background image

PAX był dla wielu niczym Arka Noego 

Mówi  się  często,  że  byli  falangiści  stanowili  w  PAX  grupę  “nieliczną,  ale 

wpływową”.  Czy tak  było  rzeczywiście?  Jak  wielu  byłych  aktywistów  RNR 

trafiło po drugiej wojnie światowej do PAX? 

Rozmowa z Janem Engelgardem 

- W kierownictwie PAX-u było trzech falangistów – Bolesław Piasecki, Jerzy 
Hagmajer  i  Zygmunt  Przetakiewicz  (przejściowo  Adolf  Reutt),  można 

jeszcze wymienić Ryszarda Reiffa, który otarł się o RNR przed wojną. Był 
też  Zygmunt  Dziarmaga-Działyński  z  „Falangi”  wileńskiej,  ale  on  nie 
zajmował  w  PAX-ie  żadnych  stanowisk.  Generalnie  rzecz  biorąc  w  PAX-e 

falangiści  nie  byli  liczbowo  czynnikiem  decydującym,  byli  nimi  na  pewno 
członkowie  Konfederacji  Narodu  i  partyzanci  Uderzeniowych  Batalionów 

Kadrowych (UBK). Spośród nich niektórzy byli przed wojną w RNR czy in-
nych organizacjach młodzieży narodowej. 

 

W  jakim  stopniu  ci  PAX-owcy,  których  korzenie  tkwiły  jeszcze  w  ONR, 
utożsamiali się z tą tradycją i poglądami narodowo-radykalnymi? Czy było 
to coś, co odrzucali, czy też coś, co traktowali jako swoje “prawdziwe”, co 

najwyżej “tymczasowo ukryte” poglądy? A może postrzegali Falangę jedy-
nie jako krótki wycinek z lat “szalonej młodości”? 

background image

- Najbardziej miarodajne jest stanowisko  Piaseckiego. Rzadko odnosił się 

do przeszłości, co jest zrozumiałe. Ale podczas jednego z wystąpień w la-
tach 60 odniósł się do okresu przedwojennego. Mówił, że kadra PAX-u mu-

si poznać całą drogę polityczną założycieli organizacji, by lepiej zrozumieć 

skąd się wywodzi. Okres przedwojenny Piasecki uznawał za zamknięty, ale 
uważał,  że  nie  należy  się  od  niego  odcinać,  bo  byłoby  to  nieuczciwe  – 

uważał też, że pewne cechy, takie jak oddanie sprawie, bezinteresowność, 
poświęcenie,  a  także  idea  narodowa  –  nie  zdezaktualizowały  się.  Co  cie-

kawe, kiedy w 1955 roku grupa rozłamowa z Tadeuszem Mazowieckim na 
czele  napisała  list  do  KC  PZPR,  zarzuciła  Piaseckiemu  i  jego  najbliższym 

współpracownikom  „faszyzm”  i  „nacjonalizm”,  dając  do  zrozumienia,  że 

nigdy nie wyrzekli się swojej ideologii. Była to przesada, ale prawdą było 
to,  że  ludzie  z  przedwojennej  „Falangi”  myśleli  inaczej  o  sprawach  pols-
kich, niż młodzi, którzy przyszli do PAX-u (wcześniej Grupa „Dziś i Jutro”) 

po wojnie. 

Powszechne jest przekonanie, że Bolesław  Piasecki w nieomal  wszystkich 

sporach  politycznych  i  przełomowych  momentach  historii  PRL  opowiadał 
się  przeciwko  środowiskom  “reformatorskim”,  stojąc  po  stronie 
“twardogłowych”  (np.  rok  1956,  rok  1968,  stosunek  do  powoli  się 

rozwijającej  nielegalnej  opozycji  w  latach  70.).  Analogicznie  zarzuca  mu 
się, że namawiał prymasa Wyszyńskiego i w ogólności Kościół katolicki w 
Polsce  do  przyjmowania  przesadnie  ugodowego  stanowiska  w  relacjach  z 

władzami. Czy te zarzuty są uzasadnione? A jeśli tak, to z czego wynikała 
taka  postawa  Piaseckiego  i  kierownictwa  PAX?  Płytki  koniunkturalizm? 

