background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

JEZU, TY SIĘ TYM ZAJMIJ 

(DON DOLINDO RUOTOLO) 

"Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi oczami duszy: 

Jezu, Ty się tym zajmij! 

Postępuj tak we wszystkich twoich potrzebach. 

Postępujcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie, nieustanne i ciche cuda. 

To wam poprzysięgam na moją miłośd!" 

background image

 

BIOGRAFIA 

Dolindo  Ruotolo  (ur.  6  października  1882  w  Neapolu,  zm.  19  listopada  1970 
tamże)  –  włoski  ksiądz  oraz  tercjarz  franciszkaoski,  ogłoszony  przez  Kościół 
katolicki Sługą Bożym, cieszył się wielkim szacunkiem Ojca Pio. 

Był  piątym z jedenaściorga  dzieci  Raphaela,  inżyniera  i  matematyka  oraz  Silvi 
Valle, potomkini neapolitaoskiej arystokracji. W dzieciostwie cierpiał z powodu 
problemów ze zdrowiem oraz trudności finansowych rodziny. W 1896 roku, po 
separacji  rodziców,  wraz  ze  swoim  bratem  Elio  trafił  do  Szkoły  Apostolskiej 
Księży  Misjonarzy  (Scuola  Apostolica  dei  Preti  della  Missione),  a  trzy  lata 
później  został  przyjęty  do  nowicjatu.  1  czerwca  1901  roku  złożył  śluby,  po 
których poprosił o  możliwośd pracy na  misjach w Chinach. Jednak jego prośbę 
odrzucono.  Po  święceniach  kapłaoskich  24  czerwca  1905  roku  został 
mianowany profesorem Szkoły Apostolskiej i zajmował się  nauczaniem śpiewu 
gregoriaoskiego.  Przez  krótki  czas  pracował  w  Taranto  oraz  Molfetcie,  gdzie 
zajmował się reformą seminarium. 

W  latach  1907-1937  bywał  podejrzewany  o  herezję,  stawał  przed  Świętym 
Oficjum,  był  poddawany  badaniom  psychiatrycznym  i  zawieszany  w 
obowiązkach. Dopiero 17 lipca 1937 roku pozwolono mu ostatecznie wrócid do 
posługi kapłaoskiej w Neapolu, w parafii San Giuseppe dei Nudi. Pozostawił po 
sobie  33  tomy  komentarzy  biblijnych,  liczne  dzieła  teologiczne,  mistyczne  i 
ascetyczne, tomy listów i zapisków autobiograficznych. 

Po wylewie w 1960 roku lewa strona jego ciała była sparaliżowana.  Zmarł 19 
listopada 1970 roku. Obecnie trwa jego proces kanonizacyjny. 

Nazwiskiem  Dolindo  Ruotolo  jest  podpisana  prorocza  wiadomośd  z  dnia  2 
lipca  1965  roku  na  temat  obalenia  komunizmu  przez  polskiego  papieża
  (jej 
autentycznośd  poświadczył  słowacki  biskup  Pavel  Hnilica):  „Maryja  do  duszy. 
Świat idzie ku zatracie, ale Polska, jak w czasach Sobieskiego, dzięki pobożności 
do  Mojego  serca  będzie  dzisiaj  jak  tamci  w  liczbie  20  tysięcy,  którzy  uratowali 
Europę  i  świat  przed  turecką  tyranią.  Polska  uwolni  świat  od  najstraszliwszej 
tyranii  komunistycznej.  Pojawi  się  nowy  Jan,  który  w  heroicznym  marszu 
rozerwie  kajdany  i  pokona  granice  narzucone  przez  komunistyczną  tyranię. 
Pamiętaj  o  tym.  Błogosławię  Polskę.  Błogosławię  ciebie.  Błogosławcie  mnie. 
Ubogi ksiądz Dolindo Ruotolo – ulica Salvator Rosa, 58, Neapol”. 

*** 

„Czy nie wiesz tego? Czyś nie słyszał? Pan – to Bóg wieczny, Stwórca kraoców ziemi. On się nie męczy 
ani nie nuży, Jego mądrośd jest niezgłębiona. On dodaje mocy zmęczonemu i pomnaża siły omdlałego. 
Chłopcy  się  męczą  i  nużą,  chwieją  się  słabnąc  młodzieocy,  lecz  ci,  co  zaufali  Panu,  odzyskują  siły, 
otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą.” (Iz 40,30-33)

  

background image

 

JEZU, TY SIĘ TYM ZAJMIJ 

Kiedy  do ojca  Pio  przychodziły  tłumy,  mówił:  –  Idźcie  lepiej  do ks. Dolindo! 
Ten kapłan z Neapolu, mistyk, zostawił modlitwę, którą podyktował  mu sam 
Jezus. Modlitwę o efekcie piorunującym.

