background image

Chap 13 

- N if I fall my heart will hold on to u - 

Tom’s POV  

Dalej cały zdenerwowany wleciałem jak huragan go domu. Ta laska Susan stała na korytarzu i 
chyba chciała się ze mną pożegnać, ale minąłem ją bezceremonialnie i wbiegłem po 
schodach na piętro. Na całe moje szczęście po tym przebywaniu z nią Nath ‘żył’ na tyle by 
NIE zamknąć tym razem drzwi na klucz. Wparowałem do tego jego pokoju i mało mnie to 
interesowało, że nie miał ochoty mnie słuchać, po prostu powiedziałem co musiałem. Jestem 
jego przyjacielem, to moja powinność.  

- Słuchaj mnie, dupku! Gdzieś mam to, że robisz to dla niej, że ubzdurałeś sobie coś w tej 
pustej głowie, że niby tak jest najlepiej. Jesteś po prostu głupi i ktoś w końcu musi ci to 
uświadomić skoro nawet Susan do ciebie nie dotarła. Tracisz ją! Rozumiesz?! – wydzierałem 
się na niego próbując mu to wyperswadować, a on tylko patrzył gdzieś za mnie z pustym 
wyrazem twarzy. Halo, jest tam kto? Powoli mam już jego dość. No żebym JA musiał się 
martwić o JEGO związek i JEGO dziewczynę?  

- Ja już ją straciłem. – tylko na tyle było go stać. Oh litości!  

- Może i masz rację, ale jak się nie pospieszyć to nawet nie masz co myśleć o błaganiu jej o 
przebaczenie.  

- Ja wcale… - próbował zaprzeczyć, ale mu przerwałem.  

- Za kogo ty mnie masz? Myślisz, że nie wiem co czujesz? Możesz próbować mnie oszukać, 
ale ja wiem. No przyznaj się, ile razy już byłeś bliski biegnięcia do niej?  

- Zbyt wiele… - był taki zrezygnowany i zmęczony. Wygląda jakby w ogóle nie spał. 
Skłamałbym gdybym powiedział, że nie jest mi go szkoda. Ale tak naprawdę płaci teraz za 
własną głupotę. Jak on mógł tak się przejąć i uwierzyć temu palantowi wyglądającemu jak 
jakiś kubańczyk, czy ktoś taki.  

Patrzyłem tak na niego i walczyłem sam z sobą… Powiedzieć mu o tym co zobaczyłem, czy też 
może jednak nie? W sumie to chyba tego chciał, żeby Martyna miała kogoś innego i była przy 
nim szczęśliwa. Ale ja nie ufam tamtemu kolesiowi. Nath tym bardziej nie powinien.  

- Robie to dla waszego dobra, was obydwu... – jego mina była taka zagubiona w tym 
momencie. Jestem skończonym dupkiem, że go teraz w taki właśnie sposób dobijam, ale 
jakoś trzeba go zmotywować do działania…  

 

background image

 

Vicky’s POV 

Tommy strasznie się dzisiaj denerwował. To pewnie dla tego, że Jackson był na górze. Mi też 
nie jest z tym dobrze, ale jeśli przebywanie z nim pomaga stanowi psychicznemu M. to nie 
siedzi tam tak długo jak się tylko da.  

Wszyscy martwimy się o nią i o Nathana. To taki nienormalne, czy oni w ogóle zdają sobie z 
tego sprawę, że oboje zachowują się tak samo. Nie kontaktują, zamykają się w swoich 
pokojach, odcinają się od świata. Wątpię. Ciekawi mnie jak z tym wszystkim czuje się 
Jackson, mam na myśli, skoro Emmy tak wiele dla niego znaczy to poczucie winy powinno go 
zżerać już od środka. W końcu to jego wina. Natha też, bo mu uwierzył. Ale on przynajmniej 
zrobił to dla jej dobra, a nie z czystego egoizmu.  

Wróciłam z łazienki z powrotem do kuchni pogrążona w myślach, kiedy zauważyłam coś 
dziwnego. Pomieszczenie było puste.  

