background image

 

 

1

Robert Stiller - Czarna czy Biała Magia?  

Artykuł z "Mojego świata"  

Jeśli ktoś zastanawia się nad znaczeniem obiegowego zwrotu: Czarna i Biała Magia, najczęściej dochodzi do wniosku, 
że czarna to ta, której celem jest wyrządzenie szkody, a biała wyróżnia się przez to, że pomaga. Ale czy jest to 
naprawdę aż tak proste ? 

W początkowym okresie już odnoszące przewagę chrześcijaństwo uznało wszelką magię, nie mieszczącą się w 
rytuałach kościelnych, za przejaw Czarnej Sztuki, złej i diabelskiej. W następnych stuleciach to zajadłe 
przeciwstawienie trochę się zatarło i wyłoniły się pewne konwencje, choć nigdy całkiem  ścisłe i jednoznaczne, w 
charakterze jakby rozejmu pomiędzy stanowiskiem Kościoła, potępiającym wszelką magię (prócz własnej i nie 
określanej tym wyrazem) jako taką, a przymykaniem oczu na niektóre jej formy: tak zrodziło się pojęcie Białej Magii. 
Duży wpływ na to rozróżnienie wywarły dociekania magiczne w Hiszpanii arabskiej, powołujące się (często zbyt 
naiwnie i pochopnie, ale czasami może i nie całkiem bez racji) na tradycje hebrajskie i jeszcze dawniejsze, wiodące się 
aż z Babilonu. Podział magii na białą i czarną zyskał sobie oficjalne uznanie Kościoła, co nie przeszkadza, że w 
konkretnych przypadkach rozróżnienie to pozostawało często niejasne i kontrowersyjne.  

Trzy główne formy działań magicznych doczekały się jednak akceptacji pod nazwą Białej Magii.  

Primo: te, w których formuły i obrzędy przerobione zostały na modłę chrześcijańską, zwłaszcza w ten sposób, że 
odwoływano się w nich do Boga w imię Jezusa Chrystusa i obficie wtrącano aluzje do Nowego Testamentu.  

Secundo: zachowujące dawniejszą frazeologię hebrajską, imiona i skróty w rodzaju Agla i tetragramatonu, pentagram 
nie zastąpiony przez krzyż itd. Formy te podtrzymywali zapewne żydowscy nekromanci, lecz tolerowano je (mimo że 
nie spełniały warunków poprzedniego punktu), gdy nie popadały w głębszy konflikt ze stanowiskiem Kościoła i miały 
tzw. dobro na celu.  

Tertio: zabiegi nie odwołujące się wprost do mocy Bożej, tylko polegające na właściwościach przedmiotów i 
substancji; określane jako magia naturalna. Zaliczały się do nich: alchemia, wróżby, czytanie z kuli kryształowej itd. 
Niektóre z nich ewoluowały stopniowo w kierunku prawdziwych lub rzekomych nauk, co nie przeszkadza, że do 
niedawno Kościół atakował je gwałtownie pod nazwą spirytyzmu lub okultyzmu; że potępienia te rozciągano nie tylko 
na astrologię czy chiromancję, ale i na badania w dziedzinie hipnozy i telepatii.  

Poza nawiasem choćby i takiej akceptacji zostało wszystko, co Kościół już od początku tego konfliktu ideologicznego 
napiętnował i potępił pod nazwą Czarnej Magii. Jej wspólny mianownik to zwłaszcza kontaktowanie się z demonami, 
bez względu na to, czy uważanymi za takie od dawna, czy będące starymi i czcigodnymi bóstwami, przez Kościół 
dopiero przemianowanymi na diabłów.  

Przy okazji zaś  włączono do tego bezlitosne zwalczanie z jednej strony kultów dianicznych (które opisuje Margaret 
Murray) i wszelkiego czarostwa, a z drugiej strony Żydów i judaizmu. Podstawowy chwyt tej kampanii propagandowej 
(a ciągnęła się ona przez stulecia z budzącymi grozę skutkami, należącymi do najpotworniejszych i najbardziej 
haniebnych zbrodni w dziejach człowieczeństwa) polegał na wmawianym w kółko (i gdzieniegdzie do dziś 
pokutującym) utożsamieniu spraw najzupełniej różnych: pogaństwa i kultów pierwotnych, diabła, czarów i czarownic, 
herezji, bluźnierstwa, sprośności oraz żydostwa.  

Robiono to między innymi przez perfidne mieszanie i przenoszenie nazw, co innego znaczących.  

Nadano więc zgromadzeniu czarownic nazwę żydowskiego święta: sabat. I przyjęło się! Próbowano też nazwać miejsca 
tych spotkań, takie jak Łysa Góra, synagogą: ale to się jakoś nie przyjęło. Mimo długotrwałych wysiłków, aby w opinii 
publicznej utożsamić  Żyda z diabłem, udało się to tylko częściowo: i nawet w Białej Magii trzeba było tolerować 
pozostałości hebrajskie.  

Czarna Magia dzieli się z grubsza na dwie kategorie. Pierwsza wiąże się ściśle z chrześcijańskim wyobrażeniem diabła i 
polega na sprzedawaniu mu swej nieśmiertelnej duszy w zamian za określone korzyści materialne. Co roztropniejsi 
zadawali wprawdzie od wieków pytanie: kto mający odrobinę rozsądku (i pilnujący własnej korzyści) zgodziłby się 
zapłacić wiecznością tortur za trochę złota lub kilka lat przyjemności ? Na to odpowiadano, że pakt z diabłem (jeśli Bóg 
ma go uznać za wiążący) musi zawierać paragraf, dający człowiekowi szansę uniknięcia kary piekielnej: a już jego 
sprawa, czy potrafi z tej szansy skorzystać. Diabeł za to, dla wyrównanej gry, miał prawo zostawić na osobie 
paktującego swój znak, jakieś piętno czy skazę, które mogły w krytycznej chwili wykręcenie się od tej zapłaty utrudnić.  

Druga kategoria Czarnej Magii (poważniejsza i bliższa wyobrażeń arabskich, żydowskich czy nawet babilońskich) 
traktuje demony (zawsze mniej potężne od Boga i podległe mu) jako coś na kształt upersonifikowanych żywiołów czy 
sił natury, przed którymi trzeba się zabezpieczyć i znać je, po czym można nimi kierować na swój użytek. Zły czy 
dobry ? To zależy, jak ze wszystkimi siłami, głównie od samego operatora. Jeśli zna on właściwe Słowa czy Imiona 
Potęgi, może tymi demonami posługiwać się i kierować, choćby wbrew ich woli i w sposób niezależny od ich własnej 
natury.  

background image

 

 

2

Również do Czarnej Magii zaliczano wszystko, co wyrządza szkodę lub cierpienie, okalecza i niszczy. Gdyż do takich 
działań nie dałaby się  użyć siła Boska, której zapożyczanie dla własnych lecz godziwych celów traktowano jako 
zasadniczy wyróżnik Białej Magii.  

