background image

NORA ROBERTS 

POKOCHA  JACKIE 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

W tym domu Jackie zakochała si  od pierwszego wejrzenia. Nigdy zreszt  nie kryła 

si  z tym,  e cz sto si  zakochiwała. I to nie dlatego,  e łatwo było zrobi  na niej wra enie. 
Brało si  to raczej st d,  e jako osoba nadwra liwa była szczególnie podatna na wszelkiego 
rodzaju nastroje, w tym równie  te napływaj ce z zewn trz. 

Dom,  który  tak  j   zachwycił,  emanował  intensywn   aur ,  i  to  dalek   od  spokoju. 

Uznała,  e  to  dobrze.  Błogi  spokój  zadowoliłby  j   na  dzie   czy  dwa,  pó niej  jednak 
przerodziłby si  w nud . Tutaj urzekła j  przede wszystkim surowa bryła budynku, w której 
łagodnie sklepione, łukowate okna i drzwi stanowiły zaskakuj cy kontrast. 

Na tle białych, połyskuj cych w sło cu  cian, ostro rysowała si  hebanowa stolarka. 

Jackie  nigdy  nie  uwa ała,  wiat  dzieli  si   na  czarne  i  białe,  a  dom  ten  stanowił  dla  niej 
niezbity dowód na harmonijne współistnienie tych przeciwstawnych elementów. 

Olbrzymie okna wychodziły zarówno na zachód, jak i na wschód, hojnie wpuszczaj c 

do wn trza sło ce. Egzotyczne ro liny o nasyconych barwach bujnie kwitły w ogrodzie i w 
masywnych  glinianych  donicach  na  tarasie.  Pomy lała,  e  musz   wymaga   starannej 
piel gnacji - zwłaszcza teraz, podczas przedłu aj cych si  upałów i suszy. Ona jednak lubiła 
zajmowa  si  ogrodem, szczególnie gdy w zamian mogła spodziewa  si  nagrody. 

Przez  szerokie  szklane  drzwi  popatrzyła  na  przejrzyst   tafl   basenu  wyło onego 

ceramicznymi  kafelkami.  O  niego  tak e  trzeba  b dzie  dba ,  ale  i  tu  wysiłek  musiał  si  
opłaci . Niemal czuła słodki aromat kwiatów, unosz cy si  w powietrzu, za  oczyma duszy 
widziała  ju   siebie  opalaj c   si   na  le aku  -  sam   wprawdzie,  skłonna  była  jednak 
zaakceptowa  t  drobn  niedogodno . 

Za  basenem  i  stromym,  trawiastym  zboczom  rozci gało  si   morze  o  ciemnej, 

tajemniczej toni. W oddali motorówki  migały z hałasem, który wydał jej si  pokrzepiaj cy. 
Oznaczał,  e w pobli u s  ludzie, z którymi mo na nawi za  kontakt, a zarazem nie s  oni na 
tyle blisko,  eby zakłóci  jej spokój. 

Wrzynaj ce  si   w  gł b  l du  kanały  przypominały  Jackie  Wenecj   oraz  wyj tkowo 

miły  miesi c,  który  sp dziła  tam  jako  nastolatka.  Pływała  wtedy  gondolami  i  flirtowała 
zawzi cie z ciemnookimi gondolierami. Floryda wiosn  nie była mo e a  tak romantyczna jak 
Włochy, mimo to absolutnie wystarczała jej do szcz cia. 

-  Ale   tu  pi knie!  -  Odwróciła  si   i  spojrzała  w  gł b  zalanego  sło cem  salonu.  Na 

ciemnoszarym  dywanie  stały  dwie  kremowe  sofy.  Pozostałe  meble,  wykonane  z  drewna 

background image

hebanowego,  podkre lały  m ski  charakter  tego  wn trza.  Musiała  przyzna ,  e  zarówno 
domowi,  jak  i  jego  otoczeniu  trudno  byłoby  cokolwiek  zarzuci   -  ka dy  szczegół 
znamionował absolutn  perfekcj . 

U miechn ła  si   do  m czyzny  stoj cego  w  niedbałej  pozie  przy  alabastrowym 

kominku.  W  wymiecionym  do  czysta  palenisku  umieszczono  doniczk   z  male kim  wier-
kiem. M czyzna miał na sobie biały strój safari, jakby celowo dobrany do pozy i wn trza. 
Jackie znała Fredericka Q. MacNamar  na tyle dobrze, by podejrzewa ,  e nie jest to dziełem 
przypadku. 

-  No  wi c,  kiedy  mog   si   wprowadzi ?  U miech  rozja nił  pucołowat ,  chłopi c  

twarz Freda. 

- To cała ty, moja miła Jackie. Zawsze taka impulsywna. - Fred miał równie  lekko 

zaokr glon   sylwetk ,  gdy   notoryczny  brak  wicze   fizycznych  rekompensował  sobie 
wył cznie poganianiem kelnerów i taksówkarzy. Podszedł wolno do Jackie. Ruchy miał pełne 
leniwej gracji, tak dobrze udawanej,  e z biegiem lat zd yła mu wej  w krew. - Nie była  
jeszcze na pi trze. 

- Obejrz  je, jak si  rozpakuj . 
- Jackie, mam nadziej ,  e wiesz, co robisz. - Poklepał j  pobła liwie po policzku - jak 

starszy, bardziej do wiadczony kuzyn trzpiotowat  kuzyneczk . Nie miała mu tego za złe. - 
Nie  chciałbym,  eby   za  par   dni  zacz ła  ałowa   swojej  decyzji.  Zwłaszcza  e  masz  tu 
sp dzi  ponad trzy miesi ce. I to sama. 

-  Musz   przecie   gdzie   mieszka .  -  Machn ła  smukł   r k .  Na  palcach  zal niły 

drogocenne pier cionki: dowód i  umiłowała pi kno w ka dej postaci. - Je eli naprawd  mam 
zamiar cokolwiek napisa , powinnam by  sama, ale nie musz  w tym celu wynajmowa  man-
sardy. Równie dobrze mog  zamieszka  i tutaj.. . - Urwała. Kuzyn kuzynem, ale w przypadku 
Freda nie powinna pozwala  sobie na przesadn  szczero . Nie dlatego,  eby go nie lubiła, bo 
zawsze miała do niego słabo , zd yła jednak zauwa y ,  e nigdy nie mówił wprost i lubił 
kr ci . 

- Naprawd  jeste  gotów wynaj  mi ten dom? 
- Oczywi cie,  e tak. - Głos Freda był równie miły, jak jego twarz. Przynajmniej tak 

si   wydawało.  -  Wła ciciel  przyje d a  tu  tylko  zim ,  i  to  raczej  sporadycznie.  Na  pewno 
wolałby,  eby  rezydencja  nie  stała  pusta.  Wprawdzie  obiecałem  Nathanowi,  e  popilnuj  
domu do listopada, ale potem wynikła ta nagła sprawa w San Diego, a pewnych rzeczy nie da 
si , niestety, przeło y  na pó niej. Sama wiesz, jak to jest. 

background image

Jackie doskonale wiedziała, jak to jest. U Freda „nagła sprawa” z reguły oznaczała, i  

musiał  si   ukrywa   albo  przed  zazdrosnym  m em,  albo  przed  prawem.  Fred,  mimo  mało 
atrakcyjnej powierzchowno ci, wci  miał kłopoty z zazdrosnymi m ami, natomiast nawet 
jego  imponuj ce  nazwisko  nie  było  w  stanie  zapewni   mu  wystarczaj cej  ochrony,  ilekro  
popadał w konflikt z prawem. 

Nie powinna o tym zapomina , ale Jackie nie zawsze kierowała si  rozs dkiem. Poza 

tym ten dom, ze swoim wygl dem i atmosfer , ju  zd ył j  zauroczy . 

- Je eli wła ciciel naprawd  chce.  eby kto  tu zamieszkał, zrobi  to z przyjemno ci . 

Gdzie  masz  umow ,  Fred?  Chciałabym  j   jak  najszybciej  podpisa .  Potem  mogłabym  si  
rozpakowa  i wyk pa  w basenie. 

-  Skoro  jeste   tego  absolutnie  pewna..  .  -  Fred  ju   wyjmował  z  kieszeni  stosowny 

formularz.  -  Wolałbym  na  przyszło   unikn   przykrych  scen.  Takich  jak  wtedy,  kiedy 
kupiła  ode mnie porsche. 

- Jako  nie wspomniałe  nawet,  e skrzynia biegów trzymała si  na klej. 
- Ach, o to niech si  martwi nabywca - powiedział z u miechem, wr czaj c jej srebrne 

pióro z monogramem. 

Zawahała  si   na  ułamek  sekundy.  Ogarn ły  j   złe  przeczucia.  Przecie   ma  do 

czynienia z kuzynem Fredem! Specjalist  od błyskawicznych transakcji oraz okazji, których 
„nie  sposób  przegapi ”.  Wtem  z  oddali  nadleciał  ptak  i  wypełnił  ogród  radosnym  trelem. 
Uznała to za dobry znak. Zło yła zamaszysty podpis pod umow  najmu, po czym si gn ła po 
ksi eczk  czekow . 

- Trzy miesi ce, po tysi c miesi cznie, tak? 
- Plus pi set dolarów kaucji - szybko dorzucił Fred. 
-  W  porz dku.  -  Całe  szcz cie,  pomy lała,  e  kochany  kuzynek  nie  doliczył  sobie 

jeszcze  prowizji.  -  Zostawisz  mi  jaki   numer  albo  adres,  ebym  w  razie  czego  mogła 
skontaktowa  si  z wła cicielem? 

Fred  spojrzał  na  ni ,  zdezorientowany,  a  potem  obdarzył  j   tym  swoim  ujmuj cym 

u miechem niewini tka. 

- Mówiłem mu ju ,  e zaszły pewne zmiany. Nie musisz si  o nic martwi , kotku. To 

on b dzie si  z tob  kontaktował. 

-  wietnie. - Nie zamierzała zaprz ta  sobie głowy takimi drobiazgami. Była wiosna, a 

ona  miała  nowy  dom  i  nowe  plany.  -  Mo esz  by   spokojny,  wszystkiego  dopilnuj .  - 
Pogłaskała  wielk ,  chi sk   urn .  Zacznie  od  tego,  e  wstawi  w  ni   wie e  kwiaty.  - 
Zostaniesz do jutra, Fred? 

background image

- Och, bardzo bym chciał - zapewnił j  kuzyn. Czek spoczywał ju  bezpiecznie w jego 

kieszeni, a on miał wielk  ochot  pieszczotliwie go poklepa . - Ch tnie bym z tob  wymienił 
rodzinne  ploteczki,  ale  musz   złapa   najbli szy  samolot  na  wybrze e.  Aha,  byłbym 
zapomniał  -  b dziesz  musiała  wkrótce  wybra   si   na  targ,  Jackie.  W  kuchni  s   wprawdzie 
podstawowe produkty, ale nic wi cej. - Podszedł do swoich baga y. Nawet mu nie przy - , 
szło do głowy,  e mógłby pomóc kuzynce wnie  jej walizki na gór . - Klucze s  na stole. 
Baw si  dobrze. Pa! 

-  Dzi kuj .  -  Kiedy  chwycił  torby,  otworzyła  przed  nim  drzwi.  Jej  zaproszenie,  by 

został jeszcze na jeden dzie , było szczere, mimo to odmow  przyj ła z pewn  ulg . - Dzi ki, 
Fred. Jestem ci naprawd  zobowi zana. 

- Cała przyjemno  po mojej stronie, kotku. - Nachylił si ,  eby j  pocałowa . Poczuła 

aromat drogiej wody kolo skiej. - Pozdrów ode mnie rodzin , kiedy ich zobaczysz. 

-  Nie  omieszkam.  Jed   ostro nie  -  rzuciła  za  nim,  gdy  podchodził  do  l ni cej 

limuzyny, białej jak jego tropikalny garnitur. 

Fred wło ył walizki do baga nika, a potem zasiadł za kierownic  i pomachał leniwie 

na po egnanie. 

Po  jego  odje dzie  wróciła  do  salonu,  eby  si   w  spokoju  napawa   samotno ci   i 

poczuciem niezale no ci. Oczywi cie taka sytuacja nie była dla niej niczym nowym. Przecie  
sko czyła dwadzie cia pi  lat, cz sto podró owała, miała swoje mieszkanie i własne  ycie. 
Mimo to ka dy pocz tek zwykła traktowa  jako zapowied  fascynuj cej przygody. 

A wracaj c do dzisiejszego dnia.. . jaki to był wła ciwie dzie ? Dwudziesty pi ty, a 

mo e dwudziesty szósty marca? Potrz sn ła głow . To i tak bez znaczenia. Liczy si  tylko to, 

e dzie  ten miał by  pocz tkiem jej literackiej kariery. To wła nie dzi  miała si  narodzi  

sławna pisarka - Jacqueline R. MacNamara. 

To  brzmi  całkiem  nie le,  pomy lała  i  postanowiła  natychmiast  rozpakowa  

nowiute k   maszyn   do  pisania,  eby  móc  si   zabra   za  pierwszy  rozdział.  U miechni ta, 
chwyciła energicznie dwie najci sze walizki i ruszyła na gór . 

Aklimatyzacja nie zaj ła jej du o czasu. Szybko przyzwyczaiła si  do południowego 

klimatu,  do  nieznanego  domu  i  nowego  porz dku  dnia.  Wstawała  o  wicie,  jadła  niadanie 
składaj ce si  ze szklanki soku i kilku grzanek albo coli i zimnej pizzy, je li to akurat miała 
pod  r k .  Nabierała  te   coraz  wi kszej  wprawy  w  posługiwaniu  si   maszyn   i  pod  koniec 
trzeciego dnia pisała ju  do  biegle. Po południu robiła sobie przerw ,  eby wyk pa  si  w 
basenie i poopala , wymy laj c przy okazji kolejn  scen  albo niespodziewany zwrot akcji. 

background image

Opalała si  szybko i na ładny br z. Zawdzi czała to włoskiej prababce, która dokonała 

wyłomu  w  czysto  irlandzkich  szeregach  rodziny  MacNamarów.  Jackie  była  całkiem 
zadowolona ze swojej ciemnej karnacji i ze  miechem wspominała kremy i maseczki, które 
wci   podsuwała  jej  matka.  „Dobra  cera  i  ładne  rysy  to  podstawowe  atrybuty  pi kno ci, 
Jacqueline. Anie styl, moda czy makija ” - zwykła przy tym mawia  Patricia MacNamara. 

Jackie  miała  dobr   cer   i  ładne  rysy,  mimo  to  nawet  zakochana  matka  musiała 

przyzna ,  e jej córka nigdy nie b dzie klasyczn  pi kno ci . Odznaczała si  za to zdrow , 
zmysłow   urod .  Twarz  miała  trójk tn ,  a  nie  owaln ,  usta  raczej  szerokie  ni   wypukłe,  a 
oczy wr cz za du e i na dodatek.. . piwne. Znowu ta włoska krew. Bo reszta rodziny odziedzi-
czyła po irlandzkich przodkach oczy o barwie morskiej zieleni lub lazurowego bł kitu. Włosy 
Jackie były br zowe. Jako nastolatka ochoczo eksperymentowała z płukankami i pasemkami, 
wprawiaj c tym matk  w za enowanie, jednak w ko cu postanowiła poprzesta  na tym, czym 
obdarzyła j  natura. Polubiła nawet swoje włosy, a dodatkowym ich atrybutem stało si  to,  e 
układały si  w naturalne fale, dzi ki czemu nie musiała traci  cennego czasu na zbyt cz ste 
wizyty  u  fryzjera.  Ostatnio  zdecydowała  si   na  do   krótk   fryzur ,  w  której  bujne  loki 
l ni c , ciemnobr zow  aureol  otaczały smagł  twarz Jackie. 

Była  zadowolona,  e  obci ła  włosy  -  miało  to  swoje  zalety  przy  codziennych 

k pielach  w  basenie.  Pó niej  wystarczało  tylko  potrz sn   głow   i  przeczesa   je  palcami, 

eby przywróci  fryzurze wła ciwy kształt. 

Ka dego ranka, zaraz po wstaniu, rzucała si  do maszyny, a po południu pływała w 

basenie,  eby po obiedzie znowu wróci  do pisania. Za  wieczorami pracowała w ogrodzie, 
patrzyła z tarasu na morze albo czytała ksi k . A kiedy szczególnie du o czasu sp dziła przy 
maszynie do pisania, fundowała sobie k piel z hydromasa em, po której czuła si  rozkosznie 
odpr ona. 

Dom zamykała na noc starannie, bardziej z uwagi na wła ciciela ni  z obawy o własne 

bezpiecze stwo. Potem kładła si  do łó ka w pokoju, który sobie wybrała, z uczuciem dobrze 
spełnionego obowi zku. Zasypiaj c, nie mogła si  doczeka , co przyniesie kolejny dzie . 

Ilekro  wracała my lami do kuzyna Freda, na jej twarzy pojawiał si  u miech. Mo e 

jednak  rodzina  myliła  si   w  jego  ocenie?  Wprawdzie  nieraz  zdarzyło  mu  si   zap dzi  
którego   z  łatwowiernych  krewnych  w  lepy  zaułek,  jednak  proponuj c  dom  na  Florydzie, 
zdecydowanie  wy wiadczył  Jackie  przysług .  Trzeciego  dnia  wieczorem,  zanurzaj c  si   w 
pienistej k pieli, pomy lała,  e wła ciwie powinna wysła  mu kwiaty. 

Nale ało mu si  to, bez dwóch zda . 

background image

Był  miertelnie zm czony, a zarazem szcz liwy,  e wreszcie dotarł do domu. Ostatni 

etap podró y zdawał si  nie mie  ko ca. Nie wystarczało mu ju  to,  e po sze ciu miesi cach 
znowu  postawił  stop   na  ameryka skiej  ziemi.  Pierwszy  atak  zniecierpliwienia  prze ył  na 
lotnisku w Nowym Jorku. Był wprawdzie na miejscu, ale jakby nie do ko ca. Po raz pierwszy 
od wielu miesi cy pozwolił sobie na my li o własnym domu, własnym łó ku. O swoim pry-
watnym sanktuarium i azylu. 

Lot  opó nił  si   o  godzin ,  a  on  w  tym  czasie  kr ył  po  hali  odlotów,  zgrzytaj c 

z bami. A kiedy wreszcie samolot wzniósł si  w gór , przez cał  drog  spogl dał na zegarek, 

eby sprawdzi , ile jeszcze czasu b dzie musiał sp dzi  w powietrzu. 

Lotnisko  w  Lauderdale  tak e  nie  oznaczało  jeszcze  kresu  podró y.  Minion   zim  

sp dził w Niemczech i miał po dziurki w nosie mrozów i  nie ycy. Jednak ciepłe, wilgotne 
powietrze i widok palm tylko go rozdra niły, bo wci  jeszcze nie był w domu. 

Kazał  podstawi   samochód  na  lotnisko  i  kiedy  wreszcie  rozsiadł  si   w  znajomym 

wn trzu, poczuł,  e znowu zaczyna by  sob . W jednej chwili zapomniał o wielogodzinnym 
locie  z  Frankfurtu  do  Nowego  Jorku.  Opó nienia  i  nadszarpni te  nerwy  przestały  mie  
jakiekolwiek znaczenie. Oto znów siedział w swoim wozie, za kierownic  i za dwadzie cia 
minut  miał  by   w  domu.  Kiedy  wieczorem  poło y  si   spa ,  za nie  we  własnym  łó ku,  w 
swojej  po cieli.  wie o  wypranej  i  wymaglowanej  przez  pani   Grange,  która  miała 
przygotowa  wszystko na jego powrót. Tak przynajmniej zapewniał go Fred MacNamara. 

Nathana ogarn ły wyrzuty sumienia na my l o Fredzie. Mo e niepotrzebnie nalegał, 

eby  Fred  jeszcze  przed  jego  powrotem  opu cił  dom?  Jednak  po  sze ciu  miesi cach 

intensywnej pracy w Niemczech nie miał ochoty z nikim dzieli  domu. Marzył o odpoczynku 
w samotno ci. B dzie oczywi cie musiał skontaktowa  si  z Fredem i podzi kowa  mu za to, 

e  zechciał  pilnowa   jego  rezydencji,  oszcz dzaj c  mu  tym  samym  wielu  zb dnych 

komplikacji.  Nathan  bardzo  nie  lubił  kłopotów,  dlatego  uznał,  e  Fredowi  MacNamarze 
nale  si  podzi kowania. 

Zrobi  to  w  najbli szych  dniach,  pomy lał,  wsuwaj c  klucz  do  dziurki  frontowych 

drzwi. Najpierw jednak porz dnie si  wy pi. 

Pchn ł  drzwi,  zapalił  wiatło  i  patrzył.  Po  prostu  patrzył,  chłon c  wzrokiem  ka dy 

szczegół. Nie ma to jak by  u siebie - w domu, który sam zaprojektował, zbudował i urz dził. 

Dom wygl dał tak samo jak w dniu, kiedy go opu cił. 
Nie.. . wcale nie tak samo! Potarł zm czone oczy i raz jeszcze rozejrzał si  po pokoju. 

background image

Kto przesun ł chi sk  waz  pod okno i wło ył do niej irysy? I dlaczego półmisek z 

mi nie skiej porcelany stoi teraz na stole, a nie na półce? Zacisn ł wargi. Z natury pedant, 
natychmiast dostrzegł,  e mnóstwo przedmiotów zmieniło swoje miejsce. 

Musi  pomówi   o  tym  z  pani   Grange.  Ale  nie  teraz.  Pó niej.  Takie  drobiazgi  nie 

powinny zakłóci  mu rado ci z powrotu do domu. 

Przez  moment  walczył  z  pokus ,  eby  uda   si   prosto  do  kuchni  i  napi   si   czego  

mocniejszego,  pomy lał  jednak,  e  wszystko  w  swoim  czasie.  Chwycił  walizki  i  ruszył  na 
gór , napawaj c si  ka d  minut  samotno ci i ciszy. 

Przekroczył próg sypialni, zapalił  wiatło i stan ł jak wryty. Kiedy ochłon ł, odstawił 

walizki, podszedł powoli do łó ka i stwierdził,  e jest bardzo niestarannie posłane. Komoda w 
stylu chippendale, któr  kupił u Sotheby'ego przed pi ciu laty, zastawiona była cał  bateri  
słoiczków i buteleczek. Pokój pachniał zupełnie inaczej, i to nie tylko z powodu ró yczek w 
kryształowym kielichu, którego miejsce - a pami  na pewno go nie myli - było na eta erce w 
salonie. Unosił si  w nim zapach pudru, kremów i perfum. Niezbyt silny, a jednak irytuj cy. 
Na prze cieradle dostrzegł plam  ze szminki. Nachylił si , a potem krzywi c si , podniósł z 
podłogi mikroskopijne koronkowe majteczki. 

Pani Grange? Nie, to  mieszne, wr cz absurdalne! Poczciwa, przysadzista pani Grange 

za nic w  wiecie nie wcisn łaby si  w co  takiego. Mo e to Fred miał go cia.. . ? Skłonny był 
mu to wybaczy , jednak dlaczego musiało si  to odbywa  akurat w jego sypialni?! I czemu 
Fred nie spakował i nie zabrał jej rzeczy? 

Nagle  obudziła  si   w  nim  dusza  artysty  i  architekta.  Wyobra nia  podsun ła  mu 

wizerunek wysokiej, piersiastej kobiety, hała liwej i bezczelnej. I zawsze skorej do zabawy. 
Musi by  rudowłosa, pomy lał, o białych, drapie nych z bach i wyzywaj cym spojrzeniu. W 
sam  raz  dla  Freda,  wi c  w  zasadzie  nie  powinien  mie   mu  tego  za  złe.  Jednak  umowa 
brzmiała,  e dom zostanie zwolniony i wysprz tany na jego powrót. 

Po raz ostatni rzucił okiem na flakoniki na komodzie. Pani Grange b dzie musiała to 

wszystko wyrzuci . Bezwiednym ruchem wsun ł majteczki do kieszeni i wyszedł z sypialni, 

eby sprawdzi , co jeszcze zmieniło miejsce podczas jego nieobecno ci. 

Jackie  le ała  w  szkarłatnej  wannie  z  hydromasa em.  Oczy  miała  zamkni te  i  w 

rozmarzeniu nuciła jak  piosenk . Miniony dzie  uznała za bardzo udany. Przelewała my li 
na  papier  w  tempie  tak  zawrotnym,  e  a   przera aj cym.  Pomy lała,'  e  to  dobrze,  i   na 
miejsce  akcji  wybrała  Arizon   -  odległ ,  surow   i  kamienist .  W  takie  tło  doskonale 
wpasowywała  si   para  głównych  bohaterów  -  niezłomny  m czyzna  i  naiwna  z  pozoru 
kobieta. 

background image

Kamienisty trakt wiódł ich na spotkanie romansu, ale oni jeszcze o tym nie wiedzieli. 

Jackie  uwielbiała  cofa   si   w  pionierskie  czasy,  lubiła  pustynny  upał  i  zapach  potu. 
Oczywi cie  na  ka dym  kroku  na  bohaterów  czyhało  niebezpiecze stwo,  a  za  ka dym 
zakr tem  czekała  ich  nowa  przygoda.  Bohaterka  powie ci,  wychowana  w  klasztorze, 
prze ywała  katusze,  jednak  znosiła  je  bez  szemrania.  Była  dzielna  i  wytrwała.  Jackie  nie 
potrafiłaby pisa  o kobiecie bez charakteru. 

Na my l o m czy nie mimowolnie si  u miechn ła. Widziała go tak wyra nie, jakby 

si   nagle  zmaterializował  i  le ał  teraz  obok  niej  w  wannie.  Miał  g ste,  czarne  włosy, 
połyskuj ce  w  sło cu  miedzianymi  refleksami,  kiedy  zdejmował  kapelusz.  Na  tyle  długie, 

eby kobieta mogła chwyci  ich cał  gar . Mi nie miał stwardniałe od jazdy w siodle, ciało 

ogorzałe i smukłe. 

Kłopoty,  które  były  jego  specjalno ci ,  wycisn ły  pi tno  na  surowej  twarzy  o 

wydatnych ko ciach policzkowych, ocienionych zarostem, którego nie chciało mu si  goli . 
Jego  usta  były  skore  do  miechu  i  potrafiły  pobudza   serca  kobiet  do  szybszego  bicia.  A 
oczy.. . Ach, oczy miał wr cz cudowne - szare w ciemnej oprawie, z drobnymi zmarszczkami 
w  k cikach.  Spogl dały  zimno,  kiedy  poci gał  za  cyngiel.  A  gdy  kochał  si   z  kobiet , 
błyszczały z po dania. Wszystkie kobiety w Arizonie durzyły si  w Jake'u Redmanie. Jackie 
tak e  była  w  nim  troszeczk   zakochana.  Co  w  tym  zreszt   złego?  Czy  nie  stawał  si   tym 
samym postaci  bardziej autentyczn ? Skoro potrafiła  go sobie tak wyra nie wyobrazi ,  e 
wzbudzał w niej  ywsze uczucia, czy nie  wiadczyło to dobrze o jej literackim talencie? Jake 
Redman  nie  miał  oczywi cie  kryształowego  charakteru.  Daleko  mu  było  do  tego.  Dopiero 
zakochana w nim kobieta miała uzmysłowi  mu jego zalety i zaakceptowa  je wraz z wadami. 
Jednak zanim to nast pi, Jake miał jeszcze pannie Sarah Conway porz dnie zale  za skór . 
Jackie ju  nie mogła si  doczeka , co b dzie dalej. Prawie słyszała jego głos, kiedy mówił. ,. 

- Co pani tu robi?! 
Powoli otworzyła oczy i ujrzała obiekt swoich marze . Jake?! A mo e to gor ca woda 

uderzyła  jej  do  głowy  i  rozmi kczyła  mózg?  Wprawdzie  jej  bohater  nie  nosił  garnituru  z 
krawatem, rozpoznała jednak to mroczne spojrzenie zwiastuj ce burz  z piorunami. Zastygła 
w osłupieniu i patrzyła na niego szeroko otwartymi oczyma. 

Włosy  miał  wprawdzie  krótsze,  ale  tylko  nieznacznie,  a  ciemny  zarost  ocieniał  mu 

policzki.  Przetarła  oczy,  a  potem  zamrugała,  bo  chlor  zacz ł  j   piec  pod  powiekami. 
M czyzna wci  stał tam, gdzie poprzednio. 

- Czyja  ni ? 

background image

Nathan przyjrzał jej si  uwa nie. Wprawdzie nie była to rudowłosa seksbomba z jego 

wyobra e , tylko fertyczna brunetka o sarnich oczach, jednak bez wzgl du na wszystko, nie 
powinna znajdowa  si  w tym miejscu. 

- Wtargn ła pani na teren cudzej posiadło ci. To wbrew prawu. A tak w ogóle, kim 

pani jest? 

Ten  głos!  Debry  Bo e!  Nawet  głos  był  taki  sam.  Jackie  potrz sn ła  głow   i 

spróbowała  wzi   si   w  gar .  Bez  wzgl du  na  to,  jak  bardzo  prawdziwy  wydawał  si   jej 
bohater  na  papierze,  nie  mógł  przecie   nagle  o y   i  stan   przed  ni   w  garniturze  za  co 
najmniej pi set dolarów. Prawda była taka,  e ona, Jackie MacNamara, znalazła si  sam na 
sam z obcym m czyzn , i to w ogromnie kr puj cej sytuacji. 

Przez  chwil   usiłowała  sobie  przypomnie   chwyty,  których  nauczyła  si   na  kursie 

karate, ale kiedy znów popatrzyła na szerokie bary m czyzny, doszła do wniosku,  e to nie 
wystarczy. 

- Kim pan jest? - zapytała wyniosłym tonem,  eby ukry  strach. 
- To ja pani  pytam, kim pani jest - odparował. - Ja jestem Nathan Powell. 
- Ten architekt? Zawsze podziwiałam pa skie projekty. Widziałam Ridgeway Center 

w  Chicago  i..  .  -  Uspokojona,  zacz ła  si   podnosi ,  kiedy  nagle  u wiadomiła  sobie,  e  jest 
naga, wi c z powrotem opadła na dno wanny. - Ma pan godny podziwu dar ł czenia funkcji 
estetycznej z u ytkow . 

- Miło mi to słysze . A teraz.. . 
- Ale co pan tu robi? 
M czyzna  znów  zmru ył  oczy  i  Jackie  zobaczyła,  e  celuj   w  ni   niczym  dwa 

rewolwery. 

- To ja pani  o to pytam, bo to mój dom. 
- Co?! - Próbowała zebra  my li. - To pan jest tym znajomym Freda? - Odetchn ła z 

ulg  i u miechn ła si . - Czyli wszystko jasne. 

Uroczy dołeczek pojawił si  w k ciku jej ust. Nathan zauwa ył go, ale wcale go to nie 

rozbroiło. Był pedantycznym samotnikiem i nie przywykł do tego,  eby nieznajome kobiety 
przesiadywały w jego wannie. 

-  Mo e  i  jasne,  ale  nie  dla  mnie.  Bo e,  zaczynam  si   powtarza .  Kim  pani  jest,  u 

diabła?! 

-  Ach,  przepraszam.  Jestem  Jackie  -  powiedziała,  a  kiedy  uniósł  bez  słowa  brwi,  z 

u miechem dodała: - Jacqueline MacNamara. Kuzynka Freda. - Wyci gn ła ku niemu mokr  
r k . 

background image

Nathan popatrzył na drobn  dło  z l ni cymi pier cionkami, ale jej nie u cisn ł. Bał 

si ,  e je li to zrobi, nie zapanuje nad sob  i jednym szarpni ciem wyci gnie t  obc  kobiet  z 
wanny. 

- Panno MacNamara, mog  zapyta , dlaczego k pie si  pani w mojej łazience i sypia 

w moim łó ku? 

- To pana sypialnia! Przepraszam. Fred nic mi nie mówił, wi c wybrałam sobie pokój, 

który mi si  najbardziej spodobał. Fred jest teraz w San Diego. 

-  A  co  mnie  to  obchodzi!  -  Bo e,  co  si   z  nim  dzieje?!  Uwa ał  si   za  człowieka 

cierpliwego  i  wyrozumiałego,  a  teraz  przekonał  si ,  e  jego  cierpliwo   jest  ju   na  wy-
czerpaniu. - Pytam pani  po raz ostatni, co pani robi w moim domu? 

- Wynaj łam go od Freda. To pan o tym nie wie? 
- Co takiego?! 
-  Trudno  rozmawia ,  kiedy  ta  maszynka  tak  hałasuje.  Chwileczk .  -  Wył czyła 

urz dzenie  do  hydromasa u,  zanim  on  zd ył  to  zrobi .  -  Jakby  tu  powiedzie ..  .  nie 
spodziewałam  si   wizyty,  wi c  nie  jestem  odpowiednio  ubrana.  Mog   pana  na  chwil  
przeprosi ? 

Wzrok Nathana mimowolnie pow drował ku wannie. W pieni cej si  k pieli dostrzegł 

zarys biustu. Zacisn ł z by. 

-  Zaczekam  w  kuchni.  I  niech  si   pani  pospieszy.  Po  jego  wyj ciu  Jackie  gł boko 

odetchn ła. 

- No tak, tego si  mo na było spodziewa  po Fredzie - burkn ła, wyskakuj c z wanny. 
Nathan  tymczasem  nalał  sobie  podwójn   porcj   d inu  z  tonikiem.  Wi c  tak  miał 

wygl da  jego powrót do domu? 

Wprawdzie niejeden m czyzna byłby zadowolony,  gdyby po uko czeniu wielkiego 

projektu  i  okresie  ci kiej  pracy  zastał  w  wannie  nag   kobiet ,  niestety,  on  si   do  takich 
m czyzn  nie  zaliczał.  Poci gn ł  długi  łyk,  a  potem  oparł  si   z  westchnieniem  o  blat.  Co 
robi ? Uznał,  e najpierw musi si  pozby  tej Jacqueline MacNamara. 

- Panie Powell? 
Podniósł wzrok i zobaczył j  w progu. Wci  ociekała wod  Zmierzył j  wzrokiem od 

długich, opalonych nóg, poprzez pasiasty krótki szlafroczek a  po wilgotne, kr cone włosy. 
U miechn ła si , a na jej twarzy znów ukazał si  dołeczek. Nathan nie był pewny, czy mu si  
to podoba. Kobieta z takim u miechem mogła bez trudu wyprowadzi  m czyzn  w pole. 

- Musimy porozmawia  o pani kuzynie. 

background image

- Tak, o Fredzie. - . Jackie z u miechem pokiwała głow  i zaj ła ratanowy stołek przy 

barku. Zdecydowana była zachowywa  si  mo liwie jak najbardziej swobodnie i naturalnie. 
Nie miała przecie  nic do stracenia. I tak pewnie za chwil  wyładuje za drzwiami, z walizk  
w r ku. - Niezły z niego numer, co? Jak si  poznali cie? 

-  Przez  wspólnych  znajomych.  -  Nathan  skrzywił  si   i  pomy lał,  e  b dzie  musiał 

równie   porozmawia   z  Justine.  -  Miałem  wyjecha   do  Niemiec  na  kilka  miesi cy,  wi c 
pomy lałem,  e dobrze byłoby, gdyby kto  tu mieszkał w tym czasie. Polecono mi Freda. A 
poniewa  znałem jego ciotk .. . 

- Patrici ? To moja matka. 
- Nie, Adele Lindstrom. 
- Ach, ciotk  Adele. To siostra mojej mamy. - W oczach Jackie pojawił si  łobuzerski 

błysk. - Wspaniała kobieta. 

Nathan udał,  e nie słyszy znacz cej nutki w jej głosie. 
- Pracowałem ostatnio z Adele nad pewnym projektem w Chicago. To z jej polecenia 

zdecydowałem si  wpu ci  tu Freda pod moj  nieobecno . 

Jackie  przygryzła  wargi.  Pierwszy  objaw  zdenerwowania.  I  cho   nie  była  tego 

wiadoma, zostało jej to zapisane na plus. 

- Wi c on nie wynajmował tego domu od pana? 
- Wynajmował? Oczywi cie,  e nie. 
Jackie zacz ła nerwowo bawi  si  pier cionkami. Nie patrz na ni , pomy lał. Ka  jej 

si  spakowa  i wynosi , zanim b dzie za pó no.  adnych wyja nie ,  adnych przeprosin, a za 
dziesi   minut  b dziesz  le ał  w  swoim  łó ku.  Usłyszał  własne  westchnienie.  Mało  kto 
wiedział,  e był w sumie człowiekiem dobrodusznym i naiwnym. 

- Tak pani powiedział? 
- Najlepiej b dzie, jak wszystko panu opowiem. Czy i ja mog  si  czego  napi ? 
Kiedy wskazała na jego drinka, zmarszczył gniewnie brwi. Był znany z doskonałych 

manier, a tu taka gafa! Nawet je li ta kobieta nie jest jego go ciem, noblesse oblige.. . Bez 
słowa przyrz dził drinka, a potem usiadł naprzeciwko. 

- Tylko prosz  krótko i zwi le. 
- Dobrze. - Jackie poci gn ła łyk ze szklanki. - Fred zadzwonił do mnie w zeszłym 

tygodniu.  Dowiedział  si   od  rodziny,  e  szukam  mieszkania  na  kilka  miesi cy.  Jakiego  
miłego,  spokojnego  miejsca  do  pracy.  Jestem  pisark   -  dorzuciła  z  dum .  Poniewa   nie 
doczekała  si   adnej  reakcji,  wypiła  kolejny  łyk  i  mówiła  dalej:  -  W  ka dym  razie,  Fred 
powiedział mi,  e zna odpowiednie miejsce. Twierdził,  e wynajmuje ten dom, a kiedy mi go 

background image

opisał,  nie  mogłam  si   ju   doczeka ,  eby  go  zobaczy .  To  naprawd   pi kny  i  starannie 
zaprojektowany dom. Teraz, kiedy ju  wiem, kim pan jest, wszystko stało si  jasne. Ten styl, 
ten  wdzi k,  te  przestrzenie..  .  Gdybym  nie  była  tak  skupiona  na  swoich  sprawach, 
rozpoznałabym pa sk  r k . Przecie  zaliczyłam kilka semestrów architektury u LaFonta, na 
Columbia University. 

- To musiało by  ciekawe. U LaFonta? 
-  Tak.  Cudowny  stary  g sior,  prawda?  Taki  pompatyczny  i  przekonany  o  własnej 

warto ci. 

Nathan uniósł brwi. Sam studiował kiedy  u LaFonta - Bo e, jak to było dawno temu! 

- wi c doskonale wiedział,  e ten „stary g sior” przyjmował tylko najbardziej utalentowanych 
studentów. Otworzył usta, ale zaraz je zamkn ł. Nie da si  wci gn  w  adne pogaw dki. - 
Wró my do pani kuzyna, panno MacNamara. 

- Mam na imi  Jackie. - Znów ten sam u miech z dołeczkiem. - No wi c, gdyby nie to, 

e mi tak ogromnie zale ało, pewnie bym mu podzi kowała. Ale on tak gor co namawiał,  e 

w ko cu przyjechałam, a kiedy obejrzałam to miejsce, zakochałam si  w nim od pierwszego 
wejrzenia. Fred powiedział mi,  e musi natychmiast wyjecha  w interesach do San Diego, a 
wła ciciel - czyli pan - nie chce,  eby dom stał pusty. Podejrzewam,  e to nieprawda,  e zim  
wpada pan tu z wizyt  od czasu do czasu. 

- Niestety, nieprawda. - Nathan wyj ł z kieszeni papierosa. Wprawdzie udało mu si  

ograniczy   palenie  do  dziesi ciu  sztuk  dziennie,  ale  tym  razem  okoliczno ci  w  pełni  go 
usprawiedliwiały. - Mieszkam tu przez cały rok, z wyj tkiem podró y słu bowych. Umowa 
mi dzy mn  a Fredem była taka,  e sprowadzi si  na czas mojej nieobecno ci. Dwa tygodnie 
temu zadzwoniłem do niego,  eby go uprzedzi  o powrocie. Miał si  skontaktowa  z pani  
Grange i zostawi  jej swój aktualny adres. 

- Kto to jest pani Grange? 
- Moja gosposia. 
- Nic mi nie mówił o gosposi. 
- Wcale mnie to nie dziwi - rzekł Nathan, po czym dopił drinka. - Wró my teraz do 

pani.. . Jackie. 

-  Podpisałam  umow   najmu  -  powiedziała  z  westchnieniem.  -  I  wypisałam  Fredowi 

czek. Zapłaciłam za trzy miesi ce z góry, plus kaucja. 

- Przykro mi. - Nie mo e sobie na to pozwoli ,  eby mu było przykro! - Nie podpisała 

pani umowy z wła cicielem. 

background image

-  Ale  z  pana  pełnomocnikiem..  .  To  znaczy,  my lałam  e  on  jest  pa skim 

pełnomocnikiem.  Kuzyn  Fred  potrafi  by   bardzo  przekonuj cy.  -  Zauwa yła,  e  słuchał  jej 
bez u miechu. Szkoda,  e nie potrafił dostrzec całego komizmu tej sytuacji. - Panie Powell, to 
znaczy  Nathan..  .  przecie   to  oczywiste,  e  Fred  oszukał  nas  oboje,  ale  musi  by   na  niego 
jaki  sposób. A je eli chodzi o te trzy i pół tysi ca.. . 

- Ile? - zdumiał si  Nathan. - Zapłaciła mu pani trzy i pół tysi ca dolarów?! 
- Uznałam,  e to rozs dna cena. - Pomy lała,  e lepiej z nim nie  artowa . - Przecie  

to pi kny dom, z basenem i oran eri . A wracaj c do meritum, mo e pr dzej czy pó niej uda 
nam si  przy pomocy rodziny co  z niego wydusi . Natomiast w tej chwili pytanie brzmi, jak 
rozwikła  t  skomplikowan  sytuacj . 

- Skomplikowan  sytuacj ? 
- Nasz jednoczesny pobyt w tym domu. 
- O, to proste. - Nathan wyj ł kolejnego papierosa i pomy lał,  e jej stracone pieni dze 

to nie jego problem. - Mog  pani poleci  kilka całkiem przyzwoitych hoteli. 

Jackie znowu si  u miechn ła. Nie  ywiła co do tego w tpliwo ci, ale nie miała te  

najmniejszego zamiaru wyprowadza  si  do  adnego z nich. Dołeczek wci  był na swoim 
miejscu,  gdyby  jednak  Nathan  przyjrzał  jej  si   uwa niej,  dostrzegłby  w  piwnych  oczach 
determinacj . 

- Owszem, to rozwi załoby pana problem, ale nie mój. Bo ja mam umow . 
- Ma pani tylko bezwarto ciowy  wistek papieru. 
- Bardzo mo liwe. - W zamy leniu zab bniła palcami w blat. - Studiował pan prawo? 

Kiedy byłam w Harvardzie.. . 

- Studiowała pani w Harvardzie? 
- Bardzo krótko. - Machn ła lekcewa co r k . - Tak czy owak, o ile si  orientuj , nie 

tak łatwo b dzie mnie st d wyrzuci . - Obróciła w palcach szklank . - Oczywi cie gdyby pan 
podał mnie do s du, wci gaj c w to kuzyna Freda, w ko cu t  spraw  by pan wygrał. Tego 
jestem  pewna.  Ale  póki  co  -  ci gn ła,  nie  dopuszczaj c  go  do  słowa  -  spróbujmy  znale  
jakie  wyj cie, które byłoby do przyj cia dla nas obojga Musi pan by  bardzo zm czony. 

- Zmieniła temat tak gładko,  e Nathan spojrzał na ni  w osłupieniu. - Proponuj ,  eby 

pan poszedł teraz na gór  i dobrze si  wyspał. Sen jest najlepszym lekarstwem na wszystkie 
problemy, prawda? A jutro zastanowimy si  nad tym, co dalej. 

- Nad czym si  tu zastanawia , panno MacNamara? Niech pani spakuje swoje rzeczy. 

-  Wsun ł  r k   do  kieszeni  i  natrafił  na  cienk   koronk .  Zaciskaj c  ze  zło ci  usta,  wyj ł 
majteczki. 

background image

- Czy to pani bielizna? 
-  Tak,  dzi ki.  -  Nawet  si   nie  zarumieniła.  -  Troch   za  pó no  na  to,  eby  wzywa  

policj  i próbowa  im wszystko wyja ni . Wyobra am sobie,  e fizycznie byłby pan w stanie 
mnie usun , ale pó niej sam by si  za to znienawidził. 

Załatwiła go. Nathan doszedł do wniosku,  e musiała mie  znacznie wi cej wspólnego 

ze  swoim  kuzynem  ni   tylko  nazwisko.  Spojrzał  na  zegarek  i  zakl ł.  Było  ju   grubo  po 
północy, a on nie miał serca  wyrzuci  jej za drzwi. Na domiar złego był tak zm czony,  e 
zaczynał widzie  podwójnie, wi c jak mógł znale  stosowne argumenty? 

- Dam pani dwadzie cia cztery godziny, panno MacNamara. To brzmi rozs dnie. 
- Wiedziałam,  e oka e pan rozs dek. - Znowu si  u miechn ła - A teraz prosz  si  

poło y , a ja zamkn  dom. 

- Przecie  pani  pi w moim łó ku! 
- Nie rozumiem. 
- Zaj ła pani moj  sypialni . 
-  Ach  tak?  - Jackie  podrapała  si   w  głow .  -  Je eli  to  ma  dla  pana  takie  znaczenie, 

mog  zabra  swoje rzeczy. 

- Nie trzeba. - Mo e to tylko koszmarny sen? Jakie  halucynacje? Rano obudzi si  i 

wszystko b dzie jak dawniej. - Prze pi  si  w jednym z pokoi go cinnych - dorzucił. 

- To całkiem niezły pomysł. Wygl da pan na kompletnie wyko czonego. Dobranoc. 
Patrzył na ni  bez słowa przez cał  minut , a kiedy wreszcie znikn ł, Jackie poło yła 

głow  na stole i zachichotała. Ju  ona policzy si  z Fredem. Ale póki co, musiała przyzna ,  e 
od miesi cy nie znalazła si  w bardziej zabawnej sytuacji. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

Kiedy  Nathan  si   obudził,  na  Wschodnim  Wybrze u  było  ju   po  dziesi tej  rano, 

jednak  koszmar  wcale  nie  min ł.  U wiadomił  to  sobie  w  chwili,  gdy  jego  wzrok  padł  na 
pr kowana tapet  w pokoju go cinnym. Có  z tego,  e był w swoim własnym domu, skoro 
został zepchni ty do pozycji go cia? 

Walizki,  otwarte,  lecz  wci   nie  rozpakowane,  stały  na  mahoniowej  komodzie  pod 

oknem.  Przez  rozsuni te  zasłony  sło ce  padało  na  pedantycznie  zło one  koszule.  Nathan 
zawahał si . Nie b dzie rozpakowywał walizek, póki nie znajdzie si  w swoim pokoju. 

Ma przecie  prawo do własnej szafy. 
Pomy lał,  e Jacqueline MacNamara co do jednego miała racj . Po dobrze przespanej 

nocy  czuł  si   o  całe  niebo  lepiej,  a  i  umysł  funkcjonował  znacznie  sprawniej.  Raz  jeszcze 
przebiegł w my lach wszystkie wydarzenia minionej nocy - od chwili gdy wszedł do domu a  
do momentu, kiedy zwalił si  jak kłoda na łó ko w pokoju go cinnym. 

Wła nie wtedy dotarło do niego,  e post pił jak ostatni głupiec, bo trzeba było od razu 

pokaza  jej drzwi. Ale to da si  jeszcze naprawi . I to im pr dzej, tym lepiej. 

Ogolił si , po czym schował wszystkie przybory do kosmetyczki. Niczego nie b dzie 

rozpakowywał, póki nie b dzie mógł odło y  swoich rzeczy na miejsce, w przeznaczonych 
dla nich szufladach i szafkach. Potem przebrał si  w bawełniane spodnie i koszul  i poczuł,  e 
jest gotowy do akcji. Jednak zanim wyrzuci ze swojego łó ka t  apetyczn  brunetk , wzmocni 
si  mał  kaw . To nigdy nie zaszkodzi. 

Był  w połowie schodów, kiedy poczuł ten zapach. Kawa.  wie a, mocna kawa. Ju  

miał si  u miechn , gdy przypomniał sobie, kto musiał j  zaparzy . Utwierdziło go to tylko 
w  raz  powzi tym  postanowieniu,  wi c  energicznie  ruszył  na  dół.  Z  kuchni  napłyn ła  fala 
innych  zapachów.  Bekon?  Rzeczywi cie,  bekon.  Usłyszał  te   gło n ,  rytmiczn   muzyk . 
Najwyra niej kto  tu czuł si  jak u siebie w domu. 

Co prawda, koszmar trwa, ale zaraz si  sko czy. 
Zdecydowanym krokiem wmaszerował do kuchni, gotów od progu wytoczy  działa. 
-  Dzie   dobry.  -  Jackie  powitała  go  promiennym  u miechem.  Na  jego  widok 

przyciszyła  radio,  ale  go  nie  wył czyła.  -  Nie  wiedziałam,  jak  długo  b dziesz  spał,  lecz 
pomy lałam sobie,  e nie nale ysz do tych, którzy wyleguj  si  w łó ku do południa, wi c 
zacz łam robi   niadanie. Mam nadziej ,  e lubisz nale niki z jagodami. Wyskoczyłam rano 

background image

na targ i kupiłam  wie e jagody. - Zanim zd ył co  powiedzie , wetkn ła mu do ust soczyst  
jagod . - Siadaj. Nalej  ci kawy. 

- Panno MacNamara.. . 
- Bardzo prosz , mam na imi  Jackie. Ze  mietank ? 
- Nie, bez. Nie rozwi zali my wczoraj pewnej kwestii, dlatego musimy zrobi  to teraz. 
-  Absolutnie  tak.  Mam  nadziej ,  e  lubisz  bekon  dobrze  wysma ony?  -  Postawiła 

porcelanowy talerz na serwetce. K tem oka zauwa yła,  e si  ogolił. Bez cienia zarostu na 
policzkach  nie  przypominał  ju   tak  bardzo  jej  bohatera,  Jake'a.  Tylko  oczy  wci   miał 
dokładnie takie same. Pomy lała,  e powinna mie  si  na baczno ci. 

- Du o o tym my lałam, Nathan, i wydaje mi si ,  e znalazłam idealne rozwi zanie. - 

Nalała odrobin  oleju na patelni  i podkr ciła gaz. - Wyspałe  si ? 

- Owszem. - Tak mu si  przynajmniej  wydawało zaraz po wstaniu,  ale teraz znowu 

poczuł si  gorzej. 

- Mama mi zawsze powtarzała,  e najlepiej  pi si  we własnym domu, ale mnie to nie 

dotyczy. Mog  spa  byle gdzie. Chcesz gazet ? 

- Nie. - Napił si  kawy, zajrzał do fili anki i upił kolejny łyk. Mo e to tylko złudzenie, 

ale była to najlepsza kawa, jak  pił w swoim  yciu. 

- Kaw  kupuj  w małym sklepiku w mie cie - wyja niła Jackie, jakby czytała w jego 

my lach,  po  czym  wprawnym  ruchem  wylała  ciasto  na  patelni .  -  Sama  rzadko  pij   kaw . 
Dlatego zreszt  uwa am,  e trzeba kupowa  najlepsz . - Gotowy do jedzenia? - Nim zd ył 
odpowiedzie , zsun ła nale niki na talerz. - Masz st d pi kny widok. - Nalała drug  fili ank  
i usiadła obok niego. - Posiłek w takiej scenerii to prawdziwa uczta, tak e dla ducha. 

Natahan bezwiednie si gn ł po butelk  słodkiego syropu. Nie zaszkodzi zacz  dzie  

od dobrego  niadania. 

Potem, oczywi cie, wyrzuci t  pann  MacNamara bez zwłoki. 
- Jak długo ju  tu jeste ? 
- Zaledwie od paru dni. Fred zawsze potrafił doskonale zgra  wszystko w czasie. Jak 

tam nale niki? Smakuj ? 

Pomy lał,  e wypada odda  jej sprawiedliwo . 
- S  przepyszne. A ty nie b dziesz jadła? 
-  Jestem  ju   wła ciwie  po  niadaniu.  -  Mówi c  to,  si gn ła  po  chrupi cy  plasterek 

bekonu. - Gotujesz sobie sam? 

-  Tylko  je eli  na  opakowaniu  jest  przepis.  Czy by  miało  to  oznacza   zapowied  

zwyci stwa? 

background image

- Ja jestem  wietn  kuchark . 
- Pewnie ko czyła  najlepsze kursy? 
- Och, chodziłam na nie tylko przez pół roku - odparła z u miechem. -  eby nauczy  

si   podstaw.  Pó niej  postanowiłam  sama  eksperymentowa .  Gotowanie  równie   mo e  by  
pasjonuj c  przygod . 

W  odpowiedzi  mrukn ł  co   niezrozumiale.  Dla  niego  gotowanie  było  m k ,  która 

nieodmiennie ko czyła si  kl sk . 

- A ta twoja pani Grange? - ci gn ła Jackie. - Czy ona przychodzi codziennie,  eby ci 

posprz ta  i ugotowa ? 

-  Nie,  tylko  raz  w  tygodniu.  -  Nale niki  wprost  rozpływały  si   w  ustach.  Nathan 

odpr ył si  i spojrzał na ogród. Jackie miała racj , widok był rzeczywi cie pi kny. Pomy lał, 

e nigdy dot d  niadanie nie sprawiło mu takiej przyjemno ci. - Sprz ta, robi zakupy na cały 

tydzie  i przygotowuje jak  zapiekank  na kilka dni. A czemu pytasz? 

- Bo to ma pewien zwi zek z naszym małym dylematem. 
- To tylko twój dylemat. 
-  Wszystko  jedno.  Zastanawiam  si ,  jak  to  z  tob   jest,  Nathan.  Twoje  budowle  s  

dowodem na to,  e nie jest ci obce poczucie stylu i harmonii, jednak nie potrafi  powiedzie , 
czy wyznajesz tak e zasad  fair play. - Si gn ła po dzbanek z kaw . - Nalej  ci jeszcze jedn  
fili ank . 

Nathanowi w jednej chwili odechciało si  je . 
- Do czego zmierzasz? 
- Straciłam trzy tysi ce pi set dolarów - odparła,  uj c plasterek bekonu. - Mimo to 

nie zamierzam ci wmawia ,  e na skutek tego b d  zmuszona handlowa  ołówkami na rogu 
ulicy. Istotna jest tu nie kwota, tylko zasada. A ty jeste  człowiekiem z zasadami, prawda? 

O co jej wła ciwie chodzi? Nathan bez słowa wzruszył ramionami. 
-  W  dobrej  wierze  zapłaciłam  za  to,  eby  przez  trzy  miesi ce  móc  tu  mieszka   i 

pracowa . 

- Jestem pewny,  e twoja rodzina zatrudnia doskonałych adwokatów. Czemu wobec 

tego nie podasz do s du kuzyna Freda? 

-  MacNamarowie  nie  rozwi zuj   rodzinnych  spraw  w  taki  sposób.  Ale  oczywi cie 

policz  si  z nim, i to kiedy b dzie si  tego najmniej spodziewał. 

Zimny błysk w jej oczach upewnił Nathana,  e dotrzyma słowa. Mimowolnie poczuł 

co  na kształt podziwu. 

-  ycz  ci powodzenia, ale twoje rodzinne kłopoty to nie moja sprawa. 

background image

- Twoja, je eli w ich centrum znajduje si  twój dom. Chcesz jeszcze nale nika? 
-  Nie,  dzi kuj   -  odparł  o  pół  sekundy  za  pó no.  -  Panno..  .  Jackie,  b d   z  tob  

absolutnie  szczery.  -  Rozsiadł  si   wygodniej,  eby  spokojnie  i  rzeczowo  przekaza   jej 
ostateczn  decyzj . Gdy z uwag  zwróciła na niego piwne oczy, powinien si  domy li ,  e nie 
pójdzie mu tak gładko. 

-  W  Niemczech  ci ko  pracowałem.  Przede  mn   kilka  wolnych  miesi cy,  które 

zamierzam sp dzi  we własnym domu i w samotno ci, nie robi c absolutnie nic. 

- A co budowałe ? 
- Gdzie? 
- No, w Niemczech. 
- Kompleks rozrywkowy, ale to nie ma nic do rzeczy. Mo e wydam ci si  bezduszny, 

ale nie czuj  si  odpowiedzialny za sytuacj , w jakiej si  znalazła . 

- Bezduszny? Wcale nie. - Jackie poklepała go po r ce, po czym dolała mu kawy. - 

Niby  czemu  miałby   si   tym  przejmowa ?  Powiadasz,  kompleks  rozrywkowy.  To  bardzo 
ciekawe. Ch tnie o tym posłucham, ale pó niej. Rzecz w tym, Nathan.. . - Urwała,  eby dola  
sobie kawy. 

- Tak naprawd  jedziemy na tym samym wózku. Oboje chcieli my sp dzi  najbli sze 

miesi ce w samotno ci, a Fred nam wszystko popsuł. Lubisz kuchni  orientaln ? 

Nathan poczuł,  e traci grunt pod nogami. Oparł si  mocniej łokciami o blat. 
- Przepraszam, ale co to ma do rzeczy? 
- Musi co  mie , skoro o to pytam. Masz jakie  ulubione potrawy? Albo takie, których 

szczególnie nie lubisz? Ja mog  je  wszystko, ale s  ludzie o zdecydowanych preferencjach. 
- Jackie otoczyła dło mi fili ank  i zało yła nog  na nog . Miała na sobie jaskrawoniebieskie 
szorty z wyhaftowanym flamingiem. Nathan patrzył przez dłu sz  chwil  na ró owego ptaka, 
a potem odwrócił wzrok. 

- Lepiej powiedz, o co ci chodzi, póki jeszcze jestem przy zdrowych zmysłach. 
-  Ten  dom  jest  wystarczaj co  du y,  eby  nam  obojgu  zapewni   to,  czego  chcemy  - 

powiedziała spokojnie i znów pomy lała,  e Nathan ma oczy Jake'a. - Podobno jestem idealn  
współmieszkank .  Je eli  chcesz,  mog   ci  przedstawi   referencje.  W  ko cu  studiowałam  na 
paru uczelniach i mieszkałam w paru akademikach. Potrafi  by  schludna, cicha i nie rzuca  
si  w oczy. 

- Szczerze mówi c, trudno mi w to uwierzy . 

background image

- Ale to prawda. Zwłaszcza kiedy pochłania mnie własny projekt, tak jak teraz. Całymi 

dniami pisz , a ta ksi ka to w tej chwili najwa niejsza sprawa w moim  yciu. Ch tnie ci co  
wi cej opowiem, ale pó niej. 

- Z przyjemno ci  posłucham. 
-  Masz  subtelne  poczucie  humoru,  Nathan.  Uwa aj,  eby   go  nie  stracił.  Tak  czy 

inaczej, gł boko wierz  w co  takiego jak aura. Ty jako architekt pewnie te . 

-  Znowu  zgubiłem  w tek.  -  Nathan  odsun ł  fili ank .  Jeszcze  jedna  kawa,  a  gotów 

przyj  do wiadomo ci jej argumenty. 

- Mówi  o tym domu - cierpliwie wyja niła Jackie, a Nathan doszedł do wniosku,  e 

wszystkiemu winne s  jej oczy. Miały w sobie co , co zmuszało go, by jej słuchał, podczas 
gdy rozum podpowiadał mu,  eby zatkał uszy i uciekał, gdzie pieprz ro nie. 

- Co z tym domem? 
-  On  zdecydowanie  ma  w  sobie  co .  Odk d  tu  zamieszkałam,  robota  idzie  mi  jak  z 

płatka.  Obawiam  si ,  e  gdybym  si   teraz  wyprowadziła,  mogłoby  mi  si   sko czy  
natchnienie. Wolałabym nie ryzykowa , dlatego skłonna jestem pój  na kompromis. 

- Ty jeste  skłonna pój  na kompromis? - powtórzył powoli Nathan. - To ciekawe! 

Mieszkasz w moim domu bez mojej zgody i gotowa jeste  pój  na kompromis? 

- To chyba fair? - Jej słowom towarzyszył promienny u miech. - Ty nie gotujesz, a ja 

tak. Dlatego do ko ca mojego pobytu b d  przygotowywa  posiłki dla nas obojga, i to na mój 
koszt. 

Słuchaj c jej, pomy lał,  e to całkiem rozs dna propozycja. 
-  To  bardzo  wielkodusznie  z  twojej  strony,  ale  ja  nie  potrzebuj   ani  kucharki,  ani 

współlokatorki. 

