background image

Agnieszka Kozłowska-Rajewicz nie 
zamierza się kłaniać

Renata Grochal 2012-03-20, ostatnia aktualizacja 2012-03-16 11:35:25.0

Kobiety są za mało egoistyczne. Dopiero jak zrobią wszystkim kanapki na dalszą drogę życia, to zaczynają 
nieśmiało myśleć o sobie - mówi pełnomocniczka do spraw równego traktowania

Gdy trzy miesiące temu Agnieszka Kozłowska-Rajewicz dostała od premiera Donalda Tuska propozycję objęcia w 
rządzie funkcji pełnomocniczki do spraw równego traktowania, uznała, że czas przenieść się do Warszawy. Wynajęła 
mieszkanie w centrum, spakowała walizki, 11-letniego syna Kubę zapisała do szkoły i zamknęła poznański etap. Teraz 
urzęduje w kancelarii premiera. 

Siadamy przy okrągłym stole. 42-letnia Kozłowska-Rajewicz sprawia wrażenie chłodnej i opanowanej. - Jest niezwykle 
pracowita. Zawsze koncentruje się na celu - mówi posłanka PO Małgorzata Kidawa-Błońska. To ona zaproponowała 
Kozłowską-Rajewicz na stanowisko pełnomocnika rządu ds. równego traktowania. Razem pracowały w podkomisji ds. in 
vitro nad liberalnym projektem sztucznego zapłodnienia pozwalającym na tworzenie i zamrażanie dodatkowych 
zarodków. Projekt stał w kontrze do konserwatywnego projektu Jarosława Gowina i ostatecznie przez podziały w 
Platformie oraz poprzednim parlamencie ta kwestia nie została uregulowana. Premierowi pomysł Kidawy-Błońskiej się 
spodobał. Miał dość poprzedniej pełnomocniczki Elżbiety Radziszewskiej, która unikała kontrowersyjnych tematów, by 
nie narazić się kościelnym hierarchom. Tusk widział zaangażowanie Kozłowskiej-Rajewicz w prace nad ustawą o 
kwotach dla kobiet na listach wyborczych. Spodobało mu się, że na politykę patrzy trochę tak jak on - pragmatycznie. 

Kozłowska-Rajewicz Kościołowi nie zamierza się kłaniać. Dlatego na przykład gorąco popiera ustawę o związkach 
partnerskich, którą przygotowała PO. Ale w wersji minimum - pary zarówno homo-, jak i heteroseksualne będą mogły 
m.in. po sobie dziedziczyć czy razem zaciągać kredyty, ale nie będą mogły wspólnie rozliczać się z podatków, bo to 
przywilej dla małżeństw, które państwo ma wspierać. 

Aborcja to zabijanie

Kozłowska-Rajewicz nie zamierza angażować się w wojny, które uważa za z góry przegrane. Choć ten Sejm wydaje się 
bardziej liberalny światopoglądowo od poprzedniego, to na liberalizację aborcji nie ma szans. Dlatego jej zdaniem nie 
ma co się tym zajmować. Na tę sprawę patrzy bez ideologicznego zacietrzewienia, raczej jak naukowiec. W końcu jest 
biologiem z doktoratem.

- Aborcja to zawsze przerywanie życia, choć w formie zarodkowej - mówi, podkreślając, że ma poglądy liberalne, ale z 
domieszką konserwatyzmu. Przytacza badania Światowej Organizacji Zdrowia, z których wynika, że bardzo 
konserwatywne prawo zwiększa liczbę kobiet kupujących środki poronne przez internet. Jej zdaniem prawo aborcyjne 
jest u nas wystarczająco liberalne, ale nie jest przestrzegane. Dlatego zamierza pilnować, żeby ustawa - dopuszczająca 
przerywanie ciąży w określonych przypadkach - była wykonywana. 

Sama nigdy nie brała pod uwagę aborcji, ale nie ocenia kobiet, które jej dokonały. Matką została - jak mówi - dość 
późno. Zaszła w ciążę, mając 31 lat. Wcześniej nie spotkała mężczyzny, który nadawałby się na ojca. Pracuje już wtedy 
na Uniwersytecie w Poznaniu. Pisze doktorat na temat wrażliwości dotykowej człowieka. Bada dzieci z Warmii i Mazur, 
szukając odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób warunki bytowe wpływają na wrażliwość dotykową. 