Przekonanie, że w ostateczności nawet dyktat “twardogłowych” jest lepszy 
niż  dopuszczenie  do  głosu  tzw.  “opozycji  demokratycznej”  (której  wielu 
przedstawicieli  jeszcze  niedawno  było  najbardziej  zawziętymi  stalinowca-

mi)?  A  może  –  jak  twierdzą  niektórzy  –  Piasecki  przeceniał  siłę  ZSRR  i 
uważał, iż w ostateczności Sowieci i ich “twardzi sprzymierzeńcy” są goto-

wi na wszystko, a zatem otwarte przeciwstawianie się im jest z góry poz-

bawione sensu? 

background image

-  Takie  stawianie  sprawy  jest  uproszczeniem.  W  1956  roku  Piasecki 

opowiedział się nie po stronie „twardogłowych”, tylko przeciwko prowoko-
waniu  Rosji,  a  tego  dokonywali  byli  najbardziej  dogmatyczni  stalinowcy, 

którzy nagle stali się „reformatorami”. Piasecki widział, że ich grupowe in-

teresy  były  dla  nich  ważniejsze niż  los  Polski,  ba,  że  Polska  jest  dla  nich 
tylko piłką w grze. Jeszcze latem 1956 roku spotkał się z Romanem Zam-

browskim  i  przekonywał  go,  że  tak  nie  można  robić,  ale  pozostawało  to 
bez  echa.  Piasecki  wcale  nie  popierał  wtedy  „Natolina”,  czyli  tzw. 

twardogłowych, a oni sami uważali go za „faszystę” i zwalczali na każdym 
kroku.  W  1968  roku,  to  też  mit,  Piasecki  wcale  nie  współdziałał  ściśle  z 

moczarowcami. Owszem, był za wyczyszczeniem partii z elementów post-

stalinowskich  (głównie  Żydów),  ale  jednocześnie  uważał,  że  to  nie  wys-
tarczy, że trzeba modernizować kraj, wyrwać się z tzw. małej stabilizacji, 
w  którą  wpędził  nas  Gomułka.  Piasecki  uznał  też  słynne  przemówienie 

Gomułki  z  marca  1968  za  demagogiczne,  nie  podobało  mu  się  także  po-

traktowanie  przez  I  sekretarza  Pawła  Jasienicy,  którego  wyciągnął  z 

więzienia w 1948 roku. Aluzje Gomułki w stosunku do Jasienicy (sugestia, 
że  był  agentem)  mogły  uderzyć  także  w  Piaseckiego.  Powiem  jeszcze 
więcej  –  Piasecki  uważał  bunt  młodzieży  za  słuszny,  chciał  go  nawet 

skanalizować  na  korzyść  PAX-u,  osłabiając  wpływy  PZPR  na  uczelniach. 

Jednocześnie  ostro  zwalczał  tzw.  komandosów,  uważając,  że  manipulują 
młodzieżą  i  realizują  obce  Polsce  interesy.  Tak  więc,  nie  jest  prawdą,  że 

PAX na każdym zakręcie sprzeciwiał się zmianom, to nieprawda. Piasecki 
był na to zbyt inteligentny i miał większe ambicje niż tylko przytakiwanie 

„konserwatystom” z PZPR. 

Artykuł  Bolesława  Piaseckiego  “Instynkt  Państwowy”  z  roku  1956  został 
powszechnie  odebrany  jako  utożsamienie  się  autora  z  przeciwnikami 

“odwilży”  oraz  jako  groźba  użycia  siły  wobec  “nieposłusznych”  przez 
władze i Związek Radziecki. Tymczasem Ryszard Reiff w swoim “Archiwum 

Stowarzyszenia PAX” tłumaczy, iż w tekście zawarta była “przestroga, że 

nie  wybiła  jeszcze  godzina  wyzwolenia”  oraz  że  “wielu  publicystów 

background image

zniekształciło  myśli  artykułu,  przedstawiając  zawarte  w  nim  ostrzeżenie 

jako  życzenie”.  Jak  Pan  interpretuje  ową  pamiętną  publikację  kierownika 
PAX? 

