background image

 

KUBA SPOD WARTEMBORKA GADA 

 

 

 

 

 

FELIETONY SEWERYNA PIENIĘŻNEGO DRUKOWANE W „GAZECIE 

OLSZTYŃSKIEJ” W LATACH  1925 - 1939 

 

 

 

 

 

EDYCJA KOMPUTEROWA: WWW.ZRODLA.HISTORYCZNE.PRV.PL 

 

MAIL: HISTORIAN@Z.PL 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MMIV® 

 

 

 

 

 

background image

 

2

Kuba spod Wartemborka gada, felietony Seweryna Pieniężnego drukowane w “Gazecie 
Olsztyńskiej”, oprac. J. Chłosta, Olsztyn 1989. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

3

 

„Gazeta Olsztyńska" nr 1 — czwartek, 1 stycznia 

1925 roku

 

Autor podjął w felietonie sprawę wyborów do par- 

lamentu Rzeszy, w którym Jan Baczewski z ramienia 

Polskiej Partii Ludowej został ponownie posłem.

 

Kochane Czytelniczki i Czytelnicy!

 

Co wyśta sobzie myśleli, gdyśta tak długo nie zidzieli moji 

psiankny gamby i nie słuchali mojego mądrego godania.

 

Niejedni z Waju pewnie myśleli, że pan Kuba himer, drudzy 

pewnie, że sia łobabziuł, a znowu drudzy, że mnie Maksek 

zwojował. Kto tak myśloł, nie zgot.

 

Po tych welunkach, cośta tak okrutnie fest spali albo siedzieli 

u matki za szorcam, grabnół mnie jod i wyjechałem aroplanem 

do tych Ryfów

2

, co mieszkają w Maroku, aby im pomóc 

w wojnie z Hiszpanami. To so całkiem insze ludzie, łoni 

przynojmniej ziedzą, co chcą. Hiszpanów mocno zbzili, tak że 

nieboraki na łosiolkach, laufszrit marsz, marsz, musieli rej- 

terować.

 

Strasznie sia na Waju rozjadoziulem i przyrzekam sobzie 

w duchu, że już nic do Waju psisać nie banda! Dlaczego wyśta 

wciurcy nie poszli welować? Toć jo tak mocno prosiułem 

i rozmaziałem,  żebyśta wasza sztyma łoddali na numer psiant- 

nasty, a tu jęk dostałem telegram ło wyniku wyboru, to mi aż 

w gambie łustalo. „Na nic moje gadanie, na nic moje redy 

— myślą sobzie — lepsi dom sia na pokój i banda robziuł tak, 

jęk bym siedzioł łu matki za psiecam".

 

Aż tu po welunkach przychodzo do mnie ludzie i łopoziedujo, 

że w Jonsdorsie 

3

 nie poszło welować 100 ludzi, w Mokinach sto 

zostało  łu matulki, w Gietrzwałdzie, w Purdzie, w Dajtkach 

i drugich zioskach to samo. Ludziska bodaj sia pomanczyli po 

tak czajstych welunkach! Prosili ma też: „Kubolku kochany 

jeno psisz, łoni sia na drugi roz naprazio!" Ale jo sia łuperłem 

i mózia nie! Jo musza Woju łobsztrófować.

 

1

 

background image

 

4

I tak sia też stało. Butem łu tych Ryfów w Afryce i dobrze mi 

sia miało. Jek te Ryfy zidzieli, że Hiszpanie łuciekajo, chcieli 

mnie  łobwołać królem, jeno że mniołem sia zaro łobabzić, bo 

łoni chcieli też królowe. Zol mi buło mojego stanu kawalirskiego 

i chociaż tam byli szykowne dziewczaki, to jednak psianknie im 

podziankowołem za ta łaska i wyjechołem na gody... pod 

Wartemborkiem. 

W domu leżało gwołt listków. Łod frajlin, bziałków, chłopów 

i  łod pana redaktora. Wciórcy mocno mnie proszo, żebym 

znowu godoł. Nie godołbym do Waju już ani razu, gdyby nie buł 

pon redaktor tak łokrutnie prosiuł i przypominoł,  że to „dla 

dobra sprawy" itd. Jo zawsze móziułem,  że jek z musam to wola 

już frajwolnie. I tak godom dzisiaj do Waju po blisko 4 tygod- 

niach po roz psierszy. 

Winszuja Woma, żeśta szwanta dobrze przeżyli,  że Woma 

gwiozdór włożuł wszystko, cośta sobzie winszowali, żeśta 

wszystka sznaptucha, cośta sobzie kupsili, wypsili i żeśta sia nie 

rozchorowali  łod tych kaczków, gulonów, gajsi i wosztów, cośta 

przez tyk świąt zjedli. Dlo mnie gwiozdór buł trocha skompy, 

bo móziuł,  że worek z psieniandzmi łobłożuł mu finanzamt 

aresztem i że mi nic nie może dać. Za to łuroczułam sia rumam 

i cygarami, co mi pon redaktor przysłali na zachenta. Pon 

redaktor znoją sia na rzeczy i wiedzo najlepsi, jek to sia człozieka 

poprosi. 

Musza Woma poziedać,  że chocam sia z tych welunków 

najadoziuł, to jenak tyle sia nienaśmiołam, jek przed welunkami 

a osoblizie z wiców, które fabrykował mój froint i kupfersz- 

techer Maksek łod hejmadienstu w swojich „Nachrichtach". 

Pewnie dostał dobrze na łapa,  że mók dać wydrukować te 

blaciki i dać je rozdawać przez szulmistrzów. Choć on mo jeno 

gluzda w głozie, to jek mu jego staro droszka doleje serwetki 

i dobrze pomieszo, to mu sia czasem łudo co sklejić. 

W numerze draj od tych nachrychtów znowu mnie fajn 

łodmalował, a na drugi stronie namalował jeszcze chałupa ze 

szennem na dachu i durami w ścianach. Musita ziedzieć,  że 

Maksek ibuje sia tero i w mularce. Buduje łon tyjater mniemnie- 

cki w Łolstynie

4

, a jek łon tam para tysiancy zbzierze, to 

pobuduje na drugi stronie łod tego tyjatru, tam gdzie tero stoji 

ten stary kryger willa

5

,  tak jek jo zidzita w tych „Nachrych- 

tach". A zieta, na co łon sobzie zostazi te dury w ścianie i dachu? 

Na to, żeby buł luft i żeby jego bziałka nie łumerła  łod tych 

syrów. Psies może  łod takiego smrodu dostać kromfy, a co 

dopsiero człoziek. Cychunek łod tego „szlosu" na pewno 

pochodzi z Brandenburgii, nie z Polski. Maksku, ty mnie nie 

obmachlujesz? 

background image

 

5

Ale przepraszam! Jek powróciulem z Afryki, doziedzłołem 

sia, że most kojński został załatany. Czy to stało sia dlatego, że 

ministry kojńskie przeczytali moje godanie, czy też pon landrat 

dół im winka, nie ziam. Grunt, że sia stało. 

A tero moji kochani winszują woma, żebyśta sia w tym 

nowym roku na pewno naprazili i nie robzili ma tyle kłopotu. 

Czytojta też mocno nasza gazeta, która chce tyło naszego dobra 

i prowadzi noju na rychtyczna droga, a zobaczyta, że łu noju 

niejedno da sia jeszcze naprazić. Jeno nie spuszczać nosa 

i czekać, aż psieczone gołombki same przyleco do gombki. 

Zdrowego i szczanśliwego Nowego Roku i wciórkiego dob- 

rego winszuje woma. 

Kuba spod Wartemborka

 

1

Max Worgitzki (1884—1937), przywódca niemieckiej propagandy w 

okresie plebiscytów 1920 r., redaktor „Ostdeutschen Nachrichten" —

organu nacjonalistycznej Ostdeutsche Heimatdienst, autor broszur 

propagandowych, utworów scenicznych i powieści. Byt właścicielem 

mleczarni w Olsztynie, co często autorowi gadek służyło do ośmieszenia 

tego Mazura, który stał się Niemcem.

 

2

Ryfowie — plemiona w Maroku, które w 1921 r. wywołały powstanie 

pod wodzą Abd el Krima i proklamowały republikę Rif, zlikwidowaną w 

1926 r. przez wojska francusko-hiszpańskie.

 

3

Jonsdorf (niem.) — Jaroty, obecnie dzielnica Olsztyna,

 

4

Niemcy zbudowali gmach teatru jako dar dziękczynny za wygrany 

plebiscyt 1920 r. Teatr został oddany do użytku 25IX1925 r.

 

5

Kryger Willa (niem.) — „wojowniczy dom", czyli siedziba redakcji 

„Ostdeutschen Nachrichten".

 

background image

 

6

„Gazeta Olsztyńska" nr 150—sobota, 30 

kwietnia 1928 roku

 

W felietonie Seweryn Pieniężny zajął się podjętą 

przez Niemców próbą wysiedlenia redakcji i 

drukarni „Gazety Olsztyńskiej" z budynku przy 

ul. Młyńskiej.

 

W tych dniach byłem w Olsztynie i przy tej okazji od- 

wiedziłem pana redaktora. Chciałem odebrać od niego moje 

myto, no i pogadać o dalszej pracy politycznej. Pan redaktor 

siedział bardzo zafrasowany przy swoim biurku i nie wiedziałem 

początkowo czy jest przemęczony pracą, czy też odpoczywa po 

jakiejś uroczystości. 

Po kilkakrotnym dopytywaniu i naleganiu powiedział mi pan 

redaktor tak: 

— Mój Kochany Panie Kubo! Chcą naju wywalić! 

— Kogo i kto? — pytam się przerażony. — Czy pana 

redaktora chcą wylać do Polski? 

— To wprawdzie nie, ale miasto chce naszą chałupę kupić 

i obalić, aby powiększyć rynek. 

— No to co, dostanie pan redaktor inną chałupę i dobrze! 

Na to pan redaktor jął się  żalić,  że takiego drugiego położenia 

w mieście nie znajdzie, bo tutaj okolony jest w dni targowe 

śledziami, jajkami, masłem, rybami i innemi smakołykami. Gdy 

człek na ten przykład przyjdzie „zakatarzony" do pracy — kupi 

sobie za 5 fenigów śledzia, opłucze pod wodociągiem i zje, albo 

gdy się ma apetyt na jajecznicę, kupuje się jaj i masło, kładzie na 

patelnię itd. Piwka kupić można w restauracji „Zum Franzis- 

kaner". Jeżeli nas teraz wygonią gdzieś pod mały banhof

1

 albo 

na Georg Zuelch-Platz 

2

, to pozbędziemy się tych przyjemności. 

— A czy miasto nie ma dla pana redaktora innego miejsca? 

— Owszem panie Kubo! Zgłosiliśmy się po plac przy Rynku 

Remontowym

3

, na którym chcieliśmy wybudować chałupę dla 

„Gazety". Ojczulkowie miasta chcieli bodaj się już zgodzić, ale 

jeden pan, którym nazwano ulicę przed budującym się dek- 

2

 

background image

 

7

malem absztymunkowym

4

— Sauerstrasse, a dawniejszy staw 

browarowy przechrzczono na Sauerteich

5

, oświadczyć miał,  że 

nowy dom „Gazety Olsztyńskiej" zastawiałby kościół  św. 

Jakuba i zeszpeciłby Rynek Remontowy. Już raz trafił nas ten 

zarzut. Gdyśmy swego czasu powiesili na naszym korabie

tablice z napisem „Gazeta Olsztyńska", którą malarz w na- 

tchnieniu nacjonalistycznym wymalował w kolorach wajs-rot

7

magistrat zaprotestował. Kolorami temi zeszpeciliśmy podobno 

widok miasta (das Stadtbild in groeblicher weise verunstaltet)

i musieliśmy kolor biały zmienić na żółty. 

—  Łokropności, panie redaktorze! — zakrzyknąłem. Gdzie 

tu jest ta osławiona wolność pruska? Ale w ostatnim wypadku 

nie miał pan racji. Żyjemy w republice, więc burmistrz i ojczul- 

kowie miasta jako znani republikanie dbać musieli o to, żeby jak 

najmniej widać było tych brzydkich wilhelmowych kolorów. 

Potem pocieszyłem pana redaktora i poprosiłem go, żeby 

poszedł ze mną na przechadzkę, niby szukać nowego lokalu dla 

„Gazety", a w rzeczywistości chciałem go zaprowadzić na inne 

myślenie. Gdy tak całe miasto przeszliśmy, skierowaliśmy nasze 

kroki pod Jakubowo 

9

. Tam podziwiałem plac Cylcha, Sauer- 

teich, Sauerstrasse i dekmal apsztymunkowy. Chcieli dla miasta 

Olsztyna coś zrobić — etwas noch nie dagewesenes

10

 — wybu- 

dowali wiec na planu Cylcha wodotrysk świetlny. Cała budowa 

oświetlenia jest charakterystyczna dla osławionej w świecie 

tandety niemieckiej. Tak samo pomnik absztymunkowy, w któ- 

rym napisano „Wir bleiben deutsch"

11

. Każdy Ruchacz Po- 

krzywiński czy inny Worgitzki może sobie przed tym po- 

mnikiem przypomnieć swoją narodowość, gdyby go czasem 

pamięć opuściła. 

Gdyśmy te wszystkie „piękności" zobaczyli, poszliśmy na 

"jednego" do Jakubowa. Tutaj pan redaktor odzyskał swobodę 

i fantazję, opowiedział mi dowcip o Stefiku i Marynie, potem 

gadaliśmy o przyszłej pracy politycznej i dyplomatycznej, 

spędzając kilka miłych godzin. 

Kuba spod Wartemborka 

1

Mały Banhof — mały dworzec, mowa o dworcu Olsztyn Zachodni. 

2

Georg Karl Zulch (1870—1942), burmistrz Olsztyna. W 1928 r. kiedy 

obchodził jubileusz 25-Lecia służby urzędniczej, plac w pobliżu obecnego 

Woj. Domu Kultury w Olsztynie otrzymał jego imię. 

3

 Rynek Remontowy — dziś plac Roosvelta w Olsztynie. 

4

Dekmal absztymunkowy — pomnik plebiscytowy, usytuowany w 

pobliżu dzisiejszego WDK. 

background image

 

8

5

 Sauerstrasse (niem.) — ulica Kwaśna, Sauerteich (niem.) — Kwaśny 

Staw.  

6

korab — tu: dom wydawnictwa. 

7

wajs-rot (niem. weiss-rot) — biały — czerwony,

 

8

Das Stadtbild in groeblicher ... (niem.) — zeszpecić bardzo obraz miasta. 

9

Jakubowo — ówczesna dzielnica Olsztyna u wylotu dzisiejszej al. Wojska 

Polskiego.

 

10

Etwas noch ... (niem.) — coś niesłychanego.

 

11

 Wir bleiben Deutsch (niem.) — pozostaniemy Niemcami.

 

background image

 

9

„Gazeta Olsztyńska" nr 41 — wtorek, 19 lutego 

1929 roku

 

Autor zajął się odbywającymi się co pewien czas 

w Domu Polskim okazjonalnymi wieczornicami, 

wzbogaconymi występami amatorskiego teatru; sta- 

rał się  ośmieszyć bezmyślną i ogłupiającą antypolską 

propagandę w Prusach Wschodnich, wreszcie jeszcze 

raz podjął kwestię zmiany lokalu „Gazety".