- Sk d mo esz to wiedzie ? Przecie  nie miałe  dot d ani jednej, ani drugiej. 
-  Czego  potrzebuj   -  to  wi tego  spokoju  -  powiedział,  wyra nie  akcentuj c  ka de 

słowo. 

- Ale  oczywi cie,  e tak. 
Mimo i  nawet go nie dotkn ła, poczuł si , jakby go pogłaskała po głowie. Zacisn ł 

usta. 

-  Zawrzyjmy  pakt,  Nathan.  B dziemy  nawzajem  respektowa   swój  spokój.  - 

Wychyliła si  i spontanicznym gestem nakryła dłoni  jego dło . - Wiem,  e nie masz wobec 
mnie  adnych  zobowi za ,  ale  zale y  mi  na  tej  ksi ce.  Chciałabym  j   jak  najpr dzej 
sko czy  i czuj ,  e uda mi si  to pod warunkiem,  e zostan  w tym domu. 

background image

-  Chcesz  mi  wmówi ,  e  je li  nie,  literatura  ameryka ska  poniesie  niepowetowan  

strat ? I to oczywi cie z mojej winy. 

-  Nie,  nigdy  w  yciu,  daleka  jestem  od  tego.  Chocia ,  gdyby  si   zastanowi ,  jest  w 

tym pewna racja. Prosz  ci  tylko o jedno -  eby  dał mi szans . Przecie  chodzi wył cznie o 
kilka  tygodni.  Je eli  w  którym   momencie  dojdziesz  do  wniosku,  e  doprowadzam  ci   do 
szału, wyjad  bez słowa. 

- Jacqueline, znam ci  zaledwie od kilku godzin, a ju  zd yła  doprowadzi  mnie do 

szału. 

Cho  nic w jego tonie na to nie wskazywało, poczuła,  e szala zwyci stwa zaczyna 

przechyla  si  na jej stron . 

- Mimo to zjadłe  wszystkie nale niki - zauwa yła mimochodem. 
Nathan skruszony spojrzał na pusty talerz. 
- Od dwudziestu czterech godzin nie jadłem nic poza tym, co podali w samolocie. 
-  Poczekaj,  a   spróbujesz  mojego  ciasta.  I  gofrów.  Przemy l  to  sobie,  Nathan. 

Obiecuj ,  e póki tu b d , nie otworzysz ani jednej puszki. 

Wbrew  woli  przypomniał  sobie  wszystkie  ałosne  posiłki,  które  sam  sobie 

przygotował,  a  tak e  inne,  równie  niejadalne,  dostarczane  mu  w  styropianowych  pojemni-
kach. 

- B d  si  stołował poza domem. 
- W zatłoczonych restauracjach? Tam na pewno znajdziesz upragniony  wi ty spokój. 

Je eli przyjmiesz moj  propozycj , b dziesz jadał w luksusowych warunkach. 

Musiał  przyzna ,  e  nienawidził  restauracji.  Po  pobycie  w  Niemczech  miał  ich  po 

dziurki  w  nosie.  Znów  pomy lał,  e  jej  propozycja  brzmi  rozs dnie.  Przyszło  mu  to  tym 
łatwiej,  e wci  miał w ustach smak wspaniałych nale ników. 

- Chc ,  eby  zwolniła mój pokój. 
-  aden problem. 
- I nie znosz  rozmów przy  niadaniu. 
- Co za mruk! Ja za to chc  codziennie korzysta  z basenu. 
- Zgoda - powiedział. 
Wyci gn ła r k , czuj c,  e gest ten b dzie miał dla niego zasadnicze znaczenie. I nie 

myliła si . Nathan jakby si  zawahał. W tej sytuacji si gn ła po ostateczny argument. 

- Gardziłby  sob , gdyby  mnie wyrzucił. 
Zmarszczył brwi, ale jego dło  ju  dotkn ła wyci gni tej dłoni. Drobnej i ciepłej, o 

zadziwiaj co mocnym u cisku. Oby nie do ył dnia, w którym po ałuje tej umowy. 

background image

- Id  wzi  k piel - burkn ł. 
- Dobra my l. Powiniene  si  rozlu ni . A tak przy okazji, co mam przygotowa  na 

lunch? 

-  Mo e  by   niespodzianka  -  odparł,  nie  odwracaj c  si .  Po  jego  wyj ciu  Jackie 

si gn ła po talerz i odta czyła triumfalny taniec. 

Chwilowe za mienie umysłu. Jak zareagowaliby na t  wiadomo  jego wspólnicy czy 

rodzina?  Jak  taki  argument  zabrzmiałby  w  s dzie?  Nathan  Powell,  lat  trzydzie ci  dwa, 
konserwatysta, obiecuj cy architekt, ma pod swoim dachem zupełnie obc  kobiet . 

Przy tym słowo „obc ” niekoniecznie znaczyło,  e jej nie znał. Chodziło raczej o to, 

e obce było mu wszystko, co sob  reprezentowała. Jackie wydała mu si  dziwna. Doszedł do 

tego wniosku po południu, kiedy zobaczył, jak po lunchu medytowała nad basenem. Siedziała 
po turecku, z odchylon  do tyłu głow , r kami na kolanach i zamkni tymi oczyma. Widok ten 
go przeraził. Czy by recytowała mantr ? Czy s  jeszcze ludzie, którzy to robi ? 

Musiał  chyba  nie  by   przy  zdrowych  zmysłach,  kiedy  godził  si   na  taki  układ.  A 

wszystko przez ten jej u miech i nale niki z jagodami. Widocznie nie zd ył si  jeszcze za-
aklimatyzowa  po podró y, pomy lał, nalewaj c sobie szklank  mro onej herbaty, do której 
Jackie  przyrz dziła  wyj tkowo  pyszn   sałatk   ze  szpinaku.  W  ko cu  nawet  inteligentny, 
wykształcony  m czyzna  mo e  czasami  pa   ofiar   zm czenia,  zwłaszcza  po  długim  locie 
przez Atlantyk. 

Dwa tygodnie.. . W zasadzie zgodził si  tylko na dwa tygodnie. Po ich upływie b dzie 

miał  prawo  grzecznie,  acz  zdecydowanie  pokaza   jej  drzwi.  W  tym  czasie  zrobi  to,  co 
powinien  uczyni   poprzedniego  wieczora  -  upewni  si ,  czy  nie  go ci  u  siebie  jakiej  
hochsztaplerki. 

Przy telefonie w kuchni - podobnie jak przy wszystkich aparatach w tym domu - le ał 

oprawiony w skór  notes z adresami. Przerzucił kartki i zatrzymał si  przy literze „ L”. Jackie 
była na górze i pisała - o ile oczywi cie istniała jakakolwiek ksi ka. Pomy lał,  e zadzwoni, 
dowie si , jak sprawy stoj , a potem zadecyduje, co dalej. 

- Rezydencja Lindstromów. 
- Mówi Nathan Powell. Czy mógłbym prosi  pani  Adele Lindstrom? 
- Zaraz j  poprosz . 
Czekaj c,  a   Adele  podejdzie  do  telefonu,  Nathan  s czył  herbat   przez  słomk . 

wie y napój to jednak co  znacznie smaczniejszego ni  rozpuszczone kryształki ze słoika. 

Wyj ł z kieszeni papierosa. 

- Nathan, mój drogi, co słycha ? 

background image

- Witaj, Adele. U mnie wszystko w porz dku. A u ciebie? 
- Lepiej by  nie mo e, chocia  ostatnio jestem zawalona robot . Jeste  w Chicago? 
- Nie, u siebie. Wła nie wróciłem z Niemiec. Twój bratanek Fred był.. . pilnował mi 

domu. 

- Ach tak, przypominam sobie. - W słuchawce zapadła długa, znacz ca cisza. - Czy 

Fred co  nabroił? 

Nabroił?  Nathan  potarł  czoło,  a  potem  zdecydował,  e  nie  b dzie  obarcza   Adele 

nadmiarem szczegółów. 

- Mamy tu małe zamieszanie. Jest u mnie twoja siostrzenica. 
-  Moja  siostrzenica?  Ale  która,  bo  mam  ich  kilka?  Jacqueline?  Pewnie  Jacqueline. 

Przypominam sobie,  e Honoria, matka Freda, mówiła mi,  e Jackie wyje d a na południe. 
Mój biedaku, wygl da na to, i  masz dom pełen MacNamarów. 

- Fred jest w tej chwili w San Diego. 
-  Gdzie?  W  San  Diego?  A  co  wy  robicie  w  San  Diego?  Nathan  jako   sobie  nie 

przypominał,  eby Adele Lindstrom zawsze była a  tak roztargniona. 

-  To  Fred  jest  w  San  Diego.  Tak  mi  przynajmniej  powiedziano.  A  ja  jestem  na 

Florydzie z twoj  siostrzenic . 

- Ach tak?! - wykrzykn ła Adele tonem, który mocno zaniepokoił Nathana. - To si  

wietnie  składa!  Zawsze,  mówiłam,  e  nasza  mała  Jacqueline  potrzebuje  solidnego,  dobrze 

ustawionego m czyzny. To trzpiotka, ale bardzo inteligentna i o złotym sercu. 

- Z cał  pewno ci  tak. - Nathan uznał,  e najwy szy czas wszystko wyja ni . - Ona 

znalazła  si   tu  w  wyniku  nieporozumienia.  Wygl da  na  to,  e  Fredowi  co   si   pomyliło. 
Chyba zapomniał, kiedy wracam i.. . zaproponował Jackie,  eby si  tu wprowadziła. 

- Ach, ju  rozumiem. - Na szcz cie Nathan nie mógł zobaczy  błysku rozbawienia w 

oczach Adele. - Co za kr puj ca sytuacja! Mam nadziej ,  e jako  z tego wybrn li cie. 

- Mniej wi cej. Matka Jackie to twoja siostra? 
- Tak. Jackie fizycznie bardzo przypomina Patrici . Obie maj  w sobie to „co . „ Jako 

dziecko  byłam  piekielnie  zazdrosna  o  siostr .  A  co  do  reszty,  nie  wiadomo,  do  kogo  jest 
podobna. 

Nathan powoli wydmuchał kł b dymu. 
- To mnie wcale nie dziwi. 
- A co ona teraz robi? Maluje? Ach, nie. Ju  wiem. Ostatnio podobno pisze. 
- Tak przynajmniej twierdzi. 

background image

- Jestem pewna,  e to b dzie  wietna powie . Ona potrafi opowiada  takie wspaniałe 

historie. 

- O to mog  si  zało y . 
-  No  có ,  mój  drogi.  Jestem  pewna,  e  si   dogadacie.  Jackie  potrafi  sobie  owin  

wszystkich  wokół  małego  palca.  Nie  mówi c  ju   o  tym,  e  obie  z  Patricia  zawsze  ma-
rzyły my,  eby wyszła za m  za kogo  odpowiedniego. 

To naprawd  urocza dziewczyna. Troch  szalona, ale urocza. Nadal jeste  kawalerem, 

prawda? 

Nathan wzniósł oczy do nieba i pokr cił głow . 
-  Tak.  Miło  było  ci   słysze ,  Adele.  Powiem  twojej  siostrzenicy,  eby  si   z  tob  

skontaktowała, kiedy tylko znajdzie sobie jak  met . 

-  Bardzo  bym  si   ucieszyła.  Ch tnie  j   zobacz .  I  ciebie  te ,  Nathan.  Odezwij  si  

koniecznie, gdy znowu b dziesz w Chicago. 

- Nie omieszkam. Trzymaj si , Adele. 
Marszcz c  brwi,  odło ył  słuchawk .  Teraz  miał  przynajmniej  pewno ,  e  jego 

niepo dana  lokatorka  rzeczywi cie  jest  tym,  za  kogo  si   podaje.  Tylko  co  z  tego?  Mógł 
wprawdzie znowu spróbowa  z ni  porozmawia , ale na sam  my l o tym rozbolała go głowa. 
Mo e  to  zakrawa  na  tchórzostwo,  ale  postanowił  do  ko ca  dnia  udawa ,  e  Jacqueline 
MacNamara po prostu nie istnieje. 

W pokoju na pi trze Jackie zawzi cie stukała w maszyn . My li o Nathanie ani razu 

nie przeszkodziły jej w tym zaj ciu. A je li nawet raz czy dwa stan ł jej przed oczyma, był 
tak podobny do Jake'a,  e nie potrafiła ich odró ni . 

Czasami, kiedy jej palce na moment zwalniały i my lami wracała do chwili obecnej, 

wiadomo ,  e naprawd  pisze ksi k , napawała j  rado ci . Po raz pierwszy w  yciu robiła 

co  z autentycznym zaanga owaniem, nie traktuj c tego jak zabaw . 

Doskonale  zdawała  sobie  spraw ,  e  cała  rodzina  plotkuje  na  jej  temat.  „Takie 

wychowanie,  takie  wykształcenie,  a  biedna  dziewczyna  nie  wie,  co  z  tym  zrobi ”.  Teraz 
wreszcie mogła ich zapewni ,  e odnalazła powołanie. 

Odchyliła  si   na  krze le  i  przygryzaj c  wargi,  przeczytała  wie o  napisan   scen . 

Uznała,  e jest bardzo dobra. Jednak tam, w Newport, rodzina i tak b dzie z pow tpiewaniem 
kr ci   głow .  Co  z  tego,  e  jedna  scena  jest  dobra,  czy  nawet  cały  rozdział?  Mała  Jackie 
jeszcze nigdy nie doprowadziła niczego do ko ca. 

Była  to  prawda.  Kiedy  postanowiła  zaj   si   renowacj   domów,  kupiła  zrujnowany 

dwór  i  z  zapałem  zaj ła  si   jego  remontem.  Wkrótce  stała  si   murarzem,  hydraulikiem, 

background image

elektrykiem  i  malarzem  w  jednej  osobie.  Pierwsze  pi tro  wyszło  rewelacyjnie,  ale  w  tym 
czasie Jackie zd yła ju  straci  serce do tej roboty. Wprawdzie i tak sprzedała dom z du ym 
zyskiem, ale pozostałe kondygnacje ko czył kto inny. 

Tym razem miało by  inaczej. 
Oparła głow  na łokciach. Ile razy ju  to mówiła? Studio fotograficzne, lekcje baletu, 

warsztat garncarski. Ale powie  to naprawd  co  innego. Nareszcie zrozumiała,  e wszystko, 
co robiła w przeszło ci, miało j  doprowadzi  do obecnego etapu w  yciu. 

Tym razem dopilnuje,  eby ten projekt zrealizowa  do ko ca. Nic, co dot d robiła, nie 

pochłaniało  jej  tak  absolutnie  i  bez  reszty.  Z  tym  e  opinia  rodziny  nie  miała  dla  niej 
wi kszego znaczenia. Mogli sobie uwa a  j  za niepowa n  dziwaczk . Rzeczywi cie, była 
taka,  teraz  jednak  postanowiła  znale   w  yciu  cel.  Nie  mo na  przecie   wiecznie  by  
dzieckiem. 

Ameryka ska epopeja.. . D wi k tych słów wprawiał j  w błogi nastrój. Chocia  tak 

naprawd  nie o to chodziło, bo ju  sama idea wielkiej ameryka skiej epopei niosła w sobie 
zapowied  straszliwej nudy. Ma to by  po prostu dobra ksi ka - taka, z któr  ka dy ch tnie 
usi dzie wieczorem w fotelu. Jackie wcze niej nie zdawała sobie z tego sprawy. Zrozumiała 
to dopiero teraz. 

Pisanie  przychodziło  jej  bez  trudu.  Posuwała  si   do  przodu  szybciej,  ni   si  

spodziewała. Cały pokój zawalony był podr cznikami i ksi kami, które mogły jej si  przy-
da   w  pracy.  Jackie  skrupulatnie  przestrzegała  jednej  zasady  -  e  człowiek  musi  by  
ekspertem w dziedzinie, któr  sobie wybrał. 

Nigdy by te  nie przypuszczała,  e sam proces tworzenia mo e sprawia  tak  rado . 

Zamkn ła oczy i pomy lała o Jake'u. Mimowolnie przed oczyma stan ł jej Nathan. Czy to nie 
dziwne,  e był taki podobny do bohatera jej opowie ci? Zaczyna to wygl da  na zrz dzenie 
losu.  A  Jackie  wierzyła  w  przeznaczenie  -  cho   nie  bez  zastrze e   -  zwłaszcza  odk d 
uko czyła kursy astrologii. 

Oczywi cie  Nathan  nie  był  swobodnym,  beztroskim  rewolwerowcem.  Wr cz 

przeciwnie,  był  rozbrajaj co  konserwatywny  i  z  cał   pewno ci   uwa ał  si   za  człowieka 
zorganizowanego i praktycznego.  Natomiast raczej nie uwa ał si  za artyst , cho  zdaniem 
Jackie,  był  artyst ,  i  to  utalentowanym.  Trzymał  si   za  to  ci le  wyznaczonych  planów,  co 
wzbudzało w niej szacunek, bo sama nigdy w  yciu nie była w stanie zaplanowa  i wykona  
czegokolwiek  do  ko ca.  A  autentycznym  podziwem  napawała  j   wiadomo ,  e  Nathan 
doskonale wiedział, czego chce, i potrafił to osi gn . 

background image

Miło  było  tak e  na  niego  popatrze .  Zwłaszcza  kiedy  si   u miechał.  Robił  to  z 

pewnym oci ganiem, przez co jego u miech wydawał si  Jackie jeszcze bardziej rozbrajaj cy. 
Pomy lała,  e postara si  sprawi , by u miechał si  jak najcz ciej. 

Nie powinno by  z tym wi kszych kłopotów. Nathan z pewno ci  miał dobre serce. 

Gdyby  było  inaczej,  ju   pierwszego  wieczoru  pokazałby  jej  drzwi.  Nie  zrobił  tego,  cho  
ewidentnie miał na to wielk  ochot . Tym samym zasłu ył sobie u niej na du y plus. Z tego 
te   powodu  postanowiła  doło y   wszelkich  stara ,  aby  ich  wspólny  pobyt  pod  jednym 
dachem przebiegał mo liwie bezbole nie. 

Bo  wbrew  temu,  co  powszechnie  głosiła,  Jackie  wolała  towarzystwo,  nawet 

przymusowe, ni  samotno . 

Oczywi cie doskonale zdawała sobie spraw ,  e nic nie ucieszyłoby bardziej Nathana 

ni  jej wyjazd, tego jednak  yczenia nie zamierzała na razie spełni . Najpierw musi sko czy  
ksi k  - i to tutaj, w tym domu, w którym zacz ła j  pisa . 

Postanowiła  jak  najmniej  wchodzi   Nathanowi  w  drog ,  a  tak e  serwowa   mu  jak 

najlepsze posiłki. 

Mimowolnie, zerkn ła na zegarek. Zakl ła, po czym wył czyła maszyn . Jak mo na 

my le   o  obiedzie,  kiedy  Jake  wła nie  wpadł  w  r ce  wojowniczych  Apaczów?  Niestety, 
umowa jest umow , dlatego burcz c gniewnie pod nosem, Jackie pomaszerowała do kuchni. 

Znowu  zaatakowały  go  zapachy.  Nathan  siedział  w  swoim  gabinecie,  pogr ony  w 

fachowej lekturze. Lubił to miejsce, o wykładanych drewnem  cianach, z wyblakłym perskim 
dywanem na podłodze. Szklane drzwi wychodziły na patio, za którym rozpo cierał si  ogród. 
Tu  był  jego  azyl,  przepojony  zapachem  skóry  i  zalany  sło cem  wpadaj cym  przez  szyby. 
Je eli  m czyzna  nie  potrafi  odizolowa   si   w  swoim  gabinecie,  to  nigdzie  nie  potrafi  by  
sam. 

Tego  dnia  niemal  udało  mu  si   zapomnie   o  Jackie  MacNamarze  oraz  jej  cwanym 

kuzynie.  Słyszał  wprawdzie,  jak  ta  pisarka  krz ta  si   po  kuchni,  ale  to  zignorował. 

wiadomo ,  e jest to mo liwe, sprawiła mu pewn  satysfakcj . Słu ca. B dzie uwa ał j  

za słu c , i nic wi cej. 

A  potem  napłyn ły  te  dra ni ce,  smakowite  zapachy.  Znów  zabrzmiało  radio.  I  to 

bardzo gło no. B dzie musiał z ni  o tym porozmawia . Zacz ł si  wierci  w fotelu, próbuj c 
si  skupi . 

Co to jest? Kurczak? Wrócił do przerwanej lektury, ale zgubił w tek. A mo e by tak 

zamkn   drzwi?  Nie  przepadał  przecie   za  przebojami,  których  Jackie  wła nie  słuchała.  A 

background image

gdyby tak spróbował polubi  ten rodzaj muzyki? Odło ył  czasopismo na biurko i ruszył  w 
stron  kuchni. 

Musiał  mówi   do  Jackie  dwa  razy,  eby  go  usłyszała.  Potrz saj c  patelni , 

odkrzykn ła: 

- Jeszcze tylko kilka minut! Chcesz wina? 
- Nie. Chc ,  eby   ciszyła radio. 
-  e co? 
-  cisz  to.  -  Pomrukuj c  z  obrzydzeniem,  Nathan  podszedł  do  gło nika  i  wcisn ł 

guzik. - Czy nie wiesz, jakie to szkodliwe dla uszu? 

Jackie raz jeszcze potrz sn ła patelni , po czym zgasiła płomie . 
- Kiedy gotuj , zawsze słucham gło nej muzyki. To daje mi natchnienie. 
- No to zainwestuj w słuchawki - zaproponował. Wzruszyła ramionami, a potem zdj ła 

pokrywk  z garnka z ry em. 

-  Przepraszam.  My lałam,  e  lubisz  muzyk ,  skoro  w  ka dym  pomieszczeniu  masz 

gło niki. A jak ci min ł dzie ? Udało ci si  cho  troch  odpocz ? 

Co takiego było w jej tonie,  e nagle poczuł si  jak stetryczały staruszek? 
- Dzi kuj , wszystko w porz dku - burkn ł. 
- To dobrze. Mam nadziej ,  e lubisz chi sk  kuchni . Moja przyjaciółka otworzyła 

urocz   orientaln   knajpk   w  San  Francisco.  Udało  mi  si   wyd bi   od  jej  kucharza  kilka 
przepisów.  -  Jackie  nalała  mu  wina.  Tym  razem  wzi ła  jeden  z  angielskich,  kryształowych 
kieliszków. A potem zr cznie przerzuciła potrawk  z kurczaka na półmisek z ry em. - Nie 
miałam czasu,  eby przygotowa  jaki  wymy lny deser, ale w piekarniku jest ciasto. Jedz, bo 
ci wystygnie - dodała, oblizuj c palce. 

Nathan  poczuł  si   nagle  bardzo  zm czony.  Usiadł  i  pomy lał,  e  jednak  musi  cos 

zje . Nabił kawałek kurczaka na widelec i popatrzył na Jackie. Sprawiała wra enie osoby, 
której nikt i nic nie jest w stanie zbi  z pantałyku. Za chwil  oka e si , czy to prawda. 

- Rozmawiałem wczoraj z twoj  ciotk  - powiedział, kiedy usiadła obok niego przy 

barku. 

- Naprawd ? Z ciotk  Adele? - zdumiała si  Jackie. - I co? Dała mi dobre referencje? 
- Mniej wi cej. 
- Sam sobie napytałe  biedy - stwierdziła, po czym rzuciła si  najedzenie z zapałem 

osoby obdarzonej niezłym apetytem. 

- Nie rozumiem. 

background image

- Zobaczysz,  e b d  plotki. Lindstromowie powiedz  o wszystkim MacNamarom. A 

ci  pewnie  zaraz  powtórz   O'Brianom.  Siostra  mojego  ojca  jest  po  m u  O'Brian.  -  Jackie 
nabrała na widelec troch  ry u zabarwionego szafranem. - Nie ja b d  za to odpowiedzialna. 

Nathan poczuł,  e znowu nie nad a za tokiem jej my li. 
- O czym ty mówisz? 
- O  lubie. 
- O jakim znów  lubie? 
- Naszym. - Podniosła do ust kieliszek i z u miechem upiła łyk. - Co my lisz o tym 

winie? 

- Wró my do  lubu. Co chcesz przez to powiedzie ? 
- Nic, ale jestem pewna,  e ju  dwie minuty po rozmowie z tob  ciotka Adele zacz ła 

obdzwania   cał   rodzin ,  eby  wszystkich  poinformowa   o  naszym  romansie.  A  ludzie 
ch tnie  jej  słuchaj ,  chocia   nigdy  nie  mogłam  zrozumie   dlaczego.  Jedz,  bo  ci  kurczak 
wystygnie! 

Nathan odło ył widelec i spojrzał jej prosto w oczy. 
-  Nie  dałem  nikomu  adnych  podstaw  do  podejrze ,  e  co   jest  mi dzy  nami  - 

zauwa ył z wymuszonym spokojem. 

-  To  prawda.  -  Jackie  ze  współczuciem  u cisn ła  mu  dło .  -  Poinformowałe   tylko 

ciotk  Adele,  e tu mieszkam. - Na d wi k zegara poderwała si  i wyj ła ciasto z piekarnika. 

- Powiedziałem jej,  e zaszło pewne nieporozumienie - dorzucił, kiedy znów usiadła 

obok niego. 

- Ciotka ma bardzo wybiórcz  pami . - Jackie wło yła do ust spor  porcj  potrawki. - 

Ale  si   nie  przejmuj  i  nie  czuj  si   zobowi zany.  Jak  s dzisz,  mo e  nale ało  doda   wi cej 
imbiru? 

- Czemu miałbym si  przejmowa ? 
- Wobec mnie nie masz  adnych zobowi za . - Popatrzyła na niego ze współczuciem. 

-  Mam  nadziej ,  e  to  ci  nie  popsuło  apetytu.  Nie  martw  si ,  poradz   sobie  z  rodzin   Czy 
mog  zada  ci pewne osobiste pytanie? 

Nathan znów si gn ł po widelec. 
- Prosz  bardzo. 
- Czy jeste  z kim  zwi zany? Nawet je eli to co  niezbyt powa nego? 
Podobał  jej  si ,  kiedy  tak  mru ył  te  swoje  szare  oczy,  Ich  spojrzenie  przeszywało 

człowieka na wylot. 

background image

-  Nie  -  odparł  po  dłu szym  namy le,  wybieraj c  prawd .  -  To  niedobrze!  -  Jackie 

zas piła si  na chwil . - Byłoby lepiej, gdyby  kogo  miał. Ja ju  co  wymy l . Nie b dziesz 
protestował,  je eli  powiem  rodzinie,  e  kochasz  si ..  .  na  przykład..  .  w  jakiej   pani 
oceanolog? Nathan mimowolnie si  roze miał i si gn ł po kieliszek. 

- Bynajmniej. 
Nie  spodziewała  si ,  e  jego  miech  zrobi  na  niej  takie  wra enie.  Poczuła  lekki 

niepokój, ale zaraz si  otrz sn ła. 

- Fajny z ciebie facet, Nathan. Pewnie nie wszyscy tak sadz , ale ja znam ci  lepiej ni  

inni. Pozwól,  e doło  ci jeszcze kurczaka. 

- Nie, sam sobie nało . 
To  był  bł d  -  nieopatrzny  ruch,  wskutek  którego  ludzie  zderzaj   si   w  progu  albo 

tr caj  łokciami w zatłoczonej windzie. Mimowolny i zaraz puszczany w niepami . 

Kiedy  oboje  jednocze nie  poderwali  si   i  si gn li  po  talerz,  r ce  ich  si   spotkały,  a 

ciała zderzyły. Nathan chwycił Jackie za rami ,  eby j  podtrzyma . Jednak  adne z nich ani 
nie przeprosiło, ani si  nie u miechn ło. 

Jackie na moment zabrakło tchu. Serce załomotało, jakby miało rozsadzi  pier . Wcale 

jej to zreszt  nie zdziwiło. Bo cho  kontakt był  czysto przypadkowy, a  okoliczno ci raczej 
komiczne ni  romantyczne, miała wra enie, jakby czekała na to przez całe  ycie. 

Pomy lała,  e na zawsze zapami ta dotyk r ki Nathana, gor ce m skie ciało, o które 

si  otarła. Zapami ta te  wyraz zdumienia w jego oczach, a tak e aromat przypraw i wina. 
Nie zapomni ciszy, która nagle zapadła, jakby cały  wiat wstrzymał na moment oddech. 

Co si  z nim dzieje, do cholery? Była to pierwsza my l, jaka przyszła mu do głowy. 

Trzymał  Jackie  mocniej,  ni   powinien,  jakby  do  niej  lgn ł  -  a  przecie   to  czysty  absurd! 
Jednak bez wzgl du na  to, jak bardzo wydawało si  to nonsensowne, spogl dał teraz w jej 
piwne, rozmarzone oczy. Czy głupot  było wierzy ,  e maluje si  w nich szczero ? Znów 
poczuł ten delikatny zapach, który  wypełniał jego sypialni , kiedy wrócił do domu, a teraz 
unosił si  tak e w pokoju go cinnym. Usłyszał dr cy oddech Jackie. A mo e swój własny? 

I nagle poczuł,  e jej pragnie jak niczego dot d w swoim  yciu. Trwało to tylko przez 

chwil , ale wstrz sn ło nim do gł bi. 

Odskoczyli od siebie jak na komend . Jackie chrz kn ła. Nathan gło no odetchn ł. 
- Nało  ci, dla mnie to  aden kłopot - powiedziała, lekko zdyszana. 
- Dzi ki. 

background image

Podeszła  do  pieca  i  spróbowała  swobodnie  odetchn .  Nakładaj c  na  talerz  kolejn  

porcj   kurczaka,  zadawała  sobie  pytanie,  czy  nie  lepiej  byłoby  w  por   zrezygnowa   z  tej 
przygody. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

„Ilekro   na  ni   patrzył,  działo  si   z  ni   co   dziwnego.  Co ,  czego  nigdy  dot d  nie 

do wiadczyła. Serce szybciej biło jej w piersi, dłonie wilgotniały. A wszystko to z powodu 
jednego  spojrzenia.  Oczy  miał  takie  ciemne,  spojrzenie  przenikliwe.  Patrzył  na  ni ,  a  jej 
wydawało si ,  e potrafi przejrze  j  na wskro . 

Nonsens!  Przecie   ten  człowiek  obracał  si   w  wiecie,  w  którym  kul   wymierzano 

sprawiedliwo ;  który  brał  to,  co  tylko  zechciał,  nie  odczuwaj c  przy  tym  najmniejszych 
wyrzutów  sumienia.  A  j   przez  całe  ycie  uczono,  e  granica  mi dzy  dobrem  a  złem  jest 
wyra nie wytyczona i nie wolno jej przekracza . 

Uczono  j   te ,  e  najwi kszym  grzechem  jest  zabójstwo,  a  on  przecie   zabijał  i  na 

pewno  nieraz  jeszcze  zabije.  Skoro  to  wszystko  wiedziała,  powinna  jak  najszybciej  o  nim 
zapomnie . Rzecz w tym,  e nie chciała, bo obchodził j , pragn ła go i był jej potrzebny”. 

Jackie  rozsiadła  si   wygodniej  w  fotelu  i  raz  jeszcze  przeczytała  opis  sprzecznych 

uczu ,  jakie  targały  dusz   Sarah.  Jak  młoda  dziewczyna,  wychowana  w  klasztorze,  ma 
ustosunkowa  si  do człowieka, przez całe  ycie kieruj cego si  obcymi jej zasadami, których 
ani nie pochwalała, ani nie rozumiała? 

Ich miło  nie mogła rozkwitn  bez przeszkód, była jednak mo liwa. Reprezentowali 

dwa  wiaty,  dwa  systemy  warto ci,  przeciwstawne  ambicje.  Niełatwo  im  b dzie 
przezwyci y  te ró nice. Powie  nie b dzie ogranicza  si  do opisu wewn trznych rozterek 
jej bohaterów. B d  w niej równie  pojedynki rewolwerowców, zdrada, porwanie i zemsta. 
Chodzi o to,  eby wci  trzyma  czytelnika w napi ciu. Jednak zasadniczym w tkiem miała 
by   miłosna  historia  pary  bohaterów.  Proces  przemian,  jakie  w  nich  zachodziły,  wzajemne 
docieranie si  i kompromis, który miał ostatecznie scementowa  ich zwi zek. 

Jackie  nie  my lała  o  ich  uczuciu  w  kategoriach  poj   rodem  z  ko ca  dwudziestego 

wieku. Słowa mog  si  z czasem zmienia , ale miło  zawsze pozostanie miło ci . 

Nagle  u wiadomiła  sobie,  e  czego   podobnego  pragnie  dla  siebie.  Kogo ,  kogo 

pokocha  i  kto  odwzajemni  jej  miło .  M czyzny,  z  którym  b dzie  mogła  snu   plany  na 
przyszło .  Czy  to  nie  dziwne,  e  wymy laj c  fikcyjny  zwi zek  na  papierze,  zapragn ła 
nagle, by co  takiego spotkało j  w rzeczywisto ci? 

Nie szukała przy tym ideału, bo sama była pełna wad. A poza tym, taki ideał szybko 

musiałby  j   znudzi .  Nie  marzyła  o  człowieku,  z  którym  zgadzałaby  si   pod  ka dym 
wzgl dem. 

background image

Czy jej marzeniem był m czyzna  wiatowy? Raczej nie, cho  mogłoby j  to nawet 

bawi   przez  jaki   czas.  Ale  taki  elegant  nigdy  nie  wyrzuciłby  mieci,  nie  potrafiłby  te  
naprawi  zepsutego kontaktu. 

Wra liwiec?  Powtórzyła  w  my lach  to  słowo  i  przed  oczami  stan ł  jej  m czyzna 

czuły i troskliwy, pisz cy  z zapałem kiepsk  poezj . Rogowe okulary,  miodowy  głos. Taki 
człowiek  dobrze  rozumiałby  potrzeby  i  nastroje  kobiety.  Pomy lała,  e  mogłaby  go  nawet 
polubi . Do czasu. Póki t  swoj  wra liwo ci  nie zacz łby doprowadza  jej do szału. 

Nami tny kochanek tak e mógł by  całkiem niezły. Porywałby j  w ramiona i kochał 

si   z  ni   na  wypalonych  sło cem  ł kach.  Jednak  w  którym   momencie  przestałoby  to  by  
takie zabawne. 

M czyzna, którego byłaby w stanie pokocha , powinien by  dowcipny, inteligentny, 

godny zaufania, a zarazem odrobin  nieprzewidywalny. 

W tym cały kłopot, pomy lała. Mogła wyliczy  dziesi tki cech, które bawiłyby j  w 

m czy nie,  nie  potrafiła  jednak  poda   takiej  ich  kombinacji,  dzi ki  której  ktokolwiek 
zdołałby przyku  j  do siebie na dłu ej. Westchn ła i wzrok jej poszybował ku oknu. Mo e 
jeszcze nie dojrzała do tego,  eby my le  o  lubnych obr czkach? Mo e w ogóle nigdy nie 
b dzie na to gotowa? 

Bez trudu mogła za to wyobrazi  sobie siebie w małym domku nad wod , opisuj c  

miłosne  przygody  innych.  Całymi  dniami  wymy lałaby  nowe  postacie  i  miejsca  akcji, 
odgrywaj c przy okazji rol  dobrej cioci małych MacNamarów. Pomy lała,  e nie byłoby to 
w sumie takie złe. 

Oczywi cie  nie  oznaczałoby  to  wcale,  e  raz  na  zawsze  odcina  si   od  rodzaju 

m skiego. W ko cu ka dy spo ród m czyzn, z którymi kiedykolwiek była zwi zana, chara-
kteryzował  si   co  najmniej  jedn   z  cenionych  przez  ni   zalet.  Poza  tym  lubiła  ich,  a  w 
niektórych nawet si  troch  podkochiwała. Zreszt , zakochiwanie si  przychodziło jej łatwo, 
podobnie jak odkochiwanie, po którym nie pozostawały w jej duszy blizny. Czyli nie mogły 
to  by   prawdziwe  romanse,  bo  po  prawdziwym  romansie  zawsze  w  sercu  pozostaje  zadra. 
Musi - je li ma z niej kiedy  wyrosn  kwiat miło ci. 

Pomy lała,  e odk d zacz ła przelewa  słowa na papier, filozofowanie weszło jej w 

krew. Mo e to zreszt  wyja nia jej stosunek do Nathana. 

Problem tkwił jednak w tym,  e cho  nigdy nie miała kłopotów z doborem słów, nie 

potrafiła opisa  uczu , jakich doznała w tej krótkiej chwili, kiedy ich r ce i ciała si  zetkn ły. 

Co to wła ciwie było? Zmieszanie, wstrz s, ol nienie, l k?.. . Ka de z tych uczu  z 

osobna, ale w co si  sumowały? 

background image

Nathan  podobał  jej  si ,  rzecz  jasna.  I  to  ju   od  chwili,  kiedy  uznała  go  za  wytwór 

halucynacji. W ko cu wi kszo ci kobiet podobaj  si   niadzi, postawni m czy ni o surowej 
aparycji. Bóg jeden wie dlaczego. A jednak ten ulotny moment, przelotny dotyk,  wiadczyły o 
tym,  e  w  gr   wchodzi  co   wi cej.  U wiadomiła  sobie,  e  pragnie  Nathana  z  moc ,  która 
zazwyczaj przychodzi dopiero w miar  bli szego poznania. 

Odnosiła wra enie,  e zna go od dawna i  e od zawsze na niego czekała. 
On tak e musiał co  podobnego odczuwa . Była tego pewna. Mo e chodziło o ten sam 

rodzaj nagłego oczarowania, ten sam przypływ po dania? Zreszt , co by to było, widocznie 
nie  sprawiło  mu  przyjemno ci,  bo  starannie  unikał  jej  przez  dwa  nast pne  dni.  Nie  było  to 
łatwe, skoro mieszkali pod jednym dachem, a jednak jako  mu si  udawało. 

Pomy lała,  e  to  niezbyt  grzecznie  z  jego  strony,  e  wybrał  si   na  cały  dzie   na 

wycieczk  łódk , a jej nawet nie zaproponował, cho by z czystej kurtuazji. 

Mo e  chciał  sobie  to  wszystko  w  spokoju  przemy le ?  Nathan,  zdaniem  Jackie, 

nale ał do tego typu ludzi, którzy musz  starannie przeanalizowa  ka d  dziedzin  swojego 

ycia, w tym tak e emocjonaln . To niedobrze,  ale w ko cu ka dy ma  prawo do własnych 

dziwactw. 

Zreszt , nie musiał si  jej obawia , bo nie była zainteresowana flirtem z m czyzn  

jego pokroju. Oczywi cie mógłby mie  powody do obaw, gdyby było inaczej. Kiedy Jackie 
raz  si   na  co   nastawiła,  potrafiła  by   bardzo  uparta.  Na  szcz cie  dla  nich  obojga  zbyt 
pochłaniało j  pisanie,  eby po wi ca  Nathanowi wi cej uwagi. 

Mimowolnie  zerkn ła  na  zegarek.  Pora  na  obiad,  a  on  jeszcze  nie  wrócił  do  domu. 

Jego  sprawa,  pomy lała,  chrupi c  serowe  chipsy.  Zobowi zała  si   wprawdzie,  e  B dzie 
gotowa ,  ale  ich  umowa  nie  obejmowała  dostarczania  potraw.  Po  powrocie  z  wycieczki 
Nathan mo e sam zrobi  sobie kanapki. To ju  nie jej zmartwienie. 

Słysz c  warkot  motoru,  wyjrzała  przez  okno,  a  potem  z  westchnieniem  wróciła  na 

miejsce, bo łód  nie zatrzymuj c si , pomkn ła dalej. 

To wszystko nie znaczy oczywi cie,  e Nathan stał si  panem jej my li. Tak naprawd  

wcale jej nie zale ało, by zaprosił j  na wycieczk , cho  oczywi cie byłaby to pewna szansa, 

eby si  pozna  lepiej. Wył cznie intelektualnie, rzecz jasna. 

Czy  miało  to  jakiekolwiek  znaczenie,  e  lubiła  jego  miech,  kiedy  na  moment 

pozbywał si  wrodzonej rezerwy?  e jego oczy potrafiły patrze  tak zimno i surowo, by w 
chwil   pó niej  spogl da   na  ni   ciepło  i  przyja nie?  W  ko cu  to  tylko  m czyzna,  jakich 
wielu, skupiony na własnej pracy i własnym wizerunku w taki sam sposób, w jaki ona zaj ta 

background image

była swoj  ksi k  i swoj  przyszło ci . To nie jej kłopot,  e ostatnio wydawał si  bardziej 
spi ty i jeszcze bardziej samotny. Miała przed sob  inne cele, ni  uczy  go rado ci  ycia. 

Najwa niejsze zadanie to uko czy  powie , sprzeda  j , a potem czerpa  korzy ci z 

faktu,  e  stal   si   poczytn   pisark .  Wyprostowała  si   w  fotelu,  wzi ła  gł boki  oddech  i  z 
zapałem zabrała si  do pracy. 

Płyn c  po  jednym  z  w skich,  zaro ni tych  kanałów,  Nathan  pomy lał,  e  po  to 

wła nie  wrócił  do  domu.  Po  cisz   i  spokój.  adnych  pilnych  terminów,  dat,  kontraktów  i 
inspektorów,  przed  którymi  trzeba  si   tłumaczy .  Tylko  sło ce  i  woda.  Nie  chciał  teraz 
my le  o niczym innym. 

Poczuł,  e zaczyna na powrót by  sob . To dziwne,  e wcze niej nie przyszło mu do 

głowy, by wzi  łód  i znikn  na cały dzie . Zgodził si  wprawdzie na to, by znosi  przez 
kilka tygodni lokatork , ale to jeszcze nie znaczy,  e ma murem siedzie  w domu. 

Chocia   musiał  przyzna ,  e  obecno   Jackie  nie  była  mu  a   tak  bardzo  niemiła. 

Zauwa ał  jej  starania,  eby  dotrzyma   warunków  umowy.  Całym  dniami  jej  nie  widywał  - 
chyba  e  w  kuchni.  Przyzwyczaił  si   nawet  do  cichego,  jednostajnego  szumu  maszyny  do 
pisania. Kto j  tam wie, t  Jackie, co tak naprawd  pisała, mo e jakie  bajeczki dla dzieci, ale 
jednego nie dało si  o niej powiedzie  -  e nie jest konsekwentna. 

Nie dało si  zreszt  powiedzie  równie  wielu innych rzeczy, ale prawdziwy problem 

tkwił w tym, co mo na było powiedzie  na jej temat.. 

Na przykład mówiła za szybko. Dziwny zarzut, jednak nie w ustach człowieka, który 

zwykł  prowadzi   spokojne,  wywa one  rozmowy.  Kiedy  rozmawiali  o  pogodzie,  Jackie  nie 
omieszkała  napomkn   mu  o  swoim  krótkotrwałym  zainteresowaniu  meteorologi ,  by 
znienacka zako czy  stwierdzeniem,  e lubi, kiedy pada, bo kocha zapach deszczu. Czy kto  
jest w stanie nad y  za tak pokr tnym biegiem my li? 

Poza tym uprzedzała jego  yczenia. Ledwo zd ył pomy le ,  e ma ochot  na drinka, 

a ona ju  była w kuchni i otwierała puszk  piwa. Wprawdzie jeszcze mu nie powiedziała,  e 
jest dyplomowanym jasnowidzem, jednak taka perspektywa napawała go niepokojem. 

Zawsze te  była opanowana i zachowywała si  bardzo naturalnie. Trudno zreszt  o to 

ywi   do  niej  pretensje.  Rzecz  w  tym,  e  im  bardziej  on  stawał  si   napi ty,  tym  ona  była 

bardziej rozlu niona. 

Ubierała  si   niezmiennie  w  barwne  szorty  i  przewiewne  podkoszulki,  nie  robiła 

makija u i nie układała włosów. Czasami sprawiała wra enie, jakby w ogóle nie zale ało jej 
na  wygl dzie,  a  jego  -  o  dziwo  -  wcale  to  nie  odstr czało.  A  przecie   dot d  lubił  kobiety 
zadbane i eleganckie. 

background image

Czemu wi c nie mógł oderwa  my li od tej prostodusznej osóbki, która poza tym,  e 

si  myła i u miechała, nie robiła nic,  eby mu si  spodoba ? 

Mo e  to  dlatego,  e  była  inna?  Po  krótkim  zastanowieniu  Nathan  odrzucił  t  

mo liwo . Jako człowiek przywykły do pewnych wygód, wolał to, co bardzo dobrze znał. A 
Jackie była dla niego zupełn  nowo ci . Kto  mógłby mo e zarzuci  mu zbytni  skłonno  do 
rutyny,  uwa ał  jednak,  e  ma  do  tego  prawo.  Człowiek  zmuszony  do  cz stych  podró y,  a 
wraz z tym zmian miejsca i otoczenia, zasługuje na troch  rutyny w  yciu prywatnym. 

Spokój, samotno , dobra ksi ka, a czasami obiad albo drink w miłym towarzystwie. 

Czy 

da  a   tak  wiele?  Tymczasem  Jacqueline  MacNamara  dokonała  wyłomu  w  jego 

zasadach. 

Niech tnie si  do tego przyznawał, ale zaczynał si  przyzwyczaja  do jej obecno ci. 

Min ło  zaledwie  kilka  dni,  a  on  chyba  nawet  polubił  jej  towarzystwo.  Dla  samotnika  to 
wstrz saj ce odkrycie. 

Otworzył przepustnic  na cały regulator. Łód  pomkn ła jak strzała. Mo e czułby si  

mniej skr powany, gdyby Jackie była brzydka albo nudna? Oczywi cie je eli chodzi o  ycie 
towarzyskie,  zdecydowanie  wolał  kobiety  atrakcyjne,  ale  na  współmieszkank   -  a  raczej 
lokatork ! - na pewno wybrałby osob  bardziej nijak . 

Rzecz w tym,  e bez wzgl du na to, jak bardzo starała si  nie wpada  mu w oczy, i tak 

absorbowała  go  swoj   obecno ci .  Nie  potrafił  nie  reagowa   na  potoki  jej  wymowy, 
promienny  u miech,  jaskrawy  strój.  Zwłaszcza  e  pstre  szmatki,  w  jakich  paradowała, 
okrywały co najwy ej dziesi  procent jej pon tnego ciała. 

Nagle  u wiadomił  sobie,  e  jej  obecno   -  cho   irytuj ca  i  m cz ca  -  sprawia  mu 

jednak pewn  przyjemno . Jackie to po prostu taka osoba, z któr  człowiek dobrze si  bawi. 

A on przez ostatnie lata rzadko pozwalał sobie na zabaw . To dlatego,  e praca była i 

b dzie jego priorytetem. Zawsze te  czuł si  odpowiedzialny za to, co robił. Pytany, czy lubi 
swoj  prac , niezmiennie odpowiadał „oczywi cie”. Gdyby było inaczej, nie robiłby tego, co 
robił. 

Mógł  zaakceptowa   słowo  „pasjonat”,  ale  wyra enie  „pracoholik”  budziło  w  nim 

sprzeciw. Podobnie jak słowo „artysta”, cho  uwa ał si  za doskonałego fachowca w swojej 
bran y. 

Kochał  swoj   prac   i  dzi kował  losowi  za  to,  e  pozwolił  mu  znale   zawód,  w 

którym mógł si  w pełni zrealizowa . Mimo ci kiej, cz sto niemal kator niczej pracy, nic 
nie  sprawiało  mu  wi kszej  rado ci  i  nic  bardziej  go  nie  ekscytowało,  jak  widok  gotowej 
budowli wzniesionej według jego projektu. 

background image

Pochłoni ty prac , nie zapominał jednak i o innych dziedzinach  ycia. Tyle tylko,  e 

adna z tych dziedzin nie poci gała go tak bardzo jak jego zawód. Lubił te  towarzystwo płci 

pi knej, ale nie spotkał jeszcze takiej kobiety, która mogłaby w jego oczach konkurowa  z 
architektur . I sprawi ,  eby nie sypiał po nocach. 

Poza Jackie, która go zreszt  ani troch  nie obchodziła. 
Mru c oczy, spojrzał w sło ce, a potem zawrócił łód , tak by poczu  na plecach jego 

promienie. Gł bokie zmarszczki nie znikn ły jednak z jego czoła. 

Rozmowy z Jackie przypominały kompletowanie układanek. Od lat nie zmuszał si  do 

równie zawiłego my lenia. Jej spontaniczna rado  była bardzo zara liwa. Od dawna nikt nie 
karmił go tak dobrze jak ona. 

Miała  taki  ujmuj cy  u miech  i  takie  olbrzymie,  ciemne  oczy,  w  których  cz sto 

zapalały si  złote błyski. A jej usta, ró owe i pełne, zawsze były skore do u miechu. 

Nathan  westchn ł,  a  potem  spróbował  przywoła   si   do  porz dku.  Fizyczne  zalety 

Jackie nie miały tu nic do rzeczy. Nie powinien w ogóle bra  ich pod uwag . 

Ten krótki moment, kiedy ich r ce spotkały si  nad talerzem, to czysty przypadek. Nie 

nale y  przywi zywa   zbyt  wielkiej  wagi  do  takich  incydentów.  Chwilowe  zauroczenie,  nic 
wi cej.  Najnaturalniejsza  rzecz  pod  sło cem.  Nie  było  w  tym  adnej  magii.  Zreszt ,  w  nic 
takiego  przecie   nie  wierzył.  Miło   od  pierwszego  wejrzenia  to  wymysł  poetów,  i  to 
zazwyczaj kiepskich. To po prostu po danie, tyle  e ubrane w pi kniejsze słówka. 

Jego  uczucia,  o  ile  w  ogóle  zasługiwały  na  miano  uczu ,  tak e  były  tylko  nagłym 

przypływem  po dania.  Doznaniem  czysto  fizycznym,  które  bez  trudu  mo na  wymaza   z 
pami ci. 

Pomy lał,  e gdyby Jackie mogła pozna  jego my li, to by go wy miała. Zacisn ł usta 

i z ponur  min  ruszył w drog  powrotn . 

Jackie usłyszała warkot łodzi, gdy na dworze zaczynało zmierzcha . Była pewna,  e to 

Nathan. Przez ostatnie dwie godziny pilnie nasłuchiwała, czy wraca. Mimowolnie odetchn ła 
z ulg . Wi c jednak nie przytrafił mu si   aden z tych okropnych wypadków, których wizje 
podsuwała jej wybujała wyobra nia. Nie został równie  porwany dla okupu. Wrócił do domu, 
cały i zdrowy, a ona ch tnie na powitanie spu ciłaby mu lanie. 

Dwana cie godzin! - pomy lała, skacz c do basenu. Nie było go przez całe dwana cie 

godzin! Ten człowiek wyra nie zatracił wszelkie poczucie przyzwoito ci. 

Oczywi cie  ani  troch   si   nie  denerwowała  Za  bardzo  absorbowało  j   pisanie,  eby 

po wi ca   temu  odludkowi  swój  bezcenny  czas.  Je eli  nawet  o  nim  my lała,  to  tylko 
przelotnie, czyli co pi  minut przez ostatnie dwie godziny. 

background image

Nie była ani troch  zła czy zaniepokojona. W ko cu to jego  ycie i wolno mu robi  to, 

na co ma ochot , my lała, energicznie rozgarniaj c ramionami tafl  wody. Dlatego nie b dzie 
czyniła  adnych wyrzutów. Nie pi nie ani słówka. 

Wynurzyła si  przy brzegu basenu i oparła łokciami o kraw d . 
- Trenujesz przed olimpiad ? - rozległ si  głos Nathana. Stał kilka kroków przed ni , 

ze  szklank   musuj cego  płynu  w  r ku.  Zamrugała,  a  potem  spojrzała  na  niego,  marszcz c 
czoło. 

Miał na sobie zaprasowane w kant szorty i koszulk  polo, tak nieskazitelnie czyst ,  e 

musiała  chyba  pochodzi   prosto  ze  sklepu.  Nathan  Powell  w  stroju  niedbałym,  pomy lała 
zło liwie. 

- Nie wiedziałam,  e ju  wróciłe  - skłamała, patrz c na jego stopy. Niestety, nigdy nie 

potrafiła kłama  w  ywe oczy. 

- Wybrałem si  na krótk  wycieczk  - powiedział i nagle dotarło do niego,  e Jackie 

jest  w ciekła.  My l  ta  sprawiła  mu  satysfakcj .  -  Jak  ci  min ł  dzie ?  -  zapytał  wbrew 
własnym zasadom, nakazuj cym unika  grzeczno ciowych pogaw dek. 

-  Byłam  bardzo  zaj ta.  -  Jackie  odepchn ła  si   od  brzegu  i  zacz ła  leniw   rundk  

wokół  basenu.  Niebo  na  wschodzie  przyoblekło  si   ju   granatem,  tylko  wi zka  ostatnich 
promieni sło ca ozłacała basen i ogród. Patrz c na Nathana, pomy lała,  e jego u miech nie 
budzi w niej zaufania, a jednak wyra nie jej si  podoba. Bo czy mo e by  co  nudniejszego 
ni  m czyzna, któremu kobieta mo e bezgranicznie zaufa ? 

- A ty jak si  bawiłe ? - zapytała. 
-  Odpoczywałem.  -  Poczuł  nieprzepart   ch ,  by  pobaraszkowa   z  ni   w  basenie. 

Woda  była  pewnie  chłodna  i  mi kka  -  jak  jej  skóra.  Miły  akcent  na  zako czenie  upalnego 
dnia. 

Okr aj c  basen,  Jackie  nie  spuszczała  wzroku  z  Nathana.  Jak  na  niego,  sprawiał 

wra enie do  odpr onego. Zd yła ju  go . pozna  na tyle, by wiedzie ,  e cz sto bywał 
spi ty, a stan ten uto samiał z gł bokim poczuciem odpowiedzialno ci. U miechn ła si  i w 
jednej chwili wybaczyła mu całodniow  nieobecno . 

- Zrobi  ci omlet? 
- Co? - zapytał niezbyt przytomnie, wpatrzony w jej kostium. 
Jackie miała na sobie dwa cieniutkie paseczki materiału. Woda i blask zachodz cego 

sło ca  sprawiły,  e  materiał  połyskiwał  złoci cie  na  jej  skórze,  ale  doprawdy  niewiele 
skrywał.. . 

- Jeste  głodny? - spytała. - Mog  ci zrobi  omlet. 

background image

- Nie, nie. Dzi kuj . - Poci gn ł łyk, bo nagle zaschło mu w gardle, a potem odstawił 

szklank  na stolik i wsun ł r ce do kieszeni. - Robi si  chłodno. - Nic wi cej nie przyszło mu 
do głowy. 

- I ty mi to mówisz. - Jackie odrzuciła włosy do tyłu i zr cznie wyskoczyła na brzeg 

basenu. 

Zobaczył,  e jest szczupła. Nawet chuda, pomy lał. Jak to mo liwe,  e kto  tak chudy 

mo e by  taki wysportowany? W gasn cym  wietle dnia kropelki wody  połyskiwały na jej 
skórze jak szklane paciorki. 

- Zapomniałam r cznika. - Wzruszyła ramionami, a potem si  otrz sn ła. 
Nathan odwrócił wzrok. Lepiej na ni  nie patrze , skoro wewn trzny głos podpowiada 

mu,  e bardzo łatwo byłoby zerwa  z niej te dwa skrawki materiału, a potem znów wci gn  
j  do wody. 

- Pójd  do siebie - wykrztusił po chwili. - Mam mas  zaległej lektury. 
- Ja te . Teraz czytam westerny. Znasz mo e Zane'a Greya albo Louisa L'Amoura? - 

Mówi c to, szła w jego kierunku, a on jak zafascynowany patrzył na kropelki dr ce na jej 
włosach i rz sach. - Mocna rzecz. Dam ci, kiedy ju  sama przeczytam. 

Si gn ła  po  pust   szklank .  On  te .  Po  raz  drugi  ich  palce  zetkn ły  si   i  splotły. 

Nathan  poczuł,  jak  jej  dło   nagle  zamiera.  Wi c  ona  tak e  poczuła  to  samo?  Ten  nagły 
wstrz s, nagły.. . kontakt, je eli mo na to tak nazwa . 

Czyli nie działo si  to tylko w jego wyobra ni. Pu cił szklank  i cofn ł si , a Jackie 

powtórzyła jego ruchy. Szklanka niebezpiecznie zbli yła si  do kraw dzi stołu. Chwycili j  
jednocze nie i jednocze nie zastygli. 

Co za komiczna sytuacja! Jackie nerwowo zachichotała. W oczach Nathana dostrzegła 

lustrzane odbicie swoich uczu : gor ce, obezwładniaj ce po danie. 

- Wygl da na to,  e przydałby nam si  choreograf - mrukn ła. 
- Ja wezm  szklank  - drewnianym głosem powiedział Nathan. 
Jackie powoli odetchn ła, a potem błyskawicznie podj ła decyzj . 
- Lepiej byłoby mie  ju  to za sob  - wypaliła. 
- Ale co? 
-  Pocałunek.  To  naprawd   bardzo  proste.  Wci   si   zastanawiam,  jakby  to  było,  a 

wiem,  e i ty my lisz o tym samym - ci gn ła rzeczowym tonem. - Nie uwa asz,  e byłoby 
lepiej,  gdyby my  wreszcie  przestali  zaprz ta   tym  sobie  głowy?  -  Oblizała  spierzchni te 
nagle wargi. 

background image

Nathan odstawił szklank  i zmierzył Jackie uwa nym spojrzeniem. Uznał,  e nie była 

to  propozycja  romantyczna,  a  jednak  całkiem  rozs dna,  i  ten  wła nie  argument  przewa ył 
szal . 

- Podchodzisz do tego do  pragmatycznie - zauwa ył. 
-  Czasami  bywam  pragmatyczna.  -  Jackie  zadr ała,  chyba  z  zimna.  -  Posłuchaj, 

wszystko przemawia za tym,  e kiedy ju  b dziemy mieli ten pocałunek za sob , przestanie to 
mie   a   takie  znaczenie.  Wyobra nia  wyolbrzymia  pewne  sprawy.  Przynajmniej  w  moim 
przypadku. - Posłała mu promienny u miech, a w k ciku jej ust pojawił si  znajomy dołeczek. 
- Bez obrazy, ale nie jeste  w moim typie. Ja w twoim chyba te  nie. 

- No, raczej nie - burkn ł ura ony. Jackie ze zrozumieniem pokiwała głow . 
- Sam widzisz. Wi c pocałujmy si , a potem wszystko wróci do normy. 
Nie potrafił zdecydowa , czy powiedziała to umy lnie, jednak jej rzeczowy, przyjazny 

ton uraził jego m sk  dum . Jak mogła by  taka pewna,  e jego pocałunek spłynie po niej jak 
woda po g si? Wszystko wróci do normy? To si  jeszcze oka e! 

Spojrzał  na  ni   chmurnym  wzrokiem,  a  ona  zbyt  pó no  zrozumiała  wymow   tego 

spojrzenia. 

Poczuła, jak dło  Nathana wsuwa si  w jej włosy, gdy przyci gał ku sobie jej głow . 

Jednak  cho   instynkt  nakazywał  jej  si   cofn ,  postanowiła  stawi   czoło  wyzwaniu. 
Przysun ła  si   bli ej  i  uniosła  głow .  Wyobra ała  sobie,  e  ich  pocałunek  b dzie  ciepły, 
przyjazny  i  całkiem  zwyczajny.  Tymczasem,  nie  po  raz  pierwszy  w  yciu,  rzeczywisto  
przekroczyła jej wyobra enia. 

Kiedy  dotkn ł  ustami  warg  Jackie,  pod  jej  powiekami  wytrysły  snopy  barwnych 

fajerwerków. Mrukn ła cicho, nie w prote cie, a raczej mile zaskoczona, po czym przywarła 
do niego i poddała si  wszechogarniaj cemu uczuciu rozkoszy. 

Nathan  pachniał  wod ,  i  to  nie  chlorowan   z  basenu,  tylko  czyst   wod   z  ciemnej 

rzeki,  wpadaj cej  rw cym  nurtem  do  morza.  Nocne  powietrze  było  chłodne,  jednak  nie 
zimne. Tul c si  do Nathana, Jackie czuła mi kko  jego koszuli, ciepło jego r k, jego ciała. 

I nagle u wiadomiła sobie,  e czekała na to przez całe  ycie. Wła nie na co  takiego. 
Nathan,  w  przeciwie stwie  do  Jackie,  od  razu  przestał  my le   -  albo  tak  mu  si  

przynajmniej  zdawało.  Pocałunek  Jackie  miał  smak  mleka  z  miodem  i  korzennymi  przy-
prawami. O takim boskim napoju marzy samotny pielgrzym na wypalonej sło cem pustyni. 