- Tom! Gdzie ty jesteś?! – nikt mi nie odpowiedział. Poszłam szukać go w salonie. Tam 
znalazłam tylko Alice i Kate odrabiające pracę domową z historii teatru i Maxa z Sivą 
oglądających jakiś mecz w telewizji – Widzieliście gdzieś Toma? Zniknął mi…  

- Może poszedł do łazienki. – rzucił George nie spuszczając wzroku z ekranu.  

- Niee… Właśnie tam byłam, kiedy zniknął. – zaprzeczyłam jego teorii.  

- Słyszałam jak ktoś biega po schodach. Sądziłam, że to może TAMTEN wyszedł. – odezwała 
się Ally przerywając robienie notatek.  

Susan’s POV  

Kiedy zobaczyłam Toma a tą wściekłą mina, miałam złe przeczucia. To się nigdy nie kończy 
dobrze, jak jakiś facet wraca do domu z nastawieniem jak na wojnę. Miałam już się odezwać 
do niego, ale nawet nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi. Po prostu wbiegł po schodach 
na górę. Niedobrze, pomyślałam.  

Zamknęłam drzwi, które chyba nawet nie zauważył, że zostawił otwarte i powoli zaczęłam 
podążać jego śladami. Słyszałam Doś wyraźnie te jego krzyki. Wyzywał Nathana za jego 
głupotę, wykładał mu perswazją, że musi o nią walczyć.  

Samego Natha bardzo słabo było słychać. On jest taki zrezygnowany we wszystkim co teraz 
robi. Sama nie wiem czemu tak tam dalej stałam i słuchałam. W sumie przez grzeczność 
powinnam była opuścić to miejsce zamiast podsłuchiwać. Ale serce i zdrowy rozsądek 
mówiły mi coś innego, powtarzały ‘Susan, ruszaj ten tyłek i wkraczaj do akcji. Przecież ten 
porywczy koleś tylko pogorszy sytuację. Idź i ratuj przyjaciela przed popadnięciem w jeszcze 

background image

głębszą depresję.’ No OK przyznaję, może nie mówiły akurat takie racjonalne rzeczy, ale sens 
był ten sam.  

Weszłam do pokoju, ale chyba po chwili zorientowałam się, że chyba jest już za późno.  

Martyna’s POV  

Był straszny tłum dzisiaj w MC Club. Ludzie praktycznie ocierali się o siebie. Muzyka 
hipnotyzowała. Tańczyłam nie odrywając mojego ciała od NIEGO. Nasze oczy się spotkały. 
Ten uśmiech, który wyrósł na jego twarzy może mówić tylko o jednym. Zaczęliśmy się 
całować jak szaleni.  

Czułam ogień w całym moim ciele. Wskoczyłam na niego by być jeszcze bliżej. Miałam gdzieś, 
że wszyscy się patrzyli. Byłam tylko ja, on, nasze usta i języki. To zgranie, byliśmy dla siebie 
stworzeni. Idealnie dopasowani.  

Nagle ktoś mnie z niego dosłownie ściągnął jednym energicznym ruchem. Spojrzałam na 
jednego bruneta i na drugiego. Wyglądali jakby mieli zacząć się bić. Tłum jakby wyparował, 
byliśmy sami w pustej sali.   

- Nie! – zdążyłam krzyknąć, kiedy rzucili się na siebie.  

Próbowałam ich rozdzielić, ale skończyło się to tylko tym, że jeden z nich przypadkiem mnie 
uderzył. Cios był tak silny, że poleciałam w tył kilka metrów. Pod Konic przewróciłam się o 
stół i… Drewniana noga krzesła przebiła mój brzuch na wylot. :O To w ogóle jest możliwa? 
Ból był niewiarygodny, krew była wszędzie. Krzyczałam, ale nikt mnie nie słyszał. Walczący 
mężczyźni znikli. Zostałam sama.  

- AAA!!! – wciąż wyłam wręcz z bólu, kiedy ktoś zaczął szarpać moje ramiona.  

- Martyna! Skarbie, obudź się! To tylko sen, słyszysz? Cii… Już spokojnie. – niski głos 
dochodził do mnie powoli. Jego właściciel zaczął mnie kołysać, kiedy ja łkałam w jego koszulę 
i wtulam w niego jak tylko się dało.  