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ks. Dolindo Ruotolo 

Kiedy  widzisz,  że sprawy się  komplikują,  powiedz  z zamkniętymi  oczami  w 
duszy:  „Jezu,  Ty się  tym  zajmij!”.  Czyo  tak  za każdym  razem!  Czyocie  tak 
wszyscy, a ujrzycie  wielkie,  nieustające i ciche cuda! Daję wam słowo,  na moją 
miłośd  
–  Jezus  podyktował  te słowa  ojcu  Dolindo  Ruotolo  w latach  40.  XX 
wieku. Neapolitaoski tercjarz franciszkaoski, dziś sługa Boży, spisał w 33 tomach 
swoje  duchowe  przeżycia  mistyczne,  wskazówki  dla  kapłanów  oraz  to, 
co dyktował mu Jezus. Jego teksty są szczere, kipią pokorą i są trafną  diagnozą 
kondycji  dzisiejszego  człowieka,  są niczym  kadr  z często  niełatwego  życia 
kapłana. 

Neapolitaoczyk  –  trwa  jego  proces  beatyfikacyjny  –  nosił  na ciele  niewidzialne 
znaki  męki  Chrystusa.  To do niego  św.  o.  Pio  kierował  ludzi.  „Idźcie  do ojca 
Dolindo!”  –  odsyłał  pielgrzymów  kapucyn.
A o.  Dolindo  wręczał  im  „Akt 
całkowitego oddania Jezusowi”. „Nie kombinuj nic, tylko módl się tak, jak Jezus 
prosi” – dodawał. 
 

MAMO, BĘDĘ KSIĘDZEM
 

Wszyscy  w Neapolu  znają  adres  przy  via  S. Chiara  pod  numerem  24.  Dolindo 
Ruotolo  przychodzi  tu na świat  6 

października  1882 r.  Jest piątym 

z jedenaściorga rodzeostwa. W domu panuje skrajna nędza. „Tata nie pozwalał 

background image

 

kupid  nam  zimowych  ubrao.  Bał  się,  że nie starczy  na żywnośd”  
–  wspomina 
włoski kapłan w swojej autobiografii zatytułowanej „Dolindo znaczy cierpienie”. 
„By  przeżyd,  zrywałem  zioła,  wygrzebywałem  resztki  z popiołu:  łodygi  kopru, 
rzodkwi, bazylii i robiłem z tego… sałatkę”. Kiedy pod dom podjeżdża dostawca 
chleba, dzieci wskakują na kosze, by pozbierad okruchy. Biegają boso, bo nie ma 
na buty.  
Ojca  Dolindo  wspomina:  „Bił  nas  strasznie,  za byle  co”.  Na zgrzyt 
klucza  w zamku  z rodzeostwem  uciekają.  „Chowałem się  do skrzyni  pod 
łóżkiem”.  Ale dodaje:  „Biedny  tata  wierzył,  że biciem  i surowością  dobrze  nas 
wychowa. Ale nie żywię do niego złych uczud. Odprawiam msze za jego duszę”. 
Dolindo lubi zajmowad się młodszą siostrą. „Jej kołyska stała  pod obrazem św. 
Alfonsa z Liguori. Nie wiem czemu, ale patrząc na niego, myślałem o konającym 
Jezusie”. 
 

Surowa  postawa  ojca  jednak  odbija się  na dziecku,  zabija  jego  dziecięcą 
niewinnośd.  Jako  nastolatek  Dolindo  przechodzi  „czas  ciemni”,  pierwszą 
Komunię  przyjmuje  obojętnie.  „Byłem  małym  troglodytą,  nie dzieckiem. 
Nie odczuwałem  nic,  żadnych  mistycznych  doświadczeo,  żadnego  kontaktu 
z Bogiem.  Popadałem  w coraz  śmielszy  grzech.  O Jezu,  wybacz  mi!”  –  pisze 
po latach.  Ale notuje  również:  „Myślałem,  że Bóg  jest też  surowy,  jak  tata. 
Czemu nikt nie opowiedział mi o Jezusie?”. 
 

