background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY  
 
 
- Boże, nienawidzę zimy. Przeprowadziłbym się na Florydę gdyby nie te 
huragany....  
Adrian zapukał do drzwi pokoju hotelowego i westchnął, przewracając 
oczami, na widok  
pary, która wydobyła się z jego ust. Miał nadzieję, że nie będzie musiał 
długo czekać  
na  
dziewczynę (Cheryl? Shelly? Nie, Sheri!). Zadrżał i rozpaczliwie 
zachciało mu się wrócić do  
swojego własnego ciepłego domu, do trzeszczącego ognia w kominku i 
dobrej książki.  
 
Został wyznaczony przez Maxa do przywiezienia nowego członka Dumy. 
Sheri miała być  
dzisiaj wieczorem oficjalnie przydzielona do jej szeregów, mimo że 
została już zaakceptowana  
przez Alfy i Bety. Tylko Max mógł nakazać Adrianowi by stał na zewnątrz 
w zimnie tak jak  
teraz, ale w porządku - planował już swoją własną zemstę. Uśmiechnął się 
na myśl o tych  
wszystkich sposobach, dzięki którym mógł pobudzić przedślubny obłęd 
Emmy.  
 
Partnerka Alfy całkowicie zwariowała - zbombardowała gabinet 
samoprzylepnymi  
karteczkami i listami „do zrobienia”. Albo zapomniała o tym, że dzielił 
biurko z Maxem, albo  
uwielbiała dręczyć go zdjęciami ślubnego tortu. To wystarczyło by 
umocnić  
w kawalerze  
cukierkowe zgorszenie.  
 
Adrian nie chciał mieć partnerki. Uśmiechnął się sam do siebie. Jego obaj 
najlepsi kumple  
stali się pantoflarzami, a to wszystko w ciągu tygodni. Emma powiedziała 
„skacz!” a duża, silna  

background image

Alfa nie tylko spytała się jak wysoko, ale też w którym kierunku. A jeżeli 
chodzi o Simona, to  
wystarczyło by Becky zbyt głęboko westchnęła aon już panikował. To całe 
obserwowanie, jak  
dwóch najsilniejszych członków Dumy spinało się  
pod Brygadą Cycków, zdeterminowało go do  
pozostania singlem o zdrowych zmysłach.  
 
- Chwileczkę - zawołał ze środka miękki głos. Brzmiał on nieśmiało i 
słodko, na co Puma  
Adriana uniosła dziwnie swoją głowę. Poczuł jak jego penis stwardniał 
nieznacznie na dźwięk jej  
aksamitnego głosu.  
-Co jest, do cholery?-wymamrotał, marszcząc brwi ku zamkniętym 
drzwiom. Wzruszając  
ramionami, próbował zlekceważyć reakcję swojego ciała.  
 
- Kto tam jest?  
Ten miękki głos wysłał promień  
czystego pożądania prosto do jego żył. Ściągnął ramiona i  
spróbował zlekceważyć  
niski, warczący odgłos swojej Pumy. -Adrian Giordano. Jestem  
przyjacielem Maxa, powiedział bym cię  
podrzucił dzisiaj wieczorem. – był zbyt zajęty by  
zapytać, dlaczego, do cholery, nie mogła sama się podrzucić.  
 
Usłyszał jak przekręca zamki i napiął się. Jego Puma wydobyła z siebie 
niski warkot jakiego  
nigdy wcześniej nie słyszał, musiał zatem zacisnąć  
wargi, by nie przeszedł on przez jego usta.  
Jego oczy błysnęły, kolory zachodzącego słońca zmieniły się  
z czerwonego na złoty, gdy stracił  
widmo czerwień/zieleń. Zamknął oczy, zmuszając je tym samym do 
przywrócenia normalnego  
odcienia, gdy tylko drzwi się otworzyły.  
 
- Cześć, doktorze Giordano. Jestem Sheri Montgomery.  
Otworzył oczy by ujrzeć  
stojącą  

background image

przed nim KrólewnęŚnieżkę. Miała najjaśniejsze,  
najbardziej miękko wyglądające włosy jakie kiedykolwiek widział. Prawie 
białe loczki opadały na  
jej ramiona. Blade, krystalicznie błękitne oczy, otoczone równie bladymi 
rzęsami, tak błyszczały  
na twarzy, że doprowadziłyby do płaczu niejednego anioła. Była mała i 
delikatna, czubkiem  
głowy zaledwie sięgała mu ramion. Jej piersi były doskonałe w stosunku 
do jej drobnej budowy.  
Nabrał niewytłumaczalnego pragnienia, by przerzucić  
ją  
sobie przez ramię  
i zabrać  
ją  
do swojej  
pieczary, gdzie nikt by jej nie widział. Nikt by jej nie pożądał.  
 
Moja.  
 
Oczy Adriana rozszerzyły się, gdy jego Puma warknęła mu w piersi. - 
Bzdura.  
 
Przechyliła swoją  
głowę  
na bok. Zabrała dłoń, której nawet nie zauważył, że miała ją  
wyciągniętą na powitanie. - Przepraszam? Czy wszystko w porządku?  
 
 

background image

 
-Um, tak, wszystko ok. -modlił się  
do Boga by nie zauważyła jego erekcji prężącej się  
o  
materiał jego spodni.  
 
- Chciałbyś wejść na chwilkę? Założę tylko płaszcz.  
Adrian przełknął ślinę, gdy uśmiechnęła się niepewnie, słodko.  
Mogę  
wejść  
na rok? Albo dwa? A może po prostu wejdę? Dawał z siebie wszystko by 
zatłuc  
na śmierć  
ten głosik żądzy, ale on nie chciał umrzeć. Chciał rzucić  
ją  
na ten brzydki, zielony  
dywan i rżnąć  
ją,aż  
oboje nie wychodziliby przez tydzień. Może przez miesiąc. Spróbujemy 
przez  
lata, zamruczała jego Puma. - Pewnie, dzięki.  
 
Nie przyszło mu nawet do głowy, że będzie myślał o niej jak o swojej.  
 
Otworzyła szeroko drzwi, odsuwając się i zapraszając go z kolejnym 
nieśmiałym uśmiechem.  
Szybko przestąpił przez próg, wdzięczny kiedy zatrzasnęła za nim drzwi. 
Rozglądał się  
po jej  
hotelowym pokoju, patrzył na walizki, na cokolwiek byle nie patrzeć  
na nią, bo przez moment  
chciał rozebrać  
ją  
do naga i zanurzyć  
się  
w niej. Kiedy odwróciła się  
by chwycić  
swój płaszcz,  
prawie zajęczał na widok jej doskonałej pupy w kształcie serca.  

background image

 
Szybko wsunęła ręce w rękawy. Płaszcz wirował dookoła niej, wyłącznie 
biały kolor  
podkreślał jej blady powab. Wtedy ruszyła w stronę  
łóżka. Zmysłowe myśli goniły przez jego  
głowę, gdy schyliła się, by podnieść  
coś  
z ziemi, naprawdę  
uwydatniając swój tyłek. Nie widział  
co podnosiła ponieważ:a). Było po drugiej stronie łóżka, b). Obiekt jego 
nagłej i całkowitej żądzy  
właśnie pochylał się  
przy łóżku i c). Ten tyłek. Nawet przykryty płaszczem powodował, że mu  
stwardniał. Próbował nie wyobrażać  
sobie jej nagiej, ale tak naprawdę  
nie starał się  
zbyt mocno.  
Znowu prawie jęknął, a paskudny, zielony dywan zamienił się  
w żółtawy brąz, dając mu do  
zrozumienia, że jego oczy znowu się zmieniły.  
 
-Tu jesteś  
-zanuciła swoim miękkim głosem. W odpowiedzi jego penis szarpnął; 
przez  
jedną, głupią  
myśl, że mówiła do niego. Był zaskoczony, gdy zobaczył do czego 
mówiła, chociaż  
nie powinien poprzez wszystkie te wizualne wskazówki. Przeszła dookoła 
łóżka, trzymając na  
smyczy psa-przewodnika. Przygryzła nerwowo wargę. -Nic się  
nie stanie jak wezmę  
Jerry’ego,  
prawda? Wiem jak niektórzy ludzie reagują na psy w swoich 
samochodach.  
 
-Jasne, nie ma sprawy -powiedział, gapiąc się  
na kobietę  
stojącą  
naprzeciwko niego.OCA,  

background image

prawdopodobnie typ pierwszy.1Białe blond włosy, blado-niebieskie oczy, 
prawie przeźroczysta  
skóra… dlaczego wcześniej nie połączył tych faktów? Większość  
ludzi z albinizmem pierwszego  
typu byli prawie niewidomi i wymagali pomocy; jako optometrysta2 
powinien uchwycić  
te znaki,  
ale był tak zajęty w ignorowaniu swojego penisa (i jej tyłka), że przegapił 
to, co oczywiste.  
 
-Masz swoje okulary przeciwsłoneczne?-społeczeństwo albinosów było 
wrażliwe na  
światło, ale niektórzy wybierali kapelusze z szerokim rondem zamiast 
okularów  
przeciwsłonecznych, które osłabiały i tak już ograniczone pole widzenia.  
 
Znowu się uśmiechnęła, tym pogodnym i ciepłym uśmiechem ze szczyptą 
ulgi.  
 
-Tak, leżą  
na kredensie. -przeszła do kredensu, zakładając parę  
czarnych okularów. -Już.  
Gotowa.  
 
Gdy przeszła obok niego zaciągnął się, tak cicho jak to było możliwe. 
Boże, tak ładnie  
pachnie; tak rześko i czysto, jak świeży śnieg, z posypką.. kokosów? Krem 
przeciwsłoneczny, no  
tak. Słońce nadal znajdowało się  
na niebie, więc potrzebowała dodatkowej ochrony dla swojej  
bladej skóry. Odchrząknął i uregulował swój oddech; jeżeli jego penis 
stałby się  
trochę  
twardszy,  
byłby w stanie wbijać nim gwoździe.  
 
Wyszedł z nią  
z pokoju hotelowego i czekał aż  
zamknie drzwi. Jedną  

background image

ręką  
mocno trzymała  
się  
Jerrego, gdy ją  
prowadził, druga była wolna. Bez zastanowienia wsunąłją  
sobie pod łokieć,  
prowadząc ją do swojego samochodu.  
 
- Więc pracujesz z Maxem?  
1 OCA – bielactwo oczne i oczno-skórne, które dzieli się na 3 typy: typ 
1(mleczno-biała skóra, białe włosy i  
niebieskie oczy), typ 2(powszechne u afro amerykanów; żółte włosy, lekko 
brązowa skóra, szaro-brązowe oczy),  
typ 3(podobny do typu 2, powszechny u Japończyków). Bielactwo oczne 
(Mutacja genu na chromosomie X,  
zmiana koloru oka, pozostałe elementy ciała są normalnego koloru lub 
troszkę jaśniejsze).  
2 Specjalista z dziedziny korekcji wad wzroku.  
 
 
 

background image

 
Zignorował nagłą falę zazdrości, spowodowaną słyszalną sympatią w jej 
głosie. 
 
 - Tak, Max wrócił do miasteczka i współpracuje ze mną od jakiś trzech 
miesięcy.  
Uśmiechnęła się, znowu przechylając głowę na jedną stronę.  
- Simon i Becky kilka dni temu zabrali mnie na kolację. Lubię ją. Pasuje 
do niego.  
Adrian zadrżał. -Tak, wiem.  
Sheri uśmiechnęła się do niego. - Dlaczego drżysz?  
- Becky jest… no więc... Simon powiedział kiedyś, że myślał o niej jak o 
osobie „głośnej,  
drażliwej i upartej”.  
- Wydaje się, że trzyma go twardą ręką.  
Adrian zignorował nić humoru zawartą w jej głosie i postanowił skupić się 
na jej słowach.  
- Tak, trzyma.  
Jej brwi uniosły się z zaskoczenia, gdy sięgał do swojego czarnego 
Mustanga. - Masz z tym  
jakiś problem?  
Otworzył tylne drzwi by Jerry mógł wskoczyć na tylne siedzenie. 
 
 - Tu bardziej chodzi o kawalerskie podejście. - pomógł jej wsiąść, 
zamknął drzwi i ruszył w  
stronę miejsca dla kierowcy. Wlazł do środka i odpalił samochód. - Becky 
i Emma sąświetnymi  
kobietami, a Simon i Max kochają je, ale całe to :„podskocz, bo ja tak 
mówię”nie podoba mi się.  
- Więc wnioskuję, że nie szukasz partnerki?  
Niee. Właśnie ją znalazłem. Jeszcze raz ujawnił się  
ten malutki, drażniący głosik.  
- Nie za bardzo.- wykręcił się.  
- Dobrze - odpowiedziała pewnie. -To tak jak ja.  
Jego Puma zaryczała w proteście. Adrian dał z siebie wszystko by to 
zignorować, ale to nie  
było takie proste. Świat zmienił swoje kolory w ten subtelny sposób, który 
dał mu do  
zrozumienia, że jego oczy się przemieniły. Zmusił je do powrotu w brąz, 

background image

gdy wyjechał na drogę i  
zmierzał do Maxaa i Emmy. - Pogłoski mówią, że Becky i Emma 
zaproponowały Ci pracę?  
 
Kiwnęła głową. - Na pół etatu, ale na razie wezmę to, co dostanę, zanim 
znajdę sobie  
miszkanie i otworzę własny interes.  
 
- A czym się zajmujesz? – zapytał, gdy skręcał do domu Maxa.  
- Jestem technicznym komunikatorem. Piszę dokumentację, specjalizuję 
się  
w tworzeniu  
oprogramowania do rozpoznawania głosu dla niewidomych.  
Uśmiechnął się powoli. -Naprawdę?  
 
- Nie udawaj zaskoczonego. Technologia stworzyła tyle łatwiejszych 
rzeczy dla osób  
niepełnosprawnych.  
- Nie powiedziałem, że nie. Po prostu myślę, że jest to ekstra.- urwał, 
zastanawiając się czy  
obraziłaby się, gdyby zapytał. - Jak źle widzisz?  
Znowu przechyliła na bok swoją głowę; wiedział wystarczająco dużo o jej 
stanie by sądzić,  
że daje z siebie wszystko by wykorzystać swoje ograniczone pole 
widzenia. -Dwadzieścia na  
dwieście.  
 
By zobaczyć to, co inna osoba może z odległości dwustu stóp, ona 
musiałaby stanąć w  
odległości dwudziestu stóp. Była to w sumie definicja prawie 
niewidomego. To by wyjaśniało  
dlaczego nie jeździ samochodem. W większości stanów przyznawano 
ograniczone pozwolenie  
tylko wtedy, jeśli zasięg wzroku osoby wynosiłby dwadzieścia do 
osiemdziesięciu ze  
skorygowaniem.  
 
Próbował z całych sił zignorować jej spojrzenie, gdy parkował na ulicy. 
Podjazd Maxa był  

background image

zapełniony; oni byli przedostatnimi przybyłymi. Wysiadł z wozu, 
okrążając go, pomagając jej  
wysiąść zanim otworzył drzwi Jerry’emu. Gapił się  
na psa, który gapił się na niego. - Tak przy  
okazji, chciałem cię o coś  
zapytać. - złapał ją za rękę i zacząłiść.  
 
- O co?  
-Sheri i Jerry?  
- Zamknij się.- uśmiechnęła się szeroko, całkowicie zrelaksowana, idąc 
przy jego boku. Ten  
mały gest zaufania ogrzał go aż do jego palców u stóp, pomimo chłodu 
listopadowego powietrza.Głupek.  
 

background image

 
ROZDZIAŁ DRUGI  
 
 
Dzięki Bogu, za jej ciemne okulary. Powiedziałaby, że u większości Pum 
oczy błyskają  
złotem, gdy się  
denerwują  
(lub pobudzają  
-jej wewnętrzny kotek zamruczał). Jej błyszczą  
czerwienią. Ci biedni ludzie, gdyby to zauważyli, mogliby pomyśleć, że 
była czymś  
w rodzaju  
demona. Zapłonęły czerwienią, gdy wyczuła zapach Adriana za drzwiami 
jej hotelowego pokoju.  
Kiedy usłyszała po raz pierwszy jego głos, jej pazury prawie się  
wysunęły. Zdołała zmusić  
swoją  
Pumę  
do posłuszeństwa, ale za każdym razem, gdy apetyczny doktor Giordano 
przemówił, mogła  
wyczuć mruczenie jej wewnętrznego kotka, jakby go głaskał.  
 
Och, pogłaszcz mnie, doktorze Adrianie!  
 
Warknięcie jej Pumy nie pomogło. Deklaracja o tym, że nie będzie szukać  
partnera brzmiała  
niedorzecznie nawet dla niej.  
 
Chociaż  
technicznie rzecz biorąc, to była prawda. Wyglądało na to, że odnalazła 
swojego  
partnera czy tego chciała czy nie.  
 
Musiała wymyślić  
sposób by uchronić  
go przed Rudym -jakoś  
wątpiła w to, żebędzie to  
proste.  

background image

 
Drzwi wejściowe do domu Maxa uchyliły się. - Cześć Sheri!  
 
Spięła się, gdy zachwycona partnerka Simona uścisnęła ją  
jak starego, dobrego przyjaciela.  
 
-Cześć  
Becky.-mogła ujrzeć  
ultra skręcone włosy i bladość  
twarzy Betki. Rysy Becky były  
wyraźne, ponieważ  
stała tak blisko, jasny nefryt zielonych oczu Becky zamigotał radośnie.-
Gdzie  
jest Emma? - Sheri pragnęła poznać Curanę. Rozmawiała z nią przez 
telefon, a Becky obsypywała  
szefową  
pochwałami, ale to nie zmieniało faktu, że musiała stanąć  
z Curaną  
twarzą  
w twarz i  
zdobyć jej aprobatę, zanim pozostali członkowie Dumy ją zaakceptują.  
 
-Tam -odpowiedział jej chrapliwy, żeński głos. Becky się  
odsunęła i Sheri znowu się  
spięła.  
Mała kobietka szła w jej stronę  
i musiała pochylić  
głowę  
by ją  
dobrze widzieć. Ujrzała długie,  
ciemne włosy i także ciemne oczy na złocistej skórze twarzy, ale o ile nie 
podeszła bliżej, jej rysy  
były nadal zamazane. – Max... - wycedziła ochrypłym głosem.  
 
- Tak? - przeciągnął znajomy głos Maxa.  
- Jesteś pewien, że z nią nie spałeś?  
-Emmo...-Max zaśmiał się, ruszając w stronę  
małej kobiety. Jego znajomy zapach uniósł się  
nad nią.  

background image

-Blondynka, cudowna.. wyjaśnij mi jak to możliwe, że z nią  
nie spałeś? Do diabła, sama  
bym się z nią przespała!  
 
- Emmo!  
- Nie chcieliśmy - odpowiedziała Sheri, nieco wystraszona jej powitaniem.  
Poczuła jak uwaga Emmy ponownie skupia się  
na niej. Cholera, jest silną  
Curaną.  
- Och?  
-Bycie ściganą  
przez wściekłego chłopaka, który chciał zmusić  
mnie do godów,  
spowodowało, żemężczyźni nie znajdują  
się  
wysoko na mojej liście priorytetów. Albo kobiety.uśmiechnęła  
się  
z ulgą  
kiedy Curana zachichotała. Poczuła jak ramię  
Adriana zesztywniało pod  
jej ręką. - A poza tym, Max umawiał się...  
 
- Emmo, może pozwolisz im wejść? Jest zimno. - przerwał jej Max.  
Mogła prawie poczuć  
rozbawienie Emmy kiedy ta się  
cofnęła. -Pewnie, Sheri, wejdź.- 
Curana pochyliła się  
i szepnęła jej do ucha -Przypomnij mi, że musimy później pogadać, 
dobrze?  
-Emma, daj spokój. -Max ponownie się  
zaśmiał. -Naprawdę  
chcesz wiedzieć  
z kim spałem  
w college’u?  
-Nie za bardzo. -Sheri mogła usłyszeć  
złośliwe rozbawienie w głosie Emmy. -Po prostu  
lubię  
jak się wykręcasz.  
 

background image

 

background image

 
To był dźwięk delikatnego całusa. -Sprawię, żebędziesz się  
później skręcać  
-Max  
wymruczał miękko do ucha Emmy. Oczywiście myślał, że nikt tego nie 
mógł usłyszeć, ale jej  
słuch był bardziej wrażliwy od zwykłej Pumy.  
 
Poczuła jak jej policzki zaczerwieniły się  
od gorąca w jego głosie. Delikatne „O rany!”  
Emmy wyrażało podobne emocje do tych, które czuła, gdy Adrian 
przesunąłrękę  
po jej talii i  
przyciągnął ją bliżej do siebie. Ułożył zaborczo dłoń na jej biodrze, gdy 
wchodzili do pokoju. 
 
 -O co chodziło z tym wściekłym chłopakiem? -spytał Adrian. Słyszalne 
było napięcie w  
jego głosie. Spięty lub nie, kochała go słuchać.Brzmienie jego głosu było 
ciepłe i intensywne jak  
stopiona czekolada, płynąca seksownie po jej skórze, powodującgęsią  
skórkę  
na jej rękach. Za  
okularami jej oczy błysnęły czerwienią. Tylko nie to.  
 
Stopiona czekolada dokładnie pasowała do zdolnego doktora. Intensywnie 
czekoladowe,  
brązowe oczy, ciemnobrązowe włosy i opalona skóra, opinająca gładkie 
mięśnie, sprawiały, że  
facet był smakowitym kąskiem, który koniecznie chciała spróbować, 
zwłaszcza od kiedy była  
oddanym czekoladoholikiem.  
 
Jaka szkoda, że nic z tego nie wyjdzie -Rudy jednym spojrzeniem zjadłby 
doktorka na lunch.  
Dosłownie.  
 
Max westchnął. -To długa historia, stary,i poruszymy ją  
przy wszystkich. Dawajcie do  

background image

środka, zdejmijcie płaszcze i usiądźcie. Cześć Jerry.  
 
Dała polecenie Jerry’emu, dzięki któremu wiedział, że ma wolne, więc 
kiedy Max pochylił  
się  
i pogłaskał go, to tak bardzo merdał ogonem, że prawie wyrwał jej z ręki 
uprząż. Zaśmiała się,  
zadowolona z tego, że jej pies i Alfa lubią się nawzajem. - Lubi cię.  
 
-To dobrze, bo będzie mnie często widywał. -wziął od niej jej płaszcz i 
wręczył go Emmie.  
Adrian przypadkowo skierował ją  
w stronę  
dużej, skórzanej, bordowej kanapy. Widziała  
przesuwające się  
osoby, ale nie mogła rozpoznać  
ich twarzy. Zapachy, z drugiej strony…  
 
Była tam grupka osób, na szczęście żadne z nich nie użyło perfum lub 
wody kolońskiej.  
Mieli zbyt wrażliwy węch. Żaden z tych zapachów nie był znajomy oprócz 
zapachu Maxa, Bet i  
Adriana. Dzieci piszczały i śmiały się  
na górze. Słyszała dźwięki gry wideo i doszła do wniosku,  
że właśnie tam są dzieci.  
 
Ponętny zapach pociągającego doktorka Pyszniutkiego unosił się blisko 
niej. 
 
 - Wściekły chłopak? - Adrian szepnął jej do ucha, gdy usiadł obok niej.  
Westchnęła. - Chcę opowiedzieć  
to tylko raz, dobrze?  
Cisza.  
-Proszę? -nie wiedziała dlaczego go błagała, ale ciężar jego spojrzenia 
zaczynał być  
uciążliwy. I uciążliwie gorący, coś czego nie potrzebowała w pokoju 
pełnego drapieżników.  
Mogła tylko zauważyć, że skinął i usłyszeć  
jego „dobrze.” Pochylił się, szepcząc jej do ucha.  

background image

 
- Ale porozmawiamy o tym później.  
Poczucie jego oddechu na szyi wywołało dreszcze w dół jej kręgosłupa, 
nawet jeśli jego  
władczy ton ją rozjuszył.  
 
Zmarszczyła brwi i zaczynała coś mówić, ale przerwał jej Max.  
 