W  ostatnim  przebłysku  rozs dku  pomy lał,  e  wcale  nie  chciał  trzyma   Jackie  w 

obj ciach, a przynajmniej nie tak mocno. Nie miał te  zamiaru pozwala  własnym dłoniom, 
by tak swobodnie bł dziły po jej ciele. Tymczasem najwyra niej stracił nad nimi panowanie. 

background image

Plecy  Jackie  były  gładkie  i  szczupłe.  Przesun ł  po  nich  dłoni   i  poczuł,  e  dr y  po 

jego  dotykiem.  W  nagłym  przypływie  nami tno ci  pogł bił  pocałunek,  który  jego  samego 
zaskoczył  zaborczo ci .  Ciche  westchnienia  Jackie  jeszcze  bardziej  rozbudziły  jego 
po danie. 

A  Jackie  tuliła  si   do  niego,  oddaj c  mu  pocałunek.  Ciało  miała  mi kkie,  lecz  nie 

bezwolne. Jej hojno  była wr cz pora aj ca. Podobnie jak targaj ce nim pokusy. 

Jackie pomy lała,  e na zawsze zapami ta te chwile, a  po najdrobniejsze szczegóły. 

Upojny  aromat kwiatów, ciche bzyczenie owadów, koj cy  plusk wody.  Nigdy nie zapomni 
ich pierwszego pocałunku, który rozpocz ł si  o zmroku, by przeci gn  si  w noc. 

Z  r kami  w  jego  włosach,  z  u miechem  na  twarzy,  wydała  bezwstydne,  radosne 

westchnienie. 

- Jak ja kocham niespodzianki - szepn ła. 
Niestety,  Nathan  nie  mógł  powiedzie   tego  o  sobie.  Szybko  cofn ł  r k ,  któr   ju  

zamierzał  zanurzy   w  jej  włosach,  by  z  irytacj   stwierdzi ,  e  dło   mu  dr y.  Co  za 
upokarzaj ce odczucie! Oto pragn ł czego , na co wcale nie miał ochoty. 

-  A  teraz,  skoro  zaspokoili my  ciekawo ,  nie  powinni my  ju   mie   z tym  adnych 

problemów - rzekł. 

Spodziewał si ,  e Jackie si  obrazi. I rzeczywi cie, zobaczył nagły błysk furii w jej 

oczach.  Były  takie  wyraziste,  e  gdy  po  ułamku  sekundy  spojrzała  na  niego  z  wyrzutem, 
ugodziła go w samo serce. A pó niej w jej oczach pojawiły si  iskierki rozbawienia. 

- Lepiej si  o to nie zakładaj, Nathan. - Poklepała go po policzku, cho  tak naprawd  

miała ochot  waln  go pi ci  w z by, po czym odwróciła si  i pomaszerowała do domu. 

Ju  ona mu poka e, pomy lała, zasuwaj c za sob  z trzaskiem szklane drzwi. Ten si  

mieje, kto si   mieje ostatni. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

Dosypie  mu  trucizny  do  jajek!  Sam  si   o  to  prosił.  Kiedy  zejdzie  na  niadanie  - 

wyniosły  i  elegancki,  w  starannie  wyprasowanych  be owych  szortach  i  koszulce  -  ona,  jak 
zwykle,  poda  mu  na  półmisku  sma ony  bekon  oraz  grzanki  z  jajkami  sadzonymi, 
nafaszerowanymi cyjankiem. 

Nathan si gnie po kaw , bo zawsze zaczyna dzie  od kawy, a potem pokroi w dlin . 

Ona nało y sobie kilka plasterków,  eby nie wzbudza  podejrze , po czym zaczn  gaw dzi  o 
pogodzie. „Straszna dzi  wilgo  w powietrzu, prawda? Chyba zanosi si  na deszcz”. 

A kiedy on zacznie je  jajko, ona, zlana zimnym potem, b dzie czeka .. . 
Za chwil  Nathan b dzie wi  si  na podłodze, chwytaj c si  za gardło i rozpaczliwie 

walcz c o oddech. W jego wybałuszonych oczach odmaluje si  przera enie, kiedy w ostatnim 
przebłysku  wiadomo ci  pojmie  sens  jej  triumfalnego  u miechu.  A  wtedy,  w  ostatnim 
tchnieniu, b dzie j  błagał o przebaczenie. 

Nie, pomy lała, to jednak nie jest wystarczaj co wyrafinowana zemsta. 
Jackie  niezachwianie  wierzyła  w  celowo   zemsty.  Ludzie,  którzy  zbyt  łatwo 

wybaczali  i  zapominali,  zasługiwali,  jej  zdaniem,  na  lekcewa enie.  Sama  była  wprawdzie 
gotowa  przebaczy   drobne  przewinienia  lub  mimowolne  przykro ci,  jednak  te  wielkie, 
wyrz dzane z rozmysłem, zdecydowanie domagały si  rewan u. 

Dlatego  te   miała  szczery  zamiar  odpłaci   Nathanowi  Powellowi  pi knym  za 

nadobne. 

To  facet  zimny  jak  głaz,  pozbawiony  ludzkich  uczu ,  powtarzała  sobie.  Po  prostu 

sztywniak. Jednak w gł bi duszy w to nie wierzyła. Na swoje nieszcz cie zd yła ju  pozna  
jego  dobro   i  wielkoduszno .  Mimo  e  usiłował  zachowywa   dystans,  nie  brakowało  mu 
wra liwo ci. 

Czy za du o spodziewała si  po pocałunku? Mo e była bardziej impulsywna ni  inni, 

reagowała  bardziej  spontanicznie?  Jednak  Nathan  musiał  tak e  co   odczuwa .  aden 
m czyzna nie przytula si  bez powodu do kobiety tak kurczowo, jakby spadał w przepa . 

Je eli rzeczywi cie poprzedniego wieczora wzbudziła w nim  ywsze uczucia, ju  ona 

si  postara,  eby nie mógł o nich zapomnie  i cierpiał. Wdepcze go w ziemi , i to z najwy sz  
satysfakcj  Odtr ci go, a on dopiero wtedy naprawd  jej zapragnie. 

background image

Marszcz c  brwi,  zapatrzyła  si   w  strumie   pary  buchaj cej  z  czajnika.  Nie  chodzi 

wcale o to,  e spodziewała si  jego hołdów, cho  od czasu do czasu ona równie , jak ka da 
kobieta, potrzebuje odrobiny uwielbienia. 

Mi dzy  ni   a  Nathanem  nieoczekiwanie  zrodziło  si   co   szczególnego  i 

niepowtarzalnego.  Cho   po  jednym  pocałunku  nie  miała  prawa  oczekiwa   zapewnie   o 
miło ci a  do grobowej deski, Nathan nie powinien przej  nad tym do porz dku dziennego. 

Jeszcze jej za to zapłaci, my lała z furi , zalewaj c wrz tkiem zmielon  kaw . Zapłaci 

za  to  wzruszenie  ramionami,  za  udan   oboj tno ,  a  tak e  za  bezsenn   noc,  jaka  potem 
nast piła, podczas której, rzucaj c si  na łó ku, rozpami tywała ka d  sekund  sp dzon  w 
jego ramionach. 

Rozgrzewaj c  patelni ,  zacz ła  ałowa ,  e  nie  jest  pi kna.  Jak  te  ol niewaj ce 

blondyny  o  pos gowych  kształtach  i  wydatnych  ko ciach  policzkowych  albo  te  drobne, 
kruche  brunetki  o  lazurowych  oczach  i  porcelanowej  cerze.  Marszcz c  czoło,  usiłowała 
przejrze  si  w błyszcz cym, stalowym  garnku.  Niestety, odbicie było niewyra ne i mocno 
zniekształcone. 

Wci gn ła  policzki,  a  potem  energicznie  wydmuchała  powietrze.  Skoro  nie  potrafi 

zmieni  aparycji, postara si  przynajmniej zrobi  z niej jak najlepszy u ytek. Nathan Powell, 
m czyzna z kamienia i stali, ju  wkrótce zacznie je  jej z r ki. 

Usłyszała, jak wszedł do kuchni, ale odczekała jeszcze chwil , zanim si  odwróciła. 

Podkoszulek  na  cieniutkich  rami czkach  odsłaniał  jej  opalone  plecy.  Po  raz  pierwszy  od 
wielu  dni  zrobiła  dyskretny  makija :  odrobina  ró u  na  policzkach,  usta  poci gni te 
błyszczykiem i subtelne cienie na powiekach. 

Rzuciła  mu  promienny  u miech  i  omal  nie  Wybuchn ła  gromkim  miechem,  bo 

Nathan wygl dał naprawd  koszmarnie! 

A czuł si  jeszcze gorzej. Gdy Jackie przewracała si  z boku na bok w swoim łó ku, 

on robił to samo u siebie, kln c jak szewc. Na wspomnienie jej radosnego  miechu chciało mu 
si  wy  i zgrzyta  z bami. 

Jeden pocałunek, i wszystko wróci do normy? Ch tnie by j  udusił własnymi r kami. 

Odk d tak bezczelnie wpakowała si  w jego  ycie, nic ju  nie odbywało si  normalnie. Nigdy 
nie  prze ywał  takich  m k,  nawet  jako  napalony  nastolatek,  kiedy  wyobra nia  musiała  mu 
wystarczy   za  brak  do wiadczenia.  Z  biegiem  lat  zdobył  to  do wiadczenie,  dlatego  teraz 
nieustannie my lał tylko o tym, jakby to było mie  Jackie w łó ku. 

- Dzie  dobry, Nate! Kawy? 
Co takiego? Nate? Postanowił,  e nie b dzie si  kłóci , wi c skin ł tylko głow . 

background image

- Prosz .  wie o zaparzona, dokładnie taka, jak  lubisz. - Głos miała tak słodziutki,  e 

lada moment gotowe jej wyrosn  anielskie skrzydła. - Dzi  rano jadłospis przewiduje jajka 
na bekonie. B d  gotowe za pi  minut. 

Nathan  wypił  pierwsz   fili ank   i  odstawił.  Nagle  poczuł  delikatn   wo   perfum. 

Kiedy Jackie dolewała mu kawy, przyjrzał jej si  ukradkiem. 

Czy mu si  tylko zdawało, czy rzeczywi cie wygl dała wyj tkowo ładnie tego ranka? 

Jak ona to robiła,  e miała zawsze tak   wie  cer ? A te jej włosy, w tak naturalny sposób 
zwijaj ce si  w loki bez wzgl du na to, czy kr ciła si  po kuchni, czy drzemała na kanapie. 

Mógłby przysi c,  e nigdy jeszcze nie widział,  eby kto  tak  wietnie wygl dał ju  z 

samego rana. Wła ciwie to oburzaj ce,  e ona wygl da tak  wie o, podczas gdy on czuje si  
wymi ty i znu ony. 

Mimowolnie  zerkn ł  na  jej  usta.  Co  ona  z  nimi  zrobiła,  e  były  takie  wilgotne  i 

błyszcz ce? 

- Pani Grange dzi  przychodzi - powiedział. 
- Ach tak? - Jackie z u miechem przewróciła plasterek bekonu. - To  wietnie. Czyli 

wszystko wróciło do normy. - Jedn  r k  rozbiła jajko i wrzuciła je na rozgrzan  patelni . - 
Jakie masz plany co do lunchu? 

ółtko  nie  rozpłyn ło  si ,  a  białko  było  ładnie  ci te.  Niezła  sztuczka,  pomy lał 

Nathan. Pewnie miała dziesi tki takich w zanadrzu. 

- Dzisiaj zostaj  w domu. Mam mnóstwo telefonów do załatwienia. 
-  To  dobrze.  Postaram  si   przygotowa   jakie   specjalne  menu.  -  Odwróciła  si   i 

uwa nie mu si  przyjrzała. 

- Wiesz co, Nathan, marnie dzi  wygl dasz.  le spałe  tej nocy? 
- Miałem mas  papierkowej roboty. Poło yłem si  bardzo pó no - skłamał, zaciskaj c 

ukradkiem pi ci. 

- Za du o pracujesz. - Jej głos ociekał współczuciem. 
- Dlatego jeste  taki spi ty. A gdyby  tak spróbował jogi? Na przem czenie; nie ma 

nic lepszego ni  odrobina  wicze  i medytacji. W ten sposób człowiek najlepiej si  relaksuje. 

- Ja najlepiej relaksuj  si  przy pracy. 
- Grube nieporozumienie. - Jackie ustawiła przed nim talerz. - Prawda wygl da tak,  e 

wprawdzie praca ci  pochłania, dzi ki czemu nie my lisz o kłopotach, ale to wcale jeszcze nie 
znaczy,  e rozwi załe  swoje problemy. Wiesz co, zrobi  ci masa . 

Jeszcze nie sko czyła mówi , a ju  ugniatała mu kark i ramiona,  miej c si  w duchu 

z tego,  e ju  przy pierwszym dotkni ciu Nathan podskoczył jak oparzony. 

background image

- Masa  jest dobry na wszystko - ci gn ła, podczas gdy jej palce zn cały si  nad jego 

napi tymi mi niami. - Przynosi ulg  i ciału, i duszy. Wystarczy troch  oliwy, koj ca muzyka 
i b dziesz potem spa  jak dziecko. Jeste  taki spi ty,  e masz guzy na plecach. 

- Nic mi nie jest - sykn ł. Jeszcze chwila, a złamie widelec. Ta kobieta ma cudowne 

r ce. To jaka  magia. - Ja nigdy nie bywam spi ty. 

Jackie zmarszczyła brwi, a jej r ce na chwil  si  zatrzymały. Czy on w to naprawd  

wierzy? Mo e i tak. Skoro zawsze jest spi ty, przywykł uwa a  to za stan normalny. 

-  Po  porz dnym  masa u  mi nie  mam  mi kkie  jak  masło  -  powiedziała.  -  Mam  te  

cudowny olejek. Hans mi go polecił. 

- Jaki Hans? - wyrwało mu si  bezwiednie. 
- Mój masa ysta. Norweg o r kach artysty. Nauczył mnie najlepszych technik. 
- Zało  si ,  e tak - mrukn ł Nathan. 
Jackie u miechn ła si  zło liwie za jego plecami. 
Bo e,  kto  by  si   spodziewał,  e  ten  człowiek  ma  takie  muskuły?  Nigdy  by  nie 

podejrzewała,  e  pod  tymi  konserwatywnym  strojami  kryje  si   tak  atletycznie  umi niona 
sylwetka. Ubiegłej nocy, kiedy trzymał j  w obj ciach, była zbyt oszołomiona,  eby zwróci  
na to uwag . Powiodła r kami po jego ramionach. 

-  Jeste   fantastycznie  zbudowany  -  powiedziała.  -  Czego,  niestety,  nie  mog  

powiedzie  o sobie. Chodziłam przez jaki  czas na siłowni , ale, jak wida , bez widocznych 
rezultatów. Tyle tylko,  e si  obficie pociłam. 

Dosy   tego,  pomy lał  Nathan.  Jeszcze  jeden  u cisk  tych  smukłych  palców,  a  gotów 

popełni  jakie  niewybaczalne głupstwo. Odwrócił si  na stołku i chwycił j  za r ce. 

- Co ty wyprawiasz?! 
Serce podskoczyło jej w piersi, zaraz jednak przypomniała sobie,  e jej nadrz dnym 

celem jest zemsta. 

- Próbuj  ci pomóc, Nate - powiedziała łagodnie. - Człowiek spi ty  le trawi. 
- Nie jestem wcale spi ty. I nie mów do mnie Nate! 
-  Przepraszam.  Wiesz,  e  do  twarzy  ci  z  takim  spojrzeniem?  O,  takim..  .  -  Chciała 

wykona  jaki  gest, ale Nathan trzymał j  mocno za r ce. 

Nakazał  sobie  cierpliwo .  Postanowił  policzy   w  my lach  do  dziesi ciu,  doszedł 

jednak tylko do czterech. 

-  Uwa aj,  Jackie!  Jak  pami tasz,  umówili my  si   na  okres  próbny.  Nie  wiem,  jak  

prowadzisz gr , ale radz  ci, sko cz z tym. 

background image

- Ja prowadz  jak  gr ? - U miechn ła si , lecz w jej oczach po raz pierwszy pojawił 

si   zimny  błysk,  który  z  jakich   niepoj tych  powodów  podniecił  Nathana.  -  O  czym  ty 
mówisz? 

- Co takiego masz na ustach? 
-  Ach,  to?  - Jackie  koniuszkiem  j zyka  oblizała  wargi.  -  Przecie   ka da  kobieta  ma 

prawo od czasu do czasu si  umalowa . Nie podobam ci si ? 

O nie, pomy lał, nie b dzie si  poni ał, odpowiadaj c na takie pytania. 
- Masz te  co  na oczach. 
- Czy kosmetyki s  na Florydzie zakazane? Wiesz co, Nate.. . przepraszam, Nathan - 

zdaje si ,  e co  ci odbiło. Chyba nie my lisz,  e próbuj  ci .. . uwie ? - U miechn ła si  
wyzywaj co.  -  Taki  du y,  silny  m czyzna  potrafi  si   chyba  obroni ?  Ale  je eli  ci  to 
przeszkadza, obiecuj ,  e od dzi  nie tkn  szminki. Co ty na to? 

- Kto walczy nie fair, ładuje w błocie. - Jego głos zabrzmiał tak mi kko i spokojnie,  e 

Jackie niebacznie uwierzyła, i  nadal to ona poci ga za sznurki. 

- Tak mówi  - Odrzuciła włosy i spojrzała na niego spod długich rz s. - Rzecz w tym, 

e ja te  potrafi  si  broni . 

Dopiero wtedy dotarło do niej,  e  le go oceniła, a takie pomyłki cz sto bywaj  fatalne 

w skutkach. Nathan przeszył j  ci kim spojrzeniem, od którego serce zamarło jej w piersi. 
Nagle wydało jej si ,  e to Jake mierzy do niej z obu luf. 

Wtedy zrozumiała,  e bez wzgl du na to, jakie miała plany, tym razem b dzie to co  

wi cej ni  tylko pocałunek. Tym razem to on b dzie decydował co, gdzie i jak. Na nic si  zda 
jej paplanina i czaruj ce  miechy. 

Na  d wi k  dzwonka  do  drzwi  adne  z  nich  nie  ruszyło  si   z  miejsca.  Serce  Jackie 

znowu o yło i zacz ło bole nie łomota . Wi c to dzwonek j  ocalił! Omal nie zachichotała 
nerwowo. Nagle zrobiło jej si  słabo. 

-  To  musi  by   pani  Grange  -  zauwa yła.  -  B d   łaskaw  mnie  pu ci ,  Nathan,  to 

otworz  drzwi. A ty sko cz spokojnie  niadanie. 

Nathan  pu cił  j ,  ale  dopiero  po  najdłu szych  dwudziestu  sekundach  w  jej  yciu, 

podczas  których  gotowa  była  zapomnie   o  dzwonku  i  zrobi   to,  co  sugerowało  jego 
spojrzenie. A potem odwrócił si  do stołu i poczuł,  e nie ma ju  ochoty na kaw , tylko na co  
mocniejszego. 

Jackie  tymczasem  wymkn ła  si   z  kuchni.  Miała  nadziej ,  e  jajka  na  jego  talerzu 

dawno wystygły. 

background image

Pani   Grange  polubiła  niemal  od  pierwszego  wejrzenia.  Kiedy  otworzyła  drzwi, 

zobaczyła t g  kobiet  w kretonowej sukni i adidasach. Pani Grange ju  od progu zmierzyła 
j  badawczym wzrokiem. 

- No, no.. . - mrukn ła, wydymaj c wargi. Jackie z miejsca poj ła aluzj . 
- Dzie  dobry. Pani Grange, prawda? - Wyci gn ła z u miechem r k . - Jestem Jackie 

MacNamara. Nathan b dzie miał mnie na głowie przez kilka tygodni. Wszystko przez to,  e 
nie ma serca mnie wyrzuci . Jadła ju  pani  niadanie? 

-  Godzin   temu.  -  Starsza  pani  weszła  do  domu  i  postawiła  na  podłodze  poka n  

płócienn  torb . - MacNamara. - powtórzyła. - Musi pani by  krewn  tego, jak mu tam.. . ? 

Jackie to wystarczyło. 
- Przyznaj  si  bez bicia. To mój kuzyn. Ale ju  go tu nie ma. 
- Mała strata - prychn ła pani Grange, rozgl daj c si  wokoło. Cho  zauwa yła  wie e 

kwiaty w wazonach, postanowiła wstrzyma  si  z ostateczn  ocen . - Powiem pani to samo 
co jemu. Po  winiach nie sprz tam. 

- Ma pani absolutn  racj . - Jackie obdarzyła j  promiennym u miechem i pomy lała, 

e  je li  drogi  kuzynek  Fred  próbował  oczarowa   gosposi ,  to  trafił  jak  kul   w  płot.  - 

Mieszkam w pokoju go cinnym, tym biało - niebieskim. Tam te  pracuj , wiec je eli poda mi 
pani swój harmonogram, usun  si  na ten czas,  eby pani mogła w spokoju posprz ta . Lunch 
zaplanowałam  na  mniej  wi cej  dwunast   trzydzie ci  -  ci gn ła,  a  w  my lach  ju   układała 
takie menu, które pozwoliłoby pani Grange pozby  si  kilku kilogramów nadwagi. 

Starsza pani znów zacisn ła usta. To rzadki przypadek,  eby pracodawca proponował 

jej  lunch.  Na  ogół  traktowano  j   z  uprzejm   oboj tno ci ,  jak  bezduszny  automat  do 
sprz tania. 

- Przyniosłam kanapki - powiedziała. 
- To ju  od pani zale y, ale miałam nadziej ,  e zje pani z nami. Gdyby pani czego  

potrzebowała,  b d   na  górze.  Nathan  jest  w  kuchni.  Zaparzyłam  te   wie   kaw .  -  Raz 
jeszcze si  u miechn ła, po czym ruszyła w stron  schodów. 

Przez cały ranek Jackie słyszała szum odkurzacza i ci kie kroki pani Grange w holu. 

Z ulg  stwierdziła,  e odgłosy te nie przeszkadzaj  jej w pracy. Prawdziwy pisarz, powinien 
mie , jej zdaniem, na tyle  yw  wyobra ni ,  eby móc wyeliminowa  wszelkie przeszkody z 
zewn trz. Kiedy wybiło południe, Jake i Sarah stali u progu kolejnej przygody. 

Na lunch postanowiła przyrz dzi  sałatk  jarzynow  Wł czyła radio i nuc c, zabrała 

si   do  roboty.  Obmy lała  przy  tym  kolejny  rozdział.  Kiedy  Nathan  wszedł  do  kuchni, 
przyciszyła radio i postawiła przed nim misk  z sałatk . 

background image

- Mo e by  mro ona kawa? 
- Dobrze - mrukn ł oboj tnie, lustruj c j  zimnym wzrokiem. Jeden fałszywy krok, a 

zaatakuje  j   bez  pardonu.  Wprawdzie  nie  potrafił  powiedzie ,  na  czym  miałby  polega   jej 
fałszywy krok oraz jego atak, był jednak zdecydowany. 

-  Je eli  nie  masz  nic  przeciwko  temu,  chciałabym  pó niej  skorzysta   z  telefonu. 

Oczywi cie zapłac  za wszystkie zamiejscowe rozmowy. 

- W porz dku. 
- Dzi ki. My l ,  e czas dobra  si  Fredowi do skóry. 
- Co? - Nathan zastygł z widelcem w pół drogi do ust. - Co ty knujesz? 
- Lepiej,  eby  nie wiedział. O, zdecydowała si  pani jednak, pani Grange. 
Nathan odwrócił si , zirytowany, i spojrzał na gosposi . 
- Pani Grange? 
- Prosz , niech pani siada - odezwała si  Jackie, zanim zd ył co  wi cej powiedzie . - 

Mam nadziej ,  e b dzie pani smakowało. To potrawa syryjska. 

Pani  Grange  wgramoliła  si   na  stołek  i  z  pow tpiewaniem  popatrzyła  na  zawarto  

salaterki. 

- Chyba mi nie zaszkodzi? 
-  Ale   sk d.  -  Jackie  postawiła  przed  ni   szklank   z  mro on   kaw .  -  Je eli  b dzie 

pani smakowało, dam pani przepis. Ma pani rodzin ? 

- Chłopaki s  ju  dorosłe. - Pani Grange ostro nie nabrała na widelec odrobin  sałatki. 

R ce miała zniszczone i nie nosiła obr czki. 

- Synowie? 
Pani Grange pokiwała głow  i po raz kolejny podniosła widelec do ust. 
- Czterech. Dwaj s  ju   onaci. Mam te  trójk  wnuków. 
- Trójk  wnuków! Czy to nie wspaniałe, Nathan? A ma pani ich zdj cia? 
Pani  Grange  doło yła  sobie  sałatki.  Nigdy  czego   takiego  nie  jadła,  musiała  jednak 

przyzna ,  e potrawa była całkiem smaczna. 

- W torbie. 
- Musi mi pani pokaza . - Jackie usiadła tak,  e pani Grange znalazła si  mi dzy ni  a 

Nathanem, który jadł w milczeniu, ze wzrokiem wbitym w talerz. - Czterech synów. Pewnie 
jest pani z nich dumna? 

-  To  dobre  chłopaki.  -  Cie   u miechu  złagodził  surowe  rysy  gosposi.  -  Najmłodszy 

jeszcze  studiuje.  Chce  zosta   nauczycielem.  M dry  chłopiec,  nie  przysparzał  mi 

background image

najmniejszych kłopotów. A tamci - urwała, po czym pokr ciła głow . - Tak to jest, jak si  ma 
dzieci. Pyszna sałatka, panno MacNamara. 

- Mam na imi  Jackie. Ciesz  si ,  e pani smakuje. Mo e jeszcze troch  kawy? 
- Nie, lepiej ju  wróc  do pracy. Wzi  koszule do pralni, panie Powell? 
- Gdyby pani mogła. 
- Je eli nie chce pan teraz pracowa , posprz tam pa ski gabinet. 
- W porz dku. 
Pani Grange odwróciła si  do Jackie i spojrzała na ni  przyja nie. 
-  Niech  pani  sobie  nie  przeszkadza,  panno  Jackie.  B d   si   zachowywa   cicho  jak 

myszka. 

-  Dzi ki.  Mo e  pani  ju   i .  Ja  sprz tn   ze  stołu.  -  Kiedy  zacz ła  zbiera   brudne 

naczynia, Nathan spojrzał na ni  z wyrzutem. 

- Co tu jest grane? 
- Co? - zapytała, przekładaj c resztki sałatki do mniejszej miski. 
- Co to za pomysł z t  pani  Grange? Po co to zrobiła ? 
-  Chodzi  ci  o  lunch?  Pozwolisz,  e  dam  pani  Grange  reszt   tej  sałatki?  Niech  j  

we mie do domu. 

- Daj jej, co chcesz. - Nathan wyj ł z kieszeni papierosa. - Czy ty zawsze jadasz ze 

sprz taczk ? 

Spojrzała na niego, unosz c brwi. 
- A czemu nie? 
Pomy lał,  e  co  by  teraz  powiedział  i  tak  wyjdzie  na  snoba,  wi c  wzruszył  tylko 

ramionami i zapalił papierosa. Miał tak  głupi  min ,  e Jackie postanowiła da  mu spokój. 

- Pani Grange jest rozwódk  czy wdow ? 
-  Co?  -  Nathan  wydmuchał  kł b  dymu  i  potrz sn ł  głow .  -  Sk d  mam  wiedzie ? 

Mo e ani to, ani to. 

- Zwróciłam uwag ,  e mówiła o synach i wnukach, ale ani słowem nie wspomniała o 

m u. Czyli chyba nie ma m a. Moim zdaniem, jest rozwódk  - dodała po krótkim namy le. 
- Wdowy nosz  na ogół obr czki. Nigdy o tym nie rozmawiali cie? 

- Nie. - Nathan zapatrzył si  w swoj  kaw . Z jakich  powodów głupio mu było si  

przyzna ,  e chocia  pani Grange pracowała u niego od sze ciu lat, dopiero pi  minut temu 
si  dowiedział,  e miała jak kolwiek rodzin . - Rozmowy na tematy prywatne nie nale ały do 
jej obowi zków. Poza tym, nie chciałem by  w cibski. 

background image

- Bzdura. Ludzie lubi  rozmawia  o swoich rodzinach. Ciekawe, odk d ona jest sama? 

-  Jackie  kr ciła  si   po  kuchni.  Pier cionki  połyskuj ce  na  jej  palcach  wiadczyły  o 
zamo no ci;  ruchy  miała  pewne  i  zdecydowane.  -  Nie  mog   sobie  nawet  wyobrazi ,  e 
musiałabym sama wychowywa  dzieci. My lałe  kiedy  o tym? 

- O czym? 
- O zało eniu rodziny. - Jackie nalała sobie szklank  mro onej kawy,  eby j  zabra  

na gór . - Mam bardzo tradycyjne wyobra enia w tym wzgl dzie. Biały płot, gara  na dwa 
samochody, domek oszalowany drewnem i tak dalej. Dziwi  si ,  e jeszcze si  nie o eniłe , 
Nathan. Przecie  jeste  tradycjonalist . 

W jej tonie było co  dra ni cego. Nathan zje ył si . 
- Zapewniam ci ,  e si  orientuj , kiedy kto  chce mnie obrazi . 
-  Oczywi cie,  e  tak.  -  Jackie  delikatnie  dotkn ła  jego  policzka.  -  Jeste  

tradycjonalist , ale nie musisz si  tego wstydzi . Podziwiam ci , Nathan, naprawd . Jest co  
wzruszaj cego w m czy nie, który zawsze wie, gdzie le  jego skarpetki. Twoja wybranka 
dostanie prawdziwy skarb. 

Dło  Nathana zamkn ła si  wokół jej nadgarstka, zanim Jackie zd yła si  cofn . 
- Czy kto  ci kiedy  dał w nos? 
- A  tak  le nie było - zachichotała. - A co? Chcesz si  bi ? 
- Spróbujmy czego  innego. 
Nim zd yła si  zorientowa , poci gn ł j  tak mocno,  e poleciała w jego kierunku. 

eby  si  nie przewróci , chwyciła  go za ramiona. Tego si  po nim nie  spodziewała. W tej 

samej chwili usta Nathana zacz ły mia d y  jej wargi. 

Sam nie wiedział, dlaczego tak post pił, bo tak naprawd  miał jej ochot  przyło y . 

Oczywi cie  aden przyzwoity m czyzna nie uderzyłby kobiety, dlatego wybrał inny wariant. 

Dlaczego  mu  si   wydawało,  e  pocałunek  to  dobra  zemsta?  Teraz,  kiedy  ju   zacz ł 

całowa , sam siebie nie rozumiał. Jackie nie próbowała z nim walczy , a jej przyspieszony 
oddech i kurczowy u cisk  wiadczył o tym,  e wzi ł j  przez zaskoczenie. 

Jednak nie mogła by  bardziej zaskoczona ni  on sam. 
Niech  to  wszyscy  diabli!  Nie  był  przecie   namolnym  podrywaczem.  Wszystko,  co 

teraz  robił,  wydawało  mu  si   słuszne  tylko  dlatego,  e  w  gr   wchodziła  Jackie.  To  jakie  
fatum. Potrafił przecie  całymi godzinami rozwa a  ró ne warianty i analizowa  wszystko na 
zimno, wystarczyło jednak,  e dotkn ł Jackie, a cały rozs dek brał w łeb. 

background image

Jak  to  mo liwe,  e  chocia   nie  pragn ł  Jackie,  był  zarazem  chory  z  pragnienia. 

Fascynowała go do tego stopnia,  e tracił rozum. Jego  ycie toczyło si  utart  kolein  a  do 
chwili, gdy poznał Jackie. 

Kiedy mia d ył jej usta, usłyszał cichy, stłumiony j k. 
Pomy lała,  e o to jej wła nie chodziło. Nareszcie miała go w gar ci. Kiedy oddawała 

Nathanowi  pocałunek  -  słodki,  gor cy  i  szalony  -  snuła  wizje  cierpi cego,  pokonanego 
Nathana. 

Jednocze nie  wkładała  w  ten  pocałunek  cał   dusz .  Oto  spotkała  m czyzn ,  który 

mógłby j  pokocha  i zaakceptowa . Czuła to nawet bez słów. A przecie  nie jest ani głupia, 
ani  naiwna.  To,  co  si   działo  mi dzy  nimi,  zasługiwało  na  pióro  poety.  O  takie  uczucie 
toczono  wojny;  ludzie  czekali  na  nie  przez  całe  ycie.  Jednak  nie  ka demu  było  ono  dane. 
Wiedziała  o  tym,  dlatego  zarzuciła  Nathanowi  r ce  na  szyj ,  gotowa  ofiarowa   mu  siebie 
całkowicie i bez reszty. Bez  adnych pyta  i zastrze e . 

Do wiadczał czego  dziwnego. Czuł to, targany nami tno ci  i po daniem. Co  si  w 

nim zmieniało. Kiedy wargi Jackie dotykały jego ust, a jej ciało topniało w jego ramionach, 
nie potrafił my le  o niczym innym. Czy to objawy obł du? Przecie  ilekro  zastanawiał si  
nad bie cym dniem, brał tak e pod uwag  jutro. A teraz my lał jedynie o tym,  eby trzyma  
Jackie w obj ciach i delektowa  si  smakiem jej ust.  eby j  poznawa  i odkrywa , powoli, 
krok po kroku, póki nie b d  mieli przed sob   adnych tajemnic. 

Tak,  to  musiało  by   jakie   szale stwo.  Czuł  to  i  bał  si ,  a  jednak  tulił  j   do  siebie 

coraz mocniej. Jakby chciał si  w niej pogr y . Co to za dziwnie podniecaj c uczucie, tak si  
bez  reszty  zatraci .  Musi  poło y   temu  kres,  i  to  raz  na  zawsze.  Zanim  rozpieraj ca  go 
nami tno  stanie si  zbyt pot na, by nad ni  zapanowa . 

Odsun ł Jackie, szorstko i zdecydowanie, bo bał si ,  e je li si  do niego u miechnie, 

to powali go na kolana. 

Dawno  powinien  jej  oznajmi ,  e  gra  sko czona,  a  ona  ma  si   spakowa   i  jak 

najszybciej wynosi  z jego domu. Rzecz w tym,  e nie potrafił. Cho  naprawd  tego chciał, 
nie był w stanie jej odesła . 

-  Nathan!  -  Podniecona  i  ju   zakochana,  otoczyła  dło mi  jego  twarz.  -  Daj  pani 

Grange wolne na reszt  dnia. Chc  by  tylko z tob . 

Zalała  go  nowa  fala  po dania.  Nie  znał  dot d  kobiety,  która  potrafiłaby  okazywa  

uczucia tak otwarcie i szczerze. Ta jej bezpo rednio   miertelnie go przera ała. Zaczerpn ł 
tchu,  eby zyska  na czasie. Nie mo e przecie  przekazywa  jej swoich decyzji dr cym gło-
sem. 

background image

-  Za  bardzo  wybiegasz  w  przód  -  powiedział  w  ko cu.  -  Chyba  nie  zapomniała   o 

naszej umowie? Nie uwa am,  eby romans le ał w twoim interesie. W moim zreszt  te  nie. 
Dlatego dzi kuj , ale nie skorzystam. 

Gdy zbladła, zrozumiał,  e to on posun ł si  za daleko. 
- Jackie - powiedział szybko - nie to chciałem powiedzie .. . 
- Naprawd ? Zreszt , wszystko jedno. - Nigdy by nie przypuszczała,  e sprawi jej to 

taki  ból.  A  ona  ju   marzyła  o  bezgranicznej  miło ci.  Wi c  to  tak,  pomy lała,  przyciskaj c 
r k  do serca. Czy by taka miło  była tylko wymysłem poetów? 

- Jackie, posłuchaj ja.. . 
-  Nie,  wol   nie  -  przerwała  mu  z  nikłym  u miechem.  -  Nie  musisz  si   tłumaczy , 

Nathan. To była tylko lu na propozycja. Powinnam wraca  do pracy, ale zanim pójd  na gór , 
jest jeszcze jedna rzecz. - Ze stoickim spokojem si gn ła po szklank  i wylała mu na szorty 
mro on  kaw . - Do zobaczenia przy kolacji. 

Pracowała  jak  szalona,  tak  e  prawie  nie  zauwa yła  pani  Gange,  która  przyszła 

zmieni   po ciel  i  odkurzy   meble.  Odkrycie,  e  jest  bliska  łez,  napawało  j   w ciekło ci   i 
zdumieniem.  Nie  miała  zreszt   nic  przeciwko  łzom.  Czasami  nawet  lubiła  sobie  popłaka . 
Teraz znalazła si  w zupełnie innej sytuacji. 

Jak  on  mógł  by   tak  bezduszny  i  zimny,  eby  podejrzewa ,  i   proponuje  mu  tylko 

szybki, poobiedni seks? I jak ona mogła by  tak głupia, by pomy le ,  e si  zakochała? 

Do  miło ci  trzeba  dwojga  Doskonale  zdawała  sobie  z  tego  spraw .  Czy  nie  o  tym 

wła nie traktowała jej powie ? Przecie  miło  mi dzy par  jej bohaterów nie zrodziła si  z 
jednego  pocałunku.  Musiało  upłyn   wiele  czasu,  trzeba  było  pokona   wiele  przeszkód, 
zanim poł czyło ich autentyczne uczucie. 

Pomy lała,  e wci  popełnia ten sam bł d, wierz c,  e wszystko w  yciu przychodzi 

łatwo.  Nic  dziwnego,  e  dostała  zasłu onego  prztyczka  w  nos.  Tylko  dlaczego  akurat  od 
Nathana? To takie upokarzaj ce! 

Za  plecami  usłyszała  trzecie  ju   chrz kni cie  pani  Grange,  która  wła nie  cieliła 

łó ko. 

-  Strasznie  szybko  pani  pisze  -  odezwała  si   sprz taczka,  kiedy  maszyna  zamilkła  - 

Jest pani sekretark ? 

- Nie. - Jackie zmusiła si  do u miechu. - Szczerze mówi c, pisz  ksi k . 
- Naprawd ?! - Pani Grange podeszła bli ej. - Sama lubi  poczyta  co  ciekawego. 
Jak dot d, wszyscy, którym Jackie przyznała si ,  e pisze powie , unosili znacz co 

brwi, przewracali oczami albo robili równie głupie i wymowne miny. Pani Grange okazała si  

background image

chlubnym  wyj tkiem.  O mielona,  Jackie  odwróciła  si   w  stron   pani  Grange.  Do  diabła  z 
Nathanem! - pomy lała. Skoro postanowiła zosta  pisark , dokona tego za wszelk  cen , na 
przekór niedowiarkom. 

- Ma pani w ogóle czas na czytanie? - zapytała. 
- Po całym dniu na nogach najbardziej lubi  usi

 sobie na godzink  z dobr  ksi k . 

- Pani Grange zacz ła odkurza  lamp . - A jak  ksi k  pani pisze? 

- Romans, to znaczy romans historyczny. 
- Co  podobnego! Uwielbiam ksi ki o miło ci. Od dawna pani pisze? 
-  Je li  mam  by   szczera,  to  moja  pierwsza  próba.  Przygotowania  zaj ły  mi  ponad 

miesi c  -  zbieranie  informacji,  sprawdzanie  dat  i  tak  dalej,  a  potem  skoczyłam  na  gł bok  
wod . 

Pani Grange spojrzała na maszyn  do pisania. 
- Z pisaniem jest pewnie tak samo jak z malowaniem. Człowiek nie chce tego nikomu 

pokazywa , póki nie sko czy. 

-  Nie,  wprost  przeciwnie  -  roze miała  si   Jackie.  -  Marz   o  tym,  eby  komu  

przeczyta  to, co do tej pory napisałam. - Oczywi cie nie mojej rodzinie, dodała w my lach. 
Oni widzieli ju  zbyt wiele projektów, które zaczynała, a których nigdy nie doprowadziła do 
ko ca - Chce pani zerkn  okiem na pierwsz  stron ? 

-  Ch tnie.  -  Pani  Grange  wzi ła  zapisan   kartk   i  trzymaj c  j   na  odległo  

wyci gni tej r ki, zacz ła czyta , poruszaj c bezgło nie wargami. 

Kiedy si  cicho roze miała, raz i drugi, Jackie odebrała to jako najwy sz  pochwał . 
- Zacz ła pani z grubej rury! - stwierdziła z podziwem pani Grange, oddaj c jej kartk . 

- Porz dna strzelanina to jest to! Człowiek zaraz chce wiedzie , co b dzie dalej. 

- Tak  miałam nadziej . To na razie tylko robocza wersja, ale idzie mi znacznie lepiej, 

ni   przypuszczałam.  Za  kilka  tygodni  chciałabym  wysła   gotowy  maszynopis  do 
wydawnictwa. 

- Ch tnie przeczytam cało , kiedy pani sko czy. 
-  Z  przyjemno ci   dam  pani  do  przeczytania  -  powiedziała  Jackie.  -  Pod  koniec 

ka dego  dnia  sama  nie  mog   uwierzy ,  e  napisałam  a   tyle  stron.  -  Poło yła  z  wahaniem 
r k   na  stosie  kartek.  -  Na  razie  nie  mam  pomysłu,  co  robi   potem,  kiedy  to  b dzie 
sko czone. 

-  Jak  to  co?  B dzie  pani  musiała  wzi   si   za  nast pn   ksi k   -  stwierdziła  pani 

Grange, jakby to było zupełnie oczywiste, po czym zgarn ła przybory do sprz tania i wyszła 
z pokoju. 

background image

Ona  ma  racj ,  pomy lała  Jackie.  Nawet  je li  jej  si   nie  powiedzie  za  pierwszym 

razem, to jeszcze nie koniec  wiata. Nikt nie wie tego lepiej ni  ona sama. Je eli co  idzie 
dobrze,  trzeba  si   tego  trzyma .  A  nawet  je eli  idzie  le,  ale  człowiek  nadal  tego  chce, 
powinien dalej próbowa . W ko cu musi si  uda . 

Odwróciła  si   do  biurka  i  z  u miechem  spojrzała  na  zapisan   do  polowy  kartk . 

B dzie  si   odt d  kierowała  t   maksym ,  i  to  nie  tylko  w  odniesieniu  do  swojej  pracy,  ale 
równie  do Nathana. 

background image

ROZDZIAŁ PI TY 

Był  na  siebie  w ciekły,  cho   znacznie  łatwiej  i  wygodniej  byłoby  przela   t  

w ciekło  na Jackie. Przecie  nie chciał jej wcale całowa , to ona go do tego sprowokowała! 
Nie miał równie  zamiaru sprawia  jej przykro ci. Tymczasem ona  go do tego zmusiła. W 
ci gu zaledwie kilku dni zmieniła go w kłótliwego gbura, o nadmiernie pobudzonym libido. 

A przecie  miał o sobie wysokie mniemanie. Uwa ał si  za sympatycznego, m drego 

faceta,  cho   cz sto  w  pracy  bywał  przesadnym  perfekcjonist .  Potrafił  w  okamgnieniu 
zatrudni   kogo   i  jeszcze  szybciej  zwolni .  W  interesach  cz sto  tak  bywa.  Za  to  w  yciu 
prywatnym dbał o to, by nie dawa  nikomu powodów do skarg. 

Ilekro  zawierał znajomo  z kobiet , starał si  z góry ustali  reguły gry, by w razie 

zacie nienia si  ich wi zi oboje mieli  wiadomo  mo liwo ci i ogranicze : Nikt nigdy nie 
o mieliłby si  nazwa  go cynicznym uwodzicielem. 

Miewał rzecz jasna od czasu do czasu. ,, przyjaciółki. W ko cu u zdrowego, dorosłego 

m czyzny  to  normalne.  Jednak  za  ka dym  razem  starał  si ,  by  obie  strony  podejmowały 
decyzj   wiadomie i w pełni odpowiedzialnie. Oczywi cie nie mogło te  zabrakn  stosownej 
dozy uczucia, a potem ju  wszystko toczyło si  znanym utartym torem. 

Jego wizja dojrzałego, partnerskiego zwi zku zdecydowanie wykluczała obmacywanie 

si  w kuchni, nad półmiskiem sałatki. 

Je eli jest to staromodne podej cie, to gotów si  uzna  za człowieka starej daty. 
Problem  polegał  jednak  na  tym,  e  ich  dziki  pocałunek  znaczył  dla  niego  wi cej  i 

wstrz sn ł  nim  bardziej  ni   którykolwiek  z  pocałunków  w  jego  wcze niejszych,  starannie 
zaprogramowanych  zwi zkach.  A  on  sobie  nie  yczył,  eby  jego  ycie  potoczyło  si   w 
niekontrolowany sposób. 

Od  ojca  nauczył  si   niewiele  ponad  to,  jak  wi za   krawat,  i  e  kobiety  nale y 

traktowa   z  szacunkiem.  Był  d entelmenem  i  zamierzał  nim  pozosta ,  bez  wzgl du  na 
okoliczno ci.  Kobiecie  nale ały  si   ró e  i  komplementy,  cho by  dlatego,  e  była  słabsz , 
delikatniejsz  istot . 

Był  wi cie przekonany,  e umie post powa  z kobietami. Wiedział, jak pokierowa  

znajomo ci ,  eby  nie  zboczy   z  obranego,  kursu  i  jak  j   potem  zako czy   bez  scen  i 
wzajemnych  pretensji.  Je eli  nigdy  nie  godził  si   na  zbytni   blisko ,  to  miał  po  temu 
konkretne  powody.  Od  ojca  dowiedział  si ,  e  nie  nale y  składa   obietnic,  których  nie 
zamierza si  dotrzyma , jak równie  anga owa  si  w układy, o których z góry wiadomo,  e 

background image

si   rozpadn .  Szczycił  si   wr cz  tym,  e  po  ka dym  rozstaniu  pozostawał  ze  swoj  
ekspartnerk  w przyja ni. 

Z  Jackie  było  to  niemo liwe.  Nie  mógł  si   rozsta   z  ni   w  przyja ni,  bo  nawet  nie 

zd yli si  zaprzyja ni . Zd ył za to zrozumie ,  e z kobiet  jej pokroju nie obejdzie si  przy 
po egnaniu  bez  scen  i  awantur.  Przy  tym  koniec  oka e  si   równie  nielogiczny  i 
spektakularny, jak pocz tek. 

A  on  nie  lubił  osób  o  ywiołowej  osobowo ci  czy  wybuchowym  temperamencie. 

Takie cechy przeszkadzały mu w skupieniu. 

Postanowił  cofn   si   do  punktu  wyj cia.  Zacznie  my le   o  nast pnym  projekcie  i 

od wie y dawne kontakty. Miesi ce sp dzone w Niemczech wyssały z niego cał  energi , a 
na domiar wszystkiego, odk d wrócił do domu, nie miał nawet dnia spokoju. 

Zreszt , to jego wina. Nie zamierzał obarcza  nikogo odpowiedzialno ci  za to, co si  

stało. Zgodnie z umow , której zamierzał dotrzyma , jego nieproszonemu go ciowi pozostał 
jeszcze tydzie . A potem panna MacNamara raz na zawsze zniknie mu z oczu i z serca. No.. . 
w ka dym razie z oczu. 

Pomy lał,  e  dobrze  mu  zrobi  k piel  w  basenie.  Kiedy  wchodził  na  gór ,  eby  si  

przebra ,  usłyszał  miech  Jackie.  Wzdrygn ł  si .  Czy  ta  kobieta  musi  mia   si   tak 
zara liwie? Paplała jak naj ta. Drzwi do jej pokoju były otwarte i na korytarzu słycha  było 
ka de  słowo.  Przystan ł  i  pomy lał,  e  nikt  nie mo e  oskar y   go  o  podsłuchiwanie,  bo  to 
przecie  - do jasnej cholery! - jest jego własny dom. 

-  Ciociu  Honorio,  sk d  ci  to  przyszło  do  głowy?  -  Skulona  w  fotelu  Jackie 

przytrzymywała  brod   słuchawk ,  maluj c  sobie  przy  okazji  paznokcie  u  nóg.  -  Nie,  nie 
gniewam si  na Freda, bo niby czemu? Przecie  on mi wy wiadczył wielk  przysług . Ten 
dom jest idealny, wła nie czego  takiego szukałam. A Nathan, to znaczy wła ciciel, jest po 
prostu rozkoszny. 

Wyprostowała  nog ,  eby  obejrze   swoje  dzieło.  Zaj ta  pisaniem  i  gotowaniem,  od 

tygodni nie znalazła czasu na pedicure. A przecie  matka zawsze jej mówiła,  e prawdziwa 
dama powinna by  zadbana od stóp do głów. 

- Nie, kochana ciociu,  wietnie si  dogadujemy. Nathan jest troch  odludkiem, wi c 

siedzimy tu tylko we dwoje. Ja gotuj , a on chyba lubi moj  kuchni , bo zaczyna mu rosn  
brzuszek. 

Nathan, który wci  podsłuchiwał w korytarzu, machinalnie chwycił si  za brzuch. 
- Ale  nie, nie mógłby by  milszy. Mam wra enie, jakby był moim wujem. Zaczyna 

nawet troch  łysie , zupełnie jak wuj Bob. 

background image

Tym razem obie r ce Nathana pow drowały w gór . 
-  Ciesz   si ,  e  mogłam  ci   uspokoi .  Nie,  przeka   Fredowi,  e  wszystko  jest  na 

najlepszej  drodze.  Jeszcze  si   z  nim  nie  skontaktowałam,  bo  nie  mam  pewno ci,  dok d  go 
zaniosło. 

Na moment, zapadła cisza. Lodowata cisza. Tak przynajmniej odebrał to Nathan. 
- Oczywi cie, kochana ciociu. Przecie  wiem, jaki jest Fred. 
Nathan  usłyszał  ciche  pomrukiwania,  a  potem  stłumiony  miech.  Ju   miał  pój   do 

swojego pokoju, kiedy Jackie znów zacz ła mówi : 

-  Ach,  ciociu,  byłabym  zapomniała.  Jak  si   nazywał  ten  wspaniały  agent,  którego 

zatrudniła ,  kiedy  kupowała   posiadło   Hawkinsa?  - Jackie  wyprostowała  si   w  fotelu,  by 
zada   ostatni  cios.  -  To  na  razie  sprawa  poufna,  ale  wiem,  e  tobie  mog   powiedzie . 
Niedaleko  st d,  na  południe,  jest  takie  miejsce,  Shutter's  Creek.  Jest  tam  dwadzie cia  pi  
akrów  ziemi  na  sprzeda .  Zachowaj  to  na  razie  dla  siebie,  dobrze?  -  Urwała  i  słuchaj c 
zapewnie  ciotki, nie przestawała malowa  paznokci. Znała ciotk  Honori  na tyle dobrze, by 
wiedzie ,  e  jej  obietnice  były  niewiele  warte.  -  Wiedziałam,  e  mog   na  tobie  polega . 
Normalnie by mnie to nie interesowało, bo to same mokradła, ale cały dowcip polega na tym, 

e Allegheny Enterprises - no wiesz, ta spółka, która buduje te cudowne kurorty.. . Tak, tak, 

wła nie oni. No wi c, wykupuj  tu wszystkie wolne tereny, zamierzaj  je osuszy  i zbudowa  
kompleks  rozrywkowy,  taki  jak  ten  w  Arizonie.  Nie  uwa asz,  e  zamienili  ten  kawałeczek 
pustyni w rajski ogród? 

Jackie  słuchała  jeszcze  przez  chwil ,  póki  si   nie  upewniła,  e  ciotka  połkn ła 

przyn t . 

- Sk d wiem? Znajomy szepn ł mi słówko. Kupi  ten grunt, a potem odsprzedam go 

Allegehny.  Znajomy  twierdzi,  e  dostan   potrójn   cen .  Rzeczywi cie,  to  brzmi  jak  bajka. 
Ale pami taj, ciociu, póki co ani słówka. Chciałabym załatwi  formalno ci, zanim wszyscy 
si  dowiedz . 

Znowu przerwała i z przekrzywion  głow  zastanawiała si , czy nie nało y  trzeciej 

warstwy lakieru. 

-  Tak,  tak,  jestem  bardzo  podniecona.  Tutaj  na  razie  nikt  o  tym  nie  wie.  Wła nie 

dlatego nie chc   adnego po rednika z Florydy. Nie, nie mówiłam na razie rodzicom. Wiesz, 

e  lubi   sprawia   niespodzianki.  Ojej,  kto   puka!  Musz   ko czy .  Ucałowania  dla 

wszystkich. B dziemy w kontakcie. Ciao! 

Zadowolona  z  siebie,  Jackie  przeci gn ła  si   w  fotelu,  a  potem  zakr ciła  nim  jak 

karuzel . 

background image

- O, witaj Nathan! 
- Nie wiem, sk d masz te informacje - zacz ł Nathan bez ogródek - ale te tereny w 

Shutter's  Creek  to  kolejne  wyrzucone  pieni dze.  Poszukaj  sobie  lepiej  czego   innego. 
Przecie  to dwadzie cia pi  akrów komarów i błota. 

- Wiem. - Jackie bez trudu podniosła stop  do ust i podmuchała na wilgotny lakier. 

Nathana  wcale  by  nie  zdziwiło,  gdyby  zało yła  sobie  nog   za  szyj .  -  Je eli  dobrze 
przypuszczam,  to  nasz  kochany  Fred  ju   pojutrze  b dzie  szcz liwym  wła cicielem  tych 
komarów. - U miechn ła si , po czym zało yła  r ce za głow . - Uwa am,  e je li chce si  
komu  odpłaci  pi knym za nadobne, trzeba ugodzi  go tam, gdzie go najbardziej zaboli. A u 
Freda takim miejscem jest portfel. 

Nathan musiał przyzna ,  e wywód Jackie zrobił na nim pewne wra enie. 
- Rozumiem - powiedział, wchodz c do pokoju. - Zasiała  ziarno na jego zgub . 
-  Tak  jest.  Do  rana  powinno  zakiełkowa .  Paskudna  sztuczka,  pomy lał  Nathan. 

Wyj tkowo perfidna. 

- Sk d wiesz,  e on da si  na to nabra ? 
- Chcesz si  zało y ? - prychn ła Jackie. 
- Nie - odparł po namy le. - Nie chc . Ile  daj  za akr? 
-  Ach,  tylko  dwa  tysi ce.  Fred  na  pewno  zdoła  bez  trudu  wy ebra ,  po yczy   albo 

wr cz ukra  pi dziesi t tysi cy. - Jackie po raz ostatni przyjrzała si  swoim paznokciom, po 
czym zakr ciła buteleczk . - Zawsze spłacam długi, Nathan. Bez  adnych wyj tków. 

Było to jawne ostrze enie. Nathan uznał,  e sobie na nie zasłu ył. 
- Je eli to dla ciebie jaka  pociecha, wyznam ci,  e w  yciu nie tkn  mro onej kawy. 
Jackie leniwie zało yła nog  na nog . 
- To ju  co . 
- Poza tym, to nieprawda,  e łysiej . 
Przyjrzała si  uwa nie jego włosom. Były g ste i ciemne, i takie spr yste w dotyku. 
- Chyba raczej nie. 
- Nie mam te  brzuszka. Spojrzała w dół, na jego płaski brzuch. 
- No, jeszcze nie. 
- I wcale nie jestem rozkoszny. 
- Mo e i nie - przyznała ze  miechem. - Za to nawet do  przystojny i m ski. 
Otworzył usta,  eby zaprzeczy , uznał jednak,  e lepiej si  podda . 
-  Przepraszam  -  wyrwało  mu  si   mimowolnie.  Jackie  u miechn ła  si ;  wzrok  jej 

złagodniał. 

background image

- Bo masz za co - stwierdziła. - Lubisz zaczyna  od nowa? 
Wi c to a  takie proste. Powinien si  tego domy li . 
- Wła ciwie tak. 
- No to w porz dku. 
Kiedy  podniosła  si   z  krzesła,  przyłapał  si   na  tym,  e  bezwstydnie  gapi  si   na  jej 

nogi. Có .. . jest tylko człowiekiem. 

- Czyli jeste my przyjaciółmi? - powiedziała, wyci gaj c r k . 
Mógłby  wymieni   cał   list   powodów,  dla  których  nie  powinni  si   zaprzyja nia , 

mimo to u cisn ł jej dło . 

- Tak, jeste my przyjaciółmi. Pójdziesz ze mn  popływa ? 
- Dobrze. - Ch tnie by go ucałowała, zadowoliła si  jednak u miechem. - Daj mi pi  

minut. Musz  si  przebra . 

Zaj ło  jej  to  mniej  ni   pi   minut.  Kiedy  podeszła  do  basenu,  Nathan  wynurzał  si  

wła nie na powierzchni . Nim zd ył otrze  oczy, wskoczyła do wody. 

- Cze ! 
- Szybka jeste . 
-  Nie  lubi   traci   czasu.  -  Jackie  równym  tempem  przepłyn ła  półtorej  długo ci 

basenu. - Masz fantastyczny basen. To on mnie tak urzekł,  e od razu chciałam tu zamieszka . 
W  moim  rodzinnym  domu  były  nawet  dwa,  wi c  przywykłam  do  codziennego  pływania. 
Bardzo by mi tego brakowało. 

- Miło mi,  e mogłem spełni  twoj  zachciank  - powiedział, ale nie zabrzmiało to tak 

sarkastycznie, jakby sobie  yczył. Kiedy Jackie zmieniła styl na grzbietowy, dodał: - Chyba 
du o pływasz, prawda? 

-  Nie  tak  du o  jak  dawniej.  Jako  nastolatka  pływałam  przez  kilka  lat  w  kadrze 

juniorek. My lałam nawet o olimpiadzie. 

- Wcale mnie to nie dziwi. 
-  A  potem  zakochałam  si   w  trenerze.  Miał  na  imi   Hank.  -  Na  wspomnienie 

młodzie czego uczucia zamkn ła z westchnieniem oczy. - Po tym wszystkim nie byłam ju  w 
stanie skoncentrowa  si  na wynikach. Straciłam te  chyba form . Miałam pi tna cie lat, a 
Hank  dwadzie cia  pi .  Wyobra ałam  sobie,  e  si   pobierzemy  i  b dziemy  wychowywa  
przyszłych  sportowców,  tymczasem  jego  interesował  wył cznie  mój  styl  grzbietowy. 
Osi gn łam najlepszy czas w całym stanie. A wracaj c do Hanka, miał dwadzie cia pi  lat i 
bary jak atleta. Zawsze lubiłam barczystych facetów. - Otworzyła na moment oczy,  eby si  

background image

przyjrze  Nathanowi. Ciało miał bardziej opalone i muskularne, ni  przypuszczała. - Ty te  
jeste  nie le zbudowany. 

-  Dzi kuj .  -  Nathan  doszedł  do  wniosku,  e  pływanie  obok  Jackie  to  bardzo 

relaksuj ce, a zarazem stymuluj ce zaj cie. 

-  Hank  miał  te   przepi kne  bł kitne  oczy.  Jak  gwiazdy.  Uwielbiałam  o  nich 

rozmy la . 

Nathan poczuł,  e budzi si  w nim irracjonalna nienawi  do tego Hanka. 
- Interesował go tylko twój styl grzbietowy? - rzucił k liwym tonem. 
- Wył cznie.  eby zwróci  na siebie jego uwag , postanowiłam którego  dnia udawa , 

e  ton .  Wymy liłam  sobie,  e  wyci gnie  mnie  z  wody  i  zacznie  mi  robi   sztuczne 

oddychanie  metod   usta  -  usta,  i  wtedy  wreszcie  zrozumie,  e  jest  we  mnie  miertelnie 
zakochany. Sk d mogłam wiedzie ,  e tego dnia mój tato przyjdzie na basen,  eby popatrze , 
jak trenujemy? 

- Rzeczywi cie, nikt nie mógł tego przewidzie . 
- Wiedziałam,  e mnie zrozumiesz. No wi c, mo esz sobie wyobrazi , co si  działo, 

kiedy  mój  ojciec  wskoczył  do  basenu  w  trzycz ciowym  garniturze,  ze  szwajcarskim 
zegarkiem  na  r ku.  Nawiasem  mówi c,  po  tym  wszystkim  nigdy  ju   nie  był  tym  samym 
człowiekiem. Kiedy wyci gn ł mnie na brzeg, dostał ataku histerii. Koledzy z sekcji my leli, 

e  to  na  skutek  szoku,  ale  on  po  prostu  zbyt  dobrze  mnie  znał,  eby  uwierzy   w  to 

przedstawienie.  Jeszcze  tego  samego  dnia  przeniósł  mnie  z  sekcji  pływackiej  do  szkółki 
tenisa, oczywi cie prowadzonej przez trenerk . 

