background image

Daisetsu Tangen Harada Roshi 

Przebud

ź się ku prawdziwej jaźni 

"B

ądź jak krzesło"

 

             Zdarzy

ło  się  to, gdy miałem  siedemnaście  lat.  Miałem  szczęście  przeczytać książkę "Inshitsu-roku". 

napisan

ą  przez  profesora  En-ryohana,  wybitnego  uczonego  z czasów  dynastii  Ming.  Jest  to  księga  porad, 

które profesor zebra

ł dla swojego syna Tenkeia. 

            Termin inshitsu oznacza zdeterminowanie w

łasnego losu bez zdawania sobie z tego sprawy. Czyli że 

wszystkie  blaski  i cienie,  wzloty  i upadki  -  które  przytrafiaj

ą  się  komuś  -  są  w sposób  naturalny,  bez  jego 

wiedzy okre

ślone przez jego przeszłe czyny, cnotę i wady.  

             W trakcie  uwa

żnego  czytania  tej  książki,  uświadomiłem  sobie,  że  istnieje  ścieżka,  którą  należy 

pod

ążać, a więc zdecydowałem się nią iść. 

             W ksi

ążce tej profesor En doszedł do głębokiej wiary w karmiczną zapłatę dzięki wróżbicie o imieniu 

Ko.  Spotka

ł  on  potem  mistrza  zen,  Unkoku,  który  wpoił  mu  przekonanie,  iż  karma  jest  tylko  jedną  stroną 

medalu. Pisze on zatem do swojego syna Tenkeia, 

że można przyjąć odpowiedzialność za budowę własnego 

świata.  Nie  chodzi  o spędzanie  życia  według  z góry  ustalonego  schematu,  polega  to  raczej  na  tym,  że  do 
celu, cho

ćby tylko o krok, można się zbliżyć dzięki cnocie samych wysiłków.  

            Od dzieci

ństwa, poszukując czegoś, byłem zbuntowanym i niespokojnym młodzieńcem. W gimnazjum 

żywiłem przekonanie, że nigdy nie dano mi możliwości zrozumienia przyczyny, dla której żyję. 
             Buddyjscy  kap

łani  zbytnio  mnie  nie  obchodzili.  Wyobrażałem  sobie,  że  noszą  śmieszne  stroje, 

opowiadaj

ą  wiele  nonsensów  i wiodą  wygodne  i łatwe  życie.  Ale  ta  książka  zwracała  się  do  tego  "czegoś", 

czego  poszukiwa

łem  od  dzieciństwa  i zaskoczyło  mnie,  iż  lekcja  ta  wyszła  od  kapłana.  Chociaż  "Inshitsu-

roku"  jest  zasadniczo  napisane  w duchu  konfucja

ńskim,  nie  buddyjskim,  tym,  kto  jasno  wskazał  drogę,  był 

mistrz  zen.  Nawiasem  mówi

ąc,  człowiek,  który  przełożył  tę  książkę,  Harada  Sogaku  Roshi  pięć  lat  później 

zosta

ł moim nauczycielem zen. 

            Kiedy mia

łem osiemnaście czy dziewiętnaście lat, zdecydowałem stać się jak krzesło. Bowiem krzesło 

nie odmawia s

łużenia nikomu: po prostu dba o tego, kto na nim siedzi i pozwala odpocząć jego nogom. Gdy 

spe

łni  już  swe  zadanie,  nikt  wstając,  nie  dziękuje  mu  ani  nie  okazuje  specjalnych  uprzejmości.  Usuwa  je 

raczej z drogi. Co wi

ęcej krzesło nie skarży się, nie użala ani nie żywi urazy, przyjmując po prostu to, co się 

zdarza.  Gdy  ma  wykona

ć  zadanie,  wkłada  w to  całą  energię,  nie  stawiając  żadnych  warunków.  Myślałem: 

"Czy nie by

łoby wspaniale mieć takie serce?". 

             Na  du

żej  kartce papieru  napisałem:  :Bądź  jak  krzesło",  i codziennie  odnotowywałem,  jak daleko  się 

posun

ąłem.  Jeśli  odczułem  choć  cień  niezadowolenia,  uważałem  to  za  kłopotliwy  stan  umysłu  dla  krzesła. 

Rozwa

żałem,  w jakim stopniu jestem  użyteczny  dla  innych.  Krzesło nie  przewraca  się  na  siedzącego,  czyż 

nie? 
             By

ło to  pożyteczne,  ponieważ  gdy  tylko  mogłem, przedkładałem  innych  nad  siebie. Działania te  nie 

by

ły wcale wymuszone lub nienaturalne, wyrastały z samego życia i były miłe oraz pozbawione bólu. 

            W czasie gdy to praktykowa

łem, udałem się na górę Kinpoku. Jest to mała góra na przełęczy Jukkoku 

w miejscowo

ści Yugawara. W dniu wspinaczki nie myślałem o niczym innym, tylko o swoim egoizmie. Roniąc 

łzy  wciąż  zastanawiałem  się  i ubolewałem  "Nie  jestem  dobry,  nie  jestem  dobry".  Podczas 
trzydziestominutowej  wspinaczki  górskim  szlakiem,  na  p

łaskim  szczycie  góry  zobaczyłem  duży  kamienny 

pos

ąg. Gdybym ujrzał go dziś, wiedziałbym, co to jest, lecz wówczas nie miałem pojęcia. Wzdłuż szlaku było 

wiele  figur  Bodhisattwy  Kannon,  my

ślę  więc,  że  być  może,  był  to  posąg  Buddy  Siakjamuniego.  W tamtych 

czasach  nie  wiedzia

łem  nic  o buddyzmie  ani  o oddawaniu  czci  jego  założycielowi.  Miałem  jednak  wyryte 

w pami

ęci  zasady  szkoły  przygotowawczej  profesora  Shoin  Yoshidy  i zacząłem  je  śpiewać.  Poprzez  śpiew 

musia

łem wejść w czystszy stan umysłu. 