-W porządku, ludziska, słuchać. Poznamy dzisiaj nowego członka Dumy. 
To ktoś, kogo  
znamy razem z Simonem z czasów college’u. Ktoś, kogo zmieniłem, kiedy 
był w potrzebie.  
Nazywa się  
Sheridan Montgomery. Jest dobrym człowiekiem, który przeżył ciężkie 
chwile.  
Przybyła do nas, potrzebując pomocy, więc proszę o wysłuchanie tego, co 
ma do powiedzenia.  
 
Sheri słuchała Maxa, czuła jak moc Alfy w jego głosie rozchodzi się  
po pokoju. Wszystkie  
rozmowy natychmiast ucichły, gdy wstała i przeszła naprzód. Wyczuła 
obecność  
Maxa i jego  
partnerki, stojących obok kominka, z Simonem i Becky po jego prawej 
stronie. Odwróciła się  
niechętnie by stanąć twarzą do pozostałych. Moment prawdy. Pomogą mi 
czy nie?  
 
-Cześć  
-zaczęła, zaciskając palce na smyczy Jerry’ego. Zareagował w pełni 
gotowy do  
służby, usiadłszy obok niej w czujnej postawie. -Jestem Sheri.  
 
 

background image

 
Adrian rozsiadł się  
tak swobodnie, jak to było możliwe i próbował rozluźnić  
swoje napięte  
mięśnie. Życie jego partnerki było zagrożone, a sposób w jaki Max i 
Simon się  
zachowywali  
dawał do zrozumienia, że to się  
szybko nie zmieni. Jego Puma praktycznie drgała -jeśli miałby  
teraz ogon, to chłostałby nim szybko powietrze. Do diabła, nawet jako 
człowiek zapragnął wstać i  
ruszyć  
w jej stronę, ale zmusił się  
do pozostania na miejscu i wysłuchania tego, co Sheri miała do  
powiedzenia.  
 
-Dawniej, w college’u umawiałam się  
z chłopakiem, który nazywał się  
Rudy Parker. Byłam  
na trzecim roku na oprogramowaniu komputerowym, on był absolwentem. 
Inżynierem mechaniki.  
Chciał pracować  
przy robotach. -uśmiechnęła się  
smutno, ciągnąc dalej. -Był jak spełnienie  
wszystkich marzeń.  
 
Adrian prawie warknął. Myśl, że zależało jej na kimś  
innym, sprawiła, że prawie wysunął  
swoje zęby -a przecież  
znał tę  
kobietę  
zaledwie godzinę. Każdy zaborczy instynkt zaczął się  
rozciagać, jak kot budzący się  
o świcie, cała jego uwaga skupiła się  
na smukłej blondynce stojącej  
przed nim.  
 
-Na ostatnim roku zaczęły dziać  
się  

background image

dziwne rzeczy, które mnie zmartwiły. Kazał mi zakładać  
spódniczkę, ponieważ  
uwielbiał mnie w spódniczkach i wściekał się, gdy miałam na sobie jeansy.  
Kupował mi do picia gorącą  
czekoladę  
i obrażał się  
za to, że nie okazywałam właściwie swojej  
wdzięczności. Problemy zaczęły się nasilać zanim ukończyłam studia.  
 
Miała silny głos, ale jej ręce się  
trzęsły. Chciał wstać  
i objąć  
ją  
ramionami by wiedziała, że  
jest z nim bezpieczna. Ten cały Parker ją  
skrzywdził? Gdyby podniósł na nią  
rękę, byłby martwy.  
Adrian dorwałby go i własnoręcznie wypatroszył.  
 
Poczuł na sobie czyjś  
wzrok i odwrócił się. To był Simon. Facet patrzył na niego tak, jakby  
dokładnie wiedział o czym myśli. Jego partnerka została zaatakowana i 
poważnie zraniona przez  
członka Dumy, zanim została przemieniona. Becky pochyliła się  
ku Simonowi i głaskała  
uspokajająco jego ramię, ale jej oczy były wlepione w Sheri.  
 
Adrian skupił swoją uwagę z powrotem na swojej Królewnie Śnieżce.  
 
-Rudy wiedział, że nie widzę  
zbyt dobrze. Jestem prawie niewidoma. Używałam laski kiedy  
wychodziłam z terenu college’u i z domu. Znałam dobrze swoją  
drogę, więc to nie było trudne, a  
laska przydawała się  
najbardziej przy przechodzeniu przez ulicę. Zabrał mi laskę  
wmawiając, że  
ukradły ją  
jakieś  
dzieciaki i wtedy zaoferował mi pomoc. Zaczął opuszczać  

background image

swoje zajęcia by  
zaprowadzać  
mnie na moje, co wtedy było bardzo słodkie. Jednak, gdy nie wchodziłam 
do  
budynku lub jeśli sprawdził, że mnie tam nie było, wariował.  
 
-Wtedy poznałam Maxa. -nie uśmiechała się  
już  
smutno, lecz psotnie. -Umawiał się  
z  
dziewczyną, która stawała się  
zbyt upierdliwa i próbował zakończyć  
ten związek, nie krzywdząc  
jej przy tym. I, nie, nie było innej kobiety -po prostu czuł presję  
i chciał odejść. Mieliśmy  
podobne problemy. Powiedział wtedy, że chce się spotkać z Rudym a ja się 
zgodziłam.  
 
Adrian wyczuł jej napięcie. Każdy, za wyjątkiem bawiących się  
na górze dzieci, siedział  
cicho.  
 
-Nie muszę  
mówić, że Rudy nie był zbyt szczęśliwy ze spotkania z Maxem. Tamtej 
nocy  
poszliśmy na randkę  
i on zaciągnął mnie w głąb lasu. Niczego nie podejrzewałam, ponieważ  
już  
tam chodziliśmy. To było jego ulubione miejsce, gdzie mogliśmy 
porozmawiać  
o swoich  
marzeniach, planach na życie, takiego typu rzeczy.  
 
Westchnęła, przechylając głowę  
na bok. Adrian miał wrażenie, że patrzy się  
na niego.  
Uchwycił blask czerwieni w jej oczach, zanim uniosła głowę, chowając 
swoje oczy za okularami.  
-Tamtej nocy mnie zaatakował. Przedtem nie wierzyłam w wilkołaki lub w 

background image

zmiennokształtne  
Pumy.  
 
-Wilkołaki? -zapytała Belinda. Stała blisko Becky, co było u niej 
nawykiem od czasu ataku  
na Betkę. Oczy Becky się  
zwęziły, Emma wyglądała na zamyśloną. Obaj liderzy Dumy wyglądali  
na obojętnych i nie okazując żadnych emocji, stawiając Adriana na 
baczności. Jeszcze raz zwrócił  
swoją uwagę na Sheri.  
 
-Tak, wilkołaki. Rudy przemienił się  
na moich oczach i zaatakował mnie. Przycisnął mnie  
do ziemi i chciał mnie dosiąść. Moje skaleczenia były… poważne. -wzięła 
głęboki oddech,  
 
 

background image

 
oczywiście przybita wspomnieniami i Adrian nie mógł już  
dłużej wytrzymać;wstał i podszedł do  
niej, stając obok, łapiącją  
za rękę, którą  
nie trzymała Jerry’ego. Wydawało się, że zrelaksowała  
się, czując jego dotyk -jej głos uspokoił się  
i stał się  
mocniejszy, a jego Puma zamruczała w  
wyrazie satysfakcji. -Zdecydowałam, że ucieknę  
od niego, ale naprawdę  
poważnie krwawiłam.  
Czasami myślę, że chciał bym uciekła by móc napawać  
się  
pogonią, ale myślę, że nie spodziewał  
się  
po mnie, że ucieknę  
na drogę. -uśmiechnęła się  
nieznacznie. -Wreszcie mój Anioł Stróż  
się  
ocknął, kiedy zostałam prawie potrącona przez Simona, wracąccego z 
imprezy.-Simon kiwnął  
ponuro głową, potwierdzając jej historię. - Błagałam go by zawiózł mnie 
do szpitala. Zamiast tego  
zabrał mnie do Maxa. Nie pamiętam zbyt wiele z tego, co się  
potem wydarzyło ale kiedy się  
obudziłam byłam całkowicie wyleczona, pomijając znak po ugryzieniu. -
podciągnęła brzeg  
białego swetra, by ukazać  
bliznę. Adrian kątem oka zauważył jak Becky potarła podobny znak.  
Simon przytulił do siebie swoją  
partnerkę  
i spojrzał na nią  
z zaciekłą  
opiekuńczością  
co, chociaż  
raz, Adrian całkowicie rozumiał, bo on również chciał w ten sam sposób 
spojrzeć na Sheri.  
 

background image

Sheri puściła brzeg swetra i ponownie złapała Adriana za rękę. Nie był 
pewny czy była  
świadoma tego co zrobiła. -Max ugryzł mnie i tym samym przemienił. W 
przeciwnym razie bym  
umarła. Kiedy Rudy próbował znowu mnie skrzywdzić, byłam w stanie się  
obronić. Zmusiłam  
się do ucieczki przed nim i jego sforą.  
 
Max zabrał głos, zanim Adrian zdążył zadać  
pytanie typu : dlaczego nie jesteś  
wilkiem? -W  
tym momencie byłem pewien tego, że Parker zachował się  
jak łajdak. Skontaktowałem się  
z  
lokalną  
sforą  
ale oni nie wiedzieli nic na jego temat albo grupki jego przyjaciół. 
Obiecali, że  
zajmą  
się  
nim. Kiedy Parker próbował odpłacić  
mi, zmieniając Sheri, razem z Simonem byliśmy  
gotowi by z nimi walczyć. Cały czas ściga Sheri. Została zmuszona do 
tego by ukrywać  
się  
i nie  
miećżadnego wsparcia, nawet ze strony członków Dumy, ze strachu, 
żebParker mógłby  
wykorzystać  
ich przeciwko niej. Poprosiła by mogła dołączyć  
do naszej Dumy, co oznacza, że nie  
będzie już  
dłużej sama. -Max ogarnął pokój srogim spojrzeniem. -Poradzimy sobie 
teraz z tym  
niebezpieczeństwem.  
 
Alfa uśmiechnął się, kiedy członkowie jego Dumy mruknęli w aprobacie. 
Adrian poczuł jak  
ręka Sheri zadrżała w jego.  

background image

 
-Teraz, do tych z kociętami, miejcie na uwadze, że Parker jest chorym 
człowiekiem, który  
zrobi wszystko by dostać  
Sheri. Chrońcie je, musicie wiedzieć  
gdzie przebywają  
przez cały czas.  
Roześlę  
do każdego e-maila ze zdjęciem Parkera, po to byście wiedzieli co robić  
jak go  
zobaczycie. Macie się skontaktować wtedy ze mną lub z Simonem...  
 
-...lub ze mną. -wtrącił się  
Adrian, ściskając uspokajająco dłoń  
Sheri. Przestał natychmiast,  
gdy zauważył grymas na jej twarzy, ale nie puścił jej, rozluźniając jednak 
uścisk.  
 
-Lub z Adrianem. -Max kiwnął głową. - W żadnym wypadku nie 
pozwólcie na zbliżenie się  
Parkera do waszych kociąt. Towarzyszą  
mu trzy inne wilki. Możliwe, że potrafią  
się  
zmieniać.  
Skontaktuję  
się  
ze sforą  
z Pocono i zobaczę  
czy nam pomogą. Z tego, co ostatnio słyszałem to  
lider sfory martwi się tylko o własny tyłek, więc możemy liczyć tylko na 
siebie.  
 
-Pomogę. -powiedziała Belinda. -Są  
miejsca, do których będzie musiała chodzić  
bez  
partnera. Będę  
tam z nią  
chodzić.  
 

background image

-Nie jest Curaną, więc powinna być bezpieczna... -wymamrotała jedna z 
kobiet.  
 
-Że co? -Adrian zadrżał, słysząc srogi ton głosu Emmy, gdy Curana Dumy 
zareagowała na  
wypowiedź  
kobiety. Otoczyła ją  
cienka mgła, poważna oznaka jej wkurzenia. -Wątpisz w moje  
słowo, że Belinda Campbell nie miała nic wspólnego z atakiem na 
Rebeccę Yaeger?  
 
Oho, zaczyna się. Jeżeli kobieta była wystarczająco mądra, to szybko 
powinna się  
wycofać  
i  
natychmiast przeprosić. Adrian obserwował jak kilka kobiet wzdrygnęło 
się  
i odsunęło od  
sprawczyni tego zamieszania.  
 
- Nie, Curano. - kobieta pochyliła ulegle głowę.  
-Dobrze. -Emma spojrzała na pozostałych członków Dumy. -Oczekuję, że 
ten nonsens się  
zakończy. Belinda udowodniła zarówno Rebecce jak i mi, że nie miała nic 
wspólnego z atakiem  
Livii na Rebeccę. Obarczanie jej odpowiedzialnością  
za czyny Livii jest niewłaściwe i oczekuję  
od was poprawy. Zrozumiano?  
 
 

background image

 
Adrian patrzył jak Max stanął obok swojej partnerki, ukazując chłodne 
ostrzeżenie w swoich  
oczach każdemu, kto się  
jej sprzeciwi. Sprzeciwianie się  
Emmie, oznaczało sprzeciwianie się  
Maxowi -do czego żaden mężczyzna w tym pomieszczeniu nie był zdolny, 
i dobrze o tym  
wiedział. Dyskusja zakończyła się, kiedy Bety zajęły miejsca tuż  
obok Alf z podobnym rażącym  
spojrzeniem.  
 
Wymamrotane szepty akceptacji ogarnęły cały pokój, co zrelaksowało 
Alfy.  
 
-Sheri od jutra będzie pracować  
na pół etatu we Wallflowers -dodała Emma cieplejszym  
tonem.  
 
-Może się  
wprowadzić  
do mieszkania Becky, znajduje się  
przecież  
nad sklepem -powiedział  
Simon, jeszcze raz obejmując ręką swoją partnerkę.  
 
Becky spojrzał na niego. – „Może”? Aco z osobą, która tam obecnie 
mieszka?  
 
-Pomyślałem, że mogłaby wprowadzić  
się  
do mnie. Nie masz nic przeciwko, prawda? - 
Simon uśmiechnął się  
do swojej partnerki, Adrian zaś  
musiał ukryć  
uśmiech. Reszta osób nawet  
się tym nie kłopotała. Kilkoro zachichotało, gdy Becky chrząknęła w 
odpowiedzi.  
 

background image

- Lubię moje mieszkanie.  
- Tak będzie Sheri łatwiej, a Ty zrobiłabyś dobry uczynek dla nowej 
przyjaciółki.  
Becky westchnęła. - To było poniżej pasa Simon.  
- A poza tym, w nocy będzie mi zimno w nogi.  
- Ach, cóż, przecież nie możemy pozwolić by zmarzły ci nogi, prawda 
Garfieldzie?  
- Uznam to za zgodę. - Simon posłał jej szeroki uśmiech, gdy w pokoju 
rozległy sięśmiechy.  
Ten moment, pełen śmiechu, pozwolił rozładować  
napięcie. Ludzie usiedli wygodnie,oddając  
się  
dyskusjom na temat pomocy Sheri i poznając najnowszego członka Dumy. 
Adrian nie  
odstępował jej na krok, zaskoczony tym, że Belinda również. Wyglądało 
na to, że przypadły sobie  
do gustu. Rozsiadł się  
i patrzył jak śmiały się  
z czegoś  
razem, następnie zaplanowały wyjście na  
lunch następnego dnia, po pracy Sheri. Poczuł jak i w nim rozładowuje się  
napięcie -jego  
partnerka będzie bezpieczna z Belindą. A jutro od Maxa dowie się  
całej historii.  
 
 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI  
 
 
-No dalej, pytaj. -Sheri próbowała się  
nie uśmiechnąć, gdy Belinda odłożyła swoją  
kanapkę  
i odchyliła się na łokciach, patrząc zarówno z ciekawością jak i z 
poczuciem winy.  
 
- Jak to jest być albinoską? - Belinda spytała cicho.  
Sheri westchnęła, odkładając swoją  
kanapkę. Nie czuła się  
obrażona. Przyzwyczaiła się  
poprawiać ludzi, ale ciągle przeszkadzało jej to, że pytali. - Naprawdę 
nienawidzę tego słowa.  
 
-Dlaczego?  
 
Czekała aż  
ktoś  
zada jej to pytanie po wczorajszym spotkaniu Dumy, ale Belinda była  
pierwszą  
osobą, która się  
odważyła. Obydwie kobiety siedziały w barze „Kelly”, jedząc  
hamburgery i frytki -oczywiście olewając swoje diety. To było jedno z 
najmilszych popołudni  
jakie miała od dłuższego czasu. Fajnie było znowu mieć  
przyjaciela. Miała nadzieję, że tego nie  
zniszczą.  
 
-Jestem osobą  
z albinizmem. Mówiąc, że jestem albinoską  
to tak jak twierdząc, że cierpię  
na  
zaraźliwą chorobę, jakbym była trędowata. To stan z jakim żyję, a nie to 
kim jestem.  
 
- Ale nie jest to gorsze od nazywania mnie blondynką.  
-Wątpię. -zaśmiała się. -Pomyśl o stereotypie „albinosa”. Jesteśmy zawsze 

background image

złymi, tymi,  
którzy robią  
paskudne rzeczy kilku biednym niewiniątkom, którzy nie wiedzą, że 
albinosi to  
diabły wcielone. A poza tym nikt się na ciebie nie gapi, bo jesteś 
blondynką.  
 
Nastąpiła chwila ciszy. -W porządku -odpowiedziała w końcu Belinda. -
Powiedz mi jakiś  
dowcip o blondynce.  
 
Sheri zatrzymała się  
z hamburgerem w ustach, pochyliła głowę, próbując wychwycić  
ekspresję  
drugiej kobiety.  
 
-Może to? Ruda wchodzi do gabinetu lekarza i mówi : „Doktorze, 
gdziekolwiek się  
nie  
dotknę, to mnie boli.” Doktor kazał jej dotknąć  
się  
w każdym miejscu, upewniając się, że za  
każdym razem krzyknęła. Spytał czy jest naturalną blondynką... przerwij 
mi, jeśli znasz puentę?  
 
Zaczerwieniła się,słyszała to już wcześniej, i śmiała się tak głośno jak jej 
przyjaciele.  
 
- Doktor powiedział : „Tak myślałem, masz złamany palec.”  
Usłyszała jak Belinda bierze łyk wody. -Pewnego wieczoru blondynka 
grała w Trivial  
Pursuit ze swoimi przyjaciółmi. Kiedy nadeszła jej kolej, wyrzuciła kości i 
stanęła na Nauce i  
Naturze. Jej pytanie brzmiało : „Jeśli jesteś  
w próżni i ktoś  
cię  
woła to czy go usłyszysz?”  
Blondynka zastanawiała się przez chwilę i odpowiedziała: „A jest on 
włączony czy wyłączony?1”  

background image

 
Sheri przygryzła wargę by się nie śmiać, ale miała wrażenie, że Belinda to 
zauważyła.  
 
-„Albo moje ulubione. Dlaczego blondynka uśmiecha się, gdy strzelają  
pioruny? Bo myśli, że  
robią  
jej zdjęcie.”  
 
Sheri nie dała rady dłużej powstrzymywać  
swojego rozbawienia i ulżyło jej, gdy Belinda  
również zachichotała.  
 
-Mam licencjat z Zarządzania i Finansów, ale ludzie przez całe moje życie 
uważają  
mnie za  
idiotkę bo wyglądam jak lalunia.  
 
Sheri mogła tylko wzruszyć ramionami. - Czasami tak postępuje z 
tobążycie, a czasami sama  
jesteś  
sobie winna. Więc, znam trochę  
kawałów o blondynkach, śmieję  
się  
z nich i staram się,  
żeby opinie innych ludzi nie wpływały na mnie. To nie zawsze działa, ale 
staram się.  
 
- Wow. Przykro mi.  
-W porządku. Mówię  
tylko, żeby nie pozwolić  
na to, by stereotypy cię  
przytłoczyły. Jeśli tak  
robisz, to skupiasz całą  
swoją  
energię  
na czymś, co tak naprawdę  
na dłuższą  
metę  

background image

nie ma  
zanczenia. Jeśli obrażałabym się  
za każdy usłyszany dowcip o blondynce, to bym musiała się  
złościć przez cały czas.  
 
Belinda pochyliła się w stronę Sheri, by ta mogła zobaczyć jej szeroki 
uśmiech, i szepnęła:  
 
1 Vacuum to zarówno próżnia jak i odkurzacz.  
 
 

background image

 
-Albo stałabym się rudzielcem, czczącym Ms. Clairol2.  
 
Jadły chwilę w ciszy.  
 
- Masz swoją własną firmę?”  
-Nie -odpowiedziała Belinda z westchnieniem. -Pracowałam u Noego jako 
kelnerka,  
planowałam zgłosić  
aplikację  
na stanowisko kierownika, ale... nie wypaliło. Jestem pewna, że  
mogę  
sobie pozwolić  
na otwarcie własnego interesu, ale chciałam ująć  
doświadczenie na  
stanowisku kierownika w papierach przy staraniu się  
o pożyczkę. Nie sądzę  
bym się  
bez tego  
kwalifikowała.  
 
Sheri usłyszała ból w głosie kobiety. - Przykro mi.  
 
- W porządku. Rynek i tak zasysa teraz te biznesy, które i ja chcę  
otworzyć.  
- Jaki biznes?  
- Razem z Livią… żartowałyśmy sobie, że stworzymy coś swojego. Ja 
chciałam otworzyć bar  
lub restaurację, i nazwać  
je „Blondynką” lub czymś  
w tym stylu, ona chciała Spa. -Belinda  
wzruszyła ramionami. - Dlatego uwielbiałam pracować u Noego. Kocham 
branżę restauracyjną.  
- Co się stało z twoją pracą?  
- Zostałam zwolniona.  
- Dlaczego?  
-Bo ludzie uważali, że współdziałałam z Livią. Zaatakowała Becky, dość  
ciężko ją  
raniąc,  

background image

podczas tegorocznej maskarady. Livia groziła Becky, by nakłonić  
Emmę  
do oddania jej  
pierścienia Curany.  
 
-Co? -Sheri nie mogła wierzyć  
własnym uszom. -Ktoś  
próbował wykorzystać  
Becky by  
dostać się do Emmy?  
-Tak. Nie wiedziałam o tym, dopóki nie zobaczyłam jak Simon niósł 
Becky by ją  
uzdrowić  
i  
przemienić.  
 
- I połączyć się z nią.  
-I połączyć  
się  
z nią. -Usłyszała inny rodzaj bólu w głosie Belindy i zastanowiała się  
czy ta  
kobieta czuje coś  
do Simona. Jeśli tak, to byłaby taka szkoda, Simon był przecież  
oddany swojej  
partnerce.  
 
- Ale pierścień...  
- Nie zrobi z ciebie Curany, prawda? Ale jeżeli Emma oddałaby go...  
- ...byłaby uznana za słabą - Sheri dokończyła zamyślona.  
- Dokładnie. Stałaby się pokarmem dla kota.  
Sheri zaśmiała się. Zaczynało jej się tu podobać.  
Adrian czekał na zewnątrz baru i obserwował dwie rozmawiające i 
śmiejące się  
kobiety. Coś  
w jego sercu się uspokoiło, gdy ujrzał ją po raz pierwszy tak zrelaksowaną, 
odkąd ją poznał.  
 
-Może jeśli będziesz się  
gapił wystarczająco długo to ciuchy same z niej spadną.-powiedział  

background image

Simon, podchodząc i patrząc na kobiety.  
 
Adrian przewrócił oczami. - Jest moją partnerką.  
 
Simon uśmiechnął się  
szeroko. -I to ty będziesz osobą, która użyje wobec niej swojego  
niezwykłego, rozpruwającego szmatki, spojrzenia mocy?  
 
- Dupek.  
Simon klepnął go po plecach i Adrian uśmiechnął się.  
- Wydaje się, że się zadomawia. - powiedział Simon, opierając się o 
ceglanąścianę baru.  
- No.  
- Becky ufa Belindzie.  
-A ty nie? -Adrian zatrzymał swoje spojrzenie na kobietach, ale jego 
uwaga była całkowicie  
skupiona na Simonie.  
 
