background image

Susan Meier

Długie pożegnanie

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

-

Do widzenia, Josh.

Przez  pół  minuty  Olivia  Brady  stała  oparta  o  framugę  drzwi  gabinetu  Josha  Andersona, 

mając  nadzieję,  że  szef zrozumie  wymowę  tych  słów,  ale  nic  z  tych rzeczy. Jej  przełożony 

miał w zwyczaju słyszeć jedynie to, co chciał, nigdy nic ponadto.

-

Dobranoc  -  odpowiedział  Josh,  podnosząc  wzrok  znad  pliku  dokumentów,  które 

przeglądał.

Zdawał się nie rozumieć, że jego asystentka żegna się z nim na dobre.

-

Czeka  mnie  jutro  długa  podróż,  więc  gdy  tylko  spakuję  resztę  rzeczy,  zamierzam 

znaleźć  jakiś  przytulny  hotel  i  położyć  się  wcześnie  spać  -  powiedziała  Olivia,  mając 

nadzieję, że w ten sposób uda jej się wywołać w Joshu jakąś reakcję. - Z innymi pożegnałam 

się już wczoraj -dodała.

-

To dobrze - zauważył tylko.

-

Sama nie mogę uwierzyć, że się na to zdobyłam!

-

Po  raz  pierwszy  odkąd  kilka  minut  temu  weszła  do  jego  gabinetu,  Josh  Anderson 

skierował na nią swoją uwagę.

Olivia  myślała  jedynie  o  tym,  jak  bardzo  jest  przystojny.  Miał  inteligentne  spojrzenie  i 

regularne  rysy  twarzy.  Prosty  nos  i  mocno  zarysowane  kości  policzkowe,  gęste,  ciemne 

włosy.  Jego  brązowe  oczy  przypominały  kształtem  i  kolorem  prażone  migdały.  Ciemny 

garnitur, biała koszula i czerwony krawat prezentowały się nadzwyczaj elegancko. Tak, Josh 

Anderson był bez wątpienia najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek poznała!

-

Przykro  mi,  Olivio,  ale  naprawdę  nie  mam  dzisiaj  czasu  na  pogawędki.  Odkąd  pan 

Martin  poprosił  mnie,  bym  zapoznał  się  ze  strategią  marketingową  Bee-Great  Groceries, 

naszego nowego konkurenta na lokalnym rynku, nie mam ani chwili spokoju. Nie chcę być 

niegrzeczny, ale jestem zajęty.

-

Zauważyłam - odparła cicho, choć do jej oczu napływały piekące łzy. - Przepraszam, 

nie chciałam ci przeszkadzać.

-

Nie  ma  sprawy,  nic  się  nie  stało  -  stwierdził  Josh,  pochylając  się  ponownie  nad 

dokumentami. - Widzimy się w poniedziałek.

Olivia odwróciła się w stronę drzwi.

-

Obawiam  się,  że  nie  -  wyszeptała,  po  czym  wyszła  na  palcach  z  jego  gabinetu.  Na 

zawsze. Nie zamierzała tu wracać. Ani w poniedziałek, ani żadnego innego dnia.

background image

Dziesięć  minut  później  do  drzwi  gabinetu Josha  zapukała  Giną,  jego  kuzynka  i  dyrektor 

personalna  w  firmie  zarządzającej  siecią  sklepów  spożywczych,  której  właścicielem  był  jej 

ojciec, a zarazem wujek Josha, Hilton Martin. Tym razem Josh ani myślał ukrywać irytację.

-

Giną, powinnaś wiedzieć, że twój ojciec obedrze mnie ze skóry, jeżeli nie przedstawię 

jakiejś rozsądnej propozycji na zachowanie naszej części rynku. Bee-Great próbuje wszelkich 

możliwych  sztuczek,  by  wykraść  nam  klientów.  To  twarda  walka  i  trzeba  obmyślić  dobrą 

strategię...

Giną spiorunowała go wzrokiem.

-

Jesteś  idiotą,  Josh!  W  dodatku  źle  wychowanym.  Nie  pofatygowałeś  się  nawet  na 

przyjęcie pożegnalne Olivii, chociaż wysłałam ci trzy przypomnienia w tej sprawie. Olivia jak 

zwykle  stanęła  na  wysokości  zadania.  Usprawiedliwiła  cię  przed  wszystkimi,  mówiąc,  że 

ciężko pracujesz, ale ja nie zamierzam się z tobą cackać! - Pochyliła się nad jego biurkiem. -

Muszę znaleźć dla ciebie nową sekretarkę, a ty mi w tym pomożesz.

Josh patrzył na kuzynkę szeroko otwartymi oczami. Zaczynał rozumieć wagę jej słów.

-

Olivia złożyła wymówienie?

-

Wysłałam ci w tej sprawie trzy przypomnienia! Na jego czole pojawiły się pierwsze 

krople potu. Olivia odchodzi? Jak sobie bez niej poradzi? Przecież właśnie teraz najbardziej 

jej potrzebował, była jego prawą ręką.

-

Przysięgam, że ich nie dostałem.

Giną sięgnęła do pojemnika z pilnymi dokumentami, wyjęła stamtąd trzy kartki i podała je 

Joshowi.

-

Nie tylko dostałeś moje listy, ale wygląda na to, że Olivia dołożyła wszelkich starań, 

byś je przeczytał. Były na samym wierzchu!

Josh odchylił głowę i zamknął oczy. Ogarnęło go przytłaczające poczucie winy.

-

Byłem dla niej taki niegrzeczny!

-

Jakoś mnie to nie dziwi...

-

Nie powiedziałem nic niemiłego. Tylko że nie mam czasu na żadne pogaduszki  i że 

zobaczymy się w poniedziałek.

-

Nie  miałeś  czasu  pójść  na  jej  przyjęcie,  nie  pożegnałeś  się.  No  tak,  jesteś  idealnym 

szefem! Jaka szkoda, że ja dla ciebie nie pracuję...

-

Daruj  sobie  te  złośliwości,  Gina!  -  Josh  podniósł  się  z  fotela.  -  Byłem  w  ostatnich 

dniach bardzo zajęty. Nie uda ci się wzbudzić we mnie poczucia winy.

-

Cieszę  się  bardzo,  że  jesteś  w  stosunku  do  siebie  taki  wyrozumiały.  -  Zaśmiała  się 

sarkastycznie.

background image

Josh postanowił nie reagować na tę zaczepkę. Naprawdę był ostatnio zajęty, a to dlatego, 

że ojciec Giny wymagał od niego bardzo wiele. No tak, jednak zachował się jak głupek... Jak 

mógł przeoczyć fakt, że jego niezwykle pomocna i oddana sekretarka odchodzi z pracy?!

-

Tak, jesteś zajęty, jednak musisz mi pomóc w znalezieniu kogoś na miejsce Olivii. To 

należy do twoich obowiązków. Tak łatwo się z tego nie wykręcisz! - Gina położyła na jego 

biurku stertę życiorysów  i listów motywacyjnych. - W poniedziałek przyniosę resztę. Chcę, 

żebyś  wybrał  kilka  kandydatek  i  wyznaczył  godziny,  w  których  mogą  się  zgłaszać  na 

rozmowy kwalifikacyjne.

-

Nie ma sprawy - zgodził się Josh.

Gina wzruszyła ramionami i wyszła z pomieszczenia. Josh udał, że zabiera się z powrotem 

do  pracy,  ale  gdy  tylko  został  sam,  ukrył  twarz  w  dłoniach  i  westchnął  ciężko.  Jak  mógł 

przeoczyć fakt, że Olivia odchodzi z  pracy?!   Był  gruboskórnym  niewdzięcznikiem!   Jak 

mógł zignorować jej pożegnalne przyjęcie?! Musi ją przeprosić! Niestety, Olivia odeszła, kto 

wie, czy uda mu się jeszcze kiedykolwiek z nią porozmawiać.

Co  gorsza,  pomyślał,  rozglądając  się  po  zagraconym  pomieszczeniu,  nie  mam  zielonego 

pojęcia,  jak  przeszkolić  jej  następczynię.  Olivia  była  niezastąpiona.  Zajmowała  się  jego 

korespondencją. Tylko ona znała nazwiska, adresy i numery telefonów, których potrzebował. 

Nie poradzi sobie bez niej, to jasne jak słońce.

Oczywiście, mógłby pójść do niej pod pretekstem, że potrzebuje pomocy w przeszkoleniu 

jej  następczyni,  a  przy  okazji  przeprosić  ją  za  swoje  karygodne  zachowanie.  Na  pewno 

obydwoje  lepiej  się  poczują,  może  nawet  uda  mu  się  przekonać  ją,  by  została  jeszcze  na 

tydzień czy dwa, zanim nowa sekretarka nie wdroży się do swych obowiązków.

Wystarczyło, by pomyślała, że Josh wykorzystywał ją przez te wszystkie lata, by przestała 

płakać. Przecież ten facet traktował ją jak kolejny sprzęt biurowy!

Idąc  w  stronę  samochodu,  nie  dostrzegała  pierwszych  pąków  kwiatów  zwiastujących 

początek  wiosny  w  Georgii,  ani  ciepła  marcowego  słońca.  Myślała  jedynie  o  tym,  jak 

układała się przez te wszystkie lata jej współpraca z Joshem. Ależ była naiwna... Tak długo 

łudziła się, że jej szef wreszcie raczy zwrócić na nią uwagę.

Zbył ją, gdy chciała się pożegnać, nie dopuścił do słowa. Jak mogła zmarnować aż cztery 

lata na podko-chiwanie się w tym mężczyźnie?! Teraz musi stawić czoło okrutnej prawdzie. 

Joshowi  nigdy  na  niej  nie  zależało,  toteż  powinna jak  najszybciej  spakować  swoje  rzeczy  i 

wyjechać  stąd  na  zawsze.  Po  tym,  jak  ją  potraktował,  nie  mogła  go  już  dłużej  kochać.  Nie 

zamierzała spędzić w Georgii ani jednej minuty dłużej, niż to konieczne.

background image

Kilka  minut  po  tym, jak  weszła  do  mieszkania,  ktoś  zapukał  do  drzwi.  Olivia  podniosła 

wzrok znad kartonu, do którego pakowała pościel  i ręczniki, zastanawiając się, kto to może 

być.

Powoli  otworzyła  drzwi  i  zobaczyła  stojącego  na  progu  Josha.  Z  jej  ust  zniknął 

grzecznościowy uśmiech, wargi zacisnęły się w wąską linię.

-

Czego chcesz? - spytała wprost.

-

Czy tak traktuje się mężczyznę, który przyszedł cię przeprosić?

Nic nie odpowiedziała. Teraz, gdy nie był już jej szefem, jego bliskość nie działała na nią 

deprymująco czy obezwładniająco. Byli sobie równi i mogli rozmawiać jak partnerzy.

Nie musiała go dłużej lubić.

Mogła z nim rozmawiać lub nie, w zależności od tego, czy miała na to ochotę.

-

Rozumiem,  że  przyszedłeś  tutaj,  ponieważ  Giną  uświadomiła  ci,  że  z  dniem 

dzisiejszym zakończyłam pracę w twojej firmie?

Josh przeniósł ciężar ciała z jednej nogi na drugą.

-

I tak, i nie. Dobrze wiesz, Liv, że ostatnimi czasy byłem bardzo zajęty. Kto jak to, ale 

ty nie powinnaś wątpić  w prawdziwość tego stwierdzenia.  Naprawdę mi  przykro. Czuję  się 

jak  ostatnia  świnia,  jak  pozbawiony  serca  egoistyczny  bubek.  Nie  wiem,  jak  mogłem  nie 

zauważyć, że odchodzisz...

-

W  pokoju  stał  pożegnalny  tort.  Zjadłeś  trzy  kawałki,  ale  nie  zauważyłeś  napisu 

„Powodzenia  na  Florydzie"?!  Jesteś  geniuszem  marketingu,  który  ukończył  jedną  z 

najbardziej renomowanych uczelni w kraju. Z całą pewnością umiesz czytać, to potrafią już 

sześcioletnie dzieci...

-

I  po  co  ta  zjadliwa  ironia,  Liv?  Wiesz,  że  byłem  zajęty.  Przeprowadzasz  się  na 

Florydę? - spytał zdziwiony tą informacją.

-

Tam mieszka moja mama - wyjaśniła.

-

A więc zmieniasz adres zamieszkania, by być bliżej rodziny? - chciał wiedzieć.

Omal nie powiedziała mu, że przeprowadza się, by być jak najdalej od niego. Zwalczyła 

jednak tę pokusę. Po co miał wiedzieć, że przez długie cztery lata dokładała wszelkich starań, 

by ją zauważył i... pokochał. Dosyć już ją upokorzył. Właściwie sama sobie była winna. Jak 

mogła nie zauważyć, że  Josh  Anderson jest źle wychowanym chamem?! Nie zamierzała po 

raz drugi popełnić tego samego błędu. Od tej chwili musi się mieć przed nim na baczności.

-

Słuchaj,  Josh,  jestem  w  tej  chwili  zajęta.  Muszę  spakować  rzeczy  i  zanieść  je  do 

samochodu. Potem  powinnam  znaleźć  jakiś hotel  i  położyć  się jak  najwcześniej  spać. Jutro 

czeka mnie długa droga. Zamierzam wyruszyć skoro świt, by nie utknąć w korku.

background image

-

W której części Florydy mieszka twoja mama?

-

Co  to  za  różnica?  -  Olivia  nie  potrafiła  ukryć  irytacji.  Teraz,  gdy  chciała,  by  jak 

najszybciej  zniknął  z  jej  życia,  on  zdawał  się  zwlekać  z  odejściem.  Celowo  przedłużał 

rozmowę, zadawał idiotyczne pytania...

-

Jestem po prostu ciekawy. W końcu pracowaliśmy razem przez trzy lata.

-

Cztery - poprawiła go.

-

Cztery lata. Cztery długie lata - podkreślił. - A teraz ty chcesz tak po prostu wyjechać. 

Nie powinno tak być.

Po raz pierwszy, odkąd przyjechał, Olivia zaczęła mięknąć. Wreszcie zrozumiał, jakim był 

draniem, wreszcie coś zaczęło do niego docierać.

Niestety, było już za późno.

-

Faktycznie, trochę głupio to wyszło.

-

I to jeszcze w najgorszym z możliwych czasie dla Hilton-Cooper-Martin.

Olivia przełknęła ślinę.  Zdawała sobie z  tego  sprawę  i  ta  świadomość spędzała  jej sen  z 

powiek. Żałowała, że  odchodzi  w momencie, gdy w firmie  rozpętało się prawdziwe piekło. 

To  czysty  zbieg  okoliczności,  po  prostu  efekt  pewnego  postanowienia.  Otóż  poprzysięgła 

sobie, że jeśli przez rok Josh nie dostrzeże w niej kobiety, wyjedzie jak najdalej stąd. Przez 

dwanaście  miesięcy  obmyślała  różne  fortele  i  wprowadzała  je  w  praktykę.  Sięgnęła  do 

wypróbowanych od dawna sztuczek. Wszystko po to, by Josh zaczął ją traktować jak kobietę, 

zaprosił na randkę lub chociaż skierował rozmowę na tematy pozasłużbowe. Na próżno,  jej 

wysiłki zakończyły się wielką klapą. W tej sytuacji nie pozostało jej nic innego jak dotrzymać 

obietnicy,  którą  złożyła  samej  sobie.  Napisała  rezygnację  i  zaczęła  pakować  rzeczy.  To 

wszystko miało miejsce, nim Hilton Martin zlecił Joshowi arcytrudne zadanie, ale nie mogła 

przecież  wycofać  wymówienia.  To  nie  był  wystarczający  powód,  zresztą  pragnęła  ocalić 

resztki dumy.

-

Przykro mi - powiedziała tylko.

Obdarował  ją  tym  swoim  cudownym  uśmiechem,  który  zawsze  sprawiał,  że  uginały  się 

pod nią kolana.

-

Z  pewnością  pozbyłabyś  się  wyrzutów  sumienia,  gdybyś  została  jeszcze  tydzień  i 

pomogła mi przeszkolić twoją następczynię.

Pokręciła przecząco głową.

-

Nie mogę.

-

Masz już inną pracę? Wzruszyła ramionami.

-

Na razie tylko umówiłam się na wstępną rozmowę.

background image

-

To  żaden  problem,  po  prostu  przesuniemy  rozmowę  na  inny termin  -  zauważył,  jak 

gdyby wciąż miał prawo ingerować w jej życie.

Olivia wyprostowała się dumnie.

-

My? Nie istnieje żadne „my", Josh. To rozmowa pomiędzy mną i moim ewentualnym 

pracodawcą.

-

Jakim pracodawcą? - chciał wiedzieć.

Josh  nigdy dotąd  nie  interesował  się  jej  sprawami,  nigdy nie  pytał  o  jej  życie prywatne. 

Zdawała sobie sprawę, że jego obecna dociekliwość wynika w dużej mierze z egoistycznych 

pobudek. Chciał poznać jak najwięcej szczegółów, by móc to następnie wykorzystać w argu-

mentacji. Jednak instynktownie wyczuwała, że chodzi o coś więcej. Josh żałował, że ją traci. 

Żałował,  że  za-chował  się  niegrzecznie.  Ze  smutkiem  patrzył  na  poustawiane  w  całym 

pomieszczeniu kartony.

-

To kancelaria adwokacka - wymamrotała w odpowiedzi na jego pytanie.

Spojrzał na nią. Widziała, że po raz pierwszy dostrzega w niej wartą bliższego poznania i 

intrygującą osobę, a nie tylko lojalnego pracownika. Uśmiechnął się.

-

Chcesz być sekretarką w kancelarii adwokackiej?

-

To zgodne z profilem mojego wykształcenia. Uśmiechnął się jeszcze szerzej.

-

No co ty? Nie wiedziałem...

Wzruszyła  ramionami  i  spuściła  wzrok.  Nie  wiedziała,  co  powiedzieć.  Co  jednak 

najgorsze, jej upór wyraźnie słabł. Zakochała się w Joshu Andersonie również dlatego, że był 

pracoholikiem, który od siebie wymagał jeszcze więcej niż od podwładnych. Olivia uważała, 

że  jej  szef  bardzo  potrzebuje  kogoś,  z  kim  mógłby  dzielić  życie.  Kogoś  bliskiego  i 

kochającego. Zakochała się w nim, ponieważ pod skorupą twardego biznesmena ukrywał się 

sympatyczny  mężczyzna,  który  czerpał  przyjemność  ze  zwykłych,  codziennych  rzeczy.  Dla 

niego wszystko było szczególne i wyjątkowe, głównie dlatego, że tak rzadko odrywał się od 

pracy.

-

Pracowałaś już kiedyś w kancelarii? - spytał.

-

To była moja pierwsza praca.

-

Wiesz, prawnicy bywają okropni. To ludzie pozbawieni serca.

-

Jestem  pewna, że  Ethan  McKenzie  byłby zachwycony  tą  charakterystyką  -  zaśmiała 

się, przypominając sobie radcę prawnego zatrudnionego w Hilton-Cooper--Martin.

Josh uśmiechnął się.

-

Podaruj mi tylko jeden tydzień. Pokręciła głową.

-

Nie mogę.

background image

Josh już chciał zaprotestować, ale podniosła do góry dłoń, by go uciszyć.

-

Wierz mi, to naprawdę niemożliwe. Odłączono mi prąd - oznajmiła. - Powiedziałam 

dozorcy, że opuszczę lokal jeszcze dzisiaj, dlatego muszę znaleźć hotel. Nie mogę zostać tutaj 

tydzień dłużej.

-

Zamieszkaj u mnie - zaproponował, jak gdyby to była najbardziej naturalna rzecz na 

świecie.

Olivii zrobiło się gorąco. Zamieszkać z nim... w jego domu... Tylko we dwoje... To byłoby 

cudowne!

-

To nie jest dobry pomysł.

-

Dlaczego? - spytał ze szczerym zdumieniem.

Nie wiedziała, co odpowiedzieć, a nie chciała wyznać

prawdy.

-

Mój dom jest naprawdę olbrzymi. Miałabyś własną sypialnię i oddzielną łazienkę. A 

ja miałbym okazję wynagrodzić ci wszystkie gafy, jakie kiedykolwiek popełniłem. Wiem, że 

czasami  zachowywałem  się  beznadziej  nie,  chcę  to  naprawić  -  dodał.  -  Byłoby  mi  miło, 

gdybyś  wywiozła  stąd  jak  najlepsze  wspomnienia.  Lubię  cię,  Liv.  Naprawdę  bardzo  mi 

przykro, że tak źle cię traktowałem. Pozwól mi zatrzeć te złe wspomnienia.

Słuchając  go,  Olivia  nie  była  w  stanie  dłużej  powstrzymywać  uśmiechu.  Jedynym 

sposobem,  by  wszystko  naprawić,  byłby  ślub.  Przez  chwilę  zastanawiała  się,  jak 

zareagowałby Josh, gdyby mu to oświadczyła.

-

Mam nadzieję, że nie chcesz wykorzystać tego tygodnia na przekonanie mnie, żebym 

nie wyjeżdżała. Podjęłam już decyzję.

-

Uszanuję ją - zapewnił ją Josh. - Nie będę cię wypytywał, dlaczego wyjeżdżasz. Nie 

będę naciskał na to, żebyś została.

Zaczynała  się  łamać...  Czuła  się  winna,  wyjeżdżając  w  tak  trudnym  dla  firmy  okresie. 

Wszyscy bardzo ciężko pracowali, by stawić czoło konkurencji, a ona, zamiast ze wszystkich 

sił wspierać Josha, opuszczała go akurat wtedy, gdy jej najbardziej potrzebował.

-

Poproszę  Ethana,  żeby  sporządził  odpowiednią  umowę.  Chcę,  byś  czuła  się 

komfortowo.

Może  i  miał  rację,  jednak  Olivie  ponownie  opadły  poważne,  wątpliwości.  Ostatnia 

propozycja  Josha  nic  uspokoiła  jej,  raczej  odniosła  wręcz  przeciwny  skutek.  Wszystkie 

koleżanki w pracy wiedziały, dlaczego postanowiła złożyć wymówienie. Wspierały ją w jej 

decyzji. Jeśli dowiedzą się, że Olivia nie oparła się prośbom Josha, chyba pękną ze śmiechu. 

To byłoby kolejne upokarzające doświadczenie.

background image

-

Nie mogę.

-

Czy jest jakaś szansa, że zmienisz zdanie?

Olivia nie mogła powiedzieć mu prawdy. Skoro nie domyślił się przez cztery lata, byłoby 

głupotą wyjawiać mu wszystko właśnie teraz. Odwróciła się do niego plecami, by nie mógł 

zobaczyć jej twarzy.

-

Powiedziałam już wszystkim, że odchodzę. Urządzili na moją cześć przyjęcie, kupili 

tort, nie mogę tak po prostu pojawić się w poniedziałek w pracy.

-

Nie  musisz  -  oświadczył  Josh.  Sprawiał  wrażenie  mężczyzny,  który  wie  dokładnie, 

czego chce i jak to osiągnąć. - Będziesz mnie szkoliła w nocy. - Klasnął. - Już wiem. Możesz 

mnie  szkolić  jutro  i  w  niedzielę.  Jeżeli  ktoś  cię  zobaczy  w  biurze,  po  prostu  powiemy,  że 

wyjeżdżasz dopiero w poniedziałek.

Właściwie czemu nie? Olivii było przykro, że go opuszcza. Miała też wyrzuty sumienia w 

stosunku do Hilton--Cooper-Martin Foods. Wiele zawdzięczała tej firmie.

- No dobrze - zgodziła się w końcu, ale od razu tego pożałowała, bo Josh uśmiechnął się 

do niej promiennie. Powinna się cieszyć, że w pełni docenił jej gest, jednak... Mieli spędzić 

najbliższy weekend pod wspólnym dachem, prawdopodobnie w sąsiednich pokojach.

To było jak igranie z ogniem. Olivia zadrżała na samą myśl o możliwych konsekwencjach.

ROZDZIAŁ DRUGI

Josh  rozglądał  się  po  pustym  salonie  Olivii  w  poszukiwaniu  krzesła,  ale  bezskutecznie. 

Odkąd tylko przekroczył próg jej mieszkania, marzył o tym, by usiąść. Nogi miał jak z waty.

Widok Olivii ubranej w obcisłe dżinsy i króciutką, zieloną bluzeczkę zapierał mu dech w 

piersiach.  Z  rozpuszczonymi  blond  włosami,  które  zazwyczaj  nosiła  związane  w  kok  albo 

splecione  we  francuski  warkocz,  wyglądała  jakoś  inaczej.  Nie  jak  sekretarka,  ale...  jak 

kobieta. Gdy ją zobaczył, zakręciło mu się w głowie.

-  Więc...  -  Starał  się,  by  jego  głos  brzmiał  nonszalancko,  ale  nie  wychodziło  mu  to 

najlepiej. Zresztą, to nie miało w tej chwili znaczenia. Udało mu się osiągnąć cel i namówić 

Olivie, by została jeszcze kilka dni i pomogła mu przeszkolić swoją następczynię. Im szybciej 

zdoła zainstalować ją w swoim domu, tym mniejsze ryzyko, że dziewczyna zmieni zdanie. -

Naprawdę  doceniam  to,  co  dla  mnie  robisz,  Liv  -  powiedział.  Nie  wiedzieć  czemu,  zaczął 

nagle  zdrabniać  jej  imię.  -  Jest  już  bardzo  późno  i  powinniśmy  się  stąd  szybko  zbierać  -

oświadczył.

background image

Olivia odwróciła się w jego stronę i nagle Josh stanął twarzą w twarz z najpiękniejszymi

zielonymi  oczami  na  świecie.  Ich  odcień  nie  przypominał  zieleni  trawy  czy  mchu,  raczej 

kolor Pacyfiku tuż po wschodzie słońca. Nigdy wcześniej nie zwrócił na to uwagi.

-

Jedziemy do ciebie?

-

Tak. - Skinął głową. - Rozgościsz się, a potem może uda się nam znaleźć chwilkę na 

rozmowę. Chcę dowiedzieć się jak najwięcej o tym, co robiłaś w naszej firmie. Co ty na to?

-

No dobrze - zgodziła się, jednak wyczuł w jej głosie wahanie. Przez moment wpadł w 

panikę, bo był niemal pewien, że Olivia zaraz się wycofa, jednak ona dodała: - Widzisz, Josh, 

muszę  opuścić  mieszkanie  jeszcze  dzisiaj,  a  to  oznacza, że  zmuszona  jestem  zabrać  stąd  te 

wszystkie rzeczy.

Odetchnął z ulgą. Nie miał pojęcia, co by zrobił, gdyby zmieniła zdanie. Mogła też zdać 

sobie sprawę z tysięcy komplikacji wynikających z zamieszkania pod wspólnym dachem. W 

końcu  obydwoje  byli  atrakcyjni  oraz  samotni.  Owszem,  był  o  dobre  dziesięć  lat  starszy  od 

Olivii, jednak bardzo go pociągała. Obawiał się, że zauważyła jego zainteresowanie i z tego 

powodu nie zechce spędzić nocy w jego domu... Być może ona także darzyła go uczuciem...

Nie, to niemożliwe, skąd mu to w ogóle przyszło do głowy?

-

To  chyba  nie  stanowi  większego  problemu.  Pomogę  ci  znieść  resztę  rzeczy  do 

samochodu,  a  potem  pojedziemy  do  mnie,  każde  swoim  samochodem.  A  tak  przy  okazji, 

gdzie podziały się twoje meble?

-

Sprzedałam je. Z początku będę mieszkała z mamą i ojczymem, dopóki jakoś się nie 

urządzę. Potem zamierzam kupić nowe meble na znak, że zaczynam nowe życie.

Wyczuł,  jakie  to  dla  niej  ważne.  Nie  zaakcentowała  tego  zdania  w  żaden  szczególny 

sposób,  jednak  Josh  był  dobrym,  spostrzegawczym  słuchaczem  i  umiał  czytać  między 

wierszami.

-

Cóż  -  zaczął,  nie  bardzo  zdając  sobie  sprawę,  dlaczego  jej  ostatnie  stwierdzenie 

wywołało w nim uczucie pustki. - Kupno nowych mebli jest chyba dobrą decyzją, jeżeli chce 

się podkreślić swoją niezależność.

Skinęła głową, potrząsając blond lokami. Wpadające do pokoju światło nadawało jej aurę 

tajemniczości.  Chyba  po  raz  pierwszy  w  życiu  Josh  czuł  się  w  obecności  Olivii  odrobinę 

onieśmielony.  Jak  mógł  dotąd  nie  zauważyć,  że  jego  sekretarka  jest  piękną  i  pociągającą 

kobietą?!

Zmusił się, by oderwać od niej wzrok.

-

Od czego zaczniemy?

background image

Olivia  nie  podniosła  wzroku.  Jak  gdyby  nie  wiedziała,  jak  powinna  go  teraz  traktować. 

Josh w pełni ją rozumiał. Zawsze ją lubił, ale nigdy nie zwracał uwagi na jej wygląd, nigdy 

nie  okazywał  jej  sympatii,  czasem  bywał  wręcz  niegrzeczny  i  arogancki.  Był  na  ogół 

zawalony pracą, co wywoływało w nim uczucie irytacji. Owszem, firma była własnością jego 

rodziny,  lecz  właśnie  dlatego  od  Josha  wymagano  dwa  razy  więcej  niż  od  pozostałych 

pracowników.  Odbijało  się  to  na  jego  życiu  osobistym,  o  ile  w  ogóle  coś  takiego  posiadał. 

Przyzwyczaił się do tego, po pewnym czasie nawet zaakceptował istniejący stan rzeczy.

 A  teraz  nagle wystarczyło  kilka  minut  spędzonych  w  towarzystwie  Olivii,  by zaczął  się 

zastanawiać, czy życie nie przecieka mu między palcami. Patrzył, jak Olivia odgarnia włosy z 

czoła,  z  jaką  gracją  się  porusza.  Nie  prowokowała  go  w  żaden  sposób,  a  jednak  nie  mógł 

oderwać od niej oczu.

-

Josh?

-

Przepraszam, zamyśliłem się - przeprosił. Miał nadzieję, że nie zwróciła uwagi na jego 

taksujące,  pełne  pożądania  spojrzenie.  Powinien  mieć  się  na  baczności,  pójść  po  rozum  do 

głowy. To tylko burza hormonów, podniesiony poziom  testosteronu. Żenujące, ale łatwe do 

zwalczenia.  Jego  ambicje,  życiowe  cele,  poświęcenie  dla  firmy  wujka  -  to  wszystko  nie 

mogło tak po prostu zblednąć na widok ładnej dziewczyny w dżinsach, które przylegały do jej 

ciała niczym druga skóra.