            Wszed

łem na przeciwległe zbocze góry, które kończyło się przepaścią. W dole rozciągała się dolina, 

a poza  ni

ą   Ocean  Spokojny.  Z  boku  mogłem  ujrzeć  faliste  wzgórza  półwyspu  Izu.  Oszołomiony  górskim 

pejza

żem, owiany wiatrem z doliny, czułem jakbym się powiększał i rozrastał. 

             Patrz

ąc wstecz można powiedzieć, iż doświadczyłem rzeczywistości bycia jednym i otoczony opieką 

przez  wszystkie  rzeczy  tego 

świata, odkryłem sens  życia,  które  zostało mi dane.  Lecz wówczas  czułem  po 

prostu, 

że się powiększam i jestem chroniony zewsząd. W tamtej chwili nie panowałem już nad sobą i wielkim 

g

łosem wykrzyczałem swoje imię, siedem czy osiem razy, w bezkresną dal. 

             Wci

ąż  jednak  nie  mogłem  się  uspokoić  i nagle  pobiegłem  w  dół  górską  ścieżką.  Zbieganie  górskim 

szlakiem jest ryzykowne, lecz dobieg

łem bezpiecznie aż do stacji Atami. Stało się tak, jakbym zbiegł w jednej 

chwili.  Poniewa

ż  nikt  nie  znał  wówczas  stanu  mego  umysłu,  gdybym  się  potknął  i spadł  w  dolinę,  wszyscy 

zapewne my

śleliby, że popełniłem samobójstwo. 

             Wydawa

ło mi  się, że  będę  często  powracał,  żeby oddać  cześć tej drogiej,  kochanej  górze, lecz  ani 

razu tego nie uczyni

łem. 

            Od tego momentu moim oczom ukaza

ł się świat jasny i zmieniony. Przez dwa lub trzy miesiące po tym 

Page 1 of 6

zen_book

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/zen_book.html

background image

do

świadczeniu wszystko aż do małych kamyków wzdłuż drogi olśniewająco błyszczało. To bliskie, przyjazne 

życie 
             Dobrze pami

ętam, jak wypełniła mnie świadomość bycia jednym z otaczającym mnie życiem. W tym 

czasie nadal nie wiedzia

łem nic o zazen, lecz ściany, które oddzielały mnie od innych, runęły. Moje życie stało 

si

ę światem pozbawionym różnic. Czułem, że mógłbym nawet pogawędzić z ćwierkającymi wróblami. Później, 

gdy  rozpocz

ąłem  zazen,  potrafiłem  przyjąć  nauki  mego  mistrza,  których  poszukiwałem  od  dzieciństwa, 

z ca

łkowicie otwartym i chłonnym umysłem. 

            Bez teoretycznego rozumienia i bez umiej

ętności rozumienia, co zaszło wstąpiłem w nurt radości życia 

i od  tamtej  pory  zdecydowa

łem  się  poświęcić  życie  spłacaniu  długu  wdzięczności.  Ponieważ  była  wojna, 

poczu

łem, że jedyną rzeczą, którą mogę zrobić natychmiast, to przy pierwszej sposobności wystawić się na 

kule. Natchniony duchem pomagania innym, wst

ąpiłem do armii. 

             Od  pocz

ątku  byłem  zdecydowany  na  śmierć.  Czułem,  jak  każdy  wówczas,  że  najbardziej naturalne 

jest  odda

ć  swoje  życie  na  wojnie.  Jednak,  choć  wielokrotnie  znajdowałem  się  w groźnych  sytuacjach, 

w

łączając  w to  rok,  który  spędziłem  jako  jeniec  wojenny,  zawsze  cudem  udawało  mi  się  umknąć 

niebezpiecze

ństwu. 

            Od tego czasu, niezale

żnie, czy moje czyny były docenione przez tych, którzy znajdowali się dookoła 

mnie, ca

ły swój wysiłek wkładałem w to, żeby stawać się coraz to mocniejszym. Wtedy to w 21 roku Showa 

(1946) rozpocz

ąłem praktykę zen jako człowiek świecki, a w 24 roku Showa (1949) zostałem wyświęcony na 

kap

łana.

 

Hakuun Yasutani Roshi

 

Prawo przyczynowo

ści

 

            Pozwólcie, 

że wyjaśnię teraz pojęcie karmy stałej i karmy zmiennej. Nasza stała karma jest rezultatem 

naszych poprzednich czynów. Jest sta

ła od czasu naszych narodzin i niezmienna aż do śmierci. Na przykład, 

urodzi

ć  się  mężczyzną  czy  kobietą  to  karma  stała,  warunek,  którego  nie  możemy  zmienić.  Podobnie  stałe 

i niezmienne jest to, czy urodzili

śmy się człowiekiem białym czy czarnym, Japończykiem czy Chińczykiem. 