-  Jak  już  mówiłem  wcześniej,  Piasecki  był  przerażony  taktyką  polityczną 

byłych stalinowców, którzy po utracie poparcia Moskwy (Chruszczow miał 
powiedzieć w marcu 1956 roku, że za dużo u nas „Abramowiczów”) nagle 

stali się antysowieccy. Polaków bardzo łatwo złowić na hasła antyrosyjskie 
i  Piasecki  o  tym  wiedział.  „Instynkt  państwowy”  był  rzeczywiście  takim 

ostrzeżeniem,  nie  wydumanym,  jak  pokazał  przykład  Węgier.  Ludzie 

nieuprzedzeni tak to odczytali, jednak obóz, nazwijmy go – „żydokomuny” 
– wykorzystał go do odwrócenia uwagi od siebie, od swoich zbrodni. Pia-

secki  stał  się  nagle,  w  ciągu  kilku  dni,  wrogiem  numer  1,  człowiekiem, 
który  miał  wręcz  odpowiadać  za  całe  zło  stalinizmu.  Było  to  dla 
„żydokomuny”  bardzo  wygodne  –  PAX  stał  się  swego  rodzaju  odgromni-

kiem,  dzięki  któremu  odwracano  uwagę  od  własnych  zbrodni.  Być  może 
niektórzy stalinowcy bali się, że Piasecki tym artykułem dał sygnał Mosk-

wie: „Patrzcie, partia zawiodła, zdradziła was, zostałem tylko ja, oddajcie 
mi władzę”. Uważam, że część aparatu partyjnego tak właśnie myślała  – 
Piasecki, człowiek Sierowa, doczekał się swojej chwili i teraz, przy pomocy 

„antysemickiej” Moskwy złapie nas za gardło. 

W  jaki  sposób  polskie  podziemie,  w  szczególności  to  wywodzące  się  z 
kręgów  endecko-oenerowskich  (NSZ,  konspiracyjny  SN),  oceniało 

działania, które Piasecki (wraz ze swoimi ludźmi) podjął w roku 1945? 

- To złożony problem, bo Piasecki wywodził się z obozu narodowego i trak-

towany  był  jako  narodowiec.  Nie  ma  przekazów  świadczących  o  jakimś 
szczególnie negatywnym stanowisku podziemia do Piaseckiego. Wiadomo, 
że Piasecki pomagał wielu ludziom z konspiracji narodowej, którzy albo się 

ujawnili,  albo  się  ukrywali.  Zygmunt  Przetakiewicz  opowiadał  mi  o  ukry-

waniu przez Piaseckiego kapelana NSZ, zagrożonego aresztowaniem. Ge-

neralnie  Piasecki  uważał,  że  walka  zbrojna  nie  ma  sensu  i  dążył  do 

background image

rozładowania  podziemia.  Jedną  z  takich  misji  przeprowadził  w  1947  roku 

Reiff,  ale  UB  wykorzystało  to  przeciwko  Piaseckiemu,  aresztując  ludzi, 
którzy się ujawnili. Pamiętajmy, że w UB była silna frakcja, która chciała 

Piaseckiego  zamknąć  i  zdyskredytować.  Taka  sztuczka  temu  służyła. 

Mówiłem  już  o  Jasienicy  –  który  służył  w  oddziale  „Łupaszki”.  Tylko 
poręczenie Piaseckiego uratowało go od śmierci. Generalnie więc, podzie-

mie narodowe miało do Piaseckiego stosunek realistyczny – wynikało to z 
tego, że w tym czasie powszechnie uważano, że władza PPR jest tymcza-

sowa  i  szybko  (po  wybuchu  III  wojny)  się  skończy.  Piasecki  też  nie  był 
wolny (lata 1945-1946) od tego typu myśli. 

Czy  Bolesław  Piasecki  zdawał  sobie  sprawę,  rozpoczynając  swoją 

działalność  powojenną,  że  przez  wielu  prawicowców  i  narodowców  może 
zostać potraktowany jako zdrajca i kolaborant, czy też liczył na to, że uda 
mu się zdobyć bardzo szerokie wpływy w tych środowiskach i przekonać je 

do swojej wizji? 