- Oh Boże, kochanie. Nawet nie wiesz co mi się śniło. Byliśmy w klubie, tańczyliśmy, 
całowaliśmy się i nagle… - mówiąc podniosłam wzrok i aż mnie zatkało. O_O Ja przez cały 
czas myślałam, że to jest… Odsunęłam się od chłopaka jak oparzona i usiadłam na drugim 
krańcu łóżka, czyli najdalej jak się dało.  

- Coś nie tak, Emmy? – spytał mnie brązowooki.  

- To… Ja… Musisz stąd iść Jackson. – odezwałam się odrobinę zachrypniętym głosem.  

- Co? Nie rozumiem. Przecież sama mnie prosiłaś… - jego mina była zagubiona, a moja mogę 
się założyć była przerażona.  

background image

- Nie mogę. To nie fair. Ani ze względu na ciebie, ani ze względu na Nath…  

- Znowu on! Ty nigdy o nim nie zapomnisz, prawda? – wkurzył się i mi przerwał zanim nawet 
zdążyłam do końca wymówić JEGO imię – Widzisz go tutaj? Gdzie jest twój idealny Nathan, 
kiedy go najbardziej potrzebujesz? Aww… Przepraszam. Zapomniałem, że to wszystko jego 
wina, to przez niego wyglądasz jak wyglądasz. Rzeczywiście, to nie fair po tym wszystkim co 
on dla ciebie i tobie zrobił leżeć w łóżku i przebywać z kolesiem, który naprawdę cię kocha i 
jest tu zawsze, kiedy tylko tego potrzebujesz.  

Szczęka mi opadła gdzieś na podłogę. Zaczęłam płakać, ale nie przejmowałam się łzami. To 
były łzy smutku, ale głównie wściekłości.  

- Wyjdź! Nie wierzę, że właśnie to zrobiłeś. Ty jako jedyny nigdy mnie nie zraniłeś, do teraz. 
Wiem, że mnie kochasz dlatego musisz odejść. Ja nie mogę z tobą być więc się nie męcz i idź. 
No rusz się!  

- Emmy, proszę… - widziałam wilgoć w jego oczach, ale nie ugięłam się.  

- WYJDŹ!  

Ten sen coś mi wytłumaczył. Kiedy Jackson oderwał mnie od Natha poczułam się jak suka, 
jakby to on trzymał mnie w tym łóżku przez ten cały czas. Sama nie mam pojęcia dlaczego. 
Po prostu tak czułam. Nie powinnam była pozwolić mu siebie pocałować, kiedykolwiek. 
Powinnam to wyjaśnić tamtej nocy w domu moich rodziców. Czuję, że to by zmieniło 
teraźniejszość.  

Nagle Max, Siva, Alice, Kate i Vicky wparowali do mojego pokoju. Chłopaki byli wściekli 
bardziej niż wypadało.  

- Wydaje mi się, że ona kazał ci spadać, koleś! – wywarczał przez zęby Maximilian.   

Jackson znowu się zdenerwował do czerwoności. Powiedział jeszcze przez ramie, że tego 
pożałuję i wybiegł trzaskając drzwiami. Świetnie! Straciłam chłopaka, a teraz jeszcze 
najlepszego przyjaciela.  

- Jestem beznadziejna. – wyszlochałam i opadłam z powrotem na poduszki.  

Nath’s POV  

Tom wparował do mojego pokoju jakby się paliło i zaczął się na mnie wydzierać. Zasłużyłem 
sobie na to, ale… Sądziłem, że chociaż on może przestać torturować mnie mówiąc w ten 
sposób o NIEJ. Dobrze wiem, że wszystko spieszyłem i nikt nie musi mnie o tym 
uświadamiać. Sam karam się przecież za to każdego dnia. 

- Robię to dla waszego dobra, was obu… Wszedłem dzisiaj do pokoju M. i…  

background image

- Co zrobiłeś? – zdziwiłem się lekko wkurzony, ale on mnie olał i kontynuował.  

- … A tam w łóżku znalazłem tego śmiecia przytulającego TWOJĄ dziewczynę.  

Nie powiem, że to mnie nie zabolało, bo boli jak cholera, ale próbowałem resztkami sił ukryć 
swoją rozpacz. Tak jest lepiej. Ale dobija mnie fakt, że już o mnie zapomniała.  

