background image

Rozdział 10 

 

Michał  Sobolewski  był  upartym  dupkiem,  ale  od  kilku  godzin  Darek  nazywał  go 

cholernie upartym dupkiem. Pracowali  nad tekstem pisarza od tygodnia i za każdym razem, 

gdy odnosił wrażenie, że dobrze im idzie, jego towarzysz cofał ich relacje, a to co do tej pory 

zrobili, znikało jak bańka mydlana. To było niczym jak próba chodzenia krok do przodu i dwa 

kroki  w  tył.  W  takiej  sytuacji  trudno  było  dokądkolwiek  zajść.  Czasami  miał  ochotę  walić 

głową w mur, a raczej resztki tego, co zostało po ogrodzeniu.  

–  Tak  będzie  lepiej  dla  całego tekstu,  więc  dlaczego  wciąż  się  sprzeciwiasz?  –  zapytał 

ostro,  rzucając  plik  kartek  na  stolik.  Po  dwóch  dniach  deszczu  pogoda  nareszcie  się 

poprawiła, więc od rana siedzieli na dworze, a już dawno minęło popołudnie. 

– Ta scena jest potrzebna do tego, co będzie w przyszłości. Nie usunę jej. Nie ma mowy.  

– Opowiedziałeś mi, co ma być dalej i nie widzę sensu w tej scenie – bronił swoich racji 

Kiliński, ledwie panując nad nerwami. – Twój bohater spotyka tego druida i co? 

– Jesteś  irytujący.  –  Michał  założył  ręce  na  piersi.  Od  dobrych  kilkunastu  chwil 

nachodziła go ochota, żeby wyrzucić  mężczyznę. Nie  miałoby to jednak sensu, bo ten  i tak 

wróci. Zawsze wracał. Tak jak wczoraj, kiedy kazał  mu się wynosić. Początkowo, owszem, 

Darek  go  posłuchał,  ale  chyba  tylko  dlatego,  aby  nie  doszło  do  zażartej  kłótni,  przy  której 

każdy  broniłby  swojego  zdania.  Z  kolei  dzisiaj  Kiliński  jak  gdyby  nigdy  nic  pojawił  się  z 

szerokim uśmiechem na twarzy, dwoma opakowaniami pizzy i napojami.  

–  A  ty  sfrustrowanym  pisarzem,  który  sądzi,  że  to  co  wymyślił,  będzie  dobre  dla  jego 

tekstu.  

– To jest dobre. 

– Ale może być lepsze. 

– Ha.  Przyznałeś,  że  jest  dobre.  –  Michał  wycelował  palec  w  stronę  mężczyzny.  – 

Wygrałem.  

background image

Darek pokręcił głową i wstał. Przeszedł kilka kroków, a potem odwrócił się do pisarza. 

– Powiedz mi, dlaczego wydrukowałeś ten tekst, skoro odrzucasz wszystkie moje próby 

pomocy?  

– Chciałem  znać  twoją  opinię.  –  Również  się  podniósł  i  stanął  blisko  Dariusza, 

naruszając jego przestrzeń osobistą. – Ale nie prosiłem cię, abyś robił wszystko, żebym znów 

zechciał pisać –  powiedział prosto w jego twarz.  – A do tego dążysz. Żebym się wkurwił  i 

wrócił do pisania choćby tylko po to, abym ci pokazał, że ta scena ma sens.  

Darek  zapatrzył  się  na  usta  pisarza  wypowiadające  te  słowa.  Złapał  się  na  tym,  że  nie 

obchodzi  go,  co  mężczyzna  mówi.  Chciał  ponownie  skosztować  jego  ust,  poczuć  to  silne, 

męskie,  twarde  ciało  przy  swoim.  Od  tamtego  dnia,  kiedy  całowali  się  pierwszy  raz,  ta 

sytuacja się nie powtórzyła  i to go frustrowało. Mógłby złapać go za koszulkę, przyciągnąć 

jeszcze  bliżej  siebie  i  pocałować,  ale  wolałby,  aby  tym  razem  to  Michał  wykonał  kolejny 

krok. Jednak pisarz nic nie robił w tym kierunku, tylko ciągle na niego warczał.  