 

Moi Złoci!

 

Strasznie mi markotno, że tak długo do Waju pisać nie 

mogłem. Nie moja jednak jest w tym wina, lecz przeszkodę 

odgrywa „vis major" czyli siła wyższa, którą jest mróz.

 

Obiecałem Wam, że po teatrze w Olsztynie do Was 

napiszę. Więc chociaż już dwa tygodnie minęły, chce zło 

naprawić.

 

Byłem w tej „Concordiji"

1

  i obejrzałem sobie ten tejater. 

Pomimo mrozu przybyło bardzo dużo ludzi, tak że pan Biegała 

otworzyć musiał dużą bramę. Amatorzy odegrali swoje role 

lepiej jak aktorzy niemieccy z trojdanku 

3

. Nie będę tutaj nikogo 

wyróżniał, tylko powiem „Bóg zapłać" za tę ucztę duchową. 

Jeno ten obżarty Fryc mi się nie spodobał. Chodził on z gnatem 

w ręku, jak gdyby chciał jeść na zapas. Pewnie miał strach postu. 

Po przedstawieniu była fest zabawa. Tańczyłem w lewo i w pra- 

wo prawie z wszystkimi frajlenami.

 

Najgorzej było, gdy wróciłem do domu. Od „podpierania 

ściany" zrobiło mi się słabo. Idąc więc z Wartemborka do Łapki 

zmarzły mi uchole, zaschło gardło i gdy przybyłem do domu 

byłem prawie nieżywy.

 

Na drugi dzień ani rusz, ani ręką, ani nogą ruszyć nie mogę. 

Z gardła głos się wydobywa. Jeno patrzałem w pułap jak 

konające ciele. Gospodyni ręce załamuje, gospodarz klnie, bo 

zachciało mu się draszować — i stał się rwetes jak na jarmarku. 

Pierwsza odzyskała równowagę gospodyni. Posłała do Wartem- 

borka po doktora. Ten oklepał mnie, obmacał, spojrzał do gęby 

i powiada — grypa.

 

Leczyli mnie więc na tę grypę aspiryną, rumienkiem, rumem 

i arakiem. Zdaje mi się, że ostatnie dwie medycyny najlepiej mi

 

3

 

background image

 

10

poskutkowały. Za trzy dni ruszyłem lewą nogą, za pięć dni 

prawą, a po dziesięciu rękami i nogami. Za późno pomniar- 

kowałem się,  że poruszyłem się za prędko. Bo jak tylko 

gospodyni spostrzegli, że  żywot mi się naprawia, zaraz poczęli 

przyniewalać mnie do roboty. Wstałem więc i jako pierwsze co 

zrobiłem, to piszę do Waju. 

Z tym mrozem jest brzydka sprawa. Był u mego gospodarza 

handlarz, który chciał kupić prosiaka. Gadu, gadu stary dziadu. 

Od handlu i prosiaka temat zeszedł na mróz, a rzeźnik członek 

heimatdienstu

4

 — zaczął opowiadać,  że to Polska jest temu 

winna, iż taki mróz ściągnął do dajczlandu. Słysząc takie 

mądrości aż mi ręka zaczęła  świerzbić, lecz byłem cicho 

i słuchałem dalej: 

Ja, ja

5

 powiada ów handlarz, die Polacken haben den Frost 

angehalten un schiekenen nur bei uns. Co ma znaczyć,  że Polacy 

wstrzymali mróz najprzód u siebie (pewnie wpakowali go do 

worka) i teraz puścili na Vaterland. Wszystkie porty i rzeki 

zamarzły, jeno w Gdyni bodaj lodu nie ma. W ogóle ci Polacy to 

straszny naród. Bodaj szkoły mają oni dostać w Ostprojsach, 

a jak wszystkie dzieci będą musiały mówić i pisać po polsku, to 

już na pewno faterland zginie. 

Gdy się tak nagadał, znów zaczął się domawiać o prosiaka. Ja 

mrugnąłem na gospodarza, że ma dać spokój. Usłuchał mnie, 

lecz wtenczas ów handlarz (mnie się zdaje, że to był agentator) 

zaczął opowiadać,  że jeszcze dziś gospodarz dobrze sprzedać 

może, dziś da mu jeszcze 50 marek za centnar. Jak dopiero 

przyjdą  świnie z Polski, to centnar będzie kosztował tylko 25 

marek. Gdy jednak gospodarz nie dał się skusić, poszedł ów 

powsinoga, odwitując się pięknie: „Ir seit och solche Polac- 

ken" 

6

. Grabnąłem za kloc, lecz był on już za drzwiami. 

Moja gospodyni znów powiada, że mróz to kara Boża dla 

tych niewiast, które chodzą w spódniczkach ponad kolana, 

w jedwabnych pończochach i gołych szyjach. Mróz ma je 

nauczyć rozumu, żeby się cieplej ubierały, jak nie przymierzając 

nasze babki. Ja w tej kwestji głosu nie zabiorę,  żeby sobie nie 

sparzyć nosa. 

Pan redaktor telegrafują mi, że ojczulkowie miasta zgodzili 

się na zakup budynku, w którym jest drukarnia i redakcja 

„Gazety" i że tam pozostanie dalej mieszkać. Mądrze zrobili 

ojczulkowie miasta Olsztyna, bo przecież "Gazecie" tam dob- 

background image

 

11

rze. Położona w centrum miasta, otoczona targami na masło, 

jajka, kokoszę,  śledzie i ryby. Do restauracji i po papierosy 

niedaleko. 

— Kto Waju skusił, panie redaktorze, iść tam gdzieś do 

małego banofu lub też na Rynek Remontowy? Siedźcie, gdzie 

Wam dobrze, a nie szukajcie piernika, jeżeli macie cołtę. Jak 

przyjadę do Olsztyna, to zresztą nad tą sprawą pogadamy. 

Dostałem zaproszenie na zjazd Ligi Narodów, który odbyć 

się ma w marcu w Genewie. Będą tam omawiane bardzo ważne 

sprawy, dotyczące mienowicie mniejszości narodowych. Jeżeli 

wszystko dobrze pójdzie, to jeśli mróz nie popuści, wyjadę. 

Niektórzy astrolodzy prorokują,  że będziemy mieli mrozy do 

połowy marca. Gdy jednak nastąpi odwilż, muszę zostać 

w domu i pilnować gospodarki. 

Zobaczymy, co nam pogoda przyniesie. Do tego czasu 

odwituje się z Wami 

Kuba spod Wartemborka 

1

 „Concordia" —nazwa Domu Polskiego w Olsztynie.

 

2

 Konstanty Biegała był dzierżawcą restauracji w Domu Polski 

3

Treudank — budynek teatru, zbudowany w 1925 r. 

4

Heimatdienst — Ostdeutscher Heimatdienst, niemiecka organizacja nac- 

jonalistyczna (Wschodnioniemiecka Służba Ojczyźnie). 

5

 Ja (niem.) — tak. 

6

Ihr seit auch ... (niem.) — Wy też jesteście takimi Polakami.

 

background image

 

12

„Gazeta Olsztyńska" nr 102—piątek, 3 

kwietnia 1931 roku

 

Gadka dotyczy głównie działalności polskich 

szkół na Warmii. Autor wspomniał również o 

szkole w Piasutnie na Mazurach.

 

Jutro je Zielganoc, jutro dzień radości i wesela dla Waju i dla 

wciórkich ludzi na calem Boźem świecie. 

Nie warto jeno, że pozietrze je takie zimne i przez szwanta 

siedzieć trzeba bandzie przy ciepłam psiecu. Jo tamój nie boja 

sia zimna, bo naciołem sobzie dosyć drzewa. Bandzie mi mnilo 

siedzieć samamu w domu. Gospodarze, Jek Woma już pozie- 

działem, wyjadó w sobota po łobziedzie do Krzywonogi i zo- 

stazió ma samego. Gospodyni łokropne prazi mi kazanie, Jek sia 

mom gospodarzyć, Jek napaść agwentarz, żeby sia nie łupsić 

(łona móziuła  łobżreć),  żeby nikogo nie wpuścić do chałupy, 

a rojbry i złodzieje chodzo po świecie.  Żebym nie zjad wszyst- 

kiego i nie wypsił i też czasami nie podpolił chałupy czy też 

chlewa.  Żebym drzwierze zaper jak puda spać. Spuściuł na noc 

Burka z kety i jeszcze gwołt ziancy. Rychtyk Jek do małego 

szurka, a nie Jek do chłopa zdolnego do łożanka i pod wojsami. 

Ale to już je taka moda tego babskiego nasienia. Same to 

polowa zabaczo, nie broń Boże gdy mnie sia taka fela przy- 

trasiała, to bym sia mnioł jakie cztery tygodnie. 

Mózie tedy do gospodyni: jedźta spokojnie z Bogam, a jek 

przyjadzieta nazad to zobaczyła, jak sia Kubolek gospodarzu ł. 

Tfu, tfu. 

Gospodyni, choć wyjedzie, fein ma przyszykowała na szwan- 

ta i zostazi mi szykownego prowjantu. Bandzie więc lejba. 

A moje znajomki też  ło mnie nie zabaczyli i pewnie dziś przyśló 

mi z redakcyji złożone i przesłane tamój dla mnie pakietki. Bóg 

woma zielgi zapłać za Wasze dobre syrca: bande ło Waju 

pamiantał, siedząc sam z Burkam w domu. 

4

 

background image

 

13

Wybaczta mi, jeżeli tero banda znowu psisoł  ło tych polskich 

szkołach. Wybaczta! Sprawa ta jednak je — Jek to sia mózi 

— aktualno — a gazety mniamnieckie tak gwołt  ło nich psiszó, 

że i jo ni mogą tego łopuścić. 

Blaty mniemnieckie Jek by były  łopentane, zawsze psiszó ło 

szkołach tak, jekby cały Vaterland mnioł sia jutro zawalić. 

Niechtóre gazety robzió też wice primaaprilisowe. Tak psisoła 

„Ostprojserka"

l

,  że w Piasutach

2

 (na Mazurach) otworzą 

Poloki psiersza szkoła polska w Prusach Wschodnich. 

A „Allenstejnerka"

3

  łopozieduje swojam czytelnikom w dzień 

psierszego aprila 

4

, co na krajstagu w Szczytnie

5

, jedan „angeor- 

dneter" 

6

 donosi z „einwendfreier Quelle"

7

,  że dzieci, chtórne 

pudo do polski szkoły, dostano co dziań pewna suma psienian- 

dzy. „Co dzień i pewna suma" — czy to nie wie? Czemu tan 

„poseł" nie poziedoł zaro, że dzieci dostano każde po psianć 

marków za dziań. Toby ciognoło. i możeta mi zierzyć, coby 

wciurke dzieci polecieli, a nie tyło 10, Jek psiszó te blaty. Tak też 

buło z budynkami i mieszkaniami na Mazurach, Jek „Ortelsbur- 

ger Zeitung"

8

 ogłosiła,  że Polacy chcą założyć szkoły na 

Mazurach, to Towarzystwo Szkolne nie mogło sia łodgonić  łod 

tych, co chcieli dać mnieszkanio na szkoły. Jeno tak dali! 

Reklamujta mocno nasze szkoły, aby na to sia przydota. Insze 

znów blaty podajó „ungleibliche Nachrycht"

9

,  że w Łolstynie 

mo powstać gimnazyjó polska, ale zaraz dodajo, że „Bedarf" nie 

leży for. Naturlich wedle Waju Niemcy, tobyszta chcieli, żeby 

polskie dzieci zostali waszemi „czyścibutami" i renegatami. 

Nie doczekata sia tego. 

Jo bułam w łońsko niedziela na zamknianciu roku szkolnego 

w jedni szkole polski. Co tamój sia dzieci nałuczyli w jednam 

roku, to sia w szkole mniemniecki nie nałuczo w psianciu lotach. 

Wciurkie dzieci sztramnie łopozieduwali gedychty po polsku 

i po mniemniecku, spsiewali po polsku i po mniemniecku. 

Wszystko buło tak fein, że aż sia syrce śmiało. Byli też i dzieci ze 

szkoły mniamnieckiej, ale te łotworzali  łuchole, nosy i gamby 

i sia dziwowali, a Jek przy końcu zaśpiewalim „Wszystkie nasze 

dzienne sprawy", to nie mózili ani be, ani me. Tak to sia 

wysztuderowali,  że nawet taki znany psieśni nie mogli. Toteż jo 

zawdy gadać banda: polskie dzieci do szkoły polskiej, a mniem- 

nieckie do mniemniecki. 

A tero pozwólta moi złoci,  że sia łod Waju łodzitam. Musza 

jeszcza za gospodynie latać i słuchać różnych forszryftów. 

background image

 

14

Na zakończenie życza Woma, żebyśta dobrze i przy zdroziu 

przeżyli szwanta, żeby Waju fest wysmagano

10

, aby wydin- 

gusowano, to je oblano wodo, ale życzą Woma też, żeby zajączki 

zniosły Woma i pół kopy jaj namalowanych i szokolady. A Jek 

zachorzejeta od różnych wosztów, szynków, kuchów, to czytać 

bandzieta znowu po szwantach godanie Waszego

 

Kuby spod Wartemborka

 

1

 „Ostpreussische Zeitung" — dziennik wychodzący w Królewcu. 

2

Chodzi o Piasutno w pow. szczycieńskim, gdzie 13 kwietnia 1931 r. 

otwarto polskę szkołę. 

3

„Allensteiner Zeitung" — pismo wychodzące w Olsztynie. 

4

psierszego aprila — pierwszego kwietnia 

5

Krajstag (niem. Kreistag) — posiedzenie Rady Powiatowej. 

"Angeordneter (niem.) — w dzisiejszym znaczeniu; radny 

7

Einwendfreier Quelle (niem.) — ze sprzecznego źródła. 

8

„Ortelsburger Zeitung" — gazeta niemiecka, wychodząca w Szczytnie. 

9

Unglaubliche Nachrichten (niem.) — niezbadane wiadomości. 

10

 Smagania—obrzęd ludowy; w poniedziałek Wielkanocny dzieci 

odwiedzały krewnych i znajomych z brzozowymi rózgami i smagały ich po 

nogach, otrzymując dary od smaganych. 

background image

 

15

„Gazeta   Olsztyńska"   nr   259   —   

niedziela, 3 grudnia 1933 roku 

W felietonie autor podjął kwestię zbliżenia pol- 

sko-niemieckiego. Wspomniał o pielgrzymce 

Polaków z Niemiec do Rzymu (listopad 1933 r.) 

Moi Kochani! 

Dziankuja Woma najserdeczniej za listki, chtóreście do mnie 

po mojam wyzdrozieniu wyrychtowali. Noziancy dziankuja 

panu redaktoroziu, chtóry psisoł mi tak mocno sztramny listek, 

że musza sia z Wami niem podzielić. Posłuchajta no: 

Wielce Szanowny Panie Kolego! 