- Ona nie jest już moją dziewczyną. I ma prawo robić co chce i z kim zechce to robić.  

Do pomieszczenia weszła wtedy Susan. Jeszcze jej tu brakowało. Czy ona aby nie wychodziła 
przed chwilą?  

- Co tu się dzieję? – spytała lekko podniesionym głosem. 

- Nic! Tom właśnie wychodził. I ty z resztą też też. – nie chcę ich tu, nie chcę nikogo teraz 
widzieć. Nigdy więcej! – Dowidzenia!  

Wypchnąłem ich dosłownie i zamknąłem za nimi drzwi. Zajęło mi chwilę, aż doszło do mnie 
co się właśnie stało. A dokładniej o czym się dowiedziałem. Miłość mojego życia… ona… Tak 
po prostu o mnie zapomniała. To złamało moje nieistniejące już od dawna serce.  

Kajałem się w duszy, że przecież o to mi chodziło, by była szczęśliwa z kim kto na nią zasłuży. 
Ale czy Jackson na nią zasługuję? Przecież oszukiwał ją przez tyle lat z czystego strachu i 
głupoty. Jak można tak okłamywać kobietę, którą tak bardzo się kocha? To nienormalne.  

Chociaż kimże ja jestem by go oceniać? Pieprzony hipokryta! W końcu nie możemy 
zapomnieć jak ja sam całkiem niedawno wmówiłem mojej bogini, że jej nie kocham, że nic 
dla mnie nie znaczy. Powiedziałem wtedy tyle bluźnierstw. Jak ja w ogóle mogę sobie teraz 
spojrzeć w twarz? Ah no tak, nie mogę. Zachowałem się gorzej od skończonego palanta bez 
uczuć. Gorzej od jakiegoś dzikiego zwierzęcia. Jak jaskiniowiec.   

Ale sęk w tym, że zrobiłem to z czystej miłości. I troski. Tak jest dla niej lepiej. Wszystko co 
robię od tamtej pory jest dla niej. To dla niej ciągle żyję, oddycham. Tylko pytanie brzmi po 
co. Przecież ona już nie wróci. Już nie dba o to co się ze mną dzieje.  

Nagle wszystko straciło dla mnie sens. Nawet nie wiem kiedy znalazłem się na podłodze 
zakrywając dłońmi twarz. Mieliście tak, że była w was pustka? Że nawet na łzy nie było już sił, 
a myśli były pojęciem czysto abstrakcyjnym? Cóż ja się tak właśnie czuję. Jakby świat stracił 
wszystkie swoje ostatnie barwy. Nie ma on już odcieni szarości, jest po prostu czarny. Nic nie 
ma wyrazu. Tylko wspomnienie o niej potrafiło go rozjaśnić, ale skoro ona już nigdy do niego 
nie powróci nie ma co nadawać mu barw.  

Właśnie zrozumiałem, że wciąż miałem tą głupią nadzieję, że ona wciąż czeka na mnie w tym 
przeklętym salonie. Siedzi i czeka, aż wszystko cofnę, każde kłamstwo. Aż przyczołgam się i 
będę błagał o wybaczenie przysięgając jak bardzo ją kocham. Wciąż żyła we mnie ta mała 
iskierka nadziei. Choć może była to moja czysta głupota? 

background image

‘Masz to co chciałeś, dupku! Zadowolony jesteś z siebie?!’ zacząłem wyzywać sam siebie. 
Chyba już do końca ze świrowałem.  

Szczerze? Przez chwile było mi lepiej. Te długie rozmowy z Susan strasznie mi pomogły. 
Przypomniałem sobie wszystko od początku do końca. Nawet zauważyłem, że przesadzałem. 
Ona wcale nie czuła się tak źle w tym związku. Powiem więcej, zacząłem rozmyślać czy może 
przypadkiem nie zrobiłem źle. Ale Tom nie pozwolił mi za długo nad tym myśleć. No bo… Ona 
nic nie mówiła, że jest jej źle. Prawda, tęskniła za mną non stop, ale była taka radosna, kiedy 
wracałem. Ten uśmiech był jaśniejszy od słońca. Ona wręcz je przyćmiewała, tak 
promieniowała miłością i szczęściem.  