– Słuchasz, co do ciebie mówię, czy produkuję się na darmo? – zapytał Sobolewski. Nie 

umknęło mu, jakim wzrokiem Darek na niego patrzy. Nie chciał jednak zmieniać ich relacji. 

Wyczuwał, że Kiliński nie jest mężczyzną na jedną noc i wolał trzymać się od niego z daleka. 

Może dlatego w ostatnich dniach był dla niego podwójnie nieprzyjemny. Szczególnie  wtedy, 

kiedy  nachodziła  go  ochota,  by  zaciągnąć  mężczyznę  do  sypialni  i  już  nigdy  stamtąd  nie 

wypuścić.  

– Słuchanie ciebie jest cholernie wkurwiające. Wolałbym nadepnąć na kaktusa.  

– Mam jednego. Ma spore kolce, więc w twoim marzeniu mogę ci dopomóc – odparował 

Michał.  

– Dupek.  – Cofnął się o krok. Gdyby  nie groźba utraty pracy, to już  by stąd wyjechał. 

Prawdopodobnie  by  tak  zrobił.  Może.  Tak,  na  pewno  już  by  go  tu  nie  było.  Nie  musiałby 

oglądać przystojnego oblicza mężczyzny stojącego naprzeciwko, nie irytowałby się tak i nie 

myślał o tym, co ostatnio bombardowało jego głowę. O tym zdecydowanie nie chciał myśleć, 

bo to zmieniłoby wszystko.  

Michał przewrócił oczami niczym dzieciak i rzekł: 

background image

– Nie usunę tej sceny. Koniec, kropka. Może przejdziemy dalej?  

– Na  dzisiaj  mam  dość.  –  Zaczął  zbierać  swoje  rzeczy.  O  ile  zawsze,  gdy  wracał  do 

motelu,  brał  tekst  ze  sobą,  tak  tym  razem  go  zostawił.  –  Późno  już,  a  ja  umówiłem  się  z 

Agnieszką. Jutro wyjeżdża.  

– A ty?  

Darek  prychnął,  czując,  że  w tym  pytaniu  kryło  się  wiele  ciekawości  i  niecierpliwości, 

wszak Sobolewski już nie mógł się doczekać, kiedy otrzyma upragniony spokój.  

– Mam  jeszcze  czas  –  odpowiedział  mu,  ruszając  do  samochodu.  –  Będziesz  musiał 

pomęczyć się ze mną jeszcze chwilę. Jakieś dwa tygodnie – dodał, wsiadając za kierownicę.  

Michał przyglądał się, jak mężczyzna odjeżdża, a potem wrócił do stolika. Wziął do ręki 

kartkę  z  zaznaczoną  sceną  do  usunięcia  i  zmiął  ją.  Kulkę  ścisnął  w  dłoni,  przeklinając  pod 

nosem. Sam już nie wiedział czy przeklina to, że Kiliński jednak ma rację z tą sceną, a on po 

prostu nie chce dać mu satysfakcji, czy raczej to, że pozwolił mu pojechać, zanim zdecydował 

się na to, by znów go pocałować. Już słyszał w głowie głos byłej żony: „zachowujesz się jak 

baba. Bierz to co chcesz i nie uciekaj”. Jak na zawołanie jego komórka odezwała się znajomą 

melodią,  pod  którą  umieścił  Jagodę.  Przez  chwilę  nie  chciał  odbierać,  ale  ta  kobieta  nie 

przestałaby dzwonić.  

– To twoja wina – powiedział od razu po tym, jak odebrał połączenie.  

 

 

 

Agnieszka patrzyła na Darka jak na głupka.  

– Zwariowałeś, nie będę twoim alibi. Kuba i tak mu pewnie powie, że nie byłeś ze mną 

umówiony.  –  Kontynuowała  szczotkowanie  włosów.  – To  z  nim  wychodzę  na  kolację.  Nie 

będę z tobą siedzieć. Co w ogóle dzieje się między wami?  

