background image

~ P O    B E S K I D Z I E     B Ł Ą D Z I ~ 

Śpiewnik Andrzeja Wierzbickiego 

 

 Szczęśliwi ślepcy wędrujący drogami, którzy widzą tylko to, co im podpowie kamień i wiatr. 
Do  każdej  chaty  wstęp  wolny.  Gościna  i  szczere  słowo  biorą.  A  w  zamian  pieśń  dają.  
Na pamięć. Na zapomnienie.  
 

 

 

[Z cyklu „Łemkowie” Andrzeja Wierzbickiego] 
 
 
Alfabetyczny spis piosenek: 

1.  Ballada o świętym Jerzym 
2.  Ballada o świętym Mikołaju 
3.  Beskid 
4.  Beskidzki sklep 
5.  Bukolika z wozem 
6.  Chcę się pokłonić 
7.  Deszcz 
8.  Jesień w lesie 
9.  Krajobrazy polskie 
10. List do Pani S. 
11. Miniatura I 
12. Orawa 
13. Pasjans 
14. Przerwa w podróży 
15. Rozdroże 
16. Rozmowa 
17. Rydwan 
18. Sierpień 
19. Tango z garbem 
20. Tęsknica 
21. Widok z Lackowej 
22. Wyśnienie 
23. Żółte liście 
24. [……………………………] tytuł nieznany [?] 

 

 
 
 
 
 

background image

01. Ballada o Świętym Jerzym 

 

Święty Jerzy z ikony 
We śnie mruga do mnie 
Pokażę ci doliny 
Po błękitnej stronie 
I góry podaruję 
Które zamkniesz w dłoni 
Gdzie fiakruje bezpański wiatr 
Bezpański wiatr 


Bramy słońca otwarte 
Na bezdroża ściernisk 
Obłoków połoniny 
W coraz bledszym cieniu 
Połyka twój stugłowy smok jesienny 
Połyka twój stugłowy smok 
Jesienny smok 

 

Beskidzka wieś o świcie 
Pachnie cierpką buczyną 
Beskidzka wieś wieczorem 
Pachnie pszczół brzęczeniem 
Baby po kątach się rozsiadają 
Gawędzi z przędzą kołowrotek 
Wrzecienne kołki kołatają 
W starym zegarze wschodzi noc 

CD 

Skąd przybywasz mój Jerzy 
W te strony w te strony 
W samotności bezdusznej 
W jesienny czas 
Jałmużnianej obłudy 
Nie poskąpił ci nikt 
Na każdym progu będzie chleb (3x) 

 

 

… Oto wieś moja - cztery chaty i potok ustami kaliny krasnej całowany. Cerkiew jeszcze po 
ojcach drewniana. Pod świętym Mikołą i dym nad drogą, i żurawi skrzypienie. To też moje. 
Nasze. A ludzie twardzi jak ziemia, co ich wykarmiła. O pieśni pytasz wędrowcze. Ot, wieczór 
nadszedł, każda chata otworem stoi, wejdź. W kącie święty Mikoła uśmiecha się, widać rad, 
jako i my radzi. A pieśni… Ech…, sam posłuchaj… 
 
[Z cyklu „Łemkowie” Andrzeja Wierzbickiego] 

   

02. Ballada o Świętym Mikołaju 

 

W rozstrzelanej chacie 
Rozpaliłem ogień 
Z rozwalonych pieców 
Pieśń wyniosłem węgłem 

aGEE 
aGaa 
aGEE 
ddEE 

background image

Naciągnąłem na drzazgi gontów 
Błękitną płachtę nieba 
Będę malował od nowa 
Wioskę w dolinie 

aC 
GE 
adaEa 
dEaaaG 

Święty Mikołaju 
Opowiedz jak to było 
Jakie pieśni śpiewano 
Gdzie się pasły konie 

CG 
CE7 
adaEaa 
dEaa 

A on nie chce gadać 
Ze mną po polsku 
Z wypalonych źrenic 
Tylko deszcze płyną 
Hej ślepcze nauczę swoje 
Dziecko po łemkowsku 
Będziecie razem żebrać 
W malowanych wioskach 

