background image
background image

Susannah Erwin

Czułości nocy

Tłumaczenie: Anna Sawisz

HarperCollins Polska sp. z o.o. 

Warszawa 2021

background image

Tytuł oryginału: Cinderella Unmasked

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2020

Redaktor serii: Ewa Godycka

© 2020 by Susannah Erwin

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub

całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo

do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie

przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami

należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego

licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do

HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane

bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

background image

ISBN 978-83-276-7608-5

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / 

Woblink

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Wchodząc  na  pierwszy  stopień  schodów,  Nelle  Lassen  uniosła  nieco

szeroki dół turkusowo-srebrnej długiej sukni. A zaraz potem cofnęła stopę.

Jeśli teraz się odwróci, będzie mogła pojechać do domu. Zdjąć z siebie

wszystkie te pożyczone świecidełka, wskoczyć w ulubione legginsy i bluzę
z kapturem. Zwinąć się w kłębek na kanapie, przeglądać w laptopie swoje
kanały w mediach społecznościowych i obejrzeć w telewizji jakiś angielski
serial  kostiumowy.  Bo  tak  właśnie  najbardziej  lubiła  spędzać  wolne
wieczory.

A  przynajmniej  lubiła,  dopóki  jej  życie  nie  wywróciło  się  do  góry

nogami. Oczerniono ją, straciła pracę, a jej wiara w siebie znikła tak, jak
rozpada się na plaży zmyty falą przypływu zamek z piasku.

Potrzebowała miesięcy, by się z tego otrząsnąć i znaleźć jakieś wyjście.

Ciągle przed nią długa droga, ale dzięki przyjaciółce i sublokatorce Yoselin
Solero  znalazła  już  przynajmniej  nową  pracę  i  nowe  lokum.  Do  tego
jeszcze nowe imię.

Nelle, skrót od dawnego Janelle.
Z  kieszeni  ukrytej  pod  zwojami  tiulu  i  koronek  wydobył  się  dźwięk

dzwonka. Nelle wygrzebała telefon.

– Idę na galę – rzuciła w słuchawkę.
–  W  takim  razie  szybciej  wchodź  po  tych  schodach  –  usłyszała  głos

Yoselin.

– A ty co? Szpiegujesz mnie? – roześmiała się Nelle.

background image

Dwa  stopnie  wyżej  dostrzegła  machającą  do  niej  postać  w  przebraniu

pirata.

– Owszem – odparła Yoselin. – Czekam przy drzwiach. I pośpiesz się,

bo jest chłodno.

No  tak,  niby  czerwiec,  ale  wichry  znad  zatoki  San  Francisco  potrafią

być mroźne nawet latem.

A  więc  już  za  moment  u  szczytu  schodów  odbędzie  się  pierwszy  test

projektu „Nowa Nelle”.

Wyprostowała  ramiona  i  nabrała  w  płuca  zimnego  słonego  powietrza.

Jeden mały kroczek po schodach, a wielki skok w jej życiu. Nawet Yoselin
nie wie, jak wielki.

Przyjęcie  z  uśmiechem  zaproszenia  na  dzisiejszą  galę  wymagało  od

Nelle  nie  lada  wysiłku.  Wszak  uroczystość  została  zorganizowana  dla
uczczenia  Graysona  Monka,  inwestora  wysokiego  ryzyka,  słynnego
filantropa  i  bohatera  licznych,  zapierających  dech  w  piersiach  materiałów
w mediach. Wszędzie wychwalano jego umiejętności biznesowe, w dalszej
kolejności  wspominając  o  sportowej  sylwetce,  urodzie  blond  surfera
i o przenikliwym spojrzeniu ciemnych oczu.

Grayson  Monk,  syn  człowieka,  który  omal  nie  zniszczył  życia  jej

ojcu…

Telefon znów zadzwonił.
– Już prawie jestem – rzuciła Nelle w słuchawkę i się rozłączyła.
To zabawne. Przecież ona teraz mieszka w San Francisco i zajmuje się

pozyskiwaniem  funduszy  dla  organizacji  dobroczynnych.  Nie  jest  już  tą
sztywną  finansistką  wspierającą  doradztwem  ludzi  z  bogatych
nowojorskich firm. Tu jest mile widzianym gościem, a nie obiektem szykan
ze  strony  zazdrosnego  otoczenia,  nie  wyłączając  byłego  chłopaka.  Tu  nie
musi się nikogo bać.

background image

Nawet samego Graysona Monka.
Niezależnie od tego, jaka rodzinna przeszłość ją z nim łączy.
Idąc  po  schodach,  z  zachwytem  rozglądała  się  wokół,  myśląc,  że

nareszcie na pewno nie znajduje się w Kansas.

Ferry Building, dawny port dla promów, to jedna z nielicznych w San

Francisco zabytkowych budowli ocalałych z pożaru będącego następstwem
trzęsienia  ziemi  w  1906  roku.  Na  środku  wielkiej  prostokątnej  hali  na
piętrze znajdowało się atrium pozwalające na oglądanie z góry targowiska
na parterze.

Wysoki  strop  zbudowany  z  metalowych  stylizowanych  na  drewniane

beczki  wsporników,  kuliste  lampy,  wielkie  okno  w  kształcie  półksiężyca
z siatką imitującą roje gwiazd, mozaikowa podłoga z płytek – to wszystko
robiło niesamowite wrażenie.

Do  tego  nakryte  kolorowymi  obrusami  stoły,  między  którymi

przechadzały  się  tłumy  odświętnie  ubranych,  rozmawiających
i  uśmiechniętych  gości.  W  końcu  sali  parkiet  taneczny  i  podium  dla
orkiestry.

Tematem  dzisiejszego  balu  przebierańców  miała  być  „Wenecja

w  Zatoce  San  Francisco”.  Naręcza  kwiatów,  migające  lampki  choinkowe
i  draperie  z  błyszczących  tkanin  pomagały  w  nadaniu  industrialnej
architekturze baśniowego i karnawałowego klimatu.

Przypominająca Jacka Sparrowa Yoselin przywołała ruchem ręki Nelle

do stolika, przy którym rejestrowano przybywających gości.

–  Nareszcie,  już  myślałam,  że  ci  się  obcasy  przykleiły  do  schodów  –

gderała. – Zaraz zaczną się wystąpienia. Pokażę ci, kto jest kto.

Siedząca przy stoliku kobieta powitała je i poprosiła o podanie nazwisk.
– Zostałyśmy zaproszone przez Octavię Allen – wyjaśniła Yoselin.

background image

Octavia Allen należała do ścisłego kierownictwa Create4All, fundacji,

w której Nelle i Yoselin pracowały. Wysłała je na galę w nadziei, że znajdą
tam  darczyńców  chętnych  wesprzeć  tę  wspomagającą  dzieci  organizację
charytatywną.

Yoselin  jako  dyrektor  zarządzająca  miała  wraz  z  Octavią  prosić

dotychczasowych  sponsorów  o  zwiększenie  zaangażowania,  a  Nelle  jako
nowa  dyrektor  do  spraw  rozwoju  otrzymała  zadanie  przekonania
szczególnie dotychczas opornych na naciski i urok pani Allen.

Recepcjonistka odhaczyła je obie na liście i uśmiechnęła się szeroko.
– Pani Allen już tu jest. Będziecie siedziały wszystkie trzy przy stoliku

numer siedemnaście, w pierwszym rzędzie na prawo od sceny. A gdzie pani
maska? – spytała Nelle.

Nelle  wyciągnęła  swoją  zakrywającą  pół  twarzy  maseczkę

udekorowaną  przez  dziecięcych  podopiecznych  fundacji  w  trakcie  zajęć
plastycznych.

–  Bardzo…  oryginalna  –  pochwaliła  kobieta.  –  I  proszę  pamiętać:

przebrania nosimy do końca balu, do północy.

Nelle założyła maskę, wzięła głęboki oddech i za przyjaciółką  weszła

do sali.

Grayson  Monk  czekał  z  boku  sceny  za  kurtyną,  wsłuchując  się

w  odgłosy  tłumu.  Impreza  zapowiadała  się  znakomicie:  jedzenie
przygotowane  przez  najlepszych  szefów  kuchni,  wino  z  najsłynniejszych
winnic Kalifornii, tłum uśmiechniętych zrelaksowanych gości.

Ot, gala jak zwykle godna organizatora – miejscowego stowarzyszenia.

A jednak było nieco inaczej niż zazwyczaj. Grayson pomyślał przez chwilę
i doszedł do wniosku, że ta różnica to… jego osoba.

background image

Dotychczas  udział  w  podobnych  imprezach  traktował  jak  haracz  za

odniesienie sukcesu biznesowego w Dolinie Krzemowej. Wiadomo, trzeba
pokazać twarz i okazać nieco zainteresowania początkującym, spragnionym
kapitału  przedsiębiorcom,  którzy  wierzyli,  że  co  jak  co,  ale  prywatny
fundusz inwestycyjny Monk Partners na pewno nie da im zginąć. Grayson
założył tę firmę zaraz po ukończeniu studiów w Stanfordzie.

Ale dzisiejszy wieczór ma być inny.
–  Panie  i  panowie,  przed  wami  zdobywca  tytułu  Filantropa  Roku,

Grayson Monk!

Sala  zatrzęsła  się  od  braw  i  młody  mężczyzna  w  zestawie

słuchawkowym na głowie wprowadził Graysona na scenę.

Ten  uścisnął  dłonie  zgromadzonych  tam  notabli,  podziękował  za

zorganizowanie gali, po czym przemówił do publiczności.

–  Jak  zapewne  wielu  z  was  wie,  od  piętnastu  lat  kieruję  firmą  Monk

Partners – zaczął, po czym wymienił kilka bardziej znaczących firm, które
swój  sukces  zawdzięczały  jego  działalności.  –  Po  prostu  oddaję  dług
wdzięczności ziemi, z której się wywodzę – skromnie podsumował swoją
aktywność, po czym przełknął ślinę.

Dotąd  szło  mu  jak  po  maśle.  Ot  zwykła  mowa  trawa,  powtarzał  to

dziesiątki razy w trakcie rozmaitych wystąpień publicznych.

Ale teraz… musi powiedzieć coś jeszcze.
–  Jednak  wszystko,  co  dobre,  kiedyś  się  kończy.  Tak  więc  za  zgodą

organizatora naszego spotkania chciałbym państwu oznajmić, że odchodzę
z Monk Partners.

Halę wypełnił jęk zdziwienia i rozczarowania.
–  Ale  bez  obaw  –  ciągnął  mówca.  –  Zostawiam  firmę  w  dobrych

rękach.  Ster  przejmie  ode  mnie  Philip  Adebayo,  reszta  kierownictwa
pozostaje taka sama. Jedynie nazwa firmy może ulec zmianie.

background image

Kilka osób roześmiało się i Grayson poczuł się zrelaksowany. A więc

ma to już za sobą. Poszło lepiej, niż przypuszczał.

–  Nie  będę  was  dłużej  trzymał,  zabawa  czeka.  Jeśli  macie  jakieś

pytania, moje biuro od jutra rana jest gotowe na nie odpowiadać.

Z końca sali padło:
– A co pan będzie teraz robił?
Grayson osłonił oczy przed światłem, by zobaczyć, kto to powiedział.

Ale  pytający  i  tak  miał  przecież  na  twarzy  maskę,  pozostawał  więc
anonimowy.

–  Widzę,  że  ktoś  tu  nie  może  zaczekać  do  jutra  –  uśmiechnął  się

Grayson.  –  Nie  jest  chyba  tajemnicą,  że  mój  ojciec  ostatnio  poważnie
choruje. Odpowiem więc w sposób banalny: w najbliższym czasie chcę się
skupić na sprawach rodziny.

Spodziewał  się  pomruku  współczucia,  ale  zamiast  tego  doszły  go

strzępy całkiem konkretnej rozmowy toczonej przy najbliższym stoliku:

–  Akurat…  Wszyscy  tak  mówią…  Skupić  to  on  się  chce,  ale  na

przejęciu fotela kongresmena… tylko czy El Santo chce mieć w Kongresie
drugiego Monka? Zasługujemy na kogoś lepszego…

A potem zaczął narastać ogólny zgiełk.
Grayson zamrugał oczami. Tak wroga reakcja dziwiła go, tym bardziej

że przytoczone słowa wypowiedziane zostały młodym kobiecym głosem.

Nie tego oczekiwał.
Odchrząknął, by pokryć zmieszanie, i powiedział:
–  No  cóż,  będzie  mi  was  brakowało.  Może  z  wyjątkiem  Wikrama

i  Helen  –  wymienił  imiona  swoich  największych  rywali.  –  Ale  i  tak
doceniam  styl,  w  jakim  nieustannie  deptaliście  mi  po  piętach.  –  Sala
wybuchnęła  śmiechem  i  Grayson  ponownie  się  rozluźnił.  –  Firm  można

background image

założyć  wiele,  ale  ojca  ma  się  jednego.  Dziękuję  za  nagrodę  i  przede
wszystkim za przyjaźń oraz wsparcie.

Sala  zadrżała  od  oklasków  i  ogólnego  gwaru,  a  Grayson  pomachał

wszystkim i wrócił za kulisy.

Tam ze szklanką napełnioną whisky na dwa palce czekał na niego Luke

Dallas,  jeden  z  dwóch  przyjaciół,  których  firmę  Medevco  zajmującą  się
zastosowaniem  najnowszych  technologii  w  medycynie  Monk  wymienił
w przemówieniu.

– Gratulacje. – Luke podał Graysonowi drinka.
–  Z  powodu  nagrody?  To  przecież  zasługa  twojej  żony  –  odparł

Grayson. – To ona namówiła mnie na zeszłorocznej gali charytatywnej na
udzielenie tej dotacji.

–  Ja  też  się  cieszę,  że  dostałeś  tę  nagrodę.  –  Żona  Luke’a,  Danica,

pojawiła  się  u  jego  boku  i  spojrzała  na  męża  ze  znaczącym,  natychmiast
odwzajemnionym uśmiechem. – Ja już swoją nagrodę mam.

Byli  małżeństwem  od  prawie  roku,  ale  Grayson  wciąż  nie  mógł

nadziwić się łatwości, z jaką nieco gburowaty dawniej Luke okazuje żonie
uczucia.

Z  zazdrością  spojrzał  na  parę.  Podobne  dopasowanie  napotykał

dotychczas jedynie w kompletach klocków Lego. On też chciałby spotkać
swoją drugą połówkę, ale wątpił, czy ktoś taki w ogóle istnieje.

A  przelotne  miłostki  go  nie  interesowały.  Chociaż  stałej  partnerki  też

nie szukał, na pewno nie teraz.

Do  grupki  dołączył  Evan  Fletcher,  partner  Luke’a  z  Medevco.  Podał

szklankę  wody  Danice,  sam  pił  z  kieliszka  czerwone  wino.  Złożył
gratulacje Graysonowi, dodając:

– Stary, nie zazdroszczę ci. Twoje wystąpienie wywołało taki oddźwięk,

że  jak  tylko  wyjdziesz  zza  kulis,  nie  będziesz  mógł  się  opędzić  od

background image

ciekawskich. Zadepczą cię.

– Tak to się zaczyna – mruknął Grayson, wpatrując się w swoje puste

szkło.

–  Co  się  zaczyna?  Emerytura  w  wieku  trzydziestu  pięciu  lat?  Możesz

teraz  żyć  jak  w  raju,  przyjacielu.  Chyba  kupisz  jakąś  niewielką  wyspę
i  postawisz  na  niej  dom.  Nie  zapomnij  tylko  o  pokoju  gościnnym  dla
starych znajomych. Na przykład dla mnie.

– Ja nie przechodzę na emeryturę. – Grayson pokręcił głową. – Nie na

taką, o jakiej mówisz.

–  W  takim  razie  po  jaką  cholerę…  –  Evan  machnął  ręką,  w  której

trzymał kieliszek, i omal nie wylał całego wina.

– Masz zamiar to pić czy mi tym grozić? – zapytał Grayson.
Fletcher  spojrzał  na  kieliszek,  po  czym  odstawił  go  na  stojący  obok

stolik.

–  A  ja  chciałbym  usłyszeć  odpowiedź  na  pytanie  Evana  –  wtrącił  się

Luke. – Skoro nie emerytura, to co?

Im  można  powiedzieć.  Przecież  i  tak  nie  da  się  tego  długo  utrzymać

w tajemnicy.

– Okej, ale na razie tylko do waszej wiadomości – zaczął Grayson. –

Mój ojciec zamierza zrezygnować z zasiadania w Kongresie. Jak to zrobi,
zostaną ogłoszone wybory uzupełniające, do końca kadencji został jeszcze
ponad  rok.  Zamierzam  kandydować  –  dokończył  po  zaczerpnięciu
powietrza.

Danica westchnęła, a Luke uścisnął dłoń przyjaciela.
–  Gratulacje,  stary,  możesz  oczywiście  liczyć  na  nasze  poparcie  –

zapewnił. – Ale dlaczego dopiero teraz nam to mówisz?

–  Szczerze  mówiąc,  dziwię  się  waszemu  zaskoczeniu  –  odparł

Grayson. – Zawsze chciałem iść w ślady ojca.

background image

Nie  wspomniał  o  głosach,  które  rozległy  się,  gdy  ogłosił  odejście

z firmy.

–  Cześć,  cześć!  –  rozległo  się  gromkie  powitanie  i  na  zaplecze  sceny

wkroczyła  z  nieodłącznym  telefonem  w  dłoni  główna  organizatorka  gali,
Bitsy Christensen.

Za nią kilku muzyków taszczyło swoje instrumenty.
–  Przepraszam,  ale  musicie  ustąpić  miejsca  tym  ludziom  –  dodała.  –

Dlaczego jeszcze nie siedzicie za stołem? Żarcie jest fantastyczne.

– Jasne, już idziemy.
Grayson skierował się do wyjścia, dając znak swojemu towarzystwu, by

szło za nim. Evan schylił się po kieliszek i od tej chwili wszystko zaczęło
się rozgrywać jak w zwolnionym tempie. Wpatrzony w swój kieliszek Evan
zderzył się z nieodrywającą wzroku od wyświetlacza telefonu Bitsy. Stało
się to tuż przed Graysonem.

Smartfon i kieliszek wyleciały w powietrze.
Grayson  schylił  się,  by  pochwycić  spadający  telefon,  i  w  tym  samym

momencie  dostał  w  głowę  kieliszkiem.  Jego  śnieżnobiała  smokingowa
koszula  przybrała  nagle  barwę  różową,  a  on  sam  zaczął  roztaczać  wokół
siebie zapach kogoś, kto właśnie zażył kąpieli w beczce najlepszego wina
z Napa Valley.

Nie  było  mowy,  aby  w  takim  stanie  mógł  wejść  w  tłum

najznamienitszych  i  –  co  ważne  –  bardzo  zaciekawionych  jego
oświadczeniem  obywateli  rejonu  Zatoki  San  Francisco.  Bezskutecznie
wycierał  zalaną  koszulę  papierowym  obrusem,  choć  wino  zdążyło  już
zmoczyć mu skórę.

Zszokowana Bitsy powtarzała jedynie „o Boże”, ale kiedy szok minął,

wzięła od Graysona swój telefon i zadzwoniła do współpracowników.

background image

– Mamy jakieś zapasowe kostiumy na wypadek, gdyby ktoś zapomniał

się  przebrać  –  wyjaśniła  Graysonowi  i  jego  towarzyszom.  –  Jesteśmy
przygotowani na każdą okoliczność – pochwaliła się. – Zaraz przyniosą ci
kostium Pierrota – zapewniła Graysona po chwili rozmowy z kimś.

Pierrota?  Pajaca?  Super,  pomyślał.  Tak  właśnie  pragnął  pokazać  się

swojemu  przyszłemu  elektoratowi  –  jako  klaun  w  obszernych  białych
śpiochach.

Usunął się w kąt, by poczekać na dostarczenie mu stroju, i w myślach

powtarzał sobie cele na dzisiejszy wieczór: pozyskać sponsorów kampanii
wyborczej, uspokoić zdenerwowanych jego odejściem udziałowców Monk
Partners i… Po głowie krążyło mu zasłyszane „Ludzie z El Santo zasługują
na kogoś lepszego”.

Oczywiście w sali mogą znajdować się ludzie, którym z nim było nie po

drodze.  Na  przykład  właściciele  i  menedżerowie  firm,  których  prośby
o zastrzyk finansowy załatwił odmownie. Albo jego była dziewczyna, która
obraziła się na niego za skrócenie urlopu na Bali z tygodnia do pięciu dni,
bo akurat musiał pilnie dopiąć jakąś transakcję.

Ale  Grayson  był  ogólnie  lubianym  człowiekiem.  Urodzonym

przywódcą,  który  już  w  szkole  doprowadził  drużynę  pływacką  do  tytułu
mistrzowskiego,  i  w  liceum  założył  swoją  pierwszą  spółkę  inwestycji
kapitałowych, by mieć z czego finansować starty w zawodach. A obecnie
cieszył się sławą jednego z najlepszych inwestorów w Dolinie Krzemowej.

Zawsze  jednak  ciągnęło  go  do  służby  publicznej.  Ot,  rodzinna

tradycja  –  pradziadek  był  gubernatorem  Kalifornii,  dziadek  sędzią  sądu
stanowego.  Przejęcie  po  ojcu  fotela  w  Izbie  Reprezentantów  jest  chyba
logicznym zwieńczeniem historii takiego rodu.

Przyniesiono mu kostium, który okazał się jeszcze bardziej idiotyczny,

niż sobie wyobrażał. Już chciał to zapakować z powrotem do plastikowej

background image

torby  i  wystąpić  w  poplamionej  winem  koszuli,  gdy  nagle  zdał  sobie
sprawę, że może właśnie nadarza mu się ostatnia okazja, by się zabawić.

Potem czeka go kampania: tysiące ściskanych dłoni, setki całowanych

w główkę dzieci i dziesiątki oficjalnych wystąpień. Jego i tak mizerne życie
towarzyskie zniknie zupełnie. A gdy dostanie się do Kongresu, już w ogóle
nie będzie miał dla siebie czasu.

A  tak  przynajmniej,  przebrany  od  stóp  do  głów,  zaskoczy  swoich

potencjalnych wyborców. Częściowa anonimowość pozwoli mu na bardziej
bezpośrednie kontakty z ludźmi, spędzenie czasu z przyjaciółmi bez obawy,
że zostanie zadeptany.

Tak, to będzie ostatni wieczór względnej wolności.
I może uda mu się dowiedzieć, kto i dlaczego głośno wypowiedział coś,

do czego jemu trudno byłoby się przyznać przed samym sobą.

Siedzący  obok  Nelle  i  Yoselin  goście  oddali  się  plotkom,  gdy  tylko

Grayson  Monk  opuścił  podium.  Tylko  Nelle  milczała,  sącząc  wódkę
z sokiem żurawinowym i mając nadzieję, że zawarty w drinku lód sprawi,
że rumieńce na jej policzkach staną się mniej widoczne.

Oczywiście  tak  jak  wszyscy  obserwowała  życie  Graysona  Monka

w  mediach,  których  był  zresztą  ulubieńcem  od  momentu,  gdy  w  wieku
dwudziestu pięciu lat zarobił pierwszy miliard. Czyli od jakichś ośmiu lat.
Ale  w  rzeczywistości  był  wyższy,  lepiej  zbudowany,  miał  więcej  uroku
i bardziej wyraziste spojrzenie niż na zdjęciach.

Gdy  wydawało  jej  się,  że  się  do  niej  uśmiechnął,  zaczerwieniła  się.

Z bólem stwierdziła, że nie jest odporna na jego czar. A przecież wiedziała,
jaki jest naprawdę. Bierze wszystko, nie oglądając się na krzywdę innych.
Ma to po ojcu.

background image

Ale  teraz  nie  powinna  się  tym  przejmować,  a  skorzystać  z  okazji

i cieszyć się miłym wieczorem. Wie już, jak wygląda, wie, że jest ubrany
w smoking i nie nosi maseczki. Nie musi się więc obawiać, że przypadkiem
się na niego natknie.

– Sądzisz, że on naprawdę wystartuje? – spytała ją Yoselin.
– Kto?
– Grayson Monk. Do Kongresu.
– A bo ja wiem?
Nelle nagle zauważyła, że zaraz nie będzie już miała nic do picia i że

potrzebuje następnego drinka. A najchętniej dwóch.

– Ale ty pochodzisz z El Santo, prawda? – drążyła przyjaciółka. – On

przecież też.

– Tak, ale jest kilka lat starszy ode mnie – odparła Nelle, czując, jak jej

policzki przybierają żurawinową barwę. Pewnie od tego drinka. – Zresztą
nie obracaliśmy się w tych samych kręgach. A skoro już o startach mowa,
mówiłam ci, że mam zamiar w tym roku wystartować w maratonie?

Pani Allen pochyliła się w jej stronę.
– Czy ja dobrze usłyszałam? Dorastałaś tam gdzie Grayson Monk?
Nelle omal nie udławiła się kostką lodu.
– Tak, pochodzimy z tego samego miasta, ale…
– To znakomicie! – wykrzyknęła pani Allen, klaszcząc w dłonie. – Od

lat  staram  się  pozyskać  Monka  jako  kluczowego  sponsora.  Z  jego
wsparciem budowa naszego nowego ośrodka poszłaby jak po maśle. Teraz
rozumiem, dlaczego Yoselin nalegała, żeby cię zatrudnić.

Nelle  przygryzła  wargę  i  wbiła  wzrok  w  stół.  Pani  Allen  mówiła

prawdę  –  Yoselin  musiała  ostro  walczyć  o  zatrudnienie  Nelle.  Była  inna
kandydatka, z lepszą pozycją wśród miejscowej socjety.

background image

–  Nelle  była  świetną  kandydatką  także  z  innych  powodów  –

zaprotestowała Yoselin. – Po pierwsze, ona…

Widząc zbliżającego się ku nim wysokiego zamaskowanego mężczyznę

w sędziowskiej todze, Yoselin przerwała i krzyknęła:

– Jason! – Po czym wstała, by ucałować swojego chłopaka. – Co ty tu

robisz?  Mówiłeś,  że  nie  możesz  mi  towarzyszyć,  bo  musisz  się  uczyć  do
jutrzejszych zajęć – trajkotała.

–  Postanowiłem  wziąć  sobie  wolne  od  nauki  –  odparł  Jason

z uśmiechem. – Pożyczyłem togę od sędziego Durhama, a pani Allen dała
mi wejściówkę, więc mogłem zrobić ci niespodziankę.

Yoselin podziękowała szefowej.
–  Należało  ci  się,  ciężko  pracowałaś.  A  fakt,  że  Nelle  zna  Graysona

Monka, to dodatkowy punkt dla ciebie – odparła pani Allen. – To teraz wy
dwoje się bawcie, a ja i Nelle zajmiemy się naszym biznesem.

Muzycy zajęli miejsca na estradzie i zaczęli stroić instrumenty. Światła

przygasły  i  salę  spowił  poblask  fioletowych,  zielonych  i  niebieskich
reflektorów skierowanych na scenę.

–  Mogę  prosić?  –  Jason  wstał  i  podał  rękę  Yoselin.  Zdążył  jeszcze

przypomnieć  Nelle,  że  w  niedzielę,  gdy  skończy  się  targ  farmerski,  idą
razem na brunch.

– Mam to w kalendarzu – zapewniła go dziewczyna.
Patrzyła,  jak  para  oddala  się  w  kierunku  parkietu.  Są  tacy…  są

jednością. Wdzięczna im była, że czasem zapraszali ją na wspólne wyjścia,
nie czuła się przy nich jak piąte koło u wozu, ale jednak…

Fajnie byłoby mieć kogoś dla siebie, iść z nim pod rękę, tańczyć i śmiać

się z jego żartów.

Tak,  ale  najpierw  trzeba  doprowadzić  do  szczęśliwego  końca  projekt

„Nowa Nelle”. Stanąć wreszcie na własnych nogach, odbudować reputację,

background image

karierę  zawodową  i  wiarę  w  siebie.  A  potem  dopiero  pomyśleć  o  drugiej
połówce.

Pochwyciła spojrzenie pani Allen, którą zapewniła:
–  Ja  tu  się  czuję  na  posterunku,  więc  proszę  się  nie  krępować

i powiedzieć mi, co mam robić.

Pani Allen rozejrzała się dyskretnie.
– Oj, tam za sceną stoi Bitsy. Muszę z nią pomówić w cztery oczy. Ty

w tym czasie możesz spróbować z kimś pogadać. Ja niedługo wrócę.

Inni  goście  przy  ich  stole  także  zaczęli  się  rozchodzić,  a  to  do

szwedzkich  bufetów,  a  to  do  baru.  Nelle  pomyślała,  że  łatwiej  będzie
nawiązać kontakt z osobą, która ma ręce zajęte tylko kieliszkiem niż z taką,
która trzyma talerz i widelec. Udała się więc do najbliższego baru.

Zamówiła  sok  żurawinowy  z  wodą  sodową,  alkoholu  póki  co  miała

dosyć.

Rozglądała się za szefową, by nie spóźnić się na moment, gdy ta wróci

do stołu, ale w tłumie smokingów i różnokolorowych kostiumów nie mogła
jej  dojrzeć.  Nagle  ktoś  trącił  ją  łokciem  i  szklanka  z  jej  sokiem  się
zachwiała.

Już chciała ostrzec faceta w białym przebraniu, że zaraz może oblać go

sokiem,  ale  ten  wykazał  się  refleksem  i  złapał  szklankę,  zanim  ta  się
przewróciła. Nie została uroniona ani jedna kropla.

–  To  pani  drink?  –  zapytał  przebieraniec,  uśmiechając  się  na  widok

szeroko otwartych z przerażenia oczu Nelle.

Był  wysoki  i  nawet  luźny  kostium  weneckiego  pajaca  nie  mógł

zamaskować jego szerokich ramion. Zazwyczaj wystrzegała się bezbłędnie
zbudowanych  i  wytrenowanych  chłopaków,  ale  ten  tu  miał  takie  wesołe
iskierki w widocznych zza maski ciemnych oczach, że przestała się mieć na
baczności.

background image

– Tak, nie ukrywam – odrzekła z uśmiechem.  – Mistrzowski  chwyt –

pochwaliła.

– Przynajmniej raz mi się udało – powiedział, podając jej szklankę. Ich

palce  się  zetknęły  i  Nelle  poczuła  się,  jakby  przeszedł  ją  prąd.  –  To  nie
pierwszy drink, którym miano mnie oblać dziś wieczorem.

Jeszcze pół roku temu Nelle uśmiechnęłaby się uprzejmie i odeszła, ale

czyż pani Allen nie poleciła jej, by nawiązywała kontakty? Dawna Janelle
nie  wdałaby  się  w  żaden  flirt,  ale  nowa  Nelle?  Jeszcze  z  wódą  wciąż
krążącą w jej żyłach? Czemu nie?

–  Zaintrygowałeś  mnie  –  powiedziała.  –  Jeśli  o  mnie  chodzi,  to  był

czysty  przypadek.  Ale  komu  tak  się  naraziłeś,  że  chciał  coś  na  ciebie
wylać?

– Usiłowałem uratować telefon, który znalazł się w niebezpieczeństwie.
– I ten niegrzeczny telefon w zamian czymś cię oblał? Ma taką apkę?

Toż to hit wieczoru!

Nieznajomy zaniósł się śmiechem. Nelle też nie potrafiła powstrzymać

uśmiechu. Spojrzał na nią z uznaniem.

–  Miałem  dziś  pomysł  na  wynalazek:  beczka  whisky  bez  dna.  Ale

telefoniczna  apka,  które  oblewa  intruzów  czerwonym  winem,  przebija  go
kreatywnością. Tego nam brakuje.

– Dlaczego ograniczać się do świata alkoholi. A pomidory?
– Jak to?
– No na przykład oglądasz jakiś kiepski występ. Apka, która wirtualnie

obrzuca  scenę  pomidorami,  najlepiej  zgniłymi,  byłaby  jak  znalazł.  A  co
z tortami weselnymi?

– Tortami?
– Na każdym weselu ktoś zostaje upaprany tortem. Robisz to więc za

pomocą apki i… co za oszczędność na praniu chemicznym!

background image

Pierrot wyszczerzył zęby w bardzo powabnym uśmiechu.
– Musiałaś bywać na jakichś szczególnie pechowych weselach. A może

to wydarzyło się na twoim własnym?

–  Jak  dotąd  nie  i  mam  nadzieję,  że  się  nie  wydarzy.  To  nie  w  moim

stylu.  Mam  na  myśli  smarowanie  tortem,  a  nie  wesele  jako  takie  –
uściśliła. – Bo co do wesela, to… hm… – Poczuła, że płoną jej policzki,
więc  zmieniła  temat.  –  Czym  tu  jeszcze  można  kogoś  oblać?  Koktajlem
mlecznym? No wiesz, takim gęstym, kremowym, w którym łyżka staje.

Urwała, bo nagle zorientowała się, że przysunęła się do rozmówcy tak

blisko, że cekiny z jej sukni niemal zaczepiały o płótno jego kostiumu.

– Mów dalej – zachęcał. – Co się potem robi z taką łyżką?
–  Łyżka…  –  Nelle  z  trudem  przełknęła  ślinę.  Spojrzała  na  jego  usta

i  podbródek,  jedyne  odsłonięte  części  twarzy.  Podbródek  był  starannie
ogolony, usta ani nie za szerokie, ani nie za wąskie, w sam raz.

– No więc łyżka… – zaczęła się plątać.
– O, tu jesteś! – usłyszała za plecami głos pani Allen. – Czekałam na

ciebie przy naszym stole.

Przestraszona  Nelle  zachwiała  się  i  bezwiednie  oparła  o  pierś

rozmówcy, który przytrzymał jej nagie ramię.

–  Możemy  porozmawiać?  –  nalegała  szefowa.  –  Chyba  że  coś  ci

przerwałam.

– Ależ skąd, już idę – odparła Nelle.
Dopiero dostała umowę o pracę, nie może teraz wszystkiego schrzanić.
Jednak gdy już szła za panią Allen na drugi koniec sali, dotarło do niej,

że nie pożegnała się z człowiekiem o perfekcyjnych ustach. No i nie wzięła
swojego soku.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Grayson patrzył w ślad za kobietą, aż zniknęła w tłumie. Zaintrygowała

go  jej  twarz,  przynajmniej  ta  jej  część,  którą  widać  było  zza  starannie
ozdobionej  maski  syrenki.  Pełne  usta,  wyraźnie  zarysowany  podbródek,
lśniące niebieskie oczy. Patrząc w nie, mógłby przysiąc, że ona też była nim
zaciekawiona.

