background image

 

background image

Helga von Klusken 

vonklusken.blogspot.com 

2 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Siewcy 
burz 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Helga von Klusken 

vonklusken.blogspot.com 

3 

 

 
Nota wstępna  

Ta książka została opublikowana na blogu vonklusken.blogspot.com  i jest własnością intelektualną 
właściciela bloga - Helgi von Klusken. Wydanie elektroniczne,  i tylko elektroniczne, niniejszego 
opowiadania,  pt. „Siewcy burz” , jest publikacją darmową, przeznaczoną do prywatnego użytku. 
Może być kopiowana, przekazywana, przetrzymywana na nośnikach elektronicznych, cytowana lub 
używana w innych prywatnych publikacjach elektronicznych za wskazaniem źródła. Nie może być, 
natomiast, wydawana/sprzedawana w formie elektronicznej, papierowej, audiobookowej lub 
jakiejkolwiek innej bez pisemnej zgody autora. W wypadku pytań lub wątpliwości zawsze można się 
ze mną skontaktować pod adresem vonklusken@gmail.com. Odpiszę jak najszybciej lub wtedy, kiedy 
będzie mi się chciało.   

Życzę miłej lektury i zachęcam do dbania o czystość języka polskiego.  
MInimalista językowy, w trakcie kłótni o miejsce parkingowe, rzuci w gniewie bezczelne: „Oż, ty byku 
skórkowany. Won z mojego parkingu!” Przykładny obywatel, dbały o mowę ojczystą nie zadowoli się 
tym nędznym epitetem, on nie! Z jego ust rozlegnie sie subtelnie: „ Oż, ty łotrze i ancymonie. Azaliż 
waść nie wiesz, że dorożka twoja zajęła miejce mię przeznaczone? 
 
Foto na okładce: fragment obrazu Carlo Pollonera „Siewca” 
Korekta: languagetool.org  
Czas czytania: ok. 15 minut

 

 
 
 
 
 

 

*  

 
 
 

-E! Eee! Józiu!? Józiu, sprawdź, co się tam tak do drzwi dobija! Jak to komornik to spuść psy! 

Co? Że co? Ruskie przyszli? Nie? Aaa, to praktykant tylko. To spokojnie, bez nerw Józiu. Rzuć mi tu 
tego praktykanta, ja się nim zajmę. Obiecałem dyrektorowi, że tego to ja już osobiście dopilnuję. 
Ostatniego, jak na pola puściliśmy, żeby chwastów haczką powyrywał, to tak wywiało, że go do dzisiaj 
nie znaleźli. Nie, no co ty Józiu, żyje, bez obaw. Jak nie jak tak. Musi żyć, bo nam przecież pocztówki 
przysyłał „pozdrowienia z gór”. Sam pisał, że nie wie dokładnie z jakich gór, ale kupa kamieni w 
jednym miejscu to góra, no nie? Himalaje albo ja mu tam... Śnieżka.  
Śnieżka, nie wiesz, co to jest? Tam jest przecież obserwatorium. 
Co się tam obserwuje? 
Gruzy, Józiu. Gruzy wielkiej Polski. Ze szczytu najlepiej widać. 
No, w każdym razie od tamtego czasu to lejemy randapa na ziemię, dyrektor nie życzy sobie nowych 
wypadków. Mówi, że mu znowu komisje jakieś przyślą, trza ich oprowadzić, sprawozdania 
przedstawić a on ma bardzo delikatną wątrobę. Kieliszek sprawozdania i leży pod stołem. Kurde, taki 
mientki szef to wstyd gorszy niż szwagier abstynent. 