- W pewnym sensie tak.  
- Ufasz Becky i Emmie?  
2 Producent farb do włosów. Ponoć najlepszy ;p i oczywiście nie dostępny 
w Polsce.  
 
 

background image

 
Simon westchnął. -Tak, niech to szlag. -To brzmiało tak, jakby już  
odbył taką  
rozmowę,  
równie przegraną. Becky prawdopodobnie dała mu wykład. Zdecydował 
się  
uspokoić  
Simona.  
Były sprawy na temat Belindy o których wiedział i mogłyby zaszokować 
Simona.  
 
Adrian kiwnął głową. - Byłeś kiedykolwiek u Kelly kiedy i Belle tam 
była?  
 
Simon spojrzał na Adriana, podniosząc jedną brew. - Belle?  
 
Adrian kiwnął głową. -Tak tam nazywają Belindę, Belle.  
 
- Nie, nie byłem tam, kiedy Belle była. A dlaczego pytasz?  
- Mogłaby cię zaskoczyć.  
Simon parsknął. -Umawiałem się  
z nią, z przerwami, przez cztery lata. Nic, co by zrobiła nie  
mogłoby mnie zaskoczyć, chyba że wyhodowałaby drugą komórkę  
mózgu.  
 
- Naprawdę? Wejdźmy.  
Adrian otworzył drzwi i wepchnął do środka Simona. Simon, zaskakująco, 
pozwolił na to.  
- Hej, Belle!  
Brwi Simona uniosły się  
do linii włosów, gdy Frank Kelly zawołał Belindę  
po imieniu.  
Adrian uśmiechnął się szeroko i czekał. Już wiedział co nastąpi.  
-Tak, Frank?  
 
- Co zrobisz gdy blondynka ciśnie w ciebie granatem?  
-Złapię, wyciągnę zawleczkę i odrzucę.  
W całym barze wybuchły śmiechy. -Hej, Belle! -zawołał jeden ze stałych 
klientów. -Czy  

background image

zaciął cię kiedyś jakimś kawałem?  
 
- Nie. - Belle odpowiedziała dumnie.  
- Pewnego dnia cię zaskoczę, Belle! - zaśmiał się Frank.  
- Tak samo jak mojego małego pieseczka?  
Więcej śmiechów. Adrian widział szok na twarzy Simona, gdy pchnął go z 
powrotem przez  
drzwi. - Widzisz?  
-Za każdym razem, gdy tylko ją  
widziałem, była ze swoimi elitarnymi przyjaciółmi.powiedział  
Simon. - Nie zachowywała się tak przy nich.  
 
- Oczywiście, że nie, mogliby wykopać jej tyłek z ich klubu - 
odpowiedział Adrian.  
Stanął znowu przy ścianie i obserwował bar, patrząc jak Sheri z Belle 
jedzą. -A poza tym,  
każdy wie dlaczego umawiałeś się z Belindą  
i to nie była dla niej rozmowa.  
Simon wzdrygnął się. - Nie zachowywała się tak również przy mnie.  
Adrian kiwnął głową. - Dała ci to, co myślała, że chciałeś.  
 
- Puszczalską blondynkę - powiedział Simon w zamyśleniu.  
-Nie chcę  
byś  
poczuł się  
jeszcze gorzej, ale ona nigdy nie umawiała się  
z nikim innym poza  
tobą.  
 
Simon znowu się wzdrygnął. -Jezu, dzięki.  
 
Adrian wzruszył ramionami. - Nie wiem czy uważała cię za swojego 
partnera, czy nie, ale jak  
 
już go znajdzie, to będzie wiedziała. Do tego czasu myślę, że Sheri jest 
bezpieczna z Belle.  
 
- No dobra - Simon zgodził się z westchnieniem. - Zaufam jej.  
***  

background image

 
-Gadaj.-Adrian spojrzał groźnie na swojego przyjaciela i wspólnika, 
krzyżując ramiona i  
blokując mu wyjście z gabinetu. Właśnie zamknęli kliknikę  
a z pomieszczenia było tylko jedno  
wyjście.  
 
-Przepraszam? -niebieskie oczy Maxa zalśniły na chwilę  
złotem, wyczuwając wyzwanie  
Adriana.  
 
Adrian westchnął. -Max, ona jest moją  
partnerką. Jak ty byś  
się  
czuł, gdyby Emma była w  
niebezpieczeństwie? -odpowiedziało mu niskie warczenie. -Więc powiedz 
mi. Czego mam się  
spodziewać?  
 
Max westchnął i przeciągnął dłonią  
po włosach. -Rudy Parker jest chorym skurwielem.  
Próbował zgwałcić  
ją  
jako wilk. Kiedy to się  
mu nie udało, ugryzł ją. Gdyby mu nie uciekła  
byłaby teraz w Sforze zamiast w Dumie.  
 
 

background image

 
-Takiego typu rzeczy dzieją  
się  
bardzo szybko, tak myślę. Jak ona zdołała mu przed tym  
uciec? 
 
 Max wzruszył ramionami. -Nie mam pojęcia. Pamiętam tylko rozerwany 
kawałek jej  
ramienia.  
 
Adrianowi wymknęło się  
warczenie. - Oderwał jej kawałek ramienia?  
 
Max kiwnął głową. -To dlatego ma tam blizny. Nawet magiczny napój 
Pumy nie mógłby  
tego uzdrowić.  
 
Adrian parsknął śmiechem, jego oczy wróciły do normalnego, brązowego 
odcienia.  
 
- Magiczny napój Pumy?  
- To stwierdzenie Becky, nie moje.  
-Się  
wie. -Adrian zaczął kroczyć. -No dobra, próbował ją  
zgwałcić, zdołała mu uciec zanim  
ją przemienił, a od tamtej pory ją goni. Ogólnie podsumowując, to tyle?  
 
Max kiwnął powoli głową.  
 
-Czego mi nie mówisz?  
 
-Uciekła nietknięta3, zdążyła zanim sprawy nabrały nieciekawego obrotu. 
Ona wie jak bardzo  
 
jest teraz niebezpieczny, a jeśli on dowie się, że jesteście partnerami to 
zrobi wszystko by cię  
dorwać.  
 
- Poradzę sobie z nim.  

background image

Max potrząsł głową. -Nie będzie sam. Użyje swojej sfory, a Pumy 
przeciwko watasze  
wilków...  
-Pumy przegrają. -Adrian zatrzymał się  
i patrzył beznamiętnie na ścianę, jego myśli pędziły.  
 
- Musimy zatem trzymać Dumę blisko nas.  
-Sheri nie będzie sama. Simon został wyznaczony by pilnować  
jej, gdy gdzieś  
wyjdzie.  
Belinda, Becky i Emma będą przy niej kiedykolwiek będzie to możliwe.  
 
- A ja będę z nią w nocy.  
- Jeśli ją do tego przekonasz.  
-Wątpisz we mnie? -Adrian uśmiechnął się  
do Maxa, pewny swoich uwodzicielskich  
zdolności.  
-Będzie próbowała cię  
odepchnąć  
dla twojego bezpieczeństwa. Jeśli mam być  
szczery,  
zdziwiłem się, kiedy w końcu się  
z nami skontaktowała i poprosiła o dołączenie do Dumy.  
Zaproszenie było aktualne odkąd ją ugryzłem.  
 
-Co oznacza, że sprawy prawdopodobnie układają  
się  
jeszcze gorzej niż  
nam mówi wymamrotał  
Adrian, jego opiekuńczy instynkt zapłonął żywo. Ogarniało go pragnienie 
by pójść  
do niej, podnieść  
ją  
za ten jej boski tyłek i zanieść  
ją  
do domu, do jego pieczary, gdzie byłaby  
bezpieczna.  
 
- Tak.  

background image

- Nie masz nic przeciwko temu, że Emma jej pilnuje?  
Uśmiech Maxa był dziki, a jego oczy zabłysły złotem. -Jeśli ten dupek 
dotknie mojej  
partnerki, psiakrew, niewłaściwie przy niej odetchnie to nakarmię go jego 
własnymi jajami.  
Adrian kiwnął głową, napinając mięśnie, gdy moc Maxa przetoczyła się  
przez pokój.  
Potrzeba bezpieczeństwa stała się  
jeszcze silniejsza, gdy zobaczył wyraz twarzy swojego Alfy.  
 
-Jeśli Emma nie zrobi tego pierwsza?  
 
Max uśmiechnął się  
rozluźniając, a Adrian odprężył się  
razem z nim. -Raz połamała  
 
facetowi nos.  
-Wiem.  
 
- Wiesz?  
- Taaa, całe miasto wiedziało.  
Max zamrugał. - Więc dlaczego ja nie wiedziałem?  
Adrian wzruszył ramionami. – A dlaczego miałbyś  
wiedzieć? Nie było cię w mieście kiedy to  
się wydarzyło, a nikt nie podejrzewał, że zamienia się w twoją  
partnerkę.  
 
3 W seksualnym tego słowa znaczeniu;p  
 
 

background image

 
Max wypuścił powietrze. -Pokłóciłem się  
ztą  
kobietą  
by się  
dowiedzieć  
tej całej historii…  
W porządku. Nieważne. – warknął, widzącuśmiech Adriana. – 
Przekonamy się  
czy zdołasz  
wyciągnąć od Sheri resztę tej historii.  
 
-Nie ma problemu. -Adrian odwrócił się  
by wyjść  
z gabinetu i zauważył jedno ze zdjęć  
sukni ślubnej, które Emma przypięła do tablicy ogłoszeń. Zatrzymał się z 
szerokim uśmiechem.  
 
- Tak w ogóle, to możesz przekazać  
Emmie wiadomość ode mnie?  
- Pewnie, co takiego?  
Ciekawość  
w głosie Maxa sprawiła, że prawie się  
roześmiał. -Możesz jej powiedzieć, że  
brakuje tutaj zdjęć  
ze strojem kąpielowym? Jeśli planujecie swoją  
podróż  
poślubną  
na Karaibach  
to musi wybrać jakieś bikini.  
 
- Próbujesz mnie wkurzyć?  
- Możesz przynieść jej zdjęcia w bikini? Byłoby super.  
-Wynocha! Dupek.  
Adrian opuścił gabinet, śmiejąc się. Nadszedł czas by zapewnić sobie 
partnerkę.  
 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY  
 
Sheri bardzo ostrożnie wyjęła Sun-catcher1 z zapakowanego przez Simona 
pudła. Duży artysta  
stał nad nią, obserwując jak jastrząb jej każdy ruch. Upewniła się, że jest 
wystarczająco ostrożna z  
najdelikatniejszą  
częścią.  
 
Pracowała we Wallflowers od dwóch dni i jeszcze ani razu nie została 
sama choć  
na chwilę.  
Jeżeli Becky i Emma nie były obecne, to jakiś  
inny członek Dumy „tylko zaglądał by zrobić  
jakieś  
zakupy”. Jakby kobieta taka jak Marie Howard mogła robić  
zakupy w jednym sklepie przez trzy  
godziny. Dzięki Ci Boże, za Belindę. W końcu nie udawała dlaczego tak 
naprawdę  
tam przebywa i  
dwie kobiety szybko stały się  
przyjaciółkami. Może, jeśli Rudy odszedłby z jej życia, mogłaby  
pomóc Belindzie w realizowaniu jej marzeń.  
 
-Proszę, nie rozbij tego.  
 
-Uważam – odpowiedziała, zaczynając się  
powoli wkurzać.  
 
-Bez urazy, ale zajmuje ci to całą  
wieczność.  
 
-Chciałbyś  
sam to zrobić?  
 
-Nieee, wygląda na to, że dajesz radę.-zaczął poruszać  
się  
niespokojnie wokół delikatnych  
mebli, jak zamknięty w klatce… no cóż, górski lew. -Becky w tym 

background image

tygodniu oficjalnie się  
do mnie  
przeprowadza.  
 
-Wiem. Pomagam jej się  
pakować. -włożyła delikatnie Sun-catchera do białego pudełka z  
nadrukowaną  
złotymi literami nazwą  
sklepu i jego logiem. -Powiedziała, żebędę  
mogła się  
wprowadzić  
pod koniec tygodnia. -co nastąpi szybko, biorąc pod uwagę  
fakt, że był wtorek.  
 
-Więc zapoznała cię  
już  
ze wszystkim?  
 
-Taaa, znam układ i wszystko inne.  
 
-Świetnie. Nie dlatego, żebędziesz tam mieszkać  
długo, jeśli Adrian będzie miał coś  
do  
powiedzenia w tej kwestii.  
 
-Simon?  
 
-Taa?  
 
-Opowiedz mi o Adrianie.-mogła ugryźć  
się  
wjęzyk, zanim te słowa wyślizgnęły się  
z jej ust,  
ale ciekawość  
zżerała ją  
jak oszalała.  
 
-Jest w tym samym wieku co ja, więc o rok młodszy od Maxa. Uczęszczał 
do lokalnej szkoły,  

background image

jego rodzice nadal tu mieszkają  
isą  
szczęśliwą  
parą  
od jakiś  
trzydziestu lat. On się  
takim urodził, nie  
został stworzony. Ma siostrę  
i brata, oboje młodszych od siebie, oboje są  
nadal w collegu poza  
miastem. Ma swój własny dom i samochód, współpracuje z Maxem i 
nigdy nie złamał prawa.  
 
-Kobiety?  
 
-Żadnej na poważnie.  
 
-Tak zepsuty jak ty?  
 
Simon warknął. -Nie byłem tym zepsutym.  
 
-Nie, no oczywiście, że nie. Sypialnia każdej miała obrotowe drzwi.  
 
-Pocałuj mnie w tyłek. –odgryzł się.  
 
Sheri uśmiechnęła się. -Więc jest podrywaczem?  
 
-Nie za bardzo. Nie umawiał się  
na poważnie, ale... Sheri? Powiedział mi, że jesteś  
jego  
partnerką, co oznacza, że w ogóle się  
nie umawia.  
 
-Myli się. -skłamała.  
 

http://www.womansday.com/var/ezflow_site/storage/images/wd2/content/c
rafts/sun-catcher/7787-3-engUS/ 
Sun-Catcher_full_article_vertical.jpg  

background image

 
 

background image

 
-Więc kiedy się  
do ciebie zbliży, to potraktujesz go dobrze, ok? Jest jednym z moich 
najlepszych  
przyjaciół.  
 
-Walnę  
go w głowę  
pałką  
od baseballa, jeśli spróbuje -odpowiedziała spokojnie.  
 
-Jest dobrym facetem i zadba o ciebie.  
 
-Potrafię  
sama o siebie zadbać, dzięki bardzo.  
 
-Jego mama cię  
pokocha.  
 
-Nigdy mnie nie pozna.  
 
-Jest w Dumie, już  
to zrobiła i daj wreszcie, do cholery, spokój.  
 
-Nie wiem o czym mówisz -pociągnęła nosem, kończąc zawiązywać  
ładną, złotą  
kokardkę  
na  
pudle.  
 
Odsunęła dłonie od kokardki. Spojrzała w górę, w ciemne oczy Simona.  
 
-Jesteście partnerami. Zaufaj mi, nie możesz temu zaprzeczyć. Walczyłem 
o uwagę  
Becky przez  
sześć  
miesięcy… psiakrew, jeśli mam być  
szczery, to było to trochę  
dłużej i była to czysta agonia.  

background image

 
-Więc?  
 
-Więc jeśli z tym walczysz, to zaczną  
się  
sny. Gorące, spocone sny. Takie, przez które jesteś  
obolała. I to się  
pogarsza. Nie czujesz żadnego pociągu do nikogo innego, bo jeśli twoje 
ciało nie  
będzie mogło mieć  
autentyku, to przyjmie sny. Nie możesz odrzucić  
swojego partnera.  
 
Ściągnęła swoje ciemne okulary i próbowała nie mrużyć  
oczu w świetle. Pozwoliła im zamienić  
się  
w czerwone. -Rudy go zabije. Jeśli go odrzucę, to go ochronię...  
 
Gówno prawda.  
 
Wzdrygnęła się; nie zwróciła uwagi na dźwięk dzwoneczeka, ogłaszający 
otwarcie się  
drzwi.  
Założyła z powrotem na nos swoje okulary. -Witam, doktorze Giordano.  
 
-Zadzwoń  
do Becky – powiedział Adrian do Simona.  
 
-Po co?-zapytał Simon.  
 
W odpowiedzi, Adrian przeskoczył przez szklany blat i przerzucił sobie 
Sheri przez ramię  
w  
strażackim stylu. Zignorował jej pełen protestu pisk, złapał za smycz 
Jerry’ego. Jerry, zdrajca,  
natychmiast się  
podporządkował, gdy Adrian wyszedł z nimi spokojnie z budynku.  
 
-Na razie, Simon!  

background image

 
Simon wybuchnął śmiechem. -Na razie, ludziska.  
 
-Postaw mnie -warknęła Sheri.  
 
-Nie.  
 
-Natychmiast mnie postaw, jełopie!  
 
Oburzył się, jednocześnie uśmiechając. – Nie jesteś  
pierwszą  
osobą, która tak do mnie mówi.  
 
Uspokoiła się, bezsensowna zazdrość  
spowodowała, że widziała na czerwono. – Kto?  
 
-Simon i Max.  
 
Rozluźniła się. -Och.  
 
-Ugryziesz mnie, to cię  
skarcę. Tak dla twojej wiadomości.  
 
Jego radosny ton głosu naprawdę  
zaczynał grać  
jej na nerwach. On, i jej pozycja do góry  
nogami, zaczynały powodować  
u niej ból głowy. – Ty i która armia, kolego?  
 
-Myślisz, że sam sobie z tobą  
nie poradzę, księżniczko?  
 
Chrząknęła, gdy posadził ją  
w swoim samochodzie, dając jej głośnego całusa w czubek głowy.  
Czuła się  
jak trzylatka. – Wiesz, jest kilka naprawdę  
dobrych leków dla osób w twoim stanie.  
Rozważałeś  
może zażycie kilku?  

background image

 
-Nawet się  
nie waż  
wyjść  
z samochodu.  
 
-Nawet o tym nie myślałam. Masz mojego psa.-wymamrotała i 
skrzyżowała ramiona na piersi  
gdy zamknął drzwi ze śmiechem. Przynajmniej nie spadły jej okulary. 
Oczywiście, doktor Jełop nie  
kwapił się, by zabrać  
jej kurtkę, także siedziała tam z zamarzającym tyłkiem w swojej czarnej 
bluzce  
i spodniach. Palant.  
 
 

background image

 
Uśmiechnął się  
szeroko, otworzył drzwi od strony kierowcy i posadził Jerry’ego na tylnym  
siedzeniu. Zdrajca usiadł radośnie, machając swoim ogonem, gdy Adrian 
go głaskał. Potem usiadł za  
kierownicą  
i odpalił samochód.  
 
-Gdzie jedziemy?  
 
Mogła usłyszećśmiech w jego głosie. – Do mnie.  
 
-Nie.  
 
-„Nie” co?  
 
-Nie, nie jadę  
do ciebie.  
 
-Oj, przepraszam.  
 
-I dobrze. Zabierz mnie z powrotem.  
 
-Nie.  
 
-No to za co przepraszasz?  
 
-Za to, że cię  
rozczaruję. Jedziesz do mnie.  
 
-Doktorze Giordano... -zaczęła mówić.  
 
Przysłonił jej usta ręką. – Mam na imię  
Adrian.  
 
-Mph rr hmpf.  
 
-Co? -zabrał swoją  
dłoń  

background image

z jej ust.  
 
-Dziękuję.  
 
-Yy, nie ma za co.  
 
-A teraz zabierz mnie z powrotem do sklepu -ponownie skrzyżowała ręce 
na piersi, spojrzała  
wściekle na niego, desperacko starając się  
nie drżeć  
z zimna. Zauważył to jednak i włączył  
ogrzewanie.  
 
-Nie.  
 
-Natychmiast.  
 
-Nie.  
 
-Ja nie żartuję!  
 
-Nie.  
 
Warknęła. Cholernie mocno warknęła na niego. – Adrian.  
 
-Przepraszam, partnerko, nic z tego, przestań  
prosić  
– skręcił na podjazd. Gdy tylko, z  
niewielkiej odległości, otworzył drzwi od garażu, wyszła z samochodu, 
gotowa do powrotu do  
Wallflowers. Zdążyła zrobić  
jedynie około dziesięciu kroków, zanim ją  
złapał i przerzucił sobie przez  
ramię.  
 
Gdy warknęła na niego, poklepał ją  
uspokajająco po tyłku.  
 
-Oj nie, nie waż  

background image

się. Mam twojego psa, pamiętasz? – rozbawienie w jego głosie sprawiło, 
że jej  
warknięcie pogłębiło się. Poczuła jak jej oczy zmieniają  
się  
w rozdrażnieniu w czerwone.  
 
-Dzień  
dobry, doktorze Giordano.  
 
-Dzień  
dobry, pani Anderson – poczuła jak zdjąłrękę  
z jej tyłka, by komuś  
pomachać.  
 
-Czy to nie nowy członek Dumy? – starsza pani spytała ciekawskim 
tonem.  
 
-Owszem, i jest też  
moją  
partnerką. – Adrian odpowiedział szeptem z grzesznym humorem.  
 
Sheri znowu warknęła.  
 
-Ooo, to dobrze! Witaj w sąsiedztwie, młoda damo!  
 
-Zostałam porwana – odpowiedziała spokojnie, przecież  
jedno z nich musiało być  
zdrowe  
psychicznie.  
 
-To miło, kochana. Miłego dnia.  
 
Poczuła na swoim brzuchu,jak on trzęsie się  
ze śmiechu i uderzyła go w pośladek tak mocno,  
jak tylko dała radę. Podwójny palant.  
 
-Ała. -Klaps, jaki poczuła na swoim tyłku, zapiekł jak diabli. – Przestań.  
 
-Postaw mnie!  

background image

 
 

background image

 
-Pozwól mi tylko wypuścić  
psa… proszę  
bardzo. – powiedział, gdy Jerry wyskoczył z auta i  
ustawił się  
przy jego boku. Zamknął nogą  
drzwi samochodu i zaniósł ją  
do garażu.  
 
Patrzyła wściekle na swojego psa i rozważała przerobienie go na karmę  
dla kota. – Chcę  
wrócić.  
 
-Przykro mi, skarbie. Nic z tego. Witaj w domu. – wymruczał, zamykając 
drzwi od garażu.  
 
-Zostawiłeś  
na zewnątrz swoje auto. – zauważyła, trochę  
szczękajączębami z zimna.  
 
-Ale moja partnerka jest w środku. – przesunął dłonią  
po jej pupie. – Hmm, stringi? Uwielbiam  
stringi. – westchnął, zadowolony.  
 
-Świnia – wymamrotała, wbrew sobie, rozbawiona.  
 
-Masz z tym jakiś  
problem? Kwik, kwik!  
 
Zdusiła, urażona, śmiech, gdy niósł ją  
do domu. Nie postawił jej, dopóki nie weszli do salonu.  
Ujrzała ciemno-brązową, drewnianą  
podłogę, ściany w kolorze spalonej sjeny i beżowe meble z  
poduszkami koloru czekolady i palonej sjeny. Stolik był wyrzeźbiony z 
ciemnego drewna, ale nie  
mogła ujrzeć  
wyraźnie rzeźb. Wyglądało to tak bujnie, że zapragnęła przebiegnąć  
po tym palcami, i  
zbadać  

background image

to bardziej dokładnie. Byłaby w stanie to zobaczyć, gdyby tylko była 
bliżej, ale nie chciała by  
myślał, że cokolwiek w jego domu ją  
interesowało. Jego meble były nowoczesne i wygodne.  
Przekonała się  
o tym, gdy bezceremonialnie rzucił ją  
na kanapę. Tkanina pod koniuszkami jej palców  
była tak miękka jak jedwab, co oznaczało, że była prawdopodobnie z 
mikrofibry. Prawie zamruczała,  
przebiegającręką, potem znów, zanim przypomniała sobie, że przecież  
jest wkurzona. Zdecydowała  
się  
na kontratak.  
 
-Nie jesteś  
moim partnerem.  
 