Tu jednak od razu nasuwa się spostrzeżenie,  że to, czy cel i samo działanie są dobre, czy złe, zależy od punktu 
widzenia. W którym momencie (jeśli występuje się w słusznej sprawie i przeciwko złu) staje się  złem działanie na 
niekorzyść wroga ? Również i czary dla pozyskania miłości uznać można za coś najlepszego pod słońcem, albo za ruję, 
sprośność i porubstwo, zależnie od podejścia! Już choćby z tej prostej przyczyny widać, jak sztuczne jest rozróżnianie 
Czarnej i Białej Magii, nie mające większego sensu poza tym, jaki upatruje w nim chrześcijaństwo: a raczej ten czy 
inny jego autorytet lub instytucja.  

Nie mieści się również w tym podziale bardzo popularna niegdyś magia w stylu arabskim, posługująca się  dżinami, 
które bywają czasem dobre lub złe, ale na ogół (podobnie jak ludzie) nie do końca i raczej dwuznacznie.  

Można jeszcze spojrzeć  na  to  rozróżnienie z punktu widzenia księgi rytuałów i zaklęć. Podręczniki takie zwane są 
grimuarami, w sztucznej łacinie grimorium (a naprawdę z francuskiego grimoire, stare przekręcenie słowa grammaire
czyli gramatyka). Rzadko wydawane i nadzwyczaj trudno dostępne, większości amatorów znane są tylko ze słyszenia, a 
ich podstawowe, największym rozgłosem cieszące się teksty istnieją głównie jako rękopisy, starannie przechowywane 
w takich miejscach jak Bibliotheque Nationale w Paryżu i British Museum w Londynie. Na ogół nie wydano ich do 
dzisiaj, lub wydano tylko w niezbyt użytecznych fragmentach czy opracowaniach.  

Z jednej strony duże zbieżności między nimi, z drugiej zaś istotne różnice między wariantami tegoż dzieła utrwalonymi 
w rozmaitych rękopisach lub wydaniach, pozwalają się domyślać, że wszystkie korzystały w większym lub mniejszym 
stopniu z tych samych źródeł. Czy wiodących się  aż od czasów biblijnych albo jeszcze dawniejszych, z Babilonu, 
Asyrii czy Chaldei ? Wielu badaczy i praktyków magii tak uważa.  

Ksiąg takich jest więcej, ale cztery czy pięć należy wymienić jako podstawowy kanon tego gatunku.  

Najstarsza z nich to Klucz Salomona, przypisywany biblijnemu władcy, słynącemu w tradycji żydowskiej i arabskiej 
jako największy z magów. Dziełko to zachowało się w XVI-wiecznej kopii łacińskiego przekładu z nieznanej wersji 
hebrajskiej, a jego autentyzm i starożytność są dyskusyjne.  

Uzupełnia je w istotny sposób Lemegeton, zwany też Małym kluczem Salomona.  

Jeszcze mniej można polegać na autentyczności drugiego uzupełnienia, znanego jako Testament Salomona. Jego 
rękopisy greckie istnieją podobno w paru greckich klasztorach, a przekłady niemiecki, angielski i rosyjski ukazały się 
pod koniec XIX wieku. Jest to głównie wyliczenie duchów.  

Nie byle jaki zamęt wynika stąd, że pod tym samym tytułem Klucz Salomona albo podobnymi wydawano też, głównie 
w celach spekulacyjnych, inne publikacje, nie mające z nim wiele wspólnego. To samo zresztą dotyczy XIX-wiecznych 
falsyfikatów obficie produkowanych pod kłamliwymi tytułami Grimorium Honoriusza lub Tajemnice Alberta 
Wielkiego, o których mówię poniżej.  

Największą bodaj sławą i powagą cieszy się Grimorium verum, czyli prawdziwe, jakoby przełożone z hebrajskiego na 
francuski, wydane rzekomo w 1517 roku, choć może to być data zmyślona w celach asekuracyjnych. Następne wydanie 
francuskie i dwa bardziej kompletne włoskie pochodzą z XIX wieku, a wszystkie zaliczają się do białych kruków, 
niezwykle rzadkich i kosztownych. Księga ta, otaczana zabobonną grozą przez Kościół, uważana bywa za dzieło 
szatana. Do jej zalet należy przeznaczenie dla adeptów nic nie umiejących, toteż każda czynność wyjaśniona jest może 
niezbyt szczegółowo, ale od samego początku. Układ Grimorium prawdziwego stał się wzorem dla większości tych 
podręczników: omawia się kolejno procedury oczyszczające, przygotowania, sporządzanie kręgu magicznego, 
talizmanów i różnych przyborów do wywoływania, następnie następnie podane są wzory tekstów do wypisywania i 
zaklęć do wygłaszania, przebieg czynności magicznych i praktyki na różne okazje. Nie brak też wyliczenia duchó w 
oraz ich właściwości, chociaż Lemegeton i niektóre z późniejszych grimuarów przynoszą więcej informacji pod tym 
względem, jak i na temat obliczania właściwego czasu itd.  

Wiele nieporozumień nagromadziło się wokół Grimorium Honoriusza Wielkiego, które ukazało się w Rzymie 1760 
roku, chyba przełożone z łaciny.  

Pogląd, jakoby dzieło to napisał w XIII wieku papież Honoriusz III, odrzucany jest przez wielu autorów katolickich 
jako fałsz i potwarz. Jednakże lektura samego tekstu nie skłania do aż takiej pewności.  

Rozpoczyna go (nie wiadomo czy autentyczna, lecz całkiem sensownie brzmiąca) bulla papieska, w której Honoriusz 
III jakoby stwierdza, że przekazuje tę wiedzę księżom, aby wiedzieli, jak radzić sobie z diabłami. Szczególny nacisk 
położony jest na niezwykle trudną i długotrwałą procedurę oczyszczenia, w dalszym ciągu zaś rytuały, teksty 
błogosławieństw i zaklęć oraz kręgi magiczne i pentakle są tak pełne motywów niemal wyłącznie chrześcijańskich, że 
trudno sobie wyobrazić, aby to nie kapłan adresował do użytku innych kapłanów.  

Mniej stanowczo zaprzecza się autorstwu równie głośnego i częściej wydawanego dzieła  Tajemnice Alberta 
Wielkiego
. Filozof, teolog i przyrodnik z XIII wieku, dominikanin Albert hrabia von Bollstädt, zwany Albert Magnus, 

background image

 

 

3

biskup Regensburga i nauczyciel św. Tomasza z Akwinu, położył olbrzymie zasługi dla rozwoju myśli i nauki 
europejskiej. Przypisywane mu Tajemnice należą do klasycznych podręczników magii.  

Ale której z dwóch wymienionych? 

Większa część jego dzieła traktuje o magicznych właściwościach kamieni, roślin i zwierząt; opisuje różne zjawiska w 
kontekście magicznym; skupia się na wyliczeniach czasu i relacji astrologicznych. Czy jest to w ogóle grimuar? 

Powaga i nie kwestionowana religijność Alberta Wielkiego sprawiły, że wszystko co się na nim opiera, zaliczane bywa 
tym samym do Białej Magii. Natomiast użytkownicy grimuarów prawdziwego i Honoriusza kwalifikują się niemal 
automatycznie do potępianych przez Kościół adeptów Czarnej Magii.  