 

 

03. Beskid 

 

 

GCDGCD 

A w Beskidzie rozzłocony buk 
A w Beskidzie rozzłocony buk 
Będę chodził Bukowiną z dłutem w ręku 
By w dziewczęcych twarzach uśmiech rzeźbić 
Niech nie płaczą już 
Niech się cieszą po kapliczkach moich dróg 

GCDGCD 
GCeaD 
CDG 
CG 
CDD 
CDGG 

Beskidzie malowany cerkiewny dach 
Beskidzie zapach miodu w bukowych pniach 
Tutaj wracam gdy ruda jesień 
Na przełęcze swój tobół niesie 
Słucham bicia dzwonów w przedwieczorny czas 
Beskidzie malowany wiatrami dom 
Beskidzie tutaj słowa inaczej brzmią 
Kiedy krzyczą w jesienną ciszę 
Kiedy wiatrem szeleszczą liście 
Kiedy wolność się tuli w ciepło moich rąk 
Gdy wolność się tuli do moich rąk 

GCDG 
GCH7e 
CD 
GC 
GCGD 
GCDG 
GCH7e 
CD 
GC 
GCGD 
CDG 

A w Beskidzie zamyślony czas 
A w Beskidzie zamyślony czas 
Będę chodził z moich gór poddaszem 
By zerwanych marzeń struny 
Przywiązywać w niepokój i dłonie drzew 
Niech mi grają na rozstajach moich dróg 

 

 
 
 
 

background image

04. Beskidzki sklep 

 

 

 

A w Beskidzie gra muzyka 
Tańczą święci krasnozłoci 
Z baniek cerkwi piją wino 
Poczerniałe wiedźmy złockie 
Na przypieckach mruczą koty 
W kącie żarna jęczą rzewnie 
Tylko jeden dach spokojnie 
Cicho sterczy w sennym niebie 

DG 
DC 
FC 
GA 
DG 
DC 
FC 
GA 

Pójdziesz prosto polną drogą 
Tam gdzie cerkwi piersi złote 
Przez spieniony przejdziesz potok 
Po napiętych strunach mostu 
Przy kapliczce wejdziesz ścieżką 
Na kamienne stopnie trzy 
Drzwi otworzą się z szelestem i 
Tam na półkach dziecięce marzenia 
Karmelkami płoną 
Tam się chmiel z dębiną żeni 
Będzie złoty owoc 
W workach z kaszą kichają myszy 
Naftą pachnie chleb 
A sklepikarz basem dyszy 
Zaciągając z ruska śpiewnie 
To mój jest sklep 
Beskidzki sklep 







CA 
DG 
DG 
DG 

CG 
DA 



GAD 

A w Beskidzie weselisko 
Roztańczone korowody 
Lato wkłada swoje ręce 
Za pazuchę wiośnie młodej 
Wieczór w okna sypie przędzę 
Na firankach białych siada 
Tylko jedna szyba pusta 
Spoza krat z gwiazdami gada 

 

 
 

05. Bukolika z wozem 

Powiewając kaszkietem nieba 
wita nas bezdroży kurz 
zarosłym trawą Łemków traktem 
wędrownej pieśni jedzie wóz 
Wypłowiały na płótna budzie 
fruwa ruski Michał z mieczem 
na wozie namiot nieba 
i długowłosy wicher jedzie 
Jak dwa szeregi kumpli są 

background image

niestrzyżone wierzby przy drodze 
Bezpartyjnie szumi ulewa 
bezpartyjnie duma człowiek 
Tutaj jesień wokół niczyja 
i świat w chmurach też jest niczyj 
Dusza nasza w liście ubrana 
paradnych kroków nie ćwiczy 

 
 

06. Chcę się pokłonić 

 