-Owszem, jestem. Woda czy sok?  
 
Otworzyła usta, by odpowiedzieć  
„sok”, jednak potrząsnęła głową  
ze wstrętem. – Wychodzę,  
teraz.  
 
-Zrób jeden krok przez te drzwi wejściowe, a nie usiądziesz przez tydzień. 
– zawołał tym  
samym radosnym tonem, którego użył, pytającją  
o sok-Zadzwonię  
po policję  
i oskarżę  
cię  
o  
porwanie mnie!  
 
-Proszę  
bardzo. Szeryf jest jednym z nas i wnukiem pani Anderson.  
 
-Ugh!  
 

background image

-Tak, kochanie.-podał jej sok z szerokim uśmiechem, zdusiła pragnienie by 
rzucić  
tą  
szklanką  
w  
jego zadowoloną  
twarz.  
 
Spróbowała czegoś  
innego. – Nie chcesz mieć  
partnerki. Powiedziałeś  
mi to.  
 
-Prawda, tak ci powiedziałem.  
 
-Ja też  
nie chcę.-warknęła.  
 
-Taka szkoda, tak mi przykro. Utknęłaś  
ze mną.  
 
Obnażyła swoje zęby, gdy usiadł obok niej, kołysząc w dużej dłoni puszkę  
z wodą  
sodową.  
 
– Nie, jeśli najpierw cię  
zabiję.  
Wyciągnąłrękę  
i wyjął jej z dłoni szklankę  
z sokiem. –Wiesz...– powiedział, stawiając puszkę  
z  
wodą  
sodową  
obok jej szklanki. –...jeszcze cię  
nie oznaczyłem.  
 
Podskoczyła, gdy pochylił się  
ku niej. – Nawet o tym nie myśl!  
 

background image

Westchnął, rozpierając się  
z powrotem na poduszkach. – Jesteś  
moją  
partnerką. Ja jestem twoim  
partnerem. Ugryzę  
cię, ty prawdopodobnie ugryziesz mnie...  
 
-Ale nie tam, gdzie ty chcesz.  
 
Spiorunował ją  
wzrokiem, tracącw końcu część  
swojego niedawnego rozbawienia. – Czy to  
dlatego, że powiedziałem, że nie chcę  
partnerki?  
 
Przewróciła oczami. – Palant.  
 
-Bo jeśli powiesz, że to dlatego, bo uchroni mnie to przed Parkerem, to 
naprawdę  
skopię  
ci  
 
tyłek.  
 
 

background image

 
Pogroziła mu palcem. – Aż  
nad to drażniłeś  
dotykiem mój tyłek, ej! – rzucił się  
w jej kierunku i  
chwycił ją, chwytając obiema rękami za jej pośladki i przyciągającją  
bliżej do siebie. Naparł swoimi  
ustami na jej, pozwalając by poczuła erekcję  
pod jego luźnymi spodniami. – O mój... – wydyszała.  
 
Zdjął jej okulary, jego ciemne oczy zapłonęły złotem, gdy uchwycił jasną  
czerwień  
jej  
spojrzenia. – Jesteś  
tak kurewsko piękna, wiesz o tym?  
 
-Nie jestem – wymamrotała.  
 
Uśmiechnął się  
powoli i zmysłowo. Patrzył na nią  
jakby była miską  
pełną  
kremu, którą  
chciałby  
wylizać. – Och tak, jesteś.... – jedną  
ręką  
przytrzymywał ją  
przed sobą  
na kanapie, drugą  
odkładając  
jej okulary, by po chwili, unieść  
ją  
i zacząć  
pieścić  
jej włosy. – Wiesz o czym pomyślałem, gdy  
ujrzałem cię  
po raz pierwszy?  
 
-O gównie?  

background image

 
Zaśmiał się  
z oburzeniem. – Nie. Pomyślałem, że wyglądasz jak Królewna Śnieżka.  
 
-Królewna Śnieżka. Jak oryginalnie. – wyszydziła, próbując nie pozwolić  
sobie na rozproszenie  
się  
przez jego bliskość  
( i jego erekcję). Udałoby się  
jej, gdyby tak bardzo nie drżał jej głos.  
 
-Chciałem rzucić  
cię  
na podłogę  
i pieprzyć, dopóki oboje byśmy nie zemdleli.  
 
Jej kolana zadrżały.  
 
-Potem chciałem cię  
oznaczyć  
i zabrać  
gdzieś  
daleko, by nikt cię  
już  
nigdy nie zobaczył, nie  
zapragnął. Wiesz dlaczego?  
 
-Feromony? – odpowiedziała słabo. Jej sutki stwardniały pod 
biustonoszem, jej oddech stał się  
płytki.  
 
Zaczął znowu pieścić  
jej tyłek. – Bo jesteś  
moja.  
 
Zmarszczyła brwi. Gdyby nie jego przeklęty zapach, to skopałaby mu za 
to jaja. – Do nikogo nie  
należę.  
 

background image

-Wszystko w porządku. Bo ja jestem twój. – szepnął, zanim zagarnął jej 
usta w pocałunku, przez  
który prawie zsunęła się  
na podłogę. To nie było żadne delikatne nakłanianie, ani pierwszo-
randkowy  
pocałunek. To był wojownik, żądający praw do swojej kobiety, 
najeżdżający gwałtownie na jej usta,  
bez litości, zmuszając jej wargi i zęby do rozchylenia się  
dla niego -z cała tą  
finezją  
wściekłości,  
hormonalnego samca. A ona to kochała. Zacisnął dłoń  
na jej pośladku, w rozkosznym bólu, a drugą  
zacisnął na jej włosach i przyciągał ku sobie, dopóki jej usta nie znalazły 
się  
dokładnie tam, gdzie  
chciał.  
 
Splądrował ją, przypisującją  
sobie, nawet bez ugryzienia -a ona rozkoszowała się  
w tym. W  
przeszłości kochankowie traktowali ją  
jakby była ze szkła, z delikatną  
troską, jak gdyby obawiali się,  
żeją  
rozbiją. Lekceważyli jej siłę. Adrian nie tylko to uznał, rozkoszował się  
tym. Praktycznie wbiła  
się  
w jego ciało, chowając obie dłonie w jego ciemnych, krótkich włosach i 
umieszczając jego usta  
tam, gdzie pragnęła. Pomógł jej, tuląc obiema dłońmi jej tyłek, 
przyciągającją  
mocniej do siebie.  
Oplotła nogami jego talię  
ijęknęła, gdy kontynuowali ustny atak na siebie.  
 
Kiedy się  
uniósł i ją  
ugryzł, oznaczącją, doszła tak silnie, że ujrzała gwiazdy. Nie przejmował  

background image

się  
nawet tym, by odchylić  
kawałek jej bluzki. Ugryzł ją  
poprzez materiał, brutalność  
tego czynu  
zwiększyła jej podniecenie, co wydawało jej się  
niemożliwe.  
 
-Do łóżka, teraz. – wymruczał.  
 
-Mhmm.  
 
Zaśmiał się  
ochryple,słysząc jej słabą  
i wydyszaną  
odpowiedź, niosącją  
po schodach. Wszystko  
było zamazane -paloną  
sjena z ciemnym drewnem -gdy ruszył z maksymalną  
prędkością, prawie  
roztrzaskując ich o ścianę  
gdy skręcił do sypialni. -Nago. Nago będzie dobrze.  
 
-Um. – odpowiedziała, gryząc zawzięcie jego szyję.  
 
Zamarł na środku pokoju i zadrżał. Odchylił głowę  
w tył by dać  
jej lepszy dostęp, co łapczywie  
przyjęła, oznaczając go w taki sam sposób w jaki on, oznaczył ją.  
 
 

background image

 
Dźwięk rozrywanego materiału był dla niej pierwszym sygnałem, że być  
może przesadziła i  
ugryzła go zbyt mocno. Jego pazury rozdarły jej spodnie, ich chłodny 
dotyk wysłał dreszcze ku  
dołowi jej kręgosłupa, gdy poczuła jak zaczepiły się  
o jej majteczki i zdarły je.  
 
Kiedy pazurami rozdarł swoje własne spodnie, jęknęła -dobry, przyzwoity 
doktor urósł pod  
swoimi bokserkami. Ledwie zdążyła poczuć  
jak je kopnął, gdy wszedł w nią  
na stojąco. To była  
najbardziej cudowna rzecz, jaką  
w życiu poczuła. Napełnił ją  
prawie do granicy bólu.  
 
-O ja pierdolę.-wymamrotał.  
 
-Proszę, śmiało – wydyszała.  
 
Złote oczy zabłyszczały. – Nie rozśmieszaj mnie, księżniczko.  
 
Powoli poruszyła biodrami, co sprawiło, że zamknął oczy w rozkosznym 
jęku. – Rozpraszacz ze  
mnie.  
 
Podszedł do łóżka, z każdym krokiem zagłębiając się  
w niej coraz bardziej. Delikatnie położył ją  
na krawędzi łóżka, jego penis ani razu nie opuścił jej ciała. – Gotowa na 
mnie?  
 
Zagapiła się  
na niego. –Niee. Myślałam, że się  
położymy i rozważymy pomalowanie sufitu.  
Głupku.  
 
Cofnął się  
i naparł na nią  

background image

mocno, powodując, że musiała złapać  
oddech. – Coś  
mówiłaś?  
 
-Jeśli odpowiem, to znowu tak zrobisz? – spytała z szeroko otwartymi 
oczami.  
 
Użył pazurów by rozedrzeć  
jej bluzkę  
i stanik, rozsuwając strzępy i ukazując jej piersi swojemu  
głodnemu spojrzeniu. – Chcę  
widzieć  
jak się  
ruszają. – szepnął. Jego kły wysunęły się, jego oczy  
błysnęły złotem a jego dłonie zdobiły pazury, które delikatnie ugniatały jej 
miękkie ciało. Lekki ból  
sprawił tylko, że jeszcze mocniej odczuła jego obecność. Chwycił za jej 
biodra i zaczął pieprzyć,  
mocno, szybko i wściekle 2, napierając na jej ciało -jego spojrzenie było 
przykute do jej piersi.  
 
-C’mere – wydyszała, przyciągając go za ramiona. Potrzebowała wyraźnie 
widzieć  
jego twarz,  
gdy oboje sięgną  
szczytu.  
 
Pozwolił jej by przyciągnęła go do siebie. Wiedziała, że teraz to jego Puma 
była silniejsza niż  
jej  
własna. Obie były zbyt blisko wydostania się  
na zewnątrz, gdy ich ludzie się  
kochali -jego siła dała o  
sobie znać, gdy zgiął jej blade ciało. Wiedza, że mogłaby rzucić  
na kolana tak silnego mężczyznę  
podnieciła ją  
jeszcze bardziej. Przestał, gdy oparli się  
czołami, patrząc bezpośrednio w jej czerwone  
oczy, gdy wbił się  

background image

w nią  
z całą  
siłą. Wiedziała, żebędzie potłuczona, obolała od jego brutalnego  
postępowania, ale, do diabła, nigdy jeszcze nie czuła się  
tak dobrze.  
 
Dłońmi przesuwał się  
po jej ramionach, aż  
nie sięgnął ku jej nadgarstkom, podciągającje z  
niewielką  
siłą  
aż  
nie znalazły się  
ponad jej głową. Była nim przykryta -od czubka głowy aż  
po palce  
u stóp. Jego oczy pozostały otwarte, przykute do jej, pełne zaborczej pasji 
-zajęczała, ponownie  
dochodząc.  
 
-Moja – warknął, rozlewając się  
w niej, jeszcze raz wbijajączęby w swój znak. Widok i zapach  
jego satysfakcji, zmieszał się  
z przyjemnością  
wywłaną  
przez jego ukąszenie -sprawiając, że  
szczytowała kolejny raz. Jej dłonie zacisnęły się  
na jego włosach, gdy orgazm odebrał jej dech.  
Wyginając ciało w łuk, otworzyła usta w cichym krzyku.  
 
2 Wiedziałam, że ma coś z Vin Diesel’a :D  
 
 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY  
 
 
A niech to, pomyślał Adrian, patrząc się na kobietęśpiącą na brzuchu obok 
niego. Gdyby  
wiedział, że tak wyglądałby seks z partnerką to już cholernie dawno 
zacząłby jej szukać. Jeszcze  
nigdy w swoim życiu nie doszedł tak intensywnie. Tak kurewsko. 
Intensywnie. A teraz było tyle  
rzeczy, które chciał zrobić z jej ponętnym, kremowym ciałem. Na 
przykład, jeszcze nie ssał tych  
brzoskwiniowych sutków, albo nie drasnął zębami jej brzucha. Nie wylizał 
jej kremowego ciała,  
co zamierzał uczynić zaraz po jej przebudzeniu. Chciał zostawić znak na 
jednym z tych  
doskonałych pośladków lub może na wewnętrznej części uda zanim 
posmakuje jej aż nie zacznie  
krzyczeć jego imię. Nawet nie było cholernej mowy by odmówiła ich 
partnerstwa.  
 
Jeśli opuściłaby go w jakiś niefortunny sposób by go ochronić, umarłby 
lub zwariował.  
Nie. Wytropiłby ją i przyniósł z powrotem do swojej pieczary, tam gdzie 
było jej miejsce. Wtedy  
związałby ją i rżnął aż nie mogłaby się ruszać.  
 
Ta myśl, apelowała do niego nawet jeśli nie próbowałaby do zostawić.  
 
Pozostawił siniaki na tych ładnych pośladkach i zadrapania od pazurów na 
jej biodrach.  
Oparł się pragnieniu by poprawić pocałunkiem te znaki, wiedząc przy 
okazji, że oddychała tak  
jakby była wyczerpana. Ten ścigający ją gnojek zapłaci za to, że tak 
bardzo ją  
straszy aż nie może  
spać. Zapłaci podwójnie za skrzywdzenie jej, za zostawienie znaku na tej 
doskonałej skórze.  
 
Oparł się pragnieniu by warknąć wyzwanie do świata na myśl o Parkerze 

background image

naruszającym  
jego piękne wspomnienie. Zastanawiał się czy ten gnój był jeszcze w 
mieście i jak zaaraguje na  
wieść, że Sheri ma partnera.  
 
Pomyślał o swoim Mustangu na podjeździe i zdecydował, że lepiej będzie 
jak nim wjedzie  
do garażu. Wstał ostrożnie, nie chcąc przeszkadzać Sheri. Jego księżniczka 
potrzebowała snu.  
Miał wobec niej plany jak tylko się obudzi. Idąc do szafy wyjął zniszczoną 
parę jeansów i ubrał  
je, potem założył swoje najstarsze tenisówki i najcieplejszą flanelową 
koszulę. Podniósł swoje  
rozerwane spodnie i zaniósł je na dół do pokoju gościnnego wyjmując 
swoje kluczyki najciszej  
jak tylko mógł, potem otworzył kredens i wyjął stary rewolwer swojego 
ojca. Sprawdził ostrożnie  
ją dzień wcześniej strzelając do tarczy by się upewnić czy działa 
poprawnie. Działała. Włożył ją  
za sobą do spodni zakrywając koszulą. Wszedł do garażu i otworzył 
bramę.  
 
Kurwa. Wygląda na to, że Parker tu był, pomyślał gapiąc się na cztery 
przebite opony.  
Wyjął broń i zamknął bramę, skanując oczami obszar, by zobaczyć czy 
gnojek nadal tam był.  
Kiedy nic się nie wydarzyło opuścił broń i wrócił do środka by zadzwonić 
do Gabriela  
Andersona, Maxa i Simona.  
 
Spojrzał w górę, gdy właśnie skończył rozmowę z Simonem, by ujrzeć 
Sheri zawiniętą w  
jedną z jego koszul, stojącą na szczycie schodów, jej piękne błękitne oczy 
były pełne żalu.  
 
A to go wkurzyło.  
 
- Nawet o tym, kurwa, nie myśl.-Zawarczał, wchodząc po dwa schodki na 
raz.  

background image

- Adrian…  
 

background image

 
- Nie. – Wziął ją w ramiona, jej głowa spoczęła w kołyszących ją 
ramionach. W  
porównaniu z nim była taka mała i delikatna, że czuł się jak jaskiniowiec. 
Pragnienie, by chronić  
swoją partnerkę, było tak silne, że aż zadrżał. – Nigdzie nie idziesz.  
- Nie mam żadnych ubrań  
– powiedziała, uśmiechając się delikatnie. – Muszę iść po  
jakieś.  
Odsunął się  
i spojrzał na nią. – Myślę, że wyglądasz przepięknie.  
Przewróciła oczami. – Co się stało z twoim wozem?  
 
 
- Ktoś postanowił naostrzyć  
sobie pazury na oponach.  
Jej szczęka się zacisnęła, oczy zabłysnęły czerwienią a plecy zesztywniały 
w gniewie.  
Poczuł jak wbija w jego plecy swoje pazury.  
 
- To jest kurewsko podniecające.  
Zmarszczyła brwi. – Co takiego?  
- Patrząc jaką jesteś wojowniczką. To sprawia, że chcę  
cię ubrać w skórę i wygiąć cię nad  
pniem drzewa.  
Podniosła jedną  
brew, żal uleciała z jej oczu gdy spojrzała na niego gniewnie. – Świnia.  
 
- Czy już o tym nie rozmawialiśmy? Oink oink kochanie.  
Jej wargi zadrżały.  
- Idź na górę. Mam długi szlafrok, który możesz ubrać. Wisi na drzwiach 
w łazience.  
Będziesz musiała zejść na dół i porozmawiać z Gabem oraz z pozostałymi, 
ale później będziemy  
mogli pójść spać.  
- A co z twoim autem?  
- Max i Simon pomogą mi rano zmienić  
opony. Belle może pójść z tobą do pracy.  
- Powtarzam: w jakich ciuchach?  

background image

Zmarszczył brwi w zamyśleniu. – Dobra uwaga. Pozwól, że odzwonię do 
Maxa. Emma  
może przywieść kilka twoich ubrań z pokoju hotelowego.  
 
- Jeśli Rudy wie, że tu jestem to może to być niebezpieczne dla Emmy.  
- Kolejna dobra uwaga. – Podniósł komórkę i wybrał numer do Maxa. – 
Hej Max? Zabierz  
ze sobą Emmę. Sheri potrzebuje kilku swoich ubrań z hotelu.  
-Nie jestem pewien czy to dobry pomysł. – Odpowiedział Max – Jeżeli był 
właśnie u  
Ciebie to prawdopodobnie wie gdzie się zatrzymała. Tam jest 
niebezpiecznie.  
 
- Taa, wspomniała o tym. Zamierzałem się  
ciebie spytać czy pojedziesz z nią. Jeśli  
Parker może zaatakować  
was dwoje to jesteśmy w większych kłopotach niż  
myślałem. –  
 

background image

 
Spróbował zignorować dokuczliwą  
myśl, że tak samo i on powinien tam być. Jego miejsce było u  
boku jego partnerki, chroniącją, nie jego Alfa. To była robota Gabe’a.  
 
- Mogę pojechać po jej rzeczy. Myślę, że wiem co zabrać. Koszulkę, 
spodnie, bieliznę,  
tak?  
- I kosmetyki – powiedziała Sheri, wiedząc, że Max ją słyszał.  
- Kosmetyki?  
- I psią karmę  
dla Jerrego i jego miski – dodała.  
- Coś jeszcze potrzebuje?  
- Możliwe, dlatego powiedziałem żebyś wziął Emmę. – Położył dłoń na 
głośniku,  
wiedząc, że i tak Max go usłyszy. – W tym związku Emma jest tą 
sprytniejszą.  
- Dupek – zagderał Max.  
Adrian usłyszał w tle Emmę. – Podaj mi telefon, lewku. Cześć Adrian. 
Wszystko tam w  
porządku?  
 
- Nie wliczając mojego Mustanga, nikomu nic nie jest.  
- Oj. Porysował karoserię?  
- Gdyby to zrobił, to tylko pogorszyłby swoją sytuację.  
Emma prychnęła. – Jesteśmy już w drodze. Znajdę to co potrzebuje Sheri i 
przywiozę  
dobra?  
 
- Dobra. Na razie.  
- Pa  
Odłożył telefon i przyciągnął ją w swoje ramiona, masując łagodząco ręką  
jej plecy. –  
Widzisz? Wszystko załatwione. – Dał jej szybkiego buziaka w usta zanim 
się odsunął. – Idź  
założyć ten szlafrok skarbie. Gabe powinien tu być lada chwila i nie ma 
potrzeby by zobaczył Cię  
wyglądającą tak seksownie.  
 

background image

Zauważył jak obawa powraca w jej oczach zanim odwróciła się  
i ruszyła do sypialni.  
 
Ooo tak. Parker tego pożałuje.  
 
- Więc jesteście z Adrianem parą?- Zapytała Belinda gdy następnego ranka 
szły do  
Wallflowers.  
Sheri próbowała by jej uśmiech nie wyglądał na zadowolonego. 
Opuszczając go,  
przeciwstawiając się partnerstwu, nie wydawało się  
już dłużej być dobrą opcją. Postawił sprawę  
jasno, po tym co zaszło w poprzedzającą noc, że jeśli go zostawi to ją 
znajdzie, mamrocząc coś o  
kajdankach i kolumienkach gdy niósł ją do łóżka. – Ugryzł mnie przez 
moją bluzkę.  
 
 

background image

 
Belinda pogwizdała. – Plotka mówi, że wyniósł cię ze sklepu, wsadził do 
swojego auta i  
ruszył ku zachodzie słońca.  
 
- Właśnie. Dupek.  
Belinda się zaśmiała. – Co?  
- Na zewnątrz jest zimno, a on zabrał mnie bez mojego płaszcza i torebki.  
- Nie wziął twojej torebki?- Pokręciła głową w niewierze. – Faceci to 
idioci.  
- Ty to powiedziałaś.  
- Więc czyj płaszcz masz na sobie? – Śmianie się, wiedząc jaki wyraz 
twarzy ma Belinda  
mówiło, że już zna odpowiedź.  
Sheri pogłaskała ciemną, skórzaną kurtkę, którą założył na nią Adrian 
zanim pocałował ją  
na pożegnanie. Zadowolony uśmiech, z którym tak walczyła, pojawił się 
na jej twarzy. – Jego.  
 
- To jego ulubiona.  
- Wiem. Groził mi surową, cielesną  
karą jeżeli nie będę na nią uważać.  
Belinda wsunęła jej rękę pod swój łokieć gdy zbliżyły się do 
skrzyżowania. Gdy tylko  
kobiety zaczęły przechodzić przez ulicę  
czarny samochód wyjechał z piskiem opon z zakrętu i  
pruł w ich stronę z niesamowitą prędkością. Belinda zasapała, pchając 
Sheri z powrotem na  
chodnik gdy tylko Jerry zaczął się  
cofać, wyczuwając zbliżający się samochód. Straciła  
równowagę i upadła, trzaskając głową o chodnik gdy samochód uderzył 
Belindę, wyrzucającją na  
dobre dziesięć stóp.  
 
Okulary Sheri spadły jej z nosa, rażące światło słoneczne ją oślepiło. Jerry 
piszczał i lizał  
jej dłoń gdy samochód, ciemny sedan, popędził ulicą, ledwo mijając inny 
samochód zanim skręcił  
za róg i zniknął z oczu.  

background image

 
- Belle? – wybełkotała. Zaskoczyło ją to jak trudno było jej mówić.  
Żadnej odpowiedzi. Lub jeśli jakaś była to i tak nie mogła jej usłyszeć. Ból 
w czaszce  
narastał gdy próbowała podnieść głowę, by znaleźć drugą kobietę, a świat 
stał się nagle czarny.  
 
Adrian patrzał na swoją partnerkę i poczuł głębię wściekłości jak nigdy 
dotąd. Dosłownie  
drżał przez to. Nie miał wątpliwości co do tego kto był odpowiedzialny za 
stan jego partnerki.  
 
Rudy Parker był martwy.  
 
-Belindzie nic nie będzie. Musieli zoperować  
jej złamane biodro, ma też złamaną rękę  
i  
jest w szoku. Lekarz powiedział, że miała szczęście, mogło być o wiele 
gorzej. Ale będzie z nią  
wszystko w porządku.- Powiedział cicho Simon gdy wchodził do pokoju.  
 