W tak razie po co to wszystko? Dlaczego ja kurde wyrwałem sobie gołymi rękami serce, 
poszarpałem je na strzępy i przy okazji zrobiłem to samo z jej? Czy jestem aż tak głupi? Na to 
wychodzi. Ale już jest za późno by cokolwiek odkręcać. Emmy już znalazła pocieszenie, jej 
serce zostało sklejone i wróciło na swoje dawne miejsce.  

Teraz powinienem zaznać chyba spokoju… Jeśli ona jest szczęśliwa wszystko powinno być w 
porządku. Ale nie jest. Oszukiwałem się tylko, że już nie jestem tym skończonym egoistą co 
kiedyś. Prawda jest taka, że przez ten cały czas chciałem mieć ją tylko i wyłącznie dla siebie. A 
skoro ja nie mogłem jej mieć to nikt nie może. Pewnie gdybym mógł to porwałbym ją z łap 
tamtego kolesia i zamknął w swoim pokoju. Mogłaby mnie nienawidzić i błagać o 
wypuszczenie, o powrót do swojego ukochanego, a ja w szale zabiłbym go by już nigdy mi jej 
nie zabierał. Tak zdecydowanie zwariowałem. 

Za długo zwlekałem, za długo siedziałem zamknięty w tym ciemnym, zadymionym wręcz 
pokoju. Mój mózg zwyczajnie sfiksował.  

Zacząłem coś mamrotać sam do siebie. Nawet nie wiem co. Byłem już kompletnie jak 
obłąkany. Bujałem się w przód i w tył. Jakbym miał chorobę sierocą, albo coś. Nagle mój 
wzrok padł na jedyne zdjęcie, którego nie potrafiłem przewrócić do dołu wierzchem, zdjęcie, 
które zrobili nam nasi przyjaciele, kiedy zasnęliśmy którejś nocy na kanapie w swoich 
ramionach pod czas wspólnego oglądania filmów. Tak uroczo wyglądaliśmy razem, nasze 
ciała wpasowywały się w siebie tak idealnie jakbyśmy byli dla siebie stworzeni. Cóż ja dla niej 
byłam. Ten stan już nigdy nie wróci. ;’(  

Wtedy właśnie postanowiłem coś zrobić. Już nic innego mi nie pozostało… 

Wyjąłem jakąś kartkę i zacząłem pisać…  

Susan’s POV 

No normalnie nie wierze. Najzwyczajniej w świecie mnie wyrzucił ze swojego pokoju. Nie 
wierzę też, że właśnie tak zareagował na rewelację Toma. Za bardzo go znam. Na pewno 

background image

teraz leży na podłodze i się użala nad sobą. Tomas miał rację, powinien ruszyć tyłek i walczyć 
o swoja dziewczynę. Ale on już nikogo nie słucha. Chyba tylko tej całej Martyny by posłuchał.  

- Porąbało cię?! – krzyknęłam na chłopaka stojącego niedaleko mnie na korytarzu i 
uderzyłam go w ramię – Co ci strzeliło żeby mu to wszystko mówić?  

- A co miałem się z nim cackać tak jak wy wszyscy? Przecież to nic nie daje. To silny facet. 
Posiedzi, zrozumie, że głupio zrobił i poleci do M. błagać o wybaczenie.  

- Tak myślisz? – nie byłam przekonana za bardzo co do jego teorii.  

- No jasne. – przytaknął pewnym głosem i poszedł w dół schodami.  

Ja stałam tam dalej, usiadłam pod ścianą i nasłuchiwałam. Jedyne co słyszałam to muzyka, 
którą przed chwilą włączył Nathan w swoim pokoju. Były to dość smutne piosenki. Jedną z 
nich rozpoznałam, była to Cut – Plumb. Niedobrze. Nie wiem jak długo tam siedziałam, ale 
nagle z pod dziury pod drzwiami wysunęła się złożona kartka. Wiedział, że tu jestem?   

Podniosłam ją, otworzyłam i zaczęłam czytać.  

Najdroższa Martyno, … 

Wiedziałam, że to nie do mnie, ale poczułam, że jest tu coś ważnego, więc czytałam dalej.  