To był powrót w rodzinne strony. Kozłowska-Rajewicz wychowała się w powiecie kętrzyńskim, w nauczycielskiej 
rodzinie. Mama uczyła matematyki i fizyki, później została dyrektorką szkoły. 

Dom rodzinny Agnieszki był dość tradycyjny, katolicki. Rodzice chodzili w niedziele i święta do kościoła, przestrzegało 
się postów. Do dziś stara się uczestniczyć we mszy w niedzielę. Wybiera nabożeństwa u dominikanów, bo mniej tam 
celebry. Jedno wywołuje u niej alergię - gdy księża mieszają się do polityki. 

- Nie po to chodzę do kościoła, żeby usłyszeć, jak głosować, która partia jest dobra, a która zła. A i tak się zdarzało -
oburza się. 

Młoda Agnieszka fascynuje się psychologią i antropologią. Kończy elitarne liceum w Kętrzynie zwane "klasztorem" - ze 
względu na dyscyplinę. Wyjeżdża do Gdańska studiować biologię. Ale niezbyt jej się podoba, więc przenosi się do 
instytutu antropologii człowieka na Wydziale Biologii UAM. Jako pracownik naukowy spędzi tam 12 lat. Tu dowiaduje 
się, że im lepsze warunki rozwojowe ma dziecko, tym wrażliwsze jest na dotyk. A to przekłada się na rozwój małego 
człowieka. 

Synkowi Kozłowska-Rajewicz stara się stworzyć jak najlepsze warunki. Gdy zostaje zaproszona na czterodniową 
konferencję naukową do Torunia, co dzień wraca do niespełna rocznego Kuby, żeby nakarmić go piersią. Z Poznania 
wyjeżdża nad ranem i wraca późnym wieczorem. Próbuje godzić wychowanie małego dziecka z pracą. Nie dosypia. 

Dziś wspomina, że poród był dla niej trudnym doświadczeniem: - We wtorek byłam w pracy, w środę urodziłam, a 
tydzień później robiłam korektę podręcznika do biologii. 

Musimy zarabiać więcej

Trudno pogodzić obowiązki matki i polityczki. W poprzedniej kadencji, gdy kursowała między Poznaniem i Warszawą, jej 
synem zajmował się głównie tato. 

- Zdarzało się, że czułam dystans pań w zerówce, że matka nie odbiera dziecka. Gdy mężczyzna zajmuje się dzieckiem, 
to jest otaczany prawie czcią, a kiedy kobieta - to jest normalne - mówi Kozłowska-Rajewicz. Uważa, że państwo 
powinno pomóc kobietom w godzeniu obowiązków rodzicielskich z pracą. Jako pełnomocniczka zamierza działać na 
rzecz walki z dyskryminacją kobiet m.in. na rynku pracy. 

- Bardzo wiele kobiet jest nieszczęśliwych, tkwi w poplątanych osobistych relacjach, bojąc się, że same nie dadzą rady. 
Dlatego kluczem do wolności kobiet jest wolność ekonomiczna - mówi pełnomocniczka.

Najnowszy raport GUS-u pokazuje, że Polki wciąż zarabiają o 17,7 proc. mniej niż mężczyźni na tych samych 
stanowiskach. Kozłowska-Rajewicz chce dążyć do zrównania zarobków kobiet i mężczyzn. Bo choć kodeks pracy 
gwarantuje jednakową płacę za tę samą pracę, to pracodawcy tego nie przestrzegają.

Strona 1 z 3

Agnieszka Kozłowska-Rajewicz nie zamierza się kłaniać

2012-03-20

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/2029020,114757,11355642.html

background image

Pełnomocniczka zaczyna od monitorowania zarobków obu płci w firmach. Wystąpiła do prezesa GUS-u, by informacje 
dotyczące liczby kobiet i mężczyzn zatrudnianych w przedsiębiorstwach, a także wysokości ich wynagrodzeń były 
uwzględniane w statystykach. Zapowiada też wprowadzenie kwot dla kobiet we władzach spółek giełdowych.

Chce zmieniać społeczną mentalność, bo w Polsce kobiety ciągle są postrzegane jako te, które powinny zająć się 
domem i rodziną. 