Pośród wątpliwych i nie zawsze jasnych rozróżnień możliwe jest i takie. Oczywiście tym dobitniej podkreśla to 
umowny charakter całego podziału. 

background image

 

 

4

Robert Stiller - Szczypta wiedzy o diabłach  

artykuł z "Mojego świata"  

Z wywoływanych demonów większość daje się wykorzystać do spraw dobrych lub złych, zależnie od intencji czarodzieja. Niektóre z 
nich jednak predysponowane są głównie do działań korzystnych i nawet życzliwych człowiekowi, inne zaś do wyrządzania szkód, a 
każdy ma swój zakres działalności.  

Wszystkie jednak uważa się za strąconych aniołów (choć niektóre faktycznie wywodzą się z Bliskiego Wschodu, Azji lub Afryki, z 
wierzeń i praktyk wcale nie chrześcijańskich) i mimo lepszych albo gorszych skłonności wszystkie są tak groźne,  że lepiej nie 
ryzykować prób kontaktowania się z nimi bez odpowiednich zabezpieczeń.  

Jakie to środki zabezpieczające?  

Należy do nich krąg magiczny, przybory osobiste czarodzieja, talizmany, rytuał i komplet zaklęć. Dopiero mając to wszystko 
dokonuje się oczyszczenia; oblicza się sprzyjający dzień i godzinę; wybiera się demony odpowiednie do swych zamiarów; i można 
przystąpić do wywoływania czy to ich samych, czy najpierw ich książąt i pośredników, ażeby ci wspomogli wywołującego w 
kontakcie z innymi duchami.  

Wedle Grimorium prawdziwego  są trzej książęta piekielni: Lucyfer, który rządzi Europą i Azją, Belzebub władający w Afryce i 
Astarot w Ameryce. Pomocnikami pierwszego są Agalierap i Satanachia, drugiego Tarchimach i Fleruty, trzeciego Sagatana i 
Nesbirot. Jako pośrednicy w ich wywoływaniu przydatni bywają też Singambut i Aabidandes. Niezależny od nich wszystkich książę 
Syrach ma pod sobą 18 ważniejszych demonów. Wymienia się jeszcze kilkadziesiąt innych, w tym nie więcej niż kilkanaście 
znaczących.  

Nasuwa się refleksja, że w razie powszechności praktyk magicznych byłyby one strasznie zapracowane.  

Imiona ich nie pokrywają się w różnych księgach, a nieraz i w jednej, co wynika między innymi z przekręceń i błędów. Niektóre 
jednak powtarzają się w różnych źródłach.  

Pojawiają się ludziom w różnych postaciach, każdy w odpowiedniej dla swego charakteru i funkcji, mimo że nie są to ich własne 
postacie, gdyż jako duchy nie mają substancji ani kształtu. Lucyfer zwykł się ukazywać jako piękny młodzieniec, nie mający w sobie 
nic okropnego, tylko w gniewie robi się czerwony. Za to potworne kształty przybiera Belzebub, najczęściej kształt olbrzymiej krowy 
lub kozła z długim ogonem, a rozgniewany zionie ogniem. Astarot zjawia się jako człowiek o czarnej skórze, według Lemegetonu zaś 
na smoku i z wężem w ręku.  

Spotyka się też pogląd, że prawdziwe imiona duchów nie są znane, tylko te, którymi one same kazały się przywoływać: podawane nie 
zawsze w jednakowej formie poszczególnym rozmówcom, zależne też od ich kraju i języka. Nie będzie więc błędu, gdy na przykład u 
nas francuskie imię demona zostanie spolszczone.  

Do najbardziej miarodajnych zalicza się wykaz 72 duchów zawarty w Lemegetonie i stąd przejmowany do wielu grimuarów. Z nich 
18 to królowie, 26 to książęta, 18 ma tytuł markiza, 12 prezydentów i 5 grafów. Te ostatnie godności pojawiły się, rzecz jasna, 
dopiero w stylizacji europejskiej.  

Oto niektóre z tych demonów.  

AGARES ukazuje się jako mędrzec na krokodylu, niosący jastrzębia. Wzywa się go twarzą do wschodu, którym włada. Umie 
zatrzymywać (zwłaszcza w ucieczce) i sprowadza zbiegów. Na żądanie degraduje ważne osobistości do nędznego stanu, darzy 
znajomością języków i powoduje trzęsienia ziemi.  

AMON przybywa jako wilk z głową albo ogonem węża i trzeba go najpierw poprosić, aby wziął postać ludzką. Wtedy też zostaje mu 
coś ze zwierzęcia, na przykład olbrzymia ptasia głowa na ramionach. Bardzo ważny i potężny, godzi wrogów, pobudza miłość, 
wyjawia fakty dokonane i przyszłość.  

ANDRAS wjeżdża na wilku jako anioł o głowie kruka, z mieczem w dłoni, wyłącznie niszczycielski i gotów przy byle okazji 
uśmiercić samego zaklinacza.  

ASMODEUSZ (znany też jako Samael i Sydoneusz) przybywa z włócznią na smoku i ma trzy głowy: baranią, byczą i ludzką. Trzeba 
go przywoływać z odkrytą czołobitnie głową i lepiej stać w jego obecności. Uczy matematyki i wykonywania różnych przedmiotów, 
odkrywa skarby i rzeczy ukryte, daje niewidzialność i odpowiada na pytania. Lubi skłócać małżeństwa. Wsławił go w XVIII wieku 
Lesage powieścią "Kulawy diabeł".  

BELET zjawia się niechętnie i z diabelską orkiestrą, przeważnie wściekły i trzeba się nieźle namęczyć, aby zagonić go do trójkąta, 
przy czym różdżka powinna wskazywać na południowy wschód, a twarz lepiej sobie zasłaniać lewą dłonią ze srebrnym pierścieniem 
na  środkowym palcu. Jedyna jego funkcja to wzbudzanie miłości: zastanawiano się, czy w tym celu warto zaczynać z tak 
niebezpiecznym i opornym duchem, skoro tym samym zajmuje się (choć nie wyłącznie) także 12 innych.  

DANTALIAN ma wiele twarzy męskich oraz kobiecych i książkę w ręku. Darzy znajomością nauk i sztuk, ukazuje ludzi i skryte ich 
myśli, a także kieruje nimi wbrew życzeniu i bez ich wiedzy.  

background image

 

 

5

FENIKS ma przyjemny wygląd ptaka i głos dziecka, uczy 
literatury i poezji, na ogół  życzliwy i posłuszny, choć niektórzy 
twierdzą, że nie wolno mu ufać.  
 
FLAUROS ukazuje się jako lampart, a potem w ludzkiej postaci 
też budzi lęk. Wzywa się go, żeby chronił przed innymi duchami. 
Znajdując się poza trójkątem z reguły kłamie. Zna wszystkie 
czasy, a wrogów zaklinacza niszczy na jego życzenie ogniem.  
 
FORKAS (lub Foras, natomiast Furkas wydaje się być kimś 
innym) wygląda całkiem po ludzku. Uczy logiki, magicznych 
właściwości kamieni i roślin, czyni mądrym, dowcipnym i 
niewidzialnym, pokazuje skarby i pomaga w odnalezieniu zguby.  
 
GAMYGYN w postaci konia lub osła sprowadza na przesłuchanie 
dusze zmarłych, toteż wywołują go nekromanci.  
 