background image

Helga von Klusken 

vonklusken.blogspot.com 

4 

 
Ty, praktykant, a coś ty tak nagle zbladł synku? Ty nic się nie bój. Trzymaj się grubego Maćka - a 
Maciek to ja- łap nie pchaj, gdzie nie trzeba; obuwie ochronne noś i nic ci się nie stanie. Synek, ja tu 
już miałem wielu praktykantów i wszyscy na ludzi wyszli. Jeden tylko został premierem, lecz do niego 
to się nie przyznajemy, cała reszta to uczciwe ludzie dzisiaj są. Grubych miałem, chudych miałem, 
mądrych, głupich, jeden nawet był szwulem, ale dałem mu w mordę i odechciało mu się 
szwulowania, bo go potem z wózkiem widziałem, jak bliźniaki na spacer wyprowadzał.  
Dobra, my tu gadu, gadu a czas państwowy leci. Wskakuj synek w kombinezon roboczy. 
O, tu masz jednorazowe rękawiczki. No mokre, mokre. Wilgotne jeszcze, bo po praniu, co ty my ślałeś, 
że używane dostaniesz? Jak pisze jednorazowe, to jednorazowe. Jeden raz i do prania. 
Bezpieczeństwo pracy to u nas podstawa. Bezpieczeństwo i zdrowy rozsą... 
Co Józiu? Głośniej, bo nie słyszę. Że drzwi przeciwpożarowe się nie domykają? Trzaśnij nimi raz albo 
dwa. I co? Nie pomaga? 
Aaa... Józiu to trzeba sposobem, w taki razie. Zastaw od zewnątrz widlakiem, bo inaczej będzie tu 
nam po nogach ciągło. Pożaru nie było od czterech miesięcy, więc sobie może widlak stać. Przyjdzie 
lato, to się otworzy, coby magazyn przewietrzyć, ale teraz na to za zimno. Rach, ciach, grypa i do 
piachu.  
No, widzisz, Józiu. W robocie to trzeba kombinować, a nie tylko myśleć.  
To co ja takiego mówiłem synek? Aha, że u nas bezpieczeństwo i zdrowy rozsądek najważniejsze, sam 
widzisz. Tylko... eee... może lepiej nie opowiadaj o tym na uczelni. Ty na pierwszym roku jesteś, co 
nie? Czwartym? Że co studiujesz? 
Socjologię warzyw i roślin strączkowych? 
Nie, nie słyszałem o takim kierunku. Teraz to podobno tyle tych uczelni nadziabali, że można 
studiować wszystko, co dusza zapragnie, nawet ignorancję i alkoholizm. I to z dyplomem. 
Synek, ja to już stary jestem, ja nogi nie mam. O, popatrz- mocne, dębowe. Popukaj, słyszysz? To 
korniki tak mi przez lata protezę zeżarły. Chłoptysiu, za moich czasów to się trzy kierunki studiowało: 
medycynę dla idei, politechnikę dla forsy i awf, bo tylko tam kobitki nie miały wąsów. Ha, ha, ha! 
No co ty robisz?! Ty tego nie zapisuj w dzienniku praktyk, to żart był tylko taki.  
Ojej, synek... no dobra, trochę ciężko myślący jesteś. Może ten szaliczek poluzuj, bo sobie odciąłeś 
dopływ tlenu w górne rejony. Zaczniemy od początku. 
Cho no za mną. 
Popatrz się synek, tu jest brama główna, co to się do niej przed kwadransem dobijałeś, jakby do kibla 
po szóstym piwie. 
Ładna, nie? Fest drewno, a jaki glanc ma. Te wrota to umyślnie takie solidnie zbudowane, żeby żadna 
hołota się na plantację nie przekradła. Sianie burz to nie byle bułka z masłem, to nie dla mientkich 
robota jest, o nie! Popatrz na Józia, jaki terminator z niego. Nawet włosy się go przestraszyły i 
wszystkie uciekły. No, może z wyjątkiem tych w nosie. Właściwy chłop na właściwym miejscu. Tu 
trzeba mieć nerwy ze stali i jaja z żelazobetonu.  Jeden niewłaściwy ruch, jeden krok za daleko, jedno 
słowo za dużo i z niewinnej sprzeczki robi się emocjonalne tornado. 
Cho no na plantacje, pokażę ci z bliska. 
Czekaj! Co ty chcesz w adidaskach na takie niebezpieczeństwo popylać? A obuwie ochronne gdzie? 
Nie masz? 
Opiekun praktyk nic nie wspomniał? 
No rany, julek czymajcie mnie, bo nie wyczymie. 
To ty nie wiesz, gdzie na praktyki trafiłeś? Synuś, tu jest plantacja burz, a nie przykościelny klub haftu 
krzyżykowego. Nie becz już. Nie rycz jak baba, bo jak ci lunę... Serce mam mientkie , ale nie mogę 
patrzeć jak facet ryczy. 