            Zmienna karma to ta, któr

ą możemy zmienić naszym własnym wysiłkiem. Weźmy dla przykładu czyjeś 

zdrowie. Je

żeli ktoś jako dziecko był wątłego zdrowia, to dzięki odpowiedniemu postępowaniu może być silny 

i zdrowy jako osoba doros

ła. Możliwa jest i odwrotna sytuacja. 

            D

ługość czyjegoś życia jest także przedmiotem karmy zmiennej. Długowieczność zależy tak samo od 

zdrowia, jak i od uczciwo

ści i dobroczynności. Jeżeli ktoś jest uczciwy i uprzejmy dla innych, może przedłużyć 

swoje 

życie; jeżeli działa nieuprzejmie i nieuczciwie, w oczywisty sposób skraca czas swojego życia. 

             Bogactwo  i ubóstwo  s

ą  karmą  zmienną.  Zależnie  od  wysiłków,  ktoś  może  być  albo  bogaty,  albo 

biedny. Prawo przyczynowo

ści jest nieuniknioną prawdą, od której nie ma ucieczki. 

Gdy  prawo  przyczynowo

ści  jest  źle  interpretowane,  może  się  wydawać,  że  buddyzm  naucza  fatalizmu. 

Fatalizm  jest skutkiem  przekonania, 

że relacja między przyczyną i skutkiem jest stała. Tymczasem zarówno 

przyczyna,  jak  i skutek  maj

ą  charakter  dynamiczny,  skutek  jest  zawsze  zależny  od  okoliczności 

towarzysz

ących. 

            Pozwólcie, 

że posłużę się prostym przykładem. Dwóch ludzi w tym samym czasie sieje ziarna zboża. 

Pierwszy piel

ęgnuje swoje pole, użyźniając je bogatym nawozem; drugi nie robi nic, poza przyglądaniem się 

wyrastaj

ącym chwastom. Z pewnością w ich zbiorach będzie wielka różnica! 

             Niektórzy  ludzie  mówi

ą,  że  buddyzm  jest  nihilistyczny  i pesymistyczny,  lecz  nie  jest  to  prawdą. 

W buddyzmie  nie  istnieje  poj

ęcie  losu.  Buddyzm  naucza  wielkiego, uniwersalnego  biegu  przyczyny  i skutku 

oraz pokazuje, jak zintegrowa

ć z tym biegiem własne zachowanie. 

             Niezale

żnie od skutku, przyczyna i En (druga przyczyna) są niezbędne. Dla zilustrowania, czym jest 

En, pos

łużymy się przykładem fasoli. Jej ziarna potrzebują gleby, wody oraz słońca. One stanowią En. Bez 

nich  nasiona  fasoli  nie  wyrosn

ą,  nie  zakwitną,  nie  wydadzą  owoców.  Jeżeli  nasiona  fasoli  przechowywane 

b

ędą w suchych warunkach, to niezależnie od tego, ile lat upłynie, nie będzie nowej fasoli. 

            Po 

śmierci jesteśmy w pośrednim życiu U. Nawet gdybyśmy ogromnie pragnęli urodzić się ponownie 

jako  istota  ludzka,  je

śli  nie  będziemy  mieli  rodziców  (czyli  En),  będzie  to  rzeczą  niemożliwą.  Bowiem  aby 

zosta

ć  istotą  ludzką,  nie  wystarczą  tylko  pragnienia,  lecz  potrzebni  są  jeszcze  rodzice.  Oni  stanowią  En

W drodze  od  przyczyny  do  skutku  En  ukazuje  si

ę jako bardzo  ważny czynnik. Chociaż  różnych ludzi mogą 

dotyczy

ć podobne przyczyny, skutki będą różne: dobre albo złe, zależnie od En

             Budda powiedzia

ł: "Chociaż żyjemy setki tysięcy milionów eonów, karma nie znika. Kiedy przyczyna 

(karma) 

łączy się z En, można zobaczyć skutek". 

             Teraz  czas  ju

ż  wyjaśnić  związek  pomiędzy  skutkiem  i Ho  (czyli  sposobem  przyjęcia  skutku).  Mamy 

tendencj

ę  do  myślenia,  że  skutek  nie  może  być  zmieniony,  gdyż  jest  rezultatem  przyczyny  i En.  Jednak 

zale

żnie  od  naszego  stanowiska,  zły  skutek  może  być  zwrócony  w kierunku  dobra.  Przypuśćmy,  że  ktoś 

siedzi w wi

ęzieniu. To jest skutek, więzień nie może uciec. Jednak sposób, w jaki przyjmie tę sytuację, zależy 

od  niego.  Mo

że  wybrać  skruchę  i stać  się  dobrym  człowiekiem  lub  może  wybrać  inny  tok  rozumowania, 

mianowicie, 

że  jako  doświadczony  przestępca  następnym  razem  postąpi  zręczniej.  Może  też  potraktować 

wi

ęzienie jako miejsce ćwiczeń duchowych i wybrać czytanie dobrych książek, kontynuować swoją praktykę 

Page 2 of 6

zen_book

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/zen_book.html

background image

zazen  itd.  W ten  sposób  swoj

ą  postawą  może  zmienić  swoje  położenie.  Widzicie  więc,  jak  złą  wiarą  jest 

fatalizm. Nic nie jest utrwalone na sta

łe. Prawo przyczynowości może być użyteczne, jeśli ktoś je na wskroś 

rozumie i m

ądrze stosuje. 