Takich  przypadkowych  spotkań  miał  w  życiu  na  pęczki,  był  już  nimi

znudzony.  Nie  musiał  wyrywać  kobiet  przy  barze,  nawet  jeśli  to  był
darmowy  bar  na  gali  dobroczynnej.  Ale  potrafił  odróżnić  podszyte
wyłącznie pożądaniem zainteresowanie kobietą od takiego, które angażuje
jego mózg i uczucia.

– Kto to był? – zapytał Evan, któremu właśnie udało się przecisnąć do

baru  tuż  obok  Graysona.  –  Niech  zgadnę:  któraś  z  twoich  byłych,  która
rozpoznała cię mimo przebrania.

– Bardzo śmieszne. Ale nie. Rozumiem, że ty też jej nie rozpoznałeś.
– Ja mam kłopot z zapamiętywaniem nawet niezakrytych twarzy, a co

dopiero…  –  Evan  wzruszył  ramionami.  –  Nic  ci  się  nie  stało?  Tak  mi
przykro…

–  Wybaczyłem  ci  już  godzinę  temu  –  odparł  Grayson,  unosząc  dłoń

i bezskutecznie rozglądając się w poszukiwaniu tajemniczej nieznajomej.

Jak to możliwe, że zniknęła tak szybko?
–  Nie  chodziło  mi  o  wylane  na  ciebie  wino  –  powiedział  Evan  –  ale

o to, że olała cię taka atrakcyjna kobieta.

background image

– Skąd wiesz, że była ładna? – Grayson przyjrzał się przyjacielowi. –

Widziałeś ją bez maski? Kiedy? Gdzie?

–  W  życiu  jej  nie  spotkałem  –  odparł  Evan,  unosząc  kieliszek.  –  Ale

tobie  się  podoba.  Nigdy  nie  widziałem,  żebyś  był  kimś  aż  tak
zainteresowany. Idź za nią.

– Olała nie tylko mnie. Zostawiła nawet swój drink.
– To go bierz i jej zanieś. Wyjdziesz na bohatera.
Grayson  podniósł  się  ze  stołka.  Powinien  teraz  porozmawiać

z przyjaciółmi, z partnerami biznesowymi, rozbroić tę bombę, którą chwilę
temu  zdetonował.  Ale  w  końcu  od  czego  są  mejle  i  telefony?
W poniedziałek też będą działać.

Spojrzał na nacierający na bar tłum.
Evan ma rację. Prawdziwy dżentelmen zaniósłby kobiecie drinka. Wziął

do ręki porzuconą szklankę, pokiwał przyjacielowi na pożegnanie i zaczął
się przedzierać przez tłum najznamienitszych mieszkańców rejonu Zatoki.

Pokręcił się po zatłoczonym parkiecie, potem przeszedł się po sali. Nikt

go  nie  zaczepiał,  nie  starał  się  namolnie  zainteresować  swoimi
biznesowymi pomysłami. Grayson Monk po raz pierwszy w życiu docenił
zalety anonimowości.

Zrobił kilka rundek, lód w szklance rozpuścił się prawie całkowicie.
Spojrzał  na  zegarek,  dochodziła  jedenasta.  Może  piękna  nieznajoma

opuściła już przyjęcie? Ta myśl przyprawiła go o piekący ból w żołądku,
nie spowodowany wcale spożyciem pewnej ilości whisky.

A  może  tylko  mu  się  wydawało,  że  gdy  spojrzeli  sobie  w  oczy,  coś

między nimi zaiskrzyło?

Wracał  już  w  pobliże  tanecznego  kręgu,  gdzie  miał  zamiar  zacząć

urabiać  grupę  przybyłych  z  Nowego  Jorku  inwestorów,  gdy  nagle  dojrzał
zielono-srebrny błysk.

background image

Jego syrenka.
Stała  po  drugiej  stronie  parkietu,  zwrócona  do  niego  bokiem.  Zaczął

dostrzegać  szczegóły,  które  umknęły  mu  w  czasie  pierwszego  spotkania:
figura klepsydry z bardzo szczupłą talią, urocze krągłości, luźno splecione
w warkocz długie kasztanowe włosy, przewiązane srebrzysto-turkusowymi
wstążkami. Czoło wieńczył diadem z pereł i muszelek.

Spojrzała  na  niego,  a  Grayson  nie  odwrócił  wzroku.  Niech  wie,  że

podziwiał jej urodę. A więc nie, to nie były jego wyobrażenia. Naprawdę
coś między nimi jest, czuł to całym sobą. I ona zapewne też. Poznał to po
tym, jak położyła sobie prawą dłoń na szyi.

Tancerze przestali istnieć, podobnie jak cały Ferry Building. Na całym

świecie pozostali tylko on i ona.

Uśmiechnął  się  i  uniósł  jej  szklankę,  potrząsając  nią  lekko.

Odwzajemniła  uśmiech,  ale  jednocześnie  pokręciła  głową.  Stojąca  obok
niej  posągowa  kobieta  w  przebraniu  feniksa  też  na  niego  spojrzała,
uśmiechnęła się, po czym powiedziała coś do syrenki, wymachując rękami,
jakby chciała kogoś przegonić.

I syrenka zaczęła iść w jego kierunku.
Wyglądało to tak, jakby tłum się przed nią rozstępował. On także ruszył

w  jej  kierunku.  Spotkali  się  na  środku  parkietu,  gdzie  światła
z  ciemnopurpurowych  zmieniły  się  na  bladoniebieskie,  a  ostrego  rocka
zastąpił  jakiś  jazzowy  standard.  Perły,  jakimi  wyszywana  była  jej  suknia,
błyszczały. Kobieta wyglądała jak prawdziwa bogini morskich głębin.

– Zapomniałaś – powiedział, podając jej szklankę.
– Och, dzięki.
Wzięła  od  niego  napój,  ale  nie  zaczęła  pić.  Gapili  się  na  siebie,  aż

solista  zaczął  śpiewać  coś  o  „porwaniu  kogoś  na  księżyc  i  igraniu  z  nim
między gwiazdami”.

background image

To  najwyraźniej  rozwiązało  jej  język,  bo  rzuciła  jakiś  żarcik

o trzykrotnym oblewaniu kogoś drinkiem, po czym głośno się roześmiała.

Pokręcił głową. Nie rozumiał tego żartu, tak jak nie mógł pojąć, jak to

było możliwe, że w ogóle ją odnalazł.

W milczeniu cieszył się energią wynikającą z połączenia ich spojrzeń.
Nelle nieco nerwowo i niezręcznie usiłowała wytłumaczyć mu dowcip,

zapewniając jednocześnie, że nie zamierza wylewać na niego drinka, który
jej przyniósł.

–  Ojej,  zobacz,  lód  się  całkiem  stopił.  Niosłeś  to  cały  czas  w  ręce?  –

zapytała w końcu.

–  Chyba  widziałaś  tę  kolejkę  do  baru.  Żal  było  zostawić.  –  Grayson

nonszalancko wzruszył ramionami.

– Przecież tu jest więcej barów, prawda? – Kokieteryjnie przekrzywiła

głowę,  przez  co  luźny  warkocz  zsunął  się  na  lewe  ramie,  a  jedna  ze
srebrzystych wstążek spoczęła na jej dekolcie.

Grayson  jeszcze  nigdy  nie  zazdrościł  tak  bardzo  cienkiemu  paskowi

tkaniny.

Dopiero  teraz  ze  zdziwieniem  zauważył,  że  hala  pełna  jest  bufetów

z jedzeniem i barów z napojami.

–  Hm,  ale  przynajmniej  tym  ugasisz  pragnienie  błyskawicznie  –

powiedział, wskazując na przyniesioną przez siebie szklankę.

Uśmiechnęła  się,  a  na  jej  lewym  policzku  ukazał  się  rozkoszny

dołeczek.

– Jeszcze raz ci dziękuję – powiedziała, po czym zaczęła iść w stronę

stołu, przy którym zostawiła swoich znajomych.

– Zatańcz ze mną – poprosił bez zastanowienia.

background image

–  Z  drinkiem  w  ręce?  –  zdziwiła  się.  –  Widzę,  że  naprawdę  lubisz

niebezpieczne sytuacje z udziałem różnych napojów.

– Ten problem da się rozwiązać – powiedział, biorąc od niej szklankę

i stawiając ją na tacy przechodzącego kelnera.

– Hej! Dopiero co mi go przyniosłeś! – zaprotestowała. – A poza tym

jest jeszcze jeden problem: nie wyraziłam zgody na taniec.

– Proszę cię, zatańcz ze mną – powtórzył Grayson.
Spojrzała na niego i przygryzła dolną wargę.
– A twoja partnerka nie będzie miała nic przeciwko temu? – zapytała.
– Nie mam partnerki. Ani tu, ani nigdzie. A ty? Ktoś na ciebie czeka?
Powiedz, że nie, pomyślał błagalnie.
W  jej  spojrzeniu  pojawił  się  nagły  błysk,  po  czym  pokręciła  głową

i podała mu dłoń.

Orkiestra  zaczęła  grać  powolną  melodyjną  balladę.  Nelle  płynęła  po

parkiecie, lekko dotykając jego ramion. On obejmował ją w talii delikatnie,
by  nie  naruszyć  misternych  zdobień  sukni.  Ich  ruchy  były  perfekcyjnie
zgrane.

Spojrzeli  sobie  w  oczy  i  Grayson  poczuł  w  brzuchu  coś  w  rodzaju

trzepotania. Dotychczas nie wierzył, że coś takiego jest w ogóle możliwe.

Nie  był  romantykiem.  Miłość  od  pierwszego  wejrzenia?  Coś  takiego

można śmiało włożyć między bajki.

A jednak gdy melodia się skończyła, nie chciał jej wypuścić z objęć.
– Dziękuję – powtórzyła dwukrotnie.
Zdjęła ręce z jego ramion, ale nie odsunęła się nawet o krok.
–  Nie  ma  za  co  –  odparł  i  dalej  stali  nieruchomo,  mimo  iż  reszta

tancerzy utworzyła już korowód i zaczęła hasać w rytm muzyki country. –
Może jesteś głodna albo spragniona?

background image

– W jakim sensie? – zapytała rozbawiona.
– Może masz ochotę coś zjeść? – uściślił.
Rozejrzała się po spustoszonych szwedzkich stołach.
– Chętnie, ale chyba już nic nie ma.
– Coś wymyślimy. Masz jakieś zastrzeżenia dietetyczne?
Zaprzeczyła,  a  w  brzuchu  zaburczało  jej  tak  głośno,  że  oboje

wybuchnęli śmiechem.

Pozwoliła mu wyprowadzić się z budynku. Co ona wyprawia? Przecież

na pewno już wytrzeźwiała. Może ktoś rzucił na nią urok? W końcu wokół
jest tylu ludzi w przebraniach czarodziejek, czarownic i magów.

Fakt, Ferry Building to czarowne miejsce. Nawet pani Allen – pewnie

pod  wpływem  nadprzyrodzonych  mocy  –  zwolniła  ją  z  obowiązków
służbowych, gdy zobaczyła, że na parkiecie czeka na nią facet ze szklanką
w dłoni.

No i jest to towarzysz jak z pięknego snu.
Czy to rozsądne dać się wyprowadzić z przyjęcia mężczyźnie, którego

nie zna się nawet z imienia i nie zawiadomić o tym ani Yoselin, ani pani
Allen?

Dawna ona na pewno by się na to nie zgodziła.
Ale  tej  dawnej  nikt  nie  wodził  po  parkiecie,  jakby  była  drogocennym

skarbem,  który  trzeba  traktować  z  najwyższym  szacunkiem.  Silny  dotyk
nieznajomego  dawał  poczucie  bezpieczeństwa.  Z  przyjemnością  więc
wzięła go teraz pod rękę.

– Daleko idziemy? – zapytała. – Bo jeśli tak, to muszę zmienić buty.
Otworzyła torbę i pokazała mu parę wygodnych bamboszy. Roześmiał

się.

– Nie. Zatrzymamy się tu – odparł, wskazując ławkę.

background image

Zdziwiona  uniosła  brwi,  a  już  po  chwili  podbiegł  do  nich  młody

człowiek, podając Graysonowi brązową papierową torbę.

– To mi wygląda na jakąś nielegalną transakcję – zauważyła Nelle.
–  Burritos  są  zakazane  tylko  dla  osób  na  diecie.  –  Uśmiechnął  się,

wręczając jej zawiniątko w folii aluminiowej.

Dla siebie wyjął taki sam pakunek, po czym sięgnął ręką do twarzy, by

zdjąć maskę.

Nelle powstrzymała go ruchem ręki.
– Nie wolno. Dopiero o północy – ostrzegła go.
– Aha, więc ty jesteś zwolenniczką przestrzegania reguł. – Uśmiechnął

się.

Już chciała to potwierdzić, ale przypomniała sobie, że taka porządna to

była jako Janelle. Wierzyła, że jeśli będzie postępować słusznie i zawsze iść
wyznaczoną ścieżką, świat jej się jakoś odwdzięczy. Niestety, cholernie się
myliła.

–  Może  jakoś  wytrzymamy  te  magiczne  ograniczenia  –  powiedziała,

patrząc  na  rozjarzony  światłami  zegar  na  wieży  Ferry  Building.  –  To
w końcu jeszcze tylko pięćdziesiąt minut.

– Pięćdziesiąt długich minut – sprostował.
– Nie wytrzymasz? – spytała, rozpakowując burrito.
– Właściwie masz rację. Odroczona przyjemność smakuje lepiej.
–  Zgadza  się.  Czasem  warto  zaczekać  –  odparła,  delektując  się

aromatem pieczonej wieprzowiny i czosnku.

Zadrżała.
– Zimno ci – stwierdził, rozglądając się za jakimś bardziej zacisznym

miejscem.

background image

– Może dlatego, że siedzę tu samotnie – odparła, wskazując mu wolne

miejsce obok siebie.

Uśmiechnął  się  i  usiadł.  Robiąc  mu  miejsce,  odsunęła  nieco  fałdy

swojej  długiej  spódnicy,  zauważając  przy  okazji,  że  jego  mocne  uda
wypełniają niemal bez reszty luźne w końcu spodnie kostiumu pajaca. Żeby
nie zastanawiać się nad umięśnieniem reszty jego ciała, skoncentrowałą się
na jedzeniu. Boski smak pieczonego mięsa i dobrze naczosnkowanego ryżu
pochłonął ją, ale nie na tyle, by nie czuła ciepła jego ciała.

Jedli  w  milczeniu,  od  czasu  do  czasu  jedynie  wymieniając  uwagi  na

temat przechodniów.

Mieli  bardzo  podobne  poczucie  humoru,  często  wybuchali  śmiechem.

Muzycznym  tłem  ich  niespodziewanej  randki  stał  się  po  chwili  dźwięk
przenośnego pianina, na którym pośrodku placu grał młody człowiek. Stał
przed nim kapelusz na datki.

–  Faktycznie,  jeszcze  tylko  Chopina  nam  tu  brakowało  –  powiedział,

a ona się roześmiała.

Co za cudowny wieczór!
–  Tak,  to  wszystko  jest  do  bólu  idealne  –  odparła,  przełykając  ostatni

kęs.  –  Ale  podoba  mi  się.  No  i  jedzenie  pyszne,  serwis  bez  zarzutu  –
dodała, wycierając palce w dostarczoną w pakiecie papierową serwetkę.

–  To  moje  ulubione  żarcie  w  tym  mieście.  Próbowałem  wszędzie,  ale

zawsze wracam do tego food trucka. O, tu coś masz – powiedział Grayson,
pokazując miejsce na swoim policzku.

– Teraz lepiej?
– Nie. Mogę?
Ujął  jej  głowę  w  dłonie  i  kilkakrotnie  przesunął  serwetką  po

wskazanym  miejscu.  Serce  Nelle  biło  w  tym  czasie  tak  mocno,  jakby

background image

chciało  wyskoczyć  z  piersi.  Towarzyszyły  temu  narastające  dźwięki
fortepianowej muzyki.

– Już – powiedział.
Światło latarni tworzyło wokół jego głowy rodzaj aureoli. Piwne oczy

błyszczały, gdy się w nią wpatrywał.

Pragnął jej. Wiedziała, bo czuła to samo.
– Nie robię takich rzeczy – mruknął.
– Jakich?
– Nie całuję przygodnie poznanych kobiet.
– A teraz? Przecież nikogo nie całujesz.
– Ale mogę. Wystarczy, żeby ona się zgodziła. Mogę?
W odpowiedzi przysunęła się do niego i przywarła ustami do jego warg.
To  niemądre,  ostrzegała  ją  ta  część  mózgu,  która  akurat  nie  była

pochłonięta  pocałunkiem.  Przecież  oboje  są  zamaskowani,  a  ona  nie  zna
nawet jego imienia. To może być seryjny zabójca. To może być…

Ale ten słaby głosik ostrzegawczy zamilkł, gdy tyko Grayson przytulił

ją do siebie. Rozchyliła wargi i pozwoliła mu penetrować językiem wnętrze
ust.  Odwzajemniła  się  tym  samym.  To  był  porządny  pocałunek.  Żadnych
udziwnień,  żadnej  nonszalancji,  ale  też  zero  banału.  Mistrzostwo  świata
w całowaniu. Nie chciała przerywać tak cennego doświadczenia.

Zarzuciła mu ręce na szyję i przyciągnęła mocniej do siebie. Zupełnie

jakby nie miała zamiaru go puścić.

On jednak odsunął się delikatnie i wyszeptał:
– Wstanę już.
Nie  zdążyła  zaprotestować,  gdy  podniósł  się  z  ławki,  pociągnął  ją  za

sobą,  po  czym  usiadł  i  posadził  ją  sobie  na  kolanach.  Cieniutkie  tiule
i  tkanina,  z  której  uszyty  był  jego  kostium,  nie  stanowiły  dostatecznej

background image

bariery  między  ich  ciałami.  Jego  uda  były  naprawdę  takie  twarde
i muskularne, na jakie wyglądały. I ciepłe. Bardzo ciepłe.

Chciałoby  się  skryć  w  tym  cieple  wytwarzanym  przez  ich

roznamiętnione ciała.

Przycisnęła piersi do jego torsu. Już zapomniała, jak wspaniałą rzeczą

może być pocałunek. A może po prostu nigdy tego nie wiedziała?

Zegar na wieży Ferry Building wybijał właśnie północ.
– Maskarada skończona – wyszeptała Nelle, z trudem odrywając usta od

jego warg.

Dziki wzrok Pierrota stopniowo wracał do normy.
– Ach tak – powiedział.
–  A  to  znaczy,  że…  –  Przesunęła  palcami  po  jego  kościach

policzkowych, dotykając maski.

Wstrzymał oddech i uśmiechnął się.
– Też tak myślę.
Rozsupłał  srebrne  wstążeczki  podtrzymujące  jej  maskę.  Ona  zaś

najpierw  zdjęła  mu  spiczastą  czapkę,  a  potem  ściągnęła  to,  co  zasłaniało
twarz. I zamarła.

Nie  mogła  się  poruszyć,  nie  mogła  oddychać.  W  głowie  brzęczała  jej

tylko jedna myśl: Całowała się z Graysonem Monkiem.

Gdy jej maska spadła na ziemię, Graysona dosłownie zatkało. Jaka ona

jest piękna!

Domyślał  się  tego,  zanim  zdjął  jej  maseczkę.  Była  zabawna  i  pełna

wdzięku, czas szybko mijał mu w jej towarzystwie. Nie przeszkadzały mu
nawet dłuższe chwile milczenia, przyjmował je jako coś naturalnego. Jakby
znali  się  od  dawna.  Już  jej  inteligentne  poczucie  humoru  było  czymś
pięknym. A całowała tak, że zapominało się o bożym świecie.

background image

Ale  gdy  maska  opadła,  miał  już  pewność,  że  jego  morska  bogini  jest

piękną  kobietą.  Lekko  orli  nos,  wysokie  kości  policzkowe  i  oczy  koloru
Pacyfiku o poranku. Iście królewska uroda.

Ale co to? Ona patrzy na niego z niechęcią, jakby była w szoku…
Szybko zeszła mu z kolan, omal nie upadając na przy tym na ziemię.
– Dobrze się czujesz? – zapytał, czując mróz w kręgosłupie. – Zrobiłem

coś nie tak? No to przepraszam.

– Ty jesteś Grayson Monk – wyjąkała. – Ja… muszę już iść.
Zebrała dłońmi szerokie fałdy tiulowej spódnicy i zaczęła się oddalać.
Co  się  stało?  Jeszcze  przed  chwilą  przeżywał  jeden

z  najprzyjemniejszych  momentów  w  życiu,  a  teraz  kobieta  uciekała  od
niego w popłochu.

Złapał za koniec jednej z szarf.
– Puść – syknęła, odwracając się.
– Nie odchodź w ten sposób. Porozmawiajmy.
– Nie mamy o czym.
– Nic nie rozumiem, wytłumacz mi.
Przecież musiała czuć, że coś ich łączy. Tak namiętne pocałunki zaraz

po poznaniu się to prawdziwa rzadkość.

– Zrobiłem ci coś złego? Powiedz co, to cię przeproszę. I więcej tego

nie zrobię.

Pokręciła głową, wpatrując się w trzymaną w ręce szarfę, którą udało jej

się mu odebrać.

–  Nie.  To  ja  popełniłam  błąd.  Ale  zapewniam  cię,  że  to  się  nie

powtórzy – powiedziała.

Patrzył na nią, na przemian otwierając i zamykając usta.

background image

– Czy my się znamy? – zapytał w końcu, choć przecież wiedział, jaka

będzie odpowiedź.

On jej nie kojarzył, a przecież kogoś takiego się nie zapomina.
Znów  pokręciła  głową.  W  kącikach  jej  oczu  pojawiła  się  odrobina

wilgoci.

– Nie – powiedziała, spuściła wzrok i – nie czekając na jego reakcję –

dosłownie zwiała. Nie da się tego inaczej określić.

W  przekrzywionym  diademie  na  głowie  biegła  w  stronę  głównego

wejścia do Ferry Building.

Już  chciał  za  nią  podążyć,  kiedy  koło  stopy  zauważył  na  ziemi  coś

jasnego i lśniącego.

Maseczka. Musiała się zsunąć, kiedy ją rozwiązał. Podniósł ją.
– Zaczekaj! – krzyknął. – Zostawiłaś to.
Maska  była  jedyna  w  swoim  rodzaju.  Szkoda,  żeby  w  strzępach

wylądowała na jednym z licznych chodników San Francisco.

Ale uciekinierka albo go nie słyszała, albo nie chciała słyszeć. Biegła

między  ludźmi  coraz  liczniej  wypełniającymi  plac,  znacząc  swą  drogę
turkusowo-srebrnym blaskiem.

Ruszył za nią, ale drogę zajechał mu tramwaj. A potem jej już nie było

widać.

Została  mu  po  niej  tylko  gorączkowo  ściskana  w  ręce  karnawałowa

maseczka.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Zaparkował  swoją  teslę  przed  przysadzistym  budynkiem  z  pruskiego

muru,  otoczonym  sosnami  i  gęstymi  zaroślami.  Postronny  obserwator
z  pewnością  pomyślałby,  że  to  siedziba  agencji  ubezpieczeniowej  albo
przychodni dentystycznej.

Na pewno nie domyśliłby się, że tu codziennie przez ręce pracowników

przechodzą kwoty równe rocznemu PKB kilku niewielkich państw.

Jego  nazwisko  nadal  widniało  na  niewielkiej  tabliczce  przy  drzwiach.

Grayson uśmiechnął się, przywitał recepcjonistę i przeszedł przez bramkę.

Ale  uśmiech  znikł  mu  z  twarzy,  gdy  zobaczył,  kto  na  niego  czeka.

Finley.

Starsza  siostra  łagodnym  szeptem  rozmawiała  przez  jeden  telefon,

przeglądając jednocześnie na drugim media społecznościowe.

Na widok brata odłożyła oba telefony.
– Musimy pogadać – oznajmiła.
–  Mieliśmy  porozmawiać  w  przyszłym  tygodniu  –  odparł  Grayson,

mijając ją.

Doszedł do końca korytarza, otworzył drzwi swojego gabinetu i wpuścił

do niego siostrę. Zapalił światła i włączył laptop.

Finley  usadowiła  się  na  skórzanej  kanapie  pod  ścianą.  Rozpostarła

ramiona  na  oparciu,  założyła  nogę  na  nogę,  demonstrując  najmodniejsze
włoskie czółenka.

background image

Jej  elegancki  szary  garnitur,  bez  wątpienia  szyty  ręcznie  przez

ulubionego  krawca  z  Hongkongu,  pozostawał  w  jaskrawym  kontraście
z  informatycznym  mundurkiem  brata:  granatowymi  dżinsami,  koszulą
z bawełnianego płótna i butami do biegania.

Byli przyrodnim rodzeństwem: ich matka rozwiodła się z ojcem Finley

po  trwającym  zaledwie  trzy  miesiące  małżeństwie,  gdy  mała  miała  rok.
Graysona z siostrą łączyło niewiele poza osobą matki i brązowymi oczami.
Nosiła  nazwisko  Smythe,  bo  Barrett  Monk  nigdy  oficjalnie  jej  nie
adoptował. Kariera polityczna nie pozwalała mu – jak twierdził – zajmować
się takimi głupstwami.

Grayson  też  uważał,  że  to  nie  ma  znaczenia.  Finley  traktował  jak

siostrę, co nie znaczy, że zawsze chętnie ją widywał.

–  Czeka  mnie  ciężki  dzień  –  powiedział.  –  Mam  zacząć  przekazywać

firmę zespołowi. Czego chcesz?

– Słyszałam, że świetnie się bawiłeś na balu dobroczynnym – odparła

Finley, strzepując ze spodni niewidzialny pyłek.

Grayson przełknął przekleństwo. Musi jednak zachowywać się tak, by

niepotrzebnie nie wzbudzać u siostry podejrzeń. Finley jest specjalistką od
wyciągania i wykorzystywania rozmaitych brudów.

– Ogłosiłem to, co uprzednio zostało ustalone, i tyle.
–  To,  co  wyprawiałeś  na  placu  przed  budynkiem,  nazywasz

ogłaszaniem? – prychnęła Finley.

No  jasne,  on  też  czytał  tekst  w  internetowym  „Tygodniku  Doliny

Krzemowej”.  Chyba  wszyscy  go  czytali,  sądząc  po  wiadomościach
bombardujących jego telefon.

–  Jeśli  przyszłaś  tu  poplotkować,  to  przepraszam,  ale  nie  mam  na  to

czasu.

background image

– Mam kierować twoją kampanią wyborczą, muszę więc zajmować się

także plotkami. Kim ona jest?

– Gościem gali – odparł Grayson, krzywiąc się z bólu na wspomnienie

tego, jak jego morska boginka odeszła, nie oglądając się za siebie.

– A więc jasne jest, że jej nie znasz. I pozwoliłeś, żeby przyłapano cię

z nią w miejscu publicznym.

Finley pokazała bratu ekran swojego telefonu.
Na jednym zdjęciu oboje z Nelle mieli jeszcze maski na twarzach, ona

trzymała w dłoniach jego głowę, a on pieścił jej udo. Byli całkowicie sobą
pochłonięci.  Na  ten  widok  zaparło  mu  dech  w  piersiach,  choć  oglądał  to
zdjęcie nie po raz pierwszy.

Za  to  spojrzawszy  na  drugą  fotkę,  zaczął  żałować,  że  jest  już  po

śniadaniu i po kawie. Bo wszystko podeszło mu do gardła, gdy ujrzał siebie
bez  maski,  w  stu  procentach  rozpoznawalnego,  jak  z  czymś  srebrnym
w dłoni patrzy tęsknie w dal.

„Najbardziej  pożądany  kawaler  Doliny  Krzemowej  porzucony  przez

Kopciuszka!” – brzmiał podpis.

Starając się opanować drżenie rąk, oddał telefon siostrze.
– Ciekawe, jak ten fotograf rozpoznał mnie nawet w masce – zauważył,

siląc się na nonszalancję.

–  No  to  weź  pod  uwagę,  że  Bitsy  Christensen  ma  gorącą  linię

z  większością  fotoreporterów  w  Zatoce.  Prawdopodobnie  śledziła  cię,  bo
była ciekawa, dlaczego tak wcześnie wyszedłeś z imprezy.

–  Całuję  się  z  kobietami  od  wielu,  wielu  lat.  –  Grayson  wzruszył

ramionami.  –  Także  w  miejscach  publicznych.  Chyba  nikogo  to  nie
powinno  dziwić.  Nie  jestem  mnichem,  jakby  na  to  wskazywało  moje
nazwisko.

background image

– Slogany wyborcze to już moja domena – odparła Finley, odkładając

telefon. – Ale trudno, jakoś się to załatwi, mimo że nie wiemy, jak ona się
nazywa.

– Wybacz, Finley, znam kilka języków obcych, ale nie rozumiem, kiedy

ktoś mówi zagadkami. Co to znaczy: „jakoś się załatwi”?

–  Tak  się  załatwi,  że  ona  w  kampanii  musi  wystąpić  w  roli  twojej

ukochanej.

– Przepraszam, patrzyłem w komputer i chyba się przesłyszałem. W roli

kogo?

Finley przysiadła na krawędzi jego biurka i zamknęła mu laptop przed

nosem.

– Skup się, braciszku – syknęła. – Tata lada dzień ogłosi swoje przejście

na emeryturę. Musisz być gotowy.

–  Wiem,  wiem.  Tylko  co  to  ma  wspólnego  z  moją  –  jak  ty  ją

nazwałaś? – ukochaną?

– Cóż, nie masz żony ani nawet stałej partnerki. Mam rację?
– Jak zwykle. No i?
– Wszyscy wiemy, że ludzie lubią historie miłosne. A kandydat, który

do tej pory się nie ożenił, choć powinien, nie jest dla nich interesujący. Ani
wiarygodny. Dlaczego  mieliby  mu powierzyć  reprezentowanie  siebie?  No
więc  powinieneś  kogoś  mieć.  Przynajmniej  w  czasie  kampanii  przed
prawyborami. A najlepiej do samego końca.

–  Ubiegam  się  o  mandat  w  Kongresie,  a  nie  o  udział  w  reality  show

typu „Kawaler do wzięcia”.

–  To  urocze,  że  ktoś  widzi  jeszcze  jakąś  różnicę  między  jednym

a drugim – zauważyła Finley.

Grayson wstał. Zamierzał wyprosić siostrę ze swojego biura. On nie ma

czasu na głupoty, zwłaszcza dzisiaj.

background image

–  Chwileczkę.  –  Finley  wyciągnęła  przed  siebie  ręce  w  obronnym

geście. – Usiądź, proszę.

Grayson nadal stał.
– Daję ci jeszcze pięć minut – oświadczył.
–  Oczywiście,  że  są  różnice,  ale  są  też  podobieństwa  –  powiedziała,

unosząc  do  góry  palec  wskazujący.  –  W  końcu  to  media  kształtują
świadomość społeczną. Oczywiście trzeba przedstawić program polityczny,
ale  tego  nikt  nie  przeczyta,  nie  kliknie  w  internecie.  A  romans?  Czy  ty
wiesz,  że  ludzie  już  mówią  o  niej  Kopciuszek?  To  ma  potencjał
marketingowy! Ta historia zawojuje fejsbuka i Twittera. A nade wszystko
Instagram.  –  Finley  uniosła  telefon  ze  zdjęciami.  –  Ty  jesteś  wprost
nieprzyzwoicie fotogeniczny!

– Powiedz mi, że żartujesz – poprosił siostrę Grayson.
– A ty mi powiedz, że nie jesteś aż tak naiwny. Chyba wiesz, jak twoje

zwycięstwo  zapisze  się  w  historii  naszej  rodziny.  Masz  wszelkie  atuty:
nazwisko,  kamera  cię  kocha.  No  i  otacza  cię  legenda  człowieka,  który
gigantyczny sukces zawdzięcza ciężkiej pracy.

– W takim razie nie potrzeba mi twoich rad.
Grayson  usiadł  za  biurkiem,  otworzył  laptop  i  zobaczył,  że  ma  już

pięćset dwadzieścia siedem nieodebranych mejli.

–  Obiecałam  Barrettowi,  że  doprowadzę  cię  do  zwycięstwa  –

powiedziała  Finley  obrażonym  tonem.  –  To  nie  jest  łatwe  zadanie.
A romans mógłby ci pomóc.

– Trudno, ja jednak postawię na wizerunek tytana pracy – odparł. Na

ekranie  miał  już  o  dwadzieścia  nowych  mejli  więcej.  W  telefonie  setki
nieodebranych połączeń. – A skoro o pracy mowa, muszę się teraz do niej
zabrać, więc proszę cię, żebyś wyszła.

background image

– Zdjęcia właśnie robią furorę w mediach społecznościowych. – Finley

pokręciła głową. – Trzeba kuć żelazo, póki gorące. Musimy zaatakować.

–  Nie  ma  mowy.  Zresztą  nawet  gdybym  przystał  na  twój  absurdalny

plan, i tak nie znam jej nazwiska.

Na wspomnienie chwili, kiedy zachwyt w oczach pięknej nieznajomej

ustąpił miejsca obrzydzeniu, zabolało go serce.

–  A  poza  tym  ona  też  musi  się  zgodzić,  a  to  bardzo  mało

prawdopodobne – dodał.

Finley przewróciła oczami i z powrotem usiadła na kanapie.
–  Ten  romans  ma  zaistnieć  wyłącznie  na  potrzeby  kampanii  –

zauważyła. – Pokazujesz się z nią, potem ją rzucasz i po wszystkim. Ona
nie musi nic więcej wiedzieć.

– Nie będę kłamał. – Grayson machnął ręką.
– A kto tu mówi o kłamstwie? Przecież i tak byś się z nią spotykał, nie?
– Ale ze świadomością, że to oszustwo. A więc nie. To moje ostatnie

słowo.

Finley spojrzała w sufit, jakby stamtąd oczekiwała pomocy.
–  Posłuchaj.  Wiem,  że  mama  faszerowała  cię  rozmaitymi  bzdurami

o miłości po grób i tak dalej. No i faktycznie umarła, zanim jej małżeństwo
z Barrettem się rozpadło, więc pewnie wierzysz w to, co mówiła. Ale czy
chociaż  raz  w  życiu  mógłbyś  zachować  się  jak  prawdziwy  dorosły  facet,
czyli jak tępy nieoświecony neandertalczyk? Pospotykać się z dziewczyną,
nie myśląc przy tym o pierścionkach, obrączkach i co tam jeszcze. Wszyscy
moi znajomi płci męskiej tak robią.

Rozległo  się  pukanie  do  drzwi  i  głowę  do  gabinetu  wsunął  asystent

Graysona.

– Przepraszam, że przerywam. Pisałem i dzwoniłem, ale nie odbierałeś.