Dolindo jednak jest jakby naznaczony przez Boga, i to już
w 11. miesiącu życia. 
Odczuwa  wtedy  silne  ukłucia  i na grzbiecie  dłoni  pojawiają się  czerwone  ślady 
(znikną  na jakiś  czas,  by  pojawid się  w wieku  dojrzałym).  Rodzice  alarmują 
lekarzy.  „Przyjechał  dr Fabiani,  żeby  mnie  zbadad  i wykonad  zabieg.  (…)  Babcia 
trzymała  mnie  za rękę.  Strasznie  płakałem,  a mój  brat  Elio  chciał  rzucid się 
na lekarza, żeby przestał”. Dziecko szybko przechodzi kolejną operację, ma guza 
na policzku.  Każdy  zabieg  jest bolesny,  nie ma  jeszcze  wtedy  takich  środków 
przeciwbólowych.  Cierpienia  fizyczne  z okresu  niemowlęcego  są niczym 
zapowiedź  późniejszych  wydarzeo.  
Od urodzenia  chłopczyk  ma  niezwykły  dar 
obcowania z Bogiem. „Chod byłem żywym dzieckiem, lubiłem samotnośd. Kiedy 
promienie  słooca  wpadały  do pokoju,  czułem,  jak  wypełniała  mnie  radośd, 
jakby  dotykał  mnie  Bóg.  Nie umiałem  jeszcze  wtedy się  modlid,  ale pamiętam, 
że spływał na mnie wielki pokój”. 
 

Neapolitaoczyk pisze też: „Mama opowiadała mi, że kiedy miałem dwa lub trzy 
latka,  a ona  wracała  ze mszy,  czekałem  na nią  w drzwiach.  Wspinałem się 
na paluszki,  żeby  ją ucałowad  w usta  i poczud  Pana  Jezusa  w Najświętszym 
Sakramencie”.  I dodaje,  że kiedy  mama  robiła  poranną  kawę  –  a wstawała 
codziennie  o czwartej  –  modliła  się.  Dolindo  przybiegał  wtedy  do kuchni 
i powtarzał  za mamą  modlitwę.  „Raz  wspiąłem się  na paluszkach  na kolana 
mamy. Musiałem mied trzy, cztery latka i oświadczyłem: zostanę księdzem!”.
 

background image

 

DOLINDO, LAMPA!
 

W 1895 r. rodzice Dolinda rozstają się. Ma wtedy 13 lat. „Najboleśniejszy dzieo 
w moim życiu” – pisze. Mama, po konsultacji ze spowiednikiem, zapisuje dwóch 
najstarszych  synów  do szkoły  dla  przyszłych  misjonarzy  (Scuola  Apostolica  dei 
Preti  della  Missione).  „Mój  brat  cierpiał  z tego  powodu,  a ja przyjąłem 
to obojętnie.  Szybko  nastrój  ładu,  porządek,  jaki  tam  panował,  zasiały  pokój 
w moim  sercu.  Na korytarzu  stała  figura  św.  Józefa.  Zatrzymywałem się  przy 
nim i wtedy czułem radośd i pokój, jak wówczas, kiedy byłem małym chłopcem, 
w promieniach  słooca”  –  pisze  Dolindo.
Przełom  w życiu  Dolinda  nastąpi 
w czasie  modlitwy.  „Odmawialiśmy  z kolegami  Różaniec.  Nagle  zauważyłem 
obrazek  Matki  Bożej  oparty  o książkę.  I mówię:  »Jeśli  chcesz,  bym  został 
kapłanem, zrób coś, daj  mi mądrośd, bo widzisz, że jestem kretynem«”. I nagle 
podmuch  wiatru  z okna  podrywa  obrazek,  tak  że wizerunek  Maryi  ląduje 
na czole  Dolinda.  „Poczułem,  jakbym się  wybudził  z uśpienia”  –  notuje. 
Neapolitaoczyk jednak  przeżyje sporo upokorzeo ze strony nauczycieli  i trudny 
czas w szkole misjonarskiej. Między innymi doświadczy surowej kary ze strony 
spowiednika  za  to,  że w konfesjonale  wyznaje  za mało  grzechów.  „Każdą 
zniewagę  oddawałem  Jezusowi.  Całkowicie  oddawałem  Mu  wszystko”  –  pisze 
ks. Dolindo.
 

