diabli wiedzą ile na literę „B”. A to przecież 

dopiero   dwie   pierwsze   litery   alfabetu!   Spojrzała   szybko   na   plecy   Justina,   zebrała 

wszystkie karty i wyszła z gabinetu.

Skierowała się do długiego podziemnego korytarza, łączącego biura Senatu z biurami 

Białego Domu. Mijała po drodze licznych pracowników tych biur, w większości młodych, 

świetnie ubranych ludzi, idących szybko przed siebie, samotnie lub grupkami. Wydawało 

się, że każdy z nich, pędząc tak tym korytarzem, ma do wypełnienia jakieś ważne zadanie 

i Stacey również próbowała udawać, że ma pilną sprawę do załatwienia.

Brynn pracowała w Komisji do Spaw Zasobów Ludzkości i dzieliła pokój z koleżanką. 

Zobaczyła Stacey zbliżającą się do biurka.

- Cześć, Stacey! Powrót do pracy, co? - zawołała.

- W pewnym sensie. Raczej wymyślają dla mnie różne zajęcia. Czy mogę posłużyć się 

twoim komputerem, żeby ułożyć te nazwiska w porządku alfabetycznym?

111

background image

- Proszę bardzo! - Brynn usłużnie podsunęła Stacey swoje krzesło i spojrzała na zegarek. 

- Słuchaj, o trzynastej trzydzieści wydajemy małe przyjęcie urodzinowe dla Lee Winters. 

Urządzamy je na czwartym piętrze. Masz ochotę przyłączyć się do nas?

-   Oczywiście!   -   Stacey   uśmiechnęła   się   na   wspomnienie   Lee   Winters,   wieloletniej 

członkini Kongresu, cieszącej się dużą popularnością wśród młodych pracowników. - Czy 

mam się złożyć na ciasto?

- Daj  dolara  Marii, jeśli ją  zobaczysz  -  odparła Brynn.  Stacey skupiła się  na pracy, 

wprowadzając do komputera nazwiska z przyniesionych kart.

ROZDZIAŁ ÓSMY

- Justin Marks chce natychmiast widzieć cię w swoim gabinecie - oznajmiła Diana Drew 

z fałszywym uśmiechem na twarzy, gdy Stacey weszła do biura. Stacey skinęła głową i 

skierowała się do gabinetu Justina.

- Gdzie byłaś? - Usłyszała na powitanie.

Weszła do środka i spojrzała uważnie na Justina. Jego twarz była ściągniętą, napiętą 

maską, a czarne oczy zimne i twarde.

- Poszłam do biura Brynn, żeby popracować z jej komputerem. - Stacey trzymała w ręku 

uporządkowaną listę  nazwisk. Była zupełnie nieprzygotowana na  taki wybuch gniewu 

Justina  i   po  raz   pierwszy   cofnęła   się,  zamiast   z   właściwą   sobie   w  takich   wypadkach 

agresją, przeciwstawić się mu.

Justin wyrwał listę z jej rąk.

-   Jest   już   po   trzeciej.   Czy   chcesz   mi   wmówić,   że   wprowadzenie   tych   nazwisk   do 

komputera zajęło ci prawie trzy godziny?

- Nie - odparła. - Zajęło mi tylko pół godziny. Potem załatwiłam kilka spraw dla Brynn 

i... zrobiłam sobie przerwę.

- Przerwę? - krzyknął Justin. - Przyszłaś do biura w południe, pracowałaś przez pół 

godziny i  zrobiłaś  sobie  przerwę,  która  trwała dwie  i pół  godziny?! - Rzucił listę na 

biurko. - Wiem wszystko na ten temat, Stacey. Hałaśliwe, rozwrzeszczane przyjęcie na 

czwartym piętrze. I ty tam byłaś! Powiedział mi o tym ktoś z naszego biura. Ktoś, kto 

ciebie widział.

-   Masz   na   pewno   na   myśli   Olive   Mayer,   tę   kłótliwą   babę,   która   pracuje   w   biurze 

Rawlingsa - domyśliła się Stacey. - Wyglądała tak fałszywie, kiedy nam się przyglądała. 

112

background image

Ten stary nietoperz nie może znieść, gdy ktoś dobrze się bawi, a poza tym jest strasznie 

zazdrosna o personel Lee Winters. Ona...

- Stacey, chodzi o to, że to dzień pracy - przerwał jej Justin chłodno. - Wszyscy, którzy 

tam byli, dostają pieniądze od rządu za pacę, a nie za zabawę. W dodatku pani Mayer 

powiedziała, że cale to widowisko było jedną rozpustą, a uczestnicy tarzali się po pod-

łodze.

-   Oni   tylko   tańczyli   break-dance!   -   zawołała   Stacey   oburzona.   Jego   złość   w   końcu 

wyprowadziła ją z równowagi. - Kilku gońców pokazywało Lee Winters, jak to się robi. 

To było urodzinowe przyjęcie, Justinie. Właśnie dzisiaj kończy sześćdziesiąt lat. Mieliśmy 

tam ciasto i lemoniadę, ktoś włączył radio. To była właśnie ta rozpusta! Przypomina mi się 

podobna   impreza,   która   odbyła   się   w   tym   biurze   w   dniu,   gdy   mój   ojciec   skończył 

pięćdziesiąt lat. Tylko, oczywiście, nikt wtedy nie tańczył break-dance.

Zastanawiała   się,   czy   wreszcie   udało   się   pokonać   Justina.   Trudno   było   cokolwiek 

powiedzieć, patrząc na jego pozbawioną wyrazu twarz. W końcu chrząknął.

- No tak - powiedział.

- No tak? - Spojrzała na niego z wściekłością. - To wszystko, co masz do powiedzenia? 

Po tym, jak prawie ściąłeś mi głowę, oskarżając o rozpustę?

Justin odetchnął głęboko i zacisnął zęby.

- W dalszym ciągu uważam, że nie powinnaś tam pójść - powiedział. - Powinnaś być ze 

mną...

- Żebyś mógł mnie obserwować, czy nie robię czegoś, co mogłoby zaszkodzić mojemu 

ojcu? - Stacey podniosła przyniesioną przez siebie listę i uderzyła nią w biurko. - To jest 

główny powód, dla którego tu jestem. Prawda, Justinie? A jeśli możesz na tym skorzystać, 

zaciągając mnie do łóżka, tym lepiej dla ciebie.

- Czy mogłabyś mówić ciszej? - zapytał. - Nie ma potrzeby, żeby...

- Żeby co, Justinie? Żeby ogłaszać w całym biurze, że szef kampanii wyborczej senatora 

Liptona przespał się z jego córką?

Głos Stacey brzmiał ostro, a z oczu płynęły gorące łzy. Ten robot nie był tym samym 

czułym i namiętnym kochankiem, z którym spędziła kilka ostatnich dni. Nie przypominał 

spontanicznego i wesołego człowieka, który śmiał się w zoo z pogrążonych w letargu 

pand,   a   potem   kupił   jej   zabawkę,   od   której   była   niewiele   większa.   Czuły,   troskliwy 

113

background image

mężczyzna, który gładził jej włosy i nazywał „swoim kochaniem”, zniknął bez śladu, a 

pozostał tylko spięty, napastliwy despota. Justin znów powrócił do świata polityki, gdzie 

obłuda i pozory miały największą wartość.

- Osądzasz mnie od chwili, w której dziś rano weszłam do biura! - zawołała zapalczywie. 

- A jeśli przestajesz mnie krytykować, to tylko po to, aby mnie dla odmiany całkowicie 

ignorować. Jesteś znowu tym pozbawionym uczuć tyranem, opętanym tylko jedną manią...

- To nieprawda! - zawołał. - Przecież wiesz, do diabła, jak bardzo...

- Wiem, że nie uda ci się zatrzymać mnie w biurze. Doprowadzę cię do szaleństwa albo 

ty pierwszy zrobisz to ze mną! Wychodzę, Justinie. Posada Brynn nie jest zagrożona i nie 

ma już pretekstu, dla którego mógłbyś mnie tu ściągnąć ponownie!

Stacey dziękowała Bogu, że dotąd nie powiedziała Justinowi o dziecku. W ciągu kilku 

ostatnich dni wiele razy miała ochotę na to. Chwilami czuła, że Justin jest jej tak bliski, że 

po prostu musi mu o wszystkim powiedzieć. Jednak przezornie nie zrobiła tego, znając 

jego oddanie polityce. I dobrze się stało!

- Stacey, nie wypuszczę cię stąd! - Justin chwycił ją za rękę i odciągnął od drzwi. - 

Kochanie, musimy o tym wszystkim porozmawiać. Nie chcę kłócić się z tobą. Ja...

- Puść mnie! - krzyknęła. - Nie mamy o czym rozmawiać.

- Stacey, proszę cię. Uspokój się - powiedział z rozpaczą. - Za chwilę zbiegną się tu 

wszyscy z biura!

- Będziesz mógł wtedy zająć się kimś innym. - Spróbowała się uwolnić. - To biuro, 

wszystkie te plany i zabiegi! Jesteś tutaj zupełnie innym człowiekiem, Justinie, i ja... my... 

- Ku własnemu ogromnemu przerażeniu zaczęła płakać.

„Cholera!” - pomyślała. Była taka pobudliwa. Zbyt pobudliwa. Znowu te hormony?

- Stacey, proszę cię, nie płacz! - Justin puścił jej rękę i zaczął niespokojnie chodzić po 

pokoju. Stacey domyśliła się, że musiała go zirytować. Zirytowała przecież nawet samą 

siebie. Przeciwnikiem znacznie łatwiejszym niż łzy jest gniew. Zawsze kpiła z głupich 

kobiet, które próbowały manipulować ludźmi za pomocą płaczu. Ona jednak teraz nie 

starała się manipulować Justinem, naprawdę cierpiała, czuła się zagubiona i przerażona.

- To się nie uda. - Zdesperowana usiłowała zetrzeć Izy z twarzy. Od samego początku 

wiedziała, że jej związek z Justinem nie ma przyszłości. Jednak przyznanie się do tej 

porażki sprawiało ból. - To się po prostu nie uda - powtórzyła szlochając.

114

background image

- Co się nie uda? Stacey, błagam, nie płacz. Przyznaję, że i zbyt ostro zaatakowałem cię 

w związku z tym przyjęciem, ale... - Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej staroświecką białą 

chustkę do nosa, którą wręczył Stacey.

- Kochanie, Olive Mayer jest rzeczywiście obłudną, wiecznie wszystkich krytykującą 

pedantką. I chociaż wiedziałem, że ciebie nie może dotyczyć ta... rozpusta, to jednak 

doprowadziło mnie do pasji, gdy wyobraziłam sobie, jak ta stara plotkara będzie o tym 

opowiadać każdemu, kto zechce słuchać. Oczywiście, nie omieszka dorzucić czegoś od 

siebie. Przyznaję, że zareagowałem zbyt gwałtownie, Stacey. - Przestał chodzić po pokoju 

i wyciągnął do niej rękę. - Poza tym, byłem zazdrosny jak diabli. Mayer powiedziała, że 

tańczyłaś z...