Nasamprzód przesyłam Panu moje najserdeczniejsze życze- 

nia z okazji powrotu do zdrowia. Mam nadzieję,  że Szanowny 

Pan przezwyciężył wszystkie dolegliwości i że jak dawniej stanie 

na szaniec w obronie i ku chwale ludu naszego. 

Niezmiernie jestem Panu wdzięczny za ostatnie gadanie 

i spodziewam się,  że i nasi Szanowni Czytelnicy z takowego się 

ucieszyli. Ażeby Panu dopomóc w tej ciężkiej pracy literac- 

ko-poetyczno-politycznej gotów jestem przysłać Panu sekretar- 

kę osobistą, której by Pan dyktował swoje mądre myśli wprost 

w maszynę. Trzeba bowiem swoje drogocenne siły oszczędzać. 

Przy tak nadwyrężonem zdrowiu mógłby Szanowny Kolega 

dostać jeszcze od pisania ołówkiem lub piórem — reumatyzmu 

w rękach. Proszę mi donieść, jak się Szanowny Pan na moją 

propozycję zapatruje. 

Kończąc zasyłam Szanownemu Panu serdeczne pozdrowie- 

nia i uścisk dłoni. Szczerze oddany (podpis). 

Hm! hm! Psianknie Pon Redaktor do mnie napsisali, ale ta 

propozycja  ło ty sekretarce „łosobisty" to mi sia jekoś w głozie 

pomnieścić nie chce. Czy to ze mnie już tako fejtłapa,  żebym nie 

potrasiuł psisać? Czy to łusiójść mom sia przy psiecu Jek jęki 

grózek albo klajnrentner i mózić: frajlenko, a czy też wasza 

maszynka je w porządku? Czyście rychtyk napsisali? Toć jo 

5

 

background image

 

16

wola zakurzyć sobzie fajka, podgiąć rankaw, łusiójść sia 

za stołam i som z dymem fajki psisać, co mi wpadnie do 

głowy. 

A potam, co to ajgentlich bandzie za sekretorka. Może jakie 

stare pudło  łot 70 lat. A może pon redaktor swoji sekretarki chce 

sia pozbyć i mi jo na kark przysłać. No nie, panie redaktor, kota 

w miechu nie kupsia, musiołbym najprzód sobzie ta freilenka 

łobejrzeć. Bądżta tedy taki dobry, panie redaktor i przyślijta mi 

jo na pokozka. A jek mi łona sia łudo, to możewa ze sobo 

pogodać. Jek przyśleta ze sekretarko także i na 50 lat na wikt 

i łopsierunek, to może handel łubzijewa. 

Czasem to myślą,  że pon redaktor ze mnie kiepkuje. Bo jek jo 

bziedny literat, co som ledwie żyją, mom jeszcze nająć sobzie siła 

robocza. Ausgekluczet, panie redaktor, tak bez wciurkiego jo 

sia za to nie godzą. Proponują Wama wobec tego konferencja. 

Możebyśmy sia zjechali gdzieś w Genewie, Locarno lub „Con- 

cordiji". 

W  świecie politycznym „robzi się". Kraje jakoś niby chcieliby 

sia pogodzić, to znów nie. Godajo, łobradujo, psiszo o zgodzie 

i każdy swoje broi. Konferencja rozbrojeniowa sia wali, Liga 

Narodów ciajżko zachorowała na grypa. Kilka chorych już 

łuciekło z tego szpitala, drudzy sia do tego szykujo, a reszta 

pewnie pojedzie do badów lub na gody do domu. 

Najważniejsze co tero je łu noju to to, że sia nareszcie majo 

pogodzić Mniemcy z „Raubstatem" Polską. Różnie  ło tam po 

mniastach i zioskach śpsiewajo. Mnieszczuchy mózią,  że  świnie 

bando tańsze i chleb też, a na wsi mózio, że nie prowda. 

Hurapatrioci mózio, że tero „dostaniewo Kondor"

l

, a jo 

mózio,  że to pewnikam sia nie do, bo coby Polaki dostali za to. 

Drudzy znowu sia pocieszajo, że jek sia Polok z Mniamcam 

pogodzi, to dostanie robota w lesie, staro Kruczkowska mózi, że 

dostanie Generalerlałpniss na zbzieranie gałanzi w lesie i tak 

każdy myśli  ło swoji korzyści  łosobisty. Jek to jednak tan szwat 

je „zmaterializowany". 

Czekajwa tedy na zakończenie tych układów,  żeby tamój 

wciurkie punkta były rychtyk zapsiane i żeby naszam ludziom 

nie robzili krzywdy. Bo Mniamcy zawsze dotrzymywali, co 

łobziecali może i tero dotrzymajo, a różnym hersztom i jegrom 

przez to łutrze nochola. 

Dobrze by buło, gdyby takie sztramne siojsiady jek Polok 

i Mniamniec nareszcie sia pogodzili. Bo to już zawsze tak buło, 

że siójsiad siójsiada brukuje. Zieta może sami po sobzie, 

background image

 

17

a możeśta słuchali, jek to je szpetnie, jek sia siójsiady wadzo i że 

ło byle łorczyk, jeglije czy gajś, co wlazła w szkoda sia procesuje. 

Gdyby  ło mnie chodziuło, tobym wciurkich siojsiadów pogo- 

dził, to by lepsi buło na zioskach i na całym szwecie. A chtoby 

nie chciał słuchać, tego bym posłał do Konzentrationslagru. 

Jo zreszto sam sia postaram, żeby w ty konferencyji pol- 

sko-mniamniecki włożyć swoje trzy grosze. 

Czytołem w naszy „Gazecie" te psiankne łopisy z pielgrzymki 

do Rzymu. Musita ziedzieć,  że i jo chciołem jechać, ale nie bułem 

jeszcze dosyć zdrowy i mniołem strach, żeby sia jeszcze roz nie 

rozchorował. Mocno tedy żałują,  że tamój nie bułam, bo może 

jenak w tych ciepłych krajach bułbym sia popraziuł na zdroziu. 

Za to pon redaktor chodziuł tamój po różnych kościołach, 

muzeach i inszych zabytkach, a zieczorami to pewnikam siedzioł 

gdzieś pod palmami i „chłodziuł" sia—chiantym, cesanem albo 

inszo taragono

2

. Mój Boże! Jek to niechtórzy ludzie dobrze 

majo na szwiecie! Aż zazdrość bzierze, choć to je kaduczny 

grzech. 

Myślą jednak, że może i jo sia jeszcze roz tego szczęście 

doczekam. Jek nie inaczej to może —jak przyszła bziałka moja 

bandzie mniała gwołt psieniandzy — pojedziewa w podróż 

poślubna. 

Na dziś sia łod Waju łodzitam i psianknie waju proszą, 

żebyśta sia doczynkowali ło nasza „Gazeta" i zrobzili przez to 

mnie i ponu redaktoroziu geszenk na gody. W ty myśli  łodzituja 

sia łod Waju. 

Wasz Kuba spod Wartemborka 

1

Chodzi o tzw. „polski korytarz", niezbyt szeroki przesmyk na lewym 

brzegu Wisły, przyznany Polsce na Konferencji Pokojowej w Wersalu i 

zapewniający krajowi dostęp do Bałtyku. Oddzielał on Prusy Wschodnie 

od pozostałych ziem państwa niemieckiego i stanowił przedmiot 

bezustannych roszczeń Niemców.

 

2

 nazwy win włoskich.

 

background image

 

18

„Gazeta Olsztyńska" nr 250 — niedziela, 27 paź- 

dziernika 1935 roku

 

W felietonie autor m.in. poddał ostrej krytyce rene- 
gactwo wśród Warmiaków i Mazurów, zwracał 
uwagę na brak równouprawnienia dla języka pol- 
skiego nawet w prywatnej korespondencji, wciąż 
zachęcał czytelników do powiększania liczby stałych 
prenumeratorów pisma.

 

Moi Kochani! 

Butem w Łolstynie i naziedziułem Pana Redaktora. Pon 

Redaktor mocno mi sia łuradował i zaprosiuł ma do pana 

Nikelowskiego 

1

 do „Concordiji" na jednego — jek móziół 

— bo przy jenam to sia lepsi godo i człoziek ma wtedy fantazja 

do lopozieduwanio. Przyszła też jeszcze paru znajomków, bo to 

zawdy tak je, że jek lew krew poczuje, to leci na łuczta, a jek 

człoziek poczuje — choćby przez telefon abo radyjo — jekieś 

lostre, krzepsiące napoje, to leci prosto nosa tak długo, aż 

natrasi na pełna szklanka. 

Chłopi byli fest do kieliszka i do polityki, to też stawiali lagi 

i słuchali, jek jam łopozieduwałem moje przygody. Ale jek 

móziułem,  że chcą znowu jechać do Abisynji, to zaro prosić ma 

zaczęli,  żebym został i żebym czajści psisywoł do gazety, bo jek 

banda znowu w Abisynji, to taki listek pudzie z jakie cztery 

tygodnie, a może i dłuży, a może go Italjaki skonfiskujó. 

Manczyli ma tak mocno i godoli jek do chorego konia, aż 

wreszcie tak daleko ma dostali, że prosiułem sobzie czas do 

namysłu i że prandzy nie pojada aż chyba po godach, abo 

nowam roku. 

Pon Redaktor zagroziuł ma też,  że jak wyjoda do Abisynji, to 

nie dostana żadnych geszenków, bo do Addis Abeby mi jich nie 

wyśle i wciurko som zje i wypsije. 

Groźba ta też nie poskutkowała. Zostaną tedy jeszcze para 

tygodni doma. 

Na dziwaczne pomysły przychodzó nieraz ludziska. Do- 

stałem jo w tych dniach łod jenego znajomka postkarta, na 

6

 

background image

 

19

chtórny buło nasztamplowane: „Deutscher, spricht deutsch"

2

Do szlaku — pomyślołem sobzie — to ci dopsiero mondrość 

godna opatentowanie, abo do nagrody Nobla! A jek Mniam- 

niec godo? Toć mnie sia zdaje, ze po mniamniecku! Polok godo 

po polsku. Mniemniec po mniamniecku, Chińczyk po chińsku 

i tak dali. 

Gdyby Mniamniec móziuł do Francuza: godoj po mniam- 

niecku, toby chyba wyśmioł i pokozoł gdzieś na głozie palusz- 

kam. A gdyby Chińczyk móziuł do Mniamca: godoj po chińsku, 

toby mu Mniamniec łodpoziedział: „Du bist wohl plemplem!"

3

 

A może niechtórne Mniamcy ni mogo po mniamniecku? To je 

już prandzy możliwe, bo jek sia dąsam słucho niechtórnych co 

inszy godki nie znajó, to godojó tak, żebyś sobzie łuszy zatkał 

i  łuciek.  Łu naju mowa gwołt takich „Mniamców". Jek 

„psianknie" to sia słucha, jek zawołajo na dzieciuka: „Marych- 

na! Bring man die psieluszka in die rurka"! Abo „Hansku! 

Nimm die ehme (ma być Eimer) und bring wody!" 

4

 

Fajn też godajó Mniamcy pod Hajlsbergam

5

, w Królewcu 

„platt" 

6

  abo w Hamburgu. Chodzili łoni wciurcy co najmni 

8 lot do szkoły, a godajó — mójty rety... Jedan Mniamniec 

drugiego nie zrozumni. To też może i słusznie piszó na 

postkartach: „Deutscher, spricht deutsch". 

W Abisynji jekoś do walny rozprawy zabrać sia ni mogó. 

Italjoki majó tanki, kanony i eroplany, ale ni majó kuraży. 

Abisynczyki znowu majó kuraż, ale ni majó tych zabawek 

potrzebnych do wojny. Mój przyjociel Negus Nagusów kupuje 

tedy tero różna broń i zbroji sia chućko. Tymczasem robzi te 

znane „rukcugi aus strategischen grinden"

7

 i wciągo Italjaków 

w góry pewnie po to, ażeby jam potanf dokładnie portki 

wyłotać. Nie ziem, czy mu sia ta strategika łuda, ale życzą mu 

tego z całego syrca choćby z litości,  że je słabszy i że go Italjok 

tak brzydko napod. 

Italjoki feirowali już „zwycięstwo" i chwało sia cało gambó, 

co to łoni już za cuda zrobzili. Potrasili też postazić pomnik na 

pamniotka dostanio przed czterdziestu laty po buksach i za- 

prowadzili w swojich kwaterach w Adui szwatło elektryczne. 

Strasznie mi sia nie łudoł zdańć Negusa, tan Ras Gugla. To mi 

dopsiero ziańć, no nie? Zostazi szwiger fotra w tyncie i łucieko 

do wrogów. To je rychtyczny renegat i iberlojfer

8

, jekich i my 

tutaj mowa łu naju. Taki parch to jeno patrzy, gdzieby sia mók 

toniom kosztam łobżreć. Jek jo pojada i go trasia, to mu 

background image

 

20

wygarbują porzondnie skóra. Takich krewniaków i zdrajców na 

całam szwecie trzeba powyzieszać. 

Czytołem w naszy kochany gazecie ło tych nagrodach, 

chtórne pon redaktor w swoji niełograniczonej dobroci łosieruje 

za zwerbowanie nowych czytelników. Jo sia mocno ło to 

doczynkuja i już trzech dostałem. Ale jo sobzie wziółam do 

głowy,  że musza dostać co najmni psianciu, jek to sobzie pon 

redaktor winszuje. Myślą też,  że jich dostana, a nagroda ma nie 

mnienie.  Życzą tego i, innym czytelnikom, a łosoblizie panu 

redaktoroziu,  żeby jek najziancej dostoł nowych czytelników 

z wdzianczności za te historyjki, bajki i łobrazki co co dziań 

zidziwa. Leży tam gwołt roboty i myślą,  że pon redaktor nimo 

tak letko, żeby wciurko zesztyftować. 

A wy kochane czytelniczki i czytelniki jek mota czas, to 

psiszta też do mnie, tylko nie tak szpetnie. Piszta psianknie 

i mnile, a jo banda też woma łodpsisuwoł. 

Wasz Kuba spod Wartemborka 

1

Józef Nikielowski, dzierżawca resturacji w Domu Polskim. 

2

Deutscher, spricht deutsch (niem.) — Niemcy, mówcie po niemiecku. 

3

Du bist wohl... (niem.) — ty jesteś trochę pomieszany. 

4

„Marychna! Bring man die psieluszka in die rurka"! Abo „Hansku! Nimm 

die ehme und bring wody"! (jęz. niemiecki pomieszany z polskim) — 
„Marychna przynieś mi pieluszkę i połóż ją na rurę". „Janku! Weź wiadro i 
przynieś wody". 

5

Heilsberg (niem.) — Lidzbark Warmiński. 

6

Platt (niem.) — dialekty niemieckie. 

7

 Ruckzug aus strategischen Grinden (niem.)—cofanie uzasadnione 

powodami strategicznymi. 

8

überlaüfer (niem.) — dezerter. 

background image

 

21

„Gazeta Olsztyńska"  nr  77  —  środa, 1 

kwietnia 1936 roku

 

Gadka wydrukowana w numerze jubileuszowym 

„Gazety" z okazji 50-lecia ukazania się 

pierwszego numeru, traktująca o historii pisma.