GOMORY to jedyny duch w postaci kobiety, pięknej, w złotej 
koronie. Zapewnia wywoływaczowi miłość kobiet i dziewcząt, 
zna wszystkie czasy i potrafi wskazać ukryte złoto.  
 
HALPAS ma postać gołąbka i jest wobec tego wojowniczy, 
niszczycielski, skłonny do karania grzeszników.  
 
MURMUR jest równocześnie księciem i grafem, ubrany w 
koronę siedzi na gryfie, a odzywa się szorstko i chrapliwie. 
Przybywa z dwoma heroldami i fanfarą na trąbkach, w stroju 
rycerskim. Jego główna funkcja to uczyć filozofii, ale sprowadza 
także dusze zmarłych i zmusza je, aby prawdziwie odpowiadały 
na pytania. Uważany za niecałkiem złego, ma w przyszłości 
odzyskać godność anielską, z której został strącony.  
 
VEPAR lub Separ ma zwodniczą postać syreny i rządzi morzem, 
powodując sztormy i zatapiając, a także sprawia złudzenie, 
jakbyśmy widzieli okręty na morzu.  
 
ZAGAN przybywa jako skrzydlaty byk i specjalizując się w 
alchemii najchętniej zamienia płyny: na przykład wodę w wino 
lub wino w krew itd. Leczy z braku poczucia humoru.  
 
Z innych mają szczególnie interesujące postacie Amy jako 
płomień,  Baal jako mężczyzna z głową kota lub ropuchy, a 
Haborym lub Aini z trzema głowami: węża, człowieka i kota, 
dosiadający  żmiji, dalej Andrealf jako paw i Buer jako 
rozgwiazda. Co się zaś tyczy funkcji, Raum i Szax kradną i 
dostarczają magikowi pieniądze,  Vine ujawnia mu innych 
czarowników płci obojga, Procel czyli Pucel udaje grzmot i szum 
deszczu,  Sytry zmusza kobiety do pokazywania się nago. Kaim 
uczy rozumieć głosy zwierzęce i szum fal, Amduskias przewraca 
drzewa i każe grać niewidocznej orkiestrze, Gaap czyli Goap 
odbiera członków rodziny innym czarownikom i zasila nimi 

swojego, a Bifrons go zaopatruje w trupy do praktyk magicznych.  

Każdy z demonów ma swój symbol, wyrażony w piśmie magicznym. Jest on konieczny w rytuale wywoływania.  

Obok podajemy symbole wszystkich wymienionych tu diabłów, choć nie informujemy na razie, jak ich używać. 

Odłożymy też na kiedy indziej wzór kreślonego na ziemi trójkąta, w którym ustawia się demona do pertraktacji.  

Całkiem odrębnymi symbolami o przeznaczeniu rytualnym są pentakle, przeznaczone do wypisywania na talizmanach, które 
czarodziej nosi przy sobie dla ochrony i dla spotęgowania swej władzy. Wśród innych są również pentakle odnoszące się do 
poszczególnych demonów, choć nie będące ich magicznie zapisanym imieniem czy herbem. Oto jako przykład pentakle dla trzech 
omówionych już książąt piekielnych. 
 

background image

 

 

6

Szaty rytualne też odpowiadać muszą pewnym warunkom. Klucz Salomona przewiduje dla czarodzieja biały płaszcz z płótna 
lnianego, a jeszcze lepiej z jedwabiu, które uprzędła i utkała dziewica. Na piersi wyhaftować należy czerwonym jedwabiem, 
poświęconą igłą, następujące znaki:  

 

 

A oto znaki na również białym obuwiu. 

 

Wyposażenie na tym się nie kończy. Pod niektórymi względami zachodzą nawet 
podobieństwa między ekwipunkiem wywołujących diabły a wyposażeniem 
osobistym czarownicy. Nie należy jednak ich zbytnio utożsamiać, mimo że formy 
te i obrzędy mogły się niekiedy rozwijać równolegle i krzyżować w ciągu tak 
wielu stuleci, a narzucana przez chrześcijaństwo identyfikacja diabłów i starych 
bóstw też mogła się do tego przyczynić.  

Oto przykład uniwersalnego zaklęcia, którym poświęca się igły, pióra czy inne 
przybory służące do wyżej opisanych rytuałów:  

Athanatos Sapientissime artises qui sohovo servi tuo dedestint 
justus fabricar artiffia qui adusan taberculi debetant in servi et a 
santificerit alus rebus hic presentibus pater virtutem et efficacian 
ad mehe operanti seheter, en servant et sicti frecur. Tautos, 
Tautajon Barachepi, Gedita, Igeon, Amen.  

W przeciwieństwie do takich zaklinaczy, posługujących się niby językiem 
tajemnym, czarownica użyłaby raczej formuł w języku miejscowym i jak 
najbardziej zrozumiałym.  

Zresztą niektóre z grimuarów zalecają to samo.  

W powyższej zaś formule tu i ówdzie można coś zrozumieć, ale w sumie jest to 
zlepek słów przeważnie  łacińskich, niekiedy greckich lub hebrajskich, 
przekręconych czasem nie do poznania i niezbyt układających się w sensowne 
zdania.  

Uważa się to również za celowe, choć bardziej prawdopodobne jest, że tego 
rodzaju teksty, często w grimuarach, wynikły raczej z przypadku i z nieuctwa 
powtarzających.  

Równie często bowiem spotykamy całkiem zrozumiałe zaklęcia w języku choćby i 
polskim.  

Zdają się tu więc rządzić podobne reguły jak w omawianych wyżej imionach 
diabłów.  

Zaklęć i szczegółowych przepisów na ich wywoływanie na razie nie podam, a 
przed improwizowaniem na własną  rękę należy z góry przestrzec. Może jednak 
wrócimy do tej sprawy, jeśli okaże się,  że te fragmentaryczne informacje, które 
wyżej podano, wzbudziły dość poważne i rozległe zainteresowanie. 

background image

 

 

7

Robert Stiller - Wstęp do magicznego kręgu 

artykuł z "Mojego świata" 

Kto już zdecydował się przystąpić do wywołania demonów i wziąć na siebie ryzyko, jakie może z tego wynikać, musi przede 
wszystkim rozważyć to przedsięwzięcie sam ze sobą, nie zdając się na nikogo.  

Magia to sprawa osobna i tylko dla ludzi samotnych: nie w ogóle, ale takich, którzy w krytycznej chwili potrafią być sami; na nikogo 
nie przerzucać swych kłopotów i odpowiedzialności za następstwa; wiedzieć,  że cokolwiek z tego wyniknie, będą musieli znieść i 
uporać się z tym o własnych siłach. Zagrożenie i strach nie dadzą się na ogół z nikim podzielić. Nie można też liczyć na żadną pomoc.  

Kto nie czuje się wystarczająco silny i spokojny, ażeby temu stawić czoła, niech lepiej nie próbuje.  

Może z tych zabiegów nic nie wyniknąć. To również skutek, z którym trzeba się liczyć i z góry pogodzić. Czy dlatego, że taka jest 
rzeczywistość?  Że wszystkie przekazywane od wieków i tu powtórzone tradycje należą do rejonów baśni, fikcji albo legendy, 
zmyślenia i autosugestii?  