Rok  1898  to czas  nawrócenia.  „Powierzono  mi opiekę  nad  lampką  przy 
tabernakulum.  Gasła  często  z powodu  niskiej  jakości  oleju.  Poprosiłem  Anioła 
Stróża,  by  mnie  budził  w nocy,  kiedy  będzie  gasła.  I o różnych  porach  czułem, 
jak  jakaś  ręka  mnie  dotyka  i szepce:  »Dolindo…  lampa!«.  Zawsze  zdążyłem 
na minutę  przed  wypaleniem się  światła”.  
Po święceniach  nowicjatu  Dolindo 
chce  wyjechad  na misje  do Chin.  Przełożony  jednak  odmawia:  „Ty  zostaniesz 
męczennikiem  serca.  Musisz  tu czekad”.  Proroctwo,  które  szybko się  spełni. 
W 1902 r.  umiera  ojciec  Dolinda.  Przed  odejściem  powie:  „Nie wiem,  czemu 
traktowałem Cię synu najsurowiej. Może Pan pozwalał na to, bo chciał, byś był 
najlepszym z moich dzieci. Wybacz mi synu, kochałem Cię bardzo”.  

Młody  kleryk  zapisuje  to w pamiętniku.  I notuje  uwagi  ojca: 

Dolindo,  nigdy 

nikogo  nie osądzaj,  nie szemraj  przeciw  innym,  nawet  jeśli  będą  robid  ci 
krzywdę.

  
„Tata  umierał  w poczuciu  winy  i w cierpieniu  z powodu  rozpadu 

naszej  rodziny”  –  komentuje  neapolitaoczyk.  Dolindo  jest po śmierci  ojca 
nerwowy  i zgorzkniały.  „Gdyby  nie radykalna  nagana  przełożonych,  nie wiem, 
co by było” – pisze. „Serce człowieka jest tajemnicą. Często przechodzi kryzysy 
radykalne.  Potrzeba  znaleźd  wtedy  siłę,  która  je podniesie.  Wystarczy  jedna 
rysa,  rana  na czas  nieuleczona,  a człowiek  staje się  jej ofiarą,  co niszczy  jego 
duszę,  prowadzi  ją do śmierci”.
Dolindo  potrzebuje  dyspensy  Watykanu 
na święcenia.  Jest za młody.  Na wyczekanej  Mszy  prymicyjnej  nie ma  ani  ojca, 

background image

 

ani  mamy  Dolinda.  Razem  z rodzeostwem  nie dojechała  z powodu  wypadku 
powozu.  Wpada  do kościoła  na samą  Komunię.  „Teraz  to nie ona  dała 
mi poczud  zapach  Jezusa,  a ja mogłem  dad  jej Go moimi  dłoomi”  –  notuje 
Dolindo, nawiązując do scen z wczesnego dzieciostwa.
 

JEZUS DYKTUJE
 

Przełożeni  kierują  Dolinda  od razu  do pracy  z młodymi  seminarzystami.  Trafia 
najpierw do Lecce, potem do Taranto, gdzie jest kierownikiem duchowym. Jako 
kapłan  prosi  coraz  częściej  Jezusa:  ześlij  na mnie  krzyż.  „Nigdy  nie czułem się 
mistykiem.  Ale kiedy  modląc  się,  tak  siadałem  w kaplicy,  czułem,  jak 
zanurzam się  w Bogu.  Cały.  Tak,  że nie czułem  własnego  ciała”.
Ks. Ruotolo 
jest przenoszony z seminarium do seminarium, niemal w całych Włoszech.  

Wszędzie  słyszy  od biskupów  miejsca:  „Zreformował  mi ksiądz  seminarium, 
ożywił,  dzieją się  cuda!”.  „Ja tylko  oddawałem  wszystko  Jezusowi”  –  zapisze 
ks. Dolindo.  Spowiada się  u niego  coraz  więcej  ludzi.  Ale pewnego  dnia 
pojawia się Serafina G. z Katanii. Kobieta twierdzi, że ma widzenia, przepowiada 
m.in.  obie  wojny  światowe,  czy ustawę  o laickości  we Francji.  Nie wiadomo, 
czy to z jej intuicji,  czy samego  ks. Ruotolo,  w jego  zapiskach  znalazła się 
notatka o „Janie, który przyjdzie z Polski i uratuje Europę przed komunizmem”. 
Kobieta twierdzi też, że ma wizję Ducha Świętego. Sprawa dostaje się do prasy. 
Ks. Ruotolo  jest przerażony,  pyta  w modlitwie,  czy wizje  te są diaboliczne. 
Serafinę  badają  lekarze.  Stwierdzają  dobry  stan  psychiczny  Sycylijki. 
Ks. Ruotolo,  ufając  jej przekazom,  jest kilkakrotnie  wzywany  przed  Święte 
Oficjum.  

W Rzymie  przeżywa  kolejny  kryzys  wiary  w życiu.  Chce  nawet  rzucid  sutannę. 
Walczy,  ale modli się  krótko:  „Jezu,  Ty się  tym  zajmij”.  Ks. Ruotolo  twierdzi, 
że to słowa,  jakie  w duszy,  w ciszy,  przed  Najświętszym  Sakramentem  dyktuje 
mu sam Jezus. 