-

Powiedz mi, od których kartonów mam zacząć i gdzie je nosić, a już zabieram się do 

pracy.

-

Dobrze. - Wyraźnie się rozluźniła.

Josh  odetchnął  z  ulgą.  Nie  chciał,  by  Olivia  go  pociągała.  Nie  chciał,  by  pociągał  go 

ktokolwiek,  a  już  szczególnie  nie  ona.  Była  jego  podwładną.  Jedno  nieopatrzne  słowo  czy 

gest, i mogło się skończyć oskarżeniem o molestowanie seksualne. Poza tym potrzebował jej 

pomocy, bez niej w jego biurze zapanuje trudny do opanowania chaos. Jeśli wszystko pójdzie 

dobrze, być może zostaną przyjaciółmi.

Godzinę  później  Josh  otworzył  drzwi  do  swojego  domu.  Oczom  Olivii  okazał  się 

zapierający  dech  w  piersi  widok.  Szerokie  dębowe  schody  prowadziły  na  pierwsze  piętro. 

Klepka  na  podłodze  ułożona  została  w  misterny  wzór.  Duży  kryształowy  żyrandol  dawał 

wspaniałe światło.

-

Masz piękny dom - zachwyciła się.

-

Dziękuję,  mnie  też  się  podoba  -  powiedział,  biorąc  od  niej  kurtkę  i  wieszając  ją  w 

szafie.

background image

-

Zatrudniłeś dekoratora wnętrz? - spytała, zerkając do przytulnego salonu urządzonego 

w kolonialnym stylu.

-

Nie,  pomagała  mi  Giną.  Mam  dość  sprecyzowany  gust,  dlatego  nie  pozostawiam 

niczego przypadkowi. Gdy zobaczę coś, co mi się podoba, po prostu próbuję to zdobyć. .. -

zawahał  się  przez  chwilę.  -  Oczywiście,  czasami  ponoszę  klęskę.  Niektóre  poczynania  są  z 

góry skazane na niepowodzenie, nie sądzisz?

Olivia odniosła wrażenie, że Josh nie ma na myśli wystroju wnętrz. Czyżby wiedział, że 

jest  w  nim  szaleńczo  zakochana  i  pragnął  dać  delikatnie  do  zrozumienia,  by  sobie  dała 

spokój?  Niepotrzebnie,  nie  robiła  sobie  złudnych  nadziei.  Nie,  to  niemożliwe,  jest 

przewrażliwiona... Skoro przez cztery lata nie odkrył jej uczuć, tym bardziej nie uda mu się to 

teraz. Był przystojny i bardzo seksowny, ale chociaż ona kochała go całym sercem, on nie był 

nią zainteresowany. Nie zamierzała dłużej kochać kogoś, kto nie odwzajemnia jej uczuć, dość 

tego!

Jednak gdy prowadził ją przez przytulny salon oraz elegancką jadalnię do jasnej i ciepłej 

kuchni, Olivie ponownie opadły wątpliwości. Postąpiła głupio i nierozważnie, przystając na 

propozycję  Josha.  Całe  życie  marzyła  właśnie  o  takiej  kuchni.  Wybrałaby  nawet  taki  sam 

obrus w biało-czerwona kratkę... Dom Josha od razu przypadł jej do gustu, czuła się tu jak u 

siebie. To oznaczało, że łączy ich więcej, niż sądziła. Być może byli dla siebie stworzeni...

Pokręciła  przecząco  głową.  Nie  czas  i  nie  miejsce  na  takie  myśli.  Podjęła  już  decyzję. 

Musiała  stąd  wyjechać,  i  to  jak  najszybciej.  Wokół  rozpościerał  się  piękny  świat,  pełen 

przygód  i  niespodzianek.  A  to  wszystko  omijało  ją,  gdyż  czekała,  by  mężczyzna,  którego 

pokochała, zwrócił na nią uwagę. Niezła z niej idiotka...

-

Czy ktoś czeka na ciebie na Florydzie?

-

Tak, moja mama. Zupełnie o tym zapomniałam! -Olivia naprawdę się zdenerwowała. -

Powinnam do niej zadzwonić i powiedzieć, że jednak nie przyjadę jutro.

Uśmiechnął się ciepło.

-

No  właśnie,  czyli  dobrze,  że  o  tym  wspomniałem.  Proponuję,  żebyś  skorzystała  z 

telefonu w salonie, podczas gdy ja spróbuję znaleźć coś, co nadawałoby się na obiad. Jeżeli 

moje wysiłki spełzną na niczym, po prostu zamówię pizzę. Jaką lubisz najbardziej?

-

Im mniej dodatków, tym lepiej. Najbardziej lubię margaritę... sam ser i sos.

-

Nie lubisz nawet pepperoni? - spytał, unosząc pytająco brwi.

Wzdrygnęła się.

-

Nie  chciałabym  robić  trudności,  ale  nie.  Jeżeli  nie  masz  nic  przeciwko,  wolałabym 

pizzę bez mięsa. Nie lubię pepperoni i nie lubię go zdejmować z pizzy.

background image

Josh roześmiał się.

-

Ja też nie lubię pepperoni! - oświadczył.

 Przez  chwilę  patrzyli  sobie  w  oczy  i  chociaż  Olivia  napawała  się  faktem,  że  łączy  ich 

jeszcze jedna rzecz, po chwili wrócił jej zdrowy rozsądek. Też mi coś, wielkie rzeczy... Josh 

pewnie nie odebrał tego w taki sposób.

Nawet jej nie lubił.

Nie pociągała go.

Nawet nie dostrzegał w niej kobiety!

-

Pójdę zadzwonić do mamy - oznajmiła, po czym wyszła z kuchni.

Usiadła na kanapie w salonie i już miała sięgnąć po telefon, gdy jej uwagę zwrócił leżący 

na niskim stoliku plik papierów. Raporty dotyczące strategii marketingowych. Josh pracował 

nawet w domu!

Olivii zrobiło się go szkoda. Nie ulegało wątpliwości, że Josh potrzebuje kogoś, kto by się 

nim zajął, wniósł w jego życie ciepło i  radość, pokazał piękno świata. Tak bardzo pragnęła 

być tą osobą.

Jednak doskonale wiedziała, że zmarnowała już zbyt wiele czasu, czekając, aż Josh zwróci 

na nią uwagę. Gdyby naprawdę byli sobie przeznaczeni, ich życie potoczyłoby się zupełnie 

inaczej.

-

Halo, mamusiu - krzyknęła, słysząc w słuchawce znajomy głos. - Mówi Olivia.

-

Och,  Liv,  tak  się  cieszę,  że  dzwonisz.  -  Olivia  nagle  przypomniała  sobie,  że 

dzisiejszego wieczoru Josh po raz pierwszy zdrobnił jej imię. - Gdy nie zadzwoniłaś z hotelu, 

zaczęliśmy się martwić.

-

Nastąpiła mała zmiana planów. - Owinęła wokół palca kabel telefonu. - Ponieważ nie 

udało im się jeszcze znaleźć nikogo na zastępstwo...

-

O Boże, Olivio! Ty tam zostajesz, prawda? – Jej mama zdawała się być tym faktem 

naprawdę przejęta.

- Liv, kochanie, sądziłam, że...

-

To nie to, co myślisz - Olivia przerwała jej w pół zdania. - Zostaję tylko na weekend. 

Wyjaśnię Joshowi,  na czym polega moja praca i  gdzie znajdzie potrzebne dokumenty, żeby 

mógł później przeszkolić nową asystentkę. Pojedziemy jutro do biura. - Musiała mu przede 

wszystkim pokazać  kartoteki,  bo bez  tego Josh  nie będzie w stanie  niczego  zrozumieć.  - A 

potem wsiądę do samochodu i wyruszę w podróż.

-

To dobrze. - Mama zawsze starała się ją wspierać.

-

Nie martw się, mamusiu. Nie zmienię zdania.

background image

-

To nie o to chodzi, że nie lubię Josha. Gdy poznałam go w lecie na firmowym pikniku, 

zrobił  na  mnie  bardzo  dobre  wrażenie.  Słodki,  grzeczny  chłopiec,  który  zbyt  wiele  czasu 

poświęca  pracy.  Ale,  Liv,  musisz  zacząć  myśleć  o  sobie  i  przestać  czekać  na  coś,  co 

nierealne. Pamiętasz, co mi się przydarzyło?

Olivia westchnęła smutno.

-

Tak, mamusiu.

-

Po  śmierci  twojego  ojca  czekałam  przez  dziesięć  lat,  żeby  Greg  Ruppert  mi  się 

oświadczył, ale on nie był zainteresowany. Dwa tygodnie po tym, jak odzyskałam rozum i z 

nim  zerwałam,  znalazłam  odpowiedniego  mężczyznę.  Od  tej  pory  czuję  się  bezpieczna, 

szczęśliwa i kochana.

-

Wiem. - Olivia zdawała sobie z tego sprawę.

-

I  głęboko  wierzę,  że  twój  książę  z  bajki  czeka  gdzieś  za  rogiem  -  kontynuowała  jej 

mama. - Czuję to. Nazwijmy to instynktem macierzyńskim. Wiem, że już niedługo zakochasz 

się w odpowiednim mężczyźnie.

Olivia uśmiechnęła się. Jeżeli Karen Brady Franklin uważała, że jej córka niedługo spotka 

mężczyznę  swoich  marzeń,  nie  pozostawało  jej  nic  innego,  jak  w  to  uwierzyć.  Żałowała 

trochę,  że  to  nie  Josh  Anderson  jest  jej  przeznaczony,  ale  uznała,  że  to  tylko  kwestia 

przyzwyczajenia się do tej myśli.

Olivia  zdawała  sobie  sprawę,  że  mama  ma  rację.  Nawet  jeżeli  książę  z  bajki  czekał  za 

rogiem, będąc zapatrzona w Josha Andersona, nie zwróciłaby na niego uwagi.

-

Dziękuję, mamusiu - powiedziała. - Zadzwonię jeszcze do ciebie przed wyjazdem.

-

Dobrze, Liv. Kocham cię.

-

Ja też cię kocham - wyszeptała i powoli odłożyła słuchawkę.

Zawsze po rozmowie z mamą ogarniało ją uczucie spełnienia. Choć Karen Brady Franklin 

miała na każdy temat wyrobione zdanie, nigdy nie przytłaczała córki swoją opinią. W szkole 

podstawowej wysłuchiwała problemów Olivii, w liceum nauczyła ją walczyć o swoje prawa, 

ana studiach pokazała jej, że należy lubić i akceptować siebie samego takim, jakim się jest. 

To dzięki niej Olivia wybrała zawód, który naprawdę kochała.

Jej  matka  prowadziła  ją  przez  życie,  ale  nie  była  dyktatorem.  Słuchała.  Dawała  dobry 

przykład. Pozwalała  Olivii  popełniać  błędy,  a  potem  pomagała  jej  się  pozbierać.  W  oczach 

córki była idealną matką. To dlatego Olivia bardzo pragnęła mieć dzieci. Chciała przekazać 

im to wszystko, co sama dostała od mamy.

-

Rozmawiałaś z mamą? - spytał z uśmiechem Josh, gdy Olivia znalazła się z powrotem 

w lśniącej biało-czerwonej kuchni.

background image

-

Tak,  miałeś  rację,  trochę  się  martwiła.  Ale  wyjaś-Biłam  sytuację  i  mama  spodziewa 

się kolejnego telefonu dopiero za kilka dni.

-

Matki  zawsze  muszą  wiedzieć,  na  czym  stoją  sprawy  -  zawyrokował.  -  Zamówiłem 

pizzę. Powinna tu być za chwilę.

Uśmiechnęła  się,  a  on  odwzajemnił  uśmiech.  Olivia  czuła  się  w  jego  towarzystwie 

bezpieczna. Musi jedynie pamiętać o ostrzeżeniach mamy!

Podczas  jedzenia  Olivia  opowiadała  o  swoich  obowiązkach,  z  których  większość  Josh 

wykonywał  niegdyś  sam.  Jednak  tak  było  przed  jej  przyjściem  do  Hilton--  Martin-Cooper, 

teraz  już  niewiele  z  tego  pamiętał.  Tak  długo  rozprawiała  na  ten  temat,  że  Josh  zaczął  się 

denerwować.  Gdy  opisywała  swój  sposób  ewidencjonowania  dokumentów  zarówno  w 

komputerze,  jak  i  w  szafkach,  które  zajmowały  pół  jej  gabinetu, Joshowi  zrobiło  się  słabo. 

Nie był pewien, czy sobie z tym wszystkim poradzi, opadało go coraz większe zwątpienie.

Wcześniej nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo pomocna jest jego asystentka, jak bardzo 

ułatwia mu pracę. Obawiał się, że, by ją zastąpić, będzie musiał zatrudnić na jej stanowisko 

co najmniej dwie osoby.

-

Ojej!  -  Odłożył  na  stół  serwetkę.  -  Boję  się,  że  nie  uda  mi  się  nauczyć  tego 

wszystkiego w jeden weekend.

-

Na pewno ci się uda. - Olivia mówiła z pełnym przekonaniem. - Gdy rozmawiałam z 

mamą, uświadomiłam sobie, że nauka będzie o niebo efektywniejsza, jeżeli pójdziemy jutro 

do biura. W ten sposób będę ci mogła wszystko pokazać, zilustrować opowieści konkretami. 

Nie ma to jak praktyka. Josh westchnął głośno.

-

Chyba tak.

-

Na pewno - uściśliła Olivia, po czym ziewnęła.

-

Przepraszam,  musisz  być  zmęczona.  -  Josh  podniósł  się  z  krzesła,  potem  lekko 

przeczesał  włosy.  -  Kiepski  ze  mnie  gospodarz.  Rzadko  kiedy  przyjmuję  gości,  a  już 

szczególnie nie na noc. - Nie wiedzieć czemu bardzo mu zależało na tym, by wiedziała, iż nie 

przyjmuje u siebie w domu kobiet. Po pierwsze zbyt ciężko pracował, by mieć czas i siły na 

takie  przyjemności.  Po  drugie,  gdy  już  szedł  z  kimś  do  łóżka,  unikał  robienia  tego  we 

własnym  domu.  Dom  był  jego  sanktuarium,  azylem,  w  którym  czuł  się  naprawdę  dobrze  i 

swobodnie. Tak, to prawda, zaprosił pod swój dach Olivie, i to bez chwili wahania, jednak jej 

towarzystwo nie tylko mu nie przeszkadzało, a wręcz wpływało na niego relaksujące

Josh zaprowadził Olivie na górę. Postawił na ziemi jej bagaż i wyszedł z pokoju, mówiąc, 

że musi znaleźć czystą pościel.

background image

Jednak  w rzeczywistości  poczuł  się trochę nieswojo.  Dopiero teraz uzmysłowił  sobie, że 

zaproponował  nocleg  prawie  obcej  kobiecie.  Choć  pracowali  wspólnie  przez  cztery  lata, 

rzadko rozmawiali na tematy pozazawodowe. Nie poruszali tematów osobistych, nie zwierzali 

się  sobie  nawzajem.  Mimo  to  nie  czuł  skrępowania,  zapraszając  ją  do  swojego  domu.  To 

dawało mu do myślenia...

Lubił  Olivie  o  wiele  bardziej,  niż  mu  się  zdawało.  Ufał  jej.  Była  jedną  z  dwóch  osób, 

której powierzyłby nawet swoje życie. Drugą osobą był jego wuj, Hilton Martin. Nawet Giną 

nie zasługiwała w jego opinii na takie bezgraniczne zaufanie.

Nim  wrócił  do  pokoju,  Olivia  zdążyła  rozwlec  pościel.  Teraz  stała  odwrócona  do  niego 

plecami,  spoglądając  przez  okno.  To  dziwne,  lecz  Josha  ogarnęła  wzmożona  chęć 

pocałowania jej.

Na samą myśl o takiej pieszczocie jego serce zabiło ze zdwojoną siłą. Poczuł, że na czoło 

występuje mu pot.

Chrząknął.

-

Przyniosłem czystą pościel.

Odwróciła się w jego stronę i obdarzyła go ciepłym uśmiechem.

-

Dziękuję. Możesz już iść do siebie, poradzę sobie.

-

Jesteś  pewna?  -  Wiedział,  że  dobre  obyczaje  nakazują,  by  jej  pomógł,  ale  bał  się 

przebywać  z  nią  sam  na  sam  dłużej  niż  to  absolutnie  konieczne.  A  w  dodatku...  tuż  przy 

łóżku...

Uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

-

Oczywiście, że tak. Potrafię oblec pościel, i to bardzo sprawnie.

Omal nie zapytał, czy ta wprawa wynika z faktu, że Olivia często przyjmuje gości na noc. 

Poczuł  niemiłe  ukłucie  zazdrości.  Całkowicie  irracjonalne.  Starał  się  je  opanować,  ale  był 

wobec niego bezsilny. By jakoś przegonić niewygodne myśli, zajął się pościelą.

-

Josh, potrafię to zrobić, naprawdę - zaprotestowała. Zazgrzytał zębami.

-

Ja też - oświadczył.

-

Josh, chcę pościelić łóżko i wziąć prysznic. - Próbowała wyjąć z jego rąk poszewkę. -

Jeżeli sobie pójdziesz, uporam się z tym w przeciągu dwóch minut.

-

Słucham? Że niby ci przeszkadzam?

-

Nie. - Zaśmiała się. Josh nie pamiętał, kiedy po raz ostatni słyszał jej śmiech.

Zdał sobie sprawę, że wpatruje się w nią intensywnie. Spojrzała na niego uważnie, a on po 

raz kolejny skonstatował, że ta dziewczyna ma najpiękniejsze na świecie oczy. Stali tak blisko 

background image

siebie,  gdyby  wyciągnął  rękę,  natrafiłby  na  aksamitną  skórę  Olivii.  Gdyby  się  pochylił, 

mógłby dotknąć ustami jej warg.

Z trudem przełknął ślinę.

Dwie  minuty  temu  po  raz  pierwszy  pomyślał  o  pocałowaniu  jej.  Teraz  miał  uczucie,  że 

umrze, jeżeli tego nie zrobi.

ROZDZIAŁ TRZECI

Gdy  nie  spuszczał  wzroku  z  jej  ust,  Olivia  zdała  sobie  sprawę,  że  Josh  zamierza  ją 

pocałować. Wstrzymała  oddech. Ugięły się pod nią kolana, a serce zaczęło  bić jak szalone. 

Przez cztery lata czekała na to, by ją pocałował. Teraz, gdy miało się to wydarzyć, pragnęła 

rozkoszować się każdą chwilą.

Gdy  spojrzał  jej  w  oczy,  zobaczyła,  że  jest  zmieszany.  Nie  rozumiał,  dlaczego  chce  ją 

pocałować, dlatego też na wszelki wypadek tego nie zrobił. Cofnął się o dwa kroki i odwrócił 

na pięcie.

- Chyba faktycznie lepiej będzie, jeżeli zrobisz to sama. - Wskazał na pościel. - Dobranoc, 

Olivio. - Schylił się, by podnieść z podłogi starą pościel, po czym niemal wybiegł z pokoju.

Olivia usiadła na łóżku, zastanawiając się, co się przed chwilą wydarzyło. Wyglądało na 

to, że Josh zaczął patrzeć na nią w zupełnie inny sposób, ale że jednocześnie wcale tego nie 

chciał.  Dla  niej  te  dwadzieścia  sekund  oczekiwania  na  pocałunek  było  krokiem  w  stronę 

spełnienia marzeń, ale musiała się pogodzić z tym, że dla niego nic nie znaczyły.

Mogłaby poczuć się urażona tym, że Josh broni się rękami i nogami przed dostrzeżeniem 

w  niej  atrakcyjnej  kobiety,  a  nie  tylko  lojalnej  sekretarki,  ale  była  realistką.  Wiedziała,  że 

gdyby za kilka tygodni Josh zadzwonił do niej z jakimś pytaniem związanym z pracą, a jej 

akurat byłoby smutno, bez wahania wróciłaby z powrotem. Musiała nauczyć go wszystkiego, 

co  powinien  wiedzieć  o  jej  pracy,  by  później  nie  mieć  z  nim  żadnego  kontaktu,  by  móc 

wyjechać, nie oglądając się za siebie.

Gdy  rano  weszła  do  kuchni,  zastała  Josha  siedzącego  nad  talerzem  płatków  z  mlekiem. 

Josh  był  mocno  zmieszany.  Nie  dość,  że  wczoraj  omal  nie  pocałował  swojej  sekretarki,  to 

jeszcze śnił o niej przez pół nocy.

W  jego  śnie  Olivia  ubrana  była  w  długą,  seksowną  suknię.  Za  każdym  razem,  gdy 

wyciągał rękę, by jej dotknąć, odsuwała się. Ale to i tak była ta dobra część snu. W złej części 

snu  Olivia  powiedziała  mu,  że  wyjeżdża,  ponieważ  on  nie  odwzajemnia  jej  miłości.  Josh 

obudził się z wrażenia.

background image

To  była  bzdura.  A  raczej  próżna  nadzieja.  Wczoraj  zdał  sobie  sprawę,  że  oprócz 

niezwykłej  wręcz  urody  Olivia  posiada  wiele  innych  cech,  które  bardzo  go  pociągają.  Nie 

ulegało wątpliwości, że z chęcią poznałby ją bliżej. Ale biorąc pod uwagę, że wyjeżdża, nie 

może być spragniona jego miłości, więc druga część snu była po prostu bezsensowna.

- Cześć, Josh..

Przełknął  ślinę.  Z  włosami  spiętymi  w  luźny  kucyk,  w  obcisłych  dżinsach  i  fikuśnej 

bluzeczce  wydawała  mu  się  najpiękniejszą  kobietą  na  świecie.  Choć  wyglądała  całkiem 

niewinnie,  patrząc  na  nią,  wyobrażał  ją  sobie  ubraną  w  długą,  czerwoną  suknię,  niczym  w 

swoim śnie. Dostrzegał pełną linię jej piersi, długość nóg i smukłość talii.

-

Cześć.

-

Masz  Frosted  Flakes?  - spytała  o  swój  ulubiony  gatunek  płatków,  jak  gdyby  byli 

najlepszymi  przyjaciółmi,  którzy  często  wspólnie  jedzą  śniadanie.  Zdawała  się  nie  być  w 

żaden sposób poruszona faktem, że spędzili noc pod jednym dachem.

-

Szafka pod kuchenką mikrofalową. Miski są w szafce nad zlewem - poinstruował ją.

-

Dzięki.

Josh  potarł  rękoma  twarz,  jak  gdyby chciał  się  rozbudzić,  ale  tak  naprawdę  miał  ochotę 

jęknąć. Jak mógł przez cztery lata nie zauważyć, że jego sekretarka jest zniewalająco piękną 

kobietą?!  Zwalał winę na  jej konserwatywną  garderobę, choć  miał  świadomość,  że  to  tylko 

wymówka.  Nigdy  nie  ukrywała  swoich  powabnych  blond  włosów,  pięknych  oczu,  czy 

delikatnej skóry. Gdzie też miał oczy?! Przez cztery lata nie zwracał na nią uwagi, a teraz nie 

potrafił  przebywać  z  nią  w  jednym  pokoju,  nie  mając  nieprzyzwoitych  myśli  na  jej  temat. 

Patrzył na nią z pożądaniem, wyobrażając sobie, jak cudownie byłoby się z nią kochać.

-

O której jedziemy do biura? - spytała, siadając obok niego.

Josh podniósł się gwałtownie.

-

Jak  tylko  się  wykąpię  -  oznajmił  i  zachichotał,  by  pokryć  zdenerwowanie.  -  Muszę 

wziąć prysznic.

-

Nie  ma  sprawy. -  Olivia  nasypała do  swojej  miski  płatków.  -  Ja  w  tym  czasie  zjem 

śniadanie i obejrzę poranne wiadomości.

- Dobrze. - Wycofywał się tyłem z kuchni. - Później mi powiesz, czy na świecie wydarzyło 

się coś ciekawego, gdy spaliśmy.

Nie  wiedzieć  czemu  jego  wypowiedź  rozbawiła  ją  i  Olivia  zaczęła  się  śmiać.  Josh 

skorzystał z tej okazji, by opuścić pomieszczenie. Po raz kolejny musiał sobie uświadomić, że 

byli tylko dobrymi znajomymi. Kumplami. Nic więcej.

background image

W  innym  wypadku  zareagowałaby  na  to,  że  miał  na  sobie  tylko  szlafrok.  Szlafrok  nie 

należał do atrakcyjnych, ale to zawsze tylko jedna warstwa materiału. Mogłaby przynajmniej 

zainteresować  się  tym,  czy  ma  coś  pod  spodem,  zamiast  zachowywać  się,  jak  gdyby  jego 

nagość była jej całkowicie obojętna.

Był od niej starszy, ale to nie oznaczało, że nie był atrakcyjny. Nie był przyzwyczajony do 

bycia ignorowanym! Josh zaczął się zastanawiać, czy skoro Olivii przychodzi to tak łatwo, to 

czy  przypadkiem  nie  udaje.  Może  podobał  się  jej,  ale  wolała  tego  nie  okazywać,  będąc 

przekonaną, że on nie jest nią zainteresowany.

Miał  świadomość,  że  zapewne  trochę  naciąga  rzeczywistość,  ale  czuł  się  skołowany. 

Kobiety zazwyczaj mówiły mu, że jest przystojny i seksowny. Z całą pewnością coś w nim 

musiało ją pociągać!

Rozważał tę kwestię pod prysznicem i później, ubierając się. Doszedł do wniosku, że musi 

poddać ją jakiejś próbie. Nie mógł jej tak po prostu spytać, czy jest nim zainteresowana, ale 

mógł zobaczyć, jak zareaguje na aluzję.

Jakiś czas później zamknął drzwi domu i poprowadził Olivie do garażu. Gdy już siedzieli 

w samochodzie, odwrócił się w jej stronę.

-

Czy dobrze spałaś?  - spytał.  Gdyby powiedziała,  że  nie bardzo i uśmiechnęła się do 

niego kokieteryjnie, wiedziałby, na czym stoi.

Ale ona nawet na niego nie spojrzała.

-

Tak.

-

Nie miałaś trudności z zaśnięciem? - kontynuował temat.

-

Nie. - Pokręciła przecząco głową.

-

Żadnych złych snów? Spojrzała na niego pytająco.

-

Złych snów? - powtórzyła, unosząc brew.

-

Dziwnych  snów.  Snów,  których  mieć  nie  powinnaś.  -  Nie  mógł  już  być  bardziej 

bezpośredni.

-

Josh, mieszkam sama od pięciu lat. Już dawno przestałam bać się ciemności.

No  dobrze.  Nie  miał  co  dłużej  drążyć  tematu.  Musiał  pogodzić  się  z  tym,  że  Olivia 

najzwyczajniej w świecie nie była nim zainteresowana.

Choć  Josh  zachowywał  się  dziwnie  przez  cały  poranek,  gdy  tylko  dotarli  do  biura, 

uspokoił się i zajął się pracą. Olivia natomiast czuła się nieswojo. Sporo czasu minęło, odkąd 

po raz ostatni była w firmie w sobotę i zapomniała już, jaki cichy i spokojny jest o tej porze 

budynek Hilton-Cooper-Martin.

background image

-

Takie  to  wszystko  dziwne  -  powiedziała,  gdy  wysiedli  z  windy  i  ruszyli  w  stronę 

gabinetu Josha na trzecim piętrze.

-

Spędzenie nocy w moim domu, w którym nigdy wcześniej nie byłaś, nie jest dziwne, 

ale przyjście do pracy, w której spędziłaś ostatnie cztery lata, jest dziwne?

-

Wiesz, co mam na myśli. - Uderzyła go lekko w ramię i sama zadrżała pod wpływem 

dotyku.  Miał  na  sobie  dżinsy  i  podkoszulek.  Wcześniej  była  tak  zajęta  udawaniem,  że  nie 

zwraca uwagi na to, że ubrany jest jedynie w szlafrok i ignorowaniem go w samochodzie, że 

nie zauważyła, iż ubrał się na sportowo. Wyglądał dobrze.

-

Nie, nie wiem, co masz na myśli.

-

Po pierwsze jest ciemniej niż zazwyczaj. - Chciała się zająć rozmową, by nie musieć 

myśleć o tym, jaki przystojny i seksowny jest Josh. - I tak cicho.

-

Nie bój się, obronię cię - zażartował Josh.

Olivia  podążyła  za nim  w  stronę jego  gabinetu.

Wszedł do środka i zapaliwszy światło,  usiadł przy biurku.

-

Dzisiaj ty będziesz tu szefem, ponieważ ja nie znam się na połowie rzeczy, którymi się 

zajmowałaś.

Olivia  stała  niepewnie  w  połowie  drogi  między  jego  gabinetem  i  swoim  biurkiem.  Josh 

wyglądał  inaczej,  a  ich  role  były  odwrócone.  Nie  za  bardzo  wiedziała,  jak  powinna  się 

zachować.

-

Kiedy  jesteśmy  w  złym  miejscu.  Żeby  dowiedzieć  się  czegoś  więcej  o  moich 

obowiązkach, musimy przejść do mojego pokoju.

-

Masz całkowitą rację. - W mgnieniu oka podniósł się ze skórzanego fotela, na którym 

siedział i stanął u jej boku.

Olivia  stała  bez  ruchu.  Wiedziała,  że  Josh  po  raz  pierwszy  w  ciągu  ich  czteroletniej 

znajomości  patrzy  na  nią  jak  na  kobietę  i  chociaż  ona  sama  zawsze  widziała  w  nim 

mężczyznę, i to bardzo przystojnego, ich wzajemne stosunki uległy nieodwracalnej zmianie.

Dowiadywali  się  o  sobie  nowych  rzeczy,  odkrywali,  że  mają  wiele  wspólnego.  To  ją 

przerażało.  Co  się  stanie,  jeżeli  Josh  powie  albo  zrobi  coś,  co  sprawi,  że  znów  się  w  nim 

zakocha?

-

Chodźmy. - Ruszyła w stronę swojego biurka, a Josh podążył za nią.

-

To mój komputer.

-

Nigdy bym nie zgadł. - Zaśmiał się.

-

Mówię  poważnie,  Josh  -  skarciła  go,  ale  sama  też  się  śmiała.  To  jedna  z  nowych 

rzeczy,  których  się  o  nim  dowiedziała.  Josh  Anderson  robił  dużo  głupich  dowcipów,  z 

background image

których  większość  bardzo  ją  śmieszyła,  co  raczej  nie  najlepiej  świadczyło  o  jej  poczuciu 

humoru. - Musisz się skupić.

-

Dobrze, będę poważny. Wiem, że mamy mało czasu.