Chcę się pokłonić drodze 
tej szarej polnej przewodniej 
która mnie w świat prowadziła 
dajcie mi wyjść na drogę 
Chcę się pokłonić polu 
co rdzawe białe zielone 
szarość mych dróg ukrywało 
dajcie mi biec przez pole 
I górom chcę się pokłonić 
że mnie przyjęły jak syna 
że dały spojrzeć za siebie 

eD 
CGD 
Fe 
FH7 
eD 
CGD 
Fe 
H7e 
aH7 
aH7 
aH7 

I na ściany domu Beskid mi się kładzie 
prawosławnym krzyżem 
i wchodzi w oczodoły okien 
zgarbiony leśny Jerzy 

eD 
GH7 
GD 
eA 

Chcę się pokłonić przełęczom 
co port dawały bezpieczny 
w mym żeglowaniu wysokim 
w nieba morzu bezkresnym 
Chcę się pokłonić jesieniom 
za ich pastusze granie 
dzwonków poranne drżenie 
oczarowanie 
A górom chcę się pokłonić 
że mnie przyjęły jak syna 
że dały spojrzeć za siebie 

 

 

Buk 
Buku,  kopuło  cerkiewna  karpackiego  lasu.  Tysiącem  stalowych  ramion  rozrywasz  matkę  – 
ziemię, by jesienią zabłysnąć pawich piór tęczą, co ich najwięksi rycerze nie widzieli. A gdy  
z  toporem  do  ciebie  przychodzę  krzyczysz  –  Przetrwam,  przetrwam!  Z  twego  złotego  serca 
madonnę wyciosałem na dni powszednich ołtarze. Na przetrwanie. 
 
[Z cyklu „Łemkowie” Andrzeja Wierzbickiego] 

 

background image

07. Deszcz (Miniatura III) 

 

 

eCaH7 

Deszcz 
Nad górami się rozpadał 
Deszcz 
Bełkotliwie strumień gada 


CaH7 

CaH7 

Może chce zawołać 
Mowy mej nie umie 
Ciche srebrnych dzwonków granie 
Z hali spędził wiatr 

Ca 
FisH7 
eF 
H7e 

Deszcz 
W Bukowinie rdzę rozmazał 
Deszcz 
Pajęczyny ukrył w krzakach 

 

Szklanym biczem przeciął 
Smutne madonn twarze 
Zapatrzone w horyzontów szarych 
Pusty krąg 

 

 

08. Jesień w lesie 

 

Poznałem cię jesienią 
Na drzewach liście były jeszcze 
O rozmoczoną ziemię 
Październik z nieba sypał deszczem 

CF 
CGC 

Popatrz już jesień w lesie 
zielone liście niesie 
do farbiarni 
Okruchy ciepła zgarnie 
liście w czerwonej farbie 
zamoczą chłody o poranku 

FG 
CC7 
C7F 
FG 
CC7 
C7GC 

Na tamtych drzwiach zielonych 
Którymi wchodzi się do lasu 
Wrzesień zawiesił 
Wizytówkę wyzłoconą twym imieniem 

 

Jeszcze żołędzie z dębów 
Tysiącletnich nie opadły wszystkie 
Spacer w jesiennym lesie 
Z tobą jak w radosnym słońca błysku 

 

Popatrz już jesień w lesie 
spokojny uśmiech niesie 
na żółto liście 
barwi wiatr 

FG 
CC7 
C7G 

 

 
 

background image

09. Krajobrazy polskie 

 

Co mam ci dać Matko Polsko 
Byś nie mówiła że brak 
Gdy na witrynach ci piszą 
Codziennie trzy razy tak; 
Co mam Ci dać Matko Polsko 
Byś nie krzyczała że boli 
Kiedy biorą codziennie 
Kiedy biorą codziennie 
Me serce do kontroli 

 

Więc śpij, śpij przecież trzeba już spać 
Może wreszcie ja też się położę 
W nocy nie zabierze nikt nam 
Kolorowych dni 

 

Co mam ci dać Matko Polsko 
Byś nie mówiła że trzeba 
Oddać dla przyszłych pokoleń 
By mogły wstąpić w niebo 
Co mam ci dać żebyś była 
radosna i uśmiechnięta 
Jak dziecko z piłką 
Jak dziecko z piłką 
Na co dzień nie od święta 

 