– Nie wiem. – Przesunął rękoma przez włosy, burząc nienaganną fryzurę. Ostatnio ciągle 

mu  się  to  zdarzało.  –  Wkurza  mnie.  Ja  wkurzam  jego.  Owszem,  potrafimy  normalnie 

background image

rozmawiać.  Przedwczoraj  spędziłem  z  nim  prawie  cały  dzień  i  okazało  się,  że  jest 

człowiekiem.  

–  Możesz  mi  coś  powiedzieć?  –  Odłożyła  różową  szczotkę.  Miała  na  sobie  długą  do 

kolan błękitną sukienkę, w której wyglądała bardzo kobieco i buty na wysokim obcasie. Kuba 

zabierał  ją na kolację do miejscowej  i  jedynej restauracji, a ona chciała wyglądać dla  niego 

pięknie.  Nawet  włosy  zostawiła  rozpuszczone,  stawiając  na  naturalność.  Nie  brała  też 

biżuterii. 

– Co? – Podszedł do okna i uchylił je bardziej. Było mu gorąco i potrzebował powietrza. 

– Kazałeś mi przestać szukać, dlaczego odszedł z wydawnictwa, więc sądzę, że… 

– Daj temu spokój.  

– Co się dzieje? – zapytała jak dobra przyjaciółka.  

– Nasz szef znów dzisiaj dzwonił. Za dwa tygodnie pewnie stracę pracę, a co za tym idzie 

i  mieszkanie,  bo  nie  będę  miał  z  czego  spłacać  kredytu.  Sobolewski  jest  uparty  jak  osioł. 

Trwa w swoich postanowieniach i nie zapowiada się na zmianę, więc w sumie nie wiem, co ja 

jeszcze robię w Utopii. Powinienem wrócić do Warszawy i zacząć szukać pracy.  

– Nie wierzę. Poddajesz się? Ty? Nie wiem, gdzie jest prawdziwy Dariusz Kiliński, ale ty 

nim nie jesteś. Prawdziwy Darek nie poddaje się i walczy do ostatnich chwil. Wymyśl coś. – 

Spojrzała na niego intensywnie. – Sam. Ja teraz nie mam czasu na knucie intryg, więc koniec 

pogaduszek, bo się śpieszę.  

– Udanej randki – życzył jej, nie ruszając się z miejsca.  

– Darek? 

– Hm?  

– To mój pokój, musisz wyjść.  

– Wybacz.  –  Skierował  kroki  do  wyjścia  z  zamiarem  zamknięcia  się  w  swoim  pokoju. 

Zaraz jednak zatrzymał się na korytarzu. Agnieszka przypomniała mu o tym, że on nigdy się 

nie poddaje, a tymczasem przez chwilę miał ogromną ochotę to zrobić. Miał przecież jeszcze 

czas. Dużo czasu. Przez dwa tygodnie wiele może się wydarzyć i nie powinien rezygnować. 

background image

Po coś tu został przysłany i wykona zadanie. Choćby przyszło mu siłą zaciągnąć Michała do 

Warszawy. Z nowymi pokładami energii życzył Agnieszce udanego wieczoru, a sam poszedł 

wziąć prysznic, przebrać się i pozwolić, aby Sobolewski znów nazwał go bumerangiem.  

W  czasie  kiedy  Kiliński  się  mył,  Agnieszka  spotkała  się  z  mężczyzną,  którego  jutro 

pożegna. Nie mogła tutaj zostać. Musiała wracać do pracy, do swojego życia i chociaż serce 

jej  się  łamało,  nie  widziała  innego  wyjścia.  Pokochała  Jakuba  od  pierwszej  chwili.  Nie 

przeszkadzała  jej  jego  chłopięca  postawa  czy  niezdarność,  uważając,  że  to  było  w  Kubie 

bardzo pociągające. Jej ideał męskości był zupełnym przeciwieństwem tego, do którego serce 

biło bardzo szybko, a mimo tego to właśnie on wzbudził w niej dawno uśpione uczucia.  