Zabrzmiał zarówno zszokowany jak i wściekły. – Gabe przeprowadzi 
wywiad z  
naocznymi świadkami, i wróci by porozmawiać z Sheri jak tylko się 
ocknie.  
 
 

background image

 
- Zabiję go – Śmiertelna lekkość jego głosu dziwnie rozbrzmiała w 
zaciemnionym pokoju.  
Simon patrzył na niego osobliwie ale kiwnął głową. – Razem ze mną i 
Maxem.  
 
Oznaczało to, że jeśli z jakiegoś powodu Adrian nie będzie mógł go 
wykończyć, to ci  
dwaj się nim zajmą. Doskonale wiedział, że nie będzie takiej potrzeby.  
 
Adrian czuł jak jego Puma warczała i rozchodziła się pod jego skórą. Nie 
mógł oderwać  
oczu od swojej partnerki. – Chcę dla niej dwudziesto-cztero godzinnej 
ochrony zanim nie zabiorę  
jej do domu. – Rozkaz w jego głosie był niewątpliwy.  
 
Simon zmarszczył brwi. – To już załatwione, ale mógłbyś zechcieć spuścić 
trochę z tonu.  
 
Adrian spojrzał na swojego Betę i wiedział, że jego oczy były złote z 
wściekłości. Czuł  
jak parł na niewidzialną barierę, gdy obaj z Simonem patrzyli na siebie 
nawzajem.  
 
Nigdy nie przekroczył granic, nigdy nie próbował się przekonać, która z 
ich Pum jest  
silniejsza. Był absolutnie zadowolony ze statusu quo. Nigdy nie czuł 
potrzeby by przewodzić,  
jedynie chronić. Ale jeśli jedynym sposobem na zapewnienie ochrony 
swojej partnerce było  
przeciwstawienie się Simonowi, prawdopodobnie tracąc przy tym swojego 
najlepszego partnera…  
to był gotowy walczyć.  
 
- Uspokoić się. Obydwaj. – głos Maxa był napełniony kompletną władzą. 
Adrian i Simon  
odwrócili się by zobaczyć  
stojącego w drzwiach Alfę, światło dochodzące z korytarza przesączało  
się przez tę dziwną  

background image

mgłę, która owinęła go kiedy musiał narzucić swoją wolę.  
Adrian czuł się dziwnie oderwany gdy mgła go dotknęła. Simon 
wzdrygnął się i cofnął.  
 
- Przepraszam, stary. Wiem, że się o nią  
martwisz. Chryste, wszyscy się martwimy.  
Adrian kiwnął głową, jego oczy były wlepione w Maxa. Dziwny uśmiech 
na twarzy  
blondyna zaczął grać mu na nerwach. – Ochrona?  
 
- Tak zdecydowałeś. Co sugerujesz?  
Ton w głosie Maxa był mdły, mgła ciągle go otaczała. To był wyraźny 
rozkaz.  
 
Adrian zmarszczył brwi, zaskoczony, ale mimo to odpowiedział. – 
Ochrona 24/7 dopóki  
nie wyjdzie ze szpitala. Dwie Pumy przy wejściu, dwie na korytarzu. 
Trzeba ją przesunąć na sam  
koniec pokoju i w końcu jedna Puma przez cały czas musi pilnować klatki 
schodowej. Tylko  
mężczyźni, nie będziemy ryzykować kobiet. Nikt nie wejdzie do pokoju 
bez twojej zgody,  
Simona bądź mojej. Jedna z kobiet zostanie tu z nią  
dopóki się nie obudzi, w nagłym wypadku.  
Ta, której ufamy.  
 
- Sugeruję zrobić to samo dla pani Campbell – powiedział Gabriel 
Anderson za plecami  
Alfy.(Aha! Chyba mamy kolejną część ;p) – Jeśli Parker zdecyduje, że jej 
ingerencja kosztowała  
go chybienie pani Montgomery to pewnie będzie chciał się odwzajemnić.  
Adriana ścisnęło. – Nie ma teraz nikogo w Dumie, komu mogę zaufać w 
sprawie Belle.  
 
- Zajmę się tym.  
 

background image

 
Zdeterminowany ton głosu Gabriela przypominał mu jego własny; 
zastanowił się krótko,  
czy ten facet zdawał sobie z tego sprawę.  
 
Max kiwnął głową. – Dobrze. Zajmij się  
tym. Wyznacz tego, komu ufasz, obydwaj  
wyznaczcie. Współpracujcie ze sobą. Zanim opuszczą szpital, chcę się 
dowiedzieć o planach ich  
ochrony po powrocie do domu. Simon, razem z Becky jedźcie to Poconos i 
porozmawiajcie z  
nowym Alfą Sfory. Ma na imię Rysio Lowell. Zgodził się nam pomóc przy 
Parkerze. Dojazd  
zajmie wam około dwóch godzin, wykluczając zmiany pogodowe. Emma 
zabezpieczy sklep;  
Marie zgodziła się na zastępstwo dopóki Sheri i Belinda nie staną na nogi.  
 
- Wchodzę w to. – Simon poklepał Adriana po ramieniu, wtedy zrobił to 
samo Maxowi  
mijając go. Odszedł nie oglądając się za siebie.  
- Może moglibyśmy zorganizować małe polowanko, znaleźć tego 
sukinsyna i zakończyć  
to wszystko. -Niskie warczenie Gabe’a było echem jakie Adrian czuł 
wewnątrz siebie.  
- Znasz jego zapach?  
- Wyczułem powiew, ale nie wystarczający by robił za ślady. Mam 
częściowy poszlak i  
opis pojazdu.  
- Zatem czekamy.  
Gabe pokiwał głową, akceptując bez namysłu wypowiedź Adriana.  
Max nadal się  
osobliwie uśmiechał gdy słuchał rozmowy pomiędzy Adrianem a Gabem. 
–  
Twoja partnerka zaczyna się budzić.  
Adrian się  
odwrócił, skupił swoją całą uwagę na Sheri. Pochylił się nisko nad niążeby 
go  
dokładnie widziała. – Cześć księżniczko.  
Otworzyła mętne błękitne oczy i spojrzała na niego – Przepraszam.  

background image

 
- Za co? Za to, że prawie zginęłaś? – Zmusił się by ton jego głosu był 
delikatny podczas  
gdy czuł się inaczej.  
- Za zadrapania na twojej kurtce.  
Powolny szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy. – Dobrze. Za to masz 
później klapsa.  
- Belle?  
Jej smutny szept doprowadzał go do szału. To, że czuła niepokój było dla 
niego nie do  
zniesienia. – Nic jej nie będzie. Nie martw się o nią.  
-Żyje?  
 
- Tak, skarbie, żyje. Ma złamane biodro i ramię, doznała też szoku, ale 
żyje.  
- Uratowała mnie.  
- Wiem kochanie, wiem. – I tym samym zapewniła sobie jego dozgonną 
lojalność.  
 

background image

 
Nie mógł oprzeć się dotykając jej przez jeszcze chwilę, głaskając 
delikatnie jej platynowe  
blond włosy z twarzy, tak czule jak tylko było możliwe. – Śpij, kochanie. 
Jestem tu. Zapewnię, że  
będziesz bezpieczna.  
 
Kiedy trąciła nosem jego rękę z taką ufnością  
i natychmiast zapadła w sen, dwie rzeczy  
się wydarzyły. Jego serce pękło na pół, uzdrawiając się razem z nią od 
rdzenia.  
 
A także postanowił zabić  
Parkera zanim ponownie zaatakuje. Ten facet nie tylko zranił  
jego partnerkę, zranił jego Dumę. Patrząc w ciemno- niebieskie oczy 
szeryfa, Adrian nareszcie  
zrozumiał co skłoniło jego ojca do pozostania gliną. Ta sama dzika 
potrzeba chronienia paliła się  
także w oczach Gabriela.  
 
 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY  
 
Max wprowadził w życie każdą  
formę  
ochrony, którą  
zasugerował. Zaskakująco, Adrian  
odnalazł się  
i razem z Gabem stworzyli dobry zespół, prześcigali się  
pomysłami dopóki nie postawili  
na taki, który obydwaj zaakceptowali. Gabe zdołał zdobyć  
pozwolenie szpitala na umieszczenie  
strażników, na zmiany w pokoju, na wszystko, co chcieli.  
 
I przez to Max ich obserwował, w ciszy, ten dziwny uśmiech na jego 
twarzy gościł bardziej niż  
zwykle.  
 
-Powiesz mi, do kurwy nędzy, z czego się  
tak śmiejesz? – Następnego ranka Adrian w końcu nie  
wytrzymał. To stało się  
tuż  
po otwarciu. Max przybył do pracy z tym cholernym uśmiechem na  
swojej twarzy, który nie chciał zejść. To doprowadzało Adriana do szału.  
 
Pierwszy raz Adrian poczuł siłę  
Maxa w całej okazałości. Złotowłosy facet wyprostował się  
do  
swojego pełnego wzrostu, jego moc wyskakiwała z niego, napełniając 
zmysły Adriana dopóki nie  
powinien upaść  
na ziemię, czołgając się. Dlaczego go nie zaskoczył. Powinien znaleźć  
się  
na  
podłodze całując tani dywan. Zamiast tego ciągle stał, patrząc na Maxa, z 
każdym ostrzegawczym  
zmysłem w nieznanej groźbie. Nawet nie zorientował się, że walczył 
dopóki Max nie złagodniał,  
nagle siła wycofała się  
do niego, która sprawiła, że Adrian się  

background image

potknął, jakby opierał się  
o ścianę,  
która właśnie nagle zniknęła.  
 
-Rozumiesz co się  
z Tobą  
stało?  
 
Głos Maxa był delikatny.  
 
-Nie – powiedział Adrian, przerażony. Czy prawie rzuciłem wyzwanie 
Alfie?  
 
Max uśmiechnął się  
szeroko. – przestań  
do cholery.  
 
Prawie rzuciłem wyzwanie Alfie, a on się  
z tego śmieje? Obnażył gardło w geście uległości,  
wbrew swojemu wcześniejszemu występkowi, który wydawał się  
doskonale naturalny.  
 
-Nie obnażaj przede mną  
swojego gardła.  
 
Rozkaz w głosie Maxa, bliski gniewu, zaskoczył go. Pękała mu głowa. – 
Dlaczego nie? Prawie  
cię  
wyzwałem, do kurwy nędzy.  
 
Max zaśmiał się. – Dupek.  
 
Jakoś, słysząc jak jego kumpel tak do niego mówi sprawiło, że poczuł się  
dobrze. – W porządku,  
lwiątku, dlaczego nie powiesz co się  
ze mną  
dzieje?  
 
-Tylko Emma może tak do mnie mówić-zagderał Max, klapiąc na fotel. 

background image

Wyciągnął przed siebie  
swoje długie nogi, krzyżując je i kładąc swoje dłonie na brzuchu. 
Obrazował spokój ale nie zrobiło to  
z Adriana głupka. Te niebiańsko błękitne oczy były zbyt ostre, by 
wydawały się  
naprawdę  
zrelaksowane.  
 
-Dobrze. O wielki i wspaniały Władco, udziel mi swej mądrości. I 
pośpiesz się  
z tym, mam za  
godzinę  
pacjenta.  
 
Max przewrócił oczami. – pamiętasz jaką  
pozycję  
w Dumie miał Twój ojciec?  
 
Adrian kiwnął głową; to nie był sekret. – Taa, był Marshalem.  
 
-A jakie jest zadanie Marshala?  
 
Adrian zmarszczył brwi. Max był wkurwiający. – Marshal czuwa nad 
bezpieczeństwem Alf i  
Dumy. – wyrecytował jak papuga. – Dostanę  
teraz ciastko?  
 
-A kiedy ostatnim razem Duma była w niebezpieczeństwie? Max podniósł 
jedną  
brew i gapił się  
na niego wymagająco.  
 
Adrian wypuścił powietrze. – Mój ojciec zabił wyrzutka, który skrzywdził 
członka Dumy.  
Konkretnie kobietę. – dodał z małym warknięciem.  
 
-Yhy. A kiedy to było? Dwadzieścia pięć  
lat temu?  
 

background image

-Taa, no i?  
 
 

background image

 
-Więc twój tata nie jest już  
Marshalem.  
 
Adrian wzruszył ramionami. – Wiem. Zgodziłem się  
by został nim Gabriel. Dlatego wrócił na  
ten obszar. – Adrian przełknął ślinę  
otwierając szeroko oczy. – Mówisz, że jestem zastępcą  
Gabe’a?  
 
Max przewrócił oczami. – Nie idioto. To Gabe jest tym drugim. Ty jesteś  
Marshalem.  
 
Adrian mrugnął. – nie ma kurwa mowy.  
 
-Jest kurwa mowa.  
 
-Jestem okulistą. Nie gliną.  
 
Max uśmiechnął się  
szeroko. – No i? Mówisz, że nie mogę  
skopać  
tyłka jednemu z najlepszych?  
 
Oczy Adriana poszerzyły się. – Nie! Jasna cholera, nie. Czy wyglądam na 
głupka?  
 
-Nie zamierzam na to odpowiadać.  
 
-Dupek.  
 
Max uśmiechnął się  
szeroko. – A co z Simonem? Uważasz go za mięczaka?  
 
-Nie – Adrian przyznał w zamyśleniu.  
 
-W takim razie w porządku. Nie zauważyłeś  
jak Gabe cię  
słuchał, podążał za twoimi  

background image

instrukcjami, wprowadzał tylko te, które aprobowałeś?  
 
Adrian ponownie mrugnął, przestraszony. Inny mężczyzna tak robił, 
prawda?  
 
-Dlatego, bo instynktownie wiedział kim ty jesteś, a kim jest on. Było mu 
z tym dobrze.  
 
Jasna cholera, może Max miał rację. Wypuścił powietrze gdy wszystkie te 
dziwne uczucia jakie  
ostatnio odczuwał nabrały sensu. Wszyscy mężczyźni czuli potrzebę  
chronienia swoich partnerek, to  
zostało jakby wyhodowane w nich. Mężczyzna, który nie był gotowy 
oddaćżycia w obronie swojej  
partnerki i kociaków nie zasługiwali na nie. Ale jego reakcja na ból Belle 
była prawie tak silna jak  
reakcja na Sheri. Jego potrzeba, by zapewnić  
bezpieczeństwo swojego Alfy i Dumy, pożerała go  
przez ostatnie dwa dni, odkąd opony w jego samochodzie zostały pocięte. 
Adrian był zarówno  
przerażony jak i zafascynowany. – Marshal?  
 
Max westchnął. – Wiesz jak podąża hierarchia, Adrianie. Dlaczego jesteś  
zaskoczony byciem  
pierwszym na liście? Jesteś  
prawie tak cholernie potężny jak ja i równie potężny jak Simon. A, do  
diabła, wszyscy razem jesteśmy przyjaciółmi od lat. Musiałem się  
tylko upewnić, że zaakceptujesz to  
zanim zostanie to potwierdzone.  
 
Alfa, Beta, Marshal, Omega; Tak jest ustawiona hierarchia. Alfa był 
władcą  
Dumy, Marshal był  
jego łapą, a Omega sercem. To były pozycje, z jakimi się  
rodziło, a nie do których zostało się  
stworzonym. Alfa mógł ci powiedzieć  
jak ogólnie prosperuje Alfa, ale nie był w stanie zauważyć  
wszystkich szczegółów, więc Marshal realizował fizyczne aspekty dla Alfy 
podczas gdy Omega  

background image

realizował te emocjonalne. Bez tej trójki Duma słabłaby i w końcu umarła.  
 
Patrzał Maxowi w oczy i zauważył w nich zrozumienie. Max dźwigał 
podobny ciężar, ale jego,  
jako Alfa, był nawet większy. W jego spojrzeniu nie było żadnego 
współczucia. Jak i on, Adrian był  
tym kim był.  
 
Kiwnął głową  
na jego akceptację.  
 
Poczuł jak powłoka Marshala osadziła się  
na jego ramionach z zaskakującym spokojem gdy  
Władza Maxa subtelnie go otoczyła. Czuł odprężenie, jakby zatracona 
część  
jego nagle się  
odnalazła.  
Jego Puma zamruczała w zgodzie. Posiadał władzę  
niezbędną  
to zapewnienia bezpieczeństwa nie  
tylko swojej partnerce ale i Alfie oraz całej Dumie. Chociaż  
wiedział, że nadal nie było kompletu; nie  
mieli Omegi, ale ,chyba że nie zauważył, Max już  
wiedział kto nim będzie i po prostu czeka na  
właściwy moment by go włączyć.  
 
-Mogę  
cię  
o coś  
zapytać?  
 
Max wzruszył ramionami. – Pewnie.  
 
Max podniósł jedną  
brew i czekał.  
 
I wtedy go to trafiło. – Nie była jeszcze wtedy w Dumie. – A skoro Liwia 
nie zagrażała  
członkowi Dumy, jego „zmysł pająka” nie działał.  

background image

 
-I skoro tylko rzuciła Emmie wyzwanie nie atakując jej, to również  
cię  
nie przywołało.  
 
 

background image

 
-Ale przecież  
Emma była w niebezpieczeństwie, prawda?  
 
Max wzruszył ramionami. – Nie za bardzo. To było prowokacja o 
dominację. Uwierz mi, jeśli  
Liwia chciałaby dorwać  
Emmę  
bez rzucania jej wyzwania, to zostałbyś  
aktywowany.  
 
-No dobra, teraz robisz ze mnie Wonder Twin1 -Adrian zadrżał.  
 
Max zaśmiał się  
oburzająco i wychylił się  
na przód. – Taa, mogę  
wyobrazić  
sobie ciebie we  
fioletowych rajtuzach. Chcesz wiedzieć  
jak to działa czy nie?  
 
-Przypuszczam, żebędę  
lepszy. Nie chciałbym być  
jakąś  
ciotą  
traktowaną  
jak ściera.  
 
Max wyszczerzył zęby. – Ok., wyluzuj. Pomyśl o Dumie jak o ogóle. Kto 
odczuwa teraz ból i  
czy jest on naturalny czy przez coś  
wymierzony?  
 
Zmarszczył brwi. Jak do diabła miałby o tym wiedzieć?  
 
Tylko, że wiedział. Becky bolał ząb; musiałaby dać  
znać  
Simonowi. Sarah Parker skaleczyła się  
w palec, prawdopodobnie próbując gotować. Z kuchennymi nożami była 

background image

trochę  
niezdarna, a takżez  
obojętnie czym w swoich dłoniach.(ciekawe z czym :P) Marie Howard 
miała potłuczone kolano od  
upadku. Emma również  
miała skaleczony palec.. i była…  
 
Odwrócił się  
do Maxa, przerażony. – Emma!!  
 
Max wstał i wybiegł przez drzwi zanim jeszcze skończył. Adrian był tuż  
za nim. Wallflowers  
było tylko 5 bloków dalej ale obaj biegli przez całą  
drogę.  
 
Max stanął przed drzwiami. – Skurwiel.  
 
Adrian warknął nisko gardłowo na widok tego co zostało po szybie w 
sklepie. Emma trzymała  
kawałek szkła, które było jej widokowym oknem, Trochę  
złotego napisu było nadal widoczne, krew  
spływała z jej ręki, którą  
sobie rozcięła.  
 
Jej oczy błyszczały od łez gdy patrzyła na to wszystko. – Max?  
 
Max ruszył przez wejście i przytulił swoją  
partnerkę  
zanim jeszcze kapnęła pierwsza kropla  
krwi.  
 
Złote oczy, które zatrzymały się  
na Adrianie kipiały dzikością. – Znajdź  
go.  
 
Nie wypowiedziane zostały słowa, zabij go.  
 
Sheri obudziła się  
z najgorszym bólem głowy jaki kiedykolwiek czuła w swoim życiu. Jej 

background image

głowa  
pulsowała w rytm jej bicia serca, a nudności tańczyły tango w jej brzuchu. 
Czuła jakby coś  
próbowało wydobyć  
się  
z jej głowy za pomocą  
jackhammera.2 – Zabij mnie – szepnęła jęcząc.  
 
Nawet ten lekki dźwięk sprawił, że jej skóra ścierpła.  
 
-Hej księżniczko. Boli cię  
głowa?  
 
Otworzyła oczy. Adrian był pochylony prawie nosem w nos tak by mogła 
go wyraźnie zobaczyć.  
Jego głębokie brązowe oczy były pełne troski.  
 
-Ałć  
– pisnęła.  
 
Pocałował ją  
w czoło, wyciągając się  
nad nią  
by włączyć  
przycisk zawiadamiania. – Dam ci  
jakąś  
pigułkę  
na ten ból dobrze?  
 
Mogłaby kiwnąć  
mu głową  
ale przez to mogłaby jej odpaść. Więc zdecydowała, że tego nie  
zrobi. Zamknęła oczy przez nieznaczny blask dochodzący przez okno. 
Adrian musiał zasunąć  
rolety.  
Błogosławiony facet.  
 
-No dobrze, skarbie, pielęgniarka już  
idzie.  

background image

 
Usłyszała piskliwe buty pielęgniarki stąpające po nadmiernie 
wywoskowanym korytarzu zanim  
jeszcze on usłyszał, ale nie mogła nic powiedzieć. Mówienie za bardzo ją  
bolało. Nawet chrząknięcie  
było dla niej trudne w tej chwili.  
 
Jeśli tylko mógłby ją  
zabić  
to przestałoby boleć. Byłaby mu wdzięczna na wieki.  
 

http://1.bp.blogspot.com/_NOZ3Wv13Lxg/Sux63KW2UbI/AAAAAAAA
FiQ/n4JuNlHCv_8/s400/wonder_twins1.jpg  
2 Opatentowana amerykańska strzelba automatyczna.  
 
 

background image

 
Zamknęła oczy gdy zaczął głaskać  
jej włosy, ostrożnie przy dużym guzie na boku jej głowy.  
Usłyszała jka pielęgniarka wchodzi po cichu oraz Adriana wyjaśniającego 
co było nie tak. Kilka  
minut później pielęgniarka wstrzyknęła coś  
do jej kroplówki.  
 
-Za chwilkę  
poczujesz się  
lepiej, skarbie.  
 
Nie mogła nawet kiwnąć  
głową. Słyszała jak woda spływała w łazience, a chwilę  
później  
chłodna ścierka okryła jej czoło i oczy. Zajęczała gdy zimno osłabiło ból.  
 
-Chcę  
byś  
się  
niczym nie martwiła księżniczko. Mam wszystko pod kontrolą. Zrelaksuj 
się  
i  
zaśnij.  
 
-Jerry?  
 
-Weterynarz się  
nim zajął. Nic mu nie jest, tylko troszkę  
poturbowany. Zatrzymali go na noc na  
obserwacji. Teraz jest u mnie.  
 
Jej usta drgnęły do góry. To nie był uśmiech, za bardzo ją  
bolało, za to była oznaka jednego.  
 
-Belinda się  
przebudziła i rozmawia. Jest obolała i potrzebuje terapii psychicznej, ale 
będzie z  
nią  

background image

ok. – jego ręka zawędrowała z powrotem do jej włosów, delikatnie je 
głaszcząc. – Gabe  
dowiaduje się  
kto ją  
potrącił i umieściliśmy dla was ochronę. Ktoś  
będzie z wami przez cały czas.  
 
Poruszyła się, marszcząc brwi. Gdy tylko otworzyła usta, jego palec 
wylądował na jej wargach.  
 
-Nie. To jest mi potrzebne kochanie. Nie wiń  
mnie za to. Nie mogę  
być  
z tobą  
przez cały czas  
ale muszę  
wiedzieć, że jesteś  
bezpieczna albo stracę  
swoje pierdolone zmysły.  
 
W odpowiedzi pocałowała jego palec.  
 
-Dziękuję  
– Jego usta delikatnie dotknęły jej, w zaledwie czułej pieszczocie, która 
nie  
wstrząsnęła jej głową. – Belle ma zapewniony ten sam stopień  
ochrony, tak na wszelki wypadek.  
 