Jest tu osoba przysłana przez panią Allen, która koniecznie chce się z tobą

background image

widzieć.

Asystent otworzyła na oścież drzwi, w których pojawiła się… ona.
Jego syrenka, morska bogini.
W  tym  momencie  serce  Graysona  zatrzymało  się,  a  po  sekundzie

zaczęło  bić  tak  gwałtownie  jak  po  przebiegnięciu  maratonu.  Mrugnął
kilkakrotnie,  bo  myślał,  że  to  złudzenie  optyczne.  Ale  przecież  dobrze
wiedział, że to ona.

Miała  teraz  na  sobie  czarne  spodnie  i  popielaty  pulower,  a  jej

kasztanowe  włosy  były  rozpuszczone.  Tylko  oczy  były  takie  same:
niebieskie, w ciemnej oprawie gęstych rzęs i nieco uniesionych brwi.

Zrobiła krok do przodu i odezwała się:
–  Przepraszam,  nie  jestem  umówiona,  ale  pani  Allen  prosiła,  żebym

bezzwłocznie  z  panem  porozmawiała.  Jestem  z…  –  przerwała  i  z  trudem
przełknęła ślinę – z Create4All – dokończyła.

–  Create4All  –  powtórzył  oszołomiony,  bo  ciągle  nie  mógł  uwierzyć,

kogo ma przed sobą. – Aha, pamiętam, to ta organizacja non-profit, którą
prowadzi Octavia. Wychowanie przez sztukę czy coś takiego.

Kątem  oka  dostrzegł,  jak  Finley  prostuje  się  na  kanapie  i  wpatruje

w  tajemniczą  przybyłą  jak  szczeniak  w  torbę  pełną  psich  smakołyków.
O nie, niedoczekanie. Odchrząknął i powiedział znudzonym tonem:

– Ta sprawa nie może zaczekać?
Jego syrenka po raz pierwszy spojrzała wprost na niego.
–  Nie.  Pani  Allen  wie,  że  spotkaliśmy  się  na  gali  i…  –  dziewczyna

omiotła wzrokiem Finley – poprosiła mnie, żebym pociągnęła tę sprawę. To
znaczy…  czy  nasza  fundacja  może  liczyć  na  wsparcie  pana  firmy.  Mimo
że…  –  Znów  przerwała,  przygryzając  wargę.  –  Mimo  wszystko  –
dokończyła.

– Mimo wszystko? – wtrąciła Finley. – Jakie wszystko?

background image

Policzki gościa się zaróżowiły.
–  Mimo  oświadczenia  pana  Monka,  że  odchodzi  z  Monk  Partners  –

wybrnęła dziewczyna.

–  Mogę  poświęcić  pani  kwadrans  –  powiedział  Grayson.  –  A  my  –

zwrócił  się  stanowczym  tonem  do  siostry  –  widzimy  się  w  przyszłym
tygodniu.

–  Jasne,  nie  wątpię,  że  będzie  o  czym  rozmawiać  –  odparła  Finley

niespodziewanie radośnie. – Nie fatyguj się, sama zamknę za sobą drzwi.
Do zobaczyska, braciszku.

A on znów został sam na sam ze swoją morską boginką. I to bez zegara,

który przypominałby jej, że pora zmykać.

Nelle odchrząknęła. Serce waliło jej jak oszalałe. Dłonie raz były mokre

od potu, po chwili znów zdrętwiałe z zimna.

– Dzięki, że zechciał mi pan poświecić czas – zaczęła oficjalnie.
Ale  cóż,  to  w  końcu  jej  pierwsze  służbowe  spotkanie  z  kimś  formatu

Graysona Monka. I w dodatku od tego spotkania zależy, czy nadal będzie
miała pracę.

Miała  nadzieję,  że  ich  poprzedni  kontakt  pozostał  niezauważony.

W  końcu  nie  robili  nic  przy  ludziach.  Chociaż  kto  wie…  Teraz  każdy
posiadacz  smartfona  może  zostać  paparazzo.  A  potem  wrzucić  fotkę  do
internetu.  Zwłaszcza  jeśli  przedstawia  ona  fotogenicznego  miliardera
w dwuznacznej sytuacji.

Pani  Allen  wiedziała  oczywiście  –  dzięki  swym  koneksjom

z  organizatorką  imprezy  –  kim  był  facet  w  kostiumie  Pierrota.  Dlatego
pozwoliła Nelle dotrzymać mu na gali towarzystwa.

Zdjęcie  nowej  dyrektorki  do  spraw  rozwoju  w  czułych  objęciach

potencjalnego  sponsora  nie  zachwyciło  szefowej  Create4All,  ale  w  końcu

background image

Grayson  Monk  nie  jest  już  właścicielem  swojej  firmy.  Za  to  fakt,  że  jej
pracownica  zachowała  się  na  tyle  nieprofesjonalnie,  iż  publicznie  dała
kosza jednemu z najbogatszych ludzi Doliny? Tego już nie można puścić
płazem.

Koniec  końców  Nelle  nie  straciła  pracy,  ale  w  zamian  kazano  jej  się

wykazać.  Pani  Allen  bez  ogródek  oznajmiła,  że  w  najbliższej  przyszłości
oczekuje sowitych dotacji od Graysona Monka.

A już w gestii Nelle pozostaje, jak do tego doprowadzić. Nelle musiała

się  zgodzić,  bo  nade  wszystko  pragnęła  udowodnić  szefowej,  że  decyzja
o  jej  zatrudnieniu  była  słuszna.  I  żeby  pani  Allen  nie  miała  pretensji  do
Yoselin.

Sytuacja nie była łatwa dla kogoś, kto przysiągł sobie za wszelką cenę

unikać kontaktów z rodziną Monków.

Z  najwyższą  niechęcią  skręcała  więc  dziś  Nelle  –  zgodnie  ze

wskazówkami GPS – do siedziby Monk Partners. Wolałaby chyba mknąć
dalej autostradą na północ i zatrzymać się dopiero na granicy z Kanadą.

Ale cóż, jest w biurze Graysona Monka, patrzą sobie w oczy, a ona stara

się  ze  wszystkich  sił  uniknąć  wspomnienia  tamtej  nocy,  kiedy  świat
skurczył się do wymiaru ich dwojga, jakby ktoś rzucił na nich urok.

I tego, jak uciekała, zapominając o masce. Było jej przykro na myśl, że

efekt pracy dzieci, którymi opiekuje się fundacja, poniewiera się gdzieś tam
po rynsztokach.

A  on?  Jest  nawet  bardziej  atrakcyjny,  niż  jej  się  wtedy  wydawało.

Szerokie  bary  prezentują  się  znacznie  lepiej  w  wyprasowanej  koszuli  niż
w workowatym stroju klauna.

Grayson  odchrząknął,  a  ona  aż  podskoczyła,  pąsowiejąc.  Pewnie

zorientował się, że taksuje wzrokiem jego cielesne walory.

background image

–  Aha,  więc  jesteś  z  Create4All  –  odezwał  się.  –  Zabawne,  na  balu

mógłbym przysiąc, że przybywasz wprost z Atlandydy.

– Tak, jestem dyrektorką do spraw rozwoju. Na okresie próbnym. Pani

Allen…  myśli,  że  my…  jak  zobaczyła  zdjęcia…  –  zaczęła  się  plątać
Nelle. – To znaczy…

– Też je widziałem – przerwał jej. – A więc jesteś tu, bo przysłała cię

Octavia. Czy może są jakieś inne powody?

Cholera, jest dość bezczelny w tej swojej ironii. Ale uśmiecha się przy

tym filuternie, co jeszcze przydaje mu diabelskiego uroku.

Odchrząknęła i napomniała się w duchu, że to już nie jest maskarada, na

której można było poflirtować w celu przetestowania „Nowej Nelle”.

– Masz rację, są – odparła, twardo patrząc mu w oczy. – Przyszłam też

przeprosić, że wtedy tak nagle zniknęłam.

–  Przyjmuję  przeprosiny.  –  Grayson  skinął  głową  i  uniósł  brwi.  –

A mogę zapytać, dlaczego to zrobiłaś?

Wzięła głęboki oddech.
Kiedyś  bardzo  chciała  na  dobre  wyjechać  z  El  Santo.  Najpierw  był

Nowy  Jork,  teraz  jest  Nowa  Nelle.  Ale  wszystko,  o  czym  chciała
zapomnieć, ma teraz właśnie przed sobą, na wyciągnięcie ręki.

Uosobieniem tego jest ten facet, o którym w dodatku wie, że świetnie

całuje  i  którego  podpis  pod  aktem  szczodrej  darowizny  będzie  musiała
wkrótce uzyskać. Inaczej straci pracę.

– Owszem, możesz. Jestem ci winna wyjaśnienie. Ale obiecaj, że to, co

powiem,  nie  będzie  miało  wpływu  na  twój  stosunek  do  Create4All.  –
Wyprostowała się i podała mu rękę. – A teraz pozwól, że się przedstawię.
Jestem Nelle.

– Miło cię poznać, Nelle. – Potrząsnął jej ręką. – Ja jestem Grayson. Ale

to już wiesz.

background image

–  Nelle  Lassen  –  dodała,  patrząc  mu  z  bliska  w  twarz,  której  wyraz

jednak się nie zmienił. – Córka Douga Lassena.

– Przykro mi, nic to nazwisko mi nie mówi – odparł ku jej zdziwieniu.
Jak  to?  Dla  niej  konflikt  na  linii  Monk-Lassen  był  doświadczeniem,

które ją w dużej mierze ukształtowało.

–  Doug  Lassen,  nie  pamiętasz?  Studiował  razem  z  twoim  ojcem,

a potem wspólnie zaczynali praktykę adwokacką.

Grayson nadal niczego sobie nie przypominał.
–  Zlikwidowali  swoją  kancelarię  jeszcze  przed  naszym  urodzeniem  –

ciągnęła Nelle.

Ręce tak jej się spociły z przejęcia, że z trudem powstrzymywała chęć

wytarcia ich o spodnie.

–  Wtedy  twój  ojciec  po  raz  pierwszy  wystartował  do  Kongresu.

A  mojego  wrobił  w  sprawę  rzekomego  sprzeniewierzenia  pieniędzy
klientów, przez co tatę pozbawiono uprawnień adwokackich.

I co zniszczyło moją rodzinę, dodała w myślach.
– To poważny zarzut. – Grayson nagle przestał się uśmiechać.
Nareszcie jakaś reakcja. Na to czekała.
– Taka jest prawda – odparła. – Dlatego byłam tak zszokowana, kiedy

zdjąłeś  maskę.  Mimo  wszystko  przepraszam  za  swoją  ucieczkę,  nie
powinnam była tak się zachować.

Spojrzał na nią spod zmrużonych powiek.
–  Mam  nadzieję,  że  moja  tożsamość  nie  zmieni  twojego  stosunku  do

Create4All – mówiła Nelle. – Robimy naprawdę świetną robotę i…

–  Usiłujesz  mi  wmówić  –  przerwał  jej  –  że  uciekłaś  z  powodu

nieporozumień między naszymi ojcami, które miały miejsce, zanim oboje
przyszliśmy na świat?

background image

Rozsiadł  się  na  skórzanej  kanapie,  jej  wskazując  miejsce  w  fotelu

naprzeciwko. Nelle pokręciła głową i nie skorzystała z zaproszenia.

–  Nic  nie  usiłuję  ci  wmówić.  To  są  fakty.  Usiłowałam  raczej

powiedzieć, że Create4All robi wspaniałe…

–  Wspaniały  to  był  nasz  pocałunek,  jeśli  mogę  wyrazić  swoją  opinię.

A ty zwiałaś.

– Był… zadowalający. – Czuła, jak płoną jej policzki. – A Create4All

bardzo  pozytywnie  oddziaływuje  na  dzieciaki  i  na  ich  rodziców.  Chcemy
zbudować nowe centrum…

– Zadowalający? – spytał Grayson, unosząc brwi.
–  Na  ile  znam  się  na  pocałunkach.  Ale  wracając  do  Create4All.

Wierzymy,  że  mądra  zabawa  pomaga  dziecku  w  budowaniu  pewności
siebie i…

– Zadowalający to chyba nie jest odpowiednie słowo. – Grayson oparł

się wygodnie. – A może ty po prostu nie miałaś jeszcze okazji dowiedzieć
się, co to jest cholernie dobry pocałunek?

W kącikach jego ust czaił się uśmieszek.
Nelle  zapragnęła  znów  dotknąć  tych  ust,  zarzucić  mu  ręce  na  szyję,

przylgnąć  do  niego.  I  niech  ich  języki  rywalizują  z  sobą  w  zręczności,
głębokości dotarcia i w innych parametrach. Już ona mu pokaże, że wie, jak
się  naprawdę  całuje.  Tak  żeby  partnerowi  rzuciło  się  na  mózg,  by  błagał
o więcej.

Niestety.
On jest Monkiem. Zaufać mu to jak zaufać skorpionowi, że ci nie wbije

żądła.

Wyjęła  z  torebki  kolorową  broszurę.  Na  okładce  dzieci  obojga  płci,

w różnym wieku, wszystkich możliwych kolorów skóry lepiły coś z gliny,
występowały na scenie, tworzyły grafiki na komputerach.

background image

– Miałam za to okazję okazję dowiedzieć się, co to jest Create4All. I na

tym  się  znam  –  odrzekła.  –  Oto  nasz  prospekt  –  rozpoczęła  przemowę,
którą przećwiczyła w samochodzie. – Znaleźliśmy świetne miejsce na nową
siedzibę.  Ale  żeby  ruszyć  z  budową,  potrzebujemy  wsparcia  kluczowych
sponsorów, takich jak ty. Jeśli przejdziesz na stronę dwunastą…

– Okej, przejrzę to. – Wziął od niej publikację i nawet nie rzucił okiem

na okładkę. – Nie wiem, co ci naopowiadano o moim ojcu, ale…

– Naopowiadano? Nazywasz mojego tatę kłamcą? On…
Nagle zamilkła. Już raz wylano ją z pracy za obronę własnego zdania.

Przeciwstawianie  się  Graysonowi  Monkowi  to  luksus,  na  który  jej
chwilowo nie stać.

– Nie to chciałam powiedzieć – wycofała się.
– Nie, to ja powinienem przeprosić. Chodziło mi o to, że... Cóż, każdy

ma opowieść, której jest bohaterem. A czarny charakter to zawsze ten drugi.
Tak ci powiedział ojciec, ale ty nie musisz utożsamiać się z tą historią. Nie
jesteś twoim ojcem, podobnie jak ja nie jestem moim.

Fakt,  Grayson  nie  jest  Barrettem,  ale  wszyscy  wiedzą,  że  to  tylko

kwestia czasu. Wyraźnie idzie w ślady ojca.

–  Formalnie  rzecz  biorąc  nie,  ale  przecież  krew  to  nie  woda,  jak  się

mówi – odparła.

–  Dzieci  nie  odpowiadają  za  grzechy  ojców.  Niezależnie  od  twojej

opinii o tych grzechach.

– Niedaleko pada jabłko od jabłoni.
– In vino veritas. To znaczy, że prawdę znajdziesz w winie – wyjaśnił

na koniec tej przerzucanki.

– Wiem, co to znaczy. Tylko nie rozumiem, po co to powiedziałeś.
Grayson położył broszurkę na stoliku przy kanapie.

background image

– Szukasz sponsorów, tak?
–  Owszem  –  wycedziła.  W  szczególności  jednego,  ciebie,  dodała

w myślach.

– I z tego powodu znalazłaś się na maskaradzie. Łowić jeleni, którzy są

w stanie podpisać czek z odpowiednią liczbą zer.

– To cyniczne tak stawiać sprawę. Create4All spełnia naprawdę ważne

funkcje społeczne.

– Nie mówię, że nie. Ale w sumie o to ci chodzi?
– W sumie tak.
Uśmiechnął się, jego twarz złagodniała, ale w jego spojrzeniu czaiła się

perfidia.

– W najbliższy weekend też odbędzie się impreza, na której powinnaś

się pojawić – powiedział.

– I ty tam będziesz? W takim razie może zamiast mnie powinna iść pani

Allen  –  zaproponowała  Nelle,  choć  serce  zabiło  jej  mocniej  na  myśl,  że
będzie mogła znów się z nim spotkać.

– Odrzuciłem zaproszenie, ale jeśli będę mógł iść z tobą, zdecyduję się.
– Dlaczego? – zapytała.
– W innych okolicznościach chętnie porozmawiałbym o dotacji, ale jak

wiesz,  nie  jestem  już  udziałowcem  mojej  firmy.  Nowa  ekipa  potrzebuje
trochę  czasu  na  wypracowanie  polityki  współpracy  ze  społecznością
lokalną. A moje zasoby osobiste jestem zmuszony przeznaczyć w tej chwili
na inne cele, przykro mi.

Wzięła  głęboki  oddech.  Już  widziała  minę  pani  Allen,  gdy  wróci  ze

spotkania z pustymi rękami.

– To może umówimy się jeszcze na jakieś spotkanie? – zaproponowała.

background image

– Tak czy owak, jeśli mój ojciec popełnił jakiś niecny czyn – Grayson

skrzywił  się  dla  zademonstrowania,  że  w  to  nie  wierzy  –  jestem  skłonny
jakoś ci to wynagrodzić. Udział w imprezie o której mówię, da ci dostęp do
najgrubszych ryb i portfeli na zachodnim wybrzeżu.

Brzmiało to szczerze, ale dobrze wiedziała, że szczerość też może być

udawana.

– Mówiłeś, że nie masz ochoty iść. Może w takim razie pójdę sama?
–  Nie  ma  takiej  możliwości.  To  bardzo  ekskluzywne  przyjęcie,

spotkanie na szczycie najwyższych rangą biznesmenów.

Podniósł  się  z  kanapy  i  podszedł  do  biurka,  szukając  na  nim  czegoś.

Przy  okazji  zademonstrował  opięty  ciemnymi  dżinsami  najwspanialszy
męski tyłek, jaki Nelle miała zaszczyt zobaczyć.

–  Będziesz  mogła  nawiązać  mnóstwo  cennych  kontaktów  –  dodał,

odwracając się i podając jej stos wizytówek. – Ci ludzie lubią, jak się ich
bajeruje. Wyćwicz więc swoją gadkę nieco lepiej.

Co jest? Jej „gadka” jest już wyćwiczona do bólu gardła.
–  Nawet  nie  pozwoliłeś  mi  jej  wygłosić,  ciągle  przerywałeś  –

poskarżyła się.

– A masz doświadczenie w prezentowaniu oferty? Ludziom, nie tylko

przed lustrem.

– No cóż, ja…
Takiego  doświadczenia  nie  miała,  w  poprzedniej  pracy  zajmowała  się

pisaniem tekstów.

– Nie byłaś zła, ale ci ludzie, co tam będą, wysłuchują codziennie kilku

takich wystąpień. Są w stanie ocenić ich jakość już po pierwszym słowie.
Tu liczy się każda sekunda. – Podał jej zaproszenie, na którym nabazgrał
numer  swojego  telefonu  komórkowego.  –  Wyślę  po  ciebie  samochód.
Przyślij mi esemesa, skąd cię zabrać.

background image

–  St.  Isadore  Vineyards  –  przeczytała  na  zaproszeniu  i  zdziwiona

uniosła brwi. – To jest w Napa Valley.

–  Tak,  jakieś  dwie  godziny  drogi  stąd.  Mogą  być  korki,  weź  to  pod

uwagę,  planując  wyjazd.  Elegancko,  ale  swobodnie  –  ciągnął,  jakby
przeczytał w jej myślach pytanie o obowiązujący strój. – Żadnych przebrań.
Ani masek – dodał po krótkiej przerwie.

– Zazwyczaj ich nie noszę – odpowiedziała na ten żart, który zabrzmiał

jak wyzwanie. – A ty?

–  Też  nie,  nie  lubię,  jak  coś  zakłóca  mi  widok.  Polegam  na  zmyśle

wzroku. Może za bardzo.

Czy  to  miała  być  aluzja?  Nelle  przejechała  palcem  po  wytłoczonych

literach trzymanej w ręku karty. Skoro ci ludzie są w stanie wydrukować
tak wykwintne zaproszenia, to pewnie rzeczywiście mają pieniądze.

–  Gwarantuję,  że  w  tym  gronie  znajdziesz  hojnych  sponsorów  –

powtórzył Grayson, jakby ciągle czytał jej w myślach.

Podniosła na niego wzrok.
– Masz dużą łatwość rozporządzania cudzymi pieniędzmi – zauważyła.
–  Wręcz  przeciwnie,  jestem  w  tym  bardzo  ostrożny.  Właśnie  dlatego

ludzie  mi  ufają.  I  z  tego  też  powodu  uważam,  że  znajdziesz  tam
darczyńców.

No tak, to złagodziłoby gniew pani Allen po tym, jak zobaczyła zdjęcia

sprzed  Ferry  Building.  A  gdyby  tak  udało  się  pozyskać  kasę  na  budowę
nowego ośrodka…

Pani  Allen  byłaby  zadowolona,  a  Nelle  pewna  swojego  dalszego

zatrudnienia. No i nie musiałaby już nadskakiwać Graysonowi.

– Jesteś pewny?
Podszedł do niej na tyle blisko, by poczuła jego zapach. Przypomniała

jej się tamta ławeczka.

background image

–  Gdybym  nie  był,  kiepski  byłby  ze  mnie  inwestor.  A  dobry  jestem

w dwóch rzeczach. Pierwsza to inwestycje... – Jego głos zadźwięczał w jej
uszach.

– A druga? – zapytała, zwilżając językiem wargi.
– Powiedzmy, że… negocjacje. Choć nie dziś. Nie usłyszałem jeszcze

słowa tak – powiedział, zbliżając się jeszcze o pół kroku.

– A na co, przepraszam, miałabym się zgodzić? – spytała, wpatrując się

z bliska w nieskazitelną biel jego koszuli.

– Na Napę. No chyba że chciałabyś znowu ze mną zatańczyć.
–  Zatańczyć  –  powtórzyła  bezrefleksyjnie,  studiując  złotawe  cętki

w źrenicach jego piwnych oczu. Gdyby teraz zarzuciła mu ręce na szyję…

Rozległo  się  pukanie,  drzwi  się  otworzyły  i  Nelle  odskoczyła

gwałtownie  od  Graysona,  dopiero  teraz  zdając  sobie  sprawę  z  tego,  co
powiedział.

Taniec. Aluzja do balu maskowego.
Asystent  Graysona  wsunął  głowę  w  półotwarte  drzwi.  Minę  miał

w najwyższym stopniu udręczoną.

–  Grayson,  było  do  ciebie  trzydzieści  siedem  pilnych  telefonów  –

powiedział.  –  A  jak  natychmiast  nie  oczyścisz  skrzynki  mejlowej,  serwer
się zawiesi. No i przyszedł już gość na spotkanie o dziesiątej.

–  Powiedz  Hassanowi  i Adamowi,  żeby  zaczęli.  Ja  dołączę,  jak  tylko

będę  mógł.  No  to  jak  z  tą  Napą?  –  zwrócił  się  do  Nelle,  gdy  asystent
wyszedł. – A może jednak wolisz taniec?

– Nie chcę ci przeszkadzać w pracy – powiedziała pośpiesznie.
Jak  to  możliwe,  że  już  po  dziesięciu  minutach  przebywania  w  jego

towarzystwie ma ochotę się z nim całować? Przecież to Grayson Monk, syn
Barretta. Czy nie wyciągnęła żadnych wniosków z tego, co mówił ojciec?

background image

– Na Napę zgoda, prześlę ci mój adres.
Odwróciła  się  i  znów  prawie  uciekła  przez  niedomknięte  drzwi,  choć

nie biegła tak szybko jak tamtej nocy.

Stchórzyła.
Ale  gdyby  tego  nie  zrobiła,  mogłaby  tu  stracić  coś  więcej  niż

karnawałową maseczkę.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Miejsce, w którym odbywało się przyjęcie w Napa Valley, było chyba

na końcu świata. Z Fremont, gdzie Nelle tymczasowo mieszkała z Yoselin,
jechało się tam rzeczywiście dwie godziny.

Siedząc  na  kanapie  z  miękkiej  skóry  w  samochodzie,  który  Grayson

zgodnie z obietnicą po nią przysłał, Nelle obserwowała okolicę. Jak okiem
sięgnąć,  rozciągały  się  zielonozłote  pagórki.  Winnice  z  szeregami  równo
przyciętych winorośli wprowadzały w ten krajobraz pewien geometryczny
porządek.

Niebo  było  kryształowo  czyste  i  jego  kolor  kojarzył  się  Nelle

z ulubionymi kolczykami z szafirami.

Krótko  mówiąc,  dzień  był  tak  idealny,  jakby  zaprogramował  go

komputer. Oby tylko wieczór okazał się równie perfekcyjny.

Pani  Allen  nie  była  zachwycona,  gdy  Nelle  wróciła  od  Graysona

z  niczym.  Obietnica  udziału  w  sobotnim  raucie  w  St.  Isadore  złagodziła
nieco jej zły humor.

Nelle  dowiedziała  się  od  szefowej,  że  impreza  jest  jeszcze  bardziej

prestiżowa,  niż  to  przedstawił  Grayson.  Tak  ekskluzywna,  że  pani  Allen
mimo wieloletnich starań nigdy nie udało się zdobyć zaproszenia.

Udział w tym przyjęciu z pewnością podniósł pozycję Nelle w oczach

zarządu  fundacji,  ale  niestety  podniósł  też  oczekiwania  wobec  niej.
A  towarzyszenie  Graysonowi  Monkowi  –  Nelle  jak  ognia  unikała
określenia  „partnerka”  –  umacniało  szefową  w  przekonaniu,  że  między
tymi dwojgiem coś jest na rzeczy.

background image

Jak tu wierzyć temu całemu Monkowi? – rozmyślała Nelle. Udaje, że

nic  nie  wie  o  rodzinnych  zaszłościach.  Warto  by  się  dowiedzieć,  jakim
sposobem  jego  ojciec  wygrał  swoje  pierwsze  wybory.  Bo  Graysona
najwidoczniej nic to nie obchodzi.

Niech sobie i całuje najlepiej na świecie, ale trzeba mieć się przed nim

na baczności.

Choć teraz jest bardzo jej potrzebny. Wyłącznie dla dobra Create4All.
Kierowca  skręcił  z  autostrady  w  boczną  drogę  i  po  chwili  widok

miejsca przeznaczenia zaparł Nelle dech w piersiach.

– Myślałam, że jedziemy do winnicy – odezwała się do szofera, patrząc

na budynek stylizowany na francuski zamek.

Białe  kamienne  mury  wznosiły  się  ku  niebu,  zwieńczone  szarym

dachem  z  kamienia  łupkowego.  Dziesiątki  szyb  w  oknach  odbijały
słoneczne światło. Nie zabrakło także wieżyczek i fosy.

– Boże – jęknęła Nelle.
–  To  dokładnie  ten  adres,  proszę  pani  –  odparł  kierowca,  jadąc  po

mostku nad fosą.

Wjechał na kręty podjazd, pod kołami zachrzęścił biały żwir. Samochód

zatrzymał się przed drewnianymi drzwiami, które musiały być wysokie na
dwa piętra i co najmniej tak samo szerokie.

Szofer pomógł Nelle wysiąść. Stanęła przed budynkiem, zastanawiając

się, co dalej.

Kiedy  pracowała  w  firmie  finansowej,  pewnie  ze  swoim  szefem

mogłaby  bywać  w  podobnych  posiadłościach,  ale  zawsze  jakoś  tak  się
składało,  że  wolała  w  tym  czasie  posiedzieć  nad  analizami  i  arkuszami
kalkulacyjnymi.  W  prawdziwym  zamku  była  raz  w  życiu,  na  wycieczce
szkolnej w liceum. Ale tam były strzałki i przewodnicy, którzy oprowadzali
zwiedzających.

background image

Kierowca  już  odjechał,  a  ona  w  pierwszym  odruchu  chciała  wyjąć

z  torebki  telefon,  zadzwonić  po  Ubera  i  wrócić  do  domu.  Tak  zrobiłaby
dawna Janelle. Ale nowa Nelle zebrała się w sobie, pokonała kilka schodów
i stanęła przed drzwiami.

Co  teraz?  Zapukać?  Jak  się  puka  do  drzwi  zamku?  A  co  robi  sąsiad,

kiedy chce pożyczyć kosiarkę?

– Nelle!
W  życiu  nie  ucieszyła  się  tak  na  dźwięk  swojego  imienia.  Odwróciła

się. Od lewego skrzydła budynku szedł ku niej Grayson.

Wyglądał  cudownie.  Podszedł  i  wyciągnął  do  niej  rękę.  Już  chciała

rzucić mu się w ramiona, kiedy okazało się, że jemu chodzi o uścisk dłoni.

– Cześć. Fajnie, że dotarłaś. Jak podróż?
Takiego  go  lubiła.  W  jego  głosie  była  autentyczna  troska  o  nią,

w oczach iskierki radości, że znów ją widzi.

Ale  hola,  hola,  momencik.  Uważaj,  ostrzegł  ją  wewnętrzny  strażnik.

Mężczyźni z rodu Monków są znani z czaru osobistego. Pamiętaj, jesteś tu
wyłącznie z powodów zawodowych. On obiecał ci pomóc, więc skorzystaj.
Nic więcej.

Nic,  jeśli  nie  liczyć  tego  ukłucia  w  sercu,  kiedy  spotkała  go  na  balu,

kiedy  weszła  do  jego  gabinetu,  no  i  teraz.  Ukłucia  świadczącego  o  jego
magnetycznym uroku.

–  Jechało  się  świetnie.  I  szybko.  Mam  nadzieję,  że  nie  jestem  za

wcześnie?

– W sam raz.
– A dobrze się ubrałam? Szczerze mówiąc, tęsknię teraz za maseczką.
Strój  w  postaci  sukienki  w  kolorze  śliwkowym  i  butów  z  wysokimi

cholewami  dobrała  jej  Yoselin.  Sukienka  wydawała  się  Nelle  nieco  zbyt

background image

dopasowana, ale teraz, widząc uznanie w oczach Graysona, nie żałowała, że
posłuchała rady przyjaciółki.

–  Fajne  byłoby  przebranie  królika  –  uśmiechnął  się  –  ale  tak  też  jest

nieźle.

– Właśnie chciałam zapukać – odparła, patrząc wymownie na drzwi.
– Przyjęcie odbywa się na tarasie. Można dojść tą ścieżką. – Grayson

wskazał kierunek, podając jej zgiętą w łokciu rękę.

Wzięła  go  pod  ramię.  Przez  cienką  wełnę,  z  jakiej  uszyta  była  jego

sportowa  marynarka,  czuła  wspaniałe  muskuły.  Prowadził  ją  żwirową,
wijącą  się  między  dębami  i  krzewami  winorośli  ścieżką,  którą  dotarli  do
rozciągającego się na całą szerokość budynku tarasu z kamiennych płyt.

Można  było  z  niego  podziwiać  piękno  kalifornijskiego  krajobrazu

przywodzącego  na  myśl  obrazy  impresjonistów.  Pachniało  świeżo
skoszonym sianem i dymem z ogromnego żeliwnego grilla.

Na  tarasie  przebywało  sześćdziesiąt,  może  siedemdziesiąt  osób

podzielonych  na  kilka  niewielkich  grup.  Kilka  z  nich  powitało  wejście
Graysona z Nelle życzliwymi spojrzeniami.

Nelle  poczuła,  że  mimo  rześkiej  bryzy  zaczyna  się  pocić.  Na  gali

dobroczynnej miała obok siebie Yoselin i panią Allen, a tu nie znała nikogo
poza Graysonem.

Taka  sytuacja  mogłaby  onieśmielić  Janelle.  A  Nelle  bierze  powietrze

w płuca, dumnie unosi głowę i…

No  właśnie.  Potyka  się  o  wystający  kamień  i  gdyby  nie  Grayson,

z pewnością by się przewróciła.

– Wszystko w porządku? – spytał, patrząc na nią.
– A dlaczego miałoby nie być? – Zaśmiała się nonszalancko i wskazując

ręką  gości,  zatrajkotała:  –  Jaki  jest  plan?  Mam  sama  do  nich  podchodzić

background image

czy  będziesz  mi  ich  przyprowadzał?  A  może  poczekam,  aż  ktoś  sam
podejdzie albo…

– Nelle...
– Słucham.
– Weź głęboki oddech.
Zrobiła, jak jej poradził, i od razu poczuła się lepiej.
– Przepraszam – powiedziała. – Na widok większej grupy ludzi robię

się nerwowa.

– Zaprezentuj mi swoją ofertę – polecił lakonicznie.
– Tu? Teraz? Przecież już to słyszałeś. Nie będę…
– Zrób, o co proszę. No już: Create4All jest… i tak dalej.
Parodiował ją tak trafnie, że nie mogła się nie roześmiać. Rozpoczęła

prezentację. W wygładzeniu tekstu pomogła jej Yoselin, ale Nelle musiała
przyznać,  że  najbardziej  przydatne  okazały  się  podesłane  przez  Graysona
esemesem linki do różnych szkoleń dotyczących wystąpień tego typu.

Dowiedziała  się  z  nich,  że  uwagę  słuchacza  należy  zdobyć  w  ciągu

pierwszych  piętnastu,  góra  trzydziestu  sekund  i  że  liczy  się  dosłownie
każda wypowiedziana sylaba.

Kiedy  przedstawiała  swoje  wystąpienie  Graysonowi,  czuła,  jak

wszystkie  mięśnie  jej  ciała  stopniowo  się  rozluźniają.  Aha,  więc  o  to  mu
chodziło.

– To było dobre – stwierdził, gdy skończyła. – Powinnaś to nagrać. Hej,

Paco!  Hassan!  –  krzyknął  nagle,  machając  do  dwóch  facetów,  których
dojrzał w tłumie.

Obaj, podobnie jak on, mieli na sobie spodnie w kolorze khaki, koszule

i sportowe marynarki.

background image

–  Poznajcie,  to  jest  Nelle  Lassen,  od  niedawna  pracuje  w  Creat4All.

Znacie  tę  fundację,  prawda?  Pomagają  dzieciom  odkrywać  i  rozwijać  ich
kreatywność.

–  Czyli  taki  start-up  czy  inkubator  biznesowy  dla  dzieciaków?  –

zaciekawił  się  wyższy  z  gości,  ściskając  dłoń  Nelle  i  patrząc  na  nią
ciemnymi oczami. – Brzmi intrygująco.

– Świetne podsumowanie naszej działalności. Kupuję – odparła Nelle,

po czym przedstawiła Create4All tak, jak to przed chwilą zrobiła na użytek
Graysona.