-  Musiał  wiedzieć,  na  jakie  naraża  się  pomówienia.  Co  ciekawe  jednak, 

atak na niego wcale nie wyszedł z szeregów prawicy i obozu narodowego. 
Pierwsi zaczęli go oczerniać ludzie ze Stronnictwa Pracy, bo uznali, że jest 
konkurencją  na  polu  katolickim.  Także  dawne  kręgi  z  Biura  Informacji  i 

Propagandy  KG  AK  siały  pogłoski  na  temat  Piaseckiego.  Nie  miał  też 
przyjaciół  w  PSL  Mikołajczyka.  Tak  naprawdę  wielkich  ataków  ze  strony 
ludzi  obozu  narodowego  wtedy  nie  było.  Piasecki  miał  nadzieję,  że  po-

zyska  jak  największe  grono  tych  ludzi  do  pracy  pokojowej,  co  udało  mu 
się częściowo. Byli to ludzie z SN, NOW, NSZ i innych organizacji – razem 

kilkuset. Ludzie z obozu narodowego, którzy działali w Polsce wiedzieli, że 
jest PAX i że jest Piasecki, i że w razie czego nie odmówi im pomocy. I tak 
było. Nawet ci, którzy nie zgadzali się z jego polityką, traktowali PAX jako 

swego  rodzaju  Arkę  Noego.  On  zresztą  nie  wymagał  od  nikogo,  kto  się 
zgłaszał, politycznych deklaracji czy politycznej aktywności. To były wolne 

decyzje każdego. 

background image

W swojej książce obala pan m.in. mit jakoby Piasecki już podczas rozmów 

z Sierowem “umówił się”, że będzie funkcjonował na “odcinku katolickim” i 
“rozbijał Kościół”. Prosiłbym o rozwinięcie tego tematu i odpowiedź na py-

tanie,  dlaczego  Piasecki  –  dotąd  zajmujący  się  przede  wszystkim 

działalnością  stricte  polityczną  –  w  roku  1945  wszedł  właśnie  w  rolę 
“działacza  katolickiego”.  Czy  teoretycznie  było  możliwe,  że  zająłby  się 

jakimś innym “obszarem” działalności publicznej? 

-  W  1945  roku  Piasecki  był  skazany  na  „odcinek  katolicki”.  Po  pierwsze, 

Kościół  zajmował  takie  samo  jak  on  stanowisko  wobec  nowej 

rzeczywistości (tzn., że trzeba się przystosować), po drugie uznał, że nie 
ma  szans  na  działalność  stricte  polityczną,  bo  to  skazuje  na  klęskę  i 

eliminację. Po trzecie wreszcie, jako wierzący katolik uznał, że dla Kościoła 
w Polsce idzie czas próby i on musi być obecny w tym czasie, a naczelnym 
zadaniem  jest  zapobiegnie  walnemu  starciu  Kościoła  i  marksistowskiego 

państwa. Jest też prawdą, że istnienie silnego Kościoła było dla Piaseckie-
go i jego  grupy swoistą gwarancją, że władza ich nie zlikwiduje. W 1956 

roku,  kiedy  wielu  domagało  się  likwidacji  PAX-u,  Gomułka  miał 
powiedzieć:  „Co  to,  to  nie.  Chcecie  zostawiać  mnie  sam  na  sam  z 
Wyszyńskim?”.  Takie  myślenie  było  obecne  z  partii  i  wcześniej  –  w 

zamyśle partii PAX miał „pomagać” w kontaktach z Kościołem, był czymś 
pomiędzy.  Tu  była  pewna  gra  –  PAX  wydawał  się  potrzebny  partii  i  to 
ratowało w czasach stalinowskich przed likwidacją. Śmiertelne zagrożenie 

pojawiło  się  w  1956  i  potem,  kiedy  uznano,  że  nie  jest  już  potrzebny,  a 
jest swego rodzaju wyrzutem sumienia. 