Przegryzła swoją  
wargę  
i starała się  
nie popłakać. Wiedziała, że to nie była jej wina ale nie  
mogła nic zrobićże czuła się  
inaczej. Środek jaki dostała od pielęgniarki zaczął działać, czyniącją  
senną. Poczuła jak znowu zapada w sen gdy jeszcze raz musnął ustami jej 
usta.  
 
-Śpij księżniczko. Będę  
nad tobą  

background image

czuwał.  
 
Nie była pewna ale zanim odpadła myślała że usłyszała jak szepnął. – 
Kocham cię.  
 
Było dobrze ponieważ  
i ona go kochała.  
 
-Dzień  
dobry, śpiochu!  
 
Sheri rozważała czy nie zostawić  
zamkniętych oczu przez jeszcze chwilkę. Może przez cztery  
bądź  
pięć  
godzin. Dopóki pani Anderson sobie nie pójdzie.  
 
-Wiem, że się  
obudziłaś, panno McFaker3! Otwórz te oczy! Na zewnątrz jest 
przepięknie!  
 
Oh, święty Boże, proszę  
nie pozwól by odsłoniła rolety. Sheri otworzyła oczy i zamknęła z  
piskiem gdy kilof lodu w postaci światła słonecznego dźgnął jej gałki 
oczne. – Proszę  
zasłonić  
rolety!  
 
-Słodziutka, potrzebujesz więcej słońca. Jesteś  
trochę  
zbyt blada.  
 
Sheri szła po omacku, próbując znaleźć  
swoje okulary przeciwsłoneczne. – Możesz podać  
mi  
moje okulary przeciwsłoneczne, proszę, jeśli nie zasłonisz rolet?  
 
-Te starocie? Są  
zbyt ciemne. Powinnaś  

background image

nosić  
niebieskie. Widziałabyś  
przez nie więcej.  
 
To zmieniłoby kilofy lodu w pałasze.4 Nie, dziękuję. -Mam albinizm, Pani 
Anderson. Światło  
słoneczne jest dla mnie niebezpieczne. – wytłumaczyła tak cierpliwie jak 
tylko potrafiła.  
 
-Oh? OH! – Sheri usłyszała grzechoczące zasuwanie rolet. Gdy tylko 
światło osłabło, westchnęła  
w uldze. Ostrożnie otworzyła oczy.  
 
Pokój znowu był komfortowo przyćmiony. Pani Andreson stała przy jej 
łóżku trzymając jej  
okulary. – Przepraszam, kochaniutka. Nie zdałam sobie z tego sprawy.  
 
3 Faker-fałszerka, nie chce mi się kombinować nazwiska ;p  
 
4  
 
http://www.militaria.pl/upload/wysiwyg/gfx/produkty/noze/ColdSteel/Pala
sz/Palasz_Horseman_Basket_Hilt_88HB  
H.jpg  
 
 

background image

 
Sheri gapiła się  
na nią, całkowicie oniemiała.  
 
-Tak wiem. Nie jestem najbardziej spostrzegawczą  
osobą  
na świecie. Jesteś  
głodna?  
 
-Ah… tak?  
 
Pani Anderson uśmiechnęła się  
do niej, ciemno niebieskie oczy zaiskrzyły. – Dobrze. W takim  
razie tylko przyniosę  
ci twoje danie. – ruszyła do drzwi otwierając je. – Młoda dama się  
obudziła i  
jesteśmy głodne. – Zamknęła drzwi i przywędrowała z powrotem do łóżka. 
– Proszę. Twoje jedzenie  
powinno niedługo być.  
 
Sheri się  
starała zdusić  
chichot i zawiodła. – Transport na zamówienie huh?  
 
Pani Anderson kiwnęła decydująco głową. – Oczywiście. Płaci się  
za bycie babcią  
szeryfa i  
partnerką  
Marshala, no wiesz. – opadła na krzesło obok szpitalnego łóżka, 
uśmiechając się. – Więc,  
co chcesz wiedzieć?  
 
Sheri myślała o tym przez chwilę. – Sekret nieśmiertelności?  
 
Jedna biało-czarna brew uniosła się  
do góry. – Kiedy uczysz się  
czegoś  
to upewnij się, że  
podzielisz się  

background image

tym z resztą  
klasy.  
 
-Co z Belle?  
 
Uśmiech zniknął z jej twarzy. – Musieli unieruchomić  
jej biodro.  
 
Sheri wzdrygnęła się  
– Nie będzie w stanie się  
zmienić  
dopóki tego nie uzdrowią.  
 
-Co trochę  
potrwa, niestety. A Ty nie czuj się  
winna. Belle powiedziała, że chce cię  
zobaczyć  
jak tylko dojdziesz do siebie. Martwi się  
o ciebie.  
 
-Dobrze. Jak tylko dostanę  
pozwolenie na wyjście toją  
odwiedzę.  
 
-Nie bez ochroniarzy.  
 
Sheri uśmiechnęła się. – Oczywiście, że nie.  
 
-Zobaczmy, co jeszcze. – Pani Anderson stukała palcem o podbródek. – 
Oh! Ktoś  
zniszczył  
Wallflowers.  
 
-Że Co?  
 
-Yup. Ktoś  
rzucił cegłą  
w okno. Nie wiem dlaczego nie wyrządzili więcej szkód, ale Emma  
pojechała i znalazła roztrzaskane szkło. Na szczęście ktokolwiek to zrobił 

background image

uciekł, także nikt nie  
oberwał.  
 
Sheri wiedziała dlaczego nie wyrządzono więcej szkód. To było następne. 
Jeśli Emma i Becky  
nadal będą  
ją  
chronić, to sytuacja tylko się  
pogorszy.  
 
Starsza pani wypaplała jej wszystkie plotki Dumy. Większość  
ludzi, o których wspominała, nie  
były znane Sheri i poczuła jak jej umysł zaczyna odpływać  
w sen.  
 
-Lunch! – ogłosił męski głos od drzwi.  
 
-Najwyższy czas – pani Anderson wstała i zabrała jedzenie, dwie duże 
torby pełne  
hamburgerów, frytek i shake’ów. – Wiem, że to nie jest za bardzo zdrowe 
jedzenie na ziemi, ale  
szczerze, moja droga, nigdy nie mogłam się  
oprzeć  
Big Mac’owi. – podzieliła się  
zuśmiechem  
winowajcy gdy wręczyła Sheri jej danie.  
 
Wgryzając się  
we własnego hamburgera, Sheri mogła tylko kiwnąć  
w zgodzie. Pyszne.  
 
Przepraszam za autorkę, że nie wtrąciła żadnych gorących scenek. ;p  
 
 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY  
 
Siniak na jej biodrze był wielkości pieprzonej głowy. Widok tego na nowo 
wzbudził w nim  
wściekłość  
gdy delikatnie pomagał jej w wannie. Kupił kilka dużych świec w 
szklanych  
dzbanuszkach, umieścił je zapalone na kontuarach i na brzegach wanny by 
miała delikatne  
oświetlenie dla swoich wrażliwych oczu. Uśmiechnęła się  
kiedy to zobaczyła i już  
zaplanowała sobie  
extra wycieczkę  
do sklepu.  
 
-Boże, tak mi dobrze – zajęczała zanurzając swoje kremowe ciało do 
gorącej, spienionej wody.  
 
Była w domu od jakieś  
godziny, a on nie mógł przestać  
jej dotykać. Dwa dni w szpitalu -dwa  
dni bólu dla Parkera. Każdy siniak, każdy ślad wyrył mu się  
w pamięci, wizualne przypomnienie  
zapłaty jaką  
chciał zażądać. – Chcesz żebym umył Ci plecy, księżniczko?  
 
Uśmiechnęła się  
do niego, miękko i słodko, tymi niebieskimi tęsknymi oczyma. – Może 
później.  
Na razie chcę  
tylko wymoczyć  
te bóle.  
 
Uklęknął i, ostrożnie nie narażającją  
na szwank, delikatnie przyciągnął jej usta do jego. Po raz  
pierwszy od czasu ataku był w stanie tak naprawdę  
ją  
pocałować  
i w pełni to wykorzystał. Rozchylił  

background image

jej wargi, smakując jej usta jakby były wytworną  
czekoladą, powoli i z dojmującą  
troską. Kochał  
sposób w jaki ją  
smakował, słodka jak miód, cierpka jak jabłko. Mógłby tam zostać  
i całować  
ją  
przez długi czas.  
 
Kiedy niechętnie odsunął się  
zasapała a jej oczy się  
zeszkliły. Oblizała wargi i przełknęła. –  
Wiesz, czuję  
się  
teraz znacznie lepiej.  
 
-Tak?  
 
-Mhmm – objęła jego szyję  
swoimi mokrymi rękoma próbując przyciągnąć  
go do swoich ust.  
 
-Więc, w takim razie, jeśli będziesz grzeczną  
dziewczynką  
to może pokąpieli zaniosę  
cię  
do  
łóżka – wymruczał.  
 
Jej oczy zabłysły czerwienią  
gdy jego palce uszczypały spieniony sutek. – a co jeśli będę  
niegrzeczna?  
 
Warknął, złoto zalśniło w jego oczach. – To będę  
musiał cię  
ukarać  
– wstał nagle, wykrzywiając  
usta na jej zaskoczone sapnięcie. – A teraz bądź  
grzeczna i weź  

background image

swoją  
kąpiel.  
 
-Świnia-nadęła wargi.  
 
Śmiał się  
przez całą  
drogę  
do schodów, jego serce się  
rozpromieniło tak jak wtedy gdy słyszał jej  
zadowolone westchnięcia.  
 
Jak tylko jej mięśnie się  
rozluźnią  
i ocieplą  
od relaksującej kąpieli miał zamiar widzieć  
swoją  
księżniczkę  
bezpiecznie okrytą  
w jego łóżku. Wtedy będzie lizał każdą  
część  
jej ciała. Wtuli się  
w nią  
i w końcu doczeka swojego snu za dnia.  
 
Usłyszał jak dzwoni telefon i zdecydował się  
go odebrać  
w swoim biurze. – Halo?  
 
Cisza.  
 
-Halo?  
 
Nic.  
 
Znowu zadźwięczał ten jego głupi zmysł zagrożenia. – Czego do cholery 
chcesz Parker?  
 
-Myślę, że znasz odpowiedź  

background image

Giordano.  
 
Adrian oparł się  
jednym biodrem o biurko, każdy zmysł w czujności. Słyszał jak Sheri 
pluskała  
się  
w wannie. Na zewnątrz domu panowała cisza. Słyszał przez telefon 
oddech Parkera i dźwięki  
ruchu w tle. – Ona jest moją  
partnerką, Parker.  
 
Parker się  
zaśmiał. – Na pewno.  
 
-Nosi mój znak  
 
 

background image

 
-Nosi mój znak – warknął Parker1  
 
-Sorry, Muttley2 ale musisz się  
odpierdolić. Jest tylko moja.  
 
Mógł prawie poczuć  
uśmiech drugiego faceta. – Sheridan jest najsłodszą  
kocicą  
jaką  
w życiu  
pieprzyłem.-Puma Adriana warknęła zaborczo a jego oczy zabłysły w 
złocie. – A ona uwielbia robić  
to od tyłu. Stawiam, że nadal jestem jedynym facetem, który ją  
tak wziął. Wrzeszczy tak głośno i tak  
mocno zaciska się  
na twoim kutasie, że masz wrażenie jakby miała go rozgnieść.  
 
Adrian warknął cicho, jego myśli goniły. Może był jakiś  
sposób by Parker się  
skupił na nim  
zamiast na Sheri. Uśmiechnął się  
chłodno. – Wiem – mruknął. Usłyszał jak oddech Parkera  
przyspiesza. – Uwielbiam gdy te jej cudowne usta owijają  
mojego kutasa. Wiedziałeś, że byłem w  
niej kiedy mnie znaczyła? – Adrian zaśmiał się  
gładko na warknięcie Parkera. – To prawda, Parker.  
Noszę  
jej znak.  
 
-Zakurwię  
cię3 – wysapał Parker.  
 
-Jest na górze, naga, mokra i czeka na mnie Parker. Jak tylko odłożę  
telefon pójdę  
na górę  
i  
zerżnę  
ją  

background image

dopóki każde z nas nie padnie.  
 
-Jesteś  
trupem! – krzyknął Parker.  
 
-Potem będę  
spał z nią  
wtuloną  
w moich ramionach. Moich ramionach, Parker. – ryk Parkera nie  
był już  
nawet ludzki. Miał nadzieję, że facet potrafił kontrolować  
swoją  
przemianę, w przeciwnym  
razie coś  
okropnie strasznego mogło się  
zdarzyć  
bardzo szybko. – A wiesz co zamierzam zrobić  
jutro  
wieczorem?  
 
-Co?  
 
Srogi głos na końcu linii zaalarmował Adriana by z tym skończyć. – Te 
same cholerne rzeczy,  
które mam zamiar zrobić  
dzisiaj. Zerżnąć  
moją  
kobietę.  
 
-Wiem gdzie mieszkasz.  
 
Jeśli Parker myślał, że to go przestraszy, no to miał coś  
jeszcze. – No to dawaj. I tak na koniec  
mój kutas wyląduje w jej cipce.  
 
Rozłączył się  
i wziął głęboki oddech. Nie kontrolował się, grając z Parkerem w tą  
gierkę;  
mówiąc o swojej księżniczce jakby była jego pustą  

background image

eks było dla niego niewyobrażalnie trudne. Nawet  
nie chciał by inny facet myślał o jej imieniu, a co dopiero o sprośnościach 
z jej udziałem.  
 
-Jesteś  
pewien, że to było mądre posunięcie?  
 
Odwrócił się, nie był zaskoczony obecnością  
Gabe’a. Facet zaproponował, że spędzi kilka nocy  
razem z nimi. Jednak miał być  
na zewnątrz w zamaskowanym samochodzie, tak myślał, a nie w  
środku domu gdzie mogła go zobaczyć  
Sheri.  
 
-Chcężeby skupił się  
na mnie. Nie na Sheri czy na Dumie.  
 
Gabe kiwnął głową. – Taa. Przez to jak mówiłeś  
mu jak bardzo lubisz pieprzyć  
tę  
kobietę  
pewnie  
wciągnął się  
obsesyjnie. – Przesunął się  
niewygodnie. – Do diabła nawet mnie to wciągnęło. –  
wymamrotał, uśmiechając się  
chytrze.  
 
Adrian przewrócił oczami – Masz lepszy pomysł?  
 
Gabe wzruszył ramionami. – Nawet jeśli, to jest już  
za późno. Będzie dobrze, jak pojawi się  
nad  
rankiem.  
 
-Kiedy będzie Richard?  
 
-Już  
jest. Zatrzymał się  

background image

u pana Friedelinde.  
 
Rezydencja Friedelindów była prawdopodobnie najbardziej komfortowym 
miejscem dla  
odwiedzającego Alfy sfory i jego towarzyszów. – Zadzwoń  
do nich i powiedz im co się  
stało.  
Zadzwonię  
do Maxa.  
 
Grabe skinął głową  
i wyciągnął swoją  
komórkę  
kierując się  
do wyjścia.  
 
1 Bosh jak dzieci…;p  
2 Pies z bajki „Dastardly i Muttley” nie podałam linka bo są dziwnie mega 
długie.  
3 Proszę Lady :P  
 
 

background image

 
Adrian pokręcił głową, nadal jakoś  
niepewny jak mógł być  
podjarany Marshalem i Gabem jako  
zastępcą. Władza tego kolesia promieniowała z każdej cząstki jego ciała. 
Jego luźno stawiane kroki i  
odprężona postawa oszukałyby nie jednego. W jednej chwili te ciemno 
niebieskie oczy mogły stać  
się  
oziębłe jak arktyczny wiatr. Ta wielka postura, prawie tak wielka ja 
Simona, poruszała się  
z gracją  
i  
zwinnością  
jaką  
mógł naśladować  
jedynie profesjonalny atleta.  
 
Ale kiedy oglądnął się  
na niego, z zapytaniem w oczach, coś  
w Adrianie nagle zareagowało. –  
Co jest?  
 
-Richard w to wchodzi.  
 
Adrian westchnął i złapał się  
za nos. Miał w planach spotkanie z Benem, Marshalem Sfory, nad  
ranem by przy kawie pogadać  
o strategii. Najwyraźniej szlag trafił jego plan – Kurwa.  
 
-Taa. Powiedziałem mu, że oddzwonię.  
 
-Ilu ma ze sobą?  
 
-Czterech. Marshala, zastępcę  
i dwóch pozostałych.  
 
Adrian gapił się  
pustym wzrokiem na obraz na ścianie. Plany wirowały w jego umyśle. –  

background image

Furgonetka?  
 
Gabe kiwnąłiuśmiechnął się. – Zaparkuję  
ich na rogu.  
 
-Niech Simon się  
tym zajmie. Chcężebyś  
tu był.  
 
-Robi się.  
 
Pokręcił głową  
i złapał za telefon. Streścił wszystko Maxowi, szybko wdrążając go w to 
co się  
działo. Max zgodził się  
na współpracę  
Simona z Richardem, dopóki nie mieli jeszcze Omegi za to  
odpowiedzialnej.  
 
Potem poszedł na górę  
do swojej mokrej, chętnej księżniczki.  
 
Sheri właśnie wychodziła z wanny gdy usłyszała jak wchodził na górę. 
Słyszała całą  
jego  
rozmowę  
z Rudym i właśnie chciała zabić  
Adriana własnoręcznie. Owinęła się  
ciaśniej szlafrokiem i  
czekała, stukając niecierpliwie jedną  
stopą.  
 
Nie była głupia. Wiedziała dlaczego powiedział to co powiedział. Nie 
musiała słyszeć  
jak  
tłumaczył się  
Gabe’owi. Jednak fakt, że robił z siebie cel sprawił, żeaż  
wyskoczyła z wanny. Chciała  
na niego wrzasnąć,wściekać  

background image

się  
i wyć  
dopóki nie zrezygnuje z tego idiotycznego planu. Ale było już  
na to za późno. Rudy mógłby go teraz obserwować, a jeśli Adrian zginie 
przez nią  
to nie przeżyje  
tego. Myśl o Rudym zatapiającym swoje kły w Adrianie, ciągnącym jego 
zakrwawione ciało,  
spowodowało, że widziała na czerwono. Zabije Rudy’ego własnoręcznie 
zanim skrzywdzi jej  
partnera.  
 
Mężczyzna wszedł do łazienki, rzucając spojrzenie na nią  
stojącą  
i zmarszczył brwi. – Dlaczego  
się  
nie kąpiesz?  
 
-Wyszłam bo myślałam, że nie starczy miejsca dla mnie i dla ciebie głąbie.  
 
-Hę?  
 
Wyglądał na całkowicie zdezorientowanego – Słyszałam twoją  
rozmowę  
z Rudym, Adrian.  
 
Westchnął zmęczony. – Księżniczko…  
 
-Nie księżniczkuj mi tu, Adrianie Giordano! Jak mogłeś  
wplątać  
się  
w takie niebezpieczeństwo?  
 
Przewrócił oczami i wziąłją  
za rękę, delikatnie wyprowadzającją  
do pokoju. – Poradzę  
sobie z  
Parkerem.  
 

background image

-No jasne. A poradzisz sobie z nim i jego pięcioma kumplami?  
 
Przyprowadził ją  
do sypialni i zdarł z niej szlafrok zanim zdążyła mrugnąć. –Włóżku z 
Tobą.–  
Delikatnie ją  
podniósł i ułożył na łóżku, ostrożnie by nie zrobić  
jej krzywdy. Poza tym warknął kiedy  
zasapała. – Stawię  
czoło Parkerowi. Jego kumple staną  
przez Maxem, Simonem, Gabem i Richardem  
Lowellem, plus przed wilkami, które przyprowadził ze sobą  
Richard.  
 
-Więc dlaczego nie zostawisz Rudy’ego sforze?  
 
 

background image

 
Obserwowała jak rozbierał się  
po cichu.-Ponieważ  
– powiedział, w końcu wspinając się  
na  
prześcieradło – on jest mój.  
 
-Adrian.  
 
Zakrył jej usta palcem. – Nie próbuj mi tego wyperswadować.Będę  
go osobiście rozrywać  
za to  
co Ci zrobił. Oddam mu za każdy siniak na twojej skórze, za każdy znak 
po ugryzieniu jaki po sobie  
zostawił. A kiedy skończę  
to sprawię, żebędzie krzyczał w agonii.  
 
Spokojny ton jego głosu, rzeczowy sposób w jaki oświadczył co planuje 
zrobić  
Rudy’emu,  
sprawił, że stał się  
jeszcze bardziej przerażający. – Nie tego chciałam – westchnęła.  
 
Otarł delikatnie jej policzek swoim w pocieszającym geście. – Wiem. 
Miałaś  
nadzieję, że  
zobaczy cię  
tutaj, bezpieczną  
wśród ludzi i zostawi cię  
w spokoju. – Patrzał głęboko w jej oczy, jego  
nos dotykał jej tak by mogła rozczytać  
każdy niuans jego ekspresji. – Ale tak się  
nie stanie. Będzie  
cię  
tropił. Dzień  
i noc. Wie gdzie mieszkasz, jak wygląda twój pies, kim są  
twoi przyjaciele-a jesteś  
tu zaledwie od tygodnia. Znając twój układ, nie zawaha się  
użyć  

background image

go przeciwko tobie lub przeciwko  
twoim przyjaciołom. Zwabi cię  
tam gdzie będzie mógł cię  
dorwać. A jeśli tak zrobi, to i tak będzie  
trupem. Jeśli Max i Simon nie dorwą  
go pierwsi i nie przekażą  
go w ręce Richarda, który, tak przy  
okazji, chce go zabić. Ja go zabiję.  
 
-Zatrzymanie go nie jest twoim obowiązkiem.  
 
-Owszem, jest. – Wsunął ostrożnie pod nią  
rękę  
– Kilka dni temu Max potwierdził, że jestem  
Marshalem.  
 
Zmarszczyła brwi. – Marshalem?  
 
-Ciągle zapominam, że nie byłaś  
wcześniej członkiem Dumy. Marshal jest tym, kto dba o  
bezpieczeństwo Dumy. Gabe jest moim zastępcą, tak jak Simon jest 
zastępcą  
Max’a.  
 
-Myślałam, że pani Anderson została skojarzona z Marshalem?  
 
-Dlaczego tak sądzisz?  
 
-Kiedy wysłała strażników do McDonald’s… o-oł – szepnęła gdy ukazał 
się  
jego wściekły  
wyraz twarzy.  
 
-Wysłała strażników do McDonald’s? – warknął przez zaciśnięte zęby.  
 
-Byłyśmy głodne – Spiorunował ją  
wzrokiem – A poza tym, nie wydaje mi się  
by obaj poszli.  
 

background image

-Oh, w takim razie w porządku.  
 
Zmarszczyła brwi na jego sarkastyczny ton – Daj im spokój Adrian. To nie 
tak, że zajmujesz się  
żołnierzami albo glinami. Zajmujesz się  
ludźmi, których poproszono o pilnowanie kogoś, prawie  
całkowicie obcego człowieka, przed zagrożeniem z jakim nigdy wcześniej 
nie mieli do czynienia.  
 
-No i?  
 
-No i daj im spokój bo ja naprawdę  
lubię  
McDonald’s.  
 
Podniósł się  
i patrzył na nią  
gniewnie, trzymając obie ręce przed sobą  
jakby miał coś  
trzymać.–  
Hmm, niech pomyślę. Twoje życie, Big Mac. Twoje życie, Big Mac. – 
machał w powietrzu obiema  
rękoma4 – Hej, bez porównania prawda?  
 
Przegryzła wargę  
by się  
nie śmiać. – To był naprawdę  
dobry Bic Mac.  
 
Warknął i postanowiła szybko zmienić  
temat. Wyglądał jakby był gotowy wyjść  
z łóżka, ubrać  
się  
i zapolować  
na jej „strażników” by potraktować  
ich swoimi ostrymi kłami.  
 
-No więc wyjaśnij mi na nowo dlaczego twoim obowiązkiem jest 
dorwanie Rudy’ego?  

background image

 
Westchnął. – To robota Marshala, zlikwidować  
zagrożenie Dumy.  
 
-A Rudy jest zagrożeniem dla Dumy.  
 