Jej pewność siebie rosła z każdym słowem.
Mężczyźni  słuchali  jej  uważnie,  po  czym  zadali  kilka  pytań.  Gdy

skończyli  rozmawiać,  do  grupki  dołączyły  kolejne  trzy  osoby  i  Nelle
powtórzyła  dla  nich  swój  wywód.  Cały  czas  był  przy  niej  Grayson
i  umiejętnie  wciągał  ją  w  dalsze  dyskusje  na  tematy  nie  dotyczące  już
fundacji, ale ogólnie kwestie najszerzej pojętego biznesu.

Dodawał  jej  otuchy  lekkim  dotykiem  ramienia,  czuła  się  przy  nim

absolutnie bezpieczna.

A potem słońce zaczęło zachodzić, debaty się skończyły i znów zostali

tylko we dwoje.

Nelle  zaczęła  przeglądać  otrzymane  od  rozmówców  wizytówki.  Sami

dyrektorzy 

menedżerowie 

wyższych 

szczebli, 

szefowie

międzynarodowych  funduszy  inwestycyjnych,  światowej  miary  potentaci
biznesu. W tym co najmniej kilka nazwisk z listy 600 Forbesa.

Teraz  przed  nią  tygodnie,  jeśli  nie  miesiące  szukania  do  nich  dojścia.

Setki  rozmów  z  ich  asystentami,  podwładnymi  i  wszelkiego  rodzaju
bramkarzami. Poczuła, jak w jej żyłach zaczyna krążyć adrenalina.

– Taka nawijka to fajna rzecz – powiedziała.

background image

–  Zgadza  się.  Szczególnie  jak  ma  się  dobry  produkt,  a  ty  taki  masz.

Poczytałem sobie o Create4All.

– Naprawdę? A mówiłeś, że nie będziesz nas sponsorował. – Nelle nie

odrywała wzroku od przeglądanych wizytówek.

–  Teraz  po  prostu  nie  mogę,  ale  nie  powiedziałem,  że  w  ogóle  nie

jestem zainteresowany.

Spojrzała na niego i to był błąd.
W świetle zachodzącego słońca jego ciemnoblond włosy przypominały

aureolę,  a  piwne  oczy  –  topiony  brąz.  Pomyślała  o  reprodukcjach
oglądanych na lekcjach historii sztuki. Grayson to taki renesansowy książę.

A potem się do niej uśmiechnął. Wstrzymała oddech.
Cholera. Ona naprawdę nie chce, żeby jej się podobał, żeby wydawał

się pociągający. Ale chętnie pogłaskałaby go teraz po twarzy, przytuliła usta
do jego warg.

Ot tak, aby się przekonać, że to jest człowiek z krwi i kości, a nie jakieś

dzieło sztuki.

Nie  ma  już  powrotu  do  czasów,  kiedy  z  zasady  pogardzała  nim  na

odległość, a on w ogóle nie wiedział o jej istnieniu. Ale może uda się jej
wyswobodzić z jego sideł jeszcze przed nastaniem nocy.

Zanim posunie się za daleko.
– Dzięki, że mnie zaprosiłeś, to dla mnie wielka rzecz – powiedziała. –

W organizacji typu non-profit pracuję od niedawna i nie wyrobiłam sobie
jeszcze sieci kontaktów.

– Sam fakt, że się tam dostałaś, już dobrze o tobie świadczy. Octavia

Allen jest osobą bardzo… specyficzną. I wymagającą.

Te słowa uznania podziałały na nią kojąco. Niczym miękki aksamitny

kocyk, w który masz ochotę się wtulić i zapomnieć o całym świecie.

background image

–  Raczej  dobrze  świadczy  o  mojej  przyjaciółce,  która  załatwiła  mi  tę

robotę – sprostowała. – Musiałam zmienić pracę, bo w moim wyuczonym
zawodzie nie miałam już na co liczyć. Nie mogłam też zostać tam, gdzie
przedtem mieszkałam. Pomogła mi, bo byłam w kiepskim stanie.

– W sensie zdrowotnym?
–  Raczej  emocjonalnym.  Kiedy  ktoś  rozerwał  ci  ego  na  strzępy

i nakarmił nimi stado hien, czujesz się, jakby przejechał po tobie czołg. –
Spojrzała na niego. – Tobie z pewnością takie uczucie jest obce?

– Wcale nie. Chyba każdy kiedyś tak się czuł.
– Akurat. Daj spokój. Ty jesteś Grayson Monk, złoty chłopak, potomek

i dziedzic Barretta Monka. Dostajesz wszystko, czego zapragniesz ot tak, na
pstryknięcie palcem. Czy jest inaczej?

Spojrzał na nią spod przymrużonych powiek.
– Myślałem, że masz problem z moim ojcem, ale teraz widzę, że masz

problem ze mną.

– Moim problemem z tobą jest twój ojciec, już ci to mówiłam. I chyba

aż tak bardzo się nie mylę.

Nie  oczekiwała  od  Graysona  zrozumienia.  On  sam  jest  bardzo  miły

i  w  ogóle  w  porządku,  ale  oboje  dorastali  w  dwóch  zupełnie  różnych
światach.

Słońce  skryło  się  za  horyzontem  i  Nelle  zrobiło  się  zimno.  Nie  tylko

z powodu wiatru, ale też od chłodu, jaki widziała w spojrzeniu Graysona.

Po  dłuższej  chwili  przyznał  jej  rację.  Otrzymał  od  swoich  bliskich

wielką pomoc.

– Nasze nazwisko otwiera każde drzwi. Nigdy i nigdzie nie musiałem

się troszczyć o pieniądze ani o to, gdzie będę spał. Ciekawe, czy wszyscy
myślą tak jak ty.

background image

– Naprawdę cię to obchodzi? Tacy jak ty nie powinni się przejmować

tym, co myślą o nich inni.

– Ale ja muszę. Kandyduję do Kongresu.
– Aha, więc to nie plotki? – Zdziwiona uniosła brwi. – Barrett ustępuje,

a ty masz zająć jego miejsce?

–  To  jeszcze  nie  jest  oficjalne,  on  musi  najpierw  złożyć  rezygnację.

I prasa nie może się o tym dowiedzieć – ostrzegł Grayson.

– Ja nic im nie zdradzę. Ale nadal uważam, że nie musisz dbać o opinię.

W El Santo i w całym okręgu jesteś legendą. Król balu maturalnego, tytuł
mistrzowski  w  pływaniu,  a  teraz  w  dodatku  gigant  Doliny  Krzemowej.
Dziwne, że jeszcze nie wystawili ci pomnika w Parku Osadników – kpiła.

Za późno, by ugryźć się w język. Posunęła się stanowczo za daleko. Oj,

przydałaby się teraz maska!

– Park Osadników? Widzę, że jesteś obeznana z topografią El Santo.
–  Mówiłam  ci,  że  mój  ojciec  razem  z  twoim  prowadził  kancelarię

prawną.  Gdzie  to  miałoby  być  jak  nie  w  El  Santo?  Wiem,  przecież  tam
mieszkałam.

–  Chwileczkę.  Czy  to  przypadkiem  nie  ty…?  –  Grayson  zamilkł,  po

czym powiedział pod nosem: – „Zasługujemy na kogoś lepszego”. To byłaś
ty! – olśniło go. – Tam, na gali.

– Wiesz, że byłam na gali, przecież zdjąłeś mi maskę. Nie pamiętasz?
–  Mam  na  myśli  moje  przemówienie.  Ktoś  krzyknął  coś  w  rodzaju

„Ludzie z El Santo zasługują na kogoś lepszego”. To byłaś ty, prawda?

–  Ale…  –  Twarz  Nelle  spąsowiała.  –  Nie  sądziłam,  że  to  usłyszysz.

Przepraszam. Ja tylko chciałam…

– I nie zmieniłaś zdania po tym, jak mnie poznałaś?
– Oczywiście, że… zmieniłam.

background image

– Nie zabrzmiało to zbyt pewnie.
– Skądże. Wyborcy uwielbiają twojego ojca. Ciebie też pokochają.
– Nie wyglądasz na przekonaną.
Trudno, trzeba zdobyć się na szczerość. W końcu pewnie już nigdy się

z nim nie spotka.

– No dobra, powiem. Czy ty kiedykolwiek zadałeś sobie pytanie, na co

ludzie zasługują? Potrafisz im to zapewnić? Bo twojemu ojcu jak dotąd się
to  nie  udało.  Ty  pewnie  myślisz,  że  on  odwalił  kawał  dobrej  roboty  –
ciągnęła,  ruchem  ręki  starając  się  uciszyć  jego  spodziewane  protesty.  –
W końcu ciągle był wybierany. Ale El Santo potrzebuje reprezentanta, który
naprawdę  będzie  troszczył  się  o  wyborców.  Ja  dorastałam  we  wschodniej
zaniedbanej  części  miasta,  za  torami  kolejowymi.  Jestem  szczęściarą,  bo
udało  mi  się  wyjechać  na  studia  i  znaleźć  pracę  gdzie  indziej.  Ale  co
z bezrobotnymi, których domy ciągle tracą na wartości? Co ty wiesz o tym,
jak się żyje w El Santo? Ty spędzasz większość życia z nimi.

Wskazała ręką tłum elegancko ubranych gości.
– I dlaczego startujesz w wyborach? Bo tak chcesz, bo uznajesz to za

słuszne? Bo wszyscy oczekują, że pójdziesz w ślady ojca?

Patrzył na nią przez chwilę z pochmurną miną.
–  Znajdę  tu  gdzieś  jakiś  samochód?  –  zapytała.  –  Chciałabym  się

pożegnać.

– Chcesz wyjechać?
– A czy po tym, co ode mnie usłyszałeś, uważasz, że powinnam zostać?

Grayson  milczał,  starając  się  uporządkować  myśli.  Powinien  się

cieszyć, że Nelle wyjedzie i będzie miał ją z głowy. Im dłużej tu zostanie,
tym bardziej prawdopodobne jest, że ktoś znów zrobi im zdjęcie i wrzuci je
do internetu z odpowiednim komentarzem.

background image

Finley znowu zacznie mu truć o kampanijnym romansie, który pozwoli

wyborcom utożsamić się z kandydatem.

Z  drugiej  strony  ona  tak  pięknie  wygląda  w  świetle  zachodzącego

słońca…

A po trzecie byłby idiotą, gdyby teraz, kiedy dowiedział się, że jest z El

Santo, pozwolił jej odejść.

Ojciec i Finley uważają, że jego wybór jest sprawą z góry przesądzoną.

Dlatego  stawiają  na  tradycyjne  metody  promocji  kandydata:  plakaty,
ogłoszenie  reklamowe.  A  Nelle  uświadomiła  mu,  że  wcale  nie  będzie  tak
łatwo.  Będzie  musiał  odbyć  wiele  spotkań  i  bezpośrednich  rozmów
z wyborcami.

I nikt nie będzie mu kadził.
Po czwarte: jest dylemat. Czy lepiej całowałoby się ją teraz, kiedy ma

rozpuszczone  włosy,  czy  kiedy  miała  warkocz?  Chyba  rozpuszczone  są
lepsze, bo można ześliznąć się dłonią w dół po włosach i…

– Jasne, że powinnaś zostać – odpowiedział w końcu. – Doceniam twoją

szczerość.

Wzruszyła lekko ramionami.
–  No  to  jesteś  wyjątkiem.  Zazwyczaj  ludzie  kiepsko  reagują,  kiedy

słyszą prawdę.

– Ja nie jestem taki delikatny.
–  Też  bym  cię  tak  nie  określiła.  –  Zaśmiała  się.  –  Ale  chyba  jednak

pójdę. Naciesz się swoimi przyjaciółmi.

–  Zaproszenie  uwzględnia  degustację  win  i  kolację.  A  degustacja

właśnie  się  zaczęła.  –  Wskazał  ręką  tłumek  kłębiący  się  wokół
zastawionych butelkami stołów.

–  Ja  tu  przyjechałam,  żeby  przedstawić  ofertę  twoim  znajomym.

Dziękuję, że dałeś mi taką możliwość. Mógłbyś teraz odprowadzić mnie do

background image

samochodu?

Widząc jej determinację, spróbował innej taktyki.
Wskazał jej kamienne schody, po przejściu których miała się znaleźć na

ścieżce prowadzącej na podjazd, gdzie czeka samochód.

– Jeszcze raz ci dziękuję za pomoc. Dobranoc.
Podała  mu  rękę,  którą  ścisnął  w  taki  sposób,  że  poczuła  się,  jakby

poraził  ją  prąd.  Zatęskniła  za  mało  seksownym,  workowatym  kostiumem
pajaca.

–  Dobranoc.  Powiem  Reidowi  Begaye’owi,  że  się  rozminęliście  –

powiedział, odchodząc w kierunku innych zgromadzonych.

– Reid Begaye? – krzyknęła za nim, gdy zebrała myśli.
Bingo.
– Tak, pewnie się spóźni.
–  Ten  Reid  Begaye?  Założyciel  Metricware’a?  Drugi  pod  względem

zamożności człowiek na świecie?

– Tak, ma być głównym mówcą na jutrzejszej konferencji. Spóźni się,

bo  jego  fundacja  urządza  teraz  konkurencyjną  imprezę.  Ale  skoro  musisz
wracać… Mogę przekazać mu twoją prezentację.

– Pewnie wiesz, że pani Allen marzy o tym, żeby to jego naciągnąć na

sponsoring Create4All? Może nawet bardziej niż ciebie.

– Tak, Octavia z niczym się nie kryje. Reid pewnie będzie żałował, że

cię nie miał okazji poznać. – Grayson skrzywił swoje zachwycające usta,
robiąc z nich coś w rodzaju dziubka.

Nelle  zaczęła  iść  w  kierunku  bufetów  i  minęła  go,  łapiąc  po  drodze

czysty kieliszek z tacy przechodzącego kelnera.

– Spróbuję jakiegoś czerwonego – powiedziała.
Grayson podążył za nią, nie przestając się uśmiechać.

background image

W  miarę  zbliżania  się  do  rozgadanego  tłumu  degustatorów  zwolniła

kroku.

Biznesowe  rozmowy  popołudnia  ustępowały  miejsca  wieczornym

śmiechom  i  pogaduszkom.  Wysokie  barowe  stoły  pokryte  były  czarnymi
obrusami i zastawione świecami i kieliszkami z rżniętego szkła.

Grillowy dym stał się teraz bardziej ciężki i aromatyczny. Obok rusztów

czekały gotowe do pieczenia kawałki mięsa i warzyw.

Nelle czuła się jak teleportowana z biznesowego spotkania w północnej

Kalifornii na wspaniałe wakacje w Toskanii. W najśmielszych marzeniach
nie przypuszczała, że kiedykolwiek weźmie udział w podobnej imprezie, że
pozna tak znaczące postacie, w tym samego Reida Begaye’a.

Janelle  to  była  gąsienica.  Bała  się  zejść  ze  swojego  liścia,  bała  się

wszystkiego.  A  Nelle  będzie  jak  piękny  motyl.  Będzie  latać  wysoko,
podróżować  daleko,  przekraczać  wyznaczone  granice.  Spełniać  swoje
marzenia.

Wszystko dzięki Graysonowi.
Jeszcze rok temu przez myśl by jej nie przeszło, że będzie cokolwiek

mu  zawdzięczać.  Ale  przemiana  gąsienicy  w  motyla  pociąga  za  sobą
zmianę  perspektywy.  Czy  motylom  też  kręci  się  w  głowie,  jak  jej  teraz?
A może ją tak oszałamia bliskość Graysona.

–  Najznaczniejsze  persony  skupiły  się  wokół  ostatniego  stolika  po

lewej – usłyszała jego basowy szept. – Tam stoi właściciel winnicy.

Grayson  pomachał  ludziom  przy  rzeczonym  stoliku,  a  oni

odpowiedzieli mu tym samym.

– To oczywiście też twój znajomy.
Zaprowadził ją do stolika, gdzie zostali powitani przez Evana Fletchera

i  jego  partnera  biznesowego,  Luke’a  Dallasa.  Evan  niedawna  kupił

background image

przedsiębiorstwo St. Isadore Wines. Nelle zajęła się degustacją, a panowie
rozmową o przejęciach nowych firm.

Nelle nie była tym tematem zainteresowana, a kieliszek wina pozwalał

jej  nie  trzymać  ciągle  za  rękę  Graysona,  co  ją  kusiło  i  krępowało
jednocześnie.

A  może  on  ma  rację?  –  pomyślała.  Przeszłość  to  przeszłość,  nie

powinna wpływać na dzień dzisiejszy.

Ale  czy  naprawdę?  Bijąc  się  z  tymi  myślami,  nawet  nie  zauważyła,

kiedy  opróżniła  kieliszek.  A  przecież  na  degustacji  powinno  się  trunek
sączyć powolutku, tak pisali w internecie.

Poczuła na sobie wzrok Evana.
–  Poczytuję  to  sobie  za  zdrowy  wyraz  uznania  –  odezwał  się

mężczyzna. – Pozwól, że ci doleję. Taka mała ilość nie pozwoliła w pełni
docenić walorów mojego wina.

Po  nawet  tak  delikatnej  aluzji  Janelle  schowałaby  się  gdzieś  w  cieniu

i zaczęła zmierzać ku wyjściu.

Ale  ton  Evana  był  lekki  i  żartobliwy.  Luke  też  przyglądał  się  Nelle

życzliwie, a Grayson…

Cóż,  wzrok  Graysona  powodował,  że  coraz  częściej  zaczynało

brakować jej tchu.

Uniosła  kieliszek,  stuknęła  palcem  w  jego  krawędź  i  odszukała

w pamięci gdzieś przeczytaną frazę:

–  Treściwe,  o  przyjemnej  kwasowości  zrównoważonej  lekką  nutą

słodyczy, urzekająco wytrawne. Jednym słowem: poproszę.

Evan wykonał jej polecenie, po czym wręczył jej nieotwartą butelkę.
–  Proszę,  to  dla  ciebie,  weź  do  domu.  Zasłużyłaś  –  dodał,  po  czym

zwrócił się do Graysona: – Zuch dziewczyna!

background image

– Też tak uważam – odparł Grayson.
Tym  razem  Nelle  sączyła  wino  powoli,  świadoma,  że  jej  policzki

nabierają  koloru  tego,  co  ma  w  kieliszku,  i  stają  się  gorące.  Ale  ich
temperatura była niczym w porównaniu z tą, którą czuła w środku. I która
rosła, ilekroć jej ramię otarło się o ramię Graysona.

Może dla niego to jest spotkanie biznesowe. Dla niej – zdecydowanie

randka.

I nie czuła się z tego powodu nieszczęśliwa.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Grayson  przyglądał  się,  jak  Nelle  dyskutuje  z  Lukiem  o  metodach

stosowanych przez Create4All w celu pobudzenia rozwoju dziecka. Śmiała
się, odrzucała do tyłu głowę, eksponując piękną długą szyję. Miał ochotę
przycisnąć  usta  do  tej  szyi.  No  i  ucałować  te  jej  urocze,  to  znikające,  to
pojawiające się na policzkach dołeczki.

Evan poklepał go po ramieniu.
Mężczyźni poznali się na podobnej imprezie, stan kont obydwóch był

wówczas  bliski  zeru.  Ale  potem  Grayson  znalazł  inwestorów  dla  dwóch
start-upów Evana, a jeszcze później skontaktował go z Lukiem Dallasem.
Łącząc swoje nadzwyczajne talenty, Evan i Luke założyli firmę medyczną
stosującą  najnowsze  technologie.  Firma  okazała  się  sukcesem  na  miarę
podboju kosmosu i teraz Evan mógł sobie pozwolić na zakup winnicy St.
Isadore.

– To jest niezłe. – Grayson uniósł kieliszek. – Choć na ogół nie jestem

fanem kupażowania.

– To prawdziwy przebój. Na razie mam tylko kilka butelek.
–  Facet  ma  talent  –  przyznał  Grayson.  –  Mam  na  myśli  twojego

technologa.

– Babka ma talent – poprawił go Evan. – To jest ona.
Grayson uniósł brwi.
– Chętnie ją poznam. Gdzie ona jest?

background image

– W pracy. A może  w domu?  Skąd  niby  mam  wiedzieć?  – odburknął

Evan z nieco roztargnioną miną.

– Rozumiem. – Grayson dolał sobie wina.
– A właściwie dlaczego tu jesteś? – spytał go Evan. – Mówiłeś, że nie

przyjedziesz.

– Zmieniłem zdanie.
– I chyba nawet wiem dlaczego – mruknął Evan, patrząc na Nelle. – Już

kojarzę  –  dodał  z  kamienną  twarzą.  –  To  jest  dziewczyna  z  karnawału
weneckiego  i  ze  zdjęć  w  „Tygodniku  Doliny  Krzemowej”.  Tak,  to  na
pewno  ona  –  dodał,  gdy  Nelle  odwróciła  się  do  nich,  uśmiechnęła
promiennie  i  uniosła  w  górę  swój  kieliszek,  po  czym  wróciła  do
konwersacji z Lukiem.

– Co to ma znaczyć? – oburzył się Grayson.
Miał  setki  znajomych,  ale  przyjaciół  –  takich,  na  których  można

polegać w każdej sytuacji – mógł policzyć na palcach jednej ręki. A jeśli
Evan mu się teraz nie wytłumaczy, będzie ich miał jeszcze mniej.

–  Codziennie  muszę  wysłuchiwać,  jak  Luke  wychwala  swoją  żonę.  –

Evan  uniósł  dłoń  w  pojednawczym  geście.  –  I  teraz  widzę,  że  z  twojej
strony  wkrótce  czeka  mnie  to  samo.  Romantyczna  miłość,  cholera.  Nie
będzie już dla mnie ratunku.

Romantyczna miłość?
Grayson  spojrzał  na  Nelle.  Omiótł  wzrokiem  jej  bujne  kształty  i  talię

osy.

Fakt,  ona  mu  się  podoba.  Miał  nadzieję,  że  podzieli  się  z  nim  swoją

wizją  El  Santo  i  potrzeb  tamtejszych  mieszkańców.  I  –  tak,  to  prawda  –
pożądał jej.

Ale pożądanie i miłość to dwie zupełnie różne rzeczy.

background image

Nie  miał  zamiaru  się  zakochać.  Został  mu  miesiąc  na  zamknięcie

swoich spraw w Monk Partners, a potem stanie u boku ojca, gdy ten ogłosi,
że  nie  będzie  się  ubiegał  o  reelekcję.  A  następnie  wystartuje  z  własną
kampanią.

Poważnie traktował rodzinną tradycję. Ona zobowiązuje. Nie ma czasu

na roztrząsanie, czy iskrzenie między nim a Nelle to coś poważniejszego,
czy to tylko jego libido szuka dla siebie ujścia.

I na pewno nie zgodzi się na ten żałosny, wydumany przez Finley plan.

Nie użyje Nelle jako rekwizytu, za bardzo ją lubi.

–  Coś  widzę,  że  ta  winnica  to  może  nie  była  w  twoim  wypadku

najlepsza inwestycja – odezwał się na widok Evana otwierającego następną
butelkę.

–  Pamiętasz,  jak  Luke  patrzył  na  Danicę  na  zeszłorocznej  gali

dobroczynnej? – zapytał go Evan. – Ja teraz widzę coś podobnego w twoich
oczach, przyjacielu.

– A mnie się wydaje, że widzisz po prostu dno butelki i jesteś smutny –

odparł Grayson. – Obiecaj, że zostaniesz tu na noc. Nie możesz prowadzić
auta.

–  Jestem  trzeźwy  jak  świnia  –  zapewniał  Evan,  wskazując  ręką  gości

przechodzących  do  stołów  z  jedzeniem.  –  Podano  kolację.  Ale  tak
naprawdę ciekaw jestem, jaki będzie dziś twój deser. Przepraszam, muszę
się wmieszać w tłum i trochę pohandlować wińskiem. Inaczej ta impreza mi
się nie zwróci. Pogadamy później.

– Oby nie – mruknął Grayson. – Jeszcze wina? – zaproponował Nelle,

która właśnie do niego podeszła, bo Luke dołączył do Evana.

Może  i  oni  powinni  coś  zjeść?  Ale  Graysonowi  się  nie  śpieszyło.  Im

później zjedzą kolację, tym dłużej będzie trwał ten czarowny wieczór.

background image

Nelle otaksowała wzrokiem kolejkę do bufetów z żarciem i podała mu

swój kieliszek.

– Tego chyba jeszcze nie próbowałam. – Wskazała jedną z butelek.
Grayson  nalał  jej  odrobinę,  po  czym  zaczął  sylabizować  opis  na

etykiecie: Cabernet Sauvignon z nutami śliwki, wiśni i czarnej porzeczki.

– Muszę ci się do czegoś przyznać. Wino to dla mnie po prostu wino.

Lubię  je  pić  i  nie  rozumiem,  po  co  ludzie  tak  to  wszystko  komplikują  –
oznajmiła Nelle.

Roześmiał  się  i  zaczął  coś  bredzić  o  procedurze  smakowania,  ale

w  głowie  miał  tylko  jej  dekolt  kontrastujący  z  ciemną  barwą  sukienki,
zgrabne łydki opięte cienką skórą długich butów, jej zwilżone winem wargi.

– Chodzi też o teksturę – dokończył zupełnie już bez sensu. – Żeby ją

ocenić, bierzesz wino do ust i…

Włożył ręce do kieszeni, by nie dostrzegła, że jego spodnie zrobiły się

dziwnie ciasne. Zaczynało mu to już doskwierać.

– A jak już je wezmę, to co dalej?
Stała przed nim twarzą w twarz, na odległość przedramienia. Sięgnął po

butelkę stojącą przy jej łokciu i poczuł, że ma teraz wybór: albo naleje jej
jeszcze  wina,  albo  złapie  za  rękę,  zaciągnie  do  winnicy,  znajdzie  jakieś
odosobnione miejsce i pokaże jej, co dalej.

– Możesz wybrać – wychrypiał, walcząc z suchością w ustach.
– Mam to wino połknąć? – zapytała.
– Jest taka możliwość, chociaż… nie radzę.
–  Naprawdę?  Ja  mam  inne  zdanie,  to  byłaby  ogromna  strata…  Wina,

rzecz jasna.

–  Degustacja  rządzi  się  innymi  prawami.  Im  więcej  połykasz,  tym

szybciej ona się dla ciebie skończy.

background image

–  Oj,  tego  bym  nie  chciała  –  odparła  z  łobuzerskim  uśmieszkiem.  –

Jedno,  co  wiem  o  degustacjach  wina,  to  fakt,  że  warto  je  przeciągać
w nieskończoność.

Po  serii  manewrów  i  podchodów,  jakie  ich  dłonie  wykonywały

w trakcie tego nieco pokrętnego dialogu, ich palce splotły się na wspólnie
trzymanej butelce.

Na  gali  Nelle  wydała  się  Graysonowi  nieco  chłodna,  pełna  rezerwy,

prawdziwa królowa.

Teraz  z  włosami  rozwiewanymi  przez  morską  bryzę,  z  błyszczącymi

oczami i ustami podkolorowanymi czerwonym winem i z tymi ponętnymi
krągłościami była po prostu ludzka. Kobieta z krwi i kości.

Ciekawe,  czy  gdyby  teraz  wyszeptał  jej  do  ucha,  co  ma  ochotę  z  nią

zrobić,  pojawiłyby  się  jeszcze  do  kompletu  owe  urocze  dołeczki
w policzkach?

–  Jesteś  głodna?  Masz  ochotę  na  coś?  –  zapytał,  czując  w  nozdrzach

aromat szlachetnego dymu i przypiekanej wołowiny.

– Zależy na co.
– No, tu mamy grilla albo…
– Albo co? – wyszeptała.
– Grayson! O, tam jesteś!
Z drugiego końca tarasu machał do niego facet w markowym stetsonie,

sportowym płaszczu i spodniach khaki.

– Kto to jest? – zapytała Nelle.
– Jak to kto? Reid Begaye!

Nie wiedziała, czy się śmiać, czy płakać.
Reid Begaye przebijał się ku nim przez tłum, ściskając po drodze ręce

i wymieniając powitania z pokaźną liczbą gości. Graysona i jego partnerki

background image

nie  tracił  jednak  z  oczu  ani  na  chwilę.  Nelle  była  pewna,  że  gdyby  ten
potentat spóźnił się choć o minutę, już by ich tu nie zastał.

Samochodem  Graysona  mknęliby  w  kierunku  najbliższego  miejsca,

gdzie  można  wynająć  pokój  z  łóżkiem.  Albo  nawet  włamaliby  się  do
budynku zarządu winnicy i znaleźli jakieś ustronne pomieszczenie. A ona
zrobiłaby coś, czego rano by żałowała.

Odsunęła  się  od  Graysona,  butelkę  postawiła  na  stole.  Jeszcze  tylko

kilka głębokich oddechów i już będzie mogła uprzejmie uśmiechnąć się do
Reida.

–  Podobno  mnie  szukałeś  –  powiedział  przybysz,  ściskając  dłoń

Graysona. – Reid Begaye – przedstawił się, kierując wzrok na Nelle.

Był  prawie  tak  wysoki  jak  Grayson,  ale  różnił  się  od  niego  bardziej

zwalistą  sylwetką  i  krótko  ostrzyżonymi  włosami.  Grayson  był  wesoły
i  otwarty,  podczas  gdy  skryta  w  cieniu  nasuniętego  na  czoło  kapelusza
twarz Begaye’a robiła wrażenie nieprzeniknionej.

Mimo  to  spodobał  się  Nelle.  Uścisk  jego  dłoni  był  silny,  patrzył  jej

prosto w oczy.

–  A  więc  to  ty  jesteś  Nelle  –  powiedział.  –  Luke  Dallas  mówił  mi

o tobie. Zajmujesz się działalnością charytatywną na rzecz dzieci, tak?

– Tak, pracuję dla Creative4All, chętnie opowiem ci coś więcej.
Uśmiech  rozjaśnił  twarz  Reida  i  wydał  się  on  teraz  Nelle  znacznie

bardziej przystojny.

– Coś ci powiem. Miałem bardzo ciężki dzień. Przyleciałem z Sydney,

potem jakaś impreza, teraz to. Nie odróżniam swojej prawej ręki od lewej.
Mogę  rozmawiać  tylko  z  typami  takim  jak  on.  –  Wskazał  kciukiem
Graysona. – Bo do tego nie potrzeba mózgu.

–  Nie?  –  żachnął  się  Grayson.  –  To  już  teraz  rozumiem,  dlaczego

sprzedałeś  Swynn  Industries,  mimo  że  ci  to  odradzałem.  Mówiłem,  że

background image

nabywcy doprowadzą firmę do upadłości, co też się stało.

Reid nie spuszczał wzroku z Nelle.
– No tak, Grayson miał wtedy rację, pozwólmy mu się tym cieszyć.
–  Mam  nadzieję,  że  w  kwestii  twojego  nastawienia  do  pomagania

dzieciom też się nie myli – roześmiała się Nelle.

– Owszem, tu też ma rację. Kazałeś mi przyjść, żeby dwukrotnie okazać

swoją wyższość? – Reid klepnął Graysona po ramieniu.

– Fundacja Nelle naprawdę potrzebuje w tym roku solidnego sponsora –

odparł Grayson, poważniejąc.

– Rozumiem, ale żeby o tym pomówić, muszę przynajmniej trochę się

wyspać. – Reid zwrócił się do Nelle. – Co powiesz na jutrzejsze śniadanie?
Siódma  trzydzieści,  może  być?  Opowiesz  mi  o  swojej  organizacji.
W hotelu, gdzie mam konferencję. Mam już jakieś spotkanie, ale przesunę
je, żeby cię przyjąć.

– Przyjdzie na pewno – odpowiedział Grayson, zanim zdążyła otworzyć

usta. – Dzięki, Reid. Wiem, jak wypełniony masz harmonogram. Zaraz po
konferencji lecisz do Azji, prawda?

– Zgadza się, cóż, biznes to biznes. – Reid jeszcze raz klepnął Graysona

w  ramię.  –  Miło  było  cię  spotkać  choćby  po  to,  żeby  przypomnieć  sobie
swój  dawny  błąd.  A  ciebie  miło  było  poznać.  –  Skłonił  się  Nelle.  –
Widzimy się jutro.

Zniknął tak nagle, jak się pojawił, połknięty przez kolejną grupę ludzi,

którzy czegoś od niego chcieli.

– Wpół do ósmej rano? – zdziwiła się Nelle, spoglądając na Graysona.
–  Tylko  wtedy  będzie  miał  dla  ciebie  czas.  Jest  bardzo  zajęty,  także

problemami rodzinnymi, ale to długa historia. Musiałaś zrobić na nim nie
lada wrażenie, skoro wcisnął cię do kalendarza.

– Dobrze wiem, że robi to tylko dla ciebie – odparła.

background image

– On nie ma zwyczaju robić komuś uprzejmości. Spodobałaś mu się –

powiedział Grayson, a jeden z mięśni jego szczęki drgnął.

– Gdzie jest samochód? Jeśli mam być gotowa na jutro rano, powinnam

jak najszybciej opuścić to przyjęcie. Ustawię sobie budzik na trzecią rano,
żeby  się  przygotować.  O  nie!  –  zawołała  nagle,  wpatrzona  w  ekran
telefonu. – Na południe od nas zapaliły się zarośla. Nie ma ofiar, ale dym
uniemożliwia ruch na autostradzie. Policja zamknęła wszystkie pasy ruchu.

– Pokaż.
Podała mu telefon. Poczuła ucisk w żołądku i zamknęła oczy, usiłując

sobie  wyobrazić,  jak  będzie  mogła  dostać  się  do  domu.  Okrężny  dojazd
zajmie o wiele więcej czasu, a ona i tak ma go niewiele.

– Do rana sytuacja będzie opanowana – pocieszył ją Grayson, oddając

telefon.

–  Tak,  ale  ja  muszę  się  dostać  do  domu  już  teraz.  Bardzo  było  miło,

dzięki,  że  mnie  tu  zaprosiłeś,  ale  naprawdę  muszę  wracać  –  powiedziała,
czując, jak wypite wino nieprzyjemnie chlupie jej w żołądku.

– Nelle, spokojnie. Oddychaj głęboko.
–  Ja  po  prostu…  Wiedziałeś,  że  fundacja  Begaye’a  potrafi  lekką  ręką

odpalić  dziesięć  milionów  na  cele  charytatywne?  –  mówiła
rozgorączkowana. – Mnie by wystarczył jeden milion. Create4All mogłoby
zbudować  za  to  ten  nowy  ośrodek.  To  dla  mnie  szansa,  nie  mogę  tego
schrzanić.