            Cz

łowiek nie jest oddzielony od swego środowiska. Żadna sytuacja nie jest ukształtowana przez Boga 

albo  diab

ła,  stanowi  natomiast  naturalną  konsekwencję  ludzkich  czynów.  Wyrażamy  siebie  poprzez  czyny, 

mow

ę i myśli, nawet jeżeli nie wiemy, czym jest dobro i zło. Echo tych czynów dźwięczy w naszym wnętrzu 

oraz wp

ływa na naszą osobowość. 

             Gdy  czyja

ś osobowość się zmienia, zmieniają się także warunki jego życia. Jest to część przyczyny 

i skutku w tym samym czasie i nikt nie mo

że się przed nimi ukryć. 

             Natura  buddy  jest  absolutnie  jednakowa  w przypadku  ka

żdego  człowieka.  Natomiast  przyczyna 

i skutek  (karma)  jest  u ka

żdego  człowieka inna. Lecz jedność i różnorodność są dwoma aspektami jednego 

faktu.  Istnienie  natury  Buddy  automatycznie  ustanawia  istnienie  zró

żnicowania  i na  odwrót.  Dlatego  bez 

wzgl

ędu na warunki, czy jesteśmy przygnębieni czy szczęśliwi - wszystko jest przejawem zmieniających się 

form  natury  Buddy,  warto

ści  absolutnej  samej  w sobie.  Niekończące  się  formy  zróżnicowania  nie  są  wcale 

kwesti

ą przypadku, lepiej więc je naiwnie akceptować. To jedyna droga. Powtórzę: przyczyna i skutek to nie 

rzeczy  raz  na  zawsze  ustalone.  Karma  jest  dynamiczna.  Dlatego  je

żeli  jesteś  niezadowolony  ze  swoich 

obecnych warunków, nie wahaj si

ę ich zmienić, ponieważ sam możesz spowodować efekty, jakich pragniesz. 

Je

żeli ciężko i cierpliwie pracujesz, możesz zmienić każde niepomyślne warunki. 

            Chcia

łbym opowiedzieć wam słynny koan zen, który pomoże pełniej wyjaśnić prawo przyczynowości. 

Koan  ten  znajduje  si

ę w znanym zbiorze  tekstów zen  - Mumonkan  -  "Brama bez  bramy". Jego tytuł  brzmi: 

"Lis Hyakujo".  
            Hyakujo 

żył w Chinach, w świątyni Daichi-in na górze Hyakujo. Gdy tylko rozpoczynał wykład, zawsze 

pojawia

ł  się  pewien  stary  człowiek  -  przychodził  i siadał  za  mnichami.  Kiedy  wykład  się  kończył,  starzec 

odchodzi

ł. Przez jakiś czas przychodził codziennie, lecz nikt go nie zauważał. 

            Pewnego dnia pozosta

ł po skończonym wykładzie. Hyakujo zauważył go i zapytał: "kim jesteś?" Stary 

cz

łowiek skłonił się i ze łzami odpowiedział: "Dziękuję ci, Mistrzu, że zauważyłeś mnie. Chociaż wyglądam jak 

ludzka  istota,  to  w rzeczywisto

ści  nią  nie  jestem.  Jestem  lisem.  Dawno  temu  byłem  mistrzem  zen.  Miałem 

tutaj,  w tych  górach,  klasztor.  Pewnego  dnia  przyszed

ł  do  mnie  mnich  i zapytał:  'Czy  człowiek  oświecony 

podlega  prawu  przyczyny  i skutku?'  Odpowiedzia

łem  mu:  'Wielce  oświecony  człowiek  nie  podlega  prawu 

przyczynowo

ści'. Odtąd, od momentu powiedzenia tej nieprawdy, kolejno pięćset razy odradzałem się jako lis. 

Udziel  mi,  prosz

ę,  prawdziwej  odpowiedzi.  Wówczas  nie  będę  się  już  dłużej  odradzał  jako  lis.  Będę  ci 

wdzi

ęczny  za  naukę".  Następnie  mnich  pokłonił  się  trzykrotnie  przed  Hyakujo  i zapytał:  "Czy  człowiek 

o

świecony  podlega  prawu  przyczyny  i skutku?"  Hyakujo  odpowiedział  wyraźnym  i mocnym  głosem:  "Nawet 

Budda Siakjamuni czy Budda Amitaba nie mog

ą uciec przed prawem przyczyny i skutku". 

             W  tym  momencie  stary  cz

łowiek  nagle  doznał  przebudzenia  i ze  łzami  w oczach,  wielokrotnie  się 

k

łaniając, powiedział: "Dzięki, dzięki! Zostałem uwolniony od bycia lisem. Moje martwe ciało będzie leżało za 

gór

ą,  pod  skalną  ścianą. Czy  mogę  cię  prosić o coś  jeszcze? Chociaż  dopiero co  byłem  lisem,  poprzednio 

by

łem mnichem. Proszę, odpraw dla mnie nabożeństwo pogrzebowe jak za mnicha". Po czym zniknął. 

             Hyakujo  by

ł  jedyną  osobą,  która  wiedziała  o tym  zdarzeniu.  Gdy  wrócił  do  swojego  pomieszczenia, 

wezwa

ł  głównego  mnicha  i rzekł:  "Zawiadom  proszę  wszystkich  mnichów,  że  po  południowym  posiłku 

odprawimy uroczysto

ści pogrzebowe". 

            Zdziwieni mnisi zacz

ęli dociekać: "Kto zmarł? O co chodzi? Dla kogo to nabożeństwo pogrzebowe?" 

"Nie wiem - odpowiada

ł główny mnich - Mistrz po prostu poprosił mnie o ogłoszenie tego". 