-Tak. W momencie kiedy ruszył za tobą  
i Bellą  
stał się  
zagrożeniem dla Dumy.  
 
Wiedziała, że decyzja o dołączeniu do Dumy będzie miała swoje 
konsekwencje. Cena jaką  
zapłaciła Belle, według niej, była zbyt wysoka. Zamknęła oczy ponieważ  
wina groziła jej  
uduszeniem.  
 
4 Tzn robił tzw niewidoczną „wagę” ;p  
 
 

background image

 
-Hej.  
 
Otworzyła oczy i zauważyła jego gniew.  
 
-Lepiej się  
za tonie wiń.  
 
-A cojeśli będę? – szepnęła.  
 
Pokręcił głową. – Nie jesteś  
odpowiedzialna za akcję  
z Parkerem.  
 
-Jeśli Belle nie poświęciłaby się  
by mnie chronić  
to nie byłaby teraz ranna.-Ulga rozświetliła  
jego oczy na ton jej głosu, a ona wiedziała, że zrozumiał to, że nie była 
zmartwiona.  
 
Była wkurwiona.  
 
-Belle nic nie będzie. Masz moje słowo.  
 
Sheri pokręciła głową. – jak może być  
z nią  
lepiej? Pani Anderson powiedziała mi, że  
unieruchomili jej biodro! Jeśli tak zrobili to nie będzie w stanie się  
zmienić, wiesz o tym.  
 
Westchnął. – ta kobieta ma za długi język-wymamrotał.  
 
-Opowiedz mi o tym.  
 
Wykrzywił usta, reszta złości uleciała daleko. – Próbujemy temu zaradzić.  
 
-A co ze sklepem Emmy?  
 
Jego oczy powiększyły się  

background image

w szoku zanim ciemne rzęsy je zamknęły, chowając wyraz jego  
twarzy. – Co ze sklepem Emmy?  
 
-Wiem o oknie, doktorze oczywisty.  
 
Zaśmiał się. – To coś  
nowego.  
 
Przewróciła oczami – no wbijaj mi dzieciaku, mam takich z milion.  
 
-Przygotuję  
się  
– wymruczał, delikatnie kołysząc jej ciało swoim. Wyciągnąłrękę  
i delikatnie  
uszczypnął jeden z jej bladych sutków.  
 
-Oh..  
 
-Wiem tylko w co jeszcze chciałbym się  
wbić.  
 
Pomyślała by trzepnąć  
go w głowę  
ale za bardzo bolało ją  
ruszanie się. – Po pierwsze, jestem  
zbyt obolała by robić  
to co masz na myśli. Po drugie, nie odwrócisz seksem mojej uwagi.  
 
-Nie? – nadął wargi, oczy migotały w psocie.  
 
-Nie.  
 
-Jesteś  
pewna? – zapytał gdy jego gorący język otarł się  
o jej twardy sutek.  
 
-Pewnie – wydyszała nie będąc już  
do końca pewną  
na co przytaknęła.  

background image

 
-Wyjdziesz za mnie? – szepnął tuż  
przed tym jak pocałował ją  
z niewyobrażalną  
gruntownością.  
 
-Pewnie.. czekaj, co?  
 
-Za późno– uśmiechnął się  
triumfalnie.  
 
-Czekaj, czy nie walczyliśmy jakąś  
minutę  
temu?  
 
-Nie  
 
-Ale…  
 
-Hej, żadnych odwrotów!  
 
-Adrian! – zaśmiała się, kochając widok jego oczu iskrzących się  
do niej.  
 
Pokręcił głową. -Nie taki krzyk chciałem dzisiaj usłyszeć  
kochanie. Domyślam się, żebędę  
musiał się  
bardziej postarać. – westchnął radośnie.  
 
-Głupek – zaśmiała się  
bez tchu gdy jego usta znowu wylądowały na jej piersi.  
 
Delikatnie gładził ustami jej sutek, zaledwie ssąc go między swoimi 
wargami. – Hej, badania  
wskazują, że orgazmy bardzo dobrze uśmierzają  
ból. To ma związek z tymi cudownymi endorfinami  
rozlewającymi się  
przez całe twoje ciało. Trzymaj się  
kochanie.  

background image

 
-Nie… pewnie.. mogę. – wysapała zdesperowana by zbliżyć  
się  
do niego. Ból w jej ciele wydał  
się  
ustępować  
kiedy dotknąłją  
tak, co możliwe, że miało coś  
wspólnego z tymi endorfinami.  
 
Albo może to był tylko jego dotyk. Wszystko wydawało się  
lepsze gdy ją  
dotykał.  
 
 

background image

 
-Jeśli nie wytrzymasz tego to będę  
musiał wymyśleć  
inny sposób by cię  
uśpić  
– szepnął,  
uśmiechając się  
tym jego niegodziwym, szerokim uśmiechem. Pocałował ją  
w czubek nosa kiedy  
pisnęła i zamarła – Dobra dziewczynka.  
 
Skubał szlak po jej szyi do swojego znaku, nie ugryzł. Chciała by to zrobił, 
oh, tak desperacko,  
ale ją  
tylko uciszył i ruszył.  
 
Motyle-pocałunki tworzyły swój szlak w dół jej ciała, zatrzymując się  
przy każdej piersi, by  
czule złożyć  
im hołd. Usta, zęby i język grały na jej ciele gdy dawał z siebie wszystko 
by zapomniała  
 
o bólu. Swoje ciało trzymał od niej na dystans, unosząc się  
nad nią  
gdy ruszył w dół, prawie jakby  
obawiał się  
jej dotknąć. Wlókł się  
po siniaku na jej biodrze, zaledwie oddychając gdy warknął. Te  
prawie-pocałunki bardziej złagodziły ból w jej sercu niż  
ból w biodrze. Zamknęła oczy i zadrżała  
gdy ruszył do jej nogi. Pocałował pełen szacunku jej obie stopy gdy 
skierował się  
do drugiej nogi.  
Rozsunął je, całując miękko wnętrze jej uda. Czekała, aż  
ją  
tam uszczypnie, chciała czuć  
jego zęby  
ale znowu odmówił. Zamiast tego, zaczął długie, powolne, mokre liźnięcia 
jej cipki co uleczyło ją  

background image

w  
ciągu sekund. Szlag trafił jej opory, by nie podążyć  
za tym gorącym językiem gdy systematycznie  
nad nią  
pracował, z cipki do łechtaczki, nie zatrzymując się, przyspieszając lub 
spowalniając.  
Zaczynało brakować  
jej tchu, jej biodra pofalowały pomimo jej starań  
by utrzymać  
je na miejscu.  
 
– Tak dobrze – szepnęła tuż  
przed tym ja orgazm potoczył się  
przez nią, gorący i rozkoszny jak  
cukierek.  
Otworzyła oczy gdy osunął się  
na nią. Czuła każdy cal jego twardości napierającej nią  
gdy się  
powstrzymywał. – Kocham cię  
– szepnął tuz przed tym jak wziął jej usta z dominacją  
co wprawiło ją  
w uczucie słabości i dreszczy.  
 
Pieprzył ją  
powoli, ostrożnie by nie szarpnąć. Widziała obietnicę  
w jego oczach. Jak tylko ból  
minie da jej wszystko to czego oboje chcieli, dobry, ostry seks, który 
pozbawi ich tchu, pełen potu i  
bardzo, bardzo zadowalający.  
 
Dzisiejszego wieczora, dał im to czego oboje potrzebowali.  
Wyciągnęła ręce i owinęła nimi jego szyję, prawie chowając grymas jaki 
wywołał ten ruch. – też  
cię  
kocham.  
Otworzył szeroko oczy i, jak gdyby te słowa były powodem, doszedł z 
jękiem.  
 
Leżał tam gdy spała w jego ramionach i próbował zasnąć, ale przez każdy 

background image

malutki hałas w domu  
automatycznie otwierał oczy. Przez skrzypnięcie huśtawki na ganku 
prawie wyskoczył z łóżka.  
Wiedział, że Gabriel ich strzegł, jednak jakaś  
jego cząstka nie mogła się  
po prostu zrelaksować. Nie  
po jego rozmowie z Parkerem. Nie było cholernej mowy by dzisiaj zasnął i 
wiedział o tym. Byłby  
szczęśliwy, gdyby się  
trochę  
zdrzemnął.  
 
Sheri sapnęła we śnie i owinęła się  
ciaśniej wokół niego. Wzdychając, ułożyła się  
z powrotem, z  
jedną  
ręką  
na jego brzuchu i jedną  
nogą  
narzuconą  
na jego obie nogi.  
 
Jeśli wkrótce nie schwytają  
Rudy’ego to stanie się  
potężnie zmęczonym koteczkiem. Pocałował  
swoją  
księżniczkę  
w czoło i poddał się  
w czuwaniu nad jej snem.  
 
 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY  
 
Richard Lowell był ogromny i oszałamiający. Mężczyzna z łatwością  
sięgajął dwóch metrów.  
Szerokie, potężne ramiona dopełniały masywnie umięśnione ręce 
skrzyżowane na jego piersi. Bladoniebieskie  
oczy na twarzy po przejściach patrzały chłodno na Adriana. Wzdłuż  
lewego policzka  
przebiegała blizna, której wściekła czerwień  
sygnalizowała Adrianowi o swojej świeżości,  
prawdopodobnie miała około kilku tygodni. Odkąd był nowym Alfą  
Sfory, otrzymywał „kursy walki”  
od pozostałych podczas wyzwań  
o dominację. Długie jasno-czerwone włosy były ciasno splecione w  
warkocz, który sięgał mu do pasa. Był ubrany w czarne jeansy i ciemno-
niebieski sweter, który  
naciągnął się  
od jego umięśnionej klaty. – Co masz na myśli mówiąc, że jedziesz by 
przywieźć  
inną  
kobietę?  
 
Belinda miała być  
wypisana ze szpitala. Była tam o dzień  
dłużej od Sheri. Odmówiła pójścia do  
psychiatryka, wybierając zamiast tego terapię  
psychiczną  
ambulatoryjnie.  
 
– Obie kobiety są  
w niebezpieczeństwie, Belle również  
bo uratowała Sheri od pędzącego  
samochodu. Myślę, że najlepiej będzie mieć  
je pod jednym dachem, zwłaszcza dopóki Belle nie  
będzie mogła sama się  
obronić. Gabriel będzie pilnował Sheri podczas gdy ja przywiozę  
Belle.  
-Nie wydaje mi siężeby to było mądre.  
 

background image

Adrian gapił się  
na wielkiego Alfę  
Sfory. – Jesteś  
tu. Chcesz mi powiedzieć, że Parker jest w  
stanie pokonać  
ciebie, twojego Marshala, jego zastępcę, mojego zastępcę  
i dwóch pozostałych  
wilków by dostać  
się  
do mojej partnerki?  
 
-Wyślę  
jednego z moich wilków by przywiózł kobietę.  
 
Adrian przewrócił oczami. – Jasne, spoko. Belle spojrzałaby na twojego 
kolesia i krzyczała w  
niebogłosy. Bez urazy ale ona nie wie, że jesteście od Adama, a teraz ma 
powody by być  
bardziej  
ostrożną  
jeżeli chodzi o wilki.  
 
-Ale tobie ufa, odkąd jesteś  
w Dumie. – Richard nadal patrzał na niego chłodno. – Zatem jeden z  
 
moich ludzi pojedzie z tobą, albo wyślij swojego zastępcę.  
Gabe zarumienił się. – Ze mną  
też  
nie będzie chciała pójść.  
Richard spojrzał krótko na szeryfa zanim znowu powrócił chłodnym 
wzrokiem do Adriana.  
 
– Masz na myśli to, że kobieta nie może ufać  
członkowi Dumy?  
Zacisnął czubek swojego nosa; ból głowy, z jakim się  
rano obudził stawał się  
coraz gorszy.  
– Spójrz, między Belle a resztą  
Dumy były jakieś  

background image

problemy, które nadal rozbrzmiewają  
i nie są  
jej winą. Ufa zaledwie kilku ludziom. Mam tylko nadzieję, że jestem 
jednym z nich. – Spojrzał  
naokoło pokoju na pięciu wilków i trzy Pumy. – Sheri nie opuści tego 
domu i jest jedną  
z osób,  
którym ufa Belle. Emma i Becky robią  
porządek z wandalizmem w ich sklepie. Max i Simon pójdą  
ze  
mną  
po Belle i , nie, nie wyślę  
ich samych; również  
im grozi niebezpieczeństwo. Gabe będzie  
pilnował mojej partnerki. Pytam czy zostaniesz tu i mu pomożesz. Jeśli nie 
to poczynię  
inne starania.  
Moc płynąca od Richarda była inna niż  
moc, którą  
Max emanował z taką  
łatwością. Ten facet  
był niewiarygodnie silny, ale ta różnica pomiędzy niezależnym, moc silnej 
woli Alfy Dumy i  
dominujący młot, którym Alfa Sfory władał tak jakby próbował walnąć  
Adriana do kompletnie innej  
uległości. Richard miał gdzieś  
to, czego chciał Adrian. Swoją  
siłą  
woli wymagał od niego  
posłuszeństwa. Pewnie zawsze to dostawał.  
 
Ale nie dzisiaj.  
 
Adrian wiedział, ze miał rację. Postępował według swoich instynktów jak 
Marshal Dumy, a nie  
jak Puma, którego partnerka jest w niebezpieczeństwie. Myśl o wysłaniu 
Maxa i Simona samych do  
szpitala wzbudziła u niego panikę. Gapił się  
na Alfę, nie ruszając się  

background image

o cal, podczas gdy Gabe chwycił  
się  
za głowę  
i zajęczał. Sheri zwinęła się  
w kulkę, piszcząc od siły płynącej przez pokój.  
 
 

background image

 
-Odpuść  
sobie Rick, on się  
nie ruszy. – powiedział z uśmiechem Marshal Sfory gdy jego  
zastępca również  
chwycił się  
za głowę  
ijęknął. Pozostałe wilki zupełnie skuliły się  
na podłodze od  
pokazu nastroju ich Alfy.  
 
Władza, którą  
władał Richard nagle ucięła. – Uparty z ciebie mężczyzna. – powiedział 
miękko  
Richard.  
 
-Jestem Marshalem swojej Dumy, a każdy mój instynkt podpowiada mi 
jak niebezpiecznie jest  
wysłać  
Max’a po Belle beze mnie.  
 
Richard gapił się  
na niego przez dłuższy czas po czym kiwnął głową. Odwrócił się  
do swojego  
Marshala. – Zabezpiecz teren, Ben. Daj znać  
kiedy przyjadą  
Alfa i Beta Dumy.  
 
Mężczyzna kiwnął głową  
i skinął na pozostałych wilków. Opuścili dom by przypuszczalnie  
„zabezpieczyć  
teren” dla satysfakcji swojego Alfy.  
 
-Dziękuję.  
 
Drugi mężczyzna w końcu się  
uśmiechnął– Żaden problem.  
 
Adrian pokręcił głową  

background image

i usiadł obok Sheri. Przyciągnąłją  
blisko, nie zdziwiony gdy schowała  
twarz w jego ramieniu. – Gdy tylko pozostali tu dotrą  
ja wyjdę. Belle będzie tutaj spać, z nami,  
dopóki nie rozprawię  
się  
z Parkerem. W porządku?  
 
Kiwnęła głową.  
 
-Boli cię  
głowa księżniczko?  
 
Pokręciła głową.  
 
Richard uklęknął przed nimi, lodowato -niebieskimi oczami spojrzał 
miękko na drżącą  
kobietę.  
 
– Obiecuję, że Parker nie kiwnie na ciebie palcem dopóki jesteś  
pod moją  
opieką.  
Sheri spojrzała na ogromnego mężczyznę. Ugryzła się  
w wargę, z niepewnością  
w oczach gapiła  
się  
na niego. – Mogę  
na ciebie spojrzeć?  
Puma Adriana zawarczała. „Spojrzeć” na Richarda oznacza być  
z nim nos w nos, czyli coś  
z  
czym nie czuł się  
komfortowo.  
Richard spojrzał na Adriana, potem znów na Sheri. – Rozumiem twoje 
zdenerwowanie,  
rozważając, że to wilki cię  
zaatakowały. Jeśli przez to poczujesz się  
lepiej, to oczywiście, um –  
zmarszczył brwi, trochę  

background image

zmieszany – spójrz na mnie.  
 
Adrian rozsiadł się  
i zmusił siebie samego, by pozwolić  
swojej partnerce zbliżyć  
się  
do  
wielkiego, złego wilka.  
 
Sheri gapiła się  
na dużego rudego faceta i spróbowała zapamiętać, że był tu by pomóc. 
Fakt, że  
pachniał jak wilk nie za bardzo pomógł. Jego chłód i potęga jedynie 
jeszcze bardziej ją  
przestraszyły.  
 
Ale kiedy klęknął przed nią  
i spróbował ją  
uspokoić, wiedziała, że zrozumiał. On tylko wydawał  
się  
zimny. Każdy jej instynkt podpowiadał jej, że ten facet szybciej ugryzłby 
się  
w łapę  
niż  
skrzywdziłby kobietę. Nie miała pojęcia skąd to wiedziała, po prostu 
wiedziała.  
 
Może to było przez jego zapach albo przez sposób w jaki natychmiast 
uchwycił jej problem i  
próbował go naprawić. Przez to jak otworzył się  
przed nią, pozwolił jej zębom i pazurom zbliżyć  
się  
niebezpiecznie do swoich bezbronnych oczu i szyi, nigdy by nie zrobił 
czegoś  
podobnego gdy  
poczułby wewnątrz jakiekolwiek zagrożenie. Dodało jej to otuchy.  
 
Wychyliła się  
tak blisko, że nosem prawie go dotknęła. Poczuła napięcie Adriana i 

background image

wiedziała, że  
nie doceniłby tego gdyby doszło do kontaktu między nią  
a innym mężczyzną.  
 
Blado-niebieskie oczy patrzały na nią  
od zniszczonej przez bitwy twarzy. Pod warstwą  
lodu  
ukrywał naturę  
człowieka bardziej współczującego i opiekuńczego niż  
kiedykolwiek widziała,  
zmieszany z determinacją, by chronić  
tych, których miał pod opieką. Łatwo było to ujrzeć. Zbyt  
często widziała to w oczach Adriana by się  
mylić.  
 
Ale w tym mężczyźnie było to wyjątkowe. Podczas gdy specjalne 
zdolności Adriana  
powiadamiały go o niebezpieczeństwie tylko wtedy gdy ono następuje, to 
ten facet był zawsze  
„uświadomiony”, zawsze zorientowany co się  
dzieje z ludźmi, których traktował jako swoich. Jeśli  
groźba Parkera nie podsycałaby jej partnerowi mocy to jęczałby tak samo 
jak Gabe.  
 
 

background image

 
-Teraz widzę  
dlaczego jest twoją  
partnerką  
– powiedział, patrząc jej w oczy. Co w nich  
zobaczył, tego nie wiedziała, ale wydawało się  
go to uspokajać  
tak samo jak to, co zobaczyła w jego  
oczach – Zauważa głębię, bardziej niż  
ktokolwiek inny kogo spotkałem.  
 
-Ale Rudy jednak mnie nabrał.  
 
Znowu stał się  
zimny, chowając się  
za lodowatym spojrzeniem – Tylko dlatego, że widzisz  
głębię  
nie oznacza, że widzisz to co myślisz.  
 
Wstał, górując nad nimi i patrzał na ich złączone dłonie. – Będzie z nami 
bezpieczna. Jedź  
po  
tamtą  
kobietę.  
 
Odwrócił się  
i poszedł do kuchni bez oglądania się  
za siebie.  
 
Sheri stukała nerwowo palcem o swoją  
nogę. Oglądała telewizję, próbując nie myśleć  
zanim  
pozostali nie wrócą. Całkowity bezruch Richarda nie pomagał, nie było 
zbytnio relaksująco. To był  
bezruch drapieżnika czekającego by zaatakować  
z odległości swoją  
zdobycz. Stał z dala od okien i  
drzwi, upewniając się, że zrobiła to samo i trzymał się  
między nią  

background image

a drzwiami i oknami parę  
razy jak  
się  
przenosiła. Sprawdził każde pomieszczenie zanim do niego weszła. 
Zarządził swojemu  
Marshalowi i pozostałym odbycie warty. Marshal zgodził się  
czując, że ochrona ich obojga było jego  
robotą. W skrócie, zagrał doskonałego ochroniarza. Gabe był na zewnątrz 
z pozostałymi wilkami,  
tylko on był zaznajomiony z leśnym terenem za domem Adriana.  
 
Jej komórka zadzwoniła. Rozbawiony chichot doszedł zza jej ramienia gdy 
usłyszał melodyjkę.  
 
– Skąd to wytrzasnęłaś?  
-Ze strony Looney Tunes – odpowiedziała wyjmując telefon ze swojej 
torebki.  
Zachichotał jeszcze bardziej gdy Sylwester kocim głosem powiedział raz 
jeszcze – Masz rację,  
cwaniaczku. Widziałeś  
koteczka!  
 
-Halo?  
 
-Cześć  
Sheridan.  
 
Poczuła jak jej krew zamarza gdy miękki, warczący głos Rudy’ego 
wypełnił jej uszy. Spojrzała  
 
na Richarda, mając nadzieję, że jest w stanie zauważyć  
wyraz jej twarzy, ale stał do niej tyłem.  
 
– Cześć  
Rudy.  
-Słyszałem, że byłaś  
zajętą, bardzo zajętą  
dziewczynką, Sheridan.  
Oblizała usta gdy Richard ruszył do jednego z kuchennych okien. – Tak, 

background image

jestem.  
-Chciałbym się  
spotkać  
i przedyskutować  
to co wykombinowałaś. Może podczas lunchu.  
-Sorry ale według mojego grafiku jestem zajęta do 2060 roku. Może 
innym razem.  
-Naprawdę? Bo wiesz, Giordano byłby zachwycony gdybyś  
do nas dołączyła.  
Zamarła. – Adriana z tobą  
nie ma.  
-Nie? Rozmawiałaś  
z nim odkąd pojechał do szpitala?  
Richard odwrócił się  
i gapił na nią  
ale był zbyt daleko by mogła ujrzeć  
wyraz jego twarzy. – Nie,  
nie rozmawiałam.  
 
-Powiem ci coś, Sheridan. Jestem hojnym facetem. Zadzwonisz do niego 
by wiedzieć  
jak się  
miewa. Zadzwonię  
niedługo. Sprawdź  
tylko czy dasz radę  
się  
z nim połączyć.  
 
Połączenie zostało przerwane.  
 
Z drżącymi rękoma i głosem wybrała numer do Adriana. Żądnej 
odpowiedzi. Próbowała  
zadzwonić  
do Max’a, a potem do Simona.  
 
Bez skutku.  
 
Jej serce łomotało ze strachu, zaczęła wybierać  
numer do Emmy. Kiedy telefon ponownie  

background image

 
zadzwonił podskoczyła. – Słucham?  
-No więc, Sheridan? Dodzwoniłaś  
się  
do kogoś?  
-Nie – wyszeptała, przerażona nie dowierzając.  
-To dziwne bo mógłbym przysiądź, że słyszałem jego telefon.  
Napawający się  
triumf w jego głosie wysyłał cząstki terroru po jej kręgosłupie.  
 
 

background image

 
-Czego chcesz?  
 
-Hmm. No więc, moi ludzie zaczynają  
być  
głodni. Jesteś  
pewna, że nie chcesz dołączyć  
do nas  
na lunch?  
 
Pisnęła. Wiadome było, że wataha wilków na wolności żywiła się  
samotnymi pumami.  
 
-Powiem ci coś, skarbie. Zaplanowałem to sobie więc możesz opuścić  
tego Neandertalczyka,  
któremu wydaje się, że cię  
ochroni. Opuścisz dom, pójdziesz ze mną, a może nie nakarmię  
swoich  
kumpli twoim Giordano. Umowa stoi?  
 
Zanim zdołała odpowiedzieć  
Rudy się  
rozłączył.  
 
-Nawet o tym nie myśl.  
 
Spojrzała na wielkiego Alfę  
Sfory. Groźba ulatywała od niego falami. – Nie mam wyboru.  
 