-

Jak  już  mówiłam,  to  mój  komputer.  Mam  w  nim  formularze  listów  i  inne  rutynowe 

dokumenty,  którymi  się  zajmujesz.  Na  przykład  formularz,  na  którym  wysyłasz  informacje 

dla akcjonariuszy.

-

Są tam też adresy wszystkich członków rodziny Hiltona?

-

To jedyni akcjonariusze.

-

Dobrze wiedzieć.

-

To też warto wiedzieć. - Olivia podeszła do stojących pod ścianą pięciu metalowych 

szafek.  -  Pierwsza  szafa  zawiera  foldery  prasowe  i  wszystko,  co  jest  związane  z  public 

relations, w drugiej szafce znajdziesz materiały związane z reklamą, w trzeciej - informacje 

dotyczące rodziny i korespondencję, nazywamy to  informacjami o akcjonariuszach, czwarta 

szafka zawiera materiały potrzebne do specjalnych projektów, które wykonujesz osobiście dla 

Hiltona Martina, a piąta dokumenty związane z funkcjonowaniem biura.

-

Postaram się zapamiętać.

-

Na początek może otworzymy szufladę. Otworzyła górną szufladę pierwszej  szafki i 

pokazała  mu,  że  foldery  prasowe  były  podzielone  kategoriami,  ewidencjonowane 

chronologicznie i opatrzone kolorystycznym kodem.

-

Powinienem sobie z tym poradzić.

Otworzyła  drugą  szufladę  i  pokazała  mu,  że  zawiera  głównie  zdjęcia,  które  zrobiono  na 

potrzeby  dystrybucji  bądź  reklamy.  Każda  grupa  zdjęć  była  opisana  oraz  opatrzona 

kolorystycznym kodem.

-

Mamy aż tyle zdjęć sklepów?

-

Te  są  tylko  z  zeszłego  roku  -  wyjaśniła.  -  Nigdy  się  nie  zastanawiałeś,  dlaczego 

zawsze mogę ci przynieść dokładnie takie zdjęcie, jakiego potrzebujesz.

Spojrzał na nią.

-

Myślałem, że po prostu mam szczęście. Olivia zachichotała.

-

Bardzo śmieszne.

Zdawał się być zadowolony z faktu, że potrafi ją rozśmieszyć.

-

Wiedziałem,  że  robimy  dużo  zdjęć,  ale  nie  wiedziałem,  że  w  ten  sposób  je 

przechowujemy.

-

Teraz już wiesz.

Skinął głową.

background image

Gdy  skończyła  tłumaczyć  mu  zawartość  pozostałych  szuflad,  Josh  spojrzał  na  nią  z 

podziwem.

-

Wykonywałaś sporą część mojej pracy.

-

To prawda.

-

I wiesz, co myślę?

-

Nie mam zielonego pojęcia - odparła, choć w głębi duszy miała nadzieję, że zaoferuje 

jej gigantyczną podwyżkę, by została.

-

Myślę, że  zwykła sekretarka nie poradzi sobie z tym wszystkim,  przynajmniej  przez 

pierwszy rok czy dwa i sam będę się musiał zająć częścią rzeczy.

Olivia była zawiedziona, choć wiedziała, że Josh ma rację.

-

Prawdopodobnie tak.

-

To oznacza, że powinniśmy przenieść te materiały do mojego gabinetu.

-

Możemy się tym teraz zająć. Pojutrze nie będzie mnie już, żeby ci pomóc.

-

Dobrze - powiedział, ale spojrzał na nią smutno. Miał minę zbitego psa. Jego smutne 

spojrzenie  dawało  jasno  do  zrozumienia,  że  będzie  za  nią  tęsknił.  Olivia  omal  nie 

spanikowała. Cały czas bała się, że Josh  poprosi ją, żeby została, a ona  nie będzie potrafiła 

znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły, by odmówić.

Nie chcę zostać.  Nie  chcę zostać. Nie  chcę zostać. Powtarzała  sobie w  głowie tę  litanię. 

To, że śmieszyły ją jego głupie żarty, nie stanowiło podstawy do miłości na całe życie, ani do 

zmiany zdania.

-

Dobrze  -  powtórzył.  -  Ale  mam  tylko  jedną  pustą  szafkę.  -  Wziął  z  górnej  szuflady 

plik dokumentów.

-  Więc  dzisiaj  możemy  przenieść  jedynie  papiery  związane  z  public  relations.  Później 

zadzwonię do administracji i poproszę, żeby do jutra dostarczyli dwie kolejne szafki.

Olivia odetchnęła z ulgą.

-

Dobry pomysł.

Pracowali w ciszy, przenosząc dokumenty do jego gabinetu i kładąc je na biurku. Ale gdy 

wszystko zostało już przeniesione i Josh zaczął porządkować papiery w szafce, Olivia poczuła 

się nieswojo. Nagle panująca cisza zaczęła jej nieznośnie ciążyć.

Gorączkowo szukała tematu, który przełamałby milczenie.

-

Wiesz, Josh, właściwie nie wiem, dlaczego tu pracujesz.

-

Wujek  Hilton  przyszedł  kiedyś  do  mnie  do  domu  i  powiedział,  że  potrzebuje  mojej 

pomocy.

-

Pewnie byłeś z siebie dumny.

background image

-

Na początku tak, dopóki  nie odkryłem prawdy.  Nie potrzebował mnie, ale zajęło  mi 

ponad  rok,  nim  zdałem  sobie  z  tego  sprawę.  Tak  naprawdę  spędzałem  tutaj,  w  Atlancie, 

weekend z mamą...

-

A gdzie mieszkałeś? - przerwała mu.

-

W  Nowym  Jorku.  Pracowałem  dla  dużej  agencji  reklamowej  i  byłem  na  skraju 

wyczerpania. Przede wszystkim tęskniłem za rodziną. Najwyraźniej moja mama powiedziała 

o wszystkim Hiltonowi, a on wymyślił bajeczkę o tym, że mnie potrzebuje.

-

To miłe, że chciał, żebyś dla niego pracował -stwierdziła, biorąc od niego kolejny plik 

dokumentów.

-

Nie  potrzebował  mnie,  ale  chciał,  żebym  dla  niego  pracował.  Gdybym  choć  przez 

sekundę uważał, że wujek dal mi pracę z litości, od razu bym zrezygnował. Mam nadzieję, że 

jestem wart pensji, którą mi płaci.

-

To dlaczego zaharowujesz się na śmierć? Pragniesz mu zaimponować?

-

Nie robię tego ze strachu, jeśli ci o to chodzi. Po prostu chcę, by był ze mnie dumny. 

A ty?

-A ja?

-

Dlaczego nie pojechałaś z mamą na Florydę, gdy się przeprowadzała?

-

Mama wyszła właśnie za mąż, a ja chciałam zasmakować wolności i niezależności.

-

Ach tak? - Uniósł znacząco brwi.

-

Nic z tych rzeczy. Nigdy nie miałam nikogo na stałe.

Zastanawiał się nad tym. Pracowali wspólnie przez cztery lata, a ona nigdy nie opowiadała 

o  żadnym  chłopaku.  On  z  kolei  nigdy  o  to  nie  pytał.  Nigdy  nawet  nie  pomyślał  o  tym,  by 

zapytać. Teraz chętnie dowiedziałby się czegoś na ten temat, lecz nie wypadało poruszać tak 

osobistych kwestii.

-

Miałaś szczęśliwe dzieciństwo? - zmienił temat.

-

Cudowne. Byłam rozpuszczoną jedynaczką.   -Schowawszy do szafki ostatnie papiery, 

Olivia zajęła się strzepywaniem kurzu z dłoni. Patrząc na nią, Josh myślał jedynie o tym, jaka 

jest piękna. Nawet bez makijażu mogłaby zawrócić w głowie niejednemu mężczyźnie. Poza 

tym  miała  śliczną  figurę.  Jego  zdaniem  Olivia  była  urzeczywistnieniem  marzeń  wielu 

mężczyzn. Jak mógł tego wcześniej nie zauważyć?! Chociaż, dobrze się stało. Teraz też nie 

powinien jej okazać tego, że uważa ją za atrakcyjną kobietę. Nie chciał, by Olivia poczuła się 

nieswojo.

Spojrzał na zegarek.

-

Jest już grubo po pierwszej - zauważył ze zdziwieniem.

background image

-

Praca administracyjna nie jest zbyt skomplikowana, ale pochłania dużo czasu.

-

Co prawda, to prawda. - Stanął przy biurku. - Powinniśmy pójść coś zjeść. Na co masz 

ochotę?

-

Wszystko jedno - odpowiedziała, ale on pokręcił głową.

-

W  ten weekend zamierzam  traktować  cię jak  księżniczkę.  Bardzo  doceniam  to,  że  z 

mojego powodu zmieniłaś plany. Jednocześnie jest mi wstyd, że wcześniej nie dostrzegałem 

tego, jak bardzo mi pomagasz w pracy.

Ku jego zdziwieniu Olivia miała w oczach łzy. Zamrugała, ale nie chciały zniknąć.

-

Dziękuję - wyszeptała.

Josh  wstrzymał oddech.  Te skrywane łzy i sposób,  w jaki mu podziękowała,  głęboko go 

poruszyły. Coś go zakłuło w sercu, że nie traktował jej lepiej, że nie traktował jej tak, jak na 

to zasługiwała. Znowu zapragnął ją pocałować.

Przełknął ślinę i zmusił się, by odwrócić się do Olivii plecami. Gdyby dłużej patrzył na jej 

słodką twarz i pełne łez oczy, bez wątpienia rzuciłby się na nią i całował do utraty tchu. A nie 

miał do tego prawa. Nie dość, że był dla niej za stary, nie dość, że wyjeżdżała, to jeszcze była

gościem  w  jego  domu.  Spali  pod  jednym  dachem.  Pocałunek  skomplikowałby  życie  im 

obojgu, a tego przecież w obecnej sytuacji powinni unikać.

Josh zabrał Oliviedo miłej, przytulnej restauracji. Podczas posiłku zabawiała go rozmową 

o  swoim  dzieciństwie  i  o  tym,  jak  bardzo  była  rozpieszczona.  Josh  dobrze  się  bawił  w  jej 

towarzystwie,  ale  cały  czas  zastanawiał  się,  dlaczego  torturuje  samego  siebie,  wysłuchując 

cudownych historii z życia oszałamiająco pięknej kobiety, której nie wolno mu było dotknąć.

-

Moja  kuzynka  Lydia  jeszcze  teraz  wypomina  mi,  że  płakałam,  dopóki  nie  dostałam 

kolejnej coli.

-

To śmieszne. - Chociaż naprawdę uważał historię za zabawną, w jego głosie dało się 

wyczuć  smutną  nutę.  Cóż,  miał  powody  do  smutku.  Dlaczego  dostrzegł  w  Oli-vii  piękną  i 

miłą kobietę, dopiero gdy postanowiła wyjechać z miasta?

Nie mógł sobie pozwolić na takie smętne rozważania. Kiedyś już pozwolił, by kierowały 

nim emocje i nie wyszło mu to na dobre. Za żadną cenę nie mógł dopuścić do tego, by Olivia 

odkryła, jak bardzo mu się podoba. Musiał traktować ją tak samo jak wcześniej. Uprzejmie, 

ale z dystansem.

Podczas  drogi  powrotnej  do  biura  Olivii  zdawało  się,  że  wreszcie  zrozumiała  dziwne 

zachowanie  Josha.  Widziała,  w  jaki  sposób  patrzył  na  nią  poprzedniego  wieczoru. 

Zastanawiał się, czy ją pocałować, była tego pewna. Rano powiedział, że docenia jej pomoc, a 

podczas lunchu był czuły i troskliwy.

background image

 Wyglądało na to, że wreszcie zdał sobie sprawę z tego, że ją lubi.

A ona wyjeżdżała.

Miała ochotę głośno krzyczeć. Być może Josh dostrzegł w niej atrakcyjną kobietę, ale ona 

nie mogła zmieniać swoich planów z powodu kilku jego min i niewyraźnych mruknięć.

Musi  mieć pewność  co  do jego uczuć,  zanim  zacznie  rozważać pozostanie  w mieście.  Z 

drugiej  strony,  jeśli  teraz  wyjedzie,  Josh  po  prostu  straci  okazję,  by  bliżej  się  nią 

zainteresować. Co tu wymyślić?

Wrócili do biura w milczeniu. Olivia przyłapała się na tym, że studiuje z uwagą każdy gest 

Josha. Jakby szukała choćby najmniejszej oznaki zainteresowania czy sympatii. Tak jak robiła 

to przez ostatnie cztery lata. Popełniała błąd, ale to było silniejsze od niej.

Przecież  to  właśnie brak zainteresowania z  jej strony sprawił,  że  Josh  zaczął  zwracać na 

nią  uwagę.  Olivia  wiedziała,  że  musi  przestać  o  nim  myśleć.  Należało  traktować  go  z 

życzliwą obojętnością.

Weszli do jego gabinetu. Widząc stertę papierów na jego biurku, Olivia zmarszczyła czoło.

-

Sądzę,  że  przed  moim  wyjazdem  powinniśmy  to  uporządkować.  -  Wskazała  na 

papiery.

-

Dobry pomysł - odparł, ale jego głos brzmiał nieswojo, jak gdyby coś było nie tak.

-

Pójdę po notes.

Gdy wróciła, przejrzeli  całą korespondencję. Josh  brał do ręki kolejny list,  mówił Olivii, 

czego dotyczy, a ona pokazywała mu, co należy z nim zrobić.

 Josh  był  pełen  podziwu,  że  tak  szybko  udało  im  się  z  tym  wszystkim  uporać,  ale  gdy 

doszli do ostatniej koperty, jęknął.

-

To zaproszenie na przyjęcie w domu Hiltona Martina.

-

Zapisz to sobie w kalendarzu - poleciła Olivia.

-

Kiedy to dzisiaj.

-

W takim wypadku należy zadzwonić do wypożyczalni fraków.

-

Mam frak.

-

No to w czym problem?

-

Nie  ma  żadnego  problemu  -  odparł,  spoglądając  jej  w  oczy. Po  czym  wypowiedział 

słowa, na które Olivia czekała przez cztery lata. - Czy zechcesz mi towarzyszyć?

ROZDZIAŁ CZWARTY

Olivia  nawet  nie  zapytała,  czy  inni  pracownicy  Hiltona  Martina  także  będą  obecni  na 

przyjęciu. Nie obchodziło jej, kto ją zobaczy. To, że ona i Josh szli tam jako para, uznała za 

background image

oszałamiający sukces. Tak, wygrała, Josh  wreszcie zaprosił ją na randkę. Szczerze mówiąc, 

chciała, by współpracownicy zobaczyli ich razem.

-

Tak, z, największą przyjemnością pójdę z tobą na przyjęcie.

-

To dobrze, bo czułbym się okropnie, gdybyś została wieczorem sama w domu.

Spojrzała na niego.

-

Słucham?

-

Powiedziałem, że czułbym się okropnie, gdybyś została wieczorem sama w domu. To 

przeze mnie odłożyłaś wyjazd, dlatego z pewnością nie masz żadnych planów na wieczór.

Zaniemówiła.  Miała  ochotę  udusić  go  gołymi  rękoma,  bo  dotknął  ją  do  żywego.  Zaraz, 

przecież  on  nie  jest  niczemu  winien,  zmitygowała  się  natychmiast.  To  ona  okazała  się 

kompletną idiotką, istotą pozbawioną mózgu. Jak zwykle źle zinterpretowała jego słowa. To z 

powodu  sposobu,  w  jaki na  nią  patrzył... Ukradkowe  spojrzenia,  luźne  żarciki, dwuznaczne 

wypowiedzi...  No  tak,  przyjęła  to  za  dobrą  monetę  i  zinterpretowała  tak,  jak  było  jej 

wygodnie. To żałosne, że wciąż wyczekiwała najmniejszej oznaki zainteresowania ze strony 

Josha.

Skąd jej przyszło do głowy, że chciałby się z nią związać? Obiektywnie rzecz biorąc, wiele 

przemawiało przeciwko takiemu scenariuszowi. Dzieliła ich na przykład duża różnica wieku. 

Dla  Olivii  nie  stanowiło  to  problemu,  w  ogóle  o  tym  do  tej  pory  nie  myślała,  ale  bardziej 

tradycyjny Josh na pewno miał to na uwadze. To mogło tłumaczyć, dlaczego przez cztery lata 

nie zwrócił na nią uwagi. Skoro wykluczał związek ze znacznie młodszą od siebie kobietą, z 

pewnością nie postrzegał Olivii jako potencjalnej partnerki.

Choć  było  to  prawdopodobne  i  logiczne  wytłumaczenie,  Olivia  dzięki  temu  wcale  nie 

poczuła się lepiej. No dobrze, Josh ma ją w nosie, jednak przynajmniej powinna pokazać mu, 

ile  tracił.  Gdyby  okazał  się  wyjątkowo  uparty,  powinna  obmyślić  jakąś  sprytną  strategię 

działania. Coś, co popchnęłoby go w pożądanym kierunku. Szkoda zmarnować taką szansę na 

ułożenie  sobie  życia.  Albowiem  Olivia  była  święcie  przekonana,  że  Josh  jest  jej 

przeznaczony...

Dlatego gdy jej ukochany brał prysznic, wymknęła się do swojego samochodu i wyjęła z 

walizki  czerwoną sukienkę bez  ramiączek. Postanowiła sprawdzić, czy podoba  się Joshowi, 

sprowokować  go  do  jakiejś  żywszej  reakcji.  Obmyśliła  wszystko  starannie,  zupełnie  jakby 

planowała kampanię wojenną.

Wzięła  prysznic,  uczesała  się,  zrobiła  nieco  mocniejszy  makijaż  niż  zazwyczaj,  włożyła 

sukienkę, po czym czekała, aż Josh będzie przechodził korytarzem. Odczekała chwilkę i gdy 

background image

była już pewna, że Josh  znajduje się na dole schodów, wyszła z pokoju. Miała nadzieję, że 

słysząc jej kroki, Josh odwróci się w jej stronę i... zaniemówi z wrażenia.

Wszystko  poszło  zgodnie  z  planem.  Josh  odwrócił  się.  W  jego  oczach  widać  było 

zdziwienie, które zaraz ustąpiło miejsca zachwytowi. Patrzył na nagie ramiona Olivii, pełny 

biust, wąską talię, długie nogi i smukłe stopy w czerwonych sandałkach na wysokim obcasie.

-

O rany, Olivia, co ty zamierzasz zrobić? Przyprawić Hiltona o zawał serca?

Zaczęła schodzić ze schodów.

-

Powiedziałeś,  że  będą  podawać  koktajle,  więc  włożyłam  sukienkę  koktajlową  -

wyjaśniła z udawaną niewinnością.

Otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.

-

Nie  idziemy  tam  -  oznajmił.  Dopiero  po  chwili  zaproponował:  -  Może  zarzucisz  na 

ramiona żakiet?

Uśmiechnęła się słodko i poklepała go po policzku.

-

Mam dwadzieścia pięć lat. Potrafię sama zadecydować, w co powinnam się ubrać. Nie 

zamierzam wkładać żadnego żakietu - oświadczyła.

-

Twoja  sprawa  -  stwierdził  i  ruszył  w  stronę  garażu,  Olivia  nie  zamierzała  dawać  za 

wygraną. A swoją drogą jak to możliwe, że taki zdolny i ambitny biznesmen zachowywał się 

na gruncie prywatnym jak niedoświadczony młokos? Jak mógł być taki niedomyślny? A jeśli 

rzeczywiście  nie  był  nią  w  najmniejszym  stopniu  zainteresowany?  Cóż,  ona  zamierzała  się 

dobrze bawić!

 Gdy wysiedli z samochodu, Olivia dotknęła ramienia Josha.

-

Czy na przyjęciu będą inni pracownicy z naszej firmy? - spytała.

Spojrzał na jej piękną twarz. Był tak pochłonięty kontemplowaniem jej urody, że dopiero 

teraz zdał sobie sprawę ze zmieszania Olivii.

-

Ach tak, nie chcesz, by ktokolwiek wiedział, iż zostałaś w Georgii kilka dni dłużej, by 

mi pomóc.

-

Nie chcę.

Sposób, w jaki to powiedziała, sprawił Joshowi przykrość. Jak gdyby go nienawidziła i nie 

mogła znieść myśli, że ktoś zobaczy ich razem. Nie miał jej tego za złe. W końcu powiedziała 

wszystkim, że wyjeżdża. Zapewne nie chciała, by pomyśleli, iż udało mu się namówić ją na 

pozostanie  przez  dodatkowych  kilka  dni.  W  pełni  to  rozumiał.  Natomiast  całkowicie  nie 

rozumiał, co Olivia zamierzała osiągnąć, wkładając taką sukienkę.

background image

Czyżby  nie  zdawała  sobie  sprawy,  jak  bardzo  go  męczy?  Przez  cały  dzień  wysyłała 

sprzeczne sygnały. Musiała przecież wiedzieć, że mu się podoba, a mimo to wyjeżdżała. Nie 

mogli się ze sobą związać. To, co robiła, było okrutne.

Chyba że robiła to naumyślnie... Josh natychmiast odrzucił tę myśl jako zbyt narcystyczną. 

Najprawdopodobniej po prostu chciała ładnie wyglądać i dobrze się bawić na przyjęciu.

Ta myśl wcale go nie pocieszała. Zacisnął szczękę.

-

Nie martw się, nie sądzę, by inni pracownicy zostali zaproszeni. To przyjęcie na cześć 

kółka ogrodniczego wujka Hiltona - wyjaśnił.

-

Należysz do kółka ogrodniczego?

-

Nie żartuj, nie odróżniłbym krokusa od dziury w ziemi.

Tym razem nie roześmiała się z jego głupiego dowcipu i Josh poczuł się zawiedziony. Nie 

dość, że drażniła się z nim, zakładając tę sukienkę, to jeszcze nie śmiała się z jego dowcipów! 

Jak gdyby chciała mu udowodnić, że w ogóle jej na nim nie zależy.

-

To dlaczego zostałeś zaproszony? Uniósł pytająco brew.

-

Jestem członkiem rodziny.

-

Ależ tek, panie ogrodniku, ciągle zapominam, że jesteś członkiem rodziny.

Zastanawiając  się  nad  ripostą,  Josh  spojrzał  na  uśmiechniętą  twarz  Liv  i  całkowicie 

zapomniał  o  tym,  że  powinien  czuć  się  urażony.  Z  pięknymi  zielonymi  oczami  i 

pomalowanymi na czerwono ustami Olivia była kobietą, która potrafiła okręcić sobie wokół 

palca każdego mężczyznę. Oddałby cały swój majątek za jeden pocałunek.

Jeden pocałunek? Czy miał prawo ją pocałować?

Nie.  Choć  tak  naprawdę  nie  była  już  jego  podwładną.  ..  Spojrzał  na  jej  usta,  po  czym 

uniósł w górę wzrok i napotkał jej spojrzenie. Mógłby przysiąc, że drażni się z nim, bada, czy 

zdobędzie się na odwagę...

-

Josh, Olivia. Tak mi się wydawało, że ktoś przyjechał.

Dlaczego tak stoicie? Czemu nie zadzwoniliście do drzwi?

Odwróciwszy się, Josh stanął twarzą w twarz ze swoim wujkiem. Ubrany w biały garnitur 

- lubił być oryginalny - Hilton stanowił kwintesencję dżentelmena z Południa.

-

Mieliśmy  pewne  nieporozumienie  -  zaczął  Josh,  ale  Olivia  nie  pozwoliła  mu 

dokończyć.

Podeszła bliżej, podając dłoń gospodarzowi.

-

Mam nadzieję, że  nie ma pan nic przeciwko, panie Martin  - powiedziała słodziutko, 

całkowicie  obcym  Joshowi  głosem.  -  Ale  Josh  mnie  zaprosił.  Pomagam  mu  zorganizować 

background image

biuro i zaproszenie mnie do pańskiego pięknego domu jest jego sposobem na odwdzięczenie 

mi się.

Josh ze zdziwieniem patrzył, jak Hilton Martin, miliarder i świetny negocjator, rozpływa 

się u stóp Olivii.

-

Cała przyjemność po mojej stronie. – Pocałował Olivie w dłoń.

Josh otworzył szeroko usta ze zdziwienia. Wiedział, że musi się przyzwyczaić do tego typu 

zachowania,  ponieważ  Hilton  Martin  jest  z  całą  pewnością  pierwszym  z  długiej  kolejki 

mężczyzn, którzy będą dzisiejszego wieczoru adorować Olivie.

Gdy  weszli  do  środka,  wydawało  się,  że  wszyscy  stanęli  w  miejscu  i  tylko  patrzyli  na 

Olivie. Josh naprężył mięśnie.

-

Jesteś pewna, że nie chcesz zarzucić na siebie mojej marynarki? - szepnął jej do ucha, 

będąc  pewien,  że  te  wszystkie,  pełne  pożądania  spojrzenia  peszą  jego  zazwyczaj  nieśmiałą 

sekretarkę.

Uśmiechnęła się do niego kokieteryjnie.

-

Chyba żartujesz. Zobacz, jaką wywołałam reakcję. Gdybym wiedziała, że ta sukienka 

jest tak atrakcyjna, włożyłabym ją na przyjęcie gwiazdkowe.

-

Czy mógłbym podać pani drinka?

-

Nie będziemy dzisiaj nic pić.

-

Josh! To przyjęcie i ja zamierzam dobrze się bawić. - Olivia uśmiechnęła się słodko do 

kelnera. - Poproszę dżin z tonikiem.

-

Już podaję, proszę pani.

-

Już podaję, proszę pani - przedrzeźniał kelnera Josh.

-

Skoro zamierzasz tak się zachowywać, zostaw mnie samą. Nikt nie poprosi mnie do 

tańca, jeżeli będą myśleli, że jesteśmy parą.

Josh  był  tak  zajęty  chronieniem  Olivii  przed  spojrzeniami  innych  mężczyzn,  iż  nie 

zauważył  nawet,  że  Hilton  otworzył  drzwi  do  bawialni.  Mniej  więcej  czterdzieścioro 

elegancko  ubranych  gości  rozmawiało  w  salonie.  Kolejnych  dwadzieścioro  tańczyło  w 

bawialni.  Hilton  wynajął  zespół,  którego  wokalistka  odziana  w  skąpą  sukienkę  śpiewała 

seksownie  zachrypniętym  głosem.  Mimo  to  wzrok  wszystkich  mężczyzn  zwrócony  był  w 

stronę Olivii.

Coś  mu  podpowiadało,  że  nie  należy  zostawiać  jej  samej.  Zrzucił  to  na  karb  braterskiej 

opiekuńczości. Postanowił poprosić ją do tańca.

-

Zostawię cię samą, o ile wpierw ze mną zatańczysz.

-

Dobrze - zgodziła się.

background image

Nim znaleźli się na parkiecie, seksowna wokalistka zaczęła śpiewać wolną, romantyczną 

balladę.  Joshowi  serce zabiło  mocniej.  Będąc zbyt dumnym, by przyznać,  że  popełnił  błąd, 

objął Olivie w talii i wspólnie zrobili pierwszy krok.

Choć bardzo starał się skoncentrować na czymś innym, myślał jedynie o tym, jak bardzo 

go podnieca. Stwierdził, że jedynym ratunkiem dla niego jest próba konwersacji.

-

Dlaczego nie włożyłaś wcześniej tej sukienki? Spojrzała na niego pytająco.

-

Byłam zbyt nieśmiała...

-

Jakoś dzisiaj nie stanowiło to dla ciebie problemu.

-

Bardzo  się  na  przestrzeni  ostatniego  roku  zmieniłam.  Ma  rację,  pomyślał  Josh.  To 

dlatego dopiero teraz zaczaj zwracać na nią uwagę. Bardzo się zmieniła. Ale to nie nastąpiło 

w ciągu jednej nocy. Dojrzewała do podjęcia decyzji o wyjeździe na Florydę. To dlatego była 

inna.

-

Ile miałaś lat, gdy zaczęłaś dla mnie pracować?

-

Dwadzieścia jeden - odpowiedziała, nie patrząc mu w oczy.

-

Miałem wtedy trzydzieści cztery lata. Byłem taki młody i przystojny...

Słysząc to, Olivia uśmiechnęła się.

-

Pamiętam,  układałeś  wtedy  włosy  na  żel,  tak  że  sterczały  we  wszystkie  strony  i 

sprawiały, że wyglądałeś jak John Travolta, którego właśnie poraził prąd.

-

Nie przypominaj mi o tym.

-

Na szczęście udało mi się wyperswadować ci tę fryzurę. Była ohydna.

-

Pewnie  masz  rację  -  zgodził  się.  Jego  pomysł  z  konwersacją  przyniósł  zamierzony 

efekt.  Przestał  się  czuć  podniecony.  Zamiast  tego  działo  się  z  nim  coś  dziwnego.  Czuł  się 

szczęśliwy.  Spędzanie  czasu  z  Olivia  nigdy  nie  było  krępujące.  Była  jedną  z 

najsympatyczniejszych  osób,  jakie  znał.  Dlatego  gdy  melodia  dobiegła  końca,  a  Josh 

zauważył  stojącą  z  boku  grupkę  mężczyzn,  która  czyhała  na  to,  by  zatańczyć  z  Olivia, 

wiedział, że nie może teraz odejść. Musiał ją przed nimi obronić. Bez względu na to czy ona 

tego chciała, czy nie.

W trakcie czwartej piosenki Olivia zrozumiała, co się dzieje. Josh nie trzymał jej z dała od 

innych mężczyzn, ponieważ obawiał się o jej cnotę, był najzwyczajniej w świecie zazdrosny. 

Skoro  sukienka  i  przyjęcie  sprawiły,  że  zdał  sobie  sprawę  z  własnych  uczuć,  wystarczyło 

jeszcze trochę go popchnąć, by wyznał, że ją lubi.

-

Czy mógłbyś mi przynieść dżin z tonikiem?

-

Masz ochotę na coś do picia?

background image

-  Olivia  uśmiechnęła  się  do  niego.  Sposób,  w  jaki  zareagował  na  jej  prośbę,  tylko 

potwierdził  jej  domysły.  Lubił  ją.  Do  tego  stopnia,  że  był  gotów  spełniać  jej  zachcianki. 

Czekała na to przez cztery lata. Teraz zamierzała delektować się każdą chwilą.

-

Mam ochotę na drinka. Poza tym chętnie wyjdę na patio. - Uśmiechnęła się słodko. -

Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu.

-

Oczywiście,  że  nie  -  odparł,  ale  rozejrzał  się  wokoło,  czy  żaden  z  obecnych  w 

pomieszczeniu  mężczyzn nie przejawia zbyt dużego zainteresowania  Olivia.  - Ale uważam, 

że powinnaś pójść ze mną poszukać kelnera.