- Twój ojciec wygl da mi na m drego faceta. 
- O tak, jest bardzo bystry, jak wi kszo  MacNamarów. Jeszcze nikomu nie udało si  

go przechytrzy , a Bóg jeden wie,  e nieraz próbowałam. - Westchn ła z rezygnacj  - B dzie 
ze mnie dumny, kiedy mu opowiem, jaki numer wyci łam Fredowi. 

- Jeste  bardzo z yta ze swoj  rodzin ? 
- Bardzo - przyznała. - Czasami nawet a  za bardzo. Mo e wła nie dlatego musiałam 

si  odizolowa ,  eby wzi  si  za co  nowego. Gdyby wszystko miało pój  po my li taty, 
mieszkałabym teraz w Newport z m em, którego sam by mi wybrał, wychowywałabym jego 
wnuki  i  trzymała  si   z  dala  od  jakichkolwiek  kłopotów.  A  ty,  masz  jak   rodzin   na 
Florydzie? 

- Nie. 
Jego ton nie pozostawiał cienia w tpliwo ci. Temat był raz na zawsze zamkni ty. 
- Chcesz si   ciga ? - zapytała, uznaj c,  e w tej sytuacji lepiej nie naciska . 

background image

- A dok d? 
- Do ko ca basenu i z powrotem. 
Nathan otworzył oczy. Jackie unosiła si  na wodzie tu  obok niego, z twarz  oddalon  

zaledwie o centymetry od jego twarzy. Nagle przyszło mu do głowy,  e gdyby złapał j  za 
r k   i  przyci gn ł  bli ej,  mógłby  dotkn   ustami  jej  warg.  Doszedł  jednak  do  wniosku,  e 
wy cigi to znacznie lepszy pomysł. 

-  Dobrze.  -  Zamachn ł  si   i  wystartował.  K tem  oka  zobaczył,  e  Jackie  pomkn ła 

przed siebie jak strzała. U miechn ł si  i przyspieszył tempo. 

Wprawdzie  min ło  kilka  lat,  odk d  Jackie  przestała  pływa   w  reprezentacji,  nadal 

jednak drzemał w niej bojowy duch. Nathan na ogół wolał przegrywa  z kobietami. One i tak 
wiedziały,  e  robił  to  umy lnie.  A  jednak  nie  miał  najmniejszego  zamiaru  przegrywa   z 
Jackie. 

Kiedy dotkn li przeciwległej  ciany basenu i zawrócili, płyn li rami  w rami . Nathan 

nagle  u wiadomił  sobie,  e  ci ko  b dzie  j   wyprzedzi .  Smukłe  ramiona  Jackie  szybkimi, 
energicznymi  ruchami  rozcinały  wod ,  a  jej  długie  nogi  działały  jak  ruba  nap dowa.  W 
ko cu  udało  mu  si   wysforowa   nieco  do  przodu,  wył cznie  dzi ki  temu,  e  miał  dłu sze 
r ce. Wygrał niespełna o pół długo ci ciała. 

- Nie mam kondycji. - Jackie, zdyszana, oparła  si  o kraw d  basenu i  spojrzała na 

Nathana. Po jego l ni cym, muskularnym torsie spływały kropelki wody. Pomy lała,  e ka da 
kobieta chciałaby si  oprze  na takim torsie. - Ty za to jeste  w  wietnej formie. 

- Ty te  - wysapał. 
- Nast pnym razem nie dam ci forów. 
- I tak ci  pokonam - odparł z u miechem. 
- Mo e. - Jackie przeczesała palcami włosy, które zwin ły si  w urocze pier cionki. - 

Dobrze grasz w tenisa? 

- Nie le. 
-  Mo emy  którego   dnia  spróbowa .  -  Wyskoczyła  z  wody  i  usiadła  na  kraw dzi 

basenu. - A łacina? 

- Co z łacin ? 
- Mogliby my zrobi  sobie sprawdzian ze znajomo ci łaciny. 
Nathan potrz sn ł głow , po czym wynurzył si  i usiadł obok Jackie. 
- Nie znam łaciny. 
-  Ka dy  zna  chocia   troch .  Corpus  delicti  albo  magna  cum  laude.  Nigdy  nie 

zrozumiem, dlaczego mówi si ,  e to martwy j zyk. Przecie  u ywamy go na co dzie . 

background image

- Rzeczywi cie, warto by si  nad tym zastanowi . 
Jackie mimowolnie si  roze miała. Nathan na swój pow ci gliwy sposób usiłował da  

jej do zrozumienia,  e brak jej pi tej klepki. Kiedy tak siedział obok niej, z ciepłym blaskiem 
w  oczach  i  półu miechem  na  twarzy,  odniosła  wra enie,  e  zna  go  od  zawsze.  A  mo e 
chciałaby go zna  od zawsze. 

- Lubi  ci , Nathan. Naprawd . 
- Ja te  ci  lubi . Chyba. - Patrz c na ni , nie sposób było si  nie u miechn . Miała 

magnetyczn  osobowo , skupiaj c  na sobie uwag  otoczenia. Pomy lał,  e przebywanie w 
towarzystwie Jackie jest jak skok do zimnego jeziora w upalny dzie . Wprawdzie szok dla 
organizmu, jednak w sumie mile widziany. 

Bezwiednym  gestem  odgarn ł  jej  za  ucho  mokry  kosmyk.  Co  si   z  nim  działo? 

Przecie  nigdy nie wiadomie nikogo nie dotykał. Ledwo musn ł jej policzek, a ju  poj ł,  e 
popełnił kolejny bł d. Jak mo na pragn  czego , czego si  nie potrafi okre li ? 

Chciał si  odsun , ale wtedy Jackie uj ła go za r k  i podniosła j  do ust, muskaj c 

wargami jego palce. 

- Nathan - odezwała si  - czy jest w twoim  yciu jaka  kobieta, której powinnam si  

obawia ? 

Nie cofn ł r ki. Spletli palce. 
- Jak mam to rozumie ? 
-  Mówiłe ,  e  teraz  nie  masz  nikogo.  A  w  przeszło ci?  Nie  przeszkadza  mi  to,  e 

musiałabym z kim  konkurowa . Wolałabym jednak wiedzie . 

Nie  było  nikogo  takiego  w  jego  yciu.  Je li  nawet  kiedy   istniała  jaka   kobieta, 

wspomnienie o niej zbladło i rozwiało si  jak dym. I to go wła nie najbardziej zaniepokoiło. 

- Jackie, ci gle mnie wyprzedzasz. 
-  Naprawd ?  -  Przysun ła  usta  do  jego  ust.  -  Jak  my lisz  -  wyszeptała  -  ile  czasu 

potrzeba,  eby  mnie dogonił? 

Jak  to  si   stało,  e  nagle  obejmował  dło mi  jej  twarz?  Poczuł,  e  woda  zaczyna 

gwałtownie parowa  z jego skóry. To byłoby takie proste, wr cz naturalne. Ona była ch tna, a 
on  jej  pragn ł.  S   doro li,  znaj   reguły  gry  i  maj   wiadomo   ryzyka.  Niczego  sobie  nie 
obiecywali, bo i niczego od siebie nie chc . 

Jednak  nawet  gdy  jej  wargi  rozchylały  si   w  zetkni ciu  z  jego  ustami,  nawet  kiedy 

ofiarowała mu sam  siebie, czuł,  e w tym przypadku nic nie b dzie proste. 

-  My l ,  e  nie  jestem  jeszcze  gotowy  na  romans  z  tob   -  szepn ł,  popychaj c  j  

delikatnie na betonow  kraw d  basenu. 

background image

-  No  to  nie  my l.  -  Obj ła  go  za  szyj .  Na  to  wła nie  czekała,  ale  jak  mu  to 

powiedzie ? Jak wytłumaczy ,  e czekała na niego przez całe  ycie? Wła nie na niego. To 
takie proste i naturalne pragn  go i podda  si  temu pragnieniu. 

Ju   od  dzieci stwa  wiedziała,  e  tylko  jeden  m czyzna  jest  jej  przeznaczony.  Nie 

potrafiła powiedzie , kiedy go spotka i czy w ogóle. Ale je li nie, to samotnie przejdzie przez 

ycie,  a  miło   rodziny  i  przyjaciół  b dzie  jej  musiała  wystarczy .  Bo  Jackie  nigdy  nie 

godziła si  na pół rodki. 

Teraz jednak on tu był, z ustami na jej ustach i ciałem przy je ciele. Po co martwi  si  

o to, co wydarzy si  jutro, kiedy trzyma w ramionach uciele nienie swoich snów? 

Tu i teraz było to, czego od zawsze pragn ła. Przylgn ła do Nathana, szepcz c jego 

imi , i z rado ci  poczuła,  e jej pragnienie zostało odwzajemnione. 

Była  niepodobna  do  innych  kobiet,  ale  dlaczego?  Zdarzało  mu  si   ju   nieraz  ulec 

urokom  kobiety  i  jej  po da ,  ale  nie  w  taki  sposób.  Kiedy  był  blisko  Jackie,  nie  potrafił 
nawet my le . Mógł tylko odczuwa : czuło , nami tno , frustracj , po danie. Trzymaj c 
j  w ramionach, wył czał automatycznie mózg, poddaj c si  emocjom. 

Czy to dlatego,  e stanowiła uciele nienie marze  ka dego m czyzny? Wielkoduszna 

kobieta  o  potrzebach  i  wymaganiach  odpowiadaj cych  m skim  potrzebom  i  wymaganiom. 
Kobieta bez zahamowa , która niczego nie udaje. Chciałby wierzy ,  e tak wła nie jest.  e to 
ju  wszystko. Niestety, zdawał sobie spraw ,  e chodzi o co  wi cej. I to znacznie wi cej. 

Z  przera eniem  u wiadomił  sobie,  e  krok  po  kroku  zapiera  si   samego  siebie. 

Przecie  do tej pory wiedział, dok d zmierza i po co. To niemo liwe.. . to nie w porz dku.. . 
godzi  si  na to,  eby wszystko si  teraz zmieniło. To znaczy,  eby ona wszystko zmieniła. 

Musi  z  tym  sko czy .  Tu  i  teraz.  Kiedy  ma  jeszcze  jaki   wybór.  Albo  kiedy  mo e 

jeszcze udawa ,  e go ma. 

Powoli  i  z  najwy szym  trudem  oderwał  si   od  Jackie.  Sło ce  schyliło  si   ku 

zachodowi, a jego promienie budziły miedziane refleksy w jej włosach, które nie były tylko 
br zowe, jak mu si  dot d wydawało, ale mieniły si  cał  gam  br zów. Były przy tym takie 
mi kkie i ciepłe. Jak jej oczy. Jak jej skóra. 

Z trudem oparł si  pokusie, by raz jeszcze dotkn  jej policzka. 
- Czas wraca  do domu. 
Pod  jego  spojrzeniem  topniała  jak  wosk.  O  co  by  teraz  poprosił,  zrobiłaby  to  bez 

wahania. Tak wielka jest moc miło ci. Zamrugała oczami,  eby zej  z obłoków na ziemi . 
Gdyby wybór nale ał do niej i tylko do niej, zostałaby na zawsze tam, gdzie teraz, czyli w 
jego ramionach. 

background image

Nie była jednak a  taka głupia. Nathan nie powiedział przecie ,  e chce ci gn  to, co 

si  mi dzy nimi zacz ło, tylko  e chce to zako czy . Zamkn ła oczy, a serce  cisn ło jej si  z 
bólu. 

- Id  sam. Ja jeszcze posiedz  troch  na sło cu. 
- Jackie! 
Otworzyła oczy. Ku jego zdumieniu malowała si  w nich wyrozumiało . Odsun ł si , 

czuj c,  e  je li  b dzie  zbyt  blisko  Jackie,  nie  zdoła  utrzyma   r k  przy  sobie  i  wszystko 
zacznie si  od nowa. 

- Nie lubi  niczego zaczyna , póki nie wiem, jak to si  sko czy. 
Jackie zrozumiała go i gł boko westchn ła. 
- To niedobrze, Nathan. Nawet nie wiesz, co tracisz. 
- Popełniam za to mniej bł dów. A ja nie lubi  pomyłek. 
- Czy ja jestem jedn  z nich? - zapytała ze  miechem, a on odetchn ł z ulg . 
- Tak, i to od samego pocz tku. - Odwrócił si  do niej. Patrzyła na niego tak jak na 

przygotowywane  przez  siebie,  skomplikowane  danie.  -  Chyba  sama  rozumiesz,  e  byłoby 
lepiej, gdyby  tu nie mieszkała. 

Jackie uniosła brwi, nie przestała jednak przygl da  mu si  w skupieniu. 
- Wyrzucasz mnie? 
- Nie  - powiedział zbyt  szybko i poniewczasie ugryzł si  w j zyk.  - Powinienem to 

zrobi , ale jako  nie potrafi . 

Poło yła r k  na jego ramieniu i poczuła,  e znów jest spi ty. 
- Pragniesz mnie, Nathan. Czy to a  tak ci  przera a? 
- Nie robi  wszystkiego, na co mam ochot . Jackie zamy liła si . 
- Chyba rzeczywi cie tak. Jeste  na to zbyt delikatny. To jedna z tych cech, które mi 

si  w tobie najbardziej podobaj . W ko cu jednak mnie we miesz, Nathan. Bo tak jest nam 
pisane. Wiemy o tym oboje. 

- Nie sypiam z ka d  kobiet , która mi si  spodoba. 
- Miło mi to słysze . - Jackie usiadła i podci gn ła kolana pod brod . - Sypianie z byle 

kim niesie ze sob  wiele zagro e . - Spojrzała na niego wymownie. - My lisz,  e szłam do 
łó ka z ka dym facetem, który na ranie działał? 

Nathan wzruszył ramionami. 
- Nic nie wiem o twoim stylu  ycia - rzekł niech tnie. Czuł si  bardzo za enowany. 
- No wła nie - powiedziała. - W tej sytuacji zapomnijmy o seksie. Mo e romans robi 

si   przez  to  mniej  atrakcyjny,  ale  to  do   rozs dne  wyj cie.  Mam  dwadzie cia  pi   lat  i 

background image

zd yłam si  ju  zakocha  wiele razy. Lubi  si  zakochiwa , tyle tylko,  e pó niej nie umiem 
wytrwa  przy danej osobie. Nathan, mo e ci ko ci b dzie pogodzi  si  z tym, ale nie jestem 
ju  dziewic . 

Nathan z ponur  min  potrz sn ł głow , a wtedy ona poklepała go po ramieniu. 
-  Szokuj ce,  prawda?  Wyznaj   jak  na  spowiedzi,  e  yłam  z  m czyzn .  A  tak 

naprawd  - z dwoma. Po raz pierwszy zrobiłam to w dniu moich dwudziestych pierwszych 
urodzin. 

- Jackie.. . 
- Wiem - przerwała mu, machn wszy r k . - W dzisiejszych czasach to do  pó no, 

ale ja nie lubi  pod a  za mod . Szalałam na jego punkcie. Znał całego Yeatsa na pami . 

- To wszystko wyja nia. 
- Wiedziałam,  e mnie zrozumiesz. Po jakim  czasie zaj łam si  fotografi . Robiłam 

nastrojowe, czarno - białe zdj cia. Bardzo ezoteryczne. Wtedy wła nie poznałam tego faceta. 
Czarna skórzana kurtka, pos pna uroda. - Kiedy to mówiła, w jej oczach nie było ju  cienia 
sentymentu, raczej rozbawienie. 

- Wprowadził si  do mnie i przesiadywał całymi dniami, patrz c ponuro przed siebie. 

Po  kilku  tygodniach  zrozumiałam,  e  nie  nadaj   si   na  ofiar .  Zostało  rai  za  to  kilka 
fantastycznych zdj . Od tamtej pory nikt ju  nie zrobił na mnie wi kszego wra enia. Dopiero 
tobie si  to udało. 

Nathan milczał. Czego  tu nie rozumiał. Czemu niby miałby si  cieszy ,  e w  yciu 

Jackie było tylko dwóch wa nych m czyzn? I dlaczego był o nich obu zazdrosny? Po chwili 
znowu spojrzał na Jackie.  wiatło zmieniło si  i ciepłym blaskiem ozłacało jej skór . 

- Zadaj  sobie pytanie, czy ty nie masz za grosz sprytu, czy mo e masz go wi cej ni  

inni? 

-  Miło  jest  mie   co ,  nad  czym  mo na  si   zastanawia .  Chyba  dlatego  chc   zosta  

pisark . Wtedy człowiek mo e si  zastanawia  od pocz tku do ko ca. - Umilkła na chwil , 
ale  u  Jackie  takie  przerwy  trwały  bardzo  krótko.  -  Nathan,  jest  jeszcze  co ,  co  mógłby  
rozwa y . Otó  jestem w tobie zakochana. 

Po tym wyznaniu wstała, bo wydało jej si ,  e tak b dzie lepiej dla nich obojga. 
- Nie chc ,  eby  si  tym przejmował - dodała, widz c jego osłupiał  min . - Rzecz w 

tym,  e ja po prostu nie znosz , kiedy ludzie udaj ,  e czego  nie ma. Zwłaszcza je eli chodzi 
o co  miłego. Pójd  si  teraz przebra , a potem zajm  si  kolacj . 

background image

Znikn ła  w  gł bi  domu.  Nathan  został  sam.  W  głowie  miał  kompletny  m tlik.  Czy 

kto   poza  Jackie  potrafiłby  powiedzie   co   takiego  od  niechcenia,  a  potem  po  prostu  si  
ulotni ? Nikt. Tylko ona. 

Mru c  oczy,  spojrzał  na  zatok ,  w  której  odbijały  si   promienie  sło ca  Jaka  

motorówka  płyn ła  na  północ.  Słyszał  nawet  szum  silnika  w  oddali.  Powietrze  było 
przesycone  zapachem  wiosny,  rozgrzanych  sło cem  kwiatów,  wie o  skoszonej  trawy.  Dni 
były coraz dłu sze, a wieczory coraz cieplejsze. 

To wła nie jest jego  ycie, które toczyło si  dot d utartym torem. 
Póki nie spadła na niego wiadomo ,  e Jackie jest w nim zakochana. 
Czysty  absurd!  A  skoro  tak,  czemu  wcale  go  to  nie  zaskoczyło?  Chyba  dlatego,  e 

wi e si  to z jej osobowo ci . On, na przykład, nie zwykł rzuca  na wiatr takich słów, jak 
„miło ”. Jackie słowa i uczucia najwidoczniej przychodziły bez trudu. 

Nie miał poj cia, co Jackie mogła rozumie  przez „miło ”. Poci g, harmoni  dusz, 

nagłe ol nienie? Dla wielu byłoby to a  nadto. Jackie jest jednak bardzo impulsywna. Czy nie 
powiedziała mu przed chwil   e zakochiwała si  i odkochiwała wiele razy? Mo e dla niej to 
po prostu kolejna przygoda? 

Wygodniej byłoby mu w to uwierzy . A skoro tak, to dlaczego na sam  my l o tym 

ogarniała go zło ? 

Dlatego,  e nie  yczył sobie by  kolejn  przygod  w jej  yciu. Wprawdzie nie chciał, 

eby  była  w  nim  zakochana,  ale  skoro  tak  si   stało,  to  chciał,  eby  to  było  autentyczne 

uczucie. 

Wstał  i  podszedł  do  muru  oddzielaj cego  ogród  od  skarpy  schodz cej  do  kanału. 

Kiedy   jego  ycie  płyn ło  spokojnie  jak  wody  tego  kanału.  I  o  to  wła nie  mu  chodziło. 
Pochłoni ty prac , nie miał czasu zadawa  si  z impulsywnymi kobietami, które rozprawiaj  
o romansach i miło ci. 

Mo e w przyszło ci przyjdzie czas na takie sprawy - oczywi cie z wła ciw  kobiet . 

Eleganck  i rozs dn , bo takie zawsze mu si  podobały. A je li tak, to czemu nagle odniósł 
wra enie, jakby my lał o meblu do salonu, a nie o  onie? 

To  wszystko  wina  Jackie,  uznał  ze  zło ci .  Po  co  mu  powiedziała,  e  jest  w  nim 

zakochana? To przez ni  zacz ło mu si  wydawa ,  e i on.. . 

Nie!  -  zganił  si   w  duchu,  po  czym  zawrócił  w  stron   domu.  Szkoda  czasu  na  tak 

idiotyczne rozwa ania,  e mógłby by  w niej zakochany. Przecie  prawie jej nie zna, a poza 
tym  działa  mu  na  nerwy.  Mo e  i  mu  si   podoba,  ale  to  tylko  dlatego,  e  jest  rzeczywi cie 

background image

atrakcyjna. Poza tym, w Niemczech był tak zapracowany,  e nie miał czasu nawet pomy le  o 
kobiecie. 

Niestety, to tak e było kłamstwo. Zdegustowany odwrócił si  i po raz ostatni spojrzał 

na  basen.  Prawda  wygl da  tak,  e  Jackie  zdecydowanie  nie  jest  mu  oboj tna.  Sam  nie 
wiedział dlaczego, a jednak tak było. U wiadomił sobie,  e chce z ni  sp dzi  czas, chce si  z 
ni  kocha , chce słucha  jej radosnego, zmysłowego głosu. 

To nie jest oczywi cie miło , chocia  trzeba przyzna ,  e jednak troch  mu na niej 

zale y.  To  przecie   dopuszczalne.  Fakt,  e  m czy nie  zale y  na  jakiej   kobiecie,  wcale 
jeszcze nie znaczy,  e od razu wpadł po uszy. 

Ale to wszystko nie dotyczy Jackie. 
Przeczesał palcami włosy i ruszył w stron  domu. Nie b dzie rozmawia  z Jackie na 

takie tematy - ani teraz, ani nigdy. Bez wzgl du na to, ile go to b dzie kosztowało, j ego  ycie 
wróci do normy. 

Przed  wej ciem  powiedział  sobie,  e  rozs dniej  b dzie  w lizgn   si   bocznymi 

drzwiami,  eby  unikn   spotkania  z  Jackie.  Zapewnił  te   sam  siebie,  e  nie  jest  to  wcale 
oznak  tchórzostwa. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

Jackie ani przez moment nie  ałowała,  e powiedziała Nathanowi o swoich uczuciach. 

Nie  wycofałaby  si ,  nawet  gdyby  miała  tak   szans .  Wyznawała  zasad ,  e  raz  podj te 
decyzje nie podlegaj  dyskusji. 

A nawet gdyby wstydziła si  swoich słów - albo chciała je cofn  - i tak w niczym nie 

zmieniłoby  to  faktu,  e  powiedziała  prawd .  Nie  planowała  zakocha   si   w  Nathanie,  ale 
skoro ju  do tego doszło, ta miło  stała si  dla niej czym  najpi kniejszym i najwa niejszym. 
Poprzednio najpierw wybierała m czyzn , który wydawał jej si  godny uczucia, a dopiero 
potem si  w nim zakochiwała. 

Miło   do  Nathana  była  dla  niej  samej  niespodziank   i  zaskoczeniem.  Takiej 

mo liwo ci  nie  brała  pod  uwag .  Tymczasem  zdarzyło  si   co ,  o  czym  w  gł bi  duszy  ma-
rzyła.  Wiedziała  od  dawna,  e  miło ci  nie  mo na  sobie  zaplanowa ,  dlatego  zaczynała  si  
obawia ,  e ju  jej w  yciu nie spotka. 

Oczywi cie  Nathan  nie  jest  dla  niej  idealnym  partnerem,  a  przynajmniej  nie  pod 

ka dym  wzgl dem,  jak  to  sobie  kiedy   wyobra ała.  Wła ciwie  nie  wiedziała,  czy  ma  te 
wszystkie zalety, które uznała za po dane u m czyzny. 

Jednak było to bez znaczenia, bo go kocha. 
Postanowiła da  mu troch  czasu - kilka dni, a nawet tydzie  - by mógł odpowiedzie  

na  jej  wyznanie  w  sposób,  który  uzna  za  stosowny.  Co  do  niej  samej,  nie  ywiła 
najmniejszych w tpliwo ci,  e wszystko uło y si  po jej my li. Kochała Nathana. Los, pod 
postaci  kuzyna Freda, zetkn ł ich ze sob , czyli to wszystko, co si  stało, było im pisane. 
Nathan mo e jeszcze o tyranie wie, ale wkrótce to sobie u wiadomi. Ubijaj c jajka na suflet, 
pomy lała z u miechem,  e Nathan potrzebuje wła nie takiej kobiety jak ona. 

M czyzna  racjonalny,  konserwatywny  i,  prawd   powiedziawszy,  troch   sztywny, 

potrzebuje miło ci i zrozumienia kobiety, która nie została wyposa ona w  adn  z tych cech. 
A ta kobieta, czyli w tym przypadku ona, pokocha tego m czyzn , czyli Nathana, wła nie za 
to,  e jest, jaki jest. Jego cechy b d  j  rozczula , a zarazem nie pozwoli mu si  przesadnie 
usztywni . 

Ju  teraz mogła przewidzie , jak w przyszło ci uło y si  ich  ycie. Z czasem stan  si  

sobie  tak  bliscy,  e  b d   potrafili  czyta   nawzajem  w  swoich  my lach.  A  cho   nie  zawsze 
b d  we wszystkim zgodni, b d  mogli liczy  na wzajemne zrozumienie. On b dzie siedział 

background image

nad desk  kre larsk  i chodził na narady, a ona b dzie pisa  i od czasu do czasu wpada  do 
Nowego Jorku,  eby zje  lunch ze swoim wydawc . 

Kiedy Nathan b dzie musiał wyje d a  słu bowo, pojedzie z nim,  eby wspiera  go, 

on  tak e  b dzie  jej  pomagał  na  wszelkie  mo liwe  sposoby.  Gdy  on  b dzie  projektował 
kolejny gmach, ona b dzie zbierała potrzebne informacje i wertowała fachow  literatur . 

Tak  b dzie,  póki  na  wiat  nie  przyjd   dzieci.  Wtedy  b d   musieli  na  kilka  lat 

ograniczy  podró e i zaj  si  rodzin . Jak na razie, Jackie nie chciała sobie wyobra a  ani 
płci, ani koloru włosów ich dzieci, bo powinno to by  najsłodsz  niespodziank . Oczywi cie 
nie w tpiła,  e Nathan oka e si  czułym i oddanym ojcem. 

Ona  zawsze  b dzie  przy  nim,  eby  robi   mu  rozlu niaj ce  masa e,  roz miesza   go, 

kiedy dopadnie go zły humor;  eby patrze , jak rozkwita jego talent. Przy niej Nathan b dzie 
si  cz ciej u miechał, a ona dzi ki temu stanie si  bardziej stateczna. B d  z siebie dumni, a 
kiedy  ona  zdob dzie  Nagrod   Pulitzera,  wypij   butelk   szampana  i  b d   si   kocha   do 
białego rana. 

Wszystko  to  jest  naprawd   bardzo  proste.  Musi  tylko  poczeka ,  a   Nathan  to 

zrozumie. 

Ostry d wi k telefonu przerwał jej błogie rozmy lania. 
Trzymaj c  misk   pod  pach ,  podeszła  do  wisz cego  na  cianie  aparatu  i  zdj ła  z 

widełek słuchawk . 

- Halo! 
Kto  si  wyra nie zawahał, po czym w słuchawce rozległ si  starannie modulowany, 

damski głos: 

- Czy to rezydencja pana Powella? 
- Tak. Czym mog  słu y ? 
- Chciałabym porozmawia  z Nathanem. Mówi Justine Chesterfield. 
Nazwisko nie było Jackie obce. Przypomniała sobie,  e  wie o rozwiedziona Justine 

Chesterfield  stała  si   ostatnio  ulubionym  tematem  towarzyskich  rubryk  w  kolorowych 
magazynach.  Na  sam  d wi k  tego  nazwiska  otwierały  si   wszystkie  drzwi  w  Bridgeport, 
Monte Carlo i St. Moritz. 

Naturalnie odpowiednio do sezonu. Jackie zawsze wierzyła w złe przeczucia, dlatego 

w pierwszym odruchu chciała odwiesi  słuchawk . Doszła jednak do wniosku,  e niczego to 
nie rozwi e. 

- Oczywi cie - odpowiedziała z najwytworniejszym akcentem, na jata było j  sta . - 

Sprawdz , czy mo e podej . 

background image

To  mieszne,  eby  odczuwa   zazdro   na  sam  d wi k  głosu  w  telefonie.  Tym 

mieszniejsze,  e  Jackie  uwa ała  si   za  osob   niezdoln   do  tak  niskich  uczu .  Mimo  to  z 

niekłaman  satysfakcj  pokazała słuchawce j zyk i dopiero potem poszła poszuka  Nathana. 

Nie musiała si  zbytnio trudzi , bo schodził wła nie na dół. 
- Telefon do ciebie. Dzwoni Justine Chesterfield. 
- Ach tak. - Nagle ogarn ło go niezrozumiałe poczucie winy. Przecie  to tylko stara 

znajoma - Dzi ki - burkn ł. - Odbior  u siebie. 

Jackie nie została w holu umy lnie. Naprawd !  Czy to jej wina,  e nagle zacz ło j  

straszliwie  sw dzie   zagł bienie  pod  kolanem?  Wi c  przystan ła  i  zacz ła  si   drapa ,  a 
Nathan wszedł tymczasem do gabinetu i podniósł słuchawk . 

- Halo, Justine? Tak, kilka dni temu. Kto? Nowa gosposia? Nie, to.. . - Czy da si  w 

ogóle wyja ni , kto to jest Jackie? - pomy lał. - Miałem zamiar do ciebie zadzwoni . Tak, w 
sprawie Freda MacNamary. 

W ko cu Jackie doszła do wniosku,  e je eli nie przestanie si  drapa , skaleczy si  do 

krwi. Chc c nie chc c, wróciła do kuchni i przystan ła przy telefonie. Pomy lała,  e mogłaby 
ostro nie  podnie   słuchawk ,  eby  tylko  sprawdzi ,  czy  Justine  nadal  jest  na  linii.  Zdj ła 
słuchawk  z widełek, a potem nagle si  rozmy liła i odwiesiła j  z hałasem. 

Nie jest wcale ciekawa, o czym Nathan rozmawia z t  kobiet . Niech sam jej wyja ni, 

dlaczego  z  kim   mieszka.  Na  my l  o  tym  roze miała  si ,  nastawiła  gło niej  radio  i 
pod piewuj c, zacz ła kr ci  si  po kuchni. 

Z zapałem kobiety, która lubi gotowa , ubijała suflet. Nie b dzie trzaska  garnkami i 

patelniami.  Potrafi  przecie   zapanowa   nad  sob ,  cho   na  ogół  nie  le y  to  w  jej 
spontanicznym charakterze. Było nie było, to tylko głupi telefon. Pewnie ta kobieta dzwoni 
do  Nathana,  eby  wyd bi   od  niego  czek  na  cele  dobroczynne.  A  mo e  zamierza 
przebudowa  swój apartament? S  przecie  dziesi tki niewinnych i uzasadnionych powodów, 
dla których Justine Chesterfield mogła zatelefonowa  do Nathana. 

Najpewniej dzwoni dlatego,  e zagi ła na niego parol. 
- Jackie! 
Odwróciła si  z niewinnym u miechem. 
- Sko czyłe ? Pogadali cie sobie z Justine? 
- Chciałem ci tylko powiedzie ,  e wychodz , wi c nie musisz zaprz ta  sobie głowy 

kolacj . 

-  Aha.  -  Jackie  poło yła  ogórek  na  desce  i  zacz ła  go  kroi   na  plasterki.  - 

Zastanawiałam si , czy Justine ju  si  rozwiodła? Który to ju  raz? Drugi czy trzeci? 

background image

-  O  ile  wiem,  jest  ju   po  rozwodzie.  -  Nathan  zatrzymał  si   na  moment  z  r k   na 

klamce i popatrzył na Jackie. Nó  w jej r ce opadał na desk  ze  mierciono n  precyzj .  I 
nagle  go  ol niło.  Przecie   to  zazdro !  Ma  przed  sob   kobiet   op tan   zazdro ci ,  chocia  
naprawd  nie ma w tym jego winy. Otworzył usta,  eby co  powiedzie , ale si  rozmy lił. Nie 
b dzie si  przed ni  tłumaczył. Je eli Jackie my li,  e co  go ł czy z Justine, tym lepiej dla 
wszystkich. - Zobaczymy si  pó niej. 

- Baw si  dobrze - rzuciła za nim, po czym hukn ła no em w desk . 
Nie odwróciła si  i nie przestała sieka  ogórka, póki nie usłyszała, jak zatrzaskuj  si  

frontowe  drzwi.  A  wtedy  odło yła  nó   i  jednym  ruchem  wylała  do  zlewu  ciasto  na  suflet. 
Tego wieczoru zjadła na kolacj  hot doga. 

W  odzyskaniu  równowagi  pomógł  jej  powrót  do  pracy  i  koj cy  szum  elektrycznej 

maszyny  do  pisania.  A  jeszcze  bardziej  pomogło  jej  wymy lanie  nowej  postaci.  Justine, 
powiedzmy sobie Carlotta, to przewrotna i wyrachowana burdelmama z miejscowego domu 
uciech.  Serce  ma  równie  fałszywe,  jak  kolor  włosów.  M czyznami  posługuje  si   jak 

etonami w grze. 

Jake, naiwny jak ka dy m czyzna, dał si  na to nabra . Jednak Sarah przenikliwym 

wzrokiem kobiety dostrzegła prawdziwe oblicze Justine.. . to znaczy Carlotty. 

Ze strachu przed rodz cym si  uczuciem do Sarah, Jake zwraca si  do Carlotty. Co za 

dra ! Koniec ko ców Carlotta go zdradzi, a jej zdrada b dzie niemal kosztowała  ycie Sarah, 
ale  jak  na  razie  Sarah  musi  przyj   do  wiadomo ci  okrutn   prawd   -  m czyzna,  którego 
pokochała, poszedł do innej kobiety,  eby da  upust nami tno ci. 

Jackie  wolałaby,  oczywi cie,  przedstawi   Carlott   jako  niechlujnego,  wyblakłego 

babsztyla. Zastanawiała si  nawet, czy nie obdarzy  j  kurzajk . Jednak brzydka kobieta nie 
przysłu yłaby  si   ani  Jake'owi,  ani  jej  powie ci.  Wobec  tego  podarła  pierwsz   stron   i  od 
nowa zabrała si  do pracy. 

Carlotta  była  ol niewaj ca  -  na  swój  zimny,  wyrachowany  sposób.  Jackie  ogl dała 

fotografie Justine na tyle cz sto,  eby móc j  teraz bez trudu opisa . Wysoka i smukła, oczy 
miała bł kitne jak górskie jeziora i drobne, niemal dziecinne usta. Miała te  wysmukł  szyj  i 
pszeniczne  włosy,  lekko  wystaj ce  ko ci  policzkowe  i  nogi  baletnicy.  W  swojej  powie ci 
Jackie obdarzyła j  nieco bardziej pospolitymi rysami, poza tym dorzuciła par  wad, w tym 
równie  skłonno  do mocnych trunków. 

Po jakim  czasie przekonała si ,  e zaczyna coraz lepiej rozumie  charakter Carlotty 

oraz  jej  potrzeb   wykorzystywania  m czyzn  i  erowania  na  ich  najni szych  instynktach. 
Odkryła,  e  Carlotta  prze yła  nieszcz liwe  dzieci stwo  oraz  koszmarne  pierwsze 

background image

mał e stwo.  Ze  zdumieniem  stwierdziła,  e  zaczyna  łagodniejszym  okiem  spogl da   na 
Justine,  mimo  i   Carlotta  planowała  wła nie  intryg ,  która  miała  zamieni   ycie  Sarah  w 
piekło. 

Kiedy sko czyło jej si  natchnienie, było ju  po północy. Zamiast od razu uda  si  do 

łó ka,  Jackie  nało yła  na  twarz  maseczk ,  zrobiła  manicure  i  zacz ła  przegl da   zaległe 
czasopisma. Oczywi cie nie znaczyło to wcale,  e czekała na powrót Nathana. 

O pierwszej zgasiła lampk  przy łó ku, a potem długo le ała ze wzrokiem wbitym w 

sufit. 

Mo e jednak wszyscy mieli racj ? Mo e jest stukni ta? Kobieta, która zakochuje si  

w kompletnie ni  nie zainteresowanym m czy nie, sama si  prosi kłopoty. A tak e nara a na 
ró ne  przykro ci.  Oboj tna  reakcja  Nathana  na  jej  wyznania  była  pierwsz   wi ksz  
przykro ci ,  jaka  j   w  yciu  spotkała,  i  Jackie  musiała  przyzna ,  e  to  do wiadczenie  nie 
nale ało do miłych prze y . 

Mimo wszystko kochała Nathana cał  swoj  prostoduszn ,  ywiołow  natur . Była to 

całkiem  inna  miło   ni   wcze niejsze  uczucie  do  wielbiciela  Yeatsa  czy  ponuraka  w 
skórzanej kurtce. Gwałtowny skok adrenaliny, jaki odczuwa biegacz na krótkie dystanse, to 
zupełnie co innego ni  przygotowanie do maratonu. Bo cho  w maratonie wyst puje równie  
element podniecenia, najwa niejsza jest determinacja płyn ca z prze wiadczenia,  e chce si  
nie tylko zacz , ale i dotrwa  do ko ca tego najdłu szego z dystansów. 

Usiadła  na  łó ku  i  pomy lała,  e  przypomina  to  jej  pisanie.  Paralele  s   tu  bardzo 

wyra ne. Dot d ilekro  co  j  bardziej zainteresowało, zapalała si , mobilizuj c cał  energi , 
po czym ju  wkrótce przychodziło zniech cenie. Typowy słomiany zapał. Jakby przeczuwała, 

e to co  - cho by nawet bardzo ekscytuj ce - potrwa bardzo krótko. 

Natomiast w przypadku pisania od pocz tku wiedziała,  e to jest wła nie to. Była to 

jej  jedyna,  a  zarazem  ostatnia  szansa.  Tego  wła nie  szukała  i  do  tego  d yła  przez  te 
wszystkie lata najrozmaitszych eksperymentów. 

Podobnie  rzecz  si   miała  z  miło ci   do  Nathana.  Dawne  romanse  okazały  si   tylko 

kolejnymi  stopniami,  po  których  wznosiła  si   ku  jedynemu  m czy nie,  jaki  był  jej 
przeznaczony; człowiekowi, z którym chciała sp dzi   ycie. 

Czy  zgodziłaby  si   na  to,  eby  kto   uniemo liwił  jej  napisanie  ksi ki?  Absolutnie 

nie!  Z  determinacj   zacisn ła  usta,  po  czym  znów  opadła  na  poduszki.  To  samo  dotyczy 
Nathana. Nie dopu ci do tego,  eby stan ła mi dzy nimi jaka  kobieta. Justine Chesterfield 
wkrótce si  o tym przekona. 

background image

Nathan ju  od ponad godziny siedział w samochodzie, pal c papierosa za papierosem. 

Czy to nie dziwne,  e bał si  wej  do własnego domu? Owszem, dziwne, ale prawdziwe. A 
wszystko przez Jackie, która rezydowała w jednej z sypialni, zamienionej obecnie na gabinet. 
Marszcz c brwi, pomy lał,  e pokój ten ju  nigdy nie b dzie pokojem go cinnym. 

Widział  wiatło w jej oknach, potem lampka zgasła. Pewnie Jackie ju   pi. On sam za 

to chyba nie zmru y oka tej nocy. 

Najch tniej ruszyłby teraz na gór , prosto do pokoju Jackie i zatracił si  w niej bez 

wzgl du na cen , jak  przyszłoby mu za to zapłaci . 

Uczucia, jakie do niej  ywił, były kompletnie bezsensowne i  adn  miar  nie dały si  

zanalizowa . Wci  miał w oczach t  scen , kiedy siedzieli nad basenem, a kropelki wody 
wysychały na jej skórze. W uszach wci  d wi czał mu jej głos: Jestem w tobie zakochana”. 

Czy  to  mo liwe,  e  przyszło  jej  to  tak  łatwo?  Wygl da  na  to,  e  tak.  Teraz,  kiedy 

poznał j  bli ej i zaczynał lepiej rozumie , mógł zaryzykowa  twierdzenie,  e zakochiwanie 
si   i  wyznawanie  miło ci  jest  dla Jackie  czym   równie  naturalnym,  jak  proces  oddychania. 
Rzecz w tym,  e teraz zakochała si  nie w jakim  obcym m czy nie, ale w nim. 

Mógłby to oczywi cie wykorzysta . Pewnie nawet nie miałaby do niego pretensji. Bez 

najmniejszych wyrzutów sumienia mógłby urzeczywistni  swoje marzenia, czyli wej  do jej 
pokoju i doko czy  to, co zacz li wcze niej tego wieczoru. 

Jednak  nie  potrafił  zapomnie   wyrazu  jej  oczu.  Malowały  si   w  nich  ufno , 

uczciwo  i wra liwo . Jackie uwa ała si  za osob  tward , która si  tak łatwo nie poddaje. I 
chyba to prawda. Przynajmniej w pewnym stopniu. Je eli naprawd  go kocha, to nawet gdyby 
j  zranił, bior c to, co zamierzała ofiarowa  mu z miło ci, na pewno nie chciałaby si  m ci . 

Jak ma z ni  post powa ? 
Wcze niej tego wieczoru wydawało mu si ,  e wie, co ma robi . Wizyta u Justine była 

wykalkulowanym posuni ciem. Chciał w ten sposób zdystansowa  si  do Jackie i udowodni  
im obojgu,  e ich zwi zek byłby bezsensowny. 

Jednak  gdy  znalazł  si   w  eleganckim  apartamencie  Justine,  po ród  francuskich 

antyków,  nie  potrafił  my le   o  niczym  innym,  jak  tylko  o  Jackie.  Na  kolacj   podano 
w dzonego  łososia,  przyrz dzonego  przez  kuchark ,  a  jemu  nagle  zamarzył  si   kurczak  na 
ostro, przygotowany przez Jackie. 

U miechał si , kiedy Justine, ubrana w lu ne białe spodnium, z włosami upi tymi w 

elegancki w zeł na karku, nalewała mu brandy, ale przed oczyma miał Jackie w króciutkich 
kolorowych szortach, ze szklank  mro onej herbaty w r ku. 

background image

Rozmawiali  o  wspólnych  znajomych,  wymieniali  pogl dy  na  temat  Frankfurtu  i 

Pary a. Justine miała niski, koj cy głos, a jej obserwacje  wiadczyły o inteligencji i dowcipie. 
Słuchaj c  jej,  my lał  jednak  o  zawiłych  meandrach  i  nagłych  zwrotach  tak 
charakterystycznych dla rozmów z Jackie. 

Justine  znał  od  dawna  i  bardzo  j   cenił.  W  jej  towarzystwie  czuł  si   swobodnie. 

Przyja nili si  od dziesi ciu lat, znali swoje rodziny, a cho  nie zawsze si  ze sob  zgadzali, 

wietnie si  rozumieli. A jednak nigdy nie zostali kochankami. Wprawdzie zawsze si  sobie 

podobali,  ale  cz ste  podró e  Nathana  oraz  mał e stwa  Justine  skutecznie  utrudniły  im 
nawi zanie romansu. 

To mogło si  teraz zmieni  i oboje  wietnie zdawali sobie z tego spraw . Ona znowu 

była wolna, a on wrócił na dłu ej do kraju. Poza tym, Nathan był prawie pewny,  e nigdy nie 
spotka  kobiety,  która  tak  dalece  odpowiadałaby  mu  pod  ka dym  wzgl dem  jak  Justine 
Chesterfield. 

A jednak, kiedy siedział w jej pi knym, złoto - białym salonie, t sknił ju  za swoj  

kuchni  i Jackie szykuj c  jakie  pyszne danie.  I  niechby  nawet to cholerne  radio  grało na 
cały regulator.. . 

Co si  z nim działo? Chyba naprawd  tracił rozum. 
Wieczór zako czył si  niewinnym, czysto przyjacielskim pocałunkiem. Nathan nawet 

nie  pomy lał,  eby  kocha   si   z  Justine.  To  dziwne,  bo  przecie   po  pół  roku  niemal 
kator niczej  pracy  jest  na  tyle  wyposzczony,  e  potrzebuje  kobiety.  Ze  zdumieniem 
u wiadomił  sobie,  e  gdyby  si   przespał  z  Justine,  czułby  si   w  stosunku  do  Jackie  jak 
zdrajca. 

Tak, bez w tpienia tracił rozum. 
Wysiadaj c  z  samochodu,  pomy lał,  e  nie  b dzie  si   ju   wi cej  tym  zadr czał. 

Pójdzie do domu, we mie gor c  k piel i mo e uda mu si  wtedy zasn . 

Jackie  poderwała  si   na  odgłos  kroków  na  dole.  Nathan?  Przecie   nie  słyszała 

nadje d aj cego wozu. Od godziny wyczekiwała jego powrotu i była pewna,  e usłyszałaby 
go nawet przez sen. Usiadła w nogach łó ka i wyt yła słuch. 

Nic. Cisza. 
Je eli to Nathan, to dlaczego nie wszedł na gór ? Zaniepokojona podeszła na palcach 

do drzwi i wyjrzała na korytarz. 

Je eli to Nathan, to dlaczego chodzi po ciemku? 

background image

Pewnie  to  nie  Nathan,  tylko  jaki   złodziej,  który  musiał  obserwowa   dom  od 

dłu szego czasu, poznał obyczaje jego mieszka ców i wreszcie doczekał si  swojej szansy. 
Zobaczył,  e jest sama w domu i  pi, i postanowił si  włama ,  eby okra  Nathana. 

Jackie odwróciła si  w stron  łó ka. Mogła oczywi cie zadzwoni  na policj , a potem 

schowa  si  pod kołdr  i czeka  na przyjazd radiowozu. W sumie, to całkiem niezły pomysł. 
Zrobiła krok w stron  telefonu, po czym si  zawahała. 

Mo e  to  tylko  podłogi  tak  skrzypiały,  bo  dom  osiada?  Je eli  Nathan  nie  miał  jej 

jeszcze do , to lepiej nie nadu ywa  jego cierpliwo ci. Gdyby po powrocie od „tej kobiety” 
zastał dom pełen policjantów, pewnie dostałby szału i kazał jej spakowa  manatki. 

Po  krótkim  namy le  postanowiła  zej   na  dół,  eby  sprawdzi ,  czy  s   powody  do 

paniki. 

Powoli  zeszła  po  schodach,  przywieraj c  plecami  do  ciany.  Dom  był  pogr ony  w 

ciemno ci i ciszy. A przecie  gdyby złodziej chciał ukra  rodzinne srebra, musiałby narobi  
hałasu. 

Na  półpi trze  powiedziała  sobie,  e  pewnie  to  tylko  jej  bujna  wyobra nia.  Przez 

chwil   nasłuchiwała,  ale  wokół  nadal  panowała  cisza.  Postanowiła  rozejrze   si   po  domu. 
Wiedziała,  e nie zmru y oka, póki nie zaspokoi ciekawo ci. 

Zacz ła sprawdza  kolejne pokoje, zapalaj c W nich  wiatło. Pogwizdywała przy tym 

cicho,  gdy   doszła  do  wniosku,  e  gdyby  kto   si   chował  w  domu,  lepiej,  by  słyszał,  e 
nadchodzi. Jednak wszystkie pomieszczenia, do których zajrzała, były puste. 

Przeszła  przez  salon,  min ła  gabinet  Nathana  i  garderob ,  po  czym  znalazła  si   w 

jadalni i wtedy przyszło jej do głowy,  e to niejeden włamywacz, tylko cała banda. Pewnie to 
ci zabójcy, którzy ostatnio uciekli z wi zienia o zaostrzonym rygorze w Kentucky. Jej matka 
chyba si  nie myliła si , kiedy zarzucała Jackie, i  ma chor  wyobra ni . 

Kiedy dotarła do kuchni, cały dom ton ł w  wiatłach. Si gn ła do kontaktu i wtedy 

usłyszała szuranie. 

Zadr ała, ale nie straciła przytomno ci umysłu. Oni musieli by  na werandzie - cała 

szóstka.  Ten,  który  ma  blizn   od  skroni  a   po  szcz k ,  został  skazany  za  bestialskie 
morderstwa bezbronnych staruszek. Cofn ła si  z zamiarem podej cia do telefonu, a wtedy 
kroki rozległy si  całkiem blisko. 

Za pó no! Chwyciła pierwsz  rzecz, jak  miała pod r k , czyli patelni , i trzymaj c j  

nad głow , szykowała si  na odparcie ataku. 

Trudno  powiedzie ,  które  z  nich  było  bardziej  zdumione.  Czy  Nathan,  stoj cy  w 

samych  tylko  slipach  w  progu  kuchni,  czy  Jackie  zastygła  w  dziwacznej  pozie.  Nathan 

background image

odskoczył  jak  oparzony,  a  ona  upu ciła  z  krzykiem  patelni ,  po  czym  roze miała  si  
histerycznie. 

- Co to za pomysły? Co ty tu robisz? - Nathan był tak za enowany,  e miał ochot  

owin  si   cierk  do naczy . 

Jackie zaj kn ła si  i podniosła r k  do ust. 
- Wzi łam ci  za szóstk  bandziorów o morderczych skłonno ciach. Jeden z nich miał 

blizn  na twarzy, a ten najmniejszy przypominał łasic . 

- I dlatego zeszła  na dół i postanowiła  załatwi  nas wszystkich patelni , tak? 
- Niezupełnie. - Chichocz c, oparła si  o blat. - Przepraszam, to wszystko z nerwów. 
- Wiem. 
- Zdawało mi si ,  e w domu jest złodziej, a kiedy byłam ju  prawie pewna,  e go nie 

ma..  .  -  Urwała,  po  czym  nagle  dostała  czkawki.  -  Przyszło  mi  do  głowy,  e  to  ta  banda 
uciekinierów z Kentucky, pod przewodnictwem niejakiego Bubby. Musz  si  czego  napi . - 
Si gn ła po szklank  i nalała sobie wody, podczas gdy Nathan rozpaczliwie usiłował nad y  
za tokiem jej my li. 

- Wydaje mi si ,  e wreszcie odnalazła  swoje powołanie - stwierdził, kiwaj c głow . 

- Z tak  wyobra ni  zarobisz miliony. 

-  Dzi ki.  -  Podniosła  szklank   do  ust  i  zacz ła  popija   wod   drobnymi  łyczkami, 

stukaj c palcami w szkło. 

- Co ty wyprawiasz? 
-  Próbuj   powstrzyma   czkawk .  -  Odstawiła  pust   szklank   i  odczekała  chwil .  - 

Widzisz? To skutkuje. A teraz kolej na ciebie. Czemu si  szwendasz po domu w samych tylko 
majtkach? 

- W ko cu to mój dom. 
- Racja. Poza tym, masz ładne slipy. Przepraszam,  e ci  przestraszyłam. 
-  Wcale  mnie  nie  przestraszyła .  -  Zirytowany  schylił  si   i  podniósł  patelni .  - 

Chciałem wzi  k piel, ale przedtem miałem zamiar przyrz dzi  sobie drinka. 

- Ach, to wszystko wyja nia. - Jackie zacisn ła usta,  eby powstrzyma  kolejny atak 

miechu. - Dobrze si  bawiłe ? 

- Co? Owszem - mrukn ł nieprzytomnie, bo wła nie dotarło do niego,  e Jackie ma na 

sobie tylko m ski podkoszulek z wyblakłym wizerunkiem Mozarta. Szybko przeniósł wzrok 
na  jej  twarz,  ale  niewiele  to  pomogło.  -  Nie  chc   ci   zatrzymywa .  Mo esz  ju   wraca   do 
łó ka. 

- Nic si  nie stało. Zrobi  ci drinka. 

background image

- Sam sobie zrobi . - Chwycił j  za r k , nim zd yła otworzy  szafk . 
- Nie zło  si . Przecie  ci  przeprosiłam. 
- Wcale si  nie złoszcz . Wracaj do łó ka, Jackie. 
- Pójdziesz ze mn ? 
- Za daleko si  posuwasz - odparł, mru c oczy. 
- To była tylko sugestia. - Na my l o tym, jak Nathan musi si  teraz m czy , zalała j  

fala  czuło ci.  Nieszcz sny  człowiek  honoru,  któremu  si   wydaje,  e  jego  intencje  s  
niehonorowe. - Nathan, czy tak trudno ci zrozumie ,  e ci  kocham i chc  i  z tob  do łó ka? 

Pomy lał,  e  nie  wolno  mu  dopu ci   do  tego,  eby  jej  argumenty  zabrzmiały 

sensownie. 

-  Trudno  mi  zrozumie ,  jak  mo na  uwa a ,  e  si   kocha  kogo ,  kogo  zna  si   tylko 

kilka dni. To nie takie proste, Jackie. 

-  Czasami  bardzo  proste.  A  Romeo  i  Julia?  Nie,  kiedy  pomy l   o  zako czeniu,  to 

jednak  zły  przykład.  -  Wpatrzona  w  jego  usta,  przypomniała  sobie  ich  ostatni  pocałunek. 
Obwiodła je palcami. - Przepraszam, ale  aden lepszy przykład nie przychodzi mi do głowy, 
bo my l  teraz o tobie. 

Nathan poczuł bolesny skurcz  oł dka. 
- Je eli zamierzała  wszystko skomplikowa , to ci si  udało. 
Jackie przysun ła si  bli ej i uniosła głow . 
-  Pocałuj  mnie,  Nathan.  Nawet  moja  wyobra nia  nie  potrafi  odda   wszystkich 

rozkoszy twojego pocałunku. 

Zakl ł, ale ju  dotykał ustami jej ust. Z ka d  sekund  ich pocałunek stawał si  coraz 

słodszy i bardziej nami tny. Poczuł,  e zaczyna przegrywa . Je li teraz ulegnie pokusie, mo e 
zabrakn  mu sił,  eby si  wycofa . Poza tym, czy mo na przewidzie , w co si  w ten sposób 
wpakuje? 

Jackie  jest  jak  narkotyk.  Zwłaszcza  dla  rozs dnego,  racjonalnego  m czyzny,  który 

zawsze twardo stał obiema nogami na ziemi. 

Pod koszulk  była naga. Mi kka i ciepła, i ju  gotowa na jego przyj cie. Czuł to, bo 

jego  dłonie  bł dziły  po  jej  ciele,  mimo  ostrzegawczego  dzwonka,  którym  posłu ył  si   jego 
zdrowy rozs dek. 

UWAGA! WCHODZISZ NA WŁASNE RYZYKO! 
Tak,  cokolwiek  zrobi,  zrobi  to  na  własne  ryzyko.  Dot d,  zanim  zdecydował  si   na 

pierwszy  krok,  zawsze  staranie  rozwa ał  wszystkie  za  i  przeciw,  wszelkie  plusy  i  minusy. 
Teraz jednak ciało Jackie topniało w jego r kach jak wosk, by da  mu rozkosz i zaspokoi  

background image

jego  pragnienia.  Wi c  po  co  te  wszystkie  jałowe  rozwa ania?  Wiedział  ju ,  e  nie  da  si  
naukowo przeanalizowa  tego, co si  mi dzy nimi działo. 

Nast pny  krok  wydawał  mu  si   tak  dziecinnie  prosty.  Jackie  szeptała  jego  imi , 

wodz c r kami po jego plecach i biodrach. Czuł wszystkie kr gło ci jej ciała, bo i jego r ce 
gor czkowo  bł dziły  pod  rozci gni tym  podkoszulkiem  z  wizerunkiem  Mozarta.  Jak  to 
mo liwe,  e jej ciało wydawało mu si  tak zaskakuj ce, a zarazem tak dobrze znajome? 

Chciał porwa  j  na r ce i zanie  do łó ka, chciał si  w niej zatraci  - byłoby to takie 

łatwe.  Tuliła  si   do  niego  w  oczekiwaniu,  ch tna  i  gotowa  na  wszystko.  A  jednak 

wiadomo , , e pragnie jej jak niczego i nikogo na  wiecie, zacz ła go przytłacza . 

Nagle,  gdzie   w  najdalszych  zak tkach  pod wiadomo ci,  usłyszał  huk 

zatrzaskiwanych drzwi i zgrzyt klucza w zamku. W ostatnim ge cie samoobrony odepchn ł 
Jackie. 

- Poczekaj! 
Otworzyła z westchnieniem oczy. 
- Hm? - mrukn ła w rozmarzeniu. 
Je eli  nie  przestanie  patrze   na  niego  takim  wzrokiem,  całkiem  si   rozklei.  Albo 

zedrze z niej t  symboliczn  nocn  koszul . 

-  Posłuchaj,  sam  nie  wiem,  jak  do  tego  doszło,  ale  trzeba  temu  poło y   kres.  Nie 

jestem  hipokryt ,  wi c  nie  b d   ci  wmawiał,  e  ci   nie  pragn .  Ale  nie  jestem  wariatem, 
dlatego nie zamierzam pakowa  si  w co , co nas oboje unieszcz liwi. 

- Naprawd  uwa asz,  e gdyby my poszli do łó ka, mogłoby nas to unieszcz liwi ? 
- Naprawd  tak uwa am. 
- Ale dlaczego? - nie ust powała Jackie. 
- Bo na tym by si  sko czyło - odparł i odsun ł jej napieraj ce ciało. Kiedy chwycił j  

za ramiona, poczuł,  e dr y. A mo e to on dr ał? - W moim  yciu nie ma dla ciebie miejsca, 
Jackie.  W  ogóle  dla  nikogo.  I  mnie  jest  z  tym  dobrze.  Mówi   ci  to  szczerze,  chocia   nie 
wiem, czy jeste  w stanie to zrozumie . 

- Nie, nie potrafi  tego zrozumie . - Wychyliła si  i musn ła ustami jego podbródek. - 

Gdybym w to uwierzyła, powiedziałabym ci,  e to bardzo smutne. 

- Uwierz w to - rzekł z naciskiem, cho  nie był ju  wcale pewny, czy sam w to wierzy. 

- Dla mnie najwa niejsza jest praca. Jej po wi cam cały czas, cał  uwag  i energi . I to mi 
odpowiada. Oczywi cie krótki romans z tob  mógłby by  całkiem przyjemny, ale.. . przecie  
to  nie  wszystko,  o  co  ci  chodzi,  prawda?  Z  jakich   powodów  czuj   si   za  ciebie 
odpowiedzialny. 

background image

- Nie musz  od razu dosta  wszystkiego. 
- Ale chciałaby , prawda? Przemy l to sobie. - Uznał,  e musi zachowa  spokój; musi 

sprawi ,  eby go wsłuchała do ko ca. - Za sze  tygodni wyje d am do Denver, a stamt d do 
Sydney.  A  potem  nie  wiem  nawet,  gdzie  b d   i  jak  długo.  Podró uj   na  tyle  cz sto,  e 
niepotrzebna mi ani kochanka, ani  wiadomo ,  e gdzie  kto  na mnie czeka. 

Jackie cofn ła si , potrz saj c głow . 
- Zastanawiam si , co wpłyn ło na ciebie,  e nie chcesz si  sob  dzieli  i tak uparcie 

trzymasz si  raz wytyczonej  cie ki. W skiej zreszt  i prostej jak drut. Jakie to beznadziejnie 
nudne! - Przyjrzała mu si  uwa nie, bez gniewu, za to ze współczuciem, którego wcale nie 
pragn ł. 

-  Nathan,  to  wi cej  ni   smutne..  .  To  grzech  odtr ca   kogo ,  kto  ci   kocha,  tylko 

dlatego,  eby sobie nie zakłóci  rutyny. 

Otworzył  usta.  Słowa  potoczyły  si   jak  lawina.  Powody,  wyja nienia,  gniew,  do 

którego, jak s dził, nie był ju  zdolny. W jednej chwili lata samokontroli wzi ły w łeb. 

- Mo e tak jest, ale to moje  ycie i ja o nim decyduj . 
-  Znów  j   uraził,  tym  razem  wyj tkowo  bole nie.  Zadr ała,  a  on  poczuł,  e  ból 

rykoszetem uderzył i w niego. - Zapewniam ci ,  e gdyby na twoim miejscu była jaka  inna 
kobieta, łatwiej byłoby mi j  odtr ci . Nie chc  czu  tego, co do ciebie czuj . Rozumiesz? 

- Tak, chocia  wolałabym nie rozumie . - Odwróciła wzrok, a kiedy znów popatrzyła 

mu  w  oczy,  w  miejsce  bólu  pojawiła  si   w  nich  determinacja.  -  Ty  za  to  nie  potrafisz 
zrozumie ,  e ja si  nigdy nie poddaj . Mo e to wina mojej irlandzkiej krwi. To uparta rasa. 
Chc   ci   mie ,  Nathan,  i  bez  wzgl du  na  to  dok d  uciekniesz,  i  tak  ci   dopadn .  A  wtedy 
wszystkie  twoje  pedantyczne  plany  rozsypi   si   jak  domek  z  kart.  -  Obj ła  go  za  szyj   i 
mocno  pocałowała  w  usta.  -  Jeszcze  b dziesz  mi  za  to  dzi kował,  bo  nikt  ci   nigdy  nie 
pokocha tak jak ja. 