             Gdy  posi

łek  się  skończył,  Hyakujo  powiedział:  "Czy  jesteście  gotowi?  Odprawimy  teraz  pogrzeb. 

Chod

źcie, proszę, za mną". Mnisi podążyli za nim z oznakami zakłopotania. Kiedy przybyli pod skałę, Hyakujo 

podniós

ł ciało zmarłego lisa i rzekł: "Dokonamy pogrzebu tego lisa zgodnie z obrządkami pogrzebowymi dla 

mnichów".  Wszyscy  bardzo  gorliwie  od

śpiewali  sutry,  a następnie  powrócili  do  klasztoru.  Lecz  nikt  nie 

rozumia

ł, dlaczego dokonano obrządków pogrzebowych dla lisa. 

             Wieczorem  Hyakujo  wyg

łosił  do  mnichów  formalną  mowę.  "Jeżeli  głosić  będziecie  nieprzemyślane 

nauki, wynikaj

ące z waszego połowicznego zaledwie satori, cierpieć będziecie piekielne męki. nie wiem, czy 

zauwa

żyliście,  ale  ilekroć  wygłaszałem  swój  codzienny  wykład,  zjawiał  się  między  nami  pewien  stary 

m

ężczyzna. Dawno temu był mistrzem zen w tym klasztorze. Pewnego razu powiedział swojemu uczniowi, że 

je

śli  ktoś  jest  doskonale  oświecony,  nie  podlega  dłużej  prawu  przyczyny  i skutku.  Z powodu  tej  półprawdy, 

przez pi

ęćset wcieleń odradzał się jako lis. Żałował jednak swego błędu i z głębi serca zapytał mnie o prawdę. 

Ja  za

ś  powiedziałem  mu:  'Nawet  wszyscy  buddowie  trzech  światów  nie  mogą  uciec  od  prawa 

przyczynowo

ści'.  To  właśnie  sprawiło  natychmiastowe  i całkowite  oświecenie  i uwolniło  go  od  życia  w lisim 

ciele.  Poniewa

ż  prosił,  żeby pochować  go  jak  mnicha,  zrobiliśmy  tak.  Musicie  być  zawsze bardzo  ostrożni, 

kiedy nauczacie innych". 
             Us

łyszawszy  to,  Obaku,  główny  mnich  Hjakudzia,  trzykrotnie  się  skłonił  i głośno  zapytał:  "Twoja 

w

łaściwa  odpowiedź  uwolniła  tego  starca  od  żywotu  lisa,  lecz  przypuśćmy  że  nie  skłamałby  wówczas,  jak 

wtedy  potoczy

łyby  się  jego  losy?  Lis  staje  się  człowiekiem,  człowiek  istotą  niebiańską,  istota  niebiańska 

bodhisattw

ą,  bodhisattwa  Buddą,  lecz  cóż  jest  potem?  W końcu  nie  ma  miejsca,  gdzie  można  pójść. 

Odpowiedz na to". 
            Hyakujo dok

ładnie pojął myśl Obaku i odparł: "Podejdź bliżej, a udzielę ci odpowiedzi". 

             Obaku  równie

ż  właściwie  odebrał  myśl  swojego  nauczyciela,  podszedł  do  niego  i wymierzył  mu 

Page 3 of 6

zen_book

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/zen_book.html

background image

policzek. Hyakujo, klaszcz

ąc i śmiejąc się, wykrzyknął: "Zamierzałem cię uderzyć, a sam zostałem uderzony". 

W ten sposób Hyakujo potwierdzi

ł zrozumienie swego ucznia. 

             Dlaczego  stary  cz

łowiek  stał  się  lisem,  kiedy  powiedział:  "Oświecony  człowiek  nie  podlega  prawu 

przyczyny i skutku", oraz dlaczego zosta

ł uwolniony z lisiego żywota, gdy Hyakujo stwierdził: "Nikt nie może 

uciec  od  prawa  przyczynowo

ści"?  Jeśli  będziecie  w stanie  dojrzeć  okiem  swego  umysłu,  co  to  wszystko 

znaczy,  wówczas  b

ędziecie  wiedzieli,  że  pięćsetkrotne  odradzanie  się  starca  w lisim  ciele  było 

w rzeczywisto

ści radosnym życiem. 

            Mumon, autor Mumonkan, napisa

ł wiersz dotyczący tego koanu: 

 
            Podlegaj

ący czy niepodlegający 

            To dwie strony tej samej monety. 
            Niepodlegaj

ący czy podlegający 

            I tu i tu tysi

ąc błędów. 

 
            Podleganie i niepodleganie z punktu widzenia cz

łowieka oświeconego jest tym samym, lecz zwykłym 

ludziom wydaje si

ę być czymś innym. Mumon powiedział to w sposób bardzo prosty. Niemniej pozwolę sobie 

wyja

śnić to dalej. 

            Je

żeli uchwycimy fakt, że "podlegać" i  "nie podlegać" są tym samym, nie będzie problemu. Lecz myśl, 

że  są  czymś  różnym,  jest  tylko  pojęciem,  a nie  faktem.  "Podlegać"  lub  "nie  podlegać"  -  każda  z tych  myśli 
osobno jest tylko pó

łprawdą i dlatego nie jest rzeczywistością. 

             Kiedy  przepo

łowimy  naszego  rzeczywistego  lisa  na  dwie części,  będziemy  mieli  innen shoku  (ku)

Innen jest warunkiem, dzi

ęki któremu pojawiają się i znikają wszystkie zjawiska, to znaczy przyczyna i skutek. 