Popatrz kwitną drzewa jak pięknie nam wyrosły 
A na mej twarzy zmarszczki trzydziestej piątej wiosny  

 

10. List do pani S (Miniatura IV) 

Pomyśl ile to już dni 
żegnaliśmy snem zmęczonym 
pomyśl ile to już dni 
witaliśmy siwą mgłą 
Pomyśl ile to już lat 
wciąż szukamy swego domu 
pomyśl ile to już lat 
tak wyciekło z naszych rąk 
Po polach rozmarzonych 
echo płynie nutką smętną 
mkną rydwany chudych koni 
nieposłuszne naszym rękom 
ku wiatrakom 
na ich skrzydłach 
rozwieszamy myśli ciemne 
i wracamy 
spokorniali i normalni 
w swą codzienność 

background image

Pomyśl ile to już dni 
żegnaliśmy snem zmęczonym 
pomyśl ile to już dni 
witaliśmy siwą mgłą 
Pomyśl ile to już lat 
wciąż szukamy swego domu 
pomyśl ile to już lat 
tak wyciekło z naszych rąk 

 

11. Miniatura I 

 

A jak będę już stary zgrzybiały 
To pozwól mi 
Raz ostatni na górskie szlaki 
Samotnie wyjść 

GD 
CG 

Siądę sobie spokojnie na reglu 
W promieniach dnia 
Wtedy kostuchę z komory wypuść 
By po mnie szła 

 

Mgłą jak płaszczem królewskim 
Otuli wiatr 
Buk mi da siwe włosy 
Złotą koronę da 

H7e 
CD 

Gdy jesienią zobaczę na niebie 
Żurawi sznur 
Wtedy cichutko do Ciebie pójdę 
Po szczytach gór 

 

 

12. Orawa 

 

Z mego okna widać chmury na skalistych grzędach 
Przetrę szybę ciepłą dłonią razem z nimi siędę 
I będą mi grały wiatry na organach turni 
Kiedy pójdę zbójnikować nad dachami równin 

aCdE 
aCdE 
FCdE 
aCdEa 

 

aCdE 

Z mego okna widać potok - dolina doliną 
Dumnych smreków las szeroki mgły w kosodrzewinach 
I będą mi grały wiatry w zaklętych kolebach 
Noc krzesanym się roztańczy po niebach po niebach 

 

Orawo Wiatrem malowany dach 
Ciupagami wysrebrzony na smrekowych pniach 
Orawo Wiatrem malowany dom 
Gdzie zbójnickie śpiewogrania po kolebach śpią 

FCdE 
aGH7E 
FCdE 
FCE7a 

 

aCdE 

Z mego okna widać chmury na skalistych grzędach 
Przetrę szybę ciepłą dłonią razem z nimi siędę 

 

background image

I będą mi grały wiatry na organach turni 
Moje życie tylko w górach nad dachami równin 

 

13. Pasjans 

 

Układasz ten mój pasjans życia z kalendarzowych kart 
Niby normalnie ot tak po prostu z czerwono - czarne 
Wyjdzie nie wyjdzie nie chcesz oszukać i nic zamienić 
Tylko dlaczego więcej czerni a mniej czerwieni 

 

Jak tu żyć jak tu żyć 
Gdy nas życie rozstawia po kątach 
Jak tu żyć jak tu żyć 
Kiedy wreszcie staniemy frontem 

 

Myjesz swe ręce kiedy następną obrywasz kartę dnia 
Dajesz nadzieję że będzie lepiej nie wszystkie czarne 
A kiedy zmierzchem chyłkiem zaglądam przez twoje ramię 
Widzę jak kładziesz drugą podartą przeklęty pasjans 

 

Ale uważaj że zmyślna karta potem się może nagle odmienić 
Przecież te czarne nie daleko leżą w pasjansie od czerwieni 
Może się zdarzyć pusta nocą gdy już nadzieję zerwiesz ostatnią 
Że sie w czerwieni od dnia ogrzeje który z tych czarnych strzeli kartek 

 

Trzeba żyć trzeba żyć 
Choć nas życie rozstawia po kątach 
Jak tu żyć jak tu żyć 
Kiedyś przecież staniemy frontem 