– Cześć. – Kuba ucałował ją w policzek. – Wyglądasz dzisiaj pięknie… Nie to, że w inne 

dni nie wyglądałaś pięknie – rzucił, czując, że popełnił gafę.  

Ona natomiast się roześmiała. 

– To właśnie mi się w tobie podoba. I to, że się rumienisz.  – Uważała to za urocze, ale 

wolała  tego  głośno  nie  mówić.  Kuba  nie  reagował  dobrze  na  słowo  „uroczy”  określające 

mężczyznę. Jego zdaniem to kobiety takie były, nie mężczyźni. Ona jednak myślała inaczej.  

– Może lepiej zabiorę cię  już  na kolację.  – Nerwowym ruchem poprawił okulary.  – To 

niedaleko, więc się przejdziemy.  

–  Czy  w  tym  miasteczku  gdziekolwiek  jest  daleko?  –  zapytała,  kiedy  wziął  ją  za  rękę. 

Mogłaby tak ciągle z nim spacerować. – Piękny wieczór – dodała. Jeszcze było widno, bo lato 

miało ten swój urok, że dni były naprawdę długie, ale ostatnie promienie słońca już chowały 

się za horyzontem.  

– Jutro wyjeżdżasz.  

Chciała unikać tego tematu najdłużej jak się da, ale Kuba musiał go poruszyć.  

– Tak.  

– Chcę, żebyś została. – Zatrzymał się i przyciągnął ją do siebie.  

– Nie mogę, Kuba. Tam jest moje życie. Co bym tu miała robić? Nic tu nie mam. 

background image

– Kocham cię – wyznał, co sprawiło, że otworzyła szeroko oczy. – Nie szukałem miłości, 

nie  chciałem  jej  poczuć  do  ciebie,  ale  to  się  samo  stało.  Nie  potrafię…  Nie  chcę,  abyś 

wyjeżdżała. – Położył swoją dużą dłoń na jej delikatnym policzku. Nie zwracał uwagi na to, 

że stoją pośrodku chodnika i przechodnie na nich zerkają.  

–  Nie  ułatwiasz  mi.  –  W  jej  oczach  pojawiły  się  łzy.  –  Po  prostu  zjedzmy  spokojnie 

kolację i nie mówmy o tym. Nie chcę psuć tego wieczoru.  

Przymknął na chwilę powieki. Tracił ją i nie miał pojęcia, jak zatrzymać tę kobietę przy 

sobie.  Ostatnie  dni  z  nią  sprawiły,  że  przestał  zamykać  się  w  swojej  pozbawionej  słońca 

księgarni. Myślał tylko o niej.  

–  Dobrze.  –  Poddał  się.  –  Nie  oznacza  to,  że  nie  będę  próbował  starać  się  o  to,  abyś 

zmieniła zdanie.  

Nie odpowiedziała. On nie rozumiał, że to Warszawa jest jej domem. Pokochała Utopię, 

ale nie tutaj pragnęła żyć. Gdyby z nią wyjechał… Nie, on tego nie zrobi. Tak samo jak ona 

nie zostawi swojego życia. Co z tego, że go kochała i cierpiała katusze na myśl, że jutro się z 

nim  pożegna?  Wolała  nie  myśleć  o  tym,  że  zwyczajnie  tchórzy,  bojąc  się  zmian  w  swoim 

życiu.  

– Nie zabronię ci tego.  

Skinął  głową  i  wziął  ją  za  rękę.  Jeszcze  chwilę  przyglądał  się  kobiecie,  nie  mając 

wątpliwości, że i ona jego kocha. Nie powiedziała tego, ale nie musiała tego robić. Doskonale 

to widział. Jej gesty mówiły same za siebie. Przysunął sobie jej dłoń do ust i czule pocałował, 

wciąż nie odrywając spojrzenia od jej szarych oczu.  

Czy on musiał być taki? Czy musiał jej to utrudniać?  