– Nie schrzanisz.
Uśmiechnęła się niepewnie.
–  Pożegnasz  ode  mnie  Luke’a  i  Evana?  I  poproś  kierowcę,  żeby  po

drodze znalazł jakiś fast food. Przecież w końcu nie zjadłam kolacji. Aha.
I jeszcze o czymś zapomniałam…

background image

Nie  czekając,  aż  Nelle  sobie  to  przypomni,  Grayson  wziął  telefon

i  poprosił  o  dodatkowy  pokój  do  jego  rezerwacji.  Patrzyła  na  niego
zdziwiona, a on nie przerywał rozmowy:

– Mogę poprosić o połączenie z hotelowym butikiem? Tak? Już daję do

telefonu  moją  przyjaciółkę.  Wszystko,  co  zamówi,  proszę  przysłać  do
mojego pokoju i dopisać do rachunku.

Podał słuchawkę Nelle.
–  Najprostsza  opcja  to  zatrzymać  się  w  hotelu,  gdzie  odbywa  się

konferencja.  Zamówiłem  ci  już  pokój,  a  teraz  pogadasz  z  menedżerką
butiku i zamówisz sobie wszystko, czego ci potrzeba na dzisiejszą noc i na
jutro rano. Ja zapłacę, bez dyskusji.

Patrzyła na niego pełna sprzecznych myśli i odczuć.
– Nie mogę się na to zgodzić – powiedziała w końcu.
– Dlaczego? To w końcu z mojego powodu znalazłaś się w tej sytuacji.

Tyle mogę zrobić, żeby ci pomóc.

– Ale ja…
Kręciła  głową  w  nadziei,  że  w  końcu  uzyska  jasność  myślenia,  ale

w  rezultacie  była  coraz  bardziej  skołowana.  W  końcu  zatrzymać  się
w hotelu, gdzie rano ma się spotkać z Reidem, to sensowne rozwiązanie.

Ale z drugiej strony jej dług wobec Graysona w ten sposób rośnie. Fakt,

dotychczas  wywiązał  się  ze  wszystkich  obietnic,  ale  to  w  końcu  jest
Monk…

Który bardzo jej się podoba. Flirtowali już przy degustacji wina, a co

dopiero,  jeśli  zamieszkają  pod  wspólnym  dachem.  Chociaż  to  jest  hotel
z wielką liczbą pokoi…

– Nie jestem pewna – zaczęła, gdy Grason rzucił do słuchawki:
–  Przepraszam,  że  musiała  pani  czekać.  Proszę  przysłać  zestaw

damskich ubrań w rozmiarze… – Spojrzał pytająco na Nelle.

background image

– Nie powiem ci – ucięła.
–  No  powiedzmy  osiem.  Styl?  Biznes  w  wersji  swobodnej.  I  jeszcze

coś, w czym można by się przespać.

Nelle wyrwała mu słuchawkę z ręki.
– Rozmiar dwanaście – powiedziała i oddała mu słuchawkę.
A on po skończonej rozmowie miał czelność się uśmiechnąć!
– Jeszcze nie wyraziłam zgody – przypomniała mu.
– Ciągle masz wybór. Albo tłuczesz się z moim szoferem do domu, albo

jesz  wytworną  kolację,  a  potem  wysypiasz  się  do  woli  tu  na  miejscu.  Ty
decydujesz. – Wzruszył ramionami.

Nelle  zacisnęła  wargi.  Miała  ochotę  zablefować  i  wybrać  jazdę  do

domu. Ale kogo chce oszukać? Odrzucenie oferty Graysona to byłby strzał
w stopę.

– Zgoda – powiedziała – ale pod warunkiem, że sama zapłacę za nocleg

i za ciuchy. Bez dyskusji.

–  Jak  wolisz.  No  i  zobacz,  teraz  nie  ma  już  kolejki  do  bufetów.

Pozwolisz? – powiedział, podając jej ramię.

– Wodzu, prowadź.
Spędzą  razem  resztę  wieczoru,  powiedzą  sobie  dobranoc  i  rozejdą  się

do swoich pokoi. Rano ona spotka się z Reidem Begaye, potem wróci do
domu – może w tym celu nawet wynająć samochód – i już nigdy nie będzie
niepokoić Graysona Monka swoją osobą.

Nigdy.
Na tę myśl serce ścisnęło się jej do rozmiarów ciasnego, wypełnionego

bólem supełka.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

– Mógłby pan powtórzyć?
–  Nie  mamy  wolnych  pokoi  –  odrzekł  recepcjonista.  –  Jutro  jest

konferencja, a dodatkowo wielu gości chce zostać na noc z powodu pożaru.

– Ale ja zarezerwowałem pokój telefonicznie – przypomniał Grayson.
Przez  resztę  wieczoru  w  winnicy  zachowywali  się  wobec  siebie

swobodnie,  na  granicy  żartobliwego  flirtu.  Jednak  gdy  znaleźli  się
w samochodzie wiozącym ich do hotelu, oboje zamilkli i zaczęli wgapiać
się w swoje telefony.

Nelle miała oczywiście pytania od pani Allen – jak jej poszły starania

o fundusze, i od Yanice – jak jej poszło z Graysonem. Grayson dostał chyba
jakąś  nieszczególnie  pomyślną  wiadomość,  bo  na  jego  czole  pojawiła  się
pionowa bruzda.

–  Zgadza  się,  panie  Monk,  pana  prośba  o  dodatkowy  pokój  jest

w  komputerze  –  mówił  recepcjonista.  –  Przenieśliśmy  więc  pana
z apartamentu do bungalowu, który ma ogólnie większą powierzchnię.

– Chodziło mi o pokój, nie o powierzchnię.
–  Przykro  mi,  źle  pana  zrozumiano,  ale  pokoi  i  tak  nie  mamy.  Mogę

zapytać w naszym siostrzanym obiekcie.

– Chcę rozmawiać z pana przełożonym. Zaczekam.
Nelle podeszła i dotknęła jego ramienia.
– Zgódźmy się, bungalow brzmi zachęcająco. Na pewno lepiej niż jazda

nocą po bezdrożach.

background image

– Chciałem, żebyś miała dobre warunki. Jeśli menedżer nic nie poradzi,

ty idziesz do mojego pokoju, a ja będę spał tu, w holu.

– Nie odgrywaj męczennika. A już na pewno nie z mojego powodu. –

Spojrzała  na  zrozpaczonego  recepcjonistę.  –  Bierzemy  ten  bungalow  –
powiedziała.

Recepcjonista uśmiechnął się i rzucił coś w słuchawkę.
–  Proszę  zaczekać,  zaraz  ktoś  przyjdzie  i  zaprowadzi  państwa  na

miejsce. Pańskie bagaże już tam są, panie Monk.

W  każdej  innej  sytuacji  nocleg  w  Księżycowej  Oberży,  jednym

z  najbardziej  ekskluzywnych  hoteli  w  Kalifornii,  byłby  dla  Nelle
niesłychaną  atrakcją.  I  w  dodatku  w  przypominającym  wiejską  chatę,
ukrytym  przed  wzrokiem  ciekawskich,  typowo  instagramowym
bungalowie!

Była  tam  sypialnia  ze  świeżo  wykrochmaloną  pościelą,  living  room

z  kuchenką,  świetnie  zaopatrzonym  barkiem  i  lodówką  wypełnioną
przysmakami, ze specjalną częścią na przechowywania miejscowych win.

Nie  zabrakło  wielkiej  kanapy,  dwóch  foteli,  biurka,  stołu  i  kominka,

przed którym rozpostarto na podłodze baranią skórę. Na licznych stolikach
ustawiono kubełki z lodem i szampanem, wina, czekoladki, owoce i kwiaty.

–  Urocze  przeprosiny  –  zauważyła  Nelle.  –  A  co  jest  w  tych

papierowych torbach?

–  Twoje  ciuchy  na  jutro  –  odparł  Grayson,  nie  odrywając  wzroku  od

laptopa.

Pobieżny  przegląd  ujawnił,  że  torby  zawierają  ubrania,  kosmetyki

i bieliznę najwyższej jakości.

–  Chcesz,  żebym  posłała  sobie  na  kanapie,  dopiero  jak  skończysz?  –

spytała, mając na myśli jego pracę na laptopie.

background image

– Ty śpisz tam – odparł, ruchem głowy pokazując drzwi sypialni. – A ja

nie muszę mieć na kanapie pościeli, wystarczy mi koc.

–  Nie  mogę  pozwolić,  żebyś  spał  tutaj.  Widziałeś  to  łóżko?  Jest

cudowne!  –  Zamilkła,  przypomniawszy  sobie,  jak  jeszcze  nie  tak  dawno
marzyło o tym, by dotrzeć z nim do jakiegoś miejsca noclegowego. – Nie
ma mowy, ty je bierzesz. Takie są zasady.

–  Mam  jeszcze  dużo  pracy.  Łóżko  jest  twoje  –  odparł  stanowczo,  nie

ruszając się z miejsca.

– Skoro tak uważasz…
No  tak,  ale  co  ona  ma  teraz  zrobić?  Uścisnąć  go  w  ramach

podziękowania? Pocałować na dobranoc?

– Śpij dobrze. A gdybyśmy się rano nie widzieli, życzę powodzenia na

spotkaniu  z  Reidem.  Jak  skończycie,  samochód  odwiezie  cię  do  miasta  –
odparł wciąż wpatrzony w ekran.

A  więc  ją  odprawił.  No  i  dobrze,  nie  będzie  problemów.  Jutro  się

pewnie  miną  i  potem  już  nigdy  nie  spotkają.  Uśmiechnęła  się  radośnie,
powiedziała mu dobranoc i zamknęła za sobą drzwi sypialni.

Tylko dlaczego drżały jej ręce i coś piekło pod powiekami? Trudno jej

będzie  zasnąć  ze  świadomością,  że  Grayson  jest  zaledwie  kilka  metrów
dalej.

Kilka  godzin  później  rzeczywiście  jeszcze  nie  spała.  Mimo  że  łóżko,

w którym leżała, było najwygodniejsze z tych, które wypróbowała w życiu,
a w pokoju było cicho i ciemno. Co więc przeszkadzało jej zasnąć?

No tak, to pewnie odwodnienie. Wypiła dużo wina, jedzenie było ostre,

musi  więc  napić  się  wody.  Zapaliła  światło.  W  sypialni  nie  było  jednak
minibaru, a w łazience szklanek.

Hmm…

background image

Przecież  w  pokoju  obok  jest  multum  butelek  wyśmienitej  wody

mineralnej.

Zegarek  wskazywał  drugą  w  nocy,  Grayson  na  pewno  już  śpi.  Nie

zauważy, jak ona sobie weźmie coś do picia.

Wstała i na gołe ciało wciągnęła jedną z sukienek z tutejszego butiku.

Piżamy jej nie dostarczyli, widocznie uznali, że nie ma takiej potrzeby.

Po  cichu  otworzyła  drzwi  do  pokoju.  Słaby  płomień  z  kominka

oświetlał  postać  na  wpół  siedzącego,  śpiącego  na  kanapie  Graysona.
Wyglądał tak młodo i… bezbronnie, że aż ścisnęło jej się serce. Nigdy nie
myślała o nim w tych kategoriach.

Na  jego  kolanach  ciągle  leżał  otwarty  laptop.  Może  się  zsunąć  na

podłogę, a kosztował na pewno niemało.

Nelle  na  paluszkach  podeszła  do  kanapy,  uklękła  i  wyciągnęła  rękę.

I  nagle…  zauważyła  odbicie  ogników  z  kominka  w  otwartych  oczach
Graysona.

Od pamiętnej gali dobroczynnej śniła mu się każdej nocy. Teraz pewnie

też. Klęczy przy nim. Wyciągnął rękę i przyciągnął jej głowę do siebie.

Dopiero po chwili dotarło do niego, że nawija sobie na palec prawdziwy

kosmyk włosów i że właśnie usłyszał jej westchnienie. A więc to nie sen.

– Przepraszam, nie chciałam ci przeszkodzić. Ja po prostu… – paplała

coś  bez  sensu,  rozkojarzona  tak  samo  jak  i  on.  –  Zobaczyłam  laptop,
chciałam  go…  –  ruchem  ręki  naśladowała  zamykanie  urządzenia  –
zabezpieczyć.

Jego  laptop  rzeczywiście  prawie  już  zsuwał  się  na  podłogę.  Oboje

jednocześnie go złapali.

Ich dłonie się spotkały.

background image

No  teraz  już  na  pewno  nie  zasnę,  pomyślał  Grayson,  siadając.  Wziął

komputer z rąk Nelle i położył go na stoliku. Ona jest tak blisko. Wystarczy
się nachylić i dotknąć ustami jej warg.

– Nelle – szepnął. – Jeśli zaraz nie pójdziesz do siebie, będę musiał cię

pocałować. Wybór należy do ciebie.

Zaskoczona wyprostowała się, jakby miała zamiar wstać i wyjść.
No i dobrze. On nie ma czasu na poważny związek, a przelotne romanse

zawsze wbrew pozorom obarczone są ukrytymi kosztami. Zresztą przygoda
na jedną noc z Nelle? Nie, to nie miałoby racji bytu.

Naprawdę ją polubił i nie chciałby, by przez niego cierpiała. Zresztą już

i  tak  patrzyła  na  niego  podejrzliwie,  mając  w  pamięci  rzekome  zaszłości
między ich ojcami.

Z drugiej strony, jeśli jej teraz nie pocałuje, do świtu chyba oszaleje.
– No więc? – ponaglił ją ochrypłym głosem.
Wstała. A więc wyjdzie.
Zanim jednak zdążył poczuć zawód, Nelle przysiadła na brzegu kanapy

i wzięła do ręki talerz truskawek w czekoladzie.

–  Mam  apetyt  –  wyjaśniła  bezceremonialnie,  rozgryzając  soczystą

słodycz. – Ale na coś innego – dokończyła, odwracając się twarzą do niego.

On  też  był  głodny.  Łaknął  jej  i  tej  niepowtarzalnej  rozkoszy,  którą

mogłaby  mu  zaoferować.  Ich  wargi  się  spotkały,  a  truskawkowy  sok
wtargnął mu do ust.

Całowanie się w miejscu publicznym było podniecające, ale całowanie

jej na osobności to prawdziwa erotyczna uczta.

Z  tym  że  niezbyt  wygodnie  jest  całować  się,  siedząc  obok  siebie.

Zmienili więc pozycję: ona usiadła mu na kolanach, ściskając udami jego
uda,  a  on  objął  jej  pośladki.  Dotyk  aksamitu  jej  sukienki  był  dodatkowo
podniecający.

background image

Erekcji  doznał  już  w  chwili,  gdy  poczuł  smak  truskawki  na  języku.

A  potem  jego  członek  tylko  twardniał.  Ujął  dłońmi  jej  obfite  i  miękkie
piersi i zaraz potem oderwał wargi od jej ust.

– Co jest? – spytała.
– Powinniśmy na tym poprzestać.
– Naprawdę chcesz?
Nie, nie chciał. Chciał zdjąć z niej tę aksamitną sukienkę, wziąć do ust

brodawkę piersi, uwolnić swoją erekcję z tekstylnego więzienia i ujrzeć, jak
truskawkowe  wargi  Nelle  obejmują  jego  członek.  Chciał  ją  położyć  na
baraniej  skórze,  sięgnąć  wargami  między  jej  uda  i  słyszeć,  jak  jęczy,
a potem głośno krzyczy.

– Jest późno, a ty masz rano ważne spotkanie – zauważył.
–  Uważasz,  że  teraz  robimy  coś  mało  ważnego?  –  Uśmiechnęła  się,

napierając na jego przyrodzenie.

– Pragnę cię. Ale nie chcę, żebyś myślała, że to zaplanowałem.
–  Coś  ty!  Ja  też  tego  nie  planowałam.  Ale  skoro  tu  już  jesteśmy,  to

brnijmy w to dalej, bo inaczej chyba eksploduję.

Zaczęła rozpinać guziki jego koszuli, wsunęła dłoń do środka i pieściła

jego sutki.

–  Skoro  nalegasz…  –  Uśmiechnął  się  w  odpowiedzi,  bo  czuł,  że  nie

tylko jej grozi eksplozja.

– A jeśli już tak bardzo troszczysz się o mój wypoczynek, orgazm na

pewno pomoże mi zasnąć – szeptała, wodząc ustami po jego twarzy i uchu.

A  potem  wstała  i  ściągnęła  sukienkę  przez  głowę.  Patrzył  na  nią

zauroczony. Pod spodem nie miała absolutnie nic.

Piersi miała piękniejsze, niż był w stanie sobie wyobrazić. Poniżej talii

w  kształcie  klepsydry  ciemniał  trójkąt  porośnięty  krótkimi  kędziorkami.

background image

Biodra miała szerokie i kształtne.

– Twoja kolej – rzekła z uśmiechem.
Nie  musiała  tego  powtarzać.  Musiał  się  pozbyć  większej  ilości

garderoby niż ona. Gdy uporał się z obuwiem, podniósł wzrok i zobaczył,
że Nelle znikła. Zawołał ją. Natychmiast wyłoniła się z łazienki.

–  Przejrzałam  zawartość  koszyka  z  przyborami  toaletowymi  –

tłumaczyła się. – Nie wzięłam z sobą prezerwatyw, myślałam, że znajdę je
w hotelowej łazience, ale nie ma ich. A ty? Masz coś?

– Nie.
Od ukończenia studiów nie nosił w portfelu kondomów.
– Och.
Spojrzała  na  niego.  Męskie  ego  Graysona  zostało  mile  połechtane

podziwem dla jego warunków fizycznych, jaki ujrzał w jej oczach.

– Ciągle nie zdjąłeś prawej skarpetki – wykrztusiła.
–  To  się  da  naprawić.  Chyba  że  z  powodu  braku  gumki  zmieniłaś

zamiar.

– Pozwól, ja to zrobię  – odparła, klękając  przed  nim  i powoli rolując

jego skarpetkę i pieszcząc kolejne odsłaniane skrawki skóry.

Grayson  z  trudem  opanował  jęk.  Skąd  mógł  wiedzieć,  że  dolna  część

łydki to też strefa erogenna? Jego erekcja pulsowała dotkliwie.

Po  zdjęciu  skarpetki  Nelle  przysiadła  na  piętach  i  przyglądała  się

partnerowi spod opuszczonych powiek.

– Myślałam o tym od kilku dni – zaczęła. – No bo skoro już tu jesteśmy

i nie mamy jak się zabezpieczyć…

Jej wilgotne, niewiarygodnie gorące wargi objęły jego członek. Pieściła

go  dłońmi  i  językiem  tak  umiejętnie,  że  w  końcu  ujrzał  gwiazdy  pod

background image

powiekami. Pomyślał, że jego niedawne fantazje właśnie się spełniają, ale
doznania były o wiele silniejsze od wyobrażeń.

Uniósł  ją  lekko  i  przesunął  na  leżącą  przed  nimi  baranią  skórę.  Nie

chciał, by ta ich noc skończyła się tak szybko. Bo nie wiedział, czy będzie
następna.  Nawet  i  ta  nie  miała  prawa  się  wydarzyć,  ale  skoro  już  się
wydarzyła, warto skorzystać z niej do końca.

Położył Nelle na wznak przed kominkiem i ustami znaczył drogę od jej

piersi  ku  wnętrzu  ud.  Potem  odnalazł  i  pieścił  łechtaczkę.  Nelle  drżała,
dyszała,  wykonywała  gwałtowne  ruchy  biodrami.  W  końcu  jej  ciało
przeszedł  dreszcz  i  krzyknęła  głośno.  A  on  wtedy  udał  się  w  znaczoną
pocałunkami drogę powrotną, po czym położył się obok niej, oparł głowę
na łokciu i wodził palcem po brzuchu, przyglądając  się jej powrotowi do
świata żywych.

I  nagle  z  całą  jasnością  uprzytomnił  sobie  coś,  co  już  wcześniej

przeczuwał.

Ona mu się podoba. Naprawdę. Bardzo.
I wybrał najgorszy chyba moment, żeby to sobie uświadomić.
Nelle zatrzepotała powiekami.
– Było… w porządku – wyszeptała.
–  W  porządku?  –  Uśmiechnął  się  do  niej.  –  Najpierw  nazywasz  mój

pocałunek zadowalającym, a teraz…

–  Jak  zwał,  tak  zwał.  A  teraz  pozwól  mi  odzyskać  oddech,  bo  gdzieś

chyba wyemigrował.

Pocałował ją w czoło.
– Jeden orgazm dostarczony – stwierdził. – Zaśniesz teraz?
– Niewykluczone. – Spojrzała na niego sennym wzrokiem. – Ale bardzo

nie lubię zasypiać z nieczystym sumieniem.

background image

– Skąd to poczucie winy? – roześmiał się.
– Nie odrobiłam zadania.
Wzięła w rękę jego penis i znalazła najczulsze miejsce. Grayson jęknął

i położył się na plecach. Pozwolił jej dokończyć to, co zaczęła wcześniej.
Doszedł  tak  szybko  i  gwałtownie,  że  chyba  nawet  na  minutę  całkiem
odpłynął.

A  potem  zaprowadził  ją  do  łóżka,  otulił,  położył  się  obok  i  zasnął,

obejmując ją w pasie.

Niestety po niecałych dwóch godzinach zadzwonił telefon.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Nelle  zignorowała  dzwonek,  chcąc  jak  najszybciej  wrócić  do  swego

fascynującego snu. Śniło jej się mianowicie, że jest w łóżku z Graysonem
Monkiem, że się z nim kocha. Och, trzeba koniecznie znów zasnąć, tylko ta
poduszka coś taka twarda i niewygodna.

Telefon  nie  przestawał  dzwonić,  ale  ją  ostatecznie  obudziło  głośne

chrząknięcie. I wtedy zorientowała się, że jej głowa spoczywa na twardej
męskiej piersi. A bohater jej snu wpatruje się w nią rozbawiony.

– To chyba twój telefon – odezwał się Grayson.
–  Przepraszam  –  odparła  skołowana.  Naprawdę  jest  w  łóżku

z Monkiem. I do tego całkiem goła.

Owinęła  się  prześcieradłem,  by  trochę  zwiększyć  dystans,  ale  to

niewiele  dało,  bo  Grayson  na  dzień  dobry  obdarował  ją  długim
pocałunkiem.

A  potem  sięgnął  do  nocnego  stolika  i  podał  jej  wciąż  dzwoniący

telefon.

– Dzięki. – Spojrzała na ekran i zerwała się na równe nogi. – Boże, to

mój budzik! Mam spotkanie z Reidem Begaye’em.

Grayson  przyglądał  się,  jak  Nelle  w  popłochu  zbiera  z  podłogi

papierowe torby z zakupami i udaje się z nimi do łazienki.

Gdy mieszkała z Harrym, starała się nie dopuścić do tego, by widział ją

zapuchniętą,  pogniecioną  i  nieumalowaną.  Ale  teraz  zaczynała  życie
według nowej zasady: śmiało, odważnie, z wiarą w siebie i bez zbędnego

background image

wstydu.  Zresztą  nie  miała  się  czego  wstydzić,  po  ostatniej  nocy  czuła  się
naprawdę piękna.

Grayson przekonał ją, że jest wystarczająco dobra, także dla niego.
I to jej odpowiadało. Nie musi przepraszać za to, że nie jest ładniejsza,

mądrzejsza czy bardziej wyrafinowana. Jest, jaka jest. Ot i cała filozofia.

Harry  nigdy  nie  patrzył  na  nią  z  podziwem.  A  w  pełnym  uznania

wzroku Graysona mogłaby się dosłownie pławić.

Wyszła  z  łazienki  ubrana  w  szare  spodnie  z  cienkiej  wełny

i w granatowy kaszmirowy sweter, tak lekki i miękki, jakby tkały go anioły.

Umyty i ogolony Grayson – mieli do dyspozycji dwie łazienki – siedział

już w living roomie wpatrzony w ekran swojego laptopa.

Podniósł na nią wzrok.
–  Brawa  dla  tego,  kto  wybrał  dla  ciebie  ten  obłędny  sweter  –

skomplementował jej wygląd.

– Jest w porządku? Mogę tak iść na spotkanie?
– W porządku to stanowczo za słabe określenie.
– Dobra, to ja schodzę na śniadanie. Czy…
Zawahała  się.  Nienawidziła  przygód  na  jedną  noc.  Bo  rano  zawsze

następuje  moment  niepewności.  Czy  partner  zaproponuje  kolejne
spotkanie?  Czy  zadzwoni?  Przyśle  esemesa?  Dlaczego  nie  potrafiła
oddzielić seksu od oczekiwań co do przyszłości? Powinna jeszcze nauczyć
się, jak cieszyć się chwilą.

To, co dotychczas przeżyła z Graysonem, było już wystarczająco dobre.
– Chcę się oficjalnie pożegnać – powiedziała, wyciągając rękę. – A nie

uciec tak jak ostatnim razem. Jeszcze raz dziękuję, że zaprosiłeś mnie na tę
degustację. Koszty mojego stroju pokryję czekiem.

Jak tylko coś wpłynie na moje konto, dodała w myślach.

background image

Grayson wstał, ale nie uścisnął jej ręki.
– To zabrzmiało tak… ostatecznie – zauważył.
–  Chyba  tak  jak  powinno.  Jesteśmy  dorośli.  Dorośli  ludzie  uprawiają

seks i nie musi to dla nich znaczyć nic więcej, prawda?

Wziął jej rękę, ale nie wykonał pożegnalnego uścisku, tylko przyciągnął

ją do siebie.

– No to się różnimy – stwierdził. – Bo dla mnie to znaczy bardzo dużo.
– Naprawdę? – Spojrzała na niego uważnie.
Głaskał kciukiem jej podbródek, a potem długo ją całował.
–  Naprawdę  –  wyszeptał  prosto  w  jej  usta.  –  Ale  skoro  ty  masz  inne

odczucia,  muszę  je  uszanować  –  dodał,  zasiadając  z  powrotem  do
komputera. – Po twoim spotkaniu będę czekał w holu.

Nie wiedziała, co może powiedzieć po takim pocałunku. A co gorsza,

zupełnie  nie  czuła  się  gotowa  do  zaprezentowania  działalności  swojej
organizacji.

Ale jego zachowanie dawało nadzieję, że to jeszcze nie koniec. I to ją

uskrzydliło.

Reid  był  czarujący.  Tak,  to  najtrafniejsze  określenie.  Inteligentny,

dowcipny, słuchał uważnie jej słów, zadawał trafne pytania. Miał też wiele
celnych  uwag.  Spotkanie  trwało  dwie  godziny,  ale  upłynęło  jak  jedna
chwilka.

No  może  niezupełnie,  bo  Nelle  cały  czas  myślała  też  o  tym,  że  za

chwilę znów spotka Graysona.

Na  koniec  Reid  obiecał  zasilić  budowę  nowego  ośrodka  Create4All

kwotą  co  najmniej  dwóch  milionów  dolarów.  Rozmowa  zeszła  więc  na
konkrety.

background image

–  Ale  najpierw  musimy  się  przekonać,  czy  twoja  organizacja

funkcjonuje  zgodnie  z  przyjętymi  przez  nas  standardami  finansowymi.
Uprzedzam,  że  pod  tym  względem  jesteśmy  dość  rygorystyczni.
Przeprowadzimy szczegółowy audyt.

–  Jasne,  nasz  zarząd  chętnie  udostępni  wam  wszelkie  potrzebne

informacje  –  odparła  Nelle,  kładąc  serwetkę  obok  niemal  nietkniętego
omletu z serem.

–  Muszę  dać  o  tym  znać  mojemu  dyrektorowi  od  spraw  grantów.

Pozwól, że napiszę teraz kilka krótkich mejli.

Kiedy skończył, pomógł Nelle wstać zza stołu.
–  Nie  lubię  tak  raptownie  kończyć  wspaniałych  spotkań,  ale  sama

rozumiesz, konferencja – usprawiedliwiał się.

– Połamania nóg w czasie wystąpienia – życzyła mu na pożegnanie.
–  Dzięki  za  cudowne  śniadanie  –  odparł  z  uśmiechem,  ściskając  jej

rękę. – I powiedz Graysonowi, że może już dać komendę spocznij.

– Spocznij?
– No chyba tak. Cały czas wyglądał na bardzo zaniepokojonego. – Reid

wskazał głową przeszkloną ścianę.

Nelle  odwróciła  głowę.  Grayson  siedział  w  holu,  obserwując  ich.

A teraz pochwycił jej spojrzenie i uśmiechnął się.

Reid  opuścił  salkę  konferencyjną,  salutując  na  pożegnanie  do  swego

kapelusza.  A  Nelle  była  bardziej  podekscytowana  perspektywą  rychłego
spotkania  z  Graysonem,  niż  bywała  w  dzieciństwie  w  poranki  swoich
urodzin.

Spokojnie,  upominała  się  w  myślach.  Nie  mogli  odbyć  pełnego

stosunku, więc on może teraz zwodzi ją, by do niego doprowadzić, zanim
ostatecznie się rozstaną. To bardzo w stylu Monków. Jego ojciec na pewno
by tak zrobił. Ale może Grayson jest jednak inny…

background image

– Jak ci poszło? – zapytał, gdy zjawiła się w holu.
Poczuła, jak pod wpływem jego uśmiechu topi się od środka.
– Powyżej oczekiwań. Jeszcze raz wielkie dzięki.
– Jeśli Reid udzieli wam dotacji, to będzie wyłącznie twoja zasługa.
Podszedł do niej. Pachniał swoją wodą po goleniu. Rozpoznałaby go po

tym zapachu w najgłębszych ciemnościach. Tak bardzo chciałaby się teraz
z nim w nich znaleźć… Cholera, czyżby ostatnia noc nie rozładowała jej
seksualnego napięcia?

– Zasługujesz na wdzięczność – upierała się. – Wziąłeś mnie tu z sobą,

załatwiłeś nocleg. Nie mówiąc już o innych rzeczach.

–  A  ty  uratowałaś  mój  komputer  przed  roztrzaskaniem  się  o  podłogę.

Nie mówiąc już o innych rzeczach.

– Cała przyjemność po mojej stronie. Zwłaszcza jeśli chodzi o te „inne

rzeczy”.

– Chętnie bym je kontynuował, ale niestety muszę natychmiast jechać

do  San  Francisco.  Parkingowy  właśnie  podstawia  mi  samochód.  Mogę
podrzucić  cię,  gdzie  chcesz.  Z  tym,  że  muszę  zahaczyć  o  domowe  biuro,
mam pilną telekonferencję.

–  Chętnie  się  przejadę,  a  potem  pochodzę  sobie  po  ulicach  miasta.

Z  wyjątkiem  gali  dobroczynnej  właściwie  po  powrocie  do  Kalifornii
jeszcze nie byłam w San Francisco.

– Jeśli zaczekasz do końca mojej telekonferencji, chętnie posłużę ci za

przewodnika.

Podał  jej  ramię  i  poprowadził  tam,  gdzie  czekał  na  nich  samochód,

jeden z modeli tesli. Hotelowy boy włożył do bagażnika jej rzeczy z butiku.

Nelle  zajęła  skórzany  fotel  obok  kierowcy,  podziwiając  ekran

dotykowy,  który  pełnił  rolę  deski  rozdzielczej.  Ten  samochód  był  jak
Grayson – elegancki, nieprzewidywalny, zadziwiający.

background image

Kierując  takim  autem,  Nelle  nie  byłaby  bezpieczna.  Za  bardzo  by

zaufała  maszynie  i  za  dużo  spraw  by  sobie  odpuściła.  Podobnie  jest
z  Graysonem:  jeśli  za  bardzo  mu  zawierzy  i  da  się  zauroczyć,  może  się
znaleźć  w  niezłych  tarapatach.  Już  przecież  zlekceważyła  niektóre  znaki
ostrzegawcze.  Pójście  w  nocy  do  pokoju,  gdzie  spał,  było  wysoce
nierozsądne.

Taka wspólna jazda samochodem też do rozsądnych nie należy.
Gdy  dotarli  do  jego  mieszkania  w  penthousie  na  osiedlu

apartamentowców w dzielnicy Nob Hill, była już całkowicie trawiona przez
pożądanie.

Z  ulgą  przyjęła  fakt,  że  zaczeka  na  niego  w  salonie,  podczas  gdy  on

zamknie się w swoim gabinecie. Będzie czas na chłodne przemyślenia.

Mieszkanie  urządził  w  typowo  męskim,  minimalistycznym  klimacie.

Meble  obite  ciemną  skórą  i  hebanowe  drewniane  półki  odcinały  się  od
kremowych  ścian.  Do  tego  kilka  abstrakcyjnych  obrazów  i  okno  na  całą
wysokość pokoju pozwalało na podziwianie widoków miasta i zatoki.

Na stoliku pod ścianą stało kilka fotografii. Z jednej z nich uśmiechał

się  do  Nelle  czarno-biały  Grayson.  Obok  jego  siostra  o  podobnej,  mocno
zarysowanej  szczęce  i  ciemnych  oczach.  Po  drugiej  stronie  Graysona  stał
jego ojciec. Nelle poczuła ukłucie pod żebrem. Barretta poznałaby na końcu
świata.

Syn  odziedziczył  po  nim  swobodny  uśmiech  i  ciemnoblond  włosy

namiętnego surfera.

Dlaczego bohater koszmarów jej dzieciństwa wygląda tak… normalnie?

Zrelaksowany,  dumny  z  dzieci.  Ani  śladu  diabolicznego  charakteru.
A  przecież  ona  wie,  ile  zła  wyrządził  jej  rodzinie.  Przynajmniej  tak  jej
mówiono…

background image

Może Grayson ma rację, mówiąc, że każdy ma swoich idoli? Może jej

ojciec niesłusznie oskarżał Barretta?

–  To  zdjęcie  z  ostatniej  zwycięskiej  kampanii  taty  –  usłyszała  za

plecami.

–  Skończyłeś  już  konferencję?  Tak  szybko?  –  spytała,  odkładając

zdjęcie.

–  Nie  było  sensu  dalej  tego  ciągnąć,  mam  ważniejsze  sprawy  na

głowie – mruknął.

– Niepotrzebnie się pośpieszyłeś. Ja tutaj podziwiam sobie panoramę.
– Ja też.
A  jednak  nie  patrzył  na  plątaninę  ulic,  tylko  na  nią.  Zrobiło  jej  się

gorąco.

– Obiecałem oprowadzić cię po mieście – dodał.
– Właściwie to już teraz zwiedzam, popatrz, tam jest…
Wymieniła  nazwy  kilku  znanych  obiektów,  ale  co  do  niektórych  się

pomyliła i musiał ją poprawić.

– A ta mała wysepka tam? – spytała.
– To Alcatraz.
To akurat wiedziała, ale chciała przedłużyć tę chwilę bliskości.
Zapytała  go  jeszcze  o  kilka  miejsc,  aż  w  końcu  przyłapała  go  na

niewiedzy. Spojrzała mu w oczy i aż się przeraziła – w jego spojrzeniu było
jawne pożądanie.