Gdy  ustan

ą warunki, to samo dzieje się i ze zjawiskami. Dlaczego? Ponieważ wszystkie egzystencje w tym 

świecie zjawisk nie posiadają same w sobie żadnego stałego bytu. Formy, które widzimy, są w rzeczywistości 
tylko chwilowymi zjawami. To pojawianie si

ę i znikanie jest manifestacją ku, czyli śunjaty, warunku, który leży 

u podstaw  wszystkich  zjawiskowych  egzystencji.  Wszystkie  egzystencje  zmieniaj

ą  formę  zależnie  od 

warunków.  Ka

żda  forma  to  innen.  Nieposiadanie  żadnej  szczególnej  formy  zwie  się  "wolnością  od  prawa 

przyczynowo

ści", podczas gdy posiadanie formy zależnej od warunków danej chwili nazywamy "podleganiem 

prawu przyczynowo

ści". Dlatego sama zależność od prawa przyczynowości daje świadectwo naszej wolności 

od niego, a wolno

ść od niego daje świadectwo podlegania temu prawu. 

            Ruchomy obraz filmu, o którym wcze

śniej wspomniałem, jest dobrym przykładem. Obraz pojawia się 

zgodnie  z warunkami  ta

śmy,  światła  i ekranu.  Sam  obraz  nie  posiada  żadnego  stałego  bytu  i zmienia  się 

w zale

żności od ruchu taśmy. To jest "podleganie prawu przyczynowości", a owo "nieposiadanie stałego bytu" 

to ku. Uchwycenie tej jedno

ści z jej dwoma aspektami jako żywego faktu nazywa się kensho

            Kto

ś, kto przeszedł kensho, rozumie od razu prawdziwego ducha każdego koanu. Natomiast ktoś, kto 

daje wyk

ład zen, a nie jest przebudzony, podobny jest do niemowlaka, śpiewającego pieśni o miłości. 

            Poniewa

ż człowiek oświecony wie, że "podlegać" i "nie podlegać" jest tym samym, to cokolwiek powie, 

b

ędzie  prawdą.  W wypadku  zwykłego  człowieka,  który  nie  miał  jeszcze  tego  doświadczenia  -  cokolwiek  on 

powie, nie b

ędzie prawdą. 

             Je

żeli  rzeczywiście  rozumiecie  ku,  czyli  śunjatę,  -  warunek  leżący  u podstaw  całej  zjawiskowej 

egzystencji (warunek nieposiadania 

żadnego stałego bytu), będziecie zadowoleni niezależnie od tego, gdzie 

b

ędziecie i co będziecie robili. 

             Nazywa  si

ę  to  "wyzwoleniem  od  narodzin  i śmierci".  Jeśli  staniesz  się  lisem  -  świetnie.  Nie  ma 

potrzeby  sta

ć się ludzką istotą; nie ma potrzeby stać się Buddą. To zadowolenie samo w sobie jest Buddą. 

Prawdziwe znaczenie zwrotu "osi

ągnąć oświecenie" to osiągnąć ten właśnie stan umysłu.

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

Bassui 

Mowa dharmy o jednym-umy

śle

 

            Je

żeli pragniesz uwolnić się od cierpień samsary, to musisz nauczyć się, jak w prosty sposób stać się 

budd

ą. Ten sposób i ta droga to nic innego jak urzeczywistnienie własnego Umysłu. Czymże jest ten Umysł? 

Jest  on  prawdziwa  natur

ą  wszystkich  odczuwających  istot,  niezmienną  i wieczna,  która  istniała,  zanim 

zrodzeni  zostali  nasi  rodzice,  zatem  i przed  naszymi  narodzinami,  i która  istnieje  obecnie.  Z tego  powodu 
nazywane jest to Pierwotn

ą Twarzą przed narodzeniem rodziców. Ten umysł jest dogłębnie czysty. Kiedy się 

rodzimy,  nie  tworzy  si

ę  on  od  nowa,  a  gdy  umieramy,  to  nie  ginie.  Nie  ma  żadnych  cech  męskich  czy 

żeńskich, nie jest także zabarwiony dobrem ani złem. Nie można go z niczym porównać, dlatego też zwany 
jest Natur

ą Buddy. A jednak niezliczone myśli wyłaniają się z tej Własnej Natury, podobnie jak fale powstają 

w oceanie, albo jak obrazy odbijaj

ą się w zwierciadle. 

             Je

żeli  chcesz  urzeczywistnić  swój  własny  Umysł,  musisz  przede  wszystkim  wejrzeć  w źródło, 

z którego  wyp

ływają  myśli.  Śpiąc  czy  pracując,  stojąc  czy  siedząc,  głęboko  zapytuj  siebie:  "Czym  jest  mój 

w

łasny  Umysł?",  a rób  to  z gruntownym  pragnieniem  rozwiązania  tej  kwestii.  Nazywa  się  to  "ćwiczeniem", 

albo "praktyk

ą, albo "pragnieniem prawdy", czy "łaknieniem urzeczywistnienia". To, co jest nazywane zazen