 

 

 

Michał wyszedł  spod prysznica. Akurat wycierał  włosy, kiedy głośne pukanie do drzwi 

zmusiło go do owinięcia bioder ręcznikiem i sprawdzenia, kto się dobija. Nie było tak późno, 

background image

żeby nie mógł spodziewać się gości, ale rzadko go ktoś odwiedzał, więc tym bardziej poczuł 

ciekawość. Odgarnął mokre włosy z twarzy i nie przejmując się tym, że woda spływa po jego 

nagiej piersi i w ogóle nie powinien tak wyglądać, przyjmując gości, podążył do drzwi.   

Otworzył je, zastając za nimi Darka z uniesioną ręką gotową do ponownego zastukania.  

– Nie sądziłem, że wrócisz.  

Dariusz, zaskoczony jego wyglądem, w pierwszej chwili nie wiedział, co powiedzieć, bo 

zamiast  patrzeć  pisarzowi  w  oczy,  zaczął  przyglądać  się  kroplom  wody  pieszczącym  ciało 

mężczyzny. Chciał być jedną z nich i podążać językiem po cudownej fakturze gładkiej skóry, 

zaznaczając  każdy  jej  skrawek  pocałunkami.  Jego  ciało  żywo  zareagowało  na  te  myśli  i 

widok  przed  nim.  Zmusił  się  do  odwrócenia  się,  zanim  wzrokiem  podążył  jeszcze  niżej. 

Niewiele  brakowało,  by  zdjął  przeklęty  ręcznik  zasłaniający  to,  co  tak  bardzo  chciał 

zobaczyć, dotknąć. Znów zrobiło mu się bardzo gorąco.  

– Chciałbym jeszcze popracować. Znalazłem sposób na to, jak zmienić tę scenę, aby jej 

nie wyrzucać  i dogodzić  nam obu.  – Od razu zauważył zły dobór ostatnich słów, czego nie 

omieszkał nie wykorzystać Michał.  

– Dogodzić obu. Miałbym pewne… 

– Zamknij się – warknął Dariusz. – Lepiej będzie, jeśli się ubierzesz i wtedy tu wróć.  

– Może  tak  mi  dobrze.  –  Oparł  ręce  o  futrynę,  rozciągając  swoje  ciało,  by  je  lepiej 

wyeksponować. Dobrze się bawił kosztem tego mężczyzny, który nie chciał na niego patrzeć, 

ale jego wzrok co chwilę kierował się w tę stronę, ślizgając się po jego ciele.  

– Jak chcesz. – Zebrał całą siłę woli, żeby nie zbliżyć się do pisarza, nie pocałować, nie 

popchnąć na ścianę, a potem doprowadzić do czegoś, czego potrzebowało jego ciało. Ale to, 

że on chce seksu, a Michał jest gejem, nie oznaczało, że od razu muszą iść  razem do łóżka. 

Tamten pocałunek pomieszał mu w głowie i dlatego myśli o Sobolewskim w kategoriach, w 

jakich  jako  profesjonalista  nie  powinien  myśleć.  Pracują  razem,  a  na  pewno  zamierza  tę 

współpracę pogłębić tylko na stopie zawodowej.  

– Opisałem tę scenę i jak wyobrażam sobie przedstawiane w niej wydarzenia. – Podszedł 

do stolika, na którym leżał jego notatnik. – Mógłbyś ją jeszcze raz napisać i… – urwał, kiedy 

background image

instynktownie poczuł, że został sam. Odetchnął głęboko, siadając na krześle. Powoli rozluźnił 

jeszcze  przed  chwilą  napięte  mięśnie.  Poczuł  też  rozczarowanie,  bo  gdzieś  w  sobie  miał 

nadzieję  na  to,  że  mężczyzna  do  niego  podejdzie  i  nie  powoli  mu  myśleć  o  pracy,  tylko  o 

obietnicy  rozkoszy,  którą  by  sobie  dali.  Chciał  tego  i  nie  chciał.  Sam  siebie  nie  mógł 

zrozumieć i chyba prędzej zwariuje, zanim dotrze do właściwych wniosków.  

– Tak ci pasuje? – zapytał Michał, który już ubrany stanął nad Kilińskim.  

Darek nagle pożałował, że nie pozwolił się ponieść sytuacji, kiedy ujrzał tors mężczyzny 

zasłonięty koszulką, a te długie umięśnione nogi zniknęły pod cienkimi dresami.  