- Ona rzeczywiście potrafi zmyślać, Justinie - przerwała Stacey, nie zwracając uwagi na 

wyciągniętą rękę. - Ja z nikim nie tańczyłam. A ty nie zadałeś sobie trudu, żeby mnie o to 

zapytać? Po prostu oskarżyłeś mnie o najgorsze rzeczy i skoczyłeś do gardła tylko dlatego, 

że stoisz na straży sztucznego wizerunku rodziny Liptonów. Każda próba zniszczenia go 

jest dla ciebie równoznaczna ze zbrodnią wojenną!

- Przepraszam.  -  Stanął blisko  niej. Wystarczyło  zrobić  krok, by  znaleźć  się  w  jego 

ramionach, Stacey jednak nie drgnęła. Pozostała sztywna i niewzruszona. Justin westchnął 

ciężko.

- Byłem głupi, że dałem się sprowokować Olive Mayer. Nie powinienem tak ciebie 

zaatakować. Moim jedynym wytłumaczeniem może być to, że dzisiejszy dzień przerodził 

się   w   prawdziwe   piekło.   Nie   przychodziłem   tu   tylko   przez   dwa   dni,   a   po   powrocie 

zastałem biurko dosłownie zasypane papierami. Musiałem odpowiedzieć na co najmniej 

siedemdziesiąt pięć telefonów i... - Dotknął jej ciągle jeszcze mokrego policzka. - Nie 

chcę z tobą walczyć, Stacey. Nie chcę, żebyś przeze mnie płakała.

Stacey odwróciła się. Może rzeczywiście nie chciał, ale jednak zrobił to. Swoje myśli i 

całą energię podporządkował politycznym ambicjom i wszystko (i każdy!) było mniej 

ważne. Tak właśnie robił jej ojciec. Bradford Lipton nie był złym człowiekiem, nie chciał 

ranić rodziny, ale czynił to ciągle wskutek przeoczeń. Senator był niedostępny i wiecznie 

zajęty,   co   oddalało   go   od   bliskich   mu   osób   i   sprawiało,   że   stawał   się   nieczuły.   Jego 

rodzina   nie   była   przecież,   tak   jak   on,   pochłonięta   polityczną   karierą.   Justin   bardzo 

przypominał Stacey ojca.

115

background image

- Wracam do domu, Justinie. - Nie było już żadnego powodu, dla którego miałaby tutaj 

pozostać.

- Nie! - powiedział stanowczo, zasłaniając sobą drzwi. - Stacey, nie pozwolę ci...

W tym samym momencie zadzwonił telefon i dla Stacey był to najpiękniejszy dźwięk.

- Poczekaj! - powiedział Justin,  podnosząc  słuchawkę. W jego głosie, nawykłym  do 

wydawania rozkazów, teraz zabrzmiało błaganie i to zatrzymało Stacey w drzwiach.

- Co on zrobił? - Jego głos wybuchł jak dynamit. - Nie, senator nie ma tym razem nic do 

powiedzenia na ten temat. Wydamy oficjalne oświadczenie później. Nie, ja także tego nie 

skomentuję. Uważam, że komentarz w tym momencie byłby niewłaściwy.

Stacey rozpoznała ten wyraz twarzy i ton głosu. Zastanawiała się, cóż takiego mógł 

znowu zrobić któryś z jej braci?

Justin odłożył słuchawkę; był bardzo wzburzony.

- Co się stało? - zapytała Stacey. Ciekawość wzięła górę nad chęcią ucieczki.

- Wczoraj został opublikowany wywiad, jakiego udzielił twój brat Lucas studenckiej 

gazecie. - Justin poruszał nozdrzami. Naprawdę to robił! Stacey wcale by się nie zdziwiła, 

gdyby zobaczyła buchającą z nich przy każdym wydechu parę. - Dzisiaj natomiast kilka z 

jego złotych myśli pojawiło się w lokalnych gazetach w mieście i paru oszustów wysłało 

pewne wiadomości do agencji informacyjnych. - Justin wziął do ręki ołówek i złamał go 

na pół. - Jutro rano znajdą się one we wszystkich gazetach w kraju.

Oczy Stacey rozszerzyły się ze zdziwienia. Państwowe dzienniki poświęcone Lucasowi? 

To zabrzmiało złowieszczo.

- Co on takiego powiedział? - odważyła się zapytać.

- Och, niewiele. Kiedy zapytano go, co lubi robić, gdy nie gra w piłkę, odpowiedział, że 

lubi pić piwo, grać w bilard i - Justin poniósł głos - pocieszać odrzucone dziewczyny, 

chyba że sam wcześniej którąś odrzucił!

Stacey niemal usłyszała, jak Lucas mówi to tym swoim rubasznym tonem, zachowując 

się jak niegrzeczny chłopiec. Roześmiała się.

To był wielki błąd. Justin spojrzał na nią z wściekłością.

- To wcale nie jest zabawne! - zagrzmiał. - Czy zdajesz sobie sprawę, że jego wypowiedź 

ukaże   się   w   całej   prasie   krajowej?   Jest   to   ten   rodzaj   anegdoty,   którą   dziennikarze 

telewizyjni uwielbiają opowiadać na zakończenie swoich programów. Powszechnie sza-

116

background image

nowany senator, kultywujący stare obyczaje, popierający tradycyjną moralność, ma syna, 

który...

- Och, Justinie - przerwała mu Stacey. - Znowu przesadzasz. Przecież Lucas to jeszcze 

dzieciak. I w dodatku piłkarz. Jego wypowiedź na pewno nie zaszokuje. Jedynie tego 

wszyscy się po nim spodziewają. Nikt, do cholery, nie uwierzyłby, że jedyną rozrywką 

przystojnego, świetnie zbudowanego chłopaka jest opowiadanie bajek lub bawienie się 

kolejką elektryczną!

- A szkoda! - jęknął Justin. - Stacey, nie rozumiesz powagi sytuacji. Liberalna prasa jest 

wrogo   nastawiona   do   twojego   ojca.   Ich   ulubieńcem   jest   Whit   Chambers   i   wszystko, 

dosłownie   wszystko,   co   mogłoby   w   jakiś   sposób   zaszkodzić   Bradfordowi   Liptonowi, 

zostanie wyolbrzymione do monstrualnych rozmiarów. Z naszych statystyk wynika, że 

wystąpienia twojego ojca trafiają do ludzi, ale jest jeszcze żmudna walka z piraniami 

prasowymi. Nie minął jeszcze tydzień od zgłoszenia kandydatury i ostatnia rzecz, jakiej 

byśmy sobie teraz życzyli, to publiczne deklaracje Lucasa na temat upodobań, to znaczy 

picia piwa, grania w bilard i...

- Wykorzystywania dziewcząt - dokończyła za niego Stacey. Pomyślała, że Justin za 

bardzo   przejmuje   się   każdą,   najgłupszą   nawet   rzeczą.   Dzięki   temu   stał   się   niezwykle 

cennym pracownikiem, ale jednocześnie to właśnie mogło wywołać niebezpieczny wzrost 

ciśnienia, wrzody i diabli wiedzą, co jeszcze. Najważniejsze jest poczucie humoru, ono 

powinno   być   dla   życia   wentylem   bezpieczeństwa.   Stacey   uśmiechnęła   się   do   Justina, 

oczekując od niego takiej samej odpowiedzi.

Justin podniósł do góry ręce, bliski załamania.

- Mogłem spodziewać się, że taka historia rozbawi cię. - Zachmurzony ruszył w kierunku 

drzwi. - Sterne i Spence na pewno także będą skręcać się ze śmiechu. Czasami wydaje mi 

się, że cała wasza czwórka pracuje nad udoskonaleniem swoich dwuznacznych politycznie 

uwag. Często zastanawiam się, czy nie jesteście opłacani przez opozycję.

Ostatnie   słowa   Justin   wypowiedział   już   na   korytarzu.   Zwoływał   cały   personel,   aby 

wspólnie omówić popełnioną przez Lucasa gafę i opracować odpowiednie oświadczenie 

dla prasy, która zapewne już wkrótce podniesie wielki szum. Justin wyszedł, nie rzucając 

za siebie ani jednego spojrzenia.

Stacey postanowiła wrócić do domu, tutaj już nic jej nie trzymało. Zwłaszcza że widok 

117

background image

jednej   z   czterech   czarnych   owiec   rodziny   Liptonów   mógłby   w   tym   szczególnym 

momencie rozwścieczyć personel senatora.

Jadąc samochodem, czuła pogłębiającą się depresję.

To jasne, że idylla z Justinem skończyła się. Już nie byli sobie tak bliscy; przeciwnie, 

stali na dwóch przeciwległych krawędziach przepaści, jaką była polityka. Nie potrafili już 

porozumieć się.

W domu Stacey zrobiła sobie filiżankę herbaty i usiadła, mając nadzieję, że to ją uspokoi. 

Wszystko toczyło się tak szybko. W jej głowie panował zamęt, spotęgowany przez strach. 

Justin...  dziecko...  kampania...   Myśli  przebiegały   przez  głowę,  a   przed  oczami,   jak   w 

kalejdoskopie, przesuwały się różne obrazy. Co powinna teraz zrobić? Skąd ma się tego 

dowiedzieć?

Kiedy zadzwonił dzwonek u drzwi, Stacey pomyślała, że to Brynn zapomniała kluczy. 

Było trochę za wcześnie na powrót przyjaciółki, ale może udało jej się trafić po drodze 

tylko na zielone światła, co stanowiłoby niezwykle rzadkie zjawisko.

Stacey   była   przekonana,   że   to   Brynn.   Wobec   tego,   zapominając   o   zasadach 

bezpieczeństwa,   nie   spojrzała   w   wizjer.   I   nagle   znalazła   się   oko   w   oko   z...   Cordem 

Marshallem.   Jęknęła   w   duchu.   Marshall   był   prawdopodobnie   wściekły   z   powodu   jej 

rezygnacji z udziału w programie. Bez wątpienia pojawił się tutaj po to, by ją namówić na 

ten wywiad. Nie zamierzała zgodzić się i w myślach przygotowywała się do nadciągającej 

nieprzyjemnej sceny.

- Cześć, Stacey - powiedział Marshall z uśmiechem. - Cieszę się, że zastałem cię w 

domu.

Stacey spojrzała na niego z uwagą. Nic nie wskazywało na to, że jest wściekły, ale ten 

uśmiech wywoływał nieprzyjemny dreszcz. Marshall miał w sobie coś z rekina krążącego 

wokół nic nie podejrzewającej ofiary.

- Czego pan sobie życzy, panie Marshall? - zapytała, ciągle jeszcze trzymając go za 

drzwiami.

- Cord - poprawił ją łagodnie. - Przyszedłem, żeby omówić z tobą jutrzejszy program.

Stacey westchnęła.

- Jestem pewna, że otrzymał pan dziś rano wiadomość od Justina Marksa, odwołującą 

mój udział w tym programie, panie Mars... Cord.

118

background image

-   Nie   chcę   zdradzać   Marksowi   naszych   małych   sekretów,   Stacey.   -   Marshall   ciągle 

jeszcze uśmiechał się. - Jednak jeśli nie wystąpisz jutro, będę musiał powiedzieć mu o 

tym. - Dramatycznym gestem wydobył z fałdów swojego płaszcza pogniecione pudełko.