background image

Helga von Klusken 

vonklusken.blogspot.com 

5 

 
Baba to co innego, baba jest do tego genetycznie zaprogramowana, tak jak krowa do muczenia, ale 
facet to ma być facet. Twardy, włochaty, a nie popiskujący jak ślepe kocię. 
Józiu! 
Józiu, zostały ci jeszcze jakieś kapciuszki ochronne? Jaki ty masz rozmiar stopy, synek? 
45? 
Józiu! 
Józiu, daj se spokój z kapciuszkami. Ty mnie lepiej rzuć dwa aluminiowe pokrowce na kajaki. 
No masz synek. Pasują? Tak? To git jest. 
Tu masz kufajkę, zapnij się aż pod szyję, bo na polach będzie wiało. Tutaj masz czapkę-uszankę. 
Prawdziwa, z niedźwiedzia. To znaczy misio sztuczny, ale czapka prawdziwa. Klapki opuść na dół, bo 
jak ci uszy wiatr wywieje, to będziesz rodzince latem za wiatrak robił. 
Co się śmiejesz? Co się śmiejesz? Jednego już tutaj takiego mieliśmy. Klapek nie opuścił, na pole 
poleciał i od tamtego czasu mówiliśmy na niego Dumbo. 
Jemu się nie podobało, ale podobno żonka była zadowolona, bo jak się jednym uchem przykrył, to 
kołdry w nocy więcej nie ciągnął. Tylko ze zdjęciem do paszportu miał problem, bo si ę w kadrze „en 
face” nie mieścił. Chciał, biedak, raz w życiu pojechać na zagramaniczne wakacje, do Tunezji, ale go 
celniki z lotniska zawróciły, bo im się z pyska taki niepodobny wydawał. Facet nie małpa, piękny być 
nie musi. Tylko rodzince to nie w smak było. Żonka w płacz, dzieciaki w ryk a on sam z rozpaczy się 
upił, bo zamiast na plażę, to pojechali na urlop do teściowej pod Rybnikiem. A na tę Tunezję, to 
dziesięć lat zbierali grosz do grosza, żeby porządnie było, z kulturą i elegancko- dwugwiazdkowy hotel 
i darmowy spirytus w barze przy basenie. 
No, już przyszliśmy. Trzym się ścieżki chłoptysiu, nie deptaj po polach. Niejeden na wicher 
przypadkiem nadepnął i oho! Nieszczęście gotowe. Ty myślisz, że mnie nogę to jak urwało?  
Pacz synek, na te grządki, te z przodu. Widzisz? 
Popatrz jakie malutkie burze tu rosną. Maaaaleństwa. To takie popierdółki, siejemy je z 
najmniejszych wiatrów. Ot, potrzebne do tego, żeby naharkać nielubianemu współpracownikowi do 
kawy albo wywołać bójkę drobnych pijaczków na przystanku autobusowym. Tymi burzami nikt się nie 
przejmuje, a popyt na nie też niewielki. Komu by się tam chciało wypalać emocjonalnie na nic 
niewarte kłótnie i docinki? To są takie malutkie świństewka, hodujemy je raczej z sentymentu, niż z 
rzeczywistej potrzeby. Więcej, synek, dopłacamy do nawozów i oprysków niż mamy z tego zysku. 
Jak chcesz to możesz sobie wziąć jedną albo dwie do domu. Dziewczynę masz? Masz. No to ci się 
przyda, jak się kobitka znowu zapyta, czy grubo wygląda. Tylko sobie w papier zapakuj i pilnuj dobrze, 
bo jak w autobusie zgubisz, to pewnie znowu zaczną moherowe babcie sapać nad uszami i krzyczeć, 
żeby im miejsca ustąpić. 
Chodź dalej. 
Tutaj to już trzeba bardziej uważać. Te burze są większe, bo z rozsady. Tych sprzedajemy najwięcej. 
Można je sobie nawet w domu, do doniczki na parapecie włożyć, podlewać regularnie i czekać aż 
będzie jeszcze okazalsza. Do wykorzystania w miarę potrzeby. Jak mąż znowu pijany po pracy wróci 
albo jak teściowa zacznie się wtrącać w wychowanie dziecków. Dobre są na zwykłe sprzeczki, ale i 
przy tych większych też dadzą radę, bo nie tracą impetu. Kubkiem o ścianę rzucą albo talerzem, w 
ostateczności laczkiem przez pysk luną. 
Dobry towar i do tego schodzi na pniu. Ba! Dyrektor nawet myśli o rozpoczęciu eksportu, bo mówi, że 
nasze burze są najlepsze na świecie. Niby Włosi i Hiszpanie tacy temperamentni, ale gdzie ich 
wyrobom do naszych. Włoskie burze tylko z początku sa głośne a po chwili już cichną. A te polskie to 
zupełnie na odwrót- najpierw cichutkie, a jak się rozkręcą, to przychodzi policja z mandatem za 
zakłócanie ciszy nocnej. O, to sztuka taką burzę wyhodować. Synek, nam to lata eksperymentów 