Że są wynikiem jakiegoś odurzenia, słabych nerwów albo zbyt łatwowiernej wyobraźni? Czy z powodu popełnionego przez nas błędu 
lub z innych przyczyn, które przewidziano już w Lemegetonie ?  

Nikt na to pytanie nam nie odpowie.  

A mogą wyniknąć skutki nieprzewidziane i wręcz nie dające się opanować.  

Trzeba na to wszystko być gotowym.  

Czy nie można podejmować tych działań z kimś do spółki? Owszem! można. Nie można jednak na tym bazować: i to nie tylko 
dlatego, że nadprzyrodzone lub tajemne zjawiska nie lubią tłumu świadków i że odosobnienie, skrytość i samotność bywają często 
(choć nie zawsze) podstawowym warunkiem, ażeby w ogóle wystąpiły. Jeśli ktoś i chciałby, i boi się, a dla pewności woli kogoś 
trzymać za rękę, to znaczy, że nie dojrzał do tych spraw i niech sobie z nimi da spokój.  

Tradycja rejestruje wypadki, gdy wywoływacz dopuszczał do swej procedury osoby postronne lub uczniów, młodych czy mniej 
doświadczonych adeptów. Istnieją nawet przewidziane w tym celu procedury. Zawsze jednak robi się to na własne ryzyko tych osób i 
przy najsurowszym zastrzeżeniu,  że nie wolno im nic uczynić na własną  rękę:  że są uprzedzeni o ryzykowności całego 
przedsięwzięcia; że są gotowi na wszystko, a zwłaszcza na przypływy strachu i paniki, którym nie wolno ulec; i że tak czy owak 
odpowiadają sami za siebie i tak samo ponoszą ewentualne skutki. Podobnie dopuszczalne jest, aby w ceremonii brało udział na 
przykład dwóch zaprawionych już wywoływaczy, którzy wówczas mogą się do pewnego stopnia wspierać i uzupełniać: ale przy 
identycznych zastrzeżeniach! i w żadnym wypadku nie polecałbym takiego sposobu w charakterze asekuracji.  

Każdy w końcu jest albo może pozostać sam i każdy musi być w pełni przygotowany i tak samo gotów na wszystko, jak gdyby ten 
drugi nie istniał.  

Zresztą wymowny jest fakt, że zazwyczaj każdy z uczestników stoi w osobnym i własnym kręgu magicznym.  

A więc wszystko to nie nadaje się pod żadnym pozorem dla ludzi niepewnych siebie albo swego przygotowania, o słabych nerwach, 
skłonnych do histerii, nie całkiem zrównoważonych albo mających nadzieję, że w razie czego ktoś ich weźmie i schowa jak kurczęta 
pod skrzydła.  

Aby posiadać wymienione tu kwalifikacje, niekoniecznie trzeba być siwobrodym starcem.  

Jest rzeczą wiadomą i niejednokrotnie sprawdzoną,  że również ludzie bardzo młodzi (mimo braku wiedzy i doświadczenia w 
rozmaitym zakresie, mniejszego na ogół obiektywizmu i wytrwałości) potrafią wykazać charakter, odwagę i przytomność umysłu, 
potrzebne do wielu spraw odpowiedzialnych i ryzykownych.  

Do magii to się również odnosi (w niej też mogą się okazać przydatne te z kolei zalety, którymi młodzi często górują nad starszymi, 
jak entuzjazm i pełniejsze zaangażowanie się w przedmiot swej pasji, bezinteresowna ciekawość i świeże spojrzenie). Obie strony 
rachunku się mniej więcej wyrównują. Niechaj więc każdy sam bacznie oceni, czy jest gotów.  

Religia, płeć,  światopogląd nie stanowią przeszkody. W przeciwieństwie choćby do czarostwa kultów dianicznych magia nie jest 
wyznaniem, ale sztuką i umiejętnością, więc może ją praktykować każdy, choć niektóre z religii są jej przeciwne: to już kwestia 
własnego sumienia. O ile zaś w tradycjach wyobrażeniach mag był przedstawiony jako mężczyzna, kobieta zaś jako czarownica, 
minęły już czasy takich rozróżnień i chociaż jedna z płci może wykazywać pociąg i naturalne uzdolnienia raczej w jednym kierunku, 
a druga w innym, nic jednak nie stoi na przeszkodzie do swobodnego wyboru lub łączenia różnych praktyk w jednej osobie.  

A co z pomocą?  

W aspekcie magicznym żadna pomoc nie istnieje i nie nadejdzie, choćby dlatego, że w praktyce nie ma u nas ani wtajemniczonych, 
ani profesjonalnych magów.  

Gdy natomiast niefortunny adept sztuki tajemnej poniósł przy tej okazji uszczerbek mieszczący się w zwykłych kategoriach zaburzeń 
nerwowych czy psychicznych, wówczas oczywiście są kompetentni lekarze czy inni specjaliści, mogący go wyleczyć. Ale to już nie 
należy do zakresu magii.  

background image

 

 

8

Nie powinien się do niej brać pod żadnym pozorem ktoś nie całkiem świadom powyższego.  

 
A tym bardziej z daleka powinni się od tych spraw trzymać zarówno wesołkowie, którym by przyszło do głowy traktować to jako 
zabawę towarzyską lub dowcip, jak i ludzie o świadomości zaburzonej przez alkohol czy jakiekolwiek inne środki. Wszystko to może 
się oczywiście zdarzyć: albowiem głupota ludzka nie ma granic i zły gust również. Ale te aspekty psychiki, nie całkiem zasługującej 
na przypisanie jej gatunkowi Homo sapiens, nie należą już do naszych rozważań.  

Kto przemyślał to sobie i mimo wszystko nie zrezygnował z próby zajęcia się magią i wreszcie (po koniecznych i wcale nie łatwych 
przygotowaniach) wywoływania demonów, musi przede wszystkim zaopatrzyć się w odpowiedni ekwipunek.  

Już opisaliśmy płaszcz i obuwie, jak również podaliśmy znaki, które trzeba na nich wyhaftować.  

Potrzebna jest również korona z białego i dziewiczego (nie używanego przedtem i nie będącego wtórnym produktem) papieru. Jej 
wzór można samemu zaprojektować, byle wypisać na niej poświęconym piórem (najlepiej gęsim albo z zaciętego patyka) cztery 
imiona Boga: z przodu JHWH czyli tetragramaton, z tyłu Adonaj, po prawej stronie El i po lewej Elohim. Oto ich pisownia hebrajska: 

 

Jeśli pióro wykonujemy z drewna, to najlepiej użyć któregoś z poprzednio już wymienionych drzew lub krzewów magicznych. W 
poprzednim odcinku podałem też uniwersalne zaklęcie, którym poświęcać można zarówno części stroju rytualnego, jak igły i pióra do 
ich oznakowania. Grimorium verum podaje bardziej szczegółowe i zróżnicowane zaklęcia, szczegóły, procedury dotyczące 
sporządzenia i poświęcenia tych przedmiotów. W przyszłości podamy je również. 

Na koronach uczniów figurują następujące znaki: 

Ponieważ zaś wszyscy jesteśmy w tych czasach uczniami, nie zaszkodzi, 
jeśli poniżej czterech imion boskich umieścimy jeszcze i te znaki 
uczniowskie. 