Stacey   westchnęła   ciężko   i   mocno   chwyciła   się   drzwi.   To   było   pudełko   po   teście 

ciążowym!

-   Cudownie!   -   zawołał   Marshall,   śmiejąc   się   radośnie.   -   Całkowicie   spontaniczna, 

niepohamowana reakcja! Podejrzewałem, że to należy do ciebie, gdyż obserwowałem cię 

podczas wystąpienia twego ojca. Niemal zemdlałaś. Jednakże trzeba było także wziąć pod 

uwagę   twoją   agresywną   współlokatorkę.   Teraz   rozwiałaś   wszelkie   moje   wątpliwości. 

Jesteś   w   ciąży!   I   nie   masz   męża,   z   którym   mogłabyś   podzielić   się   tą   wspaniałą 

wiadomością.

- Znalazłeś to pudełko w śmieciach! - zawołała Stacey. - Brynn wspominała, że widziała 

cię kilka dni temu węszącego koło naszego domu. Grzebałeś w śmieciach jak... jak szczur!

Marshall wzruszył ramionami.

- Ja to nazywam prowadzeniem śledztwa. Zdarza się, że czasami nic nie znajdę, ale 

znacznie częściej uda mi się natrafić na jakiś ukryty klejnot. Nie masz pojęcia, Stacey, co 

ludzie wyrzucają!

- Jesteś podły! Justin powiedział, że jesteś szczurem śmietnikowym. On wiedział, jakie 

chwyty potrafisz stosować, aby tylko dowiedzieć się interesujących, w twym przekonaniu, 

rzeczy.

- Natomiast nie wiedział, że jesteś w ciąży, co? - wtrącił Marshall. - Zaryzykowałbym 

stwierdzenie,   że   nikt   o   tym   nie   wiedział   oprócz   twojej   przyjaciółki,   tej   rudowłosej 

złośnicy. No i, oczywiście, mnie. A kto jest ojcem?

- To nie twój interes!

-   Spokojnie,   dziecinko!   Nie   zamierzam   wywierać   na   ciebie   nacisku.   -   Marshall 

uśmiechnął   się   ponownie,   a   Stacey   zapragnęła   zetrzeć   z   jego   twarzy   ten   wyraz 

zadowolenia, zetrzeć całą jego twarz! - Tak się składa, że darzę szacunkiem przyszłe 

matki. To chyba coś w rodzaju kompleksu Madonny. Nie zamierzam zdradzać sekretów. 

Chcę tylko, przy ich pomocy, poszantażować cię trochę.

- Och! - zawołała Stacey, czując, że kręci jej się w głowie. Ten człowiek po postu zabijał 

ją!

119

background image

- Uspokój się, skarbie. Nastroje matki bardzo silnie wpływają na dziecko. Wiesz przecież 

o tym. - Był na tyle bezczelny, by udawać zaniepokojenie. - Zobaczysz, jak łatwo jest 

sprostać moim wymaganiom. Wystąpisz tylko w moim programie, w piętnastominutowym 

bloku, a ja zapomnę o tym chłopaczku lub dziewuszce, którą nosisz pod sercem. Masz na 

to moje słowo honoru, Stacey.

- Twoje słowo honoru! Jesteś szantażystą, śmieciarzem i...

- Zostawmy te przezwiska, Stacey. Ograniczmy się tylko do interesów. Potrzebny jest mi 

ktoś, kto wypełni piętnaście minut mojego jutrzejszego programu jakąś budzącą ludzkie 

zainteresowanie  opowieścią.  Chciałbym,  żeby spodobała  się  zwłaszcza  żeńskiej  części 

mojej widowni. Córka kandydata na prezydenta świetnie się do tego nadaje. Obiecuję, 

Stacey, że ani słowem nie wspomnę o twojej... delikatnej sytuacji. Przysięgam na świętą 

pamięć mojej matki! Spójrz na to z innej strony. Przecież możesz w ten sposób pomóc 

ojcu.   Bądź   słodka,   zabawna,   błyśnij   wdziękiem!   Zdobędziesz   w   ten   sposób   mnóstwo 

głosów dla ojca.

- Nie mogę! - powiedziała zrozpaczona. - Justin stwierdził, że nie może być o tym mowy. 

Zabije mnie, jeśli wystąpię w tym programie.

- To łajdak! - prychnął Marshall. - Stacey, nie ma się czego bać. Porozmawiamy tylko o 

tym, o czym ty będziesz  chciała. Będziesz  na wizji przez niecałe piętnaście minut, z 

przerwami na reklamy.

- A co z córkami pozostałych kandydatów? - zapytała.

- Żadna z nich nie odważyła się nawet odpowiedzieć na mój telefon. To musisz być ty, 

Stacey.

Co ma zrobić? Stacey z trudem powstrzymywała się, żeby nie wołać o pomoc. Dobrze 

wiedziała, że wpadła w pułapkę.

- A jeśli odmówię?... - Chciała, żeby to on powiedział. I, oczywiście, zrobił to.

-   Wtedy   opowiem   na   antenie   o   twoim   mającym   się   urodzić   nieślubnym   dziecku. 

Obiecuję, Stacey.

To była groźba. Bardzo skuteczna groźba. Stacey, blada i milcząca, oparła się o drzwi.

- Bądź jutro w studiu o osiemnastej trzydzieści - powiedział Marshall. - Zaczynamy o 

dziewiętnastej i ty pójdziesz na pierwszy ogień. Do zobaczenia, Stacey! - Schodził po 

schodach, wesoło pogwizdując.

120

background image

- A co ty tutaj robisz? - Stacey usłyszała głos Brynn. Pogwizdywanie nagle urwało się. - 

Przecież  niedawno  ten   budynek   był  spryskiwany  płynem   przeciwgrzybicznym.  -  Głos 

Brynn był bardzo groźny.

- O... odłóż to! - Cord Marshall był bardzo zdenerwowany.

- Lepiej szybko zwiewaj, Marshall! - ostrzegła go Brynn. - Bardzo szybko.

Po całej klatce schodowej rozeszło się głośne echo, gdy Marshall zbiegał po schodach. 

Chwilę później w drzwiach pojawiła się Brynn, trzymając w ręku mały pojemnik z gazem 

łzawiącym. Spojrzała na twarz Stacey.

- Powinnam go wysadzić w powietrze! Co on tutaj robił, Stacey?

Stacey z wahaniem opowiedziała o groźbach Marshalla.

-  Nie   możesz   pozwolić,   by   cię   szantażował!   -  Brynn   była   oburzona.   -   Zadzwoń   do 

Justina i powiedz mu o wszystkim. Niech załatwi tę sprawę.

- Powiedzieć Justinowi? - zawołała przerażona Stacey. - Nie mogę tego zrobić, Brynn. 

Wolę wystąpić w programie Marshalla.

-   Stacey,   przecież   ty   i   Justin   nie   jesteście   już   wrogami.   Przecież   się   kochacie, 

zapomniałaś o tym?

Stacey   przypomniała   sobie   twarz   Justina,   taką,   jaką   widziała   ostatnio.   Wściekłą, 

zirytowaną, rozgoryczoną.

- Jestem pewna, że Justin ma inne zdanie na ten temat, Brynn.

- Po jednym dniu? - zapytała Brynn drwiąco. - To niemożliwe.

-  Ależ   tak,   Brynnie.   Podczas   tych   dwóch   dni,   kiedy   Justin   przestał   zajmować   się 

kampanią, wszystko układało się między nami wspaniale. Po prostu cudownie! Jednak 

skończyło się to dzisiaj, natychmiast po przekroczeniu progu biura. Nigdy nie uda nam się 

być   razem.   -   Stacey   przeciągnęła   ręką   po   włosach,   burząc   je   nieco.   -  Cord   Marshall 

obiecał, że nie wspomni o dziecku. Może to nie byłoby takie złe? Mogłabym zdobyć 

trochę punktów dla ojca. Może Justin w ogóle nie dowiedziałby się, że wystąpiłam w tym 

programie?

Brynn wzniosła oczy do nieba.

- Może książę Karol porzuciłby księżną Dianę i poślubiłby Tinę Turner? Hej, Stacey! 

Wróć na ziemię!

-   Nie   mogę   powiedzieć   o   tym   Justinowi!   -   lamentowała   Stacey.   -   Gdybyś   mogła 

121

background image

zobaczyć jego twarz, gdy usłyszał, co Lucas powiedział reporterowi...

- Coś na temat picia piwa, grania w bilard i... umawiania się z dziewczętami? - Brynn 

uśmiechnęła się wesoło. - Słyszałam w radiu, wracając z pracy. Spiker był taki zabawny, 

gdy cytował Lucasa!

A więc zaczęły już krążyć anegdoty. Stacey syknęła zirytowana.

- Tata nie znosi, gdy się na jego temat żartuje. Nie lubi tego bardziej niż krytyki własnej 

osoby. Będzie wściekły. A gdy ojciec się wścieka, Justin ma sądny dzień. Nie mam odwagi 

dobijać go w tym momencie!

Justin prawdopodobnie przestanie ją kochać po jutrzejszym programie. Lecz jeśli Stacey 

nie wystąpi, to Marshall opowie na ekranie o jej ciąży. Skoro szczeniackie wypowiedzi 

Lucasa   mogą   wpędzić   ojca   w   kłopoty,   co   dopiero   wiadomość   o   nieślubnym   dziecku 

Stacey? Zadrżała na samą myśl o tym. To zdecydowanie najgorszy dzień w jej życiu!

- Muszę tam pójść, Brynn.

- Chyba rzeczywiście nie masz wyboru - przyznała Brynn ponuro. - Nie musisz jednak 

sama walczyć z tym potworem. Pojadę jutro z tobą do studia i może rzeczywiście nie 

będzie tak źle.

Stacey zeszła z planu i ukryła twarz w dłoniach. Brynn, która czekała, stojąc poza linią 

dźwięku, objęła ją opiekuńczym gestem.

- To była klęska! - jęknęła Stacey. - Och, zawsze zachowuję się tak okropnie podczas 

udzielania wywiadów! Teraz już wiem, dlaczego Justin nigdy mi na to nie pozwalał!

- Nie było tak źle. - Brynn, jak zawsze, próbowała pozostać lojalna. - To znaczy, nie 

sądzę, aby twego ojca zachwyciła wypowiedź, iż lubi pływać nago, ale to jeszcze nie jest 

wielki skandal, Stace.

Nie   wiem,   dlaczego   to   powiedziałam.   -   Stacey   potrząsnęła   głową   przygnębiona.   - 

Marshall mówił coś o jakichś prezydentach pływających nago w basenie w Białym Domu 

i wtedy natychmiast pomyślałam...

- Marshall jest bardzo podstępny. Po prostu naprowadził cię na to - powiedziała oburzona 

Brynn.

- Kiedy zaczął mówić o ślubach w Białym Domu, wpadłam w panikę. Byłam pewna, że 

nawiązuje do... - Stacey odruchowo dotknęła swego brzucha. - Nie bardzo wiedziałam, co 

122

background image

mam odpowiedzieć.

- Wykorzystał cię ten skunks!