 

Moji Złoci! 

Ważna i rzadka łuroczystość  łobchodzi dzisioj nasza kochana 

„Gazeta Olsztyńska", pon wydawca Psieniajżny i z niami cała 

Warmija i cały szwat polski. 

Bo jek zieta 50 lotków doczekała sia nasza Gazeta i jek ten 

mały dzieciuk, co sia co roku rozrosto i nabziera na siłach, tak 

i nasza Gazeta rosła i poważniała z każdam rokam. 

A co ta nasza „Gazeta" wszystko przeżyć musiała, to aż nie 

do ziary. Pomstowali na nią katoliki i innoziercy, różne partyje 

i ferajny polityczne i niepolityczne, różni  źli ludzie, łurzandy 

i cejtunki, a jednak nasza „Gazeta" wciurkie te napaści 

przetrzymywała. 

Przypominata sobzie może te wciurkie procesy, za chtórne 

trzeba buło płacić koszta i kary, przypominała sobzie, „Gazeta" 

nasza została zawieszona na jekiś czas, zieta, że redaktorów 

pakowano do kluzy i wciurko to minóło. 

Gazeta nasza nie zlankła sia tego wszystkiego i walczuła 

i walczyć bandzie dali za sprawo polsko, za ziara, mowa 

i łobyczaje polskie. 

50 lat to kupa czasu, no nie? Boczą jeszcze, jek bułem 

szurkam, a mój łojczulek zaczół czytać „Gazeta", jek jó pon 

Liszewski założuł. Boczą jeszcze, jek łojczulek ma wziół psierszy 

roz do mniasta i jękom przyszli do redakcyji, chtórna wtenczas 

buła pod siannami przy rynku

1

. Mało to wtedy buła ta 

drukarnia, ale wydziwować sia wtedy ni mokam, jek to tamój te 

pany układali ranko jena litera do drugi, aż  złożyli cała gazeta 

i jek jó potam drukowali. 

Potam chodziułam już do łulicy Dolno-Kościelnej

2

 do 

zmarłego pana Psianiajżnego z listkami łod łojczulka. Bo 

7

 

background image

 

22

musita ziedzieć,  że mój łojczulek buł też korespondentam 

„Gazety", a pewnikam jo po niam erbowałem ta żyłka 

„literacka". 

Jekam wróciuł z wojny, to psierszy raz poszed do „Gazety" 

już na łon Rynek Rybny, gdzie młodszy Psianiajżny przeniós 

drukarnia i gdzie postaziuł feine i zielge maszyny, takie co same 

litery układajó i łodlewajó i takie maszyny, co same drukujó 

i papsiery wtykajó do maszyny. Jo przez tyle lot łoglondanio 

drukarni som jestem na pół fachowcem i som pewnie też bym 

mók składać i drukować, alem jeszcze nie próbował. 

Ale i jeszcze jena łuroczystość  łobchodziwa dzisioj, a to je mój 

jubileusz. Musita ziedzieć, moji Złoci,  że Wasz Kubolek, 

psismok zielgi i dyplomata ło  ślazie  światowej psisuje do Woju 

już psiantnoście lot. Daleko to jeszcze po prowdzie móziąc do 

pięćdziesiątki jek nasza kochana gazeta, ale przy pomocy Bożej, 

jeżeli przy zdroziu dożyją jeszcze z pół kopy lot, to banda też 

łobychodziuł jubileusz psiańćdziesiancioletni jako psismok i dy- 

plomata. 

Radujta sia tedy moji Złoci, razam z nami z „Gazetą", ponam 

Psianiajżnym i ze mnó z tych łuroczystości. 

Tyło w cały ty sprazie je jedan feler, co ma mocno markoci i co 

do tego kielicha słodyczy naloł jekby żółci abo psiołunu. Je to to, 

że naszamu panu redaktoroziu chce sia zabronić wypełnianie 

swego rzemiosła, to je żeby ziancy do noju nie pisywał w Gaze- 

cie. Wyczytołam  ło tam w gazetach polskich i w naszy późni też. 

Myślą, że pon wydawca tak sia tam stropsiuł, że nic nie chcioł na 

początku napsisać i pewnikam też noju nie chcioł stropsić. 

No, ale to noma dzisioj zorgów nie wtrajbuje. Dzisioj mowa 

szwanto, jekich mało na szwiecie, a łosoblizie rzadkie w Mniam- 

cach. Musita też ziedzieć,  że „Gazeta" nasza je najstarszó gazeto 

polsko w całych Mniamcach. A co to kosztuje hitrzymać taka 

gazeta, to Wy razu ni mota pojańció. Jek Woma już  łu góry 

psisołem, każdy wróg w nią wali, co sia do, ale toby jeszcze nie 

buło tak źle, take co to sia zniesie, bo trudno żądać,  żeby wróg 

mnioł noju głoskać. 

Gorzy już, jek swoji dosksierajó i robota łutrudniajó i jek ci co 

majó być pomocó, noga podstaziajó ze strachu, żeby jeno broń 

Boże komuś trocha lepsi nie poszło ... Nie banda tutaj gwołt 

godoł! Mondry głozie dość na słozie! 

Dzisioj w tam dniu jubileuszu cieszwa sia wciurcy. Cieszta sia 

Wy stare czytelniki, chtórne już od samego początku „Gazeta" 

czytota i chtórnych już tero jest bardzo mało. Cieszta sia, co 

sztramnie stojita przy „Gazecie" naszy i przy sprazie naszy 

polski i pozostania nadal ziernymi. Może nie jedni, ale ci 

najmłodsi, doczekajó sia tego dnia, w chtórnym „Gazeta" 

background image

 

23

łobychodzić bandzie swoje 100-letnie łurodziny. Bułoby to na 

pewno psianknie, no nie? 

A tero chciołbym zakończyć moje godanie i z okazji tego 

psianćdziesiątletnego jubileuszu powinszować panu wydawcy 

Psianiajżnemu, co sia tak doczynkuje i tak morduje na łut- 

rzymaniam naszy kochany „Gazety"! 

Panie Psianiajżny!  Życzą Panu, żeby Pan przy dobram 

zdroziu doczekoł sia stuletniego jubileuszu swoi „Gazety". 

Potam winszują,  żeby wciurcy Polocy w Mniamcach i to puł 

jedan czytali „Gazeta Olsztyńska", a Polacy w Polsce też. 

Życzą,  żeby nasza gazeta mniała 10000 czytelników, żeby Pon 

wygroł duży los, żeby Pon założył taka drukarnia jek duża 

fabryka.  Życzą ... ni mogą nawet wciurkiego tutaj wyliczyć, 

cobym Panu chcioł  życzyć.  W każdym razie życzą Panu gwołt 

i wciurkego najlepszego dla siebzie i cały fameliji i cały redakcyji 

i  żeby Pon Bóg długo Wom noju uchował i zachował  łod złości 

złych ludzi. 

A sobzie życzą też — a myślą,  że kochani czytelnicy razem ze 

mnó — żebyśwa jek najdłuży psisać i czytać mogli nasza 

kochana „Gazeta Olsztyńska", chtórna niechaj nam żyje! 

A wy łodpoziedzta: 

„Niech  żyje!" 

„Niech  żyje!" 

„Niech żyje!" 

Wasz Kuba spod Wartemborka 

1

 Dzisiaj w tym miejscu dom przy  ul. Marchlewskiego, w któiym mieszczą się 

„Delikatesy". 

2

 Dziś ul. Staszica. 

background image

 

24

„Gazeta Olsztyńska" nr 94 — sobota, 24 

kwietnia 

1937 roku

 

W felietonie znalazła się informacja o studentach 

— Polakach z Uniwersytetu Królewieckiego, 

którzy wystąpili z programem artystycznym na 

wieczornicy w Olsztynie z okazji kolejnej 

rocznicy uchwalenia Konstytucji 3-Maja. W 

liście owego Piotra Wróbleszczaka mowa 

natomiast o występach kukiełkowego zespołu 

polskich nauczycieli na Powiślu, prowadzonego 

przez Franciszka Jankowskiego z Sadluk.

 

Moji Kochani! 

Przygotowania moje do rajzy do Londynu postampujo 

raźno naprzód. Gospodyni staro sia jek może,  żebym 

wyglondoł szykownie i nie zblamirował naszy zioski Łapki. 

Katryna wypłókała sztywne psiersi i ekstra gwołt ryżydła i 

mączki wzięła,  żeby byli rychtyk sztywne i sła szweciły —

jek to łona psianknie móziuła — jek psu pysk. Łod 

gospodarza wziołem trocha psieniandzy na nowe lakierki, 

zoki i rankaziczki, a łod pona redaktora spodziewam sia też 

trocha gotówki, żeby móc godnie reprezentować. Myślą,  że 

sia  łudam tam Angielczykom i tam drugim gościom, co to 

majo ziancy czasu i już dzisioj sia zjeżdżajo do Londynu. 

Gospodyni mi redzi, żebym tero na gwołt nie jot, bo w 

Londynie chyba dostana takie moltychy, że te suche dni 

wnetki dogonią. Już dzisioj mogą Woma poziedzić, 

że w Londynie sobzie trocha pofolgują i łodszkoduja sia za 

wciurki czasy. 

Czytołem w gazetach, że do Angliji zjeżdżajo sia 

najróżniejsi bogacze, hrabziowie, ksiójżanta i prynce, a nawet 

króle i cysorze z bziałkami swemi i córkami. Bando tamój 

tedy milijonery z Afryki, plantatorzy tabaki z wyspy Kuby, 

właściciele kopalń  złota w Kaliforniji, gwiazdy i gwiazdory 

Filmowe z Holiwodu, ksiójżanta indyjscy, Nygus czyli 

cysorz byłej Abisynji i Bóg zia jeszcze co za narody, a 

pomniandzy niami — Wasz Kubolek spod Wartamborka. 

Gdyby sia tamój łudało złapać szykowna, choćby nawet 

mocno bogata miljonerka czy też pryncesa, to zaroz bym sia 

łożaniul i przyjechoł nazod jeko chłop  żeniaty. U mojego 

gbura to bym już nie robziuł, bo to by sia nie pasowało i nie 

łudało moji 

8

 

background image

 

25

bziałce. Ale kupiłby sobzie jeki majontek szykowny tak lód 3000 

morgów i gospodarowołbym na niam. A wciurkich czytel- 

ników naszy kochany „Gazety" to bym zaprosiuł na przenosi- 

ny. Już jo mom jedan majontek na łoku. Leży łon w krajzie 

łolstyńskim.

 

To też winszujta mi wciurcy tego szczęścia, bo to Waju nic nie 

kosztuje, a co sia potam łucieszyta to sia łucieszyta. Biljety 

kolejowe przyślą Woma za darmo.

 

Tymczasem pudziewa na inszy bal. Psisali do mnie te 

sztudenty z Królewca — bo to so też same pojedynioki — że 

niedziela 2 maja przyjado do Łolstyna i tamój pokazo noma, co 

sia znowu nałuczyli. Program bandzie mocno psiankny, bo 

bando spsiewy, tyjater, deklamacyje, a wreszcie tańce z łuroz- 

maiceniami. Wciurko je psiankne i dobre, jeno mocno jestam 

ciekawy, co to bando za łurozmaicenia. Czy tamój dadzó psić za 

darmo, czy też zilka zjeść? A może dadzo insze jakie geszenka? 

Jeżeli jół, to boczta jeno kochane szurczoki z Królewca, że 

mocno braczny mi je nowy cylinder. Jek tedy gwołt zarobzita, to 

pomyślta lo Waszam Kubolku, tyż kawalerze.

 

A tero przeczytam Woma jeszcze listek, co mi go przy słot 

jedan znajomek z Ziemni Sztumski. Je łon w gwarze tamtejszej, 

ale myślą, że wciurko skapujeta.

 

Kochany Kuba!

 

Już tak długo żym nie psisał do Czebie. Jek ja żym czytoł, co 

Ty tesz je zawdy w drodze i jadziesz na goszczine do dyp- 

lomatów, to ja żym myszlał, co Ty nie masz czasu czytać listy. 

Ale ja wiem, żesz Ty je tera w domu, bo żesz pisał znowuj 

w gazycie, to ja musze Tobie napisać, co sze u nas dzieje. Ja żym 

przez szwenta buł w goszczinie u mojego przyjaciela Franca. 

Tam dało malowane jajki, wosztai kucha. To wtedy my podjedli 

i podpili i gadeli. Franc powiedał, co uż je wiosna, bo koty bez 

całą noc hałaszo i jemu spać nie dadzo. A jego kobieta 

przezywała, co on takie głupstwa bredzi. A on móziuł: tocz to je 

•prawda. To wtedy jego kobieta chlapła go przez łeb i poszła do 

kuchni. A on mówiuł do mnie: „Jo, jo, ta wiosna idzie 

człowiekowiu w gnaty". A ja żym sobie myszlał, co może ta biała 

poszła jemu do głowy, a nie w gnaty.

 

Tera je u nas co nowego. To wej je taki tiater, co pupki grajo. 

Tam buła taka duża gżmija. Jek ona ryczała, to ji z pyska dym 

wychodziuł. Jo żym sze dziwował, jak to może bycz, co ty gżmiji 

dym z pyska wychodzi. Ja żym to sobie uważał i wydostałem, jek 

to je. To wej je tak: jek ta gżmija otworzyła pysk, to ten gracz 

dmuchał ji w ogon dym od cygareta. To ten dym wychodziuł 

przez pysk. To je z prawdy cudaczne. Jek bendziesz mniał czas, 

to przyjedź i zobacz.

 

background image

 

26

Kochany Kuba! A kiedy my dostaniem te wielgachne ryby 

do jeszcza? Jo żym buł w Sztumie na targu i żym chciał 

kupicz, ale oni sze ze mnie przeszmiewali. A co Ty robiłeś 

bez szwenta? Czy Ty tyż mniałesz malowane jajki i kucną? 

A dziewczaki do Czebie piseli? A kiedy sze łożenisz. Jek 

bendziesz robiuł wesele, to napisz w gazyczie.

 

Tera musza uż przestać pisacz. Ostań sze z Bogem.

 

Twój przyjaczel Piotr Wróbleszczak z 

Sztumskegopola.

 

Ty sia nie jadów na mnie Piotrze kochany, że dzisioj 

dopsiero Twój listek wsodzom. Pytasz sia, czy mniołem 

malowane jojka na szwanta i kucha? Toć to już je tak dawno 

tamu, że już razu nie boczą. Ale myślą, że byli, bo czemu by 

nie mieli być? Tak je zawdy na Zielganoc. Ło mojam 

lożenku to ci napsisza, jeno patrz, żebym znaloz bziołka do 

szyku.

 

A tero moji Złoci, to sia łod Waju łodzitom, bo zidza, że 

moje mniejsce w „Gazecie" je już zapisane. Tylo nie 

zoboczta  życzyć mi dobry, psiankny i bogaty bziołki, a 

zobaczywa sia na przenosinach.