Znowu go pocałowała, tym razem delikatnie i czule, a potem odwróciła si  do drzwi. 
- Je eli nadal chce ci si  pi , to w lodówce jest  wie a lemoniada. Dobranoc. 
Patrz c  na  jej  oddalaj c   si   sylwetk ,  pomy lał  z  rozpacz ,  e  ju   słyszy  szum 

rozsypuj cych si  kart. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

Powinna go znienawidzi  z całej duszy. Tym destrukcyjnym uczuciem Sarah chciała 

zablokowa  wszelkie inne uczucia. Nienawi  pozwoliłaby jej odzyska  panowanie nad sob  
- co , czego rozpaczliwie potrzebowała. Niestety, nie mogła go znienawidzi . Nie potrafiła - 
mimo  wiadomo ci,  e Jake sp dził noc z inn  kobiet ,  e całował i pie cił jej ciało. 

Mogła tylko opłakiwa   mier  miło ci, której nie dane było w pełni rozkwitn . 

mier  tym brutalniejsz ,  e zdarzyła si  w momencie, kiedy wreszcie zacz ła sobie 

wyobra a , jak mogłoby wygl da  ich  ycie. Pogodziła si  ju  z my l ,  e nale eli do siebie 
mimo  oczywistych  ró nic  i  ryzyka.  Jake  zawsze  b dzie  wymierzał  sprawiedliwo   swoj  
strzelb , ale w stosunku do niej b dzie łagodny i czuły. Jak dot d. 

Wiedziała,  e w jego sercu zajmuje poczesne miejsce. Pod mask  szorstkich manier i 

surowej  powierzchowno ci  krył  si   wra liwy  człowiek,  który  wierzył  w  prawo.  Odsłonił 
przed ni  t  cz stk  swojej natury, a tylko niewielu dane było j  ogl da . 

Dlaczego, kiedy zaczynała si  ku niemu skłania , gotowa zaakceptowa  go takim, jaki 

jest, Jake zwrócił si  do innej kobiety - i to kobiety lekkich obyczajów? 

-  Kobieta  lekkich  obyczajów  -  powtórzyła  Jackie  półgłosem.  Je eli  nie  potrafi 

wymy li  nic lepszego, pora odło y  pióro. 

Dzie   ten  nie  nale ał  do  najlepszych.  Nathan  wstał  wcze nie  i  wyjechał,  zanim 

zd yła  przygotowa   niadanie.  Zostawił  jej  wiadomo ,  napisan   pedantycznie  równym 
pismem,  e do wieczora b dzie poza domem. 

uj c  batonik  i  popijaj c  piwo,  zacz ła  si   zastanawia   nad  obecn   sytuacj .  A 

sytuacja przedstawiała si  wybitnie nieciekawie. 

Jest zakochana w m czy nie, który postanowił trzyma  j  - a tak e swoje uczucia - 

na  dystans.  Na  przeszkodzie  ich  miło ci  stan ła  nie  jaka   inna  kobieta,  zatajona  miertelna 
choroba czy kryminalna przeszło , tylko jego najzwyklejsze wygodnictwo. 

Poza tym, Nathan okazał si  zbyt honorowy,  eby wykorzysta  sytuacj , i zbyt uparty, 

by przyzna ,  e s  dla siebie stworzeni. 

Nie ma dla niej miejsca w jego  yciu, pomy lała, wstaj c od maszyny. Czy on sobie 

naprawd   wyobra a,  e  zniech ci  j   tym  miesznym  stwierdzeniem?  Oczywi cie,  e  nie. 
Bardziej niepokoi j  za to co innego - to,  e w ogóle wygłaszał takie zdania. 

Czemu  z  takim  uporem  odtr cał  miło ,  któr   dobrowolnie  mu  ofiarowała?  Czemu 

uparcie  tłumił  głos  własnego  serca?  Jej  rodzina  tak e  cz sto  bywała  irytuj ca,  jednak  nikt 

background image

nigdy nie wstydził si  okazywania uczu . Dorastała w domu, w którym hojnie obdarzano si  
miło ci . Człowiek, który nie umie kocha , jest martwy. Wi c czemu Nathan udawał kogo , 
kim nie jest? Bo przecie  był człowiekiem wra liwym, i to bardzo, ale ilekro  do głosu do-
chodziły uczucia, cofał si  i zaczynał wznosi  wokół siebie ten idiotyczny mur. 

Nie  miała  adnych  w tpliwo ci,  e  j   kochał.  Mimo  to  sprawiał  wra enie,  jakby 

zamierzał z ni  walczy  do upadłego. To nic nie da, bo ona nigdy si  nie podda, chocia  wie, 

e  ta  walka  b dzie  wyj tkowo  trudna.  Nathan  ka dym  swoim  krokiem  wstecz,  ka dym 

zaprzeczeniem, ranił Jackie i sprawiał jej ból. 

Była z nim szczera, a jednak nic z tego nie wynikło. Spróbowała prowokacji, równie  

bez  skutku.  Dra niła  go,  a  pó niej  okazywała  dobr   wol   -  i  nadal  nic.  Sama  ju   nie 
wiedziała, co mogłaby jeszcze zrobi . 

Zrezygnowana  pomy lała,  e  chyba  powinna  si   zdrzemn .  Było  ju   pó ne 

popołudnie, a ona pracowała bez przerwy od samego rana. Nie miała ochoty na k piel w ba-
senie,  ale  mo e  gdyby  si   przespała,  udałoby  jej  si   pó niej  znale   jakie   wyj cie. 
Postanowiła  zaufa   losowi  -  w  ko cu  to  on  ich  ze  sob   zetkn ł.  Wyci gn ła  si   na  łó ku, 
zamkn ła oczy i ju  zaczynała zapada  w drzemk , kiedy rozległ si  dzwonek do drzwi. 

Pewnie  znowu  jaki   sprzedawca  encyklopedii,  pomy lała  na  wpół  przytomnie, 

przewracaj c  si   na  drugi  bok.  A  mo e  to  trzej  faceci  w  białych  garniturach,  propaguj cy 
turystyk  pod namiotem? To mogłoby nawet by  do  interesuj ce. Ziewn ła i wtuliła głow  
w poduszk . Ju  prawie zasypiała, kiedy poraziła j  potworna my l: Telegram z domu! Kto  
miał straszny wypadek! 

Zerwała si  na równe nogi i zbiegła na dół. 
- Ju  otwieram! - zawołała. Odgarn ła włosy i pchn ła drzwi. 
Nie  był  to  ani  listonosz,  ani  w drowny  sprzedawca.  Za  progiem  stała  Justine 

Chesterfield!  Co  za  dzie ,  pomy lała  Jackie.  Oparła  si   o  futryn   i  obdarzyła  go cia 
lodowatym u miechem. 

- Dzie  dobry. 
- Dzie  dobry. Czy jest Nathan? 
- Niestety, nie ma  go w domu. - Poło yła r k   na klamce. Kusiło j ,  eby zamkn  

drzwi,  pomy lała  jednak,  e  byłoby  to  bardzo  niegrzecznie.  Jak  wida ,  nauki  jej  matki  nie 
poszły w las. Zaczerpn ła tchu i ze spokojem powiedziała: - Nie mówił, dok d si  wybiera i 
kiedy wróci, ale mo e zechce pani poczeka . 

- Dzi ki. 

background image

Obie  kobiety  obrzuciły  si   badawczym  spojrzeniem,  po  czym  Justine  przekroczyła 

próg. 

Wygl da,  jakby  wła nie  zeszła  z  pokładu  luksusowego  jachtu,  nie  bez  zło liwo ci 

pomy lała  Jackie.  Wysoka  i  szczupła,  wietnie  prezentowała  si   w  białych  spodniach  i 
wyci tym w łódk  purpurowym podkoszulku. Na szyi miała dyskretny złoty naszyjnik, a w 
uszach takie same kolczyki. Włosy, uj te na skroniach spinkami z masy perłowej, złot  fal  
opadały na jej ramiona. 

Była absolutnie bez zarzutu. Idealnie pi kna, idealnie elegancka, idealnie opanowana. 
- Mam nadziej ,  e nie przeszkadzam.. . - zacz ła. 
- Ani troch  - odparła Jackie, prowadz c j  do salonu. W gł bi duszy czuła narastaj c  

nienawi . - Prosz  si  rozgo ci . 

-  Dzi ki.  -  Justine  weszła  do  pokoju  i  poło yła  na  stoliku  kopertow   torebk   z 

w owej skórki, idealnie dopasowan  do letnich sandałków. - Pani musi by  kuzynk  Freda. 
Jacqueline, prawda? 

- Prawda. 
- Jestem Justine Chesterfield. Stara znajoma Nathana. 
-  Poznaj   pani  głos.  -  Wy wiczone  maniery  nakazały  Jackie  poda   go ciowi  r k . 

Kiedy ich palce si  zetkn ły, usta Justine drgn ły w u miechu. Na całe nieszcz cie dla Jackie 
u miech był ujmuj cy i przyjazny. 

- Ja te  pani  poznaj . Nathan twierdzi,  e Fred jest równie pokr tny, jak uroczy. 
-  Nawet  bardziej,  niech  mi  pani  wierzy.  -  Takie  kobiety  podobały  si   Nathanowi. 

Dyskretna  elegancja,  szyk,  nieskazitelne  maniery,  klasyczna  uroda.  Tłumi c  westchnienie, 
Jackie postanowiła odgrywa  uprzejm  pani  domu. - Czym mog  pani  pocz stowa ? Mo e 
co  zimnego do picia? A mo e woli pani kaw ? 

- Co  zimnego, o ile nie zrobi to pani ró nicy. 
- Ale  sk d. Prosz  siada . Zaraz wracam. Przygotowuj c w kuchni  wie  lemoniad  

i  układaj c  herbatniki  na  szklanym  talerzu,  Jackie  nie  przestawała  w ciekle  mamrota .  To 
prawda,  e  zaj ta  pisaniem  nie  zaprz tała  sobie  głowy  swoim  wygl dem.  Tym  bardziej  e 
Nathana miało przez cały dzie  nie by  w domu. Ale dlaczego akurat dzisiaj musiała wło y  
najbardziej  wystrz pione  szorty  i  ohydny  sportowy  podkoszulek  w  zielono  -  ółte  pasy? 
Jedyn  jej ozdob  były pier cionki na palcach. Na domiar wszystkiego była boso, a krwisty 
lakier,  jakim  przed  paroma  dniami  pomalowała  paznokcie  u  nóg,  zaczynał  si   wła nie 
łuszczy . 

background image

Gwi d   na  wszystko,  pomy lała,  przeczesuj c  palcami  włosy,  niech  si   udławi  ta 

wymuskana damulka! 

Była pewna,  e Sarah oka e si  równie uprzejma dla Carlotty, jednak w gł bi duszy 

czuła,  e Sarah miała znacznie lepszy charakter ni  Jacqueline MacNamara.  eby nie dawa  
Nathanowi powodów do narzeka , wzi ła tac  i wróciła do swojego go cia - a raczej do jego 
go cia. 

Sło ce i mocne kolory wn trza stanowiły idealne tło dla urody Justine. Jackie, chc c 

nie chc c, musiała to przyzna . 

- Bardzo pani dzi kuj  - zacz ła Justine. - Szczerze mówi c, miałam nadziej ,  e uda 

nam si  porozmawia . Jest pani bardzo zaj ta? Nathan mówił mi,  e pracuje pani nad ksi k . 

- Tak mówił? - Wiedziona raczej ciekawo ci  ni  ch ci  pogaw dki, Jackie usiadła. 

Nie s dziła, by Nathan w ogóle zauwa ył,  e cokolwiek pisze. A ju  na pewno nie przyszłoby 
jej  do  głowy,  i   b dzie  o  tym  opowiadał.  Tymczasem  Justine,  podobnie  jak  pani  Grange, 
potraktowała t  wiadomo  z powag . 

- Mówił,  e pisze pani powie  i  e jest pani bardzo zdyscyplinowana i oddana swojej 

pracy. Nathan jest wielkim zwolennikiem dyscypliny. 

-  Zd yłam  to  zauwa y .  -  Jackie  nagle  odkryła,  e  sama  ma  ochot   napi   si  

lemoniady, mimo i  Justine dostarczyła jej wygodnego pretekstu, by wymawiaj c si  prac , 
znikn   na  górze.  -  Tak  si   akurat  zło yło,  e  kiedy  pani  zadzwoniła,  postanowiłam  sobie 
zrobi  mał  przerw . 

- Wobec tego dobrze trafiłam. - Justine si gn ła po herbatnika. Pachniała dyskretnymi, 

drogimi  perfumami.  Jej  długie,  starannie  opiłowane  paznokcie,  polakierowane  były  na 
bladoró owy odcie . Miała tylko jeden pier cionek - przepi kny opal, otoczony brylantami. - 
My l ,  e powinnam zacz  od przeprosin. 

- Od przeprosin? - zdumiała si  Jackie. - Za co? 
-  Za  to  nieporozumienie  pomi dzy  pani   a  Nathanem.  -  Mówi c  to,  Justine  nie  bez 

zazdro ci  zauwa yła,  e  Jackie  ma  bardzo  pi kn   cer ,  mimo  i   nie  u ywa  adnych 
kosmetyków. - To ja namówiłam Nathana,  eby na czas pobytu w Europie wynaj ł ten dom 
Fredowi. Wydawało nam si  to idealnym rozwi zaniem, bo Nathan nie chciał,  eby dom stał 
tak długo pusty, a Fred akurat nie miał nic innego do roboty. 

- Fred nigdy nie ma nic do roboty - zauwa yła Jackie i nagle spojrzała z sympati  na 

Justine. Wprawdzie urok Freda nie zadziałał na pani  Grange, ale ona była tylko wyj tkiem 
potwierdzaj cym reguł ,  e Fred potrafi oczarowa  wszystkie kobiety. - Poza tym, mój kuzyn 

background image

jest w stanie przekona  ka dego,  e wszystko, czego si  dotknie, zamienia si  w złoto. Pod 
warunkiem,  e pani najpierw za to zapłaci. 

- Na to wygl da. - Justine ze współczuciem pokiwała głow . - W pewnym sensie czuj  

si .. . winna.. .  e Fred wyłudził od pani pieni dze. 

-  Zupełnie  niepotrzebnie.  -  Jackie  wsun ła  do  ust  herbatnik.  -  Znam  Freda  od 

urodzenia i powinnam go przejrze . Tak czy inaczej - dodała z wystudiowanym u miechem - 
doszli my z Nathanem do porozumienia. 

-  Tak  te   mi  powiedział.  -  Justine  upiła  łyk  lemoniady  i  spojrzała  na  Jackie  ponad 

brzegiem szklanki. - Podobno jest pani pierwszorz dn  kuchark . 

-  Owszem.  -  Jackie  nie  zamierzała  zaprzecza ,  zacz ła  si   jednak  zastanawia ,  co 

jeszcze Nathan powiedział Justine na jej temat. Je eli miały ze sob  walczy , po co to dłu ej 
odwleka ? 

-  Ja  nigdy  nie  potrafiłam  przyrz dzi   potrawy,  która  byłaby  jadalna.  Naprawd  

studiowała pani w Pary u? 

- Za którym razem? - Jackie u miechn ła si  mimo woli. - Nie chciała polubi  Justine, 

musiała jednak przyzna ,  e ta elegancka i opanowana kobieta miała w oczach jak  dobro . 
A Jackie była szczególnie na to wyczulona. 

Justine odpowiedziała u miechem. Napi cie opadło. 
- Panno MacNamara, Jackie.. . Mówmy sobie po imieniu. Mog  by  szczera? 
- To zazwyczaj przyspiesza sprawy, prawda? 
- Nie tak sobie ciebie wyobra ałam. Jackie rozsiadła si  wygodniej w fotelu. 
- A jak? 
-  S dziłam,  e  kiedy  ju   Nathan  straci  głow   dla  jakiej   kobiety,  b dzie  to  osoba 

bardzo wytworna i elegancka. I prawdopodobnie dosy  nudna. 

Jackie gwałtownie zakrztusiła si  lemoniad . 
- Wró ! Co powiedziała ?  e Nathan stracił głow ? 
- Wpadł po uszy. Nie wiedziała  o tym? 
- Widocznie dobrze si  maskuje. 
- Dla mnie było to zupełnie oczywiste. Wiem, co mówi , bo siedział przecie  u mnie 

wczoraj do pó nej nocy. 

Jackie mimowolnie zmieniła si  na twarzy; oczy jej zapłon ły. 
-  Nie,  nie,  b d   spokojna,  zawsze  byli my  tylko  przyjaciółmi.  -  Justine  dyskretnie 

wzruszyła  ramionami.  -  Na  twoim  miejscu  cieszyłabym  si ,  e  dał  mi  to  tak  jasno  do 
zrozumienia. 

background image

Jackie pomilczała jeszcze przez chwil , póki si  nie uspokoiła. Niecz sto czuła si  jak 

idiotka, ale kiedy ju  tak si  działo, nie zamierzała si  tego wypiera . 

- Ciesz  si , oczywi cie,  e dał ci to do zrozumienia i  e ł czy was jedynie przyja . 

Doceniam  te ,  e  mi  o  tym  wszystkim  mówisz.  Mog   ci  zada   jedno  pytanie?  Dlaczego 
byli cie tylko przyjaciółmi? 

- Nieraz si  nad tym zastanawiałam. - Justine si gn ła po kolejny herbatnik. - Chyba 

nie było okazji na co  wi cej. Ja nie mam natury niezale nej. - Znowu wzruszyła ramionami. 
- Lubi  by  zam na i miałam ju  kilku m ów. Kiedy poznałam Nathana, byłam m atk . A 
gdy  si   potem  rozwiodłam,  dzieliły  nas  tysi ce  kilometrów.  I  to  si   powtarzało  przez  całe 
dziesi   lat.  Podsumowuj c,  ja  byłam  zaj ta  kim   innym,  a  Nathana  pochłaniała  praca.  Z 
pewnych powodów taka sytuacja mu odpowiada. 

Jackie  miała  ochot   zapyta ,  co  to  za  powody.  Podejrzewała,  e  Justine  zna 

odpowied . Nie chciała si  jednak posuwa  zbyt daleko. Je eli jej plany w stosunku da Na-
thana si  powiod , on sam b dzie musiał udzieli  jej wyja nie . 

- Dzi kuj ,  e mi o tym powiedziała . Chyba powinnam ci zdradzi ,  e ja te  nie tak 

sobie ciebie wyobra ałam. 

- A czego si  spodziewała ? 
-  Wyrachowanej  uwodzicielki  o  zimnym  sercu,  która  zagi ła  parol  na  mojego 

m czyzn . Przez cał  ostatni  noc nienawidziłam ci  i wyobra ałam sobie najokropniejsze 
rzeczy na twój temat. 

Słysz c to, Justine u miechn ła si  wyrozumiale. 
- Czyli nie myliłam si  w swoich przypuszczeniach,  e zale y ci na Nathanie? 
- Ja go kocham! 
Justine  znowu  si   u miechn ła.  Jednak  na  jej  twarz  padł  cie   smutku,  bardziej 

wymowny ni  słowa. 

-  Nathan  bardzo  potrzebuje  kobiety.  Wprawdzie  sam  si   przed  sob   do  tego  nie 

przyznaje, ale to prawda. 

- Wiem. I t  kobiet  b d  ja. 
-  W  takim  razie  ycz   ci  szcz cia.  Powiem  ci  te ,  e  przyje d aj c  tu,  nie  miałam 

takich zamiarów. 

- A dlaczego zmieniła  zdanie? 
-  Zaprosiła   mnie  do  rodka  i  zaproponowała   mi  co   do  picia,  chocia   najch tniej 

posłałaby  mnie w diabły. 

Jackie roze miała si . 

background image

- My lałam,  e nie było tego po mnie wida . 
- Owszem, było wida . Posłuchaj, Jackie, chocia  moje do wiadczenia z m czyznami 

nie s  wcale takie znów imponuj ce - a prawd  mówi c, s  raczej przykre - pozwol  sobie 
udzieli  ci pewnej rady. 

- B d  ci wielce zobowi zana. 
- S  m czy ni, których trzeba popycha  mocniej ni  innych. W przypadku Nathana, 

musisz u y  obu r k. 

-  Zdaj   sobie  z  tego  spraw .  -  Jackie  przechyliła  głow   i  uwa nie  przyjrzała  si  

Justine. - Wiesz co - odezwała si  po namy le - mam kuzyna. Z drugiej linii, ze strony ojca. 
Ale nie mówi  o Fredzie - dodała szybko. - Jest profesorem Uniwersytetu w Michigan. Lubisz 
intelektualistów? 

Justine odstawiła ze  miechem szklank . 
- Zwró  si  z tym do mnie za pół roku. Teraz jestem na urlopie. 
Nathan,  który  zjawił  si   w  domu  po  kilku  godzinach,  nie  miał  poj cia  o  wizycie 

Justine ani o wnioskach, jakie wyci gni to pod jego nieobecno . Mo e to i lepiej. 

Ju   sama  wiadomo ,  e  jest  zadowolony  z  powrotu  do  domu,  mocno  go 

zaniepokoiła. Była to przy tym zupełnie inna rado  ni  ta, któr  odczuwał po przyje dzie z 
Niemiec. Wtedy cieszyła go wizja samotno ci oraz powrót do znajomych miejsc i codziennej 
rutyny, któr  wypracował sobie przed wielu laty. Nie uwa ał jej zreszt  za kr puj c  - wr cz 
przeciwnie, dawała mu poczucie bezpiecze stwa i komfortu. 

Natomiast  teraz  jaka   cz stka  jego  natury,  której  wci   nie  chciał  zaakceptowa , 

kazała mu si  cieszy  na my l o spotkaniu z Jackie. Miło było pomy le ,  e Jackie czeka na 
niego,  e  b dzie  mógł  z  ni   porozmawia ,  odpocz   przy  niej,  a  nawet  si   z  ni   pokłóci . 
Tym razem wieczór w domu oferował mu co  trudnego do przewidzenia, a tak e towarzystwo 
drugiej osoby - a to była dla niego nowo . Sam nie potrafił powiedzie , w którym momencie 
przestało mu przeszkadza ,  e Jackie zakłóciła jego samotno . 

Gdy  otworzył  drzwi,  usłyszał  muzyk .  Nie  był  to  jednak  rock,  jakiego  Jackie 

zazwyczaj słuchała w kuchni, ale sentymentalny walc Straussa. Zmiana radiostacji jeszcze o 
niczym  nie  wiadczy,  pomy lał,  ale  poczuł  lekki  niepokój.  Przemkn ł  si   cichaczem  do 
swojego gabinetu,  eby zostawi  teczk  i tuby z odbitkami projektu dla inwestorów z Denver, 
po czym rozlu nił krawat i skierował si  do kuchni. Jak zwykle rozchodziły si  smakowite 
zapachy. 

Tego wieczoru Jackie zamiast szortów wło yła dres z mi kkiego materiału w kolorze 

miodu. Strój ten nie uwypuklał jej kształtów, raczej je sugerował, co było znacznie bardziej 

background image

podniecaj ce. Miała bose stopy, a w jedno ucho wpi ła długi, drewniany kolczyk. Stała przy 
stole i kroiła  wie y chleb. Nathan poczuł nagle przemo n  ch  ucieczki. Zły sam na siebie, 
przekroczył próg. 

- Cze , Jackie! 
Wiedziała,  e przed sekund  wszedł do kuchni, mimo to udała miłe zaskoczenie. 
- O, cze ! - W eleganckim garniturze, z rozlu nionym krawatem, prezentował si  tak 

atrakcyjnie,  e a  zrobiło si  jej ciepło na sercu. Podeszła i cmokn ła go w policzek. - Jak ci 
min ł dzie ? 

Nadal nie potrafił jej rozgry ,  ale to ju  nic nowego. Czuł za to,  e ten zdawkowy 

pocałunek  na  powitanie  to  było  dokładnie  to,  czego  potrzebował.  I  wła nie  to  go 
zaniepokoiło. 

- Miałem mas  roboty - odparł. 
- Musisz mi o tym opowiedzie , ale najpierw napij si  wina. - Jackie ju  napełniała 

dwa kieliszki. - Mam nadziej ,  e jeste  głodny. Kolacja b dzie gotowa za kilka minut. 

Nathan wzi ł z jej r k kieliszek. Nie zapytał, jak ona to robi,  e zawsze wszystko jest 

idealnie zgrane w czasie. A mo e chce przywi za  go do domu? 

- Du o dzi  napisała ? 
- Dosy  du o. - Jackie zacz ła układa  w koszyku pokrojone pieczywo. - Po południu 

uci łam sobie drzemk , a potem znowu pisałam. - Uniosła z u miechem kieliszek, a on znowu 
odniósł  wra enie,  e  jest  co ,  o  czym  powinien  wiedzie ,  ale  wolał  o  to  nie  pyta .  -  W 
przyszłym  tygodniu  postanowiłam  skupi   si   na  pierwszych  stu  stronach.  Chciałabym  je 
sko czy  i wysła  do znajomego agenta w Nowym Jorku. 

- To dobry pomysł - wykrztusił z trudem, bo nagle ogarn ła go panika. Dlaczego, na 

Boga?!  Przecie   chciał,  eby  nadal  pisała.  A  im  wi cej  uda  jej  si   napisa ,  tym  mniejsze 
b dzie odczuwał wyrzuty sumienia, kiedy nadejdzie pora, by jej powiedzie ,  e czas min ł. 
Mimo  to  na  my l  o  tym,  e  którego   dnia  Jackie  uzna,  i   napisała  ju   dosy ,  i  zechce  si  
wyprowadzi , odczuwał paniczny l k. 

- Chyba ci idzie całkiem nie le? 
- Lepiej, ni  zakładałam, a jestem z natury optymistk . 
- Kiedy zaterkotał zegar, wył czyła piekarnik. - Pomy lałam,  e mogliby my zje  w 

patiu. Na dworze jest tak przyjemnie. 

Kolejny ostrzegawczy sygnał, jednak jakby troch  przytłumiony i mniej natarczywy. 

Nathan zmarszczył brwi. 

- Zanosi si  na deszcz - mrukn ł. 

background image

- B dzie pada  nie wcze niej ni  za kilka godzin. - Jackie nało yła watowane r kawice 

i  wyj ła  brytfann   z  piekarnika.  -  Mam  nadziej ,  e  b dzie  ci  smakowało.  To  tyrolska 
zapiekanka z szynk . 

Naczynie, pełne przypieczonych kluseczek i kawałków szynki w bulgocz cym sosie, 

prezentowało si  zach caj co i zgoła niegro nie. 

- Wygl da wspaniale - powiedział. 
- To bardzo prosty, austriacki przepis - wyja niła Jackie. 
Wi c st d te wiede skie walce, pomy lał Nathan. 
- We  koszyk z pieczywem, dobrze? Nakryłam ju  na dworze. 
Znowu  wietnie  to  sobie  obliczyła.  Sło ce  zacz ło  si   chowa   za  horyzontem. 

Chmury,  które  miały  noc   przynie   deszcz,  były  pod wietlone  ró owo  -  pomara czowym 
blaskiem.  Powietrze  było  chłodne,  a  delikatny  wietrzyk  znad  oceanu  niósł  ze  sob   słony, 
o ywczy zapach. 

Okr gły stół w patiu został nakryty na dwie osoby. Na kolorowych serwetkach, które 

Jackie musiała przywie  ze sob , ustawiono codzienne białe talerze. Były te  kwiaty - bukiet 
margerytek w kolorowej butelce, która równie  nie nale ała do niego, z czego wniosek,  e 
Jackie musiała ostatnio buszowa  po okolicznych sklepikach. 

Nathan  zaj ł  miejsce  przy  stole.  Kiedy  Jackie  zacz ła  nakłada   zapiekank , 

powiedział: 

- Jeszcze ci nie podzi kowałem za te wszystkie posiłki. 
U miechn ła si  i wzruszyła ramionami. 
- Taka była umowa. 
- Wiem, ale widz ,  e zadajesz sobie wi cej trudu, ni  to jest konieczne. Doceniam to. 
- To milo z twojej strony. Lubi  gotowa  pod warunkiem,  e mam dla kogo. Nie ma 

nic bardziej przygn biaj cego ni  gotowanie na jedn  osob . 

Wcale tak nie uwa ał. Ale to było kiedy . 
-  Jackie..  .  -  zacz ł,  a  ona  popatrzyła  mu  w  oczy.  Nagle  stracił  w tek.  Westchn ł  i 

si gn ł po kieliszek. - Ja.. . to znaczy.. . to wszystko nie tak. Skoro oboje jeste my w pewnym 
sensie ofiarami, chciałbym zawrze  pokój. 

- My lałam,  e ju  to zrobili my. 
- Ale oficjalny. 
- Dobrze. - Stukn ła kieliszkiem w jego kieliszek. -  yj długo i szcz liwie. 
- Co? 
- Nic, nic. Po prostu  ycz  ci wszystkiego najlepszego, Nathan. 

background image

-  Dzi ki.  -  Bezwiednym  ruchem  jeszcze  bardziej  rozlu nił  krawat.  -  Mo e  by   mi 

opowiedziała o swojej ksi ce? 

Po raz pierwszy zobaczył,  e Jackie autentycznie zamurowało. Otworzyła usta. Nie po 

to,  eby co  powiedzie , tylko ze zdumienia. 

- Naprawd ? - wykrztusiła po chwili. 
- Tak, chciałbym posłucha , o czym piszesz. - Nathan si gn ł po kromk  i zacz ł j  

smarowa  masłem. - Nie masz ochoty o tym porozmawia ? 

- Oczywi cie,  e mam, ale nie s dziłam,  e ci  to zainteresuje. Nigdy o to nie pytałe , 

nawet o tym nie wspomniałe . A ja znam siebie i wiem,  e zazwyczaj za bardzo si  anga uj  i 
trac   dystans  do  tego,  co  robi .  Dlatego  jestem  trudnym  rozmówc .  Pomy lałam  sobie,  e 
lepiej  ci   w  to  nie  miesza .  Pewnie  ju   i  tak  doprowadzam  ci   do  szału.  Bałam  si ,  e  po 
sze ciu  miesi cach  sp dzonych  we  Frankfurcie  i  po  tej  całej  historii  z  Fredem,  cokolwiek 
bym napisała, i tak by ci si  nie spodobało. Nathan zadumał si  na chwil . 

- Rozumiem - powiedział w ko cu, kiwaj c  głow . -  Nie masz poj cia, jak mnie to 

przera a, ale ci  rozumiem. A teraz opowiedz mi o swojej ksi ce. 

- Dobrze. - Jackie oblizała wargi. - Akcja rozgrywa si  na terenie obecnej Arizony w 

latach siedemdziesi tych dziewi tnastego wieku, jakie  dziesi  lat po wojnie meksyka skiej, 
na terenach przył czonych do Stanów jako cz

 Nowego Meksyku. Zastanawiałam si , czy 

nie zrobi  z tego sagi rodzinnej i nie zacz  sto  lat wcze niej, ale doszłam do wniosku,  e 
chc  od razu przyst pi  do rzeczy. 

- W osiemnastym wieku nie byłoby to mo liwe? 
- Oczywi cie,  e byłoby mo liwe. - Jackie zacz ła bezwiednie kruszy  w r kach chleb. 

- Ale wtedy Jake'a i Sarah nie było jeszcze na  wiecie. To moi bohaterowie - dorzuciła. - To 
ma  by   ich  historia,  a  mnie  nie  starczyło  cierpliwo ci,  eby  zacz   cał   opowie   sto  lat 
wcze niej.  Jake  jest  rewolwerowcem,  a  Sarah  wychowank   przyklasztornej  szkoły. 
Zdecydowałam  si   umie ci   ich  w  Arizonie,  bo  jest  ona  jakby  kwintesencj   Dzikiego 
Zachodu.  Z  ni   wi

  si   legendarne  postacie  -  Earpowie,  Claytonowie  -  miejsca  takie  jak 

Tombstone  i  Tucson,  Indianie,  głównie  Apacze.  -  Kiedy  sobie  to  wszystko  wyobraziła, 
wst pił w ni  spokój. - Krwawe walki na pograniczu.. .. 

- Strzelaniny, my liwi i ataki Indian? 
- Tak, wła nie tak. Sarah zjawia si  tam po  mierci ojca, który utrzymywał córk  w 

prze wiadczeniu,  e jest zamo nym wła cicielem du ego domu i kopalni. Sarah dorastała na 
Wschodzie, gdzie wpajano jej, i  obowi zkiem panien z dobrego domu jest zdoby  stosowne 
wykształcenie. Po nagłej  mierci ojca przyje d a do Arizony i odkrywa,  e przez te wszystkie 

background image

lata,  kiedy  yła  we  wzgl dnym  luksusie,  jej  ojciec  prowadził  wi cej  ni   skromne  ycie, 
przeznaczaj c cały zysk z niewielkiej kopalni złota na edukacj  córki. 

-  Czyli  twoja  bohaterka  zostaje  nagle  sierot   bez  grosza,  rzucon   w  zupełnie  obce 

rodowisko. 

-  Tak.  -  Jackie  dolała  Nathanowi  wina.  -  Jest  bezbronna  i  godna  współczucia,  a 

zarazem mo na j  łatwo wykorzysta . Wkrótce Sarah odkrywa,  e jej ojciec wcale nie zginaj 
w  kopalni,  tylko  został  zamordowany.  Wtedy  wła nie  poznaje  Jake'a  Redmana, 
rewolwerowca  i  najemnika,  który  reprezentuje  sob   wszystko,  czym  nauczono  j   gardzi . 
Jake ocalił jej  ycie podczas najazdu Apaczów. 

- Czyli nie jest a  taki zły. 
- W gruncie rzeczy ma złote serce - wyja niła Jackie. - W tamtych czasach na terenach 

pogranicza  yło  wielu  awanturników  i  poszukiwaczy  przygód.  Wojna  pomi dzy  stanami  i 
przemarsze  maruderów  opó niały  proces  stabilizacji,  a  Apacze  wci   zagra ali.  Z  tego 
wła nie  powodu  Arizona  była  miejscem  szczególnie  niebezpiecznym  dla  panny  z  dobrego 
domu, wychowanej w cieplarnianych warunkach. 

- Mimo to Sarah zostaje w Arizonie. 
-  Gdyby  uciekła  tam,  sk d  przyjechała,  byłaby  raczej  godna  politowania  ni  

współczucia. A to wielka ró nica. 

Tak czy inaczej, decyduje si  pozosta  i odnale  zabójców ojca. Nie mówi c ju  o 

tym,  e wbrew sobie zaczyna si  interesowa  Jakiem Redmanem. 

- A on ni ? 
- Trafiłe  w dziesi tk . - U miechn ła si  do Nathana, obracaj c w palcach kieliszek. - 

Jake, jak wielu m czyzn - a tak e niektóre kobiety - uwa a,  e nie potrzebuje nikogo, a tym 
bardziej kogo , kto przeszkadzałby mu w jego stylu  ycia i kazał mu si  ustatkowa . Jest z 
natury wolnym strzelcem i zamierza nim pozosta . 

Nathan powoli upił łyk wina. 
- M dry facet - powiedział, kiwaj c znacz co głow . 
- Te  tak uwa ałam. - Jackie u miechn ła si . - Sarah jest absolutnie zdeterminowana. 

Kiedy  u wiadamia  sobie,  e  go  kocha  i  e  jej  ycie  be   niego  nigdy  nie  b dzie  spełnione, 
postanawia  przełama   jego  opory.  Oczywi cie  Carlotta  robi  wszystko,  eby  do  tego  nie 
dopu ci . 

- Kto to jest Carlotta? 
-  Miejscowa  kobieta  lekkich  obyczajów.  Carlotcie  nie  chodzi  jednak  o  to,  eby 

zagarn  Jake'a dla siebie - cho  oczywi cie chciałaby go zdoby . Problem polega na tym,  e 

background image

Carlotta nienawidzi Sarah i wszystkiego, co ona sob  reprezentuje. Poza tym Carlotta wie,  e 
ojciec  Sarah  został  zamordowany,  bo  po  latach  trafił  wreszcie  na  ył   złota.  Dzi ki  temu 
kopalnia, któr  Sarah odziedziczyła, warta jest maj tek. Na razie doszłam do tego miejsca. 

- A jak to si  sko czy? 
- Nie wiem. 
- Jak to, nie wiesz? Przecie  jeste  autork  Musisz wiedzie . 
- Nie, wcale nie musz . Gdybym od pocz tku wiedziała, straciłabym cały zapał. Nie 

chciałoby mi si  codziennie rano wstawa  i siada  do pracy. - Podsun ła Nathanowi naczynie 
z zapiekank , ale on potrz sn ł głow . - Ka dego dnia jestem bli ej zako czenia, ale to nie 
tak jak z twoim projektowaniem budynków. - Wychyliła si  do przodu. 

-  Powiem  ci,  dlaczego  nigdy  nie  zostałabym  dobrym  architektem,  chocia   to 

fascynuj ce zadanie bra  pust  działk  i o ywia  j  budowlami według własnego pomysłu. 

Nathan  słuchał  z  uwag .  Słowa  Jackie  tak  wiernie  odzwierciedlały  jego  własne 

pogl dy,  e chwilami odnosił wra enie, i  czyta w jego my lach. 

- Ty musisz zna  z góry wszystkie detale, od A do Z. Zanim wbijesz łopat  w ziemi , 

musisz  wiedzie ,  jak  to  si   sko czy.  Twoim  zadaniem  jest  nie  tylko  wzniesienie  pi knego, 
funkcjonalnego budynku. Bierzesz równie  na siebie odpowiedzialno  za  ycie ludzi, którzy 
b d  w nim mieszka  albo do niego przychodzi , którzy b d  wspina  si  po schodach lub 
jecha   wind   Budynek  nale y  dopracowa   w  najdrobniejszych  szczegółach,  a  twoja 
wyobra nia musi uwzgl dni  bezpiecze stwo i wygod  u ytkowników. 

-  Chyba  le  si   os dzasz  -  odezwał  si   po  chwili  Nathan.  -  My l ,  e  byłaby  

znakomitym architektem. 

Jackie u miechn ła si . 
- To,  e rozumiem, nie znaczy wcale,  e umiem. Uwierz mi, bo spróbowałam i tego. - 

Dotkn ła jego r ki. 

- To ty jeste  znakomitym architektem, bo nie tylko rozumiesz, ale i potrafisz poł czy  

sztuk  z funkcj  proces twórczy z jego realizacj . 

Nathan patrzył na ni , gł boko poruszony jej intuicj . 
- Czy tak samo jest z twoim pisaniem? 
- Mam nadziej . - Odchyliła si  na krze le i spojrzała na niebo. Chmur przybywało. 

Pomy lała,  e niedługo zacznie pada . - Przez całe  ycie miotałam si  po omacku, szukaj c 
uj cia  dla  moich  sił  twórczych.  Muzyka,  malarstwo,  taniec.  Moj   pierwsz   sonat  
skomponowałam,  kiedy  miałam  dziesi   lat.  -  U miechn ła  si   kpi co.  -  Có ..  .  genialne 
dziecko. 

background image

- Naprawd ? Jackie zachichotała. 
-  Nie  była  to  jaka   wybitna  sonata,  ale  ja  czułam,  e  musz   czego   dokona .  Moi 

rodzice okazywali wiele cierpliwo ci i wyrozumiało ci, cho  nie zawsze na to zasługiwałam. 
Tym  razem..  .  to  pewnie  zabrzmi  głupio  w  ustach  osoby  w  moim  wieku,  ale  tym  razem 
naprawd  chc ,  eby byli ze mnie dumni. 

- To wcale nie brzmi głupio - rzekł Nathan. - Przez całe  ycie czekamy na aprobat  

naszych rodziców. 

- Czy twoi rodzice  yj ? 
- Tak - uci ł sucho, a kiedy zdał sobie z tego spraw , dorzucił u miech. - S  bardzo 

zadowoleni z przebiegu mojej kariery. 

-  Twój  ojciec  nie  jest  architektem?  -  Jackie  doszła  do  wniosku,  e  pora  troch  

przycisn  Nathana. 

- Nie. Jest finansist . 
- O, to nawet zabawne. Wyobra am sobie,  e nasi rodzice musieli si  nieraz spotka  

na ró nych rautach. Najbardziej ze wszystkiego na  wiecie J. D. interesuje si  finansami. 

- Nazywasz swojego ojca J. D. ? 
-  Tylko  kiedy  my l   o  nim  jako  o  biznesmenie.  Lubił,  gdy  wchodziłam  do  jego 

gabinetu, siadałam mu na biurku i pytałam: „No i jak, J. D. , kupujemy czy sprzedajemy?”. 

- Musisz go bardzo kocha . 
- Uwielbiam go. Tak samo zreszt  jak mam , chocia  czasami zrz dzi. Zawsze chciała 

mnie  wysła   do  Pary a,  eby  mnie  tam  troch   ucywilizowa .  -  Marszcz c  lekko  brwi, 
dotkn ła  ciemnych  k dziorów.  -  Mama  jest  przekonana,  e  Francuzi  potrafiliby  zrobi   ze 
mnie osob  wytworn  i eleganck . 

- Mnie si  podobasz taka, jaka jeste  - zapewnił Nathan. 
Na twarzy Jackie odmalowało si  zdumienie. 
- To najwi kszy komplement, jaki od ciebie usłyszałam - powiedziała. 
Spojrzał jej w oczy. Nagle wydało mu si ,  e słyszy w oddali grzmot. 
- Wnie my wszystko do  rodka. Zaraz zacznie pada . 
- Dobrze. - Jackie wstała i zacz ła zbiera  talerze ze stołu. Czy to nie głupie,  e tak 

bardzo wzruszyły j  słowa Nathana? Przecie  nie zachwycił si ,  e jest pi kna i błyskotliwa. 
Nie  wyznał,  e  j   nami tnie  kocha.  Powiedział  jej  tylko,  e  podoba  mu  si   taka,  jaka  jest. 
Jednak dla Jackie miało to olbrzymie znaczenie. 

W kuchni sprz tali przez chwil  w zgodnym milczeniu. 

background image

-  S dz c  po  twoim  stroju  -  zacz ła  Jackie  -  chyba  raczej  nie  sp dziłe   dzisiejszego 

dnia na pla y? 

- Nie, miałem spotkania z klientami z Denver. 
Spojrzała  na  resztki  wina  w  butelce,  uznaj c,  e  trzeba  je  wypi   do  ko ca.  Rozlała 

wino do kieliszków. 

- Nie mówiłe  mi, co to ma by  tym razem. 
- Firma S&S Industries otwiera fili  w Denver. Potrzebny im biurowiec. 
- Zaprojektowałe  ju  dla nich jeden kilka lat temu w Dallas. 
Nathan spojrzał na ni , zaskoczony. 
- Tak. 
- Czy to b dzie projekt według podobnych wytycznych? 
- Nie. W Dallas budynek był prosty, futurystyczny. Du o szkła i stali. Tutaj my lałem 

o czym  bardziej klasycznym. Linie maj  by  łagodniejsze, bardziej eleganckie. 

- Mog  zerkn  na rysunki? 
- Je eli chcesz.. . 
-  Nawet  bardzo.  -  Jackie  wytarła  r ce  w  lnian   ciereczk   i  podała  Nathanowi 

kieliszek. - Mog  je teraz zobaczy ? 

- Oczywi cie. - Naprawd  chciał,  eby Jackie je obejrzała. Ciekaw był te  jej opinii, 

co  go  nawet  zaskoczyło,  uznał  jednak,  e  b dzie  si   nad  tym  zastanawia   pó niej.  Kiedy 
ruszyli w gł b domu, chmury do ko ca zasnuły niebo. Zacz ło si  zmierzcha . 

Na  biurku  Nathana  panował  pedantyczny  porz dek.  Nigdy  nie  wyszedłby  z  domu, 

gdyby  wcze niej  nie  przejrzał  wszystkich  papierów  i  korespondencji.  Teraz  wyj ł  z  tuby 
projekty  i  je  rozwin ł.  Jackie,  autentycznie  zaciekawiona,  spogl dała  mu  przez  rami , 
zaciskaj c usta. 

- Wn trze jest z cegły - zacz ł Nathan, udaj c,  e nie czuje, jak koniuszki jej włosów 

muskaj  go w policzek. 

- Linie okr głe raczej ni  proste. 
- Troch  w stylu Art Deco. 
-  No  wła nie.  -  Czemu  wcze niej  nie  zwrócił  uwagi  na  jej  delikatny,  zmysłowy 

zapach?  Mo e  zd ył  ju   do  niego  przywykn ?  A  teraz  poczuł  go,  bo  stała  tak  blisko?  - 
Okna b d  łukowate, a.. . - Urwał, a wtedy ona spojrzała na niego z u miechem. Cierpliwo  i 
zrozumienie  nie  powinny  kr powa   m czyzny,  a  jednak  Nathan  wbił  wzrok  w  papiery  na 
biurku. 

background image

-  W  ka dym  pokoju  biurowym  b dzie  co  najmniej  jedno  okno.  Człowiek  lepiej 

pracuje, kiedy nie czuje si  zamkni ty. 

- Masz racj . - Jackie nie przestawała si  u miecha . 
-  To  pi kny  budynek  -  ci gn ła,  ale  adne  z  nich  nie  patrzyło  ju   na  projekt.  - 

Masywny, ale nie przytłaczaj cy. Klasyczny, lecz nie nu cy. Detale w ró u.. . 

-  ..  .  dopasowanym  do  koloru  cegły.  -  Nathan  wbił  wzrok  w  jej  usta  w  odcieniu 

delikatnego ró u. Były tak blisko jego ust. 

Znowu zagrzmiało. Tym razem całkiem blisko. Odsun ł si , poruszony, i zwin ł bez 

słowa papiery. 

- Chciałabym obejrze  projekt wn trza. 
- Jackie.. . 
- To nie fair, zaczyna  co  i nie doprowadzi  tego do ko ca. 
Nathan skin ł głow  i rozwin ł kolejny rulon. Jackie miała racj . On tak e wiedział o 

tym, i to od dawna. Jak si  powiedziało A, trzeba te  powiedzie  B. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

Jackie wzi ła gł boki oddech,  eby si  uspokoi . Czuła si  jak pływak, który wybija 

si  z trampoliny. Klamka zapadła. Nie było ju  odwrotu. 

Na  pocz tku  tego  wieczoru  nie  podejrzewała,  e  Nathan  pozwoli  jej  a   tak  bardzo 

zbli y  si  do siebie. Mur, którym si  otoczył, zaczynał si  jednak kruszy , a dystans mi dzy 
nimi  wyra nie  zmalał.  Niełatwo  przyszło  jej  pogodzi   si   z  my l ,  e  powodem  tego  jest 
wył cznie jego po danie. Je li to jednak wszystko, co do niej w tej chwili czuł, zadowoli si  
tym i nie b dzie prosi  o wi cej. W ko cu po danie to tak e naturalne, szczere odczucie. 

Ona  sama  nie  potrafiłaby  bardziej  go  kocha .  Tak  przynajmniej  s dziła do  tej  pory, 

jednak tego wieczoru u wiadomiła sobie,  e to nieprawda. Im dłu ej razem przebywali, tym 
bardziej go kochała. 

Cierpliwa,  pełna  zrozumienia  dla  dr cz cych  go  w tpliwo ci,  słuchała  go  teraz  z 

uwag , gdy obja niał jej plany kolejnych pi ter. 

Było to naprawd  wybitne dzieło. Nabyta wiedza i bystre oko Jackie pozwoliły jej to 

doceni . Ale te  i sam Nathan był udanym dziełem natury. Dłonie miał szerokie, o długich 
palcach, ogorzałe na skutek wielu godzin sp dzonych na powietrzu. Były to równie  wra liwe 
dłonie artysty. Głos Nathana miał m skie, gł bokie brzmienie, ale nie szorstkie; kulturalne, a 
przy tym nie afektowane. 

Kiedy Nathan pokazał Jackie fasad  budynku, mrukn ła z aprobat  i poło yła dło  na 

jego  ramieniu.  Niemn cy  materiał  eleganckiego,  klasycznego  garnituru  okrywał  twarde  jak 
stal muskuły. 

-  Tutaj  zaprojektowałem  atrium,  pomi dzy  biurami  dyrekcji.  -  Głos  mu  si   lekko 

załamał.  -  Na  posadzkach  planujemy  poło y   terakot   raczej  ni   wykładzin ,  eby  nada  
wn trzom  chłodny,  czysty  wygl d.  A  tutaj..  .  -  Nagle  zaschło  mu  w  ustach;  mi nie  miał 
coraz bardziej napi te. Poczuł,  e musi usi

- A sala konferencyjna? - zapytała Jackie, przysiadaj c na oparciu jego fotela. Teraz i 

ona usłyszała grzmot. 

-  Co?  Ach,  tak.  -  Szarpn ł  krawat,  bo  wydało  mu  si ,  e  si   dusi,  i  raz  jeszcze 

spróbował  skupi   si   na  projekcie.  -  Tutaj  powtórzymy  łuki,  ale  na  wi ksz   skal .  Panele 
b d .. . - Urwał. Jakie znaczenie miały w tej chwili panele? Dło  Jackie spoczywała na jego 
ramieniu, delikatnie masuj c napi te mi nie. 

- Co z tymi panelami? 

background image

Co z panelami? - pomy lał, patrz c na jej smukły  palec z pier cionkiem, sun cy po 

planszy. 

- Zdecydowali my si  na maho  z Hondurasu. 
- B dzie pi knie. Teraz i za sto lat. A o wietlenie? Boczne? 
-  Tak.  -  Podniósł  głow .  Tu   nad  sob   widział  jej  u miechni t   twarz  i  lekko 

nachylone ciało. Projekt nagle przestał si  liczy . - Jackie, tak dłu ej by  nie mo e. 

- Zgadzam si  z tob  - powiedziała, zsuwaj c mu si  na kolana. 
- Co robisz? -  oł dek miał  ci ni ty jak pi

, mimo to u miechn ł si . 

- Masz absolutn  racj , tak by  nie mo e. Czuj ,  e , jeste  bliski obł du, tak samo jak 

ja. A przecie  nie mo emy do tego dopu ci , prawda? - Pier cionki zamigotały na jej palcach, 
kiedy odrzucała włosy. 

- Raczej nie. 
- Dlatego zamierzam poło y  temu kres. 
- Ale czemu? - Chwycił j  za nadgarstek, bo ju  zdejmowała mu krawat. 
-  Tej  niepewno ci,  temu  „co  by  było,  gdyby”.  -  Nie  zwa aj c  na  jego  r k ,  zacz ła 

rozpina  mu koszul . - Przyjemny materiał - zauwa yła. - Bior  wszystko na siebie, Nathan. 
Ty nie masz tu nic do powiedzenia. 

- O czym ty mówisz, Jackie? - Kiedy zacz ła zdejmowa  z niego marynark , chwycił 

j  za ramiona. - Co ty wła ciwie wyprawiasz? 

- Robi  z tob  to, na co mam ochot , Nathan. - Przycisn ła wargi do jego ust. 
Chciał si  roze mia , ale z piersi wyrwał mu si  stłumiony j k. 
-  Nie  warto  dłu ej  z  tym  walczy .  Dobrze  o  tym  wiesz  -  orzekła,  zdejmuj c  mu 

marynark . - Jestem osob  bardzo zdecydowan . 

-  Wła nie  widz .  -  Poczuł  silne  szarpni cie.  To  Jackie  zdejmowała  mu  koszul .  - 

Przesta ! Musimy porozmawia . 

-  Ju   dosy   rozmawiali my.  -  Musn ła  j zykiem  płatek  jego  ucha.  -  Czy  ci  si   to 

podoba, czy nie, zamierzam ci  posi

, Nathan. - Ugryzła go lekko w ucho. - Nie opieraj si , 

bo b dzie jeszcze bardziej bolało. Tym razem udało mu si  roze mia . 

- Jackie, wa  o trzydzie ci kilo wi cej ni  ty. 
- No to co z tego - mrukn ła i zacz ła rozpina  mu spodnie. 
Zasłonił si  obronnym gestem. 
- Mówisz powa nie? 
Odsun ła  si   i  spojrzała  na  niego  dokładnie  w  chwili,  gdy  niebo  przeci ła  pierwsza 

błyskawica. 

background image

- Jestem  miertelnie powa na. - Nie przestaj c  patrze  mu w oczy, szarpn ła suwak 

swojej bluzy. W jej oczach błysn ł  ar. - Nie wyjdziesz st d, Nathan, póki z tob  nie sko cz . 
Je eli b dziesz współpracowa , potraktuj  ci  łagodnie. A je li nie.. . - Wzruszyła ramionami. 
Bluza zsun ła jej si  do pasa. 

Za pó no! Za pó no, by udawa ,  e nie chce i nie musi z ni  by . Jackie grała z nim w 

otwarte  karty.  Godziła  si   wzi   na  siebie  cał   odpowiedzialno   i  ewentualne  reperkusje. 
Wzruszało go to, ale przecie  nie mógł na to pozwoli . 

-  Pragn   ci .  -  Musn ł  dło mi  jej  policzki,  a  potem  zanurzył  palce  w  jej  włosy.  - 

Chod my na gór . 

Czułym,  pełnym  oddania  gestem  wtuliła  twarz  w  jego  dło .  Jednak  kiedy  znów  na 

niego spojrzała, potrz sn ła głow . 

- Nie. Zrobimy to tu i teraz. - Przycisn ła usta do jego ust, pozbawiaj c go tym samym 

wyboru. 

Torturowała  go,  dr czyła  i  dra niła.  Oplotła  jego  ciało,  a  usta  miała  szybkie  i 

natarczywe. Piły z jego ust i oddawały pocałunki, a potem zabrały si  za badanie wszystkich 
krzywizn  i  płaszczyzn  jego  twarzy.  Krew  t tniła  mu  w  yłach.  Czuł  to  w  skroniach,  w 
l d wiach,  w  koniuszkach  palców,  podczas  gdy  bezlitosne,  czarodziejskie  dłonie  Jackie 
bł dziły po jego ciele. 

adnych  waha .  Jackie  obce  było  znaczenie  tego  słowa.  Atakowała  równie  dziko  i 

ogni cie, jak burza szalej ca za oknami. Nathan przeraził si , a mimo to zamkn ł Jackie w 
u cisku i mocno przytulił, próbuj c przynajmniej cz ciowo odzyska  kontrol  nad sytuacj . 
Jackie zmuszała go do przekroczenia granic, które dawno sobie wyznaczył, do pogwałcenia 
zdrowego rozs dku i wszelkich cywilizowanych zasad. 

Słyszał  swój  własny  oddech,  szybki  i  urywany.  Czuł,  jak  bijana  niego  siódme  poty. 

Rozsadzała  go  dza,  której  nie  był  w  stanie  okiełzna .  Zdzierał  materiał  z  ramion  Jackie, 
owładni ty jednym pragnieniem -  eby jak najpr dzej dobra  si  do jej ciała. 

-  Jackie!  -  Chłon ł  j   wszystkimi  zmysłami.  Wi cej..  .  jeszcze  wi cej..  .  Nie  był  w 

stanie  o  niczym  innym  my le .  Gdyby  potrafił,  ch tnie  by  j   w  siebie  wessał.  -  Jackie!  - 
powtórzył. - Poczekaj chwil ! 

Ale ona tylko si  roze miała, z ustami przy jego ustach. 
Gdy osuwali si  na podłog , zrywał z niej resztki ubrania. 
Palce Jackie nie mogły nad y , tak si  spieszyła, by usun  to, co dzieliło ich ciała. 

Chciała poczu  go całego przy sobie. Kiedy potoczyli si  po dywanie, ocieraj c si  o siebie, 
miała wra enie,  e staje w ogniu. 

background image

My lała,  e to ona b dzie go zdobywa , uwodzi , prowadzi , tymczasem si  myliła. 

Wszystko  potoczyło  si   w  lawinowym  tempie,  nad  którym  adne  z  nich  nie  potrafiło  ju  
zapanowa . Ani ona, ani on. 

Splecieni w ciasnym u cisku, tarzali si  po podłodze, zaspokajaj c nami tno , jakiej 

adne z nich dot d nie zaznało. Nie słyszeli deszczu, którym wiatr miotał w ciekle o szyby. 

Co  przewróciło si  na stole, a potem potoczyło si  i upadło z hukiem na podłog , ale oni tego 
tak e nie usłyszeli. 

Nie  wymieniali  szeptem  adnych  obietnic,  nie  padały  mi dzy  nimi  adne  czułe 

słówka.  Tylko  zdławione  j ki  i  nami tne  okrzyki.  Nie  było  delikatnych  pieszczot  i  nie-
spiesznych pocałunków, tylko instynktowne, przemo ne d enie do zaspokojenia. 

Ci ko dysz c, Nathan uniósł si  nad Jackie. Kiedy z odrzucon  głow  przyj ła go w 

siebie, ostatnia błyskawica o wietliła jej włosy i twarz. 

Cudownie!  Kiedy  naga,  spocona  i  oszołomiona  wtuliła  si   w  Nathana,  w  głowie 

d wi czało  jej  tylko  to  jedno  słowo.  Nigdy  dot d  nic  nie  wydawało  jej  si   tak  absolutnie 
doskonałe.  Serce  Nathana  wci   biło  głucho  przyj  ej  sercu,  a  jego  oddech  ogrzewał  jej 
policzek.  Na  dworze  przestało  pada ,  burza  przeszła,  tylko  w  oddali  dał  si   słysze   za-
mieraj cy grzmot. 

Pomy lała,  e  akt  fizyczny  nie  był  potrzebny,  by  utwierdziła  si   w  uczuciach,  jakie 

ywiła  dla  Nathana.  Miał  on  by   tylko  pogł bieniem  jej  miło ci.  Nawet  w  naj mielszych 

marzeniach nie potrafiłaby sobie wyobrazi ,  e b dzie a  tak cudownie. 

Nathan pozbawił j  sił, a potem tchn ł w ni  nowe  ycie. 
Bez wzgl du na to, ile razy b d  si  jeszcze kochali i ile wspólnie prze yj  lat, nigdy 

nie  b dzie  ju   tak  jak  za  pierwszym  razem.  Z  zamkni tymi  oczyma  tuliła  si   do  Nathana, 
pogr ona w błogostanie. 

Nie wiedział, co ma jej powiedzie , i czy w ogóle jest w stanie mówi . Zawsze mu si  

wydawało,  e  zna  tego  m czyzn ,  za  jakiego  si   uwa ał.  Teraz  przekonał  si ,  e  Nathan 
Powell,  z  którym  sp dził  przewa aj c   cz

  ycia,  to  zupełnie  kto   inny.  Kto   całkowicie 

odmienny od tego, kto oddawał si   dzy. 

Kochaj c si  z Jackie, stracił poczucie czasu, miejsca, a nawet samego siebie. Nigdy 

dot d nic takiego mu si  nie przydarzyło. I nigdy wi cej mu si  nie przydarzy. Chyba  e z 
Jackie. 

Powinien kocha  si  z ni  bardziej delikatnie, mniej egoistycznie. Gdy jednak zacz ł, 

pu ciły hamulce i oboje razem stoczyli si  w przepa . 

background image

Tego wła nie chciała i on tego chciał. Czy to jednak znaczy,  e post pili słusznie? Nie 

padły  adne wyznania,  adne pytania. Zapomniał o odpowiedzialno ci i zabezpieczeniu. Na 
my l o tym wzdrygn ł si  lekko. 

Musz  o tym porozmawia , i to jak najszybciej. Pragn ł jej wyzna ,  e chce, by to, co 

mi dzy nimi zaszło, nieraz jeszcze si  powtórzyło. Co, oczywi cie, nie znaczy,  e proponuje 
jej trwały zwi zek. Poło ył dło  na jej ramieniu. 

- Jackie? 
Kiedy  odwróciła  głow ,  eby  na  niego  spojrze ,  zalała  go  fala  niewysłowionej 

czuło ci. Nagle zabrakło mu słów. Nachylił si  i przycisn ł usta do jej warg. To wystarczyło, 

eby znów obudziło si  w nim po danie. Przyci gn ł j  bli ej. Wilgotna i ciepła, wtuliła si  

w niego. 

- Kocham ci , Nathan. Nie, nic nie mów. - Delikatnie musn ła wargami jego usta. - 

Nie  musisz  nic  mówi .  To  ja  chciałam  ci  to  powiedzie .  Chc   si   z  tob   kocha .  Teraz  i 
zawsze. 

Powiedziały mu to ju  jej r ce, a teraz jej usta zacz ły zsuwa  si  coraz ni ej, po szyi i 

torsie. Jego natychmiastowa reakcja była tak silna,  e a  go to samego zaskoczyło. 