background image

Helga von Klusken 

vonklusken.blogspot.com 

6 

 
zajęło, a byli i tacy siewcy, co się dobrowolnie zgłaszali na króliki doświadczalne. Prawdziwi 
bohaterzy. Niejeden z nich, w imię nauki, musiał się potem na rozwód zgodzić i alimenty płacić.  
To się nazywa poświęcenie. 
Synek, synek, gdzie łapy pchasz? Tutaj musisz uważać, nie wychylaj si ę przez barierkę. Nie widzisz, co 
tu jest napisane? Monsun emocjonalny, z nim ostrożnie trzeba. Z takim wietrzyskiem to już nie ma 
żartów. 
Jak to do czego potrzebne? A ty myślisz, że awantura zdradzanej kobiety albo bójka na sali sądowej 
podczas procesu spadkowego to się tak sama z siebie zrobi? To są poważne sprawy synek i my te 
burze hodujemy właśnie na takie okoliczności. Kupują je nieuczciwi wspólnicy, kłamcy, oszuści, 
malwersanci, złodzieje i zdrajcy. Dla stałych klientów mamy ekstra zniżkę. Popatrz tylko, ale z daleka. 
Co widzisz? Hę? No właśnie, widać żal okłamanych, łzy zdradzonych i wieloletnią depresję 
oszukanych. Takich burz lepiej się wystrzegać, bo sieką duszę na strzępy. Podstępne są i to bardzo. 
Najpierw cisza synek, ale nie dlatego, że towar zepsuty tylko dlatego, że to cisza przed burzą. A 
potem jak nie łupnie, to ani się człowiek obejrzy i już jest w samym środku wiru, targany smutkiem i 
troskami, zalewany niekończącymi się łzami niby deszczem. 
Fajne, nie? 
Ładnie rosną. Trzeba im wprawdzie dużo czasu, ale efekt końcowy jak marzenie. 
I do tego jakie łatwe w pielęgnacji. Raz albo dwa na początku wystarczy im trochę nawozu sypnąć, a 
potem to już kwitną same z siebie. Aby im nie przeszkadzać. 
Ile ich sprzedajemy? No, tak z milion rocznie, może nawet więcej. 
Nie skądże, żadnej reklamy nie opłacamy. To jest porządny towar, a do tego artykuł pierwszej 
potrzeby. Każdy, przynajmniej raz w życiu doświadczy takiej burzy, pechowcy nawet częściej. 
Wiesz jak to postę...  
O, ja cię cholibka!!! 
Odsuń się, prędko odsuń się. Popatrz, Józiu z siatką popyla, będzie zbierać burze. 
Józiu, nowe zamówienie? 
Na cito? 
W sejmie ma być pierwsze czytanie ustawy? No to zbieraj, Józek. Parlamentarzysty to mają u nas 
abonament. Najlepsze klienty. Burze ich osobiście nie dotyczą, ale jak sobie tak pomędrkują „dla 
dobra narodu” to potem w wielu domach słychać tylko płacz i krzyk, i zgrzytanie zębów. 
Polityka to taka dziwna choroba synek, że zachoruje człowiek, a trzeba leczyć oderwanego od 
rzeczywistości durnia. 
Józiu, ostrożnie z tą siatką. Uważaj, bo cię znowu wywieje. Czekaj, przytrzymię cię! Praktykant, łap go 
za drugiego buta, bo poleci. No co się gapisz jak malowany cielak, łap go! Józiu, uważaaaaj!!! 
Uważaaajjj!!!  
Oho, no i poszedł jak dzik w młode kartofle.  
Jóóóózek, jak bęęęęędziesz przelatywać nad piekarnią to kup mi pół chlebaaaa! Tylko 
krooojonego!!!! 
Się synek nie denerwuj, Józek ma doświadczenie. Ot, teraz poleciał, ale wróci.  
Ostatnio trzy dni wracał, bo go wywiało do Katowic, a ty wiesz, ile się jedzie polskimi kolejami z 
Katowic do Gdańska? Na wakacje pociągami jeździsz? No, to sam wiesz, że to akurat wątpliwa 
przyjemność. 
Chodźmy lepiej dalej, nie ma co się w niebo gapić. Józuś już pewnie nad Radomiem. Pół dnia minęło, 
coś sensownego musisz przecież w dzienniku praktyk zanotować. Co ty na razie możesz tam zapisać? 
Że Józkiem śmigło? Fiu, fiu, ryzyko zawodowe. To jak? Czapkę masz fest zwiazaną, kufajkę zapiętą? 
Tutaj, to ostrożnie trzeba.  

