background image

Franciszek Karpiński 
 
Wiersze 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

PIEŚNI NABOśNE 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

PORANNA

 

  

Kiedy ranne wstają zorze,

 

Tobie ziemia, Tobie morze.

 

Tobie śpiewa Ŝywioł wszelki,

 

Bądź pochwalon, BoŜe wielki!

 

  

A człowiek, który bez miary,

 

Obsypany Twymi dary,

 

Coś go stworzył i ocalił,

 

A czemuŜ by Cię nie chwalił?

 

  

Ledwie oczy przetrzeć zdołam,

 

Wnet do mego Pana wołam,

 

Do mego Boga na niebie,

 

I szukam Go koło siebie.

 

  

Wielu snem śmierci upadli,

 

Co się wczora spać pokładli

 

My się jeszcze obudzili,

 

Byśmy Cię, BoŜe, chwalili.

 

 
 

background image

O NARODZENIU PAŃSKIM

 

  

Bóg się rodzi, moc truchleje,

 

Pan niebiosów obnaŜony;

 

Ogień krzepnie, blask ciemnieje,

 

Ma granice Nieskończony.

 

Wzgardzomy - okryty chwałą,

 

Ś

miertelny - Król nad wiekami!...

 

Słowo Ciałem się stało

 

I mieszkało między nami.

 

  

CóŜ, Niebo, masz nad ziemiany?

 

Bóg porzucił szczęście twoje,

 

Wszedł między lud ukochany,

 

Dzieląc z nim trudy i znoje.

 

Niemało cierpiał, niemało.

 

ś

eśmy byli winmi sami.

 

Słowo Ciałem się stało

 

I mieszkało między nami.

 

  

W nędznej szopie urodzony,

 

ś

łób mu za kolebkę dano!

 

CóŜ jest, czym był otoczony?

 

Bydło, pasterze i siano.

 

background image

Ubodzy, was to spotkało

 

Witać Go przed bogaczami!

 

Słowo Ciałem się stało

 

I mieszkało między nami.

 

  

Potem i króle widziani:

 

Cisną się między prostotą,

 

Niosąc dary Panu w dani:

 

Mirrę, kadzidło i złoto.

 

Bóstwo to razem zmieszało

 

Z wieśniaczymi ofiarami!...

 

Słowo Ciałem się stało,

 

I mieszkało między nami.

 

  

Podnieś rękę, BoŜe Dziecię,

 

Błogosław ojczyznę miłą,

 

W dobrych radach, w dobrym bycie

 

Wspieraj jej siłę swą siłą,

 

Dom nasz i majętność całą,

 

I Twoje wioski z miastami.

 

Słowo Ciałem się stało

 

I mieszkało między nami.

 

 

background image

NA PROCESJĄ BOśEGO CIAŁA

 

  

Zróbcie mu miejsce, Pan idzie z nieba,

 

Pod przymiotami ukryty chleba!

 

Zagrody nasze widzieć wychodzi

 

I, jak się dzieciom Jego powodzi.

 

  

Otocz Go wkoło, rzeszo wybrana,

 

Przed Twoim Bogiem zginaj kolana!

 

Pieśń chwały Jego śpiewaj z weselem,

 

On Twoim Ojcem, On przyjacielem.

 

  

Nic dosyć było to dla człowieka,

 

ś

e na ołtarzu codzień go czeka:

 

Sam ludu Swego odwiedza ściany,

 

Bo nawyki bawić między ziemiany.

 

  

Uścielajcie Mu kwiatami drogi,

 

Którędy Pańskie iść będą nogi!

 

Okrzyknijcie to na wszystkie strony:

 

"W środku nas idzie Błogosławiony!"

 

  

StraŜ przy nim czynią Anieli moŜni,

 

Nie przystępujcie blisko, bezboŜni!

 

background image

Obyście kiedyś i wy poznali,

 

Jakiegośmy tu Pana dostali!

 

  

On winy nasze darować lubi,

 

Jego się wsparciem ten naród chlubi.

 

W domu i w polu daje nam dary,

 

Serc tylko naszych Ŝąda ofiary.

 

  

Niesiemy ci je, BoŜe, niesiemy!

 

Dawaj nam łaski, sercać dajemy.

 

I tej zamiany między stronami

 

Niebo i ziemia będą świadkami.

 

  

My nie słyszymy, jak nam niebiosy

 

Odpowiadają swemi odgłosy.

 

 
 
 
 
 
 
 
 

background image

PODCZAS PRACY W POLU

 

  

BoŜe, z Twoich rąk Ŝyjemy,

 

Choć na ziemi pracujemy!

 

Z Ciebie plenność miewa rola,

 

My zbieramy z Twego pola.

 

  

Wszystko Cię, mój BoŜe, chwali!

 

Aleśmy i to poznali,

 

ś

e najmilszą Ci się zdała

 

Pracującej ręki chwała.

 

  

Co rządzisz ziemią i Niebem,

 

Opatrz dzieci Twoje chlebem,

 

Ty nam daj urodzaj złoty,

 

My ci dajem trud i poty. 
Kiedyś przyjdziem na godzinę, 
Gdy kończąc ziemską gościnę, 
Z Łazarzem, po naszym zgonie, 
Odpoczniemy na Twem łonie.

 

 
 
 
 
 

background image

O POGODĘ

 

Dosyć, BoŜe, deszcze lały!

 

Twoje się dzieci zebrały,

 

Proszą od ciebie pogody:

 

Błyśnij słońcem, spłyną wody!

 

  

Spojźrzyj na niwy zgubione,

 

Na sługi Twoje strwoŜone,

 

Wróć plon, który nas posili,

 

AŜebyśmy Ci słuŜyli.

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

O DESZCZ

 

  

Ciebie, BoŜe, lud Twój wzywa!

 

Grozi głodem oschła niwa.

 

Niecił tylko Pan chmurom rzecze,

 

A obfity deszcz pociecze.

 

  

Wzrusz się dla nas, Ojcze miły,

 

Dzieci Twe Cię obstąpiły.

 

JeŜeliśmy łaski godni,

 

Masz chleb w ręce, a my głodni.

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

PRZY GRZEBANIU UMARŁYCH

 

  

Zmarły człowiecze, z tobą się Ŝegnamy;

 

Przymij dar smutny, który ci składamy!

 

Trochę na grób twój porzuconcj gliny

 

Od twych przyjaciół, sąsiadów, rodziny.

 

  

Powracasz w ziemię, co matką twą była;

 

Teraz cię strawi, niedawno Ŝywiła.

 

Tak droga kaŜda, którą nas świat wodzi,

 

Na ten ubity gościniec wychodzi.

 

  

Niedługo, bracie, (albo siostro) z tobą się ujźrzemy,

 

Juźeś tam doszedł, my jeszcze idziemy.

 

Trzeba ci było odpocząć po biegu!

 

Ty wstaniesz, boś tu tylko na noclegu.

 

  

BoŜe! ten zmarły w domu Twym przebywał,

 

U stołu Twego jadał, Ciebie wzywał,

 

Na Twej litości polegał bezpieczny,

 

Daj duszy jego odpoczynek wieczny!

 

 
 

background image

WIECZORNA

 

  

Wszystkie nasze dzienne sprawy

 

Przyjm litośnie, BoŜe prawy!

 

A gdy będziem zasypiali,

 

Niech Cię nawet sen nasz chwali.

 

  

Twoje oczy obrócone

 

Dzień i noc patrzą w tę stronę,

 

Gdzie niedołęŜność człowieka

 

Twojego ratunku czeka.

 

  

Odwracaj nocne przygody,

 

Od wszelakiej broń nas szkody,

 

Miej nas wieczmie w Twojej pieczy,

 

StróŜu i Sędzio człowieczy!

 

 
 
 
 
 
 
 

background image

PSALM XCI

 

Bonum est confiteri Domino

 

Ten Psalm ma tytuł w Hebrejskim: Psalm Pieśni w dzień Sabbatu.  

Jest niepewnego Autora i czasu. Traktuje zaś: o Opatrzności, o stworzeniu, o 

krótkiem szczęściu niezboŜnych a długiem sprawiedliwych.

 

  

JakŜe to dobrze wyznawać Pana

 

NajwyŜszej chwały i mocy!

 

I litość jego wysławiać z rana,

 

I prawdę jego wśrzód nocy.

 

  

Grając ci, Panie, na arfie złotéj,

 

Pienia połączę wdzięczności;

 

Patrząc na dziwne rąk Twych roboty,

 

Serce mi skacze z radości.

 

  

JakŜe są wielkie Twe dzieła, Panie!

 

JakŜe głębokie Twe myśli!

 

Szalony człowiek nie zwaŜa na nie,

 

A głupi próŜno je kryśłi.

 

  

Gdy się nieprawość wzniesie, jak trawa,

 

Błyśnie na chwilę i padnie;

 

Twoja zaś, BoŜe najwyŜszy, sprawa

 

Na wieki światem tym władnie.

 

background image

  

Oto Twój, Panie, przeciwnik zginie,

 

Zginie, kto z Tobą nie radzi,

 

Ni się postrzeŜe, jak w złej godzinie

 

Pomsta go Twoja wygładzi.

 

  

Jak jednoroziec głowę mą wzniosę,

 

Dojdę starości zgrzybiałéj,

 

Twojej litości będę pił rosę,

 

Pełen i wieku i chwały.

 

Z pogardą na me wrogi spojźrzałem,

 

Bo względów byli nie warci,

 

Potym wieść tylko o nich słyszałem:

 

ś

e własną złością potarci.

 

  

Jak palma, kwitnie mąŜ sprawiedliwy

 

Wzrośnie wraz z cedrem Libańskim,

 

Kwitnie, bo go sam Bóg szczepił Ŝyw

 

I na przysionku wzrósł Pańskim.

 

  

A kiedy dojdzie pory sędziwéj,

 

Nic z swej Ŝywości nie straci;

 

Iść będzie, głosząc, Ŝe Bóg prawdziwy

 

KaŜdemu za swe odpłaci.

 

background image

SIELANKI I WIERSZE MIŁOSNE 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

DO JUSTYNY

 

TĘSKNOŚĆ NA WIOSNĘ

 

  

JuŜ tyle razy słońce wracało

 

I blaskiem swoim dzień szczyci;

 

A memu światłu cóŜ to się stało,

 

ś

e mi dotychczas nie świéci?

 

  

JuŜ się i zboŜe do góry wzbiło,

 

I ledwie nie kłos chce wydać;

 

Całe się pole zazieleniło;

 

Mojej pszenicy nie widać!

 

  

JuŜ słowik w sadzie zaczął swe pieśni,

 

Gaj mu się cały odzywa.

 

Kłócą powietrze ptaszkowie leśni;

 

A mój mi ptaszek nie śpiewa!

 

  

JuŜ tyle kwiatów ziemia wydała

 

Po onegdajszej powodzi;

 

W róŜne się barwy łąka przybrała;

 

A mój mi kwiatek nie schodzi!

 

  

O wiosno! PókiŜ będę cię prosił,

 

background image

Gospodarz zewsząd stroskany?

 

JuŜem dość ziemię łzami urosił:

 

Wróć mi urodzaj kochany!

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

POśEGNANIE Z LINDORĄ W GÓRACH

 

  

Pódźmy na koniec smutnego Kluczowa.

 

Tam ją wśrzód łąki będziemy Ŝegnali;

 

I, choć przed okiem naszym las ją schowa,

 

My jeszcze za nią będziemy wołali:

 

Lindoro, coŜeś zrobiła?

 

Sierotyś nas zostawiła!