- Jackie, poczekaj chwileczk ! 
-  adnych uwag. Ju  raz ci  zgwałciłam, a teraz zamierzam to zrobi  po raz drugi. 
-  Bardzo  mi  miło,  ale  zaczekaj!  -  Stanowczym  gestem  odsun ł  j .  -  Musimy 

porozmawia . 

- Rozmawia  b dziemy na staro , chocia , zanim zapomn , musz  ci powiedzie ,  e 

masz fantastyczny dywan. 

- Ja te  go polubiłem. Poczekaj! - powtórzył, kiedy próbowała si  wyrwa . - Jackie, ja 

mówi  serio. 

Z ust Jackie wyrwało si  dr ce westchnienie. 
- Naprawd  chcesz rozmawia ? 
- Tak. 
- No to niech ci b dzie. - Uło yła si  wygodniej w jego ramionach. - Strzelaj! 
- To ju  i tak musztarda po obiedzie - zacz ł, w ciekły na siebie - ale nie chc  po raz 

drugi  popełni   tego  samego  bł du.  Wszystko  wydarzyło  si   tak  szybko,  e  nawet  nie 
zapytałem.. . nawet mi nie przyszło do głowy, by zapyta , czy wszystko jest jak trzeba. 

- Oczywi cie,  e tak - odpowiedziała ze  miechem. 

background image

-  Och!  -  Nagle  poj ła  sens  jego  pytania.  -  Dobry  z  ciebie  człowiek.  -  Mimo 

przytrzymuj cych j  ramion zdołała go pocałowa . - Tak, tak, wszystko było jak trzeba. Mo e 
wygl dam na osob  roztrzepan , ale taka nie jestem. Zawsze byłam odpowiedzialna. 

Zdj ty czuło ci , otoczył dło mi jej twarz. 
-  Nie  wygl dasz  mi  na  osob   roztrzepan .  Mo e  si   tak  zachowujesz,  ale  je li  ju  

mowa o wygl dzie - wygl dasz prze licznie. 

- Ciesz  si ,  e tak uwa asz. - Oczy Jackie zal niły. 
- Zawsze chciałam by  pi kna. 
Włosy opadły jej na czoło. Nathan nagle zapragn ł je odgarn  i zanurzy  w nie palce. 
-  Kiedy  zobaczyłem  ci   po  raz  pierwszy,  k pała   si   w  mojej  łazience.  Byłem 

zm czony i zły, mimo to pomy lałem,  e jeste  bardzo pi kna. 

- A ja uznałam,  e to Jake. 
- Co? 
- Le ałam w wannie i rozmy lałam o swojej ksi ce i o głównym bohaterze, Jake'u. O 

tym, jak powinien wygl da . - Powiodła palcami po jego twarzy. - A kiedy otworzyłam oczy, 
zobaczyłam ciebie i zrozumiałam: przecie  to on! Mój ty bohaterze! 

Zakłopotany, otoczył j  ramieniem. 
- Nie jestem  adnym bohaterem, Jackie. 
- Ale w moich oczach jeste . - Pukn ła si  w czoło. 
- Zupełnie zapomniałam o cie cie. 
- O jakim znów cie cie? 
- Upiekłam na deser szarlotk . Chcesz, to przynios  kawałek i zjemy w łó ku? 
Uznał,  e pó niej zastanowi si  nad tym, co Jackie uwa a za miło  i kto jest w jej 

oczach bohaterem. 

- Niezła my l - przyznał. 
- Zaraz wracam. - Pocałowała go w czubek nosa, a potem z u miechem zapytała: - W 

twoim łó ku czy w moim? 

- W moim. Chc  ci  mie  u siebie. 
Miło jest poleniuchowa , pomy lała Jackie, przeci gaj c si  w po cieli. Miło pospa  

dłu ej po tygodniach rannego wstawania i zasiadania do maszyny. 

Zamruczała półsennie - nagle wydało jej si ,  e ma dwana cie lat i jest sobota. Gdy 

miała dwana cie lat, najbardziej ze wszystkiego lubiła soboty. Kiedy si  poruszyła, natrafiła 
nog  na Nathana. I z miejsca przestała  ałowa ,  e nie ma ju  dwunastu lat. 

- Nie  pisz? - zapytała, nie otwieraj c oczu. 

background image

- Nie  pi . - Obj ł j  ramieniem. 
- A nie chciałby  wsta ? 
- To zale y. - Nathan przysun ł si  bli ej,  eby poczu  jej ciepłe, mi kkie ciało. - Nie 

zostało w łó ku jeszcze troch  tej pysznej szarlotki? 

- Nie wiem. Mam sprawdzi ? - Zarzuciła prze cieradła na głow  i zaatakowała go. 
Ma zdecydowanie wi cej energii, ni  by wypadało, pomy lał Nathan, kiedy ju  na nim 

le ała.  Skopane  prze cieradła  poniewierały  si   w  nogach  łó ka.  Próbuj c  złapa   oddech, 
spojrzał na ni  spod na wpół przymkni tych powiek. 

Była gibka i smukła, i tak przyjemnie zaokr glona. Skór  miała złocist , z wyj tkiem 

ja niejszego  paska  na  biodrach,  pod  bikini.  Potargane  włosy  ciemn   aureol   otaczały  jej 
głow . 

Zawsze  mu  si   wydawało,  e  woli  kobiety  z  długimi  włosami,  jednak  krótka, 

naturalna fryzurka Jackie podobała mu si  bardziej, bo mógł bez przeszkód głaska  Jackie po 
karku. Teraz te  tak zrobił, a ona zacz ła mrucze  jak kotka. 

Jak powinien teraz post pi ? 
Nie  miał  najmniejszego  zamiaru  rozstawa   si   z  Jackie.  Chciał,  eby  z  nim  została. 

Potrzebował jej. Potrzebował.. . A przecie  dot d starannie unikał tego słowa. Teraz nie miał 
poj cia, co dalej. 

Spróbował sobie wyobrazi , co robiłby bez niej jutro, za tydzie , a nawet za miesi c. 

W  głowie  miał  kompletn   pustk .  A  przecie   to  do  niego  takie  niepodobne.  Ale  te   odk d 
poznał Jackie, przestał sam siebie poznawa . 

Czego od niego chciała? Nie miał odwagi zapyta  jej o to i sam sob  za to gardził. 

Wiedział ju  przecie , o co jej chodzi, jakby wszystko dawno zostało rozwa one i omówione. 
Jackie kocha go - przynajmniej na razie. A on.. . musiał przyzna ,  e mu na niej bardzo.. . 
zale y. Miło  to słowo, na które nigdy by sobie nie pozwolił. Miło  wi e si  z obietnicami, 
a  on  nigdy  niczego  nie  przyrzekał,  póki  nie  miał  pewno ci,  e  potrafi  si   wywi za . 
Lekkomy lnie  zło ona  obietnica,  obietnica  bez  pokrycia,  to  co   znacznie  gorszego  ni  
kłamstwo. 

Pokój  ton ł  w  blasku  sło ca,  za  oknami  piewały  ptaki.  Słuchaj c  ich,  pomy lał,  e 

chciałby, by wszystko było dla niego takie proste jak dla Jackie. Miło , mał e stwo, rodzina. 
Doskonale  wiedział,  e  sama  miło   nie  mo e  by   gwarancj   udanego  mał e stwa,  a 
mał e stwo, nawet z dzieckiem, wcale nie musi stworzy  rodziny. 

W  mał e stwie  jego  rodziców  miło   przestała  odgrywa   jak kolwiek  rol .  Nikt 

równie  nie mógłby nazwa  ich trójki rodzin . 

background image

Trzymaj c w obj ciach Jackie, pomy lał,  e nie jest przecie  swoim ojcem. Doło ył 

wszelkich stara ,  eby nie by  taki jak ojciec. Rozumiał jednak dum  i ambicje ojca. Sam był 
równie dumny i ambitny. 

Potrz sn ł  głow .  Od  ponad  dziesi ciu  lat  nie  my lał  o  ojcu  ani  o  braku  ycia 

rodzinnego. Zacz ł si  nad tym zastanawia  dopiero wtedy, gdy poznał Jackie. To dzi ki niej 
rozwa ał mo liwe  yciowe rozwi zania, z których  wiadomie i dobrowolnie zrezygnował. To 
ona sprawiła,  e  ałował i pragn ł tego, czego dot d ani nie pragn ł, ani nie  ałował. 

Nie mógł sobie pozwoli  na miło , bo poci gałaby za sob  obietnice. Gdyby ich nie 

dotrzymał, musiałby sam siebie znienawidzi . Jackie zasługiwała na wi cej ni  to, co mógł jej 
zaoferowa  - albo raczej na to, czego nie mógł jej zaoferowa . 

- Nathan? 
- Hmmm? 
- O czym my lisz? 
- O tobie. 
Uniosła głow , w oczach miała powag . 
- Mam nadziej ,  e nie. Zaskoczony, zanurzył palce w jej włosy. 
- Dlaczego? 
- Czuj ,  e znów zaczynasz by  spi ty. - Po raz pierwszy zobaczył, jak cie  smutku 

przemkn ł przez jej twarz. 

- Nie  ałuj niczego, bo tego bym nie zniosła. 
- Niczego nie  ałuj . - Nathan mocno j  obj ł. - Jak mógłbym czegokolwiek  ałowa ? 
Wtuliła twarz w jego szyj , by nie zauwa ył,  e walczy ze łzami, których przyczyny i 

tak nie potrafiłaby mu wyja ni . 

- Kocham ci , Nathan, i nie chc ,  eby  miał z tego powodu wyrzuty sumienia albo si  

zamartwiał. Pozwól, niech wszystko potoczy si  własnym torem. Niech b dzie, co ma by .. . 
co jest nam pisane. 

Zajrzał jej przenikliwie w twarz. Oczy miała teraz suche. 
- I to ci wystarczy? 
-  Na  dzi   wystarczy.  -  Odpowiedziała  u miechem,  ale  nawet  on  zauwa ył,  e 

kosztowało j  to sporo wysiłku. 

-  Nie  potrafi   powiedzie ,  czego  b d   chciała  jutro.  Co  ty  na  to,  eby  zje   teraz 

drugie  niadanie? Nie próbowałe  jeszcze moich gofrów. Robi  fantastyczne gofry. Nie mog  
sobie tylko przypomnie , czy mamy bit   mietan . Ewentualnie zrobi  omlet, o ile pieczarki 

background image

si   nie  zestarzały.  A  mo e  po  prostu  doko czmy  szarlotk ?  Najpierw  popływaliby my  w 
basenie, a potem.. . 

- Jackie? 
- Co? 
- Zamilknij! 
- Teraz? - zapytała, gdy jego dło  zsun ła si  na jej biodro. 
- Tak. 
- Dobrze. 
Roze miała  si ,  ale  wtedy  usta  Nathana  dotkn ły  jej  warg  tak  delikatnie  i  czule,  e 

miech przeszedł w j k. Zamkn ła oczy. Była siln  kobiet , na swój sposób waleczn , jednak 

wobec czuło ci stawała si  bezbronna. 

On tak e si  tego nie spodziewał. Nie było błyskawic, nie biły pioruny. Tylko błoga 

fala  ciepła,  która  rozlała  si   po  całym  ciele,  a   do  mózgu  i  serca.  A  stało  si   to za  spraw  
jednego, czułego pocałunku. 

Nie my lał nigdy o Jackie jako o kobiecie delikatnej i kruchej, ale teraz taka wła nie 

była. Topniała w jego obj ciach, drobna, uległa i mi kka. 

Wyrozumiało .  Wiedziała,  e  jest  człowiekiem  wyj tkowo  wyrozumiałym  i 

cierpliwym,  jednak  nie  w  stosunku  do  niej.  Potrafił  tak e  okazywa   współczucie.  Czuła  to 
teraz i uznała za dar cenniejszy ni  złoto. Znów zatraciła si  w miło ci. Tym razem jednak nie 
był  to  szale czy  sprint,  do  jakiego  przywykła,  ale  powolny,  długi  dystans,  który  miał  j  
zaprowadzi  tam, dok d zawsze chciała dotrze . 

Zamiast bra  j  nami tnie i dziko, Nathan pie cił j  niespiesznie i czule. Skór  miała 

gładk  jak atłas i dr ała pod dotykiem jego dłoni. Ta sama kobieta - a jednak zupełnie inna. 
Hojna i  ywiołowa, a zarazem pełna wra liwo ci, wobec której odczuwał pokor  i skruch . 
Jest taka słodka. Kiedy przycisn ł usta do jej piersi, poczuł, jak bije jej serce. Nie łomotało 
głucho, jak wcze niej, lecz trzepotało niespokojnie. 

Przesun ł  palcem  po  wn trzu  jej  nadgarstka,  eby  poczu ,  jak  bije  jej  puls.  Przez 

niego - i dla niego. Kiedy spletli dłonie, podniósł do ust jej r k  i ucałował po kolei wszystkie 
palce. 

Ziemia usuwała jej si  spod nóg. Przy ka dej pieszczocie zapadała si  coraz gł biej - 

w niego. A kiedy zacz ł muska  ustami czubki jej palców, skoczyła w przepa , głow  w dół, 
ufaj c,  e zdołaj  złapa . 

background image

Mógł j  teraz poprosi  o wszystko, za da  wszystkiego. Upojona miło ci , spełniłaby 

ka de  yczenie,  nie  my l c  o  sobie  i  o  tym,  eby  uj   z  tego  z  yciem.  Stała  si   jego 
wi niem, zakładnikiem ich nami tno ci. 

Nathan  poczuł  nagle,  e  zaszła  mi dzy  nimi  jaka   zmiana.  Był  ju   nie  tylko 

kochankiem, ale i opiekunem; dawc , a nie tylko biorc . Kiedy to sobie u wiadomił, ogarn ła 
go  rado   pomieszana  z  l kiem.  Nie  potrafił  ju   my le   ani  o  dniu  jutrzejszym,  ani  o 
przyszłych konsekwencjach. Pragn ł jej, pragn ł dosta  od niej jeszcze wi cej, ni  otrzymał 
przed  chwil .  Czy  to  niemo liwe?  Wiedział  ju ,  e  nie  zaprotestowałaby,  gdyby  wzi ł  j  
szybko  i  brutalnie,  gdyby  zawlókł  ich  oboje  na  szczyt,  nie  bawi c  si   we  wst py.  Mo e 
wła nie  ta  wiedza,  e  przyj łaby  go  na  ka dych  warunkach,  nakazała  mu  da   jej  z  siebie 
wszystko. 

Niespieszna  miło   niczym  słodka  tortura.  Delikatne  mu ni cia.  Leniwe  pocałunki. 

Ciche westchnienia rozdzierały cisz . Nawet sło ce jakby pobladło. Szkoda,  e nie mógł da  
jej teraz kwiatów. Obsypałby j  wonnymi płatkami.. . Ale on miał tylko siebie. 

Dosy .. . Dostała ju  wi cej, ni  kiedykolwiek mogła zapragn . Powiedziały mu to 

jej  rozchylone  usta  i  tul ce  go  ramiona.  Nawet  naj mielsze  marzenia  nie  były  w  stanie 
sprosta  tej cudownej rzeczywisto ci. 

Dłonie miał takie chłodne. Rozkwitała pod ich dotykiem, pełna wewn trznego spokoju 

i ciepła. Tym razem nie był to nagły błysk, tylko równy, łagodny płomie . 

Tuliła  si   do  niego,  przynosz c  mu  bezwarunkow   miło ,  czuła  i  delikatna  jak  on. 

Gdy  nagle  zadr ała,  uspokoił  j   koj cym  szeptem.  A  wtedy  zrozumiała,  e  cho   nigdy  nie 
potrzebowała m czyzny, bez Nathana nie potrafiłaby ju  istnie . 

Hojno   bez  granic.  To  wła nie  otwarcie  mu  ofiarowała,  a  on  wreszcie  przestał  si  

temu  dziwi .  Nowo ci   była  te   dla  niego  wiadomo ,  e  sam  tak e  potrafi  dawa ,  i  to 
dawa  bez zastrze e . 

Przepełniony czuło ci , wszedł w ni  powoli i delikatnie. 
Niespieszne,  harmonijne  ruchy.  Oddech  na  chwil   zatrzymany  w  piersi,  a  potem 

przemieniony  w  lekkie  jak  wiatr  westchnienie.  Z  ustami  na  ustach  kontynuowali  miłosny 
taniec,  płynny  i  elegancki  jak  wiede ski  walc.  Stopili  si   w  jedno  z  muzyk   i  wirowali, 
patrz c sobie w oczy, póki taniec nie zako czył si  równie łagodnie, jak si  zacz ł. 

Sło ce stało wysoko na niebie. Jackie, wtulona w Nathana, patrzyła, jak wiatr porusza 

firankami.  Z  ogrodu  napływał  delikatny  zapach  kwiatów.  Nic  konkretnego,  po  prostu 
mieszanka zapachów  wiadcz cych o wio nie i budz cym si  nowym  yciu. 

background image

Wspomnienia sp dzonych razem chwil drzemały bezpiecznie zamkni te w jej sercu. 

Wiedziała,  e b dzie do nich cz sto zagl da ,  eby si  nimi wci  od nowa radowa . 

- Wiesz, na co miałabym teraz ochot ? - zwróciła si  do Nathana. 
-  Hmmm?  -  Był  zbyt  oszołomiony,  by  zwróci   uwag   na  to,  e  jeszcze  nie  wstał, 

chocia  wła nie min ło południe. 

- Chciałabym pole e  w łó ku a  do wieczora. 
- Zrobili my niezły pocz tek. 
Z łobuzerskim u miechem przysun ła twarz do jego twarzy. 
-  A  mo e  by my..  .  -  Urwała  i  zakl ła,  bo  w  tym  momencie  zadzwonił  telefon.  - 

Nathan, to pomyłka - powiedziała, widz c, jak si ga po słuchawk . - To na pewno jaka  baba 
o piskliwym głosie, która chce ci zakomunikowa ,  e wygrałe  bezpłatn  roczn  prenumerat  
dziesi ciu pism. Musisz tylko zapłaci  siedem dolarów miesi cznie za przesyłk . 

Nathan zawahał si . 
- A je eli nie? - zapytał, cho  gotów był w to uwierzy . 
- A je eli tak? Czy masz do  charakteru,  eby zrezygnowa  z dziesi ciu czasopism na 

miesi c. I to za darmo! Zastanów si , Nathan! 

Nathan dłoni  zakrył usta Jackie i wcisn ł jej głow  w poduszk . 
- Halo! 
- Ostrzegałam ci  - powiedziała złowieszczym tonem. Tym razem Nathan uciszył j  

poduszk . 

- Carla? 
- Carla?! - powtórzył stłumiony głos spod poduszki. Jacke wysun ła głow  i ugryzła 

go w rami . 

- Auu! Cholera! Nie, Carla, nie! Ja.. . O co chodzi? 
- Poło ył si  na Jackie i unieruchomił j  ramieniem. - Tak, tego si  spodziewałem - 

ci gn ł, nie zwracaj c uwagi na rozpaczliwe post kiwania szamocz cej si  Jackie. - Dobrze, 
przyspieszymy terminy, o ile to konieczne. Nie, ju  wydałem dyspozycje. Wyznacz spotkanie 
na jutro. Na dziewi t . No to o dziesi tej. I skontaktuj si  z Codym - dorzucił. - Te  ma tam 
by . Dobrze, Carla. - Le ca pod nim Jackie zacz ła gło no dysze . - Tak; tak, kilka wolnych 
dni dobrze mi zrobiło. No to do jutra. 

Kiedy  si   wychylił,  eby  odło y   słuchawk ,  Jackie  zdołała  si   uwolni . 

Zaczerwieniona, waln ła go w głow  poduszk . 

background image

- Co  podobnego! - zacz ła. - Chciałe  mnie udusi ,  eby móc potem uciec z włosk  

hrabin  i odda  si  zakazanej nami tno ci w hotelu Holiday Inn. Nie próbuj si  wypiera  - 
dodała. - Twoje intencje były zbyt oczywiste. 

- W porz dku. A co to była za hrabina? 
- Carla. - Znowu uderzyła go poduszk , po czym Wybuchn ła  miechem, gdy Nathan 

chwycił j  za r ce. - Nie, nie, nic z tego. Ju  za pó no. Wszystko postanowione. Zabij  was 
oboje: ciebie i t  hrabin . Pora  was pr dem, kiedy b dziecie si  k pa  w pianie.  aden s d 
mnie nie ska e. 

-  Najpierw  ci   po l   na  badania  psychiatryczne.  Zamachn ła  si ,  celuj c  w  czułe 

miejsce. Uchylił si , rzucił j  na materac i przygniótł własnym ciałem. Zacz li si  tarza  po 
łó ku,  trzymaj c  si   w  obj ciach.  Nathanowi  to  ju   nawet  si   spodobało,  kiedy  jeden 
nieopatrzny ruch Jackie sprawił,  e stoczyli si  na podłog . 

-  Zwariowała !  -  wysapał,  rozcieraj c  obolałe  rami .  Jackie  otoczyła  dło mi  jego 

twarz. 

-  Powell,  je li  ci  ycie  miłe,  mów:  kto  to  jest  Carla?  Spojrzał  na  ni .  Oczy  jej  si  

wieciły, a policzki płon ły z podniecenia. U miechała si . Bezwiednie poło ył dłonie na jej 

biodrach. 

- Chcesz pozna  prawd ? 
- Prawd  i tylko prawd . 
- Hrabina Carla Mandolini i ja jeste my od lat kochankami. Carla oszukuje swojego 

m a,  hrabiego  Mandolini,  tego  ramola  i  impotenta,  udaj c  moj   sekretark .  Nieszcz sny 
dure  my li,  e bli niaki to jego dzieci. 

Jaki on jest cudowny, pomy lała Jackie, przysuwaj c si  bli ej. 
-  Bardzo  prawdopodobna  historia  -  powiedziała,  a  potem  długim  pocałunkiem 

zamkn ła mu usta. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWI TY 

- To jest porwanie, Nathan. Radz  ci i  dobrowolnie. Nathan, który wła nie owijał si  

r cznikiem,  popatrzył  na  Jackie,  która  bez  pukania  wkroczyła  do  łazienki.  Wła ciwie 
powinien  ju   do  tego  przywykn .  Jackie  potrafiła  pojawia   si   jak  spod  ziemi,  w  ka dym 
miejscu i o ka dej porze. 

- A mog  chocia  zało y  buty? - zapytał. 
- Masz na to dziesi  minut. Ju  miała wychodzi , kiedy chwycił j  za r k . 
- Gdzie była ? - wyrwało mu si  i nagle u wiadomił sobie,  e zaczyna si  do niej za 

bardzo przywi zywa . Kiedy si  obudził tego ranka, niewiele brakowało, a zacz łby biega  
po  domu,  próbuj c  j   znale .  Byli  kochankami  dopiero  od  trzech  dni,  a  on  ju   czuł  si  
opuszczony, gdy rano po otwarciu oczu, nie widział jej obok siebie. 

-  Niektórzy  musz   pracowa   nawet  w  sobot .  -  Zmierzyła  go  wzrokiem  od  stóp  do 

głów. Był mokry, opalony i prawie całkiem nagi. Nagle zacz ła  ałowa ,  e zaplanowała ju  
co  innego. 

- Masz by  na dole za dziesi  minut. Bo jak nie, to gorzko po ałujesz. 
- Co  ty znowu wykombinowała, Jackie? 
-  Nie  masz  prawa  zadawa   adnych  pyta   -  rzuciła  na  odchodnym,  posyłaj c  mu 

u miech. 

Usłyszał, jak lekko zbiega po schodach. Co za niespodziank  chowała w zanadrzu? - 

pomy lał,  si gaj c  po  maszynk .  Dobrze  wiedział,  e  Jackie  jest  nieobliczalna,  a  w  jej 
post powaniu  trudno  dopatrzy   si   logiki.  Wła ciwie  powinno  mu  to  działa   na  nerwy, 
pomy lał,  rozsmarowuj c  pian   na  twarzy.  Teraz  te   powinien  by   zirytowany.  Miał  ju  
swoje plany na ten dzie . 

Najpierw zamierzał sp dzi  kilka godzin w biurze,  eby ustali  preliminarz w zwi zku 

z  realizacj   projektu  w  Sydney  oraz  dopracowa   ostatnie  szczegóły  inwestycji  w  Denver. 
Potem chciał zaprosi  Jackie na lunch do miejscowego klubu. Mogliby te  pogra  w tenisa. 
Porwania nie uwzgl dnił w swoich planach. 

A jednak wcale nie czuł irytacji. To dziwne. Uwa nie obejrzał w lustrze swoj  twarz. 

Czy by co  si  zmieniło? 

Nadal  był  Nathanem  Powellem,  człowiekiem  sumiennym  i  odpowiedzialnym,  który 

dawno ustalił sobie hierarchi  wa no ci. To nie kto  obcy spogl da na niego z lustra, tylko 
dobrze  mu  znany  m czyzna.  Te  same  oczy,  ten  sam  owal  twarzy,  czemu  wi c  reaguje 

background image

zupełnie inaczej? Co wi cej, dlaczego on, skoro zna siebie tak dobrze, nie potrafi zdefiniowa  
swoich uczu ? 

Potrz sn ł  głow ,  zdezorientowany,  po  czym  otarł  z  twarzy  resztki  piany.  To  jaki  

absurd. Jest dokładnie tym samym człowiekiem, co dawniej. Jedyna zmiana w jego  yciu to 
romans z Jackie. 

Co miał z ni  teraz zrobi ? 
Chyba  rzeczywi cie  przyszła  pora,  eby  zada   sobie  to  pytanie.  Im  silniej  si  

anga ował, tym bardziej był przekonany,  e koniec ko ców sprawi jej ból. Był te  pewny,  e 
b dzie  tego  ałował  do  ko ca  ycia.  Za  kilka  tygodni  musi  wyjecha   do  Denver.  Przed 
wyjazdem nie zamierza Jackie niczego obiecywa . Jak mo e wobec tego spodziewa  si ,  e 
b dzie na niego czekała, skoro nie jest w stanie powiedzie  jej tego, co chciałaby usłysze ? 

Zało ył,  e romans z Jackie stanie si  jedynie krótkim, barwnym epizodem w ksi dze 

jego  ycia. Wiedział jednak,  e b dzie cz sto wracał do tych kilku stron. 

Tak,  pomy lał,  zdecydowanie  powinni  porozmawia !  Musi  z  ni   odby   spokojn   i 

szczer  rozmow . I to jak najszybciej.  wiat nie składa si  wył cznie z nich dwojga, nawet 
gdyby on, Nathan, bardzo sobie tego  yczył. Poza tym, ich  ycie nie zacz ło si  w momencie 
spotkania. 

Wtarł w twarz płyn po goleniu i poczuł delikatne szczypanie. 
- Nathan, czas ci si  ko czy! 
Głos Jackie przerwał jego rozmy lania. Takie chwile zadumy  to tak e  w jego  yciu 

nowo . Odrzucił r cznik i zacz ł si  szybko ubiera . 

Jackie  znalazł  w  kuchni.  Zamykała  turystyczn   lodówk .  W  radiu  jaki   zespół  z  lat 

pi dziesi tych  piewał o miło ci a  po grób. 

- Znaj moje dobre serce. Dałam ci dodatkowe pi  minut. - Odwróciła si ,  eby mu si  

przyjrze .  Miał  na  sobie  czarne  szorty  i  biał   koszul ,  a  jego  włosy  były  jeszcze  lekko 
wilgotne. Pokiwała głow  z uznaniem. - Jednak si  opłacało. 

-  O  co  chodzi,  Jackie?  -  zapytał.  Jej  jawne  pochwały  nadal  wprawiały  go  w 

za enowanie. 

- Ju  ci mówiłam. Porywam ci . - Podeszła bli ej i obj ła go. - I nie próbuj ucieka , bo 

i tak ci  dopadn . - Wtuliła twarz w jego szyj . - Uwielbiam zapach twojej wody po goleniu. 

- Co jest w tym pudle? 
- Niespodzianka. Usi d  i zjedz zup  mleczn . 
- Zup  mleczn ? 

background image

-  Nie  sam   szarlotk   człowiek  yje,  Nathan.  -  Pocałowała  go.  -  Zjedz  te   banana.  - 

Podeszła  do  stołu  i  po  namy le  wzi ła  dwa.  Obieraj c  je,  zacz ła  wyja nia   swój  plan:  - 
Mo esz uwa a  si  dzi  za mojego zakładnika. W ten sposób ułatwisz mi zadanie. 

- Jakie znów zadanie? 
- Ci ko pracowali my przez ostatnie dni - no, mo e z wyj tkiem jednego, pami tnego 

dnia.  -  U miechn ła  si   i  odgryzła  kawałek  banana.  -  Ale  on  te   był  do   wyczerpuj cy. 
Dlatego - poklepała torb  - lodówk  - zabieram ci  na wycieczk . 

-  Rozumiem.  -  Nathan  wkroił  banana  do  miski  z  owsiank .  -  Masz  na  my li  jakie  

konkretne miejsce? 

- Nie, byle gdzie. Sko cz  niadanie, a ja zanios  te rzeczy do łodzi. 
- Do łodzi? - Nathan zastygł ze skórk  od banana w r ku. - Do mojej łodzi? 
- Oczywi cie. - Bior c pojemnik, odwróciła si  z u miechem. - Bardzo ci  kocham, 

Nathan, ale wiem,  e nawet ty nie potrafisz chodzi  po wodzie. A tak przy okazji, zaparzyłam 
ci kaw . Pospiesz si , dobrze? 

Nathan  rzeczywi cie  si   pospieszył,  bo  znacznie  bardziej  interesowało  go,  co  te  

Jackie  chowa  w  zanadrzu  ni   miska  wystygłych  płatków.  Sko czył  je ,  wył czył  radio  i 
poszedł  sprawdzi   frontowe  drzwi.  Jackie  zostawiła  je  oczywi cie  otwarte.  Zamkn ł  je  na 
klucz i na zasuw , po czym wyszedł na dwór. Jackie pakowała wła nie wszystko do łodzi. Na 
głowie miała daszek, chroni cy od sło ca, w kolorze pomara czowym, takim samym jak jej 
szorty i okulary słoneczne. 

- Gotowy? - zapytała. - Mo esz odcumowa ? 
- Ty kierujesz? 
-  Oczywi cie.  Mo na  powiedzie ,  e  urodziłam  si   na  łodzi.  -  Wsun ła  si   za 

kierownic  i zerkn ła przez rami  na wahaj cego si  Nathana. - Mo esz mi zaufa . Spraw-
dziłam tras  na mapie. 

- Skoro tak.. . - Czy miało to znaczy ,  e składa swoje  ycie w jej r ce? Kr c c głow , 

odcumował, a potem wskoczył na pokład. 

- Masz tu krem z filtrem przeciwsłonecznym. - Podała mu tubk . - Co by  powiedział 

na St. Thomas? - zapytała, kiedy odbili od nabrze a. 

- Jackie.. . 
-  artuj . Pomy lałam sobie,  e to byłaby niezła zabawa, gdyby my przepłyn li cał  

tras  wzdłu  wybrze a. Wzi liby my sobie urlop na całe lato i po prostu by my popłyn li. 

background image

On równie  o tym my lał jako o czym , na co mo e znajdzie kiedy  czas. Na przykład 

na  emeryturze.  W  ustach  Jackie  zabrzmiało  to  tak  realnie,  e  gotów  był  ruszy   w  podró  
cho by jutro. Prawd  mówi c, miał nawet na to ochot . 

Spojrzał na Jackie i pomy lał z uznaniem,  e  wietnie radzi sobie za kierownic . Mo e 

i nie pami ta,  eby zamyka  drzwi, ale jak ju  si  za co  we mie, robi to doskonale. Teraz, z 
r k  niedbale opart  na kierownicy, zr cznie prowadziła łód  przez wody kanału. Nawet gdy 
nabrali pr dko ci, nie poczuł niepokoju. 

- Wybrała  dobry dzie  na porwanie. 
- Te  mi si  tak wydaje. - Rozsiadła si  wygodniej i posłała mu u miech. 
Łód  prowadziła si  niemal sama. Tak jak Jackie przypuszczała, Nathan utrzymywał 

j  w idealnym stanie. Była to jedna z jego zalet, które budziły w niej podziw. Nathan z zasady 
dbał o wszystko, co do niego nale ało. Ona za , jak wielu innych, cz sto zaniedbywała to, co 
ju  miała. Musiała przyzna ,  e nauczyła si  od niego dumy posiadacza i ł cz cej si  z tym 
odpowiedzialno ci. Pomy lała,  e skoro nale y teraz do Nathana, mo e chyba mie  nadziej , 
i  b dzie dbał o ni  z takim samym po wi ceniem. 

Za bardzo si  spieszysz, zganiła si  my lach. Jak zwykle zreszt . Rozwaga tak e była 

czym , czego nauczyła si  od Nathana. Na razie powinno jej wystarczy ,  e przestał patrze  
na ni  z przera eniem za ka dym razem, gdy wyznawała mu miło . Ju  samo to,  e godził 
si   przyj   do  wiadomo ci  jej  wyznanie,  oznaczało  gigantyczny  krok  w  przód.  Mo e 
przyjdzie czas, gdy Nathan pogodzi si  z my l ,  e i on jest w niej zakochany. 

Zreszt  miała niezachwian  pewno ,  e Nathan j  kocha. Nie były to jedynie pobo ne 

yczenia.  Widziała  to  w  jego  oczach,  kiedy  na  ni   patrzył,  czuła,  gdy  jej  dotykał.  Wła nie 

dlatego tak trudno przychodziło jej czeka . 

Jackie  zawsze  domagała  si   natychmiastowej  nagrody.  Ju   jako  dziecko  uczyła  si  

błyskawicznie  i  z  miejsca  wykorzystywała  nabyte  umiej tno ci,  eby  jak  najszybciej 
zainkasowa   nagrod .  Dopiero  pisz c  powie ,  odkryła,  e  wi

  si   z  tym  jeszcze  inne 

przyjemno ci prócz opowiedzenia ciekawej historii oraz  e na pewne rzeczy warto poczeka . 
Na to, by dosta  Nathana, gotowa jest czeka  całe  ycie. 

Skr ciła w odnog  kanału, której brzegi porastały g ste krzewy. Z trudem mogły tam 

przepłyn   obok  siebie  dwie  łódki.  Woda,  ciemna  i  tajemnicza  toczyła  swe  wody,  a 
o lepiaj ce  sło ce  zwiastowało  nadchodz ce  lato.  Ptaki,  spłoszone  terkotaniem  silnika, 
zerwały si  z drzew. 

- Płyn łe  kiedy  Amazonk ? 
- Nie. - Nathan odwrócił si  do Jackie. - A ty? 

background image

-  Jeszcze  nie  -  odparła,  wzruszaj c  ramionami,  jakby  to  było  jakie   drobne 

przeoczenie. - Pewnie tam jest tak jak tu. Brunatna woda i gro ne bestie kryj ce si  w g sz-
czu. Czy tutaj s  krokodyle albo aligatory? 

- Nie potrafi  powiedzie . 
-  B d   musiała  to  sprawdzi .  -  L ni ca,  szafirowa  wa ka  przykuła  jej  uwag . 

Przemkn ła tu  nad wod , nawet jej nie drasn wszy, i znikła w szuwarach. - Jak tu pi knie - 
westchn ła Jackie i raptownie zgasiła silnik. 

- Co robisz? 
- Słucham. 
W ciszy, która nagle zapadła, rozkrzyczały si  ptaki, a wkrótce owady doł czyły si  

cienkim chórem. Co  plusn ło raz i drugi - to  aba połkn ła much  na  niadanie. Nawet woda 
miała  swój  własny  odgłos  -  niski,  mrukliwy,  wr cz  zach caj cy  do  słodkiego  nieróbstwa. 
Gdzie  w oddali dał si  słysze  szum innej motorówki. 

-  Dawniej  uwielbiałam  takie  wycieczki  -  odezwała  si   Jackie.  -  Wyci gałam  sił  

którego  z braci i.. . 

- Nie wiedziałem,  e masz braci. 
- Mam, i to dwóch. Na szcz cie obaj odziedziczyli zainteresowania po ojcu, dlatego 

ja mog  robi  to, na co mam ochot . 

Nie widział jej oczu, gdy to mówiła, ale s dz c po jej tonie, go cił w nich u miech. 
- Nigdy nie miała  ochoty robi  kariery w rodzinnej firmie? 
- Wielki Bo e, nie! To znaczy, kiedy miałam sze  lat, chciałam zosta  prezesem rady 

nadzorczej. Potem doszłam do wniosku,  e wol  by  neurologiem. Tak  e w sumie ul yło mi, 
kiedy Ryan i Brandon zwolnili mnie od tych wszystkich obowi zków. - Zsun ła tenisówki i 
pokr ciła stopami. - Zawsze uwa ałam,  e trudno by  synem wymagaj cego ojca, nie chc c 
przy tym i  w jego  lady. - Rzuciła to jakby od niechcenia. Nathan milczał. Pomy lała,  e 
widocznie trafiła w sedno. Otworzyła usta,  eby o co  zapyta , ale si  rozmy liła. Wszystko 
w  swoim  czasie.  -  W  ka dym  razie,  chocia   cz sto  musiałam  ucieka   si   do  szanta u,  by 
wyci gn   którego   z  braci  na  wycieczk ,  uwielbiałam  siedzie   przy  ognisku  i  słucha  
odgłosów przyrody. 

- A dok d je dziła ? 
- Ach, tu i ówdzie. Najbardziej lubiłam wypady do Arizony. Pustynia ma w sobie co  

niesamowitego.  Zwłaszcza  gdy  człowiek  siedzi  noc   przed  namiotem,  -  U miechn ła  si .  - 
Oczywi cie nigdy nie miałam te  nic przeciwko temu,  eby sobie pomieszka  w apartamencie 

background image

prezydenckim  jakiego   eleganckiego  hotelu.  Wszystko  zale y  od  nastroju.  Chcesz  teraz 
poprowadzi  łódk ? 

- Nie. Widz ,  e  wietnie ci idzie. 
- Przykro mi to mówi , ale co ty mo esz wiedzie  na ten temat? - Jackie ze  miechem 

zapu ciła  silnik  i  poprowadziła  łód   bocznymi  kanałami  i  przesmykami,  a  potem,  kiedy 
wypłyn li na szersze wody, parokrotnie okr yła statek wycieczkowy, machaj c rado nie do 
turystów. Przez jaki  czas płyn ła jego  ladem, ogl daj c poło one nad kanałem rezydencje. 

Domy  były  naprawd   pi kne  -  solidne,  z  kolumnami  i  basenami  k pielowymi, 

otoczone zieleni . Jackie podziwiała zwłaszcza ton ce w kwiatach ogrody. A kiedy mijała ich 
jaka   łód ,  roz mieszała  Nathana  wymy lonymi  na  poczekaniu  opowie ciami  o  jej 
pasa erach. 

W ko cu zatrzymali si  na piknik w cieniu palm i cyprysów. Zaserwowała bulion w 

papierowych  kubeczkach  i  kraby,  które  jedli  plastikowymi  widelczykami,  i  słodkie,  lepkie 
bezy.  Jackie  namówiła  Nathana,  eby  zdj ł  koszul   i  wysmarowała  mu  plecy  kremem, 
rozwa aj c przy tym mo liwo  napisania kolejnej ksi ki, której akcja rozgrywałaby si  w 
Everglades. 

Zauwa yła przy tym,  e Nathan jest odpr ony. Podobnie jak ona sama - co z kolei 

Nathan mógł stwierdzi , kiedy to on smarował jej plecy. 

Kiedy  spakowali  resztki  jedzenia  i  naczynia  do  pojemnika,  Jackie  uj ła  kierownic , 

mówi c,  e koniec z porannym nieróbstwem.  Zawrócili i popłyn li do portu Everglades, w 
którym  tłoczyły  si   statki  wycieczkowe  i  eleganckie  jachty.  Wiał  chłodny  wietrzyk,  a 
powietrze wibrowało gwarem i  miechem. 

- Byłe  tu kiedy ?! - krzykn ła Jackie. 
- Tak, ale niecz sto tu zagl dam. 
- Przecie  tutaj jest fantastycznie! Pomy l tylko o tych wszystkich portach, z których 

przypływaj  te statki.  I  dok d pó niej płyn . Setki, tysi ce ludzi zawijaj  tu w drodze do - 
sama nie wiem.. . Meksyku, a mo e na.. ? 

- Nad Amazonk ? 
- Tak. - Zatoczyła ze  miechem koło, wzniecaj c pieniste fontanny. - Na  wiecie jest 

tyle ciekawych miejsc. Człowiek zbyt krótko  yje,  eby móc wsz dzie pojecha . 

- Zawrócili pod wiatr. Włosy ta czyły jej wokół twarzy. 
- Wła nie dlatego wracam. 
- Na Floryd ? 
- Nie. Do rzeczywisto ci. 

background image

Roze miała si  i pozdrowiła pasa erów płyn cej z przeciwka łodzi, a potem ruszyła 

dalej. 

Wczesnym popołudniem przybili do molo. Jackie kazała Nathanowi zacumowa  łód , 

a sama wyj ła ze skrytki torebk . 

- Dok d teraz idziemy? - zapytał. Wyci gn ł r k  i pomógł jej wyskoczy  na brzeg. 
- Na zakupy. 
- Po co? 
- Po byle co. Mo e nawet po nic. - Trzymaj c si  za r ce, ruszyli wzdłu  promenady. - 

Wkrótce zaczn  si  wakacje. Za kilka tygodni zwal  si  tu całe tłumy letników. 

- Nawet mi o tym nie mów - westchn ł z niech ci . 
-  Daj  spokój,  Nathan,  nie  marud .  Ludzie  musz   si   gdzie   rozerwa .  Pomy lałam 

sobie,  e wtedy w sklepach b dzie tłok. Mnie to bawi, ale ciebie nie, dlatego zrobimy to teraz. 

- Ale co? 
- Pochodzimy sobie po sklepach - wyja niła cierpliwie. - Pobawimy si  w turystów, 

kupimy troch  pami tek, koszulek z nadrukami, a dla ciebie popielniczk  z muszelek. 

- Jestem ci niezmiernie wdzi czny,  e o mnie pomy lała . 
- Cała przyjemno  po mojej stronie, kochanie. - Cmokn ła go w policzek. - Wydaje 

mi si ,  e niecz sto tu przyje d asz. 

- Rzeczywi cie, masz racj  - przyznał. 
-  No  to  pora,  eby   wreszcie  polubił  takie  wyprawy.  -  Poprawiła  pomara czowy 

daszek nad czołem. - Słusznie post piłe , przenosz c si  na wschód, do Fortu Lauderdale, bo 
to miejscowo  rozwojowa. Ale chyba rzadko spacerowałe  po pla y? 

- My lałem,  e idziemy na zakupy, a nie na spacer. 
-  To  przecie   to  samo.  -  Jackie  obj ła  go  w  pasie.  -  Z  tego,  co  wiem,  nie  masz  ani 

jednego  podkoszulka  z  emblematem  piwa,  portretem  gwiazdy  rocka  czy  jakim   wi skim 
cytatem. 

- A  strach pomy le , ile przez to straciłem. 
- No wła nie. Dlatego pomog  ci naprawi  to zaniedbanie. 
- Jackie! - Nathan przystan ł i poło ył r ce na jej ramionach. - Prosz  ci , darujmy to 

sobie. 

- Jeszcze mi b dziesz dzi kowa . 
- Gotów jestem pój  na kompromis. Kupi  sobie krawat. 
- Pod warunkiem,  e b dzie na nim goła syrenka. 

background image

Jackie znalazła dokładnie to, o co jej chodziło, na obrze ach Las Olas Boulevard. W 

labiryncie bocznych uliczek ulokowały si  dziesi tki sklepików, w których mo na było dosta  
dosłownie  wszystko  -  od  masek  do  nurkowania  po  prawdziwe  szafiry.  Jackie  wmówiła 
Nathanowi,  e  to  dla  jego  dobra,  po  czym  zaci gn ła  go  do  zatłoczonego  sklepu,  którego 
drzwi strzegły dwa purpurowe flamingi. 

- Stały si  zbyt popularne - zwróciła si  do Nathana, wskazuj c ptaki. - Ale i tak je 

lubi .  Och,  popatrz,  maj   tu  co ,  co  zawsze  chciałam  mie .  Jak  my lisz,  jak   wygrywa 
melodi ?  -  Si gn ła  po  najohydniejsz   rzecz,  jak   Nathan  w  yciu  widział  -  oklejon  
muszelkami szkatułk  z pozytywk . Jak si  okazało, grała „Moon River”. 

- Nie. - Kiedy usłyszała melodi , potrz sn ła głow  - Mog  si  bez niej obej . 
- Chwała Bogu. 
Jackie  odło yła  pozytywk   na  półk   i  zacz ła  buszowa   mi dzy  regałami,  pełnymi 

równie niegustownych pami tek. 

- Wiem,  e wolisz rzeczy estetyczne i harmonijne, ale czasami trzeba wykona  jaki  

gest w stron  tego, co brzydkie i bezu yteczne. 

- Tak, ale mo e nie tutaj. Przecie  to s  prezenty dla dzieci. 
- A mo e to? 
- Nie - powiedział, kiedy pokazała mu pelikana zrobionego z muszli ostryg. - Dzi ki 

za pomysł, ale błagam ci , tylko nie to. 

-  Tylko  w  celach  pogl dowych.  Musisz  przyzna ,  e  to  ma  w  sobie  jaki   wdzi k  - 

roze miała si , bo Nathan uniósł wymownie brwi. - Naprawd . Wyobra  sobie, na przykład, 
młod  par  w podró y po lubnej. Chc  sobie kupi  jaki  drobiazg, który by im przypominał 
ich  miodowy  miesi c.  Potrzebuj   czego ,  na  co  b d   mogli  popatrze   za  dziesi   lat  i 
powspomina   ten  pi kny  czas,  zanim  w  ich  yciu  pojawiły  si   opłaty  za  ubezpieczenie  i 
mokre pieluchy. - U miechn ła si  do ptaka. - Oto i on. 

- Pelikan nie pasuje. Tym bardziej z muszelek. 
-  Troch   wi cej  wyobra ni  -  powiedziała  z  westchnieniem.  -  Tego  ci  wyra nie 

brakuje. - Z udanym  alem odstawiła pelikana na półk , a kiedy Nathan pomy lał,  e jest ju  
bezpieczny,  zaci gn ła  go  do  wieszaków  z  podkoszulkami.  Najpierw  spodobał  jej  si  
pomara czowy,  z  aligatorem  popijaj cym  wino  w  hamaku.  Jednak  po  namy le  wyci gn ła 
inny, z wyszczerzaj cym z by rekinem w ciemnych okularach. 

- To ty - powiedziała ponuro. 
- Niby dlaczego? 

background image

- Bo nie tylko jeste  drapie nikiem, ale - jak wszystkie rekiny - jeste  samotnikiem. 

Ciemne okulary symbolizuj  potrzeb  prywatno ci. 

Nathan obejrzał podkoszulek, marszcz c brwi, a potem stwierdził: 
- Wiesz co, nie znałem nikogo, kto by dorabiał filozofi  do podkoszulków. 
-  Suknia  zdobi  człowieka.  -  Jackie  zarzuciła  sobie  podkoszulek  na  rami   i  dalej 

buszowała.  Kiedy  zatrzymała  si   przy  wieszaku  z  krawatami  w  jaskrawe  rybki,  Nathan 
postawił kategoryczne weto. 

- Nie, Jackie, nie ma mowy. Nie wło  tego nawet dla ciebie. 
W  tej  sytuacji  Jackie  musiała  si   zadowoli   samym  tylko  podkoszulkiem.  A  potem 

przegoniła  Nathana  przez  dziesi tki  sklepików,  a   wreszcie  fluorescencyjne  palmy, 
plastikowe  kubki  i  słomkowe  kapelusze  zlały  mu  si   przed  oczami  w  jedno.  Kupowała 
według  fantazji,  nie  zwracaj c  uwagi  na  styl  czy  po ytek.  A  na  koniec,  w  przypływie 
natchnienia, wysłała ojcu olbrzymi  papug  z papiermache. 

- Mama na pewno ka e mu to wynie  do biura, ale ja wiem,  e b dzie zachwycony. 

Tata ma wspaniałe poczucie humoru. 

- Czy to po nim je odziedziczyła ? 
- Chyba tak. - Z r kami na biodrach obróciła si  wokół własnej osi,  eby si  upewni , 

czy czego  nie przeoczyła - Chod my jeszcze do tego sklepiku z bi uteri . Mo e znajdzie si  
tam  co   dla  mamy.  -  Wsun ła  kwit  do  kieszeni  i  wzi ła  z  r k  Nathana  dwa  pakunki.  - 
Trzymasz si  jeszcze? 

- Je eli si  dobrze bawisz.. . 
- Jeste  słodki. - Wychyliła si  do przodu,  eby go pocałowa . - Kup sobie loda. 
- Ty sobie kup. 
-  Dobrze  -  roze miała  si   Jackie.  -  Kiedy  tylko  znajd   co   gustownego  dla  mojej 

matki. 

Po jakim  kwadransie wybrała hebanow  zapink , inkrustowan  perłami - eleganck  i 

w doskonałym gu cie. 

Zakup ten u wiadomił Nathanowi dwie prawdy - po pierwsze, Jackie rzadko patrzyła 

na ceny. Tak rzadko,  e nabrał pewno ci, i  cena nie grała dla niej  adnej roli, je li si  ju  na 
co   zdecydowała.  A  po  drugie,  zapinka  była  zarazem  tradycyjna  i  elegancka  -  jak e 
niepodobna do pstrej papugi, któr  kupiła ojcu. 

Czy by jej rodzice rzeczywi cie tak bardzo si  od siebie ró nili? 
Nathan  ył w przekonaniu,  e dzieci dziedzicz  po rodzicach zarówno ich zalety, jak i 

wady.  Ale  gdzie  w  tym  systemie  mie ciła  si   Jackie,  która  z  pewno ci   w  niczym  nie 

background image

przypominała kobiety nosz cej klasyczn , eleganck  bi uteri . Na pewno nie miała te  zbyt 
wiele wspólnego z m czyzn , który całe dorosłe  ycie sp dził w  wiecie finansjery. 

Chwil   pó niej  pojawił  si   zupełnie  inny  problem  -  otó   Jackie  postanowiła 

wypo yczy  tandem. 

- Jackie, nie uwa am,  eby.. . 
- Włó  te pakunki do koszyka, Nathan, dobrze? - Poklepała go po r ku i ju  płaciła za 

wynajem. 

- Posłuchaj, od lat nie je dziłem na rowerze. 
- Nie bój si , wszystko sobie przypomnisz. - Po zako czeniu transakcji odwróciła si  

do niego z u miechem. - Si d  z przodu, je eli nie czujesz si  pewnie. 

Mo e  i  nie  chciała  mu  dokuczy ,  ale  Nathan  nie  dałby  sobie  uci   za  to  głowy. 

Ura ony, wskoczył na przednie siodełko. 

- Wsiadaj - powiedział. - Pami taj, sama si  to prosiła ! 
Okazało  si ,  e  Jackie  miała  racj .  Nathan  z  miejsca  sobie  wszystko  przypomniał. 

Pedałowali  gładko  i  spokojnie  przez  uliczki  portu  a   do  falochronu  ci gn cego  si   wzdłu  
wybrze a. 

Jackie  była  zadowolona,  e  Nathan  obj ł  prowadzenie.  Dzi ki  temu  mogła  bez 

przeszkód podziwia  pi kne widoki. Co zreszt  robiłaby tak e i wtedy, gdyby to ona siedziała 
z przodu. Musiałaby jednak uwa a  na samochody i przechodniów.  A Nathan z pewno ci  
zrobi to lepiej. Jest bardzo uwa ny i odpowiedzialny. To kolejny z powodów, dla których go 
pokochała. 

Staraj c  si   dopasowa   rytm  do  tempa  Nathana,  patrzyła  na  jego  ramiona.  Takie 

mocne i m skie. A  chciałoby si  wesprze  na takim ramieniu. To dziwne, bo dot d nie miała 
podobnych potrzeb. Obudziły si  w niej dopiero wtedy, gdy poznała Nathana. 

Z  rado ci   skonstatowała,  e  Nathan,  podobnie  jak  ona,  cieszy  si   z  ich  wyprawy. 

Cz ciej  mógłby  prze ywa   takie  miłe  dni.  Oczywi cie  nie  codziennie,  bo  pewnie  nie 
zgodziłby si  na podobne improwizacje. Ale do  cz sto, pomy lała - i nagle zacz ła  ałowa , 

e dziel ca ich odległo  nie pozwala na to, by mogła si  do niego przytuli . 

Nathanowi  nigdy  nawet  nie  przyszło  do  głowy,  e  mógłby  pedałowa   wzdłu  

wybrze a  -  i  to  z  przyjemno ci !  Prawd   mówi c,  rzadko  bywał  w  tej  cz ci  miasta.  Tutaj 
gromadzili si  głównie tury ci oraz młodzie . Jackie odkryła przed nim nie tylko nieznane mu 
rejony  miasta,  w  którym  mieszkał  od  dziesi ciu  lat,  ale  i  nowe  aspekty  ycia  -  a  przecie  
dawno sko czył trzydzie ci lat. 

background image

Zaskakiwała go co chwila, a on nigdy dot d nie przypuszczał,  e niespodzianki mog  

kry  w sobie tyle  wie o ci i uroku. Przez kilka godzin ani razu nie pomy lał o Denver czy o 
jutrzejszych obowi zkach. Prawd  mówi c, w ogóle nie my lał o tym, co b dzie jutro. 

Liczył si  tylko dzie  dzisiejszy - jasne sło ce, szafirowa woda oraz złocisty piasek. 

Roze miane  dzieci  na  pla y,  zapach  olejków  do  opalania,  spacerowicze  na  promenadzie, 
krzycz ce mewy. 

Po  drugiej  stronie  ulicy  r czniki  k pielowe  powiewały  na  balkonach  obskurnego 

hoteliku. Zapachniało hot dogami. Kto  sprzedawał dzieciom kolorowe lody na patyku. Nagle 
sam nabrał ochoty na loda. 

Spojrzał  w  gór .  Po  niebie  szybował  kolorowy  latawiec  w  kształcie  osy.  Wła nie 

złapał wiatr i wzbijał si  ostro w gór . Z małego samolotu posypały si  ulotki, reklamuj ce 
jedn  z lokalnych knajpek. 

Nathan chłon ł to wszystkimi zmysłami, zastanawiaj c si , czemu nie doceniał dot d 

uroków pla y. Mo e to dlatego,  e był wtedy sam? 

Wiedziony impulsem, dał Jackie znak,  e chce si  zatrzyma . 
- Jeste  mi winna lody. 
-  Pami tam.  -  Lekko  zeskoczyła  z  siodełka,  pocałowała  go,  a  potem  podeszła  do 

sprzedawcy.  Zakup  lodów  zaj ł  jej  znacznie  wi cej  czasu  ni   wybór  broszki  za  pi set 
dolarów.  Po  rozwa eniu  wszystkich  za  i  przeciw  zdecydowała  si   na  lody  czekoladowo  - 
waniliowe z orzechami. 

Schowała drobne monety do kieszeni, odwróciła si  i spojrzała na Nathana. Trzymał w 

r ku du y, pomara czowy balonik. 

- Pasuje do twojego stroju - powiedział, zawi zuj c jej wst k  wokół nadgarstka. 
Nagle  zachciało  jej  si  płaka .  Pod  powiekami poczuła  wzbieraj ce  łzy.  Wprawdzie 

była to tylko kolorowa gumowa kula na sznurku - ale jednak symbol! Wiedziała ju ,  e kiedy 
powietrze ujdzie z balonika, zachowa go mi dzy stronnicami ksi ki jak zasuszon  ró . 

- Dzi ki - wyszeptała, wr czyła mu lody, po czym zarzuciła mu r ce na szyj . 
Przytulił  j   mocno,  staraj c  si   nie  okazywa   zmieszania.  Jak  nale y  post powa  

wobec  kobiety,  która  płacze  z  powodu  głupiego  balonika?  My lał,  e  b dzie  si   miała. 
Całuj c j  w skro , przypomniał sobie,  e Jackie jest osob  absolutnie nieprzewidywaln . 

- Nie ma za co - mrukn ł. 
- Kocham ci , Nathan. 
-  Chyba  rzeczywi cie  tak  -  przyznał,  wstrz ni ty,  a  zarazem  dziwnie  rozradowany. 

Co ma pocz  z t  kobiet ? Z nimi obojgiem? 

background image

Jackie  dostrzegła  zmarszczone  brwi  i  delikatnie  pogłaskała  go  po  policzku.  Jest 

jeszcze tyle czasu. Mnóstwo czasu, powiedziała sobie, wzdychaj c w duchu. 

- Lody ci si  topi ! - Pocałowała go w usta. - Mo e usi dziemy na chwil ? A potem 

przebierzesz si  w now  koszulk . 

Nathan z czuło ci  otoczył dło mi jej twarz. Jackie jest naprawd  urocza. Justine nie 

myliła si  - wpadł po uszy. 

- Nie mam zwyczaju przebiera  si  na ulicy. Jackie wzi ła go z u miechem za r k . 
Zjedli  lody  i  posiedzieli  na  ławeczce,  a  kiedy  pedałowali  z  powrotem  do  miasta, 

Nathan miał na sobie podkoszulek z rekinem. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESI TY 

Jackie, stoj c w progu, patrzyła w  lad za odje d aj cym samochodem. Kiedy znalazł 

si  w uliczce, pomachała Nathanowi r k . Przez chwil  w ciszy poranka słycha  było tylko 
zamieraj cy odgłos silnika. Potem usłyszała  miechy i gwar - to dzieci z s siedztwa wsiadały 
do szkolnego autobusu. Trzasn ły drzwi, padły ostatnie napomnienia i po egnania, po czym 
autobus tak e odjechał. 

Miłe  odgłosy,  pomy lała  Jackie,  opieraj c  si   o  framug .  Jest  co   koj cego  i 

przyjemnego w ich codziennej powtarzalno ci. 

Zacz ła si  zastanawia , czy podobnie reaguj   ony  egnaj ce m ów po wspólnym 

wypiciu  porannej  fili anki  kawy,  a  przed  rozpocz ciem  dnia  pracy.  Czy  one  tak e  czuły 
zadowolenie,  e bezpiecznie wyprawiły m a do pracy, a z drugiej strony  al na my l o tym, 

e nie b dzie go w domu przez wiele godzin? 

W  ko cu  odeszła  od  drzwi  -  oczywi cie  zapominaj c  o  tym,  eby  je  zamkn   -  i 

ruszyła w gł b domu. Po drodze przypomniała sobie,  e nie jest przecie   on  i dla własnego 
dobra nie powinna nawet o tym my le . Nathan, co by mówi , nie dojrzał jeszcze do  lubnych 
obr czek. 

Zreszt , nie powinno to mie  dla niej wi kszego znaczenia. 
Poszła  na  gór .  Pani  Grange  zacz ła  ju   sprz ta   w  kuchni,  a  ona  sama  miała  do  

pracy na cały dzie . Wieczorem, po powrocie Nathana, zjedz  kolacj  i pogaw dz , jak stare, 
dobre mał e stwo. 

Czemu tak jej na tym zale y? 
Czuła si  z Nathanem szcz liwa, znacznie szcz liwsza ni  kiedykolwiek. Bez niego 

takie szcz cie nie byłoby mo liwe. Nathan troszczył si  o ni  i nawet je li wci  robił to w 
pewnych  ci le  okre lonych  przez  siebie  granicach,  i  tak  dawali  sobie  nawzajem  znacznie 
wi cej ni  inni ludzie. 

Nathan, na przykład, znacznie cz ciej si   miał.  wiadomo ,  e jej to zawdzi cza, 

napawała  Jackie  rado ci .  Kiedy  go  obejmowała,  nie  był  ju   taki  spi ty.  Ciekawe,  czy 
wiedział  te ,  e  obejmuje  j   i  tuli  przez  sen?  Chyba  raczej  nie.  To  jego  pod wiadomo  
pogodziła  si   ju   z  tym,  e  nale eli  do  siebie.  e  s   dla  siebie  stworzeni.  Jednak  jeszcze 
troch  potrwa, zanim Nathan to sobie u wiadomi. 

background image

Dlatego  musi  by   cierpliwa.  Dopiero  znajomo   z  Nathanem  uzmysłowiła  jej,  jak 

wielkie  s   pokłady  jej  cierpliwo ci.  Nigdy  dot d  nie  przypuszczała,  e  natura  obdarzyła  j  
tak  zalet . 

Pod wpływem Nathana bardzo si  zmieniła, z czego on pewnie nawet nie zdawał sobie 

sprawy. Ona sama u wiadomiła to sobie dopiero niedawno. Zauwa yła,  e cz ciej my li o 
przyszło ci i nie potrzebuje ju  ró owych okularów. Zacz ła te  docenia  rol  planowania - 
oczywi cie  nadal  cieszyły  j   miłe  niespodzianki  -  zrozumiała  jednak,  e  szcz cie  i 
powodzenie nie zawsze zale  jedynie od impulsu. 