- W  końcu  opowiedziałam  mu,   jak  kiedyś   wpadłyśmy  razem   z  mamą   do   Sterne’a   i 

znalazłyśmy w łazience przywiązaną do kurków wanny jakąś blondynkę. - Stacey prawie 

zapiszczała. - Powiedziałam to przed kamerą!

Brynn skrzywiła się.

- Marshall zastawił na ciebie pułapkę. Próbował dać do zrozumienia, że twoja rodzina 

walczy ze Sternem, ponieważ jego styl życia jest dla was nie do przyjęcia. Ty tylko... 

wyjaśniłaś, dlaczego.

- Justin nigdy mi tego nie wybaczy - wyszeptała Stacey.

- Przynajmniej teraz jest dla wszystkich jasne, że w waszej rodzinie nie ma prawdziwych 

animozji.   To   było   piękne,   gdy   powiedziałaś,   że   wy,   Liptonowie,   akceptujecie   się 

nawzajem, bez względu na to, jak dziwaczne jest wasze zachowanie. Tylko szkoda, że 

Marshall natychmiast zapytał, jakie dziwactwa masz na myśli.

- Odpowiedziałam, że nie chcę mówić na ten temat. - Stacey przygryzła wargę. - To 

chyba nie była najlepsza odpowiedź.

- No cóż, spróbujmy znaleźć w tym wszystkim jakąś dobrą stronę - powiedziała Brynn 

pokrzepiająco. - Wywiad już się skończył, a Marshall nic nie wspomniał o dziecku.

-   Panie   Marshall!   -   Młody   sekretarz   planu,   wyglądający   na   bardzo   zmartwionego, 

pomachał ręką do Corda Marshalla, który nadal znajdował się na planie. Taśma filmowa 

była jeszcze wyświetlana, więc wstał bardzo cicho i dołączył do stojącej w bezpiecznej 

odległości grupki.

- O co chodzi, Joe? - zapytał. Mrugnął porozumiewawczo do Stacey i Brynn, ale żadna z 

nich nie zareagowała na tę zaczepkę.

- Pana garderoba. Wydobywa się z niej jakiś straszny zapach, wszedłem do środka, żeby 

to sprawdzić. To okropny smród. Taki, jakby coś gniło, rozkładało się albo jeszcze gorzej.

- Cholera! Chodźmy tam, Joe - powiedział Marshall i obydwaj wyszli ze studia.

- Uciekajmy stąd, Stacey - zaproponowała Brynn, a przygnębiona Stacey przytaknęła.

- Do diabła! - Wrzaski Corda Marshalla słychać było w całym studiu. Po chwili pojawił 

się, trzymając w ręku jakieś butelki. Jego twarz była niemal purpurowa z wściekłości. - 

Ktoś wylał w mojej garderobie pięć butelek oleju skunksa. Tak tam cuchnie, że nie można 

123

background image

wytrzymać!

-   Skunksowi   nie   powinno   to   przeszkadzać   -   powiedziała   Brynn   słodkim   głosem.   - 

Powiedziałabym, że teraz jest tam dla pana odpowiednie środowisko, panie Marshall.

Oczy Stacey rozszerzyły się ze zdziwienia.

- Brynn, czy ty...

Cord Marshall doszedł do tego samego wniosku.

- To ty zrobiłaś, ruda diablico! - szalał.

- Brynn - Stacey chwyciła ją za rękę - myślę, że czas już na nas.

Zaczęły biec korytarzem.

-   Jeszcze   cię   dostanę,   przyjaciółeczko!   -   Marshall   deptał   im   po   piętach.   -   Musimy 

wyrównać   rachunki!   Dużo   już   się   uzbierało.   Zobaczysz,   pożałujesz,   że   w   ogóle   się 

urodziłaś!

Zyskały trochę czasu, gdyż Marshall zaplątał się w kabel, który zgrabnie przeskoczyły. 

Upadł jak długi na podłogę, a one w tym czasie wybiegły z budynku.

- Brynn, skąd wzięłaś olej skunksa? - wysapała Stacey, gdy dopadły zaparkowanego w 

pobliżu BMW.

-   Dzwoniłam   do   wszystkich   oryginalnych   sklepów   w   Waszyngtonie,   aż   w   końcu 

znalazłam, chociaż najpierw pomyślałam o trutce na szczury. Stace, jesteś bezpieczna!

A jednak nie były, gdyż właśnie ze swego samochodu wychodził Justin Marks. Na jego 

twarzy malowała się wielka wściekłość. Zauważył Stacey i Brynn, zanim one zdążyły 

zauważyć jego.

- Stacey! - Jego głos spowodował, że obydwie zatrzymały się w miejscu. - Chodź tutaj, 

Stacey.   -   Justin   mówił   stanowczo   i   niezwykle   spokojnie.   Serce   Stacey,   wyczerpane 

wysiłkiem związanym z ucieczką, teraz zabiło jeszcze szybciej. - Nie każ mi iść po ciebie, 

Stacey. Ten zimny spokój przerażał ją bardziej niż wściekle wrzaski Corda Marshalla, 

które właśnie rozległy się ponownie.

- Jest tam! - Marshall wbiegł na parking; towarzyszył mu ten sam młody sekretarz planu 

oraz jakiś inny mężczyzna i kobieta.

- Ta ruda maniaczka! Łapcie ją! - wrzeszczał.

Stacey   i   Brynn   wymieniły   przerażone   spojrzenia   i   równocześnie   rzuciły   się   do 

samochodu. Wskoczyły do środka i zablokowały drzwi. Stacey zdążyła umieścić kluczyk 

124

background image

w   stacyjce,   gdy   przy   oknie   pojawił   się   Justin   Marks   i   prawie   w   tym   samym   czasie 

podbiegł do samochodu z drugiej strony Cord Marshall.

- I co teraz, Stacey? - zawołała Brynn.

Stacey   wrzuciła   wsteczny   bieg   i   nacisnęła   pedał   gazu.   Samochód   skoczył   do   tyłu, 

zostawiając zaskoczonego i wściekłego Justina i równie wzburzonego Corda Marshalla. 

Żadna z nich nie powiedziała ani słowa, dopóki nie zgubiły się w masie samochodów na 

autostradzie.

-   Przez   chwilę   myślałam,   że   gramy   główne   role   w   jakimś   horrorze   -   powiedziała 

wreszcie Brynn drżącym głosem. - Przy jednym oknie stała Godzilla, a przy drugim Bestia 

z Bagien. Byłaś wspaniała, Stacey - dodała zachwycona. - Jechałaś jak Mario Andretti na 

Indy 500.

Stacey nie odpowiedziała. Serce wreszcie uspokoiło się i mogła oddychać normalnie.

- Myślę, że będzie lepiej, jeśli nie wrócimy dziś na noc do domu, Brynn - powiedziała. - 

Odpada także dom moich rodziców.

- Trzymajmy się także z daleka od cieszącego się złą sławą mieszkania Sterne’a - dodała 

Brynn. - Mamy już wystarczająco dużo przeżyć, jak na jeden wieczór.

-  Pojedźmy   na   farmę   Spence’a   i   Patty   w   Fredericksburgu.   -  Stacey   zjechała   na   pas 

prowadzący do Wirginii. - To tylko czterdzieści minut jazdy, a nikomu nie przyjdzie do 

głowy, żeby nas tam szukać.

Stacey wiedziała, że ojciec i Justin trzymają się z daleka od Spence’a i Patty.

- Możemy u nich przesiedzieć do poniedziałku - dodała.

- A do tego czasu cała ta awantura przycichnie. - Brynn przełknęła głośno ślinę. - Mam 

taką nadzieję - dodała.

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Wydawało się, że nic nie jest w stanie zaskoczyć Spence’a i Patty Lipton. Kiedy Stacey i 

Brynn pojawiły się w ich domu tuż po dziewiątej wieczorem, zaprosili je do środka bez 

żadnych   pytań,   jakby   ich   obecność   tutaj   i   prośba   o   udzielenie   schronienia   były   naj-

normalniejszą w świecie sprawą.

Spence   oddał   im   do   dyspozycji   dodatkowy   pokój,   przylegający   do   sypialni   dzieci. 

Natomiast Patty przygotowała herbatę poziomkową i upieczony w domu chleb. Chociaż 

oboje nie zadawali żadnych pytań, Stacey czuła się zobowiązana do wyjaśnienia powodów 

125

background image

tej nie zapowiedzianej wizyty.

- Wystąpiłam dzisiaj wieczorem w programie Corda Marshalla - powiedziała, popijając 

herbatę.

- Och, rozumiem! - Spence uśmiechnął się szelmowsko. - I musisz teraz ukryć się, bo 

zrobiło się gorąco? Czy mamy spodziewać się, że Justin Marks zjawi się tutaj wkrótce z 

megafonem, brygadą antyterrorystyczną i gazem łzawiącym?

Brynn skrzywiła się.

- To jest bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę, cośmy dzisiaj przeżyły.

Na   zmianę   ze   Stacey   zaczęły   opowiadać   wydarzenia   dzisiejszego   wieczoru.   Patty   i 

Spence byli zachwyceni.

- Uważam jednak, że w twoim stanie, Stacey, nie powinno się tak biegać - zauważył 

Spence zatroskany. - Patty mówi, że ciąża w ogóle nie powinna ograniczać aktywności 

kobiety, ja jednak sądzę, że trzeba trochę zwolnić tempo, zwłaszcza w trzech pierwszych i 

trzech ostatnich miesiącach.

Kawałek chleba, który jadła Stacey, wypadł z ręki na podłogę. Brynn zakrztusiła się 

herbatą.

- Skąd... skąd wiesz? - zapytała Stacey, gdy Brynn już uspokoiła się i mogła wreszcie 

normalnie oddychać.

-   Podczas   wystąpienia   ojca   widzieliśmy   cię   po   raz   pierwszy   od   dłuższego   czasu   - 

powiedziała Patty spokojnie. - Spence zauważył, że zaszła w tobie jakaś zmiana. A kiedy 

niemal zemdlałaś - Patty wzruszyła ramionami - po prostu już wiedzieliśmy.

- Na kiedy masz termin porodu? Oczywiście, będzie to poród naturalny, nie ma innej 

możliwości. - Spence uśmiechnął się do Stacey. - Czy pomyślałaś o imieniu? Możemy 

pożyczyć ci świetną książkę o niezwykłych imionach. Aha, a kto jest ojcem?

- Och, Spencer! Ojcem jest Justin Marks! - Patty uśmiechnęła się pogodnie. Spence, 

nieprawdopodobnie   zaskoczony,   niemal   wypuścił   z   rąk   filiżankę.   Równie   zdumione 

Stacey i Brynn wlepiły wzrok w Patty.

-   Któż   inny   mógłby   nim   być?   -   powiedziała   Patty,   wzruszając   ramionami,   jakby   to 

wszystko wyjaśniało.

- To prawda - wyszeptała Stacey, przenosząc zdziwiony wzrok z Patty na Spence’a. - Ale 

on nic o tym nie wie.

126

background image

- Justin Marks! - Spence nie mógł tego pojąć. - Justin Marks?