 

 

14. Przerwa w podróży 

 

Przy piwie w karczmie w Limanowej 
Zapatrzeni w siwe mgły jesienne 
Czekaliśmy na autobusowe 
Ostatnie lata połączenie 
Buk przez okno złoty talar rzucił 
Słońce na obrusie 
Od dziewczyny przy barze pożyczyłem uśmiech 
Oddam w autobusie 

aH7 
Ea 
FC 
BE 
ad 
GC 
ad 
Ea 

A po lesie wiatr a po lesie wiatr 
Rwie na strzępy pajęczyny nić 
A po polu wiatr a po polu wiatr 
Rozsypuje kopce siana w pył 
Do puszystych traw się tuli 
skrada się do pustych ptasich gniazd 
Po strumieniach z wodą śpiewa 
Lekkomyślny wiatr 

aH7E 

aH7E 
aA7 

GCa 

Ea 

Wpatrzeni w okno milczeliśmy wszyscy 
Nikt nie przerywał nam czekania 
Nawet gitary zacisnęły zęby 
Wiedziały już nie będzie grania 

 

background image

Oczy dziewczyny szeptały zostań 
Czas się zatrzymał w Limanowej 
Oddałem uśmiech przewróciłem kufel 
Na stole talar spał 

 

15. Rozdroże 

 

 

DGADGADeGAD 

Tam gdzie krawędzie barw 
Spokojem nocy mienią się 
Na skrzyżowaniu czterech dróg 
Pod drogowskazem czterech słów 
Stanął dzień 

DGD 
GAD 
eGA 
eGA 

Ta pierwsza była mu 
Skrzydlatym koniem w harfie traw 
Ktoś inny spinał siodła pas 
Pomagał wsiadać mosty kładł 
Spokojny czas 

 

Druga odzywa się 
Odgłosem werbli szumem flag 
Las uniesionych rąk szpalery głów 
Bagnetów stal orderów blask 
Złocony czas 

 

Trzecie się jawi mu 
milczącym tłumem brzękiem kas 
Kamienny zegar liczy dnie 
Spokojna szarość czterech ścian 
Srebrzysty czas 

 

Na czwartej widzi wiatr 
Nie poruszony stopą piach 
Horyzont ciemny kryje mgła 
Na drogowskazie nazwy brak 
Nieznany czas 

 

Tak zamyślony stał 
Na skrzyżowaniu czterech dróg 
W którą skierował kroki swe 
W którą go stronę poniósł koń 
Mijają dnie 

 

 
 

16. Rozmowa 

Do grania mi tylko noce zostały 
kiedy ulice śpią snem neonowym 
i w poszczerbionym kieliszku za stołem 
wylękła cisza 
o butelkę dzwoni 
Wtedy przychodzą w gościnę do mnie 

background image

złociści święci spod Lackowej 
W konfesjonale szarych ranków 
spowiadają się 
nie ja 
lecz oni 
Jeszcze tyle nam zostało marzeń 
jeszcze tylu nam zostało ludzi 
popatrz panno smutnooka 
syn twój płacze 
syn twój płacze 
Jeszcze tyle nam zostało godzin 
jeszcze tyle nam zostało cienia 
popatrz panno smutnooka 
syn twój płacze 
Syn 
Na chmurach postrzępionych w niebie 
jak na grzywach roztańczonych koni 
wjeżdża chłopiec kruczowłosy 
patrzą na mnie oczy madonny 
Pamiętasz 
szara ulica 
zziębnięte ręce w podartych kieszeniach 
zmęczony płaszcz 
i czapka pełna myśli 

 

17. Rydwan (Miniatura V) 

 

 

ee6 

Welon szary rozpostarła 
ponad ziemię smutna pani 
Dniem spragnionym napoiła 
siwe konie deszczu łzami 

ee6 
CDee6 

Teraz stoi w pustym oknie 
wypatruje oczy w ciemność 
Jesień w rudym płaszczu moknąc 
wiatru łkaniem woła za mną 