… Wiem, że pewnie nie chcesz o mnie nawet myśleć. Skrzywdziłem Cię tak jak jeszcze nikt 
inny, ale potrzebuje byś znała całą prawdę.  

Przez cały ten czas, kiedy byliśmy razem rozmyślałem czy aby dobrze robimy będąc razem. 
Czy wytrzymasz reakcje moich fanek na ten związek. Strasznie też bolało mnie to jak 
musiałem Cię ciągle zostawiać, a Ty tak bardzo tęskniłaś. Wyrzuty sumienia pogarszały 
jeszcze bardziej mój stan. Starłem się dać Ci wszystko co mogę i nie brać niczego w zamian, 
nie wywierać na Tobie żadnych konsekwencji bycia ze mną.  

Na niedomiar złego pojawił się Jackson. Nigdy mi nie powiedziałaś co zaszło między wami 
tamtej nocy, w domu Twoich rodziców i pewnie nigdy się tego nie dowiem. Nie 
wypytywałem, to Twoje życie. Pojechaliśmy na Ibizę i tam… Kochanie, zrozum, czas spędzony 
tam był dla mnie jak bajka. Nie planowałem tego co tam się stało, naprawdę. Błagam nie 
myśl, że Cię po prostu wykorzystałem, bo to nie prawda. Na prawdę Cię kochałem i TO była 
dla mnie niespodzianka również.  

Od naszego powrotu wszystko zaczynało się zmieniać. Byłem szczęśliwy ilekroć do Ciebie 
wracałem, a każdy dzień poza domem mnie zabijał. W końcu nadszedł TEN dzień. Dzień mojej 
śmierci. Jackson przyszedł do mnie, wyłożył mi całą moją głupotę. To jak bardzo Cię 
krzywdzę. Nie wytrzymałem. Uwierzyłem mu tak łatwo. Z myślą, że przestaję być egoistą i 
robię to wszystko dla Ciebie pojechałem z powrotem do Londynu i… Cóż tą część znasz bardzo 
dobrze. To co wtedy mówiłem i robiłem… To… Było jak świętokradztwo. Jak mogłem być tak 

background image

głupi. Jak do cholery mogłem Cię tak okłamać. Przecież tak bardzo Cię kocham. Zawsze 
kochałem i zawsze będę.  

Moje serce, ono zniknęło. Jest wciąż przy Tobie, choć pewnie go nie czujesz. Czasami czuję jak 
ono krwawi, czuję tą pustkę. Chcę żebyś wiedziała, że czas spędzony z Tobą był jak dar od 
Boga. Ostatnie szczęście o jakie mógłbym prosić w swoim życiu. Byłaś Jesteś moim idealnym 
pod każdym względem aniołem. Taka dobra i niewinna. Nie zasłużyłem sobie by Cię mieć.  

Podobno o mnie już zapomniałaś, odnalazłaś szczęście u boku innego. Wiedz, że się cieszę. 
Zasłużyłaś na to. Nie ważne z kim. Oczywiście wolałbym ja być tym Twoim szczęściem, ale za 
wiele namieszałem. Za bardzo Cię skrzywdziłem. I bardzo mi przykro z tego powodu. To 
właśnie mnie zabija.  

Ja już zawsze będę Twój, nikt nigdy mi Ciebie nie zastąpi. Nie chcę. Błagam wybacz mi, 
kochanie. Zapomnij o tym ile bólu Ci wyrządziłem, to jedyne czego chcę.  

Do zobaczenia w innym, lepszym świecie .W następnym życiu będziemy razem, obiecuję. 

Twój na zawsze,  

Nathan.    

Oh mój Boże. Płakałam czytając ten list. Kartka była jeszcze mokra od jego łez. To nie fair. 
Przecież… Jak on… Oni…  

Nath’s POV  

Złożyłem kartkę i przecisnąłem ja pod drzwiami. Wiedziałem, że ktoś ja znajdzie i jej ją 
przekaże. Wciąż płakałem i nie wierzyłem, że właśnie to robię.  

Wyjąłem z szuflady kawałek metalu, który kupiłem kiedyś by po prostu był. Tak na wszelki 
wypadek. Wygląda na to, że nadszedł na niego czas.  