-   Od   dawna   byli   w   sobie   zakochani   -   wyjaśniła   Patty.   -   To   było,   oczywiście,   ich 

przeznaczenie.   Musieli   jednak   poczekać,   aż   rządzące   ich   losem   planety   znajdą   się   w 

dogodnym położeniu.

- No tak! - przytaknął Spence, jakby to w końcu go przekonało.

Stacey i Brynn wymieniły spojrzenia.

- Czy byłaś już u lekarza, Stacey? - zapytała Spence.

Stacey potrząsnęła głową.

- Zamierzam pójść wkrótce, ale...

- Rozumiem - powiedziała Patty. - Wiem, jak zimni i obojętni potrafią być lekarze. - 

Poklepała Stacey po ramieniu. - Skoro już jesteś tutaj, musisz zobaczyć się z Kimberly. To 

położna, która przyjmowała nasze dzieci. - Twarz Patty rozjaśnił entuzjazm. - Ona jest 

wspaniała. Bardzo doświadczona, pełna ciepła i zrozumienia. Popiera porody w domu i...

- Położna Kimberly? - przerwała Brynn.

Spence przytaknął radośnie.

- Zadzwoń do niej jeszcze dzisiaj, Patty - powiedział. - Zamów na jutro wizytę dla 

Stacey.

-  Wspaniały   pomysł!   -   Patty   zerwała   się   i   podeszła   do   stojącego   w   kuchni   starego, 

czarnego telefonu.

- Ale... - zaczęła mówić Stacey.

- Możesz rodzić tutaj, Stace. - Spence uśmiechnął się szeroko. - Patty i ja będziemy 

pomagać Kimberly. Nie będziesz miała nic przeciwko temu, żeby dzieci przyglądały się 

narodzinom swego nowego kuzyna? To byłoby dla nich bardzo wzruszające i oświetlające 

ich duszę przeżycie!

Kimberly była szczupłą blondynką zbliżającą się do trzydziestki i zupełnie nie pasowała 

do   wyobraźni   Stacey   na   temat   wiejskich   akuszerek.   Jednak   oprawione   w   ramki 

świadectwo ukończenia szkoły pielęgniarskiej i dyplom położnej, które wisiały na ścianie 

gabinetu, zwiększyły nieco zaufanie Stacey.

Młoda położna udowodniła, że jest dokładnie taka, jak opisała ją Patty: doświadczona, 

przyjazna, wyrozumiała i ciepła. Przeprowadzała badanie z wielką znajomością rzeczy.

127

background image

-   Czy   masz   absolutną   pewność,   co   do   dnia,   w   którym   dziecko   zostało   poczęte?   - 

zapytała, gdy po skończonym badaniu usiadły w małym saloniku.

- Ależ tak! - odpowiedziała Stacey i wróciła myślami do tamtej gorącej sierpniowej nocy. 

- To był jedyny możliwy moment

Kimberly skinęła głową.

- W takim razie będziemy musiały dziś po południu zrobić USG w szpitalu. Stacey, twoja 

macica jest znacznie większa, niż powinna być w tym stadium.

- Co takiego? - zapytała Stacey, nie rozumiejąc, o czym mówi położna.

-   Stacey.   -   Kimberly   wzięła   jej   ręce   w   swoje   dłonie.   -   Musisz   przygotować   się,   że 

prawdopodobnie są to bliźnięta.

- Bliźnięta? - powtórzyła po raz setny Brynn, prowadząc samochód w drodze powrotnej 

do Waszyngtonu. Było późne niedzielne popołudnie. Stacey siedziała obok niej, niezdolna, 

żeby prowadzić, żeby myśleć logicznie, niezdolna do czegokolwiek.

- Bliźnięta! - mogła jedynie powtarzać za Brynn.

Do szpitala wybrali się całą grupą. Brynn, Spence, Patty, dziewczynki, Stacey i Kimberly 

tłoczyli   się   w   małym   pokoju,   w   którym   ultrasonogram   potwierdził   przypuszczenia 

Kimberly. To bliźnięta! Od tej chwili Stacey była w stanie dziwnego oszołomienia.

-   Stacey,   musisz   o   tym   powiedzieć   komuś!   -   Brynn   była   wyczerpana   nerwowo.   Od 

chwili, w której dowiedziała się o bliźniaczej ciąży, obgryzła osiem długich paznokci. - To 

znaczy, o tych bliźniakach. Ty... my same nie damy sobie dłużej z tym rady! Powiedz o 

tym przynajmniej matce, Stacey.

- Brynnie, matka  nigdy  tego nie  zrozumie. Znienawidzi mnie!  -  zawołała  udręczona 

Stacey.

- To samo mówiłaś, gdy będąc w szkole, poszłyśmy na wagary do kina i zostałyśmy 

złapane. Jednak kiedy powiedziałaś, ona to zrozumiała i nie znienawidziła cię, a nawet 

opowiedziała,   jak   sama,   będąc   uczennicą,   poszła   na   wagary   i   została   przyłapana.   Pa-

miętasz?

- Brynn, nie możemy porównywać dziecięcego wybryku z moją obecną sytuacją! Jako 

dorosła   kobieta,   matka   była   zawsze   doskonała   pod   każdym   względem,   zawsze 

zachowywała się odpowiednio. Ona tego nigdy nie zrozumie, Brynnie! Znienawidzi mnie!

128

background image

- Stacey. - Brynn obgryzła dziewiąty paznokieć. - Powiedz wszystko matce.

Stacey siedziała w pięknie urządzonym salonie w domu Liptonów. Ręce miała zaciśnięte 

w pięści, a oczy spuszczone. Brynn podrzuciła ją tutaj, a sama wróciła do mieszkania.

- Och, Stacey! - zawołała matka, gdy Stacey zdradziła tajemnicę. Przeszła przez pokój 

śliczna, wiotka i bardzo zmartwiona. - Moja biedna dziewczynka! - Usiadła obok Stacey 

na kanapie i wzięła jej ręce w dłonie. Stacey patrzyła na łzy płynące z jasnobrązowych 

oczu matki. - Moja biedna, mała Stacey. - Jej głos zadrżał. - Musisz być przerażona. Na 

pewno czujesz się taka samotna, taka zakłopotana, a także... winna.

Stacey poczuła, że coś ją dławi w gardle. Serce biło jak oszalałe.

- Tak - wyszeptała. - Tak się właśnie czuję, mamo.

- Wiem, kochanie. - Caroline ścisnęła rękę Stacey. - Widzisz, ja także przez to przeszłam. 

Okoliczności były nieco inne. Miałam wtedy dwadzieścia jeden lat i byłam w ciąży tylko z 

jednym   dzieckiem,   ale...   Nie   miałam   męża   i   przerażała   mnie   myśl,   że   muszę   o   tym 

powiedzieć moim rodzicom i ojcu dziecka. Doskonale wiem, co teraz czujesz, Stacey.

Stacey patrzyła na matkę z otwartymi ze zdziwienia ustami.

- Mamo! - wydusiła w końcu. - Ty?

Caroline przytuliła ją do siebie.

- Ty byłaś tym dzieckiem, a ten mężczyzna to twój ojciec.

Stacey   była   wstrząśnięta.   Jej   rozsądny,   konserwatywny   ojciec   i   zrównoważona, 

doskonała matka musieli się pobrać? Stacey potrząsnęła głową, jakby chciała pozbyć się 

tej myśli. To nie może być prawda! To jakiś dziwny sen, z którego zaraz się przebudzi.

-   Twój   ojciec   zachował   się   wspaniale,   gdy   w   końcu   zebrałam   się   na   odwagę   i 

powiedziałam mu o wszystkim. Nalegał, żebyśmy od razu się pobrali i tak też się stało. 

Udało nam się  jednak  antydatować  ślub  o kilka  miesięcy.  -  Caroline uśmiechnęła  się 

lekko. - Brad uważał, że to nie wypada, aby dziecko senatora urodziło się siedem miesięcy 

po   ślubie.   -   Matka   uśmiechnęła   się   teraz   szerzej.   -   Byliśmy   tacy   szczęśliwi,   Stacey. 

Jesteśmy doskonałym małżeństwem.

Stacey cofnęła się i spojrzała na nią z niedowierzaniem.

- Naprawdę?

- Ależ tak! - Caroline zaśmiała się. - Kochamy się tak samo, jak tej nocy, kiedy zostałaś 

129

background image

poczęta. Oczywiście, to był dla mnie ciężki okres, kiedy byliście mali, a ja musiałam 

siedzieć w domu. Jednak kiedy dorośliście, mogłam zacząć prowadzić bardziej aktywny 

tryb życia, nawet sama działać na rzecz kampanii. Nigdy nie byliśmy z ojcem szczęśliwsi, 

Stacey.

- Ty lubisz politykę - powiedziała Stacey wolno.

- Myślę, że kiepska ze mnie aktorka. - Policzki matki zaróżowiły się. - Jednak kocham 

wszystko,   co   jest   związane   z   polityką,   uwielbiam   tę   uwagę   skupioną   na   nas,   światła 

reflektorów, tłumy i podniecenie. Oszalałabym, gdybym musiała prowadzić monotonne 

życie   przy   boku   człowieka,   który   wykonuje   jakąś   głupią   robotę   od   dziewiątej   do 

siedemnastej.

Stacey słuchała przerażona. Wszystko, czego była pewna przez cale życie, waliło się w 

gruzy. Matka kochała związane z polityką życie. Jej małżeństwo nie wymagało żadnego 

poświęcenia; była z niego zupełnie zadowolona. Stacey cieszyła się szczęściem matki i 

świadomością, że nie narzucono jej trybu życia, którego by nienawidziła.

Zaraz   jednak   posmutniała,   gdy   zrozumiała,   jak   bardzo   obie   się   różnią.   Rozmowa   z 

Caroline w ogóle nie wpłynęła na poglądy Stacey. To, co matka uwielbiała w politycznym 

życiu, córka znienawidziła. Stacey pragnęła właśnie tego monotonnego życia z mężczyzną 

pracującym w normalnych godzinach; marzyła o tym, o czym z lekceważeniem mówiła 

matka.

Ujawnienie, kto jest ojcem dzieci było łatwe w porównaniu z przyznaniem się do ciąży. 

Caroline była zachwycona.

-   Justin   to   taki   poważny,   odpowiedzialny   człowiek.   Lojalny   i   pracowity.   Jak   to   się 

spodoba prasie. Szef kampanii wyborczej zostanie zięciem senatora!

Bradford   Lipton   przyjechał   do   domu   godzinę   później   i   żona,   na   prośbę   Stacey, 

powiedziała mu o wszystkim. Po pięciu minutach przyszedł do pokoju córki. Widać było, 

że jest zdenerwowany i zmieszany. Okazywanie uczuć nie było jego najmocniejszą stroną. 

Ten człowiek, który zachowywał zimną krew, występując przed tysiącami ludzi, stracił 

opanowanie, gdy przyszło mu stanąć twarzą w twarz z własną córką.

- Chcę, żebyś wiedziała, Stacey, że nie potępiam cię - wydusił z siebie, wbijając wzrok w 

dywan. - Kobieta... mężczyzna... - Zaczerwienił się. - Oboje z mamą rozumiemy to.