Najchętniej  podroczyłaby  się  z  nim  teraz,  ale  nie  mogła  sobie  na  to  pozwolić.  Jeżeli 

chciała, by wyznał, iż ją lubi, musiała dać mu ku temu powody, a nie żartować sobie z niego.

Zamiast szukać kelnera, poszli prosto do baru i tam zamówili drinki. Po czym przeszli na 

dwór, gdzie było trochę  zimniej, niż Olivia się spodziewała. Gdyby miała na sobie dżinsy i 

bluzę,  chłodne,  marcowe  powietrze  nie  przeszkadzałoby  jej  ani  trochę,  ale  w  leciutkiej 

sukience trzęsła się z zimna.

Co gorsza, ona i Josh nie byli jedynymi, którzy wpadli na pomysł wyjścia na patio. Trzy 

inne  pary  wpatrywały  się  w  księżyc,  który  znajdował  się  w  pełni.  W  takich  warunkach  nie 

zamierzała flirtować z Joshem, więc mogli równie dobrze wejść z powrotem do środka.

-

Równie dobrze możemy wejść z powrotem do środka.

Spojrzała na niego, zmieszana faktem, że wypowiedział na głos jej myśl.

-

Co takiego powiedziałeś?

-

Powiedziałem, że równie dobrze możemy wejść z powrotem do środka.

Nie mówiłby czegoś takiego, gdyby sam nie miał nadziei na zostanie z nią sam na sam. A 

jeżeli chciał pobyć z nią na osobności, to może zamierzał ją pocałować. Nie mogła przegapić 

takiej okazji.

-

Podoba mi się tutaj.

Gdy  tylko  to  powiedziała,  jedna  z  trzech  par  odwróciła  się  i  zaczęła  zmierzać  w  stronę 

drzwi do bawialni. Niestety, Olivia zadrżała z zimna.

-

Kiedy jest ci zimno.

-

Nie tak bardzo - skłamała. Ale co miała zrobić? Kolejna para weszła z powrotem do 

środka. Została już tylko jedna. Jeszcze trochę i zostaną sami!

-

Weź przynajmniej moją marynarkę - zaproponował.

Postawił  drinki  na  stole,  po  czym  zdjął  marynarkę  i  okrył  nią  jej  nagie  ramiona.  Olivia 

poczuła jego zapach.

background image

 To  było  tak  intymne  doznanie,  że  przez  dobrych  trzydzieści  sekund  stała  bez  słowa.  W 

tym czasie trzecia para weszła do środka.

-

Wygląda na to, że zostaliśmy sami - Josh wyszeptał nerwowo, rozglądając się dookoła 

niczym w poszukiwaniu wyjścia awaryjnego.

Choć wcale tego nie chciała, Olivia się rozzłościła.

-

Czyżbyś się mnie bał? - spytała. Była urażona.

-

Ależ skąd! - Był zszokowany, że mogła tak pomyśleć.

-

Tak - powiedziała, robiąc krok do przodu. - Ty się mnie boisz.

-

Liv, nie rób tego. - Cofnął się. Zwilżyła wargi.

-

Dlaczego?

-

Bo może ci się nie spodobać rezultat.

-

Jaki rezultat? O co ci chodzi, Josh? - Uśmiechnęła się zawadiacko. Zarzuciła mu ręce 

na szyję i podeszła najbliżej, jak tylko mogła, nie dotykając go. - Czyżbyś coś planował?

-

Nie.

To słowo z trudem przeszło mu przez gardło. Olivia już miała nazwać go tchórzem i dać 

sobie z tym wszystkim spokój, gdy Josh objął ją nagle w talii i przyciągnął do siebie.

-

Tak  naprawdę  to  coś  planuję.  -  Tym  razem  mówił  już  silnym,  męskim  głosem.  -

Planuję to - powiedział, po czym pochylił się i ją pocałował.

Olivia  omal  nie  upadła  z  wrażenia,  ale  Josh  przyciągnął  ją  jeszcze  bliżej  siebie.  Miała 

trudności ze złapaniem oddechu. Gładkość jego warg. Słodycz pocałunku. I ten jego zapach...

Zarzuciła mu ręce na szyję, pogłębiając pocałunek. Ogarnęła ich namiętność. Całowali się 

coraz  szybciej  i  goręcej,  ich  zgłodniałe  wargi  rozkoszowały  się  swoim  smakiem.  W 

najśmielszych snach Olivia nie sądziła, że będzie jej z Joshem tak wspaniale.

Ich  życie  nie  będzie  już  dłużej  takie  samo.  Przekroczyli  wszelkie  granice.  Jego  dłonie 

gładziły wrażliwą skórę jej nagich pleców. Jej usta kochały się z jego wargami. A ponieważ 

wracali wspólnie do domu, mogła być pewna, że nie skończy się na jednym pocałunku.

Josh mógł sądzić, że będzie się chciała z nim kochać, a ona wcale nie wiedziała, czy ma na 

to ochotę... ale nie była też pewna, czy jej nie ma.

Przerwał  delikatnie  pocałunek.  Przez  kilka  chwil,  które  zdawały  się  trwać  w 

nieskończoność,  wpatrywali  się  sobie  w  oczy.  Serce  Olivii  biło  jak  szalone.  Ich  rozpalone 

ciała wciąż się ze sobą stykały. Widziała w jego oczach pożądanie.

Nie spodziewała się tego. Chciała jedynie, by wyznał, że ją lubi. Sądziła, że będzie miała 

dostatecznie dużo czasu, by zastanowić się nad tym, czy chce się z nim kochać, zaplanować 

background image

wszystko. Nie była pewna, czy chce, by to wydarzyło się już dzisiaj. Z drugiej strony, jeżeli 

nie wykorzysta dzisiaj szansy, którą otrzymała od losu, może już nie dostać następnej.

-

Myślę,  że  powinniśmy  powoli  wracać  do  domu -wyszeptał.  -  Musimy  o  tym 

porozmawiać.

-

Chyba masz rację.

ROZDZIAŁ PIĄTY

- Pójdę po samochód - powiedział Josh i omal nie zostawił jej samej na patio, ale w porę 

zdał  sobie  sprawę,  że  na  przyjęciach  u  Hiltona  jest  kamerdyner,  który  zajmuje  się 

parkowaniem  samochodów.  -  Przepraszam  -wymamrotał,  wkładając  ręce  do  kieszeni.  -

Możemy wyjść razem.

Patrzyła  na  niego  wielkimi  oczami,  w  których  malowało  się  zagubienie.  Tak  bardzo 

pragnął  jej  dotknąć,  pocieszyć  ją,  uspokoić.  Nie  planował  pocałować  jej  aż  tak  mocno  i 

namiętnie. Ale nie powinien już nigdy więcej ulegać pokusie. Jeżeli  jeszcze raz jej dotknie, 

dojdzie do prawdziwej katastrofy. Miłe złego początki...

Czekając na samochód, Josh przypomniał sobie głos Oli-vii, gdy droczyła się z nim o to, 

by  ją  pocałował.  Czy  mu  się  zdawało,  czy  w  jej  głosie  rzeczywiście  pobrzmiewała 

desperacja?  Gdyby  nie  był  realistą,  gotów  jeszcze  pomyśleć,  że  Olivia  włożyła  seksowną, 

czerwoną sukienkę, by go sprowokować. Nie, chyba nie była tego typu kobietą...

Ponieważ Olivia nie była w nastroju do rozmowy, a on sam pogrążył się w rozmyślaniach, 

jechali  więc  w  milczeniu.  Rozważał  jej  wypowiedź  o  tym,  że  kupiła  sukienkę  w  zeszłym 

roku, ale była zbyt nieśmiała, by ją włożyć. A jeśli już dawno planowała go uwieść?

Ta  myśl  była  tak  absurdalna,  że  Josh  od  razu  ją  odrzucił.  Zamiast  tego  próbował  sobie 

przypomnieć wszystkie służbowe przyjęcia gwiazdkowe, śluby współpracowników, służbowe 

pikniki.  Musiał  przyznać,  że  podczas  wszystkich  tych  imprez  Olivia  była  jego  nieodłączną 

towarzyszką.  Wcześniej  składał  to  na  karb  jej  wrodzonej  nieśmiałości,  ale teraz  nie  był już 

tego taki pewien.

Może spędzała z nim czas, ponieważ chciała go lepiej poznać?  Może flirtowała z nim, a 

on, nie spodziewając się takiego obrotu sprawy, nawet tego nie zauważył? A jeśli Olivia, tak 

jak nieśmiało przypuszczał, odchodziła z pracy z powodu niespełnionej miłości do szefa?

Po dojechaniu na miejsce obydwoje wysiedli ze srebrnego audi, jak gdyby nic się nie stało. 

Żadne  z  nich  nie  poruszyło  tematu  pocałunku,  co  z  jednej  strony  denerwowało  Josha,  a  z 

drugiej bardzo mu odpowiadało. Nie był pewien, czy chce brnąć w ten układ. Tak, Olivia go 

pociągała,  ale  to  jeszcze  nie  powód,  by  pakować  się  w  kłopoty.  Na  szczęście  nie  miało  to 

background image

większego znaczenia, bo ona i tak wyjeżdżała. Wszelkie rozmowy na ten temat wydawały się 

w tej sytuacji pozbawione sensu.

Pocałunek był tak namiętny, że ciało Josha wciąż drżało z pożądania. Nadal nie rozumiał, 

dlaczego tak łatwo dał się ponieść emocjom.

-

Nie musimy tego robić - powiedziała Olivia, przerywając ciszę.

Josh chciał się z nią zgodzić, ale wiedział, że jeżeli nie porozmawiają, nie będzie w stanie 

zmrużyć w nocy oka.

-

Myślę,  że  musimy.  -  Ruchem  ręki  wskazał,  by  przeszli  do  salonu.  Usiadła  na 

jasnobrązowej kanapie, a on na krześle naprzeciwko.

W pokoju panowała cisza i choć Josh bardzo się starał, nie mógł wydobyć z siebie głosu. 

Nie wiedział, o co zapytać, jak upewnić się, że jej nie skrzywdził, no i nie chciał oczywiście 

wyjść na głupca.

-

W końcu nie wypiłam mojego dżinu z tonikiem -zauważyła Olivia.

-

Może teraz się napijemy - zaproponował. Nie był pewien, czy to dobry pomysł, by w 

tej sytuacji pili alkohol, ale potrzebował się rozluźnić. - Masz ochotę na dżin z tonikiem, czy 

może wolałabyś kieliszek wina albo brandy, czegoś, co pomoże ci zasnąć?

Olivia  uniosła  wzrok,  by  na  niego  spojrzeć  i  Josh  zobaczył  w  jej  zielonych  oczach 

zdziwienie.

-

Poproszę brandy.

-

Już się robi.

Josh nie mógł się oprzeć wrażeniu, że Olivia zupełnie nie denerwuje się zdarzeniem, jakie 

miało miejsce pół godziny temu. Być może zrobiła to dla żartu, być może chciała go jedynie 

sprowokować. A on naiwnie sądził, że się w nim podkochiwała, i to od dawna... Bez sensu. 

Doszedłszy do tego wniosku, odetchnął z ulgą i wręczył Olivii kieliszek brandy.

Zdecydował się usiąść obok niej na kanapie. Nie chciał, by pomyślała, iż ma do niej żal 

albo  jest  na  nią  zły.  To  był  najpiękniejszy  pocałunek  w  jego  życiu.  Gdyby  tak  mógł  trwać 

wiecznie...

Josh poderwał się z kanapy.

-

Może włączę jakąś muzykę. Strasznie tu cicho.

 Znalezienie pilota do wieży zabrało mu sporo czasu. Nieustannie powtarzał sobie, że nie 

wolno mu skrzywdzić Olivii. Nie powinien myśleć o niej z pożądaniem, nie powinien snuć na 

jej temat erotycznych fantazji.

W pokoju rozległy się dźwięki piosenki, romantycznej ballady.

-

Przepraszam cię za to. Spojrzała na niego pytająco.

background image

-

Za co?

-

Za muzykę, nie sądziłem, że w środku jest właśnie ta płyta.

Olivia uśmiechnęła się.

-

Dlaczego przepraszasz? Uważam, że to całkiem słodkie.

Josh z trudem przełknął ślinę.

-

Nie jestem słodki, Liv. - Nie wiedział, co jeszcze powiedzieć.

-

Ależ oczywiście, ~ie jesteś - zaprzeczyła.

Była  taka  piękna!  Miała  nieskazitelną  cerę,  błyszczące  oczy  o  barwie  morskiej  wody  w 

słoneczny  poranek  i  pełne  usta.  Olivia  zawsze  chciała  dla  niego  jak  najlepiej,  ale  te  słowa 

niosły w sobie dużo głębsze znaczenie. Tej nocy wszystko było dużo bardziej osobiste, i to 

mu się podobało.

Może podobało mu się nawet aż za bardzo.

Nagle Josh ponownie podniósł się z kanapy.

-

Jestem  jednak  bardziej  zmęczony,  niż  sądziłem,  więc  chyba  najlepiej  zrobię,  jeżeli 

położę  się do łóżka. Posiedź sobie jeszcze, jeżeli masz  ochotę. Dolej sobie brandy. Możesz 

też zmienić płytę, jeżeli ta ci nie odpowiada.

Z  tymi  słowy  wyszedł  z  pokoju.  Olivia  siedziała  w  milczeniu.  Co  mogła  powiedzieć? 

Wcześniej martwiła się, że będzie chciał pójść z nią do łóżka, choć ona nie jest jeszcze na to 

gotowa. Teraz dręczyło ją co innego. Josh na pewno żałuje, że ją pocałował. Podobała mu się, 

była tego pewna. Niemniej jednak coś powstrzymywało go przed związaniem się z nią. Może 

uważał, że różnica wieku jest zbyt duża, ale to akurat słaby argument, skoro ona już dawno 

osiągnęła pełnoletność.

Może uważał, że nie ma sensu angażować się w związek, skoro ona i tak wyjeżdża. Nie 

mógł  przecież  wiedzieć,  że  wystarczyło  jedno  jego  słowo,  by  całkowicie  zmieniła  swoje 

plany.

Z rozmyślań wyrwał ją dzwonek telefonu. Podniosła leżącą obok słuchawkę.

-

Halo?

-

Olivia?

-

Tak.

-

Mówi Giną. - Głos po drugiej stronie słuchawki był odrobinę speszony.

Nie  tylko  przyszła  na  przyjęcie  do  ojca  Giny  w  towarzystwie  Josha,  ale  teraz  odebrała 

jeszcze telefon w jego domu... Nic dziwnego, że przyjaciółka czuła się zagubiona.

-

Zanim  zaczniesz  snuć  jakiekolwiek  domysły,  powiem  ci,  że  odebrałam  telefon, 

ponieważ Josh poszedł już się położyć, co oznacza, że nie śpimy w jednym łóżku!

background image

Jak można się było spodziewać, Giną roześmiała się.

-

Nawet mi to do głowy nie przyszło.

-

To  dobrze,  ponieważ  tego  nie  robimy.  Poprosił  mnie,  żebym  została  jeszcze  przez 

kilka  dni  w  Atlancie  i  pokazała  mu,  na  czym  polegała  moja  praca.  Ale  ponieważ  w  moim 

mieszkaniu  odłączono  już  prąd  i  gaz,  Josh  zaproponował,  żebym  przeprowadziła  się  na  ten 

czas do niego.

-

Ach tak?

-

Byliśmy dzisiaj w biurze i to samo zamierzamy zrobić jutro. Potem jadę na Florydę.

-

To dobrze.

-

Naprawdę. To wszystko. Nie ma w tym nic zdrożnego.

-

Olivia, nie musisz się przede mną tłumaczyć. Jestem twoją przyjaciółką.

Westchnęła.

-

Wiem.

-

To dlaczego to robisz?

-

Nie mam pojęcia - odparła szczerze.

-

Może dlatego, iż w głębi duszy chciałabyś, żeby coś się wydarzyło? - spytała Giną i 

roześmiała się.

-

Nie sądzę. Po wydarzeniach dzisiejszego wieczoru z największą przyjemnością wsiądę 

do samochodu, ruszę drogą stanową numer 75 i raz na zawsze zapomnę o twoim kuzynie.

-

To nie brzmi najlepiej... Co takiego się stało? Może chcesz o tym porozmawiać?

-

Nie ma o czym rozmawiać. Twój kuzyn jest jakiś dziwny. Nie ulega wątpliwości, że 

bardzo  mu  się  podobam.  Wyjawił  mi  podczas  tego  weekendu  więcej  sekretów  niż  przez 

ostatnie cztery lata.

-

Ale?

-

Ale pocałował mnie dzisiaj i teraz tego żałuje, a ja chcę po prostu znaleźć się stąd jak 

najdalej.

-

Bądź twarda, Liv. - Giną starała się podtrzymać przyjaciółkę na duchu. - Wszystko się 

jakoś ułoży.

-

Nie sądzę - wyznała Olivia. Na myśl o tym, że jej i Joshowi najwyraźniej nie jest dane 

być razem, robiło się jej bardzo smutno. - Twój kuzyn jest naprawdę cudownym mężczyzną, 

który w pełni zasługuje na to, by być szczęśliwy, ale zachowuje się tak, jak gdyby się tego 

okropnie bał.

-

Być może tak właśnie jest - odparła Giną. - Nie miał łatwego życia.

-

Nie wiedziałam tego. - Olivia nie ukrywała zdziwienia. - Co takiego się stało?

background image

-

Sądzę, że Josh tak ciężko pracuje, ponieważ jego ojciec porzucił firmę kilka lat temu.

-

Ojciec  Josha  pracował  dla  Hilton-Cooper-Martin?  -  Nie  wiedzieć  czemu  jej  wzrok 

powędrował  w  kierunku  niewielkiej  szafki,  na  której  obok  zdjęcia  Josha  z  wujkiem  stało 

oprawione  w  elegancką  ramkę  zdjęcie  starszego,  ciemnowłosego  mężczyzny  z  Hiltonem 

Martinem. To mógł być ojciec Josha.

-

Pracował w dziale leasingu - wyjaśniła Giną. -Dużo podróżował i zakochał się w innej 

kobiecie.  A  ponieważ  matka  Josha  jest  siostrą  mojego  ojca,  gdy  ją  zostawił,  porzucił  też 

pracę. Byliśmy właśnie w trakcie podpisywania ważnej umowy, chodziło o trzy nowe sklepy 

spożywcze - kontynuowała. - Konkurencja tylko czyhała na jakiekolwiek potknięcie z naszej 

strony.  W  efekcie,  negatywne  skutki  odejścia  ojca  Josha  dało  się  odczuć  przez  kolejnych 

dziesięć lat.

-

Ojej, nie wiedziałam.

-

Mój tata uważa, że Josh czuje się za to winny.   

-

To dlatego czekał, aż twój  tata poprosi go, by mu  pomógł, zamiast samemu ubiegać 

się o pracę...

-

Dokładnie  tak  było  -  skwitowała  Giną.  -  Wygląda  na  to,  że  Josh  faktycznie 

opowiedział ci sporo na swój temat.

-

Wcale nie tak dużo - zaprzeczyła Olivia. Nie chciała, żeby przyjaciółka zaczęła znowu 

snuć domysły.

-

Wiesz,  Liv -  kontynuowała  Giną.  -  Mój  tata  wcale  nie  wymaga,  by  Josh  tak  ciężko 

pracował. Najwyższy czas, żeby zrozumiał,  że nie jest swoim ojcem i w związku z tym nie 

musi  płacić  za  jego  błędy.  Skoro  opowiedział  ci  o  tym,  w  jaki  sposób  dostał  pracę,  może 

opowie ci też o swoim ojcu.

-

A jeśli tak się stanie, czy mu wspomnieć, że według wszystkich za dużo i za ciężko 

pracuje? - Olivia nie za bardzo rozumiała, do czego zmierza kuzynka Josha.

-

Nie. - Giną zaśmiała się. - Po prostu uważam, że jeżeli opowie ci o swojej przeszłości, 

będzie to znak, że naprawdę bardzo mu na tobie zależy.

-

Może masz rację.

-

Dlatego  nie  byłoby  to  najgorszym  pomysłem,  gdybyś  postanowiła  zostać  tu  jeszcze 

kilka dni. Musisz mu dać więcej czasu, żeby zrozumiał, jak bardzo mu na tobie zależy.

-

Nie wiesz może, czy został poważnie skrzywdzony w jakimś poprzednim związku? -

chciała wiedzieć Olivia.

-

Nic  mi  o  tym nie  wiadomo.  Nie  za  wiele  wiem,  o  okresie,  który  spędził  w  Nowym 

Jorku, ale zakładam, że gdyby ktoś złamał mu serce, opowiedziałby mi o tym. Właściwie to 

background image

Josh jest bardzo nieśmiały. Jesteś pierwszą kobietą, której opowiedział prawdę o tym, w jaki 

sposób znalazł się w Hilton-Cooper-Martin.

-

Więc uważasz, że jest dla mnie nadzieja?

-

Tak, uważam, że jest nadzieja.

-

Nie byłabym tego taka pewna. - Olivia przygryzła dolną wargę.

-

Liv, nie mówiłabym ci takich rzeczy, gdybym nie była o nich przekonana. Nie tylko 

lubię Josha, uważam także, że jesteś jedyną kobietą, która może go uszczęśliwić i naprawdę 

cię lubię. Za nic nie chcę, by ktokolwiek cię skrzywdził. Naprawdę uważam, że jeżeli zacznie 

mówić o swoim ojcu, możesz to potraktować jako znak, że naprawdę mu na tobie zależy.

W słuchawce zapanowało milczenie.

-

Olivia?

Olivia odwróciła się, by zobaczyć stojącego w drzwiach do salonu Josha.

-

Z kim rozmawiasz?

-

Z Giną - odparła.

-

Czegoś chce?

Olivia speszyła się. Właściwie nie zapytała się przyjaciółki, w jakiej sprawie dzwoni.

-

Dlaczego zadzwoniłaś? - spytała zaciekawiona.

-

Chciałam się dowiedzieć, dlaczego Josh wyszedł bez pożegnania.

Olivia powtórzyła to Joshowi, po czym przekazała mu słuchawkę.

-  Cześć,  Giną,  to  ja.  Wyszliśmy  z  przyjęcia,  ponieważ  Olivia  oblała  się  drinkiem.  Nie 

zauważyłaś,  że  miała  na  sobie  moją  marynarkę?  Nie,  nie  śpimy  razem.  Została  w  Georgii, 

żeby  mi  pomóc.  Mam  nadzieję,  że  potrafisz  dochować  tajemnicy.  Nie  zawiedź  mojego 

zaufania, dobrze?

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Po  raz  kolejny  podróż  do  biura  upłynęła  w  milczeniu.  Olivia  nic  nie  mówiła,  albowiem 

miała zbyt wiele rzeczy do przemyślenia.

Zrozumiała, że uczucie, które żywiła do Josha, było jedynie przelotnym zadurzeniem. To 

na pewno przejdzie, z pewnością rozwieje się jak poranna mgła. Byle tylko jak najwcześniej 

wyruszyć na Florydę. Okazało się, że Josh nie jest tym mężczyzną, którego wizję wykreowała 

sobie w głowie, nie jest mężczyzną jej marzeń.

background image

Jednak spędzanie czasu w jego towarzystwie było całkiem przyjemne. Musiała przyznać, 

że dobrze się z nim czuła. Właściwie było  nawet lepiej, niż sobie to  wyobrażała. Tak, Josh 

podobał jej się na tyle, że w przyszłości mogłaby go pokochać.

No i  był  jeszcze  ten pocałunek. Na  samo wspomnienie  zadrżała z  podniecenia. Tamtego 

wieczoru ugięły się pod nią kolana. Miała przyspieszony oddech. Jeżeli Josh kocha się równie 

cudownie, jak całuje, małżeństwo z nim byłoby istnym rajem na ziemi.

I to był prawdziwy powód, dla którego nie chciała opuszczać Georgii. Uważała, że głupotą 

byłoby  jechanie  na  Florydę,  w  momencie  gdy  jej  znajomość  z  Joshem  zaczynała  nabierać 

barw. Powinna zostać na miejscu i poczekać na dalszy rozwój sytuacji.

-

Jakie mamy plany na dzisiaj? - spytał, zapalając światło w swoim gabinecie.

-

Myślę,  że  powinniśmy  zacząć  od  formularzy  listów.  Są  ponumerowane  -  zaczęła 

tłumaczyć,  zdejmując  błękitny  sweterek  i  wieszając  go  na  oparciu  fotela.  -  Mam  spis,  bo 

każdy list jest zakodowany pod jakimś numerem. Obok numerka znajduje się wyjaśnienie, w 

jakiej sytuacji wysyłamy taki list.

Olivia  usiadła  przy  swoim  komputerze  i  chwilę  później  na  ekranie  pojawił  się  plik, 

zawierający rodzaje listów  z  przypisanymi im  numerami.  Josh  przysiadł  na rogu jej  biurka. 

Czuła jego bliskość.

-

List numer jeden - powiedziała, kliknąwszy dwukrotnie myszą. - To standardowy list. 

Przydatny w wypadku, gdy rozsyłamy podstawowe informacje do gazet w dwudziestu sześciu 

miastach, w których znajdują się nasze sklepy.

-

Sądziłem, że robimy to faksem?

-

Tak, ale załączamy do tego list. Skinął głową na znak, że rozumie.

-

To bardzo profesjonalne z naszej strony.

-

Jesteś bardzo profesjonalny - stwierdziła. Nawet ubrany w dżinsy i koszulę wyglądał 

jak  młody  biznesmen.  Zawsze  elegancki  i  ułożony,  tak  samo  nienaganny  jak  podczas 

pełnienia obowiązków służbowych.

Zaśmiał się.

-

Wygląda na to, że cały mój profesjonalizm jest tylko i wyłącznie twoją zasługą.

-

Na tym polegała moja praca. - Nie chciała dłużej kontynuować tego tematu. - Zamiast 

omawiać teraz po kolei wszystkie listy, pomyślałam, że wydrukuję ten spis, a także po jednej 

kopii każdego z listów i włożę je do specjalnego segregatora, żebyś zawsze miał je pod ręką.

-

Świetny pomysł. - Josh nie ukrywał zadowolenia. - Co teraz? - Mówił niskim głosem, 

który Olivia zawsze uważała za bardzo atrakcyjny.

background image

By skierować myśli w inną stronę, zerknęła do jego gabinetu.

-

Przenieśmy resztę dokumentów.

Niemniej  jednak  nie  potrafiła  przestać  o  nim  myśleć.  Zastanawiała  się,  jak.  długo  jego 

ojciec  pracował  dla  łłil-tona  Martina  i  ile  lat  miał  Josh,  gdy  jego  ojciec  odszedł  z  firmy. 

Ciekawiło ją, jak często się widują i czy jego ojciec wyprowadził się z miasta. Intrygowało ją, 

jaki był Josh w liceum, a także później na studiach i czy w jego życiu było dużo kobiet.

Gdy  wszystkie  dokumenty znalazły  się  na  biurku  Jo-sha,  stanął  przy metalowej  szafce  i 

poinformował Olivie, których papierów potrzebuje w pierwszej kolejności. Gdy mu je podała, 

włożył je do górnej szuflady.

-

Dziękuję.

Po  kilku  takich operacjach Olivia doszła  do  wniosku,  że  znowu  dobrze  się czuje w  jego 

towarzystwie.  Bariera,  wywołana  wczorajszym  pocałunkiem,  zniknęła.  Znowu  byli  dwójką 

zwykłych ludzi.

Przeszła się po pokoju, przyglądając się rzeczom, na które wcześniej nie zwróciła uwagi. 

Na  szafce  obok  biurka  stało  zdjęcie  Hiltona  i  nie  znanego  jej  mężczyzny,  a  obok  zdjęcie 

kobiety.

-

To twoja mama, prawda? - spytała, niemal nie zdając sobie sprawy, że mówi na głos.

Spojrzał na nią.

-

Tak - potwierdził.

-

Mieszka w Atlancie?

-

Mimo trzech rozwodów udało jej się pozostać w Atlancie; mało tego, ciągle mieszka 

w tym samym domu.

Olivia otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.

-

Trzy rozwody?

-

Obecne małżeństwo także nie należy do najbardziej udanych.

-

Przykro mi.

-

Nie przejmuj się. Moja mama mogłaby wychodzić za mąż i rozwodzić się co roku, to 

nie wpływa ujemnie na jej nastrój.

Chociaż mówił zwykłych tonem, dla Olivii było oczywiste, że sprawia mu to przykrość.

-

Czy dlatego rzadko się z nią widujesz?

-

Wręcz  przeciwnie,  często  się  z  nią  widuję.  -  Spojrzał  na  nią  pytająco.  -  Dlaczego 

myślałaś, że nie spotykam się z mamą?

-

Nie wiem.

-

Pewnie myślisz, że nie widzę świata poza pracą i na nic innego nie starcza mi czasu.

background image

-

Bo taka jest prawda.

-

W pewnym stopniu.

-

No to słucham, co innego robisz? - spytała Olivia, krzyżując ramiona na piersi. - Masz 

mięśnie,  więc  zakładam,  że  raz  na  jakiś  czas  musisz  uprawiać  sport.  Grasz  w  tenisa  albo 

squasha?

Josh nie podniósł wzroku znad dokumentów, które układał w szafce.

-

Gram w golfa.

-

Od  golfa  nie  wyrabiają  się  muskuły  -  zauważyła,  ale  gdy  odwrócił  się  w  jej  stronę, 

uśmiechając  się zawadiacko, wiedziała, że żartował, a ona dała się nabrać.

Wybuchnęła śmiechem.

-

Masz specyficzne poczucie humoru.

-

Nie wiem, czy nie powinnaś cofnąć tych słów, bo w ten sposób wystawiłaś sobie nie 

najlepsze świadectwo. Przecież śmiejesz się z moich dowcipów.

-

Ale wracając do mojego pytania, w jaki sposób utrzymujesz formę?

-

Pływam.

-

Och. - Była spragniona każdego szczegółu z jego życia.

-

Czasem gram w piłkę albo w baseball z przyjaciółmi. Zadowolona?

-

Och.

-

Kiedyś  biegałem,  ale  ostatnimi  czasy  moje  kolana  nie  wytrzymują  takiego  wysiłku, 

więc musiałem porzucić tę dyscyplinę sportu.

Patrzyła na niego z podziwem.

-

A kiedy znajdujesz na to wszystko czas? Przecież całe życie spędzasz w pracy!

-

Nie mam żony, ani dzieci, więc pozostaje mi mnóstwo wolnego czasu tylko dla siebie. 

-  Skierował  swoją  uwagę  z  powrotem  na  segregowanie  dokumentów.  -A  ty?  Masz  jakieś 

hobby?