Jacek  Bartyzel  i  Adam  Danek  w swoich  artykułach  nt.  PAX  piszą,  że  PAX 
lansował  m.in.  poglądy  teologów  “progresistowskich”  i  modernistycznych 
(jak Maritain, Rahner, Teilhard de Chardin etc.). Tak rzeczywiście bywało, 

ale  jak  to  można  ocenić  i  wyjaśnić?  Czy  PAX  był  jakąś  “zadeklarowaną” 
tubą  modernizmu  czy  po  prostu  prezentował  rozmaite  oblicza 

współczesnego  katolicyzmu,  wśród  nich  odbijając  także  przychodzące  z 
Zachodu nowinki? 

background image

-  Piasecki  był  zawsze  człowiekiem  bardzo  ortodoksyjnym,  przywiązanym 

do kultu maryjnego i do katolicyzmu ludowego. Musimy jednak wziąć pod 
uwagę,  że  przyszło  mu  działać  w  czasach  dominacji  marksizmu.  Jeśli 

chciało się przekonać partię, że katolicy nie są zagrożeniem dla socjalizmu 

i mogą nawet współrządzić – to należało ich przekonać o tym, że ten kato-
licyzm  jest  „postępowy”  a  nie  „reakcyjny”.  Uważam,  że  sam  Piasecki 

traktował progresizm katolicki utylitarnie, jako wygodne narzędzie. To nie 
znaczy, że część działaczy PAX-u nie uwierzyła w „postępowy” katolicyzm. 

Sam z takimi się zetknąłem. Proszę też wziąć pod uwagę i inny aspekt tej 
sprawy. Koła lewicy katolickiej na Zachodzie uznawały, że w krajach bloku 

wschodniego  może  w  miarę  normalnie  działać  Kościół  i  świeccy,  podczas 

gdy  prawica  i  konserwatyści  domagali  się  wręcz  męczeństwa,  uznając  że 
nie jest możliwe jakiekolwiek współistnienie katolicyzmu i państwa mark-
sistowskiego. Takie same problemy miał Prymas Stefan Wyszyński w 1950 

roku  po  podpisaniu  porozumienia  z  władzami.  W  kręgach  prawicowych 

uważano go za „czerwonego”. Ci ludzie nie rozumieli specyfiki funkcjono-

wania  Kościoła  w  Polsce  po  1945  roku.  Nie  mieściło  im  się  w  głowie,  że 
Kościół  w  tym  systemie  może  w  miarę  normalnie  działać.  Polityka 
Wyszyńskiego  i  działalność  PAX-u  było  dla  nich  wyzwaniem,  więc  za 

wszelką  cenę  chcieli  tę  linię  zdyskredytować.  Inaczej  ocenia  się 

rzeczywistość na miejscu, inaczej kiedy się było po drugiej stronie, w bez-
piecznym miejscu, gdzieś w Paryżu czy Nowym Jorku. Ale właśnie dlatego 

te krytyki były nieuzasadnione, wręcz niemoralne, stąd panowie Bartyzel i 
Danek po prostu nie mają racji. A co do progresizmu. Piasecki akceptował 

decyzje  Soboru  Watykańskiego  II,  bo  zdejmował  on  odium  z  tych  kato-

lików,  którzy  działali  publicznie  w  krajach  bloku  wschodniego,  ale  nie 
akceptował tego wszystkiego, co wiąże się z nowinkami, jakie po nim się 

pojawiały. W to wszedł po uszy „Tygodnik Powszechny”, a nie PAX. 

Można spotkać się z takim poglądem, że Piasecki niepotrzebnie tak bardzo 

starał  się  być  aktywny  politycznie  w  PRL  i  że  cena  jaką  za  to  płacił  była 

zbyt wysoka. Innymi słowy, rzecznicy takiego poglądu sugerują, że byłoby 

background image

lepiej dla PAX-u i Kościoła, gdyby Piasecki postawił tylko na przykościelną 

działalność  “kulturalno-filozoficzną”,  nie  angażując  PAX  w  spory  poli-
tyczne. Czy takie wyjście byłoby lepsze? Czy było w ogóle możliwe? 

- Wyszyński radził tak Piaseckiemu już w 1947 roku. Być może dla spoko-

ju byłoby to dla niego lepsze rozwiązanie. Ale Piasecki nie był człowiekiem, 
który zgodziłby  się  na  taki  minimalizm.  Poza  tym,  my  dzisiaj  wiemy,  jak 

potoczyła  się  historia,  ludzie  w  1947  roku  tego  nie  mogli  przewidzieć. 
Trzeba  też  pamiętać,  że  gdyby  nie  zaangażowanie  polityczne,  Piasecki 

miałby  znacznie  mniej  możliwości  np.  ratowania  ludzi  w  okresie  staliniz-

mu. Zresztą nie tylko ludzi z podziemia, ale także pomagania Kościołowi. 