Page 4 of 6

zen_book

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/zen_book.html

background image

jest niczym innym jak w

łaśnie wglądem we własny Umysł. O wiele lepiej jest z pełnym oddaniem badać swój 

w

łasny  umysł,  aniżeli  przez  mnogie  lata  czytać  i śpiewać  codziennie  niezliczone  sutry  i dharani.  Takie 

formalne  wysi

łki  stwarzają  pewne  zasługi,  ale  zasługi  te  wygasają  i znów  musicie  doświadczać  cierpienia 

trzech  z

łych  ścieżek.  Ponieważ  badanie  własnego  umysłu  ostatecznie  prowadzi  do  oświecenia,  przeto 

praktyka  ta  jest  warunkiem  wst

ępnym  stania  się  buddą.  Jeśli  popełnisz  nawet  dziesięć  występków  i pięć 

grzechów 

śmiertelnych, ale zdecydowanie przeobrazisz swój umysł i rozjaśnisz go, to w jednej chwili staniesz 

si

ę  buddą.  Lecz  nie  czyń  zła  i nie  licz  na  to,  że  oświecenie  uchroni  cię  [przed  skutkami  twoich  własnych 

czynów].  Ani  o

świecenie,  ani  Budda,  ani  żaden  patriarcha  nie  jest  w stanie  uratować  kogoś,  kto  zwodząc 

siebie, schodzi w dó

ł ścieżkami zła. 

            Wyobra

źcie sobie małe dziecko, śpiące obok rodziców. Śni, że jest bite, albo że jest chore i ma bóle. 

Rodzice nie s

ą w stanie pomóc dziecku, choćby ono cierpiało niezmiernie, albowiem nikt nie może wkroczyć 

śniący umysł drugiej osoby. Gdyby dziecko potrafiło samo przebudzić się z tego snu, to i samo uwolniłoby 

si

ę od cierpienia. Podobnie ktoś, kto w pełni zda sobie sprawę, że jego własny Umysł jest buddą, natychmiast 

wyzwala  si

ę  z cierpień,  wynikających  z  [nieznajomości  prawa]  bezustannej  przemiany  narodzin  i śmierci. 

Gdyby  Budda  by

ł  w stanie  temu  zapobiec,  to  czy  pozwoliłby  choćby  jednej  odczuwającej  istocie  wpaść  do 

piek

ła? Bez samourzeczywistnienia nie można zrozumieć takich właśnie spraw. 

             Có

ż  to za mistrz, który  w tej właśnie chwili oczyma widzi barwy, a uszami słyszy głosy, i który  teraz 

podnosi r

ęce oraz porusza stopami? Wiadomo, że są to funkcje naszego własnego umysłu, lecz nikt nie wie 

dok

ładnie,  na  czym  one  polegają.  Można  twierdzić,  że  za  tymi  działaniami  nie  kryje  się  żadne  rzeczywiste 

istnienie  i 

że  czynione  są  one  spontanicznie.  Można  i odwrotnie  utrzymywać,  że  są  to  właśnie  czynności 

jakiej

ś  istoty,  ale  pozostaje  ona  niewidzialna.  Jeśli  potraktuje  się  to  pytanie  jako  niezgłębione,  to  wszelkie 

próby  wymy

ślenia [odpowiedzi] ustana, człowiek zaś znajdzie się w takim położeniu, że nie będzie wiedział, 

co  robi

ć.  W tym  pomyślnym  stanie  pogłębiaj  pragnienie  poznania  coraz  bardziej,  niezmordowanie,  aż  do 

ko

ńca. Gdy głębokie zapytywanie przeniknie aż do samego dna, i kiedy następnie dno to zostanie gwałtownie 

otwarte, wtedy nie b

ędzie już nawet cienia wątpliwości, że to właśnie twój Umysł jest budda, wszechświatem 

Pustki.  Nie  b

ędzie  żadnej  troski  o życie  i żadnego  niepokoju  przed  śmiercią,  ani  też  żadnej  prawdy,  której 

nale

żałoby poszukiwać. 

             We 

śnie  możesz  zabłądzić  i zgubić  drogę  do  domu.  Prosisz  wtedy  kogoś  o wskazanie  ci  powrotnej 

drogi  lub  te

ż  modlisz  się  do  Boga  czy  buddów  o pomoc.  Wciąż  jednak  nie  możesz  znaleźć  domu.  Gdy 

zbudzisz  si

ę  ze  stanu  uśpienia,  wówczas  odkryjesz,  że  jesteś  we   własnym  łóżku,  i zdasz  sobie  sprawę 

z tego, 

że  jedynym  sposobem,  w jaki  mogłeś  powrócić  do  domu,  było  po  prostu  przebudzenie  się.  One  

w

łaśnie  zwane  jest  "powrotem  do  początku"  albo  "odrodzeniem  się  w raju".  Ów  stopień  wewnętrznego 

urzeczywistnienia mo

żna osiągnąć po pewnym okresie ćwiczeń. W rzeczy samej wszyscy ludzie świeccy czy 

mnisi,  którzy  znajduj

ą  upodobanie  w zazen  i czynią  wysiłek  w praktyce,  mogą  dojść  do  takiego 

urzeczywistnienia.  Jednak  nawet  takie  [cz

ęściowe]  przebudzenie  nie  może  dokonać  się  inaczej  niż  dzięki 

praktyce  zazen. Pope

łniłbyś poważny błąd, gdybyś przyjął, że osiągnąłeś prawdziwe oświecenie, za sprawą 

którego nie ma ju

ż żadnej wątpliwości co do natury rzeczywistości. byłbyś wtedy podobny do człowieka, który 

znalaz

łszy miedź, rezygnuje z poszukiwania złota. 