background image

Helga von Klusken 

vonklusken.blogspot.com 

7 

 
Uh... Kluczyk się zacina. Uh... Daj mnie łoma, synek. Tam, pod ścianą stoi. Taaa, to jest nasz „klucz 
zapasowy”. O, poszło. Wchodź synek, ale powoli. 
W tej cieplarni rosną najpiękniejsze okazy żywiołowych szkwałów. Czujesz jak wieje? Ten tu to wiatr 
zmian, ten to wicher rewolucji, a ten to buran zrywu narodowego. Grzmi się i błyska, o proszę, jakie 
dzikie bestie. Te burze są dwojakiej natury. Albo przejdą i zostawią po sobie wyłącznie pogorzelisko, 
albo sprawią, że ludzie będą silniejsi. Widzisz te łańcuchy? Każdy szkwał musi być przypi ęty 
łańcuchem ze względu na bezpieczeństwo. Wyobrażasz sobie , co by się działo jakby taki się zerwał? 
Rewolucja Październikowa to przy nich mały pikuś, synek. Nie, żaden jeszcze nam nie uciekł, ale 
sprzedajemy kilka rocznie. Ty myślisz, że jakakolwiek manifestacja uliczna to się tak sama z siebie 
rozkręci? Zamach stanu to tak bez niczego się zacznie? My tu hodujemy wysoko wyspecjalizowane 
zawieruchy, synek. To jest drogi produkt ale za to dajemy dożywotnią gwarancję i sto pięćdziesiąt 
procent skuteczności. Że czerwone? Czerwone synek, ano czerwone. Widziałeś ty kiedy bezkrwawą 
rewolucję? To krew tych, którzy szli na barykady. Tych którzy stali, kiedy jechały czołgi. Tych, którzy 
oblewali się benzyną i płonęli w niemym proteście. 
Każda zmiana zaczyna się od burzy. 
Stój, stój, gdzie idziesz? To już koniec, tam dalej nie wolno. Co tam jest? Co tam tak stuka i wyje w 
tym blaszaku? 
Zobaczyć byś chciał? O, nie!  
Ech... synek... pracuję tu już tyle lat, ale nawet ja boję się tam zaglądać. Tyle, co podlać, granulatem 
azotowym sypnąć i chodu!  To sztorm, to zawierucha i nawałnica w jednym. To burza nad burzami, to 
wiatr nad wiatrami,  hodowany od lat przez najlepszych siewców. To huragan, który porwie i zniszczy 
całą ludzkość. To sztorm, który zmiecie wszystko z powierzchni Ziemi. Jedyny w swoim rodzaju, czeka 
na konesera. 
Ty się lepiej módl, żeby za twojego życia, nie znalazł się nikt, kto chciałby go od nas kupić. 
Gdzie przez szpary zaglądasz? Do nogi, praktykant! To niebezpieczne. O, widzicie, jaki to wiedzy 
głodny. Wracaj mi tu, ino migiem. 
Czas na drugie śniadanie.  
Chodź, usiądziemy sobie obok grządki z tropikalnymi mistralami. Przyjemnie tam klapnąć, bo to 
ciepło, a do tego pachnie morzem, palmami i wakacyjną sprzeczką zakochanych. 
Śniadanie swoje masz? Z domu zapomniałeś zabrać? Ach, wy młodzi, wiatr wam tylko hula między 