– Tak.  –  Zdołał  odpowiedzieć,  mimo  tego  jego  zachrypnięty  głos  dużo  zdradzał. 

Trzęsącymi  się  dłońmi  otworzył  notatnik.  –  To  powinno  ci  pasować.  –  Ku  jego  głębszej 

frustracji Michał stanął za nim i zajrzał do zeszytu, nachylając się nad nim.  

Darek z łatwością mógł poczuć jego zapach, tak mu już znajomy i podniecający. Zacisnął 

pięści pod stolikiem, przeklinając siebie za to, że nie bierze tego, czego chce, wciąż walcząc z 

pragnieniami.  

– Możesz usiąść na swoim miejscu?  

– A bo co? Zresztą, to mój dom i każdy jego element jest „moim miejscem”. Przeszkadza 

ci  to,  że tak  stoję?  –  Pochylił  się  jeszcze  bardziej,  kładąc  dłoń  na  oparciu  krzesła,  przez  co 

dotknął  pleców  Kilińskiego.  Wyczuł,  że  Darek  wzdrygnął  się,  a  na  usta  Michała  wypłynął 

uśmieszek, który powiedziałby wszystko drugiemu mężczyźnie. Miał plan i zamierzał się go 

trzymać. Gdzieś myśl, że lepiej niczego nie zmieniać, zamieniła się w to, że jednak chce mieć 

tego faceta w łóżku. 

– A stój sobie. – Przez całe ciało Darka przebiegł prąd i czym prędzej uciekł od pisarza. 

Przesiadł  się  na  drugie  krzesło,  które  zawsze  zajmował  Michał.  –  Co  o  tym  sądzisz?  – 

Postukał palcem notatnik. 

– Dobre. Ale na darmo się męczysz. Nie zamierzam pisać.  – Uparcie trwał przy swoim, 

ale  tylko  po  to,  aby  wkurzyć  Kilińskiego.  Zanim  się  wykąpał,  coś  zmusiło  go  do 

uruchomienia laptopa, a potem pliku tekstowego. Słowa same popłynęły, kiedy pisał od nowa 

scenę, która tak bardzo nie podobała się Darkowi i czuł ulgę, że jest w stanie znów pisać. To 

ten mężczyzna sprawił, że blokada w nim zburzyła się.  

background image

–  Jesteś  cholernie  wkurzającym  typem,  który  nie  umie  spróbować  wrócić  do  tego,  co 

kocha, bo się boi – syknął Darek, zaciskając szczękę.  

–  A  ty  czego  się  boisz,  uciekając  przede  mną?  –  zapytał  Sobolewski,  nie  bawiąc  się 

zawoalowane słówka.  

 

 

 

Kuba  odprowadził  Agnieszkę  do  motelu  po  tym,  jak  zjedli  wyborną  kolację,  ale 

upływającą w napięciu. Nie potrafił przestać myśleć o tym, że kobieta jutro wyjeżdża, a on 

zepsuł ten wieczór.  

– Przepraszam – powiedział, stając z nią przed drzwiami jej pokoju. – Miało być miło, a 

wyszło zupełnie inaczej. Nie to planowałem.  

– Wszystko w porządku. Sama nie mam ochoty czuć radości. – Przytuliła się do niego. – 

W południe mam autobus – szepnęła w jego szyję. Wyczuła, że zadrżał.  

– Wiem. Mam jednak nadzieję, że nie wsiądziesz do niego. – Może i był egoistą, ale nie 

potrafił  myśleć  inaczej.  Chciał,  żeby  z  nim  została.  Co  tam  jej  praca,  przecież  jest  zdolna, 

inteligentna. Na pewno poradziłaby sobie w innym miejscu. Rodziny, poza ojcem, nie miała. 

On  z  kolei  miał  żonę  i  dzieci,  nie  zostałby  sam.  W  Warszawie  Agnieszka  była  sama… 

samotna. Tak mu powiedziała, więc nie rozumiał tego, że chciała od niego uciec. Postarałby 

się  aby  przy  nim  nie  była  już  samotna.  Dałby  jej  wszystko.  Mogliby  też  razem  pracować. 

