background image

Paweł Wieczorkiewicz 

Białe plamy znikają, historia zwycięża

PolskaTimes.pl 24.06.2008

Kolejka stojąca pod IPN po książkę o Lechu Wałęsie i wydarzenie, jakie zrobiono z emisji filmu "Trzech 
kumpli", świadczą o jednym - historia zawsze zwycięża. Nie da się jej sfałszować, nagiąć do swoich potrzeb lub 
zapomnieć o jakichś jej fragmentach. 

Nie da się, bo cytując mojego ulubionego pisarza Michaiła Bułhakowa: "rękopisy nie płoną". Prawda prędzej czy 
później wychodzi na wierzch. Szczególnie jeśli chodzi o historię najnowszą. 
Dziś niemal wszystko jest przecież zdokumentowane i zarchiwizowane. Nie da się niczego zrobić publicznie, żeby nie 
zostać niezauważonym albo nienagranym. 
Oczywiście, można powiedzieć, że książka o Lechu Wałęsie ukazała się dopiero po 30 latach od wydarzeń, których 
dotyczy.
Tak samo jest w historii opowiedzianej w filmie "Trzech kumpli". Musiało upłynąć kilkanaście lat, zanim znajomi 
Lesława Maleszki dowiedzieli się, że był on Ketmanem i donosił na nich w czasach studenckich. 
Za takimi ustaleniami stoi jednak benedyktyńska praca, przejrzenie tysięcy tomów akt bezpieki. Dlatego znalezisko 
historyczne wielkiej wagi jest też kwestią zwykłego szczęścia. Trafienie na jakiś trop może być kwestią przypadku. 
Weźmy przebieg wojny polsko-bolszewickiej i Bitwy Warszawskiej. 
Dokumenty na ten temat znaleziono w teczce o zupełnie innym tytule, kompletnie niewskazującym na sensacyjną 
zawartość. W tysiącu teczek znalazł się więc jeden prawdziwy diament. 
Nie tylko przypadek jednak decyduje. Nawet najdrobniejsze przesłanki mogą prowadzić do większych odkryć. Pierwsza 
od strony rosyjskiej zbrodnię katyńską udowodniła Natalia Lebiediewa. 
Zanalizowała ona trasy tylko pociągów, które krążyły na trasie Katyń - Miednoje. I na tej podstawie udowodniła, że 
polscy oficerowie musieli być przewożeni tymi transportami. 
Ważnym bodźcem docierania do prawdy są też plotki, wiedza potoczna. Wystarczy przypomnieć ujawnienie zbrodni 
stalinowskich po 1991 roku. Wtedy najgorsze przypuszczenia się potwierdziły. Okazało się, że najstraszniejsze plotki, 
które na ten temat cicho powtarzano, znajdują potwierdzenie w faktach. 
Często jest tak, że prawda o ważnych wydarzeniach żyje w postaci pogłoski, aż przychodzi historyk na ogół o pokolenie 
młodszy i często tę plotkę potwierdza. Nie jest bowiem tak emocjonalnie związany z czasami, o których pisze, a po 
drugie często zmienił się już kontekst polityczny. Pewne źródła przestały być objęte klauzulą tajności, o pewnych 
sprawach można już mówić. Moje wieloletnie doświadczenie wskazuje, że przynajmniej w sferze polityki prawie każda 
plotka znajduje potem swoje uzasadnienie. 
Dlatego białe plamy w historii współczesnej często blakną, a wiele z nich udaje się całkiem usunąć. Można mieć 
nadzieję, że tak stanie się i ze sprawą stanu wojennego, i z zabójstwem księdza Popiełuszki. Prędzej jednak z tą drugą 
sprawą, bo w przypadku stanu wojennego chodzi o rozważania bardziej psychologiczne. Musimy dociekać, czy generał 
Jaruzelski wiedział, że Sowieci wejdą, czy może uważał, że tylko blefują. Jego decyzja była więc po trosze rosyjską 
ruletką. 
Co do sprawy zabójstwa księdza Popiełuszki tropy prowadzą do Moskwy tak samo jak w przypadku zamachu na 
papieża. I dlatego można mieć nadzieję, że te sprawy prędzej czy później wyjdą na jaw, bo - mówiąc kolokwialnie - ktoś 
puści farbę. 
Warto dodać jeszcze, że chwilowa amnezja historyczna nie jest tylko cechą Polaków. Na przykład Francuzi rzadko 
mówią o rządzie Vichy, który kolaborował z Niemcami. Tak samo Niemcy i Austriacy nie rozważają udziału ich 
społeczeństw w powstaniu III Rzeszy. Wolą zapomnieć o tym, że Hitler był demokratycznie wybrany i miał potem 
bezwględne poparcie. 
W historii jednak - jak w kryminalistyce - na ogół nie ma zbrodni doskonałych. Najmniejszy ślad, plotka albo 
niekonsekwencja w pozornie nieważnym dokumencie wystarczą, aby dojść do dużych rzeczy. 
Inna sprawa, że te ślady ulegają zatarciu. Myślę, że kiedyś na przykład o Stalinie będzie się pisać jako o zwycięzcy II 
wojny światowej, a nie o wielkim zbrodniarzu. Tak jak dziś o Czyngis Chanie. Pisze się o jego podbojach, o jego 
imperium, ale nie pisze się o górze trupów, która za tym stała. Czas sprzyja więc na pewno wyjaśnieniu pewnych spraw, 
ale im ten czas będzie dłuższy, tym mniej ludzi, których ta prawda będzie obchodzić.