- Kobiety są za mało egoistyczne. Dopiero jak wszystkich wkoło zaopatrzą, zrobią im kanapki na dalszą drogę życia, to 
zaczynają nieśmiało myśleć o sobie. A mężczyźni od małego są wychowywani, żeby mocno iść do przodu - ocenia. -
Dziewczynkom się mówi: siedź cicho, nie wychylaj się. Jak będziesz dobra, to cię zauważą. Dziewczynka musi być 
skromna! Dlatego w dorosłym życiu kobiety nie potrafią walczyć o awans, czy wyższą pensję. Mężczyźni nie mają z tym 
problemu. Te wzorce wychowania trzeba zmienić - podkreśla.

Właśnie rozpoczęła przegląd podręczników pod kątem równości płci. Już pierwszy podręcznik, po który sięgnęła -
"Przygotowanie do życia w rodzinie" - pokazuje, że uczniowie dostają na starcie solidną porcję stereotypów. 

"Mężczyźni są konkretni, sprawni, precyzyjni, mają talenty organizacyjne i badawcze, charakteryzuje ich racjonalizm. 
Kobiety są opiekuńcze, jednakowo chętnie opiekują się własnym dzieckiem jak każdym, kto tej opieki potrzebuje, są 
wrażliwe i empatyczne" - czyta z podręcznika Kozłowska-Rajewicz. Uważa, że podręczniki należy zmienić tak, by nie 
utrwalały tradycyjnego podziału ról, ale promowały równość. 

Ona zyskała na kwotach

Jest posłanką dopiero drugą kadencję. Jej szybka kariera budzi czasem w partii zazdrość. - Zajęła się problematyką 
równości, bo wiedziała, że temat jest coraz bardziej modny i będzie można się na nim wypromować - mówi kilku posłów. 

To mąż Andrzej, z wykształcenia politolog, namówił ją, żeby zaangażowała się w politykę. 

Zaczyna pod koniec lat 90. w Unii Wolności. Ale gdy w roku 2001 dochodzi do rozłamu UW i Donald Tusk z grupą 
działaczy zakłada Platformę, Kozłowska-Rajewicz odchodzi razem z nim. 

- Lepiej tworzyć coś nowego, niż wchodzić w czyjeś buty - ocenia. 

Szybko awansuje w wielkopolskiej PO. Dzięki szefowi tamtejszych struktur Waldemu Dzikowskiemu zostaje szefową 
sekretariatu edukacji wielkopolskiej Platformy. Zasiada w radzie programowej Radia Merkury. Przez rok jest radną 
powiatową.

W 2005 roku kandydowała do Sejmu, ale bez powodzenia. Porażka bardzo ją zabolała. Zabrakło zaledwie 500 głosów. -
Wtedy sobie obiecałam, że następnym razem nie przegram - mówi. 

W roku 2007, gdy Platforma wprowadza kwoty na swoich listach do parlamentu, w terenie trwają poszukiwania kobiet 
chętnych do startu w wyborach. Zgodnie z wewnętrznym zarządzeniem w pierwszej piątce muszą być dwie kobiety. 
Kozłowska-Rajewicz dostaje trzecie miejsce na liście. Zostaje posłanką. Waldy Dzikowski pomaga jej stawiać pierwsze 
kroki w Sejmie, walczy o miejsca w dobrych komisjach.

Jednak w 2010 roku w wyborach szefa regionu wielkopolskiego Kozłowska-Rajewicz popiera rywala Dzikowskiego 
Rafała Grupińskiego. 

- Grupiński miał silniejszą pozycję w centrali partii w Warszawie. Kozłowska-Rajewicz wyczuła, skąd wieje wiatr, i 
zmieniła front - mówi polityk z władz PO. Część rozmówców uważa, że i tym razem górę wziął pragmatyzm. 

Kozłowska-Rajewicz wyjaśnia, że dokonała politycznego wyboru, kierując się nie emocjami, lecz racjonalnymi 
argumentami: - Wybieraliśmy szefa wojewódzkich struktur, który ma dbać o interesy regionu w centrali. Wybrałam 
Rafała Grupińskiego, bo jest skuteczniejszy.

Waldy Dzikowski przyznaje, że mały żal do Kozłowskiej-Rajewicz pozostał. - Opiekowałem się nią, jak mogłem. Ale 
polityka to nie jest zabawa w piaskownicy. Chłopaki nie płaczą - mówi Dzikowski. Dodaje jednak, że Kozłowska-
Rajewicz nie potrafi budować w partii własnego środowiska. - Agnieszka powinna nauczyć się dzielić sukcesem - radzi. 