Zacz ła  inaczej  patrze   na  ycie.  Wreszcie  do  niej  dotarło,  e  odpowiedzialno  

niekoniecznie  musi  ci y .  Mo e  ona  równie   sprawia   satysfakcj   i  dawa   poczucie 
spełnienia.  Doprowadzanie  pewnych  rzeczy  do  ko ca  tak e  stanowi  istotny  element  ycia. 
Nawet je li tempo troch  osłabło, a entuzjazm opadł. Nathan jej to pokazał. 

Troch   w tpiła,  czy  potrafi  mu  to  wytłumaczy   w  taki  sposób,  by  j   zrozumiał  i 

zechciał  jej  uwierzy .  W  ko cu  nie  dała  dot d  nikomu  powodów  do  przypuszczenia,  e 
potrafi by  wra liwa, godna zaufania i wierna. Teraz jednak wszystko si  zmieniło. 

Usiadła przy maszynie i spojrzała na kopert  le c  obok stosu zapisanych kartek. Po 

raz  pierwszy  w  yciu  postanowiła  podda   si   próbie,  aby  si   sprawdzi .  eby  udowodni  
samej sobie, i  mo na na niej polega . I nie tylko samej sobie, ale równie  Nathanowi i całej 
rodzinie. 

Nie miała, niestety,  adnych gwarancji,  e agent - cho   yczliwie do niej nastawiony - 

przyjmie  jej  propozycj   i  uzna  ksi k   za  wart   publikacji.  Cho   nie  obawiała  si   ryzyka, 
zawahała si  przed nast pnym krokiem, jakim było wło enie maszynopisu do koperty. 

Tym  razem  autentycznie  bała  si   zaryzykowa .  Prawd   mówi c,  była  miertelnie 

przera ona. I nie chodziło ju  tylko o opowiedzenie zajmuj cej historii od pocz tku do ko ca. 
Gra toczyła si  o jej przyszło . Kiedy  naiwnie s dziła,  e wszystko w  jej  yciu samo si  
uło y. Teraz zrozumiała,  e je li w tej chwili zawiedzie, sama sobie b dzie winna. 

Nie mogła ju , jak w innych przypadkach, twierdzi ,  e znalazła co , co j  na jaki  

czas bardziej zainteresowało. 

Wiedziała ju ,  e pisanie jest jej prawdziw  pasj  i - cho  mo e zabrzmi to głupio - 

wierzyła,  i   sukces  lub  pora ka  jej  ksi ki  s   nierozerwalnie  zwi zane  z  jej  osobistym  su-
kcesem lub pora k , czyli z Nathanem. 

Zamkn ła  na  moment  oczy,  zacisn ła  kciuki  i  odmówiła  pierwsz   modlitw ,  jaka 

przyszła jej do głowy - traf chciał,  e było to „Aniele Bo y” - a nast pnie wrzuciła kopert  do 
torby i przyciskaj c j  do piersi, zbiegła na dół. 

background image

- Pani Grange, musz  na chwil  wyj . Postaram si  wróci  jak najszybciej. 
Gosposia nawet na ni  nie spojrzała. 
- Miłej zabawy - mrukn ła. 
W  pi tna cie  minut  było  po  wszystkim.  Jackie  stała  przed  budynkiem  poczty, 

przekonana,  e popełniła  yciowy bł d. Powinna jeszcze raz przejrze  pierwszy rozdział. A 
teraz  było  ju   za  pó no.  Zaklejona  i  ostemplowana  koperta  pow drowała  do  jakiego  
pracownika poczty, którego nawet nie znała. 

Nagle  doszła  do  wniosku,  e  nie  rozwin ła  pewnych  interesuj cych  w tków,  a 

charakterystyka  szeryfa  była  niedopracowana.  Powinien  u   tyto .  Tak!  -  a  ona  po  prostu 
zapomniała. Wystarczyło zapcha  mu usta prymk  tytoniu, a ksi ka z cał  pewno ci  stałaby 
si  bestsellerem. 

Zawróciła  w  stron   drzwi,  a  potem  si   cofn ła  Pomy lała,  e  robi  z  siebie  idiotk . 

Je eli  si   nie  uspokoi,  gotowa  si   pochorowa .  Czuj c  dziwn   mi kko   w  kolanach, 
przysiadła  na  kraw niku  i  ukryła  twarz  w  dłoniach.  Ko ci  zostały  rzucone.  Maszynopis 
ruszył w drog  do Nowego Jorku. Ze zdumieniem przypomniała sobie,  e kiedy  planowała 
uczci   to  szampanem.  Teraz  nie  miała  ochoty  na  adne  celebracje.  Marzyła  ju   tylko  o 
jednym -  eby powlec si  do domu i zagrzeba  w łó ku. 

A je li si  myliła? Czemu nigdy nie przyszło jej do głowy,  e mogłaby si  pomyli  - 

co do ksi ki, Nathana, co do samej siebie? Trzeba by  patentowanym osłem,  eby postawi  
wszystko na jedn  kart , nie zostawiaj c sobie furtki. 

Wło yła  całe  serce  w  t   ksi k ,  a  potem  wysłała  j   obcemu  człowiekowi,  który 

b dzie o wszystkim decydował. Ona, jako autorka, nie b dzie miała prawa głosu. Biznes to 
biznes. 

Oddała swoje serce Nathanowi. Podała mu je jak na dłoni i próbowała mu je wmusi . 

Gdyby chciał jej teraz zwróci  to serce, cho by zrobił to delikatnie i taktownie, i tak byłoby 
ju  złamane. 

Łzy popłyn ły jej po policzkach. Prychn ła, zdegustowana i otarła je wierzchem dłoni. 

Co za  ałosny widok! Oto dorosła kobieta siedzi na kraw niku i płacze, bo co  mo e si  nie 
uło y   po  jej  my li.  Wytarła  nos  i  podniosła  si .  Có ,  je li  jej  si   nie  powiedzie,  b dzie 
musiała si  z tym pogodzi . Zanim to nast pi, spróbuje zrobi  wszystko,  eby wygra . 

W  południe  Jackie  siedziała  przy  barku  w  kuchni,  ogl daj c  naj wie sze  zdj cia 

wnuków pani Grange. 

- Ładne chłopaki. Ten tutaj, to.. . Lawrence, prawda? 

background image

- Tak, to jest Lawerence. Ma trzy latka. Niezły numer. Jackie uwa nie przyjrzała si  

fotografii przedstawiaj cej małego urwisa o umorusanej buzi. 

- To musi by  niezły czaru . Cz sto ich pani widuje? 
- Och, od czasu do czasu. Ale o wiele za rzadko. Dzieciaki tak szybko rosn . O, to jest 

Anne  Marie,  jest  do  mnie  bardzo  podobna.  -  Pani  Grange  postukała  palcem  w  fotografi  
dziewczynki ubranej w niebiesk  sukienk  z falbankami. - Trudno w to uwierzy  - poklepała 
si  po t gim udzie - ale byłam kiedy  niczego sobie. I o par  kilo l ejsza. 

-  Nadal  jest  pani  przystojn   kobiet .  -  Jackie  podsun ła  jej  talerz  sałatki  i  szklank  

soku. - Poza tym, ma pani wspaniał  rodzin . 

Pani Grange pokiwała głow . 
-  Rodzina  potrafi  człowiekowi  wiele  wynagrodzi .  Miałam  osiemna cie  lat,  kiedy 

uciekłam z Clintem. Powiem pani,  e było na co popatrze . Gibki jak w , a przebiegły jak 
dwa w e. - Zachichotała, jak to stara kobieta, która opowiada o bł dach młodo ci. - Mo na 
powiedzie ,  e  wpadłam  po  uszy.  -  Jadła  przez  chwil   w  milczeniu,  a  potem,  zach cona 

yczliwym u miechem Jackie, mówiła dalej: - Dziewczyny w tym wieku nie maj  za grosz 

rozumu, a ja nie byłam  adnym wyj tkiem. Mówili mi,  eby si  nie spieszy , ale kto by tam 
słuchał. 

- Ludzie, którzy to mówi , pewnie sami nigdy nie mieli na tyle szcz cia,  eby wpa  

po uszy. 

Rozumowanie Jackie przypadło pani Grange do gustu. U miechn ła si  z aprobat . 
-  Racja,  i  nie  mog   powiedzie ,  ebym  ałowała,  chocia   maj c  dwadzie cia  cztery 

lata wyl dowałam w ciasnym mieszkanku bez m a i bez grosza przy duszy, za to z czwórk  
maluchów, które musiałam nakarmi . Clint zostawił nas na lodzie, tak z dnia na dzie . 

- Współczuj  pani. To musiało by  straszne. 
- No, bywałam w lepszej sytuacji. Czasami człowiek dostaje to, o co sam si  prosił.. A 

ja przecie  sama si  prosiłam o Clinta Grange'a, tego podłego gada. 

- Co pani zrobiła, kiedy was zostawił? 
- Najpierw płakałam przez cał  noc i pół dnia. To mi nawet dobrze zrobiło, kiedy si  

tak nad sob  pou alałam, ale pó niej dotarło do mnie,  e moi chłopcy potrzebuj  matki, a nie 
jakiej   płaczki.  Pomy lałam,  e  trzeba  co   zrobi   z  tym  bałaganem,  w  który  sama  si  
wpakowałam. No i zacz łam chodzi  po domach i sprz ta . Min ło dwadzie cia osiem lat, a 
ja  dalej  sprz tam.  -  Rozejrzała  si   po  l ni cej  kuchni  i  z  satysfakcj   pokiwała  głow .  - 
Dzieciaki  dorosły,  dwójka  ma  ju   własne  rodziny.  Mo na  by  powiedzie ,  e  Clint 

background image

wy wiadczył  mi  przysług ,  ale  gdybym  go  spotkała  na  ulicy,  na  pewno  bym  mu  za  to  nie 
dzi kowała. 

Jackie zrozumiała ostatni  cz

 zdania, ale nie pierwsz . M czyzna, który porzucił 

on  z czwórk  małych dzieci, zasługiwał w najlepszym przypadku na stryczek. 

-  Dlaczego  pani  uwa a,  e  m   wy wiadczył  pani  przysług ?  -  zapytała  ze 

zdumieniem. 

- Gdyby został z nami, nie byłabym t  sam  matk  i tym samym człowiekiem. Jedni 

zmieniaj  losy innych, kiedy si  pojawiaj  w ich  yciu, a inni, kiedy z niego znikaj , - Pani 
Grange odsun ła pusty talerz. - Zapewniam pani ,  e nie uroniłabym jednej łzy, gdybym si  
dowiedziała,  e stary Clint  ebrze w rynsztoku. 

Jackie roze miała si . 
- Powiem pani,  e bardzo pani  polubiłam. 
- Ja te  pani  lubi , panienko Jackie, i mam nadziej ,  e dostanie pani to, czego pani 

szuka u pana Powella. - Wstała, a pó niej zawahała si . Była niezbyt skora do pochwał. - Pani 
nale y do tych, co to zmieniaj  ludzkie  ycie, kiedy si  w nim pojawiaj . Pani zrobiła du o 
dobrego dla pana Powella. 

- Mam nadziej , bo bardzo go kocham. - Jackie z westchnieniem oddała pani Grange 

zdj cia. - To nie zawsze wystarczy, prawda? 

-  Lepsze  to  ni   nic.  -  Gosposia  poklepała  Jackie  po  ramieniu  i  wróciła  do  swoich 

obowi zków. 

Jackie  pomy lała  przez  chwil ,  pokiwała  głow ,  a  potem  udała  si   na  gór   i  ze 

zdwojonym zapałem zabrała si  do pracy. 

Pani Grange dawno ju  poszła, a Jackie wci  siedziała w swoim pokoju. Wieczorem, 

po  powrocie  do  domu,  Nathan  zastał  j   przy  maszynie.  Była  tak  pochłoni ta  pisaniem,  e 
zupełnie straciła rachub  czasu. 

Zaintrygowany,  przystan ł  w  progu  i  przygl dał  jej  si   przez  dłu sz   chwil .  Nigdy 

dot d  nie  widział  jej  przy  pracy,  bo  ilekro   wchodził  na  gór ,  odwracała  si   od  maszyny, 
jakby pod wiadomie wyczuwaj c jego obecno . 

Teraz palce jej  migały po klawiszach jak w transie, po czym zamierały na moment, 

by znów podj  galop.  Co jaki  czas Jackie przerywała i zastygała ze wzrokiem wbitym w 
okno. Potem znowu zaczynała pisa , to marszcz c czoło, to si  u miechaj c i pomrukuj c co  
pod nosem. 

Po  jej  prawej  stronie  le ał  gruby  plik  kartek.  Była  to  kopia  tekstu,  wysłanego  do 

Nowego Jorku, o czym Nathan nie wiedział. Mimo to nagle przeraził si ,  e Jackie mogła ju  

background image

by   bli ej  ko ca  ni   pocz tku.  Czy  to  nie  egoizm  z  jego  strony?  Przecie   dla  niej  to  takie 
wa ne. Zrozumiał to tego wieczora, kiedy przeczytała mu fragmenty swojej powie ci. W tej 
sytuacji powinien raczej cieszy  si ,  e idzie jej tak dobrze, a nie martwi  si ,  e ju  wkrótce 
sko czy.  Có ,  kiedy  nie  potrafił.  Dla  niego  koniec  powie ci  oznaczał  równie   koniec  ich 
romansu. I to on b dzie t  stron , która go zako czy. 

Jackie mieszkała w jego domu od miesi ca. Tylko miesi c, pomy lał, przeczesuj c z 

westchnieniem włosy. Jak to mo liwe,  e w tak krótkim czasie zdołała przewróci  jego  wiat 
do  góry  nogami?  On  za ,  mimo  wszystkich  postanowie   i  planów,  zakochał  si   w  niej,  co 
tylko pogorszyło spraw . A skoro j  kochał, chciał przed ni  roztoczy  miliardy nierealnych 
obietnic. Mał e stwo, rodzina, miło  a  po grób. Długie lata wspólnie prze ywanych nocy i 
dni. Co jednak mógł jej zaproponowa ? Jedynie ból i rozczarowanie. 

Na  szcz cie  od  wyjazdu  do  Denver  dzieliły  go  tylko  dwa  tygodnie.  Ju   teraz 

zwi zane z tym przygotowania zatrzymywały go w biurze do pó nego wieczora. Za niespełna 
dwa tygodnie wsi dzie w samolot i odleci na zachód, daleko od Jackie. Pomy lał,  e gdyby 
jej nie kochał, obiecałby jej złote góry, byle tylko mie  pewno ,  e zastanie j  w domu po 
powrocie. 

Jednak  Jackie  zasługiwała  na  co   lepszego.  Dlatego,  wbrew  sobie,  postanowił  nie 

dopu ci  do tego,  eby zadowoliła si  pół rodkami. 

A miał na to ju  tylko dwana cie dni. 
Podszedł cicho do Jackie, a kiedy jej palce zatrzymały si  na chwil , poło ył dłonie na 

jej ramionach. Jackie poderwała si , wydaj c okrzyk przera enia. 

- Przepraszam - powiedział ze  miechem. - Nie chciałem ci  przestraszy . 
-  Przestraszy ?  Przez  ciebie  o  mało  nie  umarłam  ze  strachu!  -  Opadła  na  krzesło, 

trzymaj c si  za serce. - Czemu tak wcze nie wróciłe ? 

- Przecie  jest ju  po szóstej. 
-  Ach  tak.  To  dlatego  tak  strasznie  bol   mnie  plecy.  Słysz c  to,  Nathan  zacz ł 

delikatnie masowa  jej ramiona. Była to jedna z rzeczy, której si  od niej nauczył. 

- Od której piszesz? 
-  Nie  wiem.  Straciłam  rachub   czasu.  O  tak..  .  tutaj..  .  dobrze..  .  -  westchn ła  i 

poruszyła si  na krze le. - Po wyj ciu pani Grange miałam nastawi  budzik, ale Burt Donley 
pojechał do miasta i.. . zapomniałam. 

- Kto to jest Burt Donley? 
-  Człowiek  wynaj ty  przez  Samuela  Carlsona.  -  Odwróciła  głow   i  spojrzała  z 

u miechem na Nathana. - Burt zamordował ojca Sarah na polecenie Carlsona. On i Jake mieli 

background image

ze sob  na pie ku jeszcze od czasów Laramie. To wtedy Burt zabił najlepszego przyjaciela 
Jake'a, oczywi cie strzałem w plecy. 

- Oczywi cie. - Nathan pokiwał głow . 
- A jak tobie min ł dzie ? 
-  Bez  wi kszych  atrakcji.  adnych  strzelanin,  adnych  spotka   ze  st sknionymi 

kobietami. 

- Masz szcz cie, bo wła nie poczułam si  bardzo st skniona. - Wstała i zarzuciła mu 

r ce na szyj . - Pójd  na dół i zobacz , co mamy na kolacj . Pogadamy pó niej. 

- Jackie, naprawd  nie musisz codziennie gotowa . 
- Taka była umowa. 
Zamkn ł jej usta pocałunkiem, znacznie dłu szym i bardziej nami tnym, ni  miał to w 

planie.  Kiedy  si   odsun ł,  zobaczył  w  jej  oczach  to  ciepłe,  rozmarzone  spojrzenie,  które 
zd ył pokocha . 

- Nie uwa asz,  e wszystkie punkty naszej umowy wzi ły w łeb? 
- Lubi  dla ciebie gotowa , Nathan. 
-  Wiem  -  mrukn ł  i  poczuł  si   nagle  bardzo  n dznie.  -  Oboje  mamy  za  sob   ci ki 

dzie . - Przyci gn ł j  bli ej, pragn c poczu  zapach jej włosów i ucałowa  jej skro . Jego 
r ce bezwiednie w lizgn ły si  pod bluzk  Jackie. - Ch tnie sam bym ci co  przyrz dził, ale 
boj  si ,  e nie wzi łaby  tego do ust. W ostatnich czasach zrozumiałem,  e moja kuchnia jest 
nie tylko zła, ale wr cz  enuj ca. 

- Mogliby my zamówi  pizz . 
-  wietny pomysł. - Nathan poci gn ł j  w stron  łó ka. - Dopiero za godzin . 
- To jeszcze lepszy pomysł - przyznała Jackie, topniej c w jego u cisku. 
Pó niej, grubo pó niej, kiedy sło ce ju  zaszło, a cykady rozpocz ły swoj  serenad , 

siedzieli w patiu nad pustym opakowaniem po pizzy, z kieliszkami wina w dłoniach. Milczeli 
i  było  im  z  tym  dobrze.  Zd yli  si   ju   nasyci   miło ci   i  jedzeniem  i  czuli  si   jak  stare, 
dobrane mał e stwo, które rozumie si  doskonale nawet bez słów. 

Ksi yc,  jasny  i  okr gły,  zalewał  wszystko  hojnie  swoj   po wiat .  Jackie  wygodnie 

rozparła si  w fotelu, wyci gn ła nogi i przymkn ła oczy. Czuła si  cudownie, mogłaby tak 
siedzie  całymi godzinami. Cho by do ko ca  ycia. 

- Wiesz, co sobie pomy lałam, Nathan? 
- H i M ? - Spojrzał na ni  pytaj co. W  wietle ksi yca wygl dała zupełnie inaczej 

ni   w  dzie .  Pomy lał,  e  cho   najlepiej  zapami ta  j   w  blasku  sło ca,  tryskaj c   energi , 

background image

czasami  b dzie  wspominał  j   wła nie  tak ,  rozkosznie  odpr on ,  sk pan   w  srebrzystej 
po wiacie. 

- Słuchasz mnie? 
-  Nie,  patrz .  Czasami  jeste   naprawd   prze liczna.  U miechn ła  si   nie miało,  a 

potem wychyliła si  i wzi ła go za r k . 

- Mów mi takie rzeczy, a w ogóle nie b d  w stanie my le . 
- Naprawd  wystarczy ci tak niewiele? 
- Chcesz posłucha , jaki mam pomysł? 
- Nigdy nie jestem tak do ko ca pewny, czy chc  usłysze , jaki masz pomysł. 
- Ale to dobry pomysł. Przyszło mi do głowy,  e powinni my wyda  przyj cie. 
- Przyj cie? 
-  Tak.  Chyba  wiesz,  co  to  jest  przyj cie,  Nathan?  Towarzyskie  spotkanie,  cz sto  z 

muzyk , jedzeniem i piciem, podczas którego grupa ludzi zbiera si  w celach rozrywkowych. 

- Owszem, słyszałem o czym  takim. 
-  No  to  pierwsza  przeszkoda  ju   za  nami.  Min ło  kilka  tygodni,  odk d  wróciłe   z 

Europy, a jeszcze nie spotkałe  si  ze swoimi przyjaciółmi. Masz chyba  jakich  przyjaciół, 
prawda? 

- Paru mo e i mam. 
- Druga przeszkoda te  zaliczona. - Wyci gn ła leniwie nogi i pogłaskała go stop  w 

łydk . - Jako człowiek sukcesu i ostoja naszego społecze stwa - bo tak jest na pewno - masz 
obowi zek zabawia  ludzi od czasu do czasu. 

Nathan uniósł brwi. 
- Nigdy nie byłem niczyj  ostoj , Jackie. 
-  I  tu  si   mylisz.  Ka dy,  kto  tak  nosi  si   jak  ty,  jest  ostoj .  -  U miechn ła  si   z 

uczuciem,  e  mile  go  połechtała.  -  M czyzna  w  ka dym  calu  wytworny  i  elegancki  -  to 
wła nie ty, kochanie. Ostoja władzy i konserwatyzmu. Republikanin. 

- Sk d wiesz,  e jestem republikaninem? 
-  Nathan  -  powiedziała  z  wyrozumiałym  u miechem  -  nie  dyskutujmy  o  tym,  co 

oczywiste. Miałe  kiedy  zagraniczny samochód? 

- A co to ma do rzeczy? 
-  Tak  naprawd ,  nic.  Twoje  przekonania  polityczne  to  wył cznie  twoja  sprawa.  - 

Poklepała go po r ce. - Je eli o mnie chodzi, jestem politycznym agnostykiem. O ile tacy w 
ogóle istniej . Ale poczekaj, bo zbaczamy z tematu. 

- Co nowego chcesz mi jeszcze powiedzie ? 

background image

-  Wró my  do  sprawy  przyj cia.  -  Jackie  za wieciły  si   oczy.  -  Widziałam  te  twoje 

grube  notatniki  z  adresami  przy  ka dym  telefonie.  Jestem  pewna,  e  da  si   z  nich  wybra  
wystarczaj c  liczb  zabawowych ludzi, który ch tnie przyjd  na ka d  imprez . 

- Zabawowych ludzi? A co to takiego? 
-  adne  przyj cie  nie  uda  si   bez  nich.  To  nie  musi  by   nic  wielkiego  -  wystarczy 

troch  go ci, troch  kanapek i dobry nastrój. W twoim przypadku mogłoby to by  przyj cie 
powitalno - po egnalne. 

Nathan  spojrzał  na  ni   uwa nie.  Jej  słowa  były  artobliwe,  ale  z  oczu  wyzierała 

powaga. Wi c ona tak e my lała o jego wyje dzie do Denver. To takie do niej podobne - nie 
mówi  wprost i nie zadawa   adnych pyta .  cisn ł j  mocno za r k . 

- My lała  o jakim  terminie? 
U miechn ła si . Skoro temat wyjazdu Nathana został wreszcie poruszony, mogła ju  

zepchn  go na dno pod wiadomo ci. 

- Co powiesz na przyszły tydzie ? 
- Dobrze. Zadzwoni  do agencji. 
- Nie, przyj cie to prywatna sprawa. 
- I masa pracy. 
Pokr ciła  głow   Nie  potrafiła  mu  wyja ni ,  e  potrzebowała  czego ,  czym  mogłaby 

zaj  my li. 

- O nic si  nie martw, Nathan. Jedno co umiem naprawd , to organizowa  przyj cia. 

Masz za zadanie zawiadomi  znajomych, a ja zorganizuj  cał  reszt . 

- Skoro tego chcesz. 
-  Chc ,  i  to  bardzo.  A  teraz,  kiedy  ju   wszystko  ustalili my,  mo e  poszliby my  si  

wyk pa ? 

Nathan spojrzał na basen. Wygl dał tak zach caj co, wr cz kusz co. Leniuchowanie 

tak e miało swoje uroki. 

- Id  sobie popływa . Ja musiałbym si  przebra , a to dla mnie zbyt skomplikowane. 
- Po co si  przebiera ? - Jackie wstała i jednym ruchem zrzuciła szorty. 
- Jackie.. . 
- Nathan.. . - powtórzyła, na laduj c jego ton - pływanie nago przy  wietle ksi yca to 

jedna  z  najwi kszych  przyjemno ci,  jakie  znam.  -  Cieniutkie  majteczki  upadły  na  podłog , 
obok szortów. Ju  tylko obszerny  podkoszulek  okrywał uda Jackie.  - Masz tu swój własny 
basen,  tak  doskonale  odizolowany,  e  s siedzi  musieliby  chyba  wej   na  drabin   i  wzi  

background image

lornetki, gdyby nas chcieli podgl da . - Zrzuciła podkoszulek i stan ła przed nim naga, jak j  
Pan Bóg stworzył. - A nawet gdyby rzeczywi cie chcieli, niech sobie popatrz . 

Nathanowi zaschło w ustach. Przecie  powinien si  ju  do tego przyzwyczai . Przez 

ostatnie tygodnie zd ył wielokrotnie obejrze  ka dy centymetr jej ciała. A jednak na widok 
Jackie,  upozowanej  na  brzegu  basenu,  połyskuj cej  w  wietle  ksi yca,  serce  zacz ło  mu 
głucho wali  w piersi, jakby był nastolatkiem na pierwszej randce. 

Jackie  wyprostowała  si ,  uniosła  r ce,  po  czym  wykonała  skok  do  wody,  eby  po 

chwili wynurzy  si  ze  miechem. 

-  Bo e,  tego  mi  wła nie  było  potrzeba.  Kiedy  jeszcze  mieszkałam  w  domu, 

wymykałam si  do ogrodu o pierwszej w nocy,  eby sobie tak popływa . Mama była prze-
ra ona,  mimo  e  nasz   posiadło   okalał  dwumetrowy  mur,  a  basen  dodatkowo  zasłaniały 
drzewa.  Moim  zdaniem,  pływanie  nago  o  pierwszej  w  nocy  ma  w  sobie  co   niebywale 
dekadenckiego. No to jak, przył czysz si  do mnie? 

Nathan  ju   i  tak  miał  kłopoty  z  oddychaniem,  wi c  tylko  potrz sn ł  głow .  Gdyby 

teraz wskoczył do basenu, daleko by nie dopłyn ł. 

- I ty mi mówisz,  e nie jeste  ostoj  społecze stwa? - roze miała si  Jackie. - No có , 

chyba  b d   musiała  okaza   si   stanowcza,  oczywi cie  dla  twojego  własnego  dobra.  - 
Podniosła  z  westchnieniem  r k   i  wycelowała  w  niego  palcem.  -  W  porz dku,  Nathan, 
wstawaj, tylko powoli! I pami taj,  adnych gwałtownych ruchów! 

- Miej lito , Jackie! 
- To nie s   arty - ostrzegła go. - Wstawaj i trzymaj r ce tak,  ebym je mogła widzie . 
Dlaczego to robił? Mo e dlatego,  e była pełnia. Posłusznie wstał i czekał na dalsze 

polecenia. 

- Dobra, rozbieraj si ! - Jackie oblizała wargi. - Tylko powoli! 
- Czy  ty zwariowała?! 
- Nie błagaj o lito , Nathan, to  ałosne. - Udała,  e odwodzi kurek. - Nie wiesz, co 

kula z trzydziestki ósemki mo e zrobi  z człowiekiem? Daj  słowo,  e to przykry widok. 

Nathan  wzruszył  ramionami,  po  czym  zdj ł  koszul .  Pomy lał,  e  ostatecznie  mo e 

wej  do wody w szortach. 

- Nie masz do  odwagi,  eby u y  trzydziestk  i ósemki. 
- Lepiej si  o to nie zakładaj - powiedziała szorstko, ale usta drgn ły jej w u miechu. - 

Jeszcze jeden krok w majtkach, a rozwal  ci kolano. Wtedy dopiero zrozumiesz, co to ból. 

Nie ulegało w tpliwo ci - Jackie jest stukni ta. Mimo to nagle zdecydował si  - zdj ł 

szorty i pomy lał,  e b dzie zaskoczona, kiedy doł czy do niej w wodzie. 

background image

- Dobrze, bardzo dobrze - rzekła, lustruj c go spojrzeniem. - A teraz reszta. 
Patrz c jej w oczy, zsun ł slipy. 
- Wstydu nie masz - zauwa ył. 
-  Ani  troch .  Pomy l,  jaki  z  ciebie  szcz ciarz.  -  Mówi c  to,  gestykulowała  ze 

miechem wyimaginowan  broni . - A teraz wejd  do basenu, Nathan. 

Wskoczył do wody i podpłyn ł do Jackie. Kiedy si  wynurzył, zobaczył u miechni t  

Jackie, unosz c  si  na wodzie. 

- Rzuciła  bro  - zauwa ył. 
Z udanym zdziwieniem spojrzała na swoj  otwart  dło . 
- Rzeczywi cie - przyznała. 
- Musz  ci  zrewidowa , czy nie ukrywasz gdzie  no a - Zwrócił si  w jej stron , ale 

ona była szybsza. Zanurkowała gł boko i przepłyn ła pod Nathanem. Kiedy wypłyn ł, była 
ju  o dwa metry przed nim. 

- Nie trafiłe  - powiedziała z triumfalnym u miechem, czekaj c na jego kolejny ruch. 
Zacz li powoli kr y  wokół siebie, patrz c sobie w oczy. Jackie mocno przygryzła 

wargi,  bo  czuła,  e  je li  zacznie  si   mia ,  kompletnie  si   pogr y.  Nathan  był  wietnym 
pływakiem, ale Jackie liczyła na swoj  szybko  i zwinno . 

Wypływała do przodu, robiła uniki. Zwodziła go i prowokowała. Przez nast pne kilka 

minut  słycha   było  jedynie  bzyczenie  owadów  i  chlapanie  wody.  Nagle  Nathan  doznał 
ol nienia. Wystawił r k  z wody, jakby w niej co  trzymał. 

- Zobacz, co znalazłem! 
To  wystarczyło,  eby  roz mieszy   Jackie.  Wybuchn ła  gło nym  miechem.  Nathan 

dogonił j  w dwóch ruchach. 

- Oszust! Oszukałe  mnie! -  miej c si , wyci gn ła r ce,  eby go obj . A wtedy on 

chwycił j  mocno za włosy. Zdumiona tym szorstkim gestem, spojrzała mu w oczy. To, co w 
nich zobaczyła, pozbawiło j  tchu. Tym razem to jej zaschło w gardle. 

-  Nathan..  .  -  tylko  tyle  zdołała  wyj ka ,  bo  zaraz  potem  jego  usta  zaatakowały  jej 

wargi. 

Nami tno ,  jaka  ich  ogarn ła,  była  znacznie  silniejsza  i  bardziej  szalona  ni  

kiedykolwiek przedtem. Nathan poczuł,  e nerwy ma napi te do ostateczno ci. Jackie słyszała 
rozpaczliwe bicie swojego serca, tu  przy jego sercu, kiedy wpijał jej si  w usta, jakby chciał 
j   cał   pochłon .  J zyk  wdzierał  si   w  gł b  ust,  pobudzany  jej  stłumionymi  j kami.  A  jej 
ciało, z pocz tku napi te jak struna, nagle zwiotczało, i wtedy oboje zanurzyli si  pod wod . 

background image

Zamkn ła  si   nad  nimi  jak  sklepienie.  Ruchy  ich  stały  si   powolne,  cho   nie  mniej 

zdecydowane.  Chłodna,  ciemna  to   długo  pie ciła  ich  ciała,  a   w  ko cu,  spragnieni 
powietrza, wynurzyli si  na powierzchni , wci  ciasno spleceni. 

W Jackie wst pił nowy duch. Przywarła do Nathana z odrzucon  głow , a on uniósł j  

wysoko, tak by móc ssa  jej chłodne, mokre piersi. Przy ka dej pieszczocie czuła, jak jej puls 
zaczyna  bi   nowym,  szale czym  rytmem.  Wbiła  kurczowo  paznokcie  w  jego  ramiona, 
zostawiaj c  na  nich  czerwone  półksi yce.  A  potem  usta  Nathana  znów  zaatakowały  jej 
wargi. 

Zanurzyła r ce pod wod  i zacz ła wodzi  nimi gor czkowo po jego ciele. Poruszali 

si  w zwolnionym tempie, ale my l wyprzedzała ka dy ruch, a pragnienie stawało si  coraz 
silniejsze. 

Nathan si gn ł pod wod  i natrafił na ciało Jackie - chłodne i zach caj ce. Kiedy jej 

dotkn ł, wykrzykn ła jego imi . Ten d wi k, rozlegaj cy si  w nocnej ciszy, wzmógł jeszcze 
jego  szale stwo.  Przyparł  j   do  ciany  basenu,  a  ona  otworzyła  si ,  dr c  z  oczekiwania. 
Kiedy w ni  wszedł, j kn ła z rozkoszy. R ce opadły jej bezwładnie do wody, a Nathan ju  w 
niej był, tulił j  i poruszał si  w jej wn trzu. 

Jej  uniesiona  ku  górze  twarz  promieniała  w  wietle  ksi yca  jakim   egzotycznym 

pi knem, ale Nathan mógł ju  tylko wtuli  si  w zagł bienie jej ramienia i da  si  ponie  
fali. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

Pewne osoby urodziły si  po to,  eby bawi  innych. Jackie zdecydowanie nale ała do 

grona tych osób. Dlatego nawet przykra  wiadomo ,  e Nathan za kilka dni wyje d a, nie 
zdołała zabi  w niej postanowienia,  e przyj cie musi si  uda . 

Nadal  pisała  po  osiem,  a  czasami  nawet  dziesi   godzin  dziennie,  zatracaj c  si   w 

innych  czasach,  innym  romansie.  A  kiedy  nie  była  przykuta  do  maszyny,  układała  menu  i 
przygotowywała listy zakupów. 

Uparła si ,  e sama zajmie si  kuchni , zdecydowała si  jednak zatrudni  do pomocy i 

podawania pani  Grange, której syn, przyszły nauczyciel, miał stan  za barem. 

Z  rado ci   powitała  równie   Nathana.  Zjawił  si   w  kuchni  na  kilka  godzin  przed 

przyj ciem, i podwijaj c r kawy, zaproponował pomoc w przygotowywaniu zak sek. Okazał 
si   pełnym  entuzjazmu,  cho   niezbyt  zr cznym  pomocnikiem,  ale  Jackie  uznała,  e  jest 
rozczulaj cy, i taktownie ukryła mizerne efekty jego wysiłków na samym spodzie tacy. 

Z natury optymistka, zało yła,  e pogoda im dopisze, dlatego kazała wystawi  stoliki 

do  ogrodu,  tak  by  go cie  mogli  przechadza   si   pod  kolorowym  lampionami.  Ta 
niezachwiana  wiara  została  wynagrodzona,  kiedy  po  bezchmurnym  dniu  nadeszła  ciepła, 
gwia dzista noc. 

Dawniej  nie  zwykła  martwi   si   o  to,  czy  przyj cie  si   uda,  jednak  nie  tym  razem. 

Chciała,  eby  wszystko  było  zapi te  na  ostatni  guzik;  chciała  udowodni   Nathanowi,  e 
pasuje do niego wsz dzie, nie tylko w łó ku. 

Miała na to ju  tylko kilka dni. Potem rozdziel  ich tysi ce kilometrów. Czy mogła o 

tym  nie  my le ?  Co  gorsza,  Nathan  nigdy  jej  nie  powiedział,  czego  tak  naprawd   od  niej 
chce; czego chciałby dla nich obojga Mimo to nie potrafiła uwierzy ,  e nadal nie uznawał 
poj cia „na zawsze”. 

Nigdy  te   nie  powiedział,  e  j   kocha.  Ilekro   sobie  o  tym  przypominała,  serce 

ciskało jej si  z bólu. Jednak nieraz okazywał jej uczucie - tyle tylko,  e na inne sposoby. Na 

przykład cz sto dzwonił do niej w ci gu dnia, tylko po to,  eby usłysze  jej głos. Przynosił jej 
kwiaty - ze swojego ogrodu albo kupione na ulicznym straganie - akurat wtedy, gdy bukiety 
w wazonach zaczynały wi dn . A kiedy ko czyli si  kocha , przygarniał j  czule do siebie i 
trwali tak jeszcze przez długie chwile, w błogim spełnieniu. 

Pocieszała  si   my l ,  e  kobieta  nie  potrzebuje  słów,  kiedy  ma  wszystko,  czego 

pragn ła. 

background image

A jednak tak bardzo chciała usłysze  to najwa niejsze wyznanie! 
Z  westchnieniem  pomy lała,  e,  jak  na  razie,  b dzie  musiała  si   zadowoli   tym,  co 

ma. 

Ostatni   godzin   przed  rozpocz ciem  przyj cia  po wi ciła  wył cznie  sobie.  Była  to 

jedna z zasad, któr  Jackie przej ła po matce. Nathanowi powiedziała,  eby zostawił j  na ten 
czas sam , bo b dzie jej tylko przeszkadzał. Tkwiła w tym cz stka prawdy, ale Jackie chciała 
go  równie   zaskoczy .  Nie  yczyła  sobie,  by  Nathan  krok  po  kroku  ogl dał  wszystkie 
prozaiczne przygotowania Wolała zademonstrowa  mu ich ko cowy efekt. 

Pierwsza  na  li cie  była  gor ca  k piel  z  b belkami.  Jackie  zanurzyła  si   w  wannie, 

nastawiła  radio,  a  potem  długo  le ała  ze  wzrokiem  wbitym  w  rozgwie d one  niebo,  po 
którym pojedyncze, drobne chmurki, przesuwały si  jak kł buszki cukrowej waty. 

Po  k pieli  zrobiła  staranny  makija .  Chciała  podkre li   swoj   egzotyczn   urod   i 

kiedy  na  zako czenie  obejrzała  twarz  w  lustrze,  pod  ka dym  mo liwym  k tem,  z  zadowo-
leniem  stwierdziła,  e  udało  jej  si   osi gn   zamierzony  efekt.  Potem  wtarła  perfumy  w 
kremie, a wreszcie si gn ła po sukni , któr  kupiła poprzedniego dnia. 

Kiedy  gotowa  wyszła  z pokoju,  Nathan  był  ju  na  dole.  Usłyszała,  jak  rozmawiał  z 

pani  Grange, słyszała tak e szorstkie odpowiedzi gosposi. A poniewa  zawsze lubiła wielkie 
wej cia, poło yła dło  na por czy i filmowym krokiem zacz ła schodzi  na dół. 

Je eli liczyła,  e zrobi wra enie, nie doznała zawodu. Nathan podniósł wzrok i na jej 

widok  urwał  w  pół  słowa.  Skupiona  na  nim,  nie  zauwa yła  wysokiego,  jasnowłosego 
chłopaka,  stoj cego  obok  pani  Grange.  Nie  zauwa yła  tak e,  e  i  on  otworzył  usta  ze 
zdumienia. 

Nic dziwnego - wygl dała tego wieczoru wr cz zjawiskowo. Twarz jej zdominowały 

oczy,  podkre lone  cał   palet   br zowych  cieni.  Włosy  -  udane  poł czenie  natury  i  sztuki 
fryzjerskiej - ciemn  fal  otaczały twarz. W uszy wpi ła olbrzymie srebrne gwiazdy. A usta, 
dyskretnie poci gni te błyszczykiem, były jedn  kusz c  obietnic . 

Kiedy  Nathan  zdołał  wreszcie  oderwa   wzrok  od  jej  twarzy,  eby  oceni   reszt , 

doznał kolejnego wstrz su. 

Jackie miała na sobie  nie nobiał  sukni , zmysłowo otulaj c  jej ciało od biustu do 

kostek.  Zrezygnowała  z  wieczorowej  bi uterii,  tylko  nagie  ramiona  przyozdobiła  tuzinem 
cieniutkich, srebrnych bransoletek. 

Zatrzymała si  u stóp schodów, po czym obróciła si  z u miechem wokół własnej osi, 

odsłaniaj c przy tym rozci cie z tyłu sukni, si gaj ce do pół uda. 

- Jak ci si  podoba? 

background image

- Jeste  zachwycaj ca. 
Teraz ona z kolei przyjrzała mu si  uwa nie. Nikt nie potrafił nosi  czarnego garnituru 

z  tak   klas   jak  Nathan.  Jego  szerokie  ramiona  i  muskularne  ciało  wygl dały  w  tym 
konserwatywnym  stroju  prowokacyjnie.  Podeszła  bli ej,  eby  go  pocałowa .  A  potem, 
trzymaj c go za r k , zwróciła si  do pani Grange: 

- Dzi kuj ,  e zgodziła si  pani pomóc nam dzisiejszego wieczoru. A to pewnie pani 

syn? Charlie, tak? 

- Tak, prosz  pani. - Młodzieniec uj ł wyci gni t  r k . Dło  miał spocon . Matka nie 

powiedziała mu,  e panna Jackie to istna bogini. 

-  Miło  mi  ci   pozna ,  Charlie.  Twoja  mama  du o  mi  o  tobie  opowiadała.  Chod , 

poka  ci, gdzie urz dziłam bar. 

Chłopak stał jak oniemiały. Pani Grange dała mu kuksa ca pod  ebra. 
-  Ja  mu  poka   wszystko  co  trzeba.  Idziemy.  Charlie  poszedł  z  matk ,  której  palce 

wpijały mu si  w rami , ale zanim odszedł, raz jeszcze rzucił Jackie rozmarzone spojrzenie. 

- Chłopakowi na twój widok oczy wyskoczyły z orbit - stwierdził Nathan. 
Jackie ze  miechem uj ła go pod rami . 
- Miło mi to słysze . 
- Mnie te  zupełnie zatkało. Po prostu odebrało mi mow . 
Spojrzała mu w oczy. Sandałki na wysokich obcasach sprawiły,  e byli teraz niemal 

równego wzrostu. 

- Bardzo miło mi to słysze . 
- Jak ty to robisz,  e nieustannie mnie zaskakujesz? 
- Robi , co mog , to wszystko. 
Tego wieczoru Jackie pachniała jako  inaczej - bardziej zmysłowo i upajaj co. Nathan 

powiódł dłoni  po jej nagim ramieniu. 

-  Wiesz  co,  nasze  przyj cie  jeszcze  si   nie  zacz ło,  a  ju   chciałbym,  eby  si  

sko czyło. Co  takiego zdarza mi si  po raz pierwszy w  yciu. Co ty zrobiła  z twarz ? - za-
pytał nagle. 

- Tajemnica zawodowa, ale to nadal jestem ja, Nathan. 
- Wiem. - Obj ł j  w talii. - Wa nie dlatego chciałbym,  eby ju  było po przyj ciu. 
- Mam pomysł. - Jackie obj ła go za szyj . - Jak ju  b dzie po wszystkim, urz dzimy 

sobie nasze prywatne, dwuosobowe przyj cie. 

-  Licz   na  to.  -  Nathan  dotkn ł  ustami  jej  warg  i  w  tym  momencie  rozległ  si  

dzwonek. 

background image

- Zaczynamy! - powiedziała Jackie. Trzymaj c si  za r ce, podeszli do drzwi. 
W ci gu godziny dom zapełnił si  lud mi. Wszyscy chcieli si  nie tylko zabawi , ale 

przede wszystkim pozna  now  przyjaciółk  Nathana. Jackie doskonale zdawała sobie z tego 
spraw ,  nie  czuła  si   jednak  ura ona.  Ona  tak e  była  bardzo  ciekawa  jego  przyjaciół  i 
znajomych. 

Wkrótce  przekonała  si ,  e  Nathan  znał  najrozmaitszych  ludzi  -  od  sztywniaków  z 

rezerw  po dusze towarzystwa. Wystarczył jeden u miech, a z miejsca znalazła bratni  dusz  
w Codym Johnsonie, architekcie, który doł czył do firmy Nathana przed dwoma laty. Cody 
zwykł  si   ubiera   w  zniszczone  skórzane  buty  i  spłowiałe  d insy.  Tego  wieczoru,  eby 
zado uczyni  elegancji, wło ył do nich marynark . Jackie, której brat uwielbiał ten sam styl 
i te same marki, doskonale wiedziała,  e tego rodzaju stroje kosztuj  krocie. Cody u cisn ł jej 
dło  i oczyma ciemnymi jak jej własne zlustrował j  od stóp do głów. 

- Czekałem na t  okazj ,  eby móc ci si  przyjrze  - rzekł, mrugaj c znacz co. 
-  eby sprawdzi  prywatne gusta szefa? 
- Co  w tym rodzaju. - Cody nadal trzymał j  za r k , nie było w tym jednak cienia 

zalotno ci. Jackie odniosła wra enie,  e opierał on swoje opinie zarówno na tym, co widział, 
jak  i  na  dotyku.  -  Jedno  trzeba  Nathanowi  przyzna   -  zawsze  miał  doskonały  gust. 
Wiedziałem,  e jak ju  spojrzy wi cej ni  raz na jak  kobiet , musi to by  osoba wyj tkowa. 

- Rozumiem,  e miał to by  komplement. 
-  Mo na  by  tak  powiedzie .  -  Cody  rzadko  prawił  komukolwiek  komplementy.  - 

Ciesz  si , bo Nathan jest moim przyjacielem. I to najlepszym. Chcesz si  tu zainstalowa  na 
dłu ej? 

Jackie  uniosła  brwi.  Wprawdzie  wolała  pytania  wprost,  nie  czuła  si   jednak  w 

obowi zku udzieli  mu takiej samej odpowiedzi. 

- Widz ,  e nie zwykłe  owija  w bawełn ? 
- Po prostu nie lubi  traci  czasu. 
Pomy lała,  e Cody jej si  podoba. Z dłoni  wci  w jego dłoni, spojrzała na Nathana. 
-  Tak  -  powiedziała  -  chc   si   tu  zainstalowa   na  dłu ej.  Cody  u miechn ł  si   tym 

swoim  kpi cym,  aroganckim  u miechem,  któremu  nie  potrafiła  si   oprze   prawie  adna 
kobieta. Pewnie dlatego,  e nigdy nie było wiadomo, co Cody tak naprawd  my li. 

- Wobec tego, pozwól,  e postawi  ci drinka - powiedział. 
Uj ła go pod rami  i ruszyli w stron  baru. 
- Znasz Justine Chesterfield? 

background image

Cody  gło no  si   roze miał.  Jackie  podobał  si   jego  miech,  jak  równie   lekko 

zrudziałe od sło ca, ciemne włosy opadaj ce na czoło. 

- Czy kto  ci kiedy  powiedział,  e mo na w tobie czyta  jak w otwartej ksi dze? 
- Po prostu nie znosz  traci  czasu. 
- Doceniam to. - Cody przystan ł przy barze i z rozbawieniem spojrzał na chłopaka, 

który rozmodlonym wzrokiem wpatrywał si  w Jackie. 

- Znam Justine. Miła osoba, ale jak na mój gust za bogata. 
- Masz kogo ? 
- To zale y. Nie masz przypadkiem siostry? 
Jackie odwróciła si  ze  miechem i zamówiła szampana.  adne z nich nie zauwa yło, 

e Nathan przygl da im si  z daleka, marszcz c brwi. 

Nie  był  z  natury  zazdrosny.  Zazdro   uznawał  za  uczucie  wyj tkowo  głupie  i 

bezproduktywne. A człowiek op tany zazdro ci  zmieniał si  w  ałosnego idiot . 

Nathan nigdy w  yciu nie chciałby nim zosta . Gdy jednak patrzył na Jackie z Codym, 

czuł  si   jak  zazdrosny  idiota.  A  tego  rodzaju  odczucia  nie  mo na  ani  polubi ,  ani 
zlekcewa y . 

Niepokój  pot gowało  jeszcze  podejrzenie,  e  Cody  jest  znacznie  bardziej  w  typie 

Jackie ni  on sam. Cody doskonale pasowałby na rewolwerowca. Zabijaka o złotym sercu z 
powie ci Jackie - Jake Redman. Przecie  to wykapany Cody - o kocich, leniwych  ruchach, 
wysportowanej sylwetce i spłowiałych od sło ca włosach, które zawsze prosiły si  o fryzjera 
No i ten jego przeci gły akcent, który Nathanowi wydawał si  dot d koj cy. Nagle poraziła 
go  my l,  e  by   mo e  taki  sposób  mówienia  wydaje  si   kobietom  podniecaj cy.  A 
przynajmniej niektórym kobietom.. . 

Do tego wizerunku Cody'ego nale ałoby jeszcze doda  pozorn  beztrosk , kompletny 

brak poszanowania dla konwenansów oraz nieomylne oko, szczególnie wyczulone na pi kno. 
Szybkie samochody, zabawa do pó nej nocy i  wiatła jupiterów. Taki wła nie jest Cody. 

Coraz bardziej zdenerwowany, Nathan spróbował skoncentrowa  si  na czym  innym 

i z wymuszonym u miechem zwrócił si  do in yniera o piskliwym głosie, który od dłu szego 
czasu chciał z nim porozmawia . Udaj c,  e go słucha, k tem oka zarejestrował, jak Jackie 
odpowiada u miechem na szeroki u miech Cody'ego, i poczuł,  e ma ochot  ich oboje udusi . 

To  mieszne,  pomy lał.  Dopił  drinka  i  machinalnie  si gn ł  po  papierosa.  Ostatnimi 

czasy  rzadko  czuł  potrzeb ,  eby  zapali .  Cody  jest  jego  przyjacielem,  i  to  pewnie 
najlepszym, jakiego kiedykolwiek miał. A Jackie.. . Kim jest dla niego Jackie? 

background image

Kochank , przyjaciółk , towarzyszk . Rozrywk  i - cho  mo e zabrzmi to dziwnie - 

równie  opok . To rzeczywi cie dziwne,  e mo na tak my le  o kim , kto zachowuje si  jak 
motyl.  Jackie  potrafiła  by   lojalna,  kiedy  kto   na  to  zasługiwał,  i  silna,  gdy  zaszła  taka 
potrzeba. Jednak bez wzgl du na to, jak bardzo była solidna, nie miał prawa  da  od niej 
wierno ci. Dla jej własnego dobra. Nie chciał przecie  jej wi za  ani zaw a  jej horyzontów. 

Czy aby na pewno? 
Przerwał in ynierowi w pół zdania, podaj c jak  błah  wymówk  i ruszył w stron  

Jackie. 

Znowu si   miała -  miech wci  ta czył w jej oczach, kiedy spojrzała na niego ponad 

kraw dzi  kieliszka. 

-  Nathan,  nie  wspomniałe ,  e  twój  znajomy  nale y  do  tego  typu  m czyzn,  przed 

którymi  matki  zwykły  ostrzega   córki.  -  Mówi c  to,  uj ła  Nathana  za  r k   bezwiednym 
gestem,  wiadcz cym o pewnej intymno ci. 

- Pozwol  sobie potraktowa  to jako komplement. - Cody uniósł w toa cie kieliszek 

wódki. - Bardzo udane przyj cie, szefie. Zd yłem ju  pochwali  twój gust. 

- Dzi ki. Posłuchaj, stary, na dworze stoły uginaj  si  od jedzenia. Znaj c twój wilczy 

apetyt, dziwi  si ,  e jeszcze ci  tam nie ma. 

- Ju  lec . - Cody mrugn ł znacz co do Jackie, po czym si  oddalił. 
- Nie było to zbyt taktowne z twojej strony - zauwa yła Jackie. 
- Ju  i tak zaj ł ci do  du o czasu. Jackie ze  miechem pokr ciła głow . 
-  Jeste   rozbrajaj cy.  -  Musn ła  wargami  jego  usta.  -  Nie  wszystkim  kobietom 

podobaj  si  zaborczy m czy ni. Mnie wprawdzie tak, nawet bardzo, ale wszystko ma swoje 
granice. 

- Chciałem tylko.. . 
- Nic nie mów. - Znów go pocałowała, po czym uj ła go pod r k . - B dziemy jeszcze 

troch  udziela  si  towarzysko czy od razu rzucamy si  na jedzenie? Musz  ci powiedzie ,  e 
umieram z głodu. 

Nathan podniósł jej r k  do ust. Nagły przypływ zazdro ci - o ile to była zazdro  - 

nie znaczył wcale,  e musi wygl da  i zachowywa  si  jak idiota. To tylko jeszcze jedna z 
tych rzeczy, które powinien przemy le . 

- Rzucamy si  na jedzenie - zadecydował. - Trudno udziela  si  towarzysko z pustym 

oł dkiem. 

Wieczór  okazał  si   bardzo  udany.  W  ci gu  kilku  nast pnych  dni  Jackie  i  Nathan 

odebrali wiele telefonów i listów z podzi kowaniami. Przyszło te  kilka zaprosze . W zasa-

background image

dzie  Jackie  powinna  by   ogromnie  zadowolona.  Poznała  znajomych  i  współpracowników 
Nathana  i  zyskała  ich  sympati .  Ale  przecie   to  nie  o  nich  jej  chodziło.  liczył  si   tylko 
Nathan, a on wyje d ał za kilka dni do Denver. 

Nie mogła ju  sobie powtarza ,  e pó niej o tym pomy li. Nie w sytuacji, kiedy miał 

ju   kupiony  bilet  na  samolot.  Sama  była  w  Denver  tylko  jeden  raz  w  yciu.  Siedziała  na 
stadionie  i  kibicowała  szkolnej  dru ynie.  Wtedy  bardzo  jej  si   tam  podobało.  Teraz 
nienawidziła Denver - i jako miasta, i jako symbolu. 

Wyjazd Nathana to ju  tylko kwestia godzin, a oni nadal niczego nie ustalili. Raz czy 

dwa  Nathan  próbował  z  ni   powa nie  porozmawia ,  ale  ona  nie  podj ła  tematu.  Mo e  to  i 
tchórzostwo,  je li  jednak  zamierzał  si   jej  pozby ,  chciała  przynajmniej  wykorzysta   do 
maksimum czas, który im został. 

Teraz nie dało si  ju  dłu ej odkłada  nieuniknionej rozmowy. Nathan b dzie musiał 

poda  jej powody swojej decyzji. Je eli ju  jej nie chce - albo nie chce sobie na to pozwoli , 

eby j  przy sobie zatrzyma  - musi jej wyja ni  dlaczego. 

Przystan ła  przed  drzwiami  sypialni,  wzi ła  gł boki  oddech,  wyprostowała  si   i 

weszła do pokoju. 

- Przyniosłam ci kaw . 
Nathan podniósł wzrok znad walizek. 
-  Dzi ki.  -  Kilka  razy  w  yciu  wydawało  mu  si ,  e  jest  nieszcz liwy.  Mylił  si , 

dopiero teraz zrozumiał, co czuje człowiek naprawd  nieszcz liwy. 

-  Mo e  ci  w  czym   pomóc?  -  Jackie  podniosła  do  ust  fili ank .  Łatwiej  prowadzi  

decyduj ce rozmowy, je eli si  przy tym robi co  tak błahego, jak, na przykład, picie kawy. 

- Nie, dzi kuj . Ju  prawie sko czyłem. 
Pokiwała głow  i przysiadła na brzegu łó ka. Wolała nie kr y  po pokoju, bo wtedy 

pewnie roztrzaskałaby fili ank  o  cian . Prawd  mówi c, miała na to wielk  ochot . 

- Nie powiedziałe  mi, na jak długo wyje d asz. 
-  Bo  nie  wiem,  ile  to  potrwa.  -  Dawniej  nie  miał  nic  przeciwko  pakowaniu.  Ot,  po 

prostu  jedna  z  nudnych,  ale  koniecznych  czynno ci.  Teraz  czuł,  e  nienawidzi  pakowa  
walizek. - Mo e trzy, a mo e nawet cztery tygodnie. Je eli nie wynikn  jakie  komplikacje, 
niewykluczone,  e uda mi si  wszystko załatwi  za jednym zamachem. 

Znów podniosła fili ank  do ust. Kawa miała wyj tkowo gorzki smak. 
- Mam tutaj czeka  na twój powrót? 
To takie do niej podobne:  adnych wymaga  czy pró b - tylko proste pytanie. Chciał 

wykrzykn : „Tak. Prosz , tak!”, ale zamiast tego powiedział: 

background image

- To zale y od ciebie. 
~ Nie. Oboje doskonale wiemy, co czuj  i czego chc . Nie robiłam z tego tajemnicy. - 

Urwała  na  moment,  zastanawiaj c  si ,  czy  nie  nara a  na  szwank  swojej  dumy.  Jednak  nie 
czuła si  upokorzona - Porozmawiajmy teraz o tym, co ty czujesz i czego ty chcesz. 

W  oczach  Jackie  malowała  si   powaga.  Na  ustach  nie  igrał  nawet  cie   u miechu. 

Nathan nagle zat sknił za jej promiennym o ywieniem, które stanowiło najwi ksz  ozdob , 
jak u innych kobiet klejnoty. 

- Wiele dla mnie znaczysz, Jackie, wi cej ni  ktokolwiek inny. 
To zdumiewaj ce,  e w swojej desperacji gotowa była zadowoli  si  tymi n dznymi 

okruchami. Obiecała sobie jednak,  e zmusi go do pełnej szczero ci i nie mogła teraz ust pi . 
Uniosła brwi i nie spuszczaj c z niego wzroku, zapytała: 

- I co w zwi zku z tym? 
Nathan  doło ył  do  walizki  jeszcze  jedn   czyst   koszul .  Pragn ł  u y   wła ciwych 

słów,  powiedzie   to,  co nale y.  Przez  ostatni   dob   układał  sobie  w  głowie,  co  powie  i  co 
zrobi. Pozwolił sobie nawet w my lach na moment szale stwa, w którym zawlókł Jackie na 
lotnisko i zmusił,  eby z nim poleciała. Na pelikanie z muszelek. 

Nadeszła decyduj ca chwila. To ju  nie fantazja, tylko rzeczywisto . Je eli nie mo e 

nic Jackie zaproponowa , powinien przynajmniej by  wobec niej szczery. 

-  Nie  mog   ci   prosi ,  eby   tu  została  i  czekała  na  mnie,  nie  wiedz c,  co  b dzie 

potem. Nie tego dla ciebie pragn . 

Ubodła j  jego szczero . Zrozumiała,  e Nathan nie zamierzał kłama  ani pociesza  

jej złudn  nadziej . 

-  Nie  mówmy  o  mnie;  pomówmy  teraz  o  tobie.  Chciałabym,  eby   mi  powiedział, 

czego pragniesz dla siebie. Czy tego, co miałe  wcze niej? Ciszy i  wi tego spokoju,  ycia 
bez  adnych komplikacji? 

Czy nie tak? Gdy to powiedziała na głos, takie  ycie przestało mu si  nagle wydawa  

wygodne  i  upragnione.  Zapachniało  stagnacj   i  nud .  Jednak  tylko  takie  ycie  znał  i  tylko 
takiego si  nie obawiał. 

- Nie mog  da  ci tego, czego pragniesz - odparł, staraj c si  zachowa  spokój. - Nie 

mog  ci zaproponowa  mał e stwa, rodziny i do ywotnich zobowi za , bo ja w takie rzeczy 
nie wierz , Jackie. Dlatego  wol   ci  zrani  teraz, ni  rani   ci  systematycznie a  do ko ca 

ycia. 

background image

Milczała przez chwil  z obawy,  eby nie powiedzie  za du o. Współczuła mu z całego 

serca.  Jego  słowa  wyra nie  wiadczyły  o  tym,  jak  bardzo  jest  zagubiony  i  nieszcz liwy. 
Jednak cho  cierpiała razem z nim, nie  ałowała,  e poruszyła ten temat. 

-  Czy  było  ci  w  yciu  a   tak  le?  -  zapytała.  -  Czy  miałe   a   tak  nieszcz liwe 

dzieci stwo? 

Trafiła w sedno. Omal nie krzykn ł z bólu. I z gniewu. 
- To nie ma nic do rzeczy! 
-  Ale   ma  i  oboje  o  tym  wiemy.  -  Wstała.  Musiała  zmieni   pozycj ,  bo  narastaj ce 

napi cie zdawało si  j  rozsadza . - Nathan, nie twierdz ,  e jeste  mi co  winien, cho  ludzie 
cz sto uwa aj ,  e s  sobie co  winni. Jestem zdania,  e je li robi si  co  dla kogo  lub co  
komu  daje, nale y to robi  dobrowolnie i bezinteresownie albo wcale. Dlatego nie ma mowy 
o  adnych  zobowi zaniach.  -  Usiadła,  nieco  spokojniejsza,  po  czym  ci gn ła:  -  Uwa am 
jednak,  e nale  mi si  wyja nienia. 