Stacey musiała się uśmiechnąć. W tym momencie żałowała, że ona i ojciec byli sobie tak 

130

background image

dalecy. Prawdopodobnie zawsze tak będzie. Bradford Lipton nie otwierał się nigdy i przed 

nikim, może tylko przed żoną.

- Dziękuję, tato - powiedziała cicho. Pomyślała, że ojciec jest dla niej taki dobry. Nie 

powiedział   ani   jednego   słowa   na   temat   ewentualnych   fatalnych   skutków,   jakie   może 

przynieść jego kampanii wyborczej cała ta historia.

- Cieszę się, że wyjdziesz za Justina, Stacey. - Głos senatora stał się cieplejszy, gdy 

zawołał   do   stojącej   na   dole   żony:   -   Caroline,   może   urządzimy   ślub   jutro?   Chyba   im 

szybciej, tym lepiej, co?

- Jutro? - powtórzyła Stacey blednąc.

- Świetnie, kochanie! - Caroline pojawiła się w drzwiach i uśmiechnęła się do męża. - 

Urządzimy małą, rodzinną uroczystość, tylko dla najbliższych. Oczywiście, zaprosimy 

Grace i Brynn. Zacznę przygotowania dzisiaj wieczorem.

Stacey poczuła, że ogarniają przerażenie.

- Słuchajcie - powiedziała. - Może będzie lepiej, jeśli najpierw porozmawiam o tym z 

Justinem.

Jej żołądek skurczył się ze strachu. Przecież Justin był na nią wściekły. Czy do tego 

stopnia, żeby ją znienawidzić? Ostatnio widzieli się w sobotę wieczorem, gdy niemalże 

przejechała go samochodem. A teraz rodzice planowali ich ślub bez jego wiedzy!

- Pani Lipton! - Z holu na parterze doszedł do nich głos Grace. - Przyszedł Justin Marks. 

Chce się widzieć z senatorem.

- Co za wyczucie! Prawda, Caroline? - Uśmiechnięty Bradford Lipton zaczął schodzić na 

dół. Za nim podążyła żona, jej twarz była rozpalona. Stacey nie była w stanie ruszyć się z 

miejsca. Pozostała w sypialni, wszystko jednak doskonale słyszała.

- Witamy w rodzinie, Justinie - zagrzmiał ojciec. - Zapewniam cię, ze ja i Caroline 

jesteśmy bardzo zadowoleni. 

Pani Lipton nie posiadała się z radości.

- Jesteśmy zachwyceni, Justinie. Zaplanowaliśmy ślub na jutrzejszy wieczór. Ty i Stacey 

nie musicie się o nic martwić. Będę szczęśliwa, jeśli pozwolicie mi wszystkim się zająć.

W końcu Stacey usłyszała głos oszołomionego Justina:

- Ślub?

- Stacey, kochanie! - zawołała matka melodyjnym głosem. - Justin jest tutaj!

131

background image

Stacey powoli schodziła po schodach. A więc tak właśnie czuli się żołnierze, lądując na 

wybrzeżach  Normandii  podczas  drugiej wojny  światowej? Zatrzymała się na  ostatnim 

stopniu i przyjrzała się stojącej na dole grupie - swojemu przystojnemu, pełnemu cha-

ryzmy  ojcu,  pięknej, promiennej matce i  Justinowi,  całkowicie  zaskoczonemu  i jakby 

przestraszonemu.

- A oto panna młoda! - zawołał ojciec, wyciągając rękę do córki. - Jestem pewien, że 

chcecie zostać sami. Macie na pewno dużo do omówienia.

Stacey i Justin przyglądali się sobie.

Pomyślała ponuro, że nawet podczas pierwszej randki nie była tak zakłopotana. Co, do 

licha, może teraz powiedzieć temu człowiekowi?

- Nie wybrałabyś się ze mną na przejażdżkę? - zapytał Justin pełnym napięcia głosem.

- Nie! - zawołała i spojrzała na rodziców. - Dziękuję, ale lepiej nie - dodała uprzejmie.

- Romantyczna przejażdżka po Rock Creek Park! - powiedział senator radośnie. - To mi 

coś przypomina, a tobie, Caroline? A więc ruszajcie, młodzi. Bawcie się dobrze!

Justin ścisnął ramię Stacey tak mocno, jakby założył mankiet do mierzenia ciśnienia. 

Wyprowadził   ją   z   domu,   nie   mówiąc   ani   słowa.   Stacey   zadrżała,   ale   nie   z   powodu 

wieczornego chłodu.

- Czyżby twoi rodzice sądzili, że przyjęłaś moje oświadczyny? - zapytał Justin, gdy 

wyjechali na ulicę. W jego głosie słychać było sztuczny spokój. - W jaki sposób doszli do 

tego wniosku?

„Powiedz mu! - coś krzyczało wewnątrz niej. - Powiedz, zanim będzie za późno!”

- Nie będziesz ze mną rozmawiać? - Jego głos był zimny i ostry. - Pojawiłem się w 

bardzo niedogodnym momencie? Nie spodziewałaś się, że ktoś przyłapie cię na kłamstwie 

tak szybko?

Stacey poruszyła ustami, nie mogąc jednak wydobyć głosu. Justin by na nią zły, tak 

strasznie zły!

- Odrzuciłaś moje oświadczyny - mówił dalej tak samo zimnym głosem. - Chciałaś mieć 

ze mną romans, pamiętasz?

Stacey zrozumiała, jak bardzo Justin czuje się urażony. Ogarnęła ją litość. Odrzucając 

jego propozycję, uraziła go i nawet tego nie zauważyła!

- Moja propozycja jest już nieaktualna. Romans, to wszystko, czego ode mnie chciałaś i 

132

background image

tylko to otrzymasz. Nie masz prawa kłamać i wykorzystywać mnie do tego, abym pomógł 

ci uwolnić się od rodziców. Jutro powiesz im prawdę, Stacey.

Prawda. Stacey ciężko westchnęła. Justin nie znał całej prawdy. Był urażony i zły. Sądził, 

że wykorzystała go, aby uniknąć konsekwencji związanych z wystąpieniem w programie 

Marshalla. Jak jednak powiedzieć całą prawdę teraz, kiedy jest taki zimny i zły?

-   Głęboko   oburzyły   mnie   twoje   metody   łagodzenia   gniewu   ojca   w   związku   z 

pojawieniem   się   w   tym   okropnym   programie.   Nie   powinnaś   była   mówić,   że   się 

pobieramy. To było tchórzliwe i podstępne! Poza tym, złośliwe - powiedział Justin.

- To nie było tak - odpowiedziała Stacey łagodnie. Rzuciła ukradkowe spojrzenie na 

zawziętą twarz. Do oczu napłynęły łzy. A więc nienawidzi jej! Naprawdę! Powiedział, że 

odwołuje   swoje   oświadczyny.   A   matka   przygotowuje   pieczołowicie   jutrzejszą   uro-

czystość!

Stacey delikatnie położyła swoje dłonie na brzuchu. Tam, w środku, rosło dwoje dzieci. 

To   były   dzieci   Justina.   Gdyby   mu   teraz   o   nich   powiedziała...   Na   pewno   w   poczuciu 

obowiązku   ożeniłby   się   z   nią,   chociaż   jej   nienawidzi.   Przypomniała   sobie   dni,   które 

spędzili razem w cudownej harmonii. Wtedy obietnica głębokiej i wiecznej miłości była 

faktem, a nie marzeniem. Teraz nie było już na to nadziei.

- Nie obawiaj się, Justinie - powiedziała przez ściśnięte gardło. - Nie pobierzemy się.

Justin zatrzymał samochód przed jej domem.

- Bądź tak uprzejma i poinformuj rodziców o tym. - Nawet na nią nie spojrzał. Patrzył 

prosto przed siebie, gdy Stacey szybko wychodziła z samochodu.

- Stacey, co się stało? - zawołała Brynn, zobaczywszy, jak Stacey wrzuca do walizki 

różne przypadkowe ubrania. - Co robisz? Dokąd się wybierasz?

- Zamieszkam ze Spencem i Patty. Będziemy żyć z dala  od świata. Kimberly może 

odebrać poród i... i moje małe kuzynki mogą przyglądać się temu, i...

- Dobry Boże! Ty chyba oszalałaś! Stacey, co powiedzieli rodzice? Wyparli się ciebie, 

czy co? Proszę, powiedz coś wreszcie!

- Spodziewają się, że jutro wieczorem poślubię Justina - odpowiedziała Stacey. - On 

natomiast nie chce się ze mną ożenić, on po prostu nie może na mnie patrzeć. Och, Brynn! 

Nic z tego nie będzie! Nasze... planety jednak nie są w sprzyjającym położeniu.

133

background image

- Och! - jęknęła Brynn.

- Muszę wyjechać z Waszyngtonu. - Stacey uścisnęła mocno Brynn. - Zadzwonię do 

ciebie, kiedy...

-   Stacey,   nie   pozwolę,   żebyś   sama   w   nocy   jechała   na   farmę.  W  takim   stanie!   Jeśli 

koniecznie chcesz jechać, to jadę z tobą.

- Przecież musisz być jutro w pracy, Brynn.

- Zadzwonię do biura i powiem, że wzięłam kilka dni urlopu. Stacey, nie mogłabyś tego 

jeszcze raz przemyśleć i porozmawiać z Justinem?

- Już rozmawialiśmy, Brynn. To beznadziejne. - Stacey powstrzymała Izy. Nie będzie 

znowu   płakać!   Musi   skierować   wszystkie   swoje   myśli   i   całą   energię   na   nowe   życie. 

Rozpaczanie nad tym, co może się zdarzyć, jest demoralizujące i bezcelowe.

Brynn wyciągnęła z szafy walizkę.

-   Mam   nadzieję,   że   Spence   nie   każe   nam   doić   swojej   krowy-diablicy   albo   łapać 

zadziornego koguta - powiedziała ponuro.

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Następnego dnia rano Stacey, Brynn i trzy córeczki Spence’a siedziały przy stole w 

kuchni i bawiły się ciastem z mąki i wody, zagniecionym wcześniej przez Patty.

- Nie, Auroro. Nie jedz tego. - Po raz piętnasty Stacey wyjęła kawałek ciasta z ust 

dwuletniego dziecka. - My tylko bawimy się. To ciasto do zabawy.

-   Ona   także   zjada   nasze   zapasy   -   powiedziała   Sunshine.   -   Popatrz,   ciociu,   jakiego 

zrobiłam kotka.

Stacey uśmiechnęła się.

- Jest wspaniały, Sunny - powiedziała.

- Kiedy wrócą rodzice? - zapytała trzyletnia Melody.

Patty i Spence pojechali godzinę temu do miasta na zakupy.

- Wkrótce - powiedziała Brynn i przechyliła głowę. - Prawdę mówiąc, właśnie słyszę 

nadjeżdżający samochód. 

Dzieci wybiegły z kuchni, piszcząc radośnie.

- To nie rodzice - dobiegł z podwórka rozczarowany głos Sunny. - To Justin Marks.

- Stacey, tylko spokojnie - powiedziała szybko Brynn, ale było już za późno. Stacey 

chwyciła wiszący na haku gruby, wełniany sweter Patty i rzuciła się do kuchennych drzwi. 