-

Gotuję,  robię  na  drutach,  chodzę  na  aerobik.  Często  odwiedzam  mamę,  ponieważ 

uwielbiam wylegiwać się plackiem na plaży, a teraz czuję się, jakbym brała udział w „Randce 

w ciemno".

Zaśmiał się i spytał:

-

Ty też? Skinęła głową.

-

Ja też.

-

To dlaczego tak się zachowujemy?

background image

-

Nie wiem, wydaje mi się, że ponieważ się wczoraj pocałowaliśmy, chcemy się teraz 

czegoś  o  sobie  dowiedzieć.  To  chyba  naturalny  odruch.  Lepiej  się  przekonać,  czy 

kontynuowanie znajomości jest wskazane, czy nie.

-

Nie umiałbym tego lepiej wyrazić.

-

Wydaje mi  się  też,  że  obydwoje  zdajemy sobie  sprawę z  tego, że  planuję  wyjechać, 

więc jesteśmy bardzo  ostrożni  i boimy się zaangażować. Bo jeżeli  postanowilibyśmy się ze 

sobą  związać,  ja  zostałabym  w  Atlancie,  a  potem  by  się  nam  nie  udało,  to  mielibyśmy 

problem.

-

Dokładnie. - W jego głosie dało się odczuć pewną nerwowość.

Olivia uznała, że w tej sytuacji należy zmienić temat.

-

Z mamą spotykasz się regularnie?

-

Jemy  razem  obiad  w  każdą  niedzielę.  -  Złapał  się  za  głowę.  -  Dobrze,  że  mi 

przypomniałaś.  Muszę  do  niej  zadzwonić  i  odwołać  dzisiejsze  spotkanie.  -  Zawahał  się.  -

Chyba że chciałabyś pójść ze mną do mamy?

Wiedziała,  że  są  pewne  granice,  których  nie  wolno  jej  przekraczać.  Josh  był  bardzo 

zamknięty w sobie, nie mogła wchodzić z butami w jego życie.

-

Chyba wolałabym zjeść frytki i hamburgera w jakimś miłym barze.

Josh odetchnął z ulgą.

-

W takim wypadku zadzwonię do mamy.

-

A ja pójdę do siebie wydrukować te listy, o których mówiliśmy.

Po kilku minutach Josh zajrzał do jej pokoju.

-

Moja mama prosiła, bym ci podziękował w jej imieniu za to, że zgodziłaś się zostać te 

kilka dni, żeby mi pomóc.

Poczuła  się  tą  informacją  mile  zaskoczona.  To,  że  Josh  rozmawia  na  jej  temat  ze  swoją 

mamą, można chyba uznać za dobry znak...

-

Bardzo  mi  miło  z  tego  powodu,  ale  ja  najzwyczajniej  w  świecie  nie  chciałam  cię 

zostawiać w trudnej sytuacji.

-

Należało mi się. Nie wiem, jak mogłem nie zauważyć, że wyjeżdżasz.

-

Ciężko pracowałeś. Westchnął.

-

Wiem, ale mimo wszystko...

Wczesnym  popołudniem  postanowili  przerwać  pracę  i  pójść  coś  zjeść.  Udali  się  do  tej 

samej  restauracji,  w  której  jedli  poprzedniego  dnia  i  powrócili  do  biura  niczym  dwójka 

przyjaciół,  co  bardzo  cieszyło  Olivie.  Okazywanie  sobie,  że  potrafią  się  przyjaźnić,  było 

kolejnym krokiem na drodze do tego, by ich związek przerodził się w coś więcej.

background image

-

Co teraz robimy? - spytał Josh.

-

Proponuję, żebyśmy przejrzeli te listy.

Czekały ich już tylko cztery wspólne godziny. Cztery godziny bycia razem. Chyba że uda 

jej się znaleźć jakiś dobry pretekst do tego, żeby pozostać w Atlancie jeszcze jeden dzień.

-

Wiesz  co,  Josh,  wydaje  mi  się,  że  jeżeli  zatrudnisz  kogoś  z  doświadczeniem,  nie 

mamy się o co martwić.

-

Tak myślisz?

-

Średnio  inteligentny  człowiek  obdarzony  w  miarę  rozwiniętym  zmysłem  organizacji 

powinien sobie z tym wszystkim poradzić.

Josh zaczął iść w stronę swojego gabinetu.

-

Świetnie.

Olivia podążyła za nim.

-

Komuś  takiemu  jak  ty  potrzebna  jest  asystentka  z  minimum  pięcioletnim 

doświadczeniem.

-

Czy powinienem zatrudnić kogoś z doświadczeniem w reklamie? - spytał, siadając za 

biurkiem.

-

Ja pracowałam jako asystentka radcy prawnego -przypomniała mu.

-

Ach tak, mówiłaś już o tym.

Przez całe popołudnie Olivia starała się nauczyć go jak najwięcej o swoich obowiązkach. 

Kilkakrotnie przyłapała go na przyglądaniu się jej. Wiedziała, że tak jak ona odkrywała nowe 

strony jego osobowości, tak i on dowiadywał się o niej rzeczy, z których wcześniej nie zdawał 

sobie sprawy.

Nie miała pewności, że Josh podziela jej uczucia. Za to zdawała sobie sprawę, że o ile nie 

będą mieli  gwarancji, że  są dla siebie stworzeni,  nie powinni  się angażować. Stawka,  którą 

przyszłoby im zapłacić w przypadku niepowodzenia, była zbyt wysoka.

Jechali w stronę domu Josha w milczeniu. Josh nie miał zielonego pojęcia, o czym myślała 

Olivia,  wiedział  jedynie,  że  w  jego własnej  głowie  panuje  totalny  chaos.  W  ciągu dnia  Liv 

kilkakrotnie podkreśliła, że dzieląca ich różnica wieku nie gra dla niej żadnej roli. Nagle nie 

patrzył już na nią jak na sekretarkę, lecz jak na miłą i sympatyczną kobietę, która bardzo mu 

się podobała.

Chociaż powiedziała, że jej rozmowa kwalifikacyjna jest dopiero we wtorek, a na dworze 

padał rzęsisty deszcz, nie mógł poprosić jej, by została w Atlancie jeszcze jeden dzień.

-

Chcesz przebrać się w coś suchego, zanim zaczniemy szykować kolację? - spytał. Był 

to jego sposób zaproponowania jej, by została dłużej, nie mówiąc tego wprost. Nie mógł jej 

background image

poprosić  o  dalszą  pomoc.  Szczególnie  że  chciał,  by  została  dla  niego,  a  nie  ze  względu  na 

zobowiązania wobec firmy.

-

Chyba powinnam już jechać - wymamrotała, przenosząc ciężar ciała z jednej hogi na 

drugą.

-

Olivia,  przecież  pada!  I  to  całkiem  silnie  -  podkreślił.  -  Zostań  przynajmniej  na 

kolację. Może przestanie padać. Nie ma sensu jechać podczas burzy.

Oblizała  usta,  zastanawiając  się.  Josh  miał  ochotę  krzyczeć.  Jeszcze  nigdy  nie  był  z 

niczyjego powodu tak rozdarty. Coś mu szeptało, by rzucił się na kolana i błagał ją, by nie 

wyjeżdżała, podczas gdy inny głos podpowiadał, że nie można wymagać od kogoś podjęcia 

takiej decyzji po zaledwie dwóch dniach znajomości. Nie mógł wymagać, by zmieniła swoje 

plany życiowe dla związku, który tak naprawdę nie istniał.

-

Dobrze, zostanę na kolację.

Josh odetchnął z ulgą.

-

Świetnie! Na co masz ochotę? Zabawię się dzisiaj w kucharza - oświadczył.

-

Umiesz gotować? - spytała z niedowierzaniem.

-

Tak jakby. Umiem usmażyć boczek, zrobić jajecznicę, frytki, spaghetti, jeżeli mam w 

słoiczku gotowy sos, podgrzać gotową chińską potrawę i właściwie każdą mrożonkę.

-

Nie wiem, czy nie dostałabym lepszego posiłku na stacji benzynowej - zażartowała.

-

Mówisz tak, tylko ponieważ nigdy nie próbowałaś mojej jajecznicy, bekonu i frytek.

Olivia zdjęła mokry sweter.

-

No dobrze, w czym mogę pomóc?

Pracując  wspólnie,  szybko  przygotowali  posiłek.  Jedząc,  rozmawiali  o  jej  pierwszych 

dniach w Hilton-Coo-per-Martin. Później w salonie napili się brandy, a Josh rozpalił ogień w 

kominku. Wiedział, że jeżeli Olivia siedzi na jego kanapie, pijąc alkohol, oznacza to, że nie 

zamierza tej nocy nigdzie jechać.

-

Tak sobie myślę, że ponieważ moja rozmowa kwalifikacyjna jest dopiero we wtorek, 

mogłabym zostać jeszcze jeden dzień i przejrzeć z tobą życiorysy i listy motywacyjne, które 

dostałeś od Giny.

-

Świetny  pomysł.  -  Jednak  jego  myśli  dalekie  były  od  pracy.  Josh  myślał  jedynie  o 

urodzie Olivii, o tym, jak słodko się uśmiecha i jak miło się z nią rozmawia.

-

Myślę,  że  jestem  najbardziej  kompetentną  osobą,  by  wybrać  moją  następczynię, 

ponieważ najlepiej wiem, jakie umiejętności są wymagane na tym stanowisku.

Buzujący w kominku ogień rzucał cienie na jej policzki. Josh wsunął jej za ucho kosmyk 

włosów.

background image

-

Na pewno masz rację - zgodził się.

-

Oczywiście, że mam rację - odparta, ale jej głos nie był głośniejszy od szeptu. Ich usta 

zbliżały się ku sobie.

-

Zawsze to wiedziałem.

Ich twarze znajdowały się już zaledwie w odległości kilku centymetrów.

-

Ach tak? - Zamrugała kokieteryjnie.

-

Tak.

-

Nigdy nic nie mówiłeś na ten temat. Przeczesał dłonią jej blond włosy.

-

Teraz to mówię.

Pocałował ją. W ten sposób powiedział wszystko.

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Zawładnął wszystkimi jej zmysłami. Olivia rozkoszowała się smakiem jego ust, twardością 

ciała  i  zapachem  wody  po  goleniu.  Po  raz  pierwszy  czuła,  że  postępuje  słusznie.  Intuicja 

podpowiadała  jej,  że  prawdziwy  związek  z  Joshem  Andersonem  był  tysiąc  razy  lepszy  niż 

fantazjowanie na jego temat.

Pocałunek zdawał się trwać w nieskończoność. Olivia starała się zapamiętać na zawsze te 

wszystkie  uczucia,  których  nie  odczuwała  od  czterech  lat.  Zarzuciła  mu  ręce  na  szyję, 

przysuwając się całym ciałem jak najbliżej niego. Drżała, a z jej ust wydobywały się jęknięcia 

rozkoszy.

Nie  wiedzieć  kiedy,  znaleźli  się  na  kanapie.  Bardzo  powoli,  nie  przerywając  pocałunku, 

Josh  zaczął  pieścić  piersi  Olivii.  Wsunął  delikatnie  rękę  pod  bluzkę  i  odsunął  koronkowy 

materiał biustonosza.

Ciałem Olivii zawładnęło pożądanie. Z trudem oddychała i nie mogła się poruszyć. Była 

spragniona jego dotyku.

Nagle Josh przerwał pocałunek i odsunął się od niej.

- Co my robimy?!

Przez kilka sekund Olivia tylko na niego patrzyła. Nie mogła wydobyć z siebie głosu, ale 

po tym, jak źle zinterpretowała pierwszy pocałunek, nie mogła dopuścić do tego, by sytuacja 

się powtórzyła.

-

Sam mi powiedz.

Westchnął. Usiadł na kanapie i podawszy Liv rękę, pomógł się podnieść.

-

Nie  wiem  i  o  to  właśnie  chodzi.  Nie  wiem.  Dlatego  nie  mogliśmy  pójść  ani  kroku 

dalej.

background image

-

Dobrze. - Olivia była zawiedziona,  ale w  głębi serca przeczuwała, że Josh  ma rację. 

Ich wzajemne uczucia uległy zmianie. W tej sytuacji nie mogła zmuszać go do czegoś, na co 

nie był gotowy.

-

Nie chcę cię skrzywdzić, Liv - powiedział. - Musimy uważać. Jeżeli wdamy się w coś, 

nie zastanowiwszy się nad tym uprzednio, jedno z nas może zostać zranione.

-

Powiedziałam już, że dobrze. Spojrzał jej głęboko w oczy.

-

Na pewno?

-

Oczywiście.  Naprawdę,  Josh,  nie  jestem  jakąś  kruchą  istotą,  którą  byle  co 

wyprowadza z równowagi.

Rozejrzała  się  wkoło.  Było  za  wcześnie  na  to,  by  pójść  spać.  Musieli  zrobić  coś 

zwyczajnego, coś normalnego, coś, co pozwoliłoby im poczuć się z powrotem przyjaciółmi.

-

Chcesz zagrać w karty? - spytała. Westchnął.

-

Mogę zagrać.  Chodźmy  do  innego pokoju.  Przez  pierwsze  pół  godziny  Olivia  miała 

trudności z zapamiętaniem reguł gry i Josh równo ją ogrywał. Potem dostała dobre rozdanie, 

zdobyła pięćdziesiąt punktów i stawka się wyrównała.

Obydwoje zapomnieli o pocałunku i zachowywali się jak przyjaciele.

-

Wiesz, skoro nie idziesz jutro do pracy, masz cały dzień wolny.

-

Zamierzam długo spać - powiedziała, choć ta myśl była jej całkowicie obca. Zawahała 

się. - Wciąż nie mogę w to uwierzyć.

Spojrzał na nią znad kart, które trzymał w ręku.

-

Dlaczego?

-

Od pięciu lat pracowałam dzień w dzień. W dzień po tym, jak skończyłam dwuletnie 

studium dla sekretarek, poszłam do pierwszej pracy. Później przeszłam do Hilton—Cooper—

Martin nie robiąc sobie ani jednego dnia wolnego. Niesamowite...

O  jedenastej  Olivia  poszła  do  siebie.  Josh  został  jeszcze  przez  chwilę  na  dole,  by 

pozamykać drzwi i po-zasuwać rolety. Gdy jakiś czas później przechodził obok jej sypialni, 

poczuł narastające pożądanie. Postanowił zignorować to uczucie. Nie chciał, by jego związek 

z Olivia był czysto fizyczny. Pod żadnym pozorem nie chciał jej zranić. Bez względu na to, 

co mówiła, wyczuwał, że psychicznie jest kruchej natury i gdyby spróbował zbyt wiele, zbyt 

szybko,  mógłby  ją  skrzywdzić.  Musiał  się  wpierw  upewnić,  że  obydwoje  chcą  od  związku 

tego samego.

Co  prawda,  biorąc  pod  uwagę  różnicę  wieku  i  fakt,  że  zamierzała  się  niedługo 

przeprowadzić  do  innego  stanu,  Olivia  musiała  być  świadoma,  że  romans  jest  ich  jedyną 

możliwością.  Nic  poważnego.  Jej  decyzja  o  pozostaniu  w  Atlancie  jeden  dzień  dłużej 

background image

wskazywała na to, że rozumie, iż będą posuwali się do przodu małymi krokami, co w pełni 

mu odpowiadało.

Rano sam zjadł śniadanie. Sam pojechał do pracy. Tak jak robił to przez ostatnich pięć lat, 

ale dzisiaj wydawało mu się to nienaturalne. Przyzwyczaił się do obecności Olivii.

W  porze  lunchu  z  nadzieją  patrzył  na  zegar,  a  gdy  nie  pojawiła  się  w  biurze,  był 

zawiedziony  faktem,  że  będzie  musiał  zjeść  w  samotności.  Tego  typu  uczucia  były  mu 

całkowicie  obce.  Najwyraźniej  miał  już  dosyć  bycia  samotnikiem  i  dlatego  tak  bardzo 

potrzebował towarzystwa Olivii.

Myślał,  że  uporał  się  dawno  z  uczuciem  osamotnienia.  Nie  mógł  związać  się  z  piękną 

kobietą, jaką niewątpliwie była Olivia, tylko dlatego, że czuł się samotny. Jednocześnie wciąż 

odczuwał smutek na myśl o Cassie.

Jej  nagła  śmierć  spowodowała  trwały  uszczerbek  na  jego  psychice.  Nie  zamierzał  temu 

zaprzeczać.  Gdy  Hilton  zaproponował  mu  powrót  do  domu,  był  tym  faktem  niezmiernie 

uradowany. Choć nigdy nikomu nie powiedział, dlaczego musiał wyjechać z Nowego Jorku, 

powrót do życia na łonie rodziny dodał mu sił.

Przez  następne  lata  uczył  się  na  nowo  żyć  bez  kobiety,  która  nadawała  sens  jego  życiu. 

Wciąż pamiętał uśmiech Cassie. Nadal nie potrafił opowiadać o tym okresie swojego życia, 

ale  przynajmniej  nie  umierał  z  bólu  za  każdym  razem,  gdy  pomyślał  o  tym,  jak  jego 

dwudziestopięcioletnia partnerka, którą kochał ponad życie, upadła któregoś dnia na chodnik i 

już nigdy więcej nie odzyskała przytomności.

 Ból,  który  odczuwał,  nie  pozwalał  mu  związać  się  z  nikim  innym.  Przeżył  odrzucenie 

przez pierwszą kobietę, którą kochał, przeżył śmierć drugiej, ale nie poradziłby sobie ze stratą 

trzeciej  ukochanej.  Wystarczyło  popatrzeć  na  jego  rodziców,  by  zrozumieć,  że  miłość  nie 

trwa wiecznie.

Ponieważ miał tendencję do angażowania się w związki, postępował bardzo ostrożnie. To 

właśnie z tego powodu związek z Olivia wydawał się idealny. Wyjeżdżała. Nie było czasu na 

to,  by  mógł  się  od  niej  uzależnić.  Wiedząc,  że  związek  jest  tymczasowy,  zawsze  byłby 

przygotowany na rozstanie. W ten sposób chroniłby swoje serce przed bólem.

Po południu Giną przyniosła kolejną stertę życiorysów i listów motywacyjnych. Wziął je 

od  niej,  nie  tłumacząc, że  Olivia  pomoże  mu  wybrać  własną  następczynię.  Szanował  to,  że 

Olivia  nie  chciała,  by  ktokolwiek  wiedział,  iż  została  w  Atlancie  kilka  dni  dłużej,  by  mu 

pomóc.

Jakiś czas później Giną ponownie zapukała do jego gabinetu.

-

Jeśli jesteś gotowy, moglibyśmy przejrzeć teraz podania o pracę.

background image

-

Jeżeli mam być szczery, nawet na nie nie spojrzałem - wyznał Josh.

-

Nie ma sprawy, przyjdę do ciebie jutro.

-

Świetnie. - Josh wrócił do pracy, ale już po kilku minutach znowu zerknął na zegar.

Próbował sobie tłumaczyć, że  wcale nie ma  obsesji,  ż.c  po prostu martwi  się, czy  Olivii 

uda się wejść niepostrzeżenie do budynku. O czwartej trzydzieści zrobił obchód wokół piętra, 

by upewnić  się,  że  wszyscy  wychodzą.  Gdy  był  już  pewien,  że  piętro  jest  puste,  wrócił  do 

swojego  gabinetu  i  spróbował  skoncentrować  się  na  pracy,  ale  bezskutecznie.  O  piątej 

trzydzieści postanowił zobaczyć, czy wszyscy kierownicy opuścili biurowiec.

Josh  wrócił  do  swojego  gabinetu.  Do  przyjścia  Olivii  miał  jeszcze  godzinę.  Przez  cały 

dzień nie udało mu się nic zrobić, więc powinien wykorzystać tę godzinę do maksimum, ale 

nie był w stanie. Nie mógł nawet usiedzieć w miejscu.

Zdał sobie sprawę, że przez cały dzień nie miał z nią kontaktu. Może się rozmyśliła? Może 

była już w połowie drogi na Florydę?

Gdy usłyszał dzwonek windy, wybiegi na korytarz i pochwycił Olivie w ramiona. Przytulił 

ją i pocałował.

-

A  to  z  jakiej  okazji?  -  spytała,  gdy  wreszcie  postawił  ją  z  powrotem  na  ziemi.  Ale 

miała  zaróżowione  policzki  i  Josh  był  pewien,  że  pocałunek  sprawił  jej  taką  samą 

przyjemność jak jemu.

-

Stęskniłem się za tobą - wyszeptał. Bez sensu. Przecież nie widzieli się zaledwie kilka 

godzin.

-

Też  się  za  tobą  stęskniłam  -  powiedziała  Olivia,  idąc  w  stronę  jego  gabinetu.  Przez 

cztery lata nie zwracał na nią uwagi, a teraz zachowywał się tak, jak gdyby nie chciał się z nią 

rozstawać  nawet  na  kilka  godzin.  Musiała  przyznać,  że  bardzo  jej  to  odpowiadało.  Nie 

chciała, by to się kiedykolwiek skończyło, ponieważ...

Kochała Josha.

Tym  razem  naprawdę  kochała  jego,  a  nie  jakiegoś  wyimaginowanego  mężczyznę  z 

własnych fantazji.

-

Na moim biurku czeka plik listów motywacyjnych - oznajmił Josh.

-

Dobrze. - Dołożyła wszelkich starań, by jej głos zabrzmiał normalnie.

Ale gdy znaleźli się w jego gabinecie, Josh usiadł na fotelu i pociągnął ją w swoją stronę, 

tak że znalazła się u niego na kolanach.

-

Nie powinienem był tak za tobą tęsknić. - Pocałował ją delikatnie.

Olivia nie mogła uwierzyć, że słyszy te słowa.

background image

-

Może  zadzwonisz  do  tej  kancelarii  adwokackiej  na  Florydzie  i  powiesz,  że  nie 

przyjeżdżasz?

-

Potrzebuję pracy, Josh. Nie mam gdzie mieszkać i muszę zarabiać, by było mnie stać 

na wynajęcie czegoś. Dlatego przez pierwsze miesiące będę mieszkała z mamą i ojczymem.

-

Pomieszkaj ze mną przez kilka tygodni.

Kilka tygodni?

Spojrzała na niego z niedowierzaniem.

-

Mówisz  tak,  jakbyś  zakładał,  że  to,  co  do  siebie  czujemy,  wygaśnie  prędzej  czy 

później!

Wzruszył ramionami, po czym ponownie ją żarliwie pocałował.

-

Musimy być realistami, Liv.

Podniosła się z jego kolan i odeszła od biurka. Była zawiedziona.

-

Sądziłam,  że  masz  jakieś  listy  motywacyjne,  które  chcesz,  żebym  przejrzała.  -  Nie 

wolno jej okazać mu, jak bardzo ją zranił tymi słowami! Rozumiała, że nie znają się na tyle 

długo,  by  związać  się  na  stałe,  ale  kochała  go.  Gdyby  miała  z  nim  zamieszkać,  musiałaby 

przynajmniej żyć  w poczuciu, iż  istnieje możliwość, że  ich wzajemne uczucia się pogłębią. 

Kochała go.

Ale on jej nie. I na tym polegała różnica.

Wzięła głęboki oddech.

-

Zajmijmy się szukaniem mojej następczyni.

-

Nie  mam  ochoty  pracować.  -  I  to  mówił  Josh  Anderson,  znany  ze  swojego 

pracoholizmu?

-

Ale ja tak. - Skrzyżowała ramiona na piersi. - Zostałam w Atlancie, by ci pomóc.

-

Sądziłem, że zostałaś, ponieważ mnie lubisz.

-

Lubię  cię.  -  W  jej  głosie  słychać  było  pewną  irytację.  Lubiła  go.  Na  tym  właśnie 

polegał problem. Lubiła go za bardzo. - Ale zostałam, by ci pomóc.

-

Daj spokój, Olivio -jęknął. - Jeżeli zamierzasz odwlekać wyjazd tylko tak długo, póki 

będę potrzebował pomocy, nigdy nie uda się nam zgłębić tego, co do siebie czujemy.

-

Dlaczego? Czy nie jestem warta tego, by do mnie przyjechać na Florydę?

-

Dlaczego  którekolwiek  z  nas  miałoby  gdzieś  jechać?  I  dlaczego  mielibyśmy  się 

widywać raz na jakiś czas? Gdybyś została, moglibyśmy widywać się codziennie, prawda?

-

A  dlaczego  miałabym  rezygnować  z  rozmowy  kwalifikacyjnej  i  szansy  na  bardzo 

dobrą pracę? Dlaczego miałabym zmieniać swoje plany tylko po to, by tobie było wygodniej?

-

Tak byłoby logicznie - odparł.

background image

-

Logicznie dla ciebie.

-

Dla ciebie też. - Nie dawał za wygraną. - W końcu jeszcze nie wyjechałaś! - zauważył.

-

Ale powinnam była to zrobić. - Mówiąc to, zdała sobie sprawę, że to prawda.

-

Wcale nie. Oboje będziemy później tego żałować, jeżeli nie będziemy się cieszyć tym, 

co mamy, póki to jeszcze możliwe.

Olivia  z  trudem  łapała  oddech.  Josh  nie  powiedział,  żeby  została,  by  ich  uczucie  mogło 

rosnąć i przybierać na sile. Powiedział, żeby została, ponieważ powinni cieszyć się tym, co 

mają,  póki  to  możliwe. To  oznaczało,  że  chce czegoś  łatwego,  nieskomplikowanego.  A  nie 

tak wygląda miłość.

-

Łatwo ci jest prosić mnie, bym porzuciła wszystkie moje plany, żebyś ty mógł cieszyć 

się tym, co masz.

Im więcej  o  tym  myślała,  tym  silniejsza  była jej  irytacja.  Josh  nic  nie  inwestował w  ich 

związek. Z góry spodziewał się, że i tak im się nie uda.

Jej oczy zaszkliły się łzami.

-

Wiesz co, Josh? Nie mogę dzisiaj tego robić - wymamrotała, po czym wybiegła z jego 

gabinetu. Nie była na tyle głupia, by czekać na windę. Postanowiła zbiec schodami.

-

Olivia! Poczekaj! - Usłyszała za sobą głos Josha, ale nie zatrzymała się.

ROZDZIAŁ ÓSMY

Josh podbiegł do windy i nacisnął guzik. To była jego jedyna szansa, żeby dogonić Olivie. 

Niestety,  minęła  cała  minuta,  zanim  dźwig  dotarł  na  górę  i  kiedy  Josh  wybiegł  z  budynku, 

zdążył już tylko zobaczyć niebieski samochód Olivii wyjeżdżający z parkingu.

-

Hej, Josh.

Josh uśmiechnął się do kuzynki. Nie chciał, by zobaczyła, że coś jest nie tak.

-

Hej,  Gino.  Witaj,  Hiltonie.  -  Miał  nadzieję,  że  wujek  i  jego  córka  nie  widzieli,  jak 

Olivia  wybiega  z  płaczem  z  budynku.  Może  też  nie  zauważyli,  że  Josh  pognał  za  nią  jak

szalony...

-

Zamiast pracować dzisiaj wieczorem, może przeszedłbyś się z nami na kolację?

-

Nie mogę, mam... - Urwał w połowie zdania.

-

Masz co? - spytała natychmiast Giną, nie ukrywając ciekawości.

background image

-

Nic  -  wymamrotał.  Nagle  poczuł  się  jak  skończony  idiota.  Po  raz  kolejny  pozwolił 

kobiecie  wtargnąć  brutalnie  w  jego  życie.  Pozwolił,  by  emocje  wzięły  górę  nad  zdrowym 

rozsądkiem. Ale to już ostatni raz! Od teraz będzie mądrzejszy.

-

Wiesz,  Josh  -  zaczął  Hilton.  -  Nie  podoba  mi  się,  że  tyle  pracujesz.  Należysz  do 

rodziny. Chodź, zjedz z nami obiad.

-

Chyba że masz coś ciekawszego do roboty... - Giną spojrzała na niego pytająco.

Josh wytrzymał jej spojrzenie. Wiedział, że w ten sposób pyta się go, czy jest umówiony 

na wieczór z  Olivia. Był  z  nią umówiony, ale Olivia  odwołała plany, wybiegając z  pokoju. 

Nie bał się zostawić jej samej w domu. Była tak wściekła, kiedy wybiegła z jego gabinetu, że 

mógł  się  założyć,  iż  wzięła  tylko  z  domu  walizki,  wpakowała  do  samochodu  i  już  była  w 

drodze na Florydę.

Wziął głęboki oddech. Myśl o tym, że już więcej jej nie zobaczy, zadawała mu potworny 

ból.  Ale  to  był  tylko  kolejny  dowód  na  słuszność  jego  postępowania.  Miał  poczucie 

bezradności.  To  oznaczało,  że  wcześniej  czy  później  zostałby  bardzo  zraniony,  a  tak  był 

przynajmniej bezpieczny.

No dobrze, nie był szczęśliwy, ale mógł mieć przynajmniej nadzieję, że ból minie.

-

Z chęcią zjem z wami kolację - podjął decyzję.

-

Wspaniale. Ja stawiam - ucieszył się Hilton. Najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy, że 

Josh  był  w  nie  najlepszym  stanie  psychicznym.  -  Otworzono  taki  nowy  lokal  po  drugiej 

stronie  miasta.  Mają  świetne  jedzenie.  Jedziesz  z  nami,  czy  wolisz  pojechać  swoim 

samochodem? Josh?

-

Będę jechał za wami.

Spotkał się ponownie z wujkiem i Giną w lobby restauracji. Hilton Martin nie potrzebował 

rezerwacji, więc od razu posadzono ich przy jednym z najlepszych stolików. Podczas posiłku 

kilkakrotnie napotkał pytające spojrzenie kuzynki, ale zapewnił ją lekkim ruchem głowy, że 

nie ma innego miejsca, w którym powinien się teraz znajdować. To Olivia od niego uciekła. 

Nie miał powodu, by czuć się winny.

I  nie  czuł  się  winny,  dopóki  nie  znalazł  na  kuchennym  stole  napisanego  przez  nią  listu. 

Ponieważ nie skończyli robić tego, w czym obiecała mu pomóc, postanowiła zostać jeszcze 

jeden dzień.

Przeprosiła.

Josh  usiadł  przy  kuchennym  stole  i  oparł  na  rękach  zmęczoną  głowę.  Przytłaczało  go 

poczucie winy. Dlaczego? Dlaczego chciał wbiec na górę i błagać Liv o przebaczenie, skoro 

nie zrobił nic złego? Dlaczego Olivia sprawiała, że tracił nad sobą kontrolę?

background image

Następnego  dnia  Olivia  nie  zadzwoniła,  by  potwierdzić  ich  spotkanie,  po  prostu  o 

odpowiedniej godzinie stanęła w drzwiach jego gabinetu.