 

Wasz Kuba spod Wartemborka

 

background image

 

27

„Gazeta Olsztyńska" nr 197 — piątek, 27 sierpnia 

1937 roku 

Autor w zakończeniu gadki ostrzegał czytelników 

przed agentami Bund Deutscher Osten, którzy od- 

wiedzali członków Związku Polaków w Niemczech, 

prowokując do wypowiedzi antypaństwowych. 

Moji Kochani! 

Moje  łostatnie godanie wywołało zielgi rozruch. Nie myślta 

jeno, że tyło ło te zagadki i to te nagrody, co je łobziecołem. 

Chodziuło tutaj ziancy ło sprawy gospodarcze. Jedan gbur 

z zioski siójsiedni przyjechoł do mojego gbura i zaczoł go 

przezywać,  że robociądzoziu daje aż takie wysokie myto 

i wyszudziuł go łot komunistów. 

— Ty bolszewiku — móziuł do mojego gbura — ty wciurkich 

robociądzów popsujesz! 

Mój gbur na to łodpoziedzioł,  że  łon nie popsuje swojego 

robotnika, jeno przeciwnie, łuratuje go dla ładu tak, że jego 

robociądze nie łuciekno do mniasta. 

Żyjewa tero w czasie wspólnoty narodowy, gdzie wciurcy 

ludzie so równi i dla tego trzeba pamniantać nie tyło  ło swojam 

brzuchu, jeno i o inszych. A potam tan mój Kuba to nie byle 

jekim robociądzem, jeno chłopam, co ma głowa na karku i dwa 

zdrowe  łapy do roboty. Jek łon co łujmie, to ma też swoja racyja. 

Byle jekamu pokrace tobym tyle psieniandzy nie doł. 

Ale gospodyni mamrotała, bo zieta, że baby łakome so na 

psieniondze jek na grzech. „Stary" jo jenak przekonał,  że lepsi 

tak, jek gdybym zder do Chin. 

Mniołem potam jeszcze łutrapienie z ty moji szczerości, bo 

Katrynka zaczóła sia przymawiać,  że to tero moglibym sia 

pobrać. 

— Mosz wej tero take szykowne myto — wdzianczuła sia 

— tobym mogli sobzie zachy kupsić,  łoża, klajtszafa, wertykow 

i szeslong! Rechło by też może jeszcze i na radijo, i na koza. 

Spojrzałem na nia i tak przemoziułem: 

9

 

background image

 

28

— To co ty sobzie ajgetlich myślisz?  Żanić sia mom z tobo 

i jeszcze zachy kupsić? To ty ma mosz za takego lelka, co już nie 

dostanie bziołki z psieniądzami. Ho, ho, mosz ty pojancie. 

Jekbym tyło chcioł, to zaroz mom dziesiańć na kaźdam palcu. 

Ale jo sia jeszcze nie łożania. A siułasz ty łuciułała za twoja 

praca? Ziem, że nic. Bo i jek mosz łuszporować, jek w lakerkach 

i jedwabnych sztryflach jidziesz do łudoju i gnój trzójść.  Łoblecz 

tak jek jo grube picze i kloce, to prandzy co łozorgujesz. 

Popłakało sia nieborastwo, aż mi ji sia zol zrobziuło, ale 

z kobzietami to trzeba zawdy łostro, bo jek sia tyło trocha 

pofolguje, to bando za śmiałe i chłopa pozbadno. Przy okazyji 

banda jo musioł wziójść w nałuka i łopoziedzieć, jek to sia ciuła 

psieniądze. Potam przyniosą ji z Banku Ludowego w Łolstynie 

skarbonka i bandzie musiała do ni wtykać te trojaki i marki, co 

so na sztryfle jedwabne. 

Bo co też so tera za czasy, to nie do ziary. W kiedajszych 

czasach to ludzie żyli gwołt  łoszczandni. Baczą jeszcze, jek moja 

matulka i mój łojczulek szli do Łolstyna. Wtedy mniasto buło 

jeszcze dycht małe, bo siangało tyło do Wysoki Bromy. Za 

bromo pasły sia już krowy, a cmentorz 

1

, tan za kolej o przy 

drodze do Dyzit

2

, buł „daleko za mniastem". Wtedy to moji 

rodzice szli piechto i boso do Łolstyna.  Łojczulek zziojzoł 

kropówki i przełożuł je na plecy, a matulka włożuła swoje buty 

do kosza abo pęcełka. Dopsiero przed mniastam to sobzie nogi 

łobmyli, wciągnęli buty i weszli do mniasta. A po sprawunkach 

w mnieście, gdy wyszli za broma, znowu ściągnęli buty i boso 

zawendrowali do domu. A przy tam żyli długo, nie dostali na 

nogach ani guzów, ani hinerałgów i szwajsfusów tyż ni mnieli. 

Ale dziś to taka frajlena z nogo numer 44 kupsi sobzie lakerki 

numer 37 i potem dziwują sia, że chodoki so za ciasne. Łazi jek 

kaczka w ciojży i dziwuje sia jek nogi bolo, guzy wyskakuje, a te 

niby lakerki wyglondajo jek żaby. To jo sobzie jenak chwola 

kiedajsze czasy. 

Ło te nagrody moje, to sia już kilko czytelników zgłoszuło,  że 

nie raźno jem jidzie z rozziojzaniam. Jek jo takie sztramne 

nagrody chcą Woma dać, to chyba nie bandzieta tego żądali za 

darmo. Ansztrengujta sia jeno troszeczka, bo „psieczone gołom- 

bki nie wlatujo samo do gombki". Jek sami nie redzita to prosta 

choćby waszego rektora czy polskiego czy mniemnieckiego. Te 

pany majo różne łuczone ksiójżki, to może Woma pomogo abo 

background image

 

29

doradzo. Pozieta im, że jek zgodnieta, to podzielita sia nagrodo, 

to może chantniejsi bando. 

Tak na wschodzie nic nowego. Narody kochaj o sia jek 

potrasio, jeni bzijąc sia, drudzy całując sia — w psianta. Do 

mnie przyszet niedawno jeden taki przylizaniec, co to ni zimni, 

ni ciepły i zaczół mi sia skarżyć,  że mu krzywda zrobzili i chcioł, 

żebym mu doredziuł. Ale chcioł łon pewnikam co inszego. 

— Jidź mi do kopy szlaków, ty judoszu, mamonie jeden 

—mózia do niego —jidź do tych, chtórni cia przysłali, bo jek ci 

jenego strzela, to sia tyło łoblizmesz. 

No i poszet i zobaczuł sia nawet łodzitać. I wy też tak zróbta, 

jek przydó do Waju te zilki w łowczy skórze. 

A tero jeszcze roz proszą Waju, żebyśta sia łuzijali z rozziój- 

zaniem zagadek. 

Wasz Kuba spod Wartemborka 

1

 Cmentarz, niegdyś parafialny, olsztyńskiej konkatedry św. Jakuba przy al. 

Wojska Polskiego, od wielu lat już zamknięty. 

2

Dyzity — Dywity. 

background image

 

30

„Gazeta Olsztyńska" nr 36 — niedziela, 13 

lutego 1938 roku

 

Felieton nawiązuje do Sejmiku IV Dzielnicy Związ- 

ku Polaków w Niemczech, który odbył się w Olsz- 

tynie 16I1938 r. z udziałem kierownictwa tej or- 

ganizacji z dr. Janem Kaczmarkiem na czele. By ta to 

jedna z ostatnich tak wielkich manifestacji Polaków 

w Prusach Wschodnich przed wybuchem drugiej 

wojny  światowej. Do sali Domu Polskiego przybyło 

pół tysiąca członków, w tym 29 z Mazur. Niezależnie 

od tego Polacy z Powiśla urządzili takie samo 

zgromadzenie 19II1938 r. w Sztumie, do uczestnict- 

wa w którym autor gadki zachęcał wszystkich 

czytelników.

 

Jeno przysłozie mózi, że „wciurko je, jeno łod czego sia 

czloziekoziu zrobzi niewarto". Czy to je prowda, nie ziem, ale 

tan, co to przysłozie wymedytował, musiał ło tam ziedzić. 

Jo tyło ziam tyle, że niejenym zrobsi sia niewarto, jek sia 

napsijó gorzałki, drudzy psiwa, trzeci zina, a niejennym to już 

sia niewarto robzi na myśl ło żeniaczce. 

Jek jo downi trasiułem mojego przyjociela Augusta, to go 

zazwyczaj poproszułem na Jednego". Ale August kranczuł 

głowo i móziuł, że łon psiwka nie psije. 

— A może by tak czego łostrzejszego — mózia — może 

koniaczka, sztajnheger abo starego wojaka? Łostatni je mocno 

zdrowy na żołądek? 

August jenak wymaział sia, aż rzek: — Zinka, Kubolku 

kochany, tobym sia napsiuł! A jenego tak panie Auguście? 

Wciurko jeno byle winko! 

Ha! Myślą —jak zinko to zinko! Wciurko jeno łod czego sia 

jenemu niewarto zrobzi. Toć gwołt zina dobrego i lichego, jek 

chto chce i możć. Só różne Portwajny i Malagi, z jegód czornych 

abo kadykowych, só zinka z agrestu, szwantojanek i jebków. Je 

nawet i „Sekt" cała butelko za marka. Jek August chce zinka, to 

może dostać siuła chce. 

Choć tedy August psiuł wciurko, co mu przed gamba 

przyszło, to jenak mnioł  łon 3 marki czy zorty zina, chtórne psiuł 

najchantni. Zorty te sia nazywali: „Krówer Nachtarsch", 

„Piessporter" i „Lorscher Arschbacken" 

1

. Dlaczego August 

ausgerechnet wybroł sobzie takie szpetne, abo móziąc po 

dyplomacku, profanujące nazwy, nie ziem. Nie ziem też, co buło 

lepsze, zinko czy nazwy. A może łon psiuł to zinko tylo wedle 

10

 

background image

 

31

tych tytułów? Kaci go tamój ziedzo. Dziwują sia jeno, że mu już 

łod tych samych nazwów nie zrobziuło się niewarto. Bo 

pomyślta jeno sobzie, brać takie świniarstwo do gamby. 

August sia zadzizi, gdy tero przeczyto w mojam godaniu, że 

jego lejbmarki zostały dycht zakazane i nie wolno już takego 

zinka sprzedawać. Mogą cia, ale Auguście pocieszyć,  że jeno 

zinka, chtórnego pewnikiem jeszcze nie psiułeś, nie zostało 

zakazane. Nazywo sia łono „Ahr-Schwarmer". Jeno czytoj 

rycht bracie, żebyś nie wymedytowoł co inszego. 

Tyło  łopoziedziołem Woma ło Auguście i zinku, a tero banda 

musioł ło czam inszym pogodać. 

Cieszą sia mocno, że mój apel w sprazie psisania do naszy 

„Gazety" kochany poskutkował, chociaż może jeszcze nie w stu 

procentach. Nie chcą jenak być taki łakomy. Psiszta jeno tak 

dali, a możeta być pewni, że jo, pon redaktor mocno sia 

hicieszywa. Zawdy to raźni wyglonda, jek i same czytelniki głos 

zabzierajó, bo i inszy duch zazieje z szpalt gazety i nasze 

przyjaciele bando ziedzieli, że nie tyło te „agenty z Warszawy" 

(co lurodzili sia w Prusach Wschodnich) psisujó do nasi gazety, 

ale najprawdziwsze Warmiaki, Mazury i tak dali

2

Tyło proszą Waju jeszcze roś, nie gniewajta sia, jek Woma 

pon redaktor wciurkiego nie wsadzi do gazety, bo redaktor mo 

swoje przepisy, chtórnych musi sia trzymać,  żeby nie zostać 

łobsztrafowany. Wy możeta do noju psisać jek chceta, nawet 

prosto z mostu, jeno my musiwa to wciurko łoblec w szata 

dyplomatyczna i gładka, „żeby buł zilk syty i koza cała", jek to 

znowu mózi przysłozie. 

Psisoł też do mnie mój przyjociel Jandrys. Morowy to je 

chłop, też kawaler jek jo, jeno bracie kochany, ty mosz za łostre 

psióro abo blajfeder. Za ciebzie to bym z panam redaktoram nie 

wyleźli z kluzy. To też sfolguj trocha i psisz, jek już mózia, 

łagodni. 

Móziuł ma też pon redaktor, że dostoł dlo mnie listek od 

mojego przyjociela Kropidłowskiego. Ale tan listek gdzieś 

w papsierach sia zagubziuł i tero go znaleźć ni można. A zielgo 

szkoda! Móziuł pon redaktor, żeś jechoł z Butryn autobusem do 

Łolstyna na sejmik, a jedan mondrala godoł do drugego, że 

jedzie do Warszawy. Tan jisty mnioł abó w geografiji ungenu- 

gend, abo też mnioł pomylone w głozie. Każdy dzieciuk zie, że 

do Warszawy jedzie sia z Łolstyna przez Butryny. A może byś 

bracie złoty napsisoł jeszcze ros twój berycht z rejzy, poproszą 

pona redaktora, żeby ci ze trzy marki zapłaciuł. 

Co sia dzieje w polityce, tośta wciurko przeczytali już 

w „Gazecie" i szkoda zabzierać ponu redaktoroziu mniejsce. Ło 

tych naszych sejmikach też czytaliśta i zidzieliśta te sztramne 

background image

 

32

łobraziki. Jo sobzie te wciurkie łobrozki fein schowałem i jek mi 

sia co przyboczy, to je wyciongom i patrzą na nie i mózia: 

— Tak poziedział pon doktor Kaczmarek

3

, a tak pan 

Zblewski

4

 z Postolina, a znów inaczej tan pon Arka

s

. So to 

mniłe pamniontki i wspomnienia. Człoziek krzepsi sia na duchu, 

nabziera łotuchy do dalszy pracy i zie, że nie je som. 

Chciołbym też tutaj zachańczyć jeszcze roz mojich Rodoków, 

a  łosoblizie Rodaczki z Ziamni Malborski, abo jek łoni sami 

mózio z Malborei, żebyśta wciurcy pojechali do Sztumu na 

przyszła sobota, dzieziantnastego februara! To nie je jeno dobra 

wola, abo jek sia dobrze wyspsia, abo dobry łobziat zjam i mnie 

bziałka nie rozgniewo. Nie to je mus, to je rozkoz! Musita tamój 

koniecznie jiśćji sia przysłuchać tych różnych przemów, a łuroś- 

nieta i przekonata sia, że być Polokam to nie byle co. 

Polok to mur, to chłop cało gambó! A Polok w Mniamcach to 

chłop na tyle trój. Nie boji łon sia byle filidymka, choć tan mu 

grozi, nie da sia przekupsić. I choć sia niejeni nie ziem jak 

doczynkowali i na łepsie sia popostoziali, to co rycht Polok 

— Polokom zostanie aż do śmierci. 

A to trapsi i jadozi naszych przyjocieli najziancy. 

Myślą tedy, że te porę  słów woma wystarczy i że sia nie 

bandzieta łobciągali łod łoboziojsków. 

W ty myśli łodzituje sia łod Waju 

Kuba spod Wartemborka 

1

 Ordynarne określenia niemieckich napojów alkoholowych.