134

background image

Po piętnastu minutach Justin znalazł ją na strychu stodoły.

- Zejdziesz sama na dół, czy też ja mam wejść do ciebie na górę? - zapytał cicho, stając 

obok drewnianej drabiny i zadzierając do góry głowę.

- Ani jedno, ani drugie. - zawołała. - Odejdź stąd!

Justin postawił nogę na najniższym szczeblu.

- Dobrze, ale najpierw wygłoszę przemówienie, które powtarzałem przez całą drogę - 

powiedział.

- Nie chcę tego słuchać. Nie znoszę przemówień!

- Wiem. - Zaczął wspinać się po drabinie, powoli i z uporem. - Zadzwoniłem do ciebie 

pół godziny po naszym rozstaniu. Ponieważ nikt nie odbierał telefonu, przyjechałem do 

was i przekonałem się, że nikogo nie ma w domu. Jeden z waszych sąsiadów widział, jak 

wychodziłyście z walizkami.

Stacey nie mogła już dłużej znieść tej niepewności.

- Jak dowiedziałeś się, że jestem tutaj? Skąd y się tutaj wziąłeś. - Było jej niedobrze ze 

zdenerwowania. - Czy wiesz już?... - wyszeptała.

Doszedł do połowy drabiny i jego twarz znajdowała się teraz na  wysokości wzroku 

Stacey.

- Patty zadzwoniła do mnie dziś rano - powiedział. - Zaczęła coś mówić o wywierających 

wpływ domach, znakach i planetach. - Roześmiał się cicho. - Nic z tego nie rozumiałem, 

ale to nic nowego. Rzadko zdarza się, że wiem, o czym mówi Patty.

Justin wdrapał się zręcznie na strych i usiadł obok Stacey na sianie. Rzuciła mu szybkie 

spojrzenie. Miał na sobie brązowe sztruksy, białą koszulę i nowy niebieski sweter. Gdy 

zorientowała się, że Justin patrzy na nią, natychmiast odwróciła wzrok.

Nieśmiało wyciągnął rękę, żeby dotknąć jasnej perkalowej sukienki. Było to jedno z 

ciążowych ubrań Patty.

- Ładnie wyglądasz - powiedział wzruszony.

Stacey zadrżała.

- Justinie, czy Patty powiedziała ci, że jestem...?

- Ty mi to powiedz, Stacey - odparł.

Wzięła głęboki oddech. A więc nareszcie miało to nastąpić!

- Jestem w ciąży. - Słowa te wymknęły się, zanim Stacey zdążyła pomyśleć. - To będą 

135

background image

bliźnięta. Ta sierpniowa noc...

Justin wyciągnął rękę. Stacey dostrzegła w jego oczach współczucie i troskę. Odsunęła 

się, przesuwając w głąb strychu.

- Nie chcę litości, Justinie - powiedziała. - Nie potrzebuję jej i nie oczekuję, że ożenisz 

się ze mną. Mogę...

- Stacey, oczywiście, że ożenię się z tobą - wtrącił Justin.

- Nie! - zawołała Stacey, ciągle odsuwając się od niego. - Przecież nie chcesz tego. 

Wycofałeś swoje oświadczyny i ja... ja nie mam o to pretensji. Nie moglibyśmy znieść 

siebie i obydwoje dobrze o tym wiemy.

Justin skoczył tak szybko i zwinnie jak kot. Nagle Stacey zorientowała się, że leży na 

sianie, a Justin przygniata ją swoim ciałem. Przytrzymał jej ręce nad głową; palce splotły 

się ze sobą.

- Stacey - powiedział cicho, patrząc w jej jasnobrązowe oczy. - Och, moja kochana.

- Nie, Justinie - błagała, gdy jego usta musnęły jej wargi. - Proszę, nie!

Nie mogła myśleć, gdy patrzył na nią w taki sposób, gdy jej dotykał. A przecież musi 

zachować teraz jasność umysłu. Musi!

-   Stacey,   wróciłem   wtedy,   aby   jeszcze   raz   prosić   cię   o   rękę.   -  Obsypywał   jej   szyję 

gorącymi   pocałunkami.   -   Chciałem   powiedzieć,   że   nie   obchodzi   mnie,   dlaczego 

powiedziałaś   rodzicom,   że   wyjdziesz   za   mnie.   Chcę,   żebyś   została   moją   żoną,   bez 

względu  na  wszystko.  To  moja  głupia  duma  spowodowała,  że  tak  ostro  napadłem  na 

ciebie. Bardzo szybko zrozumiałem, że duma nie jest ważna, skoro przez nią mam utracić 

ciebie.

-   Justinie,   ja   wtedy   w   ogóle   nie   rozmawiałam   z   rodzicami   na   temat   tragicznego 

wystąpienia w programie Marshalla - wtrąciła Stacey. - Nic im także nie mówiłam o 

poślubieniu   ciebie.   Kiedy   przyznałam   się   mamie,   że   jestem   w   ciąży,   ona   doszła   do 

wniosku, że... zaczęli z ojcem snuć plany...

- I słusznie, kochanie - przerwał Justin. - Zanim przyjechałem tutaj, rozmawiałem z twoją 

matką. Ślub jest w dalszym ciągu zaplanowany na dzisiejszy wieczór.

- Nie! Nie możemy się pobrać! - Stacey poruszyła się pod nim niespokojnie.

- Stacey, nie możemy n i e pobrać się - poprawił ją Justin i uciszył długim, spokojnym 

pocałunkiem. Była już bardzo bliska poddania się, gdy Justin podniósł głowę.

136

background image

- Weźmiemy ślub, kochanie - powiedział.

- Justinie, wiem, że próbujesz zachować się odpowiednio honorowo, ale... - udało jej się 

powiedzieć.

- Stacey, nie chcę ożenić się z tobą dlatego, że jestem honorowy, czy też dlatego, że 

uważam   to   za   mój   obowiązek.   Chcę   tego,   ponieważ   cię   kocham.   Po   raz   pierwszy 

poprosiłem cię o rękę, nie wiedząc jeszcze o naszych dzieciach. - Jego twarz oświetlił 

nagle jakiś wewnętrzny blask. - Kiedy Patty powiedziała mi o bliźniętach, byłem prawie 

nieprzytomny ze szczęścia. Mieć własne dzieci, których matką w dodatku będziesz ty! To 

spełnienie najpiękniejszych marzeń.

Justin przesunął się i położył obok niej, ale w dalszym ciągu trzymał jej ręce nad głową.

- Wtedy dotarło do mnie, że po prostu nie mogłaś powiedzieć mi o dziecku... o dzieciach. 

Byłem przecież taki nieprzystępny. Stacey, to boli jak diabli. Chcę, żebyś wiedziała, jak 

bardzo   jesteś   mi   bliska,   chcę,   żebyś   miała   do   mnie   zaufanie   i   mogła   mi   mówić   o 

wszystkim.

- Nie chodziło tylko o ciebie, Justinie - powiedziała Stacey łagodnie. Poczuła niemal 

fizyczny  ból,  widząc  bardzo  nieszczęśliwe  ciemne  oczy.  - Ja   także  odegrałam  w  tym 

pewną rolę. Byłam przestraszona, czułam się winna i... - uśmiechnęła się smutno. - Po 

prostu stchórzyłam.

Justin uwolnił jedną rękę i dotknął palcami jej ust, rysując ich kontur.

- Stacey, nie winie cię za to, że nie chciałaś poślubić tego politycznego robota, który był 

szefem personelu twojego ojca. Dużo myślałem nad tym, co zaszło między nami w piątek 

w biurze. Przez dwa dni nie rozstawaliśmy się ze sobą ani na moment. Wszystko zaczęło 

się   psuć   w   chwili,   gdy   powróciłem   do   swojej   roli   szefa   kampanii   i   asystenta 

administracyjnego. Dlatego dzisiaj rano zrezygnowałem z obydwu tych stanowisk, Stacey. 

O godzinie dziesiątej rano przestałem być politykiem - oznajmił.

- Co takiego? - Chciała usiąść, ale Justin nie pozwolił na to. Patrzył w oczy Stacey z taką 

uwagą, że aż zakręciło jej się w głowie.

- Justinie, mówisz poważnie? To... niemożliwe - przerwała, wpatrując się w niego w 

osłupieniu.

- Miałaś  rację. - Wziął jej  twarz w  ręce.  Jego  oczy  były  bardzo poważne.  - To nie 

mogłoby   nam   się   udać.   Byłbym   zbyt   zajęty   pracą,   zbyt   pochłonięty   prowadzeniem 

137

background image

kampanii, a ty byłabyś zbyt nieszczęśliwa w politycznym małżeństwie, jakiego nigdy nie 

chciałaś.   Nie   zniósłbym,   Stacey,   żeby   moja   żona   czuła   się   nieszczęśliwa.   Za   długo 

czekałem na własny dom i rodzinę, żeby teraz wybrać coś innego niż solidne, trwałe 

małżeństwo. Pobierzemy się, Stacey, i teraz nam się to uda - zapewnił Justin. - W końcu 

dokonamy tego.

Stanowczość Justina zrobiła na niej wielkie wrażenie. W jego wypowiedzi widoczna była 

żelazna   konsekwencja,   dzięki   której   osiągnął   znaczące   sukcesy   w   ciągu   ostatnich 

dziesięciu lat. Justin Marks nigdy nie przegrywał.

- Zrezygnowałeś?... - szepnęła. - Przecież nie mogę prosić cię o to!

- I wcale nie prosiłaś - odpowiedział cicho. - Sam postanowiłem, że muszę to zrobić i 

zrobiłem. Kocham cię, Stacey. Już od tak dawna cię kocham. Nie mogę ryzykować, że 

utracę ciebie i moje dzieci. Twoje szczęście jest dla mnie sprawą najważniejszą.

- A co z twoim szczęściem? - zawołała Stacey. Po prostu nie mogła tego wszystkiego 

pojąć.   Jak   Justin   mógł   porzucić   pracę,   która   stanowiła   sens   jego   życia?   Jest   takim 

dumnym i ambitnym człowiekiem, obdarzonym niezwykłą energią i talentem. - Ty nie 

możesz zrezygnować z polityki! Przecież żyjesz tym, oddychasz tym i kochasz to!

Justyn wzruszył ramionami.

- Ale ciebie kocham bardziej - odpowiedział. - Dzięki temu, że mieszkałaś ze mną przez 

ostatnie kilka dni, zrozumiałem, czym może być szczęście. Żyjąc z kimś pod jednym 

dachem, można opiekować się sobą, śmiać się razem i kochać. Będę najszczęśliwszym 

człowiekiem, jeśli pozwolisz mi budować z tobą życie, kochać cię i czynić szczęśliwą.

-   Justinie,   ale   co   będziesz   robił?   Jesteś   niezwykle   zdolnym   człowiekiem,   musisz 

pracować! - powiedziała Stacey.

- Nie martw się, kochanie. Nie zostaniesz obarczona bezrobotnym mężem. - Uśmiechnął 

się, a w niej zamarło na chwilę serce. Chyba całe wieki minęły od chwili, gdy po raz 

ostatni widziała jego uśmiech.