-

Cześć. Podniósł wzrok.

-

Cześć.

-

Chciałam cię przeprosić za wczoraj.

-

Myślę, że to była w dużej mierze moja wina - powiedział ostrożnie. Miał świadomość, 

że  Olivia  nie  była  typem  osoby,  która  wybiegłaby  z  pokoju,  nie  mając  ku  temu  bardzo 

ważnego powodu.

-

Obydwoje jesteśmy winni - stwierdziła Olivia, uśmiechając się nieznacznie.

-

Może.

-

Pozwoliłam  sobie  użyć  komputera  w  twojej  bibliotece,  żeby  spisać  listę  spraw, 

którymi się zajmowałam. - Wyjęła z tylnej kieszeni spodni dyskietkę. - Wydrukuję je tylko, a 

potem możemy je wspólnie przejrzeć -zaproponowała.

-

Dobrze.

Gdy  wyszła  z  pokoju,  Josh  zakrył  rękoma  twarz  i  wziął  głęboki  oddech.  Dlaczego  to 

wszystko jest takie trudne?

Olivia  siedziała  przy  swoim  komputerze,  starając  się  uspokoić  przyspieszony  oddech. 

Niemalże odliczała minuty do chwili, kiedy będzie mogła wyjść z biura. Było jej tak wstyd... 

Prawie  poprosiła  Josha,  by  został  jej  mężem,  tylko  dlatego  że  kilkakrotnie  ją  pocałował. 

Jedynym wytłumaczeniem, jakie miała, było to, że naprawdę bardzo bała się zostać zraniona. 

Nie chciała zmieniać planów i wprowadzać się do niego, skoro po kilku tygodniach mieliby 

się  rozstać.  Nie  mogła  przystać  na  jego  propozycję,  wiedząc,  że  on  nie  chce  być  z  nią  na 

zawsze, choć właśnie tego pragnęła.

Gdy  drukarka  skończyła  drukować,  Olivia  wzięła  głęboki  oddech  i  ruszyła  w  stronę 

gabinetu  Josha.  Siedział  zwrócony do  niej  plecami  i  wpatrywał się  w  jakieś  zdjęcie.  Olivia 

domyśliła się, że było to zdjęcie jego ojca z Hiltonem Martinem.

-

Czy to twój tata? - spytała. Obrócił się w fotelu.

-

Tak - potwierdził. - To mój tata.

-

Podobne zdjęcie stoi u ciebie w domu, prawda? - Zrobiła krok do przodu. - Jesteś do 

niego bardzo podobny.

Uśmiechnął się gorzko.

-

Faktycznie jestem do niego podobny.

-

Pracował dla Hilton-Cooper-Martin?

-

Tak. - Josh skinął twierdząco głową.

background image

-

A teraz, co robi?

Nie podniósł wzroku znad notatek, które zdążyła mu podać.

-

Mieszka w Nevadzie.

-

Dlaczego złożył wymówienie?

Na twarzy Josha malował się cień bólu.

-

Nie zrobił tego. Po prostu wyjechał, nie mówiąc nikomu ani słowa. Po jakimś czasie 

wujek Hilton polecił usunąć jego nazwisko z listy płac.

-

Uważasz, że został zwolniony? To dlatego tak ciężko pracujesz? Bo nie chcesz, żeby 

Hilton Martin wyrzucił cię z pracy? - dopytywała się.

Josh westchnął. Koncentrował swoją uwagę na notatkach, które dla niego sporządziła.

-

Olivio,  nie  przesadzaj.  Mój  tata  zostawił  nas  dla  innej  kobiety,  co  nie  do  końca 

spodobało się mojej mamie, która przy okazji jest też siostrą Hiltona Martina. Ponieważ sam 

jestem jego bliskim krewnym, nie sądzę, by moje związki z kobietami mogły w jakikolwiek 

sposób  wpłynąć  na  jego  opinię  o  mnie.  On  wie,  że  jestem  rzetelnym  i  sumiennym 

pracownikiem.

Olivia postanowiła nie drążyć dalej tego tematu. Skoro nie chciał mówić o swoim ojcu, nie 

wolno  jej  było  zmuszać  go  do  takich  zwierzeń.  Nie  zamierzała  zabiegać  o  względy 

mężczyzny,  który  jej  nie  chce.  Zmarnowała  już  cztery  lata,  łudząc  się  nadzieją  na  idealny 

związek ze swoim szefem. Wystarczy. Czas pójść do przodu.

-

Co sądzisz o notatkach? - zmieniła temat.

-

Są  bardzo  dobre  -  odparł,  wyraźnie  zadowolony.  -  Nie  tylko  wypisałaś  wszystkie 

swoje  obowiązki,  ale  załączyłaś  także  wszystkie  daty  i  terminy,  których  twoja  następczyni 

będzie musiała się trzymać w najbliższej przyszłości. - Spojrzał jej w oczy. - Dziękuję, Liv. 

Naprawdę to doceniam.

-

Nie  ma  za  co.  -  Olivia  od  razu  poczuła  się  dużo  lepiej.  Josh  był  cudownym 

mężczyzną.  Teraz  wiedziała  o  nim  o  wiele  więcej  niż  dawniej.  Opowiedział  jej  o  swojej 

rodzinie,  o  przeszłości,  błędach  i  niepowodzeniach.  Oprócz  tego  był  niezwykle  słodki  i 

wesoły. Z nikim tak się nie śmiała, jak właśnie w jego towarzystwie. Czy nadal go kochała?

Przez ostatnie cztery lata  jej uczucie do Josha oparte było jedynie na wyobrażeniu, jakie 

miała  o  jego  osobie.  Teraz  poznała  go  naprawdę,  a  jej  miłość  stała  się  jeszcze  silniejsza. 

Olivia zdała sobie sprawę, że całkiem dużo się o Joshu dowiedziała, a z tego, co mówiła Giną, 

nie należał on do osób, które łatwo się przed kimś otwierają. Opuścił go ojciec. Jego matka 

wyszła za mąż cztery razy i rozwiodła się trzykrotnie. Może to dlatego Josh był sceptyczny 

background image

jeśli chodzi o miłość? Czy mogła tak po prostu wyjechać, nie dając ich związkowi ostatniej 

szansy? Każdy miał prawo się bać...

Nie mogła tego zrobić. Powinna dać Joshowi przynajmniej jeszcze jeden dzień.

-

Wiesz co - zaczęła mówić powoli, podczas gdy on wciąż przerzucał jej notatki. - Jeżeli 

nie  masz  nic  przeciwko  przejrzeniu  tego  jutro,  chętnie  zaprosiłabym  cię  teraz  w  ramach 

przeprosin na drinka.

Podniósł wzrok.

-

Nie musisz tego robić. Przecież powiedziałem, że było w tym też dużo mojej winy.

-

W takim razie ty możesz zaprosić mnie na drinka. Uniósł pytająco brew.

-

Masz ochotę na randkę?

-

Tak.

-

Dlaczego?

-

Ponieważ  ja  lubię  ciebie,  a  ty  lubisz  mnie.  -  Nie  wiedziała,  skąd  bierze  odwagę,  by 

wypowiedzieć takie słowa. - Potrzebujemy więcej czasu, żeby się poznać i żeby nauczyć się 

ufać  sobie  nawzajem.  Teraz  rozumiem,  że  jesteś  po  prostu  bardzo  ostrożny,  ale  wczoraj 

poczułam się urażona twoimi słowami.

-

To dlatego wybiegłaś?

-

Tak.

-

Poczułaś się urażona tym, że jestem pragmatyczny?

-

Dokładnie.  A  przecież  powinnam  była  wiedzieć  lepiej...  W  końcu  pracowaliśmy 

razem przez cztery lata. Wiem, że rzadko kiedy promieniejesz optymizmem.

-

Zamierzasz  zostać  jeszcze  jedną  noc?  Przyjdziesz  tu  jutro,  żebyśmy  mogli  razem 

przejrzeć podania i listy motywacyjne?

-

Pod  warunkiem, że  uda  nam  się  zachowywać normalnie.  Są  pewne  granice,  których 

przekraczać nie należy.

-

Liv, musimy myśleć praktycznie. Nawet jeżeli pójdziemy dzisiaj na drinka, niedługo 

wyjedziesz.  Sama  powiedziałaś,  że  nie  chcesz  tracić  tej  szansy.  Więc  nie  możemy  sobie 

pozwolić na coś trwalszego.

-

Floryda nie jest wcale tak daleko, Josh.

Podrapał się w głowę.

-

Z mojego doświadczenia wynika, że związki na odległość dosyć szybko się rozpadają.

-

Tego nie wiesz - zaczęła Olivia, ale szybko urwała. Josh bawił się ołówkiem, stukając 

nim rytmicznie o kant biurka.

background image

-

Prawda jest taka, Liv - powiedział, patrząc jej w oczy. - Mniej się martwię odległością 

niż  dzielącą  nas  różnicą  wieku.  Trzynaście  lat.  Jestem  od  ciebie  trzynaście  lat  starszy  -

powtórzył.

Olivia sądziła, że tę kwestię mają już omówioną. Zmarszczyła brwi.

-

To ci przeszkadza? - spytała.

Skinął głową.

-

To niech przestanie ci przeszkadzać. Obydwoje je

steśmy dorośli. Już dawno wyrośliśmy z tego okresu, gdy

wiek gra jakąś rolę.

Uśmiechnął się.

-

Tak myślisz?

-

Jestem tego pewna! - Wreszcie Josh Anderson otworzył się przed nią, wyjawił, czym 

tak  naprawdę  się  martwi.  -  To  nie  jest  tak,  że  ty  masz  lat  trzydzieści,  a  ja  jestem  naiwną 

siedemnastolatką. Obydwoje jesteśmy dojrzali i znajdujemy się na tym samym etapie życia.

-

Masz rację!

-

A teraz chodźmy na drinka.

-

Dobrze. - Poprowadził ją na parking. - Trochę to  głupie, żebyśmy wsiedli do dwóch 

różnych samochodów  i  pojechali  do  baru,  a  potem  znowu  dwoma  samochodami wrócili  do 

domu.

-

Możemy jechać prosto do domu.

-

To ci odpowiada?

-

Oczywiście. - Najwyraźniej Josh nie wyobrażał sobie, że mógłby spędzić z nią życie, a 

ona  nie  była  zainteresowana  przelotnym  romansem.  Jeżeli  chciała  go  zdobyć,  musiała  mu 

pokazać, że chociaż jest od niego o trzynaście lat młodsza, pragnie tego samego od życia.

Wzięła go pod rękę.

-

Chodźmy do domu.

Pierwszą  rzeczą,  jaką  zrobili  po  dojechaniu  na  miejsce,  było  zamówienie  pizzy,  którą 

zjedli  przed  telewizorem.  Miło  i  przytulnie.  Potem  przenieśli  się  na  kanapę,  by  oglądać 

popołudniowe seriale. Nim zaczęły się pierwsze mktemy, Josh już ją obejmował

Olivia  spojrzała  na  niego  kątem  oka.  Jeszcze  nigdy nie  widziała  go tak  zrelaksowanego. 

Przesunęła się trochę bliżej  niego i  nim  skończył  się pierwszy serial, położyła  rękę na  jego 

piersi.

background image

W połowie drugiego odcinka ręka Josha gładziła jej łokieć, dotykając raz po raz delikatnie 

piersi. Jeszcze pod koniec tego samego programu całowali się namiętnie. Ich usta wtapiały się 

w siebie spragnione pieszczoty. Każdy centymetr ciała Olivii płonął z pożądania.

-

Proszę  cię,  zostań  w  Georgii  jeszcze  kilka  tygodni  -  wymamrotał  Josh,  nie 

przerywając pocałunku. – Nie chcę się z tobą rozstawać!

Choć bardzo tego pragnęła, Olivia wiedziała, że nie może zostać. Chciała związku na całe 

życie, a nie na kilka tygodni!

-

Nie mogę zostać, nie mając ku temu dostatecznie dobrego powodu.

-

Myślę, że mamy dobry powód.

Spojrzała mu głęboko w oczy.

-

Czy nie możesz mi dać choć cienia nadziei, że wszystko się między nami ułoży i że 

będziemy razem szczęśliwi?

Zmarszczył brwi.

-

Chcesz, żebym ci teraz powiedział, choć tak naprawdę znamy się zaledwie kilka dni, 

że już zawsze będziemy razem?!

-

Nie  chcę,  żebyś  mi  powiedział,  że  będziemy  ze  sobą  na  zawsze,  Josh!  Chcę  tylko 

wiedzieć, że przynajmniej dasz nam szansę.

-

Może tak myślisz, ale w gruncie rzeczy prosisz mnie o deklarację. - Josh potarł dłonią 

skroń. - Po trzech dniach i kilku pocałunkach zachowujesz się, jakbyś chciała, żebym poprosił 

cię o rękę!

Oczy Olivii zaszkliły się łzami.

-

To nie o to chodzi!

-

A o co? Bo tylko w ten sposób mogę ci dać gwarancję.

-

Nie podnoś na mnie głosu!

-

Wcale  nie  podnoszę...  -  Urwał,  zdawszy  sobie  sprawę,  że  niemal  na  nią  krzyczy. 

Dostrzegł łzy szklące się w kącikach oczu Olivii. - Proszę cię, Liv, nie płacz. - Przytulił ją. 

Chciał  ją  pocieszyć,  ale  zamiast  tego  przycisnął  swoje  wargi  do  jej  ust.  Tak  bardzo  go 

pociągała, że tracił nad sobą panowanie.

Gdy się odsunął i spojrzał jej w oczy, zobaczył, że jest w nich wypisane uczucie, którego 

się nie spodziewał. Olivia go kochała. Kochała go.

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Josh  nie  musiał  wypowiadać  na  głos  swoich  myśli,  sposób,  w  jaki  się  od  niej  odsunął, 

mówił sam za siebie.

background image

-

Olivio. Podniosła wzrok.

-

Słucham?

Josh przeczesał dłonią włosy.

-

OJivio,  ty  nie...  My  nie...  -  Urwał  Wziąi  głęboki  oddech.  -  Będę  z  tobą  szczery. 

Rozpocząłem ten związek, ponieważ sądziłem, że jesteś zainteresowana tym samym, co ja, a 

teraz widzę, że każdemu z nas chodzi o coś zupełnie innego, dlatego musimy przestać, zanim 

ktoś  zostanie  skrzywdzony.  Wszystkie  moje  związki  rozpadały  się  wcześniej  czy  później. 

Sądząc z mojego doświadczenia, mamy kilka tygodni,. może nawet miesięcy, jeżeli nam się 

poszczęści, ale to wszystko.

-

Może tak było, ponieważ spotykałeś się z nieodpowiednimi osobami.

-

A  może  po  prostu  nie  zostałem  stworzony  do  życia  w  związku.  -  W  jego  głosie 

słychać było prawdziwy smutek.

-

Nie doceniasz samego siebie. Jak w ogóle możesz mówić coś takiego? - spytała. Nie 

rozumiała  go.  Nie  miała  wątpliwości,  że  mu  się  podoba  na  tyle,  że  byłby  gotów  pominąć 

różnicę wieku, ale najwyraźniej nie podobała mu się wystarczająco... Najgorsze było jednak 

to,  że  gdy  tylko  zaczynała  mówić  o  związku  na  stałe,  Josh  zachowywał  się  jak  małe, 

przerażone dziecko.

-

Dwukrotnie  miałem  złamane  serce.  Raz  z  własnej  winy.  Za  drugim  razem  to  było 

przeznaczenie, ale gdybym nie bujał w obłokach, mógłbym temu zapobiec.

-

Nie możesz patrzeć na świat przez pryzmat tego, co się kiedyś wydarzyło.

Zmarszczył brwi.

-

Mam po prostu o wszystkim zapomnieć?

Wzruszyła ramionami.

-

Nie o to chodzi. Należy wyciągać wnioski z błędów popełnionych w przeszłości, ale 

nie powinny cię one paraliżować.

-

Wcale się nie boję.

-

Ja tak nie powiedziałam - zastrzegła.

-

Ale  to  miałaś  na  myśli.  Ta  sytuacja  jest  dużo  bardziej  skomplikowana  niż  kwestia 

mojej  fryzury  w  stylu  Johna  Travolty,  tym  razem  tak  łatwo  mnie  nie  przekonasz.  Zanim 

wdamy się w kłótnię, której żadne z nas nie wygra, proponuję, żebyśmy położyli się spać.

Nie czekając na jej reakcję, Josh po prostu wyszedł z pokoju, zostawiając ją sam na sam z 

ponurymi myślami. Wiedząc, że i tak nie będzie jeszcze potrafiła usnąć, Olivia wzięła się za 

sprzątanie  kuchni.  Nagle  zdała  sobie  sprawę  z  tego,  że  zachowuje  się  odrobinę  nachalnie. 

Zamieszkała w jego domu i odgrywała rolę żony, nic dziwnego, że Josh nie czuje się z tym 

background image

komfortowo. Dlatego następnego  dnia rano,  mimo  że  obudziła  się mniej  więcej o tej samej 

porze, co on, postanowiła jeszcze nie wstawać, pozwalając mu zjeść w samotności śniadanie. 

Nie może dłużej się mu narzucać!

Tego  wieczoru  Olivia  przejrzała  z  Joshem  dziesięć  stron  notatek,  które  sporządziła  na 

temat obowiązków, które wykonywała, pracując dla niego. Następnie przeszła do omówienia 

życiorysów i listów motywacyjnych, dostarczonych przez Ginę. Była miła i pomocna, ale ani 

razu nie przeszła na jego stronę biurka i wyraźnie unikała jego spojrzenia.

Josh  nie  mógł  jej  za  to  winić.  To  z  jego  powodu  Olivia  czuła  się  zagubiona  i  odrobinę 

zraniona. Miał poczucie, że powinien ją za to przeprosić, ale nie za bardzo wiedział jak. Nie 

chciał, by się w nim zakochała. Robił wszystko, by żadne z nich nie zostało zranione. Mimo 

to wyglądało na to, że i tak ją skrzywdził.

-

Chyba skończyliśmy - zauważył Josh, podnosząc

się ze swojego miejsca. - To był długi dzień.

Olivia uśmiechnęła się delikatnie.

-

Tak - zgodziła się.

-

Napijesz się czegoś? Pokręciła przecząco głową.

-

Nie, dziękuję, nie dzisiaj. Jestem już zmęczona.

-

Więc nie zamierzasz jeszcze dzisiaj jechać?

-

Nie, skończyliśmy dużo później, niż planowałam.

-

Przepraszam  cię,  Olivio.  Nie  zdawałem  sobie  sprawy,  że  dochodzi  dziesiąta.  A  my 

wciąż nic nie zjedliśmy... Czy w ramach zadośćuczynienia mogę cię przynajmniej zaprosić na 

kolację?

-

Pod warunkiem, że zjemy i szybko wrócimy do domu, bo naprawdę jestem zmęczona.

W jej ustach słowo dom brzmiało niezwykle... Ale nie mógł pozwolić sobie na tego typu 

emocje! Kochał ojca całym sercem, lecz ten odszedł. Próbował bezgranicznej miłości jeszcze 

dwukrotnie: na studiach i potem z Cassie w Nowym Jorku. Obydwa związki skończyły się. 

Widział,  jak  jego  matka  zmienia  mężczyzn  niczym  rękawiczki.  Wiedział,  że  prawdziwa 

miłość, jedna jedyna do końca życia, nie istnieje, ale nie był na tyle głupi, by sądzić, że nie 

można zadowolić się mniej intensywnym uczuciem. Na pewno istniała na świecie wygodna, 

sympatyczna  miłość,  która  pozwalała  ludziom  brać  ślub,  mieć  dzieci  i  pozostawać  razem 

przez długie lata.

Niestety, nie doświadczał tego uczucia wobec Olivii.

background image

Po  raz  kolejny  przeżywał  niekontrolowane  uczucie  pełne  namiętności,  które  nie  mogło 

trwać długo. Przy czym tym razem było dużo silniejsze niż w przeszłości. Nie mógł przestać 

o niej myśleć i bał się, że jeżeli szybko czegoś z tym nie zrobi, to uczucie go spali.

-

Twoje  życzenie  jest  dla  mnie  rozkazem.  –  Pokłonił  się  nisko.  -  W  takim  wypadku 

proponuję hamburgera i frytki.

-

A nie możemy zjeść w domu? Znowu to słowo. Dom...

-

Oczywiście, czemuż by nie?

Nim wrócił z posiłkiem, Olivia zdążyła nakryć do stołu w kuchni.

-

Sądziłem, że zjemy w salonie.

Zaśmiała się.

-

Przecież ty nienawidzisz jeść w salonie.

-

Skąd ci to przyszło do głowy? - zaprzeczył, dobrze wiedząc, że kłamie.

-

Nienawidzisz bałaganu. Nie znosisz zmieniać przyzwyczajeń. Lubisz robić wszystko 

tak,  jak  powinno  zostać  zrobione,  a  to  oznacza  między  innymi  jedzenie  przy  kuchennym 

stole. - Uśmiechnęła się do niego. - Nie zamierzam zmieniać twoich przyzwyczajeń. Nie chcę, 

byś czuł się spięty we własnym domu, więc siadaj i jedzmy już.

Josh usiadł posłusznie. Nikt nie znał go tak dobrze jak Olivia. Z całego serca pragnął, by 

się im  udało, ale wiedział, że  nie jest to możliwe. Bał się rozczarowania. Zycie dwukrotnie 

pokazało mu, że na końcu tęczy znajduje się jedynie ból.

Jedli hamburgery i frytki.

-

Więc  uważasz,  że  dziewczyna  z  pięcioletnim  doświadczeniem  w  kancelarii 

adwokackiej byłaby najlepsza na twoje stanowisko?

-

Hmm... - Olivia zawiesiła głos.

-

Wcześniej wypowiadałaś się o niej w bardzo entuzjastycznym tonie...

Wzruszyła ramionami.

-

Jest  najlepszą  kandydatką  i  z  całą  pewnością  powinieneś  zaprosić  ją  na  rozmowę 

kwalifikacyjną,  ale  mnie  osobiście  bardzo  spodobał  się  ten  chłopak,  który  jednocześnie 

studiuje zaocznie.

Josh uśmiechnął się. Nie chciała, by zatrudniał na jej miejsce inną kobietę. Była zazdrosna. 

W swoim życiu Josh wielokrotnie sam był zazdrosny, ale jeszcze nikt nie był nigdy zazdrosny 

o niego. Podobało mu się to.

-

Obawiam  się,  że  właśnie  ze  względu  na  studia  może  nie  poświęcać  wystarczająco 

dużo uwagi pracy.

background image

Z tymi słowami wyszedł z pokoju, zastanawiając się, czy Olivia pójdzie jego śladem. Gdy 

to zrobiła, omal się nie roześmiał. Coraz lepiej się bawił.

-

Wcale nie o to ci chodzi. - Olivia skrzyżowała ramiona na piersi. - Po prostu chcesz 

zatrudnić jakąś osiemnastolatkę imieniem Bambi.

-

To brzmi zachęcająco... - Uśmiechnął się. Uderzyła go lekko w brzuch.

-

Jesteś niemożliwy! - I wyszła do kuchni.

-

Hej,  nie  odchodź,  a  już  na  pewno  nie  odchodź,  kiedy jesteś  na  mnie  zła  - zawołał  i 

wybuchnąwszy śmiechem, podążył za nią.

-

Naprawdę, Liv, czemu nie mogę zatrudnić niedoświadczonej kobiety?

-

Ależ  możesz  -  odparła,  unosząc  dumnie  podbródek,  jak  gdyby  wcale  jej  na  tym nie 

zależało. - Jeżeli sam chcesz wykonywać całą pracę, to twoja sprawa.

-

Cieszę  się,  że  tak  myślisz,  bo  widzisz,  pomyślałem,  że  mógłbym  zatrudnić  Bambi, 

żeby  pełniła  rolę  mojej  osobistej  asystentki,  a  oprócz  tego  także  jakąś  starszą  i  bardziej 

doświadczoną kobietę, żeby pracowała. Może Hilton nie będzie miał nic przeciwko...

-

Jak możesz coś takiego mówić?!

-

A ty, jak możesz być tak naiwna, żeby w to uwierzyć? - odparł, po czym roześmiał się. 

-  Za  kogo  ty  mnie  masz?  Przecież  widziałem,  jak  ciężko  pracowałaś.  Nie  zamierzam 

zatrudniać  kogoś,  kto  nie  będzie  mi  w  stanie  pomóc.  Chociaż  imię  Bambi  brzmi  całkiem 

intrygująco...

Westchnęła ostentacyjnie.

-

Jesteś męską szowinistyczną świnią i już! - Odwróciła się na pięcie i wyszła z pokoju.

Josh nie mógł się przestać śmiać.

-

Nie jestem szowinistą, przecież ja cały czas żartowałem!

-

Teraz to tak...

Zamierzała wbiec po schodach na piętro, gdy Josh złapał ją wpół.

-

Żartowałem - powtórzył, ale w jego głosie słychać było dziwną nutę. Stali tak blisko 

siebie... Tak bardzo pragnąłby mieć ją przy sobie przez całe życie! Jaka szkoda, że nie jest to 

możliwe...

-

To  nie  było  śmieszne.  -  Widać  było,  że  naprawdę  sprawił  jej  przykrość  swoimi 

żartami.

-

Przepraszam.  -  Choć  właściwie  naprawdę  nie  pamiętał,  kiedy  po  raz  ostatni  tak  się 

śmiał i było mu z tym dobrze. Było mu dobrze z nią...

-

Obiecujesz, że zastąpisz mnie tylko kimś odpowiedzialnym i doświadczonym?

-

Obiecuję.

background image

-

Nie zrobisz ze mnie idiotki, zatrudniając na moje stanowisko jakąś Bambi, która nie 

wie, do czego służy komputer?

Dotknął  delikatnie  wargami  jej  ust.  Pocałował  ją,  a  potem  odsunął  się.  Robił  to  wbrew 

sobie, ale zbyt dobrze pamiętał, jak bardzo cierpiał po tym, co stało się z Cassie.

Olivia zrobiła krok do tyłu.

-

Chyba powinnam się już położyć.

-

Zobaczymy się rano.

-*  Nie  sądzę.  Nie  wiem,  czy  wstanę  na  tyle  wcześnie,  żeby  się  z  tobą  zobaczyć,  zanim 

wyjdziesz do pracy, a pewnie wyjadę, zanim zdążysz wrócić.

Zrobiło mu się przykro, ale nie chciał jej tego okazać.

-

Mógłbym cię obudzić albo poczekać, aż wstaniesz - zaproponował.

Uśmiechnęła się, ale stanowczo pokręciła głową.

-

Nie musisz tego robić.

Josh poczuł się odrzucony. Chciał, żeby została. Naprawdę chciał, żeby została. Jednak nie 

mógł jej niczego obiecać, a ona była zbyt młoda, by godzić się na tak niewiele.

-

W takim wypadku wypada nam się pożegnać.

-

Chyba tak.

-

Do widzenia, Liv.

-

Do  widzenia,  Josh  -  odparła,  uśmiechając  się  nieznacznie.  Wzięła  głęboki  oddech  i 

Josh był pewien, że chce coś dodać, ale nie zrobiła tego. Zamiast tego odwróciła się i zaczęła 

wchodzić po schodach.

-

Olivio! - zawołał. Ogarnęło go przerażenie. Nie może stracić jej na zawsze!

-

Tak?

-

Ja... - Lubię cię... Kocham  cię... Cokolwiek. Chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział 

co.  Nie  mógł  jej  nic  obiecać,  może  poza  bólem,  gdy  się  rozstaną,  dlatego  nie  zamierzał 

wygłaszać żadnej deklaracji.

Chrząknął.

-

Życzę ci szczęścia w nowej pracy.

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

-

Chcę odzyskać swoją posadę.

-

Jesteś tego pewna, Olivio? - Giną podniosła się zza biurka i podeszła do przyjaciółki. -

Podjęcie decyzji o wyjeździe zajęło ci cały rok. Jesteś pewna, że chcesz ją cofnąć?

Olivia nawet się nie zawahała.

background image

-

Tak.

-

Dobrze to przemyślałaś?

Pokręciła głową.

-

Nie  ma  nad  czym  myśleć.  Twój  kuzyn  omal  mi  wczoraj  nie  powiedział,  że  mnie 

kocha, ale coś go powstrzymało. Jeżeli teraz wyjadę i będę przyjeżdżać w odwiedziny raz na 

miesiąc, wmówi sobie, że to nieprawda.

-  Zaśmiała  się.  -  Mogę  się  założyć,  że  gdybym  wyjechała  dzisiaj,  wmówiłby  to  sobie 

jeszcze przed moją pierwszą wizytą.

Giną westchnęła głośno.

-

Obawiam się, że masz rację.

-

Czy w takim wypadku dostanę z powrotem moją posadę?

-

Jesteś pewna, że tego chcesz?

-

Absolutnie.

Giną uśmiechnęła się do przyjaciółki.

-

Naprawdę chciał ci powiedzieć, że cię kocha?

-

Wiem, że w myślach przyznał sam przed sobą, jak bardzo mu na mnie zależy. Teraz 

musi jedynie wypowiedzieć te słowa i wszystko się między nami ułoży.

-

Jestem  po  twojej  stronie.  -  Poklepała  Olivie  po  ramieniu.  -  Czy  jest  coś,  co  mogę 

zrobić, żeby ułatwić  ci  powrót do dawnej  pracy? Powiedziałaś  wszystkim,  że  wyjeżdżasz  z 

powodu Josha. Teraz wróciłaś... Musimy znaleźć jakąś wymówkę.

-

Nie udało mi się na Florydzie - odparła Olivia. - Po prostu się nie udało.

-

Bez  podawania  żadnych  konkretów  -  zaproponowała  Giną.  -  Niech  sami  się 

domyślają, że na przykład poszłaś na rozmowę kwalifikacyjną, ale nie dostałaś tej pracy.

-

Albo że ją dostałam, ale mi nie odpowiadała.

-

Lub miałaś okropnego szefa, przy którym wszystkie wady Josha zbladły.

Olivia zmarszczyła brwi.

-

Nie przesadzajmy.

-

Pozostańmy przy pierwszej  wersji. Coś poszło nie tak i wróciłaś do firmy, do której

byłaś tak bardzo przywiązana.

Olivia skinęła głową.

-

W takim razie widzimy się w poniedziałek.

Gdy  Josh  wrócił  do  domu  o  szóstej  tego  wieczoru,  nie  bardzo  wiedział,  czego  się 

spodziewać.  Olivia  dotrzymała  obietnicy  i  nie  było  już  żadnego  powodu,  by  pozostała  w 

Georgii.  Powiedziała,  że  wyjeżdża,  nawet  się  pożegnali.  Ale  wiedział,  że  rozmowę 

background image

kwalifikacyjną na Florydzie przełożyła na następną środę, więc teoretycznie mogłaby z nim 

zostać aż do wtorku.