 

2

 Autor nawiązał do wysuwanych w propagandzie niemieckiej zarzutów, 

że autorami tekstów drukowanych w gazetach polskich wydawanych w 
Prusach Wschodnich byli Polacy z Warszawy, co oczywiście było 
nieprawdą.

 

3

 Jan Kaczmarek, kierownik Centrali Związku Polaków w Niemczech.

 

4

 Józef Zblewski z Postolina na Powiślu, działacz kotek rolniczych. 

5

Arka Bożek (1899—1954), wybitny działacz ruchu polskiego na Śląsku, 

uczestnik powstań śląskich, działacz Związku Polaków w Niemczech.

 

background image

 

33

 „Gazeta Olsztyńska" nr 67 — środa 23 marca 

1938 roku 

W gadce relacja z Kongresu Polaków w Berlinie 

(6 marca 1938 roku). 

Moji Kochani! 

Łopoziem Woma dzisioj jek to jo jechołem z panam redak- 

toram do Berlina na Kongres. Tylo nie jadówta sia, że tak późno 

godom, ale pon redaktor włożuł moje godanie do szuflody, bo 

móziuł,  że ma insze ważniejsze zachy do wsodzanio. Dopsiero 

na energiczna konferencyja łobziecoł pon redaktor, że dycht 

zycher bandzie godanie moje w tam tygodniu. Jekby nie buło, to 

bandzie wojna abo lobsadzo nom redakcyja. 

Na kongres pojechalim tak: kupsilim sobzie na banosie 

w  Łolstynie bibliety tam i nazot, żeby być zycher, gdybym mieli 

wpaść pomniandzy zbójcę abo broń Boże przepsić trojaki 

z kumplami i nie dostać sia do domu. Przedtam tom sia 

naradzali, jekó to jechać klaso: czy trzeció, czy drugó. Jo 

chciołem jechać drugó, bo to wygodni i na dyplomata i redak- 

tora lepsi pasuje. Ale pon redaktor wyrachował mi siuła, coby 

można za to „łoszczandność" zjeść i wypić i jeszcze może co 

łoboczyć. 

Że jo sia nie lubzia wadzić, zgodziułem sia na to. Do 

Malborka — stolicy Malborei — szło wciurko dobrze, ale od 

Malborka tom jechali aż do Berlina na podsobnych. 

— No, jek to sia panu jedzie, panie redaktor tak stoją- 

co-przedreptująco-spsierająco? Pon redaktor zrobziuł kwaśna 

mina i pocieszoł ma, że to chyba jeszcze mniejsce dostaniem. 

Przerachowoł sia jenak i jekem przyjechali do łonego Berlina, to 

pon redaktor ledwo koślami przebzieroł. 

W drodze zaczelim sia wadzić z cugfirerem, żeby noma łoddoł 

psieniądze abo plac łobzorgował, a gdy tego ni mok, tom 

zafondrowali, żeby noma co nojmi kupsiuł za nasza fatyga 

11

 

background image

 

34

w wagonie restauracyjnym lobziat. Ale i tego nie zrobziuł, jeno 

móziuł,  że bana nie ziedziała,  że tyle ludzi na Kongres pojedzie. 

Trzeba buło drugi cug zamózić. 

W drodze pon redaktor pokazuwoł mi towarzyszy podróży. 

Gwołt znołem, ale ziele i nie, no bo jechali i tacy, co sia do noju 

nie nalezieli, a chtórzy czy to z ciekawości, czy też „z inszy 

racyji" noma towarzyszyli, a potam też plątali sia na Kongresie. 

Myślą,  że tam „ciekawskim" dobrze sia tamój łudało i że 

przekonali sia, że noju je gwołt. 

Mnie posadzili te młode pany berlińskie pomniandzy dyg- 

nitarzy zagranicznych, żeby ma tamój nicht nie poznoł, bo jo nie 

lubzia sia pokazuwać, bo myślą,  że gdyby ma wciurcy poznali, 

to by ma też wnetki pozbadli. Tak to zawdy łotoczony jestem 

pewno tako zasłono ciekawości. 

W tyjatrze

l

,  w chtórnym sia zebralim, buło gwarno jek w ulu. 

Ludzie złoci! Tobyśta musieli zidzieć. Tyle tamój buło ludzi jek 

cały Wartembork mo mnieszkanców. Każdy siedzioł mocno 

wygodnie i dobrze mók patrzyć na błna, na chtórny stojało 

Rodło srebrzeste na jakie dziesiańć metrów wysokie. Łobok 

zbudowana buła kapliczka, a po prawy stronie przed zielgim 

drzewem mównica. 

Na początku zaśpiewalim psieśń Rodła, a potam różne pany 

tutejsze i z zagranicy przemaziali do noju i chwolili noju, żem sia 

tak sztramnie trzymali i nie dali sia zgermanizować. A uczestniki 

tego Kongresu krzyczeli brawo i tak klaskali, że jim aż rance 

popuchły. Nojpsiankni to godoł nasz ksiądz Patron

2

 i tan 

ksiądz kanonik z Poznania 

3

, co noma przyniós błogosłaziajst- 

wo  łod ksiandza Kardynała Hlonda. Mocno mi sia też  łudało 

gadanie pana doktora Kaczmarka. Tyło mój przyjaciel Arka 

Bożek nie godoł tak jekby chcioł, bo pewnikam mu poziedzieli, 

żeby sfolgowoł i nie jątrzył naszych najmnilejszych. A zielga 

szkoda, bo Arkę ludzie chantnie słuchajó. 

Jedan pon z Warszawy

4

 godoł też o Polokach na całam 

świecie, i chwoluł, jek jam tam dobrze jidzie w ty Brazylji, gdzie 

małpy rosno, i w Argentynie, i w Kanadzie, że mi sta aż 

markotno zrobziuło,  że to jo też tamój nie pojechołem.  Łoglon- 

dom sia za panam redaktoram, chtóry siedzioł ze swojam 

kumplam ze Szwanty Westfalji, ale jejich tamój nie buło. Pytom 

sia tedy siójsiada, gdzie łoni sia podzieli, a tan poziedzioł mi na 

łucho,  że wydawcę i redaktory pośli naredzić sia, kiedy i do 

chtórnego kraju majó buchnąć. 

Jek sia późni zapytołem pana redaktora, to mi łodpoziedzioł, 

że tan jisty musiał chyba być  jęki mochlórz abo sigla chcioł 

sobzie ze mnó zrobzić. Potam poziedzioł mi pon redaktor, że 

jemu i jego kolegom tak dobrze tutaj jidzie, że aż strach i że nie 

background image

 

35

bando szukali kołaczy jek majó cółty, choć ciejsto gajsto i suche. 

Ło mowach nie banda woma godoł, bo przeczytota je 

w gazecie. 

Jek sia po Kongresie ludzie wysypali na sztrasy to Berlinioki 

gamby, łoczy i łuszy roztworzyli i gapsili sia, co to je i skąd sia 

tyle Poloków wzióło. 

Toć póki Berlin Berlinem, nie buło na jeny kupsie tyle 

Poloków. I do tego jeszcze jakich sztramnych! Same chłopy jek 

domby duże, mocne i młode, a frajleny i bziałki jek malowane. 

Dość  długo darowało, aż sia ludzie rozeszli, aby sia w re- 

stauracyjach pokrzepsić. Jo też poszetem z panam redaktoram 

i gospodarzami na łobziat, potam do jenego znajomka na kawa. 

Zieczorem poszlim do „Alhambry" na zieczorek polski. Buła 

tamój muzyka, grała kapela z 60 chłopa i jedan pon, co sia 

nazywa Sienkiewicz, dyrygował. Potam byli spsiewoki i spsie- 

woczki, a nasz pon kierownik zapozieduwoł, co wciurko 

bandzie. 

Nojlepsi to mi sia łudały „Te sztery". Byli to sztery frajleny, 

co ciajsto śpiewali przez radio z Warszawy. Jena z nich 

przygrywała na klawikordzie. Te sztery dziewczoki — a mogą 

woma zdradzić, byli psiankne — śpiewali jek skowronki abo 

kanarki. Toteż ludzie zebrani na sali tupali i klaskali i wrzesz- 

czeli: mało, mało! Buła to doprawdy istna łuczta duchowa. 

Późnym zieczoram poszlim do naszych kwaterów, żeby sia 

przespać. 

Pon redaktor pojechoł na drugi dzian do dynstu, a jo sia 

jeszcze szwendrowałem po Berlinie. Łobjechołem autobusem 

Berlin,  łoglondałem sobzie różne interesy, gdzie mocno fejne 

rzeczy sprzedajó, a zieczoram bułem w jenam tyjatrze, co sia 

nazywa „Skala". Tamój pokazuwali różne sztuczki, tańce, 

śpiew, gimnastyka, klałny, frajleny, co płasko siadali na ziamni 

i jeszcze gwołt ziancy. 

Jenam słowam  łubaziułem sia w Berlinie. Jeno moja gos- 

podyni i gospodarz, co luzam poszli naziedzić przyjocieli (żeby 

buło tani), nie byli aż za mocno kontanci, bo stracili bodoj za 

gwołt psieniandzy. Bójek to w zielgam mnieście! Chcesz gdzie 

wejść to płać, a jek „chcesz wyjść" to też musisz płacić. Chcesz 

mantel złożyć, to cia zaro łopstąpsi para takich panów wy- 

strojonych jek generały abo szykowne dziewczoki, mnile sia do 

jenego  łuśniechajó, to jam ni możesz dać ranki jek mój przyjociel 

Józef abo psiańć groszy jek drugi przyjaciel Julek, jeno musisz 

włożyć do ty ranki co twardego. Wejdziesz do jęki restauracyji, 

to za bziołego zafodrujó psiańć trojoków, a w Wartemborku 

jeno trojok. Po prawdzie móziąc gorzołka w Berlinie je lepszo. 

Toteż gospodarz wydoł para talarów ani sia łóbejrzół. 

background image

 

36

Do domu zajechalim za to zdrozi i tero żyjewa przeżyciami 

Kongresu i Berlina. Katrynka dostała  łode mnie krokodila, ale 

takego małego, co sia za broszka na bluzce nosi,  a  łod gospodyni 

para sztryfli ze szczerego jedwabziu, co só w przodku jasne, 

a z tyłku ciemne. To je bodaj nowość i sztryfle takie robzió grube 

stómpory cienke. 

Na tam skończą i łodzituja sia łod Woju do nastampnego 

razu. 

Kuba spod Wartemborka 

1

Kongres Polaków odbywał się w berlińskim „Theater des Volkes". 

2

 Mowa o ks. dr. Bolesławie Domańskim (1872—1939), prezesie 

Związku Polaków w Niemczech. 

3

 Był nim ks. Jan Zborowski. 

4

 Przemawiał Michał Pankiewicz ze Światowego Związków Polaków za 

Granicą. 

background image

 

37

„Gazeta Olsztyńska" nr 76 — sobota, 2 kwietnia 

1938 roku 

Autor podejmując kwestię położenia mniejszości 

narodowych w różnych krajach wciąż nawiązywał do 

sytuacji Polaków w Niemczech. Mimo zapowiedzi, 

władze niemieckie nie zaniechały germanizowania 

Polaków. W ostatnich latach przed wybuchem wojny 

coraz bardziej ograniczano działalność polskich 

szkół, organizacji i instytucji. 

Moi Kochani! 

Dzisioj chciałbym Woma napsisać trocha ło polityce, a rych- 

tyk ło mniejszościach narodowych. 

Zieta wciurcy, że należeć do mniejszości to nie je tak letko. 

Nie dlotego, że to my należywa do mniejszości. Jo myślą 

o wciurkich mniejszościach na całem szwiecie. Myślo w psier- 

szym rzędzie, choć nie jestem patryjoto lokalnym, ło Polokach 

w Mniemcach, ło Mniamcach w Polsce, ło Mniamcach, Polo- 

kach i Słowakach w Czechach i tak dali, i tak dali. 

Przy prowdzie to każda mniejszość musiałaby takie mnieć 

przywileje,  żeby nicht nie brukował sia skarżyć, choćby na 

stróża nocnego, nie mózia już  ło innych wyższych dygnitarzach. 

Członek mniejszości musiałby mnieć te same prawo co każdy 

inszy obywatel kraju. Znaczy  sia to: oprócz opłacania podatków 

i służby w wojsku — zostać beamtrem a choćby ministram, jek 

ma  łepek po temu, dostać paszport zagraniczny, prawo do 

kupsienia roli, do posyłania dzieci do szkoły swoji i tak dali. 

Jek to na przykład czyto sia psianknie, jek to pon Henlein 

1

prowodnik mniejszości mniemnieckiej w Czechach, chciolby 

zostać prezesem ministrów czeskich! Czemu nie? Daj mu panie 

Boże zdrozie 

A jekby to dobrze buło,  żebyśwa naszego księdza Patrona abo 

p. doktora Kaczmarka wybrali na posłów do Berlina jek majó 

Mniamce swojich posłów w Polsce. Myślą,  że każdy z noju by sia 

łuradował. 

Psianknie  żyjó wciurkie narody w Ameryce, gdzie sia nicht nie 

troszczy  ło to, czy chto je Czecham, Mniamcam, Francuzam czy 

Polokam, grunt, że mo głowa na karku i potrasi pracować. 

12

 

background image

 

38

Dobrze też musi być w Szwajcaryji, gdzie to trzy godki 

łurzandowe, mniamniecka, francuska i italska, a tero jeszcze 

zgodzili sia na czwarta godka: retoromańska. A wciurcy só 

kontanci i wciurcy chwało Boga i swój rząd w różnych godkach. 

Jo myślą, ze gdyby nie buło tych małych sztenkrów, to by te 

pany z góry już downo we wciurkich krajach Ojropy zrobzili tak 

jek je w Ameryce, abo co najmni w Szwajcaryji. 

Na szczęście je inaczej. Siedzi sobzie taki klapiczkarz czeski 

w lantraturze i łobgryzuje swój blajfeder abo halter i choć mo 

sieczka w głozie, medytuje, jekby zostać sekretarzom abo 

somam ponam landrotom. I doziedzioł sia, że tamój a tamój 

zbzierajó sia Poloki abo Mniemce, żeby sobzie założyć swoja 

szkoła. Nasz Pepiczka śpsieguje tedy i podburza zebranie 

podsłuchać, co łoni tamój godojó i krzyczeć,  że jejich państwo je 

zagrożone przez mniejszość. I naszczekajo te jegry tyle, że 

wreszcie te pany łu góry sia wystraszó i robzio jeno głupstwo za 

usługam. Jo bym takich postenjegrów dół wsadzić do dury, żeby 

jam dziodek z babko przymorzuł. 

Nasz pon Hitler dobrze poziedzioł, jek móziuł,  że nie chce 

ludzie germanizować, ale sia znaleźli tacy, chtórzy mózió, że  łoni 

nie germanizujó, jeno chcó naju odpolszczyć. Czy ty to rozu- 

miesz kochany Czytelniku? Jo bym buł jeno ciekawy, jak by te 

mondrale  łotchinczyli Chińczyków, chtórzy sia w Berlinie 

łurodzili. A czemu te mondrale nie dadzo swój „wynalazek" 

łopatentować i zaczynajó „łodżydzać" Żydów? 