Ubierając się w te szaty recytujemy najpierw psalm 15, po nim następującą 
inwokację:  

Amor, Amator, Amides, Ideodaniach, Amor, Plaior, Amitor! 
Mocą tych oto aniołów  świętych ubieram się w te potężne 
szaty. Z ich pomocą doprowadzę do pożądanego skutku 
wszystko, co najgoręcej pragnę osiągnąć, przez ciebie, 
najświętszy Adonaj, którego królestwo i władza są wieczne. 
Amen.  

Po czym recytujemy psalmy 131, 137, 117, 67, 68 i 127. Może to być po hebrajsku, ale wszelki odpowiedzialny przekład również 
wystarczy, aż do polskiego włącznie.  

To właśnie bym polecał, wychodząc ze starej zasady, że w rytuałach zawsze lepiej, aby teksty ich bywały w pełni zrozumiałe. Co 
prawda względy tradycyjne, liturgiczne i ceremonialne dają nieraz pierwszeństwo tekstom oryginalnym, choćby niezrozumiałym; lecz 
od pewnego czasu już nawet Kościół w rytuałach swych przeszedł prawie całkowicie na języki miejscowe; tym pewniej można 
trzymać się tej zasady w magii, gdzie już ad wieków dojrzewa świadomość, że imiona duchów i wszelkie inne teksty są do pewnego 
stopnia umowne i sens oraz intencja liczą się w nich bardziej niż zewnętrznie (i nieraz przypadkowo) ustalone brzmienie czy 
ortografia.  

Dlatego między innymi akceptujemy przekazywane w tradycji magicznej teksty zaklęć, jakkolwiek świadomi jesteśmy,  że bywają 
one efektem nieumyślnych przekręceń.  

Kolejny przybór to księga.  

Nie sposób uczyć się i znać na pamięć wszystkich formuł, zaklęć, inwokacji, których ledwie skromny początek jak dotąd 
przekazałem. Trzeba mieć je na piśmie i większość z nich raczej odczytywać z odpowiednią powagą, ekspresją i w skupieniu, aniżeli 
udręczać się i rozpraszać w próbach ich zapamiętania i recytowania z pamięci. Byłoby z pewnością najlepiej posiadać  własne i 
kompletne egzemplarze potrzebnych ksiąg magicznych, jak LemegetonGrimorium verumKlucz Salomona czy inne z grimuarów, 

background image

 

 

9

a także mieć je pod ręką w czasie ceremonii. Dawni magowie starali się o to, a dzisiaj też podobna tendencja chyba wyjaśnia 
zapotrzebowanie i zawrotne ceny tych podręczników na rynkach, gdzie są one dostępne, choćby we Włoszech. My niestety musimy 
sobie poradzić bez tych cymeliów.  

Od razu jednak trzeba dodać, że Liber Spirituum czyli Księga Duchów (bo tak się określa ten przedmiot) powinna być własnoręcznie 
przepisana i w ogóle sporządzona przez swego użytkownika (jak u czarownic księga cieni, o czym pisała już Erica Jong), Zresztą 
reguła ta dotyczy, najogólniej mówiąc, wszystkich akcesoriów magicznych.  

W idealnym przypadku nawet przędza na szaty powinna być uprzędzona specjalnie w tym celu i później utkana przez dziewicę. 
Przewiduje się też drobiazgowy ceremoniał z wieloma inwokacjami (który tu z oczywistych przyczyn pomijam) przewidujący, jak 
zabijać kozła czy jagnię, obdzierać je ze skóry i wyprawiać ją na pergamin dla Księgi Duchów. Ponieważ jednak za trudno byłoby 
robić to wszystko własnoręcznie, aż do wytapiania, kucia i hartowania stali na magiczny miecz albo sztylet, powiedziano już w 
najdawniejszych kompendiach, że niektóre przedmioty lub materiał można też nabyć w postaci gotowej, byle jakość ich odpowiadała 
magicznym wymaganiom; reszty zaś dokona ceremonia poświęcenia. Ale pod dwoma warunkami.  

(1) Co się da w granicach rozsądku wykonać własnoręcznie, na tym nie należy sobie oszczędzać wysiłku.  

(2) Co zaś trzeba kupić czy nabyć w inny sposób, to musi zostać nabyte we właściwym dniu i godzinie.  

Tylko przy zachowaniu tych warunków odpowiednie akcesoria będą się nadawać do działań magicznych.  

Można więc sobie darować  własnoręczną produkcję pergaminu i skóry na oprawę albo papieru czerpanego. Wystarczy, gdy je 
zakupimy w najczystszej i najlepszej jakości, która jest osiągalna. Skoro jednak szycie, obcięcie, klejenie czy oprawę możemy sami 
wykonać, zaoszczędzenie sobie tej fatygi przez kupno gotowego, dajmy na to, albumu odbierze księdze przydatność magiczną.  

Na tej zasadzie każdy musi sam ocenić granicę, do jakiej wolno mu korzystać z produktów już gotowych, w odniesieniu do każdego 
przedmiotu z osobna.  

Księga i wszelkie przybory do pisania lub ich składniki powinny być kupione w dniu i godzinie Merkurego, w porze rosnącego 
księżyca.  

Po wykonaniu księgi, na razie pustej, można do niej starannie (a nawet ozdobnie) przepisać teksty i przerysować wzory, tu podane, a 
później dalsze. Pierwsza strona niech zostanie na razie czysta. Dalszy ciąg może mieć dowolny układ, jaki użytkownikowi 
odpowiada. Zaleca się jednak, aby z demonów każdy potraktowany był na osobnej stronie. Księgę wykonuje się zwykle w niedużym 
rozmiarze i formacie, warto jednak pamiętać, że posługiwanie się nią w słabym nieraz i migotliwym świetle, a przy tym w napięciu, 
wymaga dużej czytelności.  

Przystępujemy do jej poświęcenia.  

Czyni się to w pomieszczeniu choćby najskromniejszym (aż nadto wystarczy strych lub komórka w piwnicy), ale przez tydzień 
wyłącznie na to zarezerwowanym. Kładziemy księgę na biało przykrytym stole i otwarłszy ją na pierwszej stronie rysujemy na niej 
ten oto pentakl: 

Zapalamy wiszącą nad stołem lampę, która ma się odtąd palić dniem i nocą 
aż do zakończenia ceremonii. Wokół stołu zaciągamy zasłonę. Ubieramy 
się w szaty rytualne, bierzemy do rąk otwartą księgą i uklęknąwszy 
wygłaszamy następującą modlitwę:  

Adonaj, Elohim, El, Ehje aszer ehje! Królu królów i bycie 
wszech bytów, okaz miłosierdzie i spójrz na mnie [wymienić 
swoje imię], twojego sługę, który cię wzywa z pokorą i 
przez twoje najświętsze imię Tetragramaton błaga o 
dobrodziejstwo. Każ twoim aniołom i płanetnikom, aby tutaj 
przybyli. Aniołowie i płanetnicy, wszelkie duchy, zaklinam 
was, ja, wysłannik Boga! niech Bóg wam każe tu przybyć, 
proszę o to najgorliwiej i najpokorniej! Amen.  