Zdjął płaszcz i powiesił go w szafie. Idąc w stronę kuchni, poczuł niezwykły zapach, jak 

gdyby pieczeni wołowej, i jego serce zabiło mocniej. Olivia została!

-

Cześć, Josh - przywitała go, gdy wszedł do kuchni.

Miał  ochotę  objąć  ją  wpół  i  pocałować.  Zamiast  tego  pozwolił  oczom  nacieszyć  się  jej 

widokiem.  Ubrana  w  obcisłe  dżinsy  oraz  obcisły,  żółty  podkoszulek  i  z  rozpuszczonymi 

włosami  wyglądała  niezwykle  pociągająco.  Po  prostu  idealnie.  Całym  ciałem,  wszystkimi 

zmysłami pragnął się z nią kochać. Każdy centymetr jego ciała marzył o tym, by być z nią już 

na zawsze. Ale na tym polegał problem. Nie mógł zatrzymać jej na zawsze. Zdawał sobie z 

tego sprawę. Poza tym przerażała go siła emocji, które odczuwał, będąc w jej towarzystwie. 

Prawdziwa namiętność. A on bał się znowu sparzyć.

-

Zgadnij co? Spojrzał na nią ostrożnie.

-

Co?

-

Nie wyjeżdżam.

Josh zamarł w bezruchu.

-

Nie zmieniasz pracy? Nie wyjeżdżasz z Georgii? Nie opuszczasz mojego domu?

-

Nie zmieniam pracy, nie wyjeżdżam z Georgii, ale twój dom opuszczam.

Zakaszlał, by ukryć zdenerwowanie.

-

O czym ty mówisz?

-

Rozmawiałam dzisiaj z Giną i powiedziałam, że postanowiłam jednak nie wyjeżdżać. 

Powiedziała, że mogę dostać ź powrotem moją dawną posadę.

-

Ale  myślałem,  że  nie  chcesz,  by  ktokolwiek  wiedział...  -  Przeczesał  ręką  włosy.  -

Czuję się w tym wszystkim zagubiony.

Uśmiechnęła się słodko.

-

I  o  to  właśnie  chodzi.  Zamierzam  wyjaśnić  wszystkim,  że  nie  udało  mi  się  na 

Florydzie  i  pozwolić  im  domyślać  się  szczegółów.  Uznają,  że  naprawdę  musiało  być  tam 

strasznie, skoro zdecydowałam się wrócić do ciebie.

-

Cóż za komplement.

Wskazała,  by  zajął  miejsce  przy  kuchennym  stole,  który  udekorowała  stokrotkami.  Z 

chęcią  przystał  na  jej  propozycję.  Nogi  miał  jak  z  waty.  Chciał  zapytać  się,  o  co  chodzi. 

Dlaczego zachowuje się tak swobodnie.

Wziął  do  ręki  widelec  i  przyjrzał  się  jedzeniu,  które  miał  na  talerzu.  Pieczeń,  puree 

ziemniaczane, groszek z marchewką.

background image

-

Wygląda bardzo smakowicie.

-

Dziękuję, jestem dobrą kucharką. Spojrzał na nią zdziwiony.

-

Nigdy bym się tego po tobie nie spodziewał.

-

Ponieważ  jestem  ładna?  -  spytała  wprost,  po  czym  uśmiechnęła  się  i  wzięła  do  ust 

pierwszy kęs jedzenia.

-

Tak... To znaczy nie - odparł, zmieniając w ostatniej chwili zdanie. - Chodzi mi o to, 

że  jesteś  tak  kompetentna  w  pracy,  iż  nie  spodziewałem  się,  że  możesz  być  równie 

kompetentna w kuchni.

-

Każdy ma ukryte talenty - zauważyła, podając mu koszyk z włoskim pieczywem.

-

Sama upiekłaś chleb?

-

Nie.  -  Pokręciła  przecząco  głową.  -  Kupiłam  w  sklepie.  To  kolejny  z  moich 

rozlicznych talentów. Wiem, gdzie można kupić naprawdę dobre rzeczy.

-

Nie śmiem w to wątpić.

Przez chwilę jedli w milczeniu, po czym Olivia przerwała ciszę.

-

Wiesz, Josh, że możesz myśleć o mnie inaczej,

a nie tylko jak o swojej asystentce.

Przerwał kromkę chleba na pół.

-

Wiem.

-

Ta myśl nie jest dla ciebie ani trochę krępująca?

-

chciała się upewnić.

-

Nie jest. - Nieco irytował go sposób, w jaki Oiivia z nim rozmawia. Nie był tchórzem, 

po prostu realistycznie patrzył  na ich związek.  Nie ma nic złego w strachu  przed bolesnym 

rozstaniem.

-

Kiedy się wyprowadzasz?

-

Prawdopodobnie w sobotę. Giną zaproponowała, żebym trochę z nią pomieszkała.

-

Z nią i Hiltonem? - zdziwił się Josh.

-

Od dwóch lat bardzo się z twoją kuzynką przyjaźnię

-

zaśmiała się Olivia. - A twojego wujka zawsze bardzo podziwiałam. Ale pomieszkam 

z nimi tylko przez jakiś czas. W przyszłym tygodniu wybieram się z Giną na poszukiwanie 

mieszkania.

-

Myślałem, że nie masz pieniędzy.

-

Twój  wujek  tak  się  ucieszył,  że  zdecydowałam  się  zostać,  iż  zaofiarował  mi  dużą 

podwyżkę.

Josh odłożył widelec.

background image

-

Więc zamierzasz podpisać umowę o wynajem mieszkania?

-

Większość osób tak robi. - Uniosła ironicznie brew.

-

Nie zamierzasz ze mną zamieszkać?

Pokręciła przecząco głową, spoglądając na niego dziwnie.

-

Dlaczego miałabym to zrobić?

Wiedział, że Olivia ma prawdopodobnie rację. Tak będzie lepiej dla nich obojga. Mimo to 

nie mógł się pozbyć uczucia rozgoryczenia, że nawet nie chce dać im szansy... Dlaczego?

-

Po prostu sądziłem, że w którymś momencie...

-

Zamieszkamy razem? - dokończyła za niego. Widać było, że jest poirytowana.

-

Tak - odparł. Nie miał zielonego pojęcia, co mogło ją rozzłościć.

-

Wiesz,  Josh  -  powiedziała,  odkładając  widelec.  -Czasem  tak  mnie  denerwujesz,  że 

mam ochotę krzyczeć! Potrzebowałeś mojej pomocy, więc zostałam. Powiedziałeś, że boisz 

się  stałego  i  trwałego  związku  i  że  musimy  posuwać  się  bardzo  powoli,  więc  zmieniłam 

wszystkie moje plany życiowe, a ty wciąż nie jesteś zadowolony. Czego ty ode mnie chcesz?!

Zadała pytanie, ale nie poczekała na odpowiedź. Zamiast tego wstała z krzesła i wybiegła z 

pokoju. Przez chwilę Josh siedział bez ruchu, po czym ruszył za nią. Ale Olivia zdążyła już 

zamknąć się w swoim pokoju.

Zapukał delikatnie do drzwi.

-

Olivia? Liv?

-

Po prostu odejdź.

-

Musimy o tym porozmawiać. Czy mogę wejść?

-

Nie!

-

Proszę?

-

No dobrze.

Wszedł do środka, gdy tylko otworzyła mu drzwi. Bał się, że zmieni zdanie.

-

Chcę, żebyś zrozumiała moje zachowanie, dlatego opowiem ci historię mojego życia. 

Możesz jeszcze zrezygnować z pracy i pojechać na Florydę.

-

Słucham.

Josh przeniósł ciężar ciała z jednej strony na drugą.

-

Chodzi  o  to,  że  mam  pecha,  jeżeli  chodzi  o  związki.  Zawsze  szybko  się  kończą. 

Dlatego sam wybieram partnerki i wycofuję się., zanim sprawy zajdą za daleko. A przy tobie 

tracę kontrolę...

-

Nie rozumiem.

-

Bardzo cię lubię.

background image

Sprawiała wrażenie, jak gdyby uważała, że postradał zmysły i Josh miał świadomość, że 

nie może jej za to winić.

-

I na tym polega problem? - spytała.

-

Tak bardzo cię lubię, że wiem, jak będę potwornie cierpiał, gdy odejdziesz.

-

Dlatego  obrażasz  mnie  i  sprawiasz,  że  czuję  się  zagubiona?  To  taki  twój  test 

lojalności? A może chcesz, żebym odeszła już teraz, żebyś mógł zacząć wcześniej cierpieć?

-

Gdy przedstawiasz  to  w  ten  sposób,  to  naprawdę  brzmi  głupio.  Ale  to  nie  jest  takie 

proste... Nigdy nikt cię nie zranił? - Usiadł obok niej na łóżku.

 Wzruszyła ramionami.

-

Zranił.

-

I było źle?

-

Przez trzy tygodnie nie mogłam jeść ani spać.

-

Gdy ja straciłem osobę, którą kochałem, myślałem, że oszaleję z rozpaczy.

Spojrzała na niego ze zdziwieniem.

-

Naprawdę?

Westchnął.

-

Nigdy  tego  nikomu  nie  opowiadałem,  ale  chcę,  żebyś  zrozumiała,  dlaczego  się  tak 

zachowuję.

-

Dobrze.

-

Mój pierwszy związek na studiach był cudowny. Naprawdę myślałem, że LuAnn i ja 

się pobierzemy, ale na ostatnim roku nasze ścieżki po prostu się rozeszły i taki był koniec.

-

Zraniła cię?

-

Tak,  ale  przede  wszystkim  pokazała  mi,  że  nie  najlepiej  znam  się  na  ludziach  i 

związkach. Długo nie chciałem zauważyć, że bardzo się od siebie różnimy emocjonalnie.

-

Prawda jest taka, Josh, że każda porażka czegoś nas uczy.

-

Masz  rację  -  przyznał.  Szkoda  tylko,  że  nie  zapamiętał  lekcji,  jakiej  udzieliła  mu 

LuAnn.

-

A druga dziewczyna? - spytała Olivia.

-

Umarła.

Olivia otworzyła szeroko usta ze zdziwienia.

-

Och. - Nie wiedziała, co powiedzieć.

-

Miała  zapalenie  płuc,  ale  myślała,  że  to  zwykłe  przeziębienie.  Odkładała  wizytę  u 

lekarza.  Zawsze  byliśmy  tacy  zajęci.  Mieliśmy  tyle  spraw  na  głowie.  Jej  stan  zdrowia 

background image

pogarszał  się,  ale  ona  twierdziła,  że  niedługo  jej  przejdzie.  Nagle  któregoś  dnia  po  prostu 

upadła na ziemię, straciła przytomność i... umarła.

-

O Boże, Josh, to straszne.

-

Razem  pracowaliśmy  -  kontynuował  Josh.  -  Była  moją  szefową.  -  Zakrył  rękoma 

twarz. - Była moją szefową - powtórzył, patrząc przed siebie niewidzącym wzrokiem. - Była 

genialna. Nie miała sobie równych. - Jego głos nie był głośniejszy od szeptu. - Wiedziałem, 

że zbyt wiele od siebie wymaga. Wiedziałem, że była chora...

-

To nie twoja wina, nie obwiniaj się.

-

Wiem.

-

Była  dostatecznie  dorosła  i  dostatecznie  mądra,  by  sama  o  siebie  zadbać.  Powinna 

była pójść do lekarza.

-

Wiem.

-

Była twoją  szefową.  Nic  dziwnego,  że  czułeś  się  nieswojo,  mówiąc  jej,  co  powinna 

zrobić.

Skinął głową.

-

Bo tak było.

-

A zaharowywanie się na śmierć jej nie wskrzesi...

- To nie dlatego tyle pracuję. Nie jestem nienormalny.

Olivia nie wiedziała, jak ukoić jego ból.

-

Nie wiem, co powiedzieć, Josh. - Czuła się okropnie. Tak bardzo chciała z nim być, że 

ani przez moment nie pomyślała, że może być jakiś powód, dla którego Josh boi się z kimś 

związać. Jego brak zainteresowania zrzucała na różnicę wieku i jego pracoholizm. Nie chciała

wziąć pod uwagę, że prześladują go straszne wspomnienia.

-

Słowa i tak nic nie zmienią. - Uśmiechnął się gorzko. - Zycie jest ciężkie.

-

Masz całkowitą rację - zgodziła się, choć co ona mogła wiedzieć na ten temat. Miała 

wspaniałe życie. Kochającą matkę, która ją rozpieszczała i cudownego ojczyma, który gotów 

był zrobić dla niej wszystko. Jej własny ojciec zmarł, gdy miała pięć lat. Ponieważ prawie w 

ogóle go nie pamiętała, nie odczuwała bólu po jego stracie.

Nagle  zaczęła  rozumieć,  dlaczego  Josh  tak  ciężko  pracował,  ale  nigdy  nie  poprosił,  by 

została  z  nim  po  godzinach.  I  dlaczego  prawie  w  ogóle  nie  zwraca!  na  nią  uwagi.  Raz  już 

kochał i stracił kobietę, z którą pracował.

-

Nie skończyliśmy obiadu - zauważyła, wstając z łóżka.

-

Nie jestem głodny - odparł.

background image

-

A  ja  tak.  -  Podeszła  do  drzwi.  Miała  nadzieję,  że  jeżeli  pójdzie  do  kuchni,  on  po 

jakimś czasie podąży za nią.

Czuła się winna. Popychając go w stronę nowego związku, otworzyła rany, które jeszcze 

nie zdążyły się zabliźnić. Josh  musiał ponownie przeżywać ból po stracie ukochanej osoby. 

Wszystko z jej winy.

Chociaż towarzyszył jej przy stole i nawet pomógł posprzątać, niewiele mówił i nie chciał 

nic  jeść.  Coś  w  nim  umarło,  gdy  zmarła  jego  dziewczyna.  Nikt  nigdy  nie  będzie  w  stanie 

przywrócić tej części jego osobowości. A już na pewno nie ona. Ponieważ on sam tego nie 

chce. Dosyć się już w życiu nacierpiał.

Pierwsza  położyła  się  do  łóżka,  ale  w  nocy  obudziła  się  i  słysząc  dobiegające  z  dołu 

odgłosy, zeszła wybadać sytuację. W salonie Josh oglądał nakręcony ręczną kamerą film.

Stojąc  w  drzwiach,  przez  dwadzieścia  minut  oglądała  śmiejącą  się  na  ekranie  piękną 

brunetkę. Zdała sobie sprawę, że Josh nie przestał jej kochać. I to był prawdziwy powód, dla 

którego nie był w stanie pokochać Olivii.

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Gdy  Olivia  dotarła  w  poniedziałek  do  swojego  biurka,  czuła  się,  jak  gdyby  nigdy  nie 

odeszła z pracy. Bo w praktyce wcale tego nie zrobiła. Pracowała z Joshem niemal każdego 

wieczoru podczas ubiegłego tygodnia i gdyby nie opowiedział jej o swojej byłej dziewczynie, 

a ona nie uciekła z jego domu, pewnie przyszłaby do biura także w weekend.

-

Olivia! - zawołała na jej widok Doreen James.

-

Cześć, Doreen.

-

Co  tutaj  robisz?  -  Drobna  i  atrakcyjna  Doreen  przyglądała  się,  podczas  gdy  Olivia 

układała na biurku swoje rzeczy.

-

Nie udało mi się na Florydzie - odparła. Bała się, jak współpracownicy zareagują na 

jej powrót po tym, jak bardzo cieszyła się na wyjazd. Ponadto, odkąd opuściła jego dom, nie 

rozmawiała z Joshem. Wiedziała, że czeka ją jedna z najtrudniejszych rozmów w życiu.

Gdy  zdała  sobie  sprawę,  że  Josh  wciąż  kocha  piękną  kobietę  śmiejącą  się  na  ekranie 

telewizora, wróciła do swojej sypialni i płakała, dopóki nie usnęła. Czuła się winna, że z jej 

powodu wróciły najboleśniejsze wspomnienia jego życia.

Uznawszy,  że  najlepiej  będzie  dać  mu  trochę  czasu,  by  się  pozbierał,  spakowała  swoje 

rzeczy i opuściła jego mieszkanie w piątek, gdy Josh znajdował się w pracy. Spodziewała się, 

że  przypomni  sobie,  że  mówiła  mu,  iż  zamieszka  z  Giną  i  że  w  końcu  zadzwoni,  by 

background image

dowiedzieć  się,  czy  wszystko  w  porządku.  Wtedy  będzie  miała  okazję  przeprosić  go  i 

wyjaśnić, że nigdy nie zamierzała go zranić.

Ale  Josh  nie  zadzwonił.  Olivia  miała  poczucie,  że  nie  powinna  była  zostawać.  Powinna 

była pojechać na Florydę...

Gdy powiedziała  Hiltonowi  i  Ginie, że  zamierza  powrócić do  pierwotnego  planu,  Hilton 

zaoferował, że, jeżeli pozostanie, opłaci czesne za jej studia. Zrozumiała, że nie jest to łatwy 

czas dla Hilton-Cooper-Martin i firma bardzo jej potrzebuje. Zgodziła się zostać. Nie mogła 

teraz zmienić decyzji.

-

Szkoda, że się nie udało - powiedziała Doreen.

-

Szkoda  -  zawtórowała  jej  Olivia.  Wysiliła  się  na  uśmiech.  -  Naprawdę  chciałam 

mieszkać bliżej mamy i ojczyma.

-

Ale okazało się, że Floryda wcale nie jest taka cudowna? - dopytywała się Doreen.

-

Nie ma drugiego takiego miejsca jak Hilton-Coo-per-Martin.

-

Nie  ma,  nie  ma  -  powtórzył  jej  słowa  Hilton  Martin.  Wychodząc  z  gabinetu  Ethana 

McKenzie, usłyszał końcówkę rozmowy. - Bardzo się cieszymy, że do nas wróciłaś - dodał, 

podchodząc  do  jej  biurka.  Mam  nadzieję,  że  Giną  dopilnowała,  by  powrót  był  dla  ciebie 

opłacalny...

Olivia omal go nie ucałowała ze szczęścia. Hilton zachowywał się, jak gdyby to oni prosili 

ją, by wróciła. Dzięki temu nie będzie musiała znosić plotek i ciągłych pytań.

W tej chwili otworzyły się drzwi windy i wysiadł z niej Josh,  przeglądając pocztę, którą 

zdążył odebrać na dole.

-

Dzień dobry, wujku Hilonie. - Zawahał się. - Olivio.

Wymówił jej imię całkowicie inaczej niż zazwyczaj.

Naładowane  było  emocjami,  a  ona  aż  zadrżała  z  wrażenia.  Wszystko  się  zmieniło. 

Pocałował ją, a ona odwzajemniła pocałunek. Omal się nie kochali. I to dwukrotnie. Poznała 

jego najciemniejsze sekrety. Sekrety, którymi nie dzielił się nawet z Giną.

-

Dzień dobry, Josh.

-

No  cóż,  pójdę  już  do  siebie.  Mam  bardzo  wiele  raportów  do  przeczytania.  Josh, 

gdybyś mógł do mnie wpaść i rzucić na nie okiem...

-

Będę za piętnaście minut.

-

Dziesięć.

Gdy Hilton wyszedł z pokoju, Josh zwrócił się w stronę Olivii.

-

Myślę, że najlepiej będzie, jeżeli przejrzymy kore

spondencję z zeszłego tygodnia.

background image

Olivia zmarszczyła brwi. Przecież już to zrobili!

Widząc  jej  wahanie,  Josh  wskazał  ruchem  głowy  na  swój  gabinet.  Olivia  zdała  sobie 

sprawę, że nie miał zamiaru pracować. Chciał po prostu porozmawiać z nią na osobności.

Zamarła. To była ta chwila, a ona nie wiedziała wciąż, co powiedzieć.

 Zamknął za nimi drzwi swojego gabinetu.

-

Czy na pewno czujesz się z tym wszystkim równie dobrze, jak wyglądasz?

-

Oczywiście. Przecież to ja chciałam wrócić do pracy w Hilton-Cooper-Martin.

-

Nie  chodzi  mi  o  pracę,  chodzi  mi  o  nas.  Rozumiem,  że  po  tym,  jak  usłyszałaś  o 

Cassie, zmieniłaś zdanie, ale muszę wiedzieć, jak się z tym wszystkim czujesz.

-

W porządku - powiedziała. Chciała, by zrozumiał jej uczucia, jednocześnie nie budząc 

po  raz  kolei  bolesnych  wspomnień.  -  Rozumiem,  że  przeszedłeś  prawdziwy  koszmar  i  że 

jeszcze  nie  jesteś  gotowy  na  kolejny  związek.  Nie  jestem  giupia,  Josh.  Nie  zamierzam 

zmuszać cię do czegoś, na co nie masz ochoty.

-

Gdy odeszłaś bez pożegnania, myślałem, że jesteś na mnie zła.

-

Nie  jestem  na  ciebie  zła.  -  Jeżeli  już,  była  zła  na  samą  siebie,  za  to,  że  była  taka 

naiwna. Choć Josh ignorował ją przez cztery lata, na pierwszą oznakę zainteresowania z jego 

strony zmieniła swoje plany, a on wciąż jej nie chciał. Lubił ją, doceniał jako sekretarkę, ale 

nie chciał mieć w niej kochanki, żony, czy nawet dziewczyny.

Wysiliła się na uśmiech.

-

Wszystko jest jak najbardziej w porządku.

Otworzyły się drzwi gabinetu i Doreen zajrzała do środka.

-

Josh, wrócił Hilton i chce, żebyś natychmiast do niego przyszedł.

-

Dobrze. - Uśmiechnął się do Doreen, ale gdy zamknęły się za nią drzwi, jego uśmiech 

zniknął.  Przez  chwilę  przyglądał  się  Liv  w  milczeniu.  Po  całym  tygodniu  poznawania  się 

nawzajem, dzielenia się tajemnicami, dobrej zabawy i romantycznych uniesień, nie mogli tak 

po prostu wrócić do tego, co dawniej było między nimi. Nie mogli zachowywać się jak szef i 

sekretarka, ale Josh nie za bardzo wiedział, co innego mógłby powiedzieć albo zrobić.

Więc nie zrobił nic. Nie powiedział nic, co znaczyłoby, że pogodził się ze stratą Cassie i że 

jest  gotowy  zaangażować  się  w  nowy  związek.  Nic,  co  dałoby  Liv  do  zrozumienia,  że  nie 

popełniła błędu, zakochując się w nim.

-

Cieszę się, że wróciłaś - powiedział tylko.

Z tymi słowy wyszedł z gabinetu, a Olivia zajęła się sortowaniem poczty. Bez względu na 

to,  jak  bardzo  się  starała,  nie  mogła  przestać  go  kochać,  a  musiała  z  nim  pracować, 

przynajmniej dopóki problem z Bee-Great Groceries nie zostanie rozwiązany.

background image

Josh wrócił dopiero po lunchu.

-

Przejrzałaś poranną pocztę? - spytał, przechodząc obok jej biurka.

Skinęła głową i wziąwszy notes i długopis, podążyła za nim.

-

Z większością spraw poradziłam sobie sama.

Zamknął za nimi drzwi swojego gabinetu. Olivia jęknęła w duchu. Nie chciała odbywać z 

nim  prywatnych  rozmów,  które  wymagały  zamknięcia  drzwi.  To  sprawiało,  że  zaczynała 

zastanawiać się  nad  jego  motywami.  Może...  może  zmienił  zdanie...  Nie  mogła sobie  na  to 

pozwolić!  Wzdychała  do  niego  przez  cztery  lata,  nie  może  zmarnować  kolejnego  roku  na 

podkochiwanie się w kimś, kto nie odwzajemnia jej uczucia!

-

Kilka  listów  wymaga  twojej  uwagi.  -  Usiadła  po  drugiej  stronie  biurka.  Zajęli  się 

pracą.

O czwartej trzydzieści, kiedy skończyła pracę, Olivia udała się pod drzwi gabinetu Giny, z 

którą  przyjechała  rano  razem  do  biura.  Ponieważ  przyjaciółka  pracowała  do  szóstej,  Olivia 

zajęła się przeglądaniem kolorowych czasopism, które leżały w poczekalni.

O szóstej pojawił się Hilton.

-

Giną ciągle pracuje? - spytał.

-

Na to wygląda.

-

No to niech kończy, umieram z głodu.

-

Ja też - wyznała.

-

Giną!  -  zawołał  Hilton.  -  Chodź  już!  Olivia  umiera  z  głodu.  Pomyślałem,  że 

zabierzemy ją na owoce morza do klubu. Co ty na to?

-

Już nie mogę się doczekać. - Uśmiechnęła się.

-

Mój  tata  uwielbia  mieć  gości  na  kolacji  -  powiedziała  Giną,  zamykając  drzwi 

gabinetu.

-

Nie ma żadnej frajdy w posiadaniu pieniędzy, jeżeli nie ma się z kim nimi dzielić.

-

Otacza  cię  mnóstwo  osób,  z  którymi  możesz  się  dzielić  -  zauważyła  Olivia 

żartobliwie.

-

Chcę mieć wnuki.

-

Słyszałaś, chce mieć wnuki. - Giną wywróciła oczami. - Chce, żebym przejęła firmę. 

Ciągle mu powtarzam, że nie może mieć wszystkiego, ale on mnie najzwyczajniej w świecie 

nie słucha.

Gdy  pojawiła  się  w  pracy  następnego  dnia,  Josh  już  na  nią  czekał.  Ale  tak  jak  i 

poprzedniego dnia, nie było ani chwili na poważną, osobistą rozmowę. Postanowił poczekać, 

aż wszyscy wyjdą i piętro opustoszeje.

background image

O czwartej dwadzieścia pięć złapał Liv za rękę.

-

Olivio, musimy porozmawiać.

Wyprostowała się dumnie. Na twarzy miała przyklejony szeroki uśmiech.

-

Nie  sądzę.  Wszystko,  co  musiało  zostać  powiedziane,  powiedziałeś  podczas  mojego 

ostatniego wieczoru w twoim domu, a wczoraj potwierdziłam, że to świetnie rozumiem.

Była  taka  piękna.  Nie  mógł  oderwać  wzroku  od  jej  twarzy.  Mógłby  patrzeć  na  nią 

godzinami. Nie chciał nawet myśleć o tym, jak cudownie byłoby być jej mężem. Móc całymi 

dniami podziwiać jej urodę.

-

Myślę, że musimy porozmawiać o tym, dlaczego zostałaś w Georgii.

-

Zostałam, ponieważ tego chciałam, Josh.

-

A dlaczego tego chciałaś? Zmarszczyła czoło.

-

O co ci chodzi?

-

Czy zostałaś, dlatego że chciałaś odzyskać dawną pracę?

-

Tak - potwierdziła. - Bardzo lubię moją pracę.

-

I tylko z tego powodu zmieniłaś plany?

-

Dodatkowo  Hilton  Martin  zaproponował,  że  zapłaci  czesne,  na  które  nie  było  mnie 

stać, więc zaczynam studia - odparła. - Może po prostu powiesz wprost, o co ci chodzi.

-

Mam nadzieję, że nie zostałaś z mojego powodu.

Olivia myślała, że wybuchnie, ale udało się jej opanować emocje.

-

Josh, nie masz się czym przejmować. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Nie 

zamierzam się na ciebie rzucać.

-

Nie chcę, żebyś czekała na coś, co się nigdy nie wydarzy.

-

Przecież nie będę siedziała i robiła na drutach w oczekiwaniu na księcia z bajki. Idę na 

studia.

-

To wspaniale.

-

To dobry powód, żeby zostać, więc nie musisz się o mnie martwić, nie zamierzam na 

ciebie czekać.

-

Nie chcę, żebyś w ogóle na mnie czekała.

-

Słucham?

-

Nie  chcę,  żebyś  w  ogóle  na  mnie  czekała  -  powtórzył,  po  czym  podniósł  się  ze 

swojego miejsca po drugiej stronie biurka. - Nie chcę się zakochać. Nie chcę się ożenić. Nie 

chcę tych wszystkich rzeczy, o których ty marzysz. Rozumiesz?

-

Naprawdę ich nie chcesz, czy po prostu boisz się, że znowu ktoś cię zrani?

background image

-

Lubię  cię  na  tyle,  że  nie  chcę,  żebyś  na  mnie  czekała.  -  Nie  odpowiedział  na  jej 

pytanie.

-

Sama  decyduję  o  tym,  co  robię,  a  czego  nie.  Już  ci  mówiłam,  że  nie  zamierzam  na 

ciebie czekać.

-

Mam nadzieję, że to prawda - wyszeptał.

 Olivia poczuła się, jak gdyby ktoś ją uderzył.

-  Nie  jesteś  wcale  taki  niesamowity,  jak  myślisz,  Josh!  -  Podniosła  się  gwałtownie  z 

krzesła.  -  Dziękuję,  że  zachowałeś  się  jak  zadufany  w  sobie  półgłówek.  Właśnie  uczyniłeś 

moje życie o wiele prostszym.

Gdy  wyszła,  trzaskając  drzwiami,  Josh  pochylił  się  ponownie  nad  dokumentami,  nad 

którymi pracował. Dobrze  zrobił, wyjaśniając wszystko raz na zawsze.  Nie chciał myśleć o 

tępym bólu, który odczuwał w okolicach serca. Umiejscowił się tam przed pięciu laty. Poczuł 

go po stracie Cassie i po odejściu ojca. Znał ten ból. Umiał sobie z nim radzić.

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Wściekła na Josha, Olivia nie szła do samochodu, lecz maszerowała. Jej stopy wybijały na 

chodniku  równy  rytm.  Wymachiwała  rękoma.  Gdy  dotarła  do  samochodu,  wskoczyła  do 

środka, przekręciła kluczyk w stacyjce i odjechała z piskiem opon. Była tak zdenerwowana, 

że omal nie pojechała w stronę domu Hiltona i Giny Martin, ale w porę przypomniała sobie, 

że jest umówiona na obiad w pobliskiej restauracji z Savannah Grogin, dawną pra-cowniczką 

Hilton-Cooper-Martin Foods.

Olivia  nie  miała  ochoty  na  spotkanie.  Ale  Savannah  była  niegdyś  jej  przyjaciółką.  Po 

śmierci rodziców wyprowadziła się z Atlanty; pojechała do Marylandu sprzedać motel, który 

prowadzili,  i  nie  wróciła.  Od  tej  pory  się  nie  widziały.  Olivia  chciała  się  upewnić,  że  u 

przyjaciółki wszystko w porządku.