– Nie wiesz? – spytała.
– Bo nie widzę nic oprócz ciebie.
Puls jej przyśpieszył, w uszach zadudniło.
– A ja nie chcę niczego oprócz ciebie – odparła.
I znów zaczęli się całować.

background image

Poprzednia  noc  przebiegła  w  scenerii  sprzyjającej  spełnieniu  marzeń:

seks  w  świetle  kominka  z  cudownie  zbudowanym  mistrzem  pływackim
z  lat  liceum.  Do  tego  hotel,  w  którym  noc  kosztuje  więcej  niż  jej
całomiesięczny czynsz. Wszystko z lekka nierealne.

Ale teraz…
Pomogła mu zdjąć sweter, po czym wrócili do pocałunku, a on objął jej

piersi. Potem zdjął jej stanik i pieścił twardniejące sutki okrężnymi ruchami
języka.

Nelle  rozpięła  mu  koszulę  i  przez  materiał  spodni  gładziła  coraz

bardziej  widoczną  wypukłość.  Grayson  mocno  objął  ją  i  oparł  jej  nagie
plecy o chłodną szybę.

Rozpinał  jej  spodnie,  a  ona  patrzyła  na  niego,  nie  mogą  wydobyć

z  siebie  słowa.  Wkrótce  miała  na  sobie  tylko  lekki  trójkącik  okrywający
seks.

– To bielizna z hotelowego butiku? – spytał szeptem. – Przypomnij mi,

żebym  podziękował  osobie,  która  wybierała  te  rzeczy  dla  ciebie  –  dodał,
gdy przytaknęła ruchem głowy.

A  potem  przykląkł  i  całował  ją  początkowo  przez  delikatny  jedwab,

a gdy już pozbył się majteczek, w ruch poszły jego język i palce. Doszła
błyskawicznie,  krzycząc  na  głos.  Nie  chciała  mu  jednak  dać  odczuć,  że
przyczyną jest fakt, iż prawie się już w nim zakochała.

–  To  było…  niezłe  –  szepnęła,  patrząc  na  niego,  gdy  trochę

oprzytomniała.

–  Niezłe,  zadowalające,  okej  –  odparł.  –  Chcesz,  żebym  wpadł

w kompleksy?

– Ten kompleks, co tu się rozwija, bardzo mi się podoba – powiedziała,

dotykając przez spodnie jego przyrodzenia. – Nie mów mi teraz, że znów
zapomniałeś o prezerwatywach.

background image

– Lewa kieszeń – mruknął przez zęby.
–  No  to  pora  się  rozebrać,  a  potem  jej  użyć  –  powiedziała.  –

Sypialnia? – szepnęła, gdy już nałożyła mu gumkę.

Odwrócił  ją  twarzą  w  stronę  okna,  o  które  dotychczas  była  oparta

plecami.

– Nie bój się, ten budynek jest zabezpieczony przed trzęsieniem ziemi.

Ta szyba wytrzyma nawet ośmiostopniowe – zapewnił.

– To sprzed chwili to chyba było dziesięć stopni – odparła.
Wszedł  w  nią  tak  jak  stała:  z  dłońmi  i  piersiami  rozpłaszczonymi  na

szybie. Był duży, twardy i bezwzględny. Krzyknęła, gdy zaczął poruszać się
w jej wnętrzu. Robił to tak, by nie odczuwała dyskomfortu. Kolana zaczęły
się  pod  nią  uginać,  a  on  przyśpieszył  rytm.  Jej  orgazm  rozwijał  się  teraz
wolniej, bardziej miarowo, aż w końcu ją pochłonął. On też zaczął drżeć na
całym ciele i razem opadli na dywanik.

–  Przysięgłabym,  że  zgorszyliśmy  kilka  gołębi  –  powiedziała,  gdy

odzyskała mowę.

– Musimy kiedyś zrobić to w łóżku.
– Ja dziś mam czas do wieczora.
–  Ja  niestety  nie.  Obiecałem  pewnej  osobie,  że  oprowadzę  ją  po

mieście.

–  Mnie  już  pokazałeś  San  Francisco  –  stwierdziła,  wskazując  palcem

okno.

– Ale chciałbym, żebyś zwiedziła jeszcze jedno miejsce. Szczęśliwym

trafem znajduje się tam i łóżko.

Zerwała się na równe, choć nieco jeszcze słabe nogi.
– Wchodzę w to.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Grayson patrzył, jak śpiąca Nelle wtula się w pościel, chroniąc się przed

chłodem  poranka.  Przytulił  ją  mocniej,  wdychając  jej  słodko-korzenny
zapach. Może powinien wziąć na dziś zwolnienie chorobowe. Ją skłoniłby
do tego samego i oboje mieliby cudowne wagary.

Zaczęliby od treściwego śniadania, by wynagrodzić sobie wszystkie te

posiłki,  których  nie  zjedli,  bo  nie  chcieli  opuszczać  łóżka.  Odrzucił  tę
pokusę,  przypominając  sobie,  jak  poważnie  Nelle  traktuje  swoją  pracę
w Create4All.

On też ma sporo roboty. Na przykład rano spotkanie z…
– Halo, Grayson, jesteś tu? Chyba cię nie obudziłam?
Cholera, Finley. Niepotrzebnie dał jej kod do domofonu.
–  Ktoś  coś  mówił?  –  Na  wpół  przytomna  Nelle  zaczęła  się  wiercić

w jego objęciach.

–  To  moja  siostra  –  odpowiedział  szeptem.  –  Zostań  tu.  Zaraz  ją

spławię.

Włożył  spodnie  od  dresu  i  poczłapał  do  kuchni,  gdzie  Finley  akurat

robiła sobie cappuccino. Niedobrze.

– Zepsujesz mi automat – ostrzegł ją.
–  No  właśnie.  Jeździsz  samochodem  bez  tablicy  rozdzielczej,  a  kawę

robisz  w  czymś,  co  przypomina  łazik  lądujący  na  Marsie  –  narzekała
Finley.

Grayson zrobił kawę jej i sobie.

background image

– Co tu robisz? – zapytał. – Mieliśmy się spotkać po południu.
– Dobre pytanie. Prawie tak samo jak to, co ty robiłeś w weekend.
– Prawie cały czas spędziłem tutaj.
Co było prawdą.
–  Wiem,  tu  jest  na  to  dowód  –  odparła,  podając  mu  telefon.  –

Powinieneś bardziej uważać na paparazzich.

– Co to jest, u licha?
Spojrzał na ekran smarfona i nagle poczerwieniał.
–  Nie  spodziewałam  się,  że  tak  sprawnie  zrealizujesz  mój  pomysł

„dziewczyny wyborczej” – odparła siostra.

Na  zdjęciu  z  internetowej  strony  „Tygodnika  Doliny  Krzemowej”

widniało zdjęcie jego oraz Nelle degustujących wina. Wielki tytuł krzyczał:
„Zdemaskowaliśmy  Kopciuszka!”,  a  tuż  obok  widniała  ich  wcześniej
opublikowana fotografia z maskarady.

–  Ładne  zdjęcie  –  powiedziała  Finley.  –  Pokazuje  cię  w  pozytywnym

świetle. Wszyscy powinni tak cię fotografować.

– To twoja sprawka, prawda? To ty umieściłaś ten materiał w mediach?
– Nie, to nie ja. A jeśli nie chcesz, żeby takie zdjęcia się ukazywały, po

prostu  nie  całuj  się  z  nikim  w  miejscach  publicznych.  Musisz  się  liczyć
z  tym,  że  po  środzie,  po  rezygnacji  taty,  takie  działania  reporterów
przybiorą na sile.

– Owszem, wiem, jestem osobą publiczną. Ale ona nie jest. I ostrzegam

cię,  zostaw  ją  w  spokoju.  Powiedziałaś  po  środzie?  Przecież  ojciec  miał
ustąpić dopiero w przyszłym miesiącu.

– Zmienił plany.
Nie,  tylko  nie  to.  On  nie  jest  jeszcze  gotowy.  Musi  ogarnąć  sprawy

firmy.  Musi  przekonać  się,  czy  z  Nelle  to  coś  poważnego.  A  to  wymaga

background image

czasu.

Nie  planował  związku,  nie  uznawał  też  romansów  na  jedną  noc.

Najrozsądniej byłoby teraz odciąć się od tego, co rodzi się między nim a tą
dziewczyną. Póki jeszcze jest na to czas.

W  tym  momencie  liczyło  się  dla  niego  tylko  jedno  zobowiązanie  –

wobec rodziny.

– Nie tak się umawialiśmy, Fin.
–  Trzeba  było  to  powiedzieć  tacie,  zanim  jego  serce  doznało  epizodu

tachykardii.  Pewnie  wtedy  nie  straciłby  przytomności.  Ups!  –  Położyła
sobie rękę na ustach. – Miałam ci nie mówić. Nie chciał cię straszyć.

–  Tata  stracił  przytomność?  –  Grayson  musiał  przytrzymać  się

najbliższego  krzesła,  bo  zakręciło  mu  się  w  głowie.  –  Przecież  lekarze
mówili,  że  jest  na  najlepszej  drodze  do  całkowitego  wyzdrowienia.  Jak
z nim ostatnio rozmawiałem, brzmiał świetnie.

– Na pewno wyzdrowieje. Ale jego serce niezbyt dobrze znosi ten stan

zawieszenia przed ogłoszeniem rezygnacji. Dlatego zdecydowaliśmy się to
przyśpieszyć.

– Mogliście mi powiedzieć. – Grayson pokręcił głową.
– Gdybyśmy to zrobili, rzuciłbyś wszystko, żeby do niego przyjechać,

i  start  kampanii  by  się  opóźnił.  Tata  uznał,  że  będzie  lepiej,  jak  się  nie
dowiesz.

– I ty się na to zgodziłaś?
– Ja się tu nie liczę. Jestem tylko pośredniczką, mam sprawić, żeby cały

proces przebiegł jak najsprawniej. Tu chodzi o dziedzictwo rodu Monków.

– Nie jesteś żadną pośredniczką, tylko moją siostrą, a jego córką.
– Dokładniej twoją przyrodnią siostrą, a jego pasierbicą – sprostowała

Finley. – Oraz menedżerką twojej kampanii i szefową jego personelu.

background image

– Wybory nie są ważniejsze niż rodzina.
–  Jednego  od  drugiego  nie  da  się  oddzielić  –  ucięła  stanowczo.  –

Pomówmy o Kopciuszku – zaproponowała. – Ona jest tą jedyną, czy mam
ci znaleźć jakąś inną wyborczą dziewczynę?

– Wyborczą… kogo? – usłyszeli.
Grayson  odwrócił  się,  choć  dobrze  wiedział,  kogo  ujrzy  w  drzwiach.

Nelle miała na sobie obszerny szlafrok przewiązany w pasie jego krawatem.

Normalnie  taki  widok  wydałby  mu  się  zabawny,  ale  teraz  w  głowie

rodziły  mu  się  kolejne  odpowiedzi,  jakich  miałby  udzielić  na  jej  pytanie.
Żadna się nie nadawała.

Co ma jej powiedzieć? Że się przesłyszała, że jego siostra zażartowała?

Że on jej wszystko później wytłumaczy?

Milczenie przerwała Finley.
–  Cześć  –  powiedziała  do  Nelle.  –  Spotkałyśmy  się  kiedyś  w  biurze

Graysona, ale nie zostałyśmy sobie przedstawione. Jestem Finley Smythe.

– Nelle Lasson – odparła Nelle, trzymając głowę tak prosto, jakby miała

na sobie wytworną suknię, a nie płaszcz kąpielowy. – A może raczej Kop-
Nelle-Ciuszek?

–  Dobre.  –  Finley  uśmiechnęła  się  z  uznaniem.  –  Zatrzymaj  ją  –

zwróciła się do Graysona. – Lubię pracować z dowcipnymi ludźmi.

– Nie przesadzaj – przestrzegł siostrę Grayson, wylewając do zlewu jej

nietknięte cappuccino. – A na drugi raz uprzedzaj, że masz zamiar wpaść.
A my się ubierzemy i zjemy śniadanie w mieście – zwrócił się do Nelle. –
Wszystko ci wytłumaczę.

Nelle  całkowicie  zignorowała  jego  słowa,  usiadła  w  szlafroku  na

wysokim barowym stołku przy kuchennej wyspie i założyła nogę na nogę.

– Jak to: pracować? Nad czym? – zwróciła się do Finley.

background image

– Grayson startuje do Kongresu, chyba ci mówił?
– Tak. Na fotel swojego ojca.
–  No  to  ja  na  czas  kampanii  będę  taką  waszą  dobrą  wróżką  czy  tam

swatką. – Finley radośnie klasnęła w dłonie.

– Dosyć tego! – Grayson podał siostrze jej torbę. – Żegnamy panią.
–  Ależ  Grayson  –  zaprotestowała  Nelle,  a  w  jej  niebieskich  oczach

pojawiły  się  wesołe  iskierki.  –  Zawsze  marzyłam,  żeby  w  moim  życiu
pojawiła się dobra wróżka. Co mam robić? – zapytała siostrę Graysona.

– Przede wszystkim zaangażować się w kampanię – odparła Finley. –

To, co będziecie robić z moim bratem później, to już wasza sprawa.

– Dzięki za łaskawość – zadrwił Grayson. – Nelle, wolisz espresso czy

cappuccino? Może też być jakiś alkohol.

O tak, dobry pomysł.
–  No  to  jak,  Nelle?  –  nalegała  Finley.  –  Jesteś  gotowa  pomóc  nam

w kampanii?

–  Nie  odpowiadaj  –  poradził  Grayson.  –  Jak  będziemy  ją  ignorować,

może w końcu sobie pójdzie.

– Nie mogę się decydować na coś, o czym nie mam pojęcia – odparła

Nelle.

– Masz być dziewczyną mojego brata. Aż do wyborów powszechnych –

oświadczyła Finley.

–  Mogę  przepaść  w  prawyborach  –  zauważył  Grayson,  nagle

postanowiwszy wziąć całą tę rozmowę na poważnie, tak jak Nelle.

Będzie  się  w  przyszłości  z  czego  razem  pośmiać.  O  ile  w  ogóle  jest

przed nimi jakaś przyszłość.

– To wykluczone – odparła Finley. – A ty – zwróciła się do Nelle – po

prostu rób nadal to, co – jak zauważyłam – robisz do tej pory. Tylko z nim

background image

nie zrywaj, dopóki nie wygra.

–  Twój  brat  po  prostu  pozwolił  mi  tu  zanocować.  To  nie  jest  tak,  jak

myślisz – odpowiedziała Nelle.

–  Słyszysz?  Nie  ma  potrzeby,  żebyś  się  tu  wtrącała  ze  swoimi

machinacjami  –  odezwał  się  do  siostry  Grayson.  –  A  teraz  pozwolisz,  że
weźmiemy prysznic, ubierzemy się i pójdziemy do pracy.

–  Nie  wyjdę,  dopóki  nie  otrzymam  odpowiedzi.  –  Finley  spojrzała  na

brata, mrużąc oczy. – A wasze wyjaśnienie wcale nie musi być prawdziwe.
Posłuchaj,  ludzie  lubią  takie  historie  o  Kopciuszku.  Twoje  wskaźniki
sympatii  wzrosły  po  opublikowaniu  zdjęć  z  winnicy  –  dodała,  pokazując
wykres na ekranie smartfona.

– Nawet nie chcę wiedzieć, co to takiego – prychnął.
– Grayson! Zacznij czytać materiały, które ci wysyłam!

Pijąc wyborne cappuccino, Nelle niezbyt dokładnie przysłuchiwała się

kłótni rodzeństwa. Nie chciała się wtrącać. Jeszcze będąc w łóżku, wysłała
do  Yoselin  mejla  z  wiadomością,  że  do  pracy  przyjdzie  dopiero  po
południu.

Dostała  też  mejla  od  Reida  i  bardzo  chciała  podzielić  się  tą  nowiną

z Graysonem, w końcu to on ich poznał. Z niecierpliwością czekała więc na
koniec niespodziewanej porannej wizyty.

Do jej uszu doszło znów słowo „dziewczyna”.
Propozycji Finley nie traktowała poważnie. A może powinna? Między

nią a Graysonem jest chemia. Nawet teraz, mimo obecności niechcianego
świadka, miała ochotę pogłaskać go po muskularnym sześciopaku.

Ale przecież żadna chemia nie trwa wiecznie. Bo może nie ma między

nimi nic oprócz pożądania?

background image

Janelle  w  życiu  nie  zgodziłaby  się  na  coś  takiego.  Bo  to,  co  Barrett

Monk zrobił jej ojcu, wołało o pomstę do nieba. Nelle znała tę historię na
pamięć.  Kiedy  pieniądze  klientów  zniknęły,  Monk  podrobił  księgi
rachunkowe, by wykazać, że wypłacił je sobie jej ojciec.

Ojciec bezskutecznie szukał dowodów na to oszustwo. Cudem uniknął

więzienia, ale jego prawnicza kariera była i tak skończona. I wtedy rzucił
się w wir hazardu, chcąc odzyskać pieniądze. Bo co innego mu pozostało?

Zaczął też pić. Matka ostatecznie wyprowadziła się, kiedy Janelle była

w  ostatniej  klasie.  Jedynie  babci  zawdzięczała  to,  że  ukończyła  liceum
i  zdobyła  stypendium,  aby  móc  studiować.  Strach  pomyśleć,  jak
wyglądałoby teraz jej życie, gdyby nie zdobyte wykształcenie.

Barretta darzyła więc szczerą nienawiścią.
Ale  w  ostatnim  tygodniu  wiele  się  zmieniło.  Gala,  wyjazd  do  Napy,

czułości ostatniej nocy. Spojrzenie Graysona, kiedy mówił, że ona coś dla
niego znaczy. Jej dotychczasowy świat zachwiał się w posadach.

– Mam pytanie – odezwała się, kiedy między rodzeństwem na moment

zapadła  cisza.  –  Jakie  to  ma  znaczenie,  czy  Grayson  spotyka  się  z  jakąś
dziewczyną, czy też nie? Wyborców z El Santo to chyba nie interesuje?

– Nie pytałabyś, gdybyś znała El Santo – roześmiała się Finley.
– Nelle stamtąd pochodzi – wyjaśnił jej brat.
Finley  otworzyła  oczy  tak  szeroko,  że  przypominała  teraz  postać

z kreskówki.

– Naprawdę? No to świetnie! Powinnaś więc znać odpowiedź na swoje

pytanie.

O tak, Nelle znała tę odpowiedź. Dobrze wiedziała, dlaczego dała dyla

z El Santo przy pierwszej nadarzającej się okazji i nigdy tam nie wróciła.

To  miasto  nie  było  łaskawe  dla  dziewczyny,  której  matka  uciekła

z  żonatym  mężczyzną,  a  ojca  częściej  widywano  w  podmiejskich

background image

spelunkach  niż  za  biurkiem  kancelarii,  do  prowadzenia  której  nie  miał
uprawnień.

To  dlatego  na  gali  tak  gwałtownie  zareagowała  na  wiadomość,  że

Grayson startuje do Kongresu na miejsce swojego ojca. Barrett Monk nie
zrobił  nic,  by  przygotować  El  Santo  na  starcie  ze  zmieniającą  się
rzeczywistością.  Umiał  tylko  podsycać  złudzenia  i  uprzedzenia
mieszkańców.  Miasto  potrzebowało  zaś  reprezentanta,  który  zaspokoi  ich
potrzeby,  a  nie  będzie  bez  końca  obiecywał  tego,  czego  spełnić  nie  jest
w stanie.

Ale przecież Grayson – co sam kilka razy jej przypomniał – nie jest tym

samym człowiekiem co jego ojciec.

– Skoro już o tym mówimy, powinnaś wiedzieć, że jestem córką Douga

Lassena – oznajmiła Nelle jego siostrze.

– Nic mi to nie mówi. A powinno? – spytała Finley.
–  Mój  ojciec  był  partnerem  Barretta  w  kancelarii  prawnej.  A  po  jej

upadku został pozbawiony uprawnień zawodowych – wyjaśniła Nelle, nie
wdając się w szczegóły.

– To się znakomicie składa – odparła Finley po chwili zastanowienia. –

Możemy w kampanii wykorzystać motyw Romea i Julii.

– Przestań! – warknął Grayson.
–  Okej,  okej,  Szekspir  jest  ogólnie  za  bardzo  tragiczny  –  przyznała

siostra. – A o twoim ojcu słyszę po raz pierwszy w życiu – zwróciła się do
Nelle. – A to oznacza, że Barrett też ma całą sprawę gdzieś. Ale skoro tobie
to przeszkadza, znajdziemy kogoś innego.

–  Nic  z  tego.  –  Grayson  objął  Nelle  opiekuńczym  gestem.  –  Nie

interesują mnie cholerne wskaźniki sympatii. Porzuć ten trop.

– A ty mi zaufaj. Wiem, co robię. A ty – Finley zwróciła się do Nelle –

uratuj go przed nim samym. Zgódź się.

background image

Serce Nelle waliło jak oszalałe. Rok temu na pewno by odmówiła. Ale

przecież  nowa  Nelle  podejmuje  ryzyko.  Żeby  odmienić  swój  los,  żeby
znaleźć  szczęście.  Poza  tym  wiele  Graysonowi  zawdzięcza.  Poznał  ją
z Reidem Begaye’em, prawdopodobnie ratując jej skórę w Create4All.

A  jeśli  teraz  ona  pomoże  Graysonowi,  fatalna  historia  Monków

i Lassenów może znaleźć szczęśliwe zakończenie.

– A ty tego chcesz? – zapytała go. – To znaczy, żebym z tobą została do

końca kampanii. Bo mnie jest wszystko jedno. Ty zdecyduj.

– Nelle – odparł, patrząc jej w oczy. – Wiesz, że mi się podobasz. Lubię

z tobą być.

Czyżby  nagle  słońce  wyszło  zza  chmur?  Bo  wszystko  stało  się  jakby

jaśniejsze, wyraźniejsze, bardziej kolorowe.

– Czy to ma oznaczać tak?
– Nie chciałbym cię wciągać w idiotyczny plan Finley. Ale chcę nadal

się z tobą widywać.

Nelle nie wiedziała, jak to się stało, ale już po chwili Grayson trzymał ją

w ramionach i całował.

–  A  więc  od  jutra  jestem  waszą  dobrą  wróżką.  Przygotujcie  się  –

usłyszeli głos Finley, a potem dźwięk zamykanych drzwi.

Grayson zaniósł Nelle do sypialni.
To tylko taka przysługa, pomyślała, kiedy jeszcze była w stanie myśleć

względnie  logicznie.  Odwdzięczy  mu  się  i  może  przy  okazji  wyprostuje
kręte  ścieżki  rodzinnych  historii.  Nic  więcej.  Ale  gdy  tylko  Grayson
dotknął jej piersi, wiedziała, że to nie jest do końca prawda.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Przesunęła  dłonią  po  świeżo  ostrzyżonych  włosach  i  mocniej  ścisnęła

pasek torby na ramieniu.

Stała  przed  tymczasowym  miejscem  pobytu  Graysona  w  El  Santo,

rozległym ranczem na zachodnich obrzeżach miasteczka.

Gdy jej otworzył, upuściła torbę na ziemię i rzuciła mu się w ramiona.

Jego uśmiech i pocałunek sprawiły, że pozbyła się sztywności karku, która
męczyła ją przez całe trzy godziny podróży.

Wjazd do rodzinnego  miasta zawsze był dla niej ciężkim przeżyciem,

ale  teraz  dzięki  obecności  Graysona  zyskał  walor  sentymentalnego
powrotu.

Sześć  tygodni,  które  minęły  od  pamiętnego  poranka  w  kuchni

Graysona, przeżyła jak w oku cyklonu.

Barrett  ogłosił,  że  nie  będzie  się  ubiegał  o  reelekcję.  Gubernator

wyznaczył listopad jako termin wyborów uzupełniających. Ruszył wyścig
konkurentów.  Finley  w  zasadzie  żadnego  z  nich  się  nie  obawiała,  liczyć
mógł  się  najwyżej  pewien  starszy  wiekiem  ranczer,  posiadacz  znacznych
obszarów ziemi w okolicy.

Grayson  większość  czasu  spędzał  teraz  w  El  Santo,  zaznajamiając  się

od nowa z miejscem swojego urodzenia.

Jednocześnie  Nelle  miała  pełne  ręce  roboty,  gdyż  znajomości  zawarte

przez  nią  podczas  degustacji  win  zaczęły  owocować  konkretami.  Prawie
codziennie  miała  jakieś  spotkania,  biznesowe  lunche  i  inne  posiłki  oraz

background image

imprezy.  Nareszcie  miała  pieniądze  na  wynajęcie  kawalerki,  tyle  że  nie
miała czasu się nią nacieszyć.

Każdy tydzień zaczynał się dla niej i dla Graystona wideokonferencją,

w trakcie której starali się zsynchronizować – najczęściej bezskutecznie –
swoje rozkłady zajęć na cały tydzień.

A dziś był ten szczęśliwy dzień, kiedy mogła odbyć podróż do El Santo,

a Grayson miał tylko jedno wystąpienie publiczne – na lokalnym festiwalu
piwa rzemieślniczego.

– Wyglądasz na zmęczonego – zauważyła po gorącym powitaniu.
–  A  ty  jak  zwykle  jesteś  piękna  i  promienna.  Komunikator  nie  jest

w  stanie  oddać  barwy  twoich  oczu.  Innych  rzeczy  też  nie  –  dodał
szeptem. – Już nie mogę się doczekać…

Roześmiała  się,  choć  obietnica  zawarta  w  tonie  jego  głosu  wywołała

gęsią skórkę na jej ciele.

– O której mamy się stawić na tym festiwalu? O piątej? Może przedtem

uda nam się… – zapytała, wodząc palcem po jego szczęce.

– Niestety nie uda. Finley niespodziewanie zorganizowała mi tuż przed

piątą spotkanie z organizacją zrzeszającą farmerów. Zresztą zawdzięczam je
tobie.

– Mnie?
– A kto ciągle żąda, żebym poznał tutejsze życie od podszewki? No to

poprosiłem  siostrę  o  serię  spotkań  ze  stowarzyszeniami  i  związkami
zawodowymi. Wychowałem się tutaj, ale mam wiele do nadrobienia, jeśli
chodzi o wiedzę na temat moich wyborców.

– Dasz radę – powiedziała, tuląc się do niego.
– Może i tak, ale teraz muszę iść – odparł, całując ją w czoło. – Przykro

mi.

– Nie martw się. Mamy jeszcze wieczór.

background image

– No tak.
Zadzwonił  jego  telefon.  Grayson  spojrzał  na  ekran  i  odrzucił

połączenie.

–  Prosiłem,  żeby  dzwonili  wyłącznie  w  naprawdę  ważnych  sprawach.

A ten telefon prawie nie milknie – poskarżył się. – Zostaniesz tu na trochę
sama?

– Jasne, ale może mogę jakoś pomóc?
–  Świadomość,  że  tu  jesteś  i  czekasz  na  mnie,  to  już  dla  mnie

nieoceniona  pomoc.  Możesz  najwyżej  przejrzeć  moje  rachunki,  zanim
przekażę je skarbnikowi kampanii.

–  Świetnie,  mam  w  tym  wprawę.  Z  zawodu  i  wykształcenia  jestem

finansistką.

– Naprawdę? – zdziwił się Grayson.
Boże, jak oni mało o sobie wiedzą.
– Ściślej: byłam. Długa historia, kiedyś ci opowiem.
–  Może  dziś  wieczorem?  –  zaproponował,  odrzucając  kolejne

połączenie telefoniczne.

– Jasne, choć wolałabym inaczej spędzić ten czas.
– Ja mam podzielną uwagę. – Uśmiechnął się łobuzersko. – A na biurku

leżą  wydruki  sprawozdań  finansowych  z  mojej  kampanii,  jeśli  cię  to
zainteresuje. Drugie drzwi na lewo.

– Zapamiętam.
Włożył do kieszeni klucze, po czym wziął w dłonie jej twarz, wędrując

po niej wzrokiem.

– Ciężko mi cię tu zostawiać, skoro już przyjechałaś.
– Kiedy wrócisz, na pewno mnie zastaniesz. We własnej osobie, nie na

monitorze. I pewnie nic nie będę miała na sobie.

background image

– W takim razie odwołuję mój udział w festynie piwnym.
Pocałowała  go  i  poczuła,  że  coś  uwiera  ją  w  biodro  i  że  czuje  jakieś

wibracje.

– To pewnie znowu twój telefon, a nie…
– No tak, masz rację, chociaż to drugie też. Widzimy się za parę godzin.
Dom, który Grayson wynajął na potrzeby kampanii, prezentował się jak

na El Santo bardzo korzystnie.

Był podobny w stylu do domu jej dzieciństwa, tyle że znacznie większy.

No  i  oczywiście  miał  prawdziwy  basen.  Jej  bliższą  i  dalszą  rodzinę  stać
było najwyżej na nadmuchiwany brodzik w ogródku.

Niektóre elementy wystroju były jednak podobne. Kamienny kominek,

kosz  podarunkowy  na  kuchennym  blacie  wypełniony  orzechami
i suszonymi owocami z pobliskich sadów. El Santo w pigułce.

Gdy je opuszczała, nawet nie obejrzała się za siebie. I aż do poznania

Graysona nie miała ochoty tu wracać.

Dotknęła  miękkiej  skóry,  jaką  obita  była  kanapa,  zagłębiła  stopy  we

włochaty dywan.

Gdyby  Barrett  nie  oszukał  jej  ojca,  ona  też  miałaby  szansę  na

dzieciństwo w tak luksusowym domu. Ale tym razem ta myśl nie wiązała
się z gniewem ani rozżaleniem. Fakt, źle się stało, ojciec już nigdy się po
tym nie podniósł. Ale to nie znaczy, że przeszłość ma wpływać na to, co ją
może czekać u boku Graysona.

Dwie  godziny  później  nadal  pochłonięta  była  przeglądaniem

dokumentów finansowych i robieniem notatek. Nagle ktoś chrząknął za jej
plecami.

– O, już jesteś? Nie słyszałam, jak wchodzisz.
Odwróciła się i zamarła.

background image

W drzwiach nie ujrzała Graysona.
Stał tam jego ojciec.
–  Cześć  –  powiedział  z  uśmiechem  i  wyciągnął  rękę  na  powitanie.  –

Jestem Barrett Monk. A ty to pewnie Nelle.

Usiadł w fotelu po drugiej stronie biurka.
Kiwnęła głową. Może powinna coś powiedzieć, uśmiechnąć się, ale nie

była  w  stanie.  Jak  zaczarowana  wpatrywała  się  w  złego  ducha  swojego
dzieciństwa.

Zapamiętała  go  jako  kogoś  wysokiego  i  zwalistego,  istne  monstrum.

W rzeczywistości był niewysoki i dość drobny. Skąd wziął siłę, by roznieść
w  pył  przyjaciela  i  biznesowego  partnera,  jednego  z  najzdolniejszych
adwokatów w kraju?

Doszła  teraz  do  wniosku,  że  siła  w  sensie  fizycznym  nie  była  mu  do

niczego potrzebna.

Facet  ma  charyzmę,  to  coś,  dzięki  czemu  ludzie  sami  z  siebie  mu  się

podporządkowują.

Po  kilku  sekundach,  które  wydały  jej  się  wiecznością,  odchrząknęła

i zmusiła wargi do czegoś w rodzaju uśmiechu.

– Graysona nie ma, ale zaraz powinien wrócić – wykrztusiła.
– Wiem – odparł Barrett, zakładając nogę na nogę ze swobodą starego

znajomego,  który  właśnie  wpadł  na  pogawędkę.  –  Przed  przyjściem
rozmawiałem z Finley. Powiedziała mi, że cię tu zastanę.

Specjalnie  się  fatygował,  żeby  się  z  nią  zobaczyć?  Czyżby  chciał

porozmawiać  o  jej  ojcu?  To  niemożliwe,  Barrett  nie  przejmuje  się  takimi
drobiazgami.

– Czyli czujesz się lepiej? – Nelle tym razem uśmiechnęła  się prawie

szczerze.

background image

W  zeszłym  tygodniu  lekarz  zalecił  Barrettowi  znaczne  ograniczenie

aktywności.

–  Ach,  ci  lekarze!  –  Starszy  pan  machnął  ręką.  –  Banda  starych

plotkarzy, co z niczego robią sensację. Pożyję jeszcze parę ładnych latek,
nie bój się.

– Grayson i Finley będą szczęśliwi – odparła Nelle, robiąc porządek na

biurku.  –  Właśnie  miałam  zrobić  sobie  przerwę  na  kawę.  Też  się  czegoś
napijesz?

–  Dzięki,  ale  przyszedłem  porozmawiać  z  tobą  bez  obecności  moich

dzieci.

– Ja… – zaczęła, ale Barrett jej przerwał:
–  Wiem,  że  zgodziłaś  się  towarzyszyć  Graysonowi  na  czas  kampanii.

Robisz świetną robotę, jemu to bardzo pomoże. Chciałem ci za to osobiście
podziękować.

Nie  spodziewała  się  usłyszeć  od  Barretta  akurat  takich  słów  na

pierwszym spotkaniu po latach.

– Ale ja nie jestem…
Kim nie jesteś, zapytała samą siebie. A kim jesteś? Podstawioną aktorką

czy  prawdziwą  dziewczyną  Graysona?  Przecież  on  twierdził,  że  nie
wchodzi w chory pomysł Finley. A z drugiej strony nie rozmawiali o swoim
związku.  Ustalili  jedynie,  że  będą  się  nadal  spotykać,  mimo  iż  oboje  są
bardzo zapracowani.

A  jeśli  już  udawało  im  się  wygospodarować  trochę  czasu  dla  siebie,

spędzali go na czymś zgoła innym niż dyskusje o wspólnej przyszłości.

Nelle założyła za ucho niesforny kosmyk włosów i odezwała się:
–  To  miłe  ze  strony  Finley,  że  tak  ci  to  przedstawiła.  A  co  na  to

Grayson?

background image

Barret  jakby  nie  dosłyszał  jej  pytania  i  dalej  rozwodził  się,  jak

świetnym pomysłem jest postać Kopciuszka.

– Genialne, czyste złoto! Moje gratulacje.
– Obawiam się, że to jednak nie ma wiele wspólnego ze mną.
–  Nie  bądź  taka  skromna  –  Barrett  uśmiechał  się  coraz  serdeczniej  –

chociaż  to  dobrze  o  tobie  świadczy.  Fajnie,  że  jesteś  w  naszej  drużynie,
Nelle.

– A co to za drużyna? – spytała, czując, jak kręci jej się w głowie.
– Wszyscy ci, którzy chcą zwycięstwa Graysona.
– Ja bym wolała, żeby Grayson był szczęśliwy – odparła.
–  Właśnie.  –  Barrett  się  zaśmiał.  –  Dla  Graysona  szczęście  polega  na

wypełnianiu roli, do jakiej od urodzenia był przygotowywany. Cieszę się,
że  myślimy  podobnie,  Nelle.  Teraz  czuję,  że  mogę  na  ciebie  liczyć.  Bo
mogę, prawda?