Teraz następuje właściwa formuła:  

Zaklinam cię, księgo, abyś była cenna i użyteczna dla 
wszystkich, którzy będą cię używać, aby im się powiodło.  

Po czym chrześcijanie, jeśli chcą, mogą wygłosić dalszy ciąg z grimuaru Honoriusza:  

I po wtóre zaklinam cię mocą krwi Jezusa Chrystusa, obecnej w kielichu mszalnym, abyś użyteczna była 
tym, którzy cię będą używać.  

I dalej trzykrotnie:  

Księgo, egzorcyzmuję cię w imię Trójcy przenajświętszej!  

Chociaż ta ostatnia formuła może być szczególnie wątpliwa, a nawet rażąca dla magów hołdujących starożytnej tradycji.  

background image

 

 

10

 

Oto zarazem charakterystyczny przykład jak frazeologia chrześcijańska wkrada się do rytuałów i formuł magicznych u Honoriusza i 
niektórych innych.  

Po czym okadziwszy wciąż otwartą księgę kadzidłem odpowiednim dla tego dnia i planety, odkłada się  ją na stół. I jeszcze 
nieodzowna formuła zwalniająca wezwane duchy:  

Dziękujemy wam, dobre i szczęśliwe duchy, za to, czegoście nam użyczyły. Przeto idźcie już sobie w 
pokoju władać żywiołem, z rozporządzenia Bożego danym sobie jako miejsce pobytu. Amen.  

Do tej chwili wciąż musiał palić się ogień i zasłona była szczelnie zaciągnięta.  

Cały zabieg powtarza się przez 7 kolejnych dni, z których pierwszym musi być sobota. Po siódmym razie należy zakląć wszystkie 
duchy wymienione w księdze za pomocą tej inwokacji:  

Zaklinam was i rozkazuję wam, duchy, ilekolwiek was jest, abyście co rychlej uznały tę oto księgę i gdy ją 
będziemy odczytywać, skoro jest uznana za taką, jak należy, i obdarzona mocą, abyście musiały pojawiać 
się na rozkaz, w postaci właściwej i ludzkiej, jak zażyczy sobie czytający tę księgę. I nie będziecie 
czytającemu ją szkodzić w żaden sposób na ciele, na duszy ani na duchu, ani powodując burzę, hałas, 
uszczerbek i bez oporu, jemu ani żadnej osobie z nim będącej. Rozkazuję wam i zaklinam, abyście się 
zjawiały natychmiast po zaklęciu was i wykonywały niezwłocznie wszystko, co zapisano w księdze. Macie 
słuchać, służyć, dostarczać wiadomości i spełniać usługi w zakresie swej mocy na polecenie tych, co wam 
rozkażą, i czynić to bez jakichkolwiek uchybień czy wprowadzania w błąd! A gdyby z jakiegokolwiek 
powodu niektóre z was, duchy, tak wezwane, nie mogły przybyć na rozkaz, musicie przysłać inne duchy, 
upoważnione do działania zamiast was i one mają tak samo przysiąc, że uczynią wszystko, co rozkaże im 
czytający tę księgę: oto zmuszają was do tego przenajświętsze imiona wszechmogącego i żywego Boga, 
którym jest Elohim, El, Eloah, Tetragramaton! i żebyście prawdziwie i należycie wykonywały wszystko, co 
wyżej przykazano. A gdybyście bywały nieposłuszne, skażę was na tysiąc lat męczarni, będących karą dla 
każdego z was, który by nie uznał w całości tej księgi i jej przykazań!  

Po czym księga winna być niezwłocznie zapieczętowana i ukryta. Przechowywać ją należy w małej szufladce pod stołem, specjalnie 
do tego sporządzonej, wyjmując tylko w celach magicznych. Poza tym nie wolno jej nikomu pożyczać ani udostępniać. Otwierać ją 
może tylko sam posiadacz i zawsze odtąd pod ochroną tych czy innych pentaklów.  

Niektórzy uważają, ze w dalszym ciągu tej ostatniej ceremonii należy duchy po raz pierwszy przywołać.  

Oto stosowna inwokacja:  

W imię Boga, który jest bogiem bogów i Panem wszystkich panów! Baczność i przybywajcie tu, wszystkie 
duchy! Mocą i zasługą waszych królów obowiązane są wszystkie duchy piekieł objawić się w mej obecności 
przed tym oto pentaklem [albo: tym oto kręgiem] Salomona, gdy je przywołam! Przybywajcie więc na mój 
rozkaz, ażeby spełnić me życzenie, o ile to w waszej mocy! Przybywajcie ze wschodu, z południa, z 
zachodu i z północy! Rozkazuję wam wszystkim i zaklinam was mocą przenajświętszego imienia 
wszechmogącego i żywego Boga, którym jest Elohim, Jah, El, Eloah, Tetragramaton!  

Jeśli nie ukażą się, to nic dziwnego, bo muszą się przełamać do nawiązania kontaktu z kolejnym człowiekiem. A możliwe,  że są, 
chociaż na razie niewidzialne. W niektórych bowiem wypadkach do ujrzenia ich trzeba specjalnej techniki.  

Tak czy owak celem tego wezwania jest, prędzej czy później, aby każdy z demonów zjawiwszy się podpisał swoją kartę w nowej 
księdze, umieszczając tam swe imię i znak w charakterze świadectwa i umowy.  

Do innych przedmiotów z wyposażenia maga i wywoływacza wrócę przy następnej okazji.  

Zanim do tego dojdziemy i zaopatrzeni we wszystko, co trzeba, pod ochroną kręgu magicznego, przystąpimy do samego 
wywoływania demonów, zapoznajmy się jeszcze z podstawą wszelkich działań, jaką stanowi określenie ich właściwego czasu.  

Albertus Magnus podsumował wskazania swych poprzedników i na nim się tu najlepiej oprzeć.  

Dzień i godzina planetarna, według których obliczamy porę działań magicznych, różnią się od zwykłych, czyli tych, które wskazuje 
nam kalendarz i zegar. Dzień w tym rozumieniu zaczyna się nie o północy, lecz w południe poprzedniego dnia kalendarzowego. 
Inaczej mówiąc: dla celów magicznych poniedziałek zaczyna się w niedzielę o 12 w południe, od południa zaś kalendarzowego 
poniedziałku jest już wtorek.  

Godzina planetarna bardzo rzadko miewa 60 minut i długość jej zmienia się z dnia na dzień; przy czym godzina dzienna nie jest 
równa godzinie nocnej; chociaż suma ich zawsze wynosi 120 minut z nieznacznym odchyleniem.  

Obliczamy ją następująco: bierzemy faktyczną długość jasnego dnia od wschodu do zachodu słońca (które są co do minuty podane w 
wielu kalendarzach, przynajmniej raz na tydzień, i nietrudno je znaleźć) i tę liczbę minut dzielimy przez 12. Tak samo dzieląc przez 
12 faktyczną długość nocy uzyskujemy w minutach długość nocnej godziny planetarnej dla danej doby. Odliczając te liczby minut po 
6 razy do przodu i do tyłu od południa, uzyskujemy dokładny podział na godziny planetarne danego dnia kalendarzowego, czyli 
pierwsze 6 godzin tego dnia planetarnego i ostatnie 6 godzin poprzedniego; tak samo czynimy z nocą.  

background image

 

 

11

Przypuśćmy, że określonego dnia słońce wzejdzie o godzinie 4.50 i zajdzie o 19.10. Wówczas dzień trwa 860 minut, a godzina 
planetarna około 72 minut. Zatem pierwsza godzina planetarna tego dnia kalendarzowego (liczona od wschodu słońca) kończy się 
około 6.02, druga trwa do 7.13 itd. Nocne zaś godziny planetarne będą trwać odpowiednio krócej.  