Móziąc tedy, mniejszości na całam szwiecie mieliby dobrze 

gdyby ... gdyby nie byli postenjegry i jejich zausznicy. Szwat 

jenak jidzie naprzód i pomalutku zaczyna sia rozjaśniać w łumy- 

słach tych, chtórzy chcó, żeby jejich mniejszościom działo sia 

gdziejandzi lepsi. Myślą tedy, że i naszy mniejszości bandzie 

lepsi. Szwiat sia przekonał,  że je noju Polaków w Mniamćach 

cały szmat i że należy sia noma też ziancy praw. Bądżta tedy 

dobrej nadzieji, bo jek stoji w naszam psianktiam „Haśle": jek 

wytrwawa to wygrowa! 

A tero krótko chciołbym  łodpoziedzić i podziankować za 

listek mojamu przyjocieloziu Augustoziu spod lasu. Mój drogi! 

Jek jo psisołem  ło tych różnych zinkach, to razu ciebzie nie 

mniołem na myśli, bo nie ziedziołem,  że tyje taki feiny pinkel 

i psijesz zinko ani ło tam, że psijesz zinko, dlatego żeś je chory. 

Że cia znom i ziem, żeś je chłopam dobram, bułem spokojny 

background image

 

39

i myślołem jeno, że tobzde pewnie wloz chto w droga i dlatego 

chciołeś sobzie trocha żółci  łopuścić. Pozdraziam cia serdecznie. 

Tak samo pozdraziam wciórkich naszych kochanych Czytel- 

ników i Czytelniczki i łodwituja sia aż do drugiego razu 

Wasz Kuba spod Wartemborka 

1

Konrad Henlein (1898—1945), działacz hitlerowski w Czechach, 

założyciel i przywódca Partii Niemców Sudeckich, potem gauleiter i 

komisarz cywilny w tzw. Protektoracie Czech i Moraw.

 

background image

 

40

„Gazeta Olsztyńska" nr 152 — środa, 6 lipca 

1938 roku

 

W gadce podjęta została sprawa ukarania Seweryna 

Pieniężnego grzywną w wysokości 500 marek za 

rzekome wezwanie Kuby do czytelników „Gazety" 

o składkę po 1 marce na pokrycie poprzedniej kary, 

nałożonej na redaktora.

 

Moi Złoci! 

Jeko chłop z roli mom nerwy jek postronki, jeko dyplomata 

i polityk nic mnie nie przerażo i przestraszo, i tak wnet 

z równowagi nie wyprowadzi, ale jakem przeczytoł w „Łolstyńs- 

kiej",  że noszego kochanego redaktora skropsili na psiańćset 

marków, to nieomal szlok ma trosiuł i siotem na moje cztery 

litery,  że aż  ława zatrzeszczała, a Burek pod nió zacznół skomleć 

ze strachu. 

I jeszcze by ma nie buła przestraszuła sztrafa pana redaktora, 

gdyby nie to, że to jo temu niszczęściu mom być krzyw. A jekem 

gospodyni  ło tam łopoziedzioł, to wyszudziuła ma jeszcze za 

moje machlerstwa ło ty marce i za to, żem jo nazwoł dusi- 

groszem. 

Nie mogąc sia dogodać z babo poszetem w pole, łuwalułem 

sia w parozie i medytowałem nad marnością tego szwiata. 

Bo po co i za co pon redaktor majó zapłacić te psiańset 

marków? Za to, żem zrobziuł wica? Gdybym ja wygrał zielgi los 

abo sia bogato łożaniuł, to bym wziół z banku psieniondze 

i „ciepło ranko" doł panu redaktoroziu, żeby ta sztrafa 

zapłaciuł. Ale nic bym nie psisoł i nie godał,  żeby nie buła dalsza 

sztrafa. Tak jenak pon redaktor bandzie szudził na mnie i na 

cały szwat, że jenak jestem biedny, żodnej redy nie ziem, to też 

nie ziem, co tero bandzie. 

W niedziela jenak siotem do cugu i pojechołem do Łolstyna, 

żeby pogadać z panam redaktorem. Pon redaktor buł jekoś 

13

 

background image

 

41

przymarkocóny — tak mi sia wydawało — ale za siułka 

poklepał ma po plecach i tak poziedził: 

— Kochany Kubolku! Nie rób sobzie z tego nic, bo ani ty ani 

jo nie jesteśwa temu zinni, co sia stało. Ciajżko to bandzie z to 

sztrafo, ale chyba noju Pon Bóg nie łopuści i nie trzeba sobzie 

przed czasem łamać głowy. 

Potam pon redaktor postaziuł butelka koniaku i rozprazialim 

to  ło tam, to ło  łowtam.  Ło polityce, ło Chinach, ło kiedajszych 

i ważnych sprawach. 

I przyślim do tego przekonania, jo i pon redaktor, że szwat je 

psionkny a djobeł nie taki czorny, jak go malujó, bo wedle 

starego przysłozia: I w psiekle nie nojzgorzy, jek sia człoziek 

przynałoży. 

Potam wrócilim jeszcze do mojich godań i proszułem pona 

redaktora,  żeby mi doredziuł, co i jek mom psisać. Bo patrzta: 

machlować nie wolno, prowdy poziedzieć nie łopłaci sia, ło 

polityce dozieta sia z gazety, ło wojnach też, o rajbach i mniłości, 

nie zaleca sia, bo by ma mogli jeszcze te frajleny łudać za 

hochsztaplera abo łoszusta  łożankowego. Pozostanie chyba tyło 

szweże pozietrze i to co jotem na łobziat abo na ziecierza. 

Pon redaktor na to łotpoziedzioł,  że to dzisiaj nie je tak letko 

psisać do gazety i że trzeba mnieć wyrobzione wyczucie, tak 

zwany Fingerspitzengeful 

1

. Bo z czego sia Krause łuśmieje, to 

na to może sia Krauze łobrazić. I tak mi sypoł jekby z rankowa 

doredami i przykładami,  że gdyby nie koniak, to by ma buło na 

dobre zemgluło. 

Ju chciołem trzasnąć psiajśció w stół i spytać sia, za co to pon 

redaktor dostał tyle nagan, toć za moje mondre godanie nojmni, 

ale potam stały mi przed łoczami zielgie 500 marko w, tom 

zmniank i przyrzek, że sia poprazia. 

Pytołem sia potem jeszcze pona redaktora, czy mom jeszcze 

dali godać czy nie i czyby to nie buło lepsi, żeby już ziancy nie 

godoł jeno szeptoł. 

— A co to ma znowu znaczyć — pyto sia pon redaktor. 

Jo mu tłómacza,  że jek banda szeptoł, to może mnie tak wnet 

nie  łusłuchajó. I też nie bandzie sia tak szpetno słuchało „Kuba 

aus der Nahe von Wartenburg spricht" jeno „Kuba aus der 

Nahe von Wartenburg flusert" 

2

Jek jedan wrzeszczy, to sia brzydko słucho, jek chto goda, 

a do tego gwołt, to niejenamu łuszy mogó zabolić, ale jek chto 

szepcze, to jekby mniły letki zietrzyk nad noma przechodziuł. 

Niby coś godajó, niby nie, a może to muzyka, a może to sia jeno 

tak wydaje, nikt nie zie skąd i co. 

Pon redaktor doredziuł ma, żebym jeno godał dali, bo só 

i tacy, co potsłuchujó szeptanie i gorzy by mogło jeszcze przyjść, 

background image

 

42

bo by może nie dosłuchali rychtyk i przewrócili moje słowa na 

dycht insze. 

To ma przekonało i banda do Waju dali godał. 

Rozstalim sia z panam redaktoram w dobry przyjaźni 

i przyrzeklim sobzie, że nie bandziewa sia na siebzie gniewali i że 

noju żadna vis major czyli wyższa siła nie rozdzieli. 

Na tam zakończa dzisioj i pozdraziom Woju wciurkich, panu 

redaktoroziu ściskam mocno dłoń. 

Wasz Kuba spod Wartemborka 

1

dosłownie — wyczucie w palcach. Tu chodzi o właściwy dobór tematów. 

2

 Kuba aus der Nahe von Wartenburg spricht (niem.) — Kuba spod 

Wartemborka gada; Kuba aus der Nahe von Wartenburg flust (niem.) — Kuba 

spod Wartemborka szepcze. 

background image

 

43

„Gazeta Olsztyńska" nr 110 — niedziela, 14 maja 

1939 roku 

W gadce znalazly odzwierciedlenie roszczenia tery- 

torialne Niemiec wobec Polski, sprawy dotyczące 

zapowiedzianego spisu ludności w III Rzeszy, przep- 

rowadzonego 17 maja 1939 roku. 

Moji Złoci! 

Psisza do Woju, choć mom mało ciasu, bo łuzijam sia wedle ty 

polityki i ziancy jeszcze wedle tego spokoju szwatowego. 

Gdybym do Woju nie psisoł, tobyśta pewnikam jeszcze pomyś- 

leli,  że Wasz kochany Kubolek tyż „został wyrejzowany w nie- 

znane", 

Móziąc tedy hizijom sia po Berlinie, Paryżu i Londynie, 

konferują,  łobraduja, medytują i godom, i godom, aż mi dąsam 

gardło boli. A te moje kolegi ministry to jeno słuchają  głowami, 

mózio tyż,  że jo mondrze godom, ale potam robzio swoje, bo to 

je naród — te dyplomaty — podejrzliwy i wszandzie i każdego 

podejrzewajo, nie zdam już o co. 

Jedan sia boi drugego, żeby go tan inszy gdzieś nie prześcig- 

nół, a ciekawi só, gorzy jeszcze jek baby. 

Jo ale szykownie do nich przemoziom i klaruje, że to nima 

żodnego cweku wadzić sia, czy to ło Gdańsk, czy to ło korytarz, 

jeno trzeba tak rzetelnie pomyśleć i noradzić się,  żeby „zilk buł 

syty i koza cało". Jekbym jo som mók komenderować, to by 

buło wciurko w porządku, ale gzie „kucharzy sześć  tam  ni  ma  co 

jeść". W polityce tak samo. Jeden ciągnie ecz, a drugi se, ale 

chyba na darmo nie bandzie mój doczynek. 

Nie  łustana jenak w moji robocie i banda tak długo praziuł 

i godoł, aż nareszcie przekonam szwat, że wojna psu na buda sia 

zdo. 

Mocno  łobżałowołem pana redaktora, jekem sia doziedzioł, 

że mu łokna w drukarni wybziłi

l

. Co to musieli być za niecnoty, 

14

 

background image

 

44

co ze sobi kamnianie wlekli, żeby sia psocić. To musieli być 

rychtyczne głupki, chtórne czytali te szpetne artykuły, co sia tero 

czyta na Poloków i Polska. Frazie wciurkie cejtunki zeszli co do 

tonu na poziom łosłazionego „Ostlandu" abo tego „Mazurs- 

kiego Volksfrojnda" 

2

, godającego do Mazurów po polsku. Jek 

łotworzysz taki cejtunek, to już zidzisz grubam drukam na- 

psisane „Frechte Polen", „Polnische Grossenwahns inn", „Die 

Rauber von Wilno" 

3

 i tym podobne. A pon ksiądz w „Mazurs- 

kim Volksfrojndzie" napsisoł,  że „Polska oszalała". Toć jo 

tamój nie brukują wystampować w łobronie Polski, bo te pany 

tamój sami ziedzó co zrobzić. Ale take gadki, jake prowadzo 

mniamnieckie cejtunki, na pewno nie łuspokojó naród, jeno go 

jeszcze ziancy pokepsajó. 

Dużo sia tero czyto w naszy gazecie kochany, że jenego 

i drugego wydalajó z roboty, ze swoji roli, z zioski, w chtórny żuł 

i pracowoł i zakazuje tamój mnieszkać. Mój Boże szwanty, je to 

pewnikam dlo tych bziednych ludzi ciajżko. Co tu jenak zrobzić, 

że só na szwecie take prawa. Nie bójta sia jeno, że Woma tyż tak 

pudzie, bo tero znowu chodzó take mamony i straszó ludzi. Jo 

myślą, co to sia jeszcze odwróci, bo nasz Zziózek staro sia ło 

swojich ludzi, żeby te nakazy cofnąć. W Polsce tyż Mniamców 

z pasa granicznego wysiedlajó. Poloki mózio, że to za jeich 

landsmanów w Mniemczech. Tak to zidzita, klin klinam sia 

wybzijo. 

Jek zieta, mowa siedemnastego maja tan spis ludności. W tych 

formulorzach trzeba tyż napsisać jeno, chto godó i do jeki 

przyznaje sia narodowości. Chto sia łurodziuł Polokam, chto 

godo z łojczulkam i matulko po polsku, ten je narodowości 

polski i tego mowa je polska. Trzeba tedy tyż napsisać i nie bojić 

sia, nikomu za to łba nie łurzió. Jeno tchórze i przylizańce 

machlujó, bo każdy w ziosce zie, jeki chto je godki. 

Łopozieduwoł mi jedan rodok, co buł na Wehrversammlun- 

gu

4

, jek to tamój pytali sia chto kogo inszó godko. A tu znoloz 

sia jedan taki, co doma godo tyło po polsku, co mnioł jenteres 

i co psianknie może psisać i godoć po polsku, chtórny pozie- 

dzioł,  że  łon po polsku ni może. A żeby cia Cyganie jedna kaczka 

kopła w przedłużony krzyż. Takich ludzi, co tak obmachlujó 

łurzond, trzeba by wsadzić do kluzy. 

Nie jidźta za takam przykładem, jeno śmiało przyznajta sia do 

Waszy godki i narodowości. Jeżeli noju Pon Bóg stworzuł 

Polokami, to ziedział tyż dobrze, na co to zrobziuł. A tych, coby 

Woju chcieli namoziać, móziąc: napsisz, że twoja godka je dojcz, 

abo narodowość mniemniecka, tamu doj taka łodpoziedź,  że ci 

dadzó spokój. Żądań Mniamniec nie do sia namózić,  żeby 

napsisoł, że jego godka i narodowość je polska, to też i ty 

background image

 

45

pozostań tam, czam cia Pon Bóg stworzuł, to je Polokam z krwi 

i kości. 

W ty myśli łodzituja sia łod Woju. 

Kuba spod Wartemborka 

1

 Autor nawiązał do incydentu, który wydarzył się 9 V1939 r. o 

godzinie 21.30. Nieznani sprawcy rozbili szyby w drukarni „Gazety 

Olsztyńskiej". Kilkanaście kamieni wielkości pieści wpadło do wnętrza, 

gdzie pracowali jeszcze drukarze.

 

2

 „Mazurski Przyjaciel Ludu", organ Zjednoczenia Mazurskiego, który 

po zdradzie ruchu polskiego przez Roberta Machta w 1928 r. stał się 

pismem redagowanym w duchu antypolskim.

 

3

Frechte Polen (niem.) — niegrzeczni Polacy; Polnische 

Grossenwahnsinn (niem.) — polskie szaleństwo; Die Rauber von Wilno 

(niem.) — zbójcy z Wilna.