W końcu odważyła się spojrzeć mu w oczy.
Jego tęczówki nie miały – tak jak u Graysona – ciepłej barwy brązu, ale

były ciemnoszare, stalowe, hipnotyzujące. Nie można było oderwać od nich
wzroku.

– Liczyć na mnie? W jakiej sprawie? – zapytała.
Rozłożył ręce i znowu się zaśmiał.
–  Jak  to  w  jakiej?  W  tej,  o  której  mówimy:  uczynić  Graysona

szczęśliwym, pomagając mu wygrać wybory!

–  Ja…  oczywiście  pomogę,  na  ile  mogę.  Niech  robi  to,  co  uważa  dla

siebie za najlepsze.

– No i w tym jest problem. On nie bardzo wie, co jest dla niego dobre.
Barrett podniósł się z fotela, podszedł do biurka i oparł się na dłoniach,

zbliżając twarz do jej twarzy.

background image

– Jemu się wydaje, że wie, ale w gruncie rzeczy jest w tej dziedzinie

żółtodziobem.  Wiem,  tam,  gdzie  mieszkacie,  jest  prawie  bogiem,  ale  tu
ludzie wciąż widzą w nim dzieciaka, który więcej czasu spędza na basenie
niż w pracy. Nie stąpa po twardym gruncie.

– Nie sądzę, żeby wyborcy postrzegali go w ten sposób.
– Cieszę się, że bronisz mojego syna, ale wierz mi, ja się w to bawię od

czasów,  kiedy  was  obojga  nie  było  jeszcze  na  świecie.  To  jak?  Mogę  na
ciebie liczyć, jeśli chodzi o pomyślną przyszłość Graysona?

– Jak mogę pomóc? – spytała, cofając się odruchowo.
– No cóż, teraz pokazujesz się z nim publicznie. Wyglądasz świetnie –

omiótł ją wzrokiem – ale Finley chciałaby zrobić cię… tak bardziej… na
bóstwo.  I  żebyś  się  więcej  uśmiechała  do  kamer.  Kiedy  to  się  wszystko
skończy, wrócisz do siebie. Sama. I do swojego ulubionego wizerunku.

Nelle poczuła dudnienie w skroniach.
– Sama? Co przez to rozumiesz?
–  Nelle,  pozwól,  że  zdradzę  ci  tajemnicę  mężczyzn.  My  jesteśmy

prostakami. Potrafimy myśleć albo tym, co mamy na szyi, albo tym, co nam
dynda  między  nogami.  Nigdy  jednym  i  drugim  jednocześnie.  I  teraz  jest
w porządku, że ty i Grayson macie z sobą dużo uciechy. Ale jak mój syn
wejdzie  do  Kongresu,  będzie  musiał  zacząć  myśleć  za  pomocą  mózgu,
a nie…

– Uważasz, że teraz nie używa mózgu?
Barrett uśmiechnął się, szczerząc zęby. Wyglądało to dość przerażająco.
– Jesteś niegłupią babką, więc nie będę owijał w bawełnę. Na kampanię

jesteś w sam raz, powtórzę, że jestem ci bardzo wdzięczny.

– Ale…?
–  Ale  za  nami,  Monkami,  stoi  wielowiekowa  tradycja.  Grayson  zna

swoje miejsce i swoją powinność. A ja i Finley znajdziemy mu partnerkę

background image

odpowiednią na Waszyngton, która pomoże mu odnieść sukces w polityce.
Przecież  oboje  chcemy  jego  szczęścia,  prawda?  –  spytał,  wwiercając  się
w nią spojrzeniem.

–  Ty  chcesz  decydować  o  jego  szczęściu  –  odparła  Nelle  –  a  ja

wolałabym, żeby to on określił, czego chce.

–  Już  ci  mówiłem,  on  tego  nie  potrafi.  –  Barrett  z  powrotem  usiadł

w fotelu. – A ty? Bądźmy szczerzy, Nelle, czy będziesz umiała pokierować
nim  tak,  żeby  był  świetnym  kongresmenem,  a  potem  nawet  może
prezydentem? Uszczęśliwić go na dłuższą metę?

Nelle zamilkła. Nie da poznać po sobie, jak bardzo udało się Barrettowi

poruszyć wszystkie jej czułe struny za jednym zamachem. Skupi się raczej
na tym, jak oczy Graysona rozświetlają się na jej widok, jak on tuli ją do
siebie, nie chcąc wypuścić z uścisku. Wtedy jest naprawdę szczęśliwy.

Póki co, powtarzał jej w głowie jakiś uparty głosik.
Usłyszała, jak otwierają się drzwi frontowe.
– Nelle? Gdzie jesteś? Gotowa do wyjścia?
– W twoim gabinecie – odkrzyknęła.
Na miękkich nogach podeszła do Barretta i rzuciła mu w twarz:
– Świetnie, teraz mamy okazję zapytać go, czego naprawdę pragnie.
Grayson stanął w drzwiach.
– Tata? Nie wiedziałem, że wpadniesz. Jak się czujesz? – spytał z troską

w głosie.

Barrett  uśmiechnął  się,  jakby  syn  właśnie  przyłapał  go  na  rozmowie

z Nelle o pogodzie.

–  W  porządku,  synu.  Może  jestem  tylko  trochę  samotny  w  moim

wielkim domu od dnia, kiedy odprawiłem pielęgniarki. Finley powiedziała

background image

mi,  że  śliczna  Nelle  przybywa  do  miasta,  więc  postanowiłem  przyjechać
i się jej przedstawić. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu.

Grayson spojrzał na Nelle przepraszającym wzrokiem.
– Tato, doktor kazał ci się nie przemęczać. Właśnie miałem go spytać,

czy  pozwoli,  żebym  przywiózł  Nelle  do  ciebie.  Chciałem  ci  ją  osobiście
przedstawić.

Ścisnął  ją  lekko  za  rękę,  co  przyjęła  za  przeprosiny.  Odwzajemniła

uścisk.

– Odbyliśmy tu bardzo ciekawą rozmowę – powiedziała. – Zgodziliśmy

się  co  do  tego,  że  powinieneś  podążać  za  swoim  szczęściem.  Jak  każdy
człowiek.

– Taki filozoficzny temat? Aż mi się wierzyć nie chce. Ale w porządku,

dzięki.

–  A  skoro  już  o  tym  mowa,  to  jak  ty  byś  zdefiniował  szczęś…  –

ciągnęła Nelle.

–  Przebierz  się  –  przerwał  jej  Barrett.  –  Finley  zostawiła  ci  trochę

nowych  ubrań  w  szafie.  Moi  wyborcy  z  pewnością  chętnie  popatrzą  na
ładną laskę w eleganckiej sukience.

– Nelle wygląda dobrze w tym, co ma na sobie – zaoponował Grayson.
–  Myślałam,  że  ten  strój  pasuje  do  imprezy  piwnej  –  powiedziała,

spoglądając  na  swoje  znoszone  dżinsy,  T-shirt  oraz  tenisówki.  –  Ale  nie
chciałabym  rozczarować  Finley,  rola  dobrej  wróżki  najwyraźniej  ją  bawi.
Pójdę się przebrać – dodała pojednawczo.

– Nigdzie nie pójdziesz – odparł Grayson. – Tato, twój szofer po ciebie

przyjedzie czy mamy cię podrzucić w drodze na piknik?

– Nie kłopocz się o mnie, synu, dam sobie radę. Ale chciałbym jeszcze

coś powiedzieć. Nelle, bardzo mi przykro z powodu twojego ojca.

background image

Nelle zaczęła z trudem chwytać powietrze.  Dłoń Graysona  wydała jej

się lodowata.

A może źródłem tego chłodu była jej własna ręka? Trudno stwierdzić.
– Tato, o czym ty mówisz? – spytał Grayson.
– To się stało jeszcze przed twoimi narodzinami, synu. A ty pewnie nie

znasz tej historii, bo byłeś wiecznie zajęty zawodami pływackimi i nauką.
Tata  Nelle  napytał  sobie  biedy.  Utracił  nawet  uprawnienia  zawodowe
z  powodu  okradania  klientów.  Całe  miasto  tym  żyło.  Żałuję  tylko,  że  nie
mogłem mu pomóc. Był moim dobrym kolegą na studiach – zwrócił się do
Nelle – planowaliśmy  nawet wspólną działalność  zawodową.  Ale cóż, on
miał zamiłowanie do luksusu. Zbyt często odwiedzał kasyna. To nigdy nie
kończy  się  dobrze.  A  potem  jeszcze  twoja  mama  go  rzuciła.  Może
powinienem był wyciągnąć wtedy do niego pomocną dłoń? Żałuję, że tego
nie  zrobiłem.  Przekaż  mu,  proszę,  że  stale  o  nim  myślę  i  życzę  mu  jak
najlepiej. On zdaje się mieszka teraz w Vegas?

Nelle wpatrywała się w Barretta z nieruchomą twarzą. Jego opowieść –

jakkolwiek  załgana  –  zawierała  jednak  ziarno  prawdy.  Doug  Lassen  lubił
hazard  i  życie  ponad  stan.  Czyżby  nie  chciał  się  przyznać  rodzinie  do
własnych słabości? Można go o to zapytać, ale i tak wiadomo, co odpowie.
Swoją  wersję  wydarzeń  przekazywał  jej  zawsze  niewzruszonym  tonem,
dlatego w nią uwierzyła. Jego pewność przekonywała.

A teraz to przekonanie rozbiło się na tysiące małych kawałeczków, jak

szkiełka w kalejdoskopie. Jak się ustosunkować do słów Barretta?

Grayson  dotknął  palcami  jej  palców,  co  normalnie  odebrałaby  jako

wyraz wsparcia. Ale teraz był to dla niej gest litości. Odsunęła rękę.

–  Tak,  przeniósł  się  do  Vegas,  kiedy  byłam  na  studiach.  Przekażę  mu

twoje pozdrowienia – powiedziała nieswoim głosem.

background image

–  Dziękuję  ci.  I  pragnę  cię  zapewnić,  że  nie  popieram  przestępczych

działań twojego ojca skierowanych przeciwko tobie. Ja się bardzo cieszę, że
dziewczyna z El Santo uczestniczy w kampanii mojego syna.

– Tato… – krzyknął Grayson ostrzegawczo, ale Nelle mu przerwała.
–  Spójrz  na  zegarek.  Jak  teraz  nie  pójdę  się  przebrać,  spóźnimy  się  –

powiedziała, opuszczając gabinet.

Musiała  wyjść,  uciec,  oddalić  się.  Od  nich  obu.  Musi  to  wszystko

przemyśleć.

–  Czekamy  na  ciebie  w  samochodzie,  Janelle  –  powiedział  Barrett,

szczerząc zęby w szarmanckim uśmiechu. – Nie przeszkadza ci, że używam
twojego prawdziwego imienia, prawda?

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Grayson potarł oczy i opuścił pokrywę laptopa.
– Dosyć na dziś – powiedział do Finley.
– Już?
– Jest prawie dziesiąta, chcę się choć trochę przespać przed jutrzejszą

jazdą  do  Fremont.  –  Ziewnął  i  podniósł  ręce,  by  choć  trochę  rozciągnąć
zbolałe mięśnie.

Siedziba  sztabu  kampanii  bez  tłumów  wolontariuszy  i  całodziennego

zgiełku wyglądała dziwnie i nierealnie. Grayson wziął z tacy wczorajszego
pączka, zagłębił w nim zęby, po czym wyrzucił go do kosza.

– No i muszę zjeść coś… prawdziwego – dodał.
–  E  tam,  po  prostu  chcesz  zadzwonić  do  Nelle.  Tak,  żebym  ja  nie

słyszała waszej rozmowy. No i słusznie. Szef kampanii nie musi wiedzieć
wszystkiego  o  życiu  kandydata  –  zauważyła  Finley,  nie  przestając  stukać
w klawiaturę komputera.

Nelle.  Tak,  tęsknił  za  nią.  Chciałby,  żeby  tu  z  nim  była.  We  własnej

osobie, nie na monitorze.

Ale  nie  wiadomo,  czy  ona  też  by  chciała  tu  z  nim  być.  Coś

niezauważalnego zaczęło psuć ich tak troskliwie budowaną relację.

Problem  zaczął  się  trzy  tygodnie  temu  w  czasie  pobytu  Nelle  w  El

Santo na pikniku piwnym.

Wiedział,  że  spotkanie  z  jego  ojcem  było  dla  niej  niełatwym

przeżyciem. Zwłaszcza że Barrett przedstawił prawdziwą wersję upadku jej

background image

ojca. Ale mimo początkowego szoku przyjęła to ze spokojem.

Na  festynie  świetnie  się  bawili,  tyle  że  Nelle  pod  koniec  strasznie

rozbolała głowa. Opiekował się nią, a kiedy rano się żegnali, wydawało się,
że jej uczucie do niego nie doznało uszczerbku.

Kiedy  jednak  patrzył  w  ślad  za  jej  oddalającym  się  samochodem,

poczuł,  że  wyrosła  między  nimi  jakaś  bariera.  Najpierw  dość  nieznaczna,
ale z każdym dniem zyskiwała na sile.

– Czy tata mówił ci coś o Nelle? – zapytał siostrę Grayson.
–  Niewiele.  Cieszy  się,  że  ona  jest  stąd.  Dzięki  temu  zapunktujesz

u lokalsów.

Zrobiło  mu  się  niedobrze.  Nie  wiedział,  czy  od  smaku  nieświeżego

pączka, czy od słów Finley.

Powtarzał  siostrze,  że  jego  związek  z  Nelle  nie  ma  nic  wspólnego

z  wyborami,  a  ta  z  uporem  traktowała  jego  dziewczynę  w  sposób
całkowicie  odczłowieczony,  instrumentalny.  Jak  punkt  na  wykresie  czy
liczbę w tabelce.

– Fin, ona nie jest punktem. Nelle naprawdę mi się podoba – powiedział

po raz enty.

–  No  i  dobrze.  To  twoja  aktualna  dziewczyna,  więc  powinna  ci  się

podobać – odparła siostra, nie odrywając wzroku od ekranu komputera.

– Ja ją kocham.
– No to… gratulacje. Fajnie. To świetna dziewczyna. – Finley nareszcie

zaszczyciła go spojrzeniem.

–  Wiem,  że  miałem  wrócić  jutro  wieczorem,  ale  chcę  zostać  we

Fremont kilka dni. Zmień mi terminarz.

–  Jak  to?  Myślałam,  że  tylko  spotkasz  się  z  Nelle  w  jej  sprawach

zawodowych,  no  i  Barrett  chciał,  żebyś  jak  najszybciej  pogadał  z  Jonem
Wurtzem. On hojnie dotował wszystkie kampanie ojca.

background image

–  Te  „sprawy  zawodowe”  Nelle,  jak  raczyłaś  to  określić,  to  przyjęcie

niespodzianka  na  jej  cześć  z  okazji  domknięcia  czteromilionowego
kontraktu z fundacją Begaye’a. I nie chcę żadnych innych spotkań, wykreśl
je.

–  Okej,  z Wurtzem  możesz  spotkać  się  później.  Ale  za  dwa  tygodnie

jest debata. Musisz mi napisać plan przygotowań do niej.

– Ja się do niej przygotowuję od urodzenia.
– To nie to samo. Rozumiem, jesteś rozgoryczony i wyposzczony. No to

weź  sobie  dzień  wolnego,  ale  potem  już  powinieneś  się  szykować  do
debaty. Pamiętaj, musisz roznieść swoich oponentów w proch!

– Powiedziałem i nie zamierzam dłużej dyskutować – odparł Grayson,

z  głośnym  zgrzytem  wsuwając  krzesło  pod  biurko.  –  Idę  coś  zjeść,
odpocząć, a jutro z samego rana wyjeżdżam.

Finley kilkakrotnie otworzyła i zamknęła usta.
– Widzę, że chcesz coś powiedzieć. Słucham – warknął.
– No, może rzeczywiście… Prowadzisz w sondażach z dużą przewagą,

może nie musisz się aż tak przygotowywać do tej debaty…

– No właśnie. Do jutra.
– Ale… – Głos siostry zatrzymał go w drodze do wyjścia. – Wybory to

jedynie pierwsza i najłatwiejsza do pokonania przeszkoda na twojej drodze.
A  potem  przeniesiesz  się  do  Waszyngtonu,  gdzie  czeka  cię  praca  przez
siedem dni w tygodniu, dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nie będziesz
miał czasu na tak częste wypady do… powiedzmy… Fremont. Które nawet
nie leży w twoim okręgu wyborczym.

–  No  proszę,  wykrztuś  to  z  siebie  do  końca.  –  Grayson  patrzył  na

siostrę.

– Chyba nie do końca wiesz, jaki wpływ wygrana będzie miała na twoje

życie. I na jej życie. Bo co, jak długo wy się znacie? Dwa miesiące? Zacznij

background image

nareszcie myśleć głową.

– Już to zrobiłem.
– A Nelle?
– Przecież „dziewczyna wyborcza” to był twój pomysł.
–  No  właśnie.  Mówiłam,  żebyś  nie  traktował  jej  serio.  Pospotykaj  się

z nią, a potem rzuć.

– Nie ma mowy.
– No to przynajmniej poważnie z nią porozmawiaj.
To wiedział sam, nie potrzebował dobrych rad. Musi jakoś zburzyć tę

wyrosłą między nim a Nelle barierę.

–  Damy  sobie  radę.  A  ty  wyczyść  mój  kalendarz  na  najbliższe  cztery

dni.

– Dwa dni. – Finley wytrzymała jego spojrzenie. – Pod warunkiem, że

po powrocie z kopyta zaczniesz przygotowania do debaty.

–  Trzy  dni.  I  dziękuję  –  zakończył  Grayson,  całując  siostrę  w  czubek

głowy. – Nad czym pracujesz? – zapytał, zerkając na monitor.

–  Wysyłam  ostatnie  mejle.  Muszę  jeszcze  przypomnieć  Alowi,  żeby

odesłał  księgowej  podpisany  raport  finansowy.  A  potem  możemy  wyjść
razem.

–  A  dlaczego  ja  nie  widziałem  tego  raportu?  –  zainteresował  się

Grayson.

–  Naszym  skarbnikiem  jest  Al  i  to  do  niego  należy  zatwierdzanie

raportów.

–  A  ja  nie  muszę  ich  nawet  przeglądać?  Jak  to?  Przecież  to  ja

kandyduję.

–  Naprawdę  chciałbyś?  Barrett  nigdy  ich  nie  przeglądał.  Al  jest  jego

skarbnikiem  od  lat.  Ma  oko  wyczulone  na  to,  do  czego  mogłaby  się

background image

przyczepić federalna komisja wyborcza. Ty i tak masz wystarczająco dużo
pracy, zwłaszcza od kiedy bierzesz sobie dni wolne na uprawianie seksu.

–  Ojciec  nie  zajmował  się  zawodowo  inwestycjami  kapitałowymi  –

odparł Grayson, ignorując jej ostatnie słowa. – A ja mam nawyk patrzenia
na  liczby.  Wyślij  mi  ten  raport,  powinienem  być  na  bieżąco  z  naszymi
finansami.

– Ale to dwieście stron nazwisk i cyferek, mnóstwo roboty!
–  Dla  mnie  to  jak  lektura  bajek  przed  snem.  Nie  widziałaś

biznesplanów, które musiałem przeglądać w mojej firmie.

–  Zepsujesz  sobie  wzrok,  ale  jak  chcesz.  Wysłane,  możemy  iść  –

powiedziała, gasząc komputer.

Yoselin stuknęła się z Nelle kieliszkiem szampana.
– Twoje zdrowie!
– Oj, a ja widzę, że powinnam pogratulować tobie i Jasonowi – odparła

Nelle, patrząc na pierścionek z brylantem lśniący na palcu przyjaciółki.

– Ładny, prawda? Ale dziś jest twoje święto, dziecino.
–  Nie  przeczę,  cieszę  się,  że  mi  się  udało.  –  Nelle  uśmiechnęła  się,

omiatając  wzrokiem  wystawnie  nakryty  stół w prywatnym  pomieszczeniu
eleganckiej  hinduskiej  restauracji.  –  Ale  nie  trzeba  było  aż  tak…
wytwornie.

–  Daj  spokój,  Octavia  to  wymyśliła.  I  masz  od  dziś  mówić  jej  po

imieniu. Pozyskałaś kluczowego sponsora, masz specjalne przywileje. Ona
zaraz tu będzie.

– A kto jeszcze przyjdzie? Całe biuro?
W tym momencie w drzwiach stanął mężczyzna w charakterystycznym

stetsonie na głowie.

– Reid! – ucieszyła się Nelle. – Co za niespodzianka!

background image

–  Nie  mogłem  nie  przyjść.  To  najfajniejszy  projekt,  jaki  w  tym  roku

dofinansowujemy.  A  poza  tym  nie  ukrywam,  że  chcę  pogadać  z  twoim
chłopakiem.

Nelle pochwyciła niespokojne spojrzenie Yoselin.
– Grayson też będzie? – spytała.
–  A  jaki  facet  nie  chciałby  zobaczyć,  jak  jego  dziewczyna  przyjmuje

czteromilionowy czek, żeby pomóc dzieciakom z Zatoki? – odpowiedziała
przyjaciółka. – Jasne, że będzie.

–  Ale  on  jest  taki  zajęty.  Naprawdę  wziął  wolne?  –  Nelle  przygryzła

dolną wargę i z niedowierzaniem pomyślała, jak jej życie w krótkim czasie
zmieniło się na lepsze w tak wielu wymiarach.

I nagle poczuła się szczęśliwa. Wątpliwości, które narastały w niej po

spotkaniu  z  Barrettem  Monkiem,  nagle  zaczęły  znikać.  Nie  widziała
Graysona  od  festynu  piwnego,  po  którym  zasnęła  u  niego  w  pokoju
gościnnym, z zimnym kompresem na czole. Miała migrenę.

Potem  rozmawiali  prawie  codziennie  przez  telefon,  ale  Grayson  miał

coraz więcej zajęć. Za każdym razem, odkładając słuchawkę, zastanawiała
się, jakie właściwie jest jej miejsce w jego życiu.

Wiedziała, że mu się podoba, wielokrotnie ją o tym zapewniał. Lubił ją,

ale on w ogóle raczej lubił ludzi.

Natomiast co do swoich uczuć Nelle nie miała wątpliwości. Była w nim

zakochana. W jego ciepłym spojrzeniu, w inteligentnym poczuciu humoru,
w tym, jak potrafił być czuły i na sto sposobów troskliwy.

Ale kiedy już zaczynała sobie pozwalać na odrobinę nadziei, w uszach

dźwięczały je słowa Barretta.

…macie z sobą mnóstwo uciechy… ale czy będziesz umiała uszczęśliwić

go na dłuższą metę?

background image

Teraz,  po  raz  pierwszy  od  tamtej  rozmowy,  ośmieliła  się  twierdząco

odpowiedzieć sobie w duchu na to pytanie.

– Mówił, że może się spóźnić, jeśli będą korki. I żebyśmy zaczynali bez

niego  –  powiedziała  Yoselin,  spoglądając  za  kurtynę  oddzielającą  ich
pomieszczenie  od  głównej  sali  restauracji.  –  O,  jest  już  Octavia  i  reszta
kierownictwa. Mam poprosić kelnera, żeby przyniósł indyjskie placki?

Rozpoczęła  się  niebiańska  uczta.  Ale  aż  do  jej  końca  miejsce  obok

Nelle pozostało puste.

Robiła  wszystko,  by  nie  okazać  niepokoju.  Śmiała  się,  żartowała,

gestykulowała.  Z  uśmiechem  słuchała  gratulacji,  obejrzała  poświęconą
sobie  specjalną  prezentację  wideo  i  wzięła  udział  w  symbolicznym
przekazaniu przez Reida tekturowego czeku wielkości połowy ściany.

Ale  nie  niosła  już  jej  początkowa  fala  szczęścia.  Talerze  i  półmiski

zostały  opróżnione,  wino  wypite,  a  ona  czuła  się,  jakby  uszło  z  niej
powietrze.

Pożegnała się z panią Allen, to znaczy z Octavią, która pozwoliła jej nie

wracać do biura już do końca dnia. Yoselin pomagała kelnerowi sprzątnąć
naczynia  i  resztki  jedzenia.  A  Nelle  z  opuszczonymi  ramionami  samotnie
tkwiła za stołem.

– Wszystko w porządku? – zagadnęła ją Yoselin.
– Tak, czemu nie?
– To moja wina. Nie powinnam była ci mówić, że on ma przyjechać.
–  Na  pewno  zatrzymało  go  coś  ważnego  –  powiedziała  Nelle  bez

przekonania. – Jak tylko będzie mógł, na pewno do mnie zadzwoni.

Nie wspomniała, że wysłała do niego kilka esemesów i wiadomości na

komunikatorze. Wszystkie pozostały bez odpowiedzi.

– Powiedz szczerze – odezwała się Yoselin. – Nie jesteście razem tylko

z powodu Create4All, prawda? Bo jeśli spotykasz się z nim dla kariery, to

background image

stanowczo ci to odradzam. Jako przyjaciółka i jako szefowa.

–  Ależ  nie!  To  znaczy…  tak.  Dzięki  niemu  poznałam  wielu

rzeczywistych  i  potencjalnych  sponsorów  Create4All.  Ale  ja  nie…  to
znaczy… to nie jest główny powód, dla którego… spędzamy razem czas –
dokończyła, nie bardzo wiedząc, jak nazwać to, co łączy ją z Graysonem.

– Jesteś pewna? – Przyjaciółka patrzyła na nią badawczo.
– Tak, to znaczy… jeśli któreś z nas czerpie z tej relacji korzyści dla

kariery,  to  na  pewno  nie  ja.  Miałam  na  myśli…  –  zaczęła  się  plątać.  –
Powiem  jak  jest:  fakt,  że  spotyka  się  z  lokalną  dziewczyną,  na  pewno
wzmacnia  jego  popularność  wśród  wyborców.  No  i  cała  ta  historia
z Kopciuszkiem i maskaradą… no wiesz… media kochają takie rzeczy.

– Czyli udajecie parę?
– Nie! Przynajmniej na pewno nie ja. On chyba też nie udaje. Ale jego

ojciec powiedział… – westchnęła. – Już sama nie wiem, co o tym sądzić.

– A powinnaś wiedzieć. – Yoselin łagodnie położyła rękę na ramieniu

Nelle.  –  Ten  gigantyczny  czek,  nie  mam  tu  na  myśli  jego  fizycznych
rozmiarów, to twoja i tylko twoja zasługa. Skopię Graysonowi tyłek, jeśli
się dowiem, że on podważa twoją wiarę w siebie.

Nelle wyprostowała się na krześle.
Sama  jest  sobie  winna,  że  pozwoliła  słowom  Barretta  trwale

zagnieździć się w jej głowie. Choć może Barrett ma rację, że jej ojciec nie
przedstawił całej prawdy o ich konflikcie.

Trudno powiedzieć, bo Doug nie dawał jej jasnej odpowiedzi.
Ale z Graysonem to zupełnie inna sprawa. Nigdy nie dał jej powodu do

zwątpienia w jego szczerość. Na jej widok błyszczały mu oczy. Trzymał ją
w ramionach jak najcenniejszy skarb. Był troskliwy. Dawał jej rozkosz, nie
tylko brał.

background image

Przestraszyła  się,  że  zaczyna  popadać  w  dawne  nawyki.  Janelle  w  tej

sytuacji  zamartwiałaby  się,  nerwowo  wyłamując  sobie  palce.  Tak  jak  rok
temu. A ona, jeśli chce być „Nową Nelle” i żyć pełnią życia, musi przestać
się bać i wziąć sprawy w swoje ręce.

–  Jeśli  już  masz  skopać  jakiś  tyłek,  to  mój.  Dasz  mi  na  jutro  urlop?

Muszę zrobić to, od czego powinnam była zacząć.

Do El Santo udało jej się dojechać w niecałe trzy godziny, choć omal

nie zarżnęła przy tym swojego wysłużonego samochodu.

Zajechała przed dom Graysona, wyskoczyła z auta, podbiegła do drzwi

i  –  nie  fatygując  się  pukaniem  ani  użyciem  klucza  –  mocnym  ciosem
otworzyła je na całą szerokość.

– Grayson! Musimy pogadać! I to natychmiast.
Odpowiedziało jej tylko echo.
Grayson  prawdopodobnie  jest  w  sztabie  kampanii.  Albo  na  naradzie

z  lokalnymi  oficjelami,  albo  na  spotkaniu  z  dziećmi  w  szkole,  albo
gdziekolwiek zaciągnęła go Finley, by spotykał się z wyborcami i zbierał
fundusze na kampanię.

No  tak,  wtargnięcie  bez  pukania  do  jego  samotni  było  planem  tyleż

zuchwałym, co… głupim.

– Nelle? – Grayson pojawił się korytarzu prowadzącym do gabinetu.
Wstrzymała  oddech.  Wyglądał  strasznie:  był  zgarbiony,  miał

przekrwione oczy, potargane włosy.

Kamienny mur obronny, jakim Nelle obudowywała się przez całą drogę,

runął w jednej sekundzie.

– Co ci jest? Zachorowałeś? Dlaczego Finley mnie nie zawiadomiła?
Nigdy nie martwiła się tym, że może mu się coś stać. Wydawał jej się

nie  do  zdarcia.  A  jednak  się  myliła.  On  nie  jest  niezłomny.  Też  jest

background image

człowiekiem i kto jak kto, ale ona powinna była wcześniej o tym pomyśleć.

– Nelle, to ty – powiedział i wyciągnął do niej ramiona.
Podbiegła do niego, zarzuciła mu ręce na szyję i wtuliła twarz w jego

pierś, wdychając jego zapach. Miał na sobie wymięte ubranie, nie golił się
już chyba drugi dzień.

Przesunęła  dłonią  po  jego  zarośniętej  szczęce  i  próbowała  go

pocałować.

Grayson jednak cofnął się.
–  Co  się  dzieje?  –  spytała,  marszcząc  czoło.  –  Zaczynam  się  ciebie

bać – próbowała zażartować.

Pogładził ją po policzku, jakby chciał się upewnić, czy to na pewno ona.
– Dobrze cię widzieć – powiedział w końcu. – Chociaż nie powinnaś…

Ale  skoro  już  tu  jesteś,  będziesz  mi  służyła  za  dodatkową  parę  oczu  –
dokończył.

– Po co?
–  Chodź  ze  mną  –  powiedział,  opuszczając  ramiona  w  geście

rezygnacji.

Wskazał  jej  miejsce  za  biurkiem,  a  sam  –  szary  na  twarzy  mimo

popołudniowego słońca – usiadł w fotelu.

– Podkreśliłem miejsca, które budzą moje wątpliwości. Sprawdź je, jeśli

możesz, masz w końcu doświadczenie w finansach.

Spojrzała na ekran i od razu coś ją uderzyło.
– To bez sensu – powiedziała.
Wzięła do ręki swój telefon, by sprawdzić kalendarz. Dlaczego w dniu,

kiedy  Grayson  na  pewno  był  w  El  Santo,  bo  miał  wtedy  spotkanie
z  aktywistkami  kobiecymi,  ktoś  wpisał  do  tabeli  rachunek  za  posiłek
w jednym z najbardziej ekskluzywnych klubów San Francisco?

background image

Rachunek  opiewający  na  –  bagatela  –  prawie  cztery  i  pół  tysiąca

dolarów?

Przyjrzała się jeszcze kilku podkreślonym pozycjom. Zakup materiałów

biurowych  na  kwotę  2,378.45  dolarów  w  eleganckim  sklepie  w  Los
Angeles, gdzie zaopatrują się celebryci z Hollywood?

Przecież  Grayson  tak  dbał  o  to,  by  nie  obnosić  się  ze  swoją

zamożnością! Wszystko kupował na miejscu, w El Santo. I inne rachunki za
usługi, co do których była pewna, że ich nie zamawiał.

W  końcu  codziennie  rozmawiali  przez  telefon  i  powiedziałby  jej

o noclegu w szykownym ośrodku wypoczynkowym w San Diego, rzekomo
przy okazji spotkania z osobą zbierającą tam dla niego fundusze.

Spojrzała  na  niego.  Wyglądał  na  przerażonego  i  rozbitego.  Ktoś

postanowił  uczynić  sobie  z  jego  kampanii  wyborczej  osobistą  skarbonkę
bez dna.

Nie  tylko  okradał  w  ten  sposób  Graysona,  ale  też  oszukiwał  komisję

federalną zajmującą się rozliczeniem kampanii wyborczych. A to poważne
przestępstwo, zagrożone więzieniem.

Czy  to  sprawka  Finley?  Ma  w  końcu  dostęp  do  karty  kredytowej,

z której pokrywa się kampanijne wydatki.

Nelle  jednak  od  razu  skreśliła  siostrę  Graysona  z  listy  podejrzanych.

Mimo  kontrowersyjności  jej marketingowych  pomysłów  Finley  na pewno
nie chciałaby psuć bratu reputacji, a tym bardziej wtrącić go do więzienia.

Kto to więc mógł zrobić? Na pewno ktoś pewien własnej bezkarności.
– Tak, widzę – powiedziała.
– A więc sobie tego nie ubzdurałem.
– Masz jakieś podejrzenia?
Grayson szarpnął głową, jakby walczył z myślami.

background image

– Pamiętasz, jak nazwałaś mnie kiedyś złotym chłopakiem?
– Tak, choć nie jest to dla mnie miłe wspomnienie.
–  Kiedy  dorastałem,  nigdy  nie  podawałem  w  wątpliwość  porządku

panującego  na  świecie  –  powiedział  i  z  jego  ust  wydobył  się  chrapliwy
chichot.

–  Dużo  ludzi  tak  ma  –  odparła.  –  Zwłaszcza  ci  z  uprzywilejowanych

środowisk.

–  Nie  dziwiło  mnie,  że  mieszkamy  w  ogromnym  domu,  mamy

prywatnych nauczycieli, a na ferie wiosenne jeździmy do Kenii na safari.

–  Ja  też  nie  odmówiłabym  wyjazdu  do  Kenii.  –  Próbowała  się

uśmiechnąć.

–  I  słusznie.  Masai  Mara  to  coś  cudownego.  Może  kiedyś…  Tak  czy

inaczej… – odchrząknął – teraz już znasz prawdę o swoim ojcu.

– To Barrett go wrobił? – zapytała.
Wstała zza biurka i przysiadła na piętach, obejmując ramionami kolana.
–  Ale  dlaczego  teraz  mi  to…  chwileczkę…  –  Poczuła  w  brzuchu

lodowate ukłucie. – Czy to Barrett? Chyba nie myślisz…?