Jest zrozumiałe, że PAX-owcy, aby funkcjonować publicznie w PRL, musieli 

używać szczególnego języka i terminologii. Ale  – nawiązując poniekąd do 
poprzedniego pytania – powstaje pytanie, czy nie posuwali się w  tej “da-

ninie  słów”  (określenie  R.  Reiffa)  zbyt  daleko,  czy  nie  przekraczali  pew-

nych granic, ekscytując się “walką o pokój i rozbrojenie”, “sojuszem kato-
lików  z  marksistami”,  “wyzwoleniem  ludów  kolorowych  z  jarzma  kolonia-

lizmu” etc.? Czy – patrząc z perspektywy czasu, a jednocześnie nie tracąc 
z pola widzenia ówczesnych realiów – PAX-owcy nie mogli sobie pozwolić 
na nieco więcej lub przynajmniej milczeć w niektórych momentach? 

-  Taki  język  pojawiał  się  też  w  enuncjacjach  Kościoła.  Wystarczy 
przeczytać dzienniki Prymasa Wyszyńskiego, kiedy pisze w latach 50., że 
katolicy mogą angażować się w rzeczy nie podlegające dyskusji, np. walce 

o  pokój.  Takiego  języka  używał  też  „Tygodnik  Powszechny”.  Owszem, 

czytając  to  dzisiaj,  może  to  nas  razić,  a  nawet  śmieszyć,  ale  to  nie  były 

śmieszne  czasy.  Do  partii  –  sądził  Piasecki  –  należało  przemawiać 
językiem dla niej zrozumiałym, bo innego nie przyjmie i nie zrozumie. To 
była swego rodzaju konwencja. Z drugiej strony pozwalało to na funkcjo-

nowania  na  niższym  szczeblu  (publicystyka,  książki)  języka  normalnego. 

Nawet  w  latach  50.  na  zebraniach  PAX-u  można  było  powiedzieć  bardzo 

dużo. 

background image

Ryszard  Reiff  (i  inni  zwolennicy  Piaseckiego,  np.  Przetakiewicz) 

podkreślają,  że  “wieloświatopoglądowość”,  “potrójne  zaangażowanie”  i 
“przezwyciężanie  zwycięzcy”  były  podjętą  przez  Piaseckiego  tymczasową 

taktyką obliczoną na “przetrzymanie” okresu PRL. Ale przecież nie wszyscy 

o  tym  wiedzieli  (Reiff  twierdzi,  że  pełnię  wiedzy  o  planach  i  taktyce  PAX 
posiadały cztery osoby, jak można sądzić: Piasecki, Hagmajer, Przetakie-

wicz  i  on  sam).  Czy  więc  z  upływem  lat  szło  to  w  tę  stronę,  że  młodsi 
działacze PAX zaczynali traktować oficjalną doktrynę stowarzyszenia  jako 

wartość samą w sobie i cel ostateczny? A z drugiej strony – w jakim stop-
niu PAX uległ oportunizmowi i bezideowemu karierowiczostwu? 

- Reiff przesadza, pisał swoje wspomnienia po 1989 roku, więc trochę do-

rabia  ideologię.  Piasecki  traktował  swoje  ideowe  zaangażowanie  bardzo 
poważnie.  Uważał,  że  po  1945  roku  Polski  wcale  nie  spotkała  katastrofa, 
m.in.  dlatego,  że  pozbyła  się  wpływów  liberalnego  kapitalizmu,  który 

uważał za największe zagrożenie (zresztą Wyszyński też myślał podobnie). 
Taktyka na „przeczekanie” mogła dominować w latach 1945-1947, ale nie 

potem,  kiedy  stało  się  jasne,  że  w  najbliższym  czasie  nic  się  nie  zmieni. 
Piasecki grał na ewolucję systemu, na wyrwanie zębów ateizmowi, na do-
puszczenie do systemu dwupartyjnego. Te zmiany miały się dokonywać w 

ramach porządku, jaki zapanował po 1945 roku i w oparciu o realia geopo-
lityczne,  czyli  sojusz  z  Rosją.  Piasecki  stracił  złudzenia  w  połowie  lat  60. 
kiedy  uznał,  że  PZPR  nie jest zdolna  do  ewolucji,  a  „zmiana  przyjdzie  ze 