- Ma pani przyjaciół w polityce? - pytam pełnomocniczkę. 

- W polityce przyjaźń jest możliwa tylko wtedy, gdy ludzie bezpośrednio ze sobą nie konkurują. Poza tym może 
przeszkadzać, bo trzeba podejmować decyzje służące dobru ogółu - odpowiada. 

W Platformie przyjaźni się tylko z Joanną Muchą. Gdy wejdzie się na bloga Kozłowskiej-Rajewicz, od razu w oczy rzuca 
się odsyłacz do bloga minister sportu. Ale Mucha nie reaguje na prośbę o rozmowę na temat przyjaciółki. 

Skarga za Murzynka

Po pierwszych stu dniach rządu Kozłowska-Rajewicz zbiera pozytywne oceny: - Nie pokazuje się w mediach, nie robi 
skandalu, jest solidną urzędniczką. Będzie starała się zrobić maksimum tego, na co pozwoli jej konserwatywno-liberalna 
partia - uważa prof. Magdalena Środa, filozofka, etyczka, pełnomocniczka ds. równego statusu kobiet i mężczyzn w 
rządzie Marka Belki. 

Joanna Piotrowska z Feminoteki ocenia, że w porównaniu z poprzednią pełnomocniczką Elżbietą Radziszewską 
Kozłowska-Rajewicz robi sporo: - Spotyka się z organizacjami pozarządowymi, dobrze zna sytuację kobiet na rynku 
pracy. Obiecała, że będzie interweniować w sprawie procedury postępowania z ofiarami gwałtów, którą przygotowała 
poprzednia pełnomocniczka. Bo z pakietów dla ofiar gwałtów znikła pigułka wczesnoporonna - opowiada. - Ale musi też 
sporo się nauczyć, np. w sprawie przemocy wobec kobiet. Szkoda, że znowu mamy pełnomocniczkę, która musi się 
uczyć - dodaje Piotrowska. 

Głos Kozłowskiej-Rajewicz na razie tylko raz mocno wybrzmiał publicznie. Zbulwersowana wypowiedzią posła PiS 
Marka Suskiego wystąpiła do sejmowej komisji etyki poselskiej o ukaranie polityka opozycji. Suski, myśląc, że jego 
mikrofon jest wyłączony, powiedział na posiedzeniu komisji ds. innowacyjności do posłanki PO, mając na myśli Johna 
Godsona: "No i wasz Murzynek głosuje razem z wami". Później tłumaczył się, że to określenie było raczej "z kategorii 
pieszczotliwych, bo w Polsce murzynek kojarzy się z pysznym ciastem czy Murzynkiem Bambo". Zapewniał, że nie jest 
rasistą i nie chciał nikogo obrazić. Tym bardziej że przeprosił posła, a ten nie poczuł się urażony. Według Kozłowskiej-
Rajewicz było to użycie mowy nienawiści, za co kodeks karny przewiduje do trzech lat więzienia. Podkreślała, że Suski 

Strona 2 z 3

Agnieszka Kozłowska-Rajewicz nie zamierza się kłaniać

2012-03-20

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/2029020,114757,11355642.html

background image

naruszył zasady etyki poselskiej i przypomniała jego homofobiczną wypowiedź podczas styczniowej debaty na temat 
obywatelskiego projektu ustawy o ochronie zwierząt w trakcie wystąpienia posła Roberta Biedronia z Ruchu Palikota. 
Biedroń zaapelował, aby ludzie traktowali zwierzęta "po partnersku", na co Suski odparł: - Byle nie związki partnerskie.

Po chwili wyjaśnił, że to był "żart" i dodał: - Miałem na myśli zoofilię.

Kozłowska-Rajewicz uważa, że zachowania, które poniżają, dyskryminują drugiego człowieka, szczególnie jeśli zdarzają 
się w Sejmie, powinny być natychmiast rugowane. - Nie może być tak, że będziemy kwitować to mrugnięciem oka i 
udawać, że nic się nie stało - mówi pełnomocniczka.

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl -

www.gazeta.pl

© Agora SA

Strona 3 z 3

Agnieszka Kozłowska-Rajewicz nie zamierza się kłaniać

2012-03-20

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/2029020,114757,11355642.html