Nathan wyj ł papierosa, zapalił i zaj ł miejsce na przeciwległym ko cu łó ka. 
-  Zgoda.  Masz  prawo  wiedzie   dlaczego.  -  Milczał  przez  dłu sz   chwil ,  próbuj c 

dobra  wła ciwe słowa, jednak nie dały si  z góry zaplanowa , wi c po prostu zacz ł mówi : 
- Moja matka pochodziła z zamo nej i doskonale ustawionej rodziny. Oczekiwano po niej,  e 
wyjdzie dobrze za m , czyli odpowiednio do swojej sfery. Wpajano jej to od urodzenia. 

Jackie uniosła brwi, ale usiłowała by  sprawiedliwa. 
- Nie jest to niczym a  tak niezwykłym, zwa ywszy na czasy. 
-  Racja,  ale  jej  rodzina  przywi zywała  do  tego  szczególn   wag .  Mój  ojciec  nie 

pochodzi z tak dobrej rodziny, zyskał sobie jednak reputacj  człowieka ambitnego i wielce 
obiecuj cego.  Podobno  był  bardzo  dynamiczny  i  miał  charyzmatyczn   osobowo .  Kiedy 
matka  zakochała  si   w  nim,  jej  rodzina  nie  okazała  wprawdzie  zachwytu,  ale  i  nie 
protestowała.  eni c  si ,  mój  ojciec  dostał  dokładnie  to,  czego  chciał:  doskonałe  koneksje 
oraz  wietnie  wychowan   on ,  która  potrafiła  przyjmowa   go ci  i  miała  da   mu 
spadkobierc . 

Jackie spojrzała w pust  fili ank . 
- Rozumiem - mrukn ła i chyba rzeczywi cie zaczynała wszystko rozumie . 
- Ojciec nie kochał matki. O enił si  z ni  z czystego wyrachowania. 
Znów  przerwał  i  zapatrzył  si   w  smug   dymu  unosz c   si   do  sufitu.  Czy  w  tym 

tkwiło  sedno  sprawy?  Czy  to  wła nie  zniszczyło  ycie  jego  rodziców,  a  przede  wszystkim 
wywarło zgubny wpływ na jego psychik ? Wzruszył bezradnie ramionami. To ju  przeszło , 
historia. 

background image

-  Nie  w tpi ,  e  ojciec  był  na  swój  sposób  przywi zany  do  matki.  Ale  to  człowiek, 

który nie potrafi nic z siebie dawa . Miał za to obsesj  na punkcie fortuny i kariery. Interesy 
zmuszały  go  do  cz stego  przebywania  poza  domem.  Kiedy  si   urodziłem,  ofiarował  matce 
szmaragdowy naszyjnik w nagrod  za to,  e dała mu syna. 

Jackie otworzyła usta,  eby co  powiedzie , ale w tonie Nathana było tyle goryczy,  e 

si  rozmy liła. Czasami lepiej tylko słucha . 

-  Matka  uwielbiała  ojca.  Wr cz  bałwochwalczo.  Jako  dziecko  miałem  nia k , 

piel gniark   i  ochroniarza.  Tylko  dlatego,  e  matka  bała  si   nawet  pomy le ,  co  zrobiłby 
ojciec,  gdyby  co   mi  si   przytrafiło.  Dr ała  o  mnie  nie  dlatego,  e  jestem  jej  synem,  ale 
przede wszystkim dlatego,  e jestem jego synem. Jego symbolem i spadkobierc . 

- Och, Nathan.. . - zacz ła Jackie, ale on tylko potrz sn ł głow . 
- Sama mi to powiedziała, mniej wi cej tymi słowami, kiedy miałem jakie  pi  czy 

sze   lat.  Znacznie  wi cej  odsłoniła  pó niej,  gdy  przestała  go  kocha .  Jako  dziecko, 
widywałem  rodziców  bardzo  rzadko.  Matka  za  wszelk   cen   starała  si   by   idealn   on   i 
dam   z  towarzystwa,  a  ojciec  nieustannie  podró ował  w  interesach,  podpisuj c  kolejne 
kontrakty. Jego wyobra enia o obowi zkach ojcowskich sprowadzały si  do sporadycznych 
kontroli moich post pów w szkole oraz kaza  na temat odpowiedzialno ci i honoru rodziny. 
Rzecz w tym,  e on sam nie miał za grosz honoru. - Nathan urwał i powoli zgniótł papierosa 
w popielniczce. - W jego  yciu pojawiały si  równie  inne kobiety. Matka o tym wiedziała, 
ale  udawała,  i   tego  nie  dostrzega.  Ojciec  powiedział  mi  kiedy ,  e  to  nie  były  powa ne 
zwi zki.  e m czyzna, który cz sto przebywa poza domem, ma pewne potrzeby. 

- Naprawd  tak ci powiedział? - Jackie była autentycznie wstrz ni ta. 
-  Tak.  Kiedy  miałem  szesna cie  lat.  Pewnie  uwa ał,  e  tak  wygl daj   m skie 

rozmowy.  Matka  dawno  ju   przestała  go  kocha   i  yli my  pod  jednym  dachem  jak  trójka 
uprzejmych, kompletnie obcych sobie ludzi. 

- Nie mogłe  zamieszka  z dziadkami? 
- Moja babcia ju  w tym czasie nie  yła. Szkoda, bo ona by mnie pewnie zrozumiała. 

Chocia   nie  mam  pewno ci.  Dziadek  za  to  uwa ał  mał e stwo  moich  rodziców  za  bardzo 
udane.  W  ko cu  matka  nigdy  si   nie  skar yła,  a  ojciec  spełnił  pokładane  w  nim  nadzieje. 
My l ,  e dziadek byłby przera ony, gdybym nagle stan ł na progu i powiedział,  e nie mog  
mieszka  z rodzicami. A poza tym, przez wi kszo  czasu i tak tkwiłem w domu sam. 

St d  ta  obsesyjna  potrzeba  odosobnienia,  pomy lała  Jackie.  Teraz  ju   mogła  go 

zrozumie .  Jednak  taka  samotno   w  toksycznym  otoczeniu  musiała  wywrze   bardzo  zły 
wpływ na młodego chłopaka. 

background image

- To musiało by  dla ciebie straszne. 
Pomy lała o swojej rodzinie - zamo nej, szcz liwej i szanowanej. W ich domu nigdy 

nie zalegał martwy spokój , jaki panował w domu małego Nathana. Jej dom t tnił  yciem i 

miechem.  Oczywi cie  nie  brakowało  konfliktów,  ale  po  ka dej  kłótni  szybko  nast powała 

zgoda. 

- Nathan - odezwała si  po namy le - czy próbowałe  im kiedykolwiek powiedzie , co 

czujesz? 

-  Raz.  Byli  oburzeni.  Zarzucili  mi  niewdzi czno ,  a  tak e  brak  taktu!  No  bo  jak 

mo na  w  ogóle  porusza   takie  tematy?  Nauczyło  mnie  to  jednego:  nie  nale y  bi   głow   o 
mur, tylko poszuka  sobie innej drogi. 

- Jakiej? 
- Studia, realizacja ambicji. Nie mog  powiedzie ,  e w tym momencie ojciec i matka 

przestali dla mnie istnie  jako rodzice, ale zrewidowałem swoj  skal  warto ci. Kiedy robiłem 
matur , ojciec jak zwykle uganiał si  po  wiecie za kolejnym intratnym interesem. Wakacje 
sp dziłem w Europie, wi c gdy znowu si  spotkali my, byłem ju  studentem. Dowiedział si , 

e  studiuj   architektur ,  i  przyjechał,  by  mi  przypomnie ,  gdzie  jest  moje  miejsce.  Chciał 

oczywi cie,  ebym  poszedł  w  jego  lady.  Tego  po  mnie  oczekiwał.  Tego  dał.  Przez 
osiemna cie  lat  yłem  w  jego  cieniu,  kompletnie  przytłoczony  jego  wizerunkiem,  jaki 
stworzyli my sobie razem z matk . Ale we mnie co  si  ju  zmieniło. Kiedy postanowiłem 
zosta  architektem, moje marzenia nagle go przerosły. 

- To ty dorosłe  - wtr ciła Jackie. 
-  W  ka dym  razie  na  tyle,  eby  móc  mu  si   przeciwstawi .  Zagroził,  e  przestanie 

dawa   mi  pieni dze.  Przypomniał  o  zobowi zaniach  wzgl dem  rodzinnych  interesów.  Tyle 
tylko znaczyła dla niego rodzina. Interesy. Matka oczywi cie poparła go w całej rozci gło ci. 
Z chwil  gdy jej uczucia dla niego umarły, zupełnie przestałem j  obchodzi . Dla niej byłem 
ju  tylko synem swojego ojca; człowieka, który stał si  jej oboj tny, a nawet wrogi. 

- Chyba jeste  niesprawiedliwy, Nathan. Przecie  twoja matka.. . 
- Powiedziała mi wyra nie,  e nigdy mnie nie chciała. - Nathan si gn ł po kolejnego 

papierosa i przełamał go na pół. -  e gdybym si  nie urodził, jej mał e stwo miałoby szans  
przetrwa . Nieobarczona dzieckiem, mogłaby towarzyszy  ojcu w jego licznych podró ach. 

Jackie  zbladła.  Nie  wierzyła  własnym  uszom.  Jak  kto   mógł  by   tak  okrutny  dla 

własnego dziecka? 

-  Oni  na  ciebie  nie  zasługuj   -  powiedziała  łami cym  si   głosem,  po  czym  wstała, 

eby go przytuli . 

background image

- Nie w tym rzecz. - Zatrzymał j  zdecydowanym gestem. Bał si ,  e je li Jackie go 

obejmie, po raz pierwszy w  yciu si  załamie. Nigdy dot d z nikim o tym nie rozmawiał, nie 
przechodził  przez  to  wszystko  krok  po  kroku.  W  dniu,  w  którym  sprzeciwiłem  si   ojcu, 
podj łem  decyzj .  Nie  mam,  nie  miałem  i  nie  chc   mie   rodziny.  Babcia  zostawiła  mi 
pieni dze, które umo liwiły mi kontynuowanie studiów. Wzi łem je - dzi ki temu od ojca nie 
potrzebowałem  ani  centa.  Od  tamtej  pory  wszystko  robiłem  na  swój  rachunek.  I  to  si   nie 
zmieniło. 

Opu ciła  r ce.  Zrozumiała,  e  Nathan  nie  chce,  aby  go  pociesza .  Cho   serce 

wyrywało jej si  do niego, rozum podpowiadał,  e widocznie nie o tak  pociech  mu chodzi. 

- Nie widzisz,  e oni nadal układaj  ci  ycie? - odezwała si , wzburzona. - Uwa asz, 

e skoro ich mał e stwo było złe. to znaczy,  e mał e stwo samo w sobie jest czym  złym? 

-  Mał e stwo  samo  w  sobie  nie  jest  niczym  złym.  Natomiast  ja  nie  nadaj   si   do 

mał e stwa.  -  Nagle  zapłon ł  gniewem.  Jakim  prawem  Jackie  zmusza  go,  by  rozdrapywał 
stare rany? - Czy tobie si  wydaje,  e ludzie dziedzicz  po rodzicach tylko ciemne oczy albo 
dołek w brodzie? Nie b d  głupia, Jackie! Oni przekazuj  nam znacznie wi cej. Mój ojciec 
jest egoist . Ja te  jestem egoist , ale przynajmniej mam na tyle rozumu,  eby zdawa  sobie 
spraw ,  i   nie  mam  prawa  zmusza   siebie,  ciebie  i  dzieci,  które  by my  mieli,  do  takiego 
piekła, przez jakie sam przeszedłem. 

- Rozumu?! - wykrzykn ła Słynny temperament MacNamarów wzi ł gór  nad dobrym 

wychowaniem. - Masz czelno  wygadywa  takie bzdury i jeszcze twierdzi ,  e dyktuje ci je 
rozum?  Przecie   ty  nie  masz  za  grosz  rozumu!  Czy  gdyby  twój  ojciec  był  Kub  
Rozpruwaczem,  chodziłby   i  tylko  my lał,  komu  by  tu  wypra   flaki?  Mój  ojciec  uwielbia 
surowe  ostrygi,  a  mnie  robi  si   niedobrze  na  ich  widok.  Czy  to  znaczy,  e  jestem 
adoptowanym dzieckiem? 

- To jaki  absurd! 
- Absurd? - prychn ła z oburzeniem. - Nie potrafisz dostrzec absurdu, nawet je li ci  

w oczy kole. Dlatego powiem ci, co to jest absurd. Je eli dwie osoby si  kochaj , a jedna z 
nich  nie  chce  przyj   tego  do  wiadomo ci  ze  strachu,  e  co   mo e  si   nie  uda ,  mo e  nie 
wyj  idealnie - to jest czysty absurd. - Si gn ła po pierwsz  rzecz, jak  miała pod r k  - traf 
chciał,  e była to dziewi tnastowieczna wenecka waza - i zamachn ła si . 

- Ja nie mówi  o ideałach. Jackie, cholera, odłó  to! Ale było ju  za pó no. Waza z 

brz kiem roztrzaskała si  o podłog . 

background image

-  Oczywi cie,  e  mówisz  o  ideałach.  Sam  jeste   jak  jeden  chodz cy  ideał.  Idealny 

Nathan Powell. Ka d  minut   ycia masz zaplanowan  a  do  mierci. W twoim  yciu nie ma 
ju  na nic miejsca. 

-  Uspokój  si !  -  Chwycił  j   za  r ce,  zanim  zd yła  dobra   si   do  innych 

warto ciowych przedmiotów. - Ju  samo to, co wła nie zrobiła , wystarczy jako dowód,  e 
mam racj . Lubi  planowa , lubi  mie  wszystko dopi te na ostatni guzik, lubi  doprowadza  
wszystko do ko ca. A tobie nigdy si  to nie udało. 

Uniosła dumnie głow . Oczy miała suche. Łzy przyjd  pó niej, całe fontanny łez. 
- Byłam ciekawa, kiedy wreszcie rzucisz mi to w twarz. W jednym rzeczywi cie masz 

racj ,  Nathan.  wiat  składa  si   z  dwóch  gatunków  ludzi  -  rozwa nych  i  nierozwa nych.  Ja 
nale  do tych drugich, i to mi odpowiada. Co jednak nie znaczy,  e mam prawo uzna  ciebie, 
człowieka rozwa nego, za istot  ni szego gatunku. 

Nathan  achn ł si . Nie przywykł do walki - chyba  e chodziło o materiały budowlane 

albo warunki, w jakich miała pracowa  jego ekipa. 

- To nie miała by  obelga. 
-  Nie?  Mo e  i  nie,  ale  zrozumiałam  aluzj .  Nie  jeste my  ulepieni  z  jednej  gliny  i 

chocia   oboje  potrafimy  i   na  pewne  kompromisy,  nigdy  nie  b dziemy  tacy  sami.  Co  nie 
zmienia faktu,  e ci  kocham i chc  sp dzi  z tob   ycie. - Chwyciła  go za koszul . - Nie 
jeste  swoim ojcem,, Nathan, a ja z cał  pewno ci  nie jestem twoj  matk ! Nie pozwól im, 

eby po raz kolejny w  yciu wyrz dzili ci krzywd !  eby nam wyrz dzili krzywd ! 

Nakrył dło mi jej r ce. 
-  Gdyby   nie  była  dla  mnie  taka  wa na,  mo e  bym  nawet  zaryzykował. 

Powiedziałbym: „W porz dku, skoro tak bardzo tego chcemy, co nam szkodzi spróbowa ”. 
Ale mnie za bardzo zale y na twoim szcz ciu. 

- Za bardzo ci zale y na moim szcz ciu! - wykrzykn ła, ostatkiem sił powstrzymuj c 

łzy.  -  Niech  ci   wszyscy  diabli,  Nathan!  Za  to,  e  jeste   takim  tchórzem!  Nawet  teraz  nie 
masz odwagi si  przyzna ,  e mnie kochasz! 

Obróciła si  na pi cie i wybiegła z pokoju. Po chwili na dole trzasn ły frontowe drzwi. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

- Murarze stracili dwa dni z powodu deszczu. Uruchamiam drug  zmian . 
Nathan  stał  na  placu  budowy,  mru c  oczy  od  sło ca,  które  wreszcie  wyjrzało  zza 

chmur. W Denver było zimno - wiosna długo nie chciała nadej . Pojedyncze kwiatki, które 
odwa yły  si   wyjrze   spod  ziemi,  zostały  brutalnie  wdeptane  w  błoto.  Za  rok,  na  wiosn , 
tereny  wokół  budynku  zostan   uporz dkowane  i  obsadzone  bujn   ro linno ci .  Patrz c  na 
rozryt  ziemi  i surowy szkielet budowli, Nathan ju  to wszystko widział oczyma duszy. 

- Trzeba przyzna ,  e roboty post puj  bardzo szybko, mimo tak złej pogody. Mas  

zrobiłe  w trzy tygodnie. 

-  Cody,  w  kapeluszu  z  szerokim  rondem  i  kowbojskich  butach,  patrzył  na  belki  i 

d wigary.  W  przeciwie stwie  do  Nathana,  nie  widział  sko czonego  dzieła.  Wolał  ten  etap 
robót, w którym miał jeszcze wpływ na ko cowy efekt. 

- Nie le to wszystko wygl da - stwierdził z satysfakcj . 
- Ty za to wygl dasz okropnie. 
-  Miło  ci   znowu  usłysze ,  Cody.  Brakowało  mi  ciebie.  -  Nathan  zacz ł  przegl da  

notatki, zawieraj ce szczegółowy plan i terminy robót. 

- Widz ,  e trzymasz r k  na pulsie. Jak zwykle - mrukn ł Cody. 
- Aha. - Nathan wyj ł papierosa i osłonił dłoni  zapalniczk . 
W  wietle  płomienia  Cody  dostrzegł  sine  cienie  pod  oczyma  przyjaciela  i  gł bokie 

zmarszczki wokół ust. Prawdziwy m czyzna, zdaniem Cody'ego, mógł wygl da   le tylko z 
jednego powodu - z powodu kobiety. 

Nathan schował zapalniczk  do kieszeni. 
- Inspektor budowlany powinien podpisa  protokół jeszcze dzi . 
- Bóg z nim. - Cody pocz stował si  papierosem. - Podobno wyje d asz? 
-  Mo e.  -  Jeden  z  robotników  miał  przeno ne  radio,  nastawione  na  cały  regulator. 

Nathanowi przypomniała si  Jackie i jej muzyka w kuchni. - Co słycha  w domu? S  jakie  
problemy? 

- W interesach? Nie. - odparł Cody. - Chciałem ciebie o to samo zapyta . 
- Od dawna nie byłem w domu. Zapomniałe ? S  jakie  wiadomo ci z Sydney? 
-  Za  sze   tygodni  mo emy  wchodzi   na  plac  budowy.  Nathan  zaci gn ł  si  

papierosem, a potem odłamał filtr. 

background image

Patrz c na niego, Cody pomy lał,  e je li kto  chce si  zabi , powinien to zrobi  od 

razu. 

- Jakie  nieporozumienia z Jackie? - zapytał. 
- Czemu pytasz? 
- Wygl dasz, jakby  od przyjazdu nie przespał jednej nocy. - Cody wyj ł z kieszeni 

zapałki, spojrzał z u miechem na logo klubu widniej ce na pudełku, a potem potarł zapałk  o 
jego kraw d . - Chcesz o tym porozmawia ? 

- Nie ma o czym mówi . 
Cody uniósł tylko brwi i wci gn ł w płuca kł b dymu. 
- Jak uwa asz, szefie. 
Nathan zakl ł gło no, ale zaraz si  zmitygował. 
- Przepraszam, stary. 
- Nie ma sprawy. - Cody postał jeszcze przez chwil , pal c papierosa i przygl daj c 

si  robotnikom. - Mam ochot  na kaw  i jajka. - Wdeptał niedopałek w błoto. - Chod , to ci 
postawi . W ko cu to ja trzymam kas . 

- Równy z ciebie go , Cody - burkn ł Nathan, jednak ruszył za przyjacielem do jego 

furgonetki. 

Po dziesi ciu minutach siedzieli obaj w obskurnym lokalu, gdzie menu było wypisane 

kred   na  tablicy,  a  kelnerki  nosiły  jaskraworozowe  spódniczki.  Przy  barze  jaki   łysy 
m czyzna drzemał nad wystygł  kaw  i pełn  popielniczk  w kształcie siodła. W powietrzu 
unosił si  zapach sma onej cebuli. 

-  Ty  to  zawsze  potrafisz  znale   elegancki  lokal  -  rzekł  z  przek sem  Nathan,  kiedy 

siadali przy stoliku. Nagle przyszło mu do głowy,  e Jackie na pewno by si  tu spodobało. 

-  To  nie  jest  wliczone  w  cen ,  synu.  -  Cody  rozparł  si   w  krze le  i  z  u miechem 

patrzył, jak jedna z kelnerek wykrzykuje zamówienie do ponurego m czyzny obsługuj cego 
grill. 

Bez pytania postawiono przed nimi dzbanek z kaw . Cody nalał sobie i z uznaniem 

popatrzył na paruj cy kubek. 

-  Chod   sobie  sam  do  tych  twoich  cudacznych  francuskich  restauracji.  Nigdzie  nie 

umiej  parzy  takiej kawy jak w barach szybkiej obsługi. 

Jackie umiała parzy  tak  kaw , pomy lał Nathan i nagle odechciało mu si  pi . 
Cody posłał uwodzicielski u miech tlenionej blondynce, która przystan ła z bloczkiem 

w r ku przy ich stoliku. 

- Prosz  niebieski półmisek. Dwa razy. 

background image

- Dwa niebieskie półmiski - powtórzyła kelnerka, zapisuj c zamówienie. 
-  Ale  na  jednym  talerzu,  kochanie  -  dorzucił  Cody.  Dziewczyna  przyjrzała  mu  si  

uwa nie, po czym bez skr powania stwierdziła: 

- Jest u ciebie co karmi , złotko. 
- I o to chodzi. Dla mojego kumpla to samo. Kelnerka spojrzała na Nathana i doszła do 

wniosku,  e  to  jej  dobry  dzie .  Dwóch  takich  klientów  w  jej  rewirze  -  chocia   ten  czarny 
wygl da, jakby miał ci k  noc. I to co najmniej od tygodnia. U miechn ła si  do Nathana, 
odsłaniaj c przy tym krzywe z by. 

- Jakie maj  by  te jajka, kotku? 
- Lekko  ci te - wtr cił si  Cody - i nie wyci nij całego tłuszczu z frytek. 
Kelnerka zachichotała i piskliwym głosem krzykn ła w stron  kuchni: 
- Dwa razy podwójny półmisek. Jajka  ci te, ale bez przesady. 
Nathan u miechn ł si  mimo woli. 
- Co to jest ten niebieski półmisek? 
- Dwa jajka sadzone, sma ony bekon, frytki, herbatniki i kawa bez ogranicze . - Cody 

si gn ł po papierosa, po czym poło ył nogi na krze le stoj cym obok krzesła Nathana. 

- Dzwoniłe  do niej? 
Nie było sensu udawa ,  e nie chce o tym mówi . Gdyby rzeczywi cie tak było, mógł 

przecie  bez trudu znale  jak  wymówk ,  eby zosta  na budowie. Przyszedł do baru tylko 
dlatego,  e liczył na szczero  przyjaciela, bez wzgl du na to, czy prawda b dzie miła, czy 
nie. 

- Nie, nie dzwoniłem. 
- Pokłócili cie si ? 
-  Trudno  to  nazwa   kłótni .  -  Nathan  przypomniał  sobie  porcelanowe  skorupy  na 

podłodze. - A mo e to była kłótnia? Sam nie wiem. 

- Zakocham cz sto si  kłóc . Nathan znowu si  u miechn ł. 
- Ona pewnie te  by tak powiedziała. 
- To rozs dna kobieta. - Cody nalał sobie drugi kubek kawy. Zauwa ył przy tym,  e 

Nathan jeszcze nie tkn ł swojej. - Nie wiem, o co wam poszło, ale s dz c po twojej minie, to 
ona wygrała. 

- Mylisz si .  adne z nas nie wygrało. 
Cody milczał przez chwil , stukaj c ły eczk  w stół w rytm piosenki z graj cej szafy. 
- Mój stary posyłał matce kwiaty, kiedy si  poprztykali - powiedział w ko cu. - To 

zawsze skutkowało. 

background image

- To nie takie proste. 
Cody poczekał, a  postawi  przed nimi dwa olbrzymie talerze, pu cił oko do kelnerki i 

rzucił si  najedzenie. 

- Nathan - zacz ł z pełnymi ustami - wiem,  e jeste  człowiekiem skrytym. Szanuj  

twoj   prywatno .  Przez  ten  czas,  kiedy  z  tob   pracuj ,  du o  si   od  ciebie  nauczyłem, 
zwłaszcza je eli chodzi o organizacj , kontrol  i profesjonalizm. Wydaje mi si ,  e stali my 
si   dla  siebie  kim   wi cej  ni   tylko  współpracownikami.  Masz  jaki   kłopot  z  kobiet ,  wal, 
bracie. Kto ci  lepiej zrozumie ni  drugi m czyzna? Co, oczywi cie, nie znaczy,  e znam si  
na kobietach lepiej ni  ty. 

Przed zakurzon  witryn  baru zatrzymała si  z piskiem mała furgonetka. 
- Jackie chciała jakiej  wi

cej decyzji, a ja nie mogłem jej tego da . 

- Nie mogłe ? - Cody posmarował herbatnik miodem. - A mo e raczej nie chciałe ? 
-  Nie  w  tym  przypadku.  Z  pewnych  przyczyn,  o  których  wolałbym  nie  mówi ,  nie 

mogłem  obieca   jej  mał e stwa  i  rodziny.  A  ona  tego  pragnie.  Tego  potrzebuje.  Chciała, 

ebym jej to przyrzekł, a ja nie składam obietnic bez pokrycia. 

- No có , to twoja decyzja. - Cody nabił na widelec soczysty plaster bekonu. - Wydaje 

mi si ,  e nie jeste  szcz liwy. Je eli jej nie kochasz.. . 

- Nie powiedziałem,  e jej nie kocham. 
- Nie powiedziałe ? Musiałem ci   le zrozumie . 
-  Posłuchaj,  Cody,  mał e stwo  jest  czym   bardzo  ryzykownym  nawet  wtedy,  gdy 

dwoje ludzi my li tak samo, ma takie same pogl dy i zwyczaje. Natomiast gdy ró ni  si  oni 
od siebie tak bardzo jak Jackie i ja, co  takiego w ogóle nie wchodzi w rachub . Ona chce 
mie  dom i dzieci i nie  przera aj ej zwi zane z  tym zamieszanie. Ja tygodniami bywam w 
podró y,  a  kiedy  wracam  do  domu,  chc   -  urwał,  bo  sam  ju   nie  wiedział,  czego  chce.  A 
przecie  dawniej doskonale to wiedział. 

- Tak, to rzeczywi cie powa ny problem. - Cody pokiwał głow . - Ci ganie za sob  

kochaj cej  kobiety,  zmuszanie  jej,  eby  dzieliła  z  tob   te  anonimowe  pokoje  w  hotelach  i 
samotne posiłki, to byłaby wielka niewygoda. Trzymanie jej w domu,  eby czekała na twój 
powrót, to byłaby wr cz m ka. 

Nathan oderwał wzrok od okna i spojrzał z wyrzutem na przyjaciela. 
- To byłoby w stosunku do niej nie fair. 
-  Pewnie  masz  racj .  Lepiej  by   samotnym  i  nieszcz liwym,  ni   zaryzykowa  

szcz cie we dwoje. Jajka ci stygn , szefie. 

- Szanse na udane mał e stwo s  pół na pół. 

background image

-  Tak,  statystyki  to  parszywa  rzecz.  Człowiek  si   zastanawia,  po  co  ludzie  w  ogóle 

ryzykuj . 

- Ty jako  nie zaryzykowałe . 
-  Tylko  dlatego,  e  nie  znalazłem  odpowiednio  wrednej  baby.  -  Cody  z  u miechem 

zmiótł  z  talerza  resztki  bekonu  i  jajka.  -  Chyba  zajrz   do  Jackie  w  przyszłym  tygodniu  - 
rzucił, a widz c nagle pobladł  twarz Nathana, dodał: - Posłuchaj, stary, je eli kobieta wnosi 

wiatło  w  ycie  m czyzny,  a  on  ucieka  do  cienia,  powinien  wiedzie ,  co  ryzykuje.  Czy 

naprawd  chcesz,  eby kto  inny z tego skorzystał? 

- Posuwasz si  za daleko, Cody! 
- Nie. To ty posun łe  si  za daleko. - Cody wychylił si  do przodu. Na jego twarzy 

odmalowała  si   powaga.  -  Co   ci  powiem,  Nathan.  Jeste   wietnym  facetem  i  genialnym 
architektem. Nie kłamiesz i nie idziesz na skróty. Walczysz o swoich ludzi i o swoje zasady. 
Nie jeste  na tyle t py,  eby nie i  na kompromis, kiedy zajdzie taka potrzeba. Bez niej nadal 
b dziesz takim samym człowiekiem, ale z ni  mo esz sta  si  kim  o całe niebo lepszym. Ona 
bardzo du o dla ciebie zrobiła. 

-  Wiem.  -  Nathan  odsun ł  na  bok  nietkni ty  talerz.  -  Ja  jej  po  prostu  nie  chc  

skrzywdzi . Gdyby to ode mnie zale ało.. . 

- To co? 
- Chodzi o to,  e bez niej wcale nie jest mi lepiej. - Bóg jeden wiedział, jak ci ko 

było mu si  do tego przyzna . - Ale jej mo e by  lepiej beze mnie. 

-  My l ,  e  tylko  ona  mo e  co   na  ten  temat  powiedzie .  -  Cody  wyj ł  portfel  i 

przeliczył banknoty. - Zdaje mi si ,  e jestem tu we wszystkim równie dobrze zorientowany 
jak ty. 

- Co? Tak, oczywi cie. I co z tego? 
- Mam w pokoju bilet na samolot. Z rezerwacj  na pojutrze. Dam ci go w zamian za 

twój pokój w hotelu. 

Nathan  osłupiał.  Gor czkowo  próbował  znale   jakie   powody,  dla  których  nie 

mógłby zostawi  budowy. Szybko u wiadomił sobie,  e byłyby to tylko wykr ty. 

- Zatrzymaj swój bilet - powiedział szorstko. - Jeszcze dzi  wyje d am. 
- Prawidłowy ruch. - Cody dorzucił suty napiwek do rachunku. 
Nathan zjawił si  w domu o drugiej nad ranem, po całodziennej podró y. Poleciał do 

St. Louis, zahaczaj c o Chicago, gdzie czekał przez dwie godziny na poł czenie z Baltimore, 
sk d dotarł do celu rejsowym poduszkowcem, kursuj cym co godzin . 

background image

Był  pewny,  e  zastanie  w  domu  Jackie.  My l  ta  podtrzymywała  go  na  duchu  przez 

cał  drog . Wprawdzie nikt nie odbierał jego telefonów, ale przecie  Jackie mogła pój  na 
zakupy albo na spacer. Nawet mu przez my l nie przeszło,  e mogłaby wyjecha . 

W gł bi duszy  ywił niezachwian  pewno ,  e bez wzgl du na to, co powiedział i na 

czym  sprawy  stan ły,  Jackie  b dzie  na  niego  czekała.  Była  przecie   zbyt  uparta  i 
zdeterminowana,  by  machn   na  niego  r k   tylko  dlatego,  e  zachował  si   jak  sko czony 
idiota. 

Poza tym, kochała go, a kobieta taka jak Jackie je li si  ju  zakocha, to na dobre i złe. 
On dał jej na razie samo zło, ale je li mu pozwoli, spróbuje da  jej to, co najlepsze. 
Niestety,  Jackie  nie  było.  Zrozumiał  to  ju   w  chwili,  kiedy  otworzył  drzwi.  Dom 

tchn ł szacownym spokojem - zupełnie jak przed jej przybyciem. I ziało z niego samotno ci . 
Zakl ł gło no, a potem rzucił si  na gór , przeskakuj c po dwa stopnie i wykrzykuj c jej imi . 

Łó ko  zostało  starannie  po cielone  -  pewnie  przez  pani   Grange.  Kto   sprz tn ł 

koszulki i buty, które Jackie lubiła rozrzuca  po całym pokoju. Wokół panował pedantyczny 
porz dek.  Tak  pedantyczny,  e  a   nienawistny.  Nie  mog c  si   pogodzi   z  prawd ,  Nathan 
podbiegł do szafy i szarpn ł drzwi. W  rodku wisiały tylko jego rzeczy. 

W ciekły  na  Jackie  -  i  na  siebie  -  wpadł  do  pokoju  go cinnego.  Tam  te   zastał 

starannie wygładzone prze cieradło. Znikn ły ksi ki i papiery, a tak e maszyna do pisania. 

Ogarn ł  pokój  martwym  wzrokiem.  Jak  mógł  kiedykolwiek  uwa a ,  e  miło  jest 

wraca  do pustego domu? Znu ony przysiadł na brzegu łó ka. W powietrzu unosił si  jeszcze 
zapach Jackie, ale i on wkrótce si  ulotni. I ten wła nie zanikaj cy  lad  ci ł go z nóg. 

Wyci gn ł si  na łó ku. Nie chciał wraca  do swojego pokoju, do łó ka, które dzielił z 

ni  przez tyle nocy. O nie, tak łatwo jej si  nie uda, zd ył jeszcze pomy le , zanim zapadł w 
kamienny sen. 

-  eby dorosły facet oszukiwał w scrabbla! To bardziej ni   ałosne! 
- Nie musz  wcale oszukiwa . - J. D. MacNamara spojrzał na córk , mru c oczy. - 

„Pl ny”  to  przymiotnik,  inaczej  „wdzi czny”.  Na  przykład  w  zdaniu:  Baletnica  wykonała 
seri  pl nych piruetów. 

- Tato, nie wciskaj mi kitu. - Jackie pobła liwie pokiwała głow . - Zgodziłam si  na 

„ocha ”, ale to ju  przesada! 

- To,  e jeste  pisark ,  wcale jeszcze nie znaczy, i  znasz ka de słowo. No, prosz , 

zajrzyj do słownika, ale ostrzegam ci , je eli nie znajdziesz, tracisz pi dziesi t punktów. 

background image

Jackie  zawahała  si .  Wiedziała,  e  ojciec  potrafi  kłama   bez  mrugni cia  okiem,  ale 

wiedziała  te ,  e  umie  w  najmniej  spodziewanym  momencie  wygra .  Opu ciła  z  wes-
tchnieniem r k . 

- Poddaj  si . Umiem pla nie przegrywa . 
- Grzeczna dziewczynka. - Zadowolony z siebie, J. D. zacz ł podlicza  punkty. Jackie 

podniosła do ust kieliszek wina i popatrzyła na ojca. 

J. D. MacNamara to imponuj cy m czyzna. Zawsze o tym wiedziała. Jednak dopiero 

rozmowa  z  Nathanem  u wiadomiła  jej,  jak  cennym  skarbem  jest  jej  rodzina.  W  wiecie 
biznesu  ojciec  cieszył  si   opini   człowieka  twardego  jak  stal.  Najwi ksz   przyjemno  
sprawiało mu przechytrzenie przeciwnika i pokonanie konkurencji. A jednak, kiedy udało mu 
si  wygra  z córk , miał na twarzy wyraz identycznego zadowolenia. 

Ojciec  po  prostu  kochał  ycie,  ze  wszystkimi  jego  wzlotami  i  upadkami.  Mo e  i 

Nathan miał racj , gdy mówił,  e dzieci dostaj  po rodzicach co  wi cej ni  tylko kolor oczu. 
Ona odziedziczyła po ojcu t  wła nie rado   ycia i była mu za to wdzi czna. 

- Kocham ci , tato, nawet je eli jeste  sko czonym szachrajem. 
- Ja te  ci  kocham, Jackie. - J. D. z u miechem spojrzał na tabel  punktów. - Mimo to 

ci  zniszcz . Twoja kolejka, kotku. 

Jackie zało yła nog  na nog , podparła głow  na łokciu i zapatrzyła si  w litery. Pokój 

był jasno o wietlony - zasłony zaci gano dopiero po zachodzie sło ca. Salonik, jak zwykła 
nazywa   go matka, przeznaczono na rodzinne lub nieoficjalne spotkania, mimo to stanowił 
wzór najlepszego gustu i elegancji. 

Zasłony, mi kko opadaj ce na podłog , uszyto z materiału w ten sam dyskretny wzór, 

jakim obito półokr gł  sof . Kolekcja kryształów, stanowi ca dum  matki, została usuni ta 
par  lat temu po tym, jak Jackie i Brandon rozbili cukiernic  podczas bójki z jakiego  błahego 
powodu. Matka uparła si  jedynie,  eby zostawi  w saloniku kilka sztuk porcelany. 

Olbrzymie, wykuszowe okno z ławeczk  wychodziło na wschód. Jako dziewczynka, 

Jackie  zwykła  kry   si   we  wn ce  podczas  zabawy  w  chowanego.  Jako  podlotek, 
przesiadywała  tam  cz sto,  eby  duma   o  swoim  ostatnim  podboju.  Sp dziła  w  tym  pokoju 
wiele  godzin  -  radosnych  i  smutnych,  gniewnych  i  pełnych  nadziei.  To  był  dom,  jej  dom. 
Dopiero teraz w pełni to zrozumiała i doceniła. 

- Co si  z tob  dzieje, dziewczyno? Przecie  pisarki nie powinny mie  kłopotów ze 

słowami. - Od jakiego  czasu ojciec po kilka razy dziennie nazywał j  pisark . 

- Zejd  ze mnie, J. D. ! 
- Ładnie to tak mówi  do ojca?! Chyba powinienem przyło y  ci pasem. 

background image

- I komu jeszcze? - zapytała ze  miechem. 
Ojciec  u miechn ł  si .  Miał  pełn ,  m sk   twarz,  o  rumianej,  irlandzkiej  cerze  i 

jasnoniebieskie, dobroduszne oczy. Ubrany był w garnitur, bo w ich domu zawsze ubierano 
si   elegancko  do  kolacji,  ale  kamizelk   miał  rozpi t ,  a  krawat  mocno  przekrzywiony.  W 
z bach trzymał cygaro, które jego  ona tolerowała z wyniosł  rezygnacj . 

Jackie uło yła litery. 
- Wiesz co, tato, wcze niej o tym nie my lałam, ale jeste cie z mam  tacy ró ni. 
- Hmmm? - Ojciec spojrzał na ni  nieprzytomnie, zaj ty wymy laniem nowego słowa. 
- No bo mama jest taka elegancka i dobrze wychowana.. . 
- A ja kim jestem? Prostakiem? 
- Niezupełnie - mrukn ła, a kiedy ojciec si  zas pił, podsun ła mu plansz  pod nos. - 

Mam! Hiperowski! 

- A to co znowu? - J. D. postukał placem w plansz . - Nie ma czego  takiego. 
-  To  z  łaciny.  Znaczy  sprytny,  szczwany.  Na  przykład:  „Mój  ojciec  znany  jest  ze 

swoich hiperowskich interesów”. 

W odpowiedzi ojciec u ył słowa, na d wi k którego matka cmokn łaby wymownie. 
-  No,  sprawd   -  zach cała  go  Jackie.  -  O  ile  chcesz  straci   pi dziesi t  punktów  - 

dorzuciła. - Jak to mo liwe,  e jeste cie z mam  tacy szcz liwi? 

- Pozwalam jej robi  to, co umie najlepiej, a ona pozwala mi robi  to, w czym jestem 

najlepszy. A poza tym, nadal szalej  za t  star  dewotk . 

-  Wiem.  -  Łzy  napłyn ły  Jackie  do  oczu.  Od  jakiego   czasu  pojawiały  si   jak  na 

zawołanie.  -  Du o  ostatnio  my lałam  o  tym,  co  zrobili cie  dla  mnie  i  dla  chłopaków.  A 
najwa niejsze chyba było to,  e si  kochali cie. 

- Jackie, powiesz mi wreszcie, co ci le y na sercu? Pokr ciła głow , ale nachyliła si  i 

pogłaskała ojca po policzku. 

- Dorosłam tej wiosny, to wszystko. My lałam,  e miło wam b dzie to usłysze . 
- Czy to,  e dorosła , ma co  wspólnego z tym go ciem, w którym si  zakochała ? 
-  Owszem.  Och,  jestem  pewna,  e  by  ci  si   spodobał,  tato.  Jest  taki  stanowczy  i 

zdecydowany.  Czasami  nawet  za  bardzo.  Jest  poza  tym  miły  i  zabawny,  na  ró ne  dziwne 
sposoby.  I  podobam  mu  si   taka,  jaka  jestem..  -  Łzy  znów  były  niebezpiecznie  blisko.  Na 
moment podniosła r k  do oczu. - On musi mie  wszystko spisane na li cie i zawsze musi si  
upewni ,  e B przychodzi po A. On, och.. . - z westchnieniem opu ciła r ce - to człowiek z 
gatunku  tych,  co  to  otwieraj   przed  tob   drzwi  nie  dlatego,  e  uwa aj ,  i   tak  post puje 

background image

d entelmen,  tylko  dlatego,  e  s   z  natury  d entelmenami.  -  U miechn ła  si   przez  łzy.  - 
Mamie te  by si  spodobał. 

- No to w czym problem, Jackie? 
- On nie jest jeszcze gotowy,  eby zaakceptowa  mnie oraz to, co do siebie czujemy. 

A ja nie potrafi  powiedzie , jak długo b d  w stanie czeka ,  eby do tego dojrzał. Ojciec 
zas pił si , a po chwili zapytał: 

- To co mam zrobi ? Kopn  go w tyłek? 
Jackie  Wybuchn ła  miechem.  W  jednej  chwili  znalazła  si   na  kolanach  ojca  i 

zarzuciła mu r ce na szyj . 

- Dam ci zna , kiedy przyjdzie pora. 
Patricia  wkroczyła  do  pokoju  -  wysoka,  szczupła,  w  jedwabnym  kostiumie  o 

bladoniebieskim odcieniu jej oczu. 

-  John,  je eli  kucharz  nie  przestanie  demonstrowa   tych  swoich  humorów,  b dziesz 

musiał  z  nim  porozmawia .  Ja  ju   jestem  na  granicy  wytrzymało ci.  -  Podeszła  do  barku, 
nalała sobie szklaneczk  sherry, a potem osun ła si  na fotel. Skrzy owała nogi, które jej m  
wci   uwa ał  za  najzgrabniejsze  na  całym  Wschodnim  Wybrze u,  i  zacz ła  powoli  s czy  
drinka.  -  Jackie,  znalazłam  rewelacyjnego  fryzjera  w  zeszłym  tygodniu.  Jestem  pewna,  e 
zdziałałby cuda na twojej głowie. 

Jackie u miechn ła si  i zdmuchn ła grzywk  z czoła. 
- Kocham ci , mamo. 
W oczach Patricii zapaliły si  ciepłe błyski. 
-  Ja  te   ci   kocham,  córeczko.  Chciałam  ci  powiedzie ,  e  do  twarzy  ci  z  t  

opalenizn ,  ale  po  tym  wszystkim,  co  przeczytałam  na  ten  temat,  zaczynam  si   obawia   o 
długoterminowe skutki. - U miechn ła si  i przez moment wygl dała zupełnie jak Jackie. - 
Tak si  ciesz ,  e znowu z nami jeste . Bez ciebie i chłopców dom wydaje si  pusty. 

- Nie b dziemy jej teraz zbyt cz sto widywa . - J. D. uszczypn ł córk  w po ladek. - 

Jako sławna pisarka, jest bardzo zaj ta. 

- To dopiero moja pierwsza ksi ka - przypomniała mu Jackie. - Na razie - dodała z 

u miechem. 

-  Miałam  wielk   satysfakcj ,  kiedy  mogłam  napomkn   Honorii  -  tak  przy  okazji, 

oczywi cie -  e sprzedała  maszynopis wydawnictwu. - Patricia upiła łyczek sherry i rozsiadła 
si  wygodniej w fotelu. 

- Tak przy okazji?. - J. D. parskn ł  miechem. - Mama nie mogła si  doczeka ,  eby 

chwyci  za słuchawk  i pochwali  si  wszystkim wokoło. Ej e, co ty tam robisz? 

background image

Jackie oderwała wzrok od planszy. 
- Nic, nic. - Cmokn ła go gło no w policzek. - Przegrałe . Takie słowo naprawd  nie 

istnieje. 

- To si  jeszcze oka e. - Ojciec zepchn ł j  z kolan, po czym zatarł r ce. - Siadaj i 

b d  cicho. 

-  No  wiesz,  John!  -  powiedziała  Patricia  takim  tonem,  e  Jackie  zerwała  si   i 

podbiegła,  eby j  u ciska . W tej samej chwili rozległ si  dzwonek do drzwi. Jackie wypro-
stowała si , ale matka powstrzymała j  zdecydowanym ruchem r ki. 

-  Philip  otworzy.  Popraw  włosy,  Jacqueline.  Jackie  posłusznie  przeczesała  palcami 

włosy. 

- Przepraszam, pani MacNamara. - Siwiej cy lokaj wyłonił si  z holu. - Jaki  Nathan 

Powell chce si  koniecznie widzie  z pann  Jacqueline. 

Jackie poderwała si  z piskiem, ale matka znowu osadziła j  w miejscu. 
- Jacqueline, usi d  i udawaj,  e jeste  dam . Philip wprowadzi tego pana. 
- Ale.. . 
- Siadaj! - odezwał si  ojciec. - I b d  cicho! 
- Wła nie - mrukn ła Patricia, a potem spojrzała na lokaja i skin ła głow . 
Jackie z hukiem klapn ła na krzesło. 
- I nie miej takiej kwa nej miny - dorzucił ojciec - bo jeszcze gotów si  wystraszy . 
Jackie  rzuciła  mu  w ciekłe  spojrzenie,  po  czym  si   uspokoiła.  Mo e  rodzice  mieli 

jednak  racj ?  Mo e  tym  razem  powinna  si   zastanowi ,  zanim  zrobi  jakie   głupstwo?  Gdy 
jednak zobaczyła Nathana, byłaby si  zerwała z krzesła, gdyby nie to,  e ojciec z całych sił 
nast pił jej na nog . 

-  Jackie!  -  odezwał  si   Nathan  zdławionym  głosem,  jakiego  dawno  u  niego  nie 

słyszała. 

- Cze , Nathan. - Jackie wzi ła si  w gar , wstała i z u miechem podała mu r k . - 

Nie spodziewałam si  twojej wizyty. 

-  No  tak.  Bo  ja..  .  -  Nathan  zastygł  po rodku  wymuskanego  salonu.  W  pomi tym 

podró nym  stroju,  z  ozdobionym  pstr   kokard   pudełkiem  pod  pach ,  poczuł  si   jak 
sko czony idiota. - Powinienem wcze niej zadzwoni . 

- Nic si  nie stało. - Jackie podeszła do niego i jakby nigdy nic uj ła go pod r k . - 

Pozwólcie,  e  wam  przedstawi   Nathana  Powella.  A  to  moi  rodzice  -  J.  D.  i  Patricia 
MacNamarowie. 

background image

J. D. podniósł si  z fotela. Jeden rzut oka wystarczył mu, by stwierdzi ,  e nigdy nie 

widział  równie  zakochanego  i  zrozpaczonego  człowieka.  Wyci gn ł  r k ,  a  w  jego  oczach 
współczucie mieszało si  z ciekawo ci . 

- Miło mi pana pozna . Podziwiam pana prace. - Zmia d ył w u cisku dło  Nathana. - 

Jackie du o nam o panu opowiadała. Zrobi  panu drinka. 

Nathan skin ł w milczeniu głow , po czym zwrócił si  do matki Jackie. Pomy lał,  e 

tak  pewnie  b dzie  Jackie  wygl da   za  jakie   dwadzie cia..  .  dwadzie cia  pi   lat.  Nadal 
pi kna, z porcelanow  cer , pełna gracji, która przychodzi z wiekiem. 

- Przepraszam,  e wpadłem bez uprzedzenia. 
- Nie ma za co - u miechn ła si  Patricia, ale w gł bi ducha była rada,  e ten młody 

człowiek  ma  dobre  maniery.  Ona  tak e  zd yła  ju   oceni   go cia.  Dostrzegła  dobre 
wychowanie oraz uprzejmo , które bardzo sobie ceniła. 

- Prosz , niech pan spocznie. 
- Ja.. . 
- Prosz . Nie ma to jak szklaneczka whisky. Od razu stawia człowieka na nogi. - J. D. 

klepn ł Nathana po plecach i podał mu drinka. - Wi c pan jest architektem? A zajmuje si  pan 
te  rewaloryzacj ? 

- Tak, o ile.. . 
-  A  to  si   wietnie  składa.  Chciałbym  pogada   z  panem  o  kompleksie  budynków, 

który mam na oku. Na razie to kompletna ruina, ale widz  wielkie mo liwo ci. Powiedzmy, 

e.. . 

- Przepraszam! - Nathan wcisn ł J. D. w gar  swoj  szklaneczk , po czym chwycił 

Jackie za r k  i bez słowa wywlókł do ogrodu przez drzwi za kotar . 

- No, no! - Patricia uniosła brwi i kryj c u miech, poci gn ła łyczek sherry. Jej m  

wzniósł toast whisky, któr  wr czył mu Nathan, po czym wlał j  w siebie jednym haustem. 

- Nasze zdrowie, staruszko! Za szybki  lub! 
Powietrze  było  balsamiczne,  przesycone  zapachem  kwiatów.  Gwiazdy  l niły  na 

wyci gni cie  r ki,  ksi yc  zalewał  wszystko  srebrzyst   po wiat .  Jednak  Nathan  tego  nie 
widział.  Zatrzymał  si   przy  białym  ogrodowym  stoliku,  rzucił  pakunek  i  chwycił  Jackie  w 
ramiona. 

-  Przepraszam  -  zdołał  wykrztusi   po  chwili.  -  Zachowałem  si   niegrzecznie  wobec 

twoich rodziców. 

-  Nic  si   nie  stało.  Tak  to  ju   bywa  -  Uj ła  w  dłonie  jego  twarz  i  uwa nie  mu  si  

przyjrzała. - Wygl dasz, jakby  był bardzo zm czony. 

background image

- Nie, nie, czuj  si   wietnie. - Było to jawne kłamstwo.  eby zyska  na czasie, cofn ł 

si  o krok. - Bałem si ,  e tu tak e ci  nie zastan . 

- Tak e? 
-  Nie  było  ci ,  kiedy  wróciłem  do  domu.  Pojechałem  do  ciebie,  ale  tam  te   ci   nie 

było. Wi c przyjechałem tutaj. 

- Szukałe  mnie? - zapytała po chwili. 
- Od kilku dni. 
-  Przykro  mi.  Nie  spodziewałam  si ,  e  wrócisz  tak  wcze nie  z  Denver.  W  twoim 

biurze powiedziano mi,  e wracasz za tydzie . 

- Wróciłem wcze niej ni .. . Dzwoniła  do biura? 
- Tak. Wróciłe  wcze niej ni  co, Nathan? 
- Ni  miałem to w planach - wyrzucił z siebie. - Zostawiłem Cody'ego na budowie, 

wcisn łem mu w gar  projekty, a sam wsiadłem w samolot i wróciłem do domu. Ale tam ci  
nie było. Zrozumiałem,  e odeszła . 

Omal nie rzuciła mu si  ze  miechem na szyj , zdecydowała si  jednak rozegra  parti  

do ko ca. 

- My lałe ,  e b d  na ciebie czeka ? 
- Tak. Nie. Tak, do jasnej cholery! - Desperackim gestem przeczesał włosy. - Wiem, 

e nie miałem prawa tego wymaga , ale my lałem,  e tam b dziesz. Ale kiedy wróciłem, dom 

był pusty.  Nie mog  znie  tej pustki bez ciebie. Bez ciebie nie potrafi  nawet my le .  To 
wszystko twoja wina! Przez ciebie pomieszało mi si  w głowie. - Zacz ł nerwowo kr y  tam 
i  z  powrotem.  Jackie  patrzyła  na  niego  ze  zdumieniem.  Ten  Nathan,  którego  znała,  rzadko 
wykonywał zb dne ruchy. - Za ka dym razem gdy co  widz , zastanawiam si , co by  na to 
powiedziała. Nie mogłem nawet zje  niebieskiego półmiska,  eby przy tym nie pomy le  o 
tobie. 

-  To  rzeczywi cie  straszne..  .  -  Jackie  zaczerpn ła  tchu,  eby  zada   nieuniknione 

pytanie. - Chcesz,  ebym wróciła, Nathan? 

- Mam ci  błaga  na kl czkach? 
-  Musz   si   zastanowi .  -  Dotkn ła  pstrej  kokardy,  zastanawiaj c  si ,  co  jest  w 

pudełku. - Prawd  mówi c, zasłu yłe  sobie na to,  eby mnie błaga  na kl czkach, ale ja nie 
mam  serca,  eby  ci   do  tego  zmusza .  -  U miechn ła  si   i  grzecznie  splotła  r ce.  -  Tak 
naprawd , to ja wcale nie wyjechałam. 

- Jak to?! Przecie  wszystkie twoje rzeczy znikn ły. Dom jest wysprz tany. 
- A zagl dałe  do szafy? 

background image

- O co ci chodzi? - zirytował si  Nathan. - Nic nie rozumiem. 
-  Ja  nie  odeszłam  od  ciebie,  Nathan.  Moje  rzeczy  nadal  s   w  pokoju  go cinnym,  w 

szafie. Nie potrafiłam zasn  w twoim łó ku bez ciebie, wi c si  przeprowadziłam, ale nie 
wyprowadziłam.  Rozumiesz?  -  Delikatnie  dotkn ła  jego  policzka.  -  Przecie   nie  mogłam 
dopu ci  do tego,  eby  miał złamane serce. 

Nathan chwycił j  kurczowo za r ce, jakby była jego ostatni  desk  ratunku. 
- No to czemu jeste  tu, a nie tam? 
-  Chciałam  si   zobaczy   z  rodzicami.  Po  cz ci  z  powodu  tego  wszystkiego,  co  mi 

powiedziałe .  U wiadomiłam  sobie,  e  musz   ich  odwiedzi ,  by  im  podzi kowa   za  to,  e 
byli  i  s   tacy  cudowni.  A  po  cz ci  dlatego,  i   chciałam  im  powiedzie ,  e  wreszcie  prze-
prowadziłam  co   konsekwentnie  od  pocz tku  do  ko ca.  -  Nerwowo  cisn ła  go  za  r k .  - 
Sprzedałam moj  ksi k ! 

- Naprawd ?! Nawet nie wiedziałem,  e j  gdziekolwiek wysłała ! 
-  Wolałam  o  tym  nie  mówi .  Nie  chciałam  ci  sprawi   zawodu,  gdyby  mi  si   nie 

powiodło. 

- Przecie  nie miałbym do ciebie pretensji. - Przyci gn ł j  do siebie. Owion ł go jej 

cudowny zapach. W tym momencie zrozumiał,  e mo na wróci  do domu, nawet je li dokoła 
nie ma znajomych  cian. - Tak si  ciesz ! Jestem z ciebie dumny.  ałuj .. .  ałuj ,  e mnie 
przy tym nie było. 

- Musiałam to zrobi  sama, ale nast pnym razem chc ,  eby  przy tym był. 

cisn ł  j   mocniej  w  talii.  Oczy  mu  pociemniały.  Oczy  Jake'a,  pomy lała,  pijana  z 

miło ci. 

- Wi c to naprawd  a  takie proste? - zdumiał si . - Czy rzeczywi cie wystarczy ci,  e 

przyjechałem i poprosiłem ci ,  eby  ze mn  została? 

- Tylko to chciałam zawsze od ciebie usłysze . 
- Nie zasłu yłem na ciebie. U miechn ła si . 
- Wiem. 
Chwycił  j   ze  miechem  i  obrócił  wokoło,  a  potem  zmia d ył  jej  usta  w  długim, 

nami tnym pocałunku. 

- Przyjechałem gotowy składa  wszelkiego rodzaju propozycje i obietnice. Nie masz 

zamiaru o nic prosi ? 

- Nie powiem,  ebym nie chciała ich posłucha . - Poło yła głow  na jego ramieniu. - 

Mo e mi powiesz, co chowasz w zanadrzu. 

background image

-  Chc   by   z  tob ,  ale  chc   te ,  eby  wszystko  było  jak  nale y.  adnych  długich 

rozsta ,  adnych niedotrzymanych obietnic. Zdecydowałem si  na co , co powinienem zrobi  
ju  rok temu - chc  wej  w spółk  z Codym. 

Kiedy popatrzyła mu w oczy, odkrył,  e potrafi  by  równie bystre i przenikliwe, jak 

oczy jej ojca. 

- Słuszna decyzja. 
- I to nie tylko zawodowa, ale i osobista. Ja si  ucz , Jackie. 
- To wida . 
- A tak mi dzy nami mówi c, znajd  si  dzi ki temu pod mniejsz  presj  i b dziemy 

mogli pomy le  o zało eniu rodziny. Prawdziwej rodziny. Nie wiem, jakim b d  m em czy 
ojcem, ale.. . 

Koniuszkami palców dotkn ła jego ust. 
- Wspólnie si  o tym przekonamy. 
-  Tak.  -  Nathan  znów  chwycił  j   za  r ce.  -  Nadal  b d   musiał  podró owa ,  cho  

znacznie mniej, ale mam nadziej ,  e w miar  mo no ci zechcesz mi towarzyszy . 

- Nawet nie próbuj mniej powstrzyma . 
- I b dziesz mi ci gle przypomina ,  e rodzina jest na pierwszym miejscu. 
- Mo esz na mnie liczy . 
- Chciałbym si  teraz cofn  i wyzna  ci co , co powinienem powiedzie  wcze niej. - 

Pu cił jej r ce i odsun ł si  o krok. - Odk d  ci  poznałem, wszystko si  zmieniło w moim 

yciu. Gdybym ci  teraz utracił, byłoby to gorsze, ni  gdybym stracił wzrok albo r k , bo bez 

ciebie  nie  potrafi   ju   na  nic  patrze ,  niczego  dotyka .  Jeste   mi  potrzebna.  Chc   dzieli   z 
tob   ycie. B dziemy si  od siebie uczy , b dziemy wspólnie popełnia  bł dy. A poza tym, 
kocham ci  tak bardzo,  e nie potrafi  tego wyrazi  słowami. 

- My l ,  e bardzo ładnie to wyraziłe . - Jackie poci gn ła nosem, a potem potrz sn ła 

głow .  -  Nie  chc   si   rozpłaka .  Wygl dam  wtedy  okropnie,  a  dzi   wieczorem  chc   by  
pi kna. Mog  obejrze  prezent, zanim si  rozklej ? 

- Lubi , kiedy si  rozklejasz. - Nathan obsypał pocałunkami jej twarz. - Kuzyn Fred 

nawet nie wie, ile mu zawdzi czam. 

Jackie u miechn ła si  przez łzy. 
- Kuzyn Fred próbuje teraz znale  kupca na dwadzie cia pi  akrów błota. 
- Sprzedane! - Nathan uj ł w dłonie twarz Jackie. - Kocham ci . 
- Wiem, ale mo esz mi to wci  powtarza . 

background image

- Taki mam zamiar, ale najpierw obejrzyj to. - Podał jej pudełko. - Chciałem,  eby  

miała  co ,  co  pozwoli  ci  zrozumie   moje  uczucia,  nawet  je eli  nie  zdołam  ich  wyrazi  
słowami.  Niech  ci  to  zawsze  przypomina,  e  dała   mi  przyszło ,  w  któr   nigdy  nie 
wierzyłem. 

Jackie otarła oczy. 
-  Umieram  z  ciekawo ci.  Co  to  mo e  by ?  Wprawdzie  brylanty  s   na  zawsze,  ale 

musz   przyzna ,  e  wol   kolorowe  kamienie.  -  Niecierpliwym  r kami  rozerwała  papier  i 
wyj ła prezent. 

Na moment zaparło jej dech w piersi. Zastygła bez ruchu, z twarz  l ni c  od łez w 

po wiacie ksi yca. W r ku trzymała pelikana z muszelek. Kiedy wreszcie przeniosła wzrok 
na Nathana, oczy znów miała pełne łez. 

- Nikt mnie tak dobrze nie rozumie jak ty. 
-  Tylko  nie  próbuj  si   zmieni   -  wyszeptał,  tul c  j   do  siebie,  a  wraz  z  ni   tego 

paskudnego pelikana. - Wracamy do domu, Jackie.