Grayson kiwnął głową.
– Tak, to on sprzeniewierzył fundusze na kampanię.
– Skąd wiesz?
– Bo czerpał pełnymi garściami nie tylko z mojej kampanii, ale także ze

swoich.  Komisja  federalna  przechowuje  dane  w  internecie.  W  jego
sprawozdaniach jest to samo: daty rachunków się nie zgadzają. – Grayson
spojrzał na nią i objął dłonią jej policzek. – Przepraszam, że nie przybyłem
na twój uroczysty lunch. Yoselin bardzo była na mnie zła?

– Początkowo tak, ale potem jej przeszło. Reid zrobił mi niespodziankę

i też się stawił. I to chyba dla niego twoja nieobecność była największym

background image

rozczarowaniem. – Pocałowała go w palec i wstała. – To co teraz robimy?

Z doświadczenia wiedziała, że im szybciej ujawni się nieprawidłowości

finansowe, tym lepiej.

– Jak to co? Rozstajemy się – odrzekł z twarzą szarą jak popiół.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

To była najtrudniejsza decyzja w jego życiu.
Trudniejsza niż odejście z Monk Partners, niż rezygnacja z obiecującej

kariery biznesowej. Trudniejsza nawet niż telefon do ojca i nakazanie mu,
by wytłumaczył się z tego, co zawierają raporty finansowe.

Myślał, że ból, jaki zobaczył w oczach Nelle, gdy oznajmił, że mają się

rozstać, rozerwie mu serce.

Ale nie było wyboru.
– Nie rozumiem – powiedziała, gwałtownie oddychając. – Dlaczego mi

to robisz?

Patrząc na nią, widział jej pełne usta i przypominał sobie ich słodycz.

I  widział  jej  krystalicznie  czyste  niebieskie  oczy  domagające  się,  by
powiedział, że to żart. I cudowne wypukłości, ciepłe i delikatne terytorium,
którego odkrywania nigdy nie miał dość.

Dzięki  niej  stał  się  lepszym  człowiekiem.  Gdyby  nie  Nelle,  nigdy  nie

zdobyłby się na to, co dziś zrobił. A teraz musi z nią zerwać.

Jego  rodzina  skrzywdziła  jej  rodzinę,  teraz  już  to  wiedział.  Nie  mógł

sobie  wybaczyć,  że  od  razu  jej  nie  uwierzył,  że  dał  się  zwodzić
tłumaczeniom  ojca,  oślizgłego  krętacza.  Było  oczywiste,  że  jego  rodzina
nadal będzie ranić Nelle. Tak długo, jak będzie pozostawała na orbicie ich
oddziaływań. I on musi przerwać ten zaklęty krąg.

Przycisnął palec do miejsca między brwiami, by złagodzić nękający go

od rana ból głowy.

background image

– Zadzwoniłem rano do Barretta – oznajmił.
– No i…?
– Niczemu nie zaprzeczył. Śmiał się i nawet mi pogratulował, mówiąc,

że zawsze przeczuwał, że łebski ze mnie gość.

Wsunęła  dłoń  w  jego  rękę.  Nie  chciał  tego,  dotyk  utrudnia  zerwanie.

A  jednak  splótł  palce  z  jej  palcami.  Po  raz  ostatni.  Żeby  zapamiętać
delikatność jej skóry i siłę, jaką daje uścisk jej dłoni.

–  On  i  jego  skarbnik  Al  –  ciągnął  –  latami  kombinowali,  jak  użyć

pieniędzy przeznaczonych na kampanię do celów prywatnych. Byli sprytni,
nie przykuło to niczyjej uwagi. Na przykład na szesnaste urodziny dostałem
prezent  w  postaci  wyjazdu  na  Wielką  Rafę  Koralową,  żebym  mógł  sobie
ponurkować.  I  wiesz,  jak  to  zaksięgowali?  Jako  „wizytację  bazy
amerykańskiej marynarki wojennej na Południowym Pacyfiku”!

– Tu w El Santo wszyscy myśleliśmy, że wasza rodzina jest…
–  …bogata?  –  wszedł  jej  w  słowo.  –  Ja  też  tak  myślałem.  A  teraz

odkryłem,  że  tata  roztrwonił  rodową  fortunę  jeszcze  przed  moim
urodzeniem.  Zainwestował  w  piramidę  finansową.  A  potem  wyprowadzał
pieniądze z kancelarii prawnej.

–  Zwalając  to  na  mojego  ojca  –  dodała  Nelle,  rzucając  mu  zimne

spojrzenie.

– Wybacz, że ci nie uwierzyłem.
–  Okej,  teraz  już  oboje  znamy  prawdę.  Ale  dlaczego  mówisz,  że

musimy się rozstać?

Grayson usiadł za biurkiem i otworzył katalog w komputerze.
–  Zobacz,  tu  są  jego  mejle,  które  mi  przysyłał  w  trakcie  naszej

rozmowy.

Nelle stanęła za nim i spojrzała na ekran. Nogi się pod nią ugięły.

background image

– O nie, tylko nie to! Nie bój się, nie zemdleję – zapewniła, gdy złapał

ją za łokieć. – Raczej skopię komuś tyłek.

–  Mojemu  staremu?  To  może  być  trudne,  on  jest  w  szpitalu.  Po

rozmowie  ze  mną  Filney  znalazła  go  na  podłodze.  Teraz  przechodzi
badania.  Lekarze  twierdzą,  że  jego  życiu  może  i  nic  nie  zagraża,  ale  na
pewno tak szybko go nie wypuszczą.

Kiedy Nelle wparowała mu do domu, Grayson właśnie udawał się pod

prysznic, aby nieco się odświeżyć przed udaniem się do szpitala. Finley już
tam była. Do wszystkich okropności ostatnich godzin musiał jeszcze dodać
to, że stan zdrowia ojca się pogorszył.

– Życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia – powiedziała Nelle.
– Nie zdziwiłbym się, gdybyś życzyła mu czegoś wręcz przeciwnego.
– To nadal jest twój ojciec i na pewno go kochasz.
– A co, jeśli go zabiłem?
– Nie  możesz  tak  myśleć.  Sam  jest  sobie  winien.  – Oczy  Nelle znów

nabrały  stalowo  zimnej  barwy.  –  Kradł.  A  ty  nie  miałeś  z  tym  nic
wspólnego.

–  Ja  nie  mogę  odwrócić  się  na  pięcie  i  odejść  z  tej  rodziny.  Ale  ty

możesz.  I  musisz.  Inaczej  on  użyje  tego  –  wskazał  głową  ekran
komputera – przeciwko tobie. Nie mogę do tego dopuścić.

Nelle jeszcze raz spojrzała na monitor.
Starannie wyselekcjonowane zdjęcia, pokazujące, jak to ona sobie żyła

w  Nowym  Jorku.  Jakieś  przyjęcie  w  gronie  przyjaciół,  wszyscy  po  kilku
kieliszkach i ona uwieszona na swoim byłym chłopaku, w zadartej do góry
sukience, ze wzrokiem zmętniałym od alkoholu.

Kopia  sfałszowanego  dokumentu,  za  pomocą  którego  kilkoro  jej

kolegów  i  koleżanek  z  biura  księgowego  chciało  zastopować  jej  awans.

background image

Pismo  zwalniające  ją  z  pracy  i  nawet  odpowiedź  na  jej  podanie  do
stanowego  urzędu  pracy.  Nic  jej  nie  zaoferują,  bo  rzekomo  w  ostatnim
miejscu zatrudnienia udowodniono jej działanie na szkodę firmy.

Zacisnęła  usta.  Nie  zamierzała  wypierać  się  swojej  przeszłości,  ale

większość tych spraw wynikła bez jej woli i winy.

–  Owszem,  popełniałam  błędy  –  powiedziała.  –  Ale  błędy  można

wybaczyć.

–  Tu  nie  ma  nic  do  wybaczania.  Od  Yoselin  dowiedziałem  się,  że  to

była zorganizowana nagonka.

– A więc wiedziałeś?
– Czekałem, aż mi powiesz. Dawałem ci czas potrzebny do tego, żebyś

mogła mi zaufać.

–  Chciałam  ci  powiedzieć  po  festynie  piwnym,  ale…  –  Przeczesała

włosy palcami. – Wiesz, to takie zawstydzające, że spotkało mnie dokładnie
to  samo  co  mojego  ojca.  –  Roześmiała  się  nagle.  –  Harry,  jeden  z  moich
współpracowników,  znał  ode  mnie  tę  historię  i  postanowił  ją  rozegrać
przeciwko mnie. Co za ironia, nie? – Zerknęła znów na ekran. – Dziwne, że
media jeszcze tego nie wyciągnęły.

–  Ojciec  kupił  ich  milczenie.  Na  czas  kampanii  –  odparł  Grayson

ponurym  tonem.  –  A  jak  wyciekną  do  mediów  jego  sprawki,  on  ujawni
materiały o tobie.

Nelle, początkowo zszokowana tym rewelacjami, po ostatnich słowach

odzyskała zdolność logicznego myślenia.

– Niby po co? Ja przecież nie mam dostępu do funduszy kampanijnych.
–  Pomagałaś  mi  porządkować  zestawienie  moich  prywatnych

wydatków.

Fak, to było wtedy, kiedy Barrett do niej przyszedł.

background image

– Miałaś dostęp do mojego komputera. Mogłaś dokonywać przelewów,

korzystać z kart kredytowych.

Nelle  słowa  uwięzły  w  gardle.  No  tak,  wszystko  się  składa  w  jedną

opowieść. Jaki ojciec, taka córka.

– Przekonywałem cię, że przeszłość nie ma wpływu na teraźniejszość –

powiedział  Grayson,  zamykając  pliki  w  komputerze  –  ale  to  nieprawda.
Jedyne, co można zrobić, to przerwać ten cykl wydarzeń, to błędne koło.
I ja to robię. Dla ciebie.

Ujrzała przed oczami czerwone plamy.
– O nie, nie zrobisz tego! Nie będziesz się poświęcał. A już na pewno

nie dla mnie. Ja sama potrafię się bronić.

–  Nie  dasz  rady.  To  sprawa  moja,  mojej  rodziny  i  to  ja  muszę  nie

dopuścić do tego, żebyś została skrzywdzona.

– Ale ty już mnie krzywdzisz. Ja cię kocham, do jasnej cholery. I to od

dawna. – Wyciągnęła do niego rękę. – Przeszłość naprawdę może mieć na
nas wpływ. Jeśli jej na to pozwolimy.

Na  jego  twarzy  malowało  się  tyle  sprzecznych  emocji,  że  się  w  nich

pogubiła. Złote błyski w jego oczach odzwierciedlały wewnętrzne światło.
Serce zaczęło jej bić w potrójnym tempie, kiedy podał jej rękę.

– Nelle, ja…
Zadzwonił jego telefon i cały czar prysł.
– Tak? – rzucił w słuchawkę, po czym odszedł w odległy kąt pokoju.

Dalszą rozmowę prowadził szeptem.

Patrzyła  na  niego,  przyśpieszony  puls  tętnił  w  całym  jej  ciele.

Niecierpliwie czekała, aż Grayson skończy rozmawiać i wróci do niej. Ale
kiedy to się już stało, jego mina sprawiła, że serce w niej zamarło.

– To tata – powiedział. – Odzyskał przytomność i chce mnie widzieć.

background image

– Pojadę z tobą.
Przymknął oczy. A kiedy je otworzył, nie było już w nich tego blasku co

przed chwilą.

– Posłuchaj, prowadzę w sondażach i prawdopodobnie wygram wybory.

Przeprowadzę  się  do  Waszyngtonu,  więc  i  tak  nasz  związek  wkrótce  się
skończy. Po prostu staje się to szybciej, niż przypuszczaliśmy – zakończył,
unikając jej wzroku.

– Ale ja cię kocham – powtórzyła. – I chyba też nie jestem ci obojętna.
– Muszę iść – powiedział, chowając laptop do torby. – Dzięki za pomoc.

I życzę ci wszystkiego, co najlepsze. W całym twoim życiu.

Podbiegła do drzwi, postanawiając go nie wypuścić.
– Pamiętasz, co powiedziałeś po naszej pierwszej nocy w winnicy? Że

coś dla ciebie znaczę. No to teraz spójrz mi w oczy i powiedz, że kłamałeś.

Stał nieporuszony. A potem spojrzał na nią wzrokiem pełnym bólu.
– Przykro mi – wyszeptał.
W jednej chwili jej świat zmniejszył się do wymiaru łepka od szpilki.

W uszach jej szumiało. Oparła się o framugę drzwi, by nie upaść i by go
przepuścić. Ale ciągle nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.

–  Grayson!  –  zawołała  i  wybiegła  za  nim,  gdy  odzyskała  władzę

w mięśniach.

Odpowiedział  jej  trzask  zamykanych  drzwi  frontowych  i  odgłos

zapuszczanego silnika.

To nie może się tak skończyć. On jest w szoku, ojciec doprowadził go

do ostateczności. Ale za kilka godzin, kiedy przekona się, że ze zdrowiem
Barretta nie jest aż tak źle, na pewno zmieni zdanie.

Za  wiele  się  między  nimi  wydarzyło,  by  teraz  mógł  odejść.  Ona

poczeka.

background image

Nawet jeśli to by miało potrwać.
Rano, kiedy Grayson nie wrócił do domu ani nie odpowiedział na żaden

z jej telefonów i esemesów, wsiadła do samochodu i pojechała do Fremont.

„W  wyścigu  o  fotel  kongresmena  z  okręgu  numer  pięćdziesiąt  cztery

w Kalifornii zdecydowanym faworytem jest właściciel firmy inwestycyjnej
z  Doliny  Krzemowej,  Grayson  Monk.  Dzisiejsza  debata  wyborcza
powszechnie uznawana jest za zwykłą formalność. Ustępujący kongresmen
Barrett  Monk  w  dalszym  ciągu  przebywa  w  szpitalu,  gdzie  dochodzi  do
zdrowia po…”.

Nelle zgasiła telewizor. Czuła się, jakby czyjaś potężna pięść ściskała

jej serce. Z nowego mieszkania usunęła wszystkie pamiątki po Graysonie,
a jednak ciągle czuła jego obecność. Widocznie potrzebuje więcej czasu.

Ale kogo chce oszukać? Nigdy się z niego nie wyleczy.
Zadzwonił  telefon.  Numer  nieznany,  mimo  to  odebrała.  Samotność

doskwierała jej tak bardzo, że nawet telefon od oszusta, który oferowałby
jej  teraz  podróż  dookoła  świata  w  zamian  za  ujawnienie  numeru  karty
kredytowej, byłby miłym przerywnikiem.

– Słucham?
To nie był komputerowo wygenerowany głos. Dzwoniła Finley i Nelle

już miała się rozłączyć, gdy siostra Graysona zdążyła zadać jej pytanie.

– Gdzie jesteś?
– Co to za pytanie?
–  No  bo  gdzieś  musisz  być.  Przyjeżdżaj  jak  najszybciej.  Kiedy

będziesz?

– A gdzie mam być?
–  Jak  to  gdzie?  W  El  Santo!  –  Nelle  niemal  widziała,  jak  Finley

przewraca oczami. – Przecież dziś mamy debatę.

background image

Nelle  wybuchnęła  śmiechem.  Lubiła  w  Finley  jej  tupet,  ale  teraz

osiągnął on już karykaturalny wymiar.

– Kiedy będę? Nigdy. Zadowala cię ta odpowiedź?
–  To  nie  jest  śmieszne.  Zdaje  mi  się,  że  zobowiązałaś  się  do

uczestniczenie w całej kampanii.

Nelle spojrzała na telefon. Czy to żarty?
– Ja już nie jestem z twoim bratem, nie wiesz? Rzucił mnie.
–  Mam  to  gdzieś.  Sypiaj  sobie  z  nim  albo  nie,  wasza  sprawa,  ale

kampanię  prowadzę  ja.  On  nie  ma  prawa  zwalniać  cię  z  obietnicy,  którą
dałaś mnie – dokończyła z naciskiem.

–  Nie  mogę.  Powinnaś  to  zrozumieć,  w  końcu  wbrew  pozorom  też

jesteś człowiekiem.

–  Sprytnie  wymyślone  –  ironizowała  Finley.  –  Posłuchaj:  ja  wiem,  że

Barrett jest manipulatorem, który w razie potrzeby przysięgnie na Biblię, że
niebo ma kolor żółty, a trawa fioletowy.

–  Jest  też  złodziejem  i  oszustem.  Dlaczego  jeszcze  nie  doniosłaś  na

niego do federalnej komisji wyborczej?

–  A  kto  ci  powiedział,  że  nie  doniosłam?  Ciekawsze  pytanie  brzmi:

dlaczego ty tego nie zrobiłaś?

Nelle  przymknęła  oczy.  Powinna  była  to  zrobić,  ale  nie  chciała

umniejszać szans Graysona na zwycięstwo.

– Kończę tę rozmowę – powiedziała.
–  Jak  sobie  chcesz.  Ale  ja  mogę  zawiadomić  komisję,  że  posiadałaś

materiały obciążające i nic z nimi nie zrobiłaś. Pogadamy o tym później.

–  Chwileczkę!  Naprawdę  grożą  mi  jakieś  konsekwencje?  –  Nelle  nie

znała dokładnie podstaw prawnych działania komisji wyborczych.

– Przekonasz się, jeśli nie przyjedziesz na debatę.

background image

– Finley, to jest szantaż!
– Nie, to jest egzekwowanie umowy. To jak, przyjedziesz?
–  Nie  zdążę.  Muszę  się  przebrać,  a  sama  jazda  trwa  co  najmniej  trzy

godziny. Praw fizyki nie da się zmienić szantażem.

– No to ty mnie jeszcze nie znasz. Bierz torebkę, wyjdź przed dom. I nie

zapomnij zamknąć drzwi.

Powinna odmówić. Nie powinna była w ogóle zaczynać tej rozmowy.

Ale wyszła z mieszkania i zeszła na dół. Ciekawość zwyciężyła.

Kiedy zobaczyła, kto czeka na nią przed blokiem, roześmiała się. Facet

w mundurze lotnika stał obok wielkiego mercedesa. Zaprosił ją do środka.

– Jedziemy na lotnisko. Helikopter czeka.
–  No  i  widzisz?  Nawet  prawa  fizyki  nie  stanowią  przeszkody  –

usłyszała Nelle w słuchawce. Zapomniała rozłączyć się z Finley.

Pilot  ruchem  ręki  wskazał  jej  miejsce  po  prawej  stronie.  Pokręciła

głową.

–  Chyba  nie  skorzystam.  Ale  proszę  przekazać  Finley  wyrazy

najwyższego uznania za skuteczność.

Zaraz,  zaraz.  Co  tam  leży  na  siedzeniu?  Suknia?  Tak.  Srebrno-

turkusowa.  Ale  to  nie  jest  jej  kostium  z  balu  maskowego,  tylko  kiecka
koktajlowa, rozkloszowana, do kolan, ze srebrnymi perłowymi zdobieniami
na gorsecie.

Do prezentu dołączony był bilecik. „Z poważaniem – od Twojej dobrej

wróżki”.  Na  drugiej  stronie  dłuższy  tekst  prosił  o  przyjście  z  pomocą
Graysonowi,  który  „schrzanił,  ale  Cię  potrzebuje.  A  potem  obiecuję:  jeśli
tego chcesz, znikniemy z Twoich oczu na zawsze”.

Pilot odchrząknął.
– Przepraszam, ale samolot czeka.

background image

Nelle  wzięła  głęboki  oddech.  Nie  musi  tego  robić,  nic  nie  jest  winna

Graysonowi, który ją skrzywdził, ani jego siostrze. Projekt „Nowa Nelle”
najwyraźniej  nie  wypalił.  Podążyła  za  swoim  pragnieniem  i  przegrała.
Ale…

Spojrzała jeszcze raz na bilecik. „On Cię potrzebuje”.
Wsiadła do auta i zapięła pas bezpieczeństwa.

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

W  przydzielonej  mu  garderobie  Grayson  spojrzał  w  lustro.  Debata

miała  odbyć  się  w  sali  wykładowej  miejscowego  koledżu,
a  w  pomieszczeniu  wszędzie  walały  się  różnokolorowe  pióra.  Widocznie
ostatnio  ktoś  się  tu  przebierał  za  ptaka.  Grayson  na  nowo  wiązał  krawat,
gdy do pomieszczenia weszła Finley.

– Jak leci? – zapytała.
Wprawdzie nie była ani tak starannie uczesana, ani ubrana jak zwykle,

za to po raz pierwszy od wielu dni jej spojrzenie kipiało energią.

– A u ciebie?
–  To  nieważne.  Dziś  ty  jesteś  główną  atrakcją  wieczoru  –  odparła,

przesuwając palcem po marynarce Graysona.

Nie był to odruch opiekuńczy, raczej nerwowy tik.
– Może być – odparł i to była prawda.
Po  raz  pierwszy  od  dłuższego  czasu  był  spokojny,  pozbierany,

wyluzowany.

– Nie musisz się o mnie martwić.
– Nie mam zamiaru, ale chciałabym, żeby już było po. Choć wiem, że

skopiesz wszystkim tyłki.

–  Wiem  –  mruknął.  Wiedział  też,  że  jak  wieczór  się  skończy,  to  ona

jemu skopie tyłek.

Wziął głęboki oddech.
– Fin, a właściwie dlaczego ty sama nie startujesz?

background image

– Co takiego? O czym ty mówisz?
–  Byłabyś  świetną  kandydatką.  Znasz  tutejszy  okręg  wyborczy,  znasz

Waszyngton, wiesz, na czym polega ta robota. Dlaczego jej nie bierzesz?

–  Rozumiem.  –  Zaśmiała  się.  –  Żart  jako  taktyka  na  rozluźnienie  się

przed wyjściem na scenę.

– Ja nie żartuję. I właściwie dlaczego nie jesteś prawowitą dziedziczką

Barretta? – zapytał, biorąc ją za ręce.

Znów się roześmiała, ale tym razem nieszczerze i ponuro.
– Dobrze wiesz dlaczego. Nie jestem krwią z jego krwi. W tej rodzinie

jest tylko jeden następca.

– Tak. I to powinnaś być ty. Ty teraz powinnaś wejść na tę scenę.
Finley wyrwała dłonie z jego uścisku.
–  Skup  się  na  wystąpieniu.  Obiecujesz  dofinansowanie  dla  rolników.

Jak to uzasadnisz?

– Jak mogłem być tak ślepy?
– Nie wygłupiaj się, twój główny konkurent jest farmerem, o rolnictwie

wie wszystko.

– Nie zauważałem, jak Barrett fatalnie cię traktuje. Bierze, a nic nie daje

w zamian.

Finley  przestała  się  uśmiechać  i  ponownie  przybrała  wyraz  twarzy

mówiący, że jest silna, zwarta i gotowa.

– Wiem jedno: za dziesięć minut wychodzisz na scenę. I pokażesz tym

ludziom, kto ich ma reprezentować w Kongresie. A teraz życzę połamania
nóg. No i może jeszcze zwichnięcia łokcia na dodatek.

Uścisnął  ją,  a  ona  początkowo  zesztywniała.  W  ich  rodzinie  nie

praktykowało się czułości. To się musi zmienić, pomyślał Grayson. Finley
odzyska pozycję pełnoprawnego członka rodziny, już on tego dopilnuje.

background image

– Dzięki, siostra. Za wszystko. Za to, że we mnie uwierzyłaś.
– Nie żegnaj się, jakbyś leciał na Marsa. Idź już. Za godzinę będzie po

wszystkim – odparła zarumieniona.

– Racja. – Grayson rzucił ostatnie spojrzenie w lustro i upewnił się, że

w wewnętrznej kieszeni marynarki ma to, co mieć przy sobie powinien.

Nieco  spóźniona  Nelle  z  trudem  dostała  się  do  sali  i  zajęła  ostatnie

wolne miejsce.

Orkiestra  grała  jakiś  patriotyczny  utwór,  scena  była  rzęsiście

oświetlona. Po chwili światła na widowni przygasły i jej serce zadrżało na
widok  uśmiechniętego  Graysona,  który  ruchem  ręki  pozdrawiał
publiczność.

To nieprzyzwoite, żeby facet był aż tak przystojny.
Do  Graysona  dołączyli  pozostali  kandydaci,  ale  prawie  ich  nie

zauważyła.

Moderatorzy wyjaśnili reguły debaty, a Nelle pomyślała: żeby tylko to

wszystko przeżyć.

Nie rozumiała, dlaczego Finley utrzymywała, że Grayson potrzebuje jej,

Nelle,  obecności.  Wyglądał  kwitnąco,  a  nie  jak  ktoś,  kogo  przez  dwa
tygodnie zżerała tęsknota.

Następnym  razem  po  prostu  nie  odbierze  telefonu,  cokolwiek  pokaże

się na wyświetlaczu.

– A teraz wysłuchamy Graysona Monka. – Głos moderatora przerwał jej

rozmyślania. – Panie Monk?

Grayson wziął do ręki mikrofon i zrobił parę kroków do przodu.
–  Wiem,  że  powinienem  mówić  o  obronie  narodowej,  ale  chciałem

poprosić audytorium i moich oponentów o chwilę wyrozumiałości.

background image

Przez salę przeszedł lekki szmer, a on zbliżył się do krawędzi podium.
– Powrót do El Santo to dla mnie zaszczyt – zaczął. – Wiele się od was

nauczyłem. Zaczynałem kampanię z myślą, że po prostu będę robił to, do
czego  zostałem  stworzony,  że  przejmę  spuściznę  służby  publicznej  po
moim  ojcu  Barretcie  Monku  i  pradziadku,  który  był  gubernatorem  tego
stanu.

Inni kandydaci zaczęli się kręcić niecierpliwie, a jeden z członków rady

miejskiej zwrócił mu uwagę, że mówi nie na temat.

–  Wiem,  przepraszam,  zaraz  kończę.  W  miarę  rozwoju  kampanii

zrozumiałem,  że  El  Santo  nie  potrzebuje  reprezentanta  z  historycznym
nazwiskiem,  ale  kogoś,  kto  dobrze  zna  wasze  problemy,  potrzeby
i marzenia.

Przerwał i odchrząknął. Nelle pochyliła się do przodu i przygryzła dolną

wargę.

– Może kiedyś stanę tu przed wami i poproszę o wasze głosy. Ale nie

dziś – ciągnął Grayson.

Przesłonił oczy dłonią, wypatrując kogoś na widowni.
–  Przytoczę  tu  słowa  osoby,  która  jest  dla  mnie  ważna:  dziś

potrzebujecie  kogoś,  kto  was,  wyborców,  postawi  na  pierwszym  miejscu.
Przed  swoim  rodowym  dziedzictwem,  przed  umiłowaniem  władzy
i dbałością o wizerunek. Pora zdjąć maski.

Nelle poczuła, że ludzie siedzący obok kierują na nią wzrok.
Grayson ponownie ogarnął spojrzeniem całą salę.
– Wycofuję swoją kandydaturę – oznajmił – i namawiam do głosowania

na  moich  wspaniałych  konkurentów.  A  ja  poszukam  właścicielki  tej  oto
maski  i  spędzę  z  nią  resztę  życia.  Bo  dzięki  niej  zrozumiałem,  co  jest
naprawdę ważne. Dziękuję.

background image

Skończywszy, wyjął z kieszeni udekorowaną muszelkami, kryształkami

i sztucznymi perłami maseczkę w kolorze morskiego błękitu.

Wokół Nelle zrobiło się gorąco, narastał zgiełk. Ale ona myślała tylko

o  jednym:  Grayson  zachował  jej  porzuconą  na  bruku  San  Francisco
maseczkę!

A  więc  już  wtedy  była  dla  niego  kimś  ważnym.  Serce  omal  nie

wyskoczyło jej z piersi.

I  druga  sprawa:  dla  niej  porzucił  swoje  plany  i  marzenia.  A  przecież

byłby  świetnym  kongresmenem.  Czy  Finley  znała  jego  zamiary?  I  czy
sprowadziła Nelle tutaj po to, by go powstrzymać?

Zanim zdążyła pomyśleć, wstała i krzyknęła:
– Nie wolno ci rezygnować!
Po  czym  zaczęła  się  przeciskać  między  rzędami  krzeseł,  depcząc

ludziom po nogach.

Pobiegła  w  stronę  sceny,  zrzucając  po  drodze  szpilki,  które  jej

przeszkadzały.

Trochę  za  późno  zorientowała  się,  że  swoim  wyskokiem  odwróciła

uwagę ludzi od Graysona.

Jedna z kamer została skierowana właśnie na nią, podobnie jak setki par

oczu.

– Nie rób tego – powtórzyła ciszej, tracąc oddech.
– Nelle? – odezwał się Grayson, bezskutecznie szukając jej w tłumie.
Ludzie  pomogli  jej  wdrapać  się  na  scenę.  Chciała  go  dotknąć,  ale

cofnęła rękę.

– Cześć – powiedziała.
–  Cześć  –  odrzekł,  odkładając  na  bok  mikrofon.  –  Myślałem,  że  nie

lubisz tłumów – dodał z ironicznym uśmiechem.

background image

– Bo nie lubię, ale sprawa jest zbyt ważna, żeby ulegać swojej fobii. Nie

wycofuj się. Nie dla mnie. To przecież było twoje marzenie.

– Nie moje – odparł, zakładając jej za ucho zbłąkany kosmyk włosów. –

To inni marzyli o tym dla mnie.

– Całe życie na to pracowałeś. Kształciłeś się, zakładałeś firmę…
– Tylko dlatego – przerwał jej – że tego ode mnie oczekiwano.
–  Ale  masz  dorobek,  nie  wyrzekaj  się  go,  a  już  zwłaszcza  z  mojego

powodu.

–  Nelle,  kochana  Nelle  –  odparł,  biorąc  w  dłonie  jej  twarz.  –  Prawda

jest taka, że wcale nie robię tego dla ciebie.

– Jak to? Zerwałeś ze mną podobno dla mojego dobra.
– Tak, ale potem przypomniałem sobie słowa pewnej niegłupiej kobiety.

Że  przyzwoitość  i  oczekiwania  innych  ludzi  wobec  nas  to  dwie  różne
sprawy. Ta kobieta to miłość mojego życia.

Nelle przewróciła oczami.
– Dotychczas robiłem to, czego ode mnie oczekiwano. Chroniłem ojca.

Teraz pora zachować się przyzwoicie.

– Rezygnacja z kandydowania ma być właśnie czymś przyzwoitym?
– Tak. Kandydować powinna Finley. To ona pasjonuje się polityką, nie

ja.

– A ty? Czym się pasjonujesz?
–  Zapytaj  mnie  za  godzinę.  Będziemy  razem  w  łóżku,  całkiem  goli.

I wtedy ci pokażę.

– W takim razie popieram twoje pasje – powiedziała, drżąc z powodu

jego obietnicy.

–  I  uwierz  mi:  zamierzam  je  rozwijać.  –  Uśmiechnął  się  łobuzersko.

Nagle  spoważniał.  –  Ale  w  drodze  do  domu  wpadniemy  do  szpitala

background image

zobaczyć, jak Barrett przyjął moją rezygnację.

– Jasne.
–  On  wie,  co  go  czeka.  Komisja  federalna  podjęła  śledztwo.  Ale  to

w końcu nadal jest mój ojciec. Czekają nas ciężkie przejścia.

– Tak. Ciebie i Finley. A gdzie ona jest?
Nelle  rozejrzała  się  po  sali  wypełnionej  rozemocjonowanymi  ludźmi.

Panował  totalny  chaos.  Organizatorzy  debaty  najwyraźniej  nie  podjęli
jeszcze decyzji co do jej dalszego ciągu.

– Domyślam się, że pojechała do taty. Pewnie się o niego martwi, tak

jak ja.

– Mam nadzieję, że on pogodzi się z twoją decyzją.
– Niewiele ma do gadania. Po ostatnim kryzysie zdrowotnym przekazał

mi na piśmie pełnomocnictwo do zarządzania jego majątkiem. Zwlekałem
z  ogłoszeniem  rezygnacji,  aż  to  się  uprawomocni  –  tłumaczył  się
Grayson. – Likwidujemy jego aktywa. Wszystko przeznaczymy na szkoły
i  zakłady  pomocy  społecznej  w  okręgu.  To  im  się  należą  te  pieniądze.
A  Monk  Partners  zajmie  się  potrzebami  ojca  do  końca  jego  życia.
Chciałbym  też  wyznaczyć  rentę  dla  twojego  taty,  jeśli  nie  masz  nic
przeciwko temu.

Pokiwała głową, nie mogąc wykrztusić słowa.
– A jeśli już mowa o końcu życia… – Grayson przykląkł.
Wrzawa  audytorium  wzmogła  się,  kamery  zostały  skierowane  na  nich

dwoje.

A  Nelle  widziała  tylko,  że  klęczący  przed  nią  mężczyzna  podaje  jej

znajomą maseczkę.

– Dawno, dawno temu dwoje zamaskowanych nieznajomych wymieniło

pocałunek. I ja się wtedy zakochałem. A teraz, kiedy cię lepiej poznałem,
Nelle  Lassen,  moja  miłość  rośnie  i  pogłębia  się  z  każdą  godziną.  Nie

background image

wyobrażam  sobie  już  ani  minuty  z  dala  od  ciebie.  Czy  zostaniesz  moją
żoną?

Usłyszała muzykę.
Czy to gra orkiestra na podium, czy aniołowie w niebie? A może to jej

serce śpiewa z radości?

–  Tak,  kocham  cię,  Grayson  –  odpowiedziała,  biorąc  od  niego

maseczkę. Uśmiechała się, choć łzy płynęły jej po twarzy. – Już nie mogę
się doczekać, jak zaczniemy pisać historię naszego wspólnego życia.

Pocałował  ją  w  świetle  kamer,  na  oczach  tłumu  i  grupy  niedawnych

konkurentów. Chór ochów i achów dźwięczał im w uszach, ale oboje czuli,
że  na  świecie  nie  ma  nikogo  oprócz  nich  dwojga.  Maseczka  zwisała
z serdecznego palca jej lewej dłoni.

background image

SPIS TREŚCI:

OKŁADKA
KARTA TYTUŁOWA
KARTA REDAKCYJNA
ROZDZIAŁ PIERWSZY
ROZDZIAŁ DRUGI
ROZDZIAŁ TRZECI
ROZDZIAŁ CZWARTY
ROZDZIAŁ PIĄTY
ROZDZIAŁ SZÓSTY
ROZDZIAŁ SIÓDMY
ROZDZIAŁ ÓSMY
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
ROZDZIAŁ JEDENASTY
ROZDZIAŁ DWUNASTY


Document Outline