Wschodu”. Opozycji nigdy nie popierał, bo uważał, że albo jest ideologicz-
nie niedojrzała albo jest zagraniczną (amerykańską) agenturą. Nie wiemy 

co by zrobił, gdyby dożył do czasów Solidarności i do roku 1989. Myślę, że 
w  latach  70.  pojawiało  się  swego  rodzaju  skostnienie  ideologiczne  (Pia-
secki  gasł  w  oczach),  także  oportunizm.  Sam  Piasecki  nie  dał  też  swoim 

kolegom jasnych wskazówek, nawet nie wyznaczył następcy. Są przekazy 
świadczące o tym, że pesymistycznie patrzył na przyszłość organizacji po 

swojej śmierci. I tu miał rację, ale też jest w tym część jego winy. 

background image

Niektórzy, w tym nawet obrońcy PAX, uważają że tak czy inaczej jest to 

zjawisko całkowicie przeszłe, minione, obumarłe, że wartość PAX-owskiej 
publicystyki politycznej, artykułów prasowych etc. była w najlepszym razie 

tymczasowa i cenna o tyle, o ile pozwalała obejść pewne ograniczenia ko-

munizmu  i  wywalczyć  coś  dla  katolików.  Czy  zgadza  się  Pan  z  takim 
podejściem,  czy  też  może  powojenne  pisma  Piaseckiego  albo  niektóre 

teksty z “Dziś i Jutra”, “Kierunków”, “Życia i Myśli” czy “Słowa Powszech-
nego”  mają  większe  znaczenie  i  warte  są  tego,  by  nawet  i  teraz  je 

przypominać? 

-  Nigdy  nie  jest  tak,  że  jakaś  myśl  polityczna  po  latach  jest  całkowicie 
bezużyteczna.  Gdyby  tak  było,  to  działalibyśmy  w  pustce  ideologicznej. 

Proszę  zobaczyć,  jak  często  politycy  powołują  się  a  to  na  Piłsudskiego 
(który  nie  miał  wiele  do  powiedzenia),  na  Giedroycia  czy  Witosa.  To  co 
pisał Piasecki miało zarówno wymiar doraźny, ale i ponadczasowy. Ostat-

nio  przygotowywałem  referat  na  konferencję  naukową  zatytułowany 
„Bolesław  Piasecki  wobec  Związku  Radzieckiego  a  tradycja  geopolityczna 

Narodowej  Demokracji”.  Proszę  mi  wierzyć,  są  to  sprawy  bardzo 
interesujące,  także  z  dzisiejszego  punktu  widzenia.  Piasecki  był  zbyt 
wybitną indywidualnością, by można było ot tak sobie wyrzucić całą jego 

spuściznę na śmietnik. 

Bolesław Piasecki pisał w “Siłach Rozwoju”, że polityk nie jest obowiązany 
do mówienia całej prawdy – ale nie wolno mu kłamać. Jak Pan sądzi, czy 

on sam spełniał to kryterium właściwego prowadzenia polityki? 

- Tak uważam. Piaseckiemu przyszło działać w bardzo trudnym momencie 

dziejów  Polski.  Takich  trudności  nie  miał  np.  Roman  Dmowski.  Nie  mógł 
powiedzieć wszystkiego, dlatego tak trudno go się czytało i interpretowało. 
Łatwo było wzruszyć ramionami albo skrytykować. Piasecki to postać tra-

giczna, atakowana przez ludzi, którzy w swoim życiu nic dla Polski nie zro-

bili,  ale  za  to  wiele  o  tym  mówili.  Owszem,  popełniał  błędy,  nieraz  się 

mylił, ale zawsze działał z myślą o Polsce. Był kimś wyjątkowym, co widać 

background image

dzisiaj  bardzo  wyraziście  obserwując  współczesnych  polityków,  a  raczej 

politykierów. 

Wywiad ukazał się w nr 18 magazynu internetowego „Młodzież Imperium” 

Nr 42 (18.10.2009)