background image

Bestia w jaskini
(The Beast in the Cave)

Straszliwe przypuszczenie, kołacz

ą

ce si

ę

 nie

ś

miało w moim niech

ę

tnym 

temu i oszołomionym umy

ś

le, stało si

ę

 upiorn

ą

 rzeczywisto

ś

ci

ą

Zgubiłem si

ę

 i to na dobre w ogromnych, przypominaj

ą

cych labirynt, 

korytarzach Jaskini Mamutów. Obracaj

ą

c si

ę

 w obie strony i wyt

ęż

aj

ą

wzrok nie byłem w stanie dostrzec 

ż

adnego znaku, który pomógłby mi 

dotrze

ć

 do drogi prowadz

ą

cej na zewn

ą

trz, nie mog

ę

 ju

ż

 dłu

ż

ej 

oszukiwa

ć

 samego siebie, musz

ę

 pogodzi

ć

 si

ę

 z faktem, 

ż

e by

ć

 mo

ż

e ju

ż

 

nigdy nie zobacz

ę

 

ś

wiatła dziennego, ani rozległych równin czy 

uroczych wzgórz zewn

ę

trznego 

ś

wiata. Utraciłem nadziej

ę

. Niemniej 

jednak, poniewa

ż

 

ż

ycie moje indoktrynowały studia filozoficzne, 

oboj

ę

tno

ść

 jak

ą

 nieodmiennie zachowywałem nie przysporzyła mi nawet 

odrobiny satysfakcji - cz

ę

sto bowiem czytałem, 

ż

e ofiary podobnych 

zachowa

ń

 popadały w dziki szał; ja jednak nie do

ś

wiadczyłem niczego 

podobnego i od chwili, kiedy u

ś

wiadomiłem sobie rozpaczliwo

ść

 swej 

sytuacji, stałem spokojnie, pogr

ąż

ony niemal w kompletnym bezruchu.

My

ś

l, 

ż

e najprawdopodobniej dotarłem zbyt daleko, by mogła mnie 

odnale

źć

 grupa poszukiwawcza, równie

ż

 nie była w stanie wytr

ą

ci

ć

 mnie 

z równowagi. Je

ż

eli ju

ż

 musz

ę

 tu umrze

ć

, stwierdziłem, miast na 

cmentarzu, ko

ś

ci moje spoczn

ą

 w owej przera

ż

aj

ą

cej, majestatycznej 

jaskini i bardziej ni

ż

 rozpacz

ą

 my

ś

l ta natchn

ę

ła mnie spokojem i 

oboj

ę

tno

ś

ci

ą

.

 Najpierw poczuj

ę

 pragnienie, pomy

ś

lałem. Wiedziałem, i

ż

 niektórzy w 

podobnej sytuacji potraciliby zmysły -ja jednak czułem, 

ż

e taki 

koniec nie jest mi pisany. Nieszcz

ęś

cie jakie mi si

ę

 przytrafiło było 

jedynie moj

ą

 win

ą

, jako 

ż

e nie mówi

ą

c ani słowa przewodnikowi 

oddaliłem si

ę

 od grupy wycieczkowiczów i po ponad godzinnej w

ę

drówce 

zakazanymi korytarzami jaskini stwierdziłem, 

ż

e nie jestem w stanie 

odnale

źć

 powrotnej drogi w

ś

ród mrocznych zakamarków kamiennego 

labiryntu.

Moja latarka zacz

ę

ła ju

ż

 przygasa

ć

, niebawem otocz

ą

 mnie 

nieprzeniknione i niemal namacalne ciemno

ś

ci panuj

ą

ce w trzewiach 

ziemi. Stoj

ą

c tak, w słabym migocz

ą

cym 

ś

wietle, zastanawiałem si

ę

 

leniwie nad konkretnymi okoliczno

ś

ciami mego zbli

ż

aj

ą

cego si

ę

 ko

ń

ca. 