Ręce mi się trzęsły. Czy ja naprawdę to robię? Chyba tak. Z pustką w sercu i twarzą Emmy 
przed oczami zbliżyłem ostrze do lewego nadgarstka…  

Susan’s POV 

Nie potrafię racjonalnie myśleć, to co napisał Nath tak bardzo na mnie podziałało. Tyle tu 
emocji. Szczerości. Spojrzałam jeszcze raz na koniec listu i…  

Chwila moment! Co on tu napisał? :O Coś o umieraniu i lepszym świecie? Przecież to brzmi 
jak jakieś pożegnanie.  

-Nathan! Sykes otwieraj! – zaczęłam walić w drzwi, ale one były zamknięte – TOM!  

Chłopak przybiegł wystraszony moim łamiącym się głosem.  

background image

- Co jest? Co się stało? 

- Nathan, on… On chyba… - nie potrafiłam mówić, po prostu pokazałam mu końcówkę listu.  
Jego mina wyraziła przerażenie i też zaczął dobijać się do tych przeklętych drzwi.  

W końcu udało mu się je wyważyć i…  

- Oh Boże! Nie, Nathan. Nie wygłupiaj się! Wstawaj. No dalej! – padłam na kolana i zaczęłam 
potrząsać wiotkim ciałem chłopaka. 

Tam na podłodze leżał Nath, dookoła było pełno krwi, a on był nieprzytomny.  

- Tom, zrób coś! Słyszysz? Dzwoń po karetkę! – krzyczałam, bo on stał tam tylko skamieniały. 
Jakby nic do niego nie docierało.  

No dalej, dupku. Obudź się, proszę. ;’(  

Martyna’s POV  

- Wcale nie jesteś beznadziejna. Po prostu miałaś pecha. – próbowała pocieszyć mnie Alice. 
Tak, tak. Ja wiem lepiej.  

- Mam już tego dość! Skoro już wreszcie słuchasz nas to słuchaj. – odezwała się Kate z taką 
dziwną determinacją w głosie – To wszystko to jedna wielka ściema. I to wszystko wina 
Jacksona.  

- Co proszę? – no teraz to ja już nic nie rozumiem.  

- On poszedł do Natha, nagadał mu jakiś bzdur, ze niby dusisz się w tym związku. A że on aż 
tak bardzo cię kocha, przyszedł tu, nakłamał, że cię nie kocha. On to zrobił dla ciebie, 
rozumiesz? On wcale nie chciał cię rzucać. Nathan wygląda teraz dokładnie tak jak ty, jakby 
go wcale nie było. Nie wychodzi z pokoju, nie chcę mu się żyć… Teraz już znasz prawdę.  

- Jeśli to jest…  

- To prawda, M. On zakazał nam widywać się z tobą. Chciał dać ci normalne życie. Nie myślał, 
że tak źle to przyjmiesz. – przerwał mi Seev. 

- Czyli to wszystko… - nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Czy to w ogóle możliwe? – 
Jesteście pewni, że… - wszyscy tylko przytaknęli ze smutkiem w oczach – Dlaczego do cholery 
tak późno mi o tym mówicie?!  

- Bo nie chciałaś nawet o tym słuchać. Myślisz, ze nie próbowaliśmy? Nawet ściągnęłam dla 
ciebie tu tego Jacksona, żeby cię trochę rozruszał. Żebyś choć trochę stanęła na nogi.  

To wszystko uderzyło we mnie jak grom z jasnego nieba. Ten palant, to wszystko jego wina! 
Nienawidzę go!  

background image

- Muszę jechać do Nathana. Przecież ja go kocham! – już zeskoczyłam z łóżka i szukałam dla 
siebie jakiś butów żeby nie jechać w kapciach w kształcie owieczek, kiedy zadzwonił czyjś 
telefon.  

- Tom, gdzie ty jesteś? … Co takiego? Gdzie jest? … Ale jak? Oh mój Boże. – telefon aż wypadł 
Victorii z ręki. Coś złego musiało się stać. Jej twarz mówiła, ze zaraz zacznie płakać. Mam złe 
przeczucia.  

…