Skromnie, ale dało się utrzymać z jego księgarni. – Nie przyjdę się z tobą pożegnać.  

Odsunęła się od niego ze łzami w oczach.  

– Jak chcesz. – Odwróciwszy się od niego, otworzyła drzwi pokoju. – Nie mogę inaczej – 

szepnęła, zanim zniknęła we wnętrzu pomieszczenia.  

Kuba  dotknął  drewnianej  przegrody,  która  ich  fizycznie  rozdzieliła.  Chciał  zapukać, 

pragnął zostać z nią tej  nocy  i dać  im  jeszcze kilka godzin wspomnień, ale zrezygnował.  Z 

bólem serca zawrócił w stronę schodów.  

background image

– Kuba.  

Przystanął, usłyszawszy  jej głos. Zdołał spojrzeć  na  nią przez ramię. Stała w otwartych 

drzwiach,  a  po  policzkach  spływały  jej  łzy.  Zobaczywszy  ją  w  takim  stanie,  stwierdził,  że 

teraz nie potrafiłby wyjść. W jednej chwili powrócił do niej i pocałował ją  mocno, biorąc w 

ramiona,  a  potem,  gdy  znaleźli  się  w  pokoju,  zamknął  drzwi,  odgradzając  ich  na  tę  noc od 

całego świata. 

 

 

 

–  Nie  rozumiem.  –  Ponownie  wstał,  co  już  nawet  w  jego oczach  wyglądało  śmiesznie. 

Znów jego ciało zaczęło mrowieć pod bacznym spojrzeniem pisarza.  

Michał prychnął pod nosem. Obszedłszy stolik, stanął przed Dariuszem.  

– Rozumiesz – szepnął mu do ucha. Chwycił pomiędzy zęby jego płatek i puścił. – Jaka 

szkoda,  że  nie  potrafisz  wziąć  tego,  czego  chcesz.  –  Odsunął  się.  Zanim  jednak  dotarł  do 

domu, siła, z którą został odwrócony i przyciągnięty do smukłego ciała, zaskoczyła go. Przez 

chwilę  tylko  mógł  dostrzec  ogień  pożądania  w  oczach  Darka.  Niedługo  później  zaczął 

odczuwać każde muśnięcie mężczyzny, w tym jego usta które złączyły się z jego w pełnym 

desperacji  pocałunku,  na  który  żarliwie  odpowiedział.  Tym  razem  już  go  stąd  nie  wypuści, 

tłukło  mu  się  po  głowie.  Nie  pozwoli  mu  uciec,  nie  wyrzuci  go,  tylko  zabierze  tam,  gdzie 

pragnął go zabrać od chwili ich pamiętnego pocałunku.  

Nie wiedzieli, kiedy znaleźli się w sypialni pogrążającej się powoli w mroku. Ta z każdą 

upływającą  chwilą  stawała  się  świadkiem  dotyku  pieszczących  rąk,  ubrań  opadających  na 

podłogę, ust zabierających oddech. Ciał połączonych ze sobą, kiedy dwaj mężczyźni kochali 

się, dając rozkosz i biorąc jej tyle samo. Oddechy mieszały się z jękami, które pogłębiały się u 

jednego z nich w trakcie mocniejszych pchnięć przez drugiego kochanka. Obaj byli jak dwie 

burze, które spotkały się w pewnym momencie i stworzyły huragan namiętności, który wraz z 

krzykami satysfakcji uspokoił się po długim czasie.  

background image

Tej  nocy  jednak  huragan  namiętności  nie  był  pojedynczym  zjawiskiem,  gdyż  szybko 

rozszalał  się  na  nowo, kiedy  nieustające pocałunki  i pieszczoty, czy też pobudzające  szepty 

przeplatane  dotykiem  sprawiły,  że  z  małej  iskry  został  na  nowo  rozniecony  ogień,  który 

płonął, wspomagany kolejnymi jękami płynącymi z ust kochanków.