Przypomniałem sobie zasłyszane opowie

ś

ci o kolonii gru

ź

lików, którzy 

zamieszkali w tej gigantycznej grocie Licz

ą

c na odzyskanie zdrowia w 

orze

ź

wiaj

ą

cym klimacie podziemnego 

ś

wiata z jego jednolit

ą

 

temperatur

ą

, czystym powietrzem, cisz

ą

 i spokojem, a miast tego 

znale

ź

li jedynie 

ś

mier

ć

 w osobliwej i upiornej postaci. Widziałem 

sm

ę

tne szcz

ą

tki ich 

ź

le skleconych chatynek, mijaj

ą

c je wraz z 

wycieczk

ą

, i zastanawiałem si

ę

, jaki naturalny wpływ mógł wywrze

ć

 

długi pobyt w tej ogromnej i milcz

ą

cej jaskini na kogo

ś

 tak zdrowego 

i krzepkiego jak ja. Teraz, mówiłem sobie pos

ę

pnie w duchu, miałem 

okazj

ę

 si

ę

 o tym przekona

ć

, zakładaj

ą

c rzecz jasna, 

ż

e brak wody nie 

skłoni mnie do szybszego rozstania si

ę

 z 

ż

yciem.

W ko

ń

cu moja latarka zgasła zupełnie; w tej sytuacji postanowiłem 

wykorzysta

ć

 ka

ż

d

ą

 szans

ę

, ka

ż

d

ą

 nawet n

ą

jw

ą

tpliwsz

ą

 mo

ż

liwo

ść

 

wydostania si

ę

 z jaskini z 

ż

yciem i nie szcz

ę

dz

ą

c płuc, wydałem seri

ę

 

gło

ś

nych okrzyków, licz

ą

c, 

ż

e tym hałasem zwróc

ę

 uwag

ę

 przewodnika 

mojej grupy.

Niemniej jednak, kiedy to uczyniłem, poczułem w gł

ę

bi serca, 

ż

e moje 

wysiłki poszły na marne, a mój głos, zwielokrotniony i odbity gromkim 
echem od niezliczonych wałów mrocznego labiryntu wokoło, dotarł 
jedynie do moich uszu.

Nagle, zgoła nieoczekiwanie, co

ś

 przykuło moj

ą

 uwag

ę

 i momentalnie 

spi

ą

łem si

ę

 w sobie. Wydawało mi si

ę

 bowiem, 

ż

e słysz

ę

 łagodny odgłos 

background image

zbli

ż

aj

ą

cych si

ę

 stóp, krocz

ą

cych po kamiennym podło

ż

u jaskini.

Czy

ż

by ratunek miał przyby

ć

 tak szybko? Czy wszystkie moje mro

żą

ce 

krew w 

ż

yłach l

ę

ki były pró

ż

ne, gdy

ż

 przewodnik, zauwa

ż

ywszy, i

ż

 

samowolnie oddaliłem si

ę

 od grupy, pod

ąż

ył moim 

ś

ladem i odnalazł 

mnie w korytarzu tego gigantycznego wapiennego labiryntu? Podczas gdy 
w moim umy

ś

le kł

ę

biły si

ę

 owe radosne rozmy

ś

lania, moje usta otwarły 

si

ę

 do kolejnego krzyku, aby pomoc mogła dotrze

ć

 do mnie szybciej, 

lecz zaraz uczucie rado

ś

ci zmieniło si

ę

 w czyst

ą

 zgroz

ę

Nasłuchiwałem bowiem, a słuch miałem czujny i bardziej wyostrzony 
przez panuj

ą

c

ą

 w jaskini grobow

ą

 cisz

ę

, i z przera

ż

eniem u

ś

wiadomiłem 

sobie, 

ż

e kroki, które si

ę

 do mnie zbli

ż

ały, nie przypominały odgłosu 

kroków CZŁOWIEKA! W nieziemskiej ciszy d

ź

wi

ę

k obutych stóp 

przewodnika powinien brzmie

ć

 niczym serie ostrych, dono

ś

nych uderze

ń

Te za

ś

 były cichsze i bardziej ukradkowe, jak st

ą

panie kocich łap. 

Poza tym, kiedy wyt

ęż

yłem słuch, miałem wra

ż

enie, 

ż

e wychwytuj

ę

 

odgłos st

ą

pania nie dwóch, a CZTERECH stóp.