 

4

Wehrversammlung (niem.) — zebranie przygotowawcze.

 

background image

 

46

„Gazeta Olsztyńska" nr 156 — czwartek, 11 lipca 

1939 roku

 

Jest to ostatni felieton, wydrukowany w olsztyńskim 

piśmie. Kuba z Jandrysem rozprawiają o zbliżającej 

się wojnie. Przy okazji autor zwrócił uwagę na 

konfiskaty wydrukowanych już numerów „Gazety".

 

Moi Złoci! 

Łostatna niedziela buła jeby zwrotam w cały polityce ojropej- 

ski i szwatowy. Buł to dzian historyczny psierszy klasy, bo zeszło 

sia dwóch majżów stanu o zielgim formacie, to je Kuba spod 

Wartemborka i Jandrys spod Wołowna. 

Spotkanie nasze nie łodbuło sia z zielgim czindra—bundra, 

bo po psiersze jesteśwa ludziamy skromnymi, a po drugie nie 

chcieliśwa  łotkryć rombka tejemnicy przez podanie tego spot- 

kania w prasie, bo jek zieta, to te redaktory słuchajó zaro jek 

trowa psiszczy i zaro przez różne agencje prasowe puszczajo 

kaczki abo podejrzenia, że „prawdopodobnie na konferencyji ty 

łomaziano podział interesów", abo tyż  „łomaziano sprawa 

przyszły wojny". 

I dobrze sia stało, że sia noma łudało łukryć nosze incognito. 

Bo łoprócz gospodyni moji numer dwa nicht ło ty konferencyji 

nie ziedrioł, a i łona nic nie ziedziała, że Jandrys je dyplomato, 

boby co najmni w chałupsie rozbredziuła. 

W niedziela tedy ło godzinie 13.15 przyjechoł przed moje 

mieszkanie  łon Jandrys łobleczony po wizytowaniu w cylinder 

i kutawej. 

Jek zwonek przy drzwierzach zadzwoniuł, to gospodyni 

chućko  łobsypała gamba mąko, a lepy pomalowała czerwonam 

bleifedram, potam łotworzuła drzwierze i wprowadziuta gościa 

do moji jizby. 

Po 15-minutowy wizycie „kurtuazyjny" czyli grzecznościo- 

wy, zaprosiułem Jandrysa na frysztyk. Gorąco buło do diochla, 

to ściągnęli nasze żakiety i łusiedlim wygodnie w ześle. 

Kto jeszcze nie zno Jandrysa, to może by sia za brzucho fytoł, 

żeby mu sia nie rozpank i śmioł a śmioł. Jek ja potam panu 

15

 

background image

 

47

redaktoroziu pokozołem  łobrazek, to ani godki słuchoć nie 

chcioł  ło tam, żeby go wsadzić do „Gazety". Musiołem cały mój 

kunszt krasomówczy wysilić,  żeby go przekonać  ło tam, że nie 

skorupka stanowi o jego wartości, ale zawartość (fejn to 

poziedziołem, no nie?). I zgodził sia tedy pon redaktor i pozie- 

dział,  że jek Jandrys przyśle godanie, to mordografia jego 

wsadzi do „Gazety". 

Godojonc tedy tak z Jandrysem pytom go sia, co słuchać 

nowego. 

— Co tamój dziś nowego panie. Ludziska jeno o wojnie 

klepsiu i politykujó, że trudno jam łodpoziedzić. 

— Juł, juł — mózia — ty prowdy to każdy  łaknie jek 

szczupak karasia, przeproszom, chciołem mózić wody. Noj- 

mondrzejsi só jeszcze ci, co czytajó nasza Łolstyńska. A jek już 

ponu redaktoroziu nie zierzó, to mnie, panu Kubzie, dycht 

zycher. 

— Słusznie, słusznie panie Kubo. „Gazeta" to najlepsze 

lekarstwo dlo wciurkich. Bo „Gazeta" i pon redaktor ziedzó tyż 

wciurko. Czy i kedy bandzie wojna, chto bandzie wygrywoł, 

a chto dostanie w skóra, tyż „Gazeta" napisze. To tyż  żeby pon 

redaktor i wydawca „Gazety" naszy mnioł gwołt czytelników. 

— Jek jo zidza, to wy panie Jandrysie dokumentnie sia 

orientujeta. I to je szwanta prowda, że chto czyto nasza 

„Gazeta", to nie do sobzie nabajać przez różnych flejtuchów 

bójki, co nie só prawdo. Taki powsinoga to zaczyna bredzić,  że 

jo albo pon redaktor siedziwa w kluzie, że „Gazeta" je 

zamknienta i insze bójki. 

Tak godalim i godalim, aż sia noma mokro pod łozoram 

zrobziuło. Z kuchni tymczasem zaczoł dolatywać swond, jekby 

sia co psiekło. Za siułka tyż gospodyni zapukała do drzwierzy 

i przyniosła  łon moltych. Buła, jek łobziecołem, woszta psieczo- 

na z rybów morskich, syr, wczorajsze colty i łogórek na 

przegryzienie, no i łon bziały, co stojał w kuble z wodo. Zaczelim 

jeść, Jandrys jekoś po ty woszcie gamba skrzyziuł, ale gospodyni 

poziedziała,  że to „szmekt szen". Jekem ta woszta potokneli 

bziałó, to sia Jandrysoziu lepsi zrobziuło i do stół insi humor. 

Godalim jeszcze gwołt i mondrze i popsijalim, aż naroz Jandrys 

dostał czkowka, co go mocno ciskała na zeslu. 

— To łod ta woszta z ryby — mózi. 

— Być może—łodpozieduja—łona może bziołego lejdować 

ni może, to cia tak ściska, ale popsij jeszcze jenego, to może sia 

łutopsi w kornusie i sfolguje. 

Potam pytał sia mnie Jandrys, czy jo ziem, dlaczego ponu 

redaktoroziu zarekwirowali aż trzy numery „Gazety", czy łon 

co szpetnego napsisoł albo co. 

background image

 

48

Łodpoziedziołam mu na to, ze to je tajemnica redakcyjna i że 

pon redaktor tego nawet mnie, swojamu nojdroższamu przyja- 

cieloziu ni może poziedzić. 

Rozumne—poziedzioł Jandrys, potam zostaziuł mi łobrazik, 

pożegnoł sia i trzymając sznoptucham gamba, wyszet na 

mniasto. 

Jo pozostałem som i medytowałem o współpracy z Jand- 

rysem. Jek Jandrys przyśle drugi listek, to zobaczyta tyż jego 

gamba. 

Mnie sia mocno zdaje, że jek jo i Jandrys weźniewa sia we 

dwójka do polityki i starać sia bandziewa, żeby buła zgoda 

i przyjaźń i żeby wojny nie buło, to noma sia na pewno łudo. Na 

tam łodzituje sia łod Woju. 

Wasz Kuba spod Wartemborka 

background image

 

49

SŁOWNICZEK

 

 

 

 

absztymunk (niem. Abstimmung) — plebiscyt, głosowanie 
agwentarz — inwentarz 
ajgetlich (niem. eigentlich) — właściwie 
ansztrengować (niem. anstrengen) — wysilać 
ausgerechnet (niem.) — akurat, właściwie, tu: ostatecznie

 

baczyć — pamiętać

 

bad (niem. Bad) — kąpielisko, tu: uzdrowisko

 

bana — kolej

 

Banhof (niem.) — dworzec

 

Beamle (niem.) — urzędnik

 

Bedarf (niem.) — zezwolenie

 

berycht (niem. Bericht) — raport

 

bina (niem. Buhne) — scena

 

blat (niem. Blatt) — gazeta

 

Bleifeder (niem.) — ołówek, pióro

 

braczny — brakujący

 

bredzić — głupio mówić

 

buksy — spodnie

 

bziała — biała, tu: wódka

 

bziałka — kobieta

 

cejtunek (niem. Zeitung) — gazeta

 

chocam — choć ja

 

chućko — szybko

 

cołta — bułka

 

cug (niem. Zug) — pociąg

 

cwek (niem. Zweck) — cel, tu: powód

 

cychunek — rysunek

 

background image

 

50

darować — trwać

 

Denkmal (niem.) — pomnik

 

dajczland (niem. Deutschland) — Niemcy

 

do diachla, do szlaku — do diabła (przekleństwo)

 

doczynek — przytyk, uwaga

 

doczynkować — zadawać sobie trud

 

draszować (niem. dreschen) — młócić

 

dura — dziura, tu: wiezienie

 

dycht — całkowicie

 

dynst (niem. Dienst) — służba tu: obowiązki

 

erbować (niem. erben) — dziedziczyć

 

faja (niem. fein) — pięknie tu: ładnie 
familja (niem. Familie) — rodzina 
feiny pinkiel — wybredny 
feirować (niem. feiern) — świętować 
fejtłapa — niedorajda 
fela (niem. Fehler) — błąd 
fest (niem.) — mocno 
filidymek — fircyk, lekkoduch 
Finanzamt (niem.) — urząd skarbowy 
forschrift (niem. Vorschrift) —przepis 
frajwomie — dobrowolnie 
frejlena (niem. Fraulein) — panna 
froint (niem. Freund) — przyjaciel

 

gajś — gęś

 

gbur — gospodarz

 

gedycht (niem. Gedicht) — wiersz

 

Generalerlaubnis (niem.) — generalne zezwolenie

 

geszenk (niem. Geschenk) — podarek

 

gluzda w głowie — o kimś, kto mówi nie do rzeczy

 

gody — święta Bożego Narodzenia

 

grabnąć — wziąć

 

grózek—dziadek, ten który przekazał gospodarstwo synowi bądź córce

 

gulon — indyk

 

gwałt — dużo

 

gżmija — żmija

 

Halter (niem.) — obsadka

 

hineraugi (niem. Huhnerauge) — odciski

 

ibować (niem. uben) — ćwiczyć

 

jadozić — drażnić, gniewać

 

jeger (niem. Jager) — gajowy, tu: niższy urzędnik

 

jeglija — jodła, świerk (Warmiacy nie odróżniali jodły od świerka)

 

jisty — ten sam

 

jod—jad

 

background image

 

51

kadyk — jałowiec 
keta (niem. Kette) — łańcuch 
kiedajsi — dawniejszy 
klapiczkarz — urzędnik (pogardl.) 
kleijtszafa (niem. Kleiderschrank) — szafa ubraniowa 
kleinrentier (niem. klein Rentier) — pobierający niską rentę 
kloce — drewniane chodaki 
kluza — więzienie 
kokoszą — kura 
kołacz — chleb 
kosie — nogi 
koza — rower bądź piecyk 
krajz (niem. Kreis) — powiat 
kromf (niem. Krampf) — skurcz 
kropówki — ciężkie buty robocze 
kucha (niem. Kuchen) — ciasto 
Kupferstecher (niem.) — miedziorytnik 
kuraż — tu: dodawać sobie animuszu 
kulawej — ubranie, kurtka 
laga (niem. Lagę) — kolejka piwa bądź wódki 
Landrat (niem.) — naczelnik powiatu 
laufszrit (niem. Laufschritt) — powolny bieg 
landsman (niem. Landsmann) — rodak 
lejba — uczta 
lejbmarki — ulubione gatunki win 
lejdować (niem. leiden) — tolerować 
lelek — przygłupek, człowiek udający głupka 
lepy (niem.Lippe) —usta 
listek — list 
łapa — ręka 
łobabzić — ożenić 
łobciągnąć — obciągnąć 
łobsadzić — obsadzić 
łobrazik — fotografia 
łobzorgować — postarać się, oszczędzić 
łobżreć — objeść się 
łoboziojzek — obowiązek 
łosierować — ofiarować 
łostać — zostać 
łupsić — upić 
łuzijać — pospieszyć 
machlarz — oszust, tu: dowcipniś 
machlować — oszukać 
mamon — zły duch 
Mantel (niem.) — płaszcz 
markocić — martwić 
moltych — posiłek 

background image

 

52

mordografia — fotografia 
myto — zapłata, należność za pracę 
naju — nas 
na podsobnym — stojąc 
nicht — nikt 
niewarto — źle 
Ostprojsy (niem. Ostpreussen) — Prusy Wschodnie 
pakietki — paczuszki, tu: podarki 
Pepiczek — pogardliwie o Czechu 
picze — grube pończochy, robione na drutach 
pokazka — na próbę 
pokepkować — pożartować 
postkarta (niem. Postkarte) — pocztówka 
potoknąć — opłukać 
princ, princesa (niem. Prinz, Prinzessin) — książę, księżniczka 
prowodnik — przewodnik 
przyboczyć — przypomnieć 
przyjaciele — krewni 
przylizaniec — ten, który chce się przypodobać 
przymorzyć — przyśnić 
pupki — lalki, tu: kukiełki 
raić, rajba — swatać, swatanie 
rajza (niem. Reise) — podróż, wyrejzowany — tu: wysiedlony 
Raubstaat (niem.) — zbójeckie państwo 
reda — rada 
robociądz — robotnik 
rojber (niem. Rauber) — rozbójnik 
rychtyk (niem. richtig) — trafny, prawdziwy 
sfolgować — opuścić 
singel — figiel 
siuła — ile 
siułka — chwila 
sklejać — złożyć 
stompory — grube, niezgrabne nogi 
stropsić — zmartwić 
szerm (niem. Schirm) — parasol 
szlos (niem. Schloss) — zamek 
sznaptucha — wódka 
sznoptuch — chustka do nosa 
szorc (niem. Schurze) — fartuch 
sztramne (niem. stramm) — krzepiące, dobre, poprawne 
sztrasa (niem. Strasse) — ulica 
sztryfle (niem. Strumpf) — pończocha 
sztyma (niem. Stimme) — głos w wyborach 
sztywne psiersi — gors 

background image

 

53

szudzić — wyzywać, krzyczeć 
szulmistrz — nauczyciel 
szurek — chłopiec 
szwajsfusy (niem. Schweissfuss) — pocąca się noga 
szwandrować — błąkać 
szykowny — ładny, porządny 
świgierfoter (niem. Schwiegervater) — teść 
tank — czołg 
trajbować, trapsić — martwić 
to ło tam, to ło tamtam — to o tym, to o tamtym 
uchole — uszy 
Vaterland (niem.) — ojczyzna 
wadzić — kłócić 
wciurcy, wciurki — wszyscy 
welunek (niem. Wahlen) — głosowanie, welować — głosować 
wertyków (niem. Wertyko) — szafa do bielizny, komoda 
wic (niem. Witz) — dowcip, anegdota 
woszta — kiełbasa 
wtrajbować — przynosić 
wyszychtować — przygotować 
zachanczyć — zachęcić 
zacha (niem. Sache) — rzecz 
zafondrować — zażądać 
zapierać — zamknąć 
zblamirować — skompromitować 
zder — tu: uciekł 
zesel (niem. Sessel) — fotel 
zesztyftować — złożyć, zebrać 
zieczerza — kolacja 
Zielganoc — Wielkanoc 
zino — wino 
zoka (niem. Socke) — skarpetka 
zorga (niem. Sorge) — kłopot 
zorta (niem. Sorte) — gatunek, tu: wina 
zycher (niem. Sicher) — pewność