CDe 
CDe 
CDe 
CDe (Cee6) 

Wypędziła liści gradem 
struny gitar rozmoczyła 
nutki wesel wzięła w dłonie 
na dnie stawów utopiła 

 

 
 
 

 

background image

18. Sierpień 

 

Stanęły pod mym oknem 
jak wiejscy muzykanci 
gwiazdy zielonooki 
sierpień po sadzie tańczył 
Księżycem całowany 
sad się rozrzewniał 
lekki był i cygański 
taniec sierpnia 

 

Łzy co nam z oczu lecą 
Ziemi o nas powiedzą 
chodźmy w drogę 
łzy w drodze obeschną 
Łzy nie przynoszą ujmy 
a my w tę noc wędrujemy 
roziskrzoną rozśpiewaną bezkresną 

 

Stanęły pod mym oknem 
Jak wiejscy muzykanci 
gwiazdy zielonooki 
sierpień po sadzie tańczył 
Raz złocistość w korze drzew drżała 
to sen ją płoszył 
Ludzie mrużyli 
noc otwierała 
oczy 

 

 

19. Tango z garbem 

 

Dawno minęły czasy, gdy matka 

 

d A 

Łzy kryjąc w kącie z cicha ronione   

g D 

Wsuwała chyłkiem ci do plecaka 

 

A d 

Bułeczki z serem i salcesonem. 

 

E E

7

 A 

Tak wyruszałeś na swoje pierwsze 
Te wymarzone, wyśnione szlaki 
Ludziom kroczyłeś ufnie naprzeciw 
Nagle słyszałeś szydercze takie: 
 

To ten wariat z garbem 

 

 

Od tego się nie umiera. 

 

A d 

To ten wariat z garbem 

 

D

7

 

Co turystycznie spędza czas.  

D g 

To ten wariat z garbem 

 

A A

7

 

Który po drogach kurz wyciera 

A d 

To ten wariat z garbem 

 

Który próbuje schwytać wiatr. 

E

7

 A

7

 /A d/ 

Potem mijały lata, ty ciągle 

background image

Szukałeś marzeń na szarych drogach. 
Struną dzwoniące, dymem przyćmione 
Buty zmieniane na twoich nogach. 
Nic nie mówiłeś, widząc na niebie 
Ptaków wędrownych tajemne znaki, 
Potem wracałeś niby do siebie 
I znów słyszałeś szydercze takie: 
 

To ten wariat z garbem… 

Dzisiaj stateczny ojciec rodziny, 
Samochód, żona, dzieci, M – 4 
Brydż u znajomych i imieniny 
Spacer, w niedzielę trochę opery. 
Czasem za oknem widzisz jak idą, 
Dźwigając swoje ciężkie plecaki. 
Chciałbyś dołączyć, stanąć w szeregu 
I znów usłyszeć szydercze takie: 
 

To ten wariat z garbem… 

 

20. Tęsknica 

 

Na przełęczy przysiadł wrzesień 
Śmieje się ukradkiem 
Skrzydłem kruka włosy czesze 
Rozczochranym wiatrom 
Buczynie jej wargi sine 
Maluje czerwienią 
I korale jarzębinie 
W bańki cerkwi leje 

eD 
CH7e 
eD 
CH7e 
CG 
CH7 
eD 
CH7e 

Do gór do beskidzkich gór 
Zawracamy kroki 
Przez równin zielony mur 
Dolin rzecznych krocie 
Do gór do beskidzkich gór 
Zawracamy oczy 
By dojrzeć w buczyny pniach 
Madonn twarze złote 

eC 
De 
eC 
De 
eC 
DH7 
eC 
De 

Mgły strącając po dolinach 
Jesień wozem jedzie 
Znarowione konie spina 
Worek chleba wiezie 
I naszym wołaniem 
Zmęczona odchodzi 
Tylko echo wyprowadza 
Na rozstajne drogi 

 

 
 

background image

21. Widok z Lackowej 

 

Znowu czas odejść w góry 
i po co nam była ta miłość 
widziana w twarzach panien płowych 
Znowu czas odejść w góry 
i prędko zapomnieć jak pachnie wino 
z czerwonych głogów 
z jałowca herbem sinym 