uszami. Musiała go twoja mama od nas kupować, bo ten sprzedajemy w pęczkach po pięć sztuk za 
złotówkę. 
Masz tu moje śniadanie, żebyś z głodu nie opadł. Kaszanka, a co innego byś chciał? Co? Tarte z 
łososiem? Bułkę tarte z łososiem chcesz żreć?  Synek, ja was młodzieży to już do końca życia nie 
zrozumiem. 
Niby to jesteście mądrzy, tacy oczytani a ciągle pleciecie jakieś duby smalone. Nawet nie wiecie, skąd 
biorą burze. He, he, co mi tu mądralo opowiadasz o różnicy ciśnień i wyładowaniach 
atmosferycznych. Ajnsztaj się znalazł, cie choroba. A takiego przysłowia nie słyszałeś: „kto wiatr sieje, 
ten burzę zbiera”? 
Co ty myślałeś, że to się wszystko samo tak posadzi, opieli, przytnie i podleje? To wszystko my 
robimy. Dziś już zapomniano o siewcach burz; ludzie myślą, że to tylko stare porzekadło. A prawda 
jest przecież taka, że plantacje wiatrów istnieją na całym świecie i mają się dobrze. Ba, wyśmienicie 
wręcz! 
Tylko siewcą nie chce już nikt dzisiaj zostać. Robota ciężka, niebezpieczna i do tego mało płatna.  
Może ty byś tu do nas po studiach... Nie? To może, chociaż na umowę-zlecenie? Też nie? No tak, do 
nas to już nikt nie chce, wolicie bąki w korporacjach puszczać zamiast się za uczciwą robotę wziąć. Kto 

background image

Helga von Klusken 

vonklusken.blogspot.com 

8 

 
tu będzie robił, jak z Józiem na emerytury przejdziemy? Zapomniano o nas, ale przecież bez nas nie 
byłoby tych kłótni, tych sprzeczek, tych wojen domowych, wrzasków, niesnasek i wzajemnych 
oskarżeń. 
A co by wtedy było? 
Chaos, synek. 
Zamiast lunąć nielubianemu sąsiadowi w mordę za to, że znowu na naszym miejscu zaparkował, to 
nikt by się niczym nie przejmował. Ludzie wybaczaliby sobie błędy, tańczyli na ulicach kankana i w 
zgodzie siali marchewkę z groszkiem. 
A tak to lu mu z lewej, lu z prawej, nelsonem poprawić i już osiedlowa wojna aż miło popatrzeć. 
Zaraz zbiegają się sąsiedzi, psy szczekają, stare baby jazgoczą, wszyscy na wszystkich wilkiem patrzą i 
anonimowe donosy do administracji piszą.   
Dlatego zawód siewcy jest taki ważny. To my dostarczamy odpowiednią burzę do każdej kłótni. Małą 
do miłosnej sprzeczki, dużą na przyjazd teściowej, a szkwały na granicę w Pakistanie.  
Powiedz, synek, potrafisz sobie wyobrazić świat bez wrzasków, bez wojen, bez nienawiści i bez 
płaczu? Brr. Co my, siewcy burz, byśmy wtedy zrobili? Chyba z głodu zdechli, tfu! 
 

KONIEC 

 

Sulzbach 
27.04.2016