             Po  takim  urzeczywistnieniu  zapytuj  si

ę  jeszcze  bardziej  intensywnie  w następujący  sposób:  "Moje 

cia

ło jest jak zjawa, jak piana na strumieniu. Mój umysł, który spogląda w siebie, jest bezkształtny, jak pusta 

przestrze

ń.  Jednak  gdzieś  we  wnętrzu  słyszane  są  dźwięki.  Kto  słucha?"  Jeśli  głęboko  pochłonięty 

zapytywaniem b

ędziesz to robił w taki właśnie sposób, nigdy nie ustając w wysiłkach, to twój racjonalny umysł 

w ko

ńcu wyczerpie się, a na najgłębszym poziomie pozostanie już tylko samo zapytywanie. W końcu stracisz 

świadomość swego własnego ciała. Podobnie jak wszystkie krople wody wyciekają z beczki, z której wybito 
dno,  tak  i twoje  dotychczasowe  poj

ęcia  i wyobrażenia  znikną,  a doskonałe  oświecenie  pojawi  się  niczym 

kwiaty rozkwitaj

ące znienacka na uschniętym drzewie. 

             Dzi

ęki  takiemu  urzeczywistnieniu  osiągniesz  prawdziwe  wyzwolenie.  Lecz  nawet  w tym  momencie 

odrzu

ć powtórnie to,  co zostało urzeczywistnione, powracając do podmiotu, który urzeczywistnia,  to znaczy 

do  samego  korzenia,  i zdecydowanie  pod

ążaj  naprzód.  Kiedy  znikną  czcze  złudzenia,  twoja  Prawdziwa 

Natura stanie si

ę jaśniejsza oraz bardziej przejrzysta, i będzie jak szlachetny kamień, który wskutek ciągłego 

szlifowania nabiera blasku, a

ż w końcu oświetla cały wszechświat. Nie wątp w to! Jeśli nawet twoje pragnienie 

b

ędzie  zbyt  słabe,  aby  doprowadzić  cię  do  takiego  stanu  jeszcze  w tym  życiu,  to  niewątpliwie  łatwiej 

osi

ągniesz  samourzeczywistnienie  w następnym  -  pod  warunkiem,  że  będziesz  pochłonięty  pytaniem 

w momencie 

śmierci. Łatwiej jest dziś zakończyć pracę, którą do połowy wykonało się wczoraj. 

             Nie  powiniene

ś pogardzać myślami, które powstają  podczas zazen, ani też cieszyć się  nimi; szukaj 

jedynie w

łasnego Umysłu, pierwotnego źródła tych myśli. Musisz zrozumieć, że wszystko, co widzisz swoimi 

oczyma  i co  pojawia  si

ę  w twojej  świadomości,  jest  złudzeniem  o nietrwałej  istocie.  Nie  powinieneś  więc 

obawia

ć się tych zjawisk ani się nimi zachwycać. Jeśli będziesz utrzymywać swój umysł pusty jak przestrzeń 

i nieskalany  tymi  wszystkimi  rzeczami,  to  nawet  w godzinie 

śmierci  żaden  zły  duch  nie  będzie  w stanie 

wyrz

ądzić  ci  krzywdy.  W czasie  samego  zazen  zapomnij  o tych  wskazówkach.  Musisz  jedynie  stać  się 

pytaniem: "Czym  jest ten  umys

ł?", lub: "Co jest tym, co słyszy te dźwięki?" Gdy urzeczywistnisz ten Umysł, 

wtedy  zrozumiesz, 

że  jest  on  pierwotnym  źródłem  wszystkich  buddów  i wszelkich  odczuwających  istot. 

Bodhisattwa  Kannon  [Awalokite

śwara]  został  tak  właśnie  nazwany,  ponieważ  osiągnął  oświecenie  przez 

spostrze

żenie [to jest uchwycenie źródła] dźwięków świata wokół siebie. 

            Nigdy, podczas pracy czy odpoczynku, nie zaprzestawaj prób u

świadomienia sobie, kto jest tym, który 

Page 5 of 6

zen_book

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/zen_book.html

background image

s

łucha.  Nawet  wtedy  ,  gdy  twoje  zapytywanie  stanie  się  nieświadome,  nie  znajdziesz  tego,  który  słyszy, 

i wszystkie  twoje  wysi

łki  do  niczego  nie  doprowadzą.  A jednak  dźwięki  mogą  być  słyszane,  więc  pytaj  się 

jeszcze bardziej dog

łębnie. W końcu zniknie ostatni ślad świadomości siebie i poczujesz się jak bezchmurne 

niebo.  Wewn

ątrz siebie nie znajdziesz żadnego "ja" ani nie odkryjesz nikogo, kto słyszy. Ten Umysł będzie 

jak  pustka,  jednak

że  nie  będzie  w nim  takiego  miejsca,  które  można  by  nazwać  pustym.  Ten  stan  często 

mylony  jest  z urzeczywistnieniem  Prawdziwej  Natury.  Dalej  wi

ęc  pytaj  siebie  jeszcze  bardziej  intensywnie: 

"Kim jest wi

ęc ten, który słyszy?" Jeśli będziesz wciąż zagłębiał się w owo pytanie, zapominając o wszystkim 

innym, to zniknie nawet poczucie pustki; nie b

ędziesz świadomy niczego - zapanuje całkowita ciemność. 

 

Roshi Shunryu Suzuki

 

K

łanianie się

 

" K

łanianie się jest bardzo poważną praktyką. Powinniście być przygotowani do kłaniania się, nawet w swojej 

ostatniej chwili.

 

Page 6 of 6

zen_book

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/zen_book.html