 

A my się dalej pniemy w jesienie 
wsłuchani w echa marzeń nie dorosłych 
potem się damy oszukać od nowa 
nadchodzącym wiosnom 

 

Znowu czas odejść z gór 
i po co nam była ta miłość 
do białych wiosek i ciszy przy drodze 
Znowu czas odejść z gór 
i prędko zapomnieć jak pachnie dymem 
dzień obudzony 
w cerkiewnych bani łkaniu 

 

 

22. Wyśnienie 

Znów niepokój nam w sercu 
zasiała ta wiosna 
wchodziliśmy na połonin dachy 
i graliśmy nowe piosenki 
na harfie trawy 
prowadziliśmy do gniazd 
ptaki powracające 
I zgubiły nam się drogi 
i pomyliły dni 
gdy siadaliśmy przy ogniu 
wpatrzeni w siwy dym 
i wyśniły nasze sny 
i wyśniły nasze sny 
A za wiosnę wzeszło lato ciężkim krokiem 
swoje ręce brzemienne 
kładąc w sady 
roztańczyło się gwiazdami 
cygańskich nocy 
gdy pijani wiatrem 
czas goniliśmy po chmurach 
Lecz odeszło a wjechała jesień 
pszennym wozem 
skrzydłom ptaków rytm odlotu bijąc 
i wołanie jakieś 
w połoniny od Sanu zaniosło 

background image

przygarbieni z gór schodziliśmy 
żegnani żalem. 

… Z mojego okna widać,  
Jak podnoszą się w niebo 
Tatry 
I wiatr 
Co Wodę Siwą 
Ugniata w ostrą ziemię, 
By potem w białą plamę napluć 
Na stopy wędrowca, 
Co na kamieniu przysiadł 
Przed swą podróżą. 
Chciałbym namalować taki obraz, lecz jak można unieruchomić wiatr? 
 
[Z cyklu „Widok z okna” Andrzeja Wierzbickiego] 

 

23.  Żółte liście (Miniatura II) 

Żółte liście z drzew spadają 
Za oknami świszcze wiatr 
A w wspomnieniach wciąż wracają 
Tamte chwile z młodych lat 
Już ci więcej przed wieczorem 
nie odpowie ptaka krzyk 
I na piasku nad jeziorem 
Ognia nie rozpali nikt 
Mgła cię więcej nie otoczy 
Nie zapachnie latem wrzos 
Dzień powszedni nie zamroczy 
Gdy już minie wspomnień głos 

 

24. [.....................................................................tytuł nieznany 

 
Chlapało marcowe błoto 

 

C G 

Na rude twarze kamienia. 

 

H

7

 e 

Pod kinem stanąłeś,   

 

Przystanek samotnych, 

 

Dwugodzinny azyl nadziei.   

C H

7

 e 

 

A po zaułkach pachniał  wiatr 

 

 H

7

 e 

 

Co wszędzie może chodzić.   

 

A D G 

 

A ty wdychałeś tamten wiatr  

 

a e 

 

I nie płakałeś.  

 

 

 

H

7

 

 

Bo nie wolno.  

 

 

 

I znowu szara ulica, 
Zziębnięte ręce w podartych kieszeniach, 
Zmęczony płaszcz i czapka pełna myśli. 

background image

Wahania krótka chwila 
I – dorosła – do widzenia.  
Sylwetka w oknie wpatrzona w ciemność 
Pusta ulica z wiosennej fotografii. 
 

A po zaułkach pachniał wiatr… 

Po co przychodzisz do mnie   

 

e  D 

Chłopcze z oczami madonny  

 

C D 

Przecież minęły lata   

 

 

C D 

I trzeba już zapomnieć. 

 

 

C H

7

  

 
Do grania mi tylko noce zostały, 

 

e D C H

7

  

Kiedy ulice śpią snem neonowym   

e D C H

7

  

I w poszczerbionym kieliszku 

 

C G D 

Za stołem 

 

 

 

 

Wylękła cisza.