Te godziny są kolejno podporządkowane planetom, zawsze w następującym porządku: Słońce, Venus, Merkury, Księżyc, Saturn, 
Jowisz, Mars. Jest to zupełnie inna kolejność niż ta, w jakiej podporządkowane są planetom dni tygodnia: 

Zamiast obliczać to wszystko na własną  rękę, wystarczy się zorientować w tabeli i 
sprawdzić. Przypominam jednak, że są to godziny planetarne, nie zegarowe! Nad ich 
samodzielnym obliczeniem dla danego dnia sami już, niestety, musimy się pomęczyć.  

Następująca tabela pokazuje, które godziny dnia i nocy w różnych dniach tygodnia 
podporządkowane są której planecie. Reguła jest taka, że pierwszą godziną każdego dnia 
rządzi ta planeta, której podporządkowany jest cały dzień. 

Najsilniejsze działanie będzie, rzecz jasna, wówczas, gdy zarówno dzień, jak i godzina 
podporządkowane są danej planecie. Skoro więc miłość podpada (a jakżeby inaczej?) 
pod Venus, zatem dotyczące jej czynności magiczne przeprowadzać należy nie tylko że 
w piątek jako dzień planety Venus, ale także w godzinach 1 i 8 dnia oraz 3 i 10 nocy, 
kiedy sumują się z tym również i godziny planetarne Venus, więc jej wpływ jest 
najpotężniejszy. Jeśli zaś powiedziano, że Księdze Duchów sprzyja wpływ Merkurego, 
chociaż poświęcanie jej należy zacząć w sobotę, to znaczy, że właściwe po temu będą 
godziny 6 dnia oraz 1 i 8 nocy w sobotę, później 3 i 10 dnia oraz 5 i 12 nocy w niedzielę 
itd. Oczywiście dni też nie są kalendarzowe.  

Wygląda to dość zawile. Ale wystarczy zrozumieć ten system i trochę poćwiczyć, aby rzecz stała się prosta i obliczanie właściwych 

godzin całkiem jednoznaczne.  

poniedziałek 

 

Księżyc 

wtorek 

 

Mars 

środa 

 

Merkury 

czwartek 

 

Jowisz 

piątek 

 

Venus 

sobota 

 

Saturn 

niedziela 

 

Słońce 

D

ZIEŃ

 

N

OC

 

godzina 

N

IED

ZI

EL

A

 

PON

IED

ZI

A

ŁEK

 

WT

OREK

 

ŚRO

DA

 

CZWARTE

K

 

PI

Ą

TE

K

 

SOB

O

TA

 

godzina 

N

IED

ZI

EL

A

 

PON

IED

ZI

A

ŁEK

 

WT

OREK

 

Ś

RO

DA

 

CZWARTE

K

 

PI

Ą

TE

K

 

SOB

O

TA

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

10 

 

 

 

 

 

10 

 

 

11 

 

 

 

 

 

11 

 

 

12 

 

 

 

 

 

12 

 

 

background image

 

 

12

Z drugiej strony zaś widzimy teraz (a jakżeby mogło być inaczej?), że magia to nie jest rzecz łatwa i prosta, gdzie moglibyśmy 
operować największymi demonami i potęgami nie zadając sobie większej fatygi, ot tak, z miejsca i od ręki! Kto się spodziewa, że 
będzie to proste jak ugotowanie jajka na twardo, niech się nie łudzi.  

W przyszłości podam bardziej wyczerpujące zestawienia planet i odpowiadających im duchów, znaków, roślin, kadzideł, metali, 
barw, kolorów, liczb na talizmanach itd.  

Na razie dodam tylko, że prócz innych obliczeń należy jeszcze brać 
pod uwagę szczęśliwe i nieszczęśliwe dni w poszczególnych 
miesiącach: 

Choćby wszystko inne się zgadzało, ale trafia na nieszczęśliwy 
dzień, lepiej zrezygnować! i na odwrót: nic korzystniejszego niż 
dzień, w którym wszystko inne się zgadza, a w dodatku jest to dzień 
szczęśliwy.  

Również ze względu na charakter tego, co mamy na celu, warto 
pamiętać, ze Venus i Jowisz są z natury dobre (sprzyjają więc 
przedsięwzięciu  życzliwemu i mającemu na względzie czyjąś 
korzyść), Saturn i Mars natomiast są złe (więc korzystne w akcjach 
mających komuś zaszkodzić), Słońce i Księżyc obojętne, Merkury 
zaś dobry dla dobrych i zły dla złych.  

 

A w każdym wypadku treść naszego przedsięwzięcia musi być dostosowana do tego, w jakiej dziedzinie życia wpływ danej planety 
jest z natury najpotężniejszy.  

Oto wykaz tych astrologicznych kompetencji.  

Saturn:  życie, architektura i wszelkie budowle, światopogląd i sprawy naukowe, medytacja, alchemia i magia, pozyskiwanie 
duchów życzliwych i pomocnych.  

Jowisz: honory i zaszczyty, sztuka lekarska i długowieczność, stroje, bogactwo, skarby i rzeczy upragnione.  
Mars: wojna i męstwo, więzienie, małżeństwo, wrogość.  
Księżyc: polityka, sny, towar, złodziejstwo, przeobrażenia, duchy służebne, długie życie i medycyna.  
Słońce: nadzieja, fortuna, pieniądze i zysk, dziedzictwo i spadek, długie  życie, wszelkie przeobrażenia, mądrość, najwyższe 
zaszczyty i godności.  

Venus: miłość, przyjaźń i przymierze, ludzie obcy i cudzoziemcy, podróż i wędrówka, przemiany, piękność, rodzina, wszelka 
przychylność.  

Merkury: dług i strata, lęk, przemiana rtęci w złoto, wszelka wiedza i piśmiennictwo, rodzina i bliscy. 

Miesiąc Dni 

szczęśliwe Dni 

nieszczęśliwe 

styczeń 
luty 
marzec 
kwiecień 
maj 
czerwiec 
lipiec 
sierpień 
wrzesień 
październik 
listopad 
grudzień 

3, 10, 27, 31 
7, 8, 18 
3, 9 12, 14, 16 
5, 17 
1, 2, 4, 6, 9, 14 
3, 5, 7, 9, 13, 23 
2, 6, 10, 23, 30 
5, 7, 10, 14 
6, 10, 13, 18, 30 
13, 16, 25, 31 
1, 13, 23, 30 
10, 20, 29 

12, 23 
2, 10, 17, 22 
13, 19, 23, 28 
18, 20, 29, 30 
10, 17, 20 
4, 20 
5, 13, 27 
2, 13, 27, 31 
13, 16, 18 
3, 9, 27 
6, 25 
15, 26