-Więc nie oszukuj się  
sądząc, że wydostaniesz się  
stąd beze mnie. Dźwięk wystrzału zakłócił  
wszystko co chciała powiedzieć. Krzyk agonii wił się  
od kolejnego strzału.  
 
-Cholera! Czekaj tu! – powiedział Richard. – To jest pewnie to o czym 
mówił. Rusz się  
do  
frontowych drzwi, będę  

background image

tuż  
za tobą.  
 
Zauważyła, że wyjął coś  
zza pleców i zdała sobie sprawę, że była to broń. Naprawdę  
miała  
nadzieję, że była to broń.  
 
Ruszyła naokoło kanapy by chwycić  
za smycz Jerrego ale ręka Richarda ją  
zatrzymała. – Zostaw  
go. Będzie tu bezpieczniejszy. – skinęła mu na zgodę  
i ruszyła do frontowych drzwi otwierając je  
powoli.  
 
Trzeci strzał zabrzmiał zanim je otworzyła, wstrząsając nią. Usłyszała jęk 
Richarda tuż  
przed  
tym jak upadł, pociągającją  
za sobą.  
 
-Wstawaj, Sheridan. Idziemy.  
 
Rudy chwycił ją  
za ramię  
i zaciągnął do samochodu. – Bądź  
wdzięczna, że mam mało czasu –  
powiedział gdy pchnąłją  
do samochodu. – w przeciwnym razie upewniłbym się, że ten wielki  
skurwiel zdechł. – Wsiadł za nią, wciskając się  
blisko niej. – Jedź  
– warknął do kierowcy.  
 
-Puszczaj mnie – powiedziała Sheri, starając się  
odepchnąć  
go od siebie. Kolejny strzał  
wystrzelił i tym razem Rudy przeklął.  
 
-Nigdy w życiu. Znowu jesteś  

background image

moja i za nic w cholerę  
nie pozwolę  
ci uciec.  
 
Kiedy zaczął rozpruwać  
jej ubrania zaczęła walczyć. Złośliwe klepnięcie ogłuszyło ją  
na tyle, by  
mógł rozerwać  
jej sweter. Przez krótką  
chwilę  
pomyślała o przemianie ale nadal była za bardzo  
ubrana. Plącząc się  
w jeansach jeszcze bardziej naraziłaby swoje życie.  
 
Więc walczyła z nim zębami i pazurami gdy warknął nad nią, modląc się  
by Adrian przybędzie  
zanim Rudy skończy to co zaczął.  
 
Max zatrzymał się  
przy domu Adriana i warknął. – problemy.  
-No nie pierdol, Sherlocku, jaką  
masz wskazówkę? -Odwarknął Simon, wyskakując z Durango.  
 
 
– Co tu się  
do cholery stało?  
Gabe wyszedł na ganek z pistoletem w ręku. – Dwa strzały z tyłu, jeden od 
frontu. Richard padł  
lecz żyje. Jeden trup, jeden ranny, obaj nasi.  
 
-Sheri? – warknął Adrian.  
 
Gabe pokręcił głową  
– Nie jestem pewien co się  
stało ale jak tylko strzały wystrzeliły wybiegła z  
domu. Jeden z ludzi Rick’a widział ją  
ale nie był wystarczająco blisko by się  
do niej dostać. Rick  
próbował ją  

background image

zatrzymać  
ale padł. Mamy numery rejestracyjne, a wilk podążał za samochodem tak  
długo jak mógł zanim nie musiał zawrócić.  
 
-Gdzie ty do diabła byłeś?  
 
-Próbowałem dorwać  
snajpera.  
 
-i?  
 
-Uciekł gdy usłyszałem strzały od frontu. Strzelałem do samochodu jak 
tylko ruszyli ale nie  
 
trafiłem w oponę.  
 
 

background image

 
-KURWA!! – Krzyknął Adrian. Obiema rękoma trzymał się  
za głowę. – Co ona do cholery  
sobie myślała? – Warknięcie pełne bólu wydobyło się  
od Alfy Sfory siedzącego na ganku. – Rudy  
powiedział jej, że cię  
dopadł. Nie mogła się  
z tobą  
skontaktować  
więc mu uwierzyła. Masz włączony  
telefon? – Ścierka przyciśnięta do jego ramienia przesiąkła krwią.  
 
-Będzie w cholernie wielkich tarapatach gdy ją  
znajdę  
– warknął Adrian sprawdzając swój  
telefon – Tak, włączony.  
 
-Wasze też? – Richard wskazał brodą  
na Maxa i Simona.  
 
-Taa.  
 
-Po tym co wydarzyło się  
we Wallflowers? Włączony do cholery.  
 
-Sprawdź  
w samochodzie czy nie ma tam żadnej zagłuszającej stacji RF-powiedział 
Gabe do  
jednego z wilków. Facet kiwnął głową  
i poszedł sprawdzić.  
 
-Do diabła co to jest za zagłuszająca stacja RF ? – spytał Simon.  
 
-Urządzenie zakłócające fale radiowe. Nielegalne ale dla inżyniera 
mechaniki łatwe do  
zbudowania. – odpowiedział Gabe.  
 
Wilk wrócił z małym żółtym urządzeniem wielkości karty. – Dlatego nikt 
nie mógł cię  

background image

złapać.  
 
-No dobra, Adrian, myśl! Gdzie ona jest? – rozkazał Max.  
 
-Skąd kurwa mam wiedzieć?  
 
Max spiorunował go wzrokiem gdy Simon poszedł pomóc Belindzie 
wysiąść  
z Durango. – Jesteś  
Marshalem. Ona należy do Dumy. Gdzie ona jest?  
 
Skoncentrował się  
na swojej partnerce, jego oczy zamieniły się  
w złote gdy poczuł gdzie Rudy ją  
dotykał. – Zakurwię  
go.  
 
-Dobrze. Gdzie są?  
 
-W samochodzie, jadą. On… – Adrian warknął, utrzymując z trudnością  
wrzask swojej Pumy. –  
Myślę, że chce ją  
zgwałcić  
a ona się  
broni. – Zgubiła gdzieś  
swoje okulary i ból spowodowany  
światłem był nie do zniesienia. Czuł jakby jego oczy były dźgane nożem.  
 
-Możesz cokolwiek poczuć?  
 
Adrian znalazł się  
na przednim siedzeniu Durango. Wielki, rudy wilk wskoczył na tylne 
miejsce,  
krew z ran na jego ramieniu poplamiła całą  
skórzaną  
tapicerkę  
Max’a. Kolejny wilk, ten mniejszy i  
jasno-rudy (Marshal Ben wyszeptała jego Puma) dołączył do większego, 
zranionego. Węszył ale  

background image

zapach krwi i wilka prawie go ogarnął.  
 
-Musisz posłużyć  
się  
jej zmysłami, nie swoimi. Co ona czuje?  
 
-Dlaczego ty tego nie spróbujesz? Warknął Adrian.  
 
-Zrobiłbym to gdybym tylko mógł, ale nie mogę. Nie jestem Marshalem.  
 
Wziął głęboki wdech i jeszcze raz spróbował ją  
namierzyć. Czuła zapach Parkera, kierowcy i  
swojej własnej krwi gdy Parker pazurami rozpruł wszystko do jej 
miękkiego ciała…  
 
A także zapach „Susquehanna River”.  
 
-Cholera. Jest jakieś  
piętnaście minut dalej, gdzieś  
bliżej „Susquehanny”.  
 
Max wystartował z piskiem opon. – Myślisz, że kierują  
się  
na Harrisburg?  
 
-Nie jestem pewien. Jeśli zjedzie na I76 to skieruje się  
na Ohio albo dalej na wchód do Philly.  
 
-Musimy go złapać  
zanim wjedzie na autostradę.  
 
Zadzwonił mu telefon. – Gabe.  
 
-Już  
jadę  
alternatywną  
trasą. Zastanów się  
nad eskortą  
policji.  

background image

 
-Dzięki koleś.  
 
-Żaden problem. Czuję  
kurwa co on jej robi. Sukinsyn.  
 
-Dorwiemy go zanim wjedzie na autostradę.  
 
Gabe wciągnął powietrze. – Nigdy ich nie dopadniemy jeśli wywiozą  
ją  
ze stanu.  
 
-Nie pierdol.1  
 
1 W sarkastycznym tego słowa znaczeniu ;p  
 
 

background image

 
-Kieruje się  
na wchód i może zjechać  
na I95.  
 
-Wiem.  
 
-Dzwonię  
po posiłki. Zaufaj mi, nie pojedzie za daleko.  
 
Adrian gapił się  
na telefon w swoich dłoniach i zastanawiał się  
co kombinuje jego Zastępca.  
 
-Do jasnej cholery! Trzymaj się  
kurwa drogi Steve!  
 
-Próbuję  
Rudy, ale tam jest jakaś  
blokująca kolumna pierdolonych Yahoo z ciężarówkami!  
 
Rudy podniósł z rykiem głowę  
z nad jej biustu. Właśnie zdjął jej jeansy, zostawiającją  
zupełnie  
nagą.– Jedź  
naokoło.  
 
-Myślisz, że co ja do cholery robię?  
 
Sheri pisnęła gdy rozbrzmiały strzały.  
 
-Co do kurwy?  
 
-Strzelają  
do nas!  
 
Rudy usiadł i wyciągnął swój pistolet. Zerknął nad zagłówkiem siedzenia i 
patrzał w przednią  
szybę, a zapach Pumy się  

background image

rozprzestrzeniał. Tymi ‘yahoos’ byli jej kumple z Dumy.  
 
Sheri ledwo widziała także nie podnosiła się. Rozpoznała dźwięk 
strzelającego karabinu i zrobiła  
tylko to co przyszło jej do głowy. Opadła na podłogę  
samochodu i ukryła głowę  
wrękach.  
 
Kule roztrzaskały przednią  
szybę, obsypując Sheri odłamkami. Rudy znowu przeklął i strzelał  
gdy Steve desperacko próbował ominąć  
blokadę.  
 
-Kurwa!  
 
-Co jest? – Warknął Rudy na swojego kierowcę.  
 
-Przedziurawili opony.  
 
Czuła jak samochód ślizgał się  
gdy kierowca próbował nim wymanewrować.– Adrian! –  
krzyknęła tak głośno jak tylko mogła, całkowicie pewna, że był za to 
odpowiedzialny i modląc się  
by  
ją  
usłyszał w tej strzelaninie.  
 
Bo jeśli nie wydostanie jej stąd, to jej Puma owszem. A wtedy naprawdę  
nastanie piekło.  
 
Dźwięk krzyku jego partnerki przełamał coś  
w Adrianie. – Tam – warknął rozpruwając już  
swoje  
ubranie. Wiedział, że ludzie, którzy zrobili blokadę  
byli Pumami; Gabe zadzwonił do niego jak tylko  
ich ustawił. Dawali z siebie wszystko by utrzymać  
Rudego dopóki nie przyjedzie i nie zabije go.  
 
Przekształcił się  

background image

na przednim siedzeniu, nie zważając na to, że pazurami rozrywał skórzany 
fotel  
Max’a. Max wyciągnąłrękę  
by otworzyć  
mu drzwi a on wyskoczył, biegnąc prosto w stronę  
samochodu Rudego, gdzie trzymał jego partnerkę.  
 
Śnieżno-biała Puma wyskoczyła z tylnego okna z niewymagającym 
wysiłku wdziękiem, co  
tylko go pobudziło. Jej lśniące czerwone oczy spojrzały na niego ze 
strachem, miłością, ulgą  
i  
nadzieją. Była prawie bezpieczna.  
 
Usłyszeli strzały.  
 
Zachwiała się  
i upadła.  
 
A jego serce, tracąc najważniejsze, przestało bić.  
 
Spojrzał ze swojej leżącej partnerki na mężczyznę  
w samochodzie, wilka owianego jej  
zapachem, z dymiącą  
jeszcze bronią  
wręku i zdał sobie sprawę, że ma coś  
jeszcze do załatwienia  
zanim dołączy do swojej Sheri. Ale wielki czerwony wilk pojawił się  
tuż  
obok niego, skoczył do  
samochodu i jednym pociągnięciem rozerwał gnojowi gardło.  
 
Adrian podczołgał się  
do swojej partnerki i schował twarz w jej ranie. Ku jego uldze zamruczała  
a jego serce znowu zaczęło bić.  
 
Żyła.  
 
Skulił się  

background image

dookoła niej i pozwolił wilkom zając się  
pozostałymi. Miał ważniejsze rzeczy do  
zrobienia.  
 
 

background image

 
EPILOG  
 
 
-Twoje serce stanęło.  
 
-Myślałem, że moja partnerka nie żyje. To oczywiste, że stanęło.  
 
-A co się  
stało z tymi wspaniałymi zdolnościami Marshala? Można by pomyśleć, że 
powiedzieli  
ci, że jestem jedynie oszołomiona.  
 
Adrian przyciągnąłją  
bliżej siebie. – Taa, więc, nie myślałem tak w tym momencie.  
 
Przez godziny nie był w stanie pozwolić  
jej odejść. Siedzieli na ganku, skuleni na jego huśtawce,  
ciesząc się  
nocnym powietrzem. Prawie czuł ten chłód. Trzymał w ramionach swoją  
już  
bezpieczną  
królewnęśnieżkę, utrzymując swoje ciepło. Nie zaszkodziły też  
cztery koce, którymi się  
owinęli.  
Wspomniała coś  
o kupieniu chiminei na ganek. Musiała mu wytłumaczyć  
co to było. Kiedy  
powiedziała, że jest to przenośny kominek w meksykańskim stylu, jego 
Puma zamruczała zgadzając  
się  
z tym pomysłem.  
 
Pomimo wszystkiego, jego księżniczka lubiła wychodzić  
wieczorem na zewnątrz a on musiał  
utrzymać  
jej ciepło. Nie mógł doczekać  
się  
lata kiedy pokaże mu jak fajna jest „kąpiel w swietle  

background image

księżyca”.  
 
Trąciła nosem jego szyję, darując mu mały pocałunek. – Nic mi nie jest. 
Gdy tylko zmieniłam się  
ponownie w człowieka krwawienie ustało. Pozostała tylko rana na ciele. 
Chociaż, przyznaję, że  
piekło jak jasna cholera.  
 
Przyciągnąłją  
jeszcze bliżej warcząc nisko.  
 
-Nie mogę. Oddychać.  
 
Poluzował uścisk z obrażonym śmiechem. – Nie wydaje mi siężebędę  
w stanie spuścić  
cię  
z  
wzroku przez jakiś  
czas, kochanie. -Psiakrew, gdyby mógł to zaopatrzyłby się  
w nosidło i nosił ją  
wszędzie.  
 
-Co się  
stało z pozostałymi z watahy Rudy’ego?  
 
Adrian warknął – nie żyją. – I bardzo dobrze. Adrian omal nie stał się  
zdziczały do czasu, aż  
nie  
przywieźli Sheri do domu. Jeśli którykolwiek z tych palantów by przeżył, 
zjadłby go. Dosłownie.  
 
-Nie powinnaś  
chodzić. – powiedział głęboki, chłodny głos. Odwrócili się  
i zauważyli, że okno  
za nimi było lekko otwarte, prawdopodobnie by wywietrzyć  
zapach krwi. Spojrzeli na siebie,  
całkowicie pewni na kogo Richard tak warczał.  
 
-No sorry uczęszczałeś  

background image

może na jakieś  
nauki medyczne? Nie? To się  
zamknij. – Belinda  
wysapała, obolała i wkurwiona jednocześnie.  
 
-Cierpisz.  
 
Belinda zadyszała kpiąco. – Ja? Naprawdę? Nigdy bym się  
nie domyśliła.  
 
-Dlatego nie powinnaś  
chodzić.  
 
-Mój lekarz powiedział, że mam się  
ruszać  
tak często jak to tylko możliwe, bo przyspieszy to  
proces leczenia.  
 
-Śmiercionośna zadyszka, powodująca zawał serca przyśpieszy proces 
leczenia? W takim  
wypadku wyleczysz się  
błyskawicznie.  
 
-Słuchaj, Dick2, teraz pewnie tłoczyliby we mnie litry morfiny ale jeśli 
chcę  
się  
zmieniać  
to  
muszę  
pozbyć  
się  
tego usztywniacza. Jeśli chcę  
się  
go pozbyć  
to muszę  
wyzdrowieć. Aby  
wyzdrowieć  
muszę  
to wychodzić. Więc siat. Zostań. Dobry piesek. Arf.  

background image

 
2 Dick to również zdrobnienie od imienia Richard. ;p  
 
 

background image

 
Adrian i Sheri patrzeli z szeroko otwartymi oczami. Belle była zgryźliwa 
dla wielkiego Alfy  
Sfory?  
 
-Musi ją  
okropnie boleć. – wyszeptała Sheri.  
 
-Siadaj zanim się  
przewrócisz! – ryknął Richard.  
 
-Połóż  
na mnie choć  
jedną  
łapę  
a odgryzę  
ci ją! Zrozumiano Dick?!  
 
-Przestań  
mnie tak nazywać!  
 
-To przestań  
się  
tak zachowywać! Nienawidzę  
tak na ciebie mówić, Dick, ale nie jesteś  
moim  
szefem!  
 
-Ooo tak? – nastąpiła chwila ciszy a potem Richard zawył. – Ała! Ugryzłaś  
mnie!  
 
Adrian zaczął sięśmiać, trząsł cicho ramionami. Sheri zakryła buzię  
ręką, jej oczy wypełniło  
przerażające rozbawienie.  
 
-Odwal się  
Fido. Tylko nie mów, że cię  
nie uprzedzałam.  
 

background image

Kiedy wielki Alfa warknął, Adrian znalazł się  
w domu zanim jeszcze zdążył mrugnąć. -Odsuń  
się, Richard.  
 
Alfa Sfory rzucił mu wściekłe spojrzenie. – Nie grożę  
jej! W każdym razie nie za bardzo. –  
wymamrotał piorunując spojrzeniem blondynkę  
okrążającą  
pokój Adriana. Używała obrotowego  
chodzika, który polecił jej szpital. Ból trawił piękne linie jej bujnych ust a 
jej zielone oczy świeciły  
na wielkiego rudzielca. Była ubrana w najnędzniejszy niebieski szlafrok 
jaki kiedykolwiek widział, a  
na nogach miała niebieskie kapcie – króliczki.  
 
Ben, Marshal Sfory, stał obok swojego Alfy, ukrywając buzię  
w dłoni i próbując opanować  
swój  
śmiech.  
 
-Czy to nie czas, byś  
podreptał sobie z powrotem do swojej nory, Dick?  
 
Uśmiech Richarda był zmysłowo chłodny – Nie bez swojej partnerki.  
 
Belle zmarszczyła brwi. – Chyba ktoś  
został nieszczęśliwie z Tobą  
skojarzony. Biedna suka.  
Przekaż  
jej moje kondolencje.  
 
Uśmiech spełzł z jego twarzy. Sheri stanęła przy Adrianie, wargi jej drżały.  
 
-Belle? – powiedziała. Brzmiało to tak jakby dławiła się  
ze śmiechu.  
 
-Czego? – warknęła Belle, jej oczy zabłysły złotem gdy jej Puma się  
wynurzyła.  
 

background image

-Wydaje mi się, że ma na myśli ciebie.  
 
Oczy Belle poszerzyły się  
gdy duży Alfa Sfory kiwnął głową.  
 
-Popatrz na to z drugiej strony Belle. – Adrian udławił się  
gdy próbował się  
nie zaśmiać.  
Belinda wyglądała jakby połknęła żywą  
rybę. – To powinno rozwiązać  
twoje problemy z Dumą.  
 
-Później opowiesz mi o wszystkim. Nieprawdaż  
– Alfa skrzyżował swoje umięśnione ręce na  
klacie i spojrzał gniewnie na Belle.  
 
To nie była prośba, a rozkaz, przez który Belle zesztywniała. Adrian 
zdecydował, że najwyższy  
czas opuścić  
linię  
ognia. Kręcąc głową, chwycił Sheri za dłoń  
i pociągnąłją  
schodami do ich sypialni.  
 
-Gdzie idziemy? – wyszeptała gdy na dole ponownie wybuchła kłótnia.  
 
-No ej, do łóżka. – odszepnął.  
 
-Myślisz, że bezpiecznie jest ich zostawić  
samych?  
 
-Nie martw się  
skarbie – powiedział zamykając drzwi. – Jestem pewien, że Belle da sobie 
radę.  
Zacząłją  
rozbierać. – A poza tym, mam ważniejsze zmartwienia na głowie.  
 
-Jakie? – starała się  
nie uśmiechnąć  

background image

ale jej oczy zrobiły się  
czerwone.  
 
-Pieszcząc mojego koteczka.  
 
-Świnia. – westchnęła.  
 
Wycałował jej policzki – Kocham cię  
– szepnął całkowicie poważnie. Prawie ją  
dzisiaj stracił,  
mimo, że dobrze to ukrywał, nadal był wstrząśnięty.  
 
Z lekkim westchnięciem otoczyła ramionami jego szyję  
i przytuliła się. Schowała twarz w jego  
szyi a Adrian zamknął swoje oczy, napawając się  
jej zapachem i miękkością  
tak blisko siebie.  
 
Zaczął głaskać  
jej plecy, próbującją  
uspokoić, wiedząc, że i ona była wstrząśnięta.  
 
 

background image

 
Gdy tylko jego dłoń  
sięgnęła jej tyłka otworzył szeroko oczy. Zaniepokojony śmiech 
rozgrzmiał  
od niego gdy bardzo miękko zaczęła sapać  
w jego szyję.  
 
-Ooo skarbie – powiedział gdy kołysał ją  
chichoczącą  
w swoich ramionach -Jesteś  
w  
tarapatach.  
 
-Oh jejku – odpowiedziała gdy padł na nią  
i zaczął trącać  
nosem jej szyję  
– Bo byłam bardzo  
niedobrym koteczkiem.  
 
Gdy tylko uspokoił się  
nad nią, jego penis pulsował między nimi nawet przez ich jeansy,  
westchnęła. Wygięła się  
w górę  
do niego, mruknęła – Bardzo złym koteczkiem.  
 
Patrzał na nią  
szerokimi, złotymi oczyma gdy podrapała go pazurami po bokach. Kiedy 
wryły  
się  
w jego tyłek ponownie ją  
ugryzł przez jej koszulkę  
podczas gdy wyciągnął pazury i rozpruł jej  
jeansy. Szybko rozpiął swoje spodnie i jego penis był już  
w domu, oboje zajęczeli od uczucia gorącej  
stali w wilgotnym aksamicie. Przytrzymał ją  
swoimi zębami i pieprzył ją, napierał na nią  
na tyle  
mocno, by wstrząsnąć  
dębowym zagłówkiem. Uderzał on rytmicznie o ścianę, dając wszystkim 

background image

do  
zrozumienia co właśnie robili, ale nie mogła wykrzesać  
z siebie energii by się  
o to zamartwiać.  
 
Warczał w jej ramię, jego zęby nadal były głęboko w niej zanurzone. 
Kombinacja bólu i  
przyjemności była zbyt duża i doszła krzycząc pod nim. Zesztywniał nad 
nią, orgazm przedzierał się  
przez jego jęk gdy wypełnił ją  
sobą.  
 
-Vegas ci pasuje? Mam ochotę  
odwiedzić  
kaplicę  
Elvisa. – wysapał parę  
minut później.  
 
Rzuciła gniewne spojrzenie na jego czarną  
głowę  
spoczywającą  
na jej piersi. – Nie zamierzam  
braćślubu przed jakimś  
grubym kolesiem w cekinach. Idiota.  
 
Westchnął i przytulił się  
bardziej, szczęśliwy szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy. – Boże,  
uwielbiam gdy tak brzydko mówisz. – otworzył oczy i patrzył z 
satysfakcją  
jak znowu zaczęła  
chichotać. Nawet trwająca na dole kłótnia Richarda i Belle nie mogłaby 
zepsuć  
mu nastroju. Z  
wyeliminowanym zagrożeniem Dumy i ze szczęśliwą  
partnerką  
w swoich ramionach, Adrian mógł  
wreszcie pozwolić  
sobie na sen.  
 

background image

KONIEC  
 
 
 

background image