Kelnerka zaprowadziła Olivie do stolika, przy którym siedziała rudowłosa kobieta, ale nie 

wyglądała ona jak jej dawna współpracowniczka. Savannah, którą pamiętała, była przy kości i

miała krótkie włosy. Ta kobieta była szczupła i miała spadające poniżej ramion loki.

Zajęta czytaniem menu nie podniosła wzroku.

- Savannah? - Olivia spytała ostrożnie.

 Oczy kobiety rozszerzyły się radośnie. Natychmiast wstała.

-

Ojej, Olivia! Jak dobrze cię widzieć!

-

Ja też bardzo się cieszę - powiedziała Olivia, gdy usiadły już przy stole. - Wspaniale 

wyglądasz!

background image

-

Wyglądam  inaczej  -  zgodziła  się  z  nią  Savannah.  -  Nie  sądziłam,  że  prowadzenie 

własnego interesu wymaga tyle zaangażowania.

-

Ślicznie ci w długich włosach.

-

Trudno w to uwierzyć, ale w ten sposób łatwiej mi jest o nie dbać - odparła, podczas 

gdy kelner przyniósł Olivii menu. - Tak się cieszę, że znalazłaś czas, by się ze mną spotkać.

-

Dobrze wiesz, że praca nigdy nie odgrywała zbyt ważnej roli w moim życiu. - Mówiąc 

te słowa, zdała sobie sprawę, że  taka jest prawda.  Lubiła swoją pracę, ale  to  wszystko. Nie 

miała  większych  ambicji.  Pewnie  dlatego  Josh  podał  w  wątpliwość,  czy  jej  decyzja  o 

pozostaniu  miała  związek  z  opłaceniem  przez  Hiltona  Martina  czesnego  za  jej  studia.  Z 

chęcią zarabiałaby więcej, ale wszyscy wiedzieli, że nie była typem osoby, która marzyła o 

pięciu się wyżej po szczeblach kariery. Pragnęła czegoś innego od życia. To właśnie miał na 

myśli  Josh.  Nie  zamierzał  jej  zdenerwować.  Wiedział  po  prostu,  że  możliwość  zrobienia 

dyplomu nie stanowiła dla niej wystarczającej motywacji. Oczywiście, mógł być milszy, ale 

Josh  taki już był. Przez  cztery lata  powinna  się  była przyzwyczaić do jego  męskiego  braku 

wrażliwości.

Uśmiechnęła się do Savannah.

-

Cieszę  się,  że  cię  widzę.  Myślę,  że  miły,  relaksujący  wieczór  z  przyjaciółką  jest 

dokładnie tym, czego mi dzisiaj trzeba.

Savannah zmarszczyła brwi.

-

Czy coś się stało?

-

To długa historia - odparła Olivia. - I może poczekać. Bardziej interesuje mnie, co u 

ciebie słychać. Co takiego sprawiło, że postanowiłaś zostać w stanie Marylandzie?

-

Sama nie wiem. Myślę, że zrobiłam to, ponieważ byłam zagubiona, ale mimo to cieszę 

się,  że  podjęłam  tę  decyzję.  Dobrze  mi  idzie,  a  poza  tym  prowadzenie  motelu  sprawia,  że 

czuję się bardziej związana z rodzicami. Pozwoliło mi to pogodzić się z ich śmiercią.

Olivia poklepała dłoń przyjaciółki.

-

To dobrze.

-

Wiem - westchnęła. - Tylko że teraz, kiedy już się ustatkowałam, zaczynam marzyć o 

dziecku.

-

Dziecko? Ojej, Savannah, to cudowne! Nie wiedziałam, że się z kimś spotykasz.

-

Bo z nikim się nie spotykam - odparła. - Widzisz... zrobiłam coś nietypowego.

-

Jak bardzo nietypowego?

Savannah  unikała  jej  spojrzenia,  bawiąc  się  sztućcami.  .-  Mój  brat  pracuje  w  banku 

spermy, a ponieważ w moim życiu nie było nikogo wyjątkowego...

background image

-

Myślisz o sztucznym zapłodnieniu?

-

Już załatwiłam formalności i...

-

To wspaniale!

-

Nie uważasz mnie za idiotkę?

-

Oczywiście,  że  nie  -  zapewniła.  -  Dawcy  są  zawsze  bardzo  dokładnie  badani.  W 

klinikach są bardzo ostrożni... Poza tym powiedziałaś, że marzysz o dziecku.

-

Bo tak jest - potwierdziła Savannah.

-

Uważam, że powinnaś to zrobić!

-

Naprawdę? - Oczy rudowłosej kobiety błyszczały radośnie.

-

Z całą pewnością - potwierdziła Olivia. - Spełniasz swoje marzenia. Żyjesz zgodnie z 

własnym pomysłem na życie, a nie zgodnie z tym, co sądzą inni. Bierzesz  sprawy w swoje 

ręce, a nie biernie czekasz na to, co przyniesie los.

Olivia  zdała  sobie  sprawę  z  wagi  własnych  słów.  Pójście  na  studia  było  dobrym 

postanowieniem, ale nie było jej pomysłem, lecz Hiltona Martina.

-

Masz rację - uśmiechnęła się Savannah. - Tak jak i ty. Gina powiedziała mi dzisiaj, że 

zamierzałaś  odejść  z  Hilton-Cooper-Martin,  ale  jej  ojciec  zaproponował  ci,  że  sfinansuje 

twoje studia i zdecydowałaś się zostać w firmie.

-

To prawda. - Przynajmniej nikt nie sądził, że zdecydowała się zostać z powodu Josha.

-

Wygląda na to, że obydwie znalazłyśmy nową drogę w życiu.

-

Dokładnie tak. - Ale patrząc na Savannah, wiedziała, że nie jest równie szczęśliwa jak 

przyjaciółka.  Savannah  promieniała  wewnętrznym  szczęściem.  Przeprowadziła  się  z 

ruchliwej Atlanty do niewielkiego Thurmont w stanie Maryland. Była posiadaczką własnego 

interesu.  Ustatkowała  się.  Niedługo  miała  zostać  matką.  I  było  jej  z  tym  dobrze.  Na  jej 

policzkach  widniały  rumieńce  zadowolenia,  a  oczy  błyszczały  radośnie.  Dyplom 

uniwersytecki nie działał w ten sposób na Olivie.

Gdy  następnego  dnia  Josh  pojawił  się  w  pracy,  Olivie  ogarnęła  kolejna  fala  smutku.  W 

ciemnym garniturze, jasnej koszuli i błękitnym krawacie wyglądał cudownie. Świadomość, że 

nigdy więcej nie będzie jej dane się do niego przytulić, była zbyt bolesna...

Olivia  zdała  sobie  sprawę,  że  nie  będzie  w  stanie  patrzeć  codziennie  na  niego,  mając  w 

pamięci fakt, że jej nie chciał. Nie chciał spędzać z nią nocy, nie chciał budzić się obok niej 

każdego poranka, nie chciał mieć z nią dzieci.

Może  i  była  naiwna,  ale  nie  była  głupia.  Kochała  Jo-sha  Andersona,  ale  on  nie 

odwzajemniał  jej  miłości.  Spędzanie  z  nim  ośmiu  godzin  dziennie,  pięć  dni  w  tygodniu, 

byłoby istną torturą.

background image

Nie mogła się na to zdobyć.

-

Mam nadzieję, że wiesz, jaka będzie reszta twojego życia.

Josh uniósł głowę, by zobaczyć stojącego w drzwiach gabinetu Hiltona Martina. Zdał sobie 

sprawę, że musi już być późno, ponieważ w pokoju panował półmrok.

-

Jeżeli chodzi ci o to, że zbyt ciężko pracuję, śmiem przypomnieć, że to ty zlecasz mi te 

wszystkie zadania. - Josh przeciągnął się.

-

To dlatego spędzasz w biurze całe dnie? - spytał Hilton.

W  jego  głosie  dało  się  wyczuć  dziwny  ton.  Josh  przyglądał  się  wujkowi  z  uwagą,  nie 

rozumiejąc, do czego zmierza.

-

Tak.

-

Nie  sądzę.  -  Hilton  usiadł  po  drugiej  stronie  biurka.  Na  krześle  Olivii.  -  Myślę,  że 

spędzasz w pracy tyle czasu, ponieważ unikasz życia.

Josh zaśmiał się nerwowo.

-

I kto to mówi.

-

Dokładnie. - Hilton patrzył siostrzeńcowi prosto w oczy. - Przyjrzyj mi się.

-

Posłuchaj,  wujku,  nie  za  bardzo  rozumiem,  o  co  ci  chodzi.  Jest  zbyt  późno,  żeby 

owijać w bawełnę, więc może powiesz wprost, z czym do mnie przyszedłeś.

-

Dobrze. Olivia odeszła dzisiaj z pracy. Jest już w drodze na Florydę.

-

Och. - Josh poczuł się, jak gdyby ktoś uderzył go obuchem w głowę.

-

O  czwartej  trzydzieści  przyszła  do  mojego  gabinetu  i  powiedziała,  że  chce 

porozmawiać ze  mną  i  Giną. Powiedziała,  że  musi  odejść z  pracy. Giną  pojechała z  nią do 

domu pomóc załadować rzeczy do samochodu. Wróciła kilkanaście minut temu i oznajmiła, 

że Olivia jest już w drodze. Nie zamierzała czekać do rana.

-

Nie ma jej? - Wiedział, że dyplom uniwersytecki jest tym, o czym marzyła, nie mógł 

więc uwierzyć, że rezygnuje z czegoś takiego. Myślał, że zostanie w Atlancie. Miał nadzieję, 

że będzie mógł patrzeć, jak Olivia spełnia swoje marzenia.

-

Nie ma i szczerze mówiąc, mam ochotę cię uderzyć.

-

Mnie? - Josh nie ukrywał zaskoczenia. - Przecież to nie ja wyjechałem, to Olivia.

Hilton uniósł ręce.

-

A ty musisz pojechać za nią!

Josh nie zareagował. Świadomość, że Olivia odeszła, była zbyt bolesna.

-

Wujku Hiltonie, jej już nie ma... Sam mówiłeś, że od kilku tygodni wiedzieliście, że 

będziecie musieli ją kimś zastąpić. Dlaczego miałbym szaleć po autostradzie, by ją dogonić?

-

Bo ją kochasz. A jeżeli szybko czegoś nie zrobisz, nie będzie cię już chciała.

background image

-

Wcale jej nie kocham - zaprzeczył Josh. Od kilku dni próbował to sobie wmówić.

-

Ależ  oczywiście, że  tak.  Wiem,  że  wciąż myślisz,  iż  kochasz Cassie, ale  minęło  już 

pięć  lat  i  chociaż  nie  wątpię,  że  nadal  myśl o  jej  śmierci  napawa  cię  smutkiem,  już  jej  nie 

kochasz. Krok po kroku pozwoliłeś Olivii stać się częścią twojego życia. Dlatego dokładałem 

wszelkich  starań,  by  nie  pojechała  zamieszkać  z  matką.  Ofiarowałem  jej  nawet  tysiące 

dolarów  w  postaci  czesnego  na  studiach,  ponieważ  chciałem,  by  była  tutaj,  gdy  wreszcie 

zdasz sobie sprawę z tego, jak bardzo ją kochasz.

-

Nie sądziłem, że wiesz o Cassie - wyszeptał.

Hilton uśmiechnął się ciepło.

-

Gdy  twoja  mama  powiedziała  mi,  że  jesteś  nieszczęśliwy  w  Nowym  Jorku,  chociaż 

przez  lata  głosiłeś  wszem  i  wobec,  że  to  najwspanialsze  miasto  na  świecie,  postanowiłem 

dowiedzieć  się,  co  takiego  się  wydarzyło.  Wykonałem  kilka  telefonów,  ale  z  nikim  nie 

podzieliłem się tym, czego się dowiedziałem. Po prostu poprosiłem cię, byś wrócił do domu 

pracować dla mnie.

Josh bawił się ołówkiem.

-

Skoro  wiesz  wszystko,  powinieneś  też  wiedzieć,  jak  się  czuję.  Dobrze  wiesz,  jak  to 

jest stracić kogoś, kogo się kocha - powiedział, mając na myśli swoją ciotkę, Ra-yanne, żonę 

Hiltona, która zmarła, gdy Giną była jeszcze mała. - Ty także nie poradziłeś sobie ze śmiercią 

żony.

-

Zycie  każdego  człowieka  jest  albo  dobrym  przykładem,  albo  straszliwym 

ostrzeżeniem.  - Hilton  pokręcił  smutno  głową. -  Nie wolno ci zniszczyć  swojego życia, tak 

jak ja to zrobiłem.

-

O czym ty mówisz? Masz wspaniałe życie - sprzeciwił się Josh.

-

Rzeczywiście, cudowne... Muszę przekupywać ludzi, by zjedli ze mną kolację. Należę 

do  kółka  ogrodniczego,  żeby  mieć  kogo  zaprosić  na  przyjęcie.  Unieszczęś-liwiam  własną 

córkę,  dając  jej  wszystko,  czego  zapragnie,  żeby  tylko  nie  potrzebowała  w  swoim  życiu 

nikogo  innego.  Jestem  starym,  samotnym  człowiekiem.  -  Wziął  głęboki  oddech.  -  I  jeżeli 

szybko czegoś nie zrobisz, za kilkanaście lat też taki będziesz.

-

Chcesz, żebym pojechał za Olivia, bo inaczej będę się nudził w życiu? - Josh otworzył 

szeroko oczy ze zdziwienia.

-

Nie  -  odparł  Hilton,  wstając  z  krzesła.  -  Chcę,  żebyś  pojechał  za  Olivia,  ponieważ 

tylko ona potrafiła sprawić, by twoje oczy błyszczały radośnie. Powinieneś za nią pojechać, 

ponieważ ona cię uwielbia i ponieważ jeżeli tego nie zrobisz, będziesz tego żałował do końca 

background image

życia.  Któregoś  dnia  wyjdzie  za  mąż  za  kogoś  innego.  Uszczęśliwi  go,  rodząc  mu  śliczne 

dzieci. Będziesz w stanie się z tym pogodzić?

 Przeszedł do drzwi, po czym odwrócił się raz jeszcze w stronę Josha.

- Wiem, jak ciężko jest pogodzić się ze stratą kogoś, kogo się kochało. Wiem, jak ciężko 

jest znowu  zaufać. Nie  chodzi  mi  tutaj  o zaufanie Olivii,  lecz o zaufanie losowi.  Gdy ktoś, 

kogo  się  kochało,  umrze,  bardzo  trudno  jest  z  powrotem  zawierzyć  życiu,  że  znowu  nie 

odbierze ci tego, co dla ciebie najcenniejsze. Ale jeżeli tego nie zrobisz, obudzisz się któregoś 

dnia rano i zdasz sobie sprawę z tego, jak bardzo jesteś samotny. Tylko że wtedy będzie już 

za późno. Nie będziesz miał dzieci. Nie będziesz miał nawet psa. I co gorsza, nie będzie w 

twoim życiu miłości. Nie dostaniesz drugiej szansy. A już na pewno nie z kimś tak pięknym i 

mądrym jak Olivia. Zostaniesz sam. A to oznacza, że przegrasz swoje życie. Zastanów się nad 

tym, Josh.

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Po  rozmowie  z  Hiltonem  Josh  nie  mógł  się  już  skoncentrować  na  pracy.  Tłumaczył  to 

sobie zmęczeniem, więc pojechał do domu. Ale gdy wszedł do przedpokoju i poczuł unoszący 

się  w  powietrzu  delikatny  zapach  perfum  Olivii,  wiedział,  że  tak  naprawdę  nie  chodzi  o 

zmęczenie.

Umierał w środku. Kochał Olivie. Kochał ją bardziej, niż kiedykolwiek kochał Cassie, ale 

to tylko sprawiało, że lęk przed jej utratą był silniejszy. Pogodzenie się ze stratą Cassie zajęło 

mu pięć lat. Gdyby Olivia umarła, chyba by tego nie przeżył.

Zdjął  płaszcz  i  powiesił  go  na  wieszaku,  po  czym  przeszukał  kuchenne  szafki  w 

poszukiwaniu  czegoś  do  jedzenia,  ale  nic  nie  znalazł.  Zajrzawszy  do  lodówki,  zdał  sobie 

sprawę,  że  nie  ma  nawet  jajek.  Nie  miał  nic  do  jedzenia.  Jeżeli  nie  znajdzie  w  sobie 

dostatecznie dużo sił, by pójść po zakupy, umrze z głodu.

Wtedy  zobaczył  pieczeń  sprzed  kilku  dni.  Jego  ręka  zawahała  się  nad  pojemnikiem  z 

mięsem, ale powiedział sobie, że nie ma co wydziwiać. To tylko pieczeń, a nie żaden znak.

Wyjął mięso i podgrzał je w kuchence mikrofalowej z resztką ziemniaków, po czym usiadł 

przy stole z talerzem i gazetą. Przez pięć minut próbował przekonać samego siebie, że może 

normalnie  jeść  i  czytać  gazetę,  jak  gdyby  nic  się  nie  wydarzyło,  ale  to  było  silniejsze  od 

niego.

Schował  twarz  w  dłoniach.  Tęsknił  za  Liv.  Tęsknił  za  nią  wręcz  niewyobrażalnie. 

Rozumiał słowa Hiltona. Samotność była wpisana w resztę jego życia. Jeżeli szybko czegoś 

nie zrobi, już na zawsze będzie sam. Ale tak bardzo bał się zaufać losowi, tak bardzo bał się, 

background image

że  znowu  zostanie  skrzywdzony,  że  nie  potrafił  wykonać  jakiegokolwiek  ruchu,  by  ją 

odzyskać. A nawet gdyby się na to zdobył, nie byłby w stosunku do niej szczery, bo już nigdy 

nie  będzie  w  stanie  kochać  kogoś  bez  żadnych  ograniczeń.  A  Olivia  tylko  na  taką  miłość 

zasługiwała.

Poszedł  do  łóżka  z  najnowszym  raportem  na  temat  wydajności.  Gdy  się  rano  obudził, 

raport leżał otwarty obok niego. W głębi duszy wiedział, że to żałosne, ale nie chciał się do 

tego przyznać.

Biorąc  prysznic,  usilnie  koncentrował  się  na  myśleniu  o  danych,  które  studiował 

poprzedniego dnia. Dzięki temu udało mu się zejść na dół, nie myśląc o Olivii.

Właśnie  pokonywał  ostatni  schodek,  gdy  zadzwonił  dzwonek  do  drzwi.  Josh  nie  miał 

zielonego  pojęcia,  kto  mógłby  go  odwiedzić  w  czwartkowy  poranek.  Gdy  otworzył  drzwi, 

ujrzał stojącą na progu Ginę.

-

Dzień dobry.

-

Dzień  dobry.  -  Josh  nie  ukrywał  zdziwienia.  Jeżeli  chciała  się  z  nim  zobaczyć, 

wystarczyło poczekać godzinę i spotkaliby się w biurze. Nie musiała do niego przyjeżdżać.

Ale  zanim  Josh  mógł  zadać  pytanie,  zza  pleców  Giny  wysunęła  się  mała,  sześcioletnia 

dziewczynka w stroju harcerki. Miała blond włosy i chociaż jej oczy miały trochę inny odcień 

zieleni, nie ulegało wątpliwości, że tak właśnie będzie wyglądać córeczka Olivii.

-

To Renee. Jest harcerką i sprzedaje ciasteczka. Dochód z akcji jest przekazywany na 

cele charytatywne. Mój tata nalegał, żebym ją do ciebie przywiozła. Powiedział, że na pewno 

z chęcią kupisz trochę ciasteczek.

Josh  z  trudem przełknął ślinę. Hilton  wiedział,  że  wystarczy jedno  spojrzenie  na Renee,  by 

Josh zobaczył, co traci.

Odsunął się od drzwi,

-

Proszę, wejdźcie. Z chęcią kupię trochę ciasteczek.

-

Naprawdę?  -  Tym  razem  to  Giną  była  zdziwiona.  -  Na  moje  oko  nie  wyglądasz  na 

kogoś, kto przepada za słodyczami. Widocznie tata zna cię dużo lepiej niż ja. No cóż...

Zamówił po jednym pudełku każdego rodzaju ciastek, po czym dał do zrozumienia, że to 

koniec wizyty, ponieważ się spieszy.

Zachowanie Hiltona było ciosem poniżej pasa. Josh myślał o tym, jadąc do pracy. Był zły. 

Jakim  prawem wujek  uważał,  że  wystarczy jedna  słodka dziewczynka z  blond  włosami, by 

zmiękł? Nie zamierzał do tego dopuścić. Był dużo silniejszy, niż sądził Hilton. Dzięki temu 

udało mu się przetrwać ostatnie pięć lat. Wystarczyło znieczulić się na otaczające go emocje.

background image

Nie zmieniało to faktu, że wciąż miał przed oczami słodką buzię Renee. Córeczka Olivii 

będzie  wyglądała  dokładnie  tak  samo.  Może  Olivia  będzie  miała  też  małych,  blond 

chłopców...

Żeby  mieć  dzieci,  Olivia  będzie  musiała  wyjść  za  kogoś  za  mąż.  A  ponieważ  Josh  nie 

zamierzał się z nią żenić, oznaczało to, że jakiś obcy mężczyzna pojmie za żonę kobietę, którą 

kochał. Jakiś  poznany na  plaży facet ożeni  się z nią, będzie z  nią mieszkał i  jadał co dzień 

śniadanie, będzie z nią sypiał.

Josh znieruchomiał. Nie dopuści do tego! Nie będzie siedział bezczynnie! Nie pozwoli, by 

poślubiła innego mężczyznę, podczas gdy on będzie spał co noc z raportami, jadał tylko jajka 

i większość wieczorów spędzał samotnie. Miał dosyć samotności.

Nie  włączając  kierunkowskazu,  Josh  przejechał  przez  wszystkie  pięć  pasów  autostrady, 

zmierzając do najbliższego skrętu. Wreszcie zrozumiał to, co sugerował wujek.

Olivia nie zamierzała go skrzywdzić. Była osobą, która przywróciła go do życia. To on ją 

skrzywdził...

Gdy  mama  Olivii  otworzyła  mu  drzwi,  Josh  wręczył  jej  futrzastą  kulkę,  którą  kupił  w 

sklepie zoologicznym.

-

Co to jest?

-

To szczeniak. Prezent dla Olivii.

-

Sądzisz,  że  to  wszystko  naprawi?  -  Karen  Brady  Franklin  zmarszczyła  brwi.  Z 

delikatnymi, blond włosami i dużymi, zielonymi oczami przypominała córkę. -Nie myśl, że 

nie wiem, kim jesteś.

-

Oczywiście,  że  pani  wie,  kim  jestem.  Spotkaliśmy  się  na  trzech  służbowych 

piknikach. - Uśmiechnął się zachęcająco, spoglądając na futrzastą kulkę, która wierciła się w 

ramionach Karen. - Czy mógłbym porozmawiać z Olivia?

-

Dobrze. - Pani Franklin kiwnęła niechętnie głową.

-

Olivio! - zawołała. - Ktoś do ciebie! - Odwróciwszy się z powrotem w stronę Josha, 

zmroziła go spojrzeniem.

-

Jeżeli jeszcze raz ją skrzywdzisz, osobiście ci się za to odwdzięczę.

Ponieważ  nie  mogła mówić  tego poważnie,  Josh uśmiechnął się.

-

Nie potrafi pani być okrutna. Tak samo zresztą i Olivia.

-

Czego nie potrafię? - spytała Olivia, schodząc po schodach.

-

Nie potrafisz być złośliwa i okrutna.

-

I  musiałeś  przyjechać  aż  na  Florydę,  żeby  mi  to  powiedzieć?  -  spytała  z 

niedowierzaniem.

background image

-

Nie, przyjechałem na Florydę, żeby cię przeprosić.

Olivia zeszła ze schodów i stanęła obok niego. Ubrana w sprane dżinsy i podkoszulek, ale 

bez  butów, była od niego  niższa  o dobrych kilkanaście  centymetrów. Uniosła  głowę, by  na 

niego spojrzeć.

-

Powinieneś był zadzwonić.

-

Dlaczego? Wybierasz się gdzieś?

-

Na rozmowę w sprawie pracy.

-

W dżinsach? - spytał sceptycznie.

-

Zdecydowałam, że dosyć mam pracy sekretarki. Za

mierzam zostać pomocnikiem na kutrze rybackim.

Spojrzał na nią z niedowierzaniem.

-

Żartujesz, prawda?

-

Dlaczego?  Sądzisz,  że  nie jestem  dostatecznie  mądra, albo  dostatecznie  sprawna,  by 

pracować na kutrze rybackim? - Skrzyżowała ramiona na piersi.

Joshowi zrobiło się głupio. Nie chciał jej urazić.

-

Czy moglibyśmy pójść gdzieś porozmawiać na osobności?

-

Możecie pójść do jadalni - zaproponowała Karen Franklin.

-

Mógłbym dostać z powrotem mojego psa? Olivia natychmiast się rozpogodziła.

-

Twojego psa?

-

Tak, kupiłem nam psa - oświadczył.

-

Nam? Westchnął.

-

Czy moglibyśmy porozmawiać o tym w jadalni?

-

Tamtędy - wskazała mu drogę Karen.

-

To twój pies? - spytała Olivia, cały czas śmiejąc się radośnie. - To nie jest pies. Raczej 

pluszowa zabawka dla naprawdę dużego kota.

-

Nazywa  się  Zabijaka  i  gdy  urośnie,  będzie  tak  duży,  że  będzie  zajmował  połowę 

naszego domu. - Josh zatrzymał się, by puścić Olivie przodem, ale ta wykorzystała tę chwilę, 

by wziąć z jego rąk szczeniaka.

-

Nie jesteś Zabijaką - szepnęła, tuląc do siebie malutkiego pieska.

-

Będzie  Zabijaką,  ponieważ  jego  zadaniem  jest  bronić  nasze  dzieci  przed  obcymi. 

Świat jest okrutny, a ja nie chcę, by cokolwiek stało się naszym dzieciom.

Gdy znaleźli się w jadalni, Olivia odwróciła się w jego stronę.

background image

-

Dlaczego mówisz takie rzeczy? Dlaczego przyjechałeś? Chyba już dostatecznie jasno 

dałeś mi do zrozumienia, że nie chcesz się ze mną wiązać, ani z kimkolwiek innym...

Przerwał  jej  monolog,  zamykając  jej  usta  w  namiętnym  pocałunku.  Znów  poczuł  te 

wszystkie  cudowne  rzeczy,  które  czuł  za  każdym  razem,  gdy  ją  całował,  ale  tym  razem 

emocje te były jeszcze bardziej intensywne, ponieważ wiedział, że nie popełnia błędu. Kochał 

Olivie. Zamierzał zrobić wszystko, by została jego żoną.

Przerwał  pocałunek  i  spojrzał  jej  głęboko  w  oczy.  Chciał  się  upewnić,  że  nie  tylko 

zrozumie, ale i uwierzy w jego słowa.

-

Jesteś  najwspanialszą  rzeczą,  jaka  kiedykolwiek  mi  się  przydarzyła.  Przez  ostatnie 

cztery lata utrzymywałaś mnie przy życiu, chociaż nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy. 

Ale wujek Hilton tak. Dlatego chciał ci dać wszystko, żebyś tylko została. Wiedział, że bez 

ciebie zginę.

-

Nie zginąłbyś.

-

Zjadłem  już  resztkę  pieczeni,  a  nie  miałem  siły,  by  pójść  do  sklepu  po  jajka. 

Najpewniej umarłbym z głodu.

W kącikach jej ust pojawił się zalążek uśmiechu.

-

Przejechałem  też  wszystkie  pięć  pasów  na  autostradzie  bez  użycia  kierunkowskazu. 

Mogłem zginąć w wypadku.

Olivia nie potrafiła dłużej skrywać rozbawienia. Uśmiechnęła się szeroko.

-

To faktycznie było groźne.

-

I  spałem  minionej  nocy  z  raportem  w  ramionach.  Dwieście  stron  planów  Bee-Great 

Groceries  na  przejęcie  rynku.  Zamiast  kołdry...  Zamiast  kobiety...  Zamiast  ciebie.  Pragnę 

jedynie ciebie.

Całkowicie niespodziewanie Olivia zarzuciła mu ramiona na szyję i wybuchnęła płaczem.

-

Och, Josh, tak się o ciebie martwiłam.

-

Też się o siebie martwiłem, dopóki nie zdałem sobie sprawy, że nie chcę, byś dzieliła 

łóżko z innym mężczyzną i rodziła mu dzieci. Byłem tak zazdrosny, że myślałem, iż oszaleję. 

Wiedziałem, że nie mogę do tego dopuścić i wtedy zrozumiałem.

-

Co zrozumiałeś?

-

Zrozumiałem, że cię kocham i że nie mogę ci pozwolić związać się z kimś, kto sobie z 

tobą  nie  poradzi  -  zażartował.  -  Niczego  innego  nie  pragnę  tak  bardzo,  jak  zostać  twoim 

mężem. A ty czego chcesz, Liv?

-

Chcę  wyjść  za  mąż,  mieć  dzieci...  Chcę  zatrzymać  psa,  ale  pod  warunkiem,  że 

zmienimy mu imię na Ringo, Rusty albo Champ.

background image

-

Ringo?

-

Co znowu? Co ci się nie podoba w imieniu Ringo?

-

Nie pasuje do psa.

-

Wiesz, nie było to też najlepsze imię dla perkusisty w zespole rockowym, ale Ringo 

Starr jakoś sobie z tym radził.

-

Dobrze  -  zaśmiał  się.  -  Nie  zamierzam  się  z  tobą  kłócić.  -  Jego  serce  przepełniała 

miłość. - Możesz nazwać psa, jak tylko zechcesz.

-

No to może Star, albo Promy czek... A może Ralph.

-

Czy z imionami dla dzieci też będzie tyle zachodu?

-

A co? Czy wtedy nie ożeniłbyś się ze mną?

 Uśmiechnął się i przyciągnął ją do siebie.

-

Nic ani nikt nie jest w stanie zmienić tego, co do ciebie czuję.

-

To dobrze, ponieważ nic nie zmieni tego, co ja czuję do ciebie.

-

Całe  szczęście.  Kocham  cię,  Olivio  -  wyszeptał  i  pocałował  ją.  Nagle  wpadł  mu  do 

głowy pomysł. - Moglibyśmy spędzić dzisiaj wspólnie noc...

-

Nie licz na to.

-

Nie?

-

Nie pójdzie ci tak łatwo! Nie kupiłeś mi kwiatów ani czekoladek, nie zabrałeś mnie do 

kina. Jesteś mi bardzo wiele winien...

-

Wiem - zgodził się. Po czym przyciągnął ją do siebie. Jego serce przepełniała radość. 

Z największa przyjemnością spędzi resztę życia, spłacając ten dług.