W  jaki  sposób  Chrystus  nawiedza  tego  kapłana  –  nie  wiadomo.  Po  bolesnych 
doświadczeniach  ze  Świętym  Oficjum  ks.  Dolindo  nie  dzieli  się  tym  z  nikim.  W 
jego autobiografii pojawia się nagle taka nota: „Oto słowa dla ludzkości, słowa, 
które  prosił  przekazad  mi  Jezus.  Były  mi  pomocą  w  każdym  cierpieniu”.  Ks. 
Ruotolo  nie  przypuszcza,  że  po  pół  wieku  obiegną  świat,  a  w  dobie  internetu 
będą linkowane przez setki tysięcy fanów na Facebooku. Brzmią jak przekazana 
przez  św.  Faustynę  modlitwa:  „Jezu,  ufam  Tobie”.  Świadectwa  ich  –  jak  piszą 
internauci – „piorunującego działania” można liczyd już w milionach. Przytoczę 
je  tu  w  obszernym  fragmencie,  bez  komentarza.  Kiedy  ks.  Ruotolo  trafi  na 
ołtarze, zapewne i ta modlitwa zostanie wpisana na listę najważniejszych. Jezus 
mówi: 

background image

 

„Z jakiegoż to powodu wzburzony ulegasz zamętowi? Oddaj Mi swoje sprawy, a 
wszystko  się  ułoży  i  uspokoi.  Zaprawdę  powiadam  wam,  każdy  akt 
prawdziwego  oddania  i  zawierzenia  mi  przyniesie  owoc  i  rozwiąże  napięte 
sytuacje. Całkowicie zdad się na Mnie oznacza nie zadręczad się i nie wzburzad, 
nie  popadad  w  desperację,  nie  napinad  się  nerwowo,  prosząc  Mnie,  bym  idąc 
waszym zamysłem,  przemienił  wzburzenie w  modlitwę. Całkowicie zdad się na 
Mnie  znaczy  zamknąd  ze  spokojem  oczy  duszy,  odwrócid  niespokojną  myśl  i 
zamęt i zdad się tylko na Mnie, modląc się słowami: »Ty się tym zajmij«”. 

„(...) Zamknij oczy i pozwól Mi działad, zamknij  oczy i pomyśl o teraźniejszości, 
odwród wzrok od przyszłości jak od pokusy; odpocznij we Mnie, ufając w Moją 
dobrod,  a  zapewniam  cię  na  Moją  miłośd,  że  kiedy  zwrócisz  się  do  mnie 
słowami:  »Ty  się  tym  zajmij«,  oddam  się  tej  sprawie  całkowicie,  pocieszę  cię, 
wyzwolę i poprowadzę. I kiedy będę musiał poprowadzid cię inną drogą niż tą, 
którą zaplanowałeś, będę ci przewodnikiem, wezmę na ramiona, przeprowadzę 
cię, niosąc jak matka niemowlę na rękach, na drugi brzeg. To twój racjonalizm, 
tok rozumowania, zamartwianie się i chęd, by za wszelką cenę zająd się tym, co 
cię trapi, wprowadza zamęt i jest powodem trudnego do zniesienia bólu.  

Ileż  to  mogę  zdziaład,  czy  mając  na  względzie  potrzeby  duchowe,  czy  też 
materialne,  kiedy dusza zwróci się  do mnie słowami: 

»TY SIĘ TYM ZAJMIJ«,

 

kiedy zamknie oczy i się uspokoi. 

Otrzymujecie  niewiele  łask,  kiedy  się  zamartwiacie.  Wiele  zaś  łask  spada  na 
was,  jeśli  tylko  modlitwa  wasza  staje  się  pełnym  zawierzeniem  i  oddaniem  się 
Mi.  W  bólu  i  cierpieniu  prosisz,  bym  działał,  ale  tak  jak  ty  tego  chcesz...  Nie 
zwracasz się do Mnie, a chcesz jedynie, bym się dopasował do twoich potrzeb i 
zamysłów.  Nie  jesteś  chory,  skoro  prosząc  lekarza  o  pomoc,  sugerujesz  mu 
leczenie. 

Módlcie  się  tak,  jak  was  nauczyłem:  »święd  się  imię  Twoje«,  czyli  bądź 
pochwalony,  uwielbiony  w  mojej  potrzebie.  »Przyjdź  królestwo  Twoje«,  czyli 
niech wszystko, co się dzieje, przyczynia się do stwarzania Twojego królestwa w 
nas  i  na  świecie.  »Bądź  wola  Twoja,  jako  w  niebie  tak  i  na  ziemi«,  czyli  to  Ty 
wejdź i działaj w tej mojej potrzebie, (…) Jeśli powiesz mi naprawdę: »bądź wola 
Twoja«,  czyli  jakbyś  mówił:  »Ty  się  tym  zajmij«,  wkroczę  z  całą  moją  mocą  i 
rozwiążę najtrudniejsze sytuacje. (…) 

Powiadam  ci,  że  się  tym  zajmę  i  podejmę  działania  jak  lekarz.  Uczynię  nawet 
cud, jeśli będzie to potrzebne.  

Masz wrażenie, że sytuacja się pogarsza? Nie burz się; zamknij oczy i mów: 

»TY 

SIĘ  ZAJMIJ«

Powtarzam  ci,  że  się  tym  zajmę,  że  nie  ma  potężniejszego 

lekarstwa niż moje działanie z miłości”.

 

background image

 

AKT ODDANIA SIĘ PANU JEZUSOWI WEDŁUG DON DOLINDO 

Don  Dolindo  Ruotolo,  neapolitaoski  kapłan,  który  zmarł  w  opinii  świętości, 
spisał  niżej  przedstawioną,  a  otrzymaną  od  Pana  Jezusa  naukę  o  oddaniu  się 
Panu Bogu. (Uwaga do czytelnika; 

TA WERSJA W TŁUMACZENIU JEST TROCHĘ INNA

Jezus:

  Dlaczego  pozwalacie  się  niepokoid  i  wprowadzad  w  błąd?  Oddajcie  Mi 

swoje  zmartwienia,  a  wszystko  ucichnie.  Zaprawdę  powiadam  wam,  każde 
pełne  ufności,  prawdziwe  i  całkowite  oddanie  się  Mi,  przyniesie  taki  efekt, 
jakiego sobie życzycie i rozwiąże waszą trudną sytuację. 
Oddad się Mi nie oznacza: bad się, niepokoid i wątpid, i w takim stanie kierowad 
do Mnie swoją niespokojną modlitwę, aby wam pomógł. Oddad się Mi oznacza: 
spokojnie  zamknąd  oczy  duszy  i  pozwolid,  abym  mógł  was  przenieśd  na  drugi 
brzeg – jak dziecko, śpiące w ramionach matki. 
Tym,  co  was  wyprowadza  z  równowagi  i  co  wam  szkodzi  jest  nieustanne 
rozmyślanie  nad  waszymi  problemami  i  zamęczanie  się  przekonaniem  o 
konieczności  rozwiązania  wszystkiego  samemu,  i  za  wszelką  cenę.  Jak  wiele 
czynię, gdy dusza w swoich duchowych i materialnych potrzebach zwraca się do 
Mnie,  patrzy  na  Mnie  i  pełna  ufności  mówi: 

„Troszcz się  Ty”

,  i  zamyka  oczy,  i 

spoczywa w moich ramionach! Macie mało łask, gdy się (sami) trudzicie, aby je 
otrzymad; macie ich wiele, gdy wasza modlitwa jest pełna ufności do Mnie. 
W cierpieniu modlicie się, abym wam je zabrał, ale w taki sposób, jak wy sobie 
tego  życzycie.  Zwracacie  się  do  Mnie,  ale  jednocześnie  chcecie,  abym 
dopasował się do waszych życzeo. Jesteście jak chorzy, którzy proszą lekarza o 
pomoc, a jednocześnie sami sobie ją przepisują. Nie róbcie tak, ale módlcie się 
jak nauczyłem was w modlitwie „Ojcze nasz”. „święd się imię Twoje” tzn.: bądź 
błogosławiony  w  naszych  potrzebach  i  kłopotach;  „Przyjdź  królestwo  Twoje” 
tzn.:  przyczyo  się  do  zbudowania  Twojego  Królestwa  w  naszych  sercach  i  w 
świecie;  „Bądź  Wola  Twoja  jako  w  niebie  tak  i  na  ziemi”  tzn.:  decyduj  Ty  w 
naszych  potrzebach,  tak  jak  jest  najlepiej  dla  naszego  wiecznego  i  doczesnego 
życia.  Jeśli  mi  naprawdę  powiecie: 

„Bądź  wola  Twoja”

  albo 

„Troszcz  się  Ty”

wtedy wkraczam z całą Moją mocą i rozwiązuję najtrudniejsze sytuacje. 
Jeśli  jednak  widzisz,  że  sytuacja  wciąż  się  pogarsza,  zamiast  się  polepszad,  nie 
niepokój  się.  Zamknij  oczy  i  mów  do  Mnie  z  ufnością: 

„Bądź  wola  Twoja, 

troszcz  się  Ty

.  Powiadam  tobie,  że  się  zatroszczę  i  zadziałam  jak  lekarz,  i 

uczynię cud, jeśli taka zajdzie koniecznośd. A gdy zobaczysz, że stan chorego się 
pogarsza, nie niepokój się, ale zamknij oczy i mów: 

„Troszcz się Ty”

. Powiadam 

Tobie, będę się troszczyd. 
Zamartwianie się i niepokój oraz rozmyślanie nad następstwami jakiejś trudnej 
sytuacji  nie  są  zgodne  z  oddaniem  się  Mi.  Przypomina  to  zachowanie  dziecka, 

background image

 

które  oczekuje  od  matki  troski  o  jego  sprawy,  a  jednocześnie  wszystko  chce 
robid samemu, i tak przeszkadza tylko swojej matce. 
Zamknijcie  więc  oczy  i  pozwólcie  Mi  działad.  Zamknijcie  oczy  i  nie  kierujcie 
swoich  myśli  w  przyszłośd,  na  kształt  jakiejś  pokusy.  Spocznijcie  we  Mnie, 
uwierzcie w Moją dobrod, a przyrzekam wam, na Moją miłośd, że gdy w swoich 
trudnych sytuacjach zwrócicie się do Mnie: 

„Troszcz się Ty”

, to zatroszczę się w 

pełni, pocieszę, uwolnię i poprowadzę. 
A  gdy  będę  zmuszony  prowadzid  was  inną  drogą,  aniżeli  ta,  jaką  uważacie  za 
słuszną, wtedy was o tym pouczę i poniosę na moich ramionach, gdyż w takiej 
sytuacji  nie  ma  lepszego  lekarstwa  aniżeli  wkroczenie  Mojej  Miłości.  Jednak 
zatroszczę się tylko wtedy, gdy zamkniecie oczy tzn., gdy rzeczywiście i  w pełni 
Mi zaufacie. 
Moje  dzieci,  chcecie  same  wszystko  ocenid,  poznad,  o  wszystkim  decydowad  i 
tak  zawierzacie  się  ludzkim  możliwościom,  albo  jeszcze  gorzej  –  ludziom,  gdy 
wierzycie w ich pomoc, a to z kolei uniemożliwia moje działanie. O, jak bardzo 
pragnę waszego całkowitego oddania się Mi, aby Was obdarowad; i jak bardzo 
zasmuca  Mnie,  gdy  widzę  was  zmartwionych  i  niespokojnych.  To  szatan  stara 
się  wprowadzid  was  w  taki  stan,  aby  was  oddzielid  ode  Mnie  i  od  mojego 
działania, abyście zawierzyli się jedynie i całkowicie ludzkiej inicjatywie.  
Dlatego  zaufajcie  jedynie  Mi,  spocznijcie  we  Mnie,  oddajcie  Mi  się  we 
wszystkim,  a  uczynię  cuda,  w  takim  stopniu,  w  jakim  Mi  się  oddacie  i  w  jakim 
przestaniecie ufad sobie.  
Ofiaruję  wam  skarby  łask,  gdy  staniecie  się  ubodzy.  Jeśli  macie  swoje  własne 
źródła pomocy, również te najmniejsze, albo takich szukacie, znajdujecie się na 
naturalnej  płaszczyźnie  i  idziecie  naturalnym  biegiem  rzeczy,  w  który  często 
wkracza  szatan.  Nikt,  kto  wszystko  przedyskutuje,  omówi,  rozpatrzy  albo 
wyważy  i  zaplanuje  nie  uczyni  cudu,  nawet  święty.  Ten,  kto  odda  się  Bogu 
działa z Bogiem! 
Gdy jednak będziesz widział, że nadal wszystko coraz to bardziej się komplikuje, 
to także i  wtedy  mów z zamkniętymi oczami  duszy: 

„Troszcz się Ty”

. I odwród 

swoją uwagę w inną stronę, ponieważ twój nie spokój utrudnia ci widzied zło i 
jednocześnie  Mi  ufad.  Czyo  tak  we  wszystkich  swoich  potrzebach.  Czyocie  tak 
wszyscy, a zobaczycie wielkie cuda. Zatroszczę się o to, przyrzekam to wam. 
W takiej postawie oddania się módlcie się zawsze, a będziecie mied wielki pokój 
i spokój, także wtedy, gdy ofiaruję wam łaskę ofiary, zadośduczynienia i miłości, 
która włoży (na was) cierpienie.  
Powiesz,  że  to  niemożliwe?  A  zatem  zamknij  oczy  i  mów  całą  swoją  duszą: 

„Jezu, troszcz się Ty”

. I nie obawiaj się, Ja się zatroszczę, i będziesz wielbid Moje 

Imię. 

background image

10 

 

Wszystkie twoje modlitwy nie mają takiej wagi jak ten jeden jedyny akt pełnego 
ufności oddania się Mi; przemyśl to. 

Nie  ma  bardziej  skutecznej  Nowenny,  aniżeli  ta: 

„O  Jezu,  oddaję  się  Tobie, 

troszcz się Ty”.

 

(Z pism  sługi  Bożego  ks. Dolindo Ruotolo)  sługa Boży Dolindo Ruotolo  (  1882  –  1970) 
zapiski duchowe  ks.  Dolindo  Ruotolo.  Ksiądz  Dolindo,  świątobliwy  kapłan  urodzony  w 
Neapolu,  cieszył  się  wielkim  szacunkiem  ojca  Pio,  który  zwykł  mawiad  do 
przybywających do San Giovanni Rotondo Neapolitaoczyków: „Macie księdza Dolindo, 
po co do mnie przychodzicie?”. Pozostawił on akt oddania Jezusowi, a właściwie zapis 
słów przez Niego wypowiedzianych - podobnie jak zapisywała je siostra Faustyna. 

PODSUMOWANIE 

Piękna i zjawiskowo skuteczna modlitwa, sam się o tym przekonałem gdy swoje życie od pewnego 
dłuższego czasu powierzałem Jezusowi. 

 

Jak wiecie "Moja droga do Jezusa" nie była łatwa, ale od 

czasu oddawania każdego ranka swojego życia Jezusowi, ta droga stała się łatwa. Teraz gdy wiem, 
że nie idę sam przez życie, a mam wsparcie w samym Jezusie Chrystusie na mojej drodze nie mogę 
spotkad lęku, a strach jest mi obcy. Proszę Jezusa każdego ranka, by mnie prowadził  przez życie, by 
opiekował  się  mną  jak  małym  dzieckiem,  wszelkie  niepokoje,  lęki  które  miałem  od  dzieciostwa 
minęły, a moje życie nabrało prawdziwego sensu.

 

 

Zachęcam Was wszystkich do tej pięknej modlitwy, ale także do rozmowy z Jezusem, opowiadacie 
swoje problemy, ale także dziękujcie Jemu za wiele spraw w swoim życiu, ponieważ Jezus może dla 
Nas zrobid wszystko, gdy jest to dla nas i innych dobre, tylko musimy się na to piękno otworzyd.

 

 

Pozwólmy  Jezusowi,  by  został  naszym  Przyjacielem,  Jezus  na  to  czeka.  Myślę,  że  Jezus  jest 
zadowolony  gdy  rozmawiamy  z  nim,  gdy  na  Nim  polegamy,  a  my  sami  ludzie  potrzebujemy 
rozmowy z Jezusem. 

 

 

Jezus jest już moim Przyjacielem, prowadzi mnie przez życie, bo to On wie lepiej co dla mnie jest 
dobre.  My  jesteśmy  tylko  ludźmi,  mylącymi  się,  popełniającymi  błędy  i  słabymi,  ale  krocząc  z 
Jezusem, nasze życie to inny wymiar. Nie gorszy! a lepszy i łatwiejszy.  

 

Dzisiaj dziękuję Jezusowi, bo dzięki Jezusowi wychodzę na prostą z choroby, a moje życie podążało 
bardziej w drugą stronę, a niżeli do aktywnego życia. Dzisiaj moje problemy ustają, bo JEZUS mnie 
uzdrowił i duchowo i fizycznie.

 

 

Ufajmy  Jezusowi i kochajmy Go, tak jak On nas kocha.

 

 

Chwała JEZUSOWI, za przekazaną miłośd od Ojca Niebieskiego do nas ludzi, a także za wybawienie 
nas od grzechu i pokonanie zła i nędzy. Niechaj prawda dotrze do każdego miejsca na ziemi,  aby 
ludziom się żyło dobrze i by doświadczyli jakim Przyjacielem może byd Jezus Chrystus.

 

 

Chwała Ojcu Niebieskiemu w Niebie za Stworzenie Świata, a także Syna Jezusa Chrystusa.

 

 

Chwała Duchowi Świętemu, którego możemy odczud w każdej chwili, jeśli tylko otworzymy swoje 
serca.