 

  

Rzeczko ty mała, w które tylko kraje

 

Popłyniesz, wszędzie powiadaj po drodze,

 

ś

e juŜ Lindora z nami się rozstaje.

 

Bądź świadkiem, jak jej Ŝałujemy srodze.

 

Lindoro, coŜeś zrobiła?   i t. d.

 

  

Powiedzcie, lasy, i wy, góry dawne,

 

Czy piękniejszego co w tych stronach było?

 

Jak wy będziecie odtąd z tego sławne!

 

Lecz jak się prędko światło wasze skryło!

 

Lindoro, coŜeś zrobiła?   i t. d.

 

  

Wieśniak swym małym dzieciom kiedyś powie:

 

"Dziatki, Lindory wyście nie widzieli!

 

Piękna, jak wiosna, i czerstwa, jak zdrowie,

 

background image

Biała, jak len śnieg, co się w górach bieli.

 

Lindoro, coŜeś zrobiła?   i t. d.

 

  

Pasterze trzody swoje porzucali,

 

ś

eby ją widzieć, a harde z pięknego

 

Ciała pasterki twarz swą zasłaniali.

 

Dziatki, cięŜkoŜ wam widzieć co równego!

 

Lindoro, coŜeś zrobiła?   i t. d.

 

  

JuŜ ponad rzeczkę nie będziesz chodziła,

 

I bielszej nogi nikt w niej nie umyje!

 

Oko wesołe, usta i twarz miła,

 

Wszystko się z twoim oddaleniem kryje.

 

Lindoro, coŜeś zrobiła?   i t. d.

 

  

Nie masz Lindory, czegóŜ tu czekamy?

 

Rozbiegnijmy się wr róŜne gór tych strony

 

Co nam po wszystkich? Lindory nie mamy.

 

Został nam po niej Ŝal nieutulony.

 

Lindoro, coŜeś zrobiła ?   i t. d.

 

 
 
 

background image

ROZSTANIE SIĘ MEDONA

 

  

Rzucając trzodę i dawne koszary,

 

ZraŜony Medon w insze brał się kraje.

 

NapróŜno mu Filon ganił stary!

 

On sobie mówić i słowa nie daje.

 

  

Uparł się; znowu radby się odmienił:

 

Często się tędy obejrzy nieznacznie,

 

Gdzie się Palmiry piękny sad zielenił,

 

Nareszcie usiadł i tak śpiewać zacznie:

 

  

"Ona tam moŜe ze mnie się naśmiéwa

 

I te łzy wierne dzieciństwem nazywa,

 

Albo ten Ŝal mój sądzi za zmyślony:

 

"JuŜ, mów, poszedł Medon naprzykrzony."

 

Palmiro, ja się nic wrócę,

 

Ciebie więcej nie zasmucę!

 

  

Wśrzód pięknych nocy czasem mi kazała

 

Ś

piewać, jam śpiewał, chociaŜ juŜ i spała,

 

Tym sobie słodząc, gdy mi się przykrzyło:

 

Jak się obudzi, będzie jej to miło.

 

Palmira się obudziła

 

background image

I wdzięczna mi tego była.

 

  

Po wiele razy za jej zgubionemi

 

Owcami biegłem przepaściami temi,

 

A ona tylko z góry tej patrzyła,

 

I owca jej się ze mną powróciła.

 

Palmira w rączki zapleszcze:

 

"Medon, szukaj jednej jeszcze!"

 

  

Raz ją widziałem, jak przy źrzódle piła

 

I śliczną swoją nogę ubłociła.

 

Nazajutrz kwiatem brzeg cały usiany

 

Tam, gdzie białemi klękała kolany.

 

Palmira mię słodko wspomnie:

 

"Medon i tu myślił o mnie."

 

  

A w ten czas, kiedy biegła przestraszona,

 

Co ją był napadł zły pies Palemona,

 

Ja, za psem goniąc, nogę poraziłem,

 

A po tym, jak się z sąsiadem kłóciłem!

 

Palmira mi wśrzód swej trwogi

 

Przykładała ślaz do nogi.

 

  

Ale się ona dzisiaj odmieniła:

 

background image

Kiedym jej śpiewał, to sobie przykrzyła:

 

"Przeze mnie jej się owce rozproszyły,''

 

W kwiatach przy źrzódle, mówi, kolce były.

 

Palmira (o BoŜe Ŝywy!)

 

Wyrzuca mi, Ŝem kłótliwy.

 

  

W dalekiej jakiej Ŝyć będę krainie,

 

Gdzie juŜ Palmiry biała twarz nie słynie;

 

Tam, smutno chodząc, dam przykład kaŜdemu,

 

Jak mało wierzyć sercu kobiecemu.

 

Palmilo, swojeś zrobiła:

 

Jam zginął, a tyś zdradziła!

 

  

A gdyby ona jeszcze to poznała,

 

I mnie do dawnych łask przypuścić chciała?...

 

Medonie!... próŜna nadzieja odmiany,

 

Jej wyrok zawsze był nieodwołany.

 

Palmiro, i za cóŜ jeszcze

 

Kocham cię? i za cóŜ jeszcze?..."

 

  

Tak śpiewał Medon, łza mu z oczu płynie;

 

Ledwie się podniósł, ledwie Ŝe się czuje.

 

Na tej, pod którą spoczywał, buczynie,

 

Tak swój Ŝal cięŜki krótko opisuje:

 

background image

"Drzewo to mijaj, siekiéro!

 

Tu, rozstając się z Palmirą,

 

Łzami, Medon, wylanemi

 

Poświęciłem je mojemi.

 

Jeśli z kochających jaki

 

Na te kiedy trafisz siaki,

 

A takŜe w swojej miłości

 

Kochałeś bez wzajemności,

 

Odnów dla wieku późnego

 

i To pismo kompana twego

 

A ty, o drzewo kochane,

 

Drzewem łez będziesz nazwane."

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

KORYDON SMUTNY NA ŚMIERĆ PALMIRY

 

  

Korydon dopadł poŜądanej ciszy,

 

W której go tylko zwierz lasowy słyszy,

 

Tam flet o drzewo tłucze, z nóg się wali

 

I tak się Ŝali:

 

  

"JuŜ ja ginąć więcej nie będę na tobie,

 

Moje Palmirę połoŜywszy w grobie;

 

JuŜ z nią na chłodzie pod sosną nie siędę,

 

Grać jej nie będę.

 

  

Niech tam wilk srogi dusi moje trzody,

 

Niech pije, kto chce, mym kuszem do wody;

 

Niemasz Palmiry, co wraz ze mną piła,

 

Gdy spieka, była.

 

  

Płacz, mój psie wierny, ona cię lubiła,

 

Ona cię sercem i mlekiem karmiła,

 

Ty teraz zdechniesz z głodu, mnie z Ŝałości

 

Wyschną te kości.

 

  

Przyjdźcie, pasterki, z okolicy całéj,

 

Na grób jej kwiaty będziecie rzucały

 

background image

I chodząc wkoło ziemnej jej mogiły,

 

Tę pieśń nuciły:

 

  

"Palmiro, pewnie ty nie czujesz tego,

 

Jak bolejemy z rozłączenia twego,

 

Ni Korydonem twym się nie turbujesz,

 

Ty nic nie czujesz.

 

  

Wczoraś tak miło na nas poglądała,

 

A dziś, jakbyś to nigdy nas nie znała:

 

Zimno u siebie twe siostry przyjmujesz,

 

Ty nic nie czujesz!

 

  

KtóŜ między nami jaką zrobi sprawę,

 

Kto nam na wiosnę powydziela trawę,

 

Kto zgadnie, wiele owce mleka dały

 

Na wydój cały?

 

  

NieśmyŜ w ostatnie góry i niziny

 

Smutne sieroctwa naszego nowiny,

 

Niech skała stale podaje Ŝal szczéry

 

Z straty Palmiry".

 

  

Tak jej śpiewajcie, a ja kamień biały

 

background image

PołoŜę na jej grobie i ten mały

 

Sam swoją ręką nagrobek wyznaczę:

 

"Tu swej Palmiry Korydon płacze".

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

LAURA I FILON

 

  

Laura

 

JuŜ miesiąc zeszedł, psy się uśpiły, 

 

I coś tam klaszcze za borem. 

 

Pewnie mnie czeka mój Filon miły 

 

Pod umówionym jaworem.

 

  

Nie będę sobie warkocz trefiła,

 

Tylko włos zwiąŜę splątany; 

 

Bobym się bardziej jeszcze spóźniła, 

 

A mój tam tęskni kochany. 

 

  

Wezmę z koszykiem maliny moje 

 

I tę plecionkę róŜowę; 

 

Maliny będzie:m jedli oboje, 

 

Wieniec mu włoŜę na głowę.

 

  

Prowadź mię teraz, miłości śmiała!

 

Gdybyś mi skrzydła przypięła! 

 

ś

ebym najprędzej bór przeleciała, 

 

Potem Filona ścisnęła! 

 

  

Oto juŜ jawor... Nie masz miłego! 

 

background image

Widzę, Ŝe jestem zdradzona!

 

On z przywiązania Ŝartuje mego, 

 

Kocham zmiennika Filona. 

 

  

Pewinie on teraz koło bogini 

 

Swej, czarnobrewki Dorydy, 

 

Rozrywkę sobie okrutną czyni, 

 

Kosztem mej hańby i biedy. 

 

  

Pewnie jej mówi: Ŝe obłądzona  

 

Wpieram się w drzewa i bory, 

 

I zamiast jego białego łona, 

 

Ś

ciskam nieczułe jawory. 

 

  

Filonie! wtenczas, kiedym nie znała 

 

Jeszcze miłości szalonej, 

 

Pierwszy raz-em ją w twoich zdybała 

 

Oczach i w mowie pieszczonej. 

 

  

JakŜe mię mocno ubezpieczała, 

 

ś

e z tobą będę szczęśliwą! 

 

A z tym się chytrze ukryć umiała, 

 

ś

e bywa czasem fałszywą. 

 

  

background image

Słabą niewinność łatwo uwiodą 

 

Teraz, wracając do domu, 

 

Nauczać będę moją przygodą, 

 

ś

eby nie wierzyć nikomu. 

 

  

Ale któŜ zgadnie, przypadek jaki 

 

Dotąd zatrzymał Filona? 

 

MoŜe on dla mnie zawsze jednaki, 

 

MoŜe ja próŜno strwoŜona? 

 

  

Lepiej mu na tym naszym jaworze 

 

Koszyk i wieniec zawieszę, 

 

Jutro paść będzie trzodę przy borze: 

 

Znajdzie!... JakŜe go pocieszę! 

 

  

Och, nie! on zdrajca, on u Dorydy, 

 

On moŜe teraz bez miary 

 

Na sprośne z nią się wydał niewstydy.. 

 

A ja mu daję ofiary... 

 

  

Widziałam wczoraj, jak na nię mrugał, 

 

Potem coś cicho mówili; 

 

Pewnie to dla niej kij ten wystrugał, 

 

Co mu się wszyscy dziwili. 

 

background image

  

JakŜe by moje hańbę pomnoŜył, 

 

Gdyby od Laury uwity 

 

Wieniec na głowę Dorydy włoŜył, 

 

Jako łup na mnie zdobyty! 

 

  

Wianku róŜany! gdym cię splatała, 

 

Krwią-m cię rąk moich skropiła: 

 

Bom twe najmocniej węzły spajała, 

 

I z robotą-m się kwapiła. 

 

  

Teraz bądź świadkiem mojej rozpaczy 

 

I razem naucz Filona, 

 

Jako w kochaniu nic nie wybaczy 

 

Prawdziwa miłość wzgardzona. 

 

  

Tłukę o drzewo koszyk mój miły, 

 

Rwę wieniec, którym splatała; 

 

Te z nich kawałki będą świadczyły, 

 

ś

em z nim na wieki zerwała... 

 

  

Kiedy w chrościnie Filon schroniony 

 

Wybiegł do Laury spłakanéj, 

 

JuŜ był o drzewo koszyk stłuczony, 

 

background image

Wieniec róŜowy stargany. 

 

  

Filon

 

O, popędliwa!... O, ja niebaczny

!

...

 

Lauro!... poczekaj... dwa słowa!...

 

MoŜe występek mój nie tak znaczny,

 

MoŜe zbyt kara surowa.

 

  

Jam tu przed dobrą stanął godziną,

 

Długo na ciebie klaskałem,

 

Gdyś nadchodziła, między chrościną

 

Naumyślnie się schowałem,

 

  

Chcąc tajemnice twoje wybadać,

 

Co o mnie będziesz mówiła?

 

A stąd szczęśliwość moje układać;

 

Ale czekałem zbyt siła.

 

  

Pierwsze twe skargi o Dorys były.

 

Sądź o mnie, Lauro, inaczéj:

 

KogóŜ by wdzięki tamtej wabiły,

 

Kto cię raz tylko obaczy?

 

  

Prawda, Ŝe czasem z nią się bawiło,

 

background image

Mając znajomość od długa,

 

Ale kochamia nigdy nie było:

 

Nie juŜ ten kocha, co mruga.

 

  

Oto masz ten kij; po nim znamiona

 

Niebieskie, gładko rzezane,

 

W górze zobaczysz nasze imiona,

 

Obłędnym węzłem związane.

 

  

CóŜem zawinił, byś mię gubiła

 

Przez twój postępek tak srogi?

 

CzyliŜ dlatego, Ŝeś ty zbłądziła,

 

Ma ginąć Filon ubogi?

 

  

Jeśli się za co twych gniewów boję,

 

To mię ta rozpacz strapiła:

 

Drogom kupował ciekawość moje;

 

Łzamiś ją swymi płaciła.

 

  

Ale w tym wszystkim złość nic nie miała:

 

Wszystko z powodu dobrego,

 

Ja wiem, dlaczegoś tyle płakała,

 

Ty wiesz, mój podstęp dlaczego.

 

Laura

 

background image

Dajmy juŜ pokój troskom i zrzędzie,

 

Ja cię niewinnym znajduję;

 

Teraz mój Filon droŜszy mi będzie,

 

Bo mię juŜ więcej kosztuje.

 

  

Filon

 

Teraz mi Laura za wszystko stanie,

 

Wszystkim pasterkom przodkuje;

 

I do gniewu ją wzrusza kochanie,

 

I dla miłości daruje.

 

  

Laura

 

Jedna się Dorys wyłączyć miała,

 

Jej pierwsze miejsce naznaczę.

 

Na to wspomnienie drŜę zawsze cała,

 

CóŜ, kiedy cię z nią obaczę!

 

  

Filon

 

Dla twego, Lauro, przypodobania,

 

Przyrzekam ci to na głowę:

 

Chronić się będę z nią widywania,

 

W Ŝadną nie wnidę rozmowę.

 

  

Laura

 

background image

CzymŜe nagrodzę za te ofiary?

 

Nie mam - prócz serca wiernego;

 

Jedne ci zawsze przynoszę dary,

 

Przyjmij je, jak co nowego.

 

  

Filon

 

KtóŜ by dla ciebie nie zerwał węzły

 

Przyjaźni, co mię nęciły?

 

W twej pięknej twarzy wszystkie uwięzły

 

Nadzieje moje i siły.

 

  

Laura

 

Ja mam mieć z płaczu po twarzy smugi,

 

Ale jak mii się nadarzy

 

Spleść i ułoŜyć warkocz mój długi,

 

Mówią, Ŝe mi to do twarzy.

 

  

Filon

 

Gdyby mi Akast dawał swe brogi

 

Ze złotem swojej Izmeny,

 

Rzekłbym: Akaściel tyś jest ubogi,

 

Bo moja Laura bez ceny.

 

  

Laura

 

background image

Ani ja pragnę szczęścia wielkiego,

 

Które (choćbym teŜ i miała)

 

Za jeden uśmiech Filona mego

 

Zaraz bym z chęcią mieniała.

 

  

Filon

 

O światło moje wpośród tej nocy!

 

Zagrodo mego spokoja!

 

Ty jeszcze nie wiesz o twojej mocy,

 

A ja czuję ją!... o moja!

 

Laura

 

PołóŜ twą rękę, gdzie mi pierś spada,

 

Czy słyszysz to serca bicie?

 

Za uderzeniem kaŜdym ci gada,

 

ś

e cię tak kocha, jak Ŝycie.

 

  

Filon

 

Daj mi ust... z których i niepokoje,

 

I razem słodycz wypływa.

 

Tą drogą poślę zapały moje,

 

AŜ gdzie twa dusza przebywa.

 

  

Laura

 

Czy w kaŜdym roku taka z kochania,

 

background image

Jak w osiemnastym mozoła?

 

Jeśli w tym nie masz pofolgowania,

 

Jak człek miłości wydoła?

 

  

Filon

 

Sciśnij twojego, Lauro, Filona,

 

Ja cię przycisnę wzajemnie,

 

Serca, zbliŜone łonem do łona,

 

Rozmawiać będą tajemnie.

 

  

Laura

 

Ty mię daleko ściskasz goręcej,

 

A jam cię tylko dotknęła;

 

Nie przeto, Filan, kochasz mnie więcej:

 

Miłość mi siły odjęła.

 

  

Filon

 

Lauro! coś dotąd dla mnie świadczyła,

 

Jeszcze dowodzi to mało,

 

ś

e mię tak kochasz, jakeś mówiła:

 

Jeszcze mi prosić zostało.

 

  

Laura

 

Tegom się miała z ciebie spodziewać?

 

background image

JakŜe to skarga niezboŜna!

 

Nie proś, nie kaŜ mi, ty mię chcesz gniewać!

 

Kochać cię więcej nie moŜna.

 

  

Filon

 

KiedyŜ mię za to nie będziesz winić?

 

I kiedy będziesz wiedziała,

 

Co do dzisiejszej łaski przyczynić;

 

ś

e taka miłość niecała?

 

  

Laura

 

Filonie! widzisz wschodzące zorze?

 

JuŜ to drugi raz kur pieje,

 

Trochę przydługo bawię na dworze...

 

Jak matka wstała!... truchleję.

 

  

Filon

 

ś

al mi cię puścić, nie śmiem cię trzymać,

 

KiedyŜ przyśpieszy czas drogi,

 

Gdy z moją Laurą i słodko drzymać,

 

I bawić będę bez trwogi?

 

  

Laura

 

Miesiącu! JuŜ ja idę do domu!

 

background image

Jeśliby kiedy z Dorydą

 

Filon tak trawił noc po kryjomu,

 

Nic świeć, niech na nich dŜdŜe idą!

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

PASTERZ DO OWIECZKI STRACONEJ

 

  

Na te bezdroŜa, owco ulubiona,

 

Idziesz bez swego pasterza.

 

Burzliwy wicher, zima uprzykrzona

 

CięŜkie mi przejścia zamierza.

 

  

Przez którekolwiek krainy przechodzić

 

Będziesz mej trzody ozdobo,

 

Wszędzie mój smutek za tobą ma chodzić

 

I tęskność moja za tobą.

 

  

MoŜe cię niebo w twych trudach pokrzepi

 

I da bezpieczne noclegi,

 

MoŜe cię jako zwierz dziki prześlepi,

 

Boś jest tak biała, jak śniegi.

 

  

Owieczko moja, duszy mojej duszo,

 

Nadziejo mojej nadgrody!

 

i śadne mię teraz rozrywki nie wzruszą,

 

Bom stracił czoło mej trzody.

 

  

Ja się po tobie dosyć nic zasmucę,

 

Nic strawię Ŝalu przyczyny.

 

background image

Ja dziewięćdziesiąt i dziewięć porzucę,

 

Pójdę cię szukać jedynej.

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

NICE DO NIESTATECZNEGO

 

  

JuŜ wiosna kończy odmiany,

 

Ś

wieci pogoda dzień cały;

 

Filenie nieutrzymany,

 

Tyś tylko jeden niestały!

 

  

Wspomnij na pierwsze momenta

 

Poznawania się naszego;

 

Jakem ja była kontenta

 

Być więźniem więźnia mojego.

 

  

Jam ci się oddała cale

 

Serca najczystszą ofiarą,

 

Ty niem tak gardzisz zuchwale.

 

Niech ci len będzie dar karą!

 

  

Filenie, słyszysz te grzmoty?

 

Ja na cię pomsty nie kładę,

 

Ale wiedz dla twej zgryzoty,

 

ś

e się mści niebo za zdradę.

 

 
 
 
 
 
 

background image

DO MOTYLA

 

  

O jakieŜ skrzydełka jego!

 

Barwa błękitna z róŜowym,

 

Na głowie coś zielonego

 

A sam w pancerzu stalowym.

 

  

Motylu, piękny motylu,

 

Ja ciebie dziś złapać muszę!

 

Tylko stanę przy tym dylu,

 

Złapię, gałązki nie ruszę.

 

  

Do mojej miłej Justyny

 

Poniosę cię z skwapliwością.

 

Mój ty, motylu jedyny,

 

Z jakąŜ cię przyjmie radością!

 

  

Ona ci porobi klatki,

 

Majem cię w koło osłoni,

 

KaŜe zbierać róŜne kwiatki,

 

Jeść będziesz z jej białej dłoni.

 

  

ś

eby ci tęskno nie było,

 

Ja szukać drugiego będę,

 

background image

Jeśli wam tak w parze miło,

 

Jak ja z Justyną gdy siędę.

 

  

Nie bój się śmierci z jej ręki,

 

ś

yj, póki zechcesz na świecie!

 

Ona nie patrzy bez męki,

 

Choć brzydką muchę kto gniecie.

 

  

Oh! on poleciał w gęstwiny!

 

Nie złapię... próŜno się kłócę.

 

Z czymŜe do mojej Justyny,

 

Z czymŜe ja z pola powrócę?

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

DO SKOWRONKA

 

Skowronku, cóŜ cię tak rano zbudziło?

 

Do wschodu słońca ma być jeszcze wiele!

 

Ja spać nie mogę, bo mi Ŝyć nie miło,

 

Ale co ciebie budzi w twym popiele?

 

  

Nie śpię, Ŝe moja przy mnie nie nocuje,

 

A ty, Ŝe twoja przy tobie spoczywa;

 

Równo nas szczęście i smutek kosztuje,

 

Tylko twój niewczas słodkim się nazywa.

 

  

JakŜe się w górę coraz wyŜej wznosi,

 

Zostawiwszy swą samicę wśród roli,

 

Niby ją łaje, niby o coś prosi,

 

Niby się smuci i niby swywoli.

 

  

On zawsze z rana swej kochance śpiewa,

 

Ona się cieszy, jak nad nią wzlatuje;

 

Czasem nad głosem jego się zdumiewa,

 

A czasem sama coś mu potakuje.

 

  

Jego gorętszych pora pewnie była

 

Miłości, co nim tak w górę rzuciły,

 

Która, kiedy go razem wyniszczyła,

 

background image

Równo ku ziemi upada bez siły.

 

  

Nikt nie opowie Ŝal nieutulony

 

Patrzącej na to smutnej jego pary.

 

JakaŜ pociecha, kiedy otrzeźwiony,

 

Znalazł się blisko swej kochanki szaréj.

 

  

Skowronku, ja cię mam za szczęśliwego!

 

Skuteczne leki masz na pogotowiu;

 

Mnie nic podobno nie zleczy chorego.

 

Zazdroszczę twojej słabości i zdrowiu.

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

PIEŚŃ PASTERSKA DO ZOSI

 

  

W Zosi wszystkie me Ŝądze,

 

Zosia moje pieniądze;

 

Kiedy przy mnie przebywa,

 

Na niczem mi nie zbywa.

 

  

Jeślibym ją utracił,

 

Tobym zdrowiem zapłacił;

 

Tylko, gdy ją całuję,

 

Wtenczas Ŝycia moc czuję.

 

  

Na zielonej leszczynie

 

Ptaszek śpiewa ptaszynie

 

I chwali ją i prosi,

 

A ja śpiewam mej Zosi.

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

MAZUREK

 

  

Dobranoc, Jacenta,

 

I wam, usta czyste,

 

I słodkie oczęta,

 

I piersi parzyste!

 

  

Ja nie spać statecznie

 

Całą noc gotowym

 

Bo któŜ śpi bezpiecznie

 

Przy skarbie takowym?

 

  

Wzięłaś mi sen cały

 

Oczu twych czarami,

 

Nie będę, zuchwały,

 

ś

artował z oczami.

 

  

PójdęŜ ja do fary,

 

Jak się na dzień zbierze,

 

Na te twoje czary

 

Zakupię pacierze,

 

  

KupięŜ ja i świécę

 

Za złotowiec cały,

 

background image

Bym nie miał tęsknice

 

Po Jacentej białej.

 

  

Przynajmniej uproszę,

 

Jeśli jest zuchwała,

 

By, co ja ponoszę,

 

ToŜ samo cierpiała.

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

PRZYPOMNIENIE DAWNEJ MIŁOŚCI 

 

  

Potok płynie doliną,

 

Nad potokiem jawory,

 

Tam ja z tobą, Justyno,

 

Słodkie pędził wieczory.

 

  

Noc się krótka zdawała,

 

ś

egnamy się z świtaniem,

 

Miłość sen nam zabrała,

 

Miłość Ŝyje niespaniem.

 

  

Nikt nie widział, nie szydził,

 

Niebo świadek jedyny!

 

Jam się nieba nie wstydził,

 

Miłość była bez winy.

 

  

Raz się chmura zebrała,

 

Piorun skruszył dębinę;

 

Tyś mię drŜąca ściskała

 

Mówiąc: "Sama nie zginę."

 

  

Oto przy tym strumieniu,

 

Oto przy tej jabłoni,

 

background image

WieleŜ razy w pragnieniu

 

Wodę piłem z jej dłoni?

 

  

Dziś, kiedy nas w swym gniewie

 

Los rozdzielił opaczny,

 

Znaki nasze po drzewie

 

Popsuł pasterz niebaczny.

 

  

I ślady się zmazały!

 

Las zarasta krzewiną!

 

Potok, drzewa zostały;

 

Ciebie nie masz, Justyno!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

PIEŚŃ MAZURSKA

 

  

Dla hoŜej swojej Ŝony

 

Maciek wypędzony.

 

  

Porzucił dom, stodoły,

 

Uciekł prawie goły.

 

  

Widziałem mało potym.

 

Jagnę w czepcu złotym.

 

  

Przy karczmie na uciesze

 

Podkówkami krzesze.

 

  

Przewodzi muzykami,

 

Sypie złotówkami.

 

  

Ręce jej pobielały,

 

Oczy poczerniały.

 

  

Wszyscy ją szaNowali,

 

Bo się pana bali.

 

  

Nie dbają, choć to Pleban

 

background image

Broni do męŜatki.

 

  

Oj, będąŜ w piekle goreć

 

Po same łopatki!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

SZCZĘŚCIE PRZY DORYDZIE

 

  

Kiedy ja usiędę koło mej Dorydy,

 

Oczy w nię wlepię i zapomnę biédy.

 

A ona mi jeszcze powie, jak mawiała:

 

"Daj mi swe serce, jam ci swoje dała."

 

A ona mie jeszcze ściśnie, pocałuje;

 

Wtenczas Dorydo, nic mię nie turbuje!

 

Niech jak chcą, gadają ludzie nieŜyczliwi,

 

Jeszcze sie przy mnie Doryda wyŜywi.

 

Czyli palić słońce, czy bić będą słoty,

 

Dla jej miłości pójdę do roboty.

 

Ś

piewając przy pracy pieśni o Dorydzie,

 

Zorzę mój zagon, zapomnę o biédzie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

DO MOJEJ PRZYSZŁEJ

 

Ty, co mym będziesz przywarom ulegać

 

I późny ogień miłości zaŜegać,

 

Czego po tobie Ŝądałbym i wzajem,

 

Obacz, coć za twe ofiary oddajem:

 

  

Nie chcę cię młodym ozdobionej wiekiem,

 

Ani przyprawnych jagód róŜy z mlekiem:

 

Zima nadchodzi, minąłem się z latem,

 

Na cóŜ na mrozy naraŜać się z kwiatem ?

 

  

Z którą się wiekiem róŜniemy niewiele,

 

Która ma cnotę i rozum w podzielę,

 

Która zna ludzi, ulega w ich błędzie,

 

Ta mej wędrówki towarzyszką będzie.

 

  

Ta, która ucisk jaki wycierpiała,

 

Znieść złą fortunę i dobrą umiała,

 

Dźwigając skromnie nałoŜone brzemię,

 

Raz w niebo, drugi spoziera na ziemię,

 

  

Przy niej ja stanę, gotów do podróŜy,

 

Słota nam albo pogoda posłuŜy,

 

Czy szlak przestrony, czyli się zacieśni,

 

background image

Szczęścia mojego śpiewać będę pieśni.

 

  

Kiedy się burza zaweźmie umyślnie

 

I łzy jej z oczu niewinnych wyciśnie,

 

Ja, zebrawszy je, w sercu mojem złoŜę;

 

ś

al podzielony nie tak trapić moŜe.

 

  

Nie przejdą do niej złej fortuny strzały,

 

Piersi ją moje będą zasłaniały;

 

Gdy od pocisków schronię ją do końca,

 

Nazwę to szczęściem, raniony obrońca.

 

  

Dla niej juŜ tylko me poświęcę rymy,

 

I kiedy zgonem bieg nasz dokończymy,

 

Jeśli kto zechce o me pisma pytać,

 

I o niej będzie wiek potomny czytać.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

JUś JA NIE TEN

 

  

Lata moje ustąpiły,

 

Nie wiodą juŜ o mnie spory,

 

Jak się dziewczęta kłóciły

 

Za czasów pięknej Lindory.

 

Dzisiaj, podstarzały,

 

PróŜno dla kochanki

 

I śpiewam dzień cały

 

I przynoszę wianki.

 

Schylam się juŜ do wieczora;

 

JuŜ ja nie ten, co był wczora!

 

  

Przedtym, gdy mi młodość słuŜy,

 

KaŜda mię ujmowac chciała,

 

I do boku bukiet z róŜy

 

Sama Kloe przypinała.

 

Dziś ledwie wyproszę,

 

By mi kwiatek dały

 

I łudząc się, noszę

 

Ten znak dawnej chwały.

 

Schylam się juŜ do wieczora;

 

JuŜ ja nie ten, com był wczora.

 

  

background image

Rzeka w górę nie popłynie,

 

I nie wrócą się me lata;

 

Wiek mu cały marnie zginie,

 

Kto z młodu nie uŜył świata.

 

Idź Filon! W podróŜy,

 

Gdzie wiedzie pieszczota,

 

Dziś ci pole słuŜy,

 

Jutro będzie słota.

 

Schylam się juŜ do wieczora;

 

JuŜ ja nie ten, com był wczora.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

DUMY I ELEGIE 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

DUMA

 

  

Gdzie się podziały szczęśliwe lata naszej chwały,

 

Kiedy się do nas korony świata ubijały?

 

Kiedy Czech, Węgrzyn, Wołoch, Prus hardy poddaje się

 

I od północy Moskwicin twardy berło niesie.

 

  

Póki po zbroi Polaka brodę wiatr rozwijał,

 

Jadł swoje zboŜe, pił swoje wodę, wtenczas bijał.

 

Ale jak zbytki, co wszystko psują, nastąpiły,

 

Z Polską się bronią same mocują rdze i pyły.

 

  

Wstań z zimnych grobów, obudź zaspałe, męŜu jaki,

 

PokaŜ do sławy pozarastało męstwa szlaki!

 

I kiedy z siebie nie damy szydzić do ostatka,

 

Swoich się dzieci nie będzie wstydzić Polska-matka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

DUMA LUKIERDY*, CZYLI LUIDGARDY

 

  

Powiejcie, wiatry, od wschodu!

 

Z wami do mojego rodu

 

Poślę skargę, obciąŜaną

 

Miłością moją skrzywdzoną.

 

  

Smutna matka w dłoń uderzy,

 

Nieszczęściu zaraz uwierzy,

 

Przyśle mi braty obrońcę

 

I łuków syrbskich tysiące.

 

  

Powiejcie, wiatry, od wschodu!

 

Z wami do mojego rodu

 

Poślę skargę, obciąŜoną

 

Miłością moją skrzywdzoną.

 

  

Ale stójcie, Syrby męŜne!

 

Hamujcie razy potęŜne,

 

Choć mię Przemysław chce zgubić,

 

Ja go jeszcze wolę lubić.

 

  

Ja się tylko Ŝalę na to,

 

ś

e moje upływa lato,

 

background image

ś

e mię mej młodości zbawił.

 

On by się moŜe poprawił.

 

  

Powiejcie, wiatry, od wschodu!

 

Z wami do mojego rodu

 

Poślę skargę, obciąŜoną

 

Miłością moją skrzywdzoną.

 

  

Szczęśliwsza wiejska dziewico!

 

Której miłość tajemnicą,

 

Nie zna jeszcze serca pana:

 

I ty, co kochasz, kochana!

 

  

Ja, króla męŜnego Ŝona,

 

Kochając go, pogardzona.

 

Gdy mię dojmie rozpacz sroga,

 

Bluźniąc klnę siebie i Boga.

 

  

Powiejcie wiatry, od wschodu!

 

Z wami do mojego rodu

 

Poślę skargę, obciąŜoną

 

Miłością moją skrzywdzoną.

 

  

Czego błyszczysz, złoto marne?

 

background image

Wszystko w oczach moich czarne:

 

Ten lud przede mną schylony,

 

I te Przemysława trony.

 

  

Obejrzyj się, męŜu twardy!

 

Jeden uśmiech, a mniej wzgardy

 

Wróci szczęściu postać własną,

 

Da wszystkiemu barwę jasną.

 

  

Powiejcie, wiatry, od wschodu!

 

Z wami do mojego rodu

 

Poślę skargę, obciąŜoną

 

Miłością moją skrzywdzoną.

 

  

Ale on nieubłagany!...

 

Pójdę do matki kochanej,

 

Pójdę choć w jednej koszuli:

 

Ona mię w smutku utuli.

 

  

Przechodząc lasów tajniki,

 

MoŜe litościwszy dziki

 

Zwierz mi Ŝycia nie uszkodzi,

 

Na które srogi mąŜ godzi.

 

Powiejcie, wiatry, od wschodu

background image

  

Z wami do mojego rodu

 

Poślę skargę, obciąŜoną

 

Miłością moją skrzywdzoną.

 

GdzieŜ mię ślepa miłość niesie?

 

  

Ona mię zbłąka po lesie.

 

Fałszywe ścieŜki poradzi

 

I tu mię nazad sprowadzi?

 

ś

ebym zgon mój nieszczęśliwy,

 

  

Widziała, jak popędliwy

 

Uderzy hartowną strzałą

 

W serce, które go kochało.

 

  

Powiejcie, wiatry, od wschodu!

 

Z wami do mojego rodu

 

Poślę skargę, obciąŜoną

 

Miłością moją skrzywdzoną.

 

 

* Wypis z kroniki Bielskiego o Przemysławie i Luidgardzie: "Piszą o tym królu, iŜ 
to  była  pomsta  boŜa  nad  nim  o  nielitościwy  uczynek,  który  uczynił  nad  piérwszą 
Ŝ

oną swoją, Lukierdą, którą potajemnie pannom jej udusić kazał, nie mając do tego 

przyczyny Ŝadnej  jedno  tę,  Ŝe  niepłodną była,  jakoby  to na  woli  jej  było,  a  nie w 
rękach  boskich.  Acz  choć  teŜ  miał  drugą  zonę,  Ryssę  królewnę  szwedzką,  tedy  z 
nią tylko jedną dzieweczkę miał, która w ośmiu leciech po nim została, a tę pojął 
Wacław,  jako  o  tym  będzie  niŜej.  Pisze  Długosz,  iŜ  jeszcze  pieśń  staroświecką 

background image

zastał,  która  złoŜono o  tej  Lukierdzie  a  o  Przemysławie  i  śpiewano  ją w  Wielkiej 
Polszcze,  w  której  go  prosiła  Ŝona  jego,  aby  ją  był  w  jednej  koszulce  do  domu 
odesłał  a  okrucieństwa  tego  nad  nią  nie  czynił.  Była  to  Lukierda  z  ksiąŜąt 
Syrbskich z Sasi, albo albo Kaszubka."

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

NA ODMIENIONE NADPRUCIE

 

  

Prucie, w którego przeźroczystej wodzie

 

Białe umywa nogi Pokucianka!

 

PoŜal się BoŜe, juŜ po twej swobodzie,

 

Po twych rozrywkach w wieczór od poranka.

 

Ja siadszy nad twoim brzegiem,

 

Patrzyłem z rozkoszą duszy,

 

Jak czasem ślicznym szeregiem

 

Pań twoich tabor się ruszy.

 

  

Te często w jedną zebrane gromadę,

 

Przy twoich wodach obóz zakładały.

 

Wesołych swoich zabaw czyniąc radę,

 

Przechodnia w jego drodze zatrzymały.

 

Ta, leŜąc pod krzakiem, śpiewa,

 

Ta jakąś do swych ma mowę,

 

Insza co śmielsze zagrzewa:

 

"Przebrnijmy rzekę Prutowę!"

 

  

Drugie, po równym goniąc się zarynku,

 

Za Korydonem kamyczki rzucają;

 

Tylko mu przez to nie dają spoczynku,

 

Ale samochcąc w niego nie trafiają.

 

background image

Potym zgonionego, hurmem

 

Obsiadłszy, gniotą kolany.

 

On, ledwie dysząc pod szturmem,

 

Cieszy się, Ŝe jest złapany.

 

  

Prucie, jakŜeś jest bardzo odmieniony!

 

Wody twe dzisiaj cicho upływają,

 

Smutnym gra tonem Korydon zniszczony,

 

Ś

licznych twych córek ścieŜki zarastają.

 

Nie słychać głosu Klorydy,

 

A Filis smutnemi ściegi

 

Wyszywa klęski Dorydy.

 

Ja przecie kocham twe brzegi!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

POWRÓT Z WARSZAWY NA WIEŚ

 

OtóŜ mój dom ubogi! teŜ lepione ściany,

 

TeŜ okna róŜnoszybne, piec nie polewany

 

I niska strzecha moja!... Wszystko tak jak było,

 

Tylko się ku starości więcej pochyliło!

 

Szczęśliwy, kto na małym udziale przebywa,

 

Spokojny siadł przy stole wiejskiego warzywa,

 

Z swej obory ma mięso, z ogrodu jarzynę,

 

Z domu napój i wierną przy boku druŜynę.

 

Obym ja był tak dawniej myślił, oszukany!

 

I w ukrytym gdzie kącie Ŝył raczej nieznany;

 

Gdyby o mnie w powiecie nawet nie wspominano,

 

I tylko mię sąsiadem dobrym nazywamo!

 

Bym się Ŝywił z krwawego rąk moich wyrobku,

 

ś

ył na świecie bez wieści, umarł bez nagrobku!

 

Com zyskał, Ŝe rzuciwszy ubogie zagrody,

 

Chciałem nieopatrzony płynąć przeciw wody?

 

I widząc na me oczy, jak drudzy tonęli,

 

Jam sobie myślił: "Oni płynąć nie umieli."

 

Com zyskał, na wysokie pańskie pnąc się progi,

 

Gdzie po śliskich ich stopniach obraŜając nogi,

 

Nic się z moim lepszego nie zrobiło stanem,

 

Prócz marnego wspomnienia, Ŝe gadałem z panem.

 

Kiedy mię ojciec stary Ŝegnał przy swym zgonie,

 

background image

"Idź, mówił, synu, na świat, w jakiej będziesz stronie.

 

Pamiętaj, Ŝe na Prawdzie nikt nigdy nie traci:

 

Zostawiam cię ubogim, Prawda cię zbogaci."

 

Słuchałem cię, ojcze mój, goszcząc między pany;

 

Takem pisał lub mówił, jak był przekonany.

 

Nie brałem sobie za cel ludzkie głosić winy,

 

A jeślim kogo chwalił, nigdy bez przyczyny.

 

CóŜem zyskał, pochlebstwem nie słuŜąc nikomu?

 

Otom wrócił uboŜszym, niŜ wyjechał z domu.

 

Nie przeto, święta Cnoto, porzucić cię trzeba,

 

ś

e wieku dzisiejszego nic nie dajesz chleba;

 

Choćby mi jeszcze wolniej miało szczęście pociec,

 

Bo i z Prawdą pięknie jest, i tak kazał ociec.

 

Trzeba wyznać, ja& było, Ŝe mi coś dawano,

 

Ale wszystkie godziny Ŝycia kupić chciano,

 

ś

ebym, wleczmy niewolnik, nosił jarzmo czyje,

 

ś

ył cały komuś, a sam zapomniał, Ŝe Ŝyję;

 

A wreszcie mi nadzieją szafowano szczodrze,

 

Nikomum źle nie zrobił ani mnie nikt dobrze.

 

Nadziejo! czyŜ ja ciebie w złotej chciał mieć szacie,

 

ś

eby oczy pospólstwo obracało na cię?

 

ś

ebym słynął majątkiem? drugimi pomiatał?

 

Nie o tom ja pod drzwiami Fortuny kołatał.

 

Jedna wioska do śmierci, jeden dom wygodny,

 

background image

Gdzie bym jadł nie z wymysłem, ale wstał niegłodny,

 

Gdzie bym się nie usuwał nikomu do zgonu

 

Swym pługiem zoranego pilnował zagonu;

 

Spokojny będąc na tym, co stan mierny niesie,

 

Stałbym sobie na dole, niech kto inszy pnie się.

 

W tym zamiarze praca mię całe Ŝycie tłoczy?

 

Nad ksiąŜkaanii straciłem i zdrowie, i oczy,

 

Nad ksiąŜkami, które ja, co gębie odjąłem,

 

MoŜe zbytecznym na mnie nakładem ściągnąłem.

 

CóŜ mi ksiąŜki oddały? Jak niewierna niwa,

 

Co zgubiła nadzieję rolnikowi Ŝniwa.

 

Po wieku mego wiosny niewróconej szkodzie,

 

Nachylony ku zimie, zostałem o głodzie.

 

Za lat Symonidesów albo Kochanowskich

 

MoŜe znalazłbym sobie Zamojskich, Myszkowskich,

 

Przy których bym wygodnie wieku mego uŜył

 

I pismem poŜytecznym narod owi słuŜył.

 

Dziś, zabierz mi kto księgi, ten sprzęt nieszczęśliwy,

 

Do których mię przywiązał nałóg uporczywy,

 

I co mi będzie lepiej w ubóstwie usłuŜne,

 

Zamieniaj na motyki i Ŝelaza płuŜne.

 

Porzucę nad pismami myśli kłopotliwe,

 

A serce niech md tylkio zostanie dotkliwe,

 

ś

ebym się mógł nad losem biedniejszych litować

 

background image

I przy pracy miał sposób bliźniego ratować.

 

Maryjo! Siostro moja! jakŜeś się kwapiła!...

 

Prawieś wraz z mym powrotem i ty tu przybyła!

 

Czego, stojąc w tym kącie z twarzą wyniszczoną.

 

Otoczona dziatkami, nieszczęśliwa Ŝono,

 

Poglądasz mi na ręce, rychło jakim datkiem

 

Wesprę cię juŜ goniącą majątku ostatkiem.

 

Nędza was, jak popadła, tak statecznie gniecie!

 

I tyś takŜe, jak widzę, prawdą szła na świecie.

 

Opłakana rodzino! Wy myślicie ślepi:

 

"On był między panami i nam będzie lepiéj."

 

Byłem i byłbym pewnie panom na coś zdatny;

 

To wiem, a tego nie wiem, za com niepopłatny.

 

Stało się! Nie mam swojej, kopmy cudzą grzędę,

 

Podeprzeć tę lepiankę, jeszcze w niej przebędę!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

MYŚLI JESIENNE 

DO XIĄśĘCIA ADAMA CZARTORYSKIEGO, 

GENERAŁA ZIEM PODOLSKICH, POSŁA LUBELSKIEGO

 

  

Tobie, XiąŜę nad pochwały,

 

Pod ojczyzny twej brzemieniem,

 

Twardem pracując ramieniem,

 

Od zorze schodzi dzień cały.

 

Ja w jesiennem próŜnowaniu

 

Jak rozrywałem nić nudy,

 

Daj czas krótkiemu czytaniu

 

I wysokie przerwij trudy.

 

  

Kiedy na górnej zodyjaku szali

 

Słońce tu waŜy jesień, a tam lato

 

I poty, które rolnicy przelali,

 

I plon, jakowym nagrodzeni za to,

 

Wody mgła gruba okrywa,

 

Wiatr się północny poświstem zwoływa,

 

JuŜ nas rzucacie, wędrowne Ŝórawie!...

 

Póki na naszej Ŝyć mogliście strawie,

 

Póki przy naszem słońcuście się grzały...

 

Jak głód i zimno, zaraz uleciały!

 

Tak robi przyjaźń fałszywa,

 

Gdy u mnie nie czuje złota,

 

background image

Gdy się stołów nie spodziéwa,

 

Nikt w moje nie wjeŜdŜa wrota.

 

Chłodne wieczory. Mroźna jutrzenki godzina

 

Rosę, kiedyś Ŝywotną, ścina;

 

Truchleje na zimy przyście

 

ZatrwoŜone puszczy liście.

 

Człowiek, jak ten list drzewa, który mrozem zdjęty,

 

Od swej gałęzi odcięty,

 

Kiedy na ziemię padnie, nizac juŜ nie stoi,

 

Tylko się jego szumu daremnie zwierz boi!...

 

Wichry nabierają siły,

 

Robią lasy niepogody.

 

Nieba się chmurą zakryły,

 

Chwila lodem pęta wody.

 

Tymczasem skrzętny koło swojej chaty

 

Gospodarz chodząc, opatruje ściany,

 

AŜeby matkę, obciąŜoną laty,

 

W cieple uchował do pory

 

wiośnianéj.

 

Ptak mu zlatuje leśny na podsienie,

 

I szuka, gdzieby Ŝywność jaka była,

 

Której opatrzność, karmiąca stworzenie,

 

W naszych mu gumnach cząstkę wyznaczyła.

 

O, wy niewinne ptaszęta,

 

Nie lećcieŜ nigdy w te strony,

 

background image

Gdzie ptasznik nieukojony

 

Sieci wam stawia i pęta!

 

Ni waszym pieszczonym głosem,

 

Ani piór bogatym strojem

 

Uchronicie się przed ciosem;

 

On samym Ŝyje zabojem!...

 

Przy ubogich się prędzej poŜywicie;

 

Ma ktoś do zbytku, dybie wam na Ŝycie

 

Zagrody mej ozdobo, lipo okazała!

 

Jak twoja minęła chwała!...

 

Straciłaś głowy koronę,

 

I uplotki zielone,

 

I wesołe przedtem czoło,

 

I nas bawiących się wkoło.

 

Na korze tylko karby się zostały,

 

Które lata poorały...

 

Tak kiedyś hoŜa Teona,

 

Przybrana w róŜane wieńce,

 

Wiodąc zalotne młodzieńce,

 

Wdziękami była wsławiona.

 

Teraz, ten się jej nawet nie natrąca,

 

Którym wzgardziła Irys panująca,

 

Kwaśnemi słowy mówi, urywa,

 

Jej uśmiech zmarszczki nowe odkrywa,

 

background image

Głośno się do lat swych nie przyznaje,

 

A w ciszy zbiegłym godzinom łaje.

 

Drzewom się z wiosną zieloność wróci,

 

Nas młodość, gdy raz porzuci,

 

Nie chce juŜ nigdy zbujana,

 

Dawnego odwiedzić pana.

 

O cudzych mówiąc, swoje przypominam szkody!

 

I ja byłem kiedyś młody!...

 

Dziś, gdy mię wiek ujął cieśniéj,

 

Nie śpiewam Lindorze pieśni,

 

Nie idę, chociaŜ mię wzywa

 

Igrać młodzieŜ łaskotliwa,

 

Ani mię tak nie zamroczy

 

Irys urocznemi oczy.

 

BliŜej zima, tem większe zawieruchy wzrosły;

 

Jaki despot, takie posty.

 

Łamie burzaza, co tylko jej oprzeć się śmialo.

 

To ciebie, królu puszczy, jesionie, spotkało!...

 

On swym wierzchołkiem zuchwałym

 

Panował nad lasem całym.

 

Niby od wichrów drobny krzew zasłaniał,

 

Ale gałęzią razem ogromną

 

Przygniatał chróścinę skromną,

 

I wzrostu wiecznie zabraniał.

 

background image

Jedna godzina zdarzyła:

 

Padł, burza się z nim skłóciła.

 

Padł, i niewiele czasu przeminęło,

 

Ś

lady i jego wspomnienie zginęło.

 

Ów bohatyr zawołany

 

Zatrząsł ziemskiemi ściany:

 

Ś

wiat mu słaby u nóg klęknął.

 

Choć się korzył przed swym katem,

 

Winnym go znalazł, Ŝe padając jęknął.

 

On jeden gadał, a cała

 

Posępna ziemia milczała.

 

ś

eby w potomność Ŝyć mógł odwlekła,

 

Podziw późnemu czyniąc plemieniu,

 

ś

elazem, krórc krwią ludów ciekło,

 

Dzieła swe w twardym ryje kamieniu.

 

Lecz nie tak, jak on, czas natarczywy

 

Zwolna ku niemu szedł, zemsty chciwy:

 

Co miało wieki przetrwać, poŜyra

 

ś

elazo, kamień i bohatyra!...

 

Choć czasem słońce pogodne zabłyśnie,

 

Zdaje się, Ŝe nas chce draŜnić umyślnie,

 

Bo wkrótce z wichrem nawalne śnieŜnice

 

Sieką złej chwili ziemię niewolnicę.

 

Mojej to obraz, mojej to ojczyzny!...

 

background image

Dla której chętnie przykrości znosili

 

I poczciwemi chlubili się blizny,

 

I śmiercią dawniPolacy gardzili.

 

Dziś tęŜ samę matkę mamy,

 

CzemuŜ nie tak o nie dbamy ?

 

Czemu się, bracia, kłócicie,

 

Gdy wam chodzi o jej Ŝycie?

 

Gdy wam grób juŜ wykopany

 

Od potęŜnych sąsiad ściany,

 

Rok jeden moŜe nie minie,

 

Piękny kiedyś naród zginie !...

 

Burzliwe wasze obrady,

 

O nic nieskończone zwady,

 

Zawiść, uraza prywatna,

 

Pycha, nigdy niepopłatna,

 

PoŜądaną porę psują,

 

Sprawę narodu wstrzymują !

 

Tymczasem (moŜe ku wiecznej ohydzie)

 

Stan nasz do zguby, jak idzie, tak idzie.

 

I choć się tego morza uciszają wody,

 

Znakiem to tylko przyszłej niepogody.

 

Ten cierpi z tej czasu straty

 

Szkodę swą w ojczyzny szkodzie,

 

I pod królewskiemi szaty

 

background image

Niezgód naszych cierń go bodzie.

 

Cierpią i serca poczciwe,

 

Patrząc na siebie i dzieci,

 

W jakiej burze nieŜyczliwe

 

Chcą ich pogrąŜyć zamieci!...

 

XiąŜę, gdzie stoisz, stąd was nie ubiegną !

 

Z tobą wraz czuje ów stróz osiwiały

 

I insi pięknej towarzysze chwały,

 

Co się pod pracy cięŜarem nie zegną.

 

Nie opierasz się, znuzony niewczasem,

 

Na baszcie, której straŜ ci poruczona,

 

Aby snać sen cię nie ogarnął czasem,

 

Góry nie wzięła nieprzyjazna strona.

 

Jeśłi po burzy, którą się dziś chwieje,

 

Swojej się wiosny doczeka ojczyzna,

 

I polska niwa zieloność przywdzieje,

 

Kiedyś w krzew laurów nieśmiertelnych Ŝyzna,

 

Wam ja, męŜowie, pochwał warci sami,

 

Póki mi Ŝycia nie przerwą się watki,

 

Latając myślą i piórem za wami,

 

Podług sił w pismach wystawię pamiątki.

 

Nie w marmurze twardym ryte,

 

Ani śpiŜą znakomite,

 

Małeć wprawdzie, małe,

 

background image

Ale moŜe trwałe.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

O NIESZCZĘŚCIACH OJCZYZNY I RZEZI HUMAŃSKIEJ

 

  

Pieszczone dzieci, gdy rozgniewały

 

Ojca, i gdzieŜ się podzieją?

 

Stojąc pod dzwiami, płaczą dzień cały,

 

Kołatać we drzwi nie śmieją.

 

  

A lud zuchwały, przechodząc blisko.

 

Słowem zelŜywem je szpeci,

 

Czyniąc z nich sobie urągowisko,

 

ś

e ojciec wygnał swe dzieci.

 

  

Ale Ty, BoŜe. który z daleka

 

Patrzysz na serca wygnanych,

 

Ulitowany nędzą człowieka,

 

Pocieszysz znowu stroskanych.

 

  

JuŜ do Twycli uszu przyjść miały głosy

 

Krwi, co lud przelał zaŜarty,

 

I wiara Twoja poniosła ciosy,

 

I kościół z ozdób obdarty.

 

  

Wspomnij przynajmniej na Twe ołtarze,

 

Przy których my stać przyrzekli;

 

background image

Nie karz, wszak zdawna nikt tych nie karze,

 

Co do ołtarza uciekli.

 

  

ZłóŜ nas Twą bronią, której zamachem

 

Rozsądzasz między wojskami,

 

A nieprzyjaciel pierzchnie ze strachem,

 

Widząc, Ŝeś jeszcze Ty z nami.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

PIEŚŃ DZIADA SOKALSKIEGO  

W KORDONIE CESARSKIM

 

  

Ś

ladem bieda przyszła, śladem,

 

Za zbytkami, za nieładem!

 

  

Długo nad granicą stała,

 

Wolności się dotknąć bała.

 

Wolności się dotknąć bała,

 

Bo ją dawno szanowała.

 

  

Wolności, niebieskie dziecko,

 

Ułowiono cię zdradziecko.

 

  

W klatkę cię mocno zamknięto

 

Bujnych skrzydełek przycięto.

 

  

Przedtem u jednego stołu

 

Król z poddanym jadł pospołu,

 

  

Jak ojciec dzieci przyjmował,

 

Jak swych przyjaciół częstował.

 

  

Dziś mu u stołu klękają,

 

Kości z psiętami zbierają.

 

background image

  

Głowę, kiedyś w kraju drogą,

 

SłuŜka pański trąca nogą!...

 

  

Pochlebcy go otaczają,

 

Palcem biednego stykają,

 

  

Ot, mówią, kość polizuje,

 

Dawnej wolności Ŝałuje.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

NA DZIEŃ 3 MAJA 1791 

SZCZĘŚLIWIE DOSZŁEJ KONSTYTUCJI KRAJOWEJ

 

Nóta: Patrzcie, bogacze świata i t. d. 

 

  

Rzucajmy kwiat po drodze!

 

Tędy przechodzić mają

 

Szczęścia narodu wodze,

 

Co nowy rząd składają.

 

Weźmy weselne szaty!

 

Dzień to kraju święcony.

 

JakŜe ten król nasz bogaty!...

 

Skarb jego, serc miljony.

 

  

Uczcie się, dzieci nasze,

 

Nucić tę pieśń wraz z nami!

 

AŜeby wnuki wasze

 

Ś

piewały ją wiekami.

 

Wstyd wam, bogate światy!

 

Złoty wasz wiek przyćmiony.

 

JakŜe ten król nasz bogaty!...

 

Skarb jego, serc miljony.

 

  

Miasta, wioski szczęśliwe,

 

Wstawajcie, słońce wschodzi!

 

background image

Niebo wdało się tkliwe

 

I ludzi z ludźmi godzi.

 

Odzyskaliśmy straty,

 

Bliźni nasz znaleziony.

 

JakŜe ten król nasz bogaty!...

 

Skarb jego, serc miljony.

 

  

Krzywda wam, męŜe zmarli!

 

Zeszliście bez nadziei,

 

Byśmy się jak oparli

 

Srogich losów kolei.

 

OdŜyjcie, skrzepłe braty,

 

Stan Polski odmieniony!

 

JakŜe ten król nasz bogaty!...

 

Skarb jego serc miljony.

 

  

ś

ołnierz kraju obroną,

 

Miastaśmy podźwignęli;

 

JuŜ nad kaŜdą koroną

 

Krwi nie będziemy leli.

 

Weźmy weselne szaty,

 

Dzien to kraju świecony!

 

JakŜe len król nasz bogaty!

 

Skarb jego, serc miljony.

 

background image

 

śALE SARMATY NAD GROBEM ZYGMUNTA AUGUSTA

 

OSTATNIEGO POLSKIEGO KRÓLA Z DOMU JAGIEŁŁÓW

 

  

Ty śpisz, Zygmuncie! a twoi sąsiedzi

 

Do twego domu goście przyjechali!...

 

Ty śpisz! a czeladź przyjęciem się biedzi

 

Tych, co cię czcili, co ci hołdowali!...

 

Gorzkie wspomnieme, gdy szczęście przeminie,

 

CzemuŜ i pamięć o nich nie zaginie?...

 

  

Nie zostawiłeś syna na stolicy

 

Przez jakieś na nas Boga rozgniewanie,

 

Któregoby wnuk dziś po swej granicy

 

Rozrzucał postrach i uszanowanie! ...

 

Po tobie poszła na handel korona,

 

Tron poniŜony i rada stępiona!

 

  

Ojczyzno moja, na końcuś upadła!

 

ZamoŜna kiedyś i w sławę, i w siłę!...

 

Ta, co od morza aŜ do morza władła,

 

Kawałka ziemi nie ma na mogiłę!...

 

JakŜe ten Wielki trup do Ŝalu wzrusza!

 

W tym ciele była milionów dusza!

 

  

background image

Patrzcie! matczyne jakieś leŜy dziecię!...

 

W wyniosłych piersiach głęboka mu rana,

 

Którą szlachetne wychodziło Ŝycie!...

 

On nie uciekał, bo z przodu zadana!

 

Jeszcze znać w twarzy, jak jest zemsty chciwy!

 

Zdaje się gniewać, za co nieszczęśliwy?

 

  

A tam - poczciwość, kościół, wstyd zgwałcony;

 

PoŜarem całe spłonęły osady!...

 

W dom gorejący właściciel wrzucany,

 

Pierwej mu wszystkie zrabowawszy składy.

 

Wszędzie zajadłość ogniem, śmiercią ciska,

 

Gdzie pojźrzyisz - rozpacz, trupy, zgorzeliska!...

 

  

Po tych rozbojach, jedni zniechęceni

 

Pod nieznajome rozbiegli się nieba,

 

Drudzy, ostatnią nędzą przyciśnieni,

 

W swych kiedyś domach dzisiaj Ŝebrzą chleba!

 

Insi rozdani na Moskwę i Niemce,

 

Na roli ojców płaczą cudzoziemce.

 

  

Wy, co domowe opłakawszy klęski,

 

Poszliście naród ratować niewdzięczny!

 

W tylu przygodach wasz oręŜ zwycięski

 

background image

Pokazał światu, Ŝe i Polak zręczny...

 

CóŜ przynieśliście z powrotem w swą stronę?...

 

Ubóstwo, blizny, nadzieje zwiedzione!...

 

  

Oto krwią piękną ziemia utłuszczona

 

Konia i jeźdźca dzikiego wytucza,

 

A głodne dzieci matka przymuszona

 

Panującego języka naucza!...

 

Tak jest, jak twardy wyrok jakiś kazał:

 

Inszych popisał, a Polskę wymazali.

 

  

Wisło

!

 nie Polak z ciebie wodę pije,

 

Jego się nawet zacierają ślady,

 

On dziś przed swoim imieniem się kryje,

 

Które tak moŜne wsławiły pradziady!...

 

JuŜ Białym Orłom i bratniej Pogoni

 

Ś

wiat się, przed laty nawykły, nie skłoni!...

 

  

Zygmuncie, przy twoim grobie,

 

Gdy nam juŜ wiatr nie powieje,

 

Składam niezdatną w tej dobie

 

Szablę, wesołość, nadzieję

 

I tę lutnię biedną!...

 

Oto mój sprzęt cały!

 

background image

Łzy mi tylko jedne

 

Zostały!...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

PRZECIWKO FANATYZMOWI

 

  

KrzyŜ w jednej ręce, Ŝelazo ma w drugiej,

 

Zasłonił oczy, pozatykał uszy!

 

Tak świat obiega, jak jest w sobie długi,

 

Wszystkiego dotknie i z gruntu poruszy.

 

  

Gdzie tylko przeszedł, krwią ludzką spluskany.

 

Dojdziesz go czarnym zostawionym śladem.

 

Lubi kaleki, śmierć, nędzę i rany,

 

Pije łzy cudze, tuczy się swym jadem.

 

  

Gdy złych od dobrych świat obaczy przedział,

 

Temu sędziemu co natenczas rzeczem?

 

Który swym uczniom wyraźnie powiedział:

 

"Ja was na ziemię nie posyłam z mieczem."

 

  

Czy Molochowe wskrzeszamy obrządki,

 

Gdzie krwią człowieka błagany bóg srogi?

 

Czy Buzyrysa milsze nam pamiątki,

 

Który zabijał przychodnia w swe progi?

 

Ofao syn, tłumiąc przyrodzone prawo,

 

Z własnego ojca uczynił ofiarę:

 

Ten padł, ów nad nim trzymając broń krwawą,

 

background image

Wraz woła ranny z raniącym; "za wiarę".

 

  

Wiaro! ty czysta przysłana na ziemię;

 

Ale cię człowiek zabobonem szpeci;

 

Ty chcesz, by ludzkie kochało się plemię,

 

Jako jednego ojca jedne dzieci.

 

  

Bóg od nas wszystkich wyciąga swej chwały;

 

Pod jedsnym Ŝyje naród ludzki Panem;

 

Afryckich pustyń tułacz ogorzały

 

Z Lapoinem albo Chińczyk z Luzytanem.

 

  

Za cóŜ dla wiary miecz kto w ręku nosi?

 

Pokrzywdzą niebo i prawa natury?

 

Kiedy ktoś ręce równo ze mną wznosi,

 

Nie potępiać go, on je wzniósł do góry.

 

  

CzyŜ to nie lepiej Rzym rozumiał stary?

 

Aby zamieszkom powszechnym zaradził,

 

Szczęśliwe skutki ze złej robiąc wiary,

 

Bogi narodów w stolicę wprowadził.

 

  

Gdy róŜne bóstwa ręce sobie dały,

 

Serapis został Jowiszowym bratem,

 

background image

Eufrat się z Tybrem w jedno łoŜe zlały,

 

Rządził Rzymianin uciszonym światem.

 

  

Jeśli niebaczność była dotąd głucha,

 

Idź, ktoś wykroczył przykładami temi:

 

Człowiek szczególnie niech zwierzchności słucha,

 

A zwierzchność Boga, który ojcem ziemi.

 

  

Nie mamy prawa z bronią w ręku pytać

 

I o rzecz świętą pastwić się nad bratem;

 

Ty, co te wiersze będziesz kiedyś czytać,

 

Wspomnij, Ŝe chciałeś być sędzią i katem.

 

  

Jam ci z rąk wyrwał oręŜ zgotowany

 

I ślepy zapęd z wolna ułagodził,

 

ś

eś się nareszcie, juŜ sam przekonany,

 

Z rozumem, z sercem i z wiarą pogodził.

 

  

Ojczyzno moja; nikt nie widział ciebie,

 

Abyś się kiedy zmazała tą plamą!

 

Gdy przyjdzie pora, ratuj się w potrzebie,

 

A niebo mocne nie da się i samo.

 

  

 

background image

PIEŚŃ PRZYJACIELSKA PRZY KIELICHU

 

  

Niechaj kto wzdycha do zbytków,

 

Jest coś droŜszego od złota;

 

Nie Ŝądam wielkich poŜytków,

 

Niech Ŝyje przyjaźń i cnota!

 

  

Tu myśli nasze mieszamy

 

W napoju, który pijemy,

 

Jednego człeka składamy,

 

Bo jedną duszą Ŝyjemy.

 

  

To u mnie pierwsza przewaga,

 

Kochać się, to pierwsza rada;

 

Przyjaźnią wszystko się wzmaga,

 

Niezgodą wszystko upada.

 

  

Niech kłótnia szuka swej zguby,

 

Nam ręka z ręką się łączy;

 

Oto przyjacielskie śluby,

 

Które śmierć chyba zakończy.

 

 

 

 

background image

Z Dobiecka, gdzie Pan miejsca w dawnej swej dziedzinie

 

Staropolską szczerością i cnotami słynie,

 

Gdzie z nim Ŝona przykładna pouczyła dziatki,

 

ś

e jedne pełnią cnoty przed oczyma matki,

 

Drugie, patrząc z pilnością na starszych przykłady,

 

Myślą: "I my teŜ kiedyś pójdziemy w ich ślady",

 

Z Dobiecka zebrawszy się Kamilla, Albina,

 

Ja przy nich, człek przy koniu madam i Kloryna,

 

Wyszliśmy skałę widzieć nad wieczorną porą.

 

Konia miała Kamilla, nas pieszych pięcioro.

 

Nad samym dwór Dobiecki brzegiem Sanu leŜy,

 

Który niestatecznemi zakrętami bieŜy,

 

Wdzięczne kępy czystemi ramiony okrywa;

 

Chytry, sam je porobił, i sam je zaléwa!

 

Tam wzgórki rozkosznemi drzewami się stroją,

 

Gdzie słowik swą pieśń śpiewa, a pasterka swoją,

 

Do której, gdy Aleksy przyszedł na godzinę,

 

Całować się zaczęli i poszli w gęstwinę.

 

Tu niewinna na bujnej łące owca pasie,

 

Nad nią zuchwała koza po skałach wspina się,

 

I, wisząc nad przepaścią, chlubi się z swej sławy,

 

ś

e doszła nietykanej od nikogo trawy.

 

Indziej, z gęstwiny lasku wioska wyskoczyła,

 

ś

eby się tak pięknemu porzeczu dziwiła;

 

background image

A gdy się cudzym wdziękom przypatrywać rada,

 

Sama z drugiemi widok najpiękniejszy składa.

 

Na lewej dworu stronie, po przechadzce małéj,

 

Pierwszy nam dał się widzieć wzgórek okazały.

 

Czyli go ręka ludzka kiedyś usypała,

 

Czy wiekami natura nad nim pracowała ?

 

Ale go człowiek jakiś dawniejszego świata

 

Drzewami poobsadzał, na których, choć lata,

 

ChociaŜ poznać nadpsucie, prawie go nie czują:

 

Jeszcze teraz i z burzy i z czasu Ŝartują.

 

Kaplica od poboŜnej ręki wystawiona

 

W śrzodku wzgórka, dawnością stoi uświęcona;

 

Gdzie i dziś wieśniak, z pola idąc, w dobrej wierze,

 

Ocierając pot z czoła, szepce swe pacierze,

 

W których z chudobą, z dziećmi, z tem, co mu nie staje,

 

Co ma w gruncie, co posiał, na Boga się zdaje.

 

Tam i pasterz, straciwszy owcę. Bóstwo kłóci

 

I mówią, Ŝe mu zawsze zguba się powróci.

 

Tam i my, Ŝe się chciało odpocząć Klorynie,

 

Przyszedłszy, obsiedliśmy tę polną świątynię.

 

Ja, patrząc na porzecze, wdziękami okryte,

 

Ś

wistałem sobie moje piosnkę faworytę.

 

Albina, dobrowolnie pragnąc swojej straty,

 

Okrywa pierś kwiatami piękniejszą nad kwiat

 

background image

Kloryna coś tam sama do siebie gadała,

 

Madam mię juŜ ostatniem słowem zapewniała,

 

ś

e Ŝadnemu męŜczyźnie nigdy nie dowierza.

 

A nikt z nas przy kaplicy nie mówił pacierza

 

Kamilla wtem zawoła : "CóŜem ja odkryła!".

 

Razem z piasku kość głowy człowieczej dobyła, 

 

PrzybliŜemy się ku niej, szukając miejscami.

 

Ta piszczel a ta spinę znalazła z Ŝebrami.

 

Oto masz jeszcze głowę, oto jeszcze szczękę!

 

Mnie smutna myśl obleci i do naszych rzekę:

 

"O szanujcieŜ to miejsce, szanujcie te kości!

 

Jak są białe! jak lekkie! znak to ich dawności

 

Ta ziemia, wielkich kiedyś rycerzów siedlisko,

 

Pewnie to w boju ległym dała grobowisko.

 

MoŜe na tych równinach, gdzie ta trzoda pasie

 

Szumnych naszych wojaków rota ścierała się.

 

Gdy uderzy pierś o pierś i strzemię o strzemię,

 

Nie jeden krwi poczciwej strumień zlał tę ziemię.

 

Ten, co sile przeciwnej nie wydołał sprostać,

 

Wolał poledz na placu, niŜ w niewoli zostać,

 

I, mocując się z śmiercią, zachęcał druŜynę:

 

"Te mnie rany nie bolą, za ojczyznę ginę".

 

Po potyczce, przy smutnych pieśniach rota cała

 

Pewnie na to tu miejsce ciała sprowadzała.

 

background image

MoŜe, gdzie my siedziemy, tędy matki stały,

 

Między trupem zrąbane syny poznawały.

 

Ta, poznawszy swojego, sama ledwie Ŝywą

 

W zbolałe tłucze serce ręką popędliwą.

 

Ta ją w Ŝalu hamuje: "Wszak i mój się minął,

 

ToŜto za nic, Ŝe syn twój za ojczyznę zginął ?"

 

Ta, gdy konia białego, na którym wysłała

 

Swojego jedynaka, przypadkiem poznała,

 

Przy nim tarcza i szabla na łęku wisiały,

 

A po karku mu pełno krwi zaskorupiałej,

 

Rzuci się doń: "OtóŜ my razem sierotami!"

 

Krew spiekłą łzami płócze, ociera ustami.

 

Wtem z trupów zbroje zwłóczą, w dół składają ciała,

 

Troistym je okrzykiem rola poŜegnała;

 

A jeden z naczelników mówił do gromady:

 

"Oni legli, ale wam zostały przykłady".

 

Gdy tak o staropolskich rycerzach gadamy,

 

Z uszanowaniem kości z piasku dobywamy

 

I, składając w kaplicy te zwłoki święcone,

 

W dalszą podróŜ pośpieszym, serca napełnione

 

Mając obywatelstwem i Ŝalem wzruszeni,

 

Jakeśmy dziś od przodków naszych odrodzeni!

 

Cicho z nas kaŜde idzie. Wtem z pod ziemi niby

 

Głos się jakiś odezwie; duch jest bez ochyby,

 

background image

Duch jest, tylko nie wiemy, zła czy dobra dusza.

 

Madam się zarumieni i ramiony wzrusza ;

 

Razem nam pokazuje, Ŝe korek złamała

 

I o jednym trzewiku tylko pozostała.

 

Widać to było po niej, Ŝe przypadek czuje:

 

JuŜ gęściej, niźli przedtem, wachlarzem pracuje,

 

JuŜ czasem uszczypliwem słówkiem przycinała,

 

Bo, prawdę powiedziawszy, Albina się śmiała.

 

Ja, który na tym świecie doznałem wszystkiego,

 

Jak czasem z małej rzeczy przyjdzie do wielkiego,

 

Przyjacielskim sposobem zacząłem w to wchodzić,

 

Jakby madam z Albiną i z jej korkiem zgodzić.

 

Korku lipowy, jakŜeś kosztował mię siła!

 

KtóŜ to wszystko wyrazi, co niechęć zrobiła ?

 

PoŜar swój zapalała po małej iskierce,

 

Potem mię nie jeden raz zabolało serce.

 

Równie kiedyś i Cezar z rzeczy pewnie małéj,

 

ś

e mu się jakieś fochy Pompeja niezdały,

 

Z drobnych początków, wreszcie goniący ostatnią,

 

Usiadł na kark Rzymowi i toczył krew bratnią.

 

Ale smutne przeczucia i przeciwne losy

 

Na te, co niemi rządzą, spuściwszy niebiosy,

 

Idziemy w dalszą drogę, w której nas wstrzymuje

 

Rów długi i głęboki. Kamilla wskazuje,

 

background image

By jej konia podano, chcąc objechać wkoło.

 

Znowu to nasza madam przyjmie nie wesoło,

 

Bo, sądząc sprawiedliwie, jej to naleŜało,

 

Na nię prawo jechania po korku spadało.

 

Ale, gdy się nieszczęście na kogo usadzi,

 

Tysiączne przeciwności ze wszech miar gromadzi;

 

I tak idzie złe po złem, los z losem się łączy,

 

Wreszcie przyjdzie najgorszy i człeka dokończy.

 

JuŜ i nasze nieszczęście zaczęło łańcuchem.

 

Kamilli dano konia; jakŜe składnym ruchem

 

Ku niemu przystępuje! Cmoknie, w grzbiet uderzy,

 

Krzyknie nań, schwyta grzywę, wsiądzie, jak naleŜy,

 

Kamilla na gniadoszu wkoło poleciała,

 

My prosto puściemy się. Znowu burza wstała,

 

Kiedy przyszło i błoto i łozy przebywać.

 

Madam o poniewierkach zacznie przebąkiwać.

 

Więcej jeszcze: Albinę kiedym przeprowadził,

 

SłuŜalec wziął Klorynę i na brzeg wysadził,

 

Ona sama zostawszy, gdy przeskoczyć chciała

 

I drugiego trzewika w błocie postradała.

 

DopieroŜ juŜ wyraźniej z Kornela, z Rasyna,

 

Z Boalego wziętemi wierszami przycina,

 

W których do tego zmierza, co wspiera jej sprawę,

 

ś

e lepiej Ŝycie stracić, aniŜeli sławę.

 

background image

Dzięki słudze! Od dalszych kłótni nas wybawił:

 

Dobył z błota trzewika i sławy poprawił.

 

Te zawady przebywszy i kłótnie domowe,

 

Ponad brzegi rozkoszne idziemy Sanowe.

 

Kamilla nadjechała, tak nasz tabor cały

 

Na koniec do Ŝądanej przybliŜył się skały.

 

JakŜe to wielki widok! Woda popędliwa

 

Przeciw skałom na pomoc czasu przywoływa,

 

I, chociaŜ wody miękkie, chociaŜ czas leniwy,

 

PrzecieŜ krają na poły kamień uporczywy.

 

Właśnie wtenczas pogodne słońce zachodziło

 

I białych skał wierzchołki same czerwieniło,

 

Po których nad urwiskiem idącą droŜyną

 

Pasterz bydło popędzał. Na dole rozwiną

 

Sieci z czołnów rybacy. My rzucamy okiem,

 

Nie wiedząc, którym pierwej napaść się widokiem.

 

A jeszcze te ozdoby nam się podwajały,

 

Bo wszystko najczyściejsze wody odbijały;

 

ś

e dwoistym bawiem się za jednymŜe razem

 

Pasterzem, bydłem, czółnem, rybakiem i głazem.

 

Hej! kto nie był na skale, jakby nigdzie nie był!

 

Czółnem z madam, z Kloryną, z Albiną jam przebył.

 

Kamilla po swojemu w bród San przejechała.

 

Pnie się znowu pod górę rota nasza cała.

 

background image

JuŜ na wierzchu stojemy. Inszy widok cale:

 

Ziemia, wody, opoka, które tak zuchwale,

 

Z dołu patrząc, niebiosom panować się zdały,

 

Stąd widziane przy samej pysze pozostały.

 

A niebo stare swoje panowanie wzięło,

 

Ziemię z wodą, z lasami w swem łonie zamknęło.

 

Tam kaŜde z nas w pokorze Bogu się pokłoni,

 

Który znowu i niebo ogarnął w Swej dłoni.

 

A Ŝe juŜ słońce zaszło, czas w domu się stawić.

 

Smutni skałę rzucamy, Ŝe dłuŜej zabawić

 

Na niej nie moŜna było. Gdy nad San przyjdziemy,

 

Ja, Kamilla, Albina czółnem przepłyniemy.

 

SłuŜalec z koniem juŜ nas czekał pod kępiną,

 

Po madam wrócił rybak przewieźć ją z Kloryną.

 

A my tymczasem idąc wolnemi krokami,

 

Nim się madam przewiezie i połączy z nami,

 

Albina myśli swoje o skale powiada,

 

ś

e jej zawsze ten widok coś nowego gada,

 

ś

e czuje piękność świata. Tak słowo po słowie,

 

O niczem nie myślący, staniemy przy rowie.

 

Obejźrzemy się razem, Kloryny nie stało.

 

Ale niemasz i madam! serce mi zadrŜało.

 

Gdzieśmy na ląd wysiedli, ku temuŜ brzegowi

 

Powrócę. Nie masz naszych! Rybak tylko powié,

 

background image

ś

e je przewiózł szczęśliwie, Ŝe choć nas widziała

 

Ta pani, wraz wysiadłszy, za rękę porwała

 

Młodszą, co była przy niej, i nie juŜ za nami,

 

Ale w prawą dzikiemi poszła manowcami.

 

ś

e coś niezrozumianym językiem mruczała,

 

Ale djabła, jak mówił, często wspominała.

 

Gdym wysłuchał, wnet wszystkie staną mi w pamięci

 

Od korka fatalnego zaczęte niechęci,

 

I ta świeŜa, Ŝeśmy się w drogę pokwapili,

 

A ją samą z Kloryną tylko zostawili.

 

OtóŜ, Ŝeby nas martwić, umyślnie błądziła,

 

Choćby siebie niebaczna i dziecię zgubiła.

 

JuŜ noc padła; oczy mi na nic się nie zdały,

 

AŜeby obłąkanych po polach szukały.

 

W cięŜkiej tedy rozpaczy wołam: madam! madam!

 

Madam milczy, a z samem tylko echem gadam.

 

Złączyłem głos z rybakiem, by dosięgnąć daléj,

 

Aleśmy próŜno oba potrzykroć wołali.

 

Wszystkie mi nocne w myśli stanęły przygody,

 

Zwierz najbardziej, co świeŜo ponaiabiał szkody,

 

Zwierz najbardziej okrutny, który trafi, gdzie chce,

 

Kiedy nieubłagany los człowieka zechce.

 

Dopiero nad Kloryną cały mój Ŝal wzbudzę,

 

Bom cierpiwał i czułym na nieszczęścia cudze:

 

background image

"Kloryno, juŜ twój ojciec z matką wiek skończyli,

 

Ciebie sierotę w ręku krewnych zostawili!

 

Na toŜeś ich przeŜyła, Ŝebyś świecąc mało,

 

Zgasła śmiercią okropną ?... JuŜ moŜe się stało!...

 

JuŜ moŜe teraz srogi zwierz ją dokonywa,

 

By prędzej wygnał duszę, krwi zewsząd dobywa,

 

Gładkie piersi kaleczy, kazi twarz rumianą,

 

Razem piękność i znaczne poŜerając wiano!

 

Jutro na polu moŜe znajdę trochę kości,

 

Co się od rozjuszonej zostaną dzikości.

 

Te poniosę w dom ciotki reszty twego ciała,

 

Ale jej nie pokaŜę, boby wraz skonała,

 

I tylko domownicy, kiedy cię obaczą,

 

Równie nad tobą krewni i obcy zapłaczą,

 

A nie będzie co pogrześć!..."

 

  

Caetera desunt.