- Wspomniałem ci, że kiedyś interesowało mnie nauczanie ekonomii na uniwersytecie. 

Jednak najpierw porwał mnie świat handlu w Nowym Jorku, a potem życie polityczne 

Waszyngtonu.   Mimo   to   w   dalszym   ciągu   utrzymywałem   kontakty   z   kręgami   aka-

demickimi.   Co   więcej,   w   ciągu   ostatnich   dziesięciu   lat   spotkałem   wielu   innych 

wpływowych ekonomistów. Dzisiaj rano, gdy zrezygnowałem z pracy u twojego ojca, 

138

background image

wykonałem   kilka   telefonów.   Stacey,   czy   chciałabyś   mieszkać   w   Cambridge,   w   stanie 

Massachusetts? - zapytał. - Zaproponowano mi tam posadę w Harvard Business School. 

Mógłbym zacząć w czerwcu, na początku letniej sesji. Mielibyśmy dużo czasu dla siebie, 

zanim urodzą się dzieci.

- Mówisz serio, Justinie? - Stacey znowu płakała. Wyglądało na to, że nic innego ostatnio 

nie robiła. - Och, Justinie, nie mogę na to pozwolić. Rezygnujesz dla mnie ze wszystkiego 

i nie podoba mi się to! Co będzie, jeśli tata wygra wybory? Nie chcę, żebyś miał do mnie 

pretensję znienawidził mnie za to, że z mojego powodu nie możesz w tym uczestniczyć!

- Czy wyszłabyś za mnie, gdybym w dalszym ciągu pracował z twoim ojcem? - zapytał 

Justin. - Czy będziesz żyła w Waszyngtonie i pilnowała ogniska domowego, podczas gdy 

ja   będę   zajęty   przez   dwadzieścia   cztery   godziny   na   dobę   prowadzeniem   kampanii 

wyborczej? Czy będziesz sama wychowywała nasze dzieci, jeśli ja poświęcę cały czas i 

wszystkie siły karierze politycznej?

- Tak! - zawołała Stacey. W końcu udało jej się uwolnić ręce z uchwytu Justina i mogła 

go objąć za szyję. - Tak, Justinie - powtórzyła. - Dlatego, że kocham cię i chcę, żebyś był 

szczęśliwy.

-   Stacey.   -   Justin   objął   ją   mocno   i   pocałował   z   ogromną   czułością.   -   Sprawiłaś   mi 

ogromną przyjemność swymi słowami, ponieważ wiem, ile cię to kosztowało. To było 

bardzo miłe, szlachetne i wspaniałomyślne, ale niepotrzebne. - Przytulił ją do siebie i ła-

godnie pogładził po głowie. - Trzydzieści dziewięć lat czekałem, aby mieć dom i móc 

założyć   rodzinę,   teraz   zamierzam   całkowicie   poświęcić   się   żonie   i   dzieciom.   Jeśli   w 

dalszym ciągu mam zajmować się polityką, to nie będę mógł być ani takim mężem, ani 

takim ojcem, jakim zawsze chciałem zostać. Tak więc... - zawiesił głos. - Uważam, że 

moja kariera polityczna należy do przeszłości.

Stacey patrzyła na niego z miłością i strachem jednocześnie.

- W ten właśnie sposób zrezygnowałeś z picia kawy - powiedziała. - To twoja metoda - 

wszystko albo nic. Justinie, nie pozwolę, żebyś się tak poświęcał...

- To nie jest poświęcenie, Stacey - przerwał łagodnie. - Zawsze potrafiłem poznać to, co 

było   dla   mnie   dobre   i  nie   bałem   się   wprowadzania   zmian   w   życiu,   aby   to   osiągnąć. 

Popatrz   tylko,   co   zdobędę:   żonę,   dwoje   dzieci,   dom,   nową   i   interesującą   pracę   w 

normalnych godzinach. - Jego oczy zabłysły. - To będzie paca, w której będę mógł nosić 

139

background image

swetry i mokasyny zamiast szarych garniturów i czarnych pantofli.

Stacey przytuliła się mocniej do niego.

- Czy jesteś pewien, że tego chcesz? - zapytała.

- Nigdy w swoim życiu nie byłem niczego bardziej pewny - powiedział, a ona objęła go.

- Czy mój ojciec bardzo się zdenerwował, gdy powiedziałeś, że odchodzisz? - zapytała. 

Potrafiła wyobrazić sobie całą tę, wywołującą w niej dreszcz strachu, scenę.

- Kochanie, jest mnóstwo młodych ludzi tak samo zdolnych jak ja, mających podobne 

polityczne ambicje, intuicję i spryt. Kilku takich już teraz znajdziesz w zespole ojca, a nie 

ma   żadnych   trudności   z   pozyskaniem   nowych.   Zapewniam   cię,   że   nie   jestem 

niezastąpiony.

- Ależ oczywiście, że tak - wyszeptała. - Dla mnie jesteś niezastąpiony.

Justin nie zamierzał opowiadać o tym, co się działo dziś rano w biurze. Chciał ją przed 

tym ochronić, zaoszczędzić przykrości kochanej kobiecie.

-   Czy   wyjdziesz   za   mnie,   Stacey?   -   zapytał.   -   Jeszcze   dziś   wieczorem.  A  potem 

wyjedziemy gdzieś, tylko we dwoje.

- Tak. - Stacey patrzyła na niego z miłością. - Zgadzam się na wszystko, Justinie - 

zawołała   radośnie.   Optymizm   dodawał   jej   pewności   siebie.   -   Och,   będziemy   tacy 

szczęśliwi!   Będziemy   najwspanialszym   małżeństwem,   będziemy   mieć   najwspanialszy 

dom i najwspanialsze dzieci.

Całował ją namiętnie. Obejmując się mocno, zapadli w ciepłe, słodko pachnące siano.

EPILOG

Delegaci ze stanu Wisconsin oświadczyli, że są dumni, iż mogą oddać swoje głosy na 

senatora   Liptona.   Były   to   głosy,   których   senator   potrzebował,   aby   zapewnić   sobie 

prezydencką nominację. W ogromnym centrum wyborczym wybuchło prawdziwe piekło, 

gdy zwolennicy Liptona zaczęli gwizdać, krzyczeć z radości, dąć w trąbki i tańczyć, aby 

uczcić zwycięstwo ich kandydata. Sprawozdawca telewizyjny poinformował widzów, że 

senator i jego żona oglądają wybory w apartamencie hotelowym i pojawią się w centrum 

wyborczym najdalej za godzinę.

Stacey i Justin, siedząc w wygodnym salonie w swoim domu w Cambridge, również 

oglądali telewizyjną relację. Justin trzymał na kolanach Amandę, ssącą poważnie swój 

140

background image

smoczek, a Stacey tuliła w ramionach Allison, która, zmęczona całym tym podnieceniem, 

w końcu zasnęła. Bliźniaczki, podobne do siebie jak dwie krople wody, urodziły się w 

bostońskim szpitalu trzy miesiące temu.

- To bardzo ważna noc w twoim życiu, Mandy - zwrócił się Justin do dziecka, które 

patrzyło   na   niego   z   taką   uwagą,   jakby   próbowało   zrozumieć   słowa.   -   Niezbyt   często 

zdarza się, żeby małe dziewczynki mogły przyglądać się, jak ich dziadek zdobywa nomi-

nację prezydencką.

Wielkie ciemne oczy Amandy zaczęły się zamykać. Justin zachichotał.

- W ogóle się tym nie przejmuje - powiedział. - A na Alli wywarło to jeszcze mniejsze 

wrażenie.

Stacey   oderwała   wzrok   od   ekranu   telewizora   i   spojrzała   na   męża.   Uśmiechnęła   się, 

widząc śpiące w jego ramionach dziecko. Justin był bardzo oddany córkom od dnia ich 

narodzin. Był nawet pierwszą osobą, która wzięła je na ręce na sali porodowej. Obecny 

rozkład zajęć pozwalał mu spędzać wieczory oraz wszystkie soboty i niedziele w domu. 

Czasami zdarzało się, że miał także trochę wolnego czasu w ciągu dnia.

Stacey i Justin byli ze sobą niesłychanie szczęśliwi, jednak teraz, oglądając w telewizji to 

podniecające   wydarzenie,   słysząc   jak   sprawozdawca   woła:   „Historia   dokonała   się!”, 

Stacey zastanawiała się, czy to wszystko nie sprawia mężowi bólu, czy nie żałuje, że 

porzucił politykę.

- Justinie - zapytała. - Czy teraz, gdy tata zwyciężył, nie jest ci przykro, że jesteś tu, 

zamiast tam razem z całym zespołem cieszyć się ze zwycięstwa?

- Czekałem na to pytanie przez cały wieczór. - Justin przełożył Amandę na lewą rękę, a 

prawą przygarnął do siebie Stacey. - Odpowiem uczciwie, Stacey. - Spojrzała na niego z 

uwagą. - Nie, kochanie, nie żałuję. Kiedy podejmuję jakąś decyzję, nie oglądam się już za 

siebie. Nie zamieniłbym tego, co teraz mamy, na szaleństwo kampanii wyborczej. Nawet 

gdybym już wtedy, w listopadzie, wiedział, że mamy zapewnioną wygraną.

Stacey z ulgą oparła się o Justina, kładąc głowę na jego ramieniu.

- Miałam nadzieję, że tak właśnie odpowiesz. Chyba po prostu chciałam usłyszeć te 

słowa - powiedziała. Nagle pochyliła się do przodu, żeby lepiej widzieć ekran telewizyjny. 

- Och, spójrz, Justinie! Kamera pokazuje całą rodzinę! Nawet Brynn tam jest Tak się 

cieszę, że mama ją zaprosiła. Są także Sterne, Spence i Patty z dziećmi.

141

background image

- Dlaczego dzieci ubrane są w stroje plażowe? - zastanowił się głośno Justin. - I co, na 

Boga, one jedzą? Kim jest ta blondynka z dużym biustem, uwieszona na ramieniu twego 

brata? Ta w bardzo kusej bluzeczce, szortach i w butach na wysokich obcasach?

- Wkrótce cała Ameryka będzie zadawać te pytania - róże śmiała się Stacey. - Biedny 

Freddie Rhodes! Czy jako jego poprzednik, potrafisz sobie wyobrazić, co teraz przeżywa?

- Za  żadne skarby świata nie chciałbym być w jego skórze - odpowiedział szczerze 

Justin.

- Zastanawiam się, dlaczego wnuczki senatora mają na sobie plażowe stroje? - rozległ się 

głos sprawozdawcy telewizyjnego. Interesuje mnie również, co takiego niezwykłego one 

jedzą?

- Nie znamy również towarzyszki Sterne’a Liptona - dod. drugi sprawozdawca oschłym 

tonem. I nic dziwnego, bo Stern i owa blondynka całowali się namiętnie, zapominając o 

milionach patrzących na nich widzów.

Justin i Stacey spojrzeli na siebie i roześmieli się. Trzymając dzieci na rękach, usadowili 

się wygodnie na kanapie i czekali, aż senator i jego żona ukażą się na ekranie.

142


Document Outline