Byłem teraz przekonany, 

ż

e moje wołanie zaniepokoiło i przyci

ą

gn

ę

ło 

tu jakie

ś

 dzikie zwierz

ę

, by

ć

 mo

ż

e górskiego lwa, który przez 

przypadek zabł

ą

dził do jaskini. Kto wie, zastanawiałem si

ę

, mo

ż

Wszechmocny przypisał mi szybsz

ą

 i bardziej lito

ś

ciw

ą

 

ś

mier

ć

, ni

ż

 

długie konanie, niemniej jednak instynkt przetrwania, który w moim 
przypadku nigdy nie zasypiał, wyra

ź

nie si

ę

 teraz o

ż

ywił, i cho

ć

 

ucieczka przed nadci

ą

gaj

ą

cym zagro

ż

eniem mogła w tej sytuacji jedynie 

równa

ć

 si

ę

 dłu

ż

szej i bardziej ponurej 

ś

mierci, postanowiłem broni

ć

 

swego 

ż

ycia ze wszystkich sił, tak długo jak to tylko mo

ż

liwe. Mo

ż

si

ę

 to wydawa

ć

 dziwne, ale mój umysł ze strony tajemniczego go

ś

cia 

odczuwał jedynie wrogo

ść

. Znieruchomiałem zupełnie, usiłuj

ą

zachowywa

ć

 si

ę

 mo

ż

liwie bezszelestnie w nadziei, 

ż

e nieznane zwierz

ę

z braku naprowadzaj

ą

cych je d

ź

wi

ę

ków, straci orientacj

ę

 w 

ciemno

ś

ciach, minie mnie i pójdzie dalej. Były to jednak płonne 

nadzieje, gdy

ż

 skradaj

ą

ce si

ę

 kroki nadal si

ę

 zbli

ż

ały; najwyra

ź

niej 

zwierz

ę

 zwietrzyło mój zapach, który wewn

ą

trz jaskini, gdzie 

powietrze było czyste i nie ska

ż

one przez inne wonie, musiało bez 

w

ą

tpienia wyczuwa

ć

 ze sporej odległo

ś

ci.

Nie pozostało mi zatem nic innego, jak uzbroi

ć

 si

ę

 i przygotowa

ć

 do 

obrony przed atakiem nieznanego, niewidocznego w ciemno

ś

ci 

przeciwnika, tote

ż

 zacz

ą

łem po omacku szuka

ć

 mo

ż

liwie najwi

ę

kszych 

odłamków skalnych, za

ś

ciełaj

ą

cych podło

ż

e jaskini. Uj

ą

łem po jednym w 

ka

ż

d

ą

 r

ę

k

ę

, aby mocje niezwłocznie wykorzysta

ć

 i czekałem z 

rezygnacj

ą

 na to, co było nieuniknione. Tymczasem przera

ź

liwy szelest 

stóp zbli

ż

ał si

ę

 coraz bardziej. Bez w

ą

tpienia zachowanie zwierz

ę

cia 

było skrajnie osobliwe. Przez wi

ę

kszo

ść

 czasu zdawało si

ę

 i

ść

 na 

czworakach, przy czym słycha

ć

 było wyra

ź

ny brak unisono pomi

ę

dzy 

przednimi a tylnymi łapami, niemniej w krótkich niezbyt cz

ę

stych 

interwałach odnosiłem wra

ż

enie jakby stworzenie poruszało si

ę

 jedynie 

na dwóch nogach.

Zastanawiałem si

ę

, z jakim gatunkiem przyszło mi si

ę

 spotka

ć

; musiało 

ono, jak s

ą

dziłem, zapłaci

ć

 za swoj

ą

 ciekawo

ść

 i pragnienie zbadania 

jednego z wej

ść

 do groty do

ż

ywotnim uwi

ę

zieniem w jego bezkresnych 

czelu

ś

ciach. 

Ż

ywiło si

ę

 niew

ą

tpliwie bezokimi rybami, nietoperzami i 

szczurami 

ż

yj

ą

cymi w jaskini, jak równie

ż

 zwyczajnymi rybami 

przypływaj

ą

cymi z odm

ę

tów Green River, której odnogi w jaki

ś

 

przedziwny sposób ł

ą

czyły si

ę

 z podziemnymi wodami.

Mro

żą

ce krew w 

ż

yłach wyczekiwanie skracałem sobie wymy

ś

laniem 

groteskowych deformacji, jakie 

ż

ycie w jaskini musiało spowodowa

ć

 w 

fizycznej budowie zwierz

ę

cia, przypominaj

ą

c sobie jednocze

ś

nie 

przera

ż

aj

ą

cy wygl

ą

d gru

ź

lików, którzy według legendy zmarli po długim 

pobycie w jaskini, l nagle, z przera

ż

eniem u

ś

wiadomiłem sobie, 

ż

nawet gdyby udało mi si

ę

 pokona

ć

 przeciwnika, NIE ZDOŁAM GO ZOBACZY

Ć

background image

Napi

ę

cie ogarniaj

ą

ce mój umysł było przera

ż

aj

ą

ce. Wyobra

ź

nia, w 

której panował ogromny chaos, tworzyła upiorne i przera

ż

aj

ą

ce 

kształty, tkaj

ą

c je ze złowrogiej materii otaczaj

ą

cej mnie ciemno

ś

ci, 

która niemal namacalnie napierała na moje ciało. Kroki były coraz 
bli

ż

ej. Miałem wra

ż

enie, 

ż

e bezwarunkowo musz

ę

 wyda

ć

 z siebie długi, 

przenikliwy krzyk, ale głos uwi

ą

zł mi w gardle, i nie byłem w stanie 

tego dokona

ć

. Stałem jak skamieniały, miałem wra

ż

enie, 

ż

e stopy 

wrosły mi w ziemi

ę

. W

ą

tpiłem, czy moja prawa r

ę

ka b

ę

dzie w stanie w 

krytycznym momencie cisn

ąć

 pocisk w zbli

ż

aj

ą

c

ą

 si

ę

 ku mnie istot

ę

.

Jednostajne tup, tup, tup kroków było bardzo blisko, przera

ź

liwie 

blisko.

Słyszałem dyszenie zwierz

ę

cia i, pomimo i

ż

 zdj

ę

ty zgroz

ą

u

ś

wiadomiłem sobie, 

ż

e musiało ono przeby

ć

 znaczn

ą

 odległo

ść

 i było 

wyra

ź

nie zm

ę

czone. Magle czar prysn

ą

ł. Moja prawa r

ę

ka, kierowana 

nieomylnym zmysłem słuchu, cisn

ę

ła dzier

ż

ony kawał wapienia, 

zaostrzony na jednym ko

ń

cu, ku temu miejscu w ciemno

ś

ciach, sk

ą

dobiegał szelest stóp i gło

ś

ne dyszenie i, co stwierdziłem z 

nieskrywanym zadowoleniem, trafiłem niemal w dziesi

ą

tk

ę

, usłyszałem 

bowiem, jak istota odskoczyła w tył i przywarowała pod 

ś

cian

ą

Skorygowałem namiary celu i cisn

ą

łem drugi pocisk. Tym razem miałem 

wi

ę

cej szcz

ęś

cia. Z przepełniaj

ą

c

ą

 me serce rado

ś

ci

ą

 usłyszałem, jak 

stwór bezwładnie upadł na ziemi

ę

 i - jak wszystko na to wskazywało - 

zupełnie znieruchomiał. Nadal było słycha

ć

 ci

ęż

kie sapanie, co 

pozwoliło mi przypuszcza

ć

ż

e jedynie zraniłem stwora. Teraz jednak 

do reszty straciłem ochot

ę

 na przyjrzenie si

ę

 tej istocie. Mój mózg 

zaatakował bezpodstawny, prymitywny l

ę

k, pozostało

ść

 po pradawnych 

przes

ą

dach i wierzeniach – nie podszedłem zatem do ciała ani nie 

cisn

ą

łem kolejnych kamieni, aby do reszty pozbawi

ć

 

ż

ycia niewidoczne 

w mroku zwierz

ę

. Miast tego, wykrzesawszy z siebie resztk

ę

 sił, 

pognałem w -jak to oszacował mój ogarni

ę

ty chaosem umysł - stron

ę

, z 

której przyszedłem. Nagle znów usłyszałem d

ź

wi

ę

k, a raczej cał

ą

 ich 

seri

ę

: rytmicznych i jednostajnych. W chwil

ę

 potem zmieniły si

ę

 one w 

kakofoni

ę

 ostrych, metalicznych szcz

ę

kni

ęć

. Tym razem nie miałem 

ż

adnych w

ą

tpliwo

ś

ci. TO BYŁ PRZEWODNIK. Zacz

ą

łem woła

ć

, krzycze

ć

wrzeszcze

ć

 i zawodzi

ć

 z rado

ś

ci, kiedy słaba migocz

ą

ca po

ś

wiata 

b

ę

d

ą

ca, jak wiedziałem, 

ś

wiatłem latarki, ukazała moim oczom wilgotne 

ś

ciany i łukowato sklepiony sufit jaskini. Pobiegłem w kierunku 

ś

wiatła, i zanim zdołałem si

ę

 zorientowa

ć

 co robi

ę

, padłem memu 

przewodnikowi do nóg, obejmuj

ą

c jego buty. Na przemian, dzi

ę

kuj

ą

c za 

ocalenie bełkotałem jak oszalały, bez ładu i składu, próbuj

ą

opowiedzie

ć

 mu sw

ą

 prze

ż

yt

ą

 histori

ę

.

W ko

ń

cu doszedłem do siebie. Przewodnik, jak si

ę

 okazało, zauwa

ż

ył 

moj

ą

 nieobecno

ść

, gdy grupa dotarła do wylotu jaskini, i kierowany 

intuicyjnym zmysłem kierunku pod

ąż

ył przez labirynt korytarzy do 

miejsca, w którym rozmawiali

ś

my po raz ostatni, a

ż

 w ko

ń

cu, po 

czterech godzinach zdołał mnie odnale

źć

. Zanim sko

ń

czył mi o tym 

opowiada

ć

, ja, któremu 

ś

wiatło latarki i obecno

ść

 drugiej osoby 

wyra

ź

nie dodała odwagi, napomkn

ą

łem o dziwnym zwierz

ę

ciu, które 

zraniłem i które znajdowało si

ę

 w pewnej odległo

ś

ci od nas, w 

spowitym w ciemno

ś

ciach korytarzu, sugeruj

ą

c jednocze

ś

nie aby

ś

my tam 

poszli i w 

ś

wietle latarki wspólnie mu si

ę

 przyjrzeli. Byłem 

niezmiernie ciekaw jakiego gatunku stworzenie padło moj

ą

 ofiar

ą

Zawrócili

ś

my wspólnie ku miejscu mej przera

ż

aj

ą

cej przygody, tym 

razem jednak obecno

ść

 przewodnika dodawała mi otuchy.

Niebawem dostrzegli

ś

my biały obiekt le

żą

cy na kamiennym podło

ż

u, 

bielszy nawet od połyskuj

ą

cych wapiennych 

ś

cian. Zbli

ż

aj

ą

c si

ę

 ku 

niemu ostro

ż

nie, nie próbowali

ś

my powstrzymywa

ć

 swego zdumienia, gdy

ż

 

spo

ś

ród rozmaitych osobliwych stworów, jakie mieli

ś

my okazj

ę

 ogl

ą

da

ć

 

w swoim 

ż

yciu, ten był bez w

ą

tpienia najdziwniejszy. Przypominał 

ogromn

ą

, antropoidaln

ą

 małp

ę

, która by

ć

 mo

ż

e uciekła z jakiej

ś

 

background image

mena

ż

erii. Włosy miała 

ś

nie

ż

nobiałe - niew

ą

tpliwie wyblakły one 

wskutek długiego przebywania w mrocznych, atramentowo-czarnych 
czelu

ś

ciach jaskini. Były jednak zdumiewaj

ą

co w

ą

tłe i rzadkie - 

porastały jedynie głow

ę

 zwierz

ę

cia długimi, si

ę

gaj

ą

cymi ramion 

kosmykami. Stworzenie było odwrócone, nie widzieli

ś

my jego twarzy, 

gdy

ż

 niemal na niej le

ż

ało. Osobliwy był równie

ż

 wygl

ą

d ko

ń

czyn, ich 

nachylenie wyja

ś

niało jednak

ż

e zmiany w ich u

ż

ywaniu, gdy

ż

 ju

ż

 

wcze

ś

niej zwróciłem uwag

ę

ż

e zwierz

ę

 to poruszało si

ę

 na przemian na 

dwóch albo na czterech łapach. Z ko

ń

ców palców, zarówno r

ą

k jak i 

stóp, wyrastały długie, jakby szczurze szpony. Ko

ń

czyny nie były 

chwytne, który to fakt składałem na karb długiego pobytu istoty w 
jaskini -o czym, jak wcze

ś

niej zauwa

ż

yłem, 

ś

wiadczyła przenikliwa, 

nieziemska wr

ę

cz biel, tak charakterystyczna dla ka

ż

dego z elementów 

jej anatomii.

Nie było wida

ć

 ogona.

Oddech stwora był teraz bardzo słaby i przewodnik wyj

ą

ł pistolet z 

wyra

ź

nym zamiarem dobicia zwierz

ę

cia, gdy wtem D

Ź

WI

Ę

K, jaki dobył si

ę

 

z jego ust sprawił, 

ż

e towarzysz mój opu

ś

cił bro

ń

 rezygnuj

ą

c z jej 

u

ż

ycia. Trudno byłoby opisa

ć

 ów d

ź

wi

ę

k. Nie przypominał 

ż

adnego z 

odgłosów wydawanych przez małpy i zastanawiałem si

ę

, czy 

nienaturalno

ść

 ta nie była wynikiem długotrwałego, ci

ą

głego 

milczenia, ciszy przerwanej dopiero wra

ż

eniami wywołanymi ujrzeniem 

ś

wiatła ogl

ą

danego po raz pierwszy, odk

ą

d stworzenie zapu

ś

ciło si

ę

 w 

mroczne czelu

ś

cie groty. D

ź

wi

ę

k, który z pewnym wahaniem mógłbym 

okre

ś

li

ć

 jako swego rodzaju gł

ę

boki chichot, rozlegał si

ę

 przez 

dłu

ż

sz

ą

 chwil

ę

Nagle całe ciało zwierz

ę

cia przeszył ostry, gwałtowny spazm. Ko

ń

czyny 

stwora zadrgały konwulsyjnie, po czym zesztywniały. Zwierz

ę

 raz 

jeszcze targn

ę

ło całym ciałem, po czym odwróciło si

ę

 w nasz

ą

 stron

ę

 i 

po raz pierwszy ujrzeli

ś

my jego twarz. Widok jego oczu przeraził mnie 

do tego stopnia, 

ż

e przez chwil

ę

 nie byłem w stanie dostrzec niczego 

innego. Oczy te były czarne, atramentowo-czarne, i stanowiły upiorny 
kontrast w porównaniu ze 

ś

nie

ż

n

ą

 biel

ą

 włosów i reszty ciała. 

Podobnie jak u innych mieszka

ń

ców jaski

ń

, gałki oczne zwierz

ę

cia 

znajdowały si

ę

 gł

ę

boko w orbitach i pozbawione były t

ę

czówek. Kiedy 

przyjrzałem si

ę

 uwa

ż

niej stwierdziłem, 

ż

e szcz

ę

ki i czoło stwora były 

mniej wysuni

ę

te ni

ż

 u przeci

ę

tnych małp i du

ż

o słabiej owłosione, nos 

za

ś

 du

ż

o bardziej wydatny. Kiedy w milczeniu przygl

ą

dali

ś

my si

ę

 

tajemniczemu stworzeniu, jego grube mi

ę

siste wargi rozchyliły si

ę

 i 

spomi

ę

dzy nich wydobyło si

ę

 kilka d

ź

wi

ę

ków, po czym istota pogr

ąż

yła 

si

ę

 w spokoju 

ś

mierci.

Przewodnik schwycił mnie za r

ę

kaw i dygotał tak bardzo, 

ż

e promie

ń

 

jego latarki przesuwał si

ę

 nieustannie w gór

ę

 i w dół rzucaj

ą

dziwne, poruszaj

ą

ce si

ę

 cienie na bladych, wapiennych 

ś

cianach groty.

Nie poruszyłem si

ę

 i stałem jak wro

ś

ni

ę

ty w ziemi

ę

, wpatruj

ą

c si

ę

 

rozszerzonymi z przera

ż

enia oczyma w kamieniste podło

ż

e.

Groza min

ę

ła, a jej miejsce zaj

ę

ły: zdumienie, niepokój, współczucie 

i szacunek, bowiem d

ź

wi

ę

ki jakie wydała konaj

ą

ca posta

ć

 spoczywaj

ą

ca 

na ziemi, tu

ż

 przed nami, nieomylnie zdradziły nam okrutn

ą

 prawd

ę

.

Istota, któr

ą

 zabiłem, owa dziwna bestia z mrocznych czelu

ś

ci 

bezdennych jaski

ń

, dawno bo dawno, ale musiała by

ć

 kiedy

ś